You are on page 1of 613

PROLOG

Auraya przestpia zwalony pie, uwaajc, by szelest zeschych lici albo trzask amanej gazki nie zdradzi jej obecnoci. Lekki nacisk na krta ostrzeg j i obejrzaa si - skraj taula zaczepi o kor. Uwolnia go i ostronie zrobia kolejny krok. Jej cel poruszy si i dziewczyna zamara. Przecie nie mg mnie sysze, powiedziaa sobie w mylach. Nie wydaam adnego dwiku. Wstrzymaa oddech, kiedy mczyzna wsta i spojrza w omszae konary starego drzewa garpa. Licie rzucay plamy cienia na jego kamizelk tkacza snw. Po chwili znowu przykucn i wrci do badania poszycia. Auraya zrobia trzy kolejne ciche kroki. - Wczenie dzi przychodzisz, Aurayo. Westchna zniechcona i podesza do niego, tupic gono. Pewnego dnia go zaskocz, przysiga sobie w duchu. - Mama wzia wieczorem du dawk. Bdzie spaa do pna. Leiard podnis kawaek kory, potem z kieszeni kamizelki wyj krtki noyk, wsun ostrze w szczelin i przekrci, odsaniajc wewntrz mae czerwone ziarenka. - Co to takiego? - spytaa zaintrygowana. Wprawdzie Leiard ju od lat uczy j wszystkiego o lesie, ale zawsze byo co nowego, co moga pozna. - To nasiona drzewa garpa. - Wysypa je i rozsun na doni. Przyspieszaj bicie serca i zapobiegaj usypianiu. Uywaj ich kurierzy w dalekich podrach, onierze i uczeni, by odpdzi sen, a take... Umilk nagle, wyprostowa si i popatrzy w gb lasu. W oddali Auraya usyszaa trzask drewna. Spojrzaa midzy drzewa. Czy to ojciec przybywa, by zabra j do domu? A moe kapan Avorim? Zakaza jej rozmawia z tkaczami snw, a ona lubia w sekrecie mu si sprzeciwia, ale pozwoli si przyapa w towarzystwie Leiarda

to cakiem inna sprawa. Odstpia o krok. - Zosta na miejscu. Auraya znieruchomiaa, zaskoczona tonem jego gosu. Syszc kroki, obejrzaa si i zobaczya dwch mczyzn. Byli krpi, ubrani w twarde skrzane kamizele. Twarze pokryway im czarne wiry i smugi. Dunwayczycy, odgada. - Nie odzywaj si - mrukn Leiard. - Ja bd rozmawia. Obcy zauwayli ich. Kiedy skierowali si w ich stron, spostrzega, e obaj trzymaj nagie miecze. Leiard sta w miejscu. Dunwayczycy zatrzymali si o kilka krokw przed nim. - Tkaczu snw - odezwa si jeden z nich. - Czy w lesie jest wicej ludzi? - Nie wiem - odpar Leiard. - Las jest duy, a ludzie rzadko tu przychodz. Wojownik skin mieczem w stron wioski. - Chodcie z nami. Leiard nie dyskutowa ani nie prosi o wyjanienia. - Nie zapytasz, co si dzieje? - szepna Auraya. - Nie - odrzek. - Przekonamy si ju niedugo. Oralyn bya najwiksz wiosk w pnocno zachodniej Hani, ale Auraya usyszaa narzekania przybyszw, e nie jest zbyt dua. Zbudowana na szczycie wzgrza, wznosia si nad okolicznymi polami i lasem. Ponad domami wyrastaa kamienna witynia, a ca wiosk otacza stary mur. Bram usunito p wieku temu, pozostawiajc bezksztatne grudy rdzy w miejscach, gdzie kiedy byy zawiasy. Dunwayscy wojownicy kryli wzdu muru, a na otaczajcych go polach nie byo robotnikw. Auray i Leiarda odprowadzono pustymi ulicami do wityni i wpuszczono do wntrza. Mieszkacy wioski toczyli si w gwnej sali. Niektrzy z modszych mczyzn nosili bandae. Auraya usyszaa, e kto woa j po imieniu, spostrzega swoich rodzicw i podbiega do nich.

- yjesz... dziki bogom - powiedziaa matka, tulc Auray do siebie. - Co si dzieje? Matka znowu osuna si na podog. - Ci obcy kazali nam tu przyj - wyjania. - Chocia twj ojciec mwi im, e jestem chora. Auraya rozwizaa sznurki taula, zoya go i usiada na nim. - Wytumaczyli dlaczego? - Nie - odpowiedzia ojciec. - Ale nie sdz, eby chcieli nam zrobi krzywd. Niektrzy z naszych prbowali walczy z wojownikami, kiedy kapan Avorim przegra, i aden nie zosta zabity. Aurai nie zaskoczya poraka Avorima. Wprawdzie wszyscy kapani byli Obdarzeni, ale nie wszyscy byli potnymi czarownikami. Auraya podejrzewaa, e niektrzy farmerzy maj wiksze zdolnoci magiczne ni Avorim. Leiard przystan przy jednym z rannych. - Czy chcesz, ebym to obejrza? - zapyta cicho. Mczyzna otworzy usta, by odpowiedzie, ale zamar, gdy obok stana okryta biel posta. Popatrzy na Avorima i wolno pokrci gow. Leiard wyprostowa si i spojrza na kapana. Cho Avorim nie by tak wysoki jak Leiard, jednak mia autorytet. Auraya czua mocniejsze bicie serca, gdy obaj mierzyli si wzrokiem. Po chwili Leiard skoni si i odszed. Gupcy, mylaa. Mgby przynajmniej ukoi bl... Czy to wane, e nie czci bogw? Wicej wie o uzdrawianiu ni ktokolwiek tutaj. Rozumiaa jednak, e sytuacja nie jest taka prosta. Cyrklianie i tkacze snw zawsze si nienawidzili. Cyrklianie nienawidzili tkaczy snw, poniewa ci nie czcili ich bogw. Tkacze snw nienawidzili bogw, gdy ci zabili ich przywdc, Mirara. Tak przynajmniej twierdzi kapan Avorim, cho Auraya nigdy nie syszaa, by co takiego mwi Leiard.

Metaliczny brzk zabrzmia echem w caej wityni. Wszystkie gowy odwrciy si w stron wrt, ktre otworzyy si z wolna. Wkroczyli dwaj wojownicy Dunwayczykw. Jeden z nich mia linie wytatuowane w poprzek czoa, co nadawao jego twarzy wyraz wiecznego niezadowolenia. Serce Aurai zamaro, gdy rozpoznaa wzr. To ich przywdca. Leiard opisa mi kiedy te tatuae. Obok szed mczyzna w ciemnoniebieskiej szacie, z twarz pokryt promieniujcymi liniami. A to ich czarownik. Obaj rozejrzeli si po sali. - Kto dowodzi w tej wiosce? - zapyta przywdca Dunwayczykw. Wjt wioski, tusty kupiec imieniem Qurin, wystpi nerwowo naprzd. - Ja. - Jakie jest twoje imi i ranga? - Qurin, wjt Oralyn. Dunwayski przywdca zmierzy pulchnego mczyzn wzrokiem. - Ja jestem Bal, talm Mirrim, ka - lem Leven - ark. Aurai przypomniay si nauki Leiarda. Talm to tytu zwizany z wasnoci ziemsk. Ka - lem byo wysokim stopniem wojskowym. Powinno si czy z nazw ktrego z dwudziestu jeden wojowniczych klanw, ale Leven - ark nic jej nie mwio. - To jest Sen - mwi dalej Bal, wskazujc skinieniem czarownika. - Wojownik ognia Leven - ark. Macie ze sob kapana. Spojrza na Avorima. - Podejd tu i podaj swoje imi. Avorim podszed i stan obok wjta. - Jestem Avorim, kapan - oznajmi, a zmarszczki na jego twarzy stay w wyrazie pogardy. - Dlaczego napadlicie na nasz wiosk? Uwolnijcie nas natychmiast! Auraya stumia jk. Nie mona w taki sposb zwraca si do Dunwayczyka, a zwaszcza Dunwayczyka, ktry wanie wzi

wszystkich mieszkacw wioski na zakadnikw. Bal nie przej si daniem kapana. - Chodcie ze mn. Odwrci si na picie. Qurin zerkn aonie na Avorima, ktry pooy mu do na ramieniu, prbujc doda otuchy. Obaj wyszli za Balem ze wityni. Gdy tylko wrota si zamkny, uwizieni zaczli snu domysy. Mimo e wioska leaa niedaleko Dunwayu, niewiele wiedzieli o ssiedniej krainie. Nie musieli. Gry dzielce oba kraje byy niemal nie do przebycia, wic handel odbywa si albo drog morsk, albo przez przecz daleko na poudniu. Myl o tym, co Qurin i Avorim mog jeszcze powiedzie, eby rozzoci Bala, wzbudzia u Aurai dreszcz lku. Wtpia, by ktokolwiek w wiosce, oprcz Leiarda, dostatecznie pozna Dunwayczykw, by wynegocjowa jakie wyjcie z tej sytuacji. Jednak Avorim nigdy nie pozwoli, by tkacz snw ich reprezentowa. Wrcia pamici do dnia, kiedy pierwszy raz spotkaa Leiarda, prawie pi lat temu. Jej rodzina przeprowadzia si na wie w nadziei, e czyste powietrze i spokj pomog chorej matce. Nie pomogy. Auraya syszaa, e tkacze snw s dobrymi uzdrowicielami, wic odszukaa Leiarda i miao poprosia go, by leczy jej matk. Od tego czasu odwiedzaa go co kilka dni. Miaa mnstwo pyta na temat wiata - pyta, na ktre nikt nie potrafi jej odpowiedzie. Kapan Avorim opowiada tylko o bogach, ale by zbyt saby, by nauczy j jakich magicznych Darw. Wiedziaa, e Leiard jest magicznie silny, bo nigdy nie brako mu Darw, ktrych j uczy. Chocia nie lubia Avorima, rozumiaa jednak, e cyrkliaskich zwyczajw powinna si uczy od cyrkliaskiego kapana. Uwielbiaa rytuay i modlitwy, histori i prawa... Uwaaa, e sprzyja jej szczcie, gdy moe y w czasach, ktrym bogowie zesali pokj i dobrobyt. Gdybym zostaa kapank, byabym o wiele lepsza od niego, mylaa. Ale to si nie zdarzy. Dopki mama choruje, bd jej

potrzebna; musz tu zosta i si o ni troszczy. Otworzenie wrt wityni przerwao ten cig myli. Qurin i Avorim weszli do rodka, a winiowie otoczyli ich ciasno. - Wszystko wskazuje na to, e ci ludzie prbuj powstrzyma planowane przymierze midzy Dunwayem i Hani - oznajmi Qurin. Avorim przytakn. - Jak wiecie, Biali od lat starali si doprowadzi do przymierza z Dunwayczykami. Teraz wreszcie odnieli sukces, poniewa umar podejrzliwy stary I - Orm, a wadz obj jego rozsdniejszy syn, I Portak. - To dlaczego tu przyszli? - zapyta kto. - eby powstrzyma zawarcie traktatu. Kazali mi nawiza kontakt z Biaymi, by mogli przekaza swoje dania. Uczyniem to i... i rozmawiaem z samym Juranem. Auraya usyszaa kilka sykni. Rzadko si zdarzao, by kapani rozmawiali telepatycznie z jednym z Wybracw Bogw, czworga przywdcw cyrklian, znanych jako Biali. Na policzkach Avorima pojawiy si dwie plamy czerwieni. - Co powiedzia? - spyta wioskowy piekarz. Kapan zawaha si... - Martwi si o nas i zrobi, co tylko moliwe. - To znaczy co? - Nie mwi. Pewnie najpierw porozmawia z I - Portakiem. Pady kolejne pytania. Avorim podnis gos: - Dunwayczycy nie chc wojny z Hani. Wyranie dali nam to do zrozumienia. W kocu wystpi przeciwko Biaym, to jak wystpi przeciw bogom. Nie wiem, ile czasu tu pozostaniemy. Ale musimy by gotowi, by zaczeka jeszcze kilka dni. Pytania wrciy do kwestii praktycznych. Auraya zauwaya, e Leiard marszczy czoo z niepokojem i obaw. Czego si boi? Czyby nie wierzy, e Biali zdoaj nas uratowa? Auraya nia. Sza dugim korytarzem o cianach zastawionych zwojami i tabliczkami. Wyglday na ciekawe, ale nie zwracaa na nie uwagi. Wiedziaa, e nie znajdzie w nich tego, co potrzebne. Co

pchao j naprzd; w kocu wesza do nieduego, okrgego pokoju. W rodku na postumencie lea wielki zwj. Rozwin si i Auraya spojrzaa na tekst. Przebudzia si i usiada wyprostowana. Serce bio jej mocno. W wityni panowaa cisza, jeli nie liczy zwykych odgosw picych ludzi. Rozejrzaa si i zauwaya w kcie pogronego we nie Leiarda. Czy to on przesa jej ten sen? Jeli tak, to naruszy prawo, ktrego zamanie karane byo mierci. Ale czy to wane, skoro i tak wszyscy mamy zgin? Auraya otulia si taulem i zastanowia nad swoim snem. Dlaczego nagle bya pewna, e wioska jest skazana na zagad? Na zwoju znajdowa si tylko jeden akapit: Leven - ark oznacza po dunwaysku porzucajcego honor. Okrela wojownika, ktry odrzuci wszelkie nakazy honoru i obowizku, by by w stanie walczy o spraw ideologicznie lub moralnie suszn. Dla Aurai byo niepojte, e dunwayski wojownik decyduje si na pohabienie swojego klanu, biorc na zakadnikw nieuzbrojonych wieniakw albo mordujc bezbronnych ludzi. Teraz zrozumiaa. Ci Dunwayczycy nie dbali ju o honor. Nie cofn si przed niczym, nawet przed rzezi mieszkacw wsi. Biali posiadaj potne Dary i atwo pokonaj Dunwayczykw w walce. Jednak zanim Biali ich zwyci, Dunwayczycy mog pozabija jecw. Natomiast gdyby Biali ustpili daniom Dunwayczykw, inni mogliby ich naladowa. O wiele wicej Hanijczykw czekaoby uwizienie i groba mierci. Biali nie ustpi, pomylaa. Wybior raczej mier niektrych lub wszystkich z nas, ni ryzyko, e kolejne wioski stan si zakadnikami. Auraya potrzsna gow. Dlaczego Leiard przesa mi ten sen? Przecie nie drczyby mnie prawd, gdybym nic nie moga na ni

poradzi... Raz jeszcze pomylaa o informacji na zwoju. Leven - ark. Odrzuci wszelkie nakazy honoru. Jak mona to wykorzysta? Przez reszt nocy nie udao si jej zasn. Zastanawiaa si. Dopiero kiedy do wntrza zacz si sczy blask witu, znalaza rozwizanie. Po kilku dniach ludzie stali si draliwi, a stche powietrze cikie od niemiych zapachw. Kiedy kapan Avorim nie rozstrzyga ktni midzy uwizionymi, stara si dodawa im odwagi. Codziennie wygasza par kaza. Dzisiaj opowiedzia o mrocznych czasach sprzed Wojny Bogw, kiedy wiatem rzdzi chaos. - Kapanie... - odezwa si jaki chopiec, gdy opowie dobiega koca. - Tak? - Dlaczego bogowie nie zabij Dunwayczykw? Avorim umiechn si. - Bogowie to istoty czysto magiczne. Aby wpywa na ten wiat, musz dziaa za porednictwem ludzi. Dlatego wanie maj Biaych. Oni s rkami, oczami i gosami bogw. - A dlaczego nie dali ci mocy, eby mg zabi Dunwayczykw? - Poniewa istniej lepsze ni zabijanie sposoby rozwizywania problemw. Dunwayczycy... - Gos kapana ucich. Avorim wpatrzy si w jaki odlegy punkt, po czym umiechn si. - Przybya Mairae z Biaych - oznajmi. Auraya poczua mrowienie w odku. Kto z Biaych zjawi si tutaj, w Oralyn! Ale jej podniecenie zgaso, gdy otworzyy si wrota wityni. Do rodka wszed Bal w otoczeniu kilku wojownikw i jego czarownik Sen. - Kapanie Avorim. Qurinie. Chodcie. Avorim i Qurin wyszli za nim. Sen pozosta wewntrz. Zmarszczka na czole znieksztacia linie tatuau na jego twarzy. Wskaza na Ralama, ojca kowala.

- Ty. Chod. Starzec wsta i niepewnie zbliy si do czarownika, powczc nog, zaman przed laty i krzywo zronit. Ma by ofiar, domylia si Auraya. Serce bio jej szybko, kiedy ruszya naprzd. Jej plan opiera si na tym, e niezalenie od intencji, Dunwayczycy niechtnie bd ama swe obyczaje. Stana przed Ralamem. - Wedug nakazw Lore - powiedziaa - dam prawa zajcia miejsca tego czowieka. Czarownik zamruga zdziwiony. Zerkn na wojownikw strzegcych drzwi i rzuci co po dunwaysku, lekcewaco wskazujc j rk. - Wiem, e mnie zrozumiae - owiadczya. Podesza bliej i stana o krok przed nim. - Tak samo jak twoi bracia wojownicy. dam prawa zajcia miejsca tego czowieka. Serce walio jej jak motem. Gosy przywoyway j, mwiy, by odstpia. Starzec pocign j za rk. - Daj spokj, dziewczyno. Ja pjd. - Nie. - Spojrzaa w twarz Sena. - Wemiecie mnie? Czarownik zmruy oczy. - Czy taki jest twj wybr? - Tak. - Chod ze mn. Kto wykrzycza jej imi i Auraya przygryza warg, kiedy rozpoznaa gos matki. Opierajc si chci spojrzenia za siebie, wysza za Dunwayczykami ze wityni. Na zewntrz Auray zacza opuszcza odwaga. Zobaczya dunwayskich wojownikw stojcych pkolem przy wyrwie w murze wioski. Ostrza wczni migotay w promieniach popoudniowego soca. Nigdzie nie byo Qurina ani kapana Avorima. Spomidzy wojownikw wyszed Bal. Ujrza Auray, zmarszczy brwi i powiedzia co we wasnej mowie. - Zaproponowaa siebie w zamian - odpar Sen po hanijsku. - Czemu nie odmwie?

- Znaa sowa rytuau. Honor nakazywa... Bal zmruy oczy. - Jestemy Leven - ark. Odrzucilimy honor. We... Kto krzykn ostrzegawczo i wszyscy si obejrzeli. W wyrwie muru staa kapanka. Bya pikna. Zociste wosy miaa uoone w wyszukan fryzur, a jej due niebieskie oczy obserwoway ich spokojnie. Auraya zapomniaa o wszystkim prcz faktu, e oto moe oglda Mairae z Biaych. Po chwili Sen obj jej nadgarstek elaznym uciskiem i pocign za Balem, ktry maszerowa ju w stron nowo przybyej. - Zosta tam albo ona zginie - warkn przywdca Dunwayczykw. Mairae przyjrzaa mu si uwanie. - Balu, talmie Mirrim, ka - lemie Leven - ark, dlaczego uwizie mieszkacw Oralyn? - Czy wasz kapan nie wytumaczy? damy, ebycie wycofali si z przymierza z Dunwayem. Jeli nie, zabijemy tych wieniakw. - I - Portak nie sankcjonuje dziaa, ktre podjlicie. - Nie zgadzamy si z wami oraz z I - Portakiem. Mairae skina gow. - Dlaczego nie chcecie dopuci do przymierza, skoro bogowie pragn, by nasze krainy byy zjednoczone? - Nie nakazali, by Dunway by rzdzony przez Biaych, a jedynie bymy byli sprzymierzecami. - Nie chcemy wami rzdzi. - Dlaczego zatem dacie wadzy nad naszymi wojskami? - Nie damy. Wasza armia jest i zawsze pozostanie dowodzona przez I - Portaka i jego nastpcw. - Armia bez wojownikw ognia. Mairae uniosa lekko brwi. - Czyli sprzeciwiacie si raczej rozformowaniu klanu czarownikw ni samemu przymierzu? - Tak. Zamylia si.

- Wierzylimy, e czarownicy wspieraj likwidacj klanu. I Portak dostrzeg liczne korzyci pynce z kierowania Obdarzonych Dunwayczykw do stanu kapaskiego. Mogliby si tam nauczy wielu rzeczy, ktrych nie poznaj w domu klanowym. Na przykad uzdrawiania. - Nasi wojownicy ognia potrafi opatrzy ran - warkn Sen. Jego gos zahucza gono w uszach Aurai. Mairae zwrcia si ku niemu. - Ale nie wiedz, jak wyleczy chorob dziecka, jak pomc w trudnym porodzie albo jak poprawi wzrok starca. - Takimi sprawami zajmuj si nasi tkacze snw. Mairae pokrcia gow. - W Dunwayu nie moe by ich wystarczajco duo, by mogli si zaj wszystkimi takimi sprawami. - Mamy ich wicej ni Hania - odpar sztywno Sen. - Nie prbowalimy ich pozabija jak Hanijczycy. - Sto lat temu Dunwayczykom tak samo jak Hanijczykom zaleao na pozbyciu si Mirara, przywdcy tkaczy snw. Tylko nieliczni zbkani Hanijczycy prbowali zabija jego zwolennikw. My tego nie nakazywalimy. - Przerwaa na chwil. - Tkacze snw to zdolni uzdrowiciele, ale nie mog wzywa na pomoc potgi bogw. My moemy da wam o wiele wicej. - Chcecie nam zabra tradycj, ktrej dochowujemy od ponad tysica lat - odrzek Bal. - Czy z tego powodu postanowie zosta nieprzyjacielem bogw? Z tego powodu chcesz wszcz wojn? Bo to wanie si stanie, jeli zabijecie tych wieniakw. - Tak - potwierdzi ze znueniem Bal. - Na to jestemy przygotowani. Wiemy bowiem, e to nie bogowie daj rozwizania klanu czarownikw, ale I - Portak i Biali. Mairae westchna. - Dlaczego nie zgosilicie si wczeniej? Gdybycie pokojowo przekazali nam swoje uwagi, moglibymy zmieni warunki przymierza. Teraz jednak nie moemy wam ustpi, bo gdyby inni

zobaczyli, e si wam udao, oni take zagroziliby niewinnym, by postawi na swoim. - A wic zostawisz tych wieniakw ich losowi? - Ich los spadnie na wasze sumienie. - Doprawdy? Co ludzie pomyl o Biaych, kiedy usysz, e nie chcieli ratowa swojego ludu? - Lojalno naszego ludu jest silna. Masz czas do koca dnia, by std odej, talmie Mirrim. Niech bogowie wska ci drog. Odwrcia si. - Nasza sprawa jest suszna - stwierdzi cicho Bal. - Bogowie widz, e to prawda. Rzuci Aurai niepokojco obojtne spojrzenie, po czym skin na Sena. Auraya zesztywniaa, czujc na karku palce czarownika. - Zaczekaj! - zawoaa. - Czy mog co powiedzie, zanim zgin? Wyczua, e Sen znieruchomia. Mairae zatrzymaa si i przez rami spojrzaa na Bala. Dunwayczyk umiechn si. - Mw - rzek. Auraya spogldaa to na Mairae, to na Bala; przypominaa sobie sowa, ktre w mylach wiczya od wielu dni. - To moe si rozwin na cztery sposoby - stwierdzia. - Po pierwsze, Dunwayczycy mog ustpi i pozwoli Biaym robi swoje. - Zerkna na Bala. - To mao prawdopodobne. Tak samo mao prawdopodobne, e Biali ustpi i zaczekaj, by zawrze przymierze w lepszym czasie, bowiem nie chc, eby ktokolwiek was naladowa. Zascho jej w ustach. Przerwaa, by przekn lin. - Wydaje si, e Biali musz pozwoli Leven - ark nas pozabija. Potem albo Biali, albo I - Portak wybij Leven - ark. Wszyscy zostaniemy uznani za mczennikw naszej krainy lub naszej sprawy. - Znw popatrzya na Bala. - Ale czy rzeczywicie? Jeli zginiecie, klan czarownikw i tak czeka koniec. - Spojrzaa na Mairae. - Musi by jakie inne wyjcie. Wszyscy wpatrywali si w ni. A ona po raz kolejny zwrcia si do Bala.

- Niech to wyglda, jakby Leven - ark przegrali. Odrzucilicie honor i przybylicie tu gotowi powici ycie dla ratowania klanu czarownikw. Czy jestecie gotowi, by zamiast tego powici swoj dum? - Dum? - zdziwi si Bal. - Jeli pozwolicie, by Biali odesali was z Hani pod eskort i pohabionych... jeli bdzie si wydawao, e ponielicie klsk... to nie musimy si obawia, e kto pjdzie w wasze lady. - Zerkna na Mairae. - Jeli si zgodzi, czy zmienicie warunki traktatu? - eby pozwoli klanowi trwa? - Tak. Nawet ja, mieszkajca w malekiej wiosce, syszaam o sawnym dunwayskim klanie wojownikw ognia. Mairae skina gow. - Tak, jeli ludzie w Dunwayu zechc go zachowa. - Zmiecie warunki paktu, ale nie tak od razu, bo inni domyl si zwizku midzy przybyciem tu Leven - ark i tymi zmianami. Zorganizujcie co innego, co mogoby je spowodowa. Bal i Mairae zamylili si. Sen wyda jaki cichy pomruk, po czym rzuci co po dunwaysku. Syszc odpowied Bala, zesztywnia, lecz nie mwi nic wicej. - Czy chcesz jeszcze co doda, dziewczyno? - zapyta wojownik. Auraya skonia gow. - Bd wdziczna, jeli nie zabijecie mojej rodziny i ssiadw. Bal wyglda na troch oszoomionego. Odwrci si do Mairae. Auraya tumia narastajce uczucie, e wanie zrobia z siebie gupca. Musiaam sprbowa, mylaa. Gdybym znalaza sposb ocalenia wioski i nie sprbowaa, to byabym... byabym martwa. - Czy skonni jestecie pozwoli, by wiat uwierzy w wasz klsk? - spytaa Mairae. - Tak - odpar Bal. - Ale moi ludzie take musz si zgodzi. Jeli to zrobi, to czy zmienicie warunki przymierza? - Jeli inni Biali i I - Portak si zgodz. Moe naradzimy si ze

swoimi ludmi i spotkamy tutaj za godzin? Bal przytakn. - I do tego czasu nie skrzywdzicie nikogo z mieszkacw wioski? - Przysigam na Lore, e nie spotka ich adna krzywda. Ale skd mam mie pewno, e zmienicie pakt, kiedy ju odejdziemy? Usta Mairae wygiy si w umiechu ulgi. - Bogowie nie pozwalaj nam ama naszych obietnic. - Musi nam to wystarczy - stwierdzi Bal. - Wr za godzin. Poznasz nasz decyzj. Kiedy Mairae wkroczya do wityni, wszyscy zamilkli. - Udao si znale pokojowe rozwizanie - oznajmia. Dunwayczycy odeszli. Moecie wraca do domw. W wityni zabrzmiay radosne okrzyki. Auraya wesza do rodka za Mairae, Avorimem i Qurinem. - Ty maa wariatko! - krzykn znajomy gos. Matka podbiega, by j uciska. - Dlaczego to zrobia? - Pniej wytumacz. Auraya rozgldaa si za Leiardem, ale nigdzie go nie byo. Kiedy matka j wypucia, nagle zdaa sobie spraw, e Mairae stoi tu obok. - Aurayo Dyer - rzeka Biaa. - Okazaa wielk odwag. Dziewczyna poczua, e si czerwieni. - Odwag? Przez cay czas byam przeraona. - Ale nie pozwolia, by strach zamkn ci usta. - Kobieta umiechna si. - Wykazaa si rzadko spotykan intuicj. Avorim mwi mi, e jeste inteligentn i Obdarzon studentk. Auraya ze zdziwieniem spojrzaa na kapana. - Tak mwi? - Tak. Mylaa, czy nie zosta kapank? Jeste starsza ni typowe nowicjuszki, ale jeszcze nie za stara. Serce Aurai zamaro. - Bardzo bym chciaa, ale moja matka... - Obejrzaa si na rodzicw. - Jest chora. Opiekuj si ni. Mairae przyjrzaa si matce Aurai.

- Uzdrowiciele ze wityni s najlepsi w caym kraju. Jeli przyl tu jednego z nich, pozwolisz swojej crce si do nas przyczy? Oszoomiona dziewczyna patrzya wyczekujco na rodzicw, szeroko otwierajcych oczy ze zdziwienia. - Nie chciaabym sprawia takich kopotw... - zacza matka. - Uznajcie to za wymian - zaproponowaa z umiechem Mairae. - Pocztkujca kapanka za wyszkolonego kapana. Auraya ma zbyt wielki potencja, by go zmarnowa. Co o tym mylisz, Aurayo? Dziewczyna otworzya usta i wydaa z siebie cakiem dziecinny pisk, ktry jeszcze przez lata miaa wspomina z zakopotaniem. - To by byo cudowne!

CZ PIERWSZA

1
Wprawdzie Danjin Spear ju przy kilku wczeniejszych okazjach bywa w wityni w Jarime, ale dzisiaj mia wraenie, e idzie tam po raz pierwszy. W przeszoci odwiedza wityni w sprawach innych ludzi albo wykonujc drobne zlecenia jako tumacz. Teraz byo inaczej - teraz by tutaj, by rozpocz to, co powinno by najbardziej prestiow prac w jego karierze. Niewane, dokd go zaprowadzi - nawet jeli jej nie podoa albo jeli obowizki oka si nudne i nieprzyjemne, ten dzie pozostanie w jego pamici na zawsze. Zauway, e baczniejsz ni zwykle uwag zwraca na otoczenie - by moe, by zapamita wszystko i wspomina pniej. Moe tylko dlatego e jestem taki podniecony, ta droga wydaje si trwa ca wieczno. Wysano po niego platten. Niewielki, dwukoowy pojazd koysa si agodnie w rytm krokw cigncego go arema. Wolno mija inne powozy, pieszych sucych, kupcw, a take bogatych mczyzn i kobiety, spacerujcych po ulicach. Danjin przygryz warg, powstrzymujc si od zwrcenia si do siedzcego na wskim kole czowieka, by popdzi agodne zwierz. Wszyscy sudzy wityni mieli w sobie spokj i godno, ktre zniechcay do wydawania im polece. Prawdopodobnie dlatego e swoj postaw przypominali troch kapanw i kapanki, a im oczywicie nikt nie rozkazywa. Zbliali si ju do koca dugiej, szerokiej ulicy. Po obu stronach wyrastay spore, dwu i trzypitrowe budynki, stanowice wyrany kontrast z mieszanin domw, sklepw i skadw, wypeniajcych wiksz cz miasta. Domy przy Drodze witynnej byy tak drogie, e tylko najzamoniejsi mogli sobie na nie pozwoli. Cho Danjin nalea do jednej z najbogatszych rodzin w Jarime, nikt z jego krewnych tu nie mieszka. Byli kupcami, a witynia i religia interesoway ich tak samo jak rynek albo codzienny obiad stanowiy konieczno, nad ktr nie warto si rozwodzi, chyba e da si na tym wzbogaci.

Danjin myla inaczej, i to odkd pamita. Wierzy, e warto mona mierzy czym innym ni tylko zotem - takimi rzeczami jak lojalno wobec susznej sprawy, cywilizowane normy zachowania, prawo, sztuka i pogo za wiedz. Wszystkim tym, co - jak wierzy ojciec - mona albo kupi, albo ignorowa. Platten dotar do Biaego uku, obejmujcego wejcie do wityni, i nad Danjinem wyrosy paskorzeby piciorga bogw. Wypenione zotem rowki cakiem udanie symbolizoway jasno, ktr promieniuj, kiedy przybieraj widzialne postacie. Wiem, e ojciec powiedziaby: Jeli pienidze nie maj dla bogw znaczenia, to dlaczego witynia nie jest zbudowana z patykw i bota? Platten jecha dalej, pod ukiem sklepienia, a witynia pojawia si w caej okazaoci. Danjin westchn z zachwytem. Musia szczerze przyzna: podobao mu si, e nie jest zbudowana z patykw i bota. Po lewej stronie mia Kopu, ogromn pkul, w ktrej odbyway si ceremonie. Wysokie ukowe przejcia wok podstawy otwieray dostp do wntrza i wywoyway wraenie, e Kopua unosi si tu nad ziemi. W rodku znajdowa si Otarz, gdzie Biali obcowali z bogami. Danjin tego nie widzia, ale moe jego nowa rola przyniesie tak moliwo. Obok Kopuy wznosia si Biaa Wiea. Najwyszy budynek, jaki istnia na wiecie, zdawa si siga a do chmur. Nie siga, oczywicie. Danjin odwiedza jego najwysze komnaty i wiedzia, e chmury pozostaj o wiele wyej. Jednake to zudzenie musi silnie dziaa na przybyszw. Dostrzega korzyci pynce ze wzbudzania zachwytu i pokory zarwno wrd ludzi z gminu, jak u obcych wadcw. Po prawej stronie Wiey stao Pi Domw - duy picioktny budynek, w ktrym mieszkali kapani. Danjin nigdy nie by w rodku i prawdopodobnie nigdy nie bdzie. Chocia szanowa bogw i ich wyznawcw, nie mia ochoty zosta kapanem. W wieku pidziesiciu jeden lat by ju za stary, by rezygnowa z pewnych naogw. No i ona nigdy by si nie zgodzia. Chocia z drugiej strony, moe by si jej to spodobao, pomyla

z umiechem. Zawsze narzeka, e kiedy jestem w domu, strasznie baagani i komplikuj jej plany. Budynki wityni otaczaa rozlega poa otwartego terenu. Brukowane drki i zagony ukaday si w dese k w koach. Koo byo witym symbolem Krgu Bogw, a niektre ze sposobw wykorzystania go w wityni kazay Danjinowi zastanawia si, czy architekci i projektanci nie byli obkanymi fanatykami. Czy na przykad musieli kolistymi wzorami dekorowa publiczne toalety? Platten toczy si coraz bliej Wiey i serce Danjina zaczo bi odrobin za szybko. Noszcy biae szaty kapani i kapanki chodzili tu i tam; niektrzy zauwayli jego przybycie i kaniali si uprzejmie, jak prawdopodobnie kademu w tak bogatym stroju. Wreszcie powz zatrzyma si obok Wiey i Danjin wysiad. Podzikowa wonicy, ktry skin tylko gow i znowu popdzi arema. Danjin odetchn gboko i odwrci si w stron wejcia, gdzie cikie kolumny podtrzymyway szeroki uk. Wszed do rodka. Magiczne wiata ukazyway gsto zastawion kolumnami hal, zajmujc cay dolny poziom. Tutaj odbyway si zgromadzenia i przyjmowano wanych goci. Odkd Biali stali si wadcami Hani, a take przywdcami cyrkliaskiej religii, Wiea bya w rwnej mierze paacem, co orodkiem religijnym. Wadcy innych krain, ich ambasadorowie i inne znaczce osobistoci zbierali si tutaj przy wanych okazjach albo przybywali, by omawia kwestie polityczne. Bya to wyjtkowa sytuacja - we wszystkich innych krajach kapani ustpowali wadzy wieckiej. Hal wypeniali ludzie; rozbrzmiewa gwar gosw. Kapani i kapanki przechodzili pospiesznie albo mieszali si z gomi ubranymi w tuniki z kosztownych tkanin, byszczcymi biuteri i mimo upau okrytymi obfitymi taulami. Danjin spoglda na twarze wok siebie, czujc co zblionego do podziwu. Prawie kady wadca, kady sawny, bogaty albo wpywowy mczyzna czy kobieta z Ithanii Pnocnej zjawili si tu dzisiaj. Nie wierz, e widz to na wasne oczy. To, co sprowadzio ich do gwnej wityni Hani, to pragnienie

zobaczenia, jak bogowie wybieraj pit i ostatni z Biaych. Teraz, kiedy ceremonia ju si odbya, wszyscy chcieli pozna now Wybran. Danjin z pewnym wahaniem ruszy dalej, idc midzy dwoma rzdami kolumn. Rzdy takie rozbiegay si promienicie od rodka sali, a teraz kieroway go coraz gbiej, a do kolistej ciany otaczajcej spiralne schody, prowadzce na najwyszy poziom. Wspinaczka na szczyt byaby mczca, ale budowniczowie tego miejsca wprowadzili zdumiewajce rozwizanie - ciki acuch zwisa w klatce schodowej i znika w otworze w pododze. U stp schodw sta kapan. Danjin podszed i powita go formalnym znakiem krgu, stykajc palce wskazujce i kciuki obu doni. - Danjin Spear - przedstawi si. - Przyszedem na spotkanie z Dyar z Biaych. Kapan skoni gow. - Witaj, Danjinie Spearze - odpowiedzia gbokim gosem. Danjin szuka jakiej oznaki tego psychicznego sygnau, ktrym kapan porozumiewa si z pozostaymi, ale ten nawet nie mrugn. acuch w studni schodw zacz si przesuwa. Danjin wstrzyma oddech. Wci troch si obawia tego urzdzenia w rodku Biaej Wiey. Kiedy spojrza w gr, zobaczy opadajcy ku nim duy metalowy dysk. Dysk by podstaw metalowej konstrukcji, szerokiej jak studnia schodw. Z oczywistych powodw wszyscy nazywali j klatk wygldaa cakiem tak, jak trzcinowe klatki, w ktrych trzymano zwierzta na targu, i zapewne wzbudzaa u jej pasaerw podobne uczucie zagroenia. Danjin by wdziczny losowi, e nie jest to jego pierwsza jazda tym urzdzeniem. Co prawda nie sdzi, by kiedykolwiek si przyzwyczai, ale nie by ju tak przeraony jak kiedy. Nie chcia, by strach zwiksza jeszcze bardziej zdenerwowanie przed podjciem wanej pracy. Kiedy metalowa konstrukcja osiada na dnie wiey, kapan otworzy drzwi i zachci gocia do wejcia. Klatka ruszya w gr i Danjin szybko straci go z oczu. Zdawao si, e schody okraj go

w miar nabierania wysokoci. Przesuwali si po nich mczyni i kobiety ubrani w cyrkle, uniformy suby witynnej, albo okazae szaty ludzi bogatych i wanych. Na niszych poziomach znajdoway si pokoje i sale spotka dla wizytujcych dygnitarzy. Jednak im wyej wznosia si klatka, tym mniej ludzi widzia Danjin. Wreszcie dotar do najwyszych poziomw, gdzie mieszkali Biali. Klatka zwolnia i w kocu si zatrzymaa. Danjin wyszed na zewntrz. O dwa stopnie wyej, w cianie po drugiej stronie, ujrza drzwi. Zawaha si, nim do nich podszed. Wprawdzie ju kilka razy rozmawia z Dyar, drug najpotniejsz z Biaych, ale jej obecno wci go troch oniemielaa. Wytar o szat spocone donie, odetchn gboko i unis rk, by zastuka. Palce trafiy w pustk, gdy drzwi nagle si otworzyy. Wysoka kobieta w rednim wieku umiechna si do niego. - Jak zawsze punktualnie, Danjinie Spearze. Wejd. - Witaj, Dyaro z Biaych - odpar z szacunkiem, wykonujc znak krgu. - Jak mgbym si spni, jeli tak askawie przysaa po mnie platten? Uniosa brwi. - Jeli wysanie plattenu to jedyne, czego trzeba, by zagwarantowa punktualno, to cakiem sporo ludzi, ktrych wzywaam w przeszoci, bdzie musiao si mocno tumaczy. Wejd i usid. Odwrcia si i przesza w gb pokoju. Przy swoim wzrocie, ubrana w strj cyrkliaskiej kapanki, byaby imponujc postaci, nawet gdyby nie naleaa do niemiertelnych Biaych. Kiedy wszed za ni, zauway, e obecna jest jeszcze jedna kapanka. Znowu wykona znak krgu. - Witaj, Mairae z Biaych. Kobieta umiechna si, a Danjin nagle poczu si lekko. Uroda Mairae bya synna w caej Ithanii Pnocnej. W pieniach kolor jej wosw opisywano jako promienie soca na zocie, a oczy porwnywano do szafirw. Mwiono, e czar jej umiechu skoniby krla do oddania krlestwa. Nie sdzi, by ktry z obecnych wadcw da si do tego skoni zwykym umiechem, ale filuterny

bysk w jej oczach i naturalne ciepo zawsze agodziy jego skrpowanie. Nie bya tak wysoka i nie emanowaa surow pewnoci siebie jak Dyara. Z piciorga Biaych, Dyara zostaa wybrana jako druga. Stao si to siedemdziesit pi lat temu, kiedy miaa lat czterdzieci dwa, wic teraz dysponowaa ponadstuletni wiedz o wiecie. Mairae, wybrana w wieku dwudziestu trzech lat wier wieku temu, bya dwa razy mniej dowiadczona. - Nie pozwl, by krl Berro zabra ci dzisiaj cay wolny czas poradzia Dyara. - Znajd mu co do roboty - odpara Mairae. - Potrzebujesz pomocy w przygotowaniach do wieczornych obchodw? - Jeszcze nie. Przed nami jednak cay dzie, w ktrym mog si zdarzy katastrofy. - Urwaa, jakby wanie co przyszo jej do gowy. Zerkna na Danjina. - Mairae, dotrzymaj towarzystwa Danjinowi Spearowi, a ja co sprawdz, dobrze? - Oczywicie. Gdy drzwi zamkny si za Dyar, Mairae umiechna si. - Naszej najmodszej rekrutce wszystko to wydaje si troch przytaczajce - powiedziaa konspiracyjnym tonem. - Pamitam jeszcze, jak to jest. Dyara znajdowaa mi tyle zaj, e nie miaam czasu na mylenie. Danjin poczu ukucie niepewnoci. Co zrobi, jeli nowa Biaa nie bdzie w stanie podoa swoim obowizkom? - Nie obawiaj si, Danjinie Spearze. - Mairae znw si umiechna, a on przypomnia sobie, e wszyscy Biali potrafi czyta w mylach. - Poradzi sobie. Po prostu jest troch oszoomiona tym, e znalaza si tam, gdzie jest. Danjin z ulg pokiwa gow. Zastanowi si... Moe rozmowa z Mairae jest okazj, by dowiedzie si czego o tej nowej Biaej. - Taka ona jest? - zapyta. Mairae cigna wargi, rozwaajc odpowied. - Inteligentna. Potna. Lojalna wobec bogw. Wspczujca. - Chodzio mi o to, czym rni si od innych Biaych - poprawi

si. Parskna miechem. - Ach, Dyara nie uprzedzaa, e jeste pochlebc. Lubi to u mczyzn. Hm... - Zmruya oczy. - Prbuje zrozumie wszystkie strony w sporze. Odruchowo dba o potrzeby i pragnienia innych. Myl, e bdzie dobr rozjemczyni. - Negocjatork? Syszaem, e miaa co wsplnego z tym incydentem z Dunwayczykami dziesi lat temu. - Owszem. To jej wiosk opanowali. - Ach... To ciekawe. Mairae wyprostowaa si nagle i spojrzaa na cian poza nim. Nie, poprawi si w mylach, nie na cian. Jej uwaga bya skierowana gdzie indziej. Zaczyna ju rozpoznawa te odruchy, ktre wskazyway na mylow komunikacj midzy Biaymi. Znw spojrzaa na niego. - Masz racj, Danjinie Spearze. Wanie otrzymaam wiadomo, e krl Berro prosi o spotkanie ze mn. Obawiam si, e musz ci opuci. Poradzisz sobie tutaj sam? - Tak, oczywicie - zapewni. Mairae wstaa. - Jestem przekonana, e zobaczymy si jeszcze wiele razy, Danjinie Spearze. I nie wtpi, e bdziesz znakomitym doradc. - Dziki ci, Mairae z Biaych. Cisza, jaka zapada po jej wyjciu, zdawaa si niezwykle gboka. To dlatego e nie dochodz tu adne gosy z zewntrz, pomyla. Spojrza w stron okna - byo due, okrge i ukazywao niebo. Zimny dreszcz przebieg mu po plecach. Wsta i zmusi si, by podej bliej. Cho ju go oglda, widok z Biaej Wiey cigle budzi lk. Pojawio si morze. Jeszcze kilka krokw i mg zobaczy w dole miasto - zabawkowe miasteczko malutkich domkw i jeszcze mniejszych ludzi. Kiedy zrobi nastpny krok, serce zabio mu jak oszalae, gdy w polu widzenia ukazaa si Kopua - wygldaa jak ogromne jajo zakopane do poowy w ziemi.

Ziemia... Leca bardzo, bardzo daleko w dole. wiat przechyli si i zawirowa. Danjin cofa si, a znowu mg widzie tylko morze i niebo. Zawroty gowy ustay. Jeszcze kilka gbokich oddechw, a zwolni take puls. Potem usysza otwierane drzwi i znieruchomia. Obejrza si i zobaczy wchodzc Dyar, a wraz z ni inn kapank. Kiedy uwiadomi sobie, kto to taki, jego niepokj ustpi miejsca zaciekawieniu. Nowa Biaa bya rwnie wysoka jak jej towarzyszka, ale rce miaa chudsze, a rysy twarzy bardziej kanciaste, wosy za o odcie janiejsze od ciemnego brzu Dyary. Zewntrzne kciki oczu byy odchylone lekko ku grze, co nadawao jej troch ptasi wygld. Te oczy spoglday na niego z byskiem inteligencji, a usta wykrzywi grymas rozbawienia. Zapewne obserwuje, jak si jej przyglda, i czyta kad jego myl. Trudno si pozby starych przyzwyczaje. Przez lata nauczy si na pierwszy rzut oka ocenia charaktery i teraz te nie mg si powstrzyma. Kiedy szy ku niemu wraz z Dyar, zauway, e sposb uoenia ramion nowej Biaej zdradza jej nerwowo. Ale spokojne spojrzenie i ukad ust sugeroway, e niepokj wkrtce ustpi przed wrodzonym opanowaniem. Powiedziano mu, e ma dwadziecia sze lat, i wzrok to potwierdza, ale w wyrazie twarzy dostrzega te dojrzao, sugerujc wiksz wiedz o wiecie i dowiadczenie, ni miaaby przecitna arystokratk w jej wieku. Musiaa uczy si pilnie i szybko, by w tym wieku zosta kapank wysokiego szczebla, myla. Jej Dary take musz by silne. Jeli jest t, ktra pochodzi z wioski opanowanej wtedy przez Dunwayczykw, to daleko zasza. - Aurayo, oto Danjin Spear - przedstawia go Dyara z umiechem. - Bdzie twoim doradc. Danjin wykona formalny znak krgu. Auraya unosia ju rce, by odpowiedzie tym samym, jednak zrezygnowaa i znw je opucia. - Witaj, Danjinie Spearze - powiedziaa.

- Witaj, Aurayo z Biaych - odpar. Mwi pewnymi tonem, uzna. Przynajmniej nie pozwala, eby nerwowo ujawnia si w gosie. Musi tylko popracowa' nad postaw. Auraya wyprostowaa si i uniosa podbrdek. Tak lepiej, pomyla. A potem zda sobie spraw z tego, e ona przecie czyta mu w mylach i reaguje na jego sugestie. Potrzebuj czasu, uzna, eby si do tego przyzwyczai. - Widz, e bdzie si wam dobrze pracowao - stwierdzia Dyara. Wskazaa im krzesa. - Danjin odda nam w przeszoci cenne usugi. Jego - ocena sytuacji w Torenie bya niezwykle dogbna i pomoga nam uzyska przymierze z krlem. Auraya spojrzaa na niego ze szczerym zaciekawieniem. - To prawda? Wzruszy ramionami. - Ja tylko przekazaem to, czego si nauczyem, kiedy mieszkaem w Torenie. - Jest zaskakujco skromny. - Dyara parskna miechem. Przekonasz si, e j ego wiedza o innych ludziach jest rwnie uyteczna. Zna wszystkie jzyki Ithanii. - Oprcz uywanych przez ludy Siyee i Elai - zaznaczy. - Jest dobrym sdzi charakterw. Ludziom u wadzy potrafi udzieli rady w sposb dyskretny i nieobraliwy. Auraya przygldaa mu si, suchajc Dyary. - To cenna umiejtno - stwierdzia. - Bdzie ci towarzyszy podczas wszystkich audiencji. Uwaaj na jego myli. Bd kieroway twoimi odpowiedziami. Auraya skina gow i rzucia Danjinowi przepraszajce spojrzenie. - Danjin doskonale zdaje sobie spraw z faktu, e bezustanny dostp do jego myli naley do funkcji, ktr peni - uspokoia j Dyara. Umiechna si do Danjina i mwia dalej. - Co oczywicie nie oznacza, e powinna lekceway zasady dobrego wychowania, o ktrych ci mwiam. - Oczywicie.

- Teraz, kiedy mamy ju za sob prezentacj, musimy zej na nisze poziomy. Krl Torenu czeka na spotkanie z tob. - Mam si ju spotyka z krlami? - zdziwia si Auraya. - Tak. Przybyli do Jarime, by by wiadkami Wyboru. Teraz chc pozna Wybran. Wolaabym da ci troch wicej czasu, ale nie mog. - Nic nie szkodzi. - Dziewczyna wzruszya ramionami. - Miaam tylko nadziej, e zd zapozna si z moim nowym doradc, zanim zaczn zmusza go do pracy. - Poznacie si, pracujc. - Dobrze. - Auraya skina gow i umiechna si do Danjina. Ale licz na to, e poznamy si lepiej, kiedy tylko bdzie to moliwe. Skoni gow. - I ja pragnbym ci pozna, Aurayo z Biaych. Kiedy obie kapanki wstay i ruszyy do drzwi, Danjin poszed za nimi. Zobaczy wreszcie kobiet, dla ktrej mia pracowa, i nic nie sugerowao, e praca ta bdzie trudna czy nieprzyjemna. Natomiast pierwsze zadanie to cakiem inna sprawa. Pomc jej w rozmowie z krlem Torenu, myla, to prawdziwe wyzwanie. Tryss zmieni lekko pozycj, zaciskajc i rozluniajc palce stp na gazi. Spogldajc w d, przez licie dostrzeg kolejne poruszenie wrd lenego poszycia. Niecierpliwi si; chciaby natychmiast pochyli si, rozoy skrzyda i zanurkowa; opanowa si jednak. Czeka bez ruchu. Skra go swdziaa i spywa potem, od ktrego wilgotniay kamizelka i spodnie z trzcinowego wkna, a membrana skrzyde mrowia. Pasy na biodrach i szyi zdaway si ciasne i niewygodne, wiszce na brzuchu kolce za cikie. O wiele za cikie. cign go na ziemi, kiedy tylko sprbuje wzlecie. Nie, powiedzia sobie. Nie suchaj instynktu. Uprz nie uciska, nie obcia. Wiksza groba kryje si na czubkach tych kolcw. Gdyby si skaleczy... Niezbyt wysoko ocenia swoje szanse przetrwania, jeliby zasn teraz, siedzc na cienkiej gazi, wiele

ludzkich - wzrostw nad ziemi. Zesztywnia, gdy znowu zauway ruch. Trzy yerny wyszy na polank pod nim, wic wstrzyma oddech. Z gry wyglday jak wskie beczki okryte brzow skr, a perspektywa zmieniaa ich ostre rogi w krtkie narole. Skubic traw, szy powoli w kierunku byszczcego w socu strumienia. Tryss przesun doni po pasach i drewnianych dwigniach uprzy, sprawdzajc, czy wszystko jest zamocowane jak naley, po czym kilka razy odetchn gboko i run w d. Yerny byy trawoercami. yy w stadach i miay wraliwe zmysy, pozwalajce im wyczu pozycj i emocje wszystkich czonkw stada. Te zmysy zdolne te byy do wykrywania innych zwierzt w pobliu i tego, czy planuj atak. Umiay szybko biega. Jedynymi drapienikami, ktrym udawao si polowanie, byy te wykorzystujce przewag zaskoczenia albo majce wasne potne Dary maskowania myli - jak przeraajcy leramer. Jednak nawet im udawao si schwyta tylko stare lub chore osobniki. Spadajcy Tryss zobaczy, e yerny - wyczuwajc blisko umysu planujcego atak - napinaj minie i rozgldaj si nerwowo, nie wiedzc, w ktr stron ucieka. Nie mogy zrozumie, e drapienik moe nadlecie z gry. W poowie drogi do ziemi Tryss rozoy ramiona; poczu, jak membrany skrzyde chwytaj powietrze. Wystrzeli spomidzy lici i zanurkowa ku swej zdobyczy. Wyczuwajc go tu przy sobie, zwierzta wpady w panik. Pohukujc gono, rozbiegy si we wszystkie strony. Tryss pody za jednym z nich, przemykajcym pod gaziami drzew. Zagoni zdobycz na otwarty teren, a kiedy uzna, e osign odpowiedni pozycj, szarpn za pasek owinity wok kciuka. Kolec oderwa si od pasa i polecia w d. Jednoczenie yern zmieni nagle kierunek; kolec chybi i znikn w trawie. Tryss zdusi przeklestwo, zatoczy uk i pofrun za zwierzciem. Tym razem stara si nie myle, e jest gotw do ataku. Oczyci umys z wszelkich rozwaa prcz tego, by lecie

rwno nad yernem. Pocign pasek i poczu, jak od pasa odrywa si niewielki ciar kolca. Pocisk trafi zwierz tu za kbem, a Tryssa ogarno uczucie tryumfu. Yern bieg dalej, a kolec koysa si, wbity w skr. Tryss obserwowa go niespokojnie, obawiajc si, e ostrze nie zagbio si dostatecznie, by sok dotar do krwi, albo e wypadnie. Kolec jednak tkwi mocno w grzbiecie yerna. Zwierz zwolnio bieg, zrobio chwiejnie kilka krokw, potem zatrzymao si, a Tryss pomyla, e kry nad nim jak cierwojad. Rozejrza si po okolicy, sprawdzajc, czy gdzie nie czai si leramer albo inny wielki drapienik. Jeli nie bdzie ostrony, mog odebra mu zdobycz. Yern w dole zakoysa si i run na bok. Uznawszy, e moe bezpiecznie wyldowa, Tryss opad na ziemi o kilka krokw od zwierzcia. Zanim si zbliy, odczeka, a oczy yerna zaszy mg bestia miaa ostre rogi, ktre atwo mogy rozerwa skrzyda Siyee. Z bliska wydawaa si ogromna. Tryss podejrzewa, e gdyby staa, nie sigaby jej gow do ramion. Pogadzi sier - bya ciepa i pachniaa ostro. Zauway, e umiecha si z podniecenia. Udao si! Sam, wasnorcznie powaliem jedno z wielkich zwierzt z tego lasu! Siyee nie polowali na due zwierzta. Byli niewielk ras, delikatn, z nielicznymi magicznymi Darami. Mieli kruche, atwo pkajce koci. Ich nogi nie byy przystosowane do biegania na due odlegoci, a zakres ruchw ramion - ich skrzyde - by ograniczony. Nawet gdyby potrafili wznie wczni czy miecz, uchwyt byby zbyt niepewny. Palce, poza kciukiem i wskazujcym, tworzyy struktur skrzyda, wic donie nie nadaway si do czynnoci wymagajcych siy. Ilekro Tryss myla o swoim ciele, zastanawia si, czy bogini Huan, ktra tyle stuleci temu stworzya jego lud z ziemiochodzcych - ludzi zamieszkujcych reszt wiata zapomniaa o tym, e musz przecie jako si broni i ywi. Uznawano zgodnie, e poniewa nie istnieje bro, ktrej Siyee mogliby uywa w locie, bogini nie chciaa, by byli ludem, ktry poluje albo walczy. Zamiast tego musz zbiera i uprawia zboe,

warzywa, owoce i orzechy. Musz zastawia puapki i hodowa mae zwierzta, musz mieszka tam, gdzie aden ziemiochodzcy im nie zagrozi - w surowych, niedostpnych grach Si. Niewiele znajdowali tu ziemi pod upraw, a zwierzta, ktrymi si ywili, coraz trudniej byo chwyta. Tryss uwaa, e Huan nie chciaa, by jej lud godowa. Dlatego, jak podejrzewa, niektrzy otrzymali twrcze umysy. Spojrza na urzdzenie, ktre do siebie zamocowa. Problem polega na tym, by skonstruowa co, co w locie nie bdzie krpowa ruchw, a rwnoczenie pozwoli atwo uwalnia kolce. Z czym takim moemy polowa! Moemy nawet si broni. Niewykluczone, e uda si odebra cz ziemi, ktr ukradli nam ziemiochodzcy. Wiedzia, e w ten sposb nie zdoaj walczy z duymi oddziaami najedcw, ale z nielicznymi grupkami ziemiochodzcych wyrzutkw, zapuszczajcych si w gry Si, atwo bdzie mona si rozprawi. Jednak dwa kolce nie wystarcz, uzna. Na pewno zdoam unie cztery, nie s przecie takie cikie. Ale jak je uwalnia? Mam tylko dwa kciuki... Pniej poszuka rozwizania. Patrzc na picego yerna, uwiadomi sobie, e ma powany kopot. Wzi ze sob lin, by podcign up na ga, poza zasig wikszoci drapienikw, gdy tymczasem on sam pofrunie do domu po innych, eby podziwiali jego sukces i pomogli oprawi zwierz. Teraz jednak wtpi, czy starczy mu si, by przecign cielsko do najbliszego pnia. Nie mia wyboru - musia je zostawi w nadziei, e drapieniki tu nie trafi. To znaczy, e musi szybko wrci z pomoc. Szybciej poleci bez uprzy... Rozpi j, zrzuci z siebie i powiesi na najbliszym drzewie. Wyj n, obci kosmyk wosw z grzywy yerna i wcisn do kieszeni. Sprawdzi kierunek wiatru i ruszy biegiem. Start z ziemi wymaga energii. Tryss skoczy w powietrze i zamacha skrzydami; dysza z wysiku, nim wreszcie dotar na wysoko, gdzie wiatry byy silniejsze, wic mg wznosi si i

szybowa. Po chwili odzyska oddech i mocno bijc skrzydami, pody za sprzyjajcymi prdami powietrza. W takich chwilach mgby wybaczy bogini Huan trudy i niedole, jakie spotykay jego lud. Kocha latanie. Najwyraniej ziemiochodzcy take lubili uywa swych ng. Oddawali si rozrywce zwanej tacem, podczas ktrej chodzili lub biegali w ustalony sposb, samotnie lub grupami po dwie lub wicej osb. Najbliszym odpowiednikiem taca wrd Siyee byo trei - trei, mogce stanowi element zalotw albo sport, pozwalajcy sprawdzi umiejtnoci i zwinno. Z zamylenia wyrwa Tryssa widok pasa nagiej skay. Tworzya trzy opadajce coraz niej stopnie i przypominaa dug, wsk blizn, rozcinajc poronite lasem zbocze. To bya Przestrze, najwiksza z osad Siyee. Niezliczeni Siyee startowali i ldowali kadego dnia na tej stromej powierzchni. Tryss zniy lot, szukajc znajomych twarzy. Dotar ju niemal do altany rodzicw, kiedy zauway swoich kuzynw. Bliniacy siedzieli na ciepych kamieniach w dok zbocza, po obu stronach jakiej dziewczyny. Poczu, e co ciska go w piersi, kiedy j rozpozna - drobna dziewczyna o lnicych wosach to Drilli, ktrej rodzina niedawno zamieszkaa w ssiedztwie. Zatoczy krg i zastanowi si, czy nie lecie dalej. W przeszoci mia dobre stosunki z kuzynami - jeli tylko gotw by znosi liczne kpiny ze swoich dziwnych zainteresowa. Ale potem do Przestrzeni przeprowadzia si rodzina Drilli i jego kuzyni walczyli, by zwrci na siebie uwag dziewczyny, czsto kosztem Tryssa. Nauczy si unika ich towarzystwa, kiedy ona bya w pobliu. Dawniej szanowali jego pomysowo i nadal lubi opowiada im o swoich sukcesach - ale nie mg mwi o udanym polowaniu, kiedy bya tutaj Drilli. Wykorzystaj to jako, eby z niego zadrwi. Poza tym jzyk zawsze wiza mu si w supe, kiedy j widzia. Nie, lepiej poszuka kogo innego. I wtedy zauway z gry, e rozcicie jej kamizelki odsania to fascynujce zagbienie midzy piersiami, wic odruchowo zatoczy

jeszcze jeden krg. Jego cie przesun si nad ni i podniosa gow. Przeszy go oszaamiajcy dreszcz radoci, kiedy si umiechna. - Tryss! Lduj i chod do nas! Ziss i Trinn wanie opowiedzieli mi strasznie mieszny art! Obaj chopcy spojrzeli w gr i skrzywili si niechtnie, najwyraniej chcc towarzystwa Drilli tylko dla siebie. Macie pecha, pomyla Tryss. Wanie powaliem yerna. Chc, eby Drilli to zobaczya. Spyn w d, zoy skrzyda i opad lekko przed nimi. Drilli uniosa brwi, a on natychmiast poczu, e co zaciska mu krta tak, e chyba nie zdoa wykrztusi ani sowa. Patrzy na ni, czujc, e skra na twarzy zaczyna mrowi jak zawsze, kiedy czerwienieje. - Gdzie bye? - zapyta Ziss. - Ciocia Trill ci szukaa. - Lepiej id i sprawd, czego chce - poradzi Trinn. - Sam wiesz, jaka ona jest. Drilli zamiaa si. - Nie bya a tak niespokojna. Chyba nie musisz i do niej od razu. - Znw si umiechna. - No wic co porabiae cay ranek? Tryss przekn lin i nabra tchu. Na pewno uda mu si wykrztusi jedno sowo... - Polowaem... - Na co polowae? - spyta drwico Ziss. - Na yerna. Obaj chopcy parsknli z niedowierzaniem i rozbawieniem. Trinn pochyli si do Drilli, jakby chcia powierzy jej jaki sekret, ale mwi dostatecznie gono, by Tryss usysza. - Widzisz, Tryss miewa dziwaczne pomysy. Uwaa, e moe apa wielkie zwierzta, przyczepiajc do siebie kamienie tak, eby potem je na nie zrzuca. - Kamienie? - Zmarszczya brwi. - Ale jak...? - Kolce - wydusi z siebie Tryss. - Kolce z sokiem florrimu na czubku. - Poczu, e si czerwieni, ale kiedy pomyla o powalonym yernie, ogarna go duma. - I upolowaem co! - doda, sign do kieszeni i wyj pasmo wosw yerna.

Trjka Siyee przyjrzaa si im z zaciekawieniem. Ziss spojrza na kuzyna, mruc oczy. - arty sobie z nas robisz - owiadczy. - Ucie to jakiemu zdechemu. - Nie. Jest upiony florrimem. Poka wam. - Tryss zerkn na Drilli, ze zdziwieniem i ulg spostrzegajc, e wreszcie potrafi w jej obecnoci uywa caych zda. - Zabierzcie noe, a wieczorem czeka nas uczta. Ale jeli bdziecie zwleka, znajdzie go leramer i nic nie dostaniemy. Chopcy porozumieli si wzrokiem. Tryss odgad, e oceniaj szans, czy prbuje ich nabra, wobec szansy misa na kolacj. - No dobra. - Ziss wsta i si przecign. - Zobaczmy tego yerna. Trinn powsta take i machn skrzydami. Kiedy podniosa si Drilli, wyranie zamierzajc lecie z nimi, Tryss poczu, e serce mu zamiera. Bdzie go podziwia, kiedy zobaczy yerna... Umiechn si, przebieg kawaek i wzlecia w niebo. Wskazujc kierunek, z irytacj zmarszczy brwi, kiedy bliniacy podlecieli do grupy starszych chopcw przy granicy Przestrzeni. Tryss rozpozna Sreila, atletycznie zbudowanego syna Mwcy Sirri, przywdczyni szczepu. W gardle mu zascho, kiedy wszyscy poszybowali ku niemu, gwidc ostro. - Zapae sobie yerna, co? - zawoa Sreil, kiedy przelatywa. - Moe - odpar Tryss. Pady kolejne pytania, ale nie mia ochoty tumaczy, jak powali zwierz. Wczeniej trudno mu byo skoni Siyee, by obejrzeli jego uprz. Jeli zacznie teraz tumaczy, znudz si i strac zainteresowanie. Kiedy jednak zobacz yerna, bd chcieli wiedzie, jak go upolowa. Wtedy dopiero pokae im uprz. Wtedy zaczn powanie traktowa jego pomysy. Po kilku minutach obejrza si i ze zdziwieniem odkry, e lecca za nim grupa jest dwa razy liczniejsza ni na pocztku. Wtpliwoci zaczy si wgryza w dotychczasow pewno siebie, ale stumi je. Sreil zabierze miso do Mwcy Sirri. Przywdczyni Siyee zechce obejrze wynalazek Tryssa. Poprosi, eby zbudowa wicej takich i

nauczy innych, jak si ich uywa. Zostan bohaterem. Bliniacy ju nigdy nie bd si ze mnie nabija. Ockn si z tych marze, zbliajc si do miejsca, gdzie zostawi yerna. Krc w grze, przeszuka okolic, ale niczego nie znalaz. Czujc na sobie spojrzenia pozostaych, opad na ziemi i przeszed kilka krokw. Zauway wygniecione w trawie zagbienie wielkoci duego zwierzcia, jednak yerna nie byo. Patrzy rozczarowany. Poczu ucisk w odku, gdy pozostali Siyee zaczli ldowa wok niego. - Wic gdzie ten yern? - spyta Ziss. Tryss wzruszy ramionami. - Znikn. Mwiem przecie, e jeli za dugo bdziemy si zbiera, znajdzie go leramer. - Nie ma krwi - zauway ktry ze starszych chopcw. - Gdyby porwa go leramer, byaby krew. - I nie ma ladw, eby wlk tdy co cikiego - doda inny. - A jeliby zacz go poera na miejscu, zostaoby cierwo. Mia racj, zrozumia Tryss. Wic gdzie si podzia yern? Sreil wystpi naprzd i starannie obejrza lady na ziemi. - Ale rzeczywicie niedawno leao tu co duego. - Pewnie si zdrzemno - stwierdzi kto. Kilku patrzcych parskno miechem. - Wic jak, Tryss? - spyta Ziss. - Znalaze picego yerna i chciae nam wmwi, e go zabie? Tryss popatrzy na kuzyna, a potem na rozbawione twarze innych Siyee. Policzki mu pony. - Nie. - Mam waniejsze sprawy - stwierdzi kto. Siyee zaczli odlatywa; powietrze szumiao odgosami ich skrzyde. Tryss sta ze spuszczon gow. Usysza zbliajce si kroki, poczu klepnicie w rami... Zobaczy, e obok stoi Sreil, trzymajc w rku kolec, ktry powali yerna. - Nieza prba - powiedzia. Tryss skrzywi si. Wzi kolec, a potem patrzy, jak starszy chopak nabiera rozpdu i wzbija si w powietrze.

- Uye florrimu, tak? Tryss drgn. Nie zauway, e Drilli cigle tu jest. - Tak. Przyjrzaa si kolcowi. - eby upi zwierz, trzeba o wiele wicej florrimu ni dla czowieka, a ten kolec nie wbi si wystarczajco gboko. Powiniene sprbowa z czym mocniejszym albo bardziej mierciononym. Lub dopilnowa, eby yern si nie obudzi, kiedy ju unie. Znaczco poklepaa n w pochwie umocowanej do uda. Ma racj, pomyla. Drilli umiechna si i odwrcia. Kiedy wzlatywaa, Tryss spoglda na ni z podziwem. Czasami sam si zastanawia, jak mona by tak gupim.

2
Auraya siedziaa przed lustrem z polerowanego srebra, ale nie patrzya na swoje odbicie. Jej myli pochaniay cakiem wiee wspomnienia. W pamici wci miaa tysice biao ubranych mczyzn i kobiet zebranych przed Kopu. Nigdy wczeniej nie ogldaa tylu kapanek i kapanw w jednym miejscu. Ze wszystkich krain Ithanii Pnocnej przybyli do wityni, aby uczestniczy w ceremonii Wyboru. Wszyscy mieszkajcy w Piciu Domach musieli dzieli pokoje z gomi spoza miasta i kraju. Zauwaya ten ogromny tum, kiedy wysza z Wiey, by wraz z wyszymi kapanami i kapankami uda si do Kopuy. Poza morzem biaych postaci staa jeszcze wiksza gromada zwykych mczyzn, kobiet i dzieci, ktrzy take chcieli widzie to wydarzenie. Tylko najwysi kapani i kapanki byli kandydatami na ostatnie miejsce pord Wybracw Bogw. Auraya naleaa do najmodszych w tej grupie. Niektrzy twierdzili, e awansowaa tak szybko jedynie dziki silnym Darom. Na samo wspomnienie tych plotek czua w odku ucisk gniewu. To takie niesprawiedliwe. Wiedz, e potrzebowaam dziesiciu lat cikiej pracy i powice, eby zyska t pozycj. Ciekawe, co teraz myl, kiedy zostaam jedn z Biaych. Czy auj tych osdw? Czua jednoczenie tryumf i wspczucie. Byli ofiarami wasnej ambicji. Jeli myleli, e bogowie bd zwraca uwag na ich kamstwa, to byli gupcami. Prawdopodobnie udowodnili tylko, e nie s godni. Biali nie powinni rozpowszechnia kamliwych plotek. Raz jeszcze odtworzya w pamici przejcie od Wiey do Kopuy. Wysi kapani i kapanki uformowali krg wok podwyszenia. Otarz, najwitsze miejsce w wityni, wyrasta w samym rodku. Bya to wielka, picioboczna konstrukcja, trzy razy

wysza ni czowiek; jej trjktne ciany pochylay si do wntrza i stykay. Przy tych okazjach, kiedy do wntrza wchodzili Biali, ciany otarza rozkadano na zewntrz, na podog, odsaniajc st i pi krzese. Gdy Biali chcieli konferowa na osobnoci, ciany unosiy si i zamykay ich w pomieszczeniu, skd nie wydostawa si aden dwik. Otarz rozwar si jak kwiat, gdy czwrka Biaych wspia si po stopniach na podwyszenie i stana przed tumem. Auraya zamkna oczy i prbowaa sobie dokadnie przypomnie sowa Jurana. - Chaio, Huan, Lore, Yranno, Saru. Zapraszamy was, naszych boskich stranikw i przewodnikw, bycie spotkali si z nami dzisiaj, gdy nadszed czas, by wybra pitego i ostatniego waszego reprezentanta. Oto stoj ci, ktrzy okazali si godnymi, zdolnymi i oddanymi wyznawcami: nasi najwysi kapani i kapanki. Kady jest gotw i chtnie powici dla was ycie. Powietrze zamigotao przez moment. Auraya zadraa na samo wspomnienie: pi postaci pojawio si na podwyszeniu, a kada bya istot wiata, kada przejrzyst iluzj czowieczestwa. Pomruk rozszed si pord kapanw i kapanek. W oddali usyszaa okrzyk: Bogowie si zjawili!. I c stanowili za widok, pomylaa z umiechem. Bogowie istnieli w magii przesycajcej cay wiat, w kadym kamieniu, kadej kropli wody, kadej rolinie, zwierzciu i kadym mczynie, kobiecie i dziecku, w caej materii - niewidoczni i niewyczuwalni, dopki nie zechcieli wpyn na rzeczywisto. Kiedy postanawiali si ujawni, czynili to, zmieniajc magi w wiato i ksztatujc je w subtelne i pikne ludzkie postacie. Chaia by wysoki, ubrany jak polityk. Twarz mia szlachetn i przystojn, niczym krlewska posta wykuta z gadkiego marmuru. Jego wosy poruszay si jakby muskane przyjaznym wiatrem. A oczy... Auraya westchna. Oczy byy czyste i nieznonie bezporednie, ale te w jaki sposb ciepe i... czue. On naprawd kocha nas wszystkich!

Przeciwnie do niego, Huan wygldaa gronie i surowo - pikna, ale gwatowna. Z ramionami skrzyowanymi na piersi, roztaczaa aur wadzy. Przeczesywaa spojrzeniem tum, jakby szukaa kogo, kogo mogaby ukara. Lore sta swobodnie, ale by potniej zbudowany ni reszta bogw. Nosi byszczc zbroj. Przed Wojn Bogw czcili go onierze. Yranna, jak zapamitaa Auraya, caa bya w umiechach. Miaa bardziej kobiec i modziecz urod ni Huan. Bya ulubienic modszych kapanek, gdy wci bronia kobiet, cho kiedy przyczya si do pozostaej czwrki, zrezygnowaa ze swej roli bogini mioci. Ostatnim bogiem, na ktrego Auraya zwrcia uwag, by Saru, opiekun kupcw. Mwiono, e by kiedy bogiem zodziei i hazardzistw, ale Auraya nie bya pewna, czy to prawda. Przybiera szczuplejsz posta, spotykan czsto wrd dworzan i intelektualistw. Po przybyciu bogw wszyscy padli na twarze - Auraya wci pamitaa gadko kamieni dotykajcych jej czoa i doni. Po chwili ciszy Kopu wypeni cudownie melodyjny gos: - Powsta, ludu Ithanii. Auraya podniosa si wraz z reszt zgromadzonych. Trzsa si z lku i podniecenia. Nie czua si tak oszoomiona od czasu pierwszej wizyty w wityni, dziesi lat temu. To poczucie inspiracji nadal byo cudowne. Po tylu latach ycia tutaj niewiele potrafio jeszcze wzbudzi tak wielk rado. Gos przemwi znowu i zrozumiaa, e naley do Chai. - Kilka niedugich stuleci temu bogowie walczyli z bogami, a ludzie z ludmi, i wiele nioso to zgryzoty i zniszcze. My picioro bylimy tym zasmuceni i podjlimy si wielkiego zadania. Postanowilimy stworzy porzdek z chaosu. Postanowilimy przynie wiatu pokj i dobrobyt. Postanowilimy wyzwoli ludzko z okruciestwa, niewoli i kamstwa. Stanlimy wic do wielkiej bitwy i przebudowalimy wiat. Nie moemy jednak

przebudowa serc mczyzn i kobiet. Moemy tylko doradza i dawa wam si. Aby wam pomaga, wybralimy spord was swoich reprezentantw. Ich obowizkiem jest ochrania was i by cznikami midzy wami i nami, waszymi bogami. Dzisiaj wybierzemy pitego reprezentanta spord tych, ktrych uznalicie za najbardziej godnych przyjcia tej odpowiedzialnoci. Temu, ktrego wybierzemy, ofiarujemy dar niemiertelnoci i wielkiej siy. Kiedy dar ten zostanie przyjty, zakoczy si kolejny etap naszego wielkiego dziea. Potem zamilk. Auraya spodziewaa si duszej przemowy. Cisza wypenia sal tak cakowicie, e bya pewna, i kady z obecnych tutaj wstrzymuje oddech. Ja wstrzymywaam, przypomniaa sobie. I wreszcie nadesza chwila, ktrej nigdy nie zapomni. - Ten dar ofiarujemy wysokiej kapance Aurai z rodu Dyer oznajmi Chaia i zwrci si ku niej. - Podejd tu, Aurayo z Biaych. Auraya nabraa tchu. Porwaa j fala radoci. T rado tumia czysta groza - musi si zbliy do boga. Staa si przedmiotem uwagi i prawdopodobnie rdem zazdroci kilku tysicy ludzi. Teraz tumia t rado take wiadomo wasnej przyszoci. Od czasu, gdy zostaa wybrana, nie miaa waciwie ani chwili dla siebie. Dni wypeniay spotkania z wadcami i innymi wanymi ludmi - a musiaa walczy z wieloma trudnociami, od barier jzykowych po unikanie skadania obietnic, ktrych inni Biali nie byli jeszcze gotowi zoy. Zostawaa sama jedynie pnym wieczorem, kiedy powinna spa. Jak dotd, kadej nocy czuwaa, prbujc jako uporzdkowa wszystko, co si jej przydarzyo. Dzisiaj te krya po pokoju, a w kocu usiada przed lustrem. To prawdziwy cud, e nie staam si wrakiem czowieka, mylaa i znowu przyjrzaa si swojemu odbiciu. Nie powinnam tak dobrze wyglda. Czy to kolejny Dar bogw? Zerkna na do. Biay piercie na rodkowym palcu jarzy si niemal. Poprzez niego bogowie zesali jej Dar niemiertelnoci i wzmacniali jako jej wasne Dary. Uczynili j jednym z

najpotniejszych czarownikw na wiecie. W zamian oddaa im sw wol i swe nieskoczone od teraz ycie. Byli istotami magicznymi. Aby wpywa na wiat rzeczywisty, musieli dziaa za porednictwem ludzi. Na og odbywao si to poprzez instrukcje, ale jeli czowiek powierza bogom swoj wol, mogli przej jego ciao. To ostatnie zdarzao si rzadko, poniewa gdyby miao trwa zbyt dugo - wpywao na umys waciciela. Czasami zakcao poczucie tosamoci i czowiek y dalej, wierzc, e jest bogiem. Czasami po prostu zapomina, kim by wczeniej. Lepiej o tym nie myle, uznaa. Bogowie nie zniszczyliby przecie umysu jednej z Wybranych. Chyba e chcieliby j ukara... Odruchowo zerkna na du skrzyni przy cianie. Sucy spenili jej polecenie i zostawili skrzyni zamknit, a do tej pory nie znalaza czasu ani odwagi, by j otworzy. Wewntrz znalazo si tych kilka przedmiotw, ktre posiadaa. Nie wyobraaa sobie, by te dziwaczne, tanie byskotki, kupione w minionych latach, mogy nie wyglda tandetnie w surowych pokojach Biaej - ale nie chciaa ich wyrzuca. Przypominay jej o dawnym yciu, o ludziach, ktrych kochaa i ktrych chciaa zapamita: o jej rodzicach, o przyjacikach ze stanu kapaskiego, o pierwszym kochanku... Jak dawno to byo... A na samym dnie skrzyni schowaa co bardziej niebezpiecznego. Tam, w ukrytej przegrdce, leao kilka listw, ktre powinna zniszczy. Ale nie chciaa, tak samo jak nie chciaa zniszczy tych wiecideek. Jednake, w przeciwiestwie do nich, listy mogy wywoa skandal, gdyby zostay odkryte. Teraz, kiedy wreszcie miaa troch czasu dla siebie, moga zaatwi t spraw... Wstaa, podesza do skrzyni i uklka przy niej. Szczkn zamek, zaskrzypiao unoszone wieko. Tak jak podejrzewaa, wszystko wewntrz byo prostackie i pospolite. May gliniany wazonik, ktry dostaa od pierwszego kochanka - modego kapana - wydawa si prymitywny. Koc, podarunek od matki, by ciepy, ale wyglda na

stary i sprany. Wyja to wszystko, odsaniajc biay krg materiau jej dawn kapask cyrkl. Nosia j stale od dnia wywicenia. W takie szaty ubierali si wszyscy kapani i kapanki, nie wyczajc Biaych. Zwykli kapani mieli cyrkle obrbione bkitem, cyrkle wyszych kapanw i kapanek miay obramowanie w kolorze zotym. Biali nie nosili adnych ozdb. Chcieli w ten sposb pokaza, e odrzucaj wasne korzyci i bogactwa, by lepiej suy bogom. Dlatego zreszt Wybracw Bogw nazywano Biaymi. Auraya spojrzaa przez rami na now cyrkl, wiszc na specjalnie do tego przeznaczonym stojaku. Dwie zote spinki na brzegu znaczyy miejsca, gdzie grna cz cyrkli si skadaa naleao owin j wok ramion i spi po przeciwnych stronach. Cyrkla, ktr trzymaa w rkach, bya lejsza i bardziej szorstka od tej na wieszaku. Biali mog nie zdobi swoich strojw, uznaa, ale szyj je z najlepszych tkanin. Te czci odziey, ktre miaa nosi pod now cyrkl, te byy lepszej jakoci. Podobnie jak u niszych kapanw, Biali mogli zmienia ubranie zalenie od pogody czy pci, i zawsze byo ono dobrze uszyte. W tej chwili miaa na nogach sanday z bielonej skry, ze zotymi klamerkami. Odoya cyrkl. Nie zakadaa jej od dwch lat - od dnia, kiedy zostaa wysz kapank i otrzymaa cyrkl ze zotym brzegiem, ktra teraz znikna, porwana przez sucych, kiedy tylko Auraya zostaa wybrana. Czy t te by wynieli, gdyby wpada im w rce? Czy jej na tym zaley? Zachowaa j tylko z powodw sentymentalnych. Znw zajrzaa do skrzyni. Wyja reszt jej zawartoci i uoya obok, na krzele. Potem signa w gb i otworzya ukryt przegrdk. Wewntrz leao kilka rulonikw pergaminu. Dlaczego w ogle je trzymam? Przecie nie s mi potrzebne... Pewnie nie potrafi si zmusi, eby wyrzuci cokolwiek, co przysyaj rodzice. Wyja jeden rulon, rozwina go i zacza czyta.

Kochana Aurayo. Plony w tym roku byy udane. W zeszym tygodniu Wor oeni si z Dymi. Stara Mulyna odesza od nas, by spotka si z bogami. Nasz przyjaciel zgodzi si na moj propozycj. Napisz list do kapana. Nastpny list brzmia: Najdrosza Aurayo! Cieszymy si, e jeste tam szczliwa i szybko si uczysz. ycie tutaj jest takie jak zawsze. Twoja matka czuje si o wiele lepiej, odkd posuchalimy Twojej rady. Ta - Dyer. Listy ojca byy z koniecznoci krtkie - pergamin sporo kosztowa. Z pewn ulg czytaa kolejne. Bylimy ostroni, mylaa. Nie pisalimy dokadnie, co robimy. Oprcz pierwszego listu, ktry wysaam i w ktrym musiaam wprost ojcu wytumaczy, co ma zrobi. Mam nadziej, e go spali. Westchna i pokrcia gow. Niewane, jak ostroni byli ona i ojciec - bogowie musz przecie wiedzie, co robili. Mog zajrze do umysu kadego czowieka. A jednak wanie mnie wybrali, pomylaa. Ze wszystkich wysokich kapanw i kapanek wybrali kogo, kto zama prawo i skorzysta z usug tkacza snw. Mairae dotrzymaa obietnicy, ktr zoya dziesi lat temu kapan uzdrowiciel zosta wysany do Oralyn, by zaopiekowa si matk Aurai. W tej sytuacji Leiard nie mg nadal leczy Ma - Dyer, wic Auraya wysaa mu list, w ktrym dzikowaa za jego pomoc i tumaczya, e nie jest ju potrzebna. Jednak mimo opieki kapana, matka Aurai bya coraz sabsza. Rwnoczenie Auraya odkrya w trakcie swych studiw, e kapani

uzdrowiciele nie maj nawet poowy tej wiedzy i umiejtnoci, ktrymi dysponuj tkacze snw. Zrozumiaa, e decydujc si na pomoc kapana i rezygnujc z umiejtnoci Leiarda, tak naprawd skazuje matk na wczeniejsz, bardziej bolesn mier. Mieszkajc w Jarime, przekonaa si take, jak bardzo cyrklianie gardz tkaczami snw i im nie ufaj. Ostronie wypytywaa swoich nauczycieli i innych kapanw, i dosza do wniosku, e nie moe otwarcie pozwoli, by Leiard czy inny tkacz snw leczy jej matk. Tymczasem ojciec wybra si do lasu, by poprosi Leiarda o ponowne zajcie si dawn pacjentk. Tkacz snw si zgodzi. Kiedy Auraya otrzymaa wieci, e matka umiera, zasugerowaa kapanowi, by wraca do Jarime. Zrobi wszystko, co mg. Po leczeniu Leiarda matka odya, tak jak spodziewaa si Auraya. Ma - Dyer zreszt sprawnie ukrya to nage i cudowne ozdrowienie, zostajc w domu i widujc si tylko z kilkoma osobami, co i tak byo w jej zwyczaju. Byam taka pewna, e stanie si to argumentem przeciwko mojemu wyborowi. Tak bardzo chciaam zosta Bia, ale nie mogam uwierzy, e tkacze snw s li albo e zrobili co niedobrego. Prawo zakazujce korzystania z ich usug jest mieszne. Roliny i inne rodki, ktrych uywa Leiard, nie s dobre albo ze zalenie od tego, czy korzysta z nich poganin, czy wyznawca. Nie widziaam niczego, co by mnie przekonao, e tkacze snw oglnie zasuguj na nienawi albo nieufno. Mimo to bogowie mnie wybrali. Jak mam to rozumie? Czy to znaczy, e teraz skonni s tolerowa tkaczy snw? Poczua dreszcz nadziei. Czy chc, by cyrklianie zaakceptowali tkaczy snw? Czy ja mam do tego doprowadzi? Euforia mina i Auraya pokrcia gow. Dlaczego mieliby to zrobi? Dlaczego mieliby tolerowa ludzi, ktrzy nie wyznaj ich religii i zniechcaj do niej innych? Najpewniej dowiem si, e mam swoje sympatie zachowa dla siebie i robi, co do mnie naley. Dlaczego j to martwio? Dlaczego miaaby odczuwa sympati

dla przedstawicieli kultu, do ktrego sama nie naley? Czy dlatego, e wci miaa dug wdzicznoci wobec Leiarda za to wszystko, czego j nauczy i jak pomaga matce? Jeli tak, logiczne jest, e troszczya si o jego los, ale nie to, e troszczya si o los tkaczy snw, ktrych w yciu nie spotkaa. Chodzi mi o t ca wiedz o leczeniu, ktra bdzie stracona, jeli znikn tkacze snw, tumaczya sobie. Od dziesiciu lat nie widziaam Leiarda. Jeli si o niego martwi, to pewnie dlatego e od niego zaley ycie mojej matki. Wyja ze skrytki wszystkie listy i uoya je w srebrnej misie. Podniosa jeden, zebraa w sobie magi i wysaa j w postaci niewielkiej iskry. Pomie zbudzi si do ycia, a potem wolno obj cay pergamin. Kiedy dotar ju niemal do jej palcw, upucia list do misy i podniosa inny. Listy pony jeden po drugim, a Auraya zastanawiaa si, czy bogowie na to patrz. Wezwaam tkacza snw, by leczy moj matk. I z wasnej chci z tego nie zrezygnuj. Ale te nie ogosz tego publicznie. Jeli bogom si to nie podoba, dadz mi znak. Rzucia do misy ostatni poncy skrawek pergaminu, odstpia i przygldaa si, jak zmienia si w popi. Wreszcie poczua si lepiej. I aby to wraenie nie znikno, wrcia do sypialni i pooya si. Teraz moe w kocu zdoam zasn. Klify Torenu byy wysokie, czarne i niebezpieczne. W czasie sztormu morze rzucao si na kamienn cian, jakby prbowao j obali. Nawet w spokojne noce zdawao si, e wod razi obecno tej naturalnej bariery, wic pieni si gniewnie w miejscach, gdzie dotyka skay. Ale jeli ta wojna midzy wod i ldem prowadzia do rozstrzygnicia, dziao si to zbyt wolno, by ludzkie oczy mogy odgadn zwycizc. W dalekiej przeszoci wiele statkw pado ofiar tej prby si. Czarne klify trudno byo dostrzec nocami, a staway si prawdziw puapk, kiedy chmury zakryway ksiyc. Ponad tysic lat temu, gdy wzniesiono tam latarni, katastrofy ustay.

Zbudowane z tych samych ska co urwisko, na ktrym si wznosiy, koliste ciany wiey opary si atakom czasu i pogody. Drewniane wyposaenie wntrza ju dawno poddao si jednak zgnilinie i zaniedbaniu, pozostawiajc tylko wskie kamienne stopnie, sunce spiral po wewntrznej stronie muru. Na szczycie znajdowa si pokj, ktrego podog stanowia wielka, okrga kamienna pyta z wykutym otworem wejcia. ciany wzniesione na tej pycie ucierpiay o wiele bardziej - pozostay tylko uki, a dach zapad si wiele lat temu. Kiedy w rodku tego pomieszczenia unosia si niezwykle jasna kula wiata, ktra olepiaby kadego, kto byby tak gupi, by spoglda w ni duej ni krtk chwil. Czarownicy podtrzymywali to wiato i przez wieki gwarantowali bezpieczn eglug. Emerahl, kobieta wiedzca i czarownica, bya ostatnio jedyn osob odwiedzajc ten pokj. Przed laty, kiedy sprztaa jakie gruzy wypeniajce pust budowl, znalaza jedn z masek, jakie nosili ci dawno umarli czarownicy. Otwory na oczy zasonite byy ciemnymi klejnotami, by filtrowa olepiajce wiato, ktre wzmacniali magi. Teraz latarnia morska kruszya si nieuywana, a statki musiay pywa wok czarnych klifw bez adnej pomocy. Kiedy Emerahl dotara do grnego pomieszczenia, zatrzymaa si, by zapa oddech. Wspara pomarszczon do o kolumn uku i spogldaa w morze. Jej uwag zwrciy malekie plamki wiata - statki zawsze czekay do witu, nim sprboway przepyn pomidzy klifami i wyspami. Czy oni wiedz, e istnieje to miejsce? zastanawiaa si. Czy ludzie wci opowiadaj historie o wietle, ktre tu pono? Jeli tak, to wtpi, e maj wiadomo, i latarni wznis czarownik na prob Tempre, boga ognia. Pewnie nawet nie pamitaj imienia Tempre. Mino ledwie par wiekw od jego mierci, ale to do czasu, by miertelnicy zapomnieli, jakie byo ycie przed Wojn Bogw. Czy ktokolwiek jeszcze dzisiaj zna imiona zmarych bogw? Czy

s uczeni, ktrzy studiuj ten temat? Moe w miastach. Zwykli mczyni i kobiety, usiujcy jak najlepiej przey swoje krtkie ywoty, nie dbaj o takie rzeczy. Emerahl spojrzaa na grupk domw kawaek dalej przy brzegu. A chwil pniej jej uwag zwrci jaki ruch bliej latarni. Jkna cicho, zaamana. Miny tygodnie, odkd ktokolwiek omieli si j odwiedzi. A teraz po zboczu wspinaa si chuda dziewczyna w podartej tunice. Emerahl westchna, raz jeszcze spojrzaa na domy i wrcia pamici do czasw, kiedy przybyli tu pierwsi ludzie. Kilku z nich dotaro pod klify w nieduej odzi i rozbio tu obz. Przemytnicy, jak si domylaa. Wznieli prymitywne chaty, ale rozkadali je i montowali jeszcze kilka razy, nim znaleli miejsce dostatecznie osonite od regularnych sztormw, by pozostay cae. Raz zbliyli si do niej, pewnie by j okra, wic nauczya ich szanowa jej pragnienie samotnoci. Odpynli potem, ale wracali regularnie i wkrtce pojedynczej odzi zacza towarzyszy druga, potem kolejne. Pewnego dnia przypyn kuter rybacki, peen adunku i kobiet. Wreszcie ktrej nocy zabrzmia piskliwy krzyk niemowlcia, pniej nastpny. Niemowlaki stay si dziemi, a niektre yy dostatecznie dugo, by dorosn. Dziewczta zbyt wczenie zostaway matkami i wiele z nich tego nie przeyo. Wszyscy mieszkacy wioski mogli uwaa si za szczciarzy, jeli osignli czterdziesty rok ycia. Byli twardymi, brzydkimi ludmi. Ich szorstkie zwyczaje agodniay z kadym pokoleniem i pod wpywem ludzi z zewntrz. Niektrzy nowo przybyli zjawiali si, by prowadzi handel; niektrzy zostawali. Domy z miejscowego kamienia wyrosy w miejscu dawnych chat z wyrzuconego przez morze drewna. Zwierzta domowe puszczano, by swobodnie gryzy twarde trawy na szczytach urwisk. Niewielkie, starannie utrzymywane zagony warzyw opieray si soli w powietrzu, sztormom i ndznej glebie. Od czasu do czasu ktry z wieniakw wybiera si do latarni,

szukajc lekw i rad od mieszkajcej tam mdrej kobiety. Emerahl godzia si na to, gdy przynosili dary: jedzenie, tkaniny, drobne wiecideka, wieci ze wiata. Nie bya przeciwna niewielkiej wymianie, jeli dawaa urozmaicenie jej dniom i diecie. Wieniacy nie zawsze jednak dobrze wykorzystywali to, co dostawali od Emerahl. Pewna ona przysza po velziel na hemoroidy, a uya go, by otru ma. Inny mczyzna zjawi si przysany przez on po lek na impotencj, a potem, po swej nastpnej wyprawie morskiej, przyby szuka rodka na brodawki pciowe. Gdyby Emerahl wiedziaa, e Obdarzony chopiec chce si nauczy, jak ogusza ryby i rozpala ognie, by wykorzysta te umiejtnoci do drczenia wiejskiego prostaczka, nie uczyaby go niczego. Ale to wszystko przecie nie byo jej win. Cokolwiek ludzie postanawiali robi z tym, co od niej kupili, to ju wycznie ich problem. Gdyby pod bokiem nie byo kobiety wiedzcej, ona znalazaby inny sposb, by pozby si ma; niewierny m i tak by pobdzi, cho moe mniej gorliwie, a Obdarzony drczyciel uywaby kamieni i pici. Dziewczyna bya ju bliej. O co moe poprosi? Co zaproponuje w zamian? Emerahl umiechna si. Ludzie fascynowali j i odpychali jednoczenie. Potrafili by zadziwiajco agodni i szaleczo okrutni... Umiech Emerahl zmieni si w grymas mieszkacw wioski ustawiaa raczej po tej okrutnej stronie czowieczestwa. Stana na szczycie schodw i zacza schodzi. Zanim zdyszana dziewczyna pojawia si w pozbawionym drzwi wejciu, szeroko otwierajc oczy w mroku, Emerahl bya ju prawie na dole. Zatrzymaa si. Szybkie przesunicie mocy podpalio niewielki stosik patykw i gazek na rodku podogi. Dziewczyna popatrzya na ogie, a potem z przestrachem na Emerahl. Wygldaa na wygodzon i zmczon. Ale w kocu ja te... - Czego chcesz, dziewczyno? - Mwi... Mwi, e pomagasz ludziom. Gos by niepewny i zduszony. Emerahl domylaa si, e

dziewczyna nie lubi zwraca na siebie uwagi. Kiedy przyjrzaa si jej bliej, zauwaya na twarzy i ciele oznaki tego, e fizycznie si rozwija. Bdzie atrakcyjn kobiet, w takim chudym, kocistym stylu. - Chcesz oczarowa mczyzn? Dziewczyna drgna. - Nie. - Wic moe chcesz odczarowa mczyzn? - Tak. I nie tylko jednego - dodaa. - Wszystkich mczyzn. Emerahl zamiaa si cicho i schodzia dalej po schodach. - Wszystkich mczyzn, co? Pewnego dnia bdziesz moe chciaa zrobi wyjtek. - Nie wydaje mi si. Nienawidz ich. - A twojego ojca? - Jego najbardziej. Ach, typowa nastolatka. Ale kiedy Emerahl dotara na sam d, zobaczya w oczach dziewczyny szalecz desperacj. Otrzewiaa natychmiast. To nie byo ponure, zbuntowane dziecko. Niechciane zaloty, jakie musiaa znosi, wyranie j przeraziy. - Podejd do ognia. Dziewczyna posuchaa. Emerahl wskazaa jej star aw, ktr znalaza pod klifem po katastrofie statku, dugo przed powstaniem wioski. - Usid. Posuchaa. Emerahl osuna si na stos kocw, sucy jej za legowisko. Kolana jej skrzypiay. - S takie wywary, ktre potrafi przyrzdzi, a ktre odbior wiatr mskim aglom, jeli rozumiesz, co mam na myli powiedziaa. - Ale podanie tego rodka mczynie jest ryzykowne i dziaa chwilowo. Napoje na nic si nie przydadz, jeli nie wiesz, co nadchodzi, i nie masz przygotowanych planw. - Mylaam, e mogaby pani sprawi, bym bya brzydka odpara szybko dziewczyna. - eby nie chcieli si do mnie zblia. Emerahl popatrzya na ni. Dziewczyna zaczerwienia si i spucia gow.

- Brzydota nie daje bezpieczestwa, jeli mczyzna jest pijany i potrafi zamkn oczy - owiadczya Emerahl cichym gosem. - I jak ju wspomniaam, pewnego dnia moesz chcie zrobi wyjtek. Dziewczyna zmarszczya brwi, ale milczaa. - Zgaduj, e tam na dole nie ma nikogo, kto byby chtny czy zdolny do obrony twojej cnoty. Inaczej by tu nie przysza - cigna Emerahl. - A wic musz ci nauczy robi to samej. cigna przez gow wiszcy na szyi acuch. Dziewczyna wstrzymaa oddech, gdy zobaczya umocowany na nim wisior. Bya to zwyka, stwardniaa kropla soku z drzewa dembar. W blasku ognia lnia gbok pomaraczow barw. Emerahl wycigna rk przed siebie. - Popatrz uwanie. Dziewczyna spojrzaa, szeroko otwierajc oczy. - Suchaj mojego gosu. Chc, eby nie spuszczaa wzroku z tej kropli. Zajrzyj w jej wntrze. Zobacz kolor. A rwnoczenie uwiadamiaj sobie ciepo ognia obok. - Emerahl mwia, pilnie obserwujc twarz dziewczyny. Kiedy odstpy midzy mrugniciami wyduyy si, przesuna stop. Skupione na wisiorze oczy nie drgny. Kiwnwszy gow, kazaa dziewczynie sign po kropl. Ta powoli wycigna rk. - Teraz si zatrzymaj, w tym miejscu, blisko, ale nie dotykajc kropli. Poczuj ar ognia. Czujesz ar? Dziewczyna wolno kiwna gow. - Dobrze. Teraz wyobra sobie, e cigasz ar ognia. Pomyl, e twoje ciao pene jest delikatnego ciepa. Czujesz ciepo? Tak. A teraz wylij to ciepo do kropli. Sok drzewa dembar natychmiast zacz si jarzy. Dziewczyna zamrugaa, po czym zdumiona popatrzya na wisior. Blask przygas. - Co si stao? - Wanie uya odrobiny magii - wyjania Emerahl. Zaoya sobie wisior na szyj. - Mam Dary? - Oczywicie, e masz. Kady czowiek ma Dary. Wikszo ma

ledwie tyle, ile potrzeba, by zapali wiec. Ty jednak masz wicej. Oczy dziewczyny jarzyy si z podniecenia. Emerahl parskna. Wiele ju razy widziaa taki wyraz twarzy. - Ale nie myl sobie, e bdziesz wielk czarownic. Nie jeste a tak Obdarzona. Wywoao to podany efekt trzewicy. - Co mog zrobi? - Moesz przekona innych, by dwa razy si zastanowili, zanim oka ci wiksze wzgldy, ni sobie yczysz. Pojedyncze uderzenie blu jako ostrzeenie, a potem odrtwienie dla tych, ktrzy nie zrozumiej albo s zbyt pijani, by czu bl. Naucz ci jednego i drugiego, a wpierw dam jeszcze dobr rad. Naucz si sztuki pochlebstwa i artobliwej odmowy. Chciaaby pewnie zobaczy ich obranych z wszelkiej godnoci, ale zraniona mska duma bdzie pragna zemsty. Nie mam czasu, eby nauczy ci czego tak skomplikowanego jak otworzenie zamka w drzwiach albo zatrzymanie noa. Dziewczyna przytakna z powag. - Sprbuj, ale nie jestem pewna, czy to podziaa na mojego ojca. Emerahl zawahaa si. Wic tak to wyglda... - No dobrze. Naucz ci tych sztuczek jeszcze dzisiaj, ale musisz je potem wiczy. To jak gra na kocianej piszczace. Moesz pamita, jak pynie melodia, ale jeli nie bdziesz wiczya gry, palce strac t umiejtno. Dziewczyna znw przytakna, tym razem z zapaem. Emerahl przez chwil z alem przygldaa si swej nowej uczennicy. Dziewczyna miaa cikie ycie, ale nadal zachowaa bogosawion ignorancj, nadal bya pena nadziei. Spojrzaa na wasne, pomarszczone donie. Czyja sama jestem inna, mimo tak wielkiej przewagi lat? Mj czas przemin, wiat si zmieni, a ja cigle trzymam si ycia. Dlaczego wic ja, ostatnia ze swego rodzaju, nadal istniej? Bo mog, odpowiedziaa sama sobie. Umiechajc si krzywo, zacza uczy kolejn mod dziew-

czyn, jak ma si broni.

3
witynia nie wystawiaa stray u bram. Zasadniczo kady mg tu wej. Jednak wewntrz gocie potrzebowali wskazwek, jak trafi do kogo, kto najlepiej zadba o ich potrzeby. Dlatego te wszyscy nowicjusze stanu kapaskiego przez cz swego czasu pracowali przy bramie jako przewodnicy. Nowicjuszowi Rimo nie przeszkadzay takie obowizki. Wymagay na og wdrowania po witynnych ciekach, wygrzewania si w socu i mwienia ludziom, dokd maj pj, co byo o wiele atwiejsze i bardziej satysfakcjonujce ni lekcje prawa i uzdrawiania. Waciwie na kadej zmianie zdarzao si co zabawnego, a potem on i jego koledzy zbierali si i porwnywali te historie. Po kilku dniach witania przybywajcych monarchw, arystokratw i innych dygnitarzy na adnym z nowicjuszy nie robiy ju wraenia opowieci o spotkaniach z wanymi ludmi. Historie o dziwacznych wyczynach zwykych odwiedzajcych take nie odzyskay popularnoci. Rimo wiedzia, e tylko czym absolutnie niezwykym, na przykad spotkaniem Aurai Biaej, moe zdoby podziw kolegw. A szansa na to bya... Rimo znieruchomia, patrzc z niedowierzaniem, jak pod Biaym ukiem przechodzi wysoki, brodaty mczyzna. Tkacz snw? Tutaj? Nigdy jeszcze nie widzia tych pogan w wityni. Nie mieli wkracza do najwitszego miejsca cyrkliaskiej religii. Rimo rozejrza si, oczekujc, e kto biegnie ju do tkacza snw. Ale poczu ucisk w odku, gdy sobie uwiadomi, e jest w pobliu jedynym przewodnikiem. Przez chwil zastanawia si, czy nie uda, e nie zauway przybysza, ale to mogoby by uznane za rwnowane z zaproszeniem tamtego do witych budowli. Westchn i niechtnie ruszy za gociem. Kiedy si zbliy, tkacz snw przystan i odwrci si w jego stron. Musz tylko zapyta, czego chce, powtarza sobie Rimo. A

potem powiedzie mu, eby sobie poszed. A jeli nie zechce? Jeli sprbuje dosta si dalej przemoc? No, dookoa jest wielu kapanw, ktrzy zareaguj, gdyby do tego doszo. - Czy mog w czym pomc? - zapyta chodno. Tkacz snw wbi spojrzenie gdzie powyej gowy nowicjusza. Albo moe do wewntrz jego gowy. - Mam wiadomo do przekazania. Wyj spod szaty wski cylinder. Rimo zmarszczy czoo. Wiadomo do przekazania? To by znaczyo, e ma pozwoli poganinowi wej dalej na teren wityni, a moe nawet do samych budynkw. Nie mg do tego dopuci. - Daj mija - zada. - Dopilnuj, by zostaa dostarczona. Z ulg zobaczy, e tkacz snw wrcza mu zwj. - Dzikuj - powiedzia, po czym pomaszerowa z powrotem do bramy. Rimo spojrza na cylinder, ktry trzyma w doni - by to prosty, drewniany futera na listy. Ale kiedy przeczyta wypisane z boku tuszem imi adresata, a sykn ze zdumienia. Wiadomo przeznaczona bya do Wysokiej kapanki Aurai. Dlaczego poganin przynosi wiadomoci dla Aurai z Biaych? Moe j ukrad, eby pozna zawarto? Ale Rimo widzia, e piecz jest caa i nie ma adnego znaku, by kto j wczeniej przeama. Mimo to sprawa bya dziwna. Inni kapani mog zacz pyta... Spojrza na oddalajce si plecy przybysza, po czym ruszy w pogo. - Tkaczu snw! Mczyzna odwrci si i zmarszczy czoo. - Jak to si stao, e powierzono ci dostarczenie tej wiadomoci? zapyta Rimo. Mczyzna zacisn wargi. - Nie powierzono - odpar po chwili. - Kilka dni temu zobaczyem przy drodze kuriera, pijanego i nieprzytomnego. Poniewa znam adresatk, a zmierzaem w t stron, postanowiem sam przynie wiadomo.

Rimo zerkn na imi na zwoju. Zna adresatk? Na pewno nie. Ale lepiej zachowa ostrono. - W takim razie postaram si, by otrzymaa j natychmiast obieca. Odwrci si szybko i ruszy w kierunku Biaej Wiey. Po kilku krokach obejrza si jeszcze i z ulg zobaczy, e tkacz snw min ju ukow bram wityni i zmierza ku zachodniej stronie miasta. Jeli bdzie mia szczcie, moe uda mu si dostarczy wiadomo osobicie. To dopiero bdzie historia. Czujc rosnce podniecenie, wyduy krok. Zblia si do wejcia do Biaej Wiey. Ambasador Sennonu zacz kolejn dug dygresyjn opowie o historii swojego kraju - co, co jego lud zwykle czyni, kiedy chcia podkreli jak tez. Auraya odrobin zmienia wyraz twarzy. Na wszystkich, ktrzy obserwowali to spotkanie, sprawiaa wraenie cakowicie skupionej na rozmowie. Danjin zaczyna lepiej odczytywa jej reakcje i dostrzeg oznaki wymuszonej cierpliwoci. Jak wikszo mwicych z prostot Hanijczykw, te nieskoczone sennoskie ozdobniki uwaaa za mczce. - Bdziemy zaszczyceni, a nawet zachwyceni ponad wszelkie granice, gdyby zechciaa odwiedzi miasto gwiazd. Odkd bogowie ponad sto lat temu wybrali wielkiego Jurana, tylko dziewiciokrotnie pobogosawili nas okazj, by przyjmowa i goci jednego z Wybranych. Byoby cudownie, zgodzisz si chyba, gdyby najnowsza przedstawicielka bogw bya nastpn, ktra spaceruje po ulicach Karienne i wspina si na wydmy Hemmedu. To wszystko? Danjin stumi westchnienie. Caa ta skomplikowana mowa ambasadora stanowia jedynie wstp do zaproszenia do wizyty w jego kraju. Chocia wskazywaa te, e Biali rzadko odwiedzaj Sennon. Trudno si dziwi, e Sennoczycy czuj si troch zaniedbywani. Kopot polega na tym, e Sennon od Hani oddzielay acuch grski i pustynia, a droga do Karienne bya duga i cika. Dunway take lea za grami, ale przynajmniej dao si tam dotrze drog

morsk. Gwny port Sennonu pooony by na drugim kocu kontynentu. Przy dobrej pogodzie rejs mg potrwa miesice, przy zej - duej ni wdrwka ldem. Jeli Sennon w kocu stanie si sprzymierzecem, Biali bd musieli czciej odbywa takie podre. Danjin podejrzewa, e wanym powodem, dla ktrego Biali niechtnie powicaj czas na tak wypraw, jest to, e spora liczba Sennoczykw wci czci martwych bogw. Wadcy Sennonu, dawni i obecni, zawsze byli zdania, e poddani winni mie swobod tego, kogo lub co chc wyznawa, a o tym, czy wybrani bogowie s czy nie s rzeczywici, nie wadca powinien decydowa. Prawdopodobnie bd si przy tym upiera, dopki sennoski podatek religijny zwiksza ich bogactwo. Tylko jeden kult sprzeciwia si takiej sytuacji rwnie gono co cyrklianie. Nazywali siebie pentadrianami. Podobnie jak cyrklianie wyznawali oni wiar w piciu bogw, ale byo to jedyne podobiestwo. Ich bogowie nie istnieli, wic kapani mamili wyznawcw sztuczkami i czarami. Podobno pentadrianie na ofiar swym bogom skadali niewolnikw, a take odprawiali orgiastyczne rytuay podnoci. Nic dziwnego, e takie akty zniechcay wyznawcw do jakichkolwiek wtpliwoci w realno bogw jeliby oni nie istnieli, te deprawacje nie miayby adnego usprawiedliwienia. Auraya spojrzaa na Danjina, a on poczu, e twarz oblewa mu rumieniec zakopotania. Powinien zwraca uwag na bezustanne paplanie ambasadora, aby dostarcza jej informacji i analiz. Pewnie dostarczaem - ale nie takich, jakie w tej chwili mogaby wykorzysta. Drzwi si otworzyy i do pokoju wesza Dyara. Danjin z rozbawieniem spostrzeg, jak krytycznie zmierzya wzrokiem Auray niczym matka szukajca bdw w zachowaniu dziecka. Powstrzyma umiech. Trzeba czasu, by Auraya zacza si zachowywa z tak sam pewnoci siebie co Dyara. Sytuacja nowej Biaej bya do interesujca - przesza z jednego z najwyszych

stanowisk, moliwych do zyskania przez mierteln kapank, na co, co zgodnie z wiekiem i dowiadczeniem byo najnisz pozycj wrd niemiertelnych. - Dotara wiadomo z twojego domu, Aurayo - oznajmia Dyara. - Czy zechcesz przyj j teraz? Oczy Aurai bysny. - Tak. Bardzo dzikuj. Dyara odsuna si, wpuszczajc do rodka nowicjusza. Ten podszed i niemiao wrczy kapance cylinder. Auraya umiechna si do modego czowieka, po czym zamrugaa zdziwiona. Kiedy Dyara wypchna posaca z pokoju, Auraya zamaa piecz i wysuna zwitek pergaminu. Danjin widzia, e niewiele jest na nim znakw. Usysza gony wdech i popatrzy na Auray - poblada nagle. Zerkna na Dyar, ktra zmarszczya czoo i zwrcia si do ambasadora. - Licz, e podobaa si panu ta wizyta w wityni, ambasadorze Shameli. Czy mog towarzyszy panu do wyjcia? Mczyzna zawaha si, po czym lekko skoni gow. - Bd niezwykle zaszczycony, Dyaro z Biaych. - Palce obu doni uoy w znak krgu, po czym ukoni si Aurai. - Rozmowa z tob to prawdziwa rado, Aurayo z Biaych. Mam nadziej, e wkrtce bdziemy mogli j kontynuowa. Spojrzaa mu w oczy i przytakna. - Ja rwnie. Kiedy Dyara wyprowadzaa ambasadora z pokoju, Danjin obserwowa pilnie Auray. Najnowsza Biaa wpatrywaa si w wazon, ale by pewien, e nie jest to przedmiot skupiajcy jej uwag. Czyby to za bysna jej w oku? Odwrci gow, nie chcc swoj ciekawoci budzi jej zakopotania. Ale kiedy cisza si przeduaa, zacz odczuwa skrpowanie. To troch dziwne, widzie jedn z Biaych we zach, myla. Powinni przecie by silni. Panowa nad sytuacj. Tylko e ona waciwie nie ma dowiadczenia, przypomnia sobie. Ale ja bym

jednak wola, eby ci, ktrzy kieruj ludmi w sprawach prawa i moralnoci, wci mieli ludzkie uczucia, zamiast adnych. Drzwi otworzyy si znowu i wrcia Dyara. Przystana z doni na klamce. - Przykro mi, Aurayo. Reszt dnia moesz spdzi, jak masz ochot. Przyjd do ciebie wieczorem, gdy tylko bd wolna. - Dzikuj - odpara cicho Auraya. Dyara spojrzaa na Danjina i skinieniem wskazaa mu drzwi. Wsta i wyszed za ni z pokoju. - Ze wieci? - spyta, kiedy byli ju na korytarzu. - Umara jej matka. - Dyara skrzywia si. - Bardzo niesprzyjajcy moment. Wracaj do domu, Danjinie Spearze. Przyjd jutro o zwykej porze. Danjin skoni si i zrobi znak krgu. Dyara odesza. Spojrza w gb korytarza prowadzcego do schodw, a potem znowu na drzwi pokoju, ktry wanie opuci. Wolne popoudnie. Od kilku dni nie mia ani chwili dla siebie. Mgby odwiedzi Gwny Rynek i wyda troch zarobionych pienidzy na prezenty dla ony i crek. Mgby troch poczyta... W mylach znw pojawio si wspomnienie bladej twarzy Aurai. Bdzie rozpacza, pomyla. Czy ktokolwiek moe j pocieszy? Przyjaciel? Ktry z kapanw? Wszystkie myli o odwiedzeniu rynku i lekturze wyparoway nagle. Westchn i zapuka do drzwi. Otworzyy si po chwili. Auraya spojrzaa na niego pytajco, po czym umiechna si blado, kiedy odczytaa jego myli. - Nic mi nie bdzie, Danjinie. - Czy mog jako pomc? Kogo sprowadzi? Pokrcia gow, ale nagle zmarszczya brwi. - Moe jest kto taki. Ale nie sprowadzi, tylko odnale. Dowiedz si, gdzie zatrzyma si czowiek, ktry dostarczy dzi wiadomo do wityni. Nowicjusz Rimo powinien ci go opisa. A jeli moje podejrzenia s suszne, ma na imi Leiard. Danjin skin gow.

- Jeli tylko jest jeszcze w miecie, znajd go. Niedaleko, po lewej stronie, trzy kobiety przy stole szykoway wieczorny posiek. Prawie bez udziau wiadomoci ich rce zrcznie ugniatay, mieszay i ciy, gdy one same rozmawiay midzy sob o niedalekim lubie crki ich pracodawcy. Z tyu, troch dalej, jaki mczyzna osign niemal medytacyjny stan umysu, kiedy palcami formowa glin w ksztat misy. Zadowolony z efektu, kawakiem sznurka odci mis od koa i odoy midzy inne swoje produkty. Potem sign po wicej gliny. Po prawej stronie przeszed pospiesznie, zmczony i zniechcony mody czowiek. Jego rodzice znowu zrobili awantur. Jak zawsze, skoczyo si to guchymi uderzeniami pici o ciao i jkami blu. Zauway cudzoziemcw, ktrzy wci toczyli si na rynku, jakby niewiadomi istnienia kieszonkowcw, i serce przestao mu ciy tak bardzo. Dzi wieczorem nietrudno bdzie co zdoby. Daleko po prawej stronie, ale goniej, matka kcia si z crk. Ktnia skoczya si fal satysfakcji i zoci, gdy crka zatrzasna drzwi midzy nimi. Leiard odetchn gboko i pozwoli, by te i inne umysy znikny z jego gowy. Obolae ciao przeszo do stanu znoniejszego zmczenia. Kusio go, by pooy si i zasn, ale to grozio bezsennoci wieczorem, a mia za sob do niespokojnych nocy, kiedy si zastanawia, czy podj waciw decyzj, zabierajc wiadomo kurierowi. Kto musia j dostarczy, myla. Dlaczego Ta - Dyer powierzy j temu chopcu? Pewnie trway ju zbiory. Niewielu mona byo oderwa od ich zaj, by mogli wyruszy w dalek drog. Chopak mg sam zaproponowa pomoc, aby unikn cikiej pracy. Ta - Dyer pewnie nie wiedzia o jego leniwej naturze. Leiard zdoa wyczyta w umyle oszoomionego alkoholem chopaka do duo, by zrozumie, czemu ojciec Aurai wysa wiadomo, zamiast prosi kapana Avorima o przekazanie jej mylowo. Kapan by chory. Choroba powalia go kilka dni

wczeniej. Zatem, poniewa kapan nie mg pomc, Ta - Dyer nie mia wyboru i musia wysa goca. Leiard nie mia pojcia, jak chory jest Avorim. Mg by umierajcy. Gdyby nie znalaz innego posaca, Auraya mogaby nie pozna wieci o mierci matki. Zabawne, ale Leiard spotka pijanego goca tylko dlatego, e mier Ma - Dyer zwolnia go z obowizkw. Co roku wyprawia si do miasteczka w pobliu Oralyn, by tam kupi leki, jakich sam nie mg przygotowa. Chopak odda mu to, co pozostao z pienidzy, ktre dosta od Ta - Dyera na jedzenie i noclegi. Kiedy jednak Leiard dotar do miasteczka, przekona si, e nie wystarczy to na wynajcie innego kuriera. Zastanowi si, czy nie odda wiadomoci miasteczkowemu kapanowi, ale kiedy sobie wyobrazi, e tumaczy, w jaki sposb znalaza si u niego, nie sdzi, by jakikolwiek kapan mu uwierzy. Pozostay wic dwa wyjcia: zabra list z powrotem do Ta - Dyera, ktry w tej chwili nie potrzebowa dodatkowych zmartwie i niepokojw, albo dostarczy go osobicie. Doszed do wniosku, e wystarczy odda go ktremu z odwiernych w wityni. Ale nie byo tam adnych odwiernych ani stray. Wspominajc moment, kiedy stan u wejcia do wityni, Leiard poczu dreszcz. Zbyt by pochonity ludzk krztanin wok, by zauway wielk Bia Wie, wyrastajc ponad zabudowaniami miasta. Zobaczy j dopiero kiedy przeszed pod ukiem bramy. Co w tym obrazie zmrozio go do szpiku koci. Jaka cz umysu odczuwaa zachwyt i podziw dla kunsztu, ktrego wymagao stworzenie takiej wiey. Inna cz czua lk, naciskaa, by odwrci si i odej jak najszybciej. Tylko determinacja, by dostarczy wiadomo, pozwolia mu zosta. Nie po to dotar tak daleko, by teraz czmychn. Jednak przy bramie nie dostrzeg nikogo, kto mgby odebra list, a aden z kapanw wewntrz nie zdradza chci, by do niego podej. Musia przej pod ukiem, by zwrci na siebie uwag. I kiedy wreszcie odda wiadomo modemu kapanowi, wyszed pospiesznie,

zadowolony, e w kocu si od niej uwolni. Jarime rozroso si i zmienio, odkd ostatni raz je odwiedzi, ale taka ju jest natura miast. Gsta mieszanina ludzi jednoczenie pobudzaa i mczya. Kilka godzin mino, nim znalaz miejsce noclegowe dla tkaczy snw. Wacicielami domu byli Tanara i Millo Bakerowie, para dysponujca skromnym dochodem, ktra dostaa w spadku niewielki budynek mieszkalny. Ich syn, Jayim, postanowi zosta tkaczem snw, co ich zachcio, by zaoferowa mieszkanie wszystkim tkaczom snw przechodzcym przez miasto. Mieszkali na pierwszym pitrze, a parter wynajmowali sklepikarzom. Tanara odprowadzia go do pokoju, a potem zostawia, by mg odpocz. Nie potrafi si oprze pokusie wejcia w trans, by przejrze myli mieszkacw miasta wok siebie. Przypominali ludzi w dowolnym innym miejscu - zanurzeni w swoich ywotach tak rnorodnych, jak ryby w oceanie. Jasnych i mrocznych. Trudnych i atwych. Wielkodusznych i samolubnych. Penych nadziei, determinacji, rezygnacji... Wyczu te umys swojej gospodyni z kuchni na dole; mylaa, e powinna zawoa Leiarda do jadalni. Miaa nadziej, e pomoe jej synowi. Leiard raz jeszcze odetchn gboko i otworzy oczy. Nauczyciel Jayima zmar zeszej zimy i aden tkacz snw go nie zastpi. Leiard wiedzia, e musi znw rozczarowa gospodarzy - jutro zamierza wraca do wioski. Nawet gdyby chcia wzi ucznia, Jayim musiaby wyruszy wraz z nim. Bakerowie woleliby pewnie, by syn pozosta niedouczony, ni by ich opuci. Gdyby jednak Jayim chcia odej ze mn, zabrabym go? Leiard mia wraenie, e byoby to jego obowizkiem. Tkacze snw byli teraz nieliczni i szkoda, eby ten modzik zrezygnowa z powodu braku nauczyciela. Moe zastanowi si, kiedy ju pozna chopca. W kocu by gotw uczy Auray, gdyby tylko zechciaa. Wsta, przecign si i podszed do wskiej awy, gdzie Tanara pooya du mis z wod i kilka szorstkich rcznikw. Umy si powoli, woy zapasow tunik i spodnie, narzuci swoj kamizelk

tkacza snw. Wyszed z pokoju i trafi do wsplnej sali porodku budynku. Tanara siedziaa tam na starej poduszce, marszczc w skupieniu czoo. Chleb piek si na duym paskim kamieniu, opartym na dwch cegach. Pod kamieniem nie byo ognia, wic musiaa podgrzewa go magicznie. - Tkaczu snw Leiardzie... - Umiechna si, a pogbiy si zmarszczki wok jej oczu. - Nie mamy tu sucych, a ja wol sama gotowa, ni kupowa jakie paskudztwa w tutejszym sklepie. Tylko dwa razy prbowaam ich jedzenia i dwa razy wymiotowaam. Ale czynsz pac regularnie, wic pewnie nie powinnam si denerwowa. - Skina w stron drzwi. - Wrci Jayim. Leiard obejrza si. Mody czowiek lea rozcignity na starej drewnianej awie w ssiednim pokoju. Jego kamizelka tkacza snw leaa przy nim na pododze. Na tunice byy wilgotne plamy potu. - Jayimie, to jest tkacz snw Leiard - zawoaa Tanara. - Dotrzymaj mu towarzystwa, dopki tutaj nie skocz. Mody tkacz snw unis gow i zamruga zdziwiony, widzc Leiarda. Usiad na awie, gdy go wszed do jego pokoju. - Witaj - powiedzia. - Pozdrowienie - odpar Leiard. Czyli wic nie ma co liczy na tradycyjne powitanie, pomyla. Czy to z powodu brakw szkolenia, czy zwykego lekcewaenia rytuaw? Leiard usiad naprzeciw Jayima i spojrza na kamizelk. Chopak pody za jego wzrokiem, potem szybko podnis j i zarzuci na oparcie awy. - Troch dzisiaj gorco - zauway. - Bye ju kiedy w miecie? - Tak - potwierdzi Leiard. - Dawno temu. - Jak dawno? Leiard zmarszczy czoo. - Nie jestem pewien. Chopak wzruszy ramionami. - W takim razie to musiao by bardzo dawno. Wiele si zmienio? - Zauwayem kilka zmian, ale trudno mi osdzi, jako e

widziaem tylko cz miasta. Przybyem dzisiaj po poudniu wyjani Leiard. - Ale wychodzi na to, e jedzenie z ulicznych sklepikw jest rwnie niebezpieczne co dawniej. Jayim parskn miechem. - To prawda, ale jest par cakiem niezych. Zostaniesz tu na dugo? Leiard pokrci gow. - Nie. Jutro wyruszam. Chopiec nie potrafi za dobrze ukry swej ulgi. - Z powrotem do... Dokd? - Do Oralyn. - A gdzie to jest? - Niedaleko dunwayskiej granicy, u podna gr. Jayim otworzy usta, by co powiedzie, ale znieruchomia, syszc pukanie do drzwi. - Kto przyszed, mamo! - To otwrz! - Ale... - Jayim spojrza na Leiarda. - Zajmuj si naszym gociem. Tanara westchna i wstaa. Przesza do gwnego wejcia, poza zasigiem ich wzroku. Leiard sucha uderze jej sandaw o kafelki podogi. Potem otworzyy si drzwi, zabrzmiay kobiece gosy, a nastpnie stukanie dwch par sandaw. - Mamy klientk - oznajmia Tanara, wchodzc. Za ni sza kobieta otulona w szeroki paszcz z ciemnej tkaniny. Zarzucia go sobie na gow, kryjc twarz. - Nie przyszam tu po uzdrowienie - owiadczya. - Przyszam si zobaczy ze starym przyjacielem. Na dwik tego gosu dreszcz przebieg po grzbiecie Leiarda, cho nie by pewien dlaczego. Zauway, e wstaje odruchowo. Kobieta zsuna z gowy kaptur i umiechna si. - Pozdrowienie, tkaczu snw Leiardzie. Jej twarz si zmienia. Stracia wszystkie dziecice zaokrglenia, a zyskaa elegancki ksztat podbrdka i czoa oraz wysokie koci

policzkowe. Wosy miaa uoone w wyrafinowan fryzur, popularn wrd osb bogatych i modnych. Wydawaa si wysza. Ale oczy zostay te same: wielkie, wyraziste, byszczce inteligencj. Wpatryway si w niego badawczo. Pewnie si zastanawia, czy j pamitam... Pamitam, ale nie tak. Wyrosa na uderzajco pikn kobiet. We wsi nigdy nie byoby to a tak wyrane. Tam uchodziaby za nazbyt delikatn i chud. Miejska moda bardziej do niej pasuje. Miejska moda? Nie przybya tu, by nada za mod, ale eby zosta kapank. I kiedy to pomyla, przypomnia sobie o swoich gospodarzach. wiadomo, e maj w domu cyrkliask kapank, mogaby ich wystraszy. Zwaszcza wysok kapank... Auraya miaa przynajmniej do rozsdku, by ukry sw szat. Zwrci si do Tanary. - Czy jest tu miejsce, gdzie mgbym porozmawia z t dam na osobnoci? - Tak, na dachu - odpara z umiechem Tanara. - W letnie wieczory bardzo tam przyjemnie. Chodcie za mn. Poprowadzia ich przez wspln sal do schodw naprzeciwko drzwi wejciowych. Kiedy wyszli na dach, Leiard ze zdziwieniem odkry, e jest zastawiony rolinami w donicach i wytartymi krzesami. Widzia std ssiednie domy i ludzi wypoczywajcych w dachowych ogrdkach. - Przynios co chodnego do picia - zaproponowaa Tanara i zesza na d. Auraya usiada naprzeciwko Leiarda i westchna. - Powinnam wysa ci wiadomo i ostrzec, e przyjd. Albo umwi si gdzie na spotkanie. Ale jak tylko si dowiedziaam, e tu jeste... - Umiechna si niepewnie. - Musiaam przyj od razu. Kiwn gow. - Chciaa porozmawia o matce z kim, kto j zna - domyli si. Umiech znikn.

- Tak. Jak ona...? - Staro i choroba. - Rozoy rce. - Ta choroba wiele j kosztowaa, wic postarzaa si. W kocu musiao to nastpi. Auraya przytakna. - Wic to wszystko? Nic wicej? Pokrci gow. - atwo jest, po dugim powstrzymywaniu choroby, dziwi si, e jednak kogo zabraa. Skrzywia si. - Rzeczywicie. Zwaszcza jeli moment jest... nieszczliwy. Westchna. - Co z ojcem? - Zdrowy, kiedy odchodziem. Zasmucony, oczywicie, ale i pogodzony z losem. - Powiedziae nowicjuszowi, e znalaze list u pijanego posaca. Wiesz, czemu kapan Avorim si ze mn nie skontaktowa? - Kurier twierdzi, e jest chory. - Musi by ju bardzo stary... - Pokiwaa gow. - Biedny Avorim. Bardzo go mczyam podczas nauki. I ty. - Przyjrzaa mu si z lekkim umiechem. - To dziwne. Poznaj ci, ale wygldasz inaczej. - W jakim sensie? - Modziej. - Dzieci sdz, e wszyscy doroli to starcy. - Zwaszcza jeli ci doroli maj biae wosy. - Rozsuna okrywajcy j paszcz. - Troch za gorco, eby si tak ubiera stwierdzia. - Ale martwiam si, e kiedy ludzie mnie tu zobacz, twoi gospodarze mog mie kopoty. - Nie jestem pewien, jak tkacze snw s traktowani w tym miecie. - Ale uwaasz, e gospodarze by si wystraszyli, gdyby wiedzieli, kim jestem. - Prawdopodobnie. Zmarszczya czoo. - Nie chc, eby si mnie bali. Nie podoba mi si to. Chciaabym. .. - Westchna. - Ale kime jestem, by pragn odmieni ludzkie zachowania?

Przyjrza si jej z uwag. - Masz wicej moliwoci ni wikszo. Umiechna si z pewnym zaenowaniem. - Chyba rzeczywicie. Ale pytanie brzmi: czy bogowie na to pozwol? - Nie chcesz chyba ich pyta, prawda? Uniosa brwi. - Moe. Widzc ten bysk w jej oczach, Leiard poczu, e wypenia go nieoczekiwana sympatia. Zdawao si, e zostao w niej co z tego ciekawego, bezustannie pytajcego dziecka. Ciekawe, czy innym pozwalaa je dostrzec i jak sobie z tym radzili. Mog sobie wyobrazi, jak zadrcza bogw pytaniami o natur wszechwiata, pomyla, miejc si w duchu. Ale natychmiast spowania. atwo jest zadawa pytania. Trudniej dokonywa zmian. - Kiedy zamierzasz odej? - spytaa. - Jutro. - Rozumiem. - Odwrcia wzrok. - Miaam nadziej, e moe zostaniesz duej. Moe kilka dni. Chciaabym znowu z tob porozmawia. Rozway jej prob. Tylko kilka dni... Dobiegajce ze schodw kroki zapowiedziay powrt Tanary. Kobieta pojawia si, niosc tac z glinianymi kubkami i mis suszonych owocw. Przystana, by poczstowa Auray, gdy jednak ta signa po kubek, Tanara jkna i upucia tac. Leiard zauway lekki ruch palcw dziewczyny. Taca zatrzymaa si w powietrzu, zawarto kubkw chlusna na zewntrz. Spojrza na Tanar - kobieta wpatrywaa si w gocia. Zauway, e paszcz okrywajcy ramiona kapanki zsun si troch, odsaniajc brzeg cyrkli. Wsta i pooy Tanarze donie na ramionach. - Nie masz si czego obawia - zapewni spokojnie. - Owszem, jest kapank. Ale jest te moj przyjacik. Z wioski w pobliu... Tanara chwycia go za rk, szeroko otwierajc oczy. - Nie kapank - szepna. - Wicej ni kapank. Ona jest...

ona... - Spojrzaa na Leiarda. - Jeste przyjacielem Aurai z Biaych? - Ja... Aurai jakiej? Spojrza w d, na Auray, umiechajc si z zakopotaniem. Przyjrza si cyrkli. Nie miaa zotego obramowania, jakie nosiy wysokie kapanki. W ogle nie miaa obramowania. - Kiedy to si stao? - usysza wasny gos. - Dziewi, dziesi dni temu - odpara przepraszajcym tonem. - Czemu mi nie powiedziaa? - Czekaam na waciwy moment. Tanara wypucia do Leiarda. - Przepraszam. Nie chciaam zepsu niespodzianki. Auraya zamiaa si smtnie. - To bez znaczenia. - Wzia tac i odoya na aw obok siebie. - To ja powinnam przeprosi, e ci zaniepokoiam. Powinnam umwi si z Leiardem w jakim innym miejscu. Tanara pokrcia gow. - Nie! Zawsze jeste tu mile widziana! Kiedy tylko zechcesz nas odwiedzi, nie wahaj si... Auraya na moment zmruya nieco oczy, a potem umiechna si szeroko. - Dzikuj ci, Tanaro Baker - rzeka. - Wicej to dla mnie znaczy, ni moesz sobie wyobrazi. Ale teraz musz chyba przeprosi, e zepsuam ci wieczr. - Owina si paszczeni. - I powinnam wrci do wityni. - Och... - Tanara zerkna przepraszajco na Leiarda. - Odprowadz ci do drzwi. - Dzikuj. Kiedy kobiety wyszy, Leiard usiad powoli. Auraya jest jedn z Biaych... Serce zalaa mu gorycz. Zawsze dostrzega jej moliwoci. Bya inteligentna, ale nie arogancka. Interesowali j inni ludzie, lecz nie lekcewaya ich prywatnoci. Jej zdolno uczenia si i uywania Darw bya wiksza ni u ktregokolwiek z jego uczniw. Oczywicie, e j wybrali. Sam przecie mwi, e lepiej, by

przyczya si do cyrklian, gdy wobec restrykcji ycia tkacza snw dua cz jej potencjau byaby stracona. Czy zatem wszystko uoyo si jeszcze lepiej, skoro zostaa jedn z niemiertelnych Biaych, zapyta sam siebie z gorycz. wiat tym wicej skorzysta na jej talentach. A jej utrata bdzie ci drczy przez ca wieczno. Ta myl go zaskoczya. Brzmiaa jak jego wasny wewntrzny gos, ale sprawiaa wraenie wewntrznego gosu innej osoby. - Leiard? Unis wzrok. Wrcia Tanara. - Dobrze si czujesz? - Troch jestem zaskoczony - odpar oschle. Tanara podesza do siedzenia naprzeciw - tego, ktre zajmowaa Auraya. - Nie wiedziae? Pokrci gow. - Wydaje si, e moja maa Auraya zasza o wiele dalej, ni mogem przewidywa. - Twoja maa Auraya? - Tak, znaem j jako dziecko. A take j uczyem. Prawdopodobnie wicej wie o leczeniu sposobami tkaczy snw ni jakikolwiek inny kapan czy kapanka. Tanara zmarszczya czoo. Zamylona odwrcia wzrok, po czym pokrcia gow. - Z trudem mog to zrozumie - rzeka ciszonym gosem. Jeste przyjacielem Aurai z Biaych. Z tyu dobieg zduszony odgos. Leiard obejrza si i zobaczy Jayima. Chopak sta na schodach i wytrzeszcza oczy, zdumiony tym, co usysza. - Jayim... - Tanara poderwaa si i szybko pchna syna do wntrza. - Nikomu nie wolno ci o tym mwi. Posuchaj... Leiard wsta i zszed za nimi po schodach. Skrci do swojego pokoju. Jego brudne ubranie wci wisiao na oparciu krzesa, torba bya do poowy oprniona, a jej zawarto rozoona na ku. Usiad i szybko spakowa wszystko z powrotem. Kiedy uoy na

samym wierzchu brudn tunik, usysza kroki, a po chwili w drzwiach stana Tanara. Zauwaya torb i jej twarz spowaniaa. - Tak mylaam - mrukna. - Usid, Leiardzie. Chc z tob porozmawia, zanim uciekniesz do swojego lenego domu. Z wahaniem usiad na ku. Kobieta zaja miejsce obok. - Pozwl, e sprawdz, czy dobrze usyszaam. Powiedziae, e uczye Auray, kiedy bya jeszcze dzieckiem. Chodzio ci o wiedz tkaczy snw? Przytakn. - Miaem nadziej, e si do mnie przyczy. - Pokrci gow. Ale sama widzisz, co z tego wyszo. Tanara poklepaa go po ramieniu. - Na pewno przeye zawd. Ale to dziwne, e bogowie j wybrali. Przecie musieli wiedzie, e naucza j tkacz snw. - Moe znali jej prawdziwe uczucia - wyszepta z gorycz. Tanara zignorowaa te sowa. - Musiae dziwnie si czu, widzc j znowu, nawet jeli mylae, e jest tylko wysok kapank. Kiedy przyszam, odniosam wraenie, e dobrze si wam rozmawiao. Najwyraniej nie zauwaye adnej zmiany. A przecie by wyczu, gdyby w rezultacie Wyboru staa si kim innym. - Wiem, powiedziaem, e jestemy przyjacimi - odpar. - Ale mwiem tak, eby ci uspokoi. Nie widziaem jej od dziesiciu lat. Tanara przemylaa to. - Rozwa zatem, Leiardzie - odezwaa si po chwili. - Auraya najwyraniej chce pozosta twoj przyjacik. Kto z Biaych, kto chce si przyjani z tkaczem snw... To powinno by niemoliwe, ale najwyraniej nie jest. A jeli Auraya z Biaych bdzie przyjani si z tkaczem snw, to moe inni cyrklianie zaczn ich lepiej traktowa. - Zniya gos. - Masz teraz dwie moliwoci. Moesz wyj i wrci do swojego lasu albo moesz zosta tu z nami i kontynuowa t przyja. - To nie jest atwe - protestowa. - Istnieje przecie ryzyko. A jeli inni Biali si sprzeciwi?

- Wtpi, czy zrobi co innego ni zasugerowanie ci, by si wynis. - Pochylia si bliej. - Myl, e warto podj takie ryzyko. - A jeli ludzie uznaj, e im si to nie podoba? Mog wzi sprawy w swoje rce. - Jeli ona ceni twoj przyja, to ich powstrzyma. - Moe nie by w stanie, zwaszcza jeli Biali jej nie popr. Tanara odchylia si i zacza mu si przyglda. - Nie przecz, e taka groba istnieje. Prosz ci tylko, by si zastanowi. Musisz zrobi to, co dyktuje ci serce. Wstaa i wysza, zamykajc za sob drzwi. Leiard przymkn powieki i westchn. Tanara pomija jeden prosty fakt, przekonywa sam siebie, bogowie nie wybraliby kogo, kto czuje sympati dla tkaczy snw. Ale wybrali Auray. Albo rozwina w sobie niech do tkaczy snw, albo bogowie prowadzili cakiem inn rozgrywk. Zastanowi si, jakie s moliwoci. Jeli wzili inteligentn i Obdarzon kobiet, ktra traktowaa tkaczy snw z sympati, i sprawili, by zwrcia si przeciw nim, moe sta si now, miertelnie gron si, napdzajc nienawi cyrklian do pogan. Moe by t, ktra zniszczy nas cakowicie. Ale jeli teraz ucieknie i zostawi j, samotn i zasmucon, moe by pierwszym, ktry da jej powd, by zniechcia si do jego ludu. Niech bd przeklci bogowie, pomyla. Musz zosta. Przynajmniej dopki si nie dowiem, o co tu chodzi.

4
W wyszych partiach gr ar letniego soca by silniejszy. Gdy Tryss znw poczu ciekajcy mu z czoa pot, wyprostowa si i potrzsn gow. Krople wilgoci spady na ram uprzy i szybko zostay wchonite przez suche drewno. Zdj i odoy na bok kamizelk z trzcinowego wkna. Potem schyli si i starannie przecign pasy elastycznych jelit pomidzy zczami uprzy. Wiksza cz konstrukcji leaa przed nim w kawakach. Prbowa zdublowa system dwigni tak, by mc zabiera cztery kolce zamiast dwch. Ale ju teraz zaczyna wtpi, czy zdoa oderwa si od ziemi, niosc co tak cikiego. Moe bdzie trzeba przed startem zawlec to wszystko na drzewo albo na krawd urwiska... Ale czym takim nikomu by nie zaimponowa. Uzna, e nie pokae nowej uprzy, dopki nie bdzie mia za sob kilku udanych prb. Kiedy powali jakie zwierz, pozwoli mu odespa dawk trucizny, a gdy nadejdzie czas, by si wykaza, zarnie ofiar i zaniesie miso do Przestrzeni. Gdy inni Siyee zobacz jego ucztujc rodzin, kpiny i miechy szybko si skocz. Przerwa prac i westchn ciko. Gdyby tylko jego kuzyni polecieli za nim dyskretnie, zamiast opowiada wszystkim Siyee o tym, co twierdzi, e dokona... Wtedy tylko oni i Drilli byliby obecni, kiedy Tryss wrci na miejsce i nie znalaz yerna. Od tamtego dnia historia o jego szalonych przechwakach dotara do kadego mieszkaca Przestrzeni. Bez przerwy sysza kpiny, nawet od Siyee, ktrych w ogle nie zna. Poczu nage ukucie blu w ramieniu i podskoczy. Jelitowa linka wylizna mu si i strzelia w bok. Tryss zakl i obejrza rami - na skrze pojawia si niewielka czerwona plamka. Czyby co go udlio? Rozejrza si, ale w pobliu nie zauway adnego owada, ktry byby do tego zdolny. I kiedy zacz rozglda si po ziemi za pezajcymi insektami,

poczu nastpne ukucie, tym razem na nodze. Spojrza w d i zdy jeszcze zobaczy, jak na ziemi spada co maego i okrgego. Schyli si i pomidzy kamieniami dostrzeg na skale nasionko winnetu. Nasionka te byy jaskrawozielone i trudne do przeoczenia, zwaszcza e nie trafiay si tak wysoko w grach. Niewielkie drzewa winnetu rosy wzdu potokw i rzeczek, nie na suchych skalistych zboczach. Cichy stuk znowu zwrci jego uwag na uprz - kolejne nasionko odbio si od niej, spado na ska i odtoczyo na bok. Tryss powoli wyplta si ze swego wynalazku i wsta, rozgldajc si ostronie. Ktem oka zauway ruch i natychmiast poczu ukucie w rami. Odwrci si i poszed w stron wielkiego gazu, w pobliu ktrego widzia poruszenie. I wtedy usysza wygwizdane z gry swoje imi. Podnis gow i westchn gono, kiedy rozpozna oznaczenia skrzyde Drilli. Rozejrza si szybko, ale nigdzie nie dostrzeg swoich kuzynw. Serce zabio mu mocniej, gdy zacza znia lot. Umiechaa si radonie. - Tryss! - zawoaa. - Chyba zgubiam... Przesuna wzrok i jej umiech znikn, zastpiony grymasem gniewu. Rwnoczenie poczu kolejne ukucie, tym razem w policzek. Sykn i unis do do twarzy. - Durnie! - krzykna Drilli. Tryss wstrzyma oddech, kiedy zanurkowaa stromo i wyldowaa obok gazu, do ktrego zmierza. Znikna za nim, zabrzmiao uderzenie, a potem jaki Siyee wytoczy si zza skay, osaniajc gow. Drilli uderzya go jeszcze raz. I znowu. Ziss! Tryss usysza miech za sob i obejrza si - to Trinn wspina si ku nim po skale. Drilli podbiega do niego i ze zoci wyrwaa mu co z rki. - Mwiam, eby nie strzela z nich do Siyee! - zawoaa, - A jakbycie mu rozerwali skrzyda? Gupie girri - mdki! Gdybym wiedziaa, e co takiego wymylicie, nigdy bym ich dla was nie zrobia!

- Nie trafilibymy go w skrzyda - zapewni Trinn. - wiczylimy. - Na czym? - zapytaa. Trinn wzruszy ramionami. - Na drzewach. Na kamieniach. - Na girri? Odwrci wzrok. - Nie. - To wy zrobilicie, prawda? I patrzylicie, jak przez p nocy tkam maty z trzcinowego wkna, eby pocieszy cioci Lirri. Ona myli, e jej girri zdechy, bo je zaniedbywaa. - Przecie i tak zamierzaa je zje - zaprotestowa Ziss. Drilli odwrcia si i rzucia mu wcieke spojrzenie. - Jestecie obrzydliwi! Idcie sobie! Nie chc was wicej oglda! Kuzyni spojrzeli na siebie z przeraeniem, cho byo jasne, e Ziss nie przej si sowami dziewczyny tak bardzo jak Trinn. Wzruszy ramionami, przebieg kilka krokw i skoczy w powietrze. - Przepraszam - odezwa si Trinn. Ale kiedy Drilli popatrzya na niego, skrzywi si tylko i polecia za bratem. Drilli spogldaa za nimi, a stali si zaledwie czarnymi plamkami na tle ciemnych chmur nad horyzontem. Dopiero wtedy zwrcia si do Tryssa. - Bardzo mi przykro. - Nie twoja wina. - Wzruszy ramionami. - Moja. - W jej gosie znowu zabrzmia gniew. - Przecie wiem, jacy oni s. Nie powinnam im mwi, do czego su dmuchawki, a co dopiero robi dla nich po jednej. Spojrza na przedmiot, ktry trzymaa w doni - dugi kawaek trzciny. - Dmuchawki? - Tak. - Z umiechem podaa mu rurk. - To dmuchawka. W naszej wiosce zaczlimy ich uywa, eby polowa na mae zwierzta. Wkadasz tutaj pocisk i... - Wiem, jak to dziaa. - Skrzywi si, syszc wasny, oschy gos. - Ale jeszcze nie widziaem, jak si ich uywa - doda bardziej zachcajco. - Pokaesz?

Umiechna si znowu i odebraa mu rurk. Wyja co z kieszeni i wsuna do otworu. Usysza ciche stuknicie, kiedy pocisk trafi wewntrz na co, co pewnie nie pozwalao, by wysun si drugim kocem. Drilli wycigna rk. - Widzisz ten gaz, o tam, ktry jest troch podobny do stopy? - Tak. - A ten czarny kamie na czubku? - Tak... Przyjrza si z powtpiewaniem. Odlego bya dua... Uniosa rurk do warg i dmuchna mocno. Tryss ledwie zauway pocisk, ale w nastpnym momencie czarny kamie stoczy si z gazu i znikn po drugiej stronie. Spojrza na Drilli zaskoczony. Jest nie tylko liczna i silna, pomyla. Jest te mdra... Popatrzya na niego i umiechna si, a on nagle znw nie wiedzia, co powiedzie. Czu tylko, jak paaj mu policzki. - Wic to jest powd, e tak znikasz? - spytaa, zerkajc na uprz. - Czasami. Podesza i obejrzaa uprz z bliska. - I w ten sposb upolowae yerna, tak? Czyli wierzya, e to prawda. A moe mwia tak, bo chciaa by mia. - No... tak. - Poka, jak to dziaa. - Ale... Wiesz... - Bezradnie zamacha rkami. - Przebudowuj to. Jest w kawakach. Przytakna. - Rozumiem. Wic kiedy indziej. Jak ju skoczysz. - Usiada przy uprzy. - Mog popatrzy, jak pracujesz? - Chyba tak. Jeli chcesz. Przykucn i zacz szuka po kieszeniach linek. Obserwowaa go w milczeniu i po chwili zaczo go ogarnia zakopotanie. - Jak dugo wasi ludzie uywaj dmuchawek? - zapyta.

- Od lat. - Wzruszya ramionami. - To mj dziadek wpad na ten pomys. Powiedzia, e musimy raczej si cofn, ni i naprzd. Zamiast szuka sposobw, by uywa mieczy i ukw, jak ziemiochodzcy, powinnimy wrci do prostszej broni. Westchna. - Ale to nie pomogo. Ziemiochodzcy i tak wyparli nas z wioski. Zabilimy kilku w puapkach albo zatrutymi strzakami, jednak byo ich zbyt wielu. Tryss zerkn na ni z ukosa. - Mylisz, e byoby inaczej, gdybycie mogli ich atakowa z powietrza? Potrzsna gow. - Nie wiem. Moe. A moe nie. - Spojrzaa na uprz. - Nigdy nie wiadomo, zanim si nie sprbuje. Czy... Czy bdziesz na dzisiejszym Zgromadzeniu? - Nie wiem - mrukn Tryss. - Syszaam, e zeszej nocy przyby ziemiochodzcy. Pokona gry, eby si do nas dosta. Bdzie na Zgromadzeniu. - Nie zabili go? - zdziwi si Tryss. - Nie. Nie naley do tych, ktrzy odbieraj nam ziemi. Jest z daleka. - Czego chce? - Nie jestem cakiem pewna, ale ojciec mwi chyba, e tego czowieka przysali bogowie. Chce nas prosi, ebymy si do czego przyczyli. Jeli si zgodzimy, inni ziemiochodzcy pomog nam pozby si tych, ktrzy podbijaj nasze ziemie. - Jeli to potrafi, mog te zabra nasze ziemie dla siebie zauway Tryss. Drilli zmarszczya czoo. - O tym nie pomylaam. Ale bogowie go przysali. Huan na pewno by na to nie pozwolia, jeli w rezultacie mielibymy wszyscy zgin. - Kto wie, co planuje bogini? Moe zrozumiaa, e stworzenie nas byo pomyk, i w taki sposb chce si nas pozby. - Tryss! - Drilli bya zaszokowana. - Nie powiniene tak mwi o

bogini. - Moe i nie - przyzna z umiechem. - Ale gdyby si nam przygldaa, to usyszaaby, co myl. A jeli moe usysze, co myl, to wie te, e nie wierz w to, co powiedziaem. - Wic po co powiedziae? - Poniewa taka moliwo przysza mi do gowy i musiaem wypowiedzie j gono, aby sobie uwiadomi, e w ni nie wierz. Drilli wpatrywaa si w niego przez chwil. Pokrcia gow. - Dziwny z ciebie chopak, Tryss - stwierdzia. Ruchem gowy wskazaa uprz. - Zabierzesz to na dzisiejsze Zgromadzenie? - To? Nie. Wymialiby mnie. - Moe nie. - Pokazywaem uprz ju wczeniej. Ludzie uwaaj, e nie da si w niej lata albo e lot stanie si niezgrabny i niebezpieczny. I nawet kiedy im demonstruj, e si myl, nie chc uwierzy, e mona w ten sposb polowa. Zreszt w tej chwili sam nie jestem pewien, czy co z tego wyjdzie. Dwa kolce to chyba za mao. Prbowaem j przerobi, eby unie wicej, ale... to skomplikowane. - Na to wyglda. Ale chyba warto prbowa. Zastanawiam si... Czy mgby zbudowa co, co pozwalaoby w locie korzysta z dmuchawki? Spojrza na rurk w jej doni, potem na uprz. Potrzebna byaby rama, by utrzymywa rurk w miejscu, i jaka metoda adowania do niej pociskw. Mona by je zasysa do rurki z worka. No i te pociski byy o wiele lejsze i mniejsze ni kolce, wic daoby si zabiera ich wicej... Odetchn gboko. Przecie to wietny pomys! I kiedy kolejne moliwoci przebiegay mu przez gow, poczu, e rce zaczynaj mu dre z podniecenia. - Drilli - powiedzia. - Mmm? - Mog... mog poyczy t dmuchawk? Auraya patrzya zafascynowana, jak jej nowe zwierztko ciga po cianie wyimaginowanego pajka. To by veez - mae, smuke stworzonko ze szpiczastym noskiem, puszystym chwytnym

ogonkiem i wielkimi oczami, pozwalajcymi mu wietnie widzie w ciemnoci. Delikatne palce rozkaday si na malowanej powierzchni, dziki czemu mg jako chodzi po cianie... a teraz nawet po suficie. Zatrzyma si wprost nad ni i nagle spad jej na rami. - Rofala nie - owiadczy, po czym zeskoczy na fotel i zwin si w kbek, przykrywajc nosek puszystym, ctkowanym, szarym ogonem. - Nie ma robala - zgodzia si Auraya. Najbardziej niezwyk cech zwierzcia bya jego zdolno mowy, cho rozmawia tylko o sprawach interesujcych dla takich maych stworzonek, na przykad o jedzeniu i pieszczotach. Nie liczya wic raczej na pouczajce, filozoficzne dysputy. Kto zapuka do drzwi. - Prosz! - zawoaa. Wesza Dyara. - Auraya... Jak si dzisiaj czujesz? - Aaja - powtrzy cienko gosik. Kapanka zauwaya veeza. - Widz, e somreyaska Rada Starszych dostarczya ju tradycyjny prezent dla nowej Biaej. - Tak. - Auraya skina gow. - Wraz ze zdumiewajco zoonym zestawem zabawek i instrukcji. - Daa mu ju jakie imi? - Nie. Starsza kobieta podesza do fotela i wycigna do veeza palec. Zwierzak obwcha go, a potem przechyli gow na bok, pozwalajc Dyarze poskroba si za malutkimi szpiczastymi uszami. - Kiedy si ju nauczysz czy swj umys z jego, przekonasz si, e jest uyteczny. Wystarczy pokaza mu mylowy wizerunek przedmiotu, a on ci go przyniesie. Moe te szuka ludzi, cho lepiej, jeli dasz mu co, czego dotykali, eby wyczu zapach. - W instrukcjach pisz, e to dobrzy zwiadowcy. - Zwiadowcy to grzeczne okrelenie szpiegw. Kiedy poczysz si z jego umysem, bdziesz moga widzie to, co on.,. A e veezy wietnie widz w ciemnoci i mog si dosta w miejsca niedostpne

dla ludzi, rzeczywicie s znakomitymi, ehm, zwiadowcami. Zwierzak zamkn oczka, rozkoszujc si jej drapaniem. - Ale przekonasz si, e polubisz go take za jego natur. S wierne i lojalne. Cofna do i wyprostowaa si. Veez otworzy oczka i spojrza na ni z wyrzutem. - Drap? Dyara zignorowaa go i zwrcia si do Aurai. - Bdziemy... - Drap! - Dosy! - rzeka surowo. Veez spuci epek niczym skarcone dziecko. - W tym wieku bywaj te do wymagajce. Bd wobec niego stanowcza. Odsuna si od fotela i spojrzaa na Auray z ukosa. Jej wyraz twarzy nie zdradza niczego. Nie po raz pierwszy Auraya poaowaa, e myli tej kobiety nie potrafi odczytywa tak atwo, jak wikszoci ludzi. - Wczoraj wieczorem mwia, e po poudniu odwiedzia starego przyjaciela - powiedziaa Dyara. - W miecie jest cakiem sporo zwiadowcw, ktrzy bardzo chc si wykaza, eby dosta ode mnie prac. I chtnie mnie informuj o tym, co widz. Tego ranka jeden z nich stwierdzi, e ten przyjaciel, ktrego odwiedzia, to tkacz snw. Czy to prawda? Auraya przyjrzaa si Dyarze w skupieniu. Co powinna odpowiedzie? Przecie nie bdzie kama innej Biaej. Nie bdzie te udawa, e ma wyrzuty sumienia z powodu spotkania ze starym przyjacielem. - Tak - przyznaa. - To tkacz snw Leiard, z mojej rodzinnej wioski. Nie widziaam go od dziesiciu lat. Dostarczy do wityni wiadomo o mierci mojej matki. Chciaam mu za to podzikowa. - Domylam si, e teraz, kiedy wiadomo trafia do adresata, zechce wrci do domu. - Zapewne. - Auraya wzruszya ramionami. - Wtpi, eby zatrzyma si tutaj na duej. Nie wyobraam sobie, by spodobao mu

si ycie w miecie. Zawsze by raczej typem samotnika. Dyara kiwna gow. - Pozostali zebrali si ju pewnie przy Otarzu. Nie powinnymy kaza im czeka. Auraya poczua mrowienie w odku, oznak rwnoczenie podniecenia i niepokoju. Po raz pierwszy miaa zasi z pozosta czwrk Biaych, kiedy omawiaj swoje zadania i obowizki. Mog wyznaczy jej jakie zadanie. Jeli tak, spodziewaa si, e nie bdzie bardzo powane. A jeli nie, i tak ciekawie bdzie posucha, w jakie sprawy wiata si angauj. Cyrkla Dyary wzda si, gdy kobieta odwrcia si na picie i ruszya do drzwi. Auraya podya za ni. Klatka ju na nie czekaa. W drodze na d Auraya mylaa o tych zwiadowcach wspomnianych przez Dyar. Zaniepokoia j informacja, e obcy ludzie j ledz, ale zastanawiaa si, czy naprawd zrobili to sami z siebie. Nie wiadomo, co gorsze: e szpieguj j z wasnej inicjatywy, czy e kto im to zleci. Czy inni Biali mnie pilnuj? Jeli znowu zechc si spotka z Leiardem, czy sprbuj mnie zniechci? Czy mam im na to pozwoli? Gdy klatka osiada na dnie wiey, Auraya wysza z niej za Dyar. Bogowie mnie wybrali. Wiedzieli o mnie wszystko, wiedzieli o mojej przyjani z Leiardem i sympatii dla tkaczy snw. Gdyby si na to nie zgadzali, wskazaliby kogo innego. Ale czy rzeczywicie? Moe tolerowali t jedn cech jej charakteru, by mc korzysta z pozostaych? Jednake, jeli nie zaka jej wprost, nadal bdzie utrzymywa kontakty z tkaczami snw. Zadraa. Kiedy dowiedziaa si o mierci matki, zlka si, e bogowie chc jej co przekaza. e zabijajc matk, daj do zrozumienia, i nie podoba im si korzystanie z usug tkacza snw przy jej leczeniu. To mieszne, pomylaa. Bogowie nie dziaaj w ten sposb. Kiedy czego chc, mwi to. Ale cho gboko w to wierzya, nie moga stumi strachu - dopki Leiard jej nie zapewni,

e to choroba bya przyczyn mierci matki. Na zewntrz byo ciepo, a soneczny ar zapowiada nadejcie gorcego dnia. Dyara przyspieszya kroku. Dotary do Kopuy, weszy do wntrza i ruszyy do podwyszenia z Otarzem porodku. Pozostaa trjka Biaych ju czekaa, siedzc przy okrgym stole. Auraya czua szalecze uderzenia pulsu, kiedy podesza bliej; przez gow przemkny wspomnienia Ceremonii Wyboru. Wesza za Dyar na Otarz. - Witaj, Aurayo - powita j ciepo Juran. Umiechna si i skina gow. - Dziki, Juranie. Gdy Dyara zaja swoje miejsce, Auraya usiada na wolnym krzele. Pi cian Otarza zaczo si wznosi, a zetkny si szczytami, a potem rozjarzyy bladym, rozproszonym wiatem. Auraya przyjrzaa si pozostaym Biaym. Rian siedzia wyprostowany, wpatrzony w pustk. Nawet kiedy spojrza na Auray i lekko pochyli gow, wyranie myla o czym innym. Mairae wygldaa dokadnie tak, jak dziesi lat temu, kiedy przybya do Oralyn, by negocjowa z Dunwayczykami. Ten widoczny dowd niemiertelnoci Biaych wzbudzi u Aurai lekki dreszcz. Pewnego dnia, pomylaa, to na mnie kto spojrzy i zadziwi si tym znakiem boskiej potgi. Mairae umiechna si do niej, a potem spojrzaa na Jurana. Przywdca Biaych przymkn oczy. - Chaio, Huan, Lore, Yranno, Saru. Raz jeszcze dzikujemy wam za pokj i dobrobyt, ktre zesalicie. Dzikujemy za moliwo suenia wam. Dzikujemy za moce, ktre nam dalicie, a ktre pozwalaj pomaga kobietom i mczyznom, starym i modym tego wiata i kierowa nimi. - Dzikujemy wam - wymruczeli pozostali. Auraya przyczya si do nich. Dyara nauczya j tego rytuau. - Dzisiaj uyjemy caej swej mdroci w waszej subie, ale gdybymy zbdzili w ocenach albo dziaali wbrew waszym dalekosinym planom, prosimy, bycie przemwili do nas i

przekazali swoje yczenia. - Prowadcie nas - wyrecytowaa Auraya wraz z innymi. Juran otworzy oczy i rozejrza si. - Bogowie przekazali nam, e pragn, by caa Ithania Pnocna bya zjednoczona - oznajmi, patrzc na Auray. - Nie drog wojen i podbojw, ale poprzez pokojowe traktaty. Chc, by wszystkie krainy z nami negocjoway warunki przymierza. Kraje niebdce w wikszoci cyrkliaskie zechc raczej zwiza si z nami z przyczyn politycznych i handlowych, a nie ze wzgldu na posuszestwo wobec bogw. Takie ludy jak Siyee i Elai, ktre podejrzliwie traktuj ziemiochodzcych, musz nauczy si nam ufa. Te za, w ktrych dominuje religia cyrkliaska, posuchaj rozkazu bogw, ale jeli uznaj, e przymierze nie jest sprawiedliwe albo dla nich korzystne, bd sprawia kopoty innym krainom. Zwrci si do Dyary. - Pomwmy o sprzymierzecach, ktrych ju mamy. Dyaro? Kobieta westchna ciko i przewrcia oczami. - Arrinowie z Genrii i krl Torenu cigle wykonuj wrogie gesty. Za kadym razem, kiedy jedna z rodzin Arrinw wydaje na wiat syna, co udaje im si co par miesicy, Berro nakada ograniczenia na import z Genrii. Najwyszy krlewski kapan przypomina mu o warunkach przymierza, ale zawsze mija kilka tygodni, zanim cofnie te restrykcje. - A Genrianie? Jak oni to przyjmuj? - Zaciskajc zby. - Dyara umiechna si. - To naprawd nie ich wina, e Berro nie ma mskiego potomka. Jak dotd, dokonali zaskakujco nielicznych dziaa odwetowych. Kada rodzina z chopcem bardzo si pilnuje, by nie obrazi bogw. To moe dowodzi, e pojli, i Guire wybra Laerna na swego nastpc, gdy by to jedyny ksi, ktry nie prbowa zamordowa innego. Kto jednak stara si, eby Berro natychmiast usysza o narodzinach kadego mskiego potomka Arrinw. - Wyglda na to, e tego kogo naleaoby znale - stwierdzi Juran.

- Owszem. Krlewski kapan zachca te Berro, by adoptowa dziedzica, nawet jeli byoby to tylko chwilowe rozwizanie, dopki sam nie spodzi syna. To mogoby go troch uspokoi. Juran pokiwa gow. Spojrza na Mairae. - A co z Somreyanami? Mairae skrzywia si niechtnie. - Znowu nam odmwili. - A jaki tym razem maj powd? - Jaki szczeg w warunkach traktatu. Jedna osoba z rady zaprotestowaa, a pozostae j popary. - To cud, e ich kraj si nie rozpad - mrukna ponuro Dyara. Ich rada nigdy si w niczym nie zgadza. O co poszo tym razem? - O warunek, e ich tkacze snw mog leczy tylko ich onierzy. - A ta osoba w radzie, ktra protestowaa, jest reprezentantem tkaczy snw? Mairae przytakna. - Tak. Starsza tkaczy snw Arleej. Auraya wiedziaa, e ta tkaczka snw jest nie tylko czonkiem Rady Starszych Somreyu, ale te przywdczyni tkaczy snw. - Byam zaskoczona, e inni j poparli. To drobna sprawa, a radzie zaley na podpisaniu traktatu. Zaley dostatecznie mocno, by przeoczy co takiego. - Wiedzielimy, e Somrey bdzie trudny - wtrci Rian. - Nie moemy zadowoli kadego z czonkw rady. Taka prba oznaczaaby zbyt wiele kompromisw. Uwaam, e tutaj powinnimy pozosta nieugici. Juran zmarszczy czoo i pokrci gow. - Nie rozumiem. Nie prosilimy przecie, eby zmienili jakiekolwiek swoje zwyczaje. Dlaczego oni nie mog zrobi dla nas tego samego? Pozostali wzruszali ramionami albo bezradnie rozkadali rce. Juran przebieg wzrokiem wok stou, po czym w zadumie zacz si przyglda Aurai. - W dziecistwie znaa tkacza snw, Aurayo, prawda? Jego ton nie by oskarycielski, a nawet nie sugerowa dez-

aprobaty. Wolno pokiwaa gow, czujc na sobie skupione spojrzenie Dyary. - Prawdopodobnie lepiej rozumiesz ich obyczaje ni my. Moesz wyjani, dlaczego protestuj akurat przeciwko temu warunkowi? Auraya zerkna na pozostaych i wyprostowaa si. - Wszyscy tkacze snw skadaj przysig, by leczy kadego czowieka, ktry tego chce i potrzebuje. Juran unis brwi. - Czyli ten warunek traktatu zmusza tkaczy snw do zamania przysigi. Rada nie chce tego od nich wymaga, wic odmawia podpisu. - Zwrci si do Dyary. - Czy Auraya ma czas, eby przeczyta ten proponowany ukad? - Mog znale dla niej ten czas w rozkadzie zaj. Juran umiechn si. - Niecierpliwie czekam na twoje sugestie, Aurayo. Umiechna si w odpowiedzi, ale Juran odwrci ju wzrok. - Rian. Co z Dunwayem? - Przymierze trzyma si mocno - odpar Rian z lekkim umiechem. - Nie mam nic do zameldowania. - A Sennon? - Cesarz nadal rozwaa nasz propozycj. Nie wydaje mi si, eby by o wiele bliszy podjcia decyzji, ni pi lat temu. - Nic dziwnego. - Dyara parskna miechem. - W Sennonie nic nie dzieje si szybko. Rian przytakn. - Sennon zawsze by trudniejszy w kontaktach ni Somrey. Jak warto moe mie dla nas przymierze z krajem, ktry sam nie moe zdecydowa, kogo albo co ma czci? Juran pokiwa gow. - Nadal uwaam, e najlepiej odoy to na pniej. Moe w kocu Sennon si dostosuje, gdy caa Ithania Pnocna bdzie zjednoczona. - Wyprostowa si z umiechem. - To pozostawia nam do omwienia jeszcze dwa kraje. Auraya zauwaya, e oczy Mairae bysny, natomiast Dyara

wykrzywia wargi w sceptycznym umiechu. - Si i Borra. - Juran splt donie. - Kilka miesicy temu wysaem kurierw do obu tych krajw, by zaprosi je do sojuszu. Auraya poczua dreszcz podniecenia. Opowieci o skrzydlatym ludzie z poudniowych gr i o oddychajcych w wodzie ludziach z morza zawsze j fascynoway. Kiedy dorosa, wydaway jej si zbyt fantastyczne, by by prawdziwe, ale zarwno kapan Avorim, jak Leiard zapewniali j, e takie ludy naprawd istniej, cho ich opisy czsto bywaj przesadzone. - Bd zdziwiona, jeli ktry z tych kurierw dotrze do celu mrukna pospnie Dyara. Auraya spojrzaa na ni z zaskoczeniem. Nie spodziewam si, e ich zamorduj - uspokoia j. - Ale do krain Siyee i Elai nieatwo dotrze, a oni sami s podejrzliwi i nieufni wobec ludzi. - Starannie wybraem swoich posacw - zapewni Juran. - Obaj odwiedzali ju te kraje albo handlowali z tymi ludami. Te sowa wywary na Dyarze wraenie. Juran umiechn si, po czym uoy obie rce na blacie. Spowania nagle. - Nie rozwaalimy jeszcze trzech krain Ithanii Poudniowej: Murru, Avvenu i Dekkaru. - Kraje kultu pentadrian? - spyta z dezaprobat Rian. - Tak. - Juran skrzywi si. - Ich obyczaje i zasady etyczne s nie do pogodzenia z naszymi. Bogowie chc zjednoczenia Ithanii Pnocnej, nie caej Ithanii. Jednake, kiedy ju tego dokonamy, poudniowe krainy stan si naszymi ssiadami. Poleciem naszym doradcom zbiera informacje na ich temat. Mapy, rysunki, raporty o ich rytuaach i wierzeniach. - S jakie opisy orgii? - zainteresowaa si Mairae. - Mairae! - rzucia z wyrzutem Dyara. Juran umiechn si lekko, syszc to pytanie. - Musz ci rozczarowa, ale zdaje si, e pogoski o orgiach s mocno przesadzone. Maj rytuay podnoci, ale tylko dla maestw. Dwie osoby to jednak nie orgia. Mairae wzruszya ramionami.

- Przynajmniej wiem, e niczego nie trac - mrukna. Rian przewrci oczami. - Mylisz o zostaniu pentadriank? - zapyta rozbawiony, a potem mwi dalej, nie czekajc na odpowied: - Powinna zatem wiedzie, e musiaaby by posuszna piciu przywdcom kultu, ktrzy okrelaj si licznym tytuem Gosw Bogw, oraz caej hierarchii ich zwolennikw, znanych jako Sudzy Bogw. Musiaaby wierzy w ich bogw. Trudno si nie dziwi, e tak potny kult moe wyrosn na wierze w nieistniejcych bogw. Mona by si spodziewa, e bd si obawia wpyww innych kultw, ale oni naprawd zachcaj do tolerancji wobec nich. Mairae skrzywia si z udanym rozczarowaniem. - Obawiam si, e bez orgii Ithania Poudniowa wcale mnie nie pociga. - Mio to sysze. - Juran si rozemia. - Nie chcielibymy ci straci. - Urwa na chwil i westchn. - A teraz, na kocu, mamy do rozwizania mroczniejszy problem. Par tygodni temu otrzymaem ze wschodniego Torenu kilka meldunkw o atakach stada vornw. Ale to nie zwyczajne vorny. S dwa razy wiksze od normalnie spotykanych zwierzt. Zabijay podrnych, chopw, a nawet rodziny kupcw. Posano za nimi kilka grup owcw, jednak adna nie powrcia. Kobieta, ktra bya wiadkiem, jak przed domem zabijaj jej ma, twierdzi, e jednej z tych bestii dosiada czowiek i zdawa si nimi kierowa. Z pocztku mylaem, e si myli. Vorny dobrze poluj wsplnie i moe si czasem wydawa, e kto nimi kieruje. Moe wyobrazia sobie w ciemnoci sylwetk czowieka? Zreszt w tych atakach nie wida adnego zrozumiaego celu. Ofiary nie maj ze sob nic wsplnego, jedynie tyle, e noc przebyway na dworze. Jednake inni wiadkowie potwierdzili jej opowie. Niektrzy sdz, e to czowiek kieruje stadem telepatycznie. Jeli to prawda, musi by czarownikiem. Wysaem za nim trzech wiejskich kapanw, by zbadali spraw. Jeli ten czowiek naprawd okae si czarownikiem, skontaktuj si z wami telepatycznie, ebycie mogli obserwowa starcie. - Juran wyprostowa si. - To wszystko, co mam

na dzisiaj. Czy kto chciaby poruszy jeszcze jak spraw? Mairae pokrcia gow. Kiedy Rian take zaprzeczy, Dyara spojrzaa na Auray, po czym wzruszya ramionami. - Na razie nic. - W takim razie zamykam to zebranie.

5
Wiea bya wysza ni wszystko, co w yciu widziaa. Bya tak wysoka, e chmury rozryway si o ni, przelatujc. W umyle Emerahl walczyy ze sob przeciwne emocje. Powinna ucieka - lada chwila j zobacz. Ale chciaa patrze. Chciaa si przyglda. Co j fascynowao w tej biaej iglicy. Podesza bliej. Wiea wyrastaa nad ni i zdawaa si przechyla. Zbyt pno sobie uwiadomia, e to nie iluzja - pojawiy si szczeliny, zygzakujc wzdu spoje wielkich kamiennych blokw, z jakich wzniesiono t budowl. Zacza si wali. Emerahl odwrcia si i prbowaa ucieka, ale powietrze byo gste jak syrop, a nogi zbyt sabe, by si przez nie przeciska. Widziaa wyduajcy si przed ni cie wiey. Rs, a ona mylaa, czemu nie miaa do rozsdku, by biec w bok, dalej od tego cienia. A potem wiat eksplodowa. Wszystko nagle stao si ciemne i ciche. Nie moga oddycha. Jakie gosy wykrzykiway jej imi, ale brakowao jej tchu, by odpowiedzie. Z wolna nadcigaa chodna ciemno. - Czarownico! Gos woajcego by mroczny od gniewu, ale jednak stanowi szans na ratunek. - Wya, ty wcibska stara wiedmo! Emerah ockna si ze snu i otworzya oczy. Wklsa wewntrzna ciana latarni znikaa ponad ni w mroku. Syszaa zbliajce si kroki i pomruki gosw od strony otworu w murze, gdzie w przeszoci znajdoway si podwjne rzebione wrota. Na zewntrz staa jaka posta o szerokich ramionach. - Wya, bo sami ci wycigniemy. Gos rozbrzmiewa gniewem i grob, ale te nutk lku. Niechtnie otrzsna si z pozostaoci koszmaru - wolaaby mie wicej czasu, by mc go przeanalizowa, nim zatr si szczegy - i wstaa.

- Kim jeste? - spytaa. - Jestem Erine, wjt Corelu. Wyjd zaraz, bo pol po ciebie swoich ludzi. Emerahl podesza do otworu. Na zewntrz czekao ich czternastu - niektrzy spogldali w gr, na latarni, inni ogldali si za siebie, a pozostali obserwowali przywdc. Wszyscy mieli grone miny i ciskali jak prymitywn bro. Najwyraniej aden jej nie widzia, gdy stali w jasnym blasku witu, a ona krya si w cieniach latarni. - Wic tak nazywacie dzisiaj ten krg ruder - stwierdzia, stajc w progu. - Corel. Pikna nazwa dla osady zaoonej przez przemytnikw. Mczyzna o szerokich barach niemal wyszczerzy zby ze zoci. - Corel jest naszym domem! Lepiej oka mu troch szacunku, bo... - Szacunku? - Spojrzaa na niego gronie. - Przychodzicie tu z krzykiem, rzucacie rozkazy i groby, a ty oczekujesz, e oka wam szacunek? - Postpia o krok. - Wracajcie do waszej wsi, ludzie z Corelu. Nic dzi ode mnie nie dostaniecie. - Nie chcemy twoich trucizn ani sztuczek, czarownico. - Oczy Erinea bysny. - Chcemy sprawiedliwoci. O jeden raz za duo wtrcaa si w nasze ycie. Ju wicej nie bdziesz zmienia kobiet z naszej wioski w czarownicze suki. Wypdzamy ci. Patrzya na niego zdumiona, a po chwili zacza si umiecha. - A wic to ty jeste ojcem... Zmieni si na twarzy. Na moment pojawi si strach, potem wcieko. - Tak. Zabibym ci za to, co zrobia mojej maej Rinnie, ale inni uwaaj, e to przynosi pecha. - Nie, po prostu nie sdz, e stracili tyle, co ty - odpara. - Oni tylko prbowali szczcia z Rinnie, bo wiedzieli, e im na to pozwolisz. Ale ty... - Zmruya oczy. - Ty wykorzystywae j od lat i teraz nie moesz jej tkn. A tak lubisz stawia na swoim... To, e nie moesz jej ju mie, doprowadza ci do szau.

Poczerwienia. - Zamknij pysk! - warkn. - Bo jak nie... - Twoja wasna crka - rzucia mu w twarz. - Przychodzisz tu i mwisz o niej moja maa Rinnie, jakby bya niewinnym dzieckiem, ktre kochasz i ochraniasz. Przestaa by niewinnym dzieckiem za pierwszym razem, kiedy zrozumiaa, e wasny ojciec jest czowiekiem, ktry moe j skrzywdzi najbardziej. Pozostali zerkali niepewnie na przywdc. Emerahl nie bya pewna, czy ich zakopotanie bierze si z tego, o co oskarya ojca Rinnie, czy moe std, e wiedzieli, co robi swej crce, ale go nie powstrzymali. Erine, czujc ich spojrzenia, opanowa si z wysikiem. - Ona ci to powiedziaa, gupia starucho? Od lat wymyla takie historie. Zawsze szuka... - Nie, nie powiedziaa - przerwaa mu Emerahl. Postukaa si w skro. - Potrafi zobaczy prawd, nawet jeli ludzie tego nie chc. Kamaa oczywicie; nie zajrzaa w umys tej dziewczyny. Jej zdolno czytania myli nie bya ju taka jak dawniej. Wszystkie Dary trzeba wiczy, a ona ju zbyt dugo ya w samotnoci. Ale jej sowa wywoay podany skutek. Pozostali mczyni wymienili spojrzenia, niektrzy obserwowali Erine'a spod zmruonych powiek. - Nie chcemy wicej twoich kamstw ani twoich przekltych czarw - warkn Erine. Postpi o krok naprzd. - Nakazuj ci std odej. Emerahl skrzyowaa rce na piersi i umiechna si. - Nie. - Jestem wjtem Corelu i... - Corel jest tam, w dole. - Wycigna rk. - Mieszkaam tu, zanim jeszcze ojcowie waszych dziadw zbudowali swj pierwszy szaas. Nie masz nade mn wadzy. Erine zamia si. - Jeste stara, ale nie a tak stara. - Obejrza si na towarzyszy. Widzicie, jak ona kamie? - Znowu zwrci si do niej. - Wioska nie chce, eby ci krzywdzi. Chc da ci szans, eby spakowaa si i

odesza w pokoju. Jeli nadal tu bdziesz, kiedy przyjdziemy za par dni, nie spodziewaj si po nas uprzejmoci. Co powiedziawszy, odwrci si i odszed, skinwszy rk na pozostaych. Emerahl westchna. Wrc tu, a ja bd musiaa da im t sam lekcj, jakiej udzieliam ich pradziadom. Przez pewien czas bd si dsa i sprbuj mnie zagodzi. Bdzie mi brakowa jarzyn i chleba, i znowu bd musiaa owi ryby, ale z czasem zapomn i znw przyjd po pomoc. Szeciu mczyzn czekao przed zajazdem Na Brzegu Lasu: trzech kapanw i trzech miejscowych. Niebieskie brzegi kapaskich cyrkli wydaway si czarne w sabym wietle. Pozostali mieli na sobie proste ubrania wieniakw i nieli pakunki. Adem poruszy ramionami, by wygodniej uoy ciar ekwipunku, po czym wyszed na drog. Za sob sysza uspokajajce kroki innych owcw vornw. Jeden, a potem wszyscy kapani i ich towarzysze zwrcili si w stron nowo przybyych. Umiechn si, widzc, e z wyranym obrzydzeniem przygldaj si jego ubraniu. owcy nie zabierali wiele, zwaszcza do lasu. Mogli nosi jedn zmian odziey, by przebra si po caodziennych owach, ale i ona szybko brudzia si ziemi i krwi. W tym fachu czyste ubranie wyrniao nieudanych owcw. Adem niechtnie zmierzy wzrokiem nieskazitelnie biae cyrkle swoich pracodawcw. Zapewne brudne okrycie u kapana nie wygldaoby dobrze. Utrzymywanie go w czystoci musi by trudne. - Nazywam si Adem Tailer - oznajmi. - A to mj zesp. Nie traci czasu na przedstawianie swoich ludzi. Kapani i tak nie zapamitaj listy imion. - Jestem kapan Hakan - odpar najwyszy z trjki. - A to kapan Barew i kapan Poer. - Wskaza siwowosego kapana, po nim nieco korpulentnego, na kocu za trjk miejscowych. - A to nasi tragarze. Adem wykona szybki, jednorczny znak krgu przed kapanami i uprzejmie skin gow tragarzom. Wygldali na przestraszonych. I susznie.

- Dzikujemy, e ofiarowaa nam swoje usugi - doda Hakan. Adem zamia si krtko. - Ofiarowaem? Nic nie ofiarowujemy, kapanie. Chcemy skr. Z tego, co syszaem, te vorny s wielkie i czarne. Za takie futra dostaniemy wysok cen. Kciki ust Hakana uniosy si lekko, ale jego towarzysze skrzywili si z niesmakiem. - Na pewno dostaniecie - rzek. - A teraz, jak radzisz nam postpi? - Poszukamy ladw w miejscu, w ktrym zdarzy si ostatni atak. Hakan skin gow. - Zaprowadzimy was tam. Twarze pojawiay si w oknach, kiedy szli przez wiosk. Jakie gosy woay za nimi, yczc szczcia. Kobieta wybiega z drzwi, niosc tac zastawion maymi kubkami, kady wypeniony by po brzegi tipli, miejscowym alkoholem. owcy wypili z wdzicznoci, a tragarze wychylili swoje porcje z wiele mwicym popiechem. Kapani wysczyli po trochu i oddali prawie pene kubki. Wkrtce opucili wie. Z obu stron napary ciemne sylwetki drzew. Krpy kapan unis rk i wszystkich olepi jaskrawy blask. - adnego wiata - upomnia Adem. - Wystraszycie je, jeli s blisko. Niedugo wzejdzie ksiyc. Da nam do wiata, kiedy tylko oczy si przyzwyczaj. Kapan zerkn na Hakana, ktry skin gow. wiato zgaso, pozostawiajc ich w ciemnoci; potykali si przez chwil, dopki wzrok si nie przystosowa. Czas pyn wolno, odmierzany tupaniem butw. A kiedy ksiyc wysun si ponad szczyty drzew, Hakan przystan. - Ten zapach... Musimy by na miejscu - stwierdzi. Adem obejrza si na krpego kapana. - Moesz zrobi delikatne wiato? Hakan przytakn. Nad jego wycignit doni pojawia si maleka iskierka. Adem zobaczy przed sob resztki plattenu.

Podeszli do wzka, przechylonego na bok i opartego na zamanym kole. Fetor si nasila, a jego rdem okaza si trup arema, czciowo poarty przez vorny. lady pokryway cay teren - odciski wielkich ap sprawiy, e Ademowi szybciej zabio serce. Prbowa oszacowa liczb zwierzt. Dziesi? Pitnacie? lady zbiegay si na kawaku cakiem zdeptanej ziemi. Tam przecinay je wiesze odciski ludzkich stp. Adem zauway co byszczcego, schyli si i podnis kawaek zotego acucha. Metal pokrywaa zaskorupiaa substancja, pewnie wyschnita krew. - Tutaj znaleli kupca - mrukn Hakan. - A raczej to, co z niego zostao. Adem schowa acuch do kieszeni. - No dobra. Obejdcie teren dookoa i poszukajcie wychodzcych ladw. Nie trwao to dugo. Ju wkrtce Adem prowadzi kapanw w las, podajc za tropem, ktry by tak wyrany, jakby te wielkie odciski ap jarzyy si w ciemnoci. Ocenia, e stado wyprzedzao ich mniej wicej o dzie. Mia nadziej, e kapani przygotowani s do dugiej wyprawy. Nie zarzdzi postoju, dopki ksiyc nie znalaz si wprost nad ich gowami, a i wtedy pozwoli wypoczywa zaledwie kilka minut. Po paru godzinach dotarli do niewielkiej polanki. Ca pokryway lady vornw - i czowieka. Odciski jednej pary butw znaczyy lene poszycie. A przecie od miejsca ataku nie widzieli ludzkich tropw... Towarzysze Adema rozbiegli si po lesie. - Wyglda, jakby zatrzymay si tutaj zeszej nocy - mrukn. - Odeszy tdy - zawoa ktry niegono. - Czy prowadz std jakie ludzkie lady? - spyta Adem. Nastpia duga chwila ciszy. - Nie. - To dowd, e jedzi na jednym ze zwierzt - stwierdzi Hakan. Adem stan obok kapana. - Nie mylaem, e to moliwe. Ale chyba s dostatecznie due.

Sdz... - Wartownik! - sykn ktry z ludzi. owcy znieruchomieli. Adem rozglda si uwanie, wpatrywa midzy drzewa i nasuchiwa. - Wartownik? - zdziwi si Hakan. - Czasami stado zostawia za sob jedno zwierz, eby czekao i uwaao, czy nikt ich nie tropi. Kapan spojrza na owc w zdumieniu. - S a tak sprytne? - Lepiej w to uwierz, kapanie. Cichy odgos przycign jego uwag na praw stron polany. Usysza, jak kto z jego ludzi sykn z irytacj, kiedy take zobaczy oddalajcy si cie. Wielki cie. Adem zakl. - Co si stao? - spyta Hakan. - Stado wie, e nadchodzimy. Wtpi, czy teraz zdoamy je dogoni. - To zaley - wymrucza kapan. - Tak? - Adem nie potrafi ukry sceptycyzmu. Co ci kapani wiedz o vornach? - Czy ten jedziec je spowolni. Albo zechce, ebymy go dogonili. Mia racj. Adem burkn co niewyranie na znak zgody. - Ruszajmy dalej - rzek Hakan. Przez nastpne kilka godzin sunli przez las, podajc tropem majcym teraz jakie p dnia. Ciemno zgstniaa, a noc osigna ten moment tu przed witem, kiedy wszystko jest nieruchome i zimne. Kapani ziewali. Tragarze maszerowali za nimi, zbyt ju zmczeni, by si ba. owcy Adema szli z wyranym brakiem entuzjazmu. Musia si z nimi zgodzi. Szanse na docignicie stada byy raczej znikome. I nagle ludzki krzyk rozdar cisz. Adem usysza kilka przeklestw i zdj z ramienia uk. Krzyk rozleg si blisko - moe ktry z tropicieli...

Las wypeni si skaczcymi cieniami i kapicymi zbami. - wiato! - krzykn Adem. - Kapanie! wiato! Kolejne wrzaski, krzyki grozy i cierpienia. Adem usysza ciche stpanie, obejrza si i zobaczy skaczcy na siebie cie. Nie byo czasu, by zaoy strza. Zapa n, uchyli si, przetoczy i pchn w gr. Ostrze trafio i co wyrwao mu bro z rki. Zabrzmia nieludzki, urywany skowyt blu i odgos czego cikiego, co upado niedaleko. Wreszcie wiato zalao las. Adem odkry, e patrzy w te lepia najwikszego vorna, jakiego widzia w yciu. Ktem oka dostrzega biae postacie, ale nie mia odwrci wzroku od bestii, by spojrze w tamt stron. Vorn zaskomla, podnoszc si z ziemi. Krew kapaa ze spltanej sierci na jego brzuchu. Adem oceni swoje szanse: zwierz by blisko, ale cierpia, by moe te osab z upywu krwi. Nie warto ucieka - nawet poranione, te stworzenia mogy dopa czowieka w dziesiciu krokach. Po omacku sign po strza. Vorn ruszy ku niemu, z rowym jzorem zwisajcym z paszczy. Paszczy do duej, by pomieci ludzk gow - Adem nie mg tego nie zauway. Zaoy strza na ciciw, wymierzy midzy lepia bestii i wypuci. Strzaa odbia si od czaszki vorna. owca wytrzeszczy oczy z niedowierzaniem. Zaskoczony vorn odskoczy do tyu. - Gdzie jeste, czarowniku? - zawoa Hakan. - Poka si! Czarownik? zdziwi si Adem. Magia? Vorny s chronione magi? To nieuczciwe! - Ty mi nie rozkazujesz, kapanie - odpowiedzia jaki gos z dziwnym akcentem. Vorn znowu zaskomla, upad na ziemi i przewrci si na bok. Adem zobaczy wbity w brzuch swj n. Uzna, e moe zaryzykowa odwrcenie wzroku. Kapani, owcy i tragarze stali ciasn grup pod iskr wiata. Otaczay ich vorny.

Starszy kapan przykucn przy tym drugim. Hakan sta wyprostowany i wpatrywa si w las. Adem zobaczy, e w krg wiata wkroczy jaki obcy. Cudzoziemiec, pomyla. Nie widziaem jeszcze takiej rasy. Dugie, jasne wosy spyway na czarny, wielowarstwowy ubir. Na piersi nosi duy, srebrny wisior w ksztacie picioramiennej gwiazdy. - Zabie niewinnych ludzi, czarowniku - oskary go Hakan. Poddaj si i przyjmij sprawiedliwo bogw. Czarownik zamia si gono. - Nie odpowiadam przed wasi bogowie. - Odpowiesz - zapewni Hakan. Jasne iskry wystrzeliy od kapana w stron cudzoziemca. Ale zanim dotary do celu, rozproszyy si na boki, trafiajc w drzewa i zrywajc kor z pni. Adem zacz si wycofywa. Nierozsdnie jest sta za blisko magicznego starcia. Ale wtedy zawarcza ranny vorn, przypominajc mu o innych, stojcych dookoa. Zatrzyma si, niepewny, czy lepiej sprbowa swoich szans ze stadem bestii, czy pozosta w pobliu walki na czary. - Twoja magia saba, kapanie - owiadczy cudzoziemiec. Powietrze zafalowao, a Hakan zatoczy si do tyu i wznis rce. Adem zauway w powietrzu lekkie migotanie, tworzce uk wok kapana i jego ludzi. Hakan nie odpowiedzia na atak. Wydawao si, e wszystkie swe siy koncentruje na osanianiu oddziau. Jeden z tropicieli, stojcy przy kapanach, odwrci si i rzuci do ucieczki. Zdy zrobi dwa kroki, nim krzykn i upad na ziemi. Adem patrzy ze zgroz na jego nogi - poskrcane pod dziwnymi ktami, z krwi przesikajc przez spodnie. Zascho mu w ustach. Jeli czarownik z ludmi poza oson robi takie rzeczy, to lepiej jednak zosta tu i mie nadziej, e go nie zauway. Powoli przykucn za krzakiem, skd mg obserwowa walk. uk wok kapanw i owcw rozszerzy si i utworzy sfer, obejmujc wszystkich. Obcy czarownik zamia si cicho, a ten gos

wzbudzi dreszcze na karku Adema. - Poddaj si, kapanie. Nie zwyciy. Wycign rk i zgi palce, jakby ciska co przed sob. - Nigdy! - wydysza Hakan. Czarownik potrzsn rk. Adem zmartwia, kiedy co szarpno sfer, a ludzie w jej wntrzu zachwiali si i padli na kolana. Hakan chwyci si za gow i krzykn gono. Starszy kapan doskoczy do niego i podtrzyma go za rami. Adem zobaczy, e twarz Hakana uspokaja si troch, i usysza jk drugiego kapana. Rwnoczenie sfera zamigotaa. Hakan osun si. Adem wyty wzrok i serce w nim zamaro, kiedy zobaczy poruszajce si wargi starszego kapana. Pochwyci strzpy modlitwy i wyczu w sowach rozpacz. Ten kapan wierzy, e tutaj zginiemy. Musz si std wydosta. Wstajc, Adem cofn si o kilka krokw, dalej od bitwy. - To twj wybr - rzek czarownik. Adem obejrza si akurat na czas, by zobaczy, jak wycignita do obcego zamyka si, a potem zaciska w pi. Krzyk starszego kapana zabrzmia krtko i urwa si nagle. Zgaso wiato i zapada martwa cisza. Oczy Adema powoli przystosoway si do sabego brzasku przedwitu. Wpatrywa si w cich polank, gdzie niedawno stali kapani i owcy. Nie potrafi si zmusi, by odwrci spojrzenie od krwawego stosu poamanych koczyn, broni, pakunkw i kapaskich cyrkli - nawet kiedy odek wypchn ca zawarto na ziemi. W pobliu zaskomlao zwierz. Gos agodnym tonem wymwi jakie obce sowa. Adem patrzy, jak vorny zbiegaj si do czarownika, czekajc na pieszczoty. I wtedy ranny vorn zaskomla jeszcze raz, czarownik unis gow i spojrza prosto w oczy owcy. Cho wiedzia, e nie ma nadziei, Adem ruszy biegiem. Auraya wesza do pokoju Jurana i napotkaa wzrok pozostaych Biaych. Juran zbudzi j chwil wczeniej, by moga poczy umys

z kapanami walczcymi z czarownikiem. Wyczuwaa tam umysy Biaych i odebraa ich zaskoczenie oraz niepokj. - Przykro mi, Aurayo - odezwa si Juran. - Gdybym wiedzia, e to starcie tak le si zakoczy, nie budzibym ci. Pokrcia gow. - Nie przepraszaj. Nie moge wiedzie, co nastpi, a dla mnie nie jest niczym dziwnym, e na wiecie zdarzaj si rzeczy straszne. Jednak wdziczna ci jestem za trosk. Wskaza jej krzeso. - Co za strata - mrukn. Zacz kry po pokoju. - Nie powinienem by ich tam posya. Powinienem sam zbada t spraw. - Skd miae wiedzie, e czarownik jest tak potny? odpowiedziaa mu Dyara. - Przesta sam siebie oskara i usid. Auraya zerkna na Dyar z rozbawieniem, mimo powagi sytuacji. Zabawnie brzmia ten surowy ton. Ale przywdcy Biaych chyba to nie przeszkadzao. Usiad na krzele i westchn ciko. - Kim jest ten czarownik? - zapyta Rian. - To pentadrianin - wyjania Mairae. - W raporcie jest szkic jego wisiora w ksztacie gwiazdy. Nosz je Sudzy Bogw. - Potny kapan czarownik - dodaa Dyara. Juran wolno pokiwa gow. - Masz racj. Po co si tutaj zjawi? - Raczej nie po to, eby zaproponowa traktat handlowy mrukna Mairae. - Nie - zgodzia si Dyara. - Musimy si zastanowi, czy zosta do nas przysany, czy te dziaa na wasn rk. Tak czy tak, musimy si z nim zmierzy, a nie moemy ryzykowa posania do walki wysokiego kapana. Rian przytakn. - Kto z nas musi wyruszy - stwierdzi. - Tak. - Juran kolejno przyjrza si Biaym. - Ktokolwiek pjdzie, bdzie nieobecny przez kilka tygodni. Auraya nie zakoczya jeszcze swojego szkolenia. Mairae jest zajta Somreyanami, Dyara szkoli Auray. Sam bym si tym zaj, ale... - Zwrci si do Riana. - Nie

walczye jeszcze z czarownikiem. Masz czas? Rian umiechn si pospnie. - Oczywicie, e nie, ale jako znajd. wiat musi si pozby tego pentadrianina i jego vornw. Juran skin mu gow. - We jednego Nosiciela i ruszaj. Rian wyprostowa si. Oczy mu zalniy. A kiedy wsta i wyszed z pokoju, Auraya poczua chwilowe, zoliwe wspczucie dla pentadriaskiego czarownika. Z tego, co dotd zaobserwowaa, wszystkie pogoski o bezlitosnym fanatyzmie Riana - prcz tych najmroczniejszych - byy prawd.

6
- Co mylisz o tkaczach snw, Danjinie Spearze? Danjin spojrza na Auray ze zdziwieniem. Siedzia naprzeciwko niej przy dugim stole w jej pokoju przyj i pomaga w studiowaniu warunkw przymierza z Somreyem. Auraya spokojnie patrzya mu w oczy. Przypomnia sobie dzie, kiedy dotara wie o mierci jej matki. Na jej prob odszuka w miecie czowieka, ktry dostarczy wiadomo do wityni. Ku jego zdumieniu, okaza si on tkaczem snw. Pniej jeszcze bardziej zdziwi si, gdy usysza, e Auraya w przebraniu odwiedzia tego czowieka. Nie by pewien, co wzbudzio wikszy niepokj - e jedna z Biaych skada towarzysk wizyt tkaczowi snw, czy e prbuje to zrobi potajemnie - a zatem jest wiadoma, i podejmuje si czego, co moe by uznane za nierozwane albo niewaciwe. Oczywicie, odczytywaa to wszystko z jego myli. Musiaa te wiedzie, e zbada jej przeszo i dowiedzia si o dziecicej przyjani z tkaczem snw Leiardem oraz o tym, e znana bya wrd kapanw ze swej sympatii dla pogan. Badajc jego myli, odkrya te, e jej drugie spotkanie z tkaczem snw zostao zauwaone i e sysza, jak ludzie - wewntrz i na zewntrz wityni - o tym plotkuj. Musiaa te spostrzec, e on sam nie szanuje i nie lubi tkaczy snw. Przez tygodnie, ktre miny od znalezienia Leiarda, w ogle nie rozmawiaa z nim o tkaczach snw. Teraz, kiedy pracowali nad traktatem z Somreyanami, nie mogli duej omija tego tematu. Musia by uczciwy. Nie warto udawa, e si z ni zgadza. - Obawiam si, e niezbyt dobrze o nich myl - przyzna. - W najlepszym razie s aoni, w najgorszym niewiarygodni. Uniosa brwi. - Czemu aoni? - Chyba (dlatego e s tak nieliczni i tak pogardzani. I bdz.

Nie su bogom, wic ich dusze umieraj razem z ciaami. - Dlaczego niewiarygodni? - Ich Dairy... niektre... pozwalaj majstrowa w ludzkich umysach. - Zawaha si, gdy zauway, e powtarza to, co zawsze mwi jego ojciec. Czy to naprawd jego wasne opinie? - Mog na przykad drczy swoich nieprzyjaci koszmarami. Umiechna si blado. - A czy syszae kiedy, by jaki tkacz snw to robi? Zawaha si znowu. - Nie - przyzna. - Ale s teraz tak nieliczni... Nie sdz, eby si odwayli. Auraya umiechna si szerzej. - Syszae kiedy, by tkacz snw postpi w taki sposb, e mg zyska sobie miano niewiarygodnego? Przytakn. - Kilka lat temu tkaczka snw otrua swojego pacjenta. Umiech znik i Auraya odwrcia gow. - Tak, badaam t spraw. Spojrza na ni zdziwiony. - Jako element swojego szkolenia? - Nie - zaprzeczya. - Zawsze interesoway mnie przestpstwa zwizane z tkaczami snw. - I co... co odkrya? - e tkaczka snw bya winna. - Auraya skrzywia si. Przyznaa si, ale chciaam mie pewno, e nie zostaa do tego zmuszona szantaem albo torturami. Szukaam wskazwek w reakcji innych tkaczy snw. Odwrcili si od niej. Uznaam, e to najbardziej przekonujcy dowd jej winy. - Przecie mogli si od niej odwrci, by chroni siebie - zauway zaintrygowany Danjin. - Nie. Myl, e tkacze snw wiedz, kiedy ktry z nich winien jest zbrodni. Jeli kto zostaje oskarony faszywie, a w niektrych procesach byo to bolenie oczywiste, broni go, jak potrafi. Oskarony zachowuje spokj, nawet kiedy wie, e czeka go egzekucja. Ale jeeli oskarony jest winny, w jego obronie nie pada

ani jedno sowo. Ta kobieta bya obkana. - Auraya wolno pokrcia gow. - I rozgniewana. Wciekaa si na swj wasny lud. - Syszaem, e prosia o garp, by nie zasypia. - Danjin zadra. - Jeli skonni byli drczy kogo ze swoich, co mog zrobi nieprzyjacioom? - Dlaczego sdzisz, e j drczyli? Moe chciaa unikn wasnych snw. - Bya tkaczk snw. Z pewnoci panowaa nad wasnymi snami. - I znowu moesz tylko podejrzewa. - Auraya ponownie si umiechna. - Uwaasz ich za niewiarygodnych, poniewa maj moliwo krzywdzenia innych. Ale to, e mog, nie oznacza jeszcze, e to robi. Mogabym jedn myl zdmuchn twoje ycie, a jednak ufasz, e tego nie zrobi. Patrzy na ni troch wzburzony jej lekcewacym wspomnieniem o danej przez bogw mocy. Wytrzymaa jego spojrzenie. Spuci wzrok. - Wiem, e by tego nie zrobia. - Wic moe powiniene powstrzyma si z osdzaniem kadego tkacza snw, dopki nie poznasz go osobicie. Skin gow. - Masz racj, oczywicie. Ale nie mog ufa im bardziej ni komu cakiem obcemu. Parskna. - Ja te nie. Nawet tym, ktrych znam, gdy czsto ludzie, o ktrych mylaam, e znam ich dobrze, demonstrowali podo i bezduszno, do jakich nie sdziam, e s zdolni. - Spojrzaa na rozwinity przed sob pergamin. - Ceni twoje opinie, Danjinie, nawet jeli si z nimi nie zgadzam. Czuj si samotna w moim pogldzie na t spraw. Nie jestem tkaczem snw. Okazuje si, e moje rozumienie ich stylu ycia jest ograniczone. Ale nie jestem te typow cyrkliank, ktra w najlepszym razie im nie ufa, a w najgorszym aktywnie przeladuje. Musz zrozumie wszystkie punkty widzenia, jeli mam podpowiedzie Mairae, jak przekona

Somreyan do zawarcia z nami przymierza. Danjin zauway pionow zmarszczk, jaka pojawia si midzy jej brwiami. Kiedy zaproponowano mu t prac, Dyara zapewniaa, e podczas pierwszego roku wrd Biaych Auraya nie otrzyma adnych trudnych zada. Chyba jednak nie udao si dotrzyma obietnicy. Ale jej wiedza o tkaczach snw sprawiaa, e najlepiej z Biaych nadawaa si do tego zadania. Moe dlatego wanie Biali pozwalali, by do powszechnej wiadomoci trafia informacja o tym, e najmodsza wrd nich jest tolerancyjna, a moe nawet popiera pogan. Jaki skutek moe to mie w przyszoci? Wprawdzie prawo gosio, e korzystanie z usug tkaczy snw jest przestpstwem, ale tak wielu je ignorowao, e tylko nieliczni byli karani. Czy tolerancja Aurai wobec tkaczy snw zachci jeszcze wicej ludzi do amania prawa? Kapanka nie mwia ju o tym. Wrcia do proponowanego przymierza. - Przeciwko ktrym punktom Somreyanie protestowali na pocztku? Danjin przewidzia to pytanie. Przysun sobie woskow tabliczk i wyrecytowa dug list zmian traktatu. Trzecia cz spisu, ta kocowa, dotyczya wycznie spraw tkaczy snw. - To nie s nowe warunki, prawda? Pakt zawiera je przez cay czas? - Tak. - Dlaczego Somreyanie nie zgaszali zastrzee od pocztku? - Kiedy waniejsze kwestie zostaj wyjanione, te mniej wane s bardziej widoczne. Tak przynajmniej mwi. - A oni zauwaali je po jednej? - W jej gosie brzmia wyrany sceptycyzm. Danjin parskn miechem. - Za kadym razem, kiedy rozwizujemy jedn spraw, zaczynaj zgasza pretensje do nastpnej. - Prbuj zyska na czasie? Czy widzisz jakikolwiek powd, by

Rada Starszych odkadaa podpisanie paktu? Czy moe tkacze snw chc opni albo powstrzyma przymierze? - Nie wiem. Mairae jest chyba przekonana, e wikszo w radzie chce tego przymierza. Auraya zabbnia palcami po stole. - Wic albo s niezadowoleni z tych drobnych kwestii, a zgaszaj je kolejno, by w cieniu pozostaych adna nie zostaa potraktowana z mniejsz uwag, albo rzeczywicie chc nam przeszkodzi. Cierpliwo doprowadzi do sukcesu w przypadku pierwszej moliwoci. W przypadku drugiej... - W przypadku drugiej nic nie pomoe. Nic oprcz bezporedniej ingerencji w polityk Somreyu. - Nie sdz, ebymy musieli posuwa si tak daleko. Musimy tylko ograniczy wpywy Starszej tkaczy snw. Danjin spojrza na ni zaskoczony. Nie takiej opinii spodziewa si od sympatyka tkaczy snw. - Jak? - Przekazujc cz jej wpyww innemu tkaczowi. - W radzie moe zasiada jeden reprezentant kadej religii. Jak moesz to zmieni bez interwencji w somreyask polityk? - Nie chc wprowadza do rady dwch tkaczy snw, Danjinie. Chodzi mi o cakiem osobne stanowisko. - Wybrane przez kogo? - Przez Biaych. - Somreyanie si na to nie zgodz. - Nie bd mieli wyboru. To nie bdzie miao z nimi nic wsplnego. Danjin zmruy oczy. - No dobrze. Zainteresowaa mnie. Po prostu opowiedz o swoim pomyle. Zachichotaa. - Biali najwyraniej potrzebuj doradcy w sprawach tkaczy snw. - I ten doradca bdzie tkaczem snw? - Oczywicie. Somreyascy tkacze nigdy by nie posuchali cyrklianina, ktry objby takie stanowisko.

Danjin wolno kiwa gow, rozwaajc zalety takiego rozwizania. - Rozumiem. Przede wszystkim uagodzimy tkaczy snw. Zatrudniajc jednego z nich jako doradc, Biali przyznaj, e tkacze maj pewn warto. Doradca zajmuje si bezporednimi dyskusjami o warunkach przymierza, a wic wobec jednego ze swoich Starsza zmuszona bdzie negocjowa rozsdnie, a nie emocjonalnie. - Ponadto nasz doradca moe proponowa, w jaki sposb zmieni warunki, by zredukowa liczb protestw, a tym samym przyspieszy cay proces - dodaa Auraya. Jakie s wic wady, zapyta sam siebie Danjin. Jakie sabe strony ma taki plan? - Bdziesz musiaa dopilnowa, by cele tego doradcy nie byy sprzeczne z twoimi - ostrzeg. - On czy ona moe proponowa takie zmiany w traktacie, ktre oka si dobroczynne dla ich ludu, a dla nas wywoaj ze skutki. - Ten kto musiaby by tak niewiadomy tych skutkw jak ja odpara Auraya, pukajc palcem w skro. - Na wiecie jest tylko czworo ludzi, ktrzy mog mnie okama. Dreszcz podniecenia przeszy Danjina, kiedy usysza to stwierdzenie. A zatem Biali nie umiej czyta nawzajem swoich myli... Zawsze to podejrzewa. - Oczywicie jest moliwe, e aden tkacz snw nie zgodzi si z nami pracowa - rzek. Umiechna si. - Mylisz o ktrym konkretnym? Ju pytajc, zna odpowied. - Oczywicie. To naturalne, e chciaabym pracowa z kim, komu mog ufa. Czy jest zatem kto lepszy od tkacza snw, ktrego znam osobicie? Kiedy platten poturkota dalej, Auraya rozejrzaa si z ciekawoci. Stay z Dyar na rozlegym, paskim terenie, pomidzy rzdami zadbanych drzew. Wysoka trawa koysaa si na wietrze. W oddali kapan i kapanka galopowali wok na duych reynach. Oboje wydawali si znajomi.

- Czy to...? - Juran i Mairae - odpara Dyara. - Ostatni dzie miesica nazywamy Dniem Szkolenia, poniewa wtedy wanie pracujemy z Nosicielami. Kiedy ju ustanowisz z ktrym poczenie, musisz je podtrzymywa. - Czy wanie to mam dzisiaj robi? Dyara pokrcia gow. - Nie. Kiedy bdziesz musiaa nauczy si jazdy, ale nie jest to pilne. Waniejsze jest nauczenie si, jak korzysta z nowych Darw. W oddali dwa reyny zakrciy si w skomplikowanym manewrze; ich nogi poruszay si w rwnym rytmie. Auraya nie wyobraaa sobie, jak mogaby si utrzyma na grzbiecie zwierzcia, ktre skrca si w taki sposb. Miaa nadziej, e nie nazbyt demonstracyjnie okazaa ulg na wie, e dzisiaj jej stopy pozostan na ziemi. - Tarcza, ktrej nauczyam ci ostatnio, zatrzyma wikszo atakw - powiedziaa Dyara, przybierajc dobrze ju znany ton wykadowcy. - Odbije pociski, pomie i moc, ale nie zatrzyma byskawicy. Na szczcie, byskawic w naturalny sposb przyciga ziemia. Pody wic ku niej najatwiejsz tras: przez ciebie. Aby do tego nie dopuci, musisz dostarczy jej innej trasy. I musisz to zrobi szybko. Dyara wycigna rk. Skrcona wstka wiata bysna z jej palcw i uderzya w ziemi, a nad polem rozleg si oguszajcy trzask. Na trawie pozosta lad spalenizny. Powietrze zaskwierczao. - Kiedy bd moga robi takie rzeczy? - szepna Auraya. - Dopiero gdy nauczysz si przed nimi broni - odrzeka Dyara. Zaczn od lekkich uderze, celujc w to samo miejsce. Masz prbowa zmieni ciek byskawicy. Z pocztku Auraya miaa wraenie, e polecono jej apa do rki wiato soca. Uderzenia byskawic nastpoway zbyt szybko, by cokolwiek wyczua. Zauwaya, e krta linia wiata nigdy nie bya taka sama. Musi mie jaki powd, e pynie inn drog. Moe co w powietrzu... : Dyaro? Aurayo? odezwa si gos w umyle Aurai.

Dyara uniosa gow. Ona te musiaa go usysze. : Juran? odpowiedziaa. Auraya spojrzaa na pole, ale pary jedcw ju tam nie byo. : Rian znalaz pentadrianina. Zogniskujcie si na jego umyle poprzez mj. Dyara popatrzya na Auray i kiwna gow. Auraya zamkna oczy, szukajc umysu Jurana. Kiedy si z nim poczya, wyczua Mairae i Dyar, ale uwag przycigay myli Riana. To od niego dochodziy gosy i obrazy. Las. Na wp zrujnowany kamienny budynek. Mczyzna w czarnym ubraniu, stojcy w wejciu. Westchna zdumiona, gdy odkrya, e widzi to, na co patrzy Rian, tak wyranie, jakby staa na jego miejscu. Wyczuwaa te, jak ciga magi, by utrzymywa wok siebie tarcz ochronn. Pentadrianin obserwowa zbliajcego si Riana. Vorny zebray si wok niego. Wycign rk i pogaska eb siedzcego najbliej, mruczc co w swej obcej mowie. Rian zatrzyma si i zeskoczy na ziemi. Wysa instrukcj do umysu swego Nosiciela, ktry oddali si galopem. Czarownik skrzyowa ramiona. - Przybye mnie schwyta, kapanie? - Nie - odpar Rian. - Przybyem ci zabi. Czarownik umiechn si. - To niezbyt uprzejme. - To co, na co zasuye, morderco. - Morderca? Ja? Mwisz o kapani i ludzie, tak? Ja tylko si broni. Oni atakuj pierwsi. - Czy farmerzy i kupcy, ktrych zabie, te atakowali pierwsi? spyta Rian. : Nie mog odczyta jego myli, poinformowa. S osonite. : W takim razie moe by grony, odpowiedzia Juran. : Tak potny, jak ktry z niemiertelnych minionej ery. To bdzie ciekawa walka. - Ja nie atakuj farmerzy i kupcy - owiadczy czarownik. Poskroba eb vorna. - Moi przyjaciele godni. Nie dostajemy

szacunek ani jedzenie. Wy ludzie nieuprzejmi, nie szanujecie mnie i moi przyjaciele od dzie, kiedy tutaj przybyem. Teraz ty mwisz ty mnie zabijesz. - Pokrci gow. - Twj lud nieprzyjazny. - Nie dla mordercw - rzek Rian. - Moe w twoim kraju takie barbarzystwo nie jest zbrodni, ale w naszym jest karane mierci. - Mylisz, e moesz mnie kara? - Z bogosawiestwem i potg bogw. Auraya poczua fal zachwytu i determinacji, jaka ogarna Riana. Jest bez reszty oddany bogom, pomylaa. W porwnaniu z nim, my jestemy tylko lojalni. Ale bogowie musz to akceptowa, inaczej wszyscy Biali byliby jak Rian. Czarownik zamia si gono. - Bogowie nigdy ci nie pobogosawi, poganinie. - Nie twoi faszywi bogowie - odpar Rian. - Krg. Prawdziwi, ywi bogowie. cign w siebie magi i uformowa j w strumie biaego aru. Powietrze przed czarownikiem stao si nagle gwatownie marszczc si cian. Fala ciepego powietrza popyna z powrotem do Riana. Sfera ochronna, jak rozwin wok siebie, ugia si do wntrza. Wzmocni j instynktownie, odpychajc moc, ktra w ni uderzaa. Auraya usyszaa trzaski, gdy drzewa wok przyjy impet odbitego uderzenia. Rian zaatakowa znowu, tym razem ksztatujc magi w strzay, ktre pomkny ze wszystkich stron ku czarownikowi. Osona pentadrianina wytrzymaa, a on sam odpowiedzia uderzeniami byskawic, ktre Rian kierowa do ziemi. Wic tak si to robi, pomylaa Auraya. Grunt pod Biaym spitrzy si i zadygota. Rian pchn magi w d, by go ustabilizowa, a rwnoczenie odcign od czarownika powietrze, zamykajc go w prni. Czarownik wyrwa powietrze z powrotem. : Wyprbowuje mnie, zauway Rian. : Rzeczywicie, zgodzi si Juran. Rian poczu, jak otacza go energia, ktra naciska na barier

ochronn. Walczy, ale bya coraz silniejsza. Auraya bez zdziwienia spostrzega, e czarownik stoi z wycignit rk i zgina palce jak szpony - jak podczas walki z kapanami. : Zaczyna si prba siy, stwierdzi Rian. Opar si zgniataniu, odpowiadajc si na si. Rwnoczenie wypatrywa czujnie innych form ataku. Mija czas. Atak czarownika stawa si coraz potniejszy. Rian powoli zwiksza wytrzymao swej osony. I nagle miadca sia znikna. Cho Rian reagowa szybko, wielka fala mocy rozpyna ' si wok niego. amay si drzewa. Zrujnowany dom rozpad si cakowicie. Kurz i kamienie wzleciay w powietrze, przesaniajc wszystko. Rian rozcign delikatniejsz magi, by zepchn py ku ziemi. Czarownika ju nie byo. Rozejrza si i zauway uciekajc wielk czarn besti, niosc na grzbiecie czowieka. Cisn za ni byskawic, ale energia omina uciekinierw i spyna w ziemi. - Niech bogowie go powal - sykn Rian, gdy zwierz i czowiek zniknli wrd drzew. Wysa mylowe wezwanie do swego Nosiciela. Wierzchowiec nie by daleko. : Bd ostrony, ostrzeg Juran. Jed za nim, ale zachowaj czujno. Jest potny, a atak z zaskoczenia moe by miertelny. Zimny dreszcz przeszy Auray. miertelny dla Riana? Przecie nic chyba nie moe go skrzywdzi... : Nie tak potny jak ja, odpar Rian; myli mia mroczne od gniewu i determinacji. Nie bdzie mia szansy, by zastawi puapk. Nie bd spa i nie spoczn, pki nie zyskam pewnoci, e nie yje. Jego myli odpyny z umysu Aurai. Uniosa powieki i spojrzaa w oczy Dyary. - To byo pouczajce - owiadczya sucho kobieta. - Od bardzo dawna nie spotkalimy tak potnego przeciwnika. - Zmruya oczy. - Wygldasz na zdziwion. - Bo jestem - przyznaa Auraya. - Czy Rianowi grozi jakie

niebezpieczestwo ? - Nie. - Wic dlaczego Juran ostrzega, eby uwaa na ataki z zaskoczenia? Przecie chyba nie mona go zabi? Dyara skrzyowaa ramiona na piersi. - Tylko jeli popeni gupi bd... a nie popeni. Dobrze go wyszkoliam. - Czyli nie jestemy niewraliwi? Ani niemiertelni? - Nie tak zupenie. - Dyara umiechna si. - Wikszo uznaaby, e bardzo niewiele nam do tego brakuje. Ale mamy pewne ograniczenia. Jednym z nich jest dostp do magii. Pamitasz, czego ci uczyam? Kiedy cigamy do siebie magi, zuywamy cz tej, ktra znajduje si wok nas. Kiedy uywamy jej duo, trudniej j cign, bo magia w pobliu si rozrzedza i musimy siga coraz dalej. Oczywicie, magia spynie znowu w osabione miejsce, ale to nastpuje powoli. Aby zyska nowe, silne rdo, musimy zmieni pozycj. Zastanowia si. - Rzadko si zdarza, bymy zuywali jej a tyle - podja. - Ale najbardziej prawdopodobna sytuacja, w jakiej to nastpi, to walka z innym czarownikiem... niezwykle potnym czarownikiem. Wyczerpanie magii w bliskim otoczeniu moe sprawi, e osabniesz w nieodpowiednim momencie. Auraya kiwna gow na znak, e zrozumiaa. - Innym ograniczeniem jest twoja zdolno uczenia si i wykorzystywania Darw. Bogowie mog tylko wzmocni nasze Dary. Kady z nas jest tak silny, jak bogowie potrafi go uczyni. Dlatego wanie nasze siy nie s rwne - Mairae jest z nas najsabsza, a Juran najpotniejszy. - Czy jest moliwe, by jaki czarownik okaza si silniejszy od nas? - Owszem, cho czarownicy tak potni zdarzaj si niezwykle rzadko. Ten jest pierwszy, o jakim syszaam od niemal stu lat. Umiechna si ponuro. - Doczya do nas w ciekawych czasach,

Aurayo. Braki wyszkolenia to nastpne ograniczenie, ale widzc, jak szybko si uczysz, jestem pewna, e wkrtce je pokonasz. Nie martw si. Nie wylemy ci do walki z tak potnym czarownikiem, dopki nie zakoczysz szkolenia. Auraya umiechna si. - Nie martwiam si... Zastanawiaam si kiedy, jak moemy by niepokonani, skoro nawet bogowie nie s. Dyara zmarszczya brwi. - Co masz na myli? - Wielu ich polego w czasie Wojny Bogw. Jeli oni mog gin, to i my moemy. - Chyba masz racj. Odwrciy si, syszc ttent kopyt - to nadjedali Juran i Mairae. Kiedy reyny si zatrzymay, Auraya spostrzega, e nie maj uprzy. Przypomniaa sobie, co mwia Dyara - e Nosiciele kierowani s mylowymi rozkazami. Juran spojrza z gry na Auray. - Chc ci o co zapyta, Aurayo. Mairae twierdzi, e skoczya ju przeglda projekt traktatu z Somreyem. Czy wprowadziaby jakie zmiany? - Kilka, ale podejrzewam, e potrzebne bdzie wicej. Kiedy go czytaam, doszam do wniosku, e nie wiem o tkaczach snw tyle, ile sdziam. Wiem, jak lecz gnilec, ale nie mam pojcia, jak pozycj zajmuj w somreyaskim spoeczestwie. aowaam, e nie mam przy sobie eksperta, do ktrego mogabym si odwoa, i wtedy przyszo mi do gowy pewne rozwizanie. Moe tak naprawd potrzebujemy wanie doradcy w sprawach tkaczy snw. Juran obejrza si na Mairae. - Prbowaa ju tego, prawda? Przytakna. - Ale nie mogam znale nikogo posiadajcego odpowiedni wiedz. Auraya poczua, e serce przyspiesza jej troch, ale nie zawahaa si. - Szukaa wrd tkaczy snw?

- Nie. Nie sdziam, by zechcieli wsppracowa. Juran unis brwi, ale bez dezaprobaty. - Sdzisz, e mogliby si zgodzi, Aurayo? - Tak, jeli uznaj, e nasze cele nie s sprzeczne z ich pomylnoci. Przymierze nie jest, o ile mog to oceni. Umiechna si zoliwie i dotkna palcem czoa. - A my mamy wasne zabezpieczenia przed moliwoci, e ich cele s sprzeczne z naszymi. - Z czego oni na pewno zdaj sobie spraw. - Juran pochyli si i podrapa Nosiciela midzy uszami, przy resztce rogu. - Bybym zdziwiony, gdyby ktry z nich si na to zgodzi, ale widz, jakie korzyci bymy odnieli, gdyby si udao. Mairae umiechna si. - Somreyaska Starsza tkaczy snw nie sprzeciwiaaby si tak chtnie komu ze swoich. - Nie - zgodzi si Juran. - Ale w ten sposb przyznamy, e maj wadz i wpywy ostrzega Dyara. Mairae wzruszya ramionami. - Nie wiksz, ni realnie maj. Nie wicej, ni ju przyznalimy w warunkach traktatu. - Damy naszemu ludowi sygna, e ich akceptujemy - nie ustpowaa Dyara. - Nie akceptujemy. Tolerujemy. Nie moemy udawa, e w Somreyu nie maj adnego znaczenia. Dyara otworzya usta, a po chwili zamkna je i pokrcia gow. Juran zwrci si do Aurai. - Jeli uda ci si znale tkacza snw, ktry zgodzi si na tak propozycj, to wyl ciebie i Mairae razem do Somreyu. - Ale Auraya dopiero zacza szkolenie - zaprotestowaa Dyara. Czy nie oczekujemy od niej zbyt wiele i zbyt szybko? - Alternatyw jest przerwanie negocjacji. - Juran przyjrza si Aurai i westchn. - Jeli poniesiesz porak, ludzie uznaj, e to wskutek braku dowiadczenia, a nie bdu naszej strategii.

- Nie jest to sprawiedliwe wobec Aurai - zauwaya Dyara. Auraya pokrcia gow. - Nie przeszkadza mi to. Juran zastanowi si. - Gdyby Mairae zachowywaa si tak, jakby nie oczekiwaa adnych sukcesw w rozmowach, ale zabraa ci ze sob, eby poznaa inne formy rzdw... Pozwlmy im ci nie docenia. Tak. Zrb to. Zobacz, czy uda ci si znale dla nas doradc. - Masz na myli kogo konkretnego? - spytaa Mairae. Auraya milczaa przez chwil. - Tak - przyznaa. - Tkacza snw, ktrego znaam w dziecistwie. Mieszka czasowo w miecie. Juran zmarszczy brwi. - Stary przyjaciel... To moe by dla ciebie nieprzyjemne, gdyby zacz sprawia kopoty. - Wiem. Jednak wol pracowa z kim, kogo znam dobrze, ni z kim, kogo nie znam. Wolno pokiwa gow. - Bardzo dobrze. Ale bd ostrona, Aurayo, aby w imi starej przyjani nie zrezygnowaa z siebie. Zbyt atwo to zrobi - doda z alem. - Bd ostrona - obiecaa. Juran poklepa Nosiciela po szyi, a zwierz uderzyo kopytem o ziemi. Auraya opanowaa odruch, by si cofn - to byy takie wielkie stworzenia. - Musimy wrci do wicze - rzek Juran. Gdy on i Mairae odjechali, Auraya zastanowia si, co takiego mu si przydarzyo, co sprawiao tak wyrany bl. Moe kiedy si tego dowie. Tyle byo rzeczy, ktrych nie wiedziaa o innych Biaych. Ale miaa mnstwo czasu, by je pozna. Moe nie ca wieczno, ale jak mwia Dyara - bardzo niewiele do niej brakuje.

7
Pi osb siedziao na awach we wsplnej sali domu Bakerw dzi rano przybya jeszcze jedna tkaczka snw, Olameer. Bya Somreyank w rednim wieku i wyruszya na poudnie, by zgromadzi zioa, ktre nie rosn w chodnym klimacie jej ojczyzny. Podczas posiku Jayim nie odzywa si prawie wcale. - Bye kiedy w Somreyu, Leiardzie? - spytaa Tanara. Leiard zmarszczy czoo. - Nie jestem pewien. Mam wspomnienia z tego pobytu, ale nie mog ich dopasowa do mojej przeszoci. Olameer przyjrzaa mu si uwanie. - To brzmi jak wspomnienia cza. - Prawdopodobnie - zgodzi si. - Ale nie masz pewnoci - zauwaya Olameer. - Czy masz te inne wspomnienia, co do ktrych nie jeste pewien, czy s twoje? - Wiele - przyzna. - Przepraszam bardzo, ale co to s wspomnienia cza? - wtrcia Tanara. Olameer umiechna si. - Tkacze snw czasem dokonuj poczenia umysw, by przekazywa sobie nawzajem myli i wspomnienia. Szybciej i atwiej w ten sposb wyjani pewne rzeczy. Od czasu do czasu wykorzystujemy takie poczenia jako element naszych rytuaw i sposb lepszego poznania kogo. - Spojrzaa na Leiarda i jej umiech zmieni si w wyraz zamylenia. - W ten sposb gromadzimy te cudze wspomnienia, ale zwykle potrafimy odrni, ktre s nasze, a ktre nie. Jeli jednak wspomnienie jest dawne, atwiej jest zapomnie, e nie naley do nas. A w rzadkich przypadkach, kiedy tkacz snw przeywa jak traumatyczn sytuacj, jego wspomnienia mieszaj si ze wspomnieniami cza. - Nie przeyem takiego wypadku, Olameer - umiechn si Leiard.

- Nie by taki, jaki by zapamita - odpara cichym gosem. Wzruszy ramionami. - Nie. - Czy chciaby... chciaby dzisiaj wieczorem dokona poczenia? Mogabym zbada te wspomnienia cza i sprbowa odkry tosamo za nimi. Leiard wolno kiwn gow. - Tak. Zbyt wiele czasu mino, odkd uczestniczyem w rytuale. - Zauway wpatrzonego w siebie Jayima i umiechn si. - Jayim te powinien si do nas przyczy. Przerwa szkolenie, kiedy sze miesicy temu umar jego nauczyciel. - Ale nie musicie si dla mnie powica - zapewni pospiesznie chopiec. - Ja... Ja tylko bym wam przeszkadza. Tanara spojrzaa zdumiona na syna. - Jayim! Powiniene skorzysta z tak wspaniaomylnej propozycji! Leiard zerkn na Olameer. Umiechna si porozumiewawczo. - Nie mog. Dzisiaj wieczorem spotykam si z przyjacielem tumaczy si Jayim. Millo zmarszczy brwi. - Nie wspominae o tym wczeniej. Chcesz i sam? Wiesz, e to niebezpieczne. - Nic mi nie bdzie. Do domu Vina nie jest daleko. Tanara zacisna usta. - Moesz i rano. - Ale obiecaem - zaprotestowa Jayim. - On jest chory. - Znowu? - Tanara uniosa brwi. - Tak. To choroba oddechu. Latem zawsze czuje si gorzej. - W takim razie lepiej pjd z tob - stwierdzi Leiard. - Znam wiele lekw na choroby puc. - Dzikuj ci, Leiardzie - rzeka Tanara. - To bardzo uprzejme z twojej strony. Jayim spoglda to na matk, to na tkacza snw; po chwili zgarbi si zniechcony. Tanara zacza zbiera brudne nakrycia. Olameer

ziewna dyskretnie i wstaa, by pomc. - Moe to i lepiej - mrukna. - Jestem chyba za bardzo zmczona, ebym moga ci si na co przyda, Leiardzie. Nigdy dobrze nie sypiam na statkach. Skin gow. - Dzikuj za t ofert. Moe kiedy indziej. - Wyruszam wczesnym rankiem, ale jeli bdziesz tu jeszcze podczas mojego powrotu, wtedy przeprowadzimy rytua. A tymczasem, bd zdrw. Dotkna serca, ust i czoa. Leiard odpowiedzia tym samym gestem, a ktem oka zauway, e i Jayim pospiesznie poszed w jego lady. Kiedy Olameer wysza, Leiard wsta i spojrza pytajco na chopca. - Czym zajmuje si twj przyjaciel? Jayim wsta. - Jego ojciec jest krawcem i on te si uczy tego rzemiosa. - Czy rodzina bdzie protestowa, jeli przyjd do nich do domu? Jayim zawaha si, wyranie rozwaajc moliwo pozbycia si Leiarda. W kocu jednak pokrci gow. - Nie. To im nie przeszkadza. Mj nauczyciel pomaga im, kiedy Vin by jeszcze dzieckiem. Tak go poznaem. Wezm tylko moj sakw. Leiard zaczeka, a Jayim przyniesie z pokoju nieduy worek. Na zewntrz chopiec narzuci szybkie tempo. Ulica bya cicha i ciemna. Tylko okna budynkw po obu stronach tworzyy jasne prostokty wiata, a Leiard sysza gosy i ruch za nimi. - Dlaczego postanowie zosta tkaczem snw, Jayimie? - zapyta cicho. Chopak popatrzy na niego, ale byo za ciemno, by Leiard mg zobaczy jego twarz. - Sam nie wiem. Lubiem Calema, mojego mistrza. Kiedy o tym mwi, brzmiao to tak szlachetnie... Chciaem pomaga ludziom tak, jak cyrklianie nie potrafi... A poza tym nienawidziem cyrklian. - To znaczy, e ju ich nie nienawidzisz?

- Nienawidz, ale... - Ale? - Nie tak, jak wtedy. - Jak mylisz, co si zmienio? Jayim westchn. - Nie wiem. Wyczuwajc, e chopiec si zastanawia, Leiard milcza. Skrcili w wsz ulic. - Moe chodzi o to, e nie wszystkich cyrklian nienawidz. Moe tylko niektrych... - Nienawi do osoby to cakiem co innego ni nienawi do grupy ludzi. Zwykle trudniej jest ci nienawidzi grupy ludzi, jeli uwiadomisz sobie, e lubisz jak osob z tej grupy. - Jak Auray? Na dwik tego imienia Leiarda przeszy dziwny dreszcz. Od jej pierwszej wizyty spotka si z ni jeszcze dwukrotnie. Rozmawiali o ludziach, ktrych znali oboje, i o wydarzeniach, jakie nastpiy po jej odjedzie. Opowiadaa historie ze swego ycia nowicjuszk a potem kapanki. W ktrym momencie przyznaa, e wci jest zdziwiona, i bogowie j wybrali. Nie zawsze si zgadzam z innymi cyrklianami, powiedziaa wtedy. Myl, e to twoja wina. Gdybym wychowywaa si w Jarime, staabym si tak ograniczona jak wszyscy. Westchn. - Tak - zgodzi si. - Auraya jest inna. - Ale u mnie byo na odwrt - cign Jayim. - Widz teraz, e nie mog nienawidzi wszystkich cyrklian tylko dlatego, e niektrzy s li. A ja wcale nie nienawidz cyrklian - tylko ich bogw, odezwa si gos z gbi umysu Leiarda. A sykn, gdy wraz z gosem napyny niezwykle silne emocje. Czemu skrywam w sobie tak nienawi, pomyla. Dlaczego dopiero teraz wynurzya si na powierzchni? - Ja... mam wtpliwoci, Leiardzie. Leiard z trudem powrci mylami do idcego obok chopca. - A w jakiej kwestii? Jayim westchn. - Czy by tkaczem snw. Nie jestem ju pewien, e chc nim

zosta. - Domyliem si. - Jak uwaasz, co powinienem zrobi? Leiard umiechn si lekko. - A czego chcesz? - Nie wiem. - W takim razie, czego chcesz od ycia? - Nie wiem. - Oczywicie, e wiesz. Pragniesz mioci? Dzieci? Bogactw? A moe sawy? Albo wadzy? Albo obu? Czy bardziej zaley ci na mdroci i wiedzy? O co skonny jeste si stara, Jayimie? I co zgodzisz si powici w pogoni za swym celem? - Nie wiem - szepn zaamany Jayim. Skrci w zauek tak wski, e Leiard musia i z tyu. Ostry odr gnijcych warzyw wypenia ciasn, ciemn przestrze. - Oczywicie, e nie wiesz. Jeste mody. Kady potrzebuje czasu, by... Nagle ogarno go poczucie zagroenia. Chwyci Jayima za rami. - Co? - spyta szorstko chopak. wiszczcy oddech zabrzmia gono w ciasnym zauku, a potem zmieni si w charczcy rechot. Jeszcze dwa gosy doczyy do tego miechu. Trzy sylwetki wyrosy w mroku, a Jayim zakl cicho. - Dokd to tak pno, nicy? Gos by mody i mski. Leiard pozwoli, by przepyny przez niego emocje trzech napastnikw. Wyuczy mieszanin zych zamiarw i okrutnego wyczekiwania. - Ma przyjaciela - ostrzeg drugi gos. - Przyjaciela? - parskn pierwszy chopak, cho ostrono stumia nieco gwatowno jego myli. - nicy nie maj przyjaci. Maj tylko czujki. Takich, co pilnuj na wypadek, gdyby kto akurat nadszed, kiedy uwodz ony i crki innych ludzi. Tym gorzej dla ciebie, nicy. Bylimy tu pierwsi. Nie zbliysz si nawet do Loiri. Uwodz ony i crki... Przez myli przemkn mu nagle obraz:

sta, a przed nim znajdowali si dwaj mczyni, obaj rozgniewani, obaj trzymajcy bro. W oknie powyej pojawia si kobieta. Cho jej twarz ukryta bya w cieniu, wiedzia, e jest pikna. Krzykna co gniewnie, ale nie do niego. Jej przeklestwa skierowane byy do mczyzn na ulicy. - Nie przyszedem tu na spotkanie z Loiri, Kinnenie - rzek Jayim przez zacinite zby. - Chc si zobaczy z Vinem. Leiard potrzsn gow i wizja zgasa. Kolejne wspomnienie cza? Nie przypomina sobie, by kiedykolwiek planowa kogo uwie. Co takiego z pewnoci utkwioby w pamici. Ale w kocu ze wspomnieniami cza te tak bywa. - Vin powinien wiedzie - owiadczy trzeci gos - e nie warto si zadawa z tkaczami snw. Co masz w tym worku, Jayim? - Nic. Chopak mwi spokojnie, ale Leiard wyczu, e jego strach zwikszy si gwatownie. Kiedy napastnicy podeszli bliej, Leiard posa nieco magii do swej doni. wiato rozkwito mu midzy palcami i caa do zajaniaa. Wymin Jayima i rozprostowa palce. wiato wypenio zauek. Leiard z niepokojem zobaczy przed sob trzech cyrkliaskich kapanw. Nie, poprawi si. Nowicjuszy. Nie nosz piercieni. Patrzyli na wiato i mrugali szybko. Po chwili przenieli spojrzenia na jego twarz. Leiard przyglda si im spokojnie. - Nie jestem pewien, jakie s cele waszego spotkania z nami tutaj. Jayim poinformowa was o tosamoci osoby, do ktrej si udajemy, i zapewni, e bdziemy tam mile widziani. Jeli to nie do, by was zadowoli, to moe powinnicie towarzyszy nam do celu. A moe... - Zniy gos. - Moe wyszlicie nam na spotkanie, bo chcecie skorzysta z naszych usug? Chopcy wymienili nerwowe spojrzenia, wystraszeni tak sugesti. - Jeli tak - cign Leiard - a sprawa nie jest pilna, moemy umwi si na wizyt jutro. Wolicie, ebymy przyszli do wityni czy do was do domw?

Syszc to, trzej chopcy zaczli si wycofywa. - Nie - owiadczy sztywno pierwszy. - Wszystko jest w porzdku. Nic nam nie dolega. Nie trzeba nas odwiedza. Po kilku krokach odwrcili si i odeszli dumnie, z demonstracyjn nonszalancj. Jayim odetchn gboko. - Dzikuj. Leiard przyjrza si chopcu z powag. - Czsto si zdarza co takiego? - Od czasu do czasu. Od do dawna nie. Pewnie mieli duo zaj z tymi wszystkimi gomi, ktrzy przybyli na Ceremoni Wyboru. - Prawdopodobnie - zgodzi si Leiard. - Ale ich odstraszye. - Jayim umiechn si szeroko. - Blefowaem. Drugi raz si to nie uda. Bd pamitali, e prawo karze kadego, kto korzysta z naszych usug. Powiniene si nauczy obrony. - Wiem, ale... - Twoje wtpliwoci sprawiy, e nie szukae nowego nauczyciela? - Tak. - Chopak wzruszy ramionami. - Mam takich tkaczy snw, jak ty, ktrzy zatrzymuj si u nas. Wszyscy ucz mnie rnych rzeczy. - Wiesz, e to nie wystarczy. Jayim spuci gow. - Myl, e popeniem bd, zostajc tkaczem snw. Chciaem by kim... - Spojrza w gb zauka. - Jak oni, ale nie kapanem. Przez nich miabym straszne ycie. No i... i ojciec mnie namawia, ebym zosta skryb, jak on, ale to mi nie wychodzio. - Westchn. Jednak kiedy zostaem tkaczem snw, to jeszcze pogorszyo sytuacj z band Kinnena. I z moimi rodzicami. - Zamia si gorzko. - Tak bardzo chcieli pokaza, e przyjm kad moj decyzj, e zmienili nasz dom w bezpieczne schronienie. - Westchn znowu. - No wic teraz nie mog zrezygnowa. - Oczywicie, e moesz. Jayim pokrci gow. - Ci od Kinnena pomyl, e si wystraszyem. A rodzice bd rozczarowani.

- Co nie jest powodem, by pozwoli ci nadal nosi kamizelk. Jayim zmarszczy czoo i nagle szeroko otworzy oczy. - Jeste... jeste tu, eby mnie wypdzi? Leiard z umiechem pokrci gow. - Nie. Ale widz w tobie rzeczy, ktre napeniaj mnie trosk. Zgodnie z naszymi prawami, jeli troje tkaczy snw z kadego z trzech wiekw zgodzi si, e kto powinien by usunity, moe i musi tak si sta. - Pozwoli, by jego gos zabrzmia mniej surowo. Jeste peen wtpliwoci, Jayimie. To nic niezwykego u chopca w twoim wieku i w twojej sytuacji. Damy ci czas, by si zastanowi. Ale nie moesz zaniedbywa swojego szkolenia. A nie podje adnych krokw, by znale nowego nauczyciela. Jayim wpatrywa si w wiato na doni Leiarda. - Rozumiem - powiedzia cicho. Leiard zamilk na chwil, a potem odrzuci ostatnie strzpki swego gasncego pragnienia samotnoci. - Jeli zdecydujesz si zosta z nami, Jayimie, i zechcesz tego, podejm si twojego szkolenia. Nie mog obieca, e zawsze pozostaniesz w Jarime, wic musisz by gotw opuci swoich rodzicw i towarzyszy mi w niepewnej przyszoci. Ale obiecuj, e potrafi zrobi z ciebie tkacza snw. Chopak popatrzy na Leiarda, a potem odwrci wzrok. Zamt opanowa jego myli. Leiard parskn miechem. - Zastanw si nad tym. A teraz lepiej zobaczmy, co z tym twoim chorym przyjacielem. Jayim kiwn gow i wskaza w gb zauka. - Wejdziemy tylnymi drzwiami. Chod za mn. Lecc nad Przestrzeni, Tryss czu dreszcz podniecenia. Wielki pokrg wiate uformowa si niedaleko rodka, gdzie na skale zwanej Plaskiem mogo stan wielu Siyee. Przywdcy kadego klanu - Mwcy - stali powyej, wzdu krawdzi niskiej, naturalnej skalnej ciany. W powietrzu a gsto byo od Siyee przybywajcych na Zgromadzenie. Kiedy jego ojciec zniy lot, Tryss pody za nim. Niedaleko za

sob wyczuwa obecno matki. Doczyli do krcych nad ziemi Siyee, a kiedy wreszcie ich stopy dotkny gruntu, szybko odsunli si na bok, by nie przeszkadza innym w ldowaniu. Gdy stanli przy swoim klanie, Tryss rozejrza si za klanem Drilli. Byli niedaleko. Dziewczyna pochwycia jego spojrzenie i mrugna porozumiewawczo. Umiechn si w odpowiedzi. W tym roku przybyo pitnacie klanw Siyee, o jeden mniej ni ostatnio - klan Zachodniej Puszczy wymordowali ziemiochodzcy. Nieliczni ocaleni, nie mogc powrci na swoje terytorium, przyczyli si do innych klanw. Lud Drilli, klan Wowej Rzeki, zosta wyparty ze swej wioski, ale przeyo ich dostatecznie wielu, by nadal uwaano ich za penoprawny klan. Chwilowo osiedlili si wrd innych, dopki nie podejm decyzji co do miejsca budowy nowej wioski. Tryss popatrzy na Mwcw. Siedzia wrd nich dziwacznie odziany czowiek. Ubranie okrywao mu ramiona, a to tylko zwracao uwag na brak bon midzy rkami i tuowiem. aden Siyee nie mgby si tak ubiera. Za to rozmiar z nawizk wynagradza mu brak skrzyde. Tryss zobaczy wreszcie, czemu ci ziemiochodzcy, mimo e niezdolni do lotu, stanowili takie zagroenie dla jego rodakw. Ten czowiek siedzia na skalnej pce, a jednak gow trzyma na tym samym poziomie co Mwcy. Rce mia dugie, a nogi mocne. Ciao przypominao wielk beczk, jeszcze bardziej powikszon warstwami odziey, ktre mia na sobie. By ogromny. Za to gow mia raczej ma. Ale czy rzeczywicie? Tryss dokona szybkiego porwnania z jednym z Mwcw... Tak. Gowa ziemiochodzcego bya tej samej wielkoci co gowa Siyee. Wydawaa si tylko mniejsza, gdy tkwia na o wiele wikszym ciele. Mwcy poruszyli si, ustawili w szereg wzdu skalnego progu i gwizdnli przenikliwie. Ziemiochodzcy, co spostrzeg Tryss, skrzywi si, gdy zabrzmia ten dwik. Siyee ucichli.

Sirri, Mwca klanu Tryssa, stana na wystpie zwanym Ska Mwcw. Uniosa ramiona i rozoya szeroko skrzyda. - Ludu gr. Klany Siyee! My, Mwcy, wezwalimy was dzisiaj, bycie wysuchali sw gocia w naszej krainie. Jest on, jak syszelicie i widzicie, ziemiochodzcym. Ziemiochodzcym z dalekiego ldu zwanego Hani, nie ziemiochodzcym spord tych, ktrzy zabijali naszych braci i odbierali nam ziemi. Rozmawialimy z nim dugo i jestemy przekonani, e to prawda. Sirri urwaa na chwil. Wodzia wzrokiem wzdu rzdw twarzy, starajc si oceni nastroje Zgromadzenia. - Ziemiochodzcy Gremmer wspina si przez nasze gry i pokonywa nasze rzeki, by si do nas dosta. Samotnie wyruszy w podr, ktra ziemiochodzcym zajmuje miesice. Dlaczego to uczyni? Przynis nam propozycj przymierza. Przymierza z Biaymi, piciorgiem ludzi wybranych przez bogw na ich przedstawicieli w wiecie miertelnych. Siyee zaszemrali. Opowieci o grupie wybranych przez bogw ziemiochodzcych kryy od lat. W cigu ostatniego stulecia pojedynczych Siyee odwiedzaa bogini Huan, ktra mwia o Obdarowanych ludziach reprezentujcych bogw. W odpowiednim czasie, jak obiecaa bogini, ci wybrani pomog Siyee broni si przed najedcami. W cigu ostatnich piciu lat liczba atakw najedcw wzrosa dramatycznie, budzc wrd licznych Siyee nadziej, e ci obiecani obrocy zjawi si ju wkrtce. Zeszego lata wygin cay klan, myla Tryss, lepiej niech si pospiesz, bo niedugo nie bdzie ju kogo broni. - Gremmer spdzi wrd nas wiele dni - mwia dalej Sirri. - I nauczy si troch naszego jzyka. Chce dzisiaj do was przemwi i opowiedzie o Wybracach Bogw. Odwrcia si i skina na ziemiochodzcego. Mczyzna wsta powoli i wszed na Ska Mwcw. Wrd zgromadzonych rozleg si pomruk na wp lku, na wp podziwu, kiedy uwiadomili sobie jego wzrost.

Ziemiochodzcy stan na brzegu wystpu i umiechn si niemiao do tumu patrzcych. Wyrasta wysoko ponad nich. I nagle, ku zdumieniu Tryssa, usiad ze skrzyowanymi nogami, jak dziecko. Zrobi to specjalnie, domyli si. eby nie wydawa si takim ogromnym. W wielkich, grubych palcach ziemiochodzcy trzyma kawaek papieru. Zerkn na niego i odchrzkn cicho. - Ludu nieba. Klany Siyee. Pozwlcie, e opowiem wam o mczyznach i kobietach, ktrych bogowie wybrali na swych reprezentantw. - Mia dziwn wymow i byo jasne, e bardzo si stara przy kadym sowie. - Pierwszym by Juran, wybrany stulecie temu. Jest naszym przywdc; to on zgromadzi pierwszych kapanw i kapanki, on nazwa ich cyrklianami. Druga bya Dyara, wybrana, by by prawodawc. Potem przyczy si do nich pobony Rian, a po nim Mairae, pikna i pena wspczucia. Ostatnie z piciu byo wybrane miesic temu. Nie znam jego czy jej imienia, wyruszyem bowiem przed Ceremoni Wyboru. Gremmer unis gow znad swego papieru. - Od stu lat Hania korzysta z dobroczynnej pracy Wybranych. Prawo dziaa sprawiedliwie. Ci, ktrych spotkao nieszczcie, mog liczy na pomoc. Ci, ktrzy zachoruj, s leczeni. Dzieci ucz si czyta, pisa i rozumie liczby. Nie mielimy wojen. Wyprostowa si i przebieg spojrzeniem po twarzach Siyee, po czym wrci do swych notatek. - Cyrkliascy kapani i kapanki od samego pocztku su w wielu krajach, ale Hania jest jedynym, w ktrym rzdz Biali. Toren i Genria na wschodzie s naszymi sprzymierzecami od pidziesiciu lat. Dunway, kraj wojownikw na pnocnym zachodzie, sprzymierzy si z nami dziesi lat temu. Biali negocjuj z Rad Starszych Somreyu. A teraz propozycj sojuszu przynosz do Si. Umiechn si i znw spojrza na Siyee. - Przekonaem si, e jestecie szlachetnym i pokojowo na-

stawionym ludem. Wiem, e Biali mog wam pomc rozwiza wasze problemy. Wasze ziemie s zajmowane przez toreskich osadnikw. Trzeba ustanowi odpowiednie prawa, aby ich powstrzyma, i wymusi ich stosowanie. Jeli nie potraficie zatrzyma toreskich osadnikw, czy bylibycie w stanie odeprze armi? Biali chroni swoich sojusznikw. W zamian prosz, by sojusznicy wysali im na pomoc onierzy, jeli to oni zostan napadnici. Poniewa s potni i nios pokj, gdziekolwiek wyrusz, pomoc taka zapewne nigdy nie bdzie potrzebna. Gdyby Si i Biaych poczyo przymierze, moglibymy pomaga sobie wzajemnie na wiele rnych sposobw. Znacie Huan i wiecie troch o innych bogach. Nasi kapani i kapanki mog nauczy was wicej. Mog take poszerzy wasz znajomo magii, czytania i pisania, liczb i uzdrawiania. Jeli zechcecie, witynia wyle do Si kilku kapanw, by yli wrd was. Siyee mog przybywa do wityni, by sami zosta kapanami ub kapankami. Ma to wiele zalet. Kapani i kapanki mog telepatycznie przesya wieci, a zatem bdziecie wiedzieli, co si dzieje w wiecie. Meldunki o atakach na Siyee szybko dotr do Biaych, ktrzy zareaguj odpowiednio. Ludzie... ziemiochodzcy. .. lepiej zrozumiej Siyee, a take Siyee zrozumiej ziemiochodzcych. Zrozumienie niesie wzajemny szacunek i przyja. Przyja niesie pokj i dobrobyt. - Umiechn si i kilka razy kiwn gow. - Dzikuj , e mnie wysuchalicie. Siyee milczeli, gdy Gremmer wsta i odstpi od krawdzi. Tryss czu, e serce bije mu jak oszalae. Tyle moglibymy si nauczy od tych ziemiochodzcych, myla. To, co utracilimy, kiedy przyszlimy w gry. To, co ziemiochodzcy przez ten czas wynaleli... Ale Tryss widzia powtpiewanie na twarzach Siyee. Wystpia Sirri. - My, Mwcy, porozumiemy si teraz z naszymi klanami. Po czym wszyscy Mwcy zeskoczyli z wystpu i poszybowali do swoich. Gdy Sirri wyldowaa wrd klanu Tryssa, kilka osb prbowao przemwi jednoczenie. Uniosa rce, by ich uciszy.

- Nie wszyscy naraz - poprosia. - Usidmy w krgu i kolejno powiedzmy, co mylimy. Matka i ojciec Tryssa usiedli, a on zaj miejsce za nimi. Sirri wskazaa mczyzn siedzcego po jej lewej rce - Tilla, wuja Tryssa. - To dobra oferta - oceni. - Przyda nam si ich ochrona. Ale nic nie moemy im da w zamian. Gremmer mwi o wojownikach. Nie mamy takich. Sirri spojrzaa na nastpnego Siyee w krgu, a ten wyrazi podobne wtpliwoci. Kolejno wystpowali inni czonkowie klanu, a Tryss czu, jak narasta w nim zniechcenie. Wreszcie gos zabraa jego ciotka. - Czy to wane? - spytaa z powag Vissi. - To s Wybracy Bogw. Kto omieli si wystpi przeciw nim? Gremmer ma racj. Zapewne nigdy nie bdziemy musieli walczy. Powinnimy si zgodzi na to przymierze. - A jeli wybuchnie jaka niedua wojna? Midzy krajami sprzymierzonymi z Biaymi? Albo bunt? - spyta ojciec Tryssa. Jeli wtedy poprosz o nasz pomoc? Czy polemy naszych modych mczyzn i kobiety na pewn mier? Vissi posmutniaa. - Nie pewn. Moliw. Istnieje takie ryzyko, owszem. To hazard. Ale modych mczyzn i kobiety tracimy i tak w starciach z tymi osadnikami. I starszych mczyzn, i kobiety. I ich dzieci. I nadal bdziemy ich traci, a take nasz ziemi. To bardziej pewne ni to, e wezw nas na wojn. Zebrani Siyee z wahaniem kiwali gowami. Tryss przygryz warg. Moemy walczy, myla, jakby chcia im to wytumaczy. Wydaje si wam, e musimy walczy jak ziemiochodzcy. Tymczasem musimy stacza bitwy jak Siyee - z powietrza. Z moj uprz do polowa. Z dmuchawk Drilli. - Moe wczeniej nauczymy si walczy. To powiedzia Sreil. Rado ogarna Tryssa. Czyby Sreil pamita jego uprz?

- Jeli przyjd tu ziemiochodzcy, mog nas wyszkoli - doda Sreil. Serce Tryssa zamaro. - Ale wtedy musielibymy przyzna, e sami nie potrafimy uprzedzia Vissi. - Myl, e z tymi Biaymi musimy by szczerzy - stwierdzia Sirri. - S przecie blisi bogom ni jakikolwiek miertelnik, a bogowie mog czyta w naszych mylach. Bd wiedzieli, jeli zachowamy si nieuczciwie. Klan milcza. Po chwili przemwi ojciec Tryssa: - W takim razie bd mieli wiadomo e nie moemy posugiwa si mieczem ani wczni. Nie poprosz nas o pomoc, jeli uznaj, e nie mamy dla nich wartoci w walce. Znaczenie ukryte w sowach ojca trafio Tryssa jak cios. Ogarn go nagy chd. Zadra. Wolno unis gow i spojrza w gwiazdy. Czytacie w moich mylach? zapyta. Zobaczylicie moje pomysy? Czy to wanie powinno si zdarzy: e dam moim rodakom sposb, by mogli walczy? Wstrzyma oddech. A jeli bogowie odpowiedz? Wystraszy si nagle. To by byo... cudowne i przeraajce. Ale odpowied nie nadesza. Tryss poczu si troch rozczarowany. Usyszeli go, ale zignorowali? Czy to znaczy, e nie powinien ju pracowa nad swoimi wynalazkami? A moe zwyczajnie nie zwracali na niego uwagi? Mona zwariowa od takich myli, stwierdzi. Nie powiedzieli tak, nie powiedzieli nie. Uznam, e oznacza to, e nie suchaj albo ich to nie obchodzi, wic bd dalej robi, co chc. A chcia tylko udoskonali swoj uprz i zobaczy, jak Siyee uywaj jej do polowa. Jeli jego wynalazki rozwi kopoty rodakw... no to jeszcze lepiej. Byby wtedy sawny. Szanowany. Jutro, postanowi. Jutro dokocz przebudow. Potem wyprbuj rezultat. Kiedy bd ju pewny, e wszystko dziaa jak naley, poka uprz Mwcom.

8
Jarime byo miastem wielu rzek. Przecinay je na dzielnice, niektre bardziej zamone od innych, i byy wykorzystywane do eglugi - odzie przewoziy pasaerw i towary. Ludzie czerpali z nich wod, ktr potem spuszczali do morza przez podziemne tunele. Rzeka cigna si wzdu poowy granicy terenw wityni, a jej dopyw przepywa przez wite grunty. Nad jego brzegami byo wiele przyjemnych, ocienionych miejsc, gdzie kapani i kapanki mogli znale spokj i odosobnienie, gdyby potrzebowali ich do kontemplacji albo modlitwy. Ujcie byo strzeone, by nikt obcy nie zakca im spokoju, ale jeli go mia odpowiednie pozwolenie, mg paskodenn odzi wpyn na teren wityni. Ulubionym miejscem Aurai by nieduy pawilon z biaego kamienia. Po jednej stronie schodki prowadziy nad sam wod, gdzie tkwiy supki do cumowania odzi. W tej chwili na zaokrglonym czubku jednego z nich balansowa veez i pilnie bada jego powierzchni. Potem spojrza na nastpny i Auraya wstrzymaa oddech, gdy skoczy w jego kierunku. Wyldowa mikko i odbi si znowu, przeskakujc ze supka na supek. - Mam nadziej, e umiesz pywa, Figlu - powiedziaa. - Jeden bd i wpadniesz do wody. Na ostatnim supku zwierzak stan na tylnych apkach i zamruga. - Aaja - powiedzia. Byskawicznie zeskoczy, podbieg do jej awki i wskoczy jej na kolana. - Koyk? Zamiaa si i podrapaa go po policzku. - Nie ma smakoykw. - Ako? - Ani akoci. - Kska? - zapyta, patrzc jej w oczy.

- Nie ma przekski. - Jedzenie? - Nie ma jedzenia. - Gfyzienie? - Ani nic do przegryzienia. - Czekaa, ale veez milcza i patrzy na ni bagalnie. - Pniej - obiecaa. wiadomo czasu bya u veeza do ograniczona. Rozumia noc, dzie i fazy ksiyca, ale zupenie nie pojmowa mniejszych jednostek czasu. Nie moga mu powiedzie za par minut, wic ograniczya si do pniej, co oznaczao po prostu nie teraz. Veez by dziwnym, zabawnym towarzyszem. Kiedy tylko wracaa do swoich pokojw, przybiega i raz po raz powtarza jej imi. Trudno byo si oprze takiemu powitaniu. Tak jak sugerowali Somreyanie, staraa si powica godzin dziennie na jego tresur, ale byo dobrze, jeli znalaza wicej ni kilka minut. Na szczcie uczy si szybko, wic moe to wystarczao. Znalezienie imienia okazao si prawdziwym wyzwaniem. Kiedy si dowiedziaa, e veez Mairae nazywa si Gwiezdny Py, postanowia znale co nie tak wymylnego. Danjin opowiedzia jej o pewnej bogatej damie, ktra nazwaa swojego Cnot - najwyraniej po to by konwersacje koczy zdaniem: Ale bardzo wysoko ceni moj Cnot. Teraz, kiedy Auraya co rano omawiaa z nim plany na dany dzie, zawsze si umiecha, gdy dodawaa: Ale troch czasu zajmie mi pewien Figiel. Tego ranka jednak zabraa ze sob Figla nie po to, by go tresowa, ale by pomaga odwrci uwag od trudnych tematw, gdyby planowana rozmowa okazaa si kopotliwa. Bya te ciekawa, jak veez zareaguje na jej gocia. Niestety, swoje opinie o ludziach mia zwyczaj wygasza gono w ich obecnoci, czego nie zdoaa go jeszcze oduczy. Otworzya koszyk i wyja skomplikowan zabawk z zestawu, ktry dostarczyli Somreyanie. Odoya j i zacza czyta instrukcj uytkowania. Ku jej zdziwieniu, okazao si, e zabawka ma nauczy

veeza otwierania zamkw umysem. Nie bya pewna, co uzna za bardziej komiczne: to e veezy s do tego zdolne czy fakt e Somreyanie uznali to za sztuczk wart nauczenia. Usyszaa plusk i spojrzaa w gr rzeki. W polu widzenia pojawia si paskodenna d, sterowana przez dwch ludzi z erdziami. A kiedy zobaczya pasaera, odetchna z ulg. Martwia si, czy Leiard przyjmie zaproszenie. Do tej pory nie spotykali si na terenach wityni, ale w dyskretnych, spokojnych miejscach na miecie. Wiedzc, e wszystko, co buduj cyrklianie, budzi u niego nerwowo i nieufno, obawiaa si, czy odway si znowu tu wkroczy. Ale przyby. I bardzo dobrze. Gdyby nie potrafi si zmusi do wejcia do wityni, mylaa, nie byby w stanie wykona zada, ktre chc mu powierzy. Patrzya, jak d zblia si coraz bardziej. Figiel zeskoczy jej z kolan i po maszcie pawilonu wdrapa si na dach. Ludzie z erdziami wypchnli d z gwnego nurtu, a kiedy podpyna do schodkw, jeden z nich wyskoczy i obwiza supki cum. Leiard podnis si zwinnie. Zszed na brzeg i ruszy po schodkach w gr. Auraya patrzya na niego w zadumie i z podziwem. Byo co niezwykego w tej jego nieprzemijajcej aurze godnoci i spokoju. W tym, jak si porusza z niespieszn swobod. Kiedy jednak spojrzaa mu w oczy, przekonaa si, e wraenie spokoju byo czysto zewntrzne. Nerwowo ucieka od niej wzrokiem, by za chwil powrci i znowu uciec. Zawahaa si, po czym przyjrzaa si dokadniej. W jego mylach walczyy ze sob lk i nadzieja. Bya zadowolona, e udao si spotka z nim sam na sam. Dyara chciaa nadzorowa t rozmow, jak zwykle, ale Auraya domylia si, e obecno innej Biaej moe go oniemieli. Zwaszcza takiej, ktra a ociekaa niechci na sam wzmiank o tkaczach snw. Zauwaya, e u Leiarda nadzieja zwycia chyba z lkiem. Dostrzega w Aurai potencja dla zmiany sytuacji jego ludu, a to

sprawiao, e warto byo walczy ze strachem, jaki budzia w nim witynia. Zauwaya te, e to zaufanie dotyczy tylko jej. Wierzy, e z wasnej woli nie skrzywdziaby tkaczy snw. Ani nie byaby zadowolona, gdyby uczyni to inny Biay. Bya najlepsz szans na pokj, z jak tkacze snw si zetknli. Widziaa jednak, e on nie do koca w to wierzy. Cyrklianie troszcz si tylko o bogw i o siebie. Gardz tkaczami snw i si ich boj. Nie by pewien, czy ufajc jej, nie postpuje jak gupiec. Frustrowao go, e nie potrafi wyczu jej emocji. Moga si zmieni, kiedy zostaa Bia. To moe by puapka... Auraya zmarszczya czoo. Ju przy wczeniejszych spotkaniach dostrzegaa pewne oznaki, e Leiard potrafi wyczuwa emocje innych, ale teraz po raz pierwszy pomyla o tym wprost, potwierdzajc, e to prawda. Wczeniej nigdy nie wspomina o tej umiejtnoci, nawet kiedy bya jeszcze dzieckiem. Czyli nie o wszystkim mi wtedy mwi, pomylaa. Nic dziwnego. Wieniakom nie spodobaoby si, e potrafi odczytywa jak cz ich umysw, choby tylko emocje. Ciekawe, czy inni tkacze snw te to potrafi. Wszystko to przemkno jej przez gow, kiedy on wspina si do pawilonu. Umiechna si, gdy stan par stopni niej, a ich oczy znalazy si na tym samym poziomie. - Auraya - powiedzia. - Auraya z Biaych. Tak wanie powinienem si do ciebie zwraca, prawda? Wzruszya ramionami. - Oficjalnie, tak. Prywatnie moesz mnie nazywa, jak ci wygodnie. Oprcz gnojodechu. Dla tego okrelenia robi wyjtek. Unis brwi, a jego wargi rozcigny si w umiechu. Widzc, e ludzie z odzi staraj si ukry chichot, odwrcia si i machna do nich. - Dzikuj wam. Czy moecie wrci za godzin? Kiwnli gowami i wykonali oburcz znak krgu. Odwizali cumy, wskoczyli do odzi i pchnli j z prdem. Auraya przesza do ocienionego pawilonu, wyczuwajc, e

Leiard poda za ni. - Co u ciebie? - spytaa. - Dobrze - odpar. - A ty, jak si czujesz? - Tak samo. Lepiej. Ciesz si, e zmienie zdanie i zostae w miecie. - Ja te. - Umiechn si. - Jak twoi gospodarze? - Wszystko w porzdku. Nauczyciel ich syna umar zeszej zimy i nie znalaz si nikt na jego miejsce. Wic na razie ja przejem te obowizki. Poczua lekkie ukucie zazdroci. A moe to zwyka tsknota za przeszoci? Miaa nadziej, e chopiec szybko zrozumie, jakie mia szczcie, zyskujc takiego nauczyciela. - Wydawao mi si, e atwiej znale nauczycieli tkaczy snw w miecie ni poza nim - wyznaa. - Z pewnoci jest ich wicej ni tylko ty i ten chopak. Leiard wzruszy ramionami. - Tak, ale aden nie by wolny, wic nikt nie mg przyj ucznia. Nie nauczamy wicej ni jednego naraz, a nawet ci z nas, ktrzy to lubi, potrzebuj troch czasu bez cigych wymaga zwizanych z nauczaniem. Cigych wymaga? Czy to znaczy, e przez najblisze kilka lat Leiard bdzie zajty? - Czy ten nowy ucze zajmie ci cay czas? - spytaa. Pokrci gow. - Skd. - Czy zatrzyma ci w Jarime? - Nie, jeli postanowi odej. Ucze idzie tam, gdzie jego nauczyciel. - A nie miae moe w planach wizyty w Somreyu? Unis brwi. - Dlaczego? Spowaniaa i oznajmia rzeczowym tonem: - Mam dla ciebie propozycj, Leiardzie. Bardzo powan propozycj Biaej dla tkacza snw.

Obserwowaa jego reakcj na t nag zmian zachowania. Odsun si troch, a na twarzy pojawi si wyraz czujnoci, ale myli wypenia nadzieja. - Nie myl, e musisz j przyj - zapewnia. - Jeli to, co zaproponuj, nie bdzie odpowiada tobie, to moe bdzie innemu tkaczowi snw. Jeeli uznasz, e prawdopodobnie aden tkacz snw si na to nie zgodzi, powiedz mi o tym. W kadym przypadku bd wdziczna za twoje opinie. Kiwn gow. - Biali chc zawrze przymierze z Somreyem. Kiedy tumaczya mu, jak wyglda sytuacja, milcza. Czasem tylko kiwa gow na znak, e rozumie. - Juran prosi mnie, ebym przyjrzaa si warunkom traktatu cigna. - I uwiadomiam sobie, e nie wiem o tkaczach snw tyle, ile mi si wydawao. Miaam wiele pyta... - Umiechna si. aowaam, e nie ma ci przy mnie, eby na nie odpowiedzia. I zrozumiaam, e potrzebujemy tkacza snw jako doradcy. Kogo, kto nam powie, ktre punkty traktatu mog sprawi kopoty. Kogo, kto nam pomoe negocjowa. Kogo, kto w imieniu tkaczy snw bdzie mg negocjowa wszdzie. - Urwaa, przygldajc mu si z uwag. - Czy zechcesz by naszym doradc, Leiardzie? Pojedziesz ze mn do Somreyu? Patrzy na ni w milczeniu. Opanowa ju zaskoczenie i zacz rozwaa t propozycj, dyskutujc sam ze sob: To jest wanie ta okazja, o ktrej Tanara mwia, e moe nadej. Nie wolno mi jej wypuci. Musz si zgodzi. Nie. Jeli to zrobisz, bdziesz musia wej do Biaej Wiey. Tam mieszka Juran. Tam s bogowie! Nie mog ze strachu zlekceway takich moliwoci. Musisz. To niebezpieczne. Niech wybierze kogo innego. Znajd jej kogo. Na to stanowisko nie ma nikogo lepszego ode mnie. Znam j. Ona mnie zna. Ona jest niewolnic bogw.

Ona jest Auray. Dziwnie byo obserwowa, jak kto bije si z wasnymi mylami. Rozsdek i nadzieja zwyciay w starciu z lkiem, ale odkrya, e lk siga gboko. Co wywoao taki strach przed bogami? Czy zdarzyo mu si co, co napenio go groz? Czy te taki strach jest u tkaczy ,snw czym normalnym? Opowieci, jakie syszaa o czasach, kiedy tkacze snw byli brutalnie przeladowani, wystarczay, by u kadego wzbudzi dreszcz przeraenia. Bdzie musia walczy z tym strachem zawsze, gdy sprbuje wej do wityni. I nagle zrozumiaa, e nie moe tego wymaga. Powinna znale innego tkacza snw. Nie powinna prosi przyjaciela, by znosi tak groz. - To nie musisz by ty - powiedziaa. - Szkolisz ju tego chopca, wic pewnie nie masz czasu. Czy mgby poleci innego tkacza snw? - Ja... - Urwa i potrzsn gow. - Kolejny raz mnie zaskoczya, Aurayo - wyzna cicho. - Z pocztku sdziem, e chcesz tylko rady w sprawie tego sojuszu. Ale twoja oferta to zbyt wana sprawa, bym podj decyzj, nie powicajc jakiego czasu na zastanowienie. Przytakna. - Naturalnie. Pomyl o tym. Daj mi zna za... Nie jestem pewna, ile mog ci da czasu. Tydzie. Moe wicej. Zawiadomi... Oboje podskoczyli, kiedy co spado jej na rami. - Koyk! - zapiszcza cienki gos prosto w jej ucho. - Figiel! - jkna, przyciskajc do do mocno bijcego serca. To nie byo grzeczne. - Koyyyk! - zada veez. Przeskoczy od niej na rami Leiarda. Auraya z ulg zobaczya, e tkacz snw umiecha si szeroko. - No, chod... Obj palcami ciako veeza. Figiel zapiszcza rozpaczliwie, gdy Leiard zdj go z ramienia i uoy na grzbiecie. Ale kiedy zacz go drapa po brzuszku, natychmiast si uspokoi i zamkn oczy. Po chwili lea bezwadnie na doni tkacza snw i tylko palce drgay mu

mimowolnie. - Jest bezwstydny! - zawoaa. Leiard umiechn si i poda jej veeza. Przez moment patrzy jej w oczy nad kudatym zwierztkiem. Auraya poczua dziwn eufori, widzc byszczce mu w oczach iskierki. Ju dawno nie widziaa go tak... rozbawionego. I nagle przypomniaa sobie, co wiele lat temu powiedziaa jej matka. e kobiety z wioski martwi si, czy nie podkochuje si w Leiardzie. e nie jest taki stary, jak by si wydawao. Rozumiem, czemu si martwiy. Wydawa mi si kim prastarym. Ale przecie byam dzieckiem i widziaam tylko biae wosy i brod. Tymczasem nie ma chyba wicej ni czterdzieci lat, a gdyby si ostrzyg i ogoli, byby cakiem przystojny, w takim szorstkim stylu. Veez ockn si z transu i unis epek. - Wicej drap? Oboje parsknli miechem. Leiard odoy veeza na awk. Zwierzak znw zacz ebra o jedzenie, wic Auraya otworzya kosz i wyja przekski dla caej trjki. Potem gono przeczytaa instrukcj uycia zabawki veeza i oboje si zastanawiali nad sensem uczenia zwierzaka takich sztuczek. d wrcia a nazbyt szybko. Leiard poczeka, a zacumuj j do supkw. Dopiero wtedy wsta. Przez chwil patrzy na Auray. - Kiedy odpyniesz do Somreyu? Wzruszya ramionami. - Zaley, czy znajd doradc. Jeli nie, to pewnie Mairae odpynie sama za jaki miesic. - A jeli tak? - Wtedy szybciej. Kiwn gow. Potem odwrci si i ruszy do odzi. Po kilku krokach przystan, obejrza si, umiechn lekko i przechyli gow. - Rozmowa z tob to prawdziwa przyjemno, Aurayo z Biaych. Przyjm stanowisko, jakie mi zaproponowaa. Kiedy chcesz si ze mn spotka?

Patrzya na niego zdumiona. - Co z tym czasem, ktry chciae powici na zastanowienie? Wyprostowa si. - Wanie powiciem. Przyjrzaa mu si uwanie. Nie byo nawet ladu po tym zamcie, jaki wczeniej opanowa jego myli. Zdawao si, e rozsdek zwyciy ze strachem, kiedy tylko Leiard wykorzysta okazj, by chwil si zastanowi. - Przeka Juranowi, e si zgodzie. Kiedy nadejdzie konieczno, by zjawi si w Biaej Wiey, przel ci wiadomo. Przytakn. Odwrci si, zszed do odzi i zaj miejsce na niskiej aweczce. Skina na dwch ludzi zaogi, ktrzy rzucili cumy do wntrza i przeszli na pokad. Po chwili popychali ju d w gr rzeki. Leiard siedzia spokojnie midzy nimi. Patrzc na nich, Auraya wspominaa wtpliwoci, ktre drczyy j jeszcze niedawno. Baa si, e nie zechce si z ni spotka, ale przyszed. Baa si, e rozmowa bdzie niezrczna, ale czua si przy nim tak swobodnie jak zawsze. A przez cay czas zastanawiaa si niespokojnie, co jej odpowie. Teraz obawiaa si tylko tego, e ta nowa sytuacja zniszczy dawn przyja. Kiedy d znikna z poa widzenia, Auraya zawoaa Figla, wzia kosz i ruszya do Biaej Wiey. Fiamo wypi resztk przyprawody i opar si o maszt. By z siebie wyjtkowo zadowolony, i to wcale nie z powodu napitku. Latem poowy zawsze byy bardziej obfite, ale dzisiejszy okaza si lepszy ni przecitny dla tej pory roku. Zarobi nieze pienidze. Umiechn si. Wikszo trafi do jego zaogi, kiedy ju wrc, i do jego ony. Ale zamierza troch odoy, eby kupi prezenty dla synw, kiedy znowu ruszy na pnocny wschd. Na razie jednak nie mia do roboty nic poza prnowaniem przy pomocie w Meranie. Wiatr zamar i pewnie nie wrci przed wieczorem. A tymczasem zapowiadao si jedno z tych ciepych, leniwych popoudni, nadajcych si tylko do picia z zaog.

Jego zaog tworzyli ssiedzi i krewni. Pywa z nimi od lat, najpierw jako prosty rybak, gdy dowodzi nimi jego ojciec, teraz jako kapitan, poniewa ojciec umar na pucnik pi at temu. Fiamo poczu, e kuter przechyli si odrobin, i usysza stukot butw na trapie. Umiechn si, kiedy na pokad wszed stary Marro, niosc gliniany dzban i paski podpomyk. - Dostawa - oznajmi. - Wedug zamwienia. - Najwyszy czas - rzek szorstkim tonem Fiamo. - Ju mylaem... - Kapitanie! To woa Harro, syn ssiada, najmodszy w zaodze. Fiamo spojrza na chopaka, syszc w jego gosie niepewno i strach. Harro sta na dziobie, obserwujc wiosk. - Co jest? - Tam... po drodze biegnie stado vornw! Moe z dziesi! - Co? Fiamo poderwa si na nogi i na moment jego oczy zaszy mg, od przyprawody i gwatownego ruchu. Po chwili jednak zobaczy to, co zauway chopak. Meran by najwikszym portem, jaki mogli osign w cigu dnia eglugi, ale w porwnaniu z innymi wioskami wydawa si do niewielki. Droga zaczynaa si od koca pomostu i wspinaa si na fale wzgrz. I t drog biego skokami stado czarnych stworw. - Niech bogowie nas chroni - szepn i jedn rk wykona znak krgu. - Odcumuj nas. Uderz w dzwon. Widzia ju kiedy vorna w wietle ksiyca w peni. By wielki, pewnie w jego oczach powikszony dodatkowo strachem. Ale te tutaj byy jeszcze wiksze, ni kiedykolwiek namalowaa jego wyobrania. I zdawao si, e wcale im nie przeszkadza blask soca. Pdziy drog ku niemu jak jedna wijca si czarna masa. - Szybciej! - warkn. Zaoga wstaa, by przyjrze si temu niemoliwemu widokowi. Na jego rozkaz wszyscy skoczyli do lin. Fiamo podszed do relingu i krzykiem ostrzeg innych stojcych w porcie rybakw. Poczu, jak

koysze si pokad, kiedy jego ludzie odepchnli kuter od nabrzea. Harro gorczkowo uderza w dzwon. Rozwinite agle zwisay luno. Fiamo czu, jak mocno bije mu serce. Widzia, jak kilku wieniakw na widok zwierzt biegiem kryo si w domach. Szczelina midzy jego kutrem i krawdzi pomostu poszerzaa si wolno. Odlego midzy vornami i pomostem kurczya si o wiele szybciej. - Wiosa! - krzykn. Ludzie rzucili si, by wykona rozkaz. Bestie docieray ju do paskiego terenu. Wrd nich pojawi si niezwyky ksztat i Fiamo usysza wasne syknicie. - Czowiek! Czowiek jedzie na jednym z nich! - krzykn Harro. Fiamo poczu, e d przyspieszya, gdy tylko wiosa zanurzyy si w wod. Rozejrza si - inne dki, lejsze i mniejsze, posuway si szybciej. W tej chwili to jego kuter by najbliej pomostu. Cho nie sdzi, by nawet tak wielkie vorny potrafiy przeskoczy pas wody, co mu mwio, e nadal grozi im niebezpieczestwo. Stado rozbiego si po wsi jak czarna fala powodzi. Fiamo lepiej ju widzia jedca, mczyzn w ubraniu, jakiego nie nosiby czowiek z gminu. Kuter oddali si na dwadziecia krokw od nabrzea i zwiksza prdko, bowiem strach dodawa zaodze si. Vorny nie zwracay uwagi na domy. Wbiegy na pomost i krciy si na krawdzi. Jedziec spojrza na oddalajce si odzie, po czym jego wzrok wrci do kutra Fiamo. Unis rk. Fiamo nabra tchu, gotw odmwi, gdyby przybysz kaza im zawraca. Jednak aden gos nie popyn nad wod. Zamiast tego kuter zadygota i znieruchomia. A potem ruszy do tyu. Wiosa zablokoway si w swych piercieniach. Zaoga napieraa na nie bezskutecznie. Harro wrzasn piskliwie. Inni wykrzykiwali imiona bogw. Fiamo przykucn, sparaliowany groz - d pdzia do brzegu jak kobieta, ktra wanie zobaczya swoj utracon mio. Rozbijemy si o pomost, pomyla.

W ostatniej chwili kuter zwolni. I jeszcze zanim dobi do pomostu, vorny ju skakay na pokad. Za obiema burtami rozlegy si pluski, kiedy ludzie umiejcy pywa wyskakiwali do wody. Te powinienem ucieka, pomyla, ale zosta na miejscu. Przeklty dure ze mnie, ale nie potrafi si zmusi, eby tak atwo odda swj kuter. Nowa myl przebia si do umysu: jeli ten czowiek potrafi kontrolowa bestie, to tylko jego musimy si obawia. A z czowiekiem mona si potargowa. Mimo to serce walio w piersi Fiamo jak oszalae, gdy mijay go vorny, wywieszajc jzory z paszcz penych ostrych zbw. Kilka okryo go, ale aden nie rzuci si do garda. Obejrza si, gdy usysza za sob krzyki blu, i sam krzykn przeraony, widzc vorny trzymajce zbami za rce i nogi jego ludzi. Ale tylko odcigay ich od relingu, nie powalay na pokad. Obciony ich cielskami kuter zanurzy si gboko. Syszc zgrzyt pocierajcych o siebie drewnianych elementw, Fiamo odwrci si szybko. Zobaczy, e trap, niepopychany ludzk rk, przesuwa si na krawd pokadu. Kiedy koniec opad na pomost, obcy wjecha na pokad. Zsun si ze swego wierzchowca i stan przed Fiamo. - Kapitanie - powiedzia z dziwacznym akcentem. - Powiedz zaodze wzi wiosa. Fiamo z lkiem spojrza na pozostaych jeszcze ludzi, skulonych razem i otoczonych przez vorny. Niektrzy, jak usysza, modlili si do bogw. - Syszelicie go, chopcy. Wraca do wiose. Gos mu dra, ale zachowa do autorytetu, by zaoga, lkliwie wymijajc vorny, wrcia na miejsca. - Wycign wiosa i trzyma gra - rozkaza czarownik. Gdy posuchali, kuter zacz oddala si od pomostu. Trap zsun si do wody niczym za wrba. Fiamo patrzy zdumiony, jak d nabiera prdkoci i - mimo bezczynnych wiolarzy i braku wiatru rozcina dziobem powierzchni wody.

Magia, uzna. Odwrci si i zobaczy, e obcy spoglda na brzeg. Podajc za jego spojrzeniem, dostrzeg w oddali czowieka jadcego drog w stron wioski - bia sylwetk galopujc na biaym wierzchowcu. Czy to moliwe...? Nowo przybyy dojecha do koca pomostu i zeskoczy na ziemi. Kuter zatrzs si i zatrzyma gwatownie, zwalajc z ng Fiamo, a wraz z nim kilka vornw. Poczu, e wraca nadzieja, gdy zaczli pyn do tyu. Popatrzy na bia posta. Tak! To jeden z Biaych! Jestemy uratowani! Obcy wymrucza co i cignca ich ku brzegowi sia przestaa dziaa. Uwolniony kuter zakoysa si w miejscu. - Wiosowa! - warkn obcy. - Teraz! Ludzie zawahali si, spogldajc niepewnie na Fiamo. Vorny zawarczay. Zaczli wiosowa. Kapitan wsta chwiejnie. Kuter z wolna oddala si od brzegu. Kiedy daleka posta staa si zaledwie bia plamk, czarny czarownik zamia si cicho. Odwrci si plecami do Meranu i zbada wzrokiem kuter i zaog. Kiedy spojrza w oczy Fiamo, umiechn si tak, e krew kapitana zmienia si w ld. - Kapitanie, masz wicej wiosa? Fiamo obejrza si. Harro i stary Marro stali z pustymi rkami. Chopak zajcza cicho, kiedy podeszy do niego dwa vorny. - Nie - przyzna Fiamo. - Ale... Na jaki niewypowiedziany rozkaz bestie skoczyy obu mczyznom do garde. Chlusna krew, a Fiamo poczu, jak uginaj si pod nim nogi. Nie byo krzykw, ale sysza uderzajce o pokad rce i nogi. - Wiosowa! - wrzasn czarownik. Fiamo sysza, jak zblia si do niego po deskach pokadu. Odgosy ucztujcych zwierzt byy a nadto wyrane w bezwietrznej ciszy. Stary Marro. Chopak moich ssiadw. S martwi. Martwi. Czarownik stan nad nim.

- Dlaczego? - Fiamo usysza wasny chrapliwy gos. Tamten odwrci gow. - One godne. Szelest ptna zwrci uwag Fiamo - to wydymay si agle. Przyby wieczorny wiatr. Dokd ich dzisiaj zaniesie, wola si nie domyla. Wiea bya wysza ni wszystko, co w yciu widziaa. Bya tak wysoka, e chmury rozryway si o ni, przelatujc... Nie! Nie znowu... Emerahl wyrwaa si z koszmaru i otworzya oczy. Drczy j niemal kadej nocy przez ostatni miesic. Zawsze koczy si tak samo: wiea walia si na ni, a ona wolno dusia si pod gruzami. Jeli pozwolia, by si doni, budzia si roztrzsiona i przestraszona. Zacza wic si budzi, kiedy tylko koszmar dopiero si zaczyna. W kocu i tak przecie mnie obudzi; rwnie dobrze mog to zrobi, kiedy sama zechc. Westchna, wstaa, nalaa troch wody do kocioka i rozpalia ogie. Pomienie rzucay upiorne cienie na ciany latarni najstraszniejszym by jej wasny, ze zgarbionymi ramionami i rozczochranymi wosami. Stara wiedma, pomylaa do cienia. Nic dziwnego, e wieniacy si ciebie boj. Od kilku dni nie widziaa adnego z nich. Czasami zastanawiaa si, czy maa Rinnie nadal unika uciskw ojca i jego kamratw. Zwykle cieszya si takim spokojem. Wic skd te koszmary? pytaa sam siebie. Wyja ze soja kilka suchych lici i wrzucia je do kubka. Kocioek zaszepta, kiedy woda zacza si rozgrzewa. Emerahl splota palce i zacza rozmyla o nie. Zawsze by taki sam. Szczegy nigdy si nie zmieniay. Przypomina raczej wspomnienie ni sen, ale przecie nie miaa takich wspomnie. Szczycia si swoj pamici i tym, e nigdy nie tumia niczego, co ta pami zachowaa z przeszoci. Dobre czy

ze, przyjmowaa wszystko jako cz tego, czym bya. Ten sen sprawia wraenie celowego. Czego takiego nie odczuwaa ju od bardzo dawna. Przypomina jej... przypomina sen przesany przez tkacza snw! To odkrycie wzbudzio tak rzadki dreszcz zdziwienia. Moliwe jest, e czarownik opanowa tak sztuk albo kapan... Ale co jej mwio, e to dzieo tkacza snw. Ale czemu go posa? Czy by skierowany wycznie do niej, czy nadawany tak, e moga go odebra kada odpowiednio wyczulona osoba? Zabbnia palcami o kolana. Tre snu moe by wskazwk co do jego pochodzenia... Przypomniaa sobie istniejce w przeszoci wiee, ktre widziaa. adna nie wygldaa podobnie, ale przecie ta senna budowla moe by symbolem jakiej innej. Albo budynku, ktry si zawali... Dreszcz przebieg jej po plecach. Mirar zgin, kiedy Juran, przywdca cyrklian, zburzy Dom Tkaczy Snw w Jarime. Pogrzeba go pod jego gruzami. Podobno ciao byo tak okaleczone, e ledwie go rozpoznali. Czy to znaczy, e kto ni o mierci Mirara? Tkacz snw o tak wielkiej mocy, e nadaje te sny dostatecznie gono, by odebraa je Emerahl w swojej odlegej kryjwce? To moliwe, e tkacz snw ni o mierci ich przywdcy, ale dlaczego ni o tym tyle razy? I dlaczego nadaje? Woda ju bulgotaa, ale Emerahl nagle przestaa mie ochot na nasenne zioa. Chciaa pomyle. Zdja kocioek z paleniska i odstawia na bok. Kiedy bulgotanie ucicho, usyszaa z zewntrz jakie gosy. Westchna. Nareszcie si pojawili. Pora pokaza tym ledwie ucywilizowanym wieniakom, dlaczego powinni szanowa mdrzejszych od siebie. Wstaa i podesza do wejcia latarni. Rzeczywicie, kolumna ludzi suna krt ciek w jej stron. Emerahl umiechna si smtnie i pokrcia gow. Gupcy. A potem rozbawienie rozwiao si w jednej chwili. Na czele

wieniakw szed czowiek ubrany cakowicie na biao. Kapan! Odwrcia si, przeklinajc gono. aden cyrkliaski kapan nie by tak potny, by j zwyciy, ale kady by reprezentantem bogw. A gdyby zobaczyli j przez jego oczy... Zakla znowu i wbiega do rodka. Zapaa koc i rzucia na niego swoje najcenniejsze rzeczy. Owina je i zawizaa pakunek kawakiem cienkiego sznurka. Przycisna toboek do piersi i przeskoczya na drugi koniec pomieszczenia. - Czarownico! Gos nalea do wjta. Emerahl zamara, a potem zmusia si do ruchu. cigajc w siebie magi, odgarna ziemi z czci podogi. Wrd kamieni pojawi si duy prostoktny otwr. - Wychod, czarownico, bo wejdziemy tam i sami ci wycigniemy! Szybciej! Signa po wicej magii i ziemia poleciaa na bok, ukazujc stopnie. Emerahl wypchna ubit ziemi z cigncego si dalej przejcia. Pojawi si kamie, potem zagbienie. Wreszcie, z westchnieniem ulgi odsonia wejcie do tunelu. - Jak chcesz! Wchodzimy! - Ja wejd pierwszy, dla waszego bezpieczestwa - odezwa si nieznajomy gos. Rozlegy si sabe protesty. - Jeli jest czarownic, jak mwicie, to moe by bardziej niebezpieczna, ni wam si wydaje. A ja miaem ju do czynienia z takimi jak ona. Emerahl wbiega do tunelu. Po kilku krokach w ciemnoci odwrcia si i signa umysem za siebie. Do tunelu kaskad spyna ziemia, ktr cigaa ku sobie. Nie wiedziaa, czy to wystarczy, by zamaskowa jej drog ucieczki. Lepiej wic si std wynosi. Zapragna istnienia wiata, ktre odsonioby schodzce w ciemno stopnie. ciskajc swj toboek, pospieszya w d. Schody wydaway si cign w nieskoczono, ale przynajmniej tunel nie rozsypywa si za bardzo. Miejscami ciany albo strop nie wytrzymay i musiaa przeciska si ostronie bokiem.

Powietrze stao si ju wilgotne, kiedy usyszaa z tyu sabe echo dwiku. Znowu zakla. Ten tunel by jej tajemnic od ponad stu lat. Powinna przepdzi tych przemytnikw, kiedy tylko tu przybyli. Jednak susznie si obawiaa, e wieci o potnej czarownicy mieszkajcej w latarni mog cign na ni niepodan uwag. A teraz ich potomkowie wypdzali j z domu. Poczua gniew. Kusio j, by w ciemnoci zastawi na nich puapk. Dopki kapan jej nie zobaczy, bdzie bezpieczna. Mogaby zabi jego i ca reszt, zanimby zrozumieli, co si dzieje... Nic nie pozostaje takie samo. Jedyne, czego w yciu mona by pewnym, to zmiana. Mirar to powiedzia. I spotkaa go ostateczna zmiana: mier. Jeden bd, a ona te do niego doczy. Nie warto ryzykowa. Zbiega po schodach. U ich stp tkwiy kamienne drzwi. Nie warto byo przekonywa ich mechanizmu, by zadziaa - pewnie zupenie zardzewia. Wycigna rce i przesaa przez nie magi. Energia uderzya w kamie, ktry rozpad si z oguszajcym hukiem. Emerahl wysza na wsk drk po lewej stronie drzwi. Nie bya to waciwie cieka, a raczej fada na cianie klifu. Zgasia wiato i sza przy blasku ksiyca. Minie zaczynay j bole po tym biegu przez tunel. Czua si niezbyt pewnie, idc szybko drk, wic dla zachowania rwnowagi dotykaa jedn rk skay. Nie miaa przystan i spojrze za siebie. Kiedy pocig dotrze do koca tunelu, usyszy to. Klif wygina si zreszt, wic pewnie skaa zasaniaa j przed wzrokiem tamtych. cieka zwzia si; Emerahl musiaa przycisn ciao do ciany i przesuwa si dalej ostronie, balansujc na palcach stp. Wreszcie wyczua otwr w skale. Przesza jeszcze kawaek i przedostaa si do groty. Zoya do i zapalia nowe wiateko. Grota bya pytka, a wiksz jej cz zajmowaa d. Emerahl obejrzaa j dokadnie.

Bya zbudowana z jednego kawaka sonodrzewia, rzadkiego i cennego drewna, ktre byo bardzo trudne w obrbce, ale nie prchniao przez setki lat. Nazw wymalowaa na dziobie ju tak dawno, e farba si zuszczya. - Witaj znowu, Wiatrocigu - szepna, gadzc doni drewno. Nie mam dla ciebie agli, niestety. Na razie bd musiaa wcign koc. Chwycia dzib i pocigna w stron otworu. Kiedy spory kawaek kaduba wystawa ju poza ska, pchna mocno magi. Kierowana jej myl d poleciaa daleko i w d, i z pluskiem wyldowaa we wzburzonym morzu. Potem wysaa tam toboek, z nadziej, e co delikatniejsze rzeczy przetrwaj upadek. Fala grozia ciniciem odzi na skay, ale Emerahl si woli utrzymywaa j w miejscu. Stana na krawdzi urwiska i nabraa tchu. Woda bdzie bardzo zimna... Z prawej strony usyszaa gosy. Wyjrzaa z groty i nie dalej ni pidziesit krokw od siebie zobaczya przesuwajce si wiato. Zdusia przeklestwo i zmusia swe stare ciao, by skoczyo w d, jak najdalej od klifu. Spada. Otoczy j pynny ld. Cho przygotowaa si na zimno, jednak z blu i zaskoczenia tylko najwyszym wysikiem powstrzymaa si, by nie wypuci z puc powietrza. Obrcia si i popyna w stron wiata ksiyca. Gdy wynurzya gow, poczua, jak fala pcha j do klifu. Signa po wicej magii i odepchna si od solidnej skay. Woda zapienia si, kiedy pomkna przed siebie. Po chwili dotara do odzi. Bya teraz niebezpiecznie blisko ldu, gdy morze wykorzystao okazj, gdy Emerahl zajmowaa si nurkowaniem i pywaniem. Czarownica chwycia burt i wcigna si do rodka. Przez chwil leaa na dnie, parskajc i dyszc ciko, i przeklinajc sam siebie za to, e tak rozleniwia swe ciao. I wtedy usyszaa krzyk. Usiada i spojrzaa za siebie.

Ludzie przyciskali si do skalnej ciany. Kapana nigdzie nie byo wida. Z umiechem skupia swj umys na urwisku i pchna. d wystrzelia przed siebie, rozpryskujc wod po obu stronach. Klif oddala si powoli, a wraz z nim wieniacy, ktrzy wypdzili j z domu. Na t myl zakla wciekle. - Kapan! Tutaj! Na boskie jaja, Wiatrocigu, czy nie ma ju miejsca, ktrego cyrklianie nie zatruliby swoim jadowitym smrodem? Nie byo odpowiedzi. Spojrzaa na maszt, uoony bezpiecznie na dnie odzi, i westchna. - Zreszt, co ty moesz wiedzie? Przez cae lata siedziae w tej dziurze jak wdowiec w aobie. Myl, e ty i ja lepiej sprbujemy znale dla ciebie agiel, a dla mnie nowy dom.

9
Kiedy Danjin wszed do pokoju przyj Aurai, zobaczy przy oknie dobrze ju sobie znanego wysokiego mczyzn. Leiard, pomyla. Punktualny jak zawsze. Tkacz snw odwrci si i uprzejmie skin gow. Gdy Danjin odpowiedzia tym samym, spostrzeg, e para z oddechu Leiarda osiada na szybie okna. Poczu, jak woski na karku staj mu na sztorc. Jak kto moe sta tak blisko szyby, z tak otchani na zewntrz? Zauway, e kiedy Leiard wchodzi do dowolnego pokoju w Wiey, zawsze staje przy najbliszym oknie. Czyby fascynowa go widok? Danjin przyjrza si uwanie tkaczowi snw, ktry znowu wyglda przez okno. Patrzy w skupieniu. Cakiem jakby chcia przej przez nie i... i... Uciec, pomyla nagle Danjin. Co byoby przecie zrozumiae. Oto sta tutaj, w miejscu, gdzie wpyw bogw by najsilniejszy na wiecie. Bogw, ktrzy zabili twrc tkaczy snw. Jednak to spojrzenie byo jedynym znakiem zaniepokojenia, jaki Danjin u niego zauway. Leiard nigdy si nie denerwowa, ale te nigdy nie by rozluniony. Sprawia wraenie, jakby jego myli i emocje zawsze byy pod cis kontrol. Otworzyy si drzwi do prywatnych pokojw Aurai, ktra stana w progu i umiechna si, widzc obu goci. Danjin wykona formalny znak krgu, Leiard jak zwykle pozosta nieruchomy. Auraya nigdy nie daa pozna, e moe jest tym uraona. - Danjinie Spearze. Tkaczu snw Leiardzie - powiedziaa. - Czy jestemy spakowani i gotowi do drogi? Jej twarz zdradzaa podniecenie. Bya jak dziecko, ktre wanie ma wyruszy w pierwsz podr daleko od domu. Leiard wskaza wytart sakw obok krzesa. - Jestem gotw - zapewni z powag. Auraya spojrzaa na sakw.

- To wszystko? - Wszystko, co zwykle zabieram w drog. - Nasz baga jest ju na statku - poinformowa Auray Danjin. Mia na myli trzy wielkie kufry, ktre posa do portu. Jeden peen by zwojw, prezentw i innych przedmiotw zwizanych z celem ich podry. Drugi zawiera rzeczy Aurai. Trzeci, ten najwikszy, peen by jego ubra i sprztw. Leiard i Auraya maj mniej problemw, uzna. Oboje nosz uniformy, a nie te nieskoczenie urozmaicone, wytworne stroje, w jakich on sam powinien wystpowa, bdc przedstawicielem wyszych krgw towarzyskich Hani. - W takim razie powinnimy zajrze do pokojw Mairae stwierdzia Auraya. Cofna si, schylia i podniosa co z podogi w drugim pokoju. - Chod, Figiel. Pora rusza. Trzymaa niedu klatk. Wewntrz siedzia skulony veez, zapierajc si czterema apkami o podstaw. - Klatka za - owiadczy ponuro. - Cicho - odpowiedziaa. Ku zdziwieniu Danjina, zwierztko posuchao. Auraya podesza do drzwi. Leiard podnis swoj sakw i spojrza pytajco na Danjina. Doradca wyszed wic za kapank, a tkacz snw pody za nim. Auraya ruszya schodami w gr. Po drodze mina ich jadca w d klatka; jej jedynym pasaerem by mody czowiek w niezwykle wytwornych, oficjalnych szatach. Danjin rozpozna w nim jednego z licznych ksit Genrii. Ksi, widzc Auray, skoni si lekko i wykona formalny znak krgu. Auraya umiechna si w odpowiedzi i skina mu gow. Minli drzwi prowadzce do kwatery Riana. Danjin przypomnia sobie o krcych w miecie plotkach i domysach, dotyczcych niedawnej wyprawy Biaego na poudnie. Wieci o gronym czarowniku, napadajcym na toreskie wioski, dotary a do Jarime, i wszyscy uwaali, e Rian wyruszy rozprawi si z oszustem. Kiedy wrci przed kilkoma dniami, Danjin spodziewa si jakiego

tryumfalnego obwieszczenia, e oto zaegnano grob dla sprzymierzonego kraju. Jednak nic takiego nie nastpio. Czy to znaczy, e Rian przegra? Czy te wyruszy w cakiem innym celu? Auraya stana przed drzwiami Mairae i zastukaa delikatnie. Otworzyy si natychmiast i jasnowosa Biaa wprowadzia ich do pokoju przyj. - Jestem prawie gotowa - powiedziaa po szybkim, oficjalnym powitaniu. - Rozgocie si. Twarz miaa nieco zaczerwienion, jak zauway Danjin. Szybko znikna w prywatnych pokojach swojej kwatery. Auraya umiechna si, po czym spowaniaa i zerkna pytajco na Leiarda. Tkacz snw obojtnie popatrzy jej w oczy i wzruszy ramionami. Auraya odwrcia si, wyranie usatysfakcjonowana tym, co wyczytaa z jego twarzy albo w jego mylach. Tajemnice otaczaj mnie przez cay czas, pomyla Danjin. Cichy pisk znw zwrci jego uwag na Figla. Veez by wyranie niespokojny - kry po swojej klatce i zatrzymywa si co chwil, by popatrze w gr. Danjin take podnis wzrok; zobaczy drugiego veeza, trzymajcego si sufitu nad klatk... Veez Mairae... Samiczka. Jak jej na imi? Aha, Gwiezdny Py. Rozumia, skd taki wybr. Zwierztko byo czarne w malekie biae plamki na caym ciele. Gwiezdny Py zeskoczya z sufitu na oparcie fotela, a potem zbiega na podog. Podchodzc do klatki Figla, stana na tylnych apkach i wydaa z siebie dugi wiergoczcy odgos, bdcy naturalnym rodkiem porozumiewania si tych stworze. Drzwi otworzyy si i Mairae wesza z powrotem do pokoju przyj. Za ni podaa suca z niedu sakw w rku. Widzc Gwiezdny Py, Mairae zawoaa j po imieniu. - Zabierasz Figla? - zwrcia si do Aurai, gdy veez do niej podbieg. - Musz, jeli chc dokoczy tresur zgodnie z somreyaskimi instrukcjami. Mairae schylia si i pogaskaa zwierztko.

- Chtnie wziabym Gwiezdny Py, ale na statkach choruje. Wskazaa drzwi do swoich pokojw. - Wracaj tam. Gwiezdny Py podreptaa do drzwi, po czym usiada, spogldajc tsknie na swoj pani... - Niedugo wrc - obiecaa jej Mairae. Zwierztko westchno ciko i smutnie, potem zoyo apki i oparo na nich epek. Mrugao, patrzc bagalnie na Mairae. - Maa manipulatorka - mrukna kapanka. - Powinnimy szybko wyj, zanim zacznie paka. - Robi to? - zdziwia si Auraya. - Nie umiej wytwarza ez jak ludzie, ale z pewnoci potrafi naladowa rozpaczliwe zawodzenie. - Mairae zamkna drzwi. Jeste gotowa do swojej pierwszej morskiej wyprawy? - Bardziej ju nie bd - odpara Auraya. Mairae rzucia im jeden ze swych olniewajcych umiechw. - W takim razie chodmy do portu, zanim pomyl, e zmieniymy zdanie, i odpyn bez nas. Danjin umiechn si. Tak jakby jeden ze statkw Biaych mg odpyn bez Biaych na pokadzie... Wyszed za Mairae z pokoju. I kiedy czekali, a nadjedzie klatka, rozmyla o czekajcym ich zadaniu. Czy wszystko uoy si zgodnie z ich nadziejami? Istnieje na to spora szansa, uzna. Moe byby innego zdania, gdyby tkacz snw nie wywar na nim tak dobrego wraenia. Podczas wszystkich konsultacji Leiard by zaskakujco szczery co do warunkw, ktre mog urazi jego lud. A rwnoczenie proponowane przez niego zmiany nie byy nierozsdne. Jak dotd Danjin nie zauway niczego, co mogoby sugerowa, e Leiard ma jakie inne cele, ni tylko zagodzenie konfliktu midzy tkaczami snw i cyrklianami. Jednak byo w nim co dziwnego. Na przykad jego zachowanie wobec Aurai zmieniao si czasem w jednej chwili. Niekiedy by raczej milczcy, a maniery i mowa wyraay szacunek, a kiedy indziej przemawia autorytatywnie, z wielk pewnoci siebie. Moe odzyskiwa t pewno, kiedy zapomina, kim jest Auraya, i traci j,

kiedy tylko sobie przypomnia... A moe to co innego? Danjin nie by pewien. Moe niepokoia go nerwowo Leiarda wobec innych Biaych. Wprawdzie kilka razy spotyka si i rozmawia z Mairae podczas dyskusji o przymierzu, ale zawsze by wobec niej czujny i oficjalny. W obecnoci Dyary rzadko si odzywa, by moe dlatego, e nie krya swojej niechci do pogan. Podczas jednego z pierwszych spotka tak zawzicie wypytywaa Leiarda, a Mairae zaprotestowaa, mwic, e to przesuchanie zajo poow narady. Danjin podejrzewa, e Dyar bardzo rozczarowaa maomwno i niejasne odpowiedzi tkacza snw. A to niezadowolenie prowadzio do kolejnych pyta. Rian tylko raz pojawi si na takim spotkaniu, ale odnosi si do Leiarda do obojtnie. Juran by wic jedynym Biaym, ktrego kontaktw z Leiardem Danjin nie mia okazji oglda. Podejrzewa, e nic bardziej by nie zaniepokoio tkacza snw, ni spotkanie z czowiekiem, ktry zabi zaoyciela jego kultu. Kiedy dotara do nich klatka, Danjin zastanowi si, czy skrpowanie Leiarda nie jest zaraliwe. Ja czuj si nieswojo przy nim, bo on czuje si nieswojo przy ludziach, ktrych szanuj... Jednego by pewien: mia zamiar pilnie uwaa na tkacza snw. Moe rzeczywicie trudno oszuka Biaych, ale nie zaoyby si, e to cakiem niemoliwe. W cigu ostatniej godziny zewntrzne brzegi Zatoki Jarime zaczy zblia si do siebie, ukazujc po obu stronach wysokie klify. Auraya przygldaa si z zaciekawieniem, jak zaoga Herolda wykonuje swoje zadania, zgodnie z rozkazami dowdcy. Statek wypyn z zatoki, a potem przesun si midzy dwiema wielkimi skalnymi kolumnami, znanymi jako Stranicy. Lekkie ruchy pokadu zmieniy si w silne koysanie, kiedy wpynli na wody Lustrzanej Cieniny. - Na statkach zwykle chorowaam. Auraya zerkna na Mairae. Siedziay obie na rufie, gdzie drewniane awy przylegay do relingu. Uoono tam dla nich mikkie poduszki, a baldachim osania je od jaskrawego soca. Danjin i

Leiard stali niedaleko dziobu, a niewielka grupa sucych bya pod pokadem i przygotowywaa lekki posiek. - Morska choroba? - Tak. Dziaaa na mnie tak mocno, e przez wiksz cz rejsu byam ledwie przytomna. - Mairae uniosa do i rozoya palce. wiato soca bysno na biaym piercieniu na jej rodkowym palcu. - Czasem to te najdrobniejsze z Darw bogw ceni najbardziej... Auraya zerkna na wasny piercie, a potem na par stojc na dziobie. - Mam nadziej, e Leiardowi i Danjinowi nic nie dolega. - Jestem pewna, e tkacz snw ma wasne sposoby leczenia choroby morskiej, a Danjin pewnie zabra odpowiednie lekarstwa. Jest bardzo zorganizowany. - Rzeczywicie. - Auraya umiechna si. - Nie wiem, co bym bez niego zrobia. - Odwrcia si i przyjrzaa z uwag Mairae. - Ty nie masz doradcy? - Miaam, na pocztku. Nazywa si Wesso, ale nazywaam go starym Westim, bo pochodzi z wyspy Irian i mia tak silny akcent, e czasem trudno byo go zrozumie. By moim doradc przez dziesi lat. - Zamylia si. - Wtedy ju go nie potrzebowaam, ale odprawienie bardzo by go zranio. Wic zatrzymaam go przy sobie, dopki nie umar. Czasami za nim tskni. Kiedy patrzya na smutek w oczach Mairae, Auray ogarno wspczucie... i co zblionego do strachu. - Przyzwyczaia si do tego, e ludzie si starzej i umieraj? zapytaa cicho. Mairae spojrzaa jej prosto w oczy. Twarz miaa niezwykle powan. - Nie. Ale nauczyam si, jak najlepiej ich opakiwa. Daj sobie troch czasu, by by nieszczliwa, a potem id dalej. I nie pozwalam sobie, eby za czsto przewidywa takie rzeczy. Uwaam, e nie moesz za bardzo martwi si przyszoci, kiedy ta przyszo rozciga si przed tob w nieskoczono.

- Chyba nie. Ale czasem trudno si nie martwi. Pewnie bd musiaa si tego nauczy, obok innych rzeczy. Mairae uniosa brwi. - A co ci tak martwi? Auraya zawahaa si, ale pokrcia gow... - Takie... drobiazgi. Nic wanego. - Nadal jeste czowiekiem, Aurayo. To, e musisz zajmowa si wielkimi sprawami, nie znaczy przecie, e te mae si nie licz. A poniewa podczas tej wyprawy zastpuj Dyar jako twoja nauczycielka, powinnam odpowiada na pytania, te wielkie i te mae. - Nie dyskutuj z Dyar o sprawach drobnych. Mairae umiechna si. - Ja te nie. Tym bardziej powinna porozmawia ze mn. No wic? - Martwi si, e bd samotna - wyznaa Auraya. Mairae pokiwaa gow. - Wszyscy si tego lkaj, miertelni czy nie. Znajdziesz nowych przyjaci, ktrzy zastpi starych. - Umiechna si znowu. Kochankw te. Jak Haime, ten genriaski ksi? Auraya wrcia pamici do tego ranka, kiedy widziaa modego czowieka zjedajcego klatk z Wiey. Wychwycia dostatecznie wiele jego myli, by wiedzie, e wanie opuci kwater Mairae - i co tam robi przez wiksz cz nocy. Co tylko potwierdzio, e plotki o Mairae i jej kochankach byy prawd. Mairae parskna miechem. - Z twojej miny wnioskuj, e syszaa o moich. - Tylko pogoski - odpara wymijajco Auraya. - Nie da si zachowa tajemnicy przed innymi Biaymi, a tym bardziej przed sucymi. - Umiechna si. - To mieszne, by ktokolwiek oczekiwa, e zachowamy celibat przez ca wieczno. Mrugna porozumiewawczo. - Bogowie nie mwili, e musimy. - Czy kiedykolwiek przemwili do ciebie? - spytaa Auraya, korzystajc z okazji, by zmieni temat. Bya pewna, e jeli Mairae

zacznie opowiada o dawnych kochankach, bdzie oczekiwaa tego samego od niej, a wiedziaa, e jej dowiadczenia trudno nawet porwna do Mairae. - Do mnie si jeszcze nie odezwali. Mairae kiwna gow. - Czasami przemawiaj. - Przerwaa. Na jej twarzy pojawi si wyraz zadumy. - Yranna lubi mj gust co do mczyzn. Jest jak starsza siostra. - Odwrcia si do Aurai. - Na pewno syszaa o Anyali, wielkiej mioci Jurana. Wszyscy powtarzaj, jak wierny jest Juran. Kopot polega na tym, e on od dwudziestu lat nie mia innej kobiety. To sprawia wraenie, jakby po nas take spodziewa si zachowania celibatu. Ale ty tak nie uwaasz, prawda? - Nie, ja... Syszaam, e Juran mia kiedy on. Auraya uznaa, e odejcie od tematu kochankw nie wychodzi jej najlepiej. - Nigdy nie byli maestwem - sprostowaa Mairae. - W tej kwestii bogowie wyrazili si jasno: adnych maestw ani dzieci. A odkd ona nie yje, Juran nawet nie spojrza na adn inn. Moim zdaniem to niezdrowe. No a Dyara... - Przewrcia oczami. - Dyara jest jeszcze gorsza. Typowa pruderyjna Genrianka. Ta jej tragiczna mio do Timare trwaa prawie czterdzieci lat. Nigdy nie przesza na etap fizyczny. Moim zdaniem nie moga znie tego, e reszta z nas zobaczy j nag w mylach Timare. Ona tak si zachowuje, robi takie tajemnice, jakby mio bya czym, czego naley si wstydzi. - Timare? - Jej ulubiony kapan. - Mairae przyjrzaa si uwanie Aurai. Nie wiedziaa? - Spotkaam wysokiego kapana Timare tylko raz czy dwa, jeszcze zanim zostaam wybrana. Mairae uniosa brwi. - Rozumiem. Czyli Dyara trzyma was od siebie z daleka. Pewnie nie chce, eby odkrya jej sekrecik. - Zabbnia palcami o aw. Czy wspomniaa chocia, jak powinna si zachowywa, kiedy chodzi o sprawy twojego serca... i sypialni? Auraya pokrcia gow. - To ciekawe. W kadym razie nie pozwl, eby Dyara narzucia

ci te swoje starowieckie wartoci. Bo wtedy staniesz si samotna i zgorzkniaa. - A co... co z Rianem? - spytaa Auraya. Zrezygnowaa z prby zmiany tematu, ale sprbowaa skierowa go ku innym osobom. Mairae z niesmakiem zmarszczya nosek. - Nie sdz, eby potrafi... - mrukna. I skrzywia si. - To byo okrutne i niesprawiedliwe. Rian jest bardzo przystojny. Tylko e taki... taki... - Fanatyczny? - Tak. - Mairae westchna. - Nic nie moe stan midzy nim a bogami. Nawet mio. Kobieta mogaby z tym y, ale nie gdyby stale jej o tym przypomina. Czy ja te taka jestem, zastanawiaa si Auraya. Przez te lata, gdy bya kapank, zakochaa si kilka razy. Ale poczucie uniesienia i bliskoci nie trwao duej ni par miesicy. Kiedy mylaa o bogach, uczucie szacunku i podziwu dla nich byo czym zupenie innym. Jeli to mio, w niczym nie przypominaa tej ziemskiej namitnoci, jak czua dla swych miertelnych kochankw. W jaki wic sposb jedno mogo nie zostawia miejsca na drugie? - Troch surowo podchodzi do samego siebie z powodu wypuszczenia tego pentadrianina - dodaa Mairae. - To prawda - zgodzia si natychmiast Auraya. Mairae w kocu zacza mwi o innych sprawach. - Mylisz, e ten czarownik moe wrci? Mairae skrzywia si. - Moe i tak. li ludzie rzadko daj si powstrzyma na duej. Jeli postpi le i uda im si unikn kary, zwykle prbuj jeszcze raz. - Czy zatem Juran pole Riana na poudniowy kontynent? - Wtpi. Ten czarownik mia zbyt zblion do Riana moc. Nie sdz, by na poudniu yli inni podobni do niego, ale jest wielu pentadrian tak Obdarzonych, jak nasi wysocy kapani i kapanki. Z ich pomoc byby dla Riana prawdziwym zagroeniem. Nie; jeli chcemy go pokona, musimy czeka, a sam do nas przyjdzie.

Auraya zadraa. - Nie bd si czua cakiem bezpieczna, dopki si nie dowiem, e jest martwy. - Nie przejmuj si tym. - Twarz Mairae przybraa wyraz mdroci, jaki Auraya widywaa dotd tylko u ludzi starszych. Zawsze istnieli potni czarownicy, Aurayo. Niektrzy tak potni, e nawet bez pomocy bogw zyskiwali niemiertelno. Zawsze udawao nam si ich pokona. - Dzicy? - Tak. Moc korumpuje ludzi. Mamy szczcie, e kieruj nami bogowie, i wiemy, e utracimy nasze Dary, jeli zwrcimy si w stron za. Smutna prawda o tym wiecie jest taka, e wikszo ludzi, ktrzy posiadaj potn moc magiczn, nie wykorzystuje jej waciwie. Maj zwykle egoistyczne ambicje, a w pobliu nie ma nikogo dostatecznie silnego, by ich ukara za ich wystpki. - Oprcz nas. - Wanie. A zachcajc Obdarzonych, by zostali kapanami, mamy nowych czarownikw pod kontrol. Auraya przytakna. - Czy tamten czarownik by jednym z Dzikich? Mairae zmarszczya czoo. - Niewielu wymkno si Juranowi i Dyarze. Kobieta znana jako Wiedma, chopiec zwizany z morzem i eglarzami, zwany Mew, oraz para znana jako Blinita. Od stu lat nikt ich nie widzia. Juran uwaa, e mogli odpyn na drugi koniec wiata. - adne z nich nie przypomina tego czarownika. - Nie. Jest nowym Dzikim, jeli w ogle jest Dzikim. Bogowie ostrzegli nas, e spotkamy ich wicej. W kadym tysicleciu rodzi si kilkoro. Musimy zmierzy si z nimi, kiedy si pojawi. Na razie ty i ja mamy wynegocjowa przymierze. - Umiechna si. - A ty powinna jak najlepiej wykorzysta to, e si wyrwaa spod jarzma Dyary. - Nie jest taka za. - Kamiesz. Pamitaj, e bya te moj nauczycielk. Wiem, jaka

jest. To jedna z przyczyn, dla ktrych si upieraam, e bez ciebie sobie nie poradz, Prbowaa przekona Jurana, e masz za mao dowiadczenia, ale on wie, e to zadanie nie przekracza twoich moliwoci. Auraya patrzya na ni i prbowaa wymyli jak odpowied. Uratowa j znajomy okrzyk. - Aaja! Aaja! Veez wybieg spod pokadu, wpadajc niemal pod nogi dwm eglarzom, i z rozpdu wskoczy na kolana swej pani. Mairae rozemiaa si, widzc, jak zaczyna liza Auray po twarzy. - Przesta! Wystarczy! - bronia si Auraya. A kiedy veez si uspokoi, spojrzaa na niego surowo. - Jak si wydostae? Veez wpatrywa si w ni z uwielbieniem. - Wydaje mi si, e znowu otworzy zamek swojej klatki odpowiedzia mski gos. Leiard szed po pokadzie w ich stron. Serce Aurai zabio mocniej na jego widok. W roli doradcy okaza si bardziej pomocny, ni na to liczya. Przyjemnie byo w podry cieszy si jego towarzystwem. Jego obecno dodawaa jej pewnoci siebie. - Klatka za - wymrucza veez. - Usyszaem, jak sucy go przeklinaj, wic zaproponowaem, e sprowadz go z powrotem. - Dzikuj ci, Leiardzie. - Westchna. - Ale przypuszczam, e znowu ucieknie. Rwnie dobrze moe zosta ze mn... Leiard kiwn gow. Przesun spojrzenie ku Mairae, a potem spuci wzrok. - Mairae z Biaych - powiedzia. - Witaj, tkaczu snw Leiardzie - odpara. Znowu zwrci si do Aurai. - Powiem sucym, e jest z tob... Kiedy ju odszed, Mairae westchna lekko. - Lubi wysokich mczyzn. Ma adne oczy. Szkoda, e jest tkaczem snw. Auraya spojrzaa na drug Bia zaszokowana. Mairae wy-

buchna miechem. - Och, Aurayo, jeste tak samo pruderyjna jak Dyara. Tak naprawd nie chc i z nim do ka. Ale nie wydaje mi si, eby byo co zego w podziwianiu tych adniejszych cech mczyzny. Nie bardziej ni jest w podziwianiu kwiatu czy czystej krwi reyna. Auraya z wyrzutem pokrcia gow. - Nic zego, tylko nie chc w ten sposb myle o mczyznach wok mnie. - A czemu? - Musz z nimi pracowa. Nie potrzebuj, by rozpraszay mnie rozwaania, jacy s w ku. Mairae zachichotaa. - Pewnego dnia moesz zmieni zdanie. Kiedy sobie uwiadomisz, na ilu dugich i nudnych naradach musisz wysiedzie. Aurai nie przysza do gowy adna sensowna odpowied. Ktra ze sucych przybiega na ruf i wykonaa znak krgu. - Poudniowy posiek jest gotowy - owiadczya. - Czy mam poda tutaj? - Tak, bardzo dzikuj - odpara Mairae. Wstaa i spojrzaa z gry na Auray. - Myl, e wkrtce si dowiemy, jak twj doradca radzi sobie z morsk podr. Auraya umiechna si i posadzia veeza na ramieniu. - Myl, e tak.

10
Jest taki szczeglny rodzaj napicia, ktre ogarnia pod sam koniec podry. Dla zaogi Herolda miao to zwizek z przygotowaniami do wejcia do portu, penego ju statkw i odzi. Dla pasaerw bya to ulga, e wkrtce opuszcz niewygodny statek, poczona z nadziejami i obawami przed tym, co czeka ich u celu. Leiard myla o doradcy Aurai, stojcym po drugiej stronie obok dwch siedzcych Biaych. Danjin Spear okaza si czowiekiem inteligentnym i dowiadczonym, a do Leiarda odnosi si z szacunkiem. Tylko z rzadka jego uwagi zdradzay niech do tkaczy snw w oglnoci. Przyjrza si Mairae. Ze wszystkich Biaych poza Auray zachowywaa si wobec niego najbardziej przyjanie. To ciepo wydawao si naturaln cech jej charakteru, a nie czym wywiczonym. Byo jednak oczywiste, e woli towarzystwo osb wysoko urodzonych. Wspczua ubogim i doceniaa ciko pracujcych rzemielnikw, ale nie traktowaa ich tak jak ludzi bogatych i potnych. Tkaczy snw uwaaa pewnie za stojcych gdzie pomidzy ubogimi i rzemielnikami. Raczej litowaa si nad nimi, ni nimi gardzia. Inaczej Auraya, ktra ani nie aowaa tkaczy snw, ani nimi nie pogardzaa. Leiard spojrza na ni i nie mg powstrzyma pewnej dumy. Trudno byo jej nie odczuwa, gdy sobie uwiadomi, jak daleko zasza ta dziewczyna. Inni Biali tolerowali go i przyjmowali jego rady, cho niektrzy z oczywist niechci. Maj nadziej, e pomog doprowadzi do przymierza. Kto mgby si tego spodziewa? Wybracy Bogw licz na pomoc tkacza snw... Poryw chodnego wiatru pchn statek bliej miasta. Kanciaste domy z biaego kamienia wyrastay na zboczu opadajcym stromo ku wodzie - przypominay przez to labirynt przeronitych schodw. Tu

i tam wrd wszechobecnej bieli widoczne byy plamy zieleni Somreyanie kochali ogrody. Porodku portu na masywnej kolumnie wznosi si ogromny posg. Bardzo stare, zniszczone przez pogod i wiatry oblicze byo prawie nierozpoznawalne. W umyle Leiarda bysno wspomnienie tak wyrane, e a drgn - zobaczy ten sam posg, ale nie tak zniszczony. Wraz z wizj napyno imi: Svarlen. Bg morza. To musiao by wspomnienie cza, i to bardzo stare. Leiard patrzy na mijanego olbrzyma i pozwala, by obraz posgu z czasw jego wietnoci przesoni teraniejszo. Usysza gos rogu i odwrci si znowu w stron miasta. Zbliaa si do nich d popychana wiosami. Miaa szeroki kadub i bya wspaniale udekorowana, z emblematem Rady Starszych na aglu. Kapitan Herolda wyda rozkaz. Zwinito agiel i statek zatrzyma si powoli. Kiedy d rady przybia do burty, marynarze z obu stron rzucili cumy i poczyli oba statki. Na pokadzie odzi stay osoby wygldajce na wane, ze zotymi szarfami czonkw Rady Starszych. Po lewej stronie zobaczyli krzepkiego, siwowosego wysokiego kapana. Nazywa si Haleed, przypomnia sobie Leiard. Po prawej staa kobieta w rednim wieku, w kamizelce tkaczy snw. To na pewno Arleej, Starsza tkaczy. Przywdczyni jego ludu. Niecierpliwie czeka na spotkanie z t kobiet. Na podstawie wiadomoci wymienianych za porednictwem kapanw pomidzy Rad Starszych i Biaymi mg si domyla, e to dumna, inteligentna osoba. Duma nie bya cech, ktr tkacze snw powinni okazywa, ale te - upomnia sam siebie - nie bya ni skonno do szybkich sdw. Przywdczyni tkaczy snw musi by silna w tych czasach. Trzeci pasaer odzi, stojcy midzy t dwjk, by chudy i raczej stary. Cho jednak podpiera si lask, oczy mia bystre i czujne. Leiard odgad, e to Moderator Rady, Meeran.

Auraya i Mairae wstay z awy, podzikoway dowdcy Herolda, po czym przesiady si na d. Za nimi zeszli Leiard i Danjin, ktry nis klatk z Figlem. Veez pomrukiwa co obraony. W czasie rejsu Auraya nauczya ulubieca, e cierpliwe znoszenie wizienia przynosi hojne nagrody. Mimo to jego tolerancja dla klatki nigdy nie trwaa duej ni godzin. Gdy tylko obie Biae znalazy si na pokadzie, wystpi Meeran. - Witajcie w Somreyu, Wybrane Bogw. - Skoni si lekko, po czym wykona formalny znak krgu. - Jestem Meeran, Moderator. To wielka rado widzie ci znowu, Mairae Gemshaper, i prawdziwy zaszczyt by pierwszym obcym krajem, ktry goci Auray Dyer. Arleej przygldaa si Leiardowi. Jej wzrok by natarczywy, pytajcy; Leiard wyczuwa wtpliwoci i podejrzenia. Pochyli gow, a ona w odpowiedzi opucia podbrdek. - Jestemy szczliwe, mogc odwiedzi wasze pikne wyspy, Moderatorze Meeranie - zapewnia Mairae. - A ja z przyjemnoci odnowi znajomo z tob i wszystkimi czonkami Rady. Spojrzaa na Haleeda i Arleej. Oboje skonili gowy i wymruczeli co niewyranie. - Ja za nie mogam si doczeka poznania was. - Auraya umiechna si entuzjastycznie. Kciki ust Arleej wygiy si ku grze, lecz umiech nie sign jej oczu. - Wiele syszaam o urodzie tej krainy i mam nadziej, e bd moga zwiedzi wasz kraj - dodaa Auraya. - Jeli znajd czas. Inaczej mwic: jeli zaatwimy to szybko, pomyla Leiard. - W takim razie zorganizujemy dla ciebie wycieczk. - Umiech Meerana by szczery. Moderator spojrza poza dwie kapanki, na Danjina. - A to musi by Danjin Spear. W modoci miaem przyjemno handlowania z twoim ojcem. Danjin parskn miechem. - Tak. Wiele razy wypowiada si o twoich talentach nego-

cjacyjnych, rwnoczenie z podziwem i niechci. Meeran umiechn si szerzej. - Nie dziwi si. Ale chc wierzy, e ten talent wykorzystuj teraz lepiej, dla dobra naszego ludu. - Zerkn na Auray, a Leiard zastanowi si, czy zauwaya w sowach Moderatora delikatne ostrzeenie. Tymczasem Meeran zwrci si do niego. - A ty jeste zapewne tkaczem snw, doradc Leiardem? Leiard przytakn. - Czy bye ju kiedy w Somreyu? - Mam wspomnienia z tego miejsca, ale s stare. Arleej leciutko uniosa brwi. - Zatem witamy znowu, tkaczu snw - rzek Meeran. - Nie mog si doczeka, by si dowiedzie, w jaki sposb zyskae t wyjtkow i rokujc wielkie nadzieje pozycj doradcy Biaej. A teraz... - Klasn w donie. - Zechciejcie przyj skromny poczstunek. d odbia od burty Herolda, a wiolarze znw si pochylili, zanurzajc wiosa w wod. Meeran wskaza gociom miejsca i podj uprzejm rozmow. Tymczasem suba podaa puchary ciepego, korzennego napoju zwanego ahm. Cae miasto otacza wysoki mur. Na jego szczycie zebray si tumy; ci z przodu siedzieli na krawdzi, zwieszajc nogi. Kiedy d podpyna bliej, day si sysze okrzyki. Mairae i Auraya pomachay, wzbudzajc tym oklaski i wybuchy radoci. d nie przycumowaa jednak przed tym tumem, ale pyna dalej. Leiard zauway uzbrojonych stranikw, ktrzy nie dopuszczali, by ludzie rozchodzili si poza wyznaczon cz nabrzea. Dalej czeka tylko szereg kapanw i kapanek, i to w ich stron zmierzali. Wzdu caego muru przy porcie zbudowano solidne drewniane pomosty. Kiedy kadub odzi dobi do jednego z nich, wiolarze wycignli wiosa z wody. Jedni zacumowali d do nabrzea, inni ustawili rzebiony, malowany trap, by gocie przeszli po nim na ld. Meeran poprowadzi ich z odzi powitalnej do schodw i w gr.

Na szczycie muru kapani i kapanki wpatrywali si w Mairae i Auray; ich podziw i ekscytacja byy tak silne, e Leiard wyczuwa je bez wysiku. Dwaj wysocy kapani wystpili, by Haleed mg ich przedstawi. Rozgldajc si, Leiard uwiadomi sobie, e znalaz si w wityni Arbeem. Budynek wzniesiony by w skromniejszym stylu, ni te w Jarime, i przypomina wikszo budowli w miecie by jednokondygnacyjny i prosty. Syszc swoje imi, Leiard powrci mylami do prezentacji. Kapani przygldali mu si ze skrywan ciekawoci i nieufnoci... Kiedy ju wszyscy zostali przedstawieni, Arleej oznajmia, e ich opuszcza. - Musz wrci do Domu Tkaczy Snw. Dzisiaj odbdzie si wiosenne poczenie - wyjania i zwrcia si do Leiarda. - Czy chciaby w nim uczestniczy, tkaczu snw Leiardzie? Puls mu przyspieszy. cze - szansa, by jaki inny tkacz snw oceni jego dziwne wspomnienia. - Bybym zaszczycony - odpowiedzia wolno. - Moe jednak bd potrzebny tutaj. - Nie dzisiaj, Leiardzie - zapewnia go Auraya. Spojrzaa mu spokojnie prosto w oczy i niemal niedostrzegalnie skina gow. Spotkaj si ze swoimi, zdawaa si mwi. Poka im, e mona ci ufa. - Ale chcielibymy wysucha twoich opinii jutro rano - dodaa. - W takim razie wezm udzia - owiadczy. - I wrc wieczorem. - Z prawdziw radoci spotkam was znowu jutro - powiedziaa Arleej i skonia si uprzejmie. Pozostali poegnali j take. Kiedy si odwrcia, by odej, jeden z kapanw zaproponowa, e przeprowadzi ich przez teren wityni. Starsza tkaczy snw milczaa, kiedy szli za nim. Po krtkim spacerze wyszli z budynku na dziedziniec. Okryty, czterokoowy tarn z wonic czeka w pobliu. - Wysoki kapan zamierza wypuci nas gwn bram wyjania. - Ale nalegaam, bymy odjechali w taki sposb. Przed frontem na pewno zbierze si tum, a to by utrudnio wyjcie.

Leiard przytakn. Czy chciaa zasugerowa, e tum mg by grony, czy po prostu zastawiaby drog? Wprawdzie Somreyanie byli ludem wyjtkowo tolerancyjnym i wspierajcym tkaczy snw, ale zawsze znajd si niewielkie grupki o pogldach przeciwnych ni wikszo. Tarn by zwyczajny, bez adnych ozdb, a wonica zosta wynajty. Leiard zaj miejsce obok Arleej. Starsza podaa cel podry i wkrtce jechali ju po wskich, zatoczonych uliczkach miasta. Wz zblia si do Domu Tkaczy Snw, a Arleej zastanawiaa si nad swym towarzyszem. Nie by taki, jak si spodziewaa, ale te jej wyobraenia nie byy zbyt szczegowe. Liczya, e bdzie to po prostu kto mniej podobny do tkacza snw, a bardziej do cyrklianina. Tymczasem Leiard, jeli ju, to by bardziej tkaczem snw ni ona. Sposb, w jaki odpowiada na pytania, bardzo przypomina jej dawnego nauczyciela. Keefler nie zna roku swojego urodzenia, a wiksz cz ycia spdzi w jakim odlegym zaktku wiata. On take by milczcy i uwany. Odpowiedzi na jej pytania, dotyczce jego kontaktw z Auray z Biaych, tak j zaskoczyy, e a zamilka. Zacz uczy t kobiet, gdy bya jeszcze dzieckiem, w nadziei, e zostanie jego studentk. Tymczasem ona przyczya si do cyrklian. Gdyby to Arleej przeya takie rozczarowanie, chyba nie potrafiaby bez urazy patrze na dawn uczennic. Leiard za pogodzi si z wyborem Aurai i jej wyniesieniem do grona Biaych. Opisywa j, w co trudno uwierzy, jako przyjacik. Wszystko to wydawao si zbyt pikne, by mogo by prawdziwe. Nie do wiary, e bogowie wybrali kogo, kto uczy si u tkaczy snw i by ich sympatykiem. To e tolerowali myl o kapanach wsppracujcych z tkaczami, wydawao si jeszcze bardziej zadziwiajce. Czyby w kocu pogodzili si z istnieniem pogan? Wtpia. Stulecie przeladowa przerzedzio szeregi tkaczy snw, ale ich nie wyeliminowao. Pierwsze lata przemocy, zaraz po mierci

Mirara, zachciy ludzi litociwych do wspierania tkaczy, a buntownikw - by przyczy si do kultu. Moe teraz bogowie prbowali zniechci ludzi do pogan, udajc wielkodusznych i szlachetnych. Nie uda im si, mylaa. Dopki tkacze snw z pokolenia na pokolenie przekazuj sobie wspomnienia cza, nie zapomn prawdziwej natury bogw. Tarn skrci na rogu i zatrzyma si. Na ulicy panowa spory ruch - ludzie bez przerwy wchodzili i wychodzili z duego budynku, przed ktrym wysiedli. - Jedyny Dom Tkaczy Snw stojcy jeszcze w Pnocnej Ithanii owiadczya Arleej. - Wejdmy. Pody za ni do obszernego holu. Trzech starszych wiekiem tkaczy wyszo im naprzeciw, by powita Arleej. Mwili po somreyasku. Kiedy przedstawia go jako tkacza snw i doradc Biaej, wyranie nabrali czujnoci. Leiard pozdrowi ich po somreyasku. Arleej patrzya na niego zdumiona. - Opanowae nasz jzyk w stopniu imponujcym - stwierdzia. Wzruszy ramionami. - Znam wiele jzykw. - Wiosenne poczenie wkrtce si rozpocznie! - zawoa jaki gos. Arleej spojrzaa na Leiarda i zauwaya bysk niecierpliwoci. On tego chce, uznaa. Ruszya przez korytarz, za ni Leiard, a potem trzech starszych tkaczy snw, nietypowo dla siebie - zdaniem Arleej - milczcych. Na pewno ju si domylili, e on do nas doczy, i zastanawiaj si, czy to dobrze. To ryzyko. Moe si wiele o nas dowiedzie, ale przecie rozumiej, e i my dowiemy si o intencjach jego i Biaych dotyczcych tego sojuszu. Czy Auraya zdawaa sobie z tego spraw, kiedy zwolnia go z obowizkw na ten wieczr? Korytarz doprowadzi ich do duych drewnianych drzwi. Arleej pchna je i wkroczya do kolistego ogrodu, obnionego wzgldem

poziomu podogi. Powietrze byo tu chodne i wilgotne. Grupa tkaczy snw ju czekaa, tworzc niepeny krg. Leiard rozejrza si z wyrazem lekkiego zdziwienia na twarzy. Jak gdyby pozna to miejsce... Arleej doczya do krgu i przesuna si, by wpuci Leiarda. Tkacze snw z holu take zajli swoje miejsca. Arleej zaczekaa, a wszyscy si ucisz, a potem jeszcze chwil, by spokj tego ogrodu ukoi jej myli, zanim wymwia sowa rytuau: - Zgromadzilimy si tutaj w pokoju i w poszukiwaniu zrozumienia. Nasze umysy si pocz. Nasze wspomnienia popyn midzy nami. Niech nikt nie podglda i nie szpieguje, nie narzuca swej woli innemu. Staniemy si bowiem jednym umysem. Uniosa rce i chwycia donie ssiadw. Dwa umysy dotkny jej zmysw, a potem nastpne - gdy wszyscy tkacze snw zczyli donie i janie, nastpio wsplne uczucie uniesienia, a potem chwila spokoju. Obrazy i wraenia szybko przesoniy wszelkie poczucie realnego wiata. Wspomnienia dziecistwa zmieszane z pamici niedawnych wydarze. Obrazy dobrze znanych twarzy, a po nich oblicza obcych. Strzpy zapamitanych rozmw, odbijajce si echem we wszystkich umysach. Nie prbowaa nimi sterowa; pozwalaa, by te zmieszane myli pyny, gdzie zechc. Powoli nastpio to, co nieuniknione. Wszyscy byli ciekawi nowo przybyego. Kiedy niektrzy zastanawiali si, kim jest, ci, ktrzy wiedzieli, ujawniali jego tosamo. Leiard reagowa wolno, rozpoczynajc od potwierdzenia swej roli doradcy Biaej, a potem skokowo odsoni wiele warstw myli. Arleej zrozumiaa, e ma nadziej pomc swojemu ludowi. Dostrzega te sympati i podziw dla Aurai. A rwnoczenie ujawni lk przed Biaymi i ich bogami. Arleej przygldaa si z rozbawieniem, jak kr jego myli. Za kadym razem, kiedy poczu nieufno i niech do bogw i Biaych, wspomnienie o Aurai dodawao mu otuchy. Wprawdzie wierzy, e nie skrzywdziaby umylnie jego i innych tkaczy snw, jednak nie by tak naiwny, by wierzy, e nie uczyni tego na rozkaz bogw.

Uwaa jednak, e warto podj to ryzyko. Wszyscy przekonali si z ulg, e wsppracuje z Bia dla dobra swojego ludu, nie dla korzyci bogw, czy nawet samej Aurai. Jednak przebywanie w pobliu dowolnego cyrklianina oprcz niej wzbudzao w nim gboki lk, a takie uczucie moe by jedynie wynikiem wasnych dowiadcze. Czy przydarzyo mu si co strasznego? Gdy Arleej zastanawiaa si nad tym, myli Leiarda skieroway si ku innym kwestiom, ktre go niepokoiy. Dziwne wspomnienia pojawiaj si niewzywane, wyjawi. Czasami do gowy przychodz myli, ktre nie wydaj si cakiem jego wasnymi. Zaciekawienie innych poczonych tkaczy snw roso. I w reakcji na nie popyny wspomnienia. Zobaczya Stranika przed portem. Posg nie by popkany i nagle zrozumiaa, kogo przedstawia. To bg - i to nie z tych, ktrych obecnie czcz cyrklianie. Zobaczya mniejsze Arbeem, z niedokoczonym murem portowym. Zobaczya Dom Tkaczy Snw jako nowy budynek, pomalowany w jasne, przyjazne kolory. Zobaczya twarz starszego mczyzny, tkacza snw, i wiedziaa, e to jej poprzednik sprzed kilkuset lat. A wraz z nim nadesza nowa myl, cakiem niepodobna do wewntrznego gosu Leiarda. Dumny czowiek z tego Starszego tkaczy snw. Musiaem go przekonywa, by nie rezygnowa z opieki nad Moderatorem, cho ten na to zasuy. To bya moja ostatnia wizyta w Somreyu. Wtedy nie byo to due krlestwo - nie uwaali go nawet za cz Ithanii Pnocnej. Kto by pomyla, e stanie si ostatnim schronieniem tkaczy snw? Arleej mocno bio serce. Leiard ma racj, uznaa. To nie s jego myli. To myli Mirara. Spotykaa si ju z takimi wspomnieniami cza. Wikszo tkaczy snw nosia odpryski pamici Mirara, uzyskane podczas pocze. Mirar czy si z tkaczami snw tak dugo, e nadal pozostao wiele takich wspomnie. Byo co pocieszajcego w wiadomoci, e rytua, ktry zapocztkowa sam Mirar, by

zwiksza zrozumienie i przyspiesza nauk, teraz w umysach jego wyznawcw zachowa przy yciu cz jego wiadomoci. Jednake Leiard nosi wicej ni tylko odpryski pamici. Jego umys by tak peen wspomnie, e pojawio si wraenie osobowoci Mirara. To jakby kto zna kogo innego tak dobrze, e potrafi przewidzie, jak si zachowa i co powie. Arleej wyczuwaa podniecenie innych tkaczy snw. Widziaa, jak chciwie szperaj za nastpnymi wspomnieniami. Jednak strumie osab, gdy Leiard zacz analizowa ich rdo. Zrozumiaa, e nie zna, a nawet nie domyla si prawdy. Nie by nawet pewien, od kogo te wspomnienia przej. Prawdopodobnie od swojego nauczyciela, cho niezbyt dobrze go zapamita. Albo j. To rwnie go niepokoio. Dlaczego tak liczne wasne wspomnienia okazyway si takie mgliste? : Masz wspomnienia cza, powiedziaa mu. I wiele lat przeye w samotnoci. Z czasem atwo jest zapomnie, ktre wspomnienia s twoje, a ktre nie. Granice midzy nimi rozmyy si, wic musisz na nowo je wytyczy. czenie jest najlepszym sposobem. Potwierdzenie twojej tosamoci na zakoczenie cza wzmocni Twoj wiadomo. : Ale poczenia dadz mi jeszcze wicej wspomnie cza, zauway Leiard. : Tak, dadz. Jednak im czciej bdziesz si czy, tym mniejsze kopoty bdzie to sprawia. Na razie cz si tylko z jednym tkaczem snw, by ograniczy przekaz pamici dla kadego samopotwierdzenia. Prbuj pocze z modymi ludmi, ktrzy maj niewiele wspomnie do przekazania. Ten twj ucze, na przykad, powinien by odpowiedni. : Jayim... Leiard pomyla, jak niewielkie dowiadczenie yciowe ma ten chopak. Tak, bdzie bardzo odpowiedni - o ile zdecyduje si zosta tkaczem snw. Od kilku tkaczy napyno rozczarowanie. Zrozumieli, e podczas pobytu w Arbeem Leiard nie moe uczestniczy w kolejnym poczeniu, wic nie zobacz wspomnie Mirara. Arleej ogarno do ironiczne rozbawienie - tkacze snw zapomnieli o swoich

podejrzeniach; teraz akceptowali go i ufali mu bez zastrzee. Czy tylko dlatego e nosi wspomnienia Mirara? Nie, uznaa. On ma dobre zamiary. Jest lojalny wobec nas, cho ta lojalno byaby poddana cikiej prbie, gdyby przyszo mu wybiera midzy nami i Auray. To, e jego zdaniem ta najnowsza Biaa jest godna szacunku, to rwnie dobry znak. Zadowolona, rozpocza ostatni cz rytuau: samopotwierdzenie. Jestem Arleej, tkaczka snw i czonek Rady Starszych. Urodziam si w Teerninyi, a moimi rodzicami byli Leenin Booter i... cigaa myli ku sobie, wspominajc fakty, ktre jej zdaniem najpeniej j okrelay. Kiedy otworzya oczy, przekonaa si, e Leiard nie dokoczy jeszcze rytuau. Zmarszczki na jego czole pogbiy si... Dopiero po chwili odetchn i spojrza na ni. Umiechna si i pucia jego do. - Zaskoczye nas, Leiardzie. Popatrzy na innych tkaczy snw, ktrzy rozmawiali w maych grupkach, i bez wtpienia dyskutowali o nim. - Dzisiejsze odkrycie i dla mnie byo niespodziank. Musz to wszystko przemyle. Czy ura kogo, jeli wyjd od razu? Arleej pokrcia gow. - Nie, zrozumiej. Wikszo wraca do domw wkrtce po poczeniu. Ale sdz, e gdyby zosta, zamaliby ten obyczaj. Chod, odprowadz ci do wyjcia, zanim si na ciebie rzuc. Pchna go do drzwi. Skinieniem rki odprawia jednego z tkaczy snw, ktry zbliy si do nich. - Leiard musi wrci do swych towarzyszy podry - oznajmia. Rozlegy si rozczarowane pomruki. Leiard dotkn serca, ust i czoa, a pozostali z powag powtrzyli te gesty. W drodze do wyjcia Arleej nie przychodzio do gowy nic, co mogaby powiedzie - jedynie cig pyta, ktre jednak powinny zaczeka do nastpnej okazji. Na ulicy zobaczyli, e wanie podjecha wynajty platten, wiozcy rodzicw z chorym dzieckiem.

Machna na wonic. - Czy masz woln nastpn jazd? - spytaa. - Dokd? - chcia wiedzie mczyzna. - Do wityni - odpara. - Tylne wejcie. Wonica unis lekko brwi. Arleej uzgodnia uczciw cen i zapacia mu. Zaczekaa, a Leiard wsidzie do rodka. - Zapewne spotkamy si jutro - powiedziaa. - Tak. - Leiard umiechn si i odwrci. Uznajc to za sygna, wonica potrzsn lejcami i platten odjecha. Arleej pokrcia gow. Rzeczywicie, to dziwne - odsya tkacza snw do domu do cyrkliaskiej wityni... Kiedy wzek znikn z pola widzenia, pospiesznie wrcia do Domu. Tak jak si spodziewaa, w holu czeka Neeran, jej najbliszy powiernik. W zadziwieniu szeroko otwiera oczy. - To byo... byo... - Szokujce - zgodzia si. - Chod do mojego pokoju. Musimy porozmawia. - Ze wszystkich ludzi ze wspomnieniami Mirara - szepn, idc za ni po schodach - musia to by wanie tkacz snw, bdcy doradc Biaych... - Niezwyky czowiek ha niezwykym stanowisku - przyznaa. Otworzya drzwi do pokoju i wpucia Neerana przed sob. Odwrci si i spojrza na ni. - Mylisz, e Biali wiedz? Zastanowia si... - Jeli on sam nie wiedzia, to skd oni by mogli? - Wszyscy Biali potrafi czyta w mylach. Z pewnoci Juran dostrzegby w Leiardzie co z Mirara. Arleej przypomniaa sobie wygld i zachowanie Leiarda. Wcale nie by podobny do Mirara, jakiego zobaczya we wspomnieniach cza. - Jeli Juran co zauway, to widocznie si tym nie przej. Jeli nie, to teraz, kiedy my si dowiedzielimy, Biali te to odkryj. Mam tylko nadziej, e nie wpadnie w kopoty.

Neeran znw otworzy szeroko oczy i kiwn gow. - Bd te wiedzieli, e Leiard pracowa dla naszej wsplnej korzyci. Co samo w sobie jest dziwne, prawda? Przytakna. - Ciekawe, e kto majcy w sobie tak wiele Mirara, chce doprowadzi do sojuszu... - Tak. - Niezalenie od tego, co w sprawie Leiarda zrobi Biali, jedno jest oczywiste. - Podesza do kominka, gdzie grzaa si butelka ahmu. - Powinnimy rozway moliwo, e przymierze midzy Somreyem i Biaymi to co, czego chciaby Mirar. Czarna plamka na niebie urosa. Tryss obserwowa j niespokojnie. Miny godziny od pory umwionego spotkania z Drilli. Trzy razy ju zapina uprz, postanawiajc, e nie bdzie na ni czeka. I za kadym razem rozpina j znowu. Wymusia na nim obietnic, e powstrzyma si od prb, dopki ona nie bdzie moga popatrze. Nie chcia jej rozczarowa. Teraz, gdy patrzy na nadlatujcego Siyee, czu, jak puls mu przyspiesza z lku i podniecenia na przemian. Drilli wiele razy przychodzia patrze, jak pracuje. Spodziewa si, e w kocu si znudzi, ale ona siedziaa obok i rozmawiali bez koca. Ku wasnemu zdumieniu, cakiem mu si to podobao. Gwnie mwili o swoich rodzinach, o sojuszu oferowanym przez ziemio - chodzcego... Czsto jednak wypytywaa go o rzeczy, ktre zbudowa. Czasami wysuwaa wasne sugestie. Niekiedy byy dobre. Plamka rozrosa si do sylwetki, ktra opada niej i wtedy z ulg rozpozna wzory na skrzydach Drilli. Podnis uprz i przesun gow przez ptl szyjn, po czym zacz mocowa pozostae zapicia. Powitalne gwizdnicie zapowiedziao jej przybycie. Wyldowaa z gracj i umiechnita ruszya ku niemu. - Patrzcie tylko... - rzucia. - Spnia si - powiedzia, bez skutku udajc uraonego.

- Wiem. Przepraszam. Mama przez cae godziny kazaa mi skuba girri. - Rozprostowaa palce. - Jeste gotw? - Ju od paru godzin. - No to zaczynajmy. Razem skoczyli w powietrze. Paski uprzy zabrzczay od wiatru. Bya lejsza od poprzedniej, gdy miaa mniej czci, jednak gwny ciar wisia tu poniej klatki piersiowej, wic silniej to odczuwa ni poprzednio. - Wygodnie? - zawoaa Drilli. - Da si wytrzyma - odpowiedzia. Spynli ku wskiej kotlinie. W przeciwiestwie do grskich zboczy, poronitych jedynie najbardziej wytrzymaymi drzewami i traw, dno kotliny pokrywaa gsta rolinno i tam moga si ukrywa zwierzyna. Kiedy spynli nad szczyty drzew, co wystartowao spomidzy lici. Drilli a zapiszczaa z podniecenia. - Zestrzel go! - krzykna. To by ark - ptak drapieny, bardziej przyzwyczajony do krenia, pikowania i oguszania ofiar paraliujc magi, ni do unikania pocigu. Sun spokojnie pod nimi, % rzadka machajc skrzydami. Tryss ruszy za nim. Zoy rce i chwyci rurk zamocowan u boku, po czym - zanim opad za nisko - znw rozoy skrzyda. Kolejny szybki ruch przenis dmuchawk do ust. Nadszed czas, by sprawdzi, czy jego najnowsza konstrukcja okae si uyteczna. Trzymajc w zbach jeden koniec rurki, drugi zanurzy w wiszcym mu na piersi koszyku penym malutkich strzaek. Zassa powietrze i poczu, e pocisk blokuje si w dmuchawce. Unis wzrok - ark zmieni kierunek lotu. Tryss pochyli skrzyda i ruszy za nim. Ptak szybowa w dole, niepewny, jak reagowa na cigajcych. Wprawdzie Siyee chtnie zapaliby i zjedli arka, jednak rzadko chciao im si powica tyle wysiku, wic ptaki nie rozpoznaway w nich drapiecw. Tryss wymierzy jak najdokadniej, trzymajc rurk midzy zbami, i dmuchn z caej siy.

I chybi. Warkn gniewnie - reakcja najblisza przeklestwu, do jakiej by zdolny z dmuchawk w ustach. Schyli gow, by wcign kolejny pocisk, wymierzy znowu... Tym razem min cel na odlego ramienia. Westchn i sprbowa jeszcze raz, ale w ostatniej chwili ptak zanurkowa pod oson drzew. Zniechcenie oploto go niczym odygi powoju. Zacisn zby... i poczu, jak pka dmuchawka. Tym razem rzeczywicie zakl, a rurka wypada mu z ust i poleciaa w d. Nagle chcia tylko pozby si uprzy. Podlecia do wystpu na zboczu doliny, wyldowa ciko, potem usiad i zacz rozpina paski. Drilli opada na ziemi tu przed nim. - Zostaw. Ja to zrobi - powiedziaa, chwytajc go za rce. Mia ochot j odepchn. Dlaczego waciwie tak si zoszcz? Wsta, uspokoi si i pozwoli jej rozpina mocowania. Zniechcenie i gniew odpyny, gdy zmniejszy si ucisk pasw uprzy. I nagle odkry, e stoi bliej dziewczyny, ni kiedykolwiek si omieli. - No wic co si stao? - spytaa, kiedy uprz opada na ziemi. Skrzywi si. - Chybiem. Potem dmuchawka pka. Ja... rozgryzem j. Pokiwaa gow. - Mog ci zrobi nastpn, ale musisz si nauczy lepiej jej uywa. - Jak? - wiczc. Mwiam ci, e to nie takie atwe, jak si wydaje. - Przecie wiczyem. - Na ziemi. Musisz powiczy strzelanie z powietrza. Do ruchomych celw. - Obejrzaa si i zmarszczya brwi. - Musisz chyba skonstruowa co, co podtrzyma dmuchawk przy celowaniu. I eby nie spada, kiedy j wypucisz. Popatrzy na ni i po chwili si umiechn. - Nie wiem, po co tracisz na mnie czas, Drilli.

- Jeste interesujcy, Tryss. I mdry. Chocia czasami troch tpy. Skrzywi si. - Tpy? - Mam do ciebie pytanie, Tryss. Ile razy dziewczyna moe chopakowi napomyka, e nie ma partnera na trei - trei, zanim zrezygnuje i sprbuje z kim innym? Patrzy na ni zaskoczony. Mrugna do niego, cofna si o dwa kroki, potem odwrcia i zanurkowaa z wystpu. Po chwili pojawia si znowu, lecc stromo w gr. Pokrci gow. A potem porzuci uprz i ruszy w pogo.

11
witynia w Arbeem bya pikn budowl. Cho mniejsza i nie tak wyszukana jak w Hani, nie miaa adnej czci, ktra nie oferowaaby piknego widoku. Front kierowa si ku portowi i w kadym moliwym miejscu wstawiono okna, by dao si spojrze na wod. Za wityni znajdowa si wielopoziomowy ogrd, wic wszystkie okna na tyach ukazyway bogat rolinno. Auraya tsknia za moliwoci poznania ogrodu z bliska, jednak przez pi dni od przybycia do Somreyu nie trafia si adna okazja. Dopiero teraz. Mairae sza obok niej. - Zastanawiaam si nad Leiardem - wyznaa cicho. - Te Mirarowe wspomnienia cza niezbyt mnie martwi. Moe ma ich wicej ni wikszo tkaczy snw, ale nie czyni go to przecie Mirarem. - Zachichotaa. - Mirar by lowelasem, bezwstydnym uwodzicielem. Leiard nie sprawia takiego wraenia. - Nie. - Auraya umiechna si. - Martwisz si, co inni pomyl. Prawda? Mairae skrzywia si. - Owszem. Rianowi si to nie spodoba, ale on nie wtyka nosa w sprawy innych Biaych... Cho oczywicie wygosi swoj opini na ten temat. Dyara pewnie si wystraszy i zaniepokoi, e Mirar wci bdzie poprzez Leiarda dziaa przeciwko nam. Zechce, eby go odesaa, mimo pomocy, jakiej nam udziela. - A Juran? - Sama nie wiem. - Mairae zmarszczya brwi. - Rozmawiaa kiedy z Juranem o Mirarze? Auraya pokrcia gow. - Nie mwi o tym tak, jak by si spodziewaa. Powinien si cieszy, e Mirar nie utrudnia mu wicej ycia. Ale on twierdzi, e bya to... jak to okrela... nieszczliwa konieczno. Myl, e

czuje si nawet winny. A na pewno auje. - Czemu? - Nie wiem. - Mairae wzruszya ramionami. - Ale przypuszczam, e gdyby zobaczy w umyle Leiarda wspomnienia Mirara, pogbioby to jego al i poczucie winy. - Rozumiem. - Auraya przygryza warg. - Jeli zastpi Leiarda innym tkaczem snw i tak istnieje szansa, e bdzie mu przypomina o Mirarze. Wielu z nich nosi wspomnienia Mirara, cho rzadko zdarza si a tyle u jednego czowieka. Modszy tkacz snw moe nie mie ich wcale, ale nie bdzie dla nas tak uyteczny. Mairae westchna. - Sama obecno tkacza snw bdzie mu przypomina o tej historii. To kwestia intensywnoci. Juran z pewnoci potrafi y z czym, co kojarzy mu si z przeszoci. Ale konfrontacja z rzeczywistymi wspomnieniami Mirara to chyba troch za wiele... - Co powinnymy zrobi? Mairae zacisna wargi. - Zaczeka i zobaczy. Uprzedz Jurana o tych wspomnieniach, eby by przygotowany. Gdyby okazao si to problemem, dam ci zna. W przeciwnym razie, pracuj jak poprzednio. - Dobrze. - Auraya odetchna z ulg. Usiady w nieduym kamiennym pawilonie. We wnce sta penowymiarowy posg Chai. By zadziwiajco podobny - kamienna wersja tej janiejcej postaci, ktr widziaa twarz w twarz podczas Ceremonii Wyboru. - Powinnam by zmczona. Tyle politycznych dyskusji, a jednak jako mnie nie nuyy. - To kolejny z Darw bogw - stwierdzia Mairae. - Bez nich bymy si pochoroway od tych obfitych somreyaskich posikw. Albo utyy. - Mylisz, e jest tu jeszcze jaka arystokratyczna rodzina, ktra nas nie karmia? Mam wraenie, e kady posiek jadymy w innym domu. - Zaczynaam ju podejrzewa, e wymylaj nowe pory posikw, ebymy mogy odwiedzi wicej ludzi.

- Mam z tego powodu troch wyrzutw sumienia. Kiedy my udzielaymy si towarzysko, biedny Leiard biega tam i z powrotem midzy nami i Domem Tkaczy Snw. Jest wymczony. - Wic dla jego dobra miejmy nadziej, e rada przyjmie poprawki do sojuszu. Inaczej bdzie musia jeszcze raz przez to przechodzi. Aha... Jest kolejny z twoich pomocnikw. Auraya uniosa gow, spodziewajc si widoku Danjina, ale to kudaty ksztat wybieg z ogrodu i wskoczy jej na kolana. - Aaja! - Figiel popatrzy na ni i zatrzepota rzsami. Stumia miech. Nauczy si takich zachowa od licznych veezw nalecych do somreyaskich rodzin. Zdawao si, e w ten sposb potrafi zmikczy serca wikszoci tutejszych bogatych kobiet. Ale nie moje, powiedziaa sobie, cho drczyo j podejrzenie, e moe si myli. Nie zamierzaa bra go na te wizyty, ale Mairae zapewnia, e Somreyanom ich veezy towarzysz wszdzie i po niej spodziewaj si tego samego. Podczas spotka zwierzaki bawiy si razem z entuzjazmem, cho suba czekaa w pobliu, by nie dopuci do nieplanowanych wybuchw namitnoci. Figiel pozna wiele nowych sw, z ktrych kilka z pewnoci zaszokuje suce Aurai w Hani o ile znaj somreyaski. Teraz, gdy zrozumia w kocu, e ta najnowsza sztuczka nie sprawi, e w jej rkach pojawi si jaki smakoyk, veez zacz si dsa. Prychn z irytacj i zwiesi epek. - Jeste bezwzgldna - uznaa Mairae. - Wezm go do kuchni i poszukam mu czego do przegryzienia. Wydaje mi si, e wraenie, jakie w tej chwili odczuwam, to gd. Ju prawie zapomniaam, co to takiego. - Pjd z tob. - Zosta. Niedugo bdziesz tu sama. Auraya zamrugaa zdziwiona, po czym skoncentrowaa si na umysach wok siebie. Szybko odnalaza Leiarda, idcego przez ogrd w jej stron. - Figiel. Jedzenie. - Mairae wycigna rk. Veez spojrza

pytajco na Auray. - Id - powiedziaa. Odbi si od jej kolana i wbieg po rce Mairae na jej rami. Auraya przygldaa si, jak odchodz. Umiechna si, gdy veez poliza Mairae w ucho, a ona drgna. Po chwil usyszaa kroki. Leiard wyszed zza zakrtu, zauway j, umiechn si i przyspieszy troch. Gdy dotar do pawilonu, na chwil zatrzyma wzrok na posgu Chai, po czym spojrza na Auray. - Witaj, Aurayo z Biaych - zwrci si do niej oficjalnie. - Witaj, tkaczu snw Leiardzie - odpara. - Robi si pno - stwierdzi. - Jak mylisz, podejm dzisiaj decyzj? Uniosa brwi. - Nigdy jeszcze nie widziaam, eby si tak denerwowa. Umiechn si krzywo. - Bybym rozczarowany, gdybymy dotarli tak daleko, a oni jednak odrzucili przymierze. - Owszem, ja te. Ale moe trzeba jeszcze tylko troch negocjacji, eby ich przekona. - Moe. Znw zerkn na posg. Auraya przyjrzaa mu si uwaniej. Jeli Chaia patrzy teraz, co sdzi o Leiardzie? Czy bogowie przejmowali si faktem, e tkacz snw, doradca Biaych, nosi w pamici wspomnienia Mirara? Nie, na pewno wiedzieli o tym od pocztku, uznaa. I ostrzegliby mnie, gdyby Leiard by zagroeniem. Ale czy by j uprzedzili, gdyby to jemu grozio niebezpieczestwo? Wstaa, wysza z pawilonu i ruszya wolno alejk. Leiard westchn z ulg i ruszy za ni. To westchnienie wywoao ukucie irytacji. Przypomniao jej, e jeli nawet zdoa skoni cyrklian do tolerancji wobec tkaczy snw, Leiard nigdy nie bdzie czu si swobodnie w obecnoci

czegokolwiek, co ma zwizek z bogami. Waciwie trudno si dziwi. Odwrci si od bogw, by zosta tkaczem snw. Kiedy umrze, bogowie nie przyjm jego duszy. Przestanie istnie. A ta myl sprawia jej bl. Ja jestem niemiertelna. Nigdy nie spotkam go na tamtym wiecie. Nie byoby tak le, gdyby po prostu czci jakiego boga. Przynajmniej bym wiedziaa, e nadal gdzie istnieje. Pokrcia gow. Dlaczego ktokolwiek odrzuca bogw i szans na wieczno? Odwrcia si i zmierzya go wzrokiem. Leiard zdziwiony unis brwi. - O co chodzi? - Dlaczego zostae tkaczem snw, Leiardzie? Wzruszy ramionami. - Nie pamitam dokadnie. Wtedy musiao si to wydawa waciw decyzj. - A co sdzia o tym twoja rodzina? Pamitasz to? Zmarszczy czoo, a potem pokrci gow. - Moi rodzice umarli. - Och, przykro mi... Leiard machn tylko rk. - To byo dawno, gdy byem mody. Ledwie ich pamitam. Auraya rozemiaa si. - Kiedy bye mody? Leiardzie, nie moesz przecie by zbyt stary. Jeste jedyn znan mi osob, ktra przy kadym spotkaniu wyglda modziej. - To dlatego, e dorastasz. Skrzyowaa rce na piersi. - Ile masz lat? Zastanowi si, marszczc czoo. - Sdz, e okoo czterdziestu. - Sdzisz? Jak moesz nie wiedzie dokadnie, ile masz lat? Zmarszczki na czole pogbiy si. - Arleej uwaa, e te luki w pamici wynikaj z tego, e przez wiele lat nie dokonywaem poczenia z innymi tkaczami snw. Wyczuwajc jego zdenerwowanie, postanowia zmieni temat. Byo jasne, e utrata niektrych wspomnie bardzo go martwi. - A ile lat mino, odkd ostatni raz uczestniczye w takim

poczeniu? - To byo jeszcze zanim zamieszkaem w lesie niedaleko twojej wioski. Zabbnia palcami o swoje rami. - A jak dugo ye w tym lesie, zanim przeprowadzia si tam moja rodzina? - Par lat. - W takim razie nie czye si przez prawie dwadziecia lat. A ile lat maj tkacze snw, kiedy kocz szkolenie? Spojrza na ni dziwnie. - Dwadziecia, jeli wczenie zaczynaj. Kiwna gow. Czyli mia racj: koo czterdziestki. Z jakiego powodu j to rozczarowao. Moe dlatego, e im jest starszy, tym krcej bdzie go znaa. On bdzie si starza coraz bardziej, gdy ona pozostanie fizycznie w tym samym wieku. A to budzio u niej nieprzyjemne wraenie, e czas ucieka. Jeszcze kilka dziesicioleci i jego dusza odejdzie na zawsze. - Czy tkacze snw kiedykolwiek suyli bogom? - spytaa, zaskakujc sam siebie. - Nie. - A mylisz, e moe zaczn w przyszoci? - Nie. - Dlaczego nie? - Poniewa nie chcemy. Zerkna na niego z ukosa. - Bo doprowadzili do mierci Mirara? - Czciowo. - A ta inna cz to...? - Poniewa bycie potnym nie daje jeszcze prawa, eby mwi innym, co maj myle, jak y albo kogo zabija. - Nawet jeli ten kto jest starszy i mdrzejszy? Jak bg? - Nie. - Odwrci wzrok. - Ludzie powinni mie wybr, czy chc czci boga, czy nie. - Przecie maj. - Bez odwetu i kary? - Wic chciaby, eby przyjmowali twoj dusz niezalenie od

tego, czy oddajesz im cze, czy nie? - zapytaa w odpowiedzi. - Nie. Chciabym, eby mj lud wolny by od przeladowa. - To ju przeszo. - Doprawdy? Wic dlaczego tkacze snw nadal boj si chodzi po ulicach Jarime? Dlaczego zakazuje im si stosowania ich sztuki, by pomaga ludziom? Auraya westchna. - Z powodu tego, co si zdarzyo stulecie temu. I nie mam na myli mierci Mirara. Nic nie odpowiedzia, a ona przyja to jednoczenie z ulg i rozczarowaniem. Cho nie chciaa si z nim spiera, chtnie jednak poznaaby jego pogld na zdarzenia, ktre doprowadziy tkaczy snw do ich obecnej sytuacji. Wedug zapisw, jakie poznaa, Mirar zarwno wykonywa godn podziwu prac, jak i folgowa sobie w naogach. Nauczy swych wyznawcw wszystkiego o medycynie i opiece nad chorymi i rannymi. Jego Dar uzdrawiania by wyjtkowy, a Mirar dzieli si nim obficie. Mia jednak reputacj kogo naduywajcego trunkw i zi szczcia; uwaany by te za uwodziciela, co wielu gorszyo. Tkacze snw, cho o tym nie mwili, wiedzieli jednak, e reputacja taka bya zasuona. Prawda krya si we wspomnieniach cza, pochodzcych od Mirara i tych, ktrzy go znali, a przekazywanych kolejnym pokoleniom. Auraya widziaa t wiedz w ich umysach. Widziaa j u Leiarda. A jednak to nie wady charakteru Mirara przekonay bogw, e musi zgin. Mirar otwarcie dziaa przeciwko nim, starajc si nie dopuci do powstania Biaych. Rozsiewa zwtpienie i opowiada zoliwe kamstwa o tym, co czeka ludzkie dusze w rkach bogw. Twierdzi, e niektrzy z polegych bogw nie zasuyli na swj los, a ci z Krgu popeniali straszne akty okruciestwa. W swej ostatniej akcji, ktra bya dla niego wyrokiem, posa mieszkacom Ithanii przeraajce sny, ktre miay zniechci ich do bogw. Ale w efekcie ludzie tylko bagali bogw, by uwolnili ich od

manipulacji Mirara. Sam sprowadzi na siebie zgub, mylaa. Ale to, co nastpio po mierci Mirara, byo potworne. Bogowie nigdy nie nakazywali zabijania zwykych tkaczy snw, ale wielu ich zamordowali nadmiernie entuzjastyczni wyznawcy cyrklianizmu. Ci fanatycy zostali ukarani, ale trzeba byo duszego czasu, by zniechci innych do naladownictwa. Wikszo cyrklian wiedziaa, e aden kapan nie dorwna wyszkolonemu tkaczowi snw wiedz ani umiejtnociami leczenia. Teraz, kiedy Auraya zrozumiaa cel i korzyci pynce z poczenia umysw, zdaa sobie spraw, w jaki sposb tkacze snw dziel si tak wiedz i j przekazuj. Wedug jej rde, aden z kapanw nie prbowa nawet niczego w rodzaju poczenia umysw. Z wyjtkiem telepatii, ktra nie wymagaa otwierania swego umysu przed innymi, cyrklianie ywili niech do grzebania w swoich mylach. Wdarcie si do cudzego umysu byo zbrodni - takie prawo wprowadzono z powodu wyczynw Mirara. Moe ju czas, bymy przestali by tacy delikatni, mylaa Auraya. Gdyby cyrkliascy kapani nauczyli si robi to, co tkacze snw, te mogliby zwikszy sw wiedz o uzdrawianiu. Poczua zimny dreszcz na karku... Gdyby dorwnali, a nawet przewyszyli tkaczy snw, zniknby najbardziej atrakcyjny element, przycigajcy nowych uczniw do tego pogaskiego kultu. I tkacze snw zniknliby z tego wiata po kilku pokoleniach. A moe nawet jednym, gdybymy ja albo inni Biali przekazali wiedz, jak odczytamy z ich umysw. Zadraa... Nie. To uczynioby nas winnymi zbrodni, o jak ludzie zawsze podejrzewali tkaczy snw: naruszania prywatnoci cudzego umysu i wykorzystywania zdobytych informacji na szkod innych. Ale przecie mona tego dokona bez adnych mylowych cz. Gdyby udao si przekona kapanw, by pracowali razem z tkaczami snw, na pewno opanowaliby nowe umiejtnoci i zdobyli now wiedz. Proces bdzie powolny, ale przyczyni si do wikszej

tolerancji i wzajemnej akceptacji. Czy naprawd chc by przyczyn upadku tkaczy snw? Nie. Ale nie mog cigle pozwala, by ludzie odwracali si od bogw i powicali swoje dusze. Nie wtedy, kiedy nie jest to konieczne. Ludzie wierz, e caa wiedza tkaczy snw o uzdrawianiu przepadnie, jeli niektrzy nie zdecyduj si na tak ofiar. Ale gdyby mogli nauczy si tego samego, zostajc kapanami. .. czy nadal chcieliby y jako poganie? Dzisiaj, w tym ogrodzie, idc obok Leiarda, dostrzega ten przeraajcy dylemat. Pewnego dnia bdzie moe musiaa wybiera pomidzy dochowaniem przyjani a ratowaniem dusz. Ale jeszcze nie teraz. Danjin Spear pojawi si na ciece przed nimi. Umiechn si szeroko, gdy j zobaczy, a ona, bez czytania mu w mylach, wiedziaa, jakie niesie wieci. Nie czua jednak tryumfu, a jedynie wymuszon ulg. - Udao si! - zawoa. - Podpisali sojusz! Emerahl spojrzaa przez rami. Jej niewielka dka ze srebrzystego drewna lnia w promieniach ksiyca. Czarownica sprawdzia jeszcze cum i z satysfakcj kiwna gow. Potem zarzucia sobie chust na gow i odesza nabrzeem. Ju od tygodni eglowaa wzdu wybrzey Torenu. Co kilka dni ldowaa w maych, nadmorskich wioskach, by swoje leki wymienia na ywno, czyst wod i takie przedmioty jak ptno aglowe, wodoszczelny marynarski taul czy sznurek do owienia ryb. Ludzie, z ktrymi handlowaa, traktowali j z przyjaznym szacunkiem, cho byo oczywiste, e dziwi si podrujcej w ten sposb starej kobiecie. Wioski zdarzay si coraz czciej i byy coraz wiksze, a miaa wraenie, e w kadej zatoczce wyrasta pomost, dwa albo pi. Tego popoudnia wpyna w gbsz zatok, gdzie na kotwicy koysay si due statki. Budynki pokryway cay ld, a port przypomina labirynt drewnianych pomostw. Dotara do miasta Porin, stolicy Torenu. Kawaek suszonego gwiezdnego ziela zyska jej u przekupnego

portomistrza prawo cumowania. Kilka miesicy temu jedna z wiejskich kobiet wykrada to ziele mowi, by wymieni na lekarstwo dla gorczkujcego dziecka. Emerahl oszczdzaa je dla siebie i nie bya zadowolona, e musi je odda. Waciwoci wywoywania halucynacji poczonych z eufori sprawiay, e byo jednym z jej ulubionych zi szczcia. Nie miaa wic najlepszego nastroju, kiedy sza przez dzielnic targow Porinu. W kadym duym miecie istnia taki rejon, w ktrym nigdy nie przerywano handlu i nigdy nie zamykano sklepw. A zdesperowani ludzie szukali lekw o kadej porze dnia i nocy. Jednak nie zamierzaa sprzedawa towaru zwykym klientom. Prawo handlu w kadym miecie byo pilnie strzeonym artykuem. Gdyby chciaa sprzedawa swoje towary, musiaaby si dogada z kramarzem, by pracowa przed jego straganem. Cz zyskw musiaaby odda za przywilej prowadzenia interesw. Nie miaa na to czasu. Miaa za to rzeczy, ktre moga sprzeda sklepom z lekami. Niektre zdobya ju wczeniej, inne zebraa po drodze. Byy tam pcherzyki jadowe ryby yeryer, stosowane do rozrzedzania krwi, albo kolce kujcej maty, ktrych mona uywa, by zaaplikowa dawk rodka przeciwblowego do precyzyjnie okrelonego miejsca. Dodaa jeszcze kilka toreb ognilli, ktra rosa wok latarni, oraz odrobin silnie dziaajcych zi. W sakwie znalazy si te pewne rodki bez adnej wartoci medycznej, ale o wielkim znaczeniu handlowym. Wikszo stanowiy afrodyzjaki. Na og nie wywoyway skutkw fizycznych, ale ludzie zazwyczaj byli tak podnieceni sam myl, e uywaj rodka do pobudzania seksualnych dz, e owo podniecenie brali za skutek dziaania tego rodka. Oczywicie, wszystkie specyfiki pochodziy albo od bardzo dzikich stworze - na przykad zby wielkiego garra, ktre znalaza wyrzucone na pust pla; albo wyglday jak organy pciowe - suszone morskie glisty, misiste falliczne kwiaty wemmin i morski dzwonek, znaleziony w jakich dryfujcych na powierzchni wodorostach. Ten ostatni zamierzaa

sprzeda tylko w ostatecznej potrzebie. By rzadki i bardzo cenny, a aden handlarz nie zapaciby wdrujcej kobiecie tyle, ile by naprawd wart. Kiedy moe znajdzie si w sytuacji pozwalajcej si targowa. Gwar i wiata cigny j ku celowi. Wielkie markizy, kada z przywieszonymi latarniami, tworzyy dwa tunele po obu stronach dugiej ulicy penej sklepw. Muzykanci dodawali wesoe nuty do szumu gosw kupujcych. Niektrzy sprzedawcy krzykiem zachwalali swoje towary. Inni obiecywali niskie ceny i uczciwy handel. Emerahl kupia bochenek chleba, porcj pieczonego nera - miaa ju serdecznie dosy ryb - jakie przesadnie drogie owoce i kubek sodzonego, sfermentowanego mleka shema. Kiedy sza ulic dalej, aromaty jedzenia ustpiy miejsca ostrym zapachom dymu z zi i kadzida. Tutaj znalaza to, czego szukaa. Pierwszy sklep z lekami by duy i ruchliwy. Lada cigna si wzdu caego frontonu, a na pkach w gbi stay soje najrniejszych ksztatw i rozmiarw. Emerahl pooya sakw na ladzie i cierpliwie czekaa, a kto j zauway. Sprzedawc by ysy mczyzna w rednim wieku, o bystrych oczach. Kiedy tylko skoczy sprzedawa jaki podejrzany lek na stopnic, zwrci si do niej. - Czy mog w czym pomc, moda damo? Umiechna si, syszc t prb pochlebstwa. - Moje biedne rami cierpi - owiadczya. - Wic mam nadziej, e sprzedam tu cz zawartoci tej oto sakwy. W bystrych oczach bysno rozbawienie. - Doprawdy? I masz nadziej sprzeda j wanie mnie? - Tak. - Wyja z sakwy sj zawierajcy pcherzyki jadowe yeryer. - Moe ci si na co przydadz? S wiee. Zebraam je nie dalej ni tydzie temu. Kiedy otworzya sj, unis brwi. - Tydzie, powiadasz? Moe mgbym odaowa za nie kilka monet. - Zerkn na jej sakw, roztaczajc wyranie rybi zapach. -

Co jeszcze tam chowasz? Wyja to i owo, i zaczy si targi. Kilka razy przerywa je mody czowiek, by moe syn sklepikarza; w kocu znikn w gbi. Emerahl skupia si na kliencie. By wybredny i dugo si zastanawia, cho jej zdaniem proponowaa dobry towar po niskich cenach. Unika jej wzroku i nagle poaowaa, e zaniedbaa sztuk czytania emocji. Bd musiaa j odzyska, uznaa. W ten sposb atwiej te bdzie przystosowa si do zmian jzyka. Mylaam, e ten dziwny sposb wyraania u wieniakw to efekt ich ndznego pochodzenia, ale wydaje si, e mowa Torenu oglnie si zmienia. Sklepikarz obejrza dopiero poow zawartoci sakwy. Jednak zmczona jego powolnoci Emerahl postanowia udawa, e nic wicej nie ma na sprzeda. Poprosia o pienidze. Wolno odlicza wyjmowane z sakiewki monety. Przerwa w poowie, kiedy jego pomocnik wrci i zacz rozmawia z nim szeptem. - Niedugo chciaabym ju pooy si do ka - wtrcia si Emerahl. Przytkna do do sojw, ktre zgodzi si kupi, i cofna si o p kroku. - Czy moje ceny nie s dla ciebie do dobre? Przepraszajco unis donie. - Wybacz mi, pani, ale mj asystent ma delikatn i raczej piln spraw, ktrej powinien dopilnowa. Pochyli si nad lad i odliczy reszt pienidzy. Pchna soje ku niemu, zgarna monety i przerwaa wylewne poegnanie. Wychodzc ze sklepu, sapna z irytacj. Czyby mia nadziej, e obni ceny, eby tylko troch przyspieszy? Czy wygldaa, jakby a tak bardzo zaleao jej na popiechu? Zastanawiajc si nad tym, zajrzaa do pobliskiego baru i kupia miark przyprawody. Usiada w ciemnym kcie i uniosa naczynie do ust. Rwnoczenie spogldaa przez ulic na sklep z lekami. Niemal si zakrztusia, kiedy zobaczya w drzwiach dwch kapanw. Sklepikarz podszed do nich i wskaza bar. Kapani ruszyli

w jego stron, a Emerahl szybciej zabio serce. Pewnie chc si tylko napi, tumaczya sobie. Ale oni przygldali si przechodniom na ulicy. Kiedy mina ich jaka starsza kobieta, przystanli i wpatrywali si w ni przez chwil. Nie, to nie o napitek im chodzi... I nagle zachowanie sklepikarza nabrao sensu - to unikanie jej spojrzenia, to przeduanie targw. Zniknicie jego pomocnika. Ta szeptana rozmowa midzy nimi... ...ma delikatn i raczej piln spraw, ktrej powinien dopilnowa... Spraw starej kobiety, ktra sprzedaje leki? Czy waciciel sklepu zosta uprzedzony, e ma na takie uwaa? Nie mam pewnoci, pomylaa. To moe by zwyky przypadek. Kapani mog szuka kogo innego. Niedawno jeden z nich wypdzi j z domu i teraz wszystkich zaczynaa podejrzewa, e jej poszukuj. Przypadek czy nie, nie bd tu czeka, eby si przekona. Otworzya sakw, wyja i narzucia na siebie nasczony olejem, wodoodporny marynarski taul. cigna z gowy chust i zastpia j marynarskim kapeluszem z szerokim rondem; wcisna pod niego wosy. Sakw owina chust i wsuna pod pach. Ju tylko kilka krokw dzielio kapanw od baru. Wysza na ulic, przystana na moment, by jedn rk wykona w ich stron znak krgu, a potem oddalia si rozkoysanym, spokojnym krokiem eglarza. Czekaa, czy j zawoaj, ale spord oglnego gwaru wybijay si tylko zachty sprzedawcw. Miaa wraenie, e mina caa wieczno, nim w kocu dotara do koca ulicy. Trzymajc si w cieniu budynkw, przyspieszya troch kroku. Czy kapani mnie cigaj? Jeli tak, to w jaki sposb odgadli, e zjawi si na nocnym targu w Porinie, eby sprzedawa leki? Odpowied bya prosta. Jeeli ten kapan z Corelu pody wzdu wybrzea, na pewno sysza o dziwnej starej kobiecie, ktra egluje samotnie odzi i sprzedaje leki. Na pewno odgad, e to ona, i telepatycznie uprzedzi kapanw w miastach; kaza im uwaa na

wdrown, star handlark. Miaa szczcie, e ju wczeniej nie spotka jej aden z nich. Ale dlaczego? Przecie nie mog wiedzie, kim jest naprawd... Moe ten w Corelu by ciekaw, kim jest pomylona czarownica, ktra od tak dawna mieszka w opuszczonej latarni... Och... Lk cisn jej odek. Jeli wypyta wieniakw, od jak dawna tam siedz, mogli mu powiedzie, e od pokole. A to wzbudzi podejrzenia, e moe jestem niemiertelna. Nawet jeli w to nie uwierzy, pewnie ma obowizek sprawdzi... Zwolnia w okolicy portu. Skradajc si do nabrzea, uwanie badaa otoczenie. W oddali widziaa swoj ma dk, zacumowan do pomostu. Znalaza jaki ciemny zaktek, usiada i czekaa. Nie musiaa czeka dugo. Portomistrz wynurzy si ze swojej budy, a wewntrz dostrzega rg krzesa i plecy kogo ubranego w co biaego z niebieskim obramowaniem. egnaj, przyjaciko, pomylaa do odzi. Mam nadziej, e znajdziesz dobrego waciciela. A potem z alem odwrcia si i znikna wrd cieni miasta. Obcy zaj miejsce w gbi sali i spdzi dwie godziny, obserwujc goci baru. Roninowi nie spodoba si od chwili, kiedy wszed do rodka. Za dobrze ubrany i tyle. Owinity wielkim taulem. Cudzoziemiec, a jeszcze taki jakby arogancki w manierach, co sugerowao wysoko urodzonego. Roninowi nie podobao si te, jak patrzy na ludzi, ktrzy wchodz i wychodz. - Znowu si gapisz na naszego tajemniczego gocia? - mrukn Cemmo. Roffin spojrza na towarzysza. Cemmo by ylastym mczyzn i jednym z najmodszych wrd miejscowych rybakw. - To nie jest miejsce dla takich jak on - burkn. - Ano nie - zgodzi si Cemmo. - Powinien siedzie w barze dla wysoko urodzonych. - Zgadza si. - Kto powinien go std wyrzuci. - Upta Garmen. Ale go nie wyrzuci, dopki nie sprawia nam

kopotu. - Garmen moe straci, jak tacy wysoko urodzeni si za niego wezm. My nie - zauway Roffin. Cemmo odwrci wzrok. - Niby tak. Ale... Sam nie wiem. Co w nim tak jakby gronie wyglda. - To jego gapienie dziaa ci na nerwy. Garmen, waciciel baru, rzuci obcemu nerwowe, ukradkowe spojrzenie. Typ nie pi wiele, zauway Roffin. Skpy cudzoziemski dra... Gdy Roffin waln o blat swoim trzecim kuflem, obcy odwrci gow w jego stron. Roffin patrzy nieruchomo. Obcy unis brwi. I si umiechn. - Jeli wszystkim brakuje odwagi... Cemmo zmarszczy brwi, gdy Roffin wsta. Nie odezwa si jednak. Odsun tylko stoek i ruszy za koleg jak milczce wsparcie. Roffin podszed do obcego, a inni klienci pokiwali z aprobat gowami. Obcy bez niepokoju przyglda si, jak podchodzi. Roffin pochyli si nad nim, w peni wykorzystujc sw zwalist budow. - Trafie do niewaciwego lokalu - owiadczy. - Miejsce dla ciebie jest na drugim kocu ulicy. W centrum. Obcy rozcign wargi w umiechu. - Tu si podoba - owiadczy gbokim gosem, dziwnie akcentujc sowa. Roffin si wyprostowa. - Ale ty nam si tutaj nie podobasz. Id si gapi na sobie podobnych. - Ja zostaj. - Mczyzna wskaza miejsce naprzeciw siebie. - Ty zostajesz. My pijemy. - Pij sobie gdzie indziej - warkn Roffin. I wycign rk do ramienia obcego. Mczyzna zmruy oczy, ale nie ruszy si. Roffin poczu, jak ar obejmuje mu palce. Cofn szybko do, zakl i spojrza na poczerwienia skr.

- Ty id - powiedzia obcy z nut groby w gosie. Roffin cofn si o kilka krokw. Ten go by czarownikiem. adne groby go std nie rusz... Cemmo patrzy na niego pytajco. Roffin rozejrza si po sali i zobaczy, e przygldaj mu si wszyscy klienci baru. Zauwayli, co zrobi ten typ? Pewnie nie. Widzieli tylko, e Roffin cofn si przed wysoko urodzonym cudzoziemcem. Ponuro odwrci si na picie i ruszy do drzwi. - Wydam swoje pienidze gdzie indziej - mrukn, wychodzc, i trzasn drzwiami. Na ulicy zatrzyma si, niepewny, co robi dalej. Cemmo nie wyszed za nim. Wieloletnie przyzwyczajenie kazao mu wsucha si w uderzenia fal o podstaw klifu i wist wiatru midzy budynkami. Zapowiadaa si burzliwa noc na morzu. Do go pieka. Spojrza na ni i uzna, e kto powinien j obejrze. Kapan. Tak, kapan na pewno znajdzie jakie lekarstwo. Roffin zerkn na drzwi baru i umiechn si wrogo. Kapan Waiken zapewne chtnie si dowie, e w miecie jest zagraniczny szpieg.

12
Pluszczca, falujca woda rozcigaa si we wszystkich kierunkach. Odbite wiato wschodzcego soca tworzyo na powierzchni pomaraczowe wstgi. Od czasu do czasu przelatywa jaki morski ptak, na pozr cakiem niewiadomy statku i jego pasaerw. Spogldajc na zachd, Danjin widzia niebieskaw smug gr ponad wskim, ciemnym pasem ldu. Pasmo Zachodzcego Soca biego zachodni granic Hani a do Lustrzanej Cieniny, gdzie zanurzao si w wod i tworzyo lini maych wysepek, prowadzcych a do wikszych Wysp Somreyaskich. Wedug staroytnych kronik, niektre z tych gr wypluway kiedy ogie i popi; dzi jednak byy chodne i milczce. - Danjinie... Obejrza si zaskoczony. Auraya rzadko wstawaa przed witem. Dugie wosy cigna w prosty ogon, zamiast codziennej wyszukanej fryzury. Marszczya brwi. - Dzie dobry, Aurayo z Biaych - powiedzia, wykonujc znak krgu. - Przepikny ranek, prawda? Spojrzaa na wschodzce soce, ale nie zmienia wyrazu twarzy. - Rzeczywicie pikny. - Zwrcia si do niego. - W cigu godziny opuszcz statek. Czy zajmiesz si Figlem i dopilnujesz, by Leiard bezpiecznie dotar do swojego mieszkania? Danjin obejrza si. Kawaek dalej czterech marynarzy szykowao d, przez prawie cay rejs bezpiecznie zamocowan do pokadu. - Oczywicie - zapewni. Auraya przygryzaa warg... Wycign rk, ale nie dotkn jej ramienia. - Czy moesz zdradzi, co ci wzywa? Powoli odwrcia si do marynarzy. - Czciowo - odpara cicho. - Juran odebra meldunki o pentadriaskim kapanie, prawdopodobnie szpiegu, ktry wdruje

przez wioski i miasteczka pnocnego wybrzea Hani. Posa Dyar, by go schwytaa, a mnie poprosi, ebym ruszya tam od pnocy i odcia mu drog ucieczki. Skin gow. Rozumia teraz jej niepokj. Dopiero niedawno zacza si szkoli w uywaniu Darw. To moe by jej pierwsze starcie magiczne. Bogowie bd j chroni, powiedzia sobie w duchu. A Dyara prawdopodobnie uczyni z tego lekcj, doda sarkastycznie. Lekko uniosa w umiechu kciki ust, gdy odczytaa jego myli. - Wrc do Jarime z Dyar, wic zostawiam wszystko pod twoj opiek, Danjinie Spearze. - Czy Leiard wie, e wyruszasz? I dlaczego? Pokrcia gow. - Powtrz mu, co ci powiedziaam, ale innym mw tylko, e musiaam zaatwi piln spraw na ldzie. Przytakn. - Tak zrobi. Umilka, wpatrzona w dalek lini brzegu. Kiedy zbliyli si do ldu, Danjin poczu, jak narasta w nim niepokj. Ona jest jedn z Wybranych, przypomnia sam sobie. Potrafi o siebie zadba. Uwiadomi sobie, e nie o jej bezpieczestwo si martwi. By moe bdzie zmuszona zabi tego szpiega. A to brzemi, ktrego dwiganie jak najduej powinno by jej oszczdzone. Gdyby tylko Mairae wracaa z nami, zamiast zosta, by ustali zasady handlu i wizyt kolejnych delegacji, zgodnie z warunkami traktatu. Ale zaraz gdy nadpyna ta myl, wiedzia, e jest niegodna. Mairae jest pewnie w peni wyszkolona - tak przynajmniej zakada - ale tak samo jak Auraya nie zasugiwaa na brzemi mierci zadanej wasnymi rkami. Soce wspio si wyej i brzeg si zbliy. Ciemna linia, ktr Danjin widzia z oddali, zmienia si w popkane, czarne klify. W polu widzenia pojawia si budowla z kilkoma szerokimi wieami, wzniesiona na samej krawdzi urwiska. Opuszczono d na wod i Auraya zesza do niej zwinnie, by zaj miejsce midzy wiolarzami.

Danjin wychyli si nad relingiem, patrzc, jak odpywaj. Auraya siedziaa wyprostowana i nie ogldaa si za siebie. - Doradco Danjinie Spearze. Danjin obejrza si na Leiarda. Zastanowi si, od jak dawna ju tu stoi. - Sucham, tkaczu snw Leiardzie. Leiard podszed do relingu. - Jak rozumiem, Auraya nie przyczy si do nas na porannym posiku. Danjin pokrci gow. - Nie. Popyna na ld. Ma si spotka z Dyar, eby schwyta jakiego pentadriaskiego szpiega. Potem wrc do Jarime drog ldow. Leiard jeszcze przez chwil spoglda na d, po czym zwrci si do Danjina. Kciki jego ust przesuny si ku grze. - W takim razie lepiej wracajmy pod pokad, zanim wystygn gofry. Danjin parskn miechem. Odwrci si od relingu i pody za tkaczem snw do mesy. Gdy szalupa zbliya si do brzegu, Auraya nie moga sobie wyobrazi, w jaki sposb zdoaj bezpiecznie dopyn. Fale rozbijay si o pionow czarn ska, wypeniajc powietrze sonym wodnym pyem. Byo jasne, e kada d, ktra sprbuje tu przybi do brzegu, zostanie rozbita w drzazgi. Wiolarze pochylili si i naparli na wiosa, biorc kurs wok wystajcej skay. Pojawi si wski, usiany czarnymi gazami pas ciemnego piasku. Auraya odetchna z ulg, widzc, e zaoga tam si kieruje. Uniosa gow i zauwaya zygzakujc lini wykutych w skale schodw, prowadzcych na sam szczyt. Dno odzi zaszurao o piasek. Marynarze wcignli wiosa, wyskoczyli przez burty, i kiedy fala pchna d do brzegu, pocignli j a na pla. Auraya wysiada. Jej sanday zapady si w piasku, a wzbierajca woda ochodzia stopy. Podzikowaa wiolarzom i zostawia ich, gdy spychali d z powrotem na wod. Sama ruszya do schodw. Stopnie byy strome, wskie i mocno wytarte porodku. Zacza

si wspina i ju po chwili oddychaa ciko. Im wyej wchodzia, tym bardziej przeraajco wygldaa w dole plaa. Czua uderzenia wiatru i zastanawiaa si, co by si stao, gdyby spada. Czy osona, chronica przez atakami magicznymi, ocaliaby j take przed uderzeniem o piasek i kamienie? Moe lepiej sobie tego nie wyobraa... Auraya wypchna z umysu te obrazy i kontynuowaa wspinaczk. Szybko powrcia myl do zadania, ktre da jej Juran. Pentadrianina widziano w rozmaitych barach i gospodach - moe liczy, e podsucha co interesujcego. Jego rysopis nie pasowa do tego potnego czarownika, z ktrym walczy Rian. Ten by starszy, ciemnowosy... Ale i tak nie moga stumi uczucia lku. Nie moe by dwch czarownikw o takiej mocy, zapewni j Juran. Moemy spotka jednego takiego na stulecie. Ten czowiek zatrzymuje si w ndznych kwaterach. Wtpi, by jego Dary byy tak silne jak u ktrego z wysokich kapanw... Kiedy wreszcie dotara na szczyt, ze zdziwieniem odkrya, e czeka tam na ni grupka ludzi. Od strony ldu zabudowania wioski otaczay budowl z czarnego kamienia, wyrastajc na krawdzi klifu. Kapan wyszed jej na spotkanie. - Witaj w Caramie, Aurayo z Biaych. Jestem kapan Valem. Umiechna si. - Witaj, kapanie Valemie. Kapan wskaza dobrze ubranego mczyzn o jasnych oczach i z pasmami siwizny we wosach. - To jest Borean Stonecutter, wjt naszej wioski. Tamten pochyli gow i wykona formalny, oburczny znak krgu. Pozostali w grupie poszli za jego przykadem. Zauwaya, e s ubrani zwyczajnie, a jeden wci mia na sobie przypalony fartuch kowala. Wikszo unikaa jej wzroku, ale niektrzy patrzyli na ni z lkiem. Umiechna si ciepo. - Jestem take wacicielem stranicy. - Borean wskaza budowl na brzegu klifu. - Kapan Valem zaplanowa, e tam si zatrzymasz.

- Bd zaszczycona, wchodzc do twego domu - odpara Auraya. - Mam nadziej, e nie sprawi ci kopotu. - Ale skd - zapewni. Skin na ni uprzejmie i razem ruszyli w stron stranicy. Kapan zaj miejsce u jej boku. - Czasami wynajmuj pokoje wdrowcom, wic nie jestem cakiem nieprzygotowany na wizyty - wyjani Borean. - Ale nie mog ci obieca takich wygd jak w Jarime. - Ani ja, ani inni Biali nie cenimy ekstrawagancji. Czy dom jest bardzo stary? Nie musiaa udawa zainteresowania, kiedy opowiada jej dug histori budowli. Wznis j jeden z jego przodkw wiele stuleci temu, jako dom mieszkalny i jednoczenie stranic majc ostrzega przed morsk inwazj. Kiedy dotarli do drzwi, podzikowaa wieniakom za to, e wyszli jej na spotkanie. Wewntrz poprosia Boreana, by oprowadzi j po domu. Kapan szed za nimi, milczc. Pokoje pene byy pamitek, ale niezbyt luksusowo wyposaone. Skoczyli w jednej z niskich wie, gdzie Borean przygotowa dla niej pokoje. - Miejscowe kobiety bd usugiwa... Przerwa mu trzask na dole, a potem kobiecy krzyk. Rozleg si tupot biegncych stp. Borean i kapan Valem wymienili zdumione spojrzenia, po czym wjt przeprosi i ruszy do drzwi. Zanim jednak tam dotar, w progu stan ubrany w brzowy podrny taul mczyzna, ktry zablokowa wyjcie. Jego wzrok przelizn si po wjcie, po wiejskim kapanie, i wreszcie spocz na Aurai. Poczua mrowienie skry od tego spojrzenia. Byo w tym czowieku co dziwnego... Cer mia blad, a oczy tak czarne, e nie moga dostrzec renic. Ale nie to byo powodem zdziwienia. Przyjrzaa mu si bliej i poczua ucisk w odku, kiedy dotaro do niej, co to takiego - nie potrafia odczyta jego myli. - Kim... - zacz Borean. Mczyzna spojrza na niego i wjt zatoczy si do tyu. Upad

ciko i chwyci si za brzuch, z trudem apic oddech. Auraya cigna magi i pospiesznie wzniosa ochronn barier, oddzielajc mczyzn od czarownika. Borean odczoga si od drzwi; wci rzzi. Podesza do niego, chwycia za rk i pomoga wsta; nie spuszczaa wzroku z obcego w drzwiach. - Jeste ranny? - szepna do wjta. - Tylko... pod... duszony... - odpowiedzia chrapliwie. - Czy jest inne wyjcie z tych pokojw? Przytakn. - Dobrze. Zabierz kapana i idcie. : Juran! zawoaa, gdy obaj mczyni wybiegli bocznymi drzwiami. : Tak? : Ten pentadriaski szpieg jest tutaj. : Ju? : Tak. Wzmocnia cze i pozwolia mu zobaczy czarownika swoimi oczami. : Co moesz wyczyta z jego umysu? : Nic. Nie widz jego myli. Czy to powszechna wrd pentadrian umiejtno? : Nie wiem. Musimy rozway tak moliwo. Skontaktuj si z Dyar. : On mnie szuka. Nie ma innego powodu, eby wchodzi do domu. Jeste pewien, e to szpieg? Nie zachowuje si jak szpiedzy. : Pewnie uzna, e jeste wan kapank, i chce wydoby z ciebie informacje. Wtpi, czy si domyla, kim jeste naprawd. - Ty musisz by Auraya z Biaych - rzek Pentadrianin. Popatrzya na niego zdumiona. : To tyle, jeli chodzi o twoj teori, pomylaa do Jurana. Gdzie jest Dyara? : Godzin drogi od wioski, odpowiedziaa Dyara. Staraj si podtrzyma rozmow, Aurayo, i nie wychodzi z budynku. Bd tam ju niedugo. - Tak, to ja - owiadczya. - A kim ty jeste? - Ja jestem Kuar. Pierwszy Gos Bogw.

: Wielki Chaio! Przywdca pentadrian? zawoa zdumiony Juran. Dlaczego przywdca kultu miaby wdrowa na pnoc samotnie? Na pewno kamie. Pentadrianin zacz przesuwa si ku niej, powoli, krok za krokiem. - Po co tu przybye? - spytaa. - Przybyem spotka si z tob - odpar czarownik. - Ze mn? Dlaczego? - eby si uczy... Dotar do jej bariery. Kiedy rozoy szeroko rce, taul rozsun si, ukazujc czarny strj i zawieszon na szyi srebrn gwiazd. Auraya zmarszczya czoo. Szpieg nie podrowaby po obcym kraju, jedynie taulem osaniajc strj swojego ludu. - Czego chcesz si nauczy? - spytaa. Magiczny cios uderzy w barier, wysyajc po powierzchni podobne do byskawic struki magii. Sykna, czujc jego si. Atak skoczy si nagle, a czarownik popatrzy na ni spokojnie. - Jak silni jestecie wy, poganie. Przeszya go - miaa nadziej - lodowatym wzrokiem. - Czy to odpowiada na twoje pytanie? Wzruszy ramionami. - Nie cakiem. Auraya skrzyowaa rce na piersi i patrzya na niego wyzywajco. Wewntrz jednak dygotaa od szoku. : Juran, odezwaa si w mylach. Podejrzewam, e ta twoja teoria o jednym potnym czarowniku pojawiajcym si co sto lat jest bdna. I twoja teoria o szpiegu chyba te. : Obawiam si, e masz racj w obu przypadkach, zgodzi si Juran, jest silny, ale ty rwnie. : Ale nie nauczyam si prawie niczego poza tym, jak si osania! : Wicej ci nie trzeba. Rozprawi si z nim Dyara, kiedy dotrze na miejsce. Czarownik zmruy powieki. Bariera a zabrzczaa pod drugim uderzeniem. Po obu stronach pokoju zbkana magia wypalaa farb.

Meble staway w pomieniach. Atak przybiera na sile, a ona cigaa ku sobie coraz wicej magii, by mu si oprze. : Na bogw, ale jest silny! : Twoja tarcza jest za szeroka, ostrzeg Juran. cignij j bliej do siebie. Bdzie bardziej skuteczna. Postpia wedug jego rady. Kiedy bariera nagle znikna, energia ataku roztrzaskaa obrazy, okna i meble. Auraya poczua wyrzuty sumienia. Atak usta. Obserwowaa twarz pentadrianina - wydawa si zamylony. Postpi jeszcze o krok naprzd. - S bardziej cywilizowane metody dziaania - powiedziaa. Moglibymy opracowa jak prb. Moe doroczne konkursy. Ludzie przybywaliby... Kiedy brutalny, potny cios uderzy w jej tarcz, musiaa skoncentrowa si tylko na ciganiu i przesyaniu magii. Przeciwnik przyglda si jej w skupieniu; nie okazywa wysiku, cho jego atak stawa si coraz potniejszy. A potem nagle odkrya, e nie moe dostarcza magii dostatecznie szybko, by stawia czoa natarciu. Biae wiato olepio j na moment, gdy czarownik przeama jej obron. Przeya krtk chwil czystej agonii. Zatoczya si do tyu, zapaa oddech i spojrzaa na siebie: wci ya i - co zaskakujce bya caa. : Uciekaj! Przekaz Jurana by niczym krzyk w jej umyle. Jest silniejszy! Nic wicej nie moesz zrobi! Ta wiadomo uderzya w ni niczym cios. Pentadrianin mg j zabi... Poczua, jak ogarnia j groza, i szybko stworzya now tarcz. Spojrzaa na czarownika i zobaczya, e umiecha si szeroko. To tyle, jeli chodzi o niemiertelno, pomylaa. Ludzie zapamitaj mnie jako najkrcej yjc niemierteln w historii. Zrobia kilka krokw w stron bocznego wyjcia, ale natrafia na niewidzialn zapor. - Nie, nie - powiedzia Pentadrianin. - Ty nie wychodzisz. Ja chc zobaczy, czy ty wezwiesz swoich bogw. Czy oni si zjawi? To by byo ciekawe. To by odpowiedziao na liczne pytania.

: Czy za tob jest okno? spytaa Dyara. : Tak, ale jeli si do niego przesun, on mnie zablokuje. : W takim razie musisz si opiera. Potrzebuje czasu, by znowu przeama twoj oson. Wykorzystaj t chwil, eby przedosta si do okna. Auraya cofaa si przed czarownikiem. Cho walczya, nie miaa do siy; zepchn j pod cian. Okno byo na wycignicie rki. Pentadrianin podszed i stan przed ni. - Gdzie s twoi bogowie? - zapyta. - Ja znam twoj moc. Niedugo potrwa, a pokonam ci znowu. Ty wezwij swoich bogw. Okno byo tak blisko... Ale ona nie moga si ruszy. Czarownik pokrci gow. - Oni nie istniej. Wy jestecie oszustami. Wy zasugujecie na mier. Rozoy palce na wysokoci jej piersi. Prbowaa si cofn, ale za plecami czua twardo ciany. Gdyby tylko moga przej przez mur... Ale przecie moe! cigna magi i potnym strumieniem pchna j do tyu. ciana ustpia z oguszajcym trzaskiem. Auraya zobaczya jeszcze, e czarownik ze zdumieniem otwiera szeroko oczy, po czym wypada przez otwr w murze. Przygotowaa si na wstrzs, kiedy jej tarcza zderzy si z ziemi. Nie nastpi. Spadaa nadal. A kiedy odwrcia si gow w d, zobaczya pdzce ku sobie piasek, kamienie i wod. Musz si zatrzyma! Poczua, jak pynie przez ni magia, posuszna mylowej komendzie. Wraenie spadania urwao si, zakoczone potnym wstrzsem. Przez chwil bya zbyt oszoomiona, by myle. Odetchna ostronie, potem jeszcze raz... Powoli otworzya oczy; nie pamitaa, e wczeniej je zamkna. Na odlego wycignitego ramienia zobaczya cian z ciemnego piasku.

To nie ciana, poprawia si w mylach, ale plaa. Rozejrzaa si; skalne urwisko miaa po prawej rce, morze po lewej. Unosia si w powietrzu. Jak to moliwe? Wrcia pamici do myli, jakie przebiegay jej przez gow. Chciaam si zatrzyma. Przesta si porusza. Ale to co wicej. Dostrzegaa swj ruch w relacji do wszystkiego wok. Nie konkretnie morza czy klifu. Do wszystkiego. Do wiata. I zatrzymaam si. I cigle si nie poruszam. Czy mogabym si przemieci, chcc tylko zmieni pozycj wzgldem wiata? Zawahaa si. Baa si, e badajc swj nowy Dar, utraci go i spadnie na ziemi. Nie bdzie to upadek miertelny, ale rozczarowujcy. Jednake, rozumowaa, gdyby ta umiejtno, ten Dar, wymagay intensywnego mylenia, wiedziaabym o tym od pocztku. Nie, to nie przypominao adnego innego Daru, jakiego dotd uczya si uywa. To byo jak nauka chodzenia. Co, nad czym czowiek si nie zastanawia. Jeli nauka uywania zwykego Daru jest jak nauka gry na instrumencie, to ten jest jak piew. Gdyby udao mi si przemieci, to tak jakbym leciaa... Ta myl wzbudzia w niej dreszcz podniecenia. Musz sprbowa. Ja w relacji do wiata. Chc si obrci twarz w gr. W trzech gwatownych ruchach przetoczya si bokiem. Ponad ni wyrasta klif. Powoli, a potem coraz szybciej, wzniosa si w gr. Lepiej by byo w pozycji pionowej, pomylaa, i powoli przekrcia si gow do gry. Przeleciaa obok krawdzi urwiska i zahamowaa, kiedy zobaczya dach stranicy. Nagle przypomniaa sobie czarownika i jej euforia zgasa. Z otworu, ktry wybia w cianie budynku, unosi si dym. Wieniacy, ustawieni rzdem od studni do stranicy, podawali sobie wiadra wody. Czua, jak strach ciska jej odek, gdy rozgldaa si za

czarownikiem. Jeli nadal tam jest, bdzie musiaa przeczeka do przybycia Dyary. Przesuwaa si nad wiosk i szukaa go - bez skutku. W kocu dostrzega ciemn sylwetk, odjedajc na reynie ku pnocy. Signa do myli jedca i nie znalaza adnych. Odetchna z ulg. Musia uzna, e zginam. A Juran i Dyara na pewno si zastanawiaj, co zaszo. Umiechna si. Nie uwierz mi. Juran. : Auraya? yjesz. Co...? Gdzie jeste? : Nad Caramem. : Nie rozumiem... : }a te nie. Bogowie nie mogli uczyni mnie silniejsz, wic w zamian ofiarowali mi nowy Dar. Widz czarownika. Odjeda. Mam go ciga czy zaczeka na Dyar? : Nie naraaj si. Czekaj na Dyar. Potem musicie wraca. : Nie moemy wypuci tego czarownika, zaprotestowaa Dyara. : Musimy. Jeste silniejsza od Aurai, ale nie wiemy, czy dostatecznie silna. A dopki Auraya nie zakoczy szkolenia, nie powinnimy stawia jej naprzeciw tak gronych czarownikw. Nawet jeli ma wsparcie. Spotkaj si z Auray i wracajcie do Jarime. Auraya zbadaa wzrokiem budynki w dole. Ze stranicy nie unosi si ju dym. Przed domem stan Borean i - sdzc z gestw tumaczy wieniakom, e woda nie jest ju potrzebna. : Gdzie jeste, Dyaro? : Na drodze. Ju niedaleko. : Polec na poudnie na spotkanie z tob. Auraya przerwaa cze i znowu zapragna si przemieci.

13
Pierwszym, co zauway Leiard, kiedy Danjin Spear otworzy drzwi do pokojw Aurai, bya niezwyka blado doradcy. Nie panowa tak dobrze, jak zwykle, nad swoim lkiem wysokoci. Ale tym razem w lk czy si ze zdumieniem i podziwem. - Witaj, tkaczu snw Leiardzie - powiedzia, troch bez tchu. Auraya polecia mi wysa ci na dach. Schody ci tam doprowadz. - Dzikuj ci, Danjinie Spearze. Z pokoju dmuchno chodne powietrze. Leiard zatrzyma si i ponad ramieniem Danjina zajrza do rodka. Zauway dwch robotnikw stojcych przed oknem bez szyby. Wic to jest rdo lku doradcy. Zdaje sobie spraw, e nic nie oddziela go od przepaci na zewntrz. Ale dlaczego w oknie nie ma szka? Czyby kto wypad? Jednak ani u doradcy, ani u dwjki mczyzn nie wyczuwa niczego, co mogoby sugerowa taki wypadek. Widok przesoniy mu zamknite przez Danjina drzwi. Leiard pokrci gow i ruszy schodami w gr. Tajemnica doczeka si pewnie rozwizania po rozmowie z Auray. Trzy dni temu Herold powrci do Jarime, a Leiard do domu Bakerw. Wieci o zawarciu przymierza dotary szybciej i Tanara przygotowaa ju uroczyst kolacj. Zaprosia innych tkaczy snw i wspierajcych ich przyjaci. Nie wszyscy byli tak pewni jak ona, e to pocztek pokoju midzy tkaczami snw i cyrklianami. Wszyscy jednak zgadzali si, e w ostatnich miesicach nkanie pogan w Jarime zdarzao si wyranie rzadziej. Jayim siedzia przy stole milczcy i zamylony. Pniej wypyta Leiarda na temat jego roli. Leiard wyczu, e chopak bliski jest podjcia decyzji o swej przyszoci. Nie popdza go. Jayim musia sam dokona wyboru. Rano uczucie zdecydowania wypenio dom. Jayim by cichy, ale spity; wyranie czeka na odpowiedni moment, by zabra gos. Pod

koniec niadania zapyta, czy Leiard nadal chce go uczy. Kilka sw pniej Leiard mia ju nowego podopiecznego. Tanara ledwie zdya si zorientowa, co si wydarzyo, gdy nadeszo wezwanie do Biaej Wiey. Leiard zostawi szeroko umiechnitego chopaka i jego matk planujc ju kolejne uroczyste przyjcie. Teraz, kiedy wspina si po schodach na dach, pyta sam siebie, czy jest zadowolony z nowej sytuacji. Jayim by inteligentny i Obdarzony. Kiedy skoczy nauk i dojrzeje, bdzie dobrym tkaczem snw. Wic dlaczego Leiard odczuwa odrobin alu? Czy pragnie samotnoci? Czy zwyczajnie nie chce si obcia uczniem? A moe w gbi serca wci ma nadziej, e Auraya do niego wrci? Jeli tak, to jestem gupcem. Nad nim pojawi si koniec schodw i na wp otwarte niedue drzwiczki. Koysay si lekko. Leiard poczu na twarzy chodny powiew. Kiedy wychodzi na zewntrz, co przeleciao nad nim i znikno za krawdzi dachu. Zatrzyma si, marszczc czoo. To co byo za wielkie na ptaka. Odebra przelotne wraenie ludzkich proporcji. Czyby jaki Siyee przyby do Jarime? Na sam myl o tym serce zabio mu szybciej. O ile wiedzia, jeszcze nigdy aden Siyee nie dolecia tak daleko. Szybkim krokiem podszed do balustrady na krawdzi. Spojrza i wyranie zauway latajc posta. Nie by to Siyee, ale czowiek o normalnych proporcjach ciaa. Cho wydawao si to niemoliwe, ten czowiek - ta kobieta - nie miaa skrzyde. Biaa cyrkla powiewaa jej na ramionach. Kobieta wolno krcia ptle w powietrzu. Gdy jej twarz zwrcia si ku grze, co cisno mu serce. Auraya! Patrzy na ni z niedowierzaniem. Jak to moliwe? Z pomoc magii, naturalnie, odpowiedzia gos w jego umyle. Nigdy jeszcze tego nie widzia. Bardzo wielu czarownikw prbowao tego wyczynu, ale aden nie osign sukcesu. A do

teraz nie mia pojcia, e co takiego w ogle jest moliwe. Ale bya tam w powietrzu, opierajc si przyciganiu ziemi. Lecc! Pomyla, ile kosztowaa Siyee moliwo wzlatywania w niebo, i nagle jej widok go zabola. A prcz blu odczuwa take pustk, jakby ulotniy si ostatnie resztki nadziei. Niewane, jak ycie moe rozczarowa Auray, nic jej nie skoni, by zrezygnowaa z lotu... Umiechaa si radonie. Ca uwag skupiaa na figurach, jakie wykonywaa pynnie, cho powoli. - Leiardzie! - Zauwaya go. - Patrz, co potrafi! Wywina kolejn ptl. Cyrkla wzda si i zauway, e pod ni nosi spodnie, zamiast zwykej dugiej tuniki. Zapewne tunika utrudniaa jej lot - a przynajmniej zachowanie godnoci. Nie mg powstrzyma umiechu. Ta dziecica rado w gosie przypomniaa mu dziewczynk, ktr niegdy bya. Spojrzaa poza niego, i grymas wiadczcy o tym, e si bardzo ucieszy, zmieni si w spokojniejszy umiech. Spyna, a on odwrci si, by patrze, jak opada na dach. Jaki kapan zblia si do nich. Nosi si z godnoci, ale na twarzy mia wyraz przyjaznej troski. Byo w nim co znajomego. To on, owiadczy gos z gbi umysu Leiarda. Kto? spyta Leiard. Odpowied nie nadesza, ale jej nie potrzebowa. Kapan mia na sobie gadk bia cyrkl, i by tylko jeden Biay, ktrego Leiard jeszcze nie pozna. - Juran! - zawoaa Auraya. - To jest tkacz snw Leiard. Leiardzie, to jest Juran z Biaych. W umyle Leiarda bysna zapamitana wizjazdeterminowanej twarzy Jurana. A wraz z ni napyn strach. Leiard zdoa go stumi. Nie da si unikn tego spotkania Juran nie ma powodu, by mnie krzywdzi, tumaczy sobie. Biay zmarszczy brwi - z pewnoci pochwyci myli Leiarda. Ale natychmiast si uspokoi. - Doradco tkaczu snw Leiardzie - rzek. - To prawdziwa rado, e wreszcie mog ci pozna. Dzikuj ci a pomoc w negocjacjach z

Somreyem. Auraya i Mairae zapewniy mnie, e twoje rady byy nieocenione. Leiard skoni gow. - Praca z nimi to przyjemno. - Spojrza na Auray. - A wydaje si, e bogowie take s zadowoleni z wysikw Aurai. Juran umiechn si. - Mogli nas uprzedzi - stwierdzi z alem, ale bez ladu wyrzutu. Po czym znowu spowania. - Auraya opowiedziaa mi o wspomnieniach cza. Mwi, e masz wiele pochodzcych od Mirara. Umiech Aurai znikn. Spojrzaa niespokojnie n Leiarda. - To prawda - potwierdzi Leiard. - Nie mam pojcia, gdzie i od kogo do mnie trafiy. Mino wiele lat, odkd braem udzia w czeniu pamici. Juran kiwn gow. - Jak wiee s te wspomnienia? - S fragmentaryczne - odpar szczerze Leiard. Trudno stwierdzi, z jakiego okresu pochodz. Niektre dawne, poniewa pewne obiekty w nich nie s tak zniszczcie przez czas. Innych nie da si oceni. Juran otworzy usta, jakby chcia powiedzie co jeszcze, ale pokrci gow i popatrzy na Auray. - Mamy dzi wiele do zrobienia. Jestem pewien, e twj doradca bdzie wdziczny, jeli do dyskusji o rozmowach z Somreyanami wybierzemy miejsce wygodniejsze od dachu Wiey. - To moe spotkamy si w twoich pokojach? - zaproponowaa. U siebie kazaam zamieni okno na drzwi i jest tam troch... przewiewnie. Juran unis brwi. - W takim razie u mnie. - Spojrza na tkacza snw. - Nie zwlekajmy duej. Uprzejmym gestem zasugerowa, e Leiard powinien mu towarzyszy. Tkacza drczya obawa, gdy szed obok przywdcy Biaych. Nie ufaj mu, szepn ten dziwny gos w umyle. Leiard

odetchn gboko i sprbowa go ignorowa. Im szybciej zacznie uczy Jayima czenia, by mc regularnie potwierdza swoj tosamo, tym lepiej. Tym razem sowa rytuau, jakie Juran wyrecytowa na pocztku spotkania w Otarzu, wzbudziy u Aurai poczucie wdzicznoci i lojalnoci. Dwa krtkie zdania, ktre powtrzya gono, wymawiaa z wikszym przekonaniem ni kiedykolwiek wczeniej. - Dzikujemy wam. To podzikowanie obejmowao niezwyky Dar, jaki od nich otrzymaa. Rankiem Juran wezwa j na dach, by sprawdzi, czy sam zdoa opanowa t umiejtno. Ale chocia tumaczya mu jak najlepiej, a nawet mylowo przekazaa mu zrozumienie Daru, nie zdoa powtrzy jej wyczynw. - Moe powinienem skoczy z Wiey... - mrukn w pewnym momencie. Wyjrza przez balustrad i zadra. - Nie. Myl, e pewnego ryzyka nie warto podejmowa. Nie byby to przyjemny sposb przekonania si, e ten Dar przeznaczony jest tylko dla ciebie. Co byo interesujc moliwoci. Czy inni te otrzymaj swoje wyjtkowe Dary? Moe bogowie wyjani to dzisiaj... - Prowadcie nas. Te sowa skieroway jej myli do drugiej przyczyny obecnego zgromadzenia. Spospniaa. Mieli dyskutowa o jej spotkaniu z pentadriaskim czarownikiem. Krtki rytua dobieg koca i Juran przyjrza si z powag pozostaym Biaym. - Dwaj czarni czarownicy - rzek. - Obaj pentadrianie. Obaj potni. Jeden twierdzi, e jest Kuarem, przywdc tego kultu. Jeli to prawda, dlaczego przyby tu sam? Dlaczego pojawi si ten drugi Pentadrianin? Czy stanowi grob dla Ithanii Pnocnej? Zamilk, czekajc na ich opinie. - Odpowied na ostatnie pytanie jest jasna - uznaa Dyara. - Ten czowiek, podajcy si za Kuara, zwyciy Auray w starciu mocy. Ona jest silniejsza ni Rian i Mairae. To znaczy, e czarownik

stanowi zagroenie dla przynajmniej trojga z nas. Pierwszy Pentadrianin te pokaza, jakim jest zagroeniem dla mieszkacw Ithanii Pnocnej. - Kuar nie mordowa zwykych ludzi - przypomnia jej Juran. Nie powinnimy ocenia wszystkich pentadrian na podstawie dziaa pierwszego napotkanego czarownika. Mg przecie naduywa mocy, kiedy znalaz si poza kontrol swoich zwierzchnikw. Dyara zmarszczya czoo i kiwna gow. - To prawda. - Mamy za to pewno, e traktuj nas pogardliwie - wtrci Rian. - Obaj nazwali nas poganami. - Tak - zgodzia si Auraya. - Kuar zachca, ebym wezwaa bogw, jakby nie wierzy, e bd mnie chroni. : To jasne, e religia jest gwnym powodem ich niechci do nas oraz e s niebezpieczni, powiedziaa Mairae. Nawet przez telepatyczne cze Auraya wyczuwaa jej zniecierpliwienie. : Chc wiedzie, do czego s zdolni i czy planuj kolejne ataki. - Musimy wysa wicej szpiegw - uznaa Dyara. Juran przytakn. - Mamy ich tam troch, ale pora zwikszy t liczb. Potrzebujemy wicej kapanw, eby przyspieszy komunikacj. - Nie lubi naszych kapanw - ostrzeg Rian. - Kadego, kto wyruszy do Ithanii Poudniowej, odesano z powrotem. - Wic ci, ktrych wylemy teraz, wyrusz w przebraniu. - Jeli zostan wykryci, zgin. Juran skrzywi si. - To ryzyko, ktre musimy podj. Poszukaj ochotnikw wrd kapanw i kapanek. Dopilnuj, by byli o wszystkim poinformowani. Nie wyl tam nikogo, kto sam nie postanowi narazi si na takie niebezpieczestwo. Rian skin gow. - Poszukam. Juran w zamyleniu potar podbrdek. - Pocztkowo Kuar nie stara si zwraca na siebie uwagi. Nie

tak, jak ten pierwszy pentadriaski czarownik. Ale obaj sprawiali wraenie, jakby chcieli wyprbowa nasz si i moliwoci obrony. Mam nadziej, e uznali nas za nard zbyt potny, by rozwaa agresywne posunicia. - Westchn. - Jasne jest, e adne z nas nie powinno samotnie stawa przeciwko tym czarownikom. Musimy zacz ukrywa nasze poruszenia, tak eby tylko nieliczni zaufani wiedzieli, kiedy kto z nas odcza si od pozostaych. - Zmarszczy czoo. - Miejmy nadziej, e ci dwaj nie powrc razem. Auraya zadraa na sam myl o tym, co zyskao jej pene wspczucia spojrzenie Dyary. Stosunek kobiety do Aurai zmieni si wyranie - staa si mniej krytyczna i niemal przyjazna. Auraya miaa nadziej, e jest to efekt sukcesu w somreyaskich negocjacjach, ale podejrzewaa, e Dyara stara si podtrzymywa j na duchu na wypadek, gdyby wci przeywaa starcie z Kuarem. - Gdzie jest teraz Kuar? - spytaa Dyara. - Po spotkaniu z Auray widziano, jak wdrowa na pnoc. Potem, tak jak ten pierwszy, porwa d. - A co z czarownic zauwaon w Torenie? - zainteresowa si Rian. Juran pokrci gow. - Nie jest pentadriank. Z przekazanych raportw wynika, e ya samotnie w starej latarni i sprzedawaa miejscowym leki. Wjt wsi postanowi z tym skoczy i wezwa kapana, eby j wypdzi. Ucieka jednak, zanim si pojawi. Kapan by na tym poprzesta, ale zaniepokoiy go opowiadane o tej kobiecie historie. Wieniacy twierdz, e ya tam od ponad stu lat. Wystraszy si, e moe by jedn z Dzikich. - Stara kobieta? Czy moe by Wiedm? Juran wzruszy ramionami. - Ludzie yj czasem duej ni sto lat, a historie z przeszoci z kadym pokoleniem bywaj bardziej przesadzone. Jednake mamy obowizek sprawdza wszystkie meldunki o Dzikich, wic poleciem kapanowi, by j odszuka. - Czy to nie jest zbyt niebezpieczne? - zaniepokoia si Auraya. -

Jeli jest Dzik, to bdzie silniejsza od niego. - To ryzyko kapan zdecydowa si podj. My tutaj nie mamy czasu, eby j tropi. - Juran pokrci gow. - Jeli potwierdzi si, e jest Dzik, to... Zamilk zdziwiony. Wszyscy patrzyli zaskoczeni, jak rozwiera si pi cian Otarza. Wstali z krzese. - Co to znaczy? - spytaa Auraya. - Bogowie s tutaj - szepn Rian; oczy byszczay mu religijnym uniesieniem. Pod ogromn Kopu zabrzmiay echem czyje kroki. Dyara przewrcia oczami. - Jeli tu s, to przybrali dzisiaj skromn form. Nie, chyba kto chce nam przerwa, i to w wanej sprawie. Kiwna gow i spojrzaa ponad ramieniem Riana. Obejrzeli si i zobaczyli spieszcego ku nim kapana. - Wybaczcie, e przerywam - wysapa, kiedy stan przy podwyszeniu. - Ale wanie przybyo do nas dwoje ambasadorw. - Z jakiego kraju? - spyta Juran. - Z... z Si. Siyee! Auraya westchna cicho i dostrzega zaskoczenie Dyary. Juran przyjrza si jej, unoszc brwi. Potem wsta. - W takim razie wyjdziemy im na spotkanie. Zeszli z Otarza i ruszyli do brzegu Kopuy. Na zewntrz zebray si setki kapanw i kapanek, a wszyscy zadzierali gowy, patrzc w gr. Auraya poczua mocniejsze uderzenie serca, kiedy spostrzega krce nad Wie niedue skrzydlate sylwetki. - Oni pewnie nie wiedz, e jestemy tutaj, na dole - zauwaya Dyara. - Moe powitamy ich na szczycie Wiey? - Mog wam zaoszczdzi drogi - umiechna si Auraya. Dyara popatrzya na ni z nieprzeniknion twarz. Juran parskn miechem. - Z kad chwil boskie intencje staj si bardziej oczywiste mrukn. - Ruszaj, Aurayo. Powitaj ich na ich terenie, e tak powiem. Auraya skoncentrowaa si na poczuciu wiata wok siebie i

wasnej pozycji w stosunku do niego. Przywoaa magi i przesuna si ku grze, cigle zwikszajc prdko, a pdzia przed ni ciana Wiey... W oknach widziaa niewyrane twarze. Siyee nie zauwayli jej, dopki nie znalaza si prawie przy nich. Zaskoczeni, odlecieli. Zwolnia i zatrzymaa si, zawieszona w powietrzu. Obserwowaa, jak zaczynaj kry wok niej, zachowujc dystans. Z tej odlegoci widziaa, e wszystko, co opowiadano jej o Siyee, byo nieprawdziwe... Z wyjtkiem tego, co mwi Leiard, poprawia si w mylach. Wygldali jak dzieci, nie tylko z powodu nieduych rozmiarw, ale dlatego e ich gowy wydaway si za due w proporcji do ciaa. Piersi mieli szerokie, ale ramiona chude i muskularne. Skrzyda nie miay pir i nie wyrastay z plecw. To rce byy ich skrzydami wyduone koci palcw tworzyy szkielet dla pprzezroczystej membrany, sigajcej od czubkw palcw do tuowia. Nosili kamizelki z otworami na rce wyduonymi a do bioder, by nie krpowa ruchw skrzyde. Obcise spodnie z tej samej szorstkiej tkaniny co kamizelki okryway dolne czci ich cia, a wskie paski mocoway nogawki do ng. Kiedy podlecieli bliej, zauwaya niektre szczegy. Trzy kocowe palce doni tworzyy skrzyda, pozostawiajc wolne kciuk i palec wskazujcy. Nie moga si zdecydowa, czy Siyee s adni, czy brzydcy. Kanciaste twarze z duymi oczami wydaway si subtelne i pikne, ale chudo i te bezpire skrzyda nie dorwnyway opisom w zwojach i znanym jej rysunkom. Obaj kryli wok niej ze swobodn gracj, ktra j fascynowaa. - Witajcie w Jarime, ambasadorzy Siyee - zawoaa. - Jestem Auraya z Biaych. Siyee zaczli gwizda midzy sob, wtrcajc tu i tam wymawiane piskliwym gosem sowo. Czytajc im w mylach, odkrya, e to ich mowa. - Musi by jedn z Wybracw Bogw - stwierdzi jeden z Siyee. - Na pewno - zgodzi si drugi. - Jak inaczej mogaby sta w powietrzu?

- Nic w tej ich wiadomoci nie wspominao, e potrafi... potrafi... - ...oprze si przyciganiu ziemi? - podpowiedzia drugi. Skoncentrowaa si na ich umysach, znajdujc w nich potrzebne sowa. Naladowanie wymowy okazao si trudniejsze, ale kiedy powtrzya powitanie, podlecieli bliej. - Jestem Tireel z klanu Zielonego Jeziora - przedstawi si Siyee. - Mj towarzysz to Zeeriz z klanu Rozwidlonej Rzeki. Dugo i z daleka lecimy, by rozmawia z Wybracami Bogw. - Wysali nas nasi Mwcy, by omwi przymierze, ktre nam proponujecie - doda drugi. Auraya kiwna gow i znw poszukaa w ich mylach waciwych sw. - Inni Wybrani czekaj na dole. Czy wyldujecie na ziemi, by si z nimi spotka? Obaj Siyee porozumieli si wzrokiem i kiwnli gowami. Zacza opada, a oni ruszyli za ni, wci krc. Rozumiaa, e nie mog tak znieruchomie, jak ona. Tylko bezustanne szybowanie podtrzymywao ich w powietrzu. Zauwaya minimalne zmiany pozycji, kiedy reagowali na podmuchy wiatru. Kiedy byli ju blisko gruntu, odlecieli do otwartego, wybrukowanego placu, by tam wyldowa. Gdy tylko stanli na ziemi, naprzeciw wyszli Juran, Rian i Dyara. Siyee nerwowo spogldali na tum kapanw i kapanek. - Nie obawiajcie si - uspokoia ich Auraya. - Oni s tak samo zdziwieni waszym widokiem. Nie zrobi wam krzywdy. Siyee skupili uwag na trjce Biaych. Pierwszy odezwa si Tireel. - Przybylimy, by porozmawia o przymierzu - oznajmi. - Lecielicie z daleka - odpar Juran. Mwi bardziej mikko, gdy uywa ich niezwykego jzyka. - Czy chcielibycie najpierw wypocz i si poywi? Mamy w Wiey pokoje dla goci. - Obaj Siyee spojrzeli z powtpiewaniem na budowl. - Albo, jeli to wam nie odpowiada, moemy wznie dom z tkaniny w ogrodach.

Siyee wymienili kilka cichych gwizdni. Tireel skin gow. - Przyjmiemy wasze pokoje w Wiey - odpar. Juran przytakn. - Odprowadz was zatem i dopilnuj, eby zadbano o wasz wygod. Jeli si zgodzicie, jutro si spotkamy, by omwi przymierze. - Przyjmujemy to. Kiedy Juran poprowadzi Siyee do Wiey, Auraya zauwaya, e Dyara si jej przyglda. - Bardzo adnie si to uoyo - uznaa. - Co takiego? - Auraya zmarszczya czoo. - Zyskaa umiejtno latania akurat kilka dni przed przybyciem ludu nieba. - I sdzisz, e ja to zorganizowaam? - Ale skd. - Dyara si umiechna. - Bogowie rzadko kiedy ukrywaj swoje intencje. W tym wanie mamy przewag nad pentadrianami. Nie musimy wymyla tajemniczych znakw ani skomplikowanych sztuczek, by przekona ludzi o ich istnieniu.

14
Nagie kamienne zbocza Przestrzeni kpay si w pomaraczowym wietle. Soce zachodzio, a porodku polany zapon krg ognisk. Strzpy piosenek, bbnienie i bezustanne gwizdy Siyee rozlegay si dookoa. Wszystko to tworzyo atmosfer wyczekiwania i zabawy. Podniecenie ogarniao Tryssa, gdy obserwowa ca scen. Siyee w kadym wieku ubrani byli odwitnie. Na brzowej od soca skrze wymalowali jaskrawe, barwne wzory. Biuteria zdobia zarwno kobiety, jak i mczyzn. Kada twarz wydawaa si dziwna i niesamowita, gdy wszyscy nosili maski. Gdy Tryss wyldowa obok ojca, rozejrza si zachwycony. Jak zawsze zadziwiaa rozmaito i wykonanie masek. Byy wrd nich maski zwierzt, maski owadw, maski kwiatw; maski zdobione barwnymi wzorami i maski pokryte symbolami. A wstrzyma oddech, gdy zobaczy starannie wyrzebion mask przedstawiajc Siyee z rozoonymi skrzydami; umiechn si, widzc mczyzn, ktry zastpi gow wielk doni, i wybuchn miechem na widok kobiety, ktrej maska wygldaa jak ogromne ucho. Przesza grupa rozchichotanych dziewczt w maskach zrobionych z pir. Jaki starzec pokutyka w przeciwnym kierunku; siwe wosy wysuway si spod wytartej reprezentacji rybiej gowy. Przebiegli dwaj mali chopcy, ledwie mijajc nogi Tryssa; twarz jednego cakowicie skrywao soce, twarz drugiego czciowo pksiyc. Idc za ojcem w stron ich tradycyjnego miejsca w wielkim krgu, Tryss unis rk, by poprawi wasn mask. Wydawaa si nieciekawa i gupia w porwnaniu z innymi, ktre tu widzia zwyczajnie odmalowa mask w ksztacie jesiennego licia, ktr zachowa z festiwalu trei - trei sprzed kilku lat. Nie mia czasu na przygotowanie nowej, gdy kad woln chwil powica na wiczenia ze zmodyfikowan uprz i dmuchawkami.

Drilli bya zadowolona z jego postpw, cho nadal rwnie czsto chybia, co trafia. Przekonywaa go, e ludzie nie oczekuj przecie od ucznikw, by za kadym razem trafiali do celu, wic i po nim nikt nie bdzie si tego spodziewa. On sam nie by o tym przekonany. Kiedy nadejdzie czas, by zademonstrowa swj wynalazek, musi imponowa i oszaamia. Musi wykaza, e ta metoda polowania jest lepsza ni strzelanie z uku na ziemi albo zastawianie side. Westchn. Dzisiaj chciaby o tym wszystkim zapomnie. Letnie trei - trei, odbywajce si pod koniec tej pory roku, byo ostatnim radosnym Zgromadzeniem przed dug zim - ostatni okazj, by ucztowa i traci energi w akrobatycznych lotach. A w tym roku mia partnerk. Kiedy rodzice zajli miejsca wrd swojego klanu, Tryss usysza dwa gosy, wznoszce si ponad oglny gwar. - ...ju j widziae, nie? - Pewnie. Ze trzy lata temu. Troch wieej farby nie zmieni starej maski w now, nie? I jeszcze jesienny li latem! Nawet z por roku nie trafi. Najlepiej udawa, e nic nie syszaem, pomyla Tryss. Ale matka spojrzaa w tamt stron. - Ju si tak nie przyjanisz z kuzynami? - spytaa z trosk. Tryss wzruszy ramionami. - To oni si nie przyjani ze mn - odpar. - W kadym razie odkd miaem do tego, e robi ze mnie durnia, eby samym lepiej wypa - doda cicho. Uniosa brwi. - Wic to tak... Mylaam, e chodzi o co innego. Spojrza na ni zdziwiony, ale ona patrzya ju gdzie indziej. Zerkna jeszcze na niego, znaczco skina gow i znw odwrcia wzrok. Tryss rzuci okiem w tamtym kierunku i zobaczy dziewczyn z motylem zamiast twarzy. Natychmiast rozpozna Drilli. adna inna nie chodzia w taki sposb, myla, z pewnoci siebie, ale bez popisywania. Jej gracja bya cakowicie swobodna.

Znowu spojrza na matk. Czyby sugerowaa, e to Drilli jest powodem niechci kuzynw? Prawdopodobnie ma racj. S zazdroni. Ale przecie nie maj powodu. Drilli go lubi i pomaga mu w doskonaleniu jego wynalazkw, ale przecie nie ma podstaw, by sdzi, e jest dla niej kim wicej ni tylko przyjacielem. Tylko e, no... Namwia go, eby zaprosi j jako partnerk na trei - trei, a dziewczta nie robi takich rzeczy, jeli nie chc czego wicej ni tylko przyjani z chopcem. Ostatnie promienie soca zgasy. Drilli i jej rodzina take zajli swoje miejsca. Strzpy muzyki rnych instrumentw dookoa krgu zaczy si synchronizowa. Urway si pogaduszki. Mwca innego klanu wystpi na rodek, ubrany w tradycyjnie jaskrawy kostium Wodzireja. Bdzie koordynowa zabaw, ustala porzdek formacji w locie i przyznawa nagrody. - Od stuleci, odkd Huan uznaa swe dzieo za zakoczone i stwierdzia, e jestemy gotowi, by sami si rzdzi, kadej zimy i kadego lata zbieramy si wszyscy, by witowa i wyraa jej wdziczno - zawoa. - Doskonalimy swe zdolnoci i sprawdzamy umiejtnoci, by moga patrze na nas z dum. Zim skadamy pokon najstarszym i najmodszym spord nas. Latem cieszymy si partnerstwem mczyzny i kobiety, czy s nowi w zwizku, czy te od dawna tworz rodzin. - Unis rce. - Niech zatem pary rozpoczn trei - trei! Kiedy muzycy zagrali tradycyjn waw melodi, rodzice Tryssa umiechnli si do siebie i zdjli maski. Przebiegli kilka krokw, skoczyli w powietrze i doczyli do innych par, wirujcych w klasycznych figurach taca. Tryss odwrci gow w stron klanu Drilli - spogldaa na niego wyczekujco. Ruszy ku niej, ale znieruchomia, gdy z obu stron zbliyy si do niej dwie znajome postacie. Jej umiech zgas nagle, kiedy Ziss chwyci j za rk. Sowa dziewczyny zginy w oglnym gwarze, ale ruch gowy nie pozostawia adnych wtpliwoci. Ziss skrzywi si, lecz jej nie puci. Drilli odwrcia si gwatownie, popatrzya na stojcego z

drugiej strony Trinna i na jej twarzy pojawi si wyraz gniewu. Strzsna rk Zissa i odesza. Tryss zauway, e jej ojciec przyglda si temu z uwag. Niechtnie zmarszczy czoo, kiedy Drilli stana obok Tryssa. Czyby to dezaprobata? zastanowi si. - Tryss - odezwaa si Drilli. - Nie chciae chyba mnie zostawi, ebym musiaa sama si broni przed twoimi kuzynami? Umiechn si. - Doskonale sobie radzisz, Drilli. - Mio, e tak uwaasz, ale bardziej by mi pochlebiao, gdyby dzielnie stan w mojej obronie. - To moe zostaw mi troch czasu, zanim sama to zaatwisz! Muzyka si zmienia. Drilli spojrzaa na latajcych w grze, a oczy jej byszczay. - Bybym zaszczycony, gdyby zechciaa pofrun ze mn powiedzia Tryss. Formalne zaproszenie zabrzmiao w jego ustach do niezrcznie. Umiechna si i zdja mask. On zdj swoj i uoy obok jej na ziemi. Kiedy zwrcia si do wntrza krgu, Tryss obejrza si jeszcze na kuzynw. Obaj rzucali mu wcieke spojrzenia. A potem on i Drilli ju biegli. Rozdzielili si i skoczyli w gr. Poczu, e ar ogniska wzmaga si non powietrza pod skrzydami. Poniosa go wyej, z Drilli u boku, i po chwili zajli miejsce wrd par, wykonujc proste ruchy nieskomplikowanych publicznych figur. Wiele ju razy wykonywa te figury, jednak nie w taki sposb. Kiedy by may, lata z matk, starannie naladujc kady jej ruch. Pniej z modszymi kuzynami, ktrymi musia kierowa. Drilli nie kierowaa i nie naladowaa. Potrafi odczyta najmniejsz zmian jej pozycji; wiedzia, czego chce, czego si spodziewa; ona tak samo reagowaa na niego. Byo to rwnoczenie podniecajce i kojce, pobudzajce i hipnotyczne. Pozostawali w powietrzu jeden taniec po drugim, skupieni tylko na sobie, niezalenie od tego, czy muzyka bya ywa, czy powolna. Odkry, e radzi sobie ze skomplikowanymi figurami, ktrych

wczeniej nigdy nie prbowa. W kocu muzyka ucicha i wyldowali na ziemi, by patrze, jak ustawiaj piercienie i tyczki do konkursw akrobatycznych. Po chwili Siyee nurkowali i wzlatywali midzy nimi, oklaskiwani przez patrzcych. Podczas jakiego goniejszego wybuchu braw Drilli pochylia si do niego. - Wymknijmy si std - szepna. Popatrzy na ni zdziwiony. Wzia go za rk i powoli pocigna przez tum w stron lasu na granicy Przestrzeni. Przystawali niekiedy, czasem by popatrze, czasem by porozmawia ze znajomym. Wreszcie, po dugiej i starannej obserwacji otoczenia, znowu si do niego nachylia. - Wejd do lasu, po pidziesiciu krokach zatrzymaj si i czekaj. Policz do stu i pjd za tob. Kiwn gow. Rozejrza si szybko, by si upewni, e nikt go nie obserwuje, odczeka, a ktry z akrobatw zacznie skomplikowan figur, i dopiero wtedy pomaszerowa w gb lasu. Midzy drzewami panowaa ciemno. Ogromne pnie wydaway si zowrogie, czego nigdy nie zauway w wietle dnia. Nie potrafi odgadn dlaczego - przecie Siyee yli tu od trzech stuleci, nie wyrzdzajc im adnej krzywdy. Zda sobie spraw, e straci rachunek krokw, wic si zatrzyma. Po chwili usysza delikatne poruszenia. Pojawi si dziewczcy cie, a Tryss rozpozna sposb chodzenia Drilli i odetchn z ulg. - Twoi kuzyni chyba widzieli, jak odchodzimy - szepna. Obejrza si i zakl pod nosem, widzc, e obaj id szybko w ich stron wzdu granicy lasu. - Zao si, e przez cay wieczr si na nas gapili. - Durnie - mrukna. - Kady, komu si wydaje, e zdobdzie dziewczyn, bdc okrutnym dla innych, jest gupi. Chodmy. Staraj si nie robi haasu. Skradali si przez las. W ciemnoci czasem nie dao si unikn

nadepnicia na gazk czy zeschy li, cho przez wiele lat wydeptano ju gadkie cieki. Tryss skupi si na tym, by nada za Drilli i by uwaa na cigajcych, wic kiedy zatrzymaa si nagle, nie od razu zrozumia, gdzie trafili. - To Altana Mwcw - stwierdzi. - Nie powinnimy tu przychodzi! - Psst... - Dotkna palcem warg i obejrzaa si przez rami. - Nie omiel si przyj tu za nami. A koo altany nikogo nie bdzie. Wszyscy s na festiwalu. - To dlaczego w rodku pali si wiato? - Nie wiem. Pewnie ktry z Mwcw zostawi zapalon latarni, eby trafi... Tryss znieruchomia, gdy trzy postacie wynurzyy si spomidzy drzew po drugiej stronie polanki i ruszyy do altany. Na szczcie nowo przybyli nie spojrzeli nawet w ich kierunku, tylko od razu weszli do rodka. wiato wewntrz rzucao na ciany ich znieksztacone cienie. Drilli oddychaa szybciej. Obejrzaa si w kierunku, skd mogli nadej jego kuzyni, a potem nagle przekrada si bliej altany i przykucna u korzeni wielkiego, starego drzewa. - Jeli twoi kuzyni nas znajd, na pewno nas wydadz - szepna. - Lepiej si schowa i ryzykowa, e odkryj nas Mwcy. Z wntrza altany dobiegay gosy. - Zaatakowano nas - owiadczy kto ponuro. - Ale nie ludzie. Ptaki. - Ptaki? - Tryss rozpozna gos Mwcy Sirri. - Tak. Byo ich moe ze dwadziecia. Rzuciy si na nas z drzew, wszystkie naraz. - Jakie ptaki? - Nigdy takich nie widziaem. Jakby wielkie czarne kiri. - Bardzo wielkie - doda trzeci gos. - Miay skrzyda o rozpitoci prawie takiej jak my. - Naprawd? - Tak. - I co wam zrobiy?

- Uderzay dziobami i pazurami. Wszyscy jestemy podrapani mwi ponuro pierwszy gos. - Niril straci oko, Liriss oba. Poowa ma porwane membrany skrzyde, a Virri i Dillir moe ju nigdy nie bd lata. Po tych sowach zapada cisza. - To straszne - stwierdzia Sirri, szczerze zaniepokojona. - I co wtedy zrobilicie? Jak udao si wam uciec? - Nie udao si. Zepchny nas na ziemi. Prbowalimy do nich strzela, ale rozpierzchy si, kiedy tylko zobaczyy, e sigamy po uki. Cakiem jakby rozumiay, do czego su. - Mwicy przerwa na chwil. - Przez jaki czas szlimy pieszo, a potem ci, ktrzy jeszcze mogli, polecieli. Trzymali si nisko, midzy drzewami. Mielimy nadziej, e zd wyldowa i walczy, gdyby znowu nastpi atak. Kto westchn. - Niepotrzebne nam nowe zagroenie oprcz tych, z ktrymi ju musimy si mierzy. - Nigdy jeszcze nie syszaem o takich ptakach. To pewnie nowy gatunek, ktry zawdrowa w nasze strony. Powinnimy je wyeliminowa, zanim si rozmno i zagro nam wszystkim. - Zgadzam si. Musimy ostrzec wszystkie klany... - Jest jeszcze co - przerwa trzeci gos. - Mj brat sdzi, e sobie to wyobraziem, ale jestem pewien, e widziaem tam ziemiochodzc. - Ziemiochodzc? - Tak. Zauwayem j, kiedy odchodzilimy. Obserwowaa nas, a ptaki zgromadziy si przy niej. - Rozumiem wtpliwoci twojego brata. Ziemiochodzcy nigdy nie zapuszczali si tak daleko w gry. Jak wygldaa ta kobieta? - Ciemna skra. Czarne ubranie. Nic wicej nie mog powiedzie. Widziaem j tylko przez moment. - To dziwne. Musz si zastanowi nad tym, co mi powiedzielicie. Czy powinnam wiedzie co jeszcze? - Nie. - W takim razie odprowadz was do waszego klanu.

Znieksztacone cienie przesuny si na jedn stron altany, a potem trzy postacie wyszy z niej na zewntrz. Tryss patrzy, jak odchodz; serce walio mu jak motem. - Chyba nie mielimy tego sysze - szepn. - Nie - zgodzia si Drilli. - Ale przynajmniej nas nie zauwayli. - Nie. - Powinnimy wraca. Ale nagle odkry, jak ona jest blisko niego. Nie chcia si odsuwa i Drilli te nie zrobia adnego ruchu. Czu ciepo promieniujce z jej skry, a zapach jej potu miesza si z wyranie kobiec woni. Przesuna si bliej. - Tryss? Gos by niemiay i pytajcy, a on zrozumia nagle, e adne pytanie ju nie padnie. To jego imi byo pytaniem. - Drilli? - wymrucza. Ledwie j widzia w ciemnoci - tylko zarys brody w wietle gwiazd. Powoli pochyli si do przodu. Jej wargi musny jego. Ogarna go euforia, a potem jej usta zamkny si na jego i poczu ar rozlewajcy si w yach. Dwie myli rozbyskiway mu w gowie. Ona mnie pragnie. Moi kuzyni dostan szau. Nie przejmowa si kuzynami. Ona go chciaa. Trudno byo tego nie dostrzec. To nie by niewinny, przyjacielski pocaunek. .. cisna go za ramiona, a on wsun donie pod membrany jej skrzyde i chwyci j w talii. Odsuna si lekko. - Obiecaj mi co - szepna. Widzia tylko gwiazdy odbite w jej oczach. - Cokolwiek zechcesz. - Obiecaj, e na nastpnym Zgromadzeniu pokaesz Mwcom swoj uprz. Zawaha si po tej niespodziewanej zmianie tematu. - Moj uprz...?

- Tak. - Urwaa na chwil. - Jeste zdziwiony. - Uprz bya do daleka od moich myli - przyzna. Zamiaa si cicho. - Czyby udao mi si na chwil skupi na sobie ca twoj uwag? Przycign j do siebie. I kiedy znw j pocaowa, otworzya usta. Delikatnie ssaa jego wargi, budzc rozkoszne dreszcze na karku. Rozoy donie na jej plecach, wyczuwajc cudownie regularn lini krgosupa. Gdy przygryza mu doln warg, przejecha palcem wzdu spojenia ubrania, w miejscu gdzie kamizelka przepuszczaa membran skrzyde. Poczu, jak sztywnieje zaskoczona, a potem rozlunia si i przytula do niego, jej piersi opary si, jdrne i ciepe, o jego klatk piersiow. To zbyt pikne, pomyla niechtnie. Wsun donie pod jej kamizelk i westchn, dotykajc nagiej, jedwabistej skry. Czu, e jej donie sun t sam drog pod jego kamizelk, e przesuwaj si od karku do... prychn zaskoczony, kiedy cisna go za poladki. Ale gdy sprbowa zrobi to samo, odsuna si. Oboje oddychali gono. Drilli nabraa tchu i wolno wypucia powietrze. - Musimy wraca. Rozczarowany odwrci gow, lecz wiedzia, e ona ma racj. Jego kuzyni, rozzoszczeni tym, e w lesie zgubili ich lad, wrc do rodzicw i opowiedz, co widzieli. Ale nie widzieli wszystkiego, pomyla z satysfakcj. - Obiecaj, e znw to zrobimy - powiedzia. Sowa pady, zanim zdy si nad nimi zastanowi. Parskna. - Jeli ty mi obiecasz, e pokaesz Mwcom swoj uprz. Odetchn gboko i skin gow. - Obiecuj. - e...? - Poka Mwcom swoj uprz. - Na najbliszym Zgromadzeniu? - Tak. Chyba e nadarzy si lepsza okazja. - To brzmi rozsdnie - zgodzia si.

Przez kilka uderze serca stali w milczeniu. Zauway, e przypomina sobie dotyk jej skry... Pragn dotkn jej znowu. Westchna. - Mylisz, e znajdziesz sam drog powrotn? - Nie. Zamiaa si. - Kamca. Oczywicie, e znajdziesz. Myl, e lepiej bdzie, jeli wrcimy z rnych stron. Przejd dookoa na tamten koniec Przestrzeni. - To daleko. Czy to co zego, e ludzie zobacz nas razem? - Mj ojciec nie chce, ebym znalaza ma poza klanem. Urwaa. - Nie ebym ci namawiaa do maestwa. Ale nie lubi, kiedy z tob rozmawiam. Patrzy na ni, czujc, e ulatnia si radosny nastrj. Podesza bliej. - Nie przejmuj si - rzucia swobodnie. - Przekonam go. Pochylia si i pocaowaa go mocno. A potem wylizna si z jego obj. Dostrzeg jeszcze bysk jej zbw w wietle latarni w altanie, nim odwrcia si i odbiega. Dawno temu Emerahl odkrya, e najprostszym sposobem poznania tajnikw miasta jest zaprzyjanienie si z jego najmodszymi i najbiedniejszymi mieszkacami. Brudne i chytre dzieci z ulicy lepiej znay ciemne strony miejskiego ycia ni doroli, ktrzy nim rzdzili. Wiedziay, jak by niewidzialnym, a ich lojalno dao si kupi tanio. Wyszukaa je nastpnego dnia po tym, jak o mao co nie zapali jej wrd sklepw. Znalaza nieduy skwer w biedniejszej czci miasta i przez kilka godzin obserwowaa i nasuchiwaa wszystkiego, co dziao si dookoa. Miejscowi nie byli gupcami, Wic zauwaya tylko dwie udane kradziee. Kiedy jeden z chopcw zbliy si niedbaym krokiem, spojrzaa mu prosto w oczy. - Paskudny masz ten kaszel - stwierdzia. - Lepiej si go pozbd, zanim zrobi si zimno. Chopiec zwolni i przyjrza si jej podejrzliwie. Zauway

znoszone, ale czyste ubranie. - A czemu si przejmujesz? - A czemu nie? Zatrzyma si i zmruy oczy. - Bo gdyby si przejmowaa, toby mi daa jaki pieniek. Umiechna si. - A co by z nim zrobi? - Kupi jedzenie... dla mnie i mojej siostry. - Zastanowi si. Ona kaszle jeszcze gorzej ode mnie. - A moe to ja ci kupi jedzenie? - zaproponowaa. Nie odpowiedzia. Odwrcia gow. - Tylko w ten sposb moesz co dosta. - No dobra. Ale adnych numerw. Nigdzie z tob nie id, tylko na targ. Ruszya za nim na miejscowy, nieduy plac targowy, gdzie kupia mu troch chleba i owocw. Potem oboje zjedli po cienkim pierogu napenionym wieo upieczonym misem. Zauwaya, e schowa kawaek, wic pewnie ta historia o siostrze bya prawdziwa. - A na kaszel - rzeka - ty i twoja siostra potrzebujecie tego. Od zielarza kupia troch syropu - najpierw powchaa go podejrzliwie, by sprawdzi, czy zawiera te zioa, ktre powinien. - Jedn yeczk trzy razy dziennie. Nie wicej, bo si potrujecie. Popatrzy na ni, biorc butelk. - Dziki. - A teraz w zamian mgby mi wywiadczy pewn przysug. Zmarszczy brwi. - Nie martw si, adnych numerw. Potrzebuj rady. Szukam miejsca, w ktrym mogabym si zatrzyma na par dni. Tanio. I spokojnie, jeli rozumiesz, o co mi chodzi. Tej nocy trafia w gocin do niewielkiej grupy dzieciakw, mieszkajcych w piwnicach spalonego domu na obrzeu dzielnicy biedoty. Przekonaa si, e Rayo - ten chopiec, ktremu pomoga rzeczywicie ma siostr powanie chor na puca. Signa wic do wasnych zapasw, pozwalajcych na bardziej intensywne leczenie. Niewiele trzeba byo czasu, by do dzieci dotary wieci o kapanach poszukujcych starej zielarki. Nastpnego dnia przekazay

jej te informacje i swoje podejrzenia. - Cae miasto huczy. Kapani szukaj czarownicy - oznajmi modszy chopiec, Tiro. - Starej kobiety. Jak ty - dodaa dziewczynka, Gae. Emerahl prychna niechtnie. - Te syszaam. Kapani uwaaj, e kada stara kobieta jest czarownic, zwaszcza jeli wie to czy tamto o zioach i rnych takich. - Wycigna kocisty palec. - S zwyczajnie zazdroni, rozumiecie, bo lepiej od nich znamy si na lekach. - Przecie to gupie - uzna Rayo. - Jeste stara. Niedugo umrzesz. Spojrzaa na niego z wyrzutem. - Dziki, e mi o tym przypomniae. - Westchna. - Owszem, to gupie. Jak sam zauwaye, co moemy zrobi? Tylko godzi si z tym, e nas bij. - Naprawd ci zbili? - spyta Tiro. Westchna i kiwna gow, demonstrujc rozerwany taul. - wietn por wybrali, eby wyrzuci mnie z domu, co? - No to nie jeste czarownic. Jeste bezpieczna - zapewnia j Gae. Emerahl spojrzaa na ni smutnie. - Zaley, czy znajd t, ktrej szukaj. Jeli nie, cigle bd si nas czepia. Albo mog zapa ktrkolwiek i zrzuci na ni win, eby nie przyzna, e ta poszukiwana im ucieka. - Nie pozwolimy na to - owiadczy stanowczo Rayo. Umiechna si. - Jestecie bardzo dobrzy, e pozwalacie mi tutaj mieszka. Dzieciom nie przeszkadzao, e te kilka dni, o ktrych mwia, zmienio si w tydzie, a potem dwa. Oddawaa im swoje rzeczy na sprzeda, a oni przynosili jedzenie i nawet troch taniej wody ognistej. Od czasu do czasu szpiegowali kapanw, eby wiedziaa, czy poszukiwania si skoczyy. - Podsuchaem dwch - owiadczy pewnego wieczoru Tiro, niemal bez tchu. - Mwili o jakim wyszym kapanie, co kieruje

tymi poszukiwaniami. Ikaro si nazywa. Mwili, e rozmawia z bogami i e umie czyta w mylach. - Czyli jeszcze jej nie znaleli? - Chyba nie. Emerahl westchna, cho jej niepokj wiza si raczej z informacj o zdolnociach przeciwnika. Oczywicie, ci dwaj podsuchani przez Tiro mog tak podziwia zwierzchnika, e wierz we wszystkie plotki na jego temat. Ale nie moga ryzykowa, e to prawda. Kapan, ktry sprbowaby odczyta jej myli, nie zobaczyby niczego. Aby tak ukry swj umys, niezbdne s cakiem spore umiejtnoci magiczne. On moe o tym nie wiedzie, ale wolaa nie sprawdza. Wedug tego, co mwiy dzieci, kady opuszczajcy miasto odzi, tarnem, plattenem albo pieszo by obserwowany przez kapanw. Pilnowane byy nawet tajemne przejcia podziemnego wiata. Wszystkie stare kobiety prowadzono do wysokiego kapana. Cyrklianie naprawd wkadali w te poszukiwania wiele trudu. Jeli odgadli, kim jest, to bogowie spogldaj przez oczy kadego kapana i wypatruj jej. A gdyby j znaleli. .. Zadraa. Zabij mnie, jak zabili Mirara, Wyroczni i Farmera, a prawdopodobnie te Mew i Blinita, cho nie syszaam wieci o ich mierci. Kusio j, by przyczai si tutaj i przeczeka. Kapani nie mog wiecznie jej szuka. Ale zanim zrezygnuj, wyprbuj jeszcze par sztuczek. Spodziewaa si, e ju niedugo wyznacz za ni nagrod. A kiedy to nastpi, nie moe ju by pewna lojalnoci dzieci. S przyjazne, ale przecie nie gupie. Jeli cena bdzie wysoka, wiedziaa, e sprzedadz j bez chwili namysu. Bya przecie tylko star kobiet. W tej chwili nikt nie by dla niej bezpiecznym towarzystwem. Powinna zmieni swj wygld - ale nie tylko ubranie i kolor wosw. Potrzebowaa czego bardziej dramatycznego. Taka przemiana nie przekraczaa jej moliwoci, cho sama myl

o niej budzia dreszcze. Ju bardzo dawno nie uywaa tego Daru. Wiele mogo si nie uda. Potrzebowaa czasu - moe nawet kilku dni - by dokona takiej przemiany. I nikt wtedy nie mg jej przeszkadza. Dzieci nie mog si dowiedzie, oczywicie. Lepiej, gdyby nigdy nie widziay jej nowej postaci, ani nawet nie wiedziay, e si zmienia. Jednak ukrycie si przed nimi nie bdzie atwe. Gdyby nawet wymylia jaki wiarygodny pretekst, to dokd pjdzie? Ale moe wcale mnie musi odchodzi? Wiele problemw by si rozwizao, gdyby uwierzyy, e umara.

15
Wiksz cz ostatnich dwch tygodni Danjin Spear przey w stanie zachwytu i zdumienia. Nie by jedyn osob, ktra tego dowiadczaa, ale uwaa, e jedn z niewielu, ktre zachoway rozsdek mimo wszystkiego, co si wydarzyo. Wikszo kapanw albo chodzia jak ogupiaa, albo bezustannie wysawiaa bogw, czy te spekulowaa, co jeszcze kryje przyszo. Kiedy platten nis go przez bram wityni, Danjin wspomina wydarzenia, ktre doprowadziy do takiej sytuacji. Pierwszym objawieniem by powrt Aurai. Ani statek, ani platten nie dostarczyy jej do miasta. Przyfruna do wityni jak wielki, biay i bezskrzydy ptak. Powrt Dyary by spokojniejszy, jak dowiedzia si od ktrego ze sucych. Przyjechaa na Nosicielu, na ktrym wyruszya, i wygldaa, jakby musiaa sobie wiele rzeczy przemyle. Druga wiadomo okazaa si mniej przyjemna. Auraya opowiedziaa Danjinowi o swoim starciu z pentadriaskim czarownikiem i o tym, e odkrycie nowego Daru nastpio w rezultacie poraki. Jednak ta informacja miaa pozosta sekretem. Biali nie chcieli wzbudza u wiernych niepotrzebnej paniki, ogaszajc, e pentadrianie maj czarownikw dostatecznie potnych, by mogli pokona kogo z Biaych. Danjin nie przyzwyczai si jeszcze do myli, e kobieta, dla ktrej pracuje, zdolna jest do powietrznych akrobacji, zbyt trudnych nawet dla ptakw. Po przybyciu ambasadorw Siyee zauway subteln zmian w zachowaniu innych Biaych wobec Aurai - jakby Siyee swoim istnieniem wyjaniali, czemu otrzymaa tak moc. To rzeczywicie ma sens, pomyla. Czy z tego wynika, e bd jej towarzyszy w podry do Si? Od ich przybycia widywa Auray raz, najwyej dwa razy dziennie. Nic nie wiedzia o ludzie nieba, nie zna ich jzyka... Prawdziwym wstrzsem byo zrozumienie, e w tej chwili zupenie

nie jest dla niej przydatny. A te kilka razy, kiedy widzia ich razem, przekonao go, e skrzydlaci gocie j fascynuj. Ona take wywara na Siyee ogromne wraenie. Nic dziwnego, uzna. Ma z nimi wicej wsplnego ni ktokolwiek tutaj. Platten zbliy si do budynkw wityni. Zauway, e nieliczni kapani, spacerujcy po alejkach o tak wczesnej porze, zajci s now i nieoficjaln rozrywk, ktr nazwano niebogldaniem. Wikszo spogldaa na Wie. Szybko odkryli, e okno w pokoju Aurai zastpiono szklanymi drzwiami, wic ona i jej przyjaciele z Si nie musieli wspina si na dach, eby odda si wiczeniom lotniczym. Kiedy si pojawiaa, publiczno czsto witaa j oklaskami. Wspominajc te drzwi w cianie jej pokoju, Danjin zadra. Moe to i lepiej, e ju go nie potrzebuje. Potrzebuje oczywicie, powtarza sobie. Ale to nie pomagao. Oto nadarzya si okazja, by pozna jeden z nielicznych ludw, o ktrym nic nie wiedzia... Ale nie mg z niej skorzysta, poniewa Auraya nie wczya go do rozmw z nimi. Platten zatrzyma si, Danjin wysiad i podzikowa wonicy. Kapani uprzejmie kiwali mu gowami, kiedy szed w stron Wiey, a on odpowiada im znakiem krgu. Klatka czekaa ju u stp schodw. Skupi si na oddechu, gdy niosa go w gr; aby nie wyobraa sobie otchani pod sob, wyrecytowa w mylach zwrotk wiersza, ktrej nauczy si na pami, a potem przetumaczy j na dunwayski. Zatrzyma si przed kwater Aurai, wysiad i zastuka. Otworzya sama i powitaa go umiechem. Nie tak szerokim, jaki czsto miaa na twarzy w ostatnich dniach, ale spokojniejszym. Zastanowi si, co takiego tumio jej niedawn rado. - Wejd, prosz - powiedziaa i wskazaa mu fotel. Siadajc, odruchowo rzuci okiem na okna. Na szczcie szklane drzwi byy zamknite. - Wiem, jeste rozczarowany, e nie widujesz czciej ambasadorw Siyee - zacza. - Mog si wydawa pewni siebie i

opanowani, ale w rzeczywistoci ziemiochodzcy ich oniemielaj. Tym bardziej, e znaj nas przede wszystkim jako najedcw i mordercw. Staraam si moliwie ogranicza liczb ziemiochodzcych w ich otoczeniu. Kiedy mwia, kosmaty kbek na ssiednim fotelu rozwin si wolno. Figiel zamruga sennie, przecign si, przeszed na kolana Aurai i zwin si znowu. Auraya jakby tego nie zauwaya. - Miaam nadziej, e ci to jako wynagrodz, zabierajc ze sob. Obawiam si jednak, e teraz nie bdzie to moliwe. - Zabierajc mnie? W jej oczach bysny dobrze ju znajome iskierki. - Do Si. By przystpi do negocjacji w sprawie przymierza. Juran wysa im propozycj ju par miesicy temu, a teraz chc, eby kto z nas wrci z nimi do Si. - Jej umiech zblad. - Ale podr potrwa cae miesice i prowadzi przez bardzo trudne tereny. Musiaby zdobywa gry, eby si tam dosta, Danjinie. Juran postanowi, e mam wyruszy sama. Aha. - Danjin wiedzia, e nie zdoa przed ni ukry zniechcenia, wic nawet nie prbowa. - Masz racj - rzek. - Jestem rozczarowany. Jestem te niespokojny. W Somreyu miaa mnie, Mairae i tkacza snw Leiarda. Doradzalimy ci. Wybacz szczero, ale wci masz za mao dowiadczenia, by sama radzi sobie z przymierzem. Czy to nie moe zaczeka? Pokrcia gow. - Potrzebujemy sojusznikw, Danjinie. Nie tylko samotni czarownicy mog zawdrowa z poudnia na pnoc. Jednake nie rozpoczn negocjacji z Siyee natychmiast. Przez kilka miesicy bd prbowaa jak najwicej si o nich dowiedzie. - W takim razie, jeli wyruszybym zaraz, dotarbym na czas, by pomc ci w rozmowach... - Nie, Danjinie - owiadczya stanowczo. - Bdziesz mi potrzebny tutaj. Signa pod cyrkl, potem pochylia si i wycigna rk. Na jej doni spoczywa biay piercie. Kapaski piercie... Danjin przyjrza mu si zaskoczony.

- To zaszczyt, na jaki nie zasuguj - powiedzia. - Ale nie pragn wstpi... - To nie jest kapaski piercie - przerwaa mu. - To co, co nazywamy piercieniem czcym. Jak wiesz, kapani mog komunikowa si midzy sob poprzez swoje piercienie. To moliwe, poniewa s Obdarzeni, wic ich piercienie s cakiem proste. To... - Uniosa bia obrczk. - To jest bardziej skomplikowane i trudniejsze do wykonania. Jeli zechc si z tob skontaktowa, bd moga poprzez ten piercie. Ale on nie potrafi nic wicej. Nie poczy ci z nikim innym. - Podaa mu go. - No go, a bd moga rozmawia z tob z Si. Nie zgub go. Mam tylko ten jeden. Wzi piercie, unis w gr i przyjrza mu si... By prosty i gadki; nie domyla si nawet, z czego jest zrobiony. Wsun go na palec, po czym unis gow i spojrza Aurai w oczy. - Jest jeszcze co, co mnie martwi... Umiechna si i opara wygodniej. - Twoja troska o mnie jest wzruszajca, Danjinie. Ale w Si ryzyko spotkania pentadrian jest mniejsze ni gdziekolwiek indziej. To odlega, niezamieszkana okolica, trudna do przebycia. Siyee wykryj i uprzedz o kadym, kto wtargnie do ich krainy. No i dlaczego Pentadrianin miaby podejmowa tak cik wypraw? - eby ci znale - odpar. - Nie bd wiedzieli, e tam jestem. - No wic... z tego samego powodu, dla ktrego ty wyruszasz. - Siyee nie zaprosili do siebie pentadrian, eby negocjowa sojusze, przynajmniej ambasadorzy nic o tym nie wiedz. Ani te pentadrianie nie nawizali kontaktu z innymi krajami. Westchn i pokonany skin gow. - Wic jak dugo bd bezrobotny? Parskna. - Nie bdziesz. Wyruszam na kilka miesicy... Chocia, jeli mi si powiedzie, Juran chce wysa mnie do Elai. Kurier, ktrego tam posa, od miesicy nie meldowa o sytuacji.

- Lud morza... - Danjin gwizdn cicho. - Wkrtce nie bdzie ju na wiecie adnych zagadek. Wyraz niepokoju przemkn po twarzy Aurai. Odwrcia gow. Figiel si poruszy, a ona spojrzaa na niego i umiech powrci. - Jest jeszcze jedna sprawa, ktr chciaabym z tob omwi, Danjinie. - Tak? - Czy mgby zaglda tu codziennie i spdza troch czasu z Figlem, kiedy mnie nie bdzie? Musisz uwaa. Robi si sprytny. Cigle go znajduj, jak peza po zewntrznej stronie okna. Kazaam wstawi zamek, ale on ju nauczy si go otwiera. Zanim wyjad, bd musiaa zabi to okno gwodziami. Danjin zadra. - Zrb to, a bd si nim zajmowa. Zamiaa si. - Dzikuj ci. Jestem pewna, e Figiel doceni twoje towarzystwo. Kiedy Danjin wyszed, Auraya zacza kry po pokoju. Wiem, e wydawaam si bardziej pewna siebie, ni si czuj, mylaa. To nie aden konkretny aspekt wyprawy mnie niepokoi, ale to, e musz wszystko robi tam sama. Lecz przecie nie bdzie pozbawiona kontaktu z reszt wiata. W dowolnej chwili moe si porozumie z kadym z Biaych. Juran poleci, by konsultowaa si z nim, zanim podejmie jakkolwiek wan decyzj. Co byo rwnie pocieszajce, jak rozsdne. Dyara nie zaprotestowaa ani jednym sowem. Ca drog powrotn do Jarime powicia na lekcje magii, ale w jej instrukcjach znik ton wykadowcy. Zrezygnowaa ju z zatrzymywania Aurai, dopki nie udoskonali kadej przydatnej umiejtnoci; zdawao si raczej, e postanowia moliwie szybko przekaza jej wszystko, co sama wie o stosowaniu magii. Powtarzaa, e Auraya powinna wiczy, kiedy tylko znajdzie woln chwil. - My wszyscy mielimy czas, by uczy si we wasnym tempie. Moe si okaza, e ty, jako ostatnia z nas, go nie dostaniesz owiadczya tajemniczo. To jeszcze bardziej utrudniao spogldanie w przyszo bez

niepokoju. Byway noce, kiedy Auraya budzia si z koszmarw, w ktrych bya uwiziona i bezsilna, w okowach magii pentadriaskiego czarownika. Nieatwo yo si ze wiadomoci, e istnieje kto potniejszy od niej, kto le yczy jej samej i jej bliskim. Podesza do okna. Tak jak wszyscy miertelnicy moga tylko zaufa bogom. - Lee - ar. Odwrcia si. Figiel wpatrywa si w drzwi, nastawiajc czujnie szpiczaste uszy. Chichoczc, przesza przez pokj. Kiedy otworzya drzwi, Leiard zamar z doni wzniesion do stukania. Witaj, tkaczu snw Leiardzie. - Umiechna si. - Wejd. Dzikuj ci, Aurayo z Biaych. - Lee - ar! Figiel zeskoczy z fotela. Tkacz rozemia si, gdy veez wspi si po jego ubraniu na rami. - Lubi ci. - Mam szczcie - odpar spokojnie. Drgn, gdy zwierzak zacz obwchiwa jego ucho. Auraya spowaniaa. Pomylaa o przysudze, o jak poprosia Danjina. To nie tak, e veez nie lubi Danjina, ale wyranie wola Leiarda. Z pocztku chciaa wanie tkacza snw prosi o odwiedzanie Figla, jednak wiedziaa, jak nieswojo si czuje, kiedy przebywa na terenie wityni. Lepiej mu tego oszczdzi. Stumia westchnienie. Akurat tak si zoyo, e obaj jej doradcy mieli powody, by lka si wizyt u niej... Dla Leiarda byo to miejsce najwikszego wpywu bogw, dla Danjina miejsce zbyt oddalone od ziemi. Moe to jedna z przyczyn, dla ktrych tak lubia towarzystwo ambasadorw Siyee. Jak ona kochali latanie i bogw - i przynajmniej Huan. Fakt, byli pierwszymi, jakich spotkaa, ktrzy czcili jednego boga bardziej ni pozostaych. Ale trudno si dziwi - to przecie Huan ich stworzya. - Wezwaam ci, by zapewni, e ci nie ignoruj - owiadczya. Byam tak zapracowana, e nie miaam czasu na nieoficjalne wizyty. auj tego, poniewa w najbliszej przyszoci niewiele bdziemy mieli okazji do rozmw. Leiard

spojrza na ni pytajco. - Wyruszam do Si, negocjowa kolejne przymierze. Unis brwi. - Si? - Umiechn si. - Spodoba ci si. Siyee s agodnym i szlachetnym ludem. Uczciwi i praktyczni. - Co o nich wiesz? - Niewiele. Zdj Figla z ramienia i usiad. Veez natychmiast zwin si w kbek na jego kolanach. Siedzc naprzeciw, Auraya poczua lekkie ukucie zazdroci, e jej wasny ulubieniec woli chyba gocia. - Siyee s w moich wspomnieniach - powiedzia Leiard. Poniewa dugo z nimi rozmawiaa, dowiedziaa si pewnie wikszoci tego, co ja wiem. Mogli jednak nie wspomnie o adnych tabu ich kultury. - Tak? - Pochylia si zaciekawiona. - Nie wszyscy Siyee potrafi lata - wyjani. - Niektrzy rodz si niezdolni do lotu, inni trac t umiejtno. Wypadki s tragicznie czste. Staro jest dla tych ludzi szczeglnie okrutna. Bd ostrona, mwic o takich Siyee. Nigdy nie nazywaj ich kalekami. - A jak mam o nich mwi? Pokrci gow. - Nie maj powszechnie stosowanego okrelenia. Jeli masz si spotka z jakim Siyee, pozwl, eby sam decydowa, gdzie to nastpi. Jeli jest zdolny do lotu, przyjdzie do ciebie. Jeli nie, ty musisz i do niego. W ten sposb nie sugerujesz, e pierwszy nie potrafi lata, a drugiego traktujesz z szacunkiem i nie zwracasz uwagi na jego kalectwo. - Rozumiem. Zauwayam, e atwo si mcz przy chodzeniu. - Tak. - Zamia si. - Wobec ziemiochodzcych zachowuj si troch jak wobec tych nielotnych Siyee. Ale ty... - Zmarszczy czoo. - Nie powinna im na to pozwala. Bo sprawisz wraenie, e oczekujesz przywilejw, ktre ci si nie nale. To cenna rada, uwiadomia sobie. Nie uznaabym za dziwne, gdyby Siyee zawsze umawiali si na spotkanie w miejscu, gdzie si zatrzymam...

- Co jeszcze? Zastanowi si, po czym wzruszy ramionami. - To wszystko, co sobie w tej chwili przypominam. Jeli co jeszcze przyjdzie mi do gowy, zanim wyruszysz, na pewno dam ci zna. Kiwna gow. - Dzikuj. Jeli co sobie przypomnisz po moim odlocie, powiedz Danjinowi. On bdzie pilnowa moich spraw, pki nie wrc. - Oczywicie. Kiedy wyruszasz? - Za kilka dni. - Jak dugo spodziewasz si zosta w Si? - Tyle, ile okae si konieczne, i dopki bd tam mile widziana. Myl, e par miesicy. Przytakn. - Jest mao prawdopodobne, eby w tym czasie potrzebowaa mojej rady, skoro przymierze somreyaskie jest ju zawarte. - Owszem - zgodzia si. - Ale bdzie mi brakowao twojego towarzystwa. Umiechn si. - I mnie twojego - zapewni z byskiem w oku. - Jak tam ten twj nowy ucze, Jayim? Jego twarz wyraaa skruch i determinacj. - Nieprzyzwyczajony do cikiej pracy - odpar. - Ale ma pewn wrodzon fascynacj lekami i uzdrawianiem. Czeka mnie jeszcze wiele trudu. - Przynajmniej bdziesz mia teraz wicej czasu, skoro ja przestan ci odciga. - Ale adnej wymwki, by uciec od obowizkw - zauway. Rozemiaa si. Nagle cichy dzwonek zwrci jej uwag na zegar, stojcy na stoliku. - Och... Obawiam si e musz ci do nich odesa. Mam teraz lekcj z Dyar.

Wstaa. Leiard ostronie podnis Figla i odoy go na bok, potem wsta take i ruszy za ni do drzwi. Kiedy yczy jej szczcia, pokrcia gow. - Na pewno znajd jeszcze czas, by z tob porozmawia przed odlotem - obiecaa. Przytakn. Odwrci si i ruszy schodami w d. Gdy Auraya zamkna drzwi, ogarn j smutek. Bd za nim tsknia. Ciekawe, czy on za mn take. Podesza do okna i spojrzaa na ludzi daleko w dole. Z jego myli wiedziaa, e dla Leiarda jest nie tylko kim, kto moe pomc tkaczom snw. Czu do niej sympati. Podziw. Szacunek. A ta myl wzbudzia wyrzuty sumienia. Przypomniaa sobie nagle, na jaki pomys wpada w ogrodach somreyaskiej wityni. Wracaa do niego ju kilka razy, wci niepewna, co powinna, a czego nie powinna robi. Rozsdek podpowiada, e naley odwodzi ludzi od przystpowania do kultu tkaczy snw. Bogowie nie przyjmuj dusz tych, ktrzy si od nich odwracaj. Ocali wiele dusz, jeli sprawi, e ludzie nie zostan tkaczami snw. A jednak czua, e to nie w porzdku, jeeli doprowadzi do ich upadku. Ci ludzie sami chcieli zosta tkaczami snw i wiedzieli, co powicaj. Zwikszenie wiedzy cyrklian o uzdrawianiu to suszny cel. Jednak wiadome czytanie w mylach tkaczy snw dla zdobycia tej wiedzy - ju nie. To by bya kradzie. Chocia uatwienie swoim wspwyznawcom samodzielnego jej odkrywania na pewno kradzie by nie byo. Jeli myl o tym jedynie jako rozszerzeniu wiedzy kapanw o uzdrawianiu, to przecie nie robi nic zego. Czy mona mie do mnie pretensje, jeli doprowadzi to do upadku tkaczy snw? Poniewa widziaam konsekwencje, a jednak si nie cofnam. Westchna. Nie do mnie naley ratowanie tego kultu. Leiard powinien si mnie ba, pomylaa. I pokrcia gow. Wszystko krci si wok Leiarda. Czy waham si ze strachu, e utrac jego przyja?

Przypomniaa sobie ostrzeenie Jurana: Bd ostrona, Aurayo, aby w imi starej przyjani nie zrezygnowaa z siebie. Odesza od okna. Przecie nie ma popiechu. Taki projekt wymaga lat, a jego skutki nie bd widoczne przez co najmniej pokolenie. Dugo po mierci Leiarda. Usiada przy Figlu i podrapaa go po gowie. Sdzc po tym, co si dzieje, i tak nie bd miaa na to czasu. Zawieranie sojuszy i unikanie przedwczesnej mierci z rk tych pentadrian dostarczy mi zajcia na dugo. - Zawsze mwia, e chce by pochowana w trumnie, jak porzdni ludzie. Rayo popatrzy na siostr, potem na ciao starej kobiety. - Trumny kosztuj. - Zostawia pienidze - przypomnia Tiro. - I by si naleao, ebymy cz wydali na trumn. - Nie musimy - stwierdzia siostra Rayo. - Kiedy bylimy na wysypisku, widzielimy tak skrzyni, co wygldaa cakiem jak trumna. Dlatego zaczymy o tym gada. Moe dalej tam ley. - No to idcie zobaczy - rzuci Rayo do Tiro. Chopiec i dwch jego kolegw odeszli pospiesznie. Rayo przykucn i uj do kobiety. Bya zimna i sztywna. - Dzikuj ci, Emerio. Wyleczya moj siostr i mnie, i bya dla nas szczodra. Zdobdziemy ci skrzyni, jeli wci tam jest. Nie bdzie ci chyba przeszkadza, jeli wemiemy twoje pienidze i rzeczy. Przecie i tak nie bd ci potrzebne, skoro jeste ju u bogw. Pozostali pokiwali gowami. Rayo nakreli krg na czole kobiety, po czym wsta. Chopcy mog potrzebowa pomocy, jeli skrzynia jest tak dua, e moe suy za trumn. Trzeba te bdzie wykopa d. To wymaga czasu i si... Obejrza si na siostr. - Zabierz jej ubranie - poleci. Skina gow i wzia si do pracy. Godzin pniej ciao Emerii leao ju w skrzyni. Jego siostra i inne dziewczta wymkny si na wzgrza, by nazbiera kwiatw.

Caa odzie, prcz wytartych halek, zostaa zdjta, ale zasypane kwiatami ciao wygldao odpowiednio i godnie. Po kolei wygaszali krtkie, zawe poegnania. Potem zakryli skrzyni kilkoma nadwglonymi deskami, wydobytymi ze spalonego domu, pod ktrym mieszkali. Rayo i inni chopcy wykopali d na niewielkim podwrzu za domem. Ziemia bya twarda i zanim skoczyli, zapad mrok. W kocu wrcili do domu, wynieli skrzyni i uoyli j w dole. Kiedy pozosta tylko kopiec ziemi, rzucili jeszcze na niego troch kwiatw i wrcili do swojej piwnicy. Wszyscy byli milczcy i smutni. - Gdzie s jej rzeczy? - zwrci si Rayo do siostry. Pozostali ustawili si dookoa i patrzyli, jak ukada na rodku stos ubra i sakw Emerii. Skrzywili si wszyscy, gdy j otworzya i wok rozszed si wyrany rybi zapach. Ostronie wyjmowaa zawarto. - To s leki. Powiedziaa mi, do czego su i jakich uywa. Mwia, e je sprzeda, bo waciwie to na nic nie pomagaj, ale niektrzy myl, e po nich s dobrzy w seksie, wic sporo mona za nie dosta. - Te moemy je sprzeda - uzna Rayo. Kiwna gow... Wyja nieduy skrzany portfel i wysypaa jego zawarto. Wszyscy si umiechnli, widzc stos monet. - Trzymaa je przy sobie, przy pasie, ktrym si obwizywaa. Jej sekretny schowek... - Nasz sekretny schowek - poprawi j Rayo. - Kady co dostanie, eby byo sprawiedliwie. Zaczniemy od ubrania. Ja bior taul. Kto chce tunik? Kiedy podzielili majtek Emerii, Rayo ogarno ciepe uczucie lekkoci. Nie mieszkaa z nimi dugo... Ale dopki kady zachowa co, co do niej naleao, to troch tak, jakby wci z nimi bya. Pewnie jest teraz szczliwa z bogami, pomyla. Mam nadziej, e wiedz, e dostali to, co miaa najlepsze.

16
Cho poranki z kadym dniem staway si chodniejsze, Leiard nadal prowadzi lekcje z Jayimem na dachu domu Bakerw. Sporo czasu i wytrwaoci wymagao przekonanie Tanary, eby im nie przerywaa. Z pocztku sdzia, e moe im przynosi gorce napoje, nie przeszkadzajc w lekcjach - pod warunkiem, e nie bdzie si odzywa. Leiard wyjani stanowczo, e jej obecno utrudnia koncentracj i e w ogle ma si nie zblia. Potem skradaa si tylko po schodach i spogldaa na nich mniej wicej co godzin. Nie wierzya, kiedy jej tumaczy, e to take ich rozprasza. Nie by pewien, czy w kocu zdoa j przekona. Ale zanotowa w pamici redni czas pomidzy jej wizytami i odpowiednio do tego prowadzi zajcia. Dzisiaj byo wane, eby zostawia ich samych, poniewa zamierza pokaza Jayimowi pewne techniki czenia umysw. Otwierajc oczy, Leiard obserwowa, jak pier jego ucznia unosi si i opada w powolnym, regularnym rytmie uspokajajcego transu. Pozostao jeszcze troch z jego wczeniejszych obaw przed sprbowaniem umysowego cza tkaczy snw, ale Leiard nie liczy na to, e wtpliwoci znikn w cigu jednego dnia. Poza tym Jayim by pojtny i stara si. Entuzjastycznie podchodzi do nauki o lekach i uzdrawianiu - i w tych dziedzinach robi najwiksze postpy. To wanie byo jedn z przyczyn, dla ktrych Leiard postanowi sprbowa dzi poczenia. Chcia sprawdzi, czy uda si zidentyfikowa rdo niechci Jayima do rozwijania zdolnoci telepatycznych. Drugim powodem bya ch wzmocnienia kontroli nad wspomnieniami cza, ktre nakaday si na jego wasne. Nie by pewien, czym mu to grozi. Czy wiadomo wasnej tosamoci bdzie si nadal rozmywa? Czy jego myli zmieni si w chaos sprzecznych wspomnie? A moe zacznie uwaa si za Mirara? Wola tego nie sprawdza. Znowu zamkn oczy i wycign przed siebie rce.

- Zgromadzilimy si tutaj w pokoju i w poszukiwaniu zrozumienia. Nasze umysy si pocz. Nasze wspomnienia popyn midzy nami. Niech nikt nie podglda i nie szpieguje, nie narzuca swej woli innemu. Staniemy si bowiem jednym umysem. Chwy mnie za rce, Jayimie. Poczu municie wskich palcw chopca, potem ucisk doni. Gdy Jayim wyczu umys Leiarda, cofn si lekko. Tkacz snw usysza, jak ucze oddycha gboko; potem sign znowu. Z pocztku pojawio si tylko wraenie wyczekiwania. Leiard wyczuwa nerwowo towarzysza i czeka cierpliwie. Po chwili przez umys Jayima przemkny skrawki myli i wspomnie. .. Wczeniejsze lekcje... Zawstydzenie, kiedy ujawniy si sprawy osobiste... Leiard cofn si pamici do innych czy z dorastajcymi chopcami i do podobnych, nieintencjonalnie ujawnionych sekretw. : Nie staraj si blokowa tych wspomnie, poradzi. Blokowanie zakca cze. : Ale ja nie chc ich zdradza, zaprotestowa Jayim. : Odsu je na bok. Sprbuj tak: ile razy zauwaysz, e twj umys wdruje w ich stron, pomyl o czym innym. Wybierz taki obraz, ktry nie jest ani przyjemny, ani nieprzyjemny, ale ktry odwiedzie twoje myli od niechcianego tematu. : Na przykad co? : Ja przypominam sobie list lekw stosowanych u niemowlt. Trzeba przyzna, e w mylach Jayima pojawio si kilka takich rodkw. Ale szybko powrci do poprzedniego tematu. : Czy takie przekierowanie myli dziaa przez cay czas? : Przez wikszo czasu. : I tej samej sztuczki uywasz, eby nie zdradzi innych sekretw? Na przykad tego, co ci mwi Auraya? Leiard umiechn si. : Skd ci przyszo do gowy, e Auraya powierza mi jakie sekrety? : Wyczuwam, e tak.

Chopak by spostrzegawczy. Leiard dostrzeg u niego zadowolenie z siebie. : A mog ci powierzy te sekrety? zapyta. Jayim cay by teraz ciekawoci i lojalnoci. Oczywicie, e zachowa dla siebie wszystko, czego si dowie. Nigdy by si nie narazi na utrat zaufania Leiarda. Poza tym, gdyby co zdradzi, Leiard dowie si o tym przy nastpnym poczeniu. A potem pojawiy si wtpliwoci. A jeli przypadkiem co mu si wymsknie? Jeli kto podstpem skoni go do wyjawienia sekretu? : Sekrety najlepiej trzyma w sekrecie, stwierdzi Leiard. Im wicej jest tych, ktrzy wiedz, tym mniej s one sekretne. To nie brak zaufania powstrzymuje mnie od zdradzenia ci ich, Jayimie. : Lubisz Auray, prawda? Ta naga zmiana tematu zaskoczya Leiarda. A take wzbudzia cay zesp emocji. : Tak, przyzna. To moja przyjacika. Wiedzia jednak, e jest kim wicej. Bya dzieckiem, ktre kiedy uczy, a teraz wyrosa na potn i pikn kobiet. : Uwaasz, e jest pikna, owiadczy Jayim. Wyranie go to rozbawio. Masz na ni ochot! : Nie! Jej twarz pojawia si w mylach, a znajomy podziw wyostrzy si nagle w tsknot. Zaszokowany, odsun si od Jayima i zerwa poczenie. Chopiec nie odzywa si, ale Leiard znw wyczu u niego samozadowolenie. Zignorowa to. Wcale nie podam Aurai, powiedzia sobie. Obawiam si, e tak, sprzeciwi si ten inny gos w jego umyle. Przecie jest moda... Ju nie taka moda. Jest Bia. Kolejny powd, by jej poda. Pocig do zakazanego jest potn si.

Nie. To Jayim podsun mi ten pomys. Wcale jej nie podam. Kiedy nastpnym razem spotkam si z Auray, bd odczuwa to samo co wczeniej. Zobaczymy. Otworzy oczy i zobaczy, e Jayim przyglda mu si z zaciekawieniem. - Twj sekret naley do mnie - powiedzia. - Nie ma adnego sekretu - odpar stanowczo Leiard. Podsune mi sugesti, jakiej dotd nie rozwaaem. Teraz j rozwayem i uwaam, e si mylisz. Chopiec odwrci gow i przytakn, ale byo oczywiste, e skrywa umiech. - Moe przynie od matki co gorcego do picia. Odpoczniemy chwil i zaczniemy znowu. Jayim kiwn gow i wsta. Leiard przyglda si, jak odchodzi pospiesznie. Mwi, e uczy kogo to uczy siebie. Mam tylko nadziej, e lekcja Jayima okae si bdna. Gdybym wiedzia, jak szybko wyznacz nastpne Zgromadzenie, nigdy nie zoybym Drilli takiej obietnicy. Nazajutrz po trei - trei Mwcy ogosili, e Zgromadzenie odbdzie si za cztery dni. Drilli uwaaa, e chc ostrzec wszystkich przed ptakami, a Tryss uzna, e pewnie ma racj. Ale niewiele czasu mu pozostao, by przygotowa si do prezentacji uprzy. Teraz, kiedy nadszed dzie Zgromadzenia, przypominay mu si tysice rzeczy, ktre powinien jeszcze zrobi, i kolejne tysice takich, ktre mog si nie uda. W krtkim czasie, jaki mu pozosta, uczyni wszystko, co moliwe. Codziennie wiczy loty w uprzy i strzelanie z dmuchawki; unika domowych obowizkw i dzielnie znosi bury, ktre za to dostawa. Jednak ojciec zoci si na niego troch bez przekonania, poniewa Tryss zawsze przynosi miso na kolacj. Nie mg jednak przynosi wszystkich zwierzt, ktre upolowa. Zwrcioby to powszechn uwag, a na to byo jeszcze za wczenie.

Wprawdzie udao mu si powali nastpnego yerna, ale nie omieli si zabra misa z tak wielkiej bestii. Musia zostawi zdobycz cierwojadom, a to przygasio jego eufori. Podczas demonstracji nie mg polowa na yerna - zwierzta byy za wielkie, by je schwyta i przetransportowa do Przestrzeni. Drilli zaproponowaa breemy Byy mae, szybkie i bay si ludzi, co oznaczao, e prawdopodobnie zostan w pokrgu zgromadzonych Siyee. A jednoczenie stanowiy wyzwanie i upolowanie ich wystrzeliwanymi z powietrza pociskami powinno zrobi na widzach wraenie. Drilli apaa w puapki po kilka dziennie, eby Tryss mg wiczy polowanie. Udekorowaa te uprz, malujc j w jaskrawe kolory, eby bya lepiej widoczna z dystansu. Tryssa wcale nie cieszya perspektywa bycia tym, ktry przyciga spojrzenia wszystkich zgromadzonych Siyee, ale Drilli wyjania, e malowanie zwraca uwag raczej na uprz ni na niego. Poczu si troch lepiej. Rankiem przenis uprz z jaskini, gdzie j ukrywa, do rodzinnej altany; bya schowana w wielkim worku z trzcinowego wkna. Za namow Drilli wytumaczy rodzicom, co to takiego i e wieczorem chce to zademonstrowa na Zgromadzeniu. Zareagowali rnie. Mama nie moga zrozumie, czemu stare metody polowania ju nie wystarczaj, ale bya rozemocjonowana na myl, e syn zaprezentuje wszystkim swj wynalazek. Ojciec przeciwnie konstrukcja wywara na nim wraenie, ale martwi si, e Tryss zrobi gupca z siebie i z rodziny. Bo nim jestem, pomyla niechtnie Tryss. Ale gotw by podj to ryzyko. Wszystko byo ju ustalone, wic nie mg si wycofa. Poza tym nie chcia. Cho sama myl o pokazie budzia nerwowo, jednak wiara Drilli w niego bya chyba zaraliwa. Kiedy tylko wtpi, ona podtrzymywaa go na duchu. By gotw. Pozostao jedynie poprosi Mwcw o czas, by zwrci si do Siyee. Zostawi to na ostatni chwil. Kiedy to zrobi, rozejd si plotki, e zamierza pokaza swoje urzdzenie do polowa. Czekaoby go

mnstwo pyta i drwin - zapewne nie tylko ze strony kuzynw. Soce opadao ju wolno ku zachodowi, kiedy stan pod Altan Mwcw. Przywdcy Siyee zebrali si przy wejciu i niektrzy spogldali na niego podejrzliwie. Zawaha si. Czu, jak serce bije mu szybko i co trzepocze w odku. - Czy mog rozmawia z Mwc Sirri? - zapyta z wysikiem. Zajrza do altany, ale niczego nie dostrzeg w ciemnym wntrzu. Jaki cie poruszy si u wejcia i wysza stamtd Mwca Sirri. - Tryss... Mamy wiele wanych spraw do omwienia, zanim jeszcze rozpocznie si Zgromadzenie. Nie moesz zaczeka do jutra? - Nie bardzo - odpar. Czu, e inni Mwcy patrz na niego z dezaprobat. - Nie zajm duo czasu. Kiwna gow, a potem wzruszya ramionami. - No to wejd. Serce Tryssa uderzyo mocniej. Nigdy jeszcze nie by w Altanie Mwcw. Na mikkich nogach przeszed obok Sirri. Po chwili oczy przyzwyczaiy si do mroku. Wntrze altany by proste, bez adnych ozdb. Porodku sta krg stokw. Ucieszy si, widzc, e nie ma tu nikogo prcz nich dwojga. - No wic o co chodzi, Tryss? Spojrza na Mwc Sirri i na chwil gos uwiz mu w gardle. Ale Sirri umiechna si i zauway zmarszczki wok jej oczu; przypomnia sobie, e jest tylko kim z jego klanu, wybranym przez ten klan, e nie ma powodw, by si jej ba. - Zrobiem co - owiadczy. - I chciabym dzi wieczorem wszystkim to pokaza. - Twoj uprz do polowania? Patrzy na ni zaskoczony. Umiechna si szerzej. - Sreil mi o niej opowiada. Mwi, e ma potencja. - Tak mwi? - szepn Tryss. Przypomnia sobie ten dzie, kiedy par miesicy temu zatrutymi kolcami powali yerna. Sreil co wtedy powiedzia... Nieza prba. Tryss uzna wwczas, e to drwina, ale moe chopak mwi

powanie. - Tak. - Sirri spowaniaa. - Ale musz ci ostrzec. Nie jest atwo przekona innych. Nie spodoba im si pomys, eby nosi co cikiego... - Nie jest cika - przerwa jej Tryss. - .. .albo przeszkadzajcego w ruchach - dokoczya. - Jeste pewien, e ten twj wynalazek zadziaa? Nerwowo przekn lin, ale kiwn gow. - W takim razie dam ci chwil, eby go pokaza na pocztku Zgromadzenia. Czyli masz okoo godziny, eby si przygotowa. To ci wystarczy? Znowu przytakn. - Wic ruszaj. Gestem wskazaa mu wyjcie. Tryss wyszed szybkim krokiem. Gdy pozostali Mwcy obejrzeli si na niego, uwiadomi sobie, e ma na twarzy gupawy umiech. Spowania wic i ruszy do domu. Godzina... Mylaem, e bd musia czeka na koniec Zgromadzenia. Lepiej powiem Drilli, a potem pjd po uprz. Kiedy tylko wyszed z gstego lasu wok Altany Mwcw, skoczy w powietrze. Polecia do Przestrzeni, do rodzinnej altany Drilli. Wyldowa, zawoa j i natychmiast usysza ze rodka podniesione gosy. Po chwili dziewczyna wysuna si zza zasony, chwycia go za rami i odcigna szybko. Kiedy si obejrza, w otworze wejcia zobaczy jej matk z zagniewan min. - I co? - spytaa Drilli. - Zgodzili si, eby pokaza uprz? - Tak. - Tryss wyszczerzy zby. - Ale na pocztku, nie pod koniec Zgromadzenia, tak jak mylelimy. Mamy nieca godzin. Otworzya szeroko oczy. - Tak szybko? - Tak. Lepiej przygotuj breemy, a ja zabior uprz. - Nie, musisz mi pomc je przenie. Najpierw pjdziemy po uprz. Pobiegli do rodzinnej altany. Tryss zdziwi si, widzc, e jest

pusta. - Rodzice musieli wczeniej wyj - stwierdzi. - Mwili... Ale sowa uwizy mu w gardle, kiedy zobaczy, co ley na rodku altany. Jaskrawo pomalowane kawaki drewna rozrzucono po pododze. Paski skry i jelit, czce elementy uprzy, leay w kawakach. Dmuchawka, tak starannie pomalowana przez Drilli, zostaa zgnieciona. Torb ze strzakami pocito na strzpy i nawet kad strzak kto przeama na dwie czci. Tryss patrzy na szcztki swego wynalazku i mia wraenie, e jego serce za chwil take rozpadnie si na kawaki. - Kto to zrobi? - usysza wasny zbolay, niedowierzajcy gos. Kto mgby zrobi co takiego? - Twoi kuzyni - owiadczya spokojnie Drilli. Pokrcia gow. To moja wina. Bo oni ci zazdroszcz. Z mojego powodu. Wydaa cichy, zduszony dwik i Tryss uwiadomi sobie, e dziewczyna pacze. Zdziwiony, e tak rozpacza po czym, co zbudowa - fakt, z jej pomoc - podszed bliej i z wahaniem obj j ramieniem. Odwrcia do niego byszczc od ez twarz. - Tak mi przykro... Przytuli j mocniej. - To nie twoja wina - powiedzia, gadzc jej wosy. - Jeli w to uwierzysz, to oni wygraj. Pocigna nosem, po czym wyprostowaa si i kiwna gow. - Ale jeszcze nie wygrali - stwierdzia, ocierajc zy. - Jeszcze im pokaemy. Wszystkim pokaemy. Tylko e... nie dzisiaj. Tryss raz jeszcze spojrza na to, co pozostao z jego konstrukcji. Czu, e rozpacz i rozczarowanie twardniej w mocne jdro gniewu. - Nastpnym razem zbuduj dwie uprze. Albo trzy. - A ja poprosz moich kuzynw, eby pilnowali Zissa i Trinna. - Jeszcze lepiej przywiza ich gdzie na noc. Drilli umiechna si blado. - Powiesi za nogi na gazi. - Obok ula tiwi. - Oblanych sokiem rebi.

- Po zdjciu z nich ubra. - I skry. Noem. - Przeraasz mnie... Drilli umiechna si drapienie. Schylia si i podniosa zgniecion dmuchawk. - Potrzebujesz co z tego, eby zbudowa nastpn? - Nie. - Dobrze. Zdja z koka koszyk i zacza zbiera odamki. - Co chcesz z nimi zrobi? Skrzywia si. - Jedno z nas musi uprzedzi Mwcw, e nie pokaesz dzisiaj uprzy. Jeli ja pjd, bd wiedzieli, e kto jeszcze w ciebie wierzy. A poka im to, eby wiedzieli, e nie robie sobie artw. Tryss dopiero teraz poczu ciar wiadomoci skutkw tego, co zrobili kuzyni. Mwcy wiedzieli ju, nad czym pracuje. Ludzie zaczn podejrzewa, e chce na innych zrzuci win za niepowodzenie wynalazku... albo e zabrako mu odwagi, by go pokaza. Bdzie... - Lepiej poszukaj rodzicw i powiedz im o wszystkim. - Drilli wyprostowaa si. - Poza tym zachowuj si tak, jakby nic si nie stao. Zawahaa si, po czym zbliya si do niego. Wygia wargi w umiechu, pochylia si i pocaowaa go. Ale kiedy prbowa odda jej pocaunek, cofna si. Mrugna i odsuna zason w drzwiach. - Zobaczymy si na miejscu. I odbiega.

CZ DRUGA

17
Przygldajc si bacznie ambasadorom Siyee, Auraya zauwaya wyrane oznaki zmczenia. Drobnej budowy, nie tolerowali wikszej iloci napojw alkoholowych. Ponadto, jak dzieci, poruszali si bardzo energicznie, ale szybko mczyli. Dyara rozmawiaa cicho z Tireelem. Auraya syszaa strzpki tej konwersacji. - ...odwagi, by pokona tak rozlege terytoria ziemiochodzcych, gdy wasz lud mia przecie powody, by si nas obawia. - Lecielimy wysoko i przede wszystkim nocami - odpar Tireel. - Ziemiochodzcy nieczsto spogldaj w gr. A gdyby nawet, pewnie uwaali, e widz wielkie ptaki. Dyara kiwna gow. - W drodze powrotnej nie musicie podejmowa takich rodkw ostronoci. Auraya nie pozwoli, eby spotkao was co zego. - Za to jestemy wdziczni. Wydaje mi si, e bogowie wspieraj nasze przymierze, gdy inaczej nie daliby jednej z was mocy opierania si ziemskiemu przyciganiu. Auraya umiechna si lekko. Ambasadorowie Siyee nie nazywali jej Daru lataniem. Nie widzieli adnego podobiestwa midzy wykorzystaniem magii, jak ona, a szybowaniem na skrzydach z wiatrem. Mimo to jednak wierzyli, e wanie ona - ze wszystkich ziemiochodzcych - potrafi naprawd ich zrozumie. Zdolno latania bya jdrem ich tosamoci, zarwno fizycznej, jak i kulturowej. Kiedy Zeeriz ziewn, spojrzaa znaczco na Jurana. : Nasi gocie doszli do granic swych moliwoci, owiadczya w mylach. : Chyba masz racj, zgodzi si Juran. Wyprostowa si i odchrzkn. Wszystkie oczy zwrciy si w jego stron. - Po raz ostatni, nim nasi gocie udadz si na spoczynek,

chciabym odmwi modlitw, a take yczy szczliwej podry. Przymkn oczy. - Chaio, Huan, Lore, Yranno, Saru. Dzikujemy za wszystko, co uczynilicie, bymy spotkali si tutaj i abymy zaprowadzili pokj i zrozumienie w krainach Ithanii. Prosimy was o opiek nad Tireelem z klanu Zielonego Jeziora, Zeerizem z klanu Rozwidlonej Rzeki i Auray z Biaych, gdy wyrusz do krainy Si. Prowadcie ich i ochraniajcie. Otworzy oczy i sign po kielich. Natychmiast podbiegli sucy, by wszystkim dola tintry. Auraya zdusia umiech, gdy zobaczya wyraz przeraenia na twarzy Zeeriza. - ycz wam szczliwej i bezpiecznej podry. - Juran spojrza nad krawdzi kielicha najpierw na jednego ambasadora, potem na drugiego. Jego powana twarz zagodniaa, gdy si umiechn. Unis naczynie do ust i wypi yk. Wszyscy poszli za jego przykadem. Auraya zauwaya, e Zeeriz jednym haustem pochon prawie ca tintr, jakby chcia szybciej si jej pozby. Tireel wyszczerzy zby. - Zaopiekujemy si Auray - obieca. - Bdzie traktowana jak... jak... - zajkn si Zeeriz. - Jak honorowy go - dokoczy Tireel. - Dzikuj wam - odpar Juran. - Teraz lepiej pozwolimy wam si wyspa przed dugim lotem. Odsun krzeso i wsta. Auraya odwrcia si do Zeeriza, odkrya, e znikn, i spojrzaa w d. Zamwia podwyszone krzesa, by Siyee, siedzc, mogli rozmawia na rwnym poziomie z reszt goci przy stole. Zawsze j zaskakiwao, gdy po posiku nagle wyrastaa wysoko ponad nimi. Zeeriz mia zamknite oczy. Zachwia si lekko, potem otworzy je i zamruga. - To nieuczciwe, e ziemiochodzcy mog tak duo wypi wymamrota. Parskna. - Pozwl, e odprowadz ci do pokoju.

Kiwn gow i da si wyprowadzi na korytarz. Usyszaa, e Dyara i Tireel id za nimi, cigle pogreni w rozmowie. Ambasadorzy dostali kwatery na rodkowych poziomach Wiey, w pobliu sali jadalnej. Auraya i Dyara yczyy im dobrej nocy, po czym zawrciy. Przy gwnych schodach Dyara przyjrzaa si Aurai w zamyleniu. - Wydajesz si bardziej zaniepokojona t wypraw ni poprzedni - zauwaya. - Bo jestem - przyznaa Auraya. - A dlaczego, jak sdzisz? - Bo wyruszam sama. - Cigle moesz radzi si mnie albo Jurana - przypomniaa Dyara. - Myl, e chodzi ci o co wicej. Auraya kiwna gow. - Moe nie przejmowaam si a tak bardzo, czy uda mi si w Somreyu, czy nie. To nie znaczy, e si wcale nie przejmowaam dodaa pospiesznie. - Ale niepokoi mnie moliwo poraki u Siyee, danie im powodu, by nas nie lubili. Wydaje mi si, e s bardziej ufni. Somreyanie tacy nie byli. Czyli, jeli zawiod, bdzie to w pewnym sensie zdrad ich zaufania. - Ale nie obawiaa si tak bardzo, e zdradzisz zaufanie tkaczy snw? Auraya wzruszya ramionami. - Przede wszystkim oni nigdy nam nie ufali. - Nie - przyznaa Dyara. Zastanowia si. - Ale twj przyjaciel ci ufa. To byo miae posunicie: mianowa go swoim doradc. Mylaam, e nierozsdne, ale okazao si bardzo korzystne. Auraya spojrzaa na Dyar zdumiona, po czym odwrcia wzrok. Czyby to bya pochwaa? Od Dyary? Za przyjanienie si z tkaczem snw? Dyara zatrzymaa si przed drzwiami do pokojw Aurai. - Dobrej nocy, Aurayo. Zobaczymy si jutro podczas poegnania. - Dobranoc - odpowiedziaa. - I... dzikuj. Dyara umiechna si, a potem odwrcia i ruszya schodami w

gr. Auraya wesza do siebie i zastanowia si nad sowami Biaej. Twj przyjaciel ci ufa. Przez ostatnie kilka dni nie miaa okazji, by porozmawia z Leiardem. Jutro wyruszy wczesnym rankiem. Nie zdy si z nim zobaczy. A wic dzisiaj mam jedyn szans, eby si poegna. Zmarszczya czoo. Byo ju pno. Za pno, eby go wzywa. Nie moga przecie posa kogo, by go zbudzi i przyprowadzi do Wiey tylko po to, eby spdzi z nim pi minut i odesa z powrotem. Czy naprawd bdzie mia jej to za ze? Zacisna wargi. Co jest gorsze: cign go tutaj w rodku nocy czy w ogle si nie poegna? Umiechna si do siebie, zamkna oczy i poszukaa umysu kapana na nocnej zmianie na dole. Udzielia mu instrukcji i usiada, by zaczeka. Jutro o tej porze bd spaa w jakiej wiejskiej wityni... Rozejrzaa si po pokoju. Wszystko wygldao tak samo jak zawsze. Nie byo adnych kufrw z bagaem, jedynie nieduy pakunek zawierajcy biay strj na zmian i troch podarunkw dla Siyee. Wszystko, co potrzebne, dostanie od kapanw i kapanek w wityniach, w ktrych si zatrzyma. Kiedy ju znajdzie si w grach, nie moe liczy na witynie. Siyee zapewnili j, e w swoim kraju zadbaj o jej potrzeby. Dostarcz jej takich wytworw cywilizacji, jak papier i atrament, ktre produkuj sami. Otrzyma nawet wasn altan, by w niej zamieszka. Wstaa, podesza do okna i wyjrzaa na zewntrz. Kopua tworzya rozlegy cie otoczony latarniami. Nieliczni kapani i sucy spieszyli gdzie w swoich sprawach. Miasto w dole wygldao jak gar wiate w morzu czerni. Na teren wityni wjecha tarn wiozcy kapanw uzdrowicieli. Widziaa, jak przybywaj dwa platteny, a serce zabio jej szybciej, kiedy spostrzega, e pod ukiem bramy przejeda jeszcze jeden,

wiozcy samotnego pasaera. Nawet z wysoka rozpoznaa w nim Leiarda. Biae wosy i broda byy widoczne z daleka. Kiedy platten podjecha bliej, tkacz unis gow. Umiechna si, cho wiedziaa, e nie moe jej widzie. Odsuna si od okna i zacza kry po pokoju. Czy bdzie zy, e go wezwaa? Nagle cel tego przedsiwzicia - tylko eby powiedzie mu do zobaczenia - wyda si niemdry. Moga przecie zwyczajnie wysa mu wiadomo. Moga sama go odwiedzi... Nie, to by wzbudzio zamieszanie w caym domu, w ktrym mieszka. Zreszt teraz i tak nie da si niczego zmieni, pomylaa. Przeprosz, poegnam si i odel go z powrotem. Zanim znowu wrc do Jarime, na pewno mi wybaczy. Spacerowaa dookoa. Czemu tak dugo go nie ma? Moe si pomylia? Wrcia do okna. Mogabym wypyta dyurnego kapana... Zamara, syszc delikatne stukanie do drzwi, a potem gwatownie wypucia powietrze. Jest. Wygadzia cyrkl, podesza do drzwi i otworzya. Tkacz snw patrzy na ni czujnie i wyczekujco. - Leiardzie... Wejd. - Wpucia go do rodka. - Przepraszam za t pn por. Nie miaam nawet chwili dla siebie i nie mogam si z tob spotka, jak obiecaam. Jutro odlatuj. Nie mogam si nie poegna. Pokiwa wolno gow, a ona z ulg si przekonaa, e nie jest zirytowany; uspokoi si wyranie. Dopiero wtedy przyszo jej do gowy, e to nocne wezwanie mogo budzi lk, e stao si co zego. Dlaczego tego nie przewidziaa? - Pewnie powinnam wysa list, zamiast tak ci budzi powiedziaa zasmucona. Umiechn si lekko. - Nic nie szkodzi.

- Chc nie tylko si z tob poegna. Chc ci podzikowa... Urwaa, po czym signa po jego rk. Zawaha si, nim j unis. Ich palce si zetkny. Nabraa tchu, by mwi dalej, ale zamilka, gdy spojrzaa mu w oczy. Twarz mia skupion i spit, jakby usiowa zapanowa nad jak emocj. Przyjrzaa si dokadniej. W jego mylach panowa zamt. Jej dotyk pobudzi... Poczua, jak ogarnia j fala aru. Jej dotyk go podnieci. Walczy, by stumi podanie. Nie zdawaam sobie sprawy, e jego podziw jest taki... ale pewnie nie by, bo zobaczyabym to w jego umyle. To co nowego. To zdarzyo si dzisiaj. Teraz. Serce bio jej szybko. Jej ciao reagowao na jego podanie. Poczua, jak umiech rozciga jej wargi. Podam go. Teraz oboje odkrylimy co nowego. Bya wiadoma penej napicia ciszy. Jedynym dwikiem byy ich oddechy. adne z nich si nie poruszyo; nadal patrzyli sobie w oczy. Powinnimy teraz odsun si od siebie i udawa, e to si nie wydarzyo. Zamiast tego uniosa rk, dotkna jego policzka i przesuna palec po wargach. Nie cofn si, ale te nie odda pieszczoty. Odczytaa wahanie w jego mylach. To ja musz podj decyzj, zrozumiaa. On nie moe zapomnie, kim jestemy. Tylko ja mog dokona tego wyboru. Umiechna si i uniosa usta do jego ust. Delikatnie odda jej pocaunek, posyajc gorcy dreszcz po plecach. Oboje poruszyli si rwnoczenie, sigajc ku sobie. Pocaowaa go mocniej, a on odpowiedzia z tak sam namitnoci i pasj. Ich ciaa si zetkny; chwycia jego kamizelk i przycigna do siebie. Obj j, ale grubo cyrkli tumia dotyk. Kamizelka. Cyrkla. Przypomnienie tego, kim s. Nie chciaa, by co jej o tym przypominao. Nie teraz. Musz znikn. Zamiaa si cicho. To cakiem do mnie niepodobne... Usta Leiarda zsuny si z jej ust. Zacz caowa jej szyj; wargi mia gorce i pewne. To niepodobne take do niego... Odkrywaa t

jego cz, ktrej istnienia nawet nie podejrzewaa. I to mi si podoba... Zachichotaa. Oplota go rkami w talii i cofna si do drzwi, prowadzcych do jej prywatnych pokojw. Emerahl z umiechem przesuna domi po caym ciele. Udao si. Ale to przecie oczywiste. Nigdy jeszcze nie zepsua przemiany. Mirar powiedzia jej dawno temu, e ta umiejtno zmiany ciaa to jej wrodzony Dar. Mia teori, e wszyscy Dzicy maj Dar, ktry przychodzi im naturalnie. Jak zdolnoci muzyczne tym, ktrzy maj prawdziwy talent. Ona potrafia zmienia wiek swojego ciaa. Gdy otworzya oczy, widziaa jedynie ciemno. Byo jej coraz bardziej duszno. Kiedy tylko ockna si w peni ze miertelnego transu, otworzya wskie tunele, by powietrze przedostawao si do skrzyni. To nie wystarczao teraz, kiedy wzbudzia ciao z tego spowolnionego funkcjonowania, niezbdnego dla zmiany wygldu, i zacza oddycha w normalnym tempie. Skrzywia si. miertelny trans nigdy nie by przyjemny, ale tym razem konieczny, by oszuka dzieciaki. Pozwoli jej te przetrwa pod ziemi. Nie wiedziaa, ile dni mino, ale bya pewna jednego: jeli nie chce si udusi, musi szybko wydosta si z trumny. Jednak nie wiedziaa, gdzie dzieci j pochoway. Jeli one albo ktokolwiek inny zobaczy j, jak wygrzebuje si z grobu, wiadomo o tym rozprzestrzeni si szybciej ni zimowy kaszel. I moe zaalarmowa kapanw, ktrzy odgadn, e zmienia wygld. Musi by ostrona. Zamkna oczy, zbadaa umysem okolic i z satysfakcj stwierdzia, e wyczuwa emocje ludzi w pobliu. Nieatwo byo je posortowa, ale rozpoznaa senne myli dzieci. Zakla. Byy gdzie blisko. Musi by ostrona. Emerahl powoli cigna ku sobie magi i uya jej, by wyama wieko skrzyni tu nad swoj gow. Ziemi przesuwaa na drugi koniec trumny, zbierajc j przy stopach. Blade niebo przedwitu zajaniao szybciej, ni si spodziewaa. Powinni zakopa mnie gbiej, pomylaa. Ale ich ignorancja

zaoszczdzia mi wysiku. Powikszya otwr, by przecisn cae ciao, potem wylizna si, przeczogaa w gr i wyjrzaa. Zobaczya, e znajduje si na niewielkim dziedzicu za spalonym domem, pod ktrym mieszkay dzieci. Zastanowia si. Mogabym znw si zakopa i poczeka, a wyjd. Ale... Nie. Zawsze kilkoro zostaje, eby pilnowa domu w cigu dnia. Lepiej wyj teraz, kiedy wszystkie pi. Wysuna rce, chwycia krawd otworu i pocigna. Kilka razy musiaa przerwa, by nabra tchu, a kiedy kolejne czci jej ciaa wysuway si na wiato poranka, odkrya dlaczego. Przemiana zuya du cz tuszczu w ciele. Rce miaa kociste i sabe, piersi prawie nieistniejce. Kiedy strzepna ziemi z brudnej, biaej halki, w jakiej zostawiy j dzieci, poczua pod ni twardo wystajcych koci biodrowych. Jestem saba i chuda, mylaa. Szkielet, ktry wyrwa si z trumny. Nie zdziwiabym si, gdyby kto wzi mnie za przeklt, piekieln kreatur. Udao jej si przynajmniej stan na nogi. Z ulg przekonaa si, e ma na to do siy. Pewnie moe te chodzi. Odstpia od grobu i przyjrzaa si dowodom swojego zmartwychwstania. Lepiej sprztn ten baagan. Przycigajc magi, przesuwaa i wyrwnywaa ziemi, a zasypaa otwr i zatara wszelkie lady swego wyjcia. Umiechna si smutnie, widzc rozrzucone na grobie podwide kwiaty. Chciaaby bardziej pomc tym dzieciom, ale musiaa myle o wasnym ocaleniu. Co teraz? Przyjrzaa si sobie. Donie i rce miaa brudne, a na sobie tylko poplamion halk. Wosy zwisay jej na ramiona - nadal sztywne i siwe jak u starej kobiety. Potrzebowaa kpieli, potem ubrania i jedzenia... I czego do ufarbowania wosw.

Dopiero wtedy zauwaya, e znikna portmonetka, ktr przywizaa paskiem w talii. Nie zdziwia si; od pocztku wiedziaa, e dzieci prawdopodobnie j znajd. Nie moga przecie ukry wszystkiego wewntrz siebie. Przez moment zastanawiaa si, czy nie zakra si do domu i jej nie poszuka, ale szybko odrzucia t myl. Zbyt wielkie byoby ryzyko, a dzieci i tak pewnie wyday ju wiksz cz pienidzy. Odwrcia si wic plecami do grobu i cicho mina spalony dom, by zagbi si w uliczki dzielnicy biedoty. Szare, przymglone wiato poranka rozjaniao si z wolna. Ulice byy ciche, ale nie cakiem puste. Mina dwie praczki w rednim wieku, ktre przyglday jej si z niechci. Potem jaki mody czowiek z drewnian nog przystan i spojrza na ni lubienie. Poczua si zakopotana - po raz pierwszy od ponad stu lat. A ludzie mnie pytaj, dlaczego ja, ktra mog by osob w kadym wieku, wybieram staro... Z drugiej strony jednak modo niosa ze sob pewne przyjemnoci. W swej modszej postaci zawsze bya atrakcyjna dla mczyzn. Czasem rwnie dla kobiet. I co z dawnej urody najwyraniej byo widoczne, mimo jej wychudzenia i niemocy. Wystarczy troch regularnych i zdrowych posikw, by odzyska krgoci. Ale jedzenie kosztuje. Zmarszczya brwi, rozwaajc plany na najblisz przyszo. Stracia portfel, a ciao stracio swoje rezerwy. Musiaa jak najszybciej znale jakie rdo dochodu. Moga kra, ale dawno ju wysza z wprawy. No i nie miaa si, by ucieka, gdyby zostaa zauwaona. A jeli j zapi, moe zwrci na siebie uwag kapanw. Kapani szukali kobiety sprzedajcej leki, zatem i w tej dziedzinie nie moga zarabia na swej wiedzy i umiejtnociach. Mylc, schodzia coraz niej, coraz bliej morza. Ten odruchowo wybrany kierunek troch j rozbawi. Urodzia si nad morzem i w trudnych chwilach cigno j do wody. I kiedy wreszcie pojawi si przed ni paski, falujcy horyzont, odetchna z ulg,

przyspieszajc kroku. Po chwili sza ju drog biegnc wzdu brzegu, rozgldajc si za jakim odosobnionym miejscem na kpiel. Wikszo niewielkich zatoczek bya zajta. Kiedy zobaczya kolejn z tylko jednym pomostem, zatrzymaa si. Dwaj rybacy pracowali w swojej odzi jeden mody, drugi wyranie starszy. Szykowali zowione ryby do zabrania na targ. Przygldaa im si przez chwil, po czym miao zesza na pomost. - Niezy pow - stwierdzia, mijajc ich. Unieli gowy, po czym zaczli si jej przyglda. Umiechna si i odwrcia. Dotara na koniec pomostu i zrobia nastpny krok. Zakrya j zimna woda, a szok strug bbelkw wypchn z puc powietrze. Poczua piasek pod stopami i odepchna si w gr. Wyrwaa si na powierzchni, gwatownie odetchna i odpyna od pomostu. - Pani! Przewrcia si na plecy i rozemiaa, widzc, e rybacy patrz na ni, bardzo niespokojni. - Nie martwcie si! - zawoaa. - Chciaam si tylko opuka. - Wystraszya nas - owiadczy z wyrzutem modszy. - Mylelimy, e chcesz si utopi. - Przepraszam. - Popyna w ich stron. Zauwaya, jak ich wzrok przeskakuje z jej twarzy na ciao, ktre wynurzyo si na powierzchni. Halka bya teraz mokra i pprzezroczysta. - Dzikuj, e chcielicie mnie ratowa. Wpyna pod pomost. Syszaa, jak id po deskach nad jej gow. Trudno byo nie dostrzec ich zainteresowania. cigna wargi i zastanowia si. Sposb, by rozwiza obecne problemy, przyszed jej do gowy ju wczeniej, a teraz nadarzya si okazja. Przecie nie jest tak, e nigdy dotd nie zajmowaa si tak prac. Przeciwnie, zawsze uwaaa, e jest w niej naprawd dobra. Zauwaya, e drewniane belki krzyuj si, tworzc jakby wsk, lisk pk. Ukryta przez wod, signa pod halk i w

siebie. To jedna z przyczyn, dla ktrych mczyni nazywaj t cz ciaa kobiety sakiewk ladacznicy, mylaa, wycigajc nieduy mieszek. Wewntrz znajdowa si morski dzwonek, wisiorek z soku dembara i par monet. Monety nie wystarcz na wicej ni kilka posikw, a aden jubiler nie da jej nawet uamka uczciwej ceny za morski dzwonek - nie kiedy wyglda tak jak teraz. Musi si najpierw postara. Pooya mieszek na pce i wypyna spod pomostu. Rybacy na ni czekali. Szli obok niej, gdy pyna w stron odzi. - To wasza d? - spytaa. - Mojego ojca - odpar mody czowiek, zerkajc na swego towarzysza. - Mog wej do niej, eby si osuszy? Porozumieli si wzrokiem, po czym ojciec odchrzkn. - Czemu nie? Umiechna si i podpyna do burty. Mody czowiek wszed na pokad, pochyli si, poda jej rk i wcign do rodka. Zauwaya, e ojciec rozglda si, by sprawdzi, czy nikt ich nie widzi. Powstrzymaa umiech. Mylisz o swojej onie, co? Odstpia, cigna magi i pchna przez halk strumie ciepego powietrza. Mody czowiek cofn si i spojrza na ni z nowym respektem. Wiedziaa, e pewnie mokra wydaje si bardziej podniecajca, ale ci dwaj potencjalni klienci powinni zrozumie, e nie da si atwo oszuka na zapacie. Ju sucha, westchna gono. - Mona by pomyle, e ze wszystkimi moimi Darami nie skocz jako ladacznica. - Popatrzya na nich i zarumienia si. - Ale dopiero zaczynam. I nie bd si tym zajmowa dugo, tylko dopki nie znajd jakiej pracy. Mczyni spojrzeli na siebie, po czym ojciec odchrzkn. - Ile? Emerahl umiechna si. - Myl, e tacy dzielni ludzie, ktrzy chcieli ratowa dam przed utoniciem, powinni dosta znik. Prawda?

A to, pomylaa zoliwie, nastpny powd, dla ktrego mczyni nazywaj t cz ciaa kobiety sakiewk ladacznicy.

18
wiat wyglda jak ogromny zielony dywan we wzorki w barwach jesieni, troch pofadowany w miejscach, gdzie gry przebijay jego splot. Rzeki byszczay jak srebrne wstki. Malekie domki, jak porozrzucane kawaki mozaiki, leay tu i tam w wikszych grupkach, poczone brzowymi drogami. Kiedy Auraya przygldaa si uwaniej, drobne poruszenia ukazyway malekie zwierzta... i ludzi. Chciaaby lecie bliej ziemi, ale mimo jej towarzystwa, Zeeriz wola trzyma si z dala od ziemiochodzcych. Pozostawanie cay dzie w powietrzu bardzo go mczyo. Latanie wymagao wysiku, cho patrzc na Siyee, trudno byo w to uwierzy. Zeeriz by ju sztywny i obolay, nim zmierzch skoni ich do ldowania. Auraya nie wyobraaa sobie nawet, jak wyczerpujca bya podr dla Tireela, ktry polecia przodem, by uprzedzi lud nieba o jej przybyciu. Po kilku godzinach nawet wiat w dole przesta by taki ciekawy. Niewiele wic mogo zaj jej umys, oprcz nadchodzcych negocjacji z Siyee. W kocu znuya si nawet martwieniem o to i planowaniem. Nauczya si wic naladowa ruchy swego towarzysza - zachowywa si tak, jakby wiatr, pd i przyciganie ziemi dziaao na ni w taki sam sposb jak na Siyee. Uznaa, e dziki temu bdzie moga lepiej rozumie ograniczenia ich fizycznej budowy. Wiele si o nich dowiedziaa, zagldajc do umysu ambasadora. Jego myli obracay si wok obowizkw, lku przed ziemiochodzcymi, nadziei na przyszo i wspomnie z dziecistwa. Najbardziej interesujce byo tumione poczucie urazy, jakie go ogarniao, gdy spostrzeg, jak naladuje jego lot. Zastanawia si, czemu bogowie pozwolili ziemiochodzcej wznosi si w powietrze bez restrykcji i trudw, ktre byy udziaem Siyee. To, e Siyee pokonali ograniczenia i konsekwencje swej kreacji,

byo dla nich powodem do dumy. Wszyscy si uczyli, e ich przodkowie dobrowolnie zaakceptowali cierpienia, deformacje i przedwczesn mier, by bogini Huan moga stworzy ich ras. T wysok cen pacili do dzisiaj, cho liczba kalekich dzieci zmniejszaa si w cigu wiekw. Ich populacja rosa powoli i tylko torescy osadnicy mogli temu zagrozi. Co trzeba zrobi z tymi osadnikami, mylaa Auraya. I nie bdzie to atwe. Huan obwiecia, e gry na wschd od Torenu nale do Siyee. Szukajcy nowych terenw Toreczycy zinterpretowali sowo gry jako obszary zbyt strome, by je uprawia, i powoli przejmowali yzne zbocza i doliny. Auraya wtpia, czy krl Torenu wie o tych dziaaniach swoich poddanych, ale podejrzewaa, e gdyby nawet wiedzia, nie zareagowaby w aden sposb. Ale zareaguje, jeli Biali si upr, e musi. Umiechna si pospnie. Siyee potrzebowali tego przymierza z Biaymi. Chcieli go, ale obawiali si, e za mao mog ofiarowa w zamian. Uwaali, e brakuje im siy i zdolnoci, by przydali si w wojnie, a w dodatku nie maj nic, co byoby cenne w handlu. Jej zadaniem byo znalezienie czego, co uznaj za godne wymiany za ochron Biaych, albo przekonanie ich, e nawet najmniejsza pomoc, jakiej zdoaj udzieli w wojnie, handlu czy polityce, w zupenoci wystarczy. Znowu popatrzya na Zeeriza. Umiechn si do niej. Mao wiadomo o tym ludzie. Auraya wiele si nauczya od ambasadorw, Tireela i Zeeriza, ale lepsze zrozumienie Siyee zyska dopiero wtedy, kiedy spotka ich przywdcw i przyjrzy si codziennemu yciu. To, e Biali zadali sobie trud, by odwiedzi dany kraj, zawsze robio dobre wraenie na mieszkacach. Obaj ambasadorzy byli zachwyceni tym, e chce obejrze ich ojczyzn. Miaa nadziej, e inni Siyee odbior to podobnie. Jeli wszystko dobrze pjdzie, w cigu kilku miesicy Auraya w imieniu Biaych zdobdzie ich szacunek i zaufanie. Widzc w oddali ciemn lini gr, czua, e ogarnia j pod-

niecenie. Prawd mwic, cieszya si, e moe odwiedzi Si - nie mniej ni ambasadorzy, ktrzy j tam eskortowali. Zmierzaa tam, gdzie dotaro niewielu ziemiochodzcych, i miaa pozna bardzo niezwyk ras. Nic nie mogoby uczyni j szczliwsz. I natychmiast poczua znajomy niepokj. Nie byo to zwtpienie we wasne siy czy lk przed porak. Nie, to myl o baaganie, jaki za sob zostawia. - Masz bardzo interesujcy styl egnania si - powiedzia wtedy Leiard. W umyle bysna wizja skbionej w nogach ka pocieli, spltanych nagich koczyn... A potem wrciy rozkoszne wspomnienia tego, co byo wczeniej. Kto by to przewidzia, mylaa, nie mogc powstrzyma umiechu. Ja i Leiard. Biaa i tkacz snw. Na t myl umiech znikn, a nastrj zacz si zsuwa ku bardziej mrocznym regionom. Opieraa si, ale bez przekonania. Musz si z tym zmierzy. Musz to zrobi teraz. Kiedy dotr do Si, bd zbyt zajta, by marnowa czas na drczenie si konsekwencjami. Westchna i zadaa sobie pytanie, ktrego dotd staraa si unika. Jak zareaguj inni Biali, kiedy si dowiedz? Dyara pierwsza przysza jej na myl. Ta kobieta niemal warczaa z dezaprobat, kiedy tylko Leiard znalaz si w pobliu. Nieatwo bdzie jej si pogodzi z faktem, e zosta kochankiem Aurai. Inaczej Mairae - zapewne nie bdzie miaa nic przeciwko temu, cho chyba wolaaby, aby Auraya nie sza do ka z tkaczem snw. Rianowi si to nie spodoba. Nigdy wprost nie sugerowa, e pozostali Biali powinni y w celibacie jak on, ale na pewno nie bdzie zadowolony z faktu, e jedno z nich sypia z poganinem. A Juran? Auraya zmarszczya czoo. Nie miaa pojcia, jak zareaguje Juran. Zaakceptowa Leiarda jako jej doradc. Czy bdzie go tolerowa jako jej kochanka? Czy raczej powie, e oczekuje zbyt

wielkiej tolerancji Biaych dla tkaczy snw? Nie... Powie, e ludzie si z tym nie pogodz. e to osabi wpyw wszystkiego, co mwiam i robiam, by zachci do wikszej tolerancji dla tkaczy snw. Ludzie uznaj, e moja opinia wynikaa z mioci - albo podania - a nie z rozsdku. Przypomn sobie, e Mirar by uwodzicielem. Pomyl, e daam si wykorzysta, i oka te uczucia, atakujc tkaczy snw. To si stao zbyt szybko, by oczekiwa, e ludzie si z tym pogodz. By moe czas by tu kluczem... Przez chwil przygryzaa warg. Jeli swj romans zachowa w tajemnicy, moe Biali i inni ludzie w kocu si przyzwyczaj. Przecie to nie jest tak, e cignie do ka kadego przystojnego, nieonatego i wysoko urodzonego mczyzn w Ithanii Pnocnej. Skoro Mairae takie rzeczy uchodz, to przecie i Aurai ujdzie jako sypianie z tylko jednym tkaczem snw. Znowu westchna. Chciaabym, eby to byo prawd. Jak mam szans zachowania tego w tajemnicy? Wszyscy wiedz o romansach Mairae, a jeli Dyara nie potrafia ukry przed Biaymi swego tragicznie czystego zwizku z Timare, to jak ja zdoam ukry mj? Na szczcie najblisze kilka miesicy spdzi daleko od Jarime. W tym czasie wiele moe si zdarzy. Moe przecie odzyska zmysy. Albo Leiard odzyska swoje. A jeli ju odzyska? Jeli nie ma zamiaru wicej si ze mn widywa? Jeli zaspokoi ciekawo i nic go wicej nie interesuje? Serce jej zamaro. Nie! On mnie kocha! Widziaam to w jego mylach! A ja kocham jego. Poczua, e ogarnia j ciepy blask szczcia. Wrciy mie wspomnienia... Lecz zaraz stracia humor, kiedy w pamici pojawi si obraz jego kamizelki tkacza snw i jej cyrkli, lecych razem na pododze. To by otrzewiajcy widok. Wydawa si jakby blunierczy. Bogowie musz wiedzie, pomylaa. Pokrcia gow. Nie moemy tego robi. Powinnam go odsun. Ale wiedziaa, e tego nie uczyni. Dopki bogowie nie wyjawi

swoich opinii, nie bd prbowaa zgadywa, co o nas myl. Obejrzaa si przez rami. Jarime ju wiele godzin temu znikno za horyzontem. Jak mogam zostawi za sob taki zamt? Powinnam zawrci, powinnam frun do miasta. Przywoaa na myl Siyee. Jak byliby rozczarowani i uraeni... Jak bardzo chciaa na wasne oczy zobaczy ich krain... Par miesicy, tumaczya sobie. Zanim przyjdzie czas powrotu, zdecyduj, co powinnam zrobi. I mam nadziej, e bd miaa do odwagi, by zrobi to naprawd. Deszcz bbni o daszek pojazdu. Danjin poczu, e co spado mu na gow, wic spojrza w gr. Woda przedostaa si jako przez grub, nasczon olejem tkanin. Uchyli si przed nastpn kropl, przesun na bok siedzenia w plattenie, a potem sign po chusteczk, by wytrze gow. Zamiast niej, palce natrafiy na kawaek pergaminu. Danjin wyj go i westchn, jeszcze raz odczytujc wiadomo od ojca. Theran powrci. Zaprosiem twoich braci na kolacj. Twoja obecno jest podana. Ta - Spear - Kiedy mwiem, e przyjemnie bdzie mie troch czasu dla siebie, bogowie musieli mnie sysze - mrukn. Spojrza w gr. Wielki Chaio, co takiego zrobiem, by na to zasuy? - Zaniedbywae rodzin? - zasugerowaa Silava. Danjin przenis wzrok na siedzc naprzeciw kobiet. wiato latarni maskowao zmarszczki na jej twarzy. W wikszoci powstay wskutek umiechw i wesooci. W wikszoci. Bowiem mieli za sob take trudniejsze chwile. Tyle samo, ile ci, ktrzy pobierali si z mioci, jak zauway w ostatnich latach. Oboje nie byli sobie wierni, oboje si przekonali, e szczero jest najtrudniejsz, ale jedyn ciek ku wybaczeniu. I chocia nigdy nie kochali si romantycznie i namitnie, z czasem zostali najlepszymi przyjacimi. - Ktr rodzin? - zapyta Danjin. - Moj czy nasz?

- O to powiniene pyta bezstronnego sdziego, Danjinie. Umiechna si. - Ale moesz by pewny, e nasza rodzina chtnie widywaaby ci czciej. Zwaszcza kiedy ju urodz si wnuki. Wnuki... Myl o tym, e zostanie dziadkiem, bya jednoczenie zachwycajca i przeraajca. Oznaczaa, e si starzeje. Ale take, e crki bd szczliwe. Rozkwitay w swoich nowych domach. Z satysfakcj stwierdzi, e znalaz im dobrych mw, cho w tej kwestii postpowa gwnie wedug rad Silavy. Szkoda, e nie mona wybiera sobie rodzicw. - Jeli chodzi ci o rodzin mojego ojca, to ty rwnie zostaa ukarana - zauway. - To prawda. Ale zwykle ignoruje mnie na tych przyjciach. To ty bdziesz jego celem. Danjin a zadra, syszc te sowa. Silava pochylia si i poklepaa go po kolanie. - Na nocnej szafce zostawiam dla ciebie butelk tintry. - Dzikuj. - Umiechn si z wdzicznoci. Platten zwolni. Danjin wyjrza spod daszka i na widok ojcowskiej rezydencji poczu znajome ssanie w odku. Ale zaraz przypomnia sobie o piercieniu na palcu. wiadomo, e Wybrani Bogw nie uwaali go za takiego nieudacznika, za jakiego mia go wasny ojciec, dodaa mu pewnoci siebie. Wysiad z powozu i odwrci si, by pomc onie. Deszcz pada gsto i szybko przemoczy ich taule. Oboje odetchnli z ulg, kiedy dotarli do drzwi. Wysoki, chudy mczyzna z wynios min wprowadzi ich do wntrza. Danjin przyglda mu si podejrzliwie. Forin, gwny lokaj, mia zwyczaj tak przepraszajco anonsowa jego przybycie, jakby przeszkadza, a nie skada proszon wizyt. - Witajcie, Danjinie Spearze i Silavo - powiedzia Forin, skaniajc gow przed obojgiem. - Doradco Danjinie Spearze - poprawi go Danjin. Zdj taul i poda go lokajowi. Oczy Forina bysny. Otworzy usta, ale potem spojrza na taul i

zawaha si. Danjin zrozumia, e wpatruje si w lnicy na jego palcu biay piercie. - Oczywicie. Prosz o wybaczenie. Odebra taule jego i Silavy, po czym wyszed pospiesznie. Silava spojrzaa na ma, kiedy wchodzili do sali przyj. Nie umiechna si, ale zauway w jej oczach znajomy bysk tryumfu. Taki, jaki zwykle widywa, kiedy przegrywa z ni w dyskusji. Dwaj bracia Danjina czekali w pokoju, stojc przy grzejnikach. Widzc ich, poczu, e satysfakcja z niewielkiego zwycistwa rozpywa si bez ladu. Przywitanie z brami byo oficjalne i sztywne. Ich ony rzuciy Silavie wymuszone umiechy, po czym wrciy do rozmowy, cakowicie j ignorujc. Deszcz pada przez otwr w dachu do sadzawki w dole. awy, przykryte poduszkami i kosztownymi pledami, ustawiono symetrycznie wok cian. Podoga bya z ykowanego marmuru, a ciany zdobiy murale przedstawiajce statki i rozmaite towary. Pojawi si sucy z grzanym somreyaskim ahmem. Sczc trunek, Danjin przyglda si rodzinie. Z pewnoci Theran, ulubiony syn, na powitanie ktrego ich tutaj zaproszono, zatrzyma si w rezydencji i ju rozmawia z ojcem. Wszyscy synowie Ta - Speara pracowali w rodzinnych przedsiwziciach handlowych, z rnymi sukcesami. Theran, drugi syn, okaza si urodzonym kupcem. Dwaj modsi bracia zginli w katastrofie morskiej dwadziecia lat temu. Ma - Spear, ktra po urodzeniu Danjina nigdy nie wrcia do zdrowia, zachorowaa i umara wkrtce po nich. Rok temu przestao bi serce najstarszego syna, teraz wic pozostao ich czterech: Theran, Nirem, Gohren i on. Siedmiu synw miao w zamierzeniach rozwija imperium handlowe Spearw. Danjin prbowa, ale wytrzyma tylko do swej pierwszej wyprawy - mia wtedy szesnacie lat. W cigu dwch dni od przybycia do Genrii zaprzyjani si z jakim dalekim pociotkiem krla i trafi w sam rodek politycznych manewrw, o wiele dla niego ciekawszych i ekscytujcych ni dugie wyprawy handlowe czy nieodczne kupieckie rejestry i rachunki. Zajty innymi

sprawami, nie dopilnowa ziarna dostarczanego na statek, wic nim powrci do Jarime, szkodniki zniszczyy poow adunku. Ojciec by wcieky. - Danjin... Syszc szept ony, Danjin unis gow. Dwaj mczyni nadchodzili korytarzem prowadzcym do pokoju przyj. Forin stan na rodku. - Ta - Spear i Theran Spear - oznajmi. Twarz ojca pokrywaa pajczyna zmarszczek, a idc, podpiera si lask. Wzrok twardych, zimnych oczu przesuwa si od twarzy do twarzy. Po jego prawicy szed Theran. Brat umiechn si przyjanie do Nirema i Gohrena, ale ju bardziej z przymusem, gdy spojrza na Danjina. Zamiast jednak zlekceway modszego brata, co zwykle czyni, Theran unis brwi. - Danjin... Nie spodziewaem si, e przyjdziesz. Tato mwi, e obowizki w wityni nie pozwalaj ci na uczestnictwo w takich rodzinnych spotkaniach. - Ale nie dzisiaj - odpar Danjin. Zreszt, jak mgbym przepuci okazj, by by pogardliwie ignorowanym albo by sta si obiektem twoich arcikw? Starzec podszed do dugiej awy i usiad. Reszta rodziny znieruchomiaa, czekajc, a ich poprosi o zajcie miejsc. - Siadajcie. Siadajcie - powiedzia takim tonem, jakby ten formalizm go krpowa. Danjin wiedzia jednak, e wszelkie odchylenie od tego rytuau zawsze ojca zocio. Usiedli teraz na miejscach ustalonych rodzinn tradycj: Theran po prawicy Ta - Speara, Nirem z on po lewej, Gohren obok Therana, a Danjin najdalej od ojca, obok ony Nirema. Kiedy suce wnosiy kolejne smakoyki, rozmowa toczya si wok spraw handlowych. Danjin zmusza si do suchania i roztropnie zachowywa milczenie. Ju dawno nauczy si unika takich dyskusji. Kada uwaga czy pytanie, jakie zada, uznawane byy za dowd jego ignorancji. Niewane, jak bardzo stara si nie zwraca na siebie uwagi -

ojciec zawsze musia wspomnie o jego pracy. Gdy Theran zakoczy dugi opis udanej transakcji, Ta - Spear spojrza na najmodszego syna. - Nie widz, by nasz doradca Biaej mg liczy na podobny dochd, suc wityni. - Ta - Spear wskaza gestem ciany. - Jeli jeste tak wany dla cyrklian, to czemu zwyky kupiec mieszka w lepszych warunkach od ciebie? Musisz prosi o podwyszenie pensji, gdy znowu zobaczysz si z pracodawczyni. Kiedy to nastpi? - Auraya wyruszya do Si, ojcze - odpar Danjin. - Ma negocjowa przymierze. Ojciec unis brwi. - Nie towarzyszysz jej? - Gry Si s trudno dostpne dla ziemiochodzcych. - Ziemiochodzcych? - Tak Siyee nazywaj zwykych ludzi. Ojciec prychn niechtnie. - Jakie to prymitywne. Moe i dobrze, e ci zostawia. Kto moe wiedzie, jakie niegustowne obyczaje maj ci osobnicy. Wrzuci do ust jaki smaczny ksek, po czym wytar donie w serwetk, ktr podsuna mu suca. - Jeli Si sprzymierzy si z Hani, by moe bdziesz ich tu czciej widywa. Przyl do nas ambasadora i bd przybywa w poszukiwaniu wyksztacenia, by przystpi do stanu kapaskiego albo zaj si handlem. W oczach ojca bysno zainteresowanie. Przeu, przekn i popi odrobin wody. - A czym mog handlowa? - To jedno z pyta, na ktre Auraya sprbuje znale odpowied - umiechn si Danjin. Ta - Spear zmruy oczy. - Nadarza si wic okazja, mj synu. By moe nie zarabiasz przyzwoicie, ale jeli skorzystasz z tego rodzaju szansy, nie bdzie to takie istotne. - Nie mog wykorzystywa stanowiska, eby zyska przewag w

handlu - odpar z oburzeniem Danjin. - Nie bd takim cnotliwym durniem - prychn ojciec. - Kiedy przecie przestaniesz by doradc. - Tak, jeli naduyj swych przywilejw. I jeli pod twoim ladem, doda w myli Danjin, wspominajc wrogw, jakich ojciec zyska przez dugie lata. Potnych wrogw, ktrzy w pewnych miejscach uniemoliwiali mu handel. : Dlaczego mu o tym nie przypomnisz? Danjin drgn, syszc gos w swym umyle. : Auraya? : Tak, to ja. Przepraszam, nie chciaam si wtrca. Zeeriz ju pi, a ja... c... ja si nudz. Zacz si umiecha, ale natychmiast si opanowa. - .. .sawa i chwaa przemin - mwi ojciec. - A ty szybko popadniesz w zapomnienie. Danjin otworzy usta, by odpowiedzie. : Twj ojciec w jednym ma racj. Powinnimy ci wicej paci. Zakrztusi si. : Jak dugo suchaa? Odpowiedziaa nie od razu. : Zajrzaam chwil temu. : Zajrzaa? : eby sprawdzi, czy nie jeste zajty. - Suchasz mnie? - spyta zirytowany Ta - Spear. Danjin unis gow. Zastanowi si nerwowo, czy powinien wyjani, z kim si porozumiewa. : Oczywicie, powiedz, zachcia go Auraya. : Z caym szacunkiem, odpowiedzia, ale nie znasz mojej rodziny. Czasem lepiej nie budzi licha. - Rozwaaem twoj rad, ojcze - odpar gono. Ta - Spear zmruy podejrzliwie oczy. A potem zwrci si do Nirema. - Widziae ostatnio kapitana Raeriga? Nirem przytakn i zacz wspomina jakie pijastwo w dalekim porcie. Ucieszony, e uwaga ojca skupia si ju na kim innym,

Danjin pozwoli swym mylom bdzi swobodnie... do chwili, gdy kto wspomnia o poudniowym kulcie. - Powiedzia, e to dobrzy klienci, ci pentadrianie - opowiada Nirem. - Poowa ich kapanw to wojownicy. Kupuje dunwaysk bro, sprzedaje j na poudniowym kontynencie... i nie moe im nastarczy. Sdzisz, e powinnimy...? Ku zaskoczeniu Danjina, ojciec zmarszczy brwi. - Moe... Syszaem, e gromadz tam armi. Wasz pradziad zawsze powtarza, e wojna jest dobra dla interesw, ale to zaley, kto z kim planuje walczy. - A z kim oni planuj walczy? - spyta Danjin. Ojciec umiechn si blado. - Sdziem, e wiesz takie rzeczy, doradco Biaych. - Moe i wiem - odpar lekcewaco. - A moe nie. Dlaczego uwaacie, e chc walczy? Ojciec wzruszy ramionami i odwrci gow. - Na razie wol swoj wiedz zachowa dla siebie. Jeli mona wykorzysta j w interesach, nie chciabym, by jakie nieopatrznie wypowiedziane sowo zrujnowao t okazj. Danjin poczu gniew. To nie ta zawoalowan, obraliwa sugestia, e zdradzi, czego si dowie, tak go rozzocia. Raczej to, e ojciec posiada informacje, ktre byy Danjinowi potrzebne. Byy potrzebne Biaym... Ale w chwil pniej gniew si ulotni. Gdyby ojciec w obawie o swoje interesy nie chcia, by Danjin dowiedzia si o pentadrianach gromadzcych armi, w ogle by o tym nie wspomina. Moe to wanie byo ostrzeenie - jedyne, na ktre byo sta jego ojca. : Syszaa, Aurayo? Nie byo odpowiedzi. Danjin obraca piercie na palcu i zastanawia si, co zrobi. Dowiedzie si czego wicej, uzna. Zebra informacje. Kiedy nastpnym razem Auraya odezwie si do niego przez ten piercie, bdzie mg przekaza jakie konkrety.

19
Leiarda obudzio uczucie duszenia. Usiad, dyszc ciko, i rozejrza si niepewnie. Panowa mrok, ale wyczuwa, e wit jest ju blisko. Nie pamita snu, ktry go zbudzi. Wsta, umy si, ubra i wylizn za drzwi. Stworzy ma iskierk wiata, przeszed przez wspln sal i wspi si do dachowego ogrodu. Wyszed na chodne powietrze i skierowa si do ogrodowych mebli, gdzie zwykle prowadzi lekcje Jayima. Usiad i sprbowa przypomnie sobie sen, po ktrym pozostao jedynie uczucie trwogi. Zamkn oczy i skoncentrowa si na mylowych wiczeniach sucych odzyskiwaniu utraconych snw. Nic jednak nie pojawio si w pamici. Tylko strach trwa. Sny, ktre pamita, dotyczyy Aurai. Niektre byy przyjemne, pene radoci i namitnoci. Nie mia takich podniecajcych snw od... od tak dawna, e ju tego nie pamita. Niestety, niektre z tych snw mwiy te o nieprzyjemnych konsekwencjach, o oskareniach, zemcie i straszliwej, straszliwej karze... Powiniene by wyj. Powiniene by sobie przypomnie, kimona jest, odezwa si gos w mylach. Tak zrobiem. Powiniene by sobie przypomnie mocniej. Ten inny gos w umyle - myli, ktre wedug Arleej byy manifestacj wspomnie cza Mirara - czsto ostatnio do niego przemawia. To logiczne, e skoro mia dyskutowa sam ze sob o Aurai, ten wyimaginowany Mirar bdzie krytykowa wszelkie zwizki z Biaymi. Zosta przecie zabity przez jednego z nich. Zastanawia si, czy Mirar wywiera na niego jaki wpyw podczas tej nocy w pokoju Aurai. Wola si jednak wystrzega oskarania swej drugiej osobowoci o wasne czyny. aden obcy gos nie zachca go do uwodzenia Aurai. Mirar milcza a do poranka nastpnego dnia - nie odezwa si, dopki Leiard nie opuci Wiey.

Auraya pocaowaa go na poegnanie i poprosia, by ich spotkanie zachowa w tajemnicy. Cakiem rozsdna proba, biorc pod uwag, kim by. I kim ona bya. Czy kto go widzia, gdy wychodzi? Nie zauway ani ladu suby, ale by przygotowany, by zachowywa si tak, jakby nie zaszo nic poza nocnymi konsultacjami. Kamstwo jednak nie wydawao si wiarygodne. Sucy chtnie sobie wyobraali, e za zamknitymi drzwiami pno w nocy dziej si rzeczy o wiele ciekawsze od zwykych dyskusji politycznych, zwaszcza jeli rzekome konsultacje trwaj prawie do witu. Gdyby zaczli podejrzewa erotyczny charakter jego wizyty u Aurai, inni Biali wyczytaliby to z ich myli. A gdyby kto z Wybranych zechcia to potwierdzi, wystarczyoby wezwa Leiarda i zbada jego umys. Ale adne wezwanie nie nadeszo. Mia nadziej, e oznacza to, i jego wizyta nie zostaa zauwaona i nie staa si tematem domysw. Kiedy pomyla, jakie skutki dla jego ludu miaoby wykrycie takiego skandalu, dra z przeraenia. Jednake, gdy tylko si nie martwi, od razu planowa, jak po jej powrocie zdoa j w tajemnicy odwiedzi. Jeli tylko ona zechce... Moe uwaa mnie jedynie za nocn rozrywk. Kochanka, ktrego odsunie, gdy zda sobie spraw, jak niezrcznie jest trzyma go przy sobie. Gdybym tylko mg sprawdzi, czego chce naprawd... Istnia pewien sposb, ale niebezpieczny... Mg poczy si z ni snem. Nie bd idiot, jeli doniesie, to ci ukamienuj. Nikomu nie powie. - Leiard? Podskoczy i unis gow. Ze zdumieniem zobaczy stojcego przed sob Jayima. Ogrd rozjaniao ju blade wiato witu. Tak si zamyli, e nie zauway... Chopiec ziewn i usiad naprzeciwko, otulajc si kocem. Idzie zima, pomyla Leiard. Powinienem nauczy go sposobw utrzymywania ciepa.

- Czy znw bdziemy wiczy poczenie umysw? - spyta Jayim. Leiard zastanowi si. Nie czyli si, odkd ucze zauway jego pocig do Aurai. Tak go to wtedy wzburzyo, e odkada dalsze nauczanie tej sztuki. Teraz sama myl o poczeniu budzia trwog. Jayim z pewnoci odkryby u Leiarda wspomnienia nocy spdzonej z Auray, a take nadzieje na kontynuacj romansu. A gdyby Jayim to wiedzia, to w Jarime byyby ju dwie osoby, u ktrych Biali mogliby wyczyta t tajemnic. - Nie - rzek. - Mamy chodny ranek. Wyjani ci, w jaki sposb zimno wpywa na ciao czowieka i jak mona si temu przeciwstawi. Wysoki kapan Ikaro zatrzyma si przed sal audiencji krla Berro. Odetchn gboko i dopiero wtedy wszed. Wok tronu stali sekretarze, doradcy i reprezentanci waniejszych cechw, jednak sam tron by pusty - krl przyglda si wielkiej urnie. Ikaro zauway, e jest ozdobiona w nowoczesnym stylu - ca pokrywaa czarna powoka, w ktrej wydrapano postacie, odsaniajc pod spodem bia glin. Krl obejrza si na Ikaro i przywoa go gestem. - Podoba ci si, wysoki kapanie Ikaro? Przedstawia mnie, kiedy mianuj Cimro moim nastpc. - W samej rzeczy. - Ikaro stan u boku wadcy. - W tych liniach jest gracja i pikno, a szczegy budz podziw. Czynisz mi wielki zaszczyt, wasza wysoko. Krl zmarszczy czoo. - Pokazujc ci j? Zamierzam j tutaj ustawi. Bdziesz j widzia za kadym razem, kiedy wejdziesz do tej komnaty. - Nie bd mia jednak okazji, by sta przed ni i si zachwyca, wasza wysoko. Zawsze bd mnie zajmowa waniejsze sprawy. Krl umiechn si. - To prawda. - Odwrci si i wolno ruszy do tronu. - Nie wiedziaem, e jeste wielbicielem sztuki.

- Jestem zaledwie wielbicielem pikna. Berro parskn miechem. - Ironi jest wic, e wywrcie moje miasto do gry nogami, szukajc brzydkiej starej wiedmy. - Krl usiad. Spowania nagle i Zabbni palcami po porczy tronu. - Jak dugo jeszcze zamierzacie kontynuowa te poszukiwania? Ikaro zmarszczy brwi. Nie potrafi zajrze do umysu wadcy umia czyta myli jedynie w obecnoci Huan. Ale te nie potrzebowa - krl nie stara si nawet ukrywa niecierpliwoci. Zwyke zapewnienia tym razem Berra nie zadowol. I nie by pewien, co go uspokoi. Oprcz... - Zapytam bogw. Krl otworzy szeroko oczy. Wszyscy obecni wymienili spojrzenia, czsto sceptyczne. - Teraz? - Chyba e pora nie jest waciwa - doda Ikaro. - Mgbym skorzysta z paacowej wityni... - Nie, nie - zapewni go Berro. - Rozmawiaj z nimi, jeli twoim zdaniem to waciwe. Ikaro kiwn gow i zamkn oczy. - Przyczcie si do mnie w modlitwie - wymrucza, skadajc obie donie w znak krgu. Kiedy zacz znan inkantacj adoracji, by wdziczny, syszc liczne wtrujce mu gosy. Czerpa z nich odwag. Pod koniec modlitwy zamilk i nabra tchu. - Chaio, Huan, Lore, Yranno, Saru! Prosz, by jedno z was przemwio do mnie, bym odebra wasze instrukcje. Czeka z bijcym mocno sercem. A nagle zamrowia go skra, gdy energia wypenia powietrze. : Wysoki kapanie Ikaro. Zdumione syknicia odezway si w caej sali. Ikaro otworzy oczy i rozejrza si... Nie zobaczy nawet ladu waciciela gosu, ale po minach obecnych poznawa, e wszyscy go usyszeli. - Huan? - zapyta.

: To ja. Skoni gow. - Uczyniem tak, jak mwilicie, ale nie znalazem czarownicy. Czy mam dalej prowadzi poszukiwania? Czy jest inny sposb, bym mg j schwyta? : Niech wierzy, e zrezygnowae. Odwoaj poszukujcych. Zrezygnuj z kontrolowania ludzi w porcie i przy gwnej bramie. Zamiast tego, niech te miejsca obserwuj kapani w przebraniu. Jeli uwierzy, e poszukiwania si skoczyy, moe skorzysta z okazji, by opuci miasto. Bd na ni uwaaa. Ikaro przytakn. - Jeli da si j znale tym sposobem, to j znajd - zapewni z determinacj. Znikno wraenie obecnoci bogini. Ikaro spojrza na krla, ktry zamyli si gboko. - Dopiero od niedawna bogowie przemawiaj do ciebie w taki sposb? - Tak - przyzna Ikaro. Krl zmarszczy czoo. - Bogini bez wtpienia zdaje sobie spraw, jak jestem wdziczny za cofnicie ogranicze w yciu miasta, ale oczywicie wcz podzikowania do swoich modlitw. Jednak cho nie chc, by niebezpieczna czarownica krya po moim miecie, obawiam si, by moi poddani nie ucierpieli wskutek ogranicze handlu. Czy potrzebna ci bdzie pomoc w wykonywaniu instrukcji bogini? Ikaro pokrci gow, ale zawaha si. - Moe wasza wysoko mgby zawiadomi stranikw, e ebrakw przy bramach powinni zostawia w spokoju. - ebrakw, tak? - Berro umiechn si krzywo. - Oryginalne przebranie, nie ma co. Ikaro parskn miechem. - A jeli to nie kopot, kilka straniczych uniformw te by si przydao. Berro skin gow. - Dopilnuj, eby je dosta.

Przez cay ostatni dzie lecieli nad widowiskowo poszarpanymi grami. Auraya przeya wiksz cz swego dziecistwa w cieniu acucha oddzielajcego Hani od Dunwayu, ale byy to zaledwie pagrki w porwnaniu do tych wysokich, ostrych szczytw. Spogldajc z gry na strome zbocza, rumowiska, spltane gazie drzew i ostre skalne iglice, rozumiaa, jak trudno byoby dotrze do Si pieszo. Grunt czciej by pionowy ni poziomy, a kady dostpny kawaek gleby porastaa gsta rolinno, od ostrych traw po gigantyczne drzewa. Las przecinay zasypane kamieniami koryta szerokich rzek. Wysokie brzegi, usiane ogromnymi martwymi drzewami, mwiy o gwatownych wiosennych wylewach. Burzliwy nurt nis te rzeki do migoczcych bkitnych jezior, skd wyleway si ju tylko dwie ogromne i zmierzajce wprost do morza. Od Jarime lecieli cay czas na poudniowy wschd, a potem skrcili na poudnie, by przelecie przez przecz midzy grami. Tej nocy obozowali w jaskini, gdzie znaleli palenisko, proste legowiska i zapas suszonej ywnoci. Rankiem obudzi j zapach smaonych jajek; ze zdumieniem odkrya, e Zeeriz wyfrun o wicie i obrabowa kilka ptasich gniazd. Najwyraniej Siyee nie mieli oporw przed zjadaniem innych skrzydlatych istot. Cay ranek kierowali si znw na poudniowy wschd. Wreszcie, gdy soce stano w zenicie, uwag Aurai zwrci dugi pas odkrytej skay na zboczu gry. - To Przestrze - wyjani Zeeriz. - Gwne miejsce naszych zgromadze i skupisko naszych mieszka. Kiwna gow, by pokaza, e zrozumiaa. : Juran? : Tak, Aurayo. : Zbliamy si do celu. : Zawiadomi pozostaych. Bardzo chc to zobaczy. Auraya wyczua w jego gosie lekkie podniecenie. Nawet Juran, zwykle tak powany, by podekscytowany perspektyw zobaczenia domu Siyee.

Niedugo potem przesun si nad ni jaki cie. Uniosa gow i zobaczya trjk Siyee. Przygldali si jej z fascynacj. Podleciaa bliej do Zeeriza. - Powinnam si zatrzyma i przywita z nimi? - Nie - odpar. - Jeli bdziesz si wita z kadym Siyee, ktry przyleci si na ciebie gapi, nie dolecimy do Przestrzeni przed wieczorem. - Spojrza na nowo przybyych i umiechn si. cigniesz spory tum. Lecieli dalej; co pewien czas ogldaa si i umiechaa do Siyee nad sob. Wkrtce przyczyli si do nich nowi, potem nastpni, a miaa wraenie, e ciga j wielka, trzepoczca chmura. Bliej Przestrzeni rozrniaa ju pojedynczych przedstawicieli ludu nieba stojcych na skalistym gruncie - i oni take zaczli j dostrzega. Niektrzy wznieli si w powietrze, by przyjrze si nadlatujcym. Inni zostali na stromym zboczu i patrzyli. Gdzie w tle tych obserwacji Auraya cay czas bya wiadoma nieprzerwanego cza z Juranem. Jedno po drugim, kolejni Biali przyczali si take, a ona pozwalaa im widzie jej oczami. Ta stroma skalna powierzchnia, tworzca Przestrze, wygldaa jak wielka blizna na zboczu gry - poduna i otoczona lasem. Drzewa byy ogromne, a zapewne z ziemi wydaway si jeszcze bardziej imponujce. Skalista powierzchnia bya nierwna, przeamana na trzy stopnie. W rodkowej czci staa w rzdzie grupa dorosych Siyee. Domylia si, e to przywdcy klanw - Mwcy. Z dou rozlego si dudnienie, co zwrcio jej uwag na kilka bbnw ustawionych po obu stronach Przestrzeni. I nagle Siyee zaczli przelatywa przed ni. Zauwaya, e wszyscy s modzi i tak samo ubrani, wic zapewne ten lotniczy pokaz przygotowano specjalnie, by zrobi na niej wraenie. Pikowali i wzbijali si na przemian, z pen synchronizacj. Tworzyli do skomplikowane figury, a jednak umieli utrzyma rwne tempo, gdy wraz z Zeerizem zniaa si na spotkanie czekajcych Mwcw.

Bbny ucichy, a uczestnicy pokazu polecieli na boki. Zeeriz spyn ku ziemi i wyldowa lekko przed Mwcami. Auraya opada przy nim. Na spotkanie wysza jej kobieta, trzymajca w jednej rce drewniany kubek, a w drugiej co, co wygldao na niewielkie ciastko. - Jestem Mwc Sirri - przedstawia si. - Jestem Auraya z Biaych. Siyee podaa jej kubek i ciastko. Kubek peen by krystalicznie czystej wody. Zeeriz uprzedzi j o tym rytuale powitalnym, wic Auraya bez wahania zjada ciastko, sodkie i twarde, i wypia wod. Oddaa Mwcy kubek. Nie powinna dzikowa, uprzedzi j Zeeriz. Wszyscy Siyee ze wszystkich klanw witali goci poywieniem i wod, gdy aden nie mg sam zabra zbyt wiele. Nawet wrogowie musz dawa i otrzymywa posiek, a milczenie nie pozwalao, by sowa podzikowania uwizy komu w gardle. Sirri cofna si i rozoya ramiona, odsaniajc membrany skrzyde. To, jak wyczytaa Auraya z jej myli, byo powitaniem zarezerwowanym jedynie dla tych, ktrym Siyee ufali. Siyee ufali bogom, wic oczywicie ufali te ich Wybranym. - Witaj w Si, Aurayo z Biaych. Auraya z umiechem powtrzya jej gest. - Jestem wzruszona, e ty i twj lud tak serdecznie mnie przyjmujecie. Twarz Sirri zagodniaa. - To zaszczyt goci jedn z Wybranych Bogw. Auraya wykonaa znak krgu. - To zaszczyt by witan przez najcudowniejsz i najpikniejsz z boskich kreacji. Sirri szeroko otworzya oczy, a jej twarz pokrya si rumiecem. Auraya zauwaya, e inni Mwcy wymieniaj spojrzenia. Czyby powiedziaa co niewaciwego? Ale nie wyczuwaa u nich urazy. Odczytywaa chaotyczny gwar myli i z wolna pojmowaa, e - jako rasa - Siyee od dawna zastanawiali si nad swoim miejscem w wiecie. Czy ich istnienie ma jaki cel? Czy te ich kreacja bya tylko

przelotnym kaprysem, rozrywk dla bogini, ktra ich stworzya? Sowa Aurai sugeroway, e moe czci tego celu jest po prostu by wyrazem pikna i cudownoci. Musi by bardzo ostrona. Ci ludzie potrafi odczyta z jej uwag znaczenia, ktrych nie chciaa im nadawa. Koniecznie powinna wytumaczy, e wie nie wicej od nich o szerszych planach bogw. W kocu nawet si do niej nie odezwali od Ceremonii Wyboru. - Zwoalimy Zgromadzenie, by omwi proponowane przez was przymierze - owiadczya Mwca Sirri. - Do wszystkich klanw wyruszyli posacy, proszc, by przybyli ich Mwcy albo reprezentanci. Trzeba dwch, trzech dni, by zdyli tu dotrze. Tymczasem dzisiaj wydajemy niewielkie przyjcie powitalne. Rozpocznie si o zachodzie soca w Altanie Mwcw. - Bd czeka niecierpliwie - zapewnia Auraya. - Do zachodu pozostao jeszcze wiele godzin. Czy wolisz odpocz, czy moe obejrze Przestrze? - Bardzo bym chciaa obejrze miejsce, w ktrym yjecie. Sirri umiechna si i gestem wskazaa drzewa z boku Przestrzeni. - Bd zaszczycona, mogc ci oprowadzi.

20
Gdy woda w misie si wygadzia, Emerahl przestudiowaa swoje odbicie, pochylajc gow tak, by zobaczy nasad wosw. Naturalny, modzieczy kolor wanie zaczyna si przebija, cho trzeba byo naprawd dobrze si przyjrze. By to mniej ostry odcie czerwieni ni farba, ktr naoya kilka dni temu; zamaskuje zmian, stopniowo rozrzedzajc farb. Wyprostowaa si i zastanowia nad sob. Z wody patrzya na ni moda kobieta o oszaamiajco zielonych oczach, z lekko piegowat blad cer i wosami w barwie zachodzcego soca. Duga tunika miaa kolor wyblakej zieleni i kiedy moga pasowa kolorem do oczu; jednak dekolt wyglda prowokujco, a bdzie jeszcze bardziej, kiedy wacicielka nabierze troch ciaa. Lekki umiech dziewczyny z odbicia znikn, zastpiony przez zmarszczk na czole. Tak, stanowczo musz odzyska krgoci, uznaa. Kocista ze mnie ladacznica. Niestety, prawie cay skromny dochd od pierwszych klientw wykorzystaa, by na kilka nocy wynaj pokj. Ceny mieszka troch wzrosy w cigu ostatnich stu lat. Podobnie jak innych rzeczy. Nie odgada - pki nie byo ju za pno - czemu rybacy nie targowali si zbyt gorliwie. Uznaa, e to podanie skonio ich od ustpliwoci, tymczasem po prostu zrobili wietny interes. Najwaniejsze jednak byo ubranie. W ramach transakcji z rybakami zyskaa stary, brudny taul, ktry wypatrzya w kabinie. Moga si nim okry, dopki nie kupia tuniki i nie wynaja pokoju. Tej nocy, kiedy si porzdnie wykpaa, wysza na ulic, by napeni mieszek. Klienci nie garnli si do niej i ledwie zarobia na jedzenie i czynsz za nastpn noc. Trzeciego wieczoru mczyzna, ktrego przyprowadzia, gapi si na jej biae wosy i traktowa j szorstko. Kiedy wychodzi, ocieka niemal mciw satysfakcj. Zastanawiaa

si, czy ta kobieta, ktr chcia zrani, wie, jak bardzo jej nienawidzi. Zrezygnowaa z posiku, by kupi farb do wosw. Nastpnej nocy nie brakowao jej klientw. Niewiele rudowosych kobiet pracowao na ulicach Porinu. Bya ciekawostk. Raz jeszcze przecigna grzebieniem po wosach. Bezgonie przekla kapana, ktry wypdzi j z domu, po czym wyprostowaa si i wysza. Nie musiaa chodzi daleko. Wynaja pokj w bocznym zauku ulicy Gwnej, wanej arterii biegncej przez gorsze dzielnice miasta. Wszystko mona byo tu kupi albo zorganizowa: ladacznice, czarnorynkowy towar, trucizn, now tosamo, cudz wasno, cudze ycie... Konkurencja wrd ladacznic bya ostra, wic jej obecno szybko zostaa zauwaona i oprotestowana. Stajc na swoim miejscu na rogu, Emerahl rozejrzaa si za znajomymi ju niechtnymi twarzami. Ciemnoskre bliniaczki, pracujce zaraz za drugim rogiem zauka, prboway j zastraszy i skoni do odejcia, ale niewielka demonstracja jej Darw przekonaa je, by da spokj. Ostronosa dziewczyna z drugiej strony ulicy chciaa si zaprzyjani, ale Emerahl j odepchna. Nie zostanie tu tak dugo, by potrzebowa przyjaci, a nie miaa ochoty dzieli si klientami i zyskiem. Zacz pada chodny deszcz. Emerahl cigna do siebie magi i uformowaa z niej oson nad gow. Zauwaya, e bliniaczki kul si pod daszkiem okna. Jedna z nich zoya donie i spomidzy palcw zajaniao czerwone wiato. Druga obja siostr ramieniem. Po przeciwnej stronie ulicy dziewczyna z ostrym nosem na deszczu szybko zmienia si z modej kobiety w przemoczone dziecko. Ku zdumieniu Emerahl, przylegajca suknia skusia jednak klienta. Pokiwaa gow, gdy oboje zniknli. Co prawda nie chciaa przyjani tej dziewczyny, ale wspczua ulicznicom i martwia si, widzc, jak prosz si o choroby. Deszcz przybiera na sile. Przechodniw byo coraz mniej i tylko nieliczni powicali dziewczynom choby chwil uwagi. Emerahl patrzya, jak drug stron ulicy idzie nonszalancko dwch modych

ludzi. Jeden spojrza na ni i szturchn koleg okciem. Drugi zacz si odwraca w t stron, ale zanim zdy j zobaczy, co przesonio mu widok. Emerahl zmarszczya niechtnie brwi, widzc osonity platten, ktry si przed ni zatrzyma. Dopiero po chwili zauwaya mczyzn, przygldajcego si jej zza rozcicia budy. W rednim wieku, jak zauwaya, ale dobrze ubrany. Umiechna si. - Witaj - powiedziaa. - Szukasz czego? Zmruy oczy. Na jego ustach pojawi si kpicy umieszek. - Istotnie. Podesza do plattenu. - Czego, w czym mogabym pomc? - wymruczaa. - Moliwe - przyzna. - Szukaem towarzystwa. Jakiej pobudzajcej rozmowy... - Mog ci pobudzi i mog porozmawia - odpara. Rozemia si. Potem spostrzeg magiczn oson nad jej gow. - Uyteczny Dar. - Mam wiele Darw - zapewnia znaczcym tonem. - Niektre s uyteczne dla mnie, inne mog by uyteczne dla ciebie. Zmruy oczy, cho nie bya pewna, czy to reakcja na ostrzeenie, czy zaproszenie w jej sowach. - Jak ci na imi? - Emmea. Rozchyli oson powozu. - Wejd, Emmeo. - To bdzie ci kosztowa co najmniej... - Wsiadaj, nie targujmy si na deszczu. Wahaa si przez chwil, ale w kocu wzruszya ramionami i wsiada. Gdyby cena bya za niska albo mczyzna okaza si kopotliwy, zawsze moga uy Darw, by si uwolni. Ryzykowaa najwyej spacer w deszczu. A kiedy usadowia si na mikkich poduszkach obok potencjalnego klienta i zauwaya zote piercienie na jego palcach, wiedziaa, e warto podj to ryzyko. Mczyzna wyda polecenie i platten ruszy z miejsca. Jecha do wolno. Emerahl przygldaa si klientowi. On patrzy na ni.

- Trzydzieci renw - powiedzia. Serce jej podskoczyo. Szczodry jest. Moe da si nacign na wicej... Udaa pogard. - Pidziesit. Przygryz warg. Zacza rozwizywa sznurowania sukni. Jego oczy ledziy kady ruch palcw. - Trzydzieci pi - zaproponowa. Prychna cicho. - Czterdzieci pi. Umiechn si, kiedy rozsuna tkanin tuniki, demonstrujc nagie ciao. Odchylia si na poduszkach i zobaczya, jak w jego oczach ronie podanie, gdy przesuna domi po skrze - od maych piersi do trjkta rudych wosw w kroczu. Odetchn gboko i spojrza jej w oczy. - Heybrin nie ochroni ci przed chorob. A wic zwrci uwag na zapach zi. Umiechna si krzywo. - Wiem, ale mczyni nie wierz, kiedy mwi, e moje Dary to potrafi. Zadra mu kcik ust. - Ja wierz. Co powiesz na czterdzieci? - Niech bdzie czterdzieci - zgodzia si. Przesuna si na siedzeniu i signa po troki jego piknie uszytych spodni. Pochyli si i przesun czubkiem jzyka wzdu jej szyi a do sutkw; palce wsuny si we wosy onowe, pieszczc j delikatnie. Umiechna si, udajc, e j to podnieca. Nie uzna chyba, e moe zapomnie o zapacie, jeli da jej w zamian odrobin rozkoszy. Zaja si jego ciaem i po chwili interesowaa go tylko rozkosz. Kiedy ju by w niej, pozwolia wasnym instynktom utrzymywa rytm zgodny z jego poruszeniami, a sama skupia si na jego umyle. Emocje, gwnie podanie, napyway do niej niczym smuki dymu. Coraz lepiej je wyczuwaa. Poruszy si szybciej, potem sapn, szczytujc. Jak wikszo mczyzn, wycofa si po krtkiej przerwie. Westchna i rozpara si na poduszkach - zdecydowanie wygodniejszych ni twardy ceglany mur za plecami.

Zauwaya, e przyglda si jej uwanie. - Dlaczego tak pikna moda kobieta jak ty, Emmeo, pracuje na ulicy? Zdoaa jako powstrzyma si przed spojrzeniem na niego jak na idiot. - Pienidze. - No tak, oczywicie. Ale co na to twoi rodzice? - Wyrzucili mnie z domu. - A co takiego zrobia? - Chcesz powiedzie: kogo? - rzucia swobodnie. - A kogo nie? Myl, e byam stworzona do tej pracy. - Lubisz j? Przygldaa mu si chodno. Czemu j tak wypytuje? - Na og tak - skamaa. Umiechn si. - A jak si dowiedziaa o heybrinie? Zastanowia si. Platten wci sun powoli. Nie odjechali daleko, ale im duej on gada, tym bardziej si oddalaj od Gwnej. Czyby chcia j wystraszy, bo liczy, e zrezygnuje z zapaty, by mu uciec? No wic to mu si nie uda. - Ja... Moja babcia duo wiedziaa o zioach i magii. Nauczya mnie. Matka uwaaa, e nie powinna mi mwi, jak nie mie dzieci, dopki nie wyjd za m, ale... - Emerahl umiechna si krzywo. Babunia chyba lepiej mnie znaa. - Moja babcia powtarzaa, e wszyscy maj jakie wady, wic rwnie dobrze mona na tym zarobi. - Zmarszczy czoo. - Za to mj ojciec wrcz przeciwnie: bardzo moralny. Byby wcieky, gdyby mnie teraz zobaczy. Wzi pienidze z jej niemoralnych przedsiwzi i zainwestowa je we wschodnich grach. Zarobilimy fortun na rzadkich gatunkach drewna i wydobyciu rud. Nagle zrozumiaa, co si dzieje. To by ten rodzaj klienta, ktry lubi sobie pogada. Mwi przecie, e ma ch na pobudzajc rozmow. Prosz bardzo, moe si tak zabawi. Moe przy okazji zdoa si czego dowiedzie... A jeli okae si dobr suchaczk, cakiem moliwe, e zyska staego klienta.

- No to chyba podj waciw decyzj - uznaa. - Moe. - Skrzywi si. - A moe nie. Te blokady przy bramach spowolniy ruch towarw i stracilimy klientw. Nie wiem, po co w ogle marnuj czas. Skoro czarownicy nie znalaz nawet kapan z Darem czytania w mylach, to kto da rad? A teraz chodz suchy, e Biali zamierzaj si sprzymierzy z Siyee, a Siyee chc ziemi, ktra naley do nas. - Biali? - Tak. Siyee wysali ambasadorw do Biaej Wiey. Podobno jedna z Biaych, ta najnowsza, ruszya z wizyt do Si. Ale chyba nie ma co liczy, e z braku dowiadczenia zawali ca spraw. Emerahl pokrcia gow. - Kto to s Biali? Wytrzeszczy oczy. - Nie wiesz? Jak moesz nie wiedzie? Co w jego gosie powiedziao jej, e zdradzia si z ignorancj w kwestii doskonale znanej kademu wspczesnemu czowiekowi. Wzruszya ramionami. - Mieszkaam daleko. Nie mielimy nawet kapana. Unis brwi. - No c... Nic dziwnego, e ucieka. Ucieka? Nie powiedziaa tego, ale moe z jej zachowania pozna, e kamie, i prbowa si domyli powodw. Ucieczka z domu to dla dziewczyny z ulicy prawdopodobna historia. - Biali to najwysi cyrkliascy kapani i kapanki - wyjani. Wybrani Bogw. Juran by pierwszy, potem Dyara, Mairae, Rian i teraz Auray. - Ach, Wybrani... Emerahl miaa nadziej, e zdoaa zamaskowa szok. W jaki sposb Juran moe cigle by ywy? Odpowied jest oczywista: bogowie chc, eby by. Kiwna gow. Najpewniej ci inni Biali te s dugowieczni. A co to za Biaa Wiea? Nagle przypomniaa sobie sen o wiey, ktry cigle jeszcze j drczy, cho coraz rzadziej. Czy to ta wiea? - Wygldasz... Co sobie skojarzya? Przytakna. - Tak, troch to poruszyo moj pami. Babunia opowiadaa mi

co podobnego, ale prawie wszystko zapomniaam. -Spojrzaa na niego. - Moesz powiedzie wicej? Umiechn si, ale smtnie pokrci gow. - Musz wraca do domu. Ale najpierw odwioz ci do twojego. Przekaza wonicy instrukcje i platten zakoysa si w szybszym tempie. Po chwili zwolni i stan. Sign pod tunik, wyj mieszek i w milczeniu odliczy drobne miedziane monety. - Pidziesit renw - rzek, wrczajc jej pienidze. Zawahaa si. -Ale... - Wiem. Umawialimy si na czterdzieci. Jeste warta wicej, Emmeo. Umiechna si, a potem pochylia si impulsywnie i pocaowaa go w usta. Oczy mu bysny, a kiedy wysiadaa, poczua, e pogadzi j doni w talii. Wrci, pomylaa z przekonaniem. Wiedziaam, e nie bd tu tkwia dugo. Zauwaya, e znikny bliniaczki. Obejrzaa si za odjedajcym plattenem i pomachaa swojej nocnej inwestycji. Potem, z pidziesicioma renami w sakiewce, ruszya do swojego pokoju. Tej nocy Tryss budzi si kilkukrotnie. Za kadym razem, kiedy otwiera oczy, widzia jedynie ciemno. W kocu jednak zamruga i dostrzeg blade wiato, sczce si przez ciany altany rodzicw. Wsta i ubra si cicho, mocujc do pasa narzdzia. W ostatniej chwili, wychodzc, zapa jeszcze kawaek chleba, a zanim dotar do Przestrzeni, zostaa z niego tylko spalona skrka, ktr rzuci w bok. W ciszy porozciga minie i zrobi szybk rozgrzewk. Jeli mia dzisiaj wyprbowa now uprz, nie chcia, by sztywne minie utrudniay mu ruchy. Wykonujc kolejne wiczenia, spoglda w stron pnocnej granicy Przestrzeni, ale altana Biaej kapanki bya ukryta w mroku midzy drzewami. Obecno ziemiochodzcej wprowadzia Siyee w stan ekscytacji i napicia. Wszyscy rozmawiali tylko o niej i o proponowanym

przymierzu. Tryss dostawa ju mdoci od tego -zwaszcza e ludzie najbardziej podnieceni wizyt Wybranki Bogw byli tymi, ktrzy najgoniej go wykpiwali, gdy syszeli o jego uprzy. Ludzie, ktrzy nie wierzyli, e Siyee mog cokolwiek ofiarowa Biaym w zamian za ich ochron. To dlatego e s najmniej inteligentni z nas, wyjania Drilli, kiedy podzieli si z ni tym spostrzeeniem. Umiechn si do tego wspomnienia, a potem skoczy w powietrze. Mrony wiatr dmuchn mu w twarz i ochodzi membrany skrzyde. Zima bya ju coraz bliej i nieg przyprszy najwysze szczyty. Wiele drzew w lesie utracio licie, odsaniajc stada zwierzt, na ktre zamierza polowa. W tym roku moja rodzina nie bdzie godna, powiedzia sobie. Potrzebowa godziny, by dotrze do groty, w ktrej obecnie chowa now uprz. Dosta si do niej okrn tras, ktra powinna zmyli kadego, kto prbowaby go ledzi. Kuzyni wci si napawali swym zoliwym wyczynem, ale aden z nich nie prbowa go drczy. Ojciec wspomina, e obaj s zajci prac, jak wyznaczya im Mwca Sirri. Wyldowa przed jaskini i szybko wszed do rodka. Za kadym razem, kiedy wchodzi i znajdowa wszystko takie, jakim je zostawi, czu ulg. Ale nie tym razem... Jaka posta staa przy uprzy. Zamar przeraony, ale zaraz ogarno go poczucie ulgi i rwnoczenie niepokoju - rozpozna Mwc Sirri. Przywdczyni klanu umiechna si do niego. - Jest skoczona? Tryss zerkn na uprz. -Prawie. Spowaniaa. - Czyli jeszcze jej nie wyprbowae? -Nie. Przyjrzaa mu si w zadumie. Skina rk. - Siadaj przy mnie, Tryss. Musimy porozmawia. Usiada, podkurczywszy nogi. Tryss zaj miejsce po drugiej stronie uprzy. Przyglda si Mwcy z uwag. Sirri zamylia si na chwil. A potem zwrcia do niego. - Mylisz, e moesz mie j gotow i dziaajc do jutrzejszego

wieczoru? Na jutrzejszy wieczr zaplanowano Zgromadzenie. Przemwi do nich Biaa kapanka... Tryss poczu, jak przyspiesza mu ttno. - Moe. - Potrzebuj wyranego tak albo nie. Nabra tchu. -Tak. Kiwna gow. - A zechcesz zaryzykowa, by zademonstrowa j na tak wanym Zgromadzeniu? Serce bio mu jak szalone. -Tak. Sirri znowu pokiwaa gow. - W takim razie dopilnuj, eby znalazo si to w programie Zgromadzenia. Powiniene dobrze zaplanowa pokaz, jeli masz zrobi na nich wraenie. - Z radoci przekonam par osb - mrukn. Zamiaa si. - Och, musimy przecie przekona wszystkich. - Niektrzy nigdy w to nie uwierz. Pochylia gow na rami. - Zdajesz sobie spraw, e jedn z przyczyn, dla ktrych nie chc otworzy swoich umysw, jest strach, e moesz mie racj? Zmarszczy czoo. - Dlaczego? Jeli mam racj, mog polowa. I walczy. - I i na wojn. A jeli ruszymy na wojn, wielu z nas nigdy nie wrci, nawet gdy walka bdzie wygrana. Nie jestemy tak liczni jak ziemiochodzcy, nie rodzimy tak wielu zdrowych dzieci. Zwycistwo Biaych moe by ostateczn klsk Siyee. Lodowaty dreszcz przebieg Tryssowi po plecach. Jeli jego wynalazek pozwoli im uczestniczy w wojnie, a to okae si kocem Siyee, to on sam bdzie odpowiedzialny za mier swego ludu. - Ale jeeli bdziemy mogli polowa i uprawia ziemi, bdziemy silniejsi - powiedzia wolno, gono mylc. - Bdziemy mieli wicej zdrowych dzieci. Jeli zdoamy broni si przed najedcami, wicej nas przeyje, by mie dzieci. Kiedy pjdziemy na wojn, musimy atakowa z takiej odlegoci, by strzay wrogw nas nie dosigy. Nikt z nas nie musi gin.

Sirri zamiaa si cicho. - Gdyby tylko byo to prawd... Mamy przed sob dwie drogi, a wybr kadej z nich ma swoj cen. By moe jest to ta sama cena. Wstaa. - Dzi pnym wieczorem przyjd do mojej altany. Omwimy form i program twojego pokazu. - Przyjd - obieca. - Dzikuj, Mwco Sirri. - Jeli to zadziaa, wszyscy Siyee bd ci wdziczni, Tryss. Zastanowia si przez chwil, po czym mrugna do niego. Oczywicie nie chc wywiera na ciebie adnej presji. Wysza z jaskini i wzleciaa w gr. Tryss zosta sam. Drczyo go niejasne przeczucie, e wywiadczya mu przysug, ktrej by moe bdzie aowa.

21
Yzzi tumia chichot, patrzc, jak ciemnoskra ziemiochodzca w czarnym stroju schodzi ostronie po skalnej cianie. Kobieta poruszaa si wolno i niezgrabnie, ostronie wybierajc chwyty dla rk i oparcia dla stp. A jednak w jej ruchach bya jaka pewno, ktra sugerowaa, e umie to robi. Przypominaa Yzzi chopca z jej klanu, ktry urodzi si bez membran midzy ramionami i tuowiem. Nie mg lata, ale umia chodzi dalej i skaka wyej ni jakikolwiek normalny Siyee. Z pocztku jego wysiki wydaway si mieszne i aosne, ale z czasem inne dzieci zaczy go szanowa za t determinacj, by sta si tak ruchliwym, jak to tylko moliwe. Kobieta dotara do samej podstawy zbocza i przystana, by napi si wody z wskiego strumyczka. Na pewno dobrze opanowaa wspinaczk, uznaa Yzzi, bo przecie, eby dosta si tak daleko na tereny Siyee, musiaa pokona wiele takich przeszkd. Yzzi przeniosa ciar ciaa z nogi na nog, bez trudu utrzymujc rwnowag na gazi. Kobieta wyprostowaa si i spojrzaa... prosto w jej oczy. Dreszcz przebieg Yzzi po plecach, ale nie poruszya si... Moliwe, e kobieta jej nie widzi; moe przesania j listowie... - Witaj... - zawoaa obca. Serce Yzzi niemal stano. Zobaczya mnie! Co robi? - Nie bj si - powiedziaa kobieta. - Nic ci nie zrobi. Dopiero po chwili Yzzi zdoaa zrozumie te sowa. Nieznajoma troch si zacinaa, mwic w jzyku Siyee, i troch mylia wysoko gwizdni. Yzzi zastanawiaa si... Czy powinna z ni rozmawia? Ojciec powtarza, e nie wolno ufa ziemiochodzcym, ale zmieni zdanie, kiedy dzisiejszego ranka odwiedzia ich klan Biaa kapanka. - Czy zejdziesz i porozmawiasz ze mn? Yzzi znw przestpia z nogi na nog i podja decyzj. Bdzie rozmawia, ale z tego miejsca. - Jestem Yzzi. A ty?

Kobieta umiechna si szerzej. - Jestem Genza. - Po co przysza do Si? - eby zobaczy, jak tu jest. Moe jednak zejdziesz? Ledwo ci widz. Yzzi znw si zawahaa. Ziemiochodzca bya taka wielka... Rozejrzaa si, szukajc miejsca, gdzie mogaby przysi bliej kobiety, ale z ktrego potrafiaby szybko odlecie. Pka na stromym zboczu, z ktrego kobieta wanie zesza, wydawaa si odpowiednia. Yzzi zanurkowaa z gazi i wyldowaa mikko na skale. Odwrcia si i popatrzya na ziemiochodzca. Kobieta wci si umiechaa. - Jeste taka adna... - wymruczaa obca. Yzzi zrobio si przyjemnie. - A ty jeste dziwna - wyrzucia gwatownie. - Ale w miy sposb. Kobieta rozemiaa si. - Przekaesz wiadomo ode mnie swojemu przywdcy? Yzzi wyprostowaa si... Przekazywanie wiadomoci byo wane, wic dzieci nieczsto dostaway co istotnego do przekazania. - Dobrze. Kobieta podesza o kilka krokw i z naciskiem spojrzaa w oczy Yzzi. - Powiedz mu, e bardzo mi przykro z powodu tego, co zrobiy ptaki. To nie powinno si zdarzy. Prboway mnie ochrania, a ja nie zrozumiaam, co si dzieje, dopki nie byo ju za pno. Przybyam, eby sprawdzi, czy moemy by przyjacimi. Zapamitasz to wszystko, Yzzi? Yzzi kiwna gow. - Wic powtrz to teraz, ebym wiedziaa, e... Odlegy wist przycign uwag Yzzi. Uniosa wzrok i a krzykna, widzc, e nad nimi przelatuje dua grupa Siyee, otaczajca biao odzian posta, wyranie widoczn ze wzgldu na swoj wielko i brak skrzyde.

Biaa kapanka, pomylaa Yzzi. Zobaczya, e Genza przykucna pod limi wielkiego drzewa felfea. Twarz kobiety wygldaa przeraajco - wyraaa rwnoczenie gniew i strach. - Jak dugo ona tu jest? - warkna. - Od paru dni - odpara Yzzi. - Jest mia. Powinna przyj i z ni porozmawia. Na pewno chciaaby te by twoj przyjacik. Genza wyprostowaa si i zagodniaa, patrzc na dziewczynk. Wymruczaa kilka dziwnych sw, ktrych Yzzi nie zrozumiaa, po czym westchna. - Moesz powtrzy waszemu przywdcy klanu co jeszcze? Yzzi przytakna. - Powtrz, e jeli Siyee sprzymierz si z heretyckimi cyrklianami, zyskaj o wiele potniejszego wroga. Teraz, kiedy wiem, e ona tu jest, nie zostan. - Nie chcesz si spotka z Mwcami? - Nie, pki ona tu jest. - Przecie dotara tak daleko... Na pewno nie byo ci atwo. Genza skrzywia si. - Nie. - Westchna i spojrzaa z nadziej na Yzzi. - Nie znasz przypadkiem atwej drogi z powrotem na wybrzee? Yzzi rozpromienia si. - Nie byam nigdy tak daleko, ale pomog ci, jak potrafi. Genza umiechna si z wdzicznoci... - Dzikuj ci, Yzzi. Mam nadziej, e pewnego dnia spotkamy si znowu i bd moga ci si zrewanowa. Gdy Danjin wszed do pokojw Aurai, usysza radosny pisk. - Daaaa-nin! Natychmiast si uchyli i spojrza w gr. Sufit by pusty. Rozejrza si, szukajc waciciela tego gosu. Szara smuga przemkna przez pokj i skoczya mu na rce. - Witaj, Figlu - odpowiedzia. Veez wpatrywa si w niego z zachwytem. Cakiem polubi Danjina, gdy ostatnio jego jedynym towarzystwem byli doradca, suba i z rzadka Mairae z Gwiezdnym Pyem. W dodatku za bardzo

zabawne uzna spadanie Danjinowi z sufitu na gow, co byo tylko troch mniej denerwujce ni widok z okna. Danjin podrapa veeza po epku i przemawia do niego przez chwil. Wkrtce jednak powrci myl do odkry, jakich dokona w ostatnich dniach. Odwiedzi przyjaci i znajomych w caym miecie, w bogatych i ubogich dzielnicach. To, co usysza, potwierdzio jego najgorsze obawy: pentadrianie z poudniowego kontynentu gromadzili armi. Szkolenie wojskowe byo elementem ich kultu, mia wic nadziej, e brat i ojciec wycignli z zakupw broni bdne wnioski. Jednake zarwno byy eglarz, z ktrym Danjin zaprzyjani si w pierwszych latach wypraw, jak i ambasador Dunwayu opowiadali o intensywnej rekrutacji onierzy i kowali na terenach Murru, Avvenu i Dekkaru, krajw na poudniowym kontynencie. Figiel zacz si krci na rkach Danjina, najwyraniej niezadowolony z niedostatecznie powicanej sobie uwagi. Przeskoczy na krzeso i patrzy, jak Danjin zaczyna kry po pokoju; maa, szpiczasta gwka veeza przesuwaa si tam i z powrotem. Czy to Imania Pnocna jest celem pentadrian? Oczywicie. Inne masywy ldowe leay na pnocnym wschodzie i wschodzie, ale tak daleko, e uznawano je niemal za legendy. Jeli pentadrianie chcieli podbi jaki inny kraj, najbliej znajdowa si kontynent na pnocy. : Co si stao, Danjinie? Gono odetchn z ulg. : Auraya! Nareszcie! : Mio, e za mn tsknie, ale widz, e nie to ci niepokoi. O co chodzi z tymi pentadrianami zdobywajcymi Ithani? Szybko przekaza jej, czego si dowiedzia. : Rozumiem. Wic tak mwi ludzie... Nie sdz, by grob wojny dao si jeszcze dugo utrzyma w tajemnicy. : Wiedziaa to wszystko? : Tak i nie. Dopiero niedawno zaczlimy dostawa wiarygodne raporty o tym, co dzieje si na poudniu. To obserwacje ludzi, ktrzy

bardzo pilnuj, by nie da si zauway. Informacje, do ktrych dotare - zakup materiaw i zmiana sytuacji militarnej - to dla mnie nowo. Opowiedz Juranowi, czego si dowiedziae. To mu pomoe zobaczy sprawy w szerszej perspektywie. : Tak zrobi. Jak ci idzie praca w Si? : To fascynujce miejsce. Nie mog si doczeka, eby ci wszystko opowiedzie. Ci ludzie s tak agodni z natury... Spodziewaam si jakich konfliktw wewntrznych, czego w rodzaju dawnych sporw midzy klanami Dunwayczykw. A tutaj mamy tylko delikatne wspzawodnictwo, ktre wyraa si w zawodach lotniczych. Zachcaj do maestw mczyzn i kobiety z rnych klanw, a pobieraj si w modym wieku, co skania modzie do szybszego dojrzewania. Miae jaki kontakt z Leiardem? Danjin zamruga, zdziwiony t nag zmian tematu. : Nie. adnego, od twojego odlotu. : A mgby... mgby go odwiedzi? eby wiedzia, e tak cakiem o nim nie zapomniaam. : Wybior si tam jutro. : Dzikuj. A jak... Aha, idzie Mwca Sirri. Niedugo odezw si znowu. Wraenie jej obecnoci rozwiao si, by nagle powrci. : I podrap Figla specjalnie ode mnie. : Tak zrobi. Wtedy znikna. Danjin podszed do krzesa, przykucn i podrapa veeza za uchem. - Masz, to od twojej pani. Figiel zamkn oczka. Jego trjktny pyszczek wyraa rozkosz. Danjin westchn. Gdybym to ja tak atwo dawa si pocieszy... Auraya wie o pentadriaskiej armii, ale sytuacja nie staje si przez to mniej przeraajca. Mam tylko nadziej, e Biali robi wszystko, co moliwe, by zapobiec wojnie - albo przynajmniej j wygra, gdyby bya nieunikniona. - Przepraszam ci, Figiel - zwrci si do veeza. - Zostawi ci teraz. Musz powiedzie Juranowi, co wiem.

Raz jeszcze podrapa veeza za uchem i wyszed. Kiedy odesza Mwca Sirri, Auraya powoli okrya altan, ktr Siyee dla niej zbudowali. Bya to cudowna konstrukcja, pena prostoty, a rwnoczenie pikna. Przygotowali j dwa razy wiksz ni normalnie, dopasowujc rozmiar do ziemiochodzcego imieniem Gremmer, ktry dostarczy im propozycj sojuszu. Miaa ksztat kopuy, zbudowanej z dugich, gitkich wspornikw, jednym kocem zakopanych w ziemi, drugim umocowanych do pnia gigantycznego drzewa. Midzy nimi rozcignito cienk bon - Auraya nie wiedziaa, czy bya zwierzcego, czy rolinnego pochodzenia. W dzie przenikao przez ni wiato, wypeniajc wntrze ciepym blaskiem. Bony rozcignito take pomidzy zewntrzn ram i masztem wbitym koo pnia; w ten sposb podzielono altan na trzy komory. Auraya lekko pogadzia palcami ciany i ich gitkie wsporniki, a potem odwrcia si i przyjrzaa prostym meblom. Krzesa zrobione byy z drewnianych ram i nacignitej na nie tkaniny. Na pododze lea kamienny blok z zagbieniem porodku, przeznaczony do gotowania. W wikszoci rodzin Siyee by kto z dostatecznymi zdolnociami magicznymi, by opanowa Dar podgrzewania kamienia. ko w drugim pomieszczeniu skadao si z pachty materiau rozcignitej midzy mocnym, wbitym w podog wspornikiem a ptl wok pnia. Koce, utkane z delikatnej sierci maych zwierzt domowych, byy cudownie mikkie. Przyzyway j teraz. Byo pno... Jutro czekao j nowe wyzwanie miaa przemwi do Siyee podczas ich Zgromadzenia. Zdja bia cyrkl i woya prost tunik, ktra suya jej do spania. Odkd opucia Jarime, nie zadawaa sobie trudu, by uoy wosy zgodnie z wyrafinowan hanijsk mod, gdy ca cik prac szybko marnoway podmuchy w czasie lotu. Splataa wosy w pojedynczy warkocz, ktry teraz rozplota. Udao jej si bez wikszych kopotw wej do ka, bdcego waciwie hamakiem. Uoya si wygodnie na poduszkach, otulia kocem i pozwolia mylom bdzi bez celu. Czas mija, ale sen nie

nadchodzi. Wiadomoci Danjina tylko pogbiy niepokj, drczcy j od wczeniejszego poczenia z Juranem. Codziennie roso w niej przekonanie, e Ithania Pnocna stana wobec groby wojny z pentadrianami. Juran cign z Somreyu Mairae, gdy obawia si, e jest tam naraona na atak czarnych czarownikw. A ja tutaj prbuj przekona Siyee, eby si z nami sprzymierzyli. Jeli to zrobi i wybuchnie wojna, bd musieli wraz z nami stan do walki. Nie s przecie silni ani wytrzymali. Jak mog ich prosi, by walczyli, kiedy na pewno niektrzy wtedy zgin? Westchna i przesuna si nieco. Byoby nieuczciwe, gdyby ukrywaa przed Siyee zagroenie wojn, dopki nie podejm decyzji. Ale jeli im powie, moe ich zniechci do sojuszu z Biaymi. Bdzie musiaa ich przekona, e odrzucenie przymierza i unikanie udziau w wojnie nie uratuje ich przed pentadrianami. Jeeli torescy osadnicy stanowi dla nich zagroenie, to tym bardziej bdzie nim armia obcych najedcw. Siyee mog uzna, e zaryzykuj. W kocu pentadrianie wcale nie musz zaatakowa Ithanii Pnocnej. Ona sama jednak nie moga zakada, e wojny nie bdzie i e nie musi ostrzega przed ni Siyee. Gdyby si dowiedzieli, e ukrya przed nimi zagroenie, na pewno mieliby jej to za ze. Wydawao si, e pentadrianie celowo rozpowszechniaj pogoski o planowanej wojnie, by zniechci wszystkich do sojuszw z Biaymi. Nie, pomylaa. To zbyt przewrotne, by byo prawd. Pentadrianie nie odwiedzali nawet Si. Nic nie sugerowao, e chc, by Siyee - ktrzy czcz Huan - zostali ich sprzymierzecami. Znw si przewrcia; hamak si zakoysa. W kocu bd musiaa powiedzie Siyee o moliwoci wojny, mylaa. Jeli wybior odpowiedni moment, moe uda mi si ich jednak przekona, e przymierze jest korzystne. W kocu nie moemy przegra, majc po swojej stronie bogw. Z t myl zapada wreszcie w sen. : Aurayo.

Gos by szeptem w jej umyle. : Aurayo. Tym razem zabrzmia mocniej. Ockna si z trudem i zamrugaa w ciemnoci. Pokj by pusty, a kiedy poszukaa umysw w pobliu, nie znalaza adnego. Czyby to byo wezwanie mylowe? Nie, uznaa; sprawiao wraenie snu. Pewnie mi si przynio, e kto mnie woa. Zamkna oczy. Czas pyn powoli i zapomniaa o tamtym nie. : Aurayo. Poczua, jak wznosi si ku wiadomoci, jakby wynurzaa si z wody. wiadomo cudzego umysu rozwiaa si. Auraya otworzya oczy, ale nie prbowaa nawet szuka woajcego. By ograniczony do snu. On? Serce jej zamaro. Kt jeszcze woaby j we nie, jeli nie Leiard? I nagle usiada cakiem przytomna i wzburzona. Powinnam odpowiedzie? Jeli odpowiem, czy nawi poczenie snu? Poczenie snu jest przestpstwem. Tak samo jak korzystanie z usug tkaczy snw. To bezsensowne prawo. Chc si dowiedzie, na czym polega poczenie snu. Czy jest lepszy sposb, ni w nim uczestniczy? Ale jeli dokonam poczenia snu, zami prawo. On rwnie. Przecie nie jestem bezbronn ofiar. W kadej chwili mog go zmusi, eby przerwa. Mog? Dugo leaa przytomna. Jaka jej cz chciaa porozmawia z Leiardem, ale inna si wahaa. Zreszt, nawet gdyby si zdecydowaa, to przecie najpierw musiaa zasn. Wtpia, czy przyjdzie jej to z atwoci. Po pewnym czasie znowu usyszaa swoje imi i natychmiast zrozumiaa, e jednak zasna i e musi porozmawia z Leiardem. : Leiard! sprbowaa. Wraenie osobowoci wzmocnio si, ogarniajc j niby gsty, sodki dym. To by Leiard... a jednoczenie nie Leiard. To by

czowiek, ktrego odkrya ostatniej nocy w Jarime. Ciepy, namitny i mski, ukryty pod pen godnoci powierzchownoci tkacza snw. : W tym stanie nie mog by nikim prcz samego siebie, powiedzia. : Domylam si, e ja te nie, odpara. : Nie. Tutaj moesz ukaza prawd albo j ukry, ale nie skama. : Wic to jest poczenie snu? : Tak. Wybaczysz mi je? Chciaem tylko w jaki sposb by z tob. : Wybaczam ci. A czy ty te mi wybaczysz? : Co takiego? : T noc, kiedy... Wspomnienia rozbysy jej w umyle, jeszcze wyraniejsze ni na jawie. Nie tylko zobaczya ich ciaa razem, ale poczua dotyk skry na skrze. U Leiarda wyczua rozbawienie i tsknot. : Co tu jest do wybaczania? Uderzyy kolejne, inne ju wspomnienia. To, co odkryy, byo zaskakujce. Dowiadczenie przyjemnoci z jego punktu widzenia... : Oboje tego chcielimy. Myl, e to byo oczywiste, powiedzia. : Co si dzieje? spytaa. Te wspomnienia s tak ywe... : W stanie snu zawsze takie s. : Mog dotyka, smakowa... : Sny s potne. Mog przynie pocieszenie w rozpaczy, pewno sabym... : Sprawiedliwo zoczycom? : Kiedy tak, miay i tak rol. Ju nie. Ale poczenia snu nadal pozwalaj ukochanym na spotkanie, gdy s daleko. To dostpna tkaczom snw alternatywa dla kapaskich piercieni. : Daabym ci piercie, ale nie sdziam, e go przyjmiesz. : Czy ty przyjmujesz ten sen? amiemy prawo. Milczaa przez chwil. : Tak, powiedziaa wreszcie. Musimy porozmawia. To, co zrobilimy - cho cudowne - bdzie miao swoje konsekwencje. : Wiem.

: Nie powinnam bya ci zaprasza. : Nie powinienem by przyjmowa zaproszenia. : Co nie znaczy, e auj. : Ani ja. : Ale jeli ludzie si dowiedz... Nie chciaabym sprowadzi na ciebie nieszczcia. Ani na twj lud. : Ja te nie. Z wahaniem zmusia si do powiedzenia tego, co powiedzie powinna. : Nie zrobimy tego wicej. : Nie. Zamilkli oboje. : Miae racj, stwierdzia. W tym miejscu nie mona kama. Unis rk i dotkn jej twarzy. : Ale moemy by sob. Zadraa od jego dotyku. Budzi wspomnienia. : Chciaabym, eby tu by. : Ja te bym chcia. I jestem, przynajmniej w pewnej formie. Wspomnienia, jak ju mwiem, w stanie snu s bardziej ywe. Czy chciaaby znowu jakie przey? Umiechna si. : Tylko kilka.

22
Soce byo jasn kul, ktrej ostry blask agodzia mga spowijajca miasto. Niewielu ludzi byo na ulicach, a ci nieliczni zwalniali, przechodzc obok Leiarda. Na pewno interesowao ich, co robi tkacz snw, wczc si po nabrzeu w taki ranek. Myla. Wspomina sny o wspomnieniach... i mia wyrzuty sumienia. Ju wiele dni temu postanowi, e nie bdzie prbowa siga do niej w snach, ale ostatniej nocy wasna podwiadomo podja inn decyzj. Zanim si zorientowa, co robi, byo ju za pno - Auraya odpowiedziaa. Nawet wtedy powinien mie do silnej woli, by przesta, ale Auraya wesza w poczenie snu tak naturalnie i cakowicie... Nie mona byo jej odepchn, a rozkosze tej nocy byy czym, czemu nie potrafi si oprze. Niez ma wyobrani, trzeba przyzna, wymrucza gos w jego umyle. Szkoda, e jest narzdziem bogw. Leiard zmarszczy brwi. Jest czym wicej ni tylko narzdziem. Tak? A mylisz, e gdyby bogowie kazali jej ci zabi, toby odmwia? Tak. Jeste gupcem. Leiard zatrzyma si i spojrza ponad wod. Statki koysay si na falach jak widma wrd mgy. Jestem gupcem, zgodzi si. Troch to trwao. Leiard postanowi to zignorowa. Nie powinienem by tego robi. Zamalimy prawo. Gupie prawo. Ale jednak prawo, ktrego zamanie karze si mierci. Wtpi, czy zostanie ukarana. A co do ciebie... Znowu bye

sprytny i dopilnowae, eby to bya jej decyzja. Jeli w ogle ma sumienie, to tylko siebie bdzie wini za to, e zachcia ci do zamania prawa. To nie bya jej wina. Nie? Czyli uwaasz si za tak czarujcego, e ona stracia wszelk wol i nie moga ci si oprze? Och, cicho bd! Leiard zmarszczy czoo i skrzyowa rce na piersi. To przecie mieszne: kci si ze wspomnieniem Mirara. Co zreszt zdarzao si ostatnio czciej... Nie prbowa poczenia z Jayimem, gdy ba si, e chopak dowie si o nocy z Auray; ale Arleej mwia, e cza s konieczne, jeli chce odzyska poczucie wasnej tosamoci. Czy to dlatego osobowo Mirara staa si tak... tak... Opiekucza? Bo wiem, e jak tylko ona wrci, planujecie wymkn si do jakiego sekretnego miejsca w miecie i zaspokaja swoje dze. Bo jeste tkaczem snw i kiedy ta sprawa zostanie wykryta, cen zapaci mj lud. Nic nie odkryj, broni si Leiard. Nie, jeli inni Biali nie bd mieli okazji odczyta moich myli. Bd musia zrezygnowa ze stanowiska doradcy. To tylko wzbudzi ich podejrzenia. Bd chcieli z tob porozmawia. Zapyta dlaczego. Wyl im wiadomo. Powiem, e potrzebuj wicej czasu na nauk Jayima. Bardzo wiarygodna historyjka. Przecie nawet o mnie nie pomyl. Jestem tylko zwykym tkaczem snw. Pewnie si uciesz, e si mnie pozbyli. Oni... - Leiard? Gos zabrzmia cakiem blisko. Leiard zamruga i uwiadomi sobie, e stoi na kocu pomostu. Odwrci si i zobaczy za sob Jayima. - Jayim? - zdziwi si. - Co ty tutaj robisz? Chopiec zmarszczy czoo. - Szukam ci. - Rozejrza si. - Z kim rozmawiae? Leiard

wytrzeszczy oczy na ucznia. Rozmawia? Przekn lin i zauway, e istotnie co go troch drapie w gardle, jakby mwi gono i przez duszy czas. - Z nikim - odpowiedzia w nadziei, e nie wyglda na tak zaniepokojonego, jak si czuje. - Recytowaem gono formuy. Jayim kiwn gow, przyjmujc to wyjanienie. - Bdziemy dzisiaj mieli jakie lekcje? Leiard spojrza na statki. Mga si przerzedzia i unosia kbami w gr. Nie mia pojcia, jak dugo sta w tym miejscu. Par godzin, sdzc z pozycji soca. - Tak. Myl, e znowu o lekach. Nie mona si o nich nauczy zbyt wiele. - adnych pocze? - Jayim skrzywi si. Leiard pokrci gow. - Jeszcze nie. Uparte omotanie wyrwao opierajc si Emerahl z gbin snu. Osignwszy stan otpiaej wiadomoci, rozpoznaa ten gos jako dwik wydawany przez pi stykajc si z drzwiami. Otworzya oczy i wymruczaa przeklestwo. Jedn z zalet nocnej pracy i sypiania do pna byo to, e przesta j nawiedza sen o wiey. Ale od czasu do czasu gospodarz przychodzi wczenie po czynsz. - Sysz, sysz! - zawoaa - Ju id! Z trudem stana na nogach i natychmiast poczua, jak opadaj lepkie wizy snu. Zamrugaa, potem tara oczy tak dugo, a przestay si zamyka. Kilka razy ziewna, narzucia na siebie brudny, stary taul i podesza do drzwi. Gdy tylko szczkn rygiel, drzwi otworzyy si gwatownie do wntrza. Emerahl zatoczya si do tyu, szybko cigajc do siebie magi, by uformowa niewidzialn tarcz. Intruzem okazaa si potna kobieta w rednim wieku, ubrana w kosztown sukni. Za ni stali dwaj mczyni o szerokich barach, najwyraniej wynajta ochrona. Ale u nieznajomej i ochroniarzy nie wyczua zych zamiarw raczej ciekawo i arogancj, typow dla bogatych i silnych. Emerahl przyjrzaa si kobiecie.

- Kim jeste? - zapytaa. Tamta zignorowaa pytanie. Z niesmakiem rozejrzaa si po pokoju, a potem obrzucia Emerahl badawczym wzrokiem. - Wic ty jeste t dziwk, ktr odkry Panilo. - cigna wargi. - Zdejmij taul. Emerahl nie poruszya si. Spokojnie patrzya kobiecie w oczy. - Kim jeste? - powtrzya. Obca skrzyowaa rce i wypia obfite ono. - Jestem Rozea Peporan. Najwyraniej spodziewaa si, e Emerahl rozpozna nazwisko. Po krtkiej chwili zmarszczya brwi, opucia rce i wspara je na biodrach. - Jestem wacicielk najdroszego zamtuzu w Porinie. Zamtuz? W Torenie moliwoci same pukaj do drzwi... A raczej si dobijaj. - Doprawdy? - spytaa Emerahl. - Tak. Czarownica uniosa do do ust. - Panilo to ten kupiec, ktry kupowa moje usugi przez ostatnie kilka nocy? - Zgadza si. To nasz stay klient. A przynajmniej by nim do niedawna. Ma dobre oko, wic zawsze jestem podejrzliwa, kiedy szpiedzy mi donios, e odwiedza Gwn. - Czyli chcesz mi teraz powiedzie, ebym si wyniosa? Rozea umiechna si, ale jej oczy pozostay zimne. - To zaley. Zdejmij taul. I halk. Emerahl zsuna z ramion okrycie i rzucia je na ko. Potem wyprostowaa ramiona i obrcia si wkoo, demonstrujc swe nagie ciao. Nie musiaa wyta zmysw, by wyczu zainteresowanie ochroniarzy. Kobieta przygldaa si jej chodno i z wyrachowaniem. Emerahl potrzsna gow. - Chuda jeste - stwierdzia Rozea. - Ale masz nieze koci. Z dobrymi komi zawsze mona co osign. adnych blizn... Jaki jest twj naturalny kolor wosw?

- Rudy. - Wic czemu je farbujesz? - eby byy bardziej rude. ebym si wyrniaa. - Wyglda tanio. Moja firma nie jest tania. Moje dziewczta mog usun kolor i przefarbowa ci na naturalny odcie. Czy kto z twoich klientw chorowa? - Nie. - A ty? - Nie. - Dobrze. Ubierz si. Emerahl podesza do krzesa, na ktrym powiesia swoj zielon tunik, wczoraj wypran i wysuszon. - A dlaczego sdzisz, e zechc pracowa w twoim zamtuzie? spytaa, wkadajc j. - Bezpieczestwo. Czysty pokj. Lepsi klienci. Lepsze pienidze. - Mam Dary. Potrafi si broni - owiadczya. Spojrzaa na Roze z ukosa. - O jakich pienidzach tu mwimy? Rozea zamiaa si. - Na pocztku bdziesz zarabia nie wicej ni pidziesit renw. Emerahl wzruszya ramionami. - Panilo tyle mi paci ju teraz. Chc sto. - Szedziesit, nowe suknie i troch biuterii. - Osiemdziesit. - Szedziesit - powtrzya stanowczo Rozea. - Nie wicej. Emerahl usiada na brzegu ka i udaa, e si zastanawia. - adnych brutalnych klientw. Syszaam, e tacy jak ty pozwalaj mczyznom zachowywa si wobec dziewczt paskudnie, jeli tylko dobrze zapac. Ale to nie ze mn. Mam Dary. Jeli sprbuj czego takiego, zabij ich. Kobieta zmruya oczy, po czym westchna. - Dobrze, adnych brutalnych typw. Dogadaymy si? - I adnych chorych. Pienidze nie s warte choroby. Rozea umiechna si. - Bardzo si staram, eby moje dziewczta byy bezpieczne owiadczya z dum. - Klientw zachcamy do kpieli, co daje nam

moliwo, eby si im przyjrze. aden klient, o ktrego chorobie wiemy, nie jest wpuszczany do przybytku. Wszystkie dziewczta dostaj oczyszczajce zioa. Jeli jeste dostatecznie Obdarzona, s te inne metody, ktrych moesz si nauczy. - Spojrzaa na Emerahl wyniole. - Musimy dba o nasz reputacj najczystszego zamtuzu w Porinie. Na Emerahl zrobio to wraenie. Kiwna gow. - Brzmi rozsdnie. Mog sprbowa. - W takim razie zabierz swoje rzeczy. Platten czeka na dole. Emerahl rozejrzaa si. Pamitaa, e sakiewk ma w kieszeni tuniki, a morski dzwonek jest wszyty w rkaw. Wstaa wic i ruszya do drzwi. Rozea zerkna na porzucony taul i halk, po czym umiechna si i poprowadzia j na zewntrz. - Informujemy naszych klientw, e dziewczta pochodz z dobrych rodzin, ktre popady w kopoty - tumaczya, kiedy schodziy po schodach. - Masz starowieck wymow, ktra pasuje do tej historii. Nauczysz si manier waciwych dla wyszych sfer. Jeli okaesz si piln studentk, nauczymy ci te jednego czy dwch jzykw. Emerahl umiechna si krzywo. - Przekonasz si, e szybko si ucz. - To dobrze. Umiesz czyta? - Troch. Miaa nadziej, e mwi prawd. Jeli jzyk zmieni si w cigu stulecia, to jak bardzo zmienio si pismo? - A pisa? - Troch. - piewa? - Tak dobrze, eby poszy ptaki z pola. Rozea zamiaa si cicho. - Czyli bez pieww. Co z tacem? - Nic. To zapewne prawda. Mino bardzo duo czasu. - Jak ci na imi? - Emmea.

- Ju nie. Twoje nowe imi to Nefryt. - Nefryt... - Emerahl wzruszya ramionami. - To z powodu oczu, tak? - Oczywicie. W tej chwili to twoja najlepsza cecha. Moje dziewczta naucz ci, jak podkrela swoje zalety, a ukrywa wady, odpowiednio dobierajc stroje, korygujc postur, a w ostatecznoci stosujc farb. Na parterze Rozea pchna drzwi. W zauku czeka platten. Dwaj ochroniarze wcisnli si na aweczk obok wonicy. Rozea skina na Emerahl, by ta usiada z ni wewntrz. Wsiadajc, Emerahl rozejrzaa si szybko. Ulica bya pusta, jeli nie liczy kilku picych ebrakw. Nikt nie bdzie wiadkiem jej zniknicia - nawet gospodarz domu, co uznaa za mi okoliczno. Na komend wonicy, arem pocign platten za sob, uwoc Emerahl ku nowej przyszoci. Zamtuz, mylaa. Czy kapani maj wiksz szans czy mniejsz, eby mnie tam znale? Pewnie ani jedno, ani drugie. Moga przynajmniej liczy na wygodniejsze mieszkanie. A moe i wiksze dochody.

23
Wieczorny firmament by czarnoniebieski. Gwiazdy mrugay i migotay, ale przyczyna ich zmiennoci stawaa si widoczna dopiero wtedy, kiedy kto spojrza ku zachodowi. Setki skrzydlatych sylwetek rysoway si na tle nieba, rozjanionego jeszcze zachodzcym socem. Te sylwetki spyway ku Przestrzeni, ldujc na Pasku - poziomym obszarze porodku skalistego zbocza. Ogniska rozpalone w wielkim krgu owietlay twarze zgromadzonych Siyee. Wiele z nich Auraya rozpoznaa. Rozmawiaa z Siyee w rnym wieku, o rnej pozycji i pochodzeniu. Niedaleko niej sta traper z klanu Wowej Rzeki, ktry opisa jej, jak torescy osadnicy wyparli jego lud z yznych dolin. Troch dalej zaja miejsce stara matrona z klanu Ognistej Gry, ktra pokazaa Aurai kunie, gdzie jej pobratymcy wytwarzali groty strza i miecze, korzystajc z obfitych z elaza w Si. Wanie ldowali trzej modzi ludzie z klanu witynnej Gry, ktrzy zwrcili si do niej z pytaniem, czego musz si nauczy, by zosta kapanami. - Za mojego ycia nie byo jeszcze tak licznego Zgromadzenia rzuci niegono Mwca Dryss. - A uczestniczyem we wszystkich. Auraya spojrzaa na niego. - Mwca Sirri wyjania mi, e tylko Mwcy albo ci wybrani jako ich przedstawiciele musz bra udzia w Zgromadzeniu. Nie dziwi si jednak, e zjawio si wicej chtnych. Dzisiejsza decyzja moe zmieni wasze ycie. Gdyby to mnie dotyczyo, chciaabym by tutaj i wysucha tego postanowienia. - To prawda. Ale jestem pewien, e niemao ich przybyo w nadziei, e cho przez chwil zobacz Wybrank Bogw odpowiedzia ze miechem. Umiechna si take. - Wasz lud jest bardzo serdeczny, Mwco Dryss. Przyznam, e niemal si zakochaam w tym miejscu. I auj, e bd musiaa je

opuci. Unis brwi. - Nie tsknisz za wygodami swego domu? - Troch. Najbardziej brakuje mi gorcych kpieli. I przyjaci. Otworzy usta, by odpowiedzie, ale w tej wanie chwili Sirri zwrcia si do szeregu Mwcw. - Chyba ju pora. Jeli bdziemy czeka na spnialskich, noc minie, nim zaczniemy. Pozostali kiwnli gowami. Gdy Sirri wstpia na Ska Mwcw, Siyee w dole przestali rozmawia i spojrzeli na ni wyczekujco. Uniosa rce. - Ludu gr. Klany Siyee. My, Mwcy, wezwalimy was tu dzisiaj, bycie wysuchali sw Aurai z Biaych, jednej z Wybranych Bogw. Jak wiecie, przybya do nas, by rozmawia o przymierzu midzy Siyee i cyrklianami. Dzisiaj dowiemy si, co ma nam do powiedzenia i co my o tym mylimy. Za siedem dni zgromadzimy si znowu, by podj ostateczn decyzj. Sirri odwrcia si i spojrzaa zachcajco na Auray. Ta stana obok Mwcy i przyjrzaa si zebranym w dole Siyee. Od swego przybycia nie musiaa czyta im w mylach, by odkry wtpliwoci i nadzieje. Mwili o nich cakiem otwarcie. Teraz przelizna si po umysach. Wahali si; byli pewni, e czeka ich kara, niezalenie od tego, czy zgodz si na przymierze, czy nie. Byli ludem spokojnym, ktry rzadko ucieka si do przemocy. Byli te dumni. Co prawda nie chcieli rusza na wojn, gdzie zapewne niektrzy zgin, ale gdyby do tego doszo, pragnli da si pozna jako onierze wartociowi i skuteczni. I do tej dumy powinna si teraz odwoa. - Ludu Si! Stworzeni przez Huan! Przybyam do waszej krainy na wasze zaproszenie, by opowiedzie wam o swoich rodakach i zbada moliwo przymierza midzy nami. Wiele si o was nauczyam; zaczam podziwia wasz wytrwao i wasz spokj. Nie jestem ju bezstronna. Bardzo mi zaley, by nasz i wasz lud si poczyy.

Jestem wzburzona tym, e ziemiochodzcy zabijaj Siyee. Widz te, e wsppraca moe wzbogaci wasze i nasze ycie na wiele sposobw, choby poprzez handel i wymian wiedzy. Myl rwnie, samolubnie, e taki sojusz byby wspaniaym pretekstem, by zaniedbywa moje obowizki Biaej i odwiedza Si czciej, ni to konieczne. Te sowa na wielu twarzach wywoay umiechy. Przerwaa na chwil i spowaniaa. - Sojusz wymaga zgody w kilku kwestiach, a pierwsz, ktr omwi, jest wojna. Jeli my, Biali, zgodzimy si ochrania wasze ziemie, moemy bez rozlewu krwi przerwa napyw osadnikw. Po prostu zadamy od krla Torenu, by podj waciwe dziaania i ich powstrzyma. W zamian za t pomoc prosimy o obietnic, e i wy nam pomoecie, gdyby najedcy zagrozili nam albo naszym sprzymierzecom. Zauwaya pospne miny i kiwna gow. - Wiem. Nie wierzycie, e moecie pomc w wojnie. Ale przecie da od Siyee, by zmierzyli si z ziemiochodzcymi twarz w twarz, byoby rwnie mieszne co wymaga tego ode mnie. Moja sia ley w magii. Wasza w locie. Zdolno latania czyni was skutecznymi zwiadowcami. Moecie informowa o pozycjach i ruchach wrogich onierzy, ostrzega o zasadzkach i puapkach. Moecie przenosi i dostarcza niewielkie i cenne przedmioty: leki i bandae dla rannych, wiadomoci dla oddziaw pozbawionych kapana, ktry by przekazywa im rozkazy. Nastrj prawie wszystkich Siyee by teraz taki sam. Dobrze przyjli jej sowa - niektrzy z entuzjazmem, inni ostronie przyznajc, e ma racj. Z zadowoleniem pokiwaa gow. - Trudno mi prosi was o co, co moe pewnego dnia sprowadzi mier i zgryzot. Tak samo trudno byoby mi, gdyby do tego doszo, prosi synw i ojcw mojego ludu, by walczyli w naszej obronie. Mam nadziej, e nigdy nie zobacz dnia, ktry zmusi nas do tak strasznych wyborw. Przesza do mniej gronych kwestii.

- Pewnie si zastanawiacie, jakie korzyci przyniesie wam ten sojusz w czasie pokoju. Moemy wam zaoferowa handel, wiedz i dostp do stanu kapaskiego. Wielu z was nie wierzyo, e macie cokolwiek wartociowego, co nadaje si na sprzeda. To nieprawda. Wytwarzacie niezwyke przedmioty o wielkiej wartoci praktycznej i artystycznej. Posiadacie zoa mineraw, ktre mona wydobywa. Macie rzadkie roliny o waciwociach leczniczych. Nawet te mikkie koce w altanie, ktr dla mnie zbudowalicie, w Jarime uzyskayby wysokie ceny. To jedynie towary, ktre zauwayam w cigu kilku krtkich tygodni pobytu tutaj. Dowiadczony kupiec zobaczy o wiele wicej. Odetchna. - S te korzyci pynce z wymiany kultury i wiedzy. Wiele moemy si od siebie nauczy. Wasze metody rzdzenia i rozstrzygania sporw s wyjtkowe. Kapani cyrkliascy daj wyksztacenie i praktyk w uzdrawianiu i magii. W zamian prosimy tylko, bycie podzielili si z nami swoj wiedz, co pozwoli nam lepiej pomaga naszym rodakom. Przerwaa znowu. Jej wzrok przesun si po setkach twarzy. - Mam nadziej, e nasze krainy mog si zjednoczy, przyrzekajc sobie przyja, szacunek i wzajemn pomoc. Dzikuj, e zechcielicie mnie wysucha, ludu Si. Cofna si znad krawdzi wystpu i zerkna na Sirri. Mwca z umiechem kiwna gow, po czym znowu uniosa rce. - Mwcy naradz si teraz ze swoimi klanami. Auraya zobaczya, e szereg si rozbiega, Mwcy kolejno wzlatuj z krawdzi i szybuj do swoich. Zostaa sama. Usiada i patrzya, jak tum dzieli si na klany. Raz jeszcze pozwolia sobie dotkn umysw Siyee, posucha, jak spieraj si i debatuj. Cho poruszyy ich jej sowa, zachowali naturaln ostrono. Zmiany, o ktrych mwia, podekscytoway ich, ale take wzbudziy lk. Powinni si gboko zastanowi. Mao prawdopodobne, by ich

wiat pozosta taki sam, nawet jeli wojna nie wybuchnie. Ziemiochodzcy przyjd tu i zostawi po sobie idee - dobre i ze. Bd chcieli poprowadzi w gb Si drog, eby uatwi podre. Siyee musz by ostroni - moe si okaza, e gronych osadnikw zamienili na chciwych, pozbawionych skrupuw kupcw. Zwaszcza jeli postanowi otworzy wicej kopal. Musz dopilnowa, by tak si nie stao. Zaskoczya j wasna opiekuczo. Przecie zjawia si tutaj ledwie kilka tygodniu temu. Czy ci ludzie tak bardzo j oczarowali? Owszem, pomylaa. Czuj si, jakbym bya wrd swoich. Cigle zapominam, jak bardzo si od nich rni; chciaabym niemal zmniejszy si o poow i mie skrzyda... Spojrzaa ku koronom ogromnych drzew, ale pochwycia jaki odprysk myli i szybko odwrcia gow. Tam, na grze, kto by chopiec, niecierpliwie czekajcy na swj moment. Auraya zobaczya do myli Sirri, by wiedzie, e przywdczyni Siyee zaplanowaa na Zgromadzenie niespodziank. Jaki pokaz, mylaa Auraya. Co, co wedug niej przekona Siyee, by zgodzili si na przymierze. Opara si pokusie, by zajrze do umysu chopca. Skoncentrowaa si na Siyee. Czas mija. Jeden po drugim, Mwcy opuszczali swoje klany i wracali na poprzednie miejsca. Kiedy przyfrun ostatni, Sirri znowu stana na wystpie, a Siyee si uciszyli. Mwcy przemawiali kolejno, przekazujc opinie swoich klanw. Wikszo popieraa sojusz, ale nie wszystkie. - Kady klan musi si zgodzi - owiadczya Sirri. - A tak si nie stao. Zanim ogosz koniec tego Zgromadzenia, prosz, bycie mnie wysuchali. Uwaam, e niech, by otworzy nasz kraj dla ziemiochodzcych, spowodowana jest tym, e nie potrafimy z nimi walczy. Czemu mamy ryzykowa ycie na wojnie, skoro nie potrafimy zrani naszych wrogw? Czemu wpuszcza na nasze ziemie ziemiochodzcych, skoro nie potrafimy ich wypdzi, gdyby si okazao, e maj ze zamiary?

Auraya przygldaa si Mwcy ze zdziwieniem. Wiedziaa, e Sirri chce przymierza, ale te dwie kwestie raczej zniechc do niego Siyee... Sirri uniosa rce. - Moemy walczy! Moemy si broni! Jak? Zaraz wam poka! Spojrzaa w gr, gdzie na drzewie czeka chopiec, a potem w stron skraju lasu. Skina gow. Ze swojej kryjwki na drzewie Tryss sysza gosy ludzi w dole, cho nie rozrnia sw. Zrezygnowa z prb zrozumienia i poszuka w tumie Drilli. Spostrzeg j w kocu, stojc z rodzicami. Nie rozmawia z ni od ponad tygodnia. Jej ojciec znalaz Tryssa i kaza mu trzyma si z daleka od crki. Nie wyjdzie za chopaka z innego klanu, owiadczy, a ju na pewno nie za takiego z dziwacznymi pomysami, ktry po caych dniach ni na jawie. Sta j na kogo lepszego. Kuzyni nie ukrywali, kto ujawni wzajemn sympati Drilli i Tryssa, ale mogli przecie kama, eby go rozzoci. Kady, kto przyglda si Drilli i Tryssowi w czasie trei - trei, musia podejrzewa, e s sobie bliscy. W kocu atali razem przez wiksz cz nocy. Popatrzy na swoj uprz. Czy rodzice Drilli zmieni zdanie na jego temat, jeli skoczy z wynalazkami i zacznie si zachowywa jak inni chopcy Siyee? Czy on sam zrezygnuje, jeli bdzie to jedyny sposb, by spotyka si z Drilli? To pytanie nie dawao mu spokoju. Stara si wypchn je z myli, ale wci powracao. Spojrza na Drilli. Bya pikna i mdra. Z pewnoci zrobiby wszystko... Syszc ponownie gos Mwcy Sirri, oderwa wzrok od dziewczyny. Sirri patrzya na niego, potem na Siyee pilnujcego klatek breemw. Kiwna gow. To sygna! Serce zabio mu mocniej. Przeszuka wzrokiem teren, wypatrujc ruchu... Tam! Zanurkowa. Nie myla o tumie patrzcych, a jedynie o maym

zwierztku, ktre dostrzeg na ziemi. Musia si skupi. Uprz bya nowa i troch sztywna, mia tylko blask ognia, by wypatrzy zwierzta, a breemy byy szybkie. Licie biy go po uszach. Rozoy ramiona i wyfrun spomidzy gazi. Wcign strzak do rurki, wymierzy i dmuchn. Breem pisn, gdy strzaka trafia go w nog. Utykajc, bieg dalej, ale trucizna szybko go zabije. Tryss wypatrzy drugiego breema i skrci za nim, a strzaka tym razem wbia si w sam rodek grzbietu zwierzaka. Ogarno go poczucie tryumfu; machn skrzydami, by nabra wysokoci, i rozejrza si za nastpnymi. Dwa wybiegy od drugiej strony Pasku. Celujc w pierwszego, chybi, ale drugiego trafi. Tryss zawrci, jeszcze raz wymierzy w pierwszego i dmuchn, jednak zwierz skrcio w ostatniej chwili i strzaka niegronie odbia si od skay. Breem znikn midzy nogami patrzcych Siyee. Rozczarowany Tryss znowu wzbi si wyej. Zauway, e ostatnie dwa breemy wybiegaj na pust przestrze, i wykona byskawiczny zwrot. Pikujc w ich stron, mocniej cisn zaczepione na kciukach paski nowego urzdzenia, ktre doda do swojej uprzy. Mia tylko kilka godzin, by nauczy si go uywa, a celowa z niego byo o wiele trudniej. Dwa breemy zatrzymay si na rodku Przestrzeni, widzc jedynie otaczajcych je Siyee. Tryss wymierzy, zgi kciuki i poczu, e odskoczyy spryny. Za pno sobie uwiadomi, e niechccy zwolni obie. Mae strzaki pomkny do przodu; jedna trafia breema, druga przesuna si po ziemi i wbia w cian wystpu... .. .z ktr zaraz si zderzy... Wygi grzbiet i poczu, e skaa muska jego biodro, gdy o wos unikn kolizji. Ale ten manewr doprowadzi do utraty wysokoci i Tryss musia wyldowa gwatownie w sposb, ktry - mia nadziej - wyglda na zaplanowany. Siyee milczeli. Dopiero po chwili kto w tumie zacz entuzjastycznie gwizda, jak przy pokazach akrobatycznych w czasie trei - trei. Inni si przyczyli, a Tryss sta rozpromieniony, gdy

entuzjazm ogarn ca Przestrze. Obejrza si na Mwc Sirri umiechna si i z aprobat pokiwaa gow. Potem uniosa rce i gwizdy zamilky. - Ludu gr. Klany Siyee. Wierz, e wy, podobnie jak ja, potraficie dostrzec potencja tego, co Tryss nam dzisiaj pokaza. To, co zbudowa, jest broni. Ale nie broni dla ziemiochodzcych, jak odrzucilimy ju dawno. To bro specjalnie dla nas. Jest nie tylko znakomitym narzdziem myliwskim, ale czym, co pozwoli nam walczy dumnie i skutecznie, czy to w obronie wasnej, czy naszych sprzymierzecw. Za pno ju, bymy dyskutowali o moliwociach tej broni i o tym, jak moe ona zmieni nasz pogld na propozycj sojuszu z Biaymi. Proponuj, bymy wrcili do tego za siedem dni, kiedy zbierzemy si znowu, by podj decyzj. Czy zgadzacie si na to? Siyee krzykami wyrazili zgod. Sirri obejrzaa si na innych Mwcw. Wszyscy przytakiwali. - Tak wic si stanie. Zgromadzenie jest zakoczone. Obycie bezpiecznie wrcili do domw. Wrd Siyee wybuchy gorczkowe dyskusje. Tryss spojrza na kapank, nagle ciekaw, jaka bdzie jej reakcja. Ona jednak patrzya na Sirri i w zadumie marszczya czoo. Zaraz zreszt przestaa, kiedy zagadn j ktry z Mwcw. Poczu szarpnicie za rami, odwrci si i zobaczy wyszczerzonego Sreila. - To byo fantastyczne! Czemu nigdy nie przyczasz si do zespou akrobatycznego na trei - trei? - Ja, tego... Kto go klepn w plecy i uratowa przed koniecznoci udzielenia odpowiedzi. - Cikie to jest? A z czego zbudowane? I nagle otoczy go tumek Siyee, ktrzy koniecznie chcieli obejrze uprz. Ich pytania nie miay koca i czsto si powtarzay, ale zmusi si, by zosta i odpowiada. Tu nie chodzi o pokaz, tumaczy sobie. Musz ich przekona,

eby sami sprbowali. Ale marzy, eby si std wymkn i odnale Drilli. Kiedy tylko w tumie wok niego powstawaa szczelina, wypatrywa jej - na prno. Ona i jej rodzina odeszli.

24
Niedugo po wejciu Danjina do pokojw Aurai, kto zastuka do drzwi. Figiel spa mu na kolanach - straci zwyk energi wskutek ataku czstej u veezw choroby. Danjin odoy zwierzaka na bok i podszed do drzwi. Ku jego zdumieniu w progu sta Rian. - Doradco Danjinie Spearze - odezwa si Biay. - Chciabym z tob pomwi. Danjin wykona znak krgu. - Czy chcesz poprowadzi t rozmow tutaj, czy w innym miejscu, Rianie z Biaych? Rian kiwn gow. - Moe by tutaj. Z bliska Rian wydawa si mie nie wicej ni dwadziecia lat, a Danjin musia sobie przypomnie, e jego rzeczywisty wiek to raczej pidziesit. Nieatwo byo zapomnie, kim jest - zachowywa si jak czowiek wiadomy swej pozycji i dumny z niej; w przeciwiestwie do Aurai zawsze by powany i oficjalny. Jego sposb patrzenia na rozmwc bez mrugania oczami by niesamowity. - Spostrzeenia twoich krewnych, dotyczce sprzeday broni pentadrianom, okazay si rzetelne - owiadczy Rian. - Czy sdzisz, e maj te inne wartociowe informacje? Danjin przygryz warg. - Moliwe. Ale czy mi je zdradz, to cakiem inna kwestia, doda w mylach. Rian unis brwi. - Czy sdzisz, e zechcieliby pracowa dla Biaych jako szpiedzy? Szpiedzy? Danjin uwiadomi sobie, e wytrzeszcza oczy na Riana, wic spuci wzrok. Zastanowi si, jak ojciec i bracia mogliby zareagowa na tak propozycj, i poczu zniechcenie. Oczywicie, e si zgodz. Bd zachwyceni takim potwierdzeniem wasnej wartoci. Handlarze informacji, nie tylko towarw.

- Myl, e tak. Ale musiaby czyta im w mylach, by mie pewno, e mwi wszystko, co wiedz. Nie potrafi si pozby przekonania, i ukryliby pewne informacje, ktre mogyby przynie dochd albo zaszkodzi ich interesom. Rian przytakn. - W takim razie zorganizuj spotkanie z nimi. Czy chcesz wzi w nim udzia? Danjin zastanowi si, po czym pokrci gow. - Moja obecno niepotrzebnie skomplikowaaby rozmowy. - Dobrze. - Biay zrobi krok w stron drzwi, ale zatrzyma si. Co wiesz o Sennonie, doradco? - Sennon? - Danjin wzruszy ramionami. - Kilka razy odwiedziem ten kraj. Zwykle drog morsk, ale dwukrotnie przekroczyem rwnie pustyni. Mwi po sennosku. Mam tam troch kontaktw. - Cesarz Sennonu podpisa wczoraj sojusz z pentadrianami. I znowu Danjin wytrzeszczy oczy na Riana - tym razem z przeraeniem. Przypomnia sobie pierwsze spotkanie Aurai z sennoskim ambasadorem. Zaprosi j, by zoya u nich wizyt. mieszne byo jego oczekiwanie, e nowa Biaa, nieprzeszkolona i bez dowiadczenia na tym stanowisku, wyruszy w dug podr do Sennonu. Moe naleao tam wysa innego Wybraca... Przypomnie cesarzowi, e za grami na zachodzie ley potny sojusznik wspierany przez bogw... To mogoby go zniechci do ukadw z pentadrianami. - Uwaasz, e powinnimy bardziej si stara, by zaprzyjani si z sennoskim cesarzem i jego poddanymi - stwierdzi Rian, marszczc brwi. Danjin umiechn si krzywo. - Owszem, ale co moglicie zrobi? Jest was tylko picioro... do niedawna czworo. Dopiero co sprzymierzylicie si z Somreyem, a teraz Auraya pracuje nad Si. Nie mielicie czasu ani moliwoci, by rwnoczenie zabiega o Sennon.

Rianowi drgn kcik ust. - Rzeczywicie, nie mielimy. Panowanie nad czasem nie naley do Darw, jakie otrzymalimy od bogw. - Moe cesarzowi nie spodobaj si jego nowi przyjaciele i zmieni zdanie. Wyobraam sobie, e ze spotkania z tymi czarnymi vornami ucieszy si tak samo jak Toreczycy. Rian spospnia. - Chyba e zechce wytresowa wasne stado. Wszystkim cyrkliaskim kapanom doradzi wyjazd. Twierdzi, e to dla ich bezpieczestwa. Danjin skrzywi si. - Och... - Pokrci gow. - Cesarz zawsze utrzymywa, e nie chce faworyzowa jednej religii kosztem innej. I nagle przypomnia sobie o tkaczach snw. Poczu wyrzuty sumienia. Auraya prosia go, by odwiedzi Leiarda, ale by zbyt zajty szukaniem informacji o pentadriaskich zbrojeniach. - Sdzisz, e powinienem uprzedzi doradc tkacza snw Leiarda? Rian wzruszy ramionami. - Jeli chcesz. Wszystkie otrzymane raporty sugeruj, e pentadrianie s tolerancyjni wobec wyznawcw niewielkich pogaskich kultw. Tylko cyrklianom s niechtni, z pewnoci dlatego e wiedz, i czcimy prawdziwych bogw. Zazdroni, co? Danjin umiechn si ponuro. Jeli wybuchnie konflikt, cyrklianie maj przynajmniej t przewag: ich bogowie s prawdziwi i bd ich ochrania. Obawia si tylko, jakich zniszcze zd dokona pentadrianie. Na wojnie zawsze s ofiary. Blask pojawi si w oczach Riana. Popatrzy na Danjina z aprobat. - Dzikuj za twoj pomoc, doradco. Danjin skoni gow i wykona znak krgu. - Ciesz si, e byem przydatny. Odprowadzi Riana do drzwi i otworzy je. Biay przestpi prg, ale obejrza si jeszcze.

- Kiedy bd rozmawia z twoj rodzin, nie wspomn, e konsultowaem si z tob. Danjin z wdzicznoci skoni gow. Odprowadzi Riana wzrokiem i zamkn drzwi. Figiel spojrza na niego, sennie mrugajc oczkami. - To... - powiedzia do veeza doradca - .. .byo niezwykle ciekawe. Auraya otworzya oczy. Panowaa ciemno; ledwie dostrzegaa ciany dookoa. Czy co prbowao j obudzi? No to nie poradzio sobie. Cigle si czuj, jakbym spaa... Otworzya oczy po raz drugi. Tym razem ciemno bya absolutna. Nie .widziaa niczego... oprcz znajomej postaci w stroju tkacza snw. : Leiard? : Witaj, mioniczko nicych i nica o mioci. Jego wargi si poruszay, kiedy zabrzmiay te sowa. : Czy... czy to wspomnienie? Czuj, jakby to ty do mnie mwi, ale jednak nie. : Tak i nie. To ja mwi do ciebie, ubrany w twoje wspomnienie o mnie. To mj umys, ktremu twj nada form. Szybko si uczysz. Masz chyba do tego naturalny talent. : Moe powinnam zosta tkaczem snw? : Ale twoje serce naley do bogw. : Dusza naley do bogw. Serce jest twoje. Leiard umiechn si - tajemniczym, chytrym umiechem. Nigdy nie widziaa u niego takiego wyrazu twarzy. Moe to jej umys zobrazowa nastrj, jaki u niego wyczua? : Zawsze podejrzewaem, e dusza to pojcie wymylone przez bogw, by zachca ludzi do suenia im. Szczerze mwic, rozmawiaem kiedy z bogiem, ktry przyzna, e... Obudzia si gwatownie i spojrzaa w sklepienie altany. Przez ciany sczyo si wiato dnia. - Aurayo... Gos dobiega od strony wejcia. Auraya wstaa, okrya kocem

ramiona i przesza do najwikszego pomieszczenia. Odchylia klap zasaniajc wejcie i zobaczya Mwc Sirri. - Tak, Mwco? Kobieta umiechna si. - Wybacz, e tak wczenie ci budz. Wanie otrzymalimy wiadomo i uwaamy, e pilnie powinnimy j z tob omwi. Auraya kiwna gow. - Wejd. Zaraz bd gotowa. Wrcia do sypialni, opuszczajc za sob kotar. Rozebraa si, ochlapaa wod z drewnianej misy i wysuszya z pomoc magii. Woya cyrkl, przejechaa grzebieniem po wosach i zaplatajc je w warkocz, wrcia do wikszego pokoju. Mwca Sirri staa przy wejciu i stukaa palcem o wspornik altany. Auraya nie odgadaby jej nastroju z wyrazu twarzy, ale drobne oznaki zniecierpliwienia kazay jej przyjrze si uwaniej. Natychmiast wyczua, e Mwca walczy z rosncym niepokojem, jaki wzbudziy wieci o widzianej w Si ziemiochodzcej. Kobieta przeprosia za atak czarnych ptakw na myliwych Siyee - Sirri opowiadaa jej o tym jaki czas temu. - Na spotkaniu podadz co do jedzenia - obiecaa Sirri, wychodzc na zewntrz. Natychmiast wzniosa si w powietrze, a Auraya podya za ni. Sirri znalaza prd wstpujcy i poszybowaa na szczyt Przestrzeni, gdzie wyldowaa mikko. Obfita rolinno skrywaa tu przed wzrokiem niepowoanych altan. Auraya odwiedzaa ju wczeniej Altan Mwcw, ale bya pewna, e za kadym razem prowadzono j inn ciek. Opara si pokusie, by odczyta myli swej przewodniczki - Sirri wyranie chciaa wyjawi niepokojc wiadomo w obecnoci wszystkich Mwcw. Ufam jej, mylaa. A moe po prostu wiem, e ona niczego przede mn nie ukrywa, ale ma powody, by czeka. Dotary do altany. Sirri w milczeniu podesza i odchylia klap. Wewntrz czekali ju Mwcy pozostaych czternastu klanw. Wstali na powitanie, a Auraya wyczua u nich dziwn ostrono. Sirri

wskazaa jej jeden z niskich stokw, po czym zaja swoje miejsce. Spojrzaa kolejno na zebranych przywdcw klanw, nim znowu zwrcia si do Aurai. - Aurayo z Biaych - zacza. - Pamitasz, jak ci opowiadaam o wielkich czarnych ptakach, ktre miesic temu zaatakoway klan Sonecznej Grani? - Tak. Jeden z owcw twierdzi, e zauway w pobliu ziemiochodzc. Sirri przytakna. - Ptakw od tego czasu nie widziano, cho niektrzy z nas wypatrywali ich pilnie. Ale kobieta pojawia si znowu, cakiem niedawno. - Zerkna na Mwc klanu Bliniaczych Szczytw. Widziao j dziecko. Nie mamy powodw, by wtpi w opowie tej dziewczynki; nigdy nie zdradzaa skonnoci do wymylania dziwacznych historii. Mwi, e niedaleko swojej wioski spotkaa kobiet, ktra poprosia j o przekazanie wiadomoci. Przeprosia za atak na owcw. Twierdzia, e to by wypadek, e nie wiedziaa, co robi jej ptaki, dopki nie byo za pno. Tak naprawd to chciaa si z nami zaprzyjani. Sirri spojrzaa na Auray. - Wtedy zobaczya, e przelatujesz, i zmienia zdanie. Postanowia opuci Si, proszc jeszcze dziecko, by powtrzyo przywdcy klanu inn wiadomo. Powiedziaa, e jeli Siyee sprzymierz si z cyrklianami, zyskaj sobie jeszcze silniejszego wroga. Chd przeszy Auray. - Jak wygldaa ta ziemiochodzca? - Miaa ciemn skr. Wydawaa si moda i silna. - A jej strj? - Bya ubrana na czarno i nosia srebrny wisior. Chd zmieni si w lodowaty dreszcz na karku. - Aha... - Syszaa ju o tej kobiecie? Auraya potrzsna gow. - Nie, ale spotykaam podobnych do niej. Naley zapewne do kultu z Ithanii Poudniowej. Musz powiedzie o tym Juranowi. Zamkna oczy i w mylach wezwaa imi najstarszego z

Biaych. : Tak? odpowiedzia. : Myl, e jaka pentadrianka wszya w Si. Powtrzya mu, czego si dowiedziaa. : Kobieta z ptakami, mczyzna z vornami... Wrd piciu przywdcw, ktrych wskazali nasi szpiedzy, s dwie kobiety. : Zgadza si. Co mam powiedzie Siyee? : Wszystko. Niedugo caa Pnocna Ithania bdzie wiedziaa o tych czarownikach. To moe ich zachci do zawarcia sojuszu. Auraya stumia westchnienie i otworzya oczy. W co ja prbuj wcign tych ludzi? spytaa sam siebie po raz kolejny. Jaki los ich czeka, gdy ich porzuc i nie zdoam przekona, by szukali u nas obrony? Spojrzaa na niespokojne twarze Mwcw. - Juran i ja sdzimy, e wiemy, kim ona jest, tak samo jak ona wiedziaa, kim ja jestem. To pentadriaska czarownica. Spotkalimy jeszcze dwch takich czarownikw. Pierwszy wkroczy do Torenu ze stadem vornw. Stwory byy wiksze i miay ciemniejsz sier ni ich dzicy krewniacy; wydawao si, e s posuszne mylowym poleceniom. Dla ich pana jedynym celem przybycia do Torenu byo chyba szerzenie terroru i mierci. Rian odszuka tego czowieka i walczy z nim. Czarownik uciek, gdy stao si jasne, e nie moe zwyciy. Po chwili mwia dalej: - Drugiemu czarownikowi nie towarzyszyy vorny. - Wspomnienie przyciskajcej j do ciany mocy przywoao echo tamtej trwogi. Auraya odetchna gboko, odsuwajc od siebie zarwno wspomnienie, jak i lk, ktry ze sob nioso. - Ani adne inne zwierz prcz zwyczajnego reyna. O ile wiemy, nie skrzywdzi nikogo. Wysano mnie, ebym pomoga Dyarze go odszuka, ale on rwnie uciek. - Czego chc ci czarownicy? - zapyta ktry z Mwcw. - Nie wiem. - Auraya skrzywia si. - Jedno jest pewne: nienawidz cyrklian. Nazywaj nas heretykami.

- A w co sami wierz? - W piciu bogw, jak my, ale ich nie s prawdziwi. - Moe dlatego tak zaarcie broni swojej wiary - mrukn Dryss. - A po co czarownica przybya do Si? - spyta inny Mwca. - Z tego samego powodu co Auraya: by szuka z nami przyjani odpar jeszcze kto. - Napadajc na nas? - Powiedziaa, e to bya pomyka. I e w rzeczywistoci chciaa si z nami zaprzyjani. - Dopki nie zobaczya Aurai... Kilkoro mwcw spojrzao na kapank. Spokojnie patrzya im w oczy, majc nadziej, e wyglda na bardziej pewn siebie, ni jest w rzeczywistoci. - Grozia nam - przypomnia im Dryss. Skrzywi si niechtnie. Obawiam si, e jestemy zmuszeni wybiera midzy dwiema wielkimi potgami. Cokolwiek postanowimy, nie zdoamy unikn zmian. - Nie musicie wybiera adnej - zauwaya Auraya. - Moecie zosta tacy, jak w tej chwili. - I powoli wymiera z godu albo wybijani przez tych ziemiochodzcych osadnikw? - mrukn kto inny. - To aden wybr. - Teraz moemy przecie walczy z najedcami! - zawoa mody Mwca. - Moemy uywa tych miotaczy strzaek. Nie musimy si z nikim sprzymierza! Inne gosy wczyy si do dyskusji. Auraya uniosa rce i Mwcy uciszyli si. - Jeli zechcecie, opuszcz Si. Kiedy ju odlec, moecie zaprosi tu czarownic. Dowiedzcie si, czego od was chce i co proponuje w zamian. Ale prosz, bdcie ostroni. Moe naprawd nie chciaa robi krzywdy waszym owcom, ale wiem z ca pewnoci, e jeden z jej wspwyznawcw jest czowiekiem okrutnym, ktry dla zabawy zadaje mier i cierpienie. Bardzo bym nie chciaa, by Siyee cierpieli z jego rk. - Moe by wyrzutkiem. Moe uciek do Pnocnej Ithanii,

poniewa zosta wypdzony z krain pentadrian - upiera si mody Mwca. - Przynajmniej ci pentadrianie nigdy nie prbowali nam odebra naszej ziemi - mrukn kto inny. - By moe tylko dlatego e nie maj z nami granicy - zauwaya Sirri. Auraya wzdrygna si. - Teraz ju maj. Mwcy ze zdziwieniem zwrcili si w jej stron. - Co masz na myli? - zapyta Dryss. - Cesarz Sennonu podpisa wczoraj traktat o sojuszu z pentadrianami. A Sennon ma z wami wspln, cho krtk granic. - Po ich stronie jest tylko pustynia. - Oprcz miejsca, gdzie koczy si pustynia i zaczynaj gry. Te sowa wypowiedzia Mwca, ktry do tej pory nie uczestniczy w dyskusji. - Wzdu brzegu ley kilka osad ziemiochodzcych. Mwcy umilkli, spuszczajc wzrok. Auraya wspczua im tej walki z wasnymi lkami. - Szlachetni mieszkacy Si - powiedziaa cicho. - Wolaabym, ebycie nie stali wobec tak cikich czasw i tak trudnych wyborw. Nie mog ich za was dokona. Nie mog powiedzie, komu moecie zaufa. Nawet mi si nie ni, by zmusza was do podjcia takiej czy innej decyzji. Wierz, e kiedy bogowie poprosili mnie i innych Biaych, by w caej Ithanii szuka sprzymierzecw, chcieli po prostu zobaczy nas zjednoczonych w pokoju. By moe przewidywali jaki przyszy konflikt... Nie wiem. Wiem jednak, e bylibymy zaszczyceni, gdyby mieszkacy Si stali obok nas, czy to w czasie wojny, czy pokoju. Wstaa, skonia gow i wysza. Oddalajc si od altany, syszaa dobiegajce z jej wntrza stumione gosy. Nie rozrniaa sw, ale jej Dary pozwoliy obserwowa przebieg rozmowy. - Wpadlimy w to... jakkolwiek to nazwa... czy to nam si podoba, czy nie. Uwaam, e powinnimy wybra jedn ze stron, bo sami z pewnoci wyginiemy.

Chwila ciszy, a potem: - Jeli mamy decydowa, komu zaufa, to raczej tej, ktra przybywa w sekrecie, prowadzc ze sob grone ptaki, czy tej, ktra czekaa, a j zaprosimy? I w kocu: - Huan nas stworzya. Czy ci pentadrianie oddaj cze Huan? Nie. Wybieram Biaych.

25
W mroku wok Leiarda i Jayima day si dostrzec tylko niewyrane ksztaty drzew i krzeww. Mogliby znajdowa si w rodku lasu. Ale brak znajomych odgosw niszczy t iluzj, zdradzajc, e s na dachu domu Bakerw. Tskni za lasem, uwiadomi sobie Leiard. Tskni za yciem w spokoju. Za sercem i umysem, ktrych nie drczy zamt. Za bezpieczestwem. Wic tam wr, ty gupcze. Leiard zignorowa rozbrzmiewajce w umyle drwice sowa. Gos w mojej gowie to jedynie echo dawno zmarego czarownika, przypomnia sam sobie. Jeli nie bd na niego zwraca uwagi, to sobie pjdzie. Spojrza na Jayima. Chopak czeka cierpliwie, przyzwyczajony do dugich przerw w naukach Leiarda. - Jest wiele sposobw uycia magii w celu uzdrawiania - rzek tkacz snw. - Dary, jakich chc ci nauczy, podzielone s na trzy poziomy trudnoci. Pierwszy obejmuje proste dziaania: zacinicie yy z krwi dla zatamowania krwotoku; kauteryzacj; nastawianie zamanych koci. Drugi dotyczy bardziej skomplikowanych interwencji: zachcanie lub zniechcanie do przepywu krwi; pobudzanie i sterowanie procesami gojenia; blokowanie blu. Trzeci poziom wymaga korzystania z Darw tak trudnych, e potrzeba lat, by je opanowa. Jeli to w ogle moliwe. Tylko jeden czy dwch tkaczy snw na pokolenie osiga ten poziom. Te Dary wymagaj transu koncentracji oraz dokadnej wiedzy o wszystkich procesach wewntrz ciaa. Moesz wtedy sprawi, e rana zniknie, nie pozostawiajc blizny. Moesz lepcowi przywrci wzrok, a kobiet jaow uczyni podn... - Mog wskrzesza umarych? - Nie. Nie tych, ktrzy naprawd s martwi. Jayim zmarszczy czoo.

- Czy kto moe by martwy, ale nie naprawd martwy? - Istniej metody... Leiard urwa i odwrci si w stron schodw. Usysza ciche, coraz blisze kroki. Dwie pary stp... Wysuna si lampa, zalewajc dach wiatem. Przez otwr wysza Tanara, a za ni znajomy, bogato ubrany mczyzna. - Leiard! - zawoaa ostronie kobieta. - Masz gocia. - Danjin Spear... - Leiard wsta. - Co ci sprowadza...? - Zanim zaczniecie rozmawia, wejdcie do rodka - przerwaa mu gospodyni. - Tutaj jest za zimno na przyjmowanie goci. - Rzeczywicie. - Leiard kiwn gow. - Masz racj. Tanara sprowadzia ich schodami do wsplnej sali, ogrzewanej przez piece, a potem zabraa ze sob Jayima, eby pomg jej przygotowa co ciepego do picia. Danjin z westchnieniem usiad w fotelu. - Wygldasz na zmczonego, doradco - zauway Leiard. - Bo jestem - przyzna Danjin. - ona i ja mielimy nadziej, e kiedy Auraya odleci do Si, bd mia troch wicej czasu. Obawiam si jednak, e jest przeciwnie. Co u ciebie sycha? - Cay mj czas powicam nauczaniu Jayima. Oprcz nocy, kiedy bawisz si nielegalnymi, erotycznymi snami, ktre dzielisz z jedn z Biaych, wyszepta Mirar. Ciekawe, co on by o tym pomyla. Jego pani, ktr kocha jak crk, chodzi do ka z tkaczem snw... Tanara wrcia, niosc na tacy dwa parujce kubki gorcej, korzennej tintry. Danjin wypi yk i umiechn si z wdzicznoci. - Dzikuj, Ma - Baker. Bardzo mi si to przyda. Na dworze jest zimno. - Rzeczywicie jest... - zgodzia si, zerkajc znaczco na Leiarda. - Zwaszcza e dzie jest zbyt chodny, eby ktokolwiek przesiadywa na dachu. - Mamo! - dobieg zza drzwi protest Jayima. - Setki razy ci tumaczyem, e on mnie nauczy, jak ogrzewa si magi. Pocigna nosem, po czym umiechna si do Danjina.

- Prosz zawoa, gdybycie czego potrzebowali. Kiedy zamkny si za ni drzwi, Leiard spojrza na gocia. Uwaga Mirara przypomniaa mu, e nie mia pojcia, co osigna Auraya w Si. W tych wsplnych snach niewiele czasu powicali na dyskusje o jej pracy z Siyee. Koncentrowali si raczej na... innych sprawach. - Co sycha u Aurai? - zapyta. Danjin umiechn si w odpowiedzi. - Wspaniale si tam czuje. Ale czy odnosi sukcesy w swej pracy... - Pokrci gow. - To nie jest jasne. Ich przywdcy, Mwcy, zanim cokolwiek podpisz, chc, by wszystkie klany zgodziy si na sojusz. Podczas pierwszego Zgromadzenia kilka byo przeciwnych. Ma nadziej, e nowe zdarzenia skoni je do zmiany zdania. Pierwsze to groba wojny. Drugie to szczliwy zbieg okolicznoci. Jeden z Siyee zbudowa bro, ktra pozwala im atakowa cel z powietrza, a to z kolei czyni ich skuteczn formacj bojow. Za tydzie zbieraj si na kolejnym Zgromadzeniu, na ktrym maj zadecydowa. Co to za bro? zastanowi si Leiard. Niepokoia go sama myl o tym, e Siyee mogliby sta si wojowniczy. Zawsze znajdowa pocieszenie w wiadomoci, e na wiecie istnieje przynajmniej jedna agodna rasa, niestosujca przemocy. agodny lud stworzony przez Huan, mrukn Mirar. Czysta ironia. - Prosia, ebym ci odwiedzi - doda Danjin i wychyli kubek tintry. - Czyli jeszcze o nas nie zapomniaa... - Leiard umiechn si. - Nie. - Danjin parskn. - Ale podejrzewam, e gdyby nie jej oddanie Biaym, zostaaby w Si na zawsze. - Jest oczarowana - wyjani Leiard. - To si zdarza niedowiadczonym wdrowcom. Odkrywaj jakie miejsce i zakochuj si w nim. Uwaaj, e wszystko tam jest wanie takie, jak powinno. Dopiero pniej zaczynaj widzie to miejsce takie, jakie jest naprawd, jego dobre i ze strony.

Danjin spoglda na Leiarda z dziwn min. Tkacz snw wyczu u niego zaskoczenie i niechtny szacunek. - W modoci jako kupiec, a potem jako kurier i negocjator, zauwayem wanie takie zjawisko. - Doradca przyjrza si pustemu kubkowi w doni i odstawi go na bok. - Musz wraca do domu. Ju pno i ona na mnie czeka. - Wsta. - Przeka, prosz, podzikowania za gorc tintr. - Na pewno. Leiard odprowadzi Danjina do gwnych drzwi. Kiedy stanli przy nich, doradca zawaha si jeszcze i niemal ukradkowo zerkn na tkacza snw. Leiard wyczu nag zmian w jego nastroju. Wyranie chcia mu co jeszcze przekaza... Moe ostrzeenie? Danjin odwrci si w stron wyjcia. Zapytaj go, czy jest co jeszcze, odezwa si Mirar. Nie, odpar Leiard. Gdyby mg mi powiedzie, toby powiedzia. Tego nie moesz by pewny. Obaj wiemy, e jego rodzina zawsze nienawidzia tkaczy snw. Jeli ty nie spytasz, ja to zrobi. Leiard poczu, e co mu si wylizguje - wraenie, jakby nie zdy pochwyci spadajcego przedmiotu, ktry wysun mu si spomidzy palcw. Jego usta otworzyy si, cho tego nie chcia. - Jest co jeszcze, prawda? Danjin odwrci si i spojrza na niego zdziwiony. Nie tak zdziwiony jak ja, myla Leiard. Walczy o panowanie nad wasnym ciaem, ale nigdy jeszcze nie straci nad nim kontroli i nie wiedzia, jak j odzyska. - Co ci drczy - owiadczy Mirar, oczami Leiarda patrzc na Danjina. - Co wanego. Moliwa groba dla mojego ludu. Danjin milcza i zastanawia si. Wida byo, e nie wiedzia, co powinien powiedzie, i nie dostrzeg zmiany w Leiardzie. W kocu westchn cicho. - Jeli twj lud ma jakiekolwiek powody, by obawia si pentadrian, to radzibym im opuci Sennon - wymamrota. - Nic wicej nie mog powiedzie. Mirar kiwn gow.

- Dzikuj ci. Za ostrzeenie i za wizyt. Danjin wyprostowa si. - Przyszedbym wczeniej, gdybym mg. - Skoni gow. Dobrej nocy, doradco tkaczu snw Leiardzie. Gdy Leiard usysza swoje imi, wadza Mirara nad jego ciaem osaba i znikna. Znowu nad sob panowa. Zachwia si oszoomiony. Danjin przyglda mu si wyczekujco. - Dobranoc - powiedzia Leiard. Patrzy, jak doradca Aurai podchodzi do osonitego plattenu i wsiada do rodka. Gdy wonica popdzi arema i odjechali, zamkn drzwi, opar si plecami o cian i odetchn gboko. Serce bio mu jak szalone. Co si przed chwil stao? Mirar nie odpowiedzia. Wanie utraciem wadz nad wasnym ciaem na rzecz echa pamici, odpowiedzia Leiard sam sobie. Czy co takiego moe si powtrzy? Czy Mirar odbierze mi ciao ju na stae? Uwiadomi sobie, e nie ma o tych rzeczach pojcia. Musz znale kogo, kto ma... Ale kogo? Umiechn si pospnie... Tkaczka snw Arleej. Jeli przywdczyni tkaczy snw nie zna odpowiedzi, to nikt jej nie zna. A podskoczy, gdy kto poruszy si w drzwiach, ale to bya tylko Tanara. Przyjrzaa mu si zatroskana. - Dobrze si czujesz, Leiardzie? Nabra tchu. - Tak. Jestem zmczony. Ja... pjd si teraz pooy. Z umiechem skina gow. - Powiem Jayimowi. Przyjemnych snw. Leiard spodziewa si jakiej zoliwej uwagi Mirara, ale intruz w umyle zachowywa milczenie. Zatrzyma si jeszcze, mijajc Tanar. - Danjin prosi, eby ci podzikowa za tintr - powiedzia. - Wyglda na bardzo miego czowieka. Cakiem nie pasuje do tego, co syszaam o rodzinie Spearw. - Nie - zgodzi si Leiard. - Dobranoc.

Wszed do swojego pokoju, zdj kamizelk i pooy si do ka. Wszyscy tkacze snw ucz si mylowych wicze, pozwalajcych szybciej dokona przejcia do stanu upienia. Mimo to mina ponad godzina, nim Starsza tkaczy snw odpowiedziaa na jego wezwanie. Domyli si, e musiaa dopiero co zasn. : Leiard? : Tak. Pamitasz mnie? : Oczywicie. Nie zapomina si tkacza snw, majcego tak wiele wspomnie Mirara. : Nie, rzeczywicie. Ale zaczynam tego aowa. : Och... A dlaczego? Opowiedzia, co si stao, i wyczu u niej trosk. : Jak czsto czye si ze swoim uczniem? : Raz czy dwa, odpowiedzia wymijajco. Jeszcze troch za wczenie na takie poczenia. : Unikasz ich, owiadczya, nieprzekonana jego wymwk. : Tak, przyzna. Ja... Staem si posiadaczem pewnego sekretu i nie zaryzykuj ujawnienia mu go. : Rozumiem. Musisz wic znale kogo innego, komu go zdradzisz. Kogo, komu ufasz. W przeciwnym razie obawiam si, e utracisz wasn tosamo. Nie bdziesz ani sob, ani wcieleniem Mirara, ale na wp obkan mieszank obu. : Nie znam nikogo... : W Jarime s inni tkacze snw. Moe wystarczy ktry z nich? : Moliwe. Urwa na moment. Jest jeszcze jedna sprawa, o ktrej powinienem ci powiedzie. Dzi wieczorem rozmawiaem z Danjinem Spearem. Ostrzeg mnie, e co moe grozi tkaczom snw w Sennonie. Mwi o sojuszu midzy Sennonem i pentadrianami. : Ach! : Tak. Ze strony pentadrian nie mamy si czego obawia. Zawsze dobrze traktowali tkaczy snw. Kiedy znw bdziesz si widzia z tym doradc, przeka mu, by przypomnia Biaym, e tkacze snw w

wojnie nie staj po adnej stronie. Jeli wybuchnie konflikt, bdziemy opatrywa rannych ze wszystkich krajw, jak to zawsze czynimy. : Przeka mu. Czy zanosi si na wojn? : Im wicej si dowiaduj o tych pentadrianach, tym bardziej si obawiam, e konflikt jest nieunikniony. Zastanowia si. Co o nich wiesz? : Na ten temat nie mam adnych wspomnie cza, odpar Leiard. To, co wiem, opiera si na komentarzach Aurai i plotkach krcych w Jarime. Czy ich bogowie istniej naprawd? : Nikt tego nie wie. Cyrklianie oczywicie zakadaj, e nie. Nawet jeli maj racj, czyni to pentadrian tylko odrobin mniej niebezpiecznymi. : To przynajmniej co... : Owszem. Musz teraz odej. Powinnam si skontaktowa z innymi tkaczami snw. Uwaaj na siebie, Leiardzie. Pamitaj, co ci powiedziaam. Poczenie urwao si, gdy skierowaa swj umys ku innym sprawom. Leiard odpyn w nico, wiedzc, e jej rada jest rozsdna, ale obawiajc si konsekwencji. Jeli dopuci do tajemnicy innego tkacza snw, to nastpny, z ktrym ten dopuszczony si poczy, take pozna sekret. A w krtkim czasie bd wiedzieli wszyscy... : Leiard? Serce mu skoczyo, gdy rozpozna mylowe woanie Aurai. Natychmiast ruszy ku niej. Nie mona cofn tego, co zrobilimy. Rwnie dobrze moemy si tym cieszy, pki to moliwe. Wracajc do pokoju, rozgrzana i rozluniona po godzinie moczenia si w gorcej wodzie, Emerahl mylaa o tym, jak poprawia si jej sytuacja. Nadal bya dziwk, ale przynajmniej dobrze odywion i przyjmujc klientw wyszej kategorii ni poprzednio. Zarabiaa te wicej pienidzy, cho Rozea upieraa si, by wikszo trzyma w depozycie. Co prawda ju dwa razy w swoim dugim yciu udawaa

prostytutk, ale nie bya to jej ulubiona rola. Wspominajc pierwszy raz, sprzed ponad piciuset lat, skrzywia si niechtnie. Trjka bardzo potnych czarownikw polowaa na ni w caej Ithanii; postanowili wydoby z niej sekret niemiertelnoci, cho byli za sabi, by j pokona. Pojedynczo nie mogli si z ni mierzy, ale razem stanowili potnego przeciwnika. W desperacji zmienia swj wygld i zacza gra rol, o ktrej sdzili, e jest zbyt dumna, by choby o niej pomyle. Mieli racj. Duma kua j za kadym dotkniciem kadego klienta. Jak ona, jedna z niemiertelnych, moga znia si do sprzedawania wasnego ciaa ludziom, ktrzy widzieli w niej tylko chwilow rozrywk? Grupa czarownikw w kocu si rozpada, a jeden z nich zabi dwch pozostaych. Dowiedziaa si o tym dopiero po dwch latach. Dwch latach narzucanego sobie ponienia, ktrego wcale nie musiaa znosi... Ale co innego mogam zrobi? Ludzie na ulicach nie dbaj o cudzoziemskich czarownikw. Takie wieci rozchodz si powoli. Westchna. Ludzie czsto zakadali, e poniewa jest niemiertelna, musi bardzo duo wiedzie. Spodziewali si po niej, e potrafi opisa przeomowe wydarzenia historyczne tak, jakby sama je ogldaa. Tymczasem przez prawie cae ycie trzymaa si na uboczu, z daleka od gry o wadz i ludzi, ktrzy w niej uczestnicz. Tak wanie wolaaby y. Sawa i wadza straciy swj urok w cigu pierwszych kilkuset lat. Za drugim razem zaja si prostytucj, by uciec od jednej i drugiej. Osiada w dalekiej wiosce i zacza leczy miejscowych, jak zawsze to robia. To, co zaczo si jako strumyczek wdrowcw przybywajcych, by odwiedzi czarownic - uzdrowicielk, szybko zmienio si w powd, a wioska nagle si wzbogacia. Z pocztku jej to pochlebiao i tumaczya sobie, e w ten sposb zrobi dla ludzi wicej dobrego. Poniewa upieraa si, e jest tylko star wiedm, zyskaa pieszczotliwe przezwisko Wiedma. Sporo ludzi zaproponowao pomoc w organizacji noclegw dla

przybywajcych i wkrtce ju wycigali pienidze od chorych. Zmczona ich chciwoci i fanatyzmem, wymkna si. Nie docenia jednak swojej sawy. Ludzie z nawet najbardziej odlegych wiosek syszeli o Wiedmie. Wielbiciele wypatrywali jej wszdzie, a kiedy ju j zauwayli, wieci rozchodziy si szybko. To anonimowo prostytucji skusia j za drugim razem, ale niedugo pozostawaa ladacznic. Znalaz j Mirar. Umiechna si do siebie, wspominajc, jak by popularny wrd dziewczt i jak bardzo si zdziwi, kiedy j znalaz w takim miejscu. Cho rozumia, dlaczego w taki sposb ukrywa si przed ludzkoci, twierdzi, e to dla niej niedobre. Zabra j w Pustkowia na dugo przed ich kolonizacj przez Siyee. Byli kochankami i przyjacimi, ale nigdy nie bya w nim zadurzona. - Nefryt - zawoa gardowy gos. Uniosa gow. Na kocu korytarza stay dwie kobiety. Jedn bya Li, przyjazna dama w rednim wieku, ktra organizowaa dziewczta dla Rozei i oprowadzia Emerahl po zamtuzie, kiedy ta zjawia si tu po raz pierwszy. Drug bya duma zamtuzu, Promyk, pikno o krgych ksztatach, z ciemnymi wosami, blad skr i czystymi fiokowymi oczami. Te oczy studioway teraz Emerahl od stp do gw, a liczny nosek marszczy si z niesmakiem. - Wanie przyjecha Panilo - oznajmia Li, gdy Emerahl stana przy nich. - Pyta o ciebie. Promyk uniosa brwi. - Wic ty jeste t uliczn dziwk, ktra spodobaa si Panilo? spojrzaa jej w oczy. - Nie przywizuj si do niego. Nigdy zbyt dugo nie powica uwagi jednej dziewczynie. W jej gosie zabrzmiaa gorycz. - Wiesz o tym z wasnego dowiadczenia? - spytaa spokojnie Emerahl. W oczach dziewczyny bysn gniew. - askawo Panilo to jedyny element moich pocztkowych lat, ktry mnie z tob czy. Emerahl umiechna si rozbawiona, e kobieta tak atwo si

irytuje. - Wtpi, czy twoje wczesne ata byy w czymkolwiek podobne do moich. A teraz bardzo przepraszam, ale... Urwaa. Jej zmysy podpowiaday jej jeszcze co na temat tej kobiety... Skupia si na brzuchu Promyk - co si tam poruszyo. - .. .musz si zaj klientem - dokoczya. Odwrcia si i posza do swojego pokoju. Przed drzwiami obejrzaa si jeszcze Promyk schylia si do ucha Li. Jedn do opara lekko na brzuchu, a twarz miaa cignit niepokojem. Jest w ciy, mylaa Emerahl. Mog to wykorzysta, by zyska jej zaufanie albo osabi jej pozycj, jeli okae si dla mnie kopotliwa. Potrzsna gow. Lepiej nie zwraca na ni uwagi. Nie chc za bardzo si wyrnia. W progu zauwaya, e obie jej wsplokatorki nie pi.. - Patrz, Nefryt... Fala nadesza - powiedziaa agiew, wskazujc drug dziewczyn. Fala przewrcia oczami, syszc ten art. - Moe w kocu przestaniesz? To ju nie jest zabawne. Emerahl zamiaa si. Przesza bokiem obok ek do rzdu dugich, kobiecych tunik, wiszcych na hakach w cianie. Zdja now, zielon, uszyt z wynalezionego w ostatnim stuleciu materiau, ktry byszcza jak metal, ale w dotyku by cudownie mikki. - Panilo wrci? - spytaa Fala. - Tak. agiew wykrzywia si i pada na wznak na ko; jej jasne, zociste wosy rozsypay si na poduszce. - Syszaam, e jest miy, ale za wczenie przychodzi, jak na mj gust. Emerahl zrzucia paszcz kpielowy i wcigna tunik. - Nie jestem przyzwyczajona do spania przez cay dzie i pracy przez ca noc, wic mnie odpowiada. Fala podesza i zdja jej z tuniki jak nitk. - Zatrzymaj go jak najduej - poradzia. ~ Jest miy i bogaty.

- Postaram si. - Podesza do drzwi, ale zatrzymaa si jeszcze i obejrzaa. - Jak moje wosy? - spytaa. - Wspaniale - zapewnia agiew. - Biegnij ju, Nefryt, zanim jaka nowa dziewczyna wpadnie mu w oko. Emerahl umiechna si i ruszya szybko korytarzem. Kilka zakrtw, schody i jedne drzwi pniej znalaza si w obszernym, bogato zdobionym salonie. Wysokie sklepienie i gustowne dekoracje na cianach i kolumnach nadaway pokojowi pozr elegancji i szacownoci. wietlik w dachu ukazywa bkitne niebo, odbijajce si w sadzawce na dole. Obrazy na cianach przedstawiay mczyzn i kobiety zajtych wzajemnymi pieszczotami. Rzadko miaa czas, by si im przyjrze, ale podczas kadej wizyty zauwaaa nowe intrygujce sceny, wrd nich takie, jakie wydaway si cakiem nieprawdopodobne. Panilo zobaczy j ju w progu. Z umiechem poderwa si na nogi. - Emmeo... - Nefryt - poprawia, przykadajc mu palec do warg. - Niech bdzie Nefryt - ustpi. - Wolaem Emme. Zerkna na dwch innych mczyzn w salonie. Jeden siedzia rozparty na awie i wydawa si na kogo czeka. Drugiego otaczaa grupka flirtujcych fachowo dziewczt. Obaj spojrzeli na ni z zainteresowaniem. Ich nieskrywany podziw wzbudzi u Emerahl dreszcz zarwno satysfakcji, jak niepokoju. Moe powinnam by troch zaniedbana... Nie wolno mi za bardzo zwraca na siebie uwagi. - Nie daj si im oniemieli - wymrucza Panilo. - Galero, tego tam, nie sta na ciebie, a Yarro da tylko najlepszych w domu, a na szczcie dla mnie, nie osigna jeszcze tej pozycji. Umiechna si w podzice za ten komplement; zastanawiaa si, ile kae mu paci Rozea. - Chodmy std, ebym miaa ci tylko dla siebie... Pocigna go za drzwi, w stron pokojw. Li kazaa jej uywa jednego z luksusowych apartamentw, kiedy przyjmowaa Panilo, oraz

mniejszego, skromniejszego pokoju dla innych klientw. Co skaniao do zastanowienia, jak wysoko postawiony jest Panilo w toreskich krgach towarzyskich. - Kpiel? - spytaa. Kady z luksusowych pokojw mia du wann. Pokrci gow. - Potem. Wycign rk i przeczesa palcami jej wosy. Wpatrywa si w jej twarz. - Jeste taka pikna, Emmeo. Ciesz si, e Rozea sprowadzia ci tutaj, nawet jeli spotkanie z tob kosztuje mnie dwa razy wicej. Umiechna si i pocigna go na ko. - Ja te si ciesz. To o wiele wygodniejsze ni drewniana awka w plattenie. Tutaj mam wicej czasu... Zacza z demonstracyjn powolnoci rozsznurowywa tunik. Zamia si. - Ale nie za duo. - Wycign rk, by jej pomc. - Mam jeszcze jedno spotkanie. Jeszcze jedno spotkanie? Emerahl powcigna ciekawo, skupiajc si na pracy. Ale ta uwaga tlia si w pamici. Odkd zjawia si w zamtuzie, odwiedza j prawie co wieczr i za kadym razem wspomina o innych spotkaniach. Nabieraa coraz wikszej pewnoci, e w miecie co si dzieje - co, o czym wiedz tylko najwysi dostojnicy i ladacznice, ktre ich obsuguj. Bezustannie doskonalc umiejtnoci umysu, zarwno na klientach, jak i innych dziewcztach, odzyskaa zdolno wyczuwania emocji. Dominujcymi uczuciami, jakie wykrywaa w caym zamtuzie, byy niepokj i wyczekiwanie. Bya pewna, e Panilo wie, co si dzieje. I najwyszy czas, by jej powiedzia. Pniej, kiedy wypoczywa w kpieli, zastanowia si, jak najlepiej zdoby t informacj. Nie lubi sownych gierek. Wola szczero od podstpw. By moe wystarczy zapyta go wprost. - A co takiego rozgorczkowao cae miasto? - rzucia od niechcenia.

Spojrza na ni z wyranym zakopotaniem. Zacza przeprasza, ale uciszy j szybkim gestem. - Nie urazia mnie, pytajc, ale... - Westchn. - To nie jest przyjemny temat. Ten ostatni tydzie... Nagle wyda si bardzo zmczony. - Przepraszam - szepna Emerahl. - Zepsuam ci wieczr. Przypomniaam o sprawach, ktre ci martwi. Zaraz... Stana za nim i zacza masowa mu ramiona. - Nie zepsua mi wieczoru - zapewni. - To nastpi, kiedy opuszcz twoje towarzystwo. - Zamilk na chwil, po czym westchn. - Pewnie i tak w kocu si dowiesz. Obiecasz, e zatrzymasz wszystko dla siebie? - Oczywicie... Ale nie mw, jeli nie chcesz. - Ale chc. Musz komu powiedzie, a moja ona nie naley do kobiet, ktre suchaj. ona, tak? - W takim razie musz ci przed czym ostrzec. - Co takiego? - zapyta ostrym tonem. - Myl, e poowa dziewczt tutaj obiecaa dotrzyma tego samego sekretu. Rozemia si. - W to nie wtpi. - Zanuci cicho. - Przyjemne jest to, co robisz... Nastpia duga chwila ciszy. Potem wyczua, jak napinaj si minie jego ramion. - Biali poprosili, bymy przygotowali nasze wojska do wojny owiadczy. - Wojny? - Ogarno j poczone uczucie lku i nadziei. Wojna niosa ze sob zagroenie, ale i liczne okazje. By moe te okazj, by uciec z tego miasta. - Z kim? - Z pentadrianami. Milczaa. By zdumiony, gdy si okazao, e nie wie, kim s Biali. Czy powinna przyzna, e nie ma rwnie pojcia o pentadrianach?

- Zastanawiasz si, co to za jedni, prawda? - zapyta. - No c, nie mog ci dokadnie wytumaczy. Wiem tylko, e to kult panujcy na poudniowym kontynencie. Udao im si przekona Sennon do zawarcia sojuszu. - Planuj napa na Toren? - Planuj zaatakowa ca Pnocn Ithani. eby si pozby wszystkich cyrklian. Nienawidz ich. - Dlaczego? - Nie wiem. I chyba nikt nie wie. Mogabym prawdopodobnie wyliczy kilka przyczyn, pomylaa Emerahl. Cyrklianie wielu tak zwanym poganom dali powody do nienawici. Kto wie, co zrobili tym pentadrianom... - No wic wyglda na to, e za kilka tygodni wyrusz na wojn cign Panilo. - Z wasnym oddziaem pod komend. Ale co ja wiem o wojnie? Nic. To tyle, ile kady powinien wiedzie, pomylaa ze smutkiem. Biedny Panilo. Wydaje si, e mj najlepszy klient nie pojawi si przez duszy czas. Moe ju nigdy. - Pewnie bdziesz musia tylko przekazywa swoim ludziom rozkazy - pocieszya go. - To krl bdzie podejmowa wszystkie decyzje co do wojsk Toreczykw. Panilo przytakn. - A on bdzie wykonywa polecenia Biaych. Biali... Oczywicie. Wszyscy kapani i kapanki zostan wezwani do walki. Odwoaj strae przy bramach... Bd moga opuci to miasto. Jeszcze tylko kilka tygodni. Panilo wyprostowa si. - Jak moemy przegra, skoro mamy po swojej stronie bogw? Ci pentadrianie to przecie tylko poganie. - To prawda. - Umiechna si, przytulia do jego plecw i obja go za pier. - Kiedy wrcisz, wszystko mi opowiesz.

26
Odkd pokaza wszystkim swoj uprz, Tryss budzi si wczenie. Czasami wstawa po cichu i wymyka si na polowanie; kiedy indziej zostawa w ku, nasuchujc dwikw codziennych zaj rodzicw. Dzisiaj postanowi polee duej. Pno si pooy i teraz wci jeszcze by picy. Wrci myl do rozmowy z poprzedniego wieczoru. Sreil, syn Mwcy Sirri, mwi, e modzi ludzie z innych klanw nie mog si doczeka, by wyprbowa jego wynalazek, ale ich Mwcy nakazali zostawi Tryssa w spokoju. Chcieli mie pewno, e aden klan nie wyda si uprzywilejowany w stosunku do innych. Mwca Sirri zaproponowaa, by do pocztkowej grupy wybra po jednym przedstawicielu z kadego klanu. Tych bdzie uczy Tryss, a oni potem przeka te nauki innym. Tryss nie by pewien, czy to dobry pomys. Na pewno nie jest to najszybsza metoda, a moe si okaza, e take nie najskuteczniejsza. Jeli ktry z tych wybranych czego nie zrozumie, przekae bdy innym. Zreszt nic si nie wydarzy, dopki nie podpisz traktatu z Biaymi. Wczoraj odbyo si drugie Zgromadzenie Siyee i tym razem wszystkie klany si zgodziy. Jednak nastrj by raczej mroczny ni radosny. Co prawda wikszo Siyee cieszya si z tej decyzji, jednak niektrzy uwaali, e aby uchroni si przed osadnikami, zmuszeni s do wyboru midzy Biaymi i wrogami Biaych. Tak jakby to kapanka bya winna sytuacji w Si... Nie jest, uzna Tryss. Zarzuca Biaym to, e maj wroga, to jakby zarzuca Siyee, e najedcy kradn im ziemi. Wydawao si suszne, e Biali i Siyee mog sobie teraz pomaga. Jego uwag zwrciy ciche odgosy dobiegajce z ssiedniego pomieszczenia. Przez chwil nasuchiwa uwanie, by w kocu uzna, e to mama, ktra pewnie szykuje niadanie. Mgbym tam pj i jej pomc, stwierdzi. Chyba i tak ju nie

zasn. Zsun si z ka, umy i ubra. Wchodzc do gwnej komory, umiechn si do mamy, ktra spojrzaa na niego i take odpowiedziaa umiechem. Potem zaja si zawartoci duej kamiennej misy. - Pno wstae. Wzruszy ramionami. - To bya duga noc. - Widziaam, jak rozmawiae ze Sreilem - stwierdzia z aprobat. - Mdry z niego chopak. - Tak. Woda w naczyniu zacza parowa, potem zabulgotaa. Matka wrzucia do niej orzechowiec i suszone owoce. Woda przestaa wrze. Tryss przyglda si, jak matka wpatruje si w zup, a znowu zabulgotaa. Gdyby Siyee byli bardziej Obdarzeni, moe nie potrzebowaliby adnych uprzy, myla. Wikszo radzi sobie z takim podgrzewaniem kamienia, tak jak teraz jego matka, ale potrafi niewiele wicej. Z tego, co sysza, ziemiochodzcy te zwykle posiadaj tylko niewielkie Dary. - Nie widziaam ostatnio Zissa ani Trinna. - Ja te nie - przyzna. - Huan niech bd dziki. Zerkna na niego. - Nie powiniene pozwoli, by ten ich drobny figiel zniszczy wasz przyja. - To nie by drobny figiel - odpar. - A oni nigdy nie byli moimi przyjacimi. Uniosa brwi. - Lepiej uwaaj, jak ich teraz traktujesz. Stae si bardzo popularny, a oni bd ci to mieli za ze. Nie warto robi sobie wrogw z... - Halo! Kto si ju obudzi? Niegono wypowiedziane sowa dochodziy zza wejcia do altany. Tryss pozna gos Mwcy Sirri i porozumia si wzrokiem z matk. - Tak. Wejd, Mwco Sirri - zawoaa.

Klapa odsuna si i starsza kobieta wesza do rodka Skonia si z szacunkiem matce Tryssa i umiechna do chopca. - Dzi rano Mwcy maj si spotka, by by wiadkami podpisania sojuszu. Chciaabym, eby Tryss te w tym uczestniczy. Matka zmarszczya czoo. - Naprawd? Nie mam nic przeciwko temu. Ma jeszcze chwil, eby co zje? Sirri wzruszya ramionami. - Tak, jeli nie zajmie mu to zbyt duo czasu. - A ty? Kobieta zamrugaa zdziwiona. - Ja? - Moe zjesz troch pasty orzechowej? Jest wiea i mamy jej mnstwo. Sirri spojrzaa z ukosa na kamienn mis. - Jeli to nie kopot... Matka Tryssa z umiechem rozlaa do czterech misek gorc gst ciecz. Sirri usiada i wzia si do jedzenia. Z wyrazu ulgi na jej twarzy Tryss odgad, e nie miaa dzi czasu, by zje cokolwiek. Po chwili rozsuna si zasona w drzwiach do sypialni rodzicw i pojawi si ojciec. Wosy sterczay mu na wszystkie strony. Spojrza na Sirri ze zdziwieniem. - Mwco... - powiedzia. - Witaj, Tiss. - Czy to niadanie tak pachnie? - spyta, zwracajc si do ony. - Wanie ono. - Podaa mu misk. - Musicie by dumni z Tryssa - stwierdzia Sirri. Tryss poczu, e serce nabrzmiewa mu radoci, gdy rodzice pokiwali gowami. - Zawsze by bystrym dzieckiem - owiadczya mama. Wierzyam, e sobie w yciu poradzi, bdzie moe budowa altany albo wykuwa groty. Ale nigdy nie pomylaam, e pomoe doprowadzi do tak wielkich zmian wrd naszego ludu... - Nie moglimy trzyma si dawnego ycia - doda ojciec. - Mj dziadek zawsze powtarza, e przyjmowanie zmian i przy-

stosowywanie si do nich to najwiksza sia Siyee. - Twj dziadek by mdrym czowiekiem - stwierdzia Sirri. Matka Tryssa kiwna gow i zerkna na syna. - Boj si tylko tego, co kada matka: e te zmiany maj straszn cen. Sirri skrzywia si. - Dobrze znam te lki. Jeli pjdziemy na wojn u boku Biaych, a obawiam si, e pjdziemy, wtpi, czy zdoam zatrzyma tu Sreila. I nie powinnam. Czekaj nas trudne czasy. Rodzice Tryssa znowu przytaknli. Potem jedli w milczeniu. W kocu Sirri odstawia swoj misk i spojrzaa na chopca. - Zmiana na nikogo nie czeka, ale podpisywanie traktatu nie zacznie si bez gwnego Mwcy. Musimy i. Dzikuj za niadanie, Trilli. Naprawd jestem wdziczna. Matka Tryssa zebraa naczynia i odprowadzia Mwc i syna do wyjcia. Gdy Tryss wyszed za Sirri na wiato dnia, zauway ruch w ssiedniej altanie. Serce zabio mu mocno, kiedy w drzwiach stana Drilli. Zobaczya go i umiechna si, ale ten umiech znikn, gdy z altany wynurzy si jej ojciec. Rzuci Tryssowi grone spojrzenie i odszed, a za nim Drilli. Tryss westchn i odwrci si. Sirri przygldaa mu si z uwag. - Twoi ssiedzi spdzali duo czasu z przedstawicielami klanu Rozwidlonej Rzeki. Nie zastanawiaam si nad tym, dopki sobie nie przypomniaam, e rodzina z ich klanu osiedlia si wrd tych z Rozwidlonej Rzeki. Podejrzewam, e Zyll chce przekona crk, by wysza za kogo z tej drugiej rodziny. Bardzo mu zaley, eby klan Wowej Rzeki nie zosta wchonity przez inne. Tryss mia wraenie, e serce mu pka. Kiedy Sirri na niego spojrzaa, wzruszy tylko ramionami - ba si, e jeli co powie, gos zdradzi jego uczucia. - Oczywicie, nie moe jej zmusi, jeli daa ju obietnic innemu. - Sirri pokrcia gow. - Zawsze uwaaam, e to gupie prawo. Zmusza modych ludzi, by zbyt wczenie wybierali sobie

maonkw. Nie podoba mi si te, kiedy ojcowie wydaj crki za modych ludzi, ktrych prawie nie znaj. Skina na Tryssa. - Chodmy ju. Razem wzili rozbieg, skoczyli i rozoyli skrzyda. Sirri zapaa wiatr i wzbia si w gr, Tryss pody za ni. Jej sowa raz po raz rozbrzmieway mu w gowie, gdy lecieli w stron Przestrzeni. ...nie moe jej zmusi, jeli daa ju obietnic innemu... Czy wiedziaa, jak czsto si spotykali z Drilli, dopki nie wtrci si jej ojciec? Sirri wyranie si nie podobao to, co robi Zyll. Czyby sugerowaa, by on i Drilli wymienili obietnice maestwa? To moe by jedyny sposb, by znowu mg si z ni widywa. Ale maestwo... To taka dorosa sprawa. Musiaby si wyprowadzi z altany rodzicw, a klan zbudowaby im now, Zastanowi si, jak by to byo mieszka z Drilli. Umiechn si szeroko. Byoby mio. Wasna altana. Wsplnie spdzany czas. Prywatno. Czy bya dla niego odpowiedni dziewczyn? Przypomnia sobie inne, ktre zna. Te z wasnego klanu, z ktrymi dorasta, byy jak rodzina. Kilka zachowywao si przyjanie, ale to co zupenie innego ni z Drilli. Ona jest... wyjtkowa. Sirri wyldowaa i zaczekaa na niego. Opad na ziemi tu obok, po czym ruszy za ni jedn ze cieek prowadzcych do Altany Mwcw. Myli o Drilli ulotniy si szybko, gdy zrozumia, e za chwil bdzie uczestniczy w wydarzeniu, ktre zapewne stanie si czci historii Siyee. - Co... co mam tam robi? - zapyta. - Nic. Sied z tyu i si nie odzywaj, chyba e kto ci o co zapyta. Nagle zascho mu w ustach i niepokojco zamrowio w odku. Sirri podesza do wejcia i szarpna zason. Znikna wewntrz, a Tryss nerwowo przekn lin i pody za ni. W komorze toczyli si Siyee. Wszyscy spojrzeli na wchodzc Sirri, a teraz z zaciekawieniem przygldali si Tryssowi. Bya te

kapanka; w zamknitym pomieszczeniu wydawaa si wiksza ni kiedykolwiek. Popatrzya mu w oczy i umiechna si, a on poczu, e czerwienieje. Sirri podesza do wolnego miejsca. Gdy usiada, Tryss rozejrza si, ale nie zauway innych stokw. Siad wic na pododze, skd widzia Sirri midzy dwoma innymi Mwcami. - Zeszego wieczoru wszystkie klany raz jeszcze rozwayy propozycj sojuszu z Biaymi - powiedziaa Sirri. - Podjy decyzj i jednogonie zdecydoway tak samo. My, Siyee, zawrzemy sojusz z Biaymi. Staniemy si sprzymierzecami cyrklian. Dugo debatowalimy nad doborem sw tego wzajemnego zobowizania. Spojrzaa na kapank. Dzi rano Auraya z Biaych spisaa te sowa na pergaminie w jzykach Si i Hani. Te dwa zwoje zostay sprawdzone przez wszystkich. Biaa kapanka podniosa je. Tryss zauway, e drewniane waki, umocowane do pergaminu, rzebione s we wzory Siyee. - Pozostaje tylko, by kady z nas podpisa je w imieniu swojego klanu - zakoczya Sirri. Signa za siedzenie i podniosa pask desk. W zagbieniu umocowano nieduy pojemnik z czarn farb, w drugim lea pdzelek. Sirri uoya sobie desk na kolanach. Biaa kapanka trzymaa zwoje przed sob. Zamkna oczy. - Chaio, Huan, Lore, Yranno, Saru. Dzisiaj wasze yczenie, by widzie Pnocn Ithani zjednoczon w pokoju, znalazo si o krok bliej spenienia. Wiedzcie, e Siyee, ludzie stworzeni przez Huan, postanowili sprzymierzy si z Biaymi, ludmi, ktrych wybralicie, by reprezentowali was na tym wiecie. Czynimy to z radoci i wielkimi nadziejami na przyszo. Tryss poczu mrowienie. Nie mia czasu si nad tym zastanowi, gdy Auraya otworzya oczy i wrczya Sirri jeden ze zwojw. Mwca rozwina pergamin, wzia pdzelek i zanurzya go w farbie. Gdy czubek pdzla sun po pergaminie, w altanie zalega cakowita cisza. Dreszcz przebieg Tryssowi po plecach. Patrzy, jak Sirri maluje znak swojego imienia i znak klanu take na drugim

zwoju, po czym oddaje desk nastpnemu Mwcy. Uwiadomi sobie, e nie jest to aden rytua, uwicony setkami lat tradycji. Siyee nie mieli odpowiednich dla takiego wydarzenia ceremonii - nigdy wczeniej nie zawierali przymierza. To by nowy rytua, ktry narodzi si wanie dzisiaj. Milczenie trwao, gdy zwj przechodzi od Mwcy do Mwcy. Biaa kapanka przygldaa si temu cierpliwie. Tryss zauway, e niekiedy zaczynaa wpatrywa si w pustk, jak gdyby suchaa niedostpnego dla innych gosu. Raz umiechna si lekko, ale nie dostrzeg niczego, co wyjaniaoby to rozbawienie. Wreszcie oba zwoje wrciy do niej. Podpisaa je wolno, wyranie nieprzyzwyczajona do posugiwania si pdzelkiem. Kiedy skoczya, oddaa desk i jeden zwj Sirri. Mwca odoya podkadk, ale zatrzymaa zwj. - Dzisiaj nasze ludy poczyy rce i serca w przyjani i wzajemnej pomocy - oznajmia Sirri. - Niechaj wszyscy Siyee i nasi potomkowie wypeniaj to przymierze. - Dzi Biali zyskali sprzymierzeca, ktrego bd ceni po wsze czasy - odpara Auraya. - Zgodnie z umow, jak wanie zawarlimy, naszym pierwszym zadaniem bdzie skonienie toreskich osadnikw, by powrcili na ojczyst ziemi. To wymaga czasu, jeli ma by osignite bez rozlewu krwi, ale jestemy zdecydowani rozwiza t kwesti w cigu dwch lat. Na twarzach Mwcw pojawiy si tryumfalne umiechy. Oficjalny, sztywny nastrj min, gdy jeden z nich zapyta, jak mona to osign, nie pogarszajc perspektyw przyszego handlu z Torenem. Siyee zaczli rozmawia midzy sob, niektrzy wstali i podeszli do Sirri, by obejrze zwj. Tryss przyglda si temu w milczeniu, ale ju po chwili jeden z Mwcw go zauway. Starszy mczyzna zacz wypytywa o konstrukcj uprzy, inni si przyczyli i Tryss odkry, e zanim zdy odpowiedzie na jedno pytanie, ju pada nastpne. Poczu si troch przytoczony. - Mwcy, miejcie lito dla tego chopca - przerwa te pytania

gos Sirri. Przecisna si przez otaczajcy Tryssa krg mczyzn i kobiet. - Tak naprawd chcecie wiedzie, kiedy wasze klany dostan wasne uprze i kiedy zaczn si szkoli w ich stosowaniu. Spojrzaa na Tryssa. - Jak sdzisz? Popatrzy na Mwcw, odetchn gboko i zastanowi si... - Uprze trzeba najpierw zbudowa. Mog uczy dwch konstruktorw z kadego klanu, eby jeden mg poprawia drugiego, gdyby wystpiy jakie bdy. Zaczniemy nauk, jak tylko przybd. - Zgadzacie si? - Sirri obejrzaa si na Mwcw. Przytaknli. - Dobrze. - Poklepaa Tryssa po ramieniu. - Powiedz nam teraz, co maj ze sob przynie. Wymieniajc narzdzia i materiay, ktrych uywa do budowy uprzy, Tryss czu, jak ogarnia go zdumienie. Udao mu si. Przekona ich - dziki Sirri. Wysuchaa go, kiedy pierwszy raz chcia pokaza swoj konstrukcj. Dostrzega jej moliwoci. Daa mu szans. Spojrza na ni i poczu wdziczno... Okazywaa take sympati jemu i Drilli, a nawet podpowiedziaa sposb, by znowu mogli by razem. Wiele jej zawdzicza. Pewnego dnia moe zdoa jako si odpaci. Na razie najlepsze, na co byo go sta, to nauczanie innych Siyee, jak maj polowa i walczy. Przyszo mu do gowy, e nigdy dotd nie uy tej uprzy do walki. Tylko wasna wyobrania sugerowaa, e bdzie to skuteczna bro. To jeszcze nie koniec, myla. Wiele jeszcze musz si nauczy. Odkd dowiedziaa si, e jaki czas temu przeleciaa tu nad pentadriask czarownic, Auraya zacza w locie zwraca baczniejsz uwag na las w dole. Na szczcie nie zauwaya adnych czarno odzianych ziemiochodzcych - tylko obfito zwierzt i drzew. Czarownica ju dawno odesza - tak przynajmniej uwaali Siyee. Auraya uniosa gow i rozejrzaa si - ze wszystkich stron wyrastay pokryte niegiem iglice ska, a las wspina si na ich strome zbocza.

W dolinach i rozpadlinach w dole wiy si migotliwe wstki wody, pync w kierunku morza. Wspaniae, pomylaa. Czua si lekka, lejsza od powietrza. Nie by to aden szczeglny Dar, ale nastrj, ktry j ogarn, kiedy tu przyleciaa, a ktry swj szczyt osign dzi rano, po tym jak wykonaa zadanie zjednoczenia Siyee i Biaych. To zreszt nie wszystko. Tego ranka zbudzia si ze snu o Leiardzie - tak penego mioci i namitnoci, e chciaa by nigdy si nie koczy. Marzya, by wrci do Jarime, cho czasem zastanawiaa si, czy rzeczywisto nie rozczaruje jej po porwnaniu do tych wsplnych snw. Nie. Bdzie lepsza, powiedziaa sobie. Sirri zmienia nieco kierunek, wic Auraya take skorygowaa kurs. Przez ostatni godzin Mwca stopniowo zwikszaa wysoko i powietrze stao si lodowate. Auraya bezustannie cigaa do siebie magi, by si ogrza. Na Siyee chd zdawa si nie mie adnego wpywu. Leciay przez wiksz cz dnia i soce zbliao si ju do horyzontu. Spogldajc przed siebie, Auraya widziaa, e zmierzaj w stron szczytu nieco niszego od innych. Dostrzegaa wizj ich celu w umyle kobiety, i dziki temu wiedziaa, e kieruj si do tej wanie gry i e znajd na niej wityni. Auray zaintrygowaa wiadomo, e Siyee maj wasn wityni. Co prawda czcili Huan, ale nie byli prawdziwymi cyrklianami. Nie wypeniali - ani nawet nie wiedzieli o nich rytuaw i tradycji, ktre stworzyli ziemiochodzcy, by wyrazi swe oddanie piciorgu bogom. Chciaa odwiedzi t wityni, ale prawo Siyee zakazywao zbliania si tam, chyba e na zaproszenie bogini albo w towarzystwie Stranika - bya to najblisza kapaskiej funkcja, jak znali Siyee. Dzi rano Sirri przekazaa takie zaproszenie i od tej chwili Auraya czua nerwowy ucisk w odku. Czy to oznaczao, e w kocu si do niej odezw?

Jeli tak, to czemu zwyczajnie do mnie nie przemwi? Po co to zaproszenie, dostarczone przez innych? Auraya zastanawiaa si nad tym nie po raz pierwszy. Moe dlatego e chc, by Siyee to ujrzeli. Gdyby bogowie zwrcili si wprost do niej, Siyee nic by nie wiedzieli albo musieliby wierzy, e mwi prawd. Gdyby za bogowie pojawili si w obecnoci Siyee, odebraliby cz witoci temu miejscu, poniewa tu wanie przybywaj Siyee, gdy chc rozmawia z Huan. Kiedy zbliyy si do szczytu, Auraya zacza rozrnia szczegy. Najwysza cz iglicy miaa dziwny ksztat - cylindryczny, zaokrglony u gry. Dostrzega wewntrz konturu iskr nieba i zrozumiaa, e konstrukcja jest w rodku pusta. I nagle to, co widziaa w mylach Sirri, nabrao sensu: niewielki pawilon wityni by wykuty w skale. Zastanawiaa si, jak go zbudowano. Poniej kolistej podstawy ze wszystkich stron otaczay go niemal pionowe ciany. By moe, jeli udao si wykona pierwsze zagbienie, potem caa struktura moga by wykuta od rodka. Nikt oprcz Siyee nie mg dotrze do miejsca tak niedostpnego i tak wysoko pooonego. Nie zdawaa sobie sprawy, e ich kamieniarze s tak sprawni. Z bliska przekonaa si, e budowla jest prosta i pozbawiona dekoracji: pi kolumn wspierao kopu dachu. Proporcje byy perfekcyjne, a wypolerowane powierzchnie a lniy. Sirri machna skrzydami, by wzbi si troch wyej, a potem przechylia je tak, e wyldowaa gadko midzy dwiema kolumnami. Auraya przestaa udawa, e podlega siom wiatru i przycigania. Wyprostowaa si i znieruchomiaa w powietrzu, potem przesuwaa si do przodu, a stopami dotkna rodka podogi wityni. Dopiero wtedy uwiadomia sobie, e budowla ma proporcje waciwe dla ziemiochodzcych - nie musiaa si schyla, by nie uderzy o sklepienie. - To jest witynia - oznajmia cicho Sirri. - Zawsze tu bya. Nasze zapisy mwi, e staa tutaj na dugo przed stworzeniem

Siyee. - To nie Siyee j zbudowali? - Nie. - Sirri pokrcia gow. - Wic kto? - Nikt tego nie wie. Moe Huan. Auraya skina, cho nadal bya to dla niej zagadka. Bogowie mog oddziaywa na ten wiat jedynie za porednictwem ludzi, i to wycznie chtnych. Czyli w budow musia si zaangaowa przynajmniej jeden czowiek. By moe Huan daa kamieniarzowi zdolno lotu, by mg zbudowa t wityni. - To wite miejsce. Nawet ci z klanu witynnej Gry, ktrzy maj je pod opiek, rzadko tu przylatuj. - Sirri rzucia Aurai szybki umiech. - Nie chcemy bez potrzeby odrywa Huan od zaj. Auraya pogadzia doni powierzchni kolumny. Nie byo najmniejszych ladw zniszczenia czy staroci. - To zadziwiajce... - Mam jeszcze jedno pytanie, zanim odlec - rzeka Sirri. Mwcy chcieliby wiedzie, kiedy pragniesz wyruszy do Borra. - Kiedy? Nigdy. - Auraya westchna. - Ale musz, i to ju wkrtce. Chc si przekona, czy zdoam namwi Elai, by si do nas przyczyli. - W takim razie ycz szczcia. - Umiechna si Mwca. - Oni nie ufaj obcym. Auraya kiwna gow. - Mwilicie mi. A jednak handluj z wami. - My, stworzeni przez Huan, chcemy pozostawa w kontakcie. Klan Piasku handluje z Elai. Zanim wyruszysz, powinna si spotka z ich Mwc. Na pewno powie ci o ludzie morza wicej ni ja. - Tak uczyni. Sirri spowaniaa nagle. - A teraz, Aurayo z Biaych, musz ci opuci. - Podesza na krawd wityni i wycigna rk. - Widzisz t rzek? Auraya stana przy niej i spojrzaa w d. Wstka odbitego nieba wia si wskim jarem.

- Tak. - Kiedy skoczysz, pole tamtdy. Klan witynnej Gry yje w jaskiniach wzdu wwozu. Umiechna si jeszcze, potem wychylia si poza krawd i poszybowaa w d. : Aurayo. Wstrzymaa oddech. Gos odezwa si w jej umyle i by wyranie kobiecy. : Huan? : Tak. Powietrze pojaniao. Auraya cofna si, a serce zabio jej mocno, gdy przed ni uformowaa si wietlista posta. Osuna si na kolana, a potem pada przed bogini na twarz. : Wsta, Aurayo. Auraya wykonaa polecenie, drc caa z radoci i grozy rwnoczenie. Staa sama przed jedn z Piciorga. Cho nale do ich Wybranych, to przecie dla nich jestem cakiem zwykym czowiekiem... Huan umiechna si. : Nie jeste zwykym czowiekiem, Aurayo. Nie wybieramy zwykych ludzi. Wybieramy tych, ktrzy posiadaj nadzwyczajne talenty, a ty bez wtpienia okazaa, e masz ich wicej, ni pocztkowo sdzilimy. Huan mwia to z aprobat, cho Auraya wyczua w jej gosie nut ironii. Nie miaa czasu si zastanowi, o co chodzi, gdy bogini przemawiaa dalej: : Jestemy zadowoleni z waszych dotychczasowych sukcesw w jednoczeniu Pnocnej Ithanii. A ja ciesz si szczeglnie, widzc Siyee sprzymierzonych z Biaymi. Przekonasz si jednak, e z moich dwch ras z nimi atwiej si zaprzyjani. Twoja umiejtno latania nie zrobi wraenia na Elai. Bd dla ciebie wikszym wyzwaniem. : Jak mog na nich wpyn? : Sama musisz to odkry, Aurayo. Oni sami musz dokona wyboru, wic nie bdziemy si wtrca, ani udzielajc ci rad, ani

wydajc Elai polecenia. : Rozumiem. Wargi Huan rozcigny si w kpicym umiechu. : Wtpi. Jeste moda i wiele musisz si jeszcze nauczy. Zwaszcza w sprawach sercowych. Nie przeszkadza mi, e bawisz si tym tkaczem snw, Aurayo. To do innych Biaych naley decyzja, co jest lub nie jest do przyjcia dla ludzi. Jednake wysuchaj mojego ostrzeenia: taka mio niesie tylko cierpienie. Bd na nie gotowa. Twj lud potrzebuje twojej siy. Jeli si zachwiejesz, mog ucierpie. Auraya poczua na twarzy fal ciepa, kiedy po zaskoczeniu napyno zakopotanie. : Bd. Tylko tyle potrafia powiedzie. Huan kiwna gow. Jej posta zmienia si w kolumn wiata, potem przygasa, rozwiaa si i znika. Kimyala, najwyszy kapan wyznawcw Gareilema, wolno wkada swj wielowarstwowy octavestim, zgodnie z pradawnym rytuaem przodkw. Ukadajc i przewizujc kolejne elementy stroju, mrucza modlitwy do swego boga. Bardzo wane byo, by pamita kady etap rytuau i kady rytua dnia. Zapyta swojego mistrza, poprzedniego najwyszego kapana, czemu tak jest. Wielki Shamila odpowiedzia tylko, e wane jest, by pamita. Wtedy Kimyala nie zrozumia. Dzi podejrzewa, e nie chcia zrozumie, powodowany modzieczym zniecierpliwieniem dla powolnych, niekoczcych si rytuaw. Teraz pojmowa to lepiej. Wane jest, by pamita, gdy zbyt mao jest takich, ktrzy pamitaj. Niewielu jeszcze wierzyo. Cyrklianie uwaali, e Gareilem jest martwy, i gardzili jego wyznawcami. Pentadrianie te w to wierzyli i litowali si nad Kimyal. Tkacze snw zgadzali si z jednymi i drugimi, ale przynajmniej traktowali go z szacunkiem. Kimyala by pewien tylko jednego: bogowie nie mog umrze. To by jeden z odwiecznych sekretw wyznawcw Gareilema. Niech

inni sobie wtpi, ale on i jego lud znali prawd. Bogowie s istotami z magii i mdroci. Istniej, dopki istnieje magia, wic i Gareilem musi gdzie istnie, w jakiej formie. Moe pewnego dnia powrci. Jego milczenie moe nawet by prb ich wiary. Pozwala, by malaa liczba wyznawcw, a w kocu pozostan tylko ci najbardziej lojalni. Dokoczywszy rytuau ubierania, Kimyala wyszed z pokoju i wspi si na dach starej wityni. Gareilem by bogiem ska, piasku i ziemi. Jego witynie budowano zawsze wysoka na zboczach gr. Tutaj, w pobliu poudniowego wybrzea Sennonu, wyrastao tylko kilka wzgrz. wityni wzniesiona na skalnym wystpie pord morza wydm, ale brak rolinnoci wyszej od sonokrzewu sprawia, e nic nie zasaniao widoku na ca okolic. Stajc na dachu, Kimyala rozejrza si dookoa. Zwrci uwag na soce, wiszce tu nad horyzontem. Rytualna inkantacja na koniec dnia zabrzmiaa mu w pamici, ale czas jeszcze nie by odpowiedni. Po zachodniej stronie niewiele byo do ogldania - tylko grzbiety kilku jeszcze wzniesie na brzegu. Zatoka Smutku rozcigaa si przed nim, szarobkitna. Troch dalej wzdu brzegu Przesmyk Grya siga a do poudniowego kontynentu. U jego podstawy leaa ciemna smuga, bdca miastem Diamyane. Miasto leao dostatecznie blisko, by mg rozrni kreski drg i grupy niskich domw midzy nimi. Przy dobrej pogodzie by w stanie dostrzec mieszkacw, nawet nie korzystajc z lunety. Dzisiejszy lekki, ale uparty wiatr poderwa do kurzu, by zamaza detale miasta. Nie byo tam nic ciekawego. Oprcz... kiedy przyjrza si uwaniej, zauway co niezwykego. - Jedire! - wykrzykn. - Przynie moj lunet! Szybko! Usysza kroki akolity, ktry studiowa wiedz w pokoju na dole. Kimyala spojrza na soce i uzna, e ma jeszcze kilka minut, zanim dotknie linii horyzontu. Ju wkrtce zganie wiato i wszystko zniknie w ciemnoci. Odgos sandaw na kamiennych schodach zapowiedzia pojawienie si Jedire. Chopak dotar na dach i wrczy Kimyali

lunet. Najwyszy kapan unis rur do oka. Odszuka miasto, a potem znalaz Przesmyk. Ciemna smuga, ktr zauway, teraz nabraa ksztatw. W stron Sennonu maszeroway kolumny ludzi; niektrzy nieli chorgwie. W samym rodku kadej czarnej pachty widniaa biaa, picioramienna gwiazda. - Pentadrianie - stwierdzi niechtnie, oddajc akolicie lunet. Chopiec unis j do oka. - Co oni robi? - Nie wiem. Moe to pielgrzymka. - Nios bro - owiadczy ciszonym gosem chopiec. - Id na wojn. Kimyala wyrwa mu lunet i odwrci si w stron miasta. Przyoy j do oka, znowu odszuka pentadrian i dokadnie przyjrza si maszerujcym. Rzeczywicie, niektrzy mieli pancerze. Midzy nimi toczyy si ciko wyadowane wozy. Kiedy patrzy, czoo czarnej kolumny signo miasta. Zakl pod nosem. Przez tych pentadrian straci ju dwch uczniw. Nieatwo byo ich utrzyma, kiedy tamci stale krcili si w pobliu, afiszujc si swoimi bogactwami i mocami. A gdyby nawet to nie wystarczao, eby skusi modych chopcw, pozostaway jeszcze plotki o ich rytuaach podnoci. Podobno urzdzali orgie, podczas ktrych wszyscy uczestnicy nosili maski, a czasami doczali te do nich bogowie. - To jest wojsko, prawda? - spyta Jedire. - Jak to moliwe, e zajli Sennon? Kimyala pokrci gow. - Nie wiem. Nikt nie prbuje ich zatrzyma. - Jeli nie przyszli, eby na nas napa, to kogo chc najecha? Odwrci si i spojrza na chopca, ktremu oczy a byszczay z podniecenia. - Niech ci nie wpadnie do gowy adna gupia myl o doczeniu do Ewarli i Gilare - ostrzeg go Kimyala. - Chopcy gin w bitwach. Gin straszn mierci, cierpic okropny bl. A teraz odnie t lunet

na d, ale szybko. Musz odprawi rytua. Kiedy Jedire odbieg, Kimyala przyjrza si socu. Ognisty dysk mia wanie dotkn horyzontu. Pora ju przesta si przejmowa zowrbn obecnoci armii w dole i rozpocz rytua.

27
Okno byo otwarte i Danjin w mylach przekl sucych. Jak mogli do tego dopuci? Figiel mg si wydosta - i tkwi teraz przycinity do zewntrznego muru, w ogle nie zdajc sobie sprawy z groby upadku. Powinien wezwa sub i nakaza komu zaatwi t spraw, ale odkry, e nie moe si powstrzyma i idzie w stron otworu. Owiao go zimne powietrze. Przesun si na krawd... Poczu, jak palce u ng zginaj si na brzegu parapetu, chodzone wiatrem. Jestem na krawdzi, pomyla... i zmarszczy brwi. Dlaczego nie nosz butw? Spojrza poza swoje stopy, na ziemi daleko, bardzo daleko w dole... I wszystko zawirowao. Nagle znalaz si u podstawy Biaej Wiey, patrzc w gr. Powinien czu si lepiej, skoro sta na dobrym, solidnym gruncie, ale to jedynie bardziej go przerazio. Wiea wznosia si nad nim, pochylaa... Za pno zauway pknicia. Zobaczy, jak si rozpada, jak spadaj ku niemu gruzy... Nie mg si ruszy. Odamki runy na niego deszczem, zasypay go, przygnioty. Stara si opanowa groz. Le spokojnie, powtarza sobie... - Danjin. Poczu przypyw nadziei. Usysza kogo, a to znaczy, e moe ley tak blisko powierzchni, by zdyli go odkopa... Gardo mia suche i tak pene kurzu, e nie potrafi wyda gosu. Cierpliwoci. Nie da si std wydosta szybko. Ale przecie nie moe zwleka. Musi jako ostronie wykorzysta pozostae jeszcze siy... - Danjin! Obud si! Do cisna go za rami. Ratunek! - Danjin! Ockn si gwatownie i rozejrza po pokoju; ciasno owin

wok siebie koc - ale stopy mia goe. Z gry patrzya aa niego ona. - Co? Silava wyprostowaa si i opara rce na biodrach. - Na ulicy jest wojsko. Wojsko? Wyplta si z pocieli i podszed za ni do okna. Od tej strony dom przylega do jednej z gwnych ulic miasta. Wyjrza i zdumiony patrzy na kolumny maszerujcych onierzy. Budzili dziwne emocje. Hanijscy onierze zawsze byli widoczni w caym miecie, od gadkich drg przy rezydencjach bogatych rodzin po ndzne uliczki dzielnic biedoty. Nigdy jednak nie widzia a tylu naraz. Rwny tupot sandaw brzmia tak pewnie i zorganizowanie... - Nie trac czasu - mrukn do siebie. - Na co? - Wczoraj wieczorem na spotkaniu Juran poinformowa, e pentadriaska armia wkroczya do Sennonu. Pentadrianie twierdz, e ich celem jest uwolnienie wiata od cyrklian - wyjani. - Sporo czasu mino, odkd Hania musiaa si zmierzy z militarnym zagroeniem. Wielu arystokratw wyraao wtpliwoci, czy nasza armia sobie poradzi. To powinno ich przekona. Przyjrzaa si onierzom. - A dokd oni id? Zastanowi si. - Pewnie do wityni, eby otrzyma bogosawiestwo bogw. - Wszyscy naraz? - Wraz z kapanami urzdz takie widowisko, e modzi ludzie bd si ustawia w kolejkach, eby wstpi do wojska i wzi udzia w wielkiej przygodzie. Podobnie jak wojska innych krain, chocia tamte nie maj wyboru. Wi ich traktaty z Biaymi. Przygldaa mu si w zadumie. - To znaczy, e wolno ci o tym mwi? - Tak. Od wczorajszego wieczora to wiedza powszechna. - Nic nie mwie, kiedy przyszede do domu. - Bo spaa. - Wieci tak wane warte s obudzenia.

- Czowiek waha si przed przerywaniem komu snu, kiedy samemu tak mu go brakuje. Rzucia mu mordercze spojrzenie. Rozoy rce. - Czy sprawioby to jak rnic, gdyby si o tym dowiedziaa pi godzin wczeniej? Zmarszczya nos. - Tak. Prawdopodobnie w ogle bym nie spaa. - Westchna. Domylam si zatem, e bdziesz towarzyszy Aurai w tej wielkiej przygodzie? Raz jeszcze popatrzy na maszerujcych w dole onierzy. - Prawdopodobnie tak, chocia nie jestem ekspertem od wojskowoci ani onierzem. Pewnie w efekcie bd wykonywa te same zadania co teraz, o czym wczoraj wieczorem mj ojciec nie omieszka mi wielokrotnie przypomnie. Zamiaa si. - To do niego podobne. Powiedziae mu, e wiesz, i wszyscy oni szpieguj dla Biaych? - Nie. Zmieniem zdanie. By nieznonie pewny siebie. Auraya i ja uznalimy, e bdzie zabawniej, jeli pozwolimy mu wierzy, e nic nie wiem. Silava uniosa brwi. - Wrcia? Pokrci gow i postuka palcem w skro. - Chciaa zobaczy reakcje arystokracji i ambasadorw. S bardziej otwarci, kiedy w towarzystwie nie ma nikogo z Biaych. Znieruchomiaa. - Czy teraz te jest w twojej gowie? - Nie. - Uj jej do, wspominajc inne okazje, kiedy zirytowaa j wzmianka o Aurai patrzcej przez jego oczy. - To nie tak. Ona nie przejmuje mojego umysu. Nadal jestem sob. Moe tylko sysze, co ja sysz, i widzie, co ja widz. Silava cofna rk. - Rozumiem. A przynajmniej tak mi si wydaje. Ale nic nie poradz, e mi si to nie podoba. Skd mam wiedzie, czy na mnie

patrzy, czy nie? Zamia si. - Jest dyskretna. - Brzmi to tak, jakby bya twoj kochank. - Jeste zazdrosna? Odesza, unikajc jego wzroku. - Nie pochlebiaj sobie. Ruszy za ni, szeroko umiechnity. - Chyba jeste. Moja ona jest zazdrosna o Auray z Biaych. - Ja... ona spdza z tob wicej czasu ni ja. Przytakn. - To prawda. Otrzymuje ode mnie suche informacje o obyczajach, polityce i prawach. Wiem, e tak bardzo je lubisz. Tego ci brakuje? Mam ci opowiedzie o prawach ustanowionych przez krla Genrii przed pidziesiciu laty? Albo licznych tradycjach i rytuaach podawania teho w wyszych sferach Sennonu? - Masz w sobie tego wicej ni czegokolwiek innego - odparowaa. Chwyci j za rk i odwrci do siebie. - To moe by prawd, ale wszystko inne, co mona mie, oddaj tobie. Moj przyja, mj szacunek, moje dzieci, nawet moje ciao... Cho pewnie nie widzisz nic wartociowego w tej smtnej, zaniedbanej formie. Lekko zacisna wargi, ale z tego, jak pogbiy si zmarszczki wok jej oczu, pozna, e jest zadowolona i rozbawiona jego sowami. - Na pewno masz nadziej, e sprbuj ci przekona, e jest inaczej. Byabym gupia, gdybym ci o to nie podejrzewaa. Umiechn si. - A czy mogaby dla mnie przynajmniej udawa gupi? Wyrwaa mu si i podesza do drzwi. - Nie mam na to czasu, a mj m z pewnoci musi si spieszy, by zgromadzi wicej suchych informacji do przekazania swojej kochance. Westchn ciko. - Jak mog mierzy si ze wiatem, wierzc w takie rzeczy na

swj temat? Ju w drzwiach obejrzaa si z umiechem. - Na pewno sobie poradzisz. Gdyby Auraya nie wiedziaa, e Siyee jest wielokrotnie wicej, ni w tej chwili zebrao si w Przestrzeni, mogaby pomyle, e na jej poegnanie przybya caa rasa. Najwiksza grupa staa pod wystpem, skd na obu Zgromadzeniach przemawiali Mwcy. Inni obsiedli gazie ogromnych drzew po obu stronach. Pozostali szybowali w grze, rzucajc na ziemi rozpraszajce uwag, ruchliwe cienie. Kiedy wysza spomidzy drzew, wszystkie twarze zwrciy si ku niej i zabrzmiay ostre gwizdy. W ten sposb wyraali entuzjazm... Umiechaa si do nich - nie moga przesta, choby nawet chciaa. - Twoi ludzie s tacy przyjani - zwrcia si do Sirri. Chciaabym tu zosta troch duej. Mwca parskna miechem. - Bd ostrona, Aurayo. Cho chcielibymy mie ci dla siebie, wiemy, jak jeste wana dla Pnocnej Ithanii i dla naszej wasnej przyszoci. Jeli za bardzo ci si u nas podoba, bdziemy chyba musieli przesta by tacy mili. - Wiele by trzeba, ebym zmienia opini o tobie i twoim ludzie zapewnia Auraya. Sirri przystana i przyjrzaa jej si w zamyleniu. - Polubia nas, prawda? - Nigdy jeszcze nie byam taka szczliwa jak tutaj. - Jeste jedyn ziemiochodzc, przy ktrej cay czas zapominam, e jest ziemiochodzc. - Sirri zmarszczya brwi. - Czy to ma sens? Auraya zamiaa si gono. - Owszem, ma. Ja te stale zapominam, e jestem ziemiochodzc. Dotary do pierwszego w szeregu Mwcw, stojcych na brzegu wystpu. Auraya z kadym zamienia kilka sw - dzikujc za

gocinno, jeli odwiedzia jego klan, albo obiecujc odwiedziny w przyszoci, jeli tego nie uczynia. Mwca Tyrli, stojcy na kocu szeregu, by przywdc klanu Piasku. Ten powany starszy mczyzna oraz kilku czonkw jego klanu, ktrzy przybyli do Przestrzeni na Zgromadzenie, mieli odprowadzi j na wybrzee. - Nie mog si ju doczeka naszej wsplnej podry i zobaczenia twojego domu, Mwco Tyrli - powiedziaa. Skin gow. - To zaszczyt mc udzieli pomocy Wybranej Bogw. Wyczua, e jest troch oniemielony. Zrobia jeszcze par krokw i zatrzymaa si obok Mwcy Sirri, ktra zwrcia si do tumu patrzcych. - Ludu gr. Klany Siyee. My, Mwcy, wezwalimy was tutaj, by poegna gocia na naszej ziemi. Jak wszyscy wiecie, nie jest to zwyczajny go. To Auraya, jedna z Wybranych, nasz sprzymierzeniec. - Spojrzaa na kapank. - Le wysoko, le szybko, le dobrze, Aurayo z Biaych. Tum powtrzy te sowa. Auraya umiechna si i wystpia naprzd. - Mieszkacy Si, dzikuj wam za wasz gocinno. Kada spdzona wrd was chwila bya radoci. Zasmuca mnie, e musz std odej, i zaraz po odlocie bd niecierpliwie czeka powrotu. ycz wam tego, co najlepsze. Niech bogowie was strzeg. Oburcz wykonaa znak krgu. Sporo dzieci w tumie powtrzyo ten gest. Powietrze wibrowao od entuzjastycznych gwizdw. Podszed Tyrli. - Pora rusza - wymrucza. Pochyli si, rozoy skrzyda i zeskoczy ze skay. Wiatr wznis go wyej. Auraya uniosa si w powietrze i ruszya za nim. Wtedy spord drzew wylecieli Siyee i przyczyli si do niej; niektrzy cigle gwizdali. miaa si gono, gdy ta modociana eskorta zataczaa krgi dookoa. Kiedy oddalili si od Przestrzeni, niektrzy zaczli oglda si za siebie. Stopniowo ich liczba malaa - zawracali kolejno, a niektrzy

egnali j jeszcze ostatnim gwizdniciem. W kocu zosta tylko Tyrli i jego ludzie. Czas zdawa si zwalnia. Podczas lotu Siyee zwykle zachowywali milczenie. Jeli ju si porozumiewali, zwroty najczciej uywane - kierunki czy polecenia - od dawna zastpowali gwizdami. Rozmowa w powietrzu wymagaa lotu blisko siebie, by dao si rozrnia sowa. Siyee nie czuli si dobrze, lecc w zbyt cisym szyku. Uwaali, e jest im ciasno. Dlatego Auraya zdziwia si, kiedy Tyrli zwolni i zbliy si do niej, by porozmawia. - Chciaa dowiedzie si wicej o Elai - zacz. Kiwna gow. - Rzdzi nimi krl - powiedzia. - Jeden przywdca zamiast wielu. - Maj klany? - Nie. Kiedy mieli. Jeden na kad wysp. Teraz mao kto mieszka poza gwn wysp. - Dlaczego? - Od wielu lat atakowali ich ziemiochodzcy. Niebezpiecznie jest y na zewntrznych wyspach. - Spojrza na ni z ponur min. - Z tego powodu Elai nie lubi ziemiochodzcych. Auraya zmarszczya czoo. - Dlaczego ziemiochodzcy ich napadali? - eby rabowa. Skrzywia si. - Piraci... - Tak. Elai s w sytuacji o wiele gorszej ni Siyee. Bardzo wielu zabili ci ziemiochodzcy. yje wiele tysicy Siyee, ale ledwie kilka tysicy Elai. - Wszyscy mieszkaj w tym miecie? Widziae je? Wydawa si zasmucony. - Nikt prcz Elai go nie widzia. Tylko oni mog tam dotrze. Ley w wielkiej grocie, do ktrej trzeba pyn przez podwodne tunele. Podobno jest bardzo pikne. - Podwodne miasto... Tam nie musz si obawia piratw. Ale jak ma rozmawia z Elai, jeli yj pod wod? Czy bogowie

zamierzali zesa jej Dar oddychania wod? - Nie podwodne - odpar Tyrli. Miaa niemal wraenie, e si umiechn. - Oni co prawda yj w wodzie, ale oddychaj powietrzem. Tylko e ten oddech mog wstrzymywa na bardzo dugo. Patrzya na niego zdumiona. - Czyli legendy kami... Pokrywaj ich uski? Maj rybie ogony zamiast ng? Zamia si. - Nie i nie. Wychwycia obraz z jego myli: prawie nagi, bezwosy czowiek o ciemnej, lnicej skrze i szerokiej klatce piersiowej. - Huan daa im grub skr, eby mogli zostawa w wodzie przez wiele godzin, i wielkie puca, eby mogli dugo wytrzyma bez oddychania. Daa im te petwy... ale nie takie jak u ryb. Ich petwy tak s podobne do rybich jak nasze skrzyda do ptasich. Zrozumiesz, kiedy ich zobaczysz. Kiwna gow. - Czy jaki ziemiochodzcy kiedy si z nimi zaprzyjani? Zastanowi si. - Jeden. Dawno temu. Nas take odwiedza. Syszaem, e zna tajemn drog do Si, cho teraz nawet Siyee nie wiedz, ktrdy ona prowadzi. Wielu ludzi go lubio. By wybitnym uzdrowicielem. Potrafi wyleczy skrzyda, ktre byy nieodwracalnie uszkodzone. - Musia by potnym czarownikiem. Jak si nazywa? Milcza przez chwil, marszczc brwi, wreszcie kiwn gow. - Mia na imi Mirar. Wytrzeszczya na niego oczy. - Mirar? Twrca tkaczy snw? Przytakn. - Tkacz snw... Tak, zgadza si. Auraya odwrcia wzrok, ale ledwie zauwaaa teren pod sob. Mylaa o tym odkryciu. Czy to naprawd takie dziwne, e dawno temu wdrowa po tych grach Mirar? Potem sobie przypomniaa: Leiard mwi, e ma wspomnienia o Siyee. Czy to wspomnienia Mirara? A jeli tak, czy ma rwnie wspomnienia o Elai?

Przygryza warg. Moe dzi wieczorem, kiedy poczy si z ni we nie, zapyta go o lud morza. Wydawao si wprawdzie, e Elai potrzebuj pomocy Biaych nawet bardziej ni Siyee, ale podejrzewaa, e ich niech do ziemiochodzcych moe utrudni negocjacje. Moe Leiard bdzie wiedzia, jak zdoby ich zaufanie. Potrzebowaa wszelkich dostpnych informacji. Z umiechem zwrcia si znowu do Tyrli. - No wic jak dugo twj klan handluje z Elai? Drilli westchna ciko i wysza za rodzicami z altany. Szli na kolejne spotkanie rozbitego klanu Wowej Rzeki. Rodziny mieszkajce z innymi klanami wykorzystyway Zgromadzenia jako okazj, by spotka si w jednym miejscu i omwi plany na przyszo. Drilli obejrzaa si na altan rodziny Tryssa, cho wiedziaa, e nie ma go w domu. Na pewno szkoli innych Siyee w uywaniu uprzy. Nawet jego kuzyni nie krcili si w pobliu. Ojciec zauway, co j zainteresowao, i z dezaprobat zmarszczy brwi. Odwrcia wzrok, cho miaa ochot rzuci mu wyzywajce spojrzenie. Posusznie ruszya za nim len ciek. Jak on moe mi to robi? Przez dugie miesice prowadzili swoist gr. Z pocztku bya to taka artobliwa zabawa - pyta j, co sdzi o jakim modym czowieku, ona udzielaa jakiej uprzejmej, wymijajcej odpowiedzi, ojciec kiwa gow i zostawia ten temat. W kocu poznaa Tryssa. Nie by silniejszy ani lepiej urodzony ni inni kandydaci, ktrych proponowa ojciec, ale by interesujcy. W towarzystwie wikszoci modych ludzi ze swojego klanu zwyczajnie umieraa z nudw. Zreszt w towarzystwie starszych rwnie. Z wyjtkiem dziadka... ale dziadek zgin w czasie inwazji na ich domy. I tak jak dziadek, Tryss by pomysowy. Myla o rnych rzeczach - ale naprawd myla. Nie udawa, nie przechwala si, by zwrci jej uwag. Po prostu patrzy na ni tymi powanymi, spokojnymi oczami...

Ojciec straci cierpliwo, kiedy si dowiedzia, e tak duo czasu spdza z Tryssem. Nie potrafi poda adnego powodu swojej niechci do syna ssiadw - prcz tego, e nie pochodzi z klanu Wowej Rzeki. Dla Zylla uchronienie klanu od wchonicia przez inne byo waniejsze ni cokolwiek innego, nawet - jak si przekonaa szczcie wasnej crki. Zakaza jej rozmw z Tryssem. A te klanowe spotkania wykorzystywa, by szuka dla niej ma. Nic nie moga na to poradzi. Prawo Siyee mwio, e rodzice mog zaaranowa pierwsze maestwo dziecka. Wczesne zwizki byy niegdy bardzo wane, gdy zwikszay szanse na narodziny zdrowych dzieci. Zawsze mog da rozwodu, pomylaa. Musimy zosta razem tylko dwa lata... Ale te dwa lata wydaway si wiecznoci. W tym czasie Tryss moe sobie znale inn. A ja mog mie dzieci. Skrzywia si. Przecie nawet nie wiem, czy Tryss chce si oeni. Kopot z tymi spokojnymi typami polega na tym, e nie wiadomo, czego waciwie chc. Bez wtpienia bardzo j lubi i czu do niej pocig - tego bya pewna. Bysk wiata zwrci jej uwag - z przodu zobaczya kilka lamp ustawionych wok polanki. Wprawdzie wieczr dopiero si zblia, ale drzewa tutaj rosy tak blisko siebie, e do ziemi docierao niewiele dziennego wiata. Jedna lampa staa porodku, a wok usiado kilkoro kobiet i mczyzn. Rozpoznaa Stylla, Mwc jej klanu. Obok siedzia najnowszy wybrany przez ojca konkurent, Sveel. Chopak umiechn si do niej, a ona poczua wyrzuty sumienia. Najwyraniej entuzjastycznie podchodzi do planowanego maestwa. Zauwaya siedzc obok Stylla kobiet i troch si zdziwia. Midzy czonkami jej klanu zasiedli Mwca Sirri i jej syn Sreil. Szalecza myl przysza Drilli do gowy - moe Sirri te szuka ony dla syna? Moe Sreil i Sveel bd musieli o ni walczy? Stumia miech, wyobraajc to sobie. Masz pecha, Sreil. Ojciec nie zgodzi

si na nikogo urodzonego poza klanem Wowej Rzeki - nawet syna przywdczyni wszystkich Siyee. Jej rodzina zasiada w krgu, a ojcu udao si skierowa j do miejsca obok Sveela. Zmuszaa si, by z nim rozmawia - dlaczego miaaby by niegrzeczna? Jeli ju musi za niego wyj, to lepiej y z nim w zgodzie. Zreszt nie by niesympatyczny, tylko nieciekawy i niezbyt byskotliwy. - Czemu zawdziczamy twoj obecno, Mwco Sirri? - zapyta jej ojciec. - Syszaem, e nie zgadzasz si z naszymi tradycjami maeskimi. - Nie to, e si nie zgadzam, Zyll - odpara z umiechem Sirri. Uwaam po prostu za gupie, by Siyee tak modo wchodzili w zwizki. W wieku czternastu lat nie s jeszcze w peni rozwinitymi osobnikami. - I dlatego najlepiej, eby to rodzice wybierali im partnerw. Pokrcia gow. - Gdyby mia racj... Wrd zwizkw zaaranowanych przez rodzicw widziaam ju tyle samo zych, co dobrych. By moe rodzice starannie dokonuj wyborw, ale nie zmienia to faktu, e ich synowie czy crki nie stali si jeszcze osobami, jakimi bd. Czy mog wybra im odpowiedniego partnera, jeli nie wiedz jeszcze, jaki charakter bdzie mia ich potomek? Zyll spojrza niechtnie. - Tu nie chodzi tylko o charakter. Chodzi te o wizy krwi i zwizki klanowe. Uniosa brwi. - Ju ponad sto lat temu Huan zwolnia nas z praw zakazujcych krzyowania. - Ale nie chcemy cofa si do stanu, gdy poowa naszych dzieci rodzia si... - Teraz to ju nam prawie nie zagraa - przerwaa mu Sirri. Jej oczy stay si nagle lodowate. Drilli przypomniaa sobie, e pierwsze dziecko Mwcy urodzio si bez skrzyde, byo sabe i zmaro w niemowlctwie. - Jest nas dostatecznie wielu, by takie rzeczy

zdarzay si rzadko. - Nie mwi o kontaktach midzyklanowych - wyjani Zyll. Mwi o zwizkach w ramach klanu. Mj klan jest rozproszony. Zniknie za kilka lat, jeli nie bdziemy ostroni. Twarz Sirri zmienia si delikatnie, staa si jednoczenie bardziej zamylona i groniejsza. - Nie musisz si ju o to martwi. Biali oddadz wam wasze ziemie, a dziki modemu Tryssowi macie ju skuteczne rodki ich obrony. Zyll zesztywnia na wzmiank o Tryssie. - Jeli nawet, to i tak musimy wzmocni wizy midzy naszymi rodzinami. Inaczej po powrocie odkryjemy, e jestemy sobie cakiem obcy. Uniosa brwi, ale po chwili z szacunkiem kiwna gow. - Jeli musicie posuwa si do takich metod, by doda sobie pewnoci, to wida istnieje taka konieczno. Bdzie mi brakowao waszej rodziny tutaj, w Przestrzeni. - Spojrzaa na Sveela. - Szkolisz si z wojownikami, prawda? Jak ci idzie? Sveel wyprostowa si. - Jest ciko, ale codziennie wicz. - Dobrze. Przyda ci si to, eby broni waszej ziemi, kiedy wrcicie. I wanie o tym chciaam z wami wszystkimi porozmawia. - Urwaa i spojrzaa na syna. - Sreil, przyniose ten koszyk? Chopiec zamruga, a potem szeroko otworzy oczy. - Oj, zapomniaem. Przepraszam. Westchna ciko, krcc gow. - No to id po niego. Przynie te troch wody. - A niby jak mam nie to wszystko naraz? - Zabierz Drilli. Dziewczyna zamrugaa zdziwiona, a potem spojrzaa pytajco na ojca. Kiwn przyzwalajco gow, chocia nie wyglda na zachwyconego. Wstaa wic i ruszya za Sreilem. Syn Sirri narzuci szybkie tempo i po chwili gosy rozmw ucichy. Obejrza si wtedy i zwolni, by moga go dogoni.

- Czyli wychodzisz za m - powiedzia. Wzruszya ramionami. - Na to wyglda. - Ale jako nie zdradzasz entuzjazmu. - Nie? - rzucia ironicznie. - Nie. Nie lubisz Sveela, co? - Jest w porzdku. - Ale to nie za niego chciaaby wyj? Zmarszczya czoo. - Czemu pytasz? Umiechn si. - Na trei - trei byo do oczywiste, kto zyska twoje wzgldy, Drilli. Wic dlaczego nie wyjdziesz za Tryssa? Jest teraz sawniejszy ni zaoyciele. al cisn jej serce. - Bo nie mam wyboru. - Oczywicie, e masz. Westchna. - Mam? Od tygodni nie rozmawiaam z Tryssem. On te nawet nie prbowa. Skd niby mam wiedzie, czy w ogle chce si ze mn oeni? - Mgbym go o to zapyta. Serce jej zamaro. - Zrobiby to? - Oczywicie. Zachichota z zadowoleniem, a j natychmiast ogarny podejrzenia. - A co ci z tego przyjdzie, Sreil? Czemu nam pomagasz? Spojrza na ni, nadal rozbawiony. - Dlatego e... - Przygryz warg i zastanowi si. - Nie powinienem mwi. Zmierzya go gronym wzrokiem. - No wiesz... - Skrzywi si. - Twj ojciec jest takim klanowym snobem. Nie tylko dlatego e nie dopuszcza nawet myli o oddaniu ci komu, kogo wynalazek moe ocali jego lud i zwrci ziemi... cho to ju naprawd przesada. Chodzi o inne rzeczy, ktre mwi i robi, odkd tu przyby. - Jego twarz, dotd gniewna, przybraa przepraszajcy wyraz. - Wybacz. Kiwna gow. To, co mwi, byo prawd, cho czua si nieco

uraona, e w taki sposb postrzegana jest jej rodzina. Przecie po wszystkim, co przeyli... - Mama uwaa, e prawdopodobnie miaa swj udzia w sukcesie Tryssa - doda. - Moe ci jeszcze potrzebowa, wic gupio byoby mu ciebie odbiera. Zamrugaa zdziwiona i ju miaa zaprzeczy, kiedy przypomniaa sobie, e to ona pokazaa mu, jak si uywa dmuchawek. To on wpad na pomys, eby wbudowa dmuchawk w uprz, ale gdyby nie ona... - Spytaj go - powiedziaa. - Ale nie mw dlaczego. Wolaabym, eby nie eni si ze mn tylko po to, by uratowa mnie przed wyjciem za kogo innego. Musi po prostu chcie zosta moim mem. Sreil wyszczerzy zby. - Dam ci zna, jak si czego dowiem.

28
Millo Baker by czowiekiem spokojnym. Leiard rozumia, e ojciec Jayima bardziej docenia bycie zadowolonym ni szczliwym. Millo moe nie by swym yciem przesadnie uradowany, ale te nie by w nim nieszczliwy. Przy porannym posiku rzadko kiedy przycza si do ony, syna i gocia. Dzi jednak atak zwykej zimowej infekcji zmusi go do odpoczynku. Zaskoczy Leiarda tym, e by nadzwyczajnie rozmowny, powtarzajc im wszystkie wieci, ktre sysza - czy to oficjalne informacje, czy tylko domysy. Zdarzao si jednak, e lek, ktry Leiard mu zaaplikowa, wywoywa u ludzi taki efekt. - Bye w wityni? - zapyta tkacza snw. - Nie, odkd odleciaa Auraya. Millo pokrci gow. - Nigdy jeszcze nie widziaem tylu onierzy. Musi tam by caa armia. Kolejki mczyzn i kobiet, ktrzy chc wstpi do wojska, sigaj a poza bram i cign si jeszcze dwie przecznice dalej wzdu drogi. Tanara zmarszczya czoo i spojrzaa na Jayima. - Cae szczcie, e nie bior tkaczy snw. Twarz chopaka nie zdradzaa adnych emocji, ale Leiard wyczu u niego mieszanin ulgi, poczucia winy i irytacji. - A ty wiesz co o tych pentadrianach, Leiardzie? - zapyta Millo. Tkacz wzruszy ramionami. - Niewiele. Tylko tyle, ile powiedzieli mi inni tkacze snw. S modym kultem, maj najwyej kilkaset lat. Oddaj cze piciu bogom, jak cyrklianie. - Prawdziwym bogom czy martwym? - zainteresowa si Millo. - Nie wiem. Ich imiona s dla mnie obce. - A jak si nazywaj? - Sheyr, Ranah, Alor, Sraal i Hrun. - Moe to dawni, martwi bogowie, ktrzy na poudniowym kontynencie nosz inne imiona - zasugerowa Jayim.

- Moliwe - zgodzi si Leiard, zadowolony, e ucze o tym pomyla. Chopak rozpromieni si. - A moe to ci sami bogowie, w ktrych wierz cyrklianie, tylko inaczej nazywani? - To by nie miao sensu - zauwaya Tanara. - Posyaliby swoich wasnych wyznawcw do walki z innymi wyznawcami. Leiard popatrzy na ni zamylony i pokrci gow. - Nie, nie widz w tym dla nich adnej korzyci. Zmarszczya brwi. - Mylisz, e zrobiliby co takiego, gdyby mogli na tym skorzysta? - Moliwe. - Ale to by byo niewyobraalnie okrutne. - Bogowie nie s tacy szlachetni ani sprawiedliwi, jak ka nam wierzy cyrklianie. - Leiard usysza wasny gos. - My, tkacze snw, pamitamy, co robili w przeszoci, zanim zaczo si to przedstawienie z trosk o miertelnych. Wiemy, do czego s zdolni. Tanara patrzya na niego ze zgroz. Mirarze, pomyla surowo Leiard, mwiem ci, eby tego nie robi. Owszem, mwie. Ale jak moesz mnie powstrzyma? odpowiedzia mu tamten gos. Leiard zignorowa to pytanie. Co chcesz osign, straszc j w ten sposb? Teraz kolejna osoba zna prawd. A jak to jej pomoe? Mirar nie odpowiedzia. Tanara odwrcia wzrok. - W takim razie miejmy nadziej, e zechc kontynuowa to przedstawienie - wymruczaa. Jayim obserwowa Leiarda spod zmruonych powiek. - A co te twoje wspomnienia mwi o pentadrianach? - Nie mam takich wspomnie. Mwiem ju: wszystkiego, co wiem, dowiedziaem si od tkaczy snw w Somreyu. - Przez poczenie snw? - Tak. Jayim zmarszczy czoo. Otworzy usta, by co powiedzie, ale westchn tylko i pokrci gow.

- Co o nich myl? - zapyta po chwili. - Tkacze snw nie maj si czego obawia ze strony pentadrian. Poudniowy kult traktuje nas ze wspczuciem, nie z lkiem czy niechci. Co dowodzi - doda - e ich bogowie nie s tymi samymi, co cyrkliascy. Chopiec przytakn powoli i z namysem. - Czy przyczymy si do wojny? - Tkacze snw nie walcz - przypomnia mu Leiard. - Wiem, ale czy ruszymy jako uzdrowiciele? - Zapewne. Tanara szeroko otworzya oczy. Spojrzaa na syna i zagryza wargi. Millo zmarszczy czoo. - Bdziemy cakiem bezpieczni - uspokoi ich Leiard. - Pentadrianie rozumiej, e opiekujemy si wszystkimi, niezalenie od rasy i religii. Nasze Dary bd nas chroni od nieszczliwych wypadkw i nieporozumie. - Zerkn na Jayima. - Dla Jayima bdzie to dobra okazja, eby doskonali sztu... Przerwao mu pukanie. Spojrzeli po sobie, potem Millo wsta i ruszy do drzwi. Leiard wychyli swj kubek i odszed od stou. Jayim ju wczeniej skoczy je - jak wikszo chopcw w tym wieku by bezustannie godny. Wsta take i ruszy za Leiardem do schodw prowadzcych na dach. - Zaczekajcie obaj! - zawoa Millo. Odsun si od drzwi. Do rodka wesza kobieta, a Leiard zamruga zdumiony, widzc strj tkacza snw i znajom twarz. - Starsza tkaczy snw Arleej - powiedzia, dotykajc serca, ust i czoa. Umiechna si i odpowiedziaa tym samym gestem. - Doradco tkaczu snw Leiardzie... - Dobrze znw ci zobaczy. Co u ciebie sycha? - Jestem troch zmczona. Dopiero przyjechaam. - Na pewno chtnie co zjesz i napijesz si czego gorcego wtrcia Tanara. - Usid.

Usadowia Arleej przy stole i wybiega. Leiard zaj miejsce obok Starszej i skin na Jayima, stojcego niepewnie przy schodach, by do nich doczy. Millo poczapa do swojego pokoju. - Co ci sprowadza do Jarime? - spyta Leiard. Arleej umiechna si krzywo. - Nie syszae? Bdzie wojna. Wydaje si, e ty i Auraya w ostatniej chwili przekonalicie nas do przymierza. Leiard umiechn si. W jej gosie nie byo pretensji, tylko ironia. - Nic dziwnego, e jeste zmczona. Czy pyna statkiem z setkami onierzy, czy moe somreyascy tkacze snw zdobyli cay dla siebie? Pokrcia gow. - Podrujemy maymi grupkami na statkach kupieckich, przybywajcych przed somreyask armi i po niej. Wspomnienia masakr tkaczy snw na kontynencie wci s ywe. W taki sposb mniej zwracamy na siebie uwag. - Nie sdz, by cokolwiek wam grozio, gdybycie przybyli wszyscy naraz z somreyaskim wojskiem. - Chyba masz racj. Widok onierzy innego kraju, ktrzy doceniaj tkaczy snw, mgby skoni Hanijczykw do podobnego postpowania. Jednak dawne przyzwyczajenia i lki trudno jest pokona, zwaszcza nam. - Arleej przygldaa mu si uwanie, wrcz niepokojco. - A jak u ciebie, Leiardzie? Czy czenie z Jayimem pomogo ci zapanowa nad wspomnieniami cza? Leiard wyczu zaskoczenie ucznia. - Czyni pewne postpy z moimi... - Nie czy si ze mn - przerwa mu Jayim. - Uczy mnie wszystkiego oprcz czenia umysw i czenia snw. Arleej spogldaa to na jednego, to na drugiego. Zatroskana marszczya brwi. - I jeszcze przez cay czas co do siebie mamrocze - doda z napiciem chopiec. - Czasami jakby w ogle nie wiedzia, e stoj obok. Albo mwi dziwne rzeczy jakim obcym gosem.

- Leiardzie... - Gos Arleej by spokojny, ale brzmia w nim tumiony lk. - Czy wiesz...? Jeste...? - Pokrcia gow. - Wiem, e rozumiesz, jakie jest ryzyko. Czy ten twj sekret jest tak wany, e powicisz dla niego wasn tosamo... wasny rozum? Zadra. Mj rozum... Moe ju go straciem. Sysz gosy... a przynajmniej jeden. Mylisz, e tracisz rozum? wtrci Mirar. ycie w twoim umyle kadego moe doprowadzi do obdu. Jeli ci si nie podoba, to moesz sobie i. - Leiard? Unis wzrok. Arleej przygldaa mu si niespokojnie. Westchn i potrzsn gow. - Nie mog si czy z Jayimem. - Zwrci si do swego ucznia. - Przykro mi. Powiniene sobie poszuka innego nauczyciela. Kto z Somreyan z pewnoci... - Nie! - wykrzykn Jayim. - Jeli to, co mwi Ar... Starsza tkaczy snw Arleej, jest prawd, bez mojej pomocy zwariujesz. Przerwa i nabra tchu. - Jakikolwiek sekret ukrywasz, zachowam go. Nikomu nie powiem. - Nie rozumiesz - odpar agodnie Leiard. - Jeli zdradz ci ten sekret, ju nigdy nie bdziesz mg si poczy z adnym tkaczem snw. Nie chc tak ogranicza twojej przyszoci. - Jeli to niezbdne, by ci ocali, zrobi to. Leiard patrzy na niego zaskoczony. Kiedy to, przez ostatnie miesice, chopak sta si taki lojalny? Arleej gwatownie wypucia powietrze. - Sama nie wiem, Jayim. Zapaciby bardzo wysok cen. - Jej twarz wyraaa udrk. - Jak... jak dugo Jayim musiaby dochowa tego sekretu? Na zawsze... Leiard potrzsn gow. To niesprawiedliwe, ale nie mg ju odwrci przeszoci. Wiesz przecie, e ten romans nie moe trwa dugo, szepn Mirar. W kocu i tak zostanie odkryty, wic moesz powiedzie o nim Jayimowi.

A dlaczego chcesz, eby si skoczy? Wydawao mi si, e cakiem ci si podobaj te poczenia snw. Jest pionkiem bogw. Bawi mnie ironia sytuacji. Moe nastpnym razem sam si z ni troch zabawi. Leiarda ogarny mdoci. Czy Mirar mgby si wtrci do poczenia snu? Mog ci pokaza par rzeczy, o ktrych mylae, e ich nie znasz. Nie omielisz si. Gdyby Auraya wiedziaa, e masz tak wadz... To co by zrobia? Zabia mnie? Ale wtedy zabiaby i ciebie. Myl, e nie byoby to dla niej takie trudne, gdyby si dowiedziaa, e w bardzo nieodpowiednim momencie jej kochanek moe si zmieni w znienawidzonego Mirara. Leiard westchn. Wic co powinienem zrobi? Wyjed z Jarime. Zamieszkaj gdzie daleko, gdzie Auraya ci nie znajdzie. Ucz Jayima czenia umysw. Jeli Arleej ma racj, to bdzie oznaczao koniec twojego istnienia. Nie chc ju istnie. To jest Era Piciorga. Mj czas to przeszo, kiedy yo mnstwo bogw, a niemiertelni wdrowali po wiecie - okres, ktry teraz nazywaj Er Wielu. A moe te daleka przyszo, ale tego nie wiem. Leiarda zdumiao to wyznanie. Jeli ten cie Mirara nie chcia duej istnie, to dlaczego tak si przejmowa bezpieczestwem swego gospodarza? Drugi gos nie odpowiedzia. No dobrze, pomyla. Ale najpierw przycz si do tkaczy snw idcych na wojn. Spodziewa si protestu Mirara, gdy podanie za wojskiem oznaczao przebywanie w pobliu Biaych - i Aurai - ale gos milcza. Leiard odetchn z ulg i spojrza na Arleej. - Mog to zrobi, tylko jeli razem z Jayimem opucimy Jarime owiadczy. - Przycz si do udzielania pomocy rannym w tej

wojnie. Potem znikniemy na jaki czas. Z innymi tkaczami snw spotkamy si w przyszoci, kiedy to znowu bdzie bezpieczne. Zwrci si do Jayima. - Nigdy nie bdziesz mg si znale w obecnoci nikogo z Biaych. Potrafi czyta myli o wiele dokadniej ni jakikolwiek czarownik. Jayim zmarszczy brwi. - Jeli mog czyta w moich mylach, to mog i w twoich. I czy nie odkryj w nich twojego sekretu? - Nie. - Ale przecie jeste doradc. - Ju niedugo. Zrezygnuj, kiedy tylko bd gotw do wyjazdu. - Dlaczego nie teraz? - Mogliby chcie si ze mn spotka, eby pozna przyczyny. Gdy odbior moj wiadomo, chc by ju daleko std. Jayim szeroko otworzy oczy. - To musi by wana tajemnica... Arleej umiechna si pospnie. - Tak. Mam nadziej, e warta jest tych kopotw. - Jakich kopotw? Obejrzeli si wszyscy. W drzwiach staa Tanara, trzymajca tac z jedzeniem. Gdy Arleej tumaczya jej, o co chodzi, Leiarda ogarny wyrzuty sumienia. Zamierza zabra Jayima daleko od rodziny; by moe chopak nigdy ju nie wrci. A potem nowa myl przysza mu do gowy i jkn zrozpaczony. - O co chodzi? - zdziwia si Arleej. Spojrza na ni przepraszajco. - Biali mog dowiedzie si od ciebie i Bakerw, e wyjechaem, poniewa miaem jak tajemnic, ktr chciaem przed nimi ukry. Skrzywia si. - To byby dostateczny powd, eby wysa ludzi, ktrzy was odszukaj i sprowadz z powrotem. - Wzruszya ramionami. - Ja i tak nie mam zamiaru si do nich zblia. - Spojrzaa na Tanar. Wtpi, czy Biali zechc szuka ciebie i twojego ma. Za bardzo s zajci przygotowaniami do wojny. Ale na wszelki wypadek, czy

moglibycie przez kilka tygodni przebywa gdzie indziej? Jeli potrzebujecie pienidzy na mieszkanie, moemy ich dostarczy. - Millo ma brata mieszkajcego na pnocy - owiadczya Tanara. - Ju od duszego czasu go nie odwiedzalimy. - No to odwiedcie. Myl, e ja sama bez trudu mog si trzyma z dala od Biaych, jeli tylko bd mieli doradc tkacza snw, eby si z nim konsultowa. - Zwrcia si do Leiarda. Zastanowie si ju, kto moe obj t funkcj? Pokrci gow. - To powinna by twoja decyzja. Albo Aurai. Zacisna wargi, a potem zmruya oczy. - Poniewa Auraya jest nieobecna, a inni Biali zajci przygotowaniami wojennymi, sprawa pewnie bdzie odoona do jej powrotu. Chyba e zaproponuj jakich kandydatw. Hmm... To wymaga pewnego namysu. - Przez chwil postukiwaa palcem o blat stou. - Moi ludzie wyrusz przed wojskiem. Zawsze bdziemy wicej ni dzie drogi od cyrklian. Biali nie bd wiedzieli, e jeste przy mnie, a nawet gdyby to odkryli, bd zbyt zajci, eby ci szuka. Wolaabym by pod rk, dopki nie rozwiesz tej sprawy. Moe przyda ci si moja pomoc. Leiard skoni gow. - Dzikuj. Mam nadziej, e nie bd jej potrzebowa. Wschodni horyzont rozjania si coraz bardziej, rzucajc na morze saby, zimny blask. Auraya sza pla w towarzystwie Tyrli i analizowaa pierwsze wraenia z siedziby klanu Piasku. Przyzwyczaia si kojarzy Siyee z wysokimi grami i lasami. Kiedy wczoraj wrd bezdrzewnych wydm nad brzegiem zobaczya ich altany, musiaa na nowo wszystko przemyle. Wygodnie yli rwnie tutaj, na granicy Si, co tylko podkrelao, jak wiele utracili, gdy torescy osadnicy wyparli ich z yznych dolin. - Masz wszystko, czego potrzebujesz? - upewni si Mwca. - Wszystko z wyjtkiem czasu - odpara. I rad Leiarda, dodaa w mylach. Od wielu dni nie czya si z nim snem - dziki czemu atwiej jej byo wsta dzisiaj przed witem.

Wczoraj i przedwczoraj take budzia si wczenie, martwic si o powody jego milczenia. - Gdyby miaa wicej czasu, przedstawibym ci Elai, ktrzy z nami handluj, ale spotkamy si z nimi dopiero za miesic. - Chtnie bym zaczekaa, choby po to eby lepiej pozna twj klan - wyznaa szczerze. Tylko przelotnie widziaa, jak ludzie tu yj, i pragna dowiedzie si wicej. - Ale Juran naciska, eby jak najszybciej zacz rozmowy z Elai. - Bd inne okazje - odpar. - Dopilnuj tego. - Zwrcia si ku niemu. - Wrc do Przestrzeni za jakie dziesi dni. Skoni gow. - Bdziemy gotowi. Umiechna si w odpowiedzi na jego ponur stanowczo. Wysa kurierw do Przestrzeni z wiadomociami o pentadriaskiej inwazji i prob Jurana o pomoc w nadchodzcej bitwie. Westchna i spojrzaa ponad wod. - Powinna tam by koo poudnia - zapewni j. - Jak znajd drog? Wskaza na gry. - Widzisz ten podwjny szczyt? - Tak. - Le, oddalajc si od niego, majc go w jednej linii z t pla. Po prawej stronie zobaczysz wybrzee. Podaj wzdu niego a do koca pwyspu. Potem skr wprost na poudnie. Wok Borry jest wiele maych wysepek. Jeli bdziesz leciaa ponad godzin i adnej nie zobaczysz, to omina Elai i powinna znowu skierowa si na pnoc. - Dzikuj ci, Tyrli. Skoni si. - Powodzenia, Aurayo z Biaych. Le wysoko, le szybko, le dobrze. - Niech bogowie wskazuj wam drog i ochraniaj. Zwrciwszy si twarz w stron morza, Auraya cigna ku sobie magi i wystrzelia prosto w gr. Plaa oddalia si od niej, a Tyrli sta si malek kropk na wielkim sierpie piasku, przez wschodzce soce zabarwionym na zoto. Zerkna w ty i zapamitaa pozycj

podwjnego szczytu. Odwrcia si plecami i pomkna w przeciwnym kierunku. Przez ostatnie kilka miesicy przyzwyczaia si do naladowania lotu Siyee. Teraz, kiedy zostaa sama, nie musiaa udawa, e jej moliwoci ogranicza sia fizyczna albo przyciganie ziemi. Zacza eksperymentowa. Siyee mogli lata tak szybko, jak pozwalay im wiatr i wytrzymao. Nie miaa pojcia, do jakiej prdkoci sama jest zdolna, wic przyspieszya. Wiatr ju teraz sprawia kopoty i odgada, e bdzie czynnikiem ograniczajcym. W czasie lotu uderza j po twarzy, wysusza oczy i chodzi cae ciao. Moga uy magii, by si ogrza, ale kiedy zwikszya szybko, strumienie powietrza natychmiast poryway ciepo. Co ciekawe, zauwaya rwnie, e trudno jej oddycha. Stworzya przed sob magiczn tarcz, lecz ta wyhamowaa j gwatownie, jak wioso wsunite do wody. Tarcza dziaa jak wioso ze wzgldu na swj ksztat, domylia si. Ale ona przecie nie potrzebuje wiosa, tylko... grotu strzay. Jak w natchnieniu zmienia ksztat tarczy w ostry stoek. Teraz atwo przebijaa si przez powietrze i odchylaa wiatr na boki, wic znowu moga oddycha. Poruszaa si szybciej ni kiedykolwiek wczeniej, na ldzie czy w powietrzu, ale wiedziaa o tym tylko dziki prdom pyncym wok niej. Morze leao zbyt daleko, by da poczucie prdkoci, nie widziaa adnych Siyee, ani nawet jedcw na reynach, do ktrych mogaby si porwna. Na horyzoncie pojawi si cie - ten brzeg, o ktrym mwi Tyrli. Jeli skrci nad ld, bdzie miaa lepsze wyobraenie, jak prdko leci. Niecierpliwie wpatrywaa si w coraz bliszy brzeg. Pojawiy si skalne ciany - klify. Kiedy wreszcie do nich dotara, skrcia w lewo i podya wzdu tego skalnego, pionowego szlaku. Czua ekscytacj. Skalna ciana pdzia obok. Wiatr wiszcza. Leciaa szybciej, ni sdzia. Trudno byo dokadnie oceni, jak szybko. Szybciej, ni gdyby spadaa? Pewnie prdzej leciaaby w linii prostej, ale odruchowo trzymaa si zakrtw urwiska. To bya czysta euforia. Nurkowaa w zatoki i

przelizgiwaa si pod wystpami. Przed ni pojawia si skalna brama. Przeleciaa przez ni i zacza zatacza ptle wok kilku skalnych iglic, ktre przetrway powoln erozj powierzchni klifu. Przed sob widziaa jedn ogromn skaln wie, wyrastajc niczym nieulky stranik tu za kolejnym wystpem. Podleciaa i okrya j. Kiedy znowu spojrzaa na brzeg, ogarno j gwatowne rozczarowanie. Od tego miejsca klify skrcay ostro na pnocny wschd, a ten kamienny stranik wyznacza kraniec pwyspu. Jej flirt z lini brzegow dobiega koca. Kilka razy okrya ska, powoli nabierajc wysokoci, a dotara do szczytu i wyldowaa na paskiej kamiennej powierzchni. Cichy szum wiatru w pkniciach i szczelinach skalnych wydawa si dziwnie spokojny po ryku powietrza podczas jej lotu. Przyjrzaa si brzegowi, a potem odwrcia w kierunku morza. Borra leaa zbyt daleko, by dao si j zobaczy z pwyspu. Jak dotd, miaa cakiem dobry czas. Jeli poleci dalej rwnie szybko, moe tam dotrze w cigu kolejnej godziny. Przycigna wicej magii i wystartowaa do ostatniego etapu swej podry. Pierwsz z wysepek dostrzega po kilku minutach. Po niej pojawiy si podobne, a w oddali wiksze. Zanim do nich dotara, na horyzoncie wyrosy cakiem spore. W przeciwiestwie do tych najmniejszych, wygldajcych jak wierzchoki piaskowych wydm, na ktre fale nanosiy rolinno, te wiksze przypominay wierzchoki na wp zatopionych gr. Pierwsza, nad ktr przeleciaa, bya raczej par gr poczonych skalnym grzbietem. Po lewej stronie widziaa niszy pojedynczy szczyt, po prawej wyrasta z morza wysoki skalny pksiyc. Te fragmenty ldu i malutkie wysepki midzy nimi tworzyy gigantyczny piercie wielkoci grskiego acucha Si. Tyrli poradzi jej szuka Elai na plaach najwikszej wyspy. To pewnie ta w ksztacie pksiyca, uznaa i ruszya w jej stron, zniajc si powoli. Kiedy ju moga rozrni rosnce przy

brzegach krzewy, zacza si rozglda za ludmi morza. Zauwaya ich w chwil pniej. Ciemnoskrzy mczyni i kobiety stali na wszystkich plaach i rozkadali na piasku pasy lnicych wodorostw; dostrzega te ludzkie sylwetki pywajce pod wod wok ciemnych plam rolinnoci i wycinajce wicej wodorostw. Wikszo pracowaa nieprzerwanie, cho w kadej grupie jeden Elai wydawa si zajmowa tylko kierowaniem innymi. Kilku wspio si wyej i stali nieruchomo, obserwujc morze. Miaa wraenie, e jeden z nich patrzy wprost na ni, i wyczua jego zaskoczenie. Nie zamacha rkami i nie prbowa powiadomi innych o jej obecnoci - w jego mylach wyczytaa, e nie wierzy w to, co widzi. Zabrzmia ryk gniewu, a patrzcy podskoczy i obejrza si na pla w dole. Kierujcy grup Elai pogrozi mu pici. Obserwator wycign rk w jej stron, a nadzorca unis gow i natychmiast cofn si o krok ze zdumieniem. Pora si przedstawi, pomylaa kwano Auraya. Nadzorca wci wytrzeszcza na ni oczy, a inni Elai przerwali prac i zaczli si rozglda za tym, co go tak zdumiao. Zniaa si powoli, wyczuwajc u nich strach i podziw. Opadaa kilka krokw przed nimi, ale oni si cofnli. I kiedy dotkna stopami gruntu, wszyscy rzucili si na piasek. Zamrugaa zdziwiona, po czym zajrzaa do ich umysw. Szybko odkrya powody takiej reakcji: brali j za Huan. - Ludu Borra - odezwaa si powoli, wybierajc z umysw sowa ich jzyka. - Nie musicie korzy si przede mn. Nie jestem bogini Huan, ale jedn z jej sug. Gowy si uniosy. Elai wymienili spojrzenia i wolno powstali. Teraz widziaa ich wyranie: byli tylko troch nisi od ziemiochodzcych i cakowicie bezwosi. Skr mieli gadk, lnic i ciemnoniebiesk, podobn do skry oceanerw, jakie widziaa wok statkw podczas powrotu z Somreyu. Ich klatki piersiowe byy wielkie, donie i stopy szerokie, paskie, z membran midzy

palcami. Zauwaya, e ich oczy maj row obwdk. Dopiero gdy si przyjrzaa, jak mrugaj, odkrya, e to take membrana opadajca na oczy jak drugi zestaw powiek. Wszyscy wpatryway si w ni, a ona przejrzaa pobienie ich myli. Kilku szybko doszo do wniosku, e skoro nie jest bogini i oczywicie nie jest Siyee, to jest ziemiochodzc i nie mona jej ufa. Ci Elai patrzyli na ni z nieskrywan podejrzliwoci i jakby sugesti nienawici. Reszta wci bya oszoomiona, a ich myli do niemrawe. Naleeli do najniszej warstwy spoeczestwa Elai, uznaa. Byli powolni albo pechowi. Wykonywali prace fizyczne, poniewa nie potrafili waciwie nic wicej. Zerkna na nadzorc. Nie by mdrzejszy od reszty, ale dziki wrodzonej brutalnoci zyska wysze stanowisko. Wyprostowa si, kiedy spojrzaa mu w oczy. - Kim jeste? - zapyta. - Jestem Auraya z Biaych - odpara. - Jedna z Wybranych Bogw. Przybyam tu w imieniu bogw, by spotka si z wadc Elai, krlem Aisem. Kierujcy zmruy oczy. - Po co? W mylach robotnikw Elai trudno byo znale waciwe sowa, gdy pene byy tych kojarzonych z ziemiochodzcymi - zabijanie, gwat, rabunek. Okrelenia pokoju, negocjacji czy sojuszu nie przychodziy im do gw. Zmienia wic podejcie. Nadzorca nie oczekiwa, e bdzie mu si tumaczy. - To przeznaczone jest tylko dla krlewskich uszu. Skin gow. - Czy polesz kogo do krla, eby o mnie zawiadomi? - spytaa. Zmarszczy czoo. - Po co? - Nie wkrocz do miasta bez jego zgody - odpara. Zastanowi si chwil i rozejrza. Wskaza czowieka, ktry pierwszy j zauway obserwatora. Ten sta przygarbiony, a jego skra stracia poysk. Odczytaa u niego zmczenie i zrozumiaa, e jest odwodniony, bo

za dugo ju stoi na piasku. Ucieszy si otrzymanym rozkazem, ktry oznacza, e bdzie mg wreszcie popywa. - Id powiedz Ree - poleci mu nadzorca. - On wyle kogo do paacu. Kiedy obserwator z pluskiem wskoczy do wody, tamten znw przemwi do Aurai. - To potrwa - owiadczy. - Paac nie zwraca uwagi na zbieraczy. Teraz mamy prac do wykonania. Czekaj tutaj, jeli chcesz. Kiwna gow. Kierujcy zakoczy rozmow i podniesionym gosem ponagli robotnikw. Auraya przygldaa mu si przez chwil, ale kiedy wychwycia kilka niechtnych myli o tym, e si gapi, oddalia si. Staraa si wyglda, jakby zajo j co innego. Soce wspio si do zenitu, a potem zaczo opada. Elai nie robili przerw na odpoczynek, cho od czasu do czasu przerywali prac, by zmoczy skr. Z ich umysw dowiedziaa si wicej o tutejszych obyczajach. Ich miasto byo zatoczone i wikszo mieszkaa w malekich pokoikach. ycie tak blisko siebie nauczyo ich szacunku dla prywatnoci innych. Istniay silne tabu, obejmujce dotykanie si albo patrzenie sobie w oczy, a opierajce si na sztywnej hierarchii spoecznej. Bardzo, naprawd bardzo si rnili od Siyee. Mimo barier klasowych, wszyscy mieli silne poczucie obowizku wobec pozostaych Elai. Ci mczyni i kobiety chtnie wychodzili z miasta, by zbiera wodorosty, dawali si popdza takim ludziom jak nadzorca i naraali na ataki piratw, aby pomc wykarmi swych rodakw. U wielu z nich wyczytaa trosk o robotnika, ktry zachorowa i ktremu przynosili jedzenie. Nawet ci bogaci i potni pracowali dla bezpieczestwa miasta. Jeli krl wiedzia, e jego poddani goduj, rozdziela wrd nich ywno. Cztery razy w roku wydawa przyjcie, na ktre zaproszeni byli wszyscy Elai. Peni te dyury w stranicy ponad miastem, wspinajc si po dugich schodach, by wypatrywa piratw. Schody? Nad miastem? Auraya umiechna si. A zatem istnieje

droga wejcia inna od podwodnej... Bya to ciekawa informacja, cho nie zamierzaa jej wykorzystywa. Gdyby to zrobia, pewnie nigdy nie zdobyaby zaufania Elai. Myli robotnikw zdradziy jej, jak bardzo ataki piratw wpyny na ycie morskiego ludu. Nic dziwnego, e nienawidzili ziemiochodzcych. Jako przedstawicielka bogw moe liczy na audiencj u krla, ale nic wicej. Bdzie musiaa wykaza, e jest godna zaufania. Westchna. A na to nie mam czasu... - Kobieto ziemiochodzcych... Drgna, syszc chrapliwy gos. Obejrzawszy si, zobaczya podchodzcego nadzorc. Wstaa i ruszya mu na spotkanie. - Krl przysa odpowied na wiadomo od ciebie - owiadczy z wahaniem. Z rozczarowaniem zauwaya, e zbiera si na odwag. Sdzi, e si rozgniewa, i ba si, jak wyaduje ten gniew. Powiedzia: Krl Elai nie yczy sobie rozmowy z ziemiochodzc, ktra twierdzi, e przemawia w imieniu bogw. Ziemiochodzcy nie s tu mile widziani, nawet gdyby chcieli zosta tylko na najmniejszej wyspie. Odejd std. Wolno kiwna gow. W jego umyle nie byo ladu faszu. Sowa wiadomoci mogy si troch zmieni w kolejnych powtrzeniach, ale z pewnoci nie jej sens. Nadzorca popatrzy na ni z lkiem, po czym oddali si pospiesznie. : Juran? : Tak, Aurayo? odpowiedzia natychmiast. : Krl Elai odmwi mojej probie o spotkanie. Chyba nie wierzy, e jestem tym, kim mwi, e jestem. Powtrzya otrzyman wiadomo. Ale to nie wszystko. Nienawi tych ludzi dla ziemiochodzcych jest naprawd silna. Powinnimy wykaza, e mona nam zaufa. Gdybymy mogli co zrobi z tymi piratami... : To wyeliminuje wan zacht do przymierza z nami. : Nie wydaje mi si, eby obietnica pozbycia si piratw kiedy w przyszoci, zrobia na nich wraenie. W przeciwiestwie do Siyee,

tutaj pomoc musi nadej przed, a nie po zawarciu przymierza. : Nie moesz by tego pewna, dopki nie spotkasz si z krlem. Bd uparta. Przyjd w to samo miejsce jutro i pojutrze. Moesz przynajmniej zaimponowa mu swoj determinacj. Umiechna si. : Tak zrobi. Spostrzega, e robotnicy przywizuj do plecw ogromne wizki wodorostw. Niektrzy wchodzili ju do wody i odpywali. Pochwycia strzpy myli, mwice, e odchodz wczeniej ni zwykle, a niektrzy podejrzewaj, e to jej obecno wystraszya nadzorc. Westchna rozczarowana. Jak zdoa przekona do siebie Elai, jeli sam jej pobyt na play wywiera skutek przeciwny do podanego? Huan mwia, e to wyzwanie, przypomniaa sobie. Z krzywym umieszkiem cigna do siebie magi i uniosa si w niebo.

29
Kiedy zsuny si z niej mroczne fady snu, Emerahl zacza rozrnia gosy. - Nefryt... Obud si. - To chyba nie jest jej prawdziwe imi. - Nie wiem, jak si naprawd nazywa. Ty wiesz? - Nie, nie mwia. - A pytaa? - Nie. To niegrzeczne. - Znaam kiedy dziewczyn, ktra miaa na imi Nefryt. - Bo to adne imi. Nie takie jak agiew. Kto by swoje dziecko nazwa agiew? Nie znosz tego imienia. Kim s te kobiety? Emerahl poczua, e jej umys wznosi si ku penej wiadomoci, i wtedy wrcia pami. Mieszkaj ze mn w jednym pokoju. Zdziwia si. Obudziy si przede mn? To niezwyke. - Kto nazwaby swoj crk Fala? Albo Promyk? - pytaa Fala. agiew zachichotaa. - Mj modszy brat mia kiedy muhaka i nazywa go Promykiem. Fala parskna. - Promyk. Diament. Niewinno... Imiona najbardziej odpowiednie dla ladacznic albo zwierzakw. Tylko idiota pokaraby takim wasne dziecko. Nefryt nie jest jeszcze takie ze. Patrz, w kocu si obudzia. Emerahl otworzya oczy i spojrzaa na dwie atrakcyjne mode kobiety. Ziewna i usiada. - Co robicie na nogach tak wczenie? agiew umiechna si smtnie. - Rozea wezwaa nas na zebranie. Lepiej si ubierz. I to szybko. Emerahl wysuna nogi spod koca i przecigna si. Obie wsplokatorki miay na sobie starsze tuniki, nie te najlepsze. Sama

wic take signa po znoszon, prost tunik, ktr daa jej Li, by miaa co na siebie woy poza godzinami pracy i na lekcjach. Podczas ubierania widziaa i syszaa w korytarzu inne dziewczta. agiew i Fala czekay uprzejmie, cho wyczuwaa w ich umysach podniecenie i niecierpliwo. - O co chodzi z tym zebraniem? - spytaa, szybko przeczesujc wosy. - Nie mam pojcia - odpara agiew. - Pewnie co w zwizku z wojn. - Pospiesz si, to szybciej si dowiemy... Emerahl umiechna si i podesza do drzwi. Razem wyszy na korytarz. Idc za agwi, staraa si zapamitywa kolejne zakrty, a kiedy wspia si na trzecie schody, dosza do wniosku, e spotkanie odbdzie si na grnym pitrze budynku. W kocu przesza z towarzyszkami przez jedne z dwojga szeroko otwartych drzwi prowadzcych do ogromnej sali. Rozjaniay j liczne okna, a na kocu, na podwyszeniu, sta wielki parawan malowany w sceny miosne. Dziewczta wypeniay prawie ca przestrze. Emerahl rozgldaa si zdziwiona, e jest ich tak wiele. Niektre zdya ju przelotnie pozna, odkd si tu wprowadzia, inne przedstawiay si i witay j przyjanie. Wiele byo takich, ktre widziaa po raz pierwszy. Przygldajc si twarzom wok siebie, dostrzega jedn wyranie msk i zdaa sobie spraw, e s tu nie tylko dziewczta, ale i modzi mczyni. Nigdy wczeniej nie widziaa mskich ladacznic. - To sala taneczna - wyjania cicho Fala. - Rozea wydaje tu co roku dwa albo trzy wielkie bale. Czasami nawet krl si zjawia. W zeszym roku... Przerwao jej gone dzwonienie. Wszystkie oczy zwrciy si ku podwyszeniu, na ktrym stana Rozea. Odczekaa, a zapadnie cisza, po czym oddaa Li duy zoty dzwonek. - Przyjemnie jest znowu widzie was wszystkich razem - zacza z umiechem. - Tyle licznych bu w jednej sali...

Rozejrzaa si i spowaniaa. - Na pewno nie jest ju tajemnic, e za tydzie toreska armia wyrusza, by przyczy si do walki z pentadriaskimi najedcami. Wielu naszych klientw pjdzie na wojn i bdzie dla nas naraa ycie. - Przerwaa na moment i umiechna si. - A my podymy za nimi. Emerahl zamaro serce. Przecie nie moga wlec si za tymi kapanami, ktrzy prbowali j wytropi. Bdzie musiaa porzuci zamtuz. - No, moe nie wszystkie - poprawia si Rozea. - Cz pozostanie tutaj. Wam samym pozostawiam wybr. W kadym razie bdziemy podrowa moliwie wygodnie. Zamwiam ju odpowiednie tarny i namioty. Nasi klienci bd tej samej klasy co dotd, wic za swoje pienidze bd wymagali pewnego luksusu. Znowu si umiechna. - Dla niektrych z was bdzie to jedna z rzadkich okazji wyjazdu poza miasto. Bdziecie te wiadkami wielkiego wydarzenia. Nie codziennie ma si szans zobaczy Biaych w bitwie. A przy odrobinie szczcia moecie nawet spotka ich osobicie. Emerahl stumia umiech. Rozea przedstawiaa t wdrwk za wojskiem jako wspania przygod. Tymczasem oznaczao to duo pracy w cikich i niebezpiecznych warunkach. Z pewnoci adne z dziewczt i chopcw nie da si oszuka tej piknej przemowie. Ale zmysy mwiy jej, e sala a brzczy podnieconym gwarem. Westchna. Nikt tutaj nie mia pojcia o wojnie, przypomniaa sobie. Z tego, co syszaa, nie mieli tu wojny od ponad stu lat. Jeszcze jedna para oczu nie byszczaa ekscytacj - Promyk staa z boku, pena rezerwy. Emerahl wyczua u niej lekk zazdro. Rozea przemwia rzeczowym tonem. - Te z was, ktre chc wyruszy, niech przejd do przodu. Te, ktre wol zosta, niech si cofn. No, dalej. Nie ma si czego wstydzi w adnym przypadku. Potrzebni mi ludzie i tam, i tutaj. agiew bez wahania ruszya naprzd. Po chwili posza za ni

Fala. Emerahl zostaa na miejscu, z tyu. Kiedy sala si podzielia, Rozea zbadaa wzrokiem twarze przy sobie, zmarszczya brwi i spojrzaa ku dalszej czci sali. Zobaczya Emerahl i z rozczarowaniem zacisna wargi. Emerahl poczua w odku ucisk niepokoju. Prbowaa odgadn przyczyn, dla ktrej Rozea chciaa j zabra na t wypraw, jednak nic nie przychodzio jej do gowy. Kobieta tymczasem zwrcia si do grupy przed sob. - Dzikuj wam. Zostacie tu, a Li zapisze wasze imiona. Moecie dosta dzie wolny, eby przed wyjazdem odwiedzi rodziny, jeli chcecie. Jeszcze raz dzikuj. Zesza z podwyszenia i ruszya do pary szerokich drzwi. W progu zatrzymaa si jeszcze i obejrzaa na Emerahl. - Nefryt. Chod ze mn. Chciaam z tob porozmawia. Emerahl stumia westchnienie i podya za Roze do duego pokoju, wyposaonego w ogromne, prawdziwie krlewskie oe. A waciwie, pomylaa, pewnie rzeczywicie jest przeznaczone dla krla. Rozea zamkna za sob drzwi i zwrcia si do niej. - Dlaczego nie chcesz z nami wyruszy, Emmeo? Emerahl westchna i spucia gow. - Niedawno tutaj trafiam. Czuj si tu wygodnie i bezpiecznie, po raz pierwszy od... no, od bardzo dawna. Rozea umiechna si. - Rozumiem. A gdybym ci powiedziaa, e mam wobec ciebie pewne plany? Gdybym powiedziaa, e zanim wrcisz do Porinu, bdziesz najbogatsz, najbardziej podan kurtyzan w caym Torenie? - O co ci chodzi? Rozea umiechna si szerzej. Uja Emerahl pod rk i pocigna w stron oa. Usiady. - Promyk jest w ciy. Nie mog jej ze sob zabra, a zreszt i tak wkrtce bdzie mi potrzebna nowa faworyta. Komentarze, jakie na twj temat wygaszali klienci, dowiody, e miaam racj. Jeste dobra w tej pracy. Masz w sobie co, co intryguje mczyzn. Chc,

eby zostaa now faworyt. A poniewa wszyscy musz widzie, e sobie na to zapracowaa, wyjedziesz z dziewcztami, a now pozycj uzyskasz, kiedy... - Nie chc by now faworyt - przerwaa jej Emerahl. Rozea uniosa brwi. - Dlaczego? Bdziesz przyjmowaa mniej klientw, i to tylko najlepszych. Zarobisz dziesi razy wicej ni teraz. - Ale Panilo... - Jeli zarezerwowaa dla niego specjalne miejsce w swoim sercu, to przecie moesz nadal go widywa. - Nie chc wyjeda z Porinu. Rozea wstaa, wyprostowaa si i skrzyowaa rce na piersi. - Dam ci kilka dni na przemylenie wszystkiego. Ale musz ci ostrzec, Nefryt. Na t wygod i bezpieczestwo, z ktrych tu korzystasz, musisz sobie zapracowa. Spodziewam si, e pojedziesz z nami, jako faworyta albo nie. - Wskazaa jej drzwi. - Id. Emerahl skonia gow i wysza. W odku rosa jej twarda gruda strachu. Spojrzaa na wszystkie ladacznice rozmawiajce w podnieceniu i westchna ze smutkiem. Mylaam, e znalazam miejsce, gdzie mog si przyczai i ukry. A tymczasem mam zosta najsynniejsz kurtyzan w miecie. To tyle, jeli chodzi o anonimowo prostytucji... Rozwaya swoje moliwoci. Moga porzuci zamtuz i pozosta w Porinie - samotna, bez ochrony, z ograniczonym zasobem pienidzy w na wp opustoszaym miecie. O ile Rozea mi zapaci... Emerahl przygryza warg. Albo mog wyjecha z miasta z Roze i dziewcztami. Rozea zechce pewnie jecha z tyu, za armi, a nawet za taborami. Kapani pojad na czele tej kolumny, prowadzc wojska. Bd zajci innymi sprawami. Ale ten kapan, ktry mnie szuka, moe odgadn, e zechc wykorzysta okazj i wyjecha. Moe zosta z tyu, by mnie wypatrywa. To takie irytujce... Nie wiem nawet, czy on nadal pilnuje bram. Nie lubia podejmowa nawet niewielkiego ryzyka. Jeden drobny

bd moe doprowadzi j do mierci. ya ju bardzo dugo, a im duej trwao ycie, tym bardziej jej si podobao. Albo to, albo po prostu jestem teraz wikszym tchrzem. W takim razie musz to jako rozwiza. Czasami trzeba troch zaryzykowa, bo inaczej czowiek skoczy osaczony i pokonany. Zatem, co jest wikszym ryzykiem? Opuszczenie miasta z ladacznicami moe nie by a tak grone jak samotny wyjazd. Bdzie jedn z wielu dziewczt, wic kapani mog nie przyglda si zbyt dokadnie. Ale z drugiej strony moe si wyrnia jako jedyna, ktrej myli nie da si odczyta. Chyba e, oczywicie, uznaj, e jest rozsdny powd tego braku myli. Rozsdny powd... Gdybym na przykad bya martwa... albo nieprzytomna. Lodowaty dreszcz przebieg jej po skrze. Udawanie trupa to nie co, co chciaaby powtrzy, jeli nie bdzie do tego zmuszona. Ale brak wiadomoci... Istniao wiele sposobw osignicia tego stanu, nie wszystkie nieprzyjemne... - Co si stao, Nefryt? Emerahl obejrzaa si - korytarzem nadchodzia agiew. - Rozea kazaa mi jecha. agiew prychna niechtnie. - Tyle zostao z naszego prawa wyboru. Chcesz odwiedzi rodzin przed wyjazdem? - Nie. A ty? Dziewczyna wzruszya ramionami. - Pewnie tak. Nie lubi ich specjalnie, ale skoro trafia si okazja, eby na dzie wyj z tego zamtuzu... Emerahl zmarszczya czoo. Rozea raczej nie pozwoli jej wyj. W jaki sposb ma zdoby substancje, ktre pozwol jej straci przytomno? Natychmiast pojawio si oczywiste rozwizanie. Zniya gos. - Wywiadczysz mi przysug, agiew? - Zaley jak - odpara dziewczyna. - Prawdopodobnie bd potrzebowaa tego i owego, eby rozluni si w tej podry. Mogaby zrobi dla mnie zakupy?

agiew uniosa brwi, a potem umiechna si szeroko. - Jasne. Ciepy prd wznoszcy si od wwozu pchn w gr modego przedstawiciela klanu Zielonego Jeziora. Siyee przechyli skrzyda i wyldowa lekko na szczycie urwiska. Twarz mia zaczerwienion z zakopotania i gniewu. - To nie takie atwe, prawda? - Tryss umiechn si ironicznie. Ale przypomnij sobie, jak byo, kiedy pierwszy raz uczye si uywa uku. To jest trudniejsze. Poruszasz si ty i twj cel. Jeli miae do wytrwaoci, by opanowa uk, to wystarczy ci jej, eby nauczy si tego. Twarz Siyee zagodniaa. Tryss podszed do nastpnego modego wojownika, czekajcego z pospn min. Zmarszczy czoo. - Masz za lun uprz. - Jest niewygodna - burkn mczyzna. Tryss spojrza mu w oczy. - To mnie nie dziwi. Dobrze dopasowana, powinna porusza si wraz z tob. Kiedy tak zwisa, tylko utrudnia ci ruchy. Gdy pierwszy raz niose uk, czue jego ciar. Powiedziano ci, e musisz przywiza go mocno do ciaa, bo inaczej bdzie niebezpieczny w czasie lotu. Tak samo jest z uprz. I jak z ukiem, szybko si przyzwyczaisz do jej uoenia i ciaru. Dopasuj j porzdnie, a ja... Gony okrzyk i miechy zaguszyy jego sowa. Tryss obejrza si; w pobliu wyldowaa grupa chopcw pod przywdztwem Sreila. Wszyscy mieli przypite na plecach niedue pakunki. Widzc je, Tryss odetchn z ulg. W tych paczuszkach przynieli zapasowe strzay i strzaki do uprzy. Siyee za modzi albo za starzy, by walczy, wytwarzali je w wielkiej liczbie. Wiedzia, e wojownicy z klanu Zielonego Jeziora chtniej bd wiczy, jeli pojawi si moliwo prawdziwego polowania. Chopcy rozdzielili amunicj, a Tryss wyjania, jak umocowa j w uprzach. Zauway, e pospny mczyzna docign wreszcie paski. Sreil odesa chopcw do domu, a sam zwrci si do Tryssa. - Moemy chwil pogada?

Tryss przytakn. Obejrza si na grup wojownikw. - Znajdcie mi co wartego polowania - poleci. - Docz do was. Mczyni wyszczerzyli zby. Odwracali si kolejno i zeskakiwali z urwiska. Tryss przyglda si, by mie pewno, e uprz dziaaj jak naley. Trzy dni temu jedna z nich si zablokowaa. Jej waciciel lecia do nisko, ale i tak przy upadku poama sobie obie nogi. Tryss poleci, by uprze byy codziennie sprawdzane przez czonkw klanw, najbardziej wprawnych w ich budowie i uytkowaniu. - Znw rozmawiaem z Drilli - oznajmi Sreil. Serce Tryssa zamaro. Patrzy na chopaka niecierpliwie. - I? - Nie byo atwo. Ojciec trzyma j teraz zamknit w ich altanie, praktycznie przez cay czas. Myl, e co podejrzewa. Tego dnia kiedy spotkalimy si z klanem Wowej Rzeki, matka nie bya zbyt subtelna w kwestii naszych zamiarw. Nie zdziwibym si.... - Sreil! Co powiedziaa? Chopak umiechn si. - Ale jeste dzisiaj nerwowy... Mona by pomyle, e masz si oeni. Tryss skrzyowa ramiona i spojrza gronie. Odkd zacz szkoli syna Mwcy, z satysfakcj odkry, e doskonale si ze sob dogaduj. Sreil niczym si specjalnie nie martwi. W kadej sytuacji znajdowa co zabawnego. Czasami jego poczucie humoru wydawao si obkaczo mroczne, kiedy indziej mogo doprowadzi do szau. Jak na przykad teraz. Sreil unis rk, jakby chcia zasoni si przed ciosem. - Przesta si tak przyglda! Przeraasz mnie. Tryss patrzy nieruchomo. - No dobra. Powiedziaa: tak. Dwie emocje ogarny Tryssa - ulga i groza, od ktrej krcio si w gowie. Drilli zgodzia si za niego wyj. Bya skonna sprzeciwi si ojcu i opuci swj klan, by zosta jego on. Mia si oeni. To przecie nie jest tak, tumaczy sobie, e za par lat nie

monaby zmieni zdania, gdyby uznaa, e jednak mnie nie lubi. Ale jednak oznaczao to koniec dziecistwa. Stan si dorosymi, ktrzy powinni w peni uczestniczy w yciu klanu. Nie w tych prostych pracach, jakie wykonywa codziennie dla rodzicw, ale w gromadzeniu ywnoci, budowaniu altan i walce. Co zreszt i tak ju robi, pomyla. Tyle e zamiast wraca do domu rodzicw, bd wraca do Drilli... A moe za jaki rok take do dziecka. Umiechn si, wyobraajc sobie, jak bawi si z wasnym maym synkiem albo creczk. Ta wizja przemawiaa do niego. Czego mgby ich nauczy... Musz najpierw przey wojn... A ona musi przey pord. Sprbowa odepchn t myl. Nie moe i przez ycie, cay czas wystraszony, e zdarzy si najgorsze. Ludzie walczyli z kopotami, kiedy te nadchodziy. W tej chwili musia sobie poradzi tylko z jednym - nie liczc oczywicie szkolenia wojownikw. Powinien jako wyrwa Drilli spod ojcowskich skrzyde, aby moga si odby ceremonia maestwa. A do tego potrzebowa pomocy Sreila. - Wic kto zajmie si rytuaem? - zapyta. - Twoja matka? - Nie - odpar z umiechem Sreil. - Nie bdzie jej przeszkadza, jeli ludzie bd podejrzewa, e maczaa w tym palce, ale nie chce, by ktokolwiek to wiedzia na pewno. Gdyby to ona odprawia rytua, byoby oczywiste, e to zaplanowaa. Kiedy ju uda nam si wykra Drilli, sprowadz innego Mwc. Przywdca klanu witynnej Gry wci tu jest. Zao si, e nie ma pojcia, co si dzieje. - A jeli odmwi? - Nie moe. Musi to zrobi. Takie jest prawo. Tryss odetchn gboko. - Wic kiedy? Sreil skrzywi si. - To zaley od ojca Drilli. Musimy czeka, a on i jej matka zostawi j sam w altanie. - Moe by co zorganizowa? Da im jaki powd do wyjcia? - Dobrze - zgodzi si Sreil. - Tak wanie zrobimy. - Z radoci

zatar rce. - To bdzie strasznie zabawne. - Moe dla ciebie... - burkn Tryss. - Bo ja bd umiera z nerww. - Ale zaraz umiechn si szeroko. - Ciesz si, e pomaganie nam ci bawi, Sreil. Chopak wzruszy ramionami. - Lepiej pjd i zaczn spiskowa. Myl, e twoi uczniowie znaleli co wartego polowania. Tryss przeszuka wzrokiem niebo i spostrzeg wojownikw z klanu Zielonego Jeziora. Kryli nad lasem, a jeden akurat zanurkowa pomidzy drzewa. - Lepiej przypilnuj, eby byli ostroni. Skin Sreilowi gow, skoczy z urwiska i pofrun do najnowszej grupy trenujcych.

30
Nowy kostium Danjina - mundur doradcy - by sztywny i obcisy. Do tej pory nie podejrzewa, by cokolwiek byo mniej wygodne ni ten wyrafinowany strj, ktry czowiek z wyszych sfer powinien nosi w miejscach publicznych. Gruba skrzana kamizelka, majca naladowa pancerz, zbyt ciasno opinaa bia tunik, ktra wygldaa jak nieudolna kopia kapaskiej cyrkli. Najwyraniej ci, ktrzy szyli te mundury, nie mogli si zdecydowa, czy doradcy s bardziej wojskowi, czy kapascy, wic poczyli w kostiumie oba style. Drzwi do jego sypialni otworzyy si. W progu stana Silava. - Przeraajce, co? - zapyta. Przytakna. - Jeli trafi ci si okazja, zgub kamizelk, nie tunik. Podejrzewam, e w samej tunice bdziesz wyglda cakiem dobrze, lecz nie masz takiego ciaa, eby nosi sam kamizelk. Klepn si po piersi i brzuchu. - O co ci chodzi? Nie jestem dostatecznie mski? Skrzywia si drwico. - Na to pytanie nie odpowiem. Jeli zechcesz pozby si i kamizelki, i tuniki, pamitaj, eby to dobrze zgra czasowo. Twj przeciwnik bdzie pewnie olepiony tak iloci bladej skry. Albo zacznie si mia tak bardzo, e upuci miecz. Tak czy inaczej, moe ci to da szans ucieczki. Danjin nadsa si, oburzony. - Ja? Ucieka? Spodziewa si jakiej drwiny ze swej formy fizycznej, ale ona spowaniaa nagle. - Tak. - Podesza do niego i spojrzaa mu w oczy. - Uciekaj. Jestem za moda, eby zosta wdow. - Nie mam zamiaru... Chwileczk? eby co? Uszczypna go w rami i udao jej si sprawi mu bl, mimo grubego materiau tuniki. - Au!

- Zasuye na to. Prbuj ci powiedzie, jak bardzo bd si o ciebie martwia. Przyszo mu na myl kilka zoliwych odpowiedzi, ale zignorowa je. Delikatnie obj j za ramiona. Kamizelka hamowaa mu ruchy, wic zirytowa si, e w tym miesznym stroju nawet uciskanie ony jest trudne. Silava pocigna nosem. Odsun si zaskoczony, a ona otara zy i odwrcia si, zakopotana. - Bdziesz... bdziesz ostrony? - spytaa cicho. - Oczywicie. - Obiecaj. - Obiecuj, e bd ostrony. Kiwna gow. - Trzymam ci za sowo. Syszc zbliajce si kroki, oboje spojrzeli w stron drzwi. Pojawi si ich zdyszany suga. - Przyby Ta - Spear. - Zaraz do niego zejd. - Danjin odwrci si do ony i pocaowa j. - No to na razie, Silavo. Oczy jej lniy, ale gos brzmia cakiem normalnie, gdy odpowiedziaa: - Na razie. Zawaha si. Nie chcia jej zostawia takiej zdenerwowanej, ale ona tylko niecierpliwie machna rk. - Id ju. Nie ka ojcu czeka. - Nie, to nigdy nie wychodzi na dobre. Udao jej si umiechn. Mrugn porozumiewawczo i wyszed z pokoju. Kiedy schodzi schodami na parter, odetchn gboko, szykujc si na pogardliwe uwagi ojca. Mimo jasnego porannego soca, na dworze panowa chd. Ta Spear czeka w zakrytym plattenie. Danjin wyszed z domu i wsiad do powozu. - Ojcze - powiedzia na powitanie. - Witaj, Danjinie. Jaki pikny dzie, by wyruszy na wojn, prawda? Zastanawiam si, czy to bogowie o to zadbali.

- Zadbali czy nie, powinnimy by wdziczni za kady dzie bez deszczu. Ojciec rozpar si na aweczce i zawoa do wonicy, by rusza. A kiedy platten potoczy si naprzd, przyjrza si synowi w typowy dla siebie wyrachowany sposb. - Musisz czu si dzisiaj dumny - stwierdzi. - Dumny? - Naraasz ycie dla swojego kraju. To co, z czego mona by dumnym. Danjin wzruszy ramionami. - Nie bdzie mi grozio adne powane niebezpieczestwo, ojcze. Z pewnoci nie takie, z jakim ostatnio stykali si moi bracia. Wyprawy na poudnie wymagaj teraz wikszej odwagi ni moja. Ojcu bysny oczy. - Istotnie, ich praca czsto wymaga naraania si na niebezpieczestwo. Danjin zamia si. - Rzeczywicie, cho nie byem zaskoczony, gdy Rian zauway, e Theran ma skonno do podejmowania zbdnego ryzyka. - Rian tak powiedzia? - Tak. Wspomnia take, e Theranowi nie najlepiej idzie wykonywanie rozkazw. Ale przypuszczam, e to nieatwe dla kogo, kto zawsze mia woln rk. Ta - Spear patrzy na Danjina, z wolna mruc oczy. - Co wiesz o podrach Therana? - Wszystko, co zechcia przekaza w raportach. Bardziej mona byo polega na Niremie i Gohrenie. Byli te ostroniejsi. - Ty... wiedziae od pocztku! Danjin spojrza prosto w oczy ojca. - Oczywicie, e tak. Ta - Spear przyglda si synowi. Jego twarz nie wyraaa aprobaty ani niechci. - Czy to by twj pomys? - Nie - przyzna szczerze Danjin. - Nawet gdyby przyszo mi to

do gowy, nie proponowabym takiego rozwizania. Nie mgbym wiadomie naraa na niebezpieczestwo moich braci. Rian rozmawia wczeniej ze mn o tej sprawie i przekazywa informacje o ich dziaaniach. - Rozumiem. Dlaczego nam nie powiedziae, e wiesz? - To nie byo konieczne. Takie sprawy lepiej zostawi w spokoju. Dla dobra wszystkich zainteresowanych. - Wic czemu mwisz mi teraz? - Poniewa Rian i jego ludzie s zbyt zajci przygotowaniami do wojny, eby ci przekaza najnowsze wieci. Dlatego zaproponowaem, e ja ci powiem. - Danjin urwa na chwil. Theran zosta schwytany, tak jak podejrzewalimy, ale naszym ludziom udao si go uwolni. On, Nirem i Gohren s ju w drodze do domu. Ojciec skin gow. Na jego twarzy malowaa si ulga - taka sama, jak czu Danjin, gdy si o wszystkim dowiedzia. Co prawda jego stosunki z brami nie byy zbyt dobre, ale nie chciaby widzie ich w niewoli lub zabitych. Odetchn gboko i z wysikiem mwi dalej: - Jest co jeszcze, ojcze, o czym powiniene wiedzie. Kiedy Theran przebywa w niewoli, by torturowany. Wyjawi wiele imion, w tym Nirema i Gohrena. Z tego powodu ani on, ani Nirem i Gohren nie mog ju bezpiecznie eglowa po poudniowych morzach. Biali zwolnili ich z obowizkw. Sugeruj, by ich nie wysya... - Nie! - Oczy Ta - Speara bysny. - Theran by nigdy... - Owszem, tak - zapewni stanowczo Danjin. - aden czowiek nie moe z gry wiedzie, jak zachowa si przy torturach on sam czy kto inny. Biali zdaj sobie z tego spraw i nie potpiaj go. S wdziczni za wszystko, co przetrwa, by dostarczy nam informacje o pentadrianach. Ojciec odwrci wzrok; pajczyna zmarszczek pokrya mu czoo. Jak wyrozumiay si okaesz, ojcze, myla Danjin. Nigdy nie tolerowae saboci, zwaszcza u swoich synw. Ta - Spear milcza przez reszt drogi. Park wok wityni,

kiedy poronity rwno skoszon traw, teraz pokrywao boto, namioty, wozy, onierze i zwierzta. Duga kolumna plattenw uformowaa si wzdu drogi do Wiey. Kiedy ich pasaerowie wysiadali, powozy odprowadzano na wydzielony plac za gwnymi budynkami. Ich platten w kocu zatrzyma si pod Wie. Danjin zaczeka, a ojciec - jako gowa rodziny - wysidzie pierwszy. Starzec jednak, z powan min, nie rusza si z miejsca. - Uwaaj na siebie, Danjinie - powiedzia cicho. - Nie jeste moe moim ulubionym synem, ale jeste moim synem i nie chciabym ci straci. Danjin patrzy zdumiony, jak ojciec powsta i wysiad z plattenu. Pokrci gow i ruszy za nim. Wic to moliwe... Ale nie mam zamiaru wyrusza na wojn za kadym razem, kiedy bd chcia, by mi pokaza, e jako tam troch mnie ceni. - Musz i na swoje miejsce - oznajmi, gdy powz odjecha. Dbaj o siebie, ojcze. I o moich braci. - Pewnie przez najbliszy rok bd prbowa odrobi straty, jakie ponielimy wskutek zerwania kontraktw w Sennonie - mrucza cicho Ta - Spear. - Ruszaj ju. Zrb, co naley w tej niedochodowej ale koniecznej wojnie. Danjin umiechn si lekko - ojciec znowu wrci do swojej zwykej, zrzdliwej postaci... Skoni si uprzejmie, po czym ruszy szuka pozostaych doradcw. Po zakoczeniu parady mieli wyruszy razem, jednym tarnem. Nie wiedzia, gdzie ma si z nimi spotka, ale domyla si, gdzie ich szuka. Po kilku minutach zauway niewielk grup mczyzn i kilku kobiet w takich samych jak on uniformach. Spostrzeg te, e czuj si w nich rwnie swobodnie jak on... Stali w krgu obok platformy, ktr zbudowano, by Biali mogli z niej przemwi do onierzy. Ich uwag przycigao co albo kto porodku. Podchodzc, Danjin zobaczy, e to Rian co im tumaczy, wic szybko zaj miejsce w krgu.

- Doradco Danjinie Spearze... - powita go Rian i rozejrza si. Teraz, kiedy jestemy ju wszyscy, chc wam kogo przedstawi. Zerkn przez rami, po czym cofn si. Ku zdumieniu Danjina, w pobliu grupy staa tkaczka snw. Biay skin na ni, a ona podesza, obserwujc ich nieufnie. - Doradca tkaczka snw Raeli. Zastpi tkacza snw Leiarda, ktry zrezygnowa, by cakowicie powici si nauczaniu swojego studenta. Doradcy uprzejmie skonili gowy, ale tkaczka snw nie umiechna si i nie odpowiedziaa na powitanie. Spojrzaa Danjinowi w oczy, a on uwiadomi sobie, e wpatruje si w ni zdumiony. - W takim razie ycz mu wszystkiego najlepszego - powiedzia gono. - By dla nas uytecznym i niezawodnym doradc. Kobieta podzikowaa lekkim skinieniem gowy, a nastpnie odwrcia wzrok. Danjin spojrza na Riana. Czy Auraya wie o tym? Nic nie wspominaa wczoraj wieczorem, kiedy rozmawiaa z nim poprzez piercie. Ju myla, czy nie zapyta Riana, ale Biay odwrci si nagle w stron platformy. Przed ni zgromadzi si spory tum wysokich kapanw i kapanek, a za nimi reszta stanu kapaskiego. Jeszcze dalej stali onierze. Danjin widzia tylko piropusze na ich hemach - niebieskie u Hanijczykw, czerwone i pomaraczowe u Somreyan. - Musz was teraz opuci - rzek Rian. - Jestemy prawie gotowi. Jedn rk wykona znak krgu, a wszyscy doradcy - oprcz tkaczki snw - odpowiedzieli tym samym. Potem odszed, by doczy do stojcych przy platformie Jurana, Dyary i Mairae. Po krtkiej rozmowie czwrka Biaych wkroczya na schody. Stanli w szeregu, a tum natychmiast zacz si uspokaja. Jako trzecia pod wzgldem mocy, Auraya staaby porodku, pomyla Danjin. Czy patrzy teraz? Oczywicie, e tak. Ale z pewnoci czy si z innymi Biaymi. Maj stamtd najlepszy widok. I maj co oglda...

Juran wystpi naprzd i unis rce. Kiedy ostatnie gosy przycichy do szeptw i pomrukw, opuci je. - Cyrklianie! Mieszkacy Hani i Somreyu. Lojalni przyjaciele i sprzymierzecy. Dzikuj wam za to, e odpowiedzielicie na moje wezwanie do broni. Razem wyruszymy na Zote Rwniny. Tam poczymy si z wojskami Genrii, Torenu i Si. Utworzymy ogromn armi, ktra samym widokiem bdzie wzbudza podziw. Bowiem nigdy jeszcze tak wiele krain Pnocnej Ithanii nie poczyo si dla jednego celu. Ale bdzie to take widok straszny, gdy tym, co nas zjednoczyo, jest wojna. Wojna, ktr nie my wywoalimy. Wojna, ktr przynieli do nas ludzie gupi i barbarzyscy: pentadrianie. Kiedy wymawia nazw pogaskiego kultu, w jego gosie dwiczaa pogarda. - Opowiem wam o nich. Twierdz, e oddaj cze pitce bogw, tak jak my. Ale to faszywi bogowie. Pentadrianie musz niewoli, uwodzi mczyzn i kobiety, by skoni ich do wyznawania tej wiary. Wyruszyli do Pnocnej Ithanii, by i nas do tego zmusi. Ale to si nie uda! Jego gos zadwicza mocno i gniewnie. Kilka innych w tumie odpowiedziao, wykrzykujc zaprzeczenia. - Nie zamienimy naszych bogw na tych zepsutych kapanw i czarownikw! - zawoa Juran. - Nie! - zabrzmiaa odpowied. - Przepdzimy ich z powrotem do ich pogaskich wity! - Tak! - Pokaemy, co to znaczy wierzy w prawdziwych bogw, majcych prawdziw moc! Tum krzycza z entuzjazmem. Juran odczeka, a ucichn, nim przemwi znowu. - Bogowie dali nam, Biaym, wielk moc, bymy mogli was chroni. Zebralimy wasn armi. My, cyrklianie, nie lubimy przemocy. Nie chcemy rozlewu krwi. Ale bdziemy si broni. Bdziemy broni siebie nawzajem. Bdziemy broni naszego prawa do wyznawania Krgu Bogw. I zwyciymy!

Unis rk i zacisn pi. Reakcja tumu bya oguszajca. Danjin powstrzyma umiech. Przy jasnym socu, z Juranem, ktrego pewno udzielaa si wszystkim, trudno byoby sobie wyobrazi, e przegraj w tej bitwie. Co nie znaczy, e w ogle mog sobie wyobrazi klsk. Jak moemy przegra, jeli mamy po swojej stronie bogw? pomyla. - Chodcie z nami! - zawoa Juran. - Idziemy na wojn! Zstpi z platformy i dosiad swojego Nosiciela. Inni Biali poszli za jego przykadem i skierowali potne, biae reyny w tum. Kapani i kapanki rozstpili si, by przepuci swych przywdcw. Stopniowo ludzie ruszali za nimi. Danjin przesun si do platformy i wspi na kilka stopni, patrzc, jak ogromna masa ludzi przesuwa si do wewntrz, by doczy do maszerujcej kolumny. Syszc guchy ryk, Danjin spojrza ponad ich gowami - Biali wanie minli bram i wjechali do miasta. Wszed troch wyej i zobaczy wzdu drogi tumy gapiw. Stopnie zadygotay, kiedy wstpi na nie kto jeszcze. Danjin popatrzy w d i rozpozna Lanrena Songmakera, jednego z doradcw wojskowych. - Powinnimy trzyma si bliej nich - powiedzia. - Wtpi, by armia chciaa na nas czeka, jeli nie bdziemy gotowi, by doczy do kapanw. - To prawda - zgodzi si Danjin. Zszed na ziemi i stan obok reszty doradcw. Kiedy ostatni kapani i kapanki ruszyli za kolumn, Lanren ponagli ich, by zajli swoje miejsce. Auraya spojrzaa na resztki wczorajszego posiku i skrzywia si niechtnie. Lubia ryby, ale jedynym gatunkiem, jaki potrafia tu zapa, byy drewryby. Same z siebie nie miay adnego smaku, a nie znalaza adnych zi, eby je przyprawi. Cierpiaa wic nad mdym posikiem, drczona wizjami wspaniaej uczty, w ktrej uczestniczy Danjin podczas ich wczorajszego mylowego kontaktu. Gdybym wiedziaa, e bd obozowa na pustej krawdzi klifu, zabraabym ze sob troch jedzenia. I mydo.

Wanie umya si w znalezionej wczoraj niewielkiej sadzawce z deszczwk. Jej cyrkli daleko byo do dawnej olepiajcej bieli, cho codziennie korzystaa ze swych Darw, by usun brud i plamy. Czasem miaa uczucie, e uywa magii tylko do tych codziennych prac. No, poza lataniem i czytaniem ludziom w mylach. Podesza do krawdzi urwiska i spojrzaa na wyspy Borry. Wracaa tam codziennie od czterech dni i za kadym razem jej proba o rozmow z krlem spotykaa si z odmow. Wczoraj jednak wiadomo, ktr powtrzy jej kurier, brzmiaa inaczej: Powiedz jej, e spotkam si z ni tylko wtedy, gdy przyjdzie do paacu. Czyby si ba, e chce go wywabi z bezpiecznej podwodnej siedziby? Przecie Elai, ktrzy j widzieli, z pewnoci zameldowali, e zawsze przybywa sama... A moe wymyli taki warunek zoliwie, pewien, e nie zdoa si przedosta do miasta albo e utonie, prbujc? Umiechna si i skoczya z klifu. Co prawda bez trudu moga wej do miasta tajn ciek ze stranicy, ale w ten sposb nie zdobyaby ich zaufania. Jeli ma sprosta krlewskiemu wyzwaniu, musi tam dotrze podwodnym szlakiem. Jej przybycie wywoa tyle ciekawoci, co lku. Zainteresuj si, jak zdoaa dotrze do ich miasta, i przestrasz, e obcy trafi do ich domu. Czekajc, a posacy Elai przeka jej prob o spotkanie z krlem, miaa do czasu, by si zastanowi, jak dostanie si do paacu. Obserwujc niezwyky morski lud, zauwaya, jak szybko umiej pywa i jak dugo potrafi wstrzymywa oddech - okazao si, e nie tak dugo, jak sdzia. Mogli wytrzyma pod wod jedynie trzy, cztery razy duej ni ziemiochodzcy. Za to pywali zadziwiajco szybko. Jej wasne dowiadczenia z pywaniem ograniczay si do taplania w zakolu rzeki niedaleko wioski. Ale to nie bdzie problemem - nie miaa zamiaru pywa. Powietrze byo dzisiaj wilgotne, a wiatr drani fale, wyrzucajc w gr strzpy piany. Szarpa ni i utrudnia lot, wic przybya na miejsce o godzin pniej ni wczoraj. Kiedy tylko dostrzega

wyspy, skierowaa si do tej z dwoma szczytami. Opadaa powoli, zauwaajc, e plae s opuszczone. Poszukaa umysw i odkrya kilka par Elai, trzymajcych stra na wyszym szczycie, i wicej ich w wodzie. Gdy wyldowaa na piasku, pochwycia cig myli stranikw - zauwayli j. Z umiechem podesza do wody. Zatrzymaa si, nim dotara do linii fal pluszczcych na piasku. Stworzya wok siebie magiczn tarcz, a potem uniosa si odrobin i przesuna do przodu. Kiedy znalaza si nad gbsz wod, opada. Tarcza si zanurzya. Woda stawiaa opr, ale Auraya wiczya to ju wiele razy. Bbel powietrza wok niej prbowa si wyrwa na powierzchni, ale na to nie pozwolia. Wzmocnia tarcz, pchna si ku doowi i znalaza w widmowym wiecie. Uginajce si promienie soca tworzyy wok zudzenie ruchu. Szarpane wiatrem fale wyryway z morskiego dna chmury piasku. W pmroku dostrzegaa niesamowite ksztaty. Dookoa niej wyrastay struktury podobne do drzew i grzybw albo wielkich wzorzystych jaj, a frdzle morskich traw i wodorostw koysay si, poruszane falami. W tym niezwykym morskim ogrodzie kryy si ryby. Podejrzewaa, e to te same gatunki, ktre olepiay j podczas pierwszych podwodnych wycieczek, tu jednak, w sabym wietle, ich kolory byy przygaszone. Fantastyczny podwodny las skoczy si nagle. Przesuna si nad krawdzi przepaci i spojrzaa z gry na nieskoczony mrok. Dno morza mogo si znajdowa kilkaset krokw pod ni - a mogo i kilka tysicy. Zadraa i ruszya w d. Z odczytanych myli Elai wiedziaa, e jej cel jest niezbyt odlegy. Jaki ciemny ksztat okry j i znieruchomia. Elai - kobieta zawrcia i wytrzeszczya oczy. Auraya umiechna si do niej. To spowodowao tylko, e kobieta otrzsna si z szoku i odpyna. Pojawiao si wicej Elai - oni take przygldali si jej i uciekali. Sabe wiato zwrcio uwag Aurai na wielki otwr w cianie podwodnego urwiska. Elai wpywali tam i wypywali bez przerwy, jednak kiedy j zobaczyli, ruch zamar. Jedni przemknli obok niej i zniknli, inni zawrcili i skryli si w otworze.

wiato, jak odkrya, pochodzio od najbrzydszych ryb, jakie w yciu widziaa, uwizionych w nieduych klatkach. Klatki ustawione byy parami, a ich winiowie wydawali si zafascynowani sob nawzajem. Zaraz za wylotem otworu mina tak par - jedna ryba skoczya ku drugiej, ale klatka nie pozwolia, by jej ostre zby zatopiy si w ciele. Powietrze wewntrz tarczy stawao si troch stche, ale Auraya staraa si nie przyspiesza - nie chciaa jeszcze bardziej straszy Elai. Zdawao jej si, e przez ca wieczno sunie wznoszcym si wolno tunelem, nim wreszcie natrafia na pierwszy rezerwuar powietrza. By pytki, ale wystarczajco szeroki, by w razie potrzeby mogo zaczerpn tchu kilku Elai. Wiedziaa z ich myli, e dziki wskim otworom i pkniciom w skale, sigajcej ponad powierzchni wody, powietrze byo wiee. Otworzya czubek bbla osony i wpucia powietrze do rodka. Byo chodne. Kiedy poczua ten chd przy kostkach, uszczelnia tarcz i zanurzya si znowu. Cho ich nie widziaa, wyczuwaa umysy Elai przed sob i z tyu. Gdyby chcieli, mogliby uciec, woleli jednak trzyma si blisko i j obserwowa. To dobrze, uznaa. Nie s tacy pochliwi, jak si z pocztku wydawao. Musz te mie lepszy wzrok ode mnie... Jeszcze osiem razy zatrzymywaa si, by nabra powietrza. Potem ciany tunelu rozsuny si nagle, a nad powierzchni bysny wiata. Ruszya do gry. Kiedy jej tarcza wysuna si ponad wod, Auraya zobaczya, e znalaza si przy brzegu ogromnej groty. W cianach wyryto tysice otworw, a ponad poowa z nich wypeniona bya wiatem. Po drugiej stronie podziemnego jeziora wyrasta wielki uk, a dno groty wynurzao si z wody jak wielka rampa. Masa Elai krcia si nad brzegiem i spogldaa na ni, a przez cay czas z wody wychodzili kolejni. Zabrzmia rg i grot wypeniy echa. Elai rozbiegli si na obie strony rampy, a zza nich wysza grupa mczyzn nioscych wcznie i majcych dumne miny. Zatrzymali si na linii wody i uformowali

szereg, gotowi do obrony. Auraya przesuwaa si powoli do przodu, a zakoysaa si nad wod tu przed nimi. - Jestem Auraya z Biaych. Jak zada krl, przybyam do miasta Elai, aby si z nim spotka. Wojownicy nie ruszyli si z miejsca, ale kilku zmarszczyo brwi. Z boku zabrzmia gos: - Tego zadaem. Chod zatem. Ci ludzie odprowadz ci do paacu. Auraya przeszukaa najblisz przestrze, ale nie widziaa i nie wyczuwaa waciciela tego gosu. Zaciekawiona, przesuna si do przodu i postawia stop na ziemi. Wojownicy zrobili zwrot i uformowali podwjn kolumn. cigna tarcz bliej siebie i podya za eskort do podziemnego miasta ludu morza.

31
Leiard patrzy na nieg, osiadajcy na pdzelkowatych uszach i krtkich rogach aremw. Ciki krok wielkich, nakrapianych bestii, cigncych czterokoowy tarn, nis ukojenie. Aremy byy silne, spokojne i dobrze si nadaway do cignicia wozw albo pugw. Pamita, e widywa rzeby tych zwierzt zaprzonych do tarnw w ruinach z dawno minionych wiekw, wiedzia wic, e zostay udomowione tysice lat temu. Mona byo ich dosiada, ale zbyt wolno chodziy i reagoway na komendy, zbyt szerokie miay grzbiety, by wygodnie na nich usi. aden wysoko urodzony mczyzna czy kobieta nie zniyliby si do jazdy wierzchem na aremie. Drobnokociste, lekkie reyny, preferowane przez arystokratw, nie nadaway si jednak na zwierzta pocigowe cho dao si je wytresowa do cignicia wycigowych plattenw. W przeciwiestwie do innych zwierzt, aremy nie miay chyba adnych Darw. Wikszo zwierzt i nawet rolin wykorzystywaa magi na wiele drobnych sposobw, pomagajcych im znale poywienie, broni si albo znajdowa partnerw. Jeli aremy miay ju jaki Dar, to Leiard podejrzewa, e jest to zdolno wyczuwania w umyle wonicy celu podry. W swej imponujcej pamici przechowyway drogi i miejsca, jakie odwiedziy. Kryo wiele opowieci o tym, jak wonicw, ktrzy zasnli z powodu choroby czy pijastwa, dowoziy do domw. Albo do domw ich kochanek. Tkacze snw na zmian powozili trzema czterokoowymi tamami, ktre kupili w Jarime, by zaadowa na nie ywno, namioty i zapasy. Niektrzy szli pieszo, by roztapia albo odsuwa nieg w miejscach, gdzie blokowa drog. Przed sob Leiard widzia jedynie umocowane na wozie i owinite ptnem due paki. Nie warto byo si oglda, gdy widok zasania mu wasny, rwnie mocno wyadowany tarn. Sysza gosy tkaczy snw z grupy Arleej. - Mylisz, e wojsko nas dogoni? - zapyta Jayim. Leiard zerkn na siedzcego obok modego czowieka, potem znw spojrza na

aremy. - Nie. Wiksza cz podruje pieszo. - Dlaczego? - zdziwi si chopak. Leiard parskn miechem. - W Hani nie ma ujedonych reynw nawet dla poowy miejscowej armii, a co dopiero dla Somreyan. Jayim przygryz warg. - Przecie jedziemy niewiele szybciej, ni gdybymy szli piechot. W dodatku musimy si czasem zatrzymywa z powodu niegu. A wic nie moemy oddali si od nich za bardzo. - Moemy. Pamitaj, nie mamy armii, ktr trzeba kierowa. Wyobra sobie, ile trzeba czasu i wysiku, by co wieczr rozbi obz, zorganizowa wydawanie ywnoci i opau do ognisk, rozstrzygn wszelkie spory, a rano zmusi wszystkich, by wstali, spakowali si i pomaszerowali dalej. Nawet kiedy znikn te ostatnie niegi i dni bd cieplejsze, i tak bdzie sporo roboty. Jayim zamyli si. - Ciekawie byoby to zobaczy. Prawie auj, e nie jedziemy razem z nimi, chocia rozumiem dlaczego. Leiard kiwn gow. Podczas poczenia umysw pokaza Jayim owi kilka wspomnie cza z dawnych wojen. Tkacze snw nie stawali po adnej stronie; leczyli chorych i rannych niezalenie od ich narodowoci czy religii, a to czsto budzio niech. W przeszoci wielu tkaczy snw zostao zabitych za pomaganie nieprzyjacielowi. Tkacze nie podrowali z wojskiem. W niewielkich grupach posuwali si przed armi i za ni. Trzymali si z daleka od szalestwa bitwy, a potem wkraczali na pole walki i do obozw obu armii jednoczenie, ofiarujc swoj pomoc. Jayim zerkn na swego nauczyciela i szybko odwrci gow. - O co chodzi? - O nic. Leiard umiechn si i czeka. Takie wahanie byo cakiem do Jayima niepodobne. Chopiec odezwa si dopiero po kilku minutach:

- Czy... czy mylisz, e kiedy spotkasz jeszcze Auray? Dwik tego imienia wzbudzi u Leiarda dreszcz nadziei i oczekiwania. Odetchn gboko i przypomnia sobie, dlaczego jest tutaj z Arleej. - Musielibycie spotyka si w tajemnicy, prawda? - Niekoniecznie. - Nic by wam chyba nie grozio, jeli w pobliu nie byoby adnych Biaych, ktrzy by ci czytali w mylach. - Tak. - Czy mylisz, e si... no, spotkacie? Ostatni raz? Leiard zerkn na niego. Chopak wyszczerzy zby. - To nie jest prosta sprawa, Jayimie. Naraziem nas na wielkie niebezpieczestwo. Nie rozumiesz tego? Nie bd takim nudziarzem. Ten biedny chopak jest jeszcze prawiczkiem. To, co zobaczy w twojej pamici, byo ciekawsze ni wszystko, co sobie wczeniej wyobraa. Leiard zmarszczy czoo, syszc w gowie znajomy gos. Wci sobie nie poszede, Mirarze? Trzeba jeszcze kilku pocze, eby si mnie pozby. A moe o wiele wicej. - Oczywicie, e rozumiem - zapewni Jayim z powag, Ale natychmiast znowu si umiechn. - Ale musisz te dostrzec zabawne strony tej sytuacji. Ze wszystkich kobiet, jakie miae do wyboru... To jak jedna z tych sztuk, co je ogldaj w wyszych sferach. Same skandaliczne romanse i tragiczni mio. - Oraz ich konsekwencje - doda Leiard. Podoba mi si ten chopak, owiadczy Mirar. Ma poczucie humoru, w przeciwiestwie do typa, w ktrego umyle utkwiem. - Czasami kochankom si udaje - zauway Jayim. - Szczliwe zakoczenia to luksus, na jaki moe sobie pozwoli fikcja - odpar Leiard. Chopak wzruszy ramionami. - To prawda. Ze wszystkich sekretw, jakie mgby ukrywa, nie spodziewaem si czego tak... tak... - Nieprzyzwoitego?

- Tak. To bya niespodzianka. Sam nie wiem czemu, ale mylaem, e Biali s... no, e yj w celibacie. Chocia, jeli czowiek jest niemiertelny, to byoby chyba zbyt wielkie wymaganie. Moe dlatego Mirar by taki, jaki by. Leiard zdusi miech. No jak? Czy to z tego powodu bye taki niegrzeczny? Nie wiem. Moe. Czy czowiek wie, dlaczego robi te rzeczy, ktre robi? Miae do czasu, eby si zastanowi. Czasami nie da si znale odpowiedzi, nawet majc do dyspozycji cay czas wiata. Niemiertelno nie czyni ci wszechwiedzcym. - Zastanawiam si, czy wszyscy Biali s tacy - mwi Jayim. Jeli niemiertelno sprawia, e s... no, wiesz. Pewnie ludzie by co syszeli, gdyby inni Biali cignli do ka kadego, kogo zobacz. Leiard zmarszczy brwi, oburzony. - Auraya nie cigna do ka kadego, kogo zobaczya. - A moe jednak? Skd wiesz? - Do tych plotek - rzek stanowczo. - Jeli masz czas na plotkowanie, to masz czas na nauk. Jayim skrzywi si z niechci. - W drodze? - Tak. Przez najblisze lata bdziemy duo podrowa. Musisz si przyzwyczai do lekcji w drodze. Chopiec westchn. Odwrci gow, by spojrze przez rami, ale zrezygnowa. - Nie mog uwierzy, e po tym wszystkim nie wrc do domu mrukn, niemal zbyt cicho, by dao si go usysze. Potem wyprostowa si i spojrza na Leiarda. - No wic czego si dzisiaj naucz? Co si wydarzyo, uznaa Imi, podajc korytarzem za Teiti, swoj ciotk i nauczycielk. Najpierw przyby posaniec; dyszc z wysiku, podbieg do Teiti i wyszepta jej co do ucha, po czym

odszed chwiejnym krokiem. Nastpnie ciotka owiadczya, e Imi musi zostawi staw i inne dzieci, i nie suchaa adnych protestw, kiedy cigna j do domu. Poszy jednym z tajnych szlakw, co od razu wzbudzio u Imi podejrzenia. Kiedy dotary do paacu, gwardzici nie umiechnli si do niej, tak jak zawsze. W ogle nie zwrcili na ni uwagi wydawali si sztywni i strasznie powani. Stranicy, ktrzy stali przy drzwiach do jej pokoju, owszem, umiechnli si na jej widok, ale tak jako dziwnie rozejrzeli si po korytarzu i od razu zgada, e te s czym zdenerwowani. - Co si dzieje? - zapytaa ciotk, kiedy tylko zamkny si za nimi drzwi. Teiti przyjrzaa si jej spod zmarszczonych brwi. - Mwiam ci ju, ksiniczko, e nie wiem. - To si dowiedz - rozkazaa Imi. Teiti skrzyowaa rce na piersi i z dezaprobat zmarszczya czoo. W przeciwiestwie do reszty paacowej suby, nie dawaa si atwo zastraszy. Nie bya wynajt opiekunk, ale czonkiem rodziny, i to o statusie tylko troch niszym od samej ksiniczki. Jednak nie zbesztaa Imi. - wita Huan... - szepna. - Czekaj tutaj. Pjd i postaram si sprawdzi, co si dzieje. Imi umiechna si i zoya razem donie. - Dzikuj ci. Spiesz si, prosz. Starsza kobieta podesza z powrotem do drzwi. Pooya do na klamce, ale obejrzaa si jeszcze i zmierzya dziewczynk podejrzliwym wzrokiem. - Bd grzeczna, Imi. Nigdzie nie odchod. Dla wasnego bezpieczestwa zosta w pokoju. - Zostan. - Jeli nie bdzie ci tutaj, kiedy wrc, nic ci nie powiem ostrzega ciotka. - Przecie mwi, e nigdzie nie pjd. Teiti zmruya oczy, ale odwrcia si w kocu i wysza. Gdy

tylko zamkny si za ni drzwi, Imi popdzia do sypialni. Podesza do rzeby na jednej ze cian, wsuna za ni rk, pomacaa przez chwil i natrafia na rygiel. Pocigna go i rzeba bezgonie odchylia si na zewntrz, jak drzwi. Za ni by otwr. Ojciec pokaza jej go ju wiele at temu. Powiedzia, e gdyby jacy li ludzie wdarli si do paacu, powinna wczoga si tam i czeka, a sobie pjd. Nie powiedzia jej, e otwr jest pocztkiem tunelu. Odkrya to pewnej nocy, kiedy nuda przezwyciya lk przed wchodzeniem w nieznane i ciemne miejsce. Popychajc przed sob wieczk, przeczogaa si tylko kawaek, nim natrafia na cian ze spojonych zapraw kamieni. Ale nie bya to solidna przegroda. Dorosy Elai, ktry j budowa, mia za mao miejsca i si nie postara. Imi syszaa zza niej jakie gosy, docierajce przez pknicia i otwory. Gosy, ktre nie cakiem moga zrozumie. Przez cay miesic zamiast spa, co noc wciskaa si do tunelu i odupywaa kawaki muru. Py i drobne odamki wysypywaa do wygdki, wiksze kamienie przemycaa pod ubraniem na zewntrz. Teraz, wczogujc si do otworu, Imi raz jeszcze pogratulowaa sobie odkrycia. Kiedy ju usuna blokad i dotara dalej, znalaza w cianie tunelu mae drewniane drzwiczki. Otworzya je i trafia do niewielkiej szafy. Za ni by pokj o cianach pokrytych rurami. Od razu si domylia, co to takiego. Ojciec mwi jej, e ma urzdzenie, ktre pozwala mu przemawia albo sucha ludzi w innych czciach miasta. Opisa jej te rury przenoszce dwiki. Nie wiedzia, e je znalaza i e sama z nich korzysta. Przychodzenie tutaj byo cudown zabaw. Zawsze si upewniaa, e jest zajty do pna, i dopiero wtedy przelizgiwaa si do tego pokoju. Przyciskaa ucho do uchoksztatnych otworw w rurach i podsuchiwaa rozmowy wanych ludzi, ktnie sucych, romantyczne wyznania kochankw. Znaa wszystkie plotki w miecie - i prawd take. Imi nasuchiwaa przez chwil odgosw z drugiej strony

drewnianych drzwiczek, po czym przecisna si przez nie. Szybko podbiega do rury, ktra prowadzia do krlewskiej sali audiencyjnej. Przycisna ucho do otworu. - ...korzyci z handlu. Dekoracje, jakie widz w tej komnacie, biuteria, ktr nosicie... wszystko to dowodzi, jakich macie utalentowanych rzemielnikw. Mog wytwarza towary na sprzeda poza Borr. W zamian moglibycie korzysta z luksusw mojego ludu, na przykad z piknych tkanin produkowanych w Genrii, ktre migocz jak gwiazdy, albo byszczcych, czerwonych ognistych kamieni z Torenu. Gos nalea do kobiety, a sowa byy dziwnie akcentowane. Mwia powoli, przerywajc czsto, jakby szukaa odpowiednich fraz, a nad kad si zastanawiaa. Imi wstrzymaa oddech, syszc o migoczcych tkaninach i ognistych kamieniach. Opis brzmia cudownie i miaa nadziej, e ojciec kupi ich troch. - Istnieje te cay wiat przypraw, zi i egzotycznych potraw, ktrych chcielibycie moe sprbowa. Wiem, e na pnocy yj ludzie, ktrzy zapac majtek za nowe smaki i produkty z Borry. Ale nie mylcie, e mamy na sprzeda tylko przedmioty luksusu. Mj lud zna duo skutecznych lekarstw na wszelkiego rodzaju choroby. Nie byabym zdziwiona odkryciem, e wy znacie leki, jakich nigdy nie spotkalimy. Wiele jest dziedzin, w ktrych moemy prowadzi wymian, panie. - To prawda. - Serce Imi zabio szybciej, gdy poznaa gos ojca. Pikn wygaszasz mow, ale ju takie syszelimy. Ziemiochodzcy przybywali do nas, zapewniajc, e interesuje ich tylko handel. Ale w rzeczywistoci okradali nas, zabierajc wite obiekty nawet z tej komnaty. Wytropilimy ich i odebralimy nasz wasno. A potem przysiglimy ju nigdy nie zaufa ziemiochodzcym. Dlaczego mamy teraz zama t przysig i uwierzy w to, co mwisz? Ziemiochodzca? zdumiaa si Imi. Ta kobieta jest ziemiochodzc? Jak si dostaa do miasta? - Rozumiem wasz gniew i wasz ostrono - odpowiedziaa obca. - Zachowaabym si tak samo, gdyby to mnie oszukano. I

gdybycie mieli wpuci do siebie kupcw, nalegaabym na zachowanie tej ostronoci. Oni nie zawsze s najuczciwszymi z ludzi. Ja jednak nie jestem kupcem. Jestem kapank bogw. Jedn z piciorga wybranych, by reprezentowa ich na tym wiecie. Tak jak wy, nie mog usun ze wiata obudy. Mog jednak stara si jej zapobiega i pilnowa, by nie uchodzia bezkarnie. Przymierze z nami obejmuje te warunek wzajemnej obrony. Pomoemy Wam chroni wasze ziemie od najedcw, jeli wy zgodzicie si nam pomaga. - Jakiej pomocy moglibymy udzieli tobie, czarownicy o wielkiej mocy, dysponujcej licznymi armiami ziemiochodzcych? - Takiej, jaka jest moliwa, panie - odpowiedziaa spokojnie. Siyee podpisali z nami taki traktat. Nie s moe wielcy czy silni ciaem, ale mog nam pomc na wiele sposobw. Zapada cisza. Imi syszaa, jak jej ojciec cmoka jzykiem o podniebienie, jak zawsze, kiedy si nad czym zastanawia. - Jeli rzeczywicie jeste tym, kim mwisz, e jeste - oznajmi nagle - powinna by w stanie przywoa teraz Huan. Uczy to, a ja j zapytam, czy mwisz prawd. Kobieta wydaa cichy dwik, jakby prbowaa powstrzyma miech. - Jestem jedn z jej reprezentantw - rzeka. - Ale nie daje mi to prawa rozkazywania bogini. - Milczaa przez chwil, a potem odezwaa si tak cicho, e Imi ledwie j syszaa. - Lecz rozmawiaam niedawno z Huan o waszym ludzie. Powiedziaa, e decyzja naley do was. Nie bdzie si wtrca. Znowu chwila ciszy. - Wiecie ju o tym, prawda? - dodaa, jakby odrobin zdziwiona. - Bogini tak wanie mwia naszym kapanom - przyzna ojciec. - Mamy sami postanowi. Widz w tym znak, e ufa moim sdom. - Tak by si wydawao - zgodzia si kobieta. - Mj sd jest taki: za mao wiem o tobie, ziemiochodzca. Nie widz powodu, by naraa nasze ycie dla paru wiecideek. Propozycja ochrony jest kuszca, z pewnoci zdajesz sobie z tego

spraw, ale jak zdoacie nas obroni, jeli yjecie na drugim kocu kontynentu? - Odnajdziemy tych piratw i rozbijemy ich. Z innymi zagroeniami poradz sobie statki wysane z Porinu. - Nigdy nie dotr na czas. A ty zaraz zaproponujesz, by statek sta tutaj na kotwicy. Potem zechcesz wybudowa osad dla zaogi. To nie do przyjcia. - Rozumiem. Znajdziemy inne rozwizanie. Jeli omwimy... - Nie. Imi rozpoznaa twardy upr, ktry rozbrzmiewa w gosie ojca, kiedy ten podj decyzj. Westchna rozczarowana. Caa ta rozmowa o handlu bya taka ekscytujca... I przecie najprostszym sposobem pozbycia si piratw jest zapacenie komu innemu, eby to zrobi... - Imi! Podskoczya. To by gos Teiti i nie dociera tu przez rur. Nauczycielka wrcia.... Imi zamaro serce. Jedyna moliwo, by moga sysze jej woanie, to ta, e rzeb - drzwi do tunelu zostawia odsunit! Jeli ciotka odkryje tunel, skocz si wizyty w pokoju z rurami. Imi skoczya do szafy. Zamkna za sob drzwi i przecisna si do tunelu. Drewniane drzwiczki byy trudniejsze - urosa troch ostatnio i miaa za mao miejsca, by sign rk i zamkn zasuwk. Jak najszybciej Poczogaa si z powrotem. Zatrzymaa si tu przed otworem i wyjrzaa ostronie - Teiti bya w drugim pokoju i biegaa dookoa. Kiedy zajrzaa pod krzeso, Imi miaa ochot si rozemia - ciotka wyranie mylaa, e si gdzie chowa. - Imi, to bardzo brzydko. Wyjd natychmiast! Ruszya do sypialni. Imi zamara, ale gdy Teiti zatrzymaa si, by zajrze do szafy, szybko wycigna rk i przycigna rzeb, zasaniajc otwr. Suchaa, jak Teiti biega po pokoju i woa j drcym gosem. Imi zdziwia si. Czy ciotka jest za? Czy tylko zdenerwowana? Odgosy ucichy, kiedy nauczycielka wrcia do drugiego pokoju.

I wtedy Imi usyszaa ciche chlipnicie. Zaczerwienia si ze wstydu - Teiti pakaa! Odsuna rzeb, jak najciszej wysuna si z tunelu, starannie zasuna i zablokowaa rzeb, po czym pobiega do drugiego pokoju. - Przepraszam, Teiti! - zawoaa. Kobieta uniosa gow i odetchna z ulg. - Imi! To nie byo zabawne! Nietrudno byo wyglda na zawstydzon. Teiti bya wprawdzie wymagajc nauczycielk, ale bya te wesoa i wielkoduszna. Imi lubia robi arty swoim przyjacioom, jednak tylko po to, eby ich rozbawi. Nikomu nie chciaa sprawia przykroci. - To chyba powana sprawa - powiedziaa. Teiti otara oczy i umiechna si. - Tak. W paacu jest ziemiochodzca. Nie wiem, jak si tu dostaa i po co, ale lepiej si std nie ruszajmy, gdyby byy jakie kopoty. Teiti zmarszczya czoo. - To nie znaczy, e cokolwiek ci grozi, ksiniczko. Ona nawet nie wie o twoim istnieniu, wic jeste chyba cakiem bezpieczna. Imi pomylaa o tej kobiecie, ktrej rozmow z ojcem podsuchaa. Czarownica i kapanka bogw, ktra chciaa, by Elai i jej lud zostali sojusznikami - co jest innym sowem na okrelenie przyjaci. Nie mwia jak kto, kogo trzeba si ba. Imi kiwna gow. - Ja te tak uwaam, Teiti. Ksiyc wyglda jak radosny biay umiech. Kiedy Tryss go zobaczy, pomyla, e to dobra wrba. Teraz, kilka godzin pniej, blady sierp bardziej mu przypomina drwicy grymas. Albo mordercz kling, pomyla. Odetchn gboko, wydmuchujc kb pary, i pokrci gow. Zabobonne bzdury i tyle. To przecie tylko wielki gaz osadzony w zamarznitej toni nieba. Nic wicej, nic mniej. - Nie wierz... On kry! Spokojny i powany Tryss chodzi w kko!

Tryss a podskoczy, syszc ten gos. - Sreil? - szepn. - Co si stao? - Nic - odpar starszy chopak. - Po prostu rozcicie ciany zajo wicej czasu, ni mylaem. Dwie postacie wyoniy si z mroku; nieg tumi ich kroki. Ksiyc owietla obie twarze, ale Tryss widzia tylko jedn: Drilli, otulon futrem yerna. Serce zabio mu mocniej, kiedy si jej przyjrza. Oczy miaa szeroko otwarte, a wyraz twarzy... peen wahania. I niepewny. - Na pewno... - ...chcesz? Wypowiedzieli te sowa rwnoczenie. Drilli umiechna si, a Tryss poczu, e robi to samo. Podszed i uj j za rce, a potem pogadzi jej twarz. Na moment z rozkosz zamkna oczy. Dotkn wargami jej ust. Jej pocaunek by mocny i pewny, a on poczu, e ar ogarnia jego ciao. Zdawao si, e zimowy chd znikn wok nich. Kiedy oderwali si od siebie, serce bio mu jak szalone, a wszelkie wtpliwoci znikny. Albo cakiem straciem rozum, pomyla. Zreszt tak wanie mwi o modych ludziach. Zwrci si do Sreila. - Dokd teraz? Chopak zachichota. - Czybymy si spieszyli? Wci uwaam, e Ryliss bdzie najlepszy. Obozuje troch dalej od Przestrzeni ni caa reszta. Wiecie, jacy s ci ze witynnej Gry. Zawsze powani i zawsze samotnicy. Chodcie za mn. Tryss wzi Drilli za rk i pomaszerowali za Sreilem przez las. Droga bya duga - musieli okry grny koniec Przestrzeni. Czarne cienie drzew przesaniay ksiyc, a nieg pokrywa wszystko. Oboje potykali si o przeszkody. Drilli jkna cicho. - Co si stao? - Stopy mnie bol. - Mnie te. - Nie moglibymy polecie?

- Gdybymy mogli, to jestem pewien, e Sreil nie szedby piechot. - Myl, e to dla niego tak samo cikie jak dla nas. Umilka. A po kilku chwilach cisna jego do. - Przepraszam. Bardzo to romantyczne, w noc lubu skary si na obolae stopy. Zachichota. - Jeli chcesz, pniej ci je romantycznie rozmasuj. - Mmm... Owszem, chtnie. W kocu midzy drzewami pojawia si altana i Tryss odetchn z ulg. Sreil kaza im zaczeka i poszed sprawdzi, czy Mwca Ryliss jest sam. Tryss poczu, jak lk ciska mu odek. Sreil zbliy si do wejcia altany. Jaki cie stan przy drzwiach. Kto cign na bok zason, a potem syn Sirri odwrci si i wezwa ich gestem. Drilli mocno ciskaa go za rk, kiedy szli do altany. Zatrzymali si przed wejciem, a Mwca Ryliss przyjrza im si z uwag spod gstych siwych brwi. Potem skin rk. - Wejdcie. Oboje przekroczyli prg. Wewntrz pod cian pon ogie, dajc przyjemne ciepo. Dym wydostawa si przez otwr w stropie. Ryliss wskaza im dug aw, a sam usiad na stoku. - A wic wy dwoje zamierzacie dzisiejszej nocy zawrze maestwo - rzek. - To powana sprawa. Oboje jestecie pewni, e tego chcecie? Tryss zerkn na Drilli i przytakn. Ona umiechna si i wymwia ciche tak. - Jak rozumiem, jest to wbrew yczeniom waszych rodzicw? - Rodzicw Drilli - sprostowa Tryss. - Moi nie bd protestowa. Starzec obserwowa ich z powag. - Oboje powinnicie wiedzie, e cho moecie zdecydowa si na maestwo bez zgody rodzicw, jednak wasze klany nie bd wtedy zobowizane do wydania dla was uczty ani ofiarowania adnych podarunkw. Wasi rodzice nie musz si zgadza, bycie zamieszkali z nimi w ich altanie.

- Rozumiemy - odpara Drilli. Mwca skin gow. - Nie mog odmwi wam rytuau, jeli poprosicie o niego oficjalnie. Tryss powsta. Drilli stana przy nim. - Jestem Tryss z klanu ysej Gry. Postanowiem zawrze zwizek z Drilli z klanu Wowej Rzeki. Czy przeprowadzisz rytua? - Jestem Drilli z klanu Wowej Rzeki. Postanowiam zawrze zwizek z Tryssem z klanu ysej Gry. Czy przeprowadzisz rytua? Ryliss przytakn. - Zgodnie z prawem, musz speni wasze danie. Niech Tryss stanie teraz za Drilli, Wecie si za rce. Drilli umiechaa si, kiedy wykonywali polecenie. Oczy byszczay jej jasno, gdy obejrzaa si na niego przez rami. Wydawaa si rwnoczenie podekscytowana i troch wystraszona. - Ostatnia szansa, eby si wycofa - szepna. Umiechn si take i mocniej cisn jej donie. - Tylko jeli uda ci si wyrwa. - Uciszcie si, prosz - upomnia ich Ryliss, marszczc czoo. To powana sprawa. Musicie pozosta razem przez najblisze dwa lata, nawet jeli zaczniecie aowa swej decyzji. Podniecie rce. Otworzy nieduy mieszek u pasa - mieszek, jaki nosili wszyscy Mwcy. Wyj z niego dwa jaskrawe sznurki. Po czym zacz zwizywa razem jedn par ich rk. - Jestem Ryliss z klanu witynnej Gry. Zwizuj Tryssa z klanu ysej Gry i Drilli z klanu Wowej Rzeki jako ma i on. Od dzisiaj lecie razem. Przeszed do drugiej pary splecionych rk. - Jestem Ryliss z klanu witynnej Gry. Zwizuj Tryssa z klanu ysej Gry i Drilli z klanu Wowej Rzeki jako ma i on. Od dzisiaj lecie razem. Gdybymy lecieli tak blisko siebie, pomyla Tryss, wyczuwalibymy kady swj ruch. Pewnie o to wanie chodzi. Ryliss odstpi i skrzyowa rce. - Postanawiajc zwiza si razem, wstpujecie w zwizek

maeski. Przyjmujecie odpowiedzialno za swoje zdrowie, szczcie i wychowanie dzieci, jakie narodz si z tego zwizku. Jako e to wasze pierwsze maestwo, dokonujecie te przejcia w doroso. Oboje musicie pracowa dla dobra tego klanu, z ktrym zdecydujecie si zamieszka. Przerwa na moment, nim kiwn gow. - Ogaszam, e jestecie maestwem. Stao si, pomyla Tryss. Spojrza na umiechnit Drilli i obj j ramionami, przesuwajc po ciele take jej rce. Sreil odchrzkn. - Pozosta jeszcze tylko jeden krok. Tryss obejrza si wystraszony. O co mu moe chodzi... - To prawda. - Kcik ust Rylissa drgn lekko, co byo najblisz umiechu reakcj, jak widzieli u niego tej nocy. Zwrci si do Tryssa i Drilli. - Wrc rano. Prosz, nie narbcie baaganu. Po czym wyszed z altany i znikn. Tryss zdziwiony popatrzy na Sreila. - Jaki krok? Sreil umiechn si szerzej. - Nie mog uwierzy, e o to pytasz. - Och... Tryss poczu, e si czerwieni, kiedy nagle zrozumia, o czym mwi Sreil. Drilli zachichotaa. - Czasami dziwi si, jak kto tak mdry moe by takim guptasem - powiedziaa. - Ja rwnie - zgodzi si Sreil. - No dobrze. Jestem pewien, e nie bdziecie mieli problemw z dokoczeniem rytuau. Nie potrzebujecie mojej pomocy, wic wracam do siebie. - Dzikuj ci, Sreil - odezwaa si dziewczyna. - Ja te - zgodzi si Tryss. - Jestem ci winien przysug. Sreil zrobi niewinn min. - Nie miaem z tym nic wsplnego. - Zupenie nic - odpar Tryss. - No to id. Nie powiemy nikomu ani sowa.

Sreil parskn miechem, wycofa si z altany i opuci za sob zason. Tryss sucha skrzypienia niegu pod jego stopami. W kocu kroki ucichy w oddali. Drilli podniosa rk i przyjrzaa si sznurowi. - Mam nadziej, e Ryliss nie zawiza ich za mocno.

32
Karawana ladacznic stanowia imponujcy widok. Przed budynkiem stano dwanacie tarnw, kady zaprzony w dwa aremy. Pierwsze sze byo jaskrawo pomalowane, z wypisanym na burtach imieniem Rozei. Grube, sztywne osony miay obszycie w tych samych barwach. Druga szstka tarnw nie miaa ju ozdb. Wok nich krcia si suba - przy jednym czekay kobiety, na inny mczyni adowali jakie worki i skrzynie. agiew i Fala gono wyraay swj zachwyt, a ich oddechy zmieniay si w par w chodnym powietrzu. Wraz z Emerahl i jeszcze trjk dziewczt podeszy do czwartego wozu. Godzin temu, gdy czekay w sali tanecznej, Rozea kazaa im podzieli si na szecioosobowe grupy, a potem przydzielia tarny, losujc z torby etony z numerami. Nasza pracodawczyni chce uchodzi za sprawiedliw, mylaa Emerahl. Ciekawe, czy Promyk te tak uwaa. Czy wie, e Rozea zaplanowaa, bym po powrocie staa si faworyt w jej zamtuzie? Czy mnie nienawidzi? Czy te jest zadowolona, e moe zrezygnowa z tej roli? To bez znaczenia. Emerahl nie zamierzaa tu wraca. Planowaa wymkn si z karawany, gdy tylko opuszcz miasto. To znaczy, poprawia si w myli, o ile uda si jej wyjecha z miasta niepostrzeenie. Opara si pokusie, by przesun palcami wzdu brzegu rkawa. Wcisna tam niewielkie paciorki, z ktrych kady by cinit grudk formtanu. Przyjmowany w tej postaci, dziaa wolniej, a efekty trway okoo godziny. W Porinie nie by to narkotyk nieznany. Na og przyjmowano go jako napar albo palony w fajce jak tyto. Powodowa rozkoszne ukojenie, tumi mdoci, a w wikszych ilociach dziaa usypiajco. Sen jednak Emerahl nie wystarcza. Musiaa straci przytomno. Lk ciska jej odek, kiedy rozwaaa, na co si naraa. Plan

by ryzykowny - jeli umiejcy czyta w mylach kapan, pilnujcy miejskiej bramy, zauway, e nie jest w stanie zajrze do umysu jednej z ladacznic, moe postanowi zbada spraw. Gdy uzna za podejrzane, e pod wpywem formtanu stracia przytomno, zatrzyma je, dopki Emerahl si nie obudzi - a wtedy jej nienaturalnie dugi ywot dobiegnie koca. Aby narkotyczny stan uczyni mniej podejrzanym, przygotowaa kilka dodatkowych porcji formtanu. Miaa zamiar da je pozostaym dziewcztom. Mniejsze dawki, oczywicie, wic poczuj tylko cudowne ukojenie. Tarn peen nieprzytomnych kobiet z pewnoci raczej by wzbudzi podejrzenia, ni je oddali. Jako ostatnia wspia si na wz. Wszystkie miay na sobie grube taule i niosy koce. Budy na tamach osoni je przed deszczem, ale nie przed chodem. Do koca zimy pozostao jeszcze sporo czasu, a im dalej na poudnie dotr, tym surowszy bdzie klimat. W rodku byo do ciasno, z szstk kobiet cinitych na twardych awkach. - Z zewntrz wydaway si bardziej obszerne - mruczaa agiew. - Uwaaj, jak chodzisz, Gwiazdko. - Cuchnie tu wdzonym nerem - poskarya si yczliwo. - Wtpi, czy Rozea kupia te wozy nowe. - Ptaszek kopna pitami w deski, a zadudnio. - Co tam jest pod awk. Emerahl zajrzaa pod siedzenia po drugiej stronie. - Skrzynki. Myl, e jest tam cz naszych zapasw. Nasze siedzenia stoj bliej siebie ni to konieczne. Nie zdziwiabym si, gdyby z tyu byy tajne skrytki. - Ale po co? - zdumiaa si Fala. - Rozea jest zbyt skpa, eby kupi wicej tarnw? - Nie - odpara agiew. - To na pewno schowki, w ktrych bdziemy ukrywa rne rzeczy na wypadek, gdyby kto chcia nas obrabowa. Pozostae umilky i spojrzay na ni niespokojnie. - Rabusie pomyl, e wszystko, co mamy, jest na tych wozach z adunkiem - wyjania agiew. - A gdyby zajrzeli tutaj, to zobacz

nas i nic wicej. - Przecie nikt nas nie obrabuje - owiadczya Gwiazdka. Bdziemy podrowa z wojskiem. - Ale moemy zosta z tyu - stwierdzia lkliwie Ptaszek. - A nawet si od nich oddzieli. - Na pewno nie - uspokoia j Gwiazdka. - Rozea na to nie pozwoli. Na zewntrz rozleg si przenikliwy gwizd. Dziewczta wymieniy nerwowe spojrzenia, lecz milczay, dopki tarn nie ruszy z miejsca. - Teraz ju za pno, eby zmieni zdanie - mrukna Fala. - Mogybymy wszystkie wyskoczy i pobiec z powrotem zaproponowaa yczliwo, ale bez przekonania. Emerahl parskna lekcewaco. - Rozea pole kogo, eby was cign. Mylaam, e oprcz mnie, wszystkie marzycie o tej wspaniaej przygodzie. Pozostae dziewczta wzruszyy ramionami. - A ty nie chcesz jecha, Nefryt? - spytaa Gwiazdka. - Dlaczego? Emerahl odwrcia gow. - Uwaam, e rabusie to najmniejszy z naszych problemw. To onierzy bdziemy musiay si strzec. Oni uznaj, e walka daje im u nas prawo do darmowej obsugi, kiedy tylko przyjdzie im ochota. A nie mamy dosy wasnej ochrony, by im tego zabroni. To bdzie cika, brudna praca. yczliwo skrzywia si. - Moe ju o tym nie mwmy. Wol raczej si udzi, e przeyjemy wspania przygod i bdziemy wiadkami wielkich wydarze, o ktrych kiedy bd moga opowiada wnukom. - Bardzo dobrze, e babciom wolno wycina te nieprzyjemne kawaki - zachichotaa agiew. - I rozwija te adne. onierze bd dzielni, generaowie przystojni, a kapani szlachetni i jeszcze przystojniejsi... Na wspomnienie o kapanach, strach cisn Emerahl za gardo. Wychylia si za Fal i uniosa klap w burcie - byy ju w poowie drogi do bramy. Zascho jej w ustach, ale powstrzymaa ch, by

sign po formtan. Jeszcze nie teraz. - A spaa kiedy z kapanem? - spytaa agiew Fala. - Z paroma. - Ja nie. A wy, Gwiazdka, yczliwo? Gwiazdka wzruszya ramionami. - Raz. Nie by przystojny. By gruby. I szybki, dziki Yrannie. - Ja z kilkoma - przyznaa z umiechem yczliwo. - Myl, e lubi mnie z powodu mojego imienia. Wracaj potem do on i tumacz, e spdzili wieczr, pracujc nad yczliwoci wobec grzesznikw. I to jest prawda. agiew wybuchna miechem. - Rozea umie dobiera imiona. A ty, Nefryt? - Ja? - Bya kiedy w ku z kapanem? - Nigdy. - Stanowczo pokrcia gow. - Moe trafi ci si podczas tej wyprawy. - Moe. agiew znaczco poruszya brwiami. - Podobno s w tym cakiem dobrzy. - Domylam si, e tak dobrzy, jak dowolna narodowo albo wyznanie, ktre podobno jest w tym dobre. - Jeste zbyt powana, Nefryt. I dlaczego cigle wygldasz na ulic? Emerahl opucia klap. Westchna i potrzsna gow. - W podry jest mi niedobrze. Gwiazdka jkna niechtnie. - Ale nie bdziesz wymiotowa, co? Emerahl skrzywia si zoliwie. - Jeli tak, to bd si pochyla w twoj stron. - Wariatka jeste. No ju. - Fala wstaa, opierajc si o plandek. - Siadaj przy oknie. Jak ci si zbierze na wymioty, odchylisz klapk i odetchniesz wieym powietrzem. - Dziki. - Emerahl umiechna si z przymusem i przesuna na awce. Fala usiada w rodku i wspczujco poklepaa j po kolanie. Emerahl znowu wyjrzaa i uznaa, e s ju niedaleko miejskiej bramy. Opucia klap i zwrcia si do dziewczt.

- Co kupiam. Pomaga na mdoci. Ale nie byoby uczciwie, gdybym si z wami nie podzielia. agiew zrobia mdr min. - Formtan? - Formtan! - wykrzykna Gwiazdka. - Skd go wzia? - Zajrzaam na targ, kiedy szam z wizyt do rodziny - wyjania agiew. Emerahl wycigna lew rk i wysuna z rkawa pierwsz grudk. Wrzucia j sobie do ust i pokna, a potem zacza wysuwa nastpn. - Kto ma ochot? Dziewczta pochyliy si z ciekawoci. - Nigdy jeszcze tego nie prbowaam - przyznaa Fala. - Jest cudownie - szepna yczliwo. - Wydaje si, e czas zwalnia, a ty si czujesz lekka, jakby si unosia w powietrzu. Wzia grudk formtanu. - Dzikuj, Nefryt. Emerahl poczua zawrt gowy. Wysuna z rkawa kolejn porcj i oddaa j agwi. Musiaa si bardzo koncentrowa, by wydoby jeszcze trzy kuleczki dla Fali, Ptaszka i Gwiazdki. Potem rozlunia si, oparta o burt wozu. Zaleway j fale rozkosznego oszoomienia. - Masz wicej? - spytaa rozmarzona Gwiazdka. Emerahl pokrcia gow. Wolaa ju si nie odzywa. Pomylaa, e mogaby sprawdzi, jak daleko jest jeszcze do bramy, ale nie potrafia si do tego zmusi. Pozostae dziewczta take umiechay si bogo. Ale miay gupie miny... Emerahl czua, jak wzbiera w niej miech. Umiechay si do niej zdziwione. - Co ci tak ubawio? - Takie jestecie szczliwe - wymamrotaa. Fala zachichotaa, a potem wszystkie wybuchny leniwym, gonym miechem. - Lepiej si teraz czujesz, Nefryt? - spytaa agiew. - Ju Ne frytnita?

Emerahl parskna, potem pochylia si. Zachwiaa. Wzrok si jej zamgli. - Mj by trch mosniszy - wybekotaa. A potem osuna si w przyjemn, mglist ciemno. Czas si zatrzyma, ale bya zbyt rozleniwiona, by si tym przej. Jej umys opad w bezpieczny, ciepy mrok. A w mroku pojawia si wiea. Ten widok zaniepokoi... Przeszy j impuls irytacji. Nie... Znowu to samo... Wiea wyrastaa niemoliwie wysoko. Rozrywaa dryfujce nad ni chmury. Emerahl nie moga si powstrzyma od patrzenia na ni. Wiea nieodparcie przycigaa jej uwag. Co to za miejsce? Wiea znikna nagle. Emerahl spojrzaa niej i zamiast niej zobaczya cakiem inny budynek - dawny Dom Tkaczy Snw w Jarime. Ten, pod ktrym zosta pogrzebany Mirar, kiedy zabi go Juran, wysoki kapan Krgu Bogw. ni. A nie powinnam. Powinnam by nieprzytomna. To niedobrze... Sprbowaa si uwolni, ale sen tylko mocniej j pochwyci. Nagle znowu wyrosa nad ni wysoka biaa wiea, jeszcze bardziej zowieszcza ni poprzednio. Chciaa ucieka, ale nie moga ruszy z miejsca. Wiedziaa, e jeli tu zostanie, zobacz j. Lecz nie moga przesta patrzy. Wystarczy, e j zauwa, i... - Co jej jest? .. .odkryj, kim jest... - Wzia formtan. Niedobrze jej w podry. I chyba by troch za mocny. .. .a kiedy si dowiedz... - Na pewno by. Powinna bya straci przytomno, ale zamiast tego pochwyci j sen. ...to j zabij... - Pochwyci...? Potrafisz to zobaczy? - Tak, jestem kapanem.

- W mundurze stranika? - Tak. - Czy ona si obudzi? .. .wiea pochylaa si nad ni. Zdawaa si wygina. Groza ogarna Emerahl, gdy dostrzega pknicia biegnce po powierzchni... - Tak. Uwolni si z tego snu, kiedy skoczy si dziaanie narkotyku. ...i wiea runa... - Dzikujemy, kapanie...? - Ikaro. Gosy ledwie docieray do umysu Emerahl. Sen by nazbyt realny. By moe to one byy snem, a sen rzeczywistoci? Syszaa huk padajcej wiey, czua bl amanych koczyn, ar w pucach, kiedy dusia si powoli. Trwao to i trwao, i trwao, ca wieczno blu... - Nefryt? Nie podoba mi si ta rzeczywisto, mylaa Emerahl. Wol sen. Moe jeli zdoam siebie przekona, e sen jest prawd, to jako uciekn przed blem... Staraa si lepiej sysze ten gos; koncentrowaa si na sowach. Bl odpyn. - Nefryt. Obud si. Kto si podnis jej powieki. Rozpoznaa twarze. Czua niepokj promieniujcy ze znajomych umysw. Skupiona na nim, wyrwaa si ze snu. Wcigna do puc cudownie czyste powietrze i spojrzaa na pi pochylonych nad sob dziewczt. Ich imiona przesuny si w umyle. Czua koysanie tarnu. Leaa na plecach. Sen o wiey, pomylaa. Znowu mnie drczy. Tym razem byy w nim gosy... Jakby sen wewntrz snu. - Co si stao? Ulga na twarzach dziewczt bya wzruszajca. Maj dobre serca, pomylaa. Bd za nimi tskni, kiedy odejd. - Wzia za duo formtanu - wyjania agiew. - Stracia przytomno.

- Kapan spod bramy przyszed ci obejrze - dodaa yczliwo. - Nie mam pojcia, skd wiedzia. Emerahl poczua ukucie trwogi. Usiada gwatownie. Kapan? To znaczy, e ten sen wewntrz snu by rzeczywistoci? - Co mwi? - Obejrza ci - odpara z umiechem Fala. - Powiedzia, e nic ci nie jest, tylko nisz. Widzia, e ni? Zmarszczya czoo. Musiaam opuci oson. - Martwiymy si, e pomylia dawk - mwia agiew. - Albo e prbowaa si zabi. - Nie prbowaa si zabi, prawda? - spytaa nerwowo Fala. - Nie... - Emerahl wzruszya ramionami. - Mylaam tylko, e jeli wezm wicej, to efekt potrwa duej. - Guptas - skarcia j agiew. - Drugi raz ju tego bdu nie zrobisz. Emerahl smtnie pokrcia gow. Zsuna nogi z awki. agiew usiada obok. - Dalej wygldasz troch sennie - stwierdzia. - Oprzyj si o mnie i zdrzemnij... jeli potrafisz zasn przy tym koysaniu. Emerahl umiechna si z wdzicznoci. Opara gow na ramieniu wyszej dziewczyny i zamkna oczy. Kapan odczyta mj umys, mylaa. I wszystko, co tam zobaczy, odrzuci jako sen. Przypomniaa sobie ten strach przed odkryciem, obecny w nie o wiey - strach podobny do jej wasnego lku. Bezgonie podzikowaa tkaczowi snw, ktry przesya te wizje. Prawdopodobnie ocali jej ycie... Auraya zbudzia si i uwiadomia sobie, e nie nia o Leiardzie. Westchna rozczarowana. Od odlotu z Si nie odwiedzaa jego snw. Pielgnowaa sab nadziej, e ma to jaki zwizek z jej podrami, e trudno j znale, e pocz si, kiedy wrci do Przestrzeni. Ale ostatniej nocy take nic nie zakcio jej snu. To tylko jedna noc, pomylaa. Nie wie jeszcze, e wrciam - a ja znowu wyruszam.

Wstaa i zacza si my. Na pewno kadej nocy sprawdza, czy wrciam. Moe jest zbyt zajty... A moe poczenie snw jest zbyt mczce, eby powica mu kad noc... Nie powinnam si nad tym zastanawia. Powinnam myle o poprowadzeniu Siyee na wojn. Musiaa wiele zorganizowa. Do pnej nocy rozmawiaa z Mwcami, dyskutujc o tym, co maj ze sob zabra, a co otrzymaj od armii ziemiochodzcych. Siyee nie mogli przenosi duych ciarw Wezm bro, mae skadane altany oraz do ywnoci, by dotrze na Zote Rwniny. Ale nic wicej. Auraya naradzia si z Juranem, ktry zapewni, e kiedy Siyee docz do reszty wojsk, na pewno dostan ywno. Auraya dokadnie sprawdzia swj strj i z pomoc magii usuna jak najwicej plam. Rozczesaa spltane wosy, ktre jej si poskrcay w czasie wczorajszego lotu. Siyee stanowczo mieli racj, cinajc wosy na krtko, mylaa. Ciekawe, jak ja bym wygldaa z krtkimi... Zaplota je w dugi warkocz i przesza do gwnego pomieszczenia swojej altany. Poprzedniego wieczoru kobieta Siyee przyniosa jej kosz z jedzeniem. Auraya napia si wody i usiada do niadania. By moe to bya moja ostatnia noc tutaj, na wiele miesicy. Po wojnie Juran kae mi wraca do Jarime... Ta myl wywoaa smutek. Nie chciaa std odchodzi. Ale poczua take dreszcz ciekawoci: jakie bdzie moje nastpne wyzwanie? Kolejny sojusz do wynegocjowania? Czy wrc na Borr, eby znowu namawia krla Elai? Sowa nie wystarcz, by przekona krla Aisa do rozwaenia sojuszu. W umysach Elai dostrzega wiele podejrzliwoci i nienawici dla ziemiochodzcych. Pokonanie piratw pozwoli moe zdoby zaufanie morskiego ludu. Jeli nie, usunie przynajmniej gwn przyczyn nienawici. W cigu kilku pokole ich podejrzliwo zmniejszy si i kontakt ze wiatem zewntrznym przestan uwaa za niebezpieczny. To mniej wicej tumaczya

Juranowi, a on przyzna jej racj. Jeli jej nastpnym zadaniem nie bd Elai, to co? Zastanowia si nad moliwymi skutkami wojny. Sennon wspiera pentadrian. Jeli bogowie nadal chcieli, by Sennon sprzymierzy si pokojowo z reszt Ithanii Pnocnej, po wojnie czeka ich sporo pracy, w tym wcale nieatwa zachta do przebaczenia ze strony sojusznikw Biaych. Jednoczc si z nieprzyjacielem, Sennon sprowadzi mier na wielu Pnocnych Ithaczykw. Wielu zechce potem kary dla Sennonu, ale to spowoduje tylko kolejne pretensje i wicej nienawici. Zmarszczya brwi. Przekonanie Sennoczykw do podpisania traktatu najlepiej zostawi Juranowi. Ona sama i pozostali Biali bd zapewne przekonywa innych cyrklian, by uznali takie przymierze. Ale to nie wypeni jej caego czasu. Zawsze pozostawali jeszcze tkacze snw. Serce jej zamaro na t myl. Od miesicy prawie nie pamitaa o swoich pomysach - chciaa przecie zwikszy umiejtnoci cyrkliaskich uzdrowicieli, by kult tkaczy snw nie kusi nowych chtnych. Nie chodzi przecie o to, e chc szkodzi tkaczom snw, tumaczya sobie. Chciaabym tylko uratowa dusze tych, ktrzy jeszcze do nich nie przystpili. - Aurayo z Biaych... Czy mog wej? Obejrzaa si, wdziczna, e co zajo jej uwag. - Tak, Mwco Sirri. Prosz. Zasona w drzwiach odsuna si i do wntrza wesza Sirri. Miaa na sobie strj, jakiego Auraya jeszcze nie widziaa: przecinana paskami twarda skrzana kamizelka i fartuch zakryway jej pier i uda. Do piersi miaa umocowany jeden z tych nowych aparatw wyrzucajcych strzaki, a na plecy zarzucia uk i koczan ze strzaami. Na biodrze nosia mieszek i dwa noe. - Wygldasz, jakby sza walczy! - zawoaa Auraya. - To dobrze. - Sirri umiechna si. - Mj lud musi wierzy, e ich przywdca gotw jest walczy wraz z nimi.

- Ty jeste gotowa - stwierdzia kapanka. - Gdybym bya pentadrianinem, tobym chyba ucieka. Sirri umiechna si szerzej. - Raczej wybuchnaby miechem. Prawd mwic, uwaam, e wiele si nauczymy na tej wojnie. Auraya spowaniaa nagle. - Nie chc udawa, e nie bdzie adnych kosztw. Mam tylko nadziej, e nie oka si zbyt wysokie. Obiecuj ci, e bd si o to stara. Mwca skinieniem gowy przyja t obietnic. - Wiemy, z czym mamy si mierzy. Jeste gotowa? Auraya przytakna. - Twoi ludzie ju si zebrali? - Spakowani i gotowi do lotu. Trzeba im jeszcze tylko jednej czy drugiej przemowy. Auraya odstawia pusty kubek, wstaa i ostatni raz rozejrzaa si po altanie. Signa po nieduy pakunek, jaki zabraa w podr do Si, i wysza za Mwc. Usyszaa zgromadzonych Siyee, zanim jeszcze ich zobaczya - gwar tak wielu poczonych gosw przypomina wod spywajc kaskadami po skaach. Kiedy wraz z Sirri stany na skalnym wystpie, rozlegy si oguszajce gwizdy. Auraya umiechna si do najwikszego tumu Siyee, jaki dotd ogldaa. Klany rniy si wielkoci, od kilkudziesiciu rodzin do ponad tysica osobnikw. Z tych tysicy Siyee, ponad poowa tworzya armi. Nie wszyscy byli wojownikami - na kadych dwch ubranych do walki, widziaa jednego, ktry nie by. Kady klan zabiera wasnych uzdrowicieli i pomocnikw, ktrzy mieli te przenosi skadane altany i jak najwicej zapasw ywnoci. Przybycie Sirri byo dla pozostaych Mwcw znakiem, by wystpili i stanli w rzdzie. Auraya zaja miejsce kilka krokw od koca szeregu. Patrzya, jak Sirri wstpuje na Ska Mwcw i rozkada szeroko rce. - Ludu gr! Klany Siyee! Spjrzcie tylko na siebie! -

Umiechna si. - Jaki przeraajcy widok stanowimy! Siyee krzyczeli i gwizdali w odpowiedzi. Sirri pokiwaa gow i wzniosa rce wyej. - Dzisiaj opuszczamy nasze domy i odlatujemy na wojn. Czynimy tak, by dotrzyma obietnicy. Jakiej? Obietnicy, e pomoemy przyjacielowi. Nasi sprzymierzecy wrd ziemiochodzcych potrzebuj naszego wsparcia. Potrzebuj nas, Siyee, by broni si przed najedcami. Sirri spowaniaa. - Wiemy, jak to jest. Wiemy, co si czuje, kiedy najedcy morduj naszych bliskich i odbieraj nam ziemie. Ale ten bl ju nam nie grozi, gdy nasi sojusznicy take dotrzymuj obietnic. Zeszej nocy Auraya z Biaych przekazaa mi radosne wieci, e krl Torenu nakaza swym poddanym opuszczenie naszej krainy. Gwizdy, jakie wybuchy po tym owiadczeniu, mogy oguszy. Haas nie cich przez dugi czas. Sirri obejrzaa si i skina na Auray. Kapanka podesza do Mwcy i tum si uspokoi. - Dzikuj wam, mieszkacy Si - powiedziaa. - Udzielajc wsparcia mojemu ludowi, pomagacie zwyciy strasznego wroga. Od wielu lat syszelimy pogoski o barbarzyskich mieszkacach poudniowego kontynentu, byli jednake zbyt daleko, by si nimi przejmowa. Syszelimy, e niewol mczyzn i kobiety, e wyznawcy pentadriaskiego kultu zmuszaj swych wiernych do udziau w dziwnych, perwersyjnych rytuaach. Wiemy, e ceni wojn dla samej przemocy. Teraz pentadrianie chc poszerzy sw wadz. Chc zniszczy mj lud, chc wzi w niewol ca Ithani. Przerwaa. Siyee milczeli i wyczua u nich pierwsze oznaki lku. - Nie uda im si! - zapewnia. - Poniewa ci, ktrzy ruszaj na wojn dla samej przemocy, nie s prawdziwymi wojownikami, jak my! Tym, ktrzy najedaj inny kraj, nie dodaje siy ch obrony swoich domw, jak nam! A co najwaniejsze, tych, ktrzy nale do pogaskich kultw, nie bd wspiera prawdziwi bogowie... Przerwaa na moment, a potem dodaa, cicho, ale twardo wymawiajc kade sowo: - Jak nas. Zoya donie w znak krgu.

- Jako jedna z Biaych jestem waszym czem z bogami. Bd tumaczem i heroldem. Jestem dumna, e mog poredniczy midzy bogami i takim ludem jak wy. Jestem dumna, e bd towarzyszy takiej armii. : A ja jestem dumna, e taki lud stworzyam. Twarze w dole zmieniy si. Oczy otworzyy si szeroko, rozdziawiy si usta. Poczua ich zachwyt niczym podmuch wiatru, a rwnoczenie dotaro do niej wraenie obecnoci u boku. Cay tum opad na kolana, Auraya za odwrcia si do janiejcej postaci bogini. Huan uniosa rk, nakazujc, by kapanka pozostaa na stojco. : Powstacie, dobrzy ludzie z Si, powiedziaa. Siyee podnosili si wolno. Z szacunkiem spogldali na bogini. : Czuj rado, widzc was dzisiaj zgromadzonych w tym miejscu. Stalicie si silni i liczni. Jestecie gotowi, by zaj nalene wam miejsce wrd ludw Ithanii Pnocnej. Dobrze wybralicie sobie sprzymierzecw. W Aurai macie nie tylko sojusznika, ale i wiernego przyjaciela. Kocha was. Wszyscy Biali bd was ochrania w miar swych moliwoci. Ale to wasza prno zagwarantuje wam przetrwanie, nie Auraya ani ja. Bdcie silni, ale bdcie te mdrzy, ludzie z Si. Bdcie wiadomi swych mocnych, lecz i sabych stron. I trwajcie!. Bogini umiechna si jeszcze, a potem jej wietlista posta zblada i znikna. Sirri spojrzaa na Auray, wci szeroko otwierajc oczy, a potem zwrcia si do Siyee. - Usyszelimy sowa bogini Huan! Nie zwlekajmy duej! Ruszajmy na wojn! Skina Mwcom, a ci natychmiast przeszli na brzeg wystpu i odlecieli, by doczy do swoich klanw. Sirri odwrcia si do Aurai. - Miaam zaplanowan na koniec porywajc przemow, ale cakiem zapomniaam, co chciaam powiedzie - wyznaa cicho. Auraya z umiechem wzruszya ramionami. - Boska wizyta wywiera czasem taki efekt.

- To bez znaczenia. Wane byo, ebymy wyruszyli peni zapau, a Huan doskonale o to zadbaa. Wyglda na to, e mj klan nie moe si ju doczeka startu. Czy zechcesz lecie z nami? - Tak. Dzikuj. Sirri kiwna gow, a potem obie poszyboway ze skay. Klan Mwcy wzbi si natychmiast, by do nich doczy, a za nimi kolejne. Auraya obejrzaa si na chmur Siyee i poczua radosny dreszcz. Natychmiast jednak pojawi si niepokj. To ich pierwsza wojna, mylaa. Niemoliwe, by byli w peni przygotowani na to, co ich czeka. Westchna. Niemoliwe te, ebym ja bya przygotowana.

CZ TRZECIA

33
Rwniny powinny by przecie paskimi kawakami ziemi, myla Danjin, wspinajc si po zboczu wzgrza. Do Zotych Rwnin najlepiej pasowao okrelenie falujce. W czci zachodniej faloway mniej, ale wschodni mona byo nazwa pask tylko w porwnaniu do ostrych, poszarpanych gr na jej brzegu. Nie wypeniay te drugiego okrelenia swej nazwy. Zote byy jedynie latem, kiedy ky trawy. Teraz, krtko po zimie, pokrywaa je jasna ziele wieych pdw, wyrastajcych wrd starszej, ciemniejszej rolinnoci. Danjin dotar na szczyt i przystan. Na pustkowiu wyranie sysza wasny ciki oddech. Odwrci si - i natychmiast zapomnia o swoich obiekcjach i zmczeniu. U podna gry sta najwikszy wojskowy obz, jaki w yciu widzia. Jedyny wojskowy obz, jaki widziaem, poprawi si szybko. Ale z pewnoci jest wikszy od wszystkich, o ktrych czytaem. Mczyni, kobiety, zwierzta, tarny, platteny i namioty wszelkich rozmiarw zapeniay rozleg kotlin, otoczon przez niskie wzgrza. Trawa, ktra daa rwninom ich pikn nazw, zostaa wdeptana w boto. wiato popoudniowego soca padao na lini brzu, prowadzc z jednej strony do kotliny, a z drugiej cignc si ku grom. Szeroki pas zgniecionych traw wzdu zachodniej czci traktu pokazywa kierunek, z ktrego nadeszy wojska. W pobliu rodka kotliny sta wielki namiot, wci biay, mimo e co noc ustawiano go tu przy przecinajcej obozowisko botnistej alei. Tam wanie Biali prowadzili narady wojenne. Trudno byoby sobie wyobrazi potg, ktra moga stawi czoa takiej armii. Danjin spojrza w stron gr na wschodzie - nawet z tej odlegoci wydaway si surowe i niedostpne. Sta zbyt daleko, by zobaczy drog wijc si ku przeczy. Gdzie za tymi szczytami znajdowaa si inna armia i wedug wszelkich danych, bya jeszcze wiksza od tej w dole.

Troch pociesza go fakt, e wojska cyrkliaskie jeszcze si w peni nie zebray. Jak dotd, tworzyy je siy tylko trzech pastw: Hani, Somreyu i Genrii - te ostatnie przyczyy si kilka dni po opuszczeniu Jarime. Armia Torenu miaa si zjawi za par dni, Dunwayczycy byli niewiele dalej, a Siyee... Siyee przybd lada chwila. Odwrci si plecami do obozowiska i spojrza na poudniowe niebo. Byo bezchmurne, poza jedn ciemn smug nad horyzontem. Auraya mwia, e dotarli ju do rwnin, pomyla. Wic gdzie s? Wpatrywa si w niebo, a oczy zaczy mu zawi od blasku. Odwrci gow i otar zy rkawem. Odgos krokw sprowadzi go z powrotem na ziemi; obejrza si i zobaczy onierza. By jednym z wielu wartownikw patrolujcych wzgrza wok obozu. - Dobrze si pan czuje, sir? - zapyta z trosk. - Tak, dzikuj - odpar Danjin. - To tylko jasno nieba. Mczyzna spojrza na poudnie, znieruchomia nagle i osoni oczy doni. - Prosz popatrzy na t chmur... Danjin spojrza. Ciemna smuga urosa i... rozpada si na wiele malekich punkcikw. Serce zabio mu mocniej. - To oni - szepn. Zostawi onierza ze zdziwion min i szybko pobieg po zboczu. Zdawao si, e droga do obozu jest dusza, cho prowadzi w d - nie pomagao, e cay czas oglda si przez rami w obawie, czy zdy na czas. Zwolni dopiero przy pierwszych rzdach namiotw. onierze obserwowali go czujnie, jak zwykle wypatrujc nerwowoci wrd dowdcw i ich doradcw. Docierajc do gwnej alei, Danjin zobaczy, e Juran, Dyara, Rian i Mairae stanli ju przed biaym namiotem i wpatrywali si w niebo. Starszy krl Genrii, Guire, sta niedaleko ze swymi doradcami i sub. Kawaek dalej Danjin zauway Meerana, Moderatora Rady Somreyu, w towarzystwie Haleeda, Starszego cyrklian. Ambasador Dunwayu, Jen z Rommel, sta przy dunwayskim kapanie, ktry zawsze mu towarzyszy i ktrego gwnym zadaniem byo chyba

zapewnienie komunikacji z nieobecnymi dunwayskimi przywdcami. Danjin dyskretnie doczy do niewielkiej grupy doradcw. Zauway, e zjawia si te nowa tkaczka snw. Raeli rzadko uczestniczya w wojennych naradach, a i wtedy sprawiaa wraenie obojtnej i na pozr niezainteresowanej. Wyczua chyba, e na ni patrzy, i obejrzaa si. Danjin uprzejmie skoni gow, a ona odwrcia wzrok. Stumi westchnienie. Chyba brakuje mi Leiarda, pomyla. Nie by bardziej rozmowny od tej kobiety, ale za to... jaki waciwie? Przystpny, mona powiedzie. Raeli spojrzaa w niebo. Danjin pody za jej wzrokiem i zdy zobaczy, jak pierwsi z Siyee pojawiaj si nad szczytem wzgrza, z ktrego zszed niedawno. Dwoje okryo kotlin, budzc zdziwione pomruki patrzcych, a potem nagle caa masa przelaa si nad wzgrzem. Danjin usysza zdumione gwizdy i okrzyki, kiedy tysice Siyee spyno w d, do kotliny. Poczu, e serce bije mu jak szalone. Szum ich skrzyde by jak podmuch wiatru, a odgos ldujcych na trawie stp jak stukot kropel ulewnego deszczu. Po ldowaniu ich niewielkie rozmiary nagle staway si wyranie widoczne. Jednak z dziecicym wygldem kci si strj i bro. W przeciwiestwie do dwjki wysannikw, ktrzy przybyli do Jarime, ci Siyee nosili uki i strzay, noe i co, co wygldao jak dmuchawki na strzaki, przypite na skrzanych kamizelkach i spodniach. Mczyni i kobiety mieli krtkie wosy, muskularne ciaa i dumn postaw. Byli wojownikami - maymi, ale walecznymi. - Ciekawe... Bardzo ciekawe... Danjin obejrza si na mwicego. By to Lanren Songmaker, doradca wojskowy Biaych, obecnie ceniony wyej ni inni. Popatrzy na Danjina i umiechn si ponuro. - Widz, e ci ludzie mog by nam przydatni. - Auraya te tak uwaa - odpar Danjin. - Tam jest... Danjin odwrci si w chwili, gdy Auraya opada na ziemi przed

Biaymi. Obok niej spyna z gry i wyldowaa kobieta Siyee. Juran wystpi i oburcz wykona znak krgu. - Witajcie, Mwco Sirri i wszyscy Siyee. Cieszymy si i jestemy wdziczni, e przybylicie z tak daleka, by pomc nam broni naszej ziemi. Auraya zwrcia si do kobiety i wydaa seri gwizdni i dziwnych dwikw. Tumaczy, domyli si Danjin. Gdy Sirri odpowiedziaa, Auraya przetumaczya znowu, dla wygody suchaczy. Danjin przyglda si twarzom ludzi w pobliu. Wikszo obserwowaa Siyee. Niektrzy wydawali si zafascynowani, inni rozbawieni. Doradca tkaczka snw sprawiaa wraenie rwnie obojtnej jak zawsze, za to Lanren Songmaker cay by wirem tumionych emocji. Siyee w rny sposb reagowali na to zainteresowanie. Cz z nich nieufnie spogldaa na ludzi, inni wpatrywali si w swoj przywdczyni i Biaych. Danjin zauway podobiestwa i rnice w ich ubiorach i zda sobie spraw, e Siyee stoj w grupach - kada naleaa zapewne do innego klanu. Rozmowa skoczya si, gdy Juran podnis gos i zwrci si do Siyee w ich wasnym jzyku. Danjin umiechn si krzywo - by niemal zirytowany, e prosty Dar zesany przez bogw mg uniewani umiejtnoci, ktre on sam stara si opanowa przez lata. Po chwili Siyee ruszyli za Mwc wzdu alei, by rozbi obozowisko. Auraya wystpia naprzd, by doczy do Biaych. Jej wzrok pad na Raeli, ktra odpowiedziaa obojtnym spojrzeniem; potem Biaa popatrzya na Danjina i umiechna si. : Witaj, Danjinie Spearze. : Witaj znowu, pomyla do niej. : Brakowao mi ciebie. Wiele mamy sobie do opowiedzenia. : Rzeczywicie. Ale musz ci uprzedzi: Juran czsto zapomina, e miertelnicy potrzebuj jedzenia i snu. Moemy mie kopot ze znalezieniem czasu na t rozmow. : W takim razie bd musiaa dopilnowa, eby pamita.

Kiedy Siyee odeszli, by si urzdzi, Juran zaprosi wszystkich do namiotu. Lanren Songmaker patrzy, jak ustala si hierarchia wanoci. Przywdca Biaych wprowadzi najpierw krla Genrii, jedynego monarch wrd obecnych. Potem weszli Somreyanie, poniewa Moderator piastowa najwysze stanowisko, jakie w ogle istniao w Somreyu. Po nim szli dwaj Dunwayczycy jako przedstawiciele swego kraju. Lanren nie mg si doczeka, by sprawdzi, jak wpasuje si w ten cig krl Torenu, stojcy na poziomie wadcy Genrii. Guire by czowiekiem rozsdnym, ale Berra znano raczej z tego, e bywa niegrzeczny i nieznony. Po nich do namiotu weszli doradcy, nie przestrzegajc adnego porzdku. Biali dbali o to, by nikt z nich nie czu si waniejszy od innych, ale Lanren uwaa, e rozsdniej jest ustpowa miejsca ich osobistym doradcom. Mieli bliszy kontakt z Wybranymi i pracowali z nimi o wiele duej. Szed do wejcia namiotu za Danjinem Spearem. Lanren przekona si, e najmodszy z braci Spearw jest inteligentny, dobrze wyksztacony i przezorny - pod tym ostatnim wzgldem cakiem niepodobny do braci. Do tej pory wydawa si troch zagubiony, pewnie dlatego e wci nie byo Aurai, a o wojnie doradca wiedzia tyle, ile wyczyta w ksikach historycznych. W kwestiach strategii i walki, to Lanren by ekspertem. Sam si za takiego nie uwaa, ale nie byo wielkiego wyboru. Nikt nie moe by ekspertem od wojny, skoro przez ostatnie sto lat w Ithanii Pnocnej zdarzay si najwyej drobne konflikty. On sam jeszcze jako dziecko studiowa strategi i dziaania wojenne, by wiadkiem wikszoci potyczek i powsta, jakie wybuchay w ostatnich piciu dekadach, przez kilka lat mieszka w Dunwayu, by studiowa t wojownicz kultur, a ponad dziesi lat temu spdzi troch czasu w Avvenie, obserwujc militarny kult pentadrian - chocia z dystansu. Kiedy wszed do namiotu, przekona si, e wszystko jest tam ustawione tak samo jak podczas poprzednich spotka. Kilka krzese jednakowych rozmiarw i pozbawionych ozdb - ustawiono w krgu pod cianami. Porodku sta duy, picioktny st, a na nim

przepikna mapa. Byo to prawdziwe dzieo sztuki - najlepsza mapa, jak widzia, wymalowana mocnymi kolorami na wellumie. Juran zwrci si do Aurai. - Siy dunwayskie dotary do poudniowej granicy kraju i czekaj na nasz decyzj. Zanim przybya, dyskutowalimy, co powinny zrobi: przyczy si do nas czy pozosta w Dunwayu. Zerkna na map. - W czasie drogi te si nad tym zastanawiaam. Kady wybr niesie ze sob ryzyko. - Spojrzaa na ambasadora Dunwayu. - Jak rozumiem, Jenie z Rommelu, jeli Dunwayczycy przycz si do nas po tej stronie gr, pozostawi kraj bezbronny w przypadku, gdyby pentadriaska armia skrcia na pnoc. Nie powinnimy prosi waszych ludzi, by wasne granice zostawili nieobsadzone. Zamylia si. - Jednake z raportw wiadomo - podja - e pentadriaska armia jest ogromna. Dunwayscy wojownicy sawni s ze swoich umiejtnoci bitewnych, ale cyrkliascy szpiedzy donieli, e wojownicze sekty pentadriaskie take wychowuj doskonaych onierzy. Z naszych spotka z czarnymi czarownikami wiemy, e s potniejsi ni ci w Dunwayu. Nawet jeli wszystkie dunwayskie wojska pozostan, by broni ojczyzny, i tak obawiam si, e ich kraj upadnie. Dunwayski ambasador zmarszczy brwi, ale pokiwa gow. - Jeli zostan w domu - cigna Auraya - a pentadrianie nie bd z nimi walczy, tylko pjd dalej przez gry, istnieje moliwo, e nasza armia nie dorwna wyszkolonym onierzom pentadriaskim. Musz wic postawi pytanie: jeli nasze wojska ponios klsk, jak dugo utrzyma si Dunway? - Czy w takim razie uwaasz, e powinnimy przekroczy gry? spyta ambasador. Auraya przytakna. - Owszem. Ale... - Zawahaa si, patrzc na Jurana. - Moe nie wszyscy. Moe zostawmy cz Dunwayczykw w domu. Jeli pentadrianie zaatakuj Dunway, wasi wojownicy spowolni ich

natarcie, dajc nam czas na przekroczenie gr i uderzenie na nieprzyjaciela. Ci ludzie niczego nie osign, uzna Lanren. Ale... ona chyba wie o tym. Chce tylko, eby Dunwayczycy czuli si bezpieczniejsi. Jednak nic z tego nie bdzie. Maj zbyt wiele dowiadczenia w walkach, by pozwoli sobie na wiar w takie iluzje. Juran zerkn na Laurena i potrzsn gow. - Nieliczni obrocy nie spowolni marszu armii tak wielkiej jak ta, ktr ma nieprzyjaciel. - Racja - zgodzi si ambasador Dunwayu. - Mog co zaproponowa? - wtrci Lanren. Juran skin przyzwalajco. - Wiemy, e pentadrianie s ju niedaleko gr - mwi doradca. Im wicej bdziemy mieli czasu, by osign i ufortyfikowa pozycje obronne na przeczy, tym lepiej. Gdyby dunwayska armia sza przez gry, mogaby po drodze zastawia puapki i w ten sposb hamowa marsz pentadrian. I bardzo by si jej to spodobao, doda w mylach. - Rzeczywicie, mogaby - zgodzi si Juran. Spojrza na pozostaych Biaych, a kady z nich skin gow. Wtedy zwrci si do ambasadora. - Przeka, prosz, I - Portakowi nasze oceny i sugestie. Powiedz, e wolelibymy, aby przyczy si do nas tutaj, ale dostrzegamy ryzyko, jakie si z tym wie. Dlatego jemu pozostawiamy decyzj. - Tak uczyni - odpar ambasador. Juran raz jeszcze przyjrza si mapie, przygryz warg, po czym si wyprostowa. - Wieczorne meldunki o pozycji pentadrian jeszcze nie nadeszy. Moe najpierw zjemy wczesn kolacj, a potem spotkamy si znowu i zastanowimy nad drog do przeczy. Chciabym, eby w tej dyskusji wzili udzia Siyee. Wielu obecnych z ulg przyjo t propozycj. Lanren umiechn si ironicznie. Co prawda aden z nich nie pokona pieszo wicej ni kilku krokw drogi z Jarime, jednak wszyscy byli

zmczeni. Mao spali, gdy narady koczyy si zwykle po pnocy. Lanren nie by jedynym, ktry przyzwyczai si do spania na siedzco, w koyszcym si i podskakujcym tarnie. Jak zawsze, trzyma si z tyu i obserwowa, kto z kim wychodzi z namiotu. Zauway, e Auraya wymienia spojrzenia z Danjinem Spearem, ktry nie wydawa si ju tak zagubiony. I wtedy nagle co maego przemkno przez namiot i rzucio si na Bia. - Aaja! Aaja! Wszyscy si obejrzeli. Mae, szare stworzonko wspio si po cyrkli Aurai na jej kark. Zaczo przebiega z ramienia na rami, sapic z podekscytowania. - Witaj, Figiel. - W oczach Aurai bysno rozbawienie. - Ciesz si, e ci widz. Chod... ja tylko... mgby przesta tak biega? Omin jej do i przystan, by poliza ucho. - Auuu! Figiel! Przesta! - zawoaa. Wykrzywia si, cigna go z ramienia, jedn rk przycisna do piersi, a palcami drugiej podrapaa za uszami. Zwierztko patrzyo na ni z zachwytem. - Aaja w domu. - Tak. I godna - odpowiedziaa. Spojrzaa na Danjina. - A ty? - Te. Umiechna si szerzej. - No to chodmy. Zobaczymy, co uda si zdoby. Moesz mi opowiedzie, jak wiele napsoci Figiel, kiedy mnie nie byo. - Mnstwo - stwierdzi krtko Danjin. Kiedy wyszli z namiotu, Lanren poczu znajomy niepokj. Nka go, kiedy co, co zobaczy, mogo si okaza poyteczne. Co w rozmowie, ktrej by wiadkiem. A moe po prostu moliwoci wykorzystania samego veeza tak go poruszyy? Te stworzenia mog by bardzo uyteczne jako zwiadowcy albo kurierzy. Zaburczao mu w odku. Pokrciwszy gow, Lanren odoy te rozwaania na pniej. Ruszy na poszukiwanie kolacji. Dugo po pnocy Auraya krya po swoim namiocie. Dyskusja o planach wojennych przecigna si do pna. Z pocztku czas

pyn szybko, ale w miar upywu godzin widok nowej doradcy tkaczki snw zacz przypomina Aurai o pytaniach, ktre chciaa zada Leiardowi. Z myli Raeli wiedziaa, e nie ma pojcia, czemu Leiard zrezygnowa ze stanowiska. Ale Auraya atwo moga si domyli kady z Biaych mg zajrze do jego umysu i dowiedzie si o ich romansie. Musia si wycofa, by do tego nie dopuci. Poczua wyrzuty sumienia. Gdyby tamtej nocy zastanowia si nad konsekwencjami... Ale czowiek nie jest stworzony do tego, by w chwilach uniesienia cokolwiek analizowa. Wiadomo to choby z ludowych opowieci o mioci i bohaterstwie. Nawet w tych historiach zakazana mio ma swoj cen. Najwyraniej Leiardowi te nie przyszo do gowy, ile to spowoduje kopotw. Zreszt nawet gdyby wtedy zapanowali nad sob, i tak pozostaaby wiadomo czcej ich mioci, a j Biali mogliby wyczyta z jego myli. Czy istnieje szansa, by zaakceptowali mj wybr? Na pewno nie byliby zachwyceni, ale z czasem mogliby zacz nas wspiera. Stalibymy si symbolem pojednania midzy cyrklianami i tkaczami snw. Ale moga sobie marzy, e bdzie symbolem jednoci, gdy tymczasem nie wiedziaa nawet, gdzie on jest i - lk cisn jej serce - czy nie zmieniy si jego uczucia. Przy kolacji spytaa Danjina, czy widzia byego doradc. Okazao si, e nie ma pojcia, gdzie przebywa Leiard i ktokolwiek z tkaczy snw. Wiedziaa, e tkacze wol wdrowa z daleka od wojsk, by nie wydawao si, e wybieraj ktr ze stron konfliktu, jednak nie mogli przecie by zbyt daleko. Cel mieli ten sam co obie armie: pole bitwy. Powinna ju spa, lecz wiedziaa, e nie zanie. Jutro Juran zechce, by przyczya si do reszty prowadzcych armi Biaych. Na szukanie Leiarda moga powici tylko te kilka godzin noc. Kiedy dotara do wyjcia z namiotu, usyszaa cichy, stumiony gosik. - Aaja id? Spojrzaa na koszyk, ktry Figiel wykorzystywa na posanie.

Wrd fad koca widziaa gwk i par byszczcych oczu. - Tak - powiedziaa. - Figiel zostaje. - Figl Aaja id. Zastanowia si, niepewna, o co mu chodzi. Veez wyskoczy z kosza i przebieg obok niej. Zatrzyma si kilka krokw przed ni i obejrza. - Figl Aaja id - powtrzy. Chcia z ni pj... umiechna si i pokrcia gow. - Auraya lecisz - owiadczya. Popatrzy na ni z dou. - Figl Aaja lecisz. Czy naprawd rozumia, co do niego mwi? Skupia si na jego umyle i zobaczya barwn mieszanin uwielbienia i gorliwoci. Prbowaa mu przekaza wraenie unoszenia si nad ziemi. Zwierzak zadra z podniecenia, potem pisn i pdem wbieg jej na rami. Nie wiedziaa, czy rzeczywicie zrozumia. Moe jeli wzniesie si kawaek nad ziemi, Figiel wystraszy si i zeskoczy. Potem bdzie ju zna sowo lecisz i zapamita, e nie moe z ni w taki sposb podrowa. Wysza przed namiot i wzleciaa powoli. Pazurki veeza wbiy si jej w rami, ale nie wyczua u niego lku. Oczywicie, zrozumiaa, przecie bez przerwy biega po cianach i po suficie. Wzniosa si wyej, sprawdzajc jego odporno. Jedyn zmian w jego nastroju bya rosnca niecierpliwo. Kiedy wreszcie spojrzaa z gry na szczyty namiotw, ruszya naprzd. Figiel usadowi si jej na karku i rozkoszowa wiatrem. Lubi to, zdziwia si. Kto by pomyla? Mam nadziej, e wie, i z pewnej wysokoci trudno jest bezpiecznie zeskoczy... Dotara ju do granicy obozowiska. Leciaa dalej nad zboczem wzgrza. Nad szczytem zatrzymaa si i rozejrzaa. I rozpocza poszukiwania Leiarda.

34
Tryss patrzy z gry na setki ognisk i umiecha si. Z daleka atwo czu si lepszym od tych ziemiochodzcych. Rozmawiali o tym z Drilli wczoraj w nocy. Na przykad rzadko kiedy w ogle spogldali do gry. Przypuszcza, e rzadko kiedy musieli - a do teraz. Jeli pentadrianie maj t sam sabo, bdzie j mona wykorzysta w nadchodzcej bitwie. Kolejnym sabym punktem ziemiochodzcych bya ich powolno. W cigu godziny czy dwch Siyee mogli pokona dystans, na jaki reszta armii potrzebowaa caego dnia. Szybko stao si oczywiste, e Siyee nie bd poda na pole bitwy razem z pozostaymi - nie byo sensu, by latali wkoo, czekajc na ziemiochodzcych, poruszajcych si swym powolnym, ale niestrudzonym marszem. Sirri zaproponowaa wic, e polec naprzd, by poszuka dogodnego miejsca na obz. Juran si zgodzi. Nie spieszyli si, wic mieli do czasu, by zbada okolic. Rwniny tworzyy inny rodzaj terenu ni ten, do ktrego byli przyzwyczajeni. Lecc nisko, straszyli stada ptakw albo niewielkich, drobnokocistych zwierzt, ktre ziemiochodzcy nazywali lyrimami. Te stworzenia daway znakomite moliwoci wicze w uywaniu uprzy i strzelania z dmuchawek. Tryss i Drilli prowadzili jedn z wielu grup owcw. Ustrzelili tak duo tych zwierzt, e pod koniec dnia mieli wicej misa ni potrzebowali na posiek. Nadwyka zostaa ugotowana i przekazana armii ziemiochodzcych, ktra wieczorem dotara na miejsce. To przynioso im popularno. Ziemiochodzcy podnosili kubki i przeznaczali swoje racje napoju, by po kolacji wypi za Siyee - to by ich kolejny zabawny obyczaj. Jednake polowanie uczynio Siyee bardzo niepopularnymi wrd nieduych grup ziemiochodzcych, ktre pojawiy si nastpnego ranka. Okazao si, e te stada lyrimw byy ich wasnoci. Juran da im spore sakiewki metalowych krkw,

ktrych ziemiochodzcy uywali jako pienidzy, i pasterze lyrimw odeszli pospni, ale ju nie rozgniewani. Poczucie wyszoci szybko znikao, gdy tylko Tryss znalaz si wrd ziemiochodzcych. Sama ich wielko wystarczaa, by wystraszy dowolnego Siyee, ale obserwowanie ich wicze z broni naprawd otrzewiao. Wojownicy czsto zachowywali si arogancko. Raz ktry z nich otwarcie szydzi z Tryssa i grupy Siyee. Auraya usyszaa pniej o tym incydencie i bardzo si rozgniewaa. Wyjania, e niektrzy ziemiochodzcy uwaaj zabijanie czowieka z dystansu, bez walki twarz w twarz, za niehonorowe. Z tego powodu gardzili te ziemiochodzcymi ucznikami. atwo im mwi, powiedziaa wtedy Auraya. Urodzili si wielcy i silni. Gdyby tylko wielcy i silni ludzie walczyli na wojnach, armie byyby cakiem mae. - Tryss! Drgn, wyrwany z zadumy. Mwca Sirri pyna ku niemu na fali wznoszcej. Wyldowaa obok na szczycie wzgrza. - Rada wojenna wanie ma si zacz - powiedziaa. - Chc, eby tam ze mn poszed. - Ja? - wykrzykn. - Tak. Prawdopodobnie mog zabra kilka osb, ale nie sdz, eby udao mi si wprowadzi czternastu Mwcw. Wol nie wybiera midzy nimi, wic postanowiam wzi kogo innego. Serce bio mu mocno. - Przecie nic nie wiem o planowaniu wojny! - Ja te nie. - Zamiaa si. - Ale wiem jedno: jeste mdry. Mylisz inaczej ni ja. Nie warto bra tam kogo, kto myli podobnie, bo zauway pewnie te same problemy i wpadnie na te same pomysy, co ja. Potrzebuj kogo, kto zrozumie to, czego ja nie rozumiem. - Mog niczego nie zrozumie. - Wtpi. To jak, idziesz? Umiechn si. - Tak! - Dobrze.

Poszybowaa w d, a Tryss za ni. Lecieli w stron biaego namiotu, gdzie zebra si niewielki tumek ziemiochodzcych. Tylko jeden z nich spojrza w gr i zobaczy zbliajcych si Sirri i Tryssa. Gdy wyldowali, pozostali a krzyknli ze zdziwienia i zaczli si im przyglda. Ten, ktry ich zauway, wystpi i przyoy do do piersi. - Lanren Songmaker - powiedzia. Otworzy do i wskaza na Sirri. - Glufny Muffca Sirii? Sirri przytakna. Obejrzaa si na Tryssa i wymwia jego imi. Ziemiochodzcy unis brwi, a potem uda, e strzela. Mwca znw kiwna gow. Ziemiochodzcy pokaza palcem swoj gow, a potem wykona kciukiem gest, ktry wydawa si troch niemdry, ale chyba oznacza aprobat. Tryss z umiechem pokiwa gow, by pokaza, e zrozumia. Takie publiczne pochway powinny go zawstydzi, ale zamiast tego czu rosnce przeraenie. Ci ziemiochodzcy nie znali jzyka Siyee, a on nie zna ich mowy. Jak mia pomaga Sirri, jeli nie zrozumie ani sowa z tego, co bdzie mwione na naradzie? Czowiek zwany Songmakerem odwrci si i przedstawi pozostaych. Mimo kopotw jzykowych zdoa wyranie przekaza pewne okrelenia. Mwic Glufny Muffca i wskazujc kogo, informowa, e to przywdca. Wskazujc swoj gow, usta, a potem inn osob, mwi im, e mczyzna lub kobieta s tu obecni, by przekazywa przywdcom swoje myli i sowa. Doradcy, uzna Tryss. Jak ja. Milczca kobieta w wielobarwnej kamizelce umiechna si blado, kiedy zostaa przedstawiona. Sirri mrukna do Tryssa, e to jedna z legendarnego kultu tkaczy snw. Songmaker znowu pokaza gow i usta. Kolejny doradca, domyli si Tryss. Potem Songmaker wskaza siebie, klepn pochw u pasa, po czym postuka si w gow. Czyli jest wojownikiem i doradc. Warto si z nim przyjani podczas wojny... gdyby nie problem porozumienia. Ciekawe, ile

trzeba czasu, by pozna ich mow. Jzyk Siyee rozwin si z jzyka ziemiochodzcych, wic moe nie bdzie to a tak trudne. Niektre sowa s pewnie takie same, a przynajmniej podobne. Ziemiochodzcy obejrzeli si nagle. Tryss nie widzia, co zwrcio ich uwag, ale po chwili przywdcy i doradcy rozstpili si, robic miejsce Biaym. Byli imponujcymi postaciami. Picioro piknych mczyzn i kobiet, okrytych biel. Czowiek, ktry zwrci si do zebranych Juran - powita wszystkich powanym, ale ciepym gosem. Auraya pochwycia spojrzenie Tryssa i umiechna si. Juran zwrci si do Sirri. - Witaj, Mwco Sirri. A to jest wynalazca Tryss, prawda? zapyta w mowie Siyee. Tryss poczu, e si czerwieni. Nie wiedzia, co odpowiedzie temu potnemu, wspaniaemu czowiekowi. Auraya parskna miechem. - Tak, to owca Tryss. Powiedziaa co jeszcze w jzyku ziemiochodzcych, a Tryss domyli si, e tumaczy. Odetchn z ulg, gdy uwiadomi sobie, e jego obawy nie maj podstaw. Jeli Juran albo Auraya bd wszystko tumaczy, narada wojenna nie bdzie cakiem niezrozumiaa. Patrzy, jak Biali zapraszaj do namiotu przywdcw i doradcw. Czowiek zwany Moderatorem Meeranem zatrzyma si tu przed wejciem. Auraya skina na Sirri. Tryss poszed za Mwc, kiedy ta wesza rwnoczenie z ziemiochodzcym. Domyla si, e ma to jakie znaczenie. Jeli trafi si okazja, pniej zapyta o to Auray. W namiocie sta st, za wysoki, by Tryss widzia, co na nim ley. Wszyscy prcz Biaych podeszli do stokw ustawionych w krgu pod cianami namiotu. Dwa z nich byy puste. Tryss zmarszczy brwi, gdy Auraya im je wskazaa. To byy krzesa odpowiednie dla ziemiochodzcych, z siedzeniami na wysokoci jego piersi. Mogliby przynie dla nas troch mniejsze, westchn. To

niezbyt uprzejme... Sirri jednak nie narzekaa. Podesza i bez trudu wskoczya na siedzenie. Tryss czu na sobie zaciekawione spojrzenia, kiedy podskoczy na drugi stoek. Odwrci si przodem do stou i przekona si, e widzi ju blat. Aha, wic dlatego nie przynieli mniejszych... Na stole leaa dua pachta jakiego cienkiego materiau, z wymalowanym na niej barwnym ksztatem otoczonym bkitem. Tryss przyjrza si uwanie i poczu dreszcz emocji - to bya mapa. Nigdy jeszcze nie widzia mapy tak szczegowej i wielkiej obejmowaa cay kontynent Ithanii Pnocnej. Przyglda si, prbujc odgadn, gdzie jest Si. W kocu zrozumia, e falujce linie maych trjkcikw, jakby odwrconych v, to pasma grskie. A wielka masa tych v na samym dole to na pewno Si - najbardziej grzysta cz Ithanii Pnocnej. Nie mg jednak zrozumie rozmieszczenia konkretnych szczytw. O ile wiedzia, aden ziemiochodzcy nigdy nie mierzy Si, wic twrca mapy pewnie zgadywa ich pooenie. Przywdca Biaych, Juran, zacz przemawia. Rwnoczenie Auraya odesza od stou i wsuna si midzy Sirri i Tryssa. - Mwi, e teraz porozmawiamy o tym, jak Siyee mog nam pomc przed i w trakcie bitwy - szepna. - Poniewa bdzie si zwraca przede wszystkim do was, bdzie mwi w waszym jzyku, tak jak potrafi, a Dyara przetumaczy pozostaym. Sirri kiwna gow. Juran odwrci si w jej stron. - Witaj na naradzie wojennej, Gwny Mwco Sirri - powiedzia, wolno i starannie formuujc sowa. Dyara tumaczya cicho dla pozostaych. - Dzikuj ci, Juranie, przywdco Biaych - odpara Sirri. Chtnie pomoemy wam, jak tylko potrafimy. Umiechn si. - To, jak moecie nam pomc, bdzie tematem dzisiejszej dyskusji. W jakiej roli widziaaby swoich ludzi? Sirri zastanowia si.

- W roli ucznikw z powietrza. W roli oczu na niebie. - Rzeczywicie, tak chyba najlepiej mona ich wykorzysta. Nie wydaje mi si rozsdne, by w bitwie posya was do przypadkowych atakw na nieprzyjaciela. To byoby ryzykowne i marnowao wasz potencja. Powinnimy wykorzysta kad moliwo zaskoczenia przeciwnika i pracowa wsplnie na ziemi i w powietrzu, by zyska jak najwiksz przewag. - Jak mona tego dokona? - spytaa Sirri. - Nasz doradca wojskowy, Lanren Songmaker, ma wiele propozycji w tej kwestii. Sirri spojrzaa na mczyzn, ktry ich przywita. - Chtnie ich wysucham. - W takim razie opowie o nich. Lanrenie? Przyjazny ziemiochodzcy powsta. Na znak Jurana zacz mwi. Auraya tumaczya. Tryss sucha zafascynowany opisw moliwych spotka z wrogiem i tego, jak mog by rozstrzygnite z wykorzystaniem pomocy Siyee. Do tej pory wyobraa sobie raczej dwie armie cierajce si w jednej wielkiej bitwie, a nie w tych starannie zaplanowanych skomplikowanych etapach i poziomach star. Ten czowiek zdumiewajco dobrze rozumia ograniczenia lotu Siyee. Tryss uzna, e widocznie nie jest jedyn osob, ktra obserwuje i ocenia silne i sabe strony sojusznikw czy wrogw. A potem ziemiochodzcy zrobi bd - zaoy, e zachowanie wiatru w grach jest takie samo jak na rwninach. Tryss wtrci si odruchowo; za pno sobie uwiadomi, co robi, i zamilk. Twarz mu pona. - Mw dalej, Tryss - szepna Auraya. - Mw. Po to si zebralimy: by poprawia swoje bdy. Lepiej teraz, ni kiedy doprowadz do mierci onierzy na polu bitwy. Popatrzy na ni, potem na Sirri. Mwca kiwna zachcajco gow. - Powietrze w grach porusza si inaczej - powiedzia. - Czasami nam to pomaga, czasami nie.

Auraya przetumaczya. - Moecie przewidzie, jak zachowaj si wiatry? - zapyta Songmaker. - Tylko bardzo oglnie. Dopiero na miejscu moemy si przekona, czy powietrze przepywa tak, jak si spodziewalimy. Od tego momentu dyskusja bya bardziej szczegowa. Sirri si wczya, ale czsto ogldaa si na Tryssa, gdy opisywane przez Songmakera scenariusze staway si coraz bardziej skomplikowane. Doradca wojskowy by peen entuzjazmu, ale po chwili przerwa i zwrci si do Jurana. Auraya tumaczya. - Moemy o tym rozmawia przez wiele godzin, a nawet dni. Czy mog zaproponowa, bymy kontynuowali w moim namiocie? Wszyscy, ktrych interesuj takie szczegy, mog si przyczy. - Dobrze - zgodzi si Juran. - Teraz chciabym si zastanowi, jak wykorzysta Siyee jeszcze przed bitw, jako nasze oczy na niebie. - Spojrza na Sirri i przeszed na jzyk Siyee. - Nie mamy szpiegw w pentadriaskiej armii. Czarownicy, ktrzy dowodz, potrafi czyta myli i wykryli naszych ludzi, ktrzy przeniknli do ich wojsk. Jedyne raporty, jakie otrzymujemy, pochodz od zwiadowcw obserwujcych pentadrian z daleka. Ostatni meldunek mwi, e weszli do lasw u stp wzgrz. Czy moglibycie wysa grup waszych ludzi, eby dowiedzieli si czego wicej? - Oczywicie - zgodzia si Sirri. - Ile czasu zajmie wam przelot nad grami i powrt? Wzruszya ramionami. - Dzie, moe dwa, eby przelecie na drug stron, tyle samo na powrt. Ile czasu zajmie im rozpoznanie, kiedy ju dotr na miejsce, zaley od tego, ilu Siyee tam pol i jak trudno bdzie zobaczy co w tym lesie. Jak duy jest obszar, ktry powinni przeszuka? Juran wskaza jedno z grskich pasm na mapie. Sirri kiwna gow, kiedy zakreli palcem cz terenu. - Wyl dwadziecia par. To powinno zredukowa czas poszukiwa do jednego dnia. Juran skin gow.

- Mog wyruszy jeszcze dzi w nocy? - Dzi w nocy nie ma ksiyca. Niebezpiecznie jest lecie przez gry w takiej ciemnoci. Ale mog wyruszy przed witem. Zanim dotr do gr, powinno ju by dosy wiata. - W takim razie musimy czeka - zgodzi si Juran z umiechem. - Dzikuj, Mwco Sirri. Sirri zachichotaa. - To ja powinnam podzikowa, Juranie z Biaych. Mam zbyt wielu modych ludzi, ktrych rozpiera energia i emocje. Nie mog si doczeka przygody. W ten sposb przynajmniej niektrzy bd mieli co robi. Ziemiochodzcy umiechnli si szeroko, gdy Auraya przetumaczya jej sowa. - Powinna moe wybra tych bardziej rozsdnych zaproponowaa Auraya. - Takich, ktrzy si nie ujawni bez potrzeby. Mamy nadziej, e Siyee oka si niemiym zaskoczeniem dla naszych wrogw. Mwca z rezygnacj pokiwaa gow. - Niestety, masz racj. Bd musiaa wybiera rozwanie. - Czy s jakie zmiany, jakie decyzje, ktre powinnimy podj dla waszej wygody? - dopytywa si Juran. - Niczego wam nie brakuje? - Mamy wszystko, co trzeba - zapewnia Sirri. - Chciaam jednak przeprosi za omykowe polowanie na lyrimy. Gdybymy wiedzieli... - Nie ma za co przeprasza - przerwa jej. - Gdybymy natrafili na te stada, sam kazabym je wybi. Pasterze i farmerzy rozumiej, e w czasie wojny takie rzeczy si zdarzaj. Jeliby nie byli tego wiadomi, nie odwayliby si przychodzi do mnie i da zapaty. - A wic to tak. - Sirri zastanowia si. - Czy w takim razie mamy nadal na nie polowa? Juran umiechn si. - Jeli chcecie... Ale bierzecie tylko poow kadego napotkanego stada, zostawiajc kilku samcw i ciarne samice, eby lyrimy szybko mogy odtworzy dawn liczebno.

- Tak bdzie - obiecaa Sirri. - Czy powinnimy omwi co jeszcze? Pokrcia gow. Juran rozejrza si i zwrci do innych ziemiochodzcych. - Pyta, czy kto ma jeszcze jakie pytania - wyjania Auraya. Nikt si nie odezwa, cho niektrzy wygldali, jakby mieli na to ochot. Rozmowa potoczya si na inne tematy, a Tryss uspokoi si, gdy nikt nie zwraca na niego uwagi. Pilnie sucha tumaczenia Aurai, by si dowiedzie, w jaki sposb ziemiochodzcy planuj prowadzi t wojn. Mody hanijski onierz wpatrywa si w ognisko. W pomieniach widzia sylwetki gronych wojownikw i wielkich czarownikw. Jak to bdzie, myla. Wstpiem do wojska w zeszym roku. Przecie to chyba za krtko, eby mnie wyszkolili. Ale kapitan twierdzi, e dyscyplina i duch bojowy to wszystko, czego mi trzeba. : I jeszcze wielkiego szczcia, doda Jayim. : Ruszamy dalej, poleci uczniowi Leiard. Zagldasz, eby si uczy, ale jeli zwlekasz, szukajc rozrywki, naduywasz swojego Daru. Jayim uczy si szybko. Poprzedniej nocy osign stan transu, pozwalajcy mu przeglda umysy, ale nie potrafi rwnoczenie rozmawia z Leiardem, nie tracc przy tym koncentracji. Teraz radzi sobie o wiele lepiej. Nastpny umys by bardziej oywiony. Mczyzna Siyee o mylach zamglonych przez tintr. On i jeszcze dwch innych z jego klanu zaprosio do swojej altany kilku somreyaskich onierzy. Nie byli przygotowani na efekt, jaki na ich drobne ciaa wywiera alkohol. : Mam nadziej, e Somreyanie ich nie wykorzystaj, zmartwi si Jayim. : Mog, ale nie musz. Nie moesz im pomc, nie zdradzajc, e zagldae do ich umysw. Nie zrozumieliby, czemu to robimy. Ruszaj. Kolejne myli, jakie pochwycili, byy mniej werbalne, a bardziej

fizyczne. Ta Siyee mylaa tylko o swoim partnerze, o dotyku i odczuwaniu. Nie pamitaa o walce ani o zbliajcej si bitwie. Dla Jayima byo to bardzo, bardzo interesujce. : Ruszaj. Jayim by wyranie skrpowany swym ociganiem. Odwrci umys od kochankw. : Siyee maj kobiety - wojowniczki. Dunwayczycy rwnie. Dlaczego nie Hanijczycy? : A jak mylisz? : Bo nasze kobiety s sabsze? : Mog by rwnie silne jak Dunwayki, gdyby tylko chciay. To wymaga jedynie wicze. : Poniewa kto musi pilnowa naszych dzieci i naszych domw? : A co z dziemi i domami Siyee? Wiesz z wielu umysw, ktrych dzisiaj dotknlimy, e zostawili swoje dzieci pod opiek starszych Siyee. : No to nie rozumiem. Moe Hanijczycy zwyczajnie ich nie potrzebuj? Mamy do mczyzn, eby za nas walczyli. : Albo tak nadziej. : Nie warto chyba zabiera kobiet, jeli nie s przeszkolone. Kobiety nie maj czasu na szkolenie, jeli modo wychodz za m i rodz dzieci. : Siyee te pobieraj si modo. : Wic jaki jest powd? : Nie wiem na pewno. Nie moemy zajrze do umysu caej rasy, tak jak dzisiaj zagldamy do umysw pojedynczych osobnikw. Obyczaje i tradycje akumuluj si z czasem i opieraj zmianom. Tylko wielka potrzeba moe zmieni sposb ycia ludzi albo ich poczucie moralnoci. : Czyli gdybymy nie mieli do mczyzn do walki, kobiety by si jej nauczyy? : Prawdopodobnie. Kopot polega na tym, e jeli sytuacja zmusi kobiety, by walczyy, nie bdzie ju czasu, by je wyszkoli. A teraz poszukaj innego umysu.

Leiard poda za Jayimem. Chopiec musn umysy tkaczy snw, rozoonych wok ich namiotu. U jednego pojawio si ostre uczucie trwogi, ale nie od ich dotyku. Co innego... Ksztat w ciemnoci, poza obozem... : Czekaj. Wr. Jayim zatrzyma si, po czym wrci do poruszonego umysu tkacza snw. Przez jego oczy zobaczy wynurzajc si z ciemnoci posta. Kapanka. Wysoka kapanka. A kiedy kobieta si zbliya, tkacz snw rozpozna j i pozwoli sobie na ostron ulg. To ta przyjazna. Auraya. : Auraya. Poczu, jak zalewa go fala rwnoczenie radoci i lku. Przysza do mnie, pomyla : Wyglda na to, e moje dzisiejsze lekcje skocz si wczeniej, stwierdzi zoliwie Jayim. : Jutro nadrobimy stracony czas, odpar Leiard. : Ale mam nadziej, e moja ofiara nie pjdzie na marne. Leiard westchn. Chopak nie by lepszy od Mirara. Do, Jayimie. Potwierd swoj tosamo. Gdy Jayim wykonywa rytua, Leiard take skupi si na poczuciu wasnej tosamoci. Jestem Leiard, tkacz snw... I dure, przerwa mu gos w umyle. Wiedziae, e doczy do armii, a jednak laze za nimi razem z innymi tkaczami snw, gdy powiniene ucieka w przeciwnym kierunku. Mirar... Leiard westchn. Kiedy wreszcie si ciebie pozbd? Kiedy odzyskasz zmysy. To nie ze swoj tosamoci masz kopoty, ale ze swoimi ldwiami. Nie przybyem tu, eby si spotka z Auray, pomyla Leiard stanowczo. Jestem tkaczem snw. Moim obowizkiem jest udziela pomocy ofiarom tej wojny. Kamiesz. Masz obowizek ochrania swj lud, odpar Mirar. Jeli ci cyrklianie, ktrym chcesz pomaga, odkryj, e uwiode ich najwysz kapank, to wezm te swoje miecze i zarn kadego

tkacza snw, jakiego znajd. Bd mieli mi rozgrzewk przed bitw z pentadrianami. Nie mog tak po prostu znikn, protestowa Leiard. Powinienem jej wytumaczy, czemu musiaem odej. Ona ju wie, czemu musiae odej. Ale musz porozmawia z... I co jej powiesz? e znasz taki miy i odlegy zaktek, idealny na te chwile, kiedy przyjdzie jej ochota troch si poobciskiwa? Moesz jej to powiedzie we nie, tak samo jak moesz wtedy wytumaczy... - Leiard? To by Jayim. Tkacz otworzy oczy. Chopak wpatrywa si w niego. - Wcale ci si nie poprawio, prawda? Leiard wsta. - Od tygodni nie odebra mi kontroli. To postp. Myl, e trzeba czasu. - Jeli co... - Halo? Leiard? Gos wzbudzi dreszcz na karku Leiarda - gos Aurai. Nie sysza go od miesicy. Przynis wspomnienia snw, ktre dzielili, echa tamtej pierwszej wsplnej nocy. Serce bio mu jak oszalae. Musia tylko j zaprosi. Nabra tchu, by si odezwa, ale znieruchomia. Czeka na protest Mirara, ale ten milcza. Moe z ostronoci. Gdyby si odezwa, Auraya by usyszaa, a wtedy... - Leiard? - Jestem tutaj. Wejd, Aurayo. Odsuna klap i wesza do rodka. Poczu ucisk w piersi i uwiadomi sobie, e wstrzymuje oddech. Wolno wypuci powietrze. Wosy zaplota do tyu w warkocz, ale kilka kosmykw uwolnio si od wiatru, a raczej wskutek lotu, i opadao jej na twarz. Bya teraz jeszcze pikniejsza, uzna. Zmierzwione wosy, jak po nocy... - Pozdrowienie, Aurayo z Biaych - odezwa si Jayim. Spojrzaa na chopca z umiechem.

- Pozdrowienie, Jayimie Baker. Jak przebiega twoje szkolenie? - Dobrze. Jej umiech by ciepy, ale zblad troch, kiedy odwrcia si i spojrzaa na Leiarda. - Syszaam, e zrezygnowae. Kiwn gow. - Mio byo znw ci zobaczy, Aurayo - wtrci Jayim. - Ale lepiej ju pjd. Obserwowaa, jak wychodzi z namiotu, po czym zwrcia si do Leiarda. - On wie. - Tak. To sabo naszych metod nauczania za porednictwem cza umysw. Ufam mu. Wzruszya ramionami. - W takim razie ja te. - Postpia krok w jego stron. - Rozumiem, czemu zrezygnowae. W kadym razie tak mi si wydaje. Musiae, na wypadek, gdyby nas wykryto i moi ludzie le to przyjli. - Zrezygnowaem nie tylko po to, by chroni tkaczy snw odpar, sam siebie zaskakujc moc swych sw. - Zrobiem to take po to, by... bymy mogli dalej si spotyka. Szeroko otworzya oczy, a potem umiechna si. Jej twarz pokrya si rumiecem. - Musz przyzna, e byam troch niespokojna. Poczenia snw si urway i potrzebowaam dwch nocy, eby ci odnale. Podszed i wzi j za rce. Miaa tak delikatn skr... Patrzya na niego, wyginajc wargi w nieco zmysowym umiechu. Jej zapach by kuszco delikatny i budzi ch, by odetchn nim gboko. Co ja chciaem powiedzie? Zamruga i cofn si myl... A tak. - Musiaem podj kilka decyzji - owiadczy. - Decyzji, ktre najlepiej podejmowa samemu. Przez donie wyczuwa jej napicie. - I co zdecydowae? - Zdecydowaem... Urwa. A do tej chwili nie zdawa sobie sprawy, jak bliski by tego, by ulec Mirarowi. ycie byoby prostsze, gdyby zwyczajnie

uciek. Ale teraz znowu by z Auray - widzia j, dotyka jej - i wiedzia, e nie potrafiby od niej uciec. Wspomnienie o niej przeladowaoby go we dnie i w nocy. - Zdecydowaem, e najwaniejsze jest, bymy byli tym, kim jestemy - rzek. - Ty jeste jedn z Biaych. Ja jestem tkaczem snw. Jestemy kochankami. Gdybymy prbowali czego innego, przeczylibymy temu. Zem byoby pozwoli innym cierpie z powodu naszej mioci. Oboje to wiemy. A zatem... - Zatem...? - Moemy si spotyka tylko w tajemnicy. - Gdzie? - Daleko od Jarime. Myl o pewnym miejscu... We nie przel ci jego pooenie. Kcik jej ust drgn. - Tylko pooenie? Nic wicej? Parskn. - Za bardzo lubia te sny, Aurayo. Baem si, e mnie dla nich zostawisz. Mocniej cisna jego donie. - Nie, nadal wol to, co rzeczywiste. Albo... Tak mi si przynajmniej wydaje. - Obejrzaa si przez rami, w kierunku ka. Moe lepiej si upewni. Zerkn na klap namiotu. Jayim dobrze j zacign - adnych szczelin. - Nie martw si - szepna Auraya. - Nikt niczego nie usyszy. Zadbaam o to. Kiedy pocigna go w stron ka, Leiard nie mg powstrzyma zdziwienia ironi tej sytuacji. Co myleli bogowie, gdy jedna z ich wybranych kapanek wykorzystywaa swe Dary, by ukry tajemny romans z tkaczem snw? Otrzewia. Niewielka bya szansa, e wci o nim nie wiedz. Gdyby to potpiali, zareagowaliby ju dawno. A potem Auraya go pocaowaa i wszelkie myli o bogach odpyny.

35
Emerahl otulia si futrzanym kapturem taula. Podesza do klapy namiotu, odetchna gboko, wyprostowaa si i wysza na zewntrz. Natychmiast poczua na sobie spojrzenia czujnych oczu stranikw, ktrzy mieli jej pilnowa. Powinni j chroni, ale byli raczej dozorcami. Musiaa znosi ich dyskretne zainteresowanie od dnia, kiedy karawana wyjechaa z Porinu. Gdy Rozea usyszaa o wypadku z formtanem, stwierdzia, e musi natychmiast ogosi, kto jest now faworyt, by zapobiec uleganiu gupim i szkodliwym zwyczajom. Od tego czasu Emerahl podrowaa w tarnie Rozei i otrzymywaa wszystko, co najlepsze w tym wasn, osobist ochron. Inne ladacznice stay o wiele niej. Od wyjazdu z Porinu Emerahl prawie si z nimi nie spotykaa. Ze strzpkw rozmw z Fal wynikao, e uwaay, i zaplanowaa swj may wypadek z formtanem, by zwrci na siebie uwag Rozei i skoni madame, by j awansowaa. Nie pomagao te, e Rozea nie pozwalaa jej odwiedza Fali i agwi ani nie zgadzaa si na ich wizyty. Wiedziaa, e to agiew kupia formtan dla Emerahl, i podejrzewaa, e przyjaciki sprbuj jej co przemyci. Nowa pozycja miaa jedn do wtpliw zalet - klientami Emerahl byli najbogatsi arystokraci w armii. Kapanw, ktrzy odwiedzali namioty zamtuzu, nie byo sta na usugi faworyty. Jak dotd. Emerahl niemal aowaa wyjawienia Rozei, e nie chce wyrusza na t wypraw. Kiedy Gwiazdka opowiedziaa o ponurych przewidywaniach koleanki, Rozea uznaa, e faworyta moe ulec swoim lkom. Co wieczr rozbijano obz w taki sposb, by namiot Emerahl by widoczny ze wszystkich stron. Nie pozwalano jej posiada adnych ostrych narzdzi, a klientw grzecznie proszono o

pozostawienie na zewntrz caej broni. Rozea lubia awanturnicze opowieci przygodowe i wiedziaa, e wykradziony n i szybkie cicie niestrzeonej ciany namiotu wielu fikcyjnym bohaterkom pozwoliy uciec od przeladowcw. aden z tych rodkw ostronoci nie mgby powstrzyma Emerahl przed odejciem. Nie chodzio o strae ani ciany namiotu, mylaa, gdy sucy sprawnie usunli maszty i caa konstrukcja opada na ziemi. Chodzio o ssiedztwo. Rozejrzaa si po pustym polu, na ktrym obozowali. Resztki zebranych ju plonw zostay wdeptane w ziemi - najpierw przez onierzy, teraz przez karawan Rozei. Ogarno j poczucie wyczekiwania. Do tej pory udawao si im dotrzyma kroku toreskim wojskom. Oddziay znikay czsto w dali za dnia, ale wdrowny zamtuz zawsze dogania je wieczorem. Wczoraj nie dogoni. Niewielka grupa bogatych klientw dotara do nich na wierzchowcach i odjechaa o wicie. Klient Emerahl, jaki krlewski kuzyn, powiedzia, e armia wdruje teraz tak szybko, jak tylko ludzie mog wytrzyma, aby doczy do cyrklian przed bitw. Kadego wieczoru - oprcz ostatniego - zamtuz rozbija namioty midzy onierskimi. Kadego wieczoru kapani chodzili wrd onierzy, dodajc odwagi i budzc poczucie obowizku. To wanie oni nie pozwalali Emerahl na ucieczk. Dowolny spr midzy ni i jej stranikami musiaby zwrci uwag. Gdyby nawet wymkna si niezauwaona, wieci o ucieczce najdroszej dziwki Rozei wielu onierzom podsunyby myl o darmowym numerze z normalnie niedostpn licznotk i o nagrodzie za doprowadzenie jej z powrotem. Oczywicie, bez trudu mogaby si obroni, ale to znowu zwrcioby na ni uwag. Nie miaaby adnych szans, gdyby zacza jej szuka caa armia. Teraz, kiedy wojsko oddalio si od karawany, to zagroenie znikno. Ju wkrtce zamtuz bdzie za daleko, by arystokraci odwiedzali go nocami. Wtedy wystarczy zaj czym stranikw i znikn. Bez klienta w ku jej nieobecno zostanie pewnie

odkryta dopiero rano. - Nefryt... Emerahl obejrzaa si. Rozea zbliaa si w oblepionych botem wysokich butach. Ta kobieta lubia chyba ycie w drodze, i kadego ranka maszerowaa wok obozu, wykrzykujc rozkazy. - Tak? - odpowiedziaa Emerahl. - Jak si czujesz? Wzruszya ramionami. - Niele. - No to chod. Zaprowadzia j do tarnu i wpucia przed sob do rodka. Suca podaa im kielichy grzanej przyprawody. Emerahl szybko wypia swoj, by jak najprdzej pooy si i zasn. Nie bya dzi w nastroju do rozmw z Roze, a jeli wieczorem miaa sprbowa ucieczki, chciaa by wypoczta i sprawna. - Jaka milczca dzi jeste - zauwaya Rozea. - Za wczenie dla ciebie? Emerahl kiwna gow. - Musimy ju wyruszy, jeli chcemy wieczorem dogoni wojsko. - Mylisz, e dogonimy? Rozea wzruszya ramionami. - Moe. Ale jeli nie, to przynajmniej bdziemy nada wyprzedza karawan Krema. Kremo nalea do konkurentw Rozei. Jego karawana bya wiksza, a obsugiwaa wszystkich oprcz najuboszych onierzy. Ci mogli sobie pozwoli tylko na samotne, wyndzniae ladacznice, cignce za armi jak robactwo. - W takim razie lepiej si przepi - stwierdzia Emerahl. Rozea kiwna gow. Emerahl uoya si na awie i natychmiast zasna. Tylko na moment obudzio j szarpnicie ruszajcego tarnu. Kiedy nastpnym razem otworzya oczy, powz sta nieruchomo. Zauwaya, e Rozea znikna. Przymkna oczy i zacza zapada w drzemk. Mskie krzyki rozbudziy j gwatownie. Otworzya oczy, przeklinajc w duchu haaliwych stranikw.

Za tarnem rozlegy si wrzaski. Emerahl wstaa i szarpna klap w bok. Wok drogi gsto rosy drzewa. Jacy nieznani jej ludzie biegli midzy nimi w kierunku karawany. Z drugiej strony tarnu usyszaa Roze, wydajc rozkazy stranikom, ktrzy przesuwali si ju w stron napastnikw. Tamci nosili pancerze i wymachiwali mieczami i wczniami. Torescy onierze, uwiadomia sobie Emerahl. Przyjrzaa si uwanie jednemu z nich - jego emocje byy mieszank chciwoci, dzy i radosnej euforii z uwolnienia si wreszcie od wszystkich rozkazw i obowizkw. Dezerterzy, domylia si. Ktrzy zapewne zostali zodziejami i rabusiami. Rozejrzaa si z bijcym mocno sercem. Napastnikw chyba byo niewielu, ale nastpni mogli si przecie kry midzy drzewami. Znieruchomiaa, widzc przed tarnem Rozei powalone drzewo. Kto je zrba - to nie bya naturalna przeszkoda. Jaki czowiek pojawi si nagle tu przed ni. Cofna si wystraszona i schowaa w tarnie. Tamten wyszczerzy zby i zerwa pcienn klap. Kiedy zacz si wspina do rodka, Emerahl opanowaa lk. cigna ku sobie magi i zastanowia si przez moment. Najlepiej, eby to wygldao jak fizyczny cios... Uformowaa j w kul energii i pchna mu w twarz. Uderzenie odrzucio mu gow do tyu; stkn zdumiony. Krew popyna z nosa. Warkn gniewnie i wlaz do wozu. Twardy dra, pomylaa. I gupi. cigna wicej mocy i skierowaa j w jego pier. Tym razem cios wyrzuci go z tarnu, a jego gowa z gonym trzaskiem uderzya o drzewo. Emerahl podesza ostronie do wyjcia. Podskoczya, kiedy stan przed ni kolejny mczyzna, ale uspokoia si, rozpoznajc twarz jednego ze stranikw zamtuzu. Schyli si, a ona usyszaa odgos cicia. - Nie bdzie ci wicej niepokoi, pani - zawoa wesoo. - Dzikuj - odpara oschle.

- A teraz si ukryj. Kiro i Stillo przyda si pomoc. Krzyki ladacznic zmieniy si w paniczne piski. Kiedy stranik odbieg, Emerahl zignorowaa jego polecenie i wyjrzaa. Trzech dezerterw bronio si, odwrconych plecami do jednego z tarnw. Walczyli z dwoma stranikami - teraz trzema, kiedy doczy do nich jej wybawca. Dziewczta wewntrz wozu krzyczay histerycznie. Nagle chudy, wycieczony z wygldu napastnik zaatakowa - szybciej ni wydawao si to moliwe - i stranik, ktry z nim walczy, osun si na ziemi. Chudy rabu spojrza na dwch towarzyszy, ale zamiast im pomc, wszed za nich, odwrci si i rozci ptno na tarnie. Rama pka i buda si zapada. Dziewczta znw zaczy wrzeszcze. Rwnoczenie upad jeden z dezerterw. Chudy sign pod ptno. Emerahl wstrzymaa oddech, a potem serce jej zamaro, gdy mczyzna wycign z tarnu szczup rk. Szarpn za ni, a Gwiazdka wypada na ziemi u jego stp. Przyoy jej miecz do brzucha. - Cofnijcie si albo ona zginie! Walczcy znieruchomieli na moment, a potem odstpili od siebie. Ostatni dezerter krwawi obficie z rany na nodze. - Teraz lepiej. Przyniecie tu wasze pienidze. Stranicy wymienili spojrzenia. - Przyniecie pienidze! Emerahl ze smutkiem pokrcia gow. Ta sytuacja moga si skoczy tylko w jeden sposb. Jeli stranicy zlekcewa dania chudzielca, zabije Gwiazdk. Jeli posuchaj, chudzielec zabierze j, by zniechci stranikw do pocigu i prby odzyskania pienidzy. I pewnie j zabije, gdy tylko uzna, e udao mu si uciec. Chyba e co zrobi. Ale nie mog. Zdradziabym, jak potne mam Dary. Ale czy naprawd? Rozea wiedziaa przecie, e nowa faworyta jest Obdarzona. Jeli Emerahl uyje prostej magii - na przykad zastosuje sabe pchnicie, by wytrci napastnikowi miecz z rki nikt si specjalnie nie zdziwi. Musi jednak zaczeka na odpowiedni

moment, kiedy co odwrci uwag chudzielca. Przy najmniejszej sugestii magicznego ataku mczyzna wbije ten miecz w brzuch dziewczyny. cigna ku sobie magi i czekaa. - Nie dostaniesz od nas nawet miedziaka, ty tchrzliwa kupo aremowego gwna - oznajmia Rozea, wyaniajc si spomidzy dwch tarnw. Ranny dezerter t wanie chwil wybra, by upa. Chudzielec nawet nie spojrza na towarzysza, a tylko mocniej docisn miecz do brzucha Gwiazdki. Dziewczyna krzykna. - Jeden ruch, a j zabij. - Rb, co chcesz, zbju! - zawoaa wyzywajco Rozea. - Mam do innych, takich jak ona. - Skina na stranikw. - Zabijcie go. Stranicy spojrzeli twardo i wznieli miecze. Emerahl posaa magiczny pocisk, ale rwnoczenie zauwaya, e klinga chudzielca opada w d. Gwiazdka krzykna z blu. Magia Emerahl odrzucia ostrze na bok w tej samej chwili, gdy miecz stranika rozci chudzielcowi gardo. Gwiazdka krzykna znowu i chwycia si za bok. Emerahl z przeraeniem zobaczya, e uderzenie wyrwao ostrze z ciaa, powodujc jeszcze wiksze uszkodzenia. Z rany tryskaa krew. Zakla i wyskoczya z tarnu. Stranicy wytrzeszczyli oczy, kiedy wymina ich i pochylia si nad Gwiazdk. Usyszaa ostry gos Rozei, wykrzykujcy jej imi, ale nie obejrzaa si. Uklka przy dziewczynie i mocno przycisna do do rany. Gwiazdka jkna. - Wiem, e boli - powiedziaa cicho Emerahl. - Ale musimy zatrzyma krwawienie. Jednak sam ucisk nie mg powstrzyma krwotoku - wiedziaa to dobrze. Signa po magi i uformowaa j w barier pod domi. Uniosa gow i spojrzaa na stranikw. - Przyniecie co, co da si pod ni woy, ebymy mogli j przenie do mojego tarnu. - Ale ona...

- Przyniecie - warkna. Odeszli pospiesznie. Emerahl rozejrzaa si. Rozea wci staa o kilka krokw od niej. - Masz zestaw zi i lekw? - spytaa Emerahl. Madame wzruszya ramionami. - Tak, ale nie warto ich marnowa. Przecie ona nie przeyje. Co za suka z lodowatym sercem... Emerahl ugryza si w jzyk. - Nie bd taka pewna. Widziaam gorsze rany leczone przez tkaczy snw. - Widziaa? - Rozea uniosa brwi. - Z kadym dniem stajesz si bardziej interesujca, Nefryt. Kiedy taka biedna uciekinierka jak ty miaa okazj oglda tkaczy snw przy pracy? Skd pomys, e uda ci si co, czego oni ucz si latami? Emerahl spojrzaa jej prosto w oczy. - Moe pewnego dnia ci opowiem. Jeli przyniesiesz mi zestaw i troch wody. I bandae. Duo banday. Rozea krzykna na suce. Klapa w ostatnim tarnie odsuna si, ukazujc przeraone twarze, a w chwil pniej jedna ze sucych wyskoczya i podbiega do Rozei. Stranicy wrcili, niosc wsk drewnian pyt. Emerahl przewrcia Gwiazdk na bok. Dziewczyna nie jkna nawet - stracia przytomno. Stranicy wsunli pod ni pyt, a Emerahl, cigle przyciskajc donie do rany, przetoczya Gwiazdk na deski. Stranicy chwycili zaimprowizowane nosze i ponieli rann do tarnu Rozei. Rozea sza za nimi. - Nie wkadajcie jej tam! Na zewntrz te moesz j leczy! Im szybciej odejd od tej kobiety, tym lepiej, pomylaa Emerahl. - Kiedy ju j pozszywam, nie powinno si jej przenosi. Dlatego najpierw musimy j uoy w jakim wygodnym i ciepym miejscu. Obejrzaa si na stranikw. - Wniecie j do rodka. Posuchali. Kiedy wysiedli, Rozea chciaa wej, ale Emerahl chwycia j za rami. - Nie - powiedziaa. - Pracuj sama. - Nie pozwol ci...

- Pozwolisz - warkna. - Jeste ostatni osob, ktr chciaaby oglda, kiedy si obudzi. Rozea skrzywia si. - I tak by j zabi. - Wiem, lecz ona potrzebuje czasu, eby to zrozumie. W tej chwili tylko by j zdenerwowaa, a musi by spokojna. Rozea zmarszczya brwi, ale odsuna si, a Emerahl wesza do wntrza i pochylia si nad Gwiazdk. Po chwili suce ustawiy na pododze przy wejciu du mis z wod, kawaki tkaniny i aonie ma skrzan sakw. Emerahl nie signa po nie, ale przyoya donie do rany. - Niech nikt mi nie przeszkadza! - zawoaa. - Syszysz? - Sysz - odpowiedziaa Rozea. Emerahl zamkna oczy. Spowolnia oddech i skoncentrowaa umys. Szybko osigna odpowiedni stan. Ta technika uzdrawiania bya podobna do stosowanej przy zmianie fizycznego wygldu, ale nie tak wymagajca pod wzgldem czasu i magii. Jej umys musi zmieni sposb mylenia, by zmierzy si ze wiatem ciaa i koci. W tym stanie wiadomoci wszystko - ciao, kamie, powietrze - byo niczym ogromna amigwka z caej masy kawakw. Te kawaki ukaday si we wzory. Lubiy ukada si we wzory. Przy uzdrawianiu musiaa tylko poprzestawia je mniej wicej we waciwy sposb, aby dawne poczenia utworzyy si od nowa. Wanie w ten sposb lubia pracowa. Mirar stara si j zachci do doskonalenia umiejtnoci ponad to, co konieczne. Swoje metody doprowadzi do rangi sztuki, cigle prbowa poprawia rezultat, dopki pacjent nie wraca do pocztkowego albo nawet lepszego - stanu zdrowia, bez adnej blizny, bez koniecznoci odpoczynku dla odzyskania si. Emerahl nie widziaa sensu w powicaniu energii i czasu tylko dla estetycznych wzgldw. Zreszt, gdyby Gwiazdka wysza z tego bez adnej blizny, inni by odgadli, e dokonaa czego niezwykego. Opowieci o tym z pewnoci zwrciyby uwag kapanw.

Wewntrzne brzegi rany poczyy si z wolna. Pyny nie wyleway si ju, ale biegy waciwymi kanaami. Kiedy pozostao ju tylko pytkie rozcicie, Emerahl otworzya oczy. Signa po wod i pasy tkaniny, podgrzaa pierwsz, a drugich uya do oczyszczenia rany. Z sakwy wyja ig i nitk. Odrobin magii rozgrzaa ig tak, jak uczy j Mirar, by nie dopuci do zakaenia. Nitka pachniaa zioowym olejkiem, ktry zapobiega ropieniu ran. Sakwa bya moe niewielka, ale dobrze wyposaona. Zauwaya, e Gwiazdka si jej przyglda. - Nie jeste tym, kim si wydajesz, prawda, Nefryt? - szepna. Emerahl spojrzaa na ni podejrzliwie. - Dlaczego tak sdzisz? - Przed chwil uzdrowia mnie magi. Czuam to. - Po prostu dziwnie si czujesz po leku, ktry ci podaam. Gwiazdka pokrcia gow. - Obserwowaam ci. Nic nie robia, tylko siedziaa z zamknitymi oczami, a ja czuam, jak co si we mnie porusza. I mniej mnie teraz boli, a powinno bardziej. Emerahl zastanowia si. Moga zaprzeczy, ale wtpia, czy Gwiazdka uwierzy. - No tak. Uyam takiej magicznej sztuczki, ktrej nauczy mnie kiedy tkacz snw, eby zagodzi bl. Niech ci si nie wydaje, e jeste porzdnie uzdrowiona. Jeli nie bdziesz uwaa, rana moe znowu si rozej. Dlatego musz ci teraz zaszy. Chcesz jaki lek, eby ci upi? Gwiazdka spojrzaa na ig i zblada. - Ja... Moe lepiej daj troch... Emerahl odoya ig i zajrzaa do sakwy. Znalaza buteleczk jakiej cieczy z etykietk dla upienia - trzy krople. Ciesz pachniaa formtanem i innymi rodkami nasennymi. - To wystarczy. - Emerahl spojrzaa na Gwiazdk i westchna. Moesz mi co obieca? Gwiazdka zastanowia si, po czym kiwna gow. - Nie chcesz, eby kto si dowiedzia, e uywasz magii?

- Rozea ju wie, e mam Dary. Ale lepiej, eby nie wiedziaa, jak jestem Obdarzona, bo kae mi robi z klientami rzeczy, na ktre nie mam ochoty. Udawajmy wic, e nie bya tak ciko ranna, jak si wydawao, i e uyam magii tylko by zahamowa upyw krwi i przytrzyma wszystko na miejscu, kiedy ci zszywaam. - Tak im powiem - zgodzia si Gwiazdka. - Obiecujesz, e nie wyjawisz nic wicej? - Obiecuj. Emerahl umiechna si. - Dzikuj. Tskni za wami, wiesz? Siedzenie tu z Roze jest takie nudne... Nie pozwala nawet, eby agiew przysza ze mn pogada. - Teraz bdziesz moga rozmawia ze mn - zauwaya Gwiazdka. Nie, jeli dzisiaj odejd, pomylaa Emerahl. Wsuna do pod kark dziewczyny i uniosa jej gow, by wla do ust kilka kropli leku. Gwiazdka przekna, skrzywia si i mwia dalej: - Miaa racj, e ta wyprawa bdzie niebezpieczna. Jestemy teraz daleko za wojskiem. Iu stranikw nie yje? - Nie wiem. - Niektrzy na pewno. Wiem o tym. A jeli znowu nas napadn? - Gwiazdka patrzya na Emerahl, a oczy zachodziy jej mg. - Tak si ciesz, e z nami jeste. Masz moc i moesz nas ochrania. Potrzebujemy ci. Emerahl odwrcia gow, skupiajc si na nawlekaniu igy. Z tych stranikw, ktrych widziaa podczas walki, na kocu tylko dwch pozostao ywych. Inni mogli gdzie pilnowa karawany przed kolejnymi atakami, ale jeli nie, to bd teraz bardzo sabo chronione. No a dwch stranikw nie moe mnie skutecznie pilnowa... Zacza zszywa brzegi rany. Gwiazdka jkna cicho, ale po chwili jej oddech wyrwna si i pogbi. Gwiazdka ma racj. Ladacznice potrzebuj ochrony, mylaa

Emerahl. Zwaszcza e karawana przez wiele dni nie zdoa dogoni wojska. Dni, kiedy nie bdzie jej grozio wykrycie przez kapanw. Rzucia pod nosem przeklestwo. Skoczya szycie; schowaa do sakwy ig i szpulk nici. Potem zawoaa Roze. Madame wsuna gow do rodka. Spojrzaa na Gwiazdk, unoszc brwi. - yje? - Na razie. - Bardzo dobrze. - Rozea wspia si do tarnu i usiada naprzeciwko picej dziewczyny. - Nieze szycie. Jeste osob pen niespodzianek, Nefryt. - Tak - zgodzia si Emerahl. - A wrd nich jest i ta: odchodz. Chc pienidze, ktre mi jeste winna. Rozea znieruchomiaa. Emerahl wyczua, jak jej zaskoczenie zmienia si w zo, gdy zrozumiaa, e nie zdoa zapobiec ucieczce swej najcenniejszej ladacznicy. - Jeli odejdziesz teraz, nie dostaniesz ani miedziaka. Emerahl wzruszya ramionami. - Jak chcesz. Ale moesz by pewna, e ju mnie nie zobaczysz. Nigdy. Madame zawahaa si. - Przypuszczam, e mog ci da ywno i troch pienidzy. Dosy, eby wystarczyo na drog do Porinu. Kiedy wrc, porozmawiamy o reszcie. Co o tym mylisz? - Brzmi rozsdnie - skamaa Emerahl. - No dobrze. Ale zanim odejdziesz, powiedz, czemu uznaa, e musisz nas porzuci. Czy chodzi o dzisiejsze nieprzyjemnoci? Mielimy troch pecha, ale przecie podrowanie z karawan jest bezpieczniejsze ni samotna wdrwka. Widziaa te, ktre pracuj samodzielnie. Wygldaj na chore i wycieczone... - Nie zamierzam sprzedawa swojego ciaa. Mog pracowa jako uzdrowicielka. - Ty? Czemu ludzie maj ci paci, kiedy za darmo mog mie

usugi kapana albo tkacza snw? - Kiedy nie maj wyboru, przyjm kad pomoc. W wioskach midzy nami a Porinem niewielu chyba pozostao kapanw i tkaczy snw. Wszyscy poszli na wojn. - Oczywicie, e tam s. Jest mnstwo uzdrowicieli za starych, by wyruszy. - Gos kobiety zagodnia. - Jeste pewna, Nefryt? Nie chciaabym, eby przydarzyo ci si co zego. Mylisz, e te par Darw da ci bezpieczestwo, ale tam s ludzie o okrutnych umysach i wikszej mocy. Emerahl spucia wzrok. - Jakie s szanse, e uda ci si przemkn? Samotna dziewczyna z twoj urod? Tu, z nami, bdziesz bezpieczna. Gdy tylko dogonimy wojsko, wynajm nowych stranikw. Co ty na to? - Moe gdyby... - Emerahl odwrcia gow i przygryza warg. - Tak? - Rozea pochylia si. - Powiedz. - Chc, ebym moga odmwi klientowi, ktry mi si nie spodoba - owiadczya Emerahl, patrzc madame prosto w oczy. - I chc mie co trzeci noc woln... - O ile nie bdziesz odmawia przez cay czas, myl, e to moliwe dla faworyty. Ale odpoczynek co trzeci noc jest nierozsdny. Moe co szst? - Co czwart. - Co pit i podnios ci stawk. - A jaki to ma sens? I tak mi nie pacisz. - Zapac, kiedy bdziesz potrzebowa. I bdzie mnie sta na ochron. - Kobieta zamilka na chwil... - No dobrze - rzeka powoli. - Zgodz si na twoje warunki. - Opara si wygodniej i umiechna. - Ale musisz mi da sowo, e zostaniesz ze mn przez nastpny rok. Emerahl otworzya ju usta, by wyrazi zgod, ale powstrzymaa si. Nie powinna zbyt atwo ustpowa. - Sze miesicy. - Osiem? Emerahl westchna i skina gow. Rozea pochylia si i poklepaa j po kolanie.

- Wspaniale. A teraz zaczekaj tu, a ja sprawdz, czy chopcy zdoali ju usun to drzewo. Wysza z tarnu, a Emerahl obejrzaa si na Gwiazdk i umiechna ponuro. Nie miaa zamiaru dotrzymywa sowa. Odejdzie, gdy tylko karawana zbliy si do armii i dziewczta bd bezpieczne. Warunki, ktre postawia, miay tylko pomc jej spokojnie dotrwa do tej chwili. Moe uda mi si tak to uoy, ebymy zostay daleko za wojskiem, a kapani i arystokraci nie mogli ju nas odwiedza? Gdy tylko stopy Aurai dotkny ziemi, Figiel zeskoczy jej z ramienia i pobieg do namiotu. Auraya zbliaa si ostroniej. Lecc, zauwaya wewntrz wiato, a brak znakw obecnoci jakiegokolwiek umysu zdradzi jej, e to kto z Biaych na ni czeka. - Mrae! Mrae! - Witaj, Figiel. Auraya uspokoia si troch, cho sama nie bya pewna, czemu wizyta Mairae miaaby si rni od spotkania z ktrymkolwiek innym Biaym. Moe dlatego e Mairae otwarcie przyznawaa si do kontaktw z licznymi kochankami. Ona jedna ze wszystkich Biaych nie bdzie si chyba przejmowa tym, e i Auraya ma jednego. Klapa namiotu bya odchylona. Auraya zajrzaa do rodka i zobaczya siedzc na stoku Mairae. W blasku lampy kobieta wydawaa si jeszcze modsza i pikniejsza. Zauwaya Auray i umiechna si. - Witaj, Aurayo. Auraya wesza do namiotu. - Co si stao? - Nic nowego. - Mairae wzruszya ramionami. Jej umiech sta si bardziej wymuszony. - Nie mogam zasn, wic postanowiam ci odwiedzi. Czasem odnosz wraenie, e w zasadzie nie mam okazji, by z kimkolwiek normalnie porozmawia. Cigle tylko wojna i polityka... Nigdy zwyczajna pogawdka midzy dwojgiem ludzi. Chodzi o co wicej, domylia si Auraya. Co drczy Mairae. Nie musiaa czyta w jej mylach, by to wiedzie.

Podesza do skrzyni, ktr zapakowa dla niej Danjin, otworzya wieko i wyja dwa pucharki i butelk tintry. - Napijesz si? - Chtnie - umiechna si Mairae. Auraya napenia pucharki, a Mairae uniosa jeden z nich i wypia wielki haust. - Wic gdzie dzisiaj bya? Tak sobie lataa po okolicy? Auraya wzruszya ramionami. - Tak. - Juranowi chyba bardzo zaley na tym starciu z pentadrianami. Zauwaya? - Nie powiedziaabym, e mu zaley. Bardziej chyba... Wiesz, jeli ju musi to zrobi, chce to zrobi dobrze. - Bo ja... troch si boj - przyznaa Mairae i skrzywia si lekko. - A ty? - Na pewno nie wyczekuj tej bitwy. - Auraya umiechna si niechtnie. - Ale nie mam adnych wtpliwoci, e zwyciymy. Bogowie o to zadbaj. Mairae westchna i wypia yk tintry. - To nie poraki si obawiam. Boj si zabijania... rozlewu krwi... Auraya kiwna gow. - Ty jako si nie martwisz - zauwaya Mairae. - Ale tak. Jak tylko o tym pomyl, zaraz staram si skupi na czym innym. To bdzie potworne. Tego moemy by pewni. Nie ma sensu teraz drczy si tym, jak bardzo potworne. Wol te myli odoy do czasu, kiedy to zdarzy si naprawd. Mairae przygldaa si jej w zamyleniu. - Czy dlatego te ostatnie noce spdzasz na lataniu? eby czym zaj myli? - Pewnie tak... Mairae znaczco uniosa brwi. - A moe kim? Auraya mrugna zaskoczona, a potem rozemiaa si. - eby tak byo! - Dolaa Mairae tintry i pochylia si. - Jak

mylisz, uda mi si przekona Jurana, eby odwoa prawo zakazujce korzystania z usug tkaczy snw? - Jestem zdziwiona, e jeszcze nie sprbowaa. - Sprbowaabym, gdybym nie bya w Si. - Auraya spojrzaa jej w oczy. - Mylisz, e odwoa? - Moliwe. - Mairae zmarszczya brwi. - Gdyby si waha, zaproponuj cofnicie zakazu na ustalony czas po bitwie. - Tak zrobi. Bd spaa spokojniej, wiedzc, e ci, ktrzy przeyj bitw, moe nie umr od ran. - Nie wydaje mi si, eby pomogo mi to zasn - mrukna niechtnie Mairae. - Wyglda na to, e powinna sobie znale co, co zajmie myli. - Umiechna si. - Przecie w najwikszej armii, jak kiedykolwiek ogldaa Ithania Pnocna, znajdzie si jeden czy drugi mczyzna, ktry zwrci twoj uwag. Oczy Mairae bysny. - Owszem, nawet cakiem sporo. Ale poniewa jest tutaj rwnie tak wielu moich dawnych kochankw, musz zachowywa si waciwie. Kto mgby uzna, e stawiam jednych sojusznikw wyej ni innych. - Zamilka, a na jej twarzy pojawi si wyraz zadumy. - Chocia jest pewna rasa, ktrej jeszcze nie prbowaam... Zgroza ogarna Auray, gdy zrozumiaa, o czym mwi Mairae. - Nie! Mairae umiechna si. - Czemu nie? S moe mali, ale... - To zakazane - owiadczya stanowczo Auraya. - Przez Huan. Stosunki z ziemiochodzcymi prowadz do narodzin zdeformowanych dzieci. - Przecie nie nastpi poczcie. - Nie. Jednak jeli skonisz ktrego, by zama jedno z ich najwaniejszych praw, moesz skazi, a nawet zniszczy przyja Siyee z ziemiochodzcymi. Mairae westchna. - Prawd mwic, te nie uwaam tego za porywajcy pomys. -

Uniosa pucharek do ust, ale zawahaa si. - Jak mylisz, kto bdzie mi mia za ze, jeli poszukam nie wrd arystokratw? W genriaskiej armii jest taki przystojny wonica bojowego plattenu... Prawdziwy atleta. Auraya stumia westchnienie. Pozostaa cz nocy raczej nie upynie jej szybko.

36
Ledwo Danjin odpyn w sen, obudzi go kto trcajcy mu nogi. Otworzy oczy, gdy to dziwne wraenie zmienio si w poczucie ciepego ciaru. Spojrza w d - Figiel wanie zwija si w kbek na jego kolanach. Westchn i pokrci gow. Niewane, jak starannie zamyka klatk veeza, zwierzakowi zawsze jako udao si uciec. Powinien wsadzi go z powrotem, ale klatka staa pod siedzeniem po drugiej stronie, za nogami Lanrena Songmakera. Doradca wojskowy spa, a Danjin nie chcia go budzi. Zreszt veez by rdem dodatkowego przyjemnego ciepa. Na pewno ojciec chciaby mnie teraz zobaczy... Zatrudnili mnie ze wzgldu na moj inteligencj i wiedz o wiecie, ale do tej pory przydaj si tylko jako dozorca tego zwierzaka. Rozejrza si po tarnie. Pozostali pasaerowie spali, nawet ta nowa tkaczka snw, doradca Raeli. Jej twarz stracia wyraz czujnej niechci. Nie bya pikn kobiet, ale bez tego bezustannie zmarszczonego czoa, nie bya te nieatrakcyjna. Wczoraj przy kolacji Auraya wyjania mu, e rezerwa Raeli bierze si z lku i podejrzliwoci. Kobieta obawiaa si zego traktowania i tego, e popeni bdy, ktre zaszkodz jej ludowi. Nie szukaa przyjaci, gdy baa si, e j zdradz. Auraya zapewnia, e Raeli dostrzega i docenia kady przyjazny gest. Podkrelia te, e Danjinowi atwiej si bdzie zaprzyjani z tkaczk snw ni jej, jednej z Biaych. Uzna to za sugesti, e chce, by w jej imieniu zbliy si do Raeli. Co nie bdzie atwe. Tkaczka na wikszo pyta odpowiadaa jak najkrcej. Dzi rano, kiedy wsiad do tarnu z Figlem, jakby lad ciepa pojawi si w jej wzroku, wic zacz si zastanawia, czy veez moe sta si zacztkiem porozumienia. Bya Somreyank, a trzymanie veezw jako zwierzt pokojowych to somreyaski zwyczaj. Co prawda nie mia pojcia, jak znajdzie czas na kontakty

przy bezustannych naradach, rozmowach z Auray, i niepisan regu zakazujc pogaduszek w tarnie doradcw. Zamkn oczy i westchn. Byoby o wiele atwiej, gdyby Leiard si nie wycofa. Nie widzia go od tamtego dnia, kiedy zoy mu wizyt w Jarime. Zeszego wieczoru Auraya wspomniaa, e poprzedniej nocy rozmawiaa z Leiardem. Opowiedziaa mu, jak latajc nad okolic, zauwaya z daleka obozowisko tkaczy snw. Odwiedzia ich i spotkaa tam Lenarda. To musiao nastpi ju po naradzie. Czy ona w ogle nie potrzebuje snu? Ziewn. Moe i nie. Ale ja tak. Przez jaki czas jego myli dryfoway bez celu. Zmczenie pokonao wreszcie niewygod spania na siedzco i wstrzsy tarnu, toczcego si po nierwnej drodze. I wtedy co kopno go tak, e poczu wdziczno za cik skrzan kamizelk osaniajc krocze. Obudzi si z przeklestwem, a pierwszym, co zobaczy, by veez, wylizgujcy si pod klap w otworze wejcia. Potem zauway, e jest obiektem kilku penych wyrzutu spojrze. Otrzsn si z resztek snu, poderwa i ruszy w pogo za Figlem. Na zewntrz pada deszcz. Armia bya dug lini mczyzn, kobiet, zwierzt i pojazdw. Kolumna z przodu wygldaa troch jak procesja. Niektrzy przywdcy pastw przybyli w obszernych, bogato dekorowanych tamach, innym je dostarczono, i poruszali si pod ochron elitarnego regimentu wojska. A jeszcze dalej przed nimi jecha wielki, osonity tarn pomalowany na biao. Nie zauway nawet ladu Figla, ale z dowiadczenia wiedzia, e najlepszym miejscem do rozpoczcia poszukiwa jest to, gdzie akurat przebywa Auraya. Gdybym chocia mia wci ten piercie, pomyla. Wtedy mgbym zapyta. Ale Auraya zabraa mu piercie, by odda go przywdcy zwiadowcw Siyee. Wiedza, co widz ludzie nieba, bya najwyraniej waniejsza ni uatwienie szybszego znalezienia veeza. Ach, nie zdawaem sobie sprawy, jak bardzo jest przydatny, dopki go nie straciem.

Zmarszczy czoo, zastanawiajc si, co robi. Jeli Auraya i Siyee wrcili ju z lotu w towarzystwie do nastpnego obozowiska, to pewnie przebywaa wrd innych Biaych. Ruszy wic truchtem w stron biaego tarnu. Kiedy si zbliy, zobaczy, e obok pojazdu jedzie Juran na jednym z tych synnych Nosicieli. Przywdca Biaych wiksz cz dnia spdza w siodle. Zawsze jecha gdzie przy dugiej kolumnie wojska i rozmawia z ludmi. Danjin widywa stajennych prowadzcych pozostaych czterech Nosicieli, ale z Biaych jedzili na nich jeszcze tylko Dyara i Rian. Mairae wolaa wygod tarnu, a moe zostawaa tam, aby kady, kto chcia spotka si z Biaymi, wiedzia, gdzie zawsze moe zasta jedno z nich. Zdawa sobie spraw, e Auraya nie nauczya si jazdy wierzchem. Danjin nie by pewien, po co w ogle zabrano dla niej Nosiciela. Moe Biali nie chcieli, by brak umiejtnoci jedzieckich przedosta si do powszechnej wiadomoci - cho oczywicie umiejtno latania wynagradzaa to z nawizk. Lot by teraz jej ulubion metod podry. Wczoraj odleciaa z Siyee, daleko wyprzedzajc armi. W czci po to by zapewni im ochron i przemwi w imieniu wadzy, gdyby pasterze postanowili si zemci za polowania na ich stada. W czci by umoliwi komunikacj midzy Biaymi i ludem nieba, poniewa Siyee nie mieli kapanw, ktrzy telepatycznie przekazywaliby obrazy. Danjin podejrzewa, e chciaa rwnie dopilnowa, by obozowiska wybrane przez Siyee nadaway si te dla ziemiochodzcych i byy atwo dostpne dla wozw. Wiedzia, e z pocztku Juran niechtnie zgadza si na oddzielenie Aurai od reszty Biaych. Kiedy jednak pokazaa, jak szybko potrafi wrci do gwnych si, zmieni zdanie. Jej Dar pozwala na lot z niewyobraaln prdkoci. Danjin za to mocno si zasapa, nim dotar do biaego tarnu. Z ulg zobaczy wewntrz Mairae i Auray. Juran obejrza si na niego. - Doradca Spear...

- Czy Figiel...? Danjin zrwna si z tarnem i zwolni kroku. Auraya umiechna si do niego. - Och, Danjinie... - parskna kpico. - Moge przysa po niego kogo ze suby. Wejd do nas. Figiel troch si uspokoi i bdziesz mg go zabra. Doradca wspi si do rodka powozu. Mairae na wp leaa na jednym z siedze, z nogami podkurczonymi z boku. Auraya mocno opieraa stopy o podog; buty i brzeg cyrkli miaa powalane botem. Figiel siedzia na jej kolanach, a na biaej tkaninie pozostawi lady apek. - Lecisz! - powtarza z uporem. Gdy Danjin usiad obok, Figiel spojrza na niego podejrzliwie. - Klatka nie. - Lecisz nie - odpowiedziaa Auraya. - Lecisz pniej. Veez zasmuci si wyranie. - Witaj, Danjinie. - Mairae umiechna si przyjanie. - Jest troch niesforny, ale nie martw si. Nie uzna ci za wroga, dopki bdziesz go karmi. Danjin otworzy usta, by odpowiedzie, ale zawaha si, widzc, e do tarnu zblia si szybko Nosiciel, nioscy na grzbiecie Dyar. Mairae obejrzaa si przez rami, po czym zerkna na Auray. - Nie widz w tym sensu - mrukna. - Czego moesz si nauczy przez te kilka dni? Auraya wzruszya ramionami. - By moe czego poytecznego. Przynajmniej zyskam troch praktyki w walce. Mairae zwrcia si do Jurana. - Sam mwie, e dopki Auraya poda za tob... my wszyscy podamy... nic jej nie grozi. Sama z siebie nie rzuci si przecie do walki z ktrym z tych czarnych czarownikw. Nie po tym co j wczeniej spotkao. Juran pokrci gow. - Gdyby Auraya odczya si od nas, co jest moliwe, bo przecie tak czsto odlatuje z Siyee, mogaby zosta zaskoczona

przez ktrego z tych czarownikw. By moe wtedy umiejtnoci j ocal, nie moc. - Odwrci si, patrzc, jak Nosiciel Dyary podjeda z drugiej strony tarnu. - I jak, Dyaro? Guire si zgodzi? Biaa umiechna si lekko. - Tak. On zawsze jest rozsdny, ale jak dugo zachowa ten rozsdek, to ju zaley od Barra. Kiedy dotr tu Toreczycy, sytuacja stanie si interesujca. - Uprzejmie skina gow Danjinowi, a potem zwrcia si do Aurai. - Pomylaam, e moemy przej kawaek na pnoc i oddali si troch od onierzy. - To brzmi sensownie - zgodzia si Auraya. - Nie chcemy przecie nikogo przestraszy ani niczego rozbi. - Spojrzaa na Jurana. - Zastanowisz si nad moj propozycj? Juran przytakn. - Tak. Jak powiedziaa, onierze bd mieli pretensje, jeli nie zostawimy im wyboru. Auraya wstaa i pooya Figla na kolanach Danjina. Doradca patrzy to na ni, to na Jurana i prbowa odgadn, o czym mwi. - Lecisz? - zapyta z nadziej veez. - Nie lecisz - odpara stanowczo Auraya. - Zosta z Danjinem. Bd grzeczny, to potem polecimy. Gowa veeza odwracaa si pod nieprawdopodobnymi ktami, by ledzi wysiadajc Auray. Dyara zsuna si z grzbietu Nosiciela. Stajenny podbieg natychmiast, by wzi od niej wodze. Gdy wraz z Auray zeszy z drogi, Danjin usysza cikie westchnienie Figla. Juran obejrza si nagle przez rami. - Moja obecno znowu jest niezbdna - stwierdzi z umiechem. - No to jed - zamiaa si Mairae. - Tylko nie baw si tam za dobrze. - A kiedy odjecha, zwrcia si do Danjina. - Nie byoby uczciwe prosi ci, eby zosta i dotrzyma mi towarzystwa. Wygldasz, jakby naprawd musia si wyspa. Auraya zreszt te. Umiechn si krzywo. - A ju prawie zaczynaem podejrzewa, e Biali w ogle nie pi.

Posmutniaa. - Potrzebujemy snu tak samo jak miertelni, cho nasze Dary pozwalaj przezwyciy skutki jego braku. Na pewien czas. Nieatwo jest teraz znale woln chwil, by si przespa. A jeli nawet j znajdziemy, nie moemy zasn. Danjin patrzy na ni zdziwiony. adne z Biaych nie okazywao nawet ladu niepewnoci - ale moe po prostu dobrze j ukrywali. Byo co rwnoczenie niepokojcego i pocieszajcego w tym, jak Juran i Mairae chodno analizowali szanse Aurai na przeycie w starciu z wrogim czarownikiem. Mairae wzruszya ramionami. - Wszyscy mamy jakie sposoby radzenia sobie ze strachem. Juran nie kadzie si przez ca noc, planuje i ocenia. Rian si modli. Auraya fruwa po okolicy. - Nagle Mairae umiechna si skromnie. - Przynajmniej tak mwi. - Zerkna z ukosa na Danjina. Zastanawiaam si, czy moe znalaza sobie inne zajcie. Moe spdza ten czas z kim bliskim sercu? Danjin zmarszczy brwi. A potem zrozumia, co sugeruje Biaa, i ogarno go uczucie zakopotania i zaskoczenia. Auraya ma kochanka? To moliwe, oczywicie. Ale przecie z pewnoci by mu powiedziaa. Przecie ufaa mu dostatecznie... Z drugiej strony, jeli chciaa to ukry przed innymi Biaymi, to nie moga mu nic mwi... Potrzsn gow. - I jak mam teraz zasn? Przez cay dzie bd si nad tym zastanawia. Mairae wybuchna miechem. - Wybacz, Danjinie Spearze. Nie chciaam dokada ci kolejnego rda wzburzenia. Id. Wracaj do swojego tarnu, zanim podsun ci kolejne niepokojce pomysy. Wsta, wykona znak krgu, po czym wysiad z tarnu. Z Figlem na ramieniu pomaszerowa wzdu kolumny. Zdawao si, e veez zapomnia o Aurai. Danjin podrapa stworzonko pod pyszczkiem, jak to robi Leiard. Leiard!

Danjin stan jak wryty. Dwa dni temu Auraya, latajc po okolicy, znalaza obozowisko tkaczy snw. Czy wanie tam bya ostatniej nocy? Czy ta wizyta oznaczaa co wicej ni spotkanie ze starym przyjacielem? Na pewno nie... Wiedzia, e ona uwaa Leiarda za przyjaciela, nie tylko doradc, ale jeli te uczucia s silniejsze od zwykej przyjani? To by wyjaniao te tajemnice... Jakie tajemnice? Danjin pokrci gow i ruszy dalej. Wiem tylko, e Auraya widziaa si raz z Leiardem i e noc wychodzi polata. To jeszcze nie dowd, e ma jakiego kochanka, a co dopiero, e jest nim Leiard. Zbliajc si do celu, przystan raz jeszcze i obejrza si na biay tarn. A poza tym, pomyla, Auraya nie jest przecie gupia. Nie naraaaby wszystkiego, co osigna, biorc sobie na kochanka tkacza snw. Soce stao ju nisko, kiedy Dyara z Auray ruszyy z powrotem na trakt. - I jak mi idzie? - spytaa Auraya. Dyara umiechna si niewesoo. - Cakiem niele. Masz wrodzony talent do magii, ale to adna niespodzianka. W przeciwnym razie bogowie by ci nie wybrali. - Mylaam, e to z powodu mojej czarujcej osobowoci. Ku zdziwieniu Aurai Dyara parskna miechem. - Na pewno to te wpyno na wybr. Ale urok osobisty nie pomoe ci przetrwa na wojnie, Aurayo. I wiem, e jeste tego wiadoma. Auraya przytakna. - Powtrzyymy prawie wszystko, czego si nauczyam od dnia Wyboru. Co planujesz na jutro? Dyara zmarszczya brwi. - Zastanawiaam si, w jaki sposb mona wykorzysta twoj umiejtno latania. Wiesz, e kiedy cigasz do siebie bardzo duo

magii, zmniejszasz jej ilo istniejc bezporednio dookoa ciebie. Magia napywa, by uzupeni to, co ubyo, ale za wolno, jeeli to, co robisz, bardzo szybko zuywa wielkie iloci mocy. By to kompensowa, musisz ciga magi z wikszej odlegoci, co wymaga duego wysiku. Albo przemieci si fizycznie do miejsca, gdzie magia nie jest wyczerpana. - I uwaa, eby nie przesun si tam, gdzie sta mj przeciwnik. - Tak. Ale twoje moliwoci nie s ograniczone do powierzchni ziemi, jak nasze. Masz do dyspozycji cae niebo. Twoje rda magii zawsze bd wiee, dopki pozostaniesz w powietrzu i w ruchu. Auraya poczua dreszczyk emocji. - Rozumiem. Nie pomylaam o tym. - Niestety, Juran chce, eby bya przy nas, poniewa wtedy atwiej... : Aurayo! Patrzysz? Auraya znieruchomiaa. Mylowe wezwanie byo sabe i niepewne, ale dostatecznie wyrane, by moga rozpozna nadawc. Tireel, ambasador Siyee, ktry przyby kiedy do Jarime, teraz zgosi si na ochotnika, by poprowadzi zwiadowcw za gry. Daa mu swj piercie czcy, eby si z ni skontaktowa, kiedy dotr na miejsce. : Tireel! Gdzie jestecie? : Po drugiej stronie gr. Znalelimy pentadrian. S o wiele bliej, ni mwilicie, e bd. Ogarno j podniecenie i lk. Poczya si z Dyar, Juranem, Mairae i Rianem, powiedziaa, co si dzieje, a potem zacza przekazywa komunikaty Tireela. : Jak blisko nich jestecie? Poka mi, co widzisz. Potrzebowa kilku prb, zanim zdoa wysa wyrany obraz otoczenia. Kiedy mu si udao, przekaza widok obserwowanej z wysoka wskiej doliny. Dwie rzeki wiy si w dole, jedna bkitna, jedna czarna. I nagle zrozumiaa, e ta czarna to strumie ludzi, nie wody.

Pentadriaskie wojska. Ten obraz nie by niespodziank, ale jednak szokowa. Do tej pory wiedziaa o wrogach tylko z raportw, a na wasne oczy widziaa jedynie samotnych, czarno odzianych czarownikw. Widok tej ciemnej kolumny, suncej powoli w kierunku przeczy i jej kraju, czyni grob inwazji bardzo realn i przeraajc. : Moecie si zbliy? spyta Juran. : Zatocz krg i podlec, majc soce za plecami. Tireel skierowa innych Siyee, by zbadali ssiednie doliny, a pozostaym poleci zaczeka poza zasigiem wzroku onierzy. Dowolny Pentadrianin, ktry spojrzy w gr, uzna leccy ksztat za duego drapienego ptaka. Ale drapiene ptaki poluj samotnie. Kilka takich na pewno zwrcioby uwag i nie trzeba by dugo czeka, by kto zda sobie spraw, e to moe wcale nie ptaki, tylko ludzie. Zadowolony z wykonania polece, Tireel zacz opada. Znia si etapami, naladujc zwyczaje ptakw. Mona ju byo dostrzec szyk armii. Auraya zauwaya, e kolumna podzielona jest na pi czci. Kad prowadzi samotny jedziec, a za armi poday wozy z zaopatrzeniem. : Czy ci dowdcy to tych picioro czarownikw i czarownic, o ktrych nam mwiono? zapyta Juran. : Sprbuj przyjrze si ktremu z bliska, zaproponowa Tireel. Spyn jeszcze niej i Auraya zobaczya, e jeden z prowadzcych jedcw jest kobiet. Na jej rku siedzia ogromny czarny ptak. W przeciwiestwie do ownych ptakw genriaskiej arystokracji, ten nie mia kaptura. Cay czas krci gow, obserwujc drzewa po obu stronach drogi. Nagle spojrza w gr i rozoy skrzyda. Gony skrzek odbi si echem w dolinie. Kobieta gwatownie podniosa gow. Tireel widzia owal jej twarzy, ale nie mg pozna miny. Poruszya rk... Czarny ptak uderzy skrzydami i wzbi si w powietrze. : Uciekaj, ponaglia Auraya. Tireel zawrci. Ogldajc si, dostrzeg jeszcze kilka ptakw,

startujcych spomidzy pentadrian. Strach doda mu si i Auraya wyczua w nim napicie, gdy macha szybko skrzydami. : Mylisz, e poznaa, kim on jest? zastanowia si Mairae. : Jeli jest jedyn pentadriank z ptakami, to prawdopodobnie wanie ona odwiedzia Si, odpowiedziaa Auraya. A zatem widziaa ju Siyee. : Lepiej zaoy, e nie mamy co liczy na zaskoczenie nieprzyjaciela. Myl Jurana bya cicha i syszalna tylko dla Biaych. : Wtpi, czy w ogle udaoby si nam ich zaskoczy, odpowiedziaa Dyara. Ta kobieta widziaa Auray wrd Siyee. Na pewno wzia pod uwag moliwo, e Siyee si do nas przycz. : Wic to s te czarne ptaki, ktre... Wraenia uderzenia i blu przerway pytanie Mairae. Po nim nastpi chaos myli i uczu. Oszoomiony Tireel mg si tylko zastanawia, co si stao. Gow i ramiona mia obolae, cakiem jakby w locie zderzy si z urwiskiem, ale widzia, e nadal jest w powietrzu. Nie spada. Lea na czym. Ale gdy spojrza w d, widzia tylko ziemi w oddali. Pentadriaska armia zatrzymaa si. Setki twarzy kieroway si ku niemu. Czarownica staa ze wzniesionymi rkami, wycignitymi w jego stron. Czarne ptaki kryy midzy nim a gruntem. Auraya poczua, e co skrca jej odek. : Czarownica go trzyma, pomylaa przeraona Dyara. : Niedobrze, mrukn Juran. To, co podtrzymywao Tireela, znikno nagle i Siyee pomkn w d. Rozoy skrzyda i zahamowa upadek, ale znalaz si zbyt blisko ptakw. Podleciay do niego, uderzajc dziobami i szponami. Tireel cign ramiona do ciaa, instynktownie chronic skrzyda, i run jak kamie. W nastpnej chwili zrozumia, e to moe by sposb, by si im wymkn. Spa nisko i odlecie... Auraya poczua nadziej. Ptaki cigay go. Widzia za sob smuke ksztaty, skrzyda zwinite do nurkowania... Ziemia pdzia ku niemu. Znowu rozoy

ramiona. Natychmiast ruszyy, by dzioba i szarpa. Zacisn zby z blu i powstrzyma odruch, by si osoni. Grunt by cakiem blisko. Nie mg ju traci wysokoci. : Uciekaj! szepna Auraya, cho wiedziaa, e nie moe uciec. Pod sob Tireel widzia wrogw. Setki zwrconych ku sobie twarzy. A potem pazury rozerway mu skrzyda, a on krzykn z blu i run. wiadomo, e nigdy ju nie poleci, bya niczym dodatkowy ciar, cigncy go w d. Zamkn oczy i modli si, by mier bya natychmiastowa. Ale grunt nie nadszed jak ostatni miosierny cios; zawin si wok niego, spowalniajc upadek. Czu na plecach jego faktur i mimo wszystko ogarna go nadzieja. y. Skrzyda moe i s porwane, ale jednak... A potem otworzy oczy i zobaczy wok siebie krg czarno ubranych mczyzn i kobiet. : Niedobrze, powtrzy Juran. : Niedobrze, zgodzia si Dyara. Wiele si o nas od niego dowiedz. : Co moemy zrobi? spytaa Mairae. : Nic. : Moe inni Siyee go zabij. : Jeli sprbuj, to te zostan schwytani, stwierdzia Auraya. Nie mog podlecie dostatecznie blisko i nie da si zapa. Miaa wraenie, e zaraz pknie jej serce. To moja wina. Powinnam z nimi polecie. Powinnam polecie zamiast nich. Mogabym dotrze tam i wrci w cigu... : Nie, Aurayo, przerwa jej stanowczo Juran. Gdyby poleciaa, stracilibymy Bia zamiast Tireela. : On ma racj, Aurayo, zgodzia si Mairae. : Nie wiedzielimy, e te ptaki tam bd ani e zobacz Tireela i zaalarmuj czarownic, zauwaya Dyara. : Wiem, e trudno na to patrze, ale musimy wiedzie, co powie Tireel, wtrci Rian. Utrzymuj poczenie, Aurayo.

Skoncentrowaa si na umyle Tireela. Wzrok mia zamglony; traci duo krwi. Czarownica staa obok. Wzia go za rk i pocigna do siebie. Ten ruch szarpn membran skrzyda i wzbudzi now fal blu. Poczu, jak co zsuwa mu si z palca. : Piercie! zawoaa przeraona Dyara. Ona bierze piercie! : To strata, ktrej nie moemy zapobiec, mrukn Juran. Ale moe by opacalna, jeli zajrzymy w jej myli... Piercie przesta dotyka palca Tireela i wiadomo jego umysu zgasa. Zastpio j uczucie alu, hamowane bezlitosn determinacj. Siyee postanowili sprzymierzy si z poganami, mylaa kobieta. Nie wolno o tym zapomina. A co to takiego? Byskotka, czy moe co wicej? Moe jakie urzdzenie magiczne. .. A gdybym tak... Nie! Jej myli zgasy nagle, kiedy odrzucia piercie. Auraya otworzya oczy. Przez chwil zdezorientowana wpatrywaa si w trawiaste pagrki dookoa. Dyara staa przy niej. : Dowiedzielimy si czego uytecznego? spytaa z nadziej Mairae. : Nie, odpar ze znueniem Juran. A w kadym razie nie od niej. Tireel pokaza nam wiele z tego, czego nie wiedzielimy. Wielko ich armii. Jak blisko przeczy si znajduj. Musimy si pospieszy, jeli chcemy si tam z nimi spotka. Jest te to nowe zagroenie, ktre stanowi ptaki, zwaszcza dla Siyee. Wiele musimy dzisiaj przedyskutowa. Wyl po ciebie twojego Nosiciela, Dyaro. Co z tob, Aurayo? : Polec. : W takim razie wkrtce si zobaczymy. Kiedy zerwa poczenie, Auraya spojrzaa na lini gr na wschodzie i westchna. - Nie mylaam, e pierwsz ofiar bdzie Siyee - szepna Dyara. - Ja te nie. - Chcesz, ebym zawiadomia Mwc Sirri? Auraya spojrzaa na ni i pokrcia gow.

- Nie. Sama jej powiem. Dyara przytakna. - Wic ruszaj. Nic mi nie bdzie, kiedy przejd si sama. Ta chwila samotnoci bdzie cakiem przyjemna, oczywicie wzgldnie. Jestem pewna, e Juran nie bdzie mia ci za ze, jeli si nie pospieszysz. Spojrzay sobie w oczy i Auraya zrozumiaa nagle, e twardo Dyary wcale nie jest taka niewzruszona. Cho zimna, nie bya przecie nieczua. mier Tireela bardzo ni wstrzsna. Auraya odwrcia si, odetchna gboko i pomkna w gr.

37
Tryss ockn si z twarz wcinit w membran przenonej altany. Przez cienkie bony docieray do niego stumione gosy. Przetoczy si i poczu dotyk ciepego ciaa za sob. - Hmm... Obudzie si - stwierdzia Drilli, gdy si odwrci. Mylaam, e bd musiaa tob potrzsn. Strasznie pno wczoraj wrcie. Umiechn si, przysun bliej i pooy do na jej nagiej talii. - Zawsze budz si wczenie, kiedy jeste przy mnie. Chwycia go za rk, gdy zacz j przesuwa w stron jej piersi. Nadsa si, a ona parskna miechem. - Nie jest a tak wczenie - powiedziaa. - Dziwi si, e Sirri jeszcze nie przysza sprawdzi, czemu nie jestemy spakowani. Pocaowaa go i odsuna si. Usiada, skrzywia si i pomasowaa brzuch. - Cigle ci niedobrze? - zapyta. - Troch - przyznaa. - To przez jedzenie. Za duo misa i chleba, za mao owocw i warzyw. Rozejrzaa si po altanie - ledwie wystarczao w niej miejsca, by mogli usi. Przez chwil Drilli nasuchiwaa gosw z zewntrz. - Co bardzo wszystkich poruszyo. Wsuchiwaa si w stumiony gwar. Z boku dobieg wzburzony okrzyk. Blisko wyjcia z altany dwjka Siyee rozmawiaa ze sob nerwowo, ale nie moga rozrni sw. - Ubierzmy si i chodmy sprawdzi. Sigaa ju po ubranie. Wcignli na siebie kamizelki i wsunli si w spodnie. Potem zapili uprze i bro. Drilli skoczya pierwsza, ale zanim wypeza z altany, zaczekaa jeszcze na Tryssa. Siyee stali w niewielkich grupach. Z wyrazu ich twarzy Tryss odgad, e zdarzyo si co powanego - niektrzy wygldali na przestraszonych, inni na rozgniewanych. - Tryss! Drilli! - zawoa znajomy gos.

Obejrzeli si. Sirri opucia jedn z grup i ruszya ku nim. Drilli pospieszya jej na spotkanie, a Tryss ruszy za ni. - Co si stao? - spytaa Drilli. - Zwiadowcy spotkali armi pentadrian. Ich dowdca, Tireel z klanu Zielonego Jeziora, zosta schwytany. Serce Tryssa zamaro. - Jak? - Podlecia do nich za blisko. Nie zauway, dopki nie byo za pno, e cz armii prowadzi czarownica z czarnymi ptakami, tymi samymi, ktre zaatakoway ludzi z klanu Sonecznej Grani. Ptaki go dostrzegy, a czarownica cigna na ziemi. - Zgin? - spytaa cicho Drilli. - Nie wiemy. - Sirri skrzywia si. - Nie zabi go upadek, ale by w zym stanie, kiedy zerwao si jego poczenie z Auray. - Jeli jest szansa, e przey, musimy to sprawdzi. - Tryss dostrzeg iskierk nadziei. - Musimy go ratowa! Mwca westchna i pokrcia gow. - Gdybymy tylko mogli, Tryss... Jest w samym rodku pentadriaskiej armii, wiziony przez czarownikw. Zyskalibymy tyle, e i nas by zapali. - Oczywicie... - Tryss poczu, e si czerwieni. Odpowied bya przecie prosta. - Auraya go uratuje! - Nie. - Sirri pooya mu do na ramieniu. - Musiaaby walczy z pitk potnych pentadriaskich czarownikw i ze wszystkimi ich kapanami. Sama te by tego nie przeya. Moemy wygra t wojn bez jednego Siyee, ale nie sdz, by si nam udao bez jednej Biaej. Tryss patrzy na ni z niedowierzaniem. - Mamy tak po prostu zrezygnowa? - Ogarno go zniechcenie i gniew. - To przecie mogem by ja! Chciaem poprowadzi zwiad, ale powiedziaa, e bardziej si przydam, pracujc z Songmakerem... - Tryss... - szepna Drilli. - I si przydajesz - zapewnia stanowczo Mwca. - Rozpaczam po nim tak samo jak ty, ale jednoczenie ciesz si, e z nimi nie

poleciae. Potrzebny mi jeste tutaj. By moe Tireel ocali ycie wielu z nas. Teraz ju wiemy o tych czarnych ptakach. Mamy czas, eby wynale jakie sposoby walki z nimi. Spojrza na ni ostro. To, jak wymwia sowo wynale, sugerowao, e uya go specjalnie. No jasne, powiedzia sobie. Prbuje odwrci moj uwag od losu Tireela, a skierowa j na co bardziej pilnego - bezpieczestwo nas wszystkich. Umiechn si z przymusem. - W takim razie lepiej zacznijmy planowa. cisna go za rami. - Wanie dlatego zwoaam Zgromadzenie. Ziemiochodzcy mog dzisiaj wyruszy bez nas. Dogonimy ich pniej, kiedy omwimy to midzy sob. Dzi wieczorem na radzie wojennej ty i ja przekaemy wszystkim nasze plany. Spojrzaa ponad jego ramieniem i zmruya oczy. - Idzie Mwca Vreez. Musz was opuci. Kiedy docz do mojego klanu, eby omwi nowe pomysy, mam nadziej, Tryss, e bdziesz ich mia pod dostatkiem. - Bd - obieca. Kiwna gow. Zdya jeszcze rzuci Drilli przelotny pumiech, po czym wymina ich i ruszya do trjki starszych mczyzn. Tryss poczu, e Drilli ciska go za rk. - Jeli znw bd narzeka, e po caych nocach tylko dyskutujesz z Songmakerem, moesz mnie kopn - szepna. Kiedy ostatni masywny pie drzewa zosta opuszczony na drog, Kar usysza za sob kroki. - Jak dotd to moja ulubiona. Obejrza si. Fin, lem wojownikw Tarrep, by wysoki jak na Dunwayczyka. Ale by te przystojny. Brod cina krtko, a tatuae na twarzy podkrelay lekko skone oczy i inteligentne spojrzenie. - Widz, e prawdziw przeszkod jest ukryte gniazdo ostruch, ale po co rozpalie ognie po obu stronach? - zapyta Fin. - Dym otpia ostruchy - wyjani Kar. - Drewno to mytten. Pali si wolno, a kiedy jest zielone, daje bardzo duo dymu. To utrzyma

je w ulu, dopki kto nie poruszy belek. - Co zmniejszy szanse, e jakie zabkane ostruchy ostrzeg o naturze puapki. - Fin pokiwa gow. - Rozumiem. Rzuci rozkaz wojownikom ognia i czonkom klanu, a potem odwrci si. Kar ruszy za dowdc po trakcie wiodcym na przecz. Reszta maszerowaa za nimi w milczeniu; na kocu jecha otwarty tarn, wiozcy narzdzia i materiay do budowy puapek. Szlak wi si i zakrca. Niektre jego odcinki byy strome. Kar rozwaa wszelkie potencjalnie korzystne punkty. Wci chcia wyprbowa kilka pomysw, ale wymagay odpowiedniego terenu. Szli ju przez godzin, kiedy skrcili za ska i Kar si zatrzyma. - Ach. - Tak mylaem, e ci si spodoba - stwierdzi z umiechem Fin. Trakt wspina si stromo midzy dwiema skalnymi cianami, pochylonymi do wntrza tak, e niemal si stykay. Kilka krokw za pocztkiem korytarza nad ciek tkwi zaklinowany ogromny gaz. Kar pogadzi brod, po czym ruszy naprzd. Podszed do cian i przyjrza im si z uwag - byo w nich mnstwo nierwnoci i pkni biegncych wzdu traktu. Przechodzc pod gazem, spojrza na niego, po czym wrci do badania cian. Na kocu przejcia skay odsuway si od siebie, tworzc zbocza wskiego wwozu, penego kamieni i gazw. Droga wia si dalej. Zawrci, a wychodzc z korytarza, zobaczy to, na co liczy: tu za zakrtem, w miejscu, gdzie sta, gdy po raz pierwszy ujrza zawieszony w grze gaz, biega szeroka pka. Westchn radonie, skin na wojownikw ognia i wyjani im, czego od nich chce. Skoczyli po niecaej godzinie. Wygldali na zmczonych praca wymagaa nieustajcej koncentracji. Mimo chodu czoa byszczay im od potu, a zote opaski pokrywa kurz. Mia nadziej, e wystarczy im si na nastpne zadanie. Spogldajc na ciany, z trudem dostrzega dwie cienkie linki biegnce szczelinami w skale. Podtrzymyway je osadzone w kamieniu, niewielkie elazne piercienie. Pody za linkami a do

pki, gdzie byy przymocowane do workw z piaskiem, blokujcych starannie uoone stosy kamieni. Nastpnie przeledzi bieg linek z powrotem wzdu ciany; pomocnicy szli za nim, kiedy pokonywa strome przejcie midzy skaami. Nawet nie spojrza na gaz nad gow. U wylotu korytarza znalaz czekajcego Fina. Przywdca klanu zmarszczy brwi, ale nie odezwa si ani sowem, kiedy Kar poleci czarownikom przetoczy do wylotu najbliszy z wielkich gazw. Patrzy w skupieniu, jak elazne piercienie zostaj osadzone w kamieniu, a linki przywizane. Dopiero kiedy Kar uzna, e puapka jest gotowa, Fin poprosi o wyjanienia. - Nie wykorzystae tego zawieszonego gazu... - Wykorzystaem - zapewni go Kar. - Dla odwrcenia uwagi. - To znaczy? - Nieprzyjaciel tak bardzo bdzie si niepokoi, e to gaz jest puapk, e nie zauway linek. Fin powoli kiwn gow. - A kiedy czarownicy wroga odsun ten gaz na bok, zrzuc t mas kamieni z pki, z tyu przy zakrcie. Tym razem nie uderzasz w czoo armii, ale w jej trzewia. - Pol na czoo swoich wojownikw ognia, eby chronili ich przed puapkami i usuwali zatory. Fin zamia si. - Zastanawiam si, co bdzie nastpne... Kar odpowiedzia umiechem. - Nadal nie uylimy kwasu. - Spojrza na wojownikw ognia. Ale stosowanie go wymaga czujnych i wypocztych umysw. - Owszem. Wszyscy potrzebujemy odpoczynku. Poszukajmy miejsca, gdzie mona usi. - Skin na wonic tarnu. - Przynie nam jedzenie i wod. Ludzie usiedli na skaach, by odpocz i posili si. Kar spoglda na drog przed sob. Do przeczy i Hani pozostao jeszcze wiele godzin marszu. On, Fin i pomocnicy zostali daleko w tyle za

dunwaysk armi, ale w kocu j dogoni. Za dzie czy dwa docz do gwnych si cyrkliaskich. Umiechn si. A potem wezm udzia w najwikszej bitwie miertelnikw, jaka kiedykolwiek miaa miejsce w Ithanii Pnocnej. Zote Rwniny byy poprzecinane drogami. Te, ktrymi podali tkacze snw, byy wsze i gorzej utrzymane ni gwny szlak z zachodu na wschd, wykorzystywany przez armi. Czasami biegy rwnolegle do niego, czasami skrcay na boki, ale oglnie tkacze snw do atwo potrafili dotrzyma kroku wojsku. Dzisiaj byli zmuszeni wdrowa po nierwnej, zaronitej ciece, odbiegajcej daleko od trasy armii. Arleej nie przejmowaa si jednak. Miejscowi farmerzy twierdzili, e cieka wkrtce doczy do bardziej uczszczanej drogi, biegncej prosto na poudnie, na spotkanie z zachodnim traktem. Od tego miejsca tkacze snw zaczn poda za armi, cho w bezpiecznej odlegoci. Leiard zerkn na swego ucznia. Jayim obserwowa ziemi przed aremami; na jego czole pojawia si pionowa zmarszczka. Nabra wprawy i pewnoci w prowadzeniu tarnu, ale wci musia si koncentrowa. Chyba nie mg od niego wymaga, by rwnoczenie sucha wykadu. Jayim mia skonno do odbiegania myl od lekcji i wdawa si w spekulacje na temat Aurai albo zbliajcej si bitwy. Kiedy Leiard mia ju do odpierania pyta chopca, po prostu oddawa mu lejce. - Mam pytanie - odezwa si nagle Jayim. No c, zwykle to dziaa, pomyla kpico Leiard. - Tak? - Uczysz mnie tego samego, co w Jarime, no i czenia umysw. Mylaem, e skupisz si raczej na uzdrawianiu za pomoc magii. Przecie po to wanie tu jestemy. Leiard umiechn si lekko. - Nauczanie magicznego uzdrawiania wie si z pewnym problemem. Jak mog ci cokolwiek pokaza, jeli nie masz adnych ran, na ktrych mgby wiczy? My, tkacze snw, nie zadajemy ran innym ani sobie, eby dostarczy obiektw do uzdrawiania. Chopiec milcza przez chwil...

- Czyli nie naucz si tego, dopki nie znajd si na polu bitwy? - Nie. - Spodziewaem si... mylaem, e... no, e bd ju gotw, zanim tam dotrzemy. - Nikt nigdy nie jest gotw do pierwszego spotkania z polem bitwy. - Leiard spojrza na Jayima i zamia si. - Ale kiedy ju tam trafisz, nauczysz si duo w krtkim czasie. Nie obawiaj si, bd przy tobie. Jayim pokrci gow. - Nie warto martwi si czym, czego nie mona unikn. Do bdzie zmartwie, kiedy to ju nastpi. Leiard spojrza na niego zaskoczony. - To stare powiedzenie... Chopak wzruszy ramionami. - Mama cigle mi to powtarzaa. - Aha... Jak rozumiem, dawae jej wiele powodw... Tarn przed nimi zwolni nagle i stan. Jayim szarpn lejce, a Leiard wychyli si w bok, by spojrze, co si dzieje z przodu. Inny wz sta tam w poprzek, blokujc przejazd, a przy nim czekaa czwrka tkaczy snw, ktrych Leiard nie zna. - Wyglda na to, e nasza liczebno wanie troch wzrosa stwierdzi. - Zosta tu. Pjd si przywita z nowymi. Zeskoczy z wozu i ruszy na czoo karawany. Kiedy podszed bliej do obcych, zauway, e jego grupa dotara wanie do koca cieki. Trzy tarny czekay przy szerszej drodze. Arleej rozmawiaa z jednym z nowo przybyych, krpym mczyzn o jasnych wosach. Zauwaya Leiarda i wezwaa go gestem. - To jest tkacz snw Leiard, byy doradca Biaych - przedstawia go. - Leiardzie, to jest tkacz snw Wil. Mczyzna by Dunwayczykiem, jak zauway Leiard. I unis brwi, kiedy Arleej wspomniaa o dawnym stanowisku Leiarda. - Doradca Biaych - mrukn. - Syszaem co o tym. - Zawaha si, po czym prychn niechtnie. - Powiem ci od razu, e miaem powane wtpliwoci co do sensu takiego rozwizania. Ci Biali

potrafi czyta w mylach. Mog nas okra z naszej wiedzy. - Tylko wtedy, kiedy bdzie dla nich wartociowa i akceptowalna - odpara Arleej. - A tego nie ma wiele, jeli sobie przypomnisz, e nasze zastosowania zi uwaaj za dziwaczne, a nasze umiejtnoci czenia umysw to dla nich tabu. Wil pokrci gow. - Takie podejcie moe si zmieni. - I zmienio si na nasz korzy. Na razie. - Umiechna si. Przekonasz si, Wil, e Auraya z Biaych jest niezwyk osob. Odwiedza nas co noc. Ona i Leiard s starymi przyjacimi, jeszcze z czasw sprzed jej Wyboru. Wil otworzy oczy nieco szerzej. Przez chwil przypatrywa si Leiardowi, po czym wzruszy ramionami. - W takim razie chtnie j poznam. - A teraz lepiej wracajmy do naszych tarnw - rzeka stanowczo Arleej. - Przed nami daleka droga, zanim znowu zbliymy si do armii. Wil kiwn gow i ruszy do pierwszego z wozw swojej grupy. Gdy Leiard ju odchodzi, Arleej zawoaa go cicho. Obejrza si, a ona wskazaa swj tarn. - Przyczysz si do mnie na chwil? Wspi si za ni na siedzenie. Nowi tkacze snw zaczekali, a Arleej popdzi aremy i zajmie pozycj na czele podajcej now drog kolumny. Po kilku minutach tkaczka umiechna si do Leiarda. - Biali powiedzieli Raeli, e wycofaj zakaz korzystania z naszych usug na czas jednego dnia po bitwie. - To dobra wiadomo. - Tak. Wydaje si, e twoja przyja z Auray prowadzi do czego dobrego. Przytakn. - Nie sdz, eby zdradzia ci plany Biaych co do armii? Leiard pokrci gow. - Nic, czego bymy nie wiedzieli.

- Wspomniaa w ogle o naszej nowej doradcy? - Raz. - Skrzywi si. - Powcigliwo Raeli j rozczarowuje, ale rozumie jej powody. Ma nadziej, e pniej zdarzy si okazja, by si z ni zaprzyjani, a przynajmniej zyska jej szacunek. - Rozumiem. A o czym jeszcze mwi? O niczym, co mgby teraz powtrzy, wtrci Mirar. Cicho, pomyla surowo Leiard. - Wspomina. - Wzruszy ramionami. - Opowiada o swoich wizytach w Si i Borra. Kamca. - Zauwaya, jakie masz kopoty ze wspomnieniami cza Mirara, ktre zyskay w twoim umyle osobowo? Zmarszczy czoo i odwrci wzrok. - Nie jestem pewien. Nie wspominaa o tym. Bo za dokadnie mnie blokujesz, kiedy z ni jeste, burkn Mirar. Nie ma nic lepszego od czystej dzy, eby przywrci mczynie pene panowanie nad swoim ciaem. A wic to ona jest sposobem, eby si ciebie pozby. Nie. Nie. Nie moesz by z ni przez cay czas. Mia wraenie, e ta odpowied niesie grob. Poczu, e traci kontrol nad sob. Spojrza na Arleej. - Musz co wyzna - usysza wasny gos. - Ten durny tkacz snw... Nie! Leiard odepchn Mirara i odzyska kontrol nad sob. Arleej przygldaa mu si zdziwiona. - Co si stao? Leiard pokrci gow. Ba si odezwa, gdy lka si, e sowa, ktre padn z jego ust, nie bd tymi, ktre chcia wypowiedzie. - To Mirar, prawda? Przytakn. Ze zrozumieniem pokiwaa gow. - Jayim mwi, e jego zdaniem twj stan si ostatnio pogorszy powiedziaa z trosk. - Sdzi, e to si zaczo, kiedy Auraya odwiedzia ci po raz pierwszy.

Spojrza na ni wystraszony. - Nie martw si, dotrzyma obietnicy. Ale nie potrafi ukry, jak si o ciebie martwi. Arleej wzia go za rk i przytrzymaa, kiedy sprbowa j wyrwa. - Jest w tym co wicej, ni chcesz wyjawi. Zostawiabym ci z twoimi sekretami, ale podejrzewam, e one ci niszcz. Powiedz mi, Leiardzie. Pewnie Mirar chce, eby to zrobi. Potrzsn gow. - Ju teraz unikam Biaych, by si nie dowiedzieli, e co przed nimi ukrywasz. Rwnie dobrze mog pozna ca prawd. Odwrci gow. Arleej milczaa przez chwil. Westchna. - Mirar. To imi pado jak rozkaz. Jak wezwanie. Poczu, e jego samokontrola topnieje. - Nareszcie. Jego wasny gos brzmia inaczej. By wyszy, peen wadczoci i arogancji, ktrych on sam nigdy nie posiada. Poczu, e prostuje si i odwraca, by spojrze na Arleej. Patrzya na niego, a on zauway na jej twarzy cie lku. - Dlaczego to robisz Leiardowi? - Dla jego wasnego dobra. Nie moe cign tego romansu z Auray. To zniszczy i jego, i mj lud. Szeroko otworzya oczy. - Romans? - On j kocha. Ona prawdopodobnie kocha jego. To ao... sodkie. Ale niebezpieczne. - Rozumiem. - Odwrcia gow i wpatrzya si w pustk, rozwaajc, czego si dowiedziaa. - Nie sdz, by Leiard zrobi cokolwiek, by zaszkodzi naszemu ludowi - stwierdzia powoli. Musi wierzy, e nie ma niebezpieczestwa. - Myli si. - Dlaczego? Jeli jego sekret pozostanie sekretem, nie ma bezporedniego...

- Nawet jeli sprawa przez przypadek nie wyjdzie na jaw, moesz by pewna, e bogowie wiedz. Zadraa. - Najwyraniej nie s temu przeciwni. Inaczej by ich powstrzymali. - Zrobi to, kiedy przyniesie im to najwiksz korzy. I bd pewna, e my na tym nie zyskamy. Niech ci nawet nie przychodzi do gowy, e przestali nas nienawidzi. Nosimy pami mroczniejszych czasw, kiedy nie byli tacy dobrotliwi. Nie chc, eby ich wyznawcy wiedzieli, do czego s zdolni. Arleej troch zblada. Skrzywia si i pokrcia gow. - Leiardzie, Leiardzie... Co ty wyczyniasz? I nagle Leiard znowu nad sob zapanowa. Westchn i unis do twarzy drce donie. - Wrcie! - wykrzykna Arleej. - Wymwiam twoje imi dodaa w zadumie. - Jeli tak to dziaa, to prosz, nie wymawiaj wicej jego wykrztusi. Przepraszajco poklepaa go po kolanie. - Nie bd. Wybacz mi. - Przerwaa na chwil. - Co ty wyprawiasz, Leiardzie? Ryzyko, ktre podejmujesz... - Jest niewielkie - dokoczy, odsuwajc donie od twarzy. Kiedy ta wojna si skoczy, zamieszkam gdzie w odosobnieniu. Nikt nie musi si o nas dowiedzie. - Nikt? Mirar ma racj. Bogowie musz wiedzie. Moe te nie myli si co do tego, e czekaj na odpowiedni moment do odwetu. A ty... ty masz obowizek chronienia swojego ludu. Powiniene przerwa ten romans, Leiardzie. Leiard uciek wzrokiem. - Wiem. Ale kiedy z ni jestem, nie mog nawet o tym myle. Twarz Arleej zagodniaa. Opara si wygodniej i westchna. - Och... Wic to mio, nie ma co... Zapatrzya si przed siebie, marszczc czoo. Leiard przyglda si jej uwanie. Co zrobi? Czy zmierzy si z Auray? Czy kae mu

przesta si z ni widywa? A posuchasz jej? zainteresowa si Mirar. Prawdopodobnie nie, przyzna Leiard. Jeli zechce, bym teraz odszed, odejd. - Nie wiem, co z tob zrobi - westchna Arleej, nie patrzc na niego. - Musz si nad tym zastanowi. Od tej chwili nie bdziemy obozowa tak blisko armii, jak to robilimy w przeszoci. Wolaabym, eby odwiedzanie nas byo dla Biaych raczej niedogodne. Jeli zjawi si Auraya... nie bd si wtrca. Zrobi, co mog, by ten sekret nie zosta odkryty. - Dzikuj ci - wymrucza Leiard. Spojrzaa na niego. - Wol zastanawia si w samotnoci. Skin gow, czujc si jak skarcone dziecko. Zeskoczy z tarnu i powlk si do Jayima.

38
Auraya zapia cyrkl i wrcia do Leiarda, wci lecego na pododze i opltanego kocem. Umiechna si do niego z gry. Odpowiedzia umiechem i poczua jego do, ciskajc j za kostk. Jego myli byy pene tsknoty. aowa, e nie moe zosta z nim duej - e nie bdzie jej tutaj, kiedy obudzi si rankiem. Wiedzia jednak, e nie wolno im tak ryzykowa. Wszyscy tutaj wierzyli, e te krtkie wizyty w rodku nocy powicone s sprawom oficjalnym, myla. Zjawia si noc, bo jest zbyt zajta albo nie chce, eby nowa tkaczka snw na stanowisku doradcy wiedziaa, e cigle konsultuje si ze mn. Westchn i pomyla o Arleej. Wszyscy w to wierz oprcz dwch osb. Auraya zmarszczya brwi. Jego umiech znikn, gdy zrozumia, e czytaa mu w mylach. Poczua, e puszcza jej kostk. - Arleej wie o nas - powiedziaa. - Tak. Auraya przygryza warg. To moe si okaza niewygodne. Kto zajmujcy tak wysok pozycj w Somreyu i wrd tkaczy snw prawdopodobnie prdzej czy pniej spotka kogo z Biaych. Jedna przypadkowa myl Arleej i ich romans zostanie odkryty. - Moemy jej ufa. Nic nie powie. Przyjrzaa mu si w skupieniu. - Nie jeste tego cakiem pewny. Skrzywi si i usiad. Koc zsun si z jego nagich ramion. - Niepokoi si obecnoci Mirara w moim umyle. - Wspomnieniem cza? - Auraya wzruszya ramionami. Dlaczego? Zawaha si. - Nie zauwaya... - Odwrci wzrok. - Nie odzywa si, kiedy tu jeste. Auraya potrzsna gow. To, co mwi, nie miao sensu. - Kto?

- Mirar albo echo jego osobowoci w moim umyle. Czasami do mnie mwi. Par razy... mwi przeze mnie. Przyjrzaa si dokadniej i zacza rozumie. Ta manifestacja wspomnie Mirara przemawiaa niekiedy, korzystajc z gosu Leiarda. Niepokoio go to - trudno si dziwi. Ba si, e j zniechci. - Zawsze mi si udawao odzyska kontrol - zapewni. - Jasne. Rozumiem, czemu ci to niepokoi, ale dlaczego martwi te Arleej? Powinna si cieszy z kontaktu z dawnym przywdc. - Chodzi o to... - Zawaha si... - Nie przeszkadza ci to? - zapyta niepewnie. Auraya wzruszya ramionami. - To tylko wspomnienia. Okazay si cakiem przydatne. To, co opowiedziae mi o Siyee, byo bezcenne. Odwrci si i wyczua, e nadal jest wzburzony. - Mnie to martwi - powiedzia. - Jemu si nie podoba, e jestemy razem. Twierdzi, e zagraamy mojemu ludowi. Te sowa troch j zraniy. Jaka cz Leiarda jej nie chciaa. To nie cakiem prawda, tumaczya sobie. Te wspomnienia pochodz od czowieka, ktry nienawidzi i ba si bogw, i ktry na ich rozkaz zosta zabity przez Jurana. Oczywicie, e budz w jego umyle echo trwogi. - Nie zgadzam si z nim - rzek Leiard. - Wic si z nim kcisz? Spojrza na ni zdziwiony. - Tak. Ale... nie, kiedy tu jeste. Umiechna si z ulg. - To znaczy, e dobrze na ciebie dziaam? Kciki jego ust uniosy si lekko. - Tak. A jednak wyczua wahanie. Zajrzaa gbiej i zrozumiaa: poddanie si tej drugiej osobowoci take przyniosoby ukojenie. Czasami byo kuszce. Usiada i obja go ramionami. - W takim razie bdziemy z nim walczy. Pomog, jak tylko potrafi. Kiedy tylko skoczy si wojna - dodaa. - Moesz zaczeka

tak dugo? Przeczesa palcami jej wosy. - Czekabym wieki na jedn chwil z tob. Umiechna si. - Znowu si robisz romantyczny... Musisz czeka tylko jeden dzie, nie wieki. Jutro w nocy znowu tu bd. Pochylia si i pocaowaa go. Wargi mia ciepe. Zbudziy si mie wspomnienia... Chciaa go dotkn, ale si opanowaa. Odsuna si i wstaa. - Lepiej si ubierz i mnie odprowad. Zrobi nadsan min, ale zaraz si umiechn i odrzuci koc. Nagi, zacz podnosi z podogi swoje rzeczy. Patrzya, jak si ubiera. Byo w tym co rwnoczenie fascynujcego i otrzewiajcego. Zupenie jakby z ubraniem wkada na siebie zwyk tosamo. Kiedy skoczy, odprowadzi j do wyjcia niczym troskliwy i peen szacunku gospodarz. - Mio byo znw ci zobaczy, Aurayo z Biaych - powiedzia oficjalnym tonem. Skonia gow. - Jak zawsze, mam nadziej. Przeka moje uszanowania Starszej tkaczy snw, Arleej. - Na pewno. Odsun klap namiotu i wypuci Auray. Blask lampy wyla si z wntrza, owietlajc ciemne bryy innych namiotw. Potem klapa opada i zapanowaa ciemno. Spojrzaa na niebo i skoncentrowaa si na wiecie wok siebie. Teraz byo to ju tak atwe... cigna magi i przesuna si w gr. Chodny wiatr mierzwi jej wosy. Kilka kosmykw, mokrych jeszcze po szybkim myciu w misie wody, chodzio szyj. Wysuszya je magi. Wzniosa si wyej i zobaczya wiata obozu. Czy rzeczywicie byo ich wicej ni zwykle, czy tylko to sobie wyobrazia? Signa po wicej magii, stworzya tarcz, by osoni ciao od

wiatru, i pomkna w stron obozu. W krtkim czasie jej podejrzenia si potwierdziy - zobaczya sunc midzy namiotami lini pochodni. W miejscu, gdzie linia si rozszczepiaa, przy granicy obozowiska, zauwaya stawiane namioty. Przybyli nowi onierze. Z pewnoci wojska Torenu. Podlatujc bliej, spostrzega cztery jasne postacie przed namiotem narad. Przed nimi staa niewielka grupka, a wiato lamp odbijao si od obfitoci lnicego metalu i byszczcych tkanin. Jedna z postaci staa o kilka krokw przed reszt... Berro. Krl Torenu. Dlaczego Juran mnie nie wezwa, kiedy przybyli? Zawisa nad rozmawiajcymi. Dociera do niej gos krla. Uznaa, e niegrzecznie byoby przerywa, wic wysaa komunikat do Jurana. : Juran? Mam do was doczy? Drgn zdziwiony, po czym spojrza w gr. : Tak, odpowiedzia. Kiedy dam znak. Usyszaa, e co mwi. A potem wezwa j dyskretnym skinieniem. Opada ku ziemi i wyldowaa obok Mairae. Krl wytrzeszczy na ni oczy. Popatrzy w niebo, jakby si spodziewa, e zobaczy jak konstrukcj, z ktrej zeskoczya. A potem znw spojrza na ni. - Aurayo - odezwa si Juran. - O ile wiem, spotkaa si ju z krlem Berro zaraz po swoim Wyborze? - Tak - potwierdzia. - To przyjemno znowu widzie wasz wysoko. Krl odetchn gboko i wyranie si opanowa. - Jestem zaszczycony ponownym spotkaniem, Aurayo z Biaych. Niezwykle szybko i pewnie podja obowizki wice si z twoj pozycj. Syszaem o twoim Darze lotu, ale a do tej chwili nie cakiem wierzyem w te opowieci. Umiechna si i wykonaa znak krgu. - Bogowie zsyaj nam to, co potrzebne, bymy mogli spenia ich wol.

Zerkn w bok, a ona przekonaa si z satysfakcj, e jego myli kieruj si ku Siyee. Przypominajc, e bogowie ofiarowali jej Dar lotu, zasugerowaa, e by moe zrobili to, by moga przekona Siyee do przymierza z Biaymi. Miaa nadziej, e dwa razy si zastanowi, nim sprbuje opni wycofanie toreskich osadnikw z terenw Siyee. aden monarcha nie omiela si sprzeciwia bogom. Krl zwrci si do Jurana. - Maszerowalimy w najszybszym tempie, jakie mogli utrzyma moi onierze, aby doczy do was na czas. Jestemy, o ile wiem, dwa dni drogi od przeczy. Czy bdziemy mogli odpocz? Juran zmarszczy czoo. - Mog wam obieca tylko krtszy marsz jutro. Twoi onierze bd mieli wicej czasu na odpoczynek, kiedy dotrzemy ju do przeczy. - To wystarczy. - Ty take jeste zmczony - stwierdzi Juran. - Za pno ju, by omawia plany wojenne. Jeli si zgodzisz, jutro wyrusz z tob i przeka wszystko, o czym dyskutowalimy i co postanowilimy. Berro umiechn si z ulg. - Zgodz si z radoci. I dzikuj. Juran kiwn gow i wykona formalny znak krgu. - A zatem porozmawiamy rankiem, wasza wysoko. Krl odpowiedzia takim samym gestem i odszed wraz z grup arystokratw. Auraya spojrzaa na czwrk Biaych. Juran wydawa si uspokojony, Dyara zrezygnowana, Rian i Mairae chyba zadowoleni. - Przynajmniej ju dotarli - mrukna Dyara. - Dunwayczycy s na przeczy i zastawiaj puapki. Kiedy si do nas przycz, bdziemy powan si. Pozostali pokiwali gowami. Mairae i Rian oddalili si, Dyara przystana jeszcze na moment, nim ruszya w stron obozu Genrian. Widzc, e Juran nie odchodzi, Auraya podesza. - Co si stao? - zapyta. - Byam zdziwiona, e mnie nie wezwae. Odetchn z ulg.

- Mairae powiedziaa, e jeste na powietrznym patrolu. e wylatujesz tak ju od kilku nocy i e lepiej ci nie przeszkadza. Waciwie to jestem troch zaskoczony, e nic nie mwia. Auraya wzruszya ramionami. - To taki mj sposb krenia po pokoju, kiedy nie mog zasn. Umiechn si, ale nage spowania. - Ale pamitaj, e skutki braku snu mog pojawi si nagle, kiedy najmniej si ich spodziewasz. Nie sdz, eby mimowolna drzemka wysza ci na zdrowie, gdyby akurat bya w powietrzu. - Nie. - Skrzywia si. - Nie bardzo. Ale... nie wahaj si mnie wzywa, kiedy tylko bd potrzebna. - Oczywicie. - Teraz lepiej pjd si pooy - stwierdzia. Spojrzaa na niego. - Ty te. Westchn. - Tak, masz racj. Odwrcia si. Syszc ziewnicie, zerkna jeszcze przez rami i zobaczya, jak Juran zasania doni usta. Moe bdzie mg zasn spokojniej, skoro przybyli wreszcie Toreczycy. Emerahl obudzia si gwatownie. Przez moment czua narastajc panik. Czyby kto zaatakowa karawan? A potem tlce si jeszcze wraenie braku powietrza oywio pami i znowu napyn sen... Sen o wiey. Poczua nag irytacj. Czy tkacze snw stali si tak niedoksztaceni, e nie mogli nauczy tego kogo, by nie nadawa dookoa swoich snw? - Dobrze si czujesz, Nefryt? Emerahl spojrzaa na Gwiazdk. Do tarnu Rozei przyniesiono dla niej siennik i Gwiazdka cakiem skutecznie udawaa, e rana jest powana, ale nie potencjalnie miertelna. Niestety, poniewa dziewczyna bya prawie zupenie uleczona, szybko nudzia si leeniem. Czasem Emerahl udawaa, e zasypia, by uciec od jej paplania. W tej chwili dziewczyna przygldaa jej si z trosk. - Zy sen, nic wicej - odpara Emerahl.

- A co ci si nio? Chyba nie padajca wiea? Emerahl zamrugaa zdziwiona. - Czemu pytasz? Gwiazdka wzruszya ramionami. - Kilku moich klientw mi o tym opowiadao. e wiele razy mieli ten sam sen. - Duo? - Nie wiem. Nie mwili. Emerahl pokrcia gow. - Chodzi mi o to, czy duo klientw ci opowiadao o tym nie. Gwiazdka zastanowia si przez chwil. - Trzech, moe czterech. Czyli ty te go miaa? Emerahl przytakna. - Pierwszy raz? - Nie, ni mi si ju wczeniej. - A o co w nim chodzi? - Jest wiea. I ona pada. Gwiazdka umiechna si. - Chodzi mi o to, czemu ludzie maj ten sam sen. Co to oznacza? - Znaczenie snu zaley od nicego - zacytowaa Emerahl. Zmarszczya brwi, zastanawiajc si nad moliwoci, e sen przedstawia mier Mirara. Co tu nie pasowao... - Da si zmiady pod budynkiem... - Gwiazdka zadraa. Paskudna mier. Emerahl z roztargnieniem pokiwaa gow. Jeli nicy ni o mierci Mirara, to nie mg przeywa wasnych dowiadcze. Przeywa dowiadczenia Mirara. eby to byo moliwe, musia mie wspomnienia cza z jego mierci, a wic kto musia by z nim poczony, kiedy umiera. To niesamowite. Sama myl o tym budzia lodowate dreszcze. Nic dziwnego, e nicy nie potrafi si powstrzyma od przeywania tego snu znowu i znowu... - Moe to znaczy, e Biali ulegn. - Sny to nie przepowiednie, Gwiazdko - upomniaa j Emerahl. W kadym razie nie ten. Ten jest historyczny. Dowiadczenia

konajcego Mirara musiay by przekazywane od jednego tkacza snw do drugiego przez minione stulecie. A teraz, z umysu potnego tkacza, byy nadawane do kadego czowieka dostatecznie Obdarzonego, by odbiera sny. Ciekawe, czy to jest wiadome. Moe kto prbuje przypomnie wiatu, kto zabi Mirara? - Nefryt? Emerahl uniosa do, by uciszy Gwiazdk. Bogowie uczynili Mirara mczennikiem. Ten sen bez wtpienia trafia te do umysw kapanw i kapanek. Oczywicie, bogowie prbuj to powstrzyma. - Musz ci co wyzna - odezwaa si cicho Gwiazdka. Powiedziaam... Moe nie mog. Moe ten nicy jest chroniony. Ale przez kogo? Kogo potnego... Nieprzyjaciela bogw. Przez pentadrian! To moliwe. - ...powiedziaam Rozei, e mnie uzdrowia magi. Emerahl spojrzaa gniewnie. - Co takiego? - warkna. Gwiazdka zadraa. - Przepraszam - jkna. - Wycigna to podstpem... Dziewczyna wygldaa na przestraszon. Emerahl natychmiast poaowaa swej ostrej reakcji. Zagodniaa. - Oczywicie, Rozea jest sprytna i potrafiaby podstpem wycign od kupca jego statek. Tak si wanie zastanawiaam, czemu nagle jest taka mia. - Nigdy sobie nie radziam z dochowywaniem sekretw przyznaa si Gwiazdka. Emerahl przyjrzaa si jej uwanie. Wyczua dosy, by wiedzie, e to wyciganie podstpem raczej nie byo trudne. Co teraz powinnam zrobi? Odej std. Emerahl umiechna si... Skoro Rozea wiedziaa ju, e jest czarownic, nie warto byo tego ukrywa. Moga bez trudu odebra nalene sobie pienidze - si, jeli to konieczne. Ale kiedy ju karawana dogoni wojsko, Rozea z pewnoci opowie o czarownicy,

ktra j okrada. A ta historia moe zwrci uwag kapanw. Nie, po prostu odejd. Pienidze nie s warte takiego ryzyka. A jednak wci czua si gupio zobowizana, by jak najduej ochrania dziewczta. Gdy tylko karawana zbliy si do armii i Rozea wynajmie nowych stranikw, bd stosunkowo bezpieczne. A potem? Emerahl wrcia do myli o nicym, osanianym przez pentadrian. Nie snua adnych planw poza tymi, by uciec kapanowi, potem z Porinu, a teraz z zamtuzu. Moe poszuka tego nicego. Moe on czy ona bdzie w stanie zaoferowa Emerahl ochron przed bogami i ich sugami... Jeli ma to oznacza przyczenie si do pentadrian, niech tak bdzie. Z tego, co wiem, mog przecie wygra t wojn.

39
Pod wieczr doszli do miejsca, gdzie prowadzca z zachodu na wschd droga napotkaa szerok, kamienist rzek. Potem biega dalej wzdu brzegu, a bezustanny szum wody na kamieniach zagusza wszystkie dwiki oprcz podniesionych gosw i z rzadka ryku arema czy renia reyna. Trakt prowadzi szerok dolin. Mijali niedue wioski, gdzie onierzy witali umiechnici doroli i podniecone dzieci. Wreszcie, kiedy ostatnie promienie soca znikny za horyzontem, dotarli do koca doliny i Juran zarzdzi postj. To pewnie oznacza, e opucilimy rwniny, myla Danjin, wchodzc do namiotu narad. Od tego miejsca bdzie ju pod grk. Rozejrza si i zauway wynios min krla Berro, sztywn postaw Mwcy Sirri i zatroskane, wspczujce spojrzenia, jakie krl Guire rzuca przywdczyni Siyee. Przeszed na bok, by zaczeka. Niezwyka cisza trwaa w namiocie a do przybycia Aurai ze zwiadowcami Siyee. Biaa wykonaa znak krgu. - Pozdrowienia dla wszystkich. To jest Sveel z klanu Wowej Rzeki i Zeeriz z klanu Rozwidlonej Rzeki, pierwsi Siyee, ktrzy powrcili z wyprawy zwiadowczej. Wystpi Juran. Przemwi do dwch Siyee w ich jzyku, a Dyara tumaczya dla reszty obecnych. - Dzikuj wam, Sveelu z klanu Wowej Rzeki i Zeerizie z klanu Rozwidlonej Rzeki, za podjcie si tego niebezpiecznego zadania. Bez waszej pomocy o wiele mniej wiedzielibymy o nieprzyjacielu. Zasmuca mnie jednak, e jeden z was zapaci yciem za zdobycie tych informacji. Obaj wojownicy kiwnli gowami. Danjin zauway, e wygldaj na zmczonych. - Auraya przekazaa mi, e spieszylicie si z powrotem, by poinformowa o czym, co waszym zdaniem moe by wane. Co to

takiego? Siyee imieniem Zeeriz wyprostowa si. - Kiedy Tireel zosta schwytany, staralimy si trzyma w pobliu, by zobaczy, co si stanie, ale atakoway nas ptaki i musielimy odlecie dalej, by ich unikn. Nie pozwalay nam si zbliy do armii a do nocy, kiedy wreszcie odleciay i moglimy odszuka Tireela. Znalelimy go przy drodze. Nie y. Przerwa i gono przekn lin. Danjin zauway, e Sirri pochylia gow i zamkna oczy. Podziwia j. Nie wyobraa sobie, by krl Torenu uroni z po zabitym zwiadowcy. - Wybrano mnie, bym dowodzi zamiast niego - mwi dalej Zeeriz. - Zostawiem czterech, by pochowali Tireela, a z reszt ruszyem w pogo za armi. Nie moglimy ich znale. Nie maszerowali ju drog i nie udao si ich odszuka w okolicy. Juran zmarszczy czoo. - adnych ladw? - adnych nie odkrylimy, ale jestemy ludem powietrznym i nie mamy wprawy w tropieniu. Grunt jest tam skalisty i twardy, wic stopy nie odciskaj si mocno. - Moe szli szybciej, ni sdzilicie - odezwaa si Dyara. Zeeriz pokrci gow. - Okrylimy duy obszar. Polecielimy dalej, ni mogliby dotrze w cigu dnia. Kiedy nie udao si ich odszuka, postanowilimy wrci o pierwszym brzasku. Krl Berro pochyli si do przodu. - Bya noc, kiedy szukalicie, prawda? Gdy przetumaczono pytanie, zwiadowca popatrzy na monarch i kiwn gow. - Wic to jasne, co si wydarzyo. Wiedzieli, e bdzie was wicej, dlatego szli bez pochodni. Najpewniej mielicie ich pod samym nosem, ale nie widzielicie o tym. - Due grupy ziemiochodzcych robi sporo haasu - zauwaya Mwca Sirri. - Nawet jeli moi zwiadowcy ich nie widzieli, na pewno by usyszeli.

- Chyba e wydano onierzom rozkaz, by byli cicho - odparowa Berro. Zeeriz wyprostowa si. - Jestem pewien, usyszabym ich, gdyby tam byli. Tak liczna armia nie moe maszerowa cicho. - Och... - Berro z niedowierzaniem unis brwi. - A skd to wiesz?. Jak wiele tak licznych armii spotkalicie do tej pory? - Twoj syszelimy o p dnia drogi std - owiadczya kwanym tonem Sirri. - Nawet gdyby twoi ludzie trzymali zamknite gby, i tak bymy ich usyszeli. Berro otworzy usta, by odpowiedzie, ale zabrzmia kolejny gos. - Moliwe, e pentadrianie schronili si na noc w starych kopalniach - wtrci spokojnie Jen z Rommelu, ambasador Dunwayu. Danjin usysza, jak kto sykn nerwowo. Obejrza si na Lanrena Songmakera, ktry szeroko otworzy oczy, gdy uwiadomi sobie t moliwo. - Kopalnie? - zdziwi si Juran. - Masz na myli staroytne kopalnie w Rejurik? Jen wzruszy ramionami. - Moliwe. Cho podejrzewam, e chodzi o modsze. S tak samo rozlege jak ich sawne poprzedniczki, ale jest mniejsza szansa, e si zapadn. W gbi s groty tak wielkie, e zmieszcz ca armi. Ale dlaczego to zrobili? - Rozoy rce. - Za wentylacja, adnych ognisk, brak ciepego poywienia. .. Tej nocy nie spali wygodnie. - Czy mog przedosta si pod grami do Hani? - spyta Lanren Songmaker. Jen pokrci gow. - Nie mog. Kopalnie nigdy nie sigay tak daleko. - Maj mnstwo czarownikw. Mogliby je tak daleko przecign. - Nie - stwierdzi Juran. - Potrzebowaliby miesicy, moe lat, eby wyry dostatecznie szeroki tunel. Usunite kamienie i odamki trzeba by gdzie wynosi. Musiayby powsta szyby wentylacyjne, a

czarownicy siedzie przy nich i wciga powietrze do rodka, bo dla tylu ludzi naturalny obieg nie wystarczy. Kiedy przetumaczono wszystko na mow Siyee, Zeeriz przyj to z ulg. Danjin troch wspczu modemu czowiekowi, ktry pdzi z powrotem do obozu tylko po to, by krl Berro tak wzgardliwie powtpiewa w jego umiejtnoci. - Wyglda na to, e istotnie schronili si na noc w kopalniach stwierdzi Berro, machajc na Zeeriza. - Moe obawiali si ataku naszych maych szpiegw? Mali szpiedzy... Danjin stumi westchnienie. Berro znany by ze swojej skonnoci do uraania Genrian. Zdawao si, e planuje obraa take Siyee. - Czy armia wynurzy si za dnia, dowiemy si, kiedy jutro wrc pozostali zwiadowcy - odpowiedziaa mu Sirri. - Jeli ich zobacz. - Armi tak wielk trudno jest przeoczy z powietrza - zauwaya Auraya. - Nawet jeli zejd ze szlaku, spowolni to ich marsz, a w kocu i tak bd musieli na niego wrci, by dosta si na przecz. Przez gry prowadzi tylko jedna droga. Berro z szacunkiem schyli gow. - To prawda, Aurayo z Biaych. Ta bezwarunkowa akceptacja jej sw podkrelia tylko lekcewacy stosunek do Siyee. Auraya spojrzaa na Jurana, ktry skin gow. - Czy kto jeszcze ma pytania do Sveela z klanu Wowej Rzeki i Zeeriza z klanu Rozwidlonej Rzeki? Wszyscy milczeli. Auraya zwrcia si do dwch zwiadowcw. - Dzikujemy, e przybylicie i zoylicie nam meldunek. Jestecie zmczeni i godni. Pozwlcie, e odprowadz was do obozu. Kiedy wyszli, Danjin zauway, e przyglda mu si Mairae. Umiechn si i lekko skoni gow. Kciki jej ust uniosy si w gr, a na twarzy pojawi si wyraz zamylenia. Odwrcia si, spogldajc za odchodzc Auray.

Od razu przypomnia sobie wczorajsz rozmow. A kiedy natychmiast wrcia do niego wzrokiem, zrozumia, e tego wanie chciaa. Nie wiem, czy ma kochanka, pomyla do niej. A ty? Umiechna si i kiwna gow. Zamruga zdumiony. Kto to? Wzruszya ramionami. Odwrci wzrok, wzburzony, ale zaciekawiony. Wizja kogo w ku z Auray bya niczym wizja jego crek w trakcie aktu ze swoimi mami - nie byo to co, co mg przyj obojtnie. Ale chcia te wiedzie, kto zwrci jej uwag. Rozejrza si po namiocie, ale zanim jeszcze oceni obecnych mczyzn, zrozumia, e to nie moe by aden z nich. Mairae umiaa czyta w mylach i wiedziaaby, gdyby ktry by kochankiem Aurai. Czyli to musi by albo kto, komu nie potrafi zajrze do umysu, albo kto, kogo nie spotkaa. O ile wiem, Biali nie umiej czyta nawzajem swoich myli. Spojrza na Mairae. Moliwe zatem... Mairae szeroko otworzya oczy ze zgrozy. Potrzsna gow, jakby zadraa. Ale zaraz si umiechna. Najwyraniej myl o fizycznym zblieniu z innym Biaym uznaa za odraajc, co jednak nie oznaczao, e Auraya ma podobn opini. Danjin jednak przesta o tym myle, by nie budzi zakopotania Mairae. Jeli kochankiem Aurai nie by Biay, to musia nim by kto, kogo Mairae nigdy nie spotkaa. Jeli tak, a Auraya regularnie go odwiedza, to pewnie chodzi o kogo w wojsku. Ku jego zaskoczeniu, Mairae pokrcia gow. Skd ma t pewno? Umiechna si tylko. Czyli kto poza armi, pomyla. Ale dostatecznie blisko, by Auraya moga go odwiedza. Poczu ucisk w odku, gdy powrcia rozwaana wczoraj ewentualno. Tkacze snw. Leiard.

Nie, powiedzia sobie stanowczo. S przyjacimi. Niczym wicej. To przecie rozsdne, e Auraya odwiedza Leiarda. Mairae pewnie zakada, e w tych nocnych wycieczkach Aurai kryje si co wicej. Popatrzy na Mairae. W zadumie marszczya czoo, ale kiedy wyczua jego wzrok, umiechna si, wzruszya ramionami i skina gow... A potem Juran ogosi przerw na kolacj i Danjin odetchn z ulg. Troch si ba, e Auraya wrci i odkryje, e jej doradca spekuluje na temat jej ycia osobistego. Mia nadziej, e zanim znowu j zobaczy, umys bdzie mia zajty czym innym. Dzie by mczcy, ale teraz, kiedy wreszcie udao jej si wymkn z narady, czua, e znuenie ustpuje miejsca niecierpliwoci. Ju niedugo znowu spotka si z Leiardem. Jedynym, co psuo jej nastrj, bya nieobecno Figla. Kiedy wrcia do namiotu, znalaza otwart klatk. Z pewnoci kto ze suby ciga teraz veeza po caym obozie. Nie omieliaby si odlecie bez niego. Mgby doprowadzi sug bardzo daleko - a do obozu tkaczy snw. A wtedy tumaczenia byyby do kopotliwe. - Auraya? Poznaa gos Danjina i podesza do wejcia do namiotu Doradca trzyma w ramionach wyrywajc si, wijc kul futra. Odetchna z ulg... - Dzikuj ci, Danjinie. - Zaprosia go gestem. - No wic, Figiel, gdzie si chowae? - Aaja. Aaja. Zy czowiek. Zabra Figi. Zy. Wystraszona, spojrzaa na Danjina. Skrzywi si tylko i wypuci veeza, ktry natychmiast znalaz si na rkach Aurai, a potem owin si jej na szyi. - Nie tak mocno... - Odetchna. - Co si stao? Twarz doradcy wyraaa niepokj i poczucie winy. - Przy kolacji suca zawiadomia mnie, e Figiel znikn. Przez dugie godziny nie mogem go znale. W kocu to on mnie znalaz.

- Danjin westchn. - Cay czas powtarza zy czowiek. Obawiam si, e kto mg go porwa. Auraya czua, jak szybko bije serce veeza. Gaskaa go i delikatnie sondowaa umys... Ludzka twarz, z doln czci czym zakryt. Otwierajca si klatka i do chwytajca za kark. Drapanie, gryzienie, smak krwi. Bycie uwizionym w czym. Przegryzienie tego i ulga wolnoci. Zy czowiek! powiedzia w jej mylach. Drgna. Jeszcze nigdy nie odezwa si do niej telepatycznie. - Chyba masz racj, Danjinie - owiadczya. Spojrzaa na niego i znowu wyczua wyrzuty sumienia. Przecie chyba nie... Przyjrzaa si dokadniej i z ulg odkrya prawdziwe rdo zakopotania. Par dni temu Mairae spytaa go, czy Auraya ma kochanka, a on zapomnia o tym do chwili, gdy dzi wieczorem powtrzya pytanie. Wstydzi si rozmylania o jej sprawach osobistych. Ale nagle w jego mylach rozbyso imi Leiarda i jej ulga ulotnia si w jednej chwili. Danjin wierzy, e odwiedza tkacza snw z przyjani, ale sdzi, e Mairae podejrzewa co wicej. Zlodowaciaa. Wiedziaa, e Mairae lubi takie spekulacje, ale nie sdzia, e nakoni doradc, by rozwaa jej moliwych kochankw. Jeli bya gotowa to zrobi, to jak daleko jeszcze si posunie, by zaspokoi ciekawo? Wystarczy przecie kilka godzin jazdy i troch czytania w mylach, by hipoteza staa si potwierdzonym faktem. Serce zabio jej szybciej. By moe Mairae jedzie ju do obozu tkaczy snw... Nie mog tak ryzykowa. Leiard musi odjecha. Jeszcze dzi w nocy. Zdja Figla z szyi i oddaa go Danjinowi. - Zosta tu. Dotrzymaj mu towarzystwa. Co go przerazio. Chc si dowiedzie, o co chodzi. Ktra suca kazaa ci go szuka? - Belaya. Kiwna gow, po czym wysza z namiotu. Serce bio jej mocno. Rozejrzaa si - oczami i umysem - ale nie wykrya adnych

obserwatorw. cigna magi i pchna si w gr, stworzya oson od wiatru i pomkna naprzd. Obz tkaczy snw znajdowa si dalej ni ostatnio, ale dotara do niego w cigu kilku chwil. W namiocie Leiarda palia si lampka. Wyldowaa przed nim i podesza do wejcia. - Tkaczu snw Leiardzie... Klapa odchylia si na moment, ale adna rka nie przytrzymaa jej z boku. Auraya zajrzaa do wntrza i serce jej zamaro. W namiocie czeka Juran. On wie. Ta wiadomo ogarna j niczym podmuch lodowatego wichru. Dostrzega gniew na jego twarzy. Cae ciao byo spite, donie zaciska w pici. - Wejd, Aurayo - powiedzia cichym, gronym gosem. Zdziwia si, e ta wcieko jej nie przeraa. Poczua za to napyw cieplejszych uczu. Znaa Jurana dobrze i wiedziaa, e nigdy nie pozwoli, by gniew wygra z rozsdkiem. Nie lubi przemocy. Kilkakrotnie wspomina o zabiciu Mirara i zawsze wyraa al, e byo to konieczne. Ufam mu, mylaa. Ufam nawet, e nie skrzywdzi Leiarda, niezalenie od tego, co wie. Ale tkacza nie byo w namiocie. Znikna te sakwa, ktr zawsze mia przy sobie. - Juranie - odezwaa si spokojnie. - Gdzie jest Leiard? Nabra tchu i gono wypuci powietrze. - Odesaem go. Spojrzaa mu w oczy. - Dlaczego? - Dlaczego? - Zmarszczy brwi. - Sdzisz, e nie wykryem twojego romansu? A moe uwaasz, e pozwol ci go kontynuowa? Auraya skrzyowaa rce na piersi. - Czyli chcesz zatwierdza moich kochankw? Zawaha si. - Kiedy si dowiedziaem o... o tym, zadaem sobie to samo pytanie. Odpowied jest prosta: mam obowizki przede wszystkim wobec swego ludu. I ty rwnie. - Pokrci gow. - Jak moga to robi, Aurayo, skoro wiedziaa przecie, jakie bd konsekwencje,

gdyby zostaa odkryta? Podesza o krok bliej. - Mog zgodzi si z tym, e nasz lud powoli akceptuje zmiany, e te zmiany wymagaj pokole. Zamierzaam ten zwizek zachowa w tajemnicy wanie dlatego, by nie wystawia na prb ludzkiej tolerancji. Wiedziaam, e nie ukryj go przed tob na zawsze. I nie zamierzaam. Od dawna nie lubisz tkaczy snw i nie miaam pojcia, jak dugo powinnam czeka, zanim ci powiem. Wtpiam, czy odrzucisz wszelkie uprzedzenia. Jak dugo miaam czeka, a to nastpi? Lata? Dekady? Wieki? Jestem zakochana teraz, Juranie. Leiard robi si coraz starszy. Pewnego dnia umrze. Nie mogam zwleka do czasu, a pogodzisz si z myl, e tkacz snw moe by mnie godny. Przyglda si jej w skupieniu. - Moje pogldy nie s tu istotne, Aurayo. Jeste jedn z Biaych. Twoim podstawowym obowizkiem jest przewodzi i ochrania ludzi. Moesz mie kochankw, ale nie wolno im stawa midzy tob a naszym ludem. Jeli tak si stanie, musisz z nich zrezygnowa. - On nie stanie midzy... - Stanie. Ju stan. Widziaem to w jego umyle. Zamaa prawo zakazujce czenia snw. Co dalej? - Ju wczeniej korzystaam ze sztuki uzdrawiania tkaczy snw. Zakazuje tego podobnie bezsensowne prawo. Nie jeste chyba tak gupi, by uzna, e to oznaka nieposzanowania prawa w ogle. - Musisz przynajmniej wydawa si praworzdna - odpar. Inaczej stracisz szacunek u ludzi. Sama wiadomo o tym romansie zaszkodzi twojej opinii. - Nie tak bardzo, jak mylisz. Nie wszyscy s niechtni tkaczom snw. - Ale wikszo im nie ufa. - Zamilk na chwil i westchn. Aurayo, wolabym nie prosi ci o to. - Skrzywi si. - Nie chciabym sprawia ci blu. Ale musisz zrezygnowa z Leiarda. Pokrcia gow.

- Nie mog, Juranie. - Moesz - rzek stanowczo. - Kiedy wspomnisz ten moment i przekonasz si, e bya to suszna decyzja, chocia teraz bolesna. Musisz mi zaufa. Zaufa? To nie ma nic wsplnego z zaufaniem. Wszystko, co powiedzia, bierze si ze strachu. Strachu, e tkacz snw bdzie mia na mnie zbyt wielki wpyw. Strachu, e jeli zgorsz cho jednego przesdnego cyrklianina, reszta przestanie respektowa nas wszystkich. A przede wszystkim strachu przed zmian. Zdoaa przywoa umiech. - Ufam ci, Juranie. Mam nadziej, e i ty mi zaufasz. Nie pozwol, by Leiard stan midzy mn i naszym ludem. Ledwie bd wiedzieli, e on istnieje. Odwrcia si i podesza do klapy namiotu. - Aurayo... Zatrzymaa si w otworze wyjcia i obejrzaa. - On nie moe wrci - oznajmi Juran. - Wydaem mu rozkaz i nie sdz, by nawet on okaza nieposuszestwo. Umiechna si. - Nie. Nie okae. Czy nic ci to nie mwi, Juranie? Czy nie wynika z tego, e nie jest kim, kogo naley si obawia? Odwrcia si, wysza na zewntrz i wzleciaa w powietrze.

40
Chmury powoli nadpezay od pnocy, przesaniajc kolejne gwiazdy. Bellin ziewn, spogldajc na swoje gowty. W wikszoci drzemay ju, podkuliwszy pod siebie dugie, patykowate nogi. Kilka zachowao czujno; poruszajc z boku na bok smukymi gowami, wypatryway drapiecw. To byy mdre zwierzta. Akceptoway go jako dodatkow form ochrony, a w zamian daway mu mleko. Nigdy jednak nie traciy naturalnej czujnoci. Mimo jego obecnoci przez ca noc po kolei trzymay wart. I bardzo dobrze, pomyla. Niemoliwe, bym ani na chwil nie zasn i by nic nie odwrcio mojej uwagi. Opar si o ska i przycign troch magii. Zmieni j w wiato, przesa blask w przestrze przed sob i zacz go ksztatowa. Najpierw stworzy gowta. To byo atwe - spdza z nimi cay czas, wic wiedzia, jak wygldaj. Poruszanie gowtem byo trudniejsze. Ale szybko sprawi, e chodzi, potem biega, wreszcie skaka z kamienia na kamie. Kiedy mu si znudzio, zacz ksztatowa inn znajom posta starego Lima. Pomarszczona twarz wygldaa jak naley, ale ciao byo zbyt proste. Stary Lim garbi si przecie jak poskrcane od wiatru drzewo. O tak. Teraz lepiej. Bellin kaza postaci podrapa si w tyek stary Lim cigle tak robi. Zachichota, ale zaraz si zawstydzi. Nie powinien robi sobie artw ze starego Lima. Starzec znalaz go porzuconego w grach i wychowa. Nie wiedzia, kim s prawdziwi rodzice Bellina. Bellin nawet nie by podobny do wikszoci ludzi, ktrzy mieszkali w tej okolicy. Jedyn wskazwk co do jego pochodzenia by strzp materiau z wyhaftowanym symbolem. Pochodzi z koca, w jaki by zawinity, kiedy stary Lim go znalaz. By jeszcze zoty amulet, ale Lim go sprzeda, eby zapaci za

jedzenie i ubranie dla chopca. Bellin zastanawia si czasem, skd si wzi, a nawet myla, by wyruszy kiedy na emocjonujc wypraw w poszukiwaniu rodzicw. Ale tutaj mu si podobao. Nie musia ciko pracowa mia tylko pilnowa gowtw i zbiera ich wen, kiedy zaczynay linie. Gdy stary Lim umrze, to Bellin bdzie odpowiada za bezpieczestwo stada. Nie mg zostawi zwierzt bez ochrony. Westchn i pomyla, co powinien teraz zrobi. Stary Lim nauczy go tworzy wietlne obrazy. Pomagay odpdzi drapieniki, a Bellinowi broni si przed snem. Obrazy to nie jedyny Dar, jakiego stary Lim nauczy Bellina. Gdyby fanrin albo leramer okaza si dostatecznie zuchway albo zdesperowany, by zbliy si do gowtw, umia go odpdzi maymi kulkami ognia. - Macie szczcie, e przy was jestem - powiedzia gowtom. Na dwik tych sw kilka zwierzt zbudzio si nerwowo. Co byo dziwne - przecie byy przyzwyczajone do jego gosu. - Stary Lim ledwie potrafi je sparzy, ale ja mgbym takiego zabi, gdybym zechcia - cign kojcym tonem, w nadziei, e przestan si ba. - Mgbym... Urwa i zmarszczy czoo. Czu co dziwnego za plecami... Skaa, o ktr si opiera, wibrowaa. Pochyliwszy si do przodu, odkry, e t sam wibracj wyczuwa pod stopami i poladkami. Gowty podnosiy si i wystraszone strzygy wskimi uszami. Bellin wsta powoli, odwrci si i przyoy donie do skay. Wibracje wydaway si teraz silniejsze. Co lekko uderzyo go w gow - krzykn zaskoczony i spojrza w gr. Leciaa stamtd ziemia i odpryski kamienia. Wycofa si pospiesznie. Kiedy odstpi o kilka krokw, zauway szczelin rozszerzajc si u szczytu ciany. Patrzy na ni i powoli docierao do niego, e ciana si rozpada - ziemia, jaka zebraa si w szczelinie, sypaa si w d, tworzc rosncy kopiec w miejscu, gdzie przed chwil siedzia.

Drenie pod stopami narastao. A potem usysza i wyczu potny wstrzs. Ze szczeliny wystrzeli piropusz ziemi i odamkw skalnych. Bellin pochyli si i osoni gow rkami, kiedy kamienie rozsypay si dookoa. Huk ucich, a rozleg si gwizd. Spojrza w gr - trawy na szczycie skay pochylay si w stron pknicia. Zdawao si, e powietrze spywa do szczeliny. Ziemia przestaa dre. Obejrza si i serce mu zamaro. Gowty znikny. Zapominajc o niepokojcym zachowaniu gry, o dziwnym gwizdaniu i szczelinie wsysajcej powietrze, szybko stworzy wietln kul i zacz si rozglda za tropami ukochanych zwierzt. Leiard obejrza si na Jayima. Mia troch wyrzutw sumienia i al mu byo chopaka - bladego i wyranie cierpicego. Aremy nie s najlepszymi zwierztami pod wierzch, tym bardziej bez siode. Uwolnione z zaprzgu i ponaglane, biegy teraz truchtem, ktry mogy utrzymywa godzinami, ale efektem dla jedca byy nieprzyjemne wstrzsy. Nie byo na to rady. Juran rozkaza im odjecha natychmiast i zaczeka, by mie pewno, e go posuchali. Zdyli porwa troch ywnoci i swoje sakwy, ale byo jasne, e Biaemu nie wystarczy cierpliwoci na to, by mogli zoy namiot, zaadowa tarn i zaprzc aremy. Leiard znw poczu wyrzuty sumienia. Te aremy kupia Arleej. Nabya wicej ni trzeba, na wypadek gdyby ktry zachorowa albo okula, wic teraz nie bdzie musiaa porzuca tarnu. Nie mia czasu, eby z ni porozmawia, ani nawet zostawi wiadomo wyjaniajc jego nage zniknicie. Wartownicy w obozie tkaczy snw widzieli, jak przyby Juran, i prawdopodobnie jak odjecha krtko po znikniciu Leiarda i Jayima. Arleej domyli si, co zaszo. Bdzie niespokojna. Ja te jestem, przyzna. Co to wszystko znaczy dla pozostaych tkaczy snw? Czy s bezpieczni? Jedno jest pewne, pomyla. Juran nie zechce, by wiat si dowiedzia, e kobieta z ich grona miaa romans z tkaczem snw. A

wic dochowa tajemnicy. Leiard by zaskoczony, e Juran wskaza tylko jego. Spodziewa si raczej, e kae odjecha wszystkim tkaczom, choby po to by ukry, e jego gniew skierowany jest przeciwko jednemu czowiekowi. Moliwe, e nawet Juran rozumia, i po bitwie bdzie potrzebowa uzdrowicieli. Armia bya ogromna. Wprawdzie cyrklianie powinni odmawia przyjmowania pomocy tkaczy snw, jednak w powanej sytuacji rzadko to robili. A bdzie zbyt wielu rannych onierzy, by wystarczyli kapani. Jayim straci znakomit okazj zdobycia wiedzy, myla. Zerkn na chopca i znw poczu si winny. Gniew Jurana przerazi Jayima. Na pewno wiedzia, e czowiek, ktry przyby rozprawi si z jego nauczycielem, to ten sam, ktry kiedy zabi Mirara. Ulga Jayima, gdy Juran kaza im odjecha, bya wyrana. Kiedy minie strach, rozzoci si, myla Leiard. Zapyta, jakie prawo mia Juran, by ich odesa, skoro moj jedyn zbrodni jest mio do Aurai. Bdzie wini ciebie, stwierdzi znajomy gos. Bdzie pyta, dlaczego w ogle doprowadzie do takiej sytuacji. Zastanowi si, czemu si z tego nie wypltae, kiedy poje, do czego moesz doprowadzi. Gdy stanie si jasne, e nadal masz zamiar widywa si z Auray, zacznie wtpi, czy w ogle przejmujesz si naszym ludem. Mirar, pomyla ze znueniem Leiard. Musisz by zadowolony z takiego obrotu spraw. Zadowolony? Nie. Nastpio to, czego si obawiaem. Naprawd sdzisz, e Juranowi wystarczy przepdzenie ci? Przypomniae mu, czego najbardziej nienawidzi u tkaczy snw: naszego wpywu na ludzi. Naszych zdolnoci. Byem znany jako wielki uwodziciel. Ty mnie zastpisz w jego oczach. Jeli bdziesz kontynuowa ten romans, dowie si. Znajdzie sposoby, by ci ukara, krzywdzc nasz lud. Leiard zadra. Nie, Auraya na to nie pozwoli. On jest przywdc. Ona jest sug bogw. Jeli rozka jej by

mu posuszn, to bdzie. Wiesz o tym. Zrobi wszystko, by nie dopuci do krzywdy tkaczy snw. Wszystko? A czy opuci Biaych? Zrezygnuje ze swej mocy i niemiertelnoci? Czy rzuci wyzwanie bogom, ktrych kocha? Wiesz przecie, e im si nie sprzeciwi. Leiard pokrci gow, ale wiedzia, e ostatnie zdanie jest prawd. Powietrze byo chodne i wilgotne, wic nie zdziwi si, kiedy zaczo pada. Pozwoli, by krople spaday na niego i po chwili ubranie mia przemoczone. Daleko przed sob zobaczy wiata. Zatrzyma arema i wyty wzrok. Jechali drog ju od kilku godzin, wojsko zostao za nimi. Co to za ludzie? Moe Juran zmieni zdanie i to kapani, czekajcy, by go zatrzyma? Usysza przed sob odgos kopyt. Gdy jedziec si zbliy, Leiard otworzy do i stworzy niewielkie wiateko. Obcy mia na sobie mundur wyszego oficera toreskiej armii; umiechn si szeroko, gdy ich mija. Jego zadowolenie z siebie signo zmysw Leiarda jak podmuch odurzajcego zapachu. Zrozumia wtedy, e wiata nale do wdrownego zamtuzu. Odetchn z ulg i popdzi arema. Auraya ci kocha, szepn Mirar. I ty j kochasz. Leiard zmarszczy brwi, niepewny, co ma znaczy ta zmiana podejcia. Mwisz, e zrobi wszystko, by ochrania nasz lud. Nie wierz ci, ale jeli to prawda, zastanw si, czy powiniene j o to prosi? Chcesz da, by zrezygnowaa z tego, kim jest? Droga opadaa w d, a wraz z ni nastrj Leiarda. Moe do tego nie dojdzie. Dojdzie. Znam Jurana. Zada, by dokonaa wyboru. Czy mylisz, e jeste uczciw wymian na bogw, ktrych tak bardzo kocha? Czy moesz jej da to, co oni? Leiard pokrci gow. Czy chcesz widzie, jak starzeje si i umiera, i wiedzie, e to twoja wina?

Kade sowo Mirara byo jak pchnicie noem. Mio to ekscytujce uczucie, zwaszcza zakazana mio. Ale namitno ganie i zmienia si w zayo. A zayo zmienia si w nud. Kiedy emocje opadn, czy mylisz, e nigdy nie bdzie spoglda wstecz na to, kim bya, kim moga si sta, i aowa, e w ogle ci poznaa? Co cisno Leiarda za gardo. Chcia si kci, tumaczy, e to nie nastpi - ale nie by pewien. Jeli j kochasz, przekonywa Mirar, uwolnij j. Dla jej dobra. Pozwl jej y dalej, eby moga znowu pokocha. I znowu. A jeli ona nie chce by uwolniona? Musisz j przekona. Powiedz jej, e nie chcesz jej wicej widzie. Nie uwierzy. Pamitaj, e potrafi czyta w mylach. Mirar zamilk na chwil. wiata przed nimi janiay z wolna. W takim razie pozwl mnie to zrobi. Leiard zadra. By przemarznity, ale wiedzia, e zimny dreszcz to skutek nie tylko deszczu i przemoczonego ubrania. Na pewno wyledzi ci jeszcze dzisiaj. Zostan tylko tyle, ile trzeba, eby j przekona do odejcia. By taki zmczony... Zmczony ryzykiem, zmczony tajemnic. .. Spojrza w mroczne niebo i poczu na twarzy kujce krople deszczu. Przykro mi, Aurayo, pomyla. Nie moe si nam trafi szczliwe zakoczenie. Mirar ma racj - im duej to potrwa, tym wicej sprawi cierpienia. Nabra tchu, a potem wyszepta wezwanie: - Mirar. Kiedy pierwsze promienie soca rozjaniy nocne niebo, Auraya zaczynaa ju traci nadziej. Lataa we wszystkie strony od obozu tkaczy snw, tak daleko, jak moe w cigu dnia dotrze jedziec. Wrcia na Zote Rwniny. Przeszukaa podne gr. Podya nad drog prawie do samej przeczy. Nie znalaza nawet ladu Leiarda.

Podczas lotu zmysy miaa wyczulone na ludzkie myli. I cho wyczuwaa umysy onierzy i wieniakw, pasterzy i prostytutek, nie wychwycia Leiarda. Jakby si zapad pod ziemi. Jak pentadrianie, pomylaa niechtnie. Zawisa teraz wysoko w powietrzu, niepewna, co robi dalej. Moe co przeoczyam... Moe wrc do obozu tkaczy snw i zaczn od pocztku... Tym razem bd zataczaa krgi, oddalajc si stopniowo... Zanim jeszcze dokoczya t myl, mkna ju po niebie. Ale kiedy dotara do miejsca, gdzie obozowali tkacze snw, przekonaa si, e ju odjechali. Widziaa ich w oddali, na wskiej, zaronitej drodze. Podaa za nimi samotna posta. Wyczytaa znuone myli i znajom tosamo. Jayim. Chopak dotar na wzniesienie i zatrzyma arema. Poczu gwatowny przypyw ulgi, gdy zobaczy przed sob tkaczy snw. A zaraz po niej napyno poczucie winy i niepewno. Obejrza si przez rami na poudniowy wschd. Nie powinienem go zostawia, myla. Ale nie chcia mnie sucha. To, jak mwi... Stao si co niedobrego. Musz sprowadzi pomoc. Popdzi arema. Myla, e jeli szybko dogoni tkaczy snw, Arleej bdzie moga wrci do wdrownego zamtuzu, zanim Leiard ruszy dalej. Chopak usun na bok wszelkie myli prcz koniecznoci popiechu. Auraya odprowadzaa go wzrokiem, starajc si tumi niepokj. Zamtuz? Przelatywaa nad kilkoma. Obecno prostytutek bya uznawana za naturaln konsekwencj maszerujcej przez kraj licznej armii. Miaa co do nich mieszane uczucia. Wprawdzie rozumiaa, e wizyta u ladacznicy moe poprawi samopoczucie onierza czy uspokoi wzburzony umys, ale trzeba byo si liczy z epidemi chorb. Nie podobao jej si take to, e mczyni uwaali, i wcale nie

zdradzaj on, sypiajc podczas wojny z ladacznicami. Dlatego nie przygldaa si zbyt uwanie umysom w tych obozach. A to zapewne czynio je idealnym miejscem, by si ukry. Czy to znaczy, e Leiard si przed ni ukrywa? Nie. Chowa si przed Juranem. Ruszya w stron najbliszego z obozw, ktry zapamitaa z nocnych poszukiwa. Rwnoczenie staraa si nie myle o nieprzyjemnych moliwociach. Ufam mu. Jest tam, by nie znalaz go Juran, nie ja. Nie wykrya go w pierwszym obozie ani w dwch nastpnych. Przypomniaa sobie kierunek spojrzenia Jayima i poleciaa na poudniowy wschd. P dnia jazdy od obozu wojskowego trafia na kolejny. Badajc umysy w dole, w mylach jednej z ladacznic dostrzega twarz Leiarda. I zakrcio jej si w gowie od myli, ktre towarzyszyy tej wizji. ...na te poladki. A wczoraj wydawa si wychudzony. Wcale nie. Gdyby to ode mnie zaleao, daabym mu nock za darmo. Kto by pomyla, e tkacz snw bdzie taki dobry w... Auraya oderwaa si od tamtego umysu. Wiszc nad zamtuzem, z niedowierzaniem wpatrywaa si w namioty. Musiaam si pomyli. Dziewczyna mylaa na pewno o innym tkaczu snw. O takim, ktry wyglda jak Leiard. Znowu zajrzaa w myli ludzi w dole. Tym razem omijaa kobiece, a szukaa mskich. Kiedy trafia na Leiarda, nie od razu go poznaa. To nie byy myli czowieka tsknicego za sw mioci. To by kto, kto rozkoszuje si nieoczekiwan swobod. Nie o to chodzi, e Auraya nie jest atrakcyjna, inteligentna i mia, mwi sobie. Ale zwyczajnie nie jest warta takich kopotw. Lepiej, e si wymknlimy bez wyjanie. Znikno gdzie uczucie i szacunek, jakie zawsze widziaa w jego mylach. Nie pozostaa nawet najmniejsza iskra mioci. Myla o niej tylko z lekkim alem.

Jkna wstrznita, ale nie byo ucieczki przed rozdzierajcym j blem. Wic to takie uczucie, kiedy ma si zamane serce, mylaa. Jakby kto wbi w nie n i przekrci. Nie, raczej jakby rozpru brzuch i zostawi na mier. zy stany jej w oczach, ale powstrzymaa si od paczu. Kocha j - wiedziaa o tym. A teraz ju nie. Kilka sw Jurana zabio t mio. Jak to moliwe? Jak mona tak atwo zabi co tak silnego? Nie rozumiem. Chciaa spojrze raz jeszcze, szuka wytumaczenia. .. ale nie moga si do tego zmusi. Wznosia si powoli i raz jeszcze pochwycia myli ladacznicy. Leiard wanie zgoli brod. Dziewczyna uwaaa, e bez niej wyglda na modszego i jest przystojniejszy. Powiedziaa mu to i dodaa, e zawsze bdzie miym gociem w jej namiocie. Wrci dzi wieczorem? Nie. Moe jeli w przyszoci odwiedzi Porin... Z namiotw w dole wynurzyy si ludzkie postacie. Auraya przesuna si wyej, wiedzc, e jeli kto spojrzy w gr, na pewno j zobaczy. I wznosia si tak, a obz sta si tylko malekim znaczkiem na rwninie. W kocu dotara do chmur i cay wiat znikn za wilgotn i zimn zason bieli.

41
Emerahl odsuna naprawion klap budy tarnu i wyjrzaa na zewntrz. Wedug klienta, ktrym zajmowaa si w nocy, wojska znajdoway si o kilka godzin jazdy przed nimi. Pokrci gow, kiedy wyrazia nadziej, e je dogoni. Armia maszeruje szybko, powiedzia jej. Dotrze do przeczy przed ladacznicami. Zreszt lepiej dla nich, jeli zachowaj bezpieczn odlego. Kto moe wiedzie, jakie zagroenia czyhaj w grach? Potem zaj si pocieszaniem jej i uspokajaniem. Zrozumiaa, e jest czowiekiem, ktry potrzebuje sabej kobiety, by by przy niej silny i mski. Nie nalea do tych, ktrzy dobrze si czuj w obecnoci kobiet zaradnych, wic rankiem pozbya si go bez trudu wystarczao z pewn min kry po namiocie i prowadzi inteligentn rozmow. Wspczua jego onie. Mczyni, ktrzy potrzebuj kobiet sabych i gupich, mog nie stanowi miego towarzystwa, kiedy uznaj, e naturalny porzdek wiata zosta naruszony. - Co tam widzisz, Nefryt? Obejrzaa si na Gwiazdk i wzruszya ramionami. - Kamienie. I drzewa. I jeszcze kamienie. O, patrzcie, tam jest nastpne drzewo! Dziewczta zachichotay. Wczoraj wieczorem Rozea owiadczya, e Gwiazdka jest ju zdrowa i moe podrowa z innymi dziewcztami, cho Emerahl bya pewna, e madame chodzio raczej o uniknicie kolejnego dnia bezustannego paplania. Sama upara si, e pojedzie z Gwiazdk na wypadek, gdyby dugie godziny w pozycji siedzcej okazay si dla niej zbyt wyczerpujce. To dao okazj, by w kocu porozmawia z agwi i Fal. Zdawao si, e dziewczta wybaczyy jej stanowisko faworyty. Moe zrozumiay, e te pretensje s mieszne, cho Emerahl w to wtpia. Podejrzewaa, e raczej uzdrowienie Gwiazdki pozwolio jej odzyska ich wzgldy.

- Wczoraj miaam wyjtkowo niezwyk noc - owiadczya yczliwo. agiew, Fala i Ptaszek jkny. - Znowu musimy tego sucha? - poskarya si agiew. yczliwo wskazaa Gwiazdk. - Jej jeszcze nie opowiadaam. - No to mw - westchna agiew. yczliwo z byszczcymi oczami przysuna si do rannej. - Wczoraj w nocy przyszed do mnie tkacz snw. Byo ju pno i niewiele dziewczt go widziao. Nie wyglda le, wic byam zadowolona, e mnie wybra. - Urwaa i umiechna si szeroko. Jeli tacy s w ku wszyscy tkacze snw, mog ich przyjmowa bez przerwy. Gwiazdka uniosa brwi. - A taki dobry? - Och, nie uwierzyaby, gdybym ci powiedziaa. - Moe jednak powiedz - umiechna si Gwiazdka. Zaintrygowana Emerahl sprawdzia umys yczliwoci, szukajc sugestii kamstwa. Ale znalaza tylko tsknot, wdziczno, a przede wszystkim samozadowolenie. Zdarzao si, cho bardzo rzadko, e klient podejmowa nie tylko symboliczne wysiki zaspokojenia ladacznicy. Kiedy yczliwo opowiadaa, Emerahl ogarn smutek. Ta noc rozkoszy przypomniaa jej kilka tych, ktre sama przeya dawno temu z innym tkaczem snw. Tym jedynym tkaczem snw... Umiechna si na myl, jak by zareagoway dziewczta, gdyby opowiedziaa im o tym zwizku. - Kiedy tylko zechce si zakra do mojego namiotu, moe mie noc za darmo - oznajmia yczliwo. - Teraz rozumiem, czemu masz tak na imi. - agiew przewrcia oczami. - A jak wyglda? - spytaa Gwiazdka. - Wysoki. Szczupy. Na pocztku uznaam nawet, e troch wychudzony. Bardzo jasne wosy, prawie biae. Mia te brod, ale

ogoli j nastpnego dnia. Bez niej wyglda o wiele lepiej. Emerahl przestaa sucha tych pogaduszek. Wspomnienie o Mirarze przypomniao jej, e planowaa odszuka rdo snu o wiey. Wydawao si to dziwnym kaprysem - ciganie nicego jedynie z powodu drczcej j ciekawoci. Ale czym innym moga si zaj? Po stu latach Ithania Pnocna wypenia si kapanami i kapankami. A to niemal cakowicie ograniczao jej moliwoci. Bya coraz bardziej przekonana, e nicy jest po drugiej stronie gr. Im bliej nich byli, tym silniejsze i wyraniejsze miaa sny. Jeli oznaczao to, e w nicy znajduje si wrd pentadrian, niech tak bdzie. - Miaa racj co do tych skrytek - szepna jej Fala do ucha. Emerahl a podskoczya. Odwrcia si do dziewczyny. - Skrytek? - Pod awkami. - Fala stukna obcasem o doln cz siedzenia. - Widziaam, jak Rozea chowaa tam co tydzie temu. Robi to rankiem, kiedy wszystkie jeszcze pimy. Obudziam si i obserwowaam j przez dziur w namiocie. - Sprytna z ciebie dziewczyna - umiechna si Emerahl. Fala wyszczerzya zby. - I nie jestem taka gupia, eby co stamtd zabra. - Nie, to by byo nierozsdne. Nierozsdne dla kogo, kto musi tkwi w zamtuzie i nie potrafi sobie radzi poza nim. Za kilka dni cyrklianie spotkaj si z pentadrianami. Ona bdzie czeka i obserwowa, a kiedy nadejdzie waciwy moment, zabierze swoje pienidze i ruszy na przecz. Zostawi za sob ten zamtuz, kapanw i ca Ithani Pnocn. Kiedy ostatni wspornik wskoczy na miejsce, Tryss odstpi i obrzuci altan krytycznym spojrzeniem. - Jest wietnie - zapewnia go Drilli. Podniosa si i podaa mu udziec pieczonego gowta. - No wic kim byli ci nowi onierze? Spojrza na ni zaskoczony. Czasami atwo byo zapomnie, e informacje nie docieraj do wszystkich. Lecieli razem, kiedy spostrzegli onierzy maszerujcych od przeczy. Sirri kazaa mu

lecie z powrotem i powiadomi Biaych, i chocia wrci kilka godzin temu, dopiero teraz spotka si z Drilli. - Dunwayczycy - wyjani. - yj po drugiej stronie gr, ale bardziej na pnoc. Ci, ktrzy zeszli nam na spotkanie, to przywdcy klanw, stratedzy wojenni i kapani. Wiksza cz ich armii czeka na nas na przeczy. Zamylia si, wolno przeuwajc miso. - Widziae Auray? Pokrci gow. - Songmaker mwi, e prawie cay dzie wiczy z Dyar magiczne techniki walki. - Ale zawsze spdzaa te troch czasu z nami. Od wczoraj nikt jej nie widzia. Tryss wgryz si w piecze. To ciekawe, ale nie zaskakujce, e wiadomo o Dunwayczykach nie rozprzestrzenia si szybko wrd Siyee, a jednak kade poruszenie Aurai zauwaali od razu. - Na pewno jest zajta czym wanym. Dzi wieczorem mog spyta, co to takiego. Drilli jkna zniechcona. - Kolejna narada? Czy w ogle mog ci mie tylko dla siebie przez ca noc... i eby jej caej nie przesypia? Umiechn si. - Ju niedugo. - Zawsze to powtarzasz. - Mylaem, e jeste zmczona. - Jestem. - Westchna i przykucna koo ognia. - Wyczerpana. I dlatego robi si marudna. Blask ognia oblewa jej skr ciepym, pomaraczowym lnieniem, podkrelajcym koci policzkowe i smuk sylwetk. Jest taka pikna, pomyla. A ja jestem najszczliwszym ze wszystkich Siyee. - Ojciec dalej si do mnie nie odzywa - owiadczya ponuro. Przysun si do niej i rozmasowa ramiona. - Znowu prbowaa? - Tak. Wiem, e to za wczenie, ale cay czas prbuj. auj, e

nie ma tu mamy. Ona by ze mn rozmawiaa. - Moe nie. I czuaby si podwjnie paskudnie. - Nie - zaprzeczya z przekonaniem. - Na pewno by ze mn rozmawiaa. Ona wie, e s rzeczy waniejsze od... od... - Jakie rzeczy? - spyta z roztargnieniem. - No... rzeczy. O, jest Sirri. Obejrza si. Mwca staa na skale ponad ich altan. Umiechaa si. - Witaj, Drilli. Smakowicie pachnie. Drilli wstaa. - Witaj. Mam nadziej, e nie omijaa posikw, co? Sirri rozemiaa si. - Zjadam wczeniej. - Trzymaj. - Drilli wstaa i rzucia co w jej stron. Mwca zapaa to zrcznie. - Korzenne ciastko! Dzikuj. - Piecze je na ostro - uprzedzi Tryss. Sirri ugryza kawaek, przeua i skrzywia si. - Rzeczywicie - przyznaa. - Lepiej ju lemy, bo narada zacznie si bez nas. Tryss kiwn gow. Wsta, gdy Sirri wzleciaa w powietrze, ale zatrzyma si jeszcze, czujc, jak rce Drilli oplataj go w talii. Odwrci si. Jej pocaunek by ciepy i dugi, i niechtnie si od niej odsun. - Ju niedugo - obieca. - No to ruszaj. - Klepna go w poladek. - Zanim wrci ci szuka. Umiechn si, odwrci i skoczy w gr. Obozowali na niewielkim grzbiecie ponad drog. Siyee ustawiali swoje altany na pkach i wystpach, podczas gdy jedyn dostpn dla ziemiochodzcych przestrzeni bya sama droga. Z powietrza ich ogniska i latarnie wyglday jak ogromna, migotliwa larwa wiatobala. Tryss dostrzeg Sirri i szybciej machn skrzydami, by j dogoni. Spojrzaa na niego.

- Jak sobie radzisz na tych spotkaniach z Songmakerem? - Ucz si szybciej ni on. Zreszt wiesz, on jest w gorszej sytuacji. Nasz jzyk mwiony jest podobny do jego, ale wszystkie sowa gwizdane s nowe. - Jak blisko zrozumienia ziemiochodzcych jeste? Potrzsn gow. - Jeszcze bardzo daleko. Czasami rozpoznaj kilka sw. Przynajmniej wiem wtedy, o czym mowa. - To moe by uyteczne. Biay namiot pojawi si za zakrtem drogi i oboje poszybowali ku niemu. Grupa, ktr zwykle widzieli na zewntrz, teraz znikna. Kiedy wyldowali, usyszeli ze rodka gosy. - No c, lepiej pno ni wcale - mrukna Sirri. Szed za ni, gdy wkroczya do wntrza. Rozmowa ucicha, gdy ich zauwaono. - Przepraszam za spnione przybycie - powiedziaa Sirri. - Nie ma za co przeprasza - odpar Juran. - Dokonujemy prezentacji. Wskaza czterech Dunwayczykw, ktrych Tryss widzia ju wczeniej, cho przelotnie. Byli niscy jak na ziemiochodzcych, ale potne minie budziy wraenie niezwykej siy, a wyrysowane na twarzach linie nadaway im wygld dzikich. Gdy Juran ich przedstawia, Tryss myla, e to prawdopodobnie szczliwy zbieg okolicznoci, i Dunway nie ssiaduje z Si. Gdyby ci ludzie uznali kiedy, e potrzebuj wicej ziemi, chyba nawet zatrute strzaki by ich nie powstrzymay. Po zakoczeniu prezentacji Sirri podesza do swego zwykego stoka. Tryss zaj miejsce obok i rozejrza si po namiocie. Wszyscy Biali byli na miejscu - oprcz Aurai. Gdy Juran przeszed na jzyk ziemiochodzcych, Dyara stana midzy stokami Sirri i Tryssa i zacza szeptem tumaczy. - Mil, talm Larrik, zameldowa, e wojska dunwayskie zajy pozycje na przeczy, w miejscu wygodnym do obrony - mwi Juran. - Wzdu drogi rozmieszczono setki puapek, aby spowolni i

osabi nieprzyjaciela. Zwiadowcy donosz, e pentadrianie nie dotarli jeszcze do pierwszych z nich. Wydaje si, e nieprzyjacielska armia jest daleko. - Juran urwa na chwil. - Niewytumaczalnie daleko. - Zwrci si do Mila. - Jakie wieci? Mil spojrza na stojcego obok kapana, wyranie z tej samej rasy. Mczyzna pokrci gow. - Nasi zwiadowcy nie widzieli ani ladu po nich. - Nie zauwaono te, by ich armia skrcia na pnoc - doda Mil. Na pnoc? Tryss zmarszczy czoo, ale zaraz nadeszo zrozumienie. Dunwayczycy bali si, e pentadrianie rusz na pnoc i zaatakuj ich kraj. Ich siy czekay teraz na przeczy i nie mia kto broni granic. - W ogle nie ma adnego ladu tej armii - doda kapan. - Siyee byli ostatnimi, ktrzy ich widzieli. Zapada cisza. Wielu obecnych zastanawiao si intensywnie. - Przecie nie siedz chyba nadal w tych kopalniach - stwierdzi Guire. - Moe czekaj - mrukn somreyaski przywdca. - Ale na co? Spojrza na Jurana. - Jeste pewien, e nie mog przebi tunelu przez gry? Juran z umiechem kiwn gow. - Jestem pewien. Mil przytakn. - Bardziej niepokoi mnie moliwo, e pentadrianie wybrali inn tras. - A jest taka? - Juran zmarszczy brwi. - Drogi nie ma - wyjani Mil. - Ale w grach peno jest cieek pasterzy gowtw. Przejcie nimi jest powolne, ale nie niemoliwe. - Musimy wiedzie, co oni robi - stwierdzi stanowczo Juran. Jeli pentadrianie znajd si na rwninach, gdy my wci bdziemy tkwi na przeczy, okae si, e musimy ciga ich po caej Hani i jeszcze dalej. - Jeli przechodz przez gry, moi ludzie ich znajd - zapewnia Sirri. Juran spojrza na ni.

- To bdzie niebezpieczne. Bardziej ni poprzednio. Wzruszya ramionami. - Teraz ju wiemy o czarnych ptakach. Bdziemy ostroni. Wyl tam ochotnikw, ale tym razem bd uzbrojeni. Juran zawaha si, ale kiwn gow. - Dzikuj. Sirri umiechna si. - Odlec o brzasku. Czy chciaby, by ktry z nich mia piercie czcy? Juran porozumia si wzrokiem z Dyar. - Tak. Zostanie dostarczony dowdcy przed odlotem. - Rozejrza si. - Czy powinnimy omwi co jeszcze? Zakoczenie rozmowy wydao si Tryssowi do nage, ale moe tylko to sobie wyobrazi. Bacznie obserwowa czwrk Biaych, zwaszcza Mairae i Riana. Rian sprawia wraenie... nieszczliwego. Od czasu do czasu wyglda z namiotu i marszczy brwi. Nie to, e gniewnie, ale wyranie co go drczyo. A moe z jakiego powodu by rozczarowany. Ju wczeniej zauway, e Mairae atwiej zdradza uczucia. Teraz nagle jakby wpatrzya si w pustk. Przygryza warg. Moe wszyscy niepokoili si nadchodzc bitw i pozornym znikniciem armii pentadrian? Nie mg jednak nie myle o nieobecnoci Aurai. Dziwne, e nikt nawet nie wspomnia, co si z ni dzieje. I nagle odgad odpowied. Oczywicie! Aurai nie ma tutaj, bo poszukuje pentadriaskiej armii. Mairae boi si o ni, a Rian jest zirytowany, poniewa. .. moe sam chcia wyruszy? Albo uwaa to za zbyt niebezpieczne? W kadym razie pewnie wanie dlatego znikna. Ale satysfakcja z rozwizania zagadki szybko si ulotnia, kiedy uwiadomi sobie, na co ona si naraa. Gdyby spotkaa tych pentadriaskich czarownikw, bd mieli nad ni przewag. A jeli zginie? Co zrobi bez niej Siyee? aden inny ziemiochodzcy nie rozumia ich tak jak ona. Bd ostrona, Aurayo. Jeste nam potrzebna.

42
Sucy skadajcy namiot Aurai kolejno odwizywa rogowe liny. Kiedy konstrukcja opada na ziemi, Danjin westchn ciko. Nie byo jej od dwch dni, myla. To moja wina. Potrzsn gow, jakby usiowa rozproszy ponury nastrj. Nie mam takiej pewnoci. Moga znikn z jakiego wanego powodu. Ale nie wierzy w to. Biali zachowywali si, jakby w jej nieobecnoci nie byo nic niezwykego. Nie podali adnego powodu, a jeli ktokolwiek mia jakie podejrzenia, nie omiela si o nich mwi. Jednak Danjin zna ich dostatecznie dobrze, by zauway pewne symptomy, zdradzajce trosk i irytacj. Dlatego wanie stara si z nimi porozmawia. Uzna, e lepiej nie zaczepia Jurana, gdy przywdca Biaych na wspomnienie Aurai zdradza oznaki gniewu. Dyara w reakcji na jego pytania szukaa mu jakiego zajcia, a Rian tylko wzruszy ramionami i stwierdzi, e chwila nie jest najlepsza, by o tym mwi. A Mairae? Mairae unikaa Danjina. Jak na osob, ktrej zadaniem jest by dostpn, gdy inni Biali s zajci, czynia to zadziwiajco skutecznie. Spojrza na stojc obok klatk. Nawet Figiel nie mia ochoty si odzywa. Wszed do klatki bez protestw, jakby mia nadziej, e grzeczne zachowanie sprowadzi znowu jego pani. A moe to porwanie zniechcio go do wycieczek po obozie? Danjinowi al byo veeza. Kiedy Auraya odesza, zwin si w kbek na kolanach doradcy. Nie spa; lea tak godzinami, patrzy i trzs si przy najlejszym dwiku. - Potrafisz dochowa tajemnicy? Danjin poderwa si, syszc za plecami znajomy cichy gos. Odwrci si zdumiony i spojrza na Mairae. Wydawaa si bardziej powana ni kiedykolwiek. - Czy Dyara by mnie zatrudnia, gdybym nie potrafi? Stana przy nim i skierowaa wzrok na Figla.

- To jego porwanie byo troch pode, ale nie mielimy czasu, eby wymyli co innego - wymruczaa. Spojrzaa mu w oczy. Mog tylko zapewni, e to nie by mj pomys. Danjin przyglda si jej z uwag. - Figiel? Mia odwrci uwag, prawda? Trzyma mnie z daleka od narady wojennej? Obojtnie wzruszya ramionami. Moe nie cakiem odgadem... - I Aurai. Mia mnie trzyma z daleka od Aurai. Jej podbrdek opad lekko w delikatnym skinieniu gow. Dlaczego? Mia swoje podejrzenia, ale zmusi si do rozwaenia innych powodw. Albo chcieli co przede mn ukry, albo nie dopuci, ebym co powiedzia Aurai. Jeli chcieli co ukry, to nie musieli uywa adnych podstpw. Wystarczyo poprosi, ebym wyszed z narady. Po co mieliby porywa Figla? Czyli raczej nie chcieli pozwoli, ebym przekaza co Aurai. Albo nie dopuci, eby wyczytaa co w moich mylach. A gwnym tematem moich myli bya sugestia Mairae, e Auraya ma kochanka. Nabra tchu. - No tak. To prawda? Susznie podejrzewaem? Mairae umiechna si krzywo. - Uwaae chyba, e s tylko przyjacimi. - Wic nie byli? Jej umiech znikn. - Nie. Ale musisz przysic, e nikomu tego nie zdradzisz. - Przysigam. Auraya i Leiard... Jak mogem tego nie zauway? Czy tak bardzo chciaem wierzy w jej bezbdne decyzje, e nie widziaem tego, czego nie chciaem zobaczy? Mairae odwrcia gow i westchna. - al mi jej. Nie mona zmusi serca, by wybierao rozsdnie. Samo podejmuje decyzje. Juran go odesa. Obawiam si, e minie sporo czasu, zanim Auraya mu wybaczy. - Gdzie ona jest? Spojrzaa na niego z powag.

- Nie wiemy. Nie odpowiada na nasze wezwania. Uwaam, e jest gdzie niedaleko. Wrci, kiedy zacznie si walka, jeli nie wczeniej. - Oczywicie - zgodzi si. Z jakiego powodu powiedzenie tego na gos poprawio mu humor. Pewnie, e wrci. Moe dopiero na ostatni chwil, moe pena oskare, ale wrci. Mairae parskna. - Nie obwiniaj si, Danjinie Spearze. Jeli do kogokolwiek mona mie pretensje o to, co si stao, to tylko do mnie. Take z tego powodu, e zachcaam ci do rozmyla o tym, kogo ona odwiedza. Ale chyba si zgodzisz, e ich rozstanie wyjdzie na dobre i jej, i Pnocnej Ithanii. Pokiwa gow. Miaa racj. A jednak nie mg si pozby uczucia ojcowskiego zawodu. Ze wszystkich mczyzn na wiecie, Auraya nie moga chyba wybra mniej odpowiedniego kochanka. Leiard te powinien dostrzec konsekwencje tego zwizku i go zerwa. Jego szacunek dla tkacza snw zmniejszy si znacznie. Najwyraniej nawet mdrzy pogascy uzdrowiciele w obliczu mioci zachowuj si jak gupcy, myla niechtnie. Sucy koczy wanie zaadowywa na tarn namiot i baga Aurai. Kiedy odwrci si i spojrza na nich pytajco, Mairae odsuna si od Danjina. - Ciesz si, e moglimy o tym porozmawia - stwierdzia. Opiekuj si Figlem. Dzi wieczorem powinnimy dotrze do przeczy. Zobaczymy si na naradzie. Wykona znak krgu, a potem patrzy, jak odchodzi. Kiedy znikna, podnis klatk z Figlem, kaza sucemu wczy si z wozem do kolumny, a sam ruszy w stron tarnu doradcw. Auraya krya wkoo. Trawa, ktr deptaa, rosa na skalnej pce biegncej wzdu stromego zbocza doliny. Dolina bya mniej wicej rwnolega do tej, przez ktr prowadzi trakt do przeczy. Wyobraaa sobie

podrnikw w dalekiej przeszoci, ktrzy tracili wiele dni, wdrujc tdy w nadziei pokonania acucha gr. Z pewnoci byli bardzo rozczarowani, gdy docierali w kocu do pionowych urwisk i stromych ska. Wspinacz mgby moe przedosta si przez gry, ale nie zwyky podrny, a ju na pewno nie platten czy tarn. Powinnam by teraz w ssiedniej dolinie, nie tutaj. Dlaczego nie potrafi si zmusi do powrotu? Juran nie jest odpowiedzialny za niewierno Leiarda. A nawet gdyby, przecie nie mog caej Ithanii Pnocnej kara za jego czyny. A jednak nie umiaa si zmusi, by doczy do armii. Na pocztku rozsdne i sensowne wydawao si, by spdzi tu kilka godzin w samotnoci. Myli zmieniy si w wir gniewu, blu, poczucia winy... Baa si, e jeli wrci w takim stanie, albo wykrzyczy swoj zo na Jurana, albo zmieni si we zawy kbek nerww. Musiaa najpierw wzi si w gar. Te kilka godzin zmienio si w cay dzie, a dzie w trzy dni. Kiedy tylko sdzia ju, e si uspokoia, i ruszaa w stron przeczy, po krtkim czasie zawracaa. Za pierwszym razem do zboczenia z kursu skoni j widok tkaczy snw w oddali, nastpnym - karawana ladacznic. Zeszego wieczoru wystarczya sama myl o spotkaniu z Juranem. Wszystko to budzio silne emocje i nie bya pewna, czy zdoa je ukry. Dzi wieczorem dojd na przecz, mylaa. Wtedy do nich docz. Moe po prostu bd tam, kiedy dotr na miejsce. Tak - zbyt si bd cieszyli, e osignli cel, by zwraca na mnie uwag. Westchna i pokrcia gow. To nie powinno si zdarzy. To by si nie zdarzyo, gdyby nie Juran. Moe jednak powinna mu by wdziczna, jako e jego dziaania pozwoliy jej si przekona o prawdziwym charakterze Leiarda. To byo jak spojrzenie w umys innego czowieka, pomylaa, krcc gow. Wydawao mi si, e tak dobrze go znam, e dziki Darowi czytania w mylach nikt nie moe mnie oszuka. Najwyraniej nie jest to prawd. Zawsze wyczuwaa w Leiardzie co tajemniczego. Skrywa

nieznane gbie, tumaczya sobie. Rnic midzy umysem Leiarda a umysami innych ludzi, a nawet innych tkaczy snw, przypisywaa jego wspomnieniom cza. Teraz wiedziaa, e chodzio o co wicej. Potrafi przed ni ukry cz siebie. Leiard mwi jej, e czasami wspomnienia cza manifestuj si w jego umyle jako inna osobowo. Mwi nawet, e ten cie Mirara jej nie lubi, ale nigdy tej drugiej osobowoci nie zobaczya. Nie syszaa jej gosu. Musiaa si pogodzi z tym, e by moe nie jest w stanie. Ale skoro Leiard potrafi ukry przed ni cz siebie, to pewnie potrafi take j okamywa. Moliwe, e ta rzekoma inna osobowo miaa by wytumaczeniem, jakiego chcia uy, gdyby kiedykolwiek odczytaa jego prawdziwe uczucia. Jkna. Takie myli prowadz donikd. Od kilku dni bez przerwy si zadrczam. Gdybym tylko potrafia myle o czym innym... Rozejrzaa si wok siebie. Pka cigna si w lewo i w prawo. Kiedy, w dalekiej przeszoci, powierzchnia zbocza osuna si troch, odsaniajc pas skay i pk opadajc z jednej strony a do dna doliny, a z drugiej wspinajc si do szczytw. Wiksz jej cz zakryy drzewa i inna rolinno, ale gdyby je usun i wyrwna powierzchni, atwo moga si zmieni w wsk drog. Moe zreszt bya to stara, porzucona droga. Prowadzca dokd? Zaciekawiona, postanowia to sprawdzi i przecisna si midzy drzewami i krzakami. Po kilkuset krokach cieka si urywaa. Z jednej strony strome zbocze opadao a do dna doliny, ciana z drugiej bya rumowiskiem, na wp ukrytym pod traw, ktra wyrosa w ziemi midzy kamieniami. Odwrcia si, by wrci na dawne miejsce, i zamara. O kilka stp od niej staa janiejca posta. Wysoka i silna, ale o lekkiej budowie, bya wizerunkiem atletycznej mskoci. Perfekcyjnie mskie usta wygiy si w umiechu. : Aurayo... - Chaia!

Osuna si na kolana. Serce bio jej jak szalone. Za dugo mnie nie byo. Powinnam wrci wczeniej... I nagle to ualanie si nad sob wydao si jej niemdre. Samolubne. Wstydzia si za siebie. Zapomniaa o swoich obowizkach wobec bogw, a skoczya si ich cierpliwo... : Jeszcze nie, Aurayo. Ale pora ju, by wybaczya sobie i innym Biaym. Powsta i spjrz na mnie. Podniosa si i stana, ale ze spuszczon gow. : Nie wstyd si swoich uczu. Jeste tylko ludzk istot, i to mod. Potrafisz okaza wspczucie tym, ktrzy s inni. To cakiem naturalne, e to wspczucie moe si zmieni w mio. Podszed bliej i wycign rk do jej twarzy. Kiedy palce dotkny policzka, poczua mrowienie. Nie byo wraenia nacisku niematerialny dotyk by municiem czystej magii. : Wiemy, e nie porzucia swojego ludu. Nie powinna jednak pozostawa tutaj duej samotnie. Grozi ci niebezpieczestwo, a nie chciabym, by staa ci si krzywda. Zbliy si jeszcze bardziej. Spojrzaa na niego i poczua, jak odpywaj smutek i gniew. Pozosta jedynie zachwyt... Umiechn si, jak ojciec umiecha si do dziecka, z sentymentaln pobaliwoci. A potem schyli si i musn wargami jej usta. I znikn. Wstrzymaa oddech i cofna si o dwa kroki. Pocaowa mnie! Chaia mnie pocaowa! Dotkna swych warg. Wspomnienie tego wraenia wci byo silne. Co to oznaczao? Pocaunek boga nie moe by tym samym co pocaunek miertelnika. Pamitaa, jak si umiecha - niczym ojciec rozbawiony wyczynami dziecka. Na pewno tym wanie mu si wydaj - dzieckiem. A rodzice nie cauj dzieci, kiedy si na nie gniewaj, przypomniaa sobie. Cauj, by pocieszy, by okaza uczucie. To na pewno to... Z umiechem stana na krawdzi. Pora rusza. cigna do siebie magi i pchna si w powietrze. Dolina w dole zmalaa.

Auraya skrcia w kierunku przeczy. Guchy oskot kaza jej znowu spojrze na ziemi. Spomidzy gazw unosiy si smugi pyu. Potem zatrzsy si trawa, ziemia i kamienie. Sowa Chai odezway si echem w jej umyle. Nie powinna jednak pozostawa tutaj duej samotnie. Grozi ci niebezpieczestwo... To, co dziao si w dole, mogoby chyba zagrozi nawet potnej czarownicy. Poczua strach, ale natychmiast stumia go rwnie silna ciekawo. Znieruchomiaa w powietrzu i patrzya. Kamienie toczyy si teraz w d po zboczu, wzbijajc oboki pyu. Kto - albo co miao si wanie wynurzy z wntrza ziemi. Syszaa opowieci o eksplodujcych grach, wypluwajcych roztopion ska i powodujcych zniszczenia w caej okolicy. Jeli co takiego miao si wanie zdarzy, to prawdopodobnie lepiej nie unosi si bezporednio nad ruchomymi skaami. Powinna jak najszybciej std odlecie. Jednak obszar chaosu by do ograniczony. Wstrzsy nie obejmoway ssiednich gr. Ziemia zachowywaa si dziwnie tylko w miejscu, gdzie przed chwil staa Auraya. Chaia nie mwi, e mam wrci do armii. Tylko tyle, ebym tu nie pozostawaa samotnie. Czy bd bezpieczna, przygldajc si temu z drugiej strony doliny? Przeleciaa do formacji skalnej na drugim grzbiecie i obejrzaa si. Ze zbocza spaday kamienie i formowaa si jaskinia. Przypomniaa sobie historie o straszliwych podziemnych potworach. Pamitaa, jak przesadzone okazay si legendy o Siyee opisujce ich jako przepiknych ludzi z ptasimi skrzydami wyrastajcymi z plecw. Prawdopodobne wic i te opowieci nie s prawdziwe. Jednake, gdyby taka bestia miaa si teraz pojawi, to Auraya chciaa j zobaczy. Ale lepiej, eby ona mnie nie widziaa. Rozejrzaa si, szukajc moliwych kryjwek, po czym wsuna si w ocienion szczelin. Bya tak wska, e Auraya moga w niej stan tylko bokiem, a powietrze wewntrz wydawao si zimne i

wilgotne, jednak ukrya j i nie przesaniaa widoku doliny. Ostry huk znowu cign jej uwag na przeciwlege zbocze. Gdy ucich, zapanowaa cisza i bezruch. Caa rolinno wok skalnej pki znikna - trawy, drzewa i pncza zostay zdmuchnite razem z ziemi i kamieniami. To, co zostao, wyranie byo dzieem czowieka. Dostrzega, e skay, ktre uwaaa za naturalne, s w rzeczywistoci kamiennymi pytami. Odsonite zbocze usypane byo ze zrujnowanego muru. Potna belka leaa w poprzek nad otworem w skale. Na niej rozpoznaa wyryty prosty symbol - kilof i opat. To byo wejcie do kopalni. Ogarno j przeraenie. Przypomniaa sobie omawian na naradzie i odrzucon moliwo, e pentadrianie pokonaj gry przez kopalnie. Wedug ambasadora Dunwayu, chodniki kopalni nie sigay a do Hani. Najwyraniej jednak sigay. Kiedy z ciemnoci wyonia si posta w czarnej szacie, z byszczcym wisiorem w ksztacie gwiazdy na piersi, zacza pojmowa, jak bardzo ona i inni Biali nie docenili nieprzyjaci. Czarownik unis gow, wystawiajc twarz na promienie soca, a Auray przeszy lodowaty dreszcz. To by ten, ktry zaatakowa j i pokona kilka miesicy temu. Kuar. Odszukaa znajomy umys. : Juran? Odpowied nadesza od razu. : Auraya! Gdzie jeste? : Tutaj. Pozwolia mu patrzy na to, co widziaa, a z otworu zaczli si wysypywa kolejni pentadrianie. Mrugali w wietle dnia, ich przywdca za podszed do krawdzi pki i wycign przed siebie rce, domi w d. Trawa i ziemia wzleciay w powietrze, odsaniajc strome schody na dno doliny. Kiedy oczyci je cae, odsun si na bok, a onierze zaczli schodzi. : Gdzie jeste? powtrzy Juran, tym razem raczej wystraszonym ni oskarycielskim tonem.

: W dolinie rwnolegej do tej, ktra si poruszacie. Poka ci. Przesaa mu zapamitany widok z gry. : A jak daleko jeste od wylotu? : Myl, e jaki dzie marszu. Jeli wdrowali przez ca noc, mog teraz zatrzyma si na odpoczynek. Gwar gosw i tupot maszerujcych stp wypeniy dolin. Haas stawa si coraz wikszy, w miar jak z kopalni wylewali si kolejni pentadrianie. Wszyscy chyba z ulg wychodzili na powietrze. Niektrzy przystawali, by odetchn i spojrze na soce. Na dnie doliny zatrzymywali si, czekali i obserwowali, jak spod ziemi wynurzaj si ich towarzysze. Przywdca sta przy otworze i umiecha si z wyran satysfakcj. Ma z czego by dumny, uznaa Auraya. To zadziwiajcy wyczyn. : To zmienia wszystko, stwierdzi Juran. Musimy si spieszy, jeli chcemy wyda im bitw. Dunwayczycy musz podrowa nawet szybciej, eby nas dogoni. : Te puapki, ktre zastawili na przeczy, teraz si nie przydadz. : Przynajmniej spowolni albo powstrzymaj innych pentadrian, ktrzy sprbuj si przekra, eby ksa nas w ydki. : Ile czasu ci trzeba, eby zawrci? : Dzie. Moe wicej. Bdziemy musieli zmierzy si z nimi na rwninie. I straci przewag obrony na przeczy... Auraya westchna. Masa czarnych szat w dolinie pod ni przypominaa stale rosnc kau atramentu. : Jak znalaza to miejsce? To pytanie zadaa Dyara. Auraya nie moga si powstrzyma od umiechu. : Przypadek. Szam po tamtej pce. Pojawi si Chaia i ostrzeg, ebym tam nie zostawaa. Kiedy odleciaam, zacza si trz ziemia. : Chaia ci powiedzia, e oni zaraz wyjd? zdziwi si Juran. : Nie. Powiedzia, e bd w niebezpieczestwie, jeli zostan w tym miejscu. Na pocztku sdziam, e powinnam odlecie z doliny,

ale kiedy zauwayam, e te wstrzsy ograniczone s do niewielkiego obszaru, postanowiam zosta i popatrzy. Kolejna posta doczya do czarownika na zboczu. Tym razem kobieta. Wydawaa si znajoma. : Bdziesz w niebezpieczestwie, jeli ci znajd, ostrzeg Juran. Gony skrzek odbi si echem w dolinie. : Tak, zgodzia si Dyara. Uciekaj stamtd. Widzielimy ju wszystko, co trzeba. Skrzydlate ksztaty wyfruny z otworu. Auraya wcisna si gbiej do kryjwki, gdy nad dolin zaczy kry czarne ptaki... : Nie sdz, eby w tej chwili byo to rozsdne. Chyba e nie przeszkadza wam, e odkryj, i ich widziaam. Nastpia chwila milczenia. : Wic zosta, zgodzi si Juran. Czekaj, a odejd. : Miejmy nadziej, e nie rozbij obozu na noc, dodaa Dyara. Kaua czerni zmienia si ju w jezioro. Po kilku minutach z otworu wybiegy gibkie czarne ksztaty - vorny. Auraya patrzya ze zmarszczonym czoem, jak okrutny czarownik, z ktrym walczy Rian, staje obok tamtej dwjki na pce. Troje czarnych czarownikw. Zostaa jeszcze dwjka. Nie moga teraz zrobi waciwie nic wicej, ni czeka i patrze, jak pojawiaj si kolejni pentadrianie. Wyczuwaa, e Biali nie koncentruj si na jej wizji - z pewnoci musz organizowa wycofanie armii drog z przeczy. Nastpna kobieta i mczyzna doczyli do trjki na krawdzi. Auraya z ulg przyja fakt, e adne z nich nie prowadzio innych gronych zwierzt. Ptaki i vorny wystarczay a nadto. Kada kolumna wrogich wojsk skadaa si z kilkuset pentadriaskich czarownikw. Za nimi zawsze podaa mniej wicej setka mczyzn i kobiet, dwigajcych cikie adunki. Obok nich maszerowao kilku ludzi w czarnych szatach, uzbrojonych w krtkie pejcze. Niewolnicy, pomylaa Auraya i a zadraa z odrazy i litoci. W armii nie byo tarnw ani aremw - niewolnicy nieli wszystkie

zapasy. Wreszcie strumie ludzi si urwa. Kiedy schodami zeszli ostatni niewolnicy, pitka czarnych czarownikw stana w szeregu na krawdzi pki. Przywdca rozpocz mow. Jego gos rozbrzmiewa potnie, ale Auraya nie moga go zrozumie ani odczyta jego umysu. Spojrzaa w d na mczyzn i kobiety, koncentrujc si na ich mylach. Z nimi nadeszo zrozumienie sw. Kuar mwi o tym, e zanosz do Ithanii Pnocnej sprawiedliwo i prawo. Drwi z cyrklian, ktrzy wierz w martwych bogw. Tylko nowi bogowie istniej. I niedugo ju wszyscy poznaj prawd. Auraya cofna si i pokrcia gow. Pewno i bezwarunkowa wiara w umysach tych ludzi bya naprawd niepokojca. Kiedy pentadriaski przywdca wznis gos, znowu, cho z ociganiem, poszukaa umysw wyznawcw. Ku swemu zaskoczeniu odkrya, e wzywa swoich bogw, by przybyli. Umiechna si ponuro, zastanawiajc si, jakiej czarnoksiskiej sztuczki uyje, by oszoomi wyznawcw. Obok niego pojawia si janiejca posta. Auraya wpatrywaa si w to zjawisko - mczyzn w egzotycznej zbroi. Jej zmysy wibroway od mocy, ktra promieniowaa z tej istoty. Ale jak to moliwe? : Juran! : Aurayo, czy to moe zaczeka? : Nie. Myl, e powiniene to zobaczy. Pozwolia mu patrze swoimi oczami i przekazywaa wszystko, co odczuwa. Czarni czarownicy padli na ziemi przed zjawiskiem. Podobnie caa pentadriaska armia, nawet niewolnicy. : To iluzja, zapewni j Juran. : Jeli tak, to jest pierwsza, ktra promieniuje moc. Nigdy nie czuam czego takiego, jedynie w obecnoci bogw. : Krg piciorga to jedyni bogowie, ktrzy przetrwali wojn, stwierdzi stanowczo Juran. : Wic moe to nowy bg, podsuna Dyara.

Pitka czarownikw wstaa. Odstpili na bok, a zjawa wystpia naprzd. Janiejcy mczyzna nie wydawa adnych dwikw, a jednak ludzie w dole wiwatowali, jakby reagujc na jego sowa. : Jeli to rzeczywicie bg, to mamy powd, eby obawia si ich jeszcze bardziej, odezwa si Rian. Wiemy, e ci ludzie wyznaj picioro bogw. Dlaczego ten miaby si godzi na oddawanie czci czworgu innym, gdyby byli faszywi? : Pitka nowych bogw? spyta z niedowierzaniem Juran. I nasi ich nie wykryli? : Musimy rozway tak moliwo, przyznaa Mairae. : Wiemy, e czarni czarownicy s potni, zauway Rian. Jak mogliby bez wsparcia bogw dorwnywa nam moc? : Tak czy tak, wiemy ju, e nie bdzie to atwa bitwa, dodaa Dyara. : Nie, zgodzi si Juran. Nasi ludzie nie musz o tym wiedzie. Mogliby... straci entuzjazm. Aurayo, sprbuj si stamtd wydosta moliwie szybko. Musimy si spotka i przemyle nasz strategi. Nad tumem pentadrian zabrzmiay gone okrzyki. Zjawa znikna. Auraya odetchna z ulg. : Odszed, powiedziaa. Czarownicy zeszli po schodach. Jezioro czarnych szat rozdzielio si na pi czci. Przywdca pentadrian stan na czele kolumny i poprowadzi armi w stron wylotu z doliny. A widzc to, Auraya wyszeptaa modlitw dzikczynn do Chai.

43
Leiard otworzy oczy. Jecha wierzchem na aremie i by sam. Przed nim wyrastay gry, a droga wia si w ich stron. Poczu nag panik i cign wodze. Zmierzam w stron przeczy. Co si dzieje? Powinienem jecha w przeciwnym kierunku. Owszem, zgodzi si Mirar. Ale ten twj gupawy ucze uciek i musimy go znale. Jayim? Dlaczego miaby ucieka? Nie wiem. Kiedy poszedem go szuka, znikn. Szuka? Rozdzielilicie si? Pomylaem, e bdzie wola zosta sam. Leiard poczu rosnc podejrzliwo. Dlaczego? Co takiego zrobie? Kupiem mu prezent, eby go czym zaj. Nie chciaby przecie, eby by wiadkiem spotkania z Auray. Jaki prezent? Ladacznic. Kto by pomyla, e taki mody czowiek jak Jayim tak si wystraszy? Leiard jkn i ukry twarz w doniach. Powiniene by mdry, dowiadczony w sprawach umysu i serca. Jak moge popeni taki bd? Nikt nie jest doskonay. Jeli pomylie si co do Jayima, to moge te myli si co do Aurai. Nie, odpar stanowczo Mirar. Tylko zadurzony dure mgby nie dostrzec zagroenia, jakie sprowadzae na nasz lud. Arleej je widziaa. Juran te. A Auraya? Leiard poczu, e serce mu pka z rozpaczy. Co jej powiedziae? Nic. Nie spotkaem jej. A szkoda, bo miaem na to ochot. Leiard spojrza na gry i westchn.

Jeszcze moesz mie szans. Musimy znale Jayima. Juran wyranie da do zrozumienia, e Leiard musi dopilnowa, by jego romans z Auray pozosta tajemnic. Czyli Jayim moe si uczy tylko u Leiarda, poniewa nie wolno mu czy si z adnym innym tkaczem snw, by nie przekaza dalej tej wiedzy. Oprcz Arleej, pomyla. Ona wie. Popdzi arema. Ona moe go uczy. Ach, oczywicie! wykrzykn Mirar. Oddaem ci kontrol, bo pomylaem, e szybciej ode mnie odszukasz Jayima, Ale nie musiaem. W ogle nie musimy tam wraca! Owszem, musimy. Jestem nauczycielem Jayima i nie mog wyrzec si tego obowizku bez jego zgody. Oczywicie, e moesz. Juran kaza ci odej. Bdzie zy, jeli wrcisz. Twj obowizek, by nie sprowadza kopotw na twj lud, jest waniejszy od zobowiza wobec Jayima. Odej skd? sprzeciwi si Leiard. Z namiotu? Z gr? Z Ithanii? Nie; nakaza mi opuci Auray. I dopki unikam jej towarzystwa, wykonuj jego polecenie. Wrc i znajd Jayima. Nie. Bd z tob walczy. Leiard si umiechn. Nie sdz, eby prbowa. Uwaam, e w tej sprawie si ze mn zgadzasz. Skd ta pewno? Sam uoye te reguy. I nawet bardziej ni ja musisz ich przestrzega. Na to nie usysza odpowiedzi. Zastanawia si, jak si zabra do poszukiwa Jayima. Przede wszystkim powinien si skontaktowa z Arleej. Ale w dzie na pewno nie pi, wic nie zdoa do niej sign snem. Moe jednak wyczu, e jej szuka. Czasem potnie Obdarzeni tkacze snw to potrafili, jeli nic ich nie rozpraszao. Leiard zeskoczy z arema i odprowadzi zwierz na pobocze drogi, gdzie sta wielki, wyduony gaz. Na jego powierzchni wyryto liczby. Takie znaki byy now dekoracj traktu wschodnio zachodniego; umiecili je tu cyrklianie, w odlegoci mniej wicej

dnia marszu od siebie nawzajem. Usiad oparty plecami o gaz, zamkn oczy i wprowadzi si w trans senny. Nie byo to trudne, bo czu si tak, jakby nie spa od wielu dni. Bo nie spalimy. Cicho! Leiard spowolni oddech i poszuka znajomego umysu. : Arleej? Odczeka chwil i zawoa znowu. Po trzecim wezwaniu usysza cich odpowied. : Leiard? Czy to ty? : Tak, to ja. : Brzmisz troch inaczej. To na pewno ty, a nie Mirar? : Tak, ja. Czy jest z tob Jayim? : Tak. Odetchn z ulg. : A gdzie obozujecie? zapyta. : Jestemy na drodze. Zawrcilimy. Raeli mwi, e widziano pentadrian wychodzcych z kopalni po tej stronie gr. Cyrkliaska armia cofa si, eby zastpi im drog. A co z tob? : Zatrzymaem si przy trakcie. Wtpi, czy was wyprzedziem, wic prawdopodobnie zmierzacie w moj stron. Zaczekam tu na was. : Dobrze. Jayim ucieszy si ze spotkania z tob. Leiard otworzy oczy. Wsta i przeprowadzi arema do miejsca, skd mg obserwowa drog przed sob. Usiad znowu. W brzuchu burczao mu gono, ale by zbyt zmczony, by jeszcze raz wsta i sprawdzi, czy zwierz niesie jakie zapasy ywnoci. Ile mino, odkd pozwoliem ci przej kontrol? spyta Mirara. Ptora dnia. I co robie w tym czasie? Nie chcesz wiedzie. Cho prawd mwic, gwnie szukaem Jayima. Leiard westchn. Masz racj. Chyba nie chc wiedzie.

Puci powrz arema. Zwierz korzystao z okazji i skubao traw. Woenie jedca byo atwiejsze ni cignicie wyadowanego tarnu. Jeli tylko zwierzta dostaway wod i miay do trawy przy drodze, mogy przez wiele dni utrzymywa stae tempo. Leiard przyjrza si uwanie - arem nie wyglda na chorego czy poranionego. Mirar o niego dba. Chocia w tej chwili marzy tylko o tym, by pooy si i zasn, wsta, by zaj si zwierzciem. Soce stao ju wysoko, kiedy wreszcie zjawili si tkacze snw. Arleej jak zwykle powozia pierwszym tarnem. Leiard dosiad swojego arema i czeka. - Tkaczu snw Leiardzie - odezwaa si Arleej, kiedy podjechaa ju blisko. - Ciesz si, e do nas wrcie. Oszczdzi mi to kopotu szukania ci pniej. - Starsza tkaczy snw Arleej... Mio ci znowu widzie. Ale przecie nie prbowaaby mnie szuka? Kiedy tarn go min, popdzi arema i ruszy obok. Arleej przygldaa mu si krytycznie. - Po tym, co mi opowiedzia Jayim? Na pewno. - Zmarszczya brwi. - Wygldasz na zmczonego. Spae troch? Jade co? Skrzywi si. - Chyba od duszego czasu nie. Nie pamitam niczego z ostatniego ptora dnia. - A wic Jayim mia racj. Mirar zapanowa nad tob. - Domyli si? - Tak. Ba si, e to moe na stae, wic wrci do nas po pomoc. Co postawio mnie w trudnej sytuacji: szuka ci czy wykonywa swoje obowizki uzdrowiciela? - Dokonaa susznego wyboru. - Jayim tak nie uwaa. - Spojrzaa na niego. - Cyrkliaska armia pdzi za nami. Musimy zej jej z drogi, ale pozosta dostatecznie blisko, by udziela pomocy. Nigdy bym nie pomylaa, e kto moe znale przejcie pod grami. Leiard nie wydawa si zdziwiony.

- Takie rzeczy si zdarzay. Nie caa droga prowadzi pod ziemi. Korytarze trafiaj do wapiennych jaski, a te do ukrytych dolin, ktre pasterze gowtw wykorzystuj jako pastwiska. Jest te stara kopalnia po tej stronie gr, ale z tego, co ostatnio syszaem, wejcie si zawalio. Jednak to nic takiego, czego nie mgby odblokowa potny czarownik. Arleej przyjrzaa mu si i pokrcia gow. - Gdyby nie zrezygnowa ze stanowiska, braby udzia w naradach wojennych. Dyskutowali o moliwoci przejcia pod grami przez dawne kopalnie. Mgby ich ostrzec. - Gdybym to zrobi, czyby mi uwierzyli? Kciki jej ust uniosy si lekko. - Auraya na pewno. - Nie wspominaa, e si nad tym zastanawiali. Arleej zmarszczya czoo. - Raeli powiedziaa nam dwa dni temu. W noc, kiedy znikne. - Czyli gdyby Juran mnie nie przepdzi, powiedziabym ci, e to moliwe, ty by uprzedzia Raeli i to jej Biali mogliby nie wierzy zamiast mnie. Arleej odchylia gow i wybuchna miechem. - Kiedy bd musiaa powiedzie o tym Juranowi. - Spowaniaa. - Tak wanie zrobi, jeli on dowie si, e do nas wrcie, i zaprotestuje. - Nie mog zosta, Arleej. Popatrzya na niego z powag. - Musisz zosta, Leiardzie - rzeka stanowczo. - To, co si z tob dzieje, jest nienaturalne i niebezpieczne. Jedynie my moemy ci pomc. Jak tylko skoczy si ta gupia wojna, chc zabra ci ze sob do Somreyu. Wtpi, czy Juran bdzie protestowa przeciwko wielkiej poaci morza midzy tob i Auray. - Uniosa brwi. Zgodzisz si na to? Odwrci wzrok. To, co proponowaa, byo o wiele rozsdniejsze ni ucieczka na lepo, bez adnego celu. Z pewnoci Mirar to zrozumie. Poczu wdziczno dla Starszej tkaczy snw. - Wydaje si, e im bardziej staram si odjecha, tym wicej jest

powodw, ebym zosta. Dzikuj ci, Arleej. Pozostan z wami. Odetchna. - Dobrze. A teraz wracaj do swojego ucznia. Martwi si o ciebie. - Nefryt... Gos wyrwa Emerahl z gbokiego snu. Ciao niechtnie wynurzao si na powierzchni wiadomoci. Skrzywia si z irytacj, odetchna i otworzya oczy. Rozea pochylaa si nad ni z umiechem. - Szybko. Usid. Posaam suce po troch rzeczy. Musimy ci wyszykowa. Emerahl przetara oczy. Tarn sta w miejscu. - Wyszykowa? Po co? - Wojsko nadchodzi. Lada chwila bdzie nas mija. To idealna okazja, eby pokaza dziewczta. Chodmy. No, ocknij si. Wygldasz okropnie. Klapa odsuna si i suca podaa Rozei mis z wod, rcznik oraz nalec do Emerahl skrzynk z grzebieniami, szczotkami, szminkami i kremami. Emerahl zauwaya, e karawana zjechaa z drogi na pobocze. I wtedy usyszaa w oddali rytmiczny dwik odgos wielu, bardzo wielu stp maszerujcych w takt bicia w bbny. - Wojska wracaj? - Emerahl zamaro serce, gdy dotaro do niej znaczenie sw Rozei. Armia maszerowaa od przeczy. Dla madame okazja do wystawienia swojego towaru bya zbyt dobra, by z niej nie skorzysta. Dla Emerahl znalezienie si w polu widzenia setek kapanw mogo si okaza katastrof. - Tak - potwierdzia Rozea. - Wracaj drog. Nie mam pojcia dlaczego. Dowiemy si, kiedy tu dotr, co nastpi ju za par chwil. Doprowad si do porzdku. Sprawdz, co z pozostaymi. Przyl kogo po ciebie. Emerahl wzia misk i rcznik. Rozea wysza, a ona zacza my twarz. Musz znale sposb, eby si z tego wykrci - i to szybko. Spojrzaa na skrzynk i stop odsuna wieko. Gdyby wygldaa mao reprezentacyjnie, Rozea mogaby pozwoli, by si

nie pokazywaa. Powd musi by przekonujcy, a Emerahl widziaa do chorych ludzi, by wiedzie, jak udawa chorob - moc uzdrawiania mona wykorzysta take do innych celw. Podniosa mis, zamkna oczy i skoncentrowaa si na swoim odku. Gdy klapa odsuna si znowu, Emerahl leaa na awie, gow zwrcona do wyjcia. Jkna i rkami zasonia oczy przed jaskrawym wiatem dnia. Suca popatrzya na ni, potem na zawarto misy, i odbiega. Po chwili zjawia si Rozea. - Co si dzieje? - spytaa wystraszona. Emerahl odwrcia nieco gow, eby Rozea moga zobaczy przyciemnion kredk skr pod oczami. - Prbowaam - zapewnia sabym gosem. - Mylaam, e dam rad udawa... Przepraszam... Rozea wezwaa suc i kazaa jej zabra mis. Wspia si do wntrza. - Ale co... co si z tob dzieje? Emerahl przekna gono lin i potara odek. - To chyba jedzenie... Kiedy wczeniej usiadam... Ble, niedobrze mi... - Marnie wygldasz... - Rozea pokrcia gow. - Nie mog pozwoli, eby odstraszaa mi klientw. - Bbnia palcami o rkaw sukni. - W porzdku. Jeste moj faworyt i zwykli onierze nie mog si na ciebie gapi. Tylko ci, ktrych sta i zechc zapaci za spojrzenie na tak niezwyk urod. Emerahl jkna z rezygnacj. Madame umiechna si i poklepaa j po ramieniu. - Odpocznij troch. Takie rzeczy nie trwaj dugo. Na pewno do wieczora poczujesz si znacznie lepiej. Kiedy wysza, Emerahl uniosa gow i uchylia troch klap. Nic nie widziaa, ale odgos maszerujcych stp by teraz goniejszy. Cichy chichot innych dziewczt wzbudzi jej umiech - na pewno to dla nich ekscytujce. A potem mski gos - nalecy do jednego ze stranikw - zawoa:

- Id ju! W polu widzenia pojawi si jedziec, a jej serce niemal si zatrzymao. Juran... Na pierwszy rzut oka wyglda tak samo jak wtedy, kiedy widziaa go sto lat temu. Ale potem przyjrzaa si uwaniej i zrozumiaa, e to nieprawda. Upyw czasu widoczny by w jego oczach, w twardym, stanowczym wyrazie twarzy. Nadal by przystojny i pewny siebie, ale lata go zmieniy. Trudno byo jej stwierdzi, jaka to zmiana, ale nie miaa zamiaru tego sprawdza. Kiedy przejecha, pojawia si jeszcze para jedcw. Kobieta i mczyzna, oboje przystojni, oboje ubrani w takie same biae szaty bez adnych ozdb. Kolejna dwjka Biaych... Kobieta take miaa surow min. Wygldaa na jakie czterdzieci lat. Jadcy obok mczyzna sprawia wraenie o wiele modszego. I mia niepokojco przenikliwy wzrok. Spojrza na karawan zamtuzu, skrzywi si z dezaprobat i dumnie odwrci gow. Dalej jecha tarn, a w nim dwie kobiety - obie ubrane w biel i obie atrakcyjne. Twarz blondynki bya bardziej przyjazna ni tej drugiej. Kiedy zauwaya karawan, wygia usta w lekkim, ironicznym umieszku, z ktrym wydawaa si starsza i mdrzejsza, ni to sugerowa wygld. Niemiertelni, pomylaa Emerahl. Od razu wida, jeli ju czowiek kilku widzia. Ciekawe, czy mnie te tak atwo rozpozna... Druga kobieta nosia rozpuszczone wosy. Miaa wielkie oczy i trjktn twarz. Spojrzaa na karawan i szybko odwrcia gow. Nie dlatego e nimi gardzia, jak stwierdzia Emerahl - wygldaa, jakby cierpiaa. Obie znikny, a za nimi pojawi si nastpny tarn. Ten by mocno udekorowany i otoczony przez onierzy w wyszukanych mundurach. Emerahl rozpoznaa barwy i symbole obecnego krla Torenu. Za nim jechao jeszcze kilka ozdobnych tarnw - genriaski, somreyaski, hanijski. Dalej zaczli si przesuwa kapani i kapanki. Opucia klap i przewrcia si na wznak; serce walio jej

jak motem. Wic to byli ci, ktrych nazywaj Biaymi, mylaa. Ci, ktrych wybrali bogowie, by wykonywali za nich brudn robot wrd miertelnych. Nasuchiwaa odgosw przechodzcej armii i nawoywa dziewczt. Drczyo j nieprzyjemne uczucie, e tak wielu boskich wyznawcw przechodzi obok, oddzieleni od niej s tylko tkanin budy tarnu. Nie powinnam zostawa z zamtuzem po tamtym napadzie, uznaa. Trzeba byo zabra swoje pienidze i odej. Ale nie chciaa zostawia dziewczt bez ochrony; nie wiedziaaby, czy s bezpieczne. A gdyby odesza, by moe nigdy nie miaaby tak niezwykej okazji, by zobaczy Wybranych Bogw, sama nie bdc widzian. Umiechna si do tej myli. Wstpuje we mnie duch przygody, mylaa. Co bdzie dalej? Westchna. Karawana docigna armi, cho w nieoczekiwany sposb. Rozea moe teraz znale sobie nowych stranikw. Nie ma powodu, ebym nadal tu zostawaa. Mog odej... ale czy rzeczywicie? Karawana pody pewnie za wojskiem i rozoy si z obozem gdzie niedaleko. Naraaa si na to samo niebezpieczestwo, co poprzednio - e wiadomo o tym, i ucieka faworyta Rozei, skoni do poszukiwa ca armi. A jednak, gdyby tu zostaa, ryzykuje, e Rozea wspomni o jej talentach w uzdrawianiu jakiej niewaciwej osobie. I u Emerahl mog zacz si pojawia zaciekawieni gocie ze stanu kapaskiego. Zakla. Klapa znw si odchylia. Uniosa gow i zobaczya wpatrzon w siebie Roze. Kobieta usiada naprzeciwko, z bardzo powan min. - Wydaje si, e wrogowie znaleli inn drog przez gry. Cyrklianie pdz, eby ich zatrzyma. - Te tam pojedziemy? - spytaa Emerahl sabym gosem. - Tak, ale w bezpiecznej odlegoci. Nie wiemy, czy ci pen-

tadrianie nie planuj zasadzki. Nie chciaabym trafi w sam rodek bitwy. - Nie. - Teraz odpocznij - poradzia Rozea. Uniosa klap i Emerahl z ulg zobaczya na drodze szeregi zwykych onierzy. - Wtpi, ebymy dzisiaj wieczorem miay jakich klientw. Zdaje si, e armia bdzie maszerowa przez ca noc. Dogonimy ich jutro... Ach, jest kapitan Spirano. Poderwaa si i wysiada. Emerahl pooya si na wznak i suchaa odgosw maszerujcych wojsk. Trway i trway... Zanim ucichy, bya pewna, e miny dugie godziny. Dziewczta umilky, pewnie korzystay z okazji, by si przespa bez nieustannego koysania tarnu. Emerahl syszaa, jak stranicy namawiaj Roze na parti kamieni. Nasuchiwaa przez chwil, zbierajc si na odwag, wreszcie usiada i wilgotnym rcznikiem otara twarz. Kiedy wysiada, Rozea obejrzaa si. - Lepiej wygldasz. A jak si czujesz? - O wiele lepiej - odpara Emerahl. Podesza do stolika i spojrzaa na plansz. - Kamienie... Nie uwierzylibycie, jaka to stara gra. Stranik grajcy z Roze przesun pionek. Emerahl parskna. - Zy ruch. Mczyzna rzuci jej spojrzenie pene urazy. To by ten sam stranik, ktry uratowa j przed dezerterem, podczas napadu wyrzuconym przez ni z tarnu. - A co ty by zrobia? - spytaa Rozea. Emerahl spojrzaa na stranika. - To jego gra. - Prosz bardzo - powiedzia. - Wygraj j dla mnie, a moesz wzi poow puli. Zamiaa si. - Rozea nie pozwoli mi tego zatrzyma. - Oczywicie, e pozwol - obiecaa z umiechem madame. Przesuna pionek stranika na poprzedni pozycj.

Emerahl spojrzaa jej w oczy, po czym popatrzya na plansz. Przycigna nieco magii i posaa j do czarnego pionka, ktry przejecha po planszy i przewrci si na inny. Stranicy podskoczyli, a potem wyszczerzyli radonie zby. - Sprytna sztuczka - stwierdzi ten przyjazny. - Tak. - Rozea wpatrywaa si w plansz. - Bardzo sprytna. - Poddajesz? - spytaa Emerahl. - Chyba nie mam wyboru - przyznaa Rozea. - Co? - Stranik wytrzeszczy oczy. - Wygraa dla mnie? - Tak. - Rozea przesuna w jego stron kilka monet. - Naley si jej poowa. - Naley mi si od ciebie o wiele wicej, Rozeo - odpara Emerahl. - I nadszed czas, by zapacia. Odchodz. Madame opara si i skrzyowaa rce na piersi. - Mamy umow. - Zrywam j. - Jeli teraz odejdziesz, to z pustymi rkami. Emerahl umiechna si. - Tak mwia. Ale to chyba nieuczciwe. Zarobiam dla ciebie spor sum. Jeli nie zwrcisz mi pienidzy, na ktre zapracowaam, to je sobie wezm. Rozea opucia rce i wspara donie na biodrach. - I jak to zrobisz? Bdziesz magicznie rzucaa we mnie pionkami? Nie boj si twoich czarw. Gdyby potrafia mnie zmusi do oddania ci pienidzy, ju by to zrobia. - Twoja sabo, Rozeo, polega na tym, e wszystkich uwaasz za tak samolubnych i chciwych jak ty. Zostaam tylko, eby chroni dziewczta. Teraz spotkalimy si z wojskiem i moesz wynaj stranikw. Nie jestem ci ju potrzebna. - Potrzebna? - zamiaa si Rozea. - Pochlebiasz sobie. Emerahl umiechna si tylko. - Moliwe. Mino wiele czasu, odkd ostatni raz uywaam magii, by zrobi komu krzywd. Nie lubi tego. Wol znale inne rozwizanie. Dlatego dam ci ostatni szans. Oddaj mi moje zarobki.

Ju. - Nie. Emerahl podesza do tarnu, w ktrym spay agiew i Fala. - Gdzie idziesz? - usyszaa gos Rozei. Zignorowaa j. Wycigna rk i odcigna klap wejcia. - Zbudcie si, dziewczta! Ockny si i mrugay sennie, kiedy wspia si do rodka. - Nefryt? - Co si dzieje? - Odchodz - wyjania Emerahl. Zbliya si do przedniej awy. Wstacie. Fala i Gwiazdka podniosy si. Emerahl signa pod aw i znalaza niewielk zasuwk. Pocigna j i skrytka si otworzya. Wewntrz leay skrzynki. W otworze pojawia si twarz Rozei. - Co ty ro... Przesta! Emerahl wyja jedn ze skrzynek. Bya zachcajco cika. - Oddaj mi to! - zadaa madame. Emerahl otworzya wieko. Dziewczta gwizdny z wraenia, gdy zobaczyy wewntrz monety. Rozea zakla i zacza si wspina do wntrza. Krtkim gestem i lekkim uderzeniem magii Emerahl wypchna j na zewntrz. Rozea poleciaa do tyu, ale podtrzymali j stranicy. - Zatrzymajcie j! - krzykna. - Okrada nas! - Nie okradam - poprawia j Emerahl. - Ot Panilo powiedzia, e bierzesz dwa razy wicej, ni mi paci na pocztku, to znaczy sto... - Przerwaa, gdy stranicy bez przekonania prbowali wej do tarnu, a ona delikatnie ich odepchna. - Sto renw od klienta. Odkd zaczam pracowa w twoim przybytku, miaam czterdziestu omiu klientw, z ktrych wielu byo bogatszych i waniejszych ni Panilo. Uznajmy, e to adne i okrge pi tysicy renw, czyli dziesi sztuk zota. Jedn odejm jako naleno za miesiczne wyywienie i zakwaterowanie. .. i za suknie, ktre i tak na pewno oddasz nastpnej dziewczynie. Potrzebne mi bdzie troch drobnych, wic...

Emerahl zacza liczy, wiadoma, e Rozea stoi o kilka krokw i przyglda si jej z nienawici. Dziewczta zamilky, zbyt zaskoczone, by co mwi. - Nefryt? Nefryt? Jeste tego pewna? - odezwaa si nagle agiew cichym i zatroskanym gosem. - Niedugo wybuchnie bitwa. Bdziesz cakiem sama. - Nic mi nie grozi. To raczej o was si martwi. Nie pozwlcie, eby Rozea was naraaa. Jak najszybciej wracajcie do Torenu. - Nie rozumiem. - To by gos Gwiazdki. - Jeli masz takie Dary, e moga mnie uzdrowi i odebra Rozei swoje pienidze, skd w ogle wzia si w zamtuzie? Emerahl spojrzaa na ni i wzruszya ramionami. - Ja... sama nie wiem. Chyba pech. Pytanie troch j zaniepokoio. Nie tylko dlatego e mog si zastanawia nad powodami, dla ktrych czarownica i uzdrowicielka zaja si prostytucj akurat w czasie, gdy kapani kogo podobnego poszukiwali. Reszt swoich zarobkw odliczya w srebrze i zocie, by krcej to trwao. Kiedy skoczya, spojrzaa kolejno na dziewczta. Wci wydaway si oszoomione. Umiechna si. - Uwaajcie na siebie. I posuchajcie mojej rady: jeli zadacie tego wszystkie naraz, Rozea bdzie musiaa odda wam zarobki. Nie wydajcie wszystkiego, odcie co na przyszo. I nie wierzcie, e nie ma dla was ycia poza zamtuzem. Wszystkie jestecie utalentowanymi i piknymi kobietami. agiew take si umiechna. - Dziki, Nefryt. Ty te na siebie uwaaj. Inne rwnie wymruczay poegnanie. Emerahl odwrcia si i wysiada z tarnu. Pochwycia spojrzenie sucego. - Przynie mi sakw z jedzeniem i wod... I jakie zwyke ubranie. Mczyzna zerkn na Roze, a ta - ku zdumieniu Emerahl kiwna gow.

- Myl, e nie mog ci zmusza, eby zostaa, skoro tak bardzo ci zaley na odejciu - stwierdzia z rezygnacj. - Nie jestem tym zachwycona, ale skoro musisz, to musisz. Gdyby jednak kiedy postanowia wrci do tego fachu, nie myl, e bdziesz u mnie le widziana. Nie jestem a taka gupia, eby nie rozway twojego ponownego zatrudnienia. Emerahl przygldaa jej si w zadumie, wyczuwajc u kobiety niechtny szacunek. Czemu nagle zrobia si taka przyjazna? Moe nie wziam takiej kwoty, jakiej si obawiaa... Cigle nie mog si przyzwyczai do tego, jak przez ostatnie sto lat wzrosy ceny. - Bd o tym pamita - obiecaa. Wrci sucy i wrczy jej sakw. Szybko przejrzaa zawarto, po czym zarzucia j sobie na rami. - Uwaaj na dziewczta - zwrcia si jeszcze do Rozei. - Nie zasugujesz na nie. Odwrcia si plecami i ruszya drog w stron Torenu.

44
Kiedy soce wzeszo ponad horyzont, jego blask rozla si szeroko po Zotych Rwninach. Cienie cyrkliaskich kapanw, kapanek, onierzy i ucznikw wycigay si niczym palce, wskazujce oskarycielsko mas najedcw w czarnych szatach. Ostatni lad znuenia ulotni si szybko, gdy Tryss obserwowa zbliajce si do siebie wojska. Z caej cyrkliaskiej armii tylko Siyee odpoczywali zeszej nocy, ale i tak by to niespokojny sen. Niewielu potrafio zapomnie o nadchodzcej bitwie. Podejrzewa, e jeli nawet ziemiochodzcy przestali maszerowa, i tak niewiele odpoczli w t dug noc. Nawet z powietrza widzia u nich przejawy podniecenia i nerwowoci. Czarne skrzydlate ksztaty wzleciay spomidzy pentadrian grona chmura potencjalnej mierci. Wok Tryssa rozlegy si niespokojne okrzyki. Popatrzy na mczyzn i kobiety wok siebie ludzi z jego klanu. Nie bya to jego rodzina ani ona - Mwcy uznali, e zbyt wiele wymagaliby od dowdcy skrzyda, gdyby kazali mu prowadzi do bitwy wasnych krewnych. Ale przecie klany nigdy nie byy tak wielkie, by Siyee nie zna wszystkich czonkw swojego. Wci trudno byo sobie wyobrazi, e ci ludzie zgin, jeli popeni bd. Lk cisn mu odek. Zignorowa go i nabra tchu. - Te czarne ptaki maj dzioby i pazury! - zawoa. - Ale musz si do nas zbliy, eby je wykorzysta! My mamy strzaki i bety! Zabijemy je, zanim nas dosign! Nie wiedzia, czy jego sowa wywary jaki skutek. By moe twarze stay si troch mniej ponure, a bardziej zdeterminowane. Ptaki kryy nad gowami swoich panw, czekajc na pocztek bitwy. Armie zbliay si w straszliwie powolnym tempie. Tryss obserwowa z gry, jak ziemiochodzcy id ku sobie po lekko falujcej, trawiastej rwninie. Armia pentadrian dotara na szczyt

niskiego grzbietu po jednej stronie doliny i zatrzymaa si. Cyrklianie przemaszerowali na drug stron i take stanli. Obie armie czekay. Po chwili samotna posta w czerni wysza spomidzy pentadrian, a promienie soca bysny na czym zawieszonym na jej szyi. Tryss zauway przed szeregami cyrklian pi biaych sylwetek. Jedna ruszya naprzd. Dwaj dowdcy spotkali si na rodku doliny. Chciabym sysze ich rozmow, myla Tryss. Czy proponuj sobie wzajemnie szans, by si wycofa? Czy przerzucaj si grobami i przechwakami o swojej potdze, jak dzieci? Ale to przecie wojna religijna, przypomnia sobie. Moe prowadz dyskusj teologiczn. Zacz sobie wyobraa, jak mogaby przebiega. - Moi bogowie s prawdziwi. - Nie, wcale nie. Moi. - Twoi nie s prawdziwi! - Wanie e s! Z trudem powstrzymywa si od miechu. Chyba zgupiaem, pomyla. To powana sprawa. Bd gin ludzie... Ta myl sprawia, e rozbawienie ulotnio si bez ladu. Dwie postacie rozeszy si i Tryss znw poczu ucisk w odku. Patrzy, jak staj przed swymi wojskami. Zabrzmia daleki gos rogw. Pentadriaska armia ruszya naprzd; cyrklianie zrobili to samo. Krzyki dotary a do uszu Tryssa. Gwizd Sirri rozci powietrze - nadszed czas, by Siyee wczyli si do walki. Jak jeden zanurkowali w d. Dwie armie jeszcze si ze sob nie zderzyy, ale Tryss widzia, jak powietrze w dolinie faluje i migocze, kiedy magiczne ataki uderzay w magiczne tarcze. Docieray do niego dziwne odgosy darcia, trzaski, a od czasu do czasu ca dolin wprawiao w wibracje potne dudnienie. Na dole mona chyba oguchn, pomyla. Wirujca nad pentadrianami czarna chmura rozpada si na

fragmenty i pomkna w gr. Jedna z czci suna prosto na Tryssa. Zapomnia o wszystkim, patrzc na zbliajce si nieuchronnie czarne ptaki. wistem wyda rozkazy i skierowa swoje skrzydo prosto ku nim. A potem opar palce na dwigniach uprzy. - Teraz! Brzkny spryny; te same dwiki sysza wok siebie. Rj strzaek otoczy stado. Tryss krzykn z radoci, gdy ptaki, skrzeczc, spaday na ziemi. Da sygna, by zmieni kurs, i umiechn si szeroko, widzc, jak jego ludzie z tryumfalnymi gwizdami wykonuj akrobatyczne figury. Usysza krzyk blu i radosny nastrj znikn jak zdmuchnity. Zawrci. Kilka ptakw przetrwao i chwycio pazurami nogi jednej z Siyee. Ich ciar ciga j w d, a one przesuway si wolno wzdu nogawek ku skrzydom. Nie wiedzc, co robi, ale w nadziei, e co wymyli, pomkn w jej stron. Nie mg przecie uywa rk, by strci ptaki... Zamiast tego zacisn zby, zoy ramiona i caym pdem uderzy w nogi dziewczyny. Usysza piski, krzyk zdziwienia, a potem poczu, e spada. Rozoy skrzyda, chwyci wiatr i zawrci, by sprawdzi, co si stao. Kobieta bya wolna. Nogi miaa zakrwawione. Zauway leccego w dole ptaka, nieranionego, ale wyranie oguszonego. Tryss szybko chwyci w zby dmuchawk, wessa strzak i strzeli. Ptak zaskrzecza protestujco, gdy trafi go pocisk. Tryss nie czeka, a zacznie dziaa trucizna, tylko spojrza w gr i wezwa swoje skrzydo. Podlecieli bliej. Poza zadrapaniami, nikt nie odnis ran. Z ulg popatrzy poza nich i z przeraenia a wstrzyma oddech. Niebo pene byo zaciekle walczcych Siyee i ptakw. Na jego oczach runo na ziemi trzech Siyee. Przekona si rwnie, e kolejne dwa skrzyda take zdoay si przebi przez zabjcze ptaki. Teraz lecieli ponad walczcymi. Przypomnia sobie instrukcje Sirri.

- Ptaki sprbuj was zatrzyma. Nie pozwlcie im odcign si od celu. Kierujcie si do ich wadcw, czarnych kapanw i kapanek. Sprbujcie najpierw ich zabi. Kiedy zniknie orodek kierujcy, ptaki mog si sta nieszkodliwe. Z trudem odwrci si od starcia i pocign za sob cae skrzydo. Nie protestowali, ale miny mieli pospne. Tryss spojrza na pentadrian pod sob i zastanowi si, jak poprowadzi pierwszy atak. Wszdzie byo peno krwi. Powietrze cuchno krwi i unosia si w nim czerwona mgieka. Twarze, ubrania i miecze byy od niej liskie. Trawa nie bya ju ta, ale ohydnie pomaraczowoczerwona. Nadchodzi kolejny potwr w czerni. onierz unis tarcz, by zablokowa atak, i ci mieczem. Poruszenia byy pewne, swobodne. Lata wicze wreszcie okazay si przydatne. Miecz by przedueniem ramienia. Poczu, jak ostrze tnie ciao i roztrzaskuje ko - dawao to wiksz satysfakcj ni twarde odbicie od owinitego sianem drewna na wiczeniach. Pentadrianin osun si na kolana i zabulgota, gdy krew zacza wypenia mu puca. Szarpnicie uwolnio miecz, pchnicie w gardo powstrzymao sigajc po n rk. Nage sapnicie po lewej... onierz uchyli si i odwrci, trafiajc atakujcego w brzuch. Tamten wytrzeszczy oczy w zdumieniu. Tchrz uderzajcy w plecy... Zostawi go, by umiera powoli. Jeden rzut oka wystarczy mu, by zorientowa si, e wojownicy dookoa w wikszoci walcz po tej samej stronie. Odwrci si, szukajc wroga. Daleki warkot zwrci jego uwag. Po prawej stronie zobaczy toreskich onierzy, padajcych pod zbami niewiarygodnie wielkich stworw. Vorny... Patrzy z niedowierzaniem, po czym rzuci si do biegu. I wtedy zaczepi o co stop. Upad i wyldowa twarz w bocie. Zakl, a wtedy ar przypali mu uszy. Sign rkami, by je przykry. Dotknicie zaboconych doni byo cudownie kojce, ale nie stumio tego, co nadeszo potem: wrzasku. Nieziemskiego

wrzasku, ktry trwa i trwa. Stao si co strasznego. Unis gow. Puca wypenio mu bolenie suche, pene dymu powietrze. Zacz kaszle. Podpar si rkami, przykucn i rozejrza si. Trawa znikna... nie, zmienia si w kruche, poczerniae kpki. Na ziemi leay czarne ksztaty. Niektre si poruszay. Drgay, wiy si... Byy rdem wrzasku. Przekn gorycz, gdy zrozumia, czym s. Ludmi. onierzami, obok ktrych walczy jeszcze przed chwil... Podnis si na nogi i natychmiast zrozumia, co zaszo. Wypalona trawa i martwi czy konajcy ludzie tworzyli dug, ciemn lini a do stanowisk nieprzyjaciela. To by atak czarownika. Zabjcza magia. adne szkolenie nie moe przed tym ocali. Mia szczcie, e znalaz si na samej krawdzi ataku. Pancerz, grube ubranie i upadek na twarz w boto ocaliy go, cho uszy nadal mocno pieky. Spojrza w d i zobaczy wycignit rk pentadrianina, o ktrego si potkn. Jego zwglona twarz bya rwnie czarna jak szata. Zacisn zby, podnis miecz - wci ciepy po uderzeniu magii - i ruszy w stron swoich bardziej pechowych towarzyszy. adne cze midzy Auray i reszt Biaych nie byo jeszcze tak silne i tak zupene. Walczyli jak jedno, a Juran kierowa ich mocami. Okazao si to zaskakujco atwe - adnego narzucania woli. Po prostu otworzyli si przed nim i wykonywali polecenia. On za to mia cztery dodatkowe umysy i cztery pary oczu do wykorzystania przy podejmowaniu decyzji oraz cztery dodatkowe pozycje, skd mg zaatakowa. Okazao si, e to bardzo skuteczna metoda koordynacji ich si. A pynna wsppraca budzia radosny dreszcz. adnych nieporozumie. adnych bdw. A jednak mieli pewne ograniczenia. Nieprzyjaciel znalaz je ju u

Mairae i w pewnym momencie musiaa zostawi odsonitych onierzy, aby sama si broni. Ich mier j wzburzya i zaszokowaa wszystkich, ale wsplne poczucie celu sprawio, e si nie zachwiali. Rian take musia si wysila. Juran raz po raz by zmuszany do interwencji, gdy ktry z potniejszych czarownikw uderza Riana albo Mairae. Auraya zdoaa jak dotd odeprze wszystkie ataki nieprzyjaciela, ale wiedziaa, e przywdca pentadrian jest od niej silniejszy. Ona take bdzie potrzebowaa wsparcia, jeli rzuci na ni ca swoj moc. Jednak tego nie robi. Moe nie mia do siy, eby si osania i rwnoczenie j atakowa. Ale moe mu si to uda, jeli inni czarni czarownicy go osoni. Spojrzaa na Biaych, stojcych spokojnie, a potem na czarownikw pentadrian po drugiej stronie doliny. Picioro czarnych czarownikw, mylaa. Picioro Biaych. Przypadek? Nie, raczej zwlekali, pki nie bdzie ich dosy, by si z nami zmierzy. Na polecenie Jurana, Auraya cisna moc w jednego z czarownikw. Wyczua przesunicie jego tarczy, kiedy pozostaa czwrka pomagaa mu si osoni. : On jest z nich najsabszy, stwierdzi Juran. Z informacji naszych szpiegw wynika, e to ten, ktrego nazywaj Sharney. Moemy wyko... Przywdca pentadrian uderzy w gr, w stron Siyee. Na rozkaz Jurana, Auraya postawia barier, by przechwyci atak. Ulg Mwcy Sirri wyczua przez Mairae - Siyee nosia jej piercie czcy. Atak by coraz silniejszy i Auraya wytya siy, by mimo ciosw utrzyma barier. Prdko i atwo cigania magii spada, wic zrobia kilka krokw naprzd i znowu potrafia wzmocni oson. Nie po raz pierwszy rozrzedzia magi w swym otoczeniu. W cigu kilku godzin bitwy parokrotnie przesuwali si od grzbietu ku rodkowi doliny; podobnie czarni czarownicy, kiedy magia wok stawaa si trudniej dostpna. Niesamowite, jak wiele jej zuyli, ale

Auraya nie miaa czasu na zdumienie. Gdzie blisko rozleg si zwierzcy warkot, a potem krzyk blu i grozy. aden czowiek czy bestia nie mogy jej dosign, ale dobrze pamitaa, e wikszo Obdarzonych cyrkliaskich kapanw i kapanek stoi za ni i Biaymi, na rozkaz dodajc swoj moc do atakw. Odwrcia si; zobaczya, jak wielki czarny vorn rozrywa gardo kapanki. Musia si zakra od tyu, eby zaatakowa bez ostrzeenia. : Zabij go, Aurayo, rozkaza Juran. Razia zwierz. Vorn zawy, kiedy strumie magii odrzuci go od ofiary, a potem pad na ziemi, wstrzsany drgawkami. Inne czarne ksztaty odskoczyy od kapanw i kapanek wok niej. Pobiegy midzy cyrkliaskimi onierzami zbyt szybko, by moga je zaatakowa, nie naraajc wasnych ludzi. : Mylisz, e pentadrianie zaatakowali Siyee, by odwrci nasz uwag od vornw, kiedy bd si przekrada na nasze tyy? spytaa. : Tak, przyzna Juran, I wysali te bestie, eby zaatakoway nie nas, ale kapanw wok ciebie. Myl, e chcieli ci sprawdzi, przekona si, czy bdziesz osania ludzi nieba nawet kosztem innych wojsk. Na razie pozwlmy im w to wierzy. Pniej to wykorzystamy. : Dobrze, odpowiedziaa, ale nie moga si pozby wtpliwoci. Moe naprawd mam skonno, by osania Siyee bardziej ni innych? : Nie, nie masz, uspokoia j Dyara. Jednak Auray nadal drczy lk. Czy Juran kae innym broni Siyee zamiast niej? Czy te pozostawi Siyee bezbronnych wobec magicznych atakw?

45
Cho soce stao wysoko, wiatr by chodny i patrzcy ze wzniesienia otulali si taulami. Danjin spoglda wok siebie na dziwn mieszanin obozowych sug i wanych osobistoci, ktre zebray si razem, by obserwowa bitw. Tworzyli dug lini rozcignit wzdu brzegu doliny. W wikszej czci skadaa si ze sucych, kucharzy i robotnikw obozowych. Porodku wzniesiono pawilon. Na trawie uoono dywan i rozstawiono krzesa dla najwyszych rang: dwch krlw i Moderatora somreyaskiej Rady Starszych. Doradcy, dworzanie i suba otaczali pawilon, wchodzc tylko na wezwanie. Stajenni czekali w pobliu z osiodanymi wierzchowcami. Biali uparli si, by dwch monarchw nie brao udziau w bitwie. Danjin umiechn si, wspominajc t dyskusj. - Jestemy gotowi walczy wraz z naszymi ludmi - owiadczy oburzony krl Berro, gdy si dowiedzia, e dla niego i Guirea nie ma w bitwie miejsca. - Bd pewien, e o tym wiemy - odpar Juran. - Ale jeli wejdziesz na pole bitwy, zginiesz. W chwili, kiedy pentadrianie znajd luk w naszej obronie... a znajd... uderz w tych, ktrzy wydaj si im wani. - Urwa na moment. - Aby zwikszy swoje szanse przetrwania, moglibycie si przebra za zwykych onierzy, ale wolabym, eby do tego nie doszo. Jestecie zbyt wani, by ryzykowa. Berro zmarszczy gronie brwi. - No to dlaczego posyacie do bitwy Mwc Sirri? - Trudno j odrni od innych Siyee, a e Siyee wybieraj swoich przywdcw, wskazano innego Mwc, ktry zajmie jej miejsce, gdyby zgina. - Wyznaczyem swojego nastpc - przypomnia Juranowi Berro. - Dziecko - odpar brutalnie Biay. - Trzeba jeszcze kilku lat, nim doronie do odpowiedzialnoci. - Skrzyowa rce na piersi. - Jeli

chcesz wyjecha na pole bitwy, nie zatrzymamy ci. Ale nie bdziemy ci osania kosztem zwycistwa. Jeeli szukasz chway, zapacisz za ni yciem... i osabisz swj kraj. W tym momencie odchrzkn Moderator Meeran. - Ja sprawuj wadz z wyboru, ale dla mnie te nie znalelicie miejsca. - Nie - zgodzi si Juran, zwracajc si do Somreyanina. Wybacz, e o tym przypominam, ale jeste stary i nie masz dowiadczenia w walce. Dla nas cenniejsze s twoja umiejtno negocjacji i zdolno jednoczenia innych. Potem poprosi Meerana, by podczas bitwy kierowa ludmi, ktrzy nie walcz, oraz negocjowa w imieniu Biaych, gdyby ich armia przegraa. Nikt nie pyta, czemu w bitwie bierze udzia I Portak, wadca Dunwayu. Wszyscy wiedzieli, e przywdca narodu wojownikw musi walczy wraz ze swymi ludmi. W innym wypadku musiaby odda wadz. Towarzyszyo mu kilku dunwayskich czarownikw - wojownikw ognia. Danjin spojrza na Lanrena Songmakera. Doradca wojskowy sta troch przed patrzcymi i w skupieniu obserwowa bitw. Postawa zdradzaa napicie, palce zaciskay si i prostoway. wiato soca byszczao na biaej obrczce na rodkowym palcu prawej doni piercie czcy z Juranem dawa przywdcy Biaych widok z gry na pole bitwy. Danjin spojrza w dolin i zmarszczy brwi. Pentadriascy czarownicy i Biali razili si wzajemnie od wielu godzin, ale zdawao si, e nikt nie zyska przewagi. Uwalniana magia bya z oddali prawie niewidzialna, wic trudno byo oceni, co si waciwie dzieje. Dostrzega jakie skutki tylko wtedy, kiedy jedna strona zdoaa zaszkodzi drugiej. Najczciej cierpieli bezporednio walczcy. adna ze stron jak dotd nie zabia wicej onierzy nieprzyjaciela ni druga. Danjin zauway jednak, e ataki dotykay zawsze onierzy i kapanw osanianych przez Mairae i Riana. Dwjka wrogich czarownikw miaa chyba podobne problemy. Obie strony wykorzystyway moc Obdarzonych wyznawcw, by wzmocni tych najsabszych.

Reszta si nie bya tak wyrwnana. A przewaga, jak zauway przeraony Danjin, leaa po stronie pentadrian. Z pocztku nie byo to takie wyrane. Pentadrian byo mniej, nie mieli jedcw ani plattenw bojowych. Kiedy jednak obie armie zderzyy si ze sob, stao si jasne, e wikszo pentadriaskich piechurw jest wyszkolona i gotowa do waki z jednymi i drugimi. No i byy vorny. Wielkie bestie niosy mier i zniszczenie wszdzie, gdzie si pojawiy. Poruszay si tak szybko, e tylko dziki szczciu i wsplnym wysikom wielu ucznikw udawao si je powali. Wygldao, jakby bawiy si zabijaniem. Danjin patrzy, jak cztery bestie odciy grup onierzy od bitwy. Rozdary garda tym, ktrzy prbowali si opiera, a reszt wygoniy z doliny, bez trudu biegnc za uciekajcymi, jakby artobliwie kapic zbami przy ich pitach. - Dlaczego my nie mamy takich stworw? Czemu dla nas nie walcz adne vorny? - mrucza krl Berro. - Myl, e Biali nie mieli czasu, by je wyhodowa - odpar spokojnie Guire. - To obrzydlistwo! - warkna kobieta. Wszystkie gowy odwrciy si w jej stron. Doradca tkaczka snw Raeli patrzya na nich chodno. - Gdyby wasi Biali stworzyli takie ohydne bestie, czy byliby lepsi albo szlachetniejsi od pentadrian? - spytaa. Obaj monarchowie zamylili si. Byo jasne, e Berra jej sowa nie do koca przekonay. - Wyhodowali za to Nosicieli - zauway Meeran. - A moi rodacy dostarczyli im maych pomocnikw. Skinieniem gowy wskaza klatk trzyman przez Danjina. Danjin spojrza na Figla. Do tej chwili veez zachowywa spokj. Doradca nie omieli si zostawi go w tarnie, pewny, e zwierztko ucieknie i zacznie poszukiwa Aurai. - Reyny i veezy? - prychn Berro. Popatrzy w lewo, gdzie stajenni trzymali pitk Nosicieli na wypadek, gdyby Wybrani ich potrzebowali. - Tylko Biali maj Nosicieli i nawet z nich nie

korzystaj... A do czego przyda si na wojnie gadajcy zwierzak? - Wyj - powiedzia Figiel. Ciar w klatce przesun si. Danjin spojrza w d. - Nie. Zosta. - Wyj - upiera si Figiel. - Daleko. Ucieka. - Nie. Auraya przyjdzie do ciebie pniej. Klatka zakoysaa si, gdy veez zacz biega dookoa niej. - Ucieka! Zy idzie! Ucieka! Chowa! Ucieka! Danjin zmarszczy czoo. Veez by coraz bardziej wzburzony. By moe gdzie blisko sta jego porywacz... Odwrci si i przyjrza twarzom wok siebie. Ci najblisi przygldali si veezowi z zaciekawieniem. Popatrzy dalej, w lewo i w prawo, a potem przez rami. I zobaczy cztery czarne ksztaty, skaczce po zboczu grzbietu w ich stron. Krzykn ostrzegawczo. Zabrzmiay przeraone wrzaski, kiedy ludzie zauwayli vorny. Nastpia chwila wahania, gdy ze zgrozy chwytali ssiadw albo zderzali si, prbujc ucieka. Linia patrzcych rozbiega si; wikszo pognaa w d, w stron bitwy, zostawiajc tylko nielicznych, zesztywniaych z przeraenia. W pobliu pawilonu rozleg si mocny, stanowczy gos. - Wszyscy do rodka i tam zosta! - zawoa wysoki kapan Haleed, zajmujc pozycj midzy vornami a monarchami. - Ja si tym zajm. Wszyscy wcisnli si za do wtpliw oson pciennej ciany pawilonu. Na zewntrz stajenni gorczkowo zakrywali derkami oczy Nosicieli i innych reynw, by nie wpady w panik i si nie wyrway. Podprowadzili zwierzta moliwie blisko pawilonu. Songmaker nadal sta na zewntrz, odwrcony plecami do caego zamieszania, obserwujc bitw. Danjin zauway zdumienie na jego twarzy, kiedy zobaczy uciekajcych do doliny ludzi. Zawoa go. Songmaker obejrza si i zdziwienie zmienio si w przestrach, gdy obj wzrokiem ca scen. Kiedy szed do pawilonu, w pobliu rozleg si zwierzcy skowyt.

Danjin obejrza si. Jeden z vornw lea na ziemi i dra jeszcze. Pozostae odbiegay do tyu, skaczc na boki, by unika atakw Haleeda. - Ach, magia... - mrukn Songmaker. - onierz moe z wiekiem straci form, ale czarownik zawsze jest uyteczny. Dopki ma szybkie reakcje, pomyla Danjin. Haleed zdoa zrani jeszcze jednego vorna, ale wiksza cz jego uderze nie trafiaa w szybkie bestie. Wyranie nie potrafi przewidywa ich nagych zmian kierunku. - Twj zwierzak okaza si jednak uyteczny - szepn jaki gos do ucha Danjina. - Nie martw si o niego. Wrci. Obejrza si na Raeli. Spucia gow. Pody za jej wzrokiem i uwiadomi sobie, e klatka, ktr nadal ciska, jest pusta, a drzwiczki otwarte. Zaniepokoi si i rozejrza za veezem. - Nie przejmuj si. Umie sobie radzi - uspokoia go tkaczka. - Z vornami? - One nie poluj na veeza. Poluj... Krzyk blu, a po nim nieludzkie skrzeczenie zaguszyy jej sowa. Danjin zobaczy, e Haleed chwieje si pod ciarem masy czarnych, pierzastych ksztatw. Na biaej szacie kapana pojawiy si plamy krwi. - Ptaki! - zawoa kto. - Pomcie mu! - Oczy - szepn Songmaker. - Zaatakoway oczy. Meeran rzuci rozkaz. Sucy pobiegli naprzd, ale zatrzymali si nagle i pospiesznie wrcili do pawilonu. Danjin zauway, e czarny ksztat skacze na Haleeda i przewraca go na ziemi. Ogarna go zgroza, gdy nastpne dwa przebiegy obok kapana. Tum cofn si gwatownie i Danjin poczu, e jest odpychany na bok. Zacz si przewraca, ale kto chwyci go za rk i pomg odzyska rwnowag. Wok panowa chaos: krzyki, jki, wydawane rozkazy i skrzeczenie ptakw. Jak to moliwe, e tak niewielu ludzi robi tyle haasu? Jaka do zapaa go za rami i odwrcia. Stan przed Raeli i popatrzy na ni zdziwiony. Ponad jej

ramieniem widzia oddalajcego si galopem reyna z krlem Berro w siodle. - Trzymaj si blisko - powiedziaa tkaczka snw. - Nie wolno mi zabija, ale mog ci osoni. Kiwn gow. Gdy si obejrzaa, zabrzmia gony trzask i pawilon zwali si na ziemi. Cay dach obsiady czarne ptaki. Raeli rozoya rce, powietrze zaiskrzyo, a potem wypenio si trzepotem, gdy stado wystartowao do lotu. Uwag Danjina zwrci ttent kopyt. Odwrci si i zobaczy odjedajcych szybko Nosicieli. Kady nis dwch jedcw, a Danjin z ulg zauway wrd nich Moderatora Meerana. - Dobrze - stwierdzia Raeli. - Mniej kopotw. Po chwili czarny ksztat wyczoga si spod ptna i ruszy w pogo. Raeli skrzywia si. - Mam nadziej, e Nosiciele potrafi biega tak szybko, jak o nich mwi. - Potrafi - zapewni j Danjin. - Ale czy... Spod ruin pawilonu zabrzmia mrocy krew w yach warkot i Danjin podskoczy. Cofn si, gdy ptno zaczo si przesuwa i falowa. Raeli zachowaa spokj. Schylia si i chwycia krawd pachty. - Nie wypuszczaj go! Zignorowaa jego woanie i odcigna tkanin na bok. Danjin skrzywi si, widzc pod ni pokrwawione ciaa. Czarny ksztat poderwa si i skoczy na Raeli, ale kobieta wykonaa szybki gest i jaka sia odrzucia vorna na bok. Przyjrza jej si z budzc lk inteligencj, a potem odbieg. Znajomy gos przeklina gwatownie. Danjin ze zdumieniem zobaczy, e Songmaker wstaje chwiejnie na nogi. Lewa rka krwawia mu obficie z gbokich szram. - Mog ci uzdrowi - zaproponowaa Raeli, podchodzc bliej, by obejrze rany. Songmaker zawaha si; oczy spojrzay w pustk. Potem

zmarszczy czoo. - Dzikuj, doradco tkaczko snw - powiedzia oficjalnym tonem. - Ale musz odmwi. Na razie wystarczy mi banda. Zacisna wargi. - Zobacz, co da si znale. Danjin poczu do niej sympati, a potem - zaskakujco - gniew. Chyba musz si zgodzi z Auray, e zakaz korzystania z pomocy tkaczy snw jest bezsensowny. Vorn nadal czai si w pobliu. Nie odwracajc si do niego plecami, Raeli oderwaa pas materiau z tuniki martwego sucego i opatrzya ran Songmakera. - Jeli Biali chc, eby tu zosta, niech lepiej przyl kapana. I to szybko - powiedziaa. - Mog odpdzi jednego czy dwa takie stwory, ale raczej nie dam sobie rady, gdyby przybiego ich wicej. Spojrzaa surowo. - Przeka swojemu przywdcy, e nasi ludzie bd tu za kilka godzin. Przypomnij, e nie wspieramy adnej ze stron, ale oferujemy pomoc wszystkim, ktrzy jej potrzebuj. Jeli to pentadrianie nas przyjm, a nie cyrklianie, nie bdzie to nasz decyzj. Lanren patrzy na ni przez chwil, po czym kiwn gow. - Kilku kapanw jest ju w drodze. Soce opado ju nisko, kiedy karawana tkaczy snw wreszcie si zatrzymaa. Ich liczba wzrosa do okoo setki. Leiard wiedzia, e jeszcze wicej zmierza na pole bitwy. Inne grupy czekay w ssiednich dolinach. Rozproszeni, zmniejszali zagroenie, e cyrklianie - gdyby po bitwie ogarn ich fanatyczny sza - pozbd si setek tkaczy snw za jednym zamachem. Zatrzymali si o godzin marszu od pola bitwy i Arleej zebraa dwudziestoosobow grup, by towarzyszya jej w drodze. Pozostali dotr na miejsce, kiedy starcie dobiegnie koca. Niektrzy mieli zosta i broni tarnw na wypadek, gdyby jacy maruderzy prbowali je obrabowa. Leiard przyczy si do grupy Arleej. Zabra ze sob Jayima, wiedzc, e jeli go zostawi, chopak i tak wymknie si za nimi. Teraz, gdy dotarli do regionu walk, widzia, jak ciekawo i nie-

cierpliwo zmienia si w groz. Dolina pociemniaa od bota, zwglonej trawy i trupw. Dobiega ich nieustajcy, stumiony odlegoci haas. Skada si z krzykw, woa, szczku mieczy i tarcz, a take hukw i trzaskw magii. Pi biaych postaci stao naprzeciw piciu czarnych, spogldajc ponad dolin. Midzy nimi rozbyskiwao i falowao powietrze. Wielkie, zasane trupami wypalone plamy znaczyy miejsca, gdzie magiczna bitwa wyrwaa si poza osony. Leiard pamita inne bitwy. Mniejsze, ale rwnie straszne. Cho to nie jego wspomnienia, nie byy przez to mniej wyrane. Magia i mier. Zniszczenie i bl... Zauway jednak, e tym razem pojawiy si nowe elementy. Czarne bestie - te vorny, ktre Auraya kiedy opisywaa - szalay wrd cyrkliaskich oddziaw, miertelnie grone i trudne do zabicia. Siyee kryli nad gowami onierzy i czarownikw. Mniejsze czarne sylwetki cigay ich, szarpic skrzyda albo atakujc wiksz liczb, by cign ofiary na ziemi. Zobaczy, e trjka Siyee wyrywa si z tego powietrznego starcia, pikuje nad gowy pentadrian i zasypuje ich deszczem maych pociskw. Jeden z nich run, gdy ucznicy posali w gr chmur strza, ale pozostawili za sob kilku zabitych. Jednake kada ofiara to dla Siyee tragedia - byo ich tak niewielu... Musz mie nadziej, e cyrklianie zwyci, pomyla nagle. W przeciwnym razie moe to by koniec Siyee. Najwiksz tragedi jest to, e w ogle si tu znaleli, stwierdzi ponuro Mirar. To chyba najwiksza zbrodnia twojej byej kochanki: pokojowy lud zmienia w wojowniczy i poprowadzia ich na mier. - No wic jestemy... Co na to powiesz, Leiardzie? Odwrci gow. Obok niego staa Arleej. - Gupota - odpar. - Marnotrawstwo. Umiechna si pospnie. - To prawda. Ale co sdzisz o dwch armiach? Jakie s ich mocne i sabe punkty? Kto zwyciy? Leiard zastanowi si, obserwujc pole bitwy. - To raczej typowe starcie. Czarownicy walcz z tyu, osaniajc

przed magi swoj armi i siebie. Silniejsi z ich pomocnikw stoj przy nich i oddaj swoj moc. - Chodzi ci o Biaych? - spyta Jayim. - I kapanw? - Zgadza si - odpar Leiard. - Ci, ktrzy maj zadania raczej fizyczne ni magiczne, prowadz wasne walki, zawsze w nadziei, e czarownicy ich osoni. onierze, ucznicy, jedcy, wonice plattenw bojowych, Siyee, vorny, czarne ptaki... Moe nie maj zbyt silnych Darw, ale uywaj wszystkiego, co tylko mog. - Siyee s jak ucznicy - zauway Jayim. - Powietrzni ucznicy. - Tak - zgodzia si Arleej. - Wykorzystuj zaskoczenie, by zaatakowa i uciec, zanim pentadriascy strzelcy zd odpowiedzie. - Tak sam strategi maj vorny - zauway jeden z tkaczy. Ale nie musz przy tym walczy z czarnymi ptakami. - Siyee jako si przed nimi broni - stwierdzi Leiard. - Ptaki chyba nie atakuj pojedynczo, tylko w grupach, a wtedy s atwiejszym celem. - A co si stanie, jeli cyrkliaska armia przegra, ale Biali wygraj? - spyta Jayim. Leiard umiechn si ponuro. - Jeli Biali pokonaj pentadriaskich czarownikw, mog zabi pozostaych nieprzyjaci albo zada kapitulacji. - A czy porzuciliby wasnych onierzy, eby caej magii uy do zabicia czarnych czarownikw? - Moe w ostatecznoci... - Ja... Ja tego nie rozumiem. Po co w ogle cigaj wojska do bitwy? Widz, w jaki sposb kapani pomagaj Biaym, oddajc im swoje magiczne moce, ale przecie onierze na nic nie wpywaj. Arleej parskna miechem. - Pomyl, co jest przyczyn wojny. Prawie zawsze chodzi o przejcie wadzy, eby z pokonanych zebra jak najbogatszy plon. Najedca skupia si na tym, co si zdarzy po bitwie. Jeli zwyciy, musi utrzyma kontrol. Nawet potni czarownicy nie mog by w wicej ni jednym miejscu naraz.

Dlatego sprowadzaj pomocnikw. Pomniejszych czarownikw. onierzy. Ludzi, ktrych skusi perspektywa upw i ziemi. Obrocy wiedz o tym, wic wystawiaj armi jako zabezpieczenie na wypadek, gdyby przegrali. Jeli onierze obrocw zabij moliwie wielu onierzy najedcw, zostanie mniej potencjalnych zdobywcw, ktrzy mogliby zapanowa nad mieszkacami. Podbity lud ma wiksze moliwoci, by pniej podj walk. Jayim pokiwa gow. - A gdyby onierze czekali, a czarownicy skocz walk, i ich strona przegra, czarownicy wroga i tak by ich zabili. Wic rwnie dobrze mog od razu wczy si do bitwy. - Zgadza si. - Arleej westchna. - Chocia wikszo onierzy nie zdaje sobie z tego sprawy. Robi to, co si im kae, i wierz swoim dowdcom. - Zdarzay si przypadki, kiedy czarownicy dawali ocalaym onierzom szans kapitulacji - przypomnia Leiard. Jayim spojrza na bitw i zmarszczy czoo. - Czy my... czy cyrklianie wygrywaj czy przegrywaj? Leiard popatrzy na dolin i starannie przemyla sytuacj obu stron. Zauway, e zwykli onierze walcz, ale nie przejmuj si zbytnio, poniewa - jak tumaczy Jayimowi - kocowe zwycistwo lub poraka w ostatecznym rozrachunku zaley od Biaych. Wydawao si, e cyrkliascy kapani i kapanki ponosz dotkliwsze straty ni czarownicy wspierajcy przywdcw pentadrian. Widzia o wiele wicej cia w biaych szatach ni w czarnych. I powoli zaczyna rozumie, co jest tego przyczyn. Vorny. Byy tak szybkie i skuteczne w zabijaniu, e od czasu do czasu udawao si im przedosta przez cyrkliask obron i zaskoczy jakiego kapana. W dodatku adna z cyrkliaskich formacji nie bya rwnie skuteczna w usuwaniu nieprzyjacielskich czarownikw. Tylko Siyee potrafili ich zaatakowa, ale czarne ptaki blokoway te prby. - Pentadrianie maj przewag - uzna. Arleej westchna. - Najwikszym wyzwaniem, z jakim musi si zmierzy tkacz

snw, nie s uprzedzenia ani nietolerancja, ale chwila, gdy musi patrze bezczynnie, jak jego wasny kraj przegrywa wojn. Spojrzaa na Jayima. - Nie stajemy po adnej stronie. Jeli wczysz si do walki, przestaniesz by tkaczem snw. Chopak kiwn gow. Na jego modej twarzy pojawio si napicie i smutek - ale i stanowczo. Leiard poczu rwnoczenie dum i al. Jayim si nie zawaha, ale te nie bdzie siebie za to lubi. Arleej odwrcia si i spojrzaa badawczo na Leiarda. - A ty? Leiard unis brwi. - Ja? - Nie kusi ci, eby pobiec i kogo ratowa? Nagle zrozumia znaczenie jej sw. Auraya. Czy moe bezcz