You are on page 1of 7

Betlejem dawniej i dziś

W kolędzie śpiewamy, że Chrystus narodził się "w Betlejem, nie bardzo podłym mieście". Tak to sobie wyobraża lud, bo przecież "Pan wszego stworzenia" nie mógł się narodzić w miejscu pospolitym. A faktycznie nie było to miasto, była to dość mała osada pasterzy, prawie niewidoczna dla przejeżdżających odwiecznym traktem karawan między Półwyspem Arabskim i Egiptem, bo zarówno pasterze jak i ich bydełko mieszkali sobie w nierzucających się w oczy jaskiniach wyżłobionych na zboczach południowej części gór Judei. Sam byłem przyjmowany kawą w rodzinie arabskich chrześcijan w takiej grocie w 1966 r. Choć nie było w niej okien, a drzwi to tylko otwory w zewnętrznej ścianie jaskini, było tam czysto, schludnie i przytulnie. Jak na tamtejsze standarty to prawdziwy luksus, bo jaskinia była dwupokojowa. Dodam, że od Bazyliki Narodzenia (o której coś niecoś powiem póżniej) do tej dzielnicy miasta to tylko kilkadziesiąt kroków w dół po zboczach wzgórza świątynnego. Są też w Betlejem normalne domy. Zamieszkują je hotelarze, kilkaset rodzin producentów pamiątek, urzędnicy, duchowni różnych religii. Pasterze trzód, jak za czasów Chrystusa, wolą i dziś zamieszkiwać skromniejsze kwatery jaskinie. Betlejem położone jest na wysokości 775 metrów nad poziomem morza oddalone od tradycyjnej stolicy krainy, Jerozolimy, tylko o 10 km na południe. Jedyna budowla widoczna z drogi była w czasach Chrystusa "gospoda". Właściwa nazwa, zaadaptowana i znana w kilku językach, to karawanseraj. To niezwykle potrzebna i finansowo intratna instytucja w czasach starożytnych na terenach o dużym ruchu karawan. By była "gospodą", musiała być zródło lub studnia, w nich woda - płynne złoto tamtych czasów i terenów. I dzisiaj na terenach okupowanych przez Izraelitów właściwi gospodarze kraju, Palestyńczycy, nie dostali pozwolenia od okupanta na wybudowanie choćby jednej studni, by tym nie zubożać zasobów wodnych w państwie Izrael, bo wiadomo woda nie zna granic, lubi się pod ziemią przemieszczać. Niektóre karawanseraje miały kilka prymitywnych nieogrzewanych pomieszczeń dla tych, których stać było na t "miejsca hotelowe". Takie to kajutki, może namioty, miała gospoda betlejemska, istniejąca już od prawie tysiąca lat, ale Maryja i Józef nie znaleźli tam miejsca. Ten karawanseraj był ważnym punktem postoju, bo na południe od Betlejem rozciągała się Pustynia Judejska aż do Egiptu. Woda, pasza dla wielbłądów, proste produkty żywnościowe dla ludzi

można było tu dostać. Zarobek był ogromny, dlatego najczęstszą przyczyną walk na tych terenach była rywalizacja o posiadanie takiej gospody, a przynajmniej studni. Jaskiń w pobliżu owej gospody było wiele; były przeważnie puste, bo głównymi ich lokatorami były owce lub inna zwierzyna która na noc nie schodziła z pastwiska. W takiej jaskini urodził się Chrystus, a żłóbek w którym spoczywał to zwykłe wyżłobienie w miękkiej skale ściany jaskini, lub ulepiony z gliny. Z tej jaskini było widać jak na wschód rozciągały się pastwiska, trochę dalej na północnym wschodzie widoczna była ponura budowla na szczycie pokaźnego wzgórza, potężna twierdza króla Heroda Wielkiego. Chrystus najprawdopodobniej urodził się w ostatnim roku jego żywota. Bezpośrednim powodem śmierci tyrana była najprawdopodobniej niewydolność nerek. Ruiny jego Herodianum (lub Herodionu) i dziś można oglądać. Robią wrażenie. Tu najdłużej bronili się zeloci żydowscy w latach 70-tych pierwszego wieku w czasie pierwszego powstania przeciwko Rzymianom, nawet dłużej niż w słynnej Masadzie. Ikonografia i tradycja chrześcijańska przedstawia św. Józefa w czasie narodzenia Chrystusa jako staruszka. Nawet w jednej z kolęd śpiewamy: "I Józef stary ono (dzieciątko) pielęgnuje". Chodziło tu o podkreślenie, że chociaż był mężem i opiekunem Matki Boskiej, ona zachowała dziewictwo. Musiał być mądrym, silnym i przedsiębiorczym człowiekiem. Przejść 140 km z Nazaretu do Betlejem z kobietą w zaawansowanej ciąży (osiołek mu w transporcie na pewno pomagał), to w owych czasach był wyczyn. Między Nazaretem w Galilei i miastem judzkim Betlejem położona była Samaria. Tysiąc lat przed Chrystusem zamieszkiwały ją plemiona żydowskie, ale w czasach Chrystusa jej mieszkańcy byli już ludźmi innej narodowości, kultury, języka, religii. Żydzi nimi pogardzali i na odwrót. W takich podróżach przez Samarię można było stracić wszystko, nawet życie. Najczęściej nadrabiano drogi przeprawiając się na wschodni brzeg Jordanu i wdłuż rzeki szło się na południe. Póżniej druga przeprawa przez Jordan już do Judei. Podróż do Egiptu była jeszcze dłuższa i jeszcze niebezpieczniejsza. Najczęściej dołączano do karawan, ale to kosztowało; czy Józefa stać było na to, nie wiemy. Szanse, że w godzinie ucieczki Świętej Rodziny z Betlejem jakaś karawana odchodziła do Egiptu też są znikome. A więc, tak jak dziesiątki obrazów przedstawia, ludzie ci i osiołek, matka i dziecię na jego grzbiecie, przechodzili pustynię samotnie. Wyobraźnia nasza niech

domaluje (bo o tym często zapominali twórcy obrazów) jakieś worki czy pojemniki zwisające z osiołka, bo tylko szaleniec wybrałby się w taką podróż bez zapasów jedzenia, paszy dla zwierzaka no i wody. Gdy wieść o śmierci Heroda dotarła do Egiptu, Święta Rodzina wróciła, omijając Betlejem i Jerozolimę, do swego rodzinnego domu, do Nazaretu.

Choć powszechnie się przyjmuje, że Chrześcijaństwo zaczęło się od śmierci i zmartwychwstania Chrystusa i Święta Wielkanocne są ważniejszymi świętami niż Święta Bożego Narodzenia, to dosłownie od pierwszych lat po śmierci Chrystusa pierwsi chrześcijanie zafascynowani wydarzeniami w Betlejem uczynili go głównym miejscem pielgrzymek. Pobożni pielgrzymi wszystko co się udało zabrać z Groty Narodzenia zabrali jako relikwie. Dla ludzi przeważnie prostych jakaś pamiątka po tak niesamowitym wydarzeniu, że BógCzłowiek rodzi się w jaskini, miała niewyobrażalną cenę. Dość wcześnie grotę trzeba było wybrukować i ściany obmurować, bo skały groty też odłupywano jako relikwie. Jednym z pierwszych historycznych świadectw chrześcijańskich poza Ewangeliami to apologia Chrześcijaństwa napisana przez Justyna Męczennika około 155 r. nosząca tytuł "Dialog z Tryfonem". Justyn z ciekawości wybrał się do Betlejem, tu się chyba stał chrześcijaninem. Póżniej zapłacił najwyższą cenę, zginął w mękach, bo nie wyrzekł się swej nowej wiary. Chociaż jego dzieło zachowało się tylko we fragmentach, dowiadujemy się z nich o tym, że Grota Narodzenia była oblegana przez wiernych, mimo że w jego czasach była na terenie gaju rozpusty Adonisa i Afrodyty w ich wschodnich, bardziej nieprzyzwoitych wcieleniach. Gaj założono na życzenie cesarza rzymskiego Hadriana, który w latach trzydziestych drugiego wieku stłumił drugie powstanie żydowskie pod przywództwem Bar Kochby. Żydów (w ogólnym przekonaniu Rzymian chrześcijanie to też Żydzi) przepędził z kraju lub wziął do niewoli. Nie zdawał sobie sprawy, że tym aktem utrwala tradycję, że musiało to być miejsce specjalne, jeśli wrogowie poświęcili mu tyle uwagi. Jeden z największych geniuszy pierwotnego Chrześcijaństwa Orygenes w połowie III w. potwierdza, że chrześcijanie znali od początku dokładne miejsce narodzenia Chrystusa. Dlatego św. Helena, matka pierwszego chrześcijańskiego cesarza rzymskiego Konstantyna, nie miała wątpliwości gdzie dokładnie Chrystus przyszedł na świat. W latach 326

do 333 wybudowano z jej polecenia nad jaskinią jeden z pierwszych kościołów chrześcijańskich, który jako jedyny, trochę przebudowany póżniej, dotrwał do naszych czasów. Jak dzisiaj pobożny mahometanin dla Mekki tak wtedy każdy chrześcijanin, a więc i matka cesarza, uznawali za obowiązek religijny pielgrzymkę do Betlejem. Kościół św.Heleny nazwany Bazyliką Narodzenia to typowy kościół IV wieku. Wzorem był budynek publiczny: miejsce zebrań i sądów w Cesarstwie. Był to budynek prostokątny, podzielony kolumnami na pięć części, część środkowa (w kościele nazwana nawą główną) wyższa i szersza od innych. Gdy w 200 lat póżniej zbuntowani przeciwko władzy Bizancjum Samarytanie spalili i zdewastowali świątynię, jeden z największych cesarzy chrześcijańskich Justynian skorzystał z okazji, by odbudować ją w stylu modnym w jego czasach: nie naruszając pierwotnej bryły kościoła św. Heleny dodał transept, czyli nawę poprzeczną i absydę czyli specjalne miejsce ołtarzowe z obejściem i kilka innych szczegółów architektonicznych. To ciągle dość ponura budowla, mało oświetlona, ma jednak w podziemiach skarb, autentyczną Grotę Narodzenia. Kiedyś w młodości zafascynowała mnie historia tego najstarszego kościoła Chrześcijaństwa. Zebrałem wszelkie pisane i archeologiczne żródła na ten temat, przestudiowałem je, a potem pojechałem do Palestyny przede wszystkim po to, by się dobrze przyjrzeć świątyni i grocie. Jak kiedyś św. Julian Męczennik, tak i ja po tych oględzinach doszedłem do wniosku o autentyczności tych skarbów Chrześcijaństwa i do dzisiaj jestem o tym przekonany. Wizja lokalna, czyli według powiedzenia Ernesta Renana, Piąta Ewangelia, utwierdziła mnie w tym przekonaniu. Historia Betlejem i jej bazyliki to prawdziwy kalejdoskop niewiele miejsc na ziemi przechodziły takie perturbacje. Dla tych co lubią daty podam ich kilka, inni niech czytają tekst nie patrząc na cyfry. Pół wieku po Justynianie przez Palestynę przewaliła się nawałnica Persów. Jak taran niszczyli wszystko po drodze. Bazylika Narodzenia ocalała, bo nad jej wejściem znajdowała się mozaika ukazująca pokłonu Trzech Mędrców. Mędrcy ubrani byli w stroje perskie, to ocaliło bazylikę. Było to w r. 614. W dwadzieścia kilka lat póżniej nastąpiły pierwsze zniszczenia i zbeszczeszczenie kościoła przez bojowników nowej religii Mahometanizmu. Chociaż chrześcijanom pozwolono praktykować swoją religię wewnątrz kościoła, to jednak każdy przejazd uzbrojonych mahometan kończył się przeważnie nową desakracją

bazyliki. Wierni usunęli wszelkie dekoracje, by nimi nie prowokować nowych panów tej ziemi, zamurowali portale frontonu zostawiając jedynie wąskie i niskie wejście, by nikt na koniu nie mógł dostać się do świątyni. W r. 1009 pobożny i szalony sułtan al-Hakim nakazał zdemolować świątynię, ale zaraz jego następca az-Zahir odbudowuje ją, by odwrócić od siebie i swego kraju gniew cesarzy bizantyjskich. Następnym obrazem w kalejdoskopie to zajęcie Jerozolimy i Betlejem przez Krzyżowców. W 1099 r. wojska pierwszej Wyprawy Krzyżowej dotarły do Jerozolimy, zdobyły ją i wyrżnęły wszystkich, których spotkali w mieście. Takiej jatki miasto to przechodzące wiele razy z rąk do rąk na przestrzeni wieków nigdy nie widziało. Wyzwolenie Grobu Pańskiego z rąk pogan nie było właściwym powodem Wypraw Krzyżowych. Palestyna była okupowana przez muzułmanów już od pół tysiąca lat. Muzułmanie na swoich terenach pozwalali na praktykowanie różnych religii i na ogół nie utrudniali pielgrzymom chrześcijanom odwiedzać swoich miejsc świętych. Powodów trzeba szukać gdzie indziej. Ustrój feudalny w Europie pękał w szwach, zastój ekonomiczny zwracał oczy na bogaty Wschód. Papiestwo osiągało apogeum swej świeckiej potęgi - atak na muzułmanów mogłby jedynie tę władzę powiększyć. Dodajmy do tego rozhisteryzowanych mnichów, zapewnienie zbawienia duszy wszystkim uczestnikom wyprawy. Niektórzy w wodzów wyprawy to awanturnicy często spaleni już byli w swoich krajach ( szczególnie w czasie pierwszych wypraw) tu zwrócili swoje oczy, bo tu ich czekała chwała i bogactwo. Wszystko to i wiele innych powodów pchnęły ogromne masy ludzkie na te wyprawy. 25 grudnia 1100 roku jeden z przywódców Piewszej Wyprawy Krzyżowej Baldwin, właśnie tu w Bazylice Narodzenia, odnowionej przez sułtana egipskiego kilkadziesiąt lat wcześniej koronował się na króla Królestwa Jerozolimskiego. Królestwo to nie przetrwało nawet stu lat. Muzułmanie oddali spowrotem Bazylikę w ręce prawosławnych, co im zostało odebrane przez Krzyżowców. Gdy w połowie XIII w. rząd w sułtanacie egipskim przejęli Mamelucy (gwardia przyboczna sułtana stworzona z zakupionych na Kaukazie i w centralnej Azji chłopców), dostęp do Miejsc Świętych zaczął być bardziej utrudniany, ale ciągle nie zabroniony. Po Mamelukach Ziemię Swiętą przejęli Turcy Osmańscy, czyli Ottomani. To muzułmańskie plemię azjatyckie

zamieszkujące Anatolię, które powoli przejęło we władanie dużą część imperium muzułmańskiego. Bazylika Narodzenia wyglądająca bardziej jako bastion niż kościół: grube kilkumetrowe mury z wejściem tak małym, że tylko jeden człowiek mógł się przez nie przecisnąć pochylając głowę, oparła się wszelkim próbom jej zniszczenia na przestrzeni wieków. Jest dzisiaj taka sama, jaką zbudowała ją św. Helena w IV w. i przebudował w VI wieku Justynian. Pozwalała demolować swe wnętrze, niszczyć dach, desakralizować, nigdy nie dała się rozwalić. Nawet dwa trzęsienia ziemi w XIX w. nie zburzyły jej. Wokół Bazyliki, począwszy od czasów przedmuzułmańskich, zaczęły powstawać klasztory różnych wyznań chrześcijańskich. Niektóre bogate pobożne matrony po spieniężeniu swego majątku, już jako wdowy, lub z mężami po obopólnym ślubie czystości, przenosiły się w pobliże i tu z grupą służących, biednych ciotek i entuzjastek wiary zamieszkiwały. Było masę pustelni: jaskinie, których było dużo na tych terenach nadawały się idealnie do tych celów. I tak to miasteczko, ciągle niewielkie, nawet dzisiaj mające tylko ok. 30,000 mieszkańców stało się jedyną chrześcijańską oazą w pośrodku imperium muzułmańskiego. Jeszcze w 1900 r. chrześcijan w Betlejem i okolicy było ok. 90 procent. Dziś są w mniejszości. Ciężka ręka Turków zmuszających ich do służby wojskowej, dużych podatków i traktowanie jak obywateli klasy B zmusiło wielu do opuszczenia tych terenów, do emigracji przeważnie do Stanów Zjednoczonych. Dla rodowitych mieszkańców tych ziem rok 1947 był rokiem tragicznym. Wtedy to Generalne Zgromadzenie Narodów Zjednoczonych postanowiło podzielić Palestynę i oddać jej część Żydom. Trudno się dziwić frustracji rodowitych Palestyńczyków. Od dwóch tysięcy lat tereny te nie były izraelskie. To mniej więcej tak, jakby jakieś plemię celtyckie zajęło wybrane tereny Polski, bo dwa tysięce lat wcześniej tereny te były ich ojczyzną. Wybuchła wojna w 1948 r., którą Palestyńczycy musieli przegrać, bo przewaga opinii poblicznej i militarna była po stronie Żydów. Następną wojnę, tzw. Wojną Sześciu Dni przegrali w 1967 r. Po tej wojnie Żydzi nie wycofali się z terenów okupowanych i chociaż pozwalają na samorząd Palestyńczykom, militarnie i ekonomicznie kontrolują te tereny. Wbrew postanowieniom Konwencji Genewskiej zasiedlają lepsze tereny okupowane swoimi osadnikami; w jednej z kilku takich osad w pobliżu

Betlejem jest aż ok. 2000 ludzi. Palestyńczycy odcięci od świata coraz bardziej wpadają w nędzę. Koło wzajemnej nienawiści i pogardy powiększa się. Desperackie ataki na pozycje izraelskie i samobójcze ataki bombowe na żydowską ludność cywilną dało wymówkę Żydom, by odgrodzić tereny okupowane od terenów izraelskich potężnym murem, co znowu ubliża wszelkim konwencjom międzynarodowym. Ten mur wcina się w kilku miejscach w tereny rdzennie palestyńskie, co jest znakiem buty Żydów i jeszcze jednym powodem iritacji dla Palestyńczyków. Palestyńczycy nie mają dostępu do lotnisk, nie mogą podjąć jakichkolwiek decyzji, nawet ekonomicznych, bez imprimatur Izraela. Żywność, olej opałowy i benzynę sprowadzają po cichu do Strefry Gazy tajnymi podziemnymi tunelami z Egiptu. Skutki tego wszystkiego są takie, że turystyka do Ziemi Świętej zamiera. Szczególnie niebezpieczne jest Betlejem otoczone takim murem z trzech stron. Na przestrzeni kilkunastu lat tu wybuchły dwie infilady, czyli bunt zbrojny przeciwko okupantom. Żadne pośrednictwa innych krajów, żadne zawieszenia broni czy deklaracje pokoju nic nie zmienią w sytuacji do czasu, aż Palestyńczycy zjednoczą się i jednym głosem będą domagać się praw dla siebie, uznają Żydów za naród, który na tych terenach będzie miał swoją ojczyznę, a Żydzi uznają Palestyńczyków za samorządnych obywateli w swoim kraju. Aż nienawiść i pogarda zmienią się w tolerancję. (Betlejem-Historia, Bazylika Narodzenia, Palestyna-Historia, Władysław Pomarański)