You are on page 1of 215

AGATHA CHRISTIE

MORDERSTWO ODBDZIE SI...

ROZDZIA PIERWSZY
MORDERSTWO ODBDZIE SI...
1 Kadego dnia z wyjtkiem niedziel, pomidzy godzin sidm trzydzieci a sm trzydzieci rano, Johnnie Butt objeda na rowerze osad Chipping Cleghorn. Nieustannie gwizda przez zby i po kolei wpycha do skrzynek na listy takie dzienniki, jakie mieszkacy zaprenumerowali w ksigarni i skadzie materiaw pimiennych pana Totmana przy High Street. "Times" i "Daily Graphic" dla pukownika Easterbrooka i jego ony, "Times" i "Daily Worker" dla pani Swettenham, "Daily Telegraph" i "News Chronicie" dla panien Hinchliffe i Murgatroyd, "Telegraph", "Times" i "Daily Mai" dla panny Blacklock. Do domw wymienionych osb - lub cilej, do prawie wszystkich domw w osadzie trafiay te co pitek egzemplarze lokalnego pisma "North Benham News and Chipping Cleghorn Gazette", zwanego potocznie "Gazetk". A zatem co pitek, po pospiesznym rzucie oka na tytuy w takim czy innym dzienniku (Trudna sytuacja midzynarodowa! Dzi pocztek obrad Sesji Oglnej ONZ! Psy policyjne na tropie zabjcy jasnowosej stenotypistki! Trzy kopalnie wgla nieczynne! Dwadziecia trzy miertelne ofiary zatrucia pokarmowego w nadmorskim hotelu! - itd., itd.) wikszo mieszkacw Chipping Cleghorn skwapliwie rozpocieraa "Gazetk", aby pogry si w wertowaniu miejscowych nowin. Szybko zaatwiano si z artykuami, w ktrych lokalne spory znajdoway gwatowny wyraz, nastpnie za dziewiciu na dziesiciu prenumeratorw zwracao wzrok ku rubrykom drobnych ogosze. Byy tu wiadomoci o kupnie i sprzeday najprzerniejszych rzeczy, rozpaczliwe woania o pomoc domow, liczne ogoszenia na temat psw, drobiu i sprztu ogrodniczego oraz wszelkie informacje wane dla szczupej spoecznoci Chipping Geghorn. Pitek, o ktrym mowa, dwudziesty dziewity padziernika tysic dziewiset czterdziestego pitego roku, nie odbiega od reguy.

2 Pani Swettenham odgarna z czoa kunsztowne, siwiejce loczki, rozoya "Timesa" i bez szczeglnego zainteresowania przebiega wzrokiem drug stron. Rycho osdzia, e jeli nawet byy jakie ciekawe wiadomoci, "Times", jak zawsze, potrafi je zakamuflowa; przejrzaa wzrokiem kolumn zatytuowan: "Narodziny. Maestwa. Zgony" (przede wszystkim zgony!) i dopeniwszy obowizku, odoya dziennik, by sign po "Gazetk". Gdy jej syn, Edmund, wszed w jaki czas potem do jadalni, pani Swettenham bya pogrona w lekturze drobnych ogosze. - Dzie dobry, mj drogi - powiedziaa. - Smedleyowie chc sprzeda swojego daimlera. Model z trzydziestego pitego! Stary gruchot, nieprawda? Syn burkn co na powitanie, nala sobie filiank kawy, naoy na talerz dwa opiekane ledzie i rozpostarszy "Daily Worker", wspar gazet o toster. - "Szczenita rasowe dogi..." - czytaa pani Swettenham. - Nie wiem, jakim cudem ludzie ywi dzi takie ogromne psiska? Nie mam pojcia, doprawdy! Oo... Selina Lawrence znowu szuka kucharki. Mogabym j zapewni, e w obecnych czasach ogoszenie to czysta strata

-2-

czasu. Nie podaje adresu, tylko numer skrytki pocztowej. Take pomys! Suba chce wiedzie, dokd ma si zgosi. Ceni sobie dobry adres! "Kupuj sztuczne zby. Pac najwysze ceny"... Nie mog poj, czemu sztuczne zby s tak poszukiwane. "Cebulki kwiatowe. Najpikniejszy wybr"... Hm... Nawet niedrogo. Jaka moda dziewczyna szuka odpowiedniego zajcia. Chciaaby podrowa... Mj Boe! Kto by nie chcia?... "Jamniki"... Nie lubi jamnikw, nawet nie dlatego, e to psy niemieckie... Wojna ju si przecie skoczya. Po prostu nigdy ich nie lubiam... Co pani powie, pani Finch? W szparze uchylonych drzwi pojawi si tors kobiety oraz gowa w starym aksamitnym berecie. - Dzie dobry pani - przemwia pani Finch. - Mona ju sprztn ze stou? - Nie. Jeszcze nie po niadaniu - odrzeka pani Swettenham i wnet dodaa pojednawczo: - Za chwilk koczymy. Kobieta spojrzaa zym okiem na Edmunda i "Daily Worker" i wycofaa si, pocignwszy nosem. - Ja dopiero co zaczem - mrukn mody czowiek, a jego matka podchwycia cierpko: - Wolaabym, Edmundzie, eby nie czyta tej okropnej gazety. Pani Finch wcale si to nie podoba. - Nie rozumiem, co pani Finch obchodz moje zapatrywania polityczne. - "Daily Worker"! - prychna matka. - Zupenie jakby by robotnikiem. A ty przecie nic nie robisz. - Nieprawda, mamo. Pisz ksik. - Miaam na myli prawdziw prac - obruszya si matka. - No i zaley nam na pani Finch. Jeeli zrazi si do nas i odejdzie, kogo znajdziemy na jej miejsce? - Mona da ogoszenie do "Gazetki". - Powiedziaam przed chwil, e to czysta strata czasu. Mj Boe! W dzisiejszych cikich czasach czowiek jest w beznadziejnej sytuacji, jeeli nie ma starej niani, ktra zgodzi si gotowa i penie funkcj pomocy domowej do wszystkiego. - Czemu wic nie mamy w domu takiej osoby? W odpowiednim czasie nie postaraa si o niani dla mnie. Karygodna krtkowzroczno! - W odpowiednim czasie zamieszkiwalimy na Wschodzie i tob opiekowaa si ayah. - Karygodna krtkowzroczno - powtrzy Edmund. Pani Swettenham wrcia do drobnych ogosze. - "Sprzedam uywan kosiark do trawnikw"... Ale cena! Sowo daj!... Znowu jamniki... "Napisz lub odezwij si jako! Zrozpaczony Woggles". Co za pseudonimy wymylaj sobie ludzie!... "Spaniele..." Pamitasz, Edmundzie, kochan Sussie? Bya mdra jak czowiek. Rozumiaa kade sowo... "Do sprzedania kredens. Antyk rodzinny. Autentyczny Sheraton. Lucas w Dayas Hali". Ta potrafi kama! Autentyczny Sheraton! Akurat! - prychna gniewnie i czytaa dalej: - "Omyka, kochanie. Dozgonna mio. W pitek, jak zawsze. J." Sprzeczka zakochanych, co? A moe szyfr wamywaczy? Jak sdzisz, Edmundzie?... Jeszcze raz jamniki!... Sowo daj! Ludzie dostaj bzika na ich punkcie! Jak gdyby nie byo innych psw! Stryj Simon hodowa teriery ostrowose. Urocze stworzenia! Ja tam wol psy na solidnych nogach... "Z powodu wyjazdu za granic sprzedam mao uywany granatowy kostium damski..." Nie ma miary ani ceny... "Maestwo odbdzie si..." Nie! Morderstwo! Co to znaczy? Posuchaj tylko! "Morderstwo odbdzie si w pitek, 29 padziernika, o godz. 6.30 wieczorem, w Little Paddocks. Osobne zaproszenia nie bd rozsyane". Niebywae! Syszae, Edmundzie? - Co takiego? - mody czowiek oderwa wzrok od lektury. - Pitek, dwudziestego dziewitego padziernika... To dzi! - Zaraz. Niech no sam spojrz. - Edmund sign po "Gazetk". - Co to ma znaczy? - zapytaa matka z niekamanym zaciekawieniem.

-3-

Mody czowiek zrobi niepewn min. Podrapa si wno. - Co to moe znaczy? - powtrzy. - Pewno chodzi o jak gr towarzysk, w ofiar i detektywa lub co podobnego. - Czy ja wiem?... Takie zaproszenie wyglda jako dziwnie. Anons w "Gazetce"! Co nie w stylu Letycji Blacklock, osoby, jak mi si zdaje, bardzo serio. - Prawdopodobnie pomys dwojga modych, ktrzy mieszkaj u niej. - Tak nagle. I to dzi wieczorem! Sdzisz, e powinnimy pj? - Napisano wyranie: "Osobne zaproszenia nie bd rozsyane". - Moim zdaniem nowomodne metody informowania przyjaci o zebraniach towarzyskich s enujce - orzeka stanowczo pani Swettenham. - Przecie nie musisz tam i, mamo. - Nie musz - przyznaa. Nastpia krtka pauza. - Czy zjesz, Edmundzie, t ostatni grzank? Popiesz si. - Sdzibym, mamo, e stosowne odywianie mojej osoby to sprawa waniejsza ni sprztanie ze stou przez t star wiedm. - Sza! Ciszej, mj drogi! Ona moe usysze!... Powiedz mi, jak wyglda zabawa w ofiar i detektywa. - Nie wiem dokadnie... Komu przypina si kartk... Nie! Raczej cignie si losy z kapelusza... Pniej kto jest ofiar, kto inny detektywem. Gasn wiata, ofiara czuje dotknicie doni na ramieniu, wtedy krzyczy, kadzie si i udaje trupa. - To interesujce, Edmundzie. - Dla mnie miertelnie nudne. Nie wybieram si do Little Paddocks. - Nie ple, Edmundzie. Pjd tam i ty pjdziesz ze mn. Sprawa zaatwiona.

3 - Archie, posuchaj, prosz - powiedziaa pani Easterbrook. Pukownik nie zareagowa, bo pomrukiwa ju gniewnie nad jakim artykuem zamieszczonym w "Timesie". - Chodzi o to - powiedzia - e ci faceci nie maj pojcia o Indiach. Zielonego pojcia! - Oczywicie, mj drogi! - Gdyby mieli jakie takie pojcie, nie wypisywaliby podobnych bredni. - Oczywicie, mj drogi. Ale posuchaj, prosz. "Morderstwo odbdzie si w pitek, 29 padziernika, o godz. 6.30 wieczorem, w Little Paddocks. Osobne zaproszenia nie bd rozsyane". Pani Easterbrook zrobia efektown pauz. M spojrza na ni pobaliwie, ale bez zainteresowania. - Ofiara i detektyw - powiedzia. - Co takiego? - Z ca pewnoci. Bo widzisz - cign, rozkrochmaliwszy si cokolwiek - to moe by doskonaa zabawa. Tyle e musi j starannie zorganizowa kto znajcy si na rzeczy. Wszyscy cign losy. Kto zostaje morderc. Nikt nie wie kto. wiata gasn. Morderca wybiera ofiar. Ofiara liczy do dwudziestu i dopiero wtedy moe krzykn. Pniej kto obrany detektywem rozpoczyna ledztwo. Przesuchuje wszystkich. Wypytuje, gdzie kady by i co robi. Stara si zdemaskowa zbrodniarza. Tak... To doskonaa zabawa, jeeli oczywicie detektyw zna si chocia troch na policyjnej robocie. - Jak ty, Archie! - podchwycia. - Tyle ciekawych spraw sdzie w swoim okrgu! Pukownik umiechn si askawie i rad z siebie podkrci wsa.

-4-

- Tak, Lauro - powiedzia. - Na pewno mgbym doradzi to i owo i tym razem. Wyprostowa si z pewn siebie min. - Panna Blacklock powinna zwrci si do ciebie z prob o rad i pomoc. - Po co? - prychn gniewnie. - U panny Blacklock mieszka ten smarkacz. Jaki siostrzeniec czy co takiego. Z pewnoci to jego pomys. Cudacki pomys, eby o takim czym pisa w "Gazetce". - I to w rubryce drobnych ogosze - podchwycia pani Easterbrook. - Przecie moglimy wcale nie zauway. Jak sdzisz, Archie? Czy to ma by zaproszenie? - Cudackie zaproszenie! Jedno mog powiedzie z pewnoci. Na mnie niech nie licz! - Dlaczego, Archie? - Zbyt krtki termin. Przecie mgbym by zajty. - Ale nie jeste zajty, kochanie - powiedziaa i cigna tonem agodnej perswazji: - Moim zdaniem, Archie, powiniene tam pj, chociaby dlatego, by pomc biednej pani Blacklock. Nie wtpi, e liczy na ciebie, spodziewa si, e zorganizujesz zabaw jak trzeba. Tak duo wiesz o policyjnej robocie i caej procedurze obowizujcej w ledztwie. Bez twojego udziau, mj drogi, impreza musi zrobi klap. Ostatecznie dobrossiedzkie stosunki zobowizuj do czego. - Ha! Jeeli tak sdzisz, Lauro... - Doprawdy, Arenie, sdz, e to twj wity obowizek - przerwaa mu z godnoci.

4 "Gazetka" trafia rwnie do Boulders, posiadoci skadajcej si z poczonych trzech malowniczych, starowieckich domkw, zamieszkiwanej przez pann Hinchliffe i pann Murgatroyd. - Hinch! - Co, Murg? - Gdzie jeste? - W kurniku. - Aha. Brnc ostronie przez wysok, mokr traw, Amy Murgatroyd podesza do przyjaciki. Panna Hinchliffe ubrana w sztruksowe spodnie i wojskow bluz polow sypaa garcie otrbw do dymicej miski penej gotowanych obierzyn kartoflanych oraz gbw kapusty i wszystko to mieszaa pracowicie. Podniosa krtko, prawie po msku ostrzyon gow i zwrcia ogorza twarz w stron przyjaciki. Panna Murgatroyd - osoba pogodna i otya - miaa na sobie spdnic z tweedu w kratk oraz porozcigany jaskrawoszafirowy sweter. Bya nieco zdyszana, a jej siwy koczek znajdowa si w nieadzie. - Ogoszenie w "Gazetce" - sapna. - Posuchaj, Hinch! Co to moe znaczy? "Morderstwo odbdzie si... w pitek... 29 padziernika... o godz. 6.30 wieczorem... Osobne zaproszenia... nie bd rozsyane". Umilka zasapana i spojrzaa na przyjacik tak, jak gdyby oczekiwaa autorytatywnej opinii. - Gupstwo! - powiedziaa panna Hinchliffe. - Tak. Ale co to moe znaczy? - Okazja do wypicia. - Mylisz, Hinch, e to ma by zaproszenie? - Przekonamy si na miejscu w Little Paddocks. Spodziewam si kiepskiego wina. No i zeszaby lepiej z trawy, Murg. Twoje ranne pantofle do cna przemoky. Panna Murgatroyd spojrzaa na nogi. - Rzeczywicie! - przyznaa. - Ile dzi jajek?

-5-

- Siedem. Ta piekielna kura znw nie chce siedzie. Trzeba j wpdzi do kojca. Panna Murgatroyd wrcia mylami do ogoszenia w "Gazetce". - Dziwnie wyglda tego rodzaju zaproszenie, prawda? - powiedziaa nie bez aosnej nuty w gosie. Jednake panna Hinchliffe - osoba bardziej stanowcza i zrwnowaona - postanowia przywoa do porzdku niesforn kur i od tego zamiaru nie mogo jej odwie nawet najbardziej zagadkowe ogoszenie. Cikim krokiem przemierzya botniste podwrko i chwycia dropiat kwok, ktra zagdakaa dononie i z oburzeniem. - Stanowczo wol kaczki - powiedziaa panna Hinchliffe. - Znacznie mniej z nimi kopotu.

5 - A to heca! - zawoaa pani Harmon, zwracajc si przez st do maonka, wielebnego Juliana Harmona. - U panny Blacklock odbdzie si morderstwo. - Morderstwo? - powtrzy zdziwiony cokolwiek. - Kiedy? - Dzi po poudniu... Albo raczej wieczorem, o p do sidmej. Co za pech, kochany, e o tej porze masz przygotowanie do konfirmacji! Straszna szkoda! Przecie uwielbiasz morderstwa! - O czym ty mwisz, Bueczko? Nic nie rozumiem. Pani Harmon otrzymaa na chrzcie imi Diana, rycho jednak zyskaa przydomek Bueczka, a to dziki pucoowatej twarzy i krgej figurze. Teraz wycigna rk nad stoem i podaa mowi "Gazetk". - Znajdziesz to wrd drobnych ogosze o uywanych pianinach i sztucznych zbach. - Niebywaa historia! - Prawda? - podchwycia radonie. - Zdawaoby si,-e panna Blacklock nie interesuje si takimi rzeczami jak morderstwa czy w ogle gry towarzyskie, no nie? Pewno podbechtali j modzi Simmonsowie, chocia mylaam, e dla Julii morderstwo to co zbyt brutalnego. W kadym razie odbdzie si jakie morderstwo i moim zdaniem, Julianie, wielka szkoda, e nie moesz przy nim asystowa. Ma si rozumie, pjd tam i wszystko opowiem ci dokadnie, chocia, szczerze mwic, nie przepadam za zabawami, ktre odbywaj si po ciemku. Boj si! Ale mam nadziej, e nie zostan ofiar. Gdyby kto nagle pooy mi do na ramieniu i szepn: "Ju nie yjesz"... Mj Boe! Tak bym si przerazia, e chyba naprawd bym umara! Mylisz, kochanie, e co takiego mogoby si zdarzy? - Nie, Bueczko! Myl, e doyjesz bardzo sdziwego wieku i zawsze bdziemy razem. - Tak! I umrzemy jednego dnia, i pochowaj nas w jednym grobie! Cudownie bdzie! zawoaa, caa rozpromieniona z powodu tak bogiej wizji. - Jeste bardzo szczliwa... Prawda, Bueczko? - umiechn si wielebny Julian Harmon. - Kto nie byby bardzo szczliwy na moim miejscu? - zapytaa ze zdziwieniem. - Mam przecie ciebie, Zuzann, Edwarda i wszyscy kochacie mnie, i wcale wam nie przeszkadza, e jestem gupia... I soce wieci! I mieszkam w duym, licznym domu! Pastor rozejrza si po obszernym, ponurym pokoju stoowym i przytakn nie bez powtpiewania. - Kto inny mgby uwaa, e mieszkanie w takiej ruderze to istny dopust boy. Due, puste pokoje, wieczne przecigi... - Ja uwielbiam due pokoje! - przerwaa. - Mie wiejskie zapachy przenikaj do nich atwo i zostaj na dugo. No i czowiek moe by nieporzdny, rzuca wszystko, gdzie popadnie, i nie potyka si o to.

-6-

- Nie mamy adnych urzdze uatwiajcych prowadzenie gospodarstwa. Nie mamy centralnego ogrzewania. Przysparza ci to wiele pracy, moja maa. - Nic podobnego, Julianie! Wstaj o p do sidmej, rozpalam pod kuchni i zaczynam ugania si, sapic jak lokomotywa. No i na sm jestem gotowa. Dom utrzymuj w porzdku, prawda? Woskowane podogi. Meble lnice od pasty. Wazony z jesiennymi limi. Nie trudniej, sowo daj, posprzta w duym domu ni w maym. Ze szczotk i cierk czowiek porusza si sprawniej, bo nie potrca wci rozmaitych rzeczy, jak to si dzieje w ciasnych klitkach. No i lubi sypia w duym, zimnym pokoju, bo to tak mio opatuli si dobrze i tylko czubkiem nosa wszy, co si dzieje na zewntrz. A bez wzgldu na to, w jak wielkim mieszka si domu, trzeba obiera tyle samo ziemniakw i zmywa tyle samo talerzy. Pomyl, jak to mio, e Edward i Zuzanna mog bawi si w wielkich pokojach, rozstawia, gdzie chc, tory kolejowe albo urzdza przyjcia dla lalek. I nigdy nie musz sprzta. No i dobrze mie tyle miejsca, eby mc wynajmowa innym, prawda? Wyobra sobie, e w innych warunkach Jimmy Symes i Johnnie Finch musieliby mieszka u swoich teciw! A to nic przyjemnego, Julianie, mieszka u teciw! Jeste przywizany do mojej matki, prawda? Ma si rozumie, kochanie, ale nie yczyby sobie, ebymy rozpoczynali nasze maeskie ycie pod dachem jej i mojego ojca. Ja nie chciaabym take. Wci czuabym si wtedy ma dziewczynk. - I tak, Bueczko, jeste wci ma dziewczynk - umiechn si wielebny Julian Harmon. On sam sprawia wraenie czowieka stworzonego na szedziesiciolatka, chocia brakowao mu jeszcze jakie dwadziecia pi lat, by speni to zamierzenie natury. - Tak. Wiem, e jestem gupia... - Nic podobnego, Bueczko! Jeste bardzo mdra. - Ach nie! Skd znowu! Nie ma we mnie nic z intelektualistki, chocia staram si i... I bardzo lubi, mj drogi, jak mwisz o ksikach, o historii i takich rnych rzeczach. Moe gone czytanie mi wieczorami Gibbona nie byo najlepszym pomysem, bo kiedy na dworze wieje lodowaty wiatr, a w domu jest przytulnie i ciepo, Gibbon usposabia do snu. Julian rozemia si pogodnie. - Ale, kochanie, strasznie lubi ci sucha. Opowiedz, prosz, jak to stary proboszcz mwi kazanie o Ahaswerze. - Na pami znasz t anegdot, Bueczko. - Ale opowiedz jeszcze raz. Prosz! - To by stary Scrymgour - zacz. - Pewnego dnia kto zajrza do jego kocioa. Proboszcz wychyla si z kazalnicy i z ogniem przemawia do dwu sprztaczek w podeszym wieku. Wygraa im palcem i perorowa: "Ha! Wiem, co mylicie. Mylicie, e Ahaswer Wielki z Pierwszej Lekcji to Artakserkses Drugi. Nie! To ma by Artakserkses Trzeci!" Julian Harmon nie dostrzega w tej anegdocie nic szczeglnie komicznego, ale Bueczka miaa si zawsze do rozpuku. Teraz te parskna dwicznym miechem. - Najdroszy! - zawoaa. - Myl, e ty kiedy bdziesz kubek w kubek podobny! Pastor zrobi niepewn min. - By moe, Bueczko - odrzek skromnie. - Wiem, e nie bardzo umiem trafia do prostych ludzi. - Nie szkodzi! - podchwycia ywo i podnisszy si, zacza zbiera na tac naczynia. Wanie wczoraj mwia mi pani Butt, e jej m, ktry by ateist i dawniej nigdy nie chodzi do kocioa, teraz chodzi kadej niedzieli, by sucha twoich kaza. Rozemiaa si i powiedziaa, naladujc doskonale afektowany ton pani Butt: - "No i par dni temu, prosz pani, m powiedzia panu Timkinsowi z Little Worsdale, e tutaj, w Chipping Cleghorn, mamy prawdziw kultur. Cakiem inaczej ni u nich, w Little Worsdale, gdzie wielebny Goss mwi do parafian tak jak do maych dzieci. Prawdziw kultur - powiedzia m panu Timkinsowi - mamy tu, w Chipping Cleghorn. Nasz proboszcz

-7-

ksztaci si w Oxfordzie, nie w Milchesterze, ma gruntown wiedz i nam j przekazuje. Wie wszystko o Rzymianach i Grekach, a take o Babilonie i Asyrii. Ba! Nawet kot z probostwa nazywa si tak jak jeden krl asyryjski!" Tak mwi Butt, wic chwaa ci, Julianie! - zawoaa Bueczka i podja zaraz. - Mj Boe! Musz zmyka z t tac, bo inaczej nigdy nie uporam si z robot! Hej, Tiglat Pileser! Chod, kotku! Kici-kici! Dostaniesz resztki ledzia! Otworzya drzwi i zrcznie przytrzymujc je stop, wyniosa z pokoju tac ze stosem naczy. Niebawem dobiega z kuchni jej wasna wersja znanej piewki: Nasta morderstw dzie uroczy, Rozkoszny niby wonny maj, Zmyy si z miasta wszystkie gliny... Brzk wrzucanych do zlewu naczy zagusza dalszy cig, lecz wychodzc z domu, wielebny Julian Harmon usysza kocowy wiersz radosnej strofy: A nam, mordercom, w to graj!

-8-

ROZDZIA DRUGI
IADA IE W LITTLE PADDOCKS
1 Mieszkacy Little Paddocks rwnie byli przy niadaniu. U szczytu stou zasiadaa wacicielka domu, panna Blacklock, osoba szedziesicioletnia, w sportowym kostiumie z tweedu i nieodpowiedniej raczej kolii z duych sztucznych pere, ciasno opinajcych szyj, niby obrka. Panna Blacklock czytaa "Daily Mai", Julia Simmons przegldaa niedbale "Telegraph", Patrick Simmons gowi si nad krzywk zamieszczon w "Timesie". Panna Dora Bunner zatona w lokalnym czasopimie. Panna Blacklock parskna ochrypym miechem. Patrick Simmons zamamrota do siebie: - Naturalnie... Przecinka, nie przesieka... Tu zrobiem bd... Dora Bunner zagdakaa nagle gono, niby sposzona kura: - Letty! Letty! Widziaa?... Co to waciwie znaczy - Co takiego, Doro? - Zdumiewajce ogoszenie! Wyranie mowa tam o Little Paddocks!... Ale co to waciwie znaczy? - Gdyby zechciaa mi pokaza to ogoszenie, kochana Doro... Panna Bunner posusznie wrczya "Gazetk" przyjacice i drcym palcem wskazaa odpowiednie miejsce. - Spjrz tylko, Letty. Spjrz! Panna Blacklock spojrzaa. Zmarszczya brwi. Pniej dociekliwym wzrokiem przebiega wok stou i przeczytaa na gos: - "Morderstwo odbdzie si w pitek, 29 padziernika, o godz. 6.30 wieczorem, w Little Paddocks. Osobne zaproszenia nie bd rozsyane". Patryk? Czy to twj koncept? - zapytaa obcesowo. - Nie, ciociu Letty. Skd ci to przyszo na myl? Dlaczego ja miabym mie z tym co wsplnego? - zaprzeczy z caym spokojem Patryk Simmons. - Hm... To wyglda na ciebie, Pat - odpara surowo. - Pomylaam, e to moe by art w twoim stylu. - art? Nic podobnego, ciociu. - A moe ty, Julio... - Ja? Skd znowu! - powiedziaa Julia znudzona. Panna Bunner zerkna w stron pustego miejsca, na ktrym kto wczeniej jad niadanie. - Nie sdzisz, Letty, e pani Haymes... - rozpocza niepewnie. - Ach, nie! Naszej Filipie nie w gowie takie arty! - zawoa ywo Patryk. - To osoba bardzo serio. Julia ziewna, mwic bez zainteresowania: - Ale c to za pomys? Co ta caa historia znaczy? - Moim zdaniem w gr wchodzi jaki niemdry kawa - odpowiedziaa z wolna panna Blacklock. - Idiotyczny i w bardzo zym gucie - podchwycia Dora Bunner. - Dlaczego? Co w tym ma by zabawnego? Jej pyzate policzki drgay nerwowo, oczy krtkowidza poyskiway irytacj i oburzeniem. Pani domu umiechna si do starej przyjaciki.

-9-

- Nie przejmuj si, Bunny - powiedziaa. - Widocznie kto ma takie poczucie humoru. Ale chciaabym wiedzie kto. - To ma by dzisiaj - podja Bunny. - Dzisiaj o p do sidmej. Jak sdzisz? Co si zdarzy? - mier - orzek Patryk grobowym tonem. - Rozkoszna mier. - Cicho bd! - zgromia go panna Blacklock, a jej przyjacika pisna cienko. - Miaem na myli to wyborne ciasto, ktre wypieka Mitzi - usprawiedliwi si mody czowiek. - Rozkoszna mier! Tak je przecie nazywamy. Panna Blacklock umiechna si blado. Dora Bunner natara raz jeszcze: - Ale, Letty. Co ty naprawd sdzisz, bo... Przyjacika przerwaa jej z krzepicym spokojem: - Sdz, e o p do sidmej bdziemy mieli poow Chipping Cleghorn. To pewne. No i wszyscy bd pka z ciekawoci. Teraz id sprawdzi, czy w domu jest troch kseresu.

2 - Jeste zaniepokojona? Prawda, Lotty? Panna Blacklock wzdrygna si nerwowo. Siedziaa przy biurku i z roztargnieniem rysowaa ryby na bibularzu. Podniosa wzrok. Spojrzaa w zaniepokojon twarz Bunny. Nie bardzo wiedziaa, co odpowiedzie Dorze, bo nie naleao jej niepokoi ani irytowa. Milczaa przez chwil. W szkole przyjania si z Dora Bunner, ktra bya wwczas acina, bkitnooka, jasnowosa i, trzeba przyzna, dosy gupia. Jej gupota nie miaa wikszego znaczenia, gdy pogoda, wesoo i uroda czyniy z Dory bardzo przyjemn wsptowarzyszk. W swoim czasie - jak mawiay koleanki - powinna wyj za jakiego sympatycznego oficera czy prowincjonalnego notariusza. Tyle miaa zalet! Bya wraliwa, wierna w przyjani, poczciwa. Jednake ycie nieaskawie potraktowao Dor Bunner. Musiaa zarabia na utrzymanie. Pracowaa ciko, ale czegokolwiek by si podja, nie szo jej to dobrze. Koleanki szkolne straciy si z oczu, lecz przed p rokiem panna Blacklock otrzymaa wzruszajcy, napisany z patosem list. Dora szwankowaa na zdrowiu. Mieszkaa w jednym pokoju i usiowaa wyy z emerytury. Prbowaa dorabia szyciem, niestety, palce miaa sztywne od reumatyzmu. W licie odwoywaa si do wspomnie szkolnych i pytaa, czy stara przyjacika nie zechciaaby jej pomc, chocia los rozczy je tak dawno. Panna Blacklock zareagowaa spontanicznie. Biedna Dora! Biedna, adna, niemdra, trzpiotowata Dora! Niezwocznie wybraa si do koleanki szkolnej, wzia j ze sob i zainstalowaa w Little Paddocks pod pretekstem, e "cae gospodarstwo domowe to ju zbyt duo dla mnie; musz mie kogo zaufanego do pomocy". Lekarze zapewnili pann Blacklock, i jej przyjacika nie poyje dugo, okazao si jednak, e biedna Dora bywa czsto nie lada utrapieniem. Wszdzie czynia zamt, drania bardzo nerwow cudzoziemk zatrudnion jako pomoc domowa, mylia si przy liczeniu bielizny do prania, gubia rachunki i listy, czsto przywodzia do rozpaczy zaradn i pedantyczn zawsze pann Blacklock. Biedna, niemdra, stara Dora! Taka poczciwa, przywizana, dumna i szczliwa, e przydaje si na co, lecz, niestety, absolutnie nieobliczalna! - Uwaaj, Doro! - rzucia cierpko panna Blacklock. - Prosiam ci tyle razy! - Mj Boe! - Dora zrobia aosn min. - Uwaam, Letty... Tylko zapomniaam. Ale zaniepokojona jeste? Prawda? - Zaniepokojona? Nie... Bynajmniej. Masz na myli to gupie ogoszenie? - Aha... Moe to i dowcip, lecz w kadym razie dowcip jadowity. - Jadowity?

- 10 -

- Aha... Musi kry w sobie co zego... Powiedziaabym, e... moim zdaniem, nie jest to dowcip miy. Panna Blacklock spojrzaa na przyjacik. agodne oczy, upr w wyrazie ust, nos cokolwiek zadarty. Biedna Dora! Irytujca, roztrzepana, pena dobrych chci i stwarzajca wci problemy. A przecie - dziwna rzecz - nie pozbawiona zdrowego rozsdku! - Masz chyba suszno, Doro. Nie moe to by miy dowcip. - Mnie si zupenie nie podoba - podchwycia Dora z nieoczekiwanym ogniem. Przestraszyam si, Letty. I ty jeste przestraszona. - Ja? Take pomys! - obruszya si panna Blacklock. - Jest w tym niebezpieczestwo. Tak, Letycjo! Niebezpieczestwo! Co w stylu ludzi, ktrzy wysyaj poczt paczki zawierajce bomby zegarowe. - Moja droga! Po prostu jaki przygupek chcia by dowcipny. - Ale co w tym dowcipnego? Nic! Susznie! Co w tym dowcipnego? Twarz panny Blacklock zdradzaa jej myli, wic Dora zawoaa tonem triumfu: - A widzisz, Letty! Jeste takiego samego zdania! - Ale, kochana Bunny... Panna Blacklock umilka raptownie. Do pokoju wtargna wzburzona moda kobieta w jaskrawej spdnicy i dersejowej bluzce, pod ktr falowa peny biust. Miaa przetuszczone ciemne wosy, splecione w warkocz i upite w koron. - Pomwi z pani? Mona? Nie? Panna Blacklock westchna. - Naturalnie, Mitzi. O co chodzi? Czasami mylaa, e wolaaby sama sprzta i gotowa, ni znosi ataki nerwowe tej imigrantki zatrudnionej jako pomoc domowa. - To bdzie w porzdku, nie? Wymawiam, prosz pani! Odchodz! Zaraz! - Dlaczego, Mitzi? Kto ci zdenerwowa? - Tak! Jestem zdenerwowana! - pada dramatyczna odpowied. - Nie chc umiera! Nie! Ju raz uniknam mierci w Europie. Caa moja rodzina zgina. Wymordowana! Matka, may braciszek, moja siostrzeniczka, sodkie dziecko! Wszyscy wymordowani! Ja uciekam. Ukryam si i schroniam w Anglii. Pracuj tak, jak nigdy nie pracowaabym we wasnym kraju. Ja, prosz pani... - Wiem. Znam to wszystko - przerwaa panna Blacklock, ktra rzeczywicie znaa na pami t histori, bo Mitzi powtarzaa j cigle. - Ale dlaczego chcesz odej wanie dzisiaj? - Bo znowu przyjd, eby mnie zabi! - Kto? - Moi wrogowie. Hitlerowcy. A moe teraz jacy inni. Dowiedzieli si, e tu jestem. Przyjd mnie zabi. Przeczytaam o tym. Sama! W tym pimie! - W "Gazetce"? - Aha! W tym pimie. Czarno na biaym. O! Prosz popatrze, co tu napisane. Morderstwo, nie? W Little Paddocks! To tutaj, nie? Dzi wieczr, o p do sidmej! Nie myl czeka. Nie chc, eby mnie zamordowali. Nie chc! - Ale dlaczego odnosisz to do siebie? Naszym zdaniem w gr wchodzi art. - art! To aden art zabi kogo! - aden art. Zgoda. Ale, drogie dziecko, gdyby wrogowie mieli zamiar ci zabi, nie ogaszaliby tego w prasie. - Nie ogaszaliby? Myli pani? - podchwycia zbita nieco z tropu Mitzi. - Uwaa pani, e nie chc zamordowa nikogo? A moe wanie pani, prosz pani? Nie? - Nie widz powodu, dla ktrego ktokolwiek mgby mi yczy mierci - odpara panna Blacklock spokojnie i beztrosko. - I sowo daj, Mitzi, nie widz powodu, dla ktrego mgby chcie zabi ciebie. Dlaczego, Mitzi?

- 11 -

- Bo to li ludzie. Bardzo li! Mwiam przecie... Matka i may braciszek, i moja siostrzenica, takie sodkie dziecko... - Tak! Wiem! - Panna Blacklock przerwaa potok-sw Mitzi. - Ale nie wyobraam sobie, czemu kto miaby dyba na twoje ycie. Jeeli chcesz odej natychmiast, nie mog oczywicie przeszkodzi temu. Ale, doprawdy, zrobiaby wielkie gupstwo - zakoczya i dodaa stanowczym tonem, ktry najwidoczniej zachwia postanowieniem Mitzi: - Rzenik przysa dzi bardzo tward woowin. Trzeba j bdzie udusi. - Tak! Udusi! Zrobi pastwu gulasz. Taki specjalny gulasz. - Niech bdzie gulasz. Zgoda. I z tego troch uschnitego sera warto by zrobi paluszki. Spodziewam si kilku osb dzi wieczorem. - Dzi wieczorem? Akurat dzi wieczorem? - Aha. O p do sidmej. - Tak jak byo w gazecie, nie? Czemu kilka osb miaoby przyj o p do sidmej? - Bo ludzie lubi pogrzeby - powiedziaa artobliwie panna Blacklock. - Jestem zajta, Mitzi. Prosz pj do swojej roboty - rzucia stanowczo i dodaa, gdy drzwi zamkny si za cudzoziemk. - Klska na razie zaegnana. - Umiesz sobie radzi, Letty - pochwalia j panna Bunner.

- 12 -

ROZDZIA TRZECI
O P DO SIDMEJ

1 A wic wszystko gotowe - powiedziaa panna Blacklock. Nie bez uznania obja spojrzeniem dugi salon. Rypsowe obicia w dese z r, dwa wazony rdzawych chryzantem, may bukiet fiokw i srebrna szkatuka z papierosami na stoliku pod cian, a na rodkowym stole taca z napojami. Little Paddocks - niewielki dom w stylu wczesnowiktoriariskim - by ozdobiony podun werand i zielonymi aluzjami w oknach. Dugi salon, ktremu dach werandy zabiera znaczn cz wiata, mia pocztkowo dwuskrzydowe drzwi wiodce do maego pokoju z wykuszowym oknem. Poprzedni mieszkacy usunli te drzwi i zastpili pluszow kotar. Z kolei panna Blacklock pozbya si kotary i oba pokoje poczya w jeden. Byy tam dwa kominki, a chocia na adnym z nich nie pon ogie, w salonie panowao przyjemne ciepo. - Oo! Centralne ogrzewanie dziaa - powiedzia Patryk. - Aha! - pani domu przytakna skinieniem gowy. - Ostatnio byo tak mglisto i deszczowo. W caym domu czu wilgo. Kazaam Evansowi napali, zanim poszed do domu. - A co z bezcennym koksem? - zapyta drwico mody czowiek. - Co z bezcennym, jak powiedziae, koksem? W przeciwnym razie musiaby si pali w kominkach rwnie bezcenny wgiel. Widzisz, mj drogi, wadze odmawiaj nam nawet nalenej cotygodniowej odrobiny wgla, jeeli nie dowiedziemy, e to jedyny opa, jaki suy do gotowania. - Podobno dawniej kady mg kupowa, ile chcia, wgla i koksu. Czy to prawda? - zapytaa Julia takim tonem, jakby suchaa dziwnych opowieci o jakim nieznanym kraju. - Tak, i to tanio. - Nie byo ogranicze? Mona si byo obej bez rozmaitych poda i formularzy? Kady mg kupowa koks i wgiel? - W dowolnych ilociach i gatunkach. Nie sam upek i kamie, jakie dzi dostajemy. - To musia by wiat z bajki - westchna Julia. - Prawda? - Tak mi si zdaje, gdy ten wiat wspominam - powiedziaa z umiechem panna Blacklock. Ale jestem stara, nic wic dziwnego, e bardziej podobaj mi si dawne czasy. Wy, modzi, nie powinnicie tak myle. - Nie musiaabym wtedy pracowa zarobkowo - podja dziewczyna. - Mogabym po prostu siedzie w domu, pielgnowa kwiaty, pisywa liciki... Po co pisywao si liciki? I do kogo? - Do wszystkich tych, do ktrych obecnie telefonujemy - wyjania pogodnie panna Blacklock. - Myl, Julio, e ty nie potrafiaby nawet pisa licikw. - W kadym razie nie w stylu uroczego "Poradnika wszelkiej korespondencji", ktry znalazam tu niedawno. Co cudownego! Dowiedziaam si stamtd, jak grzecznie odrzuci propozycj maestwa uczynion przez wdowca! - Wtpi, moja droga, czy przesiadywanie w domu odpowiadaoby ci tak bardzo, jak sdzisz. To pocigao za sob rne obowizki. Chocia - cigna pani domu oschym tonem niewiele mi o nich wiadomo. Bunny - czule spojrzaa w stron dawnej koleanki - i ja wczenie zaczymy pracowa zarobkowo. - 13 -

- Istotnie, Letty! Za wczenie! - podchwycia panna Bunner. - Ach, te nieznone dzieci! Nigdy ich nie zapomn! Naturalnie Letty bya mdrzejsza ode mnie. Zostaa urzdniczk, sekretark wielkiego finansisty. Drzwi otworzyy si i do salonu wesza Filipa Haymes - wysoka, jasnowosa, chodna i opanowana. Nie bez zdziwienia rozejrzaa si wok. - Co to? Przyjcie? Nikt mi nic nie mwi. - Nasza Filipa, ma si rozumie, nic nie wie! - rozemia si Patryk. - Trzymam zakad, e to jedyna w Chipping Cleghorn osoba nie uwiadomiona. Moda kobieta rzucia mu pytajce spojrzenie. - Rozejrzyj si dokoa, a zobaczysz miejsce przyszego morderstwa! - odpowiedzia i teatralnym gestem zatoczy szeroki uk rk. Filipa Haymes zrobia zdumion min. - Oto - cign mody czowiek, wskazujc dwa wielkie pki chryzantem - aobne wiece. A te salaterki paluszkw z sera i oliwek symbolizuj pieczone misiwa podawane zazwyczaj na stypie. Filipa zwrcia wzrok w kierunku pani domu. - Czy to art? Jestem okropnie gupia, nigdy nie rozumiem artw. - Gupi art i niesmaczny! - wybuchna Dora Bunner. - Mnie si przynajmniej nie podoba. - Pokacie jej ogoszenie - zabraa gos panna Blacklock. - Ja musz zamkn kaczki. Id, bo ju robi si ciemno. No i goci tylko patrze! - Ja pjd zamkn kaczki - zaproponowaa Filipa. - Nie, moja droga - zaoponowaa pani domu. - Zakoczya swj dzie pracy. - Ja ci zastpi, ciociu Letty - powiedzia Patryk. - Nic podobnego! - odmwia energicznie. - Poprzednim razem nie zasune porzdnie rygla. - Pozwl, kochana Letty, e ja to zrobi - wyrwaa si panna Bunner. - Z ca przyjemnoci. Naprawd! Wezm tylko kalosze i... Gdzie te podziaam akiet? Panna Blacklock umiechna si tylko i znikna z pokoju. - Nic z tego, Bunny - odezwa si Patryk. - Ciocia Letty jest samodzielna, nie pozwoli si w niczym zastpi. Stanowczo woli wszystko robi sama. - Uwielbia prac - dorzucia Julia. - Nie zauwayam jednak, eby ty kwapia si z pomoc - podchwyci jej brat, a dziewczyna umiechna si sennie. - Dopiero co orzeke, e ciocia Letty nie pozwoli si w niczym zastpi. A zreszt wycigna przed siebie ksztatne nogi - jestem w swoich najlepszych poczochach. - mier w jedwabnych poczochach - zadeklamowa Patryk. - Jedwabnych? To nylony, guptasie. - mier w nylonach? To ju nie tak dobry tytu kryminau. - Moe kto wytumaczy mi wreszcie, skd dzi tyle gadania o mierci? - zapytaa Filipa z nut skargi w gosie. Wszyscy naraz usiowali jej wytumaczy, lecz nikt nie mg znale "Gazetki", gdy Mitzi zabraa j do kuchni. Pani domu wrcia po upywie kilku minut. - Kaczki zamknite - oznajmia i spojrzaa na zegar. - Dwadziecia po szstej. Zaraz zaczn si schodzi albo mj pogld na ssiadw jest absolutnie mylny. - Nie rozumiem, dlaczego zaraz zaczn si schodzi - bkna niepewnie Filipa. - Nie rozumiesz? Zapewne... Ale widzisz, ludzie s na og bardziej wcibscy ni ty. - Postawa yciowa Filipy to przede wszystkim brak zainteresowania - wtrcia cierpko Julia.

- 14 -

Filipa powstrzymaa si od odpowiedzi. Panna Blacklock spojrzaa w stron rodkowego stou, na ktrym Mitzi postawia kseres i trzy salaterki z oliwkami, paluszkami z sera oraz drobnymi ciasteczkami wasnego wypieku. - Pat - zwrcia si do siostrzeca - moe zechciaby przestawi t tac lub cay st, jeeli wolisz, gdzie dalej, na przykad pod wykuszowe okno? Ostatecznie nie wydaj przyjcia i nie zapraszaam nikogo. Niech nie wyglda na to, e spodziewam si goci. - Chcesz, ciociu Letty, zatai swoj bystro w przewidywaniu? - adnie to powiedziae. Dzikuj ci, chopcze. - Zainscenizujemy uroczy wieczr w cile domowym kku - powiedziaa Julia - i bdziemy udawa zdziwienie, gdy kto si zjawi. Panna Blacklock signa po butelk kseresu, podniosa j i zrobia niezdecydowan min. - Prawie poowa zostaa - uspokoi j Patryk. - Powinno starczy. - Aha... Zapewne... - bkna z wahaniem i podja zaraz stanowczym tonem: - Pat! Bd askaw przynie wie butelk. Jest w schowku kredensowym... Ta zostaa otwarta do dawno. Pamitaj te o korkocigu. Patryk wyszed posusznie, aby po chwili wrci z butelk, ktr odkorkowa i postawi na tacy. Zerkn spod oka w kierunku pani domu. - Jak widz, ciociu Letty - powiedzia cicho - spraw traktujesz bardzo serio. Nie myl si prawda? - Nie wyobraasz sobie chyba, Letty... - zacza Dora Bunner, lecz panna Blacklock przerwaa jej szybko: - Cicho! Kto dzwoni... Moje przewidywania znajduj potwierdzenie.

2 Mitzi otworzya drzwi salonu i zaanonsowaa na swj osobliwy, poufay sposb: - Pan pukownik i pani Easterbrook przyszli, prosz pani. Pukownik by bardzo pewien siebie i najwidoczniej prbowa ukry lekkie zmieszanie. - Nie przeszkadzamy, prawda? - zaczaj, a Julia parskna stumionym miechem. - Akurat przechodzilimy tdy, wic... Nie przeszkadzamy, prawda? Mamy stosunkowo ciepy wieczr... O! Dziaa centralne ogrzewanie!... Naszego jeszcze nie uruchomilimy. - Przeliczne chryzantemy - zaszczebiotaa pani Easterbrook. - Cudowne! Naprawd! - Ale skd, to wiechcie - rzucia pgosem Julia. Pani Easterbrook powitaa Filip Haymes troch zbyt serdecznie. Widocznie chciaa da do zrozumienia, e nie uwaa jej za osob pracujc na roli zawodowo. - Jak wyglda teraz ogrd pani Lucas? - zapytaa. - Bdzie kiedy w porzdku? Podczas wojny zosta zupenie zaniedbany, a teraz ten okropny staruch, Ashe, tylko zmiata licie i sadzi troch kapusty. - Ju zaczyna by wida efekty - odpowiedziaa Filipa - ale uporzdkowanie go wymaga nieco czasu. Mitzi otworzya znw drzwi i oznajmia: - Te panie z Boulders! - Dobry wieczr - powiedziaa panna Hinchliffe i wkroczywszy do salonu, obdarzya pani domu miadcym uciskiem doni. - Zaproponowaam Murg, ebymy tu wpady na chwil. Chciaam zapyta, jak nios si pani kaczki. - Wczenie ju si ciemnia, prawda? - zwrcia si do Patryka panna Murgatroyd. Przeliczne chryzantemy! - Wiechcie! - bkna Julia. - Czemu taka nastroszona? - skarci j szeptem mody czowiek.

- 15 -

- O! Centralne dziaa! Tak wczenie! - podja panna Hinchliffe karccym tonem. - Ten dom jest okropnie wilgotny jesieni - wyjania panna Blacklock. Patryk zapyta j wzrokiem, czy czas na kseres, i t sam drog otrzyma odpowied, e za wczenie. - Dostanie pan w tym roku cebulki z Holandii? - zapytaa panna Blacklock pukownika. Drzwi otwary si znowu i do salonu wkroczya zmieszana nieco pani Swettenham, za ni za pospny i zawstydzony Edmund. - No i jestemy! - zacza wesoo dama, rozgldajc si wok z nietajonym zaciekawieniem. - Przyszo mi na myl, eby wstpi tutaj... - cigna zbita cokolwiek z tropu - i zapyta, czy nie zechciaaby pani wzi kocitka? Nasza kotka wanie... - Spodziewa si potomstwa po rudym kocurze - podchwyci Edmund. - Naley sdzi, e bdzie to potomstwo okropne. Prosz pamita, e zostaa pani ostrzeona. - Nasza kotka jest wyjtkowo owna - podja ywo pani Swettenham i dorzucia zaraz: Przeliczne chryzantemy! - Jak widz, centralne ogrzewanie dziaa - powiedzia Edmund, nie silc si na oryginalno. - Jacy oni podobni do pyt gramofonowych - szepna Julia. - Nie podobaj mi si dzisiejsze wiadomoci. Bardzo nie podobaj! - Pukownik Easterbrook uj Patryka za guzik. - Moim zdaniem wojna jest nieunikniona. Absolutnie nieunikniona! - Nie czytuj nigdy agencyjnych doniesie - odrzek mody czowiek. Jeszcze raz otworzyy si drzwi i do salonu wesza pani Harmon. Stary filcowy kapelusz miaa zsunity kokieteryjnie na ty gowy, a noszony zazwyczaj wyblaky sweter zastpia nieco zbyt obszern bluzk z falbankami. - Witam kochan pani! Witam! - zawoaa z promiennym umiechem. - I co? Nie spniam si? Kiedy zacznie si morderstwo?

3 Szmer przypieszonych oddechw. Julia rozemiaa si krtko, z uznaniem. Patryk zrobi niepocieszon min. Panna Blacklock umiechna si do pastorowej. - Julian szaleje ze zoci, e nie mg przyj - cigna pani Harmon. - On uwielbia morderstwa! Wanie dlatego wygosi zeszej niedzieli takie wietne kazanie... Ha! Pewno nie powinnam tak mwi, bo to przecie mj m, ale kazanie byo rzeczywicie wietne. Prawda? A wszystko dziki "Igraszkom mierci". Panienka z ksigarni specjalnie odoya dla mnie t ksik. Czytali pastwo? Wstrzsajca historia! Naprawd! Wydaje si, e ju wszystko wiadomo i nagle to nie tak... Nastpuje seria wspaniaych morderstw! Cztery... Moe nawet pi! "Igraszki mierci" zostawiam w jego gabinecie, kiedy Julian zamkn si, eby przygotowa kazanie. No i sign po ksik, a pniej nie mg si od niej oderwa. Po prostu nie by w stanie! W rezultacie musia si strasznie spieszy z pisaniem kazania, wic to, co chcia powiedzie, wyrazi zwyczajnie, bez adnych tam mdroci ani uczonych aluzji. Oczywicie kazanie wypado znacznie lepiej. Sowo daj! Z pewnoci za duo gadam. No i co? Kiedy zacznie si morderstwo? Panna Blacklock spojrzaa w stron zegara stojcego na pce nad kominkiem. - Jeeli rzeczywicie co ma si zdarzy, winno zdarzy si niedugo - powiedziaa. - Za minut p do sidmej. Tymczasem zaproponuj pastwu kieliszek kseresu. Patryk ruszy wawo w kierunku wykuszowego okna. Panna Blacklock podesza do stolika przy arkadzie, na ktrym znajdowaa si szkatuka z papierosami. - Z rozkosz wypij kieliszek! - zawoaa pani Harmon. - Ale, prosz pani, co znaczy to "jeeli"? - Bo, droga pani, ja wiem nie wicej ni pastwo. Najprawdopodobniej ...

- 16 -

Urwaa i zwrcia wzrok ku maemu zegarowi nad kominkiem. Zegar zacz dzwoni melodyjnie, srebrzycie. Wydzwoni kwadrans, pniej p godziny. Wszyscy patrzyli w tamt stron. Gdy przebrzmiaa ostatnia nuta, zgasy wiata.

4 W ciemnociach rozlegy si stumione okrzyki i kobiece piski pene ukontentowania. - Zaczyna si! - krzykna radonie pani Harmon. - Nie podoba mi si to! Wcale nie podoba! - zabrzmia gos Dory Bunner. Sycha te byo inne gosy. - Przeraajca historia. - Napeniajca dreszczykiem grozy! - Gdzie jeste, Archie? - Przepraszam! Zdaje si, nastpiem komu na nog. Drzwi otworzyy si z haasem. Jasna smuga reflektora latarki elektrycznej omiota pokj. Nosowy, zachrypnity gos mczyzny przypominajcy zebranym mie popoudnia spdzone w kinie na ogldaniu filmw kryminalnych - rzuci zwizy rozkaz: - Rce do gry! - Rce do gry, mwi - warkn powtrnie ten sam gos. Wszyscy podnieli rce chtnie, nawet z rozbawieniem. - Co wspaniaego! - powiedziaa ktra z kobiet. - Trzs si caa ze strachu! Nieoczekiwanie wystrzeli rewolwer. A potem jeszcze raz. Stuk pociskw o cian zwarzy przyjemny nastrj. W jednej chwili zabawa przestaa by zabaw. Kto krzykn trwonie. Posta stojca w drzwiach odwrcia si raptownie, jak gdyby si zachwiaa. Hukn trzeci wystrza. Posta zgia si wp i runa na podog. Latarka upada i zgasa. Znowu zrobio si ciemno. Nie przytrzymywane drzwi wahadowe skrzypny i pomau, jak gdyby z cichym pomrukiem protestu, zamkny si same. Klamka szczkna gucho. 5 W salonie powsta piekielny zamt. Odezway si naraz wszystkie gosy. - wiata! - Gdzie tu wycznik? - Nie ma kto zapalniczki? - Nie podoba mi si to! Wcale nie podoba! - Strzay byy prawdziwe! - I prawdziwy rewolwer! - Czy to bandyta? - Och, Archie! Ja chc do domu! - Na Boga! Nikt nie ma zapalniczki? W tej chwili jednoczenie pstrykny dwie zapalniczki. Paliy si jasnym, spokojnym pomieniem. Zdumieni gocie, jli spoglda jeden na drugiego. Pod cian, obok arkady czcej dwie czci salonu, staa panna Blacklock. Przesaniaa twarz doni. wiato byo za sabe, by widzie co wicej, niewtpliwie jednak pomidzy jej palcami sczya si ciemna ciecz. Pukownik Easterbrook odchrzkn i sprbowa opanowa sytuacj. - Swettenham! Prosz sprawdzi wyczniki! - zakomenderowa. Edmund, ktry sta w pobliu drzwi, posusznie wykona rozkaz.

- 17 -

- Poszy korki. Domowe. Albo na supie - orzek pukownik. - Co to za piekielny rwetes? Z holu dobieg kobiecy krzyk, ktry wci przybiera na sile, a wtrowao mu bbnienie piciami o drzwi. - Mitzi... Kto morduje Mitzi... - wyjkaa Dora Bunner, chlipic cicho. - To zbyt pikne, by mogo by prawdziwe - mrukn pgosem Patryk. - Potrzebne s wiece - odezwaa si panna Blacklock. - Bd tak dobry, Patryku... Pukownik zdy tymczasem otworzy drzwi i razem z Edmundem, z zapalniczkami w uniesionych rkach, weszli do holu. Tam prawie potknli si o rozcignit na pododze posta ludzk. - Kto go rozoy - powiedzia pukownik Easterbrook. - Gdzie ta kobieta robi taki diabelski haas? - W jadalni - wyjani Edmund. Pokj stoowy znajdowa si po przeciwnej stronie holu. Kto tuk tam piciami w drzwi, piszcza i krzycza. - Drzwi s zamknite. - Edmund obrci klucz w zamku i Mitzi wyskoczya jak tygryska. W jadalni paliy si wiata. Widoczna na ich tle Mitzi bya niczym uosobienie obdnej paniki. Wrzeszczaa nadal, a e zajta bya uprzednio czyszczeniem srebra, wic nadal trzymaa w rkach spor irchow ciereczk i opatk do nakadania ryby, co wygldao komicznie. - Cicho bd, Mitzi! - rzucia panna Blacklock. - Przesta wreszcie! - zawoa Edmund, a gdy dziewczyna nie zamierzaa przesta, wymierzy jej tgi policzek. Dostaa gwatownej, krtkiej czkawki i umilka. - Trzeba przynie wiece - powiedziaa panna Blacklock. - S w kuchennym schowku. Wiesz, Pat, gdzie szuka korkw? - W sionce za pokojem kredensowym, prawda? Zaraz sprawdz, co da si zrobi. Pani domu postpia kilka krokw i znalaza si w padajcej z jadalni smudze blasku. Dora Bunner zaszlochaa goniej, Mitzi wrzasna przeraliwie. - Krew! - wybekotaa. - Krew! Pani jest ranna! Wykrwawi si pani na mier! - Gupia jeste, Mitzi! - zirytowaa si panna Blacklock. - To adna rana. Kula drasna mi ucho. - Ale krwawisz naprawd, ciociu Letty - szepna Julia. Istotnie biaa bluzka, pery oraz do panny Blacklock byy lepkie od krwi. - Uszy mocno krwawi - powiedziaa ranna. - Przypominam sobie, e jako dziecko zemdlaam, kiedy fryzjer drasn mnie w ucho. Zdawao mi si, e w jednej chwili krew wypenia ca miednic. I co ze wiatem? - Pjd po wiece - zaproponowaa Mitzi. Julia dotrzymaa jej towarzystwa i niebawem wrciy, niosc kilka wiec poprzylepianych do spodkw. - Warto przypatrzy si zoczycy - zabra gos pukownik Easterbrook. - Swettenham! Prosz przytrzyma mi tu nisko kilka wiec. - Ja stan z drugiej strony - powiedziaa Filipa i pewn doni uja dwa spodki. Pukownik Easterbrook przyklkn. Rozcignity na pododze mczyzna by ubrany w czarna peleryn z kapturem. Twarz przesaniaa mu czarna maska. Donie byy w czarnych bawenianych rkawiczkach. Kaptur zsun si i odsoni jasne wosy w nieadzie. Pukownik odwrci lecego twarz do gry, sprawdzi puls, sprbowa dotkn serca i w tym momencie cofn z obrzydzeniem rk. Palce mia czerwone i lepkie. - Postrzeli si - orzek.

- 18 -

- Czy ciko ranny? - zapytaa panna Blacklock. - Hm... Chyba nie yje... Moe popeni samobjstwo, a moe zaplta si w peleryn i, kiedy pada, rewolwer wypali. Gdybym widzia go lepiej... W tej chwili, jak gdyby za dotkniciem rdki czarnoksiskiej, zajaniay wszystkie wiata. Zgromadzeni w holu Little Paddocks mieszkacy osady uprzytomnili sobie nagle, e stoj w obliczu nagej i gwatownej mierci. Pukownik Easterbrook mia czerwon do. Krew ciekaa nadal po szyi, bluzce i akiecie panny Blacklock, a u ich stp spoczywao rozcignite groteskowo ciao napastnika. - Okazao si, e tylko jeden korek... - zacz Patryk, wchodzc do pokoju stoowego, i umilk raptownie. Pukownik Easterbrook dotkn maej, czarnej maski. - Naley sprawdzi, co to za jeden - powiedzia. - Chocia nie sdz, by mg to by kto ze znajomych... Zdj mask z twarzy nieboszczyka. Ciekawie wycigny si wszystkie szyje. Mitzi krzykna i znw dostaa czkawki. Inni zachowali spokj. - Taki mody - odezwaa si panna Harmon z nut wspczucia. - Letty! Spjrz, Letty! - zawoaa nagle Dora Bunner. - To chopiec z hotelu Royal w Medenham Wells! Ten, ktry przyszed tu raz i prosi o pienidze na powrt do Szwajcarii, a ty mu odmwia. Pewno by to pretekst, eby zapozna si z rozkadem domu... Mj Boe! Niewiele brakowao, eby ciebie zabi! Panna Blacklock stana na wysokoci zadania. - Filipo! - rzucia stanowczo. - We Bunny do pokoju stoowego i daj jej p kieliszka koniaku. Julio! Skocz do azienki! Przynie mi plaster z opatrunkiem. Znajdziesz go w apteczce. Nieprzyjemnie krwawi jak zarnite prosi. Pat! Zadzwo na policj! Zaraz!

- 19 -

ROZDZIA CZWARTY
HOTEL ROGAL
1 Pukownik George Rydesdale, komendant policji hrabstwa Middle, by czowiekiem milczcym i spokojnym. redniego wzrostu, o bystrych oczach pod krzaczastymi brwiami, zwyk raczej sucha, ni mwi. Pniej matowym gosem wydawa zwizy rozkaz - i rozkaz wykonywano posusznie. W tej chwili pukownik sucha z uwag tego, co mwi inspektor-detektyw Dermont Craddock, ktremu formalnie powierzono dochodzenie. Poprzedniego wieczora Rydesdale odwoa go z Liverpoolu, gdzie zosta wysany celem zebrania informacji w innej sprawie. Rydesdale by o nim dobrego zdania. Sdzi, e Craddock ma nie tylko rozum i wyobrani, lecz rwnie - co komendant ceni jeszcze wyej - dyscyplin wewntrzn, dziki ktrej powoli, ale skrupulatnie bada najdrobniejsze fakty i mia otwart gow do koca kadego ledztwa. - Posterunkowy Legg przyj telefon - mwi inspektor - i, panie pukowniku, zadziaa jak naley. Szybko. Z przytomnoci umysu. Zadanie mia nieatwe. Co najmniej dziesi osb usiowao mwi naraz, a jedna z nich, uciekinierka z kontynentu, popada w histeri na sam widok policyjnego munduru. Trzeba j byo zamkn na klucz w pokoju, no i cay dom a si trzs od jej krzykw. - Stwierdzono tosamo denata? - Tak jest, panie pukowniku. Rudi Scherz. Obywatel szwajcarski. Zatrudniony w recepcji hotelu Royal w Medenham Wells. Jeeli pan pukownik pozwoli, zajm si pniej ludmi z Chipping Cleghorn, a Royal wezm na pierwszy ogie. Jest ju tam sierant Fletcher. Ma pomwi z obsug autobusu, no i zajrze do tego hotelu. Rydesdale przytakn skinieniem gowy i w teje chwili podnis wzrok, bo drzwi si otworzyy. - Prosz, Henry, prosz - powiedzia. - Mamy tu co, co odbiega troch od przecitnoci. Sir Henry Clithering, emerytowany komisarz Scotland Yardu, wszed do pokoju z lekko uniesionymi brwiami. By to starszy pan, wysoki i dystyngowany. - Sdz, e to przemwi nawet do kogo tak jak ty zblazowanego - cign pukownik. - Nigdy nie byem zblazowany - obruszy si tamten. - Widzisz, Henry, najnowszy pomys to ogaszanie w prasie o majcym si odby morderstwie. Craddock! Prosz pokaza ogoszenie panu komisarzowi. - "North Benham News and Chipping Cleghorn Gazette". Smaczny ksek - powiedzia sir Henry i doda, przebiegszy szybko wzrokiem wskazane mu palcem przez inspektora linijki druku. - Tak... Rzeczywicie niecodzienne. - Czy wiadomo, kto zamieci ogoszenie? - zapyta Rydesdale. - Z zezna wynika, panie pukowniku, e przynis je do redakcji sam Rudi Scherz. W rod. - Nikt nie zakwestionowa treci? Osoba przyjmujca ogoszenie nie zauwaya w tym nic szczeglnego? - Wyglda na to, panie pukowniku, e przyjmujca ogoszenia anemiczna blondynka jest niezdolna do mylenia. Liczy sowa, przyjmuje pienidze i tyle. - Jaki sens jest w tym wszystkim? - zapyta sir Henry.

- 20 -

- Pewno chodzio o to, by w jednym miejscu i o jednej porze zgromadzi spor grup miejscowych ciekawskich, sterroryzowa ich i ogooci z gotwki oraz kosztownoci. Pomys wcale niezy i, trzeba przyzna, oryginalny. - Jaka to miejscowo Chipping Cleghorn? - zapyta znw sir Henry. - Spora, malowniczo pooona osada. Sklep misny, piekarnia, sklep spoywczo-kolonialny, niele zaopatrzony sklep z antykami, dwie herbaciarnie. Miejscowo odwiedzana przez turystw, zwaszcza zmotoryzowanych, no i zamieszkana przez specyficzne rodowisko. Domki, zajmowane dawnymi czasy przez rolnikw, poprzerabiano dla rozmaitych starych panien czy maeskich par na emeryturze. Jest take kilka willi w stylu wczesnowiktoriariskim. - Ju wiem! - podchwyci komisarz. - Grono starych panien z towarzystwa i pukownikw w stanie spoczynku. Oczywicie! Po przeczytaniu ogoszenia wszyscy musieli zgromadzi si o p do sidmej, aby zobaczy, co si stanie. Na Boga! Chciabym mie tutaj moj wasn, niezawodn star pann. Chtnie przyoyaby do tego palec. Historia akurat w jej gucie. - Co to za twoja wasna, niezawodna stara panna? Ciotka? - Nie. Nikt z rodziny, lecz najdoskonalszy detektyw z boej aski. Rozumiesz? Wrodzony talent, ktry wyrs na sprzyjajcej glebie. Nie lekcewa, mj chopcze, starych panien z twojej mieciny - zwrci si sir Henry do Craddocka. - Gdyby ta sprawa miaa okaza si pogmatwan zagadk, czego oczywicie nie podejrzewam, pamitaj o wiekowej, niezamnej damie, ktra zajmuje si robtkami na drutach i pielgnuje swj ogrdek, ale niepomiernie gruje nad kadym inspektorem-detektywem. Ona atwo ci powie, co mogo si zdarzy, co powinno si zdarzy... Ba! Powie nawet, co zdarzyo si rzeczywicie! Dowiesz si od niej take, dlaczego to co si zdarzyo! - Tak jest, panie komisarzu! Bd pamita - odrzek inspektor tak subowo, e nikt by nie odgad, i Dermont Craddock jest chrzeniakiem sir Henry'ego i z ojcem chrzestnym pozostaje w zayych stosunkach. Rydesdale naszkicowa zwile przebieg wydarze. - Nie ulegao wtpliwoci - cign - e tamci zbiegn si o p do sidmej. Dla nas to pewne, ale czy mg o tym wiedzie w mody Szwajcar? I jeszcze jedno! Czy gocie panny Blacklock mogli mie przy sobie tyle, by gra warta bya wieczki? - Hm... Par starowieckich broszek - podj tonem zastanowienia komisarz - sznurek hodowlanych pere, troch bilonu... moe jeden czy drugi banknot. Nic wicej. A panna Blacklock trzyma w domu wiksze pienidze? - Twierdzi, e nie, panie komisarzu. Jakie pi funtw. To wszystko. - Saba pokusa - dorzuci Rydesdale. - Wskazywaoby to, waszym zdaniem - powiedzia sir Henry - e temu facetowi chodzio nie o grabie, lecz o specjalny wystp w postaci napadu rabunkowego. Co z kina, h? Bardzo by moe. Ale jakim sposobem si zastrzeli? Rydesdale podsun mu arkusik papieru. - Protok wstpnych ogldzin zwok. Strza rewolwerowy oddany z maej odlegoci... hm... nic nie wskazuje, czy to by wypadek, czy samobjstwo. Rudi Scherz mg zastrzeli si rozmylnie, mg te potkn si i upa, a rewolwer, ktry trzyma blisko siebie, akurat wypali. Bardziej prawdopodobna wydaje si druga wersja - spojrza na Craddocka. - Trzeba bdzie starannie przesucha wiadkw. Niech opowiedz drobiazgowo o wszystkim, co widzieli. - Z pewnoci kady z nich widzia co zupenie innego - westchn inspektor. - Zawsze interesowao mnie szczeglnie to - powiedzia sir Henry - co ludzie widz w chwili wielkiego podniecenia, napicia nerwowego. W takim momencie wane bywa wszystko, co kto widzia, a czasami jeszcze waniejsze to, czego nie widzia. - Jakie s informacje o rewolwerze?

- 21 -

- Wyrb zagraniczny, dawniej rozpowszechniony w caej Europie... Scherz nie mia pozwolenia na bro i na granicy nie zadeklarowa, e posiada rewolwer. - Podejrzany facet - mrukn sir Henry. - Nad wyraz podejrzany - zgodzi si Rydesdale. - C, Craddock, niech pan jedzie do hotelu Royal i na miejscu sprawdzi, co wiadomo o tym Szwajcarze.

2 W hotelu Royal inspektor Craddock zosta skierowany prosto do dyrektorskiego gabinetu, gdzie powita go wylewnie pan Rowlandson, dyrektor przedsibiorstwa - wysoki, zaywny mczyzna, o wylewnym sposobie bycia. - Z najwiksz przyjemnoci, panie inspektorze, popiesz z wszelk moliw pomoc rozpocz. - Zdumiewajca historia. Doprawdy zdumiewajca! Nigdy nie przyszoby mi do gowy co podobnego. Scherz wydawa si bardzo przecitnym, raczej sympatycznym chopcem. Zupenie nie tak wyobraaem sobie gangstera. - Dugo pracowa u pana? - Sprawdziem to, nim pan inspektor przyjecha. Duej ni trzy miesice. Mia zadowalajce wiadectwa i wymagane w takich razach zezwolenie naszych wadz. Wszystko byo w porzdku. - Sprawowa si nienagannie? Craddock nie zdradzi tego po sobie, ale zwrci uwag na krciutk pauz, jak dyrektor zrobi, nim odpowiedzia. - Tak... Nienagannie. Detektyw uciek si do chwytu, jaki stosowa nieraz i na og z powodzeniem. - Nie, nie, dyrektorze - powiedzia, krcc gow. - Nie cakiem tak to wygldao. - No... moe... - Pan Rowlandson by nieco zbity z tropu. - miao dyrektorze! Sucham! Co nie byo w porzdku. Co mianowicie? - No... moe... Nie wiadomo mi nic konkretnego. - Ale ma pan pewne podejrzenia. Prawda? - Tak... Zapewne... Ale to nic konkretnego. Nie chciabym snu domysw, ktre bd zanotowane i mog zosta przytoczone w czasie rozprawy sdowej. Craddock umiechn si yczliwie. - Aha! Rozumiem, do czego pan zmierza. Prosz si nie obawia. Chodzi tylko o to, e musz wyrobi sobie jaki taki pogld na osob Scherza. O co go pan podejrzewa. O co? - Ot, panie inspektorze - odpowiedzia Rowlandson raczej niechtnie - kilka razy byy kopoty z rachunkami. Trafiay do nich pozycje, ktre... ktre nie powinny tam figurowa. - To znaczy, Scherz podawa czasami w rachunkach pozycje, ktre nie figuroway w hotelowych ksigach, a pienidze przywaszcza sobie. O to go pan podejrzewa, prawda? - Mniej wicej, panie inspektorze... W najlepszym razie mogoby to by karygodne niedbalstwo z jego strony. Par razy w gr wchodziy stosunkowo wysokie kwoty. Otwarcie mwic, zaczem podejrzewa, e to niepewny pracownik, wic poleciem naszemu ksigowemu, by przeprowadzi kontrol. Wyszy na jaw rozmaite omyki i niedokadnoci, ale stan kasy nie wykaza manka. Wobec tego, panie inspektorze, doszedem do wniosku, e moje podejrzenia byy bezpodstawne. - A jeeli miay podstaw? Przypumy, e Scherz przywaszcza sobie czasami niewielkie sumki. Mgby to ukry, jak sdz, zwracajc w por niedobory?

- 22 -

- Tak. Gdyby mia pienidze. Ale kto, kto, jak wyrazi si pan inspektor, przywaszcza sobie czasami niewielkie sumki, odczuwa zazwyczaj dotkliwy brak pienidzy, wic natychmiast je wydaje. - Gdyby zatem Scherz chcia zwrci w por niedobory, musiaby zdoby pienidze w taki czy inny sposb... By moe dziki napadowi rabunkowemu? - Tak... Ciekaw jestem, czy to bya jego pierwsza prba... - To prawdopodobne. Robota bya bardzo dyletancka. Czy jest w hotelu kto, od kogo Scherz mgby dosta pienidze? Wie pan o jakiej kobiecie w jego yciu? - Tak. To kelnerka z baru. Nazywa si Myrna Harris. - Chciabym z ni porozmawia.

3 Myrna Harris - adna dziewczyna o bujnych rudych wosach i lekko zadartym nosku - bya zaniepokojona, przygnbiona i, jak si zdawa mogo, bolenie odczua upokorzenie policyjnej indagacji. - Nic nie wiem, prosz pana - mwia. - Absolutnie nic! Gdybym si domylaa, jakie z niego ziko, nigdy, za nic nie chodziabym z Rudim. Ale on pracowa w recepcji, wic byam pewna, e to chopak na miejscu. Zrozumiae, prawda? Teraz myl, e dyrekcja hotelu powinna ostroniej dobiera personel. Zwaszcza jeli chodzi o cudzoziemcw. Moe Rudi nalea do jakiego gangu, jednego z tych, o ktrych czyta si w gazetach? - Naszym zdaniem dziaa zupenie samodzielnie - powiedzia Craddock. - Dziwna rzecz! Taki spokojny, dobrze wychowany chopiec. Kto by pomyla! Chocia... Teraz przypominam sobie, e w hotelu giny rne drobiazgi. Broszka z brylantem... Jaki zoty medalionik... Ale w gowie mi nie postao, e Rudi... - Nic dziwnego, prosz pani, kadego moga skusi okazja. Znaa go pani dobrze? - Dobrze? Tego nie powiedziaabym, prosz pana. - Ale bylicie zaprzyjanieni, prawda? - Zaprzyjanieni? Tak! Bylimy zaprzyjanieni. Nic wicej. Sprawy bardziej serio nie mogy wchodzi w rachub. Z cudzoziemcami zawsze jestem ostrona, bo to, prosz pana, taki ma wielkie tony, ale naprawd nigdy nic nie wiadomo. Jacy bywali niektrzy onierze podczas wojny! Okazywao si, e s onaci, jak ju byo za pno. Rudi chwali si i duo gada, ale nie bardzo mu wierzyam. Craddock podchwyci ostatnie zdanie dziewczyny. - Chwali si? Naprawd? To bardzo interesujce, panno Myrno. Widz, e pani w niejednym nam pomoe. I duo gada... Co takiego? - e niby jego rodzina w Szwajcarii to bogacze i jacy waniacy. Ale to mi nie pasowao, bo Rudi wci nie mia pienidzy. Mwi, e z powodu obowizujcych w Szwajcarii ogranicze nie moe dostawa stamtd przekazw. To prawdopodobne, no nie? Ale jego rzeczy... znaczy si garderoba... nie byy drogie ani eleganckie. Nie wierzyam mu, no i mylaam, e rozmaite historie, ktre opowiada, to take blaga. Mwi, e w Alpach uprawia wspinaczk i ratowa ludzi uwizionych przez lodowiec. A raz na skakach w naszym wwozie Boulter dosta porzdnego zawrotu gowy! Wspinaczka w Alpach! Dobre sobie! - Czy czsto wychodzilicie gdzie razem? - Tak... O tak, panie inspektorze! By dobrze wychowany i... i wiedzia, jak postpowa z dziewczyn. Zawsze mielimy najlepsze miejsca w kinie, a czasem nawet kupowa mi kwiaty. No i taczy bosko! Naprawd bosko! - Mwi co kiedy o pannie Blacklock?

- 23 -

- Tej, co przyjeda tu czasem na obiad, a raz nawet mieszkaa w hotelu? Nie... Rudi nigdy o niej nie mwi. Nie wiem, czy j w ogle zna. - A o Chipping Cleghorn mwi? - zapyta Craddock. Odnis wraenie, e w oczach Myrny Harris dostrzeg wyraz niepokoju, lecz nie by tego pewien. - Nie... Nie sdz... Raz pyta mnie, kiedy odchodz autobusy do jakiej miejscowoci. Nie pamitam, czy chodzio wtedy o Chipping Cleghorn. W kadym razie to byo dawno. Nic wicej nie dao si wydoby z dziewczyny. Rudi zachowywa si ostatnio zupenie normalnie. Nie widziaa go poprzedniego wieczora. Nigdy nie przypuszczaa (ani przez moment, powtarzaa to kilkakrotnie i z naciskiem), e ten Scherz jest bandyt. "I chyba mwi prawd" - pomyla inspektor-detektyw Craddock.

- 24 -

ROZDZIA PITY
PA
A BLACKLOCK I PA A BU ER

Dom panny Blacklock wyglda mniej wicej tak, jak wyobraa go sobie inspektor Craddock. Po schludnej niegdy rabacie chodziy kury i kaczki. Ostatnie marcinki stay w glorii jesiennych fioletw. Trawnik oraz cieki wiadczyy o zaniedbaniu. Detektyw podsumowa w myli wynik wstpnych obserwacji. Brak pienidzy na ogrodnika. Zamiowanie do kwiatw. Umiejtno dobrego planowania rabat i klombw. Dom wymaga odnowienia, jak obecnie niemal wszystkie domy. Oglnie biorc, przyjemna, skromna siedziba. Zatrzyma wz przed frontowymi drzwiami Little Paddocks i w teje chwili wyszed zza domu sierant Fletcher - mczyzna o wojskowej postawie, dorodny niczym gwardzista krlewski. - Aha. Pan tutaj, Fletcher. - Tak jest, panie inspektorze. - Co nowego? - Skoczylimy przetrzsa dom, panie inspektorze. Wyglda na to, ze Scherz nie pozostawi nigdzie odciskw palcw. Oczywicie by w rkawiczkach. Przy drzwiach frontowych i oknach nie stwierdzilimy ladw wamania. Scherz przyjecha z Medenham autobusem, ktry jest tutaj o szstej. Podobno boczne drzwi domu zostay zamknite na klucz o p godziny wczeniej. Musia chyba wej frontowymi drzwiami. Panna Blacklock podaje, e te drzwi rygluje si zazwyczaj dopiero na noc. Natomiast suca twierdzi, e tamtego popoudnia byy przez cay czas zaryglowane. Ale ona moe twierdzi wszystko. Strasznie nerwowa. Jaka uciekinierka z Europy rodkowej. - Trudno z ni idzie, co? - Tak jest, panie inspektorze - powiedzia sierant z przekonaniem. Craddock umiechn si. Fletcher kontynuowa meldunek: - Owietlenie elektryczne jest w porzdku. Wszdzie. Nie wiadomo jeszcze, jak Scherz manipulowa, by wiata zgasy. Wyczy tylko jeden obwd obejmujcy hol i salon. Ma si rozumie, teraz kinkiety i lampy stojce nie byyby na jednym przewodzie, ale tu instalacja jest starowiecka. Nie rozumiem, w jaki sposb Scherz mg dosta si do korkw, bo skrzynka z nimi jest w sionce przy pokoju kredensowym, musiaby przej przez kuchni i suca widziaaby go na pewno. - Jeeli, oczywicie, sama nie bya w zmowie - wtrci Craddock. - To moliwe. Obydwoje s cudzoziemcami i tej dziewczynie nie wierzybym ani troch. Ani troch, panie inspektorze! W oknie ssiadujcym z frontowymi drzwiami domu pojawia si para przeraonych, ogromnych czarnych oczu. Twarz, przylepiona do szyby, bya ledwie widoczna. Craddock zwrci uwag na te oczy. - To ona, co? - Tak jest, panie inspektorze. Twarz znikna. Craddock nacisn guzik dzwonka. Po dobrej chwili oczekiwania drzwi otworzya przystojna moda kobieta o kasztanowych wosach i znudzonym wyrazie twarzy. - Detektyw-inspektor Craddock. Zmierzya go chodnym spojrzeniem bardzo adnych piwnych oczu.

- 25 -

- Prosz - powiedziaa. - Panna Blacklock oczekuje pana. Inspektor zanotowa w pamici, e hol jest wski, dugi i wyposaony w zadziwiajc liczb drzwi. Moda kobieta otworzya jedne z nich po lewej stronie i powiedziaa: - Inspektor Craddock, ciociu Letty. Mitzi nie chciaa go wpuci. Teraz zamkna si w kuchni. Jczy i popakuje. Obawiam si, e nie bdzie dzi obiadu. Mitzi nie cierpi policji wyjania, zwracajc si do inspektora, po czym wysza z pokoju i zamkna za sob drzwi. Craddock postpi krok, by powita wacicielk Little Paddocks. Mia przed sob wysok, mniej wicej szedziesicioletni kobiet o wygldzie osoby energicznej i zaradnej. Jej szpakowate, falujce naturalnie wosy stanowiy adn opraw dla inteligentnej, stanowczej twarzy. Szare oczy patrzyy bystro, a wydatny podbrdek wiadczy o sile charakteru. Panna Blacklock miaa opatrunek na uchu, a ubrana bya w dobrze skrojony kostium i sweter. Z tym strojem kolidowa wiktoriaski naszyjnik z kamei - jedyny chyba akcent wiadczcy o sentymentalnym usposobieniu wacicielki. Obok niej siedziaa kobieta w tym samym mniej wicej wieku, z wyrazem podniecenia na okrgej twarzy i niedbale upitymi wosami, ktre wymykay si spod siatki. Craddock domyli si atwo, e jest to "Dora Bunner - dama do towarzystwa", z notatek posterunkowego Legga, ktry uzupeni informacj nieoficjaln uwag na marginesie: "Roztrzepana!" Panna Blacklock odezwaa si przyjemnym gosem osoby o nienagannej dykcji: - Dzie dobry, panie inspektorze. To moja przyjacika, panna Bunner, ktra pomaga mi w gospodarstwie. Zechce pan usi... Mog suy papierosem? - Dzikuj, prosz pani. Nie pal na subie. - Jaka szkoda! Craddock rozejrza si po typowo wiktoriaskim salonie, zoonym z dwu czci poczonych arkad. W wikszym pokoju dwa szerokie okna, w mniejszym jedno, wykuszowe. Krzesa... Kanapa... Na rodkowym stole duy wazon chryzantem... Drugi na jednym z okien... Wszystko to mie, wiee, bez pretensji do oryginalnoci. Jedyny dysonans stanowi bukiet zwidnitych fiokw w maym srebrnym wazonie, stojcym na stoliku obok arkady, w mniejszej czci pokoju. Inspektor nie wyobraa sobie, by panna Blacklock moga tolerowa zwidnite kwiaty, poczyta je wic za wskazwk, e w tym domu rozegrao si ostatnio co niezwykego. - Rozumiem prosz pani, e to si zdarzyo... w tym salonie? - powiedzia. - Tak. - A eby pan widzia ten salon wczoraj wieczorem! By w ruinie! - zawoaa panna Bunner. Przewrcono dwa stoliki, a jeden z nich mia nawet zaman nog! Wszyscy wpadali na siebie! A kto by tak nieuwany, e zapalonego papierosa pooy na jednym z najadniejszych mebli! Ludzie... zwaszcza modzi ludzie nic a nic nie troszcz si o takie rzeczy! Chwaa Bogu, nie stuko si nic z porcelany i... - Doro! - przerwaa pani domu agodnie, lecz stanowczo. - Takie drobiazgi moe s przykre, ale nie maj adnego znaczenia. Powinnymy raczej odpowiada na zadawane pytania. - Bardzo pani dzikuj. Wkrtce przejd do wydarze wczorajszego wieczoru. Przede wszystkim jednak chciabym usysze, kiedy widziaa pani po raz pierwszy denata. Czy Rudi Scherz by pani znany? - Rudi Scherz? Tak si nazywa? - zapytaa panna Backlock, jak gdyby troch zdziwiona. Zdawao mi si... Mniejsza zreszt o to. Pierwszy raz spotkaam go... zaraz... jakie trzy tygodnie temu. Wybraam si wtedy po zakupy do Medenham Wells. Jadam... Jadymy z pann Bunner obiad w hotelu Royal. Kiedy wychodziymy przez hol, usyszaam swoje nazwisko. Mody czowiek z recepcji powiedzia: "Panna Blacklock, o ile si nie myl?". Doda zaraz, e pewnie go nie pamitam, lecz jest synem waciciela Hotelu Alpejskiego w Montreux, gdzie podczas wojny blisko rok mieszkaam z siostr.

- 26 -

- Hotel Alpejski w Montreux - powtrzy i zanotowa Craddock. - Przypomniaa sobie pani tego modego czowieka? - Nie, panie inspektorze. Raczej jestem pewna, e nie widziaam go nigdy. Wszyscy chopcy z hotelowych recepcji s tak bardzo podobni do siebie. W Montreux spdzaymy czas mio, a waciciel Hotelu Alpejskiego traktowa nas wyjtkowo yczliwie. Wobec tego chciaam by uprzejma dla jego syna. Zapytaam, czy dobrze czuje si w Anglii. Powiedzia, e tak, i doda, e ojciec wyprawi go tutaj na praktyk w angielskim hotelu. Wszystko to wydao mi si zupenie naturalne. - Widziaa go pani pniej? - Tak... Po jakich dziesiciu dniach przyszed tu nieoczekiwanie. Byam zdziwiona, zaskoczona. Przeprosi za kopot, jaki sprawia, i powiedzia, e jestem jedyn znan mu w Anglii osob. A wic zwraca si do mnie, bo jego matka ciko zachorowaa i niezwocznie trzeba mu pienidzy na powrt do Szwajcarii. - Ale nie dosta nic od Letty! - zawoaa Dora Bunner. - Historyjka wygldaa bardzo mtnie - podchwycia ywo panna Blacklock. - Nie miaam ju wtpliwoci, e ten mody czowiek to podejrzany typ. Pienidze na powrt do Szwajcarii! Nonsens! Jego ojciec mg to zaatwi telegraficznie bez najmniejszego kopotu. Wszyscy hotelarze trzymaj ze sob. Przyszo mi na myl, e sprzeniewierzy jakie pienidze. Moe uzna mnie pan za osob bez serca - podja sucho po krtkiej pauzie - ale, widzi pan, przez dugie lata byam sekretark wielkiego finansisty, wic jestem uczulona na proby o wsparcie. Znam przerne bajki o trudnociach yciowych. Zdziwiam si tylko, e petent zrezygnowa tak atwo. Odszed zaraz, jak gdyby przewidywa, e nic nie wskra. - Czy teraz, po pniejszych wydarzeniach, nie sdzi pani, e Scherz przyszed pod pierwszym lepszym pretekstem, aby rozpozna teren? Panna Blacklock przytakna energicznym skinieniem gowy. - Oczywicie! Jestem dokadnie tego zdania. Kiedy odprowadzaam go do drzwi, interesowa si rozkadem domu. "Ma pani liczn jadalni" - powiedzia, gdy przechodzc zajrza do stoowego pokoju, ktry w rzeczywistoci jest ciemny i ciasny. Pniej wyprzedzi mnie i sam otworzy drzwi frontowe. Prawdopodobnie chcia obejrze zamek. Zreszt, jak jest tutaj w zwyczaju, drzwi zamykaam na klucz dopiero przed noc. Praktycznie biorc, wczeniej do domu moe wej kady. - A boczne drzwi? Podobno s tu boczne drzwi wiodce do ogrodu? - Tak. Tamtdy wyszam, eby zamkn kaczki. Wkrtce potem zaczli schodzi si gocie. - Byy zamknite na klucz, kiedy pani wychodzia? Panna Blacklock zmarszczya brwi. - Nie przypominam sobie... Chyba tak. Ale na pewno zamknam je, wracajc. - Kwadrans po szstej, prawda? - Co koo tego. - A drzwi od frontu? - Te zamykamy pniej. - Wic Rudi Scherz atwo mg wej tamtdy. Albo mg zakra si bocznymi drzwiami, w czasie gdy pani bya przy kaczkach. Uprzednio przeprowadzi rozpoznanie terenu i przy okazji obra sobie kryjwk w jakim schowku. Tak! To wszystko przedstawia si cakiem jasno. - Bardzo przepraszam - podchwycia panna Blacklock - lecz moim zdaniem nie wszystko jest takie jasne. Czemu, u licha, kto miaby robi tyle skomplikowanych przygotowa, eby urzdzi ten gupi niby-napad akurat tutaj? - Czy przechowuje pani w domu duo pienidzy? - Mam jakie pi funtw w szufladzie biurka i nie wicej ni dwa funty w portmonetce. - A biuteria?

- 27 -

- Par piercionkw, broszek i kamee, ktre teraz nosz. Przyzna pan chyba, inspektorze, e w caej tej historii nie wida sensu? - To nie by napad rabunkowy! - wybuchna znowu Dora Bunner. - Wci powtarzam, Letty, e w gr wchodzia zemsta. Zemsta! Nie daa mu pienidzy i dlatego dwa razy strzeli do ciebie. Z premedytacj. - Zatem przejdziemy teraz do wczorajszego wieczora - podj Craddock. - Co si dziao, prosz pani? - zwrci si do panny Blacklock. - Zechce pani opowiedzie wasnymi sowami wszystko, co zachowaa pani w pamici. - Zacz bi zegar... Ten na pce nad kominkiem - podja pani domu po krtkim namyle. Powiedziaam wtedy, o ile sobie przypominam, e jeeli rzeczywicie ma si co zacz, winno zdarzy si rycho. Wtedy wanie odezwa si zegar. W milczeniu suchalimy wszyscy. Wydzwoni dwa kwadranse i nagle zgasy wiata. - Ktre? - Kinkiety tutaj i w tamtej drugiej, mniejszej czci salonu. Lampa stojca na pododze i dwie mae lampki do czytania nie byy zapalone. - Czy kiedy wiata zgasy, zauwaya pani najpierw bysk, czy odgos? - Nie przypominam sobie. - Ja jestem pewna, e by bysk! - wtrcia panna Bunner. - Tak! Bysk i taki dziwny trzask. To bardzo niebezpieczne! - Co dalej, prosz pani? - zwrci si Craddock do wacicielki Little Paddocks. - Co dalej? Drzwi otworzyy si... - Ktre? W salonie jest ich dwoje. - Te, tutaj, inspektorze. Drugie w mniejszym pokoju s lepe. A wic drzwi otworzyy si i stan w nich mczyzna... Zamaskowany... Z rewolwerem w rku. Caa historia wygldaa na urojenie senne, lecz oczywicie byam wwczas przekonana, e to czyj niemdry dowcip. Mczyzna powiedzia... Zapomniaam, co powiedzia... - Rce do gry, bo strzelam - zasuflerowaa Dora Bunner dramatycznym tonem. - Co w tym rodzaju. - I wszyscy podnieli rce? - O tak! Wszyscy! Mylelimy, e jest to jeden z punktw zabawy - wykrzykna znw Dora Bunner. - Wszyscy podnielimy rce! - Ja nie - podchwycia cierpko panna Blacklock. - Pomylaam, e to idiotyczny pomys. Byam zirytowana. - Co dalej? - Olepio mnie wiato latarki skierowanej prosto w oczy. Pniej przeraziam si, gdy pocisk gwizdn mi koo ucha i uderzy w cian tu nad moj gow. Kto krzykn. Poczuam piekcy bl ucha i usyszaam drugi wystrza. - Przeraajce! - krzykna Dora Bunner. - A pniej? - Trudno mi powiedzie... Byam oszoomiona. Czarna posta odwrcia si raptownie i jak gdyby potkna. Hukn trzeci wystrza. Latarka zgasa. Wszyscy zaczli si szamota, wpada na siebie, krzycze. - A pani gdzie staa? - zapyta inspektor pann Blacklock. - Staa tam! Przy stoliku! - zawoaa panna Bunner. - Trzymaa w rku wazonik z fiokami. - Tu staam - podchwycia panna Blacklock, zbliywszy si do stolika przy arkadzie czcej dwie czci salonu. - W rku trzymaam nie wazonik, lecz szkatuk z papierosami. Inspektor Craddock obejrza cian w tym miejscu. Dwa otwory po pociskach byy wyranie widoczne. Same pociski wydobyto, by je porwna z kulami wystrzelonymi z rewolweru.

- 28 -

- O wos unikna pani mierci - zwrci si pgosem do pani domu. - On chcia j zabi! Z premedytacj! Sama widziaam. Najpierw omit wszystkich smug wiata, a jak zobaczy Letty, smuga znieruchomiaa i pady strzay. On chcia zabi ciebie, Letty! - Kochana Doro! Wbia sobie do gowy to wszystko, bo nieustannie mylisz o tej caej historii. - On chcia ci zabi - powtrzya z uporem. - Do ciebie mierzy, a jak spudowa, sam si zastrzeli. Tak byo. Jestem pewna! - Nigdy nie uwierz, e si z rozmysem zastrzeli - powiedziaa panna Blacklock - Nie sprawia wraenia czowieka takiego pokroju. - Wspomniaa pani - zwrci si do niej inspektor - e do momentu kiedy rozlegy si strzay, sdzia pani, e to czyj niemdry dowcip. - Ma si rozumie. C innego mogam sdzi? - A kogo podejrzewaa pani o autorstwo? - Z pocztku mylaa, e to Patryk - zasuflerowaa raz jeszcze Dora Bunner. - Patryk? - zapyta detektyw. - Mj krewny, Patryk Simmons - odpowiedziaa pani domu, wyranie niezadowolona z przyjaciki. - Kiedy przeczytaam ogoszenie, przyszo mi na myl, e mog to by arty. Ale Patryk zaprzeczy stanowczo. - No i bya zaniepokojona, Letty. Nie przecz! Bya zaniepokojona, jakkolwiek udawaa, e wszystko w porzdku. I niepokoia si susznie! "Morderstwo odbdzie si...", tak byo w ogoszeniu. I rzeczywicie! Miao zdarzy si morderstwo. Byoby po tobie, gdyby nie spudowa. A co staoby si wtedy z nami wszystkimi? Dora Bunner mocno dygotaa. Twarz miaa wykrzywion i zdawao si, e lada chwila wybuchnie paczem. Przyjacika pogaskaa j po ramieniu. - Doro, kochana Doro! Nie denerwuj si, prosz. Ju wszystko dobrze. Przeyymy straszne rzeczy, ale to mino. Przez wzgld na mnie - zmienia ton - musisz wzi si w gar, Doro. Tylko na ciebie licz w naszych gospodarskich kopotach. Czy to nie dzi przyjad z pralni? - Mj Boe! W sam por przypomniaa mi, Letty! Ciekawa rzecz, czy zwrc brakujc powoczk. Musz wpisa notatk o tym do ksiki. Ju lec, moja droga! Trzeba si tym zaj. - I zabierz te fioki - powiedziaa panna Blacklock. - Nie cierpi zwidych kwiatw. - Jaka szkoda! Wczoraj zerwaam wieutekie. Takie nietrwae kwiatki... Mj Boe! Na pewno zapomniaam nala im wody. Ta moja gowa! Zawsze o wszystkim zapominam. No, lec ju zaj si bielizn. Ci z pralni mog nadjecha w kadej chwili - zakoczya Dora Bunner i, kontenta ju z ycia i siebie, szybko opucia pokj. - Biedna Dora jest sabego zdrowia i nie powinna si denerwowa - westchna panna Blacklock. - Ma pan jeszcze pytania, inspektorze? - Tak. Chciabym usysze, jakich ma pani domownikw, i dowiedzie si czego o nich. - Rozumiem. Oprcz mnie i Dory Bunner mieszka tu dwoje moich modszych krewnych, Julia i Patryk Simmonsowie. - Siostrzeniec i siostrzenica? - Nie. Nazywaj mnie cioci Letty, ale to dalecy krewni. Dzieci mojej kuzynki. - Od dawna s u pani? - Nie. Od dwu miesicy. Przed wojn mieszkali w poudniowej Francji. Pniej Patryk zacign si do marynarki wojennej, a Julia, o ile mi wiadomo, pracowaa w biurze jednego z ministerstw. Mieszkaa wtedy w Llandudno. Po wojnie ich matka napisaa do mnie, pytajc, czy mogliby przyjecha tutaj w charakterze patnych goci. Obecnie Julia odbywa praktyk aptekarsk w szpitalu miejskim w Milchester, a jej brat studiuje inynieri na tamtejszym uniwersytecie. Jak panu wiadomo, do Milchester jedzie si autobusem tylko pidziesit

- 29 -

minut, a ja jestem zadowolona, e mam ich tutaj. Dom jest dla mnie stanowczo za duy. Pac mi co za mieszkanie i wyywienie i chyba wszystkim nam z tym dobrze - umiechna si przyjemnie. - Lubi mie modzie w domu. - Syszaem, e trzeci mod osob w pani domu jest pani Haymes. To si zgadza? - Tak. Filipa Haymes pracuje jako pomocnica ogrodnika w Dayas Hall, posiadoci pani Lucas. Domek odwiernego zajmuje tam stary ogrodnik z on, wic pani Lucas prosia mnie o pokj dla Filipy w Little Paddock. To bardzo sympatyczna moda osoba. Jej m poleg we Woszech, a omioletni synek jest w szkole z internatem i, za moj zgod, spdza tu wakacje i wita. - A suba, prosz pani? - Ogrodnik przychodzi we wtorki i pitki. Sprztaczka, zamieszkaa w tej osadzie, pani Huggins, pracuje tutaj pi razy w tygodniu przed poudniem. Na stae mam do pomocy w kuchni cudzoziemk o nazwisku niemoliwym do wymwienia. To uciekinierka z Europy rodkowej. Sdz, e Mitzi nastrczy panu sporo kopotu. Biedaczka cierpi na co w rodzaju manii przeladowczej. Craddock ze zrozumieniem skin gow. Przypomnia sobie nieocenione informacje posterunkowego Legga, ktry nazwisko Dory Bunner opatrzy uwag "Roztrzepana", pann Blacklock scharakteryzowa zwrotem "Na poziomie", a personalia Mitzi uzupeni jednym sowem: "Kamie". - Niech pan nie uprzedza si, inspektorze, do niej tylko dlatego, e biedaczka kamie powiedziaa wacicielka Little Paddocks, zupenie jak gdyby czytaa w mylach detektywa. Myl, e jak to si czsto zdarza, w kadym kamstwie kryje si odrobina prawdy. Z pewnoci jej opowieci o rozmaitych okruciestwach urastay z biegiem czasu i biedna Mitzi przypisuje teraz sobie i swojej rodzinie wszystko, o czym czytaa lub syszaa. Niewtpliwie jednak przeya wiele i przynajmniej jedna bliska jej osoba zostaa zabita w jej obecnoci. Zapewne liczni uchodcy z kontynentu sdz... najprawdopodobniej susznie... e tym wicej zyskaj naszej sympatii, im sroej byli przeladowani. Otwarcie mwic - cigna panna Blacklock - Mitzi jest nieznona. Drani i denerwuje nas wszystkich. Opryskliwa, skora do podejrze, wci uraona i patrzy tylko, kto i jak jej ubliy. Ale al mi jej mimo wszystko. Mitzi, jeeli chce, gotuje znakomicie - zakoczya z umiechem. - Sprbuj, prosz pani, moliwie najmniej j mczy - powiedzia Craddock uspokajajcym tonem. - Czy to panna Julia Simmons otworzya drzwi, kiedy tu przyszedem? - Tak. Chce pan z ni teraz mwi? Patryka nie ma w domu. Filip Haymes zastanie pan w Dayas Hali. - Bardzo dzikuj. Chtnie pomwi teraz z pann Simmons, jeeli pani pozwoli.

- 30 -

ROZDZIA SZSTY
JULIA, MITZI I PATRYK
1 Kiedy Julia wesza do salonu i usiada na tym samym krzele, na ktrym siedziaa przed chwil Letycja Blacklock, Craddock stwierdzi, e jej chodne opanowanie dziwnie go drani. Spojrzeniem przylgna do jego twarzy. Oczekiwaa pyta. Panna Blacklock wycofaa si taktownie. - Zechce pani opowiedzie mi o wczorajszym wieczorze? - Pnym wieczorem zasnlimy wszyscy kamiennym snem - odpowiedziaa. - Zapewne bya to reakcja. - Chodzi mi o wczeniejszy wieczr, od szstej. - Aha, rozumiem. Po szstej przyszo wiele nudnych osb... - A mianowicie? - przerwa. Rzucia mu znw pogodne spojrzenie. - To pan ju wie, prawda? - Pozwoli pani, e ja bd zadawa pytania? - umiechn si Craddock. - Przepraszam... Powtarzanie nudzi mnie okropnie. Pana wida nie nudzi... Ot przyszli pukownik Easterbrook z on, panna Hinchliffe i panna Murgatroyd, pani Swettenham z synem Edmundem i pani Harmon, ona proboszcza. Przychodzili w takim wanie porzdku. Moe yczy pan sobie wiedzie, co mwili? Wszyscy powtarzali jedno i to samo. "O! Centralne ogrzewanie dziaa!" i "Przeliczne chryzantemy!" Craddock przygryz wargi. Dziewczyna miaa talent naladowczy. - Wyjtek stanowia pani Harmon. Urocza babka! Przybiega w kapeluszu na bakier, z rozwizanymi sznurowadami i prosto z mostu zapytaa, kiedy zacznie si morderstwo. Ma si rozumie, speszya cae towarzystwo, bo inni udawali, e wstpili przy jakiej tam okazji. Ciocia Letty odpowiedziaa na swj oschy sposb, e zapewne wkrtce. Zegar pocz dzwoni, a jak skoczy, zgaso wiato, drzwi otworzyy si raptownie i posta w masce zawoaa: "Rce do gry!" czy co w podobnym sensie. Przypominao to kiepski film i, sowo daj, byo mieszne. Pniej hukny dwa strzay, wymierzone w cioci Letty, i historia przestaa by mieszna. - Gdzie znajdoway si poszczeglne osoby, kiedy to nastpio? - Kiedy zgaso wiato? C, stali tu i wdzie. Pani Harmon siedziaa na kanapie. Hinch... to znaczy panna Hinchliffe, zaja godne jej, mskie miejsce przed kominkiem. - Wszyscy byli w tej czci pokoju czy te w drugiej, mniejszej? - Gwnie w tej, jak mi si zdaje. Za arkad by Patryk, bo zamierza poda kseres. Sdz, e pukownik Easterbrook poszed za nim, ale nie jestem pewna. Inni, jak powiedziaam ju, stali tu i wdzie. - A pani? - O ile przypominam sobie, byam tu, przy oknie. Ciocia Letty sigaa po papierosy. - Staa przy stoliku koo arkady? - Tak... Nagle wiato zgaso i rozpocz si kiepski film. - Napastnik mia siln latark. Co z ni robi? - wieci nam prosto w twarze. A oczy bolay. - Teraz, prosz pani, zaley mi na bardzo dokadnej odpowiedzi. Czy ten czowiek wieci latark w jedno miejsce, czy te przesuwa smug wiata?

- 31 -

Julia zastanawiaa si przez chwil. Niewtpliwie nie bya ju teraz tak obojtna i znudzona. - Nie, nie owietla jednego miejsca. Porusza ni, tak e wiato przesuwao si po wszystkich, jak na dancingu. No i pady strzay. Dwa strzay. - Co dalej? - Napastnik szybko si odwrci, Mitzi zacza gdzie rycze jak syrena alarmowa. Latarka zgasa i usyszaam jeden strza. Wtedy drzwi zamkny si wolno, z nieprzyjemnym zgrzytem. Znowu znalelimy si w ciemnociach i nikt nie wiedzia, co robi. Biedna Bunny beczaa jak ranny krlik, a od strony holu dobiegay wrzaski Mitzi. - Czy, pani zdaniem, ten Scherz popeni samobjstwo, czy te potkn si i rewolwer sam wypali? - Nie mam pojcia. Wszystko wygldao cakiem teatralnie. Szczerze mwic, mylaam, e to gupi dowcip, pki nie zobaczyam krwi ciekncej z ucha Letty. Bo gdyby kto dla artu wystrzeli z rewolweru, aby caej hecy nada bardziej realny charakter, mierzyby przecie w gr, nad gowami, prawda? - Niewtpliwie. Czy, pani zdaniem, Scherz mg widzie, do kogo mierzy? Czy sylwetka panny Blacklock rysowaa si wyranie w smudze wiata? - Nie wiem. Patrzyam na napastnika, nie na ni. - Chodzi mi o to, czy sdzi pani, e ten czowiek rozmylnie i celowo strzela do panny Blacklock? - Do Letty? - Julia bya jak gdyby zdziwiona. - Nie... Nie zdaje mi si. Gdyby chcia j zastrzeli, mg znale sto bardziej dogodnych sposobnoci. W jakim celu gromadziby znajomych i ssiadw, by tym sposobem utrudni sobie zadanie? Kadego dnia mgby na stary, wyprbowany sposb odda strza zza ywopotu i najprawdopodobniej uj cao. "Oto wyczerpujca odpowied na gadanin Dory Bunner o zamachu na ycie panny Blacklock" - pomyla Craddock. - Bardzo pani dzikuj - powiedzia z westchnieniem. - Teraz chciabym porozmawia z Mitzi. - Prosz uwaa, eby nie wydrapaa panu oczu - przestrzega go Julia. - To dzika kocica!

2 Craddock wraz z Fletcherem udali si do Mitzi do kuchni. Gdy weszli, bya zajta wakowaniem ciasta. Spojrzaa na Craddocka bardzo podejrzliwie. Min miaa ponur, czarne wosy spaday jej na oczy, a purpurowa bluzka i jaskrawozielona spdnica nie pasoway do jej ziemistej cery. - Po co tu w mojej kuchni, panie policjancie? Jestecie z policji, no nie? Wszdzie przeladujecie ludzi. Zawsze! Ha! Powinnam do tego przywykn. Mwi, e w Anglii jest inaczej. Gdzie tam! Cakiem tak samo! Pan przyszed, eby mnie torturowa, wymusza zeznania, no nie? Nic z tego! Ja nic nie powiem. Bdzie mi pan wyrywa paznokcie, co? I przykada do skry ponce zapaki. I jeszcze gorzej, no nie? Ale ja nic nie powiem. Syszy pan? Nic! Absolutnie! A pan wyle mnie do obozu koncentracyjnego, co? Mniejsza o to! Craddock przypatrywa si jej z uwag. Obmyla najbardziej skuteczn metod ataku. - W porzdku. Prosz ubra si w paszcz i kapelusz. - Co takiego? - zapytaa zdziwiona. - Prosz wzi paszcz i kapelusz. Pjdzie pani z nami. Nie mam przy sobie aparatu do wyrywania paznokci ani torby z podobnymi przyrzdami. Takie rzeczy trzymamy na posterunku. Fletcher! Ma pan przy sobie kajdanki? - Tak jest, panie inspektorze! - odrzek Fletcher z uznaniem. - Ja nie pjd! - krzykna Mitzi, cofajc si szybko. - Nie chc!

- 32 -

- W takim razie prosz odpowiada uprzejmie na uprzejme pytania. yczy sobie pani, by obecny by adwokat? - Prawnik? Nie! Nie wierz prawnikom. Odoya waek do ciasta, wytara rce cierk i usiada. - Co pan chce wiedzie? - zapytaa pospnie. - Chc usysze od pani, co dziao si wczoraj wieczorem. - Dobrze pan wie, co si dziao. - Ale chodzi mi o pani relacj. - Chciaam odej. Ona powiedziaa panu, e chciaam odej? Jak w gazecie przeczytaam o morderstwie, zaraz chciaam odej. Nie pucia mnie. Jest niedobra, bez litoci. Kazaa mi zosta. Ale wiedziaam, co si stanie. Dobrze wiedziaam, e mnie zamorduj. - Ale nie zamordowali, prawda? - Prawda - przyznaa niechtnie. - Sucham. Jak to wszystko wygldao? - Byam zdenerwowana. Tak! Byam strasznie zdenerwowana. Przez cay wieczr. Syszaam haasy, jak gdyby kto chodzi po domu. Raz zdawao mi si, e zakrad si do holu, ale bya to tylko ta pani Haymes. Wrcia z pracy drzwiami od ogrodu. Czsto tamtdy wraca, bo, jak powiada, nie chce zadeptywa frontowych schodw i ganku. Wanie! Duo to tak obchodzi! To hitlerwka, no nie? Ma takie jasne wosy i niebieskie oczy, a na mnie patrzy z gry, jak na jaki mie. No i... - Zostawmy w spokoju pani Haymes. - No i co sobie taka myli? e jest kim? Czy tak jak ja ma za sob kosztowne studia uniwersyteckie? Czy ma stopie naukowy z ekonomii? Nie! Jest pomocnic ogrodnika. Kopie, strzye traw i za to dostaje ile tam kadej soboty. Czemu udaje dam? Kim niby jest? - Zostawmy w spokoju pani Haymes. Sucham dalej. - Do salonu zaniosam kseres, kieliszki i ciasteczka, co je sama upiekam. Pniej zabrzcza dzwonek, wic poszam otworzy. Otwieraam drzwi raz po raz. To poniajce zajcie, ale trudno. Pniej wrciam do pokoju kredensowego i zaczam czyci srebro. Mylaam nawet, e to si dobrze skada, bo jak kto przyjdzie, eby mnie zabi, bd miaa pod rk taki duy n do krajania misa. Bardzo ostry! - Jest pani przewidujca - wtrci inspektor. - Pniej usyszaam strzay. Pomylaam: "Stao si! Zaatwione!". No i wbiegam do pokoju stoowego, nasuchiwaam przez chwil. Pniej by jeszcze jeden strza i oskot... Jakby upado w holu co cikiego. Nacisnam klamk, ale drzwi nie chciay si otworzy. Byy zamknite z tamtej strony. Ja te byam zamknita. Jak szczur w puapce. Oszalaam ze strachu. Krzyczaam i krzyczaam, i tukam w drzwi piciami. Nareszcie, prosz pana, kto obrci klucz w zamku i mnie wypuci. Wtedy przyniosam wiece. Duo wiec. Bardzo duo. I zapalio si znw wiato. I zobaczyam krew. Krew! Ach, Gott in Himmel! Zobaczyam krew! Nie pierwszy raz! Mj may braciszek... Zabili go na moich oczach! Widziaam krew na ulicy... ludzi rannych... umierajcych... Widziaam... - Rozumiem. Bardzo pani dzikuj. - A teraz - podja tragicznie Mitzi - moecie aresztowa mnie, zabra do wizienia. - Nie dzisiaj, prosz pani - umiechn si inspektor.

3 Craddock z Fletcherem minli hol, podeszli do frontowych drzwi domu i omal nie zderzyli si z wysokim, przystojnym modym mczyzn, ktry wanie wchodzi.

- 33 -

- apsy, jak pragn zdrowia! - zawoa. - Pan Patryk Simmons? - Zgadza si, inspektorze. Pan jest inspektorem, prawda? A paski towarzysz to sierant? - Odgad pan trafnie. Mgbym zamieni z panem kilka sw? - Jestem niewinny, inspektorze! Przysigam! - Prosz nie dowcipkowa, panie Simmons. Pozostao mi do przesuchania sporo osb, wolabym zatem nie marnowa czasu. Co to za pokj? Moglibymy z niego skorzysta? - Nazywa si pracownia, chocia nikt w nim nie pracuje. - Syszaem, e jest pan studentem - zacz Craddock. - Tak. Ale dzi nie mogem skoncentrowa si na matematyce, wic wrciem do domu. Craddock zada formalne pytania o imi i nazwisko, wiek i stosunek do suby wojskowej. - A teraz, prosz pana, zechce pan opowiedzie, jak wyglda wczorajszy wieczr. - Zabilimy tucznego cielca, inspektorze. To znaczy, Mitzi specjalnie upieka smakowite ciasteczka, ciocia Letty odkorkowaa wie butelk kseresu... - wie? Wic bya inna? - Tak. Tylko poowa. Ale czemu nie spodobaa si cioci. - Czy panna Blacklock bya wtedy zaniepokojona? - Nie... Nie sdz, inspektorze. To osoba niezwykle zrwnowaona. Niespokojna bya stara Bunny. Przeja si ogoszeniem i od rana prorokowaa katastrof. - Baa si? - Niewtpliwie! I strach smakowaa z gustem. - Potraktowaa serio to ogoszenie? - Tak. Przerazio j miertelnie. - Syszaem, e panna Blacklock po przeczytaniu ogoszenia, o ktrym mowa, podejrzewaa zrazu, e to paska sprawka. Dlaczego tak sdzia? - Dlaczego? Bo w tym domu ja zawsze bywam winien wszystkiemu! - Ale pan nie mia z tym nic wsplnego? - Ja? Absolutnie nic. - A ten Rudi Scherz. Widzia go pan kiedy? Rozmawia z nim? - Nigdy w yciu. - Ale to art w pana stylu, prawda? - Skd pan wie? Moe dlatego, e raz woyem ciasto z jabkami do ka panny Bunny, no i przysaem Mitzi kartk pocztow z wiadomoci, e gestapo jest na jej tropie? - Zechce pan opowiedzie o wczorajszych wydarzeniach. - Akurat wyszedem do najmniejszego salonu po tac z poczstunkiem i wtedy... Stoliczku, nakryj si! Wtedy zgasy wiata. Odwrciem si szybko i zobaczyem w drzwiach faceta, ktry powiedzia gono: "Rce do gry!". Wic wszyscy przestraszyli si i zaczli krzycze. Zastanawiaem si wanie, czy zdoam go obezwadni, gdy facet zacz strzela z rewolweru i gruchn na podog, a jego latarka zgasa. Zrobio si ciemno i pukownik Easterbrook zacz komenderowa w naprawd koszarowym stylu. "wiato!" - woa i dopytywa si, czy moja zapalniczka dziaa. Nie dziaaa. Nie dziaaa jak zawsze. To diabelski wynalazek! - Sdzi pan, e napastnik mierzy z rozmysem do panny Blacklock? - Czy ja wiem? Powiedziabym raczej, e dla kawau strzela na chybi trafi. Moe pniej uprzytomni Sobie, e posun si za daleko. - I zastrzeli si? - By moe. Kiedy zobaczyem jego twarz, pomylaem, e facet wyglda na drobnego zodziejaszka, wic atwo mg straci gow. - Na pewno nigdy wczeniej pan go nie widzia? - Nigdy. Z ca pewnoci.

- 34 -

- Bardzo dzikuj. Teraz chciabym pomwi ze wszystkimi osobami, ktre byy tu wczoraj wieczorem. Jaka kolejno byaby najdogodniejsza? - Aha... Nasza Filipa... to znaczy pani Haymes... pracuje w Dayas Hali, prawie naprzeciwko tego domu. Potem najbliej bdzie do Swettenhamw. Kady wskae panu drog.

- 35 -

ROZDZIA SIDMY
AOCZ I WIADKOWIE

1 Posiado Dayas Hall ucierpiaa powanie w latach wojny. To nie budzio wtpliwoci. Perz zarasta to, co musiao niegdy by szparagarni. Krzyownica, powj oraz inne chwasty ogrodowe pieniy si bujnie. Jedynie cz ogrodu warzywnego bya utrzymywana w porzdku i tam wanie Craddock zasta starego mczyzn o zgorzkniaej minie, ktry wsparty na szpadlu sta pogrony w mylach. - Aha! Szuka pan pani Haymes, co? Nie wiem, gdzie j mona znale. Ona robi tylko to, co sama zechce. Aha! Tylko to, prosz pana! Nie chce nikogo sucha. A mgbym duo j nauczy. Co z tego? Dzisiejsze mode panie s samowolne, no nie? Myl, e wszystkie rozumy pozjaday, bo poprzebieray si w portki i umiej prowadzi cignik. Tu trzeba fachowej ogrodniczej roboty, a tego dzisiaj nikt nie uczy. Aha! Trzeba fachowej ogrodniczej roboty! - Rzeczywicie. Na to wyglda - przyzna Craddock. Starowina potraktowa te sowa jako przytyk. - Co ja, prosz pana, mog zrobi sam w takim duym ogrodzie? Dawniej pracowao tu trzech mczyzn i jeden chopiec. I tylu potrzeba, no nie? Mao kto potrafiby sam zrobi tyle, ile ja robi. Czasem pracuj do smej wieczr, prosz pana! Do smej! - Przy jakim wietle? Lampy naftowej? - Ma si rozumie, nie mwi o tej porze roku. Ma si rozumie! Mwi o letnich wieczorach. - Rozumiem. Pjd teraz poszuka pani Haymes - powiedzia inspektor. Stary zaciekawi si. - Na co ona panu? Pan z policji, h? Co z ni nie w porzdku? A moe chodzi o to, co byo w Little Paddocks? Podobno zamaskowani bandyci wdarli si i rewolwerem sterroryzowali pokj peen ludzi. Takie rzeczy nie trafiay si przed wojn. Nigdy! Teraz dezerterzy wcz si po caym kraju. Czemu nie bior si za niech wadze wojskowe? - Tego nie wiem - odrzek Craddock. - Myl, e duo si tu mwi o tym napadzie. Prawda? - Pewno, e prawda! Bo co to si teraz wyrabia! Ned Barker powiada, e jest tyle za z cigego chodzenia do kina. A znw Tom Riley, e pta si za duo cudzoziemcw. I na pewno, powiada, w zmowie bya ta, co jest za kuchark u panny Blacklock, okropna sekutnica. To anarchistka, powiada, moe jeszcze gorzej. Takich nam tu nie trzeba. Znowu Marlena, bufetowa z baru, mwi, e w domu panny Blacklock byo na pewno co cennego. Chocia wcale na to nie wyglda, bo, mwi Marlena, panna Blacklock chodzi zawsze marnie ubrana i tylko nosi na szyi swoje due faszywe pery. Ale, powiada, jakby byy prawdziwe! Znw Flora, crka starej Bellamy, powiada, e to gupie gadanie, bo taka biuteria nazywa si teatralna. Nieprawda! Moja stara bya za pokojow u jednej wielkiej pani, wic wie, jak to si nazywa. Tak czy inaczej, zawsze to szko i tyle! Co podobnego nosi te moda panna Simmons. Zote licie bluszczu, pieski, takie rzeczy. Ha! Rzadko si teraz widzi prawdziwe zoto. Nawet obrczki lubne robi z jakiej tam platyny! Nieeleganckie to, kosztuje Bg wie ile! Stary Ashe urwa, by nabra tchu, i dalej mwi swoje:

- 36 -

- Panna Blacklock nie trzyma w domu wikszych pienidzy. Jim Huggins powiada, e wie na pewno. Musi wiedzie, no nie? Jego ona chodzi na posugi do Little Paddocks, a ona wszystko spenetruje. Baba ma dobre oko, rozumie pan? I wszdzie nos wetknie. - Czy Huggins mwi, co jego ona myli o tym wszystkim? - A mwi! Wiadomo! Ona myli, e w zmowie bya ta Mitzi. Straszna z niej sekutnica. I jakie przybiera tony! Jednego dnia w oczy nazwaa pani Huggins wyrobnic! Craddock milcza przez chwil. Porzdkowa w mylach wynurzenia starego ogrodnika. Daway mu obraz pogldw prostych ludzi z Chipping Cleghorn, nie sdzi jednak, by mogy wnie co konkretnego do ledztwa. Odwrci si i ruszy z miejsca, a stary zawoa w lad za nim. - Pewno znajdzie pan j przy jabonkach. Jest modsza ode mnie. atwiej jej zdejmowa owoc z drzewa. Rzeczywicie, Craddock znalaz Filip Haymes przy jabonkach. Najpierw zobaczy par smukych ng ubranych w spodnie zsuwajc si zrcznie po pniu drzewa. Chwil pniej staa przed nim Filipa o zarowionej twarzy i jasnych wosach potarganych przez gazie. "Dobra byaby z niej Rozalinda" - pomyla zrazu inspektor, ktry by wielbicielem Szekspira i z powodzeniem gra rol melancholijnego Jakuba w "Jak wam si podoba", gdy teatr amatorski wystawia t sztuk na rzecz Domu dla Sierot po Funkcjonariuszach Policji. Niebawem jednak zmieni zdanie. Filipa - zbyt sztywna na Rozalind - cho bya bardzo angielska w swojej jasnowosej urodzie i biernoci, ale angielska w stylu dwudziestego raczej ni szesnastego wieku. Dobrze wychowana, opanowana Angielka, bez ladu swawolnoci. - Dzie dobry pani i przepraszam za najcie. Inspektor-detektyw Craddock z policji hrabstwa Middle. Chciabym zamieni z pani kilka sw. - Na temat wczorajszego wieczoru? - Tak. - To dugo potrwa? Moe... Niepewnie rozejrzaa si dokoa. Inspektor wskaza lecy opodal pie drzewa. - Tam rozmowa bdzie miaa nieoficjalny charakter - umiechn si. - No i oderw pani od pracy, ale tylko na tak dugo, jak si to okae konieczne. - Bardzo dzikuj. - Chodzi o formalne dane do protokou. Wczoraj wieczorem wrcia pani std do domu. O ktrej? - Jakie dwadziecia po pitej. Zostaam o te dwadziecia minut duej, poniewa musiaam skoczy podlewanie w cieplarni. - Ktrymi drzwiami pani wesza? - Bocznymi. Jest krtsza droga obok kurnika. Nie trzeba wtedy okra domu, no i nie lubi zadeptywa ganku od frontu. Czasami bywam strasznie ubocona. - Zawsze wchodzi para do domu tamtdy? - Tak. - Drzwi nie byy zamknite na klucz? - Nie byy. Latem s przewanie szeroko otwarte. O tej porze roku zamyka si je, ale nie na klucz. Czsto z nich wszyscy korzystamy. Wczoraj wieczorem ja przekrciam klucz w zamku. - Zawsze pani to robi? - Mniej wicej od tygodnia, tak. O szstej ju si ciemnia. Panna Blacklock czsto zamyka wieczorem kaczki albo kury. Ale przewanie korzysta z drzwi kuchennych. - Jest pani pewna, e wczoraj wieczorem zamkna pani na klucz boczne drzwi? - Tak, jestem pewna. - A w domu co pani robia?

- 37 -

- Zrzuciam ubocone buty, poszam na pitro, wykpaam si i przebraam. Kiedy wrciam na d, spostrzegam, e szykuje si przyjcie. Nic oczywicie nie wiedziaam o tym niemdrym ogoszeniu. - Zechce teraz pani opisa przebieg napadu? - Nagle zgaso wiato... - Gdzie pani wtedy bya? - Przy kominku. Szukaam zapalniczki, bo zdawao mi si, e pooyam j tam na pce. Wic wiato zgaso i wszyscy zaczli si mia, co mwi. Raptem drzwi otwary si z haasem. Jaki czowiek owietli nas latark, po czym zacz wywija rewolwerem i kaza nam podnie rce. - Posuchaa go pani? - Nie. Mylaam, e to tylko arty, poza tym byam zmczona. Uwaaam, e zabawa uda si i bez mojego udziau. - Innymi sowy nudzio to pani, prawda? - Raczej tak. Pniej wystrzeli rewolwer. Huk by oguszajcy i rzeczywicie mnie wystraszy. Latarka zakrelia uk w powietrzu, upada, zgasa. Wtedy Mitzi zacza wrzeszcze. Kwiczaa jak zarzynane prosi. - Czy blask latarki wyda si pani olepiajcy? - Niespecjalnie. Ale to by silny reflektor. Przez moment owietla pann Bunner. Wygldaa jak upir: trupio blada z rozdziawionymi ustami i oczyma wysadzonymi z orbit. - Napastnik porusza latark? - O tak! Wodzi smug wiata po caym pokoju. - Jak gdyby kogo szuka? - Nie powiedziaabym. Raczej tak sobie, na chybi trafi. - Co dalej, prosz pani? Filipa zmarszczya brwi. - Zrobi si straszny zamt. Edmund Swettenham i Patryk Simmons zapalili zapalniczki i wyszli z holu, a my wszyscy popieszylimy za nimi. Kto otworzy drzwi jadalni... Tam byo widno, Edmund Swettenham uderzy w twarz Mitzi i przerwa jej histeryczne krzyki. Wtedy poczulimy si troch lepiej. - Widziaa pani zwoki tego czowieka? - Tak. - Znaa go pani? Widziaa kiedykolwiek? - Nigdy. - Jak pani sdzi? Czy to by przypadek, czy Rudi Scherz zastrzeli si wiadomie? - Nie mam pojcia, panie inspektorze. - Nie widziaa go pani, kiedy uprzednio przyszed do Little Paddocks? - Nie. Podobno przyszed okoo poudnia. O tej porze nie bywam w domu. Pracuj nieomal cay dzie. - Dzikuj pani... Aha! Jeszcze jedno. Ma pani cenn biuteri, piercionki, bransolety, co takiego? Zaprzeczya poruszeniem gowy. - Piercionek zarczynowy... dwie broszki... - I o ile pani wiadomo, nikt nie przechowuje w domu rzeczy szczeglnie wartociowych? - Nie... Jest tam troch adnego srebra, ale to nic szczeglnie wartociowego. - Jeszcze raz bardzo dzikuj.

- 38 -

2 W powrotnej drodze przez ogrd warzywny Craddock spotka postawn dam o rumianej twarzy, mocno cinit gorsetem. - Dzie dobry! - zagadna go wojowniczym tonem. - Co pan tu robi? - Pani Lucas, prawda? Jestem inspektor-detektyw Craddock. - Aha, to pan. Przepraszam. Nie znosz intruzw, ktrzy wchodz tu i zajmuj czas moim ogrodnikom. Rozumiem jednak, e pan peni obowizki subowe. - Tak, prosz pani. - Wolno zapyta, czy policja przewiduje dalsze napady, takie jak ten u panny Blacklock? Czy dziaa jaki gang? - Nie, prosz pani. Jestemy przekonani, e napad nie by robot gangu. - Okropnie duo teraz rabunkw. Policja robi si opieszaa - podja dama, a e Craddock milcza, dodaa po pauzie: - Rozmawia pan z Filipa Haymes, prawda? - Potrzebne mi s jej zeznania jako naocznego wiadka. - A nie mg pan zaczeka do pierwszej? Ostatecznie przyzwoicie byoby rozmawia z Filipa, jak ma przerw, nie w godzinach, za ktre ja pac. - Spiesz si, prosz pani, do komendy policji. - Wanie... Trudno wymaga dzi ludzkich wzgldw, a take rzetelnego dnia pracy. Przychodzi si pno, marudzi przez p godziny. Pniej o dziesitej przerwa na herbat, no i koniec z robot, gdy deszcz zaczyna kropi. Jak trzeba strzyc trawnik, kosiarka z reguy szwankuje. A do domu wychodzi si pi albo dziesi minut przed czasem. - Syszaem, e pani Haymes zakoczya wczoraj prac dwadziecia po pitej, zamiast punktualnie o pitej. - Tak, tak... To prawda. Pani Haymes, eby jej odda sprawiedliwo, jest na og pilna, chocia zdarza si czasami, e wychodz do ogrodu i nigdzie nie mog jej znale. Jest osob z towarzystwa, inspektorze, i oczywicie wszyscy czujemy si w obowizku, aby pomaga tym biednym modym wdowom wojennym. Ale niekiedy bywa to bardzo niedogodne. Wakacje szkolne trwaj dugo, a zgodnie z umow pani Haymes wykorzystuje wtedy urlop. Wci jej tumacz, e obecnie istniej doskonale prowadzone obozy, na ktrych dzieciom jest duo lepiej ni z rodzicami. Dlatego nie widz potrzeby, by dzieci zjeday na wakacje do domu. - A pani Haymes jest odmiennego zdania? - To dziewczyna uparta jak osio. Bierze urlop akurat w czasie, kiedy co do dnia trzeba waowa i oznacza kort tenisowy. A stary Ashe wykrela linie zupenie krzywo. Ale co j obchodzi moja wygoda? - Zapewne pani Haymes dostaje pensj nisz od normalnie obowizujcej? - Ma si rozumie! Na c innego mogaby liczy? - Oczywicie, prosz pani! Na c innego mogaby liczy? Pozwol sobie poegna pani zakoczy rozmow Craddock.

3 - To byo straszne! - mwia radonie podniecona pani Swettenham. - Straszne! Przeraajce! Moim zdaniem w redakcji "Gazetki" powinni by bardziej ostroni przy przyjmowaniu ogosze. To ogoszenie wydao mi si bardzo dziwne, kiedy je przeczytaam. I powiedziaam co w tym sensie. Prawda, Edmundzie? - Pamita pani, gdzie pani bya, kiedy zgaso wiato?

- 39 -

- Ha! Przypomnia mi pan moj star niani! "Gdzie by Mojesz, kiedy wiato zgaso?" Odpowied brzmiaa rzecz jasna: "W ciemnociach". Pasuje to do wczorajszego wieczoru. Wszyscy stali i czekali, co si stanie. A pniej ten dreszczyk, kiedy zrobio si ciemno! Drzwi otwary si i stan w nich mczyzna z rewolwerem. Olepiajcy blask latarki i sowa wypowiedziane tonem groby: "Pienidze albo ycie!". Nigdy nie bawiam si tak dobrze! Pniej, w jak minut pniej, zrobio si rzeczywicie strasznie! Prawdziwe kule gwizdny nam nad gowami! Czulimy si jak komandosi w akcji. - Gdzie pani wtedy bya? - Zaraz... zaraz... Niech no sobie przypomn... Z kim mogam wtedy rozmawia, Edmundzie? - Nie mam pojcia, mamo. - Hm... Moe to wtedy panna Hinchliffe pytaa mnie, czy podczas chodw naley dawa kurom tran? Albo pani Harmon... Nie! Pani Harmon dopiero co przysza. Chyba pukownik Easterbrook mwi, e orodek bada jdrowych na terenie Anglii stwarza powane zagroenie. atwo moe wyzwoli si energia radioaktywna, wic takie co naleaoby ulokowa na odlegej bezludnej wyspie. - Nie przypomina sobie pani, czy wtedy pani staa, czy siedziaa? - Czy to takie wane, inspektorze? Byam gdzie niedaleko okna... Nie! Raczej przy kominku, bo wiem na pewno, e znajdowaam si blisko zegara, kiedy zacz bi. Wstrzsajca chwila! Przeszy mnie dreszcz oczekiwania na co, co ma nastpi! - Wspomniaa pani o olepiajcym blasku latarki. Czy smuga wiata bya skierowana na pani? - Tak! Prosto w oczy! Zupenie mnie olepio. - A napastnik trzyma latark spokojnie czy te przesuwa ni po wszystkich osobach? - Nie pamitam doprawdy... Jak to wygldao, Edmundzie? - Smuga wiata poruszaa si wolno i kolejno obejmowaa nas wszystkich. Moe ten czowiek sprawdza, czy kto nie zamierza rzuci si na niego - zabra gos Edmund. - Gdzie pan si wwczas znajdowa? W ktrym miejscu w salonie? - zwrci si do inspektor. - Rozmawiaem z Juli Simmons. Stalimy porodku pokoju... tego wikszego. - Wszyscy inni byli rwnie w tej czci salonu? Moe kto znajdowa si w drugiej? - Chyba posza tam Filipa Haymes. Tak! Staa przy kominku. Zdaje mi si, e szukaa czego na pce. - A trzeci wystrza? Czy napastnik celowo strzeli do siebie, czy te by to przypadek? Jak pan sdzi? - Nie mam pojcia. Odniosem wraenie, e ten czowiek odwrci si raptownie, zgi wp i upad. Ale wszystko odbywao si w zamcie i nie sposb byo co zauway. Pniej kucharka panny Blacklock zacza krzycze. - Syszaem, e to pan otworzy drzwi pokoju stoowego i wypuci t dziewczyn. - Tak. - Czy drzwi na pewno byy zamknite na klucz? - zapyta Craddock. Edmund spojrza na podejrzliwie. - Z ca pewnoci. Nie wyobraa pan sobie chyba... - Po prostu gromadz i zestawiam fakty. Bardzo panu dzikuj.

4 Inspektor Craddock spdzi niemao czasu w domu pastwa Easterbrookw. Musia wysucha rozwlekych wywodw o psychologicznym aspekcie sprawy.

- 40 -

- Podejcie psychologiczne, inspektorze, to w naszych czasach jedynie suszna metoda poucza go pukownik. - Winien pan trafnie zrozumie przestpc. Ot caa tutejsza historia jest zupenie przejrzysta dla kogo o dowiadczeniu tak rozlegym jak moje. Czemu ten czowiek zamieci ogoszenie w "Gazetce"? Oczywicie z pobudek psychologicznych. Pragn rozgosu. Chcia skupi na sobie powszechne zainteresowanie. Pracownicy hotelu Royal zapewne lekcewayli go jako cudzoziemca; moe nim pomiatali. Albo pucia go kantem jaka dziewczyna. By moe wanie jej chcia zaimponowa. Kto jest boyszczem wspczesnej kinematografii? Gangster! Zuch pierwszej klasy! I co? Facet chcia zabysn w roli zucha pierwszej klasy. Rabunek z wamaniem? Czarna maska? Rewolwer? Ma si rozumie, potrzebna mu jest widownia. Musi mie widowni. No i stara si o ni. Pniej, w kulminacyjnym momencie, ponosi go rola. Jest wicej ni wamywaczem. Jest zabjc. Zaczyna strzela... Strzela na olep... - Na olep! - podchwyci szybko Craddock. - Pan pukownik uy tego zwrotu. Sdzi pan, e Scherz nie strzela do okrelonej osoby? Wyraajc si cilej, do panny Blacklock? - Nie, nie! Strzela, jak powiedziaem, na olep. I dlatego wanie w kocu si opamita. Uprzytomni sobie, e kogo trafi. Byo to tylko zadranicie, ale on nie mg o tym wiedzie. Dozna gwatownego wstrzsu. Przedstawienie zmienio si nagle w rzeczywisto. Kto zosta ranny, moe zabity. Zrozumia to i pod wpywem szalonej paniki odda strza do siebie. Pukownik zrobi pauz, odchrzkn i podj tonem uznania dla siebie: - Proste to, prawda? Proste jak drut. - W cudowny sposb przedstawie to wszystko, Archie! - zawoaa pani Easterbrook z nut uwielbienia i podziwu. Inspektor pomyla, e sposb przedstawienia tego wszystkiego by istotnie cudowny, lecz uwielbienia ani podziwu nie odczuwa. - W ktrym miejscu znajdowa si pan pukownik, kiedy zacza si strzelanina? - Staem z on w pobliu rodkowego stou, na ktrym by wazon z jakimi kwiatami. - Chwyciam ci za rami! Prawda, Archie? Zlkam si okropnie i musiaam... po prostu musiaam w tobie znale podpor! - Biedne mae kocitko - umiechn si Archie.

5 Inspektor zasta pann Hinchliffe obok chlewika. - winki to sympatyczne stworzenia - rzeka, drapic pofadowany rowy grzbiet. -Ta dobrze ronie, co? Na Boe Narodzenie bdzie z niej wietny bekon. Ale dlaczego chce pan rozmawia ze mn? Wczoraj wieczorem powiedziaam paskim ludziom, e nie mam pojcia, co to by za jeden. Nigdy nie zauwayam, eby myszkowa w ssiedztwie czy co takiego. Nasza pani Mopp mwi, e pracowa w jakim hotelu, w Medenham Wells. Czemu tam nie sprbowa kogo zabi'? Z pewnoci mgby liczy na wikszy up. Craddock pomyla, e to bardzo trafna uwaga: - Gdzie pani bya, kiedy zdarzy si ten incydent? - spyta. - Ha! Incydent! Przypomina mi to moj sub w Cywilnej Obronie Przeciwlotniczej. Zapewniam pana, e przywykam wtedy do rozmaitych "incydentw". Gdzie byam, kiedy zacza si strzelanina? To pan chce wiedzie'? - Tak. - Staam przed kominkiem i marzyam, by kto zaproponowa mi co do wypicia. - Sdzi pani, e ten czowiek strzela na olep czy te mierzy z rozmysem do jednej osoby?

- 41 -

- Do Letty Blacklock, co? Skde, u diaba, ja mam to wiedzie'? Kiedy jest po wszystkim, piekielnie trudno odtworzy wraenia i przypomnie sobie, co si naprawd dziao. Tyle wiem, e wiata zgasy i olepio nas wiato latarki. Pniej, jak gruchny strzay, pomylaam: "Jeeli ten mody osio, Patryk Simmons, bawi si naadowanym rewolwerem, kto moe oberwa". - Podejrzewaa pani, e to by Patryk Simmons? - Oczywicie. Edmund Swettenham jest intelektualist i pisuje ksiki, wic nie w gowie mu podobnie gupie arty. Stary pukownik Easterbrook nie widziaby w takiej historii nic miesznego. Ale Patryk to inna sprawa. Postrzelony chopak. C? Winnam mu przeprosiny za niesuszne podejrzenie. - A pani przyjacika te podejrzewaa pana Simmonsa? - Murg? Najlepiej niech pan sam z ni pogada. Nie usyszy pan zreszt nic mdrego. Jest teraz w sadzie. Chce pan, to j zawoam. Podniosa stentorowy gos i hukna potnie: - Hop, hop! Hej! Murg! - Id!... - nadbieg z oddali piskliwy gosik. - Pr-dzej!. Po-li-cja! Panna Murgatroyd nadbiega wawym truchtem. Bya mocno zasapana. Spdnic miaa wystrzpion przy obrbie, jej wosy wymykay si spod le dopasowanej siatki, a poczciwa, okrga twarz promieniaa. - Scotland Yard, co? - zapytaa bez tchu. - Nie spodziewaam si. Inaczej nie wyszabym z domu. - Nie zwrcilimy si jeszcze do Scotland Yardu. Pozwoli pani, e si przedstawi. Inspektor Craddock z Milchester. - Bardzo dobrze, inspektorze... Bardzo dobrze... - odpowiedziaa niepewnie. - S ju panowie na tropie? - Inspektor chce si dowiedzie, gdzie bya, Murg, w krytycznej chwili - zabraa gos panna Hinchliffe i spogldajc na Craddocka, mrugna porozumiewawczo. - Mj Boe! Oczywicie. Tego naleao si spodziewa. Chodzi o alibi, prawda? Zaraz... Niech no pomyl... Byam... Naturalnie... Byam z caym towarzystwem. - Ze mn nie bya - sprostowaa przyjacika. - Mj Boe! Nie byam z tob, Hinch? Masz racj! Podziwiaam chryzantemy, bardzo ndzne, prawd mwic. Pniej zaczo si, inspektorze... Tylko ja nie wiedziaam, e dzieje si co rzeczywicie. Nie wyobraaam sobie, e rewolwer moe by prawdziwy i... I w ciemnociach wszystko przedstawiao si mtnie... I te okropne krzyki! Wszystko rozumiaam na opak. Mylaam, e to j kto morduje... t cudzoziemk, co pracuje u panny Blacklock. Mylaam, e kto podern jej gardo. Nie przypuszczaam, e to on zosta zabity... To znaczy... Nie wiedziaam nawet, e pojawi si jaki mczyzna. Syszaam tylko sowa: "Rce do gry, prosz pastwa". - "Rce do gry" - poprawia panna Hinchliffe. - Nie byo mowy o "prosz pastwa". - Strach pomyle, e naprawd bawiam si wybornie do czasu, kiedy ta Mitzi zacza krzycze. Tyle e po ciemku czuam si dziwnie i kto urazi mnie w odcisk. Strasznie mnie zabolao. yczy pan sobie, inspektorze, usysze co wicej? - Nie. Bardzo pani dzikuj - odrzek, przypatrujc si jej z wyrazem zastanowienia w oczach. Krtki miech panny Hinchliffe zabrzmia jak szczeknicie. - Na wskro ci przejrza, Murg! - Ale, Hinch! - obruszya si tamta. - Z przyjemnoci, z ca przyjemnoci powiedziaabym panu inspektorowi wszystko, co wiem. - Tylko pan inspektor tego nie chce - burkna panna Hinchliffe i zwrcia si do Craddocka: Jeeli zaatwia pan sprawy w ukadzie geograficznym, nastpne bdzie zapewne probostwo.

- 42 -

Moe tam pan si czego dowie. Pani Harmon sprawia wraenie osoby mocno roztargnionej, ale, jak utrzymuj niektrzy, ma gow na karku. W kadym razie co ma w tej gowie! Panie spoglday przez chwil ladem oddalajcego si Craddocka i Fletchera. Pniej Amy Murgatroyd podja zdawionym gosem: - Ach, Hinch! Byam chyba okropna, co? Wszystko zupenie mi si popltao. - Nic podobnego. Oglnie biorc, Murg, spisaa si na medal.

6 Inspektor Craddock rozejrza si nie bez przyjemnoci po duym, raczej bardzo skromnym pokoju, ktry przypomina mu troch wasny dom rodzinny w Cumberland. Obicia z wyblakego rypsu, cikie, odrapane fotele, troch kwiatw, rozrzucone wszdzie ksiki, spaniel drzemicy w koszyku. Sama pani Harmon, co prawda roztargniona i niezbyt starannie ubrana, ale z wyrazem oywienia na twarzy, wydaa mu si sympatyczna. - Nic panu nie pomog - oznajmia z miejsca i szczerze. - Oczy miaam zamknite, bo olepi mnie blask latarki, a pniej, kiedy hukny strzay, zacisnam powieki jeszcze mocniej. No i aowaam, okropnie aowaam, prosz pana, e to nie ciche morderstwo. Strasznie nie lubi huku! - Rozumiem... Nic pani nie widziaa. Ale syszaa co pani, prawda? - O tak! Syszaam niemao. Drzwi otwieray si i zamykay, ludzie pokrzykiwali, pletli rozmaite gupstwa, Mitzi wya niczym syrena alarmowa, biedna Bunny popiskiwaa jak krlik w potrzasku. Wszyscy zderzali si, potykali jedni o drugich. Pniej pomylaam, e ju nie bdzie wicej strzaw, wic otworzyam oczy. Wszyscy byli w holu, ze wiecami. Pniej zapaliy si wiata i zaraz zrobio si zwyczajnie... To znaczy... Nie tak zupenie zwyczajnie, ale stalimy si znowu zwykymi ludmi, a nie ludmi z mroku... Rozumie pan? Ludzie w mroku zachowuj si zupenie inaczej. - Tak... Chyba rozumiem, co pani ma na myli - powiedzia Craddock. Pani Harmon umiechna si do niego. - No i ten czowiek - podja - taki cudzoziemiec o szczurzej, rumianej twarzy i zdziwionej minie, lea na pododze martwy, a obok niego rewolwer. Mj Boe! To wszystko nie miao sensu. Absolutnie! Zdaniem inspektora to wszystko rzeczywicie nie miao sensu i stanowio twardy orzech do zgryzienia.

- 43 -

ROZDZIA SMY
WKRACZA PA
1 Craddock pooy przed komendantem policji hrabstwa kilka napisanych na maszynie sprawozda z przeprowadzonych rozmw. Rydesdale skoczy wanie czyta telegram, ktry wanie nadszed ze Szwajcarii. - Hm!... Nasz nieboszczyk figuruje w policyjnych kartotekach - powiedzia. - Tego naleao si spodziewa. - Oczywicie, panie pukowniku. - Biuteria... Ta-ak... Lipne pozycje w rachunkach... I czeki... Facet zdecydowanie nieuczciwy. - Zodziejaszek na ma skal. - Zgoda! Ale mae rzeczy wiod do wikszych. - Bo ja wiem, panie pukowniku. Rydesdale spojrza na bystro. - Niezadowolony pan, Craddock? - Tak jest, panie pukowniku. - Czemu? To prosta historia. A moe pan jest innego zdania? Zobacz, co mieli do powiedzenia ci wszyscy, z ktrymi pan rozmawia. Sign do sprawozdania i szybko przebieg je wzrokiem. - Jak zwykle... Peno niecisoci i sprzecznych zezna. Relacje nigdy si nie pokrywaj. Tutaj oglny obraz wida stosunkowo jasno. - Zapewne, panie pukowniku, ale... Ale to obraz nieprzekonujcy... Bdny, jak mi si zdaje. - Najpierw rozpatrzmy fakty. Rudi Scherz wyjecha z Medenham Wells autobusem o pitej dwadziecia i w Chipping Cignom by punkt o szstej. Potwierdzaj to zeznania konduktora i dwu pasaerw. Z przystanku autobusowego ruszy w kierunku Little Paddocks. Do domu wszed bez specjalnych trudnoci, najprawdopodobniej przez drzwi od frontu. Rewolwerem sterroryzowa zgromadzone w salonie towarzystwo, odda dwa strzay, z ktrych jeden zrani lekko pann Blacklock, a trzecim sam si zabi. Oczywicie brak danych, czy w gr wchodzi przypadek, czy te samobjstwo. Cakiem niejasno przedstawiaj si jego pobudki, przyznaj. Nie do nas jednak naley ocena tych pobudek. awa przysigych moe orzec po rozprawie ledczej, e to byo samobjstwo bd przypadek. Nam wszystko jedno. Bez wzgldu na werdykt bdziemy mogli napisa: "Finis". - Czyli poprzestaniemy na psychologicznym aspekcie pukownika Easterbrooka - wtrci pospnie Craddock. - Ostatecznie - umiechn si Rydesdale - pukownik ma zapewne wiele dowiadczenia. Nie cierpi psychologicznego argonu, jakim dzi wszyscy posuguj si przy kadej moliwej okazji. Nie mona jednak kompletnie pomija takich rzeczy. - Mnie wci si zdaje, e mamy bdny obraz. Zupenie bdny, panie pukowniku. - S podstawy do podejrze, e kto z tego towarzystwa okamuje pana? - Myl - odrzek z wahaniem Craddock - e ta cudzoziemka nie powiedziaa wszystkiego. - Sdzi pan, e moga by wsplniczk Scherza? e podmwia go, wpucia do domu? - Nie wykluczam tego, ale... Ale, panie pukowniku, wiadczyoby to, e w domu znajdowao si co cennego. Biuteria, pienidze... A tak chyba nie byo. Panna Blacklock zaprzecza A MARPLE

- 44 -

stanowczo, rwnie inni. Naleaoby wysnu std wniosek, e w domu znajdowao si co wartociowego, o czym nikt nie wiedzia... - Intryga godna wietnej powieci kryminalnej. - Zgadzam si, panie pukowniku. To mieszny pomys. Alternatyw byoby stanowcze twierdzenie panny Bunner, e Scherz przygotowa zamach na ycie panny Blacklock. - Z tego, co pan mwi, i z jej wasnych zezna wida, e ta panna Bunner... - Oczywicie, panie pukowniku! - podchwyci ywo Craddock. - Jest z ca pewnoci wiadkiem nie zasugujcym na zaufanie. atwo ulega sugestiom. Kady moe jej wszystko wmwi. Ale, rzecz interesujca, ona sama stworzya teori, o ktrej mowa. Nikt jej nic nie podpowiada. Caa reszta jest przeciwnego zdania. Tym razem panna Bunner nie pynie z prdem. Opiera si na wasnych wraeniach. - Dlaczego Rudi Scherz miaby dyba na ycie panny Blacklock? - Pan pukownik utrafi w sedno. Nie wiem. Panna Blacklock te nie wie, chyba e kamie jak z nut. Nikt nie wie. A zatem najprawdopodobniej i ta teoria jest mylna - zakoczy inspektor i westchn. - Uszy do gry, Craddock - podj komendant policji. - Zapraszam pana dzi na obiad, bdzie take sir Henry. Najbardziej wystawny obiad, na jaki sta hotel Royal w Medenham Wells. - Dzikuj, panie pukowniku - odpar troch zdziwiony Craddock. - Widzi pan, nadszed list... - urwa raptownie, gdy sir Henry wszed do pokoju. - Aa... Jeste, Henry! - Jak si masz, Dermont - powita Craddocka komisarz, tym razem nieoficjalnie. - Mam co dla ciebie, Henry - powiedzia Rydesdale. - Co takiego? - Autentyczny list starej panny. Mieszka w hotelu Royal i sdzi, e moglibymy od niej dowiedzie si czego, co zapewne ma zwizek z wydarzeniem w Chipping Cleghorn. - A nie mwiem! Stare panny sysz wszystko. Stare panny widz wszystko. I wbrew przysowiu, milczenie nie jest dla nich zotem. Co takiego wywszya ta twoja? Rydesdale przebieg wzrokiem list. - Pisze mniej wicej tak jak moja babka. Pajczyna kanciastych liter. Czste podkrelenia. Rozwlekle wyraa nadziej, e cho jej pomoc mogaby nam si przyda w pewnym stopniu, to jednak nie chciaaby zajmowa naszego cennego czasu... I tak dalej, i tak dalej... Jake si nazywa? Jane... chyba Murple... Nie! Marple. Jane Marple. - Panie na wysokociach! - zawoa sir Henry. - Nie moe by! George, napisaa do ciebie moja wasna, jedyna w swoim rodzaju, piciogwiazdkowa stara panna! O tej porze roku powinna siedzie spokojnie w domu, w Saint Mary Mead. Ale nie! Zdoaa jako w por przyjecha do Medenham Wells i wplta si raz jeszcze w spraw zagadkowego morderstwa! Morderstwo odbyo si znw ku chwale i rozrywce panny Marple. - Z prawdziw przyjemnoci, Henry, zobacz to cudo - powiedzia Rydesdale z nut ironii. W drog! Zjemy obiad w Royalu i pogawdzimy z twoj protegowan. Craddock wyglda na nie przekonanego. - Bynajmniej, panie pukowniku - zaprotestowa uprzejmie inspektor, pomyla jednak, e jego ojciec chrzestny posuwa si czasami troch za daleko. 2 Panna Jane Marple wygldaa w przyblieniu tak, jak przewidywa inspektor Craddock. Miaa nienobiae wosy, zoran zmarszczkami twarz o rowej cerze i porcelanowobkitne oczy. Jednake bya znacznie bardziej dobroduszna, ni sobie wyobraa, i duo, duo starsza. Sprawiaa wraenie zgrzybiaej staruszki. I caa bya spowita w wenian aurow pelerynk

- 45 -

zarzucon na ramiona i omotana wczk, z ktrej, jak si okazao, robia na drutach szalik dla niemowlcia. Z prawdziw radoci powitaa dawnego znajomego ze Scotland Yardu, lecz speszya si nieco, gdy ten przedstawi jej komendanta policji hrabstwa oraz inspektora-detektywa. - Doprawdy, drogi panie, jake mi mio... Jake niewypowiedzianie mio. Od tak dawna nie miaam przyjemnoci widzie drogiego pana... Ach, ten mj reumatyzm! Mocno dokucza mi ostatnio. Naturalnie nie mogabym sobie pozwoli na ten hotel... Licz tu teraz fantastyczne, naprawd fantastyczne ceny... Ale mj siostrzeniec Raymond... Raymond West... Przypomina go pan sobie? - Kady zna to nazwisko. - Wanie! Kochany chopiec odnosi sukces po sukcesie. Pisze okropnie mdre ksiki i chwali si, e jak yje, nie obra przyjemnego tematu. Ten wanie kochany chopiec upar si, e pokryje koszty mojego pobytu w Medenham Wells. Jego ona, poczciwa dziewczyna, take zdobywa saw jako malarka. Jej obrazy to przewanie dzbany z widncymi kwiatami i okruchy chleba na okiennych parapetach. Za nic nie powiedziaabym jej tego, ale ja uwaam nadal, e prawdziwi mistrzowie to tacy jak Blair Leighton czy Alma Tadema. Ale gadam i gadam, a pan komendant policji hrabstwa... doprawdy, to wielki zaszczyt dla mnie... traci czas z powodu mojej gadaniny. "Kompletnie zdziecinniaa" - pomyla rozczarowany Craddock. - Przejdmy do gabinetu dyrektora - zaproponowa Rydesdale. - Tam porozmawiamy swobodniej. Panna Marple wypltaa si ze zwojw weny, pozbieraa zapasowe druty i mocno przejta, podreptaa w asycie panw do wygodnego pokoju pana Rowlandsona. - Teraz, prosz pani, chtnie usyszymy to, co pani ma nam do powiedzenia - zagai rozmow Rydesdale. Panna Marple przesza do sedna sprawy nadspodziewanie szybko i zwile: - Chodzi o czek. On sfaszowa czek. - On? Kto taki? - Mody czowiek z tutejszej recepcji. Ten, ktry podobno zainscenizowa napad rabunkowy i zastrzeli si. - Sfaszowa czek? Przytakna skinieniem gowy. - Tak... Jest tutaj. - Wydobya czek z torebki i pooya na stole. - Dzi rano przyszed z banku z plikiem innych moich czekw. Opiewa na siedem funtw. On przerobi to na siedemnacie. Widz panowie? Kreska przed sidemk, "nacie" dopisane do "sownie siedem" i artystyczny kleks znieksztacajcy cay wyraz. Wcale nieza robota. wiadczy, e tak powiem, o pewnej wprawie. Atrament, naturalnie, ten sam, bo czek wypisywaam na ladzie recepcji. Myl, e on ju dawniej robi podobne sztuczki. - Tym razem wybra bardzo niewaciw osob - powiedzia sir Henry. Panna Marple skina gow. - Tak. Wydaje mi si, e nie zaszedby daleko w przestpczym fachu. Wybra zupenie niewaciw osob. Odpowiednia byaby jaka zaaferowana matka albo dziewczyna, ktra ma interesujcy romans. Takie osoby wypeniaj czeki na rozmaite kwoty i oczywicie zwrotw nie porwnuj z grzbietem ksieczki. Ale stara kobieta, ktra liczy si z kadym pensem i w cigu lat nabraa pewnych przyzwyczaje... Nie! Wytypowa zdecydowanie niewaciw osob! Ja nie wystawiam nigdy czeku na siedemnacie funtw. Dwadziecia to okrga suma pokrywajca pensj sucej i rachunki dostawcw. Na wydatki osobiste przeznaczam zawsze siedem funtw. Dawniej wystarczao pi, ostatnio jednak wszystko wci droeje. - Moe ten mody czowiek przypomnia pani kogo? - zapyta sir Henry, spogldajc na ni spod oka.

- 46 -

- Spryciarz z drogiego pana! - umiechna si i znaczco pokrcia gow. - Nie lada spryciarz! Tak! Przypomnia mi si Fred Tyler ze sklepu rybnego. Ten z reguy dopisywa jedynk w rubryce szylingw. Zjadamy teraz mnstwo ryb, wic rachunki s zazwyczaj dugie i mao kto traci czas na sumowanie. Dziesi szylingw za kadym razem to niewiele, ale wystarczy na par krawatw i kino z Jessie Spragge, sprzedawczyni ze sklepu bawatnego. Wanie co takiego wyczynia nasz mody czowiek. Ju po pierwszym tygodniu w Royalu spostrzegam bd w przedstawionym mi rachunku. Powiedziaam mu, e si omyli, wic przeprosi mnie grzecznie i by okropnie zmieszany. Ale pomylaam sobie: "Masz chytre oczy, mj chopcze". Chytre oczy - cigna - to, prosz panw, takie, ktre spogldaj prosto w czyj twarz i nigdy nie mrugaj ani nie umykaj na boki. Craddock z uznaniem kiwn gow. "Jim Kelly, jak ywy!" - pomyla, przypominajc sobie notorycznego oszusta, ktry za jego spraw trafi niedawno za kraty. - Rudi Scherz to zdecydowanie ciemny typ - zabra gos Rydesdale. - Figuruje w kartotekach policji szwajcarskiej. - W kraju byo mu za gorco, jak sdz, wic wybra si tutaj. Z podrobionymi papierami. Prawda? - powiedziaa. - Oczywicie. - Asystowa tu modej, rudowosej kelnerce z jadalni - podja panna Marple. - Nie sdz, by bya w nim zakochana. Na szczcie! Po prostu chciaa mie kogo troch innego. No i Rudi Scherz dawa jej kwiaty i czekoladki, czego zazwyczaj nie robi angielscy chopcy. Powiedziaa panu wszystko, co jej wiadomo? - zwrcia si do Craddocka. - A moe jeszcze nie wszystko? - Tego nie jestem pewien - odpowiedzia z rezerw. - Myl, e ta maa ma troch wicej do powiedzenia. Jest smutna i roztargniona. Dzi przy niadaniu podaa mi opiekanego ledzia zamiast wdzonego. A normalnie pracuje bez zarzutu. Co, inspektorze, j gnbi. Obawiam si, e zataja jakie szczegy. Ale pan, inspektorze - z icie niewiecim wdzikiem obja wzrokiem msk, ujmujc posta Craddocka - pan chyba potrafi j skoni do wyznania wszystkiego, co miaaby do powiedzenia. Craddock zarumieni si, sir Henry rozemia si krtko. - A moe to by wane - podja panna Marple. - On mg jej powiedzie, co to za jeden. - Kto? - Rydesdale spojrza na ni ze zdziwieniem. - Niejasno si wyraam. Osoba, ktra posuya si Scherzem. - Wic pani sdzi, e kto si nim posuy? Szeroko otworzya oczy. - Oczywicie! Z ca pewnoci! Kim by Scherz? Przystojnym chopcem, pozwala sobie czasami na to i owo. Faszowa drobne czeki, moe podbiera pozostawion tu czy tam biuteri, poszukiwa pienidzy w nie zamknitych szufladach... Krtko mwic, by drobnym zodziejaszkiem. Czerpa z tych rde dosy pienidzy, by ubiera si przyzwoicie i asystowa dziewczynom z fasonem. I taki ptaszek zdobywa si nagle na napad rabunkowy z broni w rku! Rewolwerem terroryzuje pokj peen ludzi! Strzela do kogo! Nie! Nigdy nie zrobiby czego podobnego. Nigdy! To inny typ przestpcy. Nie ma w tym sensu! Craddock odetchn gboko. Co podobnego mwia panna Blacklock. I pani Harmon, ona pastora. On sam coraz bardziej to odczuwa. Nie ma w tym sensu! Dzisiaj mwi to samo stara panna, ktr sir Henry wynosi pod niebiosa. Mwi sabiutkim, starczym gosem, z gbokim przekonaniem. - Czy w takim razie potrafi nam pani wyjani, co si waciwie stao? - zapyta obcesowo. Panna Marple spojrzaa na ze zdziwieniem. - Skd miaabym to wiedzie! Bya relacja w gazetach... Skpa relacja. Oczywicie wolno mi snu domysy, ale wyczerpujcych danych nie mam.

- 47 -

- George - odezwa si sir Henry - czy bardzo zlekcewaymy przepisy, jeeli pokaemy pannie Marple sprawozdania z rozmw, jakie Craddock przeprowadzi w Chipping Cleghorn? - Zapewne bdzie to wbrew przepisom - odrzek Rydesdale - ale nie zaszedbym daleko, gdybym zawsze trzyma si ich cile. Zgoda. Niech panna Marple przeczyta te notatki. Rad posucham, co pniej powie. Panna Marple bya zakopotana. - Obawiam si, e pan przywizuje zbyt wielk wag do tego, co mwi sir Henry. Sir Henry jest dla mnie zbyt askawy. Przecenia skromne uwagi, ktre niekiedy wynikaj z moich obserwacji. Nie mam adnych szczeglnych uzdolnie... Absolutnie adnych! Tylko e moe znam cokolwiek natur ludzk. Wydaje mi si, e na og ludzie bywaj zbyt atwowierni. Natomiast ja jestem skonna podejrzewa zawsze najgorsze. To niemiy rys charakteru, prawda? Ale czsto znajduje potwierdzenie w rozwoju wydarze. - Zechce pani to przeczyta - powiedzia Rydesdale, wrczajc jej arkusiki maszynopisu. Niewiele straci pani czasu. Ostatecznie Craddock rozmawia z ludmi z pani sfery. Z pewnoci zna pani wiele takich wanie osb. Moe dostrzee pani co, na co my nie zwrcilibymy uwagi. ledztwo dobiega koca. Chtnie wic wysuchamy pani opinii przed odoeniem akt do archiwum. Mog jeszcze doda, e inspektor Craddock nie jest zadowolony. Twierdzi, podobnie jak pani, e w tym wszystkim nie ma sensu. Zapanowao milczenie. Panna Marple czytaa przez pewien czas. Wreszcie odoya papiery. - Interesujce - westchna. - Bardzo interesujce. Jak rnie ludzie mwi i myl. Ile widzieli albo wydaje im si, e widzieli. Wszystko jest zawikane i na pozr bez znaczenia. A jeeli jaki szczeg ma znaczenie, strasznie trudno go znale. Jak ig w stogu siana. Craddock odczu znw rozczarowanie. Przez krtk chwil sdzi, e, by moe, sir Henry waciwie ocenia t oryginaln starsz dam. Moe panna Marple potrafi co zdziaa? Ludzie w podeszym wieku bywaj nieraz bardzo przenikliwi. Na przykad on sam nigdy nie potrafi ukry nic przed swoj cioteczn babk Emm. Wreszcie powiedziaa mu, e gdy zamierza skama, nos drga mu w szczeglny sposb. I co? Niepowtarzalna stara panna sir Henry'ego ledwie zdobya si na par oglnikw. Craddock by zy na ni, wic zacz raczej szorstko: - Chodzi o to, e fakty s bezsporne. Szczegy podawane przez tych ludzi mog by sprzeczne, nie ulega jednak wtpliwoci, e wszyscy widzieli to samo. Widzieli, e zamaskowany mczyzna z latark i rewolwerem otworzy drzwi i sterroryzowa obecnych. Myl si im zwroty zwizane z napadami, takie jak "rce do gry" czy "pienidze albo ycie". Niewtpliwie jednak wszyscy napastnika widzieli. - Ale nie - zaprzeczya agodnie. - Ci ludzie nic nie mogli widzie. Craddock poczu, e traci dech. Tak! Utrafia w sedno! Jest bystra, przenikliwa! Prbowa wystawi j na prb, lecz nie przyja jego sw za dobr monet. Nie wpywa to na stan faktyczny i przebieg wydarze, ale panna Marple zrozumiaa - tak jak i on zrozumia - e ci, ktrzy rzekomo widzieli napastnika w masce i z rewolwerem, naprawd nie mogli go widzie. - Jeeli zrozumiaam trafnie - podja panna Marple, ktrej twarz porowiaa mocniej, a jasne oczy byy teraz radosne jak oczy dziecka - w holu nie byo wiata ani te na podecie schodw? - Tak. To si zgadza - przyzna Craddock. - Jeeli zatem kto stan w drzwiach i skierowa na pokj mocny strumie wiata, nikt nie mg widzie nic z wyjtkiem latarki. Nie myl si, prawda? - Prawda. Sam przeprowadziem prb. - A wic ci, co mwi, e widzieli napastnika w masce i z rewolwerem, nie zdaj sobie sprawy, e maj na myli to, co zobaczyli potem, gdy zajaniay znw wiata. To pasuje znakomicie do zaoenia, e Rudi Scherz zosta zrobiony w konia. - Rydesdale spojrza na ni z takim zdumieniem, e twarz panny Marple porowiaa jeszcze mocniej. - Nie znam si na

- 48 -

argonie wiata przestpczego, ale chyba tak si mwi. To wyraenie znalazam w jakim opowiadaniu kryminalnym. "Zrobi w konia" to znaczy celowo przylepi komu zbrodni popenion przez kogo innego. Rudi Scherz znakomicie pasowaby do takiej roli. Gupkowaty, chciwy i, jak naley si domyla, wyjtkowo atwowierny. Rydesdale umiechn si z pobaaniem. - Sdzi pani, e za czyj namow wtargn do cudzego domu i zacz strzela w pokoju penym ludzi? Mao prawdopodobne! - Sdz, i by przekonany, e w gr wchodz arty - odpara. - Oczywicie mia otrzyma zapat za to, e umieci ogoszenie w tym pisemku, przeprowadzi rozpoznanie terenu w Little Paddocks i najbliszym ssiedztwie, a nastpnie, w umwiony wieczr, zakradnie si do domu, otworzy drzwi salonu i wymachujc latark, zawoa: "Rce do gry!" - I wystrzeli z rewolweru? - Nie! Nic podobnego! - zaprzeczya ywo. - On nigdy nie mia rewolweru. - Przecie wszyscy twierdz... zacz niepewnie Rydesdale. - Wiem - przerwaa ywo. - Chodzi o to, e nikt nie mgby widzie rewolweru, gdyby nawet mia go ten Rudi Scherz. Moim zdaniem nie mia. Moim zdaniem w chwili, kiedy zawoa "Rce do gry!", kto cicho i niepostrzeenie stan za nim i nad jego ramieniem odda dwa pierwsze strzay. Rudi Scherz przerazi si, odwrci raptownie i wtedy tamta osoba zastrzelia go, a rewolwer rzucia na podog obok niego. Trzej panowie spojrzeli na pann Marple. - Teoria prawdopodobna - powiedzia stumionym gosem sir Henry. - Ale kim mg by ten X, ktry zjawi si w ciemnoci? - zapyta Rydesdale. - Naley dowiedzie si od panny Blacklock, kto mgby chcie j zabi - powiedziaa panna Marple i odchrzkna. "Jeden zero dla starej Dory Bunner - pomyla inspektor. - Instynkt przeciwko rozumowi. Czsto tak bywa". - Wic wedug pani kto przygotowa zamach na ycie panny Blacklock? - zapyta Rydesdale. - Na to wyglda - odrzeka. - Chocia nasuwaj si pewne wtpliwoci. Ale najwaniejsza kwestia to stwierdzenie, czy nie da si odnale krtszej drogi. Jestem przekonana, e ten kto, kto pertraktowa z Scherzem, kaza mu trzyma jzyk za zbami i najprawdopodobniej Scherz milcza. Jeeli jednak wygada si przed kim, to najprawdopodobniej przed t kelnerk, Myrn Harris. Nie wykluczam... nie wykluczam, e napomkn co o swoim mocodawcy. - Zaraz z ni pomwi - oznajmi Craddock, wstajc z miejsca. - Susznie. - Panna Marple z przekonaniem skina gow. - Im prdzej, tym lepiej. Po tej rozmowie Myrna Harris bdzie czua si bezpieczniej. - Bezpieczniej?... Aha! Rozumiem. Inspektor wyszed z pokoju, a jego zwierzchnik zwrci si do panny Marple taktownie, lecz nie bez powtpiewania: - Naley przyzna, e podsuna nam pani myl godn gbokiej rozwagi.

3 - Przykro mi prosz pana. Sowo daj - mwia Myrna Harris. - Bardzo pan dobry, e wcale si pan nie gniewa. Dzikuj! Ale, widzi pan, moja mama to taka osoba, e we wszystko si wtrca i wszystko ma za ze. No i tak mogoby wyglda, e wiedziaam o przestpstwie i nie prbowaam przeciwdziaa - cigna gadko. - To karalne, prawda? No i strach mi byo, e pan nie uwierzy mi na sowo. A ja naprawd mylaam, e to tylko arty. Inspektor Craddock powtrzy pene otuchy sowa, ktrymi przeama pierwszy opr Myrny.

- 49 -

- Ju powiem, prosz pana. Wszystko powiem. Ale niech pan zachowa to w sekrecie. Przez wzgld na moj mam. Zaczo si od tego, e Rudi sprawi mi zawd. Tamtego wieczoru mielimy pj do kina, a on powiedzia, e nie moe, wic byam za, bo przecie Rudi sam mi zaproponowa kino i ostatecznie nic przyjemnego, jak taki cudzoziemiec wystawia czowieka do wiatru. Tumaczy si, e to nie jego wina, a ja na to, eby nie zawraca gowy. Wtedy powiedzia, e na wieczr szykuje mu si robota, ktra przyniesie sporo forsy, i czy nie chciaabym zegarka na rk. "Jaka tam znowu robota?" - zawoaam, bo byam za. On na to, ebym nikomu nic nie mwia, ale w jednym domu bdzie przyjcie i on ma uda dla zgrywy napad rabunkowy. No i pokaza mi ogoszenie, ktre zanis do "Gazetki". Wic umiaam si z tego. On traktowa ca spraw pogardliwie. Zabawa akurat dla maych dzieci! Tak powiedzia. I e Anglicy s ju tacy. Rozzociam si znowu, e niby le o nas mwi, ale przeprosi mnie i pogodzilimy si prdko. Rozumie pan, prawda? Rozumie pan, e jak pniej przeczytaam w gazecie o tym napadzie i okazao si, e to wcale nie arty, bo Rudi postrzeli kogo i sam si zastrzeli... Rozumie pan, e cakiem nie wiedziaam, co robi'? Mylaam, e jak powiem to, co wiem, posdz mnie o udzia w zbrodni. Ale naprawd byam pewna, e to arty, jak Rudi rozmawia ze mn. Przysigabym, e nie kamie. No i nawet nie wiedziaam, e on ma rewolwer. Nigdy sowa nie pisn o rewolwerze. Craddock spojrza jej w oczy i zada najwaniejsze pytanie: - Mwi, kto urzdza t zabaw? Tu trafi w prni. - Nie. Nic nie mwi, kto mu to zaproponowa. Myl, e tak naprawd nikt. On sam wykombinowa ca hec. Tak mi si zdaje. - Nie wymienia jakiego nazwiska? Moe powiedzia "on" albo "ona"? - Nie! Nie! Powiedzia tylko, e napdzi ludziom strachu... "Bd si mia, jak zobacz ich miny!" To wszystko. Craddock pomyla, e na miech zostao mu niewiele czasu.

4 - To jedynie teoria - mwi Rydesdale w drodze powrotnej do Milchester. - Nie ma na ni konkretnego potwierdzenia. I co? Uzna j za staropaniesk gadanin? - Wolabym nie, panie pukowniku. - Wszystko przedstawia si nieprawdopodobnie. Jaki tajemniczy X staje w ciemnoci za plecami naszego Szwajcara. Kto to? Skd przyszed? Co si z nim stao? - Mg uy bocznych drzwi, jak to zrobi Scherz - odrzek inspektor i doda zaraz: - Albo przyj z kuchni. - Moga przyj z kuchni. To mia pan na myli? - Tak, panie pukowniku. To jedna z moliwoci, Mitzi wydaje mi si podejrzana. Jej histeryzowanie i wrzaski mogy suy za dymn zason. Moga dogada si z tym obuzem, wpuci go do domu w odpowiedniej chwili, pniej zastrzeli i, czmychnwszy do jadalni, chwyci prdko w srebrny sztuciec i ciereczk z irchy. - Przeczy temu fakt ustalony. Ten... Jake si nazywa! Aha! Edmund Swettenham zezna, e drzwi pokoju stoowego byy zamknite od strony holu; e on obrci klucz w zamku i t dziewczyn uwolni. S jakie inne drzwi w tej czci domu? - Tak, panie pukowniku. Pod gwnymi schodami s drzwi do sionki midzy kuchni a schodami dla suby. Ale klamka od nich urwaa si podobno trzy tygodnie temu i uszkodzenia nie naprawiono. Istotnie znalazem dwie klamki i szyldzik w holu, na pce obok tych drzwi. Pokrywaa je gruba warstwa kurzu, naturalnie jednak fachowy wamywacz otworzyby takie drzwi bez trudnoci.

- 50 -

- C, trzeba zaj si t suc, sprawdzi, czy ma papiery w porzdku. Ale tak czy inaczej, wydaje mi si, e to czysta teoria - podj Rydesdale i bystro spojrza na Craddocka, ktry odpowiedzia z caym spokojem: - Zapewne, panie pukowniku, i jeeli pan jest zdania, e ledztwo naley zakoczy, zostanie zakoczone. Ale bybym wdziczny, gdyby wolno mi byo popracowa nad t spraw jeszcze troch. Ku jego zdziwieniu pukownik odpowiedzia spokojnie i z uznaniem: - Kochany chopak! - Trzeba zaj si rewolwerem. Jeeli ta teoria jest suszna, nie nalea do Scherza. A nikt dotd nie twierdzi, e Scherz mia rewolwer. - To bro niemiecka. - Wiem, ale nic std nie wynika. Anglia jest pena broni, i to nie tylko niemieckiej. Amerykanie zabierali j "na pamitk". I nasi onierze take. - Susznie. Co wicej, Craddock? - Chodzi o motyw zbrodni. Jeeli przyjmiemy nasz teori, nasuwa si wniosek, e ta pitkowa historia nie moga by artem ani zwykym napadem. Musiao to by usiowanie morderstwa z premedytacj. Kto chcia umierci pann Blacklock. Ale dlaczego? Myl, e najprawdopodobniej sama niedosza ofiara potrafi odpowiedzie na to pytanie. - O ile pamitam, odrzucia t koncepcj. - Odrzucia koncepcj, e to Rudi Scherz zorganizowa zamach na jej ycie. I miaa suszno. Jest jeszcze jedno, panie pukowniku. - Co takiego? - Kto moe podj drug prb. - To z ca pewnoci dowiodoby susznoci teorii, o ktrej mowa. Aha! Niech pan ma na oku pann Marple. - Pann Marple? Dlaczego? - Syszaem, e zamieszka na probostwie w Chipping Cleghorn i dwa razy w tygodniu bdzie jedzi na zabiegi do Medenham Wells. Podobno ona pastora jest crk jej dawnej przyjaciki. Widzi pan, starowinie nie brak sportowego ducha. Zapewne miaa mao wrae, wic podnieca j tropienie osb podejrzanych o morderstwo. - Wolabym, eby trzymaa si z dala od Chipping Cleghorn. - Bo moe psu panu szyki? - Nie, panie pukowniku. To sympatyczna, poczciwa starsza pani. Zmartwibym si, gdyby spotkao j co zego... Ma si rozumie, jeli przyjmiemy, e jej teoria moe si okaza zgodna ze stanem faktycznym.

- 51 -

ROZDZIA DZIEWITY
KWESTIA JED YCH DRZWI
1 Bardzo przepraszam, e jeszcze raz omielam si trudzi pani - zwrci si Craddock do panny Blacklock. - Nie szkodzi. Rozprawa ledcza zostaa odroczona na tydzie, sdz wic, e gromadzi pan dodatkowe informacje. Nie myl si, prawda? Craddock twierdzco skin gow. - Zaczn od tego, e Rudi Scherz nie by synem waciciela Hotelu Alpejskiego w Montreux. Karier, zdaje si, rozpocz jako posugacz w pewnym szpitalu w Bernie. Wielu pacjentom gina tam drobna biuteria. Pniej, pod innym nazwiskiem, by kelnerem w jednym z niewielkich orodkw sportw zimowych i wyspecjalizowa si w podrabianiu rachunkw restauracyjnych. Rozumie pani? W jednym egzemplarzu figuroway pozycje, ktre nie figuroway w drugim. Rnice wdroway, rzecz jasna, do jego kieszeni. Nastpnie pracowa w Zurychu, w domu towarowym, gdzie za jego czasw straty z powodu kradziey byy wysze ni przecitnie. Prawdopodobnie odpowiedzialni za to byli nie tylko klienci. - Innymi sowy Rudi Scherz to drobny zodziejaszek - odpara sucho panna Blacklock. Susznie sdziam, e nigdy go dawniej nie widziaam. - Najzupeniej susznie. Z pewnoci kto w Royalu wskaza mu pani, a on potem uda, e jest dawnym znajomym. W Szwajcarii policja deptaa mu po pitach, wic przyjecha tu z solidnym kompletem sfaszowanych dokumentw i postara si o prac w Royalu. - Znalaz dobry teren owiecki - powiedziaa chodno. - To drogi hotel i bywaj w nim ludzie bardzo bogaci. Wielu z nich nie zawraca sobie gowy rachunkami. - Tak. Rudi Scherz mia prawo liczy na zote niwa. Panna Blacklock zmarszczya brwi z wyrazem zastanowienia. - Wszystko to jasne - podja. - Po co jednak wybra si do Chipping Cleghorn? Jakim cudem mg spodziewa si, e tutaj znajdzie co lepszego ni w przeznaczonym dla bogaczy hotelu Royal? - Obstaje pani przy poprzednim zeznaniu, e w tym domu nie ma nic szczeglnie wartociowego? - Nie ma. Oczywicie! Przecie musiaabym o tym wiedzie. Nie przechowujemy, zapewniam, adnego Rembrandta dotd nie rozpoznanego ani nic w tym rodzaju. - Wyglda na to, e suszno jest po stronie pani przyjaciki, panny Bunner. Rudi Scherz przyszed tutaj, by zabi pani. - A nie mwiam, Letty? - Nonsens, Bunny! - Czy aby nonsens? - podchwyci Craddock. - Moim zdaniem to prawda, z ktrej pani powinna zdawa sobie spraw. Panna Blacklock zmierzya go surowym wzrokiem. - Zaraz. Wyjanimy wszystko po kolei. Pan naprawd sdzi, e Rudi Scherz przyszed tu, postarawszy si, by o tej wanie porze zgromadzi si u mnie tum ludzi pkajcych z ciekawoci...

- 52 -

- Przecie on mg zaplanowa, e wszystko bdzie wygldao zupenie inaczej - przerwaa z ogniem panna Bunner. - Mg uwaa to za co w rodzaju potwornego ostrzeenia dla ciebie. Tak to odczytaam, jak tylko zauwayam ogoszenie... "Morderstwo odbdzie si..." Odczuam, e jest w tym co przeraajcego. Gdyby wszystko poszo po jego myli, ten straszny czowiek zastrzeliby ci, uciek i nikt nie dowiedziaby si nigdy, kto to zrobi. - Zapewne, ale... - zacza panna Blacklock. - Ja od razu wiedziaam, e tamto ogoszenie to nie arty. Mwiam tak, Letty! Mwiam, prawda? I przypomnij sobie Mitzi. Ona te bya przeraona. - Wanie! Mitzi - wtrci zrcznie Craddock. - Chciabym dowiedzie si wicej o tej modej osobie. - Zezwolenie na podjcie pracy i rne inne papiery ma w zupenym porzdku. - Nie wtpi - powiedzia Craddock. - Ale papiery Scherza byy te na pozr w porzdku. - Dlaczego jednak w Rudi Scherz miaby dyba na moje ycie? Tego nie prbuje pan nawet wyjani, inspektorze... - Kto mg sta za jego plecami. Braa to pani pod rozwag? - powiedzia Craddock i nagle uprzytomni sobie, e jeeli teoria panny Marple jest suszna, sowa, ktrymi posuy si w formie przenoni, maj take sens bezporedni. W kadym razie panna Blacklock zachowaa sceptycyzm i podja z caym spokojem: - Sedno sprawy pozostaje wci takie samo. Czemu ktokolwiek miaby dyba na moje ycie? - Nie trac nadziei, e wanie pani udzieli mi odpowiedzi na to pytanie. - Nie mog, inspektorze. Sprawa jest oczywista. Nie mam wrogw. Wydaje mi si, e z ssiadami utrzymywaam zawsze poprawne stosunki. Nie znam niczyich wstydliwych sekretw. Cay pomys wyglda niedorzecznie! A paskie aluzje o moliwym wspuczestnictwie Mitzi te zakrawaj na absurd. Sysza pan przecie od panny Bunner, e Mitzi przerazia si miertelnie, gdy zobaczya to ogoszenie w "Gazetce". Chciaa spakowa manatki i odej z miejsca. - Mogo to by przebiege posunicie z jej strony. Przecie miaa prawo liczy, e pani sprbuje j zatrzyma. - C, jeeli obra tak lini, znajdzie pan odpowied na wszystko. Gdyby jednak Mitzi znienawidzia mnie z jakiego niezrozumiaego dla mnie powodu, mogaby przecie poda mi trucizn w jedzeniu. Ale z pewnoci nie posunaby si do tak zawikanej amigwki. Niedorzeczny pomys! Policja popada wida w kompleks antycudzoziemski. Mitzi kamie. Zgoda! Ale to nie typ wyrachowanego mordercy. Wolno panu drczy j nadal, skoro tak trzeba. Jeeli jednak odejdzie za i wystraszona albo zamknie si w swoim pokoju i zacznie wrzeszcze, chyba bd musiaa do gotowania obiadu zaangaowa pana. Dzi przyjdzie na podwieczorek pani Harmon z jak starsz pani, ktra przyjechaa do niej w odwiedziny. Chciaam, eby Mitzi upieka na t okazj ciasteczka, widz jednak, e zupenie j pan wytrci z rwnowagi. Nie mgby pan tak zwrci swoich podejrze w jak inn stron?

2 Craddock popieszy do kuchni, gdzie zada Mitzi takie jak uprzednio pytania i otrzyma identyczne odpowiedzi. Tak. Drzwi od frontu zamkna niedugo po czwartej. Nie. Zwykle nie robi tego, ale wtedy bya zdenerwowana z powodu "okropnego ogoszenia". Nie byo po co ryglowa bocznych drzwi, bo tamtdy panna Blacklock i panna Bunner chodz zamyka kaczki albo karmi kury, a pani Haymes zwykle wraca z pracy. - Pani Haymes twierdzi, e zamkna na klucz tamte drzwi, kiedy przysza do domu okoo p do szstej.

- 53 -

- Aha... I pan wierzy... Wierzy jej, co? - A pani jest zdania, e nie powinienem wierzy? - Co tam znaczy moje zdanie. Mnie pan i tak nie uwierzy. - Moe jednak zrobi pani prb? Myli pani, e pani Haymes nie zamkna na klucz tamtych drzwi? - Myl, e bardzo jej zaleao, by nie byy zamknite. - Dlaczego? - Bo tamten mody czowiek nie sam zaatwia robot. O nie! Wiedzia, ktrdy wej. Wiedzia, e drzwi zastanie otwarte. Bardzo dogodnie dla siebie otwarte. - Zaraz! Do czego pani zmierza? - Do czego zmierzam? Czy to wane? I tak nie bdzie pan sucha. Bo kto ja jestem? Biedna uciekinierka, ktra tylko kamie i kamie. Powie pan, e ona, taka jasnowosa angielska dama, nie moe kama... O nie! Jest taka bardzo brytyjska... Taka uczciwa! No i jej pan uwierzy, nie mnie. A ja mogabym co powiedzie. Aha! Mogabym! Z oskotem postawia rondel na pycie kuchennej. Craddock nie by pewien, czy za tymi sowami kryo si co wicej ni tylko niech. - My bierzemy pod uwag wszystko, co nam ludzie mwi - powiedzia. - Ja nic nie powiem. Po co? Wszyscy jestecie tacy sami. Przeladujecie biednych uchodcw, lekcewaycie. Jeeli powiem, e tak z tydzie temu, jak ten mody czowiek przyszed prosi pann Blacklock o pienidze, a ona odesaa go z kwitkiem, jeeli powiem, e pniej syszaam, jak on rozmawia z pani Haymes... Aha! Rozmawia z ni w altanie! Jeeli powiem, pan pomyli, e sama wszystko wykombinowaam. "Bo najprawdopodobniej wykombinowaa" - pomyla Craddock, lecz podj na gos: - Nie moga pani sysze rozmowy prowadzonej w altanie. - Wanie, e mogam! - obruszya si Mitzi. - Mogam! Aha! - dodaa tonem triumfu. Wyszam do ogrodu po mode pokrzywy. Robi z nich smaczn jarzyn. Tak! Oni o tym nie wiedz, ale ja nic nie mwi i z pokrzywy robi smaczn jarzyn. Wtedy usyszaam, e rozmawiaj. "Ale gdzie si schowam?" - powiada on, a ona na to: "Zaraz si dowiesz" - no a pniej jeszcze: "Pamitaj... Kwadrans po szstej". No to pomylaam: "Aha! to taka ty jeste, elegancka damo! Wracasz z pracy i zaraz spotykasz si z chopem! Wpuszczasz go do domu! Panna Blacklock nie byaby zadowolona. Przepdziaby ci, no nie? Popatrz - mylaam posucham, a pniej powiem pannie Blacklock". Teraz rozumiem, e si myliam: jej nie chodzio o romans z tym chopcem. Przygotowywaa rabunek i morderstwo. Ale pan powie, e za, gupia Mitzi zmyla. Zabierze mnie pan do wizienia. Inspektor zastanowi si powanie. Mitzi najprawdopodobniej zmyla. Oczywicie! Ale moe i nie zmyla. - Jest pani pewna, e to Rudi Scherz rozmawia z pani Haymes? - zapyta ostronie. - Ma si rozumie! Dopiero co wyszed z domu i widziaam, e z podjazdu skrci w stron altany. No i zaraz wyszam, eby poszuka troch adnych zielonych pokrzyw. "adne zielone pokrzywy w kocu padziernika?" - pomyla Craddock z powtpiewaniem. Zrozumia jednak, e Mitzi musiaa znale szybko jaki pretekst usprawiedliwiajcy zwyczajne podsuchiwanie. - Powtrzya mi pani wszystko, co tamci mwili? - Panna Bunner, ta, co to we wszystko nos wtyka, zacza woa mnie i woa. Mitzi! Mitzi! No to musiaam odej. Panna Bunner jest irytujca. Jaka irytujca! Wci si tylko we wszystko wtrca. Powiada, e nauczy mnie gotowa! Ona! Wszystko, co ugotuje, jest strasznie wodniste! - Czemu nie powiedziaa mi pani o tej rozmowie poprzednim razem? - zapyta surowo inspektor.

- 54 -

- Bo zapomniaam... Nie mylaam, e to wane. Dopiero pniej zrozumiaam, e napad by wtedy zaplanowany. Zaplanowany z ni! - Jest pani pewna, e to bya pani Haymes? - O tak! Jestem pewna! To zodziejka, ta pani Haymes. Zodziejka i wsplniczka zodziei. Ile zarabia w ogrodzie? Mao! Tyle co nic dla takiej eleganckiej damy. Chciaa ograbi pann Blacklock, ktra bya dla niej taka dobra. To za kobieta! Bardzo za! - A gdyby tak - podj Craddock, spogldajc bystro na Mitzi - gdyby tak kto powiedzia, e Rudi Scherz rozmawia z pani? Efekt by mniejszy, ni naleaoby oczekiwa. Mitzi parskna tylko i podniosa gow. - Gdyby powiedzia, e Rudi Scherz rozmawia ze mn, to powiedziaby kamstwo. Kamstwo! Kamstwo! - powtrzya z pogard. - Oczerni kogo atwo, no nie? Ale w Anglii trzeba dowie tego, co si powiedziao. Tak mwia mi panna Blacklock i myl, e mwia prawd. No nie? Ja nie rozmawiam z mordercami ani zodziejami. Nie powie mi tak aden angielski policjant! No, a jak ja ugotuj obiad, kiedy pan bdzie tu siedzia i nic tylko gada i gada? Prosz wyj z mojej kuchni! Musz przyrzdzi sos. Craddock posusznie wynis si z kuchni, zachwiany nieco w podejrzeniach wobec Mitzi. O Filipie Haymes mwia z mocnym przekonaniem. Miaa skonnoci do kamstwa - na to wygldao - ale w tej opowieci mogo by troch prawdy. Osdzi, e warto porozmawia z Filipa. Podczas pierwszego przesuchania odnis wraenie, e to spokojna, dobrze wychowana moda osoba. Nie podejrzewa jej. Absolutnie nie podejrzewa. Do holu wyszed tak zamylony, e chcia otworzy niewaciwe drzwi. Panna Bunner, ktra znajdowaa si wanie na schodach, przywoaa go do porzdku. - Nie tdy, inspektorze! - zawoaa. - Te drzwi si nie otwieraj. Nastpne po lewej stronie. Tyle tu mamy drzwi. atwo o pomyk. - Rzeczywicie - przyzna Craddock, rozgldajc si po holu. - Drzwi tutaj nie brakuje. Panna Bunner wyliczya je uprzejmie. - Pierwsze do gospodarskiego schowka, nastpne do szafy na wierzchnie okrycia i do pokoju stoowego. A po drugiej stronie te lepe, ktre pan usiowa otworzy, drzwi do salonu i pokoju kredensowego i jeszcze jednego pokoju, a na ostatku boczne drzwi wyjciowe, wiodce do ogrodu. atwo o pomyk, prawda? Zwaszcza jeeli chodzi o te lepe drzwi i drugie do salonu. Sama si nieraz myliam. Dawniej st zasania lepe drzwi, ale przestawilimy go dalej, pod cian. Craddock spostrzeg ju uprzednio niewyran lini poziom przekrelajc filongi lepych drzwi. Obecnie uprzytomni sobie, e to lad po stole. Co zaczo mu wita w gowie. - Aha... St zosta przestawiony. Dawno, prosz pani? W rozmowie z Dor Bunner nie trzeba byo wyjania, czemu stawia si takie lub inne pytanie. Kade uwaaa za naturalne, gdy bya gadatliwa i z przyjemnoci udzielaa informacji w najbardziej nawet bahych sprawach. - Zaraz... Niech no pomyl... Niedawno... Bardzo niedawno... Jakie dziesi dni temu. Moe dwa tygodnie. - Dlaczego st przestawiono? - Dlaczego? Nie przypominam sobie dokadnie. Chyba chodzio o jakie kwiaty... O duy bukiet... Aha! Filipa Haymes przelicznie ukada kwiaty, jesienne licie, gazki we wszystkich kolorach. Wtedy zrobia ogromny bukiet, taki, e jak si przechodzio, zaczepiao si wosami. No wic Filipa powiedziaa: "Najlepiej przesumy st. Zreszt bukiet bdzie prezentowa si lepiej na tle goej ciany ni na tle drzwi". Dlatego wanie trzeba byo zdj Wellingtona pod Waterloo. Nigdy nie lubiam tej ryciny. Teraz ley w schowku pod schodami. - Tak naprawd to nie s lepe drzwi, prosz pani? - zapyta inspektor, spogldajc na nie.

- 55 -

- Skd znowu, inspektorze! Cakiem normalne. W swoim czasie prowadziy do maego salonu, ale jak dwa pokoje poczono w jeden... Po co komu dwoje drzwi do jednego pokoju? Wtedy zostay zabite na gucho. - Zabite? Gwodziami, prosz pani? - dopytywa dalej ciekawie. - Moe tylko zamknite na klucz? - Zamknite na klucz i chyba zaryglowane. Craddock spostrzeg rygiel u szczytu drzwi. Sprbowa go odsun. Ustpi atwo. A nazbyt atwo. - Kiedy te drzwi ostatnio otwierano? - zwrci si do panny Bunner. - Czy ja wiem? Chyba wiele lat temu. Odkd tu jestem, nikt ich nie otwiera. Z ca pewnoci. - Nie wie pani, gdzie moe by klucz od nich? - W holu, w tamtej szufladzie, jest cay stos kluczy. Prawdopodobnie znajdzie go pan midzy nimi. Craddock popieszy za Dor Bunner i spojrza z ciekawoci w gb szuflady. Przetrzsn klucze i wybra jeden, wygldajcy inaczej ni caa reszta. Klucz pasowa i gadko obraca si w zamku. Craddock pchn lepe drzwi, ktre ustpiy atwo i bezszelestnie. - Ostronie! - przestrzega go panna Bunner. - Co moe sta przed drzwiami po przeciwnej stronie. Nie otwieramy ich nigdy. - Naprawd? - zdziwi si i zaraz podj powanie i z naciskiem. - Kto, prosz pani, niedawno otwiera te drzwi. Zamek i zawiasy s dobrze naoliwione. Spojrzaa na z niemdrym zdziwieniem. - Kt mgby to zrobi? - zapytaa. - Tego wanie chc si dowiedzie - odrzek pochmurnie i pomyla: "X z zewntrz? Nie! X by w tym domu. Pitkowego wieczoru by w salonie!".

- 56 -

ROZDZIA DZIESITY
FIP I GEMMA
1 Tym razem panna Blacklock suchaa z wiksz uwag. Craddock zdawa sobie spraw, e to kobieta inteligentna, ktra w sposb waciwy ocenia kade jego sowo. - Tak - powiedziaa spokojnie. - To zmienia posta rzeczy. Nikt nie mia prawa manipulowa przy lepych drzwiach. Nikt nie zrobi tego za moj wiedz. - Rozumie pani, co to znaczy? Kto z obecnych w salonie pitkowego wieczora mg wymkn si tamtymi drzwiami, stan za napastnikiem i wystrzeli do pani. - Niepostrzeenie, niedosyszalnie, nie zwracajc niczyjej uwagi? - Niepostrzeenie, niedosyszalnie, nie zwracajc niczyjej uwagi. Prosz pamita, e kiedy wiato zgaso, wszyscy krzyczeli, poruszali si, wpadali jedni na drugich. No i wida byo jedynie olepiajcy blask latarki elektrycznej. - Rzeczywicie podejrzewa pan - podja z wolna panna Blacklock - e ktra z tych osb, kto z moich poczciwych, bardzo tuzinkowych ssiadw cichaczem opuci salon i usiowa mnie zamordowa? Mnie? Ale dlaczego? Na miosierdzie boskie, dlaczego? - Wydaje mi si, e odpowied na to pytanie winna zna pani. - Nie znam inspektorze. Zapewniam pana, e nie znam. - Zaczniemy od pocztku. Kto dziedziczy pani majtek w wypadku mierci? - Patryk i Julia - odrzeka dosy opornie. - Meble i skromn rent doywotni zapisaam Bunny. Prawd mwic, spadek po mnie bdzie niewielki. Miaam papiery wartociowe niemieckie i woskie, ktre straciy wszelk warto. No i podatki, nisze teraz oprocentowanie kapitau... Nie! Stanowczo nie jestem warta morderstwa. Mniej wicej rok temu ulokowaam znaczn cz moich pienidzy w rencie doywotniej. - Ale co nieco ma pani nadal i siostrzenica oraz siostrzeniec mogliby wej w posiadanie tego. - Patryk i Julia mieliby zaplanowa morderstwo? Nie! Nie mog uwierzy. Zreszt nie maj zych warunkw materialnych. - Wie to pani na pewno? - Nie. Opieram si tylko na tym, co od nich syszaam. Ale nie chc, nie mog ich podejrzewa. Kiedy moe bd warta morderstwa. Kiedy, nie dzisiaj. - Co pani przez to rozumie, prosz pani? - podchwyci skwapliwie Craddock. - Rozumiem przez to, e kiedy, moe nawet niedugo, mog zosta osob bardzo majtn. - Ciekawe... Zechce pani wyjani to dokadniej? - Oczywicie. Pewno pan nie wie, e przez dwadziecia lat z gr byam sekretark i zaufan wsppracownic Randalla Goedlera. Inspektor ywo si zainteresowa. Randall Goedler. Nazwisko gone niegdy w wiecie wielkich finansw. Jego miae operacje i troch teatralna reklama, jak zwyk si otacza, pozostay nadal w pamici ludzkiej. Umar chyba w 1937 albo w 1938 roku. - Sysza pan moe o nim, chocia to dawne czasy? - podja panna Blacklock. - Syszaem. To by milioner. - Multimilioner - poprawia. - Ale jego majtek ulega cigym zmianom. To, co zarobi w jednej operacji, ryzykowa w nastpnej. - Mwia teraz z wikszym oywieniem, a jej oczy byszczay pod wpywem wspomnie. - W kadym razie umar jako czowiek bardzo bogaty.

- 57 -

Nie mia dzieci. Cay majtek zostawi w doywocie onie, pod zarzdem powierniczym. Po jej mierci wszystko miao przypa mnie: na wasno i bez ogranicze. Inspektor przypomnia sobie niby przez mg: tytu nagwka w gazecie: "Zaufana sekretarka ma odziedziczy kolosaln fortun". - W cigu ostatnich dwunastu lat - podja panna Blacklock z ywym byskiem w oczach miaam wspaniay motyw, by zamordowa pani Goedler... Ale to chyba nie przyda si panu, prawda? - Bardzo przepraszam za nastpne pytanie, ale... Ale czy dla pani Goedler nie byo to bolesne, e jej m tak zadysponowa majtkiem? - Zbyteczna delikatno, inspektorze. Chciaby pan wiedzie, czy Randall Goedler by moim kochankiem? Nie. Nie by. Nie sdz, by kiedykolwiek myla o mnie w taki sposb, a mnie z pewnoci nie interesowa. Kocha Bell, swoj on, i by w niej zakochany do mierci. Jestem przekonana, e sporzdzi taki wanie testament z prostej wdzicznoci. Widzi pan, inspektorze, niegdy na pocztku kariery, kiedy nie sta jeszcze na pewnych nogach, Randall by bardzo bliski katastrofy. Chodzio zaledwie o kilka tysicy funtw, a bya to wielka gra, jak zawsze u niego, wielka i pasjonujca. Omal nie rozbio si wszystko o brak nieznacznej kwoty w gotwce. Ja popieszyam mu z pomoc. Miaam troch pienidzy, a w Randalla wierzyam. Wyprzedaam wszystkie walory i gotwk oddaam jemu. To zadecydowao o powodzeniu. W tydzie pniej Randall Goedler zosta prawdziwym bogaczem. Od tej pory, inspektorze, traktowa mnie prawie jak wsplniczk. Tak! To byy pasjonujce dni! zawoaa i westchna. - Czuam si wtedy jak ryba w wodzie! Pniej umar nasz ojciec i zostaam sama z ciko chor siostr. Musiaam zajc si ni i oczywicie zrezygnowa z pracy. Randall umar w dwa lata pniej. W czasie naszej wsppracy zbiam moc pienidzy i, prawd mwic, nie liczyam na aden spadek. Ale byam wzruszona... tak!... wzruszona i dumna, e odziedzicz ca jego fortun, jeeli Bella umrze wczeniej. A bya to istota saba, chorowita, ktrej od dawna wszyscy wryli rych mier. Myl, e tak naprawd biedaczek nie bardzo wiedzia, kogo obdarowa. Bella to poczciwa, urocza istota i z testamentu ma bya chyba zadowolona. Obecnie mieszka w Szkocji. Od lat jej nie widziaam. Wysyamy sobie tylko yczenia noworoczne. Widzi pan, inspektorze, krtko przed wybuchem wojny pojechaam z siostr do sanatorium w Szwajcarii. Tam umara na grulic. Panna Blacklock umilka na chwil. Pniej dodaa: - Do Anglii wrciam mniej wicej rok temu. - Nadmienia pani, e rycho moe zosta osob bardzo majtn. Jak szybko? - Wiem od pielgniarki, ktra opiekuje si Bella Goedler, e stan jej pogarsza si szybko... Moe to by kwestia... Powiedzmy, paru tygodni - powiedziaa panna Blacklock i dodaa zaraz z nut smutku: - Teraz pienidze nie bd miay dla mnie wikszego znaczenia. Na swoje skromne potrzeby mam i tak a nadto. Kiedy bawiaby mnie gra na giedzie, ale obecnie... C? Czowiek si starzeje. W kadym razie przyzna pan chyba, inspektorze, e gdyby Patryk i Julia chcieli mnie zamordowa z chci zysku, byliby szalecami, nie czekajc jeszcze tych kilku tygodni? - Naturalnie - zgodzi si Craddock. - Ale co staoby si, gdyby pani wyprzedzia pani Goedler? Kto dostaby wtedy pienidze? - Wie pan co? Nie zastanawiaam si nad tym nigdy. Zapewne Fip i Emma - powiedziaa z umiechem, a Craddock spojrza na ni bystro. - Moe to brzmi niedorzecznie - cigna - ale gdybym wyprzedzia Bell, spadek dostaby si legalnemu potomstwu (tak brzmi prawniczy termin, prawda?) Soni, jedynej siostry Randalla. Randall zerwa z ni kontakty, bo wysza za czowieka, ktrego on uwaa za hochsztaplera i ajdaka. - A by ajdakiem? - Niewtpliwie. Ale, jak sdz, musia podoba si kobietom. To jaki Grek czy Rumun. Nazywa si... Jake to? Aha! Stamfordis. Dymitr Stamfordis.

- 58 -

- I Randall wydziedziczy siostr, kiedy zawara ten zwizek maeski? - Sonia miaa wasny, pokany majtek. Ponadto Randall zaopatrywa j w kieszonkowe pod warunkiem, e m nie bdzie mg tkn tych pienidzy. Myl, e przy sporzdzaniu testamentu prawnicy domagali si, eby wyznaczy spadkobiercw na wypadek, gdybym ja umara wczeniej ni Bella. Wtedy zapewne niechtnie wymieni potomstwo Soni. Widzi pan, nie mia nikogo innego, a nie nalea do udzi, ktrzy przeznaczaj majtek na cele dobroczynne. - Byy dzieci z tego maestwa? - Tak, Fip i Emma - rozemiaa si panna Blacklock. - To brzmi miesznie, prawda? Ale wiem tylko tyle, e w jaki czas po zawarciu maestwa Sonia napisaa do Belli z prob, by powiedziaa Randallowi, e ona jest bardzo szczliwa i wanie urodzia blinita, ktrym daa imiona Fip i Emma. O ile mi wiadomo, Sonia ju si pniej nigdy nie odezwaa. Ale, rzecz jasna, Bella mogaby powiedzie panu wicej. Wygldao na to, e panna Blacklock oywia si wasn opowieci. Inspektor Craddock nie mia wesoej miny. - Wynika std - powiedzia - e s co najmniej dwie osoby, ktre weszyby w posiadanie olbrzymiej fortuny, gdyby pani zostaa zamordowana w pitkowy wieczr. Myli si pani, twierdzc, e nikomu pod socem nie mogoby zalee na pani mierci. Co najmniej dwie osoby odniosyby wwczas korzy. W jakim wieku moe by to rodzestwo? Panna Blacklock zmarszczya czoo. - Zaraz... tysic dziewiset dwudziesty drugi rok... Trudno przypomnie sobie dokadnie. Brat i siostra maj teraz jakie dwadziecia pi... dwadziecia sze lat. Ale... - twarz jej spowaniaa - ale nie sdzi pan przecie... - Sadz - przerwa - e kto strzela do pani i chcia pani zabi. Sdz, e ta sama osoba bd te same osoby mog podj nastpn prb. Bybym rad, prosz pani, gdyby pani zechciaa by bardzo ostrona. Jedno morderstwo, starannie zaplanowane, nie udao si. Obawiam si, e moe nastpi druga prba, i to wkrtce.

2 Filipa Haymes wyprostowaa si i z wilgotnego czoa odgarna kosmyk wosw. Zajta bya pieleniem rabatki kwiatowej. - Sucham pana, inspektorze? Zmierzya go pytajcym wzrokiem, on za przyjrza si tym razem uwaniej ni poprzednio. Tak, to adna dziewczyna, typ na wskro angielski, o popielatoblond wosach i pocigej twarzy. Zarys ust i podbrdka znamionujcy upr. Powcigliwa, stanowcza. Bkitne oczy spogldaj miao i nic z nich wyczyta nie sposb. "Taka dziewczyna - pomyla Craddock umiaaby dochowa tajemnicy". - Przykro mi - powiedzia - e znw naprzykrzam si pani przy pracy, wolaem jednak nie czeka do przerwy obiadowej. Zreszt wydaje mi si, e atwiej i swobodniej porozmawiamy tutaj, z dala od Little Paddocks. - Sucham pana, inspektorze? - powtrzya spokojnie, nie wykazujc zbytniego zainteresowania. "Ale czy w jej gosie nie zabrzmia niepokj? - pomyla Craddock. - Bo ja wiem? Moe to tylko zudzenie?" - Dzi z rana zoono zeznanie, ktre dotyczy pani. Filipa lekko uniosa brwi. - Powiedziaa mi pani, e Rudi Scherz by jej zupenie nieznany. - Tak. - Powiedziaa mi pani, e pierwszy raz zobaczya go pani, gdy ju nie y. Czy to si zgadza?

- 59 -

- Oczywicie. Nigdy przedtem go nie widziaam. - A nie rozmawiaa z nim pani w Little Paddocks, w altanie? - W altanie? - powtrzya. Craddock by prawie pewien, e w jej gosie dosysza ton przestrachu. - Tak, prosz pani. - Kto to powiedzia? - Powiedziano mi, e rozmawiaa pani z tym czowiekiem. Rudi Scherz pyta, gdzie mgby si ukry. Pani obiecaa, e mu pokae. Bya mowa o porze, o godzinie kwadrans po szstej. W dniu napadu Rudi Scherz wysiad z autobusu w Chipping Cleghorn wanie kwadrans po szstej. Przez chwil panowao milczenie. Pniej Filipa rozemiaa si krtko, pogardliwie. Wyraz twarzy miaa rozbawiony. - Nie wiem, kto powiedzia to panu, ale mog si domyli. To gupia, niezdarnie sklecona bajka, powodowana, ma si rozumie, zoci. Nie wiem, z jakiego powodu, ale Mitzi nie cierpi mnie jeszcze bardziej ni innych domownikw. - Zaprzecza pani? - Oczywicie. To kamstwo... Nie znaam tego czowieka, nigdy w yciu go nie widziaam i nie byo mnie wtedy w Litte Paddocks. Pracowaam tamtego rana. - Jakiego rana? - podchwyci agodnie. Nastpia krtka pauza. Filipa zatrzepotaa powiekami. - Codziennie rano pracuj tutaj. Na przerw obiadow wychodz dopiero o pierwszej odpara i dorzucia zaraz z nut lekcewaenia. - Nie warto sucha tego, co opowiada Mitzi. Kamie jak najta. - I co? - powiedzia Craddock, gdy odchodzi w towarzystwie sieranta Fletchera. - Mamy cakowicie sprzeczne zeznania dwu modych kobiet. Ktrej wierzy? - Wszyscy utrzymuj zgodnie, e ta cudzoziemka kamie - odrzek Fletcher. - Mam pewne dowiadczenia z cudzoziemcami i wiem, e kamstwo przychodzi im atwiej ni mwienie prawdy. No i nie ulega wtpliwoci, e ta Mitzi ywi jakie urazy do pani Haymes. - Wic, na moim miejscu, uwierzyby pan pani Haymes? - Tak jest, inspektorze. Gdyby nie byo konkretnych przeciwwskaza. W gruncie rzeczy Craddock nie widzia przeciwwskaza... Moe tylko wspomnienie zbyt nieruchomych bkitnych oczu i gadko wypowiedziane sowa "tamtego rana". By absolutnie pewien, e nie wymieni pory dnia, kiedy zostaa podsuchana rozmowa w altanie. Jednake panna Blacklock - a jeeli nie ona, to panna Bunner - mogy przecie wspomnie o wizycie modego cudzoziemca, ktry chcia wyszachrowa pienidze na powrt do Szwajcarii. W rezultacie Filipa Haymes miaa prawo sdzi, e rozmowa w altanie odbya si wanie tamtego rana. To prawdopodobne, lecz Craddock by nadal przekonany, e w gosie Filipy dwicza strach, gdy zapytaa: "W altanie?" Uzna, e warto si jeszcze nad tym zastanowi.

3 W ogrodzie na probostwie byo przyjemnie. Angli nawiedzia jesienna fala ciepa, urocze babie lato, a jednoczenie denerwujce, jak oceni inspektor Craddock. Siedzia na leaku, ktry przyniosa dla niego zaradna Bueczka, nim wysza na zebranie Koa Chrzecijaskich Matek, a obok, spowita w szale i z grubym pledem na kolanach, siedziaa panna Marple, zajta robtk na drutach. Blask soca, spokj, miarowe postukiwanie drutw panny Marple - wszystko to usposabiao Craddocka sennie. A jednoczenie opanowa go jaki koszmarny

- 60 -

nastrj. Czsto bywa tak w marzeniach sennych - utajony lk systematycznie przybiera na sile i ostatecznie uczucie bogoci przemienia si w groz. - Nie powinna pani tutaj przebywa - odezwa si nieoczekiwanie. Druty przestay postukiwa. Spokojne porcelanowobkitne oczy spojrzay na z zainteresowaniem. - Wiem, do czego pan zmierza, dobry, troskliwy chopcze. Ale wszystko w porzdku. Ojciec Bueczki, proboszcz naszej parafii, duchowny gbokiej wiedzy, i jej matka, kobieta wybitna o niebywaej wprost sile charakteru, to moi starzy przyjaciele, inspektorze. Kuruj si w Medenham, jest wic cakiem naturalne, e przyjechaam tutaj, by spdzi pewien czas u pastwa Harmon. - Tak... Zapewne... Ale niech pani nie zajmuje si cudzymi sprawami. Jestem przekonany, gboko przekonany, e to moe by niebezpieczne. - C, my, starsze panie, stale zajmujemy si cudzymi sprawami. Wygldaoby dziwnie i jeszcze bardziej podejrzanie, gdybym teraz tego zaniechaa. Rozumie pan? Pytania o licznych wsplnych znajomych w rozmaitych czciach wiata, pytanie, czy ludzie pamitaj takiego a takiego albo czy moe przypominaj sobie, kogo w swoim czasie polubia crka lady jakiej tam? To wszystko moe by pomocne, prawda? - Pomocne? - zdziwi si Craddock. - Tak. Moe by pomocne przy sprawdzaniu, czy ludzie s rzeczywicie tymi, za ktrych si podaj - wyjania i podja ywo: - Bo takie wanie sprawy trapi pana, prawda? Pod tym wzgldem wiat zmieni si od czasu wojny. Wemy na przykad tak miejscowo jak Chipping Cleghorn. Jest bardzo podobna do Saint Mary Mead, gdzie mieszkam. Pitnacie lat temu wiedziano tam dokadnie wszystko o wszystkich. Pastwo Bantry z paacu, pastwo Hartnell i Price-Ridley, i Weatherby to ludzie, ktrych rodzice, dziadkowie lub przynajmniej wujowie i ciotki zamieszkiwali przed nimi w Saint Mary Mead. Jeeli sprowadza si kto nowy, by zaopatrzony w listy polecajce lub te okazywao si rycho, e suy w tym samym puku bd na tym samym okrcie co kto z dawniejszych mieszkacw. Jeeli pojawia si kto obcy, naprawd obcy, wszyscy stronili od niego i wszyli, pki nie dowiedzieli si, co to naprawd za jeden. Panna Marple pokrcia gow. - Po wojnie czasy si zmieniy - podja. - Teraz w kadej osadzie, kadym prowincjonalnym miasteczku mieszkaj ludzie, ktrzy nie maj adnych zwizkw z tym miejscem i jego przeszoci. Kupuj paacowe rezydencje, mae domki przystosowuj do swoich potrzeb i wymaga, a wiadomo o nich tyle, ile sami o sobie opowiadaj. Pozjedali si, rozumie pan, z caego wiata, z Indii, z Chin, Hongkongu, a wrd nich trafiaj si i tacy, ktrzy dawnymi czasy rezydowali w rnych takich uzdrowiskach Francji lub na jakich dziwnych wyspach albo uciuali jaki taki majteczek i sta ich na to, eby nie pracowa. Ale nikt dzisiaj nie wie, kim s ci przybysze naprawd. Mog mie w domach indyjskie brzy i posugiwa si anglohinduskim argonem. Mog dekorowa ciany widokami Taorminy i mwi o tamtejszym kociele angielskim oraz angielskiej bibliotece, jak panna Hinchliffe i panna Murgatroyd. By moe przyjechali z poudniowej Francji lub cae ycie spdzili na Wschodzie. Ludzie przyjmuj ich na sowo i nie czekaj, a przyjdzie list od przyjaci z wiadomoci, e tacy to a tacy s urocz rodzin, znan im od wiekw. To wanie niepokoio Craddocka. Irytowa si, e nic nie wie. Oto ma do czynienia z osobnikami zaopatrzonymi w kartki ywnociowe i dowody tosamoci - nowiutkie, schludne dowody tosamoci z numerami, lecz bez fotografii i odciskw palcw. Kady moe postara si o dogodny dla siebie dowd tosamoci i moe po czci dlatego zanikaj stopniowo subtelne zwizki, jakie czyy dawniej angielsk spoeczno prowincjonaln. W wielkim miecie na og nie zna si ssiadw. Dzi nie zna si ich rwnie na prowincji, cho niektrym wydaje si inaczej.

- 61 -

Z powodu naoliwionych drzwi Craddock wiedzia na pewno, e pitkowego wieczoru w salonie Letycji Blacklock znalaz si kto, kto nie by miym, yczliwym ssiadem, za jakiego uchodzi. Dlatego wanie obawia si o pann Marple - osob starsz, kruch i obdarzon wyczulonym zmysem spostrzegawczoci. - Takich ludzi moemy w pewnym sensie skontrolowa - powiedzia, lecz orientowa si, naturalnie, e to nieatwa sprawa. Indie, Chiny, Hongkong, poudniowa Francja... Trudniej przedstawia si to dzi ni przed pitnastoma laty. Nie brak przecie w kraju osb poruszajcych si swobodnie z cudzymi kartami tosamoci, "poyczonymi" od ludzi, ktrych spotkaa gwatowna mier w wielkich miastach. Istniej organizacje, setki przestpczych organizacji zajmujcych si skupowaniem lub faszowaniem dowodw tosamoci i kartek ywnociowych. Prawie kadego da si skontrolowa. Oczywicie. Ale kontrola wymaga czasu, ktrego wanie brakowao inspektorowi, gdy wdowa po Randallu Goedlerze bya bliska, bardzo bliska mierci. Wwczas - zatroskany i zmczony, rozmarzony sonecznym blaskiem i ciepem - powiedzia pannie Marple o dawnym szefie Letycji Blacklock, o Fipie i Emmie. - Dwa imiona - cign - lub raczej dwa zdrobnienia. Ta para moe nie y. A moe mieszka gdzie w Europie, otoczona szacunkiem. Albo jedno z nich czy obydwoje mog znajdowa si teraz tutaj, w Chipping Cleghorn. Maj okoo dwudziestu piciu lat... - mwi dalej, jak gdyby myla na gos. - Kto pasuje do tego wieku?... Siostrzenica i siostrzeniec czy te para modych kuzynw?... Ciekawe, kiedy ich ostatnio widziaa? - Tego dowiem si dla pana - podchwycia cicho panna Marple. - Nie! Bardzo pani prosz... - Prosz si nie obawia, inspektorze. To prosta sprawa. Bardzo prosta. Nikt nawet si nie spostrzee, bo, rozumie pan, bdzie przeprowadzona nieoficjalnie. Jeeli co jest nie w porzdku, pan nie obudzi ich czujnoci. "Fip i Emma - pomyla Craddock. - Fip i Etruria?" Mia ju obsesj na punkcie tej pary. Przystojny, zadzierzysty mody czowiek i adna dziewczyna o lodowatym spojrzeniu... - Zapewne dowiem si wicej w cigu najbliszych czterdziestu omiu godzin - powiedzia. Jad do Szkocji. Pani Goedler chyba wie o nich co nieco... Jeeli, oczywicie, bdzie w stanie mwi. - To rozumne posunicie... - Panna Marple zawahaa si na moment. - Mam nadziej, e zaleci pan pannie Blacklock, by bya bardzo ostrona? - Tak. Oczywicie. I zostawi tu czowieka, ktry dyskretnie bdzie wszystko obserwowa. Nie mia odwagi spojrze w oczy pannie Marple, ktra musiaa by zdania, e policjant, obserwujcy wszystko dyskretnie, nie na wiele si przyda, gdy rzecz dzieje si w rodzinnym krgu. - No i prosz pamita, e ostrono zaleciem rwnie pani - powiedzia, zwracajc si w jej stron. - Zapewniam, inspektorze - odpara - e potrafi dba o siebie.

- 62 -

ROZDZIA JEDE ASTY


PA
A MARPLE PRZYCHODZI A PODWIECZOREK

Panna Blacklock czua si troch nieswojo, gdy na podwieczorek przysza pani Harmon ze swoim gociem, ale w go - panna Marple - nie mg tego zauway, bo widzia pann Blacklock po raz pierwszy. Starsza pani bya urocza i sprawiaa wraenie, e lubi niezoliwe plotki. Od razu ujawnia si jako osoba ywo zainteresowana kwesti wama oraz wamywaczy. - Potrafi dosta si wszdzie, droga pani - mwia, zwracajc si do gospodyni. - Absolutnie wszdzie! Tyle teraz tych nowych, amerykaskich metod. Osobicie mam zaufanie do bardzo starowieckiego urzdzenia, do zwyczajnego, mocnego haczyka. Wamywacz atwo poradzi sobie z zamkiem, odsunie rygiel, ale z haczykiem nie da sobie rady. Prbowaa pani kiedy haczyka? - Nie bardzo znamy si tu na zamkach - umiechna si panna Blacklock. - Prawd mwic, nie mamy nic, co mogoby skusi wamywacza. - Dobry jest take acuch przy drzwiach - radzia dalej starsza pani. - Wtedy suca robi tylko ma szpar, widzi, kto stoi po przeciwnej stronie drzwi, a napastnik nie moe wedrze si si. - Mitzi, nasza uciekinierka z kontynentu, byaby zachwycona czym takim. - Przeraajcy musia by ten napad, o ktrym Bueczka tyle mi opowiadaa - podja panna Marple. - miertelnie si wystraszyam! - podchwycia Bueczka. - Istotnie. Zdarzenie byo okropne - przyznaa pani domu. - aska boska, doprawdy, e ten czowiek potkn si i zastrzeli. Wamywacze s dzisiaj bardzo groni. Ale jak on dosta si do domu? - My, prosz pani, nie bardzo dbamy o zamykanie drzwi. - Ach, Letty! - zawoaa panna Bunner. - Zapomniaam ci powiedzie, e dzi z rana inspektor by jaki dziwny. Koniecznie chcia otworzy lepe drzwi... O te, z ktrych nigdy nie korzystamy. Wszdzie szuka klucza i ostatecznie powiedzia, e drzwi zostay naoliwione. Ale nie wyobraam sobie, czemu kto miaby... - urwaa nagle i zastyga z otwartymi ustami, bo zbyt pno dostrzega alarmujce znaki panny Blacklock. - Ach, Letty, przykro mi... Letty, strasznie ci przepraszam! ... Jaka ja jestem gupia! - Nic wielkiego - powiedziaa panna Blacklock, lecz najwyraniej bya rozdraniona. Wydaje mi si tylko, e inspektor Craddock nie yczyby sobie rozgosu na ten temat. Nie wiedziaam, e bya z nim, Doro. Pani to chyba rozumie? - zwrcia si do pani Harmon. - O tak! Swka nie piniemy nikomu! Prawda, ciociu Jane? Ale zastanawia mnie, czemu ten czo... - umilka i pogrya si w mylach. - Mj Boe! - wybuchna panna Bunner, nadal zdenerwowana i przygnbiona. - Ja zawsze, zawsze mwi nie to, co trzeba! Masz tylko kopot ze mn, Letty! - Nic podobnego - odpara spokojnie panna Blacklock. - Jeste dla mnie, Doro, wielk pociech i podpor. A zreszt, w takiej dziurze jak Chipping Cleghorn i tak nie utrzyma si sekretu. - Wanie! - podchwycia panna Marple. - To wita prawda. Wszelkie wiadomoci przedostaj si w sposb rzeczywicie zadziwiajcy. Ma si rozumie, przyczynia si do tego

- 63 -

suba, ale nie tylko ona, bo kto dzi trzyma sub? A przychodnie sprztaczki s chyba jeszcze gorsze, bo chodz do rnych domw i skwapliwie rozpowszechniaj plotki. - Mam! - zawoaa niespodziewanie pani Harmon. - Jeeli dao si otworzy te lepe drzwi, kto mg po ciemku wyj z salonu i zainscenizowa napad... Ale, oczywicie, nikt tak nie postpi, bo by to przecie jaki czowiek z hotelu Royal. Czy aby on?... Tak czy inaczej, nie rozumiem... - urwaa znw i zmarszczya czoo. - Czy w tym pokoju rozegraa si ta scena? - zapytaa panna Marple i tonem usprawiedliwienia zwrcia si do pani domu: - Pewno uzna mnie pani za ciekawsk, ale to rzeczywicie niezwyka historia. O czym takim czytuje si nieraz w prasie, ale eby miao przytrafi si komu znajomemu! Chciaabym zatem... Wysuchaa obszernego, chocia mtnego sprawozdania Bueczki oraz panny Bunner - z drobnymi poprawkami i sprostowaniami pani domu. W trakcie tej rozmowy nadszed Patryk, wzi w niej czynny udzia, a nawet posun si tak daleko, e z powodzeniem odegra rol, w ktrej pierwotnie wystpi Rudi Scherz. - A ciocia Letty - mwi - bya tam, w rogu, pod arkad. Pjd, sta tam, ciociu. Panna Blacklock wykonaa polecenie i wwczas pokazano pannie Marple dziury po wydobytych pociskach. - Cudowne ocalenie - westchna. - Widz w tym palec Opatrznoci! - Wanie chciaam poczstowa goci papierosami - wyjania panna Blacklock i wskazaa du srebrn szkatuk stojc na stoliku. - Wszyscy pal teraz tak nieuwanie - powiedziaa Dora Bunner tonem przygany. - Nic nie szanuj przyzwoitych mebli jak dawniej. O! Prosz spojrze na ten liczny stolik. Kto okropnie przypali go papierosem. Wstyd, sowo daj! Pani domu westchna. - Niekiedy przywizujemy zbyt wiele wagi do swoich mebli. - Ale to taki liczny stolik, Letty. Panna Bunner troszczya si o rzeczy przyjaciki, tak jak gdyby naleay do niej. Bueczka bya zdania, e taki brak zazdroci to ujmujca cecha charakteru. - Istotnie liczny stolik - przyznaa uprzejmie panna Marple. -1 jaka pikna lampa z porcelany! Panna Bunner przyja pochwa tak, jak gdyby to ona bya wacicielk lampy. - Urocza, prawda? Stare Drezno. Mamy dwie takie. Druga jest chyba w gocinnym pokoju. - Ty, Doro, wiesz zawsze, gdzie czego szuka w tym domu - powiedziaa wesoo panna Blacklock. - Albo wydaje ci si, e wiesz. A dbasz o moj wasno bardziej ni ja sama. - Bo lubi adne rzeczy - odpowiedziaa zarumieniona Dora z alem i uraz w gosie. - Przyznaj szczerze - zabraa gos panna Marple - e bardzo jestem przywizana do kilku moich skromnych drobiazgw. czy si z nimi mnstwo wspomnie. Albo fotografie, prawda? Ludzie mao sobie dzi ceni rodzinne fotografie. Ja skrztnie przechowuj zdjcia wszystkich moich siostrzecw i siostrzenic w rozmaitym wieku, od niemowlcego. - Aha! Take moje! - podchwycia Bueczka. - Okropne! Miaam wtedy trzy lata. Zezuj i trzymam w objciach foksteriera. - Myl, e ciocia - zwrcia si panna Marple do Patryka - ma wiele paskich fotografii? - C... My jestemy bardzo daleko spokrewnieni - odpowiedzia. - Zdaje mi si, Pat, e Elinor przysaa mi raz twoje zdjcie jako niemowlcia - umiechna si panna Blacklock. - Ale nie zachowaam go chyba. Prawd mwic, nie pamitam nawet, ile dzieci miaa Elinor i jakie im daa imiona. Dowiedziaam si tego, kiedy napisaa mi, e jestecie w Anglii. - Jeszcze jeden znak naszych czasw - powiedziaa panna Marple. - Czsto nie zna si dzisiaj wcale modszego pokolenia krewniakw. Byoby to niepodobiestwem dawniej, gdy urzdzano wielkie zjazdy familijne.

- 64 -

- Matk Pata i Julii widziaam ostatni raz przed trzydziestu laty, na jej weselu. adna bya z niej wtedy dziewczyna - powiedziaa pani domu. - Dlatego te ma takie adne dzieci - umiechn si Patryk. - Ciociu! - zawoaa Julia. - Przecie ty masz wspaniay stary album! Pamitasz? Ogldalimy go ktrego dnia. Ach, te kapelusze! - A uwaaymy si wwczas za elegantki - westchna panna Blacklock. - Nic dziwnego, ciociu Letty - rozemia si Patryk. - Za jakie trzydzieci lat Julia natknie si na swoje zdjcie i rwnie powie, e wygldaa jak czupirado. - Czy poruszya, ciociu, temat celowo? - zapytaa Bueczka, gdy z pann Marple wracay na probostwo. - Mam na myli ca t rozmow o fotografiach. - Widzisz, moja droga, dziki temu zdobyam interesujc wiadomo, e panna Blacklock do niedawna wcale nie znaa siostrzenicy ani siostrzeca... Tak... Sdz, e inspektor Craddock take bdzie tym bardzo zainteresowany.

- 65 -

ROZDZIA DWU ASTY


PRZEDPOUD IOWE GODZI Y W CHIPPI G CLEGHOR
1 Edmund Swettenham niepewnie usiad na walcu ogrodowym. - Dzie dobry, Filipo. - Dzie dobry. - Pracujesz ciko? - Umiarkowanie. - A co robisz? - Nie widzisz? - Nie widz. Nie jestem ogrodnikiem. Dubiesz w ziemi i tyle. - Przepikowuj saat. - Przepikowujesz? Dziwaczne wyraenie! - yczysz sobie czego? - zapytaa chodno. - Naturalnie! ycz sobie patrze na ciebie. Spojrzaa na z ukosa. - Wolaabym, eby tutaj nie przychodzi. Pani Lucas bdzie niezadowolona. - Jest przeciwna twoim wielbicielom? - Nie ple gupstw! - Wielbiciel to waciwe okrelenie. Wiernie oddaje moj sytuacj. Uwielbienie na przyzwoit odlego, ale z uporem. - Id sobie! Prosz ci, Edmundzie. Nie masz tu nic do roboty. - Omyka - podchwyci z nut triumfu. - Mam tu co do roboty! Dzi z rana pani Lucas zatelefonowaa do mojej mamy i powiedziaa, e ma mnstwo dy. - Tak. Cae stosy. - I e za soik miodu moe da ich par. - O! To nieuczciwa zamiana. Obecnie trudno znale nabywcw na dynie. Wszyscy sami maj ich mnstwo. - Ma si rozumie. Wanie dlatego pani Lucas telefonowaa. Poprzednim razem proponowaa zbierane mleko... Uwaasz? Zbierane!... Za saat! A by to pocztek sezonu i jedna gwka saaty kosztowaa szylinga. Filipa nic nie powiedziaa. Edmund wycign z kieszeni soik miodu. - Spjrz - powiedzia. - To moje alibi, najoczywistsze, nieodparte. Jeeli pojawi si tu wydatny biust pani Lucas, powiem, oczywicie, e przyszedem po te dynie. O ch flirtu niepodobna mnie bdzie posdzi. - Aha... Rozumiem. - Och, Filipo, dlaczego jeste taka? - wybuchn nagle. - Co kryj twoje pikne, regularne rysy? Co mylisz? Co czujesz? Jeste szczliwa, zrozpaczona, pena lku? Jaka? Co musi dzia si w tobie. - Jest to wycznie moja sprawa. - I moja take. Chc, aby co mwia. Chc zgbi myli w tej twojej spokojnej gowie. Mam prawo wiedzie. Sowo daj! Nie chciaem zakocha si w tobie. Chciaem siedzie spokojnie i pisa ksik o tym, jak pody jest wiat. Diablo atwo si mdrzy na temat podoci wszystkich i wszystkiego. To zreszt kwestia przyzwyczajenia. Wszystko jest kwesti przyzwyczajenia i mody. Po tamtej wojnie ludzie zbzikowali na punkcie seksu. Teraz

- 66 -

przysza kolej na frustracj. To wychodzi na jedno. Ale czemu o tym wszystkim gadamy? Zaczem mwi o nas dwojgu. No i zbia mnie z tropu. Nie popieszya z pomoc. - Czego ty chcesz ode mnie? Co miaam zrobi? - Mwi! Mwi o wszystkim. Co z twoim mem? Wielbisz go, a on nie yje, wic zamkna si niby ostryga? Czy tak? Niech bdzie! Wielbisz go, a on nie yje. Mowie innych dziewczyn, bardzo wielu dziewczyn, take nie yj, a niektre naprawd ich kochay. No i opowiadaj o tym w barach, popakuj troch, jak si zalej, a pniej id z kim do ka, dla poprawy samopoczucia. To jeden ze sposobw przeamania impasu. I ty, Filipo, musisz jako swj impas przeama. Jeste moda. Jeste adna i ja kocham ci, jak wszyscy diabli! Mw o tym swoim mu, powiedz mi o nim wszystko. - Nie mam nic do powiedzenia. Poznalimy si i pobralimy. - Musiaa by bardzo moda? - Z pewnoci za moda. - Aha! Nie bya z nim szczliwa? Powiedz mi co wicej, Filipo! - Nic wicej nie mam do powiedzenia. Pobralimy si i chyba bylimy szczliwi, jak wikszo maestw. Urodzi si Harry. Ronald zosta wysany do Woch i tam... i tam poleg. - A obecnie jest Harry? - A obecnie jest Harry. - Lubi go. To naprawd miy dzieciak. On mnie te lubi. Doskonale si zgadzamy. I co, Filipo? Zostaniesz moj on? Moesz dalej pracowa w ogrodzie, ja zajm si moj ksik, a w czasie wolnym od pracy bdziemy si cieszy sob. Przy zastosowaniu odpowiedniej taktyki moe uda nam si nie mieszka z moj mam. A ona potrznie troch kabz, by pomc ukochanemu syneczkowi. Lubi pasoytowa, pisuj kiepskie ksiki, mam krtki wzrok i jestem piekielnie gadatliwy. Oto moje ze strony. Poprbujesz? - zapyta Edmund. Filipa zmierzya go spojrzeniem. Wysoki, raczej powany mody mczyzna w duych okularach i o do niespokojnym wyrazie twarzy. Jasn czupryn mia w nieadzie, a na jego twarzy widnia umiech yczliwej zachty. - Nie - odpowiedziaa. - Stanowczo nie? - Stanowczo. - Dlaczego? - Nic o mnie nie wiesz. - Innych przeszkd nie ma? - S. Ty w ogle nic nie wiesz. O niczym. - Hm... Moe masz racj - odrzek po krtkim namyle. - Ale czy ktokolwiek co w ogle wie? Filipo! Ukochana... Urwa nagle na dwik zbliajcego si przeraliwego szczekania. - Pani Lucas bdzie... - Bodaj j licho! Daj t przeklt dyni.

2 Sierant Fletcher gospodarowa samodzielnie w Little Paddocks. Mitzi miaa wolny dzie i przy takich okazjach wyjedaa zawsze do Medenham Wells autobusem o jedenastej. Panna Blacklock pozostawia sierantowi woln rk i wysza z domu z pann Bunner.

- 67 -

Fletcher pracowa szybko. Kto naoliwi lepe drzwi. Oczywicie nie wiadomo kto, lecz bez wtpienia po to, by po zganiciu wiata opucie ukradkiem salon. Mitzi nie wchodzi w rachub, gdy ona nie musiaaby korzysta z tych drzwi. Kto zatem pozostaje? Ssiedzi - medytowa sierant - te waciwie nie wchodz w rachub. Jakim cudem mogaby si im trafi sposobno naoliwienia lepych drzwi? Pozostaj Patryk i Julia Simmonsowie, Filipa Haymes i ewentualnie Dora Bunner. Tego ranka modzi Simmonsowie byli w Milchester, Filipa Haymes pracowaa w ogrodzie. Sierant Fletcher mg zgbia wszelkie tajemnice domu. Jednake dom sprawia zawd na kadym kroku - absolutnie nie budzi podejrze. Fletcher - specjalista od elektrycznoci - nie potrafi znale w sieci nic, co wskazywaoby na przyczyn krtkiego spicia. Szybko przetrzsn pokoje domownikw i zasta wszdzie irytujc normalno. W sypialni Filipy Haymes byy fotografie chopca o powanych oczach, jego zdjcia jako maego dziecka, plik uczniowskich listw, par programw teatralnych. Julia miaa pen szuflad amatorskich zdj z poudniowej Francji - fotografie z play, jaka willa pord kwitncej mimozy. Patryk przechowywa rne pamitki z czasw suby na morzu, a Dora Bunner kilka nie budzcych podejrze drobiazgw osobistych. "A przecie kto z domownikw musia naoliwi drzwi" - pomyla sierant. Rozmylania przerway mu jakie odgosy dobiegajce z parteru. Szybko wyszed na podest schodw i spojrza w d. W holu staa pani Swettenham. Niosa koszyk przewieszony przez rk. Zajrzaa do salonu, cofna si, wrcia do holu i, zniknwszy w pokoju stoowym, wysza stamtd bez koszyka. Nagle deska skrzypna, by moe pod nog sieranta, wic odwrcia gow i zawoaa: - Czy to panna Blacklock? - Nie, prosz pani. To ja. Pani Swettenham wydaa cichy okrzyk: - Och! Jake mnie pan przestraszy. Pomylaam, e to nastpny wamywacz. Fletcher zszed na d. - Jak wida, dom jest sabo zabezpieczony - powiedzia. - Czy zawsze kady moe wchodzi i wychodzi, kiedy zechce? - Przyniosam troch pigwy - wyjania. - Tu jej nie maj, a panna Blacklock chce zrobi pigwow galaretk. Koszyk zostawiam w jadalni. Umiechna si do sieranta. - Aha... Rozumiem. Zastanawia si pan, jak weszam, prawda? Po prostu bocznymi drzwiami. Wszyscy odwiedzamy ssiadw, kiedy chcemy. Nikomu nie przychodzi do gowy, aby ryglowa drzwi przed zmierzchem. Widzi pan, byoby niewygodnie, jakby czowiek przynis co i nie mg tego zostawi. To nie dawne czasy! Wtedy dzwonio si i kto ze suby zawsze otwiera - zrobia krtk pauz i westchna. - W Indiach, dobrze pamitam, mielimy osiemnastu sucych! Nie liczc niani, ktra tam nazywa si ayah. Nie byo w tym nic dziwnego. W domu moich rodzicw te bya trjka suby, a matka uwaaa zawsze, e to okropna ndza, jeli nie mona sobie pozwoli na podkuchenn. Musz przyzna, sierancie, e ycie w obecnych czasach wydaje mi si bardzo dziwne, chocia wiem, e nie naley narzeka. Grnikom jest przecie jeszcze gorzej, bo wci zapadaj na pylic, czy jak to tam si nazywa, no i opuciwszy kopalni, zostaj ogrodnikami, cho nie maj pojcia o tej robocie. Ale nie zajmuj panu czasu - cigna, ruszajc w kierunku wyjcia. - Pewno pan strasznie zapracowany, sierancie? I co? Nie zdarzy si nic wicej? - Czemu miaoby si co zdarzy, prosz pani? - Jak zobaczyam pana, przyszo mi do gowy, e by moe dziaa tu jaki gang. Powie pan pannie Blacklock, e przyniosam troch pigwy? Wysza, a Fletcher dozna nagego olnienia. Mylnie, jak si okazao, zakada, e naoliwi drzwi musia jeden z domownikw. Teraz widzia swj bd. Kady z zewntrz mg to

- 68 -

zrobi, gdy autobus Mitzi odjecha, a panna Blacklock i panna Bunner wyszy z domu. O podobn sposobno byo z pewnoci atwo. A zatem nie sposb wykluczy adnej z osb, ktre pitkowego wieczora znajdoway si w salonie.

3 - Murg. - Co powiesz, Hinch? - Zastanawiam si gboko. - Naprawd, Hinch? - Tak. Mj bystry mzg pracuje. I wiesz, Murg? Caa pitkowa historia wydaje mi si mocno podejrzana. - Podejrzana? - Aha. Odgarnij no wosy z czoa i we t grack. Udawaj, e to rewolwer. - Ojej! - przestraszya si panna Murgatroyd. - Nie bj si. Na pewno ci nie ugryzie. Chod ze mn do kuchni. Staniesz w drzwiach i odegrasz rol napastnika. O, tutaj staniesz! Teraz wejdziesz do kuchni i sterroryzujesz gromad idiotw. We latark elektryczn. Wcz. - Przecie to biay dzie! - Pu w ruch wyobrani, Murg! Wcze latark. Panna Murgatroyd wykonaa polecenie nader nieudolnie. Wczajc latark, wsuna pod rami grack. - miao! - zachcia j przyjacika. - Do roboty! Przypomnij sobie, e niegdy w naszej szkole graa Hermie w "nie nocy letniej"! Graj teraz! Wykorzystaj wszelkie uzdolnienia! "Rce do gry!" - oto twoja kwestia. I nie popsuj wszystkiego, dodajc: "Prosz pastwa". Panna Murgatroyd bya posuszna. Uniosa latark, zatoczya szeroki uk grack i ruszya w stron drzwi kuchennych. Przerzuciwszy latark do lewej rki, nacisna klamk, pchna drzwi i znw uja latark praw doni. - Rce do gry! - zawoaa gronie i dodaa w teje chwili: - Hinch! To diablo trudna sprawa. - Dlaczego? - Bo te drzwi... S wahadowe i wci si zamykaj, a ja mam obie rce zajte. - Ot to! - podchwycia panna Hinchliffe. - Drzwi salonu w Little Paddocks te musiay si wci zamyka. Nie s wprawdzie wahadowe, ale mimo to niepodobna, eby je otworzy i tak zostawi. Dlatego wanie Letty Blacklock kupia u Elliota z High Street t przeliczn podpor z cikiego szka. Nigdy jej nie wybacz, e mnie tak paskudnie podkupia. Targowaam si ze starym kutw zawzicie i z dobrym skutkiem. Z omiu gwinei zjecha na sze funtw i dziesi szylingw, no i akurat wtedy zjawia si panna Blacklock i t przeklt podpor do drzwi kupia! Jak yj, nie widziaam rwnie piknej sztuki z tak duymi bakami powietrza w grubym szkle. - Moe napastnik posuy si podpor, by przytrzyma drzwi? Co ty na to, Hinch? - Zdobd si na zdrowy rozsdek. Jak by to wygldao? Facet otwiera drzwi z oskotem, mwi: "Momencik, prosz pastwa", nachyla si i kadzie podpor jak trzeba, co? I dopiero wtedy przystpuje do waciwej roboty, woajc: "Rce do gry!" Sprbuj, Murg, przytrzyma drzwi ramieniem. - To te trudna sprawa. - Wanie! Rewolwer, latarka i mocowanie si z drzwiami. Troch za duo, prawda? Jaki std wniosek? Panna Murgatroyd nie pokusia si o wyciganie wniosku. Z podziwem przypatrywaa si swojej mdrej przyjacice, oczekujc wyjanie.

- 69 -

- Ten Scherz mia rewolwer, bo strzela - podja panna Hinchliffe. - Mia te latark, bo widzielimy j wszyscy, ale nie uleglimy przecie zbiorowej hipnozie, niby przy sztuczce z lin w Indiach. Ach! Jak okropnie nudne s opowieci starego Easterbrooka o Indiach! Chodzi o to, Murg, e kto mg pomc wamywaczowi i przytrzyma drzwi. - Ale kto? - Na przykad ty. O ile mnie pami nie zawodzi, staa tu obok drzwi, gdy wiato zgaso. Panna Hinchliffe rozemiaa si serdecznie. - Diablo podejrzany typ z ciebie! Ale komu przyjdzie do gowy co podobnego! Daj mi t grack. Dziki Bogu to nie prawdziwy rewolwer, bo w przeciwnym razie zastrzeliaby si ju dawno.

4 - Zdumiewajca historia - wymamrota pukownik Easterbrook. - Doprawdy zdumiewajca, Lauro. - Co, kochanie? - Chod na chwil do mojego pokoju. - Co si stao Archie? Pani Easterbrook stana w otwartych drzwiach. - Pamitasz, e raz pokazywaam ci rewolwer? - O tak, Archie! Taki paskudny, czarny! - Aha. To pamitka. Bro zdobyta na szkopach. By w szufladzie, prawda? - By. Oczywicie. - A teraz go nie ma. - Zdumiewajca historia, Archie! - Nie braa go std, Lauro? - Skd znowu! Baabym si dotkn czego takiego! - A moe ta stara? Jake si ona nazywa? - Nie. Nie zdaje mi si. Pani Butt nigdy nie pozwoliaby sobie na co podobnego. Mam j zapyta? - Nie... Lepiej nie... Zaraz zaczyby kry plotki. Po co? Powiedz, Lauro, czy przypominasz sobie, kiedy pokazywaem ci ten rewolwer? - Jaki tydzie temu. Mamrotae co o swoich konierzykach i pralni, otworzye szuflad, no i w gbi lea rewolwer, a ja zapytaam ci, co to. - Zgadza si. Jaki tydzie temu. Nie przypominasz sobie, kiedy to byo dokadnie? Pani Easterbrook zastanowia si powanie, przymkna oczy. Wida byo, e jej sprytny umys pracuje. - W sobot. Oczywicie - powiedziaa wreszcie. - Wtedy mielimy pj do kina, ale nie poszlimy. - Hm... Pewna jeste, e nie wczeniej ? Moe to by wtorek, moe roda? Albo nawet ktry dzie poprzedniego tygodnia? - Nie, Archie! Pamitam dokadnie. To bya sobota, trzydziesty. Wydaje si dawno, bo w tym czasie zdarzyo si tak wiele. Chcesz, to powiem ci, czemu dat pamitam tak dokadnie. To musiao by po napadzie w Little Paddocks, bo kiedy zobaczyam rewolwer, zaraz przypomniaam sobie strzelanin z poprzedniego wieczora. - Aha... No to zdja mi kamie z serca. - Dlaczego, Archie? - Bo gdyby mj rewolwer zgin przed pitkow strzelanin, mgby go zwdzi ten Szwajcar. - Skd wiedziaby, Archie, e ty masz rewolwer?

- 70 -

- Gangi przestpcze maj znakomity wywiad. Musz wiedzie wszystko o kadym domu i jego mieszkacach. - Ach, Archie! To ty wiesz wszystko o wszystkim! - Aha... Zapewne... Widziaem w yciu to i owo. Ale sprawa wyjaniona, skoro przypominasz sobie dokadnie, e rewolwer widziaa po napadzie. Bro, ktr posuy si Szwajcar, nie moga by moj broni. - Nie moga, Archie. Oczywicie. - To znaczna ulga. Musiabym zameldowa o tym policji i odpowiada na moc kopotliwych pyta. A prawd mwic, nigdy nie staraem si o pozwolenie na ten rewolwer. Po wojnie czowiek atwo zapomina o rozmaitych pokojowych przepisach. Zreszt rewolwer uwaaem raczej za pamitk z placu boju. - Rozumiem, Archie. Oczywicie. - Ale, Lauro, co mogo si sta z tym przekltym rewolwerem? - Moe wzia go pani Butt? Sprawia wraenie kobiety uczciwej, ale po napadzie moga wystraszy si i pomyle... Moga pomyle, Archie, e dobrze bdzie mie w domu co takiego. Naturalnie za nic nie przyzna si do tego. Nawet jej nie zapytam. Dotknoby j takie pytanie i... I co zrobilibymy wtedy? To taki duy dom, a ja po prostu nie mam... - Susznie - przerwa jej maonek. - Najlepiej bdzie nic nie mwi.

- 71 -

ROZDZIA TRZY ASTY


PRZEDPOUD IOWE GODZI Y W CHIPPI G CLEGHOR (CD.)

Panna Marple wysza furtk z ogrodu przy probostwie i wsk alejk ruszya w stron gwnej ulicy. Sza stosunkowo szybko, podpierajc si grub, klonow lask, nalec do wielebnego Juliana Harmona. Mina bar Pod Czerwon Krow i sklep rzeniczy, a nastpnie przystana na chwil przed wystaw magazynu osobliwoci pana Elliota. Firma ta zostaa przemylnie ulokowana tu obok herbaciarni i kawiarni Pod Bawatkiem, aby bogaci zmotoryzowani turyci, pokrzepiwszy si herbat i tak zwanymi ciasteczkami domowego wypieku o szafranowotej barwie, tym atwiej ulegli pokusom, jakie roztaczaa sprytnie udekorowana witryna. Pan Elliot apelowa do wszelkich gustw. Dwie sztuki szka z Waterford spoczyway na niepokalanie nowym wiaderku do mroenia wina. Orzechow sekreter z urozmaicon intarsj zdobi napis "Niebywaa okazja", a na stoliku tu za szyb wida byo kolekcj tanich koatek, dziwacznych figurek przedstawiajcych lokalne gnomy, kilka sztuk saskiej porcelany, dwa mizernie prezentujce si naszyjniki z paciorkw, kufel z napisem "Pamitka z Tunbridge Wells" oraz kilkanacie pojedynczych sztuk wiktoriaskiego srebra. Panna Marple ogldaa przez krtki czas t wystaw, a pan Elliot - stary, bezwstydny pajk wychyli si ze swojej sieci, by oszacowa, czy ta mucha stanie si jego upem. Jednake w chwili gdy kupiec doszed do wniosku, e urok "Pamitki z Tunbrigde Wells" nie znci starszej pani, ktra bawi w odwiedzinach na probostwie (o czym, rzecz jasna, wiedzia rwnie dobrze jak caa osada), panna Marple dostrzega kcikiem oka, e Dora Bunner wchodzi do kawiarni Pod Bawatkiem. Wobec tego zadecydowaa momentalnie, i filianka kawy bdzie najlepszym rodkiem przeciwdziaajcym skutkom zimnego wiatru. Siedziao tam ju kilka pa, ktre w ten sposb uprzyjemniay sobie poranne zakupy. W mrocznym wntrzu panna Marple stracia orientacj i po mistrzowsku udawaa niepewno i wahanie. Z bardzo bliska powita j gos Dory Bunner: - Dzie dobry! Witam drog pani! Prosz tutaj, do mnie. Jestem zupenie sama. - Bardzo pani dzikuj. Serdecznie wdziczna Dorze usiada na jednym z kanciastych, bkitno lakierowanych fotelikw, w jakie wyposaona bya kawiarnia i herbaciarnia Pod Bawatkiem. - Straszny dzi wiatr - zacza - a ja nie mog chodzie prdko. Dokucza mi reumatyzm w nodze. - Znam to doskonale. W swoim czasie cierpiaam z powodu ischiasu. Blisko rok trwaa ta mka. Przez pewien czas panie gawdziy z przejciem o reumatyzmie, ischiasie, nerwoblach. Pospna moda kelnerka w rowym fartuszku, ozdobionym wizank bawatkw, z ziewniciem i niebywale znudzon min przyja zamwienie na kaw i ciasteczka domowego wypieku. - Ciastka - szepna konspiracyjnie panna Bunner - s tutaj naprawd wymienite. - Bardzo zainteresowaa mnie ta liczna dziewczyna, ktr spotkaymy wczoraj, wychodzc z Little Paddocks po podwieczorku - powiedziaa panna Marple. - Podobno pracuje gdzie w ogrodzie?... A moe na roli? Nazywa si chyba Hynes?

- 72 -

- Aha! Filipa Haymes! Nasza, jak j nazywamy, lokatorka. Sympatyczna, spokojna moda osoba. Prawdziwa, rozumie droga pani, dama! - Znaam niegdy pukownika indyjskiej kawalerii. Nazywa si Haymes. Moe to jej ojciec? - Filipa nazywa si po mu Haymes, jest wdow. Jej m poleg na Sycylii czy we Woszech. Oczywicie ten pukownik mgby by jego ojcem. - Ciekawa jestem, czy czy j jaki romans z tym wysokim modym czowiekiem? - zapytaa z szelmowskim umieszkiem panna Marple. - Z Patrykiem? Nie sdz, aby... - Nie, nie! Miaam na myli wysokiego modego czowieka w okularach. Spotkaam go tu par razy. - Aa... To Edmund Swettenham... Ale, szaaa! Jego matka siedzi tam w kciku. Nie wiem. Naprawd nie wiem. Sdzi pani, e jest wielbicielem Filipy? To dziwny chopiec. Mwi czasem tak, e nic nie mona zrozumie. Podobno jest bardzo inteligentny! - zakoczya panna Bunner z wyran nut dezaprobaty. - Inteligencja to jeszcze nie wszystko. - Panna Marple pokrcia gow. - O! Jest nasza kawa. Pospna kelnerka postawia tac z oskotem. Panie jy nawzajem podsuwa sobie ciasteczka. - Z wielkim zainteresowaniem dowiedziaam si, e pani przyjania si w szkole z pann Blacklock. To znajomo stara co si zowie! - Tak. Rzeczywicie - westchna Dora Bunner. - I mao kto potrafiby odnie si do starej przyjaciki tak lojalnie jak ona. Mj Boe! Jakie to dawne czasy. Taka bya z niej liczna dziewczyna. I pena radoci ycia. Smutne to wszystko, doprawdy bardzo smutne. Panna Marple nie miaa pojcia, co jest "doprawdy bardzo smutne", westchna jednak i ze zrozumieniem pokiwaa gow. - ycie jest cikie - szepna. - Istotnie. - I trzeba mnie znosi ciki dopust - podja panna Bunner z oczyma penymi ez. - Czsto przypominaj mi si te sowa... Tyle prawdziwej cierpliwoci, prawdziwego pogodzenia si z losem. Odwaga i wytrwanie powinny znale nagrod. Wci to powtarzam. Dlatego uwaam, e nic nie jest zbyt dobre dla kochanej, zacnej panny Blacklock, a wszystko, co przypado jej w udziale... Wszystko! Byo rzetelnie zasuone. - Pienidze znakomicie uatwiaj ycie - wtrcia panna Marple, przekonana, e aluzje tamtej odnosz si do widokw przyjaciki na wielk sched. Ale te sowa skieroway pann Bunner na zupenie inny tor myli. - Pienidze! - zawoaa z gorycz. - Pani zapewne nie wie, e tylko kto, kto odczu to na wasnej skrze, naprawd zdaje sobie spraw, ile znacz pienidze, albo raczej, co to znaczy, kiedy ich brakuje. Panna Marple pokiwaa znowu siw gow ze zrozumieniem i wspczuciem. - Ludzie powiadaj nieraz - podja tamta ywo, z rozpomienion twarz - "Wol kwiaty na stole ni suty posiek bez kwiatw". Ilu jednak sutych posikw musieli sobie odmawia tacy ludzie? Nie wiedz, nie wie nikt, kto tego nie zazna, co to jest prawdziwy gd. Chleb, rozumie pani, soik pasty misnej, maleki skrawek margaryny. Tak dzie po dniu! I jak czowiek marzy o solidnej porcji misa z jarzynami! No i ndzne ubranie! Naprawia je, ceruje i wci si udzi, e tego nie wida. A kiedy szuka pracy, nieustannie syszy jedn odpowied, e jest za stary! Traci siy, traci nadziej i raz po raz wraca do punktu wyjcia, ktrym jest komorne. Komorne trzeba paci. Paci albo wyldowa na ulicy. A kiedy si zapaci, pozostaje mao, bardzo mao. Z emerytury nie sposb y dostatnio. - Tak. Rozumiem - powiedziaa cicho panna Marple i wspczujcym wzrokiem obja rozdygotan Dor Bunner. - Napisaam do Letty. Przypadkowo znalazam w gazecie jej nazwisko. Bya to wzmianka o jakim lunchu, z ktrego dochd by przeznaczony na szpital w Milchester. Zobaczyam czarno na biaym: "panna Letycja Blacklock". Przypomniay mi si dawne czasy, bo od lat, od

- 73 -

dugich lat nic o niej nie syszaam. Niegdy pracowaa jako sekretarka u tego bogacza Goedlera. Zawsze bya z niej inteligentna, zaradna dziewczyna. Z takich, co to potrafi radzi sobie w yciu. Niezbyt adna, ale rozumie pani, z charakterem. C, pomylaam, moe mnie jeszcze pamita, a to przecie jedyna na wiecie osoba, ktr mog poprosi o skromn pomoc. Kto, widzi pani, kogo si zna od wczesnej modoci, z kim kolegowao si w szkole, nie posdzi dawnej przyjaciki o to, e... e zawodowo pisuje ebrackie listy. zy napeniy znowu oczy Dory Bunner. - Wtedy Letty przyjechaa, zabraa mnie do siebie... Mwia, e bardzo jej si przyda moja pomoc w domu. Oczywicie byam zdumiona... zaskoczona, ale w gazetach czsto zdarzaj si nawet gorsze omyki. A jaka bya dobra! Pena wspczucia. I dawne lata pamitaa doskonale... Wszystko zrobiabym dla niej! Doprawdy wszystko! No i staram si, prosz pani, ale nieraz popacz jedno z drugim, bo... Bo to ju nie ta gowa co dawniej. Popeniam rne bdy i zapominam albo mwi gupstwa. Ale ona jest bardzo cierpliwa. Wyrozumiaa. I zawsze udaje, e jestem jej przydatna, naprawd przydatna. To, prosz pani, chyba najmilsza, najpoczciwsza cecha jej charakteru. Dobro w kadym calu, prawda? - Tak. To prawdziwa dobro - przyznaa ze wzruszeniem panna Marple. - I jeszcze jedno, droga pani. Od pocztku, jak tylko zamieszkaam w Little Paddocks, niepokoia mnie myl, co by si ze mn stao, gdyby co zego spotkao pann Blacklock. Czy to kiedy co wiadomo? Tyle zdarza si wypadkw. Kierowcy samochodw s dzisiaj tak nieostroni. Oczywicie nic o tym nie mwiam, ale ona musiaa domyli si sama. Pewnego dnia, nie pytana o nic, powiedziaa, e w testamencie zapisaa mi niewielk doywotni pensj, a take co, co ceni duo wyej. Cae pikne umeblowanie i urzdzenie swojego domu! Byam przejta, wzruszona... A ona powiedziaa, e tych rzeczy nikt lepiej ni ja nie uszanuje. Tak. Ja naprawd dbam o jej rzeczy. Serce mi si kraje, kiedy kto stucze jak liczn sztuk porcelany albo na blacie stou postawi mokr szklank... A ludzie, zwaszcza modzi ludzie, bywaj czsto bardzo nieostroni... Ba! Gorzej ni nieostroni! Ja, droga pani, nie jestem a taka gupia, na jak wygldam - cigna z wzruszajc prostot. - Od razu widz, jeeli kto wykorzystuje Letty. A niektrzy. .. nie wymieni nazwisk... wykorzystuj j, cign z niej korzyci. Kochana Letty, widzi pani, bywa czasami troszk, troszeczk zbyt ufna. - To wielki bd - wtrcia panna Marple. - Susznie! To wielki bd. My dwie, droga pani, znamy ten wiat, prawda? Tymczasem kochana panna Blacklock... - urwaa i bezradnie rozoya rce. Panna Marple pomylaa, e rwnie Letycja Blacklock, bya sekretarka potentata finansowego, powinna zna wiat. By moe jednak Dora Bunner zmierzaa do tego, e jej przyjacika zawsze ya w dostatku, a wic obce jej s najgbsze otchanie natury ludzkiej. - Ten Patryk! - wybuchna Dora z pasj tak nieoczekiwan, e jej suchaczka wzdrygna si nerwowo. - Wiem, wiem na pewno, e przynajmniej dwa razy wyudzi od niej pienidze. Twierdzi, e ma kopoty, popad w dugi, takie rzeczy. Ona jest zbyt hojna, a jak napomknam co o tym, powiedziaa tylko: "To mody chopak, Doro. A modo musi si wyszumie". - Hm... To poniekd prawda. Mody chopak... I bardzo przystojny. - Moe i przystojny, ale co z tego? Chtnie robi ludziom gupie kaway i, pewna jestem, za bardzo ugania si za dziewcztami. A we mnie widzi wszystko, co najkomiczniejsze. Nie rozumie chyba, e kady ma jakie swoje uczucia. - Zazwyczaj modzie bywa beztroska pod tym wzgldem - powiedziaa panna Marple. Dora Bunner pochylia si do przodu i podja pgosem, z wielce tajemnicz min. - Droga pani nie pinie o tym swka? Nikomu, prawda? Ot ja nie mog pozby si wraenia, e on macza palce w tej okropnej sprawie. Pewno zna tamtego modego Szwajcara. Albo moe Julia go znaa, co? Nie odwayam si napomkn o tym kochanej

- 74 -

Letty, lub, prawd mwic, napomknam raz, a ona porzdnie zmya mi gow. Rozumiem, oczywicie, e jej nieprzyjemnie, bo to przecie jej siostrzeniec... w kadym razie jaki kuzyn... skoro wic tamten mody Szwajcar si zastrzeli, on mgby by za to moralnie odpowiedzialny... Mgby, prawda? Jeeli, naturalnie, podmwi go do caej hecy. Bardzo mnie to wszystko niepokoi, bo, droga pani, robi si tyle haasu z powodu naoliwienia lepych drzwi... A ja widziaam... Nastpia kolejna pauza. Panna Marple zastanawiaa si przez chwil nad doborem odpowiedniego zdania. - Tak, sytuacja pani jest nieatwa - powiedziaa wreszcie. - Ma si rozumie, nie yczy sobie pani, by o czymkolwiek dowiedziaa si policja. - Wanie! - zawoaa z przejciem tamta. - Taka jestem strapiona, e po nocach spa nie mog. Bo, widzi pani, bardzo niedawno przydybaam Patryka w zarolach. Szukaam jaj, bo jedna kura niesie si, gdzie popadnie, a on by tam w zarolach i trzyma w rku pirko oraz soik... Zatuszczony soik... Jak mnie zobaczy, to wystraszy si tak, e a podskoczy. I powiada zaraz: "Zachodz wanie w gow, skd mogy wzi si tu te rzeczy". C, on ma szybki refleks. Musia wymyli to zdanie, jak tylko mnie zobaczy. Ale w jaki sposb mgby natkn si w zarolach na pirko i zatuszczony soik, gdyby nie szuka ich, nie wiedzia, e tam si znajduj? Ma si rozumie, nic mu nie powiedziaam. - Susznie - podchwycia panna Marple. - Nic nie naleao mwi. - Ale zmierzyam go spojrzeniem! Rozumie pani? Panna Bunner wycigna rk i odruchowo zacza chrupa niezbyt apetyczne ciastko ososiowego koloru. - Innego dnia - podja - syszaam bardzo dziwn rozmow midzy nim a Juli. Wygldao to na sprzeczk. Patryk mwi: "Gdybym wiedzia, e moesz mie co wsplnego z t histori!". A ona, taka spokojna i opanowana jak zawsze: "To co, miy braciszku? Co zrobiby wtedy?" Niestety, zauwayli mnie w tej chwili, bo nastpiam na desk w pododze, ktra zawsze trzeszczy. Powiedziaam: "Aha! Dzieci si kc, co?" A Patryk na to: "Tak. Przestrzegam Juli, by daa spokj z tym handlem na czarnym rynku". Pomysowy wykrt, co? Ale z pewnoci wcale nie byo mowy o czarnym rynku! Z ca pewnoci. A jeeli droga pani chce wiedzie, to jestem przekonana, e on zmajstrowa co przy lampie, aby zgasa. Bo, prosz pani, doskonale pamitam, e wtedy to bya pasterka, nie pasterz, a nastpnego dnia... Dora Bunner urwaa raptownie, jej twarz poczerwieniaa. Panna Marple podniosa wzrok i zobaczya pann Blacklock, ktra musiaa wej przed chwil, a teraz staa obok ich stolika. - Kawka i ploteczki? Co, Bunny? - zacza panna Blacklock w tonie agodnej przygany. Dzie dobry pani - zwrcia si do panny Marple. - Zimno dzi, prawda? - Tak gawdziymy sobie - podchwycia spiesznie Bunny. - Tyle obowizuje dzi rozmaitych przepisw i ogranicze, e czowiek nie wie, na jakim yje wiecie. Drzwi otworzyy si z oskotem i do kawiarni wesza szybko pani Harmon. - Dzie dobry paniom! - zawoaa. - Chyba ju troch za pno na kaw? - Nie, drogie dziecko - odpara panna Marple. - Siadaj, wypij filianeczk. - My pieszymy si do domu - powiedziaa Letycja. - Zaatwia wszystkie sprawunki, Bunny? Ton jej gosu by pobaliwy, przyjemny, lecz wzrok wyraa nadal agodn wymwk. - Tak, Letty... Tak, dzikuj . Tylko po drodze wpadn do apteki po aspiryn i plaster na odciski. Drzwi kawiarni zamkny si za nimi i w teje chwili Bueczka zapytaa: - O czym mwiycie? Starsza pani nie odpowiedziaa od razu. Poczekaa, a pani Harmon zamwi kaw, i dopiero wwczas zabraa gos: - Solidarno rodzinna to mocna wi. Wyjtkowo mocna. Pamitasz gony niegdy proces?... Nie mog przypomnie sobie nazwiska... M by oskarony o zabjstwo ony.

- 75 -

Mia poda jej trucizn w kieliszku wina. Na rozprawie sdowej crka zeznaa, e wypia poow zawartoci nalanego dla matki kieliszka. Ma si rozumie, pooya w ten sposb cay akt oskarenia. Pniej chodziy suchy... C, mogy to by bezpodstawne plotki... Chodziy suchy, e ta dziewczyna wyniosa si z domu ojca i nigdy nie przemwia do sowem. Oczywicie co innego ojciec, a co innego siostrzeniec czy jaki daleki kuzyn. Jednak nikt nie ma ochoty, by kto z jego krewnych zawisn na szubienicy. - Tak - zgodzia si Bueczka po krtkim namyle. - Na to nikt nie moe mie ochoty. Panna Marple zasiada wygodniej i podja pgosem: - Ludzie bywaj bardzo podobni do siebie. - A kogo ja ci przypominam, ciociu Jane? - Siebie sam, przede wszystkim siebie sam. Wicej, zdaje si, nikogo, z wyjtkiem moe... - Caa si zamieniam w such! - wtrcia Bueczka. - Miaam na myli, kochanie, jedn moj pokojwk. - Pokojwk? Fatalna byaby ze mnie pokojwka. - Z niej take. Nie umiaa podawa do stou. Wszystko stawiaa krzywo, noe stoowe mylia z kuchennymi, a czepeczek... To byy bardzo dawne czasy, Bueczko... Czepeczek nigdy nie lea prosto na gowie. Pani Harmon odruchowo poprawia kapelusz. - I co jeszcze? - zapytaa ciekawie. - Nie odprawiaam jej, bo bya bardzo sympatyczna i czsto pobudzaa mnie do miechu. Lubiam, jak mwia o wszystkim prosto z mostu. Pewnego dnia przysza do mnie i powiedziaa: Ja tam, prosz pani, nic nie wiem, ale Flora, prosz pani, siada cakiem tak jak kobieta zamna". I rzeczywicie! Biedna Flora znalaza si w tarapatach z winy szykownego pomocnika fryzjerskiego. Na szczcie zdyam w por i po mojej rozmowie z tym chopcem moda para wyprawia huczne wesele i byli nawet cakiem szczliwym maestwem. Flora bya przyzwoit dziewczyn, tyle e miaa sabo do szykownych modych ludzi o dentelmeskich manierach. - Ale morderstwa nie popenia, prawda? Znaczy, ciociu Jane, ta pokojwka. - Skd znowu, moja droga! Wysza za duchownego, baptyst, i ma picioro dzieci. - Jak ja! Chocia na razie poprzestaam na Edwardzie i Zuzi - powiedziaa Bueczka i dodaa po chwili: - O kim mylisz teraz, ciociu? - O rnych ludziach, Bueczko, o bardzo wielu ludziach. - Z Saint Mary Mead? - Przewanie... Prawd mwic, mylaam o pielgniarce Ellerton, kobiecie nieprzecitnych zalet. Opiekowaa si pewn starsz pani i wygldao na to, e jest bardzo przywizana do pacjentki. Starsza pani umara. Pielgniarka Ellerton dostaa pod opiek drug i ta rwnie umara. Przyczyn bya morfina. Wszystko wyszo na jaw. I, co najgorsze, nie bya w stanie zrozumie, e popeniaa zbrodnie. Mwia, e jej ofiary i tak nie mogyby y dugo, a jedna z nich miaa raka i cierpiaa okropnie. - Mylisz, ciociu Jane, e to byy zabjstwa z litoci? - Nie, nie! Nic podobnego! One zapisyway jej pienidze. Pielgniarka Ellerton, rozumiesz, bardzo lubia pienidze. By te jeden mody czowiek, marynarz z eglugi pasaerskiej, siostrzeniec pani Pusey, wacicielki sklepu papierniczego. Znosi do domu rozmaite kradzione rzeczy i prosi ciotk, by je sprzedawaa. Mwi, e kupuje to wszystko za granic. Uwierzya. A pniej, kiedy policja przysza i rozpocza dochodzenie, usiowa rozbi gow pani Pusey, eby go nie wsypaa. Pody chopak, co? A taki przystojny! Kochay si w nim dwie dziewczyny. Na jedn trwoni moc pienidzy. - Pewno na t gorsz - wtrcia pani Harmon. - Naturalnie, moja droga. Pani Cray, ta ze sklepu z wczk, bardzo kochaa swojego syna i psua go oczywicie. Chopiec popad w ze towarzystwo. Pamitasz Joan Croft, Bueczko?

- 76 -

AGATHA CHRISTIE

MORDERSTWO ODBDZIE SI...

ROZDZIA PIERWSZY
MORDERSTWO ODBDZIE SI...
1 Kadego dnia z wyjtkiem niedziel, pomidzy godzin sidm trzydzieci a sm trzydzieci rano, Johnnie Butt objeda na rowerze osad Chipping Cleghorn. Nieustannie gwizda przez zby i po kolei wpycha do skrzynek na listy takie dzienniki, jakie mieszkacy zaprenumerowali w ksigarni i skadzie materiaw pimiennych pana Totmana przy High Street. "Times" i "Daily Graphic" dla pukownika Easterbrooka i jego ony, "Times" i "Daily Worker" dla pani Swettenham, "Daily Telegraph" i "News Chronicie" dla panien Hinchliffe i Murgatroyd, "Telegraph", "Times" i "Daily Mai" dla panny Blacklock. Do domw wymienionych osb - lub cilej, do prawie wszystkich domw w osadzie trafiay te co pitek egzemplarze lokalnego pisma "North Benham News and Chipping Cleghorn Gazette", zwanego potocznie "Gazetk". A zatem co pitek, po pospiesznym rzucie oka na tytuy w takim czy innym dzienniku (Trudna sytuacja midzynarodowa! Dzi pocztek obrad Sesji Oglnej ONZ! Psy policyjne na tropie zabjcy jasnowosej stenotypistki! Trzy kopalnie wgla nieczynne! Dwadziecia trzy miertelne ofiary zatrucia pokarmowego w nadmorskim hotelu! - itd., itd.) wikszo mieszkacw Chipping Cleghorn skwapliwie rozpocieraa "Gazetk", aby pogry si w wertowaniu miejscowych nowin. Szybko zaatwiano si z artykuami, w ktrych lokalne spory znajdoway gwatowny wyraz, nastpnie za dziewiciu na dziesiciu prenumeratorw zwracao wzrok ku rubrykom drobnych ogosze. Byy tu wiadomoci o kupnie i sprzeday najprzerniejszych rzeczy, rozpaczliwe woania o pomoc domow, liczne ogoszenia na temat psw, drobiu i sprztu ogrodniczego oraz wszelkie informacje wane dla szczupej spoecznoci Chipping Geghorn. Pitek, o ktrym mowa, dwudziesty dziewity padziernika tysic dziewiset czterdziestego pitego roku, nie odbiega od reguy.

2 Pani Swettenham odgarna z czoa kunsztowne, siwiejce loczki, rozoya "Timesa" i bez szczeglnego zainteresowania przebiega wzrokiem drug stron. Rycho osdzia, e jeli nawet byy jakie ciekawe wiadomoci, "Times", jak zawsze, potrafi je zakamuflowa; przejrzaa wzrokiem kolumn zatytuowan: "Narodziny. Maestwa. Zgony" (przede wszystkim zgony!) i dopeniwszy obowizku, odoya dziennik, by sign po "Gazetk". Gdy jej syn, Edmund, wszed w jaki czas potem do jadalni, pani Swettenham bya pogrona w lekturze drobnych ogosze. - Dzie dobry, mj drogi - powiedziaa. - Smedleyowie chc sprzeda swojego daimlera. Model z trzydziestego pitego! Stary gruchot, nieprawda? Syn burkn co na powitanie, nala sobie filiank kawy, naoy na talerz dwa opiekane ledzie i rozpostarszy "Daily Worker", wspar gazet o toster. - "Szczenita rasowe dogi..." - czytaa pani Swettenham. - Nie wiem, jakim cudem ludzie ywi dzi takie ogromne psiska? Nie mam pojcia, doprawdy! Oo... Selina Lawrence znowu szuka kucharki. Mogabym j zapewni, e w obecnych czasach ogoszenie to czysta strata

-2-

czasu. Nie podaje adresu, tylko numer skrytki pocztowej. Take pomys! Suba chce wiedzie, dokd ma si zgosi. Ceni sobie dobry adres! "Kupuj sztuczne zby. Pac najwysze ceny"... Nie mog poj, czemu sztuczne zby s tak poszukiwane. "Cebulki kwiatowe. Najpikniejszy wybr"... Hm... Nawet niedrogo. Jaka moda dziewczyna szuka odpowiedniego zajcia. Chciaaby podrowa... Mj Boe! Kto by nie chcia?... "Jamniki"... Nie lubi jamnikw, nawet nie dlatego, e to psy niemieckie... Wojna ju si przecie skoczya. Po prostu nigdy ich nie lubiam... Co pani powie, pani Finch? W szparze uchylonych drzwi pojawi si tors kobiety oraz gowa w starym aksamitnym berecie. - Dzie dobry pani - przemwia pani Finch. - Mona ju sprztn ze stou? - Nie. Jeszcze nie po niadaniu - odrzeka pani Swettenham i wnet dodaa pojednawczo: - Za chwilk koczymy. Kobieta spojrzaa zym okiem na Edmunda i "Daily Worker" i wycofaa si, pocignwszy nosem. - Ja dopiero co zaczem - mrukn mody czowiek, a jego matka podchwycia cierpko: - Wolaabym, Edmundzie, eby nie czyta tej okropnej gazety. Pani Finch wcale si to nie podoba. - Nie rozumiem, co pani Finch obchodz moje zapatrywania polityczne. - "Daily Worker"! - prychna matka. - Zupenie jakby by robotnikiem. A ty przecie nic nie robisz. - Nieprawda, mamo. Pisz ksik. - Miaam na myli prawdziw prac - obruszya si matka. - No i zaley nam na pani Finch. Jeeli zrazi si do nas i odejdzie, kogo znajdziemy na jej miejsce? - Mona da ogoszenie do "Gazetki". - Powiedziaam przed chwil, e to czysta strata czasu. Mj Boe! W dzisiejszych cikich czasach czowiek jest w beznadziejnej sytuacji, jeeli nie ma starej niani, ktra zgodzi si gotowa i penie funkcj pomocy domowej do wszystkiego. - Czemu wic nie mamy w domu takiej osoby? W odpowiednim czasie nie postaraa si o niani dla mnie. Karygodna krtkowzroczno! - W odpowiednim czasie zamieszkiwalimy na Wschodzie i tob opiekowaa si ayah. - Karygodna krtkowzroczno - powtrzy Edmund. Pani Swettenham wrcia do drobnych ogosze. - "Sprzedam uywan kosiark do trawnikw"... Ale cena! Sowo daj!... Znowu jamniki... "Napisz lub odezwij si jako! Zrozpaczony Woggles". Co za pseudonimy wymylaj sobie ludzie!... "Spaniele..." Pamitasz, Edmundzie, kochan Sussie? Bya mdra jak czowiek. Rozumiaa kade sowo... "Do sprzedania kredens. Antyk rodzinny. Autentyczny Sheraton. Lucas w Dayas Hali". Ta potrafi kama! Autentyczny Sheraton! Akurat! - prychna gniewnie i czytaa dalej: - "Omyka, kochanie. Dozgonna mio. W pitek, jak zawsze. J." Sprzeczka zakochanych, co? A moe szyfr wamywaczy? Jak sdzisz, Edmundzie?... Jeszcze raz jamniki!... Sowo daj! Ludzie dostaj bzika na ich punkcie! Jak gdyby nie byo innych psw! Stryj Simon hodowa teriery ostrowose. Urocze stworzenia! Ja tam wol psy na solidnych nogach... "Z powodu wyjazdu za granic sprzedam mao uywany granatowy kostium damski..." Nie ma miary ani ceny... "Maestwo odbdzie si..." Nie! Morderstwo! Co to znaczy? Posuchaj tylko! "Morderstwo odbdzie si w pitek, 29 padziernika, o godz. 6.30 wieczorem, w Little Paddocks. Osobne zaproszenia nie bd rozsyane". Niebywae! Syszae, Edmundzie? - Co takiego? - mody czowiek oderwa wzrok od lektury. - Pitek, dwudziestego dziewitego padziernika... To dzi! - Zaraz. Niech no sam spojrz. - Edmund sign po "Gazetk". - Co to ma znaczy? - zapytaa matka z niekamanym zaciekawieniem.

-3-

Mody czowiek zrobi niepewn min. Podrapa si wno. - Co to moe znaczy? - powtrzy. - Pewno chodzi o jak gr towarzysk, w ofiar i detektywa lub co podobnego. - Czy ja wiem?... Takie zaproszenie wyglda jako dziwnie. Anons w "Gazetce"! Co nie w stylu Letycji Blacklock, osoby, jak mi si zdaje, bardzo serio. - Prawdopodobnie pomys dwojga modych, ktrzy mieszkaj u niej. - Tak nagle. I to dzi wieczorem! Sdzisz, e powinnimy pj? - Napisano wyranie: "Osobne zaproszenia nie bd rozsyane". - Moim zdaniem nowomodne metody informowania przyjaci o zebraniach towarzyskich s enujce - orzeka stanowczo pani Swettenham. - Przecie nie musisz tam i, mamo. - Nie musz - przyznaa. Nastpia krtka pauza. - Czy zjesz, Edmundzie, t ostatni grzank? Popiesz si. - Sdzibym, mamo, e stosowne odywianie mojej osoby to sprawa waniejsza ni sprztanie ze stou przez t star wiedm. - Sza! Ciszej, mj drogi! Ona moe usysze!... Powiedz mi, jak wyglda zabawa w ofiar i detektywa. - Nie wiem dokadnie... Komu przypina si kartk... Nie! Raczej cignie si losy z kapelusza... Pniej kto jest ofiar, kto inny detektywem. Gasn wiata, ofiara czuje dotknicie doni na ramieniu, wtedy krzyczy, kadzie si i udaje trupa. - To interesujce, Edmundzie. - Dla mnie miertelnie nudne. Nie wybieram si do Little Paddocks. - Nie ple, Edmundzie. Pjd tam i ty pjdziesz ze mn. Sprawa zaatwiona.

3 - Archie, posuchaj, prosz - powiedziaa pani Easterbrook. Pukownik nie zareagowa, bo pomrukiwa ju gniewnie nad jakim artykuem zamieszczonym w "Timesie". - Chodzi o to - powiedzia - e ci faceci nie maj pojcia o Indiach. Zielonego pojcia! - Oczywicie, mj drogi! - Gdyby mieli jakie takie pojcie, nie wypisywaliby podobnych bredni. - Oczywicie, mj drogi. Ale posuchaj, prosz. "Morderstwo odbdzie si w pitek, 29 padziernika, o godz. 6.30 wieczorem, w Little Paddocks. Osobne zaproszenia nie bd rozsyane". Pani Easterbrook zrobia efektown pauz. M spojrza na ni pobaliwie, ale bez zainteresowania. - Ofiara i detektyw - powiedzia. - Co takiego? - Z ca pewnoci. Bo widzisz - cign, rozkrochmaliwszy si cokolwiek - to moe by doskonaa zabawa. Tyle e musi j starannie zorganizowa kto znajcy si na rzeczy. Wszyscy cign losy. Kto zostaje morderc. Nikt nie wie kto. wiata gasn. Morderca wybiera ofiar. Ofiara liczy do dwudziestu i dopiero wtedy moe krzykn. Pniej kto obrany detektywem rozpoczyna ledztwo. Przesuchuje wszystkich. Wypytuje, gdzie kady by i co robi. Stara si zdemaskowa zbrodniarza. Tak... To doskonaa zabawa, jeeli oczywicie detektyw zna si chocia troch na policyjnej robocie. - Jak ty, Archie! - podchwycia. - Tyle ciekawych spraw sdzie w swoim okrgu! Pukownik umiechn si askawie i rad z siebie podkrci wsa.

-4-

- Tak, Lauro - powiedzia. - Na pewno mgbym doradzi to i owo i tym razem. Wyprostowa si z pewn siebie min. - Panna Blacklock powinna zwrci si do ciebie z prob o rad i pomoc. - Po co? - prychn gniewnie. - U panny Blacklock mieszka ten smarkacz. Jaki siostrzeniec czy co takiego. Z pewnoci to jego pomys. Cudacki pomys, eby o takim czym pisa w "Gazetce". - I to w rubryce drobnych ogosze - podchwycia pani Easterbrook. - Przecie moglimy wcale nie zauway. Jak sdzisz, Archie? Czy to ma by zaproszenie? - Cudackie zaproszenie! Jedno mog powiedzie z pewnoci. Na mnie niech nie licz! - Dlaczego, Archie? - Zbyt krtki termin. Przecie mgbym by zajty. - Ale nie jeste zajty, kochanie - powiedziaa i cigna tonem agodnej perswazji: - Moim zdaniem, Archie, powiniene tam pj, chociaby dlatego, by pomc biednej pani Blacklock. Nie wtpi, e liczy na ciebie, spodziewa si, e zorganizujesz zabaw jak trzeba. Tak duo wiesz o policyjnej robocie i caej procedurze obowizujcej w ledztwie. Bez twojego udziau, mj drogi, impreza musi zrobi klap. Ostatecznie dobrossiedzkie stosunki zobowizuj do czego. - Ha! Jeeli tak sdzisz, Lauro... - Doprawdy, Arenie, sdz, e to twj wity obowizek - przerwaa mu z godnoci.

4 "Gazetka" trafia rwnie do Boulders, posiadoci skadajcej si z poczonych trzech malowniczych, starowieckich domkw, zamieszkiwanej przez pann Hinchliffe i pann Murgatroyd. - Hinch! - Co, Murg? - Gdzie jeste? - W kurniku. - Aha. Brnc ostronie przez wysok, mokr traw, Amy Murgatroyd podesza do przyjaciki. Panna Hinchliffe ubrana w sztruksowe spodnie i wojskow bluz polow sypaa garcie otrbw do dymicej miski penej gotowanych obierzyn kartoflanych oraz gbw kapusty i wszystko to mieszaa pracowicie. Podniosa krtko, prawie po msku ostrzyon gow i zwrcia ogorza twarz w stron przyjaciki. Panna Murgatroyd - osoba pogodna i otya - miaa na sobie spdnic z tweedu w kratk oraz porozcigany jaskrawoszafirowy sweter. Bya nieco zdyszana, a jej siwy koczek znajdowa si w nieadzie. - Ogoszenie w "Gazetce" - sapna. - Posuchaj, Hinch! Co to moe znaczy? "Morderstwo odbdzie si... w pitek... 29 padziernika... o godz. 6.30 wieczorem... Osobne zaproszenia... nie bd rozsyane". Umilka zasapana i spojrzaa na przyjacik tak, jak gdyby oczekiwaa autorytatywnej opinii. - Gupstwo! - powiedziaa panna Hinchliffe. - Tak. Ale co to moe znaczy? - Okazja do wypicia. - Mylisz, Hinch, e to ma by zaproszenie? - Przekonamy si na miejscu w Little Paddocks. Spodziewam si kiepskiego wina. No i zeszaby lepiej z trawy, Murg. Twoje ranne pantofle do cna przemoky. Panna Murgatroyd spojrzaa na nogi. - Rzeczywicie! - przyznaa. - Ile dzi jajek?

-5-

- Siedem. Ta piekielna kura znw nie chce siedzie. Trzeba j wpdzi do kojca. Panna Murgatroyd wrcia mylami do ogoszenia w "Gazetce". - Dziwnie wyglda tego rodzaju zaproszenie, prawda? - powiedziaa nie bez aosnej nuty w gosie. Jednake panna Hinchliffe - osoba bardziej stanowcza i zrwnowaona - postanowia przywoa do porzdku niesforn kur i od tego zamiaru nie mogo jej odwie nawet najbardziej zagadkowe ogoszenie. Cikim krokiem przemierzya botniste podwrko i chwycia dropiat kwok, ktra zagdakaa dononie i z oburzeniem. - Stanowczo wol kaczki - powiedziaa panna Hinchliffe. - Znacznie mniej z nimi kopotu.

5 - A to heca! - zawoaa pani Harmon, zwracajc si przez st do maonka, wielebnego Juliana Harmona. - U panny Blacklock odbdzie si morderstwo. - Morderstwo? - powtrzy zdziwiony cokolwiek. - Kiedy? - Dzi po poudniu... Albo raczej wieczorem, o p do sidmej. Co za pech, kochany, e o tej porze masz przygotowanie do konfirmacji! Straszna szkoda! Przecie uwielbiasz morderstwa! - O czym ty mwisz, Bueczko? Nic nie rozumiem. Pani Harmon otrzymaa na chrzcie imi Diana, rycho jednak zyskaa przydomek Bueczka, a to dziki pucoowatej twarzy i krgej figurze. Teraz wycigna rk nad stoem i podaa mowi "Gazetk". - Znajdziesz to wrd drobnych ogosze o uywanych pianinach i sztucznych zbach. - Niebywaa historia! - Prawda? - podchwycia radonie. - Zdawaoby si,-e panna Blacklock nie interesuje si takimi rzeczami jak morderstwa czy w ogle gry towarzyskie, no nie? Pewno podbechtali j modzi Simmonsowie, chocia mylaam, e dla Julii morderstwo to co zbyt brutalnego. W kadym razie odbdzie si jakie morderstwo i moim zdaniem, Julianie, wielka szkoda, e nie moesz przy nim asystowa. Ma si rozumie, pjd tam i wszystko opowiem ci dokadnie, chocia, szczerze mwic, nie przepadam za zabawami, ktre odbywaj si po ciemku. Boj si! Ale mam nadziej, e nie zostan ofiar. Gdyby kto nagle pooy mi do na ramieniu i szepn: "Ju nie yjesz"... Mj Boe! Tak bym si przerazia, e chyba naprawd bym umara! Mylisz, kochanie, e co takiego mogoby si zdarzy? - Nie, Bueczko! Myl, e doyjesz bardzo sdziwego wieku i zawsze bdziemy razem. - Tak! I umrzemy jednego dnia, i pochowaj nas w jednym grobie! Cudownie bdzie! zawoaa, caa rozpromieniona z powodu tak bogiej wizji. - Jeste bardzo szczliwa... Prawda, Bueczko? - umiechn si wielebny Julian Harmon. - Kto nie byby bardzo szczliwy na moim miejscu? - zapytaa ze zdziwieniem. - Mam przecie ciebie, Zuzann, Edwarda i wszyscy kochacie mnie, i wcale wam nie przeszkadza, e jestem gupia... I soce wieci! I mieszkam w duym, licznym domu! Pastor rozejrza si po obszernym, ponurym pokoju stoowym i przytakn nie bez powtpiewania. - Kto inny mgby uwaa, e mieszkanie w takiej ruderze to istny dopust boy. Due, puste pokoje, wieczne przecigi... - Ja uwielbiam due pokoje! - przerwaa. - Mie wiejskie zapachy przenikaj do nich atwo i zostaj na dugo. No i czowiek moe by nieporzdny, rzuca wszystko, gdzie popadnie, i nie potyka si o to.

-6-

- Nie mamy adnych urzdze uatwiajcych prowadzenie gospodarstwa. Nie mamy centralnego ogrzewania. Przysparza ci to wiele pracy, moja maa. - Nic podobnego, Julianie! Wstaj o p do sidmej, rozpalam pod kuchni i zaczynam ugania si, sapic jak lokomotywa. No i na sm jestem gotowa. Dom utrzymuj w porzdku, prawda? Woskowane podogi. Meble lnice od pasty. Wazony z jesiennymi limi. Nie trudniej, sowo daj, posprzta w duym domu ni w maym. Ze szczotk i cierk czowiek porusza si sprawniej, bo nie potrca wci rozmaitych rzeczy, jak to si dzieje w ciasnych klitkach. No i lubi sypia w duym, zimnym pokoju, bo to tak mio opatuli si dobrze i tylko czubkiem nosa wszy, co si dzieje na zewntrz. A bez wzgldu na to, w jak wielkim mieszka si domu, trzeba obiera tyle samo ziemniakw i zmywa tyle samo talerzy. Pomyl, jak to mio, e Edward i Zuzanna mog bawi si w wielkich pokojach, rozstawia, gdzie chc, tory kolejowe albo urzdza przyjcia dla lalek. I nigdy nie musz sprzta. No i dobrze mie tyle miejsca, eby mc wynajmowa innym, prawda? Wyobra sobie, e w innych warunkach Jimmy Symes i Johnnie Finch musieliby mieszka u swoich teciw! A to nic przyjemnego, Julianie, mieszka u teciw! Jeste przywizany do mojej matki, prawda? Ma si rozumie, kochanie, ale nie yczyby sobie, ebymy rozpoczynali nasze maeskie ycie pod dachem jej i mojego ojca. Ja nie chciaabym take. Wci czuabym si wtedy ma dziewczynk. - I tak, Bueczko, jeste wci ma dziewczynk - umiechn si wielebny Julian Harmon. On sam sprawia wraenie czowieka stworzonego na szedziesiciolatka, chocia brakowao mu jeszcze jakie dwadziecia pi lat, by speni to zamierzenie natury. - Tak. Wiem, e jestem gupia... - Nic podobnego, Bueczko! Jeste bardzo mdra. - Ach nie! Skd znowu! Nie ma we mnie nic z intelektualistki, chocia staram si i... I bardzo lubi, mj drogi, jak mwisz o ksikach, o historii i takich rnych rzeczach. Moe gone czytanie mi wieczorami Gibbona nie byo najlepszym pomysem, bo kiedy na dworze wieje lodowaty wiatr, a w domu jest przytulnie i ciepo, Gibbon usposabia do snu. Julian rozemia si pogodnie. - Ale, kochanie, strasznie lubi ci sucha. Opowiedz, prosz, jak to stary proboszcz mwi kazanie o Ahaswerze. - Na pami znasz t anegdot, Bueczko. - Ale opowiedz jeszcze raz. Prosz! - To by stary Scrymgour - zacz. - Pewnego dnia kto zajrza do jego kocioa. Proboszcz wychyla si z kazalnicy i z ogniem przemawia do dwu sprztaczek w podeszym wieku. Wygraa im palcem i perorowa: "Ha! Wiem, co mylicie. Mylicie, e Ahaswer Wielki z Pierwszej Lekcji to Artakserkses Drugi. Nie! To ma by Artakserkses Trzeci!" Julian Harmon nie dostrzega w tej anegdocie nic szczeglnie komicznego, ale Bueczka miaa si zawsze do rozpuku. Teraz te parskna dwicznym miechem. - Najdroszy! - zawoaa. - Myl, e ty kiedy bdziesz kubek w kubek podobny! Pastor zrobi niepewn min. - By moe, Bueczko - odrzek skromnie. - Wiem, e nie bardzo umiem trafia do prostych ludzi. - Nie szkodzi! - podchwycia ywo i podnisszy si, zacza zbiera na tac naczynia. Wanie wczoraj mwia mi pani Butt, e jej m, ktry by ateist i dawniej nigdy nie chodzi do kocioa, teraz chodzi kadej niedzieli, by sucha twoich kaza. Rozemiaa si i powiedziaa, naladujc doskonale afektowany ton pani Butt: - "No i par dni temu, prosz pani, m powiedzia panu Timkinsowi z Little Worsdale, e tutaj, w Chipping Cleghorn, mamy prawdziw kultur. Cakiem inaczej ni u nich, w Little Worsdale, gdzie wielebny Goss mwi do parafian tak jak do maych dzieci. Prawdziw kultur - powiedzia m panu Timkinsowi - mamy tu, w Chipping Cleghorn. Nasz proboszcz

-7-

ksztaci si w Oxfordzie, nie w Milchesterze, ma gruntown wiedz i nam j przekazuje. Wie wszystko o Rzymianach i Grekach, a take o Babilonie i Asyrii. Ba! Nawet kot z probostwa nazywa si tak jak jeden krl asyryjski!" Tak mwi Butt, wic chwaa ci, Julianie! - zawoaa Bueczka i podja zaraz. - Mj Boe! Musz zmyka z t tac, bo inaczej nigdy nie uporam si z robot! Hej, Tiglat Pileser! Chod, kotku! Kici-kici! Dostaniesz resztki ledzia! Otworzya drzwi i zrcznie przytrzymujc je stop, wyniosa z pokoju tac ze stosem naczy. Niebawem dobiega z kuchni jej wasna wersja znanej piewki: Nasta morderstw dzie uroczy, Rozkoszny niby wonny maj, Zmyy si z miasta wszystkie gliny... Brzk wrzucanych do zlewu naczy zagusza dalszy cig, lecz wychodzc z domu, wielebny Julian Harmon usysza kocowy wiersz radosnej strofy: A nam, mordercom, w to graj!

-8-

ROZDZIA DRUGI
IADA IE W LITTLE PADDOCKS
1 Mieszkacy Little Paddocks rwnie byli przy niadaniu. U szczytu stou zasiadaa wacicielka domu, panna Blacklock, osoba szedziesicioletnia, w sportowym kostiumie z tweedu i nieodpowiedniej raczej kolii z duych sztucznych pere, ciasno opinajcych szyj, niby obrka. Panna Blacklock czytaa "Daily Mai", Julia Simmons przegldaa niedbale "Telegraph", Patrick Simmons gowi si nad krzywk zamieszczon w "Timesie". Panna Dora Bunner zatona w lokalnym czasopimie. Panna Blacklock parskna ochrypym miechem. Patrick Simmons zamamrota do siebie: - Naturalnie... Przecinka, nie przesieka... Tu zrobiem bd... Dora Bunner zagdakaa nagle gono, niby sposzona kura: - Letty! Letty! Widziaa?... Co to waciwie znaczy - Co takiego, Doro? - Zdumiewajce ogoszenie! Wyranie mowa tam o Little Paddocks!... Ale co to waciwie znaczy? - Gdyby zechciaa mi pokaza to ogoszenie, kochana Doro... Panna Bunner posusznie wrczya "Gazetk" przyjacice i drcym palcem wskazaa odpowiednie miejsce. - Spjrz tylko, Letty. Spjrz! Panna Blacklock spojrzaa. Zmarszczya brwi. Pniej dociekliwym wzrokiem przebiega wok stou i przeczytaa na gos: - "Morderstwo odbdzie si w pitek, 29 padziernika, o godz. 6.30 wieczorem, w Little Paddocks. Osobne zaproszenia nie bd rozsyane". Patryk? Czy to twj koncept? - zapytaa obcesowo. - Nie, ciociu Letty. Skd ci to przyszo na myl? Dlaczego ja miabym mie z tym co wsplnego? - zaprzeczy z caym spokojem Patryk Simmons. - Hm... To wyglda na ciebie, Pat - odpara surowo. - Pomylaam, e to moe by art w twoim stylu. - art? Nic podobnego, ciociu. - A moe ty, Julio... - Ja? Skd znowu! - powiedziaa Julia znudzona. Panna Bunner zerkna w stron pustego miejsca, na ktrym kto wczeniej jad niadanie. - Nie sdzisz, Letty, e pani Haymes... - rozpocza niepewnie. - Ach, nie! Naszej Filipie nie w gowie takie arty! - zawoa ywo Patryk. - To osoba bardzo serio. Julia ziewna, mwic bez zainteresowania: - Ale c to za pomys? Co ta caa historia znaczy? - Moim zdaniem w gr wchodzi jaki niemdry kawa - odpowiedziaa z wolna panna Blacklock. - Idiotyczny i w bardzo zym gucie - podchwycia Dora Bunner. - Dlaczego? Co w tym ma by zabawnego? Jej pyzate policzki drgay nerwowo, oczy krtkowidza poyskiway irytacj i oburzeniem. Pani domu umiechna si do starej przyjaciki.

-9-

- Nie przejmuj si, Bunny - powiedziaa. - Widocznie kto ma takie poczucie humoru. Ale chciaabym wiedzie kto. - To ma by dzisiaj - podja Bunny. - Dzisiaj o p do sidmej. Jak sdzisz? Co si zdarzy? - mier - orzek Patryk grobowym tonem. - Rozkoszna mier. - Cicho bd! - zgromia go panna Blacklock, a jej przyjacika pisna cienko. - Miaem na myli to wyborne ciasto, ktre wypieka Mitzi - usprawiedliwi si mody czowiek. - Rozkoszna mier! Tak je przecie nazywamy. Panna Blacklock umiechna si blado. Dora Bunner natara raz jeszcze: - Ale, Letty. Co ty naprawd sdzisz, bo... Przyjacika przerwaa jej z krzepicym spokojem: - Sdz, e o p do sidmej bdziemy mieli poow Chipping Cleghorn. To pewne. No i wszyscy bd pka z ciekawoci. Teraz id sprawdzi, czy w domu jest troch kseresu.

2 - Jeste zaniepokojona? Prawda, Lotty? Panna Blacklock wzdrygna si nerwowo. Siedziaa przy biurku i z roztargnieniem rysowaa ryby na bibularzu. Podniosa wzrok. Spojrzaa w zaniepokojon twarz Bunny. Nie bardzo wiedziaa, co odpowiedzie Dorze, bo nie naleao jej niepokoi ani irytowa. Milczaa przez chwil. W szkole przyjania si z Dora Bunner, ktra bya wwczas acina, bkitnooka, jasnowosa i, trzeba przyzna, dosy gupia. Jej gupota nie miaa wikszego znaczenia, gdy pogoda, wesoo i uroda czyniy z Dory bardzo przyjemn wsptowarzyszk. W swoim czasie - jak mawiay koleanki - powinna wyj za jakiego sympatycznego oficera czy prowincjonalnego notariusza. Tyle miaa zalet! Bya wraliwa, wierna w przyjani, poczciwa. Jednake ycie nieaskawie potraktowao Dor Bunner. Musiaa zarabia na utrzymanie. Pracowaa ciko, ale czegokolwiek by si podja, nie szo jej to dobrze. Koleanki szkolne straciy si z oczu, lecz przed p rokiem panna Blacklock otrzymaa wzruszajcy, napisany z patosem list. Dora szwankowaa na zdrowiu. Mieszkaa w jednym pokoju i usiowaa wyy z emerytury. Prbowaa dorabia szyciem, niestety, palce miaa sztywne od reumatyzmu. W licie odwoywaa si do wspomnie szkolnych i pytaa, czy stara przyjacika nie zechciaaby jej pomc, chocia los rozczy je tak dawno. Panna Blacklock zareagowaa spontanicznie. Biedna Dora! Biedna, adna, niemdra, trzpiotowata Dora! Niezwocznie wybraa si do koleanki szkolnej, wzia j ze sob i zainstalowaa w Little Paddocks pod pretekstem, e "cae gospodarstwo domowe to ju zbyt duo dla mnie; musz mie kogo zaufanego do pomocy". Lekarze zapewnili pann Blacklock, i jej przyjacika nie poyje dugo, okazao si jednak, e biedna Dora bywa czsto nie lada utrapieniem. Wszdzie czynia zamt, drania bardzo nerwow cudzoziemk zatrudnion jako pomoc domowa, mylia si przy liczeniu bielizny do prania, gubia rachunki i listy, czsto przywodzia do rozpaczy zaradn i pedantyczn zawsze pann Blacklock. Biedna, niemdra, stara Dora! Taka poczciwa, przywizana, dumna i szczliwa, e przydaje si na co, lecz, niestety, absolutnie nieobliczalna! - Uwaaj, Doro! - rzucia cierpko panna Blacklock. - Prosiam ci tyle razy! - Mj Boe! - Dora zrobia aosn min. - Uwaam, Letty... Tylko zapomniaam. Ale zaniepokojona jeste? Prawda? - Zaniepokojona? Nie... Bynajmniej. Masz na myli to gupie ogoszenie? - Aha... Moe to i dowcip, lecz w kadym razie dowcip jadowity. - Jadowity?

- 10 -

- Aha... Musi kry w sobie co zego... Powiedziaabym, e... moim zdaniem, nie jest to dowcip miy. Panna Blacklock spojrzaa na przyjacik. agodne oczy, upr w wyrazie ust, nos cokolwiek zadarty. Biedna Dora! Irytujca, roztrzepana, pena dobrych chci i stwarzajca wci problemy. A przecie - dziwna rzecz - nie pozbawiona zdrowego rozsdku! - Masz chyba suszno, Doro. Nie moe to by miy dowcip. - Mnie si zupenie nie podoba - podchwycia Dora z nieoczekiwanym ogniem. Przestraszyam si, Letty. I ty jeste przestraszona. - Ja? Take pomys! - obruszya si panna Blacklock. - Jest w tym niebezpieczestwo. Tak, Letycjo! Niebezpieczestwo! Co w stylu ludzi, ktrzy wysyaj poczt paczki zawierajce bomby zegarowe. - Moja droga! Po prostu jaki przygupek chcia by dowcipny. - Ale co w tym dowcipnego? Nic! Susznie! Co w tym dowcipnego? Twarz panny Blacklock zdradzaa jej myli, wic Dora zawoaa tonem triumfu: - A widzisz, Letty! Jeste takiego samego zdania! - Ale, kochana Bunny... Panna Blacklock umilka raptownie. Do pokoju wtargna wzburzona moda kobieta w jaskrawej spdnicy i dersejowej bluzce, pod ktr falowa peny biust. Miaa przetuszczone ciemne wosy, splecione w warkocz i upite w koron. - Pomwi z pani? Mona? Nie? Panna Blacklock westchna. - Naturalnie, Mitzi. O co chodzi? Czasami mylaa, e wolaaby sama sprzta i gotowa, ni znosi ataki nerwowe tej imigrantki zatrudnionej jako pomoc domowa. - To bdzie w porzdku, nie? Wymawiam, prosz pani! Odchodz! Zaraz! - Dlaczego, Mitzi? Kto ci zdenerwowa? - Tak! Jestem zdenerwowana! - pada dramatyczna odpowied. - Nie chc umiera! Nie! Ju raz uniknam mierci w Europie. Caa moja rodzina zgina. Wymordowana! Matka, may braciszek, moja siostrzeniczka, sodkie dziecko! Wszyscy wymordowani! Ja uciekam. Ukryam si i schroniam w Anglii. Pracuj tak, jak nigdy nie pracowaabym we wasnym kraju. Ja, prosz pani... - Wiem. Znam to wszystko - przerwaa panna Blacklock, ktra rzeczywicie znaa na pami t histori, bo Mitzi powtarzaa j cigle. - Ale dlaczego chcesz odej wanie dzisiaj? - Bo znowu przyjd, eby mnie zabi! - Kto? - Moi wrogowie. Hitlerowcy. A moe teraz jacy inni. Dowiedzieli si, e tu jestem. Przyjd mnie zabi. Przeczytaam o tym. Sama! W tym pimie! - W "Gazetce"? - Aha! W tym pimie. Czarno na biaym. O! Prosz popatrze, co tu napisane. Morderstwo, nie? W Little Paddocks! To tutaj, nie? Dzi wieczr, o p do sidmej! Nie myl czeka. Nie chc, eby mnie zamordowali. Nie chc! - Ale dlaczego odnosisz to do siebie? Naszym zdaniem w gr wchodzi art. - art! To aden art zabi kogo! - aden art. Zgoda. Ale, drogie dziecko, gdyby wrogowie mieli zamiar ci zabi, nie ogaszaliby tego w prasie. - Nie ogaszaliby? Myli pani? - podchwycia zbita nieco z tropu Mitzi. - Uwaa pani, e nie chc zamordowa nikogo? A moe wanie pani, prosz pani? Nie? - Nie widz powodu, dla ktrego ktokolwiek mgby mi yczy mierci - odpara panna Blacklock spokojnie i beztrosko. - I sowo daj, Mitzi, nie widz powodu, dla ktrego mgby chcie zabi ciebie. Dlaczego, Mitzi?

- 11 -

- Bo to li ludzie. Bardzo li! Mwiam przecie... Matka i may braciszek, i moja siostrzenica, takie sodkie dziecko... - Tak! Wiem! - Panna Blacklock przerwaa potok-sw Mitzi. - Ale nie wyobraam sobie, czemu kto miaby dyba na twoje ycie. Jeeli chcesz odej natychmiast, nie mog oczywicie przeszkodzi temu. Ale, doprawdy, zrobiaby wielkie gupstwo - zakoczya i dodaa stanowczym tonem, ktry najwidoczniej zachwia postanowieniem Mitzi: - Rzenik przysa dzi bardzo tward woowin. Trzeba j bdzie udusi. - Tak! Udusi! Zrobi pastwu gulasz. Taki specjalny gulasz. - Niech bdzie gulasz. Zgoda. I z tego troch uschnitego sera warto by zrobi paluszki. Spodziewam si kilku osb dzi wieczorem. - Dzi wieczorem? Akurat dzi wieczorem? - Aha. O p do sidmej. - Tak jak byo w gazecie, nie? Czemu kilka osb miaoby przyj o p do sidmej? - Bo ludzie lubi pogrzeby - powiedziaa artobliwie panna Blacklock. - Jestem zajta, Mitzi. Prosz pj do swojej roboty - rzucia stanowczo i dodaa, gdy drzwi zamkny si za cudzoziemk. - Klska na razie zaegnana. - Umiesz sobie radzi, Letty - pochwalia j panna Bunner.

- 12 -

ROZDZIA TRZECI
O P DO SIDMEJ

1 A wic wszystko gotowe - powiedziaa panna Blacklock. Nie bez uznania obja spojrzeniem dugi salon. Rypsowe obicia w dese z r, dwa wazony rdzawych chryzantem, may bukiet fiokw i srebrna szkatuka z papierosami na stoliku pod cian, a na rodkowym stole taca z napojami. Little Paddocks - niewielki dom w stylu wczesnowiktoriariskim - by ozdobiony podun werand i zielonymi aluzjami w oknach. Dugi salon, ktremu dach werandy zabiera znaczn cz wiata, mia pocztkowo dwuskrzydowe drzwi wiodce do maego pokoju z wykuszowym oknem. Poprzedni mieszkacy usunli te drzwi i zastpili pluszow kotar. Z kolei panna Blacklock pozbya si kotary i oba pokoje poczya w jeden. Byy tam dwa kominki, a chocia na adnym z nich nie pon ogie, w salonie panowao przyjemne ciepo. - Oo! Centralne ogrzewanie dziaa - powiedzia Patryk. - Aha! - pani domu przytakna skinieniem gowy. - Ostatnio byo tak mglisto i deszczowo. W caym domu czu wilgo. Kazaam Evansowi napali, zanim poszed do domu. - A co z bezcennym koksem? - zapyta drwico mody czowiek. - Co z bezcennym, jak powiedziae, koksem? W przeciwnym razie musiaby si pali w kominkach rwnie bezcenny wgiel. Widzisz, mj drogi, wadze odmawiaj nam nawet nalenej cotygodniowej odrobiny wgla, jeeli nie dowiedziemy, e to jedyny opa, jaki suy do gotowania. - Podobno dawniej kady mg kupowa, ile chcia, wgla i koksu. Czy to prawda? - zapytaa Julia takim tonem, jakby suchaa dziwnych opowieci o jakim nieznanym kraju. - Tak, i to tanio. - Nie byo ogranicze? Mona si byo obej bez rozmaitych poda i formularzy? Kady mg kupowa koks i wgiel? - W dowolnych ilociach i gatunkach. Nie sam upek i kamie, jakie dzi dostajemy. - To musia by wiat z bajki - westchna Julia. - Prawda? - Tak mi si zdaje, gdy ten wiat wspominam - powiedziaa z umiechem panna Blacklock. Ale jestem stara, nic wic dziwnego, e bardziej podobaj mi si dawne czasy. Wy, modzi, nie powinnicie tak myle. - Nie musiaabym wtedy pracowa zarobkowo - podja dziewczyna. - Mogabym po prostu siedzie w domu, pielgnowa kwiaty, pisywa liciki... Po co pisywao si liciki? I do kogo? - Do wszystkich tych, do ktrych obecnie telefonujemy - wyjania pogodnie panna Blacklock. - Myl, Julio, e ty nie potrafiaby nawet pisa licikw. - W kadym razie nie w stylu uroczego "Poradnika wszelkiej korespondencji", ktry znalazam tu niedawno. Co cudownego! Dowiedziaam si stamtd, jak grzecznie odrzuci propozycj maestwa uczynion przez wdowca! - Wtpi, moja droga, czy przesiadywanie w domu odpowiadaoby ci tak bardzo, jak sdzisz. To pocigao za sob rne obowizki. Chocia - cigna pani domu oschym tonem niewiele mi o nich wiadomo. Bunny - czule spojrzaa w stron dawnej koleanki - i ja wczenie zaczymy pracowa zarobkowo. - 13 -

- Istotnie, Letty! Za wczenie! - podchwycia panna Bunner. - Ach, te nieznone dzieci! Nigdy ich nie zapomn! Naturalnie Letty bya mdrzejsza ode mnie. Zostaa urzdniczk, sekretark wielkiego finansisty. Drzwi otworzyy si i do salonu wesza Filipa Haymes - wysoka, jasnowosa, chodna i opanowana. Nie bez zdziwienia rozejrzaa si wok. - Co to? Przyjcie? Nikt mi nic nie mwi. - Nasza Filipa, ma si rozumie, nic nie wie! - rozemia si Patryk. - Trzymam zakad, e to jedyna w Chipping Cleghorn osoba nie uwiadomiona. Moda kobieta rzucia mu pytajce spojrzenie. - Rozejrzyj si dokoa, a zobaczysz miejsce przyszego morderstwa! - odpowiedzia i teatralnym gestem zatoczy szeroki uk rk. Filipa Haymes zrobia zdumion min. - Oto - cign mody czowiek, wskazujc dwa wielkie pki chryzantem - aobne wiece. A te salaterki paluszkw z sera i oliwek symbolizuj pieczone misiwa podawane zazwyczaj na stypie. Filipa zwrcia wzrok w kierunku pani domu. - Czy to art? Jestem okropnie gupia, nigdy nie rozumiem artw. - Gupi art i niesmaczny! - wybuchna Dora Bunner. - Mnie si przynajmniej nie podoba. - Pokacie jej ogoszenie - zabraa gos panna Blacklock. - Ja musz zamkn kaczki. Id, bo ju robi si ciemno. No i goci tylko patrze! - Ja pjd zamkn kaczki - zaproponowaa Filipa. - Nie, moja droga - zaoponowaa pani domu. - Zakoczya swj dzie pracy. - Ja ci zastpi, ciociu Letty - powiedzia Patryk. - Nic podobnego! - odmwia energicznie. - Poprzednim razem nie zasune porzdnie rygla. - Pozwl, kochana Letty, e ja to zrobi - wyrwaa si panna Bunner. - Z ca przyjemnoci. Naprawd! Wezm tylko kalosze i... Gdzie te podziaam akiet? Panna Blacklock umiechna si tylko i znikna z pokoju. - Nic z tego, Bunny - odezwa si Patryk. - Ciocia Letty jest samodzielna, nie pozwoli si w niczym zastpi. Stanowczo woli wszystko robi sama. - Uwielbia prac - dorzucia Julia. - Nie zauwayam jednak, eby ty kwapia si z pomoc - podchwyci jej brat, a dziewczyna umiechna si sennie. - Dopiero co orzeke, e ciocia Letty nie pozwoli si w niczym zastpi. A zreszt wycigna przed siebie ksztatne nogi - jestem w swoich najlepszych poczochach. - mier w jedwabnych poczochach - zadeklamowa Patryk. - Jedwabnych? To nylony, guptasie. - mier w nylonach? To ju nie tak dobry tytu kryminau. - Moe kto wytumaczy mi wreszcie, skd dzi tyle gadania o mierci? - zapytaa Filipa z nut skargi w gosie. Wszyscy naraz usiowali jej wytumaczy, lecz nikt nie mg znale "Gazetki", gdy Mitzi zabraa j do kuchni. Pani domu wrcia po upywie kilku minut. - Kaczki zamknite - oznajmia i spojrzaa na zegar. - Dwadziecia po szstej. Zaraz zaczn si schodzi albo mj pogld na ssiadw jest absolutnie mylny. - Nie rozumiem, dlaczego zaraz zaczn si schodzi - bkna niepewnie Filipa. - Nie rozumiesz? Zapewne... Ale widzisz, ludzie s na og bardziej wcibscy ni ty. - Postawa yciowa Filipy to przede wszystkim brak zainteresowania - wtrcia cierpko Julia.

- 14 -

Filipa powstrzymaa si od odpowiedzi. Panna Blacklock spojrzaa w stron rodkowego stou, na ktrym Mitzi postawia kseres i trzy salaterki z oliwkami, paluszkami z sera oraz drobnymi ciasteczkami wasnego wypieku. - Pat - zwrcia si do siostrzeca - moe zechciaby przestawi t tac lub cay st, jeeli wolisz, gdzie dalej, na przykad pod wykuszowe okno? Ostatecznie nie wydaj przyjcia i nie zapraszaam nikogo. Niech nie wyglda na to, e spodziewam si goci. - Chcesz, ciociu Letty, zatai swoj bystro w przewidywaniu? - adnie to powiedziae. Dzikuj ci, chopcze. - Zainscenizujemy uroczy wieczr w cile domowym kku - powiedziaa Julia - i bdziemy udawa zdziwienie, gdy kto si zjawi. Panna Blacklock signa po butelk kseresu, podniosa j i zrobia niezdecydowan min. - Prawie poowa zostaa - uspokoi j Patryk. - Powinno starczy. - Aha... Zapewne... - bkna z wahaniem i podja zaraz stanowczym tonem: - Pat! Bd askaw przynie wie butelk. Jest w schowku kredensowym... Ta zostaa otwarta do dawno. Pamitaj te o korkocigu. Patryk wyszed posusznie, aby po chwili wrci z butelk, ktr odkorkowa i postawi na tacy. Zerkn spod oka w kierunku pani domu. - Jak widz, ciociu Letty - powiedzia cicho - spraw traktujesz bardzo serio. Nie myl si prawda? - Nie wyobraasz sobie chyba, Letty... - zacza Dora Bunner, lecz panna Blacklock przerwaa jej szybko: - Cicho! Kto dzwoni... Moje przewidywania znajduj potwierdzenie.

2 Mitzi otworzya drzwi salonu i zaanonsowaa na swj osobliwy, poufay sposb: - Pan pukownik i pani Easterbrook przyszli, prosz pani. Pukownik by bardzo pewien siebie i najwidoczniej prbowa ukry lekkie zmieszanie. - Nie przeszkadzamy, prawda? - zaczaj, a Julia parskna stumionym miechem. - Akurat przechodzilimy tdy, wic... Nie przeszkadzamy, prawda? Mamy stosunkowo ciepy wieczr... O! Dziaa centralne ogrzewanie!... Naszego jeszcze nie uruchomilimy. - Przeliczne chryzantemy - zaszczebiotaa pani Easterbrook. - Cudowne! Naprawd! - Ale skd, to wiechcie - rzucia pgosem Julia. Pani Easterbrook powitaa Filip Haymes troch zbyt serdecznie. Widocznie chciaa da do zrozumienia, e nie uwaa jej za osob pracujc na roli zawodowo. - Jak wyglda teraz ogrd pani Lucas? - zapytaa. - Bdzie kiedy w porzdku? Podczas wojny zosta zupenie zaniedbany, a teraz ten okropny staruch, Ashe, tylko zmiata licie i sadzi troch kapusty. - Ju zaczyna by wida efekty - odpowiedziaa Filipa - ale uporzdkowanie go wymaga nieco czasu. Mitzi otworzya znw drzwi i oznajmia: - Te panie z Boulders! - Dobry wieczr - powiedziaa panna Hinchliffe i wkroczywszy do salonu, obdarzya pani domu miadcym uciskiem doni. - Zaproponowaam Murg, ebymy tu wpady na chwil. Chciaam zapyta, jak nios si pani kaczki. - Wczenie ju si ciemnia, prawda? - zwrcia si do Patryka panna Murgatroyd. Przeliczne chryzantemy! - Wiechcie! - bkna Julia. - Czemu taka nastroszona? - skarci j szeptem mody czowiek.

- 15 -

- O! Centralne dziaa! Tak wczenie! - podja panna Hinchliffe karccym tonem. - Ten dom jest okropnie wilgotny jesieni - wyjania panna Blacklock. Patryk zapyta j wzrokiem, czy czas na kseres, i t sam drog otrzyma odpowied, e za wczenie. - Dostanie pan w tym roku cebulki z Holandii? - zapytaa panna Blacklock pukownika. Drzwi otwary si znowu i do salonu wkroczya zmieszana nieco pani Swettenham, za ni za pospny i zawstydzony Edmund. - No i jestemy! - zacza wesoo dama, rozgldajc si wok z nietajonym zaciekawieniem. - Przyszo mi na myl, eby wstpi tutaj... - cigna zbita cokolwiek z tropu - i zapyta, czy nie zechciaaby pani wzi kocitka? Nasza kotka wanie... - Spodziewa si potomstwa po rudym kocurze - podchwyci Edmund. - Naley sdzi, e bdzie to potomstwo okropne. Prosz pamita, e zostaa pani ostrzeona. - Nasza kotka jest wyjtkowo owna - podja ywo pani Swettenham i dorzucia zaraz: Przeliczne chryzantemy! - Jak widz, centralne ogrzewanie dziaa - powiedzia Edmund, nie silc si na oryginalno. - Jacy oni podobni do pyt gramofonowych - szepna Julia. - Nie podobaj mi si dzisiejsze wiadomoci. Bardzo nie podobaj! - Pukownik Easterbrook uj Patryka za guzik. - Moim zdaniem wojna jest nieunikniona. Absolutnie nieunikniona! - Nie czytuj nigdy agencyjnych doniesie - odrzek mody czowiek. Jeszcze raz otworzyy si drzwi i do salonu wesza pani Harmon. Stary filcowy kapelusz miaa zsunity kokieteryjnie na ty gowy, a noszony zazwyczaj wyblaky sweter zastpia nieco zbyt obszern bluzk z falbankami. - Witam kochan pani! Witam! - zawoaa z promiennym umiechem. - I co? Nie spniam si? Kiedy zacznie si morderstwo?

3 Szmer przypieszonych oddechw. Julia rozemiaa si krtko, z uznaniem. Patryk zrobi niepocieszon min. Panna Blacklock umiechna si do pastorowej. - Julian szaleje ze zoci, e nie mg przyj - cigna pani Harmon. - On uwielbia morderstwa! Wanie dlatego wygosi zeszej niedzieli takie wietne kazanie... Ha! Pewno nie powinnam tak mwi, bo to przecie mj m, ale kazanie byo rzeczywicie wietne. Prawda? A wszystko dziki "Igraszkom mierci". Panienka z ksigarni specjalnie odoya dla mnie t ksik. Czytali pastwo? Wstrzsajca historia! Naprawd! Wydaje si, e ju wszystko wiadomo i nagle to nie tak... Nastpuje seria wspaniaych morderstw! Cztery... Moe nawet pi! "Igraszki mierci" zostawiam w jego gabinecie, kiedy Julian zamkn si, eby przygotowa kazanie. No i sign po ksik, a pniej nie mg si od niej oderwa. Po prostu nie by w stanie! W rezultacie musia si strasznie spieszy z pisaniem kazania, wic to, co chcia powiedzie, wyrazi zwyczajnie, bez adnych tam mdroci ani uczonych aluzji. Oczywicie kazanie wypado znacznie lepiej. Sowo daj! Z pewnoci za duo gadam. No i co? Kiedy zacznie si morderstwo? Panna Blacklock spojrzaa w stron zegara stojcego na pce nad kominkiem. - Jeeli rzeczywicie co ma si zdarzy, winno zdarzy si niedugo - powiedziaa. - Za minut p do sidmej. Tymczasem zaproponuj pastwu kieliszek kseresu. Patryk ruszy wawo w kierunku wykuszowego okna. Panna Blacklock podesza do stolika przy arkadzie, na ktrym znajdowaa si szkatuka z papierosami. - Z rozkosz wypij kieliszek! - zawoaa pani Harmon. - Ale, prosz pani, co znaczy to "jeeli"? - Bo, droga pani, ja wiem nie wicej ni pastwo. Najprawdopodobniej ...

- 16 -

Urwaa i zwrcia wzrok ku maemu zegarowi nad kominkiem. Zegar zacz dzwoni melodyjnie, srebrzycie. Wydzwoni kwadrans, pniej p godziny. Wszyscy patrzyli w tamt stron. Gdy przebrzmiaa ostatnia nuta, zgasy wiata.

4 W ciemnociach rozlegy si stumione okrzyki i kobiece piski pene ukontentowania. - Zaczyna si! - krzykna radonie pani Harmon. - Nie podoba mi si to! Wcale nie podoba! - zabrzmia gos Dory Bunner. Sycha te byo inne gosy. - Przeraajca historia. - Napeniajca dreszczykiem grozy! - Gdzie jeste, Archie? - Przepraszam! Zdaje si, nastpiem komu na nog. Drzwi otworzyy si z haasem. Jasna smuga reflektora latarki elektrycznej omiota pokj. Nosowy, zachrypnity gos mczyzny przypominajcy zebranym mie popoudnia spdzone w kinie na ogldaniu filmw kryminalnych - rzuci zwizy rozkaz: - Rce do gry! - Rce do gry, mwi - warkn powtrnie ten sam gos. Wszyscy podnieli rce chtnie, nawet z rozbawieniem. - Co wspaniaego! - powiedziaa ktra z kobiet. - Trzs si caa ze strachu! Nieoczekiwanie wystrzeli rewolwer. A potem jeszcze raz. Stuk pociskw o cian zwarzy przyjemny nastrj. W jednej chwili zabawa przestaa by zabaw. Kto krzykn trwonie. Posta stojca w drzwiach odwrcia si raptownie, jak gdyby si zachwiaa. Hukn trzeci wystrza. Posta zgia si wp i runa na podog. Latarka upada i zgasa. Znowu zrobio si ciemno. Nie przytrzymywane drzwi wahadowe skrzypny i pomau, jak gdyby z cichym pomrukiem protestu, zamkny si same. Klamka szczkna gucho. 5 W salonie powsta piekielny zamt. Odezway si naraz wszystkie gosy. - wiata! - Gdzie tu wycznik? - Nie ma kto zapalniczki? - Nie podoba mi si to! Wcale nie podoba! - Strzay byy prawdziwe! - I prawdziwy rewolwer! - Czy to bandyta? - Och, Archie! Ja chc do domu! - Na Boga! Nikt nie ma zapalniczki? W tej chwili jednoczenie pstrykny dwie zapalniczki. Paliy si jasnym, spokojnym pomieniem. Zdumieni gocie, jli spoglda jeden na drugiego. Pod cian, obok arkady czcej dwie czci salonu, staa panna Blacklock. Przesaniaa twarz doni. wiato byo za sabe, by widzie co wicej, niewtpliwie jednak pomidzy jej palcami sczya si ciemna ciecz. Pukownik Easterbrook odchrzkn i sprbowa opanowa sytuacj. - Swettenham! Prosz sprawdzi wyczniki! - zakomenderowa. Edmund, ktry sta w pobliu drzwi, posusznie wykona rozkaz.

- 17 -

- Poszy korki. Domowe. Albo na supie - orzek pukownik. - Co to za piekielny rwetes? Z holu dobieg kobiecy krzyk, ktry wci przybiera na sile, a wtrowao mu bbnienie piciami o drzwi. - Mitzi... Kto morduje Mitzi... - wyjkaa Dora Bunner, chlipic cicho. - To zbyt pikne, by mogo by prawdziwe - mrukn pgosem Patryk. - Potrzebne s wiece - odezwaa si panna Blacklock. - Bd tak dobry, Patryku... Pukownik zdy tymczasem otworzy drzwi i razem z Edmundem, z zapalniczkami w uniesionych rkach, weszli do holu. Tam prawie potknli si o rozcignit na pododze posta ludzk. - Kto go rozoy - powiedzia pukownik Easterbrook. - Gdzie ta kobieta robi taki diabelski haas? - W jadalni - wyjani Edmund. Pokj stoowy znajdowa si po przeciwnej stronie holu. Kto tuk tam piciami w drzwi, piszcza i krzycza. - Drzwi s zamknite. - Edmund obrci klucz w zamku i Mitzi wyskoczya jak tygryska. W jadalni paliy si wiata. Widoczna na ich tle Mitzi bya niczym uosobienie obdnej paniki. Wrzeszczaa nadal, a e zajta bya uprzednio czyszczeniem srebra, wic nadal trzymaa w rkach spor irchow ciereczk i opatk do nakadania ryby, co wygldao komicznie. - Cicho bd, Mitzi! - rzucia panna Blacklock. - Przesta wreszcie! - zawoa Edmund, a gdy dziewczyna nie zamierzaa przesta, wymierzy jej tgi policzek. Dostaa gwatownej, krtkiej czkawki i umilka. - Trzeba przynie wiece - powiedziaa panna Blacklock. - S w kuchennym schowku. Wiesz, Pat, gdzie szuka korkw? - W sionce za pokojem kredensowym, prawda? Zaraz sprawdz, co da si zrobi. Pani domu postpia kilka krokw i znalaza si w padajcej z jadalni smudze blasku. Dora Bunner zaszlochaa goniej, Mitzi wrzasna przeraliwie. - Krew! - wybekotaa. - Krew! Pani jest ranna! Wykrwawi si pani na mier! - Gupia jeste, Mitzi! - zirytowaa si panna Blacklock. - To adna rana. Kula drasna mi ucho. - Ale krwawisz naprawd, ciociu Letty - szepna Julia. Istotnie biaa bluzka, pery oraz do panny Blacklock byy lepkie od krwi. - Uszy mocno krwawi - powiedziaa ranna. - Przypominam sobie, e jako dziecko zemdlaam, kiedy fryzjer drasn mnie w ucho. Zdawao mi si, e w jednej chwili krew wypenia ca miednic. I co ze wiatem? - Pjd po wiece - zaproponowaa Mitzi. Julia dotrzymaa jej towarzystwa i niebawem wrciy, niosc kilka wiec poprzylepianych do spodkw. - Warto przypatrzy si zoczycy - zabra gos pukownik Easterbrook. - Swettenham! Prosz przytrzyma mi tu nisko kilka wiec. - Ja stan z drugiej strony - powiedziaa Filipa i pewn doni uja dwa spodki. Pukownik Easterbrook przyklkn. Rozcignity na pododze mczyzna by ubrany w czarna peleryn z kapturem. Twarz przesaniaa mu czarna maska. Donie byy w czarnych bawenianych rkawiczkach. Kaptur zsun si i odsoni jasne wosy w nieadzie. Pukownik odwrci lecego twarz do gry, sprawdzi puls, sprbowa dotkn serca i w tym momencie cofn z obrzydzeniem rk. Palce mia czerwone i lepkie. - Postrzeli si - orzek.

- 18 -

- Czy ciko ranny? - zapytaa panna Blacklock. - Hm... Chyba nie yje... Moe popeni samobjstwo, a moe zaplta si w peleryn i, kiedy pada, rewolwer wypali. Gdybym widzia go lepiej... W tej chwili, jak gdyby za dotkniciem rdki czarnoksiskiej, zajaniay wszystkie wiata. Zgromadzeni w holu Little Paddocks mieszkacy osady uprzytomnili sobie nagle, e stoj w obliczu nagej i gwatownej mierci. Pukownik Easterbrook mia czerwon do. Krew ciekaa nadal po szyi, bluzce i akiecie panny Blacklock, a u ich stp spoczywao rozcignite groteskowo ciao napastnika. - Okazao si, e tylko jeden korek... - zacz Patryk, wchodzc do pokoju stoowego, i umilk raptownie. Pukownik Easterbrook dotkn maej, czarnej maski. - Naley sprawdzi, co to za jeden - powiedzia. - Chocia nie sdz, by mg to by kto ze znajomych... Zdj mask z twarzy nieboszczyka. Ciekawie wycigny si wszystkie szyje. Mitzi krzykna i znw dostaa czkawki. Inni zachowali spokj. - Taki mody - odezwaa si panna Harmon z nut wspczucia. - Letty! Spjrz, Letty! - zawoaa nagle Dora Bunner. - To chopiec z hotelu Royal w Medenham Wells! Ten, ktry przyszed tu raz i prosi o pienidze na powrt do Szwajcarii, a ty mu odmwia. Pewno by to pretekst, eby zapozna si z rozkadem domu... Mj Boe! Niewiele brakowao, eby ciebie zabi! Panna Blacklock stana na wysokoci zadania. - Filipo! - rzucia stanowczo. - We Bunny do pokoju stoowego i daj jej p kieliszka koniaku. Julio! Skocz do azienki! Przynie mi plaster z opatrunkiem. Znajdziesz go w apteczce. Nieprzyjemnie krwawi jak zarnite prosi. Pat! Zadzwo na policj! Zaraz!

- 19 -

ROZDZIA CZWARTY
HOTEL ROGAL
1 Pukownik George Rydesdale, komendant policji hrabstwa Middle, by czowiekiem milczcym i spokojnym. redniego wzrostu, o bystrych oczach pod krzaczastymi brwiami, zwyk raczej sucha, ni mwi. Pniej matowym gosem wydawa zwizy rozkaz - i rozkaz wykonywano posusznie. W tej chwili pukownik sucha z uwag tego, co mwi inspektor-detektyw Dermont Craddock, ktremu formalnie powierzono dochodzenie. Poprzedniego wieczora Rydesdale odwoa go z Liverpoolu, gdzie zosta wysany celem zebrania informacji w innej sprawie. Rydesdale by o nim dobrego zdania. Sdzi, e Craddock ma nie tylko rozum i wyobrani, lecz rwnie - co komendant ceni jeszcze wyej - dyscyplin wewntrzn, dziki ktrej powoli, ale skrupulatnie bada najdrobniejsze fakty i mia otwart gow do koca kadego ledztwa. - Posterunkowy Legg przyj telefon - mwi inspektor - i, panie pukowniku, zadziaa jak naley. Szybko. Z przytomnoci umysu. Zadanie mia nieatwe. Co najmniej dziesi osb usiowao mwi naraz, a jedna z nich, uciekinierka z kontynentu, popada w histeri na sam widok policyjnego munduru. Trzeba j byo zamkn na klucz w pokoju, no i cay dom a si trzs od jej krzykw. - Stwierdzono tosamo denata? - Tak jest, panie pukowniku. Rudi Scherz. Obywatel szwajcarski. Zatrudniony w recepcji hotelu Royal w Medenham Wells. Jeeli pan pukownik pozwoli, zajm si pniej ludmi z Chipping Cleghorn, a Royal wezm na pierwszy ogie. Jest ju tam sierant Fletcher. Ma pomwi z obsug autobusu, no i zajrze do tego hotelu. Rydesdale przytakn skinieniem gowy i w teje chwili podnis wzrok, bo drzwi si otworzyy. - Prosz, Henry, prosz - powiedzia. - Mamy tu co, co odbiega troch od przecitnoci. Sir Henry Clithering, emerytowany komisarz Scotland Yardu, wszed do pokoju z lekko uniesionymi brwiami. By to starszy pan, wysoki i dystyngowany. - Sdz, e to przemwi nawet do kogo tak jak ty zblazowanego - cign pukownik. - Nigdy nie byem zblazowany - obruszy si tamten. - Widzisz, Henry, najnowszy pomys to ogaszanie w prasie o majcym si odby morderstwie. Craddock! Prosz pokaza ogoszenie panu komisarzowi. - "North Benham News and Chipping Cleghorn Gazette". Smaczny ksek - powiedzia sir Henry i doda, przebiegszy szybko wzrokiem wskazane mu palcem przez inspektora linijki druku. - Tak... Rzeczywicie niecodzienne. - Czy wiadomo, kto zamieci ogoszenie? - zapyta Rydesdale. - Z zezna wynika, panie pukowniku, e przynis je do redakcji sam Rudi Scherz. W rod. - Nikt nie zakwestionowa treci? Osoba przyjmujca ogoszenie nie zauwaya w tym nic szczeglnego? - Wyglda na to, panie pukowniku, e przyjmujca ogoszenia anemiczna blondynka jest niezdolna do mylenia. Liczy sowa, przyjmuje pienidze i tyle. - Jaki sens jest w tym wszystkim? - zapyta sir Henry.

- 20 -

- Pewno chodzio o to, by w jednym miejscu i o jednej porze zgromadzi spor grup miejscowych ciekawskich, sterroryzowa ich i ogooci z gotwki oraz kosztownoci. Pomys wcale niezy i, trzeba przyzna, oryginalny. - Jaka to miejscowo Chipping Cleghorn? - zapyta znw sir Henry. - Spora, malowniczo pooona osada. Sklep misny, piekarnia, sklep spoywczo-kolonialny, niele zaopatrzony sklep z antykami, dwie herbaciarnie. Miejscowo odwiedzana przez turystw, zwaszcza zmotoryzowanych, no i zamieszkana przez specyficzne rodowisko. Domki, zajmowane dawnymi czasy przez rolnikw, poprzerabiano dla rozmaitych starych panien czy maeskich par na emeryturze. Jest take kilka willi w stylu wczesnowiktoriariskim. - Ju wiem! - podchwyci komisarz. - Grono starych panien z towarzystwa i pukownikw w stanie spoczynku. Oczywicie! Po przeczytaniu ogoszenia wszyscy musieli zgromadzi si o p do sidmej, aby zobaczy, co si stanie. Na Boga! Chciabym mie tutaj moj wasn, niezawodn star pann. Chtnie przyoyaby do tego palec. Historia akurat w jej gucie. - Co to za twoja wasna, niezawodna stara panna? Ciotka? - Nie. Nikt z rodziny, lecz najdoskonalszy detektyw z boej aski. Rozumiesz? Wrodzony talent, ktry wyrs na sprzyjajcej glebie. Nie lekcewa, mj chopcze, starych panien z twojej mieciny - zwrci si sir Henry do Craddocka. - Gdyby ta sprawa miaa okaza si pogmatwan zagadk, czego oczywicie nie podejrzewam, pamitaj o wiekowej, niezamnej damie, ktra zajmuje si robtkami na drutach i pielgnuje swj ogrdek, ale niepomiernie gruje nad kadym inspektorem-detektywem. Ona atwo ci powie, co mogo si zdarzy, co powinno si zdarzy... Ba! Powie nawet, co zdarzyo si rzeczywicie! Dowiesz si od niej take, dlaczego to co si zdarzyo! - Tak jest, panie komisarzu! Bd pamita - odrzek inspektor tak subowo, e nikt by nie odgad, i Dermont Craddock jest chrzeniakiem sir Henry'ego i z ojcem chrzestnym pozostaje w zayych stosunkach. Rydesdale naszkicowa zwile przebieg wydarze. - Nie ulegao wtpliwoci - cign - e tamci zbiegn si o p do sidmej. Dla nas to pewne, ale czy mg o tym wiedzie w mody Szwajcar? I jeszcze jedno! Czy gocie panny Blacklock mogli mie przy sobie tyle, by gra warta bya wieczki? - Hm... Par starowieckich broszek - podj tonem zastanowienia komisarz - sznurek hodowlanych pere, troch bilonu... moe jeden czy drugi banknot. Nic wicej. A panna Blacklock trzyma w domu wiksze pienidze? - Twierdzi, e nie, panie komisarzu. Jakie pi funtw. To wszystko. - Saba pokusa - dorzuci Rydesdale. - Wskazywaoby to, waszym zdaniem - powiedzia sir Henry - e temu facetowi chodzio nie o grabie, lecz o specjalny wystp w postaci napadu rabunkowego. Co z kina, h? Bardzo by moe. Ale jakim sposobem si zastrzeli? Rydesdale podsun mu arkusik papieru. - Protok wstpnych ogldzin zwok. Strza rewolwerowy oddany z maej odlegoci... hm... nic nie wskazuje, czy to by wypadek, czy samobjstwo. Rudi Scherz mg zastrzeli si rozmylnie, mg te potkn si i upa, a rewolwer, ktry trzyma blisko siebie, akurat wypali. Bardziej prawdopodobna wydaje si druga wersja - spojrza na Craddocka. - Trzeba bdzie starannie przesucha wiadkw. Niech opowiedz drobiazgowo o wszystkim, co widzieli. - Z pewnoci kady z nich widzia co zupenie innego - westchn inspektor. - Zawsze interesowao mnie szczeglnie to - powiedzia sir Henry - co ludzie widz w chwili wielkiego podniecenia, napicia nerwowego. W takim momencie wane bywa wszystko, co kto widzia, a czasami jeszcze waniejsze to, czego nie widzia. - Jakie s informacje o rewolwerze?

- 21 -

- Wyrb zagraniczny, dawniej rozpowszechniony w caej Europie... Scherz nie mia pozwolenia na bro i na granicy nie zadeklarowa, e posiada rewolwer. - Podejrzany facet - mrukn sir Henry. - Nad wyraz podejrzany - zgodzi si Rydesdale. - C, Craddock, niech pan jedzie do hotelu Royal i na miejscu sprawdzi, co wiadomo o tym Szwajcarze.

2 W hotelu Royal inspektor Craddock zosta skierowany prosto do dyrektorskiego gabinetu, gdzie powita go wylewnie pan Rowlandson, dyrektor przedsibiorstwa - wysoki, zaywny mczyzna, o wylewnym sposobie bycia. - Z najwiksz przyjemnoci, panie inspektorze, popiesz z wszelk moliw pomoc rozpocz. - Zdumiewajca historia. Doprawdy zdumiewajca! Nigdy nie przyszoby mi do gowy co podobnego. Scherz wydawa si bardzo przecitnym, raczej sympatycznym chopcem. Zupenie nie tak wyobraaem sobie gangstera. - Dugo pracowa u pana? - Sprawdziem to, nim pan inspektor przyjecha. Duej ni trzy miesice. Mia zadowalajce wiadectwa i wymagane w takich razach zezwolenie naszych wadz. Wszystko byo w porzdku. - Sprawowa si nienagannie? Craddock nie zdradzi tego po sobie, ale zwrci uwag na krciutk pauz, jak dyrektor zrobi, nim odpowiedzia. - Tak... Nienagannie. Detektyw uciek si do chwytu, jaki stosowa nieraz i na og z powodzeniem. - Nie, nie, dyrektorze - powiedzia, krcc gow. - Nie cakiem tak to wygldao. - No... moe... - Pan Rowlandson by nieco zbity z tropu. - miao dyrektorze! Sucham! Co nie byo w porzdku. Co mianowicie? - No... moe... Nie wiadomo mi nic konkretnego. - Ale ma pan pewne podejrzenia. Prawda? - Tak... Zapewne... Ale to nic konkretnego. Nie chciabym snu domysw, ktre bd zanotowane i mog zosta przytoczone w czasie rozprawy sdowej. Craddock umiechn si yczliwie. - Aha! Rozumiem, do czego pan zmierza. Prosz si nie obawia. Chodzi tylko o to, e musz wyrobi sobie jaki taki pogld na osob Scherza. O co go pan podejrzewa. O co? - Ot, panie inspektorze - odpowiedzia Rowlandson raczej niechtnie - kilka razy byy kopoty z rachunkami. Trafiay do nich pozycje, ktre... ktre nie powinny tam figurowa. - To znaczy, Scherz podawa czasami w rachunkach pozycje, ktre nie figuroway w hotelowych ksigach, a pienidze przywaszcza sobie. O to go pan podejrzewa, prawda? - Mniej wicej, panie inspektorze... W najlepszym razie mogoby to by karygodne niedbalstwo z jego strony. Par razy w gr wchodziy stosunkowo wysokie kwoty. Otwarcie mwic, zaczem podejrzewa, e to niepewny pracownik, wic poleciem naszemu ksigowemu, by przeprowadzi kontrol. Wyszy na jaw rozmaite omyki i niedokadnoci, ale stan kasy nie wykaza manka. Wobec tego, panie inspektorze, doszedem do wniosku, e moje podejrzenia byy bezpodstawne. - A jeeli miay podstaw? Przypumy, e Scherz przywaszcza sobie czasami niewielkie sumki. Mgby to ukry, jak sdz, zwracajc w por niedobory?

- 22 -

- Tak. Gdyby mia pienidze. Ale kto, kto, jak wyrazi si pan inspektor, przywaszcza sobie czasami niewielkie sumki, odczuwa zazwyczaj dotkliwy brak pienidzy, wic natychmiast je wydaje. - Gdyby zatem Scherz chcia zwrci w por niedobory, musiaby zdoby pienidze w taki czy inny sposb... By moe dziki napadowi rabunkowemu? - Tak... Ciekaw jestem, czy to bya jego pierwsza prba... - To prawdopodobne. Robota bya bardzo dyletancka. Czy jest w hotelu kto, od kogo Scherz mgby dosta pienidze? Wie pan o jakiej kobiecie w jego yciu? - Tak. To kelnerka z baru. Nazywa si Myrna Harris. - Chciabym z ni porozmawia.

3 Myrna Harris - adna dziewczyna o bujnych rudych wosach i lekko zadartym nosku - bya zaniepokojona, przygnbiona i, jak si zdawa mogo, bolenie odczua upokorzenie policyjnej indagacji. - Nic nie wiem, prosz pana - mwia. - Absolutnie nic! Gdybym si domylaa, jakie z niego ziko, nigdy, za nic nie chodziabym z Rudim. Ale on pracowa w recepcji, wic byam pewna, e to chopak na miejscu. Zrozumiae, prawda? Teraz myl, e dyrekcja hotelu powinna ostroniej dobiera personel. Zwaszcza jeli chodzi o cudzoziemcw. Moe Rudi nalea do jakiego gangu, jednego z tych, o ktrych czyta si w gazetach? - Naszym zdaniem dziaa zupenie samodzielnie - powiedzia Craddock. - Dziwna rzecz! Taki spokojny, dobrze wychowany chopiec. Kto by pomyla! Chocia... Teraz przypominam sobie, e w hotelu giny rne drobiazgi. Broszka z brylantem... Jaki zoty medalionik... Ale w gowie mi nie postao, e Rudi... - Nic dziwnego, prosz pani, kadego moga skusi okazja. Znaa go pani dobrze? - Dobrze? Tego nie powiedziaabym, prosz pana. - Ale bylicie zaprzyjanieni, prawda? - Zaprzyjanieni? Tak! Bylimy zaprzyjanieni. Nic wicej. Sprawy bardziej serio nie mogy wchodzi w rachub. Z cudzoziemcami zawsze jestem ostrona, bo to, prosz pana, taki ma wielkie tony, ale naprawd nigdy nic nie wiadomo. Jacy bywali niektrzy onierze podczas wojny! Okazywao si, e s onaci, jak ju byo za pno. Rudi chwali si i duo gada, ale nie bardzo mu wierzyam. Craddock podchwyci ostatnie zdanie dziewczyny. - Chwali si? Naprawd? To bardzo interesujce, panno Myrno. Widz, e pani w niejednym nam pomoe. I duo gada... Co takiego? - e niby jego rodzina w Szwajcarii to bogacze i jacy waniacy. Ale to mi nie pasowao, bo Rudi wci nie mia pienidzy. Mwi, e z powodu obowizujcych w Szwajcarii ogranicze nie moe dostawa stamtd przekazw. To prawdopodobne, no nie? Ale jego rzeczy... znaczy si garderoba... nie byy drogie ani eleganckie. Nie wierzyam mu, no i mylaam, e rozmaite historie, ktre opowiada, to take blaga. Mwi, e w Alpach uprawia wspinaczk i ratowa ludzi uwizionych przez lodowiec. A raz na skakach w naszym wwozie Boulter dosta porzdnego zawrotu gowy! Wspinaczka w Alpach! Dobre sobie! - Czy czsto wychodzilicie gdzie razem? - Tak... O tak, panie inspektorze! By dobrze wychowany i... i wiedzia, jak postpowa z dziewczyn. Zawsze mielimy najlepsze miejsca w kinie, a czasem nawet kupowa mi kwiaty. No i taczy bosko! Naprawd bosko! - Mwi co kiedy o pannie Blacklock?

- 23 -

- Tej, co przyjeda tu czasem na obiad, a raz nawet mieszkaa w hotelu? Nie... Rudi nigdy o niej nie mwi. Nie wiem, czy j w ogle zna. - A o Chipping Cleghorn mwi? - zapyta Craddock. Odnis wraenie, e w oczach Myrny Harris dostrzeg wyraz niepokoju, lecz nie by tego pewien. - Nie... Nie sdz... Raz pyta mnie, kiedy odchodz autobusy do jakiej miejscowoci. Nie pamitam, czy chodzio wtedy o Chipping Cleghorn. W kadym razie to byo dawno. Nic wicej nie dao si wydoby z dziewczyny. Rudi zachowywa si ostatnio zupenie normalnie. Nie widziaa go poprzedniego wieczora. Nigdy nie przypuszczaa (ani przez moment, powtarzaa to kilkakrotnie i z naciskiem), e ten Scherz jest bandyt. "I chyba mwi prawd" - pomyla inspektor-detektyw Craddock.

- 24 -

ROZDZIA PITY
PA
A BLACKLOCK I PA A BU ER

Dom panny Blacklock wyglda mniej wicej tak, jak wyobraa go sobie inspektor Craddock. Po schludnej niegdy rabacie chodziy kury i kaczki. Ostatnie marcinki stay w glorii jesiennych fioletw. Trawnik oraz cieki wiadczyy o zaniedbaniu. Detektyw podsumowa w myli wynik wstpnych obserwacji. Brak pienidzy na ogrodnika. Zamiowanie do kwiatw. Umiejtno dobrego planowania rabat i klombw. Dom wymaga odnowienia, jak obecnie niemal wszystkie domy. Oglnie biorc, przyjemna, skromna siedziba. Zatrzyma wz przed frontowymi drzwiami Little Paddocks i w teje chwili wyszed zza domu sierant Fletcher - mczyzna o wojskowej postawie, dorodny niczym gwardzista krlewski. - Aha. Pan tutaj, Fletcher. - Tak jest, panie inspektorze. - Co nowego? - Skoczylimy przetrzsa dom, panie inspektorze. Wyglda na to, ze Scherz nie pozostawi nigdzie odciskw palcw. Oczywicie by w rkawiczkach. Przy drzwiach frontowych i oknach nie stwierdzilimy ladw wamania. Scherz przyjecha z Medenham autobusem, ktry jest tutaj o szstej. Podobno boczne drzwi domu zostay zamknite na klucz o p godziny wczeniej. Musia chyba wej frontowymi drzwiami. Panna Blacklock podaje, e te drzwi rygluje si zazwyczaj dopiero na noc. Natomiast suca twierdzi, e tamtego popoudnia byy przez cay czas zaryglowane. Ale ona moe twierdzi wszystko. Strasznie nerwowa. Jaka uciekinierka z Europy rodkowej. - Trudno z ni idzie, co? - Tak jest, panie inspektorze - powiedzia sierant z przekonaniem. Craddock umiechn si. Fletcher kontynuowa meldunek: - Owietlenie elektryczne jest w porzdku. Wszdzie. Nie wiadomo jeszcze, jak Scherz manipulowa, by wiata zgasy. Wyczy tylko jeden obwd obejmujcy hol i salon. Ma si rozumie, teraz kinkiety i lampy stojce nie byyby na jednym przewodzie, ale tu instalacja jest starowiecka. Nie rozumiem, w jaki sposb Scherz mg dosta si do korkw, bo skrzynka z nimi jest w sionce przy pokoju kredensowym, musiaby przej przez kuchni i suca widziaaby go na pewno. - Jeeli, oczywicie, sama nie bya w zmowie - wtrci Craddock. - To moliwe. Obydwoje s cudzoziemcami i tej dziewczynie nie wierzybym ani troch. Ani troch, panie inspektorze! W oknie ssiadujcym z frontowymi drzwiami domu pojawia si para przeraonych, ogromnych czarnych oczu. Twarz, przylepiona do szyby, bya ledwie widoczna. Craddock zwrci uwag na te oczy. - To ona, co? - Tak jest, panie inspektorze. Twarz znikna. Craddock nacisn guzik dzwonka. Po dobrej chwili oczekiwania drzwi otworzya przystojna moda kobieta o kasztanowych wosach i znudzonym wyrazie twarzy. - Detektyw-inspektor Craddock. Zmierzya go chodnym spojrzeniem bardzo adnych piwnych oczu.

- 25 -

- Prosz - powiedziaa. - Panna Blacklock oczekuje pana. Inspektor zanotowa w pamici, e hol jest wski, dugi i wyposaony w zadziwiajc liczb drzwi. Moda kobieta otworzya jedne z nich po lewej stronie i powiedziaa: - Inspektor Craddock, ciociu Letty. Mitzi nie chciaa go wpuci. Teraz zamkna si w kuchni. Jczy i popakuje. Obawiam si, e nie bdzie dzi obiadu. Mitzi nie cierpi policji wyjania, zwracajc si do inspektora, po czym wysza z pokoju i zamkna za sob drzwi. Craddock postpi krok, by powita wacicielk Little Paddocks. Mia przed sob wysok, mniej wicej szedziesicioletni kobiet o wygldzie osoby energicznej i zaradnej. Jej szpakowate, falujce naturalnie wosy stanowiy adn opraw dla inteligentnej, stanowczej twarzy. Szare oczy patrzyy bystro, a wydatny podbrdek wiadczy o sile charakteru. Panna Blacklock miaa opatrunek na uchu, a ubrana bya w dobrze skrojony kostium i sweter. Z tym strojem kolidowa wiktoriaski naszyjnik z kamei - jedyny chyba akcent wiadczcy o sentymentalnym usposobieniu wacicielki. Obok niej siedziaa kobieta w tym samym mniej wicej wieku, z wyrazem podniecenia na okrgej twarzy i niedbale upitymi wosami, ktre wymykay si spod siatki. Craddock domyli si atwo, e jest to "Dora Bunner - dama do towarzystwa", z notatek posterunkowego Legga, ktry uzupeni informacj nieoficjaln uwag na marginesie: "Roztrzepana!" Panna Blacklock odezwaa si przyjemnym gosem osoby o nienagannej dykcji: - Dzie dobry, panie inspektorze. To moja przyjacika, panna Bunner, ktra pomaga mi w gospodarstwie. Zechce pan usi... Mog suy papierosem? - Dzikuj, prosz pani. Nie pal na subie. - Jaka szkoda! Craddock rozejrza si po typowo wiktoriaskim salonie, zoonym z dwu czci poczonych arkad. W wikszym pokoju dwa szerokie okna, w mniejszym jedno, wykuszowe. Krzesa... Kanapa... Na rodkowym stole duy wazon chryzantem... Drugi na jednym z okien... Wszystko to mie, wiee, bez pretensji do oryginalnoci. Jedyny dysonans stanowi bukiet zwidnitych fiokw w maym srebrnym wazonie, stojcym na stoliku obok arkady, w mniejszej czci pokoju. Inspektor nie wyobraa sobie, by panna Blacklock moga tolerowa zwidnite kwiaty, poczyta je wic za wskazwk, e w tym domu rozegrao si ostatnio co niezwykego. - Rozumiem prosz pani, e to si zdarzyo... w tym salonie? - powiedzia. - Tak. - A eby pan widzia ten salon wczoraj wieczorem! By w ruinie! - zawoaa panna Bunner. Przewrcono dwa stoliki, a jeden z nich mia nawet zaman nog! Wszyscy wpadali na siebie! A kto by tak nieuwany, e zapalonego papierosa pooy na jednym z najadniejszych mebli! Ludzie... zwaszcza modzi ludzie nic a nic nie troszcz si o takie rzeczy! Chwaa Bogu, nie stuko si nic z porcelany i... - Doro! - przerwaa pani domu agodnie, lecz stanowczo. - Takie drobiazgi moe s przykre, ale nie maj adnego znaczenia. Powinnymy raczej odpowiada na zadawane pytania. - Bardzo pani dzikuj. Wkrtce przejd do wydarze wczorajszego wieczoru. Przede wszystkim jednak chciabym usysze, kiedy widziaa pani po raz pierwszy denata. Czy Rudi Scherz by pani znany? - Rudi Scherz? Tak si nazywa? - zapytaa panna Backlock, jak gdyby troch zdziwiona. Zdawao mi si... Mniejsza zreszt o to. Pierwszy raz spotkaam go... zaraz... jakie trzy tygodnie temu. Wybraam si wtedy po zakupy do Medenham Wells. Jadam... Jadymy z pann Bunner obiad w hotelu Royal. Kiedy wychodziymy przez hol, usyszaam swoje nazwisko. Mody czowiek z recepcji powiedzia: "Panna Blacklock, o ile si nie myl?". Doda zaraz, e pewnie go nie pamitam, lecz jest synem waciciela Hotelu Alpejskiego w Montreux, gdzie podczas wojny blisko rok mieszkaam z siostr.

- 26 -

- Hotel Alpejski w Montreux - powtrzy i zanotowa Craddock. - Przypomniaa sobie pani tego modego czowieka? - Nie, panie inspektorze. Raczej jestem pewna, e nie widziaam go nigdy. Wszyscy chopcy z hotelowych recepcji s tak bardzo podobni do siebie. W Montreux spdzaymy czas mio, a waciciel Hotelu Alpejskiego traktowa nas wyjtkowo yczliwie. Wobec tego chciaam by uprzejma dla jego syna. Zapytaam, czy dobrze czuje si w Anglii. Powiedzia, e tak, i doda, e ojciec wyprawi go tutaj na praktyk w angielskim hotelu. Wszystko to wydao mi si zupenie naturalne. - Widziaa go pani pniej? - Tak... Po jakich dziesiciu dniach przyszed tu nieoczekiwanie. Byam zdziwiona, zaskoczona. Przeprosi za kopot, jaki sprawia, i powiedzia, e jestem jedyn znan mu w Anglii osob. A wic zwraca si do mnie, bo jego matka ciko zachorowaa i niezwocznie trzeba mu pienidzy na powrt do Szwajcarii. - Ale nie dosta nic od Letty! - zawoaa Dora Bunner. - Historyjka wygldaa bardzo mtnie - podchwycia ywo panna Blacklock. - Nie miaam ju wtpliwoci, e ten mody czowiek to podejrzany typ. Pienidze na powrt do Szwajcarii! Nonsens! Jego ojciec mg to zaatwi telegraficznie bez najmniejszego kopotu. Wszyscy hotelarze trzymaj ze sob. Przyszo mi na myl, e sprzeniewierzy jakie pienidze. Moe uzna mnie pan za osob bez serca - podja sucho po krtkiej pauzie - ale, widzi pan, przez dugie lata byam sekretark wielkiego finansisty, wic jestem uczulona na proby o wsparcie. Znam przerne bajki o trudnociach yciowych. Zdziwiam si tylko, e petent zrezygnowa tak atwo. Odszed zaraz, jak gdyby przewidywa, e nic nie wskra. - Czy teraz, po pniejszych wydarzeniach, nie sdzi pani, e Scherz przyszed pod pierwszym lepszym pretekstem, aby rozpozna teren? Panna Blacklock przytakna energicznym skinieniem gowy. - Oczywicie! Jestem dokadnie tego zdania. Kiedy odprowadzaam go do drzwi, interesowa si rozkadem domu. "Ma pani liczn jadalni" - powiedzia, gdy przechodzc zajrza do stoowego pokoju, ktry w rzeczywistoci jest ciemny i ciasny. Pniej wyprzedzi mnie i sam otworzy drzwi frontowe. Prawdopodobnie chcia obejrze zamek. Zreszt, jak jest tutaj w zwyczaju, drzwi zamykaam na klucz dopiero przed noc. Praktycznie biorc, wczeniej do domu moe wej kady. - A boczne drzwi? Podobno s tu boczne drzwi wiodce do ogrodu? - Tak. Tamtdy wyszam, eby zamkn kaczki. Wkrtce potem zaczli schodzi si gocie. - Byy zamknite na klucz, kiedy pani wychodzia? Panna Blacklock zmarszczya brwi. - Nie przypominam sobie... Chyba tak. Ale na pewno zamknam je, wracajc. - Kwadrans po szstej, prawda? - Co koo tego. - A drzwi od frontu? - Te zamykamy pniej. - Wic Rudi Scherz atwo mg wej tamtdy. Albo mg zakra si bocznymi drzwiami, w czasie gdy pani bya przy kaczkach. Uprzednio przeprowadzi rozpoznanie terenu i przy okazji obra sobie kryjwk w jakim schowku. Tak! To wszystko przedstawia si cakiem jasno. - Bardzo przepraszam - podchwycia panna Blacklock - lecz moim zdaniem nie wszystko jest takie jasne. Czemu, u licha, kto miaby robi tyle skomplikowanych przygotowa, eby urzdzi ten gupi niby-napad akurat tutaj? - Czy przechowuje pani w domu duo pienidzy? - Mam jakie pi funtw w szufladzie biurka i nie wicej ni dwa funty w portmonetce. - A biuteria?

- 27 -

- Par piercionkw, broszek i kamee, ktre teraz nosz. Przyzna pan chyba, inspektorze, e w caej tej historii nie wida sensu? - To nie by napad rabunkowy! - wybuchna znowu Dora Bunner. - Wci powtarzam, Letty, e w gr wchodzia zemsta. Zemsta! Nie daa mu pienidzy i dlatego dwa razy strzeli do ciebie. Z premedytacj. - Zatem przejdziemy teraz do wczorajszego wieczora - podj Craddock. - Co si dziao, prosz pani? - zwrci si do panny Blacklock. - Zechce pani opowiedzie wasnymi sowami wszystko, co zachowaa pani w pamici. - Zacz bi zegar... Ten na pce nad kominkiem - podja pani domu po krtkim namyle. Powiedziaam wtedy, o ile sobie przypominam, e jeeli rzeczywicie ma si co zacz, winno zdarzy si rycho. Wtedy wanie odezwa si zegar. W milczeniu suchalimy wszyscy. Wydzwoni dwa kwadranse i nagle zgasy wiata. - Ktre? - Kinkiety tutaj i w tamtej drugiej, mniejszej czci salonu. Lampa stojca na pododze i dwie mae lampki do czytania nie byy zapalone. - Czy kiedy wiata zgasy, zauwaya pani najpierw bysk, czy odgos? - Nie przypominam sobie. - Ja jestem pewna, e by bysk! - wtrcia panna Bunner. - Tak! Bysk i taki dziwny trzask. To bardzo niebezpieczne! - Co dalej, prosz pani? - zwrci si Craddock do wacicielki Little Paddocks. - Co dalej? Drzwi otworzyy si... - Ktre? W salonie jest ich dwoje. - Te, tutaj, inspektorze. Drugie w mniejszym pokoju s lepe. A wic drzwi otworzyy si i stan w nich mczyzna... Zamaskowany... Z rewolwerem w rku. Caa historia wygldaa na urojenie senne, lecz oczywicie byam wwczas przekonana, e to czyj niemdry dowcip. Mczyzna powiedzia... Zapomniaam, co powiedzia... - Rce do gry, bo strzelam - zasuflerowaa Dora Bunner dramatycznym tonem. - Co w tym rodzaju. - I wszyscy podnieli rce? - O tak! Wszyscy! Mylelimy, e jest to jeden z punktw zabawy - wykrzykna znw Dora Bunner. - Wszyscy podnielimy rce! - Ja nie - podchwycia cierpko panna Blacklock. - Pomylaam, e to idiotyczny pomys. Byam zirytowana. - Co dalej? - Olepio mnie wiato latarki skierowanej prosto w oczy. Pniej przeraziam si, gdy pocisk gwizdn mi koo ucha i uderzy w cian tu nad moj gow. Kto krzykn. Poczuam piekcy bl ucha i usyszaam drugi wystrza. - Przeraajce! - krzykna Dora Bunner. - A pniej? - Trudno mi powiedzie... Byam oszoomiona. Czarna posta odwrcia si raptownie i jak gdyby potkna. Hukn trzeci wystrza. Latarka zgasa. Wszyscy zaczli si szamota, wpada na siebie, krzycze. - A pani gdzie staa? - zapyta inspektor pann Blacklock. - Staa tam! Przy stoliku! - zawoaa panna Bunner. - Trzymaa w rku wazonik z fiokami. - Tu staam - podchwycia panna Blacklock, zbliywszy si do stolika przy arkadzie czcej dwie czci salonu. - W rku trzymaam nie wazonik, lecz szkatuk z papierosami. Inspektor Craddock obejrza cian w tym miejscu. Dwa otwory po pociskach byy wyranie widoczne. Same pociski wydobyto, by je porwna z kulami wystrzelonymi z rewolweru.

- 28 -

- O wos unikna pani mierci - zwrci si pgosem do pani domu. - On chcia j zabi! Z premedytacj! Sama widziaam. Najpierw omit wszystkich smug wiata, a jak zobaczy Letty, smuga znieruchomiaa i pady strzay. On chcia zabi ciebie, Letty! - Kochana Doro! Wbia sobie do gowy to wszystko, bo nieustannie mylisz o tej caej historii. - On chcia ci zabi - powtrzya z uporem. - Do ciebie mierzy, a jak spudowa, sam si zastrzeli. Tak byo. Jestem pewna! - Nigdy nie uwierz, e si z rozmysem zastrzeli - powiedziaa panna Blacklock - Nie sprawia wraenia czowieka takiego pokroju. - Wspomniaa pani - zwrci si do niej inspektor - e do momentu kiedy rozlegy si strzay, sdzia pani, e to czyj niemdry dowcip. - Ma si rozumie. C innego mogam sdzi? - A kogo podejrzewaa pani o autorstwo? - Z pocztku mylaa, e to Patryk - zasuflerowaa raz jeszcze Dora Bunner. - Patryk? - zapyta detektyw. - Mj krewny, Patryk Simmons - odpowiedziaa pani domu, wyranie niezadowolona z przyjaciki. - Kiedy przeczytaam ogoszenie, przyszo mi na myl, e mog to by arty. Ale Patryk zaprzeczy stanowczo. - No i bya zaniepokojona, Letty. Nie przecz! Bya zaniepokojona, jakkolwiek udawaa, e wszystko w porzdku. I niepokoia si susznie! "Morderstwo odbdzie si...", tak byo w ogoszeniu. I rzeczywicie! Miao zdarzy si morderstwo. Byoby po tobie, gdyby nie spudowa. A co staoby si wtedy z nami wszystkimi? Dora Bunner mocno dygotaa. Twarz miaa wykrzywion i zdawao si, e lada chwila wybuchnie paczem. Przyjacika pogaskaa j po ramieniu. - Doro, kochana Doro! Nie denerwuj si, prosz. Ju wszystko dobrze. Przeyymy straszne rzeczy, ale to mino. Przez wzgld na mnie - zmienia ton - musisz wzi si w gar, Doro. Tylko na ciebie licz w naszych gospodarskich kopotach. Czy to nie dzi przyjad z pralni? - Mj Boe! W sam por przypomniaa mi, Letty! Ciekawa rzecz, czy zwrc brakujc powoczk. Musz wpisa notatk o tym do ksiki. Ju lec, moja droga! Trzeba si tym zaj. - I zabierz te fioki - powiedziaa panna Blacklock. - Nie cierpi zwidych kwiatw. - Jaka szkoda! Wczoraj zerwaam wieutekie. Takie nietrwae kwiatki... Mj Boe! Na pewno zapomniaam nala im wody. Ta moja gowa! Zawsze o wszystkim zapominam. No, lec ju zaj si bielizn. Ci z pralni mog nadjecha w kadej chwili - zakoczya Dora Bunner i, kontenta ju z ycia i siebie, szybko opucia pokj. - Biedna Dora jest sabego zdrowia i nie powinna si denerwowa - westchna panna Blacklock. - Ma pan jeszcze pytania, inspektorze? - Tak. Chciabym usysze, jakich ma pani domownikw, i dowiedzie si czego o nich. - Rozumiem. Oprcz mnie i Dory Bunner mieszka tu dwoje moich modszych krewnych, Julia i Patryk Simmonsowie. - Siostrzeniec i siostrzenica? - Nie. Nazywaj mnie cioci Letty, ale to dalecy krewni. Dzieci mojej kuzynki. - Od dawna s u pani? - Nie. Od dwu miesicy. Przed wojn mieszkali w poudniowej Francji. Pniej Patryk zacign si do marynarki wojennej, a Julia, o ile mi wiadomo, pracowaa w biurze jednego z ministerstw. Mieszkaa wtedy w Llandudno. Po wojnie ich matka napisaa do mnie, pytajc, czy mogliby przyjecha tutaj w charakterze patnych goci. Obecnie Julia odbywa praktyk aptekarsk w szpitalu miejskim w Milchester, a jej brat studiuje inynieri na tamtejszym uniwersytecie. Jak panu wiadomo, do Milchester jedzie si autobusem tylko pidziesit

- 29 -

minut, a ja jestem zadowolona, e mam ich tutaj. Dom jest dla mnie stanowczo za duy. Pac mi co za mieszkanie i wyywienie i chyba wszystkim nam z tym dobrze - umiechna si przyjemnie. - Lubi mie modzie w domu. - Syszaem, e trzeci mod osob w pani domu jest pani Haymes. To si zgadza? - Tak. Filipa Haymes pracuje jako pomocnica ogrodnika w Dayas Hall, posiadoci pani Lucas. Domek odwiernego zajmuje tam stary ogrodnik z on, wic pani Lucas prosia mnie o pokj dla Filipy w Little Paddock. To bardzo sympatyczna moda osoba. Jej m poleg we Woszech, a omioletni synek jest w szkole z internatem i, za moj zgod, spdza tu wakacje i wita. - A suba, prosz pani? - Ogrodnik przychodzi we wtorki i pitki. Sprztaczka, zamieszkaa w tej osadzie, pani Huggins, pracuje tutaj pi razy w tygodniu przed poudniem. Na stae mam do pomocy w kuchni cudzoziemk o nazwisku niemoliwym do wymwienia. To uciekinierka z Europy rodkowej. Sdz, e Mitzi nastrczy panu sporo kopotu. Biedaczka cierpi na co w rodzaju manii przeladowczej. Craddock ze zrozumieniem skin gow. Przypomnia sobie nieocenione informacje posterunkowego Legga, ktry nazwisko Dory Bunner opatrzy uwag "Roztrzepana", pann Blacklock scharakteryzowa zwrotem "Na poziomie", a personalia Mitzi uzupeni jednym sowem: "Kamie". - Niech pan nie uprzedza si, inspektorze, do niej tylko dlatego, e biedaczka kamie powiedziaa wacicielka Little Paddocks, zupenie jak gdyby czytaa w mylach detektywa. Myl, e jak to si czsto zdarza, w kadym kamstwie kryje si odrobina prawdy. Z pewnoci jej opowieci o rozmaitych okruciestwach urastay z biegiem czasu i biedna Mitzi przypisuje teraz sobie i swojej rodzinie wszystko, o czym czytaa lub syszaa. Niewtpliwie jednak przeya wiele i przynajmniej jedna bliska jej osoba zostaa zabita w jej obecnoci. Zapewne liczni uchodcy z kontynentu sdz... najprawdopodobniej susznie... e tym wicej zyskaj naszej sympatii, im sroej byli przeladowani. Otwarcie mwic - cigna panna Blacklock - Mitzi jest nieznona. Drani i denerwuje nas wszystkich. Opryskliwa, skora do podejrze, wci uraona i patrzy tylko, kto i jak jej ubliy. Ale al mi jej mimo wszystko. Mitzi, jeeli chce, gotuje znakomicie - zakoczya z umiechem. - Sprbuj, prosz pani, moliwie najmniej j mczy - powiedzia Craddock uspokajajcym tonem. - Czy to panna Julia Simmons otworzya drzwi, kiedy tu przyszedem? - Tak. Chce pan z ni teraz mwi? Patryka nie ma w domu. Filip Haymes zastanie pan w Dayas Hali. - Bardzo dzikuj. Chtnie pomwi teraz z pann Simmons, jeeli pani pozwoli.

- 30 -

ROZDZIA SZSTY
JULIA, MITZI I PATRYK
1 Kiedy Julia wesza do salonu i usiada na tym samym krzele, na ktrym siedziaa przed chwil Letycja Blacklock, Craddock stwierdzi, e jej chodne opanowanie dziwnie go drani. Spojrzeniem przylgna do jego twarzy. Oczekiwaa pyta. Panna Blacklock wycofaa si taktownie. - Zechce pani opowiedzie mi o wczorajszym wieczorze? - Pnym wieczorem zasnlimy wszyscy kamiennym snem - odpowiedziaa. - Zapewne bya to reakcja. - Chodzi mi o wczeniejszy wieczr, od szstej. - Aha, rozumiem. Po szstej przyszo wiele nudnych osb... - A mianowicie? - przerwa. Rzucia mu znw pogodne spojrzenie. - To pan ju wie, prawda? - Pozwoli pani, e ja bd zadawa pytania? - umiechn si Craddock. - Przepraszam... Powtarzanie nudzi mnie okropnie. Pana wida nie nudzi... Ot przyszli pukownik Easterbrook z on, panna Hinchliffe i panna Murgatroyd, pani Swettenham z synem Edmundem i pani Harmon, ona proboszcza. Przychodzili w takim wanie porzdku. Moe yczy pan sobie wiedzie, co mwili? Wszyscy powtarzali jedno i to samo. "O! Centralne ogrzewanie dziaa!" i "Przeliczne chryzantemy!" Craddock przygryz wargi. Dziewczyna miaa talent naladowczy. - Wyjtek stanowia pani Harmon. Urocza babka! Przybiega w kapeluszu na bakier, z rozwizanymi sznurowadami i prosto z mostu zapytaa, kiedy zacznie si morderstwo. Ma si rozumie, speszya cae towarzystwo, bo inni udawali, e wstpili przy jakiej tam okazji. Ciocia Letty odpowiedziaa na swj oschy sposb, e zapewne wkrtce. Zegar pocz dzwoni, a jak skoczy, zgaso wiato, drzwi otworzyy si raptownie i posta w masce zawoaa: "Rce do gry!" czy co w podobnym sensie. Przypominao to kiepski film i, sowo daj, byo mieszne. Pniej hukny dwa strzay, wymierzone w cioci Letty, i historia przestaa by mieszna. - Gdzie znajdoway si poszczeglne osoby, kiedy to nastpio? - Kiedy zgaso wiato? C, stali tu i wdzie. Pani Harmon siedziaa na kanapie. Hinch... to znaczy panna Hinchliffe, zaja godne jej, mskie miejsce przed kominkiem. - Wszyscy byli w tej czci pokoju czy te w drugiej, mniejszej? - Gwnie w tej, jak mi si zdaje. Za arkad by Patryk, bo zamierza poda kseres. Sdz, e pukownik Easterbrook poszed za nim, ale nie jestem pewna. Inni, jak powiedziaam ju, stali tu i wdzie. - A pani? - O ile przypominam sobie, byam tu, przy oknie. Ciocia Letty sigaa po papierosy. - Staa przy stoliku koo arkady? - Tak... Nagle wiato zgaso i rozpocz si kiepski film. - Napastnik mia siln latark. Co z ni robi? - wieci nam prosto w twarze. A oczy bolay. - Teraz, prosz pani, zaley mi na bardzo dokadnej odpowiedzi. Czy ten czowiek wieci latark w jedno miejsce, czy te przesuwa smug wiata?

- 31 -

Julia zastanawiaa si przez chwil. Niewtpliwie nie bya ju teraz tak obojtna i znudzona. - Nie, nie owietla jednego miejsca. Porusza ni, tak e wiato przesuwao si po wszystkich, jak na dancingu. No i pady strzay. Dwa strzay. - Co dalej? - Napastnik szybko si odwrci, Mitzi zacza gdzie rycze jak syrena alarmowa. Latarka zgasa i usyszaam jeden strza. Wtedy drzwi zamkny si wolno, z nieprzyjemnym zgrzytem. Znowu znalelimy si w ciemnociach i nikt nie wiedzia, co robi. Biedna Bunny beczaa jak ranny krlik, a od strony holu dobiegay wrzaski Mitzi. - Czy, pani zdaniem, ten Scherz popeni samobjstwo, czy te potkn si i rewolwer sam wypali? - Nie mam pojcia. Wszystko wygldao cakiem teatralnie. Szczerze mwic, mylaam, e to gupi dowcip, pki nie zobaczyam krwi ciekncej z ucha Letty. Bo gdyby kto dla artu wystrzeli z rewolweru, aby caej hecy nada bardziej realny charakter, mierzyby przecie w gr, nad gowami, prawda? - Niewtpliwie. Czy, pani zdaniem, Scherz mg widzie, do kogo mierzy? Czy sylwetka panny Blacklock rysowaa si wyranie w smudze wiata? - Nie wiem. Patrzyam na napastnika, nie na ni. - Chodzi mi o to, czy sdzi pani, e ten czowiek rozmylnie i celowo strzela do panny Blacklock? - Do Letty? - Julia bya jak gdyby zdziwiona. - Nie... Nie zdaje mi si. Gdyby chcia j zastrzeli, mg znale sto bardziej dogodnych sposobnoci. W jakim celu gromadziby znajomych i ssiadw, by tym sposobem utrudni sobie zadanie? Kadego dnia mgby na stary, wyprbowany sposb odda strza zza ywopotu i najprawdopodobniej uj cao. "Oto wyczerpujca odpowied na gadanin Dory Bunner o zamachu na ycie panny Blacklock" - pomyla Craddock. - Bardzo pani dzikuj - powiedzia z westchnieniem. - Teraz chciabym porozmawia z Mitzi. - Prosz uwaa, eby nie wydrapaa panu oczu - przestrzega go Julia. - To dzika kocica!

2 Craddock wraz z Fletcherem udali si do Mitzi do kuchni. Gdy weszli, bya zajta wakowaniem ciasta. Spojrzaa na Craddocka bardzo podejrzliwie. Min miaa ponur, czarne wosy spaday jej na oczy, a purpurowa bluzka i jaskrawozielona spdnica nie pasoway do jej ziemistej cery. - Po co tu w mojej kuchni, panie policjancie? Jestecie z policji, no nie? Wszdzie przeladujecie ludzi. Zawsze! Ha! Powinnam do tego przywykn. Mwi, e w Anglii jest inaczej. Gdzie tam! Cakiem tak samo! Pan przyszed, eby mnie torturowa, wymusza zeznania, no nie? Nic z tego! Ja nic nie powiem. Bdzie mi pan wyrywa paznokcie, co? I przykada do skry ponce zapaki. I jeszcze gorzej, no nie? Ale ja nic nie powiem. Syszy pan? Nic! Absolutnie! A pan wyle mnie do obozu koncentracyjnego, co? Mniejsza o to! Craddock przypatrywa si jej z uwag. Obmyla najbardziej skuteczn metod ataku. - W porzdku. Prosz ubra si w paszcz i kapelusz. - Co takiego? - zapytaa zdziwiona. - Prosz wzi paszcz i kapelusz. Pjdzie pani z nami. Nie mam przy sobie aparatu do wyrywania paznokci ani torby z podobnymi przyrzdami. Takie rzeczy trzymamy na posterunku. Fletcher! Ma pan przy sobie kajdanki? - Tak jest, panie inspektorze! - odrzek Fletcher z uznaniem. - Ja nie pjd! - krzykna Mitzi, cofajc si szybko. - Nie chc!

- 32 -

- W takim razie prosz odpowiada uprzejmie na uprzejme pytania. yczy sobie pani, by obecny by adwokat? - Prawnik? Nie! Nie wierz prawnikom. Odoya waek do ciasta, wytara rce cierk i usiada. - Co pan chce wiedzie? - zapytaa pospnie. - Chc usysze od pani, co dziao si wczoraj wieczorem. - Dobrze pan wie, co si dziao. - Ale chodzi mi o pani relacj. - Chciaam odej. Ona powiedziaa panu, e chciaam odej? Jak w gazecie przeczytaam o morderstwie, zaraz chciaam odej. Nie pucia mnie. Jest niedobra, bez litoci. Kazaa mi zosta. Ale wiedziaam, co si stanie. Dobrze wiedziaam, e mnie zamorduj. - Ale nie zamordowali, prawda? - Prawda - przyznaa niechtnie. - Sucham. Jak to wszystko wygldao? - Byam zdenerwowana. Tak! Byam strasznie zdenerwowana. Przez cay wieczr. Syszaam haasy, jak gdyby kto chodzi po domu. Raz zdawao mi si, e zakrad si do holu, ale bya to tylko ta pani Haymes. Wrcia z pracy drzwiami od ogrodu. Czsto tamtdy wraca, bo, jak powiada, nie chce zadeptywa frontowych schodw i ganku. Wanie! Duo to tak obchodzi! To hitlerwka, no nie? Ma takie jasne wosy i niebieskie oczy, a na mnie patrzy z gry, jak na jaki mie. No i... - Zostawmy w spokoju pani Haymes. - No i co sobie taka myli? e jest kim? Czy tak jak ja ma za sob kosztowne studia uniwersyteckie? Czy ma stopie naukowy z ekonomii? Nie! Jest pomocnic ogrodnika. Kopie, strzye traw i za to dostaje ile tam kadej soboty. Czemu udaje dam? Kim niby jest? - Zostawmy w spokoju pani Haymes. Sucham dalej. - Do salonu zaniosam kseres, kieliszki i ciasteczka, co je sama upiekam. Pniej zabrzcza dzwonek, wic poszam otworzy. Otwieraam drzwi raz po raz. To poniajce zajcie, ale trudno. Pniej wrciam do pokoju kredensowego i zaczam czyci srebro. Mylaam nawet, e to si dobrze skada, bo jak kto przyjdzie, eby mnie zabi, bd miaa pod rk taki duy n do krajania misa. Bardzo ostry! - Jest pani przewidujca - wtrci inspektor. - Pniej usyszaam strzay. Pomylaam: "Stao si! Zaatwione!". No i wbiegam do pokoju stoowego, nasuchiwaam przez chwil. Pniej by jeszcze jeden strza i oskot... Jakby upado w holu co cikiego. Nacisnam klamk, ale drzwi nie chciay si otworzy. Byy zamknite z tamtej strony. Ja te byam zamknita. Jak szczur w puapce. Oszalaam ze strachu. Krzyczaam i krzyczaam, i tukam w drzwi piciami. Nareszcie, prosz pana, kto obrci klucz w zamku i mnie wypuci. Wtedy przyniosam wiece. Duo wiec. Bardzo duo. I zapalio si znw wiato. I zobaczyam krew. Krew! Ach, Gott in Himmel! Zobaczyam krew! Nie pierwszy raz! Mj may braciszek... Zabili go na moich oczach! Widziaam krew na ulicy... ludzi rannych... umierajcych... Widziaam... - Rozumiem. Bardzo pani dzikuj. - A teraz - podja tragicznie Mitzi - moecie aresztowa mnie, zabra do wizienia. - Nie dzisiaj, prosz pani - umiechn si inspektor.

3 Craddock z Fletcherem minli hol, podeszli do frontowych drzwi domu i omal nie zderzyli si z wysokim, przystojnym modym mczyzn, ktry wanie wchodzi.

- 33 -

- apsy, jak pragn zdrowia! - zawoa. - Pan Patryk Simmons? - Zgadza si, inspektorze. Pan jest inspektorem, prawda? A paski towarzysz to sierant? - Odgad pan trafnie. Mgbym zamieni z panem kilka sw? - Jestem niewinny, inspektorze! Przysigam! - Prosz nie dowcipkowa, panie Simmons. Pozostao mi do przesuchania sporo osb, wolabym zatem nie marnowa czasu. Co to za pokj? Moglibymy z niego skorzysta? - Nazywa si pracownia, chocia nikt w nim nie pracuje. - Syszaem, e jest pan studentem - zacz Craddock. - Tak. Ale dzi nie mogem skoncentrowa si na matematyce, wic wrciem do domu. Craddock zada formalne pytania o imi i nazwisko, wiek i stosunek do suby wojskowej. - A teraz, prosz pana, zechce pan opowiedzie, jak wyglda wczorajszy wieczr. - Zabilimy tucznego cielca, inspektorze. To znaczy, Mitzi specjalnie upieka smakowite ciasteczka, ciocia Letty odkorkowaa wie butelk kseresu... - wie? Wic bya inna? - Tak. Tylko poowa. Ale czemu nie spodobaa si cioci. - Czy panna Blacklock bya wtedy zaniepokojona? - Nie... Nie sdz, inspektorze. To osoba niezwykle zrwnowaona. Niespokojna bya stara Bunny. Przeja si ogoszeniem i od rana prorokowaa katastrof. - Baa si? - Niewtpliwie! I strach smakowaa z gustem. - Potraktowaa serio to ogoszenie? - Tak. Przerazio j miertelnie. - Syszaem, e panna Blacklock po przeczytaniu ogoszenia, o ktrym mowa, podejrzewaa zrazu, e to paska sprawka. Dlaczego tak sdzia? - Dlaczego? Bo w tym domu ja zawsze bywam winien wszystkiemu! - Ale pan nie mia z tym nic wsplnego? - Ja? Absolutnie nic. - A ten Rudi Scherz. Widzia go pan kiedy? Rozmawia z nim? - Nigdy w yciu. - Ale to art w pana stylu, prawda? - Skd pan wie? Moe dlatego, e raz woyem ciasto z jabkami do ka panny Bunny, no i przysaem Mitzi kartk pocztow z wiadomoci, e gestapo jest na jej tropie? - Zechce pan opowiedzie o wczorajszych wydarzeniach. - Akurat wyszedem do najmniejszego salonu po tac z poczstunkiem i wtedy... Stoliczku, nakryj si! Wtedy zgasy wiata. Odwrciem si szybko i zobaczyem w drzwiach faceta, ktry powiedzia gono: "Rce do gry!". Wic wszyscy przestraszyli si i zaczli krzycze. Zastanawiaem si wanie, czy zdoam go obezwadni, gdy facet zacz strzela z rewolweru i gruchn na podog, a jego latarka zgasa. Zrobio si ciemno i pukownik Easterbrook zacz komenderowa w naprawd koszarowym stylu. "wiato!" - woa i dopytywa si, czy moja zapalniczka dziaa. Nie dziaaa. Nie dziaaa jak zawsze. To diabelski wynalazek! - Sdzi pan, e napastnik mierzy z rozmysem do panny Blacklock? - Czy ja wiem? Powiedziabym raczej, e dla kawau strzela na chybi trafi. Moe pniej uprzytomni Sobie, e posun si za daleko. - I zastrzeli si? - By moe. Kiedy zobaczyem jego twarz, pomylaem, e facet wyglda na drobnego zodziejaszka, wic atwo mg straci gow. - Na pewno nigdy wczeniej pan go nie widzia? - Nigdy. Z ca pewnoci.

- 34 -

- Bardzo dzikuj. Teraz chciabym pomwi ze wszystkimi osobami, ktre byy tu wczoraj wieczorem. Jaka kolejno byaby najdogodniejsza? - Aha... Nasza Filipa... to znaczy pani Haymes... pracuje w Dayas Hali, prawie naprzeciwko tego domu. Potem najbliej bdzie do Swettenhamw. Kady wskae panu drog.

- 35 -

ROZDZIA SIDMY
AOCZ I WIADKOWIE

1 Posiado Dayas Hall ucierpiaa powanie w latach wojny. To nie budzio wtpliwoci. Perz zarasta to, co musiao niegdy by szparagarni. Krzyownica, powj oraz inne chwasty ogrodowe pieniy si bujnie. Jedynie cz ogrodu warzywnego bya utrzymywana w porzdku i tam wanie Craddock zasta starego mczyzn o zgorzkniaej minie, ktry wsparty na szpadlu sta pogrony w mylach. - Aha! Szuka pan pani Haymes, co? Nie wiem, gdzie j mona znale. Ona robi tylko to, co sama zechce. Aha! Tylko to, prosz pana! Nie chce nikogo sucha. A mgbym duo j nauczy. Co z tego? Dzisiejsze mode panie s samowolne, no nie? Myl, e wszystkie rozumy pozjaday, bo poprzebieray si w portki i umiej prowadzi cignik. Tu trzeba fachowej ogrodniczej roboty, a tego dzisiaj nikt nie uczy. Aha! Trzeba fachowej ogrodniczej roboty! - Rzeczywicie. Na to wyglda - przyzna Craddock. Starowina potraktowa te sowa jako przytyk. - Co ja, prosz pana, mog zrobi sam w takim duym ogrodzie? Dawniej pracowao tu trzech mczyzn i jeden chopiec. I tylu potrzeba, no nie? Mao kto potrafiby sam zrobi tyle, ile ja robi. Czasem pracuj do smej wieczr, prosz pana! Do smej! - Przy jakim wietle? Lampy naftowej? - Ma si rozumie, nie mwi o tej porze roku. Ma si rozumie! Mwi o letnich wieczorach. - Rozumiem. Pjd teraz poszuka pani Haymes - powiedzia inspektor. Stary zaciekawi si. - Na co ona panu? Pan z policji, h? Co z ni nie w porzdku? A moe chodzi o to, co byo w Little Paddocks? Podobno zamaskowani bandyci wdarli si i rewolwerem sterroryzowali pokj peen ludzi. Takie rzeczy nie trafiay si przed wojn. Nigdy! Teraz dezerterzy wcz si po caym kraju. Czemu nie bior si za niech wadze wojskowe? - Tego nie wiem - odrzek Craddock. - Myl, e duo si tu mwi o tym napadzie. Prawda? - Pewno, e prawda! Bo co to si teraz wyrabia! Ned Barker powiada, e jest tyle za z cigego chodzenia do kina. A znw Tom Riley, e pta si za duo cudzoziemcw. I na pewno, powiada, w zmowie bya ta, co jest za kuchark u panny Blacklock, okropna sekutnica. To anarchistka, powiada, moe jeszcze gorzej. Takich nam tu nie trzeba. Znowu Marlena, bufetowa z baru, mwi, e w domu panny Blacklock byo na pewno co cennego. Chocia wcale na to nie wyglda, bo, mwi Marlena, panna Blacklock chodzi zawsze marnie ubrana i tylko nosi na szyi swoje due faszywe pery. Ale, powiada, jakby byy prawdziwe! Znw Flora, crka starej Bellamy, powiada, e to gupie gadanie, bo taka biuteria nazywa si teatralna. Nieprawda! Moja stara bya za pokojow u jednej wielkiej pani, wic wie, jak to si nazywa. Tak czy inaczej, zawsze to szko i tyle! Co podobnego nosi te moda panna Simmons. Zote licie bluszczu, pieski, takie rzeczy. Ha! Rzadko si teraz widzi prawdziwe zoto. Nawet obrczki lubne robi z jakiej tam platyny! Nieeleganckie to, kosztuje Bg wie ile! Stary Ashe urwa, by nabra tchu, i dalej mwi swoje:

- 36 -

- Panna Blacklock nie trzyma w domu wikszych pienidzy. Jim Huggins powiada, e wie na pewno. Musi wiedzie, no nie? Jego ona chodzi na posugi do Little Paddocks, a ona wszystko spenetruje. Baba ma dobre oko, rozumie pan? I wszdzie nos wetknie. - Czy Huggins mwi, co jego ona myli o tym wszystkim? - A mwi! Wiadomo! Ona myli, e w zmowie bya ta Mitzi. Straszna z niej sekutnica. I jakie przybiera tony! Jednego dnia w oczy nazwaa pani Huggins wyrobnic! Craddock milcza przez chwil. Porzdkowa w mylach wynurzenia starego ogrodnika. Daway mu obraz pogldw prostych ludzi z Chipping Cleghorn, nie sdzi jednak, by mogy wnie co konkretnego do ledztwa. Odwrci si i ruszy z miejsca, a stary zawoa w lad za nim. - Pewno znajdzie pan j przy jabonkach. Jest modsza ode mnie. atwiej jej zdejmowa owoc z drzewa. Rzeczywicie, Craddock znalaz Filip Haymes przy jabonkach. Najpierw zobaczy par smukych ng ubranych w spodnie zsuwajc si zrcznie po pniu drzewa. Chwil pniej staa przed nim Filipa o zarowionej twarzy i jasnych wosach potarganych przez gazie. "Dobra byaby z niej Rozalinda" - pomyla zrazu inspektor, ktry by wielbicielem Szekspira i z powodzeniem gra rol melancholijnego Jakuba w "Jak wam si podoba", gdy teatr amatorski wystawia t sztuk na rzecz Domu dla Sierot po Funkcjonariuszach Policji. Niebawem jednak zmieni zdanie. Filipa - zbyt sztywna na Rozalind - cho bya bardzo angielska w swojej jasnowosej urodzie i biernoci, ale angielska w stylu dwudziestego raczej ni szesnastego wieku. Dobrze wychowana, opanowana Angielka, bez ladu swawolnoci. - Dzie dobry pani i przepraszam za najcie. Inspektor-detektyw Craddock z policji hrabstwa Middle. Chciabym zamieni z pani kilka sw. - Na temat wczorajszego wieczoru? - Tak. - To dugo potrwa? Moe... Niepewnie rozejrzaa si dokoa. Inspektor wskaza lecy opodal pie drzewa. - Tam rozmowa bdzie miaa nieoficjalny charakter - umiechn si. - No i oderw pani od pracy, ale tylko na tak dugo, jak si to okae konieczne. - Bardzo dzikuj. - Chodzi o formalne dane do protokou. Wczoraj wieczorem wrcia pani std do domu. O ktrej? - Jakie dwadziecia po pitej. Zostaam o te dwadziecia minut duej, poniewa musiaam skoczy podlewanie w cieplarni. - Ktrymi drzwiami pani wesza? - Bocznymi. Jest krtsza droga obok kurnika. Nie trzeba wtedy okra domu, no i nie lubi zadeptywa ganku od frontu. Czasami bywam strasznie ubocona. - Zawsze wchodzi para do domu tamtdy? - Tak. - Drzwi nie byy zamknite na klucz? - Nie byy. Latem s przewanie szeroko otwarte. O tej porze roku zamyka si je, ale nie na klucz. Czsto z nich wszyscy korzystamy. Wczoraj wieczorem ja przekrciam klucz w zamku. - Zawsze pani to robi? - Mniej wicej od tygodnia, tak. O szstej ju si ciemnia. Panna Blacklock czsto zamyka wieczorem kaczki albo kury. Ale przewanie korzysta z drzwi kuchennych. - Jest pani pewna, e wczoraj wieczorem zamkna pani na klucz boczne drzwi? - Tak, jestem pewna. - A w domu co pani robia?

- 37 -

- Zrzuciam ubocone buty, poszam na pitro, wykpaam si i przebraam. Kiedy wrciam na d, spostrzegam, e szykuje si przyjcie. Nic oczywicie nie wiedziaam o tym niemdrym ogoszeniu. - Zechce teraz pani opisa przebieg napadu? - Nagle zgaso wiato... - Gdzie pani wtedy bya? - Przy kominku. Szukaam zapalniczki, bo zdawao mi si, e pooyam j tam na pce. Wic wiato zgaso i wszyscy zaczli si mia, co mwi. Raptem drzwi otwary si z haasem. Jaki czowiek owietli nas latark, po czym zacz wywija rewolwerem i kaza nam podnie rce. - Posuchaa go pani? - Nie. Mylaam, e to tylko arty, poza tym byam zmczona. Uwaaam, e zabawa uda si i bez mojego udziau. - Innymi sowy nudzio to pani, prawda? - Raczej tak. Pniej wystrzeli rewolwer. Huk by oguszajcy i rzeczywicie mnie wystraszy. Latarka zakrelia uk w powietrzu, upada, zgasa. Wtedy Mitzi zacza wrzeszcze. Kwiczaa jak zarzynane prosi. - Czy blask latarki wyda si pani olepiajcy? - Niespecjalnie. Ale to by silny reflektor. Przez moment owietla pann Bunner. Wygldaa jak upir: trupio blada z rozdziawionymi ustami i oczyma wysadzonymi z orbit. - Napastnik porusza latark? - O tak! Wodzi smug wiata po caym pokoju. - Jak gdyby kogo szuka? - Nie powiedziaabym. Raczej tak sobie, na chybi trafi. - Co dalej, prosz pani? Filipa zmarszczya brwi. - Zrobi si straszny zamt. Edmund Swettenham i Patryk Simmons zapalili zapalniczki i wyszli z holu, a my wszyscy popieszylimy za nimi. Kto otworzy drzwi jadalni... Tam byo widno, Edmund Swettenham uderzy w twarz Mitzi i przerwa jej histeryczne krzyki. Wtedy poczulimy si troch lepiej. - Widziaa pani zwoki tego czowieka? - Tak. - Znaa go pani? Widziaa kiedykolwiek? - Nigdy. - Jak pani sdzi? Czy to by przypadek, czy Rudi Scherz zastrzeli si wiadomie? - Nie mam pojcia, panie inspektorze. - Nie widziaa go pani, kiedy uprzednio przyszed do Little Paddocks? - Nie. Podobno przyszed okoo poudnia. O tej porze nie bywam w domu. Pracuj nieomal cay dzie. - Dzikuj pani... Aha! Jeszcze jedno. Ma pani cenn biuteri, piercionki, bransolety, co takiego? Zaprzeczya poruszeniem gowy. - Piercionek zarczynowy... dwie broszki... - I o ile pani wiadomo, nikt nie przechowuje w domu rzeczy szczeglnie wartociowych? - Nie... Jest tam troch adnego srebra, ale to nic szczeglnie wartociowego. - Jeszcze raz bardzo dzikuj.

- 38 -

2 W powrotnej drodze przez ogrd warzywny Craddock spotka postawn dam o rumianej twarzy, mocno cinit gorsetem. - Dzie dobry! - zagadna go wojowniczym tonem. - Co pan tu robi? - Pani Lucas, prawda? Jestem inspektor-detektyw Craddock. - Aha, to pan. Przepraszam. Nie znosz intruzw, ktrzy wchodz tu i zajmuj czas moim ogrodnikom. Rozumiem jednak, e pan peni obowizki subowe. - Tak, prosz pani. - Wolno zapyta, czy policja przewiduje dalsze napady, takie jak ten u panny Blacklock? Czy dziaa jaki gang? - Nie, prosz pani. Jestemy przekonani, e napad nie by robot gangu. - Okropnie duo teraz rabunkw. Policja robi si opieszaa - podja dama, a e Craddock milcza, dodaa po pauzie: - Rozmawia pan z Filipa Haymes, prawda? - Potrzebne mi s jej zeznania jako naocznego wiadka. - A nie mg pan zaczeka do pierwszej? Ostatecznie przyzwoicie byoby rozmawia z Filipa, jak ma przerw, nie w godzinach, za ktre ja pac. - Spiesz si, prosz pani, do komendy policji. - Wanie... Trudno wymaga dzi ludzkich wzgldw, a take rzetelnego dnia pracy. Przychodzi si pno, marudzi przez p godziny. Pniej o dziesitej przerwa na herbat, no i koniec z robot, gdy deszcz zaczyna kropi. Jak trzeba strzyc trawnik, kosiarka z reguy szwankuje. A do domu wychodzi si pi albo dziesi minut przed czasem. - Syszaem, e pani Haymes zakoczya wczoraj prac dwadziecia po pitej, zamiast punktualnie o pitej. - Tak, tak... To prawda. Pani Haymes, eby jej odda sprawiedliwo, jest na og pilna, chocia zdarza si czasami, e wychodz do ogrodu i nigdzie nie mog jej znale. Jest osob z towarzystwa, inspektorze, i oczywicie wszyscy czujemy si w obowizku, aby pomaga tym biednym modym wdowom wojennym. Ale niekiedy bywa to bardzo niedogodne. Wakacje szkolne trwaj dugo, a zgodnie z umow pani Haymes wykorzystuje wtedy urlop. Wci jej tumacz, e obecnie istniej doskonale prowadzone obozy, na ktrych dzieciom jest duo lepiej ni z rodzicami. Dlatego nie widz potrzeby, by dzieci zjeday na wakacje do domu. - A pani Haymes jest odmiennego zdania? - To dziewczyna uparta jak osio. Bierze urlop akurat w czasie, kiedy co do dnia trzeba waowa i oznacza kort tenisowy. A stary Ashe wykrela linie zupenie krzywo. Ale co j obchodzi moja wygoda? - Zapewne pani Haymes dostaje pensj nisz od normalnie obowizujcej? - Ma si rozumie! Na c innego mogaby liczy? - Oczywicie, prosz pani! Na c innego mogaby liczy? Pozwol sobie poegna pani zakoczy rozmow Craddock.

3 - To byo straszne! - mwia radonie podniecona pani Swettenham. - Straszne! Przeraajce! Moim zdaniem w redakcji "Gazetki" powinni by bardziej ostroni przy przyjmowaniu ogosze. To ogoszenie wydao mi si bardzo dziwne, kiedy je przeczytaam. I powiedziaam co w tym sensie. Prawda, Edmundzie? - Pamita pani, gdzie pani bya, kiedy zgaso wiato?

- 39 -

- Ha! Przypomnia mi pan moj star niani! "Gdzie by Mojesz, kiedy wiato zgaso?" Odpowied brzmiaa rzecz jasna: "W ciemnociach". Pasuje to do wczorajszego wieczoru. Wszyscy stali i czekali, co si stanie. A pniej ten dreszczyk, kiedy zrobio si ciemno! Drzwi otwary si i stan w nich mczyzna z rewolwerem. Olepiajcy blask latarki i sowa wypowiedziane tonem groby: "Pienidze albo ycie!". Nigdy nie bawiam si tak dobrze! Pniej, w jak minut pniej, zrobio si rzeczywicie strasznie! Prawdziwe kule gwizdny nam nad gowami! Czulimy si jak komandosi w akcji. - Gdzie pani wtedy bya? - Zaraz... zaraz... Niech no sobie przypomn... Z kim mogam wtedy rozmawia, Edmundzie? - Nie mam pojcia, mamo. - Hm... Moe to wtedy panna Hinchliffe pytaa mnie, czy podczas chodw naley dawa kurom tran? Albo pani Harmon... Nie! Pani Harmon dopiero co przysza. Chyba pukownik Easterbrook mwi, e orodek bada jdrowych na terenie Anglii stwarza powane zagroenie. atwo moe wyzwoli si energia radioaktywna, wic takie co naleaoby ulokowa na odlegej bezludnej wyspie. - Nie przypomina sobie pani, czy wtedy pani staa, czy siedziaa? - Czy to takie wane, inspektorze? Byam gdzie niedaleko okna... Nie! Raczej przy kominku, bo wiem na pewno, e znajdowaam si blisko zegara, kiedy zacz bi. Wstrzsajca chwila! Przeszy mnie dreszcz oczekiwania na co, co ma nastpi! - Wspomniaa pani o olepiajcym blasku latarki. Czy smuga wiata bya skierowana na pani? - Tak! Prosto w oczy! Zupenie mnie olepio. - A napastnik trzyma latark spokojnie czy te przesuwa ni po wszystkich osobach? - Nie pamitam doprawdy... Jak to wygldao, Edmundzie? - Smuga wiata poruszaa si wolno i kolejno obejmowaa nas wszystkich. Moe ten czowiek sprawdza, czy kto nie zamierza rzuci si na niego - zabra gos Edmund. - Gdzie pan si wwczas znajdowa? W ktrym miejscu w salonie? - zwrci si do inspektor. - Rozmawiaem z Juli Simmons. Stalimy porodku pokoju... tego wikszego. - Wszyscy inni byli rwnie w tej czci salonu? Moe kto znajdowa si w drugiej? - Chyba posza tam Filipa Haymes. Tak! Staa przy kominku. Zdaje mi si, e szukaa czego na pce. - A trzeci wystrza? Czy napastnik celowo strzeli do siebie, czy te by to przypadek? Jak pan sdzi? - Nie mam pojcia. Odniosem wraenie, e ten czowiek odwrci si raptownie, zgi wp i upad. Ale wszystko odbywao si w zamcie i nie sposb byo co zauway. Pniej kucharka panny Blacklock zacza krzycze. - Syszaem, e to pan otworzy drzwi pokoju stoowego i wypuci t dziewczyn. - Tak. - Czy drzwi na pewno byy zamknite na klucz? - zapyta Craddock. Edmund spojrza na podejrzliwie. - Z ca pewnoci. Nie wyobraa pan sobie chyba... - Po prostu gromadz i zestawiam fakty. Bardzo panu dzikuj.

4 Inspektor Craddock spdzi niemao czasu w domu pastwa Easterbrookw. Musia wysucha rozwlekych wywodw o psychologicznym aspekcie sprawy.

- 40 -

- Podejcie psychologiczne, inspektorze, to w naszych czasach jedynie suszna metoda poucza go pukownik. - Winien pan trafnie zrozumie przestpc. Ot caa tutejsza historia jest zupenie przejrzysta dla kogo o dowiadczeniu tak rozlegym jak moje. Czemu ten czowiek zamieci ogoszenie w "Gazetce"? Oczywicie z pobudek psychologicznych. Pragn rozgosu. Chcia skupi na sobie powszechne zainteresowanie. Pracownicy hotelu Royal zapewne lekcewayli go jako cudzoziemca; moe nim pomiatali. Albo pucia go kantem jaka dziewczyna. By moe wanie jej chcia zaimponowa. Kto jest boyszczem wspczesnej kinematografii? Gangster! Zuch pierwszej klasy! I co? Facet chcia zabysn w roli zucha pierwszej klasy. Rabunek z wamaniem? Czarna maska? Rewolwer? Ma si rozumie, potrzebna mu jest widownia. Musi mie widowni. No i stara si o ni. Pniej, w kulminacyjnym momencie, ponosi go rola. Jest wicej ni wamywaczem. Jest zabjc. Zaczyna strzela... Strzela na olep... - Na olep! - podchwyci szybko Craddock. - Pan pukownik uy tego zwrotu. Sdzi pan, e Scherz nie strzela do okrelonej osoby? Wyraajc si cilej, do panny Blacklock? - Nie, nie! Strzela, jak powiedziaem, na olep. I dlatego wanie w kocu si opamita. Uprzytomni sobie, e kogo trafi. Byo to tylko zadranicie, ale on nie mg o tym wiedzie. Dozna gwatownego wstrzsu. Przedstawienie zmienio si nagle w rzeczywisto. Kto zosta ranny, moe zabity. Zrozumia to i pod wpywem szalonej paniki odda strza do siebie. Pukownik zrobi pauz, odchrzkn i podj tonem uznania dla siebie: - Proste to, prawda? Proste jak drut. - W cudowny sposb przedstawie to wszystko, Archie! - zawoaa pani Easterbrook z nut uwielbienia i podziwu. Inspektor pomyla, e sposb przedstawienia tego wszystkiego by istotnie cudowny, lecz uwielbienia ani podziwu nie odczuwa. - W ktrym miejscu znajdowa si pan pukownik, kiedy zacza si strzelanina? - Staem z on w pobliu rodkowego stou, na ktrym by wazon z jakimi kwiatami. - Chwyciam ci za rami! Prawda, Archie? Zlkam si okropnie i musiaam... po prostu musiaam w tobie znale podpor! - Biedne mae kocitko - umiechn si Archie.

5 Inspektor zasta pann Hinchliffe obok chlewika. - winki to sympatyczne stworzenia - rzeka, drapic pofadowany rowy grzbiet. -Ta dobrze ronie, co? Na Boe Narodzenie bdzie z niej wietny bekon. Ale dlaczego chce pan rozmawia ze mn? Wczoraj wieczorem powiedziaam paskim ludziom, e nie mam pojcia, co to by za jeden. Nigdy nie zauwayam, eby myszkowa w ssiedztwie czy co takiego. Nasza pani Mopp mwi, e pracowa w jakim hotelu, w Medenham Wells. Czemu tam nie sprbowa kogo zabi'? Z pewnoci mgby liczy na wikszy up. Craddock pomyla, e to bardzo trafna uwaga: - Gdzie pani bya, kiedy zdarzy si ten incydent? - spyta. - Ha! Incydent! Przypomina mi to moj sub w Cywilnej Obronie Przeciwlotniczej. Zapewniam pana, e przywykam wtedy do rozmaitych "incydentw". Gdzie byam, kiedy zacza si strzelanina? To pan chce wiedzie'? - Tak. - Staam przed kominkiem i marzyam, by kto zaproponowa mi co do wypicia. - Sdzi pani, e ten czowiek strzela na olep czy te mierzy z rozmysem do jednej osoby?

- 41 -

- Do Letty Blacklock, co? Skde, u diaba, ja mam to wiedzie'? Kiedy jest po wszystkim, piekielnie trudno odtworzy wraenia i przypomnie sobie, co si naprawd dziao. Tyle wiem, e wiata zgasy i olepio nas wiato latarki. Pniej, jak gruchny strzay, pomylaam: "Jeeli ten mody osio, Patryk Simmons, bawi si naadowanym rewolwerem, kto moe oberwa". - Podejrzewaa pani, e to by Patryk Simmons? - Oczywicie. Edmund Swettenham jest intelektualist i pisuje ksiki, wic nie w gowie mu podobnie gupie arty. Stary pukownik Easterbrook nie widziaby w takiej historii nic miesznego. Ale Patryk to inna sprawa. Postrzelony chopak. C? Winnam mu przeprosiny za niesuszne podejrzenie. - A pani przyjacika te podejrzewaa pana Simmonsa? - Murg? Najlepiej niech pan sam z ni pogada. Nie usyszy pan zreszt nic mdrego. Jest teraz w sadzie. Chce pan, to j zawoam. Podniosa stentorowy gos i hukna potnie: - Hop, hop! Hej! Murg! - Id!... - nadbieg z oddali piskliwy gosik. - Pr-dzej!. Po-li-cja! Panna Murgatroyd nadbiega wawym truchtem. Bya mocno zasapana. Spdnic miaa wystrzpion przy obrbie, jej wosy wymykay si spod le dopasowanej siatki, a poczciwa, okrga twarz promieniaa. - Scotland Yard, co? - zapytaa bez tchu. - Nie spodziewaam si. Inaczej nie wyszabym z domu. - Nie zwrcilimy si jeszcze do Scotland Yardu. Pozwoli pani, e si przedstawi. Inspektor Craddock z Milchester. - Bardzo dobrze, inspektorze... Bardzo dobrze... - odpowiedziaa niepewnie. - S ju panowie na tropie? - Inspektor chce si dowiedzie, gdzie bya, Murg, w krytycznej chwili - zabraa gos panna Hinchliffe i spogldajc na Craddocka, mrugna porozumiewawczo. - Mj Boe! Oczywicie. Tego naleao si spodziewa. Chodzi o alibi, prawda? Zaraz... Niech no pomyl... Byam... Naturalnie... Byam z caym towarzystwem. - Ze mn nie bya - sprostowaa przyjacika. - Mj Boe! Nie byam z tob, Hinch? Masz racj! Podziwiaam chryzantemy, bardzo ndzne, prawd mwic. Pniej zaczo si, inspektorze... Tylko ja nie wiedziaam, e dzieje si co rzeczywicie. Nie wyobraaam sobie, e rewolwer moe by prawdziwy i... I w ciemnociach wszystko przedstawiao si mtnie... I te okropne krzyki! Wszystko rozumiaam na opak. Mylaam, e to j kto morduje... t cudzoziemk, co pracuje u panny Blacklock. Mylaam, e kto podern jej gardo. Nie przypuszczaam, e to on zosta zabity... To znaczy... Nie wiedziaam nawet, e pojawi si jaki mczyzna. Syszaam tylko sowa: "Rce do gry, prosz pastwa". - "Rce do gry" - poprawia panna Hinchliffe. - Nie byo mowy o "prosz pastwa". - Strach pomyle, e naprawd bawiam si wybornie do czasu, kiedy ta Mitzi zacza krzycze. Tyle e po ciemku czuam si dziwnie i kto urazi mnie w odcisk. Strasznie mnie zabolao. yczy pan sobie, inspektorze, usysze co wicej? - Nie. Bardzo pani dzikuj - odrzek, przypatrujc si jej z wyrazem zastanowienia w oczach. Krtki miech panny Hinchliffe zabrzmia jak szczeknicie. - Na wskro ci przejrza, Murg! - Ale, Hinch! - obruszya si tamta. - Z przyjemnoci, z ca przyjemnoci powiedziaabym panu inspektorowi wszystko, co wiem. - Tylko pan inspektor tego nie chce - burkna panna Hinchliffe i zwrcia si do Craddocka: Jeeli zaatwia pan sprawy w ukadzie geograficznym, nastpne bdzie zapewne probostwo.

- 42 -

Moe tam pan si czego dowie. Pani Harmon sprawia wraenie osoby mocno roztargnionej, ale, jak utrzymuj niektrzy, ma gow na karku. W kadym razie co ma w tej gowie! Panie spoglday przez chwil ladem oddalajcego si Craddocka i Fletchera. Pniej Amy Murgatroyd podja zdawionym gosem: - Ach, Hinch! Byam chyba okropna, co? Wszystko zupenie mi si popltao. - Nic podobnego. Oglnie biorc, Murg, spisaa si na medal.

6 Inspektor Craddock rozejrza si nie bez przyjemnoci po duym, raczej bardzo skromnym pokoju, ktry przypomina mu troch wasny dom rodzinny w Cumberland. Obicia z wyblakego rypsu, cikie, odrapane fotele, troch kwiatw, rozrzucone wszdzie ksiki, spaniel drzemicy w koszyku. Sama pani Harmon, co prawda roztargniona i niezbyt starannie ubrana, ale z wyrazem oywienia na twarzy, wydaa mu si sympatyczna. - Nic panu nie pomog - oznajmia z miejsca i szczerze. - Oczy miaam zamknite, bo olepi mnie blask latarki, a pniej, kiedy hukny strzay, zacisnam powieki jeszcze mocniej. No i aowaam, okropnie aowaam, prosz pana, e to nie ciche morderstwo. Strasznie nie lubi huku! - Rozumiem... Nic pani nie widziaa. Ale syszaa co pani, prawda? - O tak! Syszaam niemao. Drzwi otwieray si i zamykay, ludzie pokrzykiwali, pletli rozmaite gupstwa, Mitzi wya niczym syrena alarmowa, biedna Bunny popiskiwaa jak krlik w potrzasku. Wszyscy zderzali si, potykali jedni o drugich. Pniej pomylaam, e ju nie bdzie wicej strzaw, wic otworzyam oczy. Wszyscy byli w holu, ze wiecami. Pniej zapaliy si wiata i zaraz zrobio si zwyczajnie... To znaczy... Nie tak zupenie zwyczajnie, ale stalimy si znowu zwykymi ludmi, a nie ludmi z mroku... Rozumie pan? Ludzie w mroku zachowuj si zupenie inaczej. - Tak... Chyba rozumiem, co pani ma na myli - powiedzia Craddock. Pani Harmon umiechna si do niego. - No i ten czowiek - podja - taki cudzoziemiec o szczurzej, rumianej twarzy i zdziwionej minie, lea na pododze martwy, a obok niego rewolwer. Mj Boe! To wszystko nie miao sensu. Absolutnie! Zdaniem inspektora to wszystko rzeczywicie nie miao sensu i stanowio twardy orzech do zgryzienia.

- 43 -

ROZDZIA SMY
WKRACZA PA
1 Craddock pooy przed komendantem policji hrabstwa kilka napisanych na maszynie sprawozda z przeprowadzonych rozmw. Rydesdale skoczy wanie czyta telegram, ktry wanie nadszed ze Szwajcarii. - Hm!... Nasz nieboszczyk figuruje w policyjnych kartotekach - powiedzia. - Tego naleao si spodziewa. - Oczywicie, panie pukowniku. - Biuteria... Ta-ak... Lipne pozycje w rachunkach... I czeki... Facet zdecydowanie nieuczciwy. - Zodziejaszek na ma skal. - Zgoda! Ale mae rzeczy wiod do wikszych. - Bo ja wiem, panie pukowniku. Rydesdale spojrza na bystro. - Niezadowolony pan, Craddock? - Tak jest, panie pukowniku. - Czemu? To prosta historia. A moe pan jest innego zdania? Zobacz, co mieli do powiedzenia ci wszyscy, z ktrymi pan rozmawia. Sign do sprawozdania i szybko przebieg je wzrokiem. - Jak zwykle... Peno niecisoci i sprzecznych zezna. Relacje nigdy si nie pokrywaj. Tutaj oglny obraz wida stosunkowo jasno. - Zapewne, panie pukowniku, ale... Ale to obraz nieprzekonujcy... Bdny, jak mi si zdaje. - Najpierw rozpatrzmy fakty. Rudi Scherz wyjecha z Medenham Wells autobusem o pitej dwadziecia i w Chipping Cignom by punkt o szstej. Potwierdzaj to zeznania konduktora i dwu pasaerw. Z przystanku autobusowego ruszy w kierunku Little Paddocks. Do domu wszed bez specjalnych trudnoci, najprawdopodobniej przez drzwi od frontu. Rewolwerem sterroryzowa zgromadzone w salonie towarzystwo, odda dwa strzay, z ktrych jeden zrani lekko pann Blacklock, a trzecim sam si zabi. Oczywicie brak danych, czy w gr wchodzi przypadek, czy te samobjstwo. Cakiem niejasno przedstawiaj si jego pobudki, przyznaj. Nie do nas jednak naley ocena tych pobudek. awa przysigych moe orzec po rozprawie ledczej, e to byo samobjstwo bd przypadek. Nam wszystko jedno. Bez wzgldu na werdykt bdziemy mogli napisa: "Finis". - Czyli poprzestaniemy na psychologicznym aspekcie pukownika Easterbrooka - wtrci pospnie Craddock. - Ostatecznie - umiechn si Rydesdale - pukownik ma zapewne wiele dowiadczenia. Nie cierpi psychologicznego argonu, jakim dzi wszyscy posuguj si przy kadej moliwej okazji. Nie mona jednak kompletnie pomija takich rzeczy. - Mnie wci si zdaje, e mamy bdny obraz. Zupenie bdny, panie pukowniku. - S podstawy do podejrze, e kto z tego towarzystwa okamuje pana? - Myl - odrzek z wahaniem Craddock - e ta cudzoziemka nie powiedziaa wszystkiego. - Sdzi pan, e moga by wsplniczk Scherza? e podmwia go, wpucia do domu? - Nie wykluczam tego, ale... Ale, panie pukowniku, wiadczyoby to, e w domu znajdowao si co cennego. Biuteria, pienidze... A tak chyba nie byo. Panna Blacklock zaprzecza A MARPLE

- 44 -

stanowczo, rwnie inni. Naleaoby wysnu std wniosek, e w domu znajdowao si co wartociowego, o czym nikt nie wiedzia... - Intryga godna wietnej powieci kryminalnej. - Zgadzam si, panie pukowniku. To mieszny pomys. Alternatyw byoby stanowcze twierdzenie panny Bunner, e Scherz przygotowa zamach na ycie panny Blacklock. - Z tego, co pan mwi, i z jej wasnych zezna wida, e ta panna Bunner... - Oczywicie, panie pukowniku! - podchwyci ywo Craddock. - Jest z ca pewnoci wiadkiem nie zasugujcym na zaufanie. atwo ulega sugestiom. Kady moe jej wszystko wmwi. Ale, rzecz interesujca, ona sama stworzya teori, o ktrej mowa. Nikt jej nic nie podpowiada. Caa reszta jest przeciwnego zdania. Tym razem panna Bunner nie pynie z prdem. Opiera si na wasnych wraeniach. - Dlaczego Rudi Scherz miaby dyba na ycie panny Blacklock? - Pan pukownik utrafi w sedno. Nie wiem. Panna Blacklock te nie wie, chyba e kamie jak z nut. Nikt nie wie. A zatem najprawdopodobniej i ta teoria jest mylna - zakoczy inspektor i westchn. - Uszy do gry, Craddock - podj komendant policji. - Zapraszam pana dzi na obiad, bdzie take sir Henry. Najbardziej wystawny obiad, na jaki sta hotel Royal w Medenham Wells. - Dzikuj, panie pukowniku - odpar troch zdziwiony Craddock. - Widzi pan, nadszed list... - urwa raptownie, gdy sir Henry wszed do pokoju. - Aa... Jeste, Henry! - Jak si masz, Dermont - powita Craddocka komisarz, tym razem nieoficjalnie. - Mam co dla ciebie, Henry - powiedzia Rydesdale. - Co takiego? - Autentyczny list starej panny. Mieszka w hotelu Royal i sdzi, e moglibymy od niej dowiedzie si czego, co zapewne ma zwizek z wydarzeniem w Chipping Cleghorn. - A nie mwiem! Stare panny sysz wszystko. Stare panny widz wszystko. I wbrew przysowiu, milczenie nie jest dla nich zotem. Co takiego wywszya ta twoja? Rydesdale przebieg wzrokiem list. - Pisze mniej wicej tak jak moja babka. Pajczyna kanciastych liter. Czste podkrelenia. Rozwlekle wyraa nadziej, e cho jej pomoc mogaby nam si przyda w pewnym stopniu, to jednak nie chciaaby zajmowa naszego cennego czasu... I tak dalej, i tak dalej... Jake si nazywa? Jane... chyba Murple... Nie! Marple. Jane Marple. - Panie na wysokociach! - zawoa sir Henry. - Nie moe by! George, napisaa do ciebie moja wasna, jedyna w swoim rodzaju, piciogwiazdkowa stara panna! O tej porze roku powinna siedzie spokojnie w domu, w Saint Mary Mead. Ale nie! Zdoaa jako w por przyjecha do Medenham Wells i wplta si raz jeszcze w spraw zagadkowego morderstwa! Morderstwo odbyo si znw ku chwale i rozrywce panny Marple. - Z prawdziw przyjemnoci, Henry, zobacz to cudo - powiedzia Rydesdale z nut ironii. W drog! Zjemy obiad w Royalu i pogawdzimy z twoj protegowan. Craddock wyglda na nie przekonanego. - Bynajmniej, panie pukowniku - zaprotestowa uprzejmie inspektor, pomyla jednak, e jego ojciec chrzestny posuwa si czasami troch za daleko. 2 Panna Jane Marple wygldaa w przyblieniu tak, jak przewidywa inspektor Craddock. Miaa nienobiae wosy, zoran zmarszczkami twarz o rowej cerze i porcelanowobkitne oczy. Jednake bya znacznie bardziej dobroduszna, ni sobie wyobraa, i duo, duo starsza. Sprawiaa wraenie zgrzybiaej staruszki. I caa bya spowita w wenian aurow pelerynk

- 45 -

zarzucon na ramiona i omotana wczk, z ktrej, jak si okazao, robia na drutach szalik dla niemowlcia. Z prawdziw radoci powitaa dawnego znajomego ze Scotland Yardu, lecz speszya si nieco, gdy ten przedstawi jej komendanta policji hrabstwa oraz inspektora-detektywa. - Doprawdy, drogi panie, jake mi mio... Jake niewypowiedzianie mio. Od tak dawna nie miaam przyjemnoci widzie drogiego pana... Ach, ten mj reumatyzm! Mocno dokucza mi ostatnio. Naturalnie nie mogabym sobie pozwoli na ten hotel... Licz tu teraz fantastyczne, naprawd fantastyczne ceny... Ale mj siostrzeniec Raymond... Raymond West... Przypomina go pan sobie? - Kady zna to nazwisko. - Wanie! Kochany chopiec odnosi sukces po sukcesie. Pisze okropnie mdre ksiki i chwali si, e jak yje, nie obra przyjemnego tematu. Ten wanie kochany chopiec upar si, e pokryje koszty mojego pobytu w Medenham Wells. Jego ona, poczciwa dziewczyna, take zdobywa saw jako malarka. Jej obrazy to przewanie dzbany z widncymi kwiatami i okruchy chleba na okiennych parapetach. Za nic nie powiedziaabym jej tego, ale ja uwaam nadal, e prawdziwi mistrzowie to tacy jak Blair Leighton czy Alma Tadema. Ale gadam i gadam, a pan komendant policji hrabstwa... doprawdy, to wielki zaszczyt dla mnie... traci czas z powodu mojej gadaniny. "Kompletnie zdziecinniaa" - pomyla rozczarowany Craddock. - Przejdmy do gabinetu dyrektora - zaproponowa Rydesdale. - Tam porozmawiamy swobodniej. Panna Marple wypltaa si ze zwojw weny, pozbieraa zapasowe druty i mocno przejta, podreptaa w asycie panw do wygodnego pokoju pana Rowlandsona. - Teraz, prosz pani, chtnie usyszymy to, co pani ma nam do powiedzenia - zagai rozmow Rydesdale. Panna Marple przesza do sedna sprawy nadspodziewanie szybko i zwile: - Chodzi o czek. On sfaszowa czek. - On? Kto taki? - Mody czowiek z tutejszej recepcji. Ten, ktry podobno zainscenizowa napad rabunkowy i zastrzeli si. - Sfaszowa czek? Przytakna skinieniem gowy. - Tak... Jest tutaj. - Wydobya czek z torebki i pooya na stole. - Dzi rano przyszed z banku z plikiem innych moich czekw. Opiewa na siedem funtw. On przerobi to na siedemnacie. Widz panowie? Kreska przed sidemk, "nacie" dopisane do "sownie siedem" i artystyczny kleks znieksztacajcy cay wyraz. Wcale nieza robota. wiadczy, e tak powiem, o pewnej wprawie. Atrament, naturalnie, ten sam, bo czek wypisywaam na ladzie recepcji. Myl, e on ju dawniej robi podobne sztuczki. - Tym razem wybra bardzo niewaciw osob - powiedzia sir Henry. Panna Marple skina gow. - Tak. Wydaje mi si, e nie zaszedby daleko w przestpczym fachu. Wybra zupenie niewaciw osob. Odpowiednia byaby jaka zaaferowana matka albo dziewczyna, ktra ma interesujcy romans. Takie osoby wypeniaj czeki na rozmaite kwoty i oczywicie zwrotw nie porwnuj z grzbietem ksieczki. Ale stara kobieta, ktra liczy si z kadym pensem i w cigu lat nabraa pewnych przyzwyczaje... Nie! Wytypowa zdecydowanie niewaciw osob! Ja nie wystawiam nigdy czeku na siedemnacie funtw. Dwadziecia to okrga suma pokrywajca pensj sucej i rachunki dostawcw. Na wydatki osobiste przeznaczam zawsze siedem funtw. Dawniej wystarczao pi, ostatnio jednak wszystko wci droeje. - Moe ten mody czowiek przypomnia pani kogo? - zapyta sir Henry, spogldajc na ni spod oka.

- 46 -

- Spryciarz z drogiego pana! - umiechna si i znaczco pokrcia gow. - Nie lada spryciarz! Tak! Przypomnia mi si Fred Tyler ze sklepu rybnego. Ten z reguy dopisywa jedynk w rubryce szylingw. Zjadamy teraz mnstwo ryb, wic rachunki s zazwyczaj dugie i mao kto traci czas na sumowanie. Dziesi szylingw za kadym razem to niewiele, ale wystarczy na par krawatw i kino z Jessie Spragge, sprzedawczyni ze sklepu bawatnego. Wanie co takiego wyczynia nasz mody czowiek. Ju po pierwszym tygodniu w Royalu spostrzegam bd w przedstawionym mi rachunku. Powiedziaam mu, e si omyli, wic przeprosi mnie grzecznie i by okropnie zmieszany. Ale pomylaam sobie: "Masz chytre oczy, mj chopcze". Chytre oczy - cigna - to, prosz panw, takie, ktre spogldaj prosto w czyj twarz i nigdy nie mrugaj ani nie umykaj na boki. Craddock z uznaniem kiwn gow. "Jim Kelly, jak ywy!" - pomyla, przypominajc sobie notorycznego oszusta, ktry za jego spraw trafi niedawno za kraty. - Rudi Scherz to zdecydowanie ciemny typ - zabra gos Rydesdale. - Figuruje w kartotekach policji szwajcarskiej. - W kraju byo mu za gorco, jak sdz, wic wybra si tutaj. Z podrobionymi papierami. Prawda? - powiedziaa. - Oczywicie. - Asystowa tu modej, rudowosej kelnerce z jadalni - podja panna Marple. - Nie sdz, by bya w nim zakochana. Na szczcie! Po prostu chciaa mie kogo troch innego. No i Rudi Scherz dawa jej kwiaty i czekoladki, czego zazwyczaj nie robi angielscy chopcy. Powiedziaa panu wszystko, co jej wiadomo? - zwrcia si do Craddocka. - A moe jeszcze nie wszystko? - Tego nie jestem pewien - odpowiedzia z rezerw. - Myl, e ta maa ma troch wicej do powiedzenia. Jest smutna i roztargniona. Dzi przy niadaniu podaa mi opiekanego ledzia zamiast wdzonego. A normalnie pracuje bez zarzutu. Co, inspektorze, j gnbi. Obawiam si, e zataja jakie szczegy. Ale pan, inspektorze - z icie niewiecim wdzikiem obja wzrokiem msk, ujmujc posta Craddocka - pan chyba potrafi j skoni do wyznania wszystkiego, co miaaby do powiedzenia. Craddock zarumieni si, sir Henry rozemia si krtko. - A moe to by wane - podja panna Marple. - On mg jej powiedzie, co to za jeden. - Kto? - Rydesdale spojrza na ni ze zdziwieniem. - Niejasno si wyraam. Osoba, ktra posuya si Scherzem. - Wic pani sdzi, e kto si nim posuy? Szeroko otworzya oczy. - Oczywicie! Z ca pewnoci! Kim by Scherz? Przystojnym chopcem, pozwala sobie czasami na to i owo. Faszowa drobne czeki, moe podbiera pozostawion tu czy tam biuteri, poszukiwa pienidzy w nie zamknitych szufladach... Krtko mwic, by drobnym zodziejaszkiem. Czerpa z tych rde dosy pienidzy, by ubiera si przyzwoicie i asystowa dziewczynom z fasonem. I taki ptaszek zdobywa si nagle na napad rabunkowy z broni w rku! Rewolwerem terroryzuje pokj peen ludzi! Strzela do kogo! Nie! Nigdy nie zrobiby czego podobnego. Nigdy! To inny typ przestpcy. Nie ma w tym sensu! Craddock odetchn gboko. Co podobnego mwia panna Blacklock. I pani Harmon, ona pastora. On sam coraz bardziej to odczuwa. Nie ma w tym sensu! Dzisiaj mwi to samo stara panna, ktr sir Henry wynosi pod niebiosa. Mwi sabiutkim, starczym gosem, z gbokim przekonaniem. - Czy w takim razie potrafi nam pani wyjani, co si waciwie stao? - zapyta obcesowo. Panna Marple spojrzaa na ze zdziwieniem. - Skd miaabym to wiedzie! Bya relacja w gazetach... Skpa relacja. Oczywicie wolno mi snu domysy, ale wyczerpujcych danych nie mam.

- 47 -

- George - odezwa si sir Henry - czy bardzo zlekcewaymy przepisy, jeeli pokaemy pannie Marple sprawozdania z rozmw, jakie Craddock przeprowadzi w Chipping Cleghorn? - Zapewne bdzie to wbrew przepisom - odrzek Rydesdale - ale nie zaszedbym daleko, gdybym zawsze trzyma si ich cile. Zgoda. Niech panna Marple przeczyta te notatki. Rad posucham, co pniej powie. Panna Marple bya zakopotana. - Obawiam si, e pan przywizuje zbyt wielk wag do tego, co mwi sir Henry. Sir Henry jest dla mnie zbyt askawy. Przecenia skromne uwagi, ktre niekiedy wynikaj z moich obserwacji. Nie mam adnych szczeglnych uzdolnie... Absolutnie adnych! Tylko e moe znam cokolwiek natur ludzk. Wydaje mi si, e na og ludzie bywaj zbyt atwowierni. Natomiast ja jestem skonna podejrzewa zawsze najgorsze. To niemiy rys charakteru, prawda? Ale czsto znajduje potwierdzenie w rozwoju wydarze. - Zechce pani to przeczyta - powiedzia Rydesdale, wrczajc jej arkusiki maszynopisu. Niewiele straci pani czasu. Ostatecznie Craddock rozmawia z ludmi z pani sfery. Z pewnoci zna pani wiele takich wanie osb. Moe dostrzee pani co, na co my nie zwrcilibymy uwagi. ledztwo dobiega koca. Chtnie wic wysuchamy pani opinii przed odoeniem akt do archiwum. Mog jeszcze doda, e inspektor Craddock nie jest zadowolony. Twierdzi, podobnie jak pani, e w tym wszystkim nie ma sensu. Zapanowao milczenie. Panna Marple czytaa przez pewien czas. Wreszcie odoya papiery. - Interesujce - westchna. - Bardzo interesujce. Jak rnie ludzie mwi i myl. Ile widzieli albo wydaje im si, e widzieli. Wszystko jest zawikane i na pozr bez znaczenia. A jeeli jaki szczeg ma znaczenie, strasznie trudno go znale. Jak ig w stogu siana. Craddock odczu znw rozczarowanie. Przez krtk chwil sdzi, e, by moe, sir Henry waciwie ocenia t oryginaln starsz dam. Moe panna Marple potrafi co zdziaa? Ludzie w podeszym wieku bywaj nieraz bardzo przenikliwi. Na przykad on sam nigdy nie potrafi ukry nic przed swoj cioteczn babk Emm. Wreszcie powiedziaa mu, e gdy zamierza skama, nos drga mu w szczeglny sposb. I co? Niepowtarzalna stara panna sir Henry'ego ledwie zdobya si na par oglnikw. Craddock by zy na ni, wic zacz raczej szorstko: - Chodzi o to, e fakty s bezsporne. Szczegy podawane przez tych ludzi mog by sprzeczne, nie ulega jednak wtpliwoci, e wszyscy widzieli to samo. Widzieli, e zamaskowany mczyzna z latark i rewolwerem otworzy drzwi i sterroryzowa obecnych. Myl si im zwroty zwizane z napadami, takie jak "rce do gry" czy "pienidze albo ycie". Niewtpliwie jednak wszyscy napastnika widzieli. - Ale nie - zaprzeczya agodnie. - Ci ludzie nic nie mogli widzie. Craddock poczu, e traci dech. Tak! Utrafia w sedno! Jest bystra, przenikliwa! Prbowa wystawi j na prb, lecz nie przyja jego sw za dobr monet. Nie wpywa to na stan faktyczny i przebieg wydarze, ale panna Marple zrozumiaa - tak jak i on zrozumia - e ci, ktrzy rzekomo widzieli napastnika w masce i z rewolwerem, naprawd nie mogli go widzie. - Jeeli zrozumiaam trafnie - podja panna Marple, ktrej twarz porowiaa mocniej, a jasne oczy byy teraz radosne jak oczy dziecka - w holu nie byo wiata ani te na podecie schodw? - Tak. To si zgadza - przyzna Craddock. - Jeeli zatem kto stan w drzwiach i skierowa na pokj mocny strumie wiata, nikt nie mg widzie nic z wyjtkiem latarki. Nie myl si, prawda? - Prawda. Sam przeprowadziem prb. - A wic ci, co mwi, e widzieli napastnika w masce i z rewolwerem, nie zdaj sobie sprawy, e maj na myli to, co zobaczyli potem, gdy zajaniay znw wiata. To pasuje znakomicie do zaoenia, e Rudi Scherz zosta zrobiony w konia. - Rydesdale spojrza na ni z takim zdumieniem, e twarz panny Marple porowiaa jeszcze mocniej. - Nie znam si na

- 48 -

argonie wiata przestpczego, ale chyba tak si mwi. To wyraenie znalazam w jakim opowiadaniu kryminalnym. "Zrobi w konia" to znaczy celowo przylepi komu zbrodni popenion przez kogo innego. Rudi Scherz znakomicie pasowaby do takiej roli. Gupkowaty, chciwy i, jak naley si domyla, wyjtkowo atwowierny. Rydesdale umiechn si z pobaaniem. - Sdzi pani, e za czyj namow wtargn do cudzego domu i zacz strzela w pokoju penym ludzi? Mao prawdopodobne! - Sdz, i by przekonany, e w gr wchodz arty - odpara. - Oczywicie mia otrzyma zapat za to, e umieci ogoszenie w tym pisemku, przeprowadzi rozpoznanie terenu w Little Paddocks i najbliszym ssiedztwie, a nastpnie, w umwiony wieczr, zakradnie si do domu, otworzy drzwi salonu i wymachujc latark, zawoa: "Rce do gry!" - I wystrzeli z rewolweru? - Nie! Nic podobnego! - zaprzeczya ywo. - On nigdy nie mia rewolweru. - Przecie wszyscy twierdz... zacz niepewnie Rydesdale. - Wiem - przerwaa ywo. - Chodzi o to, e nikt nie mgby widzie rewolweru, gdyby nawet mia go ten Rudi Scherz. Moim zdaniem nie mia. Moim zdaniem w chwili, kiedy zawoa "Rce do gry!", kto cicho i niepostrzeenie stan za nim i nad jego ramieniem odda dwa pierwsze strzay. Rudi Scherz przerazi si, odwrci raptownie i wtedy tamta osoba zastrzelia go, a rewolwer rzucia na podog obok niego. Trzej panowie spojrzeli na pann Marple. - Teoria prawdopodobna - powiedzia stumionym gosem sir Henry. - Ale kim mg by ten X, ktry zjawi si w ciemnoci? - zapyta Rydesdale. - Naley dowiedzie si od panny Blacklock, kto mgby chcie j zabi - powiedziaa panna Marple i odchrzkna. "Jeden zero dla starej Dory Bunner - pomyla inspektor. - Instynkt przeciwko rozumowi. Czsto tak bywa". - Wic wedug pani kto przygotowa zamach na ycie panny Blacklock? - zapyta Rydesdale. - Na to wyglda - odrzeka. - Chocia nasuwaj si pewne wtpliwoci. Ale najwaniejsza kwestia to stwierdzenie, czy nie da si odnale krtszej drogi. Jestem przekonana, e ten kto, kto pertraktowa z Scherzem, kaza mu trzyma jzyk za zbami i najprawdopodobniej Scherz milcza. Jeeli jednak wygada si przed kim, to najprawdopodobniej przed t kelnerk, Myrn Harris. Nie wykluczam... nie wykluczam, e napomkn co o swoim mocodawcy. - Zaraz z ni pomwi - oznajmi Craddock, wstajc z miejsca. - Susznie. - Panna Marple z przekonaniem skina gow. - Im prdzej, tym lepiej. Po tej rozmowie Myrna Harris bdzie czua si bezpieczniej. - Bezpieczniej?... Aha! Rozumiem. Inspektor wyszed z pokoju, a jego zwierzchnik zwrci si do panny Marple taktownie, lecz nie bez powtpiewania: - Naley przyzna, e podsuna nam pani myl godn gbokiej rozwagi.

3 - Przykro mi prosz pana. Sowo daj - mwia Myrna Harris. - Bardzo pan dobry, e wcale si pan nie gniewa. Dzikuj! Ale, widzi pan, moja mama to taka osoba, e we wszystko si wtrca i wszystko ma za ze. No i tak mogoby wyglda, e wiedziaam o przestpstwie i nie prbowaam przeciwdziaa - cigna gadko. - To karalne, prawda? No i strach mi byo, e pan nie uwierzy mi na sowo. A ja naprawd mylaam, e to tylko arty. Inspektor Craddock powtrzy pene otuchy sowa, ktrymi przeama pierwszy opr Myrny.

- 49 -

- Ju powiem, prosz pana. Wszystko powiem. Ale niech pan zachowa to w sekrecie. Przez wzgld na moj mam. Zaczo si od tego, e Rudi sprawi mi zawd. Tamtego wieczoru mielimy pj do kina, a on powiedzia, e nie moe, wic byam za, bo przecie Rudi sam mi zaproponowa kino i ostatecznie nic przyjemnego, jak taki cudzoziemiec wystawia czowieka do wiatru. Tumaczy si, e to nie jego wina, a ja na to, eby nie zawraca gowy. Wtedy powiedzia, e na wieczr szykuje mu si robota, ktra przyniesie sporo forsy, i czy nie chciaabym zegarka na rk. "Jaka tam znowu robota?" - zawoaam, bo byam za. On na to, ebym nikomu nic nie mwia, ale w jednym domu bdzie przyjcie i on ma uda dla zgrywy napad rabunkowy. No i pokaza mi ogoszenie, ktre zanis do "Gazetki". Wic umiaam si z tego. On traktowa ca spraw pogardliwie. Zabawa akurat dla maych dzieci! Tak powiedzia. I e Anglicy s ju tacy. Rozzociam si znowu, e niby le o nas mwi, ale przeprosi mnie i pogodzilimy si prdko. Rozumie pan, prawda? Rozumie pan, e jak pniej przeczytaam w gazecie o tym napadzie i okazao si, e to wcale nie arty, bo Rudi postrzeli kogo i sam si zastrzeli... Rozumie pan, e cakiem nie wiedziaam, co robi'? Mylaam, e jak powiem to, co wiem, posdz mnie o udzia w zbrodni. Ale naprawd byam pewna, e to arty, jak Rudi rozmawia ze mn. Przysigabym, e nie kamie. No i nawet nie wiedziaam, e on ma rewolwer. Nigdy sowa nie pisn o rewolwerze. Craddock spojrza jej w oczy i zada najwaniejsze pytanie: - Mwi, kto urzdza t zabaw? Tu trafi w prni. - Nie. Nic nie mwi, kto mu to zaproponowa. Myl, e tak naprawd nikt. On sam wykombinowa ca hec. Tak mi si zdaje. - Nie wymienia jakiego nazwiska? Moe powiedzia "on" albo "ona"? - Nie! Nie! Powiedzia tylko, e napdzi ludziom strachu... "Bd si mia, jak zobacz ich miny!" To wszystko. Craddock pomyla, e na miech zostao mu niewiele czasu.

4 - To jedynie teoria - mwi Rydesdale w drodze powrotnej do Milchester. - Nie ma na ni konkretnego potwierdzenia. I co? Uzna j za staropaniesk gadanin? - Wolabym nie, panie pukowniku. - Wszystko przedstawia si nieprawdopodobnie. Jaki tajemniczy X staje w ciemnoci za plecami naszego Szwajcara. Kto to? Skd przyszed? Co si z nim stao? - Mg uy bocznych drzwi, jak to zrobi Scherz - odrzek inspektor i doda zaraz: - Albo przyj z kuchni. - Moga przyj z kuchni. To mia pan na myli? - Tak, panie pukowniku. To jedna z moliwoci, Mitzi wydaje mi si podejrzana. Jej histeryzowanie i wrzaski mogy suy za dymn zason. Moga dogada si z tym obuzem, wpuci go do domu w odpowiedniej chwili, pniej zastrzeli i, czmychnwszy do jadalni, chwyci prdko w srebrny sztuciec i ciereczk z irchy. - Przeczy temu fakt ustalony. Ten... Jake si nazywa! Aha! Edmund Swettenham zezna, e drzwi pokoju stoowego byy zamknite od strony holu; e on obrci klucz w zamku i t dziewczyn uwolni. S jakie inne drzwi w tej czci domu? - Tak, panie pukowniku. Pod gwnymi schodami s drzwi do sionki midzy kuchni a schodami dla suby. Ale klamka od nich urwaa si podobno trzy tygodnie temu i uszkodzenia nie naprawiono. Istotnie znalazem dwie klamki i szyldzik w holu, na pce obok tych drzwi. Pokrywaa je gruba warstwa kurzu, naturalnie jednak fachowy wamywacz otworzyby takie drzwi bez trudnoci.

- 50 -

- C, trzeba zaj si t suc, sprawdzi, czy ma papiery w porzdku. Ale tak czy inaczej, wydaje mi si, e to czysta teoria - podj Rydesdale i bystro spojrza na Craddocka, ktry odpowiedzia z caym spokojem: - Zapewne, panie pukowniku, i jeeli pan jest zdania, e ledztwo naley zakoczy, zostanie zakoczone. Ale bybym wdziczny, gdyby wolno mi byo popracowa nad t spraw jeszcze troch. Ku jego zdziwieniu pukownik odpowiedzia spokojnie i z uznaniem: - Kochany chopak! - Trzeba zaj si rewolwerem. Jeeli ta teoria jest suszna, nie nalea do Scherza. A nikt dotd nie twierdzi, e Scherz mia rewolwer. - To bro niemiecka. - Wiem, ale nic std nie wynika. Anglia jest pena broni, i to nie tylko niemieckiej. Amerykanie zabierali j "na pamitk". I nasi onierze take. - Susznie. Co wicej, Craddock? - Chodzi o motyw zbrodni. Jeeli przyjmiemy nasz teori, nasuwa si wniosek, e ta pitkowa historia nie moga by artem ani zwykym napadem. Musiao to by usiowanie morderstwa z premedytacj. Kto chcia umierci pann Blacklock. Ale dlaczego? Myl, e najprawdopodobniej sama niedosza ofiara potrafi odpowiedzie na to pytanie. - O ile pamitam, odrzucia t koncepcj. - Odrzucia koncepcj, e to Rudi Scherz zorganizowa zamach na jej ycie. I miaa suszno. Jest jeszcze jedno, panie pukowniku. - Co takiego? - Kto moe podj drug prb. - To z ca pewnoci dowiodoby susznoci teorii, o ktrej mowa. Aha! Niech pan ma na oku pann Marple. - Pann Marple? Dlaczego? - Syszaem, e zamieszka na probostwie w Chipping Cleghorn i dwa razy w tygodniu bdzie jedzi na zabiegi do Medenham Wells. Podobno ona pastora jest crk jej dawnej przyjaciki. Widzi pan, starowinie nie brak sportowego ducha. Zapewne miaa mao wrae, wic podnieca j tropienie osb podejrzanych o morderstwo. - Wolabym, eby trzymaa si z dala od Chipping Cleghorn. - Bo moe psu panu szyki? - Nie, panie pukowniku. To sympatyczna, poczciwa starsza pani. Zmartwibym si, gdyby spotkao j co zego... Ma si rozumie, jeli przyjmiemy, e jej teoria moe si okaza zgodna ze stanem faktycznym.

- 51 -

ROZDZIA DZIEWITY
KWESTIA JED YCH DRZWI
1 Bardzo przepraszam, e jeszcze raz omielam si trudzi pani - zwrci si Craddock do panny Blacklock. - Nie szkodzi. Rozprawa ledcza zostaa odroczona na tydzie, sdz wic, e gromadzi pan dodatkowe informacje. Nie myl si, prawda? Craddock twierdzco skin gow. - Zaczn od tego, e Rudi Scherz nie by synem waciciela Hotelu Alpejskiego w Montreux. Karier, zdaje si, rozpocz jako posugacz w pewnym szpitalu w Bernie. Wielu pacjentom gina tam drobna biuteria. Pniej, pod innym nazwiskiem, by kelnerem w jednym z niewielkich orodkw sportw zimowych i wyspecjalizowa si w podrabianiu rachunkw restauracyjnych. Rozumie pani? W jednym egzemplarzu figuroway pozycje, ktre nie figuroway w drugim. Rnice wdroway, rzecz jasna, do jego kieszeni. Nastpnie pracowa w Zurychu, w domu towarowym, gdzie za jego czasw straty z powodu kradziey byy wysze ni przecitnie. Prawdopodobnie odpowiedzialni za to byli nie tylko klienci. - Innymi sowy Rudi Scherz to drobny zodziejaszek - odpara sucho panna Blacklock. Susznie sdziam, e nigdy go dawniej nie widziaam. - Najzupeniej susznie. Z pewnoci kto w Royalu wskaza mu pani, a on potem uda, e jest dawnym znajomym. W Szwajcarii policja deptaa mu po pitach, wic przyjecha tu z solidnym kompletem sfaszowanych dokumentw i postara si o prac w Royalu. - Znalaz dobry teren owiecki - powiedziaa chodno. - To drogi hotel i bywaj w nim ludzie bardzo bogaci. Wielu z nich nie zawraca sobie gowy rachunkami. - Tak. Rudi Scherz mia prawo liczy na zote niwa. Panna Blacklock zmarszczya brwi z wyrazem zastanowienia. - Wszystko to jasne - podja. - Po co jednak wybra si do Chipping Cleghorn? Jakim cudem mg spodziewa si, e tutaj znajdzie co lepszego ni w przeznaczonym dla bogaczy hotelu Royal? - Obstaje pani przy poprzednim zeznaniu, e w tym domu nie ma nic szczeglnie wartociowego? - Nie ma. Oczywicie! Przecie musiaabym o tym wiedzie. Nie przechowujemy, zapewniam, adnego Rembrandta dotd nie rozpoznanego ani nic w tym rodzaju. - Wyglda na to, e suszno jest po stronie pani przyjaciki, panny Bunner. Rudi Scherz przyszed tutaj, by zabi pani. - A nie mwiam, Letty? - Nonsens, Bunny! - Czy aby nonsens? - podchwyci Craddock. - Moim zdaniem to prawda, z ktrej pani powinna zdawa sobie spraw. Panna Blacklock zmierzya go surowym wzrokiem. - Zaraz. Wyjanimy wszystko po kolei. Pan naprawd sdzi, e Rudi Scherz przyszed tu, postarawszy si, by o tej wanie porze zgromadzi si u mnie tum ludzi pkajcych z ciekawoci...

- 52 -

- Przecie on mg zaplanowa, e wszystko bdzie wygldao zupenie inaczej - przerwaa z ogniem panna Bunner. - Mg uwaa to za co w rodzaju potwornego ostrzeenia dla ciebie. Tak to odczytaam, jak tylko zauwayam ogoszenie... "Morderstwo odbdzie si..." Odczuam, e jest w tym co przeraajcego. Gdyby wszystko poszo po jego myli, ten straszny czowiek zastrzeliby ci, uciek i nikt nie dowiedziaby si nigdy, kto to zrobi. - Zapewne, ale... - zacza panna Blacklock. - Ja od razu wiedziaam, e tamto ogoszenie to nie arty. Mwiam tak, Letty! Mwiam, prawda? I przypomnij sobie Mitzi. Ona te bya przeraona. - Wanie! Mitzi - wtrci zrcznie Craddock. - Chciabym dowiedzie si wicej o tej modej osobie. - Zezwolenie na podjcie pracy i rne inne papiery ma w zupenym porzdku. - Nie wtpi - powiedzia Craddock. - Ale papiery Scherza byy te na pozr w porzdku. - Dlaczego jednak w Rudi Scherz miaby dyba na moje ycie? Tego nie prbuje pan nawet wyjani, inspektorze... - Kto mg sta za jego plecami. Braa to pani pod rozwag? - powiedzia Craddock i nagle uprzytomni sobie, e jeeli teoria panny Marple jest suszna, sowa, ktrymi posuy si w formie przenoni, maj take sens bezporedni. W kadym razie panna Blacklock zachowaa sceptycyzm i podja z caym spokojem: - Sedno sprawy pozostaje wci takie samo. Czemu ktokolwiek miaby dyba na moje ycie? - Nie trac nadziei, e wanie pani udzieli mi odpowiedzi na to pytanie. - Nie mog, inspektorze. Sprawa jest oczywista. Nie mam wrogw. Wydaje mi si, e z ssiadami utrzymywaam zawsze poprawne stosunki. Nie znam niczyich wstydliwych sekretw. Cay pomys wyglda niedorzecznie! A paskie aluzje o moliwym wspuczestnictwie Mitzi te zakrawaj na absurd. Sysza pan przecie od panny Bunner, e Mitzi przerazia si miertelnie, gdy zobaczya to ogoszenie w "Gazetce". Chciaa spakowa manatki i odej z miejsca. - Mogo to by przebiege posunicie z jej strony. Przecie miaa prawo liczy, e pani sprbuje j zatrzyma. - C, jeeli obra tak lini, znajdzie pan odpowied na wszystko. Gdyby jednak Mitzi znienawidzia mnie z jakiego niezrozumiaego dla mnie powodu, mogaby przecie poda mi trucizn w jedzeniu. Ale z pewnoci nie posunaby si do tak zawikanej amigwki. Niedorzeczny pomys! Policja popada wida w kompleks antycudzoziemski. Mitzi kamie. Zgoda! Ale to nie typ wyrachowanego mordercy. Wolno panu drczy j nadal, skoro tak trzeba. Jeeli jednak odejdzie za i wystraszona albo zamknie si w swoim pokoju i zacznie wrzeszcze, chyba bd musiaa do gotowania obiadu zaangaowa pana. Dzi przyjdzie na podwieczorek pani Harmon z jak starsz pani, ktra przyjechaa do niej w odwiedziny. Chciaam, eby Mitzi upieka na t okazj ciasteczka, widz jednak, e zupenie j pan wytrci z rwnowagi. Nie mgby pan tak zwrci swoich podejrze w jak inn stron?

2 Craddock popieszy do kuchni, gdzie zada Mitzi takie jak uprzednio pytania i otrzyma identyczne odpowiedzi. Tak. Drzwi od frontu zamkna niedugo po czwartej. Nie. Zwykle nie robi tego, ale wtedy bya zdenerwowana z powodu "okropnego ogoszenia". Nie byo po co ryglowa bocznych drzwi, bo tamtdy panna Blacklock i panna Bunner chodz zamyka kaczki albo karmi kury, a pani Haymes zwykle wraca z pracy. - Pani Haymes twierdzi, e zamkna na klucz tamte drzwi, kiedy przysza do domu okoo p do szstej.

- 53 -

- Aha... I pan wierzy... Wierzy jej, co? - A pani jest zdania, e nie powinienem wierzy? - Co tam znaczy moje zdanie. Mnie pan i tak nie uwierzy. - Moe jednak zrobi pani prb? Myli pani, e pani Haymes nie zamkna na klucz tamtych drzwi? - Myl, e bardzo jej zaleao, by nie byy zamknite. - Dlaczego? - Bo tamten mody czowiek nie sam zaatwia robot. O nie! Wiedzia, ktrdy wej. Wiedzia, e drzwi zastanie otwarte. Bardzo dogodnie dla siebie otwarte. - Zaraz! Do czego pani zmierza? - Do czego zmierzam? Czy to wane? I tak nie bdzie pan sucha. Bo kto ja jestem? Biedna uciekinierka, ktra tylko kamie i kamie. Powie pan, e ona, taka jasnowosa angielska dama, nie moe kama... O nie! Jest taka bardzo brytyjska... Taka uczciwa! No i jej pan uwierzy, nie mnie. A ja mogabym co powiedzie. Aha! Mogabym! Z oskotem postawia rondel na pycie kuchennej. Craddock nie by pewien, czy za tymi sowami kryo si co wicej ni tylko niech. - My bierzemy pod uwag wszystko, co nam ludzie mwi - powiedzia. - Ja nic nie powiem. Po co? Wszyscy jestecie tacy sami. Przeladujecie biednych uchodcw, lekcewaycie. Jeeli powiem, e tak z tydzie temu, jak ten mody czowiek przyszed prosi pann Blacklock o pienidze, a ona odesaa go z kwitkiem, jeeli powiem, e pniej syszaam, jak on rozmawia z pani Haymes... Aha! Rozmawia z ni w altanie! Jeeli powiem, pan pomyli, e sama wszystko wykombinowaam. "Bo najprawdopodobniej wykombinowaa" - pomyla Craddock, lecz podj na gos: - Nie moga pani sysze rozmowy prowadzonej w altanie. - Wanie, e mogam! - obruszya si Mitzi. - Mogam! Aha! - dodaa tonem triumfu. Wyszam do ogrodu po mode pokrzywy. Robi z nich smaczn jarzyn. Tak! Oni o tym nie wiedz, ale ja nic nie mwi i z pokrzywy robi smaczn jarzyn. Wtedy usyszaam, e rozmawiaj. "Ale gdzie si schowam?" - powiada on, a ona na to: "Zaraz si dowiesz" - no a pniej jeszcze: "Pamitaj... Kwadrans po szstej". No to pomylaam: "Aha! to taka ty jeste, elegancka damo! Wracasz z pracy i zaraz spotykasz si z chopem! Wpuszczasz go do domu! Panna Blacklock nie byaby zadowolona. Przepdziaby ci, no nie? Popatrz - mylaam posucham, a pniej powiem pannie Blacklock". Teraz rozumiem, e si myliam: jej nie chodzio o romans z tym chopcem. Przygotowywaa rabunek i morderstwo. Ale pan powie, e za, gupia Mitzi zmyla. Zabierze mnie pan do wizienia. Inspektor zastanowi si powanie. Mitzi najprawdopodobniej zmyla. Oczywicie! Ale moe i nie zmyla. - Jest pani pewna, e to Rudi Scherz rozmawia z pani Haymes? - zapyta ostronie. - Ma si rozumie! Dopiero co wyszed z domu i widziaam, e z podjazdu skrci w stron altany. No i zaraz wyszam, eby poszuka troch adnych zielonych pokrzyw. "adne zielone pokrzywy w kocu padziernika?" - pomyla Craddock z powtpiewaniem. Zrozumia jednak, e Mitzi musiaa znale szybko jaki pretekst usprawiedliwiajcy zwyczajne podsuchiwanie. - Powtrzya mi pani wszystko, co tamci mwili? - Panna Bunner, ta, co to we wszystko nos wtyka, zacza woa mnie i woa. Mitzi! Mitzi! No to musiaam odej. Panna Bunner jest irytujca. Jaka irytujca! Wci si tylko we wszystko wtrca. Powiada, e nauczy mnie gotowa! Ona! Wszystko, co ugotuje, jest strasznie wodniste! - Czemu nie powiedziaa mi pani o tej rozmowie poprzednim razem? - zapyta surowo inspektor.

- 54 -

- Bo zapomniaam... Nie mylaam, e to wane. Dopiero pniej zrozumiaam, e napad by wtedy zaplanowany. Zaplanowany z ni! - Jest pani pewna, e to bya pani Haymes? - O tak! Jestem pewna! To zodziejka, ta pani Haymes. Zodziejka i wsplniczka zodziei. Ile zarabia w ogrodzie? Mao! Tyle co nic dla takiej eleganckiej damy. Chciaa ograbi pann Blacklock, ktra bya dla niej taka dobra. To za kobieta! Bardzo za! - A gdyby tak - podj Craddock, spogldajc bystro na Mitzi - gdyby tak kto powiedzia, e Rudi Scherz rozmawia z pani? Efekt by mniejszy, ni naleaoby oczekiwa. Mitzi parskna tylko i podniosa gow. - Gdyby powiedzia, e Rudi Scherz rozmawia ze mn, to powiedziaby kamstwo. Kamstwo! Kamstwo! - powtrzya z pogard. - Oczerni kogo atwo, no nie? Ale w Anglii trzeba dowie tego, co si powiedziao. Tak mwia mi panna Blacklock i myl, e mwia prawd. No nie? Ja nie rozmawiam z mordercami ani zodziejami. Nie powie mi tak aden angielski policjant! No, a jak ja ugotuj obiad, kiedy pan bdzie tu siedzia i nic tylko gada i gada? Prosz wyj z mojej kuchni! Musz przyrzdzi sos. Craddock posusznie wynis si z kuchni, zachwiany nieco w podejrzeniach wobec Mitzi. O Filipie Haymes mwia z mocnym przekonaniem. Miaa skonnoci do kamstwa - na to wygldao - ale w tej opowieci mogo by troch prawdy. Osdzi, e warto porozmawia z Filipa. Podczas pierwszego przesuchania odnis wraenie, e to spokojna, dobrze wychowana moda osoba. Nie podejrzewa jej. Absolutnie nie podejrzewa. Do holu wyszed tak zamylony, e chcia otworzy niewaciwe drzwi. Panna Bunner, ktra znajdowaa si wanie na schodach, przywoaa go do porzdku. - Nie tdy, inspektorze! - zawoaa. - Te drzwi si nie otwieraj. Nastpne po lewej stronie. Tyle tu mamy drzwi. atwo o pomyk. - Rzeczywicie - przyzna Craddock, rozgldajc si po holu. - Drzwi tutaj nie brakuje. Panna Bunner wyliczya je uprzejmie. - Pierwsze do gospodarskiego schowka, nastpne do szafy na wierzchnie okrycia i do pokoju stoowego. A po drugiej stronie te lepe, ktre pan usiowa otworzy, drzwi do salonu i pokoju kredensowego i jeszcze jednego pokoju, a na ostatku boczne drzwi wyjciowe, wiodce do ogrodu. atwo o pomyk, prawda? Zwaszcza jeeli chodzi o te lepe drzwi i drugie do salonu. Sama si nieraz myliam. Dawniej st zasania lepe drzwi, ale przestawilimy go dalej, pod cian. Craddock spostrzeg ju uprzednio niewyran lini poziom przekrelajc filongi lepych drzwi. Obecnie uprzytomni sobie, e to lad po stole. Co zaczo mu wita w gowie. - Aha... St zosta przestawiony. Dawno, prosz pani? W rozmowie z Dor Bunner nie trzeba byo wyjania, czemu stawia si takie lub inne pytanie. Kade uwaaa za naturalne, gdy bya gadatliwa i z przyjemnoci udzielaa informacji w najbardziej nawet bahych sprawach. - Zaraz... Niech no pomyl... Niedawno... Bardzo niedawno... Jakie dziesi dni temu. Moe dwa tygodnie. - Dlaczego st przestawiono? - Dlaczego? Nie przypominam sobie dokadnie. Chyba chodzio o jakie kwiaty... O duy bukiet... Aha! Filipa Haymes przelicznie ukada kwiaty, jesienne licie, gazki we wszystkich kolorach. Wtedy zrobia ogromny bukiet, taki, e jak si przechodzio, zaczepiao si wosami. No wic Filipa powiedziaa: "Najlepiej przesumy st. Zreszt bukiet bdzie prezentowa si lepiej na tle goej ciany ni na tle drzwi". Dlatego wanie trzeba byo zdj Wellingtona pod Waterloo. Nigdy nie lubiam tej ryciny. Teraz ley w schowku pod schodami. - Tak naprawd to nie s lepe drzwi, prosz pani? - zapyta inspektor, spogldajc na nie.

- 55 -

- Skd znowu, inspektorze! Cakiem normalne. W swoim czasie prowadziy do maego salonu, ale jak dwa pokoje poczono w jeden... Po co komu dwoje drzwi do jednego pokoju? Wtedy zostay zabite na gucho. - Zabite? Gwodziami, prosz pani? - dopytywa dalej ciekawie. - Moe tylko zamknite na klucz? - Zamknite na klucz i chyba zaryglowane. Craddock spostrzeg rygiel u szczytu drzwi. Sprbowa go odsun. Ustpi atwo. A nazbyt atwo. - Kiedy te drzwi ostatnio otwierano? - zwrci si do panny Bunner. - Czy ja wiem? Chyba wiele lat temu. Odkd tu jestem, nikt ich nie otwiera. Z ca pewnoci. - Nie wie pani, gdzie moe by klucz od nich? - W holu, w tamtej szufladzie, jest cay stos kluczy. Prawdopodobnie znajdzie go pan midzy nimi. Craddock popieszy za Dor Bunner i spojrza z ciekawoci w gb szuflady. Przetrzsn klucze i wybra jeden, wygldajcy inaczej ni caa reszta. Klucz pasowa i gadko obraca si w zamku. Craddock pchn lepe drzwi, ktre ustpiy atwo i bezszelestnie. - Ostronie! - przestrzega go panna Bunner. - Co moe sta przed drzwiami po przeciwnej stronie. Nie otwieramy ich nigdy. - Naprawd? - zdziwi si i zaraz podj powanie i z naciskiem. - Kto, prosz pani, niedawno otwiera te drzwi. Zamek i zawiasy s dobrze naoliwione. Spojrzaa na z niemdrym zdziwieniem. - Kt mgby to zrobi? - zapytaa. - Tego wanie chc si dowiedzie - odrzek pochmurnie i pomyla: "X z zewntrz? Nie! X by w tym domu. Pitkowego wieczoru by w salonie!".

- 56 -

ROZDZIA DZIESITY
FIP I GEMMA
1 Tym razem panna Blacklock suchaa z wiksz uwag. Craddock zdawa sobie spraw, e to kobieta inteligentna, ktra w sposb waciwy ocenia kade jego sowo. - Tak - powiedziaa spokojnie. - To zmienia posta rzeczy. Nikt nie mia prawa manipulowa przy lepych drzwiach. Nikt nie zrobi tego za moj wiedz. - Rozumie pani, co to znaczy? Kto z obecnych w salonie pitkowego wieczora mg wymkn si tamtymi drzwiami, stan za napastnikiem i wystrzeli do pani. - Niepostrzeenie, niedosyszalnie, nie zwracajc niczyjej uwagi? - Niepostrzeenie, niedosyszalnie, nie zwracajc niczyjej uwagi. Prosz pamita, e kiedy wiato zgaso, wszyscy krzyczeli, poruszali si, wpadali jedni na drugich. No i wida byo jedynie olepiajcy blask latarki elektrycznej. - Rzeczywicie podejrzewa pan - podja z wolna panna Blacklock - e ktra z tych osb, kto z moich poczciwych, bardzo tuzinkowych ssiadw cichaczem opuci salon i usiowa mnie zamordowa? Mnie? Ale dlaczego? Na miosierdzie boskie, dlaczego? - Wydaje mi si, e odpowied na to pytanie winna zna pani. - Nie znam inspektorze. Zapewniam pana, e nie znam. - Zaczniemy od pocztku. Kto dziedziczy pani majtek w wypadku mierci? - Patryk i Julia - odrzeka dosy opornie. - Meble i skromn rent doywotni zapisaam Bunny. Prawd mwic, spadek po mnie bdzie niewielki. Miaam papiery wartociowe niemieckie i woskie, ktre straciy wszelk warto. No i podatki, nisze teraz oprocentowanie kapitau... Nie! Stanowczo nie jestem warta morderstwa. Mniej wicej rok temu ulokowaam znaczn cz moich pienidzy w rencie doywotniej. - Ale co nieco ma pani nadal i siostrzenica oraz siostrzeniec mogliby wej w posiadanie tego. - Patryk i Julia mieliby zaplanowa morderstwo? Nie! Nie mog uwierzy. Zreszt nie maj zych warunkw materialnych. - Wie to pani na pewno? - Nie. Opieram si tylko na tym, co od nich syszaam. Ale nie chc, nie mog ich podejrzewa. Kiedy moe bd warta morderstwa. Kiedy, nie dzisiaj. - Co pani przez to rozumie, prosz pani? - podchwyci skwapliwie Craddock. - Rozumiem przez to, e kiedy, moe nawet niedugo, mog zosta osob bardzo majtn. - Ciekawe... Zechce pani wyjani to dokadniej? - Oczywicie. Pewno pan nie wie, e przez dwadziecia lat z gr byam sekretark i zaufan wsppracownic Randalla Goedlera. Inspektor ywo si zainteresowa. Randall Goedler. Nazwisko gone niegdy w wiecie wielkich finansw. Jego miae operacje i troch teatralna reklama, jak zwyk si otacza, pozostay nadal w pamici ludzkiej. Umar chyba w 1937 albo w 1938 roku. - Sysza pan moe o nim, chocia to dawne czasy? - podja panna Blacklock. - Syszaem. To by milioner. - Multimilioner - poprawia. - Ale jego majtek ulega cigym zmianom. To, co zarobi w jednej operacji, ryzykowa w nastpnej. - Mwia teraz z wikszym oywieniem, a jej oczy byszczay pod wpywem wspomnie. - W kadym razie umar jako czowiek bardzo bogaty.

- 57 -

Nie mia dzieci. Cay majtek zostawi w doywocie onie, pod zarzdem powierniczym. Po jej mierci wszystko miao przypa mnie: na wasno i bez ogranicze. Inspektor przypomnia sobie niby przez mg: tytu nagwka w gazecie: "Zaufana sekretarka ma odziedziczy kolosaln fortun". - W cigu ostatnich dwunastu lat - podja panna Blacklock z ywym byskiem w oczach miaam wspaniay motyw, by zamordowa pani Goedler... Ale to chyba nie przyda si panu, prawda? - Bardzo przepraszam za nastpne pytanie, ale... Ale czy dla pani Goedler nie byo to bolesne, e jej m tak zadysponowa majtkiem? - Zbyteczna delikatno, inspektorze. Chciaby pan wiedzie, czy Randall Goedler by moim kochankiem? Nie. Nie by. Nie sdz, by kiedykolwiek myla o mnie w taki sposb, a mnie z pewnoci nie interesowa. Kocha Bell, swoj on, i by w niej zakochany do mierci. Jestem przekonana, e sporzdzi taki wanie testament z prostej wdzicznoci. Widzi pan, inspektorze, niegdy na pocztku kariery, kiedy nie sta jeszcze na pewnych nogach, Randall by bardzo bliski katastrofy. Chodzio zaledwie o kilka tysicy funtw, a bya to wielka gra, jak zawsze u niego, wielka i pasjonujca. Omal nie rozbio si wszystko o brak nieznacznej kwoty w gotwce. Ja popieszyam mu z pomoc. Miaam troch pienidzy, a w Randalla wierzyam. Wyprzedaam wszystkie walory i gotwk oddaam jemu. To zadecydowao o powodzeniu. W tydzie pniej Randall Goedler zosta prawdziwym bogaczem. Od tej pory, inspektorze, traktowa mnie prawie jak wsplniczk. Tak! To byy pasjonujce dni! zawoaa i westchna. - Czuam si wtedy jak ryba w wodzie! Pniej umar nasz ojciec i zostaam sama z ciko chor siostr. Musiaam zajc si ni i oczywicie zrezygnowa z pracy. Randall umar w dwa lata pniej. W czasie naszej wsppracy zbiam moc pienidzy i, prawd mwic, nie liczyam na aden spadek. Ale byam wzruszona... tak!... wzruszona i dumna, e odziedzicz ca jego fortun, jeeli Bella umrze wczeniej. A bya to istota saba, chorowita, ktrej od dawna wszyscy wryli rych mier. Myl, e tak naprawd biedaczek nie bardzo wiedzia, kogo obdarowa. Bella to poczciwa, urocza istota i z testamentu ma bya chyba zadowolona. Obecnie mieszka w Szkocji. Od lat jej nie widziaam. Wysyamy sobie tylko yczenia noworoczne. Widzi pan, inspektorze, krtko przed wybuchem wojny pojechaam z siostr do sanatorium w Szwajcarii. Tam umara na grulic. Panna Blacklock umilka na chwil. Pniej dodaa: - Do Anglii wrciam mniej wicej rok temu. - Nadmienia pani, e rycho moe zosta osob bardzo majtn. Jak szybko? - Wiem od pielgniarki, ktra opiekuje si Bella Goedler, e stan jej pogarsza si szybko... Moe to by kwestia... Powiedzmy, paru tygodni - powiedziaa panna Blacklock i dodaa zaraz z nut smutku: - Teraz pienidze nie bd miay dla mnie wikszego znaczenia. Na swoje skromne potrzeby mam i tak a nadto. Kiedy bawiaby mnie gra na giedzie, ale obecnie... C? Czowiek si starzeje. W kadym razie przyzna pan chyba, inspektorze, e gdyby Patryk i Julia chcieli mnie zamordowa z chci zysku, byliby szalecami, nie czekajc jeszcze tych kilku tygodni? - Naturalnie - zgodzi si Craddock. - Ale co staoby si, gdyby pani wyprzedzia pani Goedler? Kto dostaby wtedy pienidze? - Wie pan co? Nie zastanawiaam si nad tym nigdy. Zapewne Fip i Emma - powiedziaa z umiechem, a Craddock spojrza na ni bystro. - Moe to brzmi niedorzecznie - cigna - ale gdybym wyprzedzia Bell, spadek dostaby si legalnemu potomstwu (tak brzmi prawniczy termin, prawda?) Soni, jedynej siostry Randalla. Randall zerwa z ni kontakty, bo wysza za czowieka, ktrego on uwaa za hochsztaplera i ajdaka. - A by ajdakiem? - Niewtpliwie. Ale, jak sdz, musia podoba si kobietom. To jaki Grek czy Rumun. Nazywa si... Jake to? Aha! Stamfordis. Dymitr Stamfordis.

- 58 -

- I Randall wydziedziczy siostr, kiedy zawara ten zwizek maeski? - Sonia miaa wasny, pokany majtek. Ponadto Randall zaopatrywa j w kieszonkowe pod warunkiem, e m nie bdzie mg tkn tych pienidzy. Myl, e przy sporzdzaniu testamentu prawnicy domagali si, eby wyznaczy spadkobiercw na wypadek, gdybym ja umara wczeniej ni Bella. Wtedy zapewne niechtnie wymieni potomstwo Soni. Widzi pan, nie mia nikogo innego, a nie nalea do udzi, ktrzy przeznaczaj majtek na cele dobroczynne. - Byy dzieci z tego maestwa? - Tak, Fip i Emma - rozemiaa si panna Blacklock. - To brzmi miesznie, prawda? Ale wiem tylko tyle, e w jaki czas po zawarciu maestwa Sonia napisaa do Belli z prob, by powiedziaa Randallowi, e ona jest bardzo szczliwa i wanie urodzia blinita, ktrym daa imiona Fip i Emma. O ile mi wiadomo, Sonia ju si pniej nigdy nie odezwaa. Ale, rzecz jasna, Bella mogaby powiedzie panu wicej. Wygldao na to, e panna Blacklock oywia si wasn opowieci. Inspektor Craddock nie mia wesoej miny. - Wynika std - powiedzia - e s co najmniej dwie osoby, ktre weszyby w posiadanie olbrzymiej fortuny, gdyby pani zostaa zamordowana w pitkowy wieczr. Myli si pani, twierdzc, e nikomu pod socem nie mogoby zalee na pani mierci. Co najmniej dwie osoby odniosyby wwczas korzy. W jakim wieku moe by to rodzestwo? Panna Blacklock zmarszczya czoo. - Zaraz... tysic dziewiset dwudziesty drugi rok... Trudno przypomnie sobie dokadnie. Brat i siostra maj teraz jakie dwadziecia pi... dwadziecia sze lat. Ale... - twarz jej spowaniaa - ale nie sdzi pan przecie... - Sadz - przerwa - e kto strzela do pani i chcia pani zabi. Sdz, e ta sama osoba bd te same osoby mog podj nastpn prb. Bybym rad, prosz pani, gdyby pani zechciaa by bardzo ostrona. Jedno morderstwo, starannie zaplanowane, nie udao si. Obawiam si, e moe nastpi druga prba, i to wkrtce.

2 Filipa Haymes wyprostowaa si i z wilgotnego czoa odgarna kosmyk wosw. Zajta bya pieleniem rabatki kwiatowej. - Sucham pana, inspektorze? Zmierzya go pytajcym wzrokiem, on za przyjrza si tym razem uwaniej ni poprzednio. Tak, to adna dziewczyna, typ na wskro angielski, o popielatoblond wosach i pocigej twarzy. Zarys ust i podbrdka znamionujcy upr. Powcigliwa, stanowcza. Bkitne oczy spogldaj miao i nic z nich wyczyta nie sposb. "Taka dziewczyna - pomyla Craddock umiaaby dochowa tajemnicy". - Przykro mi - powiedzia - e znw naprzykrzam si pani przy pracy, wolaem jednak nie czeka do przerwy obiadowej. Zreszt wydaje mi si, e atwiej i swobodniej porozmawiamy tutaj, z dala od Little Paddocks. - Sucham pana, inspektorze? - powtrzya spokojnie, nie wykazujc zbytniego zainteresowania. "Ale czy w jej gosie nie zabrzmia niepokj? - pomyla Craddock. - Bo ja wiem? Moe to tylko zudzenie?" - Dzi z rana zoono zeznanie, ktre dotyczy pani. Filipa lekko uniosa brwi. - Powiedziaa mi pani, e Rudi Scherz by jej zupenie nieznany. - Tak. - Powiedziaa mi pani, e pierwszy raz zobaczya go pani, gdy ju nie y. Czy to si zgadza?

- 59 -

- Oczywicie. Nigdy przedtem go nie widziaam. - A nie rozmawiaa z nim pani w Little Paddocks, w altanie? - W altanie? - powtrzya. Craddock by prawie pewien, e w jej gosie dosysza ton przestrachu. - Tak, prosz pani. - Kto to powiedzia? - Powiedziano mi, e rozmawiaa pani z tym czowiekiem. Rudi Scherz pyta, gdzie mgby si ukry. Pani obiecaa, e mu pokae. Bya mowa o porze, o godzinie kwadrans po szstej. W dniu napadu Rudi Scherz wysiad z autobusu w Chipping Cleghorn wanie kwadrans po szstej. Przez chwil panowao milczenie. Pniej Filipa rozemiaa si krtko, pogardliwie. Wyraz twarzy miaa rozbawiony. - Nie wiem, kto powiedzia to panu, ale mog si domyli. To gupia, niezdarnie sklecona bajka, powodowana, ma si rozumie, zoci. Nie wiem, z jakiego powodu, ale Mitzi nie cierpi mnie jeszcze bardziej ni innych domownikw. - Zaprzecza pani? - Oczywicie. To kamstwo... Nie znaam tego czowieka, nigdy w yciu go nie widziaam i nie byo mnie wtedy w Litte Paddocks. Pracowaam tamtego rana. - Jakiego rana? - podchwyci agodnie. Nastpia krtka pauza. Filipa zatrzepotaa powiekami. - Codziennie rano pracuj tutaj. Na przerw obiadow wychodz dopiero o pierwszej odpara i dorzucia zaraz z nut lekcewaenia. - Nie warto sucha tego, co opowiada Mitzi. Kamie jak najta. - I co? - powiedzia Craddock, gdy odchodzi w towarzystwie sieranta Fletchera. - Mamy cakowicie sprzeczne zeznania dwu modych kobiet. Ktrej wierzy? - Wszyscy utrzymuj zgodnie, e ta cudzoziemka kamie - odrzek Fletcher. - Mam pewne dowiadczenia z cudzoziemcami i wiem, e kamstwo przychodzi im atwiej ni mwienie prawdy. No i nie ulega wtpliwoci, e ta Mitzi ywi jakie urazy do pani Haymes. - Wic, na moim miejscu, uwierzyby pan pani Haymes? - Tak jest, inspektorze. Gdyby nie byo konkretnych przeciwwskaza. W gruncie rzeczy Craddock nie widzia przeciwwskaza... Moe tylko wspomnienie zbyt nieruchomych bkitnych oczu i gadko wypowiedziane sowa "tamtego rana". By absolutnie pewien, e nie wymieni pory dnia, kiedy zostaa podsuchana rozmowa w altanie. Jednake panna Blacklock - a jeeli nie ona, to panna Bunner - mogy przecie wspomnie o wizycie modego cudzoziemca, ktry chcia wyszachrowa pienidze na powrt do Szwajcarii. W rezultacie Filipa Haymes miaa prawo sdzi, e rozmowa w altanie odbya si wanie tamtego rana. To prawdopodobne, lecz Craddock by nadal przekonany, e w gosie Filipy dwicza strach, gdy zapytaa: "W altanie?" Uzna, e warto si jeszcze nad tym zastanowi.

3 W ogrodzie na probostwie byo przyjemnie. Angli nawiedzia jesienna fala ciepa, urocze babie lato, a jednoczenie denerwujce, jak oceni inspektor Craddock. Siedzia na leaku, ktry przyniosa dla niego zaradna Bueczka, nim wysza na zebranie Koa Chrzecijaskich Matek, a obok, spowita w szale i z grubym pledem na kolanach, siedziaa panna Marple, zajta robtk na drutach. Blask soca, spokj, miarowe postukiwanie drutw panny Marple - wszystko to usposabiao Craddocka sennie. A jednoczenie opanowa go jaki koszmarny

- 60 -

nastrj. Czsto bywa tak w marzeniach sennych - utajony lk systematycznie przybiera na sile i ostatecznie uczucie bogoci przemienia si w groz. - Nie powinna pani tutaj przebywa - odezwa si nieoczekiwanie. Druty przestay postukiwa. Spokojne porcelanowobkitne oczy spojrzay na z zainteresowaniem. - Wiem, do czego pan zmierza, dobry, troskliwy chopcze. Ale wszystko w porzdku. Ojciec Bueczki, proboszcz naszej parafii, duchowny gbokiej wiedzy, i jej matka, kobieta wybitna o niebywaej wprost sile charakteru, to moi starzy przyjaciele, inspektorze. Kuruj si w Medenham, jest wic cakiem naturalne, e przyjechaam tutaj, by spdzi pewien czas u pastwa Harmon. - Tak... Zapewne... Ale niech pani nie zajmuje si cudzymi sprawami. Jestem przekonany, gboko przekonany, e to moe by niebezpieczne. - C, my, starsze panie, stale zajmujemy si cudzymi sprawami. Wygldaoby dziwnie i jeszcze bardziej podejrzanie, gdybym teraz tego zaniechaa. Rozumie pan? Pytania o licznych wsplnych znajomych w rozmaitych czciach wiata, pytanie, czy ludzie pamitaj takiego a takiego albo czy moe przypominaj sobie, kogo w swoim czasie polubia crka lady jakiej tam? To wszystko moe by pomocne, prawda? - Pomocne? - zdziwi si Craddock. - Tak. Moe by pomocne przy sprawdzaniu, czy ludzie s rzeczywicie tymi, za ktrych si podaj - wyjania i podja ywo: - Bo takie wanie sprawy trapi pana, prawda? Pod tym wzgldem wiat zmieni si od czasu wojny. Wemy na przykad tak miejscowo jak Chipping Cleghorn. Jest bardzo podobna do Saint Mary Mead, gdzie mieszkam. Pitnacie lat temu wiedziano tam dokadnie wszystko o wszystkich. Pastwo Bantry z paacu, pastwo Hartnell i Price-Ridley, i Weatherby to ludzie, ktrych rodzice, dziadkowie lub przynajmniej wujowie i ciotki zamieszkiwali przed nimi w Saint Mary Mead. Jeeli sprowadza si kto nowy, by zaopatrzony w listy polecajce lub te okazywao si rycho, e suy w tym samym puku bd na tym samym okrcie co kto z dawniejszych mieszkacw. Jeeli pojawia si kto obcy, naprawd obcy, wszyscy stronili od niego i wszyli, pki nie dowiedzieli si, co to naprawd za jeden. Panna Marple pokrcia gow. - Po wojnie czasy si zmieniy - podja. - Teraz w kadej osadzie, kadym prowincjonalnym miasteczku mieszkaj ludzie, ktrzy nie maj adnych zwizkw z tym miejscem i jego przeszoci. Kupuj paacowe rezydencje, mae domki przystosowuj do swoich potrzeb i wymaga, a wiadomo o nich tyle, ile sami o sobie opowiadaj. Pozjedali si, rozumie pan, z caego wiata, z Indii, z Chin, Hongkongu, a wrd nich trafiaj si i tacy, ktrzy dawnymi czasy rezydowali w rnych takich uzdrowiskach Francji lub na jakich dziwnych wyspach albo uciuali jaki taki majteczek i sta ich na to, eby nie pracowa. Ale nikt dzisiaj nie wie, kim s ci przybysze naprawd. Mog mie w domach indyjskie brzy i posugiwa si anglohinduskim argonem. Mog dekorowa ciany widokami Taorminy i mwi o tamtejszym kociele angielskim oraz angielskiej bibliotece, jak panna Hinchliffe i panna Murgatroyd. By moe przyjechali z poudniowej Francji lub cae ycie spdzili na Wschodzie. Ludzie przyjmuj ich na sowo i nie czekaj, a przyjdzie list od przyjaci z wiadomoci, e tacy to a tacy s urocz rodzin, znan im od wiekw. To wanie niepokoio Craddocka. Irytowa si, e nic nie wie. Oto ma do czynienia z osobnikami zaopatrzonymi w kartki ywnociowe i dowody tosamoci - nowiutkie, schludne dowody tosamoci z numerami, lecz bez fotografii i odciskw palcw. Kady moe postara si o dogodny dla siebie dowd tosamoci i moe po czci dlatego zanikaj stopniowo subtelne zwizki, jakie czyy dawniej angielsk spoeczno prowincjonaln. W wielkim miecie na og nie zna si ssiadw. Dzi nie zna si ich rwnie na prowincji, cho niektrym wydaje si inaczej.

- 61 -

Z powodu naoliwionych drzwi Craddock wiedzia na pewno, e pitkowego wieczoru w salonie Letycji Blacklock znalaz si kto, kto nie by miym, yczliwym ssiadem, za jakiego uchodzi. Dlatego wanie obawia si o pann Marple - osob starsz, kruch i obdarzon wyczulonym zmysem spostrzegawczoci. - Takich ludzi moemy w pewnym sensie skontrolowa - powiedzia, lecz orientowa si, naturalnie, e to nieatwa sprawa. Indie, Chiny, Hongkong, poudniowa Francja... Trudniej przedstawia si to dzi ni przed pitnastoma laty. Nie brak przecie w kraju osb poruszajcych si swobodnie z cudzymi kartami tosamoci, "poyczonymi" od ludzi, ktrych spotkaa gwatowna mier w wielkich miastach. Istniej organizacje, setki przestpczych organizacji zajmujcych si skupowaniem lub faszowaniem dowodw tosamoci i kartek ywnociowych. Prawie kadego da si skontrolowa. Oczywicie. Ale kontrola wymaga czasu, ktrego wanie brakowao inspektorowi, gdy wdowa po Randallu Goedlerze bya bliska, bardzo bliska mierci. Wwczas - zatroskany i zmczony, rozmarzony sonecznym blaskiem i ciepem - powiedzia pannie Marple o dawnym szefie Letycji Blacklock, o Fipie i Emmie. - Dwa imiona - cign - lub raczej dwa zdrobnienia. Ta para moe nie y. A moe mieszka gdzie w Europie, otoczona szacunkiem. Albo jedno z nich czy obydwoje mog znajdowa si teraz tutaj, w Chipping Cleghorn. Maj okoo dwudziestu piciu lat... - mwi dalej, jak gdyby myla na gos. - Kto pasuje do tego wieku?... Siostrzenica i siostrzeniec czy te para modych kuzynw?... Ciekawe, kiedy ich ostatnio widziaa? - Tego dowiem si dla pana - podchwycia cicho panna Marple. - Nie! Bardzo pani prosz... - Prosz si nie obawia, inspektorze. To prosta sprawa. Bardzo prosta. Nikt nawet si nie spostrzee, bo, rozumie pan, bdzie przeprowadzona nieoficjalnie. Jeeli co jest nie w porzdku, pan nie obudzi ich czujnoci. "Fip i Emma - pomyla Craddock. - Fip i Etruria?" Mia ju obsesj na punkcie tej pary. Przystojny, zadzierzysty mody czowiek i adna dziewczyna o lodowatym spojrzeniu... - Zapewne dowiem si wicej w cigu najbliszych czterdziestu omiu godzin - powiedzia. Jad do Szkocji. Pani Goedler chyba wie o nich co nieco... Jeeli, oczywicie, bdzie w stanie mwi. - To rozumne posunicie... - Panna Marple zawahaa si na moment. - Mam nadziej, e zaleci pan pannie Blacklock, by bya bardzo ostrona? - Tak. Oczywicie. I zostawi tu czowieka, ktry dyskretnie bdzie wszystko obserwowa. Nie mia odwagi spojrze w oczy pannie Marple, ktra musiaa by zdania, e policjant, obserwujcy wszystko dyskretnie, nie na wiele si przyda, gdy rzecz dzieje si w rodzinnym krgu. - No i prosz pamita, e ostrono zaleciem rwnie pani - powiedzia, zwracajc si w jej stron. - Zapewniam, inspektorze - odpara - e potrafi dba o siebie.

- 62 -

ROZDZIA JEDE ASTY


PA
A MARPLE PRZYCHODZI A PODWIECZOREK

Panna Blacklock czua si troch nieswojo, gdy na podwieczorek przysza pani Harmon ze swoim gociem, ale w go - panna Marple - nie mg tego zauway, bo widzia pann Blacklock po raz pierwszy. Starsza pani bya urocza i sprawiaa wraenie, e lubi niezoliwe plotki. Od razu ujawnia si jako osoba ywo zainteresowana kwesti wama oraz wamywaczy. - Potrafi dosta si wszdzie, droga pani - mwia, zwracajc si do gospodyni. - Absolutnie wszdzie! Tyle teraz tych nowych, amerykaskich metod. Osobicie mam zaufanie do bardzo starowieckiego urzdzenia, do zwyczajnego, mocnego haczyka. Wamywacz atwo poradzi sobie z zamkiem, odsunie rygiel, ale z haczykiem nie da sobie rady. Prbowaa pani kiedy haczyka? - Nie bardzo znamy si tu na zamkach - umiechna si panna Blacklock. - Prawd mwic, nie mamy nic, co mogoby skusi wamywacza. - Dobry jest take acuch przy drzwiach - radzia dalej starsza pani. - Wtedy suca robi tylko ma szpar, widzi, kto stoi po przeciwnej stronie drzwi, a napastnik nie moe wedrze si si. - Mitzi, nasza uciekinierka z kontynentu, byaby zachwycona czym takim. - Przeraajcy musia by ten napad, o ktrym Bueczka tyle mi opowiadaa - podja panna Marple. - miertelnie si wystraszyam! - podchwycia Bueczka. - Istotnie. Zdarzenie byo okropne - przyznaa pani domu. - aska boska, doprawdy, e ten czowiek potkn si i zastrzeli. Wamywacze s dzisiaj bardzo groni. Ale jak on dosta si do domu? - My, prosz pani, nie bardzo dbamy o zamykanie drzwi. - Ach, Letty! - zawoaa panna Bunner. - Zapomniaam ci powiedzie, e dzi z rana inspektor by jaki dziwny. Koniecznie chcia otworzy lepe drzwi... O te, z ktrych nigdy nie korzystamy. Wszdzie szuka klucza i ostatecznie powiedzia, e drzwi zostay naoliwione. Ale nie wyobraam sobie, czemu kto miaby... - urwaa nagle i zastyga z otwartymi ustami, bo zbyt pno dostrzega alarmujce znaki panny Blacklock. - Ach, Letty, przykro mi... Letty, strasznie ci przepraszam! ... Jaka ja jestem gupia! - Nic wielkiego - powiedziaa panna Blacklock, lecz najwyraniej bya rozdraniona. Wydaje mi si tylko, e inspektor Craddock nie yczyby sobie rozgosu na ten temat. Nie wiedziaam, e bya z nim, Doro. Pani to chyba rozumie? - zwrcia si do pani Harmon. - O tak! Swka nie piniemy nikomu! Prawda, ciociu Jane? Ale zastanawia mnie, czemu ten czo... - umilka i pogrya si w mylach. - Mj Boe! - wybuchna panna Bunner, nadal zdenerwowana i przygnbiona. - Ja zawsze, zawsze mwi nie to, co trzeba! Masz tylko kopot ze mn, Letty! - Nic podobnego - odpara spokojnie panna Blacklock. - Jeste dla mnie, Doro, wielk pociech i podpor. A zreszt, w takiej dziurze jak Chipping Cleghorn i tak nie utrzyma si sekretu. - Wanie! - podchwycia panna Marple. - To wita prawda. Wszelkie wiadomoci przedostaj si w sposb rzeczywicie zadziwiajcy. Ma si rozumie, przyczynia si do tego

- 63 -

suba, ale nie tylko ona, bo kto dzi trzyma sub? A przychodnie sprztaczki s chyba jeszcze gorsze, bo chodz do rnych domw i skwapliwie rozpowszechniaj plotki. - Mam! - zawoaa niespodziewanie pani Harmon. - Jeeli dao si otworzy te lepe drzwi, kto mg po ciemku wyj z salonu i zainscenizowa napad... Ale, oczywicie, nikt tak nie postpi, bo by to przecie jaki czowiek z hotelu Royal. Czy aby on?... Tak czy inaczej, nie rozumiem... - urwaa znw i zmarszczya czoo. - Czy w tym pokoju rozegraa si ta scena? - zapytaa panna Marple i tonem usprawiedliwienia zwrcia si do pani domu: - Pewno uzna mnie pani za ciekawsk, ale to rzeczywicie niezwyka historia. O czym takim czytuje si nieraz w prasie, ale eby miao przytrafi si komu znajomemu! Chciaabym zatem... Wysuchaa obszernego, chocia mtnego sprawozdania Bueczki oraz panny Bunner - z drobnymi poprawkami i sprostowaniami pani domu. W trakcie tej rozmowy nadszed Patryk, wzi w niej czynny udzia, a nawet posun si tak daleko, e z powodzeniem odegra rol, w ktrej pierwotnie wystpi Rudi Scherz. - A ciocia Letty - mwi - bya tam, w rogu, pod arkad. Pjd, sta tam, ciociu. Panna Blacklock wykonaa polecenie i wwczas pokazano pannie Marple dziury po wydobytych pociskach. - Cudowne ocalenie - westchna. - Widz w tym palec Opatrznoci! - Wanie chciaam poczstowa goci papierosami - wyjania panna Blacklock i wskazaa du srebrn szkatuk stojc na stoliku. - Wszyscy pal teraz tak nieuwanie - powiedziaa Dora Bunner tonem przygany. - Nic nie szanuj przyzwoitych mebli jak dawniej. O! Prosz spojrze na ten liczny stolik. Kto okropnie przypali go papierosem. Wstyd, sowo daj! Pani domu westchna. - Niekiedy przywizujemy zbyt wiele wagi do swoich mebli. - Ale to taki liczny stolik, Letty. Panna Bunner troszczya si o rzeczy przyjaciki, tak jak gdyby naleay do niej. Bueczka bya zdania, e taki brak zazdroci to ujmujca cecha charakteru. - Istotnie liczny stolik - przyznaa uprzejmie panna Marple. -1 jaka pikna lampa z porcelany! Panna Bunner przyja pochwa tak, jak gdyby to ona bya wacicielk lampy. - Urocza, prawda? Stare Drezno. Mamy dwie takie. Druga jest chyba w gocinnym pokoju. - Ty, Doro, wiesz zawsze, gdzie czego szuka w tym domu - powiedziaa wesoo panna Blacklock. - Albo wydaje ci si, e wiesz. A dbasz o moj wasno bardziej ni ja sama. - Bo lubi adne rzeczy - odpowiedziaa zarumieniona Dora z alem i uraz w gosie. - Przyznaj szczerze - zabraa gos panna Marple - e bardzo jestem przywizana do kilku moich skromnych drobiazgw. czy si z nimi mnstwo wspomnie. Albo fotografie, prawda? Ludzie mao sobie dzi ceni rodzinne fotografie. Ja skrztnie przechowuj zdjcia wszystkich moich siostrzecw i siostrzenic w rozmaitym wieku, od niemowlcego. - Aha! Take moje! - podchwycia Bueczka. - Okropne! Miaam wtedy trzy lata. Zezuj i trzymam w objciach foksteriera. - Myl, e ciocia - zwrcia si panna Marple do Patryka - ma wiele paskich fotografii? - C... My jestemy bardzo daleko spokrewnieni - odpowiedzia. - Zdaje mi si, Pat, e Elinor przysaa mi raz twoje zdjcie jako niemowlcia - umiechna si panna Blacklock. - Ale nie zachowaam go chyba. Prawd mwic, nie pamitam nawet, ile dzieci miaa Elinor i jakie im daa imiona. Dowiedziaam si tego, kiedy napisaa mi, e jestecie w Anglii. - Jeszcze jeden znak naszych czasw - powiedziaa panna Marple. - Czsto nie zna si dzisiaj wcale modszego pokolenia krewniakw. Byoby to niepodobiestwem dawniej, gdy urzdzano wielkie zjazdy familijne.

- 64 -

- Matk Pata i Julii widziaam ostatni raz przed trzydziestu laty, na jej weselu. adna bya z niej wtedy dziewczyna - powiedziaa pani domu. - Dlatego te ma takie adne dzieci - umiechn si Patryk. - Ciociu! - zawoaa Julia. - Przecie ty masz wspaniay stary album! Pamitasz? Ogldalimy go ktrego dnia. Ach, te kapelusze! - A uwaaymy si wwczas za elegantki - westchna panna Blacklock. - Nic dziwnego, ciociu Letty - rozemia si Patryk. - Za jakie trzydzieci lat Julia natknie si na swoje zdjcie i rwnie powie, e wygldaa jak czupirado. - Czy poruszya, ciociu, temat celowo? - zapytaa Bueczka, gdy z pann Marple wracay na probostwo. - Mam na myli ca t rozmow o fotografiach. - Widzisz, moja droga, dziki temu zdobyam interesujc wiadomo, e panna Blacklock do niedawna wcale nie znaa siostrzenicy ani siostrzeca... Tak... Sdz, e inspektor Craddock take bdzie tym bardzo zainteresowany.

- 65 -

ROZDZIA DWU ASTY


PRZEDPOUD IOWE GODZI Y W CHIPPI G CLEGHOR
1 Edmund Swettenham niepewnie usiad na walcu ogrodowym. - Dzie dobry, Filipo. - Dzie dobry. - Pracujesz ciko? - Umiarkowanie. - A co robisz? - Nie widzisz? - Nie widz. Nie jestem ogrodnikiem. Dubiesz w ziemi i tyle. - Przepikowuj saat. - Przepikowujesz? Dziwaczne wyraenie! - yczysz sobie czego? - zapytaa chodno. - Naturalnie! ycz sobie patrze na ciebie. Spojrzaa na z ukosa. - Wolaabym, eby tutaj nie przychodzi. Pani Lucas bdzie niezadowolona. - Jest przeciwna twoim wielbicielom? - Nie ple gupstw! - Wielbiciel to waciwe okrelenie. Wiernie oddaje moj sytuacj. Uwielbienie na przyzwoit odlego, ale z uporem. - Id sobie! Prosz ci, Edmundzie. Nie masz tu nic do roboty. - Omyka - podchwyci z nut triumfu. - Mam tu co do roboty! Dzi z rana pani Lucas zatelefonowaa do mojej mamy i powiedziaa, e ma mnstwo dy. - Tak. Cae stosy. - I e za soik miodu moe da ich par. - O! To nieuczciwa zamiana. Obecnie trudno znale nabywcw na dynie. Wszyscy sami maj ich mnstwo. - Ma si rozumie. Wanie dlatego pani Lucas telefonowaa. Poprzednim razem proponowaa zbierane mleko... Uwaasz? Zbierane!... Za saat! A by to pocztek sezonu i jedna gwka saaty kosztowaa szylinga. Filipa nic nie powiedziaa. Edmund wycign z kieszeni soik miodu. - Spjrz - powiedzia. - To moje alibi, najoczywistsze, nieodparte. Jeeli pojawi si tu wydatny biust pani Lucas, powiem, oczywicie, e przyszedem po te dynie. O ch flirtu niepodobna mnie bdzie posdzi. - Aha... Rozumiem. - Och, Filipo, dlaczego jeste taka? - wybuchn nagle. - Co kryj twoje pikne, regularne rysy? Co mylisz? Co czujesz? Jeste szczliwa, zrozpaczona, pena lku? Jaka? Co musi dzia si w tobie. - Jest to wycznie moja sprawa. - I moja take. Chc, aby co mwia. Chc zgbi myli w tej twojej spokojnej gowie. Mam prawo wiedzie. Sowo daj! Nie chciaem zakocha si w tobie. Chciaem siedzie spokojnie i pisa ksik o tym, jak pody jest wiat. Diablo atwo si mdrzy na temat podoci wszystkich i wszystkiego. To zreszt kwestia przyzwyczajenia. Wszystko jest kwesti przyzwyczajenia i mody. Po tamtej wojnie ludzie zbzikowali na punkcie seksu. Teraz

- 66 -

przysza kolej na frustracj. To wychodzi na jedno. Ale czemu o tym wszystkim gadamy? Zaczem mwi o nas dwojgu. No i zbia mnie z tropu. Nie popieszya z pomoc. - Czego ty chcesz ode mnie? Co miaam zrobi? - Mwi! Mwi o wszystkim. Co z twoim mem? Wielbisz go, a on nie yje, wic zamkna si niby ostryga? Czy tak? Niech bdzie! Wielbisz go, a on nie yje. Mowie innych dziewczyn, bardzo wielu dziewczyn, take nie yj, a niektre naprawd ich kochay. No i opowiadaj o tym w barach, popakuj troch, jak si zalej, a pniej id z kim do ka, dla poprawy samopoczucia. To jeden ze sposobw przeamania impasu. I ty, Filipo, musisz jako swj impas przeama. Jeste moda. Jeste adna i ja kocham ci, jak wszyscy diabli! Mw o tym swoim mu, powiedz mi o nim wszystko. - Nie mam nic do powiedzenia. Poznalimy si i pobralimy. - Musiaa by bardzo moda? - Z pewnoci za moda. - Aha! Nie bya z nim szczliwa? Powiedz mi co wicej, Filipo! - Nic wicej nie mam do powiedzenia. Pobralimy si i chyba bylimy szczliwi, jak wikszo maestw. Urodzi si Harry. Ronald zosta wysany do Woch i tam... i tam poleg. - A obecnie jest Harry? - A obecnie jest Harry. - Lubi go. To naprawd miy dzieciak. On mnie te lubi. Doskonale si zgadzamy. I co, Filipo? Zostaniesz moj on? Moesz dalej pracowa w ogrodzie, ja zajm si moj ksik, a w czasie wolnym od pracy bdziemy si cieszy sob. Przy zastosowaniu odpowiedniej taktyki moe uda nam si nie mieszka z moj mam. A ona potrznie troch kabz, by pomc ukochanemu syneczkowi. Lubi pasoytowa, pisuj kiepskie ksiki, mam krtki wzrok i jestem piekielnie gadatliwy. Oto moje ze strony. Poprbujesz? - zapyta Edmund. Filipa zmierzya go spojrzeniem. Wysoki, raczej powany mody mczyzna w duych okularach i o do niespokojnym wyrazie twarzy. Jasn czupryn mia w nieadzie, a na jego twarzy widnia umiech yczliwej zachty. - Nie - odpowiedziaa. - Stanowczo nie? - Stanowczo. - Dlaczego? - Nic o mnie nie wiesz. - Innych przeszkd nie ma? - S. Ty w ogle nic nie wiesz. O niczym. - Hm... Moe masz racj - odrzek po krtkim namyle. - Ale czy ktokolwiek co w ogle wie? Filipo! Ukochana... Urwa nagle na dwik zbliajcego si przeraliwego szczekania. - Pani Lucas bdzie... - Bodaj j licho! Daj t przeklt dyni.

2 Sierant Fletcher gospodarowa samodzielnie w Little Paddocks. Mitzi miaa wolny dzie i przy takich okazjach wyjedaa zawsze do Medenham Wells autobusem o jedenastej. Panna Blacklock pozostawia sierantowi woln rk i wysza z domu z pann Bunner.

- 67 -

Fletcher pracowa szybko. Kto naoliwi lepe drzwi. Oczywicie nie wiadomo kto, lecz bez wtpienia po to, by po zganiciu wiata opucie ukradkiem salon. Mitzi nie wchodzi w rachub, gdy ona nie musiaaby korzysta z tych drzwi. Kto zatem pozostaje? Ssiedzi - medytowa sierant - te waciwie nie wchodz w rachub. Jakim cudem mogaby si im trafi sposobno naoliwienia lepych drzwi? Pozostaj Patryk i Julia Simmonsowie, Filipa Haymes i ewentualnie Dora Bunner. Tego ranka modzi Simmonsowie byli w Milchester, Filipa Haymes pracowaa w ogrodzie. Sierant Fletcher mg zgbia wszelkie tajemnice domu. Jednake dom sprawia zawd na kadym kroku - absolutnie nie budzi podejrze. Fletcher - specjalista od elektrycznoci - nie potrafi znale w sieci nic, co wskazywaoby na przyczyn krtkiego spicia. Szybko przetrzsn pokoje domownikw i zasta wszdzie irytujc normalno. W sypialni Filipy Haymes byy fotografie chopca o powanych oczach, jego zdjcia jako maego dziecka, plik uczniowskich listw, par programw teatralnych. Julia miaa pen szuflad amatorskich zdj z poudniowej Francji - fotografie z play, jaka willa pord kwitncej mimozy. Patryk przechowywa rne pamitki z czasw suby na morzu, a Dora Bunner kilka nie budzcych podejrze drobiazgw osobistych. "A przecie kto z domownikw musia naoliwi drzwi" - pomyla sierant. Rozmylania przerway mu jakie odgosy dobiegajce z parteru. Szybko wyszed na podest schodw i spojrza w d. W holu staa pani Swettenham. Niosa koszyk przewieszony przez rk. Zajrzaa do salonu, cofna si, wrcia do holu i, zniknwszy w pokoju stoowym, wysza stamtd bez koszyka. Nagle deska skrzypna, by moe pod nog sieranta, wic odwrcia gow i zawoaa: - Czy to panna Blacklock? - Nie, prosz pani. To ja. Pani Swettenham wydaa cichy okrzyk: - Och! Jake mnie pan przestraszy. Pomylaam, e to nastpny wamywacz. Fletcher zszed na d. - Jak wida, dom jest sabo zabezpieczony - powiedzia. - Czy zawsze kady moe wchodzi i wychodzi, kiedy zechce? - Przyniosam troch pigwy - wyjania. - Tu jej nie maj, a panna Blacklock chce zrobi pigwow galaretk. Koszyk zostawiam w jadalni. Umiechna si do sieranta. - Aha... Rozumiem. Zastanawia si pan, jak weszam, prawda? Po prostu bocznymi drzwiami. Wszyscy odwiedzamy ssiadw, kiedy chcemy. Nikomu nie przychodzi do gowy, aby ryglowa drzwi przed zmierzchem. Widzi pan, byoby niewygodnie, jakby czowiek przynis co i nie mg tego zostawi. To nie dawne czasy! Wtedy dzwonio si i kto ze suby zawsze otwiera - zrobia krtk pauz i westchna. - W Indiach, dobrze pamitam, mielimy osiemnastu sucych! Nie liczc niani, ktra tam nazywa si ayah. Nie byo w tym nic dziwnego. W domu moich rodzicw te bya trjka suby, a matka uwaaa zawsze, e to okropna ndza, jeli nie mona sobie pozwoli na podkuchenn. Musz przyzna, sierancie, e ycie w obecnych czasach wydaje mi si bardzo dziwne, chocia wiem, e nie naley narzeka. Grnikom jest przecie jeszcze gorzej, bo wci zapadaj na pylic, czy jak to tam si nazywa, no i opuciwszy kopalni, zostaj ogrodnikami, cho nie maj pojcia o tej robocie. Ale nie zajmuj panu czasu - cigna, ruszajc w kierunku wyjcia. - Pewno pan strasznie zapracowany, sierancie? I co? Nie zdarzy si nic wicej? - Czemu miaoby si co zdarzy, prosz pani? - Jak zobaczyam pana, przyszo mi do gowy, e by moe dziaa tu jaki gang. Powie pan pannie Blacklock, e przyniosam troch pigwy? Wysza, a Fletcher dozna nagego olnienia. Mylnie, jak si okazao, zakada, e naoliwi drzwi musia jeden z domownikw. Teraz widzia swj bd. Kady z zewntrz mg to

- 68 -

zrobi, gdy autobus Mitzi odjecha, a panna Blacklock i panna Bunner wyszy z domu. O podobn sposobno byo z pewnoci atwo. A zatem nie sposb wykluczy adnej z osb, ktre pitkowego wieczora znajdoway si w salonie.

3 - Murg. - Co powiesz, Hinch? - Zastanawiam si gboko. - Naprawd, Hinch? - Tak. Mj bystry mzg pracuje. I wiesz, Murg? Caa pitkowa historia wydaje mi si mocno podejrzana. - Podejrzana? - Aha. Odgarnij no wosy z czoa i we t grack. Udawaj, e to rewolwer. - Ojej! - przestraszya si panna Murgatroyd. - Nie bj si. Na pewno ci nie ugryzie. Chod ze mn do kuchni. Staniesz w drzwiach i odegrasz rol napastnika. O, tutaj staniesz! Teraz wejdziesz do kuchni i sterroryzujesz gromad idiotw. We latark elektryczn. Wcz. - Przecie to biay dzie! - Pu w ruch wyobrani, Murg! Wcze latark. Panna Murgatroyd wykonaa polecenie nader nieudolnie. Wczajc latark, wsuna pod rami grack. - miao! - zachcia j przyjacika. - Do roboty! Przypomnij sobie, e niegdy w naszej szkole graa Hermie w "nie nocy letniej"! Graj teraz! Wykorzystaj wszelkie uzdolnienia! "Rce do gry!" - oto twoja kwestia. I nie popsuj wszystkiego, dodajc: "Prosz pastwa". Panna Murgatroyd bya posuszna. Uniosa latark, zatoczya szeroki uk grack i ruszya w stron drzwi kuchennych. Przerzuciwszy latark do lewej rki, nacisna klamk, pchna drzwi i znw uja latark praw doni. - Rce do gry! - zawoaa gronie i dodaa w teje chwili: - Hinch! To diablo trudna sprawa. - Dlaczego? - Bo te drzwi... S wahadowe i wci si zamykaj, a ja mam obie rce zajte. - Ot to! - podchwycia panna Hinchliffe. - Drzwi salonu w Little Paddocks te musiay si wci zamyka. Nie s wprawdzie wahadowe, ale mimo to niepodobna, eby je otworzy i tak zostawi. Dlatego wanie Letty Blacklock kupia u Elliota z High Street t przeliczn podpor z cikiego szka. Nigdy jej nie wybacz, e mnie tak paskudnie podkupia. Targowaam si ze starym kutw zawzicie i z dobrym skutkiem. Z omiu gwinei zjecha na sze funtw i dziesi szylingw, no i akurat wtedy zjawia si panna Blacklock i t przeklt podpor do drzwi kupia! Jak yj, nie widziaam rwnie piknej sztuki z tak duymi bakami powietrza w grubym szkle. - Moe napastnik posuy si podpor, by przytrzyma drzwi? Co ty na to, Hinch? - Zdobd si na zdrowy rozsdek. Jak by to wygldao? Facet otwiera drzwi z oskotem, mwi: "Momencik, prosz pastwa", nachyla si i kadzie podpor jak trzeba, co? I dopiero wtedy przystpuje do waciwej roboty, woajc: "Rce do gry!" Sprbuj, Murg, przytrzyma drzwi ramieniem. - To te trudna sprawa. - Wanie! Rewolwer, latarka i mocowanie si z drzwiami. Troch za duo, prawda? Jaki std wniosek? Panna Murgatroyd nie pokusia si o wyciganie wniosku. Z podziwem przypatrywaa si swojej mdrej przyjacice, oczekujc wyjanie.

- 69 -

- Ten Scherz mia rewolwer, bo strzela - podja panna Hinchliffe. - Mia te latark, bo widzielimy j wszyscy, ale nie uleglimy przecie zbiorowej hipnozie, niby przy sztuczce z lin w Indiach. Ach! Jak okropnie nudne s opowieci starego Easterbrooka o Indiach! Chodzi o to, Murg, e kto mg pomc wamywaczowi i przytrzyma drzwi. - Ale kto? - Na przykad ty. O ile mnie pami nie zawodzi, staa tu obok drzwi, gdy wiato zgaso. Panna Hinchliffe rozemiaa si serdecznie. - Diablo podejrzany typ z ciebie! Ale komu przyjdzie do gowy co podobnego! Daj mi t grack. Dziki Bogu to nie prawdziwy rewolwer, bo w przeciwnym razie zastrzeliaby si ju dawno.

4 - Zdumiewajca historia - wymamrota pukownik Easterbrook. - Doprawdy zdumiewajca, Lauro. - Co, kochanie? - Chod na chwil do mojego pokoju. - Co si stao Archie? Pani Easterbrook stana w otwartych drzwiach. - Pamitasz, e raz pokazywaam ci rewolwer? - O tak, Archie! Taki paskudny, czarny! - Aha. To pamitka. Bro zdobyta na szkopach. By w szufladzie, prawda? - By. Oczywicie. - A teraz go nie ma. - Zdumiewajca historia, Archie! - Nie braa go std, Lauro? - Skd znowu! Baabym si dotkn czego takiego! - A moe ta stara? Jake si ona nazywa? - Nie. Nie zdaje mi si. Pani Butt nigdy nie pozwoliaby sobie na co podobnego. Mam j zapyta? - Nie... Lepiej nie... Zaraz zaczyby kry plotki. Po co? Powiedz, Lauro, czy przypominasz sobie, kiedy pokazywaem ci ten rewolwer? - Jaki tydzie temu. Mamrotae co o swoich konierzykach i pralni, otworzye szuflad, no i w gbi lea rewolwer, a ja zapytaam ci, co to. - Zgadza si. Jaki tydzie temu. Nie przypominasz sobie, kiedy to byo dokadnie? Pani Easterbrook zastanowia si powanie, przymkna oczy. Wida byo, e jej sprytny umys pracuje. - W sobot. Oczywicie - powiedziaa wreszcie. - Wtedy mielimy pj do kina, ale nie poszlimy. - Hm... Pewna jeste, e nie wczeniej ? Moe to by wtorek, moe roda? Albo nawet ktry dzie poprzedniego tygodnia? - Nie, Archie! Pamitam dokadnie. To bya sobota, trzydziesty. Wydaje si dawno, bo w tym czasie zdarzyo si tak wiele. Chcesz, to powiem ci, czemu dat pamitam tak dokadnie. To musiao by po napadzie w Little Paddocks, bo kiedy zobaczyam rewolwer, zaraz przypomniaam sobie strzelanin z poprzedniego wieczora. - Aha... No to zdja mi kamie z serca. - Dlaczego, Archie? - Bo gdyby mj rewolwer zgin przed pitkow strzelanin, mgby go zwdzi ten Szwajcar. - Skd wiedziaby, Archie, e ty masz rewolwer?

- 70 -

- Gangi przestpcze maj znakomity wywiad. Musz wiedzie wszystko o kadym domu i jego mieszkacach. - Ach, Archie! To ty wiesz wszystko o wszystkim! - Aha... Zapewne... Widziaem w yciu to i owo. Ale sprawa wyjaniona, skoro przypominasz sobie dokadnie, e rewolwer widziaa po napadzie. Bro, ktr posuy si Szwajcar, nie moga by moj broni. - Nie moga, Archie. Oczywicie. - To znaczna ulga. Musiabym zameldowa o tym policji i odpowiada na moc kopotliwych pyta. A prawd mwic, nigdy nie staraem si o pozwolenie na ten rewolwer. Po wojnie czowiek atwo zapomina o rozmaitych pokojowych przepisach. Zreszt rewolwer uwaaem raczej za pamitk z placu boju. - Rozumiem, Archie. Oczywicie. - Ale, Lauro, co mogo si sta z tym przekltym rewolwerem? - Moe wzia go pani Butt? Sprawia wraenie kobiety uczciwej, ale po napadzie moga wystraszy si i pomyle... Moga pomyle, Archie, e dobrze bdzie mie w domu co takiego. Naturalnie za nic nie przyzna si do tego. Nawet jej nie zapytam. Dotknoby j takie pytanie i... I co zrobilibymy wtedy? To taki duy dom, a ja po prostu nie mam... - Susznie - przerwa jej maonek. - Najlepiej bdzie nic nie mwi.

- 71 -

ROZDZIA TRZY ASTY


PRZEDPOUD IOWE GODZI Y W CHIPPI G CLEGHOR (CD.)

Panna Marple wysza furtk z ogrodu przy probostwie i wsk alejk ruszya w stron gwnej ulicy. Sza stosunkowo szybko, podpierajc si grub, klonow lask, nalec do wielebnego Juliana Harmona. Mina bar Pod Czerwon Krow i sklep rzeniczy, a nastpnie przystana na chwil przed wystaw magazynu osobliwoci pana Elliota. Firma ta zostaa przemylnie ulokowana tu obok herbaciarni i kawiarni Pod Bawatkiem, aby bogaci zmotoryzowani turyci, pokrzepiwszy si herbat i tak zwanymi ciasteczkami domowego wypieku o szafranowotej barwie, tym atwiej ulegli pokusom, jakie roztaczaa sprytnie udekorowana witryna. Pan Elliot apelowa do wszelkich gustw. Dwie sztuki szka z Waterford spoczyway na niepokalanie nowym wiaderku do mroenia wina. Orzechow sekreter z urozmaicon intarsj zdobi napis "Niebywaa okazja", a na stoliku tu za szyb wida byo kolekcj tanich koatek, dziwacznych figurek przedstawiajcych lokalne gnomy, kilka sztuk saskiej porcelany, dwa mizernie prezentujce si naszyjniki z paciorkw, kufel z napisem "Pamitka z Tunbridge Wells" oraz kilkanacie pojedynczych sztuk wiktoriaskiego srebra. Panna Marple ogldaa przez krtki czas t wystaw, a pan Elliot - stary, bezwstydny pajk wychyli si ze swojej sieci, by oszacowa, czy ta mucha stanie si jego upem. Jednake w chwili gdy kupiec doszed do wniosku, e urok "Pamitki z Tunbrigde Wells" nie znci starszej pani, ktra bawi w odwiedzinach na probostwie (o czym, rzecz jasna, wiedzia rwnie dobrze jak caa osada), panna Marple dostrzega kcikiem oka, e Dora Bunner wchodzi do kawiarni Pod Bawatkiem. Wobec tego zadecydowaa momentalnie, i filianka kawy bdzie najlepszym rodkiem przeciwdziaajcym skutkom zimnego wiatru. Siedziao tam ju kilka pa, ktre w ten sposb uprzyjemniay sobie poranne zakupy. W mrocznym wntrzu panna Marple stracia orientacj i po mistrzowsku udawaa niepewno i wahanie. Z bardzo bliska powita j gos Dory Bunner: - Dzie dobry! Witam drog pani! Prosz tutaj, do mnie. Jestem zupenie sama. - Bardzo pani dzikuj. Serdecznie wdziczna Dorze usiada na jednym z kanciastych, bkitno lakierowanych fotelikw, w jakie wyposaona bya kawiarnia i herbaciarnia Pod Bawatkiem. - Straszny dzi wiatr - zacza - a ja nie mog chodzie prdko. Dokucza mi reumatyzm w nodze. - Znam to doskonale. W swoim czasie cierpiaam z powodu ischiasu. Blisko rok trwaa ta mka. Przez pewien czas panie gawdziy z przejciem o reumatyzmie, ischiasie, nerwoblach. Pospna moda kelnerka w rowym fartuszku, ozdobionym wizank bawatkw, z ziewniciem i niebywale znudzon min przyja zamwienie na kaw i ciasteczka domowego wypieku. - Ciastka - szepna konspiracyjnie panna Bunner - s tutaj naprawd wymienite. - Bardzo zainteresowaa mnie ta liczna dziewczyna, ktr spotkaymy wczoraj, wychodzc z Little Paddocks po podwieczorku - powiedziaa panna Marple. - Podobno pracuje gdzie w ogrodzie?... A moe na roli? Nazywa si chyba Hynes?

- 72 -

- Aha! Filipa Haymes! Nasza, jak j nazywamy, lokatorka. Sympatyczna, spokojna moda osoba. Prawdziwa, rozumie droga pani, dama! - Znaam niegdy pukownika indyjskiej kawalerii. Nazywa si Haymes. Moe to jej ojciec? - Filipa nazywa si po mu Haymes, jest wdow. Jej m poleg na Sycylii czy we Woszech. Oczywicie ten pukownik mgby by jego ojcem. - Ciekawa jestem, czy czy j jaki romans z tym wysokim modym czowiekiem? - zapytaa z szelmowskim umieszkiem panna Marple. - Z Patrykiem? Nie sdz, aby... - Nie, nie! Miaam na myli wysokiego modego czowieka w okularach. Spotkaam go tu par razy. - Aa... To Edmund Swettenham... Ale, szaaa! Jego matka siedzi tam w kciku. Nie wiem. Naprawd nie wiem. Sdzi pani, e jest wielbicielem Filipy? To dziwny chopiec. Mwi czasem tak, e nic nie mona zrozumie. Podobno jest bardzo inteligentny! - zakoczya panna Bunner z wyran nut dezaprobaty. - Inteligencja to jeszcze nie wszystko. - Panna Marple pokrcia gow. - O! Jest nasza kawa. Pospna kelnerka postawia tac z oskotem. Panie jy nawzajem podsuwa sobie ciasteczka. - Z wielkim zainteresowaniem dowiedziaam si, e pani przyjania si w szkole z pann Blacklock. To znajomo stara co si zowie! - Tak. Rzeczywicie - westchna Dora Bunner. - I mao kto potrafiby odnie si do starej przyjaciki tak lojalnie jak ona. Mj Boe! Jakie to dawne czasy. Taka bya z niej liczna dziewczyna. I pena radoci ycia. Smutne to wszystko, doprawdy bardzo smutne. Panna Marple nie miaa pojcia, co jest "doprawdy bardzo smutne", westchna jednak i ze zrozumieniem pokiwaa gow. - ycie jest cikie - szepna. - Istotnie. - I trzeba mnie znosi ciki dopust - podja panna Bunner z oczyma penymi ez. - Czsto przypominaj mi si te sowa... Tyle prawdziwej cierpliwoci, prawdziwego pogodzenia si z losem. Odwaga i wytrwanie powinny znale nagrod. Wci to powtarzam. Dlatego uwaam, e nic nie jest zbyt dobre dla kochanej, zacnej panny Blacklock, a wszystko, co przypado jej w udziale... Wszystko! Byo rzetelnie zasuone. - Pienidze znakomicie uatwiaj ycie - wtrcia panna Marple, przekonana, e aluzje tamtej odnosz si do widokw przyjaciki na wielk sched. Ale te sowa skieroway pann Bunner na zupenie inny tor myli. - Pienidze! - zawoaa z gorycz. - Pani zapewne nie wie, e tylko kto, kto odczu to na wasnej skrze, naprawd zdaje sobie spraw, ile znacz pienidze, albo raczej, co to znaczy, kiedy ich brakuje. Panna Marple pokiwaa znowu siw gow ze zrozumieniem i wspczuciem. - Ludzie powiadaj nieraz - podja tamta ywo, z rozpomienion twarz - "Wol kwiaty na stole ni suty posiek bez kwiatw". Ilu jednak sutych posikw musieli sobie odmawia tacy ludzie? Nie wiedz, nie wie nikt, kto tego nie zazna, co to jest prawdziwy gd. Chleb, rozumie pani, soik pasty misnej, maleki skrawek margaryny. Tak dzie po dniu! I jak czowiek marzy o solidnej porcji misa z jarzynami! No i ndzne ubranie! Naprawia je, ceruje i wci si udzi, e tego nie wida. A kiedy szuka pracy, nieustannie syszy jedn odpowied, e jest za stary! Traci siy, traci nadziej i raz po raz wraca do punktu wyjcia, ktrym jest komorne. Komorne trzeba paci. Paci albo wyldowa na ulicy. A kiedy si zapaci, pozostaje mao, bardzo mao. Z emerytury nie sposb y dostatnio. - Tak. Rozumiem - powiedziaa cicho panna Marple i wspczujcym wzrokiem obja rozdygotan Dor Bunner. - Napisaam do Letty. Przypadkowo znalazam w gazecie jej nazwisko. Bya to wzmianka o jakim lunchu, z ktrego dochd by przeznaczony na szpital w Milchester. Zobaczyam czarno na biaym: "panna Letycja Blacklock". Przypomniay mi si dawne czasy, bo od lat, od

- 73 -

dugich lat nic o niej nie syszaam. Niegdy pracowaa jako sekretarka u tego bogacza Goedlera. Zawsze bya z niej inteligentna, zaradna dziewczyna. Z takich, co to potrafi radzi sobie w yciu. Niezbyt adna, ale rozumie pani, z charakterem. C, pomylaam, moe mnie jeszcze pamita, a to przecie jedyna na wiecie osoba, ktr mog poprosi o skromn pomoc. Kto, widzi pani, kogo si zna od wczesnej modoci, z kim kolegowao si w szkole, nie posdzi dawnej przyjaciki o to, e... e zawodowo pisuje ebrackie listy. zy napeniy znowu oczy Dory Bunner. - Wtedy Letty przyjechaa, zabraa mnie do siebie... Mwia, e bardzo jej si przyda moja pomoc w domu. Oczywicie byam zdumiona... zaskoczona, ale w gazetach czsto zdarzaj si nawet gorsze omyki. A jaka bya dobra! Pena wspczucia. I dawne lata pamitaa doskonale... Wszystko zrobiabym dla niej! Doprawdy wszystko! No i staram si, prosz pani, ale nieraz popacz jedno z drugim, bo... Bo to ju nie ta gowa co dawniej. Popeniam rne bdy i zapominam albo mwi gupstwa. Ale ona jest bardzo cierpliwa. Wyrozumiaa. I zawsze udaje, e jestem jej przydatna, naprawd przydatna. To, prosz pani, chyba najmilsza, najpoczciwsza cecha jej charakteru. Dobro w kadym calu, prawda? - Tak. To prawdziwa dobro - przyznaa ze wzruszeniem panna Marple. - I jeszcze jedno, droga pani. Od pocztku, jak tylko zamieszkaam w Little Paddocks, niepokoia mnie myl, co by si ze mn stao, gdyby co zego spotkao pann Blacklock. Czy to kiedy co wiadomo? Tyle zdarza si wypadkw. Kierowcy samochodw s dzisiaj tak nieostroni. Oczywicie nic o tym nie mwiam, ale ona musiaa domyli si sama. Pewnego dnia, nie pytana o nic, powiedziaa, e w testamencie zapisaa mi niewielk doywotni pensj, a take co, co ceni duo wyej. Cae pikne umeblowanie i urzdzenie swojego domu! Byam przejta, wzruszona... A ona powiedziaa, e tych rzeczy nikt lepiej ni ja nie uszanuje. Tak. Ja naprawd dbam o jej rzeczy. Serce mi si kraje, kiedy kto stucze jak liczn sztuk porcelany albo na blacie stou postawi mokr szklank... A ludzie, zwaszcza modzi ludzie, bywaj czsto bardzo nieostroni... Ba! Gorzej ni nieostroni! Ja, droga pani, nie jestem a taka gupia, na jak wygldam - cigna z wzruszajc prostot. - Od razu widz, jeeli kto wykorzystuje Letty. A niektrzy. .. nie wymieni nazwisk... wykorzystuj j, cign z niej korzyci. Kochana Letty, widzi pani, bywa czasami troszk, troszeczk zbyt ufna. - To wielki bd - wtrcia panna Marple. - Susznie! To wielki bd. My dwie, droga pani, znamy ten wiat, prawda? Tymczasem kochana panna Blacklock... - urwaa i bezradnie rozoya rce. Panna Marple pomylaa, e rwnie Letycja Blacklock, bya sekretarka potentata finansowego, powinna zna wiat. By moe jednak Dora Bunner zmierzaa do tego, e jej przyjacika zawsze ya w dostatku, a wic obce jej s najgbsze otchanie natury ludzkiej. - Ten Patryk! - wybuchna Dora z pasj tak nieoczekiwan, e jej suchaczka wzdrygna si nerwowo. - Wiem, wiem na pewno, e przynajmniej dwa razy wyudzi od niej pienidze. Twierdzi, e ma kopoty, popad w dugi, takie rzeczy. Ona jest zbyt hojna, a jak napomknam co o tym, powiedziaa tylko: "To mody chopak, Doro. A modo musi si wyszumie". - Hm... To poniekd prawda. Mody chopak... I bardzo przystojny. - Moe i przystojny, ale co z tego? Chtnie robi ludziom gupie kaway i, pewna jestem, za bardzo ugania si za dziewcztami. A we mnie widzi wszystko, co najkomiczniejsze. Nie rozumie chyba, e kady ma jakie swoje uczucia. - Zazwyczaj modzie bywa beztroska pod tym wzgldem - powiedziaa panna Marple. Dora Bunner pochylia si do przodu i podja pgosem, z wielce tajemnicz min. - Droga pani nie pinie o tym swka? Nikomu, prawda? Ot ja nie mog pozby si wraenia, e on macza palce w tej okropnej sprawie. Pewno zna tamtego modego Szwajcara. Albo moe Julia go znaa, co? Nie odwayam si napomkn o tym kochanej

- 74 -

Letty, lub, prawd mwic, napomknam raz, a ona porzdnie zmya mi gow. Rozumiem, oczywicie, e jej nieprzyjemnie, bo to przecie jej siostrzeniec... w kadym razie jaki kuzyn... skoro wic tamten mody Szwajcar si zastrzeli, on mgby by za to moralnie odpowiedzialny... Mgby, prawda? Jeeli, naturalnie, podmwi go do caej hecy. Bardzo mnie to wszystko niepokoi, bo, droga pani, robi si tyle haasu z powodu naoliwienia lepych drzwi... A ja widziaam... Nastpia kolejna pauza. Panna Marple zastanawiaa si przez chwil nad doborem odpowiedniego zdania. - Tak, sytuacja pani jest nieatwa - powiedziaa wreszcie. - Ma si rozumie, nie yczy sobie pani, by o czymkolwiek dowiedziaa si policja. - Wanie! - zawoaa z przejciem tamta. - Taka jestem strapiona, e po nocach spa nie mog. Bo, widzi pani, bardzo niedawno przydybaam Patryka w zarolach. Szukaam jaj, bo jedna kura niesie si, gdzie popadnie, a on by tam w zarolach i trzyma w rku pirko oraz soik... Zatuszczony soik... Jak mnie zobaczy, to wystraszy si tak, e a podskoczy. I powiada zaraz: "Zachodz wanie w gow, skd mogy wzi si tu te rzeczy". C, on ma szybki refleks. Musia wymyli to zdanie, jak tylko mnie zobaczy. Ale w jaki sposb mgby natkn si w zarolach na pirko i zatuszczony soik, gdyby nie szuka ich, nie wiedzia, e tam si znajduj? Ma si rozumie, nic mu nie powiedziaam. - Susznie - podchwycia panna Marple. - Nic nie naleao mwi. - Ale zmierzyam go spojrzeniem! Rozumie pani? Panna Bunner wycigna rk i odruchowo zacza chrupa niezbyt apetyczne ciastko ososiowego koloru. - Innego dnia - podja - syszaam bardzo dziwn rozmow midzy nim a Juli. Wygldao to na sprzeczk. Patryk mwi: "Gdybym wiedzia, e moesz mie co wsplnego z t histori!". A ona, taka spokojna i opanowana jak zawsze: "To co, miy braciszku? Co zrobiby wtedy?" Niestety, zauwayli mnie w tej chwili, bo nastpiam na desk w pododze, ktra zawsze trzeszczy. Powiedziaam: "Aha! Dzieci si kc, co?" A Patryk na to: "Tak. Przestrzegam Juli, by daa spokj z tym handlem na czarnym rynku". Pomysowy wykrt, co? Ale z pewnoci wcale nie byo mowy o czarnym rynku! Z ca pewnoci. A jeeli droga pani chce wiedzie, to jestem przekonana, e on zmajstrowa co przy lampie, aby zgasa. Bo, prosz pani, doskonale pamitam, e wtedy to bya pasterka, nie pasterz, a nastpnego dnia... Dora Bunner urwaa raptownie, jej twarz poczerwieniaa. Panna Marple podniosa wzrok i zobaczya pann Blacklock, ktra musiaa wej przed chwil, a teraz staa obok ich stolika. - Kawka i ploteczki? Co, Bunny? - zacza panna Blacklock w tonie agodnej przygany. Dzie dobry pani - zwrcia si do panny Marple. - Zimno dzi, prawda? - Tak gawdziymy sobie - podchwycia spiesznie Bunny. - Tyle obowizuje dzi rozmaitych przepisw i ogranicze, e czowiek nie wie, na jakim yje wiecie. Drzwi otworzyy si z oskotem i do kawiarni wesza szybko pani Harmon. - Dzie dobry paniom! - zawoaa. - Chyba ju troch za pno na kaw? - Nie, drogie dziecko - odpara panna Marple. - Siadaj, wypij filianeczk. - My pieszymy si do domu - powiedziaa Letycja. - Zaatwia wszystkie sprawunki, Bunny? Ton jej gosu by pobaliwy, przyjemny, lecz wzrok wyraa nadal agodn wymwk. - Tak, Letty... Tak, dzikuj . Tylko po drodze wpadn do apteki po aspiryn i plaster na odciski. Drzwi kawiarni zamkny si za nimi i w teje chwili Bueczka zapytaa: - O czym mwiycie? Starsza pani nie odpowiedziaa od razu. Poczekaa, a pani Harmon zamwi kaw, i dopiero wwczas zabraa gos: - Solidarno rodzinna to mocna wi. Wyjtkowo mocna. Pamitasz gony niegdy proces?... Nie mog przypomnie sobie nazwiska... M by oskarony o zabjstwo ony.

- 75 -

Mia poda jej trucizn w kieliszku wina. Na rozprawie sdowej crka zeznaa, e wypia poow zawartoci nalanego dla matki kieliszka. Ma si rozumie, pooya w ten sposb cay akt oskarenia. Pniej chodziy suchy... C, mogy to by bezpodstawne plotki... Chodziy suchy, e ta dziewczyna wyniosa si z domu ojca i nigdy nie przemwia do sowem. Oczywicie co innego ojciec, a co innego siostrzeniec czy jaki daleki kuzyn. Jednak nikt nie ma ochoty, by kto z jego krewnych zawisn na szubienicy. - Tak - zgodzia si Bueczka po krtkim namyle. - Na to nikt nie moe mie ochoty. Panna Marple zasiada wygodniej i podja pgosem: - Ludzie bywaj bardzo podobni do siebie. - A kogo ja ci przypominam, ciociu Jane? - Siebie sam, przede wszystkim siebie sam. Wicej, zdaje si, nikogo, z wyjtkiem moe... - Caa si zamieniam w such! - wtrcia Bueczka. - Miaam na myli, kochanie, jedn moj pokojwk. - Pokojwk? Fatalna byaby ze mnie pokojwka. - Z niej take. Nie umiaa podawa do stou. Wszystko stawiaa krzywo, noe stoowe mylia z kuchennymi, a czepeczek... To byy bardzo dawne czasy, Bueczko... Czepeczek nigdy nie lea prosto na gowie. Pani Harmon odruchowo poprawia kapelusz. - I co jeszcze? - zapytaa ciekawie. - Nie odprawiaam jej, bo bya bardzo sympatyczna i czsto pobudzaa mnie do miechu. Lubiam, jak mwia o wszystkim prosto z mostu. Pewnego dnia przysza do mnie i powiedziaa: Ja tam, prosz pani, nic nie wiem, ale Flora, prosz pani, siada cakiem tak jak kobieta zamna". I rzeczywicie! Biedna Flora znalaza si w tarapatach z winy szykownego pomocnika fryzjerskiego. Na szczcie zdyam w por i po mojej rozmowie z tym chopcem moda para wyprawia huczne wesele i byli nawet cakiem szczliwym maestwem. Flora bya przyzwoit dziewczyn, tyle e miaa sabo do szykownych modych ludzi o dentelmeskich manierach. - Ale morderstwa nie popenia, prawda? Znaczy, ciociu Jane, ta pokojwka. - Skd znowu, moja droga! Wysza za duchownego, baptyst, i ma picioro dzieci. - Jak ja! Chocia na razie poprzestaam na Edwardzie i Zuzi - powiedziaa Bueczka i dodaa po chwili: - O kim mylisz teraz, ciociu? - O rnych ludziach, Bueczko, o bardzo wielu ludziach. - Z Saint Mary Mead? - Przewanie... Prawd mwic, mylaam o pielgniarce Ellerton, kobiecie nieprzecitnych zalet. Opiekowaa si pewn starsz pani i wygldao na to, e jest bardzo przywizana do pacjentki. Starsza pani umara. Pielgniarka Ellerton dostaa pod opiek drug i ta rwnie umara. Przyczyn bya morfina. Wszystko wyszo na jaw. I, co najgorsze, nie bya w stanie zrozumie, e popeniaa zbrodnie. Mwia, e jej ofiary i tak nie mogyby y dugo, a jedna z nich miaa raka i cierpiaa okropnie. - Mylisz, ciociu Jane, e to byy zabjstwa z litoci? - Nie, nie! Nic podobnego! One zapisyway jej pienidze. Pielgniarka Ellerton, rozumiesz, bardzo lubia pienidze. By te jeden mody czowiek, marynarz z eglugi pasaerskiej, siostrzeniec pani Pusey, wacicielki sklepu papierniczego. Znosi do domu rozmaite kradzione rzeczy i prosi ciotk, by je sprzedawaa. Mwi, e kupuje to wszystko za granic. Uwierzya. A pniej, kiedy policja przysza i rozpocza dochodzenie, usiowa rozbi gow pani Pusey, eby go nie wsypaa. Pody chopak, co? A taki przystojny! Kochay si w nim dwie dziewczyny. Na jedn trwoni moc pienidzy. - Pewno na t gorsz - wtrcia pani Harmon. - Naturalnie, moja droga. Pani Cray, ta ze sklepu z wczk, bardzo kochaa swojego syna i psua go oczywicie. Chopiec popad w ze towarzystwo. Pamitasz Joan Croft, Bueczko?

- 76 -

- Chyba nie. - Mylaam, e moe zwrcia na ni uwag, kiedy bya u mnie z wizyt. Miaa zwyczaj chodzi po ulicach z cygarem albo fajk w ustach. Przypadkiem bya w naszym banku, kiedy urzdzono tam napad. Znokautowaa tego syna pani Cray i odebraa mu rewolwer. Sd wyrazi jej uznanie za odwag. Bueczka suchaa pilnie, jak gdyby uczya si na pami. - I co? - przynaglaa starsz pani. - Jednego lata bya w Saint Jean des Collis bardzo sympatyczna moda osoba. Wyjtkowo spokojna... Moe nawet nie tyle spokojna, ile milczca. Podobaa si nam wszystkim, chocia waciwie nikt nie zna jej bliej... Pniej dowiedzielimy si, e jej m by faszerzem pienidzy. Wiedziaa o tym i czua si wyobcowana, rozumiesz? Podobno nawet cierpiaa na zaburzenia umysowe. Czasem tak bywa od zmartwie. - A moe wiesz co, ciociu Jane, o pukownikach, ktrzy suyli w Indiach? - Ma si rozumie, kochanie! By taki major Vaughan, a take pukownik Wright. O nich nie mog powiedzie nic zego. Pamitam jednak, e pan Hodgson, dyrektor banku, wybra si w podr morsk i gdzie za granic polubi mod osob, ktra mogaby by jego crk. Rzecz oczywista, tylko tyle o niej wiedzia, ile powiedziaa mu sama. - A to nie bya prawda? - Nie, moja droga. To nie bya prawda. - Nieze historyjki! - powiedziaa Bueczka i ja liczy ludzi na palcach. - Tu mamy wiern Dor, przystojnego Patryka, pani Swettenham z jej Edmundem i Filip Haymes, i pukownika Easterbrooka z maonk... Jeeli zapytasz mnie, ciociu Jane, to powiem, e twoja aluzja do niej bya absolutnie trafna... Tyle e nie widz powodu, dla ktrego chciaaby umierci Letycj Blacklock. - Panna Blacklock mogaby oczywicie wiedzie o niej co, co, jej zdaniem, nie powinno ujrze wiata dziennego. - Nie! To dta historia w stylu starowieckiego romansida. - Niezupenie. Ty, Bueczko, naleysz do osb nie dbajcych o to, co myl o nich inni. - Rozumiem, ciociu Jane, do czego zmierzasz. Jeeli komu byo le, a potem ten kto, jak bezpaski kot, znalaz przytulny dom i ciep rk, co gaszcze, i mietank, i mwi si do niego "liczne kocitko"... C, taki kto gotw byby na wszystko, aby stan ten utrzyma... Musz powiedzie, ciociu, e zaprezentowaa mi pen galeri typw ludzkich. - Chyba niezupenie pen, Bueczko. - Naprawd?... Kogo brakowao? Aha, Julii! Dobra wiara Julii te budzi wtpliwoci? - Trzy szylingi sze pensw - zabrzmia gos pospnej kelnerki, ktra wyonia si nagle z mroku. - I, prosz pani - podja dziewczyna, a jej biust zafalowa pod girland bawatkw chciaabym wiedzie, czemu to pani pastorowa powiedziaa, e moja dobra wiara budzi wtpliwoci. Mam ciotk, ktra przystaa do jednej takiej sekty, ale sama byam zawsze wierzca i nale do kocioa anglikaskiego. Mgby to potwierdzi nieboszczyk proboszcz, wielebny Hopkinson. - Bardzo mi przykro - powiedziaa pani Harmon - e dotknam pani. Ale mwiam o kim zupenie innym. Nie wiedziaam nawet, e pani te na imi Julia. - Ha! Zbieg okolicznoci! - Pospna kelnerka rozpogodzia si troch. - Przepraszam, ale jak uchwyciam swoje imi, zaczam sucha. To cakiem zgodne z ludzk natur, prawda? Sucha, kiedy inni mwi co o czowieku? Zainkasowaa naleno wraz z napiwkiem i odesza. - Ciociu Jane, czemu jeste taka przygnbiona? Powiedz - odezwaa si po chwili Bueczka. - Nie... To niepodobiestwo. To nie miaoby sensu... - Co, ciociu Jane?

- 77 -

- Mniejsza o to, kochanie. - Czy wiesz na pewno, czy te wydaje ci si, e wiesz, kto popeni morderstwo. Kto to, ciociu? - Nie mam pojcia - odrzeka panna Marple. - Co zawitao mi w gowie, ale wnet umkno. Nie, moja droga. Nie wiem, kto to. A chciaabym wiedzie. Czas nagli, straszliwie nagli. - Czas nagli? Jak to? - Starsza dama ze Szkocji moe umrze kadej chwili. Bueczka szeroko otworzya oczy. - Wic ty naprawd wierzysz w Fipa i Emm? Sdzisz, e to oni, e mog podj nastpn prb? - Oczywicie. Podejm nastpn prb, jeeli to oni prbowali po raz pierwszy. Skoro kto decyduje si na morderstwo, nie daje zwykle za wygran tylko dlatego, e nie powiodo mu si na pocztku. Zwaszcza gdy ten kto ma logiczne przesanki, by sdzi, e nie jest podejrzany. - Jeeli jednak dziaaj Fip i Emma - powiedziaa Bueczka - mog by nimi tylko dwie osoby. Patryk i Julia! S rodzestwem i tylko oni odpowiadaj wiekiem tamtym blinitom. - Zechciej zrozumie, moja droga, e sprawa nie przedstawia si a tak prosto. Bywaj przerne powizania. Moe to by ona Fipa czy te m Emmy. Ich matk mona rwnie uwaa za stron zainteresowan, jakkolwiek nie dziedziczy nic bezporednio. Letty Blacklock nie poznaaby obecnie tej Soni. Wszystkie panie w starszym wieku s do siebie podobne. Syszaa moe o pani Wotherspoon, ktra odbieraa emerytur wasn i pani Bartlett, chocia pani Bartlett od lat nie ya? Zreszt panna Blacklock jest krtkowzroczna. Zauwaya chyba, jak mruy oczy, kiedy patrzy na ludzi? yje rwnie ojciec Fipa i Emmy, podobno jaki szubrawiec. - Przecie to cudzoziemiec! - Z pochodzenia. Nie ma powodu mniema, e mwi aman angielszczyzn i zamaszycie gestykuluje rkami... Sdz, e nie gorzej ni ktokolwiek inny potrafiby odgrywa rol emerytowanego pukownika z Indii. - Mylisz, ciociu Jane, e to on? - Nie. Wcale nie myl. Bior tylko pod rozwag, e w gr wchodz grube pienidze, bardzo grube pienidze. I wiem, niestety, do czego zdolni s ludzie, gdy chodzi o grube pienidze. - Tak... Zapewne... Ale takie pienidze nie przynosz im szczcia, prawda? - Susznie. Zazwyczaj jednak nie zdaj sobie z tego sprawy. Bueczka umiechna si na swj sposb - poczciwie i troch po szelmowsku. - Rozumiem ciociu, do czego zmierzasz... Kady spord tych ludzi liczy, e z nim bdzie zupenie inaczej. I ja czuj co podobnego nawet w odniesieniu do samej siebie. Czowiek zaczyna wmawia sobie, e za zdobyte pienidze uczyni wiele dobrego... Fundacje dobroczynne, domy dla sierot czy opuszczonych matek... Urocza siedziba dla starych kobiet, ktre ciko pracoway, zaoona gdzie za granic. Twarz pani Harmon spochmurniaa. Jej ciemne oczy przybray tragiczny wyraz. - Wiem, co mylisz teraz, ciociu Jane - podja. - Mylisz, e ze mnie byaby najgorsza zbrodniarka, bo potrafiabym okamywa sam siebie. Jeeli kto pragnie pienidzy dla samolubnych celw, to chocia wie, jaki jest naprawd. Jeeli jednak kto zacznie w siebie wmawia, e pragnie ich dla dobra innych, moe wycign ostateczny wniosek, e w gruncie rzeczy morderstwo to nic zego. Ale ja - zawoaa i wzrok jej pojania - ja za nic nie zabiabym nikogo. Nawet gdyby to by kto bardzo stary lub beznadziejnie chory, lub taki, co wyrzdza wiele krzywd innym. Nie zabiabym szantaysty ani najbardziej krwioerczej bestii. - Troskliwie wyowia much z fusw po kawie i uoya j na stoliku, by obescha. - Bo, ciociu, ludzie pragn y, prawda? Tak samo muchy. Kady ceni sobie ycie... i zgrzybiay, i cierpicy, i taki, co porusza si z trudem. Julian powiada, e tacy boj si mierci jeszcze bardziej ni modzi i w peni si. Trudniej im umiera - powiada Julian - gdy cisz tocz

- 78 -

walk o ycie. Ja take kocham ycie, nie dlatego nawet, by by szczliw, radowa si, bawi. Po prostu, ciociu Jane, chc chodzi, porusza si, myle, odczuwa wszystko, co mnie otacza. Ostronie dmuchna na much, ktra poruszya nkami i odleciaa, zataczajc si jak pijana. - Nie martw si, kochana ciociu - powiedziaa. - Ja nigdy nikogo nie zabij.

- 79 -

ROZDZIA CZTER ASTY


WYCIECZKA W CZAS PRZESZY

Po nocy w pocigu inspektor Craddock wysiad na maej stacyjce w grzystej czci Szkocji. W pierwszej chwili by nieco zdziwiony, e bogata i ciko chora pani Goedler wybraa ten szkocki partykularz, majc do dyspozycji dom w eleganckiej dzielnicy Londynu, posiado ziemsk w hrabstwie Hamp bd will na poudniu Francji. Niewtpliwie jest tu odcita od znajomych i rozrywek. Musi odczuwa samotno, jeeli nie jest a tak chora, e nie zdaje sobie sprawy z tego, co si wok: dzieje. Przed budynkiem stacyjnym oczekiwa samochd ogromny starowiecki daimler z kierowc w podeszym wieku. Ranek by pikny, soneczny, wic inspektor delektowa si trzydziestokilometrow przejadk, ale przez cay czas nie mg si nadziwi, e mona gustowa w takim odosobnieniu. Spraw wyjania zdawkowa rozmowa z kierowc. - To jest jej dom rodzinny z lat dziecinnych. Bo widzi pan, pani Goedler jest ostatnia z rodu. I ona, i pan Goedler czuli si tutaj dobrze, lepiej ni gdzie indziej. Tyle e on nieczsto mg wyrwa si z Londynu. Ale jak ju tutaj przyjechali, byli weseli i szczliwi jak dzieci. Na widok szarych murw starego dworu Craddock pomyla, e czas szybko umyka. Zosta powitany przez wiekowego kamerdynera, a nastpnie - ogolony i wykpany -zszed do pokoju, gdzie na ogromnym kominku pon ogie i nakryte byo do niadania. Gdy skoczy je, wesza do pokoju kobieta w rednim wieku, o sympatycznej powierzchownoci i pewnym siebie sposobie bycia. Miaa na sobie ubir pielgniarki i przedstawia si jako siostra McClelland. - Przygotowaam pacjentk na paskie przybycie, inspektorze, i wanie pana oczekuje. - Zrobi wszystko, by jej zbytnio nie zmczy - obieca. - Winnam uprzedzi pana, jak bdzie wygldaa rozmowa. Zobaczy pan pani Goedler w stanie na pozr normalnym. Bdzie mwi z przyjemnoci i swad, a pniej, nieoczekiwanie, opuszcz j siy. Wtedy musi pan zaraz odej i posa po mnie. Pani Goeder pozostaje stale pod wpywem morfiny i przewanie drzemie. Przed pask wizyt podaam jej silnie dziaajcy rodek pobudzajcy. Gdy minie jego dziaanie, nastpi reakcja i pacjentka popadnie znowu w stan pwiadomoci. - Rozumiem, siostro, i dzikuj. Czy nie naruszajc tajemnicy zawodowej, moe mi pani powiedzie, jak waciwie przedstawia si stan zdrowia pani Goedler? - To, panie inspektorze, kobieta umierajca. Przy yciu da si j utrzyma nie duej ni par tygodni. Zapewne zdziwi si pan, gdy powiem, e powinna umrze przed wieloma laty, ale tak jest naprawd, panie inspektorze. Nie zgasa dotd tylko dziki niezwykemu umiowaniu i radoci ycia. To rwnie brzmi dziwnie w odniesieniu do osoby, ktra od niepamitnych czasw jest ciko chora, a w cigu ostatnich pitnastu lat nie opuszczaa domu. Ale i to jest prawd, inspektorze. Pani Goedler zawsze bya sabowita, lecz wol ycia zachowaa w niezwykym stopniu - powiedziaa siostra i zaraz dodaa z umiechem: - Przekona si pan, e to pena uroku starsza pani. Craddock zosta wprowadzony do przestronnej sypialni, gdzie na kominku pon suty ogie, a na wielkim ou z baldachimem spoczywaa sdziwa dama. Bya tylko o siedem lub osiem lat starsza od Letycji Blacklock, lecz bya tak drobna i tak wymizerowana, e wygldaa na zgrzybia staruszk.

- 80 -

Siwe wosy miaa starannie uoone, a lizeska z blado-niebieskiej weny otulaa jej ramiona. Twarz poorana zmarszczkami miaa wyraz blu, ale take agodnoci i sodyczy, a w wyblakych bkitnych oczach Craddock dostrzeg, ku swemu zdumieniu, figlarne ogniki. - Interesujce wydarzenie - rozpocza. - Nieczsto miewam wizyty policji. Podobno Letycja Blacklock nie poniosa wikszego szwanku przy tym zamachu na jej ycie. Jake si miewa moja kochana Blackie? - Zupenie dobrze, prosz pani. Przesya pani wiele serdecznoci. - Dawno jej nie widziaam... Od wielu lat poprzestajemy na yczeniach noworocznych. Kiedy wrcia do Anglii po mierci Charlotty, prosiam, aby mnie odwiedzia. Odpowiedziaa, e po tak wielu latach spotkanie byoby bolesne... C, chyba miaa racj. Nigdy nie brakowao jej zdrowego rozsdku. Mniej wicej rok temu zoya mi wizyt dawna koleanka szkolna i... mj Boe! - umiechna si pogodnie - miertelnie zanudzaymy si nawzajem. Po wyczerpaniu wszystkich "Czy pamitasz?" nie byo nic wicej do powiedzenia. Kopotliwa sytuacja, prawda? Craddock pozwoli, by chora mwia, i na razie nie zadawa pyta. Chcia cofn si w czas przeszy, zrozumie charakter zwizkw midzy Goedlerami a Letycja Blacklock. - Przypuszczam - cigna domylnie Bella - e zechce mnie pan zapyta o pienidze. Ot Randall zostawi doywocie mnie, a po mojej mierci cay majtek Blackie. Oczywicie w gowie mu nie postao, e mog go przey. Taki by silny, zdrowy. Ni dnia nie chorowa! A ja? Istny zlepek blw, dolegliwoci, utyskiwa! No i lekarze wci kiwali nade mn gowami, robili aosne miny. - Sdz, prosz pani, e utyskiwania to niewaciwe sowo - powiedzia Craddock. Starsza dama parskna miechem. - Nie miaam na myli adnego biadolenia. Nigdy nie rozczulaam si zbytnio nad sob. Ale wydawao si oczywiste, e taki jak ja sabeusz musi wyprzedzi Randalla. No i stao si inaczej... - Dlaczego pani maonek rozporzdzi majtkiem w taki wanie sposb? - Dlaczego Blackie uczyni spadkobierczyni? O to panu chodzi? Nie z przyczyn, jakie pan zapewne podejrzewa. - Figlarne ogniki w oczach Belli zabysy szczeglnie wyranie. - Jakie robaczywe myli miewacie wy, policjanci! Randall nie romansowa nigdy z Letycj, a jej rwnie nie byy w gowie takie rzeczy. To naprawd mski umys, wolny od kobiecej czuostkowoci, kobiecych sabostek. Wtpi, czy kiedykolwiek bya w nim zakochana. Nigdy nie odznaczaa si urod, a o stroje kompletnie nie dbaa. Malowaa si troch, ulegajc powszechnie przyjtemu zwyczajowi. Nie dlatego, by wyglda adniej. Nigdy nie wiedziaa, jak to mio i zabawnie by kobiet - dodaa pani Goedler tonem yczliwego wspczucia. Craddock spojrza ciekawie na wt posta w olbrzymim ou. "Bella Goedler - pomyla - z pewnoci wiedziaa, wie dotd, jak to mio i zabawnie by kobiet". Spojrzaa na figlarnie. - By mczyzn to straszna nuda. Tak mi si zawsze wydawao. Po chwili zastanowienia dodaa: - Randall widzia w Blackie jak gdyby modszego wsplnika. Polega na jej sdach. Z reguy susznych sdach. Widzi pan, ona niejednokrotnie ratowaa go z opaw. - Wiem od panny Blacklock, e raz pomoga finansowo pani maonkowi. - Tak. Ale nie tylko to mam na myli. Teraz, po tylu latach, wolno ju mwi prawd. Randall nie dostrzega rnic midzy uczciwoci a nieuczciwoci. Mia mao wraliwe sumienie. Kochane biedaczysko nie rozumia, co to jest spryt, a co zwyczajne szelmostwo. Blackie prostowaa jego cieki. Bo ona bya zawsze absolutnie i bez kompromisu prostolinijna. Za nic nie popeniaby czego w swoim pojciu nieuczciwego. To szlachetny charakter, inspektorze. Zawsze j podziwiaam. Blackie i jej siostra miay straszne dziecistwo... I wczesn modo. Ich ojciec - prowincjonalny lekarz starej daty, tpy i zacofany - by tyranem domowym w cisym tego sowa znaczeniu. Letycj wyzwolia si jako. Przyjechaa

- 81 -

do Londynu i tam ukoczya kursy dla ksigowych. Druga siostra bya ciko chora. Miaa jakie widoczne kalectwo, wic nie ogldaa ludzi i prawie nie wychodzia z domu. Dlatego wanie zaraz po mierci ojca Letycj rzucia wszystko, by wrci do rodzinnego domu i zaopiekowa si Charlott. Randall szala ze zoci, ale to nie zdao si na nic. Letycj musiaa uczyni to, co poczytywaa za swj obowizek. Nie sposb byo na ni wpyn. - Jak dawno przed mierci pani maonka nastpio to rozstanie? - Jakie dwa lata. Randall sporzdzi testament wczeniej i nie zmieni go nigdy. Powiedzia mi wtedy... Kiedy, rozumie pan, bya mowa o jego ostatniej woli... "Nie mamy nikogo na wiecie... Nasz synek umar w drugim roku ycia... Nie mamy nikogo na wiecie, wic po naszej mierci niech Blackie dostanie pienidze. Bdzie gra na giedzie i w jej rkach majtek nie pjdzie na marne". Bo widzi pan - cigna - dla niego robienie pienidzy byo gr, za ktr przepada. Nie tyle zaleao mu na samych pienidzach, ile na przygodzie, ryzyku, hazardzie. Blackie przepadaa za tym rwnie. I ona miaa awanturniczego ducha i podobne zamiowania. Biedaczka nigdy nie zaznaa prawdziwych uciech... Nie kochaa si, nie wodzia za nos mczyzn, nie drania ich, nie miaa wasnego domu i dzieci. Dziwne wydao si Craddockowi to szczere wspczucie i pobaliwa wzgarda starej kobiety, ktra chorowaa przez cae ycie, stracia jedyne dziecko, stracia ma, w samotnoci spdza wdowiestwo i od lat jest przykuta do ka. Umiechna si do i pokiwaa gow. - Wiem, co pan myli - rzeka. - Ja miaam wszystko, dla czego warto y. Utraciam to, prawda, ale w swoim czasie miaam. Jako moda dziewczyna byam adna i wesoa. Polubiam ukochanego mczyzn, ktry kocha mnie czule do koca swojego ycia. Mj synek umar, ale miaam go przecie przez dwa bezcenne lata. Czsto cierpiaam fizycznie, ale, widzi pan, kto, kto tak cierpi, wie, jak ceni cudowne godziny, w czasie ktrych ble ustpuj. No i zawsze, zawsze wszyscy odnosili si do mnie bardzo yczliwie. Tak! W gruncie rzeczy byam i jestem kobiet naprawd szczliw. Inspektor skorzysta z pauzy i powrci do poprzednio poruszonej kwestii. - Wspomniaa pani przed chwil - powiedzia - e maonek pani zapisa cay majtek pannie Blacklock, poniewa nie mia nikogo bliskiego. To niezupenie zgadza si z prawd. Mia przecie siostr. - Tak, mia siostr, Soni. Ale pornili si przed wieloma laty i nastpio kompletne zerwanie. - Pan Goedler by przeciwnikiem maestwa siostry? - Tak, Sonia wysza za... Jake on si nazywa? - Stamfordis. - Aha! Dymitr Stamfordis. Randall uwaa go od pocztku za szubrawca. Nie znosili si, patrze na siebie nie mogli. Ale Sonia bya na mier zakochana i nic nie mogo jej odwie od maestwa. Nigdy nie mogam zrozumie, przyznaj otwarcie, pretensji do niej z tego powodu. Mczyni hoduj cudacznym pogldom w tych kwestiach. Sonia nie bya przecie podlotkiem. Miaa dwadziecia pi lat i dobrze wiedziaa, czego chce i co robi. On by szubrawcem. Tak! Rzeczywicie by szubrawcem. Podobno figurowa w policyjnych rejestrach, a Randall twierdzi, e Stamfordis to jego przybrane nazwisko. Sonia wiedziaa o tym wszystkim. Ma si rozumie, Randall nie potrafi dostrzec sedna sprawy. Ot Dymitr by mczyzn niesychanie pocigajcym dla kobiet, no i kocha Soni tak samo po wariacku, jak ona jego. Tymczasem Randall uparcie dowodzi, e z jego strony to zwizek dla pienidzy, co oczywicie nie zgadzao si z prawd. Sonia, widzi pan, bya naprawd bardzo adna i miaa ogromny temperament. Gdyby maestwo byo nieudane, gdyby Dymitr zdradza j lub niedobrze traktowa, odeszaby od niego i ca histori spisaa na straty. Bya bogata, wic moga urzdzi sobie ycie tak, jak chciaa. - Rodzestwo nie pogodzio si pniej?

- 82 -

- Nie. Sonia i Randall nigdy nie zgadzali si najlepiej. Ona odczua bolenie sprzeciw brata wobec jej maestwa. Powiedziaa: "Doskonale! Z tob niepodobna wytrzyma. Koniec! Wicej nie odezw si do ciebie". - Ale odezwaa si do pani, prawda? - Tak - odpowiedziaa Bella z umiechem. - Napisaa do mnie w jakie ptora roku po lubie. List by wysany z Budapesztu, lecz Sonia nie podaa swojego adresu. Prosia, abym poinformowaa Randalla, e jest bardzo szczliwa i niedawno na wiat wydaa blinita. - Wymienia ich imiona? - Tak - umiechna si znowu. - Pisaa, e pord odby si o pnocy, a dzieciom chce da imiona Fip i Emma. Oczywicie mg to by tylko art. - Pniej nic pani o niej nie syszaa? - W licie z Budapesztu pisaa, e z mem i blinitami wybiera si na krtki pobyt do Ameryki. Wicej nie daa znaku ycia. - Zapewne nie zachowaa pani tamtego listu? - Nie... Chyba nie... Przeczytaam go mowi, a on burkn tylko: "Poauje kiedy, e wydaa si za takiego ajdaka". Pniej nie wracalimy do tej sprawy. Po prostu zapomnielimy o Soni. Znikna z naszego ycia. - Mimo to jednak pan Goedler zapisa cay majtek jej potomstwu, w razie gdyby panna Blacklock zmara wczeniej ni pani. - Sama skoniam go do tego. Zawiadomi mnie o projektowanej treci swojego testamentu, ja za powiedziaam: "A przypumy, e Blackie umrze wczeniej ni ja?". Zrobi zdumion min, wic mwiam dalej: "Oczywicie! Wiem, co mylisz. Blackie jest zdrowa jak ko, a ja nieustannie kwkam. Ale widzisz, zdarzaj si nieszczliwe wypadki, a take... Znasz powiedzonko o skrzypicym drzewie?". A on na to: "Nie widz nikogo, absolutnie nikogo". Jest Sonia" - doradziam. "Tak! eby ten szubrawiec pooy ap na pienidzach! Niedoczekanie jego!" Powiedziaam wtedy: "S dzieci, Fip i Emma, a obecnie moe by ich znacznie wicej". Zyma si troch, ale postpi tak, jak sobie yczyam. - Od tamtej pory do dzi dnia nie miaa pani adnych wiadomoci o szwagierce czy te jej dzieciach? - Nie... Mog ju nie y... Mog by w rnych miejscach... "Na przykad w Chipping Cleghorn" - pomyla Craddock. Wyda si mogo, e Bella Goedler czyta w jego mylach, gdy spojrzaa na z przestrachem. - Byle tylko nie skrzywdzili Blackie - powiedziaa. - Pan nie pozwoli... Prawda?... Blackie jest dobra, naprawd dobra, niechaj nie... Gos jej si zaama. Dokoa oczu i ust pojawiy si nagle szare cienie. - Jest pani zmczona - szepn inspektor. - Ju pjd. Skina gow. - Zmczona?... Tak... I prosz przysa siostr. - Z wysikiem poruszya rk. - Niech pan pilnuje Blackie... Nic zego nie powinno jej spotka... Niech pan pilnuje... - Zrobi wszystko, co w mojej mocy - odrzek. - Zapewniam pani. Wsta i ruszy w kierunku drzwi, a niky gos pody jego ladem. - Ju niedugo... Pki nie umr... Grozi niebezpieczestwo... Niech pan pilnuje... W drzwiach min si z siostr McClelland. - Mam nadziej, e nie zaszkodzia jej rozmowa ze mn - powiedzia niepewnie. - O nie! Przecie uprzedziam pana, e ona osabnie nagle. - O jedno nie zdyem zapyta pani Goedler - powiedzia Craddock, rozmawiajc pniej z pielgniark. - Czy ma jakie stare fotografie? Jeeli tak, to zapewne... - Obawiam si - przerwaa mu - e nic takiego nie ma. Na pocztku wojny wszystkie jej osobiste papiery zostay oddane na przechowanie wraz z caym umeblowaniem i urzdzeniem londyskiego domu. W tym czasie pani Goedler bya chora, wydawao si, e beznadziejnie.

- 83 -

Pniej magazyn zosta zbombardowany. Pani Goedler martwia si bardzo z powodu utraty wielu cennych pamitek i rodzinnych dokumentw. Obawiam si, e nic z tych rzeczy nie ocalao. "A wic nic z tego" - pomyla inspektor. Jednake czu, e jego podr nie posza na marne. Okazao si, e bliniaki - Fip i Emma nie s jedynie widmami. Mamy brata i siostr, ktrzy dorastali gdzie w Europie - medytowa - Sonia Goedler bya bogata w tym czasie, kiedy wychodzia za m. Ale pienidze w Europie... W czasie wojny mogy sta si z nimi rne rzeczy. Fip i Emma, dzieci ojca z kryminaln przeszoci? A gdyby tak przyjechali do Anglii, jak to si mawia, bez pensa? Jakie podjli by kroki? Zaczliby zbiera wiadomoci o bogatych krewnych. Ich wuj, milioner, ju nie y. Zapewne wic chcieliby sprawdzi, jak wyglda jego ostatnia wola. Moe co nieco przypada w udziale im bd ich matce? Wobec tego poszliby do archiwum akt notarialnych w Somerset Hause, zapoznaliby si z treci testamentu i wtedy najprawdopodobniej dowiedzieliby si o istnieniu Letycji Blacklock. Pniej zdobyliby zapewne informacje na temat wdowy po Randallu Goedlerze. Jakie byyby to informacje? Jest ciko chora, mieszka w szkockiej samotni, ma przed sob niewiele miesicy ycia. Jeeli Letycja Blacklock umrze przed Bell Goedler, im, nie komu innemu, przypadnie kolosalny majtek. Co dalej? Oczywicie nie pojechaliby do Szkocji, lecz wybadali, gdzie zamieszkuje obecnie Letycja Blacklock. Tam si wybior, ma si rozumie, jednak nie jako Fip i Emma. Mog by razem... Moe by tylko jedno z nich... Emma? Zadziwiajca historia... Fip i Emma... Niech mnie kule bij, jeeli nie ma obecnie w Chipping Cleghorn brata lub siostry, czy te obydwojga naraz!

- 84 -

ROZDZIA PIT ASTY


ROZKOSZ A MIER
1 W kuchni Little Paddock panna Blacklock wydawaa polecenia Mitzi. - Bd kanapki z sardynkami, a take z pomidorami. I te ciasteczka, ktre pieczesz tak wybornie. Chciaabym rwnie mie ten specjalny rodzaj ciasta... - O, tyle tego! Bdzie przyjcie, co? - Urodzinowe przyjcie panny Bunner. Naley si spodziewa kilku osb. - W tym wieku nie powinna wyprawia urodzin. Lepiej zapomnie o takiej dacie. - Panna Bunner nie chce zapomnie. Kilkoro przyjaci wystpio ju z prezentami. Wypada podj ich i... I z pewnoci bdzie bardzo mio. - Co podobnego mwia pani tamtym razem... I co si stao? - Dzisiaj nic si nie stanie. - Skd pani wie? W tym domu wszystko moliwe. Ja za dnia trzs si wci ze strachu, a wieczorem zamykam na klucz drzwi mojego pokoju i zagldam do szafy, czy tam si kto przypadkiem nie schowa. - Wic powinna czu si pewnie i bezpiecznie - rzucia chodno panna Blacklock. - Czy pani chce, ebym zrobia ten... - Mitzi wydaa dwik, ktry dla angielskiego ucha pani domu zabrzmia mniej wicej jak "szwistbrz", a jednoczenie mia w sobie co z prychania zagniewanych kotw. - Tak. Dobre ciasto, z rnymi dodatkami. - Aha! Dobre! Z rnymi dodatkami! Ale ja nic z tego nie mam. Nic na to nie poradz, prosz pani. Potrzebne byyby rodzynki i czekolada, i cukier, i duo, duo masa. - Mamy puszk masa przysan z Ameryki. Troch rodzynek, ktre chowalimy na Boe Narodzenie. A oto tabliczka czekolady i funt cukru. Mitzi umiechna si promiennie. - Oo! Zrobi dobre ciasto. Z dodatkami! W ustach si bdzie rozpywa! - zawoaa radonie Mitzi. - Przybior to czekoladowym lukrem... Umiem robi czekoladowy lukier! Bdzie te napis: "Najlepsze yczenia" Ha! Ci Anglicy, co piek ciastka jak piasek, nigdy, nigdy nie kosztowali czego podobnego! Rozkoszne... bd mwili... Rozkoszne... Twarz Mitzi spochmurniaa nagle. - Pan Patryk nazywa moje specjalne ciasto Rozkoszna mier. Nie chc! Nie chc, eby tak to nazywa. - Przecie to wyraz uznania - powiedziaa panna Blacklock. - To znaczy, e po zjedzeniu takich delicji mona bez alu umrze. Mitzi spojrzaa na ni podejrzliwie. - Wcale nie podoba mi si sam wyraz "mier". Nikt nie umrze dlatego, e jad moje ciasto. Nie! Kady musi si czu po nim lepiej. - Jestem pewna, e wszyscy bdziemy si czuli doskonale. Z tymi sowy pani domu odwrcia si i z westchnieniem ulgi wysza z kuchni. Powiodo si! A przecie z Mitzi nigdy nic nie wiadomo. Tu za drzwiami natkna si na Dor. - O, Letty, chcesz, ebym posza do kuchni i pokazaa Mitzi, jak przygotowuje si kanapki?

- 85 -

- Nie - odpara Letty i stanowczym gestem skierowaa przyjacik do holu. - Mitzi jest w dobrym humorze. Nie trzeba jej denerwowa. - Mogabym jej pokaza... - Nic nie pokaesz... Prosz ci, daj spokj, Doro. Cudzoziemcy nie cierpi, by im cokolwiek pokazywa. Rozumiesz? Dora spojrzaa podejrzliwie na przyjacik. Pniej rozpromienia si nieoczekiwanie. - Dopiero co dzwoni Edmund Swettenham. Z okazji urodzin yczy mi wszystkiego najlepszego i obieca, e po poudniu przyniesie mi prezent. Soik miodu! Jaki miy, prawda? Ale skd on wie, e to dzi moje urodziny? - Chyba wszyscy wiedz. Musiaa, Doro, duo mwi na ten temat. - C... Napomknam tylko, e dzisiaj kocz pidziesit dziewi lat, wic... - Koczysz szedziesit cztery - skorygowaa z umiechem przyjacika. - A panna Hinchliffe powiedziaa - cigna Bunny - e wcale nie wygldam na tyle. "A ile ja mam lat? Jak pani si zdaje?" - zapytaa pniej i to byo bardzo kopotliwe pytanie. Panna Hinchliffe wyglda zawsze tak cudacznie, e... e moe by w kadym wieku! Aha! Mwia te, e przyniesie mi kilka jajek, bo powiedziaam jej, e nasze kury ostatnio nios si sabo. - Niele wychodzimy na twoich urodzinach, Bunny! Mid, jaja, wspaniae pudo czekoladek od Julii. - Nie mam pojcia, gdzie Julia kupuje takie rzeczy. - Lepiej nie pyta. Jej metody musz by niezgodne z prawem. - A od ciebie, Letty, cudowna broszka! - zawoaa panna Bunner i spojrzaa z dum na swj biust, udekorowany zotym listkiem z brylancikami. - Podoba ci si? To dobrze. Ja nie dbam nigdy o byskotki. - Jestem zachwycona! - To dobrze. A teraz chodmy nakarmi kaczki.

2 - Ha! - zawoa Patryk dramatycznym tonem, gdy gocie zasiedli przy okrgym stole w jadalni. - Co ja widz? To Rozkoszna mier! - Ciszej! Mitzi moe usysze! - skarcia go panna Blacklock. - Bardzo jej si nie podoba ta twoja nazwa. - Ale to przecie Rozkoszna mier. Urodzinowy tort Bunny. - Tak! O tak! - zawoaa Dora Bunner. - Mam dzi wspaniae urodziny! Cudowne! Bya rozpromieniona, zachwycona - zwaszcza od chwili gdy pukownik Easterbrook wrczy jej pudeko cukierkw ze sowami: - Oto sodycze dla uosobienia sodyczy! W tym momencie Julia spiesznie odwrcia gow, a ciocia Letty zgromia j wzrokiem. Cae towarzystwo oddao sprawiedliwo licznym smakoykom i po paru toastach wstao od stou. - Troch niedobrze mi po tym ciecie - powiedziaa Julia. - Tak samo czuam si poprzednim razem. - Warto byo! - podchwyci Patryk. - Ma pani nowego ogrodnika? - zapytaa gospodyni panna Hinchliffe, kiedy wszyscy wrcili do salonu. - Nie. Czemu pani pyta? - Widziaam mczyzn krccego si koo domu. Cakiem przyjemnie wyglda. Po wojskowemu. - Aha! - wtrcia Julia. - To nasz detektyw. Pani Easterbrook upucia torebk.

- 86 -

- Detektyw? Po co pastwu detektyw? - Nie wiem - odpowiedziaa Julia. Wszy dokoa i podobno ma na oku dom. Zapewne czuwa nad bezpieczestwem cioci Letty. - Nonsens! - obruszya si panna Blacklock. - Sama potrafi czuwa nad swoim bezpieczestwem. - Jest ju przecie po wszystkim! - zawoaa pani Easterbrook. - Chocia chciaam wanie zapyta pani, czemu odroczono rozpraw ledcz? - Policja nie jest zadowolona - odpowiedzia pukownik. - O to wanie chodzi. - Ale dlaczego policja nie jest zadowolona? Pukownik Easterbrook pokiwa gow z min czowieka, ktry mgby powiedzie znacznie wicej, gdyby zechcia. Edmund Swettenham, ktry nie lubi starego wojaka, skorzysta ze sposobnoci. - Bo szczerze mwic, wszyscy jestemy podejrzani - powiedzia. - Podejrzani? Ale o co? - zapytaa znw pani Easterbrook. - Mniejsza z tym, kocitko - podchwyci jej maonek. - O to - zabra gos Edmund - e myszkujemy w okrelonym celu. A naszym celem jest morderstwo przy pierwszej nadarzajcej si okazji. - Prosz nie opowiada takich rzeczy! - Dora Bunner bya bliska paczu. - Jestem pewna, absolutnie pewna, e nikt z nas nie chce zabi ukochanej, dobrej Letty! Nastpia chwila przykrego zakopotania. Edmund Swettenham zarumieni si mocno, wybka: - Ja... To przecie arty. Filipa powiedziaa czystym, dwicznym gosem, e dochodzi szsta, wic warto by posucha dziennika radiowego. Propozycja zostaa skwapliwie przyjta, a Patryk szepn Julii: - Brak tylko pani Harmon. Zaraz rbnaby prosto z mostu: "A mnie si jednak zdaje, e kto nadal szuka sposobnoci, by zamordowa pann Blacklock". - Zadowolona jestem, e ona i ta jej panna Marple nie skorzystay z zaproszenia - powiedziaa Julia. - Ta stara wszdzie wtyka swj nos i ma okropnie robaczywe myli. Typowa kumoszka z epoki wiktoriaskiej. Wysuchano dziennika radiowego, ktry sprowokowa mi pogawdk o okropnociach wojny atomowej. Nastpnie towarzystwo rozeszo si, obsypujc gospodynie serdecznymi podzikowaniami. - Kontenta jeste, Bunny? Bawia si dobrze? - zapytaa panna Blacklock po wyprawieniu ostatniego gocia. - Cudownie! Doskonale! Tylko mam okropn migren. Pewno to z podniecenia. - Albo z powodu wspaniaego ciasta - powiedzia Patryk. - Sam czuj troch wtrob. No i, Bunny, od rana chrupie pani czekoladki. - Pjd ju chyba si pooy - podja Bunny. - Pokn dwie aspiryny i wypi si solidnie. - Doskonay pomys! - orzeka przyjacika. Panna Bunner powdrowaa na pitro. - Zamkn kaczki, ciociu Letty? Pani domu zmierzya Patryka surowym spojrzeniem. - Jeeli dokadnie zasuniesz rygiel. - Najdokadniej! Przysigam! - Wypij, ciociu, kieliszek kseresu - zaproponowaa Julia. - Jak mawiaa moja stara niania: "To uadzi ci odek". Obrzydliwe zdanie, lecz dzi na czasie. - Chyba masz racj... Rzecz w tym, e odzwyczailimy si wszyscy od cikich potraw... Bunny! Jake mnie przestraszya! Co si stao? - Nie mog znale swojej aspiryny - poskarya si panna Bunner. - We moj, kochanie, jest na stoliku przy ku.

- 87 -

- Na mojej toaletce te stoi soiczek - dorzucia Filipa. - Dzikuj, stokrotnie wam dzikuj... Nie mog swojej znale, a przecie gdzie musi by. Kupiam nowy soiczek! Gdzie ja go mogam zapodzia? - W azience jest peno aspiryny - powiedziaa Julia. - Cay dom pka od niej w szwach. - Denerwuje mnie, e jestem taka roztrzepana i wszystko chowam, nie wiadomo gdzie powiedziaa Dora i wycofaa si w kierunku schodw. - Biedna, stara Bunny - westchna Julia. - Moe by da jej yk kseresu? - Lepiej nie - zaoponowaa panna Blacklock. -1 tak miaa moc wrae, a to jej raczej nie suy. Obawiam si, e jutro bdzie niedysponowana. Ale z pewnoci jest naprawd kontenta. - Bya oczarowana! - przytakna Filipa. - Trzeba poczstowa Mitzi kieliszkiem kseresu - zaproponowaa Julia. - Hej, Pat! - zawoaa, posyszawszy kroki Patryka. - Sprowad tu Mitzi. Mitzi zostaa sprowadzona i Julia napenia dla niej kieliszek. - Zdrowie najlepszej w wiecie kucharki - wznis toast Patryk. Mitzi bya zadowolona, lecz uwaaa za swj obowizek sprostowa. - Nie, nie! - powiedziaa. - Ja nie jestem tak naprawd kuchark. W swoim kraju pracowaam umysowo. - Marnowaa si pani! - zawoa mody czowiek. - Co to znaczy praca umysowa w porwnaniu z takimi arcydzieami jak Rozkoszna mier! - Oo... Mwiam, e ja nie lubi... - Nie chodzi o to, co pani lubi - przerwa. - To moja nazwa dla tych delicji. Pijmy wic zdrowie Rozkosznej mierci i niech szlag trafi skutki obarstwa.

3 - Filipo! Chciaabym pomwi z tob, moje dziecko - powiedziaa panna Blacklock. - Tak? Bardzo prosz! - Filipa spojrzaa na ni ze zdziwieniem. - Ty chyba si czym martwisz? Moe masz jaki kopot? - Jaki kopot? - Zauwayam, e ostatnio bywasz przygnbiona. Stao si co zego? - Nie. Skd znowu, prosz pani. - C... Zastanawiam si, e moe ty i Patryk... - Patryk? - Filipa bya naprawd zdziwiona. - A wic nie on... Bardzo przepraszam, e si wtrcam, ale wiele przebywacie razem, a Patryk, chocia to mj daleki kuzyn, nie jest, moim zdaniem, odpowiednim kandydatem na ma. Moe w pniejszym wieku, ale nie teraz. Twarz pani Haymes zlodowaciaa. - Ja nie wyjd za m powtrnie. - Wyjdziesz, moje dziecko, w swoim czasie wyjdziesz. Jeste moda. Ale nie o tym chciaam z tob porozmawia. Nie masz innych kopotw? Na przykad finansowych? - Nie. Jako sobie radz. - Wiem, e niepokoj ci czasami przysze koszty edukacji twojego synka. Dlatego wanie musz ci co powiedzie. Dzi z rana wybraam si do Milchesteru i u mojego notariusza, pana Beddingfelda, sporzdziam testament. Widzisz, chciaam to zrobi na... na wszelki wypadek, bo ostatnio dziej si rne dziwne rzeczy. Oprcz legatu dla Bunny wszystko zapisaam, Filipo, tobie. Filipa wzdrygna si nerwowo. Jej szeroko otwarte oczy miay wyraz zaniepokojenia, nawet przestrachu.

- 88 -

- Nie chc... Naprawd nie chc tego... No i dlaczego? Dlaczego wanie mnie? - Moe dlatego - odpara panna Blacklock jakim szczeglnym tonem - e nie mam innego spadkobiercy. - S przecie Patryk i Julia. - Oo... Bardzo dalecy krewni. Nic im si ode mnie nie naley. - Mnie rwnie! - podchwycia Filipa. - Dlaczego? Nie wiem, czym si pani kierowaa... Ja nie potrzebuj pienidzy! Jej wzrok wyraa raczej niech ni wdziczno, a sposb bycia zdradza przestrach. - Wiem, co robi, Filipo. Polubiam ci bardzo i... I masz synka. Gdybym umara teraz, dostaniesz niewiele. Ale za par tygodni sytuacja moe ulec cakowitej zmianie. Bystro spojrzaa w twarz modej kobiety, ktra zawoaa: - Ale pani nie umrze! - Jeeli dziki waciwym rodkom ostronoci unikn mierci. - Dziki waciwym rodkom ostronoci? - Tak... Zastanw si nad t spraw... No i nie martw si, drogie dziecko. Szybko opucia salon i Filipa usyszaa, e panna Blacklock rozmawia z Juli w holu. Po chwili Julia wesza do pokoju. W jej oczach lniy lodowato zimne byski. - I co? wietnie rozegraa parti, prawda, Filipo? Widz, e jeste z tych spokojnych... bardzo spokojnych cwaniakw. - Syszaa... - Oczywicie. Jej na tym zaleao, abym syszaa. Jestem pewna. - Jak to? - Nasza Letty ma gow na karku... Mniejsza z ni! wietnie urzdzia si, Filipo. Mocno teraz siedzisz w siodle! - Julio, przecie ja nie chc... Nigdy nie mylaam... - Czyby? Powiem ci, e mylaa. Dobrze to rozegraa. Miaa kopoty finansowe, co? Ale, zapamitaj sobie, jeeli teraz kto zakatrupi cioci Letty, ty bdziesz pierwsz podejrzan. - Ja? Przecie idiotyzmem byoby zabjstwo teraz, bo jeli poczekam... - Aha! Wic wiesz take o starej, schorowanej pani... jake jej tam, ktra dogorywa w Szkocji? Ciekawa historia! I jeszcze jedno musz ci powiedzie, Filipo. Wiksza z ciebie cwaniara, niby si wydawao. - Nie chc pozbawia czegokolwiek ciebie ani Patryka. - Nie chcesz, moja mia? Wybacz, ale wcale ci nie wierz.

- 89 -

ROZDZIA SZES ASTY


POWRT I SPEKTORA CRADDOCKA

Inspektor Craddock mia niedobr noc w wagonie podczas drogi powrotnej. Trapiy go koszmarne sny. Wci ugania si szarymi korytarzami jakiego zamku i daremnie usiowa trafi dokd bd te w por czemu zapobiec. Wreszcie obudzi si w tym nie i dozna niebywaej ulgi. Ale w tej chwili drzwi przedziau uchyliy si z wolna i stana w nich Letycja Blacklock z twarz ociekajc krwi. Spojrzaa na z wyrzutem i przemwia: "Czemu mnie nie ocalie? Mgby, gdyby tylko sprbowa". Wtedy obudzi si naprawd. By szczliwy, gdy wysiad wreszcie w Milchesterze i poszed prosto do komendy policji, aby zoy meldunek, ktrego Rydesdale wysucha z ca uwag. - Posunlimy si nieznacznie - powiedzia - bd co bd jednak zeznania panny Blacklock znalazy potwierdzenie. Fip i Emma... Zachodz w gow, czy... - Patryk i Julia Simmonsowie, panie pukowniku, s w odpowiednim wieku. Gdyby udao si stwierdzi, e panna Blacklock nie widziaa ich od wczesnego dziecistwa... Rydesdale parskn miechem. - Nasza sojuszniczka, panna Marple, ju to za nas ustalia. Dowiedziaa si, e przed dwoma miesicami panna Blacklock zobaczya t par pierwszy raz w yciu. - Wic z ca pewnoci... - Nie takie to proste, Craddock. Zebralimy informacje, z ktrych wynika, e Julia i Patryk stanowczo nie wchodz w rachub. On rzeczywicie suy w Marynarce Wojennej i ma tam dobr opini. Bya tylko mowa o lekkiej skonnoci do niesubordynacji. Zrobilimy rekonesans w Cannes, gdzie oburzona pani Simmons powiedziaa, e jej dzieci s oczywicie w Chapping Geghorn, u dalekiej krewnej, Letycji Blacklock. A wic wszystko w porzdku. - A pani Simmons jest naprawd pani Simmons? - Mog tylko powiedzie, e od bardzo dawna nosi to nazwisko - odpar sucho Rydesdale. - Rzeczywicie. Kwestia wyjaniona - zgodzi si inspektor. - Tylko tych dwoje pasowao. Wiek odpowiedni. Ciotka nie znaa ich uprzednio. Mielimy Fipa i Emm. Rydesdale w zamyleniu pokiwa gow. Pniej podsun inspektorowi kartk. - Dokopalimy si czego na temat pani Easterbrook - powiedzia. Craddock przeczyta raport, unis brwi. - Interesujca historia - powiedzia. - Sprytnie zapaa starego osa, co? Ale to nie moe mie nic wsplnego z nasz spraw. - Nie moe. Absolutnie nic. A oto kilka sw tyczcych pani Haymes. Craddock przeczyta i znowu unis brwi. - C, musz jeszcze raz pomwi z t pani - powiedzia. - Myli pan, e ta wiadomo moe mie znaczenie? - Nie wykluczam tego. Byaby to bardzo okrna droga, ale... Umilkli na chwil. - Jak radzi sobie Fletcher, panie pukowniku? - podj Craddock. - By bardzo czynny. W porozumieniu z pann Blacklock przeprowadzi dyskretn rewizj w jej domu, lecz nic ciekawego nie znalaz. Pniej docieka skrupulatnie, kto mia sposobno, by tamte drzwi naoliwi. Zacz od sprawdzenia, kto mg przychodzi do Little Paddocks, kiedy ta cudzoziemka miaa wolne. Sprawa skomplikowaa si powanie, gdy Mitzi wychodzi na spacer prawie kadego popoudnia i pije filiank kawy Pod Bawatkiem. W tym

- 90 -

samym czasie panna Blacklock i panna Burtner te zazwyczaj wychodz. Zaatwiaj sprawunki na czarnym rynku. A zatem kto, kto chciaby naoliwi drzwi, mia ku temu wiele sposobnoci. - A dom jest stale otwarty? - By. Sdz, e si to ostatnio zmienio. - Co wypenetrowa Fletcher? O kim w rezultacie wiadomo, e by w Little Paddocks podczas nieobecnoci domownikw? - Waciwie byli tam wszyscy. - Rydesdale przebieg wzrokiem arkusz maszynopisu. - Panna Murgatroyd przyniosa kur, ktra chciaa siedzie. Brzmi to osobliwie, ale sama tak okrelia cel swojej wizyty. Mwi mtnie i raz po raz przeczy sobie, ale Fletcher sdzi, e to skutek jej usposobienia, nie poczucia winy. - Zapewne - umiechn si Craddock. - Jest zupenie niepozbierana. - Pani Swettenham przysza po konin, ktr panna Blacklock zostawia dla niej na kuchennym stole. Panna Blacklock bya tamtego dnia w Milchesterze, skd zawsze przywozi konin dla pani Swettenham. Widzi pan w tym sens, Craddock? Inspektor zastanawia si przez chwil. - Dlaczego - powiedzia - panna Blacklock nie zostawia misa w domu pani Swettenham, skoro wracajc samochodem z Milchesteru, musiaa tamtdy przejeda? - Nie wiem dlaczego, ale nie zostawia. Pani Swettenham mwi, e ona (panna B.) zawsze zostawia konin na kuchennym stole w Little Paddocks, a ona (pani S.) chtnie przychodzi wtedy, kiedy nie ma Mitzi, bo ta cudzoziemka potrafi by strasznie opryskliwa. - To trzyma si kupy. Co dalej, panie pukowniku? , - Panna Hinchliffe powiada, e ostatnio nie bya sama w Little Paddocks. Ale bya. Mitzi widziaa j, gdy wychodzia bocznymi drzwiami. Potwierdza to niejaka pani Butt, mieszkanka tej osady. Ostatecznie panna H. przyznaa, e moga tam by, tylko zapomniaa. Mwi, e zapewne tak sobie wstpia na momencik. - To troch dziwne. - Dziwne te jest zachowanie panny Hinchliffe. Nastpna osoba to pani Easterbrook. Bya w tamtej okolicy na spacerze z psami. Do Little Paddocks zajrzaa, aby zapyta pann Blacklock, czy moe od niej poyczy wzr do roboty na drutach. Nie zastaa panny Blacklock, wic przez krtk chwil czekaa na ni. - Aha. Moga w tym krtkim czasie myszkowa albo zaj si naoliwieniem drzwi. A pukownik? - By tam jednego dnia z ksik o Indiach, ktr Letycja Blacklock koniecznie chciaa przeczyta. - Naprawd chciaa? - Twierdzi, e prbowaa si wykrci, ale jej starania zawiody. - To prawdopodobne - powiedzia Craddock. - Gdy kto si uprze i rzeczywicie zechce poyczy czowiekowi ksik, na nic wszelkie wykrty! - Nie wiadomo, czy Edmund Swettenham zaglda do Little Paddocks. Mwi mtnie, e bywa tam czasem z polecenia matki, ale ostatnio chyba nie by. - To wszystko razem wzite nie wnosi jednak nic konkretnego. - Ma si rozumie, Craddock. - Rydesdale umilk na chwil, pniej doda z umiechem: Panna Marple te dziaa. Fletcher melduje, e bya na porannej kawie Pod Bawatkiem, na kieliszku kseresu w Boulders, na podwieczorku w Little Paddocks. Podziwiaa ogrd pani Swettenham, a do pukownika Easterbrooka wpada, eby obejrze jego zbir indyjskich osobliwoci. - Panna Marple zna si na ludziach. Moe nam powiedzie, czy to jest autentyczny pukownik z Indii.

- 91 -

- Ju powiedziaa. Twierdzi, e Easterbrook nie budzi podejrze. Dla pewnoci sprawdzi si to u wadz wojskowych na Dalekim Wschodzie. - A tymczasem... - Craddock urwa raptownie. - Jak pan pukownik sdzi? Czy panna Blacklock zechciaaby wyjecha? - Wyjecha? Z Chipping Cleghorn? - Tak. Wzi ze sob wiern Bunner i uda si w niewiadomym kierunku. Mogaby na przykad wybra Szkocj, poby pewien czas u Belli Goedler. To, panie pukowniku, adne i trudno dostpne miejsce. - Siedzie tam i oczekiwa mierci pani domu? Nie przypadnie jej do gustu. Na co takiego nie zgodziaby si adna subtelna kobieta. - Jeeli dziki temu uratowa by miaa ycie... - Nie, nie Craddock... Umiercenie czowieka to nie taka prosta sprawa, jak si panu wydaje. - Czyby, panie pukowniku? - Widzi pan... Z jednej strony prosta. Znamy bardzo wiele metod. rodki chwastobjcze. Cios w ty gowy, gdy ofiara zamyka lub karmi drb. Celny strza zza ywopotu. Wszystko to bardzo proste. Ale sprztn kogo i unikn podejrze?... Historia bardziej skomplikowana, prawda? No i obecnie cae towarzystwo z Chipping Cleghorn musi zdawa sobie spraw, e jest pod obserwacj. Pierwszy przemylny plan zawid. Nasz nieznany morderca musi wykombinowa co innego. - Rozumiem, panie pukowniku. Ale trzeba te bra pod uwag czynnik czasu. Pani Goedler dogasa i kadej chwili moe zamkn oczy. A zatem naszego nieznanego mordercy nie sta na zwok. I jeszcze jedno, panie pukowniku. On, czy te ona, wie, e o wszystkich zbieramy informacje. - I to wymaga czasu - westchn Rydesdale. - Daleki Wschd, Indie, uciliwa robota. - A wic jeszcze jeden powd, aby si spieszy. Z ca pewnoci niebezpieczestwo staje si realne, panie pukowniku. Gra idzie o wielk stawk. Jeeli Bella Goedler umrze... - urwa, gdy do pokoju wszed policjant. - Posterunkowy Legg na linii z Chapping Cleghorn, panie pukowniku. - Poczy. Craddock obserwowa przeoonego, ktrego twarz pospniaa, stawaa si coraz bardziej surowa. - Dzikuj - powiedzia Rydesdale. - Inspektor Craddock wyjedzie niezwocznie. Odoy suchawk. - Czy to... - Craddock urwa raptownie. - Nie. Tym razem Dora Bunner. Szukaa aspiryny. Najprawdopodobniej wzia j ze soika, ktry sta przy ku Letycji Blacklock. Byy tam tylko trzy tabletki. Zaya dwie. Jedna zostaa. Lekarz zabra t jedn i posa do analizy. Stanowczo twierdzi, e to nie aspiryna. - Dora Bunner nie yje? - Tak. Rano znaleziono j w ku. Umara we nie, jak mwi lekarz. Nie zdaje mu si, e to mier naturalna, jakkolwiek zmara bya sabego zdrowia. Podejrzewa zatrucie narkotykiem. Sekcja wyznaczona na dzisiejszy wieczr. - Aspiryna przy ku Letycji Blacklock - powiedzia Craddock. - Przebiegy, wyjtkowo przebiegy zbrodniarz. Wiem od Patryka, e panna Blacklock wyrzucia otwart i do poowy tylko wypit butelk kseresu. Soik z aspiryn nie przyszed jej na myl. Kto by ostatnio w Little Paddocks? Wczoraj?... Przedwczoraj... Tabletki nie mogy lee dugo. - Cae towarzystwo bawio tam wczoraj - odpar Rydesdale - na przyjciu z okazji urodzin Dory Bunner. Kady z goci mg wymkn si na pitro i dokona zamiany. Ale i kady domownik mg to zrobi w dowolnej porze.

- 92 -

ROZDZIA SIEDEM ASTY


ALBUM

Panna Marple, ciepo ubrana, zatrzymaa si przed furtk do ogrodu probostwa i wzia list, ktry podaa jej pani Harmon. - Powiedz, ciociu Jane, pannie Blacklock, e Julian nie moe stawi si osobicie, chocia mu niezmiernie przykro. Kto z jego parafian umiera w Locke Hamlet. Przyjedzie po poudniu, jeli panna Blacklock bdzie sobie yczy. List jest w sprawie pogrzebu. Julian proponuje rod, skoro rozprawa ledcza ma odby si we wtorek. Biedna, stara Bunny. Jakie to typowe dla niej, prawda? Zaya trucizn przeznaczon dla kogo innego! Do widzenia, kochanie! Myl, e nie zmczy ci krtki spacer. Niestety, piesz si, bo natychmiast musz zawie do szpitala chore dziecko. Panna Marple odrzeka, e na pewno nie zmczy jej krtki spacer, a Bueczka odjechaa szybko. Czekajc na pani domu, panna Marple rozgldaa si po salonie i zastanawiaa si, co Dora Bunner moga mie na myli, gdy mwia Pod Bawatkiem, e, jej zdaniem, Patryk zmajstrowa co przy lampie, aby zgasa. Przy jakiej lampie? Co "zmajstrowa"? "Niewtpliwie - mylaa - chodzio o ma lamp, stojc na stoliku przy arkadzie". Dora Bunner mwia co o pasterce i pasterzu, a ta lampa to wanie delikatna saska porcelana, pasterz w bkitnym kaftanie i rowych spodniach. W rku trzyma lichtarz, ktry zosta potem przerobiony na lamp elektryczn. Abaur z gadkiego pergaminu jest troch za duy i prawie przesania figurk. Co wicej powiedziaa Dora Bunner? "Doskonale pamitam, e wtedy to bya pasterka, a nie pasterz, a nastpnego dnia..." Tym razem jest to pasterz. Nie ulega wtpliwoci. Panna Marple pamitaa, e podczas podwieczorku w Little Paddocks Dora Bunner napomkna co o dwch lampach. Oczywicie! Pasterz i pasterka... W w pitkowy wieczr na stoliku musiaa znajdowa si pasterka, a nastpnego dnia bya druga lampa - pasterz, ktry obecnie tu stoi. Kto zamieni je w nocy. A Dora Bunner miaa powd do podejrze (czy te podejrzewaa bez powodu), e zrobi to Patryk. Dlaczego? Bo gdyby zbada stojc tam w czasie napadu lamp, wyszoby na jaw, co Patryk "zmajstrowa, aby zgasa". Panna Marple spojrzaa z zainteresowaniem na lamp. Sznur wczony do kontaktu w cianie lea z boku na blacie stolika. Porodku mia wycznik w ksztacie gruszki. Niewiele to mwio starszej pani, ktra nie miaa pojcia o elektrycznoci. "Gdzie moe by pasterka? - medytowaa gboko. - W jakim schowku? A moe wyrzucona? I gdzie to Dora Bunner przyapaa Patryka z zatuszczonym soikiem? W zarolach?" Panna Marple postanowia, e porozmawia o tym wszystkim z inspektorem Craddockiem. Z pocztku panna Blacklock podejrzewaa, e to jej siostrzeniec, Patryk, zamieci ogoszenie w "Gazetce". Takie instynktowne odczucia czsto znajduj potwierdzenie. Bo jeeli zna si dobrze czowieka, wiadomo, na co go sta. Patryk Simmons... Przystojny, ujmujcy chopiec. W gucie kobiet - zarwno modych, jak starszych. Zapewne nieco w typie mczyzny, ktrego polubia siostra Randalla Goedlera. Czy Patryk Simmons mgby by Fipem? Nie! Podczas wojny suy w marynarce. Policja to sprawdzia. Chocia niekiedy zdarzay si jeszcze bardziej dziwne wcielenia... Przy odpowiednim tupecie mona daleko zajecha.

- 93 -

Drzwi otwary si i do salonu wesza panna Blacklock. Panna Marple pomylaa o niej, e ogromnie si postarzaa, jak gdyby utracia ca energi i witalno. - Stokrotnie przepraszam, e zakcam pani spokj - szepna. - Niestety, pastor musi by przy konajcym parafianinie, a Bueczka musi zawie do szpitala chore dziecko. Pastor napisa do pani kilka sw. Podaa jej list. Panna Blacklock rozdara kopert. - Zechce pani usi. Bardzo prosz. Dzikuj za yczliwo - powiedziaa panna Blacklock i przebiega wzrokiem kartk. - Proboszcz jest delikatny i rozumny - powiedziaa spokojnie. - Nie wystpuje z kondolencjami. Zechce mu pani powtrzy, e propozycj przyjmuj... - gos zaama si jej nagle - przyjmuj z podzikowaniem. - Jestem osob obc - powiedziaa cicho panna Marple - ale szczerze, gorco pani wspczuj. W przystpie nagej, nieposkromionej rozpaczy Letycja Blacklock rozpakaa si aonie, beznadziejnie. Panna Marple nie usiowaa jej pociesza. Milczaa. Po chwili tamta uspokoia si troch, podniosa twarz obrzmia, wilgotn od ez. - Przepraszam... - szepna. - Tak to mnie napado. Ona... Bunny, rozumie pani, bya ostatnim ogniwem czcym mnie z przeszoci... Bya jedyn osob, ktra... ktra pamitaa. Teraz, kiedy odesza, zostaam zupenie sama. - Dobrze pani rozumiem... Czowiek pozostaje zupenie sam, gdy odchodzi kto ostatni, kto pamita. Ja mam siostrzecw, siostrzenice, kochanych przyjaci, ale nie pozosta ju nikt z odlegej przeszoci, kto by pamita mnie jako mod dziewczyn. Od bardzo dawna, droga paru, jestem zupenie sama. Obydwie umilky na chwil. - Pani rozumie to doskonale - podja Letycja Blacklock, zmierzajc w stron biurka. - Musz napisa kilka sw do proboszcza. - Piro trzymaa niezrcznie, poruszaa nim wolno. Artretyzm - wyjania. - Czasami wcale nie mog pisa. Pani bdzie askawa... - urwaa, posyszawszy odgos mskich krokw w holu. - To pewnie inspektor Craddock. Podesza do lustra nad kominkiem i maym puszkiem upudrowaa twarz. Craddock wszed do pokoju przygnbiony i zdenerwowany. Niechtnie spojrza na pann Marple. - Oo!... Pani tutaj - powiedzia. Pani domu ywo odwrcia si od lustra. - Panna Marple bya tak dobra, e przyniosa mi list od pastora - wyjania. Panna Marple bya wyranie zakopotana. - Ju id, inspektorze... Ju id... Nie chciaabym przeszkadza panu... Bynajmniej. - Bya pani tu wczoraj na przyjciu? - Nie, nie! - odpowiedziaa nerwowo. - Nie byam... Pani Harmon zawioza mnie do swoich przyjaci. - A wic od pani niczego si nie dowiem. Craddock wsta i wymownie otworzy drzwi, a starsza pani podreptaa w ich stron z min wyranie zakopotan. - Starsze kobiety s strasznie wcibskie - powiedzia inspektor. - Jest pan dla niej niesprawiedliwy - obruszya si pani domu. - Naprawd przyniosa mi list od pana Harmona. - Oczywicie! W to nie wtpi. - Nie sdz, by powodowaa ni tylko ciekawo. - Zapewne ma pani suszno... Osobicie jednak jestem zdecydowanie przeciwny wcibskim starszym paniom, ktre wszdzie lubi wtyka swj nos. - To nieszkodliwa, poczciwa staruszka - zaoponowaa panna Blacklock. - Niebezpieczna jak mija, jeeli pani chce wiedzie! - wybuchn inspektor.

- 94 -

Nie kwapi si do dalszych zwierze. Wiedzia przecie, e morderca grasuje gdzie w pobliu, by wic zdania, e im mniej bdzie powiedziane, tym lepiej. Nie yczy sobie, by kolejn ofiar miaa zosta Jane Marple. Morderca grasuje... Gdzie w pobliu?... Gdzie? - Nie bd traci czasu na wyrazy wspczucia - podj. - Prawd mwic, mier panny Bunner dotkna mnie bolenie. Powinnimy byli temu zapobiec, prosz pani. - Nie rozumiem, co policja mogaby zrobi. - Hm... Sprawa nie byaby atwa. Naturalnie. Ale teraz musimy dziaa szybko. Kto jest sprawc, prosz pani? Kto dwukrotnie dyba na pani ycie i niewtpliwie podejmie wkrtce trzeci prb, jeeli nie przeszkodzimy mu w por? Letycja Blacklock wzdrygna si nerwowo. - Niewierni... Skd ja mogabym wiedzie, inspektorze? - Odwiedziem pani Goedler. Chciaa mi by pomocna, prosz pani, ale sama wie bardzo niewiele. W kadym razie jest kilka osb, ktrym pani mier bezspornie przyniosaby korzy. Przede wszystkim to Fip i Emma. Patryk i Julia Simmonsowie s w odpowiednim wieku, ale ich przeszo nie nastrcza wtpliwoci. Zreszt nie wolno powica caej uwagi tylko tej parze. Prosz pani! Czy obecnie poznaaby pani Soni Goedler? - Soni? Oczywi... - urwaa nagle. - Nie... Chyba nie, inspektorze. To tak strasznie dawno. Trzydzieci lat. Sonia musi by teraz star kobiet. - A jak wygldaa w dawnych czasach? - Sonia?... - Panna Blacklock zastanawiaa si przez moment. - Bya niewysoka... Ciemnowosa... niada. - Miaa moe jakie cechy szczeglne? Co zwracajcego uwag w sposobie bycia? - Nie... Nie wydaje mi si. Bya wesoa. Naprawd bardzo wesoa. - Dzi mogaby nie by wesoa - podchwyci inspektor. - Ma pani jakie jej fotografie? - Soni? Zaraz... Niech no sobie przypomn. Dobrej fotografii nie miaam nigdy. Ale... Mam jakie stare zdjcia w albumie... W kadym razie powinno tam by chocia jedno jej zdjcie. - Mgbym je obejrze? - Oczywicie. Tylko gdzie moe by ten album? - Prosz pani! Czy pani uwaa za moliwe... za niewykluczone, e pani Swettenham mogaby by Sonia Goedler? - zapyta Craddock. - Pani Swettenham! - Letycja Blacklock spojrzaa na z niekamanym zdumieniem. - Przecie jej ma by urzdnikiem pastwowym w Indiach, a pniej, zdaje si, w Hongkongu. - O czym - podchwyci - wie pani tylko od pani Swettenham, nie z autopsji, jak si to mwi wedug terminologii sdowniczej? - Skoro... Skoro tak pan to formuuje... Ale pani Swettenham? Nie! To niedorzeczno. - Czy Sonia Goedler miaa zdolnoci aktorskie? Wystpowaa kiedy w przedstawieniach amatorskich? - Tak. Nawet bya bardzo dobra. - Wanie! I jeszcze jedno. Pani Swettenham nosi peruk. Lub raczej - poprawi si spiesznie tak twierdzi pani Harmon. - C... Bardzo moliwe... Te jej drobne, siwe loczki. Ale nie. To niedorzeczno. To bardzo sympatyczna pani, chocia czasami mieszy nas wszystkich. - Pozostaj panna Hinchliffe i panna Murgatroyd. Czy jedna z nich moga by Soni Goedler? - Panna Hinchliffe jest za wysoka. Ma wzrost mczyzny. - A panna Murgatroyd? - Nie! Z pewnoci nie! - Pani ma nie najlepszy wzrok, prawda?

- 95 -

- Tak. Jestem krtkowidzem. - Aha. Bardzo chciabym, prosz pani, obejrze zdjcie Soni Goedler. Niech sobie nawet bdzie bardzo dawne i mao podobne do oryginau. My potrafimy wykrywa podobiestwa nieuchwytne dla wzroku niefachowcw. - Postaram si je odszuka. - Zaraz? - Dlaczego zaraz? - Wolabym tak, prosz pani. - Dobrze, panie inspektorze. Niech no sobie przypomn... Album widziaam, kiedy uprztaymy stare ksiki ze schowka. Pomagaa mi Julia. miaa si wtedy ze strojw, jakie nosiymy w tamtych czasach. Cz ksiek przeniosymy na rega do salonu... Gdzie upchnymy albumy i oprawne roczniki czasopism? Stanowczo trac pami. Moe Julia bdzie pamitaa. Jest dzisiaj w domu. - Poszukam jej - zaproponowa Craddock i wyszed. Nie znalaz Julii w adnym z pokoi na parterze, a Mitzi, zapytana, gdzie moe by panna Simmons, odburkna gniewnie, e to nie jej sprawa. - Ja nie wychodz z kuchni i zajmuj si tylko gotowaniem. I nie jem nic, czego sama nie przyrzdz. Nic! Syszy pan? - Panno Simmons! - zawoa inspektor w holu, a nie doczekawszy si odpowiedzi, poszed na pitro. Z Juli spotka si twarz w twarz przy zakrcie podestu. Ukazaa si w drzwiach, za ktrymi wida byo cig krconych schodw. - Byam na poddaszu - oznajmia. - O co chodzi? Inspektor Craddock wyjani. - A, te stare albumy z fotografiami? Doskonale je sobie przypominam. Chyba schowalimy je do duej szafy w pracowni. Zaraz poszukam. Razem z inspektorem zesza na parter i pchna drzwi pracowni. Obok okna staa tam dua szafa. Julia otworzya j i odsonia cay skad przernych przedmiotw. - Rupiecie - powiedziaa. - Same rupiecie. Ale starsi ludzie nie lubi nic wyrzuca. Craddock przyklkn i z najniszej pki wydoby dwa starowieckie albumy. - To te? - Tak - odpowiedziaa Julia. Do pokoju wesza panna Blacklock. - Aha... Znaleli pastwo albumy. Wanie przypomniaam sobie, gdzie zostay schowane. Inspektor uoy je na stole i pocz przewraca karty. Kobiety w ogromnych kapeluszach. Kobiety w dugich sukniach tak wskich u dou, e prawie uniemoliwiay chodzenie. Fotografie z wyblakymi kaligrafowanymi podpisami. - Zdjcia Soni bd w tym albumie - powiedziaa panna Blacklock. - Na drugiej, moe trzeciej stronie. Drugi jest pniejszy, ju po jej zampjciu i wyjedzie. - Odwrcia nastpn kart. - O tutaj... - urwaa nagle. Na tej stronie byo kilka pustych miejsc. Craddock pochyli si, odcyfrowa zblake podpisy. "Sonia... ja... R.G." "Sonia i Bella na play". Spojrza na nastpn kart, "Charlotta... ja... Sonia... R.G." Wyprostowa si. Gniewnie przygryz wargi. - Kto usun te fotografie - powiedzia. - Z ca pewnoci niedawno. - Nie byo pustych miejsc, kiedy poprzednim razem przegldaymy albumy. Prawda, Julio? zapytaa panna Blacklock. - Nie pamitam dokadnie, bo zwracaam uwag tylko na stroje. Ale tak! Masz racj, ciociu. Nie byo pustych miejsc. Craddock zrobi min jeszcze bardziej powan. - Kto usun z albumu wszystkie zdjcia Soni Goedler.

- 96 -

ROZDZIA OSIEM ASTY


LISTY
1 Przykro mi, e znw musz niepokoi pani. - Nie szkodzi - odrzeka chodno Filipa. - Czy wejdziemy do tego pokoju? - Do pracowni? Jak pan sobie yczy, inspektorze. Ale tam jest bardzo zimno. Nie pali si w kominku. - Nie szkodzi - powiedzia tym razem Craddock. - Nasza rozmowa bdzie krtka. I przynajmniej nikt nas nie podsucha. - To takie wane? - Dla mnie nie. Zapewne dla pani. - Jak to? - Zdaje si, mwia mi pani, e m poleg we Woszech? - Mwiam. I co? - Lepiej byoby chyba powiedzie prawd, e zdezerterowa ze swojego puku. Twarz Filipy poblada, donie zacisny si w pici i rozprostoway. - Czy wy musicie wszystko odgrzebywa'? - zapytaa z gorycz. - Musimy. I spodziewamy si, e ludzie powiedz nam prawd o sobie - odrzek sucho. Filipa milczaa przez chwil. - Co dalej? - zapytaa wreszcie. - Jak to co dalej? - Co pan chce teraz zrobi'? Rozgosi to? Czy to potrzebne... uczciwe... ludzkie? - Nikt o tym nie wie? - Tutaj nikt. Harry - gos jej si zmieni - mj syn take nie wie. I nie chc, eby si dowiedzia. Nigdy! - Pozwol sobie zauway, prosz pani, e podejmuje pani wielkie ryzyko. Lepiej niech pani powie chopcu prawd, gdy bdzie troch starszy i potrafi zrozumie. Jeeli sam dowie si kiedy, przeyje wielki wstrzs. Bdzie go pani karmi opowiadaniami o bohaterskim ojcu, ktry poleg na polu chway i... - Tego nie robi! - przerwaa Filipa. - Nie jestem z gruntu nieuczciwa. Po prostu nic nie mwi. Ojciec zgin na... wojnie. Ostatecznie dla nas na jedno wychodzi. - Ale pani m yje? - Skd mog wiedzie? - Kiedy widziaa go pani ostatni raz? - Od lat go nie widziaam - odpowiedziaa szybko. - Od lat? Nie, na przykad, jakie dwa tygodnie temu? - Co pan ma na myli? - Od pocztku uwaaem to za mao prawdopodobne, by Rudi Scherz rozmawia z pani w altanie. Ale Mitzi stanowczo przy tym obstaje. Sdz, e tamtego rana opucia pani prac, eby spotka si ze swoim mem. - Z nikim nie spotykaam si w altanie. - Moe by w cikich tarapatach finansowych i daa mu pani troch pienidzy? - Nie widziaam go, powtarzam. Z nikim nie spotykaam si w altanie.

- 97 -

- Nierzadko dezerterzy bywaj gotowi na wszystko. Nierzadko, widzi pani, bior udzia w napadach rabunkowych. No i zazwyczaj maj zagraniczne rewolwery przemycone do kraju. - Nie wiem, gdzie moe by mj m. Od lat go nie widziaam. - Czy to ostatnie pani sowo? - Nic wicej nie mam do powiedzenia.

2 Inspektor Craddock by zy i przygnbiony po rozmowie z Filipa Haymes. - Uparta niczym mu - mamrota do siebie. By pewien, e Filipa kamie, lecz nie potrafi przeama jej oporu. Chtnie dowiedziaby si wicej o byym kapitanie. Informacje mia nader skpe. Za opinia w wojsku, lecz nic nie wskazywao na to, e mg zej na drog przestpstwa. No i cakiem niepodobna, aby Haymes naoliwi drzwi. Musia to zrobi kto z domownikw lub kto, kto mia atwy dostp. Przystan w holu, spojrza ku schodom i nagle zada sobie pytanie, co Julia robia na poddaszu. "Strych - pomyla - to cakiem niewaciwe miejsce dla tak eleganckiej, modej osoby. Po co tam posza?" Pobieg na pitro, a nie widzc nikogo w pobliu, otworzy drzwi, z ktrych wyonia si Julia, i po krconych schodach wspi si na strych. Zobaczy stare kufry, walizy, rozmaite poamane meble, krzeso bez jednej nogi, stuczon porcelanow lamp, pojedyncze sztuki obiadowego serwisu. Zainteresowa si kuframi, jeden otworzy. W rodku byy ubrania. Staromodna damska garderoba w dobrym gatunku. Moga nalee do panny Blacklock albo do jej nieyjcej siostry. Otworzy drugi kufer. Firanki. Portiery. Sign po niewielk walizk. Zawieraa papiery i listy. Bardzo stare, poke listy. Spojrza na wieczko opatrzone inicjaami C.L.B. i wywnioskowa, e walizka musiaa nalee do siostry Letycji, Charlotty. Rozwin jeden z listw. Zacz czyta. "Najdrosza Charlotto! Wczoraj Bella czua si tak dobrze, e moga wybra si na piknik. R.G. te zrobi sobie wolny dzie. Akcje Asvoge znakomicie zwykoway. R.G. jest bardzo kontent". Craddock darowa sobie reszt listu i spojrza na podpis: "Kochajca ci siostra, Letycja". Sign po nastpny arkusik: "Najdrosza Charlotto! Gorco pragn, eby zdecydowaa si wreszcie na widywanie ludzi od czasu do czasu. Stanowczo przesadzasz. To nie przedstawia si a tak le, jak sobie wyobraasz. Na takie rzeczy nikt nie zwraca uwagi. Nie jest to przecie tak widoczne znieksztacenie". Craddock przypomnia sobie, e Bella Goedler mwia o jakim kalectwie czy znieksztaceniu Charlotty. Letycja rzucia wszystko, aby zaopiekowa si ciko chor siostr. Te listy dowodz mioci, serdecznej troski. Relacjonuj biece wydarzenia, najdrobniejsze szczegy dni powszednich, po to zapewne, by zainteresowa, rozerwa yjc w odosobnieniu kalek. No i Charlotta zachowaa te listy. Do niektrych zaczono stare zdjcia amatorskie... Craddock odczu nagle podniecenie. W tych listach moe tkwi klucz do zagadki, jaki znamienny szczeg, zapomniany przez Letycj Blacklock! Szczegowe relacje z przeszoci mog zawiera co, co przyczyni si do odkrycia niewiadomej! I fotografie! A moe znajdzie si pomidzy nimi jakie zdjcie Soni Goedler, o ktrym nie wiedzia kto, kto jej podobizny usun z albumu! Starannie uoy listy, zamkn walizk i zacz schodzi na d. Na podecie spotka Letycj Blacklock, ktra spojrzaa na ze zdziwieniem. - To pan by na strychu? Syszaam kroki i wanie zastanawiaam si, kto...

- 98 -

- Prosz pani! - przerwa. - Znalazem listy, ktre pani pisywaa przed laty do swojej siostry, Charlotty. Pozwoli pani, e zabior je i przeczytam? - Czy to konieczne? - obruszya si gniewnie. - Dlaczego? Co takie listy mog panu da? - Mog da mi jaki obraz Soni Goedler... jej sposobu bycia, charakteru. Mog tam by aluzje, opisy zdarze, ktre oka si pomocne. - To prywatna korespondencja, inspektorze. - Wiem, prosz pani. - Sdz, e i tak wemie pan listy... Ma pan do tego prawo, albo... albo atwo je uzyska. Prosz je zabra... Tak! Prosz je zabra. Niewiele dowie si pan o Soni. Wysza za m i odjechaa w niespena dwa lata po rozpoczciu przeze mnie pracy u Randalla Goedlera. - W kadym razie moe co w nich znajd - powiedzia stanowczo i doda zaraz: - Musimy prbowa wszystkiego. Niebezpieczestwo jest bardzo realne. Panna Blacklock przygryza wargi. - Tak. Bunny nie yje. Zamiast aspiryny zaya trucizn przeznaczon dla mnie i umara. Kto bdzie nastpny? Patryk? Julia? Moe Filipa Haymes albo Mitzi? Kto mody, kto ma przed sob dugie ycie? Kto, kto wypije przeznaczony dla mnie kieliszek wina albo zje podarowan mi czekoladk... Tak! Prosz zabra te listy. Przeczyta, a pniej spali. Nie maj adnego znaczenia dla nikogo z wyjtkiem mnie i Charlotty. Wszystko mino... Przeszo... Nikt ju nie pamita. Podniosa do do swojej kolii ze sztucznych pere, ktra, zdaniem inspektora, nie pasowaa absolutnie do sportowych tweedw. - Tak. Prosz zabra te listy - powtrzya.

3 Mimo niepogody i wiatru nastpnego dnia po poudniu inspektor Craddock przyszed na probostwo. Panna Marple siedziaa koo kominka, na ktrym pon ogie i pracowicie robia na drutach. Pani Harmon, klczc, kroia na pododze materia wedug wykroju. Wyprostowaa si i odgarnwszy wosy z czoa, spojrzaa na detektywa z wyrazem oczekiwania. - Moe to bdzie naduycie zaufania - powiedzia, zwracajc si do panny Marple chciabym jednak, by pani rzucia okiem na ten list. Wyjani okolicznoci, w jakich dokona odkrycia, i mwi dalej: - To, prosz pani, wzruszajca seria listw. Panna Blacklock pisaa o wszystkim, co, jak sdzia, moe obudzi zainteresowanie yciem i wpyn korzystnie na stan zdrowia siostry. W dalszym planie dokadnie wida obraz ojca, starego doktora Blacklocka. To prawdziwy tyran o zakutej gowie, uparty i wicie przekonany, e wszystko, co myli albo mwi, jest absolutnie suszne. Musia wyprawi na tamten wiat tysice pacjentw, bo by zacitym wrogiem wszelkich nowych pogldw i metod. - Nie wiem, czy osobicie miaabym mu to za ze - powiedziaa panna Marple. - Wydaje mi si, e modzi lekarze s zbyt skorzy do eksperymentowania. Doprawdy, wol starowieckie leki w duych ciemnych butelkach. Przynajmniej mona je wyla do zlewu i nikomu to nie zaszkodzi. Signa po list, ktry podawa jej Craddock. - Chciabym - powiedzia - by pani to przeczytaa, poniewa lepiej ni ja rozumie pani ludzi z tamtego pokolenia. Ja nie bardzo pojmuj, jakim torem szo ich rozumowanie. Panna Marple rozprostowaa kruchy arkusik.

- 99 -

Nadrosza Charlotto! Przez dwa dni nie pisaam, gdy wynikny okropne komplikacje domowe. Siostra Randalla, Sonia... (Przypominasz j sobie, prawda? Raz zabraa ci na przejadk samochodem. Ach! Jak bym chciaa, aby wychodzia z domu!). Ot siostra Randalla, Sonia, oznajmia, e zamierza wyj za niejakiego Dymitra Stamfordisa. Widziaam go tylko jeden raz. Bardzo interesujcy i przystojny, ale, e si tak wyra, na zaufanie nie zasuguje. R.C. pieni si i powiada, e to skoczony nicpo i oszust. Bella, kochana Bella! Lec na sofie, tylko si umiecha. Sonia, taka opanowana na pozr, to nie lada zonica. Wcieka si na R.G. Wczoraj mylaam, e go chyba zamorduje! Robiam, co mogam. Rozmawiaam z Soni, rozmawiaam z RC., obydwoje przywiodam do jakiego takiego rozsdku, ale nastpnego dnia, kiedy si znw spotkali, wszystko wybucho od nowa! Nie wyobraasz sobie nawet, jakie to przykre! RG. zebra informacje i rzeczywicie ten Stamfordis wyglda na konkurenta w najwyszym stopniu nieodpowiedniego. Tymczasem sprawy handlowe s oczywicie zaniedbywane. Sama radz sobie w biurze i nawet bawi si doskonale, bo R.G. pozostawia mi woln rk. Wczoraj powiedzia: "Chwaa Bogu, pozostaa mi na wiecie jedna osoba przy zdrowych zmysach. Ty nigdy nie zakochasz si w szubrawcu. Prawda, Blackie?". Odpowiedziaam, e najprawdopodobniej nigdy nie zakocham si w nikim, a on na to: "C, Blackie, wytniemy jak now sztuk w City, dobrze?". Straszny z niego ryzykant i czasami zanadto puszcza wodze wasnym fantazjom. Powiada: "Ty, Blackie, mocno postanowia trzyma mnie na prostej i wskiej ciece, prawda?". Tak! Z ca pewnoci! Nie rozumiem, jak mona nie wiedzie, e to czy owo jest nieuczciwe, ale R.G. rzeczywicie nie zdaje sobie z tego sprawy. Dostrzega tylko, e co stoi w wyranej kolizji z prawem. Bella mieje si z caej tej historii. Zamt wok afery sercowej Soni uwaa za czysty nonsens. Sonia ma wasny majtek - powiada. - Czemu nie miaaby polubi kogo, kogo chce? Powiedziaam, e to maestwo moe okaza si fataln omyk, a ona na to: "Zwizek z kim, kogo chce si za ma, nigdy nie moe by omyk, jeeli nawet auje si tego pniej". Mwi te, e Sonia nie yczy sobie zupenego zerwania z Randallem przez wzgld na jego pienidze. Zdaniem Belli Sonia bardzo lubi pienidze. Ale starczy na ten temat Jak si czuje ojciec? Nie prosz, aby przekazaa mu ode mnie czue pozdrowienia, ale moesz to zrobi, jeeli sdzisz, e tak bdzie lepiej. Czy czciej widujesz ludzi? Doprawdy, kochanie, nie powinna tak bardzo poddawa si chorobie. Sonia prosi, by pozdrowi ci od niej. Przysza wanie i zaciska pici, a pniej rozprostowuje palce, niby zagniewana kotka ostrzca pazury. Myl, e ma za sob now ktni z R.G. Tak! Sonia potrafi by nad wyraz irytujca, kiedy mierzy kogo tym swoim pogardliwym, lodowatym spojrzeniem. Tysice ucaowa, moja najdrosza, i uszy do goryl Kuracja jodowa moe posuy ci doskonale. Dowiadywaam si i wyglda na to, e wyniki byy naprawd dobre. Kochajca ci siostra - Letycja. Panna Marple zoya list i oddaa inspektorowi. Najwyraniej bya zamylona. - I co pani powie? - zapyta Craddock. - Jaki to daje obraz? - Soni? Trudno, widzi pan, dojrze co za porednictwem cudzych myli. Miaa siln wol, to pewne. I stawiaa na lepszy z dwu wiatw. - "Zaciska pici, a pniej rozprostowuje palce niby zagniewana kotka..." - bkn. - Kogo mi to przypomina... Z wyrazem zastanowienia zmarszczy czoo. - "R.G. zebra informacje..." podja panna Marpe. - Ach, eby tak mona byo pozna tre tych informacji - westchn inspektor.

- 100 -

- Ciociu Jane, czy ten list przypomina ci co z Saint Mary Mead? - zapytaa pani Harmon niewyranie, poniewa usta miaa pene szpilek. - Bo ja wiem, Bueczko... Moe doktor Blacklock jest nieco podobny do pana Curtissa, pastora metodystw. Tamten nie pozwala swojemu dziecku nosi aparatu prostujcego uzbienie. Powiada, e wol bosk jest, by te zby sterczay do przodu. Powiedziaam mu raz: "A przecie pan przystrzyga brod i obcina wosy. Czy nie jest wol bosk, by paskie uwosienie roso swobodnie?". Prawdziwie po msku odrzek, e to zupenie inna sprawa. C, ta analogia nie pomoe nam w rozwikaniu zagadki. - Nie wpadlimy na lad rewolweru. Wiemy tylko, e Rudi Scherz nie by jego wacicielem. Gdybym wiedzia, kto w Chipping Cleghorn mia rewolwer... - Pukownik Easterbrook! - podchwycia Bueczka. - Trzyma rewolwer w szufladzie na konierzyki. - Skd pani wie? - Od pani Butt. To moja pomoc domowa na przychodne. Powiedziaa mi, e pukownik, jako byy wojskowy, ma rewolwer. To cakiem naturalne - jak mwia - i poyteczne w razie wamania. - Kiedy to powiedziaa? - O, przed wiekami! Jakie p roku temu. - Hm... Pukownik Easterbrook? - zamamrota Craddock. - Co jak w jarmarcznej ruletce fantowej, prawda? - podja Bueczka z ustami nadal penymi szpilek. - Strzaka krci si i wskazuje za kadym razem inny numer. - Mnie to pani mwi?! - Ktrego dnia pukownik by w Little Paddocks i przynis ksik. Mg wtedy naoliwi drzwi. Otwarcie mwi o swoich tam odwiedzinach. Nie mtnie, jak panna Hinchliffe. Panna Marple zakasaa dyskretnie. - Naley, inspektorze, bra poprawk na czasy, w jakich yjemy. Craddock spojrza na ni ze zdziwieniem. - Ostatecznie pan jest z policji, prawda? Ludzie nie mog dzi mwi policji wszystkiego, co mieliby do powiedzenia. - Nie rozumiem czemu, jeeli nie maj do ukrycia jakiego przestpczego czynu? - Ciocia Jane ma na myli maso - zabraa gos Bueczka, ktra pezaa wanie na czworakach dokoa nogi od stou, aby pochwyci zabkany kawaek wykroju. - Maso albo polad dla drobiu... Czasami moe to by mietanka lub nawet poe bekonu. - Poka inspektorowi, Bueczko, te kilka sw skrelonych przez pann Blacklock. Napisane zostay dawno, ale brzmi jak z powieci kryminalnej. - Co ja z tym mogam zrobi... Aha! Mam!... O t karteczk ci chodzio, ciociu Jane? Panna Marple spojrzaa na arkusik papieru i przytaknwszy skinieniem gowy, podaa go Craddockowi. "Mam wiadomoci. Czwartek bdzie waciwym dniem. O kadej porze po trzeciej po poudniu. Jeeli bdzie co dla mnie, prosz zostawi w zwykym miejscu". Pani Harmon wyja szpilki i parskna miechem. Panna Marple przygldaa si ciekawie twarzy inspektora. Bueczka popieszya z wyjanieniami: - W czwartek jeden z okolicznych farmerw robi zazwyczaj maso. Kademu z odbiorcw sprzedaje troch. Po towar zgasza si najczciej panna Hinchliffe. Ona ma kontakty z farmerami, pewno dlatego, e hoduje winie. Ale to, rozumie pan, s sprawy wstydliwe. Sprawy lokalnego czarnego rynku i handlu wymiennego. Kto otrzymuje maso, a daje za nie na przykad ogrki albo troch misa nielegalnie ubitej wini, od czasu do czasu jakiemu zwierzciu zdarza si wypadek i trzeba je spiesznie dobi. Takie, inspektorze, rozmaite

- 101 -

drobiazgi, z ktrych, rzecz jasna, niezrcznie zwierza si policji. Bo to transakcje przewanie nielegalne, prawda? Niewtpliwie Hinch miaa przyj ukradkiem do Little Paddocks i pozostawi "w zwykym miejscu" maso. Nawiasem mwic, to puszka na mk. Puszka, w ktrej nigdy nie byo mki. - Ciesz si - powiedzia Craddock - e wybraem si tutaj porozmawia z paniami. - Albo kupony odzieowe - cigna pani Harmon. - Nie kupuje si ich zazwyczaj. To uchodzi za nieuczciwo. Pienidze nie przechodz z rk do rk. Ale takiej pani Butt, Finch lub Higgins podoba si prawie nowe zimowe palto albo sukienka z dobrej weny, wic jedna z tych pa kupuje to i paci kuponami odzieowymi zamiast pienidzy. - Lepiej niech pani nie opowiada mi wicej - powiedzia Craddock. - To wszystko jest sprzeczne z obowizujcymi przepisami. - Nie powinno by rwnie gupich przepisw - podchwycia Bueczka. - Ja nie mam z tym nic wsplnego, bo Julian nie pozwala. Ale wiem oczywicie, co dzieje si dokoa. Inspektor poczu, e ogarnia go bezsilna wcieko. - Takie rzeczy wydaj si zabawne, zwyczajne, a tu ofiar mordercy pado dwoje ludzi, a trzecia osoba moe zgin, zanim wpadniemy na jakikolwiek trop. Chwilowo przestaem gowi si nad Fipem i Fjnm. Interesuje mnie Sonia. Chciabym dowiedzie si, jak wygldaa. W paczce listw znalazem kilka zdj amatorskich, ale jej nie ma na adnym. - Skd pan wie? Ma pan jej rysopis? - Bya drobna, ciemnowosa i niada. To wiem od panny Blacklock. - Naprawd? Bardzo interesujce... Bardzo - bkna panna Marple. - Jedno zdjcie kogo mi przypomina. Moda, wysoka blondynka z wysoko upitymi wosami. Nie mam pojcia kto to, ale na pewno nie Sonia. Sdzi pani - zwrci si do pastorowej - e w modych latach pani Swettenham moga by brunetk? - Moe raczej szatynk - powiedziaa Bueczka. - Ma niebieskie oczy. - Liczyem, e znajd fotografi Dymitra Stamfordisa, ale chyba to byy zbyt wybujae nadzieje... C... - zoy list. - Szkoda, e nic tu pani nie znalaza - zwrci si do panny Marple. - Ale znalazam, inspektorze! Znalazam to i owo. Radz jeszcze raz przeczyta ten list z uwag. Craddock spojrza na ni ze zdziwieniem i w tej chwili zadzwoni telefon. Pani Harmon dwigna si z klczek i wysza do holu, gdzie - zgodnie z najlepszymi wiktoriaskimi tradycjami - zainstalowano niegdy aparat i tak ju pozostao. - Do pana, inspektorze - powiedziaa, wrciwszy do ba-wialni. Zdziwiony nieco Craddock spiesznie opuci pokj i przezornie zamkn drzwi za sob. - Craddock? Tu Rydesdale. - Sucham, panie pukowniku. - Przejrzaem paski meldunek. Jak wynika z niego, Filipa Haymes twierdzi z uporem, e od dawna nie widziaa ma. To si zgadza, prawda? - Tak jest, panie pukowniku. Twierdzi stanowczo. Ale moim zdaniem, nie mwi prawdy. - Ma pan racj, Craddock. Pamita pan wypadek drogowy sprzed jakich dziesiciu dni? Mczyzna potrcony przez ciarwk zosta zabrany do szpitala w Milchesterze. Wstrzs mzgu i zmiadenie miednicy. - Ten, ktry wycign dziecko prawie spod k i sam zosta przejechany? - Ten sam. Nie mia przy sobie adnych dokumentw i nie zgosi si nikt, kto mgby go rozpozna. Sprawia wraenie wczgi. Wczoraj w nocy umar, nie odzyskawszy przytomnoci. Zosta ju zidentyfikowany. To dezerter, byy kapitan Ronald Haymes. - M Filipy? - Oczywicie. Mia przy sobie bilet autobusowy do Chipping Cleghorn i troch pienidzy.

- 102 -

- Ma si rozumie, dosta je od ony. Od pocztku podejrzewaem, e wanie on by tym mczyzn, ktry, wedug zezna Mitzi, rozmawia w altanie z Filipa Haymes. Ona zaprzecza wszystkiemu, ale... Panie pukowniku! Ten wypadek mia chyba miej sce przed... - Tak - podchwyci Rydesdale. - Haymes znalaz si w szpitalu dwudziestego smego padziernika. Napad w Little Paddocks mia miejsce nastpnego dnia. Ale Filipa Haymes o wypadku drogowym nie wiedziaa, wic moga myle, e mia co wsplnego z napadem. No i, rzecz jasna, trzymaa jzyk za zbami. Ostatecznie chodzio o jej ma. - To by waleczny czyn. Prawda, panie pukowniku? - Uratowanie dziecka spod k samochodu? Oczywicie. Czyn godny najwyszej pochway. Nie sdz, by Haymes zdezerterowa przez tchrzostwo. Ha! Naley to ju do przeszoci. Pikna to mier dla kogo, kto uprzednio zszarga sobie opini. - Jestem zadowolony - powiedzia inspektor - ze wzgldu na ni i na ich synka. - Tak. Chopiec nie bdzie musia wstydzi si ojca, a ta moda kobieta wyjdzie ponownie za m, jeeli zechce. - Mylaem o tym, panie pukowniku - podj tonem zastanowienia Craddock. - To otwiera pewne moliwoci. - Jest pan na miejscu, Craddock, wic prosz j zawiadomi o... o wypadku. - Tak jest, panie pukowniku. Zaraz pojad... Albo raczej zaczekam na jej powrt do Little Paddocks. Moe dozna wstrzsu, a zreszt chciabym wczeniej zamieni kilka sw jeszcze z kim innym.

- 103 -

ROZDZIA DZIEWIT ASTY


REKO STRUKCJA ZBROD I
1 Przestawi lamp bliej ciebie, ciociu Jane - powiedziaa pani Harmon. - Strasznie dzi ciemno. Z pewnoci zanosi si na burz. Przestawia ma lampk na drugi koniec stou, tak by owietlaa robtk, ktr zajta bya panna Marple, siedzca w gbokim fotelu z wysokim oparciem. Gdy przecigaa przez st sznur, kot, Tiglat Pileser, rzuci si i pocz go szarpa pazurami. - A psik! Nie wolno!... Obrzydliwe kocisko!... Spjrz, ciociu, jak wystrzpi izolacj! Prawie do drutu! Nie rozumiesz, gupi kocie, e mgby porazi ci prd? - Dzikuj, Bueczko - powiedziaa panna Marple i wycigna rk, by wczy wiato. - Nie! Nie tutaj si zapala. Trzeba nacisn ten wycznik w poowie sznura. Chwileczk, ciociu. Uprztn tylko kwiaty. Signa po stojcy na stole wazon z niemiertelnikami. Kot unis w gr ogon i z rozmachem uderzy ap w rami Bueczki. Troch wody prysno prosto na uszkodzone miejsce sznura, a take na Tiglata Pilesera, ktry prychn gniewnie i zeskoczy na podog. Panna Marple nacisna wycznik ksztatu maej gruszki. Rozleg si trzask i bysno tam, gdzie na wystrzpion izolacj prysna woda. - Mj Boe! - zawoaa Bueczka. - Krtkie spicie! Pewno wszystkie wiata poszy. Sprawdzia najbliszy wycznik. - Ma si rozumie. To nonsens mie tylko jedn par korkw! Przypali si te blat stou. To twoja wina, nieznony kocie! Co si stao, ciociu Jane? Czybym ci przestraszya? - Nie... Nie, Bueczko. Nagle dostrzegam co, co powinnam widzie od dawna. - Zaraz naprawi korki i przynios ci lamp z gabinetu Juliana. - Nie zaprztaj sobie tym gowy, kochanie. Spnisz si na autobus. Nie potrzeba mi wiata. Chc posiedzie spokojnie, zastanowi si nad czym. Popiesz si, bo ci autobus ucieknie. Po odejciu Bueczki panna Marple siedziaa bez ruchu przez par minut. W bawialni powietrze byo cikie przed nadcigajc burz. Panna Marple signa po arkusik papieru. Napisaa: "Lampa?" - i podkrelia grub lini. Po chwili wahania napisaa jeszcze jeden wyraz. Nastpnie u dou kartki zacza kreli zwize, zagadkowe notatki.

2 W bawialni w Boulders - pokoju raczej ciemnym z powodu niskiego sufitu i okien o maych szybkach w oowianej oprawie - sprzeczay si panna Hinchliffe i panna Murgatroyd. - Nie chcesz poprbowa, Murg - powiedziaa panna Hinchliffe - i to cae zmartwienie. - Przecie mwi ci, Hinch, e nic nie mog sobie przypomnie. - Zaraz, Murg, zaraz! Przystpujemy do konstruktywnego mylenia. Dotychczas nie zabysymy w roli detektyww. W sprawie drzwi myliam si zasadniczo. Nie przytrzymywaa ich, eby uatwi robot mordercy. Jeste oczyszczona z zarzutu! Panna Murgatroyd umiechna si niemrawo.

- 104 -

- Takie ju nasze szczcie - cigna jej przyjacika - e mamy jedyn w Chapping Cleghorn maomwn pomoc domow. W normalnych warunkach dzikuj za to Bogu, ale tym razem jej maomwno naprowadzia nas na faszywy trop. Caa osada wie od dawna, e kto wykorzysta tamte drugie drzwi, a my usyszaymy o tym dopiero wczoraj. - 1 tak nie rozumiem, w jaki sposb... - W zupenie prosty! - przerwaa panna Hinchliffe. - Nasze zaoenie wstpne byo cakiem prawidowe. Nie sposb jednoczenie przytrzymywa skrzyda drzwi, wymachiwa latark elektryczn i strzela z rewolweru. Wobec tego pozostawiymy rewolwer i latark, a wyeliminowaymy drzwi. Tu tkwi bd. Naleao wyeliminowa rewolwer. - Przecie na wasne oczy widziaam rewolwer. Lea obok niego na pododze. - Tak. Ale Rudi Scherz ju nie y. Nie on strzela z rewolweru... - A wic kto? - To wanie zamierzamy wykry. W kadym razie osoba, ktra wwczas strzelaa, podrzucia take zatrut aspiryn na stolik nocny Letty Blacklock i tym sposobem wyprawia na tamten wiat biedn Dor Bunner. Nie mg to by Rudi Scherz, poniewa sam ju nie y. Zrobi to kto, kto uczestniczy w przyjciu urodzinowym i najprawdopodobniej by rwnie w salonie tamtego pitkowego wieczoru. Jedyna osoba nie wchodzca w rachub to pani Harmon. - Mylisz, Hinch, e kto podrzuci aspiryn w czasie przyjcia urodzinowego? - Oczywicie. - Ale w jaki sposb? - Wszyscy wychodzilimy do toalety, prawda? - Podja szorstko panna Hinchliffe. - Ja myam w azience rce umazane tym tustym ciastem. licznotka pukownika Easterbrooka pudrowaa nosek w sypialnym pokoju Letty Blacklock. - Hinch! Podejrzewasz, e ona... - Nie wiem. Chyba nie, bo byoby to zbyt widoczne. Gdyby chciaa podrzucie zatrut aspiryn, mijaaby z dala sypialni przyszej ofiary. Ale wszyscy mielimy wiele sposobnoci. - Mczyni nie chodzili na pitro - wtrcia Amy Murgatroyd. - S boczne schody. A zreszt, gdy mczyzna ulatnia si z pokoju, nie pieszysz za nim, aby sprawdzi, czy rzeczywicie idzie tam, dokd twoim zdaniem i powinien. To byoby niedelikatne. No i nie k si ze mn, Murg! Chc wrci do pierwszego zamachu na ycie Letty Blacklock. Na pocztek mocno wbij sobie do gowy fakty zwizane z t histori, bo wszystko zaley od ciebie. Panna Murgatroyd zrobia wystraszon min. - Ach, Hinch! - westchna. - Przecie wiesz, jaka ja jestem niemdra. - Nie chodzi przecie o prac mzgu czy te szarej galarety, ktra u ciebie za mzg uchodzi. Potrzebne mi s twoje oczy. Chodzi o to, co widziaa. - Ale ja nic nie mogam widzie! - Powtarzam to, co przed chwil powiedziaam. Cae zmartwienie w tym, e nie chcesz poprbowa. Suchaj teraz uwanie. Co si wwczas dziao? Kto, kto czyha na ycie Letty Blacklock, by pitkowego wieczora w tamtym pokoju. On... Mwi "on" dla uatwienia, ale nie musia to by mczyzna... Tyle chyba, e wszyscy mczyni to ajdacy i wintuchy! Ot on poprzednio naoliwi drugie drzwi wiodce do salonu, ktre uchodziy za lepe, zabite gwodziami czy co takiego. Nie pytaj mnie, kiedy to zrobi, wprowadzisz niepotrzebny zamt. Gdybym zechciaa, mogabym o stosownej porze zakra si do jakiegokolwiek domu w Chipping Cleghorn i niepostrzeenie robi przez p godziny albo duej wszystko, co by mi si podobao. Musiaabym tylko sprawdzi, w jakie dni nie przychodzi pomoc domowa, a take dokd i na jak dugo wychodz domownicy. To zadanie cakiem proste. Ale idziemy dalej. On naoliwi drugie drzwi po to, by otwieray si bezszelestnie. Przychodzi moment napadu. Gasn wiata.

- 105 -

Drzwi "A" (te normalnie uywane) otwieraj si z trzaskiem. Latarka elektryczna. Okrzyk: "Rce do gry!" Tymczasem kiedy wszyscy gapimy si na napastnika, X (to chyba bdzie najwaciwsze okrelenie) cichaczem wymyka si do ciemnego holu, korzystajc z drzwi "B". Staje za plecami tego idioty, strzela dwa razy do Letty Blacklock, a trzecim strzaem kadzie samego Szwajcara. Rzuca rewolwer tak, by tpaki twojego pokroju uznay, e strzela musia Rudi Scherz, nastpnie za wraca ukradkiem do salonu, zanim ktokolwiek zdy powieci zapalniczk. Rozumiesz, Murg? - Aha... Rozumiem... Ale kto to by? - Tego nikt nie wie, jeeli ty nie wiesz. - Ja? - przerazia si panna Murgatroyd. Ja nic nie wiem. Absolutnie nic. Naprawd, Hinch! - Rusze t swoj galaret, ktr nazywasz mzgiem! Na pocztek powiedz, gdzie kto si znajdowa, kiedy zgaso wiato? - Nie wiem. - Wiesz! Wiesz! Zwariowa z tob mona! Wiesz, gdzie bya, prawda? Obok drzwi, co? - Tak... Tak! Kiedy on je pchn, drzwi uraziy mnie w odcisk. - Czemu nie pjdziesz do pedikiurzystki, zamiast samej grzeba przy swoich stopach? Nabawisz si kiedy zakaenia krwi. Zobaczysz! Jedziemy dalej! Ty bya za otwartym skrzydem drzwi. Ja staam przed kominkiem i jzyk wysycha mi z pragnienia. Marzyam o czym mocniejszym. Letty Blacklock znajdowaa si przy stoliku pod arkad; sigaa po papierosy. Patryk Simmons wyszed do tej drugiej czci salonu, bo tam bya taca z butelk i kieliszkami. Zgadza si? - Tak. To wszystko sobie przypominam. - wietnie! I jeszcze kto wyszed za Patrykiem albo ruszy si, by pj jego ladem. Mczyzna. Do licha! Nie pamitam, czy to by Easterbrook, czy moe Edmund Swettenham. Ty nie przypominasz sobie? - Nie, Hinch. - No wanie, Murg! I jeszcze kto wszed wtedy do mniejszego pokoju... Oczywicie! Filipa Haymes. Dobrze pamitam, bo spojrzaam na jej proste, smuke plecy i pomylaam, e ta wietnie wygldaaby na koniu. Patrzyam na ni i wanie tak sobie mylaam. Podesza do kominka w tamtej czci salonu. Nie wiem, czego szukaa, bo w tym momencie zgaso wiato. Jak wic przedstawia si sytuacja? W mniejszym pokoju s Patryk Simmons, Filipa Haymes i albo pukownik Easterbrook, albo Edmund Swettenham; tego nie wiemy. Uwaaj teraz, Murg. Zbrodni dokonaa najprawdopodobniej jedna z tych trzech osb. Naturalnym rzeczy porzdkiem kto, kto zamierza skorzysta z rzekomo lepych drzwi, staraby si by blisko nich w chwili, kiedy zrobi si ciemno. Jak powiedziaam zatem, najprawdopodobniej winowajc jest kto z tej trjki. W takim razie, Murg, ty absolutnie nic nie moesz wiedzie. Amy Murgatroyd rozpogodzia si wyranie. - Z drugiej strony istnieje moliwo, e nie by to nikt z nich. I tu zaczyna si twoja rola. - Ale skd ja miaabym co wiedzie? - Jak powiedziaam ju, nikt nic nie wie, jeeli ty nie wiesz. - Dlaczego? Ja nic nie wiem. Przecie nic nie mogam wiedzie. - Moga. Na pewno moga. Ty jedna, Murgatroyd. Staa za skrzydem otwartych drzwi. Nie moga patrze na latark, bo to skrzydo drzwi znajdowao si midzy ni a tob. Oczy miaa zwrcone w kierunku smugi reflektora. Nas wszystkich blask olepia. Ale ciebie, Murg, nie olepia. - Tak... mnie nie olepia. Nic jednak nie widziaam... Smuga wiata przesuwaa si... - I wskazywaa ci co? Ludzkie twarze, prawda? Stoy? Krzesa? - Tak... Tak! Panna Bunner miaa usta szeroko otwarte... Wytrzeszczaa oczy, mrugaa...

- 106 -

- Nareszcie! - Panna Hinchliffe westchna z ulg. - Caa trudno polega na uruchomieniu tej twojej szarej galarety! Co dalej? - Nic wicej nie widziaam. Naprawd! - Twierdzisz, e pokj by pusty? Nikt nigdzie nie sta? Nie siedzia? - Nie, nie! Skd znowu! Panna Bunner miaa usta szeroko otwarte. Pani Harmon siedziaa na porczy fotela. Zamkna oczy i uniosa do twarzy zacinite pici, jak przestraszone dziecko. - Doskonale! Mamy ju pani Harmon i pann Bunner. Nie rozumiesz, do czego zmierzam? Moja trudno polega na tym, e nie chc wbija ci do gowy wasnych myli. Skoro ustaliymy, kogo widziaa, wolno nam zada sobie bardzo wane pytanie, czy moe kogo nie widziaa. Rozumiesz? Oprcz stow, krzese, chryzantem, rnych przedmiotw znajdowao si w pokoju kilka osb: Julia Simmons, pani Swettenham, pani Easterbrook, jej m albo te Edmund Swettenham, Dora Bunner, Bueczka Harmon. W porzdku. Ty widziaa Bueczk i Dor Bunner. Te dwie wykrelamy. Teraz pomyl, Murg, pomyl spokojnie. Czy przypominasz sobie, e kogo z wymienionych osb na pewno nie byo w salonie? Panna Murgatroyd wzdrygna si nerwowo, gdy ga uderzya w otwarte okno. Zamkna oczy. Ja mamrota do siebie. - Kwiaty... Kwiaty na stoliku... Duy, gboki fotel... Smuga wiata przesuwa si... Ciebie, Hinch, nie dosiga... Pani Harmon... Zadzwoni telefon. Panna Hinch popieszya do aparatu. - Halo! Kto? Posterunek policji? Posuszna panna Murgatroyd miaa oczy zamknite. Przeywaa ponownie wieczr dwudziestego dziewitego padziernika. Smuga reflektora przesuwa si powoli... Grupa kilku osb... Okna... Kanapa... ciana... Stolik, a na nim lampa... Arkada... Nagy wystrza z rewolweru. - To zdumiewajce! - powiedziaa. - Co takiego? - krzyczaa do telefonu panna Hinchliffe. - Jest u was od rana? Od ktrej? I, do stu diabw, dzwonicie do mnie dopiero teraz! Teraz! Napuszcz na was Towarzystwo Ochrony Zwierzt! Niedopatrzenie? adna historia! Nic wicej nie macie do powiedzenia? Z oskotem rzucia suchawk. - Pies, powiadaj! - zawoaa. - Rudy seter! Jest na posterunku od rana! Od smej rano! Bez kropli wody! Idioci! Dopiero teraz dzwoni! Ju tam jad, Murg! Wybiega z pokoju, a przyjacika krzykna piskliwie jej ladem: - Hinch! Hej, Hinch! Posuchaj! Co zdumiewajcego! Nic nie rozumiem, ale... Panna Hinchliffe pdzia w kierunku szopy, ktra suya za gara. - Pogadamy, jak wrc! - zawoaa. - Nie mog wzi ci z sob. Jeste w rannych pantoflach, jak zawsze. Nacisna rozrusznik wozu i po gwatownym szarpniciu wycofaa go z szopy. Panna Murgatroyd zdya uskoczy w por. - Ale Hinch... Musz ci powiedzie, e... - Jak wrc! Za odjedajcym szybko samochodem pogoni saby gos dwiczcy nut wielkiego podniecenia: - Ale, Hinch! Tam jej nie byo!

- 107 -

3 Na niebie zbieray si chmury - cikie, granatowe. Pierwsze krople deszczu spady, gdy panna Murgatroyd patrzya na oddalajcy si wz. Szybko ruszya w stron sznura, na ktrym rozwiesia przed kilkoma godzinami dwie wyprane bluzki z dzianiny oraz ciep wenian koszulk. - To zdumiewajce... Doprawdy - mamrotaa do siebie. - No i nie zd zdj... A pranie byo prawie suche. Zacza mocowa si z klamerkami. Po chwili odwrcia gow, gdy usyszaa odgos zbliajcych si krokw. - Dobry wieczr - umiechna si yczliwie. - Strasznie leje... Prosz wej do domu. - Pomog pani. - Dzikuj... To przykre, jak wszystko zmoknie i robota pjdzie na marne... Powinnam bya zdj cay sznurek, ale mylaam, e jako sobie poradz... - To pani szalik, prawda? Zaoy go pani na szyj? - Tak... Dzikuj... Nie mog dosign tej klamerki... Weniany szalik okrca szyj, zaciska si niespodziewanie mocno. Panna Murgatroyd szeroko otwiera usta, lecz nie dobywa z nich artykuowanego dwiku, tylko zdawione charczenie.

4 Szalik zaciska si coraz mocniej... W powrotnej drodze z posterunku panna Hinchliffe zahamowaa raptownie, by zaprosi do wozu pann Marple, ktra szybko sza ulic. - Prosz pani! - zawoaa. - Przemoknie pani do nitki! Prosz do nas na herbatk. Widziaam Bueczk czekajc na autobus, wic w domu byaby pani cakiem sama. Prosz do nas. Bawiymy si z Murg w rekonstrukcj zbrodni i chyba doszymy do czego. Niech pani uwaa na psa. Biedna suczka jest zdenerwowana. - liczna! - Udana, co? Kretyni trzymali j na posterunku od rana i nie dali mi zna. Powiedziaam, co o nich myl, tym skurw... Stokrotnie przepraszam! Ale w domu, w Irlandii, wychowywali mnie stajenni. May samochd wzi ostry zakrt i wjecha na podwrko Boulders. Stadko rozkrzyczanych kur i kaczek otoczyo wysiadajce panie. - Niech licho porwie Murg! - powiedziaa panna Hinchliffe. - Nie daa im poladu! - Trudno teraz o polad? - zapytaa panna Marple. Panna Hinchliffe zrobia do niej filuterne oko. - Nie mnie. Jestem za pan brat z wieloma farmerami. - Odpdzajc drb, powioda gocia w stron domu. - Chyba bardzo pani nie zmoka, co? - Nie, to doskonay paszcz nieprzemakalny. - Rozpal ogie na kominku, jeeli Murg tego jeszcze nie zrobia. Hej, Murg! Gdzie si podziaa? No i suczka znowu zgina. Rozlego si przecige, aosne wycie. - Gupia suka! Bodaj j licho! - Panna Hinchliffe pomaszerowaa w stron drzwi, otworzya je i krzykna. - Cutie! Cho tu! Do nogi! Cutie!

- 108 -

Rudy seter obwchiwa co lecego pod sznurem, na ktrym powiewao par sztuk garderoby. - Murg nie pomylaa nawet o zdjciu prania! No i gdzie si podziewa? Cutie obwchiwaa nadal co przypominajcego kupk odziey. Pniej zadara gow i znw zawya. - C si temu psu stao? Panna Hinchliffe ruszya zamaszycie przez traw. Panna Marple podreptaa za ni - szybko, lkliwie. Wrd ulewnego deszczu przystany obok siebie i starsza kobieta obja ramieniem modsz, ktra, caa zesztywniaa, staa pochylona, spogldajc na sin, obrzk twarz trupa i jzyk wystajcy z otwartych ust. - Zabij! - odezwaa si panna Hinchliffe, zdawionym gosem. - Zabij, jeeli dostan j w swoje rce! - J? - zapytaa ze zdziwieniem panna Marple. - Tak... Prawie wiem, kto to zrobi... Wchodzi w rachub jedna z trzech osb - odrzeka panna Hinchliffe. Przez chwil spogldaa na zwoki przyjaciki. Pniej odwrcia si i ruszya w kierunku domu. Gos miaa opanowany, suchy. - Trzeba zawiadomi policj. Zaczekamy na ni, a tymczasem powiem pani wszystko. To moja wina, e Murg tam ley. Urzdziam zabaw, a... a morderstwo to nie arty. - Tak - przyznaa panna Marple. - Morderstwo to nie arty. - Pani wie co nieco o takich sprawach, prawda? Podniosa suchawk i wykrciwszy numer, zameldowaa zwile o zdarzeniu. - Przyjad za kilka minut - rzeka. - Tak, syszaam, e pani wie co nieco o takich sprawach. Mwi mi o tym... chyba Edmund Swettenham. Ciekawa pani, co robiymy tutaj, Murg i ja? Zwile strecia rozmow, ktra odbya si przed jej odjazdem na posterunek policji. - Kiedy ju ruszyam - cigna - Murg zawoaa za mn. Std wiem, e to bya kobieta, nie mczyzna. Ach, gdybym zaczekaa! Gdybym wysuchaa do koca! Do licha! Suka moga zosta tam kwadrans duej! - Prosz nie wini siebie, droga pani. To nic nie pomoe. Nie sposb przewidzie wszystkiego. - Tak. Nie sposb. Przypominam sobie, e co stukno w szyb. Moe to ona staa za oknem... Tak! Z pewnoci... Musiaa sta za oknem! Sza do nas, a Murg i ja krzyczaymy na cae gardo... Podsuchaa nas! Podsuchaa wszystko. - Nie dowiedziaam si jeszcze, co zawoaa pani przyjacika. - Jedno krtkie zdanie: "Tam jej nie byo". - Panna Hinchliffe zrobia krtk pauz. - Rozumie pani? Nie wyeliminowaymy trzech kobiet, pani Swettenham, pani Easterbrook i Julii Simmons. Jednej z nich "tam nie byo". Nie byo jej w salonie, poniewa wymkna si drugimi drzwiami i oczywicie dziaaa w holu. - Tak - powiedziaa panna Marple. - Rozumiem. - Zbrodniark jest jedna z tych trzech kobiet. Nie wiem ktra. Ale dowiem si tego. - Bardzo przepraszam, ale czy ona... czy panna Murg wymwia to zdanie dokadnie tak, jak wymwia je pani? - Jak to?... Dokadnie tak, jak ja je wymwiam? - Mj Boe! Trudno to wyjani. Pani powiedziaa "Tam jej nie byo" bez szczeglnego nacisku na adnym z wyrazw. S inne dwa sposoby wymwienia tego samego zdania. "Tam jej nie byo" - z akcentem na osob - albo "Tam jej nie byo", z akcentem na miejsce, co mogoby potwierdzi istniejce ju podejrzenia wobec kogo.

- 109 -

- Czy ja wiem? - Panna Hinchliffe bezradnie rozoya rce. - Nie pamitam dokadnie... Jednake, u diaba, mogabym co takiego zapamita? Wydaje mi si... Tak! Na pewno ona pooya nacisk na miejsce. "Tam jej nie byo!" - powiedziaa. To chyba najbardziej naturalny sposb wymwienia tego zdania. Ale czy to robi jak rnic? - Tak... Tak, droga pani - odrzeka panna Marple tonem zastanowienia. - To bardzo saba wskazwka, ale bd co bd wskazwka... Tak... To robi niema rnic.

- 110 -

ROZDZIA DWUDZIESTY
PA
1 Ku wielkiemu swojemu niezadowoleniu, listonosz z Chipping Cleghorn dosta ostatnio polecenie, by dorcza poczt nie tylko w godzinach porannych, lecz rwnie po poudniu. W popoudnie, o ktrym mowa, dokadnie dziesi minut po pitej, zostawi w Little Paddocks trzy listy. Jeden, zaadresowany uczniowskim charakterem pisma, by przeznaczony dla Filipy Haymes, dwa pozostae dla panny Blacklock. Otworzya je podczas podwieczorku, ktry jada razem z Filipa. Z powodu ulewnego deszczu ogrodniczka z Dayas Hali zakoczya wczeniej dzie pracy, gdy po zamkniciu szklarni nic wicej nie miaa ju do roboty. Panna Blacklock rozdara pierwsz kopert i dobya z niej rachunek za napraw kuchennego bojlera. Prychna gniewnie. - Dymond liczy zbjeckie ceny. Doprawdy zbjeckie! Ale myl, e inni rzemielnicy nie s lepsi. - Signa po drug kopert, zaadresowan zupenie jej nie znanym charakterem pisma. List brzmia, jak nastpuje: Droga Kuzynko Letty! Spodziewam si, e nie sprawi kopotu, jeeli przyjad w czwartek? Dwa dni temu pisaam do Patryka, lecz nie dostaam odpowiedzi. Wobec tego przyjmuj, e wszystko w porzdku. Mama wybiera si do Anglii w przyszym miesicu i ma nadziej, e wtedy zobaczy si z Tob. Mj pocig przybywa do Chipping Cleghorn kwadrans po szstej po pohidniu, co zapewne bde dla wszystkich dogodne. Szczerze oddana-Julia Simmons. Panna Blacklock przeczytaa list - po raz pierwszy tylko ze zdziwieniem, po raz drugi z wyrazem irytacji. Spojrzaa na Filip, ktra z umiechem czytaa list od swojego synka. - Nie wiesz, czy Julia i Patryk ju wrcili? Filipa podniosa wzrok. - Tak. Wrcili wkrtce po mnie. Poszli na pitro, eby si przebra. Przemokli obydwoje do suchej nitki. - Zechcesz poprosi ich do mnie? - Naturalnie, prosz pani. - Chwileczk... Moe by to najpierw przeczytaa. Filipa wykonaa polecenie i ze zdziwieniem zmarszczya czoo. - Nic nie rozumiem... - Ja rwnie. A najwyszy czas, abym zrozumiaa. Zawoaj Patryka i Juli, Filipo. - Patryku! Julio! - krzykna pani Haymes u stp schodw. - Ciocia Letty was prosi! Patryk zbieg po schodach i wszed do pokoju. - Nie odchod, Filipo - poprosia panna Blacklock. - Dobry wieczr, ciociu - zacz pogodnie Patryk. - Potrzebny ci jestem? - Tak. Bardzo. Zechcesz wyjani askawie sens tego listu? Mody czowiek zacz czyta. Jego twarz przybraa wyraz niemal komicznego przestrachu. - Miaem zadepeszowa do niej! Ale osio ze mnie! A MARPLE ZAGI A

- 111 -

- Przypuszczam, mj drogi, e ten list napisaa twoja siostra Julia? - Tak... Tak... Julia. - Wolno zatem zapyta, kim jest moda osoba, ktr sprowadzie tutaj jako Juli Simmons, twoj siostr, a moj kuzynk? - Ot... ciociu Letty... Rzeczywicie to by moe... Wszystko postaram si wytumaczy... Nie powinienem tak postpi, ale uwaaem, e to bdzie wymienity kawa... Pozwl, ciociu Letty, e wyjani... - Czekam na wyjanienia! - przerwaa szorstko panna Blacklock. - Kim jest ta moda osoba? - Poznaem j na jednym przyjciu... To byo niedugo po tym, jak zostaem zdemobilizowany. Powiedziaem, e wybieram si do Chipping Cleghorn, no i... I obydwojgu nam si wydao, e zrobimy wyborny kawa, jeeli przyjedziemy tu razem... Widzisz, ciociu Letty, Julia... prawdziwa Julia ma od dawna krka na punkcie sceny, co mam przyprawio o siedem atakw nerwowych. Ot Julii nadarzya si sposobno wyprbowania swoich si i zdolnoci w dobrym staym teatrze w Perth czy gdzie tam indziej w Szkocji... Ale pomylelimy, e mama bdzie znacznie spokojniejsza, jeeli jej si wmwi, e Julia bawi tutaj i, jak grzeczna panienka, uczy si czego przyzwoitego i poytecznego. - Chciaabym jednak wiedzie, kim jest ta moda osoba? Patryk odetchn z ulg, gdy Julia chodna i wyniosa jak zawsze - wesza do pokoju. - Bomba pka! - oznajmi. Julia cigna brwi, po czym - opanowana nadal - postpia kilka krokw i usiada. - Trudno! - powiedziaa. - Stao si. Pani musi by strasznie za, prawda? - Obojtnie, bez szczeglnego zainteresowania spojrzaa prosto w twarz panny Blacklock. - Ja take byabym za na pani miejscu. - Ale kim jeste? Julia westchna. - Nadesza chwila szczerych wynurze. Stao si! Jestem powk tandemu Fip i Emma. A wyraajc si cilej, nosz nazwisko Emma Jocelyn Stamfordis. Tyle e ojciec pozby si dawno nazwiska Stamfordis i teraz, o ile mi wiadomo, dziaa jako de Courcy. - Pozwol sobie doda - cigna - e maestwo rodzicw rozleciao si, kiedy Fip i ja mielimy po jakie trzy lata. Kade z nich poszo wasn drog i nas podzielili midzy siebie. Ja przypadam w udziale ojcu, ktry by nawet uroczy, ale jako opiekun cakiem nieodpowiedzialny. Od czasu do czasu bywaam porzucana przez niego, gdy nie mia pienidzy albo szykowa si do jakiego szczeglnie szelmowskiego zagrania. Edukowa mnie wtedy w rozmaitych klasztorach. Przybierajc grne tony, wpaca pierwsz rat za pobyt i nauk, a pniej znika i na rok albo dwa pozostawia mnie w rkach zakonnic. W przerwach midzy takimi okresami ylimy obydwoje dostatnio i obracalimy si w kosmopolitycznym towarzystwie. Wojna rozczya nas na dobre. Nie mam pojcia, co stao si z ojcem. Ja miaam rne przygody. Przez pewien czas wsppracowaam z francuskim ruchem oporu. To byo ycie! Nie jestem gadu, wiec powiem tylko, e ostatecznie wyldowaam w Londynie i zaczam myle powanie o swojej przyszoci. Wiedziaam, e brat matki, z ktrym pokcia si niegdy i zerwaa wszelkie stosunki, umar i pozostawi olbrzymi majtek. Przejrzaam jego testament, by sprawdzi, czy czego mi nie zapisa. Nie zapisa. W kadym razie nie zapisa bezporednio. Zebraam informacje o wdowie po nim i dowiedziaam si, e zupenie zdziecinniaa i pod staym dziaaniem rodkw umierzajcych powoli umiera. Otwarcie mwic, doszam do przekonania, e najwaciwiej bdzie postawi na pani. Wygldao na to, e wkrtce dojdzie pani do grubych pienidzy, ktrych nie bdzie pani miaa na kogo wydawa. Bd zupenie szczera. Rozumowaam, e gdybymy poznay si i zaprzyjaniy, gdybym potrafia zyska pani wzgldy... Ostatecznie warunki zmieniy si od czasu mierci wuja Randalla. Kataklizm w Europie pochon pienidze, ktre mielimy przed wojn. Mylaam, e by moe pani zlituje si nad biedn, mod dziewczyn, sierot bez bliskiej duszy na wiecie i zechce mnie troch wspomc.

- 112 -

- Aha! Tak mylaa, powiadasz? - Tak. Oczywicie nie znaam wtedy pani, wic obmyliam rne chytre sposoby zblienia... Nagle, jak gdyby cudownym zrzdzeniem losu, spotkaam przypadkowo Patryka, ktry okaza si pani siostrzecem, kuzynem, w kadym razie jakim krewnym. Poczytaam to za okazj jedyn w swoim rodzaju. Ostro wziam si do Patryka, no i zainteresowaam go sob, tak jak chciaam. Prawdziwa Julia miaa niezego bzika na punkcie sceny, wic szybko udao mi si j przekona, e obowizek wobec Sztuki (przez due "S") nakazuje jej osi w jakim ndznym mieszkaniu w Perth, uczy si i w przyszoci zosta drug Sara Bernhardt. Nie naley wini zanadto Patryka. Serdecznie litowa si nad biedn dziewczyn, sam jedn na wiecie, wic nietrudno byo mu wmwi, e to genialny pomys, abym przyjechaa tu w roli jego siostry i zaatwia jako gadko swoje sprawy. - Pochwala rwnie kamstwa, jakie opowiadaa policji. - Zastanw si, ciociu Letty! Kiedy zdarzy si ten operetkowy napad... lub raczej po nim, zaczam obawia si, e jestem w matni. Przecie miaam wyborny motyw, by pani sprztn. Nawet teraz przeczy temu mog tylko moje sowa. Trudno wymaga, abym z wasnej woli skadaa policji obciajce mnie zeznania. Od czasu do czasu sam Patryk mia wobec mnie paskudne podejrzenia. A jeeli nawet on by zdolny do tego, jakie myli mogyby zrodzi si w policyjnych gowach? Ten inspektor wydawa mi si czowiekiem bardzo wnikliwym. Doszam zatem do wniosku, e najrozsdniej bdzie gra nadal rol Julii i znikn bez ladu, kiedy cae zamieszanie si skoczy. - Skd mogam wiedzie - podja po krtkiej pauzie - e Julia, prawdziwa Julia, pokci si z reyserem i w przystpie histerii rzuci do diaba ca zabaw? Napisaa do Patryka, by zapyta, czy moe przyjecha, a on zamiast odpowiedzie "Nie przyjedaj", puci w niepami ca spraw i nic nie zrobi. - Rzucia Patrykowi gniewne spojrzenie. - Skoczony idiota! - Westchna ciko. - Nie ma pani pojcia, jakie udrki przeywaam w Milchesterze! Oczywicie nie miaam po co chodzi do szpitala, ale musiaam co ze sob zrobi. Dugie godziny trawiam w kinach na ogldaniu raz po raz wci tych samych potwornych filmw! - Fip i Emma - szepna panna Blacklock. - Wbrew wszystkiemu, co mwi mi inspektor Craddock, nigdy nie uwaaam ich za osoby realne. - Spojrzaa na Juli przenikliwie. - Ty jeste Emma, a gdzie Fip? - zapytaa. Dziewczyna spojrzaa jej w oczy niewinnie, szczerze. - Nie wiem. Nie mam pojcia. - Pewno znw kamiesz? Kiedy ostatni raz go widziaa? Julia jak gdyby wahaa si przez chwil. Pniej odpowiedziaa dobitnie czystym gosem: - Nie widziaam Fipa od czasu, kiedy mielimy po trzy lata i zabraa go matka. Pniej nie spotkaam nigdy ani jego, ani matki. Nie wiem, gdzie mog by teraz. - To wszystko, co masz do powiedzenia? Julia westchna znowu. - Mogabym doda, e jest mi bardzo przykro. Ale i to byoby kamstwem, bo drugi raz postpiabym tak samo... Ma si rozumie, tylko wtedy, gdyby nie wchodziy w gr morderstwa. - Julio! - zabraa gos panna Blacklock. - Nazywam ci tak z przyzwyczajenia. Julio, mwia, e bya we francuskim ruchu oporu? - Tak. Przez ptora roku. - Sdz wic, e tam nauczya si strzela? Chodne, bkitne oczy spojrzay w twarz starszej pani. - Tak. Dobrze strzelam. Byam strzelcem wyborowym. Ale do pani nie strzelaam, chocia potwierdzi to mog tylko moje sowa. Mog powiedzie jeszcze jedno. Gdybym ja miaa wtedy rewolwer w rku, nie chybiabym z ca pewnoci.

- 113 -

2 Nastrj napicia prysn, gdy przed domem zahamowa samochd. - Kto to moe by? - zapytaa panna Blacklock. Mitzi wsuna do pokoju gow z warkoczem upitym w koron. Biaka jej oczu poyskiway. - Znowu policja! - oznajmia. - To jest przeladowanie! Czemu nie daj nam spokoju? Nie znios tego. Napisz do premiera waszego rzdu. Napisz do waszego krla! Craddock odsun j z drogi stanowczo i niezbyt uprzejmie. Wszed do pokoju z twarz tak ponur, e lk ogarn wszystkich. To by nowy, zupenie inny inspektor Craddock. - Panna Murgatroyd zostaa zamordowana - przemwi surowo. - Kto udusi j niespena godzin temu. - Przywar spojrzeniem do Julii. - Pani gdzie bya przez cay dzie? - W Milchesterze - odrzeka spokojnie. - Dopiero co wrciam. - Pan rwnie? - przenis wzrok na Patryka. - Tak. - Przyjechali tu pastwo razem? - Tak... Oczywicie - odpar Patryk. - Nie! - podchwycia Julia. - Szkoda sw, Patryku. To kamstwo, ktre musi wyj na jaw. Dobrze nas znaj obsugi autobusw. Wrciam, inspektorze, wczeniejszym autobusem, przychodzcym tutaj o czwartej. - I co pani robia? - Poszam na spacer. - W kierunku Boulders? - Nie. Na przeaj przez pola. Inspektor wpatrywa si w ni przenikliwie. Julia bya bardzo blada, usta miaa zacinite, lecz nie spuszczaa wzroku. Telefon zabrzcza, nim ktokolwiek zdy si odezwa. Panna Blacklock spojrzaa pytajco na Craddocka i signa po suchawk. - Sucham... Kto mwi?... Aa... Bueczka. Co takiego? Nie... Nie byo jej tutaj... Nie mam pojcia... Tak. Jest u nas. - Opucia rk ze suchawk. - Pani Harmon chce mwi z panem, inspektorze. Jest bardzo niespokojna, bo panna Marple nie wrcia do domu. Inspektor zrobi dwa dugie kroki w stron aparatu. - Tu Craddock. Sucham. Gos Bueczki dra nut dziecicego przestrachu. - Martwi si, panie inspektorze. Ciocia Jane wysza... nie wiem dokd. I podobno kto zamordowa pann Murgatroyd. Czy to prawda? - Prawda, prosz pani. Panna Marple bya w Boulders. Ona i panna Hinchliffe znalazy zwoki. - Aa... wic jest w Boulders - powiedziaa pani Harmon z wyran ulg. - Nie ma jej tam, niestety. Wysza... zaraz... wysza z Boulders jakie p godziny temu. Do domu nie wrcia? - Nie... A to dziesi minut drogi std. Co si z ni stao? - Moe wstpia do kogo z ssiadw? - Dzwoniam do ssiadw... Do wszystkich! Nigdzie jej nie ma. Boj si o ni, inspektorze! "Ja rwnie" - pomyla Craddock i odpowiedzia spiesznie: - Jad do pani. Zaraz. - Dzikuj... Bardzo prosz... Ona napisaa co, nim wysza z domu. Nic nie mog zrozumie i wyglda mi to na brednie. Craddock odoy suchawk. Panna Blacklock zapytaa z niepokojem: - Czy stao si co pannie Marple? Mam nadziej, e nic zego.

- 114 -

- Ja te mam tak nadziej - odrzek inspektor. Twarz mia pen powagi, wargi zacinite. - Taka jest stara, wta. - Istotnie, prosz pani. Panna Blacklock staa, szarpic nerwowo palcami swj naszyjnik z pere. - Jest coraz gorzej - podja zdawionym gosem. - Kto, kto robi to wszystko, inspektorze, musi by obkany... kompletnie obkany. - Czy ja wiem? Pod nerwowymi palcami zerwaa si kolia z pere. Gadkie biae kuleczki posypay si na podog. Letycja Blacklock krzykna aonie: - Moje pery! Moje pery! Jej gos zabrzmia nut tak wielkiej rozpaczy, e wszyscy spojrzeli na ni ze zdziwieniem. Odwrcia si, doni zasonia szyj i szlochajc wybiega z pokoju. Filipa zacza zbiera pery. - Nigdy nie widziaam jej w takim stanie - powiedziaa. - Zawsze nosia ten naszyjnik... C? Moe to prezent od kogo szczeglnie bliskiego? Jak pan sdzi, inspektorze? Na przykad od Randalla Goedlera? - To prawdopodobne - odrzek z wolna Craddock. Filipa klczaa nadal. Pracowicie zbieraa lnice kuleczki. - Przecie te pery nie s... nie mog by prawdziwe? - zapytaa. - W adnym wypadku, prawda? Inspektor wzi w palce jeden paciorek i zamierza odpowiedzie lekcewaco: "Prawdziwe? Skd znowu!", lecz sowa uwizy mu w gardle. Czy rzeczywicie te pery nie mog by prawdziwe? S tak due, rwne, e ich faszywo wydaje si oczywista. Jednake Craddock przypomnia sobie figurujce w policyjnych rejestrach zdarzenie, kiedy to sznur prawdziwych pere zosta sprzedany w lombardzie za kilka szylingw. Letycja Blacklock zapewniaa go niejednokrotnie, e nie ma w domu cennej biuterii. Gdyby jednak te pery byty prawdziwe, ich warto sigaaby bajecznej sumy! Ostatecznie prezent od Randalla Goedlera mgby kosztowa kad sum! Pery wygldaj na faszywe, musz by faszywe, ale gdyby przypadkiem okazao si, e s prawdziwe? To niewykluczone. Sama panna Blacklock moga nie zdawa sobie sprawy z ich wartoci. Albo te chronia prawdziwy skarb, traktujc go niby wiecideko za co najwyej dwie gwinee. Jaka mogaby by faktyczna warto takiej kolii? Bajeczna! W kadym razie godna popenienia morderstwa przez kogo, kto byby tego wiadomy. Inspektor z trudem oderwa si od tych rozwaa. Panna Marple zagina. Bez zwoki trzeba jecha na probostwo!

3 Pastwo Harmonowie oczekiwali inspektora. Twarze mieli zatroskane, pospne. - Nie wrcia jeszcze - powiedziaa Bueczka. - Czy wychodzc z Boulders mwia, e wybiera si do domu? - zapyta pastor. - Waciwie nie mwia - odrzek z wolna Craddock, przypominajc sobie moment, w ktrym ostatni raz widzia pann Marple. Usta miaa zacinite, surowe byski w agodnych zazwyczaj bkitnych oczach... By to stanowczy wyraz nieodwoalnego postanowienia, eby... Co robi? Dokd - Kiedy widziaam j po raz ostatni - rzek - rozmawiaa przy furtce z sierantem Fletcherem. Pniej wysza z ogrodu. Nie podejrzewaem, by moga pj gdzie indziej, a nie do domu.

- 115 -

Powinienem odesa j samochodem, ale miaem mnstwo spraw na gowie, a ona wymkna si cicho. Moe Fletcher co wie. Gdzie jest Fletcher? Zatelefonowa do Boulders i usysza, e sierant wyszed, ale nie powiedzia, gdzie go naley szuka. Craddock pomyla, e jego podwadny mg wrci po co do Milchesteru. Wobec tego poczy si z komend policji, ale i tam nie uzyska adnych wiadomoci o sierancie. Wtedy przypomnia sobie rozmow telefoniczn z Bueczk i zwrci si do niej: - Gdzie jest ten papier? Mwia mi pani, e panna Marple napisaa co przed wyjciem z domu. Pani Harmon podaa mu arkusik, a gdy rozoy go na stole, pochylia si nad ramieniem inspektora, aby razem z nim czyta na gos. Pismo starszej pani byo chwiejne, nieatwe do odcyfrowania. "Lampa". Nieco niej: "Fioki". Odstp i pytanie: "Gdzie fiolka aspiryny?" Kolejny punkt dziwnego rejestru by szczeglnie trudny do odczytania. - "Rozkoszna mier" - powiedziaa wreszcie Bueczka. - Tak. To ciasto, ktre piecze Mitzi. A dalej? "Ciki dopust znoszony pogodnie i z odwag..." Co to znaczy, u licha? - "Kuracja jodowa" - przeczyta Craddock. - I "Pery"... Aha! Pery. - Dalej... "Lotty"... Nie, "Letty". Jej "e" wyglda czasami jak "o". - I "Berno"... A to co? "Emerytura". Inspektor i pani Harmon wymienili zdziwione spojrzenia. Nastpnie on powtrzy szybko wszystkie punkty. - Lampa. Fioki. Gdzie fiolka z aspiryn? Rozkoszna mier. Ciki dopust znoszony pogodnie i z odwag. Kuracja jodowa. Pery, Letty, Berno. Zapomoga starcza. - Co to wszystko znaczy? - zapytaa Bueczka. - Chyba nic. Ja nie widz adnego sensu! - Mnie zaczyna co wita... powiedzia tonem zastanowienia inspektor. - Ale sensu nie widz jasno. To ciekawe... "Pery". Czemu ona to napisaa? - O perach? - podchwycia pani Harmon. - To ma jakie znaczenie? - Czy panna Blacklock zawsze nosi trzy sznurki pere przypominajce obrk? - Tak. Zawsze. miejemy si z niej czasami. Bo tak bardzo wida, e s faszywe. Podobno ona uwaa je za eleganckie. - Moe by inny powd. - Nie powie pan chyba, e s prawdziwe? To wykluczone, prawda? - Czsto zdarza si pani oglda prawdziwe pery takich rozmiarw? - zapyta Craddock. - Te s tak szkliste! Inspektor wzruszy ramionami. - Mniejsza o to. Obecnie chodzi o pann Marple. Trzeba j koniecznie odszuka. Tak. Trzeba j odszuka, pki nie jest za pno. A moe ju jest za pno? Skrelone owkiem sowa dowodz, e bya na tropie. Ale to niebezpieczna historia, piekielnie niebezpieczna. I gdzie, u wszystkich diabw, podziewa si Fletcher? Craddock wyszed z probostwa i wielkimi krokami pomaszerowa w stron swojego samochodu. Szuka! Jedno, co moe teraz zrobi, to szuka. Nagle dobieg go gos spoza ociekajcego deszczem laurowego ywopotu. - Panie inspektorze! - odezwa si arliwym szeptem sierant Fletcher. - Panie inspektorze...

- 116 -

ROZDZIA DWUDZIESTY PIERWSZY


TRZY KOBIETY

W Little Paddocks skoczono kolacj, podczas ktrej wszyscy milczeli i byli zaenowani. Jedynie Patryk, ktry rzecz jasna zdawa sobie spraw, e jest w nieasce, usiowa podtrzymywa rozmow, ale jego starania nie odnosiy zamierzonego skutku. Filipa Haymes bya roztargniona i milczca, a panna Blacklock przestaa udawa, e jest pogodna i pena spokoju. Przebraa si na wieczr i zesza w naszyjniku z kamei, lecz po raz pierwszy w jej podkronych oczach wida byo strach i rce jej dray. Jedynie Julia potrafia zachowa przez cay wieczr waciw j ej cyniczn wynioso. - Bardzo mi przykro, prosz pani - zwrcia si do panny Blacklock - e nie mog spakowa si zaraz i wynie. Policja na pewno nie pozwoliaby na to. Spodziewam si jednak, e niedugo bd kala pani dom... Czy jak to si tam mwi w takich przypadkach? Lada chwila winien tu by inspektor Craddock z nakazem aresztowania i kajdankami. Otwarcie mwic, nie rozumiem, czemu tego dotd nie zrobiono. - On szuka teraz tej starszej pani... tej panny Marple - powiedziaa Letycja Blacklock. - Mylisz, ciociu Letty, e i ona pada ofiar mordercy? - zapyta Patryk z czysto teoretycznym zainteresowaniem. - Czemu, u licha? Co ona moga odkry? - Nie wiem - odrzeka gucho panna Blacklock. - Moe powiedziaa jej co panna Murgatroyd? - Jeeli j te zamordowano - podj Patryk - prosta logika wskazuje, e zrobi to moga tylko jedna osoba. - Kto? - Oczywicie, Hinchliffe! Gdzie ostatni raz widziano pann Marple yw? W Boulders! Wedug mojej hipotezy wcale nie wysza stamtd. Panna Blacklock cisna palcami czoo. - Gowa mnie boli - podja bezdwicznym gosem. - Hinch miaaby zamordowa pann Marple? W jakim celu! To jest niedorzeczne! - Byoby dorzeczne, gdyby Hinch zamordowaa uprzednio Murg - podchwyci Patryk triumfujcym tonem. - Ale Hinch nie zamordowaa Murg - zabraa gos Filipa, ktra nagle ockna si z apatii. Patryk by skory do sprzeczki. - Moga to zrobi, jeeli Murg wygadaa si z czym, co dowodzioby, e Hinch jest poszukiwanym morderc. - Przecie Hinch bya na posterunku policji, kiedy Murg zostaa uduszona. - Moga udusi j wczeniej, nim wyjechaa z Boulders. - Morderstwo - krzykna nagle Letycja Blacklock, czym zdumiaa wszystkich. - Morderstwo! Morderstwo! Nie moecie mwi o niczym innym? Boj si. Rozumiecie? Boj si, a dotd si nie baam. Sdziam, e potrafi upilnowa sam siebie... Ale jak upilnowa si wobec zabjcy, ktry czeka... podpatruje... liczy na sprzyjajc chwil. Boe! Wielki Boe! Pochylia gow i twarz ukrya w doniach, lecz wkrtce wyprostowaa si i wyjania sztywno: - Przepraszam. Nerwy mnie poniosy. - Nie martw si, ciociu Letty - powiedzia z uczuciem Patryk. Ja bd ci pilnowa.

- 117 -

- Ty? Panna Blacklock nie dodaa ani sowa wicej, lecz ton jej gosu powiedzia wiele. Dziao si to tu przed kolacj, a rozmow przerwaa Mitzi, ktra wtargna do pokoju i oznajmia, e nie bdzie gotowa. - W tym domu nic wicej nie zrobi! Id do swojego pokoju. Zamkn drzwi na klucz i zostan tam do rana. Boj si! Dokoa kto morduje ludzi. Zamordowa pann Murgatroyd z t jej gupi angielsk twarz. Kto mg zamordowa tak jak ona? Wariat! Tylko wariat! A wariatowi przecie wszystko jedno, kogo zabija. Nie chc, eby mnie zabi. Nie chc! W kuchni przesuwaj si jakie cienie, sycha dziwne szmery. Raz zdaje mi si, e kto chodzi po podwrku, to znw widz cie przy drzwiach do spiarki i sysz kroki. Id teraz do mojego pokoju. Zamkn drzwi na klucz i chyba zastawi komod. A rano powiem tym okrutnikom policjantom, e natychmiast odchodz. Jeeli mi nie pozwol, to powiem: "Bd krzyczaa, krzyczaa, krzyczaa, a mnie wypucicie!" Wszyscy wzdrygnli si nerwowo, gdy dobrze pamitali, do czego zdolna jest Mitzi, jeli chodzi o krzyk. - Id teraz do mojego pokoju - powtrzya i by nie pozostawi adnych wtpliwoci, zrzucia szybko kretonowy fartuch, ktry miaa na sobie. Dobranoc, prosz pani - zwrcia si do panny Blacklock. - Moe jutro rano nie bdzie pani ya, wic na wszelki wypadek mwi take: egnam! Wysza wawo, a drzwi, jak zwykle, zamkny si za ni z aosnym skrzypniciem. Julia podniosa si z krzesa. - Ja przygotuj kolacj - oznajmia rzeczowym tonem. - Nawet dobrze si skada, bo siedzc wci ze mn przy stole, bylicie tylko zakopotani. Patryk obwoa si opiekunem cioci Letty, wic niech kosztuje tego, co bd podawaa na st. Nie yczyabym sobie, by prcz innych zbrodni zarzucono mi jeszcze otrucie panny Blacklock. W rezultacie Julia przygotowaa i podaa na st bardzo smaczn kolacj. Filipa popieszya za ni do kuchni i zaoferowaa swoj pomoc, ale spotkaa si ze stanowcz odmow. - Julio, chc ci co powiedzie... zacza. - Nie pora teraz na dziewczce zwierzenia - przerwaa szorstko Julia. - Wracaj do pokoju stoowego, Filipo. Kolacja dobiega koca. Cae towarzystwo znalazo si w salonie, gdzie na maym stoliku przed kominkiem postawiono kaw. Wygldao na to, e nikt nie ma nic do powiedzenia. Wszyscy czekali. Po prostu czekali. O p do dziewitej zatelefonowa inspektor Craddock. - Bd u pani za jaki kwadrans - zapowiedzia. - Przyprowadz te pastwa Easterbrookw i pani Swettenham z synem. - Ale panie inspektorze... Nie jestem dzi usposobiona do rozmw. Nie mog... - Gos panny Blacklock wiadczy, e jest u kresu wytrzymaoci. - Rozumiem, jak si pani czuje - przerwa inspektor. - Bardzo mi przykro, ale to pilna sprawa. - Czy... Czy odnalaz pan pann Marple? - Nie - odpowiedzia krtko i przerwa poczenie. Julia odniosa do kuchni tac z filiankami po kawie i ku niemaemu zdziwieniu zastaa tam Mitzi, ktra patrzya na uoony w zlewie stos naczy kuchennych i zastawy stoowej. - I co pani narobia w mojej kuchni! - wybuchna Mitzi. - O, ta patelnia! Uywam jej do omletw, tylko do omletw! A co pani na niej smaya? - Cebul. - Zniszczona! Cakiem do niczego. Trzeba j bdzie umy, a ja nigdy, nigdy nie myj patelni do omletw. Wycieram tylko czystym kawakiem papieru i koniec. Albo ten rondelek, co go uywam do gotowania mleka...

- 118 -

- Nie wiem, Mitzi - przerwaa gniewnie Julia - jakich patelni i rondelkw uywa pani do czego. Miaa pani pooy si do ka, wic po jakie licho przysza pani tutaj? Prosz si wynosi i da mi pozmywa w spokoju. - Nie! Pani nie ma nic do roboty w mojej kuchni. - Trudno z pani wytrzyma, Mitzi! Julia zirytowaa si. Gdy wychodzia z kuchni, odezwa si dzwonek. - Ja nie otworz nikomu! - zawoaa z kuchni Mitzi, wic Julia zakla pgosem, ruszya w stron frontowych drzwi i do holu wpucia pann Hinchliffe. - Dobry wieczr! Przepraszam za wizyt nie w por. Inspektor chyba dzwoni, co? - Nie mwi, e pani te przyjdzie - odrzeka Julia, prowadzc niespodziewanego gocia do salonu. - Powiedzia mi, e mog nie przyj, jeeli nie mam ochoty. Ale miaam ochot. Nikt nie pospieszy z kondolencjami. Nikt nie wspomnia sowem o mierci panny Murgatroyd. Wymizerowana, zbolaa twarz tej rosej, penej ycia kobiety zdawaa si mwi, e wszelkiego rodzaju wyrazy wspczucia zakrawayby na impertynencj. - Trzeba zapali wszystkie wiata - odezwaa si panna Blacklock. - Dorzucie wgla na kominek. Zimno mi... okropnie zimno. Prosz - zwrcia si do panny Hinchliffe. - Zechce pani usi tutaj, blisko ognia. Inspektor zapowiedzia si za kwadrans. Chyba ju zaraz bdzie. - Mitzi jest w kuchni - powiedziaa Julia. - Naprawd? Czsto wydaje mi si, e ta dziewczyna jest szalona... Ale bo ja wiem? Moe wszyscy jestemy szaleni? - Nie rozumiem, czemu mwi si, e sprawcy zbrodni s szaleni! - warkna panna Hinchliffe. - Nie zgadzam si! Przestpca musi by przy zdrowych zmysach. Musi by przeraajco chytry i przy zdrowych zmysach! Przed domem zatrzyma si samochd i do salonu wkroczy Craddock w towarzystwie pastwa Easterbrookw oraz pani Swettenham i Edmunda. Wszyscy byli przygnbieni, dziwnie pokorni. - Ha! Pikny ogie - powiedzia pukownik tonem, ktry zabrzmia niczym odlege echo jego normalnego gosu. Pani Easterbrook nie zdja futra i usadowia si blisko ma. Jej twarz, adn zazwyczaj i bez wyrazu, ciga teraz bolesny skurcz. Edmund by zy i patrzy wilkiem na wszystkich. Jedna pani Swettenham z trudnoci panowaa nad sob i, silc si na pozorny spokj, sprawiaa wraenie wasnej karykatury. - To straszne, prawda? - rozpocza konwersacj. - Wszystko jest straszne. Wszystko, co dzieje si ostatnio. Wic im mniej o tym mwi, tym, oczywicie, lepiej. Bo, prosz pastwa, waciwie nikt nie wie, na kogo przyjdzie kolej. Jak w czasie morowej zarazy. Droga, kochana pani - zwrcia si do panny Blacklock - myl, e posuyby pani yk koniaku... Tak p kieliszka, co? Doprawdy, nie znam lepszego ni koniak rodka uspokajajcego i odywczego. To nietakt... wielki nietakt, e wtargnlimy tutaj, ale inspektor tego zada. I jakie to okropne, e dotd jej nie odnaleziono. Mwi naturalnie o tej starej biedulce z probostwa. Bueczka Harmon jest bliska obdu. Nikt nie ma pojcia, dokd posza i dlaczego nie wrcia do domu. U nas nie bya. Nawet jej dzi nie widziaam. Bo gdyby wesza, musiaabym j widzie... ja albo Edmund. Przez cay czas byam w bawialni od podwrka, a on siedzia w swojej pracowni, w pokoju od frontu. Mam nadziej, e nic zego jej nie spotkao, i gorco modl si o to. Taka z niej mia, urocza staruszka, taki bystry umys i... - Mamo! - podchwyci Edmund zbolaym gosem. - Nie mogaby umilkn? - Naturalnie, mj drogi. Swka wicej nie pisn - zgodzia si i usiada na kanapie obok Julii.

- 119 -

Inspektor Craddock sta tu przy drzwiach. Przed sob, niemal w jednym szeregu, mia trzy kobiety. Julia i pani Swettenham siedziay na kanapie. Pani Easterbrook usadowia si na porczy fotela pukownika. Nie on tak je rozmieci, lecz mu to najzupeniej odpowiadao. Panna Blacklock i panna Hinchliffe siedziay pochylone nad ogniem. Edmund sta w pobliu nich. Filipa znajdowaa si w cieniu, na dalszym planie. Craddock przystpi do rzeczy bez omwie i wstpu. - Wszystkim pastwu wiadomo, e panna Murgatroyd zostaa zamordowana - rozpocz. Opierajc si na pewnych wskazwkach, przyjmujemy, e tej zbrodni dokonaa kobieta. Z innych, rwnie wanych powodw wolno nam jeszcze bardziej zacieni krg podejrzanych. Zamierzam zwrci si do niektrych z obecnych tutaj pa z pytaniem, co robiy dzi po poudniu, midzy godzin czwart a czwart dwadziecia. Mona powiedzie, e zeznanie zoya ju... zoya moda osoba, ktra uchodzia za pann Juli Simmons. Poprosz j o powtrzenie zeznania i oczywicie musz ostrzec pani, panno Simmons, e wolno pani nie udziela odpowiedzi, ktre mogyby by dla niej obciajce, a wszystko, co pani powie, zostanie zaprotokoowane przez posterunkowego Edwardsa i moe by wykorzystane jako dowd dla sdu. - Czy rzeczywicie musi pan to mwi - Julia bya blada, wci jednak chodna i opanowana. - Powtarzam, e midzy godzin czwart a czwart trzydzieci byam sama na spacerze. Szam na przeaj przez pola a do strumyka i farmy Camtona. Wracaam stamtd drog wzdu pola, na ktrym rosn trzy topole. Nie przypominam sobie, abym kogo spotkaa. Nie byam w pobliu Boulders. - Pani Swettenham? - Czy obowizek nakazuje panu ostrzega nas wszystkich? - zapyta Edmund. Inspektor spojrza na niego. - Nie. Na razie tylko pann Simmons. Nie przypuszczam, prosz pana, by inne zeznania mogy by obciajce. Ma si rozumie jednak, kady z pastwa moe zada obecnoci swojego adwokata i tylko przy nim odpowiada na pytania. - Byaby to niepotrzebna strata czasu - odrzeka pani Swettenham. - Od razu mog powiedzie dokadnie, co robiam w tym czasie. O to panu chodzi? Prawda, inspektorze? Mam ju rozpocz? - Bardzo prosz. - Zaraz... Niech no pomyl troch... - Pani Swettenham zamkna i po chwili otworzya oczy. - Oczywicie nie miaam nic wsplnego z zabjstwem panny Murgatroyd. Jestem pewna, e nikt z tu obecnych nie ma pod tym wzgldem wtpliwoci. Ale znam ycie i wiem, e policja musi zadawa mnstwo niepotrzebnych pyta i odpowiedzi notowa starannie do... jak to si mwi?... do protokou, prawda? - rzucia pytanie zapracowanemu posterunkowemu Edwardsowi i dodaa uprzejmie: - Mam nadziej, e nie mwi zbyt prdko, prosz pana? Policjant - biegy stenograf - by niezbyt obyty, wic zaczerwieni si po uszy i bkn: - Nie, prosz szanownej pani. Ale nie zaszkodzioby troch wolniej. Pani Swettenham podja przemow, robic stosowne pauzy w miejscach, gdzie jej zdaniem winny znajdowa si przecinki bd kropki. - Ma si rozumie, trudno mi by bardzo cis, gdy szczerze mwic, mam nie najlepsze poczucie czasu... No i od wojny poowa naszych zegarw stoi, a te, ktre chodz, czsto spniaj si albo piesz, albo zapominamy je nakrci. - Pani Swettenham umilka na chwil, aby obecni mogli odczu lepiej ten zamt w czasie; pniej podja ywo: - Co ja robiam o czwartej po poudniu? Aha! Zdaje mi si, e robiam pit u skarpety i sama nie wiem, czemu si pomyliam i zamiast robi oczka prawe, zrobiam lewe. A jeeli nie robiam tego, to chyba byam w ogrodzie i zrywaam uschnite chryzantemy. Nie! Chryzantemy zrywaam wczeniej. Jeszcze przed deszczem. - Deszcz zacz pada dziesi po czwartej - wtrci inspektor.

- 120 -

- Naprawd? To ju sobie teraz przypominam. Poszam na pitro, eby ustawi w korytarzu miednic, tam gdzie podczas deszczu dach zawsze przecieka. Tym razem woda kapaa wyjtkowo szybko, wic pomylaam, e rynna znw musiaa si zatka. Szybko zeszam na d po paszcz nieprzemakalny i gumowe buty. Po drodze zawoaam Edmunda, ale nie odpowiedzia, wic pomylaam, e nie bd mu przeszkadza, bo moe akurat pisze co bardzo wanego w tej swojej powieci, a ja nieraz radziam sobie sama w takich przypadkach. Posugiwaam si kijem od mioty przywizanym do takiej dugiej erdki, ktr otwiera si i zamyka oberlufty. Craddock spojrza na pen zdziwienia twarz swojego podwadnego. - To znaczy - powiedzia - e pani czycia rynn? - Tak. Bya kompletnie zapchana limi. Dugo to trwao i przemokam caa, ale wszystko doprowadziam do porzdku. Pniej wrciam do domu, przebraam si i umyam, bo widzi pan, gnijce licie obrzydliwie cuchn. No i poszam do kuchni, eby postawi na ogniu czajnik. Kuchenny zegar wskazywa kwadrans po szstej. Posterunkowy Edwards szeroko otworzy oczy. - Co znaczy - wyjania dobitnie pani Swettenham - e byo dokadnie dwadziecia minut przed pit... Albo co koo tego - dodaa przezornie. - Czy widzia kto pani, kiedy bya pani przed domem i czycia rynn? - Nie. Gdyby kto mnie widzia, poprosiabym go o pomoc. Wcale nie tak atwo samej czyci rynn. - A zatem wtedy, kiedy pada deszcz, znajdowaa si pani przed domem, ubrana w paszcz nieprzemakalny i gumowe buty. Wedug wasnych zezna, czycia pani rynn, ale prawdy tych stw nikt potwierdzi nie moe. Czy to si zgadza? - Moe pan obejrze rynn. Jest czysta jak zoto. - Sysza pan, e matka pana woaa? - zapyta Craddock Edmunda. - Nie. Spaem jak zabity. - Edmundzie! - zawoaa pani Swettenham. - A ja mylaam, e ty piszesz! Inspektor zwrci si do pani Easterbrook: - Teraz pani bdzie askawa... - Byam z mem w gabinecie - odpowiedziaa, robic do detektywa sodkie oczy. Suchalimy radia. Prawda, Archie? Nastpia kopotliwa pauza. Pukownik mocno poczerwienia, uj rk ony. - Nie znasz si na takich sprawach, keczku - zacz. - C... Musz powiedzie, inspektorze, e pan... e pan nas zaskoczy. Moj on wyprowadzio to z rwnowagi... Strasznie si przeja... Jest nerwowa, lkliwa i... i nie rozumie wagi, jak naley przywizywa do zezna w takich przypadkach. - Archie! - zawoaa z wyrzutem pani Easterbrook. - Chcesz powiedzie, e nie bye ze mn? - A czy byem, moja droga? C... W podobnych razach naley cile trzyma si faktw. To kwestia pierwszorzdnego znaczenia. Rozmawiaem z Lampsonem, farmerem z Croft End, na temat ogrodzenia siatk wybiegu dla drobiu. Bya wtedy... plus minus za kwadrans czwarta. Do domu wrciem ju po deszczu... Krtko przed podwieczorkiem... mniej wicej za kwadrans pita. Laura podsmaaa wtedy grzanki. - Czy pani wychodzia rwnie? - zapyta inspektor. adna twarz skurczya si jeszcze bardziej. Oczy przybray zastraszony wyraz. - Nie... Nie! W domu suchaam radia. Wychodziam wczeniej. Okoo p do czwartej. Na krtki spacer. Nie byam nigdzie daleko. Umilka i spojrzaa na Craddocka tak, jak gdyby oczekiwaa dalszych pyta. - Bardzo pani dzikuj. Zeznania przepiszemy na maszynie i bdzie pani moga przeczyta je i podpisa, jeeli oka si zgodne z prawd.

- 121 -

Pani Easterbrook zirytowaa si nagle. - Czemu nie pyta pan innych, gdzie byli i co robili? - zawoaa jadowicie. - Tej Haymes! Albo Edmunda Swettenhama? Skd pan wie, e on spa w swoim pokoju? Przecie go nikt nie widzia. - Panna Murgatroyd nie yje - odpowiedzia z niezachwianym spokojem inspektor Craddock ale przed mierci zdya przekaza bardzo istotn wiadomo. Podczas napadu nie widziaa kogo, kto powinien znajdowa si w tym salonie. Najpierw wymienia swojej przyjacice nazwiska osb, ktre widziaa. Pniej, drog eliminacji, dokonaa odkrycia, e kogo nie widziaa. - Nikt nie mg nic widzie - wtrcia Julia. - Murgatroyd moga! - zahucza nieoczekiwanie bas panny Hinchliffe. - Bya za skrzydem otwartych drzwi, tam gdzie obecnie stoi inspektor. Ona jedna moga widzie wszystko. - Aha! Tak si wam wszystkim zdaje, co? - zapytaa Mitzi. Do salonu wtargna gwatownie, a drzwi pchna tak, e omal nie potrcia Craddocka. Bya w najwyszym stopniu podniecona. - Mnie, Mitzi, nie poprosi pan tu z innymi! Nie poprosi pan, co? Jestem tylko Mitzi! Mitzi z kuchni! W kuchni powinnam siedzie! Ale mwi panu, panie policjant, e Mitzi potrafi patrze rwnie dobrze jak kady inny. Lepiej ni kady inny, no nie? Mitzi widuje rne rzeczy i co widziaa w ten dzie, kiedy tu byo wamanie. Widziaam co i oczom nie chciaam wierzy, wic trzymaam jzyk za zbami. Do dzi trzymaam jzyk za zbami! Mylaam, e nie powiem, co widziaam. Nie powiem zaraz. Moe pniej. Mylaam, e lepiej bdzie zaczeka. - I zada pienidzy od pewnej osoby, kiedy caa historia przycichnie! - podchwyci Craddock. - Tak pani mylaa, prawda? Mitzi prychnea na jak rozjuszona kotka: - Czemu miaabym tak nie myle, co? Czemu pan na mnie krzyczy? To moe le wzi pienidze za to, e kto jest szlachetny i dochowuje sekretu? No bo tam miay by wkrtce pienidze, grube pienidze! Bardzo grube! O! Ja sysz i widz, co si dokoa dzieje. Wiem wszystko o tajnym zwizku Fipemmer, ktrego ona... - dramatycznym gestem wskazaa Juli. - Ona jest agentk! Tak! Mylaam, e poczekam i zadam pienidzy, ale teraz si boj. Wol by bezpieczna. Kto mgby i mnie zabi, prawda? No to lepiej powiem wszystko, co mi wiadomo. - Susznie - podchwyci inspektor z nut sceptycyzmu. - A co pani wiadomo? - Zaraz pan usyszy - podja z godnoci. - Tamtego wieczora nie byam w pokoju kredensowym i nie czyciam srebra, chocia tak mwiam na pocztku. Byam ju w jadalni, kiedy huknfy strzay. Wyjrzaam przez dziurk od klucza. W holu byo ciemno, ale usyszaam jeszcze jeden strza, latarka upada i odwrcia si tak, e zobaczyam jedn osob. Staa za tamtym czowiekiem. W rku trzymaa rewolwer. Widziaam j! Pann Blacklock! - Mnie? - zapytaa ze zdumieniem Letycja Blacklock. - Szalona jeste, Mitzi? - To wykluczone! - zawoa Edmund. - Mitzi nie moga widzie panny Blacklock, bo... - Nie moga? - podchwyci Craddock lodowato zimnym tonem. - A to czemu? Moe dlatego, e to nie panna Blacklock staa z rewolwerem w rku za tamtym czowiekiem, ale pan, panie Swettenham? - Ja? Skd, u diaba? C to za nowy pomys? - Pan wzi rewolwer pukownika Easterbrooka. Pan porozumia si z tym Szwajcarem, wmwiwszy mu, e chodzi o wietny kawa. Pan poszed za Patrykiem Simmonsem do tamtej czci salonu, a kiedy wiato zgaso, wymkn si pan przez rzekomo lepe drzwi, ktre uprzednio pan starannie naoliwi. Dwukrotnie wystrzeli pan do panny Blacklock, a Rudi

- 122 -

Scherz pad ofiar trzeciego paskiego strzau. W par sekund pniej by pan znw w salonie i zacz pan pstryka zapalniczk. W pierwszej chwili Edmund nie mg doby gosu. Pniej wybuchn: - To szataski pomys! Dlaczego ja? Jaki motyw mgby mn kierowa? - Prosz pamita, e gdyby panna Blacklock umara przed pani Goedler, spadek odziedziczyyby dwie osoby. Tych dwoje to Fip i Emma. Okazao si, e Julia Simmons jest Emm... - A ja Fipem? Tak to pan sobie wymyli? - rozemia si Edmund. - Fantastyczna historia! Absolutnie fantastyczna! Jestem mniej wicej w odpowiednim wieku. To wszystko! atwo dowiod panu... e naprawd jestem sob. Mam metryk urodzenia, wiadectwa szkolne, uniwersyteckie... Wszystko! - On nie jest Fipem - zabrzmia gos z cienia i na rodek salonu wystpia bardzo blada Filipa Haymes. - Fip to ja, inspektorze. - Pani? - Tak. Wszyscy byli przekonani, e Fip to chopiec. Oczywicie Julia wie, e ma bliniacz siostr... nie brata. Nie rozumiem, czemu nic dzi nie powiedziaa... - Przez solidarno rodzinn - podchwycia Julia. - Dzi po poudniu uprzytomniam sobie nagle, kim jeste. Dotd nie miaam pojcia. - Wpadam na pomys taki sam, jak ona - podja Filipa drcym lekko gosem. - Kiedy mj m... Kiedy straciam ma i skoczya si wojna, nie wiedziaam, co z sob zrobi. Matka umara przed wieloma laty. Zebraam informacje o moich krewnych, Goedlerach. Pani Goedler bya umierajca, a po jej mierci cay majtek mia dosta si jakiej pannie Blacklock. Dowiedziaam si, gdzie ta panna Blacklock mieszka i... No i przyjechaam tutaj. Zaczam pracowa u pani Lucas. Liczyam, e panna Blacklock, starsza i samotna osoba, zechce... By moe zechce troch pomc. Nie mnie, bo mog przecie pracowa, ale pomc w ksztaceniu mojego syna. Ostatecznie w gr wchodziy pienidze Goedlera, a ona nie miaa nikogo z bliskich, na kogo mogaby je wydawa. Filipa umilka na chwil, nastpnie za mwia szybciej, jak gdyby pilno jej byo teraz, gdy przeamaa wreszcie dugotrwa powcigliwo. - Pniej by ten napad i zaczam ba si na serio. Wydawao mi si, e ja jestem jedyn osob, ktra moe mie powd, by zabi pann Blacklock. Nie miaam pojcia, kim moe by Julia. Jestemy bliniaczkami, ale mao do siebie podobnymi. Byam pewna, e tylko na mnie moe pa podejrzenie. Zrobia pauz i odgarna z czoa jasne wosy. W tym momencie Craddock uprzytomni sobie, e zblake zdjcie amatorskie z paczki listw musi przedstawia jej matk. Podobiestwo byo uderzajce. Zrozumia rwnie, czemu mia mgliste skojarzenia ze znalezion w licie Letycji Blacklock wzmiank o zaciskaniu pici i rozprostowywaniu palcw. Teraz robia to Filipa! - Panna Blacklock bya dla mnie dobra... bardzo dobra. Nie usiowaam jej zabi. Nigdy podobna myl w gowie mi nie postaa. Ale Fip to ja, panie inspektorze, wic teraz nie moe pan podejrzewa Edmunda. - Nie mog? Naprawd? - gos Craddocka zabrzmia znw lodowato. - Edmund Swettenham to mody czowiek, ktry bardzo lubi pienidze. By moe ten mody czowiek z chci oeniby si bogato. Ale jego wybranka nie byaby bogata, gdyby panna Blacklock nie umara wczeniej ni pani Goedler. A poniewa wygldao na to, e pani Goedler musi umrze przed pann Blacklock... C, trzeba byo co z tym fantem zrobi. Prawda, panie Swettenham? - To nikczemne garstwo! - wybuchn Edmund. W tej chwili dobieg z kuchni krzyk - peen grozy, rozdzierajcy krzyk przeraenia. - To nie Mitzi! - zawoaa Julia. - Nie - odpar Craddock. To morderczyni trojga ludzi.

- 123 -

ROZDZIA DWUDZIESTY DRUGI


PRAWDA

Kiedy inspektor zaatakowa Edmunda Swettenhama, Mitzi cichaczem opucia pokj i wrcia do kuchni. Zacza napenia wod zlewozmywak i w teje chwili wesza panna Blacklock. - Ale kamczucha z ciebie, Mitzi - powiedziaa agodnie. - No i nie tak si zmywa. Trzeba zacz od sztucw, nie aowa wody. Mitzi posusznie odkrcia kurki. - Nie gniewa si pani na mnie? Prawda, prosz pani? - Gdybym si miaa gniewa za wszystkie kamstwa, jakie pani opowiada, byabym nieustannie zagniewana. - Zaraz pjd do inspektora i powiem, e wszystko zmyliam. Dobrze? - Inspektor wie ju o tym - odrzeka wesoo panna Blacklock. Dziewczyna zacza zakrca kurki i wwczas dwie donie uniosy si za jej plecami, chwyciy gow Mitzi i si zanurzyy w penym po brzegi zlewie. - Nareszcie! Tylko ja wiem, e powiedziaa prawd! - sykna jadowicie panna Blacklock. Mitzi szarpaa si i wyrywaa, lecz silne donie naciskay jej gow i utrzymyway pod wod. Wtedy - tu za pann Blacklock - rozbrzmia donony i paczliwy gos Dory Bunner: - Ach, Lotty!... Nie czy tego, Lotty! Panna Blacklock krzykna rozdzierajco i uniosa rce, a chocia w kuchni nie byo nikogo, krzyczaa nadal, gdy tymczasem Mitzi wyprostowaa si, charczc i prychajc. - Doro... Wybacz mi, Doro... Ja musiaam... Musiaam... Wreszcie podbiega ku drzwiom pokoju kredensowego, lecz rosy sierant Fletcher zatarasowa jej drog, a ze schowka na mioty wyonia si zgrzana i triumfujca panna Marple. - Zawsze umiaam naladowa ludzkie gosy - powiedziaa. - Pani pozwoli ze mn - odezwa si sierant Fletcher. - Byem wiadkiem usiowania morderstwa tej dziewczyny. Znajd si take inne zarzuty. Uprzedzam pani, Letycjo Blacklock... - Charlotto Blacklock - poprawia panna Marple. - To jest, sierancie, Charlotta Blacklock, nie Letycja. Pod naszyjnikiem, ktry zawsze nosi, znajdzie pan blizn po operacji. - Po operacji? - Tak, tarczycy. Morderczyni - spokojna ju i opanowana - spojrzaa na pann Marple. - Wic pani wie wszystko? - Tak. I to od pewnego czasu. Charlotta usiada przy stole i wybuchnea paczem. - Nie powinna bya pani tego robi. Nie powinna bya pani naladowa gosu Dory. Ja kochaam Dor. Kochaam j naprawd. Inspektor Craddock i inni skupili si w drzwiach kuchni. Posterunkowy Edwards, ktry niezalenie od swoich licznych umiejtnoci zna rwnie zasady pierwszej pomocy i sztucznego oddychania, troskliwie zaj si niedosz ofiar panny Blacklock. Mitzi wnet odzyskaa mow i ja rozpywa si w lirycznych pochwaach samej siebie.

- 124 -

- Dobrze si spisaam, no nie? Jestem sprytna! Jestem odwana! O tak! Jestem bardzo odwana. Omal mnie nie zamordowaa, no nie? Ale byam waleczna i zaryzykowaam! Nagle panna Hinchliffe roztrcia wszystkich gwatownie i skoczya ku Charlotcie Blacklock, ktra nadal szlochaa przy stole. Sierant Fletcher musia uy caej swojej siy, by j powstrzyma. - Spokj, prosz pani... Spokj, jeli aska... Panna Hinchliffe rzucia przez zacinite zby: - Dajcie j w moje rce! Dajcie mi j! To ona zabia Amy Murgatroyd! Charlotta Blacklock uniosa wzrok i aonie pocigna nosem. - Nie chciaam jej zabi. Nie chciaam zabi nikogo. Musiaam! Najbardziej al mi Dory... Po jej mierci zostaam sama. Zupenie sama, Doro... Ach, Doro! Doro! Z tymi sowy zakrya twarz rkami i znowu wybuchna paczem.

- 125 -

ROZDZIA DWUDZIESTY TRZECI


WIECZR A PROBOSTWIE

Panna Marple zasiada w fotelu z wysokim oparciem. Naprzeciw niej Bueczka przycupna na pododze przed kominkiem, obejmujc rkoma kolana. Wielebny Julian Harmon sta pochylony i tym razem przypomina raczej zaciekawionego uczniaka ni mczyzn u schyku wieku dojrzaego. Inspektor Craddock pali fajk, popija whisky z wod sodow i najoczywiciej by wreszcie nie na subie. Julia, Patryk, Edmund i Filipa stanowili zewntrzny krg zgromadzenia. - Myl, e to pani powinna wszystko opowiedzie - zwrci si Craddock do panny Marple. - Nie, drogi chopcze. Bynajmniej. Pomagaam tylko troch tu i wdzie. Panu powierzono ledztwo, pan je prowadzi, wie pan tyle samo co i ja. - No to opowiadajcie wsplnie! - zawoaa niecierpliwie Bueczka. - Ciocia Jane troch. Pan inspektor troch. Tylko niech ona zacznie, bo uwielbiam zawie drogi, jakimi wdruj jej myli. Kiedy, ciociu, pierwszy raz zawitao ci w gowie, e panna Blacklock wyreyserowaa t ca histori? - Trudno to sprecyzowa, moja droga. Oczywicie wydawao mi si od samego pocztku, e idealna osoba lub raczej najbardziej rzucajca si w oczy osoba, ktra moga zorganizowa rzekomy napad, to sama panna Blacklock. Rudi Scherz mia kontakt jedynie z ni w caym gronie podejrzanych, no i podobn scen znacznie atwiej zainscenizowa u siebie ni gdziekolwiek indziej. Na przykad kwestia centralnego ogrzewania. Nie rozpalono ognia na kominku, bo wwczas salon musiaby by owietlony. A przecie moga to zarzdzi tylko i wycznie pani domu. Nie znaczy to, e od pocztku podejrzewaam pann Blacklock. Nic podobnego! Raczej ubolewaam w duchu, e sprawa nie wyglda a tak prosto. Nie, nie! Daam si nabra jak wszyscy inni. Rzeczywicie sdziam, e kto dybie na ycie Letycji Blacklock. - Najpierw warto by chyba wyjani, co si waciwie dziao od pocztku - zabraa gos pani Harmon. - Czy ten mody Szwajcar rzeczywicie j zna? - Tak. Pracowa niegdy... - Panna Marple zawahaa si i spojrzaa na inspektora. - Pracowa - podchwyci tamten - w klinice doktora Adolfa Kocha w Bernie. Koch by znanym w wiecie specjalist od chirurgii tarczycy. Charlotta Blacklock zostaa powierzona jego pieczy, a Rudi Scherz pracowa tam wwczas jako sanitariusz. Kiedy osiad w Anglii, pozna w hotelu dawn pacjentk doktora Kocha i zagadn j pod wpywem pierwszego wraenia. Gdyby zastanowi si troch, zapewne nie zrobiby tego, bo posad w klinice straci w przykrych dla siebie okolicznociach. Jednake stao si to znacznie pniej i o jego sprawkach Charlotta Blacklock nie moga nic wiedzie. - Wic nie mwi jej nigdy o Montreux? Nie podawa si za syna waciciela hotelu? - Oczywicie, e nie! Panna Blacklock zmylia to, aby wytumaczy, czemu Rudi Scherz zwrci si do niej po nazwisku. - Musia to by dla niej wielki cios - powiedziaa panna Marple po chwili zastanowienia. Czua si stosunkowo bezpiecznie, a tu nagle, w wyniku niewiarygodnego pecha, pojawia si kto, kto zna j nie jako jedn z panien Blacklock (na to bya przygotowana), lecz jako Charlott Blacklock, pacjentk, ktra w klinice doktora Kocha poddaa si niegdy operacji tarczycy. Ale yczya sobie, Bueczko, by wyjani, co si dziao od pocztku. Ot sdz, a inspektor Craddock przyzna mi zapewne racj, e pocztek nastpi wwczas, gdy u Charlotty Blacklock, adnej, penej ycia, uczuciowej modej dziewczyny, stwierdzono powikszenie - 126 -

tarczycy. To j zaamao, gdy bya bardzo wraliwa, a ponadto przywizywaa du wag do swojej powierzchownoci. Nic dziwnego. Dziewczta w tym wieku, poniej dwudziestu lat, czsto bywaj nader czue na punkcie wasnej urody. Gdyby miaa matk bd rozsdnego ojca, nie popadaby zapewne w stan tak rozpaczliwy i beznadziejny, jak to si stao. Niestety, nie byo przy niej nikogo, kto oderwaby j od ponurych myli o chorobie i widocznym znieksztaceniu, zmusi do widywania ludzi i prowadzenia normalnego ycia. No i gdyby miaa inne otoczenie, o wiele lat wczeniej zostaaby skierowana na operacj. Jednake doktor Blacklock, starowiecki tyran domowy o ciasnym umyle, by, jak si zdaje, czowiekiem wyjtkowo upartym. Nie wierzy w tego rodzaju operacje. Musia wmwi crce, e nic jej nie pomoe oprcz stosowania jodu i jeszcze jakich innych lekw. Charlotta wierzya ojcu, a i Letycja ufaa zapewne jego umiejtnociom lekarskim o wiele bardziej, ni naleao. Charlotta bya gupio i bezwolnie przywizana do ojca. Nie wtpia, e suszno jest po jego stronie, ale jej gruczo tarczycowy powiksza si i stawa coraz bardziej widoczny, wic zacza zamyka si w domu i zdecydowanie unika kontaktw z ludmi. W gruncie rzeczy bya istot agodn i niesychanie uczuciow. - To dziwna charakterystyka morderczyni - wtrci Edmund. - Czy ja wiem? - podja panna Marple. - agodni ludzie o sabym charakterze czsto bywaj nad wyraz zdradliwi. A jeeli czuj uraz do ycia, atwo trac nawet t odrobin si moralnych, jak mog mie. Oczywicie, osobowo Letycji Blacklock przedstawiaa si zupenie inaczej. Podczas rozmowy z inspektorem Craddockiem Bella Goedler powiedziaa o niej, e jest naprawd dobra. Tak! Letycja Blacklock bya dobra. Bya kobiet wyjtkowej uczciwoci i, wedug jej wasnych sw, nie potrafia zrozumie, jak ludzie mog nie dostrzega, e co jest nieuczciwe. Nawet przy najwikszych pokusach nie byaby zdolna do popenienia jakiegokolwiek przestpstwa. - Letycja kochaa siostr - podja znowu panna Marple po krtkiej pauzie. - W bardzo dugich listach opisywaa jej rozmaite wydarzenia, nie szczdzc stara, by chora nie utracia kontaktu z yciem. Martwi j chorobliwy, beznadziejny stan, w jakim pograa si Charlotta. Wreszcie doktor Blacklock umar. Letycja bez wahania rzucia posad u Randalla Goedlera i cakowicie powicia si siostrze. Zabraa j do Szwajcarii, aby z tamtejszymi specjalistami rozway przeprowadzenie operacji. Byo ju bardzo pno, lecz, jak nam wiadomo, operacja przebiega pomylnie. Zeszpecenie znikno, a blizn atwo byo ukrywa pod przypominajcym obrk naszyjnikiem z pere bd paciorkw. Wybucha wojna. Powrt do Anglii by trudny, wic siostry pozostay w Szwajcarii, gdzie pracoway w Czerwonym Krzyu i w innych instytucjach spoecznych. Czy to si zgadza, inspektorze? - Tak, prosz pani - powiedzia Craddock. - Od czasu do czasu otrzymyway wiadomoci z kraju, a midzy innymi dowiedziay si zapewne, e dni Belli Goedler wydaj si policzone. Niewtpliwie zgodne z ludzk natur byy rozmowy sistr na ten temat i snucie planw na niedalek przyszo, kiedy przypadnie im w udziale olbrzymia fortuna. Moim zdaniem, naley sobie uprzytomni, e takie plany byy wane zarwno dla Charlotty, jak i dla Letycji. W tym czasie Charlotta po raz pierwszy w yciu moga porusza si swobodnie i by normaln kobiet, na ktr nikt nie patrzy z odraz czy te wspczuciem. Nareszcie wolno jej byo cieszy si yciem, wic ca zmarnowan przeszo powinna wtoczy w niewiele pozostaych jej jeszcze lat. Podre, dom w piknym ogrodzie, wytworne stroje, biuteria, teatry, koncerty, zaspokajanie wszelkich kaprysw - wszystko to stanowio dla Charlotty co w rodzaju zaczarowanego wiata z bani. Nagle Letycja, zdrowa i silna Letycja, zapada na gryp, pniej na zapalenie puc i umara w cigu tygodnia. Charlotta nie tylko stracia siostr, lecz rwnie umkna jej caa wymarzona przyszo. Wydaje mi si, e musiaa odczuwa do niej pewn uraz. Czemu umara akurat

- 127 -

teraz, w kilka dni po otrzymaniu wiadomoci, e Bella Goedler nie poyje dugo? Jeszcze moe miesic i pienidze przypadyby Letycji i jej. Tak! Gdyby Letycja nie umara! I tutaj wanie, jak sdzi naley, objawiy si rnice charakterologiczne pomidzy siostrami. Charlotta nie zdawaa sobie sprawy, e pomys, ktry raptownie przyszed jej do gowy, by nieuczciwy. Naprawd nieuczciwy. Przecie majtek mia przypa w udziale Letycji i dostaby si jej w cigu najbliszych miesicy, a ona uwaaa Letycj i siebie niemal za jedn osob. By moe w chwili gdy lekarz lub kto inny zapyta j o imi zmarej siostry, Charlotta uprzytomnia sobie, e cae otoczenie uwaa je za panny Blacklock, dwie dobrze wychowane, starszawe Angielki, ktre ubieraj si zawsze jednakowo i czy je wyrane podobiestwo rodzinne. A, jak napomknam kiedy w rozmowie z Bueczk, kobiety w starszym wieku mao rni si od siebie. Czemu zatem nie miaaby umrze Charlotta, a Letycja pozosta przy yciu? Byo to zapewne posunicie bardziej odruchowe ni z gry zaplanowane. W kadym razie Letycja zostaa pochowana jako Charlotta. Charlotta zmara, Letycja powrcia do Anglii. Caa wrodzona, lecz przez dugie lata upiona energia i przedsibiorczo teraz odezway si w peni. Charlotta, jako panna Blacklock, graa zawsze drugie skrzypce. Obecnie przyjmowaa rozkazujce tony Letycji. Siostry, jak sdz, nie rniy si specjalnie, jeli chodzi o poziom umysowy, lecz pod wzgldem moralnoci dzielia je przepa. Ma si rozumie, Charlotta musiaa zastosowa rne oczywiste rodki ostronoci. Kupia dom w zupenie innej czci Anglii. Musiaa unika jedynie bardzo nielicznych osb, ktre widyway j w jej rodzinnym miasteczku w Cumberlandzie, gdzie, pamita naley, pdzia ywot pustelniczy. I kogo wicej? Naturalnie Belli Goedler, ktra znaa Letycj zbyt dobrze, by podszywanie si pod ni mogo wchodzi w rachub. Zmieniony charakter pisma moga wytumaczy zreumatyzowanymi palcami, a caa sprawa bya w gruncie rzeczy atwa, gdy mao kto rzeczywicie zna i mg pamita Charlott. - A znajomi Letycji, z ktrymi groziy jej spotkania? - zapytaa Bueczka. - Przecie ci musieli by liczni, prawda? - Tak, ale niezbyt groni - odpara panna Marple. - Kto mgby powiedzie: "Wczoraj spotkaem Letycj Blacklock. Zmienia si tak, e nie poznaem jej w pierwszej chwili". Kto podejrzewaby, e to nie Letycja? Ludzie naprawd zmieniaj si z upywem lat. Panna Blacklock moga nie poznawa dawnych znajomych, bo atwo byo to przypisa jej sabemu wzrokowi. No i pamita naley, e Charlotta wiedziaa o mnstwie szczegw z londyskiego ycia Letycji, o ludziach, ktrych tamta widywaa, a take miejscach, w ktrych bywaa. Moga odwoywa si do listw siostry i szybko rozprasza wtpliwoci wzmiank o jakim wydarzeniu lub pytaniem o kogo ze wsplnych znajomych. Naprawd obawia si musiaa jedynie rozpoznania jako Charlotta. Zatem osiada w Chipping Cleghorn, pozawieraa znajomo z ssiadami, a gdy otrzymaa list z zapytaniem, czy droga Letycja nie zechciaaby przyj pary modych kuzynw, ktrych nigdy w yciu nie widziaa, zgodzia si z przyjemnoci. Naturalnie zdawaa sobie spraw, e w charakterze "cioci Letty" bdzie tym bardziej bezpieczna. Wszystko szo jak z patka, dopki Charlotta Blacklock nie popenia wielkiego bdu - i to jedynie z dobroci serca oraz wrodzonej wraliwoci. Otrzymaa list od dawnej koleanki szkolnej, znajdujcej si w trudnych warunkach, i bez zastanowienia popieszya z pomoc. By moe czua si osamotniona, bo tajemnica separowaa j od ludzi, a ponadto naprawd lubia Dor Bunner, ktra przypominaa jej wasne beztroskie i wesoe lata w szkole. Tak czy inaczej, ulega impulsowi i na list odpowiedziaa wizyt. Jake zdziwiona musiaa by Dora! Przecie pisaa do Letycji, a pojawia si Charlotta! W tym wypadku nie mogo by mowy o udawaniu Letycji. Dora naleaa do tych nielicznych dawnych przyjaciek, ktre widyway Charlott podczas jej smutnych i samotnych dni. Bya przekonana, e Dora spojrzy na spraw tak, jak ona spojrzaa, wic zwierzya si jej z sekretu. Dora aprobowaa bez zastrzee krok przyjaciki. Na swj mtny, nieporadny

- 128 -

sposb rozumowaa, e kochana Lotty nie powinna utraci schedy w wyniku przedwczesnej mierci Letty. Lotty winna przecie otrzyma nagrod za tyle cierpie, ktre znosia tak dzielnie i cierpliwie. Staaby si niesprawiedliwo, gdyby te wielkie pienidze miay przypa w udziale komu, o kim nikt nigdy nie sysza. Dora zrozumiaa, e tajemnica nie moe wyj na jaw. To co niby funt masa z czarnego rynku. Nie mwi si o tym, chocia w istocie rzeczy to nic zego. Wic Dora zjechaa do Little Paddocks i w krtkim czasie Charlotta zacza uprzytamnia sobie, jak straszny popenia bd. Rzecz nie w tym, e Dora bya roztargniona, nieporadna, mylia si nieustannie. To by Charlotta zniosa, poniewa rzeczywicie bya przywizana do dawnej koleanki, a ponadto wiedziaa od lekarza, e Dora niedugo poyje. Wkrtce jednak poczo zagraa prawdziwe niebezpieczestwo. Letycja i Charlotta nazyway si wzajemnie penymi imionami, lecz Dora naleaa do osb, ktre chtnie uywaj zdrobnie. Dla niej siostry byy zawsze Letty i Lotty i chocia wiczya si w mwieniu do przyjaciki "Letty", dawne imi wymykao si jej czasami. Rwnie niepokojce byy wspomnienia z przeszoci, tote Charlotta wci musiaa mie si na bacznoci i wszelkie kopotliwe aluzje unieszkodliwia w por. Wkrtce zaczo to wszystko gra jej na nerwach. Prawd mwic, nikt nie zwraca szczeglnej uwagi na omyki i niecisoci biednej Dory, ale, jak ju wspomniaam, prawdziwy grom z jasnego nieba pad, gdy w hotelu Royal Rudi Scherz pozna Charlott i zagadn j. Sdz, e pienidze, ktrymi wyrwnywa niedobory w hotelu pochodziy od Charlotty Blacklock. Wydaje mi si jednak, a inspektor Craddock podziela moje zdanie, e mody Szwajcar, proszc dawn znajom o pomoc, nie myla w ogle o moliwoci szantau. - Nie mia pojcia, e wie o czym, co mogoby stanowi przedmiot szantau - przej gos inspektor Craddock. - Po prostu zdawa sobie spraw, e jest przystojnym chopcem, a dowiadczenie nauczyo go, e przystojny chopiec zdoa czasem wyudzi troch pienidzy od damy w starszym wieku, jeeli przekonywajco opowie bajeczk o nieszczciu, jakie go spotkao. Ale Charlotta Blacklock moga podejrzewa, e Rudi Scherz domyla si czego i stosuje co w rodzaju poredniego szantau, a gdy po mierci Belli Goedler caa historia nabierze rozgosu, uprzytomni sobie, e odkry kopalni zota. A Charlotta Blacklock popenia ju przestpstwa. Wobec banku. Wobec Belli Goedler. Jedyn przeszkod stanowi ten hotelowy urzdniczyna, Szwajcar o podejrzanej przeszoci i potencjalny szantaysta. Usunicie go z drogi byoby gwarancj bezpieczestwa. Z pocztku snua zapewne tylko fantastyczne projekty. W jej yciu brakowao dotd emocji i dramatycznych napi, wic dla rozrywki obmylaa najdrobniejsze szczegy oswobodzenia si od kopotliwego modego czowieka. Wreszcie opracowaa cay plan i niebawem postanowia go wprowadzi w czyn. Powiedziaa Szwajcarowi, e dla zabawy zamierza upozorowa napad rabunkowy podczas przyjcia. Wytumaczya, czemu yczy sobie, aby rol "gangstera" odegra kto zupenie obcy, a za wspprac zaproponowaa cakiem pokan sumk. Rudi Scherz, niczego nie podejrzewajc, przyj propozycj, co oczywicie tylko wiadczy o jego niewiadomoci, e mgby szantaowa czym pann Blacklock. Uwaa po prostu, e ma do czynienia z troch postrzelon starsz pani, ktra lubi szasta pienidzmi. Charlotta kazaa mu zamieci ogoszenie w "Gazetce", postaraa si, by dla rozpoznania miejsca odwiedzi Little Paddocks, wskazaa, gdzie spotka go w umwiony wieczr i wpuci do domu. Ma si rozumie, Dora Bunner nic o tym wszystkim nie wiedziaa. Nadszed dzie... Inspektor Craddock urwa i spojrza na pann Marple, ta za podja cichym, agodnym gosem: - Nadszed dzie niewtpliwie bardzo ciki dla Charlotty. Nie byo za pno. Moga si jeszcze wycofa. Wiemy od Dory Bunner, e "Letty bya tamtego dnia niespokojna". Tak! Bya niespokojna. Baa si tego, co zamierza zrobi. Baa si, e cay plan moe spali na

- 129 -

panewce. Ale nie by to a tak wielki strach, by mg j w por pohamowa. Zabaw mogo by wyowienie z szuflady na konierzyki rewolweru pukownika Easterbrooka, myszkowanie po pustym domu, gdy zanosia tam jaja czy marmolad. Zabaw mogo by naoliwienie drzwi, tak by otwieray si i zamykay bezszelestnie, i przesunicie stou pod pozorem, e bukiet uoony przez Filip zaprezentuje si lepiej na tle ciany. Jednake to, co miao niebawem nastpi, stanowczo nie zakrawao na zabaw. Tak! Dora Bunner miaa suszno. Jej przyjacika baa si, bya niespokojna. - Ale mimo wszystko dalej robia swoje - podchwyci Craddock. - Wydarzenia rozwijay si zgodnie z planem. Par minut po szstej wysza, eby "zamkn kaczki". Wtedy wanie, wpuciwszy wsplnika do domu, daa mu mask, peleryn, rkawiczki i latark. O p do sidmej, kiedy odezwa si zegar, bya gotowa. Staa przy stoliku pod arkad, z rk na szkatuce z papierosami. Wszystko wygldao najzupeniej naturalnie. Patryk grajcy rol gospodarza poszed po wino. Ona, gospodyni, zamierzaa poczstowa zebranych papierosami. Trafnie przewidywaa, e w chwili gdy zacznie bi godzina, wszyscy zwrc wzrok ku zegarowi. Tak si te stao. Jedynie przywizana, wierna Dora nie spuszczaa oka z przyjaciki. Pocztkowo powiedziaa nam wszystko dokadnie, co robia panna Blacklock. Wedug sw Dory, podniosa wazonik z fiokami. Uprzednio wystrzpia sznur lampy tak, e przewody byy prawie obnaone. Caa historia trwaa nie duej ni sekund. Wazonik, szkatuka z papierosami i wycznik znajdoway si bardzo blisko siebie. Charlotta podniosa wazonik z fiokami, polaa wod uszkodzone miejsce sznura, nacisna guzik wycznika. Woda jest dobrym przewodnikiem elektrycznoci. Musiao nastpi i nastpio krtkie spicie. - Jak wtedy u nas, prawda? - zawoaa Bueczka. - Dlatego, ciociu Jane, taka bya wstrznita? - Tak, moja droga. Pomylaam o wietle w Little Paddocks. Uprzytomniam sobie, e s tam dwie lampy, para, e jedna znalaza si na miejscu drugiej... Najprawdopodobniej w cigu nocy. - Oczywicie - zabra gos Craddock. - Nastpnego rana Fletcher oglda lamp na tym stoliku. Bya w porzdku. Ani ladu wystrzpienia na sznurze. Ani ladu spalonych drutw. - Zrozumiaam wwczas, co Dora miaa na myli, mwic, e poprzedniego wieczora bya na stoliku pasterka - podja panna Marple. - Ale, jak ona, byam w bdzie, podejrzewajc, e Patryk macza w tym palce. To ciekawe, moi drodzy, e Dora Bunner kompletnie nie zasugiwaa na zaufanie, gdy powtarzaa co, o czym syszaa. Wtedy puszczaa wodze wyobrani i oczywicie wyolbrzymiaa lub przeinaczaa fakty. W podobny sposb wycigaa zazwyczaj bdne wnioski, a wic nie naleao wierzy temu, co mylaa. Natomiast z dokadnoci potrafia przedstawia widziane obrazy. Widziaa, e Letycja podnosia fioki. - Widziaa rwnie bysk - wtrci Craddock - bysk, ktremu towarzyszyo trzanicie. - Ma si rozumie - podja panna Marple - w chwili gdy Bueczka wylaa wod z wazonu na sznur lampy, uprzytomniam sobie, e jedynie panna Blacklock moga spowodowa krtkie spicie, bo tylko ona bya blisko tamtego stolika. - Stanowczo zasuyem na baty - powiedzia Craddock. - Dora Bunner paplaa o przypalonym blacie stolika "w miejscu, gdzie kto nieuwany pooy papierosa". A przecie nikt nie zacz nawet pali! No i fioki zwidy z braku wody! To potknicie Letycji. Powinna bya ukradkiem napeni wazonik. Prawdopodobnie jednak nie sdzia, by kto mg zauway taki drobiazg. A zreszt sama Dora Bunner skonna bya uwierzy, e to ona zapomniaa o wodzie, ukadajc kwiaty. atwo poddawaa si sugestiom i panna Blacklock niejednokrotnie to wykorzystywaa. Jestem przekonany, e to ona podszepnea Bunny podejrzenia wobec Patryka. - Czemu wanie mnie sobie upatrzya? - zapyta Patryk z nut urazy.

- 130 -

- Sdz, e nie traktowaa tego serio - odrzek inspektor. - Chciaa po prostu zmyli Bunny, upi jej prawdopodobne podejrzenia, e reyserk caego widowiska moga by sama Lotty. Co dziao si pniej, wiemy wszyscy. Gdy wiata zgasy, powsta zgiek i zamt, a panna Blacklock wymkna si cichaczem przez zawczasu naoliwione drzwi i stana za plecami rzekomego gangstera. Rudi Scherz wymachiwa latark i niewtpliwie gra rol z caym zapaem. Jak sdz, w gowie mu nie postao, e ma za sob pann Blacklock w ogrodniczych rkawiczkach i z rewolwerem w doni. Charlotta czekaa, by smuga blasku pada na obrane z gry miejsce, to jest na cian, pod ktr zdaniem wszystkich ona winna si znajdowa. Wtedy oddaa byskawicznie dwa strzay, a gdy zdumiony Scherz odwrci si szybko, przyoya wylot lufy do jego czoa i wystrzelia po raz trzeci. Pniej upucia rewolwer tu obok zwok, rkawice rzucia niedbale na st w holu i t sam drog wrcia spiesznie tam, gdzie staa w momencie zganicia wiate. Skaleczya si w ucho, nie wiem czym... - Zapewne ckami do paznokci - podchwycia panna Marple. - Z zadranitej maowiny usznej krew pynie obficie. Byo to, oczywicie, dobre zagranie na psychologi. Okrwawiona biaa bluzka przekonywaa niezbicie, e panna Blacklock bya celem strzaw i ledwie usza z yciem. - Wszystko powinno pj doskonale - wtrci inspektor Craddock. - Stanowcze twierdzenie Dory Bunner, e Rudi Scherz strzela do panny Blacklock, zrobio swoje. Nie zamierzajc tego, Bunny sugerowaa, e widziaa moment, w ktrym jej przyjacika zostaa ranna. Wypadek, a moe samobjstwo. Wanie takiego werdyktu naleao oczekiwa. Niewtpliwie ledztwo byoby zamknite, gdyby nie rozwina go panna Marple. - Ach, nie! Nie! - zaprotestowaa starsza pani. - Moje skromne starania byy czysto przypadkowe. To pan by niezadowolony, inspektorze. Pan postara si, by ledztwa nie zamknito. - Rzeczywicie. Byem niezadowolony - przyzna Craddock. - Zdawaem sobie spraw, e co w tej historii nie gra, ale nie wiedziaem, w ktrym miejscu, pki pani mi tego nie wskazaa. No i pann Blacklock zacz przeladowa prawdziwy pech. Najpierw odkryem przypadkowo, e kto majstrowa przy drzwiach rzekomo lepych. Poprzednio moglimy snu domysy, opierajc si jedynie na dogodnych teoriach. Ale te drzwi stanowiy ju dowd, a odkrycia dokonaem cakiem przypadkowo: przez omyk ujem niewaciw klamk. No i polowanie rozpoczo si od nowa, tym razem jednak na innej zasadzie. Jlimy szuka kogo, kto miaby motyw, by zamordowa Letycj Blacklock. - By kto taki i Charlotta Blacklock wiedziaa o tej osobie - przeja znowu gos panna Marple. - Sdz, e Filip poznaa niezwocznie, gdy Sonia Goedler naleaa do bardzo nielicznych osb, ktre dopuszczono do Charlotty w okresie jej osamotnienia. A ludzie starzy... Pan jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy, inspektorze... Ludzie starzy lepiej pamitaj twarze widywane przed wieloma laty ni twarze osb spotykanych bardzo niedawno. Obecnie Filipa jest mniej wicej w wieku swojej matki z czasw, gdy widywaa j Charlotta, i ywo matk przypomina. Osobliwo caej sytuacji polega midzy innymi na tym, e rozpoznawszy Filip, Charlotta bya naprawd zadowolona. Szczerze j polubia i podwiadomie, jak mniemam, dziki niej agodzia wyrzuty sumienia, ktre zapewne odczuwaa. Mwia sobie, e gdy odziedziczy spadek, troskliwie zajmie si Filip. Bdzie j traktowaa jak crk. Filipa i Harry zamieszkaj u niej na stae. Czua si kobiet szczliw i bardzo dobr. Zaniepokoia si dopiero, kiedy inspektor pocz zadawa kopotliwe pytania i dowiedzia si o istnieniu Fipa i Emmy. Nie chciaa zrobi z Filipy koza ofiarnego. Plan jej polega na napadzie zorganizowanym przez modego kryminalist i jego przypadkowej mierci. Jednake po stwierdzeniu, i rzekomo lepe drzwi zostay ostatnio naoliwione, sytuacja ulega cakowitej zmianie. Charlotta Blacklock absolutnie nie podejrzewaa, kim moe by Julia, a wic z wyjtkiem Filipy nie widziaa nikogo, kto mgby mie najbardziej nawet nieprawdopodobny motyw, aby j zabi. Gorliwie staraa si osania Filip. Bya

- 131 -

wystarczajco bystra, by na pytanie inspektora opisa Soni Goedler jako osob drobn, ciemnowos i niad. A usuwajc z albumu fotografie Letycji, nie zapomniaa rwnie o zdjciach Soni, by nikt nie zwrci uwagi na podobiestwo crki do matki. - A ja podejrzewaem, e Soni Goedler moe by pani Swettenham - westchn aonie Craddock. - Moja biedna mama! - powiedzia pgosem Edmund. - Kobieta o nieskazitelnej przeszoci... W kadym razie zawsze tak uwaaem. - Ma si rozumie jednak - podja panna Marple - prawdziwe zagroenie stanowia Dora Bunner. Z dnia na dzie bya coraz bardziej roztargniona i coraz bardziej gadatliwa. Doskonale pamitam, jak panna Blacklock popatrzya na ni, kiedy z Bueczk byymy na podwieczorku w Little Paddocks. Wiecie dlaczego? Bo Dora jeszcze raz nazwaa j Lotty. Dla nas wygldao to na nieszkodliwe przejzyczenie, ale Charlott przerazio. Tak wci si dziao. Biedna Dora nie panowaa nad wasn gadatliwoci. W dniu kiedy spotkaymy si na kawie Pod Bawatkiem, odniosam szczeglne wraenie, i Dora mwi o dwu osobach, nie jednej. Oczywicie tak byo. Raz jej przyjacika wygldaa na dziewczyn niezbyt urodziw, lecz obdarzon nie lada si charakteru, raz bya adna, wesoa, nieodpowiedzialna. Mwia o Letty, jako o osobie rozsdnej, ktrej powiodo si w yciu, a niemal w tej samej chwili wspominaa o jej cierpieniach i jak cierpliwe i odwanie znosia swj dopust losu, co ju cakiem nie pasowao do yciorysu Letycji Blacklock. Myl, e Charlotta musiaa sysze niemao, kiedy tamtego dnia wesza niepostrzeenie do kawiarni. Na pewno usyszaa to, co Dora mwia o lampach, o zamianie pasterki na pasterza. Wwczas uwiadomia sobie niewtpliwie, jak istotne i grone niebezpieczestwo stanowi dla niej poczciwa, przywizana Dora Bunner. - Obawiam si - cigna panna Marple - e ta rozmowa ze mn przeprowadzona w kawiarni przypiecztowaa los biednej Dory, jeeli wolno posuy si tak patetycznym wyraeniem. Najprawdopodobniej jednak ostateczny rezultat byby w kadym przypadku jednakowy, poniewa Charlotta Blacklock nie mogaby czu si bezpieczna, dopki Dora Bunner yje. Kochaa Dor, nie chciaa jej zabi, ale z ca pewnoci nie miaa wyboru. Domylam si zreszt, e, jak pielgniarka Ellerton, o ktrej mwiam ci, Bueczko, Charlotta wmwia sobie, i to zabjstwo bdzie niemal dobrodziejstwem. Biedna Bunny nie moga przecie poy dugo i zapewne czekay j dotkliwe cierpienia. Postaraa si umili kochanej Bunny ostatni dzie ycia. Przyjcie urodzinowe... Szczeglnie smaczne ciasto... - Rozkoszna mier - wzdrygna si Filipa. - Tak... Co w tym rodzaju... Pragna zapewni przyjacice rozkoszn mier... Przyjcie, ulubione smakoyki Dory, starania, by nie mwiono nic, co mogoby j zdenerwowa. Pniej jakie tabletki podrzucone zamiast aspiryny. .. Tabletki ze soiczka przy ku Letycji, po ktre Bunny posza sama, kiedy nie moga znale kupionego tego dnia zapasu. No i miao to wyglda tak, e trucizna bya przeznaczona dla panny Blacklock. A zatem Bunny pooya si do ka szczliwa i spokojnie umara we nie, a Charlotta poczua si znowu bezpieczna. Ale brakowao jej biednej Dory. Tsknia do jej lojalnoci i przywizania. Tsknia do miych pogawdek o dawnych czasach. Gorzko pakaa, kiedy przyniosam jej list od Juliana, a jej bole bya najzupeniej szczera. Zamordowaa ukochan przyjacik... - To straszne! - przerwaa Bueczka. - Naprawd straszne! - Ale bardzo ludzkie - wtrci wielebny Julian Harmpn. - Zwykle zapominamy, jak ludzcy bywaj mordercy. - Tak. Ludzcy - przyznaa panna Marple. - Czsto naley im wspczu. Ale s rwnie bardzo niebezpieczni, zwaszcza mordercy o dobrym sercu i chwiejnym charakterze. Jak Charlotta Blacklock! Bo czowiek takiego pokroju, przeraony rzeczywicie, staje si dzik besti i przestaje nad sob panowa.

- 132 -

- A Murgatroyd? - zapyta pastor. - Wanie. Biedna panna Murgatroyd. Charlotta przysza niewtpliwie do Boulders i usyszaa, e odbywa si rekonstrukcja zbrodni. Stana za otwartym oknem i zacza podsuchiwa. Nie spodziewaa si, e jeszcze kto moe zagraa jej bezpieczestwu. Panna Hinchliffe besztaa przyjacik, chciaa, by tamta przypomniaa sobie, co widziaa. By to wstrzs dla Charlotty, gdy bya przekonana, e nikt nie mg nic widzie. Nie wtpia, e w krytycznym momencie Rudi Scherz musia by celem wszystkich spojrze. Bez wtpienia wstrzymywaa oddech, stojc za oknem, i z ca uwag suchaa. Jak to si skoczy? Czy nic nie wyjdzie na jaw? Nagle, w momencie gdy panna Hinchliffe pieszy na posterunek policji, jej przyjacika dochodzi do sedna sprawy, jest bliska prawdy. Woa za pann Hinchliffe: "Tam jej nie byo!"... Widzi pan, inspektorze, wypytywaam pniej pann Hinchliffe, czy jej przyjacika dokadnie tak wymwia to zdanie. Bo gdyby zawoaa: "Tam jej nie byo", sens byby zupenie inny. - To zbyt subtelne dla mnie - wtrci Craddock. Panna Marple zwrcia ku niemu zarowion od emocji twarz. - Naley zastanowi si - podja - jak pracowa wwczas umys panny Murgatroyd. Czowiek, rozumie pan, widzi co czasami i nie zdaje sobie sprawy, e to widzi. Przypominam sobie, e kiedy, podczas wypadku kolejowego, zwrciam uwag na duy odprysk farby na cianie w przedziale. Zapamitaam t plam, tak e dzisiaj mogabym j narysowa. A kiedy, w czasie nalotu bombowego, kiedy wszdzie wok sypay si okruchy szka i wszyscy byli przeraeni, najwyraniej utkwi mi w pamici obraz jakiej kobiety, ktra staa przede mn i miaa poczochy nie od pary, w jednej za wielk dziur na ydce. Skoro wic panna Murgatroyd przestaa rozumowa i usiowaa przypomnie sobie, co widziaa, okazao si, e pamita bardzo wiele. Rozpocza, jak mi si zdaje, od kominka, bo najpierw tam musia pa snop wiata. Przypomniaa sobie dwa okna i osoby, ktre znajdoway si midzy ni a oknami, na przykad pani Harmon zakrywajc oczy rkami. Potem ujrzaa w wyobrani Dor Bunner z szeroko otwartymi ustami i wytrzeszczonymi oczyma i go cian, i stolik z lamp oraz szkatuk na papierosy. Panna Murgatroyd usyszaa strzay, a gdy w moment odtwarzaa w pamici, uprzytomnia sobie co niezwykego. Widziaa cian, dwa lady po pociskach, cian, pod ktr Letty staa, kiedy zostaa ranna; jednake w chwili gdy rozlegy si strzay i Letycja Blacklock zostaa ranna, "tam jej nie byo". Teraz rozumie pan, inspektorze, do czego zmierzam? Panna Murgatroyd mylaa o trzech kobietach, o ktrych przyjacika kazaa jej myle. Gdyby nie zobaczya jednej z nich, zafascynowaaby j jej nieobecno. To ona! Tak pomylaaby i powiedziaa niezawodnie: "Tam jej nie byo" - z akcentem na jej. Atoli zafascynowao j miejsce, w ktrym kto by powinien, lecz nie by. Miejsce zostao, nie byo wszake zapenione. Panna Murgatroyd nie moga obj od razu caej sytuacji. Powiedziaa pannie Hinchliffe, e to nie do uwierzenia, no i dodaa pniej: "Tam jej nie byo". Co std wynika? Na myli moga mie jedynie Letycj Blacklock. - Ale wszystko wiedziaa ju dawniej. Prawda, ciociu Jane? - wtrcia pani Harmon. - Od czasu kiedy u nas byo krtkie spicie, a ty pisaa na wiartce papieru rne sowa? - Tak, moja droga. Wtedy ogarnam cao. Lune fragmenty uoyy si w logiczny dese. Bueczka zacza cytowa pgosem: - "Lampa"? Rozumiem. "Fioki". Tak. "Soiczek z aspiryn". Chodzio ci o to, e Bunny kupia tamtego dnia aspiryn, wic nie powinna bya szuka tabletek w pokoju Letycji? - Chyba - podchwycia panna Marple - e kto zabra lub schowa ten wieo kupiony soiczek. Miao wyglda na to, e i tym razem morderca dyba na ycie panny Blacklock. - Aha... Rozumiem... Nastpnie mamy Rozkoszn mier. To ciasto, zarazem jednak duo wicej ni ciasto. Cae przyjcie urodzinowe. Radosny dla Bunny ostatni dzie jej ycia.

- 133 -

Biedaczka zostaa potraktowana jak pies, ktrego zamierza si umierci. To chyba najstraszniejsze! Ta pozorna dobro! - Ona bya przecie kobiet yczliw i dobr. W ostatniej chwili powiedziaa w kuchni, e nie chciaa nikogo zabi. To prawda! Chciaa tylko pienidzy, bardzo wielkich pienidzy, ktre nie jej si naleay. To pragnienie odsuno wszelkie inne wzgldy i przerodzio si w rodzaj obsesji, gdy Charlotta sdzia, e majtek nagrodzi jej krzywdy, zadane uprzednio przez ycie. Ludzie, ktrzy maj uraz do wiata, bywaj szczeglnie niebezpieczni. Uwaaj, e wiele naley si im od ycia. C, znaam ludzi chorych, ktrzy bardziej cierpieli i byli bardziej osamotnieni ni Charlotta Blacklock, mimo to jednak potrafili by radoni i zadowoleni. Bo przecie szczcie bd nieszczcie czowiek nosi w samym sobie. Ale, mj Boe, odbiegam od naszego wtku! Na czym to stanlimy, Bueczko? - Na twoim spisie, ciociu Jane. "Jednak cierpliwie i odwanie znosia swj dopust losu". Aha! To Bunny powiedziaa w kawiarni, a przecie aden dopust nie dotkn Letycji. Kuracja jodowa. To naprowadzio ci, ciociu, na trop tarczycy, prawda? - Tak, moje dziecko. Szwajcaria, widzisz i napomknienia panny Blacklock, e jej siostra umara na grulic. A pamitaam przecie, e w Szwajcarii s najwybitniejsi specjalici od niedomaga tarczycy i najbardziej zrczni chirurdzy w tej dziedzinie. Skojarzyo mi si to z noszonym stale przez pann Blacklock okropnym naszyjnikiem ze sztucznych pere. By absolutnie nie w jej stylu. Suy po prostu za oson blizny. - Teraz rozumiem jej przeraenie, kiedy zerwaa naszyjnik - powiedzia Craddock. - Od razu uznaem je za cakiem nieproporcjonalne do straty. - Nastpnie, ciociu Jane, napisaa "Lotty", nie "Letty", jak nam si wydawao. - Oczywicie. Wiedziaam, e zmara siostra miaa na imi Charlotta, a Dora Bunner kilkakrotnie zwracaa si do panny Blacklock "Lotty" i za kadym razem bya pniej wyranie zbita z tropu. - A "Berno" i "Emerytura"? - Rudi Scherz pracowa jako posugacz w berneskim szpitalu. - Co znaczy miaa "Emerytura"? - Bueczko! W kawiarni Pod Bawatkiem opowiedziaam ci t histori, jakkolwiek wtedy nie widziaam dla niej zastosowania. Pani Wotherspoon pobieraa emerytur wasn i pani Bartlett, chocia pani Bartlett od lat nie ya. Bo, widzisz, kobiety w podeszym wieku mao rni si od siebie. Tak! Lune fragmenty uoyy mi si w logiczn cao, wic byam tak przejta, e na dworze chciaam troch ochon. Wtedy panna Hinchliffe zaprosia mnie do samochodu i... i znalazymy pann Murgatroyd... Panna Marple umilka, by wnet podj zupenie innym tonem - bez oywionego podniecenia, lecz rzeczowo, spokojnie. - Wtedy uwiadomiam sobie, e co trzeba przedsiwzi. Natychmiast! Wci jednak brakowao nam dowodu. A zatem obmyliam pewien plan i przedyskutowaam go z sierantem Fletcherem. - Miaem za to na pieku z Fletcherem - powiedzia Craddock. - Nie wolno mu byo aprobowa pani planu bez uprzedniego zameldowania mi o tym. - Mia powane obiekcje - umiechna si panna Marple - ale namwiam go jako. Podjechalimy do Little Paddocks, aby wzi na warsztat Mitzi. Julia westchna gboko. - Nie wyobraam sobie, w jaki sposb powiodo si pastwu wcign do akcji Mitzi? - Ciko nad tym pracowaam - odrzeka panna Marple. - Mitzi zbyt wiele myli o sobie, wic sdziam, e wyjdzie jej tylko na dobre, jeeli zrobi co dla innych. Oczywicie schlebiaam jej, mwic, e gdyby podczas wojny bya w rodzinnym kraju, z ca pewnoci dziaaaby w ruchu oporu. Odpowiedziaa twierdzco, a ja na to, e jej temperament predystynuje j wyranie do czynw penych pomysowoci i mstwa. Wiem - mwiam - e jest odwana,

- 134 -

gotowa podj wszelkie ryzyko, zagra kad, najtrudniejsz nawet rol. Pniej opowiedziaam o bohaterstwach modych kobiet z ruchu oporu... Bohaterstwach po czci prawdziwych, po czci wymylonych przeze mnie na poczekaniu. Strasznie bya tym przejta! - Co niebywaego! - zawoa Patryk. - W rezultacie nakoniam Mitzi do odegrania jej roli i przeprowadzaam prby, pki scena nie wypada znakomicie. Nastpnie powiedziaam jej, by posza do swojego pokoju i nie pokazywaa si na parterze a do przyjazdu inspektora Craddocka. Ludzie bardzo pobudliwi i nerwowi potrafi nieraz narobi nie lada kopotu, bo zapaliwszy si, rozpoczynaj za wczenie i pikny plan niwecz w p drogi. - Mitzi spisaa si doskonale - wtrcia Julia. - Przepraszam, ale nie bardzo rozumiem, na czym ten plan polega - zabraa gos Bueczka i dodaa zaraz tonem usprawiedliwienia. - Ma si rozumie nie byam na miejscu, ale... - Plan by skomplikowany i, powiem nawet, wielce ryzykowny. Chodzio o to, e Mitzi wyzna jak gdyby przypadkowo, e mylaa o szantau, ale pod wpywem strachu i wyrzutw sumienia zmienia zdanie i gotowa jest powiedzie prawd. Oto przez dziurk od klucza widziaa z jadalni pann Blacklock, ktra z rewolwerem w rku staa w holu za plecami napastnika. Rzekomo miaa widzie to, co istotnie musiao si wydarzy. Gwne ryzyko polegao na tym, e Charlotta Blacklock moga uprzytomni sobie, i Mitzi z ca pewnoci nie widziaa nic przez dziurk od klucza, poniewa klucz tkwi w dziurce. Uznaam jednak, e kto, kto przed chwil dozna wstrzsu, nie moe myle o rwnie bahych kwestiach, wic postawiam na t kart. Charlotta Blacklock, jak sdziam, zrozumie tylko tyle, e Mitzi j widziaa. W tym miejscu zabra znowu gos Craddock: - Tymczasem ja, co uwaam za bardzo istotne, udawaem, e gadanin Mitzi przyjmuj z niedowierzaniem i, jak gdybym wreszcie odkrywa karty, zaatakowaem osob dotychczas nie podejrzewan. Oskaryem pana Swettenhama... - A ja wybornie odegraem swoj rol! - przerwa mu Edmund. - Peen oburzenia stanowczo odrzuciem zarzuty. Wszystko szo wedug planu, a tylko ty, droga Filipo, wprowadzia zamt, kiedy nieoczekiwanie ujawnia si jako Fip. Ani inspektor, ani ja nie mielimy pojcia, e to ty, kochanie! Ja miaem zosta Fipem. Twoje wystpienie na chwil zbio nas z pantayku, ale inspektor zrobi mistrzowskie posunicie, gdy w obrzydliwy sposb zarzuci mi ch zdobycia bogatej ony. Obawiam si, czy nie utkwi to w twojej podwiadomoci i nie wywoa kiedy midzy nami nieodwracalnego nieporozumienia. - Jaki cel miao to mistrzowskie posunicie? Nie rozumiem. - Nie rozumiesz? Chodzio o to, e z punktu widzenia Charlotty Blacklock jedyn wiadom prawdy osob bya Mitzi. Policja zwracaa podejrzenia w inn stron i, na razie przynajmniej, uwaaa sowa Mitzi za zwyczajne kamstwo. Gdyby jednak Mitzi obstawaa przy swoim, w przyszoci mogaby zosta potraktowana serio. A zatem trzeba raz na zawsze uciszy niebezpiecznego wiadka. - Mitzi opucia salon i posza prosto do kuchni, tak jak jej poleciam - przeja znowu gos panna Marple. - Panna Blacklock niezwocznie popieszya za ni. Na pozr Mitzi bya sama w kuchni. Sierant Fletcher ukrywa si za drzwiami pokoju kredensowego. Ja staam w schowku na mioty, bo, chwaa Bogu, jestem bardzo szczupa. Bueczka obja j spojrzeniem. - Na co liczya, ciociu Jane? - zapytaa. - Na jedno z dwojga. Byam przekonana, e Charlotta albo zaproponuje Mitzi pienidze za milczenie i sierant Fletcher bdzie wiadkiem tej oferty, albo... Albo te postara si j zabi. - Nie moga przecie liczy, e nie wyda si to zabjstwo. Od razu byaby podejrzana.

- 135 -

- Moja droga! Charlotta przekroczya wtedy granice logicznego rozumowania. Zachowywaa si jak szczur wpdzony do puapki. Pomyl, jakie wydarzenia rozegray si tamtego dnia. Scena pomidzy pann Hinchliffe i pann Murgatroyd. Zastanw si! Panna Hinchliffe pieszy na posterunek policji. Gdy wrci stamtd, dowie si, e w salonie nie byo Letycji Blacklock. Pozostaje ledwie kilka minut i w tym krtkim czasie trzeba postara si, by panna Murgatroyd nigdy wicej nic nie powiedziaa. Nie byo czasu na ukadanie planw, reyserowanie odpowiedniej sceny. W gr mogo wchodzi jedynie najpospolitsze morderstwo... Zatem Charlotta pozdrawia nieszczsn ofiar i dusi j. Pniej biegnie do domu, przebiera si, zasiada przed kominkiem, by, gdy kto si zjawi, wywoa wraenie, i wcale nie wychodzia z domu. Z kolei nastpuje rewelacja z Juli. Charlotta zrywa naszyjnik z pere, doznaje nowego wstrzsu, jest przeraona, e blizna moe j zdradzi. Wreszcie inspektor telefonuje, i z liczn asyst wybiera si wnet do littie Paddocks. Charlotta nie ma czasu, aby pomyle, odpocz. Po uszy tkwi w najpospolitszym morderstwie. To ju nie zabjstwo z litoci, nie uprztnicie z drogi kopotliwego modego czowieka! Czy jest bezpieczna? Jak dotd tak! Na koniec wystpuje Mitzi, stwarza jeszcze jedno zagroenie. Trzeba zabi Mitzi, uciszy j raz na zawsze! Charlotta odchodzi od zmysw ze strachu. Przestaje by ludzk istot. Jest oszala besti. - Ale czemu ty, ciociu Jane, ulokowaa si w schowku na mioty? - zapytaa Bueczka. - Nie moga pozostawi caej sprawy sierantowi Fletcherowi? - Pewniej byo w dwie osoby, moja droga. A ponadto wiedziaam, e uda mi si naladowa gos Dory Bunner. To, jak oczekiwaam, winno zaama Charlott Blacklock. - I tak si stao! - Istotnie. To j zaamao. Zapado dugie milczenie. Wszyscy wracali mylami do wspomnie. Na koniec Julia odezwaa si z udan swobod, by rozadowa przygnbiajc atmosfer: - Caa ta historia wybornie posuya Mitzi. Wczoraj oznajmia mi, e znalaza prac w okolicy Southampton - i dodaa, wietnie naladujc gos Mitzi: - "Jad tam, a jak powiedz, e jestem cudzoziemk, wic musz zarejestrowa si w policji, odpowiem, e nie szkodzi, zarejestruj si, bo policja mnie zna. Wsppracowaam z policj i bez mojej pomocy policja nie zaaresztowaaby gronej przestpczyni. Naraaam ycie, powiem, bo jestem dzielna, dzielna jak lew i nie boj si adnego ryzyka. A policja na to: Mitzi, jeste bohaterk, wspania bohaterk. Dzikujemy ci, Mitzi! Tak mi powiedz, a ja na to, e nie ma za co". Julia umilka na moment i dodaa: - Mwia jeszcze duo wicej. - Myl - podchwyci Edmund - e w przyszoci Mitzi bdzie pomaga policji w stu sprawach, nie jednej. - W kadym razie wobec mnie zmika - powiedziaa Filipa. - W charakterze prezentu lubnego ofiarowaa mi przepis na Rozkoszn mier. Zastrzega tylko, abym pod adnym pozorem nie daa go Julii, bo Julia zniszczya jej patelni do smaenia omletw. - A pani Lucas cacka si teraz z Filip - zabra gos Edmund - bo po mierci Belli Goedler Filipa i Julia odziedzicz miliony Goedlerw. W podarunku lubnym przysaa nam srebrne szczypce do szparagw. Z ca przyjemnoci nie zaprosz jej na nasze wesele. - A zatem - powiedzia Patryk - od tej pory bd y dugo i szczliwie Edmund z Filipa i... doda jak gdyby tytuem prby - i Julia z Patrykiem. - Dzikuj! - podchwycia Julia. - yj sobie dugo i szczliwie, ale beze mnie. Uwaga, ktr inspektor Crad-dock zaimprowizowa pod adresem Edmunda, znajduje zastosowanie do ciebie. Ty, Patryku, rad znalazby bogat on. Nic z tego! - To nazywa si ludzka wdziczno! - zawoa Patryk. - A tyle dla tej dziewczyny zrobiem!

- 136 -

- Rzeczywicie! Przez roztargnienie i brak pamici omal nie wpakowae mnie do wizienia pod zarzutem morderstwa. Nigdy nie zapomn wieczoru, kiedy nadszed list od twojej siostry. Byam przekonana, e wpadam. Nie widziaam adnej drogi wyjcia. C... - dodaa po chwili. - Myl, e chyba pjd na scen. - Co? - jkn Patryk. - Ty take? - Aha. Wybior si do Perth i moe zajm w tamtejszym teatrze miejsce po twojej Julii. A jak wsikn w zawd i dostan si do dyrekcji, bd wystawia sztuki Edmunda. - A ja mylaem, e pan pisze powieci - odezwa si wielebny Julian Harmon. - Zgadza si. Zaczem pisa powie - odrzek Edmund. - Nawet zapowiadaa si dobrze. Cae strony o nieogolonym facecie, ktry wstaje z ka, o tym, jak cuchnie, i o szarych ulicach, i o chorej na wodn puchlin, ohydnej starej babie, i o modej dziewczynie lekkich obyczajw, ktrej lina cieka po brodzie. No i te wszystkie osoby wiod nieskoczenie dugie rozmowy na temat urzdzenia nowego wiata, a przy okazji zastanawiaj si nieustannie, po co waciwie yj. C, sam te zaczem si zastanawia i... I wpadem na komiczny sposb, zanotowaem go i w rezultacie napisaem zabawn scenk... Wszystko to byo bardzo zwyczajne, ale interesowao mnie i, sam nie wiem jak i kiedy, upitrasiem fars w trzech aktach. - Jaki ma tytu? - zapyta Patryk. - "Co widzia kamerdyner"? - Mona by i tak. Jednak swj utwr zatytuowaem: "Sonie zapominaj". A co wicej, farsa zostaa dobrze przyjta i bdzie wystawiona. - Co? - podchwycia pani Harmon. - Zawsze mylaam, e sonie nie zapominaj.

- 137 -

EPILOG

Trzeba zamwi gazety - powiedzia Edmund do Filipy w dniu, gdy z podry polubnej wrcili do Chipping Cleghorn. - Chodmy, kochanie, do Totmana. Pan Totman, starszy jegomo o krtkim oddechu i bardzo powolnych ruchach, przyj ich yczliwie. - Mio mi widzie znowu szanownego pana. I szanown pani. - Chcielibymy zamwi gazety - powiedzia Edmund. - Su szanownemu panu, su. Mam nadziej, e mamusia zdrowa? Czy na dobre osiedlia si ju w Bournemouth? - Na dobre i wybornie si tam czuje - odrzek Edmund, ktry nie wiedzia wprawdzie, jak si czuje, wola jednak wierzy, e wybornie, jak to czsto bywa w stosunkach midzy dziemi a kochanymi, lecz niekiedy kopotliwymi rodzicami. - Bournemouth, prosz szanownego pana, to czarujca miejscowo. W zeszym roku spdzilimy tam urlop. Moja maonka bya zachwycona. - To dobrze... A w kwestii gazet... - Syszaem, e sztuka szanownego pana teraz idzie w Londynie. Podobno bardzo zabawna. - Aha! Idzie, nawet dobrze. - Nazywa si "Sonie zapominaj". Stokrotnie szanownego pana przepraszam, ale zawsze mylaem, e sonie nie zapominaj. - Wanie. Zaczynam obawia si, e wybraem niewaciwy tytu. Tyle ludzi mwi mi, e sonie nie zapominaj. - Bo to, o ile mi si zdaje, fakt naukowy z dziedziny historii naturalnej. - Aha. Taki sam jak przekonanie, e samice skrka s idealnymi matkami. - Naprawd, szanowny panie? O tym nigdy nie syszaem! - A w kwestii gazet... - Oczywicie "Times", prosz szanownego pana - podchwyci pan Totman i z owkiem w rku oczekiwa dalszych zlece. - "Daily Worker" - powiedzia stanowczo Edmund. - I "Daily Telegraph" - dorzucia Filipa. - "New Statesman". -1 "Radio Times". -"TheSpectator". - I "The Gardener's Chronicie". Obydwoje umilkli, by nabra tchu. - Bardzo pastwu dzikuj - powiedzia pan Totman. - Take "Gazetka", jak sdz. - Nie! - zaprotestowa Edmund. - Nie! - powtrzya Filipa. - Stokrotnie przepraszam... Szanowni pastwo nie ycz sobie "Gazetki"? - Nie! - Nie! - powtrzya znw Filipa. - Nie ycz sobie szanowni pastwo "North Benham News and the Chipping Cleghorn Gazette"? - Nie! - Pastwo nie chc, bym j co tydzie dostarcza? - Nie! - rzuci Edmund. - Chyba to zupenie jasne. - Tak... Niewtpliwie, prosz szanownego pana. Edmund i Filipa wyszli. Pan Totman poczapa do pokoju za sklepem. - Masz owek, mamo? - zwrci si do ony. - Wypisao mi si wieczne piro. - Mam - odrzeka pani Totman, sigajc po ksik zamwie. - Sama zapisz. Co sobie ycz? - 138 -

Pan Totman wymieni tytuy gazet i czasopism. - I oczywicie "Gazetka" - dodaa pani Totman, zanotowawszy wszystko pracowicie. - "Gazetki" nie chc. - Co takiego? - Nie chc. Sami powiedzieli. - Nonsens! - oburzya si pani Totman. - Musiae le usysze. Nie obejd si bez "Gazetki". To jasne. Wszystkim jest potrzebna. Skd wiedzieliby bez "Gazetki", co si wok dzieje.

- 139 -