WYWIAD Z SARĄ WATERS

SPECJALNIE DLA REPLIKI: BOŻENA UMIŃSKA

dwumiesięcznik społeczno - kulturalny

Tekst: Ewa Tomaszewicz

wstępniak

Spis treści
R A P O R T Divy 08 W Y W I A D S. Waters: Jestem zawodową lesbijką 10 K R A J Gejbomber w kraju nad Wisłą Ludzie Dużego Formatu Równe prawa do miłości 11 Ś W I A T Homomałżeństwa na świecie ILGA-Europe uznana przez ONZ Jednak Strasburg 12 S P O Ł E C Z E Ń S T W O Zmierzch clubbingu

03

14 15

17 18

E D U K A C J A Bez wiedzy ani rusz M A R K E T Nie jesteśmy sami 9 laureatów TELG Media Awards Zakupy przeciw homofobii qFinanse i GayPower Odpowiedzialność podatkowa za partnera/kę F E L I E T O N Cudze ganimy swego nie znamy K U L T U R A Geje i lesbijki sprzed lat Flaga na maszt! Irek jest nasz!

21

K U L T U R A „Niewinne igraszki“ Anioły w Warszawie w lutym Szafa jest na ubranie Pod osłoną nocy Złodziejka Coming out laureata Paszportu „Polityki“ Love sick – Niebezpieczne związki Barykady Przeciwdziałanie dyskryminacji
z powodu orientacji seksualnej w świetle prawa polskiego oraz standardów europejskich

Córka botanika

Syndrom oblężonej twierdzy
Dla tych, którym na polskim rynku brakuje dobrej literatury o lesbijkach i dla (choć nie tylko) lesbijek – czyli również dla niżej podpisanej – rok 2007 zaczął się nadzwyczaj miło. Na początku stycznia do naszego pięknego kraju nad Wisłą zawitała Sarah Waters, by promować swoją nową powieść „Pod osłoną nocy“. W tym samym czasie ukazała się też długo oczekiwana książka Anny Laszuk „Dziewczyny, wyjdźcie z szafy!“. Nie obyło się bez spotkań z autorkami – i to jakich! Cafe Kulturalna przy Teatrze Dramatycznym, gdzie mieliśmy okazję spotkać się z Sarą Waters, dosłownie pękała w szwach. Również kawiarnia w warszawskim Trafficu dawno nie widziała tylu osób na promocji książki, ile się tam zjawiło na spotkaniu z Anną Laszuk. I nie słyszała tak gorącej dyskusji. Można by więc powiedzieć, że to takie optymistyczne, że tyle osób, że dobre książki, że wspaniałe autorki, gdyby nie dwa drobne incydenty podczas spotkania w Trafficu. Podczas dyskusji, która dość szybko zeszła z książki na tematy niekoniecznie z nią związane, z sali padły dwa pytania (zadane przez dwóch mężczyzn): „Dlaczego utożsamiamy homofobię z polskością?“ oraz „Czy homofobia jest rzeczywiście taka dolegliwa?“. I obaj py2

tający zostali przez salę niemal zakrzyczani. Powód? Bo nie na temat. Bo ja wiem, o co panu chodzi, ale nie o tym tu przecież mówimy. Bo ja panu powiem, o co panu chodzi, i dlaczego takie pytania są nie na miejscu. Może i nie są, ale problem w tym, że nie były to pytania wrogie, lecz zadane zwyczajnie z ciekawości. I jak w końcu, kiedy już wszyscy sobie pokrzyczeli, ta ciekawość została zaspokojona, obaj panowie powiedzieli „ok, teraz rozumiem“. Skąd więc taka reakcja sali? A bo – jak kilka minut później stwierdziła jedna z uczestniczek spotkania – teraz jest gorzej niż kiedyś. Jesteśmy zaszczuci, obrażani na każdym kroku. Czyli, dedukuję, chwilę wcześniej wystąpił u nas syndrom oblężonej twierdzy. Bo ten mężczyzna (homofob pewnie!) na pewno chciał nas znieważyć. Bo przecież nie może być tak zwyczajnie, przyjaźnie ciekawy. Na szczęście chwilę później posypały się głosy z sali, że przecież wcale gorzej nie jest. Bo inaczej chociażby nie byłoby tego spotkania. I my – wasi replikanci – tym numerem naszego pisma do tych głosów się bez wahania dołączamy. Bo czy naprawdę jest tak źle, skoro możemy pisać, że największe polskie media zostały przez was nagrodzone jako przyjazne lesbijkom i gejom? I o motywach gejowskich i lesbijskich w piosenkach naprawdę znakomitych polskich artystów? Skoro znaleźliśmy tyle div, które podziwiamy, ale które w większości swoją otwartością i wspieraniem nas na ten podziw więcej niż zasłużyły? I skoro „Replika“ na równi z mainstreamowymi mediami dostaje swoje pół godziny z Sarą Waters, bo choć jest małym pismem, to jednak – wg organizatorów pobytu pisarki w Polsce – ważnym?

Jasne, może być lepiej. W końcu obecność w życiu kulturalnym czy w mediach nie zastąpi nam związków partnerskich, nie jest lekarstwem na wszystkie nasze bolączki. Ale – doceńmy to, co nam się udało osiągnąć. Jeszcze kilkanaście lat temu istnieliśmy w dyskursie publicznym jako co najwyżej dziwactwo lub problem medyczny. Teraz nie ma dnia, byśmy się w nim nie pojawiali, i choć niewątpliwie spotykamy się z ogromną agresją, to z drugiej strony – są całe rzesze ludzi, na których po prostu możemy liczyć. A jeżeli naprawdę chcemy zmian w prawie, ustawodawstwie, to zamiast narzekać, jak to nam źle, walczmy o nie. Działajmy. Albo chociaż wspierajmy dobrym słowem, radą, podpisem pod listem protestacyjnym czy jednym procentem z naszych podatków tych, którzy działają na naszą rzecz. W końcu oddając ten jeden procent na chociażby KPH, nic nie tracimy. A przynajmniej nikt nam nie może zarzucić, że siedzimy z założonymi rękami i czekamy, aż świat zmieni się bez nas.
Wydawca: Stowarzyszenie Kampania Przeciw Homofobii, ul. Żelazna 68, Warszawa, tel.: 022 423 64 38 gazeta@kampania.org.pl Redaktorka naczelna: Ewa Tomaszewicz Zastępca redaktorki naczelnej: Mariusz Kurc Stała współpraca: Agnieszka Szpak, Robert Biedroń, Anna Stachelska, Krzysztof Śmiszek, Radek Oliwa, Krzysztof Tomasik, Ewa Ślusarczyk, Michał Hucał, Małgorzata Rawińska Marketing: QM Orzoł, office@qmarketing.pl Fotoedytor: Oiko Petersen Skład: Agnieszka Kraska Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do ich redagowania i skracania. Przedruki po uzyskaniu pisemnej zgody wydawcy.

Zdjęcie na okładce: Marcin Kokowski

raport

Divy
Tekst: Mariusz Kurc Współpraca: Krzysztof Tomasik Anna Stachelska Kolaż: Oiko Petersen

W gejowskiej komedii romantycznej „Eating Out“ chłopak oświadcza swojej dziewczynie, że jest gejem. – Ale tylko troszeczkę. To chyba tylko taka faza – dodaje. – Tak? – mówi podejrzliwie dziewczyna – Wymień single Madonny z płyty „Like a prayer“. Chłopak wyraźnie zadowolony zaczyna: – „Express yourself“, „Cherish“, „Oh, Father“… – A „Vogue“? – dziewczyna ma nadzieję, że zapomniał o tak ważnym singlu. – Och, mylisz się – krzywi się chłopak – „Vogue“ jest przecież z soundtracku do „Dicka Tracy“! – To nie żadna faza! Jesteś 100-procentowym gejem!
Oczywiście, takie testy mogą być zawodne. Mój chłopak jest gejem, a ma wszystkie single Madonny w nosie. Ale... uwielbia serial „Absolutely Fabulous“ i Meryl Streep w filmie „Diabeł ubiera się u Prady“. Coś więc jednak jest chyba na rzeczy. Pewne gwiazdy są przez wielu gejów szczególnie lubiane, a niektóre z nich wręcz otaczane swoistym kultem. gać. Była kociakiem, który śpiewając „Happy Birthday, Mr. President“, sam stanowił urodzinowy prezent dla prezydenta USA. Madonna może odegrać Marylin (jak w „Material Girl“), ale na serio prezydentowi – szczególnie obecnemu – mogłaby co najwyżej rzucić „Fuck off, ce znudzą się szybko jej tanie skandale – Madonna trwa na szczycie niezmordowanie od wydania pierwszej płyty w 1983 r. W wojnie „świat kontra Madonna“ górą jest wciąż Madonna. Jak mogłaby nie być inspiracją dla gejów, którzy również każdego dnia muszą stawić czoła całemu światu i walczyć o swoje z nieprzyjaznym otoczeniem? Madonna bywa też kiczowata do bólu i doskonała w swej niedoskonałości. Czyż nie są to cechy drag queens?

Madonna
Współczesną królową gejów jest Madonna, która ze wspaniałą przesadą odgrywa kobiecość w dziesiątkach jej wersji. Jej image jest jak najdalszy od kobiety – puchu marnego – istoty zwiewnej i słabej, którą mężczyzna mógłby się zaopiekować i... posiąść. To gejów zdecydowanie nie kręci. Madonna nie spuszcza wstydliwie wzroku, szepcząc frazesy do ucha heteryka, które sugerują: „bierz mnie“. Madonna przybiera seksowną pozę i śpiewa – jak podczas rozdania Oscarów w 1991 r. – „sooner or later you’re gonna be mine“ („wcześniej czy później będziesz mój“). To ona rozdaje karty, ona rządzi i ona bierze mężczyzn (lub kobiety), gdy ma na to ochotę. Marylin Monroe działała odwrotnie i dlatego nigdy nie miała statusu gejowskiej divy, za to jest chętnie naśladowana przez tranwestytów i drag queens. Marilyn puszczała oko (czy raczej mrużyła oczy) do facetów hetero i czekała na ruch z ich strony. Chciała im ule-

Udawanie jest immanentną cechą div, tak jak jest wciąż immanentną cechą gejów, którzy nie są w stanie otwarcie wyrażać swej tożsamości, a często wręcz prowadzą z nią walkę.
Mr. President“. Nigdy zresztą nie wahała się publicznie używać wulgaryzmów, a po przerwie w czasie jednego z koncertów wróciła na scenę ze słowami: „Sorry, musiałam się odlać, ale jak leję, to też wyrażam się artystycznie!“. Madonna może odgrywać dziewicę („Like a Virgin“), rezolutną zagubioną nastolatkę („Papa Don’t Preach“), dominę z klubu s/m („Erotica“), matkę narodu („Evita“) czy punkówę („Candy Perfume Girl“), ale w każdej z tych ról widać szwy - to wciąż ta sama Madonna. Madonna, która gra. Udawanie jest immanentną cechą div, tak jak jest wciąż immanentną cechą gejów, którzy nie są w stanie otwarcie wyrażać swej tożsamości, a często wręcz prowadzą z nią walkę. Wbrew powszechnemu przekonaniu, że utrzyma się na firmamencie sezon lub góra dwa, bo publi-

Cher
A propos! Nie od parady będzie tu przypomnieć, jak Cher – wielka gejowska diva – wspomniała drag queens na swojej pożegnalnej trasie koncertowej: „Dlaczego muszę mieć inny strój do każdej piosenki? No, przecież gdybym spróbowała się raz nie przebrać, wszystkie drag queens rozdzwoniłyby się z newsem: ,Cher się skończyła!’“. Geje uwielbiają Cher również za to, że w swej sztuczności połączonej z wielką autoironią jest bardzo autentyczna. Zupełnie jak Agrado – bohaterka „Wszystko o mojej matce“ Almodovara (geja, który stworzył taką galerię gejowskich div w swych filmach, że należałoby mu poświęcić osobny artykuł), która opowiada, jakie części ciała i za ile sobie poprawiła. Na koniec zaś dodaje: „Jesteśmy tym bardziej autentyczni, im
3

bardziej dążymy do własnego idealnego wyobrażenia o nas samych“. Cher – jak to gejowska diva – przeciąga strunę jeszcze dalej: wychodzi w obcisłym stroju na scenę, prezentuje z każdej strony swą doskonałą figurę (59 lat, niezliczone operacje plastyczne) i z przebiegłym uśmieszkiem cedzi: „Niezłą mam

Marianne, Kate, Cyndi
Zupełnie innym typem gejowskiej divy jest Marianne Faithfull, która na swoim koncie ma m.in. 25 lat uzależnienia alkoholowo-narkotykowego (włącznie z 3 latami życia dosłownie na ulicach londyńskiego Soho). Marianne wyszła z doła poharatana w przenośni i dosłownie – w którymś z narkotykowych zwidów zobaczyła robaki pełzające pod skórą jej twarzy i pocięła się, by je wydostać. Ale dziś mówi, że niczego nie żałuje („Nie, niczego nie żałuję“ – śpiewała francuska gejowska diva – Edith Piaf) i od 16 lat przeżywa artystyczny boom. Jej głos znacznie się obniżył i zmatowiał, a piosenki nabrały dramatycznej ekspresji. Koncerty Marianne są przeciwieństwem perfekcyjnych widowisk Madonny. Marianne nie zadaje sobie trudu, by zapamiętać kolejność piosenek, i tego nie ukrywa. Po skończonym numerze spokojnie zapala papierosa, zakłada okulary, podchodzi do kartki i zerka na tytuł następnej piosenki. W niektórych przypadkach w ogóle nie zna tekstu i śpiewa z kartki. Niewiele ponad rok temu wystąpiła w warszawskiej Sali Kongresowej (mój kolega szepnął przed samym występem: „gdyby teraz spadła bomba na Kongresową, Kaczyński miałby z głowy gejów w Warszawie“). Ktoś z sali krzyknął tytuł swej ulubionej piosenki. Marianne odparła: „Dobrze, dobrze, zaśpiewam to, nie martw się“, po czym siedząca w niej diva pokonała grzeczną piosenkarkę: „A zresztą zaśpiewam to, co będę chciała. W końcu kurwa to jest MÓJ show, nie?“. Na drugim biegunie boskości jest lubiana przez bardzo wielu gejów (i niejedną lesbijkę) Kate Bush, której taki tekst nigdy nie przeszedłby przez gardło – choćby dlatego, że Kate w ogólnie nie koncertuje. Divą jest też – dziś nieco zapomniana – Cyndi Lauper, która w tęczowych strojach i fryzurach śpiewała o tym, że dziewczyny chcą po prostu się zabawić („Girls just wanna have fun“) oraz o prawdziwych kolorach („True colors“): Widzę twoje prawdziwe kolory I za to cię kocham Więc nie bój się pokazać im Swoich prawdziwych kolorów Prawdziwe kolory są piękne Jak tęcza

Dlaczego muszę mieć inny strój do każdej piosenki? No, przecież gdybym spróbowała się raz nie przebrać, wszystkie drag queens rozdzwoniłyby się z newsem: „Cher się skończyła!“.
wciąż figurę, co? To wszystko geny, moi kochani, to wszystko geny“. Gdy Cher śpiewa „If I could turn back time“ („Gdybym mogła cofnąć czas“), wielu gejów – łącznie z niżej podpisanym – wspomina swe młode lata, gdy człowiek ze zgrozą myślał o swoim pedalstwie, zamiast podrywać chłopaków na potęgę. W klipie do tej piosenki Cher pojawia się w towarzystwie kilkudziesięciu przystojnych, napalonych marynarzy – a więc sami wiecie, o co chodzi… Kariera Cher to ciągła jazda po bandzie – od upadku do wzlotu, to – jak mówi sama zainteresowana – „parę lat bycia ,super cool’ a potem parę bycia ,super uncool’“ – i tak od 1965 roku.

85-letnia Mae gra seksbombę, na widok której wszyscy mdleją. W każdej scenie prezentuje nową suknię i nową złotą myśl. Swojego byłego męża wita słowami: „Czy masz rewolwer w kieszeni, czy tak cieszysz się na mój widok?“. Liza Minnelli też jest ikoną gejów – szczególnie jako dekadencka królowa berlińskiego kabaretu w klasyku Boba Fosse’a. Jej matka – Judy Garland, czyli niezapomniana Dorothy z

Wyszłabym za mąż, gdybym znalazła faceta, który miałby 15 mln USD, zapisał mi połowę i zagwarantował, że umrze w ciągu roku.
„Czarnoksiężnika z Oz“ – to wręcz archetypiczna diva. W USA przez wiele lat oświadczenie „I am a friend of Dorothy“ funkcjonowało jako bezpieczny odpowiednik „I am gay“ – wielu gejów rozpoznawało się właśnie w ten sposób. Susan Sarandon w „Białym pałacu“ gra 44-letnią kelnerkę, która wykorzystuje chwile (alkoholowego) zapomnienia superprzystojnego młodego yuppie. Robi mu laskę tak, jak nigdy nie była w stanie żona. I jak tu nie utożsamiać się z Susan? Tym bardziej że w o rok późniejszej „Telmie i Luizie“ wypowiada wojnę wszystkim heterykom i związanej z nimi opresji. Kończy wprawdzie martwa, ale wolna! Gdy w „Niebezpiecznych związkach“ markiza de Merteuil (czyli Glenn Close) na ultimatum hrabiego de Valmont (John Malkovich): „albo

Tina Turner
Na początku lat 80. jak feniks z popiołów odrodziła się po latach scenicznego niebytu Tina Turner. I dopiero wtedy stała się divą gejowską, bo też diva powinna mieć przeszłość, a co za tym idzie – swoje lata. Młode piosenkarki mogą być bardzo lubiane, ale do div im daleko, są najwyżej koleżankami (to status choćby Kylie Minogue). Sama Tina przyznaje otwarcie, że burza włosów, sukienki mini, szpilki, wściekle czerwone usta i paznokcie to tylko atrybuty sceniczne. Tina gra Tinę, jej fani dobrze o tym wiedzą i kochają ją za to. Ale chyba jeszcze bardziej pociągający dla wielu gejów jest u Tiny wizerunek „survivor“ – kogoś, kto przetrwał wiele życiowych zakrętów, a wciąż powala energią i dynamizmem (to nie przypadek, że jednym z hymnów gejowskich jest piosenka „I will survive“ w wykonaniu Glorii Gaynor). Gej niejedno musi znieść ze strony homofobicznego otoczenia, zanim dojrzeje do bycia sobą. Tina przetrwała kilkanaście lat pełnego przemocy związku z mężem – mentorem – i po wielu chudych latach rozkwitła po czterdziestce. Nie dała za wygraną i wygrała. Retoryczne pytanie tej kobiety „po przejściach“: „Co miłość ma z tym wspólnego?“ („What’s Love Got to do with it?“) musi wiele mówić bywalcom gejowskich saun czy darkroomów.
4

Gdy Michelle Pfeiffer jako Kobieta-Kotka mówi „miau“, a budynek za nią eksploduje, geje mają swoje pięć sekund.
mi się oddasz, albo wojna między nami!“, odpowiada spokojnie i z tajemniczym uśmiechem: „w porządku“, po czym dodaje lodowato „wojna!“, to – znów – daje dowód, że diva nie ulega. Diva może przegrać i skończyć tragicznie, ale nie może zostać pokonana. Jak Marle ne Dietrich w swoim prawdziwym życiu. Gdy już nie była w stanie występować, zamknęła się w swoim paryskim apartamencie i nie wyszła z niego przez ostatnie czternaście lat życia. W tym czasie Maximilian Schell nakręcił o niej dokument. Udzieliła mu wywiadu, ale nie wystąpiła przed kamerą. Pokazanie zniszczonej starością i chorobami twarzy byłoby porażką. Marlene w końcu przegrała i z czasem, i ze śmiercią, ale my możemy ją oglądać tylko w jej boskim wydaniu – w perfekcyjnej sukni, nonszalancko podającą kolejne piosenki. Jako diva więc – wygrała.

Divy kina
Gejowskie divy nie zamieszkują tylko estrady – występują również licznie w kinie. Najwięcej jest ich oczywiście w Stanach Zjednoczonych, choć nie wszystkie zdobyły popularność także w Polsce. Mało znane są choćby Betty Midler czy gwiazda lat 30. – Mae West, która tak bardzo „grała“ kobietę, że niektórzy brali ją za mężczyznę. W swoim ostatnim filmie „Sekstet“

Wspaniałą gejowską divą była również Bette Davis, która wg jej własnych słów specjalizowała się w rolach dziwek. „Wyszłabym za mąż, gdybym znalazła faceta, który miałby 15 mln USD, zapisał mi połowę i zagwarantował, że umrze w ciągu roku“. Davis zagrała m.in. upadającą gwiazdę teatru we „Wszystko o Ewie“. Jej okrutny pojedynek z Joan Crawford w filmie „Co się zdarzyło Baby Jane?“ powinien obejrzeć każdy, kto posiada „gejowską“ wrażliwość (pleć czy orientacja seksualna - nieważne). Francuska aktorka Fanny Ardant jest 100-procentową divą specjalizującą się w odgrywaniu kobiet namiętnych, często niemoralnych i z rysem tragicznym. W filmie „Libertyn“ gra podstępną malarkę, której nago pozuje piękny Vincent Perez. Można jej tego zazdrościć i można ją… podziwiać, że w takiej sytuacji zachowuje pokerową twarz.

Nawet w tak – wydawałoby się – heteryckim przedsięwzięciu jak „Powrót Batmana“ jest miejsce na divę: gdy Michelle Pfeiffer jako Kobieta-Kotka mówi „miau“, a budynek za nią eksploduje, geje mają swoje pięć sekund. Przy okazji: poprzedniczka Michelle w roli Catwoman – Eartha Kitt (jej miauczenie było równie sexy) jest jednocześnie wykonawczynią takich hymnów gejowskich jak „I love men“ i „Where is my man?“.

We Francji div dostatek
We francuskim kinie i francuskiej piosence w ogóle div nie brakuje. Oprócz wspomnianych już Edith Piaf, Fanny Ardant oraz Cat herine Deneuve , o której za chwilę, wskazać należy boską Dalidę , wykonawczynię tysiąca piosenek (m.in. „Paroles, paroles“ i „Gigi D’Amoroso“ oraz „Pour ne pas vivre

seul“, w której śpiewała o chłopcu, który zakochuje się w chłopcu), a której trzej kolejni partnerzy życiowi popełnili samobójstwo. W 1987 roku 54-letnia Dalida poszła w ślad za mężczyznami swego życia. Aman dę Lear uwielbiamy za jej głęboki, niski głos (ostatnio powróciła dzięki reklamie, w której śpiewa „Give a little hmmm to me…“), a C h a r l o t t e R a m p l i n g za perwersyjnego „Nocnego portiera“ Liliany Cavani oraz dużo młodsze filmy „Basen“, „Pod piaskiem“ czy „Na południe“, w którym używa znacznie młodszych od siebie chłopców. Współczesne śpiewające francuskie divy to przede wszystkim Patricia Kaas i Zazie . Divą nigdy nie była natomiast Brigitte Bardot. I wcale nie dlatego, że dziś wygląda ostentacyjnie staro. BB funkcjonowała na podobnych zasadach, co MM: była ucieleśnieniem snów facetów hetero.
5

Divy gejowskie i lesbijskie
Stosując prostacką analogię, należałoby podejrzewać, że wśród lesbijek istnieje kult mężczyzn, którzy odgrywają męskość. Tymczasem nic z tego. Lesbijskie serca wcale nie biją moc-

Na pytanie swej filmowej siostry: „Dlaczego mnie nic w życiu się nie udało, a Tobie wszystko?“, Deneuve rzuca jej prosto w oczy: „Bo ja jestem piękna i bogata, a ty jesteś brzydka i biedna“.
niej, gdy widzą, jak Humphrey Bogart odpala kolejne cygaro, Clint Eastwood powala kolejnego bandziora lub gdy Jack Nicholson bajeruje kolejną czarownicę (z Eastwick oczywiście – tam zresztą wszystkie są divami gejowskimi!). Lesbijki też kochają divy żeńskie – ale nie otaczają ich aż takim kultem, jak geje. Lubią k.d.lang, Melissę Etheridge czy Grace Jones z jej androgynicznym wyglądem i zwierzęcym temperamentem (ale Jones działa też na gejów – zaczynała zresztą karierę piosenkarską od występów w gejowskich dyskotekach Nowego Jorku w drugiej połowie lat 70.). Gdy kilka lat później na firmamencie pojawiła się Annie Lennox, mówiono o niej „biała Grace Jones“. Annie wkroczyła w garniturze i ze szpicrutą w ręce. Jej nieruchomy wzrok i chłodny głos miały hipnotyczną moc. „Każdy czegoś szuka, jedni chcą cię wykorzystać, inni chcą być wykorzystani“ – hit „Sweet Dreams“ stał się hymnem w gejowskich klubach s/m. 10 lat później Lennox nagrała płytę zatytułowaną po prostu „Diva“, a klip do piosenki „Why“ idealnie obrazował przeistaczanie się „zwykłej“ kobiety w divę. Lennox również działa i na gejów, i na lesbijki. Podobnie jak Catherine De-

również pikantny pocałunek Catherine z Fanny Ardant. Główną lesbijską (i gejowską) divą pozostaje wspomniana już Marlene Dietrich, której biseksualizm jest legendarny. Po przyjeździe do USA ktoś zapytał ją o różnice w amerykańskiej i europejskiej mentalności. Zaskoczona amerykańską pruderią Dietrich odparła: „W Europie nie ma znaczenia, czy jesteś kobietą czy mężczyzną – uprawiamy miłość z każdym, kogo uznamy za atrakcyjnego“.

Na pewno nie divy!
Suzanne Vega, Alanis Morrisette czy Jodie Foster (i inne „w tym stylu“), mimo że utalentowane i o silnych osobowościach – nie mają szans jako gejowskie divy. Ich kobiecość jest, przynajmniej dla gejów, trochę zbyt przygaszona. Albo ujmijmy to inaczej: nie dość wyeksponowana. Gejowską divą nie była też Janis Joplin. Dlaczego? Bo bez wątpienia nie kobiecość była w jej występach najważniejsza. Podobnie Sigourney Weaver (seria o „Obcych“), która odgrywała rolę stereotypowo przewidzianą dla faceta (hetero, oczywiście). Co ciekawe, wszystkie bez wyjątku są przynajmniej lubiane, jeśli nie uwielbiane, przez lesbijki. Za silny charakter, niejednoznaczność seksualną i „to coś“. Natomiast Whitney Houston, Celine Dion czy Mariah Carey to blade myszki bez wyobraźni. Ale i w tej kategorii mamy wyjątek: Barbrze Streisand – nic nie ujmując jej wielkiemu talen-

towi – brakuje takiego rozmachu i kiczowatości jak u np. Cher, ale jednak ma ona niekwestionowany status divy (obie panie łączy też posiadanie homoseksualnych dzieci: syn Barbry i córka Cher). Barbra, wykonawczyni takich przebojów jak „Woman in love“, „My Man“ czy „Never Give Up“, podobnie jak większość div nie jest pięknością, ma raczej tzw. interesującą urodę, a jednak wbrew doradcom nie zoperowała sobie nosa. Mimo to osiągnęła szczyt i od czasu swego debiutu w „Zabawnej dziewczynie“ lat jest niekwestionowaną wielkością. W komedii „Przodem do tyłu“ głównego bohatera (Kevin Kline) wszyscy biorą za geja m.in. dlatego, że jest wielbicielem Barbry Streisand.

Polskie divy
Nina Andrycz była divą gejowską w czasach, gdy polscy geje nie zeszli jeszcze z drzew. W czasach „przedemancypacyjnych“ ze wszystkich artystek na divę gejowską najbardziej nadawała się K a l i n a J ę d r u s i k , która z olbrzymim dekoltem i przesadzonym makijażem mrużyła oczy, dyszała i śpiewała takie piosenki jak „Bo we mnie jest seks“, „Romeo, czy jesteś na dole?“, „Z kim tak ci będzie źle jak ze mną“ czy „S.O.S.“. Jak na divę przystało, Jędrusik miała też ogromne poczucie humoru i cięty język. To jej przypisuje się złotą myśl: „Chuj nie musi być duży; wystarczy, żeby był gruby i długi“. Nic dziwnego, że Kalina jest tak chętnie parodiowana przez

Judy Garland – archetyp divy
Moje oczy wciąż tęczy wypatrują, Po moim niebie ciężkie chmury się snują. Plany i marzenia? W obłokach chyba… Są ludzie, dla których zawsze świeci słońce, Ja łzy deszczu łykam gorące. Wielu sprzyja dobry los, U mnie za ciosem cios. Wierzcie mi – czekam na swoją tęczę. Tylko czy obwieści ją skowronek Zanim usłyszę ostatni dzwonek?*
Tak śpiewała Judy Garland, wiele lat przed rokiem 1978, kiedy tęcza stała się symbolem gejów i lesbijek. Aktorka i piosenkarka, żona reżysera Vincenta Minelli, matka aktorki i piosenkarki Lizy Minelli… Ikona gejowska w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Jej ojciec był gejem, tak samo jak dwóch spośród pięciu jej mężów (w tym ostatni). Kilkadziesiąt lat temu trudno było mówić o tolerancji, jednak gejów i lesbijek było tyle samo, co zawsze. Dlatego sale podczas koncertów Judy Garland pękały w szwach: publiczność gejowska zjeżdżała na nie ze wszystkich stron. Judy śpiewała o samotności i delirycznej miłości. Zawsze miała tremę, ale kiedy już wyszła na scenę, wiedziała, dlaczego kocha życie. Dyskryminowani w tamtych czasach lesbijki i geje uwielbiali Garland właśnie za jej tragizm i konflikt wewnętrzny: odzwierciedlał ich własne rozterki, samotność, niezrozumienie. Surowe prawo i uprzedzenia wobec lesbijek i gejów zmuszały ich do prowadzenia podwójnego życia i ukrywania prawdziwej tożsamości. 21 czerwca 1969 roku, w sobotni wieczór 47-letnia Judy Garland oglądała z mężem, Mickey’em Devinko telewizję. Doszło wtedy do kłótni, po której Garland wybiegła z krzykiem z domu. Mickey zasnął. Następnego dnia rano obudził go telefon do Judy. Nie było jej w łóżku, więc Mickey zapukał do łazienki. Drzwi były zamknięte i nikt nie odpowiadał. Kiedy Mickey otworzył je siłą. Judy siedziała martwa na toalecie. Przedawkowała środki nasenne. Liza Minelli, córka Judy Girland, również stała się ikoną gejów. W nieco lepszych dla nich czasach…
*Wolny przekład utworu: „I’m Always Chasing the Rainbow“ ze ścieżki dźwiękowej do filmu „Czarnoksiężnik z krainy Oz“, w którym Judy Garland zagrała główną rolę.

W Europie nie ma znaczenia, czy jesteś kobietą czy mężczyzną – uprawiamy miłość z każdym, kogo uznamy za atrakcyjnego.
neuve, która zresztą kilkakrotnie lesbijki grała. Klasyczna dla fanów kina LGBT jest jej erotyczna scena w „Zagadce nieśmiertelności“ ze – wspomnianą już – Susan Sarandon. Cudowną gejowsko-lesbijską divą była Catherine na przykład w filmie „8 kobiet“ (w reżyserii Francois Ozona, który – podobnie jak Almodovar z uwielbieniem i smakiem tworzy postaci gejowskich div w swych filmach). Na pytanie swej filmowej siostry (Isabelle Huppert – gayfriendly, ale bez statusu divy): „Dlaczego mnie nic w życiu się nie udało, a Tobie wszystko?“, Deneuve rzuca jej prosto w oczy: „Bo ja jestem piękna i bogata, a Ty jesteś brzydka i biedna“. Do historii kina spod znaku LGBT przejdzie
6

miają się zarówno geje, jak i lesbijki. Grażyna Szapołowska jest divą, ale tylko mężczyzn hetero (i chyba tylko tych asertywnych) oraz lesbijek (grała zresztą lesbijkę w „Innym spojrzeniu“). Dla gejów ma zbyt mało poczucia humoru na własny temat. Wielką divą mogłaby być Violetta Villas (wygląd godny ma największych div), ale jej religijna dewocja i „romansowanie“ z ojcem Rydzykiem są zbyt odstręczające. Największą zaś polską divą pozostaje niewątpliwie Kalina Jędrusik. Niekwestionowanymi lesbijskimi divami pozostają Renata Przemyk (nie tylko z racji tego, o czym „wszyscy“ wiedzą) i Kasia Nosowska (nawet niezorientowanym wystarczy jej „Kochana“, wyśpiewana w duecie z – nomen omen – Renatą Przemyk). Zaś gejowska diva Zdzisława Sośnicka z właściwą sobie elegancją, ale chyba niezamierzenie wykonała pikantny ukłon w stronę lesbijek śpiewając słynny szlagier: „A Julia i ja przez całą noc szykujemy cudów moc“. drag queens, podobnie jak Violetta Villas. Kolejną niewykorzystaną piosenkarką z potencjałem divy jest Izabella Skrybant z Tercetu Egozotycznego. Wraz z pojawieniem się w Polsce ruchu LGBT niekwestionowaną divą stała się charyzmatyczna Kora, mająca na swoim koncie także wiele progejowskich wypowiedzi i działań. Przez lata 80. i 90. nikt tak jak ona nie potrafił śpiewać o miłości, żeby przypomnieć „To tylko tango“, „Po prostu bądź“ czy „Kocham cię kochanie moje“. Inne gwiazdy nie potrafiły już tak dobrze odnaleźć w obecnej rzeczywistości. Bardzo lubiana przez gejów Beata Kozidrak parę lat temu występowała na wiecach wyborczych homofobicznego AWS, co trudno uznać za przyjazny gest w stronę klienteli LGBT. Natomiast w 2005 roku Edyta Geppert i Justyna Steczkowska „uświetniły“ kampanię wyborczą PiS. Mam nadzieję, że dostały za to czerwoną kartkę od swych gejowskich fanów. Odnalazła się natomiast Edyta Górniak, którą stać było na gest poparcia. Wielu gejów lubi też Marylę Rodowicz. Gdyby nasze środowisko było choć odrobinę wyemancypowane w latach 70., jej piosenki takie jak „Nie ma jak pompa“, „Damą być“ czy „Sing-sing“ byłyby dziś jednoznacznie kojarzone z „tęczowymi klimatami“. Szczególnie ostatni utwór ze słynną frazą „Czy ja nie jestem lepsza niż cała reszta pań, cały babski wyż?“ specjaliści od PR mogliby dołączyć do kolejnych wydań „Lubiewa“ Michała Witkowskiego z adnotacją „piosenka o miłości cioty do luja“. Specjalną pozycję ma Anna Jantar, której hity w połączeniu z tragiczną śmiercią stanowią mieszankę, która do gejów przemawia. Nic nie może przecież wiecznie trwać, a wielka dama tańczy sama – wszystko jasne. Gejowski repertuar dopełniają divy takie jak zmarła niedawno Danuta Rinn („Gdzie Ci mężczyźni?“), Alicja Majewska („Być kobietą“ – oszukiwać, dręczyć, zdradzać, nawet gdyby miało komuś to przeszkadzać“) czy Krystyna Prońko („Jesteś lekiem na całe zło“). Jeśli chodzi o aktorki, to prym wiedzie Krystyna Janda. Nie tylko i nie przede wszystkim dlatego, że na scenie odgrywała takie divy jak Marlene Dietrich czy Maria Callas (Callas to duchowa matka wielu gejów uwielbiających operę). Janda nie operuje seksualnością, ale psychiczną siłą, zdolnością przetrwania w trudnych warunkach („Przesłuchanie“) – a więc cechą, którą większość z nas po prostu musi mieć, aby przeżyć. Z tekstami jej największych przebojów „Na zakręcie“ czy „Ogrzej mnie“ utożsa-

Divy płci męskiej
Divy mogą przekraczać granicę płci. David Bowie i Elton John mają wiele cech klasycznej divy. Obaj dokonali transgresji poprzez coming out (czy to przystoi mężczyźnie nie być hetero?), obaj uwielbiają autokreację i są w niej przesadni (Elton udawał nawet kaczora Donalda!). Obaj są też „survivors“ – po ponad 30 latach niezliczonych metamorfoz wciąż występują. Ale na męskim poletku gejowskich div króluje Królowa – Freddie Mercury . Wiemy doskonale, o co mu chodzi, gdy przebrany za kobietę wyłania się z odkurzaczem w ręku deklarując: „I want to break free“. Wszystkich div wymienić ani opisać nie sposób. Lista jest otwarta, a kryteria – płynne. Ten artykuł też pełen jest niedociągnięć, przemilczeń i zwykłych błędów. Wiele cytatów wyssałem z palca, a anegdoty mocno podkoloryzowałem – jak Marlene Dietrich w swej bajecznej autobiografii. Ale posądzeń o nierzetelność się nie boję. Prawdziwa diva z dystansem podchodzi do wartości tak przyziemnej i nudnej jak prawda. No, i raczej nie czyta darmowych pisemek dla gejów i lesbijek.

7

Rozmawiała: Ewa Tomaszewicz

Foto: Oiko Petersen

Przywykłam do wiktoriańskiego nonsensu, bycia braną nie do końca na poważnie
Sarah Waters (1966) – pisarka, doktorka literatury brytyjskiej, znawczyni powieści wiktoriańskiej, laureatka wielu prestiżowych nagród. Autorka „Muskając aksamit“ (1998), „Niebanalnej więzi“ (1999), „Złodziejki“ (2002) i „Pod osłoną nocy“ (2006). W dniach 9-12 stycznia odwiedziła Polskę, aby promować swoją najnowszą powieść.

Twoja pierwsza książka, „Muskając aksamit“, to zarazem twój publiczny coming out. Kiedy po raz pierwszy powiedziałaś o sobie, ze jesteś lesbijką? Nie uważałam się za lesbijkę, gdy byłam nastolatką. Chociaż zawsze podobały mi się dziewczyny, miałam wtedy chłopaka. I on na którymś etapie naszego chodzenia powiedział mi, że jest gejem. Także przydarzyła się nam bardzo typowa historia – gej i lesbijka, którzy o sobie nie wiedząc, zaczynają być razem. Moją pierwszą dziewczynę poznałam na studiach, na uniwersytecie w Kent. Miałam wtedy 19 lat. Byłyśmy razem przez 6. Na początku żyłyśmy w zamknięciu, o tym, że byłyśmy ze sobą, nie wiedzieli nawet nasi współlokatorzy. Teraz wydaje mi się to zabawne – dzieliłyśmy pokój, spędzałyśmy mnóstwo czasu razem, ale oni nie mogli się dowiedzieć, o co chodzi. Później przeprowadziłyśmy się do Londynu i wszystko się zmieniło. Zaczęłyśmy chodzić do klubów lesbijskich i księgarni dla kobiet, uczestniczyć w działalności organizacji feministycznych... Wprowadziłyśmy się do lesbijskiego domu w Hackney – to lesbijsko-gejowska dzielnica Londynu. To był klasyczny londyński coming out: nagle znalazłyśmy się w bardzo lesbijskim świecie, z wieloma lesbijskimi przyjaciółkami. Rodzinę uświadomiłam dopiero pod koniec pierwszego związku. Nie byli zachwyceni, ale wspierali mnie. Po tym wszystkim moje życie zawodowe również stało się bardziej „lesbijskie“: zaczęłam uczęszczać na studia podyplomowe z
8

lesbijskiej i gejowskiej literatury historycznej. Jak tylko je skończyłam, zaczęłam pisać i zrobiłam publiczny coming out. Jak było? Zupełnie bez problemów. Szybko znalazłam lesbijskie czytelniczki, powoli też udało mi się dotrzeć do mainstreamowego odbiorcy. W 2002 roku adaptacja „Muskając aksamit“ była w

telewizji w Wielkiej Brytanii. Właściwie dopiero wtedy zaczęłam być publicznie identyfikowana jako lesbijka. Co znowu było zaskakująco łatwe. Ale sądzę, że w tej chwili Wielka Brytania jest po prostu przyjazna osobom homoseksualnym. Identyfikujesz się ze swoimi bohaterkami? Myślę, że w każdej z nich jest fragment mnie. Na pewno jestem troszeczkę jak Nancy, choć

wywiad

Jestem zawodową lesbijką

nie ukrywam, że chciałabym więcej niż troszeczkę. Niestety – jestem taką szarą myszką. Ale to jest luksus pisania, że możemy sobie siebie wyobrażać we wspaniałej roli, niezwykłych sytuacjach. W „Pod osłoną nocy“ taką bohaterką jest Kay, która znowu jest piękna i dzielna, i zdecydowanie nie taka jak ja. Zawsze wiedziałam, co ona powie, jak się zachowa. Oprócz „Muskając aksamit“ brytyjska telewizja przeniosła również na srebrny ekran „Złodziejkę“. Udało jej się trafić w twoje gusta? Uważam, że obie adaptacje są na doskonałym poziomie. Tym bardziej, że miałam z tym też sporo zabawy, bo od początku uczestniczyłam w ich powstawaniu. Dzięki temu nie dość że mogłam poznać aktorki, to jeszcze dostałam role – jakieś tam drugo- czy trzecio-, czy dziesiątoplanowe. Przebrałam się w kostium z epoki i miałam tam swoje trzy sekundy. A co myślisz o nowej kinowej wersji „Muskając aksamit“? Masz na myśli ekranizację z Beyonce Knowles i Eva Longoria? Niestety, muszę cię rozczarować: póki co na pewno nie powstanie. To plotka rozpuszczona przez jakąś nadgorliwą lesbijkę z Los Angeles. W Polsce każda książka, której bohaterami są geje czy lesbijki, jest uważana za manifest, wręcz „promocję homoseksualizmu“. Czy w Wielkiej Brytanii twoje książki są odbierane jako polityczne? Już nie. My przechodziliśmy to w latach 80. i wcześniej. Pierwsze książki z lesbijskimi bohaterkami, które czytałam, faktycznie były niszowe, wydawane przez małych wydawców. Na szczęście ja, zaczynając pisać w latach 90., miałam ten luksus, że już nie musiałam tworzyć książek „programowych“. Chociaż to, że w moich powieściach istnienie lesbijek jest czymś oczywistym, po prostu normalnym, samo w sobie może mieć polityczne oddziaływanie. Ale nie mogę powiedzieć, że ja jako ja mam jakiś duży polityczny wpływ. Jeśli mam być szczera, z „Muskając aksamit“ chodziło bardziej o zabawę...
Magdalena Gawlik-Małkowska – tłumaczka. Przełożyła na polski wszystkie książki Sary Waters.
Jak się zaczęła twoja przygoda z Sarą Waters? W 2003 r. dostałam zlecenie przetłumaczenia „Złodziejki“. To najlepszy początek z możliwych, bo to najbardziej spektakularna z jej powieści. Dzięki niej udało się jej dotrzeć do szerszej publiczności. Bo na początku krąg jej odbiorców był zawężony. Ta książka nie celuje w jakieś konkretne gusta. Jest coś, co nazywam syndromem „Złodziejki“: wsysa od pierwszej strony i nie da się od niej oderwać.

Czy angażujesz się w działalność polityczną? Troszeczkę się rozleniwiłam, także skłamałabym, gdybym powiedziała, że jestem lesbijską aktywistką. Nie. Natomiast ponieważ jestem powszechnie rozpoznawalna, patronuję wszelkiego rodzaju działaniom czy organizacjom. Mogę powiedzieć, że jestem taką zawodową lesbijką. Skąd czerpiesz informacje o życiu lesbijek w XIX wieku? Z pamiętników, dzienników, archiwów policji (nie dlatego, że lesbianizm był wtedy nielegalny – bo nie był – ale dlatego, że kobiety, tak samo jak mężczyźni, były czasem aresztowane, sądzone i przy okazji zazwyczaj spekulowano, co się działo w ich życiu osobistym). Do pewnego stopnia ważnym źródłem jest też dla mnie pornografia. Choć zwykle była tworzona przez mężczyzn i dla mężczyzn, to jednak jest pełna obrazów lesbijek. Mam w swoich zbiorach kolekcję pocztówek i erotycznych pocztówek z 1890 i są tam m.in. kobiety uprawiające seks z użyciem dildo. Pamiętam, że pomyślałam: mój Boże, to jest fantastyczne! Akcja twoich pierwszych trzech książek rozgrywała się pod koniec XIX wieku. „Pod osłoną nocy“ to już XX wiek. Dlaczego? Napisałam trzy powieści wiktoriańskie i uwielbiałam to, ale poczułam, że chcę czegoś nowego. Nigdy nie chciałam pisać o czasach przedwiktoriańskich ani współczesnych. Szukałam czegoś w wieku XX. Lata 40. wydawały się naprawdę ciekawe. Również przez to, co się wtedy wydarzyło dla kobiet i dla lesbijek – czasy wojny, które, zaskakująco, były też bardzo ekscytujące. Ta książka jest oparta na retrospekcji – zaczynamy w 1947 roku, kończymy w 1941. Skąd taka kolejność zdarzeń? Nie planowałam tego. Początkowo byłam zainteresowana tylko powojennym Londynem, tak więc skoncentrowałam się na roku 1947 i trzech głównych bohaterkach – Kay, Helen i Julii. Później stwierdziłam, że to, co jest w nich najbardziej interesujące dla mnie, to to, przez co przeszły, ich dramatyczne losy podczas wojny. Także stwierdziłam, że zamiast posuwać
Którą powieść Sary lubisz najbardziej? „Niebanalną więź“. Zawsze traktuję książki emocjonalnie, również jako czytelniczka, i siłą rzeczy nie potrafię tego tak do końca rozdzielić, tłumacząc. Ta książka z jednej strony odpowiada mi emocjonalnie, z drugiej – konstrukcyjnie. Dla mnie to powieść bez wad. Co jest najtrudniejsze w tłumaczeniu Sary Waters? Nie miałam problemu z wiktoriańskimi idiomami, które występują w trzech pierwszych powieściach. Najwięcej problemów przysporzyło mi „Pod osłoną nocy“. Sporo się nabiedziłam, żeby znaleźć odpowiednie słowa, żeby merytorycznie to miało ręce i nogi, bo jednak nie wszystko zrobi za mnie redaktor. Tu muszę wspomnieć o pani Ewie Witan, która

historię do przodu, odczytam jej źródło. Jak tylko podjęłam tę decyzję, wydała mi się najwłaściwsza. Wtedy też stworzyłam Duncana i Viv, aby poszerzyć spectrum bohaterów. Pierwszy raz nie poznajemy zakończenia historii... To pasuje do mojej wizji ich życia, pewnej melancholii tamtych czasów, bez pewności znaczeń, która była obecna u wcześniejszych postaci. W książkach wiktoriańskich, szczególnie w „Muskając aksamit“, pisałam w stylu tamtej epoki, który jest bardzo uporządkowany – za-

Mam w swoich zbiorach kolekcję pocztówek i erotycznych pocztówek z 1890 i są tam m.in. kobiety uprawiające seks z użyciem dildo. Pamiętam, że pomyślałam: mój Boże, to jest fantastyczne!
wiązanie akcji, komplikacje i rozwiązanie. Zwyk le pod koniec ludzie są nagradzani lub karani. Lata 40. to zupełnie inny świat, czasy po wojnie, kiedy ludzie byli niepewni, czuli się zdradzeni, także fragmentaryczność opisu bardziej pasuje do ich historii. Kiedy nie wiemy wszystkiego, bardziej przypomina to ich prawdziwe życie. Jak książka została przyjęta w Wielkiej Brytanii? Bardzo dobrze, ku mojej uldze i zaskoczeniu. To był duży skok – pisać o zupełnie innych czasach, w innym stylu. Stworzyć książkę, która nie daje czytelnikowi tradycyjnej satysfakcji, jest otwarta. Myślę, że otrzymała najlepsze oceny ze wszystkich moich książek, co jest dla mnie w pewien sposób przerażające. Przywykłam do wiktoriańskiego nonsensu, bycia braną nie do końca na poważnie. I tak już zupełnie na zakończenie – to twoja pierwsza wizyta w Polsce. Jakie masz wrażenia? Sam fakt bycia tutaj jest bardzo ekscytujący. Jestem tu tak ciepło przyjmowana, moje książki są lubiane. To wspaniałe, spotykać ludzi w ogóle, ale szczególnie lesbijki i gejów. I dowiadywać się o tym, jak im się w Polsce żyje. Bardzo dziękuję za rozmowę.
redagowała wszystkie cztery książki. Bez niej nie miałyby one takiego kształtu. Zaskoczyła cię zmiana konwencji w ostatniej książce? Myślę, że dobrze się stało, bo ktoś mógłby odnieść mylne wrażenie, że Sarah Waters nie potrafi pisać w innej konwencji niż wiktoriańska. A ona pokazała, że właśnie potrafi, i to na najwyższym poziomie. Chociaż, jak mówiłam, moją ulubioną powieścią jest „Niebanalna więź“, to nie wiem, czy podobnym uczuciem nie obdarzę „Pod osłoną nocy“. Być może jest też tak, że pod względem literackim, artystycznym ta powieść jest najbardziej dojrzała. I najsmutniejsza. Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Małgorzata Rawińska

9

Teksty: Agnieszka Szpak Ewa Tomaszewicz

kraj

Gejbomber w kraju nad Wisłą
20 października 2005 r., tuż przed wyborami prezydenckimi, ktoś podłożył w Warszawie atrapy 13 bomb. Policji nie udało się wykryć sprawców. 3 listopada 2006 r., na kilka dni przed wyborami samorządowymi, policja zatrzymała Romana W., któremu postawiła zarzut usiłowania sprowadzenia niebezpieczeństwa powszechnego i zastosowała wobec niego dozór policyjny. Do mediów przeciekły informacje, że za zamachowcem stoją groźne organizacje terrorystyczne wywodzące się ze środowisk homoseksualnych. Okazało się jednak, że to wszystko fikcja wymyślona przez Piotra R. – przestępcę, który z Romanem W. dokonywał wielu oszustw. Ponieważ Roman W. doniósł na wspólnika policji, ten – by się zemścić – opracował legendę z bomberem. Twórczo rozwinęli ją policjanci, co pozwoliło im na zatrzymanie człowieka niemającego z podłożeniem atrap nic wspólnego i zasugerowanie opinii publicznej istnienie homoseksualnej organizacji terrorystycznej o chwytliwej nazwie Gay Power. Warszawscy policjanci szukający gejbombera poszli nawet tropem napoju energetyzującego o nazwie... Gay Power. Otóż Roman W. jest dyrektorem artystycznym jednego z klubów gejowskich, który reklamuje się na butelce napoju. A wszystko po informacji, jaka pojawiła się na portalu gejowo.pl o tym, że Gay Power zapowiada swoje ujawnienie. Czy to, że Roman W. pracuje w klubie, w którym można kupić Gay Power, naprowadziło policję na jego ślad? Odpowiedzi na to pytanie brak. Oficjalnie nieznana jest również odpowiedź na pytanie, dlaczego mimo tak wysokiego zagrożenia karą i tego, że Roman W. nie przyznał się do winy, został wypuszczony do domu. – Uważam, że skoro policja nie wystąpiła o areszt dla niego, to może świadczyć o tym, że dowody w tej sprawie są marnej jakości – ocenia nieoficjalnie jeden z warszawskich prokuratorów. (ASZ)

Ludzie Dużego Formatu
Agnieszka Kraska, Sandra Rutkiewicz, Joanna Reniger i Yga Kostrzawa, bohaterki procesu o zniesławienie wytoczonego dwóm politykom PiS (o finale procesu pisaliśmy w wrześniowopaździernikowym numerze „Repliki“), zostały uhonorowane tytułem Ludzi Dużego Formatu, przyznawanym raz w roku przez magazyn „Duży Format“ – poniedziałkowy dodatek „Gazety Wyborczej“. „Kostrzewa, Kraska, Reniger, Rutkiewicz – lesbijki kontra PiS. Sąd orzekł, że nie są poniżone. Udowodniły, że są“ – pisze we wstępie tekstu poświęconego procesowi dziennikarka DF Anna Zawadzka. Nagroda dla Agnieszki, Sandry, Joanny i Ygi to podwójnie dobra wiadomość – raz, że doceniono ogromną pracę czterech kobiet na rzecz równoprawnienia w Polsce, dwa, że doceniona została Agnieszka, która już od prawie roku wkłada swój talent w skład „Repliki“, a spostrzegawczość – w jej zawartość merytoryczną. Gratulujemy! (ET)

Równe prawa do miłości
W tym roku Walentynki potrwają aż 4 dni. Wszystko dzięki festiwalowi „Równie prawa do miłości“ przygotowywanemu przez Grupę Młodzieżową KPH i jej przyjaciół. „Chcielibyśmy mieć prawo kochać na równi z heteroseksualnymi obywatelami naszego kraju. Prawo – nie w rozumieniu prawnym, ale społecznym“ – tłumaczą ideę akcji organizatorzy. „Podczas festiwalu pokażemy też, że nie tylko osoby homoseksualne borykają się z nierównością szans do pełnoprawnej miłości. Chcemy, aby uwzględnione były również mniejszości wyznaniowe, etniczne oraz inne grupy społeczne, których ten problem dotyka“. Jak chcą tego dokonać?
10

Zapraszając mieszkańców Warszawy do uczestnictwa w wydarzeniach kulturalnych i wspólnej zabawy. Będzie można wziąć udział w filmowo-miłosnym festiwalu w kinie Muranów, na który zaprasza Bartosz Żurawiecki. Do obejrzenia: „Córka botanika“ (prapremiera!) i C.R.A.Z.Y. Dla milośników poezji przygotowano Miłosny Slam Poetycki w Cafe Kulturalna przy Teatrze Dramatycznym, dla audiofilów koncert Bartka Szczęsnego z udziałem Karola Strzemiecznego. Miłośników tańca z pewnością zainteresuje przedwalentynkowa lekcja tańca przy gorących rytmach latynoskich w klubie Bazaar, poprowdzona przez szkołę tańca Tancerze PL. Spragnieni nowych znajomości albo po prostu dobrej zabawy powinni wybrać się do kawiarni Chłodna 25 na Retro Kotylion Party albo do Między Słowami na Miłosną Wielką Grę. Na zakończenie festiwalu klub Zwiąż Mnie zaprasza na wernisaż grafik Anny Tuzek oraz całonocną imprezę. (ET) Więcej informacji: www.kampania.org.pl

świat

Teksty: Agnieszka Szpak

Homomałżeństwa na świecie
Wśród nowych krajów, które uznały legalne związki partnerskie osób homoseksualnych, są Meksyk, Szwajcaria, a także amerykański stan New Jersey. Na początku listopada zeszłego roku w Meksyku podjęto decyzję, na mocy której pary homoseksualne będą miały prawo do korzystania z rozmaitych form pomocy społecznej i równocześnie będą musiały wziąć na siebie obowiązki podobne do tych, jakie spoczywają na małżeństwach heteroseksualnych. W praktyce wygląda to tak, że geje i lesbijki będą mogli oficjalnie rejestrować związki i np. korzystać z praw spadkowych i emerytalnych. Do końca tego procesu konieczny jest tylko podpis burmistrza miasta Meksyk Alejandro Encinas’a. W Szwajcarii natomiast został formalnie zarejestrowany pierwszy związek gejów. Na ślubnym kobiercu stanęli dwaj mężczyźni, w wieku 80 i 69 lat, którzy pragną pozostać anonimowi. Przed ślubem przeżyli razem około 30 lat. Od początku roku 2006 obowiązuje w Szwajcarii nowa ustawa przewidująca te same prawa dla par homoseksualnych i małżeństw heteroseksualnych. W RPA z kolei Zgromadzenie Narodowe przyjęło ustawę, która zezwala osobom tej samej płci na zawieranie małżeństw lub związków cywilnych, przy zastrzeżeniu że urzędnicy stanu cywilnego mogą odmówić udzielenia ślubu parom tej samej płci, jeśli to
http://www.flickr.com/photos/danielgreene/218626119

pozostaje w sprzeczności z ich przekonaniami religijnymi czy etycznymi. „Gdy osiągnęliśmy demokrację, pragnęliśmy odciąć się od pełnej niesprawiedliwości bolesnej przeszłości poprzez zadeklarowanie, że nigdy więcej w RPA nie będzie dyskryminacji ze względu na kolor skóry, wyznanie i płeć“ – powiedziała w parlamencie minister spraw wewnętrznych Nosiviwe Mapis-Nquakula. Również amerykański stan New Jersey zgodził się na zawieranie przez osoby homoseksualne tzw. „związków cywilnych“, w których miałyby one

wie. Organizacje LGBT zapowiadają dalszą walkę. Uważają, że utworzenie dla nich oddzielnej instytucji cywilnej nie oznacza równości, lecz inny rodzaj dyskryminacji. I prawie na zakończenie słów kilka o liberalnej i wspaniałej Szwecji. W kraju tym wprowadzono kościelne błogosławieństwo dla par homoseksualnych. Jego ostatnie słowa brzmią tak: „Boże, Ty dajesz nam życie i siłę, by kochać. Pomóż nam żyć zawsze blisko siebie“. Geje i lesbijki zyskali też prawo do kościelnych ceremonii ślubnych, ale bez wymiany obrączek. Duchowni będą mogli odmówić przeprowadzenia takiej ceremonii, ale wówczas zarząd parafii będzie musiał znaleźć innego pastora, gotowego pobłogosławić nowożeńcom. A już naprawdę na zakończenie bardzo dobra wiadomość z Kanady. Sąd apelacyjny prowincji Ontario stwierdził, że 5letni kanadyjski chłopczyk może mieć dwie mamy i jednego tatę. Orzeczenie można uznać za precedensowe, na nowo definiujące prawa w związkach homoseksualnych. Zgodnie z nim, partnerka biologicznej matki chłopca może być uznana za trzecie z rodziców. Biologiczny ojciec jest przyjacielem obu pań żyjących w lesbijskim związku i czynnie uczestniczy w wychowaniu syna. Małżeństwa osób tej samej płci są legalne w Ontario od 2003 roku, a w całej Kanadzie od 2005 roku.

identyczne prawa jak małżeństwa. Do tej pory jedynym stanem USA, gdzie geje i lesbijki mogą zawierać małżeństwa, pozostaje Massachussetts. Związki cywilne są możliwe w stanach Connecticut i Vermont. Na mocy ustawy w New Jersey pary homoseksualne, które zawrą związek cywilny, dostają takie same uprawnienia jak małżonko-

ILGA-Europe uznana przez ONZ! J e d n a k S t r a s b u r g
11 grudnia 2006 r. ILGA-Europe otrzymała oficjalny status organizacji doradczej (consultative status) przy Radzie Gospodarczej i Społecznej Organizacji Narodów Zjednoczonych (ECOSOC). Status organizacji doradczej otrzymały jeszcze dwie inne organizacje działające na rzecz praw gejów i lesbijek – członkowie ILGA-Europe – LBL z Danii i LSVD z Niemiec. Patricia Prendiville, Dyrektor Wykonawcza ILGA-Europe, powiedziała: „Jesteśmy bardzo zadowoleni z decyzji ECOSOC o przyznaniu ILGA-Europe i innych jej członków statusu organizacji doradczej. To jest naprawdę historyczna decyzja, ponieważ organizacje działające na rzecz praw gejów i lesbijek będą teraz mogły walczyć w ONZ z dyskryminacją z powodu orientacji seksualnej czy tożsamości płciowej. To jest także uznanie praw gejów i lesbijek jako części podstawowych praw człowieka i to dzień po Międzynarodowym Dniu Praw Człowieka – obchodzonym 10 grudnia“. Rada Gospodarcza i Społeczna jest jednym z organów głównych ONZ. Zajmuje się sprawami gospodarczymi, społecznymi i kulturalnymi, prawami człowieka, przygotowuje projekty konwencji, ustala wytyczne dla organów pomocniczych (regionalne komisje gospodarcze i komisje funkcjonalne) i wyspecjalizowanych agencji, jak np. UNICEF (Fundusz NZ Pomocy Dzieciom).

20 grudnia 2006 Helsińska Fundacja Praw Człowieka (HFPCz) otrzymała informację, że Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPCz) wydał decyzję o dopuszczalności w sprawie Tomasz Bączkowski i inni przeciwko Polsce (decyzja z 5 grudnia 2006). Sprawa ta dotyczy zakazu Parady Równości 2005 w Warszawie, wydanego przez ówczesnego Prezydenta m.st. Warszawy Lecha Kaczyńskiego. W praktyce wydanie decyzji o dopuszczalności przez ETPCz oznacza, że sprawa zostanie rozpoznana pod względem merytorycznym oraz zostanie wydany w niej wyrok. Decyzja taka nie przesądza jednak, jaka będzie treść wyroku, którego należy się spodziewać w pierwszej połowie 2007 r.
11

Zmierzch clubbingu
Tekst: Janusz Boguszewicz Foto: Peter de Krom

społeczeństwo

„Życie to nie imprezka. Rozejrzyj się. Setki facetów, samotnych menów zebrało się tutaj w nadziei znalezienia odrobiny sympatii i wzajemności. Fałszywy uśmiech, przelotne muśnięcie w ciemności, może jakaś noc pełna dzikiej namiętności. A następnego weekendu to samo – wieczny krąg zwątpienia.“ – Baby Neumann – Nichts zu fassen, ,Melancholia’.
Lokale gejowskie stanowiły od lat niejako drugą ojczyznę wielu pedałów. W takim gejbarze przesiadywano dniami lub raczej nocami, tygodniami, a nawet całymi latami, starzejąc się przy tym umiejętnie, lecz jakże widocznie. Dziś, odnoszę wrażenie, następuje swoiste zmęczenie materiału (nie mam na myśli wyłącznie siebie, lecz również wielu moich znajomych) oraz odejście od tej formy gej-rozrywki. Ciągle te same twarze, te same ploty. No i faceci, których serca i ciała zdobyć się pragnęło, niestety często bez powodzenia. Ten swoisty zmierzch ery imprezowania łączy się także ze zjawiskiem zmiany miejsca pobytu i przedkładaniem domowych pieleszy nad lokalowe szaleństnaszego osobistego misiaczka, ale także dla naszych przyjaciół i znajomych. Bogata zastawa, udekorowany stół, markowe alkohole: to wszystko zapowiada imprezkę. Zaś kochanek nie zostanie najpierw zaciągnięty do darkroomu lub pod prysznic, a potem do łóżka, lecz teraz najpierw skosztuje naszego „diner for two“. Zmęczenie towarzystwem czy środowiskiem dostrzega się zwłaszcza wśród obecnych 30- i 40- latków (ale obserwuje się je w coraz większym stopniu także wśród świeżo upieczonych absolwentów wyższych uczelni czy nawet szkół średnich). Przez cały okres młodości każdemu to nawet odpowiadało: piątek, sobota i niedziela w gejowskim getcie. Atmosfera cudowna, towarzystwo fascynujące, muzyka i alkohole upajające. Z biegiem jednak czasu euforia powoli opadała. Zbyt często następowało rozczarowanie: nie przeżywało się tego, co się przeżyć chciało. Te stany nadziei – nadzieję zaś mamy chyba wszyscy na to, że w końcu w naszym ulubionym lokalu zdarzy się cos niezwykłego i nadzwyczajnego – ustępowały coraz częściej poczuciu rozczarowania i niespełnienia. Zbyt często wracało się z imprezy samotnie, sfrustrowanym, niezadowolonym. Domowe pielesze stanowiły zaś rodzaj przytulnej przystani, nawet wówczas, gdy wieczór kolejny raz trzeba było spędzić, gapiąc się w telewizor. Równocześnie u wielu z nas narastało wtedy poczucie niespełnienia: tak dalej i w tej formie być nie może,

Duńczycy w przypadku bardziej lub mniej spodziewanych gości podają wyłącznie to, co akurat mają w lodówce lub spiżarni. Żaden nie pofatygowałby się z okazji cotygodniowego spotkania specjalnie do pobliskiego sklepiku.
trzeba coś zmienić! Poczyniliśmy więc drobne kroczki i przymiarki do tej zmiany. Pierwsze niedzielne popołudnia przy kawce spędzaliśmy nie w kawiarni, lecz na wersalce, zwanej także przez niektórych błędnie kanapą, przy okrągłym stole oraz świeczkach, które ostały się z bożonarodzeniowego święta, oraz papierowych serwetkach z hipermarketu. Muzyka miała poziom decybeli umożliwiający swobodną konwersację, zazwyczaj zupełnie w lokalach gejowskich z powodu wszechpanującego hałasu – niemożliwą. Nikt się nie przepychał, aczkolwiek miłe uściski i pieszczotki umilały całe popo-

Czyż intymna kolacyjka we dwoje nie stanowi okazji, by pokazać temu wymarzonemu i wytęsknionemu, ze jest on czymś więcej niż TJU – towarem jednorazowego użytku?
wa. W domciu, w bamboszach i przed telewizorkiem w niedzielne popołudnie można także urządzić ploto-pogwarki, niekoniecznie będąc w wieku emerytalnym. Odrobina pomysłowości, twórczej inwencji kulinarnej i już mamy „małe co-nieco“ nie tylko dla

12

łudnie, które przeminęło jak z bicza strzelił. Strzelaliśmy potem także i nie z bicza, lecz to zupełnie inna historia. Dalszym stopniem rozwoju tego swoistego anty-clubbingu są obiadki dla trojga bądź też trzech (niezbyt praktyczne, bo zawsze ten jeden lub ta jedna zostaje bez pary), czterech bądź nawet sześciu osób. Rodzinne srebra oraz obrus babuni lądują wtedy na

towarzystwo nie powinno się obrazić, tylko wydać okrzyk, ewentualnie westchnienie zachwytu! O stopniu gościnności nie decyduje przecież zasobność portfela. Jeśli zaś ktoś uważa, że przepych sprawi gościom niewymowną radość, może spowodować u nich wyłącznie zakłopotanie. Duńczycy na przykład w przypadku bardziej lub mniej spodziewanych gości podają wyłącznie to, co akurat mają w lodówce lub spiżarni. Żaden nie pofatygowałby się z okazji cotygodniowego spotkania specjalnie do pobliskiego sklepiku. Bo co właściwie powinno się tu liczyć? Prostota formy i celebrowanie codzienności. Nieskomplikowanie i szczerość. Jakże to istotne w podtrzymywaniu towarzyskich kontaktów. Najwyższy stopień towarzyskiej gościnności stanowić powinna kolacyjka we dwóch. Wszyscy znamy tę sytuację: oto przed nami siedzi facet marzeń, książę z bajki lub amant filmowy. Śliczny, że po prostu miodzio. Tu pośpiech jest jak najmniej wskazany. Jeden browar lub dwa w knajpie, a potem szybki seksik, to byłaby jedna możliwość. Dyskret-

na konwersacja oraz odrobina romantyczności przy nieskonsumowanym ciałku i odłożenie przyjemności degustacji na bliżej niesprecyzowaną, lecz niezbyt w czasie oddaloną przyszłość, to możliwość druga. Czyż intymna kolacyjka we dwoje nie stanowi okazji, by pokazać temu wymarzonemu i wytęsknionemu, ze jest on czymś więcej niż TJU – towarem jednorazowego użytku? Okazji do zaproszenia kogoś na „małe co-nieco“ jest więcej niż sporo. Najmilsze są jednak te nieoczekiwane, niezwiązane z żadnym świętem bądź rocznicą. To może być przecież zwyczajny (sic!) film obejrzany w gronie przyjaciół, wspólny wieczór w teatrze, urodziny (a przecież zawsze na świecie gdzieś, ktoś się rodzi) lub, tak jak obecnie, zabawa karnawałowa. Kiedy masz już dość spędzania czasu w gronie rodziny lub we własnym, niezwykle interesującym acz samotnym towarzystwie – wybierz się do przyjaciół. Nie rozczarujesz się. Lub zaproś ich do siebie. Inaczej grozi ci znów włóczenie się od klubu do klubu. A tego przecież chcieliśmy uniknąć. Miłego, przytulnego i intymnego karnawału.

Lokale gejowskie stanowiły od lat niejako drugą ojczyznę wielu pedałów. Dziś następuje swoiste zmęczenie materiału oraz odejście od tej formy gej-rozrywki.
stole, a chińska porcelana mamusi umila ceremoniał picia herbaty. A że wino niekoniecznie pochodzić musi z Bordeaux, kawior oraz łosoś stanowić będą wyłącznie wyjątek od reguły, zaś paluszki słone wystąpić mogą w roli tartinek, to naprawdę nie stanowi o poziomie imprezki. Nawet gdyby na stole pojawiła się wykwintnie podana jajecznica,

Wykorzystaj komputer do badań nad lekarstwami przeciwko AIDS. W ramach inicjatywy FightAIDS@Home realizowane są testy interakcji pomiędzy dziesiątkami tysięcy związków chemicznych a mutacjami wirusa HIV. Przyłączając się, możesz wesprzeć badania medyczne. Na stronie internetowej projektu www.worldcommunitygrid.org znajdziesz informacje na temat naukowych aspektów tego przedsięwzięcia, będziesz mógł ściągnąć bezpłatne oprogramowanie i dokonać rejestracji. Jeżeli masz ochotę połączyć siły w walce z AIDS i wesprzeć projekt w zespole, dołącz do zespołu KPH. Wystarczy, że po zarejestrowaniu się dołączysz do istniejącej już grupy o tej właśnie nazwie. (OIKO)

FightAIDS@Home z KPH

13

Tekst: KPH

Nic tak nie działa na naszą niekorzyść, jak nieumiejetność wykorzystania wspólnie wypracowanej wiedzy i niechęć do jej poznawania
Pod koniec 2006 roku Kampania przeciw Homofobii przeprowadziła dwa szkolenia – z prawa antydyskryminacyjnego oraz mediów i PR w pracy organizacji pozarządowych. Trudno przecenić ich wartość edukacyjną. Umiejętność wykorzystania prawa i profesjonalizm w kontaktaktach z mediami są niezwykle przydatne zarówno w działalności organizacji pozarządowych, jak i osób prywatnych zajmujących się walką z dyskryminacją czy pomocą osobom, których ona dotyka. Warto brać udział w tego rodzaju warsztatach, warto też je organizować – szczególnie jeżeli działania na rzecz poprawy sytuacji osób homoseksualnych (i prawnej, i społecznej) w Polsce mają odnieść rzeczywiste skutki w bliskiej przyszłości. Nic tak nie działa na naszą niekorzyść, jak nieumiejetność wykorzystania wspólnie wypracowanej wiedzy i niechęć do jej poznawania. Warto się uczyć! dyskryminacji i starano się dociec, jakie są jej źródła. Zastanawiano się nad znaczeniem stereotypów, uprzedzeń i nietolerancji i ich oddziaływania na codzienne postępowania każdego człowieka. Warsztaty zawierały także ćwiczenia, w czasie których uczestnicy sami musieli wcielać się w role społeczne przedstawicieli tych grup społecznych, które uznano za najbardziej dyskryminowane. Druga część warsztatu poświęcona była analizie aktów prawnych, które zakazują dyskryminacji, m.in. ze względu na orientację seksualną. Przedstawione zostało ustawodawstwo krajowe oraz międzynarodowe w tym zakresie, jak również przeanalizowano orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości oraz Komitetu Praw Człowieka ONZ w zakresie dotyczącym dyskryminacji. Przedstawiono także najważniejsze elementy prawa wspólnotowego, które mogą być przydatne prawnikom w procesach sądowych. Szczególną uwagę zwrócono na przepisy antydyskryminacyjne polskiego Kodeksu pracy. Dokonano także szerokiej analizy Dyrektywy nr 2000/78/WE, która w najbardziej szczegółowy sposób zakazuje dyskryminacji ze względu na orientację seksualną w zatrudnieniu. Końcowym elementem warsztatów była praktyczna praca nad przypadkami dyskryminacji na przykładzie hipotetycznych przypadków. Podczas warsztatów uczestnicy pracowali w grupach lub pojedynczo nad opracowaniem wielu zagadnień. Ważną częścią szkolenia była praca z kamerą oraz oglądanie i analiza swoich wystąpień przez każdego z uczestników. Działacze mieli okazję poznać podstawy strategii PR w organizacji pozarządowej działającej na rzecz mniejszości seksualnych, zasady kontaktów z mediami, pisania informacji prasowej i organizacji konferencji prasowej oraz poćwiczyć autoprezentację: zidentyfikować swoje mocne strony i przeszkody w występowaniu przed publicznością. Ważnym elementem było poznanie sposobów radzenia sobie w sytuacjach kryzysowych, zasad lobbingu i ćwiczenie odpowiedzi na konkretne pytania zadawane przez dziennikarzy na temat problematyki, którą zajmują się uczestnicy. Uczestnicy bardzo wysoko ocenili szkolenie. Mieli niedosyt wiedzy i deklarowali, że wzięliby udział w kolejnym warsztacie, w którym mieliby możliwość pogłębienia nabytych umiejętności. Szczególnie chwalili sobie ćwiczenia z kamerą, które umożliwiły im analizę swojego wizerunku medialnego. Oba szkolenia zorganizowane zostały dzięki współpracy i wsparciu finansowym Fundacji im. Róży Luksemburg w Polsce.

Prawo antydyskryminacyjne w praktyce
Pierwsze szkolenie odbyło się 25 i 26 listopada. Dotyczyło przepisów antydyskryminacyjnych – wspólnotowych i krajowych. Uczestnikami byli prawnicy oraz studenci prawa współpracujący z polskimi organizacjami zajmującymi się pomocą prawną, także dla ofiar dyskryminacji. Szkolenie poprowadzili doświadczeni w tematyce antydyskryminacyjnej trenerzy: Anna Lazari (prawniczka, wieloletnia trenerka z zakresu pomocowości prawnej, mediacji i anty-dyskryminacji, aplikantka radcowska, wieloletnia współpracowniczka Centrum Praw Kobiet w Łodzi), Krzysztof Śmiszek (prawnik, w latach 2003-2005 pracował w Biurze Pełnomocnika Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn, ekspert polskich organizacji pozarządowych zajmujących się przeciwdziałaniem dyskryminacji) oraz Karolina Kędziora (prawniczka, w latach 2003-2006 pracowała w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka). Szkolenie składało się z dwóch części: psychologicznej i prawnej. W pierwszej części uczestnicy wzięli udział w ćwiczeniach, które miały na celu podniesienie ich świadomości i wyczulenie na kwestie dyskryminacji w ogóle. Następnie zachęcano ich do zdefiniowania prawnej i społecznej
14

Media i PR dla organizacji pozarządowych
Warsztat odbył się w dniach 16-17 grudnia. Wzięli w nim udział działacze organizacji pozarządowych z całej Polski. Jego celem było przygotowanie uczestników do kontaktu z mediami i lobbingu politycznego na rzecz promocji postaw wolnych od uprzedzeń, nauka umiejętności tworzenia strategii public relations, brania udziału w debatach publicznych, autoprezentacji. Szkolenie było prowadzone przez dwie wykwalifikowane trenerki: Martę Abramowicz, psycholożkę i działaczkę Kampanii przeciw Homofobii, oraz Katarzynę Tołwińską, specjalistkę ds. public relations.

edukacja

Bez wiedzy ani rusz

market

Nie jesteśmy sami
m e d i a p r z y j a z n e d l a L G B T
Teksty: Michał Hucał

48% ankietowanych uznaje ją stację przyjazną przyjazności jest „Polityka“ (49% ogółu ankieNajlepiej oceniane media przez internautów o LGBT, w tym 59% widzów własnych. Na tą pozytowanych), a za nią uplasował się „Przekrój“ orientacji homo- lub biseksualnej to niszowa tywną ocenę wpływają programy Szymona (36%) i „Newsweek“ (27%). Najwyraźniej netelwizja iTV, informacyjne Radio TOK FM oraz Majewskiego i Kuby Wojewódzkiego oraz genegatywną ocenę widać w przypadku tabloidów portal Gazeta.pl i „Gazeta Wyborcza“ – tak ralnie nowoczesny profil stacji. („Fakt“, „Super Express“) oraz prawicowynika z badania przeprowadzowej „Rzeczpospolitej“ i „Wprost“. nego przez firmę badawczą QueerRekomendacje Ogólnie, jaki i w kategorii stacje ogólnopolOceny te przekładają się na QM we współpracy z Kamskie, liderem pod względem oglądalności sprzedaż, dzięki czemu np. panią przeciw Homofobii wśród internautów LGBT jest TVN (74%), nas„Przekrój“ jest częściej czytaoraz Towarzystwem Ekotępnie TVP 1 (57%) i TVP 2 (54%) oraz Polsat ny niż „Wprost“ i ledwie nomicznym na rzecz Ge(53%). Niszowa iTV dzięki programowi „Houstępuje „Newsweekowi“, jów i Lesbijek. Agora mofonia“ uzyskała najwyższą ocenę przyjazchoć w czytelnictwie ogólnoza przyjazne media ności wobec LGBT (87% widzów własnych). polskim jest numerem 4. Internautów LGBT cechuje prasowe, radiowe Drugie miejsce zajmuje Zone Club (69%), lekszeroka konsumpcja mei internetowe ko wyprzedzając MTV (68%) i TVN diów elektronicznych: TV Radiowe pewniaki Style (68%). Zone Club i MTV (89%), radia (84%) oraz głównych emitują m.in. zagraniczne Radio cechują wyraziści liderzy oraz portali internetowych (89%), a także wysokie QueerRekomendacje programy rozrywkowe i powszechność stacji ocenianych czytelnictwo prasy codziennej i tygodników. seriale, które dotyczą całkiem dobrze. TOK FM jest rateż LGBT. HBO (54%) diowym liderem tolerancji nie tylPrasa pełna przyjaciół natomiast jest dobrze ko wśród swoich słuchaczy oceniane za emisję (83%), ale także wśród pozosta– Najwięcej mediów pozytywnie nastawio„Sześć stóp pod ziełych internautów LGBT (36%). nych do mniejszości seksualnych geje i lesbijki TVP mią“ czy miniserialu Niemal ex equo wśród internautów znajdują wśród tytułów prasowych – podkreśza najgorszą ocenę „Anioły w Ameryce“. LGBT słuchalności są Radio Zet (40%) la Artur Orzoł, dyrektor agencji QM – Najczęśwśród LGBT i RMF FM (41%), podczas gdy Polskie ciej to tytuły wydawnictwa Agora: „Gazeta Radio liczyć może tylko na 26%. W ocenach Wyborcza“ (65% ogółu ankietowanych), „MetZaskakujący Internet własnych słuchaczy pozytywnie wyróżnia się ro“ (27%) i „Logo“ (16%), które są liderami w Internauci LGBT różnią się w istotny sposób w zaAntyradio, Radiostacja oraz Radio PiN. swoich kategoriach. Pod względem pozytywkresie konsumpcji mediów internetowych od ogónych opinii wśród samych czytelników danej łu internautów – najpopularniejszym portalem gazety, a nie wśród ogółu internautów LGBT – Trudna telewizja jest Gazeta.pl (76%), co wiąże się z silną pozycją liderem jest „Trybuna“ (76% v. 74% dla „Ga„Gazety Wyborczej“ pod względem przyjazności Najgorzej wyglądają stacje telewizyjne, gdzie zety“). Najczęściej czytanym dziennikiem w 2 oraz czytelnictwa wśród gejów i lesbijek. Nieco wiodąca telewizja publiczna cieszy się szacunkiem poł. 2006 r. była „Gazeta Wyborcza“, a mniejszą popularnością cieszy się Onet.pl (70%), zaledwie 1% respondentów – podkreśla Artur „Dziennik“ i „Rzeczpospolita“ – ponad dwua tylko nieco połowa odwiedza WP i Interia.pl. Orzoł. – Najlepsze oceny wśród nich ma TVN – krotnie rzadziej. Wśród tygodników liderem
Badanie Queer Group Index - Media zostało przeprowadzone na grupie 444 internautów o orientacji homo- i biseksualnej w okresie 20 X - 30 XI 2006 r.

9 laureatów TEGL Media Awards
Zarząd Towarzystwa Ekonomicznego na rzecz Gejów i Lesbijek uhonorował najbardziej cenione przez mniejszości seksualne (LGBT) media w Polsce. Nagrody przyznano w 9 kategoriach, m.in. na podstawie wyników badania opinii internautów o orientacji homo- i biseksualnej – Queer Group Index, przygotowanego przez firmę QM. Kluczowa w ocenie mediów była opinia internautów LGBT na temat ich przyjazności wobec gejów i lesbijek. Laureatami pierwszej edycji TEGL Media Awards zostały: w kategorii firma mediowa – AGORA SA w kategorii dziennik – „Trybuna“ oraz „Gazeta Wyborcza“ w kategorii tygodnik – „Polityka“ w kategorii stacja radiowa – TOK FM w kategorii stacja telewizyjna – iTV w kategorii serwis internetowy – Gazeta.pl w kategorii debiut roku – Homofonia w kategorii media LGBT – „Replika“ w kategorii LGBT BiznesMedia – Sylwia Czubkowska Tytuł Grand Prix TEGL Media Awards 2006 otrzymały program telewizyjny HOMOFONIA, nadawany przez stację iTV, oraz radio TOK FM. Gratulujemy!
15

Teksty: Michał Hucał Krzysztof Śmiszek

market

Zakupy przeciw homofobii
Amerykański odpowiednik KPH, czyli Kampania Praw Człowieka (HRC), wydała po raz kolejny poradnik dla konsumentów LGBT o przyjaznych i wrogich im firmach. „Każdego dnia podejmujesz decyzje o tym, które firmy wspierasz. Poradnik HRC ,Zakupy na rzecz Równości’“ (Buying for Equality) może w łatwy sposób pomóc Ci we wspieraniu tych firm, które same również opowiadają się za równością gejów, lesbijek, osób biseksualnych i transseksualnych w Ameryce“ – tak rozpoczyna się opis projektu konsumenckiego HRC, stanowiący klientowską wersję rankingu najlepszych pracodawców dla LGBT – Corporate Equality Index (CEI). Głównym celem projektu jest promowanie tych firm, które najlepiej odnoszą się do LGBT w myśl prostej zasady: „dlaczego masz popierać tych, którzy Tobą gardzą?“. W ubiegłym roku z poradnika skorzystało ponad ćwierć miliona osób. Ranking uwzględnia m.in. respektowanie równouprawnienia pracowników LGBT, wspieranie organizacji LGBT i homofobicznych oraz prowadzone kampanie marketingowe w segmencie LGBT. Wśród firm polecanych gejom i lesbijkom znaleźć można: Anheuser-Bush (np. Budweiser), Coca-Colę, General Mills (np. Bisquick, Cheerios), koncern Kraft Foods (np. Maxwell House), Pepsi Co., browary Miller (np. Pilsner Urquell), Johnson&Johnson (np. Vanish, Cean&Clear, Neutrogena), Whirlpool, Motorolę czy stacje benzynowe BP. Negatywne rekomendacje otrzymał koncern paliwowy ExxonMobil, Nestle Purina (np. Friskies), Avon, Bayer (np. Alka-Seltzer), Bridgestone, Nissan oraz firma Donna Karan (np. perfumy DKNY). (MH)

LGBTmetr
83% studiuje lub ukończyło studia
Wykształcenie internautów LGBT Doktorat 4 % Wyższe magisterskie 38% Wyższe licencjat 9% Wyższe (w trakcie) 32% Średnie 14% Zawodowe 2% Podstawowe 1%
Agencja QM, N=404, okres 20 X - 30 XI 2006 Internauci LGBT, wiek 20+ lat

qFinanse i GayPower
n o w i n a r y n k u L G B T
W listopadzie działalność w segmencie LGBT rozpoczął pośrednik finansowy pod marką qFinanse.pl. Wprowadzenie marki w segmencie LGBT (mniejszości seksualnych) wspiera kampania wizerunkowa „Q Finanse. Nie jesteś sam“ w Internecie oraz prasie niszowej („Replika“, „AYOR“, „Navigaytor“). Rok 2007 zweryfikuje te inicjatywy biznesowe, jak również na pewno będzie obfitował w kolejne tego typu. (MH) Koniec roku 2006 był zaskakujący dla rozwoju biznesu LGBT. Mimo złej sytuacji politycznej, oprócz kampanii napoju energetycznego Burn, na jesieni w klubach i pubach gejowskich pojawił się napój GayPower. Bez intensywnych działań marketingowych napój szybko zyskał rozpoznawalność ze względu na... działania operacyjne policji w związku z aferą Gejbombera (więcej na ten temat na s. 10).

Odpowiedzialność podatkowa za partnera/kę
Polskie prawo nie uznaje związków osób homoseksualnych – to rzecz nader oczywista. W związku z tym takie pary, w odróżnieniu do małżeństw, nie mają z góry zapewnionej możliwości zabezpieczenia swoich praw majątkowych. Chcąc uczynić wspólne życie trochę bardziej bezpiecznym, muszą robić wiele rzeczy, które niejednokrotnie wiążą się z ponoszeniem dodatkowych kosztów oraz koniecznością dysponowania sporą dawką wiedzy prawniczej w tym zakresie. O możliwości spisania testamentu, poszczególnych pełnomocnictw i upoważnień, a także kosztach z tym związanych pisaliśmy w poprzednich numerach „Repliki“. Mało kto wie, że są jednak sytuacje, w których nasze związki automatycznie traktowane są tak
16

samo jak związki osób heteroseksualnych. Gdy chodzi o wpływy z naszych podatków, polskie prawo paradoksalnie uwzględnia osoby homoseksualne prowadzące wspólne gospodarstwo domowe. Najważniejszym aktem prawnym, na podstawie którego płacimy podatki, jest ustawa Ordynacja podatkowa. Ordynacja w art. 111 stanowi, że za zobowiązania podatkowe podatnika odpowiada także członek jego rodziny. I to całym swoim majątkiem, solidarnie z podatnikiem prowadzącym działalność gospodarczą. Co ciekawe, za członka rodziny Ordynacja podatkowa uznaje także osobę pozostającą z podatnikiem „w faktycznym pożyciu“. Co to oznacza? Ni mniej ni więcej, tylko traktowanie wspólnie zamieszkującej pary gejów lub lesbijek jako rodziny, na której ciążą zobowiązania

podatkowe. Warunkiem obciążenia partnera lub partnerki za zobowiązania podatkowe drugiej połowy związku jest także osiąganie korzyści z działalności gospodarczej prowadzonej przez partnera/partnerkę, jak również współdziałanie z nim/nią w tej kwestii. Pamiętajmy jednak, że wspólna odpowiedzialność dotyczy tylko odpowiedzialności za zobowiązania podatkowe. Trudno stwierdzić, jak restrykcyjnie urzędy skarbowe podchodzą do tych zapisów. Kampania przeciw Homofobii niestety nie posiada informacji statystycznych w tym zakresie. Jedno jednak warto wiedzieć na pewno – trzeba dobrze znać prawo, w tym prawo podatkowe, aby uchronić się przed niekorzystnymi dla nas decyzjami urzędników.(KŚ)

felieton

Cudze ganimy, swego nie znamy
Tekst: Mariusz Kurc

Gdzie jak gdzie, ale w gejowskim piśmie ignorancji w kwestii mniejszości seksualnych się nie spodziewałem. O, ja naiwny!
O homoseksualizmie pisze się w polskiej prasie wiele bzdur. Czasem są one tak irytujące, że natychmiast siadam i piszę list protestacyjny do redakcji. Oczywiście, odpuszczam sobie „Nasz Dziennik“ i tym podobne pisma. Ich homofobia połączona z ignorancją jest tak wielka, że aż… mniej boli. Mam też wrażenie, że dyskusja na „te tematy“ i tak niespecjalnie ich interesuje. Adrenalina skacze mi o wiele bardziej, gdy jakieś homofobiczne kwiatki wyśledzę w „Polityce“ czy „Gazecie Wyborczej“, pismach uznawanych za liberalne i progejowskie/prolesbijskie. Ostatnio zaś wpadły mi w ręce trzy numery gejowskiego pisma „On i On“. Gdzie jak gdzie, ale tu ignorancji w kwestii mniejszości seksualnych się nie spodziewałem. O, ja naiwny! We wrześniowo-październikowym numerze „On i On“ (nr 9/10, 2006) czytam: Czy to homoseksualizm – obiektywny, samoistny, wrodzony, niezawiniony, przedwieczny – predysponuje do zawodów artystycznych, wyposaża w takie zdolności, jest z nimi sprzężony – czy też one właśnie – „artystyczna dusza“, szerokie horyzonty emocjonalne i intelektualne – spychają delikwenta w koleinę alternatywnych form seksualności? A więc autor proponuje dwie opcje: albo homoseksualizm prowadzi do artyzmu, albo artyzm – do homoseksualizmu. Jeśli prawdziwa jest opcja nr 1, to ze mną coś jest nie tak: jestem 33-letnim homoseksualistą a wciąż – nieartystą! Coś ten mój homoseksualizm szwankuje. Jeśli zaś prawdziwa jest opcja nr 2, to co z tymi wszystkimi artystami, którzy jednak – przyznajmy to – są hetero? Wiele było już absurdalnych teorii na temat „skąd bierze się homoseksualizm?“, ale ta z „On i On" może konkurować z najlepszymi. Nadopiekuńcza mamusia i nieobecny tatuś jako siły sprawcze homoseksualizmu dziecka to przy niej pikuś. W wersji z „On i On“ rodzice albo odkrywają, że ich pociecha ma zdolności artystyczne i wtedy konstatują: „Adam/Ala będzie gejem/lesbijką“, albo odwrotnie: rodzice odkrywają orientację homoseksualną u pociechy i konstatują: „Będzie artyst(k)ą!“. Dalej w „On i On“ czytam: Praca w teatrze, w telewizji, po kilkanaście godzin na dobę, wielotygodniowe tournees po świecie, setki godzin prób, noce i dnie w pracowni malarskiej, wystawy, zagraniczne stypendia i staże, koncerty i spektakle na drugiej półkuli – wszystko to nie sprzyja posiadaniu rodziny, wręcz wyklucza prowadzenie tradycyjnego domu i regularnego, mieszczańskiego trybu życia. Zgoda, może i nie sprzyja, może wręcz wyklucza. Ale co homoseksualizm ma z tym wspólnego? Czy od pracy w telewizji i tras koncertowych zostaje się homo? Czy prowadzenie mieszczańskiego trybu życia jest związane z orientacją seksualną? Cały tekst jest wstępem do prezentacji „Sylwetek gejowskiej muzy“. W artykule poświęconemu Michałowi Bajorowi autor pisze: Czy gdyby Bajor gejem jednak był i chciałby o tym powiedzieć światu, mógłby to zrobić wzorem Jacka Poniedziałka? Zamieszanie byłoby pewnie znacznie większe, bo przecież Bajor to jednak artysta przez duże „A“. Nie dość, że jest to obraźliwe w stosunku do Jacka Poniedziałka, wybitnego aktora TR Warszawa, to jeszcze nieprawdziwe: zamieszanie byłoby tym większe, im popularniejsza lub bardziej wpływowa osoba coming outu by dokonała. Kryterium wartości artystycznych nie ma tu znaczenia. W listopadowo-grudniowym numerze „On i On“ (nr 11/12, 2006 r.) znajduję tekst „Czwarta orientacja“ – tym razem o aseksualistach, czyli asach. Sam niewiele wiem na ich temat, więc pewnie niejeden kit można mi wcisnąć. Mój zdrowy rozsądek zostaje jednak wystawiony na próbę, kiedy autor opisuje statystycznego polskiego asa: W awaryjnych sytuacjach wystarcza mu masturbacja. Jeśli o to chodzi, to – moim zdaniem – aseksualista niczym nie różni się od przeciętnego hetero- czy homoseksualisty. W awaryjnych sytuacjach (przypływ pożądania przy jednoczesnym braku partnera/partnerki) im też wystarcza masturbacja. Czy awaryjna masturbacja wyróżnia aseksualistów? Dziwaczne w tym artykule jest uparte przyrównywanie aseksualizmu do homoseksualizmu: Dla aseksa-faceta ejakulacja ma tyle wspólnego z miłością, co wysiusianie się, i tu poniekąd zrozumieją go ci geje, którzy nie lubią psuć sobie wytrysku pieprzeniem o miłości. (sic!) A ci heterycy, który nie lubią psuć sobie wytrysku pieprzeniem o miłości? Nie zrozumieją tego aseksa? I w ogóle co z kobietami, aseksualistkami? Na szczęście w „On i On“ jest też parę ładnych erotycznych zdjęć, które mogą doprowadzić do miłej sytuacji awaryjnej. Tylko nie psujcie sobie wytrysków czytaniem tekstów.

Łukasz urodził się 12 września 2006 r., na zdjęciu obok ma dokładnie 3 miesiące. Uśmiecha się, ponieważ właśnie wpadł na wspaniały pomysł, który z ochotą podjęli jego rodzice. Łukasz postanowił przekazać swoje becikowe na rozwój „Repliki“. Dzięki niemu internetowa strona naszego pisma będzie działała szybko i prężnie, a na dodatek będzie bardzo ładnie wyglądała. Łukasz, DZIĘKUJEMY!

P.S. „On i On“ został właśnie gruntownie zreformowany – najnowszy, lutowo-marcowy numer ma zmienioną szatę graficzną, większy format i co najważniejsze – nowych autorów, wśród nich znakomitych felietonistów: Bartosza Żurawieckiego i Jacka Kochanowskiego. Jest więc nadzieja na wyższy poziom. Życzę „Onemu i Onemu“ dużo sukcesów na nowej drodze życia.
17

Tekst: Krzysztof Tomasik

W poprzednim numerze „Repliki“ zaprezentowaliśmy sześć portretów osób homoseksualnych z przeszłości, od Bolesława Śmiałego do Zofii Sadowskiej. Dziś kolejne postacie sprzed lat
Janusz Sanguszko - XVII w.
Książę polski żyjący w czasach baroku, którego niektóre z fragmentów biografii przypominać mogą wręcz dramatyczne perypetie angielskiego króla Edwarda II. W jednym z zachowanych dokumentów Francuza lub Hiszpana, wcześnie polubiwszy modę zagraniczną, stronił od stroju narodowego, nie nosił zarostu. Ostatnie lata życia Jakuba upłynęły dość smutno – zdziwaczał, tułał się po różnych krajach, najwięcej czasu spędzał w Oławie. Popadł w dewocję (słuchał trzech mszy dziennie), spisywał pamiętniki słynnego ojca, oddawał się łowom, kabale i magii. Przed śmiercią powrócił do rodzinnej Żółkwi, gdzie zmarł 19 grudnia 1737 roku. Wielu historyków ubolewało, że nie doszło do koronacji Jakuba Sobieskiego. Paweł Jasienica pisał: „[Jan III] pragnął pozostawić po sobie tron synowi, utrwalić w Warszawie dynastię krajową. Gdyby udał się ten zamysł, losy państwa ułożyłyby się mniej tragicznie“. delikatnych rysach, była przeciwieństwem pisarki. Sama po latach tak opisywała podział obowiązków w ich związku: „Rodziewiczówna chciała, żebym od razu miała bardzo wyraźne stanowisko pani domu, objęłam wiec po trochę i coraz bardziej wszystko, co się z tym stanowiskiem łączyło: dom i gospodarstwo kobiece; ona sobie zostawiła interesy i męską część gospodarstwa“.

Obmiotem pasji jego był hoży młodzieniec, na którego wysypywał niemal wszystkie skarby swoje: ten władał sercem jego, odzierał książęcia z pieniędzy, klejnotów i z tego wszystkiego, co mu się podobało.
pisano, że Sanguszko, mając piękną żonę „utrzymywał mężczyzn do amorów“. Jędrzej Kitowicz tak to opisywał: „Obmiotem pasji jego był hoży młodzieniec, na którego wysypywał niemal wszystkie skarby swoje: ten władał sercem jego, odzierał książęcia z pieniędzy, klejnotów i z tego wszystkiego, co mu się podobało. [...] Wielu jego faworytów wyszło na słusznych obywateli i majętnych panów. Jeden tylko Kazimierz Chyliński doznał losu przeciwnego: odarty ze wszystkich zbiorów, okuty w kajdany i do gdańskiego cuchtauzu [więzienia] odesłany, w którym pokutował lat dwanaście“.

Maria Dąbrowska (1889 - 1965)
Paradoks życia Marii Dąbrowskiej polega na tym, że nie tylko uczniowie uczący się o niej w szkole, ale także wielu jej współczesnych nie przypuszczało, że pisarka, która miejsce w historii polskiej literatury zapewniła sobie sagą „Noce i dnie“, może kochać i mieć potrzeby erotyczne. Tymczasem ta niska, drobna kobieta, która nie malowała się, nie nosiła biżuterii i preferowała styl sportowy przez całe życie była w trwałych związkach, a oprócz tego miała romanse, z mężczyznami i kobietami. Owdowiała w wieku 36 lat – wówczas nagle zmarł jej ukochany mąż Marian. Nieoczekiwanie także dla samej siebie szybko związała się z kolejnym mężczyzną, Stanisławem Stempowskim. Byli razem do jego śmierci, wspólnie przeżyli wojnę i pierwsze lata powojenne. W 1938 r. Dąbrowska poznała Stanisławę Blumenfeldową, z którą połączył ją tragiczny romans. Tragiczny, bo Blumenfeldowa nie przeżyła okupacji. Pisarka, dowiedziawszy się o śmierci ukochanej, za-

Maria Rodziewiczówna (1864-1944)
Na przełomie XIX i XX wieku była bodaj najpopularniejszą pisarką, powieści takie jak „Wrzos“, „Między ustami, a brzegiem pucharu“ czy „Dewajtis“ czytano masowo. I choć jej twórczość oceniano jako konserwatywną, biografia Rodziewiczówny jest świadectwem umiejętności radzenia sobie w życiu, a także podejmowania wyzwań, o których kobietom jej epoki często nawet się nie śniło. Już jako nastolatka Rodziewiczówna miała stwierdzić kategorycznie, że nie wyjdzie za mąż, także wtedy odkryła najlepszą fryzurę dla siebie – jeża, którego będzie nosić do śmierci. To wszystko w połączeniu z męskimi strojami, wysokim wzrostem i orlim nosem sprawiało, że zdecydowanie nie przypominała panienek, jakie opisywała na kartach swoich powieści. Zaledwie jako 17-latka przejęła rodzinne gospodarstwo (po śmierci ojca), jednocześnie podejmując pierwsze próby literackie. Jej majątek zawsze był domem kobiet. Początkowo były to przede wszystkim matka, babka i siostra, potem przyjaciółki i partnerki właścicielki. Jedna z nich to działaczka Stowarzyszenia Ziemianek Helena Weychert, potem pojawiała się Jadwiga Skirmunttówna, która będzie tam przez następne 20 lat. Skirmunttówna, jako młodsza o jedenaście lat drobna blondynka o

Jakub Sobieski (1667-1737)
Pierworodny syn króla Jana III Sobieskiego i Marii Kazimiery. Mimo zabiegów ojca nie udało się mu zapewnić następstwa na tronie polskim. Nie bez znaczenia były plotki na temat homoseksualizmu królewicza. Pisano o nim: „W mężczyznach się kocha, aż strach o tym [myśleć]“. W jednym z pamfletów sugerowano, że fortunę po nim „wezmą chłopcy, wezmą Wolscy, Kochanowscy, Wyhowscy“. Według współczesnych sam Jakub był raczej niski, bardzo szczupły, o niezbyt urodziwej twarzy i wysokim, piskliwym głosie oraz bardzo delikatny. Pisano też „płeć ciemna, wzrost niski, kibić szczupła i nieforemna, nos cienki, oczy małe i bez wyrazu, usta ściśnione“. Z wyglądu zewnętrznego przypominał
18

Dlaczego homoseksualizm nazywać „nieczystym pragnieniem“, „brudem“. Taka sama miłość jak inne – może być „czysta“ lub „nieczysta“, zależnie od wzajemności – może być rozpustą lub wielkim szczęściem.
pisała w „Dziennikach“: „Jestem zupełnie zdruzgotana i ani na chwilę z myśli i z oczu nie schodzi mi jej wdzięczna postać. Tak skończyła się ostatnia miłość mojego życia“. Jednak ostatni związek w życiu Dąbrowskiej ciągle był przed nią. W czasie wojny zaprzyjaźniła się z pisarką Anną Kowalską, która stanie się ważną osobą w ostatnich latach życia

kultura

Geje i lesbijki sprzed lat

Dąbrowskiej, a po śmierci Stempowskiego – najważniejszą. Razem przeżyły ponad 20 lat, kilkakrotnie podejmowały także próby wspólnego zamieszkania, co dodatkowo komplikowała sytuacja Kowalskiej – sama wychowywała córkę Tulę. Dąbrowska umiera w 1965 roku, mając 75 lat. Dwa lata przed śmiercią zapisała w „Dziennikach“: „Ale dlaczego homoseksualizm nazywać ,nieczystym pragnieniem’, ,brudem’ itp. Taka sama miłość jak inne – może być ,czysta’ lub ,nieczysta’, zależnie od wzajemności – może być rozpustą lub wielkim szczęściem“.

Jarosław Iwaszkiewicz (1894-1980)
Jeden z najważniejszych twórców literatury polskiej XX wieku. Jego opowiadania szczególnie chętnie przenoszono na ekran, najsłynniejsze adaptacje to „Brzezina“ (1970), „Panny z Wilka“ (1979), „Zygfryd“ (1986) i najnowsza – „Kochankowie z Marony“ (2005). Ze względu na poruszaną w swych utworach tematykę bardzo silne było postrzeganie go jako homoseksualisty, nie zmienił tego ślub z Anną Liliop w 1922r., z którą miał dwie córki: Marię i Teresę. Przez długi okres swojego życia Iwaszkiewicz pisał „Dziennik“, w którym otwarcie opisywał swoich kochanków. Widząc nekrolog jednego z nich, zanotował: „Wacek Mila! Ze zdziwieniem przeczytałem

bardzo delikatny. Był ,największym’ moim kochankiem“ (25 IX 1975). Jednak miłością życia pozostał dla Iwaszkiewicza przedwcześnie zmarły na gruźlicę Jerzy Błeszyński. Po jego śmierci zapisał: „Kocham Cię mój drogi – i nikt Cię tak nie kochał i nie będzie kochał“ (27 V 1959). Iwaszkiewicza nurtował także sam temat homoseksualizmu i niezrozumienie tej kwestii przez innych. Wspominając najszczęśliwsze chwile z Błeszyńskim, zapisał: „Jakież szczęście że mogłem mu to dać i że on mógł mi dać tyle. I nikt tego nie rozumie, tej radości i tego szczęścia. Wszyscy myślą, że to polega na rżnięciu w dupę! A przecież to już Sokrates wyłożył Alcybiadesowi, że nie na tym polega szczęście i radość, jakiej doznają dwaj mężczyźni z obcowania z sobą. I przez tyle wieków nikt tego właściwie nie zrozumiał – i zawsze to interpretują poprzez gówno“ (7 I 1958).

az nie wiem, że jest wciąż i chyba będzie na zawsze najdroższa?“ (1 VIII 1951) albo: „Czułość dla osoby najdroższej, wciąż najdroższej i jedynej, która budzi we mnie tę czułość“ (25 III 1953). A jednak homoseksualizm bardzo często pojawia się w „Dziennikach“ Lechonia, choć nigdy nie dotyczy jego samego. Pisze np.: „przed paru laty przyjaciel jednego z, jak by powiedział Boy, ,najpoważniejszych pederastów’ Nowego Jorku, obecnie szczęśliwie ożeniony z bardzo piękną osobą – ilekroć wchodzi do salonu, wodzi kuszącym spojrzeniem po obecnych panach, czy jeszcze się podoba“ (24 III 1953).

Jerzy Zawieyski (1902-1969)
Naprawdę nazywał się Henryk Nowicki, debiutancki tomik wierszy wydał pod pseudonimem Konar-Nowicki, ale największe sukcesy odniósł jako Jerzy Zawieyski. Dziś jego powieści nie są wznawiane, a dramaty wystawiane, choć niegdyś doczekał się nawet ekranizacji filmowej dwóch utworów. Pozostała natomiast pamięć o Zawieyskim jako polityku i działaczu katolickim. Nie wiadomo, czy silna wiara i równie silny związek z Kościołem katolickim było dla niego problemem i źródłem frustracji, czy też raczej nieporuszanie przez ówczesnych hierarchów kościelnych kwestii homoseksualizmu pozwalało na spokojną egzystencję w obu światach. Ten przyjaciel prymasa Stefana Wyszyńskiego, poseł z ramienia Znak-u, przeżył ponad 35 lat z jednym mężczyzną – Stanisławem Trębaczkiewiczem (1911-80), notabene, jako wykładowca KUL-u, też dość nieźle osadzonym w instytucji kościelnej. Zawieyski w oficjalnych pismach kreował się jednak nawet nie na heteroseksualistę, ale pozbawionego seksualności anioła. W eseistycznej książce „Korzenie“ (1965), gdzie wykorzystał korespondencję prowadzoną z Zofią Nałkowską, ocenzurował fragmenty, które mogły sugerować, że ich znajomość miała inny niż przyjacielsko-intelektualny charakter. Zmarł w 1969 roku w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach: wypadł z okna szpitala, w którym przebywał po wylewie. Nie wiadomo czy było to samobójstwo, nieszczęśliwy wypadek czy morderstwo.
r e k l a m a

Jan Lechoń (1899-1956)
Jeden z najważniejszych polskich poetów, w okresie międzywojnia pasowano go niemal na wieszcza. Naprawdę nazywał się Leszek Serafinowicz. Zadebiutował tomikiem poezji już jako nastolatek. Szybko stał się cenionym twórcą, był także rozrywany towarzysko. Jarosław Iwaszkiewicz pisał do żony: „Leszek ma nowego chłopca. Bardzo piękny, sama zobaczysz, ale kawał drania“ (25 IX 1954). Znane było zamiłowanie Lechonia do intrygowania i plotkowania, a także częste zmiany partnerów, co w połączeniu z konserwatywnymi poglądami tworzyło mieszankę wybuchową, stąd przezwisko „ciotka boska częstochowska“. Lata 30. spędził w Paryżu jako attache kulturalny ambasady polskiej. Po latach nazwał ten okres „latami rozpusty“. Wybuch wojny sprawił, że na dobre opuścił Europę. W USA pracował w radiu i jako redaktor kilku pism, wydał też kolejne zbiory wierszy. Poznał tam młodszego od siebie Aubreya Johnstona, z którym związek przetrwa aż do samobójczej śmierci poety. W sierpniu 1949 roku Lechoń zaczął pisać „Dziennik“, który miał stanowić swoistą terapię. Nie potrafił, nie chciał, a może nie mógł tam pisać szczerze o swoim życiu prywatnym. Nawet Aubrey zostaje ukryty pod określeniem „Najdroższa osoba“: „,Najdroższa osoba’. Czy wie ona, o czym sam nier-

Jakież szczęście że mogłem mu to dać i że on mógł mi dać tyle. I nikt tego nie rozumie, tej radości i tego szczęścia. Wszyscy myślą, że to polega na rżnięciu w dupę!
lata, 64! dzieci, wnuki, itd. Dla mnie to zawsze 29letni chłopiec niespecjalnie piękny, ale bardzo przystojny, o przepięknym ciele, który odegrał w moim życiu sporą rolę. Był bardzo męski i bardzo dobry, uczynny, nic mnie nie kosztował, lubił miłość i był już wtedy, gdyśmy naszli na nasze sposoby, nadzwyczajnym, namiętnym kochankiem. Już nie pamiętam, jakeśmy się poznali. Po prostu na ulicy, był granatowym policjantem. Był po męsku czuły i

19

Tekst: Radek Oliwa

„Posłuchaj! Kazik śpiewa o gejach!“ – wybełkotałem „wtajemniczonej“ przyjaciółce po odsłuchaniu płyty mojego idola
Najpierw, aby się upewnić, kilkakrotnie przewijałem kasetę z najmocniejszym fragmentem: Tu z boku gdzieś twoje zdjęcie było / Jedno, bo resztę mama wyrzuciła (...) / Mama prosiła, bym się z tobą nie spotykał / Kazała, abym drzwi przed tobą zamykał / Przypominam sobie, patrząc w jej oczy małe / Gdy ci ssałem, a potem mnie od tyłu brałeś... Tak jeszcze w Polsce nikt nie śpiewał. Dla mnie – młodego geja, który maniakalnie tropił homoseksualne motywy we wszystkim – piosenka Kazika, który był wówczas moim muzycznym guru, była objawieniem. Trzy lata później Kazik ponownie zaśpiewał o gejach. Tym razem mniej poważnie: Maciek, ja tylko żartowałem / Nigdy ciebie nie kochałem / Kochałem setki innych facetów / Z tobą to jednak nie to (...) Tym razem nie próbowałem nawet doszukać się głębszego sensu w tekście, za to nieźle się uśmiałem. Kazik nie był jednak pierwszym polskim artystą, który po 1989 roku wszedł na pole minowe zwane homoseksualizmem. Już w 1989 zespół Balkan Electrique z Fiolką oraz Sławkiem Starostą na czele ostrzegał w piosence „Kochaj, nie zabijaj“ przed AIDS, wywołując tak odważnym na tamte czasy tematem mały skandal. Dwa lata po debiutanckiej płycie Balkan Electrique popularna w latach 90-tych formacja Róże Europy także odważyła się na prowokację, która polegała na użyciu słowa „homoseksualni“ w tekście piosenki: Mam podkute Alabamy / Stukają także i Twoje / Masz męskie imię / Podobne jest moje / Trzymam rękę w kieszeni / Twojej a Ty trzymasz w mojej (...) / Oni są homoseksualni / Tak mówią ludzie nienormalni / Ludzie dziwnie arogancko ubrani wulgarnie uczesani (...) / Posądzają nas o homoseksualizm Generalnie rzecz jest o ubranych w przegięte szmatki krypto-koleżankach, które oburzają się, gdy ktoś nazywa rzecz po imieniu. Pochodzącą z
20

tego samego czasu piosenkę „Daj na tacę“ zespołu Kobranocka należy zaliczyć do nurtu piosenek zaangażowanych społecznie i politycznie. Andrzej Kraiński „zachęca“ w niej do dofinansowywania Kościoła w celu przekształcenia Polski w państwo wyznaniowe: za cudzołóstwo kodeks karny / niech przewiduje miejsce straceń / więc gdy podejdzie facet w czarnym / to daj na tacę (...) / homoniepewnych żeby diabli / trzeba im przerwać czarcie harce / oni nas dawno przecież pozbadli / więc daj na tacę Bardziej osobisty jest motyw gejowski w piosence Lecha Janerki „Ciebie ciebie“: Od kiedy miłość mam do ciebie / Od kiedy brzydzę się być sam / Od kiedy w tatuażu gniewie / Ryczę to rację mam (...) / Boga ma w pogardzie / Niezły z niego twardziel / Nosi trampelówki powód / Brak gotówki / Kręci się po świecie / Gnojąc różne śmiecie / W sercu mając miłość / A na imię Randolph – dla mnie to jak wyznanie miłosne. „Momentów“ można doszukać się także w „Rowerze“ – przeboju Janerki z 2005: Jadę na rowerze słuchaj do byle gdzie / Rower mam posłuchaj w taki różowy jazz / Może byś tak Damian wpadł popedałować. O co chodzi i tym pedałowaniem? „Pedałować? Tak się nazywa czynność jeżdżenia na rowerze. No dobrze, wygłupiam się. Konotacje homoseksualne, kiedy używa się tego słowa, opisując wycieczkę rowerową dwóch facetów, są oczywiste. Powiem, że jeśli chodzi o seksualizm, mój świat nie jest taki prosty. Do 14. roku życia nie rozróżniałem płci. Dziś również poza sytuacjami ekstremalnymi nie rozróżniam – widzę nie mężczyzn i kobiety, ale ludzi“ – wyznał artysta na łamach „Gazety Wyborczej“. „Kiedy śpiewałem tę piosenkę znajomym, to przerabiali mi refren: Flaga na maszt, Irek jest nasz, a Robert jest wielce OK. To dość prostackie. Bo to nie miał być manifest gejowski ani szydera niskich lotów“ – dodał. Jeszcze lepiej ukrytego motywu doszukałem się w piosence zespołu Myslovitz. Być może homoseksualne skojarzenia są w tym przypadku tylko produktem mojej fantazji, ale piosenka

rys. ultra-fiolet.pl

ładna, czemu więc nie zacytować: Najchętniej zamknąłbym Cię w klatce / Bo kocham na Ciebie patrzeć / Naprawdę na dużo mnie stać / To wszystko czego chcę / To wszystko czego mi brak / To wszystko czego ja / Nigdy nie będę miał / Otwórz oczy zauważ sam / Przed nami mgła Pisząc o polskich „homo-piosenkach“, nie sposób nie wspomnieć o kawałku Maćka Kaczki. Jego „Wojtek“ przeszedł w zeszłym roku przez media jako „pierwszy queerowy przebój“: ujrzałem cię po raz pierwszy w „kitschu“ / mój cudny królewiczu / dobrze to wyczuł jeden zgred / mówiąc: przedstawiam ci wojtka / och jaka słodka mordka – a / co w portkach ma też wchodzi w grę Nieco słabiej w tym zestawieniu wypadają kobiety. Do głowy przychodzi mi właściwie tylko jedno nazwisko, ale za to jakie! Gdy w branżowym klubie z głośników zabrzmi głos Renaty Przemyk, to mało kto potrafi wysiedzieć na miejscu. Piosenka „Kochana“, którą artystka zaśpiewała w duecie z Kaśką Nosowską, zyskała status hymnu lesbijek. Większość kawałków, w których można doszukać się wątków homoseksualnych, to muzyka tzw. alternatywna albo przynajmniej ambitna, a jej wykonawcy to często absolutni „heterycy“. Logika podpowiadała mi, że to raczej wysoce „zagejone“ środowisko twórców muzyki „lekkiej i przyjemnej“ powinno produkować homo-szlagiery en masse. Szukam. „Grzeszna miłość“ – brzmi intrygująco. „Dwie. Kocham dwie. Dobrze wiem, że to grzeszna miłość“. No może i grzeszna, ale spodziewałem się grzeszniejszej (kocham dwóch... albo przynajmniej jednego). Przeszukuję teksty innych artystów i ku mojemu ogromnemu zdziwieniu odkrywam, że wszyscy „podejrzani“ kierują swe miłosne tralalala wyłącznie do płci przeciwnej. Myślę, że nie ma czego żałować. Pisząc o wątkach homoseksualnych w polskiej muzyce, mogłem równocześnie pisać o artystach utalentowanych i takich, którzy faktycznie mają coś do powiedzenia.

kultura

Flaga na maszt! Irek jest nasz!

kultura

Teksty: Witold Jabłoński Mariusz Kurc

„Niewinne igraszki“
Tytuł cyklu jakże przewrotny, gdyż przedstawione w nim igraszki bynajmniej nie są takie niewinne...
Cykl „Niewinne igraszki“ autorstwa izanagiego składa się z 11 grafik. Przedstawione na nich scenki figuratywne przenoszą odbiorcę w stabuizowany świat tego, „o czym się nie mówi“. Choć w twórczości artysty sporo jest odwołań do Art Nouveau: secesyjnej stylistyki spod znaku Aubreya Beardsleya i Alfonsa Muchy, to jednak, zamiast delikatnych, wiotkich nimf i zaczarowanych królewien, widzimy na jego rycinach olśniewająco pięknych młodzieńców w dwuznacznych, a często całkiem jednoznacznych pozach. Autor uzupełnia tutaj lukę, którą wytworzyła pruderyjna moralność wiktoriańska końca XIX wieku. Pewne tematy i sytuacje międzyludzkie stanowiły wówczas tabu, sfery zakazane, były czymś, „o czym się nie mówi“. W gruncie rzeczy, w dzisiejszej Polsce strefa zakłamania i obyczajowego zabobonu niewiele się zmniejszyła. Podziwiać zatem należy odwagę izanagiego, który z pełną świadomością rzuca wyzwanie rodzimemu Ciemnogrodowi swoimi „Niewinnymi igraszkami“. Tytuł cyklu jakże przewrotny, gdyż przedstawione w nim igraszki bynajmniej nie są takie niewinne... W „Niewinnych igraszkach“, oprócz Art Noveau, dostrzec można fascynację japońszczyzną. Szczególnie widoczny jest wpływ komiksów z kręgu yaoi, obecnie coraz bardziej popularny w świecie zachodniej kultury. Jest także szczypta Andy’ego Warhola. Twórca nie waha się czasem korzystać z elementów kultury pop, a czyni to z dużą inwencją i wyczuciem. W jego obrazach jest dekadencka estetyka, figlarnie giętka kreska, bogactwo ekscentrycznych pomysłów, duża historyczna i kulturowa erudycja, wreszcie jawnie perwersyjny erotyzm. Przy tym wszystkim jednak ryciny izanagiego są piękne bezwstydnym powabem młodości. Choć zapewne niektórych moralistów może drażnić widok penisa w erekcji (ach, te męskie kompleksy!), trudno je oskarżyć o pornografię, czy szarganie świętości. Erotyzm nie jest tutaj wulgarny i niczego nie propaguje – bo nie trzeba „propagować“ czegoś, co jest atrakcyjne samo w sobie. Prawdą jest, że autor wystawy niekiedy świadomie prowokuje widza, używając mistycznej symboliki, lecz czyni to zawsze w estetycznej formie i w dobrym guście. Udaje mu się połączyć ogień z wodą: śmiałość erotyczną z wyrafinowanym smakiem. (WJ)

Od redakcji: Z twórczością izanagiego mieliśmy przyjemność się zapoznać w dniach 10-31 stycznia w warszawskiej, klubo-kawiarnii Mandala. „Replika“ objęła patronat medialny nad wystawą.

Anioły w Warszawie w lutym
15 lutego 2007 r. odbędzie się w TR Warszawska premiera „Aniołów w Ameryce“ w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego. W 2003 r. wybitny reżyser filmowy Mike Nichols przeniósł nagrodzoną Pulitzerem sztukę Tony’ego Kushnera na mały ekran. 6-odcinkowy serial z gwiazdorską obsadą (m.in. Al Pacino, Meryl Streep, Emma Thompson) został uznany na telewizyjne arcydzieło. Przy okazji polskiej premiery „Aniołów…“ na dvd Krzysztof Tomasik pisał na Innej Stronie: Nie jest to zwyczajna opowieść, sceny z realnego życia przeplatają się tu z fantastycznymi wizjami, a

fikcyjni bohaterowie występują obok rzeczywistych postaci. W momencie zawiązania akcji poznajemy głównych bohaterów, dwie młode pary: gejowską i heteryckie małżeństwo oraz starzejącego się znanego prawnika. Nietrudno zgadnąć, że, ponieważ mieszkają w jednym mieście, los wielokrotnie sprowokuje spotkania między nimi i sprawi, że każde z nich odegra istotną rolę w życiu pozostałych. Różnią się między sobą nie tylko statusem majątkowym, poglądami czy orientacją seksualną, ale także wyznaniem; w zlaicyzowanym środowisku największe zdziwienie budzą

praktykujący mormoni. A wszystko to osadzone w Stanach Zjednoczonych połowy lat 80., a więc okresie, kiedy żniwo zbierała epidemia AIDS i następowało apogeum konserwatywnych rządów Ronalda Reagana. A symbolem tego konserwatyzmu jest grany przez Ala Pacino Roy Cohn.
W polskiej adaptacji w głównych rolach wystąpią: Jacek Poniedziałek, Tomasz Tyndyk, Maciej Stuhr, Maja Ostaszewska, Stanisława Celińska, Andrzej Chyra, Danuta Stenka, Magdalena Cielecka i Rafał Maćkowiak. (MK)
21

kultura

Teksty: Bożena Umińska Ewa Tomaszewicz Mariusz Kurc

Szafa jest na ubranie
Książka Anny Laszuk „Dziewczyny wyjdźcie z szafy" jest położeniem kamienia milowego w opisie własnej tożsamości lesbijek i w opisie polskiej rzeczywistości. Do tej pory polskie lesbijki jako grupa były raczej widmowe, to znaczy wiedziało się, że gdzieś są te (złe/pożądane/zwykłe – do wyboru) kobiety, ale nie miały konkretnej rodziny, adresu ani pracy, rozpoznawalnych było kilka w porywach do kilkunastu. Anna Laszuk sprawia, że widmowe staje się realne. Tak, to dość magiczna moc, sprawić coś takiego, a jednocześnie sposób na to jest prosty – niech same opowiedzą. Jakie są lesbijki? Takie jak ty, jak ona i ja. O mnie się powie, że jestem hetero – w każdym razie żyję z facetem, od lat. Kiedy zamknęłam tę książkę (żal mi było, że się skończyła, ale jest jeszcze kalendarium polskie i powszechne) – taką pełną historii ze szkoły, uczelni, pracy, domu, zakonu; historii mężatek i nie-mężatek, tych ,co zawsze wiedziały i tych, co się jakoś dowiedziały, historii smutnych lub pełnych nadziei – kiedy więc ją zamknęłam, pomyślałam: „one to my, my to one“. Nie są z gwiazdy Sappho, są stąd, koniec, finito. Zawsze to podejrzewałam, wyobraźcie sobie! Kiedy homofobowie mówią: – Co?! śluby dla gejów i lesbijek? To nie ich tradycja! – zawsze się dziwiłam. – A czyja mianowicie? Nie są stąd,

Anna Laszuk, Dziewczyny, wyjdźcie z szafy!, Wydawnictwo fundacja Lorga, listopad 2006
to nie te z ulicy, ze sklepu, z urzędu? Zawsze tak uważałam, a teraz Anna Laszuk to pokazała. Ta książka zaś działa pracowitością, czyli ilością rozmówczyń i słuchem swojej autorki. Masa, ilość przechodzi tu w jakość – i linia graniczna nieistnienia lesbijek w Polsce została przekroczona. Wszystkie, które opowiedziały swoje historie, czy pod pseudonim, czy nie, opowiedziawszy ją, zakreśliły strefę swego istnienia. Od zrezygnowanej gospodyni domowej ze Śląska po tę rozpędzoną jak lux torpeda, wszystkie są realne. (BU)

Pod osłoną nocy
Sarah Waters, przełożyła Magdalena Gawlik-Małkowska Prószyński i S-ka, Warszawa 2007
Londyn, rok 1947. Piątka młodych ludzi – Kay, rodzeństwo Viv i Duncan oraz Helen i Julia próbują się odnaleźć w powojennej rzeczywistości. Każde z nich nosi w sobie bolesne przeżycia z czasów wojny. I każde będzie musiało prędzej czy później spojrzeć w przeszłość, aby przewartościować swoje obecne życie. Czy Helen i Julia się rozstaną? Czy Viv zakończy romans bez miłości z żonatym mężczyzną? Czy Duncan przeboleje śmierć Aleca i wróci do rzeczywistości? Czy Kay wyjdzie ze swojej skorupy? W „Pod osłoną nocy“ nie znajdziemy odpowiedzi na te pytania. Najnowsza powieść Sary Waters zbudowana jest bowiem na zasadzie retrospekcji – z roku 1947 przenosimy się do 1944, by skończyć w 1941 – w tym momencie wiemy już, dlaczego jej bohaterowie znaleźli się tam, gdzie ich spotkaliśmy na początku książki. I możemy się domyślać, jak dalej (w 1947) potoczą się ich losy – ale tylko domyślać. Choć „Pod osłoną nocy“ jest w zasadzie powieścią obyczajową, nie brakuje w niej tego, czym Sarah Waters podbiła we wcześniejszych powieściach serca czytelników – tejemnicy, suspensu, magii szczegółów. Nic nie jest takie, jak się wydaje na początku, życie piątki bohaterów splata się w nieoczekiwanych momentach, a niby nieistotne momenty okazują się kluczowe dla rozwikłania zagadek z przeszłości. Jak choćby pozornie nic nieznaczące wspomnienie najpiękniejszej piżamy, jaką Helen kiedykolwiek dostała. I choć książką rządzi wszechobecna melancholia, to – wbrew wszystkiemu – ma piękne, romantyczne zakończenie. Tyle że ten koniec to rok 1941. (ET)

Złodziejka
Sarah Waters, przełożyła Magdalena GawlikMałkowska Prószyński i S-ka, Warszawa 2007
17 stycznia do księgarni trafiła najpopularniejsza dotąd powieść Sary Waters „Złodziejka“. To znakomita okazja dla miłośniczek i miłośników twórczości pisarki, aby odświeżyć domową biblioteczkę książką z filmową okładką. „Złodziejka“ to świetna i zaskakująca historia utrzymana w duchu powieści Dickensa. Wiktoriańska Anglia, 1862 rok. Susan, córka złodziejki i morderczyni, mieszka w Londynie w domu oszusta i pasera. Panna Maud – wykształcona młoda dama – wychowuje się w posiadłości wuja, miłośnika i kolekcjonera pornograficznych publikacji. Pewnego dnia losy obu dziewcząt się łączą... (materiały prasowe)

Coming out laureata Paszportu „Polityki“
Jacek Dehnel, poeta i pisarz, laureat Paszportu „Polityki“ za powieść „Lala“, powiedział w wywiadzie dla „Polityki“: „Jestem gejem i nie mam potrzeby przesadnego wspominania o tym – bo to normalne. Koniec. Kropka“. „Replika“ prosila Dehnela o wywiad, ale odmówił. „Z zasady nie udzielam wywiadów pismom gejowskim“ – powiedział. (MK)
22

Love sick - Niebezpieczne związki
reż. Tudor Giurgiu, wyk. Maria Popistasu, Ioana Barbu, w kinach od 2.02 Dwie rumuńskie studentki Kiki i Alex zakochują się w sobie. Kiki jest pewna siebie, beztroska, szuka przygód. Alex jest raczej nieśmiała, delikatna, odkrywa siebie powoli i ostrożnie. Miłość dziewczyn kwitnie – wspólne wypady do kina na cały dzień, przesiadywanie na dachu, skąd najlepiej widać zachód słońca, czułe spojrzenia na wykładach i w bibliotece... (materiały prasowe)

kultura

Teksty: Małgorzata Rawińska Ewa Tomaszewicz

Barykady
Bożena Umińska-Keff, eFKa, Kraków 2006
Bożena Umińska-Keff. Tylko dla jej felietonów byłam przez długi czas wierną czytelniczką pewnego tygodnika. Żałowałam, że tak późno je odkryłam i że nie mogę przeczytać ich więcej. I oto wydawnictwo eFKa zrobiło mi niespodziankę. Wydało zbiór felietonów pod znamiennym tytułem „Barykady. Kroniki Obsesyjne“.

Kroniki obsesyjne (…), bo cóż, kręcę się wokół kilku tematów. Nie ma w Polsce żadnych realnych „innych“, nie ma tych tysięcy przybyszy z różnych części zglobalizowanego świata, z in-

nych kultur, z różnych religii, nie ma imigrantów z Afryki czy Azji. Dzieje Żydów w Polsce skończyły się ostatecznie w roku 1945, a najostateczniej w 1968. Poza kobietami (a wśród nich zwłaszcza feministkami), gejami, lesbijkami i tymi widmowymi Żydami (…) nie ma w Polsce nikogo, kto by atakował „swojskość“, „czystość“ kultury i obyczaju poprzez sam fakt istnienia i domagania się praw, jakie inni mają od dawna. (...) To wszystko ma aspekt groteski, co nie znaczy, że jest bezpiecznie. Wszechswojscy, jakkolwiek by się zwali, są głęboko przeciwni swobodzie i samodzielności refleksji oraz temu, co może łączyć różne grupy ludzi. Pilnują nienaruszalności granic, które noszą w umysłach (…) – pisze we wstępie Bożena Umińska
Autorka w swoich felietonach wstępuje na barykady i obsesyjnie walczy z głupotą, ciem-

nogrodem, zakłamaniem i otępianiem narodu. Staje po stronie każdego człowieka, bez względu na jego pochodzenie, wyznawaną religie, czy też jego orientację psychoseksualną (tak na marginesie: odniosłam wrażenie, że Bożena Umińska bardziej dba o nasze sprawy niż my sami). Broni indywidualizmu. Apeluje również o szacunek dla zwierząt. Jest rzadkim głosem zdrowego rozsądku. O jej felietonach mogę napisać krótko: 3xF ma u mnie Keff. Fantastyczny styl, fenomenalny opis sytuacji społeczno-politycznej z ostatnich sześciu lat, finezyjne i trafne pointy. „Barykady“ to lektura obowiązkowa dla tych, którym nie odpowiada obecna rzeczywistość w naszym kraju. Niestety książka jest do nabycia tylko w dobrych księgarniach i księgarniach internetowych, w Empikach jej nie znajdziemy. Czyżby obawa przed zdrowym rozsądkiem? (MR)

Przeciwdziałanie dyskryminacji
z powodu orientacji seksualnej w świetle prawa polskiego oraz standardów europejskich
pod red. Krzysztofa Śmiszka, Kampania przeciw Homofobii, Warszawa 2006
Wydana przez KPH książka to skarbnica wiedzy na temat wykorzystywania środków prawnych dla możliwości dochodzenia swoich praw przez osoby homoseksualne. Składa się na nią pięć rozdziałów, z których każdy poświęcony jest innemu zakresowi prawa: Profesor Eleonora Zielińska przedstawia karne ustawodawstwo krajowe, które, odpowiednio stosowane, może być doskonałym instrumentem ochrony praw osób dyskryminowanych z powodu tożsamości psychoseksualnej. Rozdział poświęcony możliwościom dochodzenia naruszonych praw na gruncie prawa cywilnego opracował dr Adam Bodnar. Opierając sie na wziętych z rzeczywistości przypadkach (m.in. na słynnym już procesie czterech lesbijek przeciwko radnym PiS), szczegółowo przedstawia możliwości ochrony m.in. dóbr osobistych osób LGBT. Teresa Romer – sędzia Sądu Najwyższego w stanie spoczynku – dokonuje analizy polskiego i wspólnotowego prawa pracy pod kątem zakazu dyskryminacji z powodu orientacji seksualnej. Sylwia Spurek koncentruje się na niezwykle istotnej dla działalności organizacji pozarządowych tematyce udziału takich organizacji w postępowaniach karnym, cywilnym i administracyjnym, w których pojawił się element nierównego traktowania z powodu orientacji seksualnej. Książkę kończy doskonałe kompendium wiedzy na temat dorobku orzeczniczego Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS) i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz) w zakresie dyskryminacji z powodu orientacji seksualnej autorstwa Patrycji Pogodzińskiej. Spora liczba przywołanych orzeczeń i dogłębna ich analiza, sprawia, że książka ta jest pierwszą taką publikacją na polskim rynku prawniczym. (ET)

Córka botanika
reż. Sijie Dai, wyk. Mylene Jampanoi, Xiao-Ran Li, w kinach od 16.02
Akcja „Córki botanika“ rozgrywa się w latach 80-tych w Chinach. Po wyjściu z sierocińca Min, młoda dziewczyna zafascynowana światem roślin, dostaje się na staż do słynnego właściciela ogrodu botanicznego. Tam poznaje jego córkę An. Przyjaźń dziewczyn wkrótce zamienia się w erotyczną fascynację. Romans rozkwita na tle tajemniczego i kuszącego ogrodu.

To bardzo piękny film ze względów estetycznych, prawdziwa uczta dla oczu. Nie zabrakło ładnych scen erotycznych, subtelnych i delikatnych. Pokazuje, jak dużym oparciem musiały być dla siebie kobiety, żeby przetrwać (czy im się to udało?...) w patriarchalnym i silnie tradycjonalistycznym świecie mężczyzn. (ET)
23