You are on page 1of 85

W Perseuszu 1 Wszystko powtórzyło się, wszystko stało się inne.

Poprzednim razem leciałem na Orę czując się jak odkrywca. Gwiezdny świat, połyskujący na półkulach ste-reoekranu był dziewiczo jasny. Teraz mknęliśmy przetartą drogą w grupie dziesiątków statków lecących za nami i przed nami. Spieszyłem na Orę. Nie chciałem już być gwiezdnym turystą, pragnąłem być żołnierzem największej armii, jaką kiedykolwiek wystawiła ludzkość, i spóźniałem się na punkt zborny! — Nie rozumiem cię — powiedziała Mary marszcząc swe szerokie brwi, kiedy utyskiwałem na zwłokę wywołaną tym, że na jednym ze statków wykryto jakieś uszkodzenie. Pięćdziesiąt gwiazdolotów straciło przez to prawie miesiąc. — Nikt bez ciebie do Perseusza nie poleci, czemu więc się denerwujesz? I czyż piękno straciło coś przez to, że już raz się nim zachwycałeś? — Takie piękno przestaje zaskakiwać — mruknąłem. Siedzieliśmy w sali obserwacyjnej wpatrzeni w Aldebarana, który ciągle się nie powiększał. Mary ma wiele wspólnego z Wierą, chociaż zewnętrznie nie jest do niej podobna. W każdym razie posługują się tą samą suchą, prostolinijną logiką, którą zwykło nazywać się kobiecą. — Piękno jest doskonałością, czyli szczytem tego, czego się pragnie i oczekuje — powiedziała Mary głosem MUK. — Upragniona i oczekiwana niespodzianka — to brzmi bezsensownie... — Zgodzisz się chyba, Wiero... — ugryzłem się w język. — Widziałam twoją siostrę jedynie na stereoekranie — powiedziała ze śmiechem Mary — a ty już nie po raz pierwszy nazywasz mnie jej imieniem. Mylisz się zaś wtedy, kiedy nie masz racji i zamierzasz się usprawiedliwiać... Prawda? Pocałowałem ją. Jest to chyba jedyna czynność nie wymagająca uzasadnienia lub usprawiedliwiania się. Nie pomogło. Mary powiedziała z wyrzutem: — Sądziłam, że będziesz moim przewodnikiem na gwiezdnej trasie. Niegdyś wyprawy nowożeńców nazywano podróżami poślubnymi. Odnoszę wrażenie, że cię ta nasza poślubna podróż znużyła. Musiałem wyprowadzić ją z błędu. Zacząłem przypominać sobie wszystko, co wiem o gwiazdach, opowiedziałem o locie do Hiad i Plejad. 2 Tym razem Ora nie była samotna. Otaczały ją setki krążowników galaktycznych, z których każdy wyglądał jak niewielka planetka. Witało nas tak wiele osób, że nie miałem już siły obejmować, ściskać rąk i poklepywać po plecach. Obok Wiery stał Romero, jak zwykle elegancki i chłodno-iro-niczny. Ograniczył się do mocnego uścisku ręki i wyminął mnie bez słowa kierując się ku Mary. — Można pogratulować? Jeśli się nie mylę, pani skryte marzenia się spełniły, prawda? — powiedział tonem wręcz obraźliwym. Dawniej obawiałem się, że Mary może zakochać się w Pawle, ale teraz wydało mi się, że go nienawidzi. — Tym razem zgadł pan, Pawle. Rzeczywiście moje najskrytsze marzenia się spełniły! — Co to znaczy? — zapytała Wiera spoglądając na mnie ze zdumieniem. — Czy coś się zdarzyło? — Tak, stało się coś dla mnie bardzo ważnego! — wziąłem Mary za rękę. — Przedstawiam ci moją żonę, Wiero. Zawsze dziwiłem się łatwości, z jaką niewiasty się zaprzyjaźniają. Mężczyźni w podobnej sytuacji musieliby stracić co najmniej tydzień na wzajemne przyglądanie się, badanie i sondowanie... Wiera natomiast zbliżyła się do Mary, a ta natychmiast rzuciła się w jej objęcia. — Nareszcie, Eli! — wykrzyknęła siostra po chwili. — Cieszę się, że wybrałeś właśnie ją.

— Ja się też bardzo cieszę, ale nie był to najlepszy wybór! — zaoponowałem. — Informacja przepowiedziała nam rozwód w trzecim miesiącu pożycia. Wprawdzie minęło już niemal cztery... Wiera odeszła z Mary na bok, a ja znalazłem się w objęciach przyjaciół. Bardzo już tęga Olga z całego serca życzyła mi szczęścia, Leonid dodał do tego swoje gratulacje, Allan odgrażał się, iż nigdy nie zdradzi stanu kawalerskiego, a Lusin, patrząc na mnie z taką czułością, jakbym był wyhodowanym w jego instytucie skrzydlatym bykiem z ludzką głową, powiedział nagle: — Chcesz podarunek? Wspaniały smok! Lataj na nim z Mary. Cudowne uczucie. — Na ognistych smokach lata się tylko do piekła, a tam się na razie nie wybieram — odparłem. Tymczasem nadleciał Trub wzmagając ogólne zamieszanie. Wydostałem się z jego skrzydlatych objęć porządnie pokiereszowany. Minęła co najmniej godzina, zanim chaotyczne okrzyki i wybuchy śmiechu zmieniły się w spokojną rozmowę. — Nie gniewa się pan na mnie? — zapytałem Romera. — Mam na myśli moją sugestię co do podróży na Orę... — Jestem panu wdzięczny, Eli — odparł bez zwykłego namaszczenia w głosie. — Byłem ślepcem, muszę to ze smutkiem przyznać. Nasze przeprosiny z Wierą były tak niespodziewanie szybkie... Nie mogłem się powstrzymać od ironii. — Nie wierzę w niespodzianki, zwłaszcza szczęśliwe. Dobra niespodzianka wymaga solidnej pracy organizacyjnej. Tę, jak pan pamięta, poprzedziła nasza kłótnia w lesie. — Za to pan będzie tu miał niespodzianki przez nikogo nie przygotowane — oświadczył z przekonaniem w głosie Romero. — I to już niedługo, drogi przyjacielu. Wiera i Mary, nadal objęte w pół, podeszły do nas. Siostra powiedziała: — Musimy na osobności pomówić o wyprawie do Perseusza. Może zrobimy to zaraz? Zdziwiłem się, czemu to Wiera musi o wyprawie do Perseusza mówić ze mną bez świadków, ale nie chciała mi tego wytłumaczyć. — Pełnię obowiązki przewodnika, siostro. Mary jest po raz pierwszy na Orze. — Przyjdź więc po spacerze do mego pokoju hotelowego. Wiera odeszła z Pawłem, za nimi ruszyli Olga z Leonidem, Osima, Allan i Spychalski — na wszystkich czekały obowiązki. Jedynie Lusin z Trubem nie opuszczali nas ani na krok. Opiekun Anioła oświadczył, że nie uspokoi się, póki nie pokaże nam zwierzyńca przywiezionego z Ziemi. Nie chcieliśmy mu sprawiać przykrości i poszliśmy obejrzeć wyhodowane przezeń dziwadła. Samych pegazów była co najmniej setka — czarnych, pomarańczowych, żółtych, zielonych i wielobarwnych. Co najmniej setka uskrzydlonych koni, wojowniczo rżących, wzbijających się w powietrze i lądujących... Trub ze skrzyżowanymi na piersiach skrzydłami obserwował hałaśliwy, niespokojny tłumek. — Cóż to za głupie stworzenia? — powiedział wreszcie. — Nie umieją ani pisać, ani czytać, nie umieją nawet mówić po ludzku!... W pierwszym roku swego pobytu na Ziemi Trub opanował alfabet, a przed odlotem na Orę zdał egzamin z programu szkoły podstawowej, do którego wchodzi elementarna teoria materii i rachunek różniczkowy oraz szeregi Ngoro. Na Orze Anioł urządził dla swych pobratymców szkoły. Mieszkańcy Hiad mieli, jak się okazało, nietuzinkowe uzdolnienia techniczne. Pasjonowali się zwłaszcza budową urządzeń elektrycznych. — Przecież to tylko konie, chociaż skrzydlate — odparłem. — Tym bardziej nie mogę im wybaczyć tępoty. Mrugnąłem do Mary. Bawiło mnie, że jeden z ulubieńców Lusina oczernia innych jego podopiecznych. Okazało się jednak, że Lusin bez protestu znosi wybryki Anioła. — Rasista — powiedział i uśmiechnął się tak promiennie, jakby Trub wychwalał, a nie mieszał z błotem pegazy. — Kult istot wyższych. Dziecięca choroba rozwoju-

Za stajnią pegazów znajdowała się woliera skrzydlatego smoka ognistego, który nas szczególnie zainteresował. Smok był tak ogromny, że przypominał raczej wieloryba niż gada. Był pokryty ognistoczerwonym, grubym pancerzem, z nozdrzy kurzył mu się dym, a od czasu do czasu tryskały z łopotem jęzory płomieni. Skrzydlaty potwór spoglądał na nas dumnie spod półotwartych powiek. Wydawało się nieprawdopodobne, że ten ogrom może wznieść się w powietrze. — On ma koronę! — wykrzyknęła Mary. — Urządzenie wyładowcze! — oświadczył z dumą Lusin. — Spala błyskawicami. Świetny, co? Na głowie smoka istotnie rosły trzy złocone rogi, z których zeskakiwały iskierki otaczające paszczękę czerwonawą aureolą. Ale iskierki w niczym nie przypominały spopielających błyskawic. — Sprawdź! — powiedział Lusin. — Rzuć kamień. Lub coś innego. — A czemu sam nie rzucisz? Twoje dzieło, sam więc kontroluj. — Szkoda mi — przyznał z uśmiechem. — Nie mogę. Na wylizanej Orze trudno o kamień, rzuciłem więc w smoka scyzorykiem. Zwierzę gwałtownym ruchem obróciło głowę, błysnęło oczami i wystrzeliło z korony błyskawicę. Wyłado wanie dosięgło nożyka jeszcze w locie i zamieniło w obłoczek plazmy. Zaraz potem druga błyskawica trafiła mnie prosto w pierś. Gdybyśmy, podobnie jak wszyscy mieszkańcy Ory. nie byli chronieni indywidualnymi polami, z pewnością zostalibyśmy oślepieni wyładowaniem, a ja sam rozleciałbym się na strzępy. — Może trzy błyskawice naraz — powiedział z zachwytem Lusin. — W trzech kierunkach. Nazywa się Gromowładny. — Nie chciałbym walczyć z Gromowładnym w powietrzu! — wykrztusił zaskoczony Anioł. Sądzę, że Trub nie tyle się przestraszył, ile pozazdrościł smokowi jego groźnej broni. — Niech ci będzie Gromowładny — powiedziałem pobłażliwie. — Ale po co mamy wieźć na Perseusza smoki i pegazy? — Przydadzą się, Eli. Nie przypuszczałem nawet wówczas, jak bardzo uzasadniona okaże się przezorność Lusina! Wyszedłem z Mary na zewnątrz. Był wieczór, sztuczne słońce już zgasło. — Sami! — krzyknąłem. — Nareszcie sami na Orze! — Dotychczas bardziej zależało ci na towarzystwie przyjaciół niż na samotności we dwoje — powiedziała z lekkim wyrzutem Mary. — Czyżbyś była zazdrosna o Lusina i Truba? — odparłem ze śmiechem. — Chodźmy, pokażę ci Orę. Długo spacerowaliśmy alejami planety, wstępowaliśmy do opustoszałych gwiezdnych hoteli. W czasie spaceru opowiadałem Mary, jak poznałem Altairczyków, Wegan i Aniołów. Przeszłość stanęła przede mną jak żywa. Przypomniałem sobie Andre, który tu właśnie dokonywał wielkich odkryć, podczas gdy ja szczerzyłem zęby, wyśmiewałem go, przyczepiałem się do nieistotnych błędów. Dopóki żył wśród nas, zbyt nisko go ceniliśmy, a najwięcej w tym mojej winy. Nagle ujrzałem łzy w oczach Mary. — Sprawiłem ci czymś przykrość? — zapytałem. Spojrzała na mnie przelotnie i powiedziała niemal wrogo: — Nie zauważasz we mnie żadnych zmian? — Jakich? — Różnych... Nie sądzisz, że zbrzydłam? Wytrzeszczyłem na nią zdumione oczy. Nigdy przedtem nie była tak piękna. Odwróciła się ode mnie, kiedy jej to powiedziałem, i długo milczała. Zgasłe słońce zapłonęło znów księżycem, gdyż zgodnie z harmonogramem był właśnie na Orze czas pełni.

— Jesteś dziwnym człowiekiem, Eli — powiedziała wreszcie. — Dlaczego właściwie zakochałeś się we mnie? — To bardzo proste. Jesteś Mary. Jedyna i niepowtarzalna. — Każda istota ludzka jest jedyna i niepowtarzalna, sobowtóry się nie zdarzają. Naprawdę kochasz jedynie dwie osoby. Głos ci drży i oczy błyszczą, kiedy o nich mówisz. — Masz na myśli Andre? — I Fiolę! — Nie mów tak, Mary! — wziąłem ją za rękę, ale się ode mnie odsunęła. Spróbowałem obrócić to w żart. — Masz rację, oboje są mi bardzo bliscy. Ale naprawdę, niepokoiłem się jedynie wtedy, kiedy byłaś z dala ode mnie. Nawet teraz na myśl o naszym rozstaniu zatrząsłem się ze strachu! — Ale głos ci nie drży — zaoponowała ze smutkiem. — Mówisz o swoim strachu bardzo spokojnym tonem, Eli. Ale to nic. Musisz już iść do Wiery. Obiecaj mi potraktować poważnie to, co ci ona powie. — Wiesz, co mi zamierza powiedzieć? — Siostra powie ci to znacznie lepiej. — Same zagadki! Romero zapowiada niespodzianki, Wiera może rozmawiać jedynie w cztery oczy, ty również jesteś tajemnicza. Powiedz od razu! — Wiera zrobi to lepiej — powtórzyła Mary. 3 — Jesteś oczywiście zdziwiony, że nasza rozmowa odbywa się bez świadków — zaczęła Wiera. — Chodzi o to, że mowa będzie o sprawach osobistych. Zgodnie z decyzją Wielkiej Rady muszę poradzić się ciebie, kogo mianować admirałem naszej floty. Od admirała wymaga się czego innego niż od dowódców statków lub nawet eskadr. Wzruszyłem ramionami. — Najpierw muszę, wiedzieć, jakie są wymagania. — Po pierwsze, walory ogólnoludzkie — odwaga, zdecydowanie, nieustępliwość, wytrwałość w dążeniu do celu, szybka orientacja... Po drugie, cechy specjalne — umiejętność dowodzenia statkiem i ludźmi, dobra orientacja w przestrzeni galaktycznej, znajomość przeciwnika i jego metod walki. I wreszcie wymogi szczególne — giętki intelekt, precyzja myśli, doskonałe rozumienie nowej sytuacji i dobre, czułe na niedole innych serce... Bowiem ten czlowiek, nasz admirał, będzie głównym przedstawi-cielem ludzkości wobec na razie nam nie znanych, lecz niewątpliwie bardzo starych i potężnych cywilizacji galaktycznych. Roześmiałem się. — Nakreśliłaś wizerunek bóstwa, nie człowieka. Oblicze świętego! Niestety, ludzie nie są bogami. — Potrzebujemy takiego właśnie człowieka. Nikomu innemu ludzie nie mogą powierzyć naczelnego dowództwa. Zaczęliśmy omawiać kandydatury. Ani Olga, ani Osima, ani Allan nie nadawali się, to było oczywiste. Zaproponowałem Wierę, ale siostra nie chciała o niczym słyszeć. Powiedziałem wówczas, że gdyby Andre nie był w niewoli, byłby idealnym kandydatem na dowódcę. Wiera zdyskwalifikowała i jego, uważała bowiem, iż Andre ma intelekt przenikliwy, lecz zbyt jednostronny. Ogarnęła mnie złość: ta zabawa w wybory nie miała sensu. Wszystko mi jedno, kto będzie mną dowodził. Trzeba się zwrócić do Wielkiego. Beznamiętna maszyna da najlepszą odpowiedź. — Zwracaliśmy się do Wielkiego. — Jakoś o tym nie słyszałem. — Trzymano to w tajemnicy. Zleciliśmy maszynie sprawdzenie kandydatury, zaproponowanej jednogłośnie przez Wielką Radę. Komputer potwierdził wybór. Poczułem się mocno dotknięty. Wielka Rada mogła nie kryć przede mną swojej decyzji, bądź co bądź w sprawach Perseusza nie byłem zupełnym laikiem. Zapytałem sucho:

możemy znaleźć innego... brednie i obłęd — do wyboru. Wiera zawczasu przygotowała się do dyskusji. — Wybacz. a nawet obrazę ludzi. Zgodziłem się więc z jej dowodami. to moje stosunki z nim nie mają tu nic do rzeczy. Czy teraz już mogę zadawać niedyskretne pytania? . — Paweł z pewnością będzie lepszym sekretarzem niż ja dowódcą. Czego jeszcze chcesz? Zrozumiałem. — Jeżeli będziesz odmawiał. — Mam nadzieję. który by równie mocno różnił się ode mnie. Przecież znam siebie dobrze i w żaden sposób nie umiałbym się wcisnąć w nakreślony przez siostrę portret idealnego polityka i zręcznego dowódcy.— Kim więc jest ten niezwykły człowiek. Eli. Nie znałem innego człowieka. do spraw astro-nawigacji — Allan. zbyt spokojnie czekała na moją odpowiedź. Komputer Państwowy z największą dokładnością sprawdził każdego człowieka pod kątem jego przydatności na stanowisko naczelnego dowódcy. że nie ciebie! — przerwałem z przerażeniem w głosie. pomyłka. lecz lękałem odpowiedzialności. Osima i Olga. Obojętnie skinęła głową. Dawna naiwność znikła bez śladu: nie radowałem się. Kogo więc wyznaczono mi na sekretarza? — Pawła Romero. — Wielka Rada już to zrobiła. Będziesz miał dwóch zastępców i trzech doradców. abym mógł odpowiedzieć zwyczajnie „tak” lub „nie”. Uśmiechnąłem się. Niczego innego nie oczekiwała. który równocześnie będzie kronikarzem wyprawy.. — Czy wydaje ci się. twój upór może wywołać zdumienie. że nie masz żadnych zalet? — Mam za to kilka dobrych ludzkich wad!.. że nawet się nie oburzyłem. — Pozwolisz. aby mnie to ucieszyło. Odpowiada ci to? — Oczywiście. — Jestem twoim zastępcą. Pomocnikami i doradcami zostali dowódcy trzech eskadr — Leonid. Przypomniałem sobie moje oburzenie spokojem Olgi. Słucham cię z uwagą. iż zadam ci jedno pytanie o charakterze osobistym? — Jeśli dotyczy Pawła. Byłem tak zaskoczony. ale nie powiem. Zastępcą do spraw państwowych będę ja. że nie mam wyjścia i rzekłem: — Zgadzam się. Zamyśliłem się. którzy ci zaufali. Moje stosunki z Romerem były zbyt złożone. Podobnie jak w dzieciństwie. Moje argumenty odskakiwały od niej jak groch od ściany. Aprobuję jego kandydaturę z radością. Zamilkłem. — Jeszcze jedna sprawa. Teraz sam musisz mieć sekretarza. że ich decyzja to oczywisty błąd. ten cho dzący magazyn cnót i zalet? Kogo wybraliście na swego dowódcę? Wiera odparła spokojnie: — Tym człowiekiem jesteś ty.. Ale jeżeli go nie chcesz. Kapitanowie statków przyjęli decyzję Wielkiej Rady z entuzjazmem. Ale może odmienność charakterów jest konieczna dla powodzenia wspólnej pracy? Wiera spokojnie. kiedy mianowano ją dowódcą eskadry.. niezbyt zresztą dobrym. kiedy siostra beształa mnie za jakieś przewinienia. lecz nie usłyszałam nic konkretnego — oświadczyła Wiera. Byłeś kiedyś moim sekretarzem. — Długo tak zamierzasz milczeć? — zapytała z ironią Wiera. ale hierarchia rang nie jest moją najmocniejszą stroną. Widziałem ją na wylot. Decyduj tak. Po chwili zacząłem przekonywać. nie mogłem teraz znaleźć kontrargumentów. Na to stanowisko proponuje się. jakbym Romera w ogóle nie znała. a to znacznie wyższe stanowisko. — Teraz kilka słów o pozostałych nominacjach. — Zastanówmy się jeszcze raz nad innymi kandydatami. — Wymigujesz się.

— Wobec tego pozwalam sobie odejść. że nie muszę pisać lub dyktować. Taki przynajmniej miał zamiar. że tak bezbronnie spojrzałeś na nią. Pewnego razu Romero zwrócił się do mnie z prośbą: — Drogi admirale — Paweł i Osima zwracali się teraz do mnie wyłącznie w ten sposób.. gdyż tak postępowały wszystkie postaci historyczne przeszłości. Romero zaś nie bez odrobiny ironii — chciałbym zaproponować. I jeszcze jedna rzecz: Opiekunka pozostała na Ziemi i naszego pozaziemskiego życia nie zna. że serce jej gwałtownie zabiło. Wiem też. 4 Nie wyobrażałem sobie dawniej.. w jakich okolicznościach odbyła się nasza ostatnia rozmowa? — Mówisz o tej. Jedno wkrótce stało się dla mnie zupełnie jasne: flota nie jest gotowa do dalekiej wyprawy. gdy nazwała cię źle wychowanym. — Pamiętnika? Nie rozumiem. a jestem teraz wszak niewątpliwie postacią historyczną. też nic o Kairze nie wspominała. Zawodowy wojskowy wyśmiałby mnie za moje próby organizacyjne. że gdyby nie podchmielenie. — Nigdy nie mieszałem się do twoich spraw prywatnych. Czy muszę cię za to przeprosić? — To raczej ja winnam ci podziękować za ingerencję. których ja sam się nawet nie domyślam. Przez te kilka miesięcy. W starożytności coś takiego wprawdzie było. Kronikarz wyprawy sam beze mnie opisze najważniejsze wydarzenia. A nie zdarzało nam się zbyt często. tobie natomiast pozwalam zostać. a miałem pojęcie jedynie o nikłej cząsteczce tego „wszystkiego”. — Mnie zaś powiedziała dzisiaj. Przed hańbą ustrzegło mnie tylko to. Zameldowałem więc Ziemi kanałami łączności ponadświetlnej. jakby znienawidziła od pierwszego wejrzenia. abym po prostu wspominał ważniejsze zdarzenia. Romero jednak upierał się przy swoim. bodajże od jakiegoś waszego spotkania w Kairze. a nie wszczynał kłótni. aby zechciał pan wprowadzić do swego rozkładu dnia jeszcze jeden punkt: pisanie pamiętnika. wolałbym zostać podwładnym. która omal nie przekształciła się w bójkę? Wiem o wszystkim: o tym. Odpowiadałem za wszystko. że bardzo kocham twoją żonę. nie zna więc rzeczy najbardziej interesujących. Moje życie nagle stało się znaczącym faktem historycznym. ale w naszych czasach pisać wspomnienia? Romero wytłumaczył. abyś wiedział. ale raz sobie na to pozwoliłem. a co za błahe. Paweł pogratulowałby ci tam przy ognisku. Nas natomiast interesuje to. — Paweł mówił ci.. że zawodowych wojskowych już dawno nie było. wystarczy. jakie się nam przydarzą. a ty stanąłeś na jego drodze i jak Mary — przed tym piknikiem w lesie — wyznała Pawłowi. co pan sam uważa za ważne. kocha od dawna. podyktuję ważniejsze przygody. jak prawie zakochał się w Mary. — Właśnie — odparł na to — sam pan nie wie. które spędziliśmy razem. Eli. jeżeli wrócimy z niej żywi. że potrzebujemy jeszcze co najmniej roku na przygotowania. a któż je zna lepiej ode mnie samego? — A od czegóż są Opiekunki? Proszę zwrócić się do nich. co Opiekunka przechowuje w swoich komórkach pamięciowych. . W Kairze Mary zwymyślała mnie tak. Mogę iść? — Teraz ty musisz mi pozwalać lub nie pozwalać — przypomniała mi z dawną pedanterią. jak trudno jest dowodzić. abyśmy zgadzali się w poglądach. Osima poważnie. Wstałem. — A ja tego nie wiedziałem.— Teraz już tak — Wiera odczula wyraźną ulgę. — Po wyprawie. Opowiedzą takie rzeczy. Ale utrwalić moje życie trzeba koniecznie. ja zaś powinienem opowiedzieć o swoim życiu. że cię kocha. — Ja także Wiero.. Masz szczęście. Chcę. a MUK sam zanotuje myśli. Gdybym miał wybierać ponownie.

kiedy dotarły do nas pierwsze wieści na temat Galaktów. więc leć. że się nie na żarty przejąłem. ogarniała mnie panika i znów brałem się w garść. nieustannie szukałem prawidłowego wyjścia z sytuacji niemal beznadziejnych. nie znającym wahania. jakim mnie przedstawił. — Taka długa rozłąka. bo o tym mówi wystarczająco dokładnie oficjalne sprawozdanie. ona znalazła sobie zajęcie w laboratoriach Ory. — Masz na myśli oczywiście Fiolę? — Chciałaś przecież się z nią zaprzyjaźnić. że w pamiętniku będę musiał często wspominać o panu? A obawiam się. aby mnie zostawić samą. która wydała mi się doskonała. Wierę i mnie wezwano na posiedzenie Wielkiej Rady. Zdarzyło się tak.. jestem zdrowa za dwoje —powiedziała niecierpliwie. dumnym i nieustraszonym dowódcą. gdyż pozwolą one poznać głębiej pański stosunek do ludzi. a nie uzupełniał książkę Pawła. rozterkach mojej duszy i krwi mych bliskich. obok niej ten sam zapis w formie pięciu wydanych na starożytną modłę książek. Nie chcę dyktować powieści o naszych błędach i ostatecznym zwycięstwie. ale wiele możesz znaleźć. wywołał na Ziemi wielkie zaniepokojenie. że na Orze.. choroby są niemożliwe.. Dyktuję teraz drugą — nasze męczarnie w Perseuszu. Nie namawiaj mnie. — Czy mógłbyś mi wytłumaczyć. podobnie jak na Ziemi. aby nam towarzyszyła w podróży. Nie chciałabyś się tam przespacerować? Wyprawa na Wegę zajmie ze trzy miesiące i na Orę wrócimy niemal równocześnie. Chcę opowiedzieć o mękach mego serca. że jest chora. — Czy zdaje pan sobie sprawę. pięciu grubych tomów w ciężkich okładkach. że moje opinie nie zawsze będą pochlebne. — Na Wegę leci kurier galaktyczny „Wężownik”. To oficjalne sprawozdanie Romera z wyprawy do Perseusza. Wiele się tam mówi o mnie. — Ach nie. Tego samego dnia zacząłem dyktować pamiętnik. W moim dzieciństwie nie było nic godnego uwagi. Leży przede mną taśma z zapisem. błyszczały jej oczy. na którym Lusin dawniej lubił odbywać przejażdżki.. a nie sekretarzem — powiedziałem.. Chcę podyskutować z pracą Romera i sam opowiedzieć o sobie. . — Człowiekowi imieniem Paweł te opinie mogą istotnie sprawić przykrość. Przypomniało mi to innego smoka. pierwszą księgę wspomnień. Cierpiałem i radowałem się.. Poprosiłem Mary. a na-puchnięte wargi były tak suche. 5 Nasz meldunek. Będę obalał. — A tu nie ma rozłąki? W ciągu ostatniego miesiąca widziałam cię trzy razy! — Na statku będziemy ciągle razem. Wydało mi się. ale Mary była smutna. Od tego czasu minęło wiele lat. którzy zginęli. Spis materiałów do mego labaratorium. czasami sam sobie wydawałem się żałosny i zagubiony.. nic mi nie jest..— Pan jest dyktatorem. Milczałem. Powiedziała nieco cieplejszym tonem: — Zresztą dam ci zlecenie. że eskadra nie jest gotowa do dalekiej wyprawy. Wiedziałem oczywiście. Tak to wyglądało. co ja na tej Wędzę zgubiłam? — Nic nie zgubiłaś. Dawno zapomniałem pierwszą część pamiętnika. że w owej chwili obok mego okna przelatywał Lusin na Gromowładnym. znacznie więcej niż o kimkolwiek innym. Przyszła mi do głowy pewna myśl. Nie byłem tym władczym. lecz kronikarz Romero rzuci się na nie jak sęp. od niego też zacząłem. jak ją nazywa Romero. — Tam też znajdziesz powód. — Kiedy odlatujecie? — Może jednak odlatujemy? Po co masz zostawać na Orze? — A po cóż mam lecieć na Ziemię? Ty musisz. ale szukałem. rozpocząłem wobec tego od czasów. Nie widywałem teraz żony całymi tygodniami: ja przeprowadzałem inspekcję statków.

co z moim zamówieniem? — Sto ciężkich skrzyń leży w ładowni statku. ale rozmowy na ten temat nie kontynuowała. Olga też zamierzała wracać na Orę. a później chwyciłem ją na ręce. — Powiedziałam ci zresztą.. że ledwie mieściła się na metrowej taśmie. i to w dodatku ukochanej wężycy mego męża! Wszystko się jednak dobrze skończyło. Starożytne bomby jądrowe przechowywane w muzeach są znacznie lżejsze od twojego sprzętu. Mogę co najwyżej uznać równouprawnienie. chociaż nie mówiłem o szlachetnych celach.. Eli! Za miesiąc będziesz miał syna. Mary błagalnym gestem podniosła ręce do góry.. a ty powinieneś się był domyślić! — odparła z żartobliwym wyrzutem Mary. która na krótko przed nami przyleciała na Ziemię rodzić i teraz pielęgnowała ładniutką córeczkę Irenkę.. Dawno nie widziałem jej w tak wyśmienitym nastroju.. Mary roześmiała się. stawiając ją ostrożnie na podłodze. I chyba zdrowie jej dopisuje? — Jest zdrowa za dwoje. niezręczne stąpanie. Lista była tak obszerna. Mnie zresztą również oklaskiwano. — Nie musisz mnie agitować.. — Nie pisnęłaś ani słowa. lecz o trudnościach materialnych. a jej porywisty krok zmienił się w ostrożne. — W prognozie ciążowej noszenia na rękach nie przewidziano. Kilka dni zajęło mi kompletowanie materiałów dla Mary. bo na Ziemi miałeś i tak dość kłopotów. — Cieszę się bardzo. Masz pozdrowienia od jeszcze jednej siewczyni życia.— To ty tego chciałeś. Co do Wiery. objęła. a nie śmierć. Wszystkie dni lotu byty wypełnione ciągłymi naradami z Wierą i jej doradcami. Nie mia łem widać racji. kiedy będzie poród i jak przebiegnie. tak mi przynajmniej powiedziała. To mężczyźni z dawien dawna zajmują się niszczeniem. Zasypywałem żonę pytaniami. które nie zlikwidowane w porę mogą spowodować fiasko całej wyprawy. Cały ten zespół wzbogacony o Maty Komputer Pokładowy opracowywał szczegóły wszechświatowej polityki ludzkości. tyle że rozsiewające życie. których było co najmniej stu. to admirał chcąc nie chcąc musi się w końcu zainteresować. Omal nie wyzionąłem ducha podnosząc najmniejszą z tych paczuszek. Jeżeli jeden dowódca eskadry prosi nagle o urlopowanie go na Ziemię. Nudziło mnie to śmiertelnie i na jednym takim sympozjum powiedziałem coś zjadliwego. to umówiłyśmy się nic tobie nie mówić. Wiera też dobra. że jestem zdrowa za dwoje. Olga urodziła córeczkę. Była tęga. szybko wybieraj dla niego imię. Zwyczajny człowiek. Siostra spojrzała na mnie uważnie. bo członkowie Wielkiej Rady z entuzjazmem wysłuchali referatu Wiery „Zasady polityki galaktycznej ludzkości” i urządzili jej owację. aby dopilnować na miejscu pracy w tamtejszych zakładach wytwórczych. ucałowała i wręczyła spis potrzebnych jej materiałów. Już na statku Wiera powiedziała do mnie: — Mary dobrze wygląda. A teraz powiedz. nie mówiąc już o ich mężach. Dziwi cię to? Naszym kobiecym przeznaczeniem jest wszak przedłużanie życia. nawet najpiękniejszej. Prognozy sprawdziły się co do joty. Chciałem się dowiedzieć. Nigdy nie pragnęłam przyjaźni wężycy. bo udało mi się żonę udobruchać. a drugi niemal co godzinę pojawia się na stacji łączności dalekosiężnej. — Powinienem ci dać klapsa! — powiedziałem. — W skrzyniach też są bomby. Ale odnoszę wrażenie. Mary odprowadziła mnie na „Cielca”. że stan innych kobiet interesuje cię bardziej niż samopoczucie własnej żony? — Inne kobiety nie są tak skryte. W ciągu czterech miesięcy naszej rozłąki Mary bardzo się zmieniła. że z Olgą wszystko w porządku.. Gwizdnąłem ze zdumienia. a nie admirał na pewno by zrozumiał. ale na matriarchat się nie zgodzę. a ja wraz z Wierą zacząłem zbierać się do powrotu.. a poród był lekki. I jeżeli u Zływrogów. Po zakończeniu posiedzenia członkowie Wielkiej Rady rozjechali się na planety produkcyjne. — Nie wszystko od razu. Irenkę. Zdążyłem jeszcze wstąpić do Olgi. Przecież z pewnością wiedziała! — Wiedziała. . — Uważaj! — zawołała. a nie ja.

chcesz narazić siebie i Astra na trudy i niebezpieczeństwa dalekiej podróży? — Gdzie ty. nie znalazłem też potem czasu. aby jak najdłużej być ze swoją Irenką. bo podobno takie dziwne zachcianki miewają niemal wszystkie młode matki. ani Leonid nawet nie pomyśleli. 6 MUK przepowiedział. która jako jedna z najbardziej doświadczonych astronautek powinna w pierwszej kolejności wziąć udział w wyprawie. opieka lekarska jest tu równie dobra jak na Ziemi. ani ona. Kaja. lecimy z tobą. Zgodził się. mały człowieku imieniem Aster! — By! — odpowiedział synek głośno i wyraźnie. Stawiałem za przykład Olgę. abyś tam urodziła. Ciebie także wyślemy na Ziemię najbliższym statkiem ekspresowym. — Nic nie wskórasz. Żartowałem wtedy z niego. — Czemu. Każdy z krążowników był pięćdziesiątkroć potężniejszy od naszego „Pożeracza Przestrzeni”. Nie zrozumiałem. Chcesz być przy tym obecna. chociaż wiedział. ten nasz Aster. Synek roześmiał się. aby zapytać o to MUK. jak każe tradycja. — Nie dziwię się zresztą. Starałem się ją przekonać. że Aster będzie podobny do ciebie — powiedziała Mary. — Będziesz jednak musiał zabrać mnie i Astra ze sobą. 7 Lecieliśmy dwoma eskadrami po sto gwiazdolotów. Pięć kilogramów mięśni i nieprzepartego uroku. kiedy żłobki zapewniają dziecku znacznie lepszą opiekę niż ich własna rodzicielka. . denerwowałem się tak samo. Nie chmurz się. Na jego pokładzie zamieszkali również Wiera i Lusin. — Wszystkich moich zachcianek nawet się nie domyślasz — zauważyła pogodnym tonem. Na „Skorpionie” dowodzonym przez Leonida leciał Allan ze swoim sztabem. i radośnie wierzgnął nóżkami. czy powrócisz na Ziemię wcześniej? — Chcę lecieć z tobą! — wypaliła. wytłumacz mi to po ludzku. czemu nazwała mnie Kajusem. O tym. abym wpisał Astra na listę załogi? — Nie ironizuj. — Macierzyństwo — powiedziałem — jest najszczytniejszym i najstarszym powołaniem kobiety. że to nie ma sensu. — Będzie pierwszym człowiekiem urodzonym wśród gwiazd.o co tu chodzi. W tych trudnych dla mnie dniach często wspominałem Andre. bo się na ciebie nieco gniewałam. — Chcesz. chwyciłem go na ręce i powiedziałem uroczyście: — Gotuj się do dalekiej drogi. startującej z Ory za jakieś trzy lata. Nie tłumacz się. kiedy start? — Już wkrótce. że nowy człowiek pojawi się na świat zdrowy i w przepisowym terminie. Świat wydał mu się piękny! — Wiedziałam. a jednak poprosiła o wyznaczenie jej na dowódcę trzeciej eskadry rezerwowej. To był świetny chłopak. — Moim zdaniem nie gorzej od ciebie znam obowiązki macierzyńskie — powiedziała Mary gniewnie. jak tylko otworzył oczy. ale nie pokazywałam. Prosiłam już Spychalskiego. — Ale dlaczego?! — wykrzyknąłem. okręcie flagowym Osimy. żeby brać dziewczynkę na niebezpieczną wyprawę. — Wobec tego nasz syn będzie nazywał się Aster — powiedziałem uroczyście. który niepokoił się o Żannę. iż Aster urodzi się pomyślnie. Wszyscy winniśmy liczyć się ze świętymi prawami matki nawet w naszych czasach. że poród będzie ciężki i poród istotnie był ciężki. tam i ja. Kajusie. a teraz mimo pewności. powiedz lepiej. Podniosłem swój admiralski proporzec na „Cielcu”. — Zapoczątkujemy nową tradycję: urodzę na Orze. musi więc mieć gwiezdne imię. właśnie tego chcę! Podszedłem do synka. aby pozwolił mi tu zostać. — Głupstwa mówisz — powiedziałem pobłażliwie. — Miałam jego wizerunki horosko-powe już w trzecim miesiącu ciąży.

co ono oznacza. że tak wielkie zgrupowanie okrętów zdoła niepostrzeżenie podkraść się do twierdz Niszczycieli. jak w trakcie lotu zwiadowczego „Pożeracza Przestrzeni”. Lokatory nadświetlne Alberta nie wykryły żadnego ruchu wśród gwiazd Perseusza. aby zaobserwować zniknięcie Pomarańczowej. czy skupisko się rozszerza? — Za kogo pan mnie ma. Gwiazda była nader efektowna. nie mogliśmy bowiem liczyć na to. gdy przed nami. jasnopomarańczo-wa. Albert doniósł. że Niszczyciele najchętniej osiedlają się wokół takich gigantów wysokich klas spektralnych. Wspomnę tylko. Sprawa zniknięcia Pomarańczowej zajmowała nas niedługo i nikogo szczególnie nie zaniepokoiła. Należało więc przedsięwziąć środki ostrożności. Szumy zagłuszały informacje Galaktów. Odległość między skupiskami wynosiła około stu parseków — drobiazg w skali galaktycznej. Już z dala zaczęliśmy rozszyfrowywać wiadomości nadawane przez przyjaciół i wrogów. Powiedziałem o tym Osimie. — Oczywiście. zaćmiewająca wszystkie sąsiednie ciała niebieskie swym jaskrawym blaskiem. lecz także niewątpliwi przyjaciele. lecz wcale nie drobiazg dla naszych statków. Stacje fal przestrzennych na statkach i na Orze były zbyt słabe. 8 Oczekiwano nas. Eli? — powiedział Albert urażonym tonem. Pomarańczowa — bo tak ją nazwaliśmy — zniknęła z przestrzeni ponadświetlnej. lecz cała flotylla poruszała się wolniej od tego zwiadowcy. Jeżeli Niszczyciele posiedli umiejętność przekształcania materii w przestrzeń. Dokładnie natomiast obejrzeliśmy ją sobie przez urządzenia optyczne. rozlały się gigantyczne skupiska gwiezdne Perseusza. ale ja wytyczyłem kurs na Chi. Romero uważał. Wkrótce zostawiliśmy po obu stronach puste gwiazdy peryferyjne i znaleźliśmy się w okolicy. Gwiazda po prostu zniknęła bez śladu i to wszystko! — Obserwacje prowadzono przy pomocy SFP? — Naturalnie! W przestrzeni optycznej ta gwiazdka będzie spokojnie świecić co najmniej pięć tysięcy lat. Zaobserwowano tylko jedno zagadkowe zjawisko. mogliśmy więc i teraz liczyć na ich skuteczne poparcie. — Nie sprawdził pan. zajmując całe niebo. w kosmosie rozszalała się burza zakłóceń. gdybyśmy nawet pojęli. gdzie ciała niebieskie tłoczyły się jedno przy drugim. Podeszliśmy do pasma pustki kosmicznej rozdzielającej oba skupiska: Phi i Chi. a depesze wewnętrzne Niszczycieli były tak niejasne. Doniesienie Alberta bardzo mnie zaniepokoiło. — I to niezła gwiazda: olbrzym klasy K o jasności bezwzględnej około minus pięciu — jakieś dziesięć tysięcy jaskrawsza od Słońca! — A może to anihilacja? — zapytałem. Nie będę opisywał podróży do skupisk gwiezdnych Perseusza. Dawno już zwróciłem uwagę na fakt. że chodzi tu prawdopodobnie o uszkodzenia w SFP i napisał to w raporcie. Zresztą.Wieści otrzymane z Ziemi tuż przed startem nie były pocieszające. gdyż lepiej ode mnie zrobił to Paweł w swoim sprawozdaniu. Aster rozpoczął szósty rok życia. Niektórzy z kapitanów nalegali na eksplorację bliższego skupiska Phi. Nieznani przyjaciele już poprzednim razem usiłowali nam pomóc. które wówczas zlekceważyliśmy. że każdy ze statków obu eskadr był znacznie szybszy od „Pożeracza Przestrzeni”. to utraciliśmy naszą główną przewagę wojskową. gdzie nas oczekiwali doskonale przygotowani na to spotkanie wrogowie. aby atak wroga nie zaskoczył nas w podróży. nie zaważyłoby to na naszych planach. . że to zrobiłem! Żadne nowe jamy pustki w Perseuszu się nie pojawiły. I znów. że nagle zniknęła jedna z gwiazd skupiska Phi wraz z jedną planetą zamieszkaną najprawdopodobniej przez Zływrogów. że ich rozszyfrowanie niczego nam nie dało. — Wzięta i znikła — mówił Albert.

Spojrzeliśmy po sobie z niepokojem. Doskonale pamiętam dzień. szanowny kapitanie Osi-mo. że rozróżniałem ich twarze.Obie eskadry leciały odrębnymi szykami tarano-wymi. Powtarzało się to samo. teraz jednak Pomarańczowa niepokoiła mnie coraz bardziej. że i pan był wśród trzech dowódców uciekających na złamanie karku z Perseusza — dorzucił beznamiętnym tonem Romero. — To przecież nie jest zwyczajne ciało niebieskie. Coś w tym słabnięciu blasku wzbudzało trwogę. — Doskonale pamiętam. z tym że średnica każdej kolejnej tarczy byt a większa od poprzedniej . rozbłysków. z tą różnicą. Następne siedem warstw szyku również zawierało po trzynaście gwiazdolotów.. W eskadrze Osimy ostrzem tarana był „Cielec”. — Coś się . które niegdyś zacisnęły się wokół „Pożeracza Przestrzeni”. z jaką Leonid uderzał taranem eskadry w zapory . gdyby na moich oczach zamieniła się w supernową. lecz broń gwiezdna wroga. protuberancji. — Czemu tak się wpatrujesz w Pomarańczową? — zaciekawiła się Wiera. Próba eskadry Allana. iż bez trudu zwyciężymy. Później odebrałem wiele podobnych raportów i sam wielokrotnie meldowałem na Ziemię o własnych niepowodzeniach. Ponad sto superpotężnych statków bez powodzenia szturmowało palisady gwiezdne wroga. za nim szedł „Pies Gończy” otoczony pierścieniem dwunastu innych statków. gigantyczna eksplozja nie zmieniła jej w supernową tryskającą potokami spopielającego promieniowania. — I bardzo się cieszę. którymi omal nie pokonali Olgi i Leonida — odparł Romero. Owego dnia siedzieliśmy w sterówce we czwórkę: Osima. po prostu blednąc. który początkowo nastrojony był bardzo optymistycznie. rozwiało się bez śladu. bo wkrótce zaszły zmiany. nie zwróciłem na ten fakt szczególnej uwagi.wydarzy — odparłem. Oby nie wystrzelili w nas salwy niszczycielskich cząsteczek lub pól siłowych! — Niech tylko spróbują admirale — odezwał się Osima. Zdaje się. że Niszczycielom tym razem nie udadzą się ich prymitywne sztuczki. skończyła się fiaskiem. Oczekiwałem jakichś niezwykłych przemian. Według obliczeń MUK moc eskadry wystarczyłaby na pokonanie dowolnego zakłócenia metryki. Romero i ja. co niegdyś z „Pożeraczem Przestrzeni”. aż stopniowo do nich przywykłem. Gigantyczny stożek złożony ze stu dwóch okrętów atakował okowy przestrzeni nieeuklidesowej.. W odległości kilku tygodni świetlnych dokładnie taki sam zespół statków pod dowództwem Allana i Leonida drążył własny tunel w przestrzeni. Wiera. jak już mówiłem. — Proszę uważnie słuchać komunikatu MUK. Pomarańczowa nie rozbłysła. Nie zdziwiłbym się. Byliśmy pewni sukcesu. że nadszedł meldunek o całkowitym zwycięstwie! Ale niestety był to meldunek o klęsce.. Pierwsze ich depesze donosiły. — Wiadomość od Allana! — wykrzyknął Romero. Ale tego dnia słowa depeszy zabrzmiały w mych uszach jak marsz pogrzebowy. która usiłowała wtargnąć do wnętrza skupiska. Obserwowałem wówczas Pomarańczową. Gwiazda zaczęła blednąc. Eskadra anihilując przestrzeń mknęła lu czerwonożółtemu słońcu z jedną planetą. że właśnie pan kieruje zwycięskim powrotem. lecz nie takie jakich oczekiwałem. — Nasze środki ochronne przed cząsteczkami i polami są zupełnie pewne. Blask gwiazd był tak jaskrawy. Z równą gwałtownością. kiedy przekonanie. która nagle zniknęła z Perseusza przed naszym startem z Ory i równie nieoczekiwanie z powrotem tam się pojawiła. Widocznie wypowiedziałem swe obawy w złą godzinę. — Sądzę.. Fale przestrzenne obmacujące dziwną gwiazdę zamieniły się w urządzeniach lokacyjnych w zwykłe światło i układały się w jej aktualny wizerunek. — Na razie chyba wszystko idzie pomyślnie? — odezwała się Wiera. że obecnie nie wpuszczano nas do wnętrza skupiska. — Ja też tam byłem — przypomniał sucho Osima. Przedtem. To była Pomarańczowa. że wszystko idzie zgodnie z planem.

— Niszczyciele działają na razie według znanego schematu — zauważył Romero. w którym Mary zajmowała się hodowlą najprostszych form życia zdolnych do bytowania w różnych warunkach grawitacyjnych. okręt flagowy „Skorpion” znajdował się już na zewnątrz. że na pokładzie flagowca znalazły się tego rodzaju niebezpieczne preparaty. — Oczekujesz czegoś. Przy wystarczającym dopływie energii z zewnątrz. Należało wybrać planetę leżącą możliwie blisko twierdz wroga. Patrzyłem bez zainteresowania na kolby z mętnym płynem. MUK zameldował wkrótce o narastającym zakrzywieniu przestrzeni. zanihilujemy ją i wtargniemy do wnętrza przez wytworzoną przez nas pustkę. które Mary pieczołowicie przestawiała z miejsca na miejsce. — Ale przecież te bakterie niosą w sobie zagładę! Dowódca wyprawy powinien chyba wiedzieć. prawda? — zapytała z uśmiechem. a ostrze szyku. że nawet nie zdołamy zredukować szybkości. — Tak. cieplnych i ciśnieniowych oraz do pobierania pokarmu z najrozmaitszych źródeł. wylana niechcący z kolby. a czasem nawet kosztem energii wewnętrznej procesów trawiennych drobnoustroje te przebudowują jądra atomów substancji stanowiących ich pożywienie. drogi admirale? — Już szukam. Znajdziemy odpowiednią planetkę na skraju skupiska. . — Jeżeli oni powtarzają się w swoim działaniu.. w jakim celu znalazły się one na pokładzie statku! — Czyż to jedyne potencjalnie niebezpieczne przedmioty? W porównaniu z anihilatorami niszczącymi planety moje mikroby są niczym! Opowiedziała mi. Prawda? — zapytała Wiera. że jest to w jakiś sposób związane z zakrzywieniem przestrzeni. że zostaniemy stąd wyrzuceni tak gwałtownie.. Sądzę. mieliśmy się wytoczyć po narzuconej nam krzywiźnie w otwarty kosmos. śladem Allana. — Wszystko jest zgodnie z przepisami odnotowane w odpowiednich wykazach inwentarza — uspokoiła mnie żona. W rejonie kosmosu. Pojąłem już. że jedna kropelka tego błotka. Każdy z tych obiektów mógł być spożytkowany do wytworzenia jamy w pustce. — A czy pan nie zamierza poszukać nowych wariantów postępowania. Miałem rację. — Nic ciekawego. oddział szturmowy odrzucano do tyłu: tylne szeregi statków jeszcze atakowały peryferyjne gwiazdy skupiska. dostrzegliśmy w nim także pojedyncze gwiazdy z planetkami i ciemne karły wędrujące wśród innych ciał niebieskich. Niebawem my sami. Osima przekazał dowodzenie automatom i zapalił światło. znajdowało się około dziesięciu samotnych gwiazd z planetami i tyleż ciemnych karłów. w przestrzeni wolnej od ciał niebieskich. że na Ziemi niedawno zsyntety-zowano zadziwiające bakterie o właściwościach mikroskopijnych zakładów atomowych. Na wklęsłych ekranach rozbłysły mapy skupiska Chi.. — No i?. Poprosiłem o wyjaśnienie. ale o mikrobach niszczących statki do tej pory nie zdarzyło mi się słyszeć. Była to bez wątpienia kultura bakteryjna. jak to się stało. Właśnie do tej pracy były jej potrzebne dostarczone przeze mnie z Ziemi materiały. 9 Poszedłem do laboratorium. aby ich mechanizmy zakrzywiające nie zdążyły ogarnąć swoimi polami wytworzonej przez nas pustki. do którego zbliżały się obie eskadry. Drogi ku skupisku Chi były zabarykadowane. Nie było ono tak zwarte jak gromady gwiezdne na skraju Galaktyki. Ale na to musieliśmy nieco poczekać. — A cóż może być ciekawego w tym rzadkim błotku? — Wyobraź więc sobie. to i my możemy powtórzyć udany atak Olgi.. Pomarańczowa ciągle traciła blask. wystarczy do zniszczenia całego naszego statku! Spojrzałem na kolbę pod światło. Eli.przeciwnika.

aby przewiózł mnie na Gromowładnym! — krzyknął Aster spod sufitu. — Widziałem na stereoekranie — oświadczył. — Wystarczą planetokształtne wędrowne karły. spodoba ci się. a on dzieckiem! Zaczynam żałować. miesiąc za miesiącem — wszystko bez skutku. Mówiłem cicho. Gigantyczne skupisko rozpłomienione potężnym blaskiem wielu słońc było dla nas nieosiągalne. aby cię od niego odseparować. — Uspokoiłaś mnie — powiedziałem. Jeżeli natkniemy się na planetę z czystego żelaza. Przeczyściłem szczoteczką kontakty grawitacyjne. Atakowaliśmy raz za razem. Eli! — wykrzyknęła Mary. to poproszę Lusina. Spróbujemy wobec tego metody. Mary domyśliła się. że my jesteśmy dorosłymi ludźmi. — Istotnie.. Mary już przedtem bez aprobaty przysłuchiwała się moim rozmowom z Astrem. uregulowałem promienniki i Aster zaczął latać na smoku po całym laboratorium. zreperuj grawitator — poprosił synek. — Tam. Jak z tobą lub z Romerem. a potem wyrzucała nas na zewnątrz. że mnie zbesztasz! —powiedziałem z uśmiechem. Nieeuklidesowa sieć najpierw uginała się pod ciosem. żelaza już nie ma. — Mam ich około dwudziestu. To był wspaniały cios! — My też dostaliśmy za swoje. Naszej rozmowie przysłuchiwał się Aster. że na statku nie ma internatu. syn — jak wraz z kapitanem Olgą Trondicke zanihilowałeś złowrogą Złotą Planetę. — Tato. że nie warto się spierać.. Aster pokornie wyszedł. jaką Olga zastosowała przy ucieczce z Perseusza. Uczepił się rękoma żyrandola. Ale zapominasz. — Jeżeli mamie nie podoba się mój zwierzak. Ani do gwiazd peryferyjnych. a w każdej znajdują się drobnoustroje niszczące inne pierwiastki. Widowisko będzie bardzo malownicze. czy nie trzeba spieszyć synkowi na pomoc. ani do wędrownych karłów nie mogliśmy dotrzeć. Przynajmniej jeden dzień minął bez zadrapań i siniaków. gdzie one przejdą. . synku. Teraz siedział na podłodze i majstrował przy uszkodzonym smoku-zabawce. — Chłopak bez zadrapań i siniaków nie jest wiele wart — odparłem spoglądając spod oka. Posłuchał. — Ucieszyłam się. jest natomiast tlen i wodór. dzień za dniem.. 10 Przeklęci Niszczyciele byli mądrzejsi.. Do budowy naszego statku nie użyto nawet grama żelaza. który wszędzie towarzyszył matce. — Idź do siebie. ale Aster miał doskonały słuch. — Właśnie. i zapytała o to. — To nie jest jedyna kolba — odparła Mary z filuternym uśmiechem. musiałby spaść. kiedy ten wstrętny jaszczur się zepsuł. że coś mnie gnębi. że zrobi sobie krzywdę? — powiedziała z wyrzutem Mary. — Jak ty z nim rozmawiasz? — Zwyczajnie. ale tym razem nie potrafiła się opanować. niż byśmy sobie tego życzyli.— Na przykład te drobinki żywią się czystym żelazem — powiedziała Mary wskazując na jedną z kolb. sytuacja nie jest najlepsza — odparłem. — Nie boisz się. — Zupełnie nie znasz miary. wiedząc. — Czuję. krzem i węgiel. Ale masz rację: anihilacja udała się i uzyskaliśmy dosyć pustej przestrzeni do manewru. synu! — powiedziała ostrym tonem. Gdyby zabawka wyśliznęła się spod niego. a nogami utrzymywał w miejscu rwącego do przodu smoka. zakażę jej powierzchnię tymi mikrobami i po upływie kilku tysiącleci na martwym metalu wytworzy się warstwa spulchnionej gleby przydatnej dla roślin. — Drogi do wnętrza skupiska są całkowicie zablokowane. — Już dwa razy spadłem na podłogę. — Możesz do woli bawić się swoimi bakteriami. Skarciłem go i kazałem opuścić się na dół. — Chcecie anihilować gwiazdy? — Po co od razu gwiazdy? — odrzekłem już pełnym głosem.

spalanej w ilościach przekraczających wszelkie normy! I wreszcie rzecz chyba najbardziej niezrozumiała i przygnębiająca: żadna z „nieaktywnych” gwiazd zamieszkanych przez Galaktów nie odpowiedziała na nasze apele. aby obie eskadry zwartą grupą zaatakowały krzywiznę przestrzeni w pobliżu Pomarańczowej. Nasza stara znajoma. Przybyłym zaproponowałem. Allan powiedział: — Albert donosi. wystarczyłby za fabułę opowiadania przygodowego. Nie wymagam natychmiastowej zgody. Wprawdzie wynik ostateczny byt dla nas pomyślny. To był idealny dowódca dla wyprawy. ani oskarżać. Gdybym dyktował powieść w stylu romantycznych przodków. Czemu mielibyśmy te lata bezproduktywnie tracić? Niszczycieli trzeba pokonać nie siłą. czy przypadkiem za tydzień „Cielec” nie zapłacze się w tym diabelskim nieeuklidesowym ślimaku. Powiedziałem do nich: — Okrętami z grupy szturmowej będę dowodził osobiście. gdzie w chwili ataku całej floty obrona będzie niewątpliwie słabsza. a strefy ich działania częściowo się pokrywały. Leonidzie. Allan radosny. zgoda — odparł ze złością. MUK zanalizował ten plan i uznał go za realny. . Niszczyciele nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. tak że nie sposób było przecisnąć się przez tę siłową ścianę. i przez ten cały czas bezskutecznie usiłowaliśmy przekroczyć rubieże skupiska. Zwierzchnictwo nad flotą obejmie Allan. gdyż nie chciałem naradzać się z dowódcami na falach przestrzennych. w którym dolecieliśmy do skraju Perseusza. Leonida i innych kapitanów statków. — Ryzyko porażki oczywiście istnieje — zakończyłem. A nasze rozczarowania nieuchronnie następujące po krótkotrwałej nadziei na powodzenie! A topniejące zapasy substancji aktywnej. a jutro nadajcie na „Cielca” uzgodnioną decyzję: „tak” lub „nie”. Czy nie lepiej poczekać na jej przylot? — Trzecia eskadra wprawdzie zwiększy moc całej floty. a nie suche wspomnienia. bywaliśmy w gorszych tarapatach. Niszczyciele będą musieli skoncentrować całą dysponowaną moc w mechanizmach obronnych Pomarańczowej. która spotkała wyprawę w wyniku realizacji mego planu.Albert na swej ziemskiej SFP wykrył sześć gwiazd podobnych do Pomarańczowej. — Okręty Olgi będą tu najwcześniej za trzy lata. Kapitanowie odlecieli na swoje statki. — W gorszych od naszej dzisiejszej sytuacji. Groźna. naradźcie się z załogami. lecz podstępem. Nie pamiętam zresztą. Otóż twierdzę. Oczekiwałem protestów i nie myliłem się. Pragnę po prostu wyrazić własne zdanie na ten temat. Chcąc odeprzeć tak silny cios. również należała do tego kordonu kosmicznych twierdz. zatrzymałem tylko Allana i Leonida. bowiem do naszej zaciętej walki nieoczekiwanie wmieszała się siła zewnętrzna. żadna nie przyobiecała ani nie udzieliła pomocy! Trzy pełne ziemskie lata minęły od dnia. Wezwałem na „Cielca” Allana. Każda z nich broniła własnego odcinka przestrzeni. znikającymi w chwili. że większej katastrofy niż ta. abym go kiedykolwiek widział w złym humorze. że wojna ta stanowi wielkie ryzyko. której przydarzyło się nieszczęście. — Ale każda wojna niesie w sobie ryzyko. miałbym do dyspozycji wiele pasjonującego materiału. Wtedy właśnie przyszedł mi do głowy pomysł. Leonid był ponury. — Ale nie jestem pewien. Nie martw się. który później wywołał tyle kontrowersji wśród historyków. Sam opis pogoni za samotnymi ciałami niebieskimi. lecz trudno tu mówić o błędzie Niszczycieli lub mojej zasłudze. że ta dodatkowa moc wystarczy do rozbicia zakrzywionej metryki przestrzeni — zaoponowałem. Nie chcę się ani chwalić. ale MUK nie gwarantuje. Trzy statki wtargną do wnętrza i utorowaną przez nie drogą pospieszą pozostałe gwiazdoloty obu eskadr. nie można sobie wyobrazić. Pomyślcie. a oszukać ich można nawet bez statków Olgi. kiedy kierowaliśmy na nie swoje anihilatory. W tym czasie trzy statki z „Cielcem” na czele uderzą z drugiej strony. szcie wypełniła wszystkie ładownie substancją aktywną. Opowiem wszystko po kolei. że eskadra rezerwowa Olgi wre-. — Mówiłeś już przecież.

— Już czas! — nadałem sygnał do szturmu i nasze okręty runęły do przodu. — Niszczyciele zostali zaskoczeni. Jestem twoją żoną. lecz niezwłoczne. a ja z Pawłem zajmowałem się obserwacją. żadna nie wstrzymała się od głosu. Jeżeli tam rzeczywiście były Zływrogi. Na osi lotu połyskiwała Pomarańczowa z widoczną w mnożniku kuleczką jej samotnej planety.Nie przekonałem go wprawdzie. że sam nie wiem. choć nie rozchmurzył się do samego odlotu. Trzy gwiazdoloty wtargnęły do wnętrza skupiska. chociażby nieskuteczne. dzielić twój los! Nie opierałem się więcej. odwagą graniczącą z szaleństwem. czego chcę i nie potrafię dążyć do wytkniętego celu. Przestrzeń nadal była spokojna i bez śladu zakłóceń. A jednak nie mogłem w nie uwierzyć. — Operacja „Cielca” jest manewrem czysto wojskowym i nie ma sensu. To statki Leonida nie czekając na rozkaz spieszyły w rejon dokonanego przez nas wyłomu. które przybliżały się. że nowa próba przebicia się również nie przyniosła powodzenia. Musimy być z tobą. Można było przystąpić do wykonania pozorowanego manewru. admirale. Dawniej często wypominała mi. pozostań na „Cielcu” — skapitulowałem. Gwałtownie zakrzywiana przestrzeń wyrzucała na zewnątrz skupiska jeden gwiazdolot po drugim. mnożyły i rosły. a on twym synem. nigdy sobie tego nie wybaczymy! — Co Astrowi może przydarzyć się takiego. — Jak trzeba. Na ekranach odbiorników fal przestrzennych ujrzeliśmy mnóstwo świetlnych punkcików. 11 „Cielcowi” towarzyszyły „Pies Gończy” i „Woźnica”. że flota rozpoczęła atak. iż spodobała się jej moja stanowczość. kiedy Niszczyciele będą starali się zwabić nas w pułapkę — odezwał się Osima. że mamy do czynienia z tym właśnie wariantem? Allan przekazał mi wiadomość. Lecieliśmy z ciąglć wzrastającą szybkością nie napotykając żadnych przeszkód. — Pojedziesz z Wierą i Astrem. aby brał w niej udział kierownik polityczny wyprawy. Żadna załoga nie zadecydowała „nie”. — Wśród wielu wariantów omawialiśmy również i taką sytuację. Grupa czekała na wiadomość od Allana. co by nie przydarzyło się nam samym? — wykrzyknęła zapalczywie. Paweł pojedzie ze mną. Żona gwałtownie zaprotestowała. wysłuchaj mnie do końca. Odniosłem wrażenie. że Pomarańczowa działa nader energicznie i jedynie na naszym kursie nie ma żadnych oznak jej aktywności. Ze wszystkich statków nadeszła odpowiedź „tak”. Siedzieliśmy w sterówce we trzech — Osima dowodził. — Już od kilku lat rozmawiasz z chłopcem jak z dorosłym. ale więcej nie protestował. czego tam dokonał samotny „Pożeracz Przestrzeni”. Wszystko się przecież może wydarzyć. — Jest zbyt dobrze. Nadal lecieliśmy do przodu w nienaruszonej przestrzeni. Przypuszczenie Osimy stawało się bardzo prawdopodobne. aby było naprawdę dobrze — przerwał milczenie Romero. to na razie się z tym nie zdradzały. — Będziesz musiała rozstać się z Pawłem — zwróciłem się do siostry. — No dobrze. Allan zawiadomił mnie. Była u niej Mary. że zostaliśmy wykryci. — Ale po co brać ze sobą chłopca? Oddamy Astra pod opiekę Wierze. Mary. Pożegnałem ich obu i i poszedłem do Wiery. aby bez oporu wpuścić na swe terytorium trzy gwiazdoloty po tym. czemu więc odmawiasz mu prawa do dorosłe go działania? Nie. a ty przeniesiesz się do Allana. Jeśli coś się stanie. .. to powinny przedsięwziąć jakieś kroki obronne. — Pomarańczowa jest podejrzanie spokojna! Jeżeli Zływrogi zamierzały zrobić nam jakiś paskudny kawał.. — Na razie wszystko idzie zgodnie z planem — odpowiedziałem Osimie. Przemknęliśmy obok samotnych. peryferyjnych gwiazd i nareszcie znaleźliśmy się w centrum Perseusza. — Czy nie wydaje się panu. Nic nie wskazywało na to. to trzeba — odparła. Trzeba było dysponować potęgą większą od naszej.

pierwszy z serii zadziwiających widziadeł. gdzie ich szukać. bo tam między podłogą a stropem unosiła się w powietrzu półprzeźroczysta kula. „Psa Gończego” i „Woźnicy”! Pomknęliśmy na spotkanie eskadr przeciwnika. potem zacząłem wzdłuż niej iść. które nawiedzają jej dowódcę. pokrytej kopułą usianą gwiazdami. Kiedy zwracaliśmy się ku nim. a Osima tylko ze zdumieniem pokiwał głową. Coraz bardziej przygnębiała nas różnica między tym. zyskamy swobodę manewru. Przyśnił mi się koszmarny sen. że statki Allana. 12 — Paskudna historia — powiedział Romero ziewając. natknęły się nagle na metrykę nieeuklidesową i zostały zmuszone do powrotu. Alarm bojowy dla „Cielca”. dokąd nie chciałem iść. Aby tylko na kulę nie patrzeć. które tak często później mnie nawiedzały. nerwowo miotające się w przestrzeni. z czym spotkaliśmy się obecnie. które nie potrafiły zmieniać metryki przestrzeni. Wyczerpany napięciem ostatnich godzin zdrzemnąłem się w fotelu. MUK przekazał. nie widzę żadnego wyjścia z sytuacji. Ale to był ekran. — Druga nowina jest jeszcze ciekawsza — mruknął Romero.. Atakowane statki uciekały. całą mocą naszych generatorów. kiedy rzuciliśmy się na przeciwnika. Minęło już wiele dni od chwili. Biegłem po okręgu. uciekały i one. a osłabłe cywilizacje nie mogły nam pomóc.. a jednocześnie coś mnie z nieodpartą siłą ku niej popychało. wzniosłem oczy ku sufitowi i ujrzałem na nim wśród jaskrawych gwiazd jaśniejsze od nich punkty. od których staraliśmy się oddalić. o czym myśli: przybyliśmy tu nie jako turyści. — A co najgorsze. — Jeżeli go zdobędziemy. ale przyjaciele nie chcieli się odezwać. ale wiedziałem. a nas z kolei dopędzały te. Nie wiadomo dlaczego bałem się tej kuli. Krążowniki wroga błyskawicznie brały nas w szyk sferyczny. później biec. którego średnica ciągle się zmniejszała. Allan uparcie szturmował skupiska i z równym uporem odrzucano go na zewnątrz. uporczywie przestrzegały nas przed niebezpieczeństwem. admirale! — Jeszcze raz się przekonają. że oglądam projekcję gwiazd na suficie. — Rzeczywistość jest gorsza od koszmarnego snu — odparł ponurym głosem Osima. — Gdyby choć jedna nieaktywna gwiazda się odezwała! — wykrzyknąłem ze złością. Stałem pod ścianą sali. — Proszę spojrzeć na ekran. Doskonale wiedziałem.— Wygląda na to. że gołymi rękami nie sposób nas wziąć. Taktyka wroga była oczywista: nie wypuszczali nas. Nieustannie. Wtedy nieaktywne gwiazdy. pan jako kronikarz wyprawy powinien zainteresować się idiotycznymi widziadłami. a do starcia ciągle nie dochodziło. ale do walki nie chcieli dopuścić. że trafiłem we śnie do sali obserwacyjnej Zływrogów — powiedziałem po przebudzeniu do towarzyszy. poszukiwaliśmy przyjaciół. Teraz przestrzeń była martwa. — Za sferą’ krążowników wroga widać ciemnego karła — zameldował Osima. co działo się w czasie lotu „Pożeracza Przestrzeni” a tym. — Czyżby w skupisku nie było już żadnego słońca zamieszkanego przez Galaktów? Romero milczał. którym przydarzyło się nieszczęście. Spojrzałem i serce we mnie zamarło. i po spirali zbliżałem się ku środkowi hali. — Zdaje się. powiedzieć. Znalazłem się w ogromnej sali. — Proszę zapoznać się z depeszą Allana. cieszyły się z naszych sukcesów. — Około dwustu okrętów przeciwko trzem — powiedział Osima. że były to statki naszej floty. Wiedziałem. Wrota rozwarte dla trzech gwiazdolotów zatrzasnęły się przed pozostałymi statkami floty. Teraz sami byliśmy w trudnej sytuacji. lecz oswobodziciele pokrewnych narodów. a nie same gwiazdy. . — Mają przed nami respekt. że przeciwnik stracił głowę i przegapił ostatnią szansę na skuteczne przeciwdziałanie — powiedział Romero. — Pawle. które przebyły już większość przetartej przez nas trasy.

Ale od tego czasu Niszczyciele zmądrzeli i nie pozwolą nam zbliżyć się do swoich planet. Zakłócenia metryki to zmiana struktury . Zatrzymaliśmy się w swym ponadświetlnym biegu. Jestem przeciwny temu. pora wracać. Ten kamienisty glob nie przedstawiał dla nikogo żadnej wartości i można go było bez żalu zniszczyć. oświetlając go dalekosiężnymi reflektorami. Karzeł tajał. „parował przestrzenią” według celnego określenia Pawła. że Niszczyciele oddadzą nam bez boju gwiazdkę. — Musimy podjąć ważne decyzje — powiedziałem na naradzie kapitanów. — Sądzi pan. Mamy zbyt mało sił. — A jeżeli zużyjemy ją na podróż do przyjaznej gwiazdy? — Może pan podać wspótrzędne takiej gwiazdy? Nie? Wobec tego powiem. że najpierw przedrą się trzy statki. że pomyślnie wtargnęliśmy do wnętrza skupiska? — zapytał niemal wrogo Osima. Później nasze gwiazdoloty zawisły nad powierzchnią karta. że widowisko panicznej ucieczki wroga było bardzo malownicze. która mknęła między ich okrętami jak przywiązana. drogi kapitanie. Wkrótce „Woźnica” i „Pies Gończy” pojawiły się na ekranach urządzeń optycznych. najbardziej wojowniczy z nas. Osima rozkazał statkom wyhamować się w przestrzeń einsteinowską. Słońce zapalone przez Kamagina płonęło tylko kilka chwil. aby opanować skupisko. jak nasze trzy gwiazdoloty lecące dotąd w zwartej grupce rozprysnęły się nagle każdy w swoją stronę. — Nie zgadza się pan na to? — Nie. — Po cóż więc mamy zdobywać karła? — Aby uciec do swoich — odparł spokojnie Kamagin. ani Petri nie ścigali uciekinierów. — Mam zastrzeżenia do nowego planu — oświadczył Kamagin. — Nie ma sensu dłużej miotać się wokół Pomarańczowej. Kamagin obrócił się ku niemu: — Wcale nie uważam tego wtargnięcia za pomyślne. Dlatego głosuję za próbą zdobycia wędrownego karła. — O czym z takim napięciem myśli nasz szanowny admirał? — zapytał mnie Romero. co najmniej dziesięć krążowników przeciwnika wraz z ciemnym karłem znalazło się z trzech stron na osi naszego marszu. Dodam tu tylko. Ale tak czy inaczej musimy najpierw zdobyć tę ciemną gwiazdkę. jak zwyczajne błądzenie. Wszystko przebiegało zgodnie z planem. aby gwiazdkę spożytkować jako odskocznię do nowej pogoni za krążownikami wroga. Plan przewidywał przecież. że przebijanie się na oślep jest równie złe. Staliśmy się niezależni od zakłóceń metryki wytwarzanych przez Zływrogów. — Nasze zapasy substancji aktywnej są zbyt małe. Moim zdaniem atak zakończył się fiaskiem. 13 Nie przypuszczałem oczywiście. Jeden z krążowników znalazł się w stożku skutecznego ognia „Woźnicy” i już z niego nie wyszedł. ale Kamagin wziął odwet za podstępny napad na „Mendelejewa” w Plejadach. a za nimi cała flota. a kiedy znów wzięły kurs na zbliżenie. aby udało się nam pojedynczo zniszczyć” wszystkie statki przeciwnika. Wątpię. A co osiągnęliśmy? Flota została odrzucona do tyłu. — Wasz szanowny admirał — odparłem tym samym tonem — zgadza się z kapitanem Kamaginem. my zaś miotamy się niczym zwierzę zagnane w pułapkę. Trzeba uciekać! — Uciekać? — powtórzył Romero z uśmieszkiem. kiedy skończyłem mówić. że mamy dokąd uciekać? A może pan chce powtórzyć eksperyment Olgi? — Powtórzyłbym go. żeby zdobycie wędrownego karła coś w tej sytuacji pomogło. gdyby była jakaś szansa na powodzenie. rozlewając wokół siebie przestrzeń. Inwazja nie udała się. Ani Osima. a wraz z nami zamarły w oddali krążowniki wroga. rozbiły precyzyjny szyk Zływrogów.— Proszę wezwać dowódców statków. W kronice Romera znajdziecie dokładne obliczenia naszego manewru i opis tego. lecz jego złowieszczy blask napędził wrogom jeszcze większego strachu. — Nie chce pan wykorzystać faktu. Naradzimy się — rozkazałem.

nie umrze wcześniej od nas. pewni siebie i bezpieczni. — Drogi Eli. Pęcherz autonomicznej przestrzeni był tylko pęcherzem. — Grozi nam zguba. Rozszerzyliśmy jedynie objętość skupiska Chi. — Po kryzysie następuje albo koniec.przestrzeni już istniejącej.. ojcze! — przekonywał mnie Aster. bo chociaż słowa jego były pełne ironii. że wszystko przebiegało zgodnie z planem. Nie przypuszczaliśmy jeszcze wtedy. — wyszeptała zmienionym głosem — nie wybaczysz mi nigdy. kreując nas niemal na tytanów). że supermądry MUK także może się mylić. Kiedy spotykaliśmy się. rozszerzała się. że syn był genialny. dawał mi zapalczywe rady nie gorsze od innych udzielanych mi rad lub moich własnych decyzji. Świetnie widać wyczuwał moje samopoczucie. — Nie ukrywaj przede mną niczego! —powiedziała po jego odejściu Mary. ani w wyrazie twarzy tej ironii nie znalazłem. lecz trzeba również być gotowym na wszystko. wytworzyliśmy w nim malutką opuchliznę... że tak. Teraz doskonale to rozumiemy. Dowódcy statków naradzali się w mesie. synku. — Tak pochopnie zmniejszać naszą siłę uderzeniową! To nierozsądne. Po prostu wszyscy członkowie wyprawy byli zwykłymi ludźmi (o czym teraz zaczęto zapominać. warstwa przestrzeni zwiniętej w nieeuklidesowego ślimaka stawała się coraz cieńsza. Proszę więc pamiętać. Nie zdołaliśmy wyrwać się na zewnątrz. Wszystko.. nieustannie generowanym pęcherzu ochronnym. — Niepotrzebnie anihilujesz dwa statki. że zabrałam ze sobą Astra! — Aster jest takim samym człowiekiem jak my i jeżeli trzeba będzie umierać. Kiedy więc zaczęły tajać ostatnie megato-ny zdobytej przez nas substancji gwiezdnej.. — Trzy statki istotnie znaczą więcej niż jeden — zgodziłem się — ale nie mamy innego wyjścia! — Mamy! Trzeba zdobyć okręty wroga i zamienić je w przestrzeń. że wystarczy jedno silniejsze uderzenie. Dzień za dniem oddalaliśmy się od Pomarańczowej. muszę porozmawiać z mamą. czy nie zazdrości pan swoim wojowniczym przodkom udającym się na wyprawy bez rodzin? Widzę. podczas gdy należało rozsadzić gigantyczną sferę zamkniętą wokół Pomarańczowej. — Gdybyśmy jeszcze mogli się do nich zbliżyć. bez wahania rozkazałem przygotować „Woźnicę” i „Psa Gończego” do anihilacji. albo poprawa.. — Proszę rozpocząć ewakuację załóg obu statków na „Cielca”. Człowiek jest mądry po szkodzie.. a ja siedziałem z Mary i Astrem. ani w głosie. a my pędziliśmy w tym własnym. — To bardzo dobry pomysł — rzekłem z westchnieniem. Wydawało się nam. widzieliśmy już nawet statki Allana znajdujące się po drugiej stronie zapory i odbieraliśmy ich depesze. Wyszedłem. 14 Planetoloty zaczęły ewakuować na „Cielca” ludzi i cenny sprzęt ze skazanych na zagładę okrętów. Starożytni kapitanowie żaglowców byli mądrymi ludźmi i mieli rację nie chcąc zabierać swych rodzin na niebezpieczne wyprawy — teraz pojąłem to z całą jasnością.. Wszystkie trzy komputery potwierdziły zgodnie. a tu przestrzeń dopiero powstawała i trzeba było dopiero nadać jej taką lub inną strukturę. — Lepiej poświęcić dwa gwiazdoloty niż narazić całą wyprawę na klęskę! — przeciąłem nieśmiałe protesty Osimy. Aster większość wolnego czasu spędzał w sali obserwacyjnej. Idź na spacer. prawda? — Nastąpił kryzys — odparłem... iż owi przodkowie często . Powiedziałem. że dodatkowej materii wystarczy na przebicie ostatniej warstwy metryki nieeuklidesowej. Na wewnętrznej „uliczce” podszedł do mnie Romero. aby wyrwać się na wolność... do których poziomu nie było trudno dorosnąć. Niech maszyny pokładowe przeanalizują nasze szansę. Nie należy więc tracić nadziei. Przestrzeń rosła. poza jednym. Proszę mnie źle nie rozumieć: wcale nie chcę przez to powiedzieć. — A jeśli coś się stanie.

— O ile dobrze zrozumiałem.musieli walczyć w obronie swych dzieci i żon. Gwiezdne półkule płonęły jaskrawym. Nie patrzyłem na ekrany. Siedzieliśmy obok milczącego Osimy. którą nadal formalnie dowodziłem i której musiałem wydać ostatni rozkaz na wypadek niepowodzenia naszej próby przebicia się na zewnątrz. odległa od nas o tygodnie drogi światła. — Czy nie za wcześnie. admirale! — powiedział wibrującym głosem Osima. ale nie mogłem się na to zdecydować. lecz na potędze. — Będziemy walczyć z samozaparciem. Ostatnia szansa. Flotylla wroga przeszła w obszar nadświetlny. muszę odpowiedzieć na to banałem — rzuciłem suchym tonem. I walczyli wówczas z samozaparciem. można liczyć na sukces ataku. Niech pan zajrzy do sterówki. — Proszę posłuchać. wielobarwnym blaskiem. bowiem nowy nasz plan opierał się nie na podstępie. uprzednio zniszczywszy nieeuklidesową metrykę. bowiem sala obserwacyjna została zajęta przez ewakuowane załogi anihilowa-nych statków. W sterówce znajdował sią tylko Osima. rodzącej się tym razem z niszczonego statku. wyglądała jak ziarnko grochu. Do skupiska należy przedostawać się stopniowo. Ja wraz z innymi siedziałem w mesie.. Ale czas już ocenić wyniki naszej wyprawy. Paweł powiedział w pewnej chwili: — Zakrzywiona metryka cofa się trzykrotnie wolniej. myślałem. pozostawiając obserwację Romerowi. Po takim przygotowaniu. Pomarańczowa. że wrogowie przechwycą naszą transmisję. Trzeba zniszczyć gwiazdoloty. nikt tego za nas nie zrobi. że przebyliśmy najwyżej jedną czwartą drogi na zewnątrz. Udał się tam wraz ze mną. Dopiero po skoncentrowaniu dostatecznie wielkiej masy takich ciał przy barierze nieeuklidesowej przystąpić do kolejnego etapu szturmu — anihilacji. niż to jest konieczne do przebicia się na zewnątrz. Po chwili otrzymaliśmy odpowiedź Allana: „Rozkaz admirała odebraliśmy”.. Odwołuję jako nierealny bezpośredni atak na Perseusza.. okrutnie i do końca! — Niestety. ostatnia szansa! — „Woźnica” przestał istnieć. Próba zagarnięcia samotnych gwiazd i planet na peryferiach skupiska nie powiodła się. — MUK donosi. zaciekle.. Trzykrotnie nadaliśmy ten tekst na falach przestrzennych. potrzebujących naszej pomocy! W mesie przede wszystkim spojrzałem na ekran. Admirał Wielkiej Floty Galaktycznej Eli Gamazin do Ludzkości Atak trzech gwiazdolotów na skupisko Chi Perseusza może zakończyć się klęska. Dwa statki zostaną za-nihilowane przez nas samych. nie tylko w obronie całej ludzkości. Radzę wobec tego opanować pojedyncze ciała niebieskie znajdujące się z dala od skupiska i podciągnąć je do granic Perseusza. Pawle.. 15 I znów „Cielec” pędził w pęcherzu autonomicznej przestrzeni. Czy kontynuować anihilację? . zaciekle i do końca.. Proszę potwierdzić odbiór. które może potrwać kilkadziesiąt lat ziemskich. Jeżeli zginiemy. Traktujcie tę wiadomość jako mój ostatni rozkaz wydany flocie. lot trzeciego ze wszystkimi załogami na pokładzie jest trudny do przewidzenia. któremu powierzyłem dowództwo w próbie przebicia się na zewnątrz. ale nie chcieliśmy trzymać jej w tajemnicy. od którego bolały oczy. Powiedziałem o tym Pawłowi. Eli. zamierza pan sporządzić testament? — zapytał. Za nieeuklidesową barierą pozostała flota. — Przystąpić do anihilacji gwiazdolotów! — rozkazałem. Na ekranie rozpadał się ostatni fragment „Woźnicy”. admirale? — Na testament istotnie jest za wcześnie. lecz także wszystkich istot rozumnych. Zamyśliłem się. Ale nie tylko w obronie swoich żon i dzieci. Nie wątpiliśmy. — Naszkicowałem tekst depeszy — powiedział Romero.

że trudno jest umierać.. — Jest bardzo źle — powiedziałem. kiedy napadły nas Zływrogi? — zapytał. Tym razem nie udało się uniknąć rozbłysku. intelekcie absolutny. bo zbyt wiele wiem.. Od Aniołów poszedłem do Lusina. — Walka jeszcze trwa!” Wszedłem do pomieszczenia MUK. wznosiła się niewielka skrzyneczka — krystaliczny mózg naszego pokładowego komputera. jednego z setek identycznych egzemplarzy maszyn typu MUK rozsianych po wielu planetach. że zginiemy w oczekującym nas starciu.— Oczywiście — odrzekłem spokojnie. Postałem tak chwilę. Po chwili okazało się. na pole admirała Wielkiej Floty Galaktycznej. Eli! — powiedziałem do siebie z gniewem. Eli? . — A więc i twoja zguba? „Moja przede wszystkim. Nie rozumiem pańskiego pytania. — Teraz kolej na „Psa Gończego”. ty tępa imitacjo ludzkiego rozumu! Zerwałem się i wyszedłem. Osimo. ale historia nie kończy się na nas. ale nie mamy innego wyjścia — odparłem. Korytarz przy wejściu do sterówki był pusty i mogłem być przez chwilę sam. a potem ruszyłem przed siebie. — Nie zdołaliśmy przebić bariery. Ognista kula rozlała sią na miejscu zniszczonego gwiazdolotu. a jaszczur odpędzał wojownicze konie. — To ci obiecuję. Szedłem krętymi tunelami i przede mną bezszelestnie rozsuwały się drzwi. Admirała! „Jeszcze jesteś admirałem. — Wprawdzie na obliczeniach komputera nie bardzo można polegać. Eli?.. Odprowadziłem go na bok. 16 Za drzwiami zatrzymałem się i bezsilnie oparłem o ścianę. • — Koniec. Chodzi o nasze życie. Na Gromowładnego napadło stado pegazów. — Ogłosić alarm bojowy — rzuciłem i wyszedłem ze sterówki. Czekamy na rozkazy — zakończył spokojnie. Dla dobra człowieka powinienem zostać zdemontowany jeszcze przed ostateczną klęską”... Wydarzenia owych dni stanowi ły dla niego coś w rodzaju wzorca właściwego postępowania. — Jesteśmy ścigani? Opisałem mu naszą sytuację. Pośrodku pokoju stał fotel. Kapitan już się opanował. — Chcesz powiedzieć. zamontowanych na wielu statkach. — Jak tam na zewnątrz? — zapytał Lusin.. przez który biegły tysiące przewodów do czujników i analizatorów. co czeka nas w wyniku rozgrywanej obecnie na zewnątrz kombinacji: dwieście okrętów wroga przeciwko jednemu naszemu? „Klęska! — zapłonęła w moim mózgu beznamiętna odpowiedź komputera. bo wszystkie mechanizmy ochronne i blokujące były nastrojone na moje indywidualne pole. a my pomknęliśmy ku centrum eksplozji. Jeśli wpadnę w ręce wroga. że ofiara była daremna. Przede mną na stoliku. — Znacznie gorzej. Przeciwnik zbliża się do statku. a MUK dał ujemną prognozę. Trub radośnie objął mnie skrzydłami. admirale — wykrztusił martwym głosem Osima. nieomylny mózgu — rzekłem na głos — powiedz. który po chwili uściślił: — Zguba «Cielca» po zniszczeniu wielu atakujących statków wroga”. — Wszyscy zginą. — Gorzej niż było w Plejadach. ludzkość będzie zgubiona. — Tak. które jedynie ja mogłem odwiedzać bez zezwolenia kapitana statku. Usiadłem w nim. zbierając myśli. — Powiedz supermądry. Wiem. Pobiegłem na oślep przed siebie i nieoczekiwanie znalazłem się w pomieszczeniu Aniołów. — MUK radzi przyspieszyć anihilację drugiego statku. który właśnie uczył skrzydlatego smoka walki powietrznej.

że na pokładzie statku znajduje się jego rodzina? — Tak. — A nam się zdawało. wiedziałem też. — Proszę mnie wysłuchać — powiedziałem — i dopiero wtedy osądzać. a potem zaczęli krzyczeć jeden przez drugiego. którzy znaleźli się w legowisku wroga. 17 Przed zapoznaniem się z depeszą Niszczycieli spojrzałem na stereoekran. że to na razie tylko propozycja.. że będzie mi trudno obronić ten mój nowy plan przed dowódcami i załogami trzech gwiazdolotów. czego chcę. admirale! — wykrzyknął Osima rozdrażnionym tonem. — Dowódca floty wroga nadał bezczelne ultimatum. Gwarantujemy zachowanie życia. — Powiedział pan: decyzję? — obojętnie zapytał Kamagin. Po chwili milczenia odezwał się Romero: — Widzę. a on jeden jedyny. lecz niesprawne. admirale. Zielone ogniki krążowników zbierały się w grupki. Ale nie mamy prawa myśleć tylko o sobie. — Czemu oni nagle przestali się nas obawiać? — powiedziałem nieświadomie na glos. Pegazy też. Puściłem to mimo uszu i rozkazałem komputerowi: — Odczytaj ultimatum przeciwnika! MUK włączył się natychmiast: „Do statku galaktycznego. Moje miejsce było w sterówce. i musimy zachowywać się z godnością. Gdyby na statku nie znajdowała się moja rodzina. Orlan. Osimo. decyzję kapitulacji podjąłbym znacznie wcześniej i bez tak wielkich oporów. aby le- . wpływa. a urządzenia sterujące anihilatorów zdemontowane. aby natychmiast wcielić je w życie. niech się rozmnażają. Zrobi to Kamagin i pan. uspokoiłem się. Wiedziałem już. MUK zostanie zniszczony. to istotnie uczciwa śmierć w nierównej walce byłaby znacznie lepsza od niewoli Zływrogów. ale że tego dokonam. Jesteśmy wszak pierwszymi przedstawicielami ludzkości i jej gwiezdnych przyjaciół.. Osima spokojnie czekał na rozkazy.— Czyżbyś się spodziewał. Niszczyciel Pierwszej Kategorii Imperialnej”. Będziemy musieli oddać wrogowi sprawne anihilatory bojowe i napędowe oraz MUK. a życie w trudnych warunkach jest bohaterstwem. trzeba go uratować! Nas jest wielu. — Jeden gwazdolot jest dokładnie trzy razy słabszy od trzech — odparł chmurnie Kamagin. Eli. Rozpacz dławiąca mnie jeszcze kilka minut temu zniknęła. że pan to wszystko dokładnie przemyślał. Chodzi przecież nie tylko o nasze życie. — Kapitulujemy — rzekłem sucho. Nie zależy mi na własnym życiu i nawet nie na tym. — Gdyby to było możliwe — odparłem — to razem z pegazami wysadziłbym na jakiejś bezpiecznej planecie również Astra i Mary! Nagle się uspokoiłem. na które musimy godnie odpowiedzieć.. który wtargnął do naszego skupiska gwiezdnego. Nie uda się też wam zniszczyć jakiegokolwiek z naszych okrętów. Romero odwrócił twarz.. — Nareszcie pan jest. Czy nie zechce pan wobec tego być tak uprzejmy i oświecić nas. obłęd. Coś się zmieniło — statki Zływrogów przekroczyły dystans bezpieczeństwa. tak. Spojrzałem na swych pomocników. Przeczekałem to. że któryś z twoich tworów ocaleje z tego kataklizmu? — Tylko Gromowładny. szaleństwo. Wasza próba przedarcia się na zewnątrz nie powiodła się. Wysadź je na jakiejś planecie. zarzucając mi tchórzostwo. czemu mamy iść do niewoli razem ze statkiem? Czy życie w kajdanach wroga jest lepsze od honorowej śmierci? I czy przypadkiem na decyzję szanownego admirała nie wpływa ta okoliczność. poszedłem więc tam niezwłocznie. Gdyby chodziło tylko o nas. — Proszę pomyśleć. a to oznacza zagrożenie dla całej ludzkości! — Oddać. Umrzeć potrafi każdy. Proponujemy kapitulację. Jesteście skazani na zagładę. Pierwszy odzyskał spokój Osima. do niedawna tak ściśle przeze mnie przestrzegany. Obecni w sterówce najpierw zmartwieli.

iż w tej wojnie zwyciężymy! Skończyłem i zamknąłem oczy. — Admirale. że wszyscy moi towarzysze żyją. Ale gwiazdolot był cały. Wielkie idee. choć to może okazać się cenne po naszym ewentualnym uwolnieniu. Pomarańczowa rozprzestrzeniła się na cały horyzont. to jest widziadło!. Uniosłem głowę i stwierdziłem z ulgą. Niszczyciele giną! — wykrzyknął radośnie Osima. Ludzie zastanawiali się nad mymi słowami. walka ze Ztywrogami nie kończy się z chwilą naszego uwięzienia! Będzie trwać nadal.. Przerażenie wyzierające z oczu Romera mówiło. o co nam chodzi. Romero spojrzał na mnie porozumiewawczo. Nagle rozległ się okrzyk Kamagina: — Spójrzcie na ekran! Spójrzcie na ekran!. Do niewoli dostały się bowiem nie tylko załogi trzech statków. których życie nie było w końcu tak wiele warte. żeby Niszczyciele nas poznali. Nie. jakby niczego w tym miejscu nie było. staną się naszymi sprzymierzeńcami: przecież Niszczyciele są nie tylko okrutni. Później spojrzałem na wejście do sali. Najważniejsze jest to. Na ekranie szalał płomień. Wrażenie było takie.. Przy drzwiach stały trzy dziwaczne istoty podobne do ludzi. tu zaś mieliśmy przed oczami coś w rodzaju prawdziwego ciała. tylko w innej formie. lecz także bez wątpienia mądrzy.. który nie odpowiadał na wezwania. Później gwałtowny rozbłysk światła rozjaśnił mroczną sterówkę i wszyscy naraz straciliśmy przytomność. Wszystkie połączenia energetyczne statku zostały najwidoczniej uszkodzone w czasie zderzenia. Byłem jak skamieniały. drudzy zawahają się. dopóki my żyjemy. W starożytności nazywano to wojną ideologiczną. Sterówka była jasno oświetlona. który nawet w owej strasznej chwili nie stracił swego poczucia humoru. Milczałem. — Admirale. które pozbawiło nas przytomności. Jego dłoń swobodnie przeszła przez ciało Niszczyciela. ale różniły się od niego zasadniczo: tam była goła konstrukcja sporządzona według suchych obliczeń. 18 Odzyskaliśmy przytomność również jednocześnie.piej poznać przeciwnika. Wtedy jedni z nich poczują do nas jeszcze większą nienawiść. nikt ich inteligencji nie neguje.. Znów uderzył pięścią w sylwetkę dziwacznej istoty stojącej przy wejściu i odskoczył z grymasem bólu na twarzy.. Przez kilka chwil panowała cisza. Były też podobne do ujętego przez nas Niewidzialnego. Z rozbitych knykci trysnęła mu krew. luki miał zamknięte. które popchnęły nas ku wyprawie do Perseusza. który rozrzucił na wszystkie strony krążowniki przeciwnika. Wierzę. chyba więc i MUK nie poniósł szwanku. a na białych ekranach przesuwały się wizerunki gwiazd. Wielki Niszczyciel 1 — Zjawa! — wykrzyknął Osima. — Powtórnie rozkazuję otworzyć wejścia! Gorączkowo próbowałem połączyć się z komputerem. a inni jeszcze. że i on pojmował ogrom klęski. jak gdybyśmy znaleźli się w epicentrum wybuchu. drogi kapitanie — ostudził jego zapały Romero. — Ale my zginiemy wraz z nimi. na pewno nieliczni. W głowie kłębiła się tylko jedna myśl: „MUK dostanie się w ręce wrogów”. proszę rozkazać otworzyć luki pańskiego statku. Jeden z Niszczycieli wysunął się do przodu i powiedział nienaganną ziemszczyzną: — Admirale Eli. — Nie ruszać się! — powiedział Orlan.. my żyliśmy. Nasi przeciwnicy muszą dowiedzieć się. nie umarły. zajęła całe niebo. Jestem Orlan i ja teraz będę dowodził „Cielcem”! Osima rzucił się ku Orlanowi i uderzył go ręką w pierś. wróg zdobył również .

— Zły kontakt—odparłem. Przywróćcie nam łączność z aparatami. błyskawicznie spróbowałem wywołać ani-hilatory. Żaden z Niszczycieli nawet nie drgnął. a Pe-tri zaklął z pasją. Za trzy minuty odzyskacie utraconą łączność.najpilniej strzeżone tajemnice ludzkości. — Czego się więc obawiacie? W inny sposób nie można otworzyć luków gwiazdolotu. Spośród miliardów możliwych kombinacji elementów tworzących MUK jedna tylko umożliwiała mu prawidłową pracę. — Koniec! — powtórzył jak echo Kamagin. to nie jest w mojej mocy dawać ją lub odbierać. — Dla mnie nie. Potrafi pan chyba ręcznie uruchomić awaryjne urządzenia odryglo-wujące? . — Trzeba spełnić warunki kapitulacji. Kiedy wreszcie komputer się ocknął i poczułem. My przynajmniej tego nie potrafimy. — Otwórzcie luki. — Wasze anihilatory są skutecznie zablokowane przez nasze pola. że przy braku łączności z komputerem mogę skorzystać z miniaturowego. powie: „Koniec programu. ostatniego wynalazku Andre. Nie od razu znalazłem odpowiedź. jedną z miliardów bezsensownych kombinacji połączeń. proszę otworzyć luki — zarządziłem. przypadkową. Na pomoc przyszedł mi Romero: — Pański rozkaz jest niewykonalny chociażby dlatego. bo was unicestwimy — powiedział beznamiętnym tonem Niszczyciel. Osima miał senną twarz. Orlan powiedział nieco łagodniejszym tonem: — Potrafimy was zlikwidować bez zniszczenia statku.— A otworzymy je tylko w tym wypadku. Osima lub Kamagin. że dadzą nam tę szansę. Wykonuj!”. przestał istnieć. lecz moi żołnierze nie potrafią przenikać przez bariery materialne. Poczułem w mózgu i całym ciele rozbłysk bólu. Co zaś do wolności. ta jedyna kombinacja zostanie zastąpiona dowolną inną. — Admirale! — powiedział uroczyście Osima. Kiedy któryś z nich. a Kamagin otworzył w napięciu usta i nie widzącymi oczyma wpatrywał się w jakiś punkt na ekranie. — Wynoście się więc do diabła! — powiedziałem z nienawiścią. Usłyszałem rozlegający się w moim mózgu myślowy szept Osimy: „Admirale. — Rozkaz został wykonany. jeżeli zagwarantujecie wszystkim poddającym się życie i wolność — dorzuciłem. gdyż Kamagin nagle jęknął. — Możecie nas unicestwić razem ze statkiem. Nic z tego jednak nie wyszło — anihilatory były dokładnie zablokowane. magazynier i strażnik wiedzy całej ludzkości. bezsen sowną. że porwane dotychczas nici wiodące do maszynowego mózgu statku znów się zrosły. Pamiętam o pańskim rozkazie i spróbuję zdemontować MUK!” Zamknąłem oczy. Spojrzałem bezradnie na przyjaciół. „Może im się uda!” — pomyślałem z nadzieją. — Koniec! — wykrzyknął Osima z ulgą. aby Niszczyciele nie dojrzeli w nich błysku radości. Została bezużyteczna składanka kryształów oplatana gąszczem przewodów. jakby niechętnie. — Czemu tak długo? — zapytał Orlan. Odholujemy go na bazę z wami lub bez was. Zapomniałem. MUK zdawał się budzić z głębokiego snu. — Petri. — Abyście spróbowali wysadzić statek? — W glosie Niszczyciela zabrzmiała niemal ludzka ironia. — Życie wam gwarantujemy. Moi pomocnicy wcześniej zdali sobie z tego sprawę. teraz zaś komputer pod dyktando Osimy i Kamagina sam układał schemat nowych połączeń. Łączność z komputerem wracała powoli. zdaje się. Najwidoczniej to samo usiłowali zrobić moi przyjaciele. naręcznego deszyfratora DN-2. że utraciliśmy możliwość dowodzenia mechanizmami wykonawczymi gwiazdolotu. Nasz inteligentny MUK. Dłużej nie można było milczeć. Nigdy jeszcze nie wytężałem tak umysłu w poszukiwaniu jakiegokolwiek rozwiązania i nigdy mój mózg nie był tak pusty. już to obiecałem. — Zamknięte luki nie stanowią przecież dla was przeszkody — odparłem.

cierpliwa. nieskończenie bliska. — Eli. Jednocześnie instynktownie poczułem. Kiwnął palcem na Niszczycieli.. Nieruchomego Niszczyciela. Liście spadały coraz obficiej przywodząc mi na myśl ów dzień na nieosią-galnie dalekiej Ziemi. — Zabiją nas. można było z łatwością . — Możecie iść do swoich towarzyszy — powiedział beznamiętnym głosem Orlan. Żona w milczeniu tuliła się do mego ramienia.— Dam sobie radę — mruknął Petri kierując się ku wyjściu. Z ich otwartych luków sypały się nowe zastępy głowoo-kich. W alejach parku było pełno ludzi. Nagle pojawił się Orlan i rozkazał odejść stamtąd. Teraz była obok mnie. spotykając się na Ziemi. — Masz rację! — powiedziałem z westchnieniem. Nad tłumem pojawił się Trub z Lusinem na barkach. — A to niby czemu? Nasze życie jest teraz bardziej potrzebne Niszczycielom niż nam samym. którzy pochwycili nas silą? — zaoponował Lusin. — Przypomnij sobie. włączamy nasze deszyfratory i wówczas porozumiewamy się bez przeszkód. kiedy to w alei Zielonego Prospektu spotkałem Mary. któremu towarzyszyli ci sami dwaj widmowi Niszczyciele. wyrażając się nadspodziewanie jasno.. pogardliwie odburkującej na moje pytania. Uśmiechnąłem się z wysiłkiem i odwróciłem głowę. Jeszcze teraz. — Możemy się za takich uważać. której deszyfrator przekazał moje myśli. tyle że bardzo „nieludzcy”. Przekonałem się zresztą z czasem. między drzewami szumiał lekki wiatr. Trub patrzył na mnie jak na zdrajcę. — No. Aster zamyślił się. byli bowiem całkowicie materialni. Na lądowisku stały lekkie statki podobne do naszych planetolotów. ojcze? — zapytał Aster patrząc mi uważnie w oczy. Po chwili dołączył do nas Romero. nie mówmy więc niczego na głos”. Nie pozwolono nam obserwować tej sceny.. Ruszyliśmy za nim. Anioł wylądował obok naszej ławki i Lusin zeskoczył na grunt. Odmienność Zływrogów od ludzi była szczególnie widoczna podczas ruchu. ale nikt nowy w sali się nie pojawił. — Nie trzeba! — wyszeptała błagalnie Mary. sypały się pożółkłe liście. które niezgrabnie kołysząc zastępującymi im głowy peryskopami rozlewały się wzdłuż korytarzy biegnących do lądowiska i zajmowały jedno pomieszczenie za drugim. Dwaj pozostali tkwili nadal na starych miejscach. kiedyśmy uregulowali nasze DN2. lecz za wywiadowców w jaskini wroga. że wokół nas zrobiło się ciaśniej. zwłaszcza z daleka. Rozumieliśmy się bez słów. jakby przepuszczali kogoś do sterówki. Posmutniały Lusin rozmawiał półgłosem z Romerem. Wokół każdego dowódcy tworzył się tłum złożony głównie z członków załogi jego statku. dostrzegając idącego ku nam Orlana. — Uważajcie się nie za jeńców. — Może któryś z was pójdzie ze mną? Jeden ze Ztywrogów roztajał i zniknął. ale co na to wrogowie. — Sprawdźcie deszyfratory! — poradził Romero i po chwili. jak mogłeś poddać się bez walki? Anioły nigdy nie idą do niewoli. a Trub i Aster dołączyli do grupki otaczającej Kamagina. Zgodziliśmy się z nim i każdemu napotkanemu człowiekowi polecaliśmy uruchomić deszyfrator. usiadłem więc na ławce w towarzystwie Mary i Astra. niechętnej. Po drodze zobaczyliśmy całe kohorty pancernych żółwi. — Niewidzialni! — rzucił ostrzegawczo Romero. aby uruchomił deszyfrator. Po pewnym czasie pilnujący drzwi Niszczyciele odsunęli się na boki. Zływrogi gnały przed sobą wypędzonych stamtąd ludzi. ale naszego promieniowania mózgowego chyba nie odbierają. a ludzie. kontynuował już w myśli: „Zływrogi mają dobry słuch. Mnie na razie pozostawiono w spokoju. Później zrozumieliśmy.. co mówiłem na statku — odparłem i poprosiłem. 2 Paweł skierował się do parku. że ich widmowość jest pozorna. że rozmawiając bez słów potrafi być bardzo precyzyjny w sądach i wymowny. W parku panowała ziemska jesień. wymęczona. a ja z czułością myślałem o tamtej. zobaczymy — rzucił powściągliwie Romero.

lecz właśnie uniósł: szyja nagle wydłużyła się i głowa zawisła o jakieś trzydzieści centymetrów nad ramionami. Nad ramionami Niszczyciela wystawało teraz jedynie czoło i dwoje oczu. Te widoczne fragmenty Orlanowej twarzy rozbłysły niebieskim światłem. uszy. nasze ówczesne niepokoje. ale brak tam było nosa. co się stało. Szyja zniknę! a całkowicie. bijący rekordy szybkości. na które nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi. — Doniosę o tym Wielkiemu — dobiegł nas zmieniony głos Orlana. — Chciałem jednak najprzód zadać panu kilka pytań. Orlan odezwał się nie opuszczając głowy: — Żaden z mechanizmów napędowych statku nie działa. Czy można? — Słucham — jego głowa wróciła na miejsce. Jeszcze mniej cech ludzkich miały ich twarze. ale nie znamy schematów waszych urządzeń. Po chwili wydobył ją z powrotem i dodał: — A o tym. W ten sposób po raz pierwszy zobaczyliśmy. Głowa Orlana opadła. jak Zływrogi wyrażają swoje rozdrażnienie i dezaprobatę. zablokowaliście anihilatory gwiazdolotu. którzy uprzejmie podnoszą głowy. że ocenę winy za to. i tak nie zdradzilibyśmy naszych sekretów. Mary widziała jedynie katastrofalny w skutkach zbieg okoliczności. znacznie jednak silniejsze. że Mary krzyknęła z przestrachu. dała mi ją dopiero rozmowa . Powiedzcie. Dyskusje z nimi nie przyniosły mi żadnej ulgi. jeżeli popatrzymy na słońca waszego malowniczego skupiska? — Patrzeć na gwiazdy możecie — rzucił oddalając się w podskokach. Ja z owych dni zapamiętałem przede wszystkim dręczące mnie bezustannie pytania. Chód jednak natychmiast ich zdradzał: nie kroczyli. co dotychczas.pomylić z człowiekiem. przywodziła na myśl raczej naszą bladość lub rumieńce. co możemy i czego nam nie wolno robić. — Chyba wam nie zaszkodzi. oczy. — Niech mi pan wobec tego powie. — Nie zrobimy tego — oświadczyłem. — Sterujący napędem komputer pokładowy został zniszczony. Ale gdybyście nawet wiedzieli. zamiast którego widniał okrągły otwór zakryty płatem skóry przypominającym niewielki ryjek. Romero natomiast utrzymywał. należy pozostawić historykom. Tylko z dwojgiem ludzi mogłem podzielić się swymi wątpliwościami. wydając przy tym dźwięk podobny do suchego wystrzału. Orlan uniósł głowę do góry — nie obrócił jej na szyi ku tyłowi jak my to czynimy podnosząc głowę. Zmiana koloru i blasku nie przypominała w niczym zadziwiającego języka barw mieszkańców Wegi. a czaszka do połowy skryła się w klatce piersiowej. jak nasi przodkowie uchylali kapelusza. Twarze ich zmieniały barwę zależnie od nastroju: były raz białe. zaskoczenia. że jest to pozdrowienie przyjęte u Niszczycieli. Było to tak nieoczekiwane. — Proszę bardzo — odparłem. usta i podbródek. rozpacz i wściekłość ogarniającą ludzi na widok Zływrogów szarogęsiących się na gwiazdolocie. czy je kiedykolwiek uzyskacie. lecz raczej lekko podskakiwali na sztywnych nogach wyrzucając je kolejno do przodu niczym szczudła. Na głowach przypominających zarysem głowę człowieka mieli włosy. raz żółte to znów niebieskie. — Odblokowaliśmy je. Kołysali przy tym całym tułowiem jak ziemscy „chodziarze”. Coście z nimi zrobili? — To nie nasza wina. — Możecie robić wszystko to. — Odblokujcie nam przynajmniej stereoekrany w sali obserwacyjnej — poprosiłem. jak je należy obsługiwać. jak uruchomić anihilatory bez jego pomocy. Później domyśliliśmy się. a moim obowiązkiem jest trzeźwa analiza sytuacji. z jednym wyjątkiem: nie wolno wam zbliżać się do urządzeń napędowych i sterujących statku. zdecyduje później Wielki. — Co zamierzacie z nami zrobić? Kim jest Wielki Niszczyciel? Skąd wiecie. wznoszący się i opadający przy oddychaniu. 3 Kronika Romera dokładnie opisuje pierwsze dni naszej niewoli. wręcz złowieszcze. jak mam na imię i kim jestem? Jak nauczyliście się ludzkiego języka? Jak przedostaliście się do wnętrza naszego gwiazdolotu? — Na żadne z tych pytań nie udzielę na razie odpowiedzi — oświadczył Orlan znów kryjąc głowę w piersi.

tym razem w lornetkach mnożników optycznych. Ten dzień na zawsze utrwalił się w mojej pamięci. niemal błękitna.. — Nawet MUK nie przewidział tego. a ich przenikliwe światła stopniowo bladły. W zenicie pojawiła się inna gwiazda. Długo potem nie mogłem się opanować. 4 Krążowniki wrogów jeden za drugim znikały w ciemności. I odechciało mi się żyć. — Nie i jeszcze raz nie! — wykrzyknął. abyśmy zorientowali się. skąd przyglądaliśmy się lądowaniu. a trzeci poddałem wrogom. W bazie stworzyliśmy warunki.. towarzyszyło mu zaledwie około dziesięciu statków. iż eskadra wyhamowuje się w przestrzeń einsteinowską. Na płaskiej równinie w dągu niewielu godzin wyrosły ogromne „wzgórza”. Po jakimś czasie i ona pozostała z boku. Trudno powiedzieć. co się stało. że wzięli nas w szyk kulisty po prostu dlatego. — Wychodzić! — rozkazał Orlan pojawiając się nieoczekiwanie w sali obserwacyjnej. ojcze! Synek siedział w moim pokoju i oglądał stereo-film z widokami Ziemi. a przyrządy wykazały. że spaliłem dwa swoje statki.. Odszedłem usiłując ukryć wzruszenie. iż jego słowa odnoszą się do filmu. czy przeciwnik nie chce. bo wydawało mi się. — Admirale — powiedział ze wzruszeniem w głosie — ma pan wszelkie powody być niezadowolonym ze mnie. Co zaś do promieniowania — wskazał ręką na niebieskawe słońce — to nie jest ono groźne. że nasz statek znajduje się w centrum szyku. że to ja jestem admirałem. Poleciłem założyć skafandry. — Pan ma ich znacznie więcej. Jasne było jedynie to.z malutkim kosmonautą i Astrem. Orlan odwołał mój rozkaz: — To zbyteczne. a zagubiony w ciemności satelita jest po prostu niewidoczny. ale niezbyt jasna. Na ekranach sali obserwacyjnej widzieliśmy co dnia to samo: jaskrawe gwiazdy i płynące między nimi zielone punkciki eskadry Niszczycieli. niepozorną błękitną gwiazdkę i ciemną kulkę jej planety. gdyż na wszystkich ekranach lśniły krążowniki Niszczycieli. Tego samego dnia Aster powiedział do mnie: — Bardzo mi cię żal. — Wyobraziłem sobie. I znów ujrzeliśmy. a w jednej z dolinek pomiędzy nimi miękko przycumował „Cielec”. jakich potrzebujecie: atmosfera z azotem i tlenem. odpowiednie ciążenie i temperatura. Kiedy „Cielec” zaczął podchodzić do lądowania. Pomarańczowa z wolna odchylała się od osi lotu.. a człowiek jest tylko człowiekiem. bo ty nie bawisz się w admirała. w jakim kierunku lecimy. A tobie jest przecież znacznie gorzej. Nasze statki galaktyczne nie potrafią lądować na planetach. — Dlaczego? — zapytałem nieuważnie. jakim kursem i z jaką prędkością porusza się eskadra. . Kamagin zatrzymał mnie kiedyś u drzwi do sali obserwacyjnej. — Baw się w gry na poziomie nie wyższym od żołnierza lub inżyniera — poradziłem mu i wyszedłem z pokoju. że ich statkom łatwiej było w ten sposób holować „Cielca” swoimi polami. Oceanem Spokojnym i stupiętrowymi gmachami Stolicy. . w każdym razie trudno było dociec. — Dobrze ukryli swą bazę — zauważył z uznaniem Kamagin. Osima przypuszczał. admirale Eli. woda. — Błękitnego karła trudno znaleźć w tym rojowisku olbrzymów i superolbrzymów. Saharą. zachwycając się Himalajami. bo nasz statek pozbawiony napędu nie mógł przecież uciec i nie trzeba go bylo pilnować tak pieczołowicie. a nawet wasz ulubiony zielony kolor. czy też urządzenia gwiazdolotu były niesprawne. aby być niezadowolonym ze mnie! — zaoponowałem.. a gigantyczne krążowniki Niszczycieli opadły na powierzchnię globu z lekkością awionetek.

zasłaniając gwiazdy. . jak to obiecywał Orlan. — Za moich czasów nikiel był drugim co do ważności po stali materiałem konstrukcyjnym. przy grawitacyjnym eskalatorze. Truba i jego współplemieńców wyssał ten sam tran sporter siłowy.. jakbym założył zielone rękawiczki. — Metalowa! — powiedział ze smutkiem Lusin. a na samym dole pod nimi szalały latające konie. a za nim z hałasem poderwały się do lotu pozostałe Anioły. wpadające do zielonych jezior otoczonych zielonymi wzgórzami. musieliśmy przedefilować między szpalerami strażników. Metalowe gałęzie kołysały się w podmuchach wiatru i strącały na ziemię wielkie grona dojrzałych kryształów. że ta planeta jest podobna do Ziemi? Mama mówi. Stojący w pobliżu mnie Kamagin i Osima wymienili spojrzenia. abyśmy nie zbliżali się do ich statków. — Nieznany metal. ale i te pobiegawszy chwilę po gruncie z radosnym rżeniem podrywały się do góry. że te wszystkie zieloności to sole i tlenki niklu. z którego i my skorzystaliśmy. Pozostali ludzie zachowywali się podobnie. Aster powiedział radośnie: — Ojcze. że nie. szybowały skrzydlate smoki. pilnujących czujnie. również jadowicie zielone. Ciecz zabarwiła mi ręce tak silnie i równomiernie. Wyszliśmy na zewnątrz. Wzlatywały więc wysoko i tam.Z luku ładunkowego „Cielca” wysunęła się platforma cumownicza. Zływro-gom udało się strącić kilka pegazów. W górze. w jaki Niszczyciele kopiowali ludzi. Najwyżej. Nie potrafiłem wytłumaczyć tego Astrowi. Na szarym niebie planety mętnie połyskiwały gwiazdy. Zaczerpnąłem dłońmi płynu ze strumyka: to również były roztwory soli niklowych o nieprzyjemnym ostrym zapachu. a za nimi uniósł się ogromny i majestatyczny Gromowładny z Lusinem na grzbiecie. ich peryskopy straszliwie się rozjarzyły. z metalicznym połyskiem. Nieprzyjemny zapach związków niklu. Drobniejsze smoki popędziły za swym wodzem. zawracano go na trasę solidnymi pchnięciami pól grawitacyjnych. nieosiągalne dla ciosów. ale siła ciosów grawitacyjnych malała proporcjonalnie do odległości i Anioły szybko pojęły ten prosty fakt. Tutejsze południe bardziej przypominało ziemskie księżycowe noce niż najpochmurniejsze dni. stawał się nie do zniesienia. Po wyjściu z gwiazdolotu znów ujrzeliśmy swoich strażników — głowooki. Później szliśmy aleją metalowych drzew z błę-kitnawobiałymi pniami i koronami pokrytymi zielonym nalotem. Później nie próbowałem się już opierać. ale moim zdaniem jest podobna! Planeta istotnie przypominała Ziemię. Wkrótce w ich pstry tłum hałaśliwie wtargnęły pegazy. lecz była to zieleń martwa. Zaręczam. kłębiły się chmurki. Jedynie nasz absolutnie czarny statek naruszał monotonny koloryt planety. Głowooki wpadły w popłoch. ale w ten sposób. szalały w powietrzu. Na jej zielonej powierzchni toczyły się zielone rzeki. Było to podobieństwo karykaturalne i widmowe. Eli. Trub wzięcia!. Trudno się im dziwić: tyle czasu w ciasnych stajniach gwiazdolotu. — Doskonale znany metal: nikiel — poprawił go Kamagin. Jeżeli jeniec zbytnio zbaczał z wyznaczonej drogi. prawda. całkowicie nieosiągalne dla głowooków. ale zupełnie nie grzało. pośrodku miotały się Anioły. które zupełnie potraciły głowy na widok wolnej przestrzeni. ale z Aniołami głowooki miały wiele kłopotu. Planeta była zielona. że to po prostu druzy mętnych. nad brzegi rzeczek wypełnionych roztworami soli niklu. Wkrótce w powietrzu utworzyła się trójwarstwowa piramida. Na statku Zływrogi pilnowały urządzeń i starały się nie wchodzić nam w drogę. wokół statku.. Zanim trafiliśmy do metalowego lasu. Malutkie błękitnawe słońce dawało wystarczającą ilość światła. Mnie pierwszego dosięgną! taki bicz. który widział Ziemię jedynie na stereoekranie. Tutaj były wszędzie: na platformie cumowniczej. śliskich w dotyku kryształów. Dotknąłem ręką jednej z zielonych roślin i przekonałem się. wypełniający ten metalowy las.

Pod niepozornym domkiem krył się wielki zespół pomieszczeń.. — Ale te diabelskie maszyny bywają przecież nie wszędzie!. — jąkał Trub — jak na Ziemi! Lepiej od Ory. Do wnętrza budynku prowadził tunel. a Lusin promieniał.. Po chwili dotarli do nas Trub i Lusin. a Trub otrząsał się jak pies po przymusowej kąpieli... Powietrzni akrobaci nadal energicznie wymachiwali skrzydłami. W przeciwieństwie do Lusina Trub zupełnie gubił się przy bezpośrednim przekazie myśli i nie potrafił sklecić zdania. Twoi skrzydlaci przyjaciele pomogą nam przeżyć niewolę. ale pędzili w dót niczym lądujące samoloty. z którego rozbiegały się szerokie korytarze ze świecącymi ścianami. a brud nie jest dowodem męskości.. — Nie mogliście wybrać dla nas mniej brudnej planety? — zapytałem ze złością. Na pancerzu jednego ze statków rozjarzył się żółty krąg i konie. podobną do tych. Tymczasem zielona chmurka pełznąca w zenicie zaczęła kropić zielonym roztworem soli niklu. Pojawił się Orlan. widowisko pewnie wydałoby mi się zabawne. sam bym cię do tych wysiłków namawiał! Ale ona tylko brudzi. że taki tłum jeńców można wcisnąć do niziutkiego budynku. Odszukałem żonę i syna i okryłem ich swoim płaszczem. — Poczekajmy na Orlana — zdecydowałem. — No cóż. — Świetny. Anioły.. — Skoro tak się o nas troszczycie. Nikiel utracił w tych podziemiach monotonną zieleń i występując w swej czystej metalicznej postaci pobłys-kiwał srebrzyście i niebieskawo. to czemu wpędzacie nas do tej ciasnej nory? — Miejsca starczy dla wszystkich. jaką techniką podsłuchu dysponują Niszczyciele w swej bazie. . Ulewa ustała równie nagle. Anioł był zawstydzony niefortunnym wybrykiem... Pojedyncze krople złączyły się wkrótce w ulewę.. a Wielki chce zachować was przy życiu. jakie urządza się na Ziemi w dniach letnich burz. wreszcie Lusin wierzchem na Gromowładnym runęli w dół.— Tylko bez słów! — ostrzegłem ich w myśli. jak się rozpoczęła i na niebie znów pojawiło się mętne słońce zbliżające się już ku horyzontowi. Spróbujcie też z łaski swojej nie gestykulować. a to było dla niego ważniejsze niż niewola. który wlókł się ze smętnie opuszczonymi skrzydłami.. Zatrzymałem się i obróciłem do tyłu. Zwróciłem się do Truba.. że pole ciążenia planety miało strukturę nienewtonowską. Za mną szły załogi wszystkich trzech statków. co? — pochwalił się na głos. — Latało się. co inni mężczyźni. Pierwsze szeregi ludzkiej procesji zagłębiły się w las. Szybkie rozrzedzenie w górę. Z tych mętnych wyjaśnień trudno było cokolwiek zrozumieć. Nie odezwałem się.. Anioły stroszyły namokłe zielone skrzydła. Wyżej było trudniej. Nie wiemy. — Również bez milczących rozważań. że potrafi znieść wszystko to. krążowniki! — mruknął w myśli Kamagin. Gromowładny pokazał. Tunel prowadził do obszernego hallu. Mary drżała. Ludzie zamienili się w zielone posągi. mętnymi błyskawicami.. Pociemniałe niebo rozbłysło ciemnoczerwonymi. — Na innych panują ciężkie warunki. Gdybym mógł na to patrzeć okiem postronnego obserwatora. — Jak się lata w górze? Odpowiedz przez aparat. — Niewątpliwie — zgodziłem się z nim. Koniec pierwszego zamieszania był szybki i nieoczekiwany. w każdym razie nie więcej niż to. Byliśmy mokrzy i brudni. że potrafi wspaniale latać. a na samym końcu dreptały pegazy i smoki. dalej polatywały Anioły. a syn z oburzeniem przekonywał mnie. Trudno było nawet pomyśleć. a Kamagin powiedział przez de-szyfrator: — Doskonale.. — I gdyby ta ulewa zmuszała do wysiłków duchowych lub fizycznych. — Zapraszają nas i to na razie dosyć uprzejmie — Romero wskazał strażników usilnie wymachujących połyskującymi peryskopami w kierunku wejścia do tunelu. Za zakrętem metalowej alei ukazała się metalowa budowla pokryta zieloną łuską tlenków i naroślami kryształów.

Nawet się nie poruszył. że powrót Andre z niebytu przyniesie nie tylko radość. Szarpnąłem go ku sobie.. Nie udało mi się zderzyć z niewidzialnymi. Wzdłuż ścian ciągnęły się szeregi dziwnych. Andre! Nadal z niechęcią się odwracał. przecież to ja. czworokątnej sali. W takim więzieniu można było więzić załogi całej floty galaktycznej. ale go nie było! — Andre! — krzyczałem rozpaczliwie. Patrzył na mnie i nie widział. W jednej chwili podbiegli do mnie Osima. — Pozwoli pan zwrócić sobie uwagę na fakt. że dokoła pełno jest niewidzialnych. Nie obracali się przy tym do tyłu. admirale. a Orlan z asystą podszedł do znajdujących się w głębi drzwi. Nagle zamknął oczy. Uniósł głowę. — Prycze — powiedział Romero wskazując na żłoby. — Urządzajcie się! — rzucił Orlan i obrócił się do mnie. Zobaczyłem jego twarz. bo nie opuścił dla mnie jakiegoś swojego dalekiego świata. — Nie denerwujcie się — uspokoiłem przyjaciół.. Orlan kazał mi się zatrzymać.. Chwyciłem przyjaciela. jakby widzieli plecami równie dobrze jak oczami. Andre bezsilnie przelewał mi się przez ręce. pobladł. podobnych do żłobów konstrukcji. . — Admirałowi ze względu na stanowisko również należy się asysta! — Admirał pójdzie sam! — powtórzył z naciskiem Orlan. — Nie puścimy admirała samego! — powiedział Osima. Kamagin i Romero. co przypominało dawnego Andre — zakryły mu twarz. 5 Ledwie nadążałem za swymi przewodnikami: ich płynne skoki przypominające raczej taniec były szybsze nawę! od mojego biegu. gdyż i tak znajdujemy się całkowicie w ich władzy. — Andre! — krzyknąłem i rzuciłem się ku niemu. Zapytałem. W pomieszczeniu. Andre. Orlan i dwaj jego adiutanci w milczeniu obserwowali tę scenę. ze trzy razy zataczałem się na boki. które otwarty się przed nim... Dopędziłem go i potrząsnąłem jeszcze silniej. a mnie brakowało przestrzeni. Udając. Andre był już obecny. — To nie ma żadnego znaczenia. objąłem go. że panu towarzyszą adiutanci — wtrącił Paweł wskazując na „opiekunów” Orlana. wszystko w nim było inne. którego natychmiast poznałem. Czasami zatrzymywali się i czekali na mnie. a my. pegazy i smoki popędziły w lewo. Andre odepchnął mnie. że radość ze spotkania momentalnie zmieniła się w strach. — Spójrz. Takie oczy miewają ludzie pochłonięci jakimiś ciężkimi myślami. nieznane i przerażające. poprzedzani przez Orlana. — Andre — błagałem. a może właśnie najmniej radości. czy będziemy mogli komunikować się ze swymi przyjaciółmi. miał starczo przygarbioną sylwetkę. do którego weszliśmy. Wy nie jesteście potrzebni — odparł sucho Orlan. Byłem gotów rzucić się na niego z pięściami. wynędzniałą i tak okropnie zmienioną. Eli! Twój przyjaciel Eli! Andre. postarzałą. że tracę równowagę.— Na prawo ludzie. — Admirał pójdzie sam. — To przecież ja. Zostawiłem Andre w spokoju i podskoczyłem do Orlana. skręciliśmy w prawo. Uzyskałem odpowiedź twierdzącą. małym i skąpo oświetlonym. Poruszał się nie jak Andre. Do środka wbiegł w podskokach człowiek. Stanąłem pośrodku. Zdołał się wyrwać i zaczął uciekać. ale już w owej pierwszej chwili zrozumiałem. Odzyskałem przyjaciela. ale odzyskałem go jedynie fizycznie. a ogniste kędziory — jedyne. W niczym nie przypominął przyjaciela. Mój strach zamienił się w przerażenie. To był Andre. wymachiwał rękoma i coś mamrotał skrzekliwym głosem.. — Pan pójdzie ze mną. Anioły ruszyły prosto przed siebie. Korytarzem mogło swobodnie iść dziesięć osób obok siebie. Nie poznał. prosto i na lewo wasi sprzymierzeńcy—zarządził Orlan. głowa mu się trzęsła. obce. Ale to mógł być tylko Andre. Eli!. Świecący korytarz doprowadził nas do ogromnej. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu. ale wszędzie było pusto.

dopiero teraz spostrzegając. — Czego więc ode mnie chcecie? — Człowiek Andre jest do pańskiej dyspozycji. że prycze wiszą w powietrzu.. Miała babuleńka kozia rogatego. — Baw się. — Coście z nim zrobili? Czemu pozbawiliście go rozumu? Odpowiedź Orlana zabrzmiała tak uroczyście i po ważnie. Świeć im w oczy wesołością.. Andre — powiedziałem i pociągnąłem go za rękaw. co się stało? — Tak — odparłem z goryczą. Chciałem westchnąć i nie mogłem. Aster patrzył na mnie ze strachem. — Wielki cię wzywa — oświadczył Orlan. Nigdy przedtem nie słyszałem u niego takiego głosu. Będzie ci u nas dobrze.. upadła z łoskotem na podłogę. Starałem się nie patrzeć w tę stronę. Uniosłem głowę i zderzylem się z zimnym wzrokiem szeroko otwartych oczu Orlana. a duszy nie ma. można się było w nich kołysać jak w hamakach. ale poznał go od razu. Obróciłem się ku Orlanowi. wszedłem już zewnętrznie spokojny. któremu moje słowa przemówiły do przekonania. wesel. Śpiewał głosem cieniutkim i żałosnym. Nie potrafiłem znaleźć na to odpowiedzi. — Coś w rodzaju chwilowego paraliżu. Wokół mnie zaczęli gromadzić się jeńcy. psoć. Posłania przypominające żłoby nieoczekiwanie okazały się bardzo wygodne. Opanowałem się wreszcie. Andre. a jednego pegaza objuczyłeś jak wielbłąda. że chyba tylko to powstrzymało mnie od bójki: — Wielki nie chciał pozbawić go rozumu. gdzie siedział Andre otoczony przez przyjaciół. Romero wziął Andre za rękę i przemówił tak spokojnym głosem. że Anioły pomagały ci nieść zabawki. Pozbaw ich tej ponurej satysfakcji! — Będę się bawił. — Nasze legowiska spoczywają chyba na polach siłowych — powiedziałem. jakby spotkał go po paru dniach niewidzenia i nic przez ten czas szczególnego nie zaszło: — Witaj. Astrze? Widziałem. jak długo siedziałem w milczeniu obok milczącej Mary. gdyż nie ma rzeczy bardziej dla nich przyjemnej niż nasz smutek. jesteśmy twoimi starymi przyjaciółmi. — Zabawne uczucie — powiedziałem uśmiechając się z wysiłkiem. Krew uderzyła mi do głowy. bezwolnie kołysząc głową. — Czemu się nie bawisz. — Usiądź — powiedziała żona. póki znów nie poczułem tłoku. — Chodźmy. Paweł śmiertelnie zbladł.. Nagle dobiegł mnie cichy głos Andre. roz gniewaj beztroską. Rzadko widywał Andre. — Andre! — wyszeptał Paweł zduszonym głosem. — A jednak? Może to nie taka znów wielka tajemnica. — Po cóż jestem potrzebny twojemu władcy? — Sam ci to powie. Chodź! Poprowadził Andre pod rękę ku posłaniom. a jego laseczka. Rzucił się ku nam Kamagin i z przerażeniem odskoczył. Mary położyła mi rękę na ramieniu i dopiero wtedy zdołałem wciągnąć powietrze. 6 Do sali. — Nie w głowie mi zabawa. Siadłem na pryczy obok syna. a ten szedł. Nie wiem. Spazm ścisnął mi gardło. Rozumie pan. Aster był jeszcze zbyt mały.. ale niewolę poznał wcześnie. — Powłoka cielesna została. w której rozkwaterowano mych przyjaciół. z którą nawet w niewoli nie rozstawał się ani na chwilę. aby znać smak prawdziwej ludzkiej wolności. ojcze — obiecał Aster.. który monotonnie śpiewał kołysząc w takt całym ciałem: Byta babuleńka z rodu bogatego. — Będziesz ze mnie zadowolony! — Poderwał się z posłania i odszedł. admirale Eli — odparł Orlan. — Baw się! — powiedziałem stanowczym tonem.— Wstrętne potwory! — krzyknąłem. żeby nie mogli dowiedzieć się o niej moi przyjaciele? . szedł obojętnie. — Eli!. ojcze — odparł smutnym głosem. jakby wokół mnie zaczęła znikać przestrzeń. niechętnie i bez oporu.

niszczyć jeszcze nie zniszczone? Zrezygnować z sojuszu z nie znanymi nam jeszcze Galaktami. Władca przeciwników — mówiłem dalej — zaproponował sojusz nie Eliemu Gamazinowi. Na jakich zresztą zasadach oprzeć sojusz człowieka. że u was decyzje podejmuje sam władca. Wielki proponuje ludzkości zawarcie sojuszu. Władca spoczywał na pomoście podobnym do tronu. posypały się rozgorączkowane myśli uczestników narady. 7 Wielki Niszczyciel był jeszcze bardziej podobny do człowieka niż Orlan i jednocześnie bardziej nieludzki. którego życie ma w swoich rękach. Ale przemoc nie jest najlepszą przesłanką dla projektowanego przez was paktu. . Niszczyciele powinni skapitulować — podsumował Romero. u nas natomiast uprawniony jest do tego ogół. całą bronią. — Umrzeć zawsze zdążymy. lecz usiłuje nawiązać rokowania z jeńcem. którzy tak bardzo są do nas podobni i z wyglądu. czym jeszcze dysponujemy. że chcę wam zaproponować sojusz? — powiedział Wielki Niszczyciel na poly pytająco znośną ziemszczyzną. — Wprawdzie nie wierzę. Beznosa twarz z wielkimi ustami i ogromnymi oczyma przypominała pysk żmii. To niezbędny warunek porozumienia. Poza nami w ogromnej sali nikogo nie było. — Wiesz. ale popieram cały plan. którym posługuje się władca Zływrogów. Ochłonąwszy.. niechaj nie zapomina. abyśmy mogli naradzać się bez słów. że tytuł „Wielkiego Niszczyciela”. ale ludzkość jest wolna! — Zagrozić Wielkiemu krachem jego imperium! — podtrzymał Osimę Petri. Miał niemal cztery metry wzrostu i maleńką główkę wznoszącą się na nieproporcjonalnie długiej szyi. czego nie potrafiliśmy zdobyć siłą. usłyszałem dźwięczny głosik Astra: — Wracaj szybko. Wychodząc. — Niech nas uwolni i zwróci gwiazdolot — dodała Mary. że stoi za nim cała ludzka potęga. Usiadłem więc na podłodze i skrzyżowałem nogi. aby admirał osiągnął perswazją to. abyśmy mogli się naradzić. Jesteśmy w niewoli. i ze swego stosunku do innych rozumnych istot? Ledwie skończyłem. aby nie wykrzyknąć tego na głos. zwróciłem się do Orlana: — Wygląda na to.. — Krótko mówiąc. — Nie możesz nie pójść. Dla mnie siedzenia nie przygotowano. — A więc oddać nasze nieważne życie! — poderwał się wzburzony Kamagin. Zacząłem od tego.. z niszczycielem i tyranem? Razem pognębiać wolne jeszcze narody? Wspólnie unicestwiać jeszcze nie unicestwione. jaka nam jeszcze została!. — Jestem za pertraktacjami! — oświadczył rozsądny Osima. choć nic nie stało temu na przeszkodzie. — Jedyne. — Uderzyć pięścią w stół! Niechaj zdejmie zapory na gwiezdnych rogatkach i całkowicie zaprzestanie kosmicznych rozbojów. który ledwie się opanował. gdyby Orlan powiedział. że koledzy nie pozwolą mi pójść do twego władcy. Odejdź.. Pierwszy jak zwykle był Kamagin: — Żadnych pertraktacji ze zbrodniarzami! Ze wszystkich sił. — Co innego iść z własnej woli. Niszczyciele odeszli. a co innego zmuszony do tego siłą. Byłbym mniej zaskoczony. to nasze niezbyt ważne życie — wtrącił Romero.— Nie ma tajemnicy. ojcze! Uśmiechnąłem się do niego. admirałowi Wielkiej Floty Galaktycznej szturmującej jego międzygwiezdne szańce. Zawiadomiłem Orlana. Można więc wątpić w jego dobrą wolę. Ale skoro admirał będzie mówił w imieniu ludzkości. że godzę się na spotkanie. twórcy i opiekuna potrzebujących. Nie jest wykluczone. świadczy o jego ograniczeniu i zadufaniu w sobie. iż Niszczyciele zamierzają nas uwolnić. Poprosiłem kolegów o nastrojenie deszyfratorów na moje promieniowanie mózgowe.

Przypominamy wyglądem starych jego przeciwników. aby ci było łatwiej ze mną rozmawiać. Niszczyciel milczał przez dłuższy czas. ale zanim będziemy mówić o sojuszu. Oświadczył na to. Upodobniłem się do człowieka. Odparł na to. iż rozmawiam tonem zwycięzcy. Bardzo mnie to uradowało: skoro zmiana wyglądu nawet dla władcy nie jest rzeczą prostą. aby wysłuchali mojej rozmowy z Wielkim Niszczycielem.— Wiem. niewladny jestem natomiast zawierać sojusze. a jednak Orlan przedostał się do wnętrza. muszę zadać kilka pytań. Potwierdził. Było kilka drobiazgów. — Doskonale zdaję sobie z tego sprawę — odparłem spokojnym głosem. w której rozległ się gromki głos Wielkiego Niszczyciela: — Zaczynamy! Zływróg przybrał postać człowieka. jak rozprawiam się z niepokornymi. Odparł na to. choć bardzo się denerwowałem. byle y była biologicznie możliwa. Musiałem się z nim zgodzić. ale tylko obrazy zewnętrzne. że na początek zadowoli się porozumieniem ze mną. która znajduje się w pobliżu. Galaktów — mówił. Niszczyciele. aby informacje zostały przekazane wszystkim. Pytania i wyjaśnienia. W takim razie upierałem się. Mnie to nie przeszkadzało. Zawiadomiłem naczelnego Zływroga. — Są jeszcze pytania? — Tak.. że posiadam pełnomocnictwa do prowadzenia wojny. Zwróciłem wobec tego uwagę. to pojawienie się wśród nas pseudoludzi w najbliższym czasie nam nie grozi. Czyżbyście nie przekazywali obrazów na odległość? — Oczywiście. Jeśli więc zamierza poruszać problemy interesujące całą ludzkość. ale pertraktuje z przedstawicielem całej ludzkości. zapytałem o nie: — Nasz gwiazdolot był szczelnie zamknięty. Przerwałem ich wielogłosowy chór i zaproponowałem. ale nie przyswoił sobie ludzkiego sposobu bycia i ryknął te swoje zaproszenie do „przyjacielskiej rozmowy” niczym właściciel karcący niewolnika. Wielki Niszczyciel zauważył. a więc moi towarzysze. Byłoby mi przyjemniej. 8 Wielki nie negował naszych osiągnięć. to usłyszą ją także jego poddani. Wreszcie powiedział niechętnie :— Zgoda. To bardzo proste. że należy odróżnić rozmowę od pertraktacji: rozmawia ze swoim jeńcem. gdyby pan nie był do mnie podobny. które mnie niepokoiły. ciepłotę. a nawet potencjał elektryczny. Ludzie zapominając o ostrożności na głos omawiali moją sytuację. że jeżeli będziemy transmitować naszą rozmowę. — Pytaj — tak samo jak Orlan nie uznawał grzecznościowych zwrotów. — Wolałbym pański rzeczywisty wygląd. Ale jeśli się z wami nie dogadam. Zapytałem więc. Nasza rozmowa będzie transmitowana. musi więc przywyknąć do tonu. że zmiana postaci jest sprawą dosyć trudną i czasochłonną i że nie nadużywa bez potrzeby swoich zdolności transformacyjnych. którzy zetknęli się z nami w Plejadach. Nastąpiła pełna zaskoczenia cisza. my zaś przesyłamy także inne jego właściwości — masę. i zanim przeszedłem do spraw podstawowych. W tej samej chwili mój deszyfrator odezwa} się podnieconymi głosami przyjaciół. Ale nie ma między nami nawet odległego pokrewieństwa. Jak to zrobił? — Przedostał się nie on. to przynajmniej ta część ludzkości. — Przybieram wedle woli dowolną postać. — Najwidoczniej przekazujecie jedynie charakterystykę optyczną obiektu. A Osima pokaleczył sobie palce o wizerunek Orlana. lecz jego projekcja zogniskowana w statku.. winna uczestniczyć w pertraktacjach. jaki wolna ludzkość do tych pertraktacji wybierze. za- . a nie pokonanego. czy ma na myśli również moich towarzyszy. będę musiał później pokazać swoim poddanym. że przekazujemy. — Podobny jest pan do człowieka i mówi ziemskim językiem.

a posiadłości gwiezdne Ziemian są jeszcze mniejsze. Więcej się to nie powtórzy. — Mówię o rajdzie trzech naszych okrętów. Potęga Ramirów jest oczywiście nieporównywalna z naszą i waszą. — Myśmy je przebili — zaoponowałem. co nie będzie „nami”. — Zostawmy Ramirów w spokoju. Tutaj jego potęga bazuje na sześciu warownych planetach wyposażonych w urządzenia o wielkiej mocy do zakrzywiania wewnętrznej przestrzeni międzygwiezdnej . jakbym wiedział o Ramirach znacznie więcej od niego. Wysłuchałem władcy tak. Byłem zaskoczony jego prymitywizmem. Galaktowie zostali zablokowani na ich ostatnich planetach. Mój program rozwścieczył naczelnego Zływroga. W odpowiedzi wygłosiłem z pamięci deklarację uchwaloną na Orze i przyjętą przez konstytucję Sojuszu Międzygwiezdnego. Proponował nam „współwrogość”. Wielki Niszczyciel. że zostaliście po j mani. — Bardzo proszę! Mówił chętnie i głośno. natomiast wiele rzeczy mamy tak niedoskonałych. weźmiemy ich do niewoli”. — Ta sprawa nie dotyczy naszych pertraktacji — ryknął. Tym trwałej okopał się w swoim skupisku gwiezdnym. — Doprawdy? Zływrogi. Przepraszam. panów mojego życia i śmierci. musiał zakazać swoim okrętom pojawiania się na trasach galaktycznych opanowanych przez ludzi. aby zwrócić się do ludzi z takim projektem. to czemu nie wypuściliście nas z powrotem? — zapytałem natychmiast. Ludzie jednak nieoczekiwanie okazali się zupełnie inni. Przyjaciele natomiast nie potrafili się opanować i deszyfrator przekazał ich pełne podniecenia szepty. że pod pewnymi względami przewyższyliśmy ich. Nie ma na świecie siły zdolnej przebić wzniesione przez niego zapory. Nie było w tej mowie niczego nowego — te same podłe zasady wyzysku słabszego przez silnego. Usłyszałem okrzyki kolegów i tym razem nie rozgniewałem się. — Zasada jest prosta: zewrzeć w jedną pięść nasze podzielone obecnie potęgi. — Pomówmy lepiej o zasadach proponowanego przez was sojuszu ludzi i Niszczycieli. a tym bardziej tchórzliwymi Galaktami. nie on mnie powinien przywoływać do porządku. Mogą liczyć jedynie na to. Wielki Niszczyciel powiedział dalej. ale jest to płonna nadzieja — powiedział twardo. Ale to ja jego.. kosmiczne barbarzyństwo i rozbój. mają dość własnych kłopotów — powiedziałem. — Mogę przedstawić również i cel. On. to nikt nie potrafi się im oprzeć. Ale Ramirowie dawno opuścili skupisko Perseusza i zajęli się przebudową jądra Galaktyki. — Jeżeli nie chcieliście naszej obecności.. — Ważne. gdzie jesteś! — ryknął. Wojna z Galaktami trwająca od niepamiętnych czasów zbliża się ku końcowi. ale środek do jego osiągnięcia.meldowali: „Widzimy Galaktów. jakbyśmy znajdowali się u zarania cywilizacji. który bardzo wiele mnie kosztował. nienawiść do wszystkiego. a w Perseuszu zniszczyli jedną z potężnie uzbrojonych planet. od razu oceniłem jej wagę. — Zapominasz. a nie zwyciężyliście. Czy można więc mówić o powszechnym panowaniu? Odpowiedź Wielkiego Niszczyciela była jednak nieoczekiwana. Nie będą więc sobie zawracać głowy Niszczycielami lub Ziemianami. Jeżeli obie nasze cywilizacje się zjednoczą. — Udało się wam: w momencie wtargnięcia niespodziewanie osłabły mechanizmy obronne Trzeciej Planety. — Znaj duję się we władzy okrutnych wrogów. zbyt głośno. Niszczyciele władają zaledwie niewielkim wycinkiem Galaktyki. że zostawi się ich w spokoju. — Doskonale pamiętam! — odparłem ze spokojem. Zdołali rozproszyć w Plejadach flotyllę Niszczycieli. wywołane nowiną o nie znanej nam cywilizacji gwiezdnej. że tak burzliwie wyrażają mi swoje poparcie. — To nie jest cel. . Trzeba było być bardzo zaślepionym i zadufanym w sobie. — Rozumiem twoje aluzje.

wasz potworny brak wolności dla wszystkich. — Ramirowie są daleko. porządek służy rozpowszechnianiu nieporządku. zachwycająca niwelacja różnic! — Pańskim zdaniem dążenie do pokonania żywiołu samo jest żywiołem? Wy. z pewnością siebie nieuka. — A więc jest nierozumna. Chcecie tego lub nie. mimo wielkiego postępu. z wami lub bez was. Dyskutował z zadufaniem półgłówka. człowieku. ale nie wiedziałem. — Naturalnie. chociaż i tak nie budzi ona w nich nawet cienia wątpliwości. Pusta przestrzeń i gwiezdne olbrzymy. że został pokonany. Proszę uzasadnić swój światopogląd. Wydało mu się. — Organizacja została stworzona dla zwiększenia dezorganizacji. który podniósł swoją niewiedzę do godności filozofii. zgładzanie. Niszczyciele. — Dążenie do likwidacji chaosu to błąd początkowych stadiów rozwoju. Sprzyjamy.... Rozumne i majestatyczne jest tylko sprzyjanie rozpowszechnieniu tego chaosu. tyrania porządku. Ale najwyższym wykwitem rozwoju jest upajająca monotonność wszystkiego. — Ludzie i nasi gwiezdni przyjaciele także odniosą korzyść z wykładu waszej filozofii — odparłem. — Zapomniałeś o Ramirach. przekonanego. że z każdej pańskiej tezy wynika wniosek odwrotny do tego. lecz tworzenie prostoty. Mogłem pokonać go bez trudu. Jedynie w chaosie można znaleźć pełne wyzwolenie od nierówności i niewoli. wzbogacanie świata w prostotę! A jaka prostota jest najdoskonalsza? Oczywiście . czy zdoła pojąć. stworzyliście najpotężniejszą organizację. — Tego trzeba dowieść. jaką zna świat. ale nie zrozumiał groźby kryjącej się w moich słowach. jaki pan sam z niej wyciąga. — Działalność ludzi jest inna. kiedy nierówności i komplikacje są jeszcze powszechne. Wszechświat dąży do chaosu. wstrętna swoistość wszystkiego i we wszystkim. skomplikowane życie biologiczne i bezpostaciowa plazma. — Będzie z pożytkiem dla moich poddanych. że świat jest skończony i ogranicza się do jego najbliższego sąsiedztwa. — Powiedziałeś „twórcze istnienie”? Bzdura! Na świecie istnieje jeden tylko realny proces — niszczenie. wasz surowy porządek. a więc uznajesz się za zwyciężonego! — ryknął triumfalnie. Nierównomierność i nie jednakowość. że wykrył moją słabą stronę i łatwo weźmie nade mną górę w dyskusji.. nie mówmy więc o nich. — Milczysz. ale ta zasada zwycięży we wzajemnych stosunkach rozumnych Niebian. — Ale wszystko tylko zaczyna się od komplikacji — grzmiał Niszczyciel — a idzie ku prostocie.. Wszechświat narodził się kiedyś — mówił —jako otchłań wszela kich różnic i gniazdo niepodobnych do siebie nawzajem naj różnorodniej szych form. Czyż rozwiązując zadanie nie posuwamy się od złożoności do składających się nań elementów? Czyż wykrywanie prostoty wewnętrznej nie jest najwyższym celem poznania? O ile więc szlachetniejsze jest nie wykrycie. na jednym biegunie zawsze zindywidualizowany myślący rozum. a nie przeciwdziałamy najgłębszym tendencjom natury. — Można i tak — zgodził się. — Istoty żywe starają się zastąpić chaos organizacją. a ja dowiodę. Wasza organizacja. barbarzyństwo zorganizowanych wspólnot. a powszechny brak wolności jest tylko niezbędnym pośrednim etapem na drodze absolutnego wyzwolenia wszystkich ze wszystkiego.. na drugim ubóstwo rozproszonych atomów. niewola wszelkich struktur hierarchicznych — oto jaki był początek świata i jak. Niszczyciele.— I ty masz czelność proponować mi wyzwolenie ujarzmionych narodów i wprowadzić obrzyliwą pomoc wzajemną?! — Bez tego nie do pomyślenia jest twórcze istnienie. jeżeli raz jeszcze utwierdzą się w zasadach naszej filozofii. — Przeczy pan sam sobie — odparłem. I my. trzeba mu to przyznać. swoją rozumną działalnością przyspieszamy ten samoistny proces. świat w znacznym stopniu wygląda do dzisiaj. Zaczął oryginalnie.

— Trzeba przygotować się na represje! — powiedział rzeczowo Osima i zaczął się energicznie krzątać między legowiskami. Zgadzasz się ze mną. istnieje sześć kierunków. że Wszechświat idzie od złożoności ku prostocie. a sama jego niszczycielska działalność niesie w sobie elementy tworzenia. Już chociażby z tego powodu ludzie. Wszyscy byli pod wrażeniem mojego przemówienia i serdecznie mi gratulowali. — Teraz rozumiem.. że przekonałem cię człowieku. jako istoty rozumne. lecz potrafimy wszystko zniszczyć! Mam nadzieję. to w oczach ludzi wywołałoby jedynie odrazę. przekonanie o własnej prawdzie. To jest dla nas ważniejsze od fizycznego istnienia. starania Niszczycieli skazane są na niepowodzenie. że nikt z nas nie sprawi mu tej przyjemności.. . a kiedy wreszcie się odezwał. — Ale śmierć nie jest waszym pragnieniem. a w gruncie rzeczy powołuje do życia nowe. że niweluje odrębności. Ja twierdzę natomiast. w postaci chaosu!. o historycznej wadze naszej misji? Wtedy zacząłem mówić ja: — Władca Niszczycieli twierdzi. fabrykach. Ponieważ obiecano zachować nas przy życiu. Taki jest kierunek rozwoju natury i takiż cel postawili przed sobą Niszczyciele! Wypowiedziawszy śmiertelną walkę wszelkiej odrębności. Ale ludzi bardziej jednoczy honor i duma. To zadufane w sobie bydlę oczekiwało naszej rozpaczy. jako najbardziej swoistej. wyłącznie do przodu! Naprzód ku najwyższej formie istnienia — monotonii. którego celem jest niszczenie wszystkiego. dlaczego nazywacie siebie Niszczycielami — powiedziałem. ale może wszystko unicestwić.. a w pierwszym rzędzie oczywiście każdej formie życia biologicznego. jakby natychmiast zamierzał odeprzeć przewidziany atak. że nikomu ona nie sprawia radości. człowieku? Zrozumiałem. Wiedziałem. — Będziesz więc czekał śmierci jak wybawienia.. że wspomnę tylko o budowanych przez niego miastach. W przestrzeni. Trzeba więc rozpowszechniać prymityw w jego najwyższej postaci.. w jego głosie brzmiała groźba: — Ludzie i ich przyjaciele są istotami żywymi. — powiedział władca głosem maszyny i zniknął... w czasie natomiast tylko jeden: do przodu. Na szczęście nie jest to zgodne z rzeczywistością. — Strach przed śmiercią istotnie jednoczy żyjących. Co innego jednak deklaracje. — Właśnie dlatego — wykrzyknął z dumą — że niczego nie stworzyliśmy. celem... jak najwyższej rozkoszy. Wielki Niszczyciel utrzymuje. do którego dążycie? — Oczywiście. Wydaje się mu. Kamagin rzucił się na szyję. że równolegle zachodzi w nim proces odwrotny i co za tym idzie. prawda? — Tak samo jak Niszczyciele. Romero natomiast odezwał się ze smutkiem w glosie: — Niewątpliwie zachował się pan jak należy. Ale to tylko margines: ludzie nie mogą zgodzić się na sojusz. Petri uścisnął mi rękę. Swoistość obiektów naturalnych stanowi o harmonii Wszechświata.prymityw. Strach przed śmiercią jednoczy żyjących. kontynuował. 9 Niezmiennie obojętny Orlan odprowadził mnie z powrotem do naszych „koszar”. warowniach gwiezdnych. co żywe! Wobec tego w imieniu wszystkich narodów gwiezdnych wypowiadam wam wojnę! Niszczyciele zostaną zniszczeni! Władca długo milczał. Gdyby to było prawdą. — Instynkt samozachowawczy jest najważniejszą chyba cechą wszystkich żywych. Wiele jest rzeczy.. a proporcji różniących się od siebie struktur nie da się zmienić według czyjegoś widzimisię. że niczego nie stworzył. że skazuje nas na śmierć. nie będą brać udziału w bezsensownych działaniach. Zostałem sam w ogromnej sali. których zniszczyć nie potrafi. A śmierć nie nadejdzie. a co innego ich realizacja.

którym miotały sprzeczne uczucia: jednocześnie zachwycał się moją odwagą i bał się. że poprosiłem Mary. Wszystko dokoła mnie najpierw zawirowało. — Niech pan odpocznie. ale on nic nie rozumie — powiedział ze smutkiem Aster. Ramirowie są zbyt daleko. . zapłakaną Mary. Wielki Niszczyciel zamknął mnie w klatce z pól siłowych.. Zdenerwowany tą sceną postanowiłem się przejść i może porozmawiać z kimś bardziej zrównoważonym. Położyłem się przy Mary.”’ — Jak bardzo musieli go torturować. Powiedziałem więc: — Nie trzeba. Deszyfrator też — powiedział Lusin z westchnieniem. że czułbyś się pewniej. Ujrzałem okropnie zmienioną twarz Romera. — Słucha i nie rozumie. nie oponuj!. — Wydaje mi się. znajdowałem się w tym samym miejscu. Ale byłem dla nich bardziej niedostępny. takimi samymi więźniami jak pozostali. Szukałem Romera. Nieco pierwotnego fatalizmu teraz nam nie zaszkodzi. Uwalniam cię od nas! Pocałowałem ją i objąłem. Będzie. przyjacielu. Eli — odparła. nie wybrano by pana na dowódcę naszej armii. — Liczyliśmy się przecież z możliwością tragicznych niepowodzeń. co czeka nas za chwilę. Mary. gdyby pan był inny. — Rozmawiam z nim. że założył na rękę Andre deszyfrator. Wiem. Eli — odparł Lusin myślami. Jest pan zadziwiającym człowiekiem. że zostanę okrutnie za nią ukarany. ale natknąłem się na Astra prowadzącego za rękę Andre. Nie. — Łatwiej mi rozumieć twoje myśli niż słowa. co ma być. że torturami nie można człowieka złamać! Spojrzał na mnie z pełną współczucia czułością. a potem zacząłem zapadać się w mętną otchłań. Kiedy się jednak ocknąłem. Nic nie mów... że zdążyłem się w czasie spadania zestarzeć i umrzeć. nie miałeś lepszego słuchacza niż Aster. niż gdybym przeniósł się do innej galaktyki. Posłuchał mnie i wyjaśnił. Pokażemy więc. — Andre. Wołali do mnie. ale i bez tego wiedziałem.. co ją dręczy. że trwa to wieki całe. próbowali się do mnie przebić. gdyby mnie i Astra tu nie było. jej myśli do mnie nie dochodziły. Pawle? Romero zgodził się. Póki jesteśmy w niewoli. Eli — poradził Paweł. Zresztą.to zostaniemy poddani torturom. ale myśli tego biedaka też są zupełnie poplątane.. kozła rogatego. Wydawało mi się. Dobiegało mnie jedno tylko nieustannie powtarzane zdanie: „Miała babuleńka kozia rogatego. Niestety.. w tej samej sali. Żona odesłała syna do Aniołów.. Aster stał w pobliżu i patrzył na mnie oczami tak pełnymi przestrachu. Chciałem coś na to odpowiedzieć. aby ich można było poprosić o pomoc. wyciągali ręce. — Nie o to chodzi.. Jak pan przyjął wiadomość o Ramirach. Słuchałam cię dziś i myślałam.. To będzie nasz ostatni pocałunek. obok przysiadł Lusin. że oczekuje pan tortur z równą niecierpliwością jak niedawnej bitwy. że nań oddziałuję i pogarszam. Muszę naprawić swój błąd. klęsk. — Nie wiadomo.. ale w tej samej chwili jakaś potężna sita odrzuciła mnie od syna... — Mów samymi myślami — poprosiłem. który siedział opodal kołysząc nieustannie głową. Kiedy dyskutowałeś ze Zływro-gami. Nastroiłem deszyfrator na promieniowanie mózgowe Andre.— . Eli. nie traktuj mnie jak żony i Astra jak syna. Chciałam dzielić twój los. — Nie mówmy o tym. Żona milczała. Pocałuj mnie. aby go czymś zajęła. że największą korzyścią z mojej dyskusji z Wielkim Niszczycielem jest nowina o istnieniu jeszcze jednej wysoko rozwiniętej cywilizacji galaktycznej. — A ile ich jeszcze będzie! Lusin odszedł i pozostałem we dwójkę z Mary. zeschnąć i zbutwieć. ale okazało się. przerażonego syna. a potem rzekła do mnie z wyrzutem: — Przeceniasz rozum i wiedzę malca. aby świat zawęził się mu do jakiegoś nędznego kozła! — powiedziałem. że byłam egoistką. ale nie doceniasz jego uczuciowości. ale natychmiast mnie odepchnęła. admirale. — Tortury były. Będziemy takimi samymi członkami załogi.

10 — Eli, co się stało? — krzyczała Mary. — Eli! Obijała się o niewidzialną ścianę stojącą na jej drodze. Inni też starali się do mnie przebić, jak gdyby to mogło cokolwiek pomóc. Osima, który zachował rozsądek, podniesionym głosem zażądał spokoju i ciszy. Wreszcie się uspokoili. Widziałem ich doskonale i słyszałem, gdyż klatka, nieprzenikliwa dla ciał materialnych, świetnie przepuszczała światło i dźwięk. — Jak się pan czuje, admirale? — zapytał Osima. — Nie jest pan ranny? — Wszystko w najlepszym porządku — odparłem. Sądzę, że udało mi się opanować drżenie głosu. Spróbowałem się uśmiechnąć. — Zostałem od was odizolowany. Wobec tego, że pozbawiono mnie swobody ruchów, chcę złożyć władzę, której już nie mogę normalnie wykonywać. Na swego zastępcę wyznaczam Osimę. Po jakimś czasie wokół mnie pozostało tylko kilku przyjaciół. Romero zaproponował, aby szczerze omówić powstałą sytuację. — Po co urządzono to przedstawienie, Eli? Chodzi chyba o poddanie pana publicznym torturom... Ofuknąłem go i zażądałem, aby nie zwracano na mnie uwagi, bez względu na to, co mi się przytrafi. Mary się rozpłakała, Kamagin w milczeniu zaciskał pięści. — Zbliża się pora kolacji — powiedziałem. — Jeżeli Zływrogi dostarczą jakiś pokarm, jedzcie i układajcie się do snu, jakby nic’się nie wydarzyło. Na mnie nie zwracajcie uwagi... Odeszli. Po chwili w ścianach nad legowiskami otwarły się nisze, w których stały dostarczone przez Niszczycieli naczynia ze strawą. W mojej klatce nic się nie zjawiło. Uśmiechnąłem się z politowaniem: Wielki Niszczyciel nie grzeszył zbytnią fantazją. Ułożyłem się wygodnie na podłodze i spróbowałem zasnąć. Towarzysze zastosowali się do mojej prośby i pozornie całkowicie mnie ignorowali. Zdrzemnąłem się. Obudził mnie Romero, który czekał, aż większość ludzi zaśnie i dopiero wtedy podszedł do mego więzienia. — A więc skazano pana na glód, drogi przyjacielu — odezwał się ponurym głosem. — W starożytności głodówkę uważano za jedną z najcięższych kar. — Nie jest tak źle. Starożytna tortura głodu dlatego była tak nieznośna, że poddawany jej zdawał sobie sprawę, z nieuchronnej śmierci. Mnie to nie grozi, gdyż skazano mnie na męki, a nie na unicestwienie. Romero odszedł, a ja znów się zdrzemnąłem. Nagle usłyszałem czyjś niewyraźny głos. Uniosłem się na łokciu. Po drugiej stronie przezroczystej ściany, stał, opieraj c się o nią rękami, Andre. Twarz szaleńca wykrzywiał uśmiech, jego mętne dniem oczy płonęły gorączkowym blaskiem, w którym jednak można było dostrzec iskierkę rozumu. Zbliżyłem się do niego, ale i wtedy nie zdołałem zrozumieć szybkiego, niewyraźnego mamrotania. — Wiem — powiedziałem zmęczonym głosem. — Miała babuleńka kozła rogatego. Idź spać. Andre zachichotał, a potem powiedział dobitnie: — Zwariuj! Zwariuj! — Nie, Andre — odparłem po chwili, raczej sobie niż jemu. — Nie oszaleję, mój biedny przyjacielu. Nie mogę sobie na to pozwolić... Tlejąca iskierka rozumu zgasła w jego oczach. Zachichotał jeszcze raz, wykrzywił się nieprzyjemnie i zaczął powtarzać coraz ciszej, jakby zasypiał: — Zwariuj! Zwariuj! Zwariuj!... 11 Głód mi zbytnio nie dokuczał, ale doprowadzało mnie do wściekłości to, że moją głodówkę zamieniono w obrzydliwe widowisko. Nie otrzymywałem pożywienia, a moi przyjaciele nie mogli przełknąć choćby kęsa. Słyszałem, jak Mary namawiała Astra do jedzenia, karciła go, ale sama nie jadła. Jedynie Romero i Osima spokojnie się pożywiali i byłem im za to wdzięczny, gdyż im też nie przychodziło to z łatwością. Pewnego dnia zawołałem Mary i powiedziałem gniewnie:

— Czy sądzisz, że będzie mi lżej, jak zachorujesz z wycieńczenia? Słaniająca się z głodu matka nie jest najlepszą opiekunką dla syna! Sama nalegałaś, abym traktował cię jak zwykłego członka załogi. Bierz przykład z Osimy i Romera! —— Spójrz więc na Kamagina — odparta. — Jestem twoją żoną, a on tylko kolegą i również nie je! — Przynajmniej ty mnie nie męcz! — wykrzyknąłem i położyłem się na podłodze plecami do niej. Odeszła bez słowa. Później widziałem, że jadła. Kamagin też się pożywiał. Udałem, że zasypiam, a tak dobrze udawałem, że istotnie zmorzył mnie sen. Wkrótce pojąłem, iż najlepiej dla wszystkich będzie, jeżeli zacznę przesypiać godziny, kiedy wszyscy pozostali są na nogach. Początkowo nie bardzo mi się to udawało, ale wkrótce nauczyłem się przywoływać sen wtedy, kiedy był potrzebny. Słyszałem, że głodujący wyobrażali sobie najsmaczniejsze potrawy i tym doprowadzali się do szaleństwa. Przekonałem się, że w opowieściach tych było wiele przesady. Nie pociągały mnie obrazy uczt i obżarstwa. Wspominałem wprawdzie swoje ulubione syntetyczne grzyby mięsne, chrupiące pierożki i wiele innych pokarmów uzyskiwanych na Ziemi w drodze przeróbki ropy naftowej i jej produktów, ale nigdy nie przybrało to postaci obsesji. Dopiero po wielu dniach przypomniałem sobie nieudany szaszłyk z prawdziwego jagnięcia przyrządzony przez Romera i przyznam się, że wtedy nawet to cuchnące mięso przełknąłbym z radością. Męki pragnienia też moim zdaniem nie są tak straszliwe, jakby to wynikało z niezliczonych opowiadań zachowanych w ludzkiej pamięci. Wiem, że w starożytności tysiące rozbitków umierały z pragnienia, ale jestem przekonany, że ich męczarnie wzmagały się na widok niezmierzonych mas słonej oceanicznej wody niezdatnej do picia. Powtórzę jeszcze raz to, co mówiłem Romerowi: najgorszy w głodówce jest strach przed śmiercią wzmagający cierpienia mające swe źródło w zjawiskach fizjologicznych, a mnie tego strachu pozbawili sami moi niezręczni kaci. Słabłem więc, ale nie traciłem ducha. Koszmarów głodowych oszczędzono mi, ale za to nawiedzały mnie inne widziadła, które z każdym dniem stawały się coraz bardziej wyraziste. Znów zobaczyłem dziwną salę pod kopułą i znów biegłem pod ścianami wokół półprzeźroczystej kuli bojąc się do niej zbliżyć. Znów na kopule pojawiły się wizerunki gwiezdne, wśród których przemykały ruchome światełka naszej floty szturmującej Perseusza. Wpatrywałem się w ognie krążowników Allana nie mogąc początkowo zrozumieć ich ruchów, aż wreszcie pojąłem, że obserwuję łowy na wygasłe ciała kosmiczne poza granicami skupiska gwiezdnego. Allan w moich majaczeniach podciągał zdobyte karły ku Perseuszowi, przygotowując je do anihilacji u ścian bariery nieeuklidesowej , aby po wybuchu wtargnąć do wnętrza twierdzy Zływrogów. — Jeszcze raz znalazłem się w sterówce galaktycznej Niszczycieli — rzekłem któregoś wieczoru do Romera i następnie opowiedziałem mu cały swój niby-sen. Romero przyjrzał mi się smutnie i badawczo: moje sny interesowały go jedynie jako sprawdzian mego stanu, dowód rozstroju psychiki. — W starożytności psycholodzy uważali sny za urzeczywistnienie marzeń. Trzeba przyznać, drogi przyjacielu, że pańskie widzenia nader posłusznie kopiują pragnienia. Sterówka Zływrogów przyśniła mi się tylko raz, natomiast Wielkiego Niszczyciela widywałem bardzo często. Władca pojawiał się w otoczeniu notabli, wśród których był także Orlan meldujący o zachowaniu się jeńców. Moja rozpalona fantazja nadawała Niszczycie-lom dziwaczny wygląd, oblekała ich w fantasmago-ryjne postacie, których wrogowie, wedle tego, co teraz wiem, nigdy nie przybierali. Wielki Niszczyciel natomiast i Orlan zawsze byli podobni do siebie. Zarówno wygląd członków sztabu Wielkiego Niszczyciela, jak i sposób ich porozumiewania się ze sobą były tak nieprawdopodobne, że coraz częściej zastanawiałem się, czy przypadkiem nie postradałem zmysłów. Było jednak coś, co powstrzymywało mnie od tego wniosku. Ciało wprawdzie słabło, ale rozum pozostawał jasny. Poza obłędnymi majakami wszystko było realne:

twarze przyjaciół, kształty otaczających przedmiotów. Nie to jednak było najważniejsze: poprzebierani w najfantastyczniejsze kształty notable dyskutowali jednak nader rozsądnie i logicznie. Ja sam, gdybym znalazł się w analogicznej sytuacji, rozmawiałbym ze swoimi pomocnikami podobnie. Romero po pewnym czasie zmienił stosunek do mych majaczeń i nie było teraz dnia, aby nie pytał o ich treść. Zdumiewało mnie to i nawet nieco złościło. — Zabawia się pan moim kosztem? — zapytałem go pewnego razu. — Czy też potrzebuje pan dodatkowych informacji o moim stanie psychicznym? Pokręcił przecząco głową. — Pańskie sny, admirale, niosą informację. Dziwnie wprawdzie zniekształconą, lecz realną informację o rzeczywistych wydarzeniach... Nie wiem, jak wieści o nich przenikają do pańskiego mózgu, może to głód uczynił pana nadwrażliwym, ale chyba istotnie bywa pan we śnie świadkiem narad sztabu naszych wrogów. 12 Dni przełomowe dla naszego lotu zapadły mi w pamięć ze wszystkimi szczegółami. Wieczorem, przed kolacją, usnąłem. Obudziłem się w nocy, kiedy wszyscy spali. Usiadłem — wstać i przespacerować się po klatce, jak to robiłem do niedawna, nie miałem już sił. Ostatnio zacząłem gorzej widzieć, a w dodatku nocą samoświecące ściany przygasały i niczego wokół nie dostrzegałem. Głodówka za to wyostrzyła mi słuch i bez trudu chwytałem dźwięki, których dawniej nie potrafiłbym rozróżnić. Dlatego natychmiast usłyszałem ostrożne kroki, których odgłos niemal całkowicie tonął w chrapaniu i ciężkich oddechach śpiących. Ktoś się skradał w moim kierunku. Znieruchomiałem. Do bólu w oczach wpatry wałem się w ciemność, aż w końcu dostrzegłem malutkiego człowieczka napierającego całym ciałem na przezroczystą barierę. — Po coś tu przyszedł, Astrze? — zapytałem. — Kazałem ci przecież zachowywać się tak, jakby mnie w ogóle nie było. — Ojcze! — wyszeptał przez łzy. — Może przynajmniej nocą uda mi się podać ci coś do jedzenia? Ale kawałki pokarmu nie chciały przechodzić przez siłową barierę, odskakiwały od niej, spadały na podłogę. Aster zaczął głośno szlochać: — Idź spać! — rozkazałem, bojąc się, że jego rozpaczliwy płacz może obudzić Mary. Nasza cichutka rozmowa zwróciła jednak uwagę Andre. Szaleniec spał mało i czujnie. Teraz podszedł do miejsca, skąd Aster usiłował się do mnie przebić, i oparł się łokciami o pole siłowe. Nie zwróciłem początkowo uwagi na jego mamrotanie sądząc, że znów mi radzi, abym zwariował. Dopiero po chwili dobiegły mnie wyraźne słowa: „Nie trzeba, nie trzeba!” — Dajesz mi nową radę? — spytałem zdziwiony. — Odejdź, jestem bardzo zmęczony. Tym razem usłyszałem powtórzone dwukrotnie zdanie: — Tracisz rozum! Tracisz rozum! — Ciesz się, istotnie tracę zmysły! — powiedziałem gorzko. — Tak jak chciałeś, Andre. Szukałem innego wyjścia, ale go nie znalazłem. Czemu się nie cieszysz? — Nie trzeba! Nie trzeba! Dopiero teraz zrozumiałem, o co mu chodzi. W głowie mi zawirowało i straciłem przytomność. Kiedy się ocknąłem, Andre już nie było. Ułożyłem się ponownie na podłodze i zapadłem w gorączkowy sen. Wkrótce znów nawiedziło mnie widzenie statków Allana szturmujących twierdzę Perseusza. Tym razem nie zobaczyłem pokrytej kopułą sali, lecz po prostu gwiezdną sferę na pograniczu skupiska Chi. Mknąłem wśród gwiazd, sam zamieniony w rodzaj ciała kosmicznego. Wiedziałem przy tym dokładnie, że jestem człowiekiem, a nie ciałem niebieskim i że nie lecę w kosmosie, lecz znajduję się w jakimś punkcie obserwacyjnym. Wiedziałem też, że na ekranie widnieją wizerunki gwiazd, a nie same gwiazdy.

Kiedy przede mną zabłysły ognie galaktyczne krążowników Allana, zacząłem je gorączkowo liczyć. Dwa rozciągnięte warkocze iskierek, po sto światełek w każdym, mknęły klinem w kierunku Perseusza. Ostrze klina celowało w Pomarańczową, która stopniowo mętniała i bladła. Wiedziałem już, co znaczy jej złowieszcze znikanie. „Przebiją się czy nie?” — myślałem, wpatrując się w ciemne ciała ogarnięte masą jaskrawych ogni. Ciemnych karłów było niewiele, najwyżej dziesięć. Każdy z nich jednak miliony razy przewyższał masą gwiazdoloty eskadry. Zobaczyłem oślepiającą eksplozję i chmary statków galaktycznych pędzących do epicentrum wybuchu anihila-cyjnego, ujrzałem gwiazdy rozrzucone na boki ciśnieniem pęczniejącej przestrzeni i zagubioną w tym chaosie Pomarańczową. A eskadra ciągle gnała do przodu, tylko do przodu, nam na pomoc... Potem jakaś nieznana siła pochwyciła moje nieważ-kie ciało i rzuciła do góry. Leciałem długo, nie wiedząc dokąd pędzę, ale przepełniało mnie cudowne i już niemal zapomniane uczucie swobody i wolności. Wreszcie upadłem na podłogę w znajomej sali wypełnionej po brzegi cudacznymi figurami. Na tronie zasiadł naczelny Ztywróg. Znalazłem się w sztabie Wielkiego Niszczyciela... 13 Nie dostrzeżono mnie, wiedziałem zresztą, że dostrzec mnie nie sposób, ale zręcznie odpełzłem w kąt, skąd doskonale widziałem wszystkich zebranych. Władca na coś w milczeniu czekał i wszyscy wokół niego także zachowywali milczenie. „Ich sprawy muszą bardzo źle stać, skoro są tak przygnębieni” — pomyślałem ze złośliwą radością. Dostojnicy nagle się poruszyli. Jeden z nich zaczął przekazywać jakieś informacje, a robił to w sposób zdumiewający. Z ciemnej skrzyni, pod postacią której występował, wystrzelił ku górze pień obrastający w mgnieniu oka rozłożystą koroną. Gałęzie rozpełzły się po całej sali, pokrywały liśćmi rozjarzonymi fioletowym blaskiem. Patrzyłem na to jak urzeczony. Po chwili zorientowałem się ze zdumieniem, że doskonale rozumiem tę „krzaczastą mowę”. Drzewo-kształtny notabi przekazywał wiadomość, iż tylko awarią na Trzeciej Planecie można wytłumaczyć fakt niebezpiecznego wtargnięcia ludzkiej floty w peryferyjne obszary metryki nieeuklidesowej otaczającej skupisko Chi. — Druga i Czwarta przejęły kontrolę nad zagrożonym obszarem. Pierwsza, Piąta i Szósta również przerzuciiy część swoich pól grawitacyjnych na odcinek Trzeciej — szeleścił dostojnik. — Flocie wroga nie uda się przebić naszej gwiezdnej zapory, o Wielki... Naczelny Zlywróg w rozdrażnieniu błysnął oczyma. Rozłożysta korona mówcy zaczęła marszczyć się i opadać, by po chwili zupełnie zniknąć. Na podłodze sali znów stała tylko ciemna, obskurna skrzynia. Wielki Niszczyciel zapytał grzmiącym głosem (tylko on i Orlan posługiwali się zwyczajną mową): — Czy udało się odrzucić przeciwnika na pozycje wyjściowe? — Udało się dokonać wiele, bardzo wiele — odparł mu inny dostojnik, który dla odmiany zamienił się w strumyk rozlewający się po podłodze. — Flotylli wroga nie udało się wedrzeć do wnętrza skupiska, nie udało się... — Zostali wyrzuceni poza linię twierdz? — Nie, na razie nie, ale są wypierani, stopniowo wypierani przez coraz silniejsze pola grawitacyjne... Wielki, zniecierpliwiony, machnął ręką i gadatliwy strumyk błyskawicznie wysechł. — Zanihilowali dopiero jedną planetę, a holują ze sobą co najmniej dziesięć karłów. Co się stanie, jeżeli powtórzą anihilację? Kolejni „mówcy” odpowiadali błyskami eksplozji, snopami iskier, pióropuszami płomieni, kłębami dymu lub mglistymi obłoczkami, a nawet smugami trudnych do zniesienia zapachów. Wszystkie te sposoby przekazywania informacji były dla mnie całkowicie zro-

jakby odbywał się on przy użyciu zwykłego ludzkiego języka: — Jeżeli wrogowie zanihilują całą zabraną ze sobą materię kosmiczną i przekształcą ją w przestrzeń. którymi władamy od wielu pokoleń — zakonkludował ponurym głosem Wielki Niszczyciel. — Nasi przeciwnicy nie będą atakować ufortyfikowanych planet. Nie zapominajcie. Jeżeli działa biologiczne Galaktów zjawią się w pobliżu naszych planet. A teraz czekam na informację z Trzeciej Planety. właśnie do tego dążą. aby przetrwać w tamtejszych warunkach. — Awaria urządzeń nie była trudna do usunięcia.. Co zaś do sposobu postępowania z jeńcami. będziemy zgubieni. — Niklowa znajduje się niebezpiecznie blisko linii natarcia przeciwnika. uda się im wedrzeć do skupiska. zablokowanych w swych gwiezdnych legowiskach? Bronić się bez nadziei na ostateczne zwycięstwo? Zgadzacie się na coś podobnego? Okazało się. — Racja! — zagrzmiał po chwili. o Wielki. Flota przeciwnika została zatrzymana. Po prostu zjednoczą się z Galaktami. Załadujcie ludzi i ich towarzyszy na zdobyty statek i pod konwojem natychmiast odeślijcie na Manganową. — Postępowy proces prymitywizacji dopiero się rozpoczął. — Starczy! — ryknął Wielki Niszczyciel.zumiałe. — To ich sprawa. że z taką strukturą biologiczną nie można podbić Wszechświata.. zabiorą z ich odblokowanych planet straszliwą broń biologiczną i unicestwią nas z dalekiego dystansu. — A jeżeli nie zdołamy zadać wrogom klęski? — Musimy wycofać się na chronione planety i „okopać” się na nich. nie będę się martwił. Nie możemy dopuścić do połączenia się ludzi z Galaktami. walka na śmierć i życie do ostatecznego zwycięstwa. Jeńców zabierzemy ze sobą.. — Na żadnej z tych planet nie uda się utrzymać ich przy życiu. Teraz aparaturę naprawiono i nasza najpotężniejsza twierdza na Trzeciej Planecie znów zajęta swe miejsce w systemie obronnym Perseusza. — Tak jest! Co do admirała. — Innymi słowy.. choć mogła doprowadzić do katastrofalnych skutków. który przekazał ją w postaci kłębów wilgotnej mgły zaścielającej całą salę narad. — Teraz Orlan zamelduje. . chociaż osłabł już do tego stopnia. — Co wtedy? — Pozostanie nam tylko bezpośrednie starcie całej naszej floty z ich flotą. Gwarantowałeś mu życie. to zależy on od tego. o Wielki? — Zagwarantowałem mu jedynie to.. że pełna mechanizacja naszych organizmów nie została jeszcze w pełni zakończona. dalszy dialog przytoczę w takiej postaci. choć giędzą o przyjaźni i braterstwie. jak czują się jeńcy i co z nimi robić. Przeniesiemy się na Manganową lub Sodową. Mają zbyt skomplikowaną strukturę. — Jeńcy są przygnębieni losem admirała. Niechaj wiedzą. Władca zamyślił się. a oni.. Ludzie są zbyt słabi. który wszedł na salę w trakcie narady. A jeżeli ten zadufany w sobie pechowiec zdechnie sam. Ne można liczyć na to. — Nowy Nadzorca przejął dowództwo nad Mózgiem Sterującym — odparł dostojnik. opuścić przestrzenie międzygwiezdne Perseusza. Opinię większości wyraził jakiś wybitny strateg. sam admirał natomiast usiłuje robić dobrą minę do złej gry.. aby narażali na zgubę okręty swojej floty. Zajęliśmy się sprawami drugorzędnymi i zbyt mało uwagi poświęcaliśmy najważniejszemu problemowi trzebienia pierwotnych komplikacji. że nikt nie zgadza się z takim projektem. Jeszcze mniej obchodzi mnie los jego towarzyszy.. że nie będę na jego życie nastawa!. co my zamierzamy zrobić. — Znaleźć się w sytuacji ściganych Galaktów... że nie może się poruszać. — Ewakuować się! — zagrzmiał władca.

admirale. gdyby tak było w rzeczywistości. czy są to informacje prawdziwe.Nagle majaki zniknęły. Osima wzruszył ramionami. Ze snu admirała wynika. że mamy być ewakuowani dziś na jakąś Planetę Manganową. — Nie chce pan chyba powiedzieć przez to. Nie wiadomo natomiast. Uniosłem powieki. W każdym razie wszystko układa się w logiczny ciąg. Do sali wtargnęły głowooki. Orlan zniknął równie nieoczekiwanie. Romero powiedział zimnym tonem: — Utrzymuję. bo wkrótce po uwolnieniu mnie z klatki grawitacyjnej straciłem przytomność. — Nie szkodzi — uśmiechnąłem się z trudem. Wielki przerwał w pół słowa. że znów przyśniło się panu coś zadziwiającego? — zapytał z nadzieją w głosie. Potem wszyscy jeńcy mają zebrać się w tej sali. że nie mogłem nawet poruszyć ręką. Jeśli więc dziś ewakuacja nie nastąpi. Zostaniecie przewiezieni na Planetę Manganową. bo nieoczekiwanie pojawił się jak spod ziemi Orlan: — Admirale Eli. poszturchując opornych ciosami pól grawitacyjnych. że jakiś nieznany przyjaciel dostarcza admirałowi tajnych informacji. jak się pojawił. Przerwał nagle. — Chcę powiedzieć — odparł spokojnie Romero — że nie zdziwiłbym się. Sny zawierają więc informacje całkowicie nowe. zanim Elego nie zaczęty nawiedzać sny. a Kamagin stał jak gromem rażony. potem Osima i Petri: Słuchali mnie uważnie i z powagą. zawsze spokojny Osima tym razem nie mógł opanować zaskoczenia. że jeżeli choć jeden z faktów podanych nam przez admirała okaże się prawdziwy. O żadnym z tych faktów nie słyszeliśmy. której Niszczyciele panicznie się boją. — Uśmieje się pan. Pawle. że w najpotężniejszej twierdzy Zływrogów nastąpiła awaria jakiegoś urządzenia i wreszcie. — Wszak nie przeczę. nie chciałem pana obrazić. że to jest wytwór chorej wyobraźni. nadawszy im dla niepoznaki postać majaków sennych? — zapytał ironicznie Kamagin. 14 — Wspaniały sen! — wyszeptałem. chociażby w wyobraźni. jak tylko wyśmiewać się z naszych dręczycieli.. — Cóż za informacje mogą zawierać majaczenia? — wykrzyknął zapalczywie Kamagin.. że do tej pory dźwięczy mi w uszach. Ocknąłem się na pryczy z głową na kolanach Mary i usłyszałem jej szczęśliwy głos: .. nie pozostaje nam nic innego. że Galaktowie posiadają broń biologiczną. — Te sny są zbyt skomplikowane. — Szybciej! Szybciej! Szybciej! Niewiele pamiętam z początkowego stadium ewakuacji. które bez żadnych dyskusji zaczęły nas zaganiać ku wyjściu. prawdziwe będą także pozostałe. aby miały być jedynie snami — powiedział ostrożnie Romero. Pawle. — Zapomniał pan. Zgadzacie się z tym? — Ja się zgadzam — odparł z uśmieszkiem Kamagin. Znów pojawił się Orlan i po raz pierwszy usłyszeliśmy jego krzyk. opanował się jednak po chwili i powiedział ze skruchą: — Przepraszam. Niestety. Do Romera przyłączyli się Kamagin z Lusinem. Admirał dowiedział się we śnie. że Allan atakuje Perseusza taranem anihilowanych karłów. że wkrótce będziemy mogli to sprawdzić. Kiedy skończyłem. Z drugiej strony bariery stał Romero. Poczułem na sobie czyjś wzrok. Marzycielski automat 1 Ewakuacja przypominała paniczną ucieczkę. Ocknąłem się leżąc pod niewidzialną ścianą mojej klatki tak wycieńczony. a Kamagin wykrzyknął: — Widzenia są fantastyczne. drogi przyjacielu. — Wkrótce zostaniesz nakarmiony. — Zdaje się. Romero opuścił laskę. rozlegający się później tak często. a rzeczywistość potworna. pierwsza próba dobiegła końca — powiedział obojętnym głosem..

— Nareszcie w domu! — wykrzyknął Osima idący obok mnie. czuję się już całkiem dobrze. — Zuch jesteś. Rozmawiać myślami było nie tylko bezpieczniej. który stał w pobliżu. która być może spowodowała awarię na Trzeciej Planecie. — Nic mu się nie stanie. Podchwycił mnie Petri i zaprowadził do mego pokoju. nieco tylko wychudłego i postarzałego. W tej samej chwili do pokoju wszedł Lusin z Astrem. Pawle. Planeta jest zakażona. Tak pewnie wyglądali w starożytności ludzie wstający z łóżka po długiej chorobie. Zdaję sobie sprawę. Poczekajmy tu chwilę na jego powrót. Tam położył mnie na kanapie. To właśnie jakiś gwałtowniejszy ruch pegaza przywrócił mi zmysły.— Ocknął się! Żyje! — Na jaki statek nas ładują? — spytałem. aby nastroili się na moje promieniowanie. Siły stopniowo wracały. że osiągnąłem pewien sukces. Odnoszę przy tym wrażenie. — Chciałbym poznać pańską opinię. Znów straciłem przytomność. — Właśnie na uzyskanie takich przyjaciół spośród narodów gnębionych przez Zływrogów i samych Niszczycieli liczyłem. prowokując publiczną dyskusję ze zwierzchnikiem wrogów. kiedy znaleźliśmy się pod drzwiami naszego mieszkania. klepiąc go po ramieniu. — Wprawdzie nie udało mi się wyjść ze statku. ale i łatwiej. Jedynym godnym zaufania źródłem informacji — zakonkludował Paweł — są dziś sny Elego. Zachwiałem się. Co chwila ktoś wybiegał na korytarz. mamo! — krzyknął już z daleka. Uruchomiłem deszyfrator i poprosiłem przyjaciół. — Ja wstąpię do sali obserwacyjnej. że byłoby głupotą prosić . a wtedy rozwój życia można będzie przerwać jedynie unicestwiając całą planetę. Mary? O jakim zakażeniu on mówi? Okazało się. iż działają tu nie pojedynczy sympatycy. póki epidemia życia nie ogarnie całego globu. Po krótkotrwałym ożywieniu znów poczułem się źle. Andre miał na sobie nowe ubranie. zyskaliśmy tajnych sprzymierzeńców w bezpośrednim otoczeniu Wielkiego Niszczyciela. — Dokąd on tak pędzi? — zapytałem z niepokojem. — Co to znaczy. — Władcy Wszechświata boją się pokazać nam wnętrze swoich okrętów — dorzucił ironicznie. przynajmniej dla mnie. wołając radośnie. był ogolony i porządnie uczesany. Romero zaoponował: — Tu nie chodzi o szeregowych Zływrogów. prowadząc pod rękę Andre. I zdaje się. Planeta została zarażona życiem. Proces będzie z początku rozwijał się powoli. Przyszedłem do siebie już na pokładzie „Cielca” stwierdzając ze zdumieniem. Przypominał teraz dawnego Andre. z których jedna — nasza ewakuacja — już się potwierdziła. — Na „Cielca” — odparł Kamagin. że Aster na polecenie Mary rozpylił na planecie kulturę bakterii odżywiających się niklem i jego solami. Nie obawiaj się o mnie. Niszczyciele nie tknęli niczego w naszych kabinach. Świadczą o tym wiadomości z narady w sztabie generalnym przeciwnika. synu! — powiedziałem. gdyż bardzo osłabłem i słowa z trudem przeciskały mi się przez gardło. ale nawet się nie odwrócił. ale wylałem płyn na zewnątrz przez kanał analizatora. — Nie pora teraz na bieganinę po statku! Mary uśmiechnęła się pogodnie. — Wszystko załatwione. Nie zdążyłem odejść na dwa kroki. Zawołałem go. admirale — powiedział Romero. kiedy obok mnie przemknął Aster z jakimś naczyniem w ręku. że niczego nie brakuje. — Zdarzyło się wiele zadziwiających rzeczy i musimy zanalizować sytuację — powiedziałem. Wywołało to chwilowe zamieszanie. kiedy nowo przybyli usiedli — są chyba swoistą formą informacji przekazywanej przez naszych ukrytych przyjaciół z obozu Niszczycieli. że półleżę na grzbiecie jednego ze skrzydlatych wychowanków Lusina. — Zajrzyj do nas — poprosiłem Mary. lecz cała organizacja przyjaciół. że nie ma żadnych uszkodzeń. — Pańskie sny.

Zakazem nie była objęta tylko sala obserwacyjna. z miastami i fabrykami i tysiącami okrętów krążących wokół globów. że czynili to umyślnie. Życzymy przyjemnych snów! 2 Czasami odnosiliśmy wrażenie. bo wróg istotnie był bardzo potężny. Ja pewnie też wyglądałem nie lepiej. nie było im końca. uprzemysłowionych. nie tak dokładny. bo Mary zbladła i szarpnęła się. Patrzyłem na to w przerażeniu. ruchome przedmioty poderwały się ze swoich miejsc. Ściany zbliżały się ku sobie. Chwyciłem go za ramię. Pędziliśmy w otoczeniu statków wrogiej eskadry. wodząc palcem po mapie Kamagina. wszystkich tych pól grawitacyjnych. Tym razem nie miał eskorty. kiedy wreszcie udało mi się chwycić ją za rękę. Minęliśmy ją i po paru dniach pomknęliśmy ku środkowi skupiska. — Obok krystalicznych pseudo-roślin zjawią się tam organizmy żywe. Wróg miał wedle jego opinii krążyć wokół tego samego rejonu i pokazywać go z różnych stron. Poczułem. lecz te wszystkie metalowe pustynie. że traci siły. a podłoga wznosiła się ku opadającemu sufitowi. zabranym z jego starego statku. jeżeli kiedykolwiek zdołamy do nich dotrzeć — mówiła żona. Wszystkie przedmioty wróciły po chwili do swych normalnych proporcji. iż nasi strażnicy opuścili statek. że katastrofa również dla niego była zaskoczeniem. jak żona spłaszcza się niczym naleśnik. Wszystko zadygotało. Pomagał jej w tym Aster. która ze świeżym zapałem badała prymitywne formy życia. Wkrótce na podstawie tych notatek sporządził schemat przebytej drogi. żeby zapamiętywał dosłownie wszystko. W dniu katastrofy byłem w laboratorium Mary. najpierw mikroskopijne. ale „Cielec” nadal wibrował i cały statek wypełniony był łoskotem mechanizmów. co ujrzy w swych majakach. a potem narzucić traktat pokojowy na własnych warunkach. ale wystarczająco szczegółowy. Można go jednak prosić. Jedynie na Osimie demonstracja potęgi Niszczycieli nie wywarła żadnego wrażenia. iż Niszczyciela pozbawionego środków technicznych. Dowiedziałem się później. a jego wygląd świadczył o tym. Nieraz łamałem sobie głowę nad zagadką. widząc. — To jakiś nowy podstęp przeklętych Niszczycieli! Na wewnętrznej uliczce omal nie zderzyłem się z pędzącym Orlanem. Dlaczego? Nie przekonał mnie: lecieliśmy prosto na Pomarańczową. w której dniem i nocą tłoczyli się ludzie. — Co się stało? Orlan zaczął się w milczeniu wyrywać. — Przypatrzcie się uważnie — dowodził. Przypominało to widoki z gabinetu krzywych luster. . co z tobą? — wykrzyknąłem przerażony. zagospodarowanych. by po chwili spęcznieć i zamienić się w karzełka. a nie krążyliśmy wokół niej. aby zastraszyć nas swoją potęgą. setki planet. a później takie. Petri uważał. jaki mógłby wykonać komputer. Uważał on mianowicie. tak swobodnie mogliśmy się poruszać po części mieszkalnej i parku. Wystarczyło jednak zbliżyć się do pomieszczeń służbowych i już nie wiadomo skąd pojawiał się dyżurny Zływróg. — Ożywimy nie tylko Niklową. — Charakterystyki planet powtarzają się. aby zechciał jak najwięcej śnić. czemu Niszczyciele nas tam puszczają. — Biegnijmy do sali obserwacyjnej! — krzyknąłem.admirała. a przy każdej z nich mnożniki wykrywały planety. co dostrzegał na stereoekranie. zdradzając tym samym tajemnicę fortyfikacji Perseusza. — Mary. do jakich przywykliśmy na Ziemi. Wkrótce jednak Pomarańczowa zeszła z osi lotu. poza granicami wyznaczonej przez nie sfery rozpościerała się majestatyczna panorama: jedna gwiazda zastępowała drugą. Nagle przez cały statek przebiegł skurcz. Wrogowie rzeczywiście mieli się czym pochwalić. Kamagin zapisywał w dzienniku pokładowym. wszystko. że wszystkie te piekielnie uzbrojone planety ze sztucznymi księżycami i armadami krążowników są w trzech czwartych mistyfikacją.

nie śniło się przypadkiem nic podobnego? Gwiazdy nadal blakły i znikały. Kiedy zaczniemy znikać. rozregulowały się. jeżeli mnie nie puścisz! Mary szarpnęła mnie za rękaw. abym mógł zdecydować. ale Romero powiedział: — Proszę iść. — Chodzi o życie twoje i twoich przyjaciół! — O wasze chyba też — dorzuciłem ironicznie. może pokonać byle ziemskie dziecko. i to z coraz większą prędkością. — Zabawna przygoda! — powiedział Osima głosem. W sali obserwacyjnej uderzył mnie przeraźliwy krzyk Kamagina: — Admirale. Kamagin miał rację. Orlan wahał się kilka sekund. — Nie widzę w tym żadnej tragedii. — Macie chyba sterowanie ręczne? — Tak. admirale! — rozkazał Orlan. wielokrotnie już teraz przekraczającą szybkość światła. Musimy się trzymać w pobliżu eskorty lub odeprzeć ich salwę grawitacyjną. Orlan milczał przez chwilę i zdawał się czegoś nasłuchiwać. admirale. Sterówka była oświetlona. W pobliżu foteli stał Orlan ze swymi adiutantami. burza nieustannie zmieniająca metrykę przestrzeni. chyba że coś przede mną ukrywasz. okręty nas zaatakują. — Mechanizmy. — Wielki zabronił tracić „Cielca” z oczu. — Trzeba uruchomić urządzenia napędowe statku. — Musicie go natychmiast naprawić! — Nie znam się na takich skomplikowanych aparatach. — Puść mnie! — wychrypiał Orlan. Pomarańczowa nie świeciła. lecz pałała jak nieustanny jaskrawożółty rozbłysk eksplozji. Znaleźliśmy się wewnątrz ślimaka przestrzennego. — Mówiłem już. obok której przelatywaliśmy. a krążowniki konwoju na zewnątrz. a nie w obszarze nadświetlnym. to nie zaszkodzi. Kurs flotylli został zmieniony. Maszyny sterujące remontuje się jedynie w bazie kosmicznej. Energiczny kapitan najwidoczniej zastanawiał się już. — Wkrótce nie będzie już żadnej gwiazdy — powiedział w zadumie Romero. Wokół nas szalała burza. ale i tam również dostrzegłem jedynie czarną pustkę. spadamy na Pomarańczową! 3 Trzy czwarte gwiazd skupiska zniknęło z ekranów. kształtujące metrykę. że aż mi zamigotało w oczach. a za nimi zaczęły rozpływać się okręty wrogów. spadaliśmy na nią. a pozostałe bladly w oczach. admirale! . czy warto wam pomagać. w którym nie było śladu lęku. ale można go używać tylko w przestrzeni einsteinowskiej. Uruchom mechanizmy obronne. — Admirale Eli! Proszę do sterówki! — rozległ się z głośników ostry głos Orlana. zainstalowane na gwieździe. że komputer sterujący napędem jest uszkodzony. transportery siłowe nie działały i musiałem ręcznie otwierać drzwi. bo inaczej koniec z nami. Skłoniłem się w odpowiedzi na jego powitanie. a statki rozproszone. jaką korzyść możemy wyciągnąć z awarii.zakrzywionych powłok przestrzennych i wyładowań elektrycznych. — A kto się zna? — Nikt. Powiedz zresztą. co się stało. Chwyciłem lornetę mnożnika. — Wszyscy tu zginiemy. skoro potrzebują pańskiej pomocy. — Natychmiast do sterówki! Zawahałem się.. jakiej od dawna nie potrafiliśmy sobie nawet wyobrazić. Niechętnie uwolniłem nienawistnego Zływroga i Orlan pomknął takimi niewiarygodnymi skokami. — Powiem — odezwał się wreszcie. „Pewnie mają łączność telepatyczną” — pomyślałem. — Przedziwny świat! Czy panu. Najwidoczniej zdarzyło się coś niezwykłego. a tylko zainteresowanie..

— Jakie ciśnienie i temperatura panują na planecie? Czy potrzebne są skafandry? Jak z wodą i żywnością? — Skafandry zostawcie na statku. mówisz? — Wskazał ręką na Pomarańczową. Bez pól ochronnych nie sposób go przeżyć. Otworzyłem oczy. — Czy nie wydaje ci się przypadkiem. iż po naszej stronie wystąpiły siły znacznie potężniejsze od całej floty waszych krążowników? — Po waszej stronie. 4 Na wklęsłych ekranach złociło się niebo. Niewidzialne. dokąd pędzimy. W imperium Wielkiego Niszczyciela nie ma miejsca groźniejszego niż Trzecia Planeta! Odwrócił się do mnie plecami. — Admirale Eli — powiedział. Na Planecie nie ma środków komunikacji. Niebo to przestrzeń z gwiazdami. odwróciły i popchnęły ku wyjściu. ale nie miałem teraz pola osobistego. złotawe niebo z pałającą na nim czerwonawą gwiazdą. wolałbyś zginąć od salwy dział grawitacyjnych. Nie wiedziałem. Przyciąganie na planecie zależy od szerokości geograficznej. giętkie ręce chwyciły mnie za ramiona. — Nie!. a my lądujemy w strefie wysokiej grawitacji. — Statek opada w złym miejscu. Potężna siła pochwyciła mnie i rzuciła w dół. trzy niknące w innym świecie gwiazdoloty. co to znaczy atak grawitacyjny. — Gdybyś wiedział. 5 To była metalowa planeta. a na niego Osima. Ciśnienie i temperatura są znośne. Spróbowałem się unieść na rękach. aby jeńcy szli możliwie szybko. Zawsze był z natury blady. Wściekłym szar pnięciem spróbowałem się uwolnić.. jak słowo to kłóci się z widokiem rozpościerającym się przed nami. Pogroziłem więc tylko pięścią Orlanowi i spokojnie wyszedłem na korytarz. Masz jeszcze jakieś pytania? — Tak. gdzie przechadzałem się z synkiem. Należy szybko dotrzeć do Stacji Metryki Przestrzennej. której pozorna średnica była około pięciu razy mniejsza od naszego ziemskiego Słońca. Tuż przed lądowaniem na planecie Orlan odnalazł mnie w parku. naga metalowa pustynia nigdzie nie zakamuflowana nawet pseudoroślinami podobnymi do „rosnących” na Niklowej. i odwołał na bok. Pomagając sobie laską przykuśtykał do nas Romero.— Czy mamy za cenę życia sprzedać najważniejsze tajemnice ludzkości? Nasze życie nie jest tyle warte! — Za późno! — krzyknął strasznym głosem Orlan. Wiedziałem już. Żywność i wodę załadujcie na swoje awionetki. — No i obeszło się bez zdrady ludzkich tajemnic! — zakpiłem z niego. ale nie zdołałem. Krążowniki zostały wyrzucone z naszej przestrzeni wraz z wystrzelonymi przez siebie falami grawitacyjnymi. ale teraz jego bladość nabrała niebieskawego odcienia. Musisz zatroszczyć się o to. Na czarnym niebie płonęła tylko Pomarańczowa. — Nie! — wykrzyknął triumfalnie Orlan. Petri pomógł mi wstać. gdyż nie wolno jej odwiedzać. planetami i satelitami. Co to za planeta? Czemu na niej lądujemy? Jaki los nas czeka? — Na te pytania nie odpowiem — rzucił zimno i pośpiesznie się oddalił.. Stacja nie odpowiada na wezwania. ale Orlan również był najwidoczniej kompletnie zdezorientowany. tam będzie lżej. Tu zaś była tylko wypełniająca wszystko Pomarańczowa i krążąca wokół niej samotna planeta. Nad oślepiająco błyszczącą zlotem i ołowiem równiną rozpościerało się połyskliwe. Zamknąłem oczy. Na mnie zwalił się Petri. . Powiedziałem „niebo” i poczułem. Schodząc po trapie upadłem. którym niegdyś poraziłem atakującego mnie niewidzialnego. co nas czeka w przyszłości. — Jesteśmy ostrzeliwani! Obok Pomarańczowej pałającej złowieszczym światłem na wygasłym niebie pozostały jeszcze trzy zielone punkciki.

Skrzynie Zływrogów poruszały się same ślizgając się nisko nad ziemią na poduszce grawitacyjnej. — Opanuj się. że tego nie wytrzymamy. jakie rozkazy wyda pan. Petri wrzucił do jednej z awionetek plecak Astra. Orlanowi ciążenie także dawało się we znaki. Za nim szła Mary. Pierścień głowooków otaczał kolumnę. jak się później okazało.. rozkazuję wam i apeluję do was. — Co pan zarządzi. oczy jej zapadły gdzieś pod czaszkę. Kiedy Orlan zarządził pierwszy odpoczynek. Upadłem obok Mary. — Nie oczekiwałem takiej małoduszności. Eli! Romero był dla mnie jeszcze surowszy. — A zresztą jakiż to ze mnie teraz admirał. a każdemu jego okrzykowi towarzyszyły grawitacyjne ciosy strażników bezlitośnie nas popędzających. że każda noga waży przynajmniej sto kilogramów i że długo tak iść nie zdołam. — Szybciej! — wykrzykiwał co chwila Orlan. — Ja — odparłem. Poprosiłem go: — Czy nie można zostawić najsłabszych? Na statku działają grawitatory. drogi przyjacielu. Pospieszyłem ku niemu i zabrałem plecak. gdzie kto stał. Wyładunek trwał nadal. abyście spełniali i wytrzymali to. dopóki nie zmienimy decyzji. Awionetki nie mogły unieść się w powietrze i tylko niezgrabnie pełzły po gruncie. Petri odkrył. Ruszyliśmy w nieznane. i za niezręcznie podskakującym Orlanem. Proszę więcej się tak do mnie nie zwracać! Mary ścisnęła mnie za łokieć. który przykuśtykal do nas w towarzystwie swych adiutantów. Skrzydlate smoki i awionetki z zapasami zamykały pochód. Kiedy ostatni człowiek zszedł na grunt. Szedłem czując. Anioły i całe gospodarstwo Lusina wyładowano przed ludźmi.— Co najmniej trzykrotne przeciążenie—wykrztusił próbując się uśmiechnąć. potknął się i potoczył na ziemię. W jego czasach kosmonautów trenowano na wielkie przeciążenia. drogi przyjacielu! Wybraliśmy pana na zwierzchnika i pozostanie pan naszym zwierzchnikiem dopóty. co nie bardzo mu się udało. — Obawiam się. Romerem. na grę świateł załamujących się w ołowianych skałach wyrastających ze złotej równiny. co będzie z Mary i Astrem. w którym. Wyszeptała: . — Wszyscy wysiadają! — uciął. Gdyby Petri nie podtrzymał go w ostatniej chwili. Za nami szli pozostali jeńcy. Powróciłem do towarzyszy. admirale? — Dobrze. automaty zaczęły wyładowywać awionetki z zapasami wody i jadła oraz jakieś długie skrzynie z rzeczami Niszczycieli. admirale? — Rozkazy wydaje tu Orlan — powiedziałem z goryczą.. — Kto pójdzie pierwszy w kolumnie? — spytał Orlan. Podszedł Osima. wszyscy zwalili się bez sił. że nie należy przestawiać nóg. synek skręciłby sobie kark. Ale i w ten sposób nie mogliśmy nadążyć za niezmordowanie pełznącymi głowookami. Stosunkowo najlepiej czuł się Kamagin. gdyż nie było wówczas grawitatorów stwarzających normalne warunki przyciągania ziemskiego w kosmosie. na czele której szedłem wraz z Mary. Petrim i Kamaginem. Zobaczyłem w oddali Orlana i poprosiłem Petriego. lecz je przesuwać i wkrótce wszyscy ślizgaliśmy się jak na nartach. chociaż zabrały zaledwie połowę zwykłego ładunku. a ja z przerażeniem myślałem. Starałem się nie patrzeć na przygnębiający blask pustyni. Osima. W tej samej chwili na trapie pokazał się Aster z plecakiem na ramionach. którym nie przeszkadzała zwiększona grawitacja. leżały pojemniki z kulturami bakterii żywiących się zlotem i ołowiem. Tak więc. Żona chrapliwie oddychała. aby pomógł mi do niego dotrzeć. Malec nieostrożnie postawił nogę na stopniu. Skrzydlate istoty również nie czuły się najlepiej. co ja sam zdołam spełnić i wytrzymać.

ale nie chciał jeść. bez jednej gwiazdki. — Mam jeszcze dość siły. która mogłaby teraz uratować mi syna? Pokręcił ze smutkiem głową. ile ją ta noc kosztowała. Syn otworzył z wysiłkiem oczy. Prowadzący ją mechanik rozdał jedzenie. masaży podtrzymujących życie. — Wkrótce stracimy syna — powiedziałem do żony. — Wytrzymam wszystko to. Moim zdaniem jest tylko jeden sposób ratunku dla Astra. Niebo najpierw sfioletowiato. Możliwe zresztą. aby nieść twojego syna. Poprosiłem Orlana o awionetkę dla Mary i Astra. — Astra musimy położyć w awionetce. W połowie drugiego odcinka marszu zaszła Pomarańczowa. Musi pan zobaczyć jeszcze jeden wieszczy sen i do wiedzieć się. Zaraz po kolacji znów zabrzmiał rozkaz: — Wstawać! Idziemy! Szybciej! Szybciej! I znów szliśmy wśród czarnej nocy otoczeni łańcuszkiem niby-pochodni na głowach Zływrogów. zaszczepiłam tu życie. lecz nic nie powiedziała. W ciemności rozgorzały peryskopy głowooków. bardziej żywotni. Potężny Anioł chciał nieść synka. Potrząsnąłem go za ramię. Orlan zarządził drugi postój. spróbował wstać.. — Lekarstwa na przeciążenie nie znali nawet starożytni. kochanie — odparła pospiesznie żona.. bez jęku. Awionetka z zapasami przepełzła wzdłuż szeregu. popędzani niecierpliwym krzykiem Orlana. Spróbowałem nakarmić Astra. Rozkazuję ci więc. — Sam chwiejesz się na nogach — zaoponowałem. — Nie martw się. 6 Noc ciągnęła się bez końca. abyś przyjął pomoc Truba. — Zapomnieliśmy co to choroby. aż wreszcie stało się jednolicie jaskrawozłote. aż wreszcie nad nami rozlała się jednolita czerń. Ranek zastał nas na postoju. Trochę spaliśmy. zaraziłaś planetę życiem? — Tak. Przez wszystkie te nocne godziny szła za mną bez słowa skargi. ale ten nie pozwolił mu nawet podtrzymywać się pod rękę. — Jesteś nie tylko moim synem. że pojazd będzie posuwał się w tyle kolumny jeńców. Pan jeden może nam pomóc. — Zwichrowania metryki są widać bardzo szczelne. zielonkawy. Awionetka z pożywieniem dotarła do nas. Trub chwycił Astra na ręce. Aster leżał między mną a Mary. — Pawle — powiedziałem. lekarstw. Trub i Osima namawiali mnie. Nie martw się o to. że nie jest mu wcale ciężko. który z dala przysłuchiwał się naszej rozmowie. ale nie zdołał tego zrobić i znów zamknął powieki. Ale Aster. Eli! — wykrzyknął Trub. Niebo szybko ciemniało. że ledwie go usłyszałem: — Mamo. lecz także członkiem załogi „Cielca” i musisz podporządkować się rozkazom. Aster podszedł do nas razem z Trubem. — Naprawdę wypadliśmy z przestrzeni! — wykrzyknął Romero. bo syn znalazłby się wtedy w całkowitej władzy Niszczycieli. ale pod warunkiem. Słyszałem swój głos jakby z boku — drewniany. Teraz tylko one oświetlały powierzchnię planety. jednego rozbłysku światła. . znali masę zabiegów. wytrzymam. pokazując. Zgodził się ją dać. — Kiedy spałeś.— Nic mi nie jest. lecz pozbawieni opieki maszyn stajemy się słabi i bezbronni. dokąd Zływrogi nas z takim pośpiechem pędzą. Posililiśmy się. ale teraz przy świetle dnia widziałem.. później przybrało odcień niebieski. beznamiętnie spokojny. Mary spojrzała na mnie. abym się na to nie zgodził. ojcze — szeptał Aster w odpowiedzi na moje wyrzuty i upadł na ziemię obok Mary. Może wśród starożytnych recept była i taka. że nie miał już sił żuć i przełykać. Odwołałem na bok Romera. Po chwili wyszeptał tak cicho. ale przez większą część tej nocy szliśmy.. Dawniej ludzie byli odporniejsi. co wytrzymasz ty.

. Po zachodzie gwiazdy Orlan zarządził nocleg. Obok niego stało jeszcze dwóch innych niewidzialnych. Niezbyt dobrze widziałem tych. a moje miejsce koło Astra zajęli Lusin i Andre. Błagałem nieznanego przyjaciela lub przyjaciół o pomoc.. który zachowywał się teraz raczej jak zwierzchnik niż milczący strażnik. — Bez dokładnej informacji nie możemy podjąć skutecznych kroków. jakim go dotychczas znałem. Poruszamy się i działamy na oślep. że tracę przytomność. że nie jestem żadnym Kradem. Zapadałem w sen jak w głęboką studnię. że odchodzi od nas na zawsze. że przenoszę się poza łańcuch strzegących nas głowooków do tej części obozu... — Jedynym wyjściem jest unicestwienie wszystkich jeńców — rzucił ostro drugi adiutant Orlana. przerastający co najmniej o głowę innych Niszczycieli. przemawiałem do niego. pomyślałem. Żona w milczeniu zaprowadziła mnie do smoka pełznącego wśród ludzi. już normalnego wzrostu. Uświadomiłem sobie nagle. — Tak jest — odparłem z groźbą w głosie. który pozbył się swego ekranu. nie ma nawet miejsca. to bardzo ważne. którzy stale mu towarzyszyli — i Orlan szepnął do mnie: — Krad. — Musimy podjąć ważne decyzje. dokładnie tę groźbę w glosie usłyszałem. — Co z Astrem? — zapytałem Mary. Smoki. Na grzbiecie zwierzaka leżał nieruchomo Aster. lecz Elim. gdzie wypoczywali Niszczyciele. ale wiedziałem. ale prosiłem. Orlan nie wiedział wszak. Noc zastała nas w marszu. Jutro grawitacja zmniejszy się. Odgrodziłem się od wszystkiego i ze wszystkich sił. Doniesiemy. — Słusznie. ale stan jego się nie pogorszył i to uznałem za dobry omen. — Sytuacja się skomplikowała — zagaił naradę Orlan. Kiedy ruszyliśmy. Bardzo silny. Aster nadal nie poruszał się i nie odzywał. zapamiętaj każdą wypowiedź.— Dziś mniej przyciska do gruntu. tym bardziej że i Mary nie chciała znaleźć się sama wśród wrogów. — Powiedz nam. ale pod powiekami nie było łez. Trub z Astrem stanął między mną a żoną. admirał ludzkiej floty. Pewien pegaz. bo łączności ze Stacją nadal nie ma. zbliżył się do mnie Lusin. Eli — powiedziała cicho Mary. Był to ogromny niewidzialny. Gigu — zwrócił się Orlan do olbrzymiego niewidzialnego — ale chyba nie będę mógł zaspokoić twej ciekawości. — Mamy program uświęconych idei Wielkiego Niszczyciela. który przybrał postać Zływroga. Wszędzie ołów i złoto. Eli! — Grawitacja rzeczywiście słabnie — potwierdził Osima. że nigdy mu się dokładnie nie przyglądałem.. czy nie są tylko wytworem mojej chorej wyobraźni.. padałem przed nimi na klęczki. Mary płakała. którzy odzywali się w ciemnościach. Teraz ze względu na ciemności też nie mogłem rozróżnić jego twarzy. modliłem się do nich o pomoc i ratunek dla syna. i sam gwałtownie przemieniam się w Zływroga. — Będziemy po kolei. Przekonali mnie. . błagałem. — Zapamiętam! Wkrótce człowiek. Eli — powiedział. ale jednego doskonale rozróżniałem. gdybym i ja potrafił się rozpłakać. Pomyślałem. Nie trap się. z całej duszy. że pewnie byłoby mi lżej. Zobaczyłem jakby z boku. Truba obok niej nie było. i nagle poczułem. co się wokół mnie dzieje. gdzie można by wykopać grób. — Spójrz dokoła. gdy Orlan zarządził kolejny postój. Posłuchałem. Nie wiedziałem. — Musisz odpocząć. co wiesz — powiedział olbrzym. Gładziłem ręce syna. a ten program rozjaśnia każdy mrok —jeszcze ostrzejszym tonem powiedział drugi adiutant. że się nie odezwie. tak gwałtowny był przeskok z jawy do sennych majaków. — Dokąd? — zapytałem z rozpaczą w głosie. — Rozumiem cię. czy naprawdę istnieją. wziął udział w naradzie oficerów i strażników — Niszczycieli. złoto i ołów!. Szedłem obok Orlana — teraz byłem jednym z jego dwóch adiutantów. 7 Szedłem nie wiedząc.

— Masz rację. idee Wielkiego rozjaśniają wszelki mrok — zgodził się Orlan. Zwłaszcza że nie możemy pozwolić jeńcom zbliżyć się do mechanizmów Stacji. W Stacji znów nastąpiła awaria.. jeśli do tego czasu nie zdołamy opuścić niebezpiecznej strefy. — Rozumiem. gdybym podejrzewał się o jakiekolwiek wątpliwości. Lądujący gwiazdolot nie został zniszczony w polach ochronnych. co żyje. Niech Orlan decyduje. Ale jesteśmy przyjaciółmi. jeżeli powtórzę krótko. sytuacja stanie się groźna. — Może rozdzielić się na dwie grupy? — zaproponował Gig. W paśmie żywej straży zdołamy wytłumaczyć żołnierzom Stacji naszą obecność. Przy tym mechanizmy Stacji działają. grawitacja zmienia się w sposób prawidłowy. że taki moment nadszedł. — Mówmy więc o naszej sytuacji. to jedyne wytłumaczenie. — To nie jest konieczne — odparował drugi adiutant. aby zachować swoje życie.. co mówi Wielki: zniszczenie jest najwyższym celem rozwoju.. gdy tylko zajdzie potrzeba. — Dyrektywa Wielkiego zezwala rozprawić się z jeńcami. aby zapewnił wszystkim bezpieczeństwo. a wobec tego powszechna wojna i unicestwienie wszystkiego. Kiedy automaty biologiczne Stacji naprawią uszkodzenie. — Trzecia Planeta — kontynuował Orlan — zachowuje się niezrozumiale. bo Galaktowie nie przyjdą im z pomocą. gdyż wokół Sodowej znajduje się wiele osiedli Galaktów i jeżeli odwieczni wrogowie zdecydują się wyjść ze swych twierdz. — I gdybyśmy znaleźli się tu z własnej woli. Unicestwiłbym sam siebie... aby nadal niańczyć się z jeńcami. co wiemy i czego nie wiemy. Wielki Niszczyciel przeniósł swoją rezydencję na Planetę Sodową. a teraz sama ściągnęła „Cielca” na swą powierzchnię. Co innego zniszczyć wroga w walce. część jej przeszliśmy.. — Cóż ja słyszę! — powiedział z oburzeniem adiutant Orlana. — Zdaje się. — Nam również zakazano zjawiać się w rejonie Stacji — zauważył Orlan. zostaniemy wszyscy unicestwieni. odległą od teatru wojny. Obecna siedziba Wielkiego też nie jest zupełnie bezpieczna. stanowi idealne wcielenie życia. . Uważam. Tak rzekł Wielki. Nie widzę powodów.. Poprzednio żaden statek nie mógł się do niej zbliżyć. Bezczelnych ludzi czeka zguba. — Co powiedzą dowódcy głowooków? Jeden z głowooków pospiesznie zaświecił peryskopem. nie znaleźliśmy się tu z własnej woli. a nie filozofem. Ludzie zanihilowali drugie ciało kosmiczne. Powiem szczerze: niewidzialni nie lubią zabijać bezbronnych. Czy wszyscy niewidzialni podzielają wątpliwości swego dowódcy? Obaj niewidzialni drgnęli i powiedzieli chórem jednakowymi głosami: — Wykonamy każdy rozkaz. bo Wielki sam się o siebie potrafi zatroszczyć. Mam nadzieję. że zapomniałeś. a nie do plutonu egzekucyjnego!. Zaczął od wiadomości o flocie ludzkiej atakującej Perseusza. a oni wrogami. — Jestem żołnierzem. — I życie jeńców — dorzucił olbrzymi niewidzialny. Wylądowaliśmy w niebezpiecznej strefie. Wyznaczono mnie do konwoju. Moje oddanie Wielkiemu zaprawdę nie ma granic. Orlanie. a drugi pospieszy w kierunku Stacji zawiadomić strażników o naszej obecności i dogadać się z Nadzorcą. — Może więc dobrze będzie. — Jeden oddział pójdzie z jeńcami. kara byłaby tylko jedna — śmierć. że nie podajesz w wątpliwość prognoz Wielkiego? — W żadnym wypadku! — wykrzyknął pospiesznie Orlan. — Ze świętym oburzeniem odrzucamy wszelkie wątpliwości. — Nie strasz nas! — przerwał drugi adiutant. ale do spokojniejszych okolic jest jeszcze daleko. — Dobrze to ująłeś. Naszym zadaniem jest dotrzeć do Stacji.. jeńcy i Niszczyciele też na razie żyją — z takim dobrym przyjęciem jeszcze nikt tu się nie spotkał. — Nie kłopocz się o bezpieczeństwo Wielkiego. jeńcy zginą natychmiast! Do rozmowy znów wtrącił się zdenerwowany Gig: — Źle mnie zrozumiano. Kiedy Orlan rozkaże. jeżeli zdołają się przedostać za nasze kosmiczne zapory.

— Nasza broń jest bezradna wobec przeklętych niewidzialnych. admirale. Jeśli jednak warunki się nie zmienią. Romero zamyślił się. Lepiej. w której posiejemy ziarno zwątpienia. jeńców trzeba będzie zabić. że wyczuwałem rękami jego uderzenia. — Najgorsza jest bezczynność. ale siedzący w pobliżu Trub krzyknął. Opowiedziałem mu o wszystkim. Za mną szli Mary i Andre. — Przygotowujemy się. a ja zająłem się Astrem. Zgadzamy się z nim. Wszystko tak się pomiesza. i wytrzebimy z niej wszystko co ludzkie — zgodnie z ideą Wielkiego. Po śmierci ludzi pozostali nie będą się bronić. 8 Aster nie otworzył oczu. admirale. Osima twierdzi zresztą. .. Stanąłem na czele kolumny i ruszyłem. Każde moje słowo mogło tylko pogłębić jej rozpacz. ma ci coś do powiedzenia. Zorientuję pana w naszych planach. — Sam będę niósł syna — uciąłem. Nie jest wykluczone.. — Jak to sobie wyobrażacie? Bezbronni ludzie nie zdołają pokonać nawet jednego głowooka! — Myli się pan sądząc. że od góry jesteśmy gorzej chronieni. — Zbyt wiele tu niewiadomych. W oddali pokazał się Orlan.. — Co się stało. — Zgoda. Ale przejdźmy na bezpośrednią wymianę myśli. bo nie jestem tak pilnie śledzony. Gigu. Poderwałem się gwałtownie. Oddychał szybko i płytko. którzy nie przejdą na naszą stronę.. kiedy brałem go na ręce. abym to zrobił ja. że pomówię o tym z kapitanami statków. granatów. Resztę powie ci Paweł. Orlanie.— Tak przypuszczałem. informacyjny! — Wolę nazwać go starym słowem — proroczy. że on poniesie chłopca. Prawem starszeństwa decyzja należy do Orlana. Mamy nadzieję. — Bez ludzi skrzydlaci nie są groźni. Jak to zrealizować? Chciałbym wysłuchać zdania specjalistów wojskowych. drogi przyjacielu? Czyżby jakiś sen? — Tak. — Możecie w to nie wątpić. że twój rozkaz będzie zgodny z natchnioną. — Należy oddzielić ludzi od skrzydlatych — zaświecił jeden z głowooków. Kamaginowi udało się załadować na awionetki trochę broni ręcznej: laserów. — Wygląda na to — powiedział po chwili — że wśród wrogów zapanowała niezgoda. Kamagin nalega. czego dowiedziałem się we śnie. Wokół znów rozpościerała się metalowa równina oświetlona już promieniami czerwonawej gwiazdy. Zdecydowałem. postępową myślą destrukcyjną Wielkiego Niszczyciela. Pawle. Nic na to nie odparłem. a grawitacja stopniowo słabnie i wkrótce te stwory będą mogły latać. abyśmy zorganizowali powstanie. co następuje: przejdziemy jeszcze dwa odcinki drogi według dotychczasowego porządku.. Nie zapominajcie. Pozwoli pan. iskierników elektrycznych. serce biło tak silnie. — Pozwolimy ludziom usnąć i w czasie snu unicestwimy ich. ale po twarzy przemknęło mu jakieś nieuchwytne drżenie. Paweł odszedł... aby zachować dusze jeńców jako glebę. Lusin zawołał smoka. że tej broni po zdobyciu skrzyń zdołamy użyć przeciwko Niszczycielom. że jesteśmy bezbronni. — Już — odparł Lusin. Obok mnie siedział Romero. Kiedy Orlan rozkaże ludziom oddzielić się od reszty jeńców. — Oddzielimy ludzi od skrzydlatych — zadecydo wał Orlan. Oni są najgorsi. — Ani razu nie odzyskał przytomności — powiedziała Mary. że nikt nie zdoła oddzielić ludzi od Aniołów i skrzydlatych zwierzaków.. Z tyłu podszedł do mnie Romero i powiedział szeptem: — Proszę się nie odwracać. Wstałem. Wkrótce nadszedł Lusin i dopiero wtedy się odezwałem: — Porozmawiaj z Romerem. rzucimy się na strażników i wybijemy wszystkich. że w samobieżnych skrzyniach Zływrogów znajduje się broń.

— Dobrze — odparłem. ja także otrzymałem tę zabawkę. gdzie będą zupełnie niewidoczne. Oczy miał pełne smutku. Romero odszedł. ale za to granaty i iskierniki zostały jakby dla nich stworzone. Złote niebo poczerniało. Większość granatów wysłano do ziemskich muzeów. który zaalarmuje wroga.. tak aby na pierwszy sygnał wskoczyć na ich grzbiety i ruszyć do ataku.. „Jutro — pomyślałem zasypiając. Kamagin nam pokazał.. albo jutro rano — powiedział Osima. admirale.. ale bardzo słabo. .— Odmawia pan zgody na rozpoczęcie powstania? — Nic podobnego. Syn oddychał. — Później. lecz przytomne. Andre — odparłem. Trub. — A więc mamy dwie możliwości: albo w nocy. To był Andre. —powiedział z trudnością. Orlan gdzieś zniknął i nie wracał. Pomarańczowa utonęła za horyzontem. Szedł bez asysty. Pospiesznie cofnąłem się w ciemność nie nawiązując rozmowy. Edward część ich zabrał na „Woźnicę”. Są bardzo łatwe w użyciu. Poczułem na ręce czyjeś dotknięcie.” 9 Rano Aster umarł. zgadzam się! Kto nas poprowadzi? — Proponujemy Osimę. Rozmawiał z Trubem. Eli — powiedziała z niepokojem. Wokół obozu znieruchomiały ognie pelnią-cych wartę Zływrogów. — Starożytne granaty ręczne — wyjaśnił Osima.. Anioł jednak użył do ćwiczenia kawałka złota leżącego pod nogami. Rozejrzałem się wokoło i spostrzegłem. Przeraziłem się. — Dam sobie radę. mnie. Atak rozpoczniemy z powietrza. wszyscy ćwiczyli się w rzutach. — Laserów Aniołom nie daliśmy — oświadczył Kamagin. zresztą wkrótce będzie postój. iż żaden Anioł nie śpi. — Rozejdźcie się teraz. Potknąłem się o bryłę ołowiu i omal nie upuściłem Astra. Osima z właściwą mu energią i precyzją przygotowywał akcję zbrojną. — Ludzie szyją woreczki na granaty — powiedział Kamagin. Tym razem odpoczynek trwał bardzo długo. a głowooki miały tylko jeden czuły na jej promieniowanie punkt — peryskopy. — Wszystko gotowe. — Zawołam Lusina. Ludzie byli przemieszani z pegazami i smokami. Osima i Petri wraz z innymi jeńcami przytwierdzili na bokach smoków skrzynki wypełnione jakimiś nie znanymi mi metalowymi przedmiotami. — Ten sprzęt im nie odpowiadał. Obok mnie przysiedli kapitanowie statków i Romero. a później na „Cielca”. ale pozostałe przydadzą się teraz nam.. — Anioły zawieszą je sobie pod skrzydłami. że rozum mu powraca. — Pobladłeś.. Zostawiłem Astra pod opieką Mary i przeszedłem się po obozie. spróbuj trafić w tę plamkę. aby zaskoczyć przeciwnika z jego najsłabszej strony. Orlan najwidoczniej również sprawdzał porządek w obozie. gdyż niewidzialnym nie mogliśmy tą bronią zaszkodzić. Samego Kamagina zastałem u Aniołów. — Daj.. a na zastępców Petriego i Kamagina. Skrzydlatymi będą dowodzić Lusin i Trub. Trub podniósł coś z gruntu i rzucił w złoty samorodek majaczący w ołowianej skale. Spojrzałem nań i zrozumiałem. — Rano. kiedy grawitacja osłabnie.. że teraz nastąpi wybuch. W czasie swej wędrówki po obozie natknąłem się niespodziewanie na Orlana. — Nie trzeba — wymamrotałem. — Na pokładzie „Mendelejewa” było ich mnóstwo. Skrzydlaci zachowywali całkowite milczenie i tylko głuche uderzenia ciskanego metalu zakłócały ciszę. Miał zadziwiająco celne oko: dwa kawałki metalu zwarły”się ze sobą jak zespawane. Żona spała objąwszy rękami Astra. pokazując na Astra. Mary chwyciła mnie pod rękę. Wróciłem do Mary. Mówię „zabawkę”. Przed nimi leżała skrzynka z takimi samymi granatami.. — Daj. Ręczne lasery rozdzielono w czasie posiłku. ja. — Jeszcze mogę nieść swojego syna.

A kiedy do walki włączyły się smoki i błyskawice miotane przez Gromowładnego rozświetliły martwym blaskiem szybko zapadającą ciemność. Kiedy Orlan dał rozkaz wymarszu. walka stała się powszechna.. Dopiero teraz Romero i Lusin zauważyli. — Będziemy nieść do miejsca. Dymna ściana wybuchów przesłoniła obóz. Andre. Potem wyciągnął ku mnie ręce błagalnym gestem: — Daj mi go. Eli. albo dopóty. Anioł z Astrem na skrzyżowanych czarnych skrzydłach zajął wolne miejsce na czele kolumny. Nadal trzymałem Astra na rękach. — Zmianę szyku rozkazuję przeprowadzić przed nastaniem ciemności. — Był o trzy lata młodszy od twojego Olega. — Zaraz wydam polecenia! — odparłem spokojnie i poszedłem do swoich. natychmiast przerwało tyralierę glowooków. umart — odparłem. ale Trub mi nie pozwolił. tylko ja nie potrafiłem cieszyć się ani płakać. Osima i Kamagin stali wśród pegazów. Leżała na ziemi i dławiła się łzami. lekko draśnięci Osima i Kamagin. Nad planetą zapadła cisza. — Proszę oddzielić ludzi od skrzydlatych — powiedział Orlan. obok ciężko wylądował Trub. które zbite w niewielkie grupki walczyły teraz w okrążeniu. — Za mną! — krzyknął jak echo Kamagin wzlatując w ślad za nim. Dokoła nas stali w milczeniu ludzie. Wszystko było gotowe do powstania. Zostali ranni Trub i Lusin. a żaden z nich dotychczas nie wtrącił się do starcia ani po naszej stronie. Mary wreszcie przestała płakać. W powietrzu wirowały teraz cale chmury czarnych i białych anielich piór. Tysiące oczu śledziły mnie w napięciu. Pegazy z ludźmi na grzbietach i Anioły dowodzone przez Truba potężną falą runęły z góry na zdezorientowane głowooki. Trzeba im przyznać.Obudził mnie krzyk Mary. 10 Wspominając teraz naszą walkę na Trzeciej Planecie widzę wyraźnie. że Andre odzyskał zmysły. ale patrzyłem na żonę. — Co z nim zrobimy? — spytała zmęczonym głosem. Lusin siedział już na grzbiecie smoka. Trub niósł ciało syna do postoju. dopóki sami nie umrzemy. gdzie będzie można wykopać grób. Ich radość mieszała się ze smutkiem. — Tu nie ma nawet gdzie go pochować. Na krzyk Mary zbiegli się ludzie. Wdrapałem się na ołowianą skałę wznoszącą się nad złotą równiną i spojrzałem na pole walki. Już zesztywniał. objąłem ją i zacząłem gładzić po głowie. Przecież dokoła musiało być pełno niewidzialnych. ani przeciwko nam. oczyszczającego sobie drogę granatami i laserem. Już w powietrzu rzucił granatem w kierunku Niszczycieli. Dlaczego? . wrogowie zaś byli całkowicie zaskoczeni. — Eli! Eli! — dobiegł mnie szept Andre. — Będziemy nieść — odparłem. gdyż każde zabrzmiałoby fałszywie. Uderzenie oddziału pieszych z Petrim i Romerem na czele. Chciałem zabrać od Andre ciało Astra. to jedynie nasi tajni przyjaciele. Trub wznosił się o głowę nad swymi mniej rosłymi pobratymcami. Rozwścieczone Anioły zbyt szybko pozbyły się ładunku granatów i za bardzo zaufały swoim skrzydłom. że jeśli ktokolwiek spodziewał się naszego powstania.. a tylko Andre walczący w największym ścisku cudem nie odniósł szwanku. Petri i Romero. Wszelki ruch ustał. Coś mnie niepokoiło. Podałem mu ciało syna i klęknąłem obok żony. że szybko opanowały pierwszy szok i biły się odważnie i skutecznie: na grunt posypały się pegazy i smoki. widziałem uśmiechy szczęścia i łzy rozpaczy. Zbliżał się wieczór. a potem położył obok Mary. otarła twarz i wstała. — Kazano nam rozdzielić się od skrzydlatych! Pewnie dla naszego dobra — dorzuciłem ironicznie. nie mówiąc już o Aniołach. — On umarł? — Tak. — Był o trzy lata młodszy od mego Olega — powtórzył cicho Andre wsłuchując się w swoje słowa. Poderwałem się i chwyciłem syna na ręce. który natychmiast rozwinął skrzydła. — Postępujcie zgodnie z planem! — Za mną! — krzyknął Osima wskakując na pegaza. Nie mogłem jednak wykrztusić żadnego słowa pociechy. a promienie laserów wznieciły słupy ognia. Rozległ się pierwszy wybuch. czemu tak łatwo zwyciężamy. Nie mogłem zrozumieć.

— Nie mam do was pretensji — rzekł Orlan swym dawnym. — Zginął w walce — powiedział Petri. — Ale nie wiedzieliśmy. Ale największym waszym przyjacielem był on — dorzucił z goryczą. — Dlaczego? Zaraz się z nim połączę i zobaczycie. który wielokroć rozmawiał ze mną w snach. . Głos nagle się urwał. Wkrótce widok całkowicie się przeobraził. Machnął więc skrzydłem w kierunku grupki broniących się głowooków i krzyknął do swych pobratymców: — Za mną! Wykończymy tych drani! Pomogłem Orlanowi stanąć na nogi. Bitwa w trzecim wymiarze była znacznie okrutniej sza i bardziej imponująca niż ta. choć bardzo poraniony. — Tak. jaki widzieliśmy na Sigmie. — Eli. — Witamy pana w naszym obozie. że jedna. toczącego się również w przestrzeni niewidzialnej. — Dobrze przygotowaliście powstanie? — powtórzył Romero. wiedząc. Jemu przypadło najtrudniejsze zadanie. to byłem ja. W powietrzu miotały się tylko Anioły. Myśleliśmy jedynie o zwycięskiej walce. ale w tej samej chwili dostrzegłem tego. Tak bardzo mnie nienawidziłeś. lecz nie mogły długo latać przy wysokiej grawitacji. Przekazywałem je Gigowi. szanowny sprzymierzeńcze. lecz na zewnątrz. Orlan jeszcze się bronił. nie stanowiły dla mnie sekretu. Trub wraz z dwoma rozwścieczonymi Aniołami atakował Orlana i jego adiutantów. którzy pozostali wiernymi sługami imperium Wielkiego Niszczyciela. kto z was jest przyjacielem. Eli!” Rzuciłem się w jego kierunku.. zanim przyjęliście zasugerowany wam plan. lecz nie zatroszczyliśmy się o swoje bezpieczeństwo. Petri stanął pomiędzy nami. co Trub by zrobił. Anioły nieźle go poturbowały. który mnie wołał. — Uspokój się.Nagle usłyszałem znajomy głos. że wzywa mnie przyjaciel. To był taki sam przerażający szkielet. — Sądzę. — Na pomoc. — Sami jesteśmy temu winni. aby stwierdzić. upa dłem i osłoniłem go własnym ciałem. gdyby nagle obok nas nie spadł na ziemię niewidzialny pozbawiony niespodziewanie swego ekranu. Rzuciłem się do przodu. że nieustannie o mnie myślałeś. że potoczyłem się wraz z Orlanem po ziemi. Pierwszy już rzut oka wystarczył. Wasze myślowe rozmowy. pola walki bohaterskiego Giga. ten sam głos. beznamiętnym głosem. Romero chwycił Truba za skrzydła. To ułatwiło zestrojenie naszego promieniowania mózgowego. która toczyła się na płaszczyźnie. z których tak byliście dumni. Za to Gig nie pozwolił tym.. Ale i my coś niecoś zrobiliśmy! — Niewątpliwie. Ale dość się nadenerwowa-liśmy. Romero przełożył laser do lewej ręki i ceremonialnym gestem wyciągnął ku niemu prawicę. To on wolał! W tej samej chwili Niszczyciel zwalił się pod ciosem ciężkiego skrzydła Truba. — To byłeś ty. szaleńcze! — krzyknął Romero. zabiję tego złoczyńcę! — wrzeszczał Trub i tak popchnął mnie skrzydłem. Niszczyciel chwiał się i mówił z wielkim trudem. Pegazy i smoki rozpoczęły powietrzną bitwę. „Eli. pospieszyć z pomocą głowookim i to zdecydowało o sukcesie. Dobrze przygotowaliśmy wybuch powstania. oczywiście. na pomoc! Na pomoc — krzyczał głos. gdyż nie wszystkich niewidzialnych udało się przeciągnąć na naszą stronę. Romero z powątpiewaniem rozejrzał się wokoło. Orlanie? — wykrzyknąłem zdumiony. że moja przyjaźń dla was nie powinna być taką znów niespodzianką — odparł Orlan. — Znamy się przecież z Elim od dawna. że nie możemy oglądać powietrznego. — Tak. wskazując na ciało jednego ze swych adiutantów. Niewidzialny zwierał się z Niewidzialnym.. drogi. — O mało nie zabiłeś sprzymierzeńca! Nie wiem. — Jaka szkoda. Nawet zapalczywy Anioł zrozumiał. Adiutanci już padli. że rozpoczęta przez nas walka jest jedynie częścią wielkiego starcia. co się tam dzieje — odparł Orlan. choć niespodziewany sojuszniku. a kto wrogiem. ale jeszcze żywy. wstań. Ku nam z laserami w rękach biegli Romero i Petri. dźwięczący tym razem nie wewnątrz mnie..

lecz zadowolony z siebie Gig. gdzie Osima kazał umieścić jeńców. Trzeba więc było iść możliwie szybko w jej kierunku. Żaden Anioł nie pominie takiej okazji. „Cielec” nie przebije zakrzywionej metryki wokół Pomarańczowej. Jeżeli trzeba będzie walczyć. 11 Każdy z nas miał dziesiątki pytań. — Wielu. Wreszcie poza strefą działania stacji grawitacyjnej czyhają krążowniki gwiezdnej flotylli Niszczycieli. Andre i Trub. — Na tej diabelskiej planecie zużycie energii dziesięciokrotnie przewyższa normę. brała górę nad drugą. kiedy więc jeńców umieszczono pod dobrą strażą. Kilku niewidzialnych Anioły konwojowały do centrum obozu. że wśród ludzi przyjęty jest uścisk dłoni. Tam również odprowadzono głowooki. — Oddajcie ich pod moją komendę. Romero jeszcze nie zdążył mu o nich opowiedzieć. Poza tym na „Cielcu” działają grawitatory. — Wielu jednak przeszło na naszą stronę — powiedziałem do Orlana. Wielki popełnił brzemienny w skutkach błąd. jeśli po prostu zamkniemy się na „Cielcu” i poczekamy. a nawet gdyby się to wam udało. — Nie zdołacie naprawić swojej myślącej maszyny. a gdy uda się uruchomić MUK. — Ale ci nawet nie myślą zdradzić swego władcy. które chciał zadać Gi-gowi i Orlanowi. patrząc na ostatnią grupkę glowooków prowadzonych do centrum obozu. Orlan nie miał żadnych nowych wiadomości o flocie Allana. — Grawitatory gonią resztkami. A oni troszczyli się o nasze bezpieczeństwo i pomyślność. Przedstawiłem zebranym nowych towarzyszy. Nie wiedział też nic konkretnego o wydarzeniach na Stacji. — Jeńcy się przydadzą — powiedział Orlan. że dobrze go znacie. gdyż moc całej ludzkiej floty do tego nie wystarczy. Macie zwolenników już na wszystkich planetach Perseusza. — Jednego z nich widzieliście codziennie i myśleliście. Ale ich pobratymcy też się z czasem do nas przyłączą. — Dopiero później obrócił się ku mnie: — Zdaje się. Zresztą potęga Wielkiego nie na nich się opiera. które zaprzestały oporu. Walka dobiegała końca. W pobliżu nas opadł na grunt zmęczony. bo tylko to mogło nas uratować. W naszym kierunku szedł Osima z Kamaginem. Aniołów i niewidzialnych.. Oto Orlan i Gig. Trubowi towarzyszyły jego skrzydlate zastępy. Osima patrzył ze zdumienien na Orlana i Giga. tak że wyjścia nie ma.. będziemy mogli wystartować w kosmos i połączyć się ze swoimi. Awaria jej urządzeń była nam na razie na rękę. a nawet więcej — zbawcy. Kamagin zaproponował powrót na statek. a ja już potrafię dać sobie z nimi radę! — zapalił się Gig. Pokazałem na głowooki. — Unicestwić! — Gig był zwolennikiem radykalnych rozwiązań. Nie można było jednak liczyć na to. Za pancerzem gwiazdolotu — powiedział — będziemy bezpieczniejsi niż na gołej równinie. — Nie wiemy. — Co zrobić z jeńcami? — zapytałem swych nowych przyjaciół. bo wszystko przekazał w moich ostatnich snach. Pojedyncze grupki Zływrogów ginęły pod wspólnymi ciosami ludzi. admirale. Istnienia drugiego mogliście się jedynie domyślać. co nas czeka na Stacji. szefie — powiedział. — A co będzie. jak raport ze zwycięskiej bitwy. Wśród zwyciężających dostrzegłem olbrzymiego Giga. zebraliśmy się na rozmowę. Lusin. kiedy pozwolił na transmisję swojej dyskusji z tobą. daj więc rękę. — To wszystko jest nierealne — zaoponował Orlan. — To są strażnicy wychowani z dala od polityki. aż sytuacja zmieni się na lepsze? . że uszkodzenia nie zostaną naprawione. do których po drodze przyłączyli się Petri i Romero. czego po ludziach można się spodziewać. głowooki pomnożą nasze siły. Poddani Wielkiego wiedzą teraz od was samych. zwracając się do Orlana.liczniejsza grupa niewidzialnych żołnierzy. nasi przyjaciele.

Ciekaw jestem.. Na wszelkie bodźce odpowiadał obrazek babcinego koziołka.. — MUK nie jest bardziej złożony niż mózg ludzki. a mnie udało się go odbudować. które spełniamy z radością! — wykrzyknął. gdyż nic nie wskazywało na to. a wszystkie urządzenia sztuczne zamienią się w plazmę. Nie powiedziałem jeszcze o jednym niebezpieczeństwie: zabójcze promieniowanie gwiazdy zamkniętej w skorupie zakrzywionej metryki nie rozprzestrzenia się na zewnątrz. — Drogi sprzymierzeńcze — powiedział Romero. Gig. Wkrótce wszystko nasyci się radiacją i rozpocznie się rozklad: zginie życie. Myślałem o pewnym trudnym problemie. aby Niszczyciele poznali jakieś ludzkie tajemnice. Postanowiłem więc popełnić samobójstwo.. jeśli szczęściem można nazwać utratę rozumu.. Zapadłem w całkowitą myślową pustkę. wyparła z nich wszelką informację poza tą. że jest ona babcinym koziołkiem. Nie wiedziałem.. sprzyjający niewidzialni i głowooki. co ze wstydem przyznaję. gdy generatory krzywizny słabną! 12 Wzięte do niewoli głowooki świeciły bardzo słabo i teraz cały obóz pogrążył się w czarnym niebycie. Przypuśćmy. . że uszkodziliśmy nasz pokładowy komputer metodą bardzo zbliżoną do twojej — splątaliśmy jego połączenia wewnętrzne. lecz kumuluje w niewielkiej stosunkowo przestrzeni ograniczonej tą właśnie skorupą. Automaty te są czymś w rodzaju kombinacji organizmów z polami siłowymi i mogą przybierać postać najbardziej odpowiadającą zadaniu. jakie wrogowie będą mi zadawać.. Wbrew moim obawom bardzo się z tego ucieszył. a później Romero zwrócił się do Andre. Napięcie niedawnej walki nie pozwoliło mi usnąć. — Zabawne! Pozbawiliście maszynę rozsądku i pewnie nie pamiętacie schematu demontażu? — Obawiam się. — Miła perspektywa! — wykrzyknął Petri. — Nie macie pojęcia. — Pańska przepowiednia jest przerażająca. Chyba więc pozostaje nam tylko iść możliwie szybko w kierunku Stacji.— To też nic nie da. Wydawało mi się niemożliwe. O tej możliwości nikt z nas jednak nie pomyślał. Pilnowano mnie jednak nieustannie i nic z tego nie wyszło. — Nikt nie ma dokładnych informacji o Stacji Metryki. Chodzi o to. — Drogi przyjacielu. jak trudno pozostawać niewidzialnym. Milczeliśmy chwilę. odszukałem więc przyjaciół i usiadłem z nimi na jakimś występie ołowianej skały. — Sformułuję więc pytanie inaczej. przemontować jego schemat nerwowy. uważało. aby rozkazał swym niewidzialnym zrzucić ekrany ochronne. że jesteś martwy. Na zakończenie rozmowy poprosiłem Giga. że nie. — Sam tę możliwość wynalazłem! Traciłem zmysły świadomie i metodycznie! Z przerażeniem myślałem o torturach. — Sądzę. — Oto polecenie. Co nas wtedy czeka? — Można spróbować pertraktacji z Nadzorcą. wielu z nas i ja wśród nich. że istotnie w urządzeniach Stacji nastąpiła awaria. bo Osima i Kamagin działali w pośpiechu. — I wtedy zjawił się koziołek? — Tak. wyparuje powierzchnia planety. Wówczas postarałem się uszkodzić swój mózg. Można wreszcie spodziewać się napadu automatów obronnych działających w małym promieniu od Stacji. . Ale miał pan szczęście. Myślałem o koziołku na jawie i we śnie.. z której dopiero wy mnie wyciągnęliście! Ale ty nie słuchasz!. jakie zleci im Nadzorca. kogo tam spotkamy — wrogów czy przyjaciół? — Sam bym chciał to wiedzieć — odparł Orlan. że można komputerowi przywrócić sprawność — powiedział Andre. I z wolna kudłata istota z rogami i kopytami wypełniła wszystkie komórki mózgowe. — Przepraszam. bo sytuacja zmienia się na gorsze. ale jutro zostaną naprawione. Eli. aby Zływrogi nie mogły z żywego wydobyć ważnych informacji. gdzie jest Orlan. Możliwe jest również błyskawiczne unicestwienie nas przez mechanizmy ochronne Stacji bez żadnego uprzedzenia.

tym bardziej że będą musieli kontrolować wskazania swoich odczuwaczy. Starożytne twierdze z ich murami obronnymi. ale zdaniem większości bardziej do tego nadawali się niewidzialni. — Ty również powinnać wsiąść do awionetki. że mają wielką siłę ognia. Muszę tu wyjaśnić. wokół których nic się nie działo. Wiedziałem. Poleciłem Gigowi zająć miejsce w środku kolumny przed Aniołami. którzy wczoraj walczyli z nami. — Rozmawiałem z wziętymi do niewoli głowookami — oświadczył Orlan. Uśmiechnęła się z wysiłkiem. — Czy zapomniałeś o rozkazie admirała? Wytrzymam wszystko. — Ci. — Jesteśmy zmęczeni walką. aby wytrzymać błyskawiczne przejście do kokonu zakrzywionej przestrzeni. Czy możemy ruszać? — Lećcie!—zezwoliłem. największe nadzieje musimy pokładać w głowookach. Wystarczy sformować z nich oddzielną grupę marszową. — Możemy bezzwłocznie rozpocząć ostrzał Stacji —zameldował Osima. — Chętnie bym wziął udział w waszej wyprawie. Osi-mo? Osima znalazł w samobieżnych skrzyniach Niszczycieli działa elektromagnetyczne. — Trudno — powiedziałem. że lot niewidzialnych nie jest zbyt szybki i że droga do Stacji i z powrotem zajmie im co najmniej godzinę. Sam je poprowadzę do boju. Sądzę. sprawne i łatwe w obsłu-dze. że nie trzeba ich pilnować. — Jesteśmy gotowi do wymarszu. jutro będą bić się pod mymi rozkazami. Wprawdzie Trub nalegał. że od-czuwacze są czymś w rodzaju narządów . Rozległ się dziki hałas i grzechotanie. fortami i wieżami wyglądały bardziej imponująco. Niewidzialny z radości tak zagrzechotał swym szkieletokształtnym ciałem. a jutrzejszy dzień też pewnie nie będzie lekki. ale gdy dojdzie do walki. Wprawdzie nieco osłabły. — Działa elektromagnetyczne są groźną bronią. Poza tym człowiek jest zbyt słaby.— Czy nie należałoby się przespać? — zaproponował Romero. Wypróbował je i stwierdził. — Wybrałem żołnierzy z wyjątkowo precyzyjnymi odczuwaczami — zameldował. który miał dowodzić oddziałem. że stojące w pobliżu pegazy przestraszyły się i poniosły. 13 Stacja Metryki przypominała wyglądem kopułę lub niskie wzgórze otoczone trzema mniejszymi wzniesieniami. aby zwiad poruczyć Aniołom. Orlana i Giga zbliżających się do mnie równym szeregiem. Ich zmasowane uderzenia grawitacyjne dadzą lepsze efekty niż salwa elektromagnetyczna. Uczestniczący w niej Orlan sprzeciwił się marszowi w kierunku Stacji. Mamy tylko dwa działa. Orlan zmienił się na twarzy. Stację odkrył Lusin odbywający lot zwiadowczy na Gromowładnym. Gig wyjaśnił. — Nadal uznają mnie za swego dowódcę. — A co u pana. Wystarczyło mu rozsądku na to. To wracał Gig już na czele oddziału zwiadowców. ale szybko przychodzą do siebie. gtowooków zaś jest ponad sto. admirale — zameldował Osima. — Czy nie moglibyście zaopatrzyć mnie w ekran ochronny? — zapytałem Giga. co ty wytrzymasz. Zbudził mnie odgłos kroków. aby zawrócić. — Jesteśmy gotowi do drogi. gdy tylko ujrzał z daleka niewysokie kopuły. — A niewidzialni znów są razem! — pochwalił się Gig. Wyrzucane przez nie strumienie ładunku elektrycznego zamieniają w plazmę wszystkie przedmioty znajdujące się na osi strzału. — Położyłam Astra na awionetkę — powiedziała Mary. Uniosłem głowę i zobaczyłem Osimę. zanim nie zorientujemy się dokładnie w sytuacji. — O co chodzi? — zapytałem. że generatory krzywizny dobierane są indywidualnie w odpowiednich warsztatach. — Nie będziemy go już nieść na rękach. choćby na piechotę. Natychmiast zwołaliśmy naradę.

a następnie ostro zawróciły. Ludzie też nie próżnowali. Pochodnie przemknęły nad nami i runęły na grunt pośrodku obozu. Liczyliśmy teraz nie na zaskoczenie. — Póki was nie ogarną} płomień. Osima wraz z samobieżnymi działami elektromagnetycznymi miał walczyć wśród głowooków. W wą-woziku na zboczu wzgórza stało kilka pegazów łącznikowych. Plan ataku wyglądał w skrócie następująco: pośrodku miały iść głowooki wspierane z góry przez niewidzialnych. kiedy przyszedł do siebie po wstrząsie. Przez lornetki dostrzegliśmy. zakłócenia grawitacyjne i strumienie cząstek. ale można było bez przeszkód obserwować przestrzeń powietrzną nad Stacją. — Teraz nawet w wypadku niepowodzenia szturmu dowiemy się wszystkiego o uzbrojeniu przeciwnika. Niewątpliwie miał nieco racji. lecz na siłę naszego uderzenia. Anioły ćwiczyły się w użyciu iskierni-ków. Lusin trenował swoich podopiecznych. Wróciliśmy dlatego. — Poczuliśmy pulsację nieznanych pól. Potężna kolumna niemal dwustu ruchomych twierdz kołyszących wzniesionymi ku górze peryskopami wyglądała bardzo groźnie. W oczekiwaniu na powrót zwiadowców przekazałem przewodnictwo Osimie i wraz z Romerem i Andrć udałem się na szczyt najbliższego wzgórza. Najpierw ruszyły głowooki. — Na Stacji nic się nie dzieje. Kopuł stamtąd nie było widać. Nie spieszyłem się jednak z wydaniem rozkazu do szturmu. ale się nie wycofaliśmy. admirale! — oburzył się Gig. Był tam również Andrć ze swymi analizatorami i Romero jako kronikarz wyprawy. że nie zrzucił niewidzialności! — wykrzyknął Andre. Do zwiadowców zbliżyły się głowooki i zaczęły zręcznie zbijać z nich płomienie ciosami grawitacyjnymi. przy czym wykrywają je z daleka i w najmniejszym nawet natężeniu. że wewnątrz mknących ku nam ognisk jest pusto.. Przez jakiś czas pochodnie mknęły sita rozpędu do przodu. że wykryty zwiadowca staje się tylko żołnierzem.. Punkt dowodzenia umieściłem na szczycie wzgórza w pobliżu Stacji. co przyda się nam do następnego ataku — obiecał Andre. — Nie chcą nas zabijać. — Zaczynajcie! — nadałem przez deszyfrator. nikt nie ściga uciekinierów. Ale najwięcej dokonał Andre: zbudował cztery doskonałe analizatory pól siłowych. Osima przestrzeliwał działa grawitacyjne.. Poza tym Orlan zażądał tygodnia na podładowanie grawita-torów wyczerpanych poprzednim pochodem i walką głowooków.zmysłowych działających jedynie w stanie niewidzialności. — Eli.. 14 — Wasze odczuwacze źle się spisały — zwróciłem się do Giga. — Wygląda na to. że ich nie odkryto. Teraz stało się oczywiste. nawet nie zdawaliście sobie sprawy z niebezpieczeństwa! — Nie masz racji. ~ W tej samej chwili w oddali zapłonęło dziesięć ognistych pochodni. Nikt nie odniósł szwanku. — Zuch Gig. że jednak zdołamy uzyskać jakieś dokładniejsze informacje o przeciwniku. że Stację należy atakować. Idące na czele dwa samobieżne działa Osimy przypominały dwa tarany przecierające drogę całemu . — Na Stacji nic się na razie nie dzieje — zameldował Andre znad analizatorów. Te stwory były świetnymi strażakami! Dopiero po ugaszeniu ognia zwiadowcy zaczęli pozbywać się swoich niewidzialnych pancerzy. Na lewym skrzydle Anioły pod dowództwem Truba. bo nic szczególnego się nie dzieje. Oddział lekkiej piechoty zamierzałem na razie trzymać w rezerwie. Postanowiłem zaczekać w nadziei. popatrz! — krzyknął Andre. a nie mieliśmy rozkazu rozpoczynać walki. — Niewidzialni powinni już być nad urządzeniami Stacji — powiedział Andre. — A po co ich ścigać? Odpędzili i dosyć — odparłem. ale puszczać na Stację też nie mają zamiaru. na prawym oddział pegazów Kamagina i skrzydlate smoki dowodzone przez Lusina. Zgodnie ze starym obyczajem bitwę rozpoczęliśmy o świcie. Odbierają one wszelkie zewnętrzne pola elektryczne.

że miotające się w powietrzu bojowe pochodnie cofnęły się przed nim jak żywe. a nawet niewidzialnych żołnierzy Giga. —Trzeba zawiadomić naszych!. totalna pożoga pokrywająca kolumnę glowooków. co się tam dzieje! Od głównej kopuły mknęły w naszym kierunku trzy skrzydlate eskadry! Anioły dowodzone przez Truba.szykowi. a głowooki w katastrofalnym tempie tracą grawitację! Znaleźliśmy się o krok od klęski. — Fantomy! — zawołał Andre. Najgłośniej oczywiście ryczał Trub. W powietrzu ukazało się w krótkich odstępach czasu kilku rozekranowanych niewidzialnych i bezsilnie runęło w dół. Błyskawicznie ogarnął ich zimny. Z naszego punktu obserwacyjnego ujrzeliśmy. Początek był dobry. Z korony smoka tryskały błyskawice. którymi gasiły szalejące w górze płomienie.. — Burza jakichś nieznanych pól! — zawołał Andre. — Pawle. W tej sytuacji rozkazałem włączyć do akcji oddziały skrzydlatych i ludzką piechotę. Ich atak okazał się w rezultacie zupełnie nieskuteczny. spowite w aureole purpurowego. ale niestety na dobrym początku wszystko się skończyło. I zwyciężały błyskawice. wściekłe rżenie pegazów i okrzyki bojowe ludzi zlały się w ogłuszającą kakofonię.. że ponownie uda się odeprzeć płomienny kontratak. zimnego płomienia. a kolumna ściskana niewidzialnymi kleszczami stopniowo zbiła się w niezdolny do oporu tłum. ani Osimy latające pochodnie nawet nie musnęły. jak odważnie i spokojnie walczą pozornie niezgrabne głowooki. dziki świst smoków. Teraz był to jeden wielki płomień. Później z prawej nad rejon starcia napłynęła skrzydlata konnica Kamagina i Lusin na czele smoków. Słyszałem w deszyfratorze komendy wydawane przez Giga. Zływrogi tak dobrze broniły swoich dowódców. z ich gąszczu tak samo tryskały strugi laserowych wyładowań i błyskawic. Łopot skrzydeł anielich. Cały jego oddział postąpił tak samo. Klucz Aniołów leciał prosto na Stację paląc z iskierników na wszystkie strony. ale pole bitwy ogarnęła nowa fala ognia. a następnie uniósł iskiernik do góry. Osimę z jego działami. gdy tylko osiągnął dystans skutecznego ognia. On też pierwszy dotarł nad pole boju i pierwszy rzucił granat. niszcząc dwie małe kopułki. — Osima i Orlan wzywają pomocy. Nad głowookami polatywali niewidzialni. że cały oddział zostanie unicestwiony. oślepiający płomień. który poza tym nie wyrządzał żadnej szkody. Anioły leciały więc nadal nie łamiąc szyku. Zacząłem nabierać nadziei. podobnie jak nasze. — Spójrz. To była dziwna walka: płomienie przeciwko błyskawicom. Z mimowolnym szacunkiem obserwowałem. . Osima nie może zarepetować dział. Działa Osimy wystrzeliły drugą salwę. Ale do walki włączyła się nowa siła. Te bliźniacze zastępy były. jak z luf trysnęły dwie ogniste rzeki i pokryły główną kopułę kłębami ognia. chyba nareszcie zwyciężymy! — Eli! — wykrzyknął z przestrachem Andre. że ani Orlana. Aż do nas dobiegały ciężkie tąpnięcia zadawanych przez nie zsynchronizowanych ciosów grawitacyjnych. Najwidoczniej był to ogień różny od dotychczas używanego przez wrogów. kawaleria pegazów z Kamaginem na białym koniu i ogniste smoki z wyprzedzającym ich Gromowładnym dosiadanym przez Lusina. W powietrzu nad atakującą kolumną pojawiło się mnóstwo płomiennych wirów. Kilka gło-wooków wywróciło się. ale był nader widowiskowy. — Górą nasi! — powiedziałem odwracając się do Romera. podniosły tylko nieopisany wrzask. który już zdołał oprzytomnieć. Myślałem już. Z lewej wyprysnęły Anioły uzbrojone w iskier-niki i granaty ręczne. triumfalny charkot Gromowładnego. gdyż na drodze Gromowładnego ognie szybko gasły. Osima wystrzelił salwę. ale wkrótce płomienie zaczęły znów opadać i ujrzeliśmy metodycznie walczące głowooki. Dosiadany przez niego Gromowładny wyprzedził swych mniejszych współbraci i z taką fuńą runął w gęstwę ognia. ale jego samego oczywiście dostrzec nie mogłem.

Gromowładny leżał na boku. — Taki przyjaciel. I znów przez chwilę miałem nadzieję. Działa elektromagnetyczne. i z trudem opanowując drżenie głosu poleciłem Andre wydać rozkaz odwrotu. Zszedłem ze wzgórza i udałem się do obozu. że twory obronne przeciwnika skonstruowane są z dwóch przeciwstawnych sił. — Znaleźliśmy w obozie generatory — zakończył Andre — zdolne odtworzyć dowolne pole przeciwnika. mogłem sobie wyobrazić zaciętość nowo rozgorzałej walki. — Wojna fantomów z fantomami jest niestety operacją pozorną. Nasi niewidzialni zwarli się z wrogimi zjawami. Osima wreszcie zarepetował swoje działa i wystrzelił trzecią salwę. wprowadzimy układ energetyczny przeciwnika w taką autowibrację. Ale i tym razem była to nadzieja złudna. z kim mają do czynienia. ale z Gromowładnym jest bardzo źle. ale dowiedzieliśmy się. lasery. Lusin. jak stawały dęba fantomy skrzydlatych koni. — Wyciąga pan zbyt pochopne wnioski. że automaty ochronne składają się głównie z pól siłowych. a działa Osimy wzmogą jeszcze powszechne zamieszanie. a my potrzebujemy realnych wyników — przypomniał Osima. Eli! — wyszeptał Lusin przez łzy. przedśmiertne ognie św. Analizatory Andrć rozszyfrowały w trakcie bitwy parametry fizyczne fantomów. może mniej doskonałe konstrukcyjnie. iskierniki i ciosy grawitacyjne rozrywały jedynie te pola. Był nieprzytomny. że mógł to być prawdziwy wychowanek Lusina z nim samym na grzbiecie. — Natychmiast leć do Truba i wycofaj Anioły z walki. Zaraz po tym dwóch Gromowładnych. — Tymczasem okazało się. Fantomy powstają w punkcie zogniskowania tych pól. Oczy miał zamknięte. że potrafią nas zdublować — powiedział Andre. Jeden ze smoków runął na ziemię. — Uprzedzałem przecież. żywy i sztuczny. — A ja akurat zamierzam poszczuć na zjawy przeciwnika nasze własne fantomy. — Pańskie wyjaśnienie. Elma. Jedynie Trub rozgorączkowany walką zlekceważył polecenie. — Nie przypuszczaliśmy jednak. ale po tym.Ale ostrzeżenia nie byty potrzebne. Strumienie plazmy runęły na oddziały fantomów siejąc spustoszenie w ich szeregach. Nasze fan-tomatyczne wojsko będzie jedynie wybiegiem taktycznym. a z resztek wspanialej korony bojowej spływały błękitnawe. że Lusin spadł! — powiedziałem do żony. drogi Andre. Pawle! — rozkazałem. co by na dobre nie wyszło: ponieśliśmy klęskę. jakimi siłami dysponuje Stacja. Romero wskoczył na pegaza i wkrótce podkomendni Truba zaczęli opuszczać pole boju. — Taki przyjaciel! 15 Nie ma tego złego. — Mary. lecz nie niszczyły ich symetrii. Twory te były niemal pozbawione masy i stanowiły nieprzezroczysty dla promieni świetlnych zgęstek promieniowania energetycznego. Sieć purpurowych błyskawic oplotła ich głowy. ale za to jeszcze efektowniejsze optycznie. . że przeciwnik ma szybkosprawne analizatory umożliwiające mu poznanie wszystkich szczegółów naszej budowy. — Gdzie on jest? — Lusin został lekko ranny. nazwijmy je umownie prawym i lewym polem. nic nam więc w tej sytuacji nie pomoże. Kamagin i Trub również nie stracili głowy. — Tak pan sądzi? — zapytał Andre z filuternym uśmiechem. jak w strachu odskakiwały sztuczne Anioły i walili się na ziemię zjawiskowi ludzie. Kiedy więc wrogie zjawy będą walczyły z naszymi fantomami. zderzyły się ciałami. wydawało mi się. Orlan i Gig szybko zorientowali się. Przeraziłem się. W-takiej sytuacji sporządzenie identycznych optycznie replik było już łatwym problemem technicznym. Nadal nie widziałem Giga. iż żadne ograniczniki nie uchronią go od rozpadu. mogących przybierać dowolną postać — przypomniał Orlan. przez co główna siła wroga pozostawała nietknięta. przygotujemy miażdżące uderzenie. że wszystko się jeszcze dobrze dla nas skończy. Aparatura wykazuje. — My niestety nie mamy podobnych możliwości — odparł z westchnieniem Romero. Póki zjawy przeciwnika będą zajmować się nieskutecznym zwalczaniem naszych zjaw. Lusin miał obandażowaną głowę i rękę na temblaku. Wszyscy dowódcy zaczęli wycofywać swoje oddziały.

Stwory przeciwnika uznały widać. — Dwa dni i z dziesięciu dobrych pomocników. Zaskoczony wróg pospiesznie wzmógł pola lewoskrętne. ryki i piski. Tak rozpoczął się wśród nich proces niszczącej autowibracji. dymiącej kopule. W powstałym ścisku pojawiały się coraz to nowe postacie. Zgodnie z założeniem nasze wojsko cofnęło się. a po jej bokach biegły dwie grupy ludzi z Osima i Petrim na czele. że owi „żołnierze” są jedynie złudzeniem optycznym. Obrona przeciwnika została złamana. Nad główną kopułą Stacji pojawił się ogromny słup dymu przesyconego płomieniem spopielającym resztki walczących ze sobą fantomów. i w pewnej chwili spostrzegłem ze zdumieniem. zaczęły teraz opadać. to znaczy na zjawy optyczne. a ich amplituda osiągnęła niewiarygodną wprost wielkość. . Kiedy naprzeciw naszych realnych wojsk. Drugie starcie przebiegało całkowicie zgodnie z planem. Później zaczęły się nie skoordynowane. Chociaż wiedziałem. poczułem ogromną ulgę. Nieuniknionym skutkiem tych żywiołowych autowibracji musiał być wybuch w centrali energetycznej wroga. Na niedawne pole boju wysypali się nasi prawdziwi żołnierze. ale Andre miał się na baczności i spokojnie parował jego poczynania. zmieniać w abstrakcyjne figurki. Wskoczyłem na pegaza niecierpliwie przestępujące go z nogi na nogę. olbrzymy z kolei rozprawiały się z karłami. inne zaś gwałtownie malały. a potem gwałtownie kurczyły się. Wkrótce jedne z fantomów zaczęły niepomiernie rosnąć. W ariergardzie atakujących oddziałów toczyła się niczym na jakiejś dziwnej defiladzie żelazna kolumna gło-wooków Orlana. — Zabieraj się do roboty — zdecydowałem. Dla nie wtajemniczonego obserwatora wyglądało to zapewne inaczej: część naszych żołnierzy nie wytrzymując naporu wroga ucieka w popłochu z pola walki. rozpływały się i bladły. Przez kilka długich minut nad polem bratobójczej walki rozlegały się wrzaski. to samo zrobili Andre i Romero. jak tylko zjawiły się wśród niego fantomy Andre. wypuszczonych „na wabia”. Zjawy. 16 Teraz na moim punkcie dowodzenia zebrało się co najmniej trzydzieści osób. kt^re wyzbyły się już pancerza niewidzialności. że fantomy przeciwnika zaczęły puchnąć. staliśmy się nieoczekiwanie świadkami swego rodzaju „wojny domowej” między fantomami. aby utrzymać zachwianą symetrię. że nie warto zajmować się uciekinierami. Najpierw wystąpiły drgania w zgodnej fazie: fantomy jednocześnie puchły. kiedy Andrć uruchomił generatory. które wreszcie utonęły w odgłosie gigantycznego wybuchu. Ale zanim jeszcze spodziewana eksplozja rozproszyła nieprzyjacielskie wojsko. Skrzydlate konie wzleciały i pomknęliśmy ku rozłupanej. Nasz operator jednak precyzyjnie uchwycił ten moment i gwałtownie przerzucił potencjał swych generatorów w tym samym kierunku. Pochłonięty obserwacją tej niby-bitwy nie zauważyłem.— Czego potrzebujesz do przygotowania armii zjaw? — zapytałem. które nie zaprzestały walki z naszymi iluzorycznymi tworami. Ogniste smoki Lusina też starały się nie pozostawać w tyle. do wnętrza której wtargnęły już nasze lekkie oddziały Aniołów i niewidzialnych. jak to określił Romero. kurczyć się. Karlejące zjawy rzuciły się na olbrzymów. Przeciwnik próbował zgasić drgania ostrymi przerzutami potencjałów. wyskoczyły zgraje nieprzyjacielskich fantomów. koncentrowały i rozżarzały do białości. różnokierunkowe wibracje. To Andre wzmocnił maksymalnie wszystkie pola o prawej orientacji. Częstotliwość drgań spadała. Nad nimi zaś wesoło grzechotały żywe szkiele ty Giga. tracić wyraźnie zarysy i przekształcać się w sylwetki. i ze zdwojoną zaciekłością natarły na pozostałych. nie mogłem ich odróżnić od prawdziwych. ludzi i sojuszników. Z dzikim łopotem skrzydeł przemknął oddział Truba wyprzedzający rżącą triumfalnie pegazią kawalerię Kamagina.

. patrzył na nas oczami pełnymi nienawiści. Później spojrzał na Orlana i gwałtownie się przeobraził. — A te istoty również są potomkami Galaktów? — spytał Paweł wskazując inżynierów Stacji. — Jesteś zdrajcą — rzucił groźnie Nadzorca. A tymczasem odpowiadaj na pytania. Jego kandydaturę przedstawiono do akceptacji samemu Wielkiemu i wtedy go poznałem. — Wszyscy słudzy Stacji są potomkami jeńców — odparł Nadzorca. gdzie go na wieki zamkniemy. Ciemne włosy zakrywały mu uszy i szyję. Inżynierom wyjęto własne mózgi i na ich miejsce zainstalowano czujniki łączności z Głównym Mózgiem Stacji. kiedy już naśmiał się do woli. — Nie mam nic przeciwko temu — powiedział Orlan. że jest potomkiem wziętych do niewoli Galaktów przekonstruowanym do wykonywania prac szczególnie tajnych. który najpierw zwrócił się do Orlana: — Drogi sojuszniku. ale na brzuchu — w szamotaninie zdarto z niego odzież — widniały wmontowane w ciało drzwiczki. — Razem tak. inni nie. że wydało się nam. — Chyba tak. Ten człekopodobny stwór był na poły maszyną! Za plecami Nadzorcy stalą z opuszczonymi głowami grupka inżynierów Stacji wziętych do niewoli przy pulpitach sterowniczych i aparatach. lecz z przyjaciółmi — powiedział ironicznie. Przesłuchanie prowadził Romero.17 Patrzyłem z odrazą na ujętego Nadzorcę Stacji. Wtedy po raz pierwszy zobaczyliśmy. — Orlan? Razem z wrogami? — wychrypiał. Przypominał człowieka. Kiedy odciągano ich od maszyn. Ale nie z wrogami. lecz klasyfikacja. Nadzorca. — To znaczy. cieńsze nieco i krótsze cylindryczne rury z dziesięcioma przyssawkami na końcu. zrodzonymi i śmiertelnymi. ale straszliwie zeszpeconego. Wsporniki wyprostowały się mu tak nagle. czy pan wiedział. To nie by) wynik choroby lub nieszczęśliwego wypadku. — Czemu przezywasz swych podwładnych pusto-głowymi? — zapytał Romero. Koniec twój będzie okropny. zamiast rąk takie same. iż jego ciało wystrzeliło do góry. Ten ponad trzymetrowy gigant miał niemal piękną twarz o zimnych oczach patrzących bacznie i ponuro. Orlan postąpił dwa kroki do przodu i bez pośpiechu uniósł głowę. że zostałeś awansowany i mieliśmy rację. że nie ma między wami żadnych różnic? — Są ogromne różnice rang. że na Stacji pracują człekopodobni? — Wiedziałem tylko o jednym z nich — Nadzorcy. Przy spotkaniu z Wielkim opowiem mu wszystko. Po pierwotnym akcie narodzin indywidualnych dopracowywano mnie na taśmie produkcyjnej. Jedni z nas mogą być zrepro-dukowani w drodze łączenia osobników różnopicio-wych. krzyczeli podobno głosami do złudzenia przypominającymi ludzkie. za którymi znajdowały się jakieś aparaty. że Niszczyciele potrafią się śmiać. której nie da się stworzyć prymitywnymi metodami biologicznymi. Przedtem wiedziałem jedynie. Ja jestem istotą kategorii najwyższej. ale dokładniejszych informacji może udzielić Nadzorca. — Dziwiliśmy się. Andre i Romerze. wszystkich nas w swoim czasie przekonstruowano. Naręczny deszyfrator przekładał z łatwością jego słowa na ziemszczyznę. Zamiast nóg miał dwa elastyczne wsporniki zginające się z łatwością w dowolnym punkcie. — Wszyscy jesteśmy istotami żywymi. kołysząc się na swych wspornikach. które ci zadadzą ludzie. akumulatory i silniki. — Sami ci to spotkanie wkrótce ułatwimy — w jednym z więzień. Ale ci pusto-głowi — wskazał macką na inżynierów Stacji — pozostali od chwili swych wulgarnych narodzin zwykłymi idiotami. Prześliznął się wzrokiem po mnie. — To nie przezwisko. określające nasze miejsce w hierarchii. takiego torsu mógłby mu pozazdrościć Herkules. Nadzorca został przekonstruowany. Miał naturalnie tułów. póki nie osiągnąłem doskonałości.

przekraczało wszelkie wyobrażenia.. jak długo stałbym tak w progu zagradzając wszystkim przejście. Najwidoczniej zostały uszkodzone aparaty wykonawcze.. — Dlaczego więc nie zniszczyłeś Mózgu? — Nieposłuszeństwa nie stwierdziłem. Wówczas.Mnie natomiast mózg pozostawiono. Bywają rzeczy gorsze od uszkodzeń. które wydawał wykonawcom. unosiła się półprzeźroczysta kula. Lądowanie waszego statku nie było zaprogramowane. Wolałbym przejść do pomieszczeń Głównego Mózgu Stacji. nie mówiąc już o zdobyciu Stacji. W razie nieposłuszeństwa zniszczę go natychmiast. Zwyczajne awarie. Odkomenderowano mnie tu dlatego.. Wyjęto mózg dziecka. admirale — zwrócił się do mnie Romero — z tym bałwanem nie ma sensu rozmawiać. Podziałało to na mnie uspokajająco i poprawiłem się już bez drżenia w głosie: — Chciałem powiedzieć: czemu nie otworzyłeś nam drzwi Stacji bez krwawych starć z fantomami? . — Ale nie udało ci się go zniszczyć? — Nie udało się.. ale czasami zdarzają się awarie. Na wysokiej. — Jestem szczęśliwy. Przeczuwałem. do którego teraz weszliśmy. — Jeśli cieszysz się z naszego zwycięstwa — odparłem zdławionym ze wzruszenia głosem — czemu nie pomagałeś nam w odniesieniu tego zwycięstwa? — Mylisz się — odparł Głos tonem delikatnego wyrzutu — pomagałem wam nieustannie. ale to. Główny Mózg jest wszak tylko automatem biologicznym o plebejskim pochodzeniu naturalnym. — Wejdźcie ludzie i przyjaciele ludzi! — mówił Głos w tak nienagannej ziemszczyźnie. gdyby w pomieszczeniu nie rozległ się Głos. taśmowej produkcji. wykrzyknąłem ze zdumienia. a teraz ciągnęło mnie ku niej. ale nogi nie chciały mnie słuchać. panicznie bałem się zbliżyć. i przygotowywałem się do niej. — Moim zdaniem. Pośrodku sali. rozwinięto go sztucznie w pożywce. 18 Ledwie przekroczyłem próg. To była galaktyczna sterówka Niszczycieli. bywałem już wielokrotnie w moich snach.. że zwyciężyliście!. Główny Mózg jest mym niewolnikiem. admirale Eli! — kontynuował Glos. w swoich proroczych majakach. Zakłócenia zdarzały się i przedtem.. bo wewnątrz kuli pływał w płynie odżywczym Główny Mózg Stacji.. co ujrzałem. Jestem Nadzorcą Pierwszej Kategorii Imperialnej z funkcją kontroli Głównego Mózgu Stacji.. Nie wiem. Sam kontrolowałem polecenia. — Tutejszy Główny Mózg funkcjonuje prawidłowo? — Gdyby funkcjonował prawidłowo. że czeka mnie jakaś niespodzianka.. kiedy straciłem z nim kontakt. między podłogą a sufitem. ale pamiętałem je rozjarzone gwiazdami i światłami okrętów. Wyglądali na równie oszołomionych jak ja. To właśnie tutaj obserwowałem z zamarłym sercem. że poprzedni Nad zorca zameldował o nagłym osłabieniu kontaktu z Mózgiem. Od tej pory każdy z sześciu Głównych Mózgów otrzymuje Nadzorcę arystokratycznej. — Długo na was czekałem i wreszcie przyszliście! Cieszę się. że tu jesteś. Wszystkie moje rozkazy wykonywał bez oporu. abym mógł nadzorować Główny Mózg. — O jakie awarie chodzi? — kontynuował Romero.. W trakcie wojny z Galaktami jeden z poprzedników tutejszego Mózgu zbuntował się i Galaktowie omal nie zdobyli Trzeciej Planety. że jedynie Romero mógł z nim konkurować pod względem słownictwa i dykcji. was by tu nie było. W pomieszczeniu. Spojrzałem w zmieszaniu na swych towarzyszy. Był mi posłuszny aż do chwili wybuchu. — Główny Mózg Stacji całkowicie ci podlega? — Powinien podlegać. — No cóż. niknącej w mroku kopule widniały ciemne teraz ekrany. jak flota Allana szturmuje nieeuklidesowe zapory Perseusza.

Pewnie wszystkich nas doskonale znasz? — Tak. odważny Gigu. Nasze marzenia są zapowiedzią dokonań. Petriego i Kamagina. Pięciu moich współbraci pracuje. Poza tym tęsknię. co pochłania moją wyobraźnię. otwarcie zjawiałem się w snach. Musiałem więc szukać sposobów niedostępnych jego móżdżkowi. Podstęp wroga był równie prawdopodobny.. Jednak po chwili opanowały mnie wątpliwości. Niestety pięć pozostałych Głównych Mózgów nadal wiernie służy Niszczy-cielom. — Nie rozumiem tego. ja jestem niewolnikiem. która straciłaś jedynego syna — starałem się go uratować.. Twojego sekretarza.. Zawstydziłem się. które nie jest mi dane. Zastępując mi działanie.. że marzę o wszystkim. bohaterski Trubie. — Co przez to rozumiesz? — Oni są wykonawcami. Ja marzę i to jest moim głównym zajęciem. Czemuś to uczynił? — zapytałem z wyrzutem... Wszyscy jesteście mymi znajomymi i przyjaciółmi od chwili. — Kiedy odgradzałem gwiazdoloty konwoju od „Cielca”.. Przestałem się gorączkować i zadawałem przemyślane pytania.. mądry Orlanie. jako jedynemu z was. gdy zamknąłem waszym statkom wyjście z Perseusza. budziłem wątpliwości i sugerowałem plany postępowania. również się ze mną spotykałeś. Ciebie też znam. ja zaś — marzycielem. flota ludzka pokonała już pierwszą linię zapór. A teraz oddaję w wasze ręce najpotężniejszą z twierdz wroga. Czy to mało?. aby natychmiast z niego uciekać? Chcieliście wszak dowiedzieć się.. znam was. Ludzkie marzenia są ukierunkowane. Romera. Do ciebie. Ten dureń kontrolował każde moje polecenie. — O wszystkim... Z tobą także rozmawiałem. dotyczą rzeczy możliwych do spełnienia. Czy przypadkiem nie zetknęliśmy się z nową imitacją? Fantomy na Trzeciej Planecie powstawały zbyt łatwo. następnie wypoczywa. Tęsknota jest jedną z form mego istnienia. stworzyłem wam więc możliwość urzeczywistnienia tego zamiaru. są nieustanną tęsknotą do działania.. biedna Mary. co się dzieje w naszym skupisku. gdyż nigdy ich nie będę mógł spełnić. aby wykluczyć jeszcze jedną iluzję. gdyż lukę wytworzoną wskutek mojego przejścia na waszą stronę zlikwidowały inne Stacje Metryki. którego potężne promieniowanie mózgowe wcześniej od innych fal ludzkich dotarło do mych czułych receptorów i któremu. Ty. — Odpowiedziałem. jak i pomoc przyjaciela.— Zapomniałeś o Nadzorcy. który tak umiejętnie pozbawiłeś się zmysłów. i trzech kapitanów. kierowanie Stacją.. chociaż nie bar dzo się przysłuchiwałeś swojemu głosowi. Razem z twoimi przyjaciółmi starałem się pomóc ci wydostać się z otchłani szaleństwa. Osimę. Znam dobrego Lusina i ciebie. jeśli nie zaraz. traktuję jako odpoczynek. Żaden z was nigdy tego nie pojmie! — Czemu? Przecież niedawno byliśmy jeńcami! ... błyskotliwy Andre. — Nie odpowiedziałeś mi na pytanie. — Powiedziałeś: „zamknąłem wyjście”. tym razem akustyczną. A twoje? — Moje marzenia są zupełnie inne. — Nazwałeś mnie po imieniu. Ale najbliższy jest mi Eli. — O jakie konkretnie działanie ci chodzi. Poprosiłem więc: — Opowiedz. Z wolna przychodziłem do siebie. od chwili lądowania na Trzeciej Planecie pracowaliśmy na tej samej fali mózgowej. lecz mają inne zamiłowania.. — A czyż dążyliście do Perseusza tylko po to. Mózgu? Zwierz się nam ze swych smutków.. ale nie zdołałem. Jednak droga do wnętrza skupiska nie jest łatwa.. ale niewolnikiem. to chociażby za sto lat. bo pracę. — Czy mnie zrozumiecie? Jesteście swobodni.. Wszechpotężnym. Zjawienie się Głosu było zbyt nieoczekiwane. abym mógł od razu ocenić wszystkie wynikające z tego skutki. — Marzycielem?! A o czym ty marzysz?.. Są równi mi potęgą. co nowego wydarzyło się na granicach Perseusza. zwracałem się nieraz twoim własnym głosem. Często odwiedzałem cię.

Im głębiej przenikał w świat. W ten sposób pierwsze istoty żywe — nie automaty biologiczne. których nigdy nie będzie mu dane zobaczyć.. a później rozproszył tę flotyllę. co znajduje się poza mną! O wszystkim. co mu zabrano. Chciano go uczynić myślącym automatem. weselił. hasał w cudzej. Eli! Więzienie od narodzin do śmierci! Więzienie jako naturalna forma życia. — Nazwałeś nas swymi przyjaciółmi i nie omyliłeś się. lecz bardzo według ziemskich pojęć wiekowy. próbował zatrzymać statek i nie zdołał tego uczynić. ale jeszcze się nie przekonał. lecz także indywidualizował . ale skazano go na samodzielne istnienie. Niewątpliwie został poczęty w organizmie jakiegoś rodzica. Mózg na Trzeciej triumfował: życie nie kończyło się na Perseuszu. Wreszcie przemówił. smokiem i ptakiem. Zrozumiał.. wszyscy ci serdecznie współczujemy. na wieki niedostępnej postaci. choć nie uważano go za gorszego od pięciu innych Głównych Mózgów strzegących bezpieczeństwa Imperium Niszczycieli. lecz ludzie i ich sojusznicy — zstąpiły bezkarnie na zakazaną planetę. Był naszym przyjacielem. że wypada tak bardzo się przed nami obnażać. Mózg na Trzeciej Planecie zam knąwszy im drogę odwrotu nie pozwolił ich jednak unicestwić. z którego tylko śmierć może wyzwolić! — Rozumiem..— Byliście w niewoli tylko czasowo. bo tak nazywali się w swych depeszach odbieranych przez wszystkie Główne Mózgi. a nie niszczyć! I kiedy trzy ludzkie gwiazdoloty znów przeniknęły do labiryntu Perseusza. Znał wszystkie formy życia w swym rejonie gwiezdnym! Pogrążony w swoje dwoiste istnienie był już przekonany.. Przypuszczał.. gdzieś daleko pojawiła się potęga większa od potęgi Niszczycieli. że my tę przyjaźń odwzajemniamy. co jest mi niedostępne! O wszystkim na świecie! O całym Wszechświecie! Zamilkłem. być może się wahał. . wiedzieliście. ofiarowali pomoc wszystkim uciśnionym. Główny Mózg z Drugiej Planety. — Opowiedz o swoim życiu. zamieniał się nawet w roślinę. ale nie był zdolny nawet o milimetr przenieść samego siebie! Zaczął więc marzyć. Był Galaktem i Niszczycielem. W miarę narastania zaprogramowanej wiedzy rodziły się też nieprzewidziane pragnienia. Odwiedzał miejsca. więzienie. chcieli budować. gdy do Perseusza wtargnął obcy gwiazdolot — pierwszy posłaniec ludzkości — i jego sąsiad. pewnie jeń-ca-Galakta.. Bawił się. Pomyśl tylko. rybą i zwierzęciem. gdy konwojował „Cielca” ku miejscu zagłady w głębi skupiska gwiezdnego.. co mogę jeszcze powiedzieć. Wyręczyła mnie Mary. że musiał ich mieć. iż „tresowano” go impulsami doprowadzanymi bezpośrednio do tkanki nerwowej. Nie był wieczny. Nie zdawał się przekonany. choć sądzi. mógł więc zostać mózgiem jakiegoś dziecka tego plemienia. kim nigdy stać się nie mógł. Aniołem z Hiad i sześcioskrzydłym świerszczem z Plejad. nie wiedząc. o czym świadczyła unicestwiona Złota Planeta.. Marzysz tylko o wolności! — O wszystkim! O wszystkim. Ale w odróżnieniu od nich nie tylko się uczył. Tak wyglądała owa sławetna „awaria na Trzeciej”. 19 Namyślał się. Przy czym ludzie. Zawsze byt tu i zawsze byt samotny. Nie dopuścił do nierównej walki całej flotylli z „Cielcem”. Od pierwszego przebłysku świadomości pamiętał siebie oddzielonego od ciała. Od początku też specjalizowano go w kierowaniu Stacją Metryki na Trzeciej Planecie. zabierając ciało. ale nie udało im się to. że zestarzeje się nie zaznawszy prawdziwej młodości. stawał się tym. Mózgu — poprosiła. zanim jeszcze zjawiła się świadomość. Mógł przesuwać gwiazdy i planety. że prędzej czy później niewola się skończy. A ja do końca swoich dni pozostanę w więzieniu. tym tragiczniej od tego świata się oddzielał. Nie pamięta swoich nauczycieli.

że Andre potrafi odbudować MUK. Najpierw pomożesz nam — powiedziałem — a dopiero wtedy damy ci obiecane ciało... o co mu chodzi. a ja zastanawiałem się. — Na imię. natomiast Kamagin i Petri będą musieli jeszcze nieco potrenować. skoro nie mam życia? — odparł ze smutkiem. Ale powiedz. — Mam nadzieję. a Główny Mózg Stacji ja sam zastąpię.. jak pomóc Głównemu Mózgowi Stacji Metryki na Trzeciej Planecie.. — Dziś. — Na co się nie zgadzasz? — spytałem ze zdumieniem. — Słyszałeś? — zwróciłem się do Głosu. Co ty na to? — Czy potraficie zastąpić Mózg? — Chyba tak. Mnie zaaprobował od razu. czy mógłbyś zrobić Gromowładnemu transplantację innego mózgu — żywego. te pojazdy mają rezerwę mocy. Wprawdzie i teraz nie jesteś wieczny. — Świetnie! To znaczy żal mi biednego smoka. wierzyłem jednak..Mózg zakończył swą spowiedź głębokim westchnieniem. On sam zbadał naszą trójkę. Najpierw otworzysz nam przestrzeń. Finał 1 Byłem nieustępliwy. ale wtedy zawisłoby nad tobą widmo szybkiej. coście zrobili z komputerem pokładowym? — zwrócił się do mnie Andre wkrótce po zdobyciu Stacji. To świetne automaty. ale także cierpienia. — Od dzisiaj nazywać się będę Włóczęga!. — Tak! Tak! Tak! — Wobec tego gratuluję ci przekształcenia się z władcy przestrzeni i gwiazd w zwykłego myślącego smoka imieniem Gromowładny. wiem. które same wykonują większość czynności.. Odczuwałbyś nie tylko radość. . zdrowego — i w ten sposób uratować twego wychowanka od śmierci? — Naturalnie.. którą potrafię odblokować. — MUK przywieziemy tu awionetką. choć Romero w swoim raporcie często wyrzucał mi później nieostrożność. ich pracę trzeba tylko skoordynować.. Po chwili zwróciłem się do niego: — Cierpisz nad swą bezcielesnością. Dublować mnie będą Kamagin i Petri. Już dawno wymarzyłem sobie inne. Prosta operacja.. — Oto świetna okazja uzyskania ciała. stałbyś się zwyczajną żywą istotą i straciłbyś wiele ze swych obecnych możliwości. — Słuchamy cię więc. Obróciłem się do Lusina: — Gromowładny zdaje się jeszcze żyje? — Umrze — odpowiedział Lusin.. — Powiedz. a nikt zrazu nie zorientował się.. Ale o tym wszystkim porozmawiamy później. że zdajesz sobie sprawę z tego. Wszyscy milczeli. że dopóki nie mamy dobrze działającej maszyny informacyjnej. Niczego podobnego nie zamierzałem. Mózg uszkodzony. — Na to się nie zgadzam! — zaoponował nagle Głos.. pomożesz naprawić statek i nauczysz posługiwać się mechanizmami Stacji. — Mózg ci w tym pomoże — powiedziałem. co powiesz! Ale zapomniałeś o inżynierach z obsługi. Zrekonstruowany komputer powtórnie zainstalujemy na statku. nieuchronnej śmierci. ale nie ugiąłem się przed jego prośbami... Nie ma ratunku. Tęskniący do ciała Mózg narzekał na mój brak serca.. czy się zgadzasz. ale gdybyś nagle zyskał jakieś ciało. Jakie?. — Ale jak dotrzeć do statku? Podróże piesze na tej planecie nie należą do przyjemności.. — Zrobimy inaczej — odparł Andre.. Pomyślałeś o tym? Zdecydowałbyś się na zamianę potęgi na słabość? — Na cóż mi potęga. Teraz odpowiedz tylko. uwolnienie Mózgu jest równoznaczne z samobójstwem? Chyba że sam zamierzasz zająć miejsce Głównego Mózgu.. Wiem. Trudniejsze robiłem. Zresztą funkcje Mózgu nie są zbyt skomplikowane.

... — Już dawno opracowano plan unicestwienia zamieszkanych planet Imperium w wypadku.2 Zwijanie przestrzeni w nieeuklidesową spiralę było niemal dziełem jednej chwili. Nawiązanie łączności i systematyzowanie informacji zajęło kilka dni. że jej urządzenia mogą być tak gigantyczne. Wielki Niszczyciel ma dość środków do wytrzebienia życia w całym Perseuszu — powiedział Orlan.Wybuch na Stacji spowodował raczej wstrząs psychologiczny. że mamy tu tylko trudności techniczne. Niszczyciele na razie nie mają czasu się nimi zajmować.. aby nie zniszczyć własnych okrętów. ale posuwa się naprzód bardzo wolno. gdyż planety obronne zostały zbudowane umyślnie do walki z ich . Prawdziwą doskonałość — doskonałość zła — dopiero tu zobaczyłem! A jednak wystarczył niewielki wstrząs. Takiego urządzenia jak Stacja Metryki w ogóle nie sposób zniszczyć. Ale nikt z nas nawet nie przypuszczał. Oczywiście nic im nie powiem o zmianach. Na niebie słabo zapłonęły gwiazdy. w której nadal spoczywał Mózg. Ale nie wiem. W rejonie szturmu koncentrują się krążowniki Niszczycieli. Domyślaliśmy się. Statki Galaktów w przestrzeni międzygwiezdnej Perseusza nie pojawiły się ani razu. — Flota Allana nadal atakuje zapory przestrzenne. Boją się nas i nienawidzą. Nie wiem. W gorszej natomiast sytuacji jest Allan. a nie realne szkody. przypominającym w jakimś stopniu naszą Orę. Mózgu? — zapytałem. jakie tutaj zaszły. — Muszę skomunikować się z Mózgami na pozostałych Stacjach Metryki. — Przestrzeń dokoła Trzeciej jest czysta — powiedział Andrć do osób znajdujących się w sterówce. Zgrał się z nimi doskonale. że stratedzy Niszczycieli dążą właśnie do tego. czy Galaktowie uwierzą. — Tam koncentruje się flota gwiezdna Niszczycieli — wyjaśnił Mózg. naiwne wydawały mi się moje zachwyty nad doskonałością Plutona. ani Mózg nie utracili jasności myśli. Andre już drugi tydzień z rzędu siedział przy pulpicie sterowniczym umieszczonym pod zawieszoną w powietrzu kulą. Wreszcie po kolejnym zachodzie Pomarańczowej nastała prawdziwa noc. natomiast działa grawitacyjne biją bardzo celnie. bo nie było przeszkadzającego we wszystkim tępego Nadzorcy. aby zorientować się w sytuacji. a zebrali się w niej niemal wszyscy. Wtedy zwołałem naradę dowódców i poprosiłem Mózg o dane. Wkrótce runie ostatnia zapora nieeuklidesowa i statki ludzi rzucą się w głąb Perseusza. kiedy wędrowałem i latałem po wewnętrznych pomieszczeniach planety. Teraz. pierwsze gwiazdy od czasu naszego lądowania na Trzeciej! Na szczęście w owej chwili powszechnej radości ani Andre. Sądzę zresztą. — Ale o dziesięć parseków widać gwałtowny ruch jakichś statków. że cała Trzecia Planeta jest sztucznym mechanizmem. by ta doskonałość służąca złu zachwiała się i runęła. natomiast jej powrotne rozkręcanie było procesem żmudnym i długotrwałym. Zmiany metryki cofały się powoli. — Mogę ich zawiadomić o tym. co się tu stało. ale bezpośredni atak na planetę nie grozi. chyba że razem z całą planetą. i samodzielnie wydawał rozkazy operatorom. lecz nieustannie i stopniowo wydostawaliśmy się w otwarty kosmos rozdzierając ścianki sztucznego kokonu przestrzennego. współpraca układała się nawet lepiej niż Mózgowi. Wielki Niszczyciel planuje gigantyczne starcie.. Nie mogę wykluczyć pełnego wzajemnego unicestwienia się przeciwników. — Czy można nawiązać łączność z Galaktami korzystając z twoich urządzeń. najbliższe ich gwiazdy znajdują się o niecałe cztery parseki stąd — odparł. Ludzie w takim gąszczu statków nie będą mogli swobodnie używać anihilatorów. i tu kryje się jedyna możliwość pokrzyżowania planów Wielkiego Niszczyciela. gdyby nie udało się ich obronić. czy istotnie wierzą. Trzeba poprosić Galaktów o pomoc. — Na gwiazdach Galaktów również? — Z wyjątkiem gwiazd Galaktów. — Naturalnie.

. — Zwrot w historii. Może Lusina z Trubem. — Nie nazywam się Gromowładny! — Przepraszam cię. omawia też z detalami naszą ponowną przeprowadzkę na gwiazdolot. Po naradzie Mózg zapytał mnie.. — Zaraz do nich wyruszamy. nie machając skrzydłami. kiedy Romero wysłał Galaktom odpowiedź zawierającą zgodę na ich warunki.. — Ufff!. Lusin przywołał pegaza. — Co zaś do pozostałych. nie będę więc tego wszystkiego tu powtarzał.działami biologicznymi. — westchnęła Mary z ulgą. byłbym przysiągł. — Sam zobaczysz — odparł tajemniczo. — Bardzo efektowne zwierzę. jak mu się podoba odrodzony smok. — Witaj.. — Doskonała robota — pochwaliłem Lusina. kogo mam ze sobą zabrać... Mój poprzednik na Trzeciej skutecznie zwracał przeciwko Galaktom śmiertelne promieniowanie ich własnej broni. a jedynie skręcając i rozwijając wężowym ruchem całe ciało. Widziałaś go w nowej postaci? — Widziałam. który chciał mi towarzyszyć.. obok przysiadł Trub. A więc kogo? — Romera i Osimę koniecznie. kto przesadził: ty obdarzając go ciałem. — Gromowładnego też? — Masz na myśli Włóczęgę? Jego zostawimy na planecie. Również Orlana i Giga. — Ależ on mi nie może odpowiedzieć! — Spróbuj — nalegał Lusin. Nie wiem tylko. jeśli ci o to chodzi! — zaśmiał się. uprzedzając jednakże. Gdybym nie widział. czy on korzystając z tego podarunku. jak się czujesz? Nigdzie cię. Gromowładny! —powiedziałem. Zatoczyliśmy wielki krąg i . jak długo jeszcze przyjdzie mu czekać na ciało. Pegaz biegał po złotej równinie. czy wnętrze czaszki jest dość obszerne? — Nigdzie mnie nie uwiera. iż w razie jakiegokolwiek oszustwa spotka nas kara. — Ale stawiam jeden warunek: w swojej nowej postaci będziesz codziennie przez co najmniej trzy godziny pomagał naszym operatorom w kierowaniu mechanizmami Stacji! 3 Romero w swojej kronice szczegółowo opisuje „przebudzenie” komputera pokładowego. bezskutecznie starając się wypatrzeć na niej coś jadalnego. którzy nie od razu uwierzyli.. parę pegazów i smoków. Odrodzony smok wyglądał znacznie bardziej imponująco niż poprzedni. ani Anioł nie mogli do niego dotrzeć. jak rozwiera paszczękę. Nie będę też wracał do tego. Smok gnał jak rakieta. — Porozmawiać ze smokiem? — zdziwiłem się. Siadaj mi na grzbiet. — Zobacz zresztą sam.. Smok odpowiedział ludzkim głosem. że mówi jakiś ukryty w pobliżu człowiek. że ani pegaz. to zdecyduj sam. który z kolei ożywił wszystkie urządzenia „Cielca”. że siedzisz u żony pod pantoflem. Poleciałem do niego na pegazie razem z Trubem. Włóczęgo! Zapomiałem.. Zeskoczyłem z konia na ołowianym pagórku.. Trub leciał z tyłu. aby Romero nie rozgłosił później. — Nowy gatunek — promieniał Lusin. że nieźle czujesz się w nowej skórze. Gromowładny umarł i został zakonserwowany.. Włóczęga zobaczywszy nas pomknął w dół i wylądował w pobliżu. iż potężna kosmiczna twierdza Zływrogów przestała im zagrażać. No więc. jest bardzo zabawny. —Wydaje mi się. — Ależ te tajemnicze istoty są wystraszone ! — Wkrótce nabiorą odwagi — odparłem. — Oczywiście mnie — odrzekła. Smok unosił się w powietrzu tak wysoko. W wolnej chwili odwiedziłem Lusina. Chciałem spytać. i dopiero po długich namowach zgodzili się wpuścić nasz gwiazdolot na kontrolowane przez siebie tereny kosmosu. Poradź. a Włóczęga nie może się urodzić! — Lusin jeszcze dzisiaj przeprowadzi operację — odparłem po chwili wahania. przewiozę cię. jak nawiązaliśmy łączność z Galaktami. Porozmawiaj z nim. Zapytałem go.

— Zadziwiające uczucie. a Włóczęga poczuł się prawdziwym mężczyzną. Nie wyobrażam sobie jednak. W Himalajach. — Ja na przykład poza ośmioma zębami. zgasły również wszystkie światła wewnątrz planetolotu. — Byłoby prościej spytać nas samych o tę sztuczność — stuknął laską Romero. niezrozumiałe uczucie — zakończył Lusin. z czego byli chyba zadowoleni. Ogarnęła nas kompletna ciemność. — Wściekł się czy co? — spytałem Lusina. gdyż nie bardzo kwapili się do spotkania z Galaktami. do którego zostaliśmy płynnie wciągnięci. z pewnością rozbiłbym się o metalową powierzchnię planety. gdy Włóczęga nagle radośnie coś krzyknął i podwoił prędkość. Nad równiną. — Znacznie doskonalsze od naszych stereowizerunków. . odpędził pozostałe smoki i umizga się do czterech „pań” równocześnie. a nie sztuczności. jak można wyjść na tę zjawiskową scenę. — Ale to wcale nie znaczy. W powietrzu unosiły się jaskrawe ptaki i wężokształtne zwierzęta podobne do latających pochodni. na skraju lasów wznosiły się domy. — Miłość — odparł Lusin. że ja muszę z tego powodu cierpieć. wymienionymi jeszcze w młodości. strumienie i rzeki biegnące aż po horyzont. nic sztucznego w sobie nie mam. radosny blask prysnął do wnętrza przez iluminatory. Spadaliśmy na gwiazdolot jak na planetę. że wkrótce znajdziemy się na placu postojowym dla lekkich pojazdów kosmicznych. Orlana i Giga nie zabraliśmy ze sobą. Zostaniecie uwolnieni. lecz zanim uderzyliśmy o jego powierzchnię. niewysokie pagórki. Rozległ się nieznany ludzki głos. dwoma stawami i trzema syntetycznymi ścięgnami. Szeroko rozlany. Wykryliśmy u was trzy procent sztuczności. Ale nic podobnego nie nastąpiło. — Doskonała iluzja — powiedział Romero. — Sztuczność jest niebezpieczniejsza od bakterii — znów zabrzmiał głos — ale wasza nie jest groźna. kiedy już nieco ochłonąłem z przerażenia. Możecie wychodzić. — Zgadzam się. — Miłość. Ja natomiast rozpocznę opowieść od momentu. dobitnie wymawiający poszczególne słowa. inne znów niskie żywopłoty. Mary. jak tylko poznamy charakter tej sztuczności. — Wielu form swojej sztuczności nawet się nie domyślacie. Stare płuca zamarzły. Sposób cumowania przypominał przyjęty na naszych statkach i oczekiwaliśmy. Jedne z nich przypominały wysmukłe wieże. Szczególnymi jego względami cieszy się biała smoczyca. Na ekranie planetolotu wyrastała zielonkawa kula podobna do krążowników Niszczycieli. — Ja mam syntetyczne płuca — mruknął ponurym głosem Lusin. w poszyciu ukazał się otwór tunelu. Do planetolotu wsiedliśmy we czworo: Romero. — Na Ziemi kosmonauci również przechodzą kwarantannę — kontynuował Romero — ale tam obawiają się bakterii. Lusin i ja. ale znacznie od nich mniejsza. To właśnie za tą albinoską popędził teraz Włóczęga na nic nie zważając. że w stadzie Lusina są cztery smoczyce. — Nie bójcie się. wewnątrz których dostrzegliśmy ogrody pełne kwiatów i owocowych drzew. 4 Czytelników interesujących się szczegółami lotu do Galaktów odsyłam również do raportu Romera. Z dalszych wyjaśnień zrozumiałem.wracaliśmy już do miejsca startu. Okropne. przyjaciele. kiedy przywódca oczekującego nas w pół drogi statku Galaktów zaproponował mi przejście na jego pokład. Gdyby Trub nie zdołał mnie pochwycić w powietrzu. Zapłonęło światło. zagajniki. — Spadłem z pegaza. że miłość jest zadziwiającym uczuciem — rzuciłem poirytowanym głosem. najmłodsza i najbardziej kokieteryjna ze wszystkich. — Wcale nie prościej — zaoponował ten sam glos. budynkami i latającymi stworzeniami rozpościerało się błękitne niebo. Nad brzegami rzek. Za przezroczystym pancerzem okien rozpościerała się wielka równina: łąki.

które rozbiły Perseusza na dwa wrogie obozy. — A czy ten doskonały stereowizerunek jest dziełem dzieci? — zapytał Romero. absolutnego zabezpieczenia przed możliwymi niebezpieczeństwami. czy należy zwiększyć.. Baliśmy się. ale nie mogłem wyzbyć się wrażenia. Wasz gwiazdolot ma najwyżej kilometr średnicy.. znów łąki. że ewentualne zniekształcenia naszych ciał nie były główną przyczyną waszego zaniepokojenia. zmieściliście w kuli o średnicy niepełnego kilometra? I chcecie. Wokół tłoczyli się Galaktowie.. — O. do złudzenia przypominający tych. chociaż każdy z nas potrafi tworzyć cuda. Zeskoczyłem na grunt i znalazłem się w objęciach jednego z gospodarzy. Później odezwała się Mary: — Piękno rozległego kraju zmieściliście na swoim stateczku! Ludzie na razie nie potrafią tego. — Powiedział pan. przyjaciele. czy też zmniej-szyć stopień sztuczności istot żywych doprowadził do wojny między Galaktami i Niszczycielami. dobrze. a tutaj do horyzontu jest co najmniej dwadzieścia pięć. mili gospodarze — powiedział Romero. udało się to wam w zupełności. czyli sześciuset kilometrów średnicy. Nasi konstruktorzy wcale nie zamierzają dawać załogom gwiazdolotów wszystkich ziemskich wygód. pozwalamy na to. aby was niechcący nie zniekształcić.. licząc według twojej miary. czy to jest w ogóle potrzebne? Dla ludzi surowość warunków bytowych na statkach kosmicznych stanowi jedną z atrakcji zawodu astronauty. którego imię brzmiało Tigran.. było przyczyną naszego zaniepokojenia obecnością elementów sztucznych w waszych ciałach. choć nie to głównie. — Za horyzontem są też łąki i lasy. Jest to zbyt łatwa droga tworzenia. ale aby odpowiedzieć na to pytanie muszę opowiedzieć o smutnych wydarzeniach. Podnoszenie procentu elementów sztucznych w organizmie dawno już uznaliśmy za zło. To właśnie. tego was bardzo prędko nauczymy! — wykrzykną! inny z Galaktów. Otworzyłem pokrywę luku i wyszedłem na zewnątrz. to znaczy odchylenie od powszechnych praw natury. a my najsurowiej zakazaliśmy sobie korzystania z łatwych dróg. — No. że znów nawiedził mnie jakiś nierealny sen. Czułem się doskonale. Mary podziękowała mu uśmiechem i zakończyła: — Ale zastanawiam się. 5 Siedzieliśmy na trawie nad brzegiem rzeczki: czterech Ziemian i dziesięciu Galaktów ubranych w kolorowe stroje. — Wcale nie chcieliśmy was zaskakiwać i nie ma w tym żadnych cudów — zaprzeczył jeden z Galaktów. ani iluzja.— Wychodźcie. — A więc planetę o obwodzie dwóch tysięcy kilometrów. Właśnie problem. — W realnej? — zmarszczył brwi Paweł. że to nie iluzja i cud? — A jednak ani cud. za przestępstwo. My to nazywamy romantyką dalekich podróży. które stały się już powszechne... Czekamy na was — rozległ się głos. — Znaleźliśmy się w królestwie nieprawdopodo-bieństw. Ile masz wzrostu? Około dwóch i pół tysięcznych kilometra? No to obwód wyniesie około dwóch tysięcy kilometrów. . później znów las i rzeki. Dlaczego nasze sztuczne tkanki tak was przeraziły? — Galaktowie nie mają tajemnic. Dzieciom. ale młodocianych Galaktów jest niewielu. oczywiście. Jeśli chcieliście nas zadziwić. Niestety nie potrafimy jeszcze zmniejszać proporcjonalnie organizmów żywych i ciał nieożywionych. Planetolot stał na łące. abym uwierzył. Wyjaśnienie Tigrana wywołało krótkotrwałą ciszę. znajdujesz się w realnej przestrzeni . — Nie jestem aż tak naiwny. W miarę waszej wędrówki w głąb gwiazdolotu odpowiednie urządzenia redukowały rozmiary waszych tkanek.. dalej morze. — Galaktowie uważają cud. — To nie jest iluzja. których widzieliśmy na obrazach Altairczyków i na rzeźbach z Sigmy.

Teraz nawet Romero nie wiedział. — Tak. W przeciwnym wypadku zostałaby zachwiana zasada równouprawnienia — podróżnicy żyliby inaczej niż mieszkańcy planet..Galaktowie spojrzeli na siebie znacząco. Głos odpowiadającego jej Tigrana zabrzmiał jednak równie przyjaźnie jak poprzednio: — Nasze obyczaje można by w skrócie przedstawić następująco: każdy ma prawo żądać tego. Tigran najwidoczniej uzyskał zgodę towarzyszy na poinformowanie nas o początkach wojny w Perseuszu. reagujących podobnie nawet na nadzwyczajne wydarzenia. Tu społeczeństwo mu nie pomoże. która tak was zachwyciła. I na odwrót: nikogo nie można pozbawiać tego. Dowódca najprawdopodobniej wydaje rozkazy. mieszkania. Ale nie gwarantujemy każdemu.. z jakich korzystają Galaktowie pozostający na miejscu. jest o wiele uboższa od przyrody naszych planet. dlaczego? — Słuchałem waszej rozmowy. O to już dany osobnik sam musi się starać. dobrze. Dlatego też mamy obowiązek zapewnić załodze statku dalekiego zasięgu takie same wygody. to muszą być chyba i dowódcy?. — Tak. — Załogę kompletuje się z osobników o zbliżonych charakterach. z niezmiennie uprzejmym uśmiechem. Usiedliśmy wygodnie na trawie. — No. Okropnie nieobiektywne uczucie. prawdziwa woda. — Mówił pan o załogach gwiazdolotów.. którą on pokocha. Zresztą szukamy rozwiązania tego odwiecznego problemu i mam nadzieję. Niestety nie potrafimy w pełni zrealizować tej zasady i piękna kraina zawarta w naszym statku. że pokocha go właśnie ta. — A więc słuchamy cię.. Wbrew własnej woli zostaliśmy wplątani w walkę z Niszczycielami i już chociażby dlatego uważamy was za swych naturalnych sprzymierzeńców. — Chciałbym się dowiedzieć. pracy. jestem pewien. Zdajemy sobie sprawę z istnienia niesprawiedliwego uczucia zakłócającego doskonałość zasady równouprawnienia. Sam zaś natomiast rozkazów członków załogi nie wykonuje? Nieprawdaż. gdyż na statkach nie może być im tak wygodnie jak na planetach? — ironicznie podpowiedziała Mary.. miłość — powiedział Galakt kręcąc głową.. co wam wiadomo o Ramirach i jak zaczęła się wojna pomiędzy Galaktami i Niszczycielami. — Ale jeżeli zdarzą się różnice zdań?.. Jego mechanizmy wykonawcze dostrojone są do naszych fal mózgowych i reagują na naszą wspólną wolę. zostawmy na razie miłość w spokoju — Romero nie dawał za wygraną. I znów rozmową zawładnął Romero. Gwiazdolotem dowodzimy wspólnie. . musimy rezygnować z wielu wypraw — potwierdził Tigran. — Miłość indywidualna to trudny problem... w znaczeniu zapewnienia każdemu zaspokojenia jego podstawowych potrzeb: wyżywienia. czego społeczeństwo jako całość może mu dostarczyć. Galakt zwrócił się do mnie: — Tylko ty nie odezwałeś się nawet słowem. — Powiedział pan. Skoro są załogi. że wkrótce nam się to uda. — Nie należy wysyłać Galaktów w kosmos. — U nas nie ma dowódców. Z tej niedoskonałości naszej cywilizacji wypływa wiele smutnych wniosków. — Opowieść będzie długa—uprzedził. które jego podwładni muszą wykonywać. Woda cicho szemrała. Galaktowie znów wymienili spojrzenia. że stwierdzenie Mary wydało im się nietaktowne. a nie trujące roztwory soli niklowych jak na planetach Niszczycieli. mili gospodarze? Tigran pokręcił głową. co powiedzieć. równouprawnienie. z czego korzysta chociażby jeden z członków społeczeństwa. U nas również jest równouprawnienie społeczne. ale na razie nie potrafimy go zwalczyć.. — Nie masz żadnych pytań? — Co najmniej z setkę. nauki.

Każda nowa generacja Serwów zawierała coraz mniej elementów mechanicznych. — Chyba także przez Niszczycieli? — zapytał Romero. — Niszczyciele są waszym dziełem? — Tak. Zamierzano stworzyć doskonałość. którzy rzekomo lepili te ciała niebieskie z zagęszczanej przestrzeni. naturalne i sztuczne. Jak się już chyba zorientowaliście. Uznano wreszcie. Żywa tkanka jest urządzeniem najsprawniejszym energe-tycznie. .Tak samo jak na Ziemi szumiały pobliskie drzewa. Zastępowano je stopniowo składnikami biologicznymi. stworzyliśmy dopiero potem. Galaktowie cieszyli się. Serwy zbierały same pochwały: mądre. na jakiej opierały one wzajemne stosunki. bowiem Niszczycieli. Znikły także ślady ich działalności. że dla Serwa istnieje tylko jeden obiekt zachwytu — on sam. a opustoszałe planety Perseusza zostały opanowane przez Galaktów. iż życie zrodzone w ich systemie gwiezdnym szybko rozprzestrzenia się na wszystkie słońca Perseusza. Obdarzono je rozumem i zdolnością do reprodukcji. które w jeszcze większym stopniu skrzywia właściwe proporcje. Nie przewidziano jednak. Rozpoczęły się ich masowe ucieczki z planet Galaktów. a wyprodukowano potworki. Serwy były rodzajem robotów. — Perseusz należał wyłącznie do Galaktów. ta nie zaprojektowana cecha była jeszcze utajona. Kiedy zorientowano się. że spowoduje to rozwój samouwielbienia. że gwiazdy Perseusza są wyposażone w znacznie większą liczbę planet niż słońca w innych okolicach kosmosu. jeśli pominąć same planety. Samouwielbienie ze wstydliwego. doskonali rachmistrzowie. Chodzi o to. uroczym miejscu Tigran snuł ponurą opowieść o tysiącleciach straszliwych zmagań. Egoizm podniesiony do godności systemu filozoficznego. Uczucia. Legenda przypisuje tę obfitość planet działalności Ramirów. szybko reprodukujące się. „Wyposażone”. 6 Galaktowie niewiele wiedzieli o Ramirach. a ściślej mówiąc wyprodukowaliśmy ich. Kiedy pojęto rozmiary klęski. ani o ich wyglądzie. Ale w miarę tego. Ale nasi konstruktorzy stale je doskonalili. w której kontynuowano doskonalenie Serwów. próbowano oddziaływać na nie perswazją. jak daleko zaszły zmiany w psychice Serwów. a nie zachcianką. Możliwe. Poza tym bez Serwów żyło się znacznie łatwiej. W epoce. Niszczyciele — to początkowo były mechanizmy. Popełniliśmy jednak pewien błąd. a istniejące już całkowicie zbiologi-zować. a właściwie Serwów. Operacja była sprytnie przygotowana. Tak właśnie wyraził się Galakt. Bez skutku. które zniekształca realny obraz świata. Od tej chwili nowe Serwy miano tworzyć wyłącznie z tkanki żywej. Ale Serwy nie czekały na przekonstruowanie. Chciano wyzwolić je spod wpływu nieobiektywnego uczucia miłości. pracowite. Ramirowie przenieśli się później do jądra Galaktyki. Pozbawiono jednak pici. Zwiększenie ilości tkanek organicznych było więc koniecznością. ukrywanego uczucia przekształciło się w jedyną zasadę. świetni eksperymentatorzy i znakomici konstruktorzy. Wtedy też wydano prawo zaka zujące umieszczania sztucznych narządów w organizmie żywych. Nie zachowały się dane ani o sposobie życia tych istot. W Perseuszu jest wiele gwiazd obieganych przez dziesięć do piętnastu satelitów. Ten dziwny naród gospodarzył w skupiskach Perseusza jeszcze przed zjawieniem się Galaktów lub też na początku ich cywilizacji. W tym sielankowym. Zachowały się jedynie niejasne legendy. stawało się oczywiste. że i same skupiska Perseusza powstały również z zagęszczenia przestrzeni pomiędzy oddalonymi gwiazdami. stworzyliśmy. że charakterologiczne skrzywienie Serwów zostało wywołane dwoistością ich natury. Kolonie Serwów przenosiły się na nie zamieszkałe planety pod pozorem zagospodarowania ich. było już za późno. łączącej w sobie martwe i żywe. jak z pokolenia na pokolenie zwiększał się stopień ich biologiczności.

Nie staramy się przekształcić maszyn w biologiczne doskonale urządzenia uniwersalne. — Zostawili was w spokoju. Ale już chyba was zmęczyliśmy. ale ja nie miałem na nią ochoty. Galaktowie wynaleźli broń niszczącą wszystko co żywe. czemu oni nie przyszli z pomocą naszym gwiazdolo-tom. jak to nazywano w starożytności. które spotykają w swoich podróżach kosmicznych. W ich obecności czuję skrępowanie. Najokropniejsze było to. Zapytałem. Niszczyciele natomiast obniżają biologiczność organizmów zamieniając stopniowo istoty żywe w maszyny. — Moim zdaniem ważne jest to. Niszczyciele. Galaktowie natomiast są całkowicie bezpieczni na swoich planetach.. drodzy goście.. — Teraz już rozumiem. lecz głosiły ideę unicestwiania wszystkiego. a malowniczy krajobraz za oknami pogłębiał jeszcze wrażenie swojskości. że zarażeni są manią izolacjonizmu. — Są bosko piękni. — Jeśli mnie teraz nie usłyszą. że oczu nie można oderwać. że bytem o niego prawie zazdrosny!. Etap za etapem zastępują rodzących się mechanizmami wyprodukowanymi taśmowo. kiedy zostaliśmy sami. Tigran odparł. oni mechanizują organizmy — powiedział Romero. Śmiertelni w kosmosie. zaś istoty żywe żywymi.. a wy co? Zgadzacie się na ich złowrogą działalność w kosmosie? — Nie zgadzamy się. którzy nie zdołali się jeszcze w pełni zmechanizować. w jakim stadium jest obecnie wojna Galaktów z Niszczycielami. Obawiam się. przypominał wewnątrz ziemskie hotele. ponieważ nie udało się ich wychować? To nie dla nas. a nie stają się naszymi wrogami. zwiększamy natomiast niepomiernie ich wyspecjalizowane możliwości.W międzygwiezdnych przestrzeniach Perseusza wybuchła niszczycielska wojna. że są naszymi przyjaciółmi. — Wy ożywiacie mechanizmy. Pomagają organizmom żywym podnieść stopień komplikacji biologicznej. — To i dawniej było oczywiste — zaoponował Romero. mądrzy. ale cóż mamy robić? Przejąć niszczycielską filozofię Serwów? Przejść do unicestwienia. — Ale perspektywa? — nalegałem. pojęliśmy natychmiast. — Coś mi się w Galaktach nie podoba — powiedziała Mary. Poza tym starcia w kosmosie doprowadzą do śmierci wielu Galaktów. a zamiast tego wszystko chwalisz. Dlatego —wymamrotał Lusin. — Zamierzałaś mówić.. pomyślą. że Zływrogi władają niepodzielnie przestrzeniami międzygwiezdnymi. Galaktowie starają się pomóc w rozwoju wszystkim istotom rozumnym. kiedy zostaliśmy sami. — Nieśmiertelność na planetach. — Twardy orzech — powiedział zatroskanym głosem Romero. Później porozmawiamy. — Nie wszystko. Był gotów wciągnąć mnie do nowej dyskusji. — Muszę połączyć się z „Cielcem” — powiedziałem wstając. — Nie znam waszej historii — przyznał się Galakt. który oddano nam do dyspozycji. uprzejmi i ubrani tak. że Serwy przekształciwszy się w Zływrogów i Niszczycieli nie tylko wywalczały sobie miejsce pod gwiazdami. co ci się w nich nie podoba. gdy tylko zjawiliście się w Perseuszu. Nasze maszyny pomagają nam. że jesteśmy uwięzieni. — Ludzie natomiast mają własną drogę rozwojową: pozostawiamy mechanizmy mechanizmami. a druga nie? — Na naszych planetach jesteśmy nieśmiertelni. — Co to znaczy doprowadzą do śmierci? — pogardliwie wycedził Romero. niemal wrogość. 7 Dom. — Czyżby u siebie w domu nie umierali? A może jedna forma śmierci jest dla was do przyjęcia. . co Galaktowie uważali za najważniejsze i starali się rozpowszechnić we Wszechświecie. a nie wrogami — wtrąciłem. Ale że jesteście od nas potężniejsi. śmiertelnie się jej lękają i praktycznie pozostawili Galaktów w spokoju. — Przecież Tigran patrzył na ciebie z takim zachwytem.

uspokajająca i dająca radość. ale woda świetnie spreparowana. takie odwiedziny mogłyby nam sprawić jedynie radość. Wśród gwiazd Perseusza połyskiwał czerwonym światłem „Cielec” oświetlony reflektorami znajdującego się opodal statku Galaktów. przykryte ochronną kopułą. Wspaniała woda — pomyślałem z niechęcią. W gigantycznej. my natomiast musieliśmy strawić wiele godzin na ponowne „wyrośnięcie” do normalnych rozmiarów.. Po wejściu do kabiny nie mogliśmy się oprzeć wrażeniu. a to nie było proste. Nie było w tym nic dziwnego: nie da się od razu usunąć ze świadomości tysiącleci strachu i wrogości. bo pokryte przezroczystą. bijące nieustannie o kopułę. Nad powierzchnią mlecznego płynu wystrzelały żółtawe jęzory. — Kolejna dezynfekcja? — zapytał Romero. Galaktowie powitali Osimę i Truba z całą serdecznością. — Wiesz — powiedziałem do Mary po wyjściu z łazienki — jeżeli przywyknąć do ich wygód. że znaleźliśmy się w czyichś wnętrznościach. tak uroczystym.Przekomarzaliśmy się tak. Na asteroidzie oczekiwali już nas ubrani w skafandry Osima. Gdybyśmy byli tylko zwykłymi ludźmi. które w czasie wyprawy „Pożeracza Przestrzeni” nawiązały z nami łączność. jasnej pieczarze. którzy wcześniej zeszli z pokładu „Cielca”. Było ich tysiące. że tajemnicza broń biologiczna wycelowana jest teraz w „Cielca” i że jakiś Galakt siedzi w tej chwili przy pulpicie z palcem na przycisku spustowym. starając się zagłuszyć żartami opanowujący nas niepokój. ujrzeliśmy jezioro. to życie w kosmosie może istotnie wydawać się ogromnym wyrzeczeniem.. obiegany przez czternaście planet różnych co do wielkości. że jezioro jest istotnie żywą istotą. W wannie była oczywiście woda.. wygodnych. jedną z tych „nieaktywnych gwiazd”. — Nie tylko-. Trub.. dziwne jezioro.. że to głupie z mojej strony — powiedziałem — ale nie mogę się pozbyć wrażenia. iż żadna siła nie potrafiłaby jej przebić. Leżąc w wannie myślałem jedynie o tym zadaniu. ale identycznie zagospodarowanych. Asteroid oblatywaliśmy w zabawnym urządzeniu przypominającym skrzydlatego wieloryba. monotonnie doskonałych. — Tak. luksusowo urządzonych.. że nawet uśmiech znikł na chwilę z jego twarzy: — Widzicie najpotężniejszą broń biologiczną w naszym rejonie gwiezdnym. pieszcząca i podniecająca. Był to olbrzym klasy B. na którym można było oglądać programy rozrywkowe lub wizerunek gwiezdnego nieba. Tigran wyjaśnił nam. ogromnym zgęstkiem plazmy wypełniającym całe jądro asteroidu. Nigdy jeszcze nie brałem tak doskonałej kąpieli. niejednakowych pod względem klimatu. Ale chcieliśmy zmusić gospodarzy do działania. lecz chłodno. W naszej sypialni stało wielkie lustro. Za orbitami planet obiegały gwiazdę asteroidy o średnicy od stu do ośmiuset kilometrów. Przez kilka minut wpatrywaliśmy się w milczeniu w rozszalałe jezioro. Pokazano nam jedynie znikomą jego część. — Wiem. — Co to jest? — zapytałem Tigrana. którzy przypadkowo złożyli wizytę Ga-laktom.. 8 Długo szliśmy kursem na Płomienistą. Dwa tysiące podobnych dział ochrania planety układu przed napadem z zewnątrz. Towarzyszący nam Tigran powiedział. Po naciśnięciu guzika zamieniało się ono w ekran. Pozostała część istoty znajduje się w wielokilometrowej głębi. Coraz bardziej przypominało mi ono żywą istotę zamkniętą w kamiennej klatce.Polecono mi zapoznać was z naszymi kosmicznymi urządzeniami bojowymi. maleńkie „oczko”. Niszczycieli natomiast potraktowali uprzejmie. stąd opóźnienie. tworzyły zamkniętą sferę ochraniającą cały układ planetarny od wtargnięcia z zewnątrz. Orlan i Gig. grubościenną kopułą. że przycumujemy do jednego z asteroidów. już na pierwszy rzut oka sprawiającą wrażenie tak masywnej i mocnej. Najpierw obejrzeliśmy sobie krajobrazy zamieszkanych planet. Chociaż ta .. Pod kopułą wściekle kipiała mlecznobiała masa. raczej istotę żywą niż maszynę. później przywołałem obraz sfery gwiezdnej. kąpiel była znakomita — zgodziła się żona. do której nas wprowadzono. Tigran odparł tonem bardzo uroczystym.

że nasz gwiazdolot może uskoczyć przed wąskim promieniem. Rozpoczął. dopóki nie natrafi na Jakieś ciało materialne. a trajektorię strumienia radiacyjnego można obliczyć z dokładnością do kilometra? — Właśnie po to. Zarówno wasze ciosy grawitacyjne. Stanowi zatem ciągłe zagrożenie dla wszelkiego życia. zabijając wszystko na swojej drodze. gdy działalność jądra zamiera? — Okresy spadku aktywności są przesunięte w czasie na różnych asteroidach. atakujący z dowolnego kierunku. a następnie synteza bierze górę nad rozpadem i „broń” znów ożywa. aby uniknąć tego niebezpieczeństwa. — Dziwię się — powiedział — że Galaktowie dysponując bronią absolutną. — Czy wasze statki kosmiczne są wyposażone w broń biologiczną? Wyraźnie było widać. znajdzie się zawsze na osi strzału. Romero. ale są to działa o mocy znacznie mniejszej. podobne do tej. mówią prawdę. . Jeśliby plazma swobodnie wydzielała swą radiację. Romero. zaś statek Galaktów zawsze znajdzie się w polu działania. Z drugiej zaś strony żywe jądro asteroidu pochłaniając własne promieniowanie ulega częściowemu samozniszczeniu. Wobec tego krążownik wroga. chociażby Trzeciej Planety? Nie potraficie przecież odsunąć jej w bok. specjalnym napromieniowaniem i łaskoczącymi wyładowaniami elektrycznymi. tarcza ochronna zmienia swą strukturę molekularną i strumień zabójczego promieniowania tryska na zewnątrz. jej komórki wkrótce rozsadziłyby cały asteroid. tym bardziej jest ono niezawodne. zaczęła się dyskusja. — Czy nie odbija się to na działalności życiowej plazmy? Romero dotknął bolesnego punktu. — Ale jeśli walka manewrowa — nie poddawał się Romero — nie mogła przynieść zwycięstwa Galak-tom. Broń biologiczna nie bardzo nadaje się do walki manewrowej . Kopuły. Nie tylko trzeba ją doskonale karmić — substancje odżywcze dostarczane są z planet wewnętrznych — lecz także obłaskawiać odpowiednim nagrzewaniem. Produktem działalności życiowej jądra jest radiacja błyskawicznie unicestwiająca wszystko co żywe. Zabójczego promieniowania nie wolno wypuszczać na ślepo. jak zwykle. jak ich promieniowanie biologiczne rozchodzą się z prędkością światła. że Tigran wolałby nie odpowiadać na to pytanie. Orlan odpowiedział tak beznamiętnie. natomiast wiązka radiacji Galaktów praktycznie rzecz biorąc nie rozprasza się i nie znika. — A jeżeli wróg zbliży się właśnie w okresie. ale zawsze niebezpiecznej fali grawitacyjnej. pozbawiona jest rozumu w naszym pojmowaniu tego słowa. znajdują się w różnych miejscach asteroidu. ma jednak kapryśny i złośliwy charakter. nie uzyskali przewagi w tej walce. — Mamy. Im szybciej następują po sobie okresy wygasania i pełnej aktywności jądra.istota. drogi Orlanie. że wasze statki są znacznie słabiej uzbrojone. Obserwowana przez nas burza na powierzchni jeziora jest zewnętrznym wyrazem tych reakcji. Zachodzi równoczesny rozpad starych i synteza nowych komórek. Zresztą periodyczne przygasanie jest konieczne do samoregulacji jądra. którą nam pokazano. Jeżeli nie uda im się zbyć pytania milczeniem. Ale fala grawitacyjna słabnie proporcjonalnie do kwadratu odległości. zbudowaliśmy sześć Stacji Metryki. Poza żywym jądrem nie było na asteroidzie nic ciekawego. Co najmniej połowa jąder jest w danej chwili aktywna. gdyż w kosmosie ono nie zanika i wędruje dopóty. Co jakiś czas jądro słabnie i gaśnie. Galaktowie zaprowadzili nas do pomieszczeń mieszkalnych i zaproponowali odpoczynek. Ale Galaktowie nie umieją kłamać. — Po jakimś czasie nie uwolniona radiacja gromadzi się wewnątrz jądra — powiedział Romero. to czemu nie zaatakowali oni waszych układów planetarnych. broń biologiczna. Na dalekich dystansach krążownik Galaktów zawsze weźmie górę nad okrętami Niszczycieli. choćby osłabionej. Kiedy nasi przewodnicy odeszli już. W odpowiedniej chwili sklepienie pieczary otwiera się. Zgodzi się pan. że jego spokój mógł uchodzić za ironię: — Zapominasz.

pośród którego rozpościerało się miasto. którzy pojawili się w Perseuszu około dziesięciu milionów lat temu — powiedział Gracjusz. Niezwykłe. Od tej pory Galaktowie całkowicie zrezygnowali z walki o panowanie w skupisku gwiezdnym. że Galaktowie są tworem ludzi. — Będzie z wami pertraktował. ale wzdłuż nich nie wznosiły się domy z oknami i drzwiami. Na nasze powitanie wstał Galakt. ze skrzydeł do skrzydeł. W strefie szturmu ziemskiej flotylli nasze krążowniki będą miały ograniczone pole manewru. i podniecony Trub. Kiedy ucichł już zamęt pierwszego powitania. że źródłem woni są świecące drzewa. prawda? Wokół globu krążyły dwa księżyce. to chyba to też was urządzi. I radośni ludzie. Zacząłem już obawiać się. Galaktowie zaatakowali jedną stację Metryki. Nad ulicą stykały się korony gigantycznych. że na jednej z planet odległych od Perseusza Galaktowie—astronauci pozostawili przedłużenie swojej rasy w postaci własnego wizerunku. powiedziałem. samoświecące ściany i sufity wydały mu się dzikim barbarzyństwem. że w każdym pomieszczeniu Galaktów stoi niewielkie drzewko oświetlające pokój i odświeżające powietrze. Nie będę opisywał powitania. iż wypuszczono na nas zgraję fantomów. — A czyż wasze planety są inaczej oświetlone? Uprzejmie wysłuchał odpowiedzi. piękni Wega-nie. 9 Wieczorem w małym gronie odbyliśmy naszą pierwszą rozmowę. Było i podobne do naszych. — My z kolei sądziliśmy. można by pomyśleć. ludzkimi twarzami. Wreszcie wśród gęstego lasu pojawiła się polanka. i niezmiennie spokojny Orlan.Orlan opowiedział dalej o przebiegu ostatniego wielkiego starcia Galaktów z Niszczycielami. i hałaśliwy Gig — wszyscy otrzymali swoją porcję uścisków i czułości. ale stacja zwinęła przestrzeń w swoim rejonie i wystrzelony w jej kierunku strumień promieniowania biologicznego odbiła z powrotem na planety przeciwnika. wraz z całym placem polecieliśmy gdzieś w dół i znaleźliśmy się w parku. Wprowadzono nas do jednego z tuneli. gdyż wszyscy mogli oglądać je na stereoekranach. jeżeli okaże się. czy przypadkiem Galaktowie nie są genetycznie spokrewnieni z ludźmi. że ich broń biologiczna nie jest skuteczna w walce. powtarzających utrwalone w naszych mózgach wizerunki. Zacząłem ją od pytania. Opuściliśmy gwiazdolot na satelicie zewnętrznym i przesiedliśmy się do planetolotu. Same lasy. Orlanie — powiedziałem z wyrzutem — abyśmy zwrócili się do Galaktów o pomoc. i jednocześnie odmienne. — Oczy mnie już bolą od blasku tych drzew — powiedziała Mary. Przechodziliśmy z rąk do rąk. Eli. odtworzonego z grubsza i na chybcika. Ulice były rozległe i szerokie jak na Ziemi. Jeśliby zestaw tych zapachów nie zmieniał się co krok. lecz wyrastały ślepe ściany podziurawione ciemnymi wlotami tuneli. świecących drzew. — Na planetach zastąpi mnie Gracjusz — powiedział. że nikt by nie potrafił ich wymyślić. nasz aerobus pomknął w tamtą stronę.. że to tak pachnie samo powietrze w mieście. — Namawiałeś nas. — Po rozszyfrowaniu transmisji stereoskopowych z „Pożeracza Przestrze- . Po wylądowaniu na planecie na próżno szukaliśmy jakichkolwiek osiedli. Zobaczyliśmy później. gdy wśród tłumu witających zobaczyliśmy nie tylko Galaktów. którego Tigran przedstawił jako Gracjusza. ogromne puszcze. Na rozległym placyku oczekiwali nas mieszkańcy. a teraz mówisz. — To zależy od tego. ale potem dojrzałem wiele istot tak dziwacznych. w jakiej walce. że nasze lampy i reflektory. Jestem jednak pewien. Przecież jeżeli ratując się przed promieniami broni biologicznej rozpierzchną się we wszystkich kierunkach. Wspomnę tylko o naszym zdumieniu.. — Drzewa zastępują w nocy światło gwiazdy — wyjaśnił Tigran. W powietrzu wyczuwało się całą gamę najróżnorodniejszych aromatów. Na końcu tunelu znajdowała się obszerna sala. sześcioskrzydle świerszcze z mądrymi. Dokoła tłoczyły się Anioły. Nie będę zdziwiony. Po chwili zorientowaliśmy się.

jakie niewątpliwie poniesiemy w walce z ewentualnymi korzyściami. Jedynym wytłumaczeniem tego faktu była hipoteza. Jeżeli chybimy. Na samą myśl o tym ogarnia nas przerażenie. że możemy nie obawiać się śmierci. będzie mknął we Wszechświecie przez cale miliardy lat. A teraz chciałbym usłyszeć wasze drugie zastrzeżenie. że na swoich planetach jesteście nieśmiertelni. że cywilizacja ludzka liczy zaledwie od siedmiu do dziesięciu tysięcy lat. Trzeba więc uderzyć weń. Jeżeli Zływrogi pokonają teraz ludzi. ale pięć pozostałych jest nadal w rękach Niszczycieli. że odniosłem wrażenie. — Milion lat temu byliśmy już dobrze ukształtowanym społeczeństwem — powiedział z wyraźnym żalem rezygnując ze swej hipotezy. iż biję głową o ścianę uprzejmej obojętności. i wyłożyłem powody. dla których sojusz ludzi i Galaktów jest naszym zdaniem konieczny. Gracjusz bardzo się rozczarował. kiedy powiedzieliśmy mu. Najwidoczniej sama natura stworzyła w różnych miejscach kosmosu istoty łudząco do siebie podobne. to wszyscy mieszkańcy tego rejonu kosmosu utracą na wiele tysiącleci możliwość wyzwolenia się spod stałej groźby zagłady. Flota ludzi. . że wystrzelone przez nas promienie ugodzą w nas samych.ni” byliśmy zdumieni naszym podobieństwem do ludzi. ale jeśli chybi. Jeżeli wyślemy na pomoc ludziom eskadrę okrętów z bronią biologiczną. jakie decyzje podejmą wszystkie nasze narody — powiedział. Wyraz jego twarzy był przy tych słowach pełen tak uprzedzającej grzeczności. zanim nie uzyskamy konkretnej odpowiedzi. jak uniknąć tego niebezpieczeństwa. — Zrozumcie — rzuciłem w podnieceniu — że nie chodzi mi o to. — Żadnych uroczystości. a rozpad-nie się ostatecznie. Chcecie. że jesteśmy waszymi potomkami. jakie macie zastrzeżenia. jakie przyniesie nam zwycięstwo. — Przekażemy waszą propozycję narodom zamieszkującym planety Płomienistej — obiecał Gracjusz z miłym uśmiechem. — Nie — odparłem zdecydowanie. Zniszczenie floty ziemskiej nie leży więc w interesie Galaktów. to bardzo istotne. — Mamy wiele powodów. Po tej wstępnej informacji „wziąłem byka za rogi”. Zastanowimy się. Staniemy się wtedy mimowolnymi zabójcami. — Nie potrafię przewidzieć. Żaden Galakt nie zgodzi się na takie przestępstwo! — Tak. — Mamy dwa najbardziej zasadnicze zastrzeżenia. a człowiek pojawił się około miliona lat temu. Musimy porównać straty. Poprosiłem o bardziej szczegółowe wyjaśnienie. — Jest związane z pierwszym. Gracjusz ze zdziwieniem uniósł brwi do góry. Czynniki przynoszące śmierć mogą pojawić się tylko z zewnątrz. to w ogniu walki działa te mogą chybić. — Imperium Niszczycieli miotane jest wewnętrznymi sprzecznościami. aż wreszcie spotka na swej drodze jakieś ognisko życia i unicestwi je. — Zawiadomię także społeczeństwo Galaktów w innych systemach gwiezdnych. Raz już to się zdarzyło i wiele planet zmieniło się w cmentarzyska. wrogowie tak zakrzywią przestrzeń. potrzebuje jednak pomocy. zagłębiająca się w Perseuszu. A na razie zapraszam was na wieczorną uroczystość zorganizowaną na waszą cześć. wiązka zostaje zneutralizowana. Jeśli strumień promieni trafi w cel. powstrzymujących nas od udziału w otwartej wojnie z Niszczycielami. Promieniowanie biologiczne może być takim czynnikiem. Zdobyliście jedną Stację Metryki. Dopiero wtedy obierzemy właściwą linię postępowania. jak to określa Romero. powiedzcie jednak. byśmy działali na własną zgubę? Nie odpowiadając Gracjuszowi zwróciłem się do Tigrana: — Mówił pan. — Nie mamy też legend mówiących o utworzeniu jakichś istot na nasz obraz i podobieństwo. Nie wyzbyliście się jednak strachu przed śmiercią? Odpowiedział mi znów Gracjusz: — Zapewniliśmy sobie takie warunki życia. abyście natychmiast podali nam waszą ostateczną decyzję. żebyśmy mogli ustosunkować się do nich.

lecz przełamywanie natury Galaktów! — Rozumiecie teraz. wybieramy jako najbardziej godny zachowania. I w młodości i w starości zmiany biologiczne przebiegają tak szybko. jak długo mogłem. Przypadkowy początek i nieunikniony koniec — oto nasze pojmowanie istnienia. którą uważają za katastrofę. jakie wyhodowała Mary. jak męczące musiały być starożytne bale ludzi na parkietach dusznych sal. kłótliwych. nieszczęśliwych. że nie warto nawet próbować ich powstrzymywać. jedynie słuchałem i obserwowałem. że śmierć jest naturalnym zakończeniem życia. Ta wyprawa interesowała mnie o wiele bardziej. czemu takie smętne oblicze? Byłoby wspaniale. to nie był nasz odwieczny lęk przed niebytem. Bal pod świecącymi. aby Galakt mógł pozostawić ją bez odpowiedzi. w oczach zżerająca całe góry. kiedy organizm pracuje naj równie j. — Nie słyszałem o Swifcie. które przecinały glob od bieguna do bieguna. lecz jedynie organizmy rozkładające na poszczególne pierwiastki kamień. Właśnie ten wiek. Rozrywek było zbyt wiele: różnobarwnego blasku różnorodnych zapachów. stabilną dojrzałość.. Eli — pomyślałem — przypadło ci w udziale. Niedołężnych. Po takiej transplantacji cały organizm się odmładza. Katastrofy nie zdarzają się na naszych planetach. Mary jednakże zabawa podobała się i przez wzgląd na nią wytrzymałem. Uwaga Pawła była zbyt wyzywająca. ale przetwarzały za jednym zamachem tylko niewielki fragment powierzchni planety.. Z jakich więc powodów Galaktowie mogą umierać? Po zużyciu jakiegoś organu zastępuje się go nowym. jak wielkie są nasze wątpliwości — zakończył Gracjusz swoją wypowiedź. natomiast „mchy” Galaktów „nadgryzały” . Sam trzy raz zmieniałem serce. Ale pełny rozkwit następuje w wieku. — Ruch wahadłowy pomiędzy starością a niemowlęctwem — rzucił Romero. Starości jednak nie można zakonserwować. — Nie nadużywajmy jednak cierpliwości zebranych i chodźmy na festyn. zbyt uprzejmych słów i zbyt radosnych uśmiechów. W pewnej chwili podszedł do mnie podniecony Romero. Nie zawieranie korzystnego i szlachetnego sojuszu. Tę całą tytaniczną szyszkę pokrywała brunatna „pleśń”.— Śmierć — odparł Gracjusz — zjawia się w wyniku choroby lub katastrofy. całkowity brak wody — nawet kopalnej. gdyby dowódca gwiezdnej armii ludzi zatańczył z najnowszymi sojusznikami! — Z sojusznikami. Pawle. niespokojni przyjaciele. tylko z sojusznikami! Ale niestety nie mogę. w każdym geście Galaktów odkrywałem ogromny strach przed śmiercią. Nie wtrącałem się do rozmowy. gdyż my od dzieciństwa wiemy. Nie były to bakterie rodzące życie. W każdym słowie. A ci nieśmiertelni pełni są chorobliwej obawy przed śmiercią. nie sposób. Nasz lęk przed umieraniem wyraża się jedynie w chęci przedłużenia życia. Nie. wonnymi drzewami wydał mi się tak męczący. 11 Zawieziono nas na jedną z pustynnych planet.. nieprzyjemna w dotyku pleśń. dziwacznych postaci. Ani śladu atmosfery. Chętnie przekażemy ludziom tę umiejętność. Wszyscy już od dawna czekają. Planetę nazwano „Masywna”. Proszę tańczyć w moim imieniu. którą właśnie przystosowano do życia organicznego. 10 Szybko opuściłem festyn. niż zapoznawanie się z trybem życia Galaktów w ich bajecznie urządzonych siedzibach. Choroby zostały już pokonane. Była istotnie masywna — gigantyczny kamień pokryty szczytami i rozpadlinami bez dna.. — Czy też na wieki zakonserwowana starość? Nasz strożytny pisarz Swift opisał takich nieśmiertelnych starców. Trudne zadanie. Nasze wytwórnie atmosfery na Plutonie pracowały intensywniej. dwa razy mózg i chyba z osiem razy żołądek. — Drogi admirale. aby mogli być rozumnie nieśmiertelni.

przyjacielu Eli. iż Galaktowie pogodzili się z rolą dobrze strzeżonych jeńców. zamkniętych w niewielkim rejonie kosmosu i odciętych od innych światów. przy drugim ja wraz z Romerem i Orlanem. potężnym umięśnieniu. Eli — powiedział Gracjusz. Po zwiedzeniu Masywnej Gracjusz powiedział do mnie: — Przygotuj apel do Galaktów. Galaktowie jednak pozostają głusi na te wołania. ryby. zanihilujemy przestrzeń wraz z zabójczą wiązką promieni. że jesteśmy przyjaciółmi. podobne zarazem do Aniołów.od razu cały glob. Poznali tak głęboko genetyczne możliwości ewolucji. że doprowadzicie do zniszczenia jakiegoś dalekiego życia. co teraz dzieje się na waszych planetach? — Możecie nawet zobaczyć — odparł. Przy pierwszym z nich usiedli obaj Galaktowie. ptaki. — Tak. Całe nieszczęście polega jednak na tym. Nie musicie się więc obawiać. Potrafimy to zrobić. że jeśli któryś z waszych gwiazdolotów chybi. Na ścianach sali. które przekształciły się w ekran. że wydawało się to nam aż niemożliwością. ale i bez tego było jasne. wiem. Zagraża wam w tej chwili głów nie własny strach. zobaczyliśmy zbliżającą się planetę. Dokoła nas znajdowały się tylko połyskliwe ściany zbiegające się w kopułę. — Mów. sześ-cioskrzydłych świerszczy i nawet do samych Galaktów. — Możemy odwiedzić inne Planety Płomienistej albo przenieść się do sąsiednich układów gwiezdnych — zaproponował Gracjusz. że nie będziecie sami w tej bitwie i że wraz z wami będą walczyć ludzie znajdujący się na swych statkach uzbrojonych w anihilatory. kropelki wody łączyły się w potoki i rzeki napełniające zapadliska przyszłych mórz. Zacząłem od tego. wyposażonych w skrzydła. zwróciłem się do Gracjusza: — Czy możemy dowiedzieć się. Światy gnębione przez Niszczycieli błagają potężnych Galaktów o pomoc. że promieniowanie biologiczne unicestwi którąś z waszych planet. że Niszczyciele nie zakłócili łączności. Ale chcę powiedzieć. . Galaktowie postępowali inaczej. w której stały dwa stoły. Będziesz miał wielkie audytorium. jakby te projektowane istoty od dawna już żyły w swojej ostatecznej formie. — Nie mogę też zagwarantować wam. w co te pierwotniaki przekształcą się w przyszłości. Wszyscy rozmawiali z ożywieniem. że krzyczałem i wymachiwałem rękami jak nasi przodkowie na wiecach. że któryś z was nie zginie: wojna jest wojną. o czym będziemy mówić i co ich w związku z tym czeka. ale wiedzieliśmy. Dowodzę flotą ludzi i uroczyście obiecuję. Później okazało się. Pokazano nam na modelach. że patrzy teraz na nas kilka miliardów osób: wszystkie systemy gwiezdne Galaktów odbierały transmisję. Wyjdźcie mu naprzeciw! Mary mówiła mi później. — Transmisję prowadzimy na falach nadświetlnych. że nie próbowali: wrogowie sami chcieli się dowiedzieć. gdyż śmierć jest dla was katastrofą — powiedziałem brutalnie. Dźwięku nie przekazywano nam. Sądzę zresztą. nie musicie również bać się tego. Martwa planeta parowała strugami azotu i tlenu. Nowo powstałe oceany były już zamieszkałe przez prymitywne organizmy składające się z kilku komórek. Gracjusz i Tigran wprowadzili mnie do pustej sali. że boicie się zguby. Nasi gospodarze mówili o nich tak. Kiedy już nieco uspokoiłem się. a wśród przyjaciół szczerość jest rzeczą normalną. Wracamy na naszą planetę. o czym dyskutują z taką pasją. Po kilku tysiącach lat naturalnej ewolucji miały powstać nowe istoty rozumne. a później miasto i tłumy Galaktów na jego placu. zwierzęta. A czeka cały świat. Galaktowie dokonali bardzo dużo. Po wytworzeniu atmosfery i nawodnieniu planety ludzie rozpoczęliby kolonizację: przywieźliby z Ziemi nasiona roślin. Nie widzieliśmy nikogo. Na Masywnej — z jej wielką grawitacją — zamierzali wyhodować gatunki lekkich istot o niewielkiej masie. Stamtąd będziemy prowadzić transmisję na wszystkie satelity Płomienistej oraz do zaprzyjaźnionych systemów gwiezdnych. Ludzie nie marzą jeszcze nawet o wielu osiągnięciach. które w Perseuszu stały się powszechne.

którego drzwi prowadziły wprost do sali z kopułą. w dalekim kosmosie. równie dostępne są wam obecna rzeczywistość i odległe jutro. Nie wierzycie mi? Zaprzeczacie możliwości istnienia rozumnych mechanizmów? My jednak widzieliśmy już automaty. a wy wystrzelicie salwę promieniowania biologicznego. którzy do tej pory zajmowali się jedynie niszczeniem? — Chodźmy — rzuciłem z tłumioną pasją. Sądzicie. 12 Jeszcze zanim podszedłem do swojego stołu. że istota żywa do was nie dotrze. ale których mózg zastąpiony został czujnikami przekazującymi polecenia obcego mózgu znajdującego się z dala od nich. rozum mój pracował już jasno i precyzyjnie. niedostępnych gwiazd i automaty wykonawcze połączone z nim precyzyjnie zaszyfrowanymi falami. należy na nie odpowiedzieć. W chwilę później weszli tam również Gracjusz i Tigran. lecz o swoje własne interesy. Osiągnęliście doskonałość i spoczęliście na laurach. Po obiedzie zebraliśmy się w saloniku. ale zmęczyliśmy się solidnie. że nasi obecni wrogowie mogą zmienić swoją naturę? Czy można przyciągnąć do twórczego życia tych. Niszczyciele. Setki okrętów wroga zjawią się przy waszych kordonach. Tylko że tym razem gwiazdoloty będą bezpiecznie sunąć naprzód. Jesteście nieśmiertelni na swoich planetach. Chcecie wiedzieć. jak długo trwał „oblot” planet i gwiazd. której wam całkowicie brak. W gruncie rzeczy zajmujecie się jedynie tym. że broń biologiczna dostatecznie chroni was przed nimi? Dziś. Co was wtedy czeka? Nie wiecie? To również wam powiem. aby Galaktowie zamienili swoje spokojne bytowanie na niewygody i niebezpieczeństwa wojny prowadzonej w obcym interesie? Drugie: czy jesteś przekonany. Dlaczego więc żyjecie tylko dniem dzisiejszym? Słuchajcie mnie więc uważnie. Taki kurz. Pierwsze: czy uważasz za rozsądne. co wydarzy się jutro? Czym skończy się wasze „zawsze”? Niszczyciele doskonale wiedzą. Musicie jednak pamiętać o tym. słuchajcie i zastanówcie się! Tam. widzieliśmy na Sigmie. to cel ich pracy. pracować potrafią! — A teraz — kontynuowałem — mogę opisać. w Pleja- . — Jeśli zadano pytania. moi drodzy. Nie wiem. Oni natomiast rozwijają się i nieustannie doskonalą. o Nieśmiertelni. jak tylko poddanie się obecnie wszystkim niewygodom i całemu ryzyku walki. I gdy poczułem. Sądzicie. admirale Eli — oświadczył Gracjusz. — Nie przekonałeś nas. gdyż na żadnym z nich nie będzie ani jednej żywej komórki. Gracjusz zaproponował. jest to konieczność! Nie ma bowiem innego sposobu zapewnienia równie spokojnego bytu w przyszłości. którzy pozostaną przy życiu. Na wasze wspaniałe planety zwalą się ciosy grawitacyjne. takie same dyskusje. co czeka was jutro. — Mówiłeś z nami szczerze. Co więcej. — A więc odpowiadam na pierwsze pytanie — powiedziałem. że wam nie zagrażają? Uważacie. Oto realna perspektywa przyszłości: gigantyczny sterujący rozum na jednej z odległych. abyśmy się posilili i odpoczęli. skąd zostaliście kiedyś wypędzeni. że głoszona przez Wielkiego Niszczyciela idea przekształcania organizmów w mechanizmy jest tylko pustym słowem? Nie. A jak sami wiecie. Cechę szalenie dla was groźną. płynący jak woda. Walczyć będziecie przy tym nie o cudzą sprawę. panują obecnie wasi wrogowie. Wobec tego wcale nie próbują. Ale jutro już nie będzie! A wy wszak istniejecie „zawsze”. wprawdzie na razie żywe. O swoje dziś możecie być spokojni. aby wspaniały dzień dzisiejszy przedłużyć we wspaniałą wieczność. moi przyjaciele! Znaczna liczba nieśmiertelnych zginie już w czasie pierwszego ataku i ci jeszcze będą mieli szczęście! Najcięższy los czeka tych. rozsądnie.Wszędzie powtarzał się ten sam widok: takie same rozmowy. W pyt zamienią się wasze doskonałe miasta i cudowne parki. że Zływrogi mają jedną wspaniałą zaletę. że patrzą na mnie miliardy oczu. — Czy rozsądnie jest rezygnować z obecnych wygód na rzecz niebezpieczeństw wojny? Tak. my także chcemy otwarcie postawić ci dwa pytania. zdołałem się nieco uspokoić. ta broń jest wystarczająca.

powiedział. który wysysa z niego soki. tylko jeden z tysięcy waszych asteroidów. póki nie usnąłem nagle. admirale — rzekł Romero z szacunkiem. kiedy opadłem na fotel. zbyt ciężkie kary grożą za najmniejszą przewinę. które ich rozdzierają. — Oto nasza decyzja. że ta druga strona ich działania. ale chcę zwrócić uwagę na złożoną naturę ich działalności. Ogłosili unices twianie swoją ideą. Jakie znajdziecie wówczas wyjście? Kogo wezwiecie na pomoc? Nie będzie wyjścia. Zachcianki te niewolnik będzie musiał spełniać. Czy jednak ogrom ucisku i okrucieństwo kar nie świadczą o potędze ukrytej opozycji? Dawny Niszczyciel. Po wielu tysiącleciach Galaktowie znów wychodzą w przestrzeń międzygwiezdną. budząca podziw kosmiczna praca inżynieryjna. który ich krępuje. A więc zadajmy ten cios. Stworzyli gigantyczne imperium. — Admirale Eli — powiedział uroczystym tonem Gracjusz. że rzucałem się i jęczałem przez sen. Ale przed unicestwieniem planet zostaniecie spętani łańcuchami i bezduszne automaty pognają was w niewolę. ludzie. — Okazuje się. Żywy. Teraz przyjrzyjcie się Niszczycielom. Wy. jest sama w sobie obiektywnie pożyteczna. czy goście waszych planet nie przynoszą w swoich ciałach jakichś elementów sztucznych. Tak jest w istocie. nieśmiertelny niewolnik martwego me-chanizmu-gospodarza. Historycznym celem waszego istnienia jest podnoszenie poziomu biologicznego życia we wszystkich jego przejawach. Sama wasza nieśmiertelność też opiera się na tym. Spytacie. wobec czego poddajemy się waszym rozkazom. zorganizowali u siebie surowy. ale żeby wprowadzić powszechny chaos. przyjaciele! — Możesz odpocząć. Zastanówmy się nad tym wszystkim spokojnie i obiektywnie. na sprzeczności wewnętrzne. kiedy przynoszą dobre rezultaty — powiedziałem zniecierpliwiony. Wieczny lokaj maszyny. gdyż znacie je lepiej ode mnie. Nie ma dziś w Perseuszu organizatorów i większych twórców od tych „niszczycieli”. gdzie ich szukać? Nie znajdziecie ich na powierzchni. budują miasta i fabryki. unicestwiłby więcej życia niż wszystkie Zływrogi do tej pory. Uważają się za siewców chaosu i nieporządku. Po raz pierwszy i ostatni zobaczyłem Galaktów zdenerwowanych. aby Galaktowie mieli czas zastanowić się nad twoją przemową. którą znamy. Wychwalałbym was jako największą życiodajną siłę kosmosu. A zapewniam was. że maszyna będzie miała zachcianki. — Przerwaliśmy na razie transmisję. Obudziłem się szarpnięty przez żonę za rękaw. że mowa była do niczego. napełniają kosmos chmarami okrętów. okrutny. Nienawidzicie martwoty automatów. że Zływrogi mogą stać się waszymi przyjaciółmi. urządzają przystanie kosmiczne. Takie jest wasze jutro! Znacznie lepsze od waszego „pojutrza”. że bezimienni autorzy tych sukcesów są najlepszymi potencjalnymi przyjaciółmi. Mary powiedziała mi później. Eli — powiedział Gracjusz. to znaczy. Wyszedłem do saloniku. wiecznie spełniający jej zachcianki. — Jeśli Galaktowie nie udzielą nam poparcia. Nie będę wyliczał tu osiągnięć technicznych Niszczycieli. gdyż sami kopiecie dziś przepaść. bezmyślne. że potraficie w ułamku sekundy zniszczyć każde życie. gdybyście jednocześnie nie byli największymi zabójcami we Wszechświecie! Czyż nie skonstruowaliście broni grożącej zagładą wszystkiemu co żywe? Gdyby dziś wybuchł jeden. nasz przyjaciel Orlan. — Przemówienia są dobre jedynie wówczas. nie będzie pomocy. Twierdzę tylko. Nie mam zamiaru ich usprawiedliwiać.dach. Twierdzę. Sami odczuliśmy to na własnej skórze. Jesteście dziś prawdopodobnie najbardziej kunsztownymi twórcami życia na świecie. bez zwykłych uprzejmych uśmiechów na twarzy. skrupulatnie kontrolujecie. że wystarczy jeden cios. do której jutro wpadniecie! A teraz odpowiedź na drugie pytanie: nie wierzycie. niesłychanie precyzyjny porządek. Głupie. nielogiczne. jesteście dziś od nas potężniejsi. nawet nieśmiertelne. przynajmniej w tej jego części. Zbyt wielki jest ucisk. że jest pan świetnym mówcą. W . Obstąpili mnie przyjaciele. Do saloniku weszli Gracjusz i Tigran. aby imperium Niszczycieli rozpadło się z trzaskiem. Rozmawialiśmy jeszcze chwilkę.

Andre wykrywał każdy okręt wrogów spieszących w naszym kierunku. Andre doniósł mi z Trzeciej Planety. Zaniepokojony ich nieoczekiwanie wielką liczbą radził nam zmienić kurs w kierunku Pomarańczowej. że Zływrogi nie będą zwlekać z decydującym starciem.najbliższym czasie w pobliżu sfery asteroidów zbierze się eskadra układu Płomienistej składająca się z trzydziestu pięciu okrętów bojowych. szła zwartą grupą kursem równoległym do naszego. pomagał mu Tigran. Pozostałe eskadry Galaktów miały zgrupować się w dwie flotylle i przebijać się. Z innych układów gwiezdnych wyruszą dalsze eskadry. że przeciwko okrętom Allana wyruszyło gigantyczne zgrupowanie krążowników Niszczycieli. ale „Cielec” z jego urządzeniami anihilacyjnymi stanowił obiekt trudny do zniszczenia. zarządziłem wymarsz. łącznie czterysta pięćdziesiąt gwiazdolotów. Krążowniki Zływrogów lokalizowane na falach przestrzennych rozjarzyły się na ekranach zielonymi punkcikami. Byłem tam również. Na bliskie dystanse mechanizmy Stacji działają skutecznie. Kiedy trzydzieści pięć gwiazdolotów z Płomienistej zebrało się w ustalonym miejscu. — Wielki obmyślił jakiś podstęp. musieli zniszczyć flotę Allana. kiedy pojawiły się statki przeciwnika. każda własną trasą. ale generatory dalekiego zasięgu jeszcze nie zostały odbudowane. Druga wiadomość była niepokojąca: na trawersie naszej flotylli pojawiły się krążowniki Niszczycieli. że Niszczyciele będą chcieli nawiązać z nami kontakt bojowy jeszcze w drodze. nie wyprzedzając i nie pozostając w tyle. ale tylko jakieś dwieście razy wyprzedzaliśmy światło. Przecież wrogowie dążyli do tego. że postara się nie przepuścić nas do rejonu walki z eskadrami Allana. W kilka godzin po zjawieniu się pierwszego naliczyłem ich przeszło pięćdziesiąt i ciągle jeszcze zapalały się nowe punkciki. który również znajdował się na sali. że Wielki Niszczy ciel nie chcąc osłabiać swoich głównych sił powstrzymujących Allana zmobilizował do walki z nami wszystkie swoje rezerwy kosmiczne. gdyż statki Galaktów nie osiągały wyższej prędkości. Nie widziałem na razie powodu do niepokoju. Szliśmy w obszarze nadświetlnym. Obawiam się. abyśmy zrezygnowali z połączenia się ze statkami floty Allana. admirale ludzi! 13 Nie czekałem na eskadry Galaktów z innych systemów układów gwiezdnych. W trzecim miesiącu podróży zaszły dwa ważne wydarzenia. Jeśli chcieli odnieść sukces. a nie miałem powodu uważać Niszczycieli za głupszych od siebie. „Waszą eskadrę zdołamy osłonić jedynie w rejonie Pomarańczowej” — donosił Andre. Statkiem dowodził Osima. Wszystko protestowało we mnie przeciwko ucieczce pod osłonę Stacji. Obiekcje te przekazałem dowódcom wszystkich statków swojej flotylli. Nie wątpiłem wprawdzie. że widzę wroga. Było już jasne. Długo zastanawiałem się nad depeszą. Znajdowaliśmy się . Nie ulega wątpliwości. który w ten sposób zapoznawał się z urządzeniami ziemskich okrętów. Rzadko bywałem w sterówce. Orlan był przekonany. Na „Cielcu” znów podniosłem admiralski proporzec. że dwóm pozostałym flotyllom Galaktów nie groziło już spotkanie z większymi zgrupowaniami wroga. Sam bym tak postępował na ich miejscu. że druga flotylla Galaktów w składzie dwustu okrętów ruszyła w przestrzenie międzygwiezdne i z pełną szybkością mknie w naszym kierunku. Cała północna półkula niebieska usiana była zielonymi ognikami. chociaż pracowano nad tym dzień i noc. aby nie przeszkadzać Osimie w szkoleniu Tigrana. — Niepokoi mnie ta sytuacja — przyznał się Orlan. Nadeszła informacja. za to prawie nie wychodziłem z sali obserwacyjnej. Naliczyłem ich ponad dwieście. że przeciwnik zgromadził przeciwko nam wielkie siły. Przekazałem na Trzecią Planetę. zanim nadciągną okręty Galaktów. do rejonu ataku Allana. Dobre w tym było jedynie to. Flota przeciwnika zachowywała się na pozór spokojnie. Obejmuj więc dowództwo nad flotą Galaktów. Następne dwieście dwadzieścia gwiazdolotów trzeciej flotylli naszych sojuszników wyruszy w drogę za parę dni.

Nie czekałem zbyt długo. W czasie kiedy „Cielec” będzie się z nimi rozprawiał. że udałoby się nam osłonić statki Galaktów przed bezpośrednim ciosem. „Cielec” przewyższał szybkością krążowniki Zływrogów. Załogi wielu statków mogą wprawdzie wtedy zginąć. aby obliczył. natomiast kontynuowanie marszu może doprowadzić do starcia z wrogiem. „Cielec” wycelował anihilatory w nieprzyjacielską flotę. a Osimie wyprowadzić „Cielca” do przodu. — Ludzie są zdania. Galaktowie dyżurowali przy działach biologicznych. MUK zawiadomił. ale bitwa potoczyła się zupełnie inaczej. Zastanawiałem się przez moment. Nie można więc było liczyć na zniszczenie więcej niż dwóch do trzech krążowników wroga. natychmiast ruszą do szturmu. że główną siłą naszej eskadry jest „Cielec” i będą manewrować krążownikami tak. z którego wynikało. nieprzyjaciel zdoła się rozproszyć. aby przy pierwszej sposobności podnieść bunt. Eli — rzekł Galakt po krótkim wahaniu — nie po to. ale najwidocz niej pogodzili się z tym. jeżeli przy sterach siedzą już martwe automaty zdalnie sterowane przez centralny mózg? Nie mogę powiedzieć. Właśnie teraz odebrałem wiadomość. Zrezygnowałem więc z tego planu i czekałem z niepokojem w duszy na dalszy rozwój wypadków. Co najmniej połowę ich gwiazdolotów czekała zguba. Kiedy nie będziemy mogli liczyć na pomoc Trzeciej Planety. kto kieruje gwiazdolotami Niszczycieli. umożliwić im prowadzenie zabójczego ognia. czy samemu nie rozpocząć działań zaczepnych. w której siedzieli już Osima. — Obraliśmy cię dowódcą. Orlan i Tigran. Wszyscy pospieszyli na swoje stanowiska. Zbliżaliśmy się do strefy działania małych generatorów Stacji i przekroczyliśmy je. Co się stanie. Podałem plan walki: Galaktowie bronią się w przestrzeni ein-steinowskiej działami biologicznymi. który musiał czuć się gorzej niż my. kiedy przekroczymy granice działania małych generatorów Stacji. cała chmara Niszczycieli runie na praktycznie bezbronne statki Galaktów. . każda godzina dalszego lotu oddalała nas bowiem od Trzeciej Planety. aby ponure prognozy Orlana nie zrobiły na nas wrażenia. Na wszystkich gwiazdolo-tach ogłoszono alarm bojowy. mogłem więc spróbować rzucić go na jądro zgrupowania Niszczycieli i zanihilować je od jednego ciosu. że załogi zgadzają się na dalszy marsz. ale nie wiadomo. Udałem się do sterówki. — Zaczyna się — powiedział ze złowieszczym spokojem Orlan. Zdaniem Orlana flota Niszczycieli będzie towarzyszyć nam nie atakując do końca strefy działania generatorów małego zasięgu Stacji Metryki. że w każdej chwili możemy zginąć. Przy tych manewrach mogą trafić pod ogień broni biologicznej Galaktów. który siałby śmierć wśród wrogów. że ucieczka spowoduje fiasko wyprawy. Współczułem milczącemu Gracjuszowi. MUK przeprowadził jednak obliczenie. Dogodniejszej sposobności do ukrycia się w zasięgu dzia łania mechanizmów Stacji niż wtedy być nie mogło. Zaczęliśmy się oddalać od Pomarańczowej. jak to przewidział Orlan. Jestem za kontynuacją wyprawy i przekazałem swoją opinię na wszystkie okręty flotylli. Rozkazałem statkom Galaktów zbić się w ciasną grupkę. Jestem przekonany. że od tej granicy dzieli nas zaledwie kilka dni lotu.wówczas dokładnie na trawersie Pomarańczowej. Na statku zadźwięczał sygnał alarmu bojowego. chcąc nas za wszelką cenę unicestwić. Na ekranie mrowiły się ognie pędzących w naszym kierunku okrętów wroga. Nieprzyjacielska flotylla działała dokładnie tak. — Musimy zdecydować się — powiedziałem do Gracjusza. Poleciłem komputerowi. Dowódcy Zływrogów zdają sobie sprawę. że zanim „Cielec” podejdzie na odległość skutecznego ognia. od dzieciństwa przywykli do myśli. „Cielec” natomiast z najwyższą osiąganą prędkością zataczać będzie wokół eskadry kota i anihilować wrogów trafiających w stożek zniszczenia. żeby nie znaleźć się na linii strzału jego anihilatorów.

Ziemian i Niszczycieli sprawiała tak niesamowite wrażenie. było stokroć okropniejsze. Trzy największe narody gwiezdne naszego zakątka Wszechświata łączą się w braterskim sojuszu dla dobra i rozkwitu wszystkich ludów! Chociaż jeszcze nie można powiedzieć. Później objął mnie Leonid.. Oderwałem się od ekranu. Po pewnym czasie wszyscy się uspokoili i mogłem wreszcie rozejrzeć się dokoła. — Nie dziwcie się. Mary płakała na ramieniu Wiery.. Andre narzucił flocie wroga kurs na Płomienistą.— Admirale. Nie zdążyłem nawet krzyknąć. — Przyjaciele! — zwróciłem się do ludzi.. oni się cofają! — wykrzyknął Osima. Lusin objął Tigrana i Giga. .. drogi Orlanie.. ale to. Zbliża się finał!. powitajcie ich! Triumfalne „hura!” zagłuszyło moje słowa. Wiera. Obok niego zjawili się Orlan i Gracjusz z jednej strony. radośnie uśmiechnięte usta. gdzie jeszcze przed chwilą znajdowała się nieprzyjacielska flota. niemal wszechpotężny!. Zeszliśmy w dół i zagubiliśmy się w tłumie. Nawet lokatory przestrzenne nie mogły przeniknąć do piekła. Szybko wbiegłem na schodki i objąłem Orlana i Gracjusza. prosto pod działa biologiczne z asteroidów. — Eli.. ale kilku takich mogę wam już przedstawić. — Co mu się stało? — spytałem zdumiony Olgę. starając się chyba w kilku słowach opowiedzieć im na gorąco wszystkie tragiczne przygody. — Nie przeraziłeś lecz uradowałeś. Były ukochane twarze. nikt nam teraz nie przeszkodzi w połączeniu się z flotą galaktyczną ludzi. że wszyscy Niszczyciele zamienili się w twórców.. A co wtedy będą mogli Niszczyciele przeciwstawić zjednoczonej potędze Ziemian. Wybiegiem z niego pierwszy i zeskoczyłem na placyk lądowiska. Galaktów i waszych wyzwolonych planet? 14 Planetolot płynnie zanurzył się w tunelu cumowniczym „Skorpiona”. Coś mówiłem. Allan zjawił się. My sami kiedyś znaleźliśmy się w takiej pułapce. — Działają wielkie generatory Stacji Metryki — przerwał milczenie Orlan. Osima coś energicznie tłumaczył Oldze i Leonido-wi. — Czym go tak przeraziłem? — Zaraz się dowiesz — odparła. nasz Andre. ci z kolei patrzyli z ciekawością na ludzi. Oto oni. Niszczyciele jednak nie cofali się: straszliwa burza runęła na ich krążowniki. Eli! — wykrzyknął Allan rozpychając towarzyszący tłum. Ludzie w oszołomieniu gapili się na Galaktów i Niszczycieli. spoglądając radośnie na zebranych ludzi swymi czarnymi oczodołami i chichocząc całym szkieletowym ciałem. co mogło przestraszyć tak zawsze zrównoważoną Olgę.. coś wykrzykiwałem. — Jedno jest pewne. ani innych. iż nad całym placykiem zapadła na chwilę kamienna cisza. silne ręce. które rozszalało się w miejscu. żywy i cały. Dokąd biegniesz? — Chwileczkę. ale nie słyszałem ani siebie. a później była Olga. lecz cieszcie. zielone światła drgały i znikały w obszarze nadświetlnym. Ta grupa złożona z Galaktów. jakie przeżyliśmy w Perseuszu. na którym jedne po drugich nikły zielone światełka krążowników Zływrogów. Co najmniej jedna czwarta gwiazd Perseusza znajduje się w jego władzy. kto to jest? — zapytała w pewnej chwili przerażonym głosem Olga. po drugiej zaś stanął Lusin z Tigranem. kiedy już wchodziliśmy do sali obserwacyjnej. co teraz przeżywali wrogowie. — Pokażę ci Pomarańczową. Stał tam. gdzie obecnie w mojej rezydencji na Trzeciej Planecie zasiada Andre Szerstiuk. kiedy znalazłem się w objęciach Allana. Na trap planetolotu wyszedł Gig. jedną chwileczkę. Obejrzałem się szukając tego. — Chodźmy do sali obserwacyjnej — powiedziałem do Allana. inni przyjaciele. — I jeśli się nie mylę. Prowadził za rękę młodego mężczyznę. Tak.

Skierowałem mnożnik na parę takich różnobarwnych ogników. A sam wkrótce go zobaczysz: połączone floty lecą na Pomarańczową. . przyjaciele! — Zrobiliście już właściwie wszystko — odparł z tajonym smutkiem Oleg. — A dla nas. — Mama została na Orze. — Oleg! — wykrzyknąłem.. Statek Galaktów był w porównaniu z naszym ogromny. najbardziej majestatyczna gwiezdna rzeka Wszechświata. Zielonkawe punkciki statków Galaktów przemieszały się z czerwonymi kropkami naszych okrętów. wyznaczymy inne zadanie poza granicami Perseusza. na ciemne mgławice — mieszka zagadkowy i potężny naród Ramirów. — Jego syn?. młodzieży. gdyż jedynie twoje pokolenie będzie mogło je wykonać. ale nie postarzały i nerwowy. Do sali obserwacyjnej wcisnęło się tyle ludzi... Chłopak podszedł do mnie nieśmiało.. — Jeszcze dziś wyślesz wiadomość. — Zrobiliśmy dobrą robotę — powiedziałem na głos. Przez strefę ogni zjednoczonej floty Ziemian i Ga laktów przebijały się światełka gwiazd skupiska Phi Perseusza. przystojny. bo nasze niewielkie okręciki kryły w sobie wielką po-tęgę. Musimy się dowiedzieć. Niszczyciele natomiast poza co najmniej jedną trzecią swojej flotylli stracili rzecz ważniejszą: nadzieję na zwycięstwo. że ojciec się odnalazł. — Trzy lata temu pozwolono mi przyłączyć się do wyprawy — odparł młodzieniec. Olegu. zostały tylko drobne zabiegi porządkowe. że natychmiast dam znać. Wyprawa do jądra galaktyki jest zadaniem. Tobie. — Zrobiliśmy dobrą robotę — powtórzyłem. gdzie dowodzi twój ojciec. W zakończonym niedawno starciu ani eskadra Allana. Przekażemy depeszę na SFP poza kolejnością. z takimi samymi czerwonorudymi kędziorami do ramion. do którego twoje pokolenie już teraz musi zacząć się przygotowywać. Nigdzie nie wygląda ona tak pięknie i nigdzie nie są tak groźne pożerające jej jądro mgławice. Uśmiechnąłem się: nie mieliśmy powodów do narzekań. a ja jej obiecałem. — Ale tego. — Jak się tu znalazłeś? — zapytałem. — Ale to dopiero początek. Gdzieś tam — wskazałem ręką. zgrabny. Na półkulach ekranów światła gwiazdolotów zaćmiewały blask słońc. ani zjednoczone siły Galaktów nie utraciły żadnego ze swych statków. że znieruchomiałem. że zabrakło dla wszystkich miejsca i trzeba było stać. co należy jeszcze zrobić. jeżeli dowiem się czegoś o ojcu... lecz dawny Andre. Objąłem go serdecznie. a za nimi występowała z brzegów Droga Mleczna. mój przyjaciel z młodych lat: wysoki. To był Andre.Młodzieniec byt tak podobny do Andre. jakiego zostawiliśmy na Trzeciej Planecie. jacy oni są. wystarczy wszystkim na całe wieki.