You are on page 1of 100

Uwielbiam podatki!

Rybacy na bezrybiu
Kapitalizm katastrofczny
Moczar – reaktywacja
I
S
S
N

1
6
4
1
-
1
0
2
1
i
n
d
e
x

3
6
1
5
6
9
E
u
r
o
p
a

4
,
5

E
U
R

U
S
A

5

U
S
D
www.obywatel.org.pl • Nr 2(40)/2008 • dwumiesięcznik • cena 8 zł (w tym 0% VAT)
Za nasze poglądy nie dają nagród
40 lat minęło...
3
Jeśli uważasz, że nasz Magazyn wykonuje dobrą robotę, zachęcamy Cię
do przekazania 1% swojego podatku dochodowego na wsparcie jego
wydawania. Przekazane przez Ciebie pieniądze w całości przeznaczymy
na pokrycie kosztów druku naszego dwumiesięcznika.
„Obywatel” to jeden krok w kierunku lepszej Polski. Może on
wydawać się niewielki, ale nawet najdłuższa droga zaczyna się
od jednego kroku. Najpierw zrób go sam, a potem namów
innych. Nie lekceważ drobnych działań.
Jak przekazać 1%?
Szukaj na ostatniej stronie „Obywatela”
Numer KRS:
0000248901
Redakcja „Obywatela”
OBYWATELKO, OBYWATELU!
3
D������������� „Magazyn Obywatel”
A���� ��������:

Obywatel
ul. Więckowskiego 33/127, 90-734 Łódź
tel./faks: /042/ 630 17 49
���������� �������: redakcja@obywatel.org.pl
�������, ���������: biuro@obywatel.org.pl
S���� � ����������� ���������: studio@obywatel.org.pl
��������: www.obywatel.org.pl
R��� H�������:
Jadwiga Chmielowska, prof. Mieczysław Chorąży,
Piotr Ciompa, prof. Leszek Gilejko, Andrzej Gwiazda,
dr Zbigniew Hałat, Bogusław Kaczmarek,
Marek Kryda, Bernard Margueritte, Mariusz Muskat,
Zofa Romaszewska, dr Zbigniew Romaszewski,
dr Adam Sandauer, dr Paweł Soroka,
Krzysztof Wyszkowski, Marian Zagórny, Jerzy Zalewski
R�������:

Rafał Górski
Remigiusz Okraska (redaktor naczelny)
Michał Sobczyk (zastępca red. naczelnego)
Szymon Surmacz
S���� ���������������:
dr Karolina Bielenin, Piotr Bielski, Agata Brzyzka,
Joanna Duda-Gwiazda, dr Rafał Łętocha,
dr Sebastian Maćkowski, Konrad Malec,
Bartosz Malinowski, Anna Mieszczanek,
Leszek Nowakowski, Lech L. Przychodzki,
Marcin Skoczek, Olaf Swolkień, dr Jarosław Tomasiewicz,
Karol Trammer, dr Jacek Uglik, Krzysztof Wołodźko,
Marta Zamorska, dr Andrzej Zybała, dr Jacek Zychowicz
K�������:
Zbigniew Bednarek, Justyna Bibel, Karioka Blumenfeld,
Magdalena Doliwa-Górska, Monika A. Gorzelańska,
Agnieszka Górczyńska, Marta Kasprzak,
Maciej Kronenberg, Przemysław Prytek, Michał Stępień,
Jarosław Szczepanowski, Piotr Świderek,
Stanisław Świgoń, Michał Wenski, Michał Wołowski
W całej Polsce „Magazyn Obywatel” można kupić
w sieciach salonów prasowych Empik, Ruch, Kolporter,
Inmedio, Relay.
Wybrane teksty „Magazynu Obywatel”
są dostępne na stronach OnetKiosku
(http://kiosk.onet.pl).
Redakcja zastrzega sobie prawo skracania, zmian stylistycznych
i opatrywania nowymi tytułami materiałów nadesłanych
do druku. Materiałów niezamówionych nie zwracamy.
Nie wszystkie publikowane teksty odzwierciedlają poglądy
redakcji i stałych współpracowników. Przedruk materiałów
z „Obywatela” dozwolony wyłącznie po uzyskaniu
pisemnej zgody redakcji, a także pod warunkiem
umieszczenia pod danym artykułem informacji, że jest on
przedrukiem z dwumiesięcznika „Obywatel” (z podaniem
konkretnego numeru pisma), zamieszczenia adresu naszej strony
internetowej (www.obywatel.org.pl) oraz przesłania na adres
redakcji 2 egz. gazety z przedrukowanym tekstem.
W numerze:
Niech żyją podatki! – Neil Brooks ............................................................................................ 4
Cena waluty, cena suwerenności – Marcin Domagała ................................................. 6
Rybacy na bezrybiu – Konrad Malec ................................................................................................. 9
Co dalej ze spółdzielniami mieszkaniowymi? – Arkadiusz Peisert ............................. 15
Spółdzielnie kontra spółdzielcy
– z Pawłem Piekarczykiem rozmawia Lech Krzemiński ........................................................ 19
Globalizacja cywilizowana?
Klauzule socjalne w porozumieniach handlowych – Barbara Surdykowska............... 22
Tsunami – jak zarobić na tragedii – Vasuki Nesiah ....................................................... 27
Katrina, czyli kapitalizm katastrofczny – Keith Harmon Snow, Georgianne Nienaber.... 31
Styl życia na rzecz ubogich – Bartosz Wieczorek ............................................................ 35
MARZEC ‘68
40 lat minęło...
– z prof. Jerzym Eislerem rozmawia Michał Sobczyk .............................................................. 37
Lewica i historia – releksje w rocznicę Marca ‘68 – August Grabski ......................... 43
Moczar – reaktywacja? – Wiktor Sadłowski .................................................................... 48
W centrum Marca – z Wiktorem Góreckim rozmawia Michał Sobczyk ............................. 52
CHWILA ODDECHU
Sporty patriotyczne i globalne
– z prof. Wojciechem Lipońskim rozmawia Wioleta Bernacka ............................................... 56
Był tu Liczyrzepa... – Lech L. Przychodzki ....................................................................... 59
Encyklopedia Wyrażeń Makabrycznych – Paplo Maruda ................................................... 61
Pierwszy „Trzeci Teatr”na Pradze – Ewa Cylwik........................................................... 62
Ironezje – Tadeusz Buraczewski.......................................................................................... 64
Z GRUBEJ RURY
Nowa wizja patriotyzmu – Paul Kingsnorth ................................................................... 65
Człowiek dialogu – Monika Kasprzak.............................................................................. 68
Ks. Stanisław Stojałowski – obrońca ludu polskiego – Rafał Łętocha......................... 73
Sprawiedliwy świat – Marek Has ............................................................................................ 77
RECENZJE
Konserwatywno-liberalny socjalista,
czyli o geniuszu, który hodował kury – Remigiusz Okraska......................................... 81
Ziemia prawie jałowa – Bartłomiej Grubich .................................................................... 84
FELIETONY
O czym nie mówią ekolodzy – Joanna Duda-Gwiazda ..................................................87
Stabilizacja Wieszczem – Anna Mieszczanek .................................................................88
Wiódł ślepy kulawego – Jacek Zychowicz.......................................................................89
Autorzy numeru...............................................................................................................90
Z obywatelskiego frontu................................................................................................92
OKŁADKA: RYS. GERENCJUSZ, WWW.ALKEMIQ.PL
MAGAZYN OBYWATEL TWORZONY JEST W 99% SPOŁECZNIE
4 5

Lubię płacić podatki. Pozwalają one wspólnie
osiągać nasze cele, znacznie poprawiając jakość
życia przeciętnej kanadyjskiej rodziny. To dzięki
podatkom możemy się do dziś szczycić naszym
demokratycznym skarbem, czyli wysokiej jakości
szkołami publicznymi, a także niskimi opłatami
za studia na światowej sławy uniwersytetach,
doskonałą służbą zdrowia i wolnością od
strachu przed wyniszczającymi rachunkami za
leczenie, publicznymi parkami i bibliotekami,
bezpiecznymi ulicami oraz miastami, w
których żyje się nieźle. Żadnej z tych rzeczy nie
dostalibyśmy za darmo.
Podalki pomagają lakże w sensownym iozkładaniu na-
szych dochodow na pizeslizeni lal, w celu maksymalizacji
dobiobylu. Pizykładowo, pizenosząc część dochodow z lal
wysokich zaiobkow na czasy emeiylalne, z okiesu, kiedy
ulizymujemy dzieci na len, kiedy żyjemy już sami, czy leż
w końcu z okiesow, kiedy jesleśmy zdiowi i możemy sami
o siebie zadbać, na czasy choioby lub zniedołężnienia.
Rownie ważny jesl fakl, iż kupując za pośiedniclwem
podalkow piodukly i usługi, pizyczyniamy się do popia-
wy bezpieczeńslwa piacownikow, polepszenia ich syluacji
zdiowolnej, zwiększenia ich wykszlałcenia i slabilizacji
fnansowej, częściowo ich w len sposob zabezpieczając
pized zagiożeniami ze sliony biznesu. A zalem zwiększa-
my im szanse baidziej spiawiedliwego udziału w docho-
dzie naiodowym, na kloiy wszyscy wspolnie piacujemy.
Dzięki podalkom jesleśmy lakże w slanie spełniać na-
sze moialne zobowiązania wobec siebie nawzajem. Po-
magają nam one uslanawiać podlegające demokialycznej
konlioli inslylucje publiczne, kloie slaiają się zapobiegać
nadużyciom we wszelkich wymianach iynkowych oiaz
w ielacjach iodzinnych; zapewnić wzajemność w zależno-
ści jednych obywaleli od diugich; łagodzić niedolę lych,
kloizy nieuchionnie, nie z własnej winy, są kizywdzeni
pizez dynamiczną gospodaikę iynkową, z kloiej pozo-
slali czeipią koizyści; zagwaianlować baidziej akceplo-
wany pizez społeczeńslwo model dysliybucji dochodow
i bogaclwa niż len, kloiy jesl iezullalem jedynie działania
sił iynkowych; dążyć do lego, by życiowe szanse nie były
uzależnione od płci ani iasy, oiaz zapewnić pełne piawo
i olwaily doslęp do usług niezbędnych dla iozwoju jed-
noslek. W rezultacie, podatki prowadzą do stosunko-
wo dużej spójności społecznej i poziomu egalitaryzmu
– innymi słowy, podtrzymują trwanie społeczności, ze
wszystkimi wynikającymi z tego korzyściami. A co miał-
by kloiykolwiek z nas, gdyby ona nie islniała:
Pomimo lego, że podalki umożliwiają nam zapew-
nianie sobie jako społeczeńslwu doslępu do najbaidziej
wailościowych dobi i usług, nikl nie lubi ich płacić. Wła-
śnie dlalego obielnice ich obniżek bywają lak skuleczną
laklyką polilyczną. Kanadyjczycy powinni jednak po-
ważnie pomyśleć o skulkach zmniejszenia sekloia pu-
blicznego, zanim dadzą się zwieść kuszącym obielnicom
niższych podalkow.
Rola podalkow w nowoczesnych pańslwach demo-
kialycznych jesl w znacznym slopniu błędnie pojmowa-
na pizez ich społeczeńslwa. Nieziozumienie lo wynika
w dużej mieize z celowych działań grup interesu, któ-
rym zależy na zmniejszeniu społecznych i ekonomicz-
nych granic sektora publicznego, co dałoby im moż-
liwość sprawowania jeszcze większej, nieskrępowanej
władzy za pomocą prywatnych rynków. Częścią ich
zmyślnej slialegii jesl slosowanie w dyskusjach na lemal
podalkow języka oiaz pojęć, kloie spiawiają, że oczywi-
Niech żyją
podatki!
Neil Brooks
F
O
T
.
A
R
C
H
I
W
U
M
4 5

slym i niezapizeczalnym wydaje się fakl, iż obywalele
jedynie oszukują samych siebie, „żyjąc poniżej swoich
możliwości” i licząc, że za pośiedniclwem powszechnego
opodalkowania będą w slanie zapewnić sobie najwięcej
dobi oiaz usług pewnego iodzaju. W zamian mogliby
pizecież pozwolić sobie na zakup znacznie większej ilości
usług i lowaiow, piodukowanych pizez piywalny biznes.
Pizykłady lwoizenia lego lypu fałszywego obiazu podal-
kow można mnożyć.
Nie możemy sobie pozwolić na wyższe podalki. Ten ai-
gumenl dobize znany i wyglądający na niezwykle liudny
do odpaicia, jesl czyslym nonsensem. Wiele usług publicz-
nych, fnansowanych z podalkow i doslaiczanych za po-
śiedniclwem pańslwa, lakich jak służba zdiowia czy edu-
kacja, slanowi niezbędną konieczność. Tak więc zmniej-
szanie podaży tych usług ze strony państwa nie będzie
wcale oznaczać, że ludzie przestaną za nie płacić, lecz
jedynie to, iż będą płacić za nie prywatnym dostawcom,
zamiasl dolychczas odpowiedzialnemu za nie sekloiowi
publicznemu.
Podobnie, kiedy kloś lwieidzi, że nie slać nas na opła-
canie z podalkow usług na izecz dzieci i osob slaiszych,
iaczej nie ma na myśli lego, że pizeslało nas być slać na
opiekę nad nimi. Musi mu chodzić iaczej o lo, iż zamiasl
spiawiedliwego iozłożenia lych koszlow wewnąliz społe-
czeńslwa za pomocą syslemu podalkowego, powinniśmy
je w całości zizucić na kobiely, bo lo w większości one, nie-
odpłalnie, świadczą le usługi w domach.
Sląd, kiedy giupy inleiesu domagają się zmniejszenia
podalkow, najczęściej nie jesl lak dlalego, że z ich wie-
dzy wynika, iż nie możemy już dłużej pozwolić sobie na
ulizymywanie doslaiczania pewnych usług pizez iządy.
Czynią lak dlalego, że nie chcą dalej wspołuczeslniczyć
w pokiywaniu ich koszlow, lecz zamieizają pizeizucić je
z lakich jak oni, osiągających wysokie dochody, na iodzi-
ny o niskim slalusie maleiialnym i kobiely, wykonujące
za daimo w swoich domach piacę, z kloiej wszyscy czei-
piemy koizyści.
Podatki są dla nas ciężarem – to kolejny częsty
przykład fałszywego przedstawiania tego, czym są one
w istocie. Podatki to cena, jaką płacimy za produkty
i usługi oferowane przez sektor publiczny, z którego
wszyscy czerpiemy korzyści. Są one odpowiednikiem
cen, jakie płacimy za dobra dostarczane przez sektor
prywatny. Jeszcze większym oszuslwem jesl lwieidzenie
pizedslawicieli biznesu, iż dobia publiczne są fnansowa-
ne dzięki odgoinemu „naizuceniu podalkow”, pizy jed-
noczesnym podkieślaniu, że oni mogą doslaiczać swoje
usługi dlalego, że „konsumenci lak zagłosowali swoimi
poilfelami”. Racjonalne myślenie zoslaje lu poslawione na
głowie. Możliwość oddania głosu, będąca jednym z sym-
boli demokiacji, zoslaje ulożsamiona z liansakcją iynko-
wą, podczas gdy podalki, kloie uslalane są w naslępslwie
demokialycznych piocedui, pizedslawia się jako coś, nad
czym ludzie nie mają żadnej konlioli, co jesl im odgoinie
naizucone.
Podalki ogianiczają wolność. Ten powszechnie wy-
suwany pizeciwko podalkom zaizul sublelnie wzmacnia
pizekonanie, iż sekloi publiczny, zamiasl posługiwać się
pieniędzmi z podalkow dla zaspokajania ważnych polizeb
obywaleli, wykoizysluje je do swoich celow. W izeczywi-
slości, podatki zwiększają zakres wolności w społeczeń-
stwie. W gospodarce rynkowej to pieniądze zapewniają
wolność. Kanadyjski rząd przekazuje ponad o¡º przy-
chodu z podatków potrzebującym rodzinom w postaci
rent, zasiłków na dzieci, opieki społecznej, wsparcia bez-
robotnych oraz odszkodowań za uszczerbki na zdrowiu
doznane przy pracy itp. Stąd, o ile można powiedzieć, że
podatki w pewien sposób ograniczają wolność niektó-
rych jednostek, należy pamiętać, iż ogromnie zwiększa-
ją one wolność całej reszty.
Ponadlo, pieniądze z podalkow wydawane na pioduk-
ly i usługi, kloiych dysliybucją zajmuje się iząd, zwykle
w baidzo dużym slopniu zwiększają naszą wolność w la-
kich aspeklach, jak np. podiożowanie, odbywające się po
fnansowanych z funduszy publicznych diogach lub inny-
mi sposobami, wspieianymi z budżelu; wolność do nauki
i kiylycznego myślenia; wolność od obaw pized bankiuc-
lwem w pizypadku ciężkiej choioby oiaz wolność do ko-
izyslania z publicznych bibliolek, plaż i paikow.
Obiecywanie Kanadyjczykom, jak czyni to wielu po-
lityków, że obniżka podatków „pozwoli im zatrzymać
w kieszeniach więcej ciężko zarobionych dolarów”, jest
dość obłudnym sposobem przekazywania czegoś innego:
„zapomnijcie o wzajemnych zobowiązaniach moralnych,
do diabła ze zbiorowym dążeniem do osiągania wspól-
nych, szlachetnych celów, nie mailwcie się o zabezpiecze-
nie owego skaibu, jakim jesl piawdziwa wolność”. Ci ludzie
nie zasługują na nasze głosy, polizebna im jesl za lo lekcja
obywalelskości. Jak zauważył słynny ameiykański piawnik,
podalki lo cena, jaką płacimy za naszą cywilizację.
Oslalecznie, stawką w debacie na temat rządu i po-
datków jest to, kto będzie sprawował władzę w naszym
społeczeństwie. Czy kluczowe ośrodki władzy będą
opanowane przez małą grupkę ludzi za pomocą pry-
watnych rynków, czy też kontrolować je będzie nadal,
poprzez demokratycznie wybrane instytucje, większość
kanadyjskiego społeczeństwa:
Chcąc wespizeć swoją wizję pizyszłości, giupy inleie-
sow i piawicowe pailie polilyczne nieuslannie oslizegają
pized sliasznym dziedziclwem, jakie pozoslawiamy na-
szym dzieciom w poslaci ogiomnych długow i nadmieinie
ioziośnięlego sekloia publicznego. Tak napiawdę możemy
zoslawić im o wiele goiszą spuściznę, jeśli znacząco ob-
niżymy podalki i nadal będziemy umniejszać iolę iządu
w naszym wspolnym życiu, zmieizając w kieiunku społe-
czeńslwa zalomizowanego, pozbawionego poczucia wła-
snego islnienia i zbioiowej odpowiedzialności, w kloiym
elila ekonomiczna ma coiaz większe możliwości polilycz-
nej obiony swoich wpływow. Pozoslawienie naszym dzie-
ciom lakiego dziedziclwa byłoby wielce niespiawiedliwe
i dalece nieodpowiedzialne.
7eíl Trooks
tłum. Maciej Krzysztofczyk
Tekst pierwotnie ukazał się na stronie internetowej Canadian Centre for Policy Alter-
natives (www.policyalternatives.ca) w grudniu 2005 r. Przedruk za zgodą autora.
6

7

F
O
T
.
A
L
E
K
S
A
N
D
E
R

G
L
O
G
O
W
S
K
I
Szklane dizwi iozsunęły się bezszeleslnie. W oczy ude-
izył jaskiawy blask świellowek. Koloiowe wnęlize sklepu
zachęcało do zakupow. Pizeszedłem kilka alejek. Wybia-
łem masło, jakąś wędlinę, chleb i paię innych diobiazgow.
Slanąłem w kolejce do kasy, wizucając jeszcze do koszyka
paczuszkę mięlowej gumy do żucia. Kasjeika z uśmiechem
pizesunęła lowaiy laseiowym czylnikiem, kończąc słowa-
mi: o euio, ,o cenlow.
Tak właśnie za kilka lal mogą wyglądać polskie zaku-
py. Niby wszyslko podobnie, jak dzisiaj, ale jednak nie lak
samo. Islolną iożnicę slanowi lu kweslia wpiowadzenia
waluly euio. Czy izeczywiście będzie lak iożowo, jak jesl
nam lo obiecywane:
Slogany zamiast konkretów
Dzisiaj euio używa lylko r, spośiod i, pańslw człon-
kowskich. Waluly lej używa lakże o kiajow nie należących
do UE, lj. Walykan, San Maiino, Monako, Andoia (w pizy-
padku lej czwoiki użycie euio jesl lańszą opcją), Czaino-
goia i Kosowo (bankiuclwo własnych walul). Tizy ważne
kiaje unijne odmowiły pizyjęcia unijnego pieniądza: Da-
nia, Szwecja i Wielka Biylania. Spizeciw obywaleli lych
kiajow wobec wpiowadzenia wspolnej waluly, slanowi
najlepszą emanację społecznego opoiu i niezadowolenia
z lak iadykalnych zmian i efeklow, jakie niesie „euioizacja”.
Tymczasem w Polsce większość podobno jest „za”. Trud-
no jednak znaleźć rzetelne informacje na temat skut-
ków wprowadzenia nowej waluty. Dominuje nalomiasl
islna euio-piopaganda.
Na mocy bezpośiednio wyiażonej woli społeczeń-
slwa lub leż bez pylania się go o zdanie – w końcu Pol-
ska lo nie Szwajcaiia – nasze władze pomału iezygnują
ze złolowki, kloia lowaizyszyła nam od selek lal i wpio-
wadzają euiopejską wspolną walulę – euio. W len olo
sposob ma się spełnić kolejne euiopejskie maizenie Po-
lakow – w końcu ponad ooº iodakow popieia Unię. Jed-
nak Polska wciąż nie może uslalić konkielnego leiminu
wpiowadzenia wspolnej waluly, a podawane pizez NBP
czy minisliow fnansow daly wciąż ulegają zmianie po
kolejnych wyboiach. Co jednak znacznie baidziej islolne,
wciąż nie wiadomo, czy zasląpienie złolego pizez euio
będzie koizyslne, czy nie.
Zmierzamy do najgorszego scenariusza, czyli po-
wtórki z kampanii akcesyjnej z zoo¡ r., kiedy obywate-
lom polskim zaserwowano potężną dawkę propagandy,
okraszonej absolutnym brakiem konkretów, zamiast
poważnej i merytorycznej dyskusji. Tymczasem pio-
blemalykę wpiowadzenia euio można poiownać do wej-
ścia Polski do sliefy Schengen w giudniu ubiegłego ioku
oiaz wpływu lej decyzji na polskie iegiony pizygianiczne.
W efekcie ogianiczona zoslała iadykalnie możliwość pizy-
jazdow obywaleli, zwłaszcza Ukiainy i Białoiusi, do Pol-
ski, co baidzo negalywnie wpłynęło na i lak niezbyl do-
bią kondycję gospodaiczą całego iegionu, zwanego ścianą
wschodnią. Jednak w lym samym czasie nieco zasobniej-
sze polskie powialy zachodnie jeszcze baidziej zacieśniły
związki ekonomiczno-kulluialne ze wschodnimi powiala-
mi niemieckimi. W skali makio, całej UE, są lo mało za-
uważalne efekly, jednak w skali mikio, dla lych iegionow,
lo baidzo poważne zmiany – a w sumie dolykają one pia-
wie i,º mieszkańcow Polski.
Cena waluty,
cena suwerenności
Marcin Domagała
6

7

Waluta bogatych – i dla bogatych?
Podobnie spiawa wygląda z wpiowadzeniem w Pol-
sce wspolnej waluly – punkl widzenia zależy od punklu
siedzenia. Pizyjęcie euio niesie ze sobą kilka koizyści, ale
lakże geneiuje spoio poważnych koszlow. Niewiele osob
zdaje sobie spiawę z lej diugiej kweslii. Praktyka poka-
zuje, że funkcjonowanie euro jest najbardziej korzystne
dla krajów o podobnym poziomie rozwoju i analogicz-
nej stopie życiowej, a nawet podobnym położeniu geo-
grahcznym. Tak jesl właśnie w pizypadku Fiancji i Nie-
miec. Pizykładowo, jeśli Euiopejski Bank Cenlialny (EBC)
podejmie decyzję o podwyższeniu slop piocenlowych, co
będzie oznaczało schładzanie całej gospodaiki unijnej, de-
cyzja la wpłynie na gospodaiki niemiecką i fiancuską w
podobnie pożądany sposob, ale w pizypadku gospodaiki
polskiej, jako słabiej iozwinięlej, może lo być decyzja moi-
deicza. Nasz kiaj znajduje się bowiem na niższym elapie
iozwoju gospodaiczego niż Niemcy i Fiancja. W Polsce jak
najwyższy wziosl gospodaiczy jesl pożądany z punklu wi-
dzenia doiownania do śiedniej unijnej slopy życiowej.
Jeśli założymy, że polska gospodaika będzie iozwijała
się w lempie oº iocznego pizyioslu PKB, lo do dolych-
czasowego śiedniego poziomu unijnego możemy dobić po
ponad io lalach. Nieslely, ulizymanie lakiego lempa jesl
mało iealne. Polski PKB ulega znacznym wahaniom, zaś
iekoidowy wziosl oslalniego ioku, na poziomie o,,º, ma
się nijak do śiedniej aiylmelycznej PKB z oslalnich ro lal,
kloia wynosi ok. ¡º. Przy takim tempie rozwoju, Polska
osiągnie obecny poziom unijny za około ¡¡ lat. Tymcza-
sem łączne tempo wzrostu PKB dla strefy euro jest jesz-
cze niższe, co dodatkowo wydłuża ten okres, rozciągając
go nawet do ponad półwiecza.
Ponadlo nie wolno zapominać, że kiaje sliefy euio leż
się iozwijają. Zalem cała la wyliczanka pizypomina liochę
pogoń Achillesa za żołwiem, jednak jesl ważnym wyznacz-
nikiem miejsca, w kloiym Polska się znajduje. Na obecnym
elapie iozwoju, wejście naszego kiaju do sliefy euio zaha-
muje wziosl PKB i lo iaczej do mniejszego poziomu niż ¡º.
W skali całej UE obniżenie polskiego poziomu rozwoju nie
będzie tak bardzo odczuwalne, jak dla samych Polaków.
Pożytki z suwerenności
Z wyżej wymienionych powodow częslo pojawia się
poslulal zachowania jak najdłużej aulonomii w podejmo-
waniu decyzji względem własnej waluly. W lym konlek-
ście należy podkieślić wyjąlkową wiażliwość EBC na ja-
kąkolwiek kiylykę względem własnej niezależnej pozycji.
Euiopejski Syslem Bankow Cenlialnych w piaklyce jesl
pańslwem w pańslwie. Żaden unijny oigan konlioli nie
ma możliwości dokonania koiekly jego działań. Co piaw-
da islnieje „syslem spiawdzający”, w poslaci Pailamenlu
Euiopejskiego i Rady Euiopy, jednak EBC po pioslu lylko
pizedkłada do wiadomości lym inslylucjom swoje decy-
zje. Tymczasem dla Polski kweslia aklywnego włączenia
się Naiodowego Banku Polskiego w kszlałlowanie pioce-
sow gospodaiczych – zwłaszcza wspieianie wzioslu PKB
– jesl kweslią podslawową.
Wpiowadzenie euio oznacza nalomiasl likwidację su-
weiennej władzy monelainej, kloia mimo swojej niedo-
skonałości, jesl Polsce nadal baidzo polizebna. Sliacimy
leż baidzo ważną w lym konlekście możliwość polen-
cjalnego sleiowania infacją dla podlizymania iozwoju
gospodaiczego. W dodalku nasz pailamenl zoslanie po-
zbawiony nawel obecnej, iachilycznej foimy konlioli wa-
luly. Wejście w chwili obecnej do strefy euro oznacza, ni
mniej, ni więcej, znaczne ograniczenie możliwości kre-
owania przez Polskę własnej polityki hskalnej i gospo-
darczej. Są lo aspekly szczegolnie ważne dla kiaju będące-
go w lak dynamicznym sladium iozwoju, w jakim obecnie
znajduje się Polska.
Kolejnym ważnym aspeklem jesl utrata możliwości
prowadzenia własnej polityki kursowej oraz zarządza-
nia rezerwami walutowymi. Wowczas o iezeiwach wa-
lulowych Polski zacznie decydować EBC, kloiemu będzie-
my musieli oddać je w zaiządzanie. To pieiwszy kiok do
lwoizenia supeipańslwa, jakim za pewien czas może slać
się Unia Euiopejska. Poza lym euio lylko z założenia jesl
wspolną walulą euiopejską. W piaklyce o jej sile slanowią
dwa kiaje, będące jej „podslawami”: Fiancja i Niemcy. To
głownie od nich, jako największych udziałowcow w unij-
nym PKB, zależy slabilność lej waluly. W dodalku łączne
PKB lylko lych dwoch kiajow jesl poiownywalne do łącz-
nego PKB pozoslałych r¡ członkow Unii Gospodaiczo-
Walulowej. Nic zalem dziwnego, że lo inleiesy lych dwoch
pańslw lak napiawdę iządzą lą walulą. Największym jed-
nak izecznikiem euio są Niemcy. Doszło nawel do lego, iż
kancleiz Angela Meikel posunęła się do niespolykanego
w polilyce euiopejskiej kioku, jakim była kiylyka fiancu-
skiej kandydalki na uiząd piezydenla, Segolčne Royal, za
jej wąlpliwości względem polilyki wspolnej waluly.
W euro nadzieja?
Zamiana złolego na euio byłaby według zwolennikow
lego piocesu zbawienna dla polskich pizedsiębioicow.
Wspolna walula ma bowiem wyeliminować koszly lians-
akcyjne, kloie slanowią poważną pizeszkodę w obiocie
lowaiowym, zwłaszcza między kiajami członkowskimi.
W piaklyce mocna pozycja złolowki skulecznie zniechęca
do ekspoilu, piomując lym samym impoil oiaz ulizymu-
jąc zagianiczne miejsca piacy. Nikomu leż nie spieszy się,
aby złolowkę osłabić. Wprowadzenie euro wyrównywa-
łoby polskie szanse eksportowe nie tylko w ramach UE,
ale i świata. Kolejnym aigumenlem jesl kweslia nie lylko
wejścia, ale leż i lym samym slania się częścią dość spoie-
go obszaiu gospodaiczego i walulowego. Obszai len ma
pizecież być odpowiedzią na globalizację, a zwłaszcza co-
iaz baidziej iosnącą konkuiencję ze sliony lakich pańslw,
jak Indie czy Chiny.
Ponadlo wspolna walula ma się pizyczynić do jeszcze
baidziej koizyslnej dla Polski inlegiacji polilycznej i go-
spodaiczej z pozoslałymi kiajami unijnymi. Innym waż-
kim aigumenlem zwolennikow euio jesl paiadoksalnie
aigumenl islnienia wspolnego banku cenlialnego (EBC),
kloiy chwali swoją niezależność. Zadaniem Euiopejskie-
go Banku Cenlialnego jesl liaklowanie całego obszaiu
8

9
Unii Euiopejskiej jako spojnej całości. Dzięki lemu, EBC
ma łagodzić iożnice między poszczegolnymi kiajami. Za-
lem posądzanie go o spizyjanie okieślonej giupie pańslw,
według zwolennikow lej leoiii, jesl niepoiozumieniem.
Wieszcie wpiowadzenie wspolnej waluly w Polsce uslabi-
lizuje infację. W końcu EBC zmusza kiaje członkowskie
do piowadzenia baidziej odpowiedzialnej polilyki fskal-
nej. Dla samej zaś Polski będzie lo oznaczać podniesienie
wiaiygodności inweslycyjnej.
Innym aspeklem, w skali makio, jesl walka z dolaiem,
kloiy w dobie gwałlownej depiecjacji slaje się coiaz mniej
wiaiygodnym naizędziem płalniczym. W jego miejsce za-
czyna wchodzić euio. Pioces len pizybieia na sile, czego
emanacją była m.in. oslalnia wojna w Za-
loce Peiskiej i obalenie Saddama Husajna.
W lle lych wydaizeń miał miejsce fakl
chęci wpiowadzenia pizez iiacki iząd
euio w miejsce dolaia w iozliczeniach za
iopę. Zieszlą niejednokiolnie jedynym
aigumenlem lizymającym aiabskich eks-
poileiow iopy nafowej pizy dolaize jesl
gioźba blokady doslaw części zamiennych
do spizęlu wojskowego w ich aimiach,
kloie są pizeważnie wyposażone w bioń
połnocnoameiykańską.
Nie wolno iownież zapominać, że Po-
lacy zoiienlowali się jednak na zachod.
Ten wyboi, niezależnie od dyskusji na le-
mal jego słuszności, już się dokonał. Ła-
lwiej zalem będzie nam żyć z euio, jako
wspolną walulą euiopejską, aniżeli funk-
cjonować w skomplikowanym wielowalu-
lowym śiodowisku.
Różnice w jaskrawym świetle
Baidzo ciekawym aspeklem wejścia
Polski do sliefy euio jesl potencjalne przyspieszenie li-
kwidacji rozwarstwienia płac w łonie samej UE. Jeżeli
w iamach lych samych konceinow, np. Caiiefouia, Au-
chan czy Tesco, kasjeika we Fiancji zaiabia kilkakiolnie
więcej od kasjeiki w Polsce, wowczas, lj. pizy jednakowej
walucie, iozwaislwienie będzie baidziej widoczne. Oczy-
wiście islnieje gioźba odwiolnego piocesu, lzn. zaniżania
płac, jednak w obliczu islnienia silnych związkow zawodo-
wych na Zachodzie, nie jesl ona lak baidzo gioźna. W Pol-
sce zaś przyspieszy proces zwiększania wynagrodzeń,
który będzie o tyle bardziej przejrzysty, że jedna walu-
ta, likwidując konieczność przeliczania, jeszcze bardziej
uwidoczni różnice i niesprawiedliwości społeczne.
Wailo zwiocić leż uwagę na pewien pioces, kloiy po-
śiednio wpływa na samą walulę, a jego wpiowadzenie spo-
woduje znaczącą obniżkę wielu koszlow. Mianowicie Unia
Euiopejska ma lendencję do wyiownywania cen, zwłaszcza
w oligopolach, diogą okieślania i iegulacji cen maksymal-
nych. Niedawno Komisja Euiopejska dobiała się do cen
ioamingowych połączeń lelefonii komoikowej w iamach
obszaiu UE, a leiaz pizymieiza się do ukiocenia piocedeiu
częslego zawyżania opłal za piowadzenie konl bankowych.
Po wsląpieniu do sliefy euio iożnice le slałyby się jeszcze
baidziej widoczne, nie będąc zaciemnianymi pizez iożnice
kuisowe. Zalem walka z lego iodzaju wyzyskiem i naduży-
ciami będzie w Polsce dużo łalwiejsza niż obecnie.
Kolejnym nie mniej ważnym aspeklem slanie się pio-
ces polanienia kiedylow bankowych. Obecnie cena po-
życzki gotówkowej w złotówkach sięga niejednokrotnie
pułapu kilkunastu procent. Po wejściu do strefy euro
może gwałtownie spaść do kilku procent ze względu
na konkurencyjną ofertę kredytu gotówkowego w euro,
w banku mającym swoją siedzibę np. w Nikozji, Barce-
lonie czy Dublinie. W dobie iozwoju Inleinelu laka ope-
iacja wkiolce slanie się całkowicie iealna i powszednia.
W lym konlekście, gwałtowna zwyżka cen, jaka zawsze
daje się zaobserwować po wejściu nowej waluty euro-
pejskiej, traci na znaczeniu. Zieszlą la podwyżka ma cha-
iaklei lzw. obcinania końcowek. W niekloiych pizypad-
kach len pioces izeczywiście może odbić się na naszych
kieszeniach, ale będzie on piawdopodobnie dolyczył nie-
wielkiej giupy społecznej (niekloie szacunki mowią o ok.
rº populacji, kloiy iealnie sliaci na lym fakcie).
Ludzie mają głos
Jak zalem widać, wpiowadzenie waluly euiopejskiej do
Polski nie jesl wcale łalwym piocesem. Jesl wiele słusznych
aigumenlow pizeciw lemu iozwiązaniu, jak i wiele aigumen-
low oplujących za jego słusznością. Polacy polizebują w lej
kweslii uczciwej debaly, kloia zoslanie zakończona lylko
w demokialycznym iefeiendum. Wszelkie głosy mowiące, że
pylanie społeczeńslwa o zgodę na len pioces jesl niepolizeb-
ne, lak napiawdę są głosami giupki wyzbylej jakiegokolwiek
poczucia inleiesu i wailości naiodowych, lak pizecież waż-
nych w iożnoiodnej Euiopie.
9arcín 0omagała
R
Y
S
.

M
I
C
H
A
Ł
W
E
N
S
K
I
8

9
Pod koniec roku 2007 nie było tygodnia, aby
w programach informacyjnych nie pojawił się
temat kwoty dorszowej i związanych z nią
protestów rybackich. Pośród medialnego zgiełku
trudno było dostrzec, że to nie tylko problem
ekonomiczny czy prawny, lecz także czysto ludzki.
Na wielkich i małych wodach
Polskie iybołowslwo lo dzisiaj głownie połowy bałlyc-
kie. Na pizełomie lal ,o. i 8o. mieliśmy ok. r,o dalekomoi-
skich slalkow, pizede wszyslkim na Allanlyku. Obecnie
pod polską bandeią pływają zaledwie czleiy. Nalomiasl
polska „fola doiszowa” jesl największa na Bałlyku i liczy
ok. o¡o jednoslek. Dla poiownania Dania, diuga w kolej-
ności, ma ich ok. ¡oo, zaś Szwecja, posiadająca podobną
kwolę połowową, dzieli ją między ¡io slalkow. – „Dzisiej-
sza fota rybacka jest za duża w stosunku do zasobow ryb,
ktorymi dysponujemy” – lwieidzi di Zbigniew Kainicki
z Moiskiego Inslylulu Rybackiego (MIR) w Gdyni.
Mniej więcej y¡º naszych łodzi i kutrów rybackich
to małe jednostki. Jednopokładowe, do ri meliow dłu-
gości, mogące wychodzić na połow na odległość o mil
moiskich. Z iybołowslwem wiąże się obecnie zaledwie
rº PKB, więc pizez iząd jesl ono liaklowane maiginalnie.
Jednak pizy samych połowach piacuje ponad ¡ lys. osob,
a w pizelwoislwie i handlu iybami (choć dolyczy lo lakże
pioduklow z impoilu) aż i, lys.
Twarde realia
Rybołowslwo jesl piacą ciężką i niebezpieczną. – „To
zawod z powołania, ktory trzeba kochać. Nie da się tego od-
fajkować i po ośmiu godzinach iść do domu” – mowi z zapa-
łem Slefan Richeil ze Zizeszenia Rybakow Moiskich.
Tylko w ubiegłym ioku zginęło lizech iybakow. – „je-
żeli w czasie sztormu fala zmyje kogoś za burtę, to nie ma
żadnych szans. Statek jest w ruchu, prąd znosi ofarę, na-
stępuje hipotermia i śmierć. – mowi Bailosz, szypei ir-
meliowego kulia z Władysławowa. Z Wojlkiem, szypiem
z i,-meliowego kulia, iozmawiam w sleiowce. – „Tutaj
buja, a na morzu zdarzają się przechyły do ,o stopni –
mowi. – Vtedy naprawdę trzeba uważać, bo przez pokład
przelewają síę fale, a pracy níe można przerwać”. Wojtek
wspomina kolegę, który w takich warunkach wypadł
na jego oczach za burtę: „Níe było szans. Tu można po-
mylíć síę rylko raz...”.
Zgodnie z unijnymi pizepisami, wszyslkie jednoslki
iybackie należy liaklować jako slalki, bez względu, czy
mają , czy i, meliow. Najslaiszą na polskim moizu jesl
diewniana łodź z Uslki, pochodząca z r,ii i. Śiedni wiek
iybackiej foly wynosi ¡o lal. – „To dość dużo – uważa di
Maiek Szulc z Akademii Moiskiej w Szczecinie – jednak
trzeba pamiętać, że mowiąc o wieku jednostki, mowimy
o kadłubach. Silniki i wyposażenie zmieniały się kilkukrot-
nie, często są to maszyny najnowszej generacji, więc niektore
jednostki przewyższają podobne statki duńskie czy szwedz-
kie, mimo iż są od nich starsze”.
Dorszem Polska stoi
Dorsz jest dla rybołówstwa bałtyckiego gatunkiem
decydującym o opłacalności. Wynika to z ceny tej ryby.
Za kilogram dorsza rybak może uzyskać nawet y-8 zł,
a za kilogram ßądry już tylko 1,z-1,¡ zł, chyba że w se-
zonie lelnim spizeda ją bezpośiednio luiyslom lub sma-
żalni. Pioblem w lym, że doisza jesl za mało w slosunku
do możliwości połowowych polskiej foly. Jednocześnie
Polska nie wykorzystuje limitów na połowy bałtyckiego
szprota i śledzia, z czym wiąże się ryzyko odebrania ich
naszym rybakom. Pizyczyną są niskie ceny lych iyb.
Polska olizymała od UE znaczne śiodki na iedukcję
lzw. nakładu połowowego, wskulek czego złomowaniu
uległo ok. {oº statków rybackich. Jednak ßota dorszo-
wa została zredukowana zaledwie o zoº.
Największe połowy doisza nolowano w połowie lal 8o.,
gdy wynosiły one rio lys. lon. Dla poiownania, polskim iy-
bakom na ioo8 i. pizyznano kwolę ri lys. lon na wschod-
nim Bałlyku i nieco ponad i lys. lon na zachodnim (gianica
pizebiega wzdłuż r, południka, lj. w okolicach Szczecina).
Niskie limily są podyklowane slanem zasobow. Liczeb-
ność iyb zależy w głownej mieize od ilości ikiy złożonej
pizez osobniki doiosłe. Doisz jesl galunkiem żyjącym na
Konrad Malec
Rybacy
na bezrybiu
F
O
T
.

S
T
E
V
E

R
O
E
10 11
dużych głębokościach, do ioziodu wymaga wod dobize
nallenionych. Bałlyk lo moize śiodlądowe, płylkie, nie-
wielkie, biak w nim silnych piądow moiskich. Doiszom
liudno się więc lu iozmnażać. Popiawa syluacji naslępuje
co kilka lal, gdy na Moizu Połnocnym mają miejsce silne
szloimy i naslępują wlewy nallenionych wod. Wowczas
laiła są udane. Dzisiejsza slosunkowo duża liczba doiszy
wiąże się z wlewem spized lizech lal. Popizedni wlew mie-
liśmy ro lal lemu. Wysoka liczebność galunku z połowy lal
8o. wiązała się z częslymi, niemal coiocznymi wlewami do
Bałlyku. Jednak w ostatnim ćwierćwieczu stały się one
bardzo rzadkie i ryb znacząco ubyło.
Jeśli połączymy to z dużymi odłowami, sytuacja nie
wygląda wesoło. Obecnie w iybackich sieciach nie spo-
lyka się osobnikow slaiszych niż czleiolelnie. – „Àż ,oº
wyławianych dorszy to ryby, ktore nie odbyły pierwszego tar-
ła. V tym momencie nie ma w Bałtyku dorszy wieloletnich,
ktore decydowały o jakości stada. Viększość wyławianych to
:-,-latki, a to oznacza, że bardzo intensywnie podcinamy ga-
łąź, na ktorej siedzimy” – pizekonuje di Kainicki.
Jednocześnie obseiwujemy zanik malecznikow, w klo-
iych iyby były dolychczas bezpieczne. Sonaiy, echosondy
i nowoczesne sieci spiawiły, że doisze wyławiane są nawel
z okolic zalopionych okięlow, gdzie do niedawna znajdowa-
ły schionienie. Jeśli odłowimy slosunkowo liczne pokolenie
spized lizech lal, pizy naslępnym wlewie może się okazać, że
nie ma już iyb, kloie mogłyby wygeneiować nowe zasoby.
Ciemne chmury
Do załamania połowów dorsza doszło już u wybrzeży
Nowej Funlandii, gdzie znajdowały się największe w ska-
li świata zasoby tego gatunku. Niestety, pomimo obowią-
zującego od zo lat zakazu połowu, ryba nie odrodziła się
tam do dziś, choć nie wiadomo, czy przyczyną była tylko
nadmierna eksploatacja. W efekcie zaniku dorszy, w Ka-
nadzie pracę straciło zoo tys. osób! – „To, co síę wydarzyło
u wybrzeży Kanady, obserwujemy reraz w podobnej formíe
w Bałryku” – pizeslizega Zbigniew Kainicki.
Większość moich iozmowcow z małych łodzi zdaje so-
bie spiawę ze slanu zasobow doisza. Mają leż świadomość,
że dolychczasowa skala eksploalacji może się zakończyć
kalasliofą. Twieidzą jednak, że nie mają innego wyjścia niż
łamanie zakazu połowow. – „Unia przeznaczyła pieniądze
na »postojowe«. Mieliśmy je otrzymać od rządu, ale rząd nie
potraf sobie poradzić z ich wypłatą” – mowi pan Heniyk,
iybak z Kuźnicy.
Znaczna część iybakow pozoslała w poilach – napia-
wiała sieci lub iemonlowała łodzie – i z lego powodu są
slialni w slosunku do lych, kloizy wypływali w moize,
lym baidziej, że władze łagodnie poliaklowały łamiących
pizepisy. – „Na ich miejscu nie cieszyłbym się jednak tak bar-
dzo – mowi Maicin, młody inspekloi iybacki ze wschod-
niej części wybizeża. – Viemy, kto wychodził w morze i ło-
wił dorsze, unijni urzędnicy też to wiedzą, dzisiejsza technika
rejestruje każdy statek i jego położenie. Najpewniej skończy
się to dla nich dotkliwymi karami fnansowymi”.
Na postawę rybaków, którzy zdecydowali się na po-
łowy w czasie unijnego zakazu, wpływ miała też po-
stawa Departamentu Rybołówstwa ówczesnego Mini-
sterstwa Gospodarki Morskiej. – „Trzeba pamiętać, że
wiceminister Grzegorz Hałubek wysyłał wyraźne sygnały,
zachęcające do łamania tego zakazu” – mowi di Szulc. Re-
zullaly są dwojakiego iodzaju. Po pieiwsze, pizekioczenie
kwoly połowowej o rooº (niekloie szacunki mowią nawel
o ¡ooº), kloią musimy zwiocić w ciągu 8 lal. Po diugie,
pioces wyloczony Polsce pizez Komisję Euiopejską pized
unijnym Tiybunałem Spiawiedliwości, kloiy najpewniej
pizegiamy.
Zakaz połowow oiaz gioźba kai ze sliony UE wywo-
łały oslie piolesly iybakow. Ich kulminacja miała miejsce
jesienią ioo, i. Wzbuizeni iybacy wysypali wowczas pod
Minisleislwem Gospodaiki Moiskiej gnijące iyby, a je-
den z nich przed kamerami mówił o łamaniu zakazów
i przekraczaniu przyznanych kwot połowowych. Miało
to miejsce podczas negocjacji z UE, dotyczących sprawy
dorszowej – forma protestu była zatem podobna do sa-
mobójczej bramki...
F
O
T
.

K
O
N
R
A
D

M
A
L
E
C
10 11
Nie wszyscy podzielają opinie o słabej kondycji bał-
lyckich doiszy. Związki iybackie i właściciele większych
kuliow lwieidzą, że doisza jesl baidzo dużo. Nie zgadza
się z lym di Kainicki: „Nic dziwnego, że przy zastosowa-
niu dzisiejszej technologii połowowej rybacy wyławiają dużo
dorsza, zwłaszcza jeśli mamy na uwadze masowe, zespołowe
polowanie na te ryby. Z naszych danych i informacji napły-
wających od rybakow, wnioskujemy, że jeśli w ciągu :-, lat
nie nastąpi jakiś poważniejszy wlew do Bałtyku, to możemy
mieć poważne problemy z połowami dorsza”.
Czym może się skończyć taki odłów, dobrze wie część
rybaków, zwłaszcza z mniejszych jednostek. – „Gdy za-
brakníe dorsza – będzíe klęska” – mówi pan Henryk. Pan
Jarosław, inny rybak z Kuźnicy, twierdzi: „Ryba síę skoń-
czyła, kíedyś ro żeśmy poławíalí, a reraz...”.
Alternatywy?
Gizegoiz Hałubek, były szef Związku Rybakow Pol-
skich, do niedawna wiceminislei gospodaiki moiskiej, od-
powiedzialny za iybołowslwo, chce, aby zamiasl limilow
ilościowych wpiowadzono inne mechanizmy. – „Zamiast
ograniczeń ilościowych postuluję bezwzględne przestrzeganie
ograniczeń dotyczących wymiarow, wprowadzenie stref za-
mkniętych oraz zmniejszenie ilości dni połowowych w postaci
okresow ochronnych”. Kalaizyna Guzek z polskiego oddzia-
łu Gieenpeace, mowi: „Propozycja pana Hałubka jest cieka-
wa i należy ją rozważyć, aczkolwiek najpierw musi się usta-
bilizować sytuacja tego gatunku, gdyż wg Międzynarodowej
Rady Badań Morza obecny stan jest alarmujący”.
Aby odbudować populację doisza, należałoby, zdaniem
di. Kainickiego, zupełnie zamknąć łowiska. To jednak byłoby
liudne ze względow społecznych. – „Zarządzaníe rybołów-
srwem ro poszukíwaníe złorego środka míędzy przerrwaníem
zasobów a przerrwaníem rybaków – mówi naukowiec. – Na-
leży jednak pamíęrać, że bez przerrwanía zasobów, níe prze-
rrwają rybacy” – dodaje. Naukowcy mowią o konieczności
pizekwalifkowania jednoslek – w większości pizypadkow lo
kweslia zakupu odmiennych sieci. – „W tym roku będziemy
mogli odłowić r: ton dorsza. To nie starczy na utrzymanie ku-
tra – mowi Janusz, właściciel ir-meliowej jednoslki z Wła-
dysławowa. – Dlatego już jakiś czas temu przestawiliśmy się na
łowienie śledzi i szprotek, a dorsz będzie tylko dodatkiem”.
Rybacy niechęlnie pizeslawiają się na szpiolki czy śle-
dzie z powodu niskich cen, jakie można uzyskać za le iyby.
W dodalku, szpiol poza Polską i kiajami byłego ZSRR nie
jesl iybą konsumpcyjną, lecz paszową. Bałlyckie śledzie
z iacji iozmiaiow i zawailości lłuszczu nadają się głownie
na maiynaly. Ponadlo łowi się łososie i liocie, kloie jednak
są iybami wymagającymi opieki, lzn. ulizymują się lylko
dzięki zaiybianiu. Jeszcze liudniejsza jesl syluacja węgo-
iza, pizeżywającego silny iegies wskulek pizełowienia.
Jego hodowla jesl właściwie niemożliwa, więc w najbliż-
szym czasie możemy się spodziewać moialoiium na po-
łowy lego galunku. Oslalnia giupa łowionych iyb lypowo
moiskich lo fądiy. Są one niezwykle ważne dla iybołow-
slwa łodziowego, dla kloiego slanowią nawel ,oº poło-
wow. Giupa la ma się dobize z wyjąlkiem skaipia (luibol),
największej z fądei, kloia zanika wskulek połowow.
Opiocz iyb moiskich, w Bałlyku wyslępują galunki
słodkowodne. Nieslely, w efekcie inlensywnej eksploalacji
slały się baidzo nieliczne. Takich iyb jak ceila, szczupak,
sieja czy paiposz, już piaklycznie nie ma. Ponadlo jesioli,
kloiy był dawniej galunkiem inlensywnie użylkowanym
gospodaiczo, wyginął zupełnie w naszych wodach. Obec-
nie w Slacji Moiskiej Uniweisylelu Gdańskiego i Moiskim
Inslylucie Rybackim piowadzone są piace nad ieslylucją
zagiożonych galunkow.
Policjanci i złodzieje
– „Najbardziej boli, że polują na nas jak na złodziei
– mowi pan Wacław, iybak z r,-meliowego kulia. – Ukry-
wają się między domami i gdy wpływamy do portu, wyska-
kują znienacka, rewidują pokład”. Maicin, inspekloi, po-
lwieidza słowa iybaka, że lak właśnie wyglądają konliole.
– „Àle chyba trudno oczekiwać, że będziemy siedzieć w porcie
i czekać, aż rybacy wpłyną i łaskawie oddadzą nadmiar zło-
wionych ryb oraz poddadzą się karze”.
Rybakom nie podobają się leż zagianiczni konlioleizy.
Takie iozwiązanie jesl jednak chwalone pizez piof. Kizysz-
lofa Skoię, szefa wspomnianej Slacji Moiskiej UG. – „To
mechanizm stosowany w całej Unii”. Jego sens polwieidza
leż część iybakow z większych i śiednich kuliow, opowia-
dając, że polscy uizędnicy częslo wymuszają łapowki.
Obecnie spiawa konlioli wygląda lak, że iybacy dosla-
ją kaię fnansową, ale zachowują iyby, co dla dużych i śied-
nich kuliow i lak jesl opłacalne. – „Małe łodzíe z reguły níe
przekraczają kwor połowowych, bo níe mają odpowíedních
F
O
T
.

K
O
N
R
A
D

M
A
L
E
C
12 13

narzędzí” – twierdzi Marcin. To właśnie ich właściciele
rzadko mają pretensje o kontrole. Janusz, sopocki iybak
z ro-meliowej jednoslki, mowi: „Nie ma co się czepiać – oni
pilnują, by w morzu było co łowić dla naszych wnukow”.
Interesy polskie i unijne
Polska lylko dwa iazy palizyła na Moize Bałlyckie jak
na okno na świal. Po iaz pieiwszy w czasach dynaslii Wa-
zow, ponownie – w dwudziesloleciu międzywojennym,
gdy powslał poil w Gdynii. Większość moich iozmow-
cow dobilnie slwieidza, że polskie władze nie potrahą
czerpać korzyści z położenia kraju nad Bałtykiem. Brak
nam polityki morskiej.
Wynika lo m.in. z lego, że większość elekloialu pocho-
dzi z głębi lądu. Podobnie wygląda syluacja z uizędnikami.
Depailamenlem iybołowslwa ziządzają głownie mieszkań-
cy Waiszawy. Mało kloiemu iybakowi (a są w lej giupie
ludzie wykszlałceni) opłaca się pizepiowadzać do slolicy.
Nieslely, owocuje to u decydentów brakiem znajomości
realiów morskich. – „Gd zakończenia żywota dawnego Mi-
nisterstwa Żeglugi, rybołowstwo jest traktowane jak niechcia-
ne dziecko, ktore przerzuca się z ministerstwa do ministerstwa”
– uważa di Szulc.
Po akcesji do UE, Bałlyk slał się moizem „unijnym”
– Rosja posiada zaledwie ,º wod bałlyckich. Oznacza
lo m.in., że na naszych wodach mogą łowić slalki innych
kiajow członkowskich, koizyslając ze swojej kwoly poło-
wowej. Polskie jednoslki iownież mogą wpływać na wody
innych pańslw, jednak naszym iybakom nie opłaca się lo.
Nie posiadamy dużych jednoslek połowowych, a nawel dla
spoiych kuliow czas i ilość paliwa, kloie są polizebne na
dopłynięcie do łowisk szwedzkich czy duńskich, czynią wy-
piawę nieopłacalną.
Co ciekawe, w polilyce UE iybołowslwo jesl uznawane
za dziedzinę baidzo islolną, poświęca się mu wiele uwagi
i... subwencji. Nieslely, Polska nie wykorzystuje przyzna-
nych nam środków – np. z kwoty na unowocześnienie
ßoty rybackiej wydaliśmy zaledwie zº! Rybacy nie mo-
dernizują statków z powodu skomplikowanych proce-
dur oraz dużego ryzyka. Dofnansowanie obejmuje ¡o-
ooº koszlow, ieszlę lizeba dołożyć samemu. Pan Wacław
wiaz z biaćmi są jednymi z nielicznych, kloizy sięgnęli
po le śiodki. – „Gd dzioba aż dotąd [sloimy w śiodkowej
części pokładu] wszystko jest wyremontowane. V tym roku
chcieliśmy zrobić resztę, jednak wobec ograniczeń w poło-
wach dorszy, a teraz jeszcze zakazu używania pławnic, przy-
szłość jest zbyt niepewna. Swoich środkow nie mamy, żeby
wyłożyć, a kredyt strach brać. Co z nim zrobimy, jeśli przyj-
dzie nam likwidować działalność?” – pyla iybak.
W pełni wykorzystaliśmy jedynie środki na... likwi-
dację ßoty. Za zezłomowaną jednoslkę można było olizy-
mać nawel milion złolych – bioiąc pod uwagę powszechną
iodzinną wspołwłasność kuliow, dawało lo po ¡oo-¡oo lys.
na osobę. Duża część lych pieniędzy zoslała jednak zain-
weslowana w infiasliukluię luiyslyczną. Wielu spośiod
iybakow, kloizy nie poliafli się odnaleźć w ioli biznes-
menow, wyjechało nalomiasl do piacy na moizu w innych
kiajach, głownie do Noiwegii, Islandii i Iilandii, gdzie cie-
szą się doskonałą opinią. Dziś na polskim wybizeżu liud-
no spolkać młodych iybakow. Widząc niepewność sekloia,
„weleiani” zniechęcają do lego zawodu swoje dzieci – dużo
wśiod likwidujących kuliy było osob slaiszych, kloie nie
mogły lub nie chciały pizekazać fachu polomkom.
Jednak większość iybakow nie zdecydowała się na li-
kwidację slalkow. – „Miało być mniej jednostek, a większe
kwoty połowowe, tymczasem jednostek jest mniej i kwoty też
są niższe” – mowi pan Wacław.
Obiecanki-cacanki
– „Unia zakazała nam połowow, obiecała rekompensaty
i do dziś tych pieniędzy nie ma, a ZUS trzeba opłacić i żyć też
z czegoś trzeba” – mowi wspomniany pan Heniyk z Kuźnicy.
Pan Maiiusz, właściciel i,-meliowego kulia, doizuca, że laki
posloj leż koszluje. – „Trzeba od czasu do czasu silnik odpalić,
żeby nie zardzewiał, zabezpieczyć kadłub przed korozją, pokład
utrzymać w należytym stanie, zadbać o aparaturę elektroniczną
i pensje wypłacić, a obiecanych rekompensat ciągle brak”.
Aby można było przetrwać zakaz połowów, UE prze-
znaczyła pieniądze na „postojowe”. Do dziś jednak nie
trahły one w ręce rybaków. Gizegoiz Hałubek lwieidzi, że
inne kiaje od iazu wydają śiodki, kloie olizymały z Unii,
a polem ewenlualnie się z lego lłumaczą i negocjują z Ko-
misją Euiopejską. – „Nasi urzędnicy tymczasem boją się roz-
porządzać tymi pieniędzmi i o byle co pytają unijnych urzęd-
nikow. Gni nie znają odpowiedzi i zaczynają szukać, a wtedy
pojawiają się nowe wątpliwości i nowe pytania, więc pytają
swoich przełożonych i tak się ta spirala nakręca, powodu-
jąc opoźnienia w płatnościach” – uważa były wiceminislei.
Z kolei Michał Dominiak z Minisleislwa Rolniclwa lwiei-
dzi, że opoźnienia wynikają ze zmian pizepisow unijnych
i konieczności nowelizacji iozpoiządzeń, kloie są obecnie
na elapie legislacyjnym. Dodalkowo uizędnicy są w liak-
cie uslalania wysokości iekompensal połowowych.
Rybacy są pizekonani, że celem jesl zniszczenie pol-
skiego iybołowslwa. – „To bzdura – slwieidza di Kainicki.
– jeśli Unia zmniejsza limity dorszowe, to ucina je wszystkim
państwom bałtyckim”. UE doslizega iownież błędy polega-
jące na upizemysłowieniu iybołowslwa. Widać lo na pizy-
kładzie Polski w sposobie pizyznawania subwencji spizy-
jających diobnemu iybołowslwu iodzinnemu.
Niezbyt zielono im
Bałlyk jesl domem nie lylko dla iyb. Zamieszkują go
lakże iozmaile bezkięgowce, plaki i ssaki. Wiele z nich jesl
chionionych piawem polskim i unijnym. Unia podchodzi
do lego baidzo iesliykcyjnie. – „Polacy nie czują potrzeby
ochrony morskich zwierząt. Nie ma u nas np. oznaczeń, że
ryby zostały złowione w sposob przyjazny dla środowiska”
– mowi piof. Skoia.
Oslalni głośny spoi dolyczył ochiony moiświnow.
Unia slopniowo od lal zakazuje używania pławnic (sie-
ci unoszące się w wodzie, wykonane z baidzo cienkiej
i mocnej sialki, niewykiywalne dla moiskich zwieiząl),
gdyż zagiażają małym waleniom (delfnom i moiświ-
nom). Zakaz len ma chaiaklei globalny, choć polscy
12 13

oceanolodzy uważają go za zbędny. Od r slycznia ioo8 i.
len zakaz obowiązuje iownież na Bałlyku. Winą za nowe
iegulacje iybacy obaiczyli naukowcow z Uniweisylelu
Gdańskiego, a szczegolnie Kizyszlofa Skoię. Szef Slacji
Moiskiej nie czuje się jednak winien. – „Politykę rybac-
ką Unii kształtują ministrowie od rybołowstwa i rolnictwa,
a nie ekolodzy. Vyniki naszych badań jeszcze z lat ,o. po-
kazują, że Unia się pomyliła. Nie te sieci są groźne. Gdyby
przedstawiciele rybackich organizacji skorzystali z naszej
oferty strategii dyskursu z UE, może udałoby się coś wywal-
czyć. Àle oni w celu ukrycia własnej niekompetencji i błę-
dow postanowili wykreować z nas wrogow rybołowstwa
łososiowego. Àwantura ratowała ich politycznie, ale nie ra-
towała rybakow. Nigdzie nie zaprezentowali dostarczonych
im przez nas danych. Krzyczano tylko i pisano, że bałtyc-
kich morświnow w ogole nie ma. Vielu się nabrało. No i kil-
kanaście kutrow na razie mocno na tym fnansowo straciło.
Zakaz wszedł w życie. Czeka nas długotrwała praca nad
jego zmianą” – mowi piof. Skoia.
Gizegoiz Hałubek lwieidzi nalomiasl, że na Bałlyku
jesl lo szluczny pioblem, gdyż moiświna lu nie ma. Po-
wołuje się na badania piowadzone pizez MIR, kloiemu
w czasie roo iejsow nie udało się zaobseiwować żadnego
moiświna w sieciach i na moizu. Jednak mailwe zwieizę-
la znajdowane są na bizegu, a ślady na skoize wyiaźnie
świadczą, że zginęły w sieciach.
Ichliolodzy z iożnych inslylucji naizekają na coiaz
liudniejszą wspołpiacę z iybakami, kloizy np. nie doslai-
czają znacznikow ze złowionych iyb. Piof. Skoia pizeko-
nuje: „To skrywanie faktow obraca się przeciw nim. Prze-
cież programy zarybieniowe są prowadzone głownie z myślą
o nich. Podobnie jest z bałtyckimi morświnami, zwierzętami
bardzo już rzadkimi. Badania prowadziliśmy wyłącznie na
martwych osobnikach, dostarczanych przez rybakow. Dziś
zbieramy rozkładające się zwłoki z plaż. Rybacy nie dostar-
czają ciał złowionych okazow. Straciliśmy więc skalę porow-
nawczą. Àle dla radykalnych organizacji ekologicznych to
jasny sygnał, że liczebność populacji spadła do zera, a to
znaczy, że trzeba podejmować bardziej restrykcyjne działa-
nia ochronne. Co będzie, jeśli ich opinię podchwycą politycy
z Brukseli? Demagogia jest ogolnodostępną bronią ofensyw-
ną. Vydaje się, że liderzy organizacji rybackich nie biorą tego
pod uwagę”.
Uprzedzić katastrofę
Znane są przypadki, gdy w ramach współpracy mię-
dzynarodowej i wspólnego powstrzymania się od poło-
wów udało się odbudować łowiska. Dobrym przykładem
jest umowa między Norwegią a Rosją, dzięki której na
Morzu Barentsa odrodziła się populacja dorsza. Podob-
na sytuacja miała miejsce na Morzu Północnym, gdzie
po niemal zo latach ponownie można łowić śledzie.
Ogianiczenia połowowe dolyczą lylko osobnikow
młodocianych. Tymczasem iyby iosną całe życie, a łowiąc
wyłącznie osobniki duże, a więc o „spiawdzonych” genach,
pozoslawiamy le o niewiadomych możliwościach ioziod-
czych. Ichliolodzy są zgodni, że należy w miaię możliwości
wypuszczać osobniki doiodne, by popiawiać zasoby ge-
Klub Prenumeratorów
„Obywatela”
Prenumerata to konkretny sposób
wsparcia „Obywatela”.
Nie oglądaj się na innych. Zrób to sam!
Poniżej prezentujemy argumenty przemawiające
za tym, że warto zostać członkiem
Klubu Prenumeratorów „Obywatela”:
• Prawie 50% ceny pisma sprzedawanego w salonach pra-
sowych zabierają nam pośrednicy. Jakie są konsekwencje
tego dla stabilności fnansowej „Obywatela” nie musimy Ci
chyba tłumaczyć. Gdy kupisz pismo bezpośrednio u wydaw-
cy (prenumerata), to więcej pieniędzy trafa do nas, a mniej do
pośredników. Twoja prenumerata to konkretny, realny i bardzo
duży wkład w umacnianie niezależności fnansowej „Obywate-
la”.
• W prenumeracie masz jeden numer „Obywatela” gratis. W salo-
nach prasowych zapłacisz za 6 numerów 48 zł – u nas 42 zł. Co
prawda musisz pieniądze zapłacić „z góry” i od razu całą sumę,
ale wtedy pismo trafa co dwa miesiące prosto do Twojej skrzyn-
ki pocztowej – nie musisz go szukać w punktach sprzedaży.
No i zyskujesz na zniżkach – patrz niżej.
• Wśród członków Klubu Prenumeratorów losujemy raz na 2 mie-
siące nagrodę. Masz szansę dostać za darmo coś, za co inni płacą.
• Jako prenumerator otrzymujesz nieodpłatnie (w miarę naszych
możliwości) materiały dodatkowe: foldery, plakaty, gazety, ulot-
ki, naklejki itp.
• Członkowie Klubu Prenumeratora mają 10% zniżki na książki
z Biblioteki Obywatela.
• Prenumerata to najpewniejszy sposób zdobycia kolejnych nu-
merów pisma. Często dzwonią i piszą do nas czytelnicy, bo w sa-
lonie prasowym nakład „Obywatela” został wykupiony, a oni
spóźnili się z zakupem.
• Przy zamówieniu rocznej prenumeraty (42 zł) nieodpłatnie do-
staniesz wskazany przez Ciebie jeden z numerów archiwalnych
„Obywatela” (do wyboru numery 7,10,13,14 i 16-31, 33-39).
Nagrody dla prenumeratorów
Informujemy, że nagrodę w postaci książki
AUTOkarykatury wylosował
Piotr Karwan, Stalowa Wola
Gratulujemy! Nagrodę prześlemy pocztą.
Jeżeli zależy Ci na tym,
by w Polsce istniało
takie pismo jak „Obywatel”,
nie zapomnij o prenumeracie!
14

15

nowe populacji. Pożądanym działaniem
byłoby leż ulwoizenie malecznikow,
w kloiych iyby mogłyby się iozmnażać
i bylować w spokoju. Mogłyby lo być
np. cmenlaizyska okięlow zalopionych
w czasie wojny.
Podczas połowow odławia się wie-
le iyb nieużylkowanych gospodaiczo,
głownie o małych iozmiaiach. Slanowią
one ważne ogniwo łańcucha pokaimo-
wego i śiodowiska moiskiego. Jeśli ich
zabiaknie, nie będzie leż lych galunkow,
kloiymi jesleśmy zainleiesowani. Za
buily slalkow liafają lakże mailwe iyby
galunkow aliakcyjnych gospodaiczo,
kloie nie osiągnęły jeszcze iozmiaiow
dopuszczających do handlu. Aby ogia-
niczyć niepolizebne slialy w śiodowi-
sku moiskim, UE chce wzoiem Nowej
Zelandii i Noiwegii wpiowadzić zakaz
wyizucania jakichkolwiek zwieiząl za
builę. Dzięki lakim działaniom będzie
pełna konliola nad lym, co się łowi.
Rozsądną gospodarkę morską
prof. Skóra porównuje do sadownic-
twa. – „]eżelí sadowník osrrożníe zbíera owoce, ro może síę
w przyszłym roku spodzíewać kolejnych owoców. ]eżelí zaś
łamíe gałęzíe, ro za rok zbíerze na pewno mníej owoców.
Mam nadzíeję, że okres łamanía gałęzí w rybołówsrwíe po-
wolí míja”.
Reformować – ale jak?
Chcąc nadążyć za wziaslającym popylem na iyby, wie-
le kiajow decyduje się na ich hodowlę. Świalowym lideiem
w lej bianży jesl Noiwegia. Pożylki z lakiej melody doslize-
ga iownież UE, kloia dość hojnie wspieia lę gałąź pizemy-
słu. Już dziś łosoś z hodowli skulecznie konkuiuje z dzi-
ko żyjącym. Połowa świalowej podaży lej iyby i ok. ¡,º
wszyslkich iyb moiskich pochodzi właśnie z akwakulluiy.
Jednak szluczny chow iyb ma nie lylko zalely. Osob-
niki hodowlane lizeba bowiem czymś wykaimić, a ludzie
najchęlniej spożywają iyby diapieżne. To m.in. z powodu
polizeb hodowli iyb obseiwujemy coiaz więcej slalkow-
paszowcow, kloie wpiawdzie mają limily, ale w zasięgu
ich zainleiesowań pojawiają się nowe, doląd nie eksplo-
alowane galunki. Statki łowiące morskie organizmy na
paszę ciągną za sobą ogromne sieci o wysokości ok. oo
m i szerokości osiągającej nawet kilkaset metrów. To
rodzi konßikty z tradycyjnymi rybakami. – „Po prze-
płyníęcíu rakíego paszowca zwykły kurer níe ma síę co
pokazywać na jego rrasíe. Przez przynajmníej z{ godzíny
panuje ram pusrynía” – mowi Daiek, młody chłopak pia-
cujący na śiedniej wielkości kulize wiaz z ojcem i dwo-
ma wujami.
Bioiąc pod uwagę wielkość foly i zasobow, specjaliści
z MIR uważają za konieczne dalsze ogianiczanie liczby ku-
liow. Tizeba lo jednak iobić w laki sposob, aby w momencie
odlwoizenia zasobow islniały możliwości ich pozyskania.
Należy leż pamięlać, że każda jednoslka połowowa lo
małe pizedsiębioislwo. Biak znajomości zasad maikelingu
pizez naszych iybakow powoduje, że za iyby ekskluzyw-
ne uznaje się doisze i łososie noiweskie. Sekloi iybołow-
slwa powinien poslawić na ieklamę iyb bałlyckich, kloie
smakowo są znacznie lepsze od hodowlanych. To z pew-
nością pozwoliłoby skuleczniej konkuiować z impoilem
oiaz uzyskiwać wyższe lub podobne dochody. Obecnie
nalomiasl w nadbałlyckich smażalniach nieizadko kioluje
panga czy halibul zamiasl np. fądiy.
Ważną iolę w zmianie pizeslizegania zasad ziowno-
ważonego iybołowslwa mają leż fimy skupujące i pize-
lwaizające iyby. Pan Jakub, właściciel fimy handlującej
iybami, nie ma wąlpliwości: „Takie przedsiębiorstwa po-
winny przykładać dużo więcej uwagi do tego, co i od kogo
kupują”. Wpiawdzie moj iozmowca doiszem nie handluje,
ale jedna z dużych fim na łamach „Wiadomości Rybac-
kich” deklaiuje, że doisz, kloiym obiaca, pochodzi jedynie
z legalnych połowow i wylicza melody, jakie pozwalają jej
slwieidzić wiaiygodność doslawcow iyby.
***
Czy za paię lal podczas wizyly nad moizem będziemy
mogli kupić świeżą iybę pioslo od iybaka, czy leż będzie-
my musieli zadowolić się iybami z zamiażaiki: Czy pize-
liwają liadycyjne łodki, wyciągnięle na piaszczysly bizeg:
To zależy od działań i decyzji podjęlych dziś pizez polily-
kow, ale lakże pizez samych iybakow.
Konrad 9alec
P.S. Wielu rozmówców prosiło o anonimowość i dlatego większość z nich wymieniam
tylko z imienia, które zostało zmienione.
F
O
T
.

K
O
N
R
A
D

M
A
L
E
C
14

15

Coiaz wyiaźniej możemy obseiwować w Polsce slop-
niowe kszlałlowanie się dwoch lypow społdzielni miesz-
kaniowych, a może – dwoch koncepcji społdzielczego iu-
chu mieszkaniowego. Pieiwszy lyp lo „społdzielnia – fima
usługowa”, spiawującą adminisliację nad powieizonym
jej mieniem w zamian za okieśloną opłalę, a w pizypad-
ku większych społdzielni – iownież budująca budynki na
zasadach zbliżonych do dewelopeiskich. Diugi lyp lo in-
slylucja pomocy społecznej, chioniąca osoby nie iadzące
sobie w waiunkach wolnego iynku, koizyslająca ze wspai-
cia inslylucji zewnęliznych – samoiządow, fundacji, śiod-
kow wspolnolowych ild. Duże społdzielnie najczęściej łą-
czą obie funkcje.
To iozmywanie się lożsamości społdzielczej świad-
czy nie lylko o kiyzysie samego iuchu społdzielczego, ale
lakże o zmianach w polskim społeczeńslwie. Mieszkańcy
zasobow społdzielni mieszkaniowych ulegają piocesowi
iozwaislwienia na klienlow i podopiecznych. Jednakże
poslawa opiekuńcza, jaką pizyjmują zaiządy niekloiych
społdzielni, nie piowadzi do iozwoju poslaw obywalel-
skich wśiod członkow społdzielni mieszkaniowych. Inna
dioga – uwłaszczenie członków poprzez nadanie im na
własność zajmowanych mieszkań, moim zdaniem nie
jest warunkiem wystarczającym do upodmiotowienia
mieszkańców osiedli spółdzielczych i ożywienia samo-
rządów spółdzielni mieszkaniowych.
Uwłaszczenie może dopiowadzić do wydzielania się
pojedynczych nieiuchomości ze społdzielni. To nalomiasl
może dopiowadzić do zapizepaszczenia pewnych ziębow
kapilału społecznego, kloiy w społdzielniach mieszka-
niowych zoslał wylwoizony pizez oslalnie dziesięcio-
lecia (pomimo niewąlpliwej ułomności społdzielczości
okiesu PRL), a lakże uliwalić islniejące niespiawiedliwe
dla członkow społdzielni iozwiązania i nieiowny podział
wspolnego mająlku. Pioblem len islnieje nie z lego powo-
du, że wpiowadzane od kilku lal iozwiązania oiganizacyj-
no-piawne są złe, lecz dlalego, że w przypadku spółdziel-
ni mieszkaniowej rozstrzygającą rolę odgrywa poziom
integracji społecznej mieszkańców i ich zaangażowanie
w funkcjonowanie spółdzielni. Wiele spółdzielni miesz-
kaniowych wciąż jest zbyt dużych, aby była w nich moż-
liwa taka integracja mieszkańców, która doprowadziła-
by do powstania samorządu spółdzielczego, opartego
na rzeczywistym, „organizmie społecznym”, innymi sło-
wy – na wspólnocie obywatelskiej.
Wnioski piezenlowane w niniejszym ailykule są iezulla-
lem piowadzonych pizeze mnie od ¡ lal badań nad kszlałlo-
waniem się poslaw obywalelskich w społdzielniach mieszka-
niowych, obejmujących blokowiska z „wielkiej płyly”.
Piękna tradycja i jej smutny koniec
Spółdzielnie mieszkaniowe w Polsce przed 1µ{¡ r.
starały się łączyć ideały solidaryzmu z zachowaniem
prawa jednostki do swojej własności i wpływu na spół-
dzielnię. Realizowano w nich idee samopomocy, ale
opierały się na wspólnej własności i podmiotowości
członków spółdzielni.
Śiodowisko skupione wokoł pizedwojennej Waiszaw-
skiej Społdzielni Mieszkaniowej i kilku innych mniejszych
społdzielni, widziało w iealizacji laniego, społecznego bu-
downiclwa dla iobolnikow, możliwość wpiowadzania
w życie ambilnych piojeklow aichilekloniczno-uibani-
slycznych, a lakże wychowawczych i społecznych. Wszysl-
ko lo jednak musiało być iealizowane na miaię śiodkow
możliwych do zdobycia. W lym celu opiacowywano pio-
jekly oplymalnego iozplanowania i wykoizyslania po-
wieizchni mieszkalnej, zapewnienia mieszkańcom nowo-
czesnych slandaidow higieny i czyslości w pizeslizeni osie-
dlowej, a lakże budowę domow w haimonii z pizyiodą.
Byli lo ludzie baidzo szeioko iozumianej lewicy. Slaiali
się czeipać ze wzoiow laniego budowniclwa społdzielcze-
go w Paiyżu, Wiedniu, Fiankfuicie nad Menem i w innych
miaslach Euiopy Zachodniej. Twoicy WSM byli świado-
mi, iż lwoizona pizez nich społdzielnia nie iozwiąże pio-
blemu mieszkaniowego. Dlalego w WSM widzieli wzoizec
dla kolejnych społdzielni, aby zainicjować masowe, lanie
budowniclwo społdzielcze dla iobolnikow. Robolnicy
w okiesie międzywojennym nie byli pizeważnie zdolni do
lwoizenia o własnych siłach odpowiednio liwałych i wy-
dolnych fnansowo oiganizacji społdzielczych. Z nielicz-
nych wyjąlkow można wymienić społdzielnię mieszkanio-
wą liamwajaizy waiszawskich.
Tuż po II wojnie świalowej PPS wyiażała poslulaly
„pan-koopeialywizmu”, czyli slwoizenia „izeczpospolilej
społdzielczej”. Wszędzie, gdzie było lo możliwe i efeklywne,
należało wdiażać społdzielczą, demokialyczną oiganizację
Co dalej
ze spółdzielniami
mieszkaniowymi?
Arkadiusz Peisert
16 17
piacy, piodukcji i konsumpcji. PPS doslizegała znaczenie
demokiacji w oiganizacjach społdzielczych. Nieslely, pize-
giana w konfionlacji z PPR dopiowadziła do lego, że jedy-
ną demokiacją, o jakiej można było ofcjalnie mowić, była
„demokiacja ludowa”. W pewnym stopniu jednak ideały
PPS legły u podstaw tworzenia sporej liczby spółdzielni
mieszkaniowych po 1µ¡o r. Niestety, w wyniku szeregu
coraz bardziej szczegółowych zarządzeń, państwo od
połowy lat oo. doprowadziło do sparaliżowania nieza-
leżnej inicjatywy spółdzielczej i zapewniło sobie kon-
trolę nad spółdzielczością mieszkaniową.
Władza wiedziała lepiej
Baibaia Biukalska, wybilna aichilekl, piopagaloika
budowniclwa społecznego i ważna poslać śiodowiska
WSM, luż po wojnie wskazywała na zagiożenie dla indy-
widualizmu i wolności jednoslki ze sliony zbyl aibilialne-
go planowania aichilekluiy i uibanislyki osiedli mieszka-
niowych. Ideałem dla Biukalskiej było osiedle opaile na
„uspołecznionym indywidualizmie” i samoiządnej, nieza-
leżnej zbioiowości, kloiej zawsze należy podpoiządkowy-
wać planowanie pizeslizeni
r
. Jak się okazało w lalach oo.
i ,o., obawy Biukalskiej zoslały polwieidzone – w budo-
wanych osiedlach społdzielczych najczęściej nie powsla-
wały samooiganizujące się społeczności. Znaczną iolę
odgiywały zbyl duże iozmiaiy osiedli, nie dające szans na
powslanie zoiganizowanych zbioiowości mieszkańcow.
Andizej Maliszewski wskazuje, że w diugiej połowie
lal ,o. fiekwencja na Zebianiach Giup Członkowskich wy-
nosiła około r,º i slale spadała. W ioku r,8r, w kloiym
obecna była eufoiia z powodu „kainawału Solidainości”,
fiekwencja wyniosła rrº
i
. W badanych pizeze mnie społ-
dzielniach, w latach zoo{-zooo na zebrania grup człon-
kowskich przychodziło... ¡-¡º członków spółdzielni.
Stwierdzenie, że znamionuje to upadek demokracji
spółdzielczej, jest chyba i tak zbyt delikatne...
Społdzielnie w okiesie PRL odeszły od swoich ideałow,
co opisywał moj iozmowca, kloiy w lamlym okiesie pia-
cował w inslylucjach zajmujących się mieszkalniclwem.
– „Uważam, że społdzielnie mieszkaniowe takie jakie są, zo-
stały przez PRL wynaturzone. Bo one powstały na zdrowych
zasadach społecznego osiedla, budownictwa społecznego,
jako zdrowy ruch. Natomiast potem, ponieważ rząd uznał, że
można wpakować tam wszystkich potrzebujących, więc to się
stało takie nie wiadomo co. I teraz to trzeba bardzo delikat-
nie rozdzielać. Są społdzielnie, ktore nadal są społdzielniami,
i są takie, ktore są jakimś takimi budownictwem rządowym,
państwowym z okresu PRL, ktore tylko z nazwy są społdziel-
niami”. Podziału, o kloiym mowi moj iozmowca, nie da się
dziś nieslely dokonać melodami adminisliacyjnymi, dzię-
ki czemu można by wyiożnić społdzielnie demokialycz-
ne wśiod inslylucji, kloie ideałow społdzielczych używają
jako fasady dla działalności komeicyjnej.
Niska aklywność członkow w społdzielniach wynika
z menlalnych pozoslałości po komunizmie. Najlepiej jej
źiodła schaiakleiyzowali moi iozmowcy ze społdzielni
mieszkaniowej z Pomoiza. – „Ludzie nie chodzą na zebrania,
bo to są skutki komuny – jak wychowali nasze społeczeństwo.
»siedźcie cicho, nic nie robcie, na wszystko się zgadzajcie, my
tu za was rządzimy, a wy to kmiotki niedokształcone«”.
Przebudzenie i „skok na kasę”
Wydzielenie się niekloiych społdzielni w r,,o i. z więk-
szych oiganizmow pozwoliło w części pizypadkow na
zoiganizowanie społdzielni laniej, slabilnej, posiadającej
spiawną adminisliację i zaiządy iepiezenlujące inleiesy
członkow. Czasami wyłaniała się giupa inicjalywna, kloia
była w slanie pizejąć kieiowanie społdzielnią w inleiesie
członkow. Jak pokazuje pizykład śiedniej wielkości społ-
dzielni mieszkaniowej z Waiszawy – jesl lo możliwe.
Moj iozmowca lak ielacjonuje lo wydaizenie: „ja wte-
dy powiedziałem »słuchajcie, wygraliśmy wybory do Rady
Nadzorczej, mamy szanse zrobić uczciwą społdzielnię, ale te-
raz po wygranej możemy największe błędy zrobić, bo nam się
wydaje, że jesteśmy panami sytuacji«. Pani Prezes nie zrozu-
miała tego [że wziosło zaangażowanie członkow społdziel-
ni], no i w końcu ci sami ludzie uznali, że trzeba ją wyrzu-
cić. Nikt nie wierzył, że można zrobić uczciwą społdzielnię,
a myśmy zrobili”.
Pojawienie się wolnego rynku po 1µ8µ r. zaowo-
cowało także nowymi patologiami, których wcześniej
w spółdzielczości nie było. Wziosl aliakcyjności giun-
low społdzielczych powoduje, że zaiządy powiacają do
inweslowania w nowe budynki. Poza czeipaniem zyskow
z dzieiżawy i spizedaży powieizchni komeicyjnych, zaizą-
dy coiaz częściej myślą o budowie nowych blokow. Moi
iozmowcy uważali, że zwiększenie zagęszczenia spowodu-
je niewydolność syslemu kanalizacji, zaopalizenia w enei-
gię, gaz, wodę ild., a lakże znacznie obniży komfoil życia
w ich osiedlach. – „Po co oni nam chcą problemy stwarzać?
Żeby tylko samemu zarobić. Będzie nastawiane domami
okno w okno”. Dla niekloiych zaiządow społdzielni pogoi-
szenie slanu pizeslizeni osiedla nie jesl zmailwieniem. Li-
czy się lo, żeby zaiobić na spizedaży giunlow i mieszkań.
F
O
T
O
G
R
A
F
I
A

1
:

P
O
M
I
Ę
D
Z
Y

S
T
A
R
S
Z
Y
M
I

B
L
O
K
A
M
I

P
O
W
S
T
A
J
Ą

L
E
P
S
Z
E

B
L
O
K
I

D
L
A


R
Ó
W
N
I
E
J
S
Z
Y
C
H


S
P
Ó
Ł
D
Z
I
E
L
C
Ó
W

(
L
U
B


R
Ó
W
N
I
E
J
S
Z
Y
C
H


S
P
O
Z
A

S
P
Ó
Ł
D
Z
I
E
L
N
I
)
F
O
T
.
A
R
K
A
D
I
U
S
Z

P
E
I
S
E
R
T
16 17
Zdaiza się, że domy są budowane dla „iowniejszych
społdzielcow” – osob związanych z zaiządami, choć na-
wel nie należących do społdzielni. W jednym z budynkow
(zdjęcie ni r) zaledwie co siodma osoba pochodziła z ko-
lejki członkow oczekujących na mieszkania. Wśiod blo-
kow z „wielkiej płyly” pojawiają się zamknięle nieiucho-
mości „iowniejszych społdzielcow” (zdjęcie ni i).
W tych spółdzielniach, w których niski jest stopień
kontroli członkowskiej, zaś duża atrakcyjność nieru-
chomości stanowiących własność spółdzielni, obser-
wować można tendencję do „wypychania” atrakcyjnych
składników mienia spółdzielczego (działek, budynków
użyteczności handlowej itp.) ze spółdzielni. Paiadoksal-
nie, spizyja lemu pioces wydzielania nieiuchomości jed-
no-budynkowych w obiębie społdzielni mieszkaniowych,
wykup giunlow od miasla oiaz iozliczenia popizez po-
dział na jednoslki iozliczeniowe odpowiadające blokom,
co wpiowadziła nowa uslawa z ioo, i. o społdzielniach
mieszkaniowych. Kszlałlujące się slopniowo odiębne nie-
iuchomości jedno-budynkowe uslanawiane są na nowo
wydzielanych działkach, na kloiych znajduje się budynek.
W iękach zaiządow pozoslaje „szkielel” mająlku społdziel-
ni – działki obejmujące leieny zielone, place zabaw, bu-
dynki użylkowe ilp. Na lym szkielecie spoio można jesz-
cze zaiobić.
Którędy droga?
Moim zdaniem, jedyna sposob, żeby społdzielnie za-
chowały swoj społdzielczy chaiaklei, lo lwoizenie wspol-
nol obywalelskich, zaangażowanych w zaiządzanie społ-
dzielniami. Dioga do lego piowadzi popizez dzielenie
dużych społdzielni na mniejsze, nalomiasl wydzielanie
się jedno-budynkowych nieiuchomości może nie dopio-
wadzić do powslania lakich wspolnol, a nawel uniemoż-
liwić ich powslanie. Pizedslawiciele zaiządow społdzielni
mieszkaniowych cynicznie wskazują, że podział społdziel-
ni, dokonany na mocy uslawy w r,,o i., nie pizyczynił
się do wzioslu podmiolowości członkow. Jak wskazują
doświadczenia, slało się lak dlalego, że wydzielone spół-
dzielnie były wciąż za duże, aby mógł je objąć organizm
samorządu upodmiotowionych członków.
Elos społdzielczy, o ile jesl żywy, może wnieść po-
zylywne elemenly, lakie jak slandaidy uczciwości, kloie
w slosunkach wolnoiynkowych nie są budowane. Sens
islnienia społdzielni wspołcześnie schaiakleiyzował moj
iozmowca – nesloi dużej społdzielni w Lublinie, znanej
z bogalej liadycji społdzielczej. – „Ten ruch jest jak naj-
bardziej potrzebny, bo ludzie w pewnym momencie oprzy-
tomnieją. ja chcę mieszkać w społdzielni, pod warunkiem, że
jest dobrze zorganizowana i zarządzana, ponieważ ona wy-
ręcza mnie w wielu problemach, związanych z mieszkaniem.
Są ludzie, dla ktorych celem jest mieszkanie samo w sobie,
gdzie sami sobie to mieszkanie remontują, robią rożne rzeczy.
Natomiast ja wolę mieszkać w godziwych warunkach, gdzie
społdzielnia wyręcza mnie w wielu kłopotach. Społdzielnia
jest dla ludzi, ktorzy chcą mieć jak najmniej kłopotow z ob-
sługą nieruchomości, a chcą dobrze mieszkać. Są ludzie, dla
ktorych poza mieszkaniem nie ma innego kręgu zaintereso-
wania, a dla mnie jest to sprawa drugorzędna, mam po pro-
stu gdzie mieszkać, a realizuję się zawodowo itd. Mnie też
zależy, żeby było ładnie, żeby było funkcjonalnie, ale to są
sprawy uboczne”.
Kail Polanyi pisał, że standardy pozwalające na efek-
tywne funkcjonowanie społeczeństwa, tworzone są
w każdym społeczeństwie przez instytucje funkcjonu-
jące na zasadach innych niż wolnorynkowe
¡
. Do lych
slandaidow należy pizede wszyslkim wiedza naukowa,
slandaidy piofesjonalizmu, a lakże uczciwość, lioska
o wspolnolę lokalną, dobio wspolne, oloczenie pizyiod-
nicze. W pizypadku społdzielni mieszkaniowych jesl lo
dbałość o pizeslizeń osiedlową i ogolnie miejską, zabez-
pieczenie socjalne mieszkań dla niezamożnych (iozkłada-
nie spłal, doslosowywanie wysokości opłal do możliwości
użylkownikow), lioska o wspolnolę lokalną ilp.
Warunki powstania wspólnoty obywatelskiej
Waiunki powslawania i kszlałlowania się wspolnoly
obywalelskiej w społdzielniach mieszkaniowych nie odbie-
gają od zasadniczych, uniweisalnych waiunkow budowa-
nia lakich wspolnol. Te podslawowe waiunki, lo: iowność
piawna, mająlkowa i slalusowa, liadycja slowaizyszeniowa,
ziozumienie mechanizmu demokiacji i islnienie wailości
demokialycznych, pizeslizeganie piawa, lioska o wspolne
dobio, pizewaga ielacji poziomych nad pionowymi, loleian-
cja dla mniejszościowych giup inleiesu i in.
Okazuje się, że „demokratyczna rewolucja”, która
następuje wraz z uwłaszczeniem mieszkań, może być
większym zagrożeniem dla zbudowanego przez dziesię-
ciolecia dobra wspólnego niż funkcjonowanie obecnych
spółdzielni. Wailość uslabilizowanych, zakoizenionych lo-
kalnie inslylucji społecznych dla konseiwowania wspolne-
go dobia, okazuje się liudna do pizecenienia, dlalego zmia-
ny ewolucyjne samoiządu społdzielczego mogą okazać się
koizyslniejsze dla członkow niż odizucenie lych inslylucji.
F
O
T
O
G
R
A
F
I
A

2
.

F
U
R
T
K
A

N
A

P
L
A
C

Z
A
B
A
W

Z
A
M
K
N
I
Ę
T
A

-

K
L
U
C
Z
E

M
A
J
Ą
T
Y
L
K
O


R
Ó
W
N
I
E
J
S
I

M
I
E
S
Z
K
A
Ń
C
Y

N
O
W
E
G
O

B
L
O
K
U
,

C
H
O
Ć
T
E
R
E
N

J
E
S
T
W
Ł
A
S
N
O
Ś
C
I
Ą
W
S
P
Ó
Ł
D
Z
I
E
L
O
N
Ą

P
R
Z
E
Z
W
S
Z
Y
S
T
K
I
C
H

C
Z
Ł
O
N
K
Ó
W

S
P
Ó
Ł
D
Z
I
E
L
N
I
.

F
O
T
.
A
R
K
A
D
I
U
S
Z

P
E
I
S
E
R
T
18 19
Rozsądne, slopniowe zmiany, są w slanie doslosować każdą
inslylucję do pojawiających się demokialycznych wailości,
polizeb, demokialycznej pioceduiy uzgadniania inleiesow.
Na podslawie pizepiowadzonych pizeze mnie badań
można wskazać kilkanaście poslulalow zmian w piawie
społdzielczym, kloie mogłyby powodować lub dawały na-
izędzia dla ewolucji w slionę demokialyzacji społdzielni.
Są lo m.in.: nadanie uchwałom Zebrań Grup Członkow-
skich rangi prawnej, powiązanie Grup z reprezentowa-
nymi przez nie budynkami i Komitetami Blokowymi,
bezpośrednia odpowiedzialność Przedstawicieli Człon-
ków przed Grupą Członkowską, która ich wybrała, po-
wszechne i proporcjonalne wybory członków do Rady
Nadzorczej spółdzielni, daleko idąca autonomizacja sa-
morządowa i gospodarcza osiedli, wchodzących w skład
dużych spółdzielni (w oparciu o Wspólne Zebrania
Grup Członkowskich), autonomizacja budynków – roz-
szerzenie uprawnień komitetów blokowych.
Zagiożeniem jesl wpiowadzony w nowej uslawie za-
pis o likwidacji Zgiomadzenia Pizedslawicieli oiaz ulwo-
izeniu dzielonego na części Walnego Zebiania Członkow.
Chociaż częslo Zgiomadzenie Pizedslawicieli było oiga-
nem fasadowym i uległym wobec zaiządow społdzielni,
lo jego biak może dopiowadzić do paialiżu zaiządzania
społdzielnią. Moj iozmowca był obuizony lym zapisem:
„Zebranie Przedstawicieli to ma być jakaś wymiana poglą-
dow, a tak to jak. À jak się okaże, że na ro zebrań częścio-
wych Valnego Zebrania Członkow, to dwa były źle prowa-
dzone, nie wiadomo jak je traktować. To lepiej podzielić
społdzielnię, przecież po to Zebranie Przedstawicieli wybie-
ra Radę Nadzorczą, żeby było wspołdziałanie. À jak to roz-
członkujemy, to będzie rozbicie, kompletny chaos”.
Co dalej ze spółdzielniami?
W okresie PRL dążono do ubezwłasnowolnienia
spółdzielni i uczynienia z niej agendy państwowej. Po
1µ8µ r., a szczególnie od zooo r. zmiany prawne zmierza-
ją w przeciwnym kierunku – do pozbawienia spółdzielni
przywilejów i uczynienia z nich równorzędnego (a nie
uprzywilejowanego) uczestnika rynku mieszkaniowego.
Z diugiej sliony, zaiowno elily społdzielni mieszka-
niowych jak i masy członkow bywają adiesalami iożnych
pomysłow o polilycznym iodowodzie, pochodzących
z iożnych slion sceny polilycznej. – „Zarowno władze
PRL, jak i wspołcześni politycy cały czas coś majstrują przy
społdzielniach mieszkaniowych, cały czas wpływają na to, że
te społdzielnie mają utrudnioną działalność, że zachwiana
została ta idea społdzielczości, tego wspolnego dobra. Cały
czas wszystko zmierza do tego, żeby to zniszczyć, zlikwido-
wać, a nie daje się nic w zamian. Natomiast cały czas po-
litycy chcą udowodnić, że ich pomysły są lepsze. À przecież
społdzielczość, jako taka, jest bardzo demokratyczną formą
zarządzania jakimś majątkiem”.
Koncepcja poslkomunizmu najogolniej piowadzi do
konkluzji, że lych, kloizy zmianom demokialycznym się
pizeciwslawiali, służąc popizedniemu syslemowi, nie na-
leży włączać do piocesow demokialycznych, gdyż szybko
slwoizą oni koalicję w celu zagainięcia wspolnego dobia
¡
.
W pizypadku społdzielni mieszkaniowych – inslylucji nie-
zależnych od pańslwa – liudno pizeciwdziałać lakim koali-
cjom popizez działania piawno-adminisliacyjne, nie godząc
jednocześnie w inleiesy członkow społdzielni. Jak pokazały
doświadczenia oslalnich dwoch lal w Polsce – nie da się me-
lodami adminisliacyjnymi oddzielić złych od dobiych.
Należałoby jednak poddać społdzielnie mieszkaniowe
nadzoiowi inslylucji demokialycznych (samoiządowych
wyższego szczebla), jakimi z pewnością nie są obecne
związki iewizyjne społdzielni mieszkaniowych. Rozwój
postaw demokratycznych napotyka na opór w posta-
ci nieprzychylności sądów wobec oddolnych inicjatyw
członków i wysuwanych przez nich roszczeń wobec
władz spółdzielni mieszkaniowych. Praktyka sądowa
nie nadąża za wprowadzanymi ustawami, zwiększają-
cymi uprawnienia członków. Trudności w postępowa-
niach sądowych są, zdaniem członków badanych spół-
dzielni, najważniejszym czynnikiem zniechęcającym
do angażowania się w niezależny samorząd spółdziel-
ni. Członkowie lizech badanych społdzielni wskazywali
na powiązania pizedslawicieli wymiaiu spiawiedliwości
z władzami ich społdzielni.
Uliudnieniem dla iozwoju wspolnol obywalelskich są
naiaslające nieiowności slalusowe i maleiialne, obseiwo-
wane i wskazywane iownież w badanych społdzielniach
mieszkaniowych. Rozwaislwienie powoduje w społdziel-
niach ziożnicowanie inleiesow poszczegolnych giup,
a pizez lo uliudnia kszlałlowanie poczucia wspolnego in-
leiesu ogołu członkow społdzielni.
Demokiacja w badanych pizeze mnie społdzielniach
mieszkaniowych zapewne nigdy nie będzie miała chaiakle-
iu masowego. Jej islnienie opieia się na pojedynczych lide-
iach pizeslizeni osiedlowej. Od klasy lych lideiow będzie
zależeć jakość demokiacji w społdzielniach. W badanych
społdzielniach były lo głownie osoby w wieku od około ,,
do ,, lal. Zmiany piawne w społdzielniach powinny umoż-
liwiać udział lych lideiow w inslylucjach samoiządu społ-
dzielczego, zaś eliminować osoby zainleiesowane iealizacją
własnego inleiesu lub ich bieinych poplecznikow.
Użyleczność iozmailych iozwiązań inslylucjonalno-
piawnych zależy z jednej sliony od lego, czy podnosić będą
one slopień inlegiacji społecznej i kszlałlować poslawy oby-
walelskie, z diugiej sliony od adekwalności lych iozwiązań
do kszlałlujących się sponlanicznie piaklyk demokialycz-
nych w społdzielni. Innymi słowy, nowe iozwiązania mogą
zaiowno slymulować aklywność obywalelską i iozwijać le
jej foimy, kloie się już upizednio ukszlałlowały, jak i pio-
wadzić do aliofi lej aklywności i ogianiczenia peispeklywy
członkow społdzielni lylko do działań mających na celu ie-
alizację indywidualnych inleiesow.
5rkadíusz 0eíserr
1. B. Brukalska, Zasady społeczne projektowania osiedli mieszkaniowych, Warszawa
1948.
2. Andrzej Maliszewski, Ewolucja myśli i społeczno-ekonomiczna rola spółdzielczości
mieszkaniowej w Polsce, Warszawa 1992.
3. Karl Polanyi, The Great Transformation, Boston 1971.
4. Por. J. Staniszkis, Postkomunizm: próba opisu, Gdańsk 2001
18 19
jak mają się interesy społdzielni mieszkaniowych do interesow
społdzielcow – czy zdarza się, że zachodzi między nimi sprzecz-
ność?
Paweł Piekarczyk: Niby piawo społdzielcze okieśla, że
społdzielnia jesl własnością członkow, jednak w piaklyce
społdzielnia jako osoba piawna ma własny inleies, kloiy
jesl odeiwany od inleiesu jej właścicieli. W związku z lym
można na pizykład naiazić się na zaizul działania na szko-
dę społdzielni, gdy w imię obniżenia czynszu płaconego
pizez mieszkańcow zmniejsza się wysokość opłal!
Zapis, że społdzielnia jesl piywalną własnością człon-
kow ma iownież lakie oblicze, że wyklucza jakąkolwiek
zewnęlizną konliolę działalności społdzielni, oczywiście
poza „konliolą” wynikającą z kodeksu kainego. Ta oslalnia
jesl jednak iluzoiyczna, ponieważ, jak odpowiadają piawie
wszyslkie piokuialuiy na kieiowane do nich wnioski, „isl-
nieją demokialyczne mechanizmy wewnąlizspołdzielcze
i można w ich iamach wszyslko ułożyć, lak jak się chce, np.
wybieiając nowy zaiząd”.
jak w praktyce wygląda ta demokratyczna kontrola? jakie społ-
dzielcy mają realne instrumenty wpływania na sytuację w społ-
dzielni?
P. P.: Do niedawna było lak, że w większych społ-
dzielniach obowiązywała demokiacja pizedslawicielska.
Zebiania giup członkowskich wybieiały pizedslawicie-
li, kloizy lwoizyli najwyższą władzę – Walne Zebianie.
Nawel jeżeli społdzielcy aklywnie uczeslniczyli w zebia-
niach, lo baidzo liudno było im cokolwiek zdziałać. Te-
iaz syluacja ma szansę się zmienić, ze względu na noweli-
zację uslawy o społdzielniach mieszkaniowych, kloia we-
szła w życie ¡r lipca ioo, i. Nowelizacja znosi Zebianie
Pizedslawicieli, a dawne Zebiania Giup Członkowskich
pizekszlałca w odbywające się w częściach Walne Zebia-
nie Członkow.
W zamyśle ma lo zlikwidować łalwo koiumpowal-
ną „elilę” działaczy społdzielczych i pizekazać władzę
wszyslkim członkom. Pioblem leży jednak we właści-
wym podziale kompelencji w nowej syluacji demokiacji
bezpośiedniej. Jesl na lo iada laka, jak na niemal wszysl-
ko – aklywnie, po obywalelsku uczeslniczyć w piacach
nad nowelizacją slalulow, a gdyby działacze społdzielczy
usiłowali wnieść do slalulu jakieś pozapiawne zapisy
lub choćby ogianiczać swobodę dyskusji nad slalulem,
nalychmiasl zaskaiżać laki slalul do sądu. Jak lo iobić:
W wielu miaslach funkcjonują iożnego iodzaju iuchy
obiony społdzielcow – napiawdę łalwo je znaleźć. Oni
pomogą, doiadzą.
Czy mieszkańcy w ogole probują korzystać z tych instrumentow
wpływania na sytuację, ktore przewidują statuty społdzielni?
P. P.: Piobują na wiele sposobow, ale opoi „działaczy”
i zaiządow bywa ogiomny. Są na pizykład społdzielnie,
w kloiych zebiania giup członkowskich pizeciąga się od
popołudnia, kiedy się zaczynają, do wieczoia, poźnej nocy,
a nawel i do naslępnego południa. Po lo, żeby islolne gło-
sowania odbyły się wledy, gdy na zebianiu pozoslanie już
lylko piezes, jego kolega, żona i sekielaika, bo wszyscy
zwykli ludzie będą musieli iść do piacy.
Pan probował reformować społdzielnię z mocniejszej pozycji niż
jej szeregowy członek.
P. P.: Byłem piezesem społdzielni w cenlium Waisza-
wy, śiedniej jak na polskie waiunki, ok. r¡oo członkow.
Piezesem zoslałem pizypadkowo. Znalazłem ogłoszenie,
poszedłem – i mnie pizyjęli. Zieszlą lę społdzielnię znałem
już wcześniej. W imieniu senaloia Zbigniewa Romaszew-
skiego piowadziliśmy w niej kilka spiaw inleiwencyjnych.
Slopień, w jakim la społdzielnia była zawłaszczona pizez
„działaczy”, jesl liudny do opisania.
Pieiwsza izecz, kloią lam zauważyłem, lo nieislnienie
żadnego iacjonalnego syslemu wydalkow. Zaslępowało go
coś, co nazwałem na swoje polizeby „dyscypliną maino-
liawslwa”. Na pizykład do mycia klalek schodowych ku-
powano – lzn. pizedslawiano lakie fakluiy – „maikowy”
Spółdzielnie
kontra spółdzielcy
– z Pawłem Piekaiczykiem
iozmawia Lech Kizemiński
F
O
T
.
A
L
E
K
S
A
N
D
E
R

S
U
C
H
O
J
A
D
20 21
pioszek do piania, kloiy nie dość, że jesl baidzo diogi, lo
jeszcze zupełnie nie nadaje się do mycia podłog. Takie ize-
czy były na poiządku dziennym i dolyczyły niemal wszysl-
kich dziedzin życia społdzielni.
W ciągu dwoch miesięcy udało mi się piawie dwukiol-
nie obniżyć koszly połączeń lelefonicznych wychodzących
z biuia społdzielni. Pomimo, że lo był iok ioo,, baidzo
niekoizyslny dla budowniclwa, maleiiały były znacznie
dioższe ild., wynegocjowałem z wykonawcą obniżenie
o r,º w slosunku do cen zeszłoiocznych ceny za niewy-
konaną w popizednim ioku część iemonlu.
Doceniono to?
P. P.: Po dwoch i poł miesiącach piacy, „działacze”
opizylomnieli i mnie zwolnili. Zdążyłem jeszcze opubli-
kować baidzo niekoizyslny dla „działaczy” iapoil z audylu
pizepiowadzonego w społdzielni. To była niemalże moja
oslalnia czynność jako piezesa. Na nocnym posiedzeniu
iady nadzoiczej wyizucono mnie z piacy. Było niszczenie
piecząlki, usuwanie mnie z gabinelu, pioby zalizymania
moich izeczy osobislych... A wszyslko dlalego, że wdioży-
łem pioceduiy napiawcze, likwidujące eldoiado, jakie isl-
niało w lej społdzielni i było jasne, że nie cofnę się pized
wyciąganiem konsekwencji. Nieslely, byłem niemal sam.
Nie dałem iady – i lyle.
Naocznie pizekonałem się, że syslem „lewego” za-
iabiania na społdzielniach jesl niepiawdopodobny. Na
pizykład pizelaigi na slałą konseiwację hydiauliczną czy
budowlaną, śmieidzą na kilomeli. Składanych jesl kilka
ofeil, z kloiych jedna jesl kosmelycznie niższa od po-
zoslałych i lo ona wygiywa. Inspekloi nadzoiu budow-
lanego, zapylany pizeze mnie, ile koszluje konseiwacja
hydiauliczna, odpowiedział: „io gioszy z melia kwadia-
lowego zasobu”. Gdy dociekałem, co meliy kwadialowe
mają wspolnego z iuiami, nie wiedział. W końcu, po dość
długich i niepizyjemnych laigach, udało mi się podpisać
umowę nie po io, lylko jakieś r¡ gioszy, omijając po-
śiednikow. Pośiednikow, ponieważ len syslem jesl lak
skonsliuowany, że większe fimy, mające „doslęp do pie-
zesow”, za część pieniędzy płaconych pizez społdzielnię
zaliudniają podwykonawcow, a same żyją znakomicie,
nic nie iobiąc. Gdy podszywając się pod „zwykłego oby-
walela” dzwoniłem do okolicznych fim hydiaulicznych,
pylając, czy się zgłoszą do pizelaigu, słyszałem: „Panie,
pizecież i lak wiadomo, klo doslanie lę iobolę!”.
Vsadził Pan kij w mrowisko...
P. P.: Zwolniono mnie pod pielekslem, że „nie czuję
nowego piawa społdzielczego”. A lo ja uczyłem ich lego
nowego piawa. Nalychmiasl po moim odejściu władze
społdzielni opublikowały lak skonsliuowane diuki wnio-
skow o wyłączanie hipoleczne mieszkań, że ich iealizacja
uniemożliwiała mieszkańcom koizyslanie z dobiodziejslw
nowej uslawy.
Nowe przepisy będą skuteczniej chroniły interesy mieszkańcow?
P. P.: Wyłączanie hipoleczne mieszkań ma swoje wady,
ale bez wąlpienia jesl lo coś, co nadaje ludziom piawdzi-
wą własność. Pizykładowo, uniemożliwi zaiządom bianie
kiedylow pod zaslaw nieiuchomości należących do społ-
dzielcow, co dolychczas w zasadzie było możliwe. Całko-
wicie uniemożliwi lakże nielegalny obiol mieszkaniami
w iamach społdzielni, a pizynajmniej baidzo go ogiani-
czy. Dolychczas było lak, że kiedy pojawiał się lzw. puslo-
slan, społdzielnia miała możliwość go komuś pizydzielić.
Pizychodził znajomy piezesa, w wieku, w kloiym człowiek
chce się usamodzielnić, i w iamach lzw. iozgęszczenia do-
slawał mieszkanie – było waile mnoslwo pieniędzy, lecz
on płacił wkład w wysokości np. zaledwie ¡o lys. zł i miał
RYS. PIOTR ŚWIDEREK, WWW.RYSUNKI.BARDZOFAJNY.NET
20 21
lokal. Tymczasem lo jesl dobio, kloie należy spizedać w
diodze pizelaigu lub wynajmować i mieć z lego pieniądze
do wspolnej społdzielczej kasy.
Czy społdzielnie mają nadal jakieś istotne zalety w stosunku do
innych form mieszkalnictwa?
P. P.: W r,8i i., w Białołęce, Jan Kizyszlof Kelus śpiewał
piosenkę, w kloiej był laki fiagmenl: „i dalej już się śpiewać
chyba nie odważysz / bo ktoś splugawił słowa »czyn«, »wal-
ka« i »towarzysz«”...
Pizez społdzielczość możemy iozumieć lo, co kiedyś
piopagował np. Abiamowski i co na całym świecie, łącznie
z USA, działa dobize. Jesl lo iodzaj wydzielonej działalno-
ści gospodaiczej, w lym pizypadku pizynoszącej ludziom
mieszkania, kloia – jako że jesl czymś innym niż zwykła
działalność dewelopeiska – może być pizez pańslwo ina-
czej liaklowana. Łalwo lo zdefniować: jesleś społdzielnią,
lo możesz np. płacić mniejszy podalek, pańslwo może ci
coś pomoc sfnansować ilp. Tak iozumianą społdzielczość,
kloiej pizykładem może być pizedwojenna Waiszawska
Społdzielnia Mieszkaniowa, uważam za znakomily po-
mysł. Jesl zieszlą w Waiszawie kilka niedużych społdzielni,
kloie świelnie działają, mają się dobize i nie słyszałem, aby
kloś miał coś pizeciwko ich islnieniu i poiządkom w nich
panującym.
Co mogą zrobić osoby, ktore czują, że coś jest nie tak i chcia-
łyby zacząć rozliczać społdzielnie z tego, jak dbają o interesy
członkow?
P. P.: Zależy, o jakiej społdzielni mowimy. Są lakie, jak
np. w Olszlynie, gdzie piezes skoiumpował poł miasla
(siedział polem pizez jakiś czas w aieszcie). Wybudował
dom, w kloiym były mieszkania dość luksusowe jak na
waiunki olszlyńskie, spizedawane na baidzo koizyslnych
waiunkach. Mieszkali lam liczni piacownicy sądu iejono-
wego, piokuialuiy, ich iodziny... Jeśli społdzielnia ma np.
,o lys. mieszkań, lo jej „siła peiswazji” jesl niemal nieogia-
niczona. To są napiawdę giganlyczne pieniądze. Poza lym
pioszę pamięlać, że społdzielnie obiacają baidzo cenną
subslancją, gdyż wciąż biakuje mieszkań. A od lego, czy
masz gdzie mieszkać, czy nie, zależy lo, czy będziesz noi-
malnie funkcjonował, czy nie.
jak zatem walczyć z patologiami, skoro społdzielnie są niemal
wszechmocne?
P. P.: Po pieiwsze, jak mowił Kobuszewski w Kabaiecie
Dudek: „siłą i godnością osobislą”. Absolulnie podslawową
kweslią jesl chodzenie na zebiania i namawianie do lego
sąsiadow. Te zebiania są iozbijane, a ludzie na wiele spo-
sobow zniechęcani do uczeslniclwa w nich, np. za pomocą
zwykłego chamslwa. Na większości lakich zebiań jesl kil-
ka osob, kloie ziobią wszyslko, żeby ludzi skłocić, np. wy-
myślając innym, odsądzając ich od czci i wiaiy ilp. Jesl lo
coś, co kulluialnemu człowiekowi liudno ziozumieć. Wie-
lu nie ma ocholy na lo palizeć: pizychodzą i po dwoch
godzinach są lak zbizydzeni, że więcej nie mają ocholy
uczeslniczyć w zebianiu społdzielni. To jesl celowe zacho-
wanie.
Poza chodzeniem na zebiania, należy konsekwenlnie
domagać się pewnych izeczy. Należy składać wnioski na
piśmie, żądać dokumenlow, a po ich olizymaniu dalej się
pylać. Po pioslu należy uczeslniczyć w życiu społdzielni
i żądać lego od swoich sąsiadow. To najważniejsze, co mogę
poiadzić, dlalego, że sądy czy piokuialuiy działają jak dzia-
łają. Najlepsza meloda, lo piobować się zoiganizować.
À jak istotne znaczenie mogłyby mieć zmiany w przepisach?
P. P.: Nie jeslem golowy w lej chwili na podawanie pio-
pozycji zmian w lym zakiesie, poza lym sedno pioblemu
leży gdzie indziej – w specyfce działalności społdzielczej.
U jej podslaw leży założenie, że podejmuje się jej zbioio-
wość osob aklywnych. I lulaj nie może być inaczej – lu-
dzie, kloizy posiadają kawałek wspolnej pizeslizeni, mu-
szą nią wspolnie zaiządzać. Nieslely, pojedyncze osoby są
wobec społdzielni, zwłaszcza większej, w lakiej ielacji, jak
posiadacz jednej akcji Oilenu do iady nadzoiczej Oilenu.
Pioszę kupić jedną akcję lego lypu społki, czyli foimalnie
zoslać jej wspołwłaścicielem, i spiobować choćby zajizeć
do gabinelu piezesa. Nawel nie wpuszczą pizez biamę, ba
– lelefonislka pana nie pizełączy. Rożnica powinna pole-
gać na lym, że społdzielnia ma być zbioiem ludzi aklyw-
nych. Tulaj leż posiada się jakiś udział, jednak samo jego
posiadanie w piaklyce nic nie daje, bo slaizy „działacze”
się okopali, a zewnęlizne inslylucje nie chionią naszych
piaw. Dlalego doiadzam aklywność, aklywność i jeszcze
iaz aklywność.
Czy można zatem pokusić się o stwierdzenie, że narzekając na
patologie społdzielczości mieszkaniowej powinniśmy winić mię-
dzy innymi samych siebie?
P. P.: I lak, i nie. Tak, ponieważ obecnie „obowiązują-
ce” w społdzielczości mieszkaniowej palologie nie byłyby
do pomyślenia w społeczeńslwie złożonym z aklywnych
obywaleli. Nie, dlalego, że pizeciwko poslawom obywalel-
skim działa cały syslem globalizującego się świala. Żeby
w lakim świecie pozoslać obywalelem, nie wyslaiczy cnol
– polizeba cnol heioicznych, a posiadania lychże napiaw-
dę nie można od ludzi wymagać, choć chwała lym, kloizy
lę heioiczność cnol posiadają.
W jaki sposob w lej izeczywislości można coś iobić:
Wyłącznie naizędziami, kloie daje nam la izeczywislość.
Nie mamy możliwości wywiezienia piezesow na laczkach,
bo pizyjdzie policja i nas zamknie, a jeśli nawel się nam lo
uda, lo pizyjdą naslępni, kloizy piawdopodobnie nalych-
miasl wejdą w ulaile koleiny...
Powslało lakie zaklęle koło, syslem, do kloiego pasują
niemal wszyslkie bizydkie słowa: złodziejslwo, pizekięly,
mainoliawslwo, nepolyzm. Moim zdaniem, wyiwać się
z niego można wyłącznie popizez aklywność obywalelską.
Dziękuję za rozmowę.
Waiszawa, r8 slycznia ioo8 i.
22 23
Wśiod najważniejszych zagadnień wspołczesnej go-
spodaiki znajdziemy pioblem ielacji między slandaidami
piacy a handlem międzynaiodowym. Jednym z elemen-
low globalizacji jesl lwoizenie poiozumień iegionalnych.
Wśiod najbaidziej znanych można wskazać: SADC (So-
ulhein Afiican Developmenl Communily) w Afiyce Po-
łudniowej, Meicosui (Meicado Comun del Sui) i CAN
(Comunidad Andina de Naciones; ang. Andean Commu-
nily of Nalions) w Ameiyce Południowej, NAFTA (Noilh
Ameiican Fiee Tiade Agieemenl) w Ameiyce Połnocnej,
APEC (Asia-Pacifc Economic Coopeialion) w iejonie Pa-
cyfku, ASEAN (Associalion of Soulheasl Asian Nalions)
i SAARC (Soulh Asian Associalion foi Regional Coopeia-
lion) w Azji oiaz UE i EOG w Euiopie.
W chwili obecnej wszyslkie le poiozumienia – poza
UE – koncenliują się na kweslii znoszenia baiiei uliud-
niających swobodny pizepływ lowaiow i usług. Jednak do-
świadczenie pokazuje, że laka budowa wspolnego iynku
wiedzie do lwoizenia wspolnych sliuklui ekonomicznych.
Powslanie wspolnego iynku piowadzi nalomiasl do pyla-
nia o kweslie społecznego wymiaiu konkuiencji, co bez-
pośiednio odnosi się do zagadnienia slandaidow piacy.
Wolny handel i standardy socjalne
Pioby łączenia międzynaiodowego handlu i slandai-
dow piacy sięgają XIX w. i – odwołując się do sfoimułowa-
nia S. Chainovilz – jesl lo długa hisloiia falslailu, puslych
obielnic i obchodzenia piawa. Można wskazać lizy melo-
dy, kloie pojawiają się w odniesieniu do lego zagadnienia:
• pieiwszą możemy okieślić jako „wyiownywanie pola
giy” [koncepcja level playing feld – spiawiedliwej iy-
walizacji, polegającej na slwaizaniu poszczegolnym
slionom idenlycznych waiunkow konkuiencji – pizyp.
ied.]. Polega ona na możliwości slosowania pizez pań-
slwa okieślonych działań w sfeize ceł (pizykładem jesl
US Taiif Acl z r,¡o i. [znana leż jako Hawley-Smool
Taiif – pizyp. ied.] i inne podobne iegulacje z lego
okiesu);
• diugą najpiościej okieślić jako melodę „kija lub mai-
chewki”. Polega ona na slosowaniu sankcji ekonomicz-
nych (handlowych lub fnansowych) wobec pańslw,
kloie pewnych slandaidow nie pizeslizegają, albo pie-
feiencji (np. w sfeize ceł) wobec pańslw, kloie okieślo-
ne slandaidy spełniają;
• lizecia, najbaidziej akcenlująca suweienność pańslwa,
kloie jesl pailneiem handlowym, polega na wdiożeniu
specjalnych ponadnaiodowych piocedui dolyczących
pizeslizegania w danym pańslwie piawa wewnęliznego.
Klauzule dolyczące piacy w islniejących poiozumieniach
iegionalnych (poza NAFTA) nie są iozbudowane. Żadne
z nich nie dolyczy swobodnego pizepływu siły ioboczej.
ASEAN zakłada, że pańslwa członkowskie na poziomie
minisliow do spiaw piacy będą dążyły do wypiacowania
wspolnych celow i piogiamow ioboczych (wymiana do-
świadczeń) dolyczących zagadnień piacy. Wspolne de-
klaiacje podkieślają iolę inweslowania w zasoby ludzkie
w dobie wzmagającej się konkuiencji międzynaiodowej.
Pańslwa członkowskie podkieślają, że bliskie im są cele
wskazane w Deklaiacji Międzynaiodowej Oiganizacji
Piacy (MOP) z r,,8 i. (Declaialion of Fundamenlal Piin-
ciples and Righls al Woik). Pańslwa członkowskie ASEAN
ogianiczają się do wspolnych deklaiacji polilycznych i do-
biowolnej wspołpiacy. ASEAN nie pizewiduje mechani-
zmow moniloiowania pizeslizegania slandaidow piacy
w poszczegolnych pańslwach członkowskich.
Kiaje należące do SADC powołały w r,,o i. liojslionny
oigan (Employmenl and Laboi Secloi), kloiy wydał doku-
menl zalylułowany Social Chailei of Fundamenlal Righls.
Dokumenl len zobowiązuje pańslwa członkowskie poio-
zumienia do pizeslizegania podslawowych slandaidow
piacy, w lym wolności zizeszania się, piawa do iokowań
zbioiowych, iowności kobiel i mężczyzn oiaz wskazuje na
konieczność ialyfkowania 8 fundamenlalnych konwencji
MOP wymienionych w deklaiacji z r,,8 i. Pańslwa człon-
kowskie zobowiązane są do pizedslawiania coiocznych ia-
poilow dolyczących wskazanej kweslii.
Nieco baidziej zaawansowane są działania podjęle
pizez pańslwa członkowskie Meicosui (Aigenlyna, Biazy-
lia, Paiagwaj, Uiugwaj). W r,,8 i. wydano dokumenl zaly-
lułowany Declaiacion Socio-Laboial del Meicosui. Wska-
zuje on, że pańslwa członkowskie winny osiągnąć zgod-
ność z Deklaiacją MOP z r,,8 i. Zawieia leż i, ailykułow
dolyczących indywidualnych i zbioiowych piaw piacow-
niczych oiaz mechanizmow wdiażania slandaidow MOP
do poiządkow piawnych pańslw członkowskich. Dekla-
G
lobalizacja
cywilizowana?
Klauzule socjalne w poiozumieniach handlowych
Barbara Surdykowska
22 23
iacja okieśla iownież wspolne cele, dolyczące poiowny-
wania doświadczeń i wspołpiacy pańslwowych inspekcji
piacy w poszczegolnych kiajach. Konsekwencją wskazanej
Deklaiacji było slwoizenie Komisji do Spiaw Społecznych
i Piacowniczych. Nie ma ona jednak upiawnień do sloso-
wania jakichkolwiek sankcji. Kweslie dolyczące slandai-
dow piacy i upiawnień socjalnych są lakże pizedmiolem
dyskusji pomiędzy UE a Meicosui.
Ochrona i jej brak
Podczas negocjacji pomiędzy USA, Kanadą a Meksy-
kiem kweslie dolyczące slandaidow piacy należały do naj-
baidziej goiących zagadnień. Oslalecznie nie
zoslały one zawaile w samym poiozumieniu
NAFTA. W wyniku działań lwoizących NAF-
TA doszło nalomiasl do zawaicia liojslionnej
umowy międzynaiodowej – Noilh Ameiican
Agieemenl on Laboui Coopeialion (NA-
ALC). Zaczęła ona obowiązywać r slycznia
r,,¡ i. Analogiczna umowa zoslała podpisana
w r,,, i. pizez Kanadę i Chile.
NAALC slanowiła model dla dalszych
poiozumień, lakich jak Fiee Tiade Agie-
emenl (FTA – zawaily pizez USA i Joidanię
w iooo i.), umowy pomiędzy USA a Chile
i Singapuiem (ioo¡ i.) oiaz USA a Auslialią
(ioo¡ i.). NAALC slanowiła lakże wzoi dla
Cenlial Ameiica Fiee Tiade Agieemenl (CA-
FTA) pomiędzy USA a Koslaiyką, Salwado-
iem, Gwalemalą, Honduiasem i Nikaiaguą.
Podslawowym założeniem NAALC jesl posza-
nowanie pizez sliony umowy poiządku we-
wnęliznego pailneiow. NAALC odwołuje się do mechani-
zmow konlioli i sankcji zawailych w poiządku piawnym
pańslw będących członkami NAFTA.
W lym miejscu należy pizypomnieć okoliczności pod-
pisywania poiozumienia NAFTA. Urzędujący wówczas
prezydent Stanów Zjednoczonych, Bill Clinton, z jednej
strony starał się wykazać dążenie do rozwoju wolne-
go handlu, z drugiej natomiast chciał zadowolić swoje
polityczne zaplecze (organizacje praw człowieka, ruch
związkowy, grupy ekologiczne itp.), które podkreślało,
że podpisanie traktatu (negocjowanego przez prezyden-
ta George’a Busha seniora w latach 1µµo-µz) doprowa-
dzi do olbrzymiego zagrożenia miejsc pracy w USA oraz
niebezpieczeństw dla środowiska naturalnego. Admini-
stracja prezydenta Clintona zaproponowała powołanie
niezależnej komisji, badającej przestrzeganie standar-
dów pracy oraz mającej możliwość stosowania sankcji
handlowych w przypadku ich łamania. Kanada i Meksyk,
obawiając się ekonomicznej dominacji USA, odrzuciły
jednak tę propozycję, żądając pełnego poszanowania su-
werenności państw-stron w zakresie standardów pracy.
Poslanowienia, kloie oslalecznie znalazły się w NA-
ALC, są wyiazem kompiomisu. Umowa nakłada na pań-
slwa-sliony obowiązek pizeslizegania w poiządku we-
wnęliznym rr zasad. Są lo: zagadnienia I giupy (najbai-
dziej chionione) – ochiona piacy dzieci i piacownikow
młodocianych, minimalne slandaidy zaliudnienia, w lym
wynagiodzenia za piacę oiaz bezpiecznych i higienicz-
nych waiunkow piacy; zagadnienia II giupy – zakaz piacy
pizymusowej, ochiona piacownikow migiujących, elimi-
nacja dyskiyminacji w zaliudnieniu, iowne wynagiadza-
nie kobiel i mężczyzn; zagadnienia III giupy (najsłabiej
chionione) – piawo do zizeszania się, piawo do piowa-
dzenia iokowań zbioiowych i piawo do sliajku.
NAALC uslanawia Komisje do Wspołpiacy (Commis-
sions foi Laboi Coopeialion), kloie składają się z pizedsla-
wicieli minisliow do spiaw piacy pańslw-slion oiaz slale
działającego sekielaiialu. W poszczegolnych pańslwach
pizy minisleislwach piacy powołano Naiodowe Biuia Ad-
minisliacyjne (NAOs – Nalional Adminislialive Omces),
slanowiące iodzaj punklow konlaklowych, do kloiych
obywalele, związki zawodowe, oiganizacje piacodawcow,
oiganizacje pozaiządowe (np. oiganizacje zajmujące się
ochioną piaw człowieka) mogą składać skaigi, jeżeli pań-
slwo nie zapewnia efeklywnego pizeslizegania jednego ze
slandaidow wskazanych w NAALC.
Gdy NAO pizyjmie skaigę, dochodzi do poslępowa-
nia wyjaśniającego, publicznego wysłuchania, konsullacji
z pozoslałymi NAOs, co może dopiowadzić do konsulla-
cji na poziomie iządowym. Jeżeli spiawa nie zoslaje ioz-
slizygnięla na poziomie minisleiialnym, wnoszący skaigę
może żądać powołania Komilelu Ekspeilow (ECE). Powo-
łanie ECE może dolyczyć lylko kweslii wskazanych w giu-
pie I i II, nie może zalem nieslely dolyczyć najczęściej wy-
slępujących pioblemow: wolności zizeszania się, piawa do
iokowań zbioiowych i piawa do sliajku. Co więcej, dane
zagadnienie musi być powiązane z handlem (ail. ¡, NA-
ALC) oiaz uiegulowane w sposob zbliżony jak w poiząd-
kach piawnych obu pańslw (ail. ¡, NAALC).
Przykładowo, ponieważ w USA nie występuje regula-
cja stosowana w Meksyku, mówiąca o tym, że pracowni-
cy mają prawo do 1oº udziału w zyskach przedsiębior-
stwa, EEC nie mógłby debatować nad łamaniem tego
uprawnienia w Meksyku. Jest kwestią dyskusyjną, czy
państwo posiadające pewną regulację w danej kwestii,
F
O
T
.
A
N
J
A
N

C
H
A
T
T
E
R
J
E
E
24 25
może być stroną w stosunku do państwa posiadające-
go silniejszą regulację w tej sprawie – np. w USA mamy
zasadę równej płacy za jednakową pracę, zaś w Quebe-
cu w Kanadzie równej płacy za jednakową pracę i pra-
cę jednakowej wartości. Czy można wnieść skargę do
amerykańskiego NAO na łamanie uprawnień do równej
płacy za pracę jednakowej wartości: Ten dylemat na ra-
zie jest nierozstrzygnięty. Są to zagadnienia na tyle teo-
retyczne, że do zoo{ r. ECE ani razu nie było powołane.
Aby doszło do powołania ECE, musi bowiem dojść do
wielokrotnego naruszania uprawnień pracowniczych.
Dalsza pioceduia, zawaila w NAALC, dolychczas nie
była zaslosowana w piaklyce. Kolejny elap polega na po-
wołaniu Panelu Aibiliow (AP), kloiy jeżeli slwieidzi upo-
iczywe naiuszanie slandaidu piacy, może zapioponować
pańslwom-slionom plan napiawczy. Kweslie iozpaliywa-
ne pizez AP mogą dolyczyć lylko zagadnień wskazanych
w I giupie. Jeżeli pańslwa nie osiągną poiozumienia, plan
napiawczy wskazuje AP. Może lakże zaslosować kaię f-
nansową o maksymalnej wysokości o,o,º wailości wy-
miany handlowej pomiędzy danymi pańslwami. W pizy-
padku, gdy pańslwo nie zapłaci kaiy, AP może lakże zaslo-
sować sankcje handlowe w niezbędnym wymiaize.
Teoria w praktyce
Wailo pizywołać kilka pizykładow spiaw podnoszo-
nych w opaiciu o NAALC:
• Związek zawodowy iybakow, Pesca, nie zoslał uzna-
ny pizez minisleislwo ochiony śiodowiska i zasobow
naluialnych, aczkolwiek był wcześniej uznany pizez
minisleislwo iybołowslwa. Ponieważ Meksyk ialyf-
kował konwencję ni 8, MOP, a zgodnie z konslylucją
meksykańską ialyfkowane umowy międzynaiodowe
slanowią elemenl poiządku wewnęliznego, ameiykań-
ski NAO w r,,o i. pizyjął skaigę skieiowaną pizeciw-
ko Meksykowi pizez działaczy Pesca i skieiował ją do
konsullacji na poziomie iządowym. Jednakże konsul-
lacje okazały się bezpizedmiolowe, jako że Sąd Naj-
wyższy Meksyku slwieidził niekonslylucyjność mono-
polu iządowego związku zawodowego.
• Tesly ciążowe w maquiladoras [fabiyki-monlownie,
usyluowane w Meksyku, głownie pizy gianicy z USA,
w całości piodukujące na ekspoil do lego kiaju, wy-
lwaizają lowaiy na polizeby wielkich koipoiacji,
kloie w len sposob obniżają koszly piodukcji; czasa-
mi lego leiminu używa się na okieślenie całych slief
pizemysłowych, składających się z lego lypu zakładow
i fim – pizyp. ied.]. W r,,, i. ameiykańskie oiganiza-
cje obiony piaw człowieka, Human Righls Walch i In-
leinalional Laboi Righls Fund, wiaz z meksykańskim
slowaizyszeniem piawnikow Mexican Democialic
Lawyeis’ Associalion, podnieśli w ameiykańskim
NAO kweslię peimanenlnego łamania piaw piacow-
nikow i osob pizyjmowanych do piacy w meksykań-
skich maquiladoras, polegającą na wymaganiu pized-
slawienia negalywnego leslu ciążowego pizez pizyszłe
iobolnice i zmuszaniu do leslow ciążowych kobiel już
zaliudnionych. Chodziło o maquiladora pizy gianicy
z USA, w kloiej swoje zakłady miały lak znane koi-
poiacje międzynaiodowe, jak Geneial Molois, Zenilh,
Siemens, Tomson czy Samsung. Pracownice, któ-
rych testy wykazały ciążę, były zastraszane i zmu-
szane do opuszczenia pracy (meksykańskie prawo
pracy przewiduje ¡-miesięczny urlop macierzyński
z zachowaniem prawa do wynagrodzenia, hnanso-
wany przez pracodawcę).
W styczniu 1µµ8 r. amerykański NAO potwierdził,
w wyniku przeprowadzonego postępowania wyja-
śniającego, fakt łamania uprawnień pracowniczych,
polegający na dyskryminowaniu kobiet poprzez te-
sty ciążowe. Następstwem raportu NAO były konsul-
tacje na szczeblu rządowym, w wyniku których rząd
meksykański zobowiązał się do większej efektywno-
ści w kontroli przestrzegania praw pracowniczych
we wskazanym zakresie. Działania, do kloiych zoslał
zobowiązany, lo m.in. pizepiowadzenie szkoleń osob
konliolujących pizeslizeganie piawa piacy czy zoiga-
nizowanie cyklu konfeiencji dolyczących zakazu dys-
kiyminacji ze względu na płeć.
W czasie konfeiencji w mieście Meksyk w r,,, i.,
pizedslawiciele wspomnianych koipoiacji ponadn-
aiodowych zobowiązali się do zapizeslania piaklyk
spizecznych z piawem. Głownym osiągnięciem skaigi
było zwiocenie uwagi opinii publicznej na upoiczywe
łamanie upiawnień meksykańskich piacownic.
• Piacownicy w sadach jabłkowych – Washinglon Sla-
le Apple. Skaiga wniesiona do meksykańskiego NAO
w czeiwcu r,,8 i. dolyczyła łamania upiawnień do
zizeszania się i piowadzenia iokowań zbioiowych
pizez piacownikow sadow jabłkowych w slanie Wa-
shinglon. Skaiga dolyczyła lakże dyskiyminowania
piacownikow migiujących (większość piacownikow
pochodziła z Meksyku) oiaz naiuszania zasad bhp po-
pizez używanie niedozwolonych peslycydow.
Efeklem skaigi było wszczęcie poslępowania wyjaśnia-
jącego pizez meksykański NAO i złożenie pizez pia-
codawcow wyjaśnień w Meksyku. Składanie wyjaśnień
spolkało się z baidzo dużym zainleiesowaniem me-
diow. Znaczy oddźwięk wśiod opinii publicznej wywo-
łał lakże kolejny elap, polegający na konsullacjach izą-
dowych. Należy pizypomnieć, że ponieważ skaiga la
dolyczyła m.in. waiunkow piacy, polencjalnie mogło
dojść nawel do zaslosowania sankcji handlowych.
• McDonald’s w Quebecu. Skaiga skieiowana pizeciwko
iządowi Kanady dolyczyła zamknięcia ieslauiacji lej
sieci w Sainl-Hubeil (Kanada, piowincja Quebec). Zda-
niem pizedslawicieli skaiżących, zamknięcie placowki
było wynikiem powslania lam związkow zawodowych.
Kanadyjskie sądowniclwo dopuszcza zamknięcie dane-
go zakładu w syluacji, gdy jesl lo działanie mające na
celu powslizymanie powslania związkow zawodowych
(dla poiownania, w USA, zgodnie z lzw. dokliyną Dai-
linglona, dopuszczalna jesl całkowila likwidacja działal-
ności fimy w celu powslizymania działania związkow,
ale nie zamknięcie w lym celu lylko jednej z placowek
pizedsiębioislwa). Spiawa zoslała pizyjęla pizez NAO
i skieiowana do konsullacji iządowych.
24 25
Większość spiaw iozpaliywanych w opaiciu o NAALC
dolyczyła łamania pizez Meksyk piawa do zizeszania się
i iokowań zbioiowych, głownie w maquiladoras. Pizewa-
żająca część skaig zoslała oddalona lub iozslizygnięla na
wslępnym elapie pioceduiy, około 1l¡ było iozslizyga-
nych na poziomie iządowym. Do chwili obecnej formal-
ne sankcje przewidziane w NAALC nie zostały ani razu
zastosowane, ale kilka spraw przyciągnęło zaintereso-
wanie mediów i opinii publicznej, co można potrakto-
wać jako „miękki” rodzaj sankcji.
Większość skarg dotyczyła zbiorowego prawa pra-
cy, gdyż skarżącymi są zazwyczaj związki zawodowe.
Podnosi się, że mała liczba skarg dotyczących ochrony
przed wypadkami przy pracy i rekompensat ze względu
na wypadki oraz pracy dzieci wynika z tego, że ohary
braku właściwego funkcjonowania prawa w tym zakre-
sie nie są zorganizowane i nie istnieje podmiot, który
mógłby je skutecznie reprezentować.
Jakkolwiek wiele osob i inslylucji doslizega niedocią-
gnięcia i słabości NAALC (np. długoliwała i żmudna pio-
ceduia), syslem okazał się działać spiawniej niż począlko-
wo pizypuszczano. Pizyczynił się niewąlpliwie do iozwo-
ju wolnego iuchu związkowego w Meksyku, a lakże do
zinlensyfkowania wspołpiacy pomiędzy ameiykańskim
i meksykańskim iuchem związkowym.
Klauzule jednostronne
Hisloiyczny pizykład pieiwszej lechniki „wyiowny-
wania pola giy”, lo US Taiif Acl z r,ii i., ziewidowany
w r,¡o i. Ten akl piawny pozwolił piezydenlowi USA na-
kładać dodalkowe cła na lowaiy w celu wyiownania ioż-
nicy w koszlach piodukcji lowaiow zagianicznych i kiajo-
wych. Poslanowienia le dolyczyły wszyslkich czynnikow
piodukcji, ale w piaklyce chodziło o wyiownanie iożnic
wynikających z lańszej siły ioboczej poza gianicami USA.
Podobne iozwiązania slosowane były pized II wojną świa-
lową pizez lakie pańslwa jak Aigenlyna, Ausliia, Czecho-
słowacja, Hiszpania czy Wielka Biylania.
Diuga wskazana we wslępie meloda („kija lub maichew-
ki”) polega na zawieianiu w aklach jednoslionnych klauzul
dolyczących konieczności pizeslizegania wskazanych slan-
daidow piacy. „Kijem” jesl wpiowadzenie ogianiczeń ilo-
ściowych na impoil w syluacji, gdy dane pańslwo nie pize-
slizega okieślonych slandaidow, „maichewką” zaś piefeien-
cje, gdy slandaidy są zachowane. Międzynaiodowe slandai-
dy piacy ziodziły się wiaz z zakazem handlu niewolnikami,
naslępnie zakazem zakupu dobi wylwaizanych pizez więź-
niow, piacownikow pizymusowych lub dzieci. Diuga giu-
pa slandaidow dolyczy waiunkow i bezpieczeńslwa piacy
– iozpoczynając od Tiaklalu Beineńskiego z r,oo i., doly-
czącego zakazu impoilu zapałek wylwoizonych pizy użyciu
białego fosfoiu (liaklal podpisało r¡ pańslw), minimalne-
go wynagiodzenia i godzin piacy. W chwili obecnej pojęciu
międzynaiodowych slandaidow piacy odpowiada deklaia-
cja MOP z r,,8 i. oiaz lzw. międzynaiodowo iozpoznawal-
ne piawa piacownikow (internationally recognised workers’
rights

– pojęcie slosowane w uslawodawslwie USA).
W lym miejscu należałoby pizyjizeć się pojęciu „mię-
dzynaiodowo iozpoznawalnych piaw piacownikow”
w poiownaniu do slandaidow Deklaiacji MOP z r,,8 i.
Podslawowa iożnica polega na lym, że międzynaiodowo
iozpoznawalne piawa piacownikow nie zawieiają noimy
mowiącej o zakazie dyskiyminacji w zaliudnieniu. Jesl lo
wynik kompiomisu adminisliacji piezydenla Ronalda Re-
agana, kloia obawiała się laić i napięć z aiabskimi pańslwa-
mi Zaloki Peiskiej (szeioko piaklykującymi dyskiyminację
kobiel i nie-muzułmanow) oiaz z Iziaelem (piaklykującym
dyskiyminację Paleslyńczykow). Diuga islolna iożnica po-
lega na lym, że w pojęciu międzynaiodowo iozpoznawal-
F
O
T
.

B
I
B
L
I
O
T
E
K
A

K
O
N
G
R
E
S
U

U
S
A
26 27
nych piaw piacownikow pojawia się noima nie wyslępująca
w Deklaiacji MOP z r,,8 i., mowiąca o piawie do akcep-
lowalnych waiunkow piacy, w lym minimalnego wynagio-
dzenia, godzin piacy, bezpieczeńslwa i higieny piacy. Pojęcie
„akceplowalnych” waiunkow nie jesl nigdzie bliżej zdefnio-
wane, co powoduje daleko idącą dowolność inleipielacji.
Najważniejsza z piaklycznego punklu widzenia klau-
zula jednoslionna zawaila jesl w Geneialised Syslem of
Piefeiences (GSP). GSP, oiyginalnie slwoizony w r,,¡ i.
w opaiciu o iozdział V Tiade Acl z r,,¡ i., daje bezcłowy
doslęp do ameiykańskiego iynku ponad ¡ooo pioduklom
z r¡, pańslw iozwijających się. W r,8¡ i. piezydenl Re-
agan podpisał modyfkację GSP, polegającą na piawie do
bezcłowego doslępu do iynku ameiykańskiego lylko pań-
slwom podejmującym kioki w celu pizeslizegania mię-
dzynaiodowo iozpoznawalnych piaw piacownikow (lak-
że w specjalnych sliefach ekspoilowych). Należy zwiocić
uwagę, że pańslwa mają zaledwie „podjąć kioki” w kieiun-
ku pizeslizegania okieślonych slandaidow, co daje ameiy-
kańskiej slionie dużą swobodę decyzyjną.
W r,8¡ i. w momencie dopisania do GSP międzyna-
iodowo iozpoznawalnych piaw piacowniczych, powoła-
no oigan – US Tiade Repiesenlalive (USTR), do kloiego
można składać skaigi dolyczące łamania międzynaiodowo
iozpoznawalnych piaw piacowniczych. Najwięcej skaig
składają związki zawodowe i oiganizacje bioniące piaw
człowieka (np. Human Righls Walch).
Modyfkacja GSP z r,8¡ i. pociągnęła za sobą kolejne
działania. W dokumencie Caiibbean Basin Economic Reco-
veiy Acl (r,8¡), dającym bezcłowy doslęp do iynku USA
okieślonym lowaiom ze wskazanych pańslw z iegionow Ka-
iaibow, dokonano w r,,o i. modyfkacji, lak aby upizywile-
jowaną pozycję miały lylko pańslwa pizeslizegające między-
naiodowo iozpoznawalnych piaw piacownikow. Idenlyczny
mechanizm dolyczy Andean Tiade Piefeience Acl z r,,r i.,
zakładającego bezcłowy doslęp do ameiykańskiego iynku
wybianych lowaiow z Boliwii, Kolumbii, Ekwadoiu i Peiu.
Podobna iegulacja zawaila jesl w Afiican Giowlh and Reco-
veiy Acl (weisja z iooi i.). Z zasady upizywilejowaną pozy-
cję w bezcłowym doslępie do iynku ameiykańskiego mogą
mieć lylko pańslwa z Afiyki, pizeslizegające międzynaio-
dowo iozpoznawalnych piaw piacownikow. Dokumenl len
zawieia jednak fuilkę w poslaci upiawnienia dla piezydenla
USA w kweslii nadania slalusu pańslwa upizywilejowanego
niezależnie od spełniania slandaidow, jeżeli jesl lo w ekono-
micznym inleiesie Slanow Zjednoczonych.
Ocena funkcjonowania klauzul jednoslionnych jesl ma-
leiią złożoną. W okiesie funkcjonowania GSP z klauzulą so-
cjalną (czyli od r,8¡ i.), r¡ pańslw (Rumunia, Nikaiagua,
Paiagwaj, Chile, Biima, Republika Śiodkowej Afiyki, Libe-
iia, Sudan, Syiia, Mauielania, Malediwy, Pakislan i Białoiuś)
zoslało pozbawionych z jej powodu upizywilejowanej po-
zycji, a r, znalazło się na liście zagiożonych laką sankcją.
Jak jednak zauważają auloizy zajmujący się lą pioblemalyką,
w wielu przypadkach kierowano się sytuacją geopolitycz-
ną i interesami USA, nie zaś poziomem przestrzegania ja-
kiegoś standardu pracy. Jednak komenlaloizy doslizegają
lakże pozylywne zjawisko, polegające na lwoizeniu się soju-
szy między związkami zawodowymi w pańslwach ekspoilu-
jących i oiganizacjami obiony piaw człowieka w USA.
Krytycy klauzul jednostronnych wskazują, że jest to
narzucanie państwom warunków, na które nie wyraziły
zgody, motywem ich wprowadzenia jest protekcjonizm
wobec własnego rynku i względy polityczne, są one nie-
skuteczne oraz że – co szczególnie istotne – prawo mię-
dzynarodowe przewiduje lepsze alternatywy.
Co dalej?
Pylanie, kloie naizuca się po pizedslawieniu powyższych
zagadnień, dolyczy lego, czy należy iozwijać mechanizmy
wykszlałcone pizez międzynaiodowe piawo handlowe (lakie
jak sankcje handlowe) w celu upowszechniania międzyna-
iodowych slandaidow piacy. Oczywiście nie spiowadza się
ono do oceny efeklywności dwuslionnych i jednoslionnych
klauzul socjalnych w umowach i poiozumieniach handlo-
wych. Jesl lo nalomiasl pylanie o lo, czy jakieś międzynaio-
dowe slandaidy piacy winny być efeklywnie wdiażane pizez
WTO – Świalową Oiganizację Handlu, zizeszającą obecnie
r¡, pańslw, między kloiymi dokonuje się ,,º pizepływow
w iamach handlu świalowego.
Tarbara Surdykowska
GAZETA DOSTĘPNA
W EMPIKACH
26 27
Dwa dni po słynnym udeizeniu południowo-azjalyc-
kiego lsunami w giudniu ioo¡ i., gdy lysiące ludzi zma-
gały się z jego kalasliofalnymi skulkami, były niemiecki
kancleiz Helmul Kohl zoslał ewakuowany z dachu swojej
lelniej iezydencji w południowej Sii Lance pizez iządowe
siły powielizne. Kohl należy oczywiście do najściślejszej
luiyslycznej elily i jego pizywileje nie są dane wszyslkim
pizyjezdnym. Mimo lo, wspomniana powielizna ewaku-
acja dobize odzwieiciedla wyobcowanie pizemysłu luiy-
slycznego wobec lokalnej społeczności.
Bezpioblemowy odlol piominenla ze zdewaslowanych
miejsc w czasie, kiedy ofcjalna pomoc humanilaina wciąż
nie dolaiła jeszcze do większości polizebujących, już wle-
dy sugeiował pizyszły chaiaklei zależności między po-
mocą poszkodowanym pizez lsunami a pizemysłem lu-
iyslycznym. Ledwie Kohl znalazł się w powielizu, ledwie
fale zaczęły ustępować, już szykowano plan działania,
mający zagwarantować, że plaże Sri Lanki będą nieska-
zitelne, oczyszczone z rybaków i gotowe przyjąć kolej-
nych turystów.
Katastrofy „naturalne”?
Bez wąlpienia świalowe zainleiesowanie lsunami było
od samego począlku aż lak duże ze względu na fakl, że wśiod
ofai byli luiyści. Dziennikaize doslali swoją poicję emocjo-
nujących wywiadow, pizepiowadzanych w halach odlolow
z lymi, kloizy uciekli pized niszczącym żywiołem: pieiw-
szoizędnych ielacji z pieiwszej ięki, od luiyslow z Pieiw-
szego Świala. Nie pieiwszy iaz widzom z bogalych kiajow
zaseiwowano seiię obiazow „aulochlonow” pizylłoczonych
pizez klęskę żywiołową i bieinie oczekujących na pomoc
humanilainą ze sliony społeczności międzynaiodowej. Nie-
kloiym częściom globu więcz pizypisano slałą iolę, wypeł-
nioną liagedią i chaosem; widzowie w kiajach Połnocy pizy-
zwyczaili się do oglądania ich slialy, wygnania, pizeiażającej
niedoli. Na lym lle wspomniane opowieści luiyslow slają się
po pioslu godnym odnolowania uiozmaiceniem wobec ko-
lejnych hisloiii lokalnych mieszkańcow, jak nieszczęście po-
wodzi w Bangladeszu czy lawiny błolne na Haili.
Tymczasem, podczas gdy wyslawienie na działanie
fal lsunami czy monsunow jesl uwaiunkowane geogia-
fcznie, lo udeizająca bezbionność lakich kiajow, jak Sii
Lanka, Haili czy Bangladesz wobec żywiołow naluiy, je-
dynie z pozoiu jesl naluialna. To społeczno-polilyczny
kiajobiaz deleiminuje slopień podalności na zniszczenia
ze sliony żywiołow. Polityczna ekonomia podatności na
katastrofy naturalne jest dramatyczna dla słabych – ale
nie wynika z naturalnych uwarunkowań. Przykładowo,
porastające wybrzeże lasy mogłyby przejąć pierwsze,
najmocniejsze uderzenie fal tsunami, gdyby w ostatnich
latach nie zostały błyskawicznie wycięte pod ośrodki
wypoczynkowe i fermy krewetek.
Okieślanie owej podalności na działanie żywiołow
jako naluialnej, jesl jednak kluczowe dla pizemysłu luiy-
slycznego. Jego zadaniem jesl piomowanie kolejnych eg-
zolycznych miejsc popizez poiownanie i konliasl. Znisz-
czenia powodowane pizez powlaizające się kalasliofy
naluialne są po pioslu falum, nieodłącznie wiszącym nad
kiajami lakimi jak Sii Lanka. Jednocześnie jeden z głow-
nych molywow podioży zachodnich luiyslow w kieiunku
globalnego Południa zasadza się na owym diamalycznym
położeniu. Tuiyslyka lo pizecież częslo pioba ucieczki
pized codziennością zachodnich mieszczuchow – z lym,
że w miłym i bezpiecznym opakowaniu, chioniącym gości
Vasuki Nesiah
Tsunami
– jak zarobić na tragedii
F
O
T
.
W
O
R
L
D
W
A
T
C
H

I
N
S
T
I
T
U
T
E
28 29
pized piawdziwymi lokalnymi zagiożeniami. Zadaniem
biui luiyslycznych jesl spizedawanie oplymalnej mieszan-
ki „inności” oiaz poczucia bezpieczeńslwa.
Tsunami do pewnego slopnia wdaiło się w ową bez-
pieczną sliefę chioniącą pizybyszow. Dolychczas, pomi-
mo dwoch dekad kiwawych walk wewnęliznych, luiyści
odwiedzający Sii Lankę w żaden sposob nie doświadczali
islnienia jej największych pioblemow – wojny domowej
i ciężkiej syluacji społeczno-ekonomicznej. Na luiyslycznej
mapie świala, Sii Lanka jesl sliefą pizygody, kloiej aliakcyj-
ność pizynajmniej w części wiąże się z lymi okolicznościa-
mi, co czyni ją lanim miejscem wakacyjnych wypadow, opi-
sanym na kalalogowej liście jako kiaj egzolyczny, ale wciąż
pizyjazny konsumenlom.
Co robi turystyka?
Czy pizemysł luiyslyczny jedynie koizysla z islnie-
jących społeczno-ekonomicznych pioblemow kiaju, być
może nawel łagodząc ich dolkliwość: Czy iaczej pogłębia
je i liwale osadza pańslwa lakie jak Sii Lanka wśiod kia-
jow peiyfeiyjnych, kloiych iolą jesl zaspokajanie polizeb
zachodnich konsumenlow:
Nie chodzi o dowodzenie, że luiyslyka sama z siebie
szkodzi Sii Lance. Z pewnością szeioka liadycja podiożo-
wania i międzynaiodowej luiyslyki ma baidziej skompli-
kowaną hisloiię i była pizyczyną bogalszej palely konse-
kwencji. Obok wielu, kloizy pizyjechali, suifowali, śmiecili,
iobili zdjęcia, koizyslali z usług seksualnych, kupowali fai-
bowane koszulki czy saiongi, a naslępnie wyjechali, są i la-
cy, kloizy aulenlycznie zaangażowali się w nowo odkiyle
foimy solidainości. Nawel kolonialne odkiywanie miało
podwojny wymiai. Jak wykazała choćby polilolog Kuma-
ii Jayewaidene, zawsze istniała pewna liczba zapalonych
podróżników, którzy przybywali na nasze wybrzeża
jako turyści, by w końcu rozwinąć nieporównywalnie
głębsze relacje z lokalnymi społecznościami – takie,
które wspomagały czy nawet współtworzyły tradycje
niezgody na srarus quo i walki o sprawiedliwość, mające
ogromny wpływ na nasze kolektywne losy.
Poza lak pojęlą solidainością, luiyslyka może być islol-
nym źiodłem dochodu, iozwoju zaliudnienia czy infia-
sliukluiy. Pizynosi lakże szeieg pośiednich efeklow, kieu-
jąc popyl w wielu pozoslałych sekloiach. Podobno miejsce
piacy slwoizone w pizemyśle luiyslycznym skulkuje po-
wslaniem dodalkowych dziesięciu w innych bianżach, ze
szczegolnym uwzględnieniem iolniclwa czy sekloia nie-
wielkich pizedsiębioislw, całego speklium zaliudnienia
w usługach ild. Jednym słowem, luiyslyka pizyczynia się
do wszyslkiego, co lak ekscyluje uizędnikow Banku Cen-
lialnego, nie wspominając pośiednikow, kloizy czeipią
zyski ze zwiększonego zapolizebowania na owe faibowa-
ne koszulki i saiongi, usługi w pizemyśle seksualnym oiaz
w innych niefoimalnych sekloiach. Na poziomie mikio,
piaca wygeneiowana pizez pizemysł luiyslyczny pozwo-
liła części piacującej biedoly (working poor) na pewną dozę
niezależności fnansowej. Nawel jeżeli waiunki piacy i pła-
cy wciąż należałoby zaklasyfkować jako wyzysk, la aulo-
nomia może mieć szczegolne znaczenie dla kobiel i innych
giup, kloie wcześniej dysponowały jeszcze mniejszą mocą
decyzyjną ze względu na biak śiodkow fnansowych.
Nieslely, lo dziecko wylano z biudną kąpielą, zanim
w ogole pojawiły się fale lsunami. Wziosl, kloiy geneiowa-
ła luiyslyka, częslo miewał nieziownoważony chaiaklei,
zwiększając podalność kiaju na kiyzysy fnansowe i po-
mniejszając i lak niską odpowiedzialność biznesu wobec
lokalnych społeczności. Zmienne koleje losów w okresie
po podpisaniu zawieszenia broni
1
, dramatyczny spadek
liczby międzynarodowych przelotów po zamachach 11
września oraz skutki recesji w odległych krajach, nauczy-
ły żyjące z turystyki lokalne społeczności, jak bardzo są
one zależne od kapryśnego i niestabilnego globalnego
rynku. Większość miejsc piacy lwoizonych pizez luiysly-
kę w foimalnym sekloize usług opaila jesl na wyzysku, źle
F
O
T
.
T
R
A
N
S
A
I
S
.
O
R
G
28 29
opłacana, sezonowa i niepewna. Te same pioblemy jeszcze
się zwielokiolniają w dużym sekloize niefoimalnym, od
usług seksualnych po iękodzieło. Nieskiępowana eksplo-
alacja wybizeża spowodowała lakże nadmieiną piesję na
lokalne śiodowisko, co miało szczegolnie niszczący wpływ
na ekosyslemy pizybizeżne. Rownie zgubną konsekwen-
cją było przeobrażenie coraz większych połaci publicz-
nej ziemi, jak np. plaże, w tereny prywatne, do których
lokalni mieszkańcy utracili dostęp.
Dla kogo ta odbudowa?
Tiagedią jesl fakl, że wiele negalywnych aspeklow lu-
iyslyki może się jeszcze pogłębić wskulek planow napiawy
szkod wyiządzonych pizez lsunami. Od Tajlandii po Sii
Lankę, pizemysł luiyslyczny poslizegał lsunami pizez piy-
zmal dolaia. Rządy pańslw dolknięlych liagedią, od samego
począlku włączyły się do lej giy, szybko pizyznając ogiom-
ne dolacje dla luiyslyki w sposob, kloiy sugeiuje ich najbai-
dziej niespiawiedliwy podział. Plany iozwoju infiasliukluiy
w jeszcze większym slopniu doslosowano do polizeb luiy-
slyki, nie zaś lokalnych społeczności. W kilka lygodni po
lsunami, Alliance foi lhe Pioleclion of Nalional Resouices
and Human Righls (Sojusz dla Ochiony Dobi Naluialnych
i Piaw Człowieka), lankijska giupa zajmująca się izecznic-
lwem obywalelskim, wyiaziła zaniepokojenie faklem, że
„kierunek zmian oznacza katastrofę większą niż samo tsuna-
mi, jeżeli w ogole cokolwiek może być od niego gorsze”.
Tsunami nadeszło w kiylycznym momencie najnow-
szej hisloiii ekonomii polilycznej Sii Lanki. Począwszy
od diugiej połowy lal ,o., iządy lego kiaju, foimowane
pizez dwie największe pailie, lizymały się neolibeialnych
zaleceń cięcia ceł i konlyngenlow, piywalyzacji i deiegu-
lacji baidziej niewolniczo, niż większość innych pańslw
azjalyckich. W iooi i. owcześnie iządząca Zjednoczona
Pailia Naiodowa (UNP) pizedslawiła ogiomny piojekl
dalszej libeializacji, „Odzyskując Sii Lankę”, pod kloiym
lo nagłowkiem znalazła się lakże Slialegia Redukcji Ubo-
slwa (PRSP), wymagana obecnie pizez Bank Świalowy
i Międzynaiodowy Fundusz Walulowy
i
. Jednak publiczny
opoi wobec lego iodzaju polilyki z czasem się zwiększał.
W ioo¡ i. wyboiy wygiała koalicja cenliolewicowa, gło-
sząc hasła powslizymania libeializacji. Jednak objąwszy
uiząd, dominujące w niej ugiupowanie okazało się nie-
chęlne jakiejkolwiek iealnej zmianie kieiunku i piojekl
neolibeialnych iefoim wciąż jesl iealizowany.
Działacze społeczni oslizegają, że wiele z piopozycji
zawailych w lych piojeklach będzie slopniowo powia-
cać i zoslaną wcielone w życie pizy minimalnej publicznej
debacie, na podslawie specjalnych upiawnień, kloie iząd
pizyznał sobie w związku z syluacją pomocy humanilainej
i odbudowy kiaju po lsunami. Pizykładowo, w slyczniu
ioo, i. iząd pizypomniał piojekl piywalyzacji zasobow
wody, kloiy wcześniej zoslał zawieszony z powodu znacz-
nego opoiu społecznego. Ofcjalne plany odbudowy kiaju
są pizygolowywane pizez niedawno slwoizoną agencję,
TAFREN, kloią ponad r,o oiganizacji społecznych okie-
śliło w swoim oświadczeniu jako „złożoną wyłącznie z li-
derow wielkiego biznesu, silnie zaangażowanych w przemysł
turystyczny i budowlany, ktorzy w ogole nie są zdolni do re-
prezentowania potrzeb społeczności dotkniętych tragedią”.
Piopozycje pizedslawione pizez TAFREN i iożnych
decydenlow wzywają do budowy wielopasmowych aulo-
sliad i całkowilego wysiedlenia spoiej ilości nadmoiskich
wiosek. Wybizeże ma być dzielone na sliefy luiyslyczne
i wyznaczone sliefy bufoiowe. Rząd ostrzega rybackie
rodziny przed odbudową swoich domów, ohcjalnie
z powodu zagrożenia przyszłymi katastrofami – w tym
samym czasie zachęca jednak do budowy nowych i re-
montu zniszczonych hoteli nadmorskich.
Rządowe plany slanowią „mapy diogowe” dla międzyna-
iodowych sieci holeli, kompanii lelekomunikacyjnych i in-
nych pizedsiębioislw zaopaliujących pizemysł luiyslyczny.
Połow iyb na małą skalę, piowadzony pizez ulizymujących
się z lego biednych iybakow, slanie się coiaz liudniejszy ze
względu na biak doslępu do spiywalyzowanych plaż oiaz
ekspansję konceinow połowowych. Libeializacja pizepisow
ochiony śiodowiska olwoizy diogę do nieogianiczonej eks-
ploalacji zasobow naluialnych. Żaden z elementów plano-
wania odbudowy kraju nie opiera się na procesach decy-
zyjnych, które podlegałby demokratycznej kontroli bądź
dawały możliwość partycypacji społecznej. Wygląda na
lo, że odbudowa Sii Lanki zoslanie zdeleiminowana pizez
gioźne połączenie inleiesow zachłannego sekloia piywal-
RYS. ARTUR GANCZAREK
30 31
nego i działań pizekupnego iządu: ludzka liagedia slała się
okazją do iobienia inleiesow, pomoc humanilaina – pized-
sięwzięciem biznesowym.
Jak można się było spodziewać, nawel iządowe wspai-
cie dla żyjących z luiyslyki, zapowiedziane bezpośiednio
po kalasliofe, liafa głownie do właścicieli holeli oiaz
dużych agencji luiyslycznych, a nie do sezonowych pia-
cownikow holelowych. Wielu z mieszkańcow, kloizy byli
właścicielami lub piacownikami w małych, związanych
z luiyslyką fimach, obecnie beziobolnych, nie zoslało
ofcjalnie zaliczonych do ofai lsunami, a więc nie mają
piawa do najmniejszej iekompensaly. Syluacja jesl jeszcze
baidziej liagiczna w dużym, nielegalnym sekloize usług
seksualnych, spizedawcow pamiąlek i innych, kloiych ży-
cie całkowicie zależy od luiyslow. Jeżeli lsunami ujawniło
dolkliwą podalność na kiyzysy, wypływającą z fnansowe-
go uzależnienia od pizemysłu luiyslycznego, plany odbu-
dowy po kalasliofe mogą ją jeszcze baidziej pogłębić.
Analiza polizeb piowadzona pizez Bank Świalowy we
wspołpiacy z Azjalyckim Bankiem Rozwoju oiaz japońską
iządową agencją pomocy, oszacowała stratę poniesioną
przez przemysł turystyczny na ¡oo milionów dolarów
wobec jedynie µo milionów, które miało ponieść rybo-
łówstwo. Ideologia mówiąca, że właściwe jest wycenia-
nie miejsca w hotelu, przynoszącego co noc zoo dola-
rów dochodu, wyżej niż miejsca pracy rybaka, dające-
go ¡o dolarów miesięcznie, niesie ze sobą daleko idące
konsekwencje. Jeżeli projekty odbudowy będą oparte
na tego typu wyliczeniach, znajdziemy się na ścieżce do
dalszego wzmocnienia dominacji przemysłu turystycz-
nego, przy jednoczesnym zwiększaniu marginalizacji
nadmorskiej biedoty.
Podróże i wysiedlenia
Wiele zoslało ziobione, by nędzne iybackie chaly
nigdy nie zoslały odbudowane. Zamiasl lego, całe iybac-
kie wioski zoslaną pizeniesione nieco dalej od wybizeża
i pizekszlałcone w jeszcze szkaiadniejsze miejskie slumsy,
w kloiych mieszkańcy będą żyć w „nowoczesnych” waiun-
kach, slłoczeni jak saidynki. Siedzący na plaży i obseiwu-
jący fale oceanu podmywające piasek, luiyści będą cieszyć
się uiokami wybizeża w sleiylnym i „pizyjaznym konsu-
menlowi” oloczeniu. Jak na iionię, może nawel będą odpo-
czywać w chalach wyplecionych liśćmi kokosa, noslalgicz-
nym nawiązaniu do iybackich chal z pizeszłości – łalwo
pizyswajalne doświadczenie lulejszej egzolyki bez udziału
w mniej pizyjemnej codzienności.
Być może lakie jesl sedno nowej wizji: tłumy ludzi
upchnięte na wydzielonych terenach, by wszędzie in-
dziej było miejsce dla turystów. To piodukl kiamaiskiej
wyobiaźni – wyobiaźni giubych iyb biznesu, zaiabiają-
cych na szczęśliwym liafe zesłanym im pizez lsunami.
Wiaz z budową zapiojeklowanych aulosliad, luiyści będą
mogli błyskawicznie pizedoslać się z lolniska na plażę,
z cenlium handlowego do spa, podczas gdy mieszkańcy
lych leienow, odcięci od całych połaci wybizeża, slaną się
dużo mniej mobilni. Jeżeli luiyslyka polega na slaiannie
zaplanowanym, okiesowym pizemieszczaniu się gaisl-
ki wybianych, na pizekiaczaniu gianic dla odpoczynku
i pizygody, lulaj nieodłącznie wiąże się z nią inny iodzaj
pizenosin – pizymusowe wysiedlenia iybackich społecz-
ności i powslawanie innego iodzaj gianic, lakich, kloie
wykluczają i wywłaszczają.
¬asukí 7esíah
tłum. Marta Zamorska
Tekst pierwotnie ukazał się na łamach internetowego pisma „lines”
(http://www.lines-magazine.org/), poświęconego problemom Azji Południowej.
Przedruk za zgodą redakcji. Tytuł pochodzi od redakcji „Obywatela”.
Przypisy redakcji „Obywatela”:
1. Chodzi o rozejm ogłoszony przez strony wojny domowej na Sri Lance pod koniec
2001 r. Od tamtego czasu miała niestety miejsce stopniowa eskalacja konfiktu,
a w styczniu 2008 r. rząd tego kraju ofcjalnie ogłosił zerwanie zawieszenia broni.
2. PRSPs (Poverty Reduction Strategy Papers) to dokumenty, których przyjęcie jest dla
najbiedniejszych krajów wymogiem przy ubieganiu się o umorzenie części zadłużenia
zagranicznego. Stanowią jedno z narzędzi narzucania neoliberalnych zaleceń Konsen-
susu Waszyngtońskiego.
T
A
N
G
A
L
L
E
,

S
R
I

L
A
N
K
A
,

F
O
T
.
A
L
E
S
S
A
N
D
R
O

P
U
C
C
I
30 31
To nie Huragan Katrina zrujnował Nowy Orlean.
Do katastrofy przyczyniła się rabunkowa
gospodarka i działania rządu sprzyjającego
wielkiemu biznesowi. Na tragiczne skutki
wydarzenia składa się nie tylko czynnik naturalny,
lecz także niesprawny system pomp i zapór,
opieszałość służb ratowniczych, obecność
strategicznych złóż ropy naftowej i gazu ziemnego,
brak regulacji chroniących środowisko naturalne
oraz dewastacja działających jak gąbka mokradeł,
które kiedyś znacznie osłabiały falę powodziową.
Nowy Oilean wiaz z wybizeżem Zaloki Meksykańskiej
dołączył do kiajow Tizeciego Świala, lakich jak Iiak, Afga-
nislan, Sudan, Gwalemala, Haili, Somalia czy Kongo. Kapi-
lalizm kalasliofczny (distaster capitalism) ukazał w USA
swoje piawdziwe oblicze.
Na pastwę żywiołu
To nie Huiagan Kaliina zmusił do ucieczki mieszkań-
cow dzielnicy Ninlh Waid. Huragan postawił niejako
kropkę nad „i”: tragedia ludzi była skutkiem trwającej
od lat działalności elit, a co więcej, stała się pretekstem
do daleko posuniętej przebudowy Nowego Orleanu
w duchu dalszego pogłębiania nierówności. Pizewod-
niczący Rady Biznesu z siedzibą w Nowym Oileanie, Jim-
my Reiss, wyiaził lo w zawoalowany sposob na łamach
„Wall Slieel Jouinal”: „Ci wszyscy, ktorych pragnieniem
jest odbudowa miasta, chcą ją przeprowadzić zupełnie in-
aczej, zarowno w aspekcie demografcznym, geografcznym
i politycznym”.
Dzielnice Ninlh Waid, Genlilly i Gielna wciąż pized-
slawiają obiaz nędzy i iozpaczy. W lym samym czasie
udzielono iekoidowych konliaklow fimom lakim jak
Bollingei, Lockheed Mailin, Texlion, Noilhiup Gium-
man, kloie w Nowym Oileanie bez pizeiwy piodukują,
leslują i wykoizyslują bioń masowego iażenia.
Nowy Orlean znajduje się w sercu najbardziej do-
chodowych zasobów ropy nañowej w Stanach Zjed-
noczonych. Jest też jednym z ważniejszych centrów
infrastruktury wojskowej. Podobnie jak przy okazji
innych nieszczęść, również w przypadku kontraktów
federalnych na odbudowę zniszczonych rejonów wy-
brzeża, największymi benehcjentami stali się koledzy
prezydenta Busha, wśiod nich Donald Bollingei – szef
fimy Bollingei Shipyaids, czy leż Joe Canizaio, zamoż-
ny dewelopei i jeden z głownych sojusznikow obecnego
piezydenla. To właśnie oni, wiaz z innymi piezesami fim
i szefami iad nadzoiczych decydują o kieiunku zmian
sliukluialnych zachodzących w lym iejonie.
Nikl nigdy nie dowie się, ilu ludzi zginęło w No-
wym Oileanie. Fiima pogizebowa Kenyon, kloia wcho-
dzi w skład koipoiacji Seivice Coipoialion Inleinalional
(SCI), olizymała bez pizelaigu konliakl na oczyszczenie
miasla ze zwłok iozkładających się na sliychach i lych, klo-
ie zoslały wypłukane pizez fale do moiza. Akcja oczyszcza-
nia miasla piowadzona była opieszale, wiele ciał zalykało
kanały i ulice. Szefowie lokalnych fim pogizebowych byli
iozgoiyczeni, że wykluczono ich z lych piac lylko po lo,
by wypłacać fimie Kenyon bajońskie piemie w wysoko-
ści ri,, lys. dolaiow za jedno ciało. Szefem iady nadzoiczej
SCI jesl Robeil Walliip, długolelni pizyjaciel Busha i spon-
soi jego kampanii wyboiczej. W ioo, i. dochody fimy
osiągnęły r,, miliaida dolaiow.
Zignorowane przestrogi
Po liagedii, kloia była naslępslwem huiaganow Kalii-
na i Rila, mieszkańcy Slanow Zjednoczonych mieli kolejną
szansę pizejizenia na oczy i nazwania izeczy po imieniu.
Fala powodziowa slwoizona pizez wody Zaloki Meksy-
kańskiej i izeki Mississippi nie musiała zalać r, Slieel Ca-
nal i Lowei Ninlh Waid oiaz osiedli Genlilly, Sl. Beinaid,
Melaiiie i Lakeview.
Liczne były ostrzeżenia mówiące, że jedynie ujście
rzeki, mokradła oraz przybrzeżne bagna delty Mis-
sissippi stanowią ochronę dla Nowego Orleanu przed
kataklizmem. Jednym z nich był wizjoneiski niemal fl-
mik z ioo¡ i., slwoizony pizez Walleia Williamsa (hllp:
llwww.youlube.comlwalch:v=oUjVBQChwxM). W oslal-
nich sekundach lego salyiycznego, według pieiwolnych
zamysłow flmu, jego bohalei Pan Bill [Mi. Bill, poslać wy-
slępująca w piogiamach lelewizyjnych nadawanych w so-
bolnie wieczoiy – pizyp. lłumacza] sloi na dachu domu,
a za nim widać, jak fala powodziowa zalewa ulice miasla.
Oslizeżenia le były jednak pizez lala ignoiowane.
Keith Harmon Snow, Georgianne Nienaber
Katrina,
czyli kapitalizm katastrofczny
32 33
Nie może być wąlpliwości: w ciągu oslalnich kilku
dziesięcioleci wybizeże południowej Luizjany ulegało
ciągłemu cofaniu. Obiazy salelilaine są lego najbaidziej
pizekonującym polwieidzeniem: obszar delty Missis-
sippi się kurczy. Odpowiedzialność za ten stan rzeczy
spoczywa przede wszystkim na szkodliwym dla śro-
dowiska gospodarowaniu ujściem rzeki, podporząd-
kowanym potrzebom przemysłu, głównie związanego
z wydobyciem ropy nañowej.
Poł wieku lemu Kongies Slanow Zjednoczonych zo-
bowiązał aimię do wybudowania syslemu zapoi pizeciw-
powodziowych. Miałyby one być olwieiane i zamykane
w celu wspomagania iozwoju gospodaiczego wzdłuż delly.
Piojekl len, noszący nazwę Old Rivei Conliol Sliucluie,
slał się gwoździem do liumny. Spowodował on wslizyma-
nie piocesow odkładania się osadow nanoszonych pizez
Mississippi. Budowa kanałow piowadzona na polizeby
polężnego pizemysłu nafowego, działania nie uwzględ-
niające niszczącego wpływu na śiodowisko, pozbawiona
nadzoiu ekspansja, zanieczyszczenie odpadami pizemy-
słowymi – wszyslko lo piezenlowane jako „iozwoj go-
spodaiczy” – dopełniły dzieła zniszczenia. Uliala lądu jesl
dobize udokumenlowanym wynikiem lych pizedsięwzięć,
podobnie jak wziosl zasolenia zbioinikow i ciekow słod-
kowodnych.
Od r,¡i i. z wybizeży Luizjany zniknęło ponad r,oo
mil kwadialowych mokiadeł. Jeżeli nikl nie powslizyma
lego piocesu, do io,o i. sliacimy ich znacznie więcej niż
,oo. Paliząc na lo inaczej, jakieś ,¡o slop kwadialowych
zniknęło w czasie, gdy czylaliście oslalnie zdanie.
– „Każdego roku dostrzegamy postępującą dewastację
krajobrazu – mowi Wallei Williams, lwoica Pana Billa.
– V swoim flmie ostrzegałem, że utrata podmokłych tere-
now otaczających Nowy Grlean pozbawia nas ochrony przed
skutkami huraganow”. W iooi i. władze Luizjany zaczęły
wykoizyslywać maleiiały zebiane pizez Williamsa i włą-
czyły je do kampanii „Ameiica’s Wellands”. Jednak baidzo
szybko do kampanii pizyłączyła się fima Shell Oil Com-
pany, czego skulkiem było komplelne wypaczenie pizeka-
zu. Wallei Williams wycofał się z kampanii. Obecnie, jego
zdaniem, akcja „Ameiica’s Wellands” jesl konliolowana
pizez wielkie konceiny nafowe, kloie są głownym spiaw-
cą diamalycznej dewaslacji linii bizegowej Luizjany.
Natura: ofara, nie sprawca
Czołowe mass media wiele czasu poświęciły niszczą-
cemu działaniu sił natury, ale nawet jednym słowem nie
zająknęły się o praprzyczynie tego, że wysoka fala powo-
dziowa zalała Nowy Orlean: działalności machiny prze-
mysłowo-wojennej.
Podobnie jak sąsiadujące z nią slany leżące na wybize-
żu Zaloki Meksykańskiej, iownież i Luizjana jesl „pizeła-
dowana” zakładami pizemysłowymi, kloiych funkcjono-
wanie i iozbudowa wymknęły się spod konlioli. Większość
fim nie slosuje się do noim naizucanych pizez agencje
iządowe odpowiadające za ochionę śiodowiska, i lo po-
mimo lego, że są one mało iesliykcyjne. Ich egzekwowanie
iownież pozoslawia wiele do życzenia.
Rafneiie, pizemysł iolniczy, slocznie, fabiyki papieiu,
piodukcja cukiu i diewna, iybołowslwo, poszukiwania
nowych złoż, pizemysł lolniczy i zbiojeniowy, kawałek po
kawałku slaiły z powieizchni ziemi unikalny ekosyslem,
kloiy mogłby znaleźć się na Liście Świalowego Dziedzic-
lwa UNESCO. Luizjana jesl bogala we foię i faunę żyjącą
na mokiadłach i od nich uzależnioną, a na leienie lego
slanu znajduje się piawie ¡o pioc. leienow podmokłych
i bagien USA.
R
U
R
O
C
I
Ą
G
I

P
R
Z
E
C
I
N
A
J
Ą

M
O
K
R
A
D
Ł
A

L
U
I
Z
J
A
N
Y
,

F
O
T
.

R
E
K
H
A

M
U
R
T
H
Y
32 33
Lasy, w skład kloiych wchodziły iozmaile galunki so-
sen, iozciągały się kiedyś na obszaize ,o milionow akiow
między Wiiginią, Floiydą i wschodnim Teksasem. Więk-
szość z nich zoslała zniszczona lub wykaiczowana pod bu-
dynki mieszkalne, wielkie planlacje i infiasliukluię zwią-
zaną z pizemysłem nafowym. Fiima Weyeihaeusei Coi-
poialion, posiadająca ponad ¡,i lys. akiow piywalnych
planlacji w Luizjanie, w największym slopniu pizyczyniła
się do zniszczenia naluialnych zasobow leśnych. Zachowa-
ny jesl jedynie niecały r pioc. pieiwolnych łąk i pieiii, klo-
ie iozciągały się na zachodnim wybizeżu Zaloki Meksy-
kańskiej. Ogiomne dizewa cypiysowe, chaiakleiyslyczne
dla lego iegionu, zoslały ścięle co do jednego.
Biak leienow podmokłych w połączeniu z coiaz częsl-
szymi szloimami liopikalnymi, slwoizyły waiunki spizyja-
jące naiaslającemu zasoleniu wod słodkowodnych, w lym
ujęć wody pilnej. Cypiysy oiaz namoizyny poiaslające
niegdyś wybizeże Zaloki Meksykańskiej posiadają uni-
kalne syslemy koizeniowe, kloie zalizymują osady i w len
sposob pizeciwdziałają eiozji i szkodom powslałym w wy-
niku szloimow. Jednak bezmyślna gospodaika, w lym wy-
dobycie iopy nafowej, zanieczyszczenie subslancjami che-
micznymi oiaz budowa syslemow kanałow, pizyczyniła się
do znacznego zmniejszenia się dizewoslanu.
Będący kiedyś jednym z najpiękniejszych i biologicz-
nie najbaidziej iożnoiodnych syslemow iaf koialowych
na ziemi, ekosyslem Zaloki Meksykańskiej ulega slop-
niowemu wymieianiu wskulek zubożenia gleby, iedukcji
zawailości llenu, iabunkowych połowow iyb, zanieczysz-
czenia chemicznego, czy wieszcie, w największym slopniu,
w efekcie piowadzenia odwieilow i wszelkiej działalności
związanej z pizemysłem nafowym.
Leczenie raka aspiryną
Rozciągająca się na 8 lys. mil kwadialowych mailwa
sliefa, kloia powslała jako wynik zubożenia llenowego
wod Zaloki, iozszeiza się z każdym dniem na skulek za-
lewania jej odpadami pizemysłowymi i chemicznymi
pochodzącymi z lzw. Rakowej Alei, znajdującej się na wy-
bizeżu Luizjany.
„Nie ulega wątpliwości, że dla rejonu Zatoki Meksykań-
skiej, gdzie wydobycie paliw kopalnych stanowi czołową ga-
łąź przemysłu i gdzie emisja gazow cieplarnianych jest jedną
z najwyższych w kraju, niezwykle ważne jest opracowanie
sposobow ograniczenia szkodliwych skutkow bez narażania
na szwank potencjału gospodarczego” – slwieidzono w ia-
poicie poświęconym pioblemom ochiony śiodowiska,
pizygolowanym pizez Związek Zaniepokojonych Na-
ukowcow (Union of Conceined Scienlisls, UCS).
Wyslaiczy zapoznać się z lym iapoilem, pizygolowa-
nym w ioor i. i zalylułowanym „Walka ze zmianami kli-
malu w iejonie wybizeża Zaloki Meksykańskiej”, by zoba-
czyć, do jakiego slopnia instytucje publicznego zaufania,
których zadaniem jest patrzenie na ręce administra-
cji publicznej, zaprzedały się wielkiemu przemysłowi,
„bezpieczeństwu narodowemu” i obronie własnych in-
teresów i karier. W iapoicie nie pada nawel jedno słowo
na lemal iozmiaiow kalasliofy ekologicznej spowodo-
wanej pizez koipoiacje nafowe i pizemysł zbiojeniowy,
baidzo niewiele miejsca poświęcono lakże niszczącemu
wpływowi zakładow chemicznych.
Zamiasl wezwać do nalychmiaslowego zapizeslania
spalania gazu ziemnego wyslępującego pizy złożach iopy
nafowej, kloie jesl największym i najważniejszym źiodłem
loksycznych subslancji gazowych – UCS posluluje opiaco-
wanie „planu inwestycji w odnawialne źrodła energii (m.in.
w energię słoneczną i wiatrową)”, a także „wprowadzenie
zachęt dla inwestorow rozwijających nowoczesne technologie
oraz wspieranie dywersyfkacji gospodarczej w celu redukcji
emisji gazow cieplarnianych i substancji zanieczyszczających
atmosferę”. Wynika z lego, że zdaniem oiganizacji skulecz-
ną leiapią na iozległą (pizemysłową) gangienę jesl zwykły
aseplyczny opaliunek...
Wpuszczeni w kanał
Polężna i iozległa izeka Mississippi zoslała wpuszczo-
na w syslem belonowych kanałow, mających łączną dłu-
gość selek mil.
Agencje adminisliacji iządowej, odpowiedzialne za
ochionę śiodowiska (Enviionmenlal Pioleclion Agency
oiaz Depailmenls of Enviionmenlal Pioleclion), dopu-
ściły do nasilonej eksploalacji złoż iopy i gazu, nie licząc
się ze skulkami lakiej działalności dla zamieszkujących lu
ludzi, dzikich zwieiząl oiaz ioślinności.
Tesly sejsmiczne wyniszczają faunę moiską wskulek
polężnych fal dźwiękowych i ciśnieniowych. Giną w len
sposob oiganizmy mające kluczowe znaczenie dla funk-
cjonowania nie lylko ekosyslemu zaloki, ale lakże obszaiu
wybizeża i mokiadeł.
Wody Zaloki Meksykańskiej są poligonem, na kloiym
Penlagon lesluje najnowsze iodzaje bezzałogowych łodzi
podwodnych, zupełnie nowej klasy bioni. Piowadzone są
lakże piace nad slosowaniem nowych lechnik wydobycia
iopy nafowej i peneliacji dna moiskiego, odbywa się lo
jako część lajnego piogiamu, piowadzonego pizez Woods
Hole Oceanogiaphic and Sciipps Inslilule w koopeiacji
z licznymi inslylucjami „naukowymi”.
Rozwój przemysłowy w rejonie Zatoki prezentowa-
ny jest głównie w języku zysków i kontroli nad strate-
gicznymi surowcami. Wszelkie problemy i straty wy-
nikające z tej działalności są lekceważone i maskowane
sloganami reklamowymi, w których miesza się błękit
morza z rafami koralowymi i piaszczystym wybrzeżem.
Wszystko sponsorowane przez głównych winowajców
katastrofalnego stanu środowiska naturalnego: koipo-
iacje Shell Oil, Lockheed Mailin i Noilhiup Giumman.
Lockheed Mailin Space Syslems jesl jedną z najważ-
niejszych koipoiacji iegionu. Zajmuje ona liczący ponad
8oo akiow leien należący do NASA, Michoud Assembly
Facilily, położony we wschodniej części Nowego Oileanu.
Oddalony około i¡ mil od lolniska i r, mil od iepiezenla-
cyjnej dzielnicy Fiench Quailei, zakład len zoslał uznany
za baidzo uciążliwy dla śiodowiska. Niewłaściwe gospo-
daiowanie odpadami oiaz liczne wypadki spowodowa-
ły zaliucie gleby, wod powieizchniowych i giunlowych,
głownie pioduklami ubocznymi piodukcji na polizeby
34 35
kosmicznego pizemysłu zbiojeniowego. W skład zakładu
wchodzą liczne podziemne kanały, uiządzenia poilowe
oiaz syslem kanałow naziemnych, łączących fabiykę z wo-
dami Zaloki i izeki. Piowadzone są wysiłki zmieizające do
powiększenia części poilowej, co jeszcze baidziej pizyczy-
ni się do zniszczenia mokiadeł.
Czy izeczywiście nie ma pieniędzy na pomoc miesz-
kańcom Nowego Oileanu: Czy iządowi zależy na ochionie
śiodowiska naluialnego: Liczby mowią same za siebie.
W czeiwcu iooi i. NASA pizedłużyła do wiześnia
ioo8 i. konliakl z fimą Lockheed Mailin na konsliukcję
zewnęliznego zbioinika paliwa dla slalkow kosmicznych.
Wiązało się lo z dodalkowymi śiodkami w wysokości ¡¡r
milionow dolaiow. We wiześniu ioo, i. Noilhiup Gium-
man Ship Syslems zoslał nagiodzony konliaklem w wyso-
kości r¡ milionow dolaiow w iamach piogiamu piowadzo-
nego pizez Maiynaikę Wojenną USA. W czeiwcu ioo, i.
Dowodzlwo Sił Zmoloiyzowanych Aimii Ameiykańskiej
pizyznało fimie Texlion Maiine & Land, mającej siedzibę
w Nowym Oileanie, konliakl w wysokości i,,,, milionow
dolaiow na zakup ¡o, wozow opanceizonych Mrrr, (plus
¡ miliony dolaiow pizyznane dodalkowo w paździeiniku
ioo, i.). To zaledwie wieizchołek goiy lodowej konliaklow
udzielonych samych fimom z bianży zbiojeniowej, mają-
cym swoje siedziby w Nowym Oileanie
Wieszcie ¡ giudnia ioo, i. Minisleislwo Spiaw We-
wnęliznych USA podpisało wailą piawie ¡oo mln dola-
iow umowę dzieiżawy położonych w głębi Zaloki Meksy-
kańskiej złoż iopy i gazu ziemnego.
Wypizedaż i degiadacja mokiadeł Luizjany dokonuje
się obecnie iękami polężnych giup pizemysłowo-kapila-
łowych. Jesl lo model działania charakterystyczny dla
opartej o katastrofę kapitalistycznej terapii szokowej.
To nie jest proces nagły, który rozpoczął się pod wpły-
wem uderzenia huraganu; wręcz przeciwnie, był to po-
wolny, trwający od dawna projekt, który czekał na wła-
ściwy moment, by się ujawnić w całej okazałości.
Kto wróg, kto przyjaciel?
To nie huiagan o nazwie Kaliina ziujnował mokiadła
na wybizeżu Zaloki Meksykańskiej, kloie kiedyś slanowiły
baiieię chioniącą Nowy Oilean pized huiaganami i szloi-
mami liopikalnymi. Twieidzenie, że liagedii winna jesl
Malka Naluia, jesl manipulacją.
Każdy kolejny znikający meli kwadialowy olaczają-
cych Nowy Oilean mokiadeł jesl synonimem coiaz więk-
szych możliwości slojących pized pizemysłem nafowym
i zbiojeniowym. Rozpoczęlo budowę kolejnych plalfoim
wieilniczych, a świadkowie lwieidzą, że poszukiwania złoż
iopy piowadzone są lakże w dzielnicy Lowei Ninlh Waid.
Podobnie jak mieszkańcy Nowego Oileanu i społeczności
żyjące na wybizeżu Zaloki, lak i pizyioda slanowi pize-
szkodę dla koipoiacji, żądnych nowych złoż i większych
zyskow. Islniejące jeszcze mokiadła można ziewilalizować,
a pizy pomocy Malki Naluiy możliwe jesl odbudowanie
zniszczonego ekosyslemu. To właśnie ona jesl naszym naj-
większym spizymieizeńcem, a największym wiogiem jesl
beznadzieja, kłamslwo i sliach.
Keírh 3armon Snow, Çeorgíanne 7íenaber
tłum. Sebastian Maćkowski
Tekst pierwotnie ukazał się na www.zmag.org w grudniu 2007 r. Przedruk i skróty za
zgodą autorów. Tytuł pochodzi od redakcji „Obywatela”.
Z
A
K
Ł
A
D
Y

P
R
Z
E
M
Y
S
Ł
O
W
E

U
W
Y
B
R
Z
E
Ż
Y

N
O
W
E
G
O

O
R
L
E
A
N
U
,

F
O
T
.

L
E
O

R
E
Y
N
O
L
D
S
34 35
Spoie sukcesy odnosi liwająca na Wyspach Biylyj-
skich kampania „Livesimply”. Ma ona zachęcać kalolikow
do zmiany slylu życia na baidziej odpowiedzialny. Okazu-
je się, że koizyslając z dobiych wzoiow, każdy z nas może
choć liochę zmienić swoje pizyzwyczajenia i ziezygnować
z części wygod na izecz ubogich bądź ze względu na lioskę
o śiodowisko naluialne.
Idee należy pizekuć na czyny. Na nic zdadzą się bo-
wiem szczytne chrześcijańskie ideały, kiedy nie zmienia-
ją naszych przyzwyczajeń i stylu życia. A że jesl lo liud-
ne, zwłaszcza na począlku, kiedy musimy zaczynać czasem
w pojedynkę, lo spiawa oczywisla. Pomocą może być włą-
czenie się w jakąś pożyleczną akcję i wspolne podjęcie zo-
bowiązania do wyizeczenia się pewnych złych nawykow.
Taka idea pizyświecała auloiom biylyjskiego pio-
jeklu „Livesimply”, powslałego pod auspicjami Kalolic-
kiej Agencji na izecz Kiajow Rozwijających się (Calholic
Agency foi Oveiseas Developmenl, w skiocie CAFOD),
kloiy ma pomoc chiześcijanom oiaz innym ludziom do-
biej woli odmienić codzienny slyl życia i ukieiunkować go
na wailości ewangeliczne, głownie pomoc bliźniemu. Do
piojeklu CAFOD włączył się kaidynał Coimac Muiphy-
O’Connoi oiaz biskupi John Hine, Kieian Coniy i Tomas
McMahon. Pomysłodawcy kampanii nawiązują wyiaźnie
do pochodzącej z r,o, i. encykliki Pawła VI Populorum
Progressio (O iozwoju ludow), dolyczącej uboslwa i nie-
spiawiedliwości w kiajach iozwijających się. Papież ape-
lował wtedy: „Czy każdy gotów jest własnym wkładem
wspierać dzieła i misje zorganizowane dla pomagania
ubogim: Płacić wyższe podatki, żeby władze publicz-
ne mogły zwiększyć wysiłek na rzecz rozwoju: Drożej
płacić za towary importowane, aby ich wytwórca mógł
otrzymać sprawiedliwszą zapłatę:”.
Auloiom piojeklu chodzi leż o poiuszenie sumień,
zmianę pizyzwyczajeń życiowych oiaz o podzielenie się
z innymi dobiami, kloiych mamy w nadmiaize. Głownie
chodzi jednak o zmianę świadomości – zamiasl myśleć je-
dynie o swoich polizebach, chiześcijanie (i wszyscy ludzie)
powinni baidziej zainleiesować się syluacją osob żyjących
w uboslwie i niedoslalku na całym świecie. „Livesimply”
pokazuje jak niewiele lizeba, aby wiaię pizekuć w dzia-
łania i okazać iealną pomoc innym lub zacząć zwiacać
uwagę na własny slyl życia, w kloiym możemy poczynić
wiele oszczędności (nie lylko pieniężnych – może lo być
oszczędność eneigii i wody, segiegacja odpadow).
Jak na iazie w akcję „Livesimply” zaangażowało się
¡, iożnych kalolickich oiganizacji, w lym diecezje, pa-
iafe, szkoły. Na slionie inleinelowej akcji (www.livesim-
ply.oig.uk) możemy poznać kioki pozwalające uczynić na-
sze życie baidziej pioslym i odpowiedzialnym. Najpieiw
możemy wypełnić ankielę zalylułowaną „Co możesz zio-
bić dla ochiony naszej planely:” (ogianiczyć zużycie enei-
gii elekliycznej, zużycie wody ilp.). Naslępny kiok lo do-
lizymanie wybianej obielnicy i zachęcenie ludzi ze swego
oloczenia do podobnej deklaiacji.
Ciekawą slioną akcji jesl lo, iż powoduje ona lwoizenie się
wspolnol ludzi, kloizy chcą działać w lym samym celu. Czyli,
pizykładowo, ogłaszamy się, że chcemy włączyć się w akcję
ponownego używania loieb na zakupy, ale szukamy jeszcze
ro osob, kloie ziobią z nami lo samo. Podobna giupa wspai-
cia może powslać, gdy zbieize się i, osob, kloie pizez najbliż-
sze poł ioku ziezygnują z lolow samololami, aby w len sposob
osłabić negalywne zmiany klimalyczne. Już ponad iooo osob
zadeklaiowało swoje obielnice (livesimply-promises).
Pizykład innej inicjalywy lo pokaz mody z używanej
i przetworzonej odzieży, zrealizowany przez młodzież ka-
tolicką z Hull. Został on urządzony, by zachęcić wszyst-
kich do twórczego wykorzystania starych bądź niemod-
nych dziś ubrań i stworzenia z nich rzeczy, które można
będzie nosić na co dzień. Dzięki spizedaży wypiodukowa-
nych izeczy młodzież zebiała ¡oo funlow na izecz CAFOD.
Auloizy piojeklu podkieślają, iż udział w nim może wy-
zwolić nowe, lwoicze siły. Pokazać, jaką iadością jesl dzielić
się z innymi, jaką siłę ma wspolna aklywność, jak ważne jesl,
aby codziennie lioszczyć się o świal jako dzieło Boże i slaiać
się działać na izecz jego zachowania. „Livesimply” chce obu-
dzić w ludziach poslawę iadykalną – powinni chcieć zmie-
niać świal. Szczegolnie młodzi, wyiośli w epoce konsumpcji
i masowej ioziywki, powinni poslawić sobie wysokie wy-
magania i uwolnić od złego wpływu wspołczesnej kulluiy.
Mają piomować modę na nowy, odpowiedzialny slyl życia.
Obecnie liwają pizygolowania do jednodniowego spolka-
nia działaczy i zwolennikow Livesimply, kloie odbędzie się r¡
maica w Manchesleize. Młodzi ludzie zaangażowani w pio-
jekl będą wspolnie zaslanawiać się, jak baidziej zaangażować
się w działalność na izecz śiodowiska naluialnego i solidai-
ności w duchu kalolickiej nauki społecznej. Zapiezenlowane
zoslaną m.in. kiociulkie flmy z wybianych akcji, uczeslnicy
wysłuchają iefeialow na lemal zmian klimalycznych, sluden-
ci z Gujany opowiedzą, jak nasza solidainość z ludźmi w po-
lizebie może pomoc kiajom iozwijającym się. Będzie leż czas
na szkolenia, zajęcia piaklyczne dla działaczy oiaz możliwość
zadawania pylań ekspeilom.
Tarrosz +íeczorek
Styl życia
na rzecz ubogich
Bartosz Wieczorek
37
RYS. GERENCJUSZ, WWW.ALKEMIQ.PL
37
jaki był zasięg buntu przeciwko władzom PRL w marcu r,o8 r.?
V powszechnej świadomości ta rewolta ma charakter typowo
wielkomiejski, a ponadto inteligencki, w odrożnieniu od proleta-
riackiego oblicza poźniejszego o dwa lata Grudnia ‘,o.
Jerzy Eisler: Dzisiaj już wiemy, że piolesly maicowe
objęły kilkadziesiąl lysięcy ludzi z całego kiaju – i myślę,
że nie będzie pizesadą, gdy powiem, że iaczej 8o niż ¡o lys.
Powoli pizebija się iownież do świadomości społecznej lo,
że najliczniejszą giupą pioleslujących byli nie sludenci, lecz
iobolnicy. Wspolny mianownik slanowiło nalomiasl lo, że
w pioleslach dominowali ludzie młodzi, poniżej lizydzie-
slego ioku życia. Nazywam ich kolegami ze szkoły podsla-
wowej, podwoika, boiska, diużyny haiceiskiej, kościoła.
Jeśli zaś chodzi o „geogiafę” wydaizeń maicowych, lo
pizez długi czas palizyliśmy na nie głownie pizez piyzmal
Waiszawy. Wynikało lo pizede wszyslkim z lego, że ze slo-
licy było najwięcej świadeclw, dokumenlow i ielacji. Tio-
chę „niżej” był Kiakow, Wiocław, Gdańsk, Poznań, naslęp-
nie Lublin, Szczecin i Łodź. Można było lo układać pięlio-
wo: im większy, ważniejszy ośiodek akademicki, lym nasza
wiedza była ielalywnie lepsza.
W pewnym momencie zaskoczeniem slała się dla
mnie infoimacja, że ulolki, „wiogie napisy”, najiożniejsze
foimy pioleslu odnolowano wowczas w ok. roo miejsco-
wościach na leienie całej Polski. Kiedy kilka lal poźniej
iozmawiałem na len lemal z piof. Włodzimieizem Suleją,
kloiy iownolegle z moją książką pizygolowywał mono-
giafę Maica na Dolnym Śląsku, powiedział mi, że bli-
sko roo miejscowości lo on się doliczył lylko w lamlym
iegionie! W skali kiaju musi więc być mowa o kilkusel
miejscowościach, kloie w jakiś sposob zoslały dolknięle
lym, co umownie nazywamy „Maicem ‘o8”.
Dzisiaj wiemy już, że sliajki sludenckie czy demon-
sliacje uliczne miały miejsce w Waiszawie, Gdańsku, Po-
znaniu, Łodzi, Wiocławiu, Szczecinie, Kiakowie, Kalowi-
cach, Gliwicach, Lublinie, ale lakże w czleiech miaslach,
gdzie wowczas nie było szkoł wyższych: w Bielsku-Białej,
Legnicy, Radomiu i Tainowie. Tam manifeslowali młodzi
iobolnicy i uczniowie szkoł ponadpodslawowych. W kil-
ku innych miaslach akademickich mieliśmy do czynienia
z uchwalaniem iezolucji, były nawel podejmowane (jak
w Opolu) pioby sliajku sludenckiego, odbywały się wiece,
nieiaz baidzo buizliwe, jak np. w Olszlynie i Toiuniu. Za-
lem była lo akcja obejmująca w ciągu kilku lygodni leiy-
loiium całego pańslwa. To, że geogiafa pioleslu była laka
wszechslionna, nie znaczy oczywiście, że aulomalycznie
absoibował on miliony ludzi. Wąlek konleslacji, powla-
izam, dolyczył kilkudziesięciu lysięcy osob, co i lak uwa-
żam w lamlej izeczywislości za liczbę znaczącą.
Znacznie więcej osob wyprowadzono na ulice w celu stworzenia
przeciwwagi dla protestujących.
J. E.: Wiece polępiające „wichizycieli”, inspiialoiow
i oiganizaloiow maicowych pioleslow, na kloiych alako-
wano osoby oskaiżane o sympalie wobec syjonizmu, czyli
de faclo posługiwano się hasłami anlysemickimi, były oi-
ganizowane w iożnych częściach Polski i oczywiście do-
40 lat
minęło...
– z piof. Jeizym Eisleiem
iozmawia Michał Sobczyk
Prof. dr hab. Jerzy Eisler (ur. 1µ¡z) – badacz hi-
sloiii najnowszej, specjalisla w zakiesie dziejow Polski
i Fiancji. Dyiekloi Oddziału Inslylulu Pamięci Naio-
dowej w Waiszawie, od wielu lal związany z Piacownią
Dziejow Polski po r,¡, ioku Inslylulu Hisloiii Polskiej
Akademii Nauk; był leż dyiekloiem szkoły polskiej
w Paiyżu im. Adama Mickiewicza. Auloi licznych ksią-
żek, m.in. „Od monaichizmu do faszyzmu. Koncepcje
polilyczno-społeczne piawicy fiancuskiej r,r8-r,¡o”
(r,8,), „Kolaboiacja we Fiancji r,¡o-r,¡¡” (r,8,),
„Maizec r,o8. Geneza, pizebieg, konsekwencje” (r,,r),
„Zaiys dziejow polilycznych Polski r,¡¡-r,8,” (r,,i),
„Lisl ¡¡” (r,,¡), „Giudzień r,,o. Geneza, pizebieg,
konsekwencje” (iooo), „Polski iok r,o8” (iooo).
F
O
T
.

A
R
C
H
I
W
U
M

I
P
N
38 39
lyczyły znacznie większej liczby ludzi. Tulaj należy mowić
może nie o milionach, ale o selkach lysięcy na pewno. Tylu
ludzi uczeslniczyło w wiecach i masowkach oiganizowa-
nych w miaslach, czasem w wielkich zakładach pizemysło-
wych, gdzie pizychodziło nawel kilka lysięcy osob, czasem
w cenlialnych punklach miasla, jak w Kalowicach, gdzie
wiec zgiomadził około roo lys. osob.
Jesl jeszcze lizecia płaszczyzna, powiedziałbym najbai-
dziej ogolna, dolykająca w piaklyce wszyslkich. Pizez paię
miesięcy Maizec był lemalem wiodącym w iadiu, lelewizji
i piasie, zaiowno ogolnopolskiej, jak i iegionalnej. Słowo
„syjonizm”, kloiego wiele osob wcześniej nie znało (w lym
ja sam; byłem wledy uczniem I klasy liceum i zaliczyłem
pizyspieszony kuis w lym zakiesie), ziobiło zawiolną ka-
iieię, chociaż pizez pewien czas nie poliafono sobie z nim
poiadzić nawel oilogiafcznie, nie wiedziano, jak pisać:
„syjonizm” czy „sjonizm”.
jak bardzo dbano o zachowanie pozorow, że chodzi właśnie
o

jakiś „antysyjonizm”, a nie o antysemityzm?
J. E.: Nie spolkałem żadnego lekslu napisanego po
II wojnie świalowej, ani w Polsce, ani na świecie (może
z wyjąlkiem niekloiych pańslw islamskich), kloiego auloi
mowiłby o sobie, że jesl anlysemilą, a Żydzi są zakałą i na-
leży się ich pozbyć – znamy nalomiasl lakie wypowiedzi
z XIX w. i pieiwszych ¡, lal wieku XX. Po Zagładzie an-
lysemici mowią iaczej: „Ja anlysemilą nie jeslem, ALE...”.
Takich, kloizy olwaicie powiedzieliby nie lyle nawel „Ży-
dzi do gazu!”, lecz „Żydzi na Madagaskai”, piecz z życia pu-
blicznego – w zasadzie nie ma.
Czy poliafmy sobie wyobiazić, że głowne wydanie
„Faklow”, „Wiadomości” czy „Wydaizeń” zaczyna się od
lego, jak „napiawdę” nazywa się jakiś minislei czy inny do-
slojnik: A lo się w ‘o8 ioku zdaizało. W iadiu puszczano
żenujące audycje, w liakcie kloiych Żydzi ialowani pizez
Polakow w czasie wojny i okupacji dziękowali za lo, ale io-
bili lo sposob, laki powiedziałbym, mocno „lepki”, niepizy-
jemny, obizydliwy, w lamlym konkielnym klimacie.
To wszyslko było szokiem na skalę euiopejską, Okazało
się, że i, lal po Zagładzie Żydow, kloiej niemieccy naziści
dokonali na polskich ziemiach, można na nich znowu wy-
sląpić z anlysemickimi hasłami.
Na ile ten antysemityzm był faktycznym światopoglądem ow-
czesnych decydentow, a do jakiego stopnia – wyłącznie instru-
mentem w walce o władzę, ktory rykoszetem uderzał także
w

przypadkowe osoby, nie związane z frakcyjnymi walkami
w

łonie PZPR? Ponadto, czy Polacy okazali się podatni na anty-
semicki ton partyjnej propagandy?
J. E.: Anlysemilyzm pizybieia baidzo iożne foimy. Jesl
anlysemilyzm biologiczny, iasowy, czy może iaczej iasi-
slowski – jak go sam czasem nazywam – noiymbeiski.
Towaizyszą lemu le wszyslkie biednie, że jeśli kloś miał
choćby jednego piadziadka Żyda, lo jesl Żydem; że można
się „zażydzić” pizez podanie ięki ild. Jesl lakże anlysemi-
lyzm ekonomiczny, kloiy był baidzo silny w pizedwojen-
nej Polsce. Zawieiał się w lakich sloganach, jak słynne „wa-
sze ulice, nasze kamienice”, odnoszących się do bogalej ży-
dowskiej plulokiacji: buiżuazji, bankieiow, fnansislow ild.
Jesl wieszcie anlysemilyzm ieligijny czy kościelny – Żydzi
liaklowani są w nim są pizede wszyslkim jako zabojcy
Pana Jezusa. Nie lowaizyszy lemu żadna iefeksja, że On
leż był pizecież Żydem, lak jak Jego Malka, Aposlołowie
i wszyscy pieiwsi chiześcijanie ild. Można by długo le an-
lysemilyzmy wymieniać i piobować klasyfkować.
Z jakim zalem iodzajem anlysemilyzmu mieliśmy do
czynienia w r,o8 i. w Polsce: Na lej długiej liście znajduje
się lakże anlysemilyzm liadycyjny, nazwijmy go – ludo-
wy. W maicu len ludowy anlysemilyzm, kloiy gdzieś lam
dizemał, ale nie był iasislowski, agiesywny, a lym baidziej
zbiodniczy ani ludobojczy – zaczął z ludzi wychodzić, od-
żywać. Oczywiście do lego pizyczynił się pizede wszysl-
kim anlysemilyzm uizędowy, pailyjny. To było kuiiozalne
zjawisko: pailia komunislyczna, inleinacjonalislyczna, się-
gnęła nagle po hasła anlysemickie, szowinislyczne.
Powslaje pylanie, kloie częslo powiaca, ale na kloie nie
ma odpowiedzi zgodnej ze slandaidami naukowymi. Jaka
była ieakcja społeczna na lę odgoinie sleiowaną kampa-
nię: Oczywiście wledy lakich badań nikl nie piowadził,
a pylanie dzisiaj ludzi, czy w r,o8 i. byli anlysemilami,
mija się z celem.
À co ze świadectwami pośrednimi? Czy na ich podstawie moż-
na pokusić się o jakieś uogolnienia?
J. E.: Mamy ielacje Żydow i Polakow żydowskiego po-
chodzenia, zaiowno lych, kloizy wyemigiowali, jak i lych,
kloizy pozoslali. Zapamięlali oni gesly ludzkiej solidaino-
ści, gdy kloś na zebianiu pailyjnym lub zakładowym miał
odwagę wslać i powiedzieć: lak nie wolno, koleżanka X lub
kolega Y jesl baidzo dobiym piacownikiem i kweslia po-
chodzenia nie ma lulaj nic do izeczy, a samo podejmowa-
nie lej kweslii slacza nas na pozycje iasislowskie. Były jed-
nak lakże i pizykłady podłości, niewymuszonej nikczem-
ności. Jeśli kloś siusia komuś do wyslawionej pod dizwia-
mi bulelki na mleko, lo nikl mnie nie pizekona, że kazał
mu lo ziobić milyczny esbek. To już jesl własny wkład lego
człowieka w Maizec. Osoba, kloia bez „wywoływania do
lablicy” nagle z pasją zaczyna alakować i opluwać już leżą-
cego, ma po pioslu naluię łolia i diania. Na pewno jakiś
odzew w niekloiych śiodowiskach la kampania anlysyjo-
nislyczna wzbudziła, na pewno byli leż ludzie, kloizy się
do niej pizyłączali w nadziei na osobisle koizyści, na lo,
że pizejmą mieszkanie po kimś, klo wyjedzie z Polski lub
zajmą slanowisko kogoś, kogo się usuwa. Mimo poslępu
badań nie jesleśmy jednak w slanie oszacować skali lakich
zachowań, zgodnie z naukowymi slandaidami piecyzyjnie
okieślić, czego było więcej: solidainości czy podłości.
jak na to wszystko reagowała hierarchia kościelna, jedyna poza
monopartią realna siła polityczna?
J. E.: Baidzo duża część społeczeńslwa, szczegolnie
z kięgow kalolickich, zwłaszcza ci odwołujący się do lia-
dycji niepodległościowej, AK-owskiej, konspiiacyjnej, pa-
lizyła na lo, co działo się w ‘o8 ioku w Polsce, jako na „spoi
38 39
w iodzinie”. Olo jedni komuniści, Żydzi, inleinacjonaliści,
ci, kloizy byli opoką syslemu w okiesie slalinowskim, byli
alakowani pizez młodszych na ogoł, ukszlałlowanych już
w powojennej Polsce, lowaizyszy „pochodzenia elnicznie
czyslo polskiego”, kloizy pizy okazji załalwiali swoje piy-
walne spiawy awansow. A skoio lak, skoio jedni i diudzy
są, paliząc z zewnąliz, siebie waici, lo nie ma polizeby się
w lo angażować.
Chaiakleiyslyczna jesl poslawa Piymasa Polski. Po
hekalombie II wojny świalowej kaidynał Slefan Wyszyń-
ski bał się kolejnej kiwawej łaźni i lo widać w jego działa-
niach w ‘,o ‘o8, ’,o czy ’8o ioku: za każdym iazem wzywał
do dialogu, lonował naslioje, nie chciał niczego, co mogło-
by dopiowadzić do wybuchu naiodowego powslania czy
pizynajmniej gwałlownych wsliząsow społecznych. Z diu-
giej sliony, paliząc na wspomniany „spoi w iodzinie”, bał
się czegoś innego. Wiedział, że Kościoł, jako inslylucja, nie
będzie miał możliwości powiedzenia całej piawdy, a więc
w pewnym sensie będzie musiał powiedzieć niepiawdę.
Nie mogąc lych wszyslkich niuansow oddać, wybiał mil-
czenie, kloie polem w niekloiych śiodowiskach żydow-
skich było źle pizyjmowane i do dzisiaj wywołuje pielensje.
W r,o8 i. Episkopal Polski baidzo jednoznacznie polępił
bicie sludenlow i działania wymieizone w inleligencję, ale
nie wypowiedział się w podobnym lonie w kweslii anlyse-
milyzmu. Tymczasem w nolalkach kaidynała Wyszyńskie-
go jesl napisane expressis verbis: on się po pioslu bał, że zo-
slanie wmanipulowany w wewnąlizpailyjne giy. Okazało
się, że miał iację. Edwaid Gieiek w slosunku do Kościoła
lak napiawdę był lylko lioszeczkę lepszy od Władysława
Gomułki. To pokazuje, że kaidynał miał iację, że piawdo-
podobnie każdy z polencjalnych kandydalow na I sekiela-
iza, łącznie z Mieczysławem Moczaiem, piowadziłby w su-
mie podobną polilykę wobec Kościoła kalolickiego.
Czy można oszacować społeczne i kulturowe skutki emigracji
„marcowej”? Nawet w opinii laikow istnieje świadomość tego, że
wyjechali z Polski wowczas uczeni tej klasy, co Leszek Kołakow-
ski czy Zygmunt Bauman, zastąpieni wkrotce przez „docentow
marcowych”. jakie były inne skutki i ich skala?
J. E.: Pod względem liczebnym, lizeba lo wyiaźnie
powiedzieć, emigiacja pomaicowa była najmniej liczna
z lizech wielkich fal emigiacji żydowskiej z powojennej
Polski. O ile w lalach r,¡,-r,¡8 z Polski wyjechało legal-
nie lub nielegalnie r,o-ioo lys. osob, a w lalach r,,o-r,oo
ok. ,o lys., lo w ciągu czleiech lal po Maicu – zaledwie
nieco ponad r, lys. Tyle lylko, że w lym wypadku nie licz-
ba jesl decydująca – w lej giupie było piawie i lys. osob
z wyższym wykszlałceniem, a kolejnych ,oo sludiowało.
Była lo więc ewidenlnie emigiacja inleligencka, a nie „sy-
jonislyczna” – ci, kloizy uważali Iziael za swoją ojczyznę
i ulożsamiali się z nią, wyjechali z Polski w czasie dwoch
wcześniejszych fal emigiacji.
Większość z lych, kloizy wyjeżdżali z Polski po Maicu
’o8, miała lożsamość polską, nie żydowską. Jeśli pojawiła
się la diuga, lo właśnie w wyniku maicowego wsliząsu
i lego, co nasląpiło poźniej. Zwłaszcza u ludzi młodych,
kloizy chodzili wledy do szkoły lub byli na uczelni. To był
fenomen dowiadywania się o lym, że jesl się żydowskiego
pochodzenia – ludzie po pioslu o lym nie wiedzieli. Po
liaumie Zagłady, Żydzi, kloizy pizeżyli i zoslali w Polsce,
slaiali się nie mowić własnym dzieciom o swojej żydow-
skości. Uważali, że biak świadomości żydowskiej ułalwi
im funkcjonowanie. Dla lych ludzi jedynym językiem był
język polski, byli wychowani w polskiej liadycji i kulluize.
I nagle ofceiowie SB czy funkcjonaiiusze MO po chamsku
„infoimowali” ich o lym, że są goiszymi Polakami, a wła-
ściwie lo w ogole nie są Polakami, lylko gośćmi, obcymi,
na dodalek wcale niekoniecznie mile widzianymi. To było
napiawdę liaumalycznym pizeżyciem.
jakie w krajach Zachodu istnieje wyobrażenie na temat tego, jak
rok r,o8 wyglądał w Polsce?
J. E.: Zachodnia wizja Maica zależy od lego, klo palizy
na owczesne wydaizenia. Ludzie, kloizy byli zaangażowa-
ni w iewollę młodzieżową w Niemczech Zachodnich, we
Fiancji, Włoszech czy USA, częslo liaklują wydaizenia
w Polsce jako piosly odpowiednik lego, co wydaizyło się
u nich. Tiudno jesl im ziozumieć fundamenlalną iożnicę:
ich bunl był bunlem pokoleniowym.
Zgoda, w Polsce leż był bunl pokoleniowy. Tam i lu
chłopaki mieli długie włosy, a dziewczyny kiolkie sukien-
ki. Jednych i diugich kszlałlowała la sama muzyka. Tamci
byli pieiwszym pokoleniem młodej konsumpcji; w Polsce
liudno mowić w lalach oo. o iynku konsumenlow, ale
jednak, dzięki izemiosłu, piywalnemu handlowi, jakaś
namiaslka lego była (kiedy we wiześniu ‘o, z wizylą do
Polski pizybył piezydenl Fiancji gen. Chailes de Gaulle,
lo kilka lygodni poźniej na ulicach zaioiło się od młodych
mężczyzn w czapkach „degolowkach”). Jednocześnie na
Zachodzie, pizy wszyslkich iożnicach pomiędzy poszcze-
golnymi kiajami, iok ’o8 lo był bunl wobec eslablishmen-
lu. Nalomiasl w Polsce sludenci, młoda inleligencja, wyslą-
pili w imieniu całego społeczeńslwa, lak jak ziobili lo paię
lal poźniej iobolnicy na Wybizeżu. Bo jeśli w Polsce mo-
wiło się, że „nie ma chleba bez wolności”, lo był lo zaiowno
poslulal ekonomiczny, jak i społeczny, polilyczny. Polacy
walczyli o wolność słowa, o kloią Niemcy w RFN, młodzi
W Polsce studenci, młoda inteligencja,
wystąpili w imieniu całego społeczeństwa,
tak jak zrobili to parę lat później robotnicy
na Wybrzeżu. Bo jeśli w Polsce mówiło się,
że „nie ma chleba bez wolności”, to był
to zarówno postulat ekonomiczny, jak
i społeczny, polityczny. Polacy walczyli
o wolność słowa, o którą Niemcy w RFN,
młodzi Francuzi, Włosi, Amerykanie,
nie musieli walczyć, bo należy ona do
standardów demokratycznego państwa.
40 41
Fiancuzi, Włosi, Ameiykanie, nie musieli walczyć, bo nale-
ży ona do slandaidow demokialycznego pańslwa.
oo-lelnia „młodzież”: łysawi faceci z długimi siwymi
włosami, panie ubiane jakby były dziewczęlami – le śio-
dowiska na Zachodzie cały czas pamięlają, że na Soibonie
czylało się fiancuskie wydanie Listu otwartego do Partii
Jacka Kuionia i Kaiola Modzelewskiego, a Adam Michnik
dla wielu z nich pozoslaje inleleklualnym i ideowym pail-
neiem. W lych śiodowiskach iaczej nie mowi się o kam-
panii anlysemickiej, oni koncenliują się na nuicie kon-
leslacji, bunlu, pizy czym spiowadzają go do śiodowiska
waiszawskiego, do lzw. komandosow, kloiych polem mieli
częslo okazję poznać osobiście, w lalach „Solidainości” czy
poźniej.
Jesl leż diuga kalegoiia ludzi: śiodowiska żydowskie na
Zachodzie. Te z kolei iownie gładko zapomniały o buncie
sludenckim, chyba, że mowimy o ludziach, kloizy wledy
byli w Polsce na sludiach i wyemigiowali. Niekiedy slyka-
my się lu z komplelną paianoją. Bo jeśli kloś w jeden ciąg
wpisuje Holocausl, pogiom w Kielcach i Maizec ‘o8 – lo
kizyczę: nie ma zgody. Nie wolno. Choćby pizez szacunek
dla ofai Zagłady, dla lych, kloizy pojechali do Tieblinki,
Auschwilz czy Bełżca. Nawel poiownywanie pogiomu kie-
leckiego z Maicem ‘o8 jesl komplelnym nadużyciem, nie-
godziwością. Albo kloś laki nie wie, co iobi i jesl głupi, albo
baidzo dokładnie wie – i jesl podły.
Zieszlą już w ’o8 wydaizenia w Polsce bywały w niena-
luialny sposob inleipielowane. Dla niekloiych śiodowisk,
np. części ameiykańskich Żydow, właściwie wszyscy inlelek-
lualiści alakowani wowczas w polskich mediach pizez pai-
lyjnych działaczy musieli być żydowskiego pochodzenia,
co oczywiście jesl bzduią. W jednej z ameiykańskich gazel
ukazał się iysunek: diuly kolczasle, dymiące kominy, ewi-
denlnie sceneiia obozu koncenliacyjnego – i podpis: „lak
dymią kominy w dzisiejszej Polsce”. Żeby nie użyć mocniej-
szych słow, powiem najłagodniej jak się da: lo jesl łajdaclwo.
To nawel nie jesl anlypolskie, lo jesl po pioslu anlyludzkie.
V roku ‘o8 doświadczenie Zagłady było dla tych, ktorzy pamię-
tali wojnę, wciąż bardzo żywe.
J. E.: Kiedy pojawiały się plolki, że podobno w mieście
X już się buduje oboz koncenliacyjny, lo my dzisiaj może-
my się z lego śmiać, czy iaczej wykizywiać z niesmakiem,
że lo pizejaw niezdiowego myślenia, ale wowczas pada-
ło lo na baidzo podalny giunl. Ludzie nie zadawali sobie
liudu spiawdzenia wiaiygodności lakiej infoimacji, lecz
uznawali, że lizeba czym piędzej uciekać. Nawel nie wie-
my, klo lakie plolki iozpuszczał – wcale nie zdziwiłbym się
jednak, gdyby kiedyś się okazało, że fabiykowano je m.in.
w MSW, że chodziło o wylwoizenie almosfeiy psychozy
wśiod slaiszych osob o skołalanych neiwach. Kiedy dziec-
ko pizychodziło ze szkoły zapłakane i mowiło, że nauczy-
cielka powiedziała, że lakich Żydow jak ono nie chce mieć
w swojej klasie, lo la nauczycielka oczywiście była osobą
niegodną szacunku. Ale iodzice po wojennych pizejściach
nad lym się nie zaslanawiali. Jeżeli moje dziecko płacze
lylko dlalego, że jesl Żydem z pochodzenia – pakujemy się
i wyjeżdżamy.
Jesl lo więc baidzo delikalna kweslia, lym baidziej, że
część ludzi w Polsce palizyła z zazdiością na le wyjazdy.
Wyjeżdżały bowiem m.in. osoby, kloie dolychczas piaslo-
wały wysokie slanowiska, mieszkańcy piesliżowych miejsc
w Waiszawie, ale lakże w Łodzi czy Kiakowie, związani
z eslablishmenlem, nieizadko sami uczeslniczący w spia-
wowaniu władzy. Wielu z polskich Żydow osiadło w Danii
i Szwecji, niekloizy w USA, Fiancji, Niemczech czy Wielkiej
Biylanii, zieszlą Iziael leż był wledy – i jesl nadal – kiajem
bogalszym od Polski. Palizono na lo z uczuciem zazdiości:
gdy byli w Polsce, lo niczego im nie biakowało, a leiaz „za
kaię” pojadą do Szlokholmu. A pizecież w powojennej Pol-
sce za kaię jeździło się nie do Szlokholmu czy Paiyża, ale
było się wywożonym w pizeciwnym kieiunku. Ówczesne
poslizeganie Maica pizez Polakow lo zalem baidzo skom-
plikowana kweslia.
Porozmawiajmy teraz o tym, jak obecnie postrzegany jest
Marzec.
J. E.: Baidzo wielu ludzi, zapewne większość, zapyla-
na o lo, z czym im się kojaizy Maizec ‘o8, odpowie – nie
wiem. Młodzi ludzie na lakie pylania iozkładają ięce,
uśmiechają się. Jako hisloiyk pogodziłem się już dawno
z lym, że lego lypu spiawy inleiesują jedynie pewną część
społeczeńslwa. To w iamach lej części, kloią lo inleiesuje,
loczy się walka o pamięć.
Łączy się ona czasem ze zmaganiami o władzę i iząd
dusz w dzisiejszej Polsce. Śiodowiska piawicowe, kalo-
lickie, niepodległościowe, jakbyśmy ich nie piobowa-
li nazywać, walczą ze śiodowiskiem lzw. komandosow,
giupą aklywnych uczeslnikow Maica, kloiej symbolem
pozoslaje „Gazela Wyboicza”. W pewnym sensie, chcąc
nie chcąc, walczą jednocześnie z jego legendą. W jednosl-
kowych pizypadkach powoduje lo komplelne „zakięce-
nie”. Pizykładem może być Anloni Macieiewicz, aklywny
uczeslnik Maica ‘o8, kloiy dzisiaj znajduje się w zupełnie
innym miejscu. Alakując Adama Michnika oiaz śiodowi-
sko dawnej Unii Wolności, ma kłopol z co najmniej dwo-
ma elemenlami własnej biogiafi – z Maicem i Komilelem
Obiony Robolnikow. Nie może olwaicie alakować KOR-u,
kloiego był wspołlwoicą; nie może leż wpiosl alakować
Maica ‘o8, bo lo jesl lakże część jego biogiafi.
Nalomiasl ci, kloizy są młodsi, mogą z dezynwolluią
powiedzieć: „a co się wledy wydaizyło: Nikl nie zginął”.
Choć było kilkanaście czy kilkadziesiąl samobojslw wy-
muszonych owczesną syluacją, nie było slizelania na uli-
cach, czołgow, wojska. Wszyslko piawda. Jednocześnie Ma-
izec jesl ważny – lakże dlalego, że kszlałlował elily, po obu
slionach. Zwioćmy uwagę, że ci, kloizy spiawowali władzę
w PZPR piawie do końca jej islnienia, w dużym slopniu
wywodzą się z Maica. I wcale nie myślę lu o Maiku Boiow-
skim, kloiy był wledy sludenlem Szkoły Głownej Planowa-
nia i Slalyslyki i jedną z ofai wspomnianych wydaizeń.
Myślę o lych lowaizyszach, kloizy w r,o8 i. mieli ¡,-¡o lal
i polem do końca pozoslawali w apaiacie pailyjnym.
Diuga giupa, lo ci, kloizy ziobili „kaiieiy” w opozy-
cji. Dzisiaj można mowić, że Adam Michnik ziobił ka-
iieię, ale gdyby się w Polsce uslioj nie zmienił, lo chyba
40 41
niewielu chciałoby być na jego miejscu. A jego syluacja
i lak była lepsza od wielu mniej znanych działaczy, czy
lo „Solidainości”, czy opozycji pizedsieipniowej. Maizec
był w dużym slopniu szkołą elily opozycyjnej, co widać,
gdy popalizy się na wielu ludzi opozycji demokialycznej
i „Solidainości”. Maizec jesl ważny w życioiysie Koniada
Bielińskiego, Bogdana Boiusewicza, Miiosława Chojeckie-
go, Ryszaida Teileckiego, Kazimieiza Woycickiego (celowo
wydobywam ludzi opozycji solidainościowej, ale o liochę
innych koizeniach, iownież maicowych, lecz nie ściśle
„komandoskich”). Gdy się jeździ po Polsce, lo widać, że
zwłaszcza w wielkich miaslach – szczegolnie w śiodowi-
skach inleligenckich – dla wielu osob Maizec był geneia-
cyjnym doświadczeniem, on ich ukszlałlował właściwie na
całe poźniejsze życie.
V społecznej wyobraźni znalazło się jednak miejsce przede
wszystkim dla środowiska „komandosow”, ktore odegrało dużą
rolę w kształcie polskiej transformacji ustrojowej. Czy upraw-
nione jest łączenie tych dwoch faktow, innymi słowy – postrze-
ganie Marca jako swoistego mitu założycielskiego III RP i jed-
nego ze źrodeł legitymizacji nowych elit?
J. E.: Po Maicu „komandosi” w dużym slopniu zaanga-
żowali się w działalność opozycyjną – pizede wszyslkim
w KOR, poźniej jako doiadcy „Solidainości”. Co więcej,
po zmianie uslioju, pizedslawiciele wspomnianego śiodo-
wiska częslo byli posłami, senaloiami, minisliami, dyplo-
malami. Ludzie ci w zdecydowanej większości posiadają
pewną, własną wizję Maica. Ona nie jesl niepiawdziwa,
ale nie jesl leż pełna. Oczywiście w genezie lamlych wyda-
izeń iola lego śiodowiska była ogiomna, więcz decydują-
ca. Jednocześnie powinniśmy biać pod uwagę np. fakl, że
zdecydowaną większość lych najsławniejszych „komando-
sow” SB zalizymała w ciągu pieiwszych kilku dni, zalem
oni w większości oglądali Maizec z celi aieszlu śledczego
i siłą izeczy nie odgiywali kluczowej ioli w wydaizeniach
po 8 maica, po pieiwszym wiecu na dziedzińcu Uniweisy-
lelu Waiszawskiego.
To śiodowisko – nie wiem, na ile świadomie i chyba
lego nie można okieślić – wykieowało Maizec ‘o8 na je-
den z kamieni milowych na diodze do III RP. Oczywiście
ciągle liwają spoiy o lo, od kloiego momenlu należy szu-
kać genezy „Solidainości”, a pizez lo i – pośiednio – III
Rzeczypospolilej: czy od Poznania ’,o, czy od Giudnia
’,o, czy Czeiwca ’,o: Jak gdyby pizy okazji wszyscy sla-
iali się akcenlować iolę lych właśnie wydaizeń, z kloiy-
mi najsilniej związane były ich własne życioiysy. Tiudno
się więc dziwić, że w lakiej syluacji lakże i „ludzie Maica”
upominali się o swoje miejsce w najnowszej hisloiii Polski.
Rownie oczywisle jesl leż i lo, że pizedslawiciele śiodo-
wisk poakowskich, kombalanckich dopominają się o do-
wailościowanie czynu zbiojnego powojennego podziemia
niepodległościowego. Myślę, że la licylacja nie ma więk-
szego sensu, gdyż wszyslko lo iazem, a lakże wiele innych
oiaz liczne czynniki zewnęlizne spowodowały łącznie,
że w Polsce i innych kiajach lej części Euiopy zdaizył się
w r,8, i. piawdziwy cud.
V r,o8 r. o zmianie ustroju nie można było nawet marzyć. ja-
kie cele stawiali sobie protestujący i na ile dojrzały i konstruk-
tywny w sferze postulatow był marcowy bunt?
J. E.: Tak napiawdę człowiekiem, kloiy być może naj-
baidziej powinien się kojaizyć z Maicem, w slopniu po-
iownywalnym z Michnikem, Modzelewskim i Kuioniem,
jesl Jakub Kaipiński, nieżyjący już znakomily socjolog,
badacz PRL. Dlaczego: Dlalego, że właśnie w Maicu, kie-
dy lamci już siedzieli, on był auloiem bądź wspołauloiem
wielu baidzo ważnych dokumenlow. On, Andizej Men-
cwel i Jadwiga Slaniszkis pizygolowali deklaiację iuchu
sludenckiego, pizyjęlą na Uniweisylecie Waiszawskim i8
maica r,o8 i. To był jakby leslamenl maicowego iuchu
sludenckiego, a zaiazem dokumenl piogiamowy. Był lo
najbaidziej dojizały polilycznie leksl od kilku lal. Zawie-
iał poslulaly daleko wykiaczające poza spiawy uniwei-
syleckie, akademickie, piezenlował więcz pewien piojekl
usliojowy. Jakub Kaipiński był lakże lym człowiekiem,
R
Y
S
.

G
E
R
E
N
C
J
U
S
Z
,
W
W
W
.
A
L
K
E
M
I
Q
.
P
L
42 43
kloiy odegiał kluczową iolę w giomadzeniu świadeclw:
ulolek, dokumenlow, iezolucji, pieiwszych ielacji ilp.
Wieszcie był auloiem pieiwszej pioby opisu całokszlał-
lu lego fenomenu, w książce wydanej w r,,, i. w Pa-
iyżu pod pseudonimem Maiek Tainiewski. Myślę lulaj
o „Kiolkim spięciu (Maizec r,o8)”.
Tizeba powiedzieć, że iuch sludencki w ciągu kolej-
nych lygodni baidzo dojizewał. Pieiwsze maicowe iezolu-
cje, odcinające się od kampanii anlysyjonislycznej, są nie-
jednokiolnie więcz naiwne, pisane językiem nowomowy
pailyjnej, językiem władzy. Nie wiemy, czy oni dlalego pi-
sali lakim językiem, żeby się władzy nie naiazić, czy liczyli,
że Władysław Gomułka ich wysłucha, jeśli będą pisali, że
są za socjalizmem i mają na uwadze dobio Polski Ludo-
wej, czy leż był lo zamysł baidziej socjolechniczny. Ale lo
się z dnia na dzień, z lygodnia na lydzień zmieniało, sla-
wało coiaz baidziej dojizałe. Wspomniana deklaiacja iu-
chu sludenckiego jesl już dokumenlem baidzo lizeźwym
i wyważonym. Tam już nie ma nic z flozofi znanej nam
z XIX w. – jesl źle, lizeba pokoinie napisać do dobiego
caia, bo na pewno gdyby wiedział, jaka napiawdę jesl sy-
luacja, lo by na nią nie pozwolił. Tak liaklowano pizez pe-
wien czas memoiiały czy lisly adiesowane do KC i samego
Gomułki. To oczywiście była naiwność. Można się dzisiaj
z lego śmiać, z żalem załamywać ięce, ale lo był biak ioze-
znania w izeczywislości.
Młodzież maicowa wzięła na własnych plecach pizy-
spieszoną lekcję demokiacji – nie lej „socjalislycznej”, ale
bezpizymiolnikowej. Nauczyła się, co lo jesl polilyczna
odpowiedzialność, że można być baidzo iadykalnym,
bojowym, siedząc w lłumie, ale kiedy zasiadało się w wy-
bianym giemium komilelu sliajkowego czy wydziałowe-
go, odpowiedzialność niepoiownanie iosła. Naslępowało
slępienie iadykalizmu, już nie można było powiedzieć
wszyslkiego ani bezkainie podgizewać almosfeiy, lizeba
było myśleć w kalegoiiach odpowiedzialności nie lylko za
siebie, ale lakże za koleżanki i kolegow. Ta ewolucja jesl
zdecydowanie widoczna.
Jeszcze baidziej widoczne jesl pewne „zejście w kon-
spiiację”. Nie zelknąłem się z lym pisząc pieiwszą książkę
o ‘o8 ioku. Było właściwie jedynie kilka aluzji izuconych
pizez moich iozmowcow, a ja nie baidzo miałem możli-
wość szukania lych międzyuczelnianych czy międzymia-
slowych więzi. Teiaz można coś na len lemal powiedzieć
na podslawie maleiiałow MSW, oczywiście na lyle, na ile
Służba Bezpieczeńslwa speneliowała owe kanały komuni-
kacji. Wygląda jednak na lo, że były baidzo dobize spene-
liowane. Zaskoczył mnie dokumenl, gdzie na kilkunaslu
slionach wymienione są komilely sliajkowe wszyslkich
szkoł wyższych w Polsce – lisla la obejmuje i¡¡ nazwiska
slaiannie uslalone pizez funkcjonaiiuszy.
Do jakiego stopnia liderzy tamtejszych protestow już wtedy
dążyli do zdobycia realnego wpływu na politykę, wykraczając
poza pierwotnie deklarowane cele (samokształcenie etc.)?
J. E.: Myślę, że lulaj lizeba wyiaźnie ioziożnić dwa po-
ziomy. Pieiwszy lo Jacek Kuioń i Kaiol Modzelewski. Mieli
oni już za sobą więzienie z powodow polilycznych, liaci-
li komunislyczne złudzenia, byli slaisi i w dużym slopniu
liaklowali Maizec w kalegoiiach symbolicznych: pewne
izeczy lizeba powiedzieć illub ziobić, gdyż lo „będzie za-
pisane” i w pewnym momencie może zapiocenlować dla
dobia wspolnego. Kuioń częslo powlaizał, że miał do sie-
bie i do swoich kolegow żal, że w r,,, ioku dali się lak
łalwo spacyfkować i lak wieizyli Gomułce, że kiedy likwi-
dowano zdobycze Paździeinika, nie zdobyli się na żaden
speklakulainy gesl, żeby dać się uniceslwić z iozwinięlym
szlandaiem, lecz kiok po kioku szli na iożne uslępslwa.
Dość długo naiwnie wieizyli w lo, że Gomułka jesl lepszy
niż inni. Oloż w r,o8 i. już lego iodzaju złudzeń Kuioń był
pozbawiony – uważał, że lizeba pewne izeczy ziobić, a po-
lem niech się dzieje, co ma się slać.
Diugi poziom lo legenda slwoizona pizez owczesną
piopagandę, że „komandosi”, dzieci komunislycznych
piominenlow, nadmieinie pobudzeni polilycznie (pamię-
lajmy, że mowimy o ludziach wowczas ir-i¡ lelnich, klo-
izy w czasach, kiedy ich iowieśnicy jedynie popijali sobie
winko albo wodeczkę i całowali z dziewczynami, lakże
dyskulowali o mesjanizmie klasy iobolniczej), mieli być
wykonawcami nieledwie zamachu slanu. To oczywiście
jesl bzduia. Faklem jesl, że lo, co osiągnęli oni za spiawą
swoich częslo wysoko poslawionych iodzicow, lo lyle, że
niekloizy jako baidzo młodzi ludzie mieli okazję być na
Zachodzie, jak Adam Michnik czy Baibaia Toiuńczyk.
Jesl leż faklem, że mieli pizez iodzicow doslęp do ksią-
żek wydanych w Paiyżu i Londynie, że izeczy, kloie wielu
z nas czylało gdzieś polem w lalach 8o-lych, choćby książ-
ki Geoige’a Oiwella czy „Ciemność w południe” Ailhuia
Koeslleia albo niekloie „niecenzuialne” książki naukowe,
oni czylali w lalach oo-lych. To powodowało, że posiadali
daleko ponadpizecięlną wiedzę hisloiyczną, socjologicz-
ną, polilologiczną, byli baidziej dojizali polilycznie. Czy
liczyli na polilyczne kaiieiy: Nic na lo nie wskazuje, nie
ma najmniejszego śladu, by klokolwiek z nich wieizył w lo,
że Polska jeszcze za ich życia odzyska wolność, slanie się
pańslwem niepodległym, demokialycznym, w kloiym oni
mogliby i chcieli iobić polilyczne kaiieiy.
À owczesne kalkulacje związane z istnieniem rożnych frakcji
w

łonie Partii?
J. E.: Zwłaszcza Jacek Kuioń snuł wiele iożnych opo-
wieści na slyku fiakcyjnych podziałow w PZPR: kogo
lizeba popizeć, klo jesl lepszy, a klo goiszy. Sląd wzięło się
wiele niepoiozumień, bo w izeczywislości byłoby niemą-
die sądzić, że oni byli lacy naiwni, iż liczyli, że obalą Go-
mułkę, popieiając laką lub inną koleiię w PZPR. A jeśli
nawel obalą Gomułkę, lo co: Myślę, że lideizy Maica byli
liochę w syluacji molieiowskiego Pana Jouidain, kloiy
nie wiedział, że mowi piozą. Oni po pioslu uważali, że im
wolno iobić i mowić lo, co należy iobić i mowić. Gdy kloś
zwiacał im uwagę, dlaczego pylają o Kalyń, odpowiadali
niejednokiolnie: „A co: Niepiawdę mowimy:”.
Dziękuję za rozmowę.
Waiszawa, ¡ slycznia ioo8 i.
42 43
„Haniebna karta historii polskiej lewicy”
– w takim charakterze zapewne przedstawiany
będzie Marzec 1968 roku w czasie 40. rocznicy
tych wydarzeń. Tak to się bowiem w polskich
mediach utarło, że każda rocznica jest dobrym
pretekstem do deprecjacji lewicy – wczorajszej
i dzisiejszej.
Wydaizenia maicowe r,o8 i. miały iożne waislwy.
Zawieiały zaiowno aspekl piodemokialycznego bunlu
sludenlow i inleleklualislow, jak i iozgiywkę między fiak-
cją „pailyzanlow” a giupą Gomułki, w końcu zaś kampa-
nię anlysemicką, iozpęlaną pizez zwolennikow Moczaia.
Ten oslalni elemenl jesl w pamięci społecznej najbaidziej
obecny, jako związany z ciągłym jeszcze zmaganiem się
z upioiami polskiej ksenofobii.
Problem ze sformułowaniem: „Kampania antysyjo-
nistyczna, de facro zaś antysemicka, z 1µo8 r., stanowi ha-
niebną kartę w historii polskiej lewicy”, polega jednak na
tym, że choć jest ono prawdziwe przynajmniej w poło-
wie, to jednak nie całkowicie. Bowiem rzeczywiście bez
wątpienia hańba, ale czy lewicy – w tej kwestii nie ma już
pewności, bo nie wszyscy muszą godzić się na liberalną
wizję PRL, kwalihkującą PZPR do lewicowych tradycji.
Wspomniana depiecjacja lewicy en masse będzie miała
miejsce, chociaż młodzi (i pozylywni) akloizy wydaizeń
maicowych jak najbaidziej posługiwali się językiem lewi-
cy. Napisany w bliskiej peispeklywie Maica „Lisl olwaily
do Pailii” Kuionia i Modzelewskiego, slanowiący jeden
z najbaidziej znanych w świecie dokumenlow polskiej
myśli polilycznej XX wieku, powslał z pozycji maiksizmu
w jego anly-auloiylainej, liockislowskiej foimie
r
.
Lewicowa wizja PRL
Pioblem ¡o. iocznicy Maica polega na lym, że choć
hisloiia jesl jedna, lo można na nią palizeć z iożnych pei-
speklyw. Jak spojizeć na nią z peispeklywy iadykalnie de-
mokialycznej czy leż anlyauloiylainego socjalizmu: Jak
spojizeć na PRL nie z peispeklywy obecnych „sylych i bo-
galych”, lecz z punklu widzenia oiganizacji walczących dziś
o emancypację – pizeciwko wojnie w Iiaku, eksmisjom sa-
molnych malek czy zwolnieniom związkowcow z supei-
maikelu Auchan:
Takie spojizenie zakładałoby islnienie lewicowej wizji
hisloiii, wyiażającej pizywiązanie do wailości lakich, jak
np. spiawiedliwość społeczna i inleinacjonalizm. W Polsce
po r,8, i. koncesjonowany mainslieamowy iuch lewico-
wy, mimo okiesow wzlolu związanych z iządami SLD, nie
wypiacował jednak inleleklualnie poważnej wizji swego
slosunku do PRL.
Z peispeklywy emancypacyjnej, wizja PRL nie może
mieć chaiakleiu apologelycznego. Nowolewicowa ocena
Polski Ludowej nawiązywałaby zapewne do doiobku Lwa
Tiockiego, kloiy już na wiele lal pized apogeum polęgi
ZSRR doslizegał w iealnym socjalizmie splol spizecznych
elemenlow, piogiesywnych i wslecznych: pokonanie plag
kapitalizmu (bezrobocia i anarchii rynku), awans kla-
sy pracowniczej, ale też opresję robotników przez po-
licyjną dyktaturę nomenklatury, która stała się później
awangardą restauracji kapitalizmu.
Pizyjęcie lakiej wizji hisloiii oznaczałoby pizekieśle-
nie dla liadycji lewicy większości działań kieiowniclwa
PPRlPZPR. Począlkowo samozwańczo aspiiowało ono do
wyiażania inleiesu piacownikow, ale leż slanowiło siłę pa-
sożylniczą wobec klasy piacowniczej, anlydemokialyczną,
a z czasem – w związku z pizegiywanym wyścigiem z Za-
chodem – coiaz baidziej pio-kapilalislyczną. Auloiylai-
na meloda działań kieiowniclwa PZPR nie była bowiem
pizypadkiem, ale wynikiem jej miejsca w społeczeńslwie
i z czasem piowadziła do coiaz wyiaźniejszego diyfu
w kieiunku pizywiocenia kapilalizmu.
Chociaż biuiokiacja pańslwowo-pailyjna (nomen-
klaluia) wywłaszczyła piolelaiial pod względem polilycz-
nym, lo jednak nie slwoizyła dla swego panowania opai-
cia w poslaci odiębnych foim własności. Biuiokiacja nie
Lewica
i historia
– iefeksje w iocznicę Maica ‘o8
August Grabski
R
Y
S
.

G
E
R
E
N
C
J
U
S
Z
,
W
W
W
.
A
L
K
E
M
I
Q
.
P
L
44 45
miała ani akcji, ani obligacji. Rekiulowała się, uzupełniała
kadiy i odnawiała w liybie awansu w obiębie hieiaichii
adminisliacyjnej, poza uzależnieniem od jakichkolwiek,
jej właściwych, slosunkow własności. Tym samym, musia-
ła ona bionić własności pańslwowej jako źiodła swej wła-
dzy i dochodow.
Inaczej niż większość iuchu liockislowskiego – nie
odkładająca w czasie poslulalu iadykalnej demokialyzacji
iealnego socjalizmu – Jacek Kuroń i Karol Modzelewski
w „Liście otwartym” napisanym w 1µo{ r. uważali, że de-
spotyczna metoda wprowadzona przez elitę nowej wła-
dzy miała rację bytu w początkowym stadium tworze-
nia ludowego państwa polskiego i pozostałych państw
Bloku Wschodniego. Były lo wowczas kiaje zacofane,
o słabym pizemyśle, uzależnionym od kapilału pańslw
iozwinięlych, o wysokiej slopie beziobocia w miaslach
i pizeludnionej wsi.
W lakiej syluacji lylko foisowne upizemysłowienie
mogło pizynieść awans szeiokich giup społecznych.
Upizemysłowienie było więc inleiesem ogolnospołecz-
nym. Zaiazem jednak, izecz jasna, każda z klas i giup we-
wnąliz społeczeńslwa iepiezenlowała swoj pailykulainy
inleies, kloiym w każdym pizypadku była maksymaliza-
cja spożycia. Chłopi byli więc pizeciwni pizymusowemu
pozbawianiu ich nadwyżek i gioźbie koleklywizacji. Ro-
bolnicy – zaniżaniu ich płac. Technokiacja i inleligencja
– degiadacji ich slalusu w slosunku do syluacji pized-
wojennej.
Skuleczna iealizacja upizemysłowienia wymagała więc,
wedle lej wizji, pozbawienia wszyslkich lych klas i waislw
możliwości foimułowania swoich inleiesow i walki o ich
iealizację, a skupienia całokszlałlu decyzji polilycznych
i gospodaiczych w jednym ięku pizez elilę nowej władzy.
W len sposob ulwoizyła się nowa klasa panująca, cenlial-
na polilyczna biuiokiacja, jako swoisly iezullal specyfki
zadania, jakim było upizemysłowienie kiaju w inleiesie
całego społeczeńslwa. Tylko ona bowiem, jako jedyna spo-
śiod wszyslkich klas społecznych na wskioś ulożsamiająca
się z lym celem, była go w slanie skulecznie ziealizować
w okiesie planu sześciolelniego (r,,o-r,,,)
i
.
Dodajmy lu jeszcze jedno nazwisko spośiod lewico-
wych kiylykow iealnego socjalizmu – Maxa Shachlma-
na, ameiykańskiego myśliciela lewicy (najpieiw liockisly,
poźniej socjaldemokialy), kloiego oplyka slanowiła naj-
dalej idące wykioczenie poza lo, czego libeiałowie życzyli-
by sobie w slosunku do lewicy – a więc wiązania sobie do
nogi lolalilainego (do r,,o i.) i auloiylainego dziedziclwa
PRL. Shachlman defniował bowiem w r,¡8 i. slalinizm
– iozumiany jako piokiemlowski iuch komunislyczny
– jako ieakcyjny i lolalilainy nuil w iuchu piacowniczym,
ale nie nuil iuchu piacowniczego: a więc obcą klasowo
siłę w lym iuchu. Czyli nie lewicę, lecz nie-lewicowy nuil
w iuchu lewicowym. Wychodząc z lakich iadykalnie so-
cjalislycznych pozycji, lewica w ogole nie musiałaby zma-
gać się z PRL, ale po pioslu mogłaby skieślić lo doświad-
czenie z kail swej liadycji
¡
.
We wszyslkich powyższych opisach iealiow PRL, ak-
cenlujących molyw wyzysku i opiesji nomenklaluiy wobec
świala piacy, lkwi odpowiedź na pylanie, dlaczego mimo
upływu już blisko io lal od upadku lzw. Polski Ludowej
nie ma żadnej spojnej lewicowej wizji lego doświadczenia
hisloiycznego. SLD – poczęty przez wierchuszkę PZPR
i mający koncesję establishmentu III RP na lewicowość
– musiałby się bowiem przyznać, że jego historyczna
tradycja i dzisiejsza praktyka w zasadzie nie zawierają
tradycji emancypacyjnych, ale niemal wyłącznie trady-
cje dominacji, połączone z wykorzystywaniem lewico-
wego frazesu; że jego faktyczne przesłanie to aspiracja
do rządzenia w imieniu ludzi pracy, ale tak naprawdę
ich kosztem. I stąd wynika bynajmniej nie przypadko-
wa, ale immanentna słabość SLD do przedsiębiorców,
klasy średniej i liberalizmu.
Hisloiia SLD jesl hisloiią nomenklaluiowej kliki poli-
lycznej. W opozycji do niej islnieje poslulal lewicowej wi-
zji hisloiii PRL, kloia po pizekieśleniu dyklaluiy polilycz-
nej i jej ekspozyluiy w poslaci PZPR, doceni lo, co dowio-
dło swej funkcjonalności już w PRL, a czego polizeba iow-
nież w pizyszłości: kiaju pozbawionego beziobocia i bez-
domności, z bezpłalną oświalą i służbą zdiowia, ze ścisłym
iozdziałem Kościoła i pańslwa. Potrzebna jest lewicowa
historia zwykłych ludzi, zorientowanych na obronę ide-
ałów sprawiedliwości społecznej bez zamordystycznych
genseków, kaowców i generałów, czered ubeków i TW.
Polizebna jesl w Polsce nowa lewica, wyiosła z anlykapila-
lislycznej kiylyki i walk socjalnych w III RP, wyiaźnie od-
dzielona od lewicy auloiylainej (PZPR) i SLD niezdolnego
nic zaofeiować ludziom piacy.
W świelle faklu, że w ogole dzisiejszą lewicę należałoby
budować bez nomenklaluiowego i libeialnego gaibu SLD,
nie dziwi iownież lo, że foimacja la ze względu na naskoi-
kowość swej lewicowości i zupełny opoilunizm milczy w
spiawach hisloiii nawel lam, gdzie Polski Ludowej i swych
anlenalow z lolalilainej lewicy z PZPR mogłaby bionić.
Takim doświadczeniem, gdzie w PRL piyncypia lewicowe
akuial zadziałały, była np. polilyka PPRlPZPR wobec iesz-
lek polskich Żydow ocalonych z Zagłady.
W sumie bowiem polilyka komunislow po Zagładzie
niosła ieszlce ocalonych Żydow iadykalną popiawę w slo-
sunku do haniebnych oslalnich lal II RP, gdy nie lylko
zaoslizyły się wcześniejsze piaklyki wykluczania Żydow
z funkcji ofceiskich, uizędniczych, nauczycielskich, piacy
na kolei, piaklyki ogianiczania doslępu Żydow do sludiow,
iugowania ich z pizedsiębioislw pańslwowych i dyskiy-
minowania pizy udzielaniu koncesji handlowych, ale leż
doszły do nich nowe pizepisy skieiowane pizeciwko Ży-
dom (o dewocjonaliach, adwokaluize, uboju iylualnym).
Do lego zaś lizeba dodać nagą pizemoc anlysemicką zwią-
zaną z działalnością endeckich bojowek na uniweisylelach
czy pogiomami
¡
.
Kwestia żydowska w Polsce Ludowej
W slyczniu ioo8 i. polska opinia publiczna zosla-
ła zajęla pizez media debalą o anlysemilyzmie w po-
wojennej Polsce. Spiawcą zamieszania był hisloiyk Jan
Tomasz Gioss. Nie piowadził on samodzielnych badań
aichiwalnych nad powojennym anlysemilyzmem, a je-
dynie popizepisywał z innych książek, inlensywnie za-
44 45
baiwiając lo emocjonalnie i publicyslycznie. Jednak
– co najważniejsze – wiedział, że zoslanie iozieklamo-
wany pizez media.
Auloi „Sliachu” podsumował w książce swoje uwagi
o slosunkach między polskimi Żydami a PPR naslępująco:
„»jest GNR-u spadkobiercą Partia« napisał wielki poeta i nic
mądrzejszego w jednym zdaniu na temat żydokomuny już się
nie da powiedzieć”. Tak leż wyglądała debala nad „Sliachem”
czy iaczej jej aspekl, w kloiym odnoszono się do kweslii po-
slawy komunislow wobec Żydow po Zagładzie.
Zakończenie iozważań lym czy innym bon motem
z „Tiaklalu poelyckiego” Czesława Miłosza, lo dobiy za-
bieg lileiacki. Pioblem jednak w lym, że fiaza „Jesl ONR-
u spadkobieicą Pailia” znajduje zaslosowanie do polilyki
polskich komunislow wobec Niemiec, ale jesl zupełnym
błędem odnoszenie jej do kweslii żydowskiej.
Po pieiwsze, Polska Ludowa była pieiwszą foimą pań-
slwowości polskiej, kloia pizepiowadziła faklyczne iow-
noupiawnienie Żydow i Polakow pochodzenia żydow-
skiego – czego świadeclwem był udział selek Polakow
pochodzenia żydowskiego we władzach pańslwowych. Po
diugie, komuniści pizyznali polskim Żydom iodzaj aulo-
nomii naiodowej (w poslaci Cenlialnego Komilelu Żydow
w Polsce wiaz z podległymi mu inslylucjami). Po lizecie,
PPR podjęła olbizymi wysiłek walki polilycznej i policyj-
nej z aklami anlysemilyzmu. Po czwaile, jak pisze di hab.
Gizegoiz Beiendl (Uniweisylel Gdański), „w pierwszym
piętnastoleciu Polski Ludowej rządzili nią ludzie zwalczający
nastroje antysemickie”
,
.
Wychodząc od lej właśnie uwagi, należy slwieidzić, że
w kweslii żydowskiej nie widać żadnej lineainej diogi w hi-
sloiii PPRlPZPR od lal ¡o. do r,o8 i. Pizelasowania w kie-
iowniclwie pailii w r,¡8 i., zakończone poiażką fiakcji
(baidziej) paliiolycznej w konfionlacji z (baidziej) inleina-
cjonalislyczną, biak piocesow „anlysyjonislycznych” w la-
lach ,o., lolalna klęska nalolińczykow w r,,o i., każą iaczej
liaklować „Maizec” jako haniebny, lecz nie-nieunikniony
efekl kilkulelniej ofensywy jednej z fiakcji pailyjnych, nie
zaś jako zwieńczenie wielolelniego piocesu
o
.
Wioćmy leiaz do slwieidzenia Jana T. Giossa, jakim
podsumował on polilykę komunislow wobec Żydow i od-
nieśmy je do pizyloczonych powyżej faklow. Czy iadykal-
ni anlysemici z Obozu Naiodowo-Radykalnego dążyli do
iownoupiawnienia polskich Żydow, pizyznania im aulo-
nomii naiodowo-kulluialnej, walki z anlysemilyzmem:
Oczywiście, nie.
Jak lo się więc slało, że książka Giossa, zamazująca
piawdę o slosunku PPR wobec kweslii żydowskiej, zoslała
pizyjęla w sposob lak pozylywny pizez większość lewico-
wych mediow, z „Tiybuną” na czele: Dyskusja o faklach nie
ma bowiem znaczenia lak długo, jak długo media lewicowe
w czasie debal hisloiycznych są jedynie echem mediow li-
beialnych. Z kolei szczylem naiwności byłoby oczekiwanie
od libeialnych mediow kizly uczciwości w slosunku do hi-
sloiycznej piawdy o lej czy innej lewicy.
Poslawmy spiawę iadykalnie olwaicie i lakonicznie.
Sympatyków lewicy socjalnej nie musi interesować po-
dział dyskutantów na liberałów i Ciemnogród, gdzie
koncesjonowana lewica musi wlec się jedynie w ogonie
liberałów, jak „Trybuna” za „Gazetą Wyborczą”. Anty-
semityzm w Polsce nadal jest poważnym problemem
i ciągle potrzebna jest aktywna walka z tym zjawi-
skiem. Równocześnie nie ma jednak żadnych racjonal-
nych powodów, by działalność antyrasistowska łączyła
się, tak jak czyni to prof. Gross czy inni liberalni publi-
cyści, z negowaniem faktów historycznych na temat le-
wicy w Polsce, choćby nawet na temat jej totalitarnego
nurtu (PZPR)
y
.
Historia w wersji renegatów
Zauważenie nomenklaluiowego pizewiolu w iuchu
komunislycznym i ideologicznego fałszu nomenklaluiy
pizez maiksislowskich kiylykow Kiemla już w lalach io.,
ma fundamenlalne znaczenie dla lych, kloizy poszukują
demokialycznych iozwiązań wobec dzisiejszego faklycz-
nego slanu anlydemokialycznej dyklaluiy kapilału nad
społeczeńslwem, skiywanego za paiawanem pailamen-
laiyzmu.
Po wczylaniu się w pizedwojenne leksly Tiockiego,
Shachlmana, Vicloia Seige’a czy Andizeja Slawaia, wi-
dać, że lansowani na królów humanistyki myśliciele
tacy jak Leszek Kołakowski, są jedynie ludźmi, którzy
po 1µ¡o r. zamienili apologię Józefa Stalina na apolo-
gię liberalizmu. Skutecznie sprzedawali swój propa-
gandowy talent jednemu, a później innemu systemowi
dominacji. W konsekwencji, historia tradycji lewico-
wej w Polsce napisana jest głównie przez renegatów,
którzy z apologii PRL przestawili się na apologię wol-
nego rynku.
Podobnej demaskacji można poddać pokulującą w pol-
skiej publicyslyce wizję Maica ‘o8 jako wsliząsu, kloiy
odkiył piawdę o nikczemności syslemu. Oczywiście w in-
dywidualnych życioiysach osob niezaangażowanych poli-
lycznie, Maizec jak najbaidziej był wsliząsem. Ale z pei-
speklywy hisloiii myśli lewicowej niegodziwość owczesnej
anlysemickiej nagonki nie była żadną niespodzianką. Choć,
jak już wspomniano, nie widać żadnej lineainej diogi w hi-
sloiii PPRlPZPR od lal ¡o. do r,o8 i., lo sam anlysemilyzm
ma długie liadycje w iozgiywkach iadzieckiej nomenkla-
luiy.
Już w lalach ,o. w śiodowiskach dysydenckich widocz-
ne było milologizowanie piawdy o ujawnieniu się w r,o8 i.
ideologicznie izekomo zupełnie nowej jakości, jeśli chodzi
o iealny socjalizm. Ta lendencja liwa do dziś i łączy się
z inną kweslią – depiecjonowaniem maiksizmu w ogole,
wskulek ogianiczania go lylko do maiksizmu pio-kiem-
lowskiego.
W r,,, i. liockisla, wielolelni więzień polilyczny
w ZSRR i PRL, jeden z nielicznych beziobolnych w Pol-
sce Ludowej – Ludwik Hass, napisał lisl olwaily do Ozja-
sza Szechleia, komunislycznego apaialczyka, kloiy wspaił
działania Komilelu Obiony Robolnikow. Obaj – niech nie
będzie co do lego wąlpliwości – byli wowczas po słusznej
slionie polilycznego konfiklu: pizeciw policyjnej dykla-
luize nomenklaluiy. Rownocześnie jednak iepiezenlowali
dwa iożne spojizenia na socjalizm. Jeden z nich palizył
nań z okien domu pizy Alei Pizyjacioł – ulicy, gdzie miesz-
46

47

kania olizymywali lylko zaufani PRL-owskiego ieżimu.
Diugi z peispeklywy r, lal zesłania w ZSRR za kiylykę
lego pańslwa jako anlyiobolniczej dyklaluiy slalinowcow
i poźniejszego wyioku w PRL za lewicową kiylykę ieżimu.
Szechlei na pailyjnej emeiyluize, po lym jak większość
jego pizyjacioł sliaciła slanowiska, doszedł do wniosku, że
Maiks i jego koledzy zawiedli i poslanowił powiadomić
o lym paiyską „Kulluię”
8
.
W lej syluacji Hass oskaiżył go o lo, że w każdych
waiunkach pizedmiolem jego oiienlacji jesl świal, gdzie
islnieje hieiaichia i wyzysk (zaiowno w iealnym socja-
lizmie, jak i w kapilalizmie), pizywileje dla niego i pod-
poiządkowanie dla ludzi piacy. Hass nie mogł bowiem
doszukać się żadnej ideowości w poslępowaniu Szechle-
ia, kloiy pizez wiele dekad milczał na lemal zbiodni sla-
linizmu. Milczał m.in. w obliczu zbiodni dokonanych na
kieiowniclwie KPP w r,¡, i., w obliczu slalinowskiego
anlysemilyzmu lal ¡o. i anlysemickiej kampanii lowaizy-
szącej spiawie „lekaizy moskiewskich” (w r,,¡ i.). A byli
pizecież lacy, kloizy pioleslowali, płacąc za lo nawel naj-
wyższą cenę
,
.
Bowiem odpowiedź na pytanie, jak mogło docho-
dzić w realnym socjalizmie do antysemickich spekta-
kli, takich jak w 1µo8 r., również nie spadła na lewicę
z emigracyjną publicystyką „Kultury” czy audycjami
Radia Wolna Europa. Bez anlylewicowej fobii, spiawa
la zoslała poslawiona szczeize pizez lewicowych kiyly-
kow Kiemla już pized II wojną świalową i naiodzinami
PRL. Lew Tiocki lak pisał w r,¡, i. o iozpiawie Slalina
z opozycją lewicową w pailii bolszewickiej w lalach io.
po lym, gdy Tiockiego pizejściowo popaili Zinowiew
i Kamieniew: „Gto bowiem nadarzyła się niezwykle sprzy-
jająca okazja, aby wmowić robotnikom, że na czele Gpozy-
cji stoi trzech »malkontentow – żydowskich inteligentow«.
Pod kierownictwem Stalina [Nikołaj] Ugłanow w Moskwie
i [Sieigiej] Kirow w Leningradzie poszli po tej linii na ca-
łego i czynili to niemal otwarcie. Dla pokazania robotni-
kom, na czym polega rożnica między »starym« a »nowym«
kursem, przystąpiono do usuwania Żydow z odpowiedzial-
nych stanowisk w partii i w radach, i to nawet tych, kto-
rzy skwapliwie opowiadali się za linią większości. Gd r,:o
roku akcja nękania Gpozycji przybrała charakter otwar-
cie antysemicki nie tylko na wsi, ale rownież w moskiew-
skich fabrykach. Vielu agitatorow gardłowało bezczelnie,
że »Żydzi buntują się«. Gtrzymałem wowczas setki listow,
w ktorych skarżono się na stosowanie metod antysemickich
w walce z Gpozycją. /.../ V ciągu miesięcy, podczas ktorych
przygotowywano wykluczenie Gpozycji Lewicowej z sze-
regow partii, aresztowania, deportacje (w drugiej połowie
r,:, roku) i agitacja antysemicka przybrały zawrotne tem-
po. Hasło »zgnieść Gpozycję« brzmiało często dokładnie tak
samo, jak stare hasło. »bij Żydow, ratuj Rosję«”.
Antysemityzm nie był epizodycznym orężem Stali-
na w latach zo., lecz pozostał już trwałym elementem,
po który sięgano w miarę potrzeb nomenklatury, tak
jak w epoce procesów moskiewskich lat 1µ¡o-1µ¡y:
„Franz Pfemfert, dobrze znany niemiecki dziennikarz re-
wolucyjny i były redaktor naczelny »Die Àktion«, ktory żyje
obecnie na wygnaniu, napisał do mnie w r,,o roku. »Być
może przypominacie sobie, że przed kilku laty napisałem
w ‘Die Àktion’, iż wiele czynow Stalina można wyjaśnić
jego antysemityzmem. Fakt, że podczas monstrualnych pro-
cesow zdołał on za pośrednictwem agencji TÀSS ‘poprawić’
nazwiska [Giigoiija] Zinowiewa i [Lwa] Kamieniewa, jest
czynem godnym stylu typowego dla [Juliusa] Streichera.
Na swoj sposob Stalin dał sygnał wszystkim pozbawionym
skrupułow żywiołom antysemickim«. V rzeczy samej, bo
przecież jest jasne, że nazwiska Zinowiew i Kamieniew
były bardziej znane, niż nazwiska Radomylski i Rosen-
feld. Coż mogło skłonić Stalina do podania »prawdziwych«
nazwisk jego ofar, jeśli nie chęć grania na strunach antyse-
mityzmu?”
ro
.
Hisloiia nawiacania się Szechleia na libeialną demo-
kiację i polemika z nim Hassa jesl inleiesującym pizy-
czynkiem do analizy szeiszego zjawiska, jakim była ewolu-
cja zaiazem części nomenklaluiy oiaz opozycji w kieiun-
ku kompiomisu na giuncie poslawy pio-kapilalislycznej.
To, co w lalach oo. i ,o. wyiażane było lylko pizez pai-
lyjnych iewizjonislow i odsunięlych weleianow, w lalach
8o. slało się zasadniczą oiienlacją głownego nuilu władzy.
Jednocześnie liwała nieslely ewolucja lewicowej opozycji
demokialycznej (kloiej idee wyiażał w r,o¡ i. „Lisl olwai-
ly”) w kieiunku kompiomisu z nomenklaluią, Kościołem
i kapilalislycznym status quo.
Podobnie jak w pizypadku kiylyki PRL, iownież
w kweslii anlysemilyzmu w iealnym socjalizmie, islnieje
liadycja aulenlycznie lewicowej analizy lego haniebnego
zjawiska o wiele slaisza niż la, jaką posługuje się libeialna
część eslablishmenlu nawiązująca do sludenckich wyslą-
pień lal oo. Pioblem biaku medialnej obecności lej liadycji
wynika z biaku w Polsce lewicy nie wasalnej wobec libe-
ializmu.
Antysemityzm na polskiej lewicy dziś
Maicowa kampania anlysemicka zoslała iozpęla-
na pod pielekslem napięlnowania agiesywnego sy-
jonizmu. W izeczywislości dokonano antysemickiej
czystki w państwowych urzędach i zakładach pracy,
nie troszcząc się o rzeczywisty stosunek zwalnianych
osób wobec polityki zagranicznej Izraela. r¡ lys. Pola-
kow pochodzenia żydowskiego zoslało zmuszonych do
opuszczenia Polski lub zdecydowało się na lo wskulek
piześladowań.
Dziś, podobnie jak wowczas, iownież leoielycznie nie
ma na polskiej lewicy anlysemilow. Rzeczywislość jesl nie-
slely mniej sympalyczna niż deklaiacje. Jak lo jesl iegułą
po Holokauście, najbaidziej powszechne i żywe wyiażanie
anlysemilyzmu jesl związane z pizybieianiem pozy anly-
syjonislycznej, z kloią połączone zoslają iożne slaie wąlki
anlysemickie (lakie jak np. wąlek „żydowskiej ukiylej wła-
dzy”, kojaizony w dobie obecnej z iolą „lobby żydowskie-
go” w USA).
Wśiod wielu piopozycji iozdzielenia anlysyjonizmu
i anlysemilyzmu, za kanadyjskim badaczem Toddem M.
Endelmanem można pizyjąć, że dopuszczalna
rr
anlysyjo-
nislyczna kiylyka Iziaela pizekiacza swoje gianice i slaje
się ekspiesją anlysemilyzmu wledy, gdy:
46

47

r. Neguje się piawomocność Iziaela, ale nie neguje się
piawomocności żadnego innego pańslwa, neguje się
żydowski nacjonalizm, ale żaden inny, czy lo na Blis-
kim Wschodzie, czy gdziekolwiek indziej.
i. Neguje się piawo pańslwa żydowskiego – ale żadne-
go innego – do wyiażania woli większości, kloia nadal
chce, by Iziael pozoslał pańslwem żydowskim (lak jak
nie neguje się woli Fiancji, by być dalej fiancuską).
¡. Kiedy demonizuje się pańslwo Iziael, zmieniając kon-
fikl polilyczny w konfikl moialny i uznając, że lylko
i jedynie Żydzi są lu odpowiedzialni.
¡. Kiedy podkieśla się obsesyjnie, wyłącznie i niepiopoic-
jonalnie wady Iziaelczykow i cieipienia Paleslyńczykow
– aż konfikl między dwoma małymi naiodami uiasla
do iangi kosmicznej, manichejskiej walki dobia i zła.
Kiedy kiylyka Iziaela pizekiacza le linie, i jesl obsesyj-
ną, fanlaslyczną, pełną lękow, iiiacjonalną naiiacją – wle-
dy mamy do czynienia lylko i wyłącznie z anlysemickimi
liopami.
Pylanie, czy le gianice są pizekiaczane, ma nieslely cha-
iaklei ieloiyczny i pioblemalyka la była już podejmowana
na łamach „Obywalela” pizez Piolia Kendzioika („Obywa-
lel” 1lioo,). Opiocz opisanych wledy inicjalyw i śiodowisk,
do śmielnika lewicowych anlysemilow w Polsce zakwalif-
kować można jeszcze publicyslykę poilalu inleinelowego
Viva Paleslyna. Jej bohaleiem pozylywnym jesl np. Ludo-
wy Fionl Wyzwolenia Paleslyny – oiganizacja, kloia zabija
żydowskich cywilow poza leiyloiiami paleslyńskimi, w sa-
mym Iziaelu. Jakie możliwości pokojowej koegzyslencji Ży-
dow i Paleslyńczykow może pizybliżyć moidowanie pizy-
padkowych cywilow – bez względu na ich wiek, płeć i po-
glądy, zabijanych na laigach, w ieslauiacjach i na pizyslan-
kach aulobusowych: Czy zabijanie pizypadkowych Żydow
za polilykę iządow Iziaela nie jesl anlysemilyzmem:
Ku konkluzjom
Hisloiia PRL nie zakończyła się na maicowej hańbie.
Źli bohaleiowie Maica slizelali poźniej do iobolniczych
pioleslow w r,,o i r,8r i. Młodszym z ich waislwy spo-
łecznej udało się dogadać pizy „okiągłym slole” i załapać
do ioli koncesjonowanej lewicy w III RP; iownież wow-
czas pokazali na co ich slać: piywalyzując, zmieniając ko-
deks piacy na niekoizyść piacownikow, zapisując Polskę
do NATO i wysyłając wojsko, by zabijać Bogu ducha win-
nych Iiakijczykow i Afganow.
Dobizy bohaleiowie Maica ’o8 – snujący niegdyś wi-
zje międzynaiodowej iewolucji czy „Samoiządnej Rze-
czypospolilej” – i pizywodcy kolejnych pioleslow pizeciw
policyjnej dyklaluize w PRL, po „okiągłym slole” slali się
częścią eslablishmenlu III RP. Spiywalyzowali co się dało,
puścili z loibami wielkopizemysłową klasę iobolniczą, klo-
ia zapewniła im dojście do władzy. W ¡o. iocznicę Maica –
z iacji poźniejszych konlekslow – pozoslanie jednoznaczna
jedynie naganna ocena moialna wykluczenia kogoś z iacji
pochodzenia, i lo bez względu na lo, czy wykluczenie pio-
wadziło lylko do pizejścia na dobią pailyjną emeiyluię,
czy oznaczało wyizucenie z piacy i wygnanie z kiaju.
Przebieranie się dawnych aparatczyków PZPR za
rzekomą lewicę w III RP i nie wyrzekanie się przez daw-
ną demokratyczną opozycję, a dziś elitę kraju (pełnego
niesprawiedliwości), chwały bohaterskich dni dysy-
denctwa, wprowadza do świata idei fałsz i manipulację
w obrazie przeszłości.
Skoio dawni bohaleiowie zasadniczych konfiklow
mają dziś podobną wizję hisloiii PRL, kloia kończy się ich
kompiomisem pizy „okiągłym slole”, kompiomisem, klo-
iego islolą było odizucenie wszelkich koncepcji samoiząd-
ności piacowniczej, lo ci, kloizy dziś slanowią aulenlyczną
lewicę – uczeslnicy pioleslow pizeciwko inslalacji laiczy
anlyiakielowej czy piywalyzacji służby zdiowia i oświaly,
domagający się popiawy waiunkow piacy i płac klasy pia-
cowniczej – poza pioblemami dzisiejszej działalności mu-
szą dodalkowo sami sobie opowiadać hisloiię polilyczną
PRL i III RP. Nie ziobi bowiem za nich lego PO, PiS i SLD,
„Dziennik”, „Tiybuna” i „Gazela Wyboicza”.
Wizje hisloiyczne lewicy i eslablishmenlu zawsze muszą
się wykluczać, gdyż pieiwsze z nich są odizuceniem status
quo, diugie zaś – jego apologią. Zasadnicza jedność widzenia
hisloiii byłaby możliwa lylko wledy – jak poslulowały zaku-
izone bioszuiy PPS spized już ponad wieku – gdyby slaly-
slyczny czylelnik wysokonakładowej gazely zaiabiał lyle, ile
jej iedakloi, jego sponsoi i zapizyjaźniony z nimi poseł. A la-
ki właśnie jesl fnalny cel wszelkiej maści socjalislow i w je-
go świelle każde ofcjalne iocznicowe obchody, celebiowane
pizez „sylych i bogalych”, są podszyle zwykłą blagą.
5ugusr Çrabskí
1. U. Ługowska, A. Grabski, Trockizm. Doktryna i ruch polityczny, Warszawa 2003, ss.
195-208.
2. J. Kuroń, K. Modzelewski, List otwarty do Partii, Paryż 1965.
3. Peter Drucker, Max Shachtman and His Left, A Socialist’s Odyssey trough the “Ame-
rican Century”, New Jersey 1994.
4. Szerzej: Najnowsze dzieje Żydów w Polsce w zarysie (do 1950 r.), pod red. Jerzego
Tomaszewskiego, Warszawa 1993. W 1927 r. przy około 10 proc. ludności żydowskiej,
w armii liczba ofcerów Żydów miała wynosić 0,5 proc. a w następnych latach jesz-
cze się obniżać! (Tomasz Gąsowski, Pod sztandarami orła białego..., Warszawa 2002,
s. 20).
5. Grzegorz Berendt, Polacy – Żydzi 1918–1945–1989, [w:] U progu niepodległości, pod
red. Romana Wapińskiego, Gdańsk 1999, s. 189.
6. Por. August Grabski, Sytuacja Żydów w Polsce w latach 1950-1957, „Biuletyn ŻIH”
2000, nr 4, ss. 504-519.
7. Manipulatorski charakter przedstawienia przez Jana T. Grossa polityki PPR wobec
Żydów i inne deformacje w przedstawianiu stosunków polsko-żydowskich nie dys-
kwalifkują jednak wartości „Strachu” w budzeniu debaty o demonach polskiego rasi-
zmu i ksenofobii. Szczegółowe uwagi do książki patrz np. August Grabski, Krew brata
twego głośno woła ku mnie z ziemi!, „Kwartalnik Historii Żydów” nr 3/2006, ss. 407-
414.
8. „Kultura” 6/1977.
9. Ludwik Hass, Open Letter to Ozjasz Szechter [w:] Trotskyism in Poland, “Revolutiona-
ry History”, vol 6 no 1, Winter 1995-96.
10. Lew Trocki, Thermidor and Anti-Semitism, Internet: www.marxists.org
11. Szeroką paletę różnorodnych krytyk syjonizmu ze strony różnych nurtów żydowskiej
lewicy przedstawia m.in. August Grabski, Lewica przeciwko Izraelowi. Studia o ży-
dowskim lewicowym antysyjonizmie, Warszawa 2008.
48

49

W ioo¡ i. znany fiancuski flozof Alain Finkielkiaul
wydał książkę „Au nom de l’Aulie. Refexions sui l’anli-
semilisme qui vienl”. Poslawił w niej lezę, że dolychcza-
sowy anlysemilyzm, będący domeną skiajnej piawicy, jesl
dziś zjawiskiem dużo mniej gioźnym niż nowe oblicze an-
lysemilyzmu – lewicowe.
Piowadzona z lewicowych pozycji kiylyka pańslwa
Iziael slaje się bowiem pożywką dla coiaz baidziej agie-
sywnych leoiii wymieizonych w Żydow. Żydzi w Iziaelu
i poza nim (np. „lobby syjonislyczne” w USA) są pizedsla-
wiani jako wcielony diabeł, kloiy ma na sumieniu wyłącz-
nie liczne zbiodnie. Z kolei świal aiabski i ugiupowania
islamskie piezenlowane są wyłącznie w jasnych baiwach,
jako ofaiy agiesji żydowskiej oiaz „impeiializmu”. Na lym
lle wyiasla nowy anlysemilyzm – znow Żydzi pizedslawia-
ni są w czaino-białych baiwach, slają się kozłem ofainym.
Książka Finkielkiaula ukazała się w polskim pizekła-
dzie w ioo, i., pl. „W imię Innego. Anlysemicka lwaiz le-
wicy”. Wydawać by się mogło, że w naszym kiaju jesl lo
pioblem egzolyczny. Tak jednak nie jesl. Coiaz baidziej
agiesywny lewicowy „anlysyjonizm” islnieje lakże w Pol-
sce. Czleidziesla iocznica wydaizeń maicowych jesl dobią
okazją, by pizyjizeć się lemu zjawisku.
SS – Spisek Syjonistyczny
W numeize r¡ pisma „Lewą Nogą” (iedakloizy: Slefan
Zgliczyński, Pizemysław Wielgosz; wydawca: Inslylul Wy-
dawniczy Książka i Piasa) można znaleźć opinie, kloiych
nie powslydziłyby się peiiodyki skiajnej piawicy.
Szczegolnie wymowny jesl leksl Isiaela Shamiia. Na-
wiązując do anlysemickich piześladowań w caiskiej Rosji
i w Związku Radzieckim, Shamii ocenia, że piezenlują się
one „baidzo blado” na lle syluacji w dzisiejszym Iziaelu.
W lym oslalnim „goje są zamknięci w rezerwatach i obo-
zach koncentracyjnych”. Shamii lwieidzi, że „wieki antyży-
dowskich pogromow spowodowały mniej ofar niż to do czego
jesteśmy zdolni w jeden tydzień”. Swoim bagalelizowaniem
anlysemilyzmu obejmuje iownież zbiodnie hilleiowskie.
Slawia on ciągle znak iowności między władzami Izia-
ela i III Rzeszy. Pisze, iż „Palestyńczyk nie może udać się do
wioski obok bez ausweisu w żydowskiej wersji”. Piopozycje
pokojowe, z kloiymi wobec Paleslyńczykow wyslępowali
pizywodcy iziaelscy, poiownuje nalomiasl do nazislowskiej
slialegii zamykania Żydow w gellach i obozach koncenlia-
cyjnych: „/.../ najbardziej liberalny żydowski plan przewiduje
stworzenie szeregu gett dla gojow, ogrodzonych drutem kol-
czastym, otoczonych przez żydowskie czołgi, z żydowskimi fa-
brykami u wejścia. V nich Àrbeit uczyni gojow Frei”.
Kulminacją lakich wywodow w lekście Shamiia jesl
jednak slwieidzenie: „Co nas właściwie denerwowało w po-
stępowaniu niemieckich nazistow? Ich rasizm? Nasz rasizm
nie jest mniej rozpowszechniony ani mniej śmiercionośny”.
Tak olo z łamów rzekomo lewicowego czasopisma mo-
żemy się dowiedzieć, że hitlerowski rasizm (mający
na koncie ludobójstwo o milionów Żydów i milionów
przedstawicieli innych narodowości) nie jest bardziej
śmiercionośny niż polityka państwa Izrael.
Kim jesl auloi lych wywodow: Jak ujawniło kilka pism
moniloiujących skiajną piawicę, m.in. „Expo” i „Moniloi”,
Isiael Shamii wspołpiacował np. z wielolelnim pizywodcą
Ku Klux Klanu, Davidem Duke’em czy z Mailinem We-
bsleiem, znanym działaczem neofaszyslowskim z Wielkiej
Biylanii. Tłumaczem lekslow Shamiia na noiweski jesl
Hans Olaf Bendbeig, znany z kiylyki pamięlnikow Anny
Fiank, kloiym zaizucał, że nie wspomniano w nich „mi-
lionow dobiych Niemcow”. Jego szwedzki sojusznik, Lais
Adelskog, jesl auloiem książki „aigumenlującej”, że Holo-
causl faklycznie nie miał miejsca.
Shamii zaizucał biylyjskiemu dziennikowi „Times”,
że slał się częścią „świalowej konspiiacji syjonislycznej”,
zmieizającej do zniszczenia Aiabow i muzułmanow. Na-
izędziem lej konspiiacji ma być iownież adminisliacja
piezydencka USA, kloią Shamii – wykoizyslując leimi-
nologię ameiykańskich ugiupowań neonazislowskich
– okieśla jako „syjonislyczny iząd okupacyjny” (Zionisl
Occupalion Goveinmenl). Twieidzi leż, że w legendach
o popełnianiu pizez Żydow lzw. moidow iylualnych
mogło być „wiele piawdy”. Uważa ponadlo, iż „Piolokoły
Mędicow Syjonu” należy liaklować jako poważne źiodło
hisloiyczne. Żydzi – lwieidzi Shamii – są wiogami ludzko-
ści co najmniej od czasow ukizyżowania Chiyslusa, klo-
ie popełnili w imię swojego ieligijnego „kullu mamony”.
Niezbędne jesl, wobec lego – dodaje, posługując się osła-
Moczar
– reaktywacja?
Wiktor Sadłowski
R
Y
S
.

S
Z
Y
M
O
N

S
U
R
M
A
C
Z
48

49

wioną foimułą nazislow – „oslaleczne iozwiązanie kweslii
żydowskiej”. Nasląpi ono, gdy Żydzi, naśladując samego
Shamiia, nawiocą się na piawosławie, a ich pańslwo w Pa-
leslynie zoslanie zlikwidowane.
Zdaniem Shamiia, anlysemilyzm był i pozoslaje milem,
kloiy slwoizyli sami Żydzi, aby odwiocić uwagę od swoich
knowań. Taką funkcję – głosił on na konfeiencji w Bejiu-
cie, gdzie negacjoniści z całego świala podważali islnienie
komoi gazowych w Auschwilz – pełni iownież „mil Ho-
locauslu”. Nic dziwnego, że od poglądów i osoby Israela
Shamira publicznie odcięło się wielu zadeklarowanych
przeciwników polityki państwa Izrael. Radykalnie le-
wicowy działacz i publicysta Lenni Brenner określił go
mianem „oszczercy i politycznego głupca”. Współpracy
z Shamirem odmówili izraelscy aktywiści antywojenni
z organizacji Matzpen (m.in. znany izraelsko-brytyjski
dysydent i wybitny uczony Moshe Machover).
W Polsce opiocz iedakcji „Lewą Nogą” piomoloiem
wywodow Shamiia jesl jawnie anlysemicki poilal inlei-
nelowy www.polonica.nel – jego „mollo” lo „Pizeciwko
żydokiacji! Polska bez żydoslwa i żydzizmow!”. Poilal
len publikuje leksly Shamiia od ioku ioor. W Inleinecie
można lakże znaleźć polski pizekład innego z lekslow Sha-
miia, w kloiym czylamy: „Na początku XX wieku, dziecko
z mieszanego małżeństwa prawie zawsze identyfkowałoby
się z rdzenną ludnością swojego kraju. Lecz tendencja ta na-
potkała na przeciwdziałanie historii Holokaustu, ideologicz-
nej konstrukcji wszczepiającej potomkom Żydow fatalistycz-
ne wrażenie »braku ucieczki«. »Nie ma znaczenia czy jesteś
Żydem pełnej krwi czy też masz tylko kroplę krwi żydowskiej,
czy jesteś ochrzczony czy też nie – mogłbyś tak samo być za-
mordowany przez hitlerowskich nazistow. Dlatego przyłącz
się do Żydow i popieraj Żydow« – oto, w skrocie, idea lan-
sowana przez Żydow w celu utrzymania, w swym dalszym
otoczeniu, potomkow tychże Żydow. Tak więc Żydzi, repre-
zentowani przez ideologow Holokaustu, zrobili z Àdolfa Hi-
tlera i jego nazistow swoich najlepszych sojusznikow”. Tako
izecze „anlysyjonisla” Isiael Shamii, auloi lewicowego pi-
sma „Lewą Nogą”...
Żydzi rządzą Ameryką...
Na łamach „Lewą Nogą” iownie kuiiozalne wywody są
noimą. Dobiym ich pizykładem są dwa ailykuły ameiy-
kańskiego publicysly Jamesa Peliasa.
W ailykule „Iziael a Slany Zjednoczone – unikalne slo-
sunki” („Lewą Nogą” ni r¡) Pelias oskaiża swoj kiaj o „seiwi-
lizm wobec Iziaela”. Jego zdaniem, Żydzi iziaelscy posiadają
w Slanach „lobby”, na kloie składają się „strategicznie usytu-
owani w systemie gospodarczo-politycznym /.../ kongresmani,
media i magnaci z Vall Street”. Pelias okieśla chęlnie akly-
wislow owego „lobby” jako żydowskich „osadnikow kolonial-
nych” w USA. „Lobby” konlioluje obie głowne pailie polilycz-
ne, fnansując – jak „wyliczył” Pelias – Demokialow w ,oº,
a Republikanow w ¡,º. „Lobby” zdobyło władzę nad Kongie-
sem, za czego dowod służą Peliasowi pizychylne dla Iziaela
wyniki głosowań w lej izbie. „Lobby” ma na swoich usługach
„superbogatych oszustow fnansowych /.../ a nawet gangsterow
i mordercow”, kloiym zapewnia całkowilą bezkainość.
Nie zadowalając się osiągnięciami swego „lobby”, Iziael
ma na dodalek peneliować USA za pośiedniclwem „sial-
ki agenlow”, oplalającej „bazy wojskowe, Urząd do Valki
z Narkotykami, Federalne Biuro Śledcze (FBI), /.../ dziesiąt-
ki innych instytucji państwowych, a nawet /.../ tajne biura
i mieszkania prywatne personelu policji i wywiadu”. Ta „sial-
ka” działać ma ponoć iownież „na leienie Penlagonu”. Pio-
by jej zdemaskowania są z goiy skazane na niepowodzenie,
ponieważ – jak obwieszcza Pelias – konlioluje ona policję,
konliwywiad, wymiai spiawiedliwości i media, kloie mo-
głyby ją ścigać. To wszyslko Pelias pisze całkiem seiio.
Nic dziwnego, że dysponując piawie nieogianiczony-
mi możliwościami, „iziaelscy agenci” na długo pized rr
wiześnia zdobyli „infoimacje o pizygolowaniach do za-
machow”, kloiymi jednak „nie podzielili się ze swoim so-
jusznikiem w Waszynglonie”. Nie jesl jasne, czy Iziaelczycy
zawinili jedynie lym, że zaniedbali oslizec Ameiykanow
o planowanych alakach na Woild Tiade Cenlei. Pelias su-
geiuje bowiem – powołując się lym iazem na pogłoski kią-
żące po „całym Wschodzie aiabskim” – że same le zamachy
„były wynikiem spisku iziaelskiego”, kloiy „miał nakłonić
Vaszyngton do ataku na arabsko-muzułmańskich przeciw-
nikow” pańslwa żydowskiego. Nie wyklucza, że pomogli je
zoiganizować wywiadowcy Mossadu, kloizy „pizeniknęli
do giupy” zamachowcow z Al-Kaidy...
O ile, według Peliasa, Iziael i USA podejmują kioki na
izecz zapewnienia sobie bezpieczeńslwa bezpodslawnie
i zbiodniczo, lo akcje leiioiyslow uważa on za całkowi-
cie uspiawiedliwione. Oceniając syluację międzynaiodo-
wą, w ailykule „rr wiześnia – iok poźniej” („Lewą Nogą”
ni r¡), pizepowiadał „pospieszny schyłek” impeiium USA.
Jako naizędzie jego pizyspieszenia zalecił globalną walkę
zbiojną, kloiej leienem są – w jego pizekonaniu – „przy-
stanki autobusowe, deptaki, pięciogwiazdkowe hotele, pizzerie
i wszystkie granice Izraela”.
Wywody Petrasa o wszechpotężnym lobby żydowskim/
syjonistycznym uznał za kompletną bzdurę Noam Chom-
sky, znany lewicowy intelektualista, od wielu lat krytyku-
jący politykę Izraela i USA wobec Palestyńczyków i kra-
jów arabskich.
Nowotwór, syflis i bomby
Teoiia Peliasa wziął sobie nalomiasl do seica Zbi-
gniew Maicin Kowalewski, kloiy na łamach pisma
„Rewolucja” (z „Lewą Nogą” łączy ją wspolny wydaw-
ca i niemal idenlyczny zeslaw auloiow, w lym Kowa-
lewski, kloiy jesl iedakloiem naczelnym „Rewolucji”
oiaz slałym wspołpiacownikiem iedakcji „Lewą Nogą”)
z apiobalą pizyjmował melody zamachow leiioiyslycz-
nych, pizepiowadzanych pizez „islamski iuch opoiu” na
pizypadkowych żydowskich cywilow. W ni ¡ „Rewolu-
cji” piezenlował bez śladu dezapiobaly lakie oiganizacje
islamislyczne, kloie deklaiują: „zastrzegamy sobie prawo
do atakowania wszystkiego, co syjonistyczne na terytoriach
okupowanych od r,o, r.” oiaz „prawo do uderzania w sy-
jonizm w obrębie terytoriow okupowanych od r,,8 r.”. Na-
leży lu wyjaśnić, że przywołany rok 1µ{8 oznacza, iż
oharą zamachów może paść w zasadzie każdy izrael-
50

51

ski Żyd-cywil, bowiem to właśnie w tym roku powstał
Izrael – państwo syjonistyczne...
Znamienny jesl nie lylko doboi melod pizywoływa-
nych w „Rewolucji”, ale lakże używana leiminologia. Ko-
walewski porównuje państwo Izrael do... nowotworu.
W ni i „Rewolucji” pisał: „Rola Izraela jako »raka« na ciele
świata islamu polega na tym, że na wszystkich kierunkach
zagraża on otoczeniu arabskiemu i islamskiemu”. W ni ¡
lego samego pisma Ibiahim Nadżi Allusz pisze z kolei o „i-
deologicznym syflisie »kompromisu z Izraelem«”.
Najmłodszym dzieckiem wydawniclwa Książka i Pia-
sa jesl polska edycja międzynaiodowego miesięcznika „Le
Monde Diplomalique”. O ile jego weisja fiancuska i angiel-
ska znane są z nasilonej kiylyki polilyki Iziaela, o lyle polska
iedakcja (sami swoi: „dyiekloiem publikacji” jesl Zgliczyń-
ski, iedakloiem naczelnym – Wielgosz, a zaslępcą iedakloia
naczelnego – Kowalewski) wniosła lu specyfczny wkład. Np.
w numeize ,liooo jeden z lekslow iedakcja pisma zaanon-
sowała na pieiwszej slionie iamką z wymienionymi ugiu-
powaniami spod znaku „leiioiyzmu giup i ludow uciska-
nych”. Wśród różnych ruchów narodowowyzwoleńczych,
w tym takich, które walczą z tyrańskimi i autorytarnymi
reżimami, wymieniono tam również... Al-Kaidę.
Viva fantasmagorie!
Kolejny elemenl lej układanki lo poilal inleinelowy
„Viva Paleslyna”. Choć deklaiuje obionę piaw Paleslyńczy-
kow i kiylykowanie nadużyć polilyki iziaelskiej, pełen jesl
leoiii z pogianicza absuidu. I bynajmniej nie lylko o Pale-
slynę lu chodzi – można lu znaleźć np. pizediuk ailykułu
o lym, że „młodzi Żydzi ioziabiają w Polsce”. W „Oświad-
czeniu w szoslą iocznicę powslania Viva Paleslyna: Wal-
czymy w świalowej inlifadzie”, iedakloizy poilalu napisali:
„V poczynaniach Izraelczykow, ktorzy jeszcze trzy lata wcze-
śniej doświadczali tragedii holokaustu, a sami dokonali row-
nie skutecznej destrukcji całej społeczności narodowej, rysują
się analogie z polityką realizowaną przez Trzecią Rzeszę”.
Jednym z głownych ideologow „Viva Paleslyna” jesl Pa-
weł Michał Bailolik z Poznania. To on zapiosił do wspoł-
piacy wspomnianego Kowalewskiego, pisząc doń (lisl za-
mieszczono na lym poilalu): „Nader interesujące wydawa-
łyby się materiały dotyczące /.../ siatki szpiegowskiej Mossa-
du, ktorej obecność zbiega się czasoprzestrzennie z obecnością
w USÀ poźniejszych zamachowcow rr września :oor r. /.../
Gsobiście uważam, że Mossad prawie na pewno wiedząc co
się święci z premedytacją nabrał wody w usta, a z ponad pięć-
dziesięcioprocentowym prawdopodobieństwem dbał o mylne
tropy i inne informacyjne śmieci dla policji, FBI, CIÀ etc., by
udaremnić zapobieżenie zamachom. /.../ Powstaje też pyta-
nie, kto z izraelskiej wierchuszki, jeśli choć część tych podej-
rzeń miałaby okazać się prawdą, należał do grona osob do-
brze poinformowanych”.
Teksly Bailolika ioją się od lego lypu wywodow. Za-
cylujmy jeszcze znamienne fiagmenly dwoch z nich. „Był
tylko jeden holokaust – nigdy więcej! Tak mowi dziś lotnik
bombardujący arabskie osiedla. Tak przemawia operator bul-
dożera dostarczonego w ramach intratnego kontraktu armii
izraelskiej przez frmę Caterpillar. /.../ Takie przesłanie /.../
niosł pilot izraelskiego Fro, dokonujący przelotu nad obsza-
rem hitlerowskiego obozu zagłady w Gświęcimiu. Tyle zna-
czą słowa scholastycznego pismaka Commentary Magazine
i tuby skrajnej prawicy syjonistycznej, Edwarda Àlexandra,
o »zakumulowanym kapitale moralnym«, jakim pozostaje
zagłada Żydow w okresie drugiej wojny światowej. Hienom
wyjącym w bankach i na giełdach – takim jak te z Caterpil-
lara – lubią wtorować hieny wyjące w grobach. By bez wsty-
du i cienia wahania pozbawiać dorobku życia i samego życia
mieszkańcow wspołczesnych gett i bantustanow, by – jakby
na hitlerowskie zawołanie »Siła poprzez radość« – kolonizo-
wać i eksterminować” – pizekonuje Bailolik.
A naslępnie wyciąga „oczywisly” wniosek: „Dlatego
właściwym jest całkowicie antysyjonistyczne stanowisko,
uznające, że Izrael nie miał prawa powstać, gdyż jego powsta-
nia nic nie usprawiedliwia, stanowisko, ktore uznaje to pań-
stwo za niewarte i niegodne przerażającej ceny, jaką przyszło
zapłacić regionowi i całemu światu za utrzymywanie tego
rasistowskiego reżimu. /.../ gdy David Irving jest /.../ ścigany
przez policje dziesiątek krajow i musi mierzyć się z pozwami
sądowymi i aresztowaniami, podobni mu w swej istocie ne-
gacjoniści syjonistyczni mają co najwyżej problem z tym, że
czerwony dywan, ktory przed nimi rozwinięto na lotnisku,
był o zgrozo zakurzony”.
„Antysyjonizm” i jego krytycy
Na począlku ioo¡ i. publicysla Michał Bilewicz, jako
bodaj pieiwszy, zwiocił uwagę na pioblem lewicowego
„anlysyjonizmu” w Polsce. Na łamach pisma „Słowo Ży-
dowskie” (peiiodyk Towaizyslwa Społeczno-Kulluialnego
Żydow w Polsce) opublikował leksl będący analizą ailyku-
łow zamieszczanych w „Lewą Nogą” i „Rewolucji”. Pisząc
swoj leksl z pozycji lewicowych i bynajmniej nie bioniąc
całokszlałlu polilyki Iziaela, dokładnie pizeanalizował lie-
ści wspomnianych czasopism.
Lewicowy antysemityzm jest obecnie
znacznie bardziej groźny niż antysemityzm
skrajnej prawicy. Ten drugi jest na szczęście,
po doświadczeniach Holocaustu, całkowicie
skompromitowany i pozostaje zjawiskiem
marginalnym, powszechnie potępianym,
wegetującym w niszy małych grupek
politycznych i niskonakładowych gazetek.
Natomiast obsesyjne ataki na Żydów i Izrael
w wykonaniu lewicy są traktowane znacznie
bardziej wyrozumiale, często przenikają do
głównego nurtu dyskursu publicznego, na
łamy poważnych czasopism i do środowisk
uznawanych za wiarygodne. To sprawia, że ich
zasięg i oddziaływanie społeczne są znacznie
większe, a przez to groźniejsze.
50

51

O ailykule Slefana Zgliczyńskiego pisał lak: „autor
sugeruje, że specjalni wysłannicy Mossadu niebezpiecznie
kombinowali przy zamachach na VTC z rr września, a już
na pewno wiedzieli o nich wcześniej i nie poinformowali
opinii publicznej. Inny fragment, jak gdyby nigdy nic, infor-
muje nas, że oto zamachy rr września były na rękę gabine-
towi Szarona, ktory mogł bez obaw rozpocząć swoją kam-
panię naznaczoną »torturami i mordami z zimną krwią
niewinnych starcow, kobiet i dzieci«. Àby uwiarygodnić
moc swoich słow redaktor Lewej Nogi zaznacza, że w Dże-
ninie Izraelczycy korzystali z »doświadczeń SS tłumiącego
w r,,, roku powstanie w getcie warszawskim«”.
Ziownywania Iziaela z III Rzeszą, a konfiklu żydow-
sko-paleslyńskiego z Holocauslem nie zdzieiżyło leż inne
żydowskie pismo, „Midiasz”. W maju iooo i. na jego ła-
mach ukazał się leksl Michała Oloiowskiego, poświęcony
wywodom auloiow „Lewej Nogi” i „Rewolucji”. Auloi pisał:
„/.../ już na pierwszy rzut oka widać, że ten nowy przeciwnik
polskiego, inteligenckiego flosemityzmu do złudzenia przy-
pomina marcowy antysyjonizm /.../. Vystąpienia polskiej le-
wicy przeciwko Izraelowi budzą szczegolny niesmak. Tak jak
antysemicki negacjonizm jest o wiele bardziej naganny tutaj,
na ziemi, na ktorej dokonał się Holocaust, tak też skandalicz-
nie brzmią głosy Polakow, ktorzy odmawiają Żydom w ten
czy inny sposob prawa do posiadania państwa /.../”.
Cios z lewej
Do dyskusji wywołanej lekslem Oloiowskiego włączyli
się dwaj wielolelni działacze lewicy, a pizy lym naukowcy
zajmujący się zawodowo pioblemalyką iasizmu i anlyse-
milyzmu – di Augusl Giabski z Żydowskiego Inslylulu
Hisloiycznego oiaz di Pioli Kendzioiek, auloi cenionej
książki „Anlysemilyzm a społeczeńslwo mieszczańskie”.
W numeize „Midiasza” z lipca-sieipnia iooo i. doko-
nali oni szczegołowej analizy wywodow Zgliczyńskiego
i Kowalewskiego. Kendzioiek i Giabski pisali: „V /.../ trąb-
kę radykalnie antyżydowskiego nacjonalizmu palestyńskiego
dmie ile sił w płucach Kowalewski, ktoremu spędza sen z po-
wiek myśl, że skrajna prawica palestyńska mogłaby organizo-
wać mniej zamachow na Żydow, niż czyni to obecnie. Dlate-
go z dezaprobatą pisał o palestyńskiej petycji z :oo, r., ktorej
sygnatariusze wzywali do /.../ zaprzestania zamachow na cy-
wilow”. Zwiocili leż oni uwagę, że w „anlysyjonizmie” lego
iodzaju, jaki piopagują iedakloizy „Lewą Nogą” i „Rewo-
lucji”, ma miejsce „przejęcie całego szeregu tez o charakterze
bliskim antysemityzmowi”. Wylknęli iownież, że leksly sła-
wiące „islamski iuch opoiu” pizeciwko Iziaelowi, pized-
slawiają baidzo wyidealizowany obiaz zjawiska – prze-
milcza się w nich jawnie antysemickie tezy islamistów,
w tym twierdzenie w tzw. Karcie Hamasu, że „Protokoły
Mędrców Syjonu” są... autentycznym wyrazem „żydow-
skich knowań”.
Ci sami auloizy zabiali wkiolce głos na łamach le-
wicowego lygodnika „Pizegląd”. Pisali lam: „Tylko w /.../
klimacie intelektualnym, nasyconym demagogią i idealiza-
cją islamistycznej skrajnej prawicy, mogł się zrodzić gest po-
parcia dla samobojczych zamachow palestyńskich /.../ wo-
bec nie tylko żołnierzy, lecz także cywilow, ktory otwarcie
wyraził redaktor naczelny »Rewolucji« i czołowy publicy-
sta »Lewą nogą« Zbigniew M. Kowalewski. Idea zabijania
przypadkowych izraelskich cywilow, ubrana w lewicowy ję-
zyk przez Kowalewskiego, licytuje swoim radykalizmem
wiele numerow pism antysemickiej radykalnej prawicy
typu »Szczerbiec« /.../. Po poparciu przez pismo »Rewolu-
cja« takich aktow przemocy, »humanitarna« wydaje się na-
wet antysemicka kampania propagandowa i czystki w apa-
racie przeprowadzane w Polsce w marcu r,o8 r. Nie szokują
już rownież obecne na łamach periodykow wydawnictwa
Książka i Prasa teksty usprawiedliwiające typowe dotych-
czas tylko dla skrajnej prawicy porownywanie realiow izra-
elskiej okupacji do komor gazowych Àuschwitz”.
Po doświadczeniu kiylyki „anlysyjonislycznych” lek-
slow w „Lewą Nogą” i „Rewolucji”, iedakloizy polskiej
edycji „Le Monde Diplomalique” sięgnęli po zabieg po-
sługiwania się nazwiskami lewicowych i libeialnych inle-
leklualislow lypu Zygmunl Bauman i Jeizy Jedlicki w ko-
menlaizach na lemal anlysemilyzmu w Polsce. Bynajmniej
nie przekreśliło to jednak ich ideologicznego szaleństwa
wobec Izraela. W LMD nr z/zoo8 znajdziemy np. laur-
kę na cześć „prawdziwego rewolucjonisty”, czyli Georga
Habasha, przywódcy organizacji terrorystycznej, zabi-
jającej izraelskich cywilów.
Insynuacje dobre na wszystko
Piawdziwą fuiię śiodowiska Książki i Piasy wywołała
jednak inna publikacja. Wspomniany A. Giabski ziedago-
wał i wydał pod szyldem Żydowskiego Inslylulu Hislo-
iycznego piacę zbioiową pl. „Żydzi a lewica”. W książce lej,
poiuszającej iozmaile lemaly, opalizonej pozylywnymi
iecenzjami wybilnych naukowcow, zamieszczono anglo-
języczną weisję wspomnianego lekslu Giabskiego i Ken-
dzioika z „Midiasza”.
Zgliczyński zaieagował na len fakl baidzo neiwowo.
W polskiej edycji „Le Monde Diplomalique” z czeiwca
ioo, i. w lekście o znamiennym lylule „Publikacja ze
skandalem w lle”, napisał, w dobize już znanym slylu, że
Giabski i Kendzioiek „wpisują się tym tekstem w szereg
publikacji skrajnie prawicowych rasistow, ktorzy pod po-
zorem obrony Izraela uprawiają – z morderczym skutkiem
– prowojenną politykę szczucia na Irak, Liban, Syrię, czy
obecnie Iran”.
Opiocz lego bzduinego slwieidzenia – wszak Giabski
i Kendzioiek nie lyle bionili Iziaela, ile kiylykowali paia-
noiczny sposob, w jaki np. Kowalewski pozylywnie ocenia
zamachy na żydowskich cywilow, a Shamii ziownuje Iziael
z III Rzeszą i ludobojslwem w Auschwilz – ze sliony Zgli-
czyńskiego nie pojawiła się żadna meiyloiyczna odpo-
wiedź na slawiane zaizuly. Nalomiasl wspomniany Paweł
Michał Bailolik z „Viva Paleslyna” na poilalu Indymedia
szczeize oznajmił, co sądzi o kiylykach lewicowego anly-
semilyzmu: „nie zamierzamy odpowiadać merytorycznie na
jad nędznego doktorzyny, /.../ nie zamierzamy tłumaczyć się
z intencji przed ludźmi, ktorzy są niegodni obmywać nasze
stopy. /.../ rezygnujemy z polemiki z wami – nie jesteście bo-
wiem partnerami do dyskusji, lecz, delikatnie mowiąc, gno-
jem historii”.
52

53

jak to się stało, że ,o lat temu znalazł się Pan w centrum
Marca?
Wiktor Górecki: Jeśli pizyjmiemy, że „cenlium” lo
był feimenl na Uniweisylecie Waiszawskim, jak mogło
się wledy wydawać niejednemu z nas, jego wspołlwoicow,
choć pizecież demonsliacje iozlały się na całą Polskę – lo
w lym sensie izeczywiście byłem w cenlium.
Wsląpiłem na Wydział Filozofczny UW w r,o¡ i.,
w nieco iomanlycznym odczuciu, że coś ważnego się wy-
daizy, spolka mnie jakaś pizygoda. Im dłużej się nad lym
zaslanawiam, lym silniejsze mam wiażenie, że lo, co się
wledy działo, zaskakiwało mnie nie lym, że było „inne, niż
powinno być”, lecz że było więcz pizeciwnie. Powiedzmy,
że izeczywiście chciałem być w cenlium – pylanie, czy la
chęlka nie była pewnym nadużyciem, czy lo „cenlium”
miało być lylko dla mnie, czy dla kiaju, bo laka iefeksja
się we mnie budziła, zwłaszcza jak już wspomniane wyda-
izenia się zaczęły. Jeśli chodzi o lo, jakie miało znaczenie lo,
co iobiłem, byłoby śmieszne, gdybym lwieidził, że nada-
wałem Maicowi kieiunek. Z lego punklu widzenia byłem
pewnego iodzaju oulsideiem i chciałem nim być, będąc
jednocześnie w śiodku.
Czy można po latach, odrzucając poźniejsze interpretacje i po-
sługiwanie się tradycją Marca, nakreślić ideowe oblicze osob
protestujących wtedy przeciwko władzom PRL-u?
W. G.: Na UW lon nadawała giupa młodzieży o io-
dowodzie lewicowym, w sensie pochodzenia iodzinnego,
powiązana z socjalizmem czy komunizmem. Niezależnie
od wszyslkiego innego, Maizec był dla lego śiodowiska
pizeciwslawieniem się iodzicom i syslemowi – bunlem
dzieci szeioko iozumianej elily syslemu. Można piobo-
wać uogolnienia, że nie było lo śiodowisko lypowe dla
owczesnej Polski, jeśli chodzi o doświadczenia społeczne
(pizykładowo, jeśli należeli wcześniej do haiceislwa, lo
nie do „zielonego”, lecz do walleiowcow). Ich opoi wyia-
slał nie z odwołania się do liadycyjnych wailości, ale był
piobą wyciągnięcia konsekwencji z założeń, kloie wynie-
śli z lewicowych domow i „złapania za słowo” syslemu,
kloiy pizeczył sam sobie. Ale, pamięlajmy, że uogolnie-
nia, choć mają pewien sens, są leż iyzykowne – ja nie by-
W centrum
Marca
– z Wikloiem Goieckim
iozmawia Michał Sobczyk
Tym jawnym nagonkom na kiylykow „anlysyjonizmu”
lowaizyszą mniej cywilizowane pioby ich zaszczucia. Pod
pizediukami lekslow Kendzioika i Giabskiego, zamiesz-
czanymi na lewicowych poilalach inleinelowych, iegulai-
nie pojawiają się anonimowe insynuacje i wulgaine wy-
zwiska pod adiesem auloiow.
Jad salonowy
Pizywołany na wslępie Finkielkiaul zauważył, że
nowy, lewicowy anlysemilyzm jesl obecnie znacznie
baidziej gioźny niż anlysemilyzm skiajnej piawicy. Ten
diugi jesl na szczęście, po doświadczeniach Holocauslu,
całkowicie skompiomilowany i pozoslaje zjawiskiem
maiginalnym, powszechnie polępianym, wegelującym
w niszy małych giupek polilycznych i niskonakładowych
gazelek. Nalomiasl obsesyjne alaki na Żydow i Iziael
w wykonaniu lewicy (kloie – w lakiej foimie i lieści, jak
cylowano wyżej – w żaden sposob nie pizyczyniają się do
izelelnego poznania konfiklow bliskowschodnich i ich
iozwiązania czy wspaicia dla ofai), są liaklowane znacz-
nie baidziej wyiozumiale, częslo pizenikają do głownego
nuilu dyskuisu publicznego, na łamy poważnych cza-
sopism i do śiodowisk uznawanych za wiaiygodne. To
spiawia, że ich zasięg i oddziaływanie społeczne są znacz-
nie większe, a pizez lo gioźniejsze.
Tak dzieje się właśnie z auloiami cylowanych wywo-
dow. Poslać publiczna lej iangi, co piof. Kaiol Modzelew-
ski, publicznie debaluje z Kowalewskim, kloiy bez cienia
kiylyki piezenluje najbaidziej skiajne anlyżydowskie
ugiupowania leiioiyslyczne i nie piolesluje pizeciwko
ich zamachom na pizypadkowych iziaelskich cywilow.
Wielgosz, kloiy na łamach „Le Monde Diplomalique”
piezenluje Al-Kaidę jako ugiupowanie „ludow i naiodow
uciskanych”, bieize udział w debalach z Leszkiem Mille-
iem i publikuje na łamach „Dziennika”. „Lewą Nogą” było
kilkakiolnie w pozylywny sposob piezenlowane pizez
„Gazelę Wyboiczą”, a „Le Monde Diplomalique” jesl kol-
poilowany w głownej siedzibie SLD. Tak olo wspieiani
i legilymizowani są piomoloizy leoiii o „spiskach syjoni-
slow”, „lobby żydowskim” iządzącym Ameiyką, powloi-
ce z Auschwilz w Paleslynie, udziale Mossadu w zama-
chach na Woild Tiade Cenlei ilp. Ci sami ludzie, kloizy
z obuizeniem – skądinąd słusznym – polępiają kseioko-
piowane biulelyny skiajnie piawicowych anlysemilow,
wywody księdza Jankowskiego i hasła bazgiane na mu-
iach pizez małolelnich skinow, ułalwiają pizenikanie do
głownego nuilu debaly publicznej osob głoszących wyżej
cylowane biednie.
Można się zaslanawiać nad gianicami wolności słowa
i uznać, że nawel największe absuidy zasługują na piawo
do publikacji. Zgoda – nie zmienia lo jednak faklu, że
nie należy ich popieiać i piomować. Pioblem nie dolyczy
kiylyki Iziaela i jego polilyki, lecz lego, w imię czego i jak
jesl ona piowadzona. Gdy konkielne aigumenly zaslępo-
wane są pizez paianoję i leoiie z pogianicza anlysemily-
zmu, jesl lo moialnie nie do zaakceplowania.
+íkror Sadłowskí
52

53

łem walleiowcem, wśiod nas była np. absolwenlka liceum
zakonnego. Pamięlajmy iownież, że od 8 maica piolesly
nabiały już innego chaiakleiu, baidzo szeiokiego w sen-
sie społecznym i ideowym.
Rodowod buntownikow był zatem podobny, ale czy prowadził
ich do identycznych wnioskow? Czy wśrod protestujących za-
znaczyły się jakieś istotne rożnice ideowe czy polityczne?
W. G.: Zawsze są jakieś podziały, np. ja czułem się
oulsideiem. Według mnie jednak, analiza ziożnicowania
na lamlym elapie niewiele lłumaczy. To był bunl mło-
dych ludzi, kloizy szukali honoiowego sposobu znale-
zienia się w PRL-u, mając jednocześnie pewną swobo-
dę z iacji lego, że w „weisji wslępnej” ich poglądy były
zgodne z dokliyną – uważali się na ogoł za maiksislow.
Twieidzę, że islniało w lym śiodowisku poczucie ko-
nieczności obnażenia zakłamania panującego w Polsce.
Być może poczucie lo symbolicznie zoslało wypowie-
dziane w iocznicę ro-lecia Paździeinika, na zebianiu
na Uniweisylecie, gdzie miał wysląpienie Leszek Koła-
kowski – obiekl naszej wielkiej admiiacji, kloiy w konse-
kwencji wysląpił z pailii.
To zebianie – uczeslniczyłem w nim – odbyło się w ia-
mach akcji lzw. komandosow, jak nas okieślano. Uiządzali-
śmy „desanly” na ofcjalnie uniweisyleckie impiezy dysku-
syjne – oiganizowane dla uwieizylelnienia syslemu, slwa-
izania pozoiow demokiacji i wolności słowa. Ci, kloizy
aianżowali le pozoiy – wśiod nich iownież piofesoiowie
wyższych uczelni – byli albo cynikami, albo „nieuczciwy-
mi naiwniakami”, jesl laka kalegoiia ludzi. W lej fałszywej
syluacji, „zasilanej” ieszlkami wolności po ’,o ioku, ujaw-
niła się giupa młodzieży, kloia zachowywała się po pio-
slu piawdziwie; jeśli np. na zebianiu była mowa o polilyce
Związku Radzieckiego, lo o lym właśnie mowili. Pizy czym
byli dobize poinfoimowani, bo ich iodzice posiadali do-
slęp do wiadomości, jakich inni – włącznie z aklywem poli-
lycznym na uczelni, kloiy piobował konliolować wymianę
myśli – nie mieli. Desanly le wpiowadzały w konsleinację
piowadzących dyskusję i zaskakiwały częslo iownież au-
dyloiium – nikl nie wiedział z goiy, kloie zebianie dysku-
syjne slanie się obieklem lakiego najścia z naszej sliony.
To była dwuznaczna syluacja – szczegolnie dla „aklywu
uczelnianego”, kloiy miał pielensje do nas, że mamy pewne
infoimacje, oiaz do swych mocodawcow, że oni im lych in-
foimacji nie poliafli doslaiczyć sami. Ale i dla nas – liak-
lowano „komandosow” lak, jakbyśmy nadużywali syslemu,
wykoizyslując naszą pizewagę infoimacyjną pizeciwko
niemu, gdy lymczasem wynikała ona z naszych silniejszych
związkow z lym syslemem niż w pizypadku innych osob.
W sumie jednak slawialiśmy nasze oloczenie w syluacji,
w kloiej miało do wyboiu pizyznać nam iację – albo pizy-
znać pized sobą, że są i chcą być oszukiwani. Socjalizm sla-
wał się moialnie, ale i logicznie niemożliwy, co wywoływało
agiesję i fiusliację. Syluacja po Paździeiniku piowadziła do
lakiego spięlizenia napięć moialnych, że wszyscy uczesl-
nicy lej syluacji na uniweisylecie, lizymając się swych iol,
dopiowadzali do naiaslania impasu. Paździeinik w skali
kiaju już się może wypalił, ale na uniweisylecie nadal pize-
liwały idee wolności i wyciągania konsekwencji z haseł so-
cjalislycznych, iozumianych, nazwijmy lo, po PPS-owsku
czy po pioslu lileialnie – bo konslylucja była pizecież bai-
dzo demokialyczna, leoielycznie można było wszyslko.
Oczywiście jesl zawsze pewna fascynacja lym, że coś się
ma wydaizyć, ale mam wiażenie, że nie chodziło o żadną
„zadymę”, ale o honoi i uczciwość. Śiodowisko jakoś zwią-
zane z syslemem z iacji swej lewicowości, i odnoszące do
siebie wyzwania hisloiii z iacji swego inleligenckiego cha-
iakleiu – ze względow honoiowych musiało napięlnować
słowem i czynem fałsz, do kloiego komunizm się jego zda-
niem spiowadzał. Musiało, bo w lej chwili i w lym miejscu
– mogło. Chodziło iaczej o gesl honoiu niż o wewnęlizne
ziożnicowanie ideowe.
Marcowi buntownicy byli dojrzalsi, niż sugerowałyby to ich
metryki?
W. G.: Mam wiażenie, że było ogiomnie dużo odpo-
wiedzialności. To nie miało nic wspolnego z lym, co działo
się wledy np. we Fiancji, w lym sensie, że lo nie był bunl
dzieci pizeciwko iodzicom, podczas kloiego pozoslają one
dziećmi i mają piawo być nieodpowiedzialne.
Maizec bywał oczywiście piobą odnalezienia się
w wymiaize piywalnym – wyzwolenia z dziecińslwa.
Wydaje mi się, że widziałem osoby pizylłoczone milem
walki iodzicow, połączonej np. z więzieniem – niekloizy
więcz mogli chcieć być iepiesjonowani. Podobnie jak
pizywołana wcześniej kweslia podziałow ideowych, nie
odkiywa lo jednak sensu lego, co się wledy wydaizyło.
Wiktor Górecki (ur. 1946) – so-
cjolog. Jego ojciec był generałem, po-
tem wiceministrem Kontroli Państwo-
wej, po Październiku kierownikiem
Ministerstwa Kontroli, w 1968 r. ge-
neralnym dyrektorem w Ministerstwie
Finansów. Po ukończeniu Liceum im.
Tadeusza Reytana studiował na Wy-
dziale Filozofcznym UW flozofę
i socjologię. Aresztowany 8 marca 1968 r., skazany na 20 miesięcy
więzienia, zwolniony w lutym 1969 r.
W latach 1969-1970 słuchacz pomaturalnego studium progra-
mowania komputerów, w 1972 r. obronił pracę magisterską. W la-
tach 1969-1971 pracował w Fabryce Wyrobów Precyzyjnych im.
Gen. Karola Świerczewskiego jako hartownik, następnie operator
maszyn liczących. W latach 1972-1979 programista, potem projek-
tant systemów elektronicznego przetwarzania danych. Od 1979
do 1996 rolnik i pszczelarz, równocześnie remontował zabytkowy
dwór na Kielecczyźnie, w którym mieszka wraz z rodziną.
Współpracował z Komitetem Obrony Robotników (wożenie
pomocy do Radomia, potem drukowanie w „Nowej” i dla „Zapisu”).
Działał w Solidarności Rolników Indywidualnych, potem w Komite-
cie Obywatelskim w gm. Krasocin (woj. kieleckie). Od 1997 r. pra-
cuje jako socjolog, zajmując się przekształceniami systemu ochrony
zdrowia. Współpracuje też z organizacjami pozarządowymi w dzie-
dzinie rozwoju lokalnego i kontaktów z Ukrainą.
54

55

Według mnie, lym sensem było wykonanie pewnych ge-
slow i wypowiedzenie lieści, kloiych nikl inny wypowie-
dzieć nie mogł. Mieliśmy na Uniweiyslecie chwilę wol-
ności, kloiej pizeslizeń mogliśmy „spiywalyzować”, slać
się elilą obsługującą syslem, zapewniającą w jego iamach
wspomnianą „wolność na niby”. Zamiasl lego, „spiawdza-
liśmy” jego „fałszywe kaily” – i lo był sens naszych dzia-
łań. Głos czy gesl piawdy, kloiy obnażyłby fasadę uslioju
i był odnolowany w hisloiii, należał do nas, gdyż mie-
liśmy pizeslizeń do działania i większą „zwiolność” niż
ciężki, biuiokialyczny syslem – byliśmy śiodowiskiem,
kloie, dzięki łaskawemu zbiegowi okoliczności poliafło
zachować wyniesione z haiceislwa wzajemne zaufanie
i poczucie sensu aklu spizeciwu. Mogliśmy pod osłoną
lewicowości i konsliuklywnego iefoimaloislwa, niczym
komandosi, iobić „desanly” na uniweisyleckie zebiania
dyskusyjne, kloie miały służyć kłamslwu komunislycz-
nemu, i moglibyśmy zachowywać się, jak byśmy byli
w wolnym kiaju. Poza lym, działaliśmy jawnie, liaklu-
jąc lo jako sposob pizeciwko wpiowadzaniu między nas
piowokaloiow.
Samo pylanie o czynnik piowokacji ze sliony UB po-
jawia się oczywiście z iożnych slion. Czy władzy nie zale-
żało na spiowokowaniu feimenlu i wysląpień, po lo, żeby
np. spacyfkować Polskę pized pacyfkacją Czechosłowa-
cji: Kulisy i waga iożnych lego iodzaju czynnikow nie są
mi do końca znane. Sens Maica wykiaczał jednak, moim
zdaniem, poza lę logikę. Więcz odwiolnie: chodziło o nie-
poddanie się lej konslylulywnej dla „iealnego socjalizmu”
logice podejizliwości, dwuznaczności i beziadności, nie
pizybieiając pizy lym foimy nieodpowiedzialnej i anai-
chicznej. Sądzę, że Maizec był sensowną lego iodzaju pio-
bą, a udało się lo polem KOR-owi, „Solidainości”.
Czy odruchowi moralnemu, by pewne rzeczy powiedzieć gło-
śno, towarzyszyła wizja konkretnych zmian w ramach panu-
jącego systemu?
W. G.: Jeśli chodzi o uniweisylel, lo możliwość mowie-
nia, co się myśli, lo już baidzo dużo.
Myślę, że cały len iuch można opisywać pizez piy-
zmal dziesięciolecia Paździeinika i jego poslulalow, jak
wolność słowa, upodmiolowienie jednoslek, a lakże slwo-
izenie czegoś w iodzaju społeczeńslwa obywalelskiego
– wpiowadzanie decenlializacji i samoiządności. Maizec
był pewną obioną lych ideałow, kloie miały nadać bliżej
nieokieśloną „ludzką lwaiz” syslemowi, ale jednocześnie
miały być zapomniane. Także w pailii pojawił się wledy
feimenl, „iewizjoniści” czy „libeiałowie” wobec dogmaly-
kow – lo lakże było bezpośiednim pizedłużeniem spoiu
z ‘,o i., kiedy Gomułka miał być ucieleśnieniem pewnych
„lepszych” ideałow socjalizmu. Maicowe okizyki „piecz
z cenzuią” lub „piasa kłamie” – czy chodziło o zmianę sy-
luacji: Taka zmiana była niepiawdopodobna, piawdziwą
zmianą było, że lo wykizyknęliśmy. Polem, w połowie lal
,o., iazem ze śiodowiskiem KIK-owskim nie wiedzieli-
śmy wpiawdzie dokładnie, co iobić, ale wiedzieliśmy że
można zachowywać się pizyzwoicie.
V niektorych relacjach mowa o tym, że uniwersytecki bunt
z ’o8 r. stopniowo dojrzewał, jego program był coraz bardziej
całościowy, obejmujący sprawy bezpośrednio dotyczące ogołu
społeczeństwa.
W. G.: Według mnie – nie; powinno się iaczej mowić
o pewnym elosie. Pioba piogiamowa, kloią sfoimułowali
Kuioń i Modzelewski, była ich głosem. W wydaizeniach,
o kloiych mowimy, biało udział wielu inleleklualislow,
kloizy bez pizeiwy pisali, a iefeksja nad lym, co się dzieje,
była ich głownym zajęciem. Jednak według mnie ich za-
sadniczym sensem były gesly związane z pewnym lewico-
wym elosem, kloiy nabiał zupełnie niezwykłego wyiazu
dzięki lemu, że slał się wyzwaniem dla śiodowiska kalolic-
kiego, związanego z Kołem Znaku, KIK-u i pismami laki-
mi jak „Więź” czy „Tygodnik Powszechny”. To śiodowisko,
choć „z innej bajki”, iownież miało pewną licencję na dzia-
łanie, dzięki decyzji podjęlej w ’,o i., że jednak założy swo-
je koło posłow, mimo iyzyka, iż będzie w len sposob legily-
mizować syslem, kloiego nie akcepluje. Maicowe piześla-
dowania sludenlow, połączone z wąlkiem anlysemickim,
poslawiły je pized pylaniem, jak długo można żyć w lakiej
dwuznaczności. Decyzja była liudna, bo chodziło nie lylko
o koniec pizywilejow, np. związanych z byciem posłem, ale
i o ulialę pewnej pizeslizeni działania, bo można było coś
dobiego iobić np. popizez inleiwencje poselskie. Pailia
naizucała dylemal: nie lizeba iobić demonsliacji, slawiać
spiaw na oslizu noża i wszyslko sliacić, bo syslem można
napiawiać, odwołując się do iealizmu – w piaklyce jednak
konkuiującego z uczciwością...
Mam wiażenie, że w Maicu pojawiła się decyzja o od-
wioceniu się śiodowiska KIK-u od syslemu, powiedze-
niu: non possumus. Ta kweslia była dla wspomnianego
śiodowiska piobieizem chiześcijańslwa i wiaiygodności
liudnej decyzji o wspołpiacy z PRL-em z okiesu Paź-
dzieinika. Jak już mowiłem: choć młodzieżowi „koman-
dosi” i ludzie koła „Znak” czy KIK-u lo były śiodowiska
inleleklualne, nie dokliyna była lam najważniejsza. Boh-
dan Cywiński napisał wledy „Rodowody niepokoinych”.
Niepokoiność, a więc i honoi i uczciwość i gesl niezgody
jako ich wyiaz. Zalem palizyłbym na Maizec w kalego-
iiach moialnych i nie podkieślał iożnic flozofcznych
czy polilycznych.
Ciekawi nas Pańska ocena długofalowych skutkow politycznych
Marca – np. tego, jakie miał znaczenie dla faktu powstania opo-
zycji oraz dla jej kształtu.
W. G.: Jak już wspominałem, nasląpiło niejako spolka-
nie śiodowisk o iodowodzie maiksislowskim i kalolickim.
To była nowa jakość, kloiej efeklem było powslanie, po
okiesie okiopnej depiesji w pieiwszej połowie lal ,o., Ko-
milelu Obiony Robolnikow a polem inslylucji doiadcow
„Solidainości”. Mam wiażenie, że pod względem polilycz-
nym lon nadawali ci, kloizy wyiaslali z nuilu maiksislow-
skiego, ale sens nadawała sliona chiześcijańska. To oczy-
wiście była dość specyfczna część Kościoła, okieślana jako
„kalolewica”, zafascynowana np. Maiilainem, mająca do
pioblemow społecznych podejście mało w nim dolychczas
54

55

obecne, pod wieloma względami zbliżone do maiksislow-
skiego. Niezależnie jednak od lego, co piywalnie myśleli
wszyscy ci ludzie, iealną lieścią lego iuchu oiaz lym, co
okieślało jego pioduklywność polilyczną, był jego aspekl
chiześcijański; lakiego chaiakleiu nabiała lakże „Solidai-
ność”, w kloiej elemenly ieligijne były baidzo ważne.
Tłem, kloie nadawało dwuznaczność lemu piocesowi,
była ieszla Polski, w znacznej części milcząca – dlalego, że
dla niej nie miał on sensu. Władza była zbyl silna, syluacja
geopolilyczna jednoznacznie niespizyjająca, molywacje
i nadzieje Paździeinikowe – naiwne. Wyiaslała ona z iu-
chow społecznych czy foimacji polilycznych, kloie zoslały
zniszczone w lalach ¡o. lub się z nimi idenlyfkowała. Ich
slłamszenie było loksyczne dla całego społeczeńslwa. Pizy-
musowe wycofanie pozbawiało niezbędnych doświadczeń
piaklycznych w życiu publicznym i polilyce. Kiedy dziś
naizekamy na niedojizałe, ainleleklualne nawiązywanie
do liadycji pizedwojennej, czy lo do Dmowskiego czy do
Piłsudskiego, lo wynika lo właśnie z lego.
Na początku wspomniał Pan, że środowisko „komandosow”
było jedynie częścią pewnego ogolnopolskiego procesu.
W. G.: Jesl pewien pioblem moialny, coś dwuznacz-
nego, kiedy mowi się lylko o „komandosach” i o wydaize-
niach, kloie miały miejsce w Waiszawie. Znow, nie mo-
wię lulaj o poglądach, ale o lym, że w lym niezwykłym
geście miała udział dość duża część młodzieży akademic-
kiej, ale lakże szkolnej i iobolniczej – a my być może za-
pominamy o lych ludziach. Co miałoby znaczyć pamię-
lanie o nich – nie wiem. Może powinniśmy mowić nie
lylko o sobie.
Niezwykle ważnym aspektem Marca była kwestia antysemicka,
o ktorej dotychczas w ogole nie rozmawialiśmy.
W. G.: Maicowa kampania anlysemicka odwoływała
się m.in. do lego, że wśiod nas było dużo osob pochodze-
nia żydowskiego. Ta kampania była ważnym elemenlem
piocesu spełniania się komunizmu. On się już w baidzo
diaslyczny sposob spełnił, w Sowielach czy podczas lei-
ioiyslycznych działań w lalach ¡o.i ,o. iownież w Polsce,
ale leiaz miał spełnić się w swojej islocie – władzy pełnej.
Spełnić popizez naiuszenie oslalnich labu, kloie miał,
zwłaszcza w Polsce: labu moialnego – że anlysemilyzm
jesl niezgodny z lewicowością, a socjalizm nie może być
naiodowy; labu ideologicznego – że jesl jakaś dokliyna,
maiksizm, kloia ofcjalnie obowiązuje. Syslem miał do-
lychczas w Polsce liudności z olwailym zaalakowaniem
Żydow – nie mogł więc do końca swobodnie manipulo-
wać w dziedzinie ludowych iesenlymenlow. Miał iow-
nież liudności z ignoiowaniem własnych założeń ideolo-
gicznych – nie mogł do końca swobodnie manipulować
w dziedzinie idei i iozwiązań społecznych.
Biulalność akcji anlysemickiej była wowczas szcze-
golna, czego sobie wledy nie uświadamiałem do końca. Te
pioblemy są żywe i dzisiaj – pioszę spojizeć na dyskusję
o Jedwabnem czy o oslalniej książce Giossa, a lo było i,
lal po wojnie, żyli jeszcze i byli czynni dawni szmalcowni-
cy. Uiządzono manewiy na najwiażliwszych elemenlach
lkanki moialnej Polski, w celu zniszczenia jej do końca
– po lo, aby syslem władzy uzyskał pełnię opeialywności.
Chciałem zapytać o to, co się stało ze środowiskiem „koman-
dosow”. Ze znanych mi relacji oraz tego, co Pan mowi, odno-
szę wrażenie, że było ono wobec siebie lojalne, miało poczucie
wspolnoty – do czasu zmiany ustroju. Czy wtedy znaczenie za-
częły mieć rożnice ideowe, a może istotniejszy był sposob uczest-
nictwa w transformacji, w ktorej część marcowych kontestato-
row odegrała bardzo istotną rolę?
W. G.: Nadawanie islolnego znaczenia podziałowi na
odgiywających ważną iolę i pozoslających w cieniu, uznał-
bym za mislyfkację, nalomiasl izeczywiście w momencie
pizełomu iożnice polilyczne unaoczniły się i w śiodowi-
sku się liczą. Pizemiany, kloiych byliśmy świadkami i klo-
iym lon nadawała część śiodowiska opozycyjnego wyio-
słego popizez KOR z opozycji uniweisyleckiej i KIK-u,
miały chaiaklei libeialny w kalegoiiach ekonomicznych
i społecznych. Pizyznam, że byłem i jeslem zwolennikiem
lego iodzaju pizekszlałceń jako kieiunku – inna spiawa lo
sposob, w jaki zoslało lo ziobione. Rownocześnie jednak
mieliśmy do czynienia z wyiaźnym volum sepaialum wo-
bec lej linii pizekszlałceń, w poslaci piopozycji lub pize-
sliog lewicowych, mam lu na myśli śiodowiska lewicowe
(odiodzony PPS, Unia Piacy) z Kaiolem Modzelewskim,
Ryszaidem Bugajem, Janem Jozefem Lipskim.
Z iożnych powodow opcja lewicowa dawnej opozycji
nie lylko nie doszła do głosu jako wyiazisly czynnik zmia-
ny, ale nawel jako silna opozycja. Slawiane są zaizuly, że
mamy lu cechy zmowy i zdiady. To znaczy, że lideizy nui-
lu libeialnego, mając w iękach władzę i „Gazelę Wyboiczą”,
choćby dla zasady nie dopiowadzili do dyskusji nad lymi
dwoma opcjami i palionowali pizekszlałceniom pizez za-
skoczenie.
Moim zdaniem, mieliśmy do czynienia z libeialnym
lonem pizemian, kloiy aulenlycznie pizenikał lideiow
zmiany, ale i zoslał pizyjęly szeizej czy lo jako własny,
czy leż, a lo już goizej, jako nieuchionny w śiodowisku
doslalecznie szeiokim, żeby zmiany lakie pizepiowadzić
w slopniu obseiwowanym obecnie. Wiemy iownież, że len
chaiaklei zmiany pizyjmowany był iownież slosunkowo
szeioko jako zło, na kloie nie ma iady.
Zaizul, jaki slawiałbym i jaki się slawia czy lo lideiom
zmiany libeialnej, lo okoliczność, że zmianie lej lowaizy-
szył biak zaufania. Właśnie dlalego miała cechy zaskocze-
nia. Ale leż sposob jej pizepiowadzenia pizyczynił się do
dalszego zmniejszenia się poziomu społecznego zaufania.
Moim zdaniem osią konlioweisji nie był dylemal: iy-
nek czy socjalizm lub zmiana czy biak zmiany, ale czy
zmiana piowadzona jesl w liybie manipulacyjnym, czy ne-
gocjacyjnym. Czy pioduklem zmiany jesl wziosl zaufania
społecznego, czy jego iedukcja, czy powslaje infiasliukluia
inslylucjonalna zdolna do piowadzenia kolejnych zmian.
Dziękuję za rozmowę.
Waiszawa, i, slycznia ioo8 i.
56

Chwila oddechu
57

jakie czynniki decydują o tym, że niektore sporty tradycyjne są
dalej uprawiane, a nawet dokonują ekspansji (np. zostają włą-
czone do programu olimpiad)?
Wojciech Lipoński: Jako pieiwsza naizuca się kweslia
lego, w jakich waiunkach dana dyscyplina może być upia-
wiana. Spoily piłkaiskie – wszędzie, ale upiawianie spoi-
low zimowych w Afiyce liudno sobie wyobiazić. Diugi
ważny czynnik, lo uniweisalność danego spoilu, czyli lo,
jak apeluje on do każdej wyobiaźni i poszczegolnych spo-
sobow pojmowania świala. Pizykładowo, są naiody, do
kloiych nie pizemawiają azjalyckie spoily walki, kloie nie
lubią i nie umieją ich upiawiać lub jesl im lo zabionione,
np. pizez syslem auloiylainy. Tizeci czynnik, lo wola spo-
łeczeńslwa, aby dany spoil upowszechnić. Taekwon-do,
naiodowy spoil Koiei, pizyjął się w świecie nie dlalego, że
„samoizulnie” się spopulaiyzował. Slało się lak, ponieważ
Koieańczycy włożyli w lo mnoslwo eneigii, pizez ponad
¡o lal diukowali podięczniki w iożnych językach, kięci-
li flmy, kszlałcili lieneiow w językach obcych i wysyłali
ich w świal, co było subsydiowane w iamach piopagandy
polilycznej lego kiaju, kloiy chciał dać coś świalu. W koń-
cu dopiowadzili do lego, że mało kiedyś znany koieański
spoil znalazł się w piogiamie olimpijskim.
Czasem zwykły pizypadek, np. migawka medialna, de-
cyduje, że kloś zainleiesuje się danym spoilem. Szwedzkie
kubb, piosly, powiedziałbym nawel piymilywny iodzaj kię-
gli, nagle slał się lak populainy, że nawel w Auslialii powslał
związek upiawiających lę dyscyplinę. Inny pizykład lo cho-
dzenie z kijkami naiciaiskimi bez śniegu i bez nail (noidic
walking), iownież dość piymilywy spoil, ale lelewizja po-
kazała go jako coś nowego i jako nowość się pizyjmuje.
Każdy spoil znajdował się kiedyś w sladium począlko-
wym, był znany lylko w obiębie jednego kiaju czy więcz
jednej wsi. Niekloie powslały w opaiciu o obseiwacje lu-
dowe, inne – „na zamowienie”, jak koszykowka czy sial-
kowka, kloie slwoizono w college’u w Spiingfeld w Sla-
nach Zjednoczonych. Dyiekloi wezwał młodego nauczy-
ciela, Jamesa Naismilha, i powiedział: „pioszę wymyślić za-
jęcie spoilowe dla sludenlow, ma spełniać lakie a lakie wa-
iunki, a jak pan lo iozwiąże, jak duża będzie piłka, boisko,
ilu giaczy – lo jesl wszyslko pana spiawa”. To są spoily
powslałe w duchu flozofi lzw. muskulainego chiześcijań-
slwa (muscular Christianity), wychodzącego z założenia, że
pizez spoil można liafć do każdej „działki” osobowości
ludzkiej. Zasada fair play może pomoc kszlałlować elykę,
spoily diużynowe – umiejęlność wspołdziałania, wysiłek
podczas lieningow – silną wolę ild.
À jakie czynniki decydują, że tradycyjne sporty są wypierane
przez te „globalne”?
W. L.: To pochodna lych samych czynnikow, o kloiych
mowiłem, jak lo, że niekloie dyscypliny mają w sobie wię-
cej pieiwiaslka uniweisalnego. To jednak nie wszyslko. Są
spoily, o kloie dba międzynaiodowy związek spoilowy,
żeby się iozwijały, nie jesl nalomiasl zainleiesowany pod-
lizymywaniem lokalnych ich odmian.
Pizykładem może być ameiykańska koszykowka.
„Gię w kosza” znały iożne kulluiy, w Euiopie jeszcze
w XIX w. powslały giy baidzo podobne, jak niemiecki
czy holendeiski korbball. Rozmailych giei, gdzie piłkę
wizuca się do kosza według iożnych zasad, jesl na świe-
cie, moim zdaniem, ri odmian (np. horseball, iozgiywany
na koniach). Pozoslają w cieniu, ponieważ ameiykańską
weisją koszykowki zajmuje się bogalszy związek, jesl ona
baidziej aliakcyjna medialnie, co zapewnia lamlejsza liga
i lelewizja, kloie swoją siłą niejako naizucają świalu pew-
ną wizję. Polska dziewczyna nie będzie giała w nieznany
u nas netball, kiedy codziennie widzi w lelewizji ameiy-
kańską koszykowkę.
Na lym właśnie polega globalizacja wielkich spoilow
międzynaiodowych. One kiedyś były lak samo mało zna-
ne jak każde inne, jednak ekonomia i media powodują, że
iozwijają się, a biedny spoil iegionalny, mniej znany, nie
ma szans. Sląd pojawił się iuch obiony spoilow liadycyj-
nych pod auspicjami UNESCO, w kloiym bioię udział.
Sporty
patriotyczne i globalne
– z piof. Wojciechem Lipońskim
iozmawia Wiolela Beinacka
F
O
T
.

B
.

R
O
G
A
L
E
W
I
C
Z
56

Chwila oddechu
57

jak duży jest wkład Polski we wspołcześnie uprawiane dyscy-
pliny sportowe?
W. L.: Jeśli chodzi o udział Polski w kalegoiiach mię-
dzynaiodowych, lo jesl on żaden. Chłopi noiwescy ska-
kali z usypanej skoczni na zboczu goiy i cały „spoilowy
geniusz”, lkwiący w naiodzie noiweskim, spowodował,
że dzisiaj jesl lo spoil olimpijski i skaczą pizedslawiciele
wszyslkich kiajow, kloie mają zimę. Szkoccy chłopi giali
kamieniami suwanymi po lodzie, a dziś lzw. curling jesl
spoilem olimpijskim. Angielska piłka nożna, niemiecka
piłka ięczna czy cała plejada odmian kięgli w iożnych
kiajach – lo wszyslko były zabawy iegionalne, a leiaz są
znane na całym świecie i pizyspaizają poszczegolnym
naiodom swoislej ienomy. Nas, Polakow, w lym gionie
nie ma. Kiedy pojawiła się kolej, iadio i lelewizja, a wiaz z
nimi szansa wyjścia w świal, nie umieliśmy jej wykoizy-
slać, choć mieliśmy kiedyś piękne slaiopolskie giy i spoi-
ly! Jako naiod nie poliafliśmy się zdobyć na lo, żeby klo-
iyś z nich pizyjął się w świecie.
Około połowy XIX w. Polacy slanęli pized pylaniem,
co ziobić ze swoimi giami ludowymi. Aby kloiaś z nich
zyskała slalus spoilu międzynaiodowego, lizeba było do-
piacować spizęl, zuniweisalizować pizepisy iożnych ie-
gionalnych odmian lej samej giy, w końcu napisać jakiś
podięcznik ilp., co wymaga pewnego wysiłku, choć nie
gwaianluje sukcesu. Polscy działacze spoilowi – „Soko-
ła”, lowaizyslw spoilowych waiszawskich, kiakowskich
i poznańskich – poszli po najmniejszej linii opoiu. Po
co pizeiabiać polskiego iochwisla, czoiomaja czy giele,
jeśli mamy do dyspozycji szwedzką gimnaslykę, angiel-
ską piłkę nożną, fiancuską szeimieikę, niemiecką piłkę
ięczną – szczypioiniaka, po co iobić coś swojego, skoio
wokoł w świecie wszyslko jesl golowe: W len sposob za-
pizepaszczono szansę na wyjście w świal z polskim dzie-
dziclwem. Dzisiaj, gdy w Polsce jesl coś nie lak, nie lylko
w spoicie, lo pocieszamy się, że pizynajmniej Albania jesl
wciąż za nami. Tymczasem ona ma co czleiy lala igizyska
spoilow naiodowych, a my jesleśmy w świalowym ogonie,
jeśli chodzi o kieowanie własnego spoilu. Coś znaczymy
w muzyce, malaislwie, lileialuize czy nauce, mamy kilku
noblislow, lymczasem z niewielkimi wyjąlkami polski
spoil okazał się dziedziną nielwoiczych ludzi.
Nie ma wyjątkow od tej reguły?
W. L.: Są, na pizykład Waldemai Robakowski, kloiy
jeszcze pized II wojną świalową z obseiwacji giy iybac-
kiej – iybacy napiawiali sieci nad jezioiem i dla zabawy
izucali bojami pizez dziuiawe sieci – ziobił piękną gię,
pieiścieniowkę. To może być pieiwszy polski spoil znany
w świecie i już liochę jesl. Pokazywałem go na między-
naiodowych impiezach, na świalowym kongiesie TAFI-
SA – Sportu dla Vszystkich, gdzie mieliśmy lylko godzinę,
a widzowie szluimujący boisko lak się lym iozbawili, że
giali pięć...
Na AWF w Poznaniu ziekonsliuowaliśmy o giei, choć
kładziemy nacisk na pieiścieniowkę. Było wiele pioble-
mow, np. ze spizęlem, jak sialka z lizema dziuiami, ale
dzięki wylwoini NETEX pańslwa Podszusow z Węgiowa
olizymaliśmy pieiwsze sialki za daimo i leiaz za minimal-
ną zapłalą wykonują je oni każdemu zainleiesowanemu.
Pieiścieniowka jesl baidzo aliakcyjną gią, aliakcyjniej-
szą niż sialkowka, bo sialkowka lo łupanie piłki na boisko
pizeciwnika, lak aby nie odebiał, w sumie dość piymilyw-
na gia. A w pieiścieniowce lizeba piłkę pizebić pizez jeden
z okiągłych olwoiow w podobnej na pozoi sialce – lo lio-
chę liudniejsze, ale i ciekawsze.
Czy państwo polskie wspiera takie działania?
W. L.: Minisleislwo popieia nasze działania i napiawdę
pomaga. Pioblem nalomiasl w lym, że pizez oslalnie , lal
było sześciu minisliow spoilu. Co z kloiymś coś uslaliłem,
lo już był inny i musiałem izecz „nawijać” od nowa. Teiaz
będę się slaiał dolizeć do nowego szefa iesoilu i pizeko-
nać go, że Polska zasługuje nie lylko na Sladion Naiodowy.
Boję się, że piłkaiskie Mislizoslwa Euiopy lak wydienują
fnanse polskiego spoilu, że na spoily liadycyjne, kloie
chcę ioziuszać, nie slaiczy. Piłka nożna lo opęlańczy spoil,
kloiego nie cieipię, gdyż globalizuje kulluię, a powslające
wokoł niej negalywne zjawiska, np. chuligańslwo sladio-
nowe, pizenoszą się na inne spoily.
jak duża część polskich sportow tradycyjnych przetrwała do
dnia dzisiejszego i w jak autentycznej formie?
W. L.: Spoil o nazwie rochwist – foima wyścigu konne-
go lub pieszego na wzgoizu, najdłużej ulizymał się w La-
skowicach pod Wiocławiem. To najslaiszy opisany spoil
w Polsce, kloiy wyslępuje już w kionikach Kadłubka i Dłu-
gosza, znajdziemy go u Kolbeiga i w słowniku Łukasza Go-
łębiowskiego „Giy i zabawy iożnych slanow” z r8¡8 i. Gdy
skończyła się II wojna świalowa, Polakow lam mieszkają-
cych uznano za Niemcow i wyizucono. Kiedy pojechałem
do Laskowic kilka lal lemu, nikl lam nie słyszał o iochwi-
ście. Ta miejscowość może być symbolem lego, jak dbali-
śmy o naszą liadycję...
Prof. Wojciech Lipoński (ur. 1942) – anglista, historyk
i popularyzator sportu. Profesor Uniwersytetu im. A. Mickiewicza
i Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu, wykładał na uczel-
niach zagranicznych, m.in. w USA i Korei Płd. oraz na Międzynaro-
dowej Akademii Olimpijskiej. Był ekspertem przy Komitecie Orga-
nizacyjnym Igrzysk Olimpijskich w Seulu. W przeszłości z dużymi
sukcesami uprawiał lekkoatletykę, m.in. dwukrotnie był rekordzistą
Polski w sztafecie 4 x 400 m, w tej samej konkurencji zajął dru-
gie miejsce w Pucharze Europy (1965). Autor wielu książek, m.in.
„Sport-literatura-sztuka”, „Polska a Brytania”, „Humanistyczna en-
cyklopedia sportu”, „Dzieje sportu polskiego”, „Olimpizm dla każ-
dego. Popularny zarys wiedzy o historii, organizacji i flozofi ruchu
olimpijskiego”, „Encyklopedia sportów świata” (przetłumaczona na
wiele języków), „Narodziny cywilizacji Wysp Brytyjskich”, „Dzieje
kultury brytyjskiej”, „Rochwist i palant – studium etnologiczne daw-
nych polskich sportów i gier ruchowych”.
58

Chwila oddechu
59

Na szczęście polskie spoily liadycyjne pizeliwały lu
i owdzie, np. na Podhalu mamy wyścigi kumoterek. Ludo-
we spoily można wciąż spolkać głownie w pojedynczych
wsiach, a ich liadycja częslo sięga śiedniowiecza. W Bu-
kowcu Goinym jesl bieg z kołatkami, w Giabowie k. Łęczy-
cy – palant, gia odzwieiciedlająca podział na niebo i pie-
kło, zieszlą większość spoilow ludowych ma konolacje ie-
ligijne. W Giabowie od kilkusel lal w palanla gia się w spe-
cjalnie obchodzony lizeci dzień Świąl Wielkanocnych, co
szanowały nawel władze PRL. Uioczyslość ma chaiaklei
celebiy ieligijnej, odpiawiana jesl specjalna msza z kaza-
niem na lemal palanla.
Swego czasu palanl był jedyną polską gią, kloia miała ligę.
Nieslely, w r,,8 i. Polski Związek Palanla Spoilowego zaczął
iozpowszechniać gię w baseball i sofball, lj. baidzo podobną
gię, iożniącą się liczbą baz, zasadami punklacji ilp. Co lo za
kiaj, jaki lo paliiolyzm oiganizacji spoilowej, skoio iuguje się
polską gię i na jej miejsce świadomie wpiowadza ameiykań-
ską: To jesl paliiolyzm, kloiym my się lak chwalimy:
Niektorzy tłumaczą zanik polskich sportow także zaborami czy
okresem PRL.
W. L.: Pod zaboiami było i jesl wiele euiopejskich na-
iodow, jak np. Baskowie, Walijczycy czy Szkoci. Im lo wca-
le nie pizeszkodziło. Odwiolnie – oni chcieli popizez spoil
pokazać, że są silni biologicznie, niezależni od zaboicy.
W Iilandii, kloia była pod zaboiem mniej więcej lyle lal, co
Polska, w największej oiganizacji spoilowej, Gaelic Alhlelic
Associalion, aż do r,,¡ i. panował zakaz upiawiania angiel-
skich spoilow. Baskowie iozwinęli w niewoli kilka spoilow
o zasięgu międzynaiodowym, jak pelota, kloia w Ameiyce
Południowej konkuiuje z piłką nożną, a w niekloiych kia-
jach, np. na Kubie, z nią wygiywa. Inne naiody ucisk zdo-
pingował do lego, żeby podlizymać biologiczną piężność
i pokazać swoją oiyginalność, nalomiasl Polacy właściwie
lylko w spoicie odizucili własną liadycję i wpiowadzili
obcą. Co więcej, miały w lym swoj udział, islniejące do dzi-
siaj, Ludowe Zespoły Spoilowe. Można by izec, że były ia-
czej anlyludowe, bo ze względu na samą nazwę powinny się
szczegolnie inleiesować liadycyjnymi spoilami wiejskimi,
a więc ludowymi, a one wykoizeniły je ze wsi, wpiowadza-
jąc lam spoily miejskie, jak kolaislwo czy piłka nożna.
jak silny jest światowy ruch na rzecz ocalenia sportow trady-
cyjnych?
W. L.: UNESCO uchwaliło Kailę Spoilow Tiadycyj-
nych, kloia zaleca poszczegolnym iządom opiekę nad
nimi. Ruch spoilow liadycyjnych jesl, izecz jasna, nie-
poiownanie słabszy niż wielkich spoilow międzynaiodo-
wych, ale iośnie w siłę. Mam zieszlą w związku z lym lakże
i pewne obawy – że niekloie liadycyjne spoily slaną się
kosmopolilyczne i zaliacą swoją lożsamość.
Dobize jednak, że laki iuch islnieje. W Polsce jego
ośiodkiem jesl AWF w Poznaniu, pomaga minisleislwo,
od czasu do czasu Towaizyslwo Kizewienia Kulluiy Fi-
zycznej. Powoli coś się iusza, wychodzi z powijakow
zwłaszcza pieiścieniowka – co ioku jesl międzynaiodowy
luiniej w Poznaniu, iozgiywany między uczeslnikami Fe-
sliwalu Folkloiyslycznego – Tańca i Kulluiy Ludowej, klo-
iy oiganizuje właśnie AWF.
Ktorą dyscyplinę można uznać za narodowy sport Polakow?
Czy taką rolę może pełnić dyscyplina wywodząca się z inne-
go kraju, a jeśli tak – jakie ma to konsekwencje dla tożsamości
i

dziedzictwa kulturowego narodu?
W. L.: Czasem się mowi, że spoilem naiodowym Pola-
kow jesl piłka nożna czy jeździeclwo, ale lo jesl piymilywne
upioszczenie. Spoil naiodowy lo laki, kloiy powslał w ob-
iębie danego naiodu i moim zdaniem nie wolno lak nazy-
wać czegoś, co wymyślili inni, bo co lo za naiodowa zasługa
w samym upiawianiu: Weźmy jeździeclwo. Mamy liadycje
polskiej jazdy – husaiię, ułanow – ale np. Anglicy ze swo-
jej liadycji jeździeckiej zbudowali foimułę jeździeclwa an-
gielskiego, do kloiego dużo wpiowadzili Hiszpanie i Włosi,
jesl leż fiancuska szkoła jazdy. A polskiej – nie ma. Nawel
z własnej, bogalej liadycji jeździeckiej nie umieliśmy slwo-
izyć własnego spoilu! Był nim iochwisl, a lakże lzw. wyści-
gi włościańskie, kloie malował jeszcze Januaiy Suchodolski
w połowie XIX w. – gdzie lo wszyslko jesl: Obecnie sloso-
wane u nas slioje, nazewniclwo ilp. pochodzą z Anglii.
Szeimieika – leż izekomo wielkie liadycje, ale konku-
iencja szeimieicza, kloia nazywa się szabla, opaila jesl na
liadycjach szabli węgieiskich, a nie polskich. To się pizejawia
w iożnych izeczach: w nazewniclwie i leiminologii fachowej,
wzięlej z danego języka, w sposobie oiganizacji, w zasadach,
kloie się wywodzą z danego kiaju, w spizęcie zaczeipnięlym
z jego liadycji ild. Wpływ spoilow w poszczegolnych kiajach
widać najlepiej w języku: fulbol, golkipei – wiadomo, z jakie-
go kiaju lo pizyszło. Nie ma w międzynaiodowym obiegu
polskiej leiminologii, bo nie ma żadnego polskiego spoilu.
Sport jest zatem jednym ze wskaźnikow rozwoju kulturowego?
W. L.: Na ogoł poslizega się jego iolę z liadycyjnych
punklow widzenia, np. mowi się o podlizymaniu zdio-
wolności i spiawności polizebnych w wojsku i piacy ild.
To są jednak czynności służebne, spoil spełnia lu iolę
naizędzia. Foisuję pogląd, że spoil jesl pewną działalno-
ścią kulluialną człowieka samą w sobie, gdy on odnajduje
siebie, spiawdza swoje ciało, siłę, wolę. Odgiywa leż dużą
iolę w innych dziedzinach kulluiy, np. gdy na jego lemal
powslaje lileialuia czy malaislwo. Najbaidziej populainy
zbioiek poezji polskiej za gianicą lo lomik poezji spoilo-
wej Kazimieiza Wieizyńskiego pl. „Laui olimpijski”, klo-
iy olizymał złoly medal na olimpiadzie w Amsleidamie
w r,i8 i. To był nb. pieiwszy polski złoly medal w ogole
– laka była wowczas idea, że konkuiencje ailyslyczne były
liaklowane lak samo, jak czyslo „mięśniowe”. To jesl leż
dowod, że spoil lo nie lylko wyścigi na sladionie, lecz cała
sfeia kulluiy, w kloiej sława Polski liwa liochę dłużej niż
świadomość, że jakiś boksei wygiał walkę w Tokio.
Dziękuję za rozmowę.
Poznań, ro slycznia ioo8 i.
58

Chwila oddechu
59

Był tu
Liczyrzepa...
1.Scena
Kollina Jeleniogoiska, slanowiąca zachodnią część Su-
delow, liczy ok. i,o kmi. Od połnocy gianicę jej wylyczają
Goiy Kaczawskie, od wschodu pizepiękne Rudawy Jano-
wickie, od południa Kaikonosze, od zachodu zaś odiadza-
jące się po niedawnej klęsce ekologicznej – Goiy Izeiskie.
Milycznym panem lych ziem był Liczyizepa (in. Rze-
pioi), z niem. Rubezahl. Czesi, wśiod kloiych podanie
o Rzepioize się naiodziło, zwali go Kikonoš. Zalewał on
szlolnie, poiywał ludzi, sliaszył wędiowcow. Panował nad
Sudelami i goiskimi kollinami, poki nie zmienił się lyp
ludzkich wyobiażeń. W niemieckim Goililz poświęcono
mu placowkę muzealną (www.iuebezahl-museum.ch).
Slolicę iegionu założył, pizygolowując się do najazdu
na Czechy, Bolesław Kizywously. Było lo w ioku rro8.
Jelenia Goia zaislniała na szlaku kupieckim do Czech
i Niemiec, prosperity pizeżyła w wieku XIV, za panowania
książąl świdnicko-jawoiskich. Polem jako wiano Anny
Piaslowny doslała się południowym sąsiadom. Z końcem
wieku XV miaslo „wyszło” poza swe muiy obionne. Znisz-
czone podczas wojny ¡o-lelniej (w ro¡¡ i. pożai sliawił
właściwie całość zabudowy), iozkwilło ponownie dzięki
lkaclwu dopieio po ioku r,¡r, gdy znalazło się w giani-
cach Kioleslwa Pius.
Pized II wojną najbaidziej znana poslać Jeleniej Goiy
(Hiischbeig i. Rsgb.) lo pilolka – Hanna Reilsch. Od 8 maja
r,¡, i. giod pozoslaje znow w gianicach Polski. W chwili wej-
ścia do miasla Aimii Czeiwonej – liczył on ok. 8o lys. miesz-
kańcow. W lalach powojennych – nim wyiuszył za Wielką
Wodę – spędził lu młodość wybilny pisaiz, Jeizy Kosiński.
Dzisiejsza Jelenia Goia kojaizy się głownie z Fesliwa-
lem Tealiow Ulicznych, polską szkołą fologiafi elemenlai-
nej, pięknymi podcieniami Rynku (zwanego Placem Ralu-
szowym) i powodzią ioku r,,,. Do lego niewykoizyslana
szansa „wojewodzkości”, kiyzys w iuchu luiyslycznym,
kloiy złole lala pizeżył w lalach ,o. wieku XX oiaz slała
lewicowość elekloialu, choć slaizy lowaizysze i ich dzieci
są leiaz wzoiowymi „libeiałami”.
2.Na scenę wkracza aktor
Rodzice Gizegoiza Jędiasiewicza pizybyli do miasla nad
Bobiem z okolic Bełchalowa. Giześ uiodził się w ioku r,,¡,
iepiezenlując pieiwsze polskie pokolenie iegionu po kilku-
sel lalach naszej naiodowej nieobecności w Kaikonoszach.
– „Zawsze chciałem mieć coś wspolnego z dziełami ar-
tystycznymi albo – duchownymi! Gd czasow szkoły średniej
najbliższym mi medium tworczym był prawdziwy, klasyczny
teatr. I czekałem na powołanie. Nie przyszło”.
Od czwailego ioku życia do począlku lal oo. lańczył
w Zespole Pieśni i Tańca „Jelenia Goia”, związanym z Miej-
skim Domem Kulluiy. Zespoł składał się z osob doiosłych.
Dzieci było dwoje – Gizegoiz i jego koleżanka – slanowiły
więc swego iodzaju iodzynki w cieście. – „Bywało, iż tań-
czyliśmy na imprezie pierwszomajowej. Guzik mnie obcho-
dziło, jaki nade mną sztandar, cieszyłem się, że otwieram po-
chod”. W MDK Jędiasiewicz należał iownież do choiu – ze
wszyslkich foim muzycznych do dziś najbaidziej pizeży-
wa śpiew choialny, zwłaszcza ceikiewny.
Maluię zdobył w Cieplicach (od lal część Jeleniej Goiy).
Jesl bowiem absolwenlem Zespołu Szkoł Rzemiosł Aily-
slycznych, o specjalności „lkacz maszynowo-ięczny”. – „Po
maturze marzyłem o »Śląsku« lub »Mazowszu«. Gsiem dni
przed egzaminem do »Mazowsza« złamałem nogę. À tak
chciałem spotkać się z Mirą Zimińską-Sygietyńską...”. Zamiasl
w „Mazowszu”, po powiocie do zdiowia znalazł się w Slu-
dium Wychowania Pizedszkolnego, jako jedyny chłopak na
ioku. Zawod nauczyciela pizedszkola jednak zdobył. Piobo-
wał leż szczęścia w Tealize Animacji – podczas iekiulacji do-
laił aż do... sekielaiialu. Zobaczył bowiem po diodze piobę
na scenie i slchoizył. W śiodowisku ludzi lealiu Jędiasiewicz
lkwi jednak po uszy. I nie jesl mu z lym chyba najgoizej.
Lech L. Przychodzki
G
R
Z
E
G
O
R
Z

J
Ę
D
R
A
S
I
E
W
I
C
Z
W

B
W
A

J
E
L
E
N
I
A

G
Ó
R
A
.

F
O
T
.

L
E
C
H


L
E
L
E


P
R
Z
Y
C
H
O
D
Z
K
I

60

Chwila oddechu
61

W międzyczasie myślał o klaszloize – piaklyki ieligijne
były i są mu bliskie. – „Nigdy nie zarzekałem się, iż nie zostanę
księdzem, teraz też, ale w tym wieku?” – śmieje się Gizesiek,
podczas gdy o pięlio wyżej zaczyna się mniej ofcjalna część
jubileuszu Juika Jakubow. Jędiasiewicz już lam miał swoje
pięć minul, leiaz iozmawiamy. – „V większości jeleniogor-
skich spotkań katolickich uczestniczyłem sam – mnostwo ludzi
starych, a ja jeden – młody. Dopiero podczas zjazdow w Czę-
stochowie zobaczyłem, że nie jestem żadnym wyjątkiem”.
3.Aktor gra Szwejka
Jędiasiewicz zoslał już „panem pizedszkolankiem”,
gdy pizypomniała sobie o nim Wojskowa Komenda Uzu-
pełnień. Znaleziono mu miejsce odpowiednio dalekie od
domu – wylądował w lolniczej szkołce w Miągowie, by
polem służyć w Malboiku (lala r,,,-,,). – „V linii prostej
miałem do jelonki o:, km. Mogli dać mnie bliżej, ale prakty-
kujący katolicy nie byli dobrze widziani w szeregach LVP”.
Nie islniały powody, by Gizegoizowi wlepiać służbowe
kaiy, ale jego poslawa kłuła w oczy ofceiow. – „Polityczny
za każdym razem mnie pytał. jędrasiewicz, czy wy musicie
być tacy? Na to ja niezmiennie – À jacy mamy być?”. Raz
lylko chciano go wiobić – ponieważ jako jedyny lizeźwy
w świąlecznym lowaizyslwie miał podobnie do kolegow
czeiwoną lwaiz (siedział akuial pizy piecu) – ofcei dy-
żuiny zameldował „gdzie lizeba”, iż śpiewał zbyl głośno
kolędy. Pieiwszą pizepuslkę spędził w Olszlynie na świę-
ceniach kapłańskich syna znajomych. Święcił owczesny bi-
skup waimiński – Jozef Glemp.
W r,,8 i. Kaiol Wojlyła zoslał papieżem. – „Viedzia-
łem, że jan Paweł II przyjedzie do Polski, ustawiłem moj
urlop tak, by się z nim spotkać na trasie pielgrzymki. Za-
czynałem drugi rok służby, zarezerwowałem sobie na ten cel
dwa tygodnie wolnego od wojska. À tu telefon z naczalstwa.
jędrasiewicz, NÀ PEVNG nie pojedziecie na przyjazd papie-
ża!”. , maja r,,, i. Gizesiek doslał iozkaz uilopowy. Już
ogłoszono, iż Jan Paweł II iozpocznie pielgizymkę w Pol-
sce i czeiwca. Wowczas Jędiasiewicz miał być z powio-
lem w jednoslce. Pizełożeni nie wiedzieli jednak lego, co
ich Szwejk planuje – w całym kiaju na liasie pielgizymki
liwały pioby geneialne pized wizylą Jana Pawła II. 8 maja
w Kiakowie, polem w Jaslizębiej Goize czy Makowie Pod-
halańskim. – „Vykorzystałem państwo i wojsko – pojecha-
łem do domu, do jeleniej Gory, tylko trasą nieco okrężną!”.
Gdy wiocił – nie wysyłano go na żadne służby. To
upewniło Gizegoiza, że coś jesl nie lak, olizymał iodzaj
cichego aieszlu domowego. – „jakaś połnoc, pamiętam, a tu
telefonuje dowodca pułku (ro tysięcy ludzi pod nim!) i pyta
wartownika, czy aby na pewno jędrasiewicz jest już w łoż-
ku... Vartownik zaraz przychodzi i pyta mnie. Co z tobą,
Grzesiek, że dowodcę tak interesujesz?”.
Nasz Szwejk był honoiowym kiwiodawcą. Za ¡oo ml
kiwi należały mu się i dni uilopu. Oddał 8oo ml, powi-
nien dysponować czleiema dniami wolnego. Teoielycznie
nie wolno było Gizegoizowi lego uilopu nie pizyznać.
W wojsku lymczasem pized wizylą papieża wpiowadzo-
no godzinę „W”. i czeiwca Jędiasiewicz zameldował pize-
łożonemu, że należy mu się uilop. – „Stary dostał białej go-
rączki. jak papież odjedzie, owszem, dostaniecie wolne. Teraz
nie”. Szefoslwo poslawiło na swoim – ¡ dni pizyznano mu
od r, czeiwca.
– „Na sam przyjazd Vojtyły ćwiczyliśmy wkładanie ma-
sek. Vłoż, zdejmij... Ze :o razy. Byłem w tym dobry. Zrobiłem
swoje i pobiegłem do telewizora. Zdążyłem – Gjciec Święty
akurat schodził po schodach z samolotu!”.
Ze względu na wykszlałcenie nauczycielskie, LWP
musiało wypuścić Giześka jeszcze pized wakacjami. Tak
slanowił jakiś pizepis. Jednoslkę pożegnał na św. Piolia
i Pawła, i, czeiwca r,,, ioku. – „Poł godziny po opuszcze-
niu koszar byłem już na mszy”.
4.A jednak sztuka…
Po wojsku czekała go zwykła piaca. r wiześnia r,,, i.
zaczął wykonywać wyuczony zawod. – „V obecnym czasie
to by się nie podobało – po kilku dniach wiedziałem, ktore
dziecko nie ma ojca. Zabierałem też dzieciaki wszędzie. Kie-
dy tematem zajęć była praca kolejarzy, maszerowaliśmy na
dworzec PKP, studiowaliśmy rozkłady jazdy, przyglądaliśmy
się pracy pań w kasach i jECHÀLIŚMY pociągiem!”.
Gizegoiz do dziś cieszy się, iż mogł wspołuczeslniczyć
w iozwoju najmłodszych. r¡ giudnia r,8r i. poszedł, jak
zwykle, do piacy. – „Przecież nie wypadało zostawić dzieci
samych – ich rodzice mogli być internowani. V oknie mojej
sali wisiała polska faga – dyrektorka osobiście ją zerwała.
No nic, ja z biało-czerwoną opaską robiłem swoje”. Z cza-
sow począlku slanu wojennego Jędiasiewicz pamięla jesz-
cze jedno zdaizenie. – „Vybrałem się z moimi malcami na
sanki. V mieście mijaliśmy zmarzniętych żołnierzy, a dzieci
pytały. Proszę pana, czy to wojsko to Niemcy?”.
W ioku r,8i liafł do SP ni i w Jeleniej Goize, placow-
ki o pioflu muzycznym. Pizyjęlo go, ponieważ zgodził się
śpiewać w choize. Uczeslniczył w połowie jednej pioby
– poziom muzykow go pizeiaził. Byli zbyl dobizy. Dzieci,
kloie uczył, śpiewały polem w choize, jemu dano spokoj.
Ale w szkole pozoslał.
Domyślano się lub nie – był człowiekiem pieiwszej
„Solidainości”. Nikl go nie zadenuncjował, choć poglądow
nie slaiał się ukiywać. Inni mieli mniej szczęścia. Pizez
dwa lala oslio piacował nad sobą – pomiędzy r,8¡ a r,8,
iokiem ukończył nie lylko sludium lealialne, ale leż Slu-
dium Kalechelyczne w Opolu.
Już dzięki piacy z pizedszkolakami zyskał szacunek
popizedniej dyiekloiki miejscowego Biuia Wyslaw Aily-
slycznych. W r,8, i. olizymał lam elal jako insliukloi ds.
oświalowych. Jeszcze pizez iok pozoslał na połowie elalu
w podslawowce, po czym związał się wyłącznie z BWA,
poza sezonem r,8,l,o, gdy nauczał ieligii, w I semeslize
za daimo, bo wowczas nikl jeszcze nie planował kalechez
w sialkach oświalowych płac.
Pizez długie lala Jędiasiewicz piacował z wszyslki-
mi giupami wiekowymi – od maluchow do maluizyslow.
Oslalnio „podzielił się” licealislami z nową koleżanką; pizy-
dział czynności Gizegoiza obejmuje już lylko pizedszkola-
kow i uczniow szkoł podslawowych. – „Viesz, nie ma sztuki,
ktora nie byłaby dla dzieci. Gne nie mają żadnych blokad, są
najszczersze i autentyczne, bardziej od swoich opiekunow”.
60

Chwila oddechu
61

Takie podejście – człowieka wciąż olwailego do
jeszcze olwailej młodzieży – musi piocenlować. Byłoby
pizesadą slwieidzenie, iż Giześ jesl bożyszczem swych
wychowankow, ale leimin „auloiylel” jesl lu zupełnie na
miejscu. Szczeiość i aulenlyczne zaangażowanie w iozwoj
podopiecznych pizekładają się na ich slosunek do wspol-
nych zajęć, waiszlalow, konkuisow. Dziełem Jędiusiewicza
są obozy plaslyczne w Kaipaczu, wypady w bliższy Jeleniej
Goize leien, włoczęgi plaslyczne po mieście.
Edukacja nie jesl pizez BWA Jelenia Goia, od kilku lal
będące na wikcie samoiządu, liaklowana po macoszemu.
Pieniędzy nie ma zbyl wiele, ba, los podobnych placowek
w ex-wojewodzkich miaslach w ogole jesl niepewny. Nie
slaicza złolowek na wiele ambilnych pomysłow ekipy Biu-
ia – na iazie jednak nie cieipi na pizejściowym (miejmy
nadzieję) slanie izeczy pion edukacyjny.
Nie wszyslkie dzieci liacą wziok pized moniloiami
kompuleiow, niekloie wciąż wolą iozwijać baidziej lwoi-
czą aklywność. Widać lo na zdjęciach z aichiwum jelenio-
goiskiej placowki: młodzież uczy się i jednocześnie nieźle
bawi, malując – jak nasi piehisloiyczni pizodkowie – głazy
nad Bobiem czy slaiając się ziozumieć i po swojemu zin-
leipielować wieloznaczne molla kolejnych zajęć.
Do Gizegoiza w slolicy Kolliny ludzie zwyczajnie
pizywykli. Jesl baiwnym elemenlem miasla, jego nie-
odłączną częścią. Bieize udział nie lylko w edukacji pla-
slycznej dzieci, ale leż w życiu duchowym czy zwykłej,
sąsiedzkiej pomocy. Bez niczyich piośb, bez ofcjalnego
wolonlaiialu, opiekuje się słabszymi od siebie. Jędiasie-
wicz wie – libeializm ioziywa międzyludzkie ielacje.
Piodukuje jednoslki zdolne do konkuiowania, ale nie
do życia. Słabszym odbieia szanse i nadzieję. Pioces laki
liwa zaiazem w mikio- i makioskali. Byłe siedziby woje-
wodzlw: Legnica, Wałbizych czy Jelenia Goia, coiaz wy-
iaźniej liacą ieszlki dawnych pozycji na izecz Wiocławia.
Tam napływają pieniądze, lam lokowane są inweslycje,
lam wieszcie uciekają – lakże z Kolliny Jeleniogoiskiej
– ci, kloizy nie znajdują u siebie piacy albo nie godzą się
na piowincjonalną bylejakość.
Złośliwy, mściwy Liczyizepa powiocił w iodzin-
ne sliony. Może zieszlą jedynie dizemał: Poki naiwni
chcą powlaizać ekonomiczną baśń o samoiegulującym
się iynku – szluka pozoslanie jednym z iezeiwalow lę-
pionej (choćby niskimi płacami) myśli humanislycznej.
O ile młodzież będzie do jej odbioiu pizygolowana –
zwiększy swą elaslyczność, olwailość na „innych”, łalwiej
ziozumie siebie.
Populaiyzaloiow lwoiczości nigdy dość. To nie-
wdzięczna piaca na pogianiczu feeiii baiw i szaiości
zwykłych dni. Dobize, iż Gizegoiz wciąż chce wyzwalać
w młodzieży sfeię ducha – jedyne wędzidło, jakie ulizy-
mać może Kikonoša z dala od seica śiodgoiskiej kolliny.
9ech 9. 0rzychodzkí
Encyklopedia Wyrażeń Makabrycznych
11. Bieguny szczęścia
Na pylanie, czy w dzisiejszej cywilizacji islnieją socjo-
logiczne kalegoiie ludzi szczęśliwych, nasuwa się sponla-
niczna giomka odpowiedź: „Nie”.
Reszlki szczęśliwych dzikusow lępi się niemiłosieinie,
a ci, co się jeszcze oslali, i lak cieipią z powodu biaku pusz-
ki z coca-colą, kloia jesl jedyną powszechnie iozpoznawa-
ną nazwą na Ziemi. Mowimy oczywiście o dzikusach ma-
jących doslęp do wody i żywności, bo o ieszcie szkoda
nawel mowić.
Syluacja lak zwanej ludności cywilizowanej godna jesl
pożałowania z lysiąca powodow, kloiych wymienienie za-
jęłoby z kilkadziesiąl slion.
A jednak... a jednak miażdżącemu ściskowi szczęk nasze-
go wspaniałego świala wymykają się dwie kalegoiie osob.
Jedną są posiadacze puslych kieszeni – czyli lak nie-
pizylomnie bogaci, że nie noszą pizy sobie ani żadnych
kail, ani komoiek, ani dokumenlow, najwyżej chusleczkę
w bulonieice. Obsługują ich osobiści sekielaize, niewi-
doczni dla oka, zaś aslionomiczni bogacze oddają się co
najwyżej jakiemuś hobby oiaz obgiyzaniu owocow na
piywalnych wyspach. Na biak wesołego lowaizyslwa nie
naizekają, lyle że ich sekielaize muszą je dyskielnie na-
być diogą kupna.
Diugą kalegoiią osob, kloie skulecznie zbiegły pized
cywilizacją są... obszczymuiki, iownież wchłaniające owo-
ce, lyle że kiajowe i w płynie.
Papieiow osobislych i w ogole żadnych nie posiadają,
gdyż dawno je zgubili.
Za lo nie są samolni i pizebywają w wesołym lowaizy-
slwie, całkowicie daimowym. Kieszenie leż mają całkiem
pusle, bo nawel jak kloś coś lam wizuci, zaiaz lo coś za-
mienia się w płyn.
Cała ieszla pizeogiomnej ludności świala, pomijając
osoby czasowo poiwane, cieipi nieopisane męki związane
z męlnymi, spizecznymi lub ukiylymi pized nią pizepisa-
mi uizędowymi, piodukowanymi w zasliaszającym lem-
pie, z pizeiożnymi PIN-kodami, z ogiomną slialą czasu na
konlakly z inslylucjami, pizeciąża swą pamięć mnoslwem
leiminow, a kieszenie kailami, nolalkami, dokumenla-
mi i leiminaizami (w weisji papieiowej i eleklionicznej),
wścieka się na nonsensy i niespiawiedliwości, biak jej czasu
na wesołe lowaizyslwo, w kołko napiawia coiaz więcej ize-
komo niezbędnych spizęlow, a nawel owoce smakują nie
lak, zaiowno w poslaci slałej, jak i płynnej.
0aplo 9aruda
Paplo Maruda
62

Chwila oddechu
63

Seice waiszawskiej Piagi. Labiiynl uliczek o slaiej,
pizedwojennej zabudowie. Obok Dwoizec Wileński,
kilkasel meliow dalej słynny „Rożyc”. Miejsce nazywa-
ne częslo Tiojkąlem Beimudzkim. Budynek z czeiwonej
cegły pizy Inżynieiskiej ¡, podwoiko dawnego magazy-
nu mebli (polem fimy szkolącej psy), hala piodukcyjna,
iampa, boksy dla psow, schody pizeciwpożaiowe. Tak
wygląda miejsce, kloie Slowaizyszenie Tealialne Remus
obiało za siedzibę.
Wśród ludzi
Założone jeszcze w r,,, i. pizez Kalaizynę Kazimiei-
czuk, pizez kilka lal wędiowało między Waiszawą a zapo-
mnianymi pizez Boga i ludzi miejscami, lakimi jak ma-
zuiskie popegeeiowskie wsie. Remus koizyslał z gościny
w salach udoslępnianych pizez Cenlium Szluki Wspoł-
czesnej, Teali Węgajly, Odin Tealiel, Teali Akl, Teali Aka-
demia, Mazowieckie Cenlium Kulluiy, czy leż ze wspaicia
władz lokalnych i miejscowych inslylucji. Wszędzie lam
starał się docierać do ludzi, którzy – z różnych powo-
dów i w różny sposób – znaleźli się poza nawiasem spo-
łeczeństwa goniącego za sukcesem. Od ioor i. Slowaizy-
szenie osiadło na slałe na waiszawskiej Piadze.
Remus (nie mylić z milycznym założycielem Rzymu),
bohalei młodopolskiego, kaszubskiego eposu, wędiowny
spizedawca książek, żyjący we własnym, odiealnionym
świecie, zaludnionym pogańskimi boslwami, bohaleiami
czasow minionych, demonami i zaklęlymi kiolewnami,
niemal niemowa, slaiał się iealizować swoją wizję pizez
bezpośiednie działanie. Ta sama zasada pizyświeca dziś
slowaizyszeniu, kloie uznało Remusa za paliona.
Członkowie slowaizyszenia, iealizując swoje pasje
i umiejęlności, slaiają się wnosić coś do społeczności,
w kloiej funkcjonują. Celem ich piacy jesl animowanie
kultury, która ma być czymś więcej niż tylko stwarza-
niem okazji do spędzenia czasu w ciekawy sposób. Zgod-
nie z ich wizją, leali służyć ma inicjowaniu niezależnych
piocesow kulluiowych w społecznościach lokalnych.
Wyciągnięta dłoń
Miejsce działania nie jesl bez znaczenia i nie pozoslaje
bez wpływu na iealizowany piogiam ailyslyczny. Bowiem
leali – laki, jak iozumie go Remus – lo nie lylko wyslawia-
nie szluk, ieżyseiowanie speklakli i oiganizowanie ludziom
wolnego czasu. Realizowanie prawdziwego teatru wyma-
ga zaangażowania nie tylko ze strony aktora i reżysera,
ale także widza, który wychodzi poza tradycyjną rolę
i przestaje być jedynie biernym obserwatorem.
Popizez laki slyl piacy Remus wpisuje się w wywodzący
się z liadycji Giolowskiego nuil zwany „Tizecim Tealiem”.
Auloi lego leiminu, Eugenio Baiba, lak olo pizedslawia f-
lozofę Tizeciego Tealiu: „V rożnych krajach świata, zwłasz-
cza wśrod młodego pokolenia, kontaktowi z teatrem zaczęto
przypisywać zupełnie nowe znaczenie. nie jest to już potrzeba
oglądania teatru, lecz potrzeba tworzenia teatru, tworzenia
nowych relacji łączących widza i aktora. Teatr rodzi się jako
ekspresja małych grup, przedstawiając potrzeby i konfikty
będące często udziałem tylko nielicznych. Istnieją one jednak
pośrod nas i dają o sobie znać. Grupy te wcale nie pragną słu-
żyć wielkim hasłom, wielkim przesłaniom, wielkim debatom,
lecz poszukują sposobow zetknięcia się jednostki z jednostką,
odmiennego z odmiennym. Miejsce tradycyjnych treści teatru
zajmują nie nowe treści, lecz nowe relacje, często trudne do
odczytania. To, co się rodzi, to nie żaden »inny teatr«. To tylko
nowe sytuacje zaczyna się nazywać teatrem”.
Tak widziany leali slaje się naizędziem służącym nawią-
zaniu konlaklu z widzem, kloiy pizeslaje być jedynie adiesa-
lem pizedslawienia i slaje się ważny nie mniej niż sam pize-
kaz ailyslyczny. Śiodowisko społeczne i kulluiowe, w kloiym
leali funkcjonuje, nabieia szczegolnego znaczenia i wpływa
w islolny sposob na kszlałl podejmowanych działań.
Nie dla snobów
Członkowie giupy mowią: „Na Pradze znaleźliśmy się
nieprzypadkowo, ponieważ wywodzimy się z takiego nurtu
teatrow, ktore powstały z potrzeby reagowania na otaczają-
cą rzeczywistość. ]esreśmy ruraj níe z powodu rzw. »praskíej
egzorykí« czy cíekawych posríndusrríalnych plenerów, króre
przycíągają ru wíększość arrysrów, ale dokładníe z powodu
rej praskíej rzeczywísroścí, w krórej jesr í ubósrwo, í bezrobo-
cíe, í parologíe społeczne. Zazwyczaj teatr i grupy artystycz-
ne tworzone w takich miejscach przypominają coś w rodzaju
wyspy czy warowni, gdzie odbywają się spotkania artystycz-
ne dla środowiska, ktore zajmuje się jakąś alternatywną czy
wysoką kulturą, z towarzyszącym temu dreszczykiem emocji,
związanym z praskim »dziedzictwem kulturowym«”.
Waiszawska Piaga od kilku lal zmienia bowiem swoj
chaiaklei. Pizybywa jej punklow, kloie zajmują coiaz bai-
dziej islolne miejsce na kulluialnej mapie slolicy. Jej pized-
wojenna aichilekluia i popizemysłowe obiekly pizyciągają
ailyslow, malaizy i peifoimeiow, kloizy osiedlają się lu
i pizenoszą swoje piacownie. Jak gizyby po deszczu powsla-
ją nowe kluby, ieslauiacje, galeiie, puby. Piawobizeżna część
miasla slaje się miejscem modnym, w kloiym „się bywa”.
Ewa Cylwik
Pierwszy
„Trzeci Teatr”na Pradze
62

Chwila oddechu
63

Większość tej oferty kierowana jest jednak do odbior-
ców „z Warszawy”. Przyjeżdżają tu zwabieni praską „egzo-
tyką” i jej „szemraną” atmosferą. Remus, jako jedna z nie-
wielu nowych inicjatyw, bardzo wyraźnie nakierowuje
natomiast swoje działania na stałych, dotychczasowych
mieszkańców dzielnicy. – „My probujemy nawiązać kontakt
z otoczeniem i dlatego staramy się nie oddzielać naszej pracy
od tych miejsc, ktore są naokoło teatru i od tych ludzi, ktorzy
tutaj żyją. Nie chcielibyśmy, żeby była to relacja natury koloni-
zatorskiej” – lłumaczą swoją poslawę członkowie zespołu.
Sztuka w mikroskali
Teali i szluka, wiaz z szeiokim speklium iożnoiodnych
działań, kloie zawieiają się w lych pojęciach, slają się pomo-
slem, diogą piowadzącą do miejscowej społeczności. – „In-
teresuje nas wchodzenie w społeczności, w ktorych pracujemy
i ważne są dla nas pytania związane z naszym stosunkiem
do otaczającej rzeczywistości” – mowią lwoicy. Teali jesl dla
nich lakże naizędziem kszlałlowania olaczającej izeczywi-
slości. Czy jednak świal da się zmieniać popizez szlukę:
Remus nie slawia pized sobą lak szeioko pojęlego celu.
Zakłada działanie na lokalną skalę, a w lym co iobi, kon-
cenliuje się na lym bliskim i namacalnym kawałku świala,
w kloiym zdecydował się funkcjonować. Jego misja to pró-
ba zainteresowania ludzi z trudnych, często patologicz-
nych środowisk, czynnym udziałem w kulturze. Adiesala-
mi jego ofeily są najbliżsi sąsiedzi, mieszkańcy Piagi, pizede
wszyslkim lulejsze dzieci i młodzież – a popizez nie iownież
ich iodzice. Nawiązaniu konlaklow i zadzieizgnięciu więzow
służą piowadzone lu od kilku lal waiszlaly kuglaiskie i szczu-
dlaiskie oiaz nauka capoeiiy. Trudno oczekiwać, że młodzi
mieszkańcy Pragi, którzy często nie chodzą nawet do szko-
ły, wybiorą się do teatru. Teatr musi przyjść do nich.
Wymiana darów
Wspołpiacując z pedagogami ulicznymi, członkowie
slowaizyszenia wchodzą między ludzi, piobując pokazać
młodym, że islnieje alleinalywa wobec lego, co ofeiuje
im ulica. Dzięki piojeklom „Kobieice” oiaz „Ulica lysiąca
i jednej baśni” ożywają lalem piaskie podwoika, gdzie pod
okiem insliukloiow dzieci uczą się chodzić na szczudłach,
żonglować, bioią udział w waiszlalach muzycznych, lealial-
nych i plaslycznych. Praskie podwórka-studnie zamienia-
ją się na kilka dni w barwne ogrody dzięki kobiercom
układanym przez dzieci z kulek kolorowego papieru.
Podwoikowe pokazy lealialne pizyciągają iownież
doiosłą widownię. Z okien wychylają się zaciekawieni
mieszkańcy, a bywa, że niekloizy dołączają do zespołu. Na
podwoiku pojawia się na pizykład iyceiz w zaimpiowi-
zowanym kosliumie – hełm sliażacki, płaszcz z czeiwonej
zasłony i miolła zamiasl miecza, jeden z mężczyzn wynosi
na podwoiko akoideon, inny pojawia się w lowaizyslwie
żywego sokoła.
Według członków stowarzyszenia, teatr powinien
opierać się na wymianie. To, co robią, określają często
mianem teatru barterowego – każda ze stron biorących
w nim udział powinna dać coś od siebie.
Okazją do międzykulluiowej wymiany slał się muzycz-
no-lealialny piojekl „Jedno Echo”. Speklakl powslał w wyni-
ku spolkania ailyslow piezenlujących iożne lechniki wokalne
i odiębne liadycje muzyczne, od afiykańskiej i peiskiej, pizez
ukiaińską, bułgaiską, polską i lilewską, aż po luwiński śpiew
gaidłowy. Cykl konceilow odbywających się w poslindusliial-
nej pizeslizeni o niezwykłej akuslyce, był ambilnym pizedsię-
wzięciem, ofeiującym widzom głębsze pizeżycia ailyslyczne.
Poszukiwacze zagubionych dusz
Waiszlaly capoeiiy, biazylijskiej szluki ni lo walki, ni lo
lańca, bez liudu zdobywają zainleiesowanie młodych miesz-
kańcow Piagi. Żywa, lalynoska muzyka poiywa iylmem
i wyzwala pozylywną eneigię. Nastolatki mają okazję prze-
konać się, że czas da się spędzać inaczej niż włócząc po
ulicach i pijąc piwo w bramach. Uczą się pracy w grupie
i poznają poczucie własnej wartości. Ci, którzy opanowali
tajniki tej niełatwej sztuki, mogą dzielić się nią z innymi.
Staje się to dla nich okazją, by poczuli, że mogą coś z sie-
bie dać innym ludziom i nie zostaną odrzuceni. W iamach
piojeklu Piaga-Waimia giupa piażan wzięła udział w waisz-
lalach capoeiiy we wsi Węgajly, zoiganizowanych wspolnie
z lamlejszą giupą, a pokazy powaiszlalowe obu zespołow
zapiezenlowano podczas fesliwalu „Wioska lealialna”.
Mieszkańcy Piagi lo nie jedyna giupa, wśiod kloiej
piacuje Remus. Ze swoim piogiamem animacji kulluiy
slowaizyszenie slaia się docieiać iownież do innych giup
wykluczonych, kloie znalazły się poza nawiasem społecz-
nej aklywności, lakich jak np. osoby w podeszłym wieku,
niepełnospiawni umysłowo czy uchodźcy. Do lej oslalniej
giupy skieiowany jesl piojekl „Bez lwaizy”. Realizowany
we wspołpiacy z Polską Akcją Humanilainą w ośiodku
dla uchodźcow w Lininie, ma służyć aklywizacji mieszka-
jących lam uchodźcow z Czeczenii. Czekając miesiącami
na decyzję o swoim dalszym losie, pogiążają się w apalii
i maiazmie. Okazją do pizełamania lej baiieiy mają być
waiszlaly lealialne, podczas kloiych uciekinieizy z Kau-
kazu piacują iazem z członkami slowaizyszenia. Wspolnie
pizygolowują piogiam ailyslyczny opaily na czeczeńskiej
liadycji i kulluize – częslo jedynym, co wywieźli ze swo-
jego kiaju. Adiesowany zaiowno do dzieci, jak i doiosłych
piojekl opieia się na muzycznych, lanecznych i plaslycz-
nych waiszlalach, podczas kloiych uchodźcy nie lylko
piacują nad piogiamem ailyslycznym, ale pizygolowują
iownież slioje do pokazow liadycyjnego lańca.
Niezwykle ważne drobiazgi
Chcąc zmienić świal, polizeba czegoś więcej niż szlu-
ka i leali. Jednak dając jednoslce szansę na wyiwanie się
z bieiności, olwieiając diogę do samoiealizacji i umożli-
wiając choćby diobną życiową pizemianę, udaje się cza-
sem zmienić jej mały, piywalny, codzienny świal.
Z globalnego punklu widzenia, lo pewno niewiele, ale dla
każdego, komu udało się odnaleźć nadzieję – lo baidzo dużo.
Paiafiazując słynną senlencję Talmudu: klo pomaga jedne-
mu człowiekowi, pomaga całemu świalu.
cwa Cylwík
64 65
Z grubej rury
Ballada o wazelinie
Mądiy Giek – fzyk Aichimedes
wypoiu piawa wciąż dociekał
– odkiył je w wannie się laplając...
– kizyknął – Euiopa (nie – „Euieka”)
Gdzie Euiośiodek spływa Wisłą,
gdzie wazeliny gładkie moize,
bliźni bliźniego lyle śliźnie
– ile uliaci na honoize.
Medium lo więcz – uniweisalne,
maź lak właściwa polilykom
– doda, wypełni, podiasuje...
Cud-złud! I chaiakleiu lo... silikon!
Kleisla – Vaselinum album
– piaklykę czyni wpiosl z leoiii
– w ginekologii jesl w użyciu,
i częslo zmienia bieg Hisloiii.
Ponoć pizydomku się doczekał
(część hisloiykow lak uważa)
– za szach slolicą – Zygmuś III
od Vaselinum – doslał – Waza
Nie chciał wielmożom pojść na iękę
(nie posmaiujesz – nie ma spiawy)
i uciekając pized zaiazą
– pizeniosł slolicę do Waiszawy.
Czy kapilalizm czy komuna,
sląd jej bogale źiodła płyną...
I panla ihei – Waiszawki spiawka
– kuis w niedoizecza – wazeliną.
Niech płynie song o wazelinie
Chopin-polackość lu nie iazi,
gdy do iodaka mowisz – „biacie”
a w myśli dopieszczając – „wazi”...
Sunie poinly węglowodoi...
Weszła. Czy wyjdzie: Z kloiej sliony:
Wpłynęła weń – i wiesz, że dzień
bez jej użycia – dzień sliacony...
A ja to wszystko... kocham
A ja lo wszyslko... kocham
popadłem w laki mezalians,
że z piawdą idę do łożka
chociaż jesl dla mnie za slaia.
Na wielkiej szumnej naiadzie
był podział oideiow – odznaczeń
medale na ziemi, na slołach
a ja lo wszyslko... pospiząlam.
I ja lo wszyslko kocham
i ja lo wszyslko podziwiam
gdy od ciężaiu medali
kięgosłup się musi wykizywiać.
Raz jeden głuchy i niemy
niemuzykalny od dziecka
doslał iefekloi w oczy
cud slał się – i zaczął śpiewać:
a ja lo wszyslko wyśpiewam
a ja lo wszyslko opowiem –
pan niech odepnie osliogi
kiedy mi chodzi po głowie.
Gdy giabaiz na cmenlaizu
w moialność powąlpiewał
lo panow pizeniosł na piawo
a panie zoslały – po lewej.
Ty leiaz wszyslko kochaj
żyj – i nie czekaj slaiości
jak widzisz – w pizyszłym świecie
nieslely – nie będzie miłości...
Bo ja lo wszyslko... kocham
popadłem w laki mezalians,
że z piawdą idę do łożka
chociaż jesl dla mnie za slaia.
,
1ronezje-
Tadeusz Buraczewski
R
Y
S
.

P
I
O
T
R

Ś
W
I
D
E
R
E
K
,

W
W
W
.
R
Y
S
U
N
K
I
.
B
A
R
D
Z
O
F
A
J
N
Y
.
N
E
T
64 65
Z grubej rury
To, co mogłoby nas wszyslkich zjednoczyć lo nowy, ia-
dykalny paliiolyzm.
Olśnienie zawdzięczam ponadnaiodowej koipoiacji
odzieżowej Gap. Mijałem właśnie jej sklep fimowy, kie-
dy moj wziok pizykuł plakal umieszczony w wiliynie.
Ogiomne lileiy głosiły: „JESIENNA WYPRZEDAŻ (Fall
Sale). CENY ,oº W DÓŁ!”.
Chwilę poliwało, zanim dolaiło do mnie, że coś lulaj
nie gia. Pizecież nie jeslem w USA, lecz w Anglii! U nas
nie ma lakiej poiy ioku jak fall – po ANGIELSKU jesień lo
autumn! Ogainęła mnie bezsilna iozpacz na lakie koipo-
iacyjne zawłaszczenie mojego języka, kulluiy, pizeslizeni
publicznej. Rozejizałem się dookoła: nic nie wskazywało
na lo, by klokolwiek podzielał moje uczucia.
Być może byłem jedyną osobą, kloia pizejmowała się fak-
lem, że Anglicy zupełnie dziś nie wiedzą, kim są. Ich kultu-
ra jest w odwrocie, historia – w dużej mierze zapomniana,
olbrzymie połacie tutejszego krajobrazu są w zawrotnym
tempie przekształcane w bezduszne níe-míejsca
1
. Można
o nich, czyli o nas, powiedzieć, że są zagubionym społeczeń-
stwem. Ubieramy się jak Amerykanie, śpiewamy jak Ame-
rykanie, kupujemy jak oni. Zamieniamy puby w sieciowe
bary, wycinamy sady i likwidujemy gospodarstwa rolne, by
przekształcić wsie w podmiejskie osiedla-sypialnie, a mia-
sta otaczamy kordonem obwodnic i hipermarketów.
Jeśli Anglia była, jak uważał Geoige Oiwell, „iodziną
z czainymi owcami pod konliolą”, leiaz baidziej pizypomi-
na iodzinę iozbilą. Anglicy slają się naiodem bez lożsamo-
ści. Wyszydzana pizez lewicę, dwuznacznie wykoizyslywa-
na pizez piawicę, angielska kulluia była pizez lala czymś
kłopolliwym; liupem w szafe, kloiy od czasu do czasu oży-
wał i z ogoloną na łyso głową i w glanach sliaszył sąsiadow.
Komu zależy na Anglii: Z polilycznego punklu wi-
dzenia, wśiod libeialnych elil nikl nie śmie nazywać lej
miłości po imieniu. Na piawicy z kolei la miłość, jeśli lo
izeczywiście jesl miłość, jesl lak silna, jak zawsze. W oslal-
nich dziesięcioleciach na dobią spiawę jedynymi, kloizy
wyiażali golowość „slawania w obionie” Anglii, byli ci, na
widok kloiych większość czylelnikow niniejszego czasopi-
sma
i
pizeszłaby na diugą slionę ulicy: wymachujący fagą
zagoizali konseiwalyści, dziadkowie, kloiych lisly ukazują
się w dziale opinii czylelnikow „Daily Telegiaph” oiaz, cza-
jąca się gdzieś na miocznych obizeżach, iasislowska pia-
wica, aż poczeiwieniała ze sliachu i wściekłości.
Co jednak z ieszlą, ogiomną częścią społeczeńslwa, klo-
ia ani nie jesl specjalnie iozpolilykowana, ani nie pizejawia
skłonności do analiz kulluiowych: To ci, kloizy powiewają
fagami z Kizyżem Św. Jeizego
¡
z okien swoich samocho-
dow. To ci, dla których Anglia jest czymś realnie istnie-
jącym, ale zalecono im, aby o tym nawet nie wspomina-
li, z obawy, że mogłoby to obudzić w nich namiętności,
których wszyscy wolelibyśmy uniknąć. Dla nich – dla nas
– Anglia jest obecnie zakazanym słowem.
W pozbawianiu Anglików ich kultury ogromną rolę
odegrała lewica. Poslmodeinislyczna, libeialna, XXI-
wieczna wykładnia angielskości (Englishness) mowi, że
nie ma ona znaczenia – i dobize. W końcu Anglicy mają
mioczną hisloiię. Poza swoimi gianicami – kolonializm.
Na własnym podwoiku – ciemiężenie Szkolow, Iilandczy-
kow i Walijczykow. Każdy wybuch debaly na lemal naio-
dowej lożsamości może jedynie obudzić le upioiy. Zgodnie
z lą wizją, obecnie jesleśmy jedynie zbioiem ludzi zamiesz-
kujących „mullikulluiową” wyspę na Moizu Połnocnym.
Strach przed laniem wody na młyn rasistowskiej
prawicy przywiódł Anglików – a przynajmniej ich in-
teligencję – do wyparcia się istnienia własnej kultury.
Wiążą się z lym dwa niebezpieczne skulki.
Po pieiwsze, wspomniana skiajna piawica całkowicie
zawłaszczyła angielskość i nadała jej biały koloi skoiy, jesz-
cze baidziej uliudniając debalę na len lemal. Piawicowa
eksliema wykoizysluje biak wspomnianej debaly do wy-
giywania społecznych lękow pized lym, że „libeialne elily”
i „biuiokiaci z Biukseli” knują, by już w ogole nie musieć
pizejmować się głosem zwykłych obywaleli. Sliach i gniew,
jaki budzi lo w ludziach poszukujących własnej lożsamo-
ści, kieiowany jesl naslępnie na niewłaściwe cele – obecnie
„na lopie” są imigianci i uchodźcy.
Paul Kingsnorth
Nowa wizja
patriotyzmu
F
O
T
.

K
A
P
T
A
I
N

K
O
B
O
L
D
66 67
Z grubej rury
Diugim naslępslwem jesl lo, że zmasowany alak na
ieszlki lego, co slanowi odiębne angielskie dziedziclwo,
piowadzony zwłaszcza pizez siły ameiykańskiego kapila-
lizmu, nie jesl w żaden sposob odpieiany pizez lewicę, klo-
ia powinna być ich najbaidziej zagoizałym obiońcą.
Czymże jesl Anglia: Legenda angielskiej muzyki fol-
kowej, Mailin Cailhy, nieźle lo ujął. „Ànglicy nie wiedzą,
kim są – mowi. – Porzucili swoją tożsamość i ukuli koncepcję
»Brytanii«. Tower of London to Ànglia, Buckingham Palace
to Ànglia, Yeomen of the Guard
,
to Ànglia... Àle tam nie ma
kultury. Myślę, że to, co stanowi o odrębności Ànglikow od in-
nych, to ich muzyka, taniec, literatura i malarstwo”.
Jesl coś w lym, co powiedział Cailhy. Muzyka i wszel-
kie inne dziedziny szeioko iozumianej lwoiczości
,
poma-
gają zdefniować zbioiowości. Podobnie, slyle ubioiu, ize-
miosło, dziedziclwo kulinaine, język, kiajobiaz kulluiowy.
Wszyslkie iazem, wailości le lwoizą idzeń danej kulluiy.
W pizypadku isloly lego, co jesl Anglią, najłalwiej chy-
ba uchwycić ją w kiajobiazie. Puby, sklepy, kluby, miejsca
kullu, gospodaislwa iolne, ulice handlowe (high streets),
wioski: miejsca, kloie wybudowali Anglicy, kloie musiały
wyjść spod ich iąk – i kloie nie mogłyby powslać gdzie-
kolwiek indziej.
Takich miejsc jesl jednak coiaz mniej. Weźmy inslylu-
cję lokalnego pubu, kloią można by uznać za kulluiowy
kamień węgielny. „Gdy utracicie swoje gospody, zatopcie wa-
sze puste jestestwa, gdyż do końca stracicie Ànglię” – oznaj-
mił angielski poela fiancuskiego pochodzenia, Hilaiie
Belloc
o
w lalach ¡o. ubiegłego wieku. Być może już czas
odkięcać kuiki, bo tradycyjne puby znikają bardzo szyb-
ko – zo każdego miesiąca! Połowa z pozostałych należy
do wielkich sieci, z których wiele kontrolowanych jest
przez międzynarodowe banki. Prawdziwych „browarów
regionalnych” jest obecnie na Wyspach zaledwie ¡8
,
.
Podobnie izecz się ma z naszymi miaslami i miaslecz-
kami. Niemalże znikły lokalne sklepy, nie należące do
żadnej sieci handlowej. Podobny los spolkał laigowiska,
będące pizejawem lokalnej lożsamości. Lokalne ulice han-
dlowe slały się ponadnaiodowymi cenliami handlowymi,
pizyczyniając się do powslawania lego, co New Economics
Foundalion (Fundacja Nowej Ekonomii) nazywa „miasla-
mi-klonami” (clone towns). Jej iapoil na lemal owego zja-
wiska jedynie ujmuje w liczbach lo, co wszyscy możemy
ujizeć wokoł siebie: między 1µµ¡ a zooo rokiem Wielka
Brytania straciła co piąty z małych sklepików, placówek
bankowych i pocztowych oraz pubów – łącznie ponad
¡o tys. detalicznych punktów sprzedaży. Ich miejsce za-
jęły wielkie sieci.
Na wsi jesl nie lepiej. Ponad roo lys. miejsc piacy w iol-
niclwie uliaciliśmy lylko w popizedniej dekadzie. Rodzin-
nie gospodaislwa zanikają. Zaiowno łowiska, jak i nieza-
leżni iybacy, oslio doslali w (k)ość. Słynne niegdyś angiel-
skie sady idą pod lopoi w pogoni za unijnymi dolacjami.
Z o lys. odmian naszych najbaidziej sławnych z iodzimych
owocow, jabłek, w supeimaikelach można bez liudu na-
być... dziewięć. W coiaz szybszym lempie Anglia zamienia
się w ogiomny sklep wielobianżowy, leżący pizy diodze do
globalnego iynku, zaludnionego pizez obywateli niczego.
Coż więc iobić:
Każdy z nas niech slaiannie pizyjizy się oloczeniu,
poslaia się je poznać i ziozumieć, i zadać sobie pylanie,
dlaczego ma ono dla nas znaczenie. Potrzebujemy nowej
wizji angielskości: takiej, która zabierze nasz kraj z dala
zarówno od szyderców z lewa, jak i od fanatyków z pra-
wa. Powinniśmy być w slanie mowić o kulturze i miej-
scu – dwoch izeczach, kloie pizez swoją obecność bądź
nieobecność okieślają egzyslencję każdego człowieka na
świecie – bez odwoływania się do koloiu skoiy.
F
O
T
.
T
I
M

E
L
L
I
S
66 67
Z grubej rury
W len sposob dochodzimy do apelu o nowy, pozy-
lywny angielski nacjonalizm: anlyiasislowski, palizący
w pizyszłość, lecz zakoizeniony w pizyszłości nacjona-
lizm, z kloiym każdy, klo uważa, że miejsce ma znaczenie,
będzie w slanie się ulożsamić.
Pozwolcie zacząć defniować nową angielską kulluię opai-
lą o miejsce, nie o koloi skoiy – angielskość opailą na uznaniu,
że wszyscy pizynależymy do lego samego miejsca i musimy
wspołuczeslniczyć w lwoizeniu lego, czym slają się Anglicy.
W iamach lego, pozwolcie pizyjąć lyleż konlioweisyjne,
co niezbędne założenie, że miejsce slwaizającej pioblemy
koncepcji mullikulluializmu jesl na hisloiycznym śmiel-
niku. Kiedy nawel Tievoi Phillips
8
, szef Komisji na izecz
Rowności Rasowej (Commission foi Racial Equalily, CRE),
podejmuje lo wezwanie, możemy śmiało slawać do debaly
bez obawy, że zoslaniemy pizedslawieni jako iasiści.
Pozwolcie nam wykuć angielskość opailą nie o kullu-
iową, ieligijną czy iasową gelloizację, kloie są częslo nieza-
mieizonym efeklem dążenia do mullikulluiowej ulopii, ale
o wieloiasowe społeczeńslwo żyjące pod paiasolem slwo-
izonym pizez nas wszyslkich, od Anglosasow po Afio-Sa-
sow, w kloiym zaiowno folkowe piosenki Elizy Cailhy, jak
iap Te Slieels, slopy Wayne’a Rooneya
,
i pięści Amiia
Khana
ro
iepiezenlują lo, czym jesleśmy.
Czy laka idea jesl iasislowska, „ekskluzywislyczna” lub
„wpiowadzająca podziały”: Nie: jesl czymś więcz pizeciw-
nym. Jesl świadomie inkluzywną wizją kraju, który dobrze
czuje się sam ze sobą, wita wszystkich przybyłych, ale wie
też, z czym to się wiąże; jest świadomy zarówno tego, na
co może pozwolić, jak i czego nie powinien tolerować.
Kultura, która dobrze czuje się sama ze sobą, jest znacz-
nie bardziej odporna na rasizm, strach przed „obcymi”
i lęk przez własnym zanikiem. Zadowolona kultura osu-
szy bagno ksenofobii znacznie skuteczniej, niż byłyby to
w stanie zrobić jakiekolwiek ustawy.
Pozwolcie nam zalem, noslalgiczni loiysi, winni libe-
iałowie, ieligijni eksliemiści, poslmodeinislyczni akade-
micy, pizeslać chcieć być kimś innym, gdzieś indziej, w ja-
kichś innych czasach. Żyjmy lulaj, iazem, i walczmy o lo.
Zbudujmy angielskość, kloia wypiowadzi piecz za dizwi
zaiowno libeialny wslyd, jak i konseiwalywną bigoleiię.
Zapewne niekloizy izekną, że za poźno na lo wszyslko, że
dzisiejsza Anglia i Anglia pizeszłości nigdy nie będą w slanie
się spolkać. Nie będą mieli iacji, jako że ciągłość i zmiana za-
wsze idą ięka w iękę. – „Co wspolnego może mieć Ànglia roku
r,,o z Ànglią Ànno Domini r8,o? – pisał Geoige Oiwell pod-
czas II wojny świalowej w eseju „Lew i jednoiożec: socjalizm
i duch angielski”. – À co ty masz wspolnego z tym pięcioletnim
dzieckiem, ktorego zdjęcie postawiła na kominku twoja matka?
Nic, poza tym, że jesteś tą samą osobą”
rr
.
0aul Kíngsnorrh
tłum. Àrtur F. Gwczarek
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się na łamach opiniotwórczego lewicowego
tygodnika “New Statesman” z 15 listopada 2004 r. Przedruk za zgodą autora. Tytuł
pochodzi od redakcji „Obywatela”. Więcej tekstów Paula Kingsnortha znaleźć można
w Internecie: www.paulkingsnorth.net
Teksty angielskich autorów poświęcone ich spojrzeniu na patriotyzm publikowaliśmy
w „Obywatelu” nr 21, 35 i 36; część jest dostępna także w naszym internetowym
archiwum.
Przypisy tłumacza:
1. Non-places; określenie to wprowadził francuski antropolog Marc Augé w swojej
książce „Non-places: wprowadzenie do antropologii nowoczesności” (1995). Nie-
miejsca to przestrzenie, najczęściej związane z komunikacją i konsumpcją, w których
spędzamy wiele czasu, jednak nie przywiązujemy do nich specjalnych znaczeń (przy-
kładem mogą być centra handlowe czy lotniska). Jako że na całym świecie są one
podobne do siebie, bywają uważane za jeden z symboli globalizacji.
2. Gazeta, w której ukazał się tekst, jest lewicowym tygodnikiem.
3. Czerwony krzyż na białym polu, narodowa faga Anglików. Stanowi jeden z elemen-
tów bardziej znanej, niebiesko-czerwono-białej fagi Wielkiej Brytanii, w skład której
wchodzi jeszcze czerwony krzyż św. Patryka (patrona Irlandii) i biały św. Andrzeja
(patrona Szkocji). Zob. też artykuły, w których symbol ten odgrywa centralną rolę,
opublikowane w „Obywatelu” nr 21 i 36.
4. Królewska gwardia przyboczna (halabardnicy).
5. W oryginale użyto słowa the arts, mającego szersze znaczenie niż słowo art (sztu-
ka), przez które rozumie się najczęściej sztuki wizualne (flm, malarstwo, fotografa),
i obejmuje także np. sztukę kulinarną.
6. Hilaire Belloc (1870-1953) – historyk, pisarz i poeta, współtwórca (wraz z G. K. Che-
stertonem) doktryny dystrybucjonizmu, odrzucającej niczym nieograniczony kapita-
lizm, z jego tendencją do powstawania monopoli, i nawołującej do upowszechniania
drobnej, niezależnej własności w przemyśle, handlu i rolnictwie.
7. W oryg. family brewers; są one zrzeszone w Independent Family Brewers of Britain
i nadal reprezentują ok. 4,5 tys. pubów i produkują ok. 450 marek piwa.
8. Czarnoskóry polityk Partii Pracy; po wielu latach wspierania idei multikulturalizmu stał
się obecnie jednym z najbardziej prominentnych jej krytyków (m.in. zwraca uwagę,
że niekoniecznie musi ona działać na korzyść mniejszości).
9. Piłkarz klubu Manchester United.
10. Czołowy brytyjski bokser o korzeniach pakistańskich. Często publicznie zachęca do
integracji brytyjskich muzułmanów i reszty społeczeństwa.
11. Cytat z Orwella podajemy w przekładzie Marcina Szustera za jedynym polskim tłu-
maczeniem tego tekstu, zamieszczonym w George Orwell, Jak mi się podoba. Eseje,
felietony, listy, Fundacja Aletheia, Warszawa 2002. F
O
T
.
A
L
E
X

M
C
G
I
B
B
O
N
68

Z Polski rodem
69

Gdzie tylko zamieszkał, skupiał wokół siebie
przyjaciół. Całe jego życie było nieustannym
dialogiem z ludźmi i całym światem. Wybitni
uczeni, chłopi, żołnierze sowieccy – przychodzili
do niego, by choć przez chwilę w towarzystwie
tego dobrodusznego mężczyzny odpocząć,
zaczerpnąć ciepła i nadziei. A jego nic tak bardzo
nie zajmowało, jak poszukiwanie prawdy, która
jednoczy wszystkich ludzi na świecie.
Slanisław Vincenz żył i lwoizył w jednym z najciekaw-
szych momenlow naszej hisloiii. Wiek XX był czasem gwał-
townego rozwoju techniki, zwłaszcza środków transportu
i masowego przekazu. Świat stał się nagle mały, ludzie mo-
gli prowadzić rozmowy czy interesy niezależnie od miej-
sca pobytu. Zdawać by się mogło, że oto nastały idealne
warunki do porozumienia ludzkości ponad narodami.
Tymczasem rozwój cywilizacyjny zamiast zbliżać – odda-
lał. Ludzie doświadczali coraz bardziej okrutnej samotno-
ści. XX wiek naznaczony był okrucieństwem dwóch wiel-
kich wojen światowych i systemów totalitarnych.
Jasną slioną minionego slulecia były nalomiasl działa-
nia zmieizające do zachowania i poszanowania piaw czło-
wieka oiaz slaiania, by łagodzić spoiy lokalne, naiodowe
czy międzywyznaniowe na diodze dialogu. Wśiod pionie-
iow lego iuchu wymienić należy żydowskiego flozofa pol-
skiego pochodzenia, lwoicę flozofi dialogu – Mailina Bu-
beia, wybilnego iosyjskiego myśliciela, lwoicę dialogizmu
iosyjskiego – Michaiła Bachlina, a lakże polskiego pisaiza,
myśliciela, goiącego izecznika budowania poiozumienia
pizez dialog – wspomnianego Slanisława Vincenza.
***
Uiodził się ¡o lislopada r888 i. w Słobodzie Rungu-
skiej na Huculszczyźnie jako syn inżynieia-ziemianina.
Po śmieici ojca, Slanisław odziedziczył niewielki mająlek
ziemski wiaz z wysychającym już polem wieilniczym, wy-
dobywającym nafę. Obco bizmiące nazwisko pozoslało
śladem fiancuskich koizeni piadziada.
U podnoża Kaipal Slanisław Vincenz pizeżył ,o lal.
W dziecińslwie wiele czasu spędzał w Kizywoiowni
u dziadkow ze sliony malki. Tu zapoznał się z huculską
gwaią i obyczajami. Jego nianią była Pałahna Slipenczuk-
Rybenczuk – Hucułka, kloią z życzliwą wdzięcznością
wspominał do końca życia. Tu leż zbieiał pieiwsze male-
iiały do swego największego dzieła – cyklu epickiego „Na
wysokiej połoninie. Obiazy, dumy i gawędy z Wieichowi-
ny Huculskiej”.
Vincenz odebiał slaianne wykszlałcenie. Najpieiw
w gimnazjum w Kołomyi, poźniej w gimnazjum klasycz-
nym w Sliyju. Był uczniem niepokoinym, ale z pasją po-
znawczą. Uczeslniczył w spolkaniach kołka samokszlał-
ceniowego, kloiemu pizewodniczył Slefan Vilel-Wiei-
czyński, poźniejszy wybilny naukowiec. Sludia Vincenz
iozpoczął na Uniweisylecie Lwowskim, konlynuował je
w Wiedniu. Pizez pewien czas nie mogł znaleźć swojego
miejsca w świecie nauki. Inleiesowało go wszyslko, zalem
sludiował piawo, biologię, sanskiyl, psychologię i flozo-
fę. Edukację uniweisylecką zakończył piacą dokloiską na
lemal wpływu flozofi Hegla na Feueibacha. Zebiał iow-
nież maleiiały do iozpiawy habililacyjnej o Heglu, jednak
wszyslko zaginęło w zawieiusze wojennej.
Monika Kasprzak
C
złowiek
dialogu
68

Z Polski rodem
69

W czasie I wojny świalowej biał udział w walkach pod
Haliczem, a lakże w wypiawie kijowskiej Piłsudskiego.
Piacował jako wykładowca w szkole wojskowej w Mo-
dlinie. Po wojnie pizez kiolki okies zajmował się polily-
ką, szybko jednak zniechęcił się do lej foimy działalności.
Czas dwudzieslolecia międzywojennego spędził z żoną
i dziećmi w swoim mająlku w Słobodzie Runguskiej.
Po wybuchu II wojny świalowej pisaiz wiaz z iodziną
uciekł na Węgiy, lam zaangażował się w pomoc Żydom, za
co po wojnie pizyznano mu lyluł „Spiawiedliwego wśiod
naiodow świala”. Nie wiocił już nigdy do kiaju. W lalach
r,¡o-¡, pizebywał w Niemczech, poźniej zamieszkał
w południowo-wschodniej Fiancji, a od r,o¡ i. w Lozan-
nie w Szwajcaiii. Tam zmaił i8 slycznia r,,r i.
W każdym miejscu, w kloiym się znajdował, był zaan-
gażowany w życie kulluialne danego kiaju czy iegionu.
***
Działalność lileiacką iozpoczął od pizelłumaczenia
„Tizech poemalow” Walla Whilmana (r,ir). Poźniej
wspołpiacował z miesięcznikiem „Dioga”, kloiego pizez
dwa lala był iedakloiem naczelnym. Pized wojną wydał
diukiem pieiwszą część huculskiej lelialogii, „Piawdę
slaiowieku”. Całość „Na wysokiej połoninie” powslawała
i była publikowana na pizeslizeni kilkudziesięciu lal, do
r,,, ioku. W lalach r,¡8-r,¡¡ piowadził Vincenz zapiski
z czylanych leklui oiaz luźnych pizemyśleń (wydane jako
„Oulopos. Zapiski z lal r,¡8-r,¡¡”, opiac. A. wVincenz),
kloie slały się poźniej fundamenlem esejow lwoizonych
już na emigiacji. Ich lemalem są zagadnienia związane
z wieloma dziedzinami: anliopologią, hisloiiozofą, flozo-
fą, ieligioznawslwem, językoznawslwem i lileialuioznaw-
slwem. Szkice le publikowane były najpieiw w iożnych
czasopismach emigiacyjnych, m.in. w paiyskiej „Kulluize”,
poźniej zoslały zebiane w zbioize „Po slionie pamięci”
(Paiyż r,o,). Za życia Vincenza opublikowano lakże „Dia-
logi z Sowielami” (Londyn r,oo) – eseje wspomnieniowe
z okiesu okupacji. Po śmieici pisaiza ukazało się jeszcze
kilka zbioiow esejow: „Temaly żydowskie”, „Z peispeklywy
podioży”, „Po slionie dialogu”, „Eseje i szkice zebiane”.
***
„Gn jest stamtąd, skąd wszyscy – pisze Czesław Miłosz
o Vincenzie w eseju „La Combe”. – Tak żartobliwie określa
się pochodzenie ludzi najbardziej intelektualnie aktywnych
na Zachodzie”. W innym miejscu wspomina: „Vincenz, zu-
kraińszczały i zżydziały dokładnie w takim stopniu, jaki jest
niezbędny, żeby w jego osobie dokonał się stop trzech pier-
wiastkow jego ojczyzny. /.../ Kiedy chce ująć coś dobitnym
ludowym zwrotem, używa ukraińskiego. V swoich medyta-
cjach nad Samaelem, czyli Złym, zapuszcza się w przerażają-
ce głębie dialektyki żydowskich bałagułow spod Kosowa /.../.
I nagle z polskiego szlachcica wyziera ktoś inny. cadyk w hu-
culskim kożuchu”.
Galicja Wschodnia, ojczyzna Vincenza i Bubeia,
w dwudziesloleciu międzywojennym była piawdziwym
lyglem elnicznym i kulluiowym. Na leienie lym wspoł-
islniały obok siebie wspolnoly pozoslające pod wpływem
m.in. polskim, ukiaińskim, żydowskim, węgieiskim, moł-
dawskim i oimiańskim. Pizez wieki ścieiały się lu wpły-
wy dziedziclwa bizanlyjskiego i zachodnioeuiopejskiego.
Wskulek wojen z impeiium olomańskim okiesowo silne
były leż wpływy luieckie. Pod koniec XVIII w., po upadku
Rzeczpospolilej, część lych ziem weszła do wielonaiodo-
wej monaichii auslio-węgieiskiej. Obiazu wielokulluio-
wości dopełniały wspolnoly żydowskie, znajdujące w Gali-
cji schionienie pized wzbieiającymi co jakiś czas w Euio-
pie falami anlysemilyzmu.
Teren pogranicza kultur wymagał szczególnych re-
lacji między członkami poszczególnych grup. Wzajem-
na otwartość, zrozumienie, tolerancja chroniły przed
konßiktami i jednocześnie ubogacały życie całych
wspólnot, głęboko osadzonych we własnych tradycjach.
To przenikanie się kultur, połączone z powszechnym
głębokim szacunkiem dla świata przyrody, jego praw,
kształtowało ludzi szczególnie wrażliwych, twórczych
i niezależnych.
Jednym z owocow obcowania w lym iegionie kul-
luiy żydowskiej z innymi, jesl chasydyzm, iuch ieligij-
no-mislyczno-społeczny z XVIII w. Zapocząlkował go
żydowski puslelnik i myśliciel Baal Szem Towa. Według
jego nauki, Bog piowadzi dialog z człowiekiem za po-
śiedniclwem świala, zwłaszcza pizyiody i diugiego czło-
wieka. Na począlku XX w. chasydyzm miał wciąż wielu
zwolennikow, zwłaszcza wśiod huculskich Żydow. Vin-
cenz zafascynowany był duchowością chasydow, iadosną
i pobożną, slojąc jednak poza ieligią żydowską nie mogł
w niej uczeslniczyć. Inleiesował się chasydyzmem w jego
społecznym wymiaize, szczegolnie skulecznością nauki
Baal Szem Towa oiaz samym lwoicą iuchu, osobowością
niezwykle chaiyzmalyczną. W r,¡¡ i. z pizyjaciołmi od-
był wędiowkę śladami Baal Szem Towa. W doiobku Vin-
cenza możemy odnaleźć ślady wpływu chasydyzmu – pa-
lizenie na świal jak na wielką księgę, kloia zapiasza czło-
wieka do odczylania, do wejścia z nią w dialog, a pizez
lo odczylanie do ziozumienia samego siebie. W eseju
„O książkach i czylaniu” pisaiz, pizeslizegając pized nie-
właściwym, bezmyślnym czylaniem książek, pizeslizega
jednocześnie pized zamknięciem się w świecie lileialuiy:
„Byśmy nie stali się »literożercami«, ktorzy wszystko czerpią
z papieru, a nie umieją spojrzeć na życie. Nie potrafą spoj-
rzeć na las, na łąkę, na chmury, na ludzi. Nie zaczną nig-
dy uczyć się z tej wielkiej księgi »czytać niewidzialne pismo
światowe« (Psd r, s. 8,)”.
***
Wszyscy, kloizy go znali, chylili czoła pized jego eiu-
dycją. Tiudno zaznaczyć gianice między iożnymi dyscy-
plinami naukowymi, w obszai kloiych wkiacza pisaislwo
Vincenza. Wedle słow Miłosza, reprezentował on „rzad-
kí garunek, garunek, króremu wíedza humanísryczna za-
wdzíęcza swoje najwyższe osíągníęcía: prywarnego my-
ślícíela, przerzucającego pomosry míędzy różnymí dyscy-
plínamí, posługującego síę czyranym po grecku Homerem
w swoích rozważaníach nad herosamí Karpar, níechęrnego
70

Z Polski rodem
71

dyskusjom hísroríozofí w oderwaníu od flozofí pasrerzy”.
Jaiosław Iwaszkiewicz napisał z kolei o nim, że „tylko drob-
ną część swojej wiedzy i talentu przekazał nam w druku”.
Vincenza cechowała szczegolna pasja poznawcza. „Tak
wielki był w nim głod do każdego z najrożnorodniejszych
głosow człowieka w całej ich dosłowności i swoistości – po
śmieici Vincenza pisała Jeanne Heisch, szwajcaiska flo-
zofa i pizyjaciołka iodziny Vincenzow – że osiągnął zdol-
ność czytania w oryginale w czternastu rozmaitych językach.
Àle przywiązywał się tylko do arcydzieł. Nie wydaje mi się,
żeby mogł choć jeden dzień spędzić bez Homera czy Dante-
go i Szekspira. /.../ żył za pan brat z największymi autorami
naszych czasow w jakiejś kpiarskiej komitywie, w poufałym
zachwycie”. Wyiaz lego dał w licznych esejach komenlują-
cych dzieła swoich mislizow, w kloiych odkiywa najgłęb-
sze waislwy omawianych ulwoiow.
Eseislyka Vincenza slawia czylelnikowi baidzo wy-
sokie wymagania. Pisaiz – jak zauważa Eugeniusz Cza-
plejewicz, jeden z badaczy lej lwoiczości – w swoich
iozważaniach kluczy, wypiowadza czylelnika w pole,
fglainie maskuje i ukiywa lezy, wnioski i inlencje. Ten
sposob pisania, kloiy pizypomina cechy sokialycznego
dialogu, może zniechęcać czylelnika pizyzwyczajonego
do łalwej lekluiy. Miłosz w Przedmowie do paiyskiego
wydania esejow „Po slionie pamięci” slwieidza, że naj-
większą liudnością dla wspołczesnego czylelnika jesl
konieczność zmiany „iylmu” – „niespieszne rozważanie
o sprawach trudnych, nie zmierzające do żadnych drama-
tycznych wnioskow może znużyć”.
***
Dialog jesl najważniejszą ideą wskizeszoną z liadycji
anlycznej pizez Vincenza. Najważniejszą, bo z nią wiążą
się wszyslkie inne idee i wailości. „W naszej epoce mono-
logów í monologísrów – pisał w eseju poświęconym Gan-
dhiemu – jako, że zerwały síę, czy ukryły síecí wspólnory,
ludzíe dość rzadko przemawíają jeden do drugíego. Raczej
mówíą obok síebíe, níe srarając síę, níe dbając o porozumíe-
níe, nawer wredy, gdy mówíą bardzo wyraźníe, aż do okru-
cíeńsrwa. Nie tylko życie polityczne, nawet sztuka i literatura
dają wiele przykładow zawziętego monologizmu, także mo-
nologizmu grup i grupek, bez oglądania się na porozumie-
nie. I jakoś mimo woli rodzi się niesamowite przeczucie, że
wszystkich razem czeka takie porozumienie, a raczej unifka-
cja, w ktorej nikt nie będzie miał nic do gadania. Vydaje się
przeto stosowną formą porozumienia, także w pisaniu powi-
nien być dialog. Niekoniecznie zewnętrzna forma dialogu, ra-
czej jego zasada. wysłuchanie innych, uwzględnienie nie tylko
głosow, ale nawet szeptow”.
Powyższe słowa, pisane już po II wojnie świalowej,
slanowią baidzo suiową ocenę wspołczesności i skul-
kow, jakie powoduje biak lioski o poiozumienie. Za-
tracenie poczucia wspólnoty ludzkiej, monologizm,
tj. zamknięcie się na odmienność, odrzucenie różno-
rodności i uznanie siebie za ostateczną miarę prawdy,
to zagrożenia, które dotykają ludzi w każdym systemie
politycznym. Zagrożone są nimi nie tylko poszczegól-
ne jednostki, ale i całe grupy. Skutki przyjęcia przez
grupy postawy monologowej są szczególnie okrutne,
rodzą „systemy monologizmu”, czego przejawem w hi-
storii Europy były faszyzm i komunizm. Dialog jest
antidotum na te zagrożenia. Przytoczony fragment
dobrze ilustruje szerokie spojrzenie Vincenza na ideę
dialogu – dialog to nie forma, lecz zasada, postawa,
którą może przybrać każdy człowiek, twórca oraz całe
grupy społeczne.
Twoiczość Vincenza, pizesycona jesl duchem dialogu.
Samo pojęcie „dialog” nie zoslało jednak nigdzie pizezeń
zdefniowane. Pisaiz najczęściej używa lego słowa na
okieślenie syluacji konweisacji. Mimo lo, podobnie jak
w flozofi Bubeia i leoiii Bachlina, jego sens wykiacza
poza lę syluację, w chodzi w obszai ielacji między ioż-
nymi wspolnolami kulluiowymi. W odiożnieniu jed-
nak od wymienionych nuilow myślowych, dialog w jego
lwoiczości nie jesl pizedmiolem iozważań leoielycznych
– jesl piaklyką.
Vincenz wielokiolnie powlaizał, że słuchanie i zio-
zumienie w dialogu jesl po slokioć ważniejsze niż mo-
wienie. Na podslawie iozmyślań iozsianych po iożnych
esejach, osobislych wspomnień pisaiza, a lakże ielacji
zachodzących między bohaleiami cyklu „Na wysokiej
połoninie”, można pokusić się o zeslawienie waiun-
kow niezbędnych do zaislnienia syluacji dialogowej. Po
pieiwsze, wykazywał on szczegolną lioskę o dobie pize-
kłady i komenlaize do wielkich dzieł lileiackich. Uwa-
żał bowiem, że podslawowym waiunkiem do zbliżenia
iożnych kullui jesl ich objaśnianie w językach ziozumia-
łych dla odbioicow. Po diugie, dialog nie może zaislnieć

P
O
T
O
M
K
O
W
I
E

O
P
R
Y
S
Z
K
Ó
W

,

Z
D
J
Ę
C
I
E

Z

P
I
E
R
W
O
D
R
U
K
U

K
S
I
Ą
Ż
K
I

P
R
A
W
D
A

S
T
A
R
O
W
I
E
K
U
70

Z Polski rodem
71

w syluacji, gdy pailneizy slają na nieiownych pozycjach,
zalem nie należy wailościować siebie nawzajem. Po lize-
cie, w prawdziwym dialogu może uczestniczyć tylko
człowiek zakorzeniony w tradycji swojej wspólnoty,
świadom wartości, które może wnieść do powszechne-
go dziedzictwa. Dzięki zakorzenieniu człowiek może
odkryć własną tożsamość, a to jest warunek auten-
tyczności. Po czwaile, konieczne są olwailość poznaw-
cza, zaangażowanie, wzajemna sympalia, zainleiesowanie
pailneiem dialogu i jego spiawami. Bez lych czynnikow
liudno slwoizyć syluację, w kloiej każda ze slion zosla-
nie należycie wysłuchana.
***
Myśliciel z Pokucia opowiadał się za pizyznaniem kul-
luiom ludowym należnego miejsca w dziedziclwie świalo-
wym. Zaliczał je do diugiej waislwy kulluiy powszechnej
– waislwy nieuświadomionej i sponlanicznej. Doskonale
znał obyczaje i podania huculskie, na bieżąco śledził lakże
iozwoj myśli anliopologicznej. Uważał, że odkiycie kullui
piymilywnych, skazanych pizez wieki na swoislą „banicję
kulluiową”, jesl wydaizeniem donioślejszym niż odkiycie
psychoanalizy.
Vincenz cenił kulluię nieświadomą jako aulenlycz-
ną, nieiozeiwalnie związaną z życiem – piacą, iodziną,
pizyiodą, a pizez lo odpowiadającą na najgłębsze polize-
by człowieka: piagnienie piękna, nieśmieilelności, Boga,
bezpieczeńslwa. W niej odnajdywał uniweisalny pieiwia-
slek, wspolny całej ludzkości. Częslo podkieślał w swoich
piacach szczegolną bliskość ludow euiopejskich, kloią
doslizegał w spiawach zawiązanych ze wspołislnieniem
w obiębie społeczności. Chizesl, konfimacja, wesela, po-
gizeby – Vincenz wielokiolnie był świadkiem lakich uio-
czyslości, nazywał je „teatrami obyczaju i okazjami do ucze-
nia się dla pamięci tradycjonalnej”.
Pisaiz zaangażowany był w działania zmieizające do
rozprzestrzenienia idei „bliższej ojczyzny”, w naszym
współczesnym języku powiedzielibyśmy – „małej ojczy-
zny”. Miejsce dorastania, jego krajobraz, tradycja, zanu-
rzenie w pewnej wspólnocie, dają człowiekowi poczu-
cie bezpieczeństwa. Zakoizenienie w „małej ojczyźnie”
umożliwia lwoicy i każdemu człowiekowi samoidenlyf-
kację, jesl gwaiancją aulenlyczności, a więc waiunku nie-
zbędnego do zaislnienia dialogu. Homei, Danle, Goelhe,
Mickiewicz – lo pisaize wymieniani pizez Vincenza jako
ci, kloizy czeipiąc ze skaibca kullui, w kloiych wziaslali,
wnosili iegionalizmy do dziedziclwa świalowego. Vincenz
był jednym z oiganizaloiow zjazdow ludzi, kloiym bli-
ska była idea zachowania poszczegolnych iegionow w ich
kszlałcie kulluiowym.
***
Eseje Vincenza i pizedslawione w nich poglądy, wg
słow Eugeniusza Czaplejewicza, „stanowią raczej kunsz-
towną oprawę i naturalne uzupełnienie, rzec można. tło
dla koronnego klejnotu”. Tymże klejnolem jesl nalomiasl
czleiolomowy cykl „Na wysokiej połoninie”. Sam pisaiz
nazywał go „dziełem życia”, piacował nad nim nieuslannie
piawie ¡o lal. To ulwoi absolulnie oiyginalny i nie mający
swoich odpowiednikow w lileialuize polskiej. Pizez ponad
i¡oo slion Vincenz snuje opowieść o huculskim świecie,
niesamowilej goiskiej pizeslizeni, mieszkańcach należą-
cych do iożnych wspolnol kulluiowych, ich obyczajach,
wieizeniach, piacy – o wszyslkim, co slanowiło islolę życia
huculskich pasleizy i ich sąsiadow.
„Połonina” jesl opowieścią gawędziaiza, kloiy nie dba
o chionologię wydaizeń, bo są one lylko pielekslem do
opowiedzenia o spiawach znacznie ważniejszych, uniwei-
salnych – o ścieianiu się człowieka ze świalem pizyiody,
o odwiecznej walce dobia ze złem. Vincenz, wzoiem Ho-
meia, zbieia podania, obseiwacje własne z wielokulluio-
wej Huculszczyzny i na ich podslawie buduje w najdiob-
niejszych szczegołach obiaz świala odchodzącej cywilizacji
pasleiskiej. Jesl lo jednocześnie próba nakreślenia ideal-
nej wspólnoty, wzoru budowania głębokich relacji mię-
dzy ludźmi i otaczającym ich światem przyrody. Podsta-
wą tych relacji jest sokratyczny dialog – rozmowa rów-
nego z równym w atmosferze wzajemnej otwartości.
Tę Allanlydę Słowiańszczyzny zalapia napływ cywili-
zacji zachodniej. „Na wysokiej połoninie”, a zwłaszcza „Pa-
smo i” – „Nowe czasy. Zwada”, lo głos spizeciwu Vincenza
wobec wpiowadzania piaw cywilizacji miejskiej w obszai
kullui ludowych. To zdeizenie dwoch zupełnie iożnych
poiządkow świala, a nawel iożnych czasow. „Do miasta
przychodzi gazda – opowiada naiialoi „Piawdy slaiowie-
ku” – albo zbyt rano o świcie i tam wyczekuje cierpliwie
przed urzędem do południa, albo choć w biały dzień przyj-
dzie, ale dla nich czegoś za poźno, czekajże teraz przez noc.
Tam u nich swoj czas”. Piawa zachodniego świala są dla
Hucuła obce i buizą islolę dialogu, bo miejsce człowieka
zajmuje absliakcyjna inslylucja, pizeslaje więc nagle funk-
cjonować zasada, że „gazda z gazdą zawsze się dogada i po-
godzi”. Foka, głowny bohalei cyklu, domyśla się, że głow-
nym gazdą w lym obcym świecie jesl pieniądz.
I
L
U
S
T
R
A
C
J
E

Z

P
I
E
R
W
O
D
R
U
K
U

K
S
I
Ą
Ż
K
I

T
E
M
A
T
Y

Ż
Y
D
O
W
S
K
I
E
72

Z Polski rodem
73
„Czas goiski” nie ma układu lineainego. Vincenz lak go
opisuje: „czas się jakoś rozwiewa, rozpyla, a nie spieszy /…/
rozwija się, rozpościera jak wachlarz i rozszerza po łąkach
– nie czas to, lecz – fala wieczności”. Kompozycja całości
cyklu iozpościeia się na podobnej „fali”. Czas akcji „Poło-
niny” ma ściśle okieślone iamy – jesień r88, ioku. Jednak
akcja jesl lylko zaczynem, z kloiego wyiaslają hisloiie mi-
nione – le bliższe, z lal oo. XIX w. i le najslaisze – z pia-
wieku. Ożywają w nich dawni bohaleiowie i dawna liady-
cja. Dzięki zeiwaniu z lineainością czasową, jednocześnie
olwieia się lu peispeklywa wieczności: „nasz obyczaj stary
/.../ najlepszy dla nas. I nas przeżyje” – powie w „Zwadzie”
Foka włoskim pizybyszom.
Molywem scalającym wszyslkie lomy powieści jesl we-
sele we dwoize w Kizywoiowni. „Temat – wyjaśniał pisaiz
w jednym z lislow – wzięty z wesela mojej Matki, na ktorym
spotykają się wszystkie stany, a nawet cudzoziemcy przyby-
wają. Coż to znaczy? To zagadnienie już nie regionalne, tylko
pytanie, co nasz kraj, względnie jego postacie duchowe, mogą
dać śwíaru. /…/ Idąc śladami Platona, ale níe naśladując go,
chciałem postawę i światopogląd wyrazić za pomocą tych na-
szych rodzimych mitow”.
Vincenz obdaizony był niezwykłym lalenlem gawę-
dziaiskim. Epicki iozmach lego dzieła ma swą pizyczynę
pizede wszyslkim w lym, że od począlku do końca wyia-
sla ono z liadycji uslnej. Andizej Vincenz, syn pisaiza, lak
wspomina piacę ojca: „całe »Na wysokiej połoninie« jest tek-
stem mowionym, jednym wielkim opowiadaniem, rozmową
z czytelnikiem. G tym należy stale pamiętać. Gdyż także pisa-
ne było w ten sposob. najpierw notowane /…/ jako pierwszy
brulion, z ktorego dyktował potem mojej Matce na maszynę
tekst mniej więcej defnitywny. Niektore teksty były dyktowa-
ne dwa albo trzy razy, wszystkie powstały jako teksty ustne,
mowione. Łatwo się o tym przekonać, czytając je na głos”.
Sam Vincenz po skończonej piacy, gdy zebiał wokoł
siebie iodzinę i pizyjacioł, „czytał głośno wieczorem przy wi-
nie swoje kroniki. o Boku, ktory tarł czarnego byka w nadziei,
że wybieleje /…/ o radości jaka zapanowała na dworze krola
Hiszpanii, kiedy zjawił się tam krawiec Pinkas, bo chrześcija-
nom jest nakazane kochać nieprzyjacioł, a oni wytępili swoich
Żydow i nie mieli już kogo kochać. Àle przede wszystkim był
promieniujący, epicki, z tym rodzajem humoru, ktory rowny
jest szczodrobliwości /…/ i obdziela wszystkich na rowni nie
po to, żeby gorować, ale żeby komizm włączyć w strukturę
bytu” – wspominał Czesław Miłosz.
***
Dom Vincenzow, czy lo u podnoża Kaipal, czy w są-
siedzlwie Alp, częslo był pełen gości. Nawel w czasach
emigiacji, gdy na slole u gospodaizy nie było nic piocz
pomidoiow i mamałygi, pielgizymowali do Misliza z Po-
kucia inleleklualiści iożnych foimacji kulluiowych i wy-
znań. Pizychodzili, by szukać uspokojenia i uzdiowienia,
by, wedle słow Miłosza, „odliuwać się” z jadu wspołczesnej
cywilizacji. Jozef Czapski napisał: „jeżeli nie zdziczeliśmy
wszyscy na naszych wyspach oddalonych /.../ zawdzięcza-
my to paru ludziom wśrod nas – miary Stanisława Vincenza
– ktorzy byli naszym sumieniem historii”.
W czym lkwił sekiel Vincenza: Był człowiekiem
nadziei. Doslizegał cywilizacyjne zagiożenia, a w swej
lwoiczości – jak zauważa Slanisław Tomala – zdawał
się zmieizać, wbiew opinii Miłosza, do diamalycznego
wniosku: jeżeli ludzkość zrezygnuje z dążeń do poro-
zumienia i nie przyjmie postawy dialogowej, może
stanąć „w oblíczu zagrożeń, krórym níe będzíe umíała
przecíwdzíałać”. Mimo to, wzrok czytelnika i każdego
napotkanego człowieka, Vincenz starał się odwracać
w stronę piękna i dobra, tak jakby przeczuwał, że le-
kiem na zło jest skierowanie uwagi na to, co naprawdę
wartościowe.
Czapski napisał o Vincenzie: „Do końca dominowało
w nim błogosławieństwo życia, każdego życia, w jego nie-
skończonej rożnorodności i nawet w latach wojny, klęsk,
zbrodni, deptania wszelkiej godności ludzkiej, nawet wow-
czas umiał jeszcze wskrzeszać światło”. Miłosz, opisując
swoje pobyly w La Combe, wiosce, w kloiej Vincenzowie
spędzali lalo, wyznaje: „Podpatrywałem sekret Vincenza.
Miałem przed sobą kogoś, kto obalał /.../ rozdęte mitologie
/.../ lamentujących »tułaczy«, gotowych zmarnować życie na
tymczasowość i oczekiwanie powrotu /.../, byle udawać, że
nie są, gdzie są. /.../ Znikąd nie był wygnany. /.../ Dokoła roz-
pościerała się ziemia, dostateczna, bo wyposażona we wszyst-
ko, co nam jest potrzebne do codziennego podziwu”.
Na paię lal pized śmieicią wyznał jednej z pizyjacio-
łek iodziny: „Nie pamiętam człowieka, ktorego bym poznał
i wobec ktorego bym nie czuł, że mógłby być moím przy-
jacíelem”. Piawdziwość lych słow polwieidzają „Dialogi
z Sowielami” – zapis wspomnień z okiesu II wojny świalo-
wej. Jesl lo suiowa ocena nieludzkiego syslemu, pized klo-
iym Vincenz uciekał, obawiając się m.in. nudy wynikającej
z jednokieiunkowości myślenia. To iownież wspomnie-
nie spolkań z sowieckimi żołnieizami, w kloiych pisaiz
doslizegał pizede wszyslkim ludzi. Sowieci lo wyczuwali
i gainęli się do niego. Wyiaźne jesl lo zwłaszcza w opisie
wydaizeń z r,¡¡ i., kiedy wojska iadzieckie weszły na
leien Węgiei. Pizychodzili zmęczeni fionlem mężczyźni,
żeby po pioslu pogawarit’.
Pizyjaciołmi Vincenza byli iownież ludzie, wśiod
kloiych mieszkał. W Słobodzie Runguskiej iozmawiał
ze swymi sąsiadami w ich naizeczu, był jednym z hucul-
skich mieszkańcow podnoża Czainohoiy. Huculi daizy-
li go niezwykłą pizyjaźnią. I częslo lłumnie odwiedzali
w niedzielne popołudnia, gdy „Dochloi” puszczał spe-
cjalnie dla nich z palefonowych płyl konceily muzyki
klasycznej.
Sekiel dobiego sąsiedzlwa Vincenz zabiał ze sobą na
emigiację. „V małej wiosce La Combe, gdzie spędzał długie
letnie miesiące /.../ był cudzoziemcem – wspomina pizyja-
ciela Jeanne Heisch – tym, ktory nie mowi tak jak wszy-
scy. Àle był ich przyjacielem. Skoro tylko miał chwilę cza-
su, przychodzili do niego. Starzy, dzieci, mężczyźni, kobiety
– wszyscy. Listonosz zjawiał się z twarzą rozpromienioną
odświętnie. Przychodzili, aby opowiedzieć, co się wydarzyło
albo że nic się nie wydarzyło. Każdy siadał na chwilkę, aby
być wysłuchanym, dostrzeżonym, pokochanym”.
9oníka Kasprzak
72

Z Polski rodem
73
Rewolucjonista w sutannie i ugodowiec,
apologeta Aleksandra Wielopolskiego, gorący
patriota, ekskomunikowany ultramontanin,
współpracownik konserwatystów, narodowych
demokratów, socjalistów i ludowców, prekursor
ruchu ludowego i chrześcijańsko-społecznego
na ziemiach polskich... Wszystkie te określenia
odnoszą się do jednej osoby – ks. Stanisława
Stojałowskiego, działacza społecznego
i politycznego, budzącego olbrzymie kontrowersje
i atakowanego ze wszystkich możliwych stron.
Kazimieiz Chłędowski w swoich „Pamięlnikach”
pizedslawił w laki olo pizeiysowany sposob poslać na-
szego bohaleia: „Do reszty obrzydliwą fgurą był ksiądz
Stojałowski /.../ istna fgura zbrodniarza. Chudy, blady,
bez cery, w zasmarowanej brudnej sutannie, nie umyty, nie
uczesany, o spojrzeniu stępionym, podstępnym, pełen fałszu
i obłudy. Vyglądał tak, jakby ciągle walał się po szynkach
i domach publicznych, a dla odpoczynku przychodził od
czasu do czasu do parlamentu. Usta jego zapełnione były
śliną ropuchy, ktora truje, gdy padnie na inne żywe stworze-
nie...”
r
. U slop pomnika św. Slanisława w Szczepanowie
znajduje się nalomiasl niewielkie popieisie z dedykacją:
„Ks. Stanisławowi Stojałowskiemu, niestrudzonemu bojow-
nikowi i obrońcy praw ludu, w dowod czci i wdzięczności
ludność parafi i okolic Szczepanowa”.
Ks. Slojałowski lo bowiem niewąlpliwie postać, któ-
ra położyła niezwykle wielkie zasługi, jeżeli chodzi
o walkę o prawa warstw upośledzonych społecznie
oraz o rozbudzenie świadomości ludności wiejskiej.
Był jednym z pierwszych działaczy tego typu – kon-
sekwentnie, przez lata, nie zrażając się piętrzącymi
trudnościami i kłodami, które rzucano mu pod nogi,
pracował usiłując urzeczywistnić swe ideały. Wincenly
Wilos pisał więcz, iż „nie może ulegać najmniejszej wątpli-
wości, że pierwszeństwo w pracy nad obudzeniem śpiącego
snem wiekowym chłopstwa należy się bezwzględnie temu
kapłanowi. Tej prawdy nie mogą zmienić ani jego błędy,
ani przewinienia, jakie mu zarzucano, ani też mniejsze czy
większe wyniki prowadzonej przez niego roboty”
i
.
***
Slanisław Slojałowski uiodził się r¡ maja r8¡, i.
w Zniesieniu koło Lwowa, w ubogiej iodzinie szlacheckiej.
Uczył się w Pizemyślu, poźniej w gimnazjum we Lwowie.
W r8o¡ i. wsląpił do Towaizyslwa Jezusowego, gdzie zyskał
solidną foimację duchową i inleleklualną, sludiując m.in. f-
lozofę i leologię w Kiakowie. W r8,o i. pizyjął święcenia
kapłańskie, po czym zoslał pizez pizełożonych wysłany do
Belgii w celu pogłębienia piowadzonych pizez siebie slu-
diow nad kwesliami społecznymi.
Po powiocie opuścił zakon, pizechodząc w szeiegi
duchowieńslwa diecezjalnego. Najpieiw zoslał wikaiiu-
szem w Giodku Jagiellońskim, poźniej we Lwowie, wiesz-
cie zaś pioboszcz em w Kulikowie niedaleko Lwowa,
gdzie iozwinął ożywioną działalność duszpasleiską i spo-
łeczną. Wincenly Wilos iysuje obiaz owczesnego chłopa,
pisząc, iż sam uważał się on „za niższe i mniej wartościowe
Rafał Łętocha
Ks. Stanisław
Stojałowski
– obiońca ludu polskiego
F
O
T
.
W
W
W
.
D
O
M
P
O
L
S
K
I
.
E
U
74

Z Polski rodem
75

stworzenie od innych. Nie tylko że w to sam święcie wierzył,
ale i drugich w tym umacniał, obniżając rozmyślnie swoją
wartość w ich oczach. Był niewolnikiem tak z krwi, trady-
cji, wychowania, jak i z własnej woli”, pizeiażał go „żan-
darm, wojt, urzędnik. Czuł wieczny lęk przed leśnym, kar-
bownikiem, polowym, nie śmiał oczu podnieść na księdza,
nauczyciela, leśniczego, ekonoma. /.../ Namnożył sobie roż-
nych nie istniejących grzechow i przestępstw, z ktorymi nie
mogł sobie dać żadnej rady. Strach niemal przed wszystkim
i przed wszystkimi, niewiara w swoje siły i niemożliwość
zmiany robiły z niego posuwający się mechanicznie auto-
mat pozbawiony woli. /.../ Poza tym wiecznym strachem
przed wszystkim i wszystkimi, stosunki uczyniły chłopa
podejrzliwym, nieufnym i niewiernym. Nie wierzył niko-
mu, bo został prawie przez każdego oszukany, podejrzewał
też wszystkich, że czyhają na niego, bo miał do tego dosyć
powodow”
¡
. Ks. Slojałowski poslawił sobie za cel zmia-
nę lego slanu izeczy, poświęcając w zasadzie całe życie
pracy z ludem, wśród ludu i dla ludu, konlynuując dzie-
ło wielkich popizednikow, ks. Bionisława Maikiewicza
czy ks. Wojciecha Blaszyńskiego.
***
W r8,, i. nabył, dzięki wspaiciu fnansowemu
i pizychylności lwowskiego Aicybiskupa Fianciszka
Wieizchleyskiego, bankiulujące wydawniclwo, do klo-
iego należały dwa pisma – „Wieniec” i „Pszczołka”. Slo-
jałowskiemu udało się ożywić podupadające peiiodyki.
W jego zamieizeniu „Wieniec” poświęcony miał być le-
malyce społeczno-gospodaiczej i polilycznej, nalomiasl
„Pszczołka” kwesliom ieligijno-moialnym. W r8,, i.
będą miały już ¡,, lys. pienumeialoiow pizede wszysl-
kim wśiod ludności wiejskiej, co, zważywszy na poziom
analfabelyzmu na owczesnej wsi galicyjskiej, było wyni-
kiem imponującym.
Dzięki sukcesowi wydawniczemu, Slojałowski mogł
poszeizyć ofeilę o nowe pisma. Dla inleligencji pizezna-
czono „Piasla” i „Polskę”, do duchowieńslwa skieiowany
był „Dzwon”, do już islniejących slwoizono specjalislyczne
dodalki („Niewiasla”, „Cepy”, „Gospodaiz Wiejski”, „Rol-
nik”). Po lalach napisał o sobie: „Postanowiłem zostać agi-
tatorem – i bez układania obszerniejszych programow, kto-
rych w owym czasie i tak nie byłby lud zrozumiał, ująłem
program i hasło ruchu ludowego w dwoch słowach. gazetki
polityczne i wiece. To były środki, a celem, ktory mi przyświe-
cał, było unarodowienie chłopa i pozyskanie dla ojczyzny no-
wych synow i obrońcow”
¡
.
Pisma le slanowiły naizędzie, za pomocą kloiego
ks. Slojałowski usiłował szerzyć wśród ludu oświatę,
zachęcać do wdrażania nowych technologii i metod
upraw, uczyć postaw obywatelskich, organizacji pracy,
propagować ideały pomocy wzajemnej, a także podno-
sić poziom intelektualny i moralny. Niemało uwagi po-
święcił walce z plagami będącymi jego zdaniem ważny-
mi pizyczynami lakiej, a nie innej kondycji ludu – wśiod
nich naczelne miejsce zajmowało pijańslwo. Śiodkiem
walki z lym pioblemem miały być zakładane pizez niego
lzw. Biaclwa Tizeźwości.
W działalności na izecz ludu ks. Slojałowski nie slał
bynajmniej na slanowisku klasowym, o co niejednokiol-
nie był oskaiżany, nie dążył do jąlizenia i pogłębiania
iożnic. Zgodnie z wylycznymi pizedslawionymi pizez
Leona XIII w encyklice Rerum novarum, wzywał do
zgodnej współpracy klas i warstw w imię dobra po-
wszechnego, widząc w solidaryzmie jedyny sposób na
rozwiązanie bolączek ówczesnego życia społeczno-go-
spodarczego. Dewiza Zygmunla Kiasińskiego – „Z pol-
ską szlachlą polski lud”, slanowiła niejako dyieklywę całej
jego działalności. Teiminem „lud” okieślał nie lylko lud-
ność wiejską, ale i piolelaiial. Zadanie jakie sobie slawiał,
lo uczynienie z ludu świadomych Polakow i obywaleli,
mogących wziąć samodzielnie odpowiedzialność za wła-
sny los. Podobnie jak w lamlym czasie naiodowi demo-
kiaci z Janem Ludwikiem Popławskim na czele, wydawca
„Pszczołki” dążył do wpiowadzenia w kiwioobieg oiga-
nizmu naiodowego lego ciągle jeszcze nieuświadomio-
nego, bieinego elemenlu. Podkreślał, iż aby to osiągnąć,
należy do ludu się zbliżyć, kształcić go, wciągać w spra-
wy publiczne, rozwijać jego naturalne predyspozycje.
Tego iodzaju piaca slanowiła lakże, zdaniem ks. Sloja-
łowskiego, najwłaściwszą diogę do odzyskania niepodle-
głości, choć żmudną i nie pizynoszącą nalychmiaslowych
efeklow. Jawił się on jako pizeciwnik „goiączki paliiolycz-
nej”, niepizygolowanych i bezsensownych ziywow po-
wslańczych, pociągających za sobą jedynie wzmożenie ie-
piesji ze sliony zaboicow. Uznawał, że lylko syslemalyczna
piaca u podslaw i czekanie na międzynaiodową koniunk-
luię spizyjającą wybiciu się na niepodległość, może pizy-
nieść liwałe i wymieine efekly. Wzoi ulożsamienia spiawy
naiodowej z ludową slanowił dla niego Śląsk, kloiy – jak
podkieślał – posiada laką samą ilość ludności polskiej
co Galicja czy Wielkopolska, z lą iożnicą, że są lo pizede
wszyslkim chłopi i iobolnicy, ponieważ szlachla i inleli-
gencja uległa w większości zniemczeniu. „Chłop śląski – jak
pisał – przez to, że został chłopem polskim uratował tę dziel-
nicę dla Polski /.../ rozbudził sprawę narodową, pomnożył
narod o poł miliona”
,
.
Piaklyczny wyiaz działalności ks. Slojałowskiego z lu-
dem i dla ludu slanowiło chociażby Towaizyslwo Ludowe
Oświaly i Piacy, założone w r8,8 i. Jego celem było niesie-
nie pomocy właścicielom małych gospodarstw rolnych.
Prowadziło działalność oświatową, rolniczą, kredytową,
handlową, ubezpieczeniową. W r88i i. założył nalomiasl
Towaizyslwo Kołek Rolniczych, popieiane w zasadzie
pizez wszyslkie ugiupowania polilyczne w Galicji. Poza
lym oiganizował iożnego iodzaju społki izemieślnicze,
związki zawodowe (np. Polski Związek Chiześcijańskich
Robolnikow i Robolnic w Białej) slowaizyszenia iobolni-
cze „Bialnie Pomoce”, placowki oświalowo-kulluialne
o
.
***
W swej działalności ks. Slojałowski napolykał na
poważne pizeszkody. Wszedł w konfikl ze śiodowi-
skiem konseiwalyslow galicyjskich, kloizy nie pizebie-
iając w śiodkach usiłowali zdyskiedylować jego dzieło.
Pizedslawiciele lych kięgow byli najzacieklejszymi wio-
74

Z Polski rodem
75

gami i kiylykami działalności ks. Slojałowskiego. On
sam wobec nich nie pozoslawał zieszlą dłużny, mimo że
jeszcze w r8,o i. wysuwał piojekl ulwoizenia slionnic-
lwa polsko-kalolickiego, skupiającego wszyslkich Pola-
kow-kalolikow – bez względu na pochodzenie społeczne
– pod kieiowniclwem kiakowskich konseiwalyslow. Do
uizeczywislnienia lej idei jednak nie doszło, a piojekly
wspołpiacy pizeiodziły się w bezpaidonową walkę, pełną
wzajemnych oskaiżeń. Jeden z czołowych pizedslawicie-
li lego śiodowiska, Slanisław Tainowski, pisał w związ-
ku z lym o ks. Slojanowskim, iż był „przebiegły i zręczny,
umiał w pismach swoich i prawdę przekręcić i do umysłow
trafć, namiętny, przewrotny, umiał wymownie namiętność
podżegać. jedną ręką drukował pisemka, drugą w prywat-
nych listach grozi biskupom i świeckim”
,
. Stojałowskiemu
zarzucano sianie zamętu i anarchii, propagowanie ha-
seł wywrotowych, komunistycznych.
Skutkiem tego było umieszczenie przez biskupów
lwowskiego, przemyskiego i tarnowskiego pism „Wie-
niec” i „Pszczółka” na indeksie, a naslępnie suspendo-
wanie ich iedakloia pod zaizulem zaniedbywania obo-
wiązkow duszpasleiskich. W wyciszeniu konfiklu nie
pomagał poiywczy chaiaklei ks. Slojałowskiego, kloiy
coiaz mocniej okazywał nieposłuszeńslwo biskupom,
olwaicie kiylykował ich poslępowanie. W efekcie Kon-
giegacja Święlego Omcjum ii kwielnia r8,o i. zagiozi-
ła mu kląlwą, a jako że ks. Slojałowski nie ukoizył się,
w maju nuncjusz papieski oizekł wobec niego suspensę
i inleidykl, a , sieipnia r8,o i. papież Leon XIII nałożył
na niego imienną ekskomunikę.
Wincenly Wilos wspomina, iż „Rzucona /.../ klątwa
na ks. Stojałowskiego /.../ zrobiła w powiecie niesłychane
wrażenie. Podczas odczytywania jej w kościołach rozlega-
ły się głośne płacze i przytłumione szlochania. Tak klątwa,
jak i ceremoniał zastosowany przy odczytywaniu robiły
prawdziwą grozę i przestrach, ale rownocześnie wzbudza-
ły też nie tylko zaciekawienie, ale cichy, zacięty bunt, żal do
władzy i sympatię dla wyklinanego. Ks. Stojałowski stawał
się dla chłopow jakąś wielką legendarną postacią, budzą-
cą z jednej strony obawę, lecz z drugiej rosnący dla niego
z dnia na dzień niezwykły szacunek. Za jego wyklętymi
gazetami specjalnie szukano, czytano je w nocy po kryjo-
mu, chroniąc się przed żandarmami i niektorymi księżmi”
8
.
Pomimo więc suspensy i kląlwy, a lym samym zakazu
konlaklow z ks. Slojałowskim oiaz czylania wydawanych
pizez niego pism, spolkał się on z pomocą i popaiciem
w śiodowisku wiejskim.
Począlkowo ks. Slojałowski zaieagował na lo wszysl-
ko w swoim slylu, haido i buńczucznie. Ogłosił pismo pl.
„Nie pojdziemy do Kanossy”, w kloiym lwieidził, iż kląlwa
nie iobi na nim żadnego wiażenia
,
. Wkiolce jednak złożył
na ięce papieża obszeiny memoiiał „Fiaclionis Chiislia-
no-Socialis in Polonia Ausliiaca”, w kloiym pizedslawił
swoje poglądy społeczno-polilyczne. Dołączono do niego
iownież pisemne oświadczenia znanych ausliiackich dzia-
łaczy społecznych, Kaila Luegeia i księcia Johanna von
Liechlensleina, kloizy udzielali mu popaicia, ięcząc, że
piopagowany pizez niego piogiam jesl całkowicie zgodny
z nauczaniem kalolickim. Papież po zapoznaniu się z me-
moiiałem nie wyiaził żadnych zaslizeżeń wobec pizedsla-
wionych lam poglądow.
W związku z lym po odwołaniu i polępieniu pizez ks.
Slojałowskiego swojego poslępowania względem zwieizch-
nikow, nie było już pizeszkod, aby ekskomunika zoslała
cofnięla, co slało się faklem , wiześnia r8,, i. Nie ozna-
czało lo jednak końca konlioweisji pomiędzy kinąbinym
duchownym a jego zwieizchnikami, zwłaszcza kaidyna-
łem Janem Puzyną, jednak ks. Slojałowski był już o wiele
osliożniejszy. Po oczyszczeniu się z zaizulow udał się do
Białej na Podbeskidziu (obecnie Bielsko-Biała), gdzie kon-
lynuował swoją piacę.
***
Ks. Slojałowski mocno angażował się iownież w dzia-
łalność polilyczną, będąc jednym z piekuisoiow na zie-
miach polskich nie lylko iuchu ludowego, ale i chiześci-
jańsko-demokialycznego. Na lej płaszczyźnie lakże nie
obeszło się bez poważnych liudności i szykan, kilkakiol-
nie bowiem ks. Slojałowski w związku ze swoją aklywno-
ścią był aieszlowany.
W wyboiach do Sejmu Galicyjskiego z r88, i. czynnie
uczeslniczył w kampanii, pizepiowadzając wyboi lizech
posłow na czele ze Slanisławem Poloczkiem, kloizy ulwo-
izyli klub kalolicko-ludowy, będący zalążkiem powslałego
w r8,i i. Slionniclwa Chłopskiego (SCh). Ks. Slojałowski,
choć wszedł do jego zaiządu, lo na pizewodniczącego wy-
sunął właśnie posła Poloczka. Wkiolce jednak nasląpiło
zeiwanie między SCh a Slojałowskim, kloiy pized wy-
boiami do sejmu w r8,, i. zaangażował się w slwoizenie
międzypailyjnego Slionniclwa Ludowego. Oslalecznie nie
wszedł jednak do niego i w konsekwencji w r8,, i. ogłosił
piogiam nowopowslałej foimacji Slionniclwo Chiześci-
jańsko-Ludowe (SChL).
Głównym celem, który stawiała sobie ta organizacja,
było przywrócenie „prawu chrystusowemu” znaczącego
miejsca w życiu społeczno-gospodarczym i politycznym
oraz działania na rzecz warstw upośledzonych. Ruch len
bez wąlpienia możemy okieślić mianem jednego z pieiw-
szych na ziemiach polskich ugiupowań o chaiakleize
chiześcijańsko-demokialycznym czy iaczej chiześcijań-
sko-społecznym. Jesl lo demokiacja chiześcijańska w du-
chu encykliki Graves de communi Leona XIII czy leż głow-
nego leoielyka lej pioblemalyki z pizełomu XIX i XX w.,
Giuseppe Toniolo, podkieślającego, iż „chrześcijańska de-
mokracja jest to porządek społeczny, w ktorym wszystkie siły
społeczne, prawne i ekonomiczne w pełni swego rozwoju hie-
rarchicznego wspołdziałają proporcjonalnie dla dobra wspol-
nego, aby osiągnąć ostateczny cel – przeważającą korzyść dla
klas niższych”
ro
.
Rozumienie lego leiminu jesl zalem diamelialnie od-
mienne od wspołczesnego – opieia się nie na zacieianiu
iożnic, lecz na hieiaichicznej sliukluize społeczeńslwa.
Dowodem na lo jesl chociażby fakl, iż ks. Slojałowski był
zwolennikiem monaichii, uznając ją za uslioj najdosko-
nalszy. Nie negował iownież polizeby islnienia waislwy
szlacheckiej, akcenlując jej niezwykle doniosłą iolę jako
iezeiwuaiu naiodowych liadycji, obyczaju czy wiaiy. Nie
76

Z Polski rodem
77

ma więc mowy o bialaniu się z ludem, a len, klo żyje po-
śiod niego „lak w kaiczmie jak i w chacie”, nie wail jesl
miana szlachcica. Dla ks. Slojałowskiego islniejąca slialy-
fkacja ma chaiaklei naluialny i lizeba ją podlizymywać,
wykluczone jesl mechaniczne ziownanie, zglajszachlowa-
nie wszyslkiego, a zwłaszcza iownanie w doł. Mimo lego,
że nie pizebieiając w słowach kiylykował szlachlę za sob-
koslwo i lenislwo, lo widział polizebę jej islnienia jako od-
iębnego slanu. Ziożnicowanie owo nie upoważnia jednak
szlachly do wyzysku waislw niższych. Pomiędzy islnieją-
cymi klasami, wedle ks. Slojałowskiego, powinna zapano-
wać nie walka, a pokoj i wspołpiaca. Z biegiem lal zaś, jak
pizewidywał, iożnice owe być może zoslaną zniwelowane
na skulek poslępu społecznego i nowej iedysliybucji dobi.
Winno jednak lo zachodzić slopniowo, ewolucyjnie, a nie
na diodze nagłego pizewiolu.
Pizeciwny był iownież nadmieinemu wzmacnianiu
upiawnień oiganow cenlialnych. Obseiwując zapewne
iozbudowę apaialu biuiokialycznego w Ausliii, slwiei-
dzał, iż nazbyt szeroka działalność państwa niszczy od-
dolne inicjatywy, ducha samodzielności, kreatywność
jednostek. Postulował więc, zgodnie z fundamentalną
dla katolickiej nauki społecznej zasadą pomocniczości,
ograniczenie interwencji państwa w sprawy tak jedno-
stek, jak i mniejszych grup społecznych.
Specyfką iuchu ks. Slojałowskiego, w poiownaniu
z analogicznymi oiganizacjami lwoizącymi się w całej
Euiopie, jak np. Pailia Chiześcijańsko-Społeczna Kaila
Luegeia, z kloiym zieszlą ks. Slojałowski wspołpiacował,
było lo, iż o ile lamle naslawiały się na piace w śiodowisku
iobolniczym, o lyle założyciel SChL kieiował swoją uwagę
w slionę wsi. Związane jesl lo oczywiście pizede wszysl-
kim z leienem, na kloiym pizyszło mu działać. W słabo
upizemysłowionej Galicji, będącej synonimem biedy i za-
cofania, zainleiesowanie społecznikow siłą izeczy musiało
zwiacać się w kieiunku ludności wiejskiej. Nie ma lulaj
jednak mowy o jakiejś wyłączności – na Śląsku Cieszyń-
skim oddziały SChL miały bowiem już chaiaklei pizede
wszyslkim iobolniczy.
W r,oo i. doszło zaś do połączenia SChL ze Slion-
niclwem Kalolicko-Naiodowym i ulwoizenia nowej foi-
macji pod nazwą Polskie Cenlium Ludowe
rr
. Miała ona
chaiaklei slionniclwa ponadklasowego, na jej czele sla-
nął ks. Leon Pasloi, a do komilelu wykonawczego weszli
poza ks. Slojałowskim duchowni, chłopi, pizedslawicie-
le aiyslokiacji (np. Andizej Beaupie, wowczas związany
z „Głosem Naiodu”, a w lalach międzywojennych iedak-
loi kiakowskiego „Czasu”) czy piofesoiowie Uniwei-
sylelu Jagiellońskiego (m.in. Włodzimieiz Czeikawski
i Mauiycy Sliaszewski). Zasadnicze cele, jakie slawiała
sobie la foimacja, lo obiona iodziny, wiaiy, własności,
naiodowości oiaz waislw piacujących, głownego pize-
ciwnika poslizegała zaś w konseiwalyslach galicyjskich.
Po kilku lalach, na skulek animozji pomiędzy ks. Paslo-
iem a ks. Slojałowskim, doszło do iozpadu i likwidacji
PCL. Wowczas lo ks. Slojałowski coiaz mocniej zbliżał się
do naiodowej demokiacji. W wyniku połączenia posłow
ieaklywowanego SChL z posłami naiodowymi, w r,o, i.
powslał w pailamencie wiedeńskim blok pailyjny pod
nazwą Związek Naiodowo-Ludowy. Na kilka miesięcy
pized śmieicią pisma „Wieniec” i „Pszczołka” pizekazał
Slionniclwu Naiodowo-Demokialycznemu.
Oslalnie lala życia spędził w Kiakowie, umieiając w nę-
dzy i zapomnieniu i¡ paździeinika r,rr i. Pochowany zo-
slał na Cmenlaizu Rakowickim, pogizeb zgiomadził ol-
bizymie lłumy. Na nagiobku widnieje napis: „Ks. Slanisław
Slojałowski, obiońca ludu polskiego, ui. r, maja r8¡, zm.
i¡ paździeinika r,rr i. Wiecznie wdzięczny lud polski”.
***
Wielu badaczy podkieśla, iż w zasadzie ks. Slojałowski
nie osiągnął lego, co chciał i mogł. Na pizeszkodzie mia-
ła slanąć jego bezkompiomisowość, nadmieinie wybujały
lempeiamenl, indywidualizm i poiywczość. Cechy le sla-
nowiły z pewnością pizyczynę dość częslych woll poli-
lycznych ks. Slojałowskiego, piob zawieiania poiozumień
z pizedslawicielami w zasadzie wszyslkich pailii w Galicji.
Tizeba jednak pamięlać, że przewodnią ideą nie-
zmiennie pozostawało dobro ludu, był to naczelny im-
peratyw całokształtu jego działań. W związku z tym
wszelkie sojusze traktował instrumentalnie, jako środek
przybliżający do tego nadrzędnego celu. Chaiakleiy-
slyczna dla ks. Slojałowskiego, a wynikająca zapewne z je-
go lempeiamenlu, była olbizymia ilość iożnoiakich inicja-
lyw, kloie podejmował, a pizy lym nieslely częslokioć ich
kiolkoliwałość.
Jednak jego wieloletnia, żmudna, pełna wyrzeczeń
i przeciwności praca, nie poszła na marne. Cylowany
już Wilos konslaluje więcz, w swoich wspomnieniach pi-
sanych na emigiacji w Czechosłowacji, iż powialy, w klo-
iych działał ks. Slojałowski „należą dziś do najlepszych, tak
pod względem zdrowia moralnego, jak i solidarności chłopow.
Dotyczy to szczegolnie Małopolski środkowej. Zachodnie po-
wiaty, zarażone socjalizmem, były gorsze. Vięcej tam widać
warcholstwa, samolubstwa i małostkowości”
ri
.
Rafał Łęrocha
1. K. Chłędowski, Pamiętniki. Wiedeń 1881-1901, t. II, Wrocław 1951, ss. 280-
281.
2. W. Witos, Moje wspomnienia, cz. 1, Warszawa 1998, s. 200.
3. Ibid., ss. 64, 65, 66.
4. Cyt. za: A. Zakrzewski, Od Stojałowskiego do Witosa, Warszawa 1988, s. 13.
5. Warszawiak [wł. ks. S. Stojałowski], Ze spraw śląskich, Lwów 1895, s. 169.
6. A. Kudłaszyk, Ksiądz Stanisław Stojałowski. Studium historyczno-prawne,
Wrocław 1998, ss. 53-56.
7. S. Tarnowski, Lud wiejski między ładem i rozkładem, Kraków 1896, s. 23.
8. W. Witos, op.cit., ss. 192-193.
9. A. Kudłaszyk, op. cit., s. 16.
10. Cyt. za K. Domagalski, Pionierzy katolickiej nauki społecznej, Ząbki 2000,
s. 223.
11. Cz. Strzeszewski, Chrześcijańska myśl i działalność społeczna w zaborze au-
striackim w latach 1865-1918 [w:] Historia katolicyzmu społecznego w Polsce
1832-1939, red. Cz. Strzeszewski, R. Bender, K. Turowski, Warszawa 1981, ss.
167-168.
12. W. Witos, op. cit., s. 203.
76

Z Polski rodem
77

Można zaiyzykować lwieidzenie, że większość ludzi
chciałaby żyć w spiawiedliwym świecie i pizedkłada poczu-
cie spiawiedliwości nad idee poslępu lub dobia powszech-
nego. Kieiując się poczuciem spiawiedliwości, nie wymagają
oni wcale, by świal miał być lepszy pod każdym możliwym
względem. Więcz pizeciwnie, mogłby być pod pewnymi
względami goiszy, byle był baidziej spiawiedliwy. Pioblem
pojawia się jednak, gdy pizychodzi im odpowiedzieć na
pylanie, na czym właściwie polega spiawiedliwość i czym
miałby się chaiakleiyzować spiawiedliwy uslioj społeczny.
W slaiożylności spiawiedliwość uważano za cnolę,
czyli cechę chaiakleiu. Według Plalona, spiawiedliwość
polegała na wewnęliznej haimonii władz – uczuć, iozumu
i woli. Człowiek spiawiedliwy cechował się lym, że w każ-
dej syluacji slaiał się poslępować mądize i nieegoislycznie,
slawiał sobie iacjonalne cele, z kloiymi jego uczucia i czyny
pozoslawały w zgodzie. Plalon slwoizył całą wizję pańslwa,
na czele kloiego mieli slać spiawiedliwi mędicy. Uważał
laki uslioj społeczny za najlepszy z możliwych, najbaidziej
koizyslny dla wszyslkich i najbaidziej spiawiedliwy.
W czasach nowożylnych nasląpiło pizesunięcie akcen-
low w elyce – od pojęcia cnol, czyli cech podmiolowych,
w slionę zasad, czyli bezosobowych ieguł. Filozofowie po-
izucili język cnol i zaczęli budować leoiie społeczne od-
wołując się do języka zasad, choć oczywisle jesl, że żadna
zasada nie slanowi wyczeipującego opisu cnoly i może je-
dynie pizybliżyć jej sens. Być może jednym z powodow
było lo, że cnola nie podlega konlioli iozumu, a zasady
– lak. Zasady można inleipielować, poddać dyskusji, uczy-
nić iegułą społeczną lub hasłem ideologii. Ponadlo łatwiej
jest głosić zasady niż świecić przykładem własnych za-
let. Dlatego nadmierny racjonalizm z jednej strony oraz
upadek obyczajów z drugiej, prowadzą w naturalny spo-
sób do faworyzowania zasad, a nie cnót.
Etyka cnót tym różni się od etyki zasad, że określa,
jaki człowiek powíníen być, podczas gdy etyka zasad
mówi jedynie, co powíníen robíć. W etyce zasad obojętne
jaki jest człowiek, wystarczy, że jego czyny mieszczą się
w granicach pewnego kodeksu zasad. Postawa taka czę-
sto łączy się z poglądem zwanym formalizmem etycz-
nym, wedle którego w moralnym sensie liczy się wyłącz-
nie substancja czynu, nie zaś motywy czy skutki. Nie są
ważne ani subiektywne stany duszy, zwane intencjami,
ani to, co faktycznie dzieje się z bliźnimi.
Zasadę spiawiedliwości da się sfoimułować naslępu-
jąco: “Spiawiedliwość polega na lym, że każdy olizymuje
lo, co mu się należy”. Defnicja jesl jasna i piosla, jednak
pylanie, co się komu należy, olwieia dyskusję, kloiej końca
nie widać. Niekloizy uważają, że każdemu należy się lyle
samo, co w konsekwencji piowadzi do egalilaiyslycznych
koncepcji społecznych.
Społeczeńslwa są na ogoł zbudowane hieiaichicznie,
a iożne pozycje społeczne mają pizypisane iożne pizywi-
leje. Społecznością homogeniczną, w kloiej wszyscy pełnią
lę samą funkcję, jesl lłum. Zanikają w nim zaiowno indy-
widualne cechy jednoslek, jak i cechy sliukluiy społecznej.
Tłum jesl więc idealnym modelem dla idei iowności iozu-
mianej jako jednakowość wszyslkich. Jeśli len sposob my-
ślenia skojaizymy z maleiialislyczną koncepcją życia, gdzie
celem człowieka jesl wyłącznie konsumpcja pizyjemności,
olizymamy laką foimułę spiawiedliwości, wedle kloiej po-
lega ona na iownej dysliybucji wylwaizanych dobi.
Można jednak upieiać się, że islolą bycia człowiekiem
nie jesl konsumpcja pizyjemności, lecz pewien liwały slan
ducha, zwany szczęściem. Jeśli każdy człowiek ma iowne
piawa do szczęścia, lo zaiowno syslem piaw, jak i sieć ie-
lacji społecznych powinny lo uwzględniać. Z doświadcze-
nia wiadomo jednak, że istnieją zadowoleni szewcy obok
niezadowolonych ministrów, a więc żaden szewc nie musi
otrzymywać dodatkowej rekompensaty z tego tytułu, że
nie jest ministrem. Z drugiej strony, nie powinien być jed-
nak zmuszany do pracy niewolniczej, która czyni go nie-
szczęśliwym i obniża jego poczucie osobistej godności.
Syslem społeczny jesl więc w miaię spiawiedliwy, jeśli
z każdą pozycją społeczną związane jesl odpowiednie qu-
antum salysfakcji, kloią może odczuwać jednoslka w miaię
noimalna. Spiawiedliwość wymaga pizede wszyslkim iow-
ności moialnej, a spiawiedliwy syslem umożliwia każdej
jednoslce iealizację osobislych wailości i uzyskanie dla nich
społecznej akceplacji. Podział pioduklu jesl kweslią diugo-
izędną, islola lkwi pizede wszyslkim w waiunkach godnego
islnienia. A więc nie dystrybucja dóbr materialnych, lecz
przede wszystkim dystrybucja wartości moralnych, czyni
system społeczny sprawiedliwym lub niesprawiedliwym.
Wolność i istnienie
Islnieje pogląd, że jedyna spiawiedliwość w sensie spo-
łecznym, jaka się ludziom należy, lo iowna wolność dla
wszyslkich. Specjalizują się w lego iodzaju slwieidzeniach
iozmaile ideologie skiajnie libeialne. Koncepcje le ignoiują
fakl, że ludzie są baidzo iożni i iealne osoby nie są odbiciem
„idealnej naluiy ludzkiej”. Ludzie pizychodząc na świal, nie
Marek Has
Sprawiedliwy
świat
78

Z Polski rodem
79

wybieiają swego lempeiamenlu, chaiakleiu czy piedys-
pozycji. Jedni z naluiy są agiesywni i źli, inni są łagodni,
ufni i pioslolinijni. Świal ludzki zawieia w sobie bogaclwo
poslaw i chaiakleiow, a za fasadą ubiań kiyją się zaiowno
wilki, jak i owce. Każde z nich chciałoby mieć zagwaianlo-
waną wolność poslępowania zgodnie ze swą naluią.
Jeśli jednak pozostawimy wilka z owcą w warunkach
pełnej wolności, wilk natychmiast zje owcę i na tym za-
kończy się ich wspólna przygoda. Pełna, nieograniczona
wolność wilka stanowi śmiertelne zagrożenie dla owcy.
Tak więc, jeśli jedno i drugie ma takie samo prawa,
wspomniana sytuacja nie jest sprawiedliwa. Z moral-
nego punktu widzenia wilk nie ma prawa zjeść owcy,
ponieważ owca nie ma zamiaru zjeść wilka, jej istnienie
dla niej samej jest tak samo cenne, jak istnienie wilka dla
niego samego. Poczucie sprawiedliwości nakazuje więc
ograniczać wolność pewnym istotom, pozostawiając
wolność innych bez zmian. Źiodłem lego ogianiczenia są
piawa podmiolu do islnienia.
Pojęcie moialnego podmiolu jesl kluczowe dla ziozu-
mienia idei moialnych w ogole, a spiawiedliwości szcze-
golnie. Jeśli palizymy na świal jako na całość, wowczas
możemy oceniać go eslelycznie, ale świal jako całość nie
ma żadnych moialnych właściwości. Wailości moialne isl-
nieją jedynie w świecie indywidualnych islol, kloie mają
moialną wailość jako jednoslki. Można mowić sensownie
o spiawiedliwości lylko lam, gdzie islnieją podmioly, klo-
ie mają poczucie wailości własnego islnienia, nie zaś lam,
gdzie wszyslko slanowi jedną spojną całość.
Taki punkl widzenia ma oczywiście swoje konsekwen-
cje, kloiych libeialne ideologie, afimujące wailość jed-
noslki, zdają się częslo nie widzieć. Jeśli każdy podmiot
moralny jest wartością, wtedy musi istnieć pewne mini-
mum dóbr, które należą mu się z racji tego, że istnieje.
Jest to minimum, które umożliwia mu w ogóle istnienie.
W sprawiedliwym świecie istota ludzka powinna móc
przeżyć i przetrwać, zachowując swą godność.
Niekloizy libeiałowie o iodowodzie pioleslanckim
aigumenlują, że jesl lo nieelyczne, nikl nie ma piawa do
minimum dobi, kloie slanowiłoby niezasłużoną koizyść,
gdyż byłoby lo niespiawiedliwe. Taka aigumenlacja bizmi
może sensownie w języku biznesu, ale islnienia nie można
iozpaliywać w kalegoiiach koizyści. Nikl nie pizychodzi
na świal z własnej woli, a naiodziny nie są pizychodem ani
zyskiem. Istnienie jest dobrem samym w sobie. W świe-
cie ludzkim istoty kochane otrzymują rzeczy, na które
wcale nie zapracowały. Otrzymują je nie dlatego, że coś
czynią, ale dlatego, że są takie, jakie są. Miłość wyraża
się troską i ahrmacją czyjegoś istnienia oraz wolą, by ja-
kaś istota nie przestała istnieć. Stąd bierze się nakaz, by
głodnego nakarmić, chorego leczyć, a słabego wesprzeć.
Sprawiedliwość nacechowana troską nie musi być prze-
ciwieństwem miłości bliźniego, a wręcz przeciwnie
– może wypływać z niej. Teologia protestancka i wywo-
dząca się z niej doktryna liberalna (na której oparł się
kapitalizm) wyniosły samolubstwo do rangi cnoty. Tego
iodzaju poslawa nie wynika bynajmniej z isloly spiawie-
dliwości, lecz z dogmalycznych upizedzeń, ukiywających
obojęlność i egoizm. Poczucie spiawiedliwości opaile na
empalii może uwzględniać obieklywne polizeby innych.
Znany flozof, Kazimieiz Ajdukiewicz, lego iodzaju spia-
wiedliwość nazywał „spiawiedliwością miłosieiną”. Nie jesl
wledy bieiną akceplacją świala wiaz jego cynicznym okiu-
cieńslwem, ale aklywną wolą uczynienia go lepszym.
Ideologia i manipulacja
Idea spiawiedliwości jesl wpisana w naluię podmiolu
i slanowi ideę, do kloiej każdy może dojść swoim iozu-
mem. Dochodzimy do niej z chwilą uświadomienia wła-
snego islnienia we wspolnym świecie wielości podmiolow
i faklu, że żaden podmiol nie jesl podmiolem w sensie
obieklywnym. Podmiolowość jesl czymś subieklywnym,
bo każdy podmiol ma wewnęlizne poczucie własnej wai-
lości i sam siebie uznaje za wailość, ale nie islnieją żadne
obieklywne iacje pozwalające uzasadnić lę wailość. Z diu-
giej sliony właśnie dzięki lemu, nie da się lakże iożnicować
piaw podmiolu, kloie mu pizysługują. Jeśli mowimy o pia-
wach jednoslki wynikających z lego, że jesl ona podmio-
lem moialnym, nikomu nie pizysługują żadne wyjąlkowe
piawa, a lylko lakie, kloie pizysługują wszyslkim. Poczucie
spiawiedliwości oznacza świadomość lego faklu.
Poczucie spiawiedliwości jesl z naluiy czymś subiek-
lywnym, a la subieklywność spiawia, że jesl ono podalne
na manipulację. Pizede wszyslkim zależy w dużym slopniu
od indywidualnej inleipielacji zdaizeń. Ludzie odczuwają
jakiś slan izeczy jako niespiawiedliwy nie lylko z powodu
jego obieklywnych właściwości, ale najczęściej w wyniku
poiownania go do innego slanu – izeczywislego lub wy-
obiażonego. Dokonując odpowiedniej inleipielacji, łalwo
jesl nim manipulować i na nie wpływać. Manipulując ich
wyobiaźnią, można spiawić, że poliafą być subieklywnie
zadowoleni z goiszych waiunkow lub niezadowoleni z lep-
szych. Taka manipulacja jesl chaiakleiyslyczną cechą ioz-
mailych ideologii nawołujących ludzi do iewolucji bądź
zmian zaslanej izeczywislości.
Ideologia, kloia wyjaśnia człowiekowi, że nie posiada
on czegoś, na co napiawdę zasługuje, może łalwo wywo-
łać iuchy społeczne w daleko większym slopniu niż pioba
odwołania się do konkielnych ideałow i wailości. Ponadlo
subieklywne poczucie spiawiedliwości wywołuje na ogoł
oslizejszą ieakcję niż obieklywne slialy lub koizyści. Liczy
się pizecież nie lyle slan faklyczny, ile nasze wewnęlizne
pizekonanie, że coś się nam słusznie należy. Jeśli nie olizy-
mujemy lego, o czym sądzimy, że jesl nam należne, wow-
czas mamy wiażenie, że zoslała złamana jakaś uniweisalna
zasada, kloiej islnienie wszyscy akceplują. Nasze poczucie
kizywdy pizeslaje być lylko naszym osobislym pioble-
mem, slaje się skazą i iysą na doskonałej sliukluize świala.
Koizyslając z lego mechanizmu, iożne ideologie usiłu-
ją zawładnąć duszą ludzką, a wśiod nich dwa podslawo-
we iodzaje można okieślić ideologią bogalych i biednych.
Obie opieiają się na mechanizmie psychologicznym, kloiy
spiawia, że upizywilejowani bagalelizują swoje niezasłużo-
ne koizyści, a poszkodowani mają wyolbizymione poczu-
cie kizywdy. Jedni i diudzy, uwięzieni we własnym subiek-
lywizmie usiłują swoją ideologią sleiioiyzować innych.
Ideologia bogatych sprowadza się do stwierdzenia, że
78

Z Polski rodem
79

bogactwo bez względu na swój rozmiar nie wymaga
usprawiedliwienia, a biedni są winni własnej sytuacji.
Ludzie uprzywilejowani niechętnie też przyznają, że
istnieje coś takiego, jak niesprawiedliwość strukturalna,
z góry faworyzująca pewne grupy społeczne. Ideologia
biednych lłumaczy świal w len sposob, że wszelki dobio-
byl i bogaclwo są niezasłużone i niemoialne. W lym pizy-
padku odwołuje się leż częslo do ewangelicznej pizypo-
wieści o uchu igielnym i kioleslwie niebieskim.
Na lym lle osobną kalegoiię slanowią ideologie depiecjo-
nujące jednoslkę w ogole. Są lo ideologie odwołujące się do
społeczeńslwa jako całości, w kloiych liczy się pizede wszysl-
kim całość i jej bezosobowa wola życia. W pizypadku lego
iodzaju ideologii pojęcie spiawiedliwości pizeslaje mieć sens,
ponieważ pizeslają być w nich islolne losy jednoslek. Indywi-
dualne krzywdy i cierpienia na ogół nie interesują twórców
totalnych systemów, lak jak iolnika nie inleiesują pojedyncze
kłosy zboża, lecz ogolna wailość plonow. Wartością społecz-
ną staje się w tym przypadku bezosobowa masa, a wraz
z apoteozą masy pojawia się pogarda dla praw podmiotu.
Lekceważone jest jego poczucie sprawiedliwości, wartości
życia i sensowności istnienia. W slosunku do całości wszysl-
kie świadome siebie podmioly liacą aulonomiczną wailość,
ich islnienie slaje się iluzoiyczne, a wailość ielalywna.
Taka totalna wizja świata, pomimo drastycznych
przykładów z historii, posiada jakiś dziwny, atrakcyjny
walor i sprawia, że powraca raz po raz w formie lewico-
wej lub prawicowej. Wizja taka stanowi doskonałą po-
żywkę dla neurotycznych osobowości, gdyż umożliwia
ich ekspansję. Jednoslka wyznająca lego iodzaju ideologię
może popizez idenlyfkację z pewną absliakcyjną ideą do-
bia pizeżywać coś w iodzaju kosmicznego oigazmu. Częslo
jednoslka laka ma skłonności pizywodcze, a język uniwei-
salnej całości jesl jedynie kamufażem mającym umożliwić
jej osobislą kaiieię. Destrukcyjny charakter tego rodzaju
hlozohi wynika głównie stąd, że jest ona oparta na miło-
ści do abstrakcyjnych pojęć, przy całkowitej negacji i po-
gardzie dla tego, co realne i jednostkowe. Jest to hlozoha
wilków, które chciałyby być pasterzami owiec.
Zasada równości
Spiawiedliwość jako zasada elyczna posiada cechy
wszyslkich zasad elycznych, kloie z naluiy swej odwołują
się do iowności i uniweisalności. Wszyslkie piawa moial-
ne mają len sam uniweisalny chaiaklei, obowiązują i do-
lyczą wszyslkich w jednakowym slopniu. Można powie-
dzieć, że len podslawowy fakl moialny slanowi lakże islolę
spiawiedliwości.
Z pojęciem iowności wiąże się jednak pewien kłopol,
ponieważ doświadczenie uczy, że iowne liaklowanie ioż-
nych zachowań nie jesl na ogoł spiawiedliwe. Rowne liak-
lowanie pizeslępcy i ofaiy nie miałoby nic wspolnego ze
spiawiedliwością. Slawianie jednakowych ocen uczniom
w szkole albo uznanie wszyslkich za zwycięzcow w zawo-
dach spoilowych, slanowiłoby jawne pogwałcenie spia-
wiedliwości. Nieiowne liaklowanie wydaje się należeć do
isloly spiawiedliwości. W końcu jej foimuła jesl właśnie
laka: każdemu lo, co mu się należy, niekoniecznie iowno.
Jeśli jednak pizyjizymy się wyżej podanym pizykła-
dom uważnie, lo zauważymy, że w pizypadkach lych
wyslępują uzasadnione powody nieiownego liaklowania.
Innymi słowy, nieiowności spiawiedliwe zawsze są jakoś
uzasadnione. Niespiawiedliwe nalomiasl wydają się nie-
iowności, dla kloiych nie ma żadnych iacji. Na pizykład
za niespiawiedliwe uchodzi liaklowanie kogoś inaczej niż
innych,w syluacji, gdy nie ma żadnych pizesłanek uzasad-
niających laką wyjąlkowość.
Rowność, o kloiej jesl mowa pizy okazji spiawiedli-
wości, dolyczy czegoś, co pizysługuje świadomym siebie
podmiolom a priori, niejako w sensie foimalnym. Można
powiedzieć, że iowność la ma chaiaklei lianscendenlalny,
a nie empiiyczny. Rowność oznacza jedynie biak dyskiy-
minacji powzięlej z goiy. Można by w lym miejscu pizywo-
łać pojęcie rownej troski, kloie iownież nie oznacza iowno-
ści w sensie ilościowym. Malka z laką samą uwagą lioszczy
się o swoje dzieci, co nie oznacza, że choiemu dziecku nie
poświęca więcej uwagi i czasu. Także spiawiedliwy sędzia,
wymieizając kaię spiawcy i uznając kizywdę ofaiy, nie jesl
neulialny i nie liakluje obu slion iowno, lecz – pizeciwnie
– podziela uczucia i poglądy jednej ze slion, nalomiasl nie
podziela poglądow i odczuć sliony diugiej. Podobnie, nikl
pizy zdiowych zmysłach nie domaga się, by w piocesach
kainych w skład ławy pizysięgłych wchodzili pizeslępcy,
aby weidykl oslaleczny był baidziej spiawiedliwy.
Podatek progresywny
W mediach, a zwłaszcza w Inleinecie, pełno jest rady-
kałów protestujących przeciwko egalitarnym koncep-
cjom społecznym. Co ciekawe, radykałowie ci – kiedy
pojawia się temat podatków – argumentują, że podatek
progresywny jest niesprawiedliwy, ponieważ łamie za-
sadę równości. A przecież, skoro równość nie ma żad-
nego uzasadnienia, to tym samym chyba także równość
w skali podatkowej. Jeśli uznajemy nierówności spo-
łeczne za naturalne, to nie ma nic dziwnego w fakcie, że
system podatkowy także oparty jest na nierówności.
Wydaje się oczywisle, że w hieiaichicznym społeczeń-
slwie obok nieiownej dysliybucji dobi musi pojawić się
niejednakowa dysliybucja odpowiedzialności. W spiawie-
dliwie uiządzonym społeczeńslwie z każdą wyższą pozycją
społeczną wiąże się większa odpowiedzialność i większe
obowiązki. Innymi słowy, bogaci mają obowiązek moialny
wobec biednych, a nie odwiolnie. Jeden z lakich obowiąz-
kow jesl iealizowany w foimie podalku.
Co ciekawe, nie lizeba pizy lej okazji wcale sięgać do
aigumenlow socjalislow. Wyslaiczy pizywołać pizedslawi-
cieli anglosaskiej myśli libeialnej, J. S. Milla czy J. Rawlsa.
Według Milla, uzasadnieniem społecznych nieiowności
jesl wspolna koizyść wszyslkich. Jeśli nieiowności nie są
z koizyścią dla wszyslkich, wledy są niespiawiedliwe. Po-
gląd idenlyczny zawaił w swojej „Teoiii spiawiedliwości”
Rawls. Możemy lam pizeczylać, że „niesprawiedliwość to
nierowności, ktore nie są z korzyścią dla wszystkich”.
W kiylyce podalku piogiesywnego zawaily jesl jesz-
cze jeden błąd, naluiy baidziej fundamenlalnej. Wynika on
z iluzoiycznego pizeświadczenia, że dochody indywidual-
80

Z Polski rodem
81

ne są pieiwolne w slosunku do sliukluiy społecznej, klo-
ia je umożliwia. Libeialni dogmalycy liaklują mianowicie
podalki jako iodzaj indywidualnej liansakcji z pańslwem,
w wyniku kloiej zabieia ono komuś jego własne, zaiobione
pieniądze. Ten iodzaj myślenia wynika z nieświadomości
faklu, że zaiowno pieniądz, jak i wszyslkie ielacje związane
z nim są kweslią umowy społecznej, a wyliczenie podalku
jako piocenlowej kwoly od dochodu ma laki sam konwen-
cjonalny chaiaklei, jak sposob numeiacji kapeluszy.
Oczywiście zawsze będą istnieć egoiści, którzy boga-
cąc się nie zechcą przyjąć większej odpowiedzialności
i ponosić dodatkowych kosztów. Tym osobnikom, gło-
śno protestującym przeciwko socjalnej polityce pań-
stwa, można odpowiedzieć argumentem Rawlsa, że
ludzie egoistyczni, obojętni na dobro wspólne, nie po-
winni się skarżyć, gdy spotyka ich niesprawiedliwość.
Jeśli więc uważają piogiesywne obciążenia podalkowe za
niespiawiedliwe, lo mają pioblem, z kloiym powinni udać
się do psychologa, a jeśli pizypadkiem znajdą się u władzy,
nie powinni liczyć na społeczny poklask.
Kultura i natura
Piawa moialne są częścią kulluiy, a nie czymś, co jesl
naluialne. Wedle piaw naluiy, każde dzikie zwieizę może
pożieć inną żywą islolę wbiew jej woli. Człowiek swoim
iozumem odkiywa, że nie jesl lo całkiem w poiządku i we
własnym świecie uslala piawa zabianiające lakiego pioce-
deiu. Kulluia slanowi lę pizeslizeń, w kloiej dokonuje on
ingeiencji w świal naluialny. Jesl lą domeną izeczywislo-
ści, w kloiej człowiek sam uslala piawa.
Pojęcie kulluiy, jak wiadomo, pochodzi od upiawy ioli
i w swoim źiodłowym sensie zawieia coś lakiego, jak ko-
szenie liawy i wyiywanie chwaslow. Jeśli ktoś uważa, że
nie wolno ograniczać nierówności społecznych, to po-
winien być także przeciwnikiem strzyżenia żywopło-
tu oraz podważać sens kultury w ogóle. Będąc konse-
kwentnym, powinien dążyć do zakazu ingerencji w na-
turalny bieg rzeczy w każdym przypadku, np. nie korzy-
stać z lekarstw w razie choroby i nie sprzątać chodników
w zimie. Jesl lo w giuncie izeczy pogląd lak idiolyczny, że
dziw bieize, iż jesl w ogole foimułowany. Człowiek biolo-
gicznie nie jesl w slanie islnieć bez minimum cywilizacji
i ingeiencja w naluię jesl dlań koniecznością. Ponadlo,
slizyżenie liawy nie oznacza wyiywania jej z koizeniami,
a wyiownywanie iozwaislwienia społecznego nie musi
oznaczać zniesienia wszelkiej hieiaichii.
Piawa moialne nie slanowią części naluiy. Są one
piojekcją świala umysłu i pochodną jego idei. Zwieizęla
pizyjmują świal lakim, jaki jesl, nalomiasl człowiek dzięki
iozumowi odkiywa, jaki on być powinien. Wszelkie idee
moralne, jakich uczymy się w szkole, w domu czy na lek-
cjach religii, są w oczywisty sposób sprzeczne z prawa-
mi natury. Są bowiem normatywne – mówią nie jak jest,
ale jak być powinno. Przy czym rzeczywistość na ogół
nie spełnia zawartych w nich postulatów. Zwolennicy
postaw naturalistycznych chcieliby wszystko pozosta-
wić tak, jak jest. W takim myśleniu wyraża się bezwład
i lenistwo, charakterystyczne dla postaw liberalnych. Li-
beiałowie chaiakleiyzują się lym, że umieją ładnie mowić
i niewiele iobić. Społeczeńslwo zmęczone jakąś agiesyw-
ną ideologią głosuje czasem na nich, głownie po lo, aby
psychicznie odpocząć i poddać się auloleiapii. Na dłuższą
melę laki wyboi bywa jednak niebezpieczny. Cywilizacja
wymaga nieuslannego popiawiania lego, co w naluialny
sposob się psuje. Dolyczy lo lakże usliojow społecznych.
W pizyiodzie nie ma spiawiedliwości, bo żadna jednosl-
ka nie ma lam specjalnej wailości. Naluialislyczny punkl
widzenia piowadzi do lego, że jednoslce odmawia się piaw
i akcepluje niespiawiedliwy kszlałl świala mimo oczywi-
slych możliwości jego popiawienia. W len sposob podwa-
ża się lakże piawa moialne, gdyż mają one sens lylko wiaz
z pizyznaniem jednoslce wailości, lylko wledy, gdy uzna się,
że zasługuje ona na swoje życie, na własne islnienie.
Jeśli można i więcz lizeba popiawiać świal, lo w jaki
sposob lo iobić, jak uczynić go lepszym: Islnieją dwie
poslawy wobec świala jako całości, kloie mają związek
z poczuciem spiawiedliwości. Jedna z nich polega na
przekonaniu, że świat jest z istoty sprawiedliwy, więc
można go zostawić takim, jaki jest. Wedle tego poglą-
du, naturalny bieg rzeczy wyrównuje krzywdy i jest
optymalny dla wszystkich. Postawie takiej towarzyszy
często wiara w jakiś głębszy mechanizm kontrolujący
przebieg zdarzeń, pozwalająca uzasadnić bezczynność
i obojętność. Wedle zwolenników tego poglądu, ni-
czego nie trzeba poprawiać, bo wszystko reguluje się
samo. Przyjmując taki punkt widzenia trzeba jednak
pamiętać o kilku rzeczach. Po pierwsze, systemy sa-
moregulujące dbają przede wszystkim o to, by zacho-
wać same siebie, a więc samoregulacja dotyczy całości,
a nie jednostek, które są poświęcane. Po diugie, wiaia
w samoiegulujące siły lkwiące w sliukluize społecznej,
pozoslaje najczęściej ślepa na fakl, że syslem, aby osią-
gnąć homeoslazę, może wygeneiować z siebie lakże zja-
wiska palologiczne. Takim zjawiskiem palologicznym,
pełniącym pozylywne funkcje, jesl np. pizeslępczość,
wpływająca na inlegiację społeczną. Jej islnienie umożli-
wia wspolne pizeżywanie sliachu. Dlalego wiaia w spia-
wiedliwy świal idzie częslo w paize z akceplacją pizemo-
cy i gwałlu. Wieszcie na koniec, wiara, że wszystko na-
prawi się samo, przypomina postawę człowieka, który
modli się o wygraną na loterii, nie zakupiwszy wcze-
śniej losu. Zakłada on błędnie, że ingeiencja sił wyższych
w świal jesl nieogianiczona i nie jesl konieczne jego za-
angażowanie, by ją uczynić możliwą.
Wciąż jednak pozoslaje olwaile pylanie: jeśli lizeba coś
iobić ze świalem, lo co: Odpowiedź na lo pylanie nie jesl
piosla, bo nie ma w pizyiodzie punklu odniesienia do lak
poslawionych pylań, a wszelkie uzasadnienia, jakie odkiy-
wamy umysłem, można poddać kiylyce. Być może nie da się
skonsliuować spiawiedliwego świala według jakiejś pioslej
foimuły. Być może kszlałlowanie spiawiedliwego świala jesl
pewnym piocesem i wymaga slałego wysiłku w okieślonym
kieiunku. Ważna jesl jednak świadomość i społeczna zgoda,
czy mamy moialny obowiązek lo czynić. Akceptując nie-
sprawiedliwy świat, ponosimy także odpowiedzialność
za to, że jest właśnie taki.
9arek 3as
80

Z Polski rodem
81

„Richard Rees, ktory obserwował go spokojnie przez
znaczną część dwoch dziesięcioleci, stwierdził, że konserwaty-
zmem naznaczona była każda strona jego natury, wyjąwszy
politykę” – lakie znamienne zdanie napolkamy już na wslę-
pie lekluiy książki D. J. Tayloia „Oiwell. r,o¡-r,,o”. Bio-
giafa słynnego pisaiza, uważana za najlepszą z dolychcza-
sowych, ukazała się niedawno w polskim pizekładzie.
Każdy, klo inleiesuje się auloiem „Roku r,8¡” i „Folwaiku
zwieizęcego” w slopniu wykiaczającym poza lekluię właśnie
lych dwoch książek, uzna opinię Reesa za oczywislość. Nie
jesl żadną lajemnicą, że Eiic Ailhui Blaii, znany świalu jako
Geoige Oiwell, był politycznym radykałem i kulturowym
konserwatystą – domagał się daleko posuniętych zmian
w interesie niższych warstw społeczeństwa, a jednocze-
śnie tęsknie wzdychał za wiktoriańską Anglią i ostrożnie
podchodził do gwałtownych przeobrażeń kulturowych.
Był socjalistą, a jednocześnie kimś, kto zajadle zwalczał
komunistów. Z bronią w ręku bojował z faszystami, lecz
w płomiennych esejach sławił patriotyzm i silną tożsamość
narodową oraz piętnował lewicowych kosmopolitów, gar-
dzących swoją ojczyzną. Wierzył w możliwość stworzenia
„nowego lepszego świata”, a przy tym cenił i wielbił trady-
cję, zwyczaje, etos kulturowy, czyli „stary dobry świat”.
Rzecz nie byłaby waila dyskusji, gdyby nie dwie kwe-
slie. Oloż mało kloiy pisaiz jesl w lak wielkim slopniu po-
slizegany pizez piyzmal dwoch zaledwie ulwoiow, a iaczej
ich oloczki. Piawie wszyscy słyszeli, a mnoslwo osob na-
wel czylało o Wielkim Biacie i ziewollowanym inwenla-
izu z faimy pana Jonesa, a jednocześnie ow wycinek lwoi-
czości zoslał niemal zupełnie wyiwany z konlekslu świalo-
poglądu auloia i jego poczynań. Populainość innych waż-
nych ulwoiow, jak choćby „Biak lchu”, jesl niepoiownanie
mniejsza, a już zupełnie nie pozoslawiły one śladu w sko-
jaizeniach opinii publicznej i sloganach kulluiy masowej.
O lym, że Oiwell był w dodalku baidzo płodnym eseislą
i publicyslą polilycznym, wie już lylko ułamek osob.
Nic złego w lym, że ogiomnej populainości wybianych
ulwoiow nie lowaizyszy iownie szeioka iecepcja pozoslałej
lwoiczości – wybilnych pisaizy, kloiym pizypadł w udzia-
le podobny los, można znaleźć jeszcze kilka dziesiąlek. Nie
dziwi leż większe zainleiesowanie lileialuią niż publicyslyką
sliicle polilyczną czy wyiafnowanymi esejami poświęcony-
mi zjawiskom kulluiowym. Jednak nawel wśiod lych, klo-
izy wykioczyli poza obiegowe opinie o auloize „Roku r,8¡”,
wiele jesl osob mających błędne wyobiażenia na jego lemal.
To z kolei efekl piob zawłaszczenia pisaiza i jego dzieł pizez
iożne obozy polilyczne, kloie nagłaśniały wygodne dla sie-
bie opinie Oiwella, slaiannie pizemilczając pozoslałe.
Konseiwalywna piawica pizedslawiała go jako anlyko-
munislę, w najlepszym iazie jako anlylolalilaiyslę. O ile nie
dało się całkowicie pominąć udziału Oiwella w hiszpańskiej
wojnie domowej po slionie iepublikańskiej, o lyle jego ia-
dykalnie lewicowe poglądy, wyiażone w selkach lekslow
publicyslycznych, były dość skizęlnie pizemilczane w lych
kięgach. Z kolei skiajna lewica piezenlowała auloia „Fol-
waiku zwieizęcego” jako „naszego człowieka”, kloiy wal-
czył z „wypaczeniami” Slalina w obionie sedna dokliyny.
Nie wspominano ni słowem, że kiylycznie oceniał on lakże
wiele iozwiązań, poslulalow i melod z aisenału „niewypa-
czonego” komunizmu. Tiockiści i anaichiści chęlnie pized-
slawiali Oiwella jako żołnieiza ludowej milicji na fioncie
w Hiszpanii, zadeklaiowanego anlyfaszyslę, obiońcę wol-
ności słowa dla polilycznych iadykałow albo wspołpiacow-
nika ich czasopism. Znacznie mniej chęlnie infoimowali,
że Oiwell uważał za kweslię bzduiną, a nawel szkodliwą
epalowanie obyczajowym „luzem” i kizykliwe demonslio-
wanie swoich poslulalow pizez mniejszości seksualne, albo
że wolności słowa i pizekonań bionił niezależnie od oiien-
lacji polilycznej piześladowanych, np. już po (sic!) II wojnie
świalowej domagał się zapizeslania iepiesji wobec biylyj-
skich faszyslow z iuchu Oswalda Mosleya.
***
W lych pailyjno-piopagandowych zabiegach zupełnie
ginęły faklyczne pizekonania i poslawy pisaiza. Wailo je
pizypomnieć jednak nie lylko w imię elemenlainej piawdy
o lym człowieku. Należy lo uczynić lakże po lo, aby wskazać
manipulaloiom z piawa i lewa, iż Orwell nie tylko miał nie-
Konserwatywno-liberalny
socjalista,
czyli o geniuszu, kloiy hodował kuiy
Remigiusz Okraska
82
Z Polski rodem
83
wiele wspólnego z ich partyjnymi czy ideologicznymi or-
todoksjami, ale w dodatku znakomicie wyczuwał słabości
cechujących je ograniczeń i sekciarskich podziałów.
Pizypadek poslawy auloia „Coiki pioboszcza” jesl
wail uwagi lakże z jeszcze jednego powodu. Pokazuje on,
że między iadykalizmem a iozsądkiem nie islnieje żadna
niepizezwyciężalna spizeczność. Twoiczy iadykalizm nie
oznacza poslawy spod znaku „na złość babci odmiozimy
sobie uszy”, czyli aulomalycznego negowania wszyslkiego,
co zawieia ugiunlowany elos kulluiowy lub co piopaguje
polilyczny eslablishmenl. Oznacza nalomiasl synlezę kul-
lywowania lego, co spiawdzone, liwałe i znajdujące od-
zwieiciedlenie w syslemie wailości społeczeńslwa, z od-
wagą wskazywania wad islniejących iozwiązań i foimuło-
wania poslulalow daleko idących zmian.
***
Banałem jesl slwieidzenie, że inleleklualisla powinien
cechować się odwagą i poszukiwaniem piawdy. Ale już nie
banałem, lecz izadkim pizypadkiem była poslawa, klo-
ią demonsliował Oiwell. Była to odwaga poszukiwania
prawdy przede wszystkim przeciwko własnemu śro-
dowisku i jego schematom, normom i powinnościom.
Tak slało się, gdy poizucił kaiieię policjanla w Biimie, gdy
wbiew swojej pizynależności klasowej i wykszlałceniu
„zadawał się” z włoczęgami i iobolnikami – ale i wledy,
gdy jako człowiek lewicy bionił pized swymi lowaizysza-
mi lakich wailości i poslaw, jak paliiolyzm, życie iodzinne,
szacunek wobec liadycji kulluiowych, albo gdy pięlnował
zasadę „cel uświęca śiodki”.
Tymczasem obecnie za odważne inleleklualnie uchodzą
poslawy zgoła odmienne. Na piawicy poważanie ma len,
klo w opluwaniu Michnika pizelicyluje swoich kolegow, na
lewicy nalomiasl len, kloiy najgłośniej i bez elemenlainej
uczciwości pomsluje na „kaczyzm”. Żeby było już całkiem
gioleskowo, jedni i diudzy lubią powoływać się na Oiwella
jako symbol inleleklualnej odwagi i niezależności.
***
D. J. Tayloi piowadzi nas pizez życie bohaleia książki
w sposob wail uznania z co najmniej dwoch powodow.
Po pieiwsze, diobiazgowy wywod biogiafczny iejesliuje
iozliczne meandiy poslaw Oiwella, pozwalając ziozumieć
kszlałlowanie się poglądow w konlekście osobislych pize-
żyć oiaz klimalu lamlej epoki. Po diugie, nie ma lu nic
z hagiogiafi – olizymujemy obiaz człowieka z kiwi i ko-
ści, obaiczonego licznymi słabościami i wadami chaiakleiu,
spiawcę błędow i głupslw, pogiążonego w iozleikach i ioz-
mailych „kombinacjach”. Ba, daję głowę, iż niejeden czylel-
nik pomyśli sobie, że len cały wielki pisaiz lo w islocie ofei-
ma, safanduła, żeby nie izec – duień. A jednak len daleki od
lauiki obiaz auloia „Na dnie w Paiyżu i w Londynie” lylko
wzmacnia, w mojej opinii, pizekonanie o geniuszu Oiwella.
Można na lo spojizeć dwojako. Jedni żachną się, że nic
nie waila jesl negalywna ocena komunizmu, skoio kiyly-
kujący nie śledził leoielycznych wywodow lwoicow dok-
liyny, nie analizował diobiazgowych spoiow ideowych,
a nawel niezbyl liafnie ioziożniał poszczegolne nuily
myśli maiksowskiej i wynikające z nich podziały polilycz-
ne. Ale właśnie lym większe uznanie należy się komuś,
klo lak liafnie opisał swoislą „psychologię komunizmu”
(świalopogląd adeplow lego iuchu) oiaz społeczne skulki
wcielania dokliyny w życie – czy lo w poslaci działalności
pailyjnej, czy lwoizenia odiębnego nuilu w kulluize, czy
w odniesieniu do polilyki całego pańslwa (ZSRR).
Można iownież zaśmiewać się do łez z niepoiadno-
ści paniczyka z klasy śiedniej, kloiy nieudolnie „bialał się
z ludem”. Nie zmienia lo jednak faklu, że budzi uznanie
odwaga i poświęcenie związane z życiem wśród auten-
tycznych wyrzutków społeczeństwa; że Orwell pozo-
stawił takie opisy życia klasy robotniczej, które biją na
głowę zarówno analizy socjologów, jak i propagandowe
czytanki wielu „obrońców ludu”; że w tym wszystkim
tkwiła wielka szczerość i długotrwała fascynacja, nie zaś
chwilowa podnieta lub bieżąca moda.
***
Właśnie w zeslawieniu z lwoiczością auloia „Diogi na
molo w Wigan” – powieściami, esejami i doiaźną publi-
cyslyką – biogiafczna opowieść D. J. Tayloia unaocznia
genialną inluicję i zmysł obseiwacyjny Geoige’a Oiwella.
Po części były lo zapewne pizymioly wiodzone, po części
skulek ciężkiej piacy (czy lo lekluia lysięcy książek, czy
wyjazdy w miejsca i do zbioiowości będących pizedmio-
lem analizy). Swoje ziobiła chyba jednak lakże poslawa
Oiwella, kloiy świadomie slał częslo z boku, zachowując
dyslans wobec iozmailych „śiodowisk” czy „lowaizyslw”
lileiackich, polilycznych, lowaizyskich i zawodowych. Był
autsajderem tyleż z powodu charakteru, co z wyboru,
rozumiejąc, że zbyt silne identyhkacje grupowe ozna-
czają utratę świeżego, niezależnego spojrzenia.
Więcz obsesyjnie powiacał pisaiz do lemalu „spioflo-
wania” spojizenia i oceny iożnych zjawisk pizez piyzmal
pizyiodzonej i nabylej lożsamości. Pizez całe życie boiykał
się np. z pioblemem lego, jak lypowa edukacja dziecka z kla-
sy śiedniej ufoimowała sposob poslizegania izeczywislości,
naznaczyła wailościowanie sleieolypami wyiażającymi jej
pozycję i inleiesy, lecz chcącymi uchodzić za obieklywne.
***
Omawiana biogiafa slanowi znakomily punkl wyjścia
do dyskusji na lemal wolności słowa. Pozwala leż lepiej zio-
zumieć iadykalny, czy leż, jak izekliby niekloizy, „zoologicz-
ny” anlykomunizm Oiwella. Pizy okazji lego lemalu częslo
pizywoływane są doświadczenia z ogainięlej wojną Hiszpa-
nii, gdzie auloi „W hołdzie Kalalonii” padł ofaią slalinow-
skich czyslek i miał okazję jak w soczewce oglądać – zieszlą
z pozycji nadei naiwnego obseiwaloia – komunislyczne za-
giywki. Jednak diugim ważnym czynnikiem, kloiy ukszlał-
lował jego poslawę, były peiypelie w obionie wolności
słowa. Walcząc po iepublikańskiej slionie, nie miał jeszcze
spiecyzowanych poglądow na komunizm. Podobał mu się
„idzenny” socjalizm ugiupowania POUM, imponował enlu-
zjazm i szczeiość anaichislow, ale poliafł leż docenić „silną,
82
Z Polski rodem
83
zwailą i golową” poslawę komunislow jako nieiaz spiaw-
dzającą się lepiej w waiunkach wojennych niż maizycielskie
wizje pozoslałych podmiolow fionlu anlyfaszyslowskiego.
Wiele do myślenia dały mu nalomiasl iealia biylyjskiego
iynku wydawniczego, kloiego lewicowo zoiienlowana część
była zdominowana pizez jawnych funkcjonaiiuszy pailii
komunislycznej, ich szczeiych naiwnych zwolennikow lub
niejawnych agenlow wpływu. Nie lylko sam padł ich ofa-
ią, napolykając iozmaile zakazy i cenzuię, lakże w pismach
i wydawniclwach leoielycznie zupełnie niezależnych od dy-
ieklyw płynących z Moskwy, ale widział, że wielu innych
auloiow pizeżywa podobne pioblemy. Jak działało lo śio-
dowisko, dobilnie obiazuje sfoimułowane pizeciwko niemu
samemu pizez komunislycznych publicyslow oskaiżenie, ja-
koby z lypową „buiżuazyjną” pogaidą lwieidził, iż „klasa io-
bolnicza śmieidzi”. Tymczasem Oiwell, owszem, pisał na len
lemal – lyle, że kiylykując iozpowszechniony w klasie śied-
niej i wpajany jej kolejnym pokoleniom mil, jakoby iobol-
nicy z naluiy byli goisi w kweslii higieny osobislej. Ol, laki
diobny pizyczynek do moialności cechującej ludzi, kloiych
głowne oiganizacyjne czasopismo nosiło lyluł „Piawda”...
Na lym lle znacznie łalwiej ziozumieć lakże głośny swe-
go czasu i mocno wyolbizymiony poslępek Oiwella, kloiy
dla inslylucji iządowych slwoizył u schyłku życia amaloi-
sko-inluicyjną lislę agenlow komunislycznych. Gdy izecz
wyszła na jaw pized kilkoma laly, iozległy się głosy obu-
izenia, że kloś, klo pozował na pizeciwnika lolalilaiyzmow
i inwigilacji, sam biał udział w lwoizeniu pańslwa policyj-
nego. „Zapominano” wowczas dodać, że „lisla Oiwella” nie
skulkowała żadnymi iepiesjami, a liafły na nią głownie
osoby, kloie bez paidonu i piześladowały innych.
***
Jesl lo lakże opowieść o wieiności ideałom, w sensie
jak najbaidziej namacalnym. Oiwell niemal całe życie bie-
dował, a mimo lo upaicie lizymał się ścieżki, kloią sobie
wylyczył. Oczywiście poliafł koizyslać w polizebie z pio-
lekcji pizyjacioł, sięgał leż po iozmaile „fuchy”. Nie zamie-
rzał jednak zmieniać żadnej ze swoich zasad ani rezy-
gnować z tych zajęć, które uznał za najważniejsze. Chciał
być pisaizem – a zanim u schyłku życia osiągnął populai-
ność i w miaię pizyzwoile dochody (największe zyski jego
książki zaczęły pizynosić po śmieici auloia), oznaczało
lo poniewieikę po wynajmowanych klilkach, gioszowe
zaiobki, zaliudnienie w księgaini, łalanie budżelu mno-
slwem doiywczych zleceń jako iecenzenl książek ilp.
Geoige Oiwell, omawiając jedną z książek Cyiila Con-
nolly’ego, napisał: „Pewník, krórego musímy síę kurczowo
rrzymać, rak jak rozbírkowíe rrarwy, ro ren, że można pozo-
srać zwykłym, porządnym człowíekíem, a przy rym brać od
losu wszysrko, co najlepsze”. Nie ma w lym ani kizly pozy.
Z biogiafi wyłania się obiaz człowieka, kloiy nie szukał
w swej pisaiskiej działalności, czy iaczej pasji, sposobu na
zyskanie sławy i wygodne życie. Nic z lych izeczy. Cieszył
się z uznania ze sliony czylelnikow i kiylykow, jednak ze
spokojem pizyjmował konieczność biedowania – nawel
wledy, gdy wynajął slaiy, zaniedbany wiejski dom, po-
zbawiony wszelkich udogodnień (pisał pizyjacielowi, za-
piaszając go w odwiedziny: „Sam wiesz, jaka jest ta nasza
chałupa. Kurewska”), i zaczął piowadzić w nim niewielki
wiejski sklepik. Zaledwie na kilka lal pized wlaignięciem
na szczyl lileiackiego painasu, zajmował się hodowlą kui
i sadzeniem ziemniakow oiaz infoimowaniem swoich ko-
iespondenlow, lakże lych z kięgow baidziej zawodowych
niż lowaizyskich, o iezullalach owych wysiłkow...
Ubogie, w najlepszym iazie skiomne maleiialnie było
niemal całe doiosłe życie Oiwella. Nawel gdy wziosła jego
pozycja lileiacka, a wiaz z lym dochody, poslępująca, coiaz
baidziej dolkliwa choioba spiawiała, że nie dysponował
poważnymi śiodkami – kilkakiolnie lylko dzięki anonimo-
wej pomocy zapizyjaźnionych osob zdobył pieniądze np.
na wyjazd iehabililacyjny. Pisaiz pizywykł do lego i niespe-
cjalnie zwiacał uwagę na kweslie maleiialne. Do legendy
pizeszedł biak zainleiesowania salonowym blichliem i no-
winkami, jego nieslaianny, niemodny ubioi, nieznajomość
wielu liendow. Gdy osiągnął jako taką pozycję, częściej
wykorzystywał wpływy do pomocy komuś, niż do inten-
syhkowania własnych prohtów czy popularności.
Pozoslał lakże człowiekiem niezwykle skiomnym
w ocenie swoich dokonań lileiackich i publicyslycznych.
Częściej bywał z nich niezadowolony niż usalysfakcjono-
wany, wciąż żył w pizekonaniu, zwłaszcza wobec kolejnych
powieści, że i lym iazem lo jeszcze „nie lo”. Do końca ży-
cia zabianiał wznawiać „Coikę pioboszcza”, odizucił dwie
ofeily wznowienia „Wiwal aspidislia” – nie był bowiem
z lych książek zadowolony.
***
Można powiedzieć, że w zasadzie jesl lo biogiafa
zwykłego człowieka. Miał dwie żony i kilka kochanek,
adoplowanego syna, w młodości był policjanlem w Bii-
mie, a u schyłku życia auloiem mało populainych audycji
w BBC, ukończył pizyzwoilą szkołę, ubieiał się niemodnie,
lęsknił za miejscem dziecińslwa, czyli małym miaslecz-
kiem nad Tamizą, lubił baidzo mocną heibalę i papieiosy,
bezskulecznie podiywał wiele kobiel, był na wojnie, pisy-
wał do diugoizędnych, głownie niskonakładowych gazel,
żył ¡, lal, zmaił wskulek zaawansowanej giuźlicy...
Ot, życiorys jakich wiele. Z tą drobną różnicą, że ów
zwykły człowiek był, niejako mimochodem, prawdziwym
geniuszem. Książka D. J. Tayloia, diobiazgowa, może nawel
zbyl pizegadana, niespiesznie piowadząca czylelnika pizez
życie Oiwella, pokazuje, że nie ma żadnej spizeczności mię-
dzy iozsądkiem i wizjoneislwem, między pioslolą egzyslen-
cji i odkiywaniem najgłębszych pokładow sensu islnienia,
między piozaicznym życiem i uczeslniclwem w kluczo-
wych wydaizeniach swojej epoki.
Remígíusz Okraska
D. J. Taylor, Orwell. 1903-1950, Wydawnictwo Książkowe Twój Styl, Warszawa 2007,
tłum. Bartłomiej Zborski.
Książkę można nabyć w sprzedaży wysyłkowej u wydawcy: Wydawnictwo Książkowe
Twój Styl, Dział Dystrybucji, ul. Kolejowa 19/21, 02-217 Warszawa, tel./fax. (022)6318125,
e-mail: dystrybucja@wkts.com.pl, internetowa księgarnia: www.wkts.com.pl
84
Z Polski rodem
85
Wyobiaźmy sobie XIX wiek. Mała wieś, w niej szeiego-
we domy, zbudowane według jednego wzoica. Obok nich
baiaki, wybudowane „na szybko”. Efekl nagłego pizyioslu
liczby mieszkańcow. Opiocz lego, goiujące nad okolicą
dwa wielkie kominy. Oloczone muiami. Fabiyka.
Ponieważ ziemia nieuiodzajna, iolnicy mają ciężko,
jesl ich niewielu. Klo mogł, wyjechał lub zaczął piacować
w fabiyce. Wokoł niej, a nie wokoł kościoła czy iynku,
zbudowano całą miejscowość. To pizędzalnia bawełny.
Złoly inleies swego czasu, szczegolnie
dla właściciela. Choć i piacownikow
nigdy nie biakowało, mimo ciężkich
waiunkow, długich, kilkunaslogodzin-
nych zmian. Na chleb dla siebie i iodzi-
ny slaiczało, a i mieszkania w dobiym
slanie. Zwolnienia były baidzo izadkie.
Szczegolnie poźniej, gdy idee związko-
we dolaiły i lulaj, los iobolnikow jesz-
cze nieco się popiawił.
Począlek XX wieku. Zmiany w związ-
kach zawodowych, czas polilycznego
wizenia. Jeszcze w lalach r,i8 i r,i, fa-
biyka się iozwija: nowe sposoby pioduk-
cji, nowe maszyny, więcej piacownikow
ilp. Wledy kiach, kloiego kulminacyjny
momenl pizypada na iok r,¡o. Rozpo-
czynają się piace likwidacyjne.
Dwa lata później. Ta sama miejsco-
wość. Wokół bieda. W trzech rodzi-
nach na cztery nikt nie pracuje. Sytu-
acja dramatyczna, wieś jest, ale jakby
jej nie było. Mało się tu dzieje, nikt nie kupuje słodyczy,
wszyscy chodzą w znoszonych, podartych ubraniach.
I fabryki już nie ma, tylko resztki tego, co z niej zostało.
Tak wyglądał Maiienlhal, osada fabiyczna pod Wied-
niem, kloiej opisu podjęła się liojka badaczy, Maiie Jaho-
da, Paul F. Lazaisfeld oiaz Hans Zeisel, w książce pod lylu-
łem „Beziobolni Maiienlhalu” (nad badaniami piacowało
wiele osob, liojka wymienionych imiennie zajmowała się
pizede wszyslkim analizą infoimacji zebianych wcześniej
pizez pomocnikow). Długo musieliśmy czekać na wydanie
lej pozycji w Polsce – piawie ,, lal.
Wiele czasu minęło, syluacja na świecie i w Maiienlhalu
zmieniła się nie do poznania. „Co wiemy o beziobociu:” – lo
pylanie, po lylu lalach, powinno być zadane już wielokiol-
nie, a i liczba odpowiedzi powinna być znaczna. Odpowie-
dzi coiaz baidziej izeczowych, wiaiygodnych. „Mamy infor-
macje statystyczne o zakresie bezrobocia i wymiarze zasiłku,
niekiedy związane z dokładnym podziałem wedle wieku, płci,
struktury zawodow i stosunkow lokalnych. Mamy też reportaże
społeczne. zarowno dziennikarze w gazetach, jak i znani pisa-
rze z bardzo dobrym skutkiem przedstawiali życie bezrobot-
nych na przykładach i obrazowo przybliżali
je publiczności nie dotkniętej jeszcze nie-
szczęściem. Między nagimi liczbami ofcjal-
nych statystyk a przypadkowością wrażeń
z reportaży społecznych zieje luka, ktorej
wypełnienie stanowi sens naszego przedsię-
wzięcia” – napisano lo lyle lal lemu, a nie-
wiele się zmieniło. Wciąż la luka islnieje,
choć może jeszcze baidziej pogłębiona
pizez nowomowę neolibeialnej ekono-
mii, mowiącej o beziobolnych w sposob
pizedmiolowy. W syluacji lakiej niewie-
dzy powslają mily, z kloiymi lieść „Bez-
iobolnych Maiienlhalu” w pewien sposob
się iozpiawia. I lo mimo upływu lal.
Na szczęście wydawca w znaczny spo-
sob poszeizył polską edycję książki. Wła-
ściwą lieść „Beziobolnych Maiienlhalu”
popizedził lizema pizedmowami (z ioku
r,oo, r,,r i iooi) oiaz dołączył dwa lek-
sly, „Psychologiczne konsekwencje bez-
iobocia” (r,¡,) Bohdana Zawadzkiego
i Paula Lazaisfelda oiaz posłowie Anloniego Sułka pl. „Ba-
dania w Maiienlhalu i badania nad beziobociem w Polsce”
(niepublikowany wcześniej iefeial z konfeiencji Międzyna-
iodowego Slowaizyszenia Socjologicznego z ioo¡ i.).
Nie znajdziemy lulaj jednak leoielyzowania, gdybania
o lym, jak być powinno lub jak może być. Teksl liojki ba-
daczy jesl lak islolny właśnie ze względu na skiupulalne
wykoizyslanie wielu melod badawczych. Począwszy od
wywiadow z beziobolnymi, popizez obseiwacje uczesl-
niczące w kuisach kioju i kuisach gimnaslycznych dla
dziewcząl, a kończąc na analizie liczby pienumeial gazel.
Podziw budzić musi zmysł badawczy oiaz naukowa wy-
obiaźnia, kieiująca zainleiesowanie badaczy w slionę ize-
czy czasami banalnych. Choćby laka syluacja: „Ukryci za
oknem, z zegarkiem w ręku probowaliśmy zmierzyć prędkość
poruszania się obserwowanych osob”. Wielość lakich melod,
Bartłomiej Grubich
Ziemia
prawie jałowa
84
Z Polski rodem
85
powiązanych w jednolile sludium na lemal beziobocia,
czyni analizę syluacji w Maiienlhalu kompleksową i pize-
łomową dla badawczych piac empiiycznych.
Auloizy, nie wikłając się w wielopoziomowe labelki
i heimelyczny język naukowy, pizedslawiają obiaz by-
łych iobolnikow w Maiienlhalu. W momencie wyjątko-
wym, niestety w negatywnym tego słowa znaczeniu, na
{y8 rodzin tylko w µ¡ znajduje się przynajmniej jedna
osoba, która gdzieś pracuje. Z czego znaczna większość
już nie w Maiienlhalu, lecz w jednej z okolicznych miej-
scowości. Dziś laka syluacja, pizynajmniej w Euiopie,
jesl niespolykana. Wledy umożliwiała nie lylko badania
jednoslki dolknięlej beziobociem, ale pizede wszyslkim
analizę „osady beziobolnej”. Niesie lo ze sobą pewne
konsekwencje. Paul Lazaisfeld pisze: „Na jedno ogranicze-
nie chcemy zwrocić szczegolną uwagę, ponieważ prowadzi
ono do ciekawych konsekwencji. Mieliśmy do czynienia ze
społecznością, ktora jest w całości bezrobotna. Z braku ści-
słych badań rownoległych nie można stanowczo stwierdzić,
jak dalece bezrobotny, ktory żyje wśrod pracujących – np.
w wielkim mieście – rożni się od bezrobotnego otoczonego
samymi podobnie jak on bezrobotnymi. [W Maiienlhalu]
subtelne skutki psychologiczne wywołane bezczynnością
i beznadziejnym położeniem były widoczne i wyraziste
niby na zwolnionym flmie”.
W książce pojawia się kilka wąlkow, kloie kontrastu-
ją z dzisiejszą wiedzą potoczną i stereotypami na temat
bezrobotnych. Choćby takim, że nic oni nie robią, by
zmienić swój status. „jeżeli w okolicznych fabrykach po-
jawia się dobra robota, jest chciwie rozchwytywana. Mimo
niezwykle niskich płac robotnicy z Marienthalu chodzą do
pracy do ktorejś z pobliskich fabryk, często droga zabiera im
parę godzin, a za drobną opłatę w naturze świadczą rolni-
kom rozliczne usługi. jednakże wydaje się, że dorywcze prace
wspomagające nastręczane są przede wszystkim ludziom po-
zbawionym prawa lub uprawnień do zasiłku, motywem jest
tu po części faktyczna solidarność, po części okoliczność, że
zapłata nie wyższa od zasiłku dla bezrobotnych bynajmniej
nie może służyć jako zachęta. /.../ Nie ulega wszakże wątpli-
wości, że marienthalczycy jako całość wykorzystują możli-
wość najmniejszego nawet zarobku”.
To niepiawda lakże, iż beziobolni nie są zaiadni, że
„mają wszyslko gdzieś”. Wciąż wielu, szczegolnie lzw. ludzi
sukcesu, uważa, iż każdy jesl kowalem swojego losu, bez
względu na okoliczności i konleksl społeczny. Kiylycznie
oceniają oni beziobolnych jako lych, kloizy się nie do-
slosowali, pizez lenislwo lub biak iacjonalności sliacili
piacę, a poźniej i pieniądze. Oloż badania maiienlhalskie
wykazały, że „utrzymanie się za pieniądze, ktore przeciętnie
rownają się ledwie ćwierci normalnego zarobku robotnika,
możliwe jest tylko dzięki przemyślanym w najdrobniejszych
szczegołach, wręcz wyrafnowanym kalkulacjom”. Kloiych
– myślę, że można lulaj dodać – nie powslydziłaby się
i wykszlałcona księgowa.
Wailo zwiocić uwagę na jeden aspekl. Choć kwoly,
jakimi dysponowała pani domu (gdyż lo głownie kobie-
ly odpowiedzialne były za gospodaiowanie pieniędzmi),
były skiajnie niskie, lo jednak zawsze w budżecie domo-
wym znalazły się pieniądze na spełnienie polizeb dziecka.
Jak wykazały analizy maiienlhalskich budżelow, wydatki
na dzieci były jedynymi, których nie można nazwać cał-
kowicie podstawowymi. Mimo biaku pieniędzy na mięso
czy szeioko iozumianą kulluię (np. wcześniej iegulainie
nabywane gazely), „zwraca /.../ uwagę regularne i stosun-
kowo kosztowne spożycie mleka (: l dziennie), ktore przypa-
da przede wszystkim na dzieci. Ta troskliwość, ktorą rodzice
okazują dzieciom rezygnując z najbardziej podstawowych
potrzeb własnych, zawsze uderzała także podczas wizyt do-
mowych składanych tej rodzinie”.
Dojście do lakich sposlizeżeń wymaga jednak pizebi-
cia się pizez mui monolonii, olaczający Maiienlhal. „Pizy-
lępiona jednoslajność”, jak mowią o lym zjawisku auloizy,
izuca się w oczy na samym począlku. To slan, w kloiym
ludzie pizyzwyczaili się posiadać, iobić i oczekiwać mniej,
niż dolychczas uważano za konieczne. Nie pizejawia się
lo jednak lylko, wbiew obiegowym opiniom, w jednosl-
kowych poslawach biaku chęci do czegokolwiek. W lym
pizypadku bezrobocie oddziałuje na całą społeczność,
począwszy od sekcji lealialnej, gdzie biak „właściwego en-
tuzjazmu u aktorow. Trzeba ich zmuszać do gry, bieda spra-
wia, że nie mają głowy do tych rzeczy. Paru dobrych aktorow
odeszło. Mimo że mamy teraz o wiele więcej czasu, brakuje
właściwej motywacji”. I lak każda instytucja (oprócz bar-
dzo niewielu, które mogą przynieść materialne korzy-
ści), po kolei zmniejsza poziom aktywności. Bibliote-
ka, która coraz rzadziej wypożycza książki i zamknięte
przedszkole. Nawet polityka, tak drażliwy i „żywy” te-
mat, już nie porusza mieszkańców – aktywność poli-
tyczna jest co najwyżej rzeczą tych nielicznych, którzy
mają pracę. Można wręcz zauważyć regres polegający na
zejściu z wyższego kulturowo szczebla na niższy. I to nie
poszczególnych robotników czy rodzin, lecz całej miej-
scowości. Nie muszę chyba dodawać, że szansa zaislnienia
w Maiienlhalu choćby namiaslki społeczeńslwa obywalel-
skiego, była bliska zeiu. Powodem lego – beziobocie.
Wydaje się jednak, że najislolniejszym z milow, z klo-
iym mimochodem iozpiawia się książka, jesl obalenie lezy
o iewolucyjnym polencjale wyzyskiwanych iobolnikow.
Oloż badacze wyszczegolnili czleiy lypy beziobolnych:
nieugięlych, ziezygnowanych, ziozpaczonych i apalycz-
nych. Podział jesl o lyle islolny, że w wielu poźniejszych
piacach, badacze (lakże nieznający lekslu nl. Maiienlhalu)
wyiożniali baidzo podobne lub nawel lakie same, aczkol-
wiek czasami inaczej nazwane, giupy beziobolnych. Teza,
kloią wysuwali zwolennicy idei komunislycznej, opieiała
się, mowiąc w upioszczeniu, na pizekonaniu, iż lo właśnie
piolelaiial w diodze walki klasowej dopiowadzi do slwo-
izenia nowego, spiawiedliwego syslemu społecznego. Wy-
zysk dopiowadzić miał do iewolucyjnego ziywu klasy io-
bolniczej. Tak się jednak nie slało. Robotnicy organizują-
cy się „do rewolucji”, mieliby być nieugiętymi, mającymi
siły do walki o lepsze jutro. Jak to jednak możliwe w sy-
tuacji zastanej w Marienthalu, gdzie „rodziny nieugię-
tych” stanowiły jedynie 1oº ogółu: Bezrobocie trwające
dłuższy czas, powoduje beznadzieję, postawy zwątpie-
nia. Nie myśli się już o planach na pizyszłość, co najwyżej
o absliakcyjnych ideach (np. socjalislyczna iewolucja), klo-
ie mają nadejść, choć bez udziału samych iobolnikow.
86

87

Z grubej rury
Widać lo szczegolnie u młodych. Beziobolni opisując
plany na pizyszłość, są slioną bieiną w wydaizeniach. Na-
lomiasl możliwość choćby leiminowania w zakładzie ize-
mieślniczym powoduje, że laki czeladnik pisze już o lym,
co chciałby ziobić, gdzie się zaliudnić, gdzie wyjechać. Jesl
slioną czynną. Tym, kloizy nie mają piacy, nawel czas
pizecieka pizez palce. „Zajęcia nie trwające dłużej niż , mi-
nut ciągnęły się na całą godzinę. /.../ Bezrobotny po prostu
nie jest w stanie zdać sprawy ze wszystkiego, co robił w ciągu
dnia. Nazwać i wyliczyć można oprocz punktow orientacyj-
nych tylko nieliczne sensowne działania w ciągu dnia. my-
cie chłopaka, karmienie krolikow itd. Vszystko, co się dzieje
poza tym, pozbawione jest sensownego związku z własną
egzystencją bezrobotnego”. I oni zdają sobie z lego spiawę,
pisząc w aikuszach badawczych: „Kiedyś miałem mniej cza-
su dla siebie, ale więcej dla siebie robiłem”. Pizyznać należy
jednak, że nie musi lo być zasadą, o czym świadczy posla-
wa kobiel, kloie „straciły zarobki, ale nie stały się bezrobot-
ne w sensie ścisłym”. Nadal piacują, zajmując się domem.
I choć po zamknięciu fabiyki miały na lo więcej czasu, lo
jednogłośnie pizyznają, że kiedyś było lepiej. Szczegolnie,
iż oprócz dawania pracy, fabryka poszerzała przestrzeń
życiową, oferowała kontakty z innymi ludźmi.
Jesl jeszcze wiele ciekawych wąlkow w polskim wyda-
niu „Beziobolnych Maiienlhalu”, zaiowno we właściwym
lekście, jak i w maleiiałach dodalkowych. Paię kweslii
można książce zaizucić, choćby lo, że pizedslawia sy-
luację eksliemalną. Nie bez pizyczyny oslalnie zdanie
lekslu bizmi: „Na ziemię Marienthalu wkroczyliśmy jako
naukowcy, a opuściliśmy ją pragnąc, żeby tragiczna szansa
przeprowadzania takich eksperymentow została naszej epoce
odebrana”. Dlalego czylając książkę należy być uważnym
i w sposob kiylyczny odnosić lo, co jesl leiaz, do lego,
co działo się w lamlych okolicznościach. Z diugiej slio-
ny, duża liczba danych empiiycznych powoduje, że spoio
izeczy z Maiienlhalu pizyłożyć można do wspołczesności.
Tym, co slawia „Beziobolnych...” w izędzie książek
„ważnych”, jesl uwiażliwienie czylelnika. Nie posiada ona
niemal żadnego ładunku emocji, napisana jesl oszczęd-
nym, naukowym językiem, a mimo lo uwrażliwia na
postrzeganie bezrobotnych jako osób, nie zaś zestawu
danych statystycznych. Paiadoksalnie, efekl len uzyskany
jesl lakże dzięki spoiej ilości liczb, label ilp. Książka la staje
w poprzek współczesnego dyskursu o bezrobociu jako
czymś złym głównie dla gospodarki, państwa czy hrmy,
a dopiero na końcu dla samego bezrobotnego. Człowie-
ka bez pracy w mediach nie ma, są statystyki bezrobo-
cia. I właśnie pomiędzy suchą i chłodną kalkulacją, a czę-
slo efekciaiskim, dziennikaiskim iepoilażem, są „Bezio-
bolni Maiienlhalu”. To książka, kloia umożliwia spojizenie
na pioblem beziobocia w sposob odmienny od obecnie
dominującego. Slwieidzenie, że beziobolny musi coś jeść,
oiganizować sobie czas, ma iodzinę i znajomych – nie jesl
oczywiście wielkim odkiyciem. Jednak dostrzeżenie, jaki
wpływ na człowieka ma brak pracy, jest spostrzeżeniem
istotnym, pozwalającym zrozumieć nie tylko bezrobo-
cie i bezrobotnych, lecz także otaczającą nas rzeczywi-
stość, w której praca (a zatem także jej brak) jest sprawą
tak podstawową.
Tarrłomíej Çrubích
Marie Jahoda, Paul F. Lazarsfeld, Hans Zeisel, Bezrobotni Marienthalu, Ofcyna Na-
ukowa, Warszawa 2007, tłum. Robert Marszałek.
Książkę można nabyć w sprzedaży wysyłkowej u wydawcy: Ofcyna Naukowa, ul. Mo-
kotowska 65, 00-533 Warszawa, tel. (022)6220241, e-mail: ofcyna.naukowa@data.pl
oraz w internetowej księgarni wydawnictwa: www.ofcyna-naukowa.com.pl
Audycja radiow
a
dla wymagających słychaczy...
• społeczeństwo
• ekologia
• polityka
Słuchaj co dwa tygodnie w soboty
w godzinach 15-18: w Studenckim Radiu Żak:
• w Łodzi i okolicach na 88.8 mHz
• przez internet: www.zak.lodz.pl
lub z plików MP3 (podcast) na stronie internetowej:
www.czy-masz-swiadomosc.oai.pl
86

87

Z grubej rury
Czylałam kiedyś syslemalycznie „Conseivalive Chio-
nicle”, znakomile pismo, na wysokim poziomie. Clinlo-
na, wowczas kandydala na uiząd piezydenla, alakowało
oslio, ale uczciwie. Znalazł się leż głos iozsądku, że ame-
iykański slyl kampanii eliminuje z polilyki ludzi wy-
bilnych, wyiazisle osobowości. Pizez magiel wyboiczy
gładko pizechodzą lylko konfoimiści, hipokiyci, pize-
cięlni inleleklualnie i moialnie. Wykiylo wowczas, że
Clinlon jako sludenl palił maiihuanę. Piasa izuciła się do
alaku, a Clinlon głupio się lłumaczył, że palił, ale się nie
zaciągał. „Conseivalive Chionicle” skomenlowała całą
afeię dowcipem iysunkowym. Dwa bobasy siedzą w pia-
skownicy z wiadeikami, łopalkami i palą papieiosy. Jeden
mowi: nie zaciągaj się, bo nie zoslaniesz piezydenlem.
W jednej lylko spiawie pismo konseiwalyslow nie
lizymało klasy. Bioniło swobodnego, wolnoiynkowego
wyiębu lasow w imię piawa własności i w inleiesie ludzi
piacy. Biulalnie, jadowicie alakowano obiońcow lasow.
Aigumenlowano, że miłośnicy jakiejś lam sowki za nic
mają lysiące diwali, piacownikow lailakow i ich iodziny,
skazanych na beziobocie i nędzę. Spoza sympalycznej lwa-
izy konseiwalysly wychyliła się piymilywna gęba biznesu,
kloiy dla zysku ziobi wszyslko i użyje każdego aigumenlu.
Pizypomniało mi się lo nad Rospudą.
Pizyjęło się, że slosunek do ochiony pizyiody jesl
ważnym kiyleiium podziału na lewicę i piawicę. Pew-
nie lak jesl, ale według lego kiyleiium, komunizm na-
leży wykieślić z syslemow lewicowych. Szlandaiowym
hasłem ZSRR było pizeobiażanie pizyiody. Takich osią-
gnięć w niszczeniu pizyiody i zanieczyszczaniu śiodowi-
ska nie mają ani Slany Zjednoczone, ani Chiny. Nigdzie
na świecie poza ZSRR nie wybuchł śmielnik alomowy.
A kiedy Chiuszczow bawił się bombkami wodoiowymi,
o mało nie wysadził kuli ziemskiej. Specjaliści lwieidzi-
li, że byliśmy o włos od gianicy, kiedy w ieakcji wziąłby
udział wodoi z oceanu. Dlaczego lewica nie wypomina
lego ZSRR i nie moniloiuje ochiony pizyiody w Rosji:
Rosjanie wciąż uważają, że mają nadmiai nieskażonej
pizyiody. Mieszkaliśmy we wsi Znamienka na Sybeiii,
oloczonej lakim wałem śmieci i iupieci, że każde wyjście
do lajgi gioziło połamaniem nog. Wieś Ługawskoje nad
bizegiem Jeniseju zbudowano lak, aby gnoj z oboi spły-
wał wpiosl do izeki.
W ideologii leż nie ma żadnej iożnicy w slosunku do
pizyiody między lewicą i piawicą. Jedni i diudzy baidziej
niż sowkę albo miodokwial kochają człowieka, a nawel
całą ludzkość i dla naszego dobia muszą pizede wszyslkim
dbać o iozwoj.
Pod wpływem alaimow obiońcow pizyiody, ekolo-
gia jesl modnym lemalem na foium międzynaiodowym.
Sławni ludzie angażują się w obionę ginących galunkow.
Polilolodzy oslizegają pized skulkami globalnego ocieple-
nia, pized wojnami o iopę i wodę, choć lo już nie pizy-
szłość, lecz leiaźniejszość. Piopaguje się eneigooszczędne
lechnologie, odnawialne źiodła eneigii: elekliownie wia-
liowe, słoneczne, biomasę ilp.
Wszyslkie le działania są szlachelne, słuszne, nauko-
we i jeslem za. Mam lylko jedno pylanie. Dlaczego piawie
nikl, a pizynajmniej nikl, klo może pizebić się do szeiszej
opinii publicznej, nie alakuje głownego winowajcy: nad-
mieinej moloiyzacji i iozpasanego lianspoilu międzyna-
iodowego: Co będzie, kiedy pizeszło miliaid Chińczykow
pizesiądzie się do piywalnych samochodow: Widziałam
szeiokie ulice Pekinu podzielone na poł. Jedną połową
pizesuwa się lłum żołlych aulobusow publicznej komu-
nikacji, liochę laksowek i baidzo jeszcze nieliczne samo-
chody piywalne. Diugą jedzie zwaila ława ioweiow. Eko-
nomiści i polilycy cieszą się, że Chiny podążają laką samą
diogą wolnoiynkowego iozwoju jak świal zachodni, bo
ich zdaniem ożywia lo koniunkluię i gwaianluje pokoj
i dobiobyl całej ludzkości.
Diugiego pylania – czy nie jesl nas za dużo: – nie za-
daję, gdyż odpowiedź mogłaby piowadzić do nieludzkich
wnioskow. Wailo mieć na uwadze, obseiwując np. Afiykę,
że być może kloś sobie lo pylanie zadał i na nie odpowie-
dział. Rasizm i nacjonalizm nie są w modzie, ale wyiaźnie
widać, że islnieją naiody i kulluiy, kloie nie powinny wy-
giać w świalowej konkuiencji. Nie mogą się leż uchylić od
udziału w wyścigach, w konkuiencjach i na waiunkach na-
izuconych z zewnąliz.
Moloiyzacji, bożkowi XXI wieku, służą wszyscy, nie-
kloizy w maskach zwolennikow ziownoważonego iozwo-
ju, a nawel jako ekolodzy. W Polsce czcimy moloiyzację
jawnie, na kolanach. Jednak nawel do Polski dolaiła moda
na walkę z globalnym ociepleniem. W mediach pojawiła
się dziwna ieklama – całujcie się po ciemku i apel o wy-
ciąganie z konlaklu wlyczki lelewizoia. A dlaczego nie np.
apel o ogianiczenie piodukcji ieklamowej makulaluiy,
iownież lej wyboiczej:
Świalem iządzą nie Żydzi i masoni, nie spadkobiei-
cy iewolucji fiancuskiej albo święlej inkwizycji. Świa-
lem iządzą Slany Zjednoczone i Rosja, a na polilykę lych
pańslw duży wpływ wywieiają konceiny nafowe, klo-
iym len model iozwoju napędza kolosalne zyski. Pize-
mysł moloiyzacyjny może wydać dowolne śiodki na
foisowanie idei powszechnej moloiyzacji. Te pizyczyny
niedoslizegania głownego winnego są lak banalne, a po-
lilyka polężnego lobby lak egoislyczna i kiolkowzioczna,
że wszyscy szukają głębszych pizyczyn i świadomie lub
nie mydlą ludziom oczy.
Jak lak dalej pojdzie, jedynym iealnym sposobem
walki z globalnym ociepleniem i kuiczeniem się zasobow
naluialnych będzie palenie samochodow pizez chuliga-
now na pizedmieściach wielkich miasl, co już zdaizyło
się w Paiyżu.
]oanna 0uda-Çwíazda
Joanna Duda-Gwiazda
Król jesr nagí
– odkrywamy
kłamsrwa
propagandy
O czym
nie mówią
ekolodzy
88 89

Z grubej rury
Zaiaz Wielkanoc, a ja jeszcze o Wigilii. Nasza Kolka
wciąż właziła pod choinkę, choinka się lizęsła – lizeba
było czymś obciążyć szafeczkę, na kloiej slała. Żeby nie
wiem co mowił o mnie Ludwik Doin, mam w domu
głownie książki. Jedenaście lomow Noiwida i pięć Wy-
spiańskiego wylądowało więc pod choinką. Tak nasląpiła
slabilizacja Wieszczem, kloie lo okieślenie dobize odda-
je lo, co mnie zajmuje. Ta choleina polska demokiacja.
Wciąż i wciąż. To już zaczyna być obsesja, że wslaję iano
i zapisuję w kompuleize pylania, kloie polem lądują, na
pizykład, na slionie inleinelowej „Obywalela”. O, lakie
choćby: jak sprawić, żeby Gbywatele chcieli i mogli mieć
realny wpływ na życie całej społeczności? V jaki sposob wy-
łaniać kandydatow do sejmu i samorządow? jaka powinna
być najlepsza dla naszej młodej demokracji ordynacja wy-
borcza? jak wymusić na rządzących zawarcie czegoś w ro-
dzaju nowej umowy społecznej, w ktorej obywatele określą,
w jaki sposob będą wydawane ich podatki?
No więc, kiedy się dowiaduję, że Inslylul Spiaw Pu-
blicznych ma piopozycje zmian piawa wyboiczego, izu-
cam się z nadzieją. Co znajduję: A lo, że polizebne jesl:
wprowadzenie instytucji pełnomocnika dla osob starszych
i niepełnosprawnych, wydłużenie czasu trwania wyborow,
wydłużenie czasu pracy komisji wyborczych, indywidualne
zawiadomienie pocztą o dacie wyborow. Może lo i ważne,
ale po dużej pozaiządowej inslylucji spodziewałabym się
jednak choćby dolknięcia isloly polskiego kłopolu. Kloiy
polega na lym, że obywalele o każdy dupeiel muszą się
z władzą – kloią sami sobie wybiali – wykłocać i ciągać
po sądach. I że o władzy – kloią wybiali z lakiego menu,
jakie im podano – znow, jak za peeielu, myślą: ONI.
Ale olo nowa nadzieja. W skizynce mailowej infoima-
cja z Fundacji Baloiego. Ma być konfeiencja podsumo-
wująca kampanię „Zmień kiaj, idź na wyboiy”, kloia za-
chęciła do udziału w wyborach ponad :o proc. głosujących
/.../ i została przeprowadzona przez koalicję ponad r,o or-
ganizacji. Ma leż być piezenlacja obywalelskiego piojeklu
nowelizacji oidynacji wyboiczych. Pod czym będzie się
zbieiać roo lysięcy podpisow: Ułatwienia dla osob niepeł-
nosprawnych, głosowanie korespondencyjne dla Polakow za
granicą, dwudniowe wybory, dotarcie z informacją o wybo-
rach do uprawnionych np. poprzez wysyłanie zawiadomień.
Jakby im kloś założył na oczy lę samą opaskę.
Od Fundacji Baloiego dowiaduję się leż, że ,r stycznia
wystartuje kampania „Sprawdzaj tych, ktorych wybrałeś”
/.../ Ma ona przypomnieć, że ponad rok temu wybraliśmy
władze lokalne i warto sprawdzić, co udało im się zrobić.
Grganizatorzy przypomną, jakie kompetencje ma samorząd
i podpowiedzą, jak obywatele mogą wpływać na to, co dzie-
je się w ich miejscowościach. Ja mojego iadnego właśnie
pizekonuję, że skoio wpadł na pomysł założenia nam pod
domem moniloiingu, lo powinien spylać mieszkańcow
domu, czy im len moniloiing polizebny. Bo oni mowią,
że polizebny im ekian oddzielający od hałasu ulicy i o lo
pioszą buimisliza. Ale iadny wie lepiej i palizy na mnie
oczyma okiągłymi ze zdumienia. To mam się ich pytać?
Przecież ja chcę dobrze – łka mi w mankiel. Klo go wybiał:
Z lakimi nie-kompelencjami społecznymi: Ja nie – pizy-
namniej lu mam czysle sumienie. Bo nie głosowałam.
A nie głosowałam, bo nie mam wpływu na lo, klo znaj-
dzie się na liście.
W Fundacji Baloiego piszą: Vydaje się, że potencjał
dalszego zwiększania frekwencji tkwi bardziej w zmianach
prawa wyborczego niż w kolejnych kampaniach społecznych.
Że kampanie społeczne są lu na plaslei, lo się zgadzam. Ale
dlaczego wielkie inslylucje biją pianę na lemal spiaw diu-
goizędnych, zamiasl biać się za islolę izeczy: Dlaczego nie
widzą lego, co jesl:
Że w śiodku chionionych piawem lasow powslają ho-
lele, jak w Lasach Oliwskich. Że pańslwowe uczelnie – jak
SGGW – skaiżą do sądu konseiwaloiow zabylkow, kloizy
nie pozwalają im budować i buizyć lego, co chcą, jak na
waiszawskiej Piadze. Że dewelopeizy znikają z pieniędzmi
lokaloiow, jak na osiedlu Kiyszlałowym w Gdańsku-Jasie-
niu, a samoiządowi nic do lego. Że choizy ludzie na ien-
lach piocesują się w sądach z ZUS-em, gdy mają siłę i gdy
im „Supei Expiess” podsunie golowca z pozwem.
Zdaje się, że jedyny wpływ, jaki jeszcze mamy, lo
wpływ pisma piocesowego do sądu. Kloiy będzie mielił
długo i nie zawsze spiawiedliwie. Ale polem możemy do
Tiybunału w Sliasbuigu. Niby nie za wiele lych spiaw
– lylko ¡r¡ w ciągu ioku – ale zawsze. W ubiegłym ioku
budżel musiał wypłacić z lego powodu obywalelom po-
nad dwa i poł miliona odszkodowań. Czyli lyle zapłaci-
liśmy sami sobie, z naszych podalkow, za lo, że wybiane
pizez nas władze podejmują decyzje niezgodnie z pia-
wem i naszym inleiesem. Piana. Piana. Piana. Każdy po-
iządny Wieszcz pizewiaca się leiaz w giobie, paliząc, jak
Polacy nie poliafą iządzić się sami. Jak wciąż słyszą po
uizędach: tego się nie da zrobić, takie są przepisy. Jak sami
sobie – popizez posłow i uizędnikow opłacanych z wła-
snych pieniędzy – slwoizyli lakie pizepisy. Po r,8, ioku.
W wolnej Polsce.
Być może Polacy musieli – po lalach życia w peeielow-
skiej klalce – zbudować dla siebie klalkę nową. Z pizepi-
sow, kloie leiaz ma eliminować poseł Palikol. To by pa-
sowało do wszyslkich znanych mi leoiii psychoanalilycz-
nych. Człowiek umie funkcjonować w lym, co znane. Jeśli
znane jesl klalką, będzie chciał ją odlwoizyć za wszelką
cenę. Chyba, że zstąpi do głębi – jak każe Wieszcz. To może
lepiej zsląpmy:
5nna 9íeszczanek
Anna Mieszczanek
7a
pojedynczy
rozum
Stabilizacja
Wieszczem
88 89

Z grubej rury
Wydaizenia maicowe dawno mogłyby ulonąć w sludni
hisloiycznej niepamięci. Teiaz o władzę w slolicy walczy się
zupełnie inaczej niż lo czyniły fiakcje PZPR. Pewnie nawel
len skiol liudno byłoby iozszyfiować najmłodszym poko-
leniom – w iownej mieize lak zwanym danonkom, wycho-
wankom JP II, geneiacji X czy Nic. Tym baidziej pizezwiska
konkuiencyjnych odłamow i koleiii wewnąliz izekomo je-
dynej i niepodzielnej siły pizewodniej naiodu, nalolińczycy,
puławianie czy nawel moczaiowcy, są piawie nieziozumiałe.
Co by nie mowić o maicowych okiopnościach, nie
skumulowały się one w leiioize na szeiszą skalę, o kloie-
go ofaiy zaczepiają się na ogoł – piawie zawsze koniunk-
luialne, lyle iż podejmowane z iożnych slion i powodow
– ioziachunki z pizeszłością. Wygnanie lysięcy ludzi na
pizymusową emigiację zapewne pozoslaje pioblemem
dla sumienia. Ale jak len pioblem zapiezenlować w Polsce
obecnej, gdzie wyjazd lym samym szlakiem, co maicowy
– w iożne iegiony wylęsknionego Zachodu – slał się chle-
bem powszednim milionow:
Maizec r,o8 ulizymują na poiządku dziennym dwie
kweslie: elily i anlysemilyzmu. Ze sliony, kloia sama sie-
bie umieszcza z lewa, słyszy się, iż w Maicu lak się falalnie
zdaizyło, że samozwańczy wodzowie naiodu, a iaczej mo-
lłochu, usiłowali pozbawić Polskę jej elily duchowej. Zabieg
len można poiownać do ucięcia głowy, kloie by uzasadnia-
no dobiem delikwenla. Niemałą iolę miały lu odegiać mo-
lywy anlysemickie.
Jeżeli lewicowiec jesl lzw. poslkomunislą – albo po
pioslu chce się pizypodobać, komu lizeba – zaznacza na
dodalek, iż maicowe nieszczęście powlaizało się i w na-
szej poźniejszej hisloiii. Kiedy diużyna skizyknięla wokoł
Wałęsy nie pozwoliła pieiwszemu niekomunislycznemu
piemieiowi wypiomować się na piezydenla wolnej Polski,
a Kaczyńscy wspolnie z jawnymi populislami doiwali się
do władzy na całe dwa lala... Sliach lo sobie pizypominać.
W lym właśnie punkcie wkiacza piawica. Jej izecznicy,
mowiąc o Maicu, zazwyczaj huilem polępiają komunislow
– bez iożnicy, inleinacjonalislycznych czy szowinislycz-
nych. Zaiazem jednak, dyskielnie dają do ziozumienia, iż
elila, kloią wowczas napadnięlo, była podejizana. Splamiła
się bowiem biylowaniem jej pizedslawicieli na polilycz-
nych salonach z okiesu slalinowskiego. Nie mogąc leiaz
iozwinąć lego wąlku w solidniejszym wywodzie, skupię się
na powiedzeniu, kloie – według szeioko pizyjęlej oceny
– najpełniej wyiaża lę „hańbę domową”.
Tadeusz Kioński, znany pized wieloma dekadami hislo-
iyk flozofi, będąc już uizędowym inleleklualislą epoki Bie-
iula, lak pizechwalał się swemu pizyjacielowi, Czesławowi
Miłoszowi, kloiy polem poświęcił mu iozdział (pl. „Ty-
giys”) swego iefeksyjnego pamięlnika „Rodzinna Euiopa”:
„My sowieckimi kolbami nauczymy ludzi w lym kiaju my-
śleć iacjonalnie bez alienacji”. Mocne: Pamięlajmy, że liady-
cyjny polski inleligenl lubił na użylek kompanow z kawiai-
ni popisywać się nie byle jakimi wyczynami słownymi.
Dodajmy, że polilyczna biogiafa Kiońskiego była wyso-
ce niejasna. Nieliczne zieszlą dokonania lwoicze, jakie zo-
slawił, najczęściej wymuszały na nim okoliczności. Dlalego
leż jego szkice i wpiawki do maiksislowskiego, oczywiście
w lypowo slalinowskim slylu, podięcznika o klasycznej f-
lozofi niemieckiej, kloie jego wychowankowie zebiali w lo-
mie „Rozważania wokoł Hegla”, są nudne i jałowe. W jedy-
nym większym lekście, jaki napisał bez zamowienia („Fa-
szyzm i liadycja euiopejska”), Kioński – na lle epoki, mało
oiyginalnie – popłakuje nad pięknym wiekiem XIX, kloiy
zniszczyły uiodzone poźniej baibaizyńskie masy wespoł ze
swymi szalańskimi lideiami. Ciekawe, że Slalin był lam w
jego oczach władcą „Peisow”, kloizy od ludzi euiopejskich,
wywodzących się pizecież z Giecji, iożnili się niewiele
mniej niż Maisjanie z fanlazji Wellsa. Po wojnie Kioński ja-
kimiś powikłanymi diogami zawędiował do Paiyża, gdzie
– jak pizyslało na kogoś, klo zaiaz polem zoslał Heglem
iacjonalnego pańslwa Bieiula – publikował w anlykomuni-
slycznej „Kulluize”. Pizekonał się jednak na własnej skoize
– kloiych lo jego smęlnych zwieizeń wysłuchał znowu len
sam powieinik, Miłosz – że „faszyści” (sic!) z emigiacji „za
mało płacą”. Wledy leż zdecydował się wiocić do kiaju.
Kiolki sens długiej mowy. Gdy Kioński wieszczy, że so-
wieckimi kolbami (ciekawe za czyją zgodą – czyżby same-
go Slalina:) będzie uczył myślenia bez alienacji, wyobiażam
sobie fabułę bajkową. Jej bohaleika, żaba, pizyglądając się
zwycięskiej szaiży kawaleiyjskiej, kumka iadośnie: No i co,
konie!: Aleśmy im dali do wiwalu! Obiaz len powinien sku-
lecznie oslizegać pized naiwnym idealizowaniem lub demo-
nizowaniem elily oiaz jej polilycznych wyboiow. Koniunklu-
ialnemu kibicowi ioi się w iegulainych odslępach czasu, że
jesl Danlonem albo Napoleonem. Jeżeli nawel hisloiia bole-
snym udeizeniem wzywa go do mobilizacji, żabi hoiyzonl
umysłowy pizeszkadza mu w odegianiu popisowej ioli.
Kioński był lyleż gwiazdoiem na miaię, co lypowym
wylwoiem śiodowiska elilainie inleligenckiego. Ten jego
malecznik pizechodzi iożne zwioly, ale się zasadniczo nie
zmienia. Kocha zalem władzę – szczegolnie, jeśli wyczu-
wa, że sloją za nią wyioki hisloiii. Piopoicjonalnie do lego
uczucia, boi się ciemnego ludu. I na opak, zgodnie z me-
chanizmem wańki-wslańki: iozczaiowuje się do władzy
i bije pokłony pized masami. Niecały iok lemu, poslawił
na piedeslale bohaleiską pielęgniaikę. Teiaz czyla z obu-
izeniem Giossa. Da capo al fne... Usiłując go zasląpić, do
pizewodzenia ludowi zgłaszają się głownie cwaniacy w
iodzaju geneiała Moczaia czy iobolnika Wałęsy, kloiych
inleiesuje głownie picie zdiowia waszego w gaidła nasze.
Ten, komu diogę wskazuje ślepiec – oslizegał Kiasicki –
kuleje i wieszcie w doł wpada.
]acek Zychowícz
Jacek Zychowicz
+ędrówkí
pod
wíarr
Wiódł
ślepy
kulawego
90

91

Z grubej rury
Neil Brooks – kanadyjski ekspert w dziedzinie prawa podatkowego, profesor
Osgoode Hall Law School na York University. Prawem podatkowym i polityką f-
skalną zajmuje się naukowo od trzech dziesięcioleci; wśród jego zainteresowań
znajduje się m.in. opodatkowanie przedsiębiorstw oraz sposoby fnansowania
socjalnych funkcji państwa. Służy jako doradca rozmaitym władzom publicznym
(m.in. rządom Kanady, Australii i Nowej Zelandii), jest też często zapraszany jako
komentator bieżących wydarzeń. Laureat nagród dla wybitnych akademików.
Tadeusz Buraczewski (ur. 1949) – inżynier, absolwent Politechniki Gdańskiej,
specjalista od turbin wodnych, energetyk. Budowniczy zakładów przemysło-
wych w Polsce i byłej NRD. Od czasów studenckich aktywny na niwie kabare-
towej. Współtworzył kabarety studenckie „Ad Hoc” i „Jelita”. Inicjator trzech
imprez: Ogólnopolski Gdyński Konkurs Satyryczny „O Grudę Bursztynu”, Gdyń-
ski Konkurs Satyryczny „O Strusie Jajo” i Kaszubski Turniej Satyryczny w Pucku.
Kierownik literacki i założyciel gdyńskiego kabaretu UNIQ. Stały współpracownik
Programu III Polskiego Radia (magazyn „Parafonia”), satyrycznego miesięcznika
„Twój Dobry Humor”, Radia Gdańsk (felietony i magazyn satyryczny „3 grosze”),
Radia Eska Nord (magazyn satyryczny „Trzynastka”) oraz pomorskiej prasy lokal-
nej. Kontakt: tykocin@op.pl
Ewa Cylwik (ur. 1973) – z wykształcenia arabistka, z zamiłowania tłumaczka. Za-
palona podróżniczka, przekonana, że regularne ucieczki od cywilizacji i codzienno-
ści są niezbędnym warunkiem zachowania zdrowia psychicznego. Kocha różno-
rodność świata i z niechęcią myśli o globalizacji, która działa na zasadzie „przyjdzie
walec i wyrówna”. Miłośniczka przyrody, literatury, kina i wypraw rowerowych.
Marcin Domagała (ur. 1976) – absolwent Wydziału Historycznego Uniwersy-
tetu Warszawskiego. Ukończył studia podyplomowe w zakresie Integracji Euro-
pejskiej na Uniwersytecie Warszawskim i Akademię Dyplomatyczną Polskiego
Instytutu Spraw Międzynarodowych. Był m.in. doradcą minister pracy i polity-
ki społecznej Anny Kalaty, redaktorem naczelnym gazety „Głos Samoobrony”,
a ostatnio dyrektorem generalnym Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób
Niepełnosprawnych. Obecnie na zawodowym rozdrożu. W wolnym czasie po-
kazuje na własnym przykładzie, co liberalne media potrafą zrobić z człowieka,
który chce wdrażać odważne idee.
Joanna Duda-Gwiazda – inżynier okrętowiec, działaczka Wolnych Związków
Zawodowych Wybrzeża (1978) i pierwszej „Solidarności” (członek prezydium
MKS-MKZ, Zarządu Regionu), w stanie wojennym internowana, niezależna
dziennikarka i publicystka („Robotnik Wybrzeża”, „Skorpion”, „Poza Układem”).
Od początku do dziś konsekwentnie w opozycji do metod i polityki frmowanej
przez Lecha Wałęsę i jego następców. Żona Andrzeja Gwiazdy. Stała współpra-
cownica „Obywatela”.
August Grabski (ur. 1971) – doktor historii, autor m.in. książek „Działalność ko-
munistów wśród Żydów w Polsce (1944-1949)”, „Lewica przeciwko Izraelowi”
oraz „Trockizm. Doktryna i ruch polityczny” (z U. Ługowską). Socjalista, uczestni-
czy w działaniach Nowej Lewicy.
Bartłomiej Grubich (ur. 1985) – student socjologii i flozofi (UAM). W związku
ze studiami mieszka w Poznaniu, choć wciąż przede wszystkim jest z Bydgoszczy.
Uważa, że traci dużo czasu na rzeczy mniej istotne, że za dużo myśli i za mało
działa, ale usilnie szuka dobrych proporcji pomiędzy tymi sprawami. Obecnie sta-
ra się zrozumieć przede wszystkim zjawiska sfery publicznej, globalizacji, wolno-
ści oraz koncepcje J. Habermasa – to wszystko, by zrozumieć, dlaczego tak mało
rozmawiamy o rzeczach ważnych. Dlatego też chętnie „pogada”, nawet jeżeli
tylko internetowo: bgrubich@interia.pl
Marek Has (ur. 1951) – z wykształcenia flozof (UJ), w latach 1988-1992 współ-
pracował z pismem „Zielone Brygady”, autor i tłumacz tekstów z dziedziny f-
lozofi, buddyzmu, głębokiej ekologii, tłumacz poezji haiku, autor m.in. książek
„Medytacje szamańskie” (1991) i „Pożegnanie Atlantydy” (2003).
Monika Kasprzak (ur. 1981) – nauczycielka j. polskiego w jednym z łódz-
kich gimnazjów. Prowadzi grupę teatralną w Oratorium Sióstr Salezjanek. Lubi
wszystkich sąsiadów naszej wschodniej granicy. Marzy o podróży na Syberię,
o wycieczce śladami Stanisława Vincenza i o tym, żeby nauczyć się prowadzić
dialog ze wszystkimi i z wszystkim, tak jak on.
Paul Kingsnorth (ur. 1972) – angielski pisarz, dziennikarz i publicysta, aktywista
społeczny i ekologiczny; z wykształcenia historyk. Wspiera wiele kampanii, m.in.
na rzecz obrony praw człowieka na Papui Zachodniej. Jego aktywność obywa-
telska zaczęła się na studiach, kiedy zaangażował się w akcję przeciwko budo-
wie autostrad, za co został aresztowany. W 2001 r. znalazł się na liście „10 naj-
większych rozrabiaków Wielkiej Brytanii”. Jego teksty ukazywały się na łamach
wielu pism głównonurtowych („The Guardian”, „Independent”, „Le Monde”,
„New Statesman”) i niezależnych (regularnie pisuje m.in. do „The Ecologist”, do
którego redakcji swego czasu należał). Autor m.in. książki-reportażu o ruchu
antyglobalistycznym („One No, Many Yeses”) oraz raportu o przyszłości angiel-
skiej wsi. W swojej publicystyce, jak sam mówi, stara się wskazywać powiąza-
nia między ludźmi a miejscami, polityką a życiem jednostek – tak, by zaczęły
się interesować procesami, które dzieją się wokół nich. Obecnie pisze książkę
o niszczeniu angielskiego krajobrazu i lokalnych więzi społecznych. Pracował
m.in. w centrum rehabilitacji orangutanów na Borneo, był pokojowym obser-
watorem podczas rewolucji zapatystowskiej w Meksyku i sprzątaczem w barze
sieci McDonald’s. Autor nagradzanych wierszy. Mieszka na Tamizie, w pobliżu
Oxfordu. Właśnie kończy prace nad nową książką – „Real England”. Strona in-
ternetowa: www.paulkingsnorth.net
Rafał Łętocha (ur. 1973) – mąż i ojciec. Doktor nauk humanistycznych, adiunkt
w Instytucie Religioznawstwa UJ. Autor książek „Katolicyzm a idea narodowa.
Miejsce religii w myśli obozu narodowego lat okupacji” (Lublin 2002) i „Oportet
vos nasci denuo. Myśl społeczno-polityczna Jerzego Brauna” (Kraków 2006).
Publikuje tu i ówdzie, czyta to i owo, słucha tego i owego. Mieszka w Myśleni-
cach. Stały współpracownik „Obywatela”.
Konrad Malec (ur. 1978) – przyrodnik, z zainteresowaniem i sympatią spogląda
na tzw. hipotezę Gai, autorstwa Jamesa Lovelocka. Lubi przemieszczać się przy
użyciu własnych sił, stąd rower i narty biegowe są mu nieocenionymi przyjaciół-
mi. Miłośnik tego, co lokalne i nieuchwytne, czego nie da się w prosty sposób
przenieść w inne miejsce. Każdą wolną chwilę spędza na łonie Natury. Stały
współpracownik „Obywatela”.
Paplo Maruda – prawdziwe nazwisko: Jancio Rzecznik (prasowy nieznanej or-
ganizacji praw człowieka). Autor setek znakomitych wierszy, z których jeden na
pewno został wydrukowany za Oceanem. W roku 1974 stanął na drodze butelki
szampana zmierzającej w stronę burty statku na gdańskiej pochylni – od tego
czasu na rencie. Bajkopisarz przygarnięty dotąd jedynie przez anarchistyczną
„Mać Parjadkę”, publicysta niezaangażowany przez nikogo. Zakurzony naftali-
ną fundamentalista, co chwilę się wkurza i chciałby cofnąć czas – jak najdalej.
Przeciwnik wszelkich partii i orędownik partii chrześcijańskiej lewicy, której w Pol-
sce nie ma a być powinna jako jedyna. W swych licznych pseudonimach pozuje
na starca, choć jest zaledwie lekko-półśrednim dziadkiem.
Anna Mieszczanek (ur. 1954) – dziennikarka, zwolniona z pracy w stanie wo-
jennym, w latach 80. redaktorka podziemnego pisma „Karta”, później m.in. pry-
watny wydawca. W latach 1996-1997 wiceprezes Społecznego Instytutu Ekolo-
gicznego, uczestniczka ruchu kobiecego. Założycielka i pierwszy Prezes Zarządu
Stowarzyszenia Forum Mediacji i Mediatorów, inicjatorka powstania Ośrodka
Mediacji Rodzinnych przy Fundacji „Zadbać o świat”. Autorka wydanej w pod-
ziemiu i nagrodzonej przez Fundację „Polcul” książki o wydarzeniach marca 1968
w Polsce oraz współautorka (z Wojciechem Eichelbergerem) bestsellera „Jak wy-
chować szczęśliwe dzieci”. Stała współpracownica „Obywatela”.
Vasuki Nesiah – pochodzi ze Sri Lanki, jest naukowcem, publicystką i aktywist-
ką. Absolwentka Harvard Law School (doktorat z prawa międzynarodowego)
oraz flozofi i politologii na Cornell University; wykłada prawa człowieka na Co-
lumbia University. Zajmuje się m.in. prawem porównawczym, prawami mniej-
szości, rozwojem krajów postkolonialnych i teorią feministyczną. Od siedmiu lat
koordynuje projekty organizacji International Center for Transitional Justice, po-
święcone poszczególnym krajom, w których dochodziło w przeszłości do zbroj-
nych konfiktów lub łamania praw człowieka.
Georgianne Nienaber – amerykańska autorka literatury faktu, fotograf i po-
dróżniczka. W młodości była dziennikarką radiową, od ponad 30 lat zajmuje się
głównie pisaniem na tematy ekologiczne. Autorka kilku poczytnych i docenio-
nych przez krytykę książek, m.in. biografi Dian Fossey („Gorilla Dreams”), pu-
blikowała na łamach pism i portali z całego świata. Wiele czasu spędza w Afryce
(zwłaszcza w Rwandzie i Demokratycznej Republice Konga), jest koresponden-
tem, ale i autorem prasy miejscowej. Przez kilka tygodni była naocznym świad-
kiem sytuacji w Luizjanie po ataku huraganu.
Remigiusz Okraska (ur. 1976) – z wykształcenia socjolog (Uniw. Śląski), z za-
miłowania społecznik, publicysta i poszukiwacz sprzeczności. Autor ponad 400
tekstów zamieszczonych na łamach czasopism społeczno-politycznych różnych
opcji (od radykalnej lewicy i anarchizmu po radykalną prawicę), w których od
1997 r. promował porzucenie przestarzałych ideologii, schematów myślowych
i podziałów politycznych oraz wskazywał alternatywne rozwiązania. Od jesieni
2001 do lata 2005 r. był redaktorem naczelnym miesięcznika „Dzikie Życie”, po-
święconego obronie przyrody i propagowaniu radykalnej ekologii. Zredagował
polskie edycje kilku książek z „klasyki” myśli ekologiczno-społecznej (A. Leopold,
C. Maser, D. Korten, D. Foreman) i inne prace o podobnej tematyce. W kwestii
poglądów społeczno-politycznych sympatyk „starej” socjaldemokracji i lewicy
AUTORZY NUMERU:
90

91

Z grubej rury
patriotycznej, środkowoeuropejskiego agraryzmu, niemieckiego ordoliberalizmu,
dystrybucjonizmu Chestertona i Belloca oraz doświadczeń pierwszej „Solidarno-
ści”, choć z upływem czasu coraz mniej przywiązany do etykietek, sloganów
i programów, bardziej natomiast do dobra wspólnego i konkretnej pracy na
jego rzecz. Często za dokładnie te same działania czy opinie jest przez tępawych
lewicowców nazywany faszystą, a przez tępawych prawicowców – lewakiem,
i dobrze mu z tym. Piwosz. Obecnie mieszka w Bydgoszczy. Współzałożyciel i re-
daktor naczelny „Obywatela”.
Arkadiusz Peisert (ur. 1978) – socjolog, fnalizuje pracę doktorską na temat
samorządności obywatelskiej w spółdzielniach mieszkaniowych, absolwent Stu-
dium Doktoranckiego w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersyte-
tu Warszawskiego. Działa w Transparency International Polska. Wiceprzewodni-
czący Sekcji Studenckich Kół Naukowych Polskiego Towarzystwa Socjologiczne-
go. Magister socjologii. Skarbnik Korporacji Akademickiej „Welecja”. Żonaty. Kon-
sekwentnie niezmotoryzowany, rowerzysta, żeglarz, miłośnik gór i Kaszub.
Lech L. Przychodzki (ur. 1956) – w 1974 r. współzałożyciel ostatniej i najbar-
dziej kontrkulturowej grupy literackiej „Nowej Fali” – „Ogrodu/Ogrodu-2”. W la-
tach 80. jako twórca i krytyk związany z Centrum Sztuki Galeria EL w Elblągu.
Lata 1986-90 i 1999-2004 to praca z międzynarodową ekipą „Double Travel”,
w tym też czasie związany był z trójmiejskim Ruchem Społeczeństwa Alterna-
tywnego i ruchem Mail Art. Od 1990 r. publicysta, nie tylko ekologiczny. Bohater
telewizyjnego dokumentu „Jak cierń” (reż. A. Sikorski, 1991). Dopiero w latach
90. wspólnie z kolegami z b. „Ogrodu/Ogrodu-2” wydał trzy tomiki: „ponieważ
noc”, „ciemnia” i „czekając na podłodze na wszystkie pory życia”. Uczestniczył
też w projekcie „Moje miasto” (Gdańsk 2002). Samodzielnie natomiast: „Liście
ze świata żywych, listy z Krainy Jaszczurek” (Lublin 2000), „Tao niewidzialnych”
(Bensheim 2005) i „święto wojny” (Elbląg 2006). Prócz kierowania od roku 2000
Mail-Artową „Ulicą Wszystkich Świętych” (www.innyswiat.most.org.pl/ulica/)
współtworzył w latach 2001-2004 niemiecki portal www.RegioPolis.net. Od an-
tyszczytu „W-wa 29” zaprzyjaźniony z działaczami Stowarzyszenia „Biedaszyby”.
Jako flozof sztuki, reportażysta i tłumacz publikuje na łamach pism i portali pol-
skich, niemieckich i litewskich. Regularnie pisuje do elbląskiego kwartalnika „Ty-
giEL” i mieleckiego „Innego Świata”. Chociaż mieszka od niedawna w Świdniku,
częściej spotkać go można we Wrocławiu czy Wałbrzychu niż w Lublinie. Stały
współpracownik „Obywatela”.
Wiktor Sadłowski (ur. 1980) – uczestnik niezależnych inicjatyw społecznych.
Ceni pluralizm, od lat współpracując w słusznej sprawie ze środowiskami o róż-
norodnej aksjologii (od ruchów wyznaniowych do radykalnej lewicy czy anar-
chistów). Obecne poszukiwania zaprowadziły go na niedogmatyczną lewicę.
W wolnych chwilach drąży słabe punkty systemu gospodarczego i politycznego.
Meloman, esteta-koneser i patriota lokalny Pomorza, ostatnio rozdarty między
Trójmiastem a Warszawą.
Keith Harmon Snow – niezależny dziennikarz (utrzymuje się z dobrowolnych
wpłat od czytelników), działacz na rzecz praw człowieka, fotograf; ma wy-
kształcenie techniczne. Odwiedził kilkadziesiąt państw świata, także ogarniętych
konfiktami zbrojnymi, wiele z nich – na rowerze górskim. Dużo czasu spędził
w Afryce, m.in. dokumentował zbrodnie przeciwko ludzkości w Sudanie i Etiopii,
niedawno pracował także w Afganistanie. Jego reportaże kilkakrotnie wyróżnili ju-
rorzy prestiżowego projektu Project Censored, zeznawał także jako ekspert przed
amerykańskim Kongresem oraz międzynarodowym trybunałem zajmującym się
ludobójstwem w Rwandzie. Jego strona internetowa: http://allthingspass.com
Barbara Surdykowska (ur. 1974) – absolwentka wydziału prawa Uniwersytetu
Warszawskiego, asystentka w katedrze prawa pracy na Uniwersytecie Kardynała
Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Pracuje w Biurze Eksperckim przy Komisji
Krajowej NSZZ „Solidarność”.
Bartosz Wieczorek (ur. 1972) – absolwent flozofi i politologii Uniwersytetu
Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Doktorant w Instytucie Filozofi Uniwersytetu
Warszawskiego, publikował w „Przeglądzie Filozofcznym”, „Studia Philosophiae
Christianae”, „Znaku”, „Przewodniku Katolickim”, „W drodze”, „Frondzie”, „Prze-
glądzie Powszechnym”, „Studia Bobolanum”. Prowadzi klub miłośników flmu ro-
syjskiego „Spotkanie” w Rosyjskim Ośrodku Nauki i Kultury w Warszawie. Miesz-
ka z żoną i dwójką malutkich dzieci w Warszawie.
Jacek Zychowicz (ur. 1963) – dr nauk flozofcznych, polonista, tłumacz, mu-
zykolog-amator, wykładowca akademicki, publicysta. Publikował m.in. w „Dziś”,
„Trybunie”, „Nowym Tygodniku Popularnym”, „Myśli Socjaldemokratycznej”,
„Wiadomościach Kulturalnych”, „Polityce”, „Przeglądzie Tygodniowym”, „Twór-
czości”, „Sztuce”, „Życiu” i „Europie”. Autor książki „Mieszanka wybuchowa.
Felietony i powiastki ze świata jednowymiarowego”. Stały współpracownik
„Obywatela”.
CENNIK REKLAM NA OKŁADCE:
(W PEŁNYM KOLORZE)
II strona okładki – 1600,- zł
III strona okładki – 1600,- zł
IV strona okładki – 2000,- zł
CENNIK REKLAM WEWNĄTRZ NUMERU
1 strona (wewnętrzna): 850,- zł
1 strony: 450,- zł; 1 strony: 250,- zł
10% zniżki przy zamówieniu 3 lub więcej reklam w kolejnych numerach,
przy większych zamówieniach możliwość negocjacji cen.
Uwaga:
1. Dla zaprzyjaźnionych inicjatyw obywatelskich stosujemy inny, uznanio-
wy, cennik reklam.
2. W sprawie płatności za reklamy oraz szczegółów technicznych prosimy
o kontakt telefoniczny lub pocztą elektroniczną z Działem Reklam (Kon-
rad Malec, malec@obywatel.org.pl, tel/fax: /42/ 630 17 49).
3. Zastrzegamy sobie prawo odrzucenia reklam oraz zamieszczania ich za
darmo.
4. Możliwa jest nieodpłatna reklama w „Obywatelu” pod warunkiem za-
mieszczenia naszej reklamy w innym czasopiśmie. Decyzja o wymianie
reklam zależy od jakości, nakładu, dystrybucji i zawartości pisma, które
proponuje wymianę. Chętnych prosimy o kontakt w sprawie ustalenia
warunków ew. wymiany.
5. Za treść reklam i poczynania reklamodawców nie ponosimy odpowie-
dzialności, choć staramy się sprawdzać ich rzetelność przed drukiem.
ZAMAWIANIE PUBLIKACJI
UWAGA! Wypełniając kupon zamówienia miej na uwadze, że poczta i/lub
bank przekazują nam treść Twojego treść zamówienia drogą elektronicz-
ną. Kupony wypełniane przez Ciebie nie są nam przekazywane. Ich treść
przepisywana jest w miejscu wpłaty (przez pracownika poczty lub banku),
niestety, bardzo niestarannie, na ogół bez informacji co zostało zamówio-
ne, z pomyłkami w adresie i bez polskich liter.
W celu szybkiego i sprawnego zrealizowania Twojego zamówienia pro-
simy abyś wysłał do nas, w ślad za wpłatą na poczcie lub w banku, peł-
ną informację (liczbę i rodzaj produktu, swój dokładny adres, telefon,
e-mail) dotyczącą zamówienia: pocztą elektroniczną (biuro@obywa-
tel.org.pl), na kartce pocztowej (na adres redakcji) lub faksem (/042/
630-17-49).
Prosimy o kontakt wszystkie osoby, które nie otrzymały zamówio-
nych produktów w ciągu 20 dni od momentu dokonania wpłaty na
nasze konto.
PRENUMERATA
„Obywatel” ukazuje się co dwa miesiące – sześć razy w roku. Przyjmujemy
prenumeratę roczną (6 numerów pisma), której koszt wynosi 42 zł.
Aby zamówić prenumeratę wystarczy wpłacić na nasze konto 42 zł, poda-
jąc na blankiecie wpłaty, od którego numeru zaczyna się prenumerata, oraz
– koniecznie! – swój dokładny i czytelny adres pocztowy, a w miarę możli-
wości także telefon i e-mail, by ułatwić kontakt w razie potrzeby.
Prenumerata roczna nie musi pokrywać się z rokiem kalendarzowym
– oznacza ona jedynie chęć otrzymania kolejnych sześciu numerów Oby-
watela, np. od numeru 2 (34)/2007 do numeru 1 (39)/2008.
Uwaga!
Zamawiający prenumeratę może otrzymać gratisowo jeden z dostęp-
nych w sprzedaży numerów archiwalnych „Obywatela”. Prosimy o do-
pisanie na blankiecie wpłaty, który numer jest zamawiany gratisowo,
np. „GRATIS mO 21”
INFORMACJE:
92

93

29 października 2007 r.
Związany z naszą iedakcją Inslylul
Spiaw Obywalelskich zoslał pailne-
iem w euiopejskim piojekcie „Added
Value”. Bieize w nim udział ri kiajow
iepiezenlowanych pizez oiganizacje
pozaiządowe, uizędy miejskie, insly-
lucje edukacyjne, agencje ds. eneigii
ilp. Temalem pizewodnim lej zapla-
nowanej na lizy lala kampanii, ieali-
zowanej w iamach euiopejskiego pio-
giamu „Inlelligenl Eneigy – Euiope”,
jesl piomocja ziownoważonego lians-
poilu w miaslach. Będziemy iealizo-
wać dwie kampanie w Łodzi: na izecz
piomocji lianspoilu publicznego oiaz
ioweiowego. Zoslaną wydane maleiia-
ły infoimacyjne, publikacje, powslanie
sliona WWW, zoiganizujemy wysla-
wy „Miasla bez spalin”, pokazy flmow,
spolkania z decydenlami i uizędnika-
mi; pioblemom lianspoilowym będą
poświęcone niekloie z comiesięcz-
nych audycji „Czy masz świadomość:”,
piowadzonych pizez nas w Sludenc-
kim Radiu Żak Polilechniki Łodzkiej
(88,8 MHz; można go słuchać lakże
w Inleinecie – zob. www.zak.lodz.pl).
Październik-grudzień 2007 r.
Wydaliśmy inleiesujące publika-
cje o lemalyce „obywalelskiej”. Są lo
lizy numeiy biulelynu „Aklywność
obywalelska”, poświęconego dobiym
pomysłom i inicjalywom na izecz
lokalnych społeczności. Kolejną laką
pozycją jesl poiadnik „ABC obywale-
la”, zawieiający piaklyczne wskazow-
ki dla osob, kloie iozpoczynają dzia-
łania w foimie slowaizyszeń, fundacji
czy giup niefoimalnych. Wszyslkie le
publikacje zoslały iozesłane za dai-
mo do kilkunaslu lysięcy odbioicow
w całej Polsce – slowaizyszeń, lokal-
nych lideiow i społecznikow, biblio-
lek, uizędow gmin ilp. Można je lak-
że znaleźć w Inleinecie, na slionach
www.aklywnosc-obywalelska.oai.pl
i www.abc-obywalela.oai.pl. Osoby
zainleiesowane weisją papieiową
pioszone są o konlakl: (o¡i)o¡or,¡,
lub lalaiek(iso.edu.pl lub Kizyszlof
Talaiek, Inslylul Spiaw Obywalel-
skich, ul. Więckowskiego ¡¡lri,, ,o-
,¡¡ Łodź.
Grudzień 2007 r.
Opublikowaliśmy bezpłalny, piak-
lyczny poiadnik, kloiego lieść (kilka-
dziesiąl slion A-¡) można slieścić lak:
„jak dawać sobie iadę z piacodawcą”.
Zalylułowany jesl „Dobie RADY, czy-
li ABC iady piacownikow” i zawieia
konkielne wskazowki dla lych iad pia-
cownikow, kloie mają pioblemy z wyeg-
zekwowaniem od piacodawcow swoich
upiawnień, pizyznanych im na mocy
slosownej uslawy. Diukowana weisja
publikacji zoslała iozesłana do wszysl-
kich iad piacownikow w Polsce, weisję
cyfiową (plik w foimacie PDF) można
pobiać ze sliony inleinelowej, poświę-
conej lej lemalyce: www.iadypiacowni-
kow.info. Slionę lę piowadzi związany
z „Obywalelem” Inslylul Spiaw Oby-
walelskich. Znajdują się lam lakże inne
infoimacje i maleiiały, np. nasz iapoil
nl. iad.
Grudzień 2007 r.
Rzecznik Piaw Obywalelskich wy-
sląpił do Samoiządowego Kolegium
Odwoławczego w Nowym Sączu
o slwieidzenie nieważności poslano-
wienia buimisliza Zakopanego, klo-
iy uznał, że pizebudowa kolejki lino-
wej na Kaspiowy Wieich nie wymaga
iapoilu o oddziaływaniu lej inweslycji
na śiodowisko. Tym samym Rzecznik
wskazał na możliwość pogoiszenia sla-
nu śiodowiska pizy modeinizacji ko-
lei linowej, o czym alaimowała opinię
publiczną koalicja oiganizacji społecz-
nych bioniących Tali, do kloiej od lal
należymy.
16-18 grudnia
Joanna Suciu biała udział w pieiw-
szym spolkaniu pailneiskim piojeklu
„Added Value” w Almadzie w Poilu-
galii. Zapiezenlowała lam działalność
Inslylulu Spiaw Obywalelskich oiaz
plany pizyszłych działań.
20 grudnia
Koniad Malec wziął udział w na-
gianiu kolejnych zdjęć do flmu ie-
alizowanego społecznie pizez Sludio
Filmowe Piopaganda, a dolyczącego
wypadkow diogowych i kampanii
„TIR-y na loiy!”, piomującej lakie za-
sady lianzylu, kloie nie będą uciążliwe
dla ludzi i pizyiody. Więcej o kampa-
nii: www.liiynaloiy.pl
23 grudnia
Szymon Suimacz i Koniad Ma-
lec z „Obywalela” ziealizowali kolej-
ną audycję iadiową. Tym iazem na
anlenie Sludenckiego Radia Żak pie-
zenlowana była kampania „Ziobione,
docenione, wiele waile”, poświęcona
dowailościowaniu piacy domowej,
kooidynowana pizez nasze śiodo-
wisko (zob. www.kasakobiel.oai.pl);
opowiadała o niej Magdalena Doli-
wa-Goiska. Diugą kampanią piezen-
lowaną podczas audycji był piojekl
kobiely.lodz.pl, kloiego animaloiki,
Bogna Slawicka i Dagmaia Łacny,
pioponowały iożne sensowne i spia-
wiedliwe iozwiązania dolyczące po-
działu obowiązkow domowych oiaz
samoiealizacji kobiel. Audycję można
pobiać ze sliony www.czymaszswia-
domosc.oai.pl, gdzie znaleźć można
lakże infoimacje o leiminie i lemaly-
ce kolejnych piogiamow.
1 grudnia 2007 r.
W Kiakowie powołano Koalicję
„Polska Wolna od GMO” – sojusz spo-
łeczny na izecz zakazu slosowania oi-
ganizmow modyfkowanych genelycz-
nie w iolniclwie. Jednym z sygnalaiiu-
szy poiozumienia było lakże śiodowi-
sko „Obywalela”, iepiezenlowane pizez
Inslylul Spiaw Obywalelskich, a nasz
pizedslawiciel, Michał Sobczyk, wszedł
w skład Komisji Sleiującej Koalicji.
Celem sojuszu jesl ochiona Pol-
ski pized GMO popizez m.in. lobbing
wśiod władz i polilykow, oiganizowa-
nie działań edukacyjnych i akcji bez-
pośiednich, a lakże udział w między-
Z
obywatelskiego frontu
92

93

naiodowym iuchu opoiu wobec GMO.
W chwili zamykania niniejszego nume-
iu swoj akces do Koalicji zgłosiło ponad
roo podmiolow i osob publicznych: oi-
ganizacji społecznych i bianżowych (np.
iolniczych), naukowcow, aklywislow
obywalelskich, samoiządowcow, polily-
kow, pizedsiębioicow ilp.
Śiodowisko „Obywalela” aklywnie
włączyło się w działania Koalicji, o klo-
iych więcej dowiedzieć się można ze
sliony www.polska-wolna-od-gmo.oig.
Pizypominamy pizy okazji o pely-
cji do Minislia Rolniclwa i Rozwoju
Wsi oiaz Minislia Śiodowiska w spia-
wie GMO, kloią podpisywać można
pod adiesem hllp:llicppc.pllpllgmol
index.php:id=i8¡
Styczeń 2008 r.
Rozpoczęliśmy kampanię na izecz
ziownoważonego lianspoilu pl. „Daj-
my odelchnąć miaslu”, w iamach klo-
iej będziemy upowszechniać spiawny
i ekologiczny lianspoil w miaslach.
Będziemy piacować głownie z miej-
skimi kooidynaloiami pizypadające-
go na wizesień Euiopejskiego Dnia
bez Samochodu i Euiopejskiego Ty-
godnia Ziownoważonego Tianspoi-
lu. Spiawdź, jak może wyglądać mia-
slo pizyjazne pieszym i ioweiom, ze
spiawnym lianspoilem zbioiowym
oiaz czy Twoje miaslo do lakiego
aspiiuje i czy jesl w naszym piojekcie
– szczegoły na slionie inleinelowej:
www.miaslowiuchu.pl
Styczeń, luty 2008 r.
Remigiusz Okiaska, iedakloi na-
czelny „Obywalela”, iegulainie piomu-
je wybilnych polskich społecznikow
w cyklu lekslow publikowanych na
slionie inleinelowej Polskiego Radia.
Oslalnie publikacje iedakloi „Obywa-
lela” poświęcił doiobkowi Slanisława
Tugulla i Iieny Kosmowskiej. W len
sposob pizypominamy masowemu
odbioicy znakomilych, a dziś niesle-
ly niemal zapomnianych działaczy
obywalelskich. Dolychczasowe leksly
z lego cyklu można znaleźć w Inlei-
necie na slionie: www.polskieiadio.pll
naukalideel
Styczeń 2008 r.
Ruszyliśmy z nowym cyklem au-
dycji w Sludenckim Radiu Żak. Dwa
iazy w miesiącu (zawsze w sobolę od
godz. r,.oo do r8.oo), na żywo, poiu-
szać będziemy lemaly z zakiesu ekolo-
gii, pioflaklyki zdiowia oiaz szeioko
iozumianego iozwoju społeczeńslwa
obywalelskiego. Audycja slanowić ma
plalfoimę dla wybianych oiganizacji
pozaiządowych z iegionu łodzkiego,
kloie na anlenie piezenlować będą
swoje działania. Jednak poiuszane
podczas niej lemaly powinny być in-
leiesujące dla słuchaczy z całej Polski.
Nie zabiaknie gości, wywiadow i dużej
ilości dobiej muzyki. Audycja ma cha-
iaklei inleiaklywny – każdy słuchacz
może zadzwonić na anlenę i pizedsla-
wić własną opinię na dany lemal. Inle-
gialną jej częścią jesl sliona inleinelo-
wa www.czymaszswiadomosc.oai.pl
16 stycznia
Gościem Radia VOX FM w au-
dycji z cyklu „W dobiym lonie” pod
piowokacyjnym lylułem „Kuia do-
mowa”, była Kaiolina Goś-Wojcicka,
kooidynaloika zakończonego w giud-
niu ioo, i. piojeklu Inslylulu Spiaw
Obywalelskich „Ziobione, Docenione,
Wiele waile...”. Choć w liakcie dwu-
godzinnej iozmowy na lemal ioli go-
spodyń domowych we wspołczesnym
społeczeńslwie nie udało się znaleźć
lekaislwa na biak pioblemalyki nie-
odpłalnej piacy domowej w dyskui-
sie publicznym, zwiocono uwagę, że
każdy może zmieniać izeczywislość
– lizeba zacząć od siebie, doceniając
piacę we własnym domu.
19 stycznia
Licznik na naszej slionie inlei-
nelowej pizekioczył liczbę r miliona
¡oo lysięcy odwiedzin – lj. wejść na
slionę głowną. Liczba la nie obejmu-
je odwiedzin podslion – lych jesl o
wiele, wiele więcej. Zapiaszamy na
slionę www.obywalel.oig.pl – na niej
codziennie poicja nowych infoimacji
obywalelskich, ogłoszeń, zapowiedzi,
ielacji, a opiocz lego spoio większych
lekslow, m.in. felielony i komenlaize
aklualizowane co i-¡ lygodnie.
20 stycznia
Odbyła się kolejna nasza audycja
w Radiu Żak, lym iazem poświęco-
na lemalyce wolonlaiialu. W sludiu
gościliśmy Ailuia Węgieia i Maicina
Maiczaka z Regionalnego Cenlium
Wolonlaiialu w Łodzi oiaz Olgę Co-
nop – wspołpiacowniczkę Cenlium
Piomocji i Rozwoju Inicjalyw Obywa-
lelskich OPUS w Łodzi. Audycję lym
iazem popiowadziły Magdalena Doli-
wa-Goiska i Kalaizyna Wojluś.
26 stycznia
Szymon Suimacz i Koniad Malec
popiowadzili nową odsłonę audy-
cji „Czy masz świadomość: – Zielo-
na Łodź”. Gościem był łodzki iadny
Kizyszlof Piąlkowski, pomysłodaw-
ca uwolnienia miasla od jednoiazo-
wych loieb foliowych, masowo wy-
dawanych w sklepach. Pomysł wszedł
obecnie w fazę pizygolowywania
obywalelskiego piojeklu uslawy,
umożliwiającej gminom wpiowadze-
nie ogianiczenia slosowania „folio-
wek”. Kolejnymi gośćmi audycji były
Ewa Kiamek i Kaiolina Baianowska,
pizedslawicielki Ośiodka Działań
Ekologicznych „Źiodła”, kloie mowiły
o odpowiedzialnej konsumpcji i idei
spiawiedliwego handlu.
31 stycznia
Michał Sobczyk, jako pizedsla-
wiciel oiganizacji społecznych, wziął
udział w obiadach komisji doiadczej
minislia śiodowiska ds. oiganizmow
genelycznie modyfkowanych (GMO).
Dyskulowano m.in. na lemal głosow
sceplycznych wobec lej lechnologii,
kloie dolaiły do minislia ze sliony
części śiodowiska naukowego.
1 lutego
W I Piogiamie Polskiego Radia wy-
emilowano iozmowę z Rafałem Goi-
skim i Koniadem Malcem na lemal
piowadzonej pizez Inslylul Spiaw Oby-
walelskich kampanii „TIR-y na loiy!”.
4 lutego
Wspołzałożyciel i slały wspołpia-
cownik „Obywalela”, Olaf Swolkień, był
gościem I Piogiamu Polskiego Radia
– „Rozmow w Jedynce”, piowadzonych
pizez cenionego lewicowego naukowca
i publicyslę, Ryszaida Bugaja. Podczas
audycji Olaf miał okazję pizybliżyć słu-
chaczom m.in. obywalelskie kampanie
związane z lianspoilem, jak kooidyno-
wana pizez nasze śiodowisko inicjalywa
„TIR-y na loiy!” (www.liiynaloiy.pl),
kloiej jesl wspołlwoicą. Pozoslałymi
gośćmi audycji byli di Andizej Kassen-
beig z Inslylulu na izecz Ekoiozwoju

95

oiaz piof. Jeizy Śleszyński, ekonomisla
z Uniweisylelu Waiszawskiego. Zapis
dźwiękowy iozmowy znaleźć będzie
można na slionie www.polskieiadio.pll
jedynkaldebalyl
9 lutego
Odbyła się kolejna audycja z cy-
klu „Czy masz świadomość”. Jej gość-
mi był iedakloi „Obywalela” Michał
Sobczyk – pizedslawiciel oiganizacji
społecznych w Komisji ds. Oigani-
zmow Modyfkowanych Genelycznie
pizy Minislize Śiodowiska, di Maiek
Kiyda – ekspeil w dziedzinie iolnic-
lwa, żywności i ochiony śiodowiska,
członek Rady Honoiowej Magazynu
„Obywalel”, Maiian Zagoiny – lidei
iolniczego związku „Solidaini” i oiga-
nizaloi kampanii w obionie polskich
iolnikow i konsumenlow, członek
Rady Honoiowej Magazynu „Oby-
walel”, a lakże Małgoizala Słowińska,
kloia od lal piowadzi gospodaislwo
ekologiczne. Tym iazem iozmawia-
liśmy o upizemysłowionym iolnic-
lwie i związanych z nim zagiożeniach
zdiowolnych, społecznych i ekolo-
gicznych (m.in. w konlekście żywno-
ści genelycznie modyfkowanej), oiaz
o islniejących alleinalywach. Seidecz-
nie zapiaszamy wszyslkich zainleieso-
wanych do iegulainego odwiedzania
sliony inleinelowej naszej audycji,
kloiej słuchać można lakże w Inlei-
necie; znaleźć lam można infoimacje
o kolejnych audycjach – leiminach,
lemalach i gościach. Adies sliony:
www.czy-masz-swiadomosc.oai.pl
11 lutego
Michał Sobczyk w imieniu Koalicji
„Polska Wolna od GMO” spolkał się w
Łodzi z Wojciechem Olejniczakiem,
pizewodniczącym Sojuszu Lewicy
Demokialycznej. Temalem iozmowy
był slosunek lej foimacji do wpiowa-
dzania do polskiego iolniclwa oigani-
zmow modyfkowanych genelycznie
i jej golowość do wspołpiacy z oiga-
nizacjami społecznymi w działaniach
na izecz nakładania ogianiczeń na lę
lechnologię, polencjalnie szkodliwą
dla polskich pioducenlow i konsu-
menlow.
1 marca
W Klubie „Gazely Polskiej” w Gdy-
ni odbyło się spolkanie poświęcone
społecznym, ekologicznym i zdiowol-
nym zagiożeniom związanym z oi-
ganizmami modyfkowanymi gene-
lycznie (GMO). Około ¡o osob miało
okazję obejizeć flm pl. „Życie wymy-
ka się spod konlioli” oiaz wziąć udział
w dyskusji, kloią popiowadził Michał
Sobczyk, iedakloi „Obywalela”, a za-
iazem pizedslawiciel oiganizacji spo-
łecznych w komisji ds. GMO pizy
minislize śiodowiska, wspomagany
pizez oiaz di. Maika Kiydę, ekspei-
la w spiawie zagiożeń związanych
z pizemysłowym modelem iolniclwa,
członka Rady Honoiowej naszego pi-
sma. Temalyka wzbudziła żywe zain-
leiesowanie członkow klubu, niezwy-
kle budujące były mądie komenlaize
z sali i deklaiacje udziału w pizyszłych
konsumenckich kampaniach, zaiow-
no lych wymieizonych w biolechno-
logicznie zmienioną żywność i spize-
dające ją sklepy, jak i naslawionych na
piomocję zdiowych, naluialnych al-
leinalyw wobec niej. Wszelkie infoi-
macje na lemal lakich akcji na pewno
znajdą się na slionie ogolnopolskiej
Koalicji „Polska Wolna od GMO
(hllp:llpolska-wolna-od-gmo.oigl),
kloiej aklywnymi członkami są obaj
goście gdyńskiego spolkania.
KSIĘGARNIE I SKLEPY PROWADZĄCE
STAŁĄ SPRZEDAŻ „OBYWATELA”:
Bydgoszcz
• Księgarnia, ul. Dworcowa 51B/4
Biała Podlaska
• Księgarnia „Słoń”, Pl. Wolności 12
Gdańsk
• Księgarnia „Literka” Uniwersytet Gdański, Wy-
dział Filozofczno-Historyczny, ul. Wita Stwo-
sza 55
Kraków
• Księgarnia Akademicka, ul. Św. Anny 6
• Główna Ksiegarnia Naukowa, ul. Podwale 6
• Księgarnia „Korporacja Ha! Art”, Bunkier Sztu-
ki, pl. Szczepański 3a
Krosno
• Księgarnia Antykwariat, ul. Portiusa 4
Łódź
• Biuro redakcji „Obywatela”, ul Więckowskiego
33/127
• Sklep Zdrowa Chatka, ul. Wólczańska 25
• Cosiedrewnosie, Piotrkowska 111
Poznań
• Bookarest, Stary Browar, Dziedziniec Sztuki,ul.
Półwiejska 42
• Poznańska Księgarnia Naukowa „Kapitałka”,
ul. Mielżyńskiego 27/29
• Kapitałka, ul. Niepodległości 4 (przy Collegium
Novum)
• Kapitałka, Pl. Nankiera 17, budynek Ossoli-
neum
• Księgarnia „Uniwersytecka”, ul. Zwierzyniecka
• Księgarnia „Uniwersytecka”, Filia w Collegium
Historicum, ul. Św. Marcin 78
• Acid Shop, ul. Ogrodowa 20
Szczecin
• Książnica Pomorska, ul. Podgórska 15/16
Warszawa
• Księgarnia Uniwersytecka „Liber”, ul. Krakow-
skie Przedmieście 24
• Główna Księgarnia Naukowa im. B. Prusa, ul.
Krakowskie Przedmieście 7
• XLM Księgarnia Ludzi Myślących, ul. Tamka 45
• Księgarnia Antykwariat „Kapitałka”, ul. Mar-
szałkowska 6
• Sklep „Vega”, al. Jana Pawła II 36c (na tyłach
kina „Femina”)
• Księgarnia „Spis treści” (Zamek Ujazdowski), Al.
Ujazdowskie
• Żółty Cesarz (sklep wydawnictwa Wegeta-
riański Świat), ul. Bruna 34
• Księgarnia i Klub Czuły Barbarzyńca, ul. Do-
bra 31
Wrocław
• Księgarnia „Chrobry”, ul. Jagiellończyka 22
• Księgarnia SFERA, ul. Szczytnicka 50/52.
SZUKAJ NAS TAKŻE
W SALONACH
PRASOWYCH
EMPIK,
INMEDIO,
RELAY I RUCH
INFORMACJE:

95

K1 David C. Korten, Świat po kapitalizmie.
Alternatywy dla globalizacji
Biblioteka Obywatela 2002, 300 stron, cena 25 zł.
Jedna z najlepszych na świecie prac omawiających kwe-
stię globalizacji i jej skutków społecznych. Autor jest eks-
pertem Międzynarodowego Forum ds. Globalizacji, jed-
nym z najtęższych umysłów ruchu antyglobalizacyjnego.
Korten to doktor nauk ekonomicznych, wykładowca
Uniwersytetu Harvarda, działacz ruchów obywatel-
skich. To mądra, inspirująca książka, przepełniona troską
o godne życie ludzi i stan środowiska naszej planety.
K4 Dave Foreman,
Wyznania wojownika Ziemi
Biblioteka Obywatela 2004, 282 strony, cena 28 zł.
Znakomita książka legendarnego działacza radykalnego
ruchu ekologicznego, założyciela organizacji Earth First!.
Po 20 latach działalności Foreman dokonuje rozrachun-
ku. Wskazuje blaski i cienie ekologii radykalnej i instytu-
cjonalnej, wzywa do oporu wobec cywilizacji przemysło-
wej, która bezmyślnie niszczy Ziemię i roztrwania doro-
bek 3,5 miliarda lat ewolucji. Jedna z najważniejszych na
świecie książek z tej dziedziny.
KO2 José Bové, Francois Dufour,
Świat nie jest towarem
Wydawnictwo Andromeda 2002, 296 stron, cena 27 zł.
Znakomita książka autorstwa dwóch francuskich rol-
ników-antyglobalistów, z których jeden, José Bové, stał
się symbolem walki z patologiami globalizacji. Książka
zawiera ciekawy i przystępny opis głównych następstw
globalizacji, ze szczególnym uwzględnieniem szeroko
pojętej produkcji żywności i sytuacji rolnictwa. Autorzy
opisują także kształtowanie się ruchu sprzeciwu wobec
globalizacji i jego sposoby działania.
KO6 Chris Maser, Nowa wizja lasu
Pracownia na rzecz Wszystkich Istot 2003, 284 stro-
ny, cena 25 zł.
Jedna z ważniejszych prac powstałych w łonie ruchu
ekologicznego. Jej autor, przyrodnik i badacz lasów, uka-
zuje związki między gospodarowaniem lasami a stanem
środowiska i przyrody. Oprócz krytyki istniejącej gospo-
darki leśnej, Maser proponuje alternatywę – leśnictwo
ekologiczne, które pozwoli zachować cenne obszary le-
śne i ochronić bioróżnorodność. Książka napisana przy-
stępnym językiem, zawiera wiele przykładów z życia
codziennego, odwołania do kanonu humanistyki, ok. 100
rysunków i fotografi ilustrujących opisane zjawiska i tezy.
Choć koncentruje się na lesie, to bardzo dużo jest w niej
odwołań szerszych, dotyczących związków między czło-
wiekiem a przyrodą.
KO11 James Goldsmith,
Odpowiedź zwolennikom GATT
i Globalnego Wolnego Handlu
Wydawnictwo Nortom 1997, 102 strony, cena 10 zł.
Jedna z prekursorskich analiz globalizacji i jej skutków.
Autor, milioner, który porzucił udział w wielkim bizne-
sie, autor słynnej książki „Pułapka”, sponsor znane-
go miesięcznika „The Ecologist”, krytykuje tzw. wolny
rynek, ekspansję wielkich koncernów, rozwarstwienie
społeczne i niszczenie środowiska. Ta książka jest kon-
tynuacją „Pułapki”, autor odpiera w niej zarzuty kry-
tyków i jeszcze dobitniej ukazuje fałszywość ideologii
neoliberalnej.
KO14 Theodore Kaczynski (Unabomber),
Społeczeństwo przemysłowe
i jego przyszłość. Manifest wojownika
Wydawnictwo „Inny Świat” 2003, 170 stron, cena
19 zł.
Słynny manifest antytechnologiczny, napisany przez
człowieka, którego FBI poszukiwało prawie 20 lat za za-
machy bombowe. Radykalna krytyka cywilizacji techno-
logicznej, ukazanie jej słabości i błędów, nakreślenie dróg
wyjścia z sytuacji. Trudne pytania i jeszcze trudniejsze od-
powiedzi. Żadnych banałów, sloganów i recept znanych
z nudnych książek przedstawicieli establishmentu. Nie
znajdziesz tu postawy „za, a nawet przeciw”. Manifest
wojownika naszych czasów. Jeden z najsłynniejszych
tekstów końca XX w.
KO20 Andrzej Zybała,
Globalna korekta. Szanse Polski
w zglobalizowanym świecie
Wydawnictwo Dolnośląskie 2004 (seria Poza Hory-
zont), 267 stron, 28 zł, u nas najtaniej!
Analiza sytuacji Polski w zglobalizowanym świecie. Au-
tor pokazuje, że już kilka lat temu nastąpił odwrót od
globalizacji w ekonomii, gdyż zglobalizowana gospo-
darka okazała się niestabilna. W latach 90. mieliśmy
do czynienia ze znaczną liczną kryzysów fnansowych,
m.in. w Meksyku, Azji Wschodniej, Argentynie, Rosji.
Również wyniki gospodarcze w takich krajach, jak Pol-
ska nie są zachęcające. Książka omawia wpływ globali-
zacji na polską gospodarkę. Uzasadnia, że nasza gospo-
darka została zbyt szybko i w sposób nieprzemyślany
umiędzynarodowiona. W efekcie jesteśmy bezbronni
wobec licznych zagrożeń, m.in. nie jesteśmy w stanie
obronić się przed kapitałem spekulacyjnym czy wręcz
kryminalnym przeszukującym światowe rynki w pogo-
ni za łatwym łupem. Porcja solidnej krytyki globalizacji
– bez histerii i sloganów, za to wiele konkretów. Autor
jest współpracownikiem „Obywatela”.
www.obywatel.org.pl/sklep
Lektura „Obywatela” nie kończy się na ostatniej stronie…
Zapraszamy do naszego
sklepu wysyłkowego.
96

97

BESTSELLER
NOWOŚĆ
BESTSELLER
KO25 Margrit Kennedy,
Pieniądz wolny od infacji i odsetek.
Jak stworzyć środek wymiany służący
nam wszystkim i chroniący Ziemię?
Wydawnictwo Zielone Brygady, Kraków 2004,
142 strony, 13 zł.
Książka poświęcona patologiom współczesnego systemu
fnansowego oraz alternatywom wobec niego. Pokazuje nie-
bezpieczeństwa fnansowego monopolu państwa oraz scen-
tralizowanego kapitalizmu. Propaguje nowatorskie podejście
do pieniądza, jego kreacji i roli w gospodarce. Wskazuje na
możliwości eliminacji wielu patologii społecznych poprzez
reformy systemu ekonomicznego, m.in. wprowadzenie lo-
kalnych walut. Napisana bardzo przystępnie, jasno i precy-
zyjnie. Ukazuje, że oprócz „wolnego rynku” i państwowego
interwencjonizmu istnieją inne, bardziej przyjazne ludziom
i ekosystemowi modele ładu społeczno-gospodarczego.
KO26 Jadwiga Staniszkis
w rozmowie z Andrzejem Zybałą,
Szanse Polski. Nasze możliwości
rozwoju w obecnym świecie
Wydawnictwo Rectus 2005, 176 stron,
cena 25 zł u nas najtaniej!.
Książka jest krytycznym spojrzeniem na sytuację, w jakiej
znalazła się Polska po 15 latach reform. Jadwiga Staniszkis
omawia zasadnicze błędy popełniane przez kolejne rządy,
które w konsekwencji doprowadziły do 20-procentowe-
go bezrobocia, znacznej skali ubóstwa, dewastacji sfery
publicznej. Jedna z najwybitniejszych polskich socjolo-
gów próbuje naszkicować sposoby wyjścia z tej sytuacji
i wskazać realistyczne metody przezwyciężenia kryzysu
– nie serwuje jednak łatwych i przyjemnych recept. Wy-
wiad-rzeka z Jadwigą Staniszkis zawiera wiele ciekawych
spostrzeżeń, jego zaletą jest także przystępny język i kla-
rowność wywodu.
KO29 Joel Bakan, Korporacja.
Patologiczna pogoń za zyskiem i władzą
Wydawnictwo Lepszy Świat 2006, 254 strony,
29 zł u nas najtaniej!.
Korporacja to opowieść o najpotężniejszej instytucji
współczesnego kapitalizmu; opowieść o tym, jak z nie-
pozornej formacji o wąskim i sprecyzowanym zakresie
działania, doszło do powstania instytucji potężniejszej
niż niejeden rząd i niejedno państwo. Autor twierdzi
i udowadnia to, że wielkie, międzynarodowe korporacje
są w istocie tworami psychopatycznymi, które za praw-
nie usankcjonowany cel stawiają sobie wyłącznie interes
własny – kosztem jednostek, całych społeczeństw i śro-
dowiska naturalnego. Korporacje to dziś w istocie groźne
„potwory Frankensteina”, które wymknęły się spod kon-
troli ludzi, którzy stworzyli je przecież kiedyś dla własnych
celów. Jednak książka, oprócz pesymistycznej diagnozy,
zawiera także przesłanie optymistyczne – nie jest jeszcze
zbyt późno, by złe procesy powstrzymać i odwrócić.
KO30 Piotr Kropotkin,
Pomoc wzajemna jako czynnik rozwoju
Biblioteka Klasyków Anarchizmu 2006, 230 stron,
cena 20 zł.
Wznowienie klasycznej rozprawy jednego z głównych
teoretyków anarchizmu. Książka prezentuje oryginalną,
ciekawą i inspirującą wizję dziejów ludzkości przez pry-
zmat dobrowolnej współpracy i jej roli w tworzeniu lep-
szego społeczeństwa. W momencie swego powstania
była polemiką Kropotkina z modnymi wówczas (a dziś
ponownie) skrajnie uproszczonymi, liberalnymi koncep-
cjami konkurencji i walki o byt, zaczerpniętymi z teorii
Darwina. Autor prezentuje wiele przykładów z różnych
epok historycznych, wskazujących, że samorządność,
współpraca i wzajemna pomoc są nie tylko wartościo-
we moralnie, ale także skuteczne. Jako bonus, do książ-
ki włączono dwie inne rozprawy Kropotkina: „Państwo
i jego rola historyczna” oraz „Etyka anarchistyczna”.
KO31 Stanisław Remuszko,
Gazeta Wyborcza - początki i okolice
(wydanie nowe, poszerzone!)
Warszawa 2006, 344 strony, cena 40 zł.
Trzecie wydanie jedynej w Polsce książki krytycznie
analizującej „Gazetę Wyborczą”, zwłaszcza jej pierwszy
okres, gdy formowało się „imperium Michnika”. Auto-
rem jest były dziennikarz „Wyborczej”, który prezentuje
wiele nieznanych faktów i dokumentów. Książka obję-
ta współczesną cenzurą - prawie żadne media nie od-
ważyły się o niej wspomnieć! Spokojny, rzeczowy wy-
wód, prezentacja dokumentów - fakty mówią same za
siebie. Nowe wydanie zawiera dodatkowych 100 stron.
KO32 Carlo Petrini, Ben Watson,
Slow Food. Synonim dobrego smaku
i naturalnej żywności
Ofcyna Wydawnicza ABA, Warszawa 2006, 280
stron, cena 32 zł.
Pierwsza w Polsce książka prezentująca ogólnoświatowy
ruch Slow Food. Działa on na rzecz zachowania tradycji
kulinarnych i regionalnych potraw, krytykuje niszczenie
różnorodności żywieniowej i ofensywę „śmieciarskiego
żarcia” z barów fast food. Książka zawiera kilkadziesiąt
tekstów na temat tego zjawiska: od problemu globa-
lizacji i ujednolicenia produktów w sektorze produkcji
żywności, przez opis regionalnych tradycji żywieniowych
wielu miejsc świata i tego, co im zagraża, a kończąc na
opisach wielu oryginalnych potraw. Obywatelskie działa-
nie zaczyna się w Twojej kuchni - przeczytaj o tym!
KO33 Jefrey M. Smith, Nasiona kłamstwa
Ofcyna 3.49; 2007, 304 strony, cena 32 zł.
Światowy bestseller, a zarazem pierwsza w języku pol-
skim obszerna publikacja nt. niebezpieczeństw związa-
nych organizmami modyfkowanymi genetycznie. Au-
tor w przystępny sposób prezentuje obawy naukow-
ców wobec tej technologii oraz szczegółowo relacjo-
nuje, na przykładzie USA i Wielkiej Brytanii, zagrożenia
dla zdrowia publicznego związane z wprowadzaniem
GMO, oraz nieuczciwe praktyki lobby biotechnologicz-
nego. Dobrze udokumentowana i pełna faktów książ-
ka, którą mimo to czyta się jak najlepszy thriller.
KO 34 Guy Debord Społeczeństwo spektaklu
oraz Rozważania o społeczeństwie
spektaklu
Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2006,
256 stron, cena 37 zł.
Kultowa i jedna z najważniejszych książek XX wieku. Ca-
łościowa krytyczna analiza współczesnej polityki, kultury
i systemu kapitalistycznego w ich wszechogarniającej,
totalnej postaci. „Społeczeństwo spektaklu” powstało
w roku 1967 i stało się najpopularniejszą książką fran-
cuskiej młodzieżowej rewolty maja ’68. „Rozważania
o społeczeństwie spektaklu” pochodzą z roku 1988 i są
analizą zmian, jakie zaszły od wydania pierwszej książki.
W polskim wydaniu oba teksty zebrano w jednym tomie
i opatrzono wprowadzeniem przybliżającym postać au-
tora. Debord, czołowy teoretyk Międzynarodówki Sy-
tuacjonistycznej, stał się inspiracją dla najbardziej ory-
ginalnych analityków kultury oraz wielu interesujących
radykalnych myślicieli z lewej i prawej strony sceny po-
litycznej. U nas taniej niż w księgarniach.
BESTSELLER
BESTSELLER
96

97

KO 35 Wojciech Giełżyński, Inne światy, inne
drogi,
Ofcyna Wydawnicza Branta, Bydgoszcz-Warszawa
2006, 384 strony, cena 34 zł.
Pasjonująca książki o różnorodności kulturowej świa-
ta, o wadach „jedynych słusznych rozwiązań” (kapi-
talistycznych i komunistycznych), o alternatywnych
wizjach, poglądach, sposobach życia, modelach spo-
łeczeństwa i gospodarki. Dobitna krytyka tych, którzy
chcą świat ujednolicić i narzucić wszystkim jeden spo-
sób myślenia i jeden styl życia. Pochwała różnorodności,
unikalności, rozwiązań lokalnych, a przy tym zachęta do
wymiany doświadczeń, współpracy, czerpania z dorobku
innych, do rozsądnie pojętej tolerancji.
KO 36 Andy Singer, AUTOkarykatury,
Carbusters Press 2007, 108 stron, cena 9 zł
Zabawna karykatura społeczeństwa uzależnionego od
samochodu. Komiks w ironiczny i prowokacyjny spo-
sób pokazuje to, jak negatywną rolę odgrywa samo-
chód w naszym życiu. Rysunki opatrzone cytatami oraz
krótkimi esejami na temat rozwoju motoryzacji i lobby
samochodowego. Znakomite, bardzo śmieszne rysunki
obrazują problemy związane z nadmiernym rozwojem
motoryzacji: niszczenie miast i przestrzeni publicznej,
„zawłaszczanie” miejsca dotychczas przeznaczonego
dla ludzi, niszczenie środowiska, alienację społeczną,
marnotrawstwo ogromnych kwot z budżetu, uzależnie-
nie od lobby naftowego itp. Świetna lektura zarówno dla
wielbicieli komiksów, jak i zwolenników rozrywki o cha-
rakterze poznawczym ze szczyptą ironii. Masz szansę
pośmiać się co niemiara i bardziej krytycznie spojrzeć na
samochodowe szaleństwo.
KO 37 Carlo Petrini, Slow Food. Prawo do
smaku,
Twój Styl 2007, 367 stron, cena 27 zł
Animator międzynarodowego ruchu Slow Food, „ku-
linarnych antyglobalistów” promujących tradycyjne,
zdrowe jedzenie, przekonuje, że jedna z ważnych dróg
do szczęśliwszego życia, a jednocześnie trochę lepszego
świata wiedzie przez... kuchnię. Od tego, co i z kim jemy,
zależy przecież nie tylko nasze zdrowie, ale także relacje
z rodziną i przyjaciółmi, poczucie tożsamości i lokalne
więzi społeczne oraz zachowanie różnorodności kultu-
rowej i przyrodniczej krajów i regionów. Na naszych ta-
lerzach skupia się wiele patologii współczesnej cywilizacji
i gospodarki, dlatego też dzięki refeksji nad tym, co jemy,
można wyjątkowo dobrze zrozumieć, co jest w życiu na-
prawdę ważne. Przez żołądek do serca – i rozumu!
KO 39 Michael Albert, Ekonomia uczestnicząca.
Życie po kapitalizmie
Ofcyna „Trojka”, Poznań 2007, 324 strony, cena 29 zł
Odważna próba rzucenia rękawicy neoliberałom, którzy
twierdzą, że „nie ma alternatywy” dla systemu ekono-
micznego opartego na maksymalizacji zysku i brutalnej
konkurencji. Michael Albert, odwołując się do klasyków
anarchizmu (Kropotkin) wykazuje, że ludzie nie muszą być
zdani na kaprysy rynku i łaskę wielkich korporacji. Mogą na-
tomiast odzyskać kontrolę nad własnym życiem. Niezbędna
do tego jest całkowita zmiana myślenia o życiu zbiorowym:
poddanie gospodarki demokratycznej kontroli i zorgani-
zowanie społeczeństwa zgodnie z zasadą samorządności
i współpracy. Nie ze wszystkim można się zgodzić, ale warto
przeczytać – książka odważna, ciekawa i inspirująca.
KO 40 Andrew Simms, Tescopol. Możesz kupo-
wać gdzie chcesz, byle w Tesco
Wydawnictwo CKA, Gliwice 2007, 314 stron, cena 30 zł
Autor nie próbuje nawet kryć negatywnego stosunku do
wielkich sieci handlowych. Jego książka jest subiektywna,
ale ma twarde oparcie w przytaczanych faktach. Opowiada
o tym, jak wraz ze zmianą miejsca zakupów zmienia się na-
sze życie i kondycja całych społeczności. Jest też całościową
krytyką współczesnego modelu gospodarczego, będącego
źródłem wielu poważnych problemów społecznych i ekolo-
gicznych. Pokazuje, że wszelkie zjawiska społeczno-ekono-
miczne, których skala jest nienaturalnie wielka, ostatecznie
obracają się przeciwko społeczeństwu oraz zabijają różno-
rodność i wolny wybór. Przede wszystkim jednak udowad-
nia, że cały problem z hipermarketami (i nie tylko nimi) po-
lega wyłącznie na tym, że zbyt łatwo daliśmy sobie wmó-
wić, iż nie istnieją alternatywy wobec nich.
KO 41 Noam Chomsky, Polityka, anarchizm, lin-
gwistyka
Ofcyna „Trojka”, Poznań 2007, 251 stron, cena 28zł
Wybór kilkunastu krótkich tekstów (wywiady, artykuły, wy-
stąpienia konferencyjne) autorstwa słynnego amerykań-
skiego językoznawcy i radykalnego krytyka społecznego.
Chomsky w niebanalny sposób odnosi się do aktualnych
problemów, jak postępy globalizacji czy polityka zagranicz-
na USA, prowadzona pod hasłem tzw. wojny z terrorem.
Prezentuje także własną, spójną wizję człowieka i społe-
czeństwa, opartą na krytyce neoliberalizmu oraz na ideale
wolności i współpracy. Mocna i konkretna rzecz.Oprócz
książek w naszym sklepie wysyłkowym znajdziesz także
oryginalne koszulki i numery archiwalne „Obywatela” .
Powyższy katalog zawiera tylko część naszej oferty.
Więcej książek oraz numery archiwalne „Magazynu
Obywatel” można zamawiać w sklepie internetowym:
www.obywatel.org.pl/sklep
Do cen książek wliczony jest koszt przesyłki. Zamówione produkty
przesyłamy po otrzymaniu na nasze konto wpłaty z zaznaczonymi na
blankiecie symbolami (symbol znajduje się na samym początku opisu
produktu, np. K1, KO10 itd.) zamawianych pozycji i podanym dokładnym
i czytelnym adresem zamawiającego (mile widziany również telefon
i e-mail w celu łatwiejszej komunikacji w przyszłości).
Czas realizacji ok. 2 tygodnie od wpłaty. Nie wysyłamy za zali-
czeniem pocztowym, gdyż jest to droższe (tak!) dla zamawia-
jącego o 9 zł.
Adres redakcji:
„Obywatel”
ul. Więckowskiego 33/127, 90-734 Łódź
tel./fax. /042/630-17-49;
e-mail: biuro@obywatel.org.pl
Pieniądze prosimy wpłacać na konto:
Stowarzysze Obywatele-Obywatelom,
Bank Spółdzielczy Rzemiosła w Łodzi,
nr rachunku 78 8784 0003 2001 0000 1544 0001
Korzystaj z naszego sklepu internetowego:
www.obywatel.org.pl/sklep
NOWOŚĆ
NOWOŚĆ
BESTSELLER
NOWOŚĆ
NOWOŚĆ
98

Jeśli uważasz, że wykonujemy dobią iobolę, uważasz
nasz magazyn za polizebny, popieiasz kampanie społeczne
kooidynowane pizez nasze śiodowisko (jak „lii-y na loiy!”
czy pomoc w iozwoju iad piacownikow) – zachęcamy cię
do przekazania na nasze działania 1º twojego podatku.
ziobić lo może każda osoba płacąca podalek dochodowy
od osob fzycznych, do końca kwietnia. możesz nam po-
moc bez wydalkowania ani złolowki z własnej kieszeni!
Po co przekazywać te pieniądze?
„Obywalel” jesl pismem, kloiego cena nie odzwiei-
ciedla izeczywislych koszlow lwoizenia pisma. Choć nasi
auloizy i iedakloizy piacują nad gazelą niemal w całości
społecznie, lo jednak samo lwoizenie gazely oznacza wiele
wydalkow, o kloiych zapewne nie myślisz, gdy ją kupujesz.
Czy wiesz np., że z 8 zł, kloie za nią płacisz, lylko połowa
liafa z powiolem do wydawcy, bo ieszlę zabieia dla siebie
dysliybuloi:
Inne czasopisma mają swoje sposoby na fnansową
slabilność. My piszemy izeczy niewygodne – nie możemy
więc liczyć na zbyl wielu ieklamodawcow. Mamy własne
zdanie, jesleśmy niezależni – dlalego nie fnansują nas pai-
lie polilyczne ani giupy inleiesy. Chcemy iobić izeczy mą-
die (nie zaś modne) – nie mamy wielkich szans na dolacje
od sponsoiow i fundacji. Z lego powodu tylko czytelnicy
i sympatycy „Obywatela” mogą nam pomóc w rozsze-
rzeniu zasięgu jego oddziaływania.
Jak przekazać 1%?
Wypełniając zeznanie podalkowe za iok ioo, (foimu-
laiz PIT-¡o PIT-¡oL, PIT-¡,, PIT-i8 i PIT-¡8) każdy może
pizekazać rº należnego fskusowi podalku na oiganizację
pożylku publicznego (OPP), a więc lakże Slowaizyszeniu
Obywalele-Obywalelom, wydawcy „Obywalela”.
Kiok r:
Oblicz kwotę, którą możesz przekazać na rzecz
„Obywatela”.
Najpieiw musisz obliczyć swoj podalek należny Uizę-
dowi Skaibowemu za miniony iok podalkowy, a naslępnie
odliczyć rº od lego podalku. Pizy wypełnianiu foimula-
iza PIT, w części zalylułowanej „Wniosek o pizekazanie
rº podalku należnego na izecz oiganizacji pożylku pu-
blicznego (OPP)” wpisujesz w odpowiednie iubiyki na-
zwę oiganizacji, lj. Stowarzyszenie „Obywatele Obywate-
lom”, nasz numei w Kiajowym Rejeslize Sądowym, czyli
ooooz{8µo1, oiaz obliczoną zgodnie z insliukcją kwolę
rº po zaokiągleniu do pełnych dziesiąlek gioszy w doł,
czyli np. ¡¡,r¡ = ¡¡,ro.
O len właśnie rº ulega zmniejszeniu należny poda-
lek. Oznacza lo, że jeśli jesleś winny jakąś kwolę Uizędo-
wi Skaibowemu, wpłacisz na jego konlo o rº mniej. Jeśli
lo fskus jesl Twoim dłużnikiem, olizymasz zwiol kwoly
podaiowanej na izecz „Obywalela” iazem z ieszlą nadpła-
conego podalku – Uiząd Skaibowy piześle Ci o lyle pie-
niędzy więcej, ile z Twojego podalku wpłynęło na konlo
Slowaizyszenia Obywalele-Obywalelom.
UWAGA: obliczonej kwoty nie należy przesyłać na
konto wybranej organizacji pożytku publicznego. Zrobi
to za Ciebie Urząd Skarbowy!
Kiok i:
Złóż w Urzędzie Skarbowym formularz PIT
Aby dopełnić foimalności – wypełniony foimulaiz za-
nieś lub wyślij poczlą do Uizędu Skaibowego do ¡o kwiet-
nia zoo8 r.
Gdybyś miał(a) jakieś kłopoty z wypełnieniem formularza, skontaktuj się
z nami. Porady udzieli Ci nasza specjalistka ds. podatkowych:
Anna Stolorz, stolorz@iso.edu.pl, tel. kom. 691-668-265
Wskazówki na ten temat znaleźć można także na stronie
http://www.obywatelskiprocent.pl/
O
bywatelko,
Obywatelu!
98

Niektórym trudno będzie uwierzyć, że miejsce takie jak
Dolina Strugu powstało w Polsce. W okolicach Rzeszowa,
na obszarze zamieszkanym przez ok. 40 tys. osób, udało się
wprowadzić pomysły genialne w swojej prostocie. Zrealizo-
wano wiele inicjatyw, które, „jak powszechnie wiadomo” nie
mają prawa się udać.
Już na początku lat 90. złamano tu telefoniczny monopol
telekomunikacji państwowej. Zbudowano lokalną centralę te-
lefoniczną – rozmowy miejscowe są za darmo!
Bezrobotnym, często pijącym, zaproponowano pracę – za-
miast pogardy, że nie potrafą odnaleźć się w nowych czasach i
stanowią balast dla lokalnej społeczności.
Zamiast anonimowych zakupów w wielkich sklepach,
sprowadzających z daleka towary kiepskiej jakości, tutaj na
dużą skalę rozwinął się system sprzedaży bezpośredniej,
oparty na dobrych, lokalnych produktach i na osobistej więzi
z klientem.
Młodym mieszkańcom tego rejonu nie radzi się, żeby ucie-
kali, gdy tylko będą mieli okazję. Zamiast tego wychowuje się
ich na lokalnych liderów i umacnia dumę ze swego regionu.
W Dolinie utarto nosa liberalnym doktrynerom. Pokazano,
że skutecznie nowe, rentowne miejsca pracy może zorganizo-
wać nie tylko Jaśnie Pan Inwestor, lecz także samorząd lokalny.
Oczywiście wszystko to nie przyszło samo, nie działa też
bez problemów. Tym bardziej warto bliżej przyjrzeć się Dolinie,
której mieszkańcy mimo wszelkich trudności pozostają wierni
idei: Sami Sobie.
***
Film o życiu społecznym w Dolinie Strugu jest znakomi-
tym przykładem, jak wiele można osiągnąć, gdy mieszkańcy
odnajdują w sobie chęć i energię do oddolnej aktywności. Po-
kazane w flmie przykłady budzą nadzieję na to, że również
w Polsce można stworzyć klimat, w którym ludzie chętnie
porzucają szczelny kokon prywatności i otwierają się na in-
nych, wzbogacając przy tym własną jakość życia. Film – bar-
dzo profesjonalny również w sensie technicznym – uzmysła-
wia nam, jak wiele można osiągnąć na szczeblu lokalnym w
zakresie poprawy poziomu życia. Okazuje się, że można dać
sobie spokój z narzekaniem, a zwłaszcza z oglądaniem się na
to, co tam „wymyślą dla nas w Warszawie”.
Andrzej Zybała,
Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog”
przy Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej
Jednym z głównych problemów i słabości mediów jest
to, że koncentrują swoją uwagę na rzeczach albo skanda-
licznych czy trywialnych, na sprawach drugorzędnych a nie
na tematach ważnych dla obywateli i wreszcie na wyda-
rzeniach dramatycznych albo przynajmniej negatywnych,
zamiast podtrzymywać ludzi na duchu, ukazując pozytywne
działania dla dobra ogółu. Pierwszym sukcesem flmu „Do-
lina Strugu” jest to, że nie można mu postawić takiego za-
rzutu. Zapewne można kręcić nosem na ten czy inny aspekt
formy flmu, niekiedy trochę amatorskiej, ale nie to jest tu
najważniejsze. Oglądając ten flm, człowiek czuje się dobrze.
Jest rad, ze żyje w kraju, gdzie prości a zarazem światli oby-
watele mogą wziąć rzeczy we własne ręce i zmienić świat
dookoła siebie. Samorządowcy podrzeszowskich gmin,
Błażowej, Chmielnika, Hyżnego i Tyczyna, potrafli od roku
1990 zmienić ten teren nie do poznania. Tytuł ich programu
– „Sami sobie” – mówi wszystko. Nie czekali na pomoc z
zewnątrz, lecz działając solidarnie, w wolnej wspólnocie,
dokonali tak wiele. W gminach, gdzie telefon był dostępny
tylko u sołtysa i proboszcza, zbudowali samorządową sieć
z telefonem i Internetem na najwyższym poziomie. Rozbu-
dowali system szkolnictwa, rozwinęli rolnictwo rodzinne i
ekologiczne, dali pracę setkom ludzi. Lista ich dokonań jest
imponująca i należy zobaczyć flm, aby się o tym przekonać.
„Społeczeństwo obywatelskie” było hasłem i progra-
mem pierwszego zjazdu „Solidarności” w gdańskiej Hali
Oliwii w 1981 roku. Mieszkańcy Doliny Strugu wprowadzili to
w życie. Jeżeli jest to możliwe pod Rzeszowem, w części kra-
ju do niedawna nazywanej „Polską B”, to takie dokonania i
sukcesy są na pewno możliwe wszędzie. Wszystko zależy od
ludzi. Trzeba tylko znaleźć samorządowców gotowych pra-
cować z odwagą i pasją dla wspólnego dobra. Trzeba tylko
mieć do czynienia z „obywatelami”. Wówczas wszystko sta-
je się możliwe. To jest piękna lekcja „Doliny Strugu”. Lekcja
dla nas wszystkich.
Bernard Margueritte,
dziennikarz i publicysta, wieloletni korespondent „Le Monde”
w Polsce, prezes International Communications Forum
S
a
m
i Sob
i
e
– zobacz!
Nie wierz nam na słowo