You are on page 1of 2

Szanowni Państwo, we wpisie na stronie ZTMu z 25 marca (http://www.ztm.waw.pl/aktualnosci.php?

c=100&l=1&i=930) informują Państwo o niepokojących propozycjach zmian w kursowaniu linii autobusowych. Pragnę wyrazić swój zdecydowany sprzeciw dotyczący modyfikacji trasy 521 – wycofanie jej ze Śródmieścia i Ochoty znacznie pogorszy jakość i komfort korzystania z komunikacji miejskiej. Państwa głównym argumentem jest pokrywanie się tras: autobusu i pociągu oraz tramwaju. Proszę jednak zauważyć, że obsługiwana przez spółkę ZTM jest jedynie Szybka Kolej Miejska, która jeździ co pół godziny – jeśli na torach nie zdarzy się żaden wypadek. Nie mogą Państwo odpowiadać za przejezdność tych torów, za ich stan, za to, że nie wydarzy się coś, co uniemożliwi jazdę pociągowi SKM, ponieważ z tych samych tras korzysta zbyt dużo spółek. Cóż więc ma zrobić pasażer, który już na peronie dowie się, że jego obsługiwany przez ZTM pociąg nie przyjedzie lub znacznie się spóźni tylko dlatego, że zawiodła komunikacja innej firmy? Niestety, awaryjność pociągów jest ogromna, nie ma dnia, aby na peronie nie padł komunikat: „pociąg przyjedzie z opóźnieniem... które może ulec zmianie”. Jakim więc pocieszeniem jest to, że 521 jechało „wzdłuż szyny” – ale JECHAŁO? Podobnie rzecz ma się z tramwajami – jeden zepsuty skład powoduje zatrzymanie wszystkich kolejnych. Te pojazdy szynowe psują się odrobinę rzadziej... ale często trudniej do nich wejść. W godzinach szczytu tłum pasażerów jest tak ogromny, że zwykle po prostu nie można się już zmieścić – taka sytuacja regularnie ma miejsce o poranku w proponowanym przez Państwa miejscu przesiadek – na Rondzie Wiatraczna. Proszę także zwrócić uwagę na osoby niepełnosprawne czy matki z dziećmi. Ludzie z ograniczoną mobilnością pozbawieni autobusu 521będą skazani na dodatkowe, bardzo trudne dla nich przesiadki. Nie wszystkie tramwaje nadają się do przewożenia wózków, przede wszystkim inwalidzkich, nie mówiąc już o pociągach, jeśli osobie niepełnosprawnej w ogóle uda się do niego dotrzeć. Wiele peronów jest nieprzystosowanych dla potrzeb osób o ograniczonej sprawności, nie ma podjazdów dla wózków. Efektem będzie więc nie tylko zwiększony czas oczekiwania, lecz także brak możliwości dostania się do celu. Dodatkowym utrudnieniem dla mieszkańców Warszawy stanie się konieczność kasowania większej liczby biletów. Osoby, które na co dzień nie korzystają z komunikacji miejskiej będą musiały wydać dużo więcej pieniędzy na dojazd do Centrum (zamiast jednego biletu do autobusu 521 trzeba będzie zapłacić za dwa – do Ronda Wiatraczna i do Centrum, albo zainwestować w jeden dobowy – czyli obecnie 15 zł, a jak wiadomo, to nie koniec podwyżek). Niestety, w niektórych przypadkach jazda pociągiem nie jest odpowiednim rozwiązaniem – nie wszyscy mieszkają blisko stacji, nie każdemu pasuje usytuowanie przystanków, różne dla obu środków transportu. Perony są usytuowane daleko od siebie, kolej zatrzymuje się rzadziej od autobusów, a co za tym idzie – wzrośnie niebezpieczeństwo podróży, powrotów do domów. Można się spierać o to, czy linia jest za długa czy nie, można dyskutować o wyższości jazdy po torach nad zwykłymi autobusami lub odwrotnie. Można też po prostu zrezygnować z komunikacji miejskiej, kupić mały samochód i – niestety – jeździć oszczędniej. To bardzo smutne, że podczas gdy większość europejskich państw chce zachęcić mieszkańców do korzystania z komunikacji miejskiej (przykładem są chociażby darmowe przewozy w Tallinie dla ludzi, którzy płacą tam podatek), Warszawa robi krok do tyłu. „Zmiany są konieczne”, „musimy ograniczyć

ofertę komunikacyjną” - ale czy ktoś pomyślał o konsekwencjach tych zmian? Przy tak drogich biletach i tak złej ofercie pasażerów będzie tylko mniej, a samochodów na drogach coraz więcej, czy właśnie o to Państwu chodzi? Mam nadzieję, że liczne sprzeciwy dotyczące modyfikacji najbardziej popularnych tras zostaną wzięte pod uwagę i że jako mieszkańcy Warszawy nie zostaniemy zmuszeni do podjęcia bardziej radykalnych środków do wyrażenia naszego niezadowolenia. Z poważaniem,