NR 11 (529) 11 MARCA 2007

W NUMERZE:
I
N
D
E
K
S

3
3
7

3
7
4






I
S
S
N

0
8
6
7
-
4
5
2
3
AFGANISTAN: O STRACHU SIĘ NIE MÓWI str. 12
w w w . z o l n i e r z - p o l s k i . p l
TYGODNIK
SIŁY POWIETRZNE: COMBAT READY PO POLSKU str. 32
WOJSKA LĄDOWE: Rozpoznanie jest jak seks str. 24
TRADYCJE: Na początku była foka str. 48
CENA 4,70 ZŁ (W TYM 7% VAT)
Czy to prawda, że wojsko wraca
do Koszalina, jak napisała jedna
z lokalnych gazet?
Z BLISKA:
Oficerskie
love story
FORUM RODZINA
Hercules
z szachownicą
Do
na skróty
2 Polska Zbrojna nr 11/2007
AAAAAAA AAAAAAAA
MARYNARKA WOJENNA
W NUMERZE
TEMAT NUMERU
DO F-16 NA SKRÓTY
Mimo szumu, jaki przetoczył się
ostatnio przez polskie media
w związku z F-16, tak naprawdę
uważny czytelnik „PZ” nie powinien
zostać niczym zaskoczony.
O blaskach i cieniach tego
programu pisaliśmy bowiem
niejednokrotnie
STR. 40
KULISY
WOJSKA LĄDOWE
COMBAT READY
PO POLSKU
Piloci o statusie Combat Ready
na danym typie samolotu potrafią
niemal wszystko
ST R. 32
ŻANDARMERIA WOJSKOWA
SIŁA MŁODYCH
OFICERÓW
Dzisiejsi podporucznicy za parę lat
będą kręgosłupem polskiej armii.
Ich doświadczenia z początków
służby, problemy, z jakimi muszą się
borykać podczas wdrażania się do
obowiązków dowódców plutonów,
powinny być nauką dla wszystkich
ST R. 27
O STRACHU SIĘ NIE MÓWI
Do misji polska grupa bojowa
przygotowywała się od pięciu
miesięcy. O tym, że wyjadą do
Afganistanu, dowiedzieli się
w październiku – i od tego czasu
temu podporządkowali swoje życie.
Szkolenia w Nowej Dębie, Trzciańcu,
Kotlinie Kłodzkiej, niemieckim
Hohenfels – i wreszcie ostatni
egzamin w Wędrzynie
ST R. 12
WOJSKO AFGANISTAN
STRATEGICZNY
PŁASKOWYŻ
Wobec tego, co dzieje się
w innych prowincjach,
Ghazni można uznać za oazę
spokoju. Oczywiście jak na
warunki afgańskie
ST R. 17
ZDĄŻYĆ PRZED KARETKĄ
Gdy nasze życie zawiśnie na włosku,
możemy liczyć tylko na to, że pojawi
się ktoś, kto zechce udzielić nam
pierwszej pomocy i będzie
wiedział, jak to zrobić ST R. 38
DUŻE I NIEBRZYDKIE
Herculesy z biało-czerwoną szachownicą?
Dlaczego nie? Już we wrześniu przyszłego roku
wyląduje w Powidzu pierwszy z pięciu średnich
samolotów transportowych C-130E
ST R. 22
MARYNARSKI KOMBINAT
Podczas nauki w Centrum
Szkolenia Marynarki Wojennej
młodzi ludzie stają się
marynarzami ST R. 34
SIŁY POWIETRZNE
AAAAAAA AAAAAAAA
nr 11/2007 Polska Zbrojna 3
RODZINA FORUM
dy w 2 Batalionie Dowo-
dzenia Śląskiego OW ktoś
pyta o porucznik Sieradz-
ką, nie wszyscy od razu ko-
jarzą, o kogo chodzi. Ale
jeśli się doda, że szuka się
porucznik Oli, twarz nawet najmłodszego
służbą żołnierza rozjaśnia uśmiech i bez
wahania wskazuje budynek, gdzie mieści
się kompania radiowa, którą od kilku mie-
sięcy czasowo dowodzi ppor. Aleksandra
Sieradzka. A robi to bardzo dobrze. Do-
wódca batalionu ppłk Andrzej Bzymek,
który początkowo trochę sceptycznie pod-
chodził do oddania dowodzenia niedawno
promowanej kobiecie, dzisiaj mówi, że ta-
kich oficerów powinno być więcej.
Jednak nie to, że kobieta jest oficerem
i dowodzi, wzbudza zainteresowanie.
Wiele kontrowersji kilkanaście miesięcy
temu wywoływał fakt, że wśród pięciu
nowych, młodych oficerów, którzy trafi-
li do batalionu, dwoje było małżeństwem.
Zastanawiano się wówczas, czy mąż
Oficerskie
love story
Wiele kontrowersji kilkanaście miesięcy temu wywoływał fakt, że wśród pięciu nowych,
młodych oficerów, którzy trafili do batalionu, dwoje było małżeństwem. Zastanawiano się
wówczas, czy mąż i żona – oficerowie w jednym batalionie to dobry pomysł.
B O G U S Ł AW P O L I T OWS K I
i żona – oficerowie w jednym batalionie
to dobry pomysł.
Przez kawę do serca
W 2000 r. razem trafili na studia do Woj-
skowej Akademii Technicznej. Ona, z opol-
skiego, znalazła się tam trochę przez przy-
padek. Zamierzała zostać nauczycielką.
Zmieniła jednak zamiar, po części chcąc
spełnić marzenia ojca, który widział ją ja-
ko policjantkę. Konrad Sieradzki z innego
końca kraju, ze świętokrzyskiego, przyje-
chał, aby zgodnie z podjętymi życiowymi
planami zostać oficerem.
21 sierpnia 2000 r. w tym samym czasie
składali przysięgę wojskową. 26 czerwca
2004 r. razem promowani byli na pierwszy
stopień oficerski. Dzisiaj żartują, że on jest
starszy służbą, bo był wyższy, stał w sze-
regu bliżej podium i promowany został kil-
ka minut wcześniej.
W kwietniu 2005 r., podczas piątego ro-
ku studiów, wzięli ślub. Złożyli kolejną,
bardzo ważną w życiu przysięgę. On w ofi-
cerskim mundurze dumnie kroczył w szpa-
lerze kolegów pod wyciągniętymi klinga-
mi szabel. Ona, równie szczęśliwa, przed
urzędnikiem stanu cywilnego stanęła jed-
nak w pięknej sukni. Jak stwierdziła, było-
by zbyt zielono i mundurowo w czasie pry-
watnej w końcu ceremonii.
Jednak droga od jednej przysięgi do dru-
giej wcale nie była łatwa. – A wszystko
przez niego – tłumaczy ona z uśmiechem.
W kompani był jednym z najzagorzalszych
przeciwników służby kobiet. Może dlate-
go, iż był w męskim plutonie, a może przez
to, że właśnie jego drużyna podpadała częś-
ciej od tych, w których służyły kobiety.
Częściej więc musiał sprzątać rejony niż
ona. Słowem, uważał koleżanki z roku za
zło konieczne, za podchorążych faworyzo-
wanych, innej – gorszej kategorii.
Dzisiaj sam nie wie, jak to się stało, że
pewnego wieczora w połowie pierwszego
roku studiów całe wyobrażenie o babskim
wojsku legło w gruzach. On miał służbę
dyżurnego kompanii, ona wracała spod
W KWIETNIU 2005 R., podczas piątego roku studiów, wzięli ślub. Złożyli kolejną, bardzo ważną w życiu przysięgę. On w oficerskim mundurze dumnie
kroczył w szpalerze kolegów pod wyciągniętymi klingami szabel. Ona, równie szczęśliwa, przed urzędnikiem stanu cywilnego stanęła jednak w pięknej
sukni zamiast munduru.

G
A
R
C
H
I
W
U
M

P
A
Ń
S
T
W
A

S
I
E
R
A
D
Z
K
I
C
H
4 Polska Zbrojna nr 11/2007
FORUM RODZINA
prysznica. Coś zagadał grzecznościowo,
ona odpowiedziała... Wyszło na to, że na-
piłby się kawy, ale jej nie ma. Ona – po-
mocnik szefa kompani – kawę miała, zro-
biła i przyniosła. I chyba włożyła w jej ro-
bienie dużo serca, bo on kawę wypił i...
Długo wtedy rozmawiali. Ona w zaro-
zumialcu, który ciągle czepiał się kobiet,
zaczęła dostrzegać wartościowego chłopa-
ka. On ze zdumieniem stwierdził, że jego
koleżanka jest serdeczna, wrażliwa, kobie-
ca, ale też uparta, poza tym ma wojskową
wiedzę i sprecyzowane plany na przyszłość.
Nawet nie zastanawiał się zbyt długo, co
na taką nagłą zmianę poglądów powiedzą
koledzy z plutonu. Od tej pory zaczęli się
zbliżać do siebie. Wspólna nauka zastępo-
wała typowe randki, noce przegadane przy
stoliku podoficera miały zastąpić spacery
po parku czy kino. Oświadczył się mało
romantycznie. Ot, po prostu, w wojskowym
akademiku. Któregoś wieczora, gdy jak
zwykle wkuwali do zaliczeń, zapytał, czy
go zechce. Zechciała.
Podwładni z nosem przy szybie
Mówi, że nie pocałuje jej do zdjęcia. Jak
to: całować oficera, w polowym mundu-
rze, w dodatku w kancelarii. I mimo że pa-
ni podporucznik od dawna jest jego żoną,
zdobywa się tylko na przysunięcie bliżej.
Jego kancelaria jest zresztą tuż za ścianą.
Sąsiadują podobnie jak ich kompanie, ra-
diowa i łączności, którymi teraz dowodzą.
To, że będą na celowniku, wiedzieli od po-
czątku. Ją pilnie obserwowano jako pierw-
szą kobietę dowódcę w jednostce, jego ja-
ko jej męża. Wiele miesięcy później powie-
dziano im, że gdy pierwszy raz szli ze szta-
bu do swoich kompanii, wszyscy żołnierze
i kadra stali z nosami przy szybach, aby zo-
O ile żołnierze służby zasadniczej szybko zaakceptowali dowódcę kobietę, o tyle z kadrą zawodową
było znacznie trudniej.
Gdy pierwszy raz szli ze sztabu do swoich kompanii, wszyscy żołnierze i kadra stali z nosa-
mi przy szybach, aby zobaczyć nowego dowódcę w spódnicy.
P
por. Konrad Sieradzki nie ukrywa,
że żona w niektórych sprawach ma
większe osiągnięcia. Gdy on ma lepsze
wyniki w strzelaniu z broni krótkiej, ona
jest lepsza z długiej. Za służbę też jest
wyżej oceniana. W sumie w jej karcie
kar i wyróżnień znalazło się już
11 pochwał, nagród pienięż-
nych i innych dowodów
uznania, podczas gdy
w jego tylko
cztery.
Dwie połówki
baczyć nowego dowódcę w spódnicy.
I wcale nie było łatwo. O ile żołnierze służ-
by zasadniczej szybko zaakceptowali do-
wódcę kobietę, o tyle z kadrą zawodową,
starymi wygami z kilkudziesięcioletnią
wysługą, było znacznie trudniej. Odzywa-
ło się męskie ego. Wielu podoficerom nie
mieściło się w głowie, że będzie nimi do-
wodzić kobieta, na dodatek młoda i, jak na
złość, ładna. Bywało, że nie wiedzieli, jak
się zachować.
Z czasem wszystko zaczęło się układać.
Uodporniła się. Ppor. Sieradzki mówi
o swojej żonie, że zawsze była ambitna. Jak
to kobieta, chciała, aby wszystko było po-
układane i funkcjonowało jak w zegarku.
A przecież w wojsku nie zawsze tak bywa.
Jemu też nie było łatwo, ale ona postano-
wiła, że udowodni, iż w batalionie jest miej-
sce także dla kobiety. Gdy przyszło pierw-
sze jesienne opiniowanie młodych ofice-
rów, z całej piątki Sieradzka otrzymała naj-
wyższe oceny. Jak wspomina ppłk Bzy-
mek, jako pierwsza była gotowa do przy-
jęcia służby oficera dyżurnego jednostki,
jako pierwsza z młodych poruczników za-
częła czasowo dowodzić nie tylko pluto-
nem, ale i kompanią.
W domu Sieradzkich najwięcej rozma-
wia się oczywiście o wojsku. Gdy odwie-
B
O
G
U
S
Ł
A
W

P
O
L
I
T
O
W
S
K
I

(
4
)
Polska Zbrojna 5 nr 11/2007
WIELU PODOFICEROM nie mieściło się w głowie, że będzie nimi dowodzić kobieta, na dodatek młoda i jak na złość ładna.
O ile żołnierze służby zasadniczej szybko zaakceptowali dowódcę kobietę, o tyle z kadrą zawodową
było znacznie trudniej.
dza ich jakiś znajomy oficer z „cywilną”
żoną, robi się dziwnie. Nie jest tak, że pa-
nie mówią o modzie, ciuchach, a panowie
o pracy. Panią domu bardziej od szminek
czy pudrów interesują bowiem radiostacje
średniej mocy, plany zajęć, wyniki strzelań
czy najbliższe zajęcia ze sprzętem w polu.
Te kobiety patrzą wówczas, słuchają, i nie-
wiele z tego rozumieją.
Pierwsze zainteresowanie oficerskim
małżeństwem już minęło. Przełożeni, któ-
rzy zdaniem szefa kompani dowodzonej
przez ppor. Sieradzką bywali w pododdzia-
le aż za często, przekonali się, że batalion
się nie rozpadł. Obie kompanie dowodzo-
ne są dobrze i ciągłe patrzenie na ręce ofi-
cerskiego małżeństwa wcale nie pomaga
w pracy. Mł. chor. sztab. Jacek Karczew-
ski mówi, że pod dowództwem pani Oli
pracuje mu się doskonale. Nie dosyć, że
nie ma ona, jak obawiało się wielu, żad-
nych babskich fanaberii, to jeszcze różne
sprawy służbowe potrafi załatwić lepiej,
szybciej i odważniej niż mężczyźni na po-
dobnym stanowisku. A wszystko chyba
w myśl porzekadła, że gdzie diabeł nie mo-
że, tam babę pośle.
Ppor. Konrad Sieradzki nie ukrywa, że
żona w niektórych sprawach ma większe
osiągnięcia. Gdy on ma lepsze wyniki
w strzelaniu z broni krótkiej, ona jest lep-
sza z długiej. Za służbę też jest wyżej oce-
niana. W sumie w jej karcie kar i wyróż-
nień znalazło się już 11 pochwał, nagród
pieniężnych i innych dowodów uznania,
podczas gdy w jego tylko cztery. Gdy na
uroczystą promocję w Rynku batalion wy-
stawia pododdział, na czele idzie oczywi-
ście pani porucznik, a on – co najwyżej
może stać w tłumie i obserwować, czy pod-
czas defilady żona nie zmyli kroku. Kiedy
są jej imieniny, wiadomo, że dostanie bu-
kiet kwiatów od żołnierzy. Jemu – jak mó-
wi – ani jego kolegom dowódcom jakoś
nikt dotąd kwiatów nie wręczył.
Dowódca batalionu potwierdza, że ppor.
Sieradzka jest tym oficerem, który nie boi
się pytać, gdy czegoś nie wie. Dzięki temu
szybciej się uczy. Decyzje uzgadnia, kon-
sultuje, i woli przyznać się do niewiedzy,
niż zrobić coś źle, wydać rozkaz sprzecz-
ny z sytuacją i potrzebami jednostki.
Zielona przyszłość
Wojskowa przyszłość wcale nie jest ta-
ka zielona. Jak mówią Sieradzcy, za rok
kończy im się kontrakt na stanowiskach
i nie wiedzą, co dalej. W armii nie ma prze-
pisów mówiących o oficerskich małżeń-
stwach. To, że razem trafili do jednej jed-
nostki, zawdzięczają życzliwemu pułkow-
nikowi z WAT-u. A co z dalszą wojskową
drogą – nie wiedzą. Mieszkanie, które do-
stali, urządzili małym nakładem środków,
bo jest funkcyjne i będą je musieli kiedyś
opuścić. Jest na nią, mimo że w przepisach
kwatera należy się każdemu oficerowi. Je-
go na to samo mieszkanie jako właścicie-
la WAM nie chciała dopisać. Co się stanie,
kiedy przyjdzie mu kiedyś służyć w innym
garnizonie, z dala od domu? Czy będzie
mu się należał dodatek przeniesieniowy?
Bezpłatne przejazdy raz w roku też powin-
ny należeć się obojgu, a może otrzymać
tylko ona. Podobnych niewiadomych nie-
uregulowanych przepisami jest zresztą
znacznie więcej. Odnosi się wrażenie, że
armia na wojskowych małżeństwach chce
zarabiać.
Tymczasem zdobywają doświadczenie,
mając nadzieję, że przy zmianie stanowisk
czy garnizonu ktoś weźmie pod uwagę, iż
są rodziną. Bez dzieci co prawda, ale tyl-
ko na razie. Planują mieć dwójkę. Konrad
chciałby oczywiście chłopca.
Kiedyś, podczas studiów, jeden z wykła-
dowców zapytał ich o znaki zodiaku. Gdy
dowiedział się, że ona to Baran, a on Ko-
ziorożec, wyliczył, że ich oficerskie mał-
żeństwo ma tylko 9 proc. szans na szczęś-
liwe przetrwanie. Oni traktują to jako żart.
– Owszem, czasami mamy ciche dni – tłu-
maczą – ale nigdy nie trwają one zbyt dłu-
go. Nawet gdy się nie możemy dogadać
w domu, to musimy w koszarach albo pod-
czas odpraw z dowódcą, albo nawet wte-
dy, gdy przyjmują od siebie służbę.
Są zgodnym, młodym, rozwojowym
małżeństwem. Fakt, trochę nietypowym
– żołnierskim, ale sympatycznym. Jak wie-
le innych, dzielą się obowiązkami. O nie-
które z nich się kłócą. Ona nie siada za kie-
rownicą ich auta, on w życiu nie ugotował
obiadu. Ona nie ciągnie go na siłę na za-
kupy, on nie robi jej wyrzutów, gdy z piwa,
na które poszła z kolegami z kompanii,
wróci trochę później.
Jesienią tego roku staną przed ołtarzem,
bo na razie zalegalizowali swój związek
tylko w urzędzie stanu cywilnego. Już wia-
domo, że będzie szpaler, szable... On w ga-
lowym mundurze, ona w pięknej sukni,
o jakiej marzy każda kobieta. Czasami pod-
czas służby, w nocy, przegląda babskie ga-
zety z modą, zastanawiając się, w jakiej bę-
dzie jej najładniej... Takich służb pełnią po
trzy–cztery w miesiącu. Nie widują się wte-
dy w domu ponad tydzień. Ale godzą się
na to i nie żałują żadnych swoich decyzji.
Gdyby jednak kiedyś przyszło im służyć
w różnych częściach kraju, nie ukrywają,
że któreś z nich będzie musiało zdjąć mun-
dur, po to, aby nadal byli rodziną. 
6 Polska Zbrojna nr 11/2007
WYDARZENIA ZAPIS
P
onad 300 żołnierzy XXVII
zmiany Polskiego Kontyn-
gentu Wojskowego UNDOF po-
żegnano 28 lutego w Centrum
Szkolenia na potrzeby Sił Poko-
jowych w Kielcach-Bukówce.
– Wykonywanie zadań misyj-
nych to sprawa międzynarodo-
wej pozycji i prestiżu Polski
w świecie, a także wyraz pol-
skiej troski o pokój i stabiliza-
cję – podkreślił w trakcie uro-
czystości gen. Andrzej Mali-
nowski, zastępca szefa sztabu
Dowództwa Wojsk Lądowych.
Przez najbliższe pół roku za-
daniem kontyngentu wysta-
wionego przez 16 Dywizję
Zmechanizowaną z Elbląga bę-
dzie pilnowanie pogranicza sy-
ryjsko-izraelskiego na Wzgó-
rzach Golan. Polacy pełnią służ-
bę z żołnierzami austriackimi,
kanadyjskimi, japońskimi, ne-
palskimi i słowackimi. W trakcie
przygotowania do misji wykła-
dowcy kieleckiego Centrum za-
poznali jej uczestników m.in.
z rejonem działania PKW, reli-
gią i kulturą Bliskiego Wscho-
du. Zajęcia obejmowały również
przeszkolenie w zakresie prawa
wojennego, zasad udzielania
pierwszej pomocy i radzenia so-
bie ze stresem. (ATD)
Z
początkiem marca wszyscy
żołnierze zawodowi otrzy-
mali podwyżkę uposażeń – z wy-
równaniem od 1 stycznia br.
– oraz nagrodę roczną. Zgodnie
z rozporządzeniem ministra
obrony narodowej z 23 lutego
najniższe uposażenie zasadnicze
szeregowego zawodowego wy-
nosi 1820 zł, zaś najwyższe – na
etacie generała – 11470 zł. No-
we stawki podwyższono (śred-
nio o ok. 190 zł) w wyniku
zwiększenia rozporządzeniem
prezydenta RP z 3 stycznia
2007 r. mnożnika dla żołnierzy
zawodowych z 2,11 do 2,26 tzw.
kwoty bazowej. W rezultacie ka-
dra otrzyma w tym roku m.in.
wyższą gratyfikację urlopową
(30 proc. minimalnej pensji), ry-
G
en. N. nie przyznaje się do
winy. Taki sam zarzut – ale
związany z aneksami do umowy
– usłyszał pod koniec stycznia in-
ny dyrektor tego samego departa-
mentu – gen. bryg. Roman P. Po-
stępowanie w sprawie nieprawid-
łowości przy zakupie KTO trwa od
dwóch lat. Według „Wprost”,
wśród osób objętych zawiadomie-
niem o podejrzeniu popełnienia
przestępstwa w związku z zarzu-
tami wynikającymi z weryfikacji
WSI miał się znaleźć Janusz Ze-
Niedopełnienie obowiązków lub przekroczenie uprawnień w związku z ustawą o zamówieniach
publicznych – taki zarzut postawiła 28 lutego Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie gen.
bryg. rez. Pawłowi N., byłemu dyrektorowi Departamentu Zaopatrywania Sił Zbrojnych MON. Według
prokuratury, generał naruszył przepisy, podpisując umowę główną na dostawę kołowego transportera
opancerzonego, za co grozi mu do 10 lat więzienia.
Szum wokół Rosomaków
dowódca Dowództwa Operacyjnego
Gen. broni Henryk Tacik,
Co sądzi Pan o zapowiadanej na wiosnę ofensywie talibów
w Afganistanie?
– Według mojej oceny, raczej jej nie bę-
dzie. Wydaje mi się, że talibowie stwarza-
ją psychozę wielkiej, wiosennej ofensywy.
Są jednak na tyle rozproszeni, że będą
działali raczej w kilkunasto-, kilkudziesię-
cioosobowych oddziałach. Grupy te będą
wyrządzały określone szkody i wytwarzały
psychozę w społeczeństwie afgańskim,
że wojna przeciwko koalicjantom nadal
się toczy. (kw)
mke, b. wiceminister ON. Antoni
Macierewicz, autor raportu z we-
ryfikacji WSI, nie potwierdził,
ani nie zaprzeczył tej informacji.
Zaniepokojenie zarzutami wobec
wyboru transportera wyrazili
ambasador Finlandii i przedsta-
wiciele koncernu Patria. Wytknę-
li raportowi błędy i wyrazili oba-
wę, że zostanie on wykorzystany
przez konkurencję w innych prze-
targach. Natomiast były szef
MON Radosław Sikorski oświad-
czył, że trudności związane
z programem KTO nie były po-
wodem jego dymisji. – Z mojej
inicjatywy resort przeprowadził
skrupulatne testy poligonowe lo-
sowo wybranego transportera
Rosomak – powiedział Sikorski,
odpowiadając na zarzuty obec-
nego ministra ON. Aleksander
Szczygło w TVN24 zasugerował,
że prawdziwym powodem dymi-
sji jego poprzednika mogły być
zaniedbania w realizacji progra-
mu KTO. (ann)
O strachu się nie mówi 12 
Podwyżki w wojsku
czałt z tytułu przeniesienia
(50 proc.), zasiłek osiedleniowy
(250 proc.), dodatek wojenny
(3–5 proc. za dzień) oraz należ-
ności zagraniczne (od 1,55 do
6-krotności uposażenia szerego-
wego).
Z kolei nagroda roczna przysłu-
guje żołnierzom, którzy w ubie-
głym roku pełnili służbę zawo-
dową przez co najmniej 6 mie-
sięcy od objęcia stanowiska.
W ubiegłym tygodniu sejmowa
podkomisja Komisji Obrony
Narodowej pracująca nad nowe-
lizacją ustawy pragmatycznej za-
akceptowała nowy zapis art. 83.
Przewiduje on, iż wysokość na-
grody rocznej ma być propor-
cjonalna do liczby przesłużonych
miesięcy kalendarzowych. (Ch)
Strażnicy pogranicza
J
A
R
O
S
Ł
A
W

W
I
Ś
N
I
E
W
S
K
I
P
I
O
T
R

P
R
Y
M
L
E
W
I
C
Z
/
B
E
L
L
O
N
A
Polska Zbrojna 7 nr 11/2007
FLESZ
O
wyjaśnienie okoliczności
sprzedaży gruntów przy Woj-
skowym Instytucie Medycznym
w Warszawie zwrócił się 28 lute-
go PiS do byłych szefów MON
– Janusza Onyszkiewicza i Broni-
sława Komorowskiego. Sprawę
opisała „Gazeta Polska”. Według
niej, w 2000 r. mogło dojść do wy-
prowadzenia należącej do armii
działki o powierzchni 2500 m kw.,
której wartość szacuje się na ok.
2,5 mln zł. W artykule napisano,
że decyzję o oddaniu terenu jako
zbędnego armii podjął minister
Onyszkiewicz, mimo sprzeciwu
m.in. ówczesnego szefa SG gen.
Henryka Szumskiego. Decyzję
podtrzymał kolejny szef MON
N
awet osiem lat więzienia gro-
zi ppłk. Markowi Miłoszowi,
pilotowi śmigłowca, który rozbił
się po awarii obu silników
w grudniu 2003 r. z ówczesnym
premierem Leszkiem Millerem
na pokładzie. Proces rozpoczął
się 3 bm. przed stołecznym Woj-
skowym Sądem Okręgowym.
Prokuratura oskarża ppłk. Miło-
sza o umyślne sprowadzenie nie-
bezpieczeństwa powstania kata-
strofy oraz o nieumyślne spowo-
dowanie samej katastrofy. We-
dług komisji, która badała przy-
czyny wypadku, podpułkownik
popełnił błąd, nie włączając przy
podchodzeniu do lądowania ręcz-
nego trybu ogrzewania wlotów po-
wietrza do silnika, co spowodowa-
ło awarię.
Pilot nie przyznaje się do spowo-
dowania wypadku. Zeznając przed
sądem, ppłk Miłosz tłumaczył, że
podczas lotu z Wrocławia do War-
szawy temperatura na termome-
trze, umieszczonym na zewnątrz
maszyny, wynosiła 7–8 st. C, nie
było też żadnych innych oznak ob-
lodzenia. Przypomniał, że zgodnie
z przepisami obowiązującymi
w 2003 r., instalacja przeciwoblo-
dzeniowa musi być włączona ręcz-
nie, jeśli temperatura spadnie do
5 st. C. Dopiero po wypadku śmi-
głowca próg podniesiono do 10 st.
Kolejna rozprawa odbędzie się pod
koniec marca, zeznawać będą
członkowie załogi śmigłowca, do-
wódca jednostki i meteorolog
z Wrocławia. (ad)
P
olska powinna zgodzić się
na rozmieszczenie na
swym terytorium bazy amery-
kańskiego systemu obrony an-
tyrakietowej, jeśli Waszyngton
spełni postulaty dotyczące
wzmocnienia naszego systemu
bezpieczeństwa – to podstawo-
wy postulat, który pojawił się
podczas konferencji zorganizo-
wanej 1 bm. w Warszawie przez
Centrum Stosunków Międzyna-
rodowych, Stowarzyszenie Eu-
ro-Atlantyckie i Business Centre
Club. Zwolennikami takiej wa-
runkowej zgody byli politycy
opozycji, zaś reprezentujący
rząd wiceminister spraw zagra-
Z
doświadczeniami z wojen
izraelsko-arabskich mogli
zapoznać się uczestnicy konwer-
satorium, które odbyło się 28 lu-
tego w siedzibie Wojskowego
Biura Badań Historycznych
w Warszawie. Prelekcję na temat
przyczyn konfliktów oraz wnio-
sków wygłosili prof. dr hab. Ja-
PAMIĘTNE 63 DNI
– Za każdym razem to miejsce ro-
bi ogromne wrażenie, odczuwalne
są te 63 dni walki, heroizmu
i poświęcenia narodu – powie-
dział gen. bryg. Anatol Czaban,
szef Zarządu Analiz
Wywiadowczych
i Rozpoznawczych SGWP 27 lute-
go, wręczając Pawłowi
Ukielskiemu, zastępcy dyrektora
Muzeum Powstania
Warszawskiego, pamiątkowy ryn-
graf SG. Wcześniej oficerowie ka-
dry kierowniczej SG zwiedzili eks-
pozycje i złożyli podpisy w księdze
pamiątkowej muzeum.
SUKCES NA TRAWIE
Gratulacje oraz wyrazy uznania
dla swoich osiągnięć usłyszeli
28 lutego wojskowi zawodnicy
w hokeju na trawie z WKS
,,Grunwald” oraz ich trener
Maciej Matuszyński od gen.
Franciszka Gągora, szefa SGWP.
Zawodnicy ,,Grunwaldu” zostali
tegorocznymi srebrnymi medali-
stami halowych mistrzostw świa-
ta w Wiedniu, powtarzając w ten
sposób swój sukces sprzed roku
z Holandii. W trakcie spotkania
w SG, gen. Gągor życzył też spor-
towcom awansu do turnieju olim-
pijskiego w Pekinie w 2008 r.
PRASKIE ZMIANY
Uroczystość przekazania obo-
wiązków gen. broni Vlastimilowi
Pickowi, nowemu szefowi czeskie-
go sztabu generalnego SZ, była
jednym z powodów wizyty gen.
Franciszka Gągora, szefa SGWP,
1 bm. w Pradze. Pojechał tam na
zaproszenie urzędującego cze-
skiego szefa SG gen. Pavla Štefki.
Podczas pobytu u naszych połu-
dniowych sąsiadów gen. Gągor
został wyróżniony Medalem
Honorowym SZ Republiki
Czeskiej.
Oprac. AD
Polska Zbrojna 7
TARCZA TAK, ALE...
nicznych Witold Waszczykowski
powiedział, że rozmowy nie będą
ograniczać się tylko do bazy anty-
rakiet, chcemy bowiem umowy
polityczno-wojskowej podnoszą-
cej na wyższy poziom stosunki
polsko-amerykańskie. O systemie
obrony antyrakietowej rozmawia-
no także w trakcie debaty zorga-
nizowanej przez wydawnictwo
Agora. – Nie patrzmy na tarczę
przez pryzmat obecnego prezy-
denta USA George’a W. Busha.
Myślmy o bezpieczeństwie USA
i NATO za 10–15 lat – zachęcał
amerykański polityk Partii Demo-
kratycznej Ron Asmus, który
obok wicemarszałka sejmu Broni-
sława Komorowskiego, senato-
ra Radosława Sikorskiego
i prof. Romana Kuźniara, był
gościem spotkania. Polscy poli-
tycy byli jednak umiarkowanie
sceptyczni wobec tarczy. Broni-
sław Komorowski podkreślił, że
póki opozycja nie dowie się,
co Amerykanie oferują Polsce
w zamian, będzie mówić „nie”
dla tarczy. Zdecydowanym prze-
ciwnikiem, niezależnie od tego,
co w zamian zaoferują Amery-
kanie, był prof. Kuźniar. – Tar-
cza jest obecnie USA niepo-
trzebna, ponieważ krajowi te-
mu nie grozi żaden atak rakie-
towy – mówił. (Art., wr)
Pilot przed sądem
Afera
gruntowa
– Komorowski. Jak napisała „GP”,
grunt trafił do Agencji Mienia
Wojskowego, która wraz z prywat-
ną firmą Euro-Medical powołała
spółkę. Miała się ona zająć budo-
wą na tym terenie kliniki radiolo-
gii. Pod koniec 2002 r. ze spółki
wycofała się AMW, odsprzedając
swoje udziały Euro-Medical. Dzię-
ki temu, jak twierdzi „GP”, firma
kupiła teren bez przetargu. – Na
byłych szefów MON mogły być
wywierane bardzo dyskretne naci-
ski, które skłaniały ich do tego, aby
w jakiś sposób zaniechać podjęcia
decyzji zgodnych z interesem ar-
mii – powiedział na konferencji
w sejmie poseł PiS Jędrzej Ję-
drych. Bronisław Komorowski
przyznał, że zwrócono się do nie-
go z prośbą o unieważnienie decy-
zji dotyczącej przekazania gruntu,
ale jak wyjaśnia, nie miał ku temu
formalnych podstaw. (ann)
Wnioski z konfliktów
nusz Odziemkowski z WBBS
oraz dr Przemysław Nowogórski
z Uniwersytetu Kardynała Stefa-
na Wyszyńskiego. Przypomnieli,
że w pierwszej wojnie izraelsko-
-arabskiej (1948–1949) wojska
izraelskie, choć trzykrotnie mniej-
sze, zwyciężyły m.in. dzięki lep-
szemu wyszkoleniu żołnierzy
oraz sprawniejszej koordynacji
działań. W kolejnych wojnach
Izrael, planując działania,
uwzględniał uwarunkowania kli-
matyczne i terenowe, opierając
się na doświadczeniach Africa
Corps, a nie walk w Europie, jak
to robiły kraje arabskie. (GP)
G
R
Z
E
G
O
R
Z

P
R
E
D
E
L
Z BLISKA KOSZALIN
nr 11/2007
edna z koszalińskich gazet napi-
sała tłustym drukiem, że wojsko
wraca do miasta! Przy okazji
przypominając, że parę lat temu
rozformowano miejscową 8 Dy-
wizję, do cywila odeszło półtora
tysiąca żołnierzy, a Koszalin stra-
cił „znaczenie militarne”. Teraz
jednak – informuje gazeta
– wszystko wróci do normalno-
ści. Ta zaś ma polegać na tym, że koszary
przy ul. 4 Marca niebawem wypełni 3 Pułk
Przeciwlotniczy, który – na razie jeszcze
stacjonując w Szczecinie – powoli przy-
mierza się do funkcjonowania pod nowym
adresem w Koszalinie. – To nie są przeno-
siny w stylu radzieckim, że przerzuca się
sprzęt i ludzi, a o bazę socjalną martwi póź-
niej – nadmienia lokalna prasa, powołując
się na opinię z Dowództwa Wojsk Lądo-
wych. – Mamy tu działki i tereny przygo-
towane pod budownictwo. Pieniądze na to
są zapewnione – uwiarygodnia powyższą
Gdy przełożeni grają w otwarte
karty, można pogodzić się
z najtrudniejszymi decyzjami.
Dyslokacja
tezę przedstawiciel Wojskowej Agencji
Mieszkaniowej.
Tymczasem przy ul. Wojska Polskiego
252 w Szczecinie, gdzie 3 Pułk nadal wy-
konuje przydzielone mu zadania, słychać
znacznie więcej konkretów, i w trochę
mniej optymistycznym tonie. – Pułk zmie-
ni miejsce swego stałego pobytu jeszcze
w tym roku. Proces dyslokacji poszczegól-
nych pododdziałów do Koszalina rozpo-
cznie się już w najbliższych miesiącach.
Tak jak było w planach. Przy 4. Marca
pełną parą idą więc remonty koszarow-
ców i magazynów, gdzie trafią żołnierze
i sprzęt. Jednak o rozpoczętej budowie no-
wych mieszkań dla kadry nie słyszeliśmy.
Co z tego, że WAM ma pieniądze oraz te-
reny pod budowę, gdy praktycznie nie dys-
ponuje kwaterami służbowymi dla wojsko-
wych rodzin, które w tym roku będą mu-
siały przenieść się z jednego garnizonu do
drugiego – zauważa jeden z naszych roz-
mówców. Jego kolega dodaje:
– O dyslokacji pułku kadra dowiedzia-
ła się dwa lata temu. Każdy żołnierz za-
wodowy był więc już odpowiednio
przygotowany do tej przeprowadz-
ki. Dlaczego więc instytucje,
które odpowiadają za ja-
kość służby w nowym
miejscu, wszystko
robią w ostatniej
chwili? Czy
o przenosinach pułku poinformowano je
później niż nas?
RODZINĘ ZABIERAM NA ZDJĘCIU
Lecz uwaga: te oceny są praktycznie od-
osobnione! Niemal wszyscy pozostali na-
si rozmówcy są usatysfakcjonowani tym,
że „przełożeni byli wobec nich szczerzy
i potraktowali ich partnersko”. Nie chcąc
wzbudzać emocji i eliminując jakiekolwiek
plotki, zakomunikowali przecież jasno oraz
z odpowiednim wyprzedzeniem, że pułk
nie ma racji bytu w Szczecinie i dlatego zo-
stanie przeniesiony do Koszalina.
– Właśnie takie stwierdzenie usłyszałem
dwa lata temu, obejmując stanowisko do-
wódcy 3 Pułku. Zaraz potem, na zbiórce,
przekazałem je swoim podwładnym – opo-
wiada płk Piotr Kołacz. Ppłk Arkadiusz
Szkutnik, szef sztabu, przyznaje:
– Natychmiast skończyły się plotki, a
przeprowadzka do Koszalina nie mogła już
nikogo szokować. Mówiłem wtedy każde-
mu: dyslokacja to żołnierska rzecz. Odby-
wa się nie z zaskoczenia, tylko planowo.
Ppłk Szkutnik nie ma pretensji do służ-
bowej codzienności. Po AON (ukończył ją
jako prymus) dostał przydział do – jak się
RO MA N P R Z E C I S Z E WS K I
Ppłk Arkadiusz
Szkutnik:
– Dyslokacja to żołnier-
ska rzecz. A ta odbywa
się nie z zaskoczenia,
tylko planowo.
8 Polska Zbrojna
Dyslokacja
w nowym stylu
okazało – mało perspektywicznej 6 Bryga-
dy Kawalerii Pancernej w Stargardzie.
Wkrótce – gdy już otrzymał mieszkanie
i ułożył sobie życie rodzinne – został od-
delegowany na nowy etat w Szczecinie.
Dzień w dzień wstaje o godz. 5 i wraca do
domu późnym popołudniem. – Teraz w ko-
szalińskim internacie chociaż się wyśpię,
bo rodzinę zabieram ze sobą tylko na zdję-
ciu. Żona ma pracę w Stargardzie, dziecia-
ki jeszcze się uczą – tłumaczy konieczność
życia na dwa domy. Zresztą, w gronie star-
szych oficerów taki wybór to nic nadzwy-
czajnego. Egzamin z dyspozycyjności
wszyscy muszą zdawać raz po raz, i nie py-
tają dlaczego. W sztabie pułku pada w tym
miejscu wymowny przykład: płk Kołacz
poprzednio był zastępcą dowódcy 69 Puł-
ku Przeciwlotniczego w Lesznie. Tam ma
mieszkanie, tam zostawił rodzinę. Lecz
służba nie drużba, spakował walizkę i prze-
niósł się sam do Szczecina. I wszystko by-
łoby OK, gdyby nie jeden fakt: płk Ryszard
Kretkowski, który tu był zastępcą, w tym
samym czasie objął dowodzenie pułkiem
w... Lesznie, rodzinę pozostawiając w
Szczecinie. – Wiem, że niektórzy żartują
teraz, że kiwamy do siebie na stacji kolejo-
wej w Krzyżu, jadąc ekspresami do domów
w przeciwnych kierunkach. Ale takie jest
żołnierskie szczęście – mówi, kończąc te-
mat, płk Kołacz. Dlaczego? Być może tak-
że z tego powodu, że w wojsku wszystko
zdarzyć się może. Na przykład, kto by pa-
rę lat temu podejrzewał, że Koszalin rze-
czywiście „odzyska znaczenie militarne”?
W garnizonie dla sporej części kadry nie
było już etatów i kto był jeszcze perspek-
tywiczny, jechał w Polskę. Tylko dlatego
Polska Zbrojna 9 nr 11/2007
Jedna z lokalnych gazet napisała tłustym drukiem, że wojsko wraca do Koszalina! A o dyslokacji pułku kadra dowiedziała się już dwa lata temu.
J
A
R
O
S
Ł
A

W
I
Ś
N
I
E
W
S
K
I
/

R
O
M
A
N

P
R
Z
E
C
I
S
Z
E
W
S
K
I

10 Polska Zbrojna nr 11/2007
Z BLISKA KOSZALIN
majorowie Eugeniusz Fleszer i Edward Żu-
rawski zameldowali się w szczecińskim
3 Pułku i zostali szefami sekcji. Oczywi-
ście – zostawiając rodziny w poprzednim
garnizonie. Gdy zakomunikowano im, że
jednostka będzie dyslokowana właśnie do
Koszalina:
– W naszych domach zawrzało. Ze
szczęścia!
ZAKRĘTY RESTRUKTURYZACJI
Kilku żołnierzy zawodowych podpowia-
da więc oczywisty temat:
– Napiszcie o zakrętach restrukturyza-
cji. O tym, jakie garnizony najpierw roz-
budowywano, potem niemal likwidowano,
a teraz przywraca je do życia...
Kto chce mówić o tym w Szczecinie
bądź Koszalinie? Oficjalnie – niestety nikt.
Każdy żyje tylko decyzją o dyslokacji. Cze-
mu zaś 3 Pułk musi przenieść się ze Szcze-
cina do Koszalina? Słyszymy, że odpo-
wiedź zawarta jest w planach rozwoju Sił
Zbrojnych RP i wytypowaniu 12 Brygady
Zmechanizowanej do uzawodowienia.
– Skoro 12 BZ funkcjonująca w tych sa-
mych koszarach z 3 pplot ma się rozwijać
i udoskonalać, korzystając z kolejnych,
zwalnianych przez jednostkę obiektów ko-
szarowych, to musiała czekać nas wypro-
wadzka – tłumaczy sobie jeden z podofi-
cerów. Lecz pełniący z nim służbę chorą-
ży ma już pewne wątpliwości:
– Wprowadzamy się w Koszalinie do ko-
szar, w których funkcjonuje obecnie 8 Pułk
Przeciwlotniczy. On co prawda podlega
Dowództwu Wojsk Lądowych, a my
12 Dywizji Zmechanizowanej, lecz jak
długo tak będzie? Dwie tego samego ty-
pu jednostki pod tym samym adresem
mogą być wstępem do kolejnych działań
restrukturyzacyjnych...
Czy ma rację? Na razie nikt nie chce
w to wnikać. Obecnie liczy się tylko to, że
jeszcze w tym roku 3 Pułk znajdzie się
w Koszalinie. Z analizy mjr. Leszka Demb-
ka, szefa S-1 jednostki, wynika, że do no-
wego garnizonu przejdzie zdecydowana
większość szczecińskiej kadry. Kpt. Da-
riusz Wierucki, szef sztabu 1 dplot i za-
razem zastępca męża zaufania, potwier-
dza: rozłąki kursowo-poligonowe wie-
lu żołnierzy przyzwyczaiły już do życia
na dwa domy i dlatego jest jak jest. Czy-
li bez rewolucji.
– Mimo że wykupiłem już mieszkanie
w Szczecinie, będę w Koszalinie. Na razie
poprosiłem o miejsce w internacie. Gdy
okaże się, że nowy garnizon spełnia moje
oczekiwania, być może sprzedam miesz-
kanie w Szczecinie, kupię nowe w Kosza-
linie, i znowu będę z rodziną – planuje
Wierucki.
Ppłk Wiesław Gut, dowódca 1 dplot,
którego pododdział okazał się najlepszy
w Wojskach Lądowych w ubiegłym ro-
ku, robi jeszcze inną kalkulację: żona
pracuje w szczecińskim szpitalu, jeden
syn studiuje, drugi będzie robić maturę,
trzeci jest w pierwszej klasie gimna-
zjum. Do tego dochodzi jeszcze wyku-
pione mieszkanie.
– Niestety, przeprowadzam się sam. Do
internatu.
Z ostatnich danych wynika, że więk-
szość obecnej kadry szczecińskiego 3 Puł-
ku Przeciwlotniczego zdecydowała się
żyć na dwa domy. Remont pokoi w woj-
skowym internacie w Koszalinie ma się
zakończyć w czerwcu br. Problem miesz-
kaniowy żołnierzy zawodowych w no-
wym garnizonie załatwiłoby 60 kwater
służbowych. Ale skąd je dzisiaj wziąć?
Na razie mówi się zatem albo o kwaterach
w odległym o 22 km od Koszalina Ros-
nowie, albo też o „wynajęciu przez WAM
mieszkań na mieście”.
– Zanim dowództwo Wielonarodowe-
go Korpusu Północ–Wschód rozpoczę-
ło funkcjonowanie w Szczecinie, wszyst-
ko było przygotowane. Kadra miała za-
pewnione mieszkania, jej rodziny odpo-
wiedni standard życia. My dopiero się
tego uczymy. I tak dobrze, że o przepro-
wadzce do Koszalina powiadomiono
nas odpowiednio wcześniej – podkreśla
jeden z oficerów.
Mjr Leszek Dembek, szef S-1: – O przedys-
lokowaniu 3 Pułku Przeciwlotniczego ze
Szczecina do Koszalina kadra wiedziała od
dawna. Każdy żołnierz zawodowy miał więc
czas, by przeanalizować, co mu się bardziej
kalkuluje. Dlatego niektórzy bez większych
emocji zapewne zdejmą mundury, a część
spokojnie znalazła sobie etaty w Szczecinie
i Stargardzie. Jednakże zdecydowana więk-
szość zadeklarowała chęć przejścia do nowe-
go garnizonu. Natomiast wszyscy zaistniałą sy-
tuację komentują jednakowo: taki jest żołnier-
ski los. Gdy przełożeni grają w otwarte karty,
można pogodzić się z najtrudniejszymi decy-
zjami.
E K S P E R T
Płk Piotr Kołacz,
dowódca 3 Pułku
Przeciwlotniczego
– Nie było lipy – każdy otrzymał propo-
zycję dalszej służby, każdy wiedział, że
etatowo nic nie traci. Nikt nie powie, że
przeprowadzka do innego garnizonu to
szczęście, ale każdy musi przyznać, że
otrzymał pewną perspektywę. Bo wa-
runki służby proponowane w Koszalinie
są naprawdę dobre.

J
A
R
O
S
Ł
A

W
I
Ś
N
I
E
W
S
K
I

R
O
M
A
N

P
R
Z
E
C
I
S
Z
E
W
S
K
I

Cennik reklam
w w w . p o l s k a - z b r o j n a . p l
TYGODNIK
Rabaty od kwoty*:
od 12 tys. – 15%
od 25 tys. – 20%
od 50 tys. – 25%
powyżej 75 tys. możliwość negocjacji cen
6/8 (133x240)
4/8 (88x240)
4/8 (175x120)
3/8 (133x120)
3/6 (175x120)
4/6 (116x240)
6/6 (175x240)
8/8 (175x240)
2
0
0
7
Rabaty od kwoty*: Rabaty od kwoty*: Rabaty od kwoty*: Rabaty od kwoty*:
od 12 tys. – 15% od 12 tys. – 15% od 12 tys. – 15% od 12 tys. – 15% od 12 tys. – 15%
od 25 tys. – 20% od 25 tys. – 20% od 25 tys. – 20%
od 50 tys. – 25% od 50 tys. – 25% od 50 tys. – 25%
powyżej 75 tys. możliwość negocjacji cen powyżej 75 tys. możliwość negocjacji cen
Wymagania techniczne: nadsyłanych plików: 300 dpi i CMYK, formaty TIF, PDF
Format
II okładka 6 000 PLN
III okładka .......................................... 5 500 PLN
IV okładka .......................................... 7 200 PLN
Format 3 kol 4 kol
Cała strona (ramka) ........ 4 200 PLN ... 4 200 PLN
1/2 strony (3/6 lub 4/8) .... 2 400 PLN ... 2 400 PLN
4/6 (ramka) ..................... 3 000 PLN .....................
6/8 (ramka) ....................................... ... 3 450 PLN
3/8 (ramka) ....................................... ... 1 875 PLN
2/6 (ramka) ..................... 1 700 PLN .....................
2/8 (ramka) ....................................... ... 1 300 PLN
1/6 (ramka) ........................ 900 PLN .....................
1/8 (ramka) ....................................... ...... 700 PLN
Rabaty od ilości emisji*:
3 kolejne emisje: 5%
6 kolejnych emisji: 10%
12 kolejnych emisji: 15 %
20 kolejnych emisji: 20%
Redakcja Wojskowa, Al. Jerozolimskie 97, 00-909 Warszawa, tel. 0-22 684 53 65
Biuro Reklamy i Marketingu: tel. 0-22 684 51 80, 0-22 684 53 87, faks. 0-22 684 55 03
e-mail: reklama@redakcjawojskowa.pl, sekretariat@redakcjawojskowa.pl
*Rabatów nie można łączyć, klient ma prawo wyboru opcji rabatowej. Podane ceny są cenami netto (należy doliczyć 22% VAT).
Strony 4-kolumnowe
(wymiary
podane w mm)
2/8 (88x120)
1/8 (43x120)
Strony 3-kolumnowe
(wymiary
podane w mm)
1/6 (58x120)
2/6 (116x120)
12 Polska Zbrojna nr 11/2007
WOJSKO AFGANISTAN
Do misji polska grupa bojowa (wcześ-
niejszy batalion manewrowy) przygoto-
wywała się od pięciu miesięcy. O tym, że
wyjadą do Afganistanu, dowiedzieli się
w październiku – i od tego czasu temu
podporządkowali swoje życie. Szkolenia
w Nowej Dębie, Trzciańcu, Kotlinie
Kłodzkiej, niemieckim Hohenfels
– i wreszcie egzamin w Wędrzynie, kie-
dy to podczas ćwiczeń „Bagram” mieli
ostatecznie odpowiedzieć sobie na pyta-
nie, czy są gotowi. – Jesteśmy pewni swo-
ich ludzi – mówią jednym głosem dowód-
cy kompanii i plutonów. Są pewni, bo na
misję jadą z żołnierzami, których dobrze
znają. – To oczywiste, że dobrze jest je-
chać ze swoim plutonem. Znam swoich
ludzi, wiem, na co ich stać – a dla dowód-
cy to duży komfort – przyznaje ppor. To-
masz, dowódca jednego z plutonów, któ-
re służyć będą na KTO Rosomak. Tego
samego zdania jest dowódca drużyny
z 18 Batalionu Desantowo-Szturmowe-
go, st. kpr. Paweł: – W trudnych warun-
kach najważniejsze jest to, żeby ufać so-
bie i swoim ludziom. Ja swoim chłopa-
kom ufam na pewno.
To niewątpliwie plus wysyłania na mi-
sję zwartych pododdziałów złożonych
z ludzi znających się dłużej niż pięć mie-
sięcy, jakie spędzili ze sobą na zgrupowa-
niach poligonowych. Jedno pytanie przed
misją więc odpada – żołnierze nie muszą
się zastanawiać, czy w trudnych sytua-
cjach będą mogli liczyć na kolegów. Py-
tań jest jednak znacznie więcej.
Bez paniki, choć z obawami
Żołnierze przyznają, że tak naprawdę
o tym, co czeka ich w Afganistanie, do-
wiedzą się... dopiero w Afganistanie.
Większość z nich ma już wprawdzie do-
świadczenia z misji – ale w tym kraju
jeszcze nie służyli. – Amerykanie i Ka-
nadyjczycy, z którymi rozmawialiśmy
podczas przygotowań, powiedzieli nam
jedną bardzo ważną rzecz – nie można
porównywać misji irackiej i afgańskiej
– mówi kpr. Paweł. Nie można, bo poza
religią kraje te różnią się od siebie nie-
mal wszystkim. – To zupełnie inna mi-
sja niż te, w których dotychczas przyszło
nam służyć. A czy niebezpieczniejsza?
Wydaje mi się, że dziś bardziej niebez-
piecznie jest w Iraku, ale to może się
zmienić. Zauważamy, że do Afganista-
nu przenoszone są irackie metody wal-
ki z siłami koalicji, więc być może
wkrótce to w Afganistanie będzie trud-
niej – mówi dowódca PKW Afganistan
gen. bryg. Marek Tomaszycki. Odżeg-
nuje się jednak od nazywania operacji
w Afganistanie wojną. – Jedziemy tam
na misję stabilizacyjną, a ta od wojny
różni się niemal wszystkim. Nie jedzie-
my w celach agresywnych, chcemy usta-
bilizować sytuację w tym kraju po za-
kończeniu działań wojennych – tłuma-
czy polski generał.
Aby choć trochę przybliżyć naszym żoł-
nierzom egzotyczny Afganistan, podczas
całego procesu przygotowań brali oni
udział w zajęciach, na których poznawa-
li tradycję i kulturę tego kraju oraz pod-
stawy lokalnych języków. Niezależnie od
tego starają się poszerzać wiedzę na włas-
ną rękę: – Czytam o Afganistanie wszyst-
ko, co mi wpadnie w ręce, szukam infor-
macji w internecie – choć tu akurat wie-
le źródeł wzajemnie sobie zaprzecza
– opowiada kpt. Olgierd. Ale to wszystko
teoria. W praktyce żołnierze mogli poczuć
A R T U R B A R T K I E WI C Z
– Jeżeli mamy jechać do Afganistanu, to jedźmy tam jak
najszybciej. Im dłużej czekamy, tym więcej pojawia się pytań,
na które trudno czasem znaleźć odpowiedzi – mówi dowódca
jednego z zespołów bojowych kpt. Olgierd. Na jedno pytanie
kapitan zna jednak odpowiedź. Czy są przygotowani do misji?
– Tak – odpowiada krótko i zdecydowanie.
Polska Zbrojna 13 nr 11/2007
namiastkę lokalnej specyfiki w Hohenfels
i w Wędrzynie. Podczas odbywających się
tam szkoleń próbowano oddać afgań-
skie realia. Na COZ w Wędrzynie zna-
lazł się nawet mały bazar, na którym kłó-
cili się ze sprzedawcami afgańscy poli-
cjanci. To jednak, jak już zostało powie-
dziane wyżej, tylko namiastka. Każdy
z żołnierzy wiedział, że przebrany za
Afgańczyka kolega z 17 Brygady nie
wyjmie nagle broni albo detonatora. Za
półtora miesiąca nie
będą już mieli tej
pewności.
Tajemniczość dale-
kiego Afganistanu
i alarmujące wizje
przedstawiane przez
polskie media nie wy-
wołują jednak wśród
naszych żołnierzy pa-
niki. – Czytamy, sły-
szymy i oglądamy
różne rzeczy, ale dla
nas służba wojskowa
jest chlebem powsze-
dnim – niezależnie od tego, gdzie przyj-
dzie ją pełnić. Jesteśmy spadochronia-
rzami i jako tacy musimy być przygoto-
wani do najtrudniejszych z możliwych
działań – mówi st. kpr. Tomasz, dowód-
ca działonu moździerza. Nie oznacza to,
że obaw nie ma w ogóle. – Ale o strachu
się nie mówi. Każdy przeżywa go pry-
watnie – ucina temat kpr. Paweł. A cze-
go boją się najbardziej? Przede wszyst-
kim tego, że nie do końca wiedzą, co ich
czeka w Afganistanie. Niektórzy żołnie-
rze po cichu przyznają, że obawiają się
też trochę... swoich dowódców. Na
szczęście wejdziemy w skład jednostki
amerykańskiej i żołnierze mają nadzie-
ję, że to wymusi racjonalność naszych
dowódców. Dowódcy twierdzą jednak,
że nie ma się czego obawiać. – Naszym
najważniejszym
celem jest to, aby
do kraju wrócili
wszyscy żołnie-
rze, którzy wyjadą
na misję – zapew-
nia zarówno do-
wódca grupy bojo-
wej ppłk Adam
Stręk, jak i do-
wódcy poszcze-
gólnych kompanii
i plutonów.
Kolejnym zna-
kiem zapytania
przed wyjazdem na misję są Rosomaki.
Na temat KTO wylano już morze tuszu
– i będzie się go pewnie wylewać dalej.
Odpowiedzialni za przetarg generałowie
znaleźli się w orbicie zainteresowań pro-
kuratury wojskowej – a tymczasem Ro-
somaki czeka niezwykle trudny chrzest
bojowy. Co więcej, „chrzczone” będą
nieco inne Rosomaki niż te, które widy-
waliśmy w kraju. – W związku z wymo-
gami misji postanowiliśmy dopancerzyć
pojazdy. Naszym celem jest to, aby
z przodu Rosomaka bronił pancerz zdol-
ny powstrzymać pocisk z RGPpanc, na-
tomiast pancerz z boku miałby skutecz-
nie chronić przed amunicją kalibru
14,5 mm – tłumaczy szef Sztabu Gene-
ralnego WP gen. Franciszek Gągor.
Szkopuł w tym, że część Rosomaków bę-
dzie dopancerzana już w Afganistanie
i siłą rzeczy nie zostanie przed misją wy-
próbowana. – Ale po dotarciu na miejsce
będziemy mieli ok. dwóch tygodni na
sprawdzenie sprzętu – uspokaja ppłk
Stręk. – Na szczęście w Afganistanie nie
ma jezior i Rosomaki nie będą musiały
pływać – dodaje gen. Gągor. Sami żoł-
nierze ufają swojemu sprzętowi, chociaż
przyznają, że o tym, co Rosomak potra-
fi naprawdę, dowiedzą się dopiero w Af-
ganistanie: – O Rosomakach mówi się
wiele, ale my, na razie przynajmniej, je-
steśmy z nich zadowoleni. A czy spraw-
dzą się w górzystym Afganistanie? Zo-
baczymy. Jesteśmy przygotowani na to,
że tam, gdzie nie da się dojechać, trzeba
będzie dostać się na piechotę – mówi
ppor. Tomasz. Niektórzy nasi rozmówcy
zadają też retoryczne pytanie: jeśli nie
Rosomak, to co? Faktycznie, o alterna-
tywę trudno, ale z drugiej strony od te-
go, czy wóz nie zawiedzie, będzie zale-
E K S P E R T
Gen. bryg.
Marek
Tomaszycki,
dowódca PKW Afganistan
– Żołnierze są bardzo dobrze przygo-
towani do misji. Nie jedziemy tam
walczyć, ale jesteśmy przygotowani
do podjęcia walki i zrobimy to, jeśli
zajdzie taka potrzeba. Musimy się
liczyć z zagrożeniem, z zamachami
bombowymi, niebezpieczeństwem.
Ale jadą ze mną zawodowcy i ochotni-
cy, z których wielu ma za sobą do-
świadczenia misyjne, więc wierzę, że
będzie dobrze. Nie boimy się bliskiej
współpracy z Amerykanami – od mo-
mentu przystąpienia do NATO jeste-
śmy gotowi do wspólnych działań ze
wszystkimi jego członkami.
A z Amerykanami bardzo dobrze pra-
cuje nam się od trzech lat w Iraku.
Żołnierze przyznają, że tak
naprawdę o tym, co czeka ich
w Afganistanie, dowiedzą
się... dopiero w Afganistanie.
Większość z nich ma już
wprawdzie doświadczenia
z misji – ale w tym kraju
jeszcze nie służyli

A
R
T
U
R

B
A
R
T
K
I
E
W
I
C
Z

(
2
)
14 Polska Zbrojna nr 11/2007
WOJSKO AFGANISTAN
żeć życie i zdrowie żołnierzy. Tym-
czasem pozostaje więc zachować op-
tymizm i cieszyć się, że plutony zmecha-
nizowane w Afganistanie chronić będzie
mocniejszy pancerz.
Zabijać? Czasem trzeba
Rosomaki i opancerzone hummery, któ-
re Polacy dostaną od Amerykanów, to wy-
posażenie przypominające o specyficz-
nym charakterze misji. – Chyba po raz
pierwszy od II wojny światowej Polacy we-
zmą udział w regularnych działaniach
zbrojnych, również o charakterze ofensyw-
nym – mówi kpr. Paweł. Jak przyznaje, me-
rytorycznie i pod względem wyposażenia
są do tego przygotowani. A czy są przygo-
towani mentalnie do tego, że być może bę-
dą musieli zabijać? – Na tym polega m.in.
zawód żołnierza. Cały proces szkolenia słu-
ży nauczeniu nas tego, jak się bronić i nie
dać się zabić. Czasem w tym celu trzeba
wyeliminować przeciwnika. Nie sądzę, aby
żołnierze mieli jakieś złudzenia pod tym
względem – mówi kpt. Olgierd.
Żołnierze przyznają jednak, że nie wie-
dzą, jak zareagują na taką sytuację w prak-
tyce. – Można się przygotowywać do tego
latami, a i tak
w momencie,
kiedy trzeba nacis-
nąć spust, każdy reaguje inaczej – mówi
wprost starszy szeregowy, strzelec wybo-
rowy z 17 BZ. Nie zawahają się jednak te-
go zrobić. – W takiej sytuacji wybór jest
prosty: albo ja, albo przeciwnik. Chcę prze-
żyć, więc nie będę miał dylematu – nie ma
wątpliwości kpr. Paweł. Ręka nie zadrży
również strzelcom wyborowym, z którymi
rozmawiamy, choć nie byli jeszcze na mi-
sji, a w wojsku są dopiero od dwóch lat.
– Decydując się na taką, a nie inną służbę,
zdawaliśmu sobie sprawę, że nie będziemy
jej pełnić w koszarach. Na tym polega nasz
zawód i wiedzieliśmy o tym w momencie
podejmowania decyzji o włożeniu mundu-
ru – mówią zdecydowanie.
Równie zdecydowanie żołnierze prze-
konują nas o tym, że rodziny zaakcepto-
wały ich wybór. Chociaż czasem... – Pro-
szę pod żadnym pozorem nie robić mi
zdjęć – zwraca się do nas dowódca punk-
tu kontrolnego przed wjazdem do bazy.
– Jadę tam służyć w magazynie, i tak po-
wiedziałem żonie. Gdyby zobaczyła, co
tu ćwiczę, nie byłoby dobrze.
Rodziny nie są więc zachwycone – ale
godzą się z pracą wykonywaną przez swo-
ich synów, mężów i ojców. – Moja żona,
mówiąc sakramentalne „tak”, wiedziała,
że wychodzi za żołnierza, a nie za pieka-
rza – mówi kpr. Tomasz. Oczywiście żal
rozstawać się z najbliższymi, ale żołnierze
pocieszają się, że zaległości nadrobią po
powrocie. – Dziś rozstajemy się na kilka
miesięcy, ale później będę mógł więcej cza-
su poświęcić żonie i dwuletniej córeczce
– mówi kpt. Olgierd. Żołnierze mają tylko
jedno życzenie – chcą przed wyjazdem
znaleźć jeszcze trochę czasu dla najbliż-
szych, bo ostatnie kilka miesięcy było pas-
mem niekończących się szkoleń i poligo-
nów. Ćwiczenia „Bagram” zakończyły się
27 lutego. Więcej testów nie będzie. Na-
stępny sprawdzian to Afganistan. Wtedy
poznamy odpowiedzi na wszystkie pyta-
nia, które dziś niepokoją polskich żołnie-
rzy. Życzyć można im tylko jednego – że-
by wrócili wszyscy. – Chcielibyśmy też,
aby nasz wysiłek został doceniony. Nie
chcemy czytać samych katastroficznych
wieści o naszej misji. Jedziemy tam zrobić
coś dobrego – dodają pracownicy zespołu
prasowego PKW Afganistan.
DO AFGANISTANU ZABIERAMY ZE
SOBĄ NIE TYLKO ROSOMAKI – siłę og-
nia polskiej grupy bojowej zwiększą m.in.
60 i 98 mm moździerze.
Każdy z żołnierzy wiedział, że przebrany za Afgańczyka kolega z 17 Brygady nie wyjmie nagle
broni albo detonatora. Za półtora miesiąca nie będą już mieli tej pewności.
W Wędrzynie
żołnierze mogli poczuć
namiastkę tego, co czeka ich
w Afganistanie – w rolę
Afgańczyków wcielili się w czasie
ćwiczeń żołnierze z 17 Brygady
Zmechanizowanej.

A
R
T
U
R

B
A
R
T
K
I
E
W
I
C
Z

(
4
)
Polska Zbrojna 15 nr 11/2007
tart samolotu do Kabulu za-
planowano na godzinę pierw-
szą w nocy. Dla dziennika-
rzy przygotowano miejsca
w tyle rządowego Tu-154M.
Przed nami siedzieli gromowcy i „boro-
wiki”, za kotarą reszta oficjalnej delega-
cji. Razem z ministrem Aleksandrem
Szczygło do Afganistanu lecieli m.in.
szef Dowództwa Operacyjnego generał
broni Henryk Tacik, szef Służby Wywia-
du Wojskowego Witold Marczuk, do-
wódca GROM płk Piotr Patalong oraz
płk Marek Duda, p.o. dyrektora Sekreta-
riatu MON.
Samolot wystartował łagodnie i po-
woli nabierał wysokości. Ponieważ cze-
kało nas ponad pięć godzin lotu do Ka-
bulu, a po nich ciąg spotkań ministra
z członkami afgańskiego rządu, położy-
łem się spać.
Obudził mnie cichy dzwonek i prośba
kapitana o zapięcie pasów. Lądowaliśmy.
Wprawdzie trochę trwało, zanim za ok-
nami ukazała się panorama Kabulu, ale
warto było na nią poczekać. To dwumi-
lionowe miasto jest dowodem na to, że
nawet lata wojny nie powstrzymają ludzi
Po raz kolejny udało mi się wyjechać do Afganistanu.
Już po tym, jak dotarłem na lotnisko, szybko odprawiłem bagaże
i wziąłem kamizelkę kuloodporną, hełm oraz gogle. Nie co dzień
przed podróżą dostaje się taki ekwipunek.
Jadąc ulicami Kabulu, nie sposób nie zauważyć wszechobecnej biedy. Jednak to miasto po latach wojen powoli budzi się do życia. Przybywa
mieszkańców, otwierane są nowe sklepy, zwiększa się ruch na ulicach.
od zakładania rodzin, od pracy. Tutaj do-
mów, rowerów i motocykli oraz samo-
chodów wciąż przybywa. Gdy jechali-
śmy z lotniska do bazy ISAF-u nie wi-
działem rozciągającej się wkoło biedy.
Widziałem za to ludzi idących do pracy,
samochody rozwożące towary, taksów-
ki, busy pełne pasażerów.
Oddychałem Kabulem. W porówna-
niu z jakimkolwiek miastem w Europie
może i jest biedne. Jest jednak również
pełne ludzi, którzy starają się w tej trud-
nej rzeczywistości zorganizować sobie
życie. Dziecko stojące na rogu ulicy ma
na nogach tylko gumowe sandały, choć
jest mróz i śnieg. Jednak ono pracuje,
sprzedaje placki i koraliki. Zarabia na sie-
bie i swoją rodzinę.
ZAGUBIENI W MEDIACH
Po rozlokowaniu się w siedzibie ISAF
udaliśmy się całą dziennikarską groma-
dą na zbiórkę przed planowanym wyjaz-
dem ministra na spotkanie z członkami
afgańskiego rządu. Z bólem serca przy-
jęliśmy wiadomość, że w konwoju znaj-
dzie się miejsce tylko dla czterech osób.
Po krótkich negocjacjach z opiekującym
się nami Holendrem udało się tę grupę
powiększyć o jedną osobę. Jak się oka-
zało, zupełnie niepotrzebnie. Samocho-
dy przygotowane dla ministra, owszem,
pojawiły się w umówionym miejscu, jed-
nak nie zabrały żadnego z dziennikarzy.
Odjechały z piskiem opon, a ja w ostat-
niej chwili uratowałem nogę przed roz-
jechaniem.
W pośpiechu zorganizowano dla nas
spotkanie z amerykańskim oficerem pra-
sowym, który opowiedział o zadaniach
ISAF.
Resztę dnia spędziliśmy, czekając na
zaplanowane na popołudnie spotkanie
ministra z polskimi żołnierzami w Ka-
bulu. Po nim minister znalazł czas na mi-
nikonferencję prasową, podczas której
dowiedzieliśmy się, o czym rozmawiał
z członkami afgańskiego rządu. Cóż, tyl-
ko mogliśmy żałować, że nas przy nich
nie było. Jak się okazało, omawiano nie
tylko nasze zaangażowanie militarne
w Afganistanie, ale również kwestie po-
mocy gospodarczej. Gdy udawaliśmy się
do swoich pokoi, miałem tylko nadzieję,
że zaplanowany na następny dzień pobyt
w Kandaharze będzie lepiej zorganizo-
wany od strony medialnej. Jak dotych-
czas bowiem plan wizyty był w zupełnej
rozsypce.
Zgodnie z początkowym harmonogra-
mem, drugiego dnia mieliśmy lecieć do
Bagram i tam spotkać się z naszymi sa-
perami. Jednak w związku z wizytą waż-
nej osobistości z USA, którą – jak się póź-
Oddychając
Afganistanem
K R Z Y S Z T O F WI L E WS K I
S

K
R
Z
Y
S
Z
T
O
F

W
I
L
E
W
S
K
I
16 Polska Zbrojna nr 11/2007
WOJSKO AFGANISTAN
niej okazało – był wice-
prezydent Dick Cheney,
podróż do Bagram przeło-
żono na ostatni dzień – środę.
We wtorek mieliśmy natomiast pole-
cieć do Kandaharu.
TWIERDZA TALIBÓW
Kandahar był najdłużej bronionym
przez talibów miastem w Afganistanie.
Podróż odbyliśmy na pokładzie belgij-
skiego Herkulesa C-130, a razem z na-
szą delegacją do Kandaharu lecieli rów-
nież żołnierze brytyjscy i paru cywilów.
O tych ostatnich wspominam tutaj nie-
przypadkowo. Jak się później okazało,
nie byli to zwykli cywile.
Po wylądowaniu rozdzieliliśmy się
z oficjalną delegacją. Minister pojechał
spotkać się z amerykańską generalicją,
a my, dziennikarze, objechaliśmy bazę.
Niestety, tylko w towarzystwie polskie-
go oficera, bo holenderski (inny niż ten
w Kabulu), któremu zlecono opiekę nad
nami, nie miał na to czasu. Kiedy po
dwóch godzinach jeżdżenia po bazie
wróciliśmy na spotkanie z ministrem,
zatrzymała nas żandarmeria wojskowa,
oskarżając o fotografowanie i filmowa-
nie tajnych obiektów. Osłupiałem, gdy
głównym oskarżycielem okazał się ów
Holender, który miał się
nami zajmować. Na pyta-
nie, czemu nie było go, żeby
wskazać nam, co wolno fotogra-
fować w bazie, a czego nie, odparł
z drwiącym uśmieszkiem, że nie jeste-
śmy dziećmi, żeby nas pilnować. Po
chwili okazało się, że jest jeszcze jeden
zarzut. Najpoważniejszy. Według Mili-
tary Police sfilmowaliśmy bazę i zrobi-
liśmy jej zdjęcia z powietrza.
Po dwóch godzinach przesłuchań,
odebraniu ekipom telewizyjnym nagra-
nych kaset wideo i usunięciu mi zdjęć
wykonanych w Kandaharze, puszczono
nas wolno. Po powrocie do Kabulu na-
sze zeznania znów weryfikowano. Z lot-
niska pojechaliśmy prosto na posteru-
nek MP, gdzie gościliśmy do drugiej
w nocy. Najpierw poddano nas rewizji,
potem przeszukano laptopy, następnie
nagranie po nagraniu, zdjęcie po zdję-
ciu sprawdzano, czy rzeczywiście nie
utrwaliliśmy czegoś „zakazanego”. Do-
wiedzieliśmy się też, o co tak napraw-
dę chodziło. Otóż lecący z nami do Kan-
daharu wspomniani wcześniej cywile
byli agentami. Obawiali się, że mogli-
śmy im na pokładzie samolotu zrobić
zdjęcia. Cały ten cyrk trwał do drugiej
w nocy.
Z dziennikarskiego punktu widzenia
do tego momentu czas spędzony w Af-
ganistanie był klasyczną porażką. Nie
miałem materiałów z pierwszego dnia,
z drugiego mi je brutalnie zabrano. Ca-
łą nadzieję pokładałem w wizycie w Ba-
gram, zaplanowanej na ostatni dzień
– środę. Lotu z Kabulu do Bagram nie
zapomnę długo. Znów lecieliśmy z Bel-
gami, ale tym razem bez ministra, który
udał się tam z konwojem. To był lot tak-
tyczny. Szybki, niebezpieczny, nad szczy-
tami gór, pośród wąskich dolin. Piętna-
ście minut, które pamiętać będę za każ-
dym razem, wsiadając do samolotu.
Bagram to ogromna baza, w której
mieszka prawie dziesięć tysięcy osób.
Takie małe miasteczko z sklepami, ba-
rami, siłowniami i kościołami. Pracuje
tutaj ponad setka polskich saperów, lo-
gistyków i żandarmów. Z nimi właśnie
spotkał się minister. Wręczył im meda-
le, podziękował za ciężką pracę. Poroz-
mawiałem z nimi, zebrałem materiał o
ich służbie. Pobyt w bazie był krótki,
zaledwie parogodzinny. Potem musieli-
śmy wracać do Kabulu, gdzie czekał na
nas rządowy samolot. Lot do kraju był
jeszcze szybszy niż do Afganistanu. Coś
w tym bowiem jest, że droga do domu
zawsze jest krótsza.
BAZA W KANDAHARZE to wielki plac budowy. Rozbudowywane jest lotnisko, składy
amunicji, park maszynowy, a także przygotowywane są obozowiska dla żołnierzy.
HIGIENA to tutaj podstawa. Nawet minister
nie może zapomnieć o umyciu rąk.
Ponieważ
infrastruktura drogo-
wa jest w opłakanym sta-
nie, a konwoje narażone są
na ataki talibów, większość
transportów między bazami
odbywa się drogą
powietrzną.

K
R
Z
Y
S
Z
T
O
F

W
I
L
E
W
S
K
I

(
2
)
Polska Zbrojna 17 nr 11/2007
olscy żołnierze z batalionu ma-
newrowego będą stacjonować
we wschodnioafgańskiej pro-
wincji Ghazni, leżącej przy
drodze Kabul–Kandahar. Od wieków re-
gion ten ma strategiczne znaczenie, cze-
go widomym znakiem są potężne forty-
fikacje jego stolicy – leżącego na wy-
sokości ponad 2200 m n.p.m. miasta
Ghazni.
Dwie krainy
W publikacjach pojawiają się rozbież-
ne dane co do wielkości prowincji Gha-
zni – od 22 do 28 tys. km kw. Można
w niej wyróżnić natomiast dwa regiony.
Jej północny zachód obejmuje góry
Koh-i Baba, zachodnie przedłużenie
Hindukuszu, ze szczytami sięgającymi
Wobec tego, co dzieje się w innych
prowincjach, Ghazni można uznać za oazę
spokoju. Oczywiście jak na warunki afgańskie.
Strategiczny
Afganistan
Ghazni
podział
administracyjny
i struktura
etniczna
płaskowyż
T A D E U S Z WRÓ B E L
G
R
A
F
I
K
A

M
A
R
C
I
N

D
M
O
W
S
K
I
5 tys. metrów. Na południowy wschód
od nich rozciąga się wielki płaskowyż.
To teren leżący na wysokości ponad
1500 m n.p.m.
Właśnie przez ten płaskowyż biegnie
najważniejsza, i w powszechnej opinii
najlepsza, droga w Afganistanie. Jest
to tzw. wielka pętla, łącząca ze stolicą
Kabulem najważniejsze miasta kraju:
Kandahar na południu, Herat na za-
chodzie i Mazar-e Sharif na północy.
Kształt tej trasy wynika z tego, iż cen-
trum kraju zajmują trudne do przeby-
cia góry.
Położenie ma wpływ na klimat
w Ghazni. Jest on suchy, z chłodnymi
zimami i opadami śniegu. W czasie
trzech zimowych miesięcy, od grudnia
do lutego, średnia temperatura spada po-
niżej zera, ale z reguły tylko kilka stop-
ni. Natomiast latem termometr wskazu-
je często powyżej 30 st. C.
Mozaika ludów
Dwoistość prowincji, poza ukształto-
waniem terenu, wzmacnia zróżnicowa-
nie etniczne. Górskie dystrykty za-
mieszkują Hazarowie, uważani za po-
tomków średniowiecznych najeźdźców
mongolskich, ale są też teorie, według
których wywodzą się oni od starożyt-
nych Kuszanów, twórców wielkich po-
sągów Buddy w Bamian. Część na-
ukowców natomiast uważa Hazarów za
potomków ludów tureckich, na których
wpływ miała kultura perska (posługują
się językiem dari). Zamieszkują central-
P

M
A
R
E
K

K
O
T
O
W
S
K
I
18 Polska Zbrojna nr 11/2007
ny Afganistan, nazywany Hazaradża-
tem. Z wielu dystryktów należących do
prowincji Ghazni zaliczane są do niego
Jaghuri, Malistan i Nawur oraz części Dih
Yak, Jaghatu i Qarabagh. – Hazarowie są
ludem osiadłym. Są spokojni i gościnni
wobec tych, którzy przybywają jako przy-
jaciele – scharakteryzował ich krótko ppłk
Marek Kotowski, który przez dwa lata był
członkiem misji Organizacji Narodów
Zjednoczonych w Afganistanie. Zamiesz-
kane przez Hazarów regiony uchodzą za
najspokojniejsze w kraju.
Środkowe dystrykty Ghazni zamiesz-
kuje ludność mieszana. Przeważają tu
Pasztunowie, a w rejonie stolicy prowin-
cji żyje duża grupa Tadżyków. Dalej na
południu są już tylko plemiona pasztuń-
skie. Istnieją różne szacunki co do licz-
by mieszkańców prowincji. Według da-
nych z 2005 r., przekroczyła ona 1,1
mln. Organizacja Afgan Friends Ne-
twork podaje natomiast, że mieszkań-
ców Ghazni może być blisko 1,5 mln.
Ponad połowa ludności to Pasztuni, któ-
rzy dominują w 10 z 16 dystryktów. Ha-
zarów jest 44 proc., a Tadżyków 2 proc.
Ułamek procenta mieszkańców Ghazni
stanowią Hindusi i Kyzyłbaszowie.
Wspomniana już droga Kabul–Kan-
dahar przebiega przez dystrykty o mie-
szanej ludności, jak Jaghatu, Ghazni,
Qarabagh i Muqur oraz całkowicie pasz-
tuńskie Andar, Ab Band i Gelan.
Prowincja jest też zróżnicowana pod
względem religijnym. Pasztuni i Tadży-
cy są sunnitami, a Hazarowie szyitami.
Na pytanie, czy może to grozić konflik-
tem sekciarskim, jaki ma miejsce w Ira-
ku, płk Kotowski stwierdził: – Nie. Prę-
dzej problemów mogą przysporzyć spo-
ry o prawo wypasu między osiadłymi
W ubiegłym roku władze prowincji zakazały poruszania się motorowerami i motocyklami,
najczęściej używanymi przez talibów środkami transportu. Ci w rewanżu zakazali używania
samochodów. W efekcie w Ghazni niemal ustał ruch pojazdów mechanicznych
N
azwa prowincji pochodzi od największe-
go miasta regionu. Nie ma pewności co
do czasu powstania Ghazni, o którym szer-
sze informacje pochodzą dopiero z okresu
po najeździe muzułmańskim w VII w. Szczyt
jego świetności przypadł na okres rządów
Ghaznawidów (963–1187), pierwszej muzuł-
mańskiej dynastii afgańskiej. Na początku XI w.,
gdy na tronie zasiadał Mahmud z Ghazni,
miasto było stolicą imperium obejmującego
duże obszary Azji Środkowej, Persji i północ-
no-zachodnich Indii. Na początku XIII w.
Afganistan najechali Mongołowie, pod wo-
dzą Dżingis Chana. Złupili Ghazni w 1221 r.,
po czym pozostali w tym rejonie przez 20 lat.
Zawitał tam też w końcu XIV w. inny wielki
wódz, Timur. Mongołowie byli obecni na tych
terenach do 1504 r. Później, przez niemal
dwa i pół wieku, Ghazni znajdowało się pod
władzą indyjskiej dynastii Mogołów. W 1747 r.
Ahmad Szach Durrami przyłączył je do pań-
stwa afgańskiego.
P
ołożone przy strategicznej drodze
z Kandaharu do Kabulu Ghazni stało
się miejscem bitwy w czasie pierwszej
wojny afgańsko-brytyjskiej toczonej w la-
tach 1838–1842. Inwazyjna armia bry-
tyjska podeszła pod mury miasta 21 lip-
ca 1839 r. Fortyfikacje były potężne,
a Anglicy, przesłuchując afgańskich jeń-
ców, odkryli ich słaby punkt – niedosta-
tecznie zabezpieczoną Bramę Kabulską.
Szturm piechoty, wsparty ostrzałem arty-
leryjskim, doprowadził do upadku Ghazni
23 lipca 1839 r. Tym samym Brytyjczycy
otworzyli sobie drogę do stolicy
Afganistanu, Kabulu. Afgańczycy odzy-
skali miasto 6 marca 1842 r., zmuszając
do kapitulacji garnizon złożony z indyj-
skich sipajów. Jednak jesienią wojska
brytyjskie ponownie wkroczyły do Ghazni.
Brytyjczycy zniszczyli ostatecznie tamtej-
szą twierdzę podczas drugiej wojny af-
gańskiej, w kwietniu 1880 r.
NAZWA HAZAROWIE wywo-
dzi się od słowa z języka irań-
skiego (farsi) oznaczającego
tysiąc. Według jednej z opo-
wieści, potwierdzającej mon-
golski rodowód tego ludu,
gdy Dżingis Chan opuszczał
ze swą armią podbite tereny:
pozostawiał tam tysiącoso-
bowe osady. Oczywiście są
też inne teorie dotyczące ety-
mologii nazwy tego ludu.
Niektórzy chociażby wywodzą
ją od obowiązku wystawienia
tysiąca żołnierzy jako formy
podatku. Hazarowie bardzo
długo cieszyli się niezależ-
nością. Dopiero rządzący
Afganistanem w latach
1880–1901 emir Abdur
Rahman Khan podporządko-
wał sobie hazarskie plemio-
na. Zamieszkany przez nie
Hazaradżat włączono do mo-
narchii afgańskiej w 1893 r.
i rozdzielono między trzy pro-
wincje: Bamian, Kabul
i Kandahar. Zaś wielu jego
mieszkańców uczyniono nie-
wolnikami. Również w ubie-
głym stuleciu życie Hazarów
nie było łatwe. Ostatnia fala
represji dotknęła ich wtedy,
gdy kontrolę nad większoś-
cią Afganistanu przejęli
talibowie.
Słaby punkt
G H A Z N I
Hazarami a koczowniczym plemieniem
pasztuńskim Kuchi, które wędruje mię-
dzy Afganistanem a Pakistanem, gdzie
zimuje. Zróżnicowanie religijne i etnicz-
ne utrudnia działania partyzanckie tali-
bom, którzy nie mają co liczyć na wspar-
cie Hazarów czy Tadżyków. Dlatego do-
konują raczej samobójczych zamachów
i urządzają zasadzki. Przy czym z regu-
ły są to „występy gościnne” przybyszów
z sąsiednich prowincji.
Przytłaczająca większość mieszkań-
ców Ghazni żyje w ponad 2300 wio-
skach. Miejscowi rolnicy produkują
głównie na własne potrzeby. Uprawiają
m.in. pszenicę, hodują drób, owce, ko-
zy i bydło. Mieszkańcy prowincji zaj-
mują się też chałupniczą produkcją tka-
nin i obuwia. – To piękna, ale uboga
i ciężko doświadczona kraina – konklu-
duje ppłk Marek Kotowski.
Lud tysiąca

M
A
R
E
K

K
O
T
O
W
S
K
I
WOJSKO AFGANISTAN
nr 11/2007 Polska Zbrojna 19
6) oświadczenie kandydata o:
a) posiadaniu kwalifikacji określonych w ustawie,
b) pełnej zdolności do czynności prawnych,
c) korzystaniu z pełni praw publicznych,
d) niekaralności prawomocnym wyrokiem sądowym za przestępstwa
umyślne (zaświadczenie o niekaralności z Krajowego Rejestru
Karnego),
e) niekaralności karą dyscyplinarną pozbawienia prawa wykonywa-
nia zawodu nauczyciela akademickiego na stałe lub na czas
określony,
7) oświadczenie, iż po wyborze Akademia Obrony Narodowej będzie
stanowiła podstawowe miejsce pracy,
8) aktualne zaświadczenie lekarskie o braku przeciwwskazań do zaj-
mowania stanowiska profesora zwyczajnego lub profesora nadzwy-
czajnego,
9) aktualne poświadczenie bezpieczeństwa upoważniające do do-
stępu do informacji niejawnych o klauzuli „poufne” lub oświadcze-
nie o wyrażeniu zgody na przeprowadzenie postępowania spraw-
dzającego, zgodnie z przepisami ustawy z 22 stycznia 1999 r.
o ochronie informacji niejawnych (DzU z 2005 r. nr 196, poz. 1631
z późn. zm.),
10) autoreferat zawierający m.in. informacje o osiągnięciach i zamie-
rzeniach naukowych oraz dydaktycznych,
11) oświadczenie kandydata o wyrażeniu zgody na przetwarzanie
danych osobowych zawartych w składanych dokumentach dla po-
trzeb postępowania konkursowego.
działając na podstawie paragrafu 74 ust. 1, 3 i 4 Statutu Akademii Obrony Narodowej uchwalonego uchwałą senatu
uczelni nr 18/2006 z 20 września 2006 i zatwierdzonego decyzją nr 469/MON Ministra Obrony Narodowej z 20 listo-
pada 2006 r. w sprawie zatwierdzenia Statutu Akademii Obrony Narodowej (DzUrz nr 21, poz. 273) w związku z art.
110 ust. 1 pkt. 1 i 2 oraz art. 121 ust. 3 ustawy z 27 lipca 2005 r. Prawo o szkolnictwie wyższym (DzU nr 164, poz.
1365 z późn. zm.), zwanej dalej „ustawą”, po uzyskaniu zgody komendanta-rektora Akademii Obrony Narodowej:
O G Ł A S Z A K O N K U R S
na stanowisko
1. PROFESORA ZWYCZAJNEGO
oraz
2. PROFESORA NADZWYCZAJNEGO

D
o konkursu mogą przystępować wyłącznie osoby niebędące żoł-
nierzami zawodowymi (osoby cywilne), spełniające wymagania
określone w dziale III – Pracownicy uczelni, w rozdziale 1 ustawy.
Od kandydatów (kandydatek) wymaga się ponadto:
1) doświadczenia w prowadzeniu zajęć dydaktycznych w uczelni wyż-
szej oraz działalności naukowo-badawczej,
2) biegłej znajomości co najmniej jednego języka obcego (prefero-
wany język angielski),
3) dobrego stanu zdrowia.
O stanowisko profesora zwyczajnego mogą ubiegać się kandydaci
(kandydatki) posiadający (posiadające) tytuł naukowy profesora
w zakresie nauk humanistycznych, zaś o stanowisko profesora nad-
zwyczajnego – kandydaci (kandydatki) posiadający (posiadające)
stopień naukowy doktora habilitowanego lub tytuł naukowy profeso-
ra w zakresie nauk humanistycznych.
Zainteresowane osoby, przystępując do konkursu, powinny złożyć na-
stępujące dokumenty:
1) oświadczenie o ubieganiu się
o stanowisko nr 1 lub 2,
2) kwestionariusz osobowy
wraz z dokładnym
podaniem danych o do-
datkowym miejscu za-
trudnienia,
3) życiorys naukowy,
4) odpis dyplomów
i nominacji,
5) kopię trzech pierwszych
stron dowodu osobistego
lub kopię nowego dowodu
osobistego,
Rozstrzygnięcie
konkursu nastąpi
do 31 marca
2007 r.
W
szystkie dokumenty należy składać do 15 marca
2007 r. za pośrednictwem poczty na adres:
AKADEMIA OBRONY NARODOWEJ
INSTYTUT NAUK HUMANISTYCZNYCH
al. gen. A. Chruściela 103
00-910 Warszawa
lub osobiście w kancelarii jawnej Akademii Obrony Narodowej,
w zamkniętej kopercie z dopiskiem „Konkurs na stanowisko
profesora Instytutu Nauk Humanistycznych”.
Organizator konkursu zastrzega, że kandydaci (kandydatki) po wstępnej kwalifikacji na podstawie dokumentów mogą zostać zapro-
szeni na dodatkową rozmowę. O jej terminie i miejscu osoby zostaną powiadomione telefonicznie, za pomocą poczty elektronicznej
lub listownie za pośrednictwem poczty.
Dokumenty osób, które nie zostaną wybrane w konkursie, należy odbierać osobiście w Instytucie Nauk Humanistycznych Akademii
Obrony Narodowej pod ww. adresem. Dokumenty mogą zostać odesłane przez organizatora konkursu przesyłką poleconą za pośred-
nictwem poczty na wskazany adres pod warunkiem dołączenia przez zainteresowaną osobę do składanych w konkursie dokumen-
tów zaadresowanej koperty formatu A-4 z naklejonymi znaczkami o wartości tego typu przesyłek i pisemną informacją podpisaną
przez zainteresowaną osobę o zwrocie dokumentów za pośrednictwem poczty.
DYREKTOR
dr hab. Ryszard STĘPIEŃ
Dyrektor Instytutu Nauk Humanistycznych
Akademii Obrony Narodowej
20 Polska Zbrojna nr 11/2007
AAAAAAA AAAAAAAA AAAAAAA AAAAAAAA WOJSKO PORADY
Żołnierze chętnie korzystają z tego ty-
pu poradników?
– Prościej jest wziąć do ręki taki mi-
kropodręcznik, niż zbierać wiadomości
z innych źródeł. Oczywiście dowódcy ko-
rzystają z szerszych opracowań, które po-
jawiają się na rynku.
Vademecum stresu i po-
mocy psychologicznej
w misjach wojskowych
Poradnik dla dowódców.
We wstępie czytamy
m.in.: „Służba żołnierzy
w trudnych i niebezpiecz-
nych misjach sprzyja powstawa-
niu stresu [...]. Jest to zjawisko
normalne, nie wolno go ani ne-
gować, ani tym bardziej lekcewa-
żyć [...]. Poradnik nie odpowie na
wszystkie pytania, ale podpowie,
jak pomóc sobie samemu, jak
pomóc koledze, jak dbać o psy-
chikę podwładnych [...] – jaką
stosować profilaktykę”.
Autor zy, t r zykrot ny
uczest ni k mi sj i
pokoj owych w państ wach
ar abski ch pł k rez. dr Pi ot r
Lenar towi cz i mgr Teresa
Daroszewska,
z inicjatywy DWiPO opracowali
materiał, który może służyć
jako podręcznik na wszystkich
etapach przygotowania do
misji, a także w ich trakcie.
Informator o minach
pułapkach i ładunkach
niebezpiecznych
„Miny są nawet tam, gdzie ich
być nie powinno”
Jak sama nazwa wskazuje, znaj-
dziemy tu przykłady najczęściej
spotykanych min przeciwpie-
chotnych i przeciwpancernych
oraz ich charakterystykę.
Poznamy także podstawowe
zasady zachowania się
w terenie nieznanym i po wykry-
ciu miny pułapki, a także cechy
demaskujące miejsca ich usta-
wienia.
Opr ac. ofi cerowi e
Szefost wa I nżyni er i i
Woj skowej SGWP
Słowniczek – język
paszto, język dari
– Islamskie Państwo
Afganistanu
Dari i paszto to oficjal-
ne języki urzędowe
Afganistanu, należą-
ce do grupy języków indoirań-
skich. Słowniczek zawiera pod-
stawowe zwroty i wyrażenia
w tych językach, które zdecydo-
wanie przydadzą się na misji.
Instrukcja przetrwania
Oto poradniki, które
Departament
Wychowania i Promocji
Obronności Ministerstwa
Obrony Narodowej
przygotował dla
naszych żołnierzy
wyjeżdzających na misję
do Afganistanu:
Nasi żołnierze
wyjeżdżający na misję
do Afganistanu muszą mieć
wiedzę o tym kraju i jego
specyfice. O poradnikach
dla afgańskich„misjonarzy”,
przygotowanych
przez Departament
Wychowania i Promocji
Obronności MON,
rozmawiamy z jego
dyrektorem
Krzysztofem Sikorą.
Z poradnikiem
na wojnę
Czy poradniki dostali żołnierze wyjeż-
dżający do Iraku?
– Oczywiście. Jest to cała seria wy-
dawnicza, którą przygotowujemy na
każdą z misji, włącznie z kongijską. Naj-
większy problem ze znalezieniem formu-
ły dla tych podręczników był przy pierw-
szej misji. Wtedy wsparli nas uczeni z Uni-
wersytetu Warszawskiego, a także amba-
sadorowie. W poradniku uwzględniono
m.in. kwestie kulturowe, klimatyczne, geo-
graficzne czy prawa zwyczajowego. Przy-
gotowany został również słownik elemen-
tarnych zwrotów w języku dari i paszto. Są
też wiadomości bardziej przyziemne: zna-
jomość flory i fauny. Warto przecież wie-
P
I
O
T
R

P
R
Y
M
L
E
W
I
C
Z
/
B
E
L
L
O
N
A
AAAAAAA AAAAAAAA
Polska Zbrojna 21 nr 11/2007
AAAAAAA AAAAAAAA
Na przykład powitanie, pożegna-
nie, polecenia, wojsko, zwierzę-
ta, orientacja w terenie i czasie,
zakupy i pieniądze, choroby,
części ciała czy kolory liczby
i miary.
Opr ac. Kr zysztof
Kor zeni ewski
Vademecum
żołnierza
– Islamskie
Państwo
Afganistanu
Kompendium
wiedzy
o Afganistanie.
Zawiera wiadomości ogólne,
m.in. o położeniu, podziale ad-
ministracyjnym, klimacie, go-
spodarce, grupach etnicznych
czy zabytkach. Przeczytać tu
można również o historii kraju,
m.in. o czasach starożytnych,
radzieckiej okupacji czy operacji
„Enduring Freedom”. Poznamy
też genezę konfliktu afgańskie-
go i podstawowe pojęcia doty-
czące islamu. Znajdziemy także
rozdział o wszelakich chorobach
grożących żołnierzom wyjeżdża-
jącym na misję do Afganistanu,
a także o faunie i florze tego
kraju: jadowitych gadach, sta-
wonogach i trujących roślinach.
Poradnik zawiera również infor-
macje na temat stresu oraz pro-
filaktyki zdrowotnej uczestników
misji wojskowej, np. higieny pra-
cy, wypoczynku, wody i żywno-
ści. Nie pominięto także sche-
matu szczepień. W książce wy-
korzystano m.in. zdjęcia ze zbio-
rów autora.
Opr ac. Kr zysztof
Kor zeni ewski
Vademecum
żołnierza
Afganistanu
Znajdziemy tu
wszystko, co
powinniśmy
wiedzieć o tym
kraju: informacje ogólne, m.in.
warunki naturalne, klimat,
ukształtowanie terenu, florę
i faunę czy religię, a także histo-
rię i kulturę. Zamieszczono infor-
macje praktyczne dotyczące
m.in. zdrowia i higieny, ochrony
przed owadami i pasożytami czy
panujących zwyczajów, jak rów-
nież min pułapek i przepisów
bezpieczeństwa. Poruszono
zagadnienie zagrożenia narkoty-
kowego oraz stresu, jego przy-
czyn i metod walki z nim.
Wydanie wzbogacono
ilustracjami.
Opr ac. mj r Mi chał
Mi chal ski
Z poradnikiem
na wojnę
dzieć, jak się zachować w przypadku spot-
kania z wężem czy skorpionem.
Czy wiedza przyswojona z poradnika
uratowała komuś życie?
– O konkretnym przypadku nie sły-
szałem, ale żołnierze traktują tego typu
publikacje jako cenny element edukacyj-
ny. Spokojniej i odpowiedzialniej reagu-
ją w opisanych przez nas sytuacjach.
Czy w kolejnych wydaniach uwzględ-
niono doświadczenia i wnioski z po-
przednich zmian PKW?
– Pierwszy poradnik wyglądał zu-
pełnie inaczej niż te, które przygoto-
wano do następnych misji. Rozmawia-
my z dowódcami, z żołnierzami, i na
podstawie dostarczanych przez nich
informacji wzbogacamy kolejne wy-
dania.
Podobną metodę zastosowaliście przy
poradnikach o Afganistanie?
– To konieczność. Irak bardzo wiele
nas nauczył.
A jaki jest nakład poradnika na misję
afgańską?
– Taki, by dostał go każdy żołnierz.
Rozmawiała Małgorzata Mielcarz
M
A
R
E
K

K
O
T
O
W
S
K
I
3 BLTr C130-E Hercules
22 Polska Zbrojna nr 11/2007
P I OT R L A S KOWS K I
Herculesy z biało-czerwoną szachownicą? Dlaczego nie.
Już we wrześniu przyszłego roku wyląduje w Powidzu
pierwszy z pięciu średnich samolotów transportowych
C-130E Hercules, które Polska ma otrzymać w ramach
bezzwrotnej pożyczki na cele wojskowe, wynegocjowanej
w 2004 r. przez rządy polski i amerykański.
To niezwykle potrzebne samoloty, któ-
re zapewnią transport powietrzny Siłom
Zbrojnym RP. Chociaż nie rozwiążą
wszystkich problemów – Polska nadal
nie będzie mieć ciężkiego samolotu
transportowego do strategicznego prze-
rzutu wojsk.
Przyjęcie nowych maszyn wymaga
zmian organizacyjnych i logistycznych
w jednostkach Sił Powietrznych.
W związku z tym wszystkie Herculesy
będą latały w nowej eskadrze lotnictwa
transportowego, która znajdzie się
w składzie brygady lotnictwa transpor-
towego w Powidzu.
Polska Zbrojna 23 nr 11/2007
W ubiegłym roku zapadły ostateczne
decyzje o utworzeniu w Powidzu 3 Bry-
gady Lotnictwa Transportowego
(3 BLTr). To nowość w naszym lotni-
ctwie transportowym, także dlatego, iż
będzie to jedna z nielicznych jednostek,
która jest tworzona, a nie rozwiązywana.
Postarano się więc szybko utworzyć gru-
pę organizacyjną brygady, a jej szefem
mianowano płk. dypl. pil. Sławomira Ka-
łuzińskiego, który od 13 lutego jest ofi-
cjalnie dowódcą 3 BLTr.
Na razie w Powidzu brygady jeszcze
nie ma, ale w dawnym budynku po jed-
nej z eskadr ulokował się już trzon jej
dowództwa. W przyszłości brygada ma
przenieść się do kompleksu koszaro-
wego należącego obecnie do 33 Bazy
Lotniczej.
TRANSPORTOWA REWOLUCJA
Dowództwo brygady ma zostać sfor-
mowane do końca marca 2007 r. Zaraz
potem będą włączane w jej skład pozo-
stałe jednostki transportowe z Sił Po-
wietrznych. W kwietniu i maju w skład
3 BLTr wejdą eskadry lotnictwa trans-
portowego i transportowo-łącznikowego
oraz bazy z Krakowa-Balic, Bydgoszczy,
Wrocławia i Powidza. Jednostki te dalej
będą stacjonowały w dotychczasowych
miejscach, tylko znajdą się pod wspól-
nym dowództwem brygady w Powidzu.
KRAKUSI INSTRUKTORAMI
Pierwszy Hercules przyleci do Powidza
we wrześniu 2008 r., a ostatni w 2009. In-
struktorami na nich będą piloci z krakow-
skiej eskadry, którzy są właśnie przygoto-
wywani do szkolenia w USA. Do maja
poleci tam w sumie 50 osób.
Najlepszymi kandydatami na pilotów
Herculesów są na razie piloci transportow-
ców An-26, które ze względu na wiek bę-
dą w ciągu najbliższych lat wycofywane.
W skład nowej 3 Brygady
Lotnictwa Transportowego
wejdą następujące jednostki:

str 29
U
S

D
O
D
13 Eskadra Lotnictwa Transportowego
i 8 Baza Lotnicza z Krakowa-Balic,
3 Eskadra Lotnictwa Transportowo-Łączni-
kowego i 3 Baza Lotnicza z Wrocławia,
2 Eskadra Lotnictwa Transportowo-
-Łącznikowego i 2 Baza Lotnicza z Bydgo-
szczy oraz nowo tworzona 14 Eskadra
Lotnictwa Transportowego i 33 Baza
Lotnicza z Powidza.
24 Polska Zbrojna nr 11/2007
AAAAAAA DODATEK AAAAAAAAAAAAAAAAAAA WOJSKA LĄDOWE
Zgrupowanie po-
ligonowe brygady obfitowa-
ło w typowe zajęcia rozpoznaw-
cze: zasadzki, obserwacje, bytowa-
nie. Niektóre wymagać pewnie będą
kolejnych ćwiczeń, doskonalenia i wysił-
ku. Jednak – jak mówi przysłowie
– ćwiczenie czyni mistrza. Skoro zaś
rozpoznanie ma być jak seks, to
niech już będzie najlepsze,
jak tylko się da.
Podobno jedno z praw
Murphy’ego mówi, że
rozpoznanie jest jak seks:
jeśli jest dobre – to bardzo
dobrze, a jak jest kiepskie
– to dobrze, że w ogóle jest.
Żarty żartami, ale praca
pododdziałów
rozpoznawczych
to naprawdę niełatwy
kawałek chleba.
Rozpoznanie
jest jak
seks
MAG DA L E N A
KOWA L S K A - S E N D E K
Umiejętność logicznego myślenia i prze-
widywania to tylko dwie z długiej listy
cech, jakie powinien mieć dobry żołnierz
rozpoznania. Mjr Jarosław Kowalski, szef
sekcji rozpoznawczej brygady, uważa na-
wet, iż myślenie jest najważniejszą z umie-
jętności żołnierza działającego w rozpo-
znaniu. – Oczywiście, istnieją pewne sche-
maty działania, ale nie można się ich kur-
czowo trzymać. Wojsko musi mieć pole
manewru. Nie można za żołnierza myśleć
– szczególnie w tej specjalności – wyjaś-
C
Cel został wykonany: zatrzymano konwój
dostarczający zaopatrzenie wojskom prze-
ciwnika. Strat własnych: zero. Przeciwnik
zlikwidowany: czterech zabitych, pojazdy
zniszczone. Tak wyglądała zasadzka – je-
den z elementów ćwiczonych przez pluton
rozpoznawczy 16 Batalionu Powietrzno-
desantowego na poligonie w Ośrodku
Szkolenia Górskiego w Trzciańcu w dru-
giej połowie lutego br. Dowódca plutonu
ppor. Jacek Maliński nie krył zadowolenia
ze swoich żołnierzy. – Zakładaliśmy co
prawda, że pojazdy będą od siebie w więk-
szych odległościach, dlatego byliśmy
znacznie rozciągnięci. To jednak dodatko-
wo utwierdziło mnie w przekonaniu, że
moi żołnierze myślą. Sami widzą, że nie
wszystko da się przewidzieć – komentował.
– Dobre jest też to, że żołnierze mogą dys-
kutować. Jeżeli im coś nie wychodzi, oma-
wiają z dowódcą plutonu swoje wątpliwo-
ści. To już na szczęście nie te czasy, kiedy
żołnierz nie miał prawa głosu – dodał por.
Adam Dobkowski.
FORUM
|
SŁUŻBA
|
WYDARZENIA
|
LUDZIE
|
MILITARIA
|
W GARNIZONIE
|
PORADY
|
ŚWIAT
|
TO I OWO
|
SPORT
|
HISTORIA
Polska Zbrojna 25 nr 11/2007

Polska Zbrojna 25
FLESZ

Rozpoznanie
jest jak
seks
niał. Cokolwiek by mówić, ta specjalność
do łatwych nie należy, dlatego muszą tra-
fiać tu najlepsi. Ważna jest także motywa-
cja: żołnierz powinien chcieć służyć w tych
pododdziałach. Ze względu na specyfikę
służby, nie może być tu mowy o żadnym
przymusie czy przypadku.
W góry!
W bieszczadzkich lasach swe umiejęt-
ności doskonaliło ogółem ponad stu żoł-
nierzy ze wszystkich jednostek 6 BDSz.
Na poligonie zabrakło jedynie batalionu
z Bielska-Białej, który kończył cykl przy-
gotowań do misji afgańskiej. Celem zgru-
powania było doskonalenie umiejętności
czerwonych beretów. Górskie ćwiczenia
pozwoliły także zniwelować różnice po-
między „młodym” i „starszym” wojskiem,
ponieważ nie wszystkich żołnierzy wciela-
no w jednakowym czasie. Jak zapewniał
dowódca zgrupowania mjr Jarosław Ko-
walski, na co dzień szef sekcji rozpoznaw-
czej brygady, wojsko szlifuje to, czego na-
J
A
R
O
S
Ł
A
W

W
I
Ś
N
I
E
W
S
K
I

(
4
)
INOWROCŁAW. 19–22 lutego
w 2 Inowrocławskim Pułku Komunikacyjnym
im. gen. Jakuba Jasińskiego odbyły się
Mistrzostwa Pomorskiego Okręgu Wojskowego
w tenisie stołowym. W klasyfikacji drużynowej
pierwsze miejsca zajęły: w I grupie współza-
wodnictwa sportowego – 1 Ośrodek Szkolenia
Kierowców, wśród instytucji wojskowych
– Wojewódzki Sztab Wojskowy z Olsztyna;
w III grupie współzawodnictwa sportowego
– 8 Batalion Walki Radioelektronicznej. Wśród
kadry najlepszym zawodnikiem okazał się
chor. Michał Wojewódka z 1 OSK, kolejne lo-
katy zajęli: sierż. Mirosław Dziamba z 3 pdm
i kpt. Sławomir Janus z 3 pdm. Zwycięzcą tur-
nieju żołnierzy służby zasadniczej został szer.
Zbigniew Jamróz z 2 OSK, kolejne miejsca za-
jęli szer. Krzysztof Pozorski z 3 pdm oraz szer.
Patryk Zieleziński z 1 OSK. W zawodach
uczestniczyło 70 zawodników reprezentują-
cych 22 jednostki i instytucje wojskowe POW.
POZNAŃ. Muzeum Broni Pancernej Centrum
Szkolenia Wojsk Lądowych jest miejscem, któ-
re pomaga kształtować postawy patriotyczne
i proobronne polskiej młodzieży. Do poznań-
skiej placówki przybywają wycieczki z całej
Polski. 1 marca odwiedziły ją dzieci z Zespołu
Szkół im. Marii Konopnickiej w Szamocinie.
Wzięły udział w pasjonującej lekcji historii po-
prowadzonej przez kustosza muzeum kpt.
Tomasza Ogrodniczuka i poznały wiele cieka-
wostek związanych z historią oręża polskiego.
PRZEMYŚL. „Kolorowe Ferie” – cykl zajęć dla
dzieci spędzających zimowy wypoczynek
w mieście – już po raz kolejny zorganizowało
w tym roku Centrum Kulturalne w Przemyślu.
W akcję włączył się także Polsko-Ukraiński
Batalion Sił Pokojowych, który 21 lutego za-
prosił dzieci na Dzień Otwartych Koszar.
Przemyską jednostkę odwiedziła trzydziesto-
osobowa grupa młodzieży szkolnej, którą po
koszarach oprowadził oficer społeczno-wycho-
wawczy batalionu. Zorganizowano pokaz
sprzętu i uzbrojenia, jakim dysponuje jednost-
ka, młodzież zapoznała się z historią powsta-
nia POLUKRBAT.
Oprac. GP
W bieszczadzkich lasach swe umiejętności doskonaliło ogółem ponad stu żołnierzy ze wszystkich
jednostek 6 BDSZ.
26 Polska Zbrojna nr 11/2007
WOJSKA LĄDOWE
uczyło się już w garnizonie. – Nie przyje-
chaliśmy tu uczyć się nowych rzeczy. Nie
ma na to czasu. Dziesięć dni, które tu spę-
dzimy, trzeba wykorzystać maksymalnie.
Chodzi o to, aby wiedzę, którą posiadają
żołnierze, przenieść w warunki górskie
i zimowe. I choć w okolicach Trzciańca
wysokich gór nie ma, 500- czy 600-metro-
we wzgórza potrafią jednak żołnierzy na-
uczyć pokory.
Oko plutonu
O drodze służbowej starszych szerego-
wych zawodowych Piotra Wójtowicza
i Bogdana Hrynkiewicza-Moczulskiego
nie zadecydował przypadek. Rozpoznanie
to ich świadomy wybór. Są zwiadowcami
– oczami plutonu. Bardzo dobrze, jeśli
oprócz broni, uzbrojeni są także w cierpli-
wość, ponieważ zdarza się, iż czasami kil-
ka godzin muszą spędzić bez ruchu, nie
mogąc zdradzić swojej obecności. – Naj-
trudniej jest jak pada albo jest duży mróz.
Nie ma nic gorszego niż noc w lesie w prze-
moczonym mundurze. Niestety, rozpalić
ogniska nie możemy, bo zdradzilibyśmy
swoją pozycję – wyjaśniał st. szer. Wójto-
wicz. Żołnierze z różnych pododdziałów
rozpoznawczych zgodnie przyznają jed-
nak, że dla nich służba w takiej specjalno-
ści jest wyróżnieniem. – To elitarne pod-
oddziały. Trzeba być naprawdę dobrym,
żeby się nadawać do rozpoznania – mówi-
li. Zgodnie z ich opinią dodatkowym atu-
tem jest także fakt, że plutony rozpoznaw-
cze testują nowe wyposażenie wojskowe.
Zawsze pierwsi otrzymują nowe mundury,
bieliznę, buty i drobniejsze akcesoria: ple-
caki czy nakolanniki. Częściej niż inni jeż-
dżą też na poligony i więcej skaczą ze spa-
dochronem – a to dla większości żołnierzy
brygady jest niezwykle istotne.
Sukces nie przychodzi jednak bez inten-
sywnej i wyczerpującej pracy. Ppor. Jacek
Maliński przyznaje, że aby osiągnąć pożą-
dane efekty trzeba wiele godzin spędzić na
ćwiczeniach. – Niektóre elementy ćwiczo-
ne są aż do znudzenia. Żołnierze niemal ty-
siąc razy uczą się wejścia do budynków.
W takich przypadkach nie ma mowy o błę-
dach – wyjaśniał. I tak na przykład dużo
czasu zajęło żołnierzom przygotowanie ko-
lejnej zasadzki. Podgrywka zakładała, że
w jadącym konwoju jest terrorysta Said Ali
– znak szczególny: tatuaż na nadgarstku.
Pododdział rozpoznawczy miał wyłowić
terrorystę wśród ludzi jadących w konwo-
ju, pojmać go i zlikwidować całą resztę.
Zadanie proste na papierze: żołnierze ćwi-
czenie musieli powtarzać sześć razy. Bo al-
bo zapomnieli sprawdzić nadgarstków i zli-
kwidowali wszystkich, albo sami zginęli,
bo nie przeszukali dokładnie przeciwni-
ków, którzy mieli broń. – Ćwiczyliśmy to
bardzo długo. Zawsze ktoś o czymś zapo-
minał. Na szczęście w końcu się udało
– wspominał por. Dobkowski.
Trzcianiec na przystawkę
18 Batalion Desantowo-Szturmowy zna-
lazł się teraz w centrum zainteresowania
mediów. Powodem zamieszania jest
oczywiście fakt, iż jednostka ta wysta-
wia główne siły wyjeżdżającego wkrót-
ce do Afganistanu polskiego kontyngen-
tu. W ślady bielskiego batalionu niedłu-
go ma pójść także krakowska jednostka.
Co prawda formalne decyzje jeszcze nie
zapadły, ale nieoficjalnie mówi się, że to
właśnie 16 Batalion Powietrznodesanto-
wy stanowić będzie trzon drugiej zmia-
ny ISAF.
Dowódca 16 bpd, ppłk Adam Stępień,
już kilka tygodni temu podkreślał, że szko-
lenie jego żołnierzy w Trzciańcu będzie
bardzo istotne i może stanowić wstęp do
przygotowań pod kątem misji. – Nie umiem
powiedzieć, kto pojedzie na drugą zmianę
do Afganistanu. Wszystkie znaki na niebie
i ziemi wskazują jednak na 16 Batalion Po-
wietrznodesantowy. Jak będzie, zobaczy-
my. Na razie jeszcze nie wyjechała pierw-
sza zmiana – mówił mjr Jarosław Kowal-
ski. Trzcianiec dla żołnierzy, którzy być
może niedługo zaczną szkolić się pod ką-
tem misji, to zaledwie początek, choć
niepozbawiony znaczenia. – Poligon
w Trzciańcu to jedyne miejsce w Polsce,
gdzie żołnierze mogą swobodnie ćwiczyć
w warunkach górskich – dodał dowódca
zgrupowania.
Tak więc pluton rozpoznawczy wyprze-
dził oficjalne przygotowania do wyjazdu.
Przedsmak gór już mają. A prawdopo-
dobnie w maju odbędzie się szkolenie
w Tatrach razem z GOPR-em, gdzie bę-
dą musieli zmierzyć się z nieco większy-
mi górami.
J
A
R
O
S
Ł
A
W

W
I
Ś
N
I
E
W
S
K
I

Polska Zbrojna 27 nr 11/2007
WOJSKA LĄDOWE
Zimowa szkoła ognia to surowy spraw-
dzian dla każdego żołnierza. Dla pewnej
grupy oficerów lutowe ćwiczenie 15 Gi-
życkiej Brygady Zmechanizowanej mia-
ło jednak szczególne znaczenie. Młodzi,
przybyli do jednostek w październiku
podporucznicy, świeży wypust Studium
Oficerskiego WSOWL we Wrocławiu,
po raz pierwszy wyszli w „pole” ze swo-
imi podopiecznymi z plutonów.
Gdzie praktyka?
Dowodzący giżycką brygadą gen.
bryg. Witold Poluchowicz nie ukrywał,
że szkolenie w ramach batalionów, rów-
noległe do ćwiczenia sztabowego, mia-
ło być dla młodych oficerów surowym
sprawdzianem. Pokazać, czego podpo-
rucznicy nauczyli się przez cztery mie-
siące służby w giżyckiej jednostce. Dla
generała było to o tyle ważne, że począt-
Siła młodych
oficerów
kowo nie oceniono młodej kadry zbyt
pozytywnie.
– Poważnym mankamentem było to,
że rok studium w szkole oficerskiej
to trochę mało, żeby z cywila zrobić
prawdziwego żołnierza, dowódcę i wresz-
cie oficera – komentuje generał Polucho-
wicz. – Brakowało im obycia w wojsku,
zachowania się, słownictwa wojskowe-
go. Wiedzę teoretyczną opanowali, i to
na wysokim poziomie, jednak zdecydo-
wanie gorzej jest z praktyką.
Opinię generała podzielają dowódcy
batalionów.
– W praktycznym przygotowaniu do
zajmowania pierwszego stanowiska służ-
bowego dowódcy plutonu mają poważ-
ne braki – mówi wprost ppłk Zbigniew
Polakowski, dowódca dywizjonu artyle-
rii samobieżnej 15 BZ. – Moim zdaniem,
program nauczania w szkole zawiera zbyt
mało praktyki i w zasadzie muszą taką
wiedzę zdobywać tutaj, w jednostce.
Ppłk Dariusz Kosowski – dowódca
2 Batalionu Zmechanizowanego 15 BZ,
również jest zdania, że młodzi oficero-
wie mają jeszcze sporo pracy przed so-
bą, jednak podkreśla, że wnoszą coś bar-
dzo ważnego, co pozwala im rekompen-
sować braki w wiedzy praktycznej.
– Wprawdzie nie mają jeszcze do-
świadczenia, żeby w pełni kierować plu-
tonem, ale ich zaangażowanie i praca
z żołnierzami są na dobrym poziomie
– dodaje.
Rachunek plusów i minusów
Doświadczeni oficerowie, których po-
prosiliśmy o ocenę młodych podporucz-
ników, podkreślali, iż jest to nowa kadra
oficerska, której zalety i wady można wy-
mieć jednym tchem. Młodość i zapał idą
w parze z brakiem doświadczenia i oby-
cia w wojsku.
– Przedtem absolwent szkoły oficer-
skiej był dobrym rzemieślnikiem. Może
nie mówił dobrze po angielsku, ale za to
świetnie znał swój warsztat – komentuje
ppłk Polakowski, dodając jednocześnie,
że nowy system ma szansę się sprawdzić,
ale musi zadziałać w nim jeszcze jeden
element. – Ten system będzie zdawał
egzamin, gdy zostaną obsadzone sta-
nowiska podoficerów i będą oni mieli
taką wiedzę, żeby pomóc młodemu ofi-
cerowi. W tej chwili tego jeszcze nie
mamy.
Młodzi, wykształceni, żołnierze z wyboru. Absolwenci
cywilnych uczelni, którzy po dziesięciu miesiącach w Wyższej
Szkole Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu trafiają do
jednostek w całym kraju, gdzie mają kierować plutonami.
Jak się tam sprawdzają?
K R Z Y S Z T O F WI L E WS K I

R
O
M
A
N

P
R
Z
E
C
I
S
Z
E
W
S
K
I
/
B
E
L
L
O
N
A
28 Polska Zbrojna nr 11/2007
WOJSKA LĄDOWE
ze str 23
E K S P E R T
Ppor. Piotr
Czechowicz,
dowódca plutonu
w 1 Batalionie Czołgów,
absolwent czteroletniej szkoły oficerskiej
we Wrocławiu:
– Ciężko mi oceniać młodych oficerów
trafiających do naszej jednostki po
rocznym szkoleniu w WSOWL. Ja koń-
czyłem czteroletnią szkołę i ona mnie
ukształtowała jako żołnierza. W ich
przypadku widać wyraźnie, że dopiero
wdrażają się do życia w wojsku, że do-
piero stają się oficerami. Zdecydowanie
brakuje im obycia, które my zdobywali-
śmy już podczas nauki w szkole w cza-
sie praktyk w jednostkach.
P
od koniec lutego na poligo-
nie w Orzyszu szkolili się
żołnierze z 15 Giżyckiej
Brygady Zmechanizowanej,
którą dowodzi gen. bryg.
Witold Poluchowicz. Obok
dwuszczeblowego treningu
sztabowego Pisa ’07, w któ-
rym brały udział sztaby bryga-
dy i batalionów, swoje umiejęt-
ności szlifowali na strzelnicach
i pasach taktycznych żołnierze
batalionu czołgów, batalionu
zmechanizowanego i litew-
sko–polskiego batalionu sił
pokojowych.
Druga strona medalu
Jak jednak wygląda to wszystko z dru-
giej strony medalu, czyli z punktu widze-
nia młodych oficerów? Uważają, że są
dobrzy, ale daleko im do doskonałości.
Jakkolwiek patrzeć, są młodzi, dobrze
wykształceni na cywilnych uczelniach,
znają języki i do wojska przyszli z włas-
nej, nieprzymuszonej woli. Trafili do ar-
mii, która mówi im już od początku: po-
trzebujemy was, jesteście naszą przy-
szłością. Na szczęście nie brakuje im po-
kory. Nauczyli się jej w jednostkach, do
których trafili, gdzie szybko życie zwe-
ryfikowało to, czego nauczyli się w szko-
le oficerskiej.
– Nie ukrywam, że początki nie były ła-
twe – mówi ppor. Daniel Dziura. – Szko-
ła oficerska nauczyła mnie wiele, ale już
w pierwszym tygodniu służby w bryga-
dzie przekonałem się, że teoria swoją dro-
gą, a codzienna służba swoją. Wyraźnie
zabrakło nauki takiego dnia codziennego
w jednostce.
– W szkole pokazano nam to, co powin-
niśmy umieć. Jednak tam było za mało
praktyk. Zdecydowanie uważam, że pro-
gram nauczania powinien zostać zmienio-
ny, bo teorię trzeba od razu połączyć
z praktyką – uzupełnia ppor. Katarzyna
Kowal.
Oboje przyznają, że od pierwszego dnia
służby w giżyckiej jednostce mogli liczyć
na pomoc starszych kolegów, którzy po-
magali im zaadaptować się w codziennej
służbie. Jak przyznaje ppor. Dziura, dla nie-
go szczególnie przydatna była pomoc in-
nych dowódców plutonów. Oficerów z kil-
kuletnim stażem, którzy kończyli jeszcze
czteroletnią szkołę oficerską.
– Oni doskonale rozumieli moje prob-
lemy, bo sami kończyli kilka lat temu
szkołę oficerską, i też się wdrażali do
służby – mówił ppor. Dziura.
Co jest więc siłą młodych oficerów,
skoro ich wiedza praktyczna pozostawia
jeszcze sporo do życzenia? Na pewno ich
zdolności wychowawcze, bo nie ukrywa-
ją, że opieka nad żołnierzami służby za-
sadniczej sprawia im ogromną frajdę.
Jednak ich największy atut to zaangażo-
wanie w pracę, i tutaj najważniejsza jest
ocena ze strony przełożonych.
– Zdecydowana większość młodych
podporuczników, absolwentów wyższej
szkoły oficerskiej, przychodzi do wojska
z własnej, nieprzymuszonej woli. Woj-
sko to ich marzenie i dlatego są bardzo
zmotywowani, chcą pracować i służyć
w armii – mówi Poluchowicz.
Dzisiejsi podporucznicy, w tym także
ci z giżyckiej brygady, za parę lat będą
kręgosłupem polskiej armii. Ich doświad-
czenia z początków służby, problemy,
z jakimi muszą się borykać podczas
wdrażania się do obowiązków dowód-
ców plutonów, powinny być nauką dla
wszystkich. Nie tylko dla ich kolegów
rozpoczynających studia w WSOWL we
Wrocławiu, ale również dla pracującej
tam kadry.
Zimowy poligon

R
O
M
A
N

P
R
Z
E
C
I
S
Z
E
W
S
K
I
/
B
E
L
L
O
N
A
K
R
Z
Y
S
Z
T
O
F

W
I
L
E
W
S
K
I
Hercules, załoga cztery osoby,
92 pasażerów
Podstawowe dane taktyczno-techniczne
rozpiętość: 40,25 m;
długość: 20,78 m;
masa samolotu
pustego: 32 936 kg;
masa startowa
maksymalna: 70 310 kg;
prędkość
maksymalna: 618 km/h;
pułap: 10 060 m;
zasięg: 7675 km.
Polskie Herculesy powinny jeszcze wyla-
tać ponad 20 tys. godzin, co oznacza







30 lat eksploatacji. Jednak w Siłach
Powietrznych mają służyć ok. 15 lat, do
czasu zakupu nowszej konstrukcji.
Samoloty wyposażone są w system
ostrzegający o zbliżaniu się przeciwlotni-
czych pocisków rakietowych, wyrzutnie
flar i dipoli, system wykrywania opromie-
niowania radiolokacyjnego.
Przewidywany koszt utrzymania w spraw-
ności technicznej wszystkich pięciu sa-
molotów C-130E może wynieść ponad
10 mln dol. rocznie.
Herculesy są używane w ponad 60 kra-
jach na świecie. Kilka lat temu otrzymało
je na przykład lotnictwo rumuńskie.
Polska Zbrojna 29 nr 11/2007
SIŁY POWIETRZNE
E K S P E R T
płk dypl. pil.
Sławomir Kałuziński,
dowódca
3 Brygady Lotnictwa
Transportowego.
– Moją ideą jest stworzenie
dobrego i zgranego zespołu, który
ma pomagać jednostkom
podległym, a nie przeszkadzać.
Średni samolot transportowy C-130
Duze i niebrzydkie Duze i niebrzydkie
ze str 23
13 Eskadra z Krakowa ma już doświad-
czenie w przejmowaniu nowych ma-
szyn. Niedawno część załóg przesiad-
ła się na hiszpańskie transportowce
CASA C-295. Powstająca w Powidzu
14 Eskadra będzie miała pięć samolo-
tów C-130E. Załoga Herculesa to czte-
ry osoby. Przewiduje się, że zostaną
przeszkolone po trzy załogi na jeden sa-
molot. Na szczęście Hercules to nie
F-16 i szkolenie w USA nie potrwa dłu-
go. W przypadku personelu techniczne-
go będzie trwało od 3 do 17 tygodni,
a latającego od 2,5 do 3 miesięcy.
Dla dużych i ciężkich Herculesów
trzeba przygotować nowy hangar na
dwa stanowiska obsługowe, zorganizo-
wać infrastrukturę przeładunkową. Pla-
nuje się modernizację nawierzchni lot-
niskowych. Chociaż dużo już zrobiono
przy okazji budowy nowego portu lot-
niczego – bliźniaka tego, który powstał
w Krzesinach. Według ubiegłorocz-
nych cen, koszt dostosowania lotniska


U
S

D
O
D
P
I
O
T
R

L
A
S
K
O
W
S
K
I
DĘBLIN. 17 lutego w Wyższej Szkole
Oficerskiej Sił Powietrznych odbyła się uroczy-
sta promocja oficerska, której dokonał dowód-
ca sił powietrznych gen. broni pil. Stanisław
Targosz. W uroczystości uczestniczyli między in-
nymi: podsekretarz stanu w Ministerstwie
Obrony Narodowej Jacek Kotas, szef szkolenia
MW wiceadmirał Maciej Węglewski, dyrektor
Departamentu Kadr i Szkolnictwa Wojskowego
MON Jacek Olbrycht. Promocja była uwieńcze-
niem kursu, w którym uczestniczyło 23 podofi-
cerów zawodowych. Trzech spośród nich na co
dzień pełni służbę w lotnictwie Marynarki
Wojennej. Właśnie podoficer w marynarskim
mundurze – st. chor. sztab. Kazimierz
Majchrzak został prymusem kursu.
WARSZAWA. 27 lutego–1 marca
w Dowództwie Sił Powietrznych odbyło się
Specjalne Posiedzenie Rady Dyrektorów
NAPMO (NATO AEW&CF Programme
Managament Organisation). Uczestniczyli
w nim reprezentanci z 16 krajów, w tym Polska
– po raz pierwszy jako pełnoprawny członek or-
ganizacji. Polskiego ministra obrony narodowej
podczas obrad reprezentował z-ca doradcy COP
– dyrektor w Radzie Dyrektorów NAPMO gen.
bryg. Zbigniew Galec. W części otwartej posie-
dzenia członkowie NAPMO dyskutowali m.in. na
temat rozwoju organizacji oraz programu moder-
nizacji floty samolotów E3A.
WROCŁAW. 20 lutego w trakcie wykonywania
lotów w 3 Eskadrze Lotnictwa Transportowo-
Łącznikowego we Wrocławiu inspektor bezpie-
czeństwa lotów – szef sekcji dowództwa
3 Korpusu Obrony Powietrznej mjr pil.
Jan Mleczko zameldował o wykonaniu nalotu
3000 godzin na samolocie An-2 w Siłach
Powietrznych. Podczas 30-letniej służby w lotni-
ctwie wojskowym zajmował on stanowiska służ-
bowe od starszego pilota, poprzez pilota-nawi-
gatora, dowódcę klucza samolotów An-2, nawi-
gatora eskadry, starszego inspektora bezpie-
czeństwa do inspektora bezpieczeństwa lotów
– szefa sekcji dowództwa 3 KOP. Jan Mleczko
jest instruktorem lotniczym z uprawnieniami do
szkolenia we wszystkich warunkach atmosfe-
rycznych, w dzień i w nocy, posiada też mi-
strzowską klasę pilota wojskowego.
Wielokrotnie uczestniczył w testowaniu nowych
spadochronów desantowych. W 1990 i 2001
roku wyróżniony został tytułem „Pilota Roku”.
Oprac. GP
FLESZ
P
ierwsze rozmowy na te-
mat pozyskania trans-
portowych Herculesów
Polska prowadziła już na
początku lat 90. minionego
wieku, jednak dopiero
w czerwcu 2004 r. doszło do
podpisania kontraktu mię-
dzyrządowego na dostawę
transportowców. Rząd ame-
rykański udzielił wtedy Polsce
bezzwrotnej pożyczki na cele
wojskowe w wysokości około
66 mln dol. Amerykański
Kongres zadeklarował nawet
dodatkowe środki na wypo-
sażenie, osprzęt i części za-
mienne. Chociaż umowa nie
precyzowała, jakiego sprzętu
kontrakt ma dotyczyć, wiado-
mo było, że środki te mają zo-
stać przeznaczone na moder-
nizację Herculesów do współ-
czesnych standardów
i wymogów określonych przez
Siły Powietrzne.
Na początku mieliśmy dostać
Herculesy C-130K wycofane
przez brytyjski RAF i przejęte
potem przez ich producenta,
firmę Lockheed Martin
Aircraft and Logistics Center.
Jednak stan techniczny tych
samolotów był tak zły, że sa-
mi Amerykanie zapropono-
wali nam pięć maszyn
w wersji C-130E pochodzą-
cych z nadwyżek sprzętu ar-
mii amerykańskiej. Są one
młodsze od wersji „K”, bo wy-
produkowano je w 1970 r.
Strona polska brała również
pod uwagę zakup dwóch naj-
nowszych wersji Herculesów
C-130J, ale ich koszt znacz-
nie przewyższyłby środki, ja-
kie nam przyznano.
30 Polska Zbrojna nr 11/2007
SIŁY POWIETRZNE
do Herculesów
oszacowano na
112 mln zł.
Niespodziewanie
brygada pojawiła się w Po-
widzu także jako nowy pracodawca. To
dobrze rokuje m.in. w związku z nie-
pewną przyszłością personelu miejsco-
wej 7 Eskadry, która ma zostać przenie-
siona do Świdwina. A wiadomo prze-
cież, że nie wszyscy tam pójdą.
– Piloci i personel z 7 Eskadry, któ-
rzy z jakichś względów nie mogliby
przenieść się do Świdwina razem
z jednostką, mogą starać się o przy-
jęcie do 14 Eskadry Lotnictwa Trans-
portowego. Podobnie piloci z eskadr
lotnictwa taktycznego 3, 6, i 10, któ-
rzy nie znajdą zatrudnienia w tych
eskadrach lub zdrowie im nie pozwo-
li na latanie F-16 – mówi dowódca
nowej brygady płk dypl. pil. Sławo-
mir Kałuziński. 
Powstająca
w Powidzu
14 Eskadra będzie mia-
ła pięć samolotów
C-130E
Transportowy
kontrakt
3
.

B
L
T
J
A
R
O
S
Ł
A
W

W
I
Ś
N
I
E
W
S
K
I
Polska Zbrojna 31 nr 11/2007
AAAAAAA DODATEK AAAAAAAAAAAAAAAAAAA
32 Polska Zbrojna nr 11/2007
SIŁY POWIETRZNE
olska, wstępując do NATO,
zobowiązała się szkolić jed-
nostki lotnicze zgodnie
z procedurami obowiązują-
cymi w siłach powietrznych
państw sojuszniczych. Przy-
gotowanie eskadr do prowadzenia połą-
czonych, wielonarodowych operacji po-
wietrznych stało się faktem. Polscy do-
wódcy w stalowych mundurach mieli za-
tem twardy orzech do zgryzienia. Dla pi-
lotów rozpoczął się natomiast okres szko-
lenia do statusu Combat Ready. Jest to
świadectwo umiejętności pilota, które ot-
wiera drogę do udziału w misjach bojo-
wych. – Ukończenie szkolenia to wspa-
niała chwila, z reguły kończąca etap po-
nadrocznej ciężkiej pracy. Każdy lot
z programu CR jest inny, wnosi coś no-
wego. To po prostu wielka przygoda. Jed-
Combat Ready
po polsku
Żołnierz pilot, rozpoczynając
służbę w lotnictwie,
powinien liczyć się z tym, że
wciąż będzie musiał
podnosić swoje
kwalifikacje. Certyfikaty,
pozwolenia, licencje – to
słowa klucze w tej branży.
N AT A L I A KO N O P K A
nocześnie zyskuje się świadomość, że na-
byte umiejętności otwierają drzwi do
wielkiej rodziny pilotów Combat Rea-
dy na całym świecie – przyznaje dowód-
ca 31 Ośrodka Dowodzenia i Naprowa-
dzania płk pil. Jacek Łazarczyk, który
uzyskał certyfikat i uprawnienia instruk-
torskie.
WYZWANIE
Gdy polskie załogi rozpoczęły w latach
90. wspólne ćwiczenia z pilotami państw
NATO, zauważono różnice w sposobie
szkolenia kadry. – Grupa zaangażowanych
ludzi opracowała dokument, który teraz
jest częścią programu szkolenia lotnicze-
go – przyznaje szef wojsk lotniczych gen.
bryg. pil. Leszek Cwojdziński. Wykorzy-
stano wówczas doświadczenie zagranicz-
nych załóg biorących udział we wspólnych
ćwiczeniach. W pierwszym szkoleniu
uczestniczył międzynarodowy zespół in-
struktorów z Wielkiej Brytanii, Kanady,
Danii i Stanów Zjednoczonych. Szkole-
nie zapoczątkowano w 2000 r. z grupą pi-
lotów 7 Eskadry Lotnictwa Taktycznego
z Powidza. Jeszcze w tym samym roku
pierwszych czterech pilotów zakończy-
ło program i uzyskało certyfikaty in-
struktorów. Amerykański zespół był pod
wrażeniem umiejętności załóg wykonu-
jących zadania na Su-22. Z czasem do-
świadczeni polscy piloci rozpoczęli przy-
gotowywanie do wykonywania lotów
taktycznych następnych grup. Wyszko-
lenie własnych pilotów-instruktorów
Combat Ready było ważnym krokiem
do integracji z lotnictwem NATO.
– Zdobycie certyfikatu było wyzwa-
niem, przed którym staje każdy pilot
P
FORUM
|
SŁUŻBA
|
WYDARZENIA
|
LUDZIE
|
MILITARIA
|
W GARNIZONIE
|
PORADY
|
ŚWIAT
|
TO I OWO
|
SPORT
|
HISTORIA
Polska Zbrojna 33 nr 11/2007
Ilu pilotów w Siłach Powietrznych
uzyskało certyfikat Combat Ready?
– Niestety, nie jest to informacja, któ-
rą mogę ujawnić.
Co wyróżnia pilotów o statusie Com-
bat Ready?
– Są to piloci, którzy na danym typie
samolotu potrafią niemal wszystko.
Etap osiągania statusu CR jest finalną
częścią szkolenia pilota. Stanowi pew-
nego rodzaju zwieńczenie długiej dro-
gi osiągania gotowości do wykonywa-
nia zadań bojowych, niezależnie od po-
gody i miejsca, gdzie się je wykonuje.
W jakim stopniu piloci biorący
udział w praktycznym szkoleniu
w powietrzu muszą mieć opanowany
język angielski.
– Obecnie piloci w całym lotnictwie
wojskowym na co dzień posługują się ję-
zykiem angielskim. Specyfika służby
wymaga dobrej, komunikatywnej znajo-
mości języka. Każdy z nich posługuje się
specyficznym, używanym w czasie ko-
respondencji radiowej slangiem lotni-
czym. Zapewniam, że niewiele osób do-
brze znających ten język potrafiłoby do-
myśleć się, o co chodzi, wsłuchując się
w wymianę korespondencji.

Trzy pytania do
szefa wojsk lotniczych, zastępcy
szefa szkolenia Sił Powietrznych
– gen. bryg. pil. Leszka Cwojdzińskiego
Combat Ready
po polsku
rozpoczynający szkolenie taktyczne we-
dług norm NATO – przyznaje mjr pil.
Maciej Trelka, instruktor Combat Rea-
dy, pełniący obowiązki dowódcy 7 elt.
Szkolenie pilotów do statusu CR w es-
kadrach taktycznych jest obecnie inte-
gralną częścią Programu Szkolenia Lot-
niczego (PSzL-2002) w Polsce. Odby-
wa się ono na samolotach Su-22 oraz
MiG-29. Za szkolenie pilotów zasiada-
jących za sterami samolotów F-16 odpo-
wiada strona amerykańska.
PERFEKCJA
Szkoleniem Combat Ready objęci są
piloci, którzy potrafią latać w każdych
warunkach atmosferycznych. Do wyma-
gań dochodzi odpowiednio wysoki nalot
oraz perfekcyjne opanowanie sprzętu.
– Dobrym przykładem są piloci samolo-
P
olscy piloci mogący się pochwalić
certyfikatem Combat Ready co ro-
ku sprawdzają swoje umiejętności
w ćwiczeniach międzynarodowych,
gdzie latają z elitą sił powietrznych
NATO. Dotychczas uczestniczyli m.in.
w „Cooperative Banners 2000”
w Norwegii, „NATO Air Meet 2000”
w Danii, „Clean Hunter 2005”
w Poznaniu, „Polish Tiger 2006” we
Włoszech. Piloci, którzy są w trakcie
szkolenia, mają wtedy okazję do pod-
patrzenia doświadczonych kolegów.
Polskie załogi już wiosną rozpoczną
ćwiczenia z pilotami włoskimi, francu-
skimi, brytyjskimi oraz hiszpańskimi.
Piloci z certyfikatem
tów myśliwsko-bombowych, którzy mu-
szą legitymować się umiejętnością pilo-
towania w locie koszącym, a to jest już
wyższa szkoła jazdy. Powinni umieć pro-
wadzić jednocześnie manewrowanie, na-
wigację i stworzyć sobie warunki do sku-
tecznego zaatakowania celu. Dopiero
wówczas rozpoczynają dalszy etap szko-
lenia, jakim jest szkolenie taktyczne
– dodaje gen. Cwojdziński. Do rozpoczę-
cia szkolenia praktycznego w powietrzu
dopuszczeni są piloci z minimum
200 godzin nalotu na samolotach Su-22
oraz zakończonym szkoleniem zasadni-
czym. Muszą mieć też wyrobione nawy-
ki w lotach i pilotażu na średniej i małej
wysokości, w lotach koszących (mini-
malny nalot 30 godzin), walkach po-
wietrznych i przechwyceniach oraz sztur-
mowaniu celów naziemnych. – Wbrew
pozorom nie są to małe wymagania, a ich
spełnienie zajmuje w dzisiejszych rea-
liach od siedmiu do dziewięciu lat – do-
daje mjr Trelka.
Wykonywanie przez pilotów precyzyj-
nych manewrów w warunkach zbliżo-
nych do bojowych jest głównym założe-
niem szkolenia. Rozpoczyna się cyklem
zajęć teoretycznych. Ćwiczenia praktycz-
ne obejmują ponad 30 lotów o różnym
stopniu trudności. – Zaczyna się od pro-
stych elementów wykonywanych na śred-
niej wysokości lotu. Trudność wykonywa-
nego zadania zwiększa się wraz z obniże-
niem pułapu. Krok po kroku przechodzi
się wszelkie szczeble i poziomy szkolenia
taktycznego, począwszy od prostych ma-
newrów w parze, a skończywszy na ele-
mencie wsparcia Wojsk Lądowych. To są
skomplikowane zadania dla pilota – przy-
znaje szef szkolenia 2 Brygady Lotnictwa
Taktycznego ppłk pil. Michał Erdmański
(certyfikat ma od 2003 r.). Ostatnim pro-
giem do uzyskania certyfikatu jest po-
myślne zaliczenie lotu egzaminacyjnego
(Combat Ready Exam).  R
O
M
A
N

P
R
Z
E
C
I
S
Z
E
W
S
K
I
/
B
E
L
L
O
N
A
P
I
O
T
R

L
A
S
K
O
W
S
K
I
U
S

D
O
D
34 Polska Zbrojna nr 11/2007
MARYNARKA WOJENNA
ododdziały muszą poru-
szać się tak, aby tworzyć
jeden organizm. Próbę pro-
wadzi komendant Szkoły
Młodszych Specjalistów
st. chor. sztab. Piotr Komo-
rowski. Z wysokości trybuny honorowej
uważnie przygląda się maszerującym,
podpowiada, wydaje polecenia. Nie wy-
trzymuje jednak długo w tym miejscu,
schodzi do marynarzy i ćwiczy razem
z nimi. O dziwo, marsz z przełożonym
zaczyna być miarowy. Młodzi ludzie
uczą się, jak zdejmować czapkę, wystę-
pować do przysięgi. Znają wszystkie jej
elementy. I chociaż próba, jedna z wielu
na placu apelowym, odbywa się bez wi-
dzów, to wszyscy bardzo się starają.
A kiedy marynarze śpiewają „Rotę”, to
podczas zwykłego, szarego dnia robi się
jakoś odświętnie.
Tomasz Rybiński i Mariusz Pręciuk po-
chodzą z województwa lubelskiego.
Liczba osób planowanych do przeszkolenia
w CSzMW w 2007 r.:
– 5770 poborowych,
– 250 słuchaczy kursów językowych,
– 150 słuchaczy kursów przekwalifikowania;
– 250 słuchaczy kursów doskonalących;
– 200 marynarzy zawodowych w ramach kur-
sów przekwalifikowania;
– 400 studentów szkół wyższych;
– 140 żołnierzy rezerwy w ramach kursów
przekwalifikowania;
Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej
Marynarski
kombinat
Na placu apelowym od samego rana
pododdziały marynarzy ćwiczą pilnie elementy
musztry. Chcą dobrze zaprezentować się przed
swoimi bliskimi, którzy przyjadą do Ustki
na przysięgę.
K R Z Y S Z T O F WY G N A Ł
Pierwszy jest technikiem budowlanym,
drugi – technologiem żywności. Z kolei
mar. Piotr Koziorowski, inżynier budow-
lany, pochodzi z Poznania. Wszyscy twier-
dzą, że w centrum nie ma czasu na nudę.
Cały czas są w ruchu, w działaniu. – Przed
przyjściem do wojska moi starsi koledzy
mówili, że służba to luz, wszystko robi się
powoli, nie trzeba się śpieszyć – mówi
mar. Rybiński. – Tu jednak jest inaczej.
Zaczynamy od rozruchu porannego. Ni-
gdy wcześniej tyle nie biegałem. Ale je-
stem zadowolony. Przynajmniej poprawię
kondycję fizyczną. – Już się nauczyliśmy,
jak bardzo ważna jest dyscyplina – doda-
je mar. Koziorowski. – Uczymy się życia.
Trzeba sprzątać, dbać o czystość, ale to
fajna sprawa widzieć, jak wszyscy pracu-
ją, są kolegami.
– Podczas tych krótkich dwóch tygo-
dni nabraliśmy szacunku do wojska i do
ojczyzny – dorzuca mar. Pręciuk. Trzej
koledzy nie zniechęcają się do służby
wojskowej mimo wysiłku i dyscypliny.
Deklarują, że chętnie by zostali żołnie-
rzami zawodowymi, gdyby mogli służyć
bliżej domu.
Kończy się krótka przerwa, maryna-
rze wracają do zajęć. Natomiast ich star- P
M
A
R
I
A
N

K
L
U
C
Z
Y
Ń
S
K
I

(
4
)
FORUM
|
SŁUŻBA
|
WYDARZENIA
|
LUDZIE
|
MILITARIA
|
W GARNIZONIE
|
PORADY
|
ŚWIAT
|
TO I OWO
|
SPORT
|
HISTORIA
Polska Zbrojna 35 nr 11/2007 Polska Zbrojna 35
FLESZ
– 250 żołnierzy rezerwy w ramach ćwiczeń
krótkotrwałych.
Struktura Centrum Szkolenia
Marynarki Wojennej:
Wydział Dydaktyczny, funkcjonujące w jego
ramach cykle (Nawigacji, Broni Morskich,
Łączności, Elektromechaniczny, Szkolenia
Ogólnowojskowego oraz Logistyki), Szkoła
Młodszych Specjalistów, Ośrodek Szkolenia
Kierowców.
Marynarski
kombinat
si koledzy kończący szkolenie w uste-
ckim centrum zdają egzaminy. Do jed-
nostek trafią jako dobrze przygotowani
do służby młodsi specjaliści.
Cykl logistyki
W powietrzu wyraźnie wyczuwa się za-
pach obiadu. To kucharze przeznaczeni
do jednostek brzegowych i na okręty przy-
gotowują potrawy oceniane później przez
specjalistów cyklu. – Zaczęliśmy dzisiej-
szy egzamin – mówi kmdr ppor. Wiesław
Kamiński, kierownik cyklu – od testu,
podczas którego kucharze musieli wyka-
zać się znajomością zagadnień teoretycz-
nych dotyczących ich zawodu. Test zawie-
rał pytania z zasad żywienia, wyposaże-
nia technicznego, towaroznawstwa.
Zdali wszyscy ze średnią oceną 3,80.
Jednak dla konsumenta liczy się bar-
dziej smak potraw niż znajomość teorii.
Druga część egzaminu to popisy kulinar-
ne kucharzy. Podzieleni na czteroosobo-
we grupy muszą ugotować zupy, przy-
gotować drugie dania, dodatki, surów-
ki. Pod czujnym okiem Aliny Kurek, in-
struktorki z 36-letnim stażem w zawo-
dzie, uwijają się nad rondlami i patel-
niami. Przyszli kucharze przygotowują
zupę ogórkową, pomidorową, żurek, ka-
puśniak, jarzynową i grochówkę. Na
drugie danie będą kotlet schabowy, bit-
ki, wieprzowina, kotlet mielony, stek
z cebulką. Na deser przewidziano naleś-
niki ze śmietaną. – Najsurowszymi re-
cenzentami wykonanych przez siebie
dań są oni sami – opowiada A. Kurek.
– Degustują potrawy i natychmiast mó-
wią, co im nie smakuje.
Marynarze Tomasz Kwiatkowski,
Piotr Gumienny, Marcin Jasica i Patryk
Zajda kuchenny chrzest bojowy mają
już dawno za sobą. Przed pójściem do
wojska pracowali w ośrodkach wypo-
czynkowych i restauracjach. – Lubię go-
tować – mówi mar. Kwiatkowski. – To
moja pasja, no i niezły zawód. Można
zostać w kraju, ale też wyjechać za gra-
nicę i nieźle zarabiać. Po zakończeniu
służby wojskowej zastanowię się, co bę-
dę dalej robił. Oczywiście w swoim za-
wodzie.
Zostań marynarzem
Podczas nauki w Centrum Szkolenia
Marynarki Wojennej młodzi ludzie sta-
ją się marynarzami. Tu uczą się masze-
rować, strzelać, poznają regulaminy
wojskowe. Zostaną motorzystami, nawi-
gatorami, artylerzystami, torpedystami,
sygnalistami, łącznościowcami, sapera-
mi, chemikami, kucharzami, kierowca-
mi, mechanikami. Każdy z nich, oprócz
tego, że zostanie marynarzem, musi naj-
pierw nauczyć się być świadomym
członkiem sił zbrojnych.
– Co miesiąc wcielamy blisko pięciu-
set marynarzy – komentuje kmdr por.
Jerzy Reclaw, pełniący obowiązki ko-
mendanta CSzMW – przygotowując ich
do służby w 59 specjalnościach, zarów-
no lądowych, jak i morskich. Brakuje
nam podoficerów zawodowych jako eta-
towych dowódców. Sukcesem jest to, że
szkolimy ludzi i nie mamy reklamacji.
Dysponując ograniczonymi środkami fi-
nansowymi, potrafimy rozwijać bazę
szkoleniową. Od kredy i tablicy prze-
szliśmy do nowoczesnych symulatorów,
trenażerów.
Centrum od czasu, kiedy szkolili się tu
niemieccy pancerniacy, przeszło daleką
drogę. Dziś w nowoczesnych warunkach
zdobywają tu wiedzę marynarze, stając
się cenionymi we flocie specjalistami.
Być może jutro będą tu kształcić się
wspólnie żołnierze sojuszu północnoat-
lantyckiego.
TRENAŻERY
I SYMULATORY
Osiem trenażerów i symulato-
rów – trenażer stacji hydrolokacyj-
nych, trenażer Strzały 2M, trenażer
radiostacji, symulator GMDSS, sy-
mulator radiolokacji, symulator si-
łowni okrętowej, trenażer lasero-
wy do nauki strzelania, gabi-
net gier sztabowych

GDYNIA. Wystawę fotografii pt. „Zatrzymani
w kadrze” autorstwa Jacka Dworakowskiego
(na zdjęciu) można oglądać do 23 marca
w Klubie MW „Riwiera”. Wernisaż wystawy od-
był się 13 lutego i połączony był z projekcją fil-
mów tego artysty amatora od lat związanego
z morskim rodzajem sił zbrojnych. Wystawa po
raz pierwszy zaprezentowana została podczas
XXII Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych
w Gdyni. Artysta uwiecznił znanych i lubianych
aktorów m.in. Mariana Opanię, Gustawa
Holoubka i międzynarodową gwiazdę Johna
Malkovicha. Ekspozycja cieszy się dużym zain-
teresowaniem publiczności zarówno ze środo-
wiska wojskowego, jak i cywilnego.

WROCŁAW. 15–18 lutego odbyły się we
Wrocławiu Mistrzostwa Polski Seniorów w
Strzelaniu Pneumatycznym. W konkurencji
ppn 40, z wynikiem 381 pkt., srebrny medal
zdobyła por. Sławomira Szpek z Zespołu
Sportowego Marynarki Wojennej RP, reprezen-
tująca barwy Wojskowego Klubu Sportowego
„Flota” Gdynia. Por. Sławomira Szpek jest
obecnie kierownikiem sekcji strzeleckiej
w Zespole Sportowym MW. To jedna z czoło-
wych zawodniczek w Polsce w strzelectwie
sportowym: reprezentantka kraju, rekordzistka
Polski, trzykrotna medalistka mistrzostw świa-
ta (mistrzyni świata juniorek w 1994 r.), sześ-
ciokrotna medalistka mistrzostw Europy oraz
14-krotna mistrzyni Polski (od kategorii ju-
niorki młodszej po kategorię seniorki).
Rywalizuje w konkurencjach: pistolet sporto-
wy 30 + 30, w którym jest rekordzistką Polski
juniorek i seniorek oraz pistolet pneumatycz-
ny 40 strzałów.
Oprac. GP
M
W

(
2
)
Jak to się stało, że podległy flotylli
13 Dywizjon Trałowców bazuje ponad
300 km dalej, w Gdyni? Czy jest to lo-
giczne rozwiązanie?
– Proszę jednak dodać, że ten dywizjon
– doskonale wyszkolony i wchodzący
w skład Sił Odpowiedzi NATO – jeszcze
niedawno był jednostką 9 Flotylli Obro-
ny Wybrzeża w Helu, która jak wiadomo
została rozformowana, a dywizjon prze-
bazowano do Gdyni. Na pewno z korzyś-
cią dla naszego wschodniego wybrzeża.
W „trzynastym” jest bowiem grupa płe-
twonurków-minerów, którzy likwidują na
tamtym terenie wszystkie niewybuchy
i niewypały. Takie, a nie inne przebazo-
wanie jest również korzystne dla całej ka-
dry dywizjonu, która rodziny i mieszka-
nia ma przede wszystkim w Trójmieście.
Ale czy korzystne jest również ze stra-
tegicznego punktu widzenia? Albo ina-
czej – czy logiczna jest konieczność do-
wodzenia jednostką, która bazuje kil-
kaset kilometrów dalej, gdy...
– Taki sam problem ma dowódca Ma-
rynarki Wojennej, mając jeden ze swoich
związków taktycznych, własnie 8 FOW,
Rozmowa
z kontradmirałem
JERZYM LENDA,
dowódcą 8 Flotylli
Obrony Wybrzeża
w Świnoujściu
poza zasięgiem widzenia. Lecz co to jest
tych kilkaset kilometrów, gdy współczes-
ny świat stał się globalną wioską?
Przepraszam, lecz nie rozwiałem jesz-
cze swoich wątpliwości, które zmierza-
ją do jednego pytania: dlaczego 13 Dy-
wizjon nie został podporządkowany
3 Flotylli Okrętów, której dowództwo
jest na miejscu jego bazowania, czyli
w Gdyni?
– O to powinien pan zapytać gdzie in-
dziej; tam, gdzie zapadały decyzje. Z tym
że sprawa jest dla mnie jasna. Pisząc pra-
cę dyplomową na PSOS – nie wiedząc
przy tym jeszcze, jak ma wyglądać restruk-
turyzacja w Marynarce Wojennej, które jej
jednostki nie będą perspektywiczne – ak-
centowałem, że flotylle powinny być zada-
niowe. I – jak udowodnił czas – tak właś-
nie się stało. Bo taki jest wymóg czasu,
współczesnej strategii. 3 Flotylla dysponu-
je więc siłami uderzeniowymi, a moja „ós-
ma” specjalizuje się w siłach amfibijnych,
transportowych, stawianiu min i ich likwi-
dacji. Po co więc zaprzyjaźnionej flotylli
podrzucać kukułcze jajo? Niech każdy ro-
bi to, do czego został wyznaczony.
Co Panu spędza więc sen z oczu?
– Nie takie lub inne strategie, ale spra-
wy ludzi. Codzienne, nieraz zdawałoby
się błahe. Po tym, jak na części nieper-
spektywicznych jednostek pływających
musieliśmy opuścić bandery i gdy rozwią-
zano dwie nasze jednostki wojskowe,
trzeba było kadrę gdzieś zagospodaro-
wać. Kiedy było już pewne, że po
30 czerwca, gdy skończą się kadencje na
Strategie
z różnych półek
MARYNARKA WOJENNA
36 Polska Zbrojna nr 11/2007
Polska Zbrojna 37 nr 11/2007
Balcerowiczowi. Do Newport jechałem
więc ze sporą wiedzą, ciekaw, czego oni
jeszcze mnie tam nauczą. I nauczyli spo-
ro. W Naval Command College przygoto-
wywano dowódców rodzajów sił lub do-
wódców dużych komponentów do proce-
dur NATO. A poza tym uczono strategii
z punktu widzenia USA.
I można było poczuć się tym doradcą?
– Nie tylko można, ale trzeba było.
W Newport uczono spojrzenia na świat
i takich prostych reguł, jak np. ta, że trze-
ba mieć swoje zdanie. Że trzeba być kry-
tycznym wobec przyjętych już założeń czy
rozwiązań. Ale – co istotne – jeżeli już ktoś
wypracował swoją niezależną opinię, to na
jego udowodnienie musiał mieć dziesiątki,
jeżeli nie setki mocnych argumentów. Bo
byliśmy przez naszych wykładowców (i nie
tylko) traktowani jako przyszli liderzy mi-
litarni lub polityczni (w grupie „amerykań-
skiej” studiowało kilku cywilów).
Ogląda więc Pan teraz telewizyjne „Wia-
domości” i bawi się w stratega?
– Przyznaję, nieraz tak jest. Z tym że zde-
cydowanie więcej czasu poświęcam na roz-
wiązywanie codziennych, często bardzo przy-
ziemnych problemów flotylli. Jest to już stra-
tegia na znacznie niższym poziomie. Co wca-
le jednak nie znaczy – że mniej istotna.
Czyżby zderzał się Pan ze służbową
niemożnością?
– W tej flotylli znam każdy okręt, każ-
dy szczegół, każdy zakamarek. Mam to
szczęście, że jestem w niej od początku
swojej służby. Jednakże gdy przekroczy-
łem próg tego gabinetu, zetknąłem się ze
szklaną ścianą. Wszystko widzę i wszyscy
mnie widzą. Raz po raz łapię się też na tym,
że problemów, które wymagają natychmia-
stowego rozwiązania, jest znacznie więcej,
niż mogłoby się wydawać. Muszę być przy
tym menedżerem, dyplomatą i...
Rozmawiał Roman Przeciszewski


Mało który żołnierz
zawodowy może powie-
dzieć – a to przecież mia-
ła zagwarantować usta-
wa pragmatyczna – jaka
jest jego droga rozwoju,
gdzie znajdzie się za rok,
dwa, trzy lata.
stanowiskach, wielu żołnie-
rzy zawodowych będzie
miało problemy ze znalezie-
niem nowego, trzeba było
apelować o korektę w usta-
wie pragmatycznej.

Ona już nastąpiła, i co
dalej?
– Niepewność wciąż daje
się wyczuć. Bo chociaż kaden-
cyjność na stanowiskach zo-
stała zawieszona, to nikt nie
wie, na jak długo. Perspekty-
wy służby nie są więc dla ka-
dry jasne, wciąż mało który żoł-
nierz zawodowy może powie-
dzieć – a to przecież miała za-
gwarantować ustawa pragma-
tyczna – jaka jest jego droga roz-
woju, gdzie znajdzie się za rok,
dwa, trzy lata.
Pan, po amerykańskiej uczelni,
ma chyba wiekszy komfort, je-
śli chodzi o awans?
– Co pan mówi!? Co prawda do
końca kadencji zostało mi dużo, bo
półtora roku służby, ale jak na ra-
zie nikt nigdy nie powiedział mi,
co będzie ze mną dalej.
W perspektywie widzi Pan
mgłę?
– Jako człowiek całkowicie odda-
ny służbie, ze sporym doświadcze-
niem służbowym, uważam, że nie powi-
nienem jeszcze zdejmować munduru.
Lecz co będzie dalej, zadecydują mój
przełożony i decydenci kadrowi. Powiem
tylko jedno: szkoda, że droga do realiów
NATO w tym wypadku zajmuje nam tak
dużo czasu.
Trafił Pan na studia do Naval Com-
mand College w Newport. Ktoś inny
skakałby do góry z radości, a Pan po-
dobno nie miał zbyt wesołej miny.
– Kto to panu powiedział?
A nie było tak? Nie jechał Pan do
Newport niemal w ciemno? Z tego, co
wiem, to jeden z Pana poprzedników
po tych studiach wrócił do kraju i za-
raz potem zdjął mundur. Nie było dla
niego etatu...
– Znam tę historię i nie przeczę, że nie
nasuwała ona wówczas zbyt wesołych re-
fleksji. Tym bardziej że spośród 49 ofi-
cerów, którzy byli w międzynarodowej
grupie w Newport, tylko dwóch nie wie-
działo, co z nimi będzie dalej. Jednym był
Norweg, któremu nagle zmieniono per-
spektywę kadrową i powiadomiono go
„dopiero” na trzy miesiące przed końcem
uczelni o kolejnym stanowisku. Tym dru-
gim oficerem byłem natomiast ja.
Gdzie widział Pan więc siebie po powro-
cie do kraju?
– Starałem się o tym nie myśleć. Czeka-
łem na konkretną decyzję, choć otrzymy-
wałem wiele różnych sygnałów odnośnie
do dalszej służby.
Kiedy ta decyzja zapadła?
– Przyznaję, że dość późno. Po ukończe-
niu studiów i zameldowaniu się w Warsza-
wie usłyszałem, że mam iść na zaległy ur-
lop. Nie znając jeszcze miejsca dalszej służ-
by. A potem wszystko potoczyło się bły-
skawicznie. W każdym razie miałem zale-
dwie kilka dni, by uszyć sobie admiralski
mundur i przygotować się do objęcia do-
wództwa 8 Flotylli.
Czy teraz korzysta Pan z amerykańskich
nauk?
– Teorię współczesnej strategii poznałem
w języku polskim w czasie podyplomo-
wych studiów operacyjno-strategicznych
w AON, m.in. dzięki gen. Bolesławowi
13 Dywizjon
Trałowców jeszcze
niedawno był
jednostką 9 Flotylli
Obrony Wybrzeża
w Helu, która została
rozformowana, a dy-
wizjon przebazowano
do Gdyni. Teraz
podlega 8 Flotylli
Obrony Wybrzeża.
R
O
M
A
N

P
R
Z
E
C
I
S
Z
E
W
S
K
I

(
2
)
Strategie
z różnych półek
AAAAAAA DODATEK AAAAAAAAAAAAAAAAAAA
38 Polska Zbrojna nr 11/2007
ŻANDARMERIA WOJSKOWA
o był już trzeci taki kurs.
Uczestniczyło w nim dwóch
żandarmów z OSŻW z War-
szawy, 14 z OSŻW z Miń-
ska Mazowieckiego i jeden
żołnierz z WOMP z Byd-
goszczy. 68-godzinny kurs składa się
z 13 elementów i jest podzielony na
dwie części. Pierwsza poświęcona jest
w większości zagadnieniom teoretycz-
nym. Słuchacze poznawali m.in.
systemy ratownictwa medycznego wy-
korzystywane podczas ewakuacji
(MEDEVAC, CSAR), uczyli się też
anatomii i fizjologii człowieka. Uczest-
niczyli w zajęciach poświęconych
problemom sanitarno-higienicznym,
między innymi poznawali zasady
udzielania pierwszej pomocy w przy-
padku, gdy występuje groźba kontak-
tu z materiałem zakaźnym. – Należy
założyć, że każdy kontakt z krwią, ra-
ną może być przyczyną zakażenia.
Udzielanie pierwszej pomocy jest bar-
dzo ważne, ale równie ważne jest bez-
pieczeństwo udzielającego pomoc
– podkreślał szef wydziału dydaktycz-
nego centrum ppłk dr n. med. Miro-
sław Wanago. Podczas tego etapu szko-
lenia poruszane były również zagadnie-
nia etyczne i psychologiczne w ratow-
nictwie. Poza tym żandarmi poznali or-
ganizację ratownictwa medycznego, za-
Gdy nasze życie zawiśnie na włosku, możemy liczyć tylko na to, że pojawi się
ktoś, kto zechce udzielić nam pierwszej pomocy i będzie wiedział, jak to
zrobić. Być może pochyli się nad nami jeden z żandarmów, którzy niedawno
uczestniczyli w kursie paramedycznym zorganizowanym w Centrum
Szkolenia Wojskowych Służb Medycznych w Łodzi.
S Y L WI A G U Z OWS K A
sady zabezpieczania miejsca wypadku
i badania urazowego chorego.
Po podsumowaniu i sprawdzeniu wia-
domości zdobytych podczas pierwszej
części kursu słuchacze przystąpili do
praktycznego wykorzystania wiedzy.
Ćwiczyli udzielanie pierwszej pomo-
cy i postępowanie w przypadku ura-
zów czaszkowo-mózgowych, kręgo-
słupa, klatki piersiowej, brzucha oraz
kończyn.
Na zajęciach z kpt. lek. Tomaszem
Wiśniewskim, wykładowcą cyklu medy-
cyny ratunkowej i katastrof, jednym
z głównych tematów jest nauka sztucz-
nego oddychania. – Szczególny nacisk
kładziemy na zachowanie się słuchaczy
nie jako żołnierzy zawodowych, ale ja-
ko świadków konkretnego zdarzenia.
Opracowujemy scenariusze i na tej pod-
stawie uczymy, jak działać. Wielokrot-
nie powtarzamy czynności i koryguje-
my błędy – powiedział kpt. Wiśniewski.
Nacisk na umiejętności praktyczne słu-
ży m.in. wyuczeniu czynności, które na-
leży wykonać odruchowo, ratując po-
szkodowanego.
Przemówić do fantoma
Według kpt. Wiśniewskiego, najwięcej
trudności pojawia się na początku za-
jęć, ponieważ słuchacze muszą krzy-
czeć do fantoma „Halo, proszę pana,
co się dzieje!”. Wszak niecodziennie
mówi się do manekina. Żandarmi przy-
znawali również, że sporo trudności
sprawiało im usuwanie odmy płucnej
i sztuczne oddychanie. W łódzkim
centrum korzysta się nawet ze sztucz-
nej krwi i silikonowych nakładek imi-
tujących różne rany, które można na-
sączyć krwią. Wszystko po to, by efekt
szkolenia był jak najbardziej zbliżony
do realiów.
Dadzą szansę na przeżycie
– Najwięcej satysfakcji daje żołnierzom
świadomość, że kończąc te zajęcia, bę-
dą w stanie udzielić pierwszej pomocy
– podkreślał wykładowca cyklu medy-
cyny ratunkowej i katastrof. – Poznali-
śmy podstawowe czynności potrzebne
do udzielenia pomocy. Umiejętności
zdobyte w centrum będziemy wykorzy-
stywać nie tylko podczas patroli. Wie-
lu z nas myśli o wyjeździe na misję. Po-
za tym to szkolenie może okazać się
przydatne również w życiu prywatnym
– stwierdził jeden z żandarmów z Miń-
ska Mazowieckiego. Inny dodał: – Do-
brze, że jest taki kurs. Żałuję tylko, że
tak późno tu trafiłem.
Ukończenie tego kursu jest wstępem do
dalszego, zaawansowanego szkolenia
w udzielaniu pomocy medycznej, zgodnie
z ustawą o ratownictwie medycznym.
Zdążyć przed karetką
T

FORUM
|
SŁUŻBA
|
WYDARZENIA
|
LUDZIE
|
MILITARIA
|
W GARNIZONIE
|
PORADY
|
ŚWIAT
|
TO I OWO
|
SPORT
|
HISTORIA
Polska Zbrojna 39 nr 11/2007
FLESZ
Polska Zbrojna 39
Według
kpt. Wiśniewskiego
(na zdjęciu na dole z pra-
wej), najwięcej trudności poja-
wia się na początku zajęć, ponie-
waż słuchacze muszą krzyczeć do
fantoma „Hallo, proszę pana, co
się dzieje!”. Wszak nieco-
dziennie mówi się do
manekina.
Zdążyć przed karetką
ŚWIĘTOSZÓW. W Placówce Żandarmerii
Wojskowej w Świętoszowie 16 lutego szko-
lono żołnierzy 10 Brygady Kawalerii
Pancernej wchodzących w skład Grupy
Dowódczej Polskiego Kontyngentu
Wojskowego w Afganistanie. Szkolenie
przeprowadzono w ramach działań profi-
laktycznych z zakresu przeciwdziałania
narkomanii.
TORUŃ. Nietypowo rozpoczęło się szkole-
nie elewów Szkoły Podoficerskiej Wojsk
Lądowych w Toruniu z zakresu problema-
tyki narkotykowej, które zorganizowała
sekcja wychowawcza przy współudziale
Placówki ŻW w Toruniu. 27 lutego w trak-
cie zajęć programowych niespodziewaną
wizytę złożyli elewom technicy kryminali-
styki z Oddziału ŻW w Bydgoszczy.
Przeprowadzili oni badania na zawartość
narkotyków w organizmie. Do badań użyto
najnowszej generacji narkotestów oraz ręcz-
nego detektora do wykrywania śladowych
ilości narkotyków i materiałów wybuchowych
– Vapor Tracer. Mł. asp. Andrzej
Nowatkowski z sekcji prewencji KM Policji
w Toruniu z psem policyjnym poszukiwał zaś
w pomieszczeniach narkotyków i środków
odurzających. Elewi okazali się „czyści”.
WARSZAWA. Podczas odbywającej się
od 23 lutego do 1 marca akcji
„Bezpieczne Centrum” żołnierze
Mazowieckiego Oddziału Żandarmerii
Wojskowej wspólnie z funkcjonariuszami
policji zabezpieczyli rejon śródmieścia sto-
licy. W akcji uczestniczyło 56 patroli.
WROCŁAW. Oddział Żandarmerii we
Wrocławiu wraz z podległymi placówkami
przeprowadził 23 lutego w Garnizonie
Wrocław „Akcję wzmożonego patrolowania”.
W ramach akcji wystawiono 19 patroli.
Łącznie zaangażowano 72 żandarmów,
czterech funkcjonariuszy policji, wykorzysta-
no również 11 pojazdów ŻW. Łącznie skon-
trolowano 97 pojazdów. Wykryto m.in.
sprawcę przestępstwa drogowego oraz
40 sprawców wykroczeń drogowych.
Oprac. GP
S
Y
L
W
I
A

G
U
Z
O
W
S
K
A

(
2
)
40 Polska Zbrojna nr 11/2007
KULISY F-16
Kwestie związane z wdrażaniem samolotów F-16 stały się ostatnio tematem
ostrych kontrowersji. Dymisja Piotra Łukaszewicza i negatywna ocena
dokonana przez nowego szefa MON na temat dotychczasowych prac nad
programem „efa” były tu punktami kulminacyjnymi. Tymczasem chciałoby
się powiedzieć… nic nowego pod Słońcem.
N O R B E R T B ĄC Z Y K
M
U
S

D
O
D
Polska Zbrojna 41 nr 11/2007
nowego systemu szkolenia oraz warunków
służby dla żołnierzy. Tymczasem z tej listy
nie zrealizowano po dziś dzień większości
postulatów! Swoiste zachłyśnięcie się kosz-
tami samych myśliwców sprawiło, że ar-
gumenty o bezwzględnie koniecznych in-
westycjach, choćby w szkolnictwo czy
logistykę, spychano na dalszy plan. Nie
rozstrzygnięto, czy Polska ma posiadać
nowe samoloty szkolenia zaawansowa-
nego, czy też może powinna zlecić zada-
nie wyszkolenia pilotów komuś zza gra-
nicy. Problem, jakże kluczowy dla pro-
gramu F-16, łatano prowizorycznie, wy-
korzystując amerykańskie fundusze po-
mocowe. Obecnie mamy zagwarantowa-
ne, że do wiosny 2009 r. za oceanem zo-
stanie wyszkolonych łącznie 48 pilotów,
w tym 36 na F-16. Czyli formalnie jesz-
cze przez kilka lat liczba samolotów bę-
dzie przewyższać liczbę pilotów mogą-
cych na nich latać.
Problem niewydolności systemu szko-
leniowego okazał się zresztą znacznie
głębszy. Do Stanów Zjednoczonych wy-
słano zbyt małą grupę techników, zakła-
dając optymistycznie, że po powrocie lu-
dzie ci będą mogli być jednocześnie
i technikami, i instruktorami. To samo
dotyczy pilotów, którzy zamiast skupiać
się na doskonaleniu umiejętności, roz-
praszają swą uwagę na sprawy kompe-
tencyjne w jednostkach itp. Efekt: dziś
obok niedostatecznej liczby pilotów jest
też za mało techników. Ci, którzy są, ma-
ją zbyt dużo obowiązków. Okazuje się
również, że systemy treningowe uloko-
wane w Krzesinach i Łasku stają się wą-
skim gardłem, gdyż symulatorów jest za
mało. Wystarczy, że główny symulator
na Krzesinach, notabene skonfigurowa-
ny pod Block 42, a nie nasz Block 52,
będzie miał awarię, a już pojawią się po-
ważne problemy. A przecież awarie w tak
zaawansowanych systemach zdarzają się
dość często… Palącej kwestii niedobo-
rów w personelu latającym na F-16 nie
powinno się rozwiązywać przez „szko-
lenie na skróty”. Choć i tak nie ma wy-
starczającej liczby instruktorów, aby po-
rządnie wytrenować tych nielicznych pi-
lotów, którzy wracają zza oceanu. Forso-
wana jest koncepcja, aby na F-16 zaczę-
to przeszkalać także nieliczną (ośmiu pi-
lotów) grupę młodych lotników z Su-22
i MiG-29. A przecież ludzie ci nie mają
doświadczenia w lataniu na myśliwcach
ze „szklaną kabiną”. O niedorzeczności
takiego pomysłu wypowiadał się m.in.
poprzedni szef biura F-16 Piotr Łukasze-
wicz. Być może zaoszczędzono by nam
tego wszystkiego, gdyby w odpowiednim
czasie prawidłowo oszacowano koszty
wdrażania samolotów i doprowadzenia
użytkujących je eskadr do statusu gotowo-
ści bojowej. I zrozumiano, że aby mieć do-
brze funkcjonującą eskadrę Jastrzębi, trze-
ba posiadać też szerokie zaplecze logistycz-
ne czy sprawny system szkoleniowy, z sa-
molotem treningu zaawansowanego na
czele. Na razie nie doczekaliśmy się dobre-
go systemu szkolenia pod F-16.
GRZECH DRUGI: PYCHA
Obok kryzysu związanego z niedosza-
cowaniem kosztów programu i wynikają-
cymi z tego problemami kadrowymi
ogromną bolączką trapiącą wdrażanie
F-16 jest chaos kompetencyjny. Właściwie
ciężko dziś precyzyjnie określić, kto kieru-
je wartym kilka miliardów dolarów progra-
mem. Biuro F-16, gdzie już dwa razy zmie-
nił się szef, przekazuje coraz więcej kom-
petencji bezpośrednio do Sił Powietrznych.
Problem w tym, iż po decyzjach z lata
2006 r., kiedy to faktycznie rozbito działa-
jącą w strukturach SP Grupę Organizacyj-
ną Wdrożenia Samolotu F-16, kompeten-
cje w tej sprawie zostały rozproszone mię-
dzy różne piony funkcjonalne i komórki or-
ganizacyjne Dowództwa Sił Powietrznych.
GOWS, które powinno kierować progra-
mem, nie istnieje jako zwarty zespół spe-
cjalistów. Mało tego, wielu z jego człon-
ków… odeszło do cy wila! Można z ironią
powiedzieć, iż „nie ma ludzi niezastąpio-
nych”, ale tu następcy się zwyczajnie nie
pojawili. W efekcie pełniący funkcję „ko-
ordynatora wprowadzania sprzętu do wy-
posażenia Sił Powietrznych” i dziś odpo-
wiedzialny za program F-16 gen. Lech Ma-
jewski znalazł się w swoistej sytuacji wo-
dza bez armii.
Uruchomiony już kilka lat temu proces
wdrażania „efów” oczywiście toczy się do
przodu, ale nie można oprzeć się wrażeniu,
że jak nigdy dotąd bez stałej i bacznej kon-
troli oraz koordynacji z Warszawy. Nawet
Amerykanie podkreślają, że program F-16
potrzebuje u nas wyraźnego lidera.
JAK KUBA BOGU…
Program F-16 to także doskonały poli-
gon do nauki, jak należy postępować z ludź-
mi. I z podwładnymi w mundurach, i z cy-
wilami. Nie ma co ukrywać, iż wokół Ja-
strzębi narasta presja. Żołnierze skierowa-
ni do obsługi samolotów, tak piloci, jak
i technicy, to w zdecydowanej większości
fachowcy i entuzjaści, poważnie zaangażo-
wani w służbę. Wielu z nich obawia się jed-
nak, iż myśliwce są ważniejsze od ludzi.
Problemy personalne mogą mieć poważny
M
Mimo szumu, jaki przetoczył się ostatnio
przez największe polskie media w związ-
ku z F-16, tak naprawdę uważny czytelnik
„PZ” nie powinien być niczym zaskoczo-
ny. O blaskach i cieniach tego programu
pisaliśmy bowiem niejednokrotnie. Nie jest
z nim tak źle, jak sugerowały to niektóre
nagłówki gazet, a drugiej strony nie jest
z nim tak dobrze, jak można czasem usły-
szeć z ust niektórych naszych decydentów
w mundurach. Samoloty są naprawdę
świetne, choć ich wdrażanie stanowi po-
ważne wyzwanie. Jeśli o coś naprawdę trze-
ba się martwić, to nie o nowiutkie Jastrzę-
bie, ale o ludzi.
GRZECH PIERWSZY: SKĄPSTWO
Cena pojedynczego F-16C Block 52+
bez uzbrojenia i kosztów wyszkolenia pi-
lota to 42 mln dolarów, dwumiejscowy
F-16D w tej odmianie jest o dwa milio-
ny droższy. Dużo jak na polskie warun-
ki, nawet bardzo dużo. Aby kupić 48 ta-
kich maszyn, trzeba sięgnąć po środki
spoza budżetu MON. Jednakże zanim
jeszcze wysechł atrament na podpisywa-
nych kilka lat temu umowach, w prasie fa-
chowej można było przeczytać słuszne
uwagi, że to dopiero czubek góry lodowej.
Wdrożenie samolotu bojowego nowej ge-
neracji, eksploatowanego według zupełnie
innych niż dotychczas zasad, wymagało
nie tylko kupna samych samolotów, ale tak-
że modernizacji infrastruktury lotnisko-
wej, zmian w systemie wymiany infor-
macji, łączności, logistyki, zapewnienia

42 Polska Zbrojna nr 11/2007
KULISY F-16
Cena
jednego
F-16C Block 52+ bez
uzbrojenia i kosztów wy-
szkolenia pilota to 42 mln
dol., dwumiejscowy F-16D
w tej odmianie jest
o dwa miliony
droższy.
wpływ na funkcjonowanie programu, jeśli
żołnierzom nie zostanie zapewniony właś-
ciwy system motywacyjny i wytyczone
czytelne ścieżki rozwoju zawodowego.
A patrząc na statystyki odejść z armii, to
właśnie Siły Powietrzne mogą sobie naj-
mniej dziś pozwolić na dalsze tracenie dro-
gich specjalistów.
Zmian wymaga także podejście np. me-
diów. Obecnie obowiązuje bowiem w te-
macie F-16 system zero-jedynkowy. O Ja-
strzębiach pisze się i mówi albo źle, albo
wcale. Po części jest to szukanie taniej sen-
sacji i celowe wyostrzanie pewnych prob-
lemów, z drugiej strony jednak także Siły
Powietrzne nie powinny zbyt nerwowo re-
agować na przedstawicieli prasy. Oczywi-
ście z powodów bezpieczeństwa i koniecz-
ności zachowania tajemnicy należy wpro-
wadzać zasadne ograniczenia, ale z drugiej
strony, jeśli armia chce promocji programu
i dobrego odbioru społecznego F-16, nie-
wpuszczanie dziennikarzy na lotniska czy
udawanie, że nie ma problemów, jest nie
do przyjęcia.
W programie F-16 chyba najbardziej ku-
riozalne jest to, że większość problemów
nie dotyczy wcale samego „efa”, ale raczej
zagadnień mu towarzyszących. Owszem,
i na Jastrzębia można trochę ponarzekać,
zwracając uwagę na nienajlepszy stan tech-
niczny niektórych elementów wyposaże-
nia otrzymywanego z USA. W rzeczywi-
stości są to jednak drobiazgi i sam samo-
lot to po prostu doskonała broń. Natomiast
to, czy będziemy potrafili go właściwie wy-
korzystać, zależy już wyłącznie od nas. Sa-
mi Amerykanie podkreślają, że w program
F-16 zaangażowani są w Polsce ludzie,
„którym się bardzo chce”. Technikom i pi-
lotom trzeba jednak pomóc, zapewniając
im stabilną i uporządkowaną pracę. Pro-
gram wdrażania F-16 wymaga jeszcze wie-
lu kluczowych decyzji, jakie należy pod-
jąć z rozwagą i bez zbędnej presji, szacu-
jąc dokładnie koszty i rysując realne plany
ABY MIEĆ DOBRZE FUNKCJONUJĄCĄ ESKADRĘ JASTRZĘBI, trzeba posiadać szero-
kie zaplecze logistyczne czy sprawny system szkoleniowy, z samolotem treningu zaawansowane-
go na czele. Na razie nie doczekaliśmy się dobrego systemu szkolenia pod F-16.
realizacji, a nie zdawać się na myślenie
życzeniowe i sławne „jakoś to będzie”.
Dziś, zimą, piloci F-16 nie mają łatwe-
go zadania. W Arizonie, gdzie dotych-
czas latali, panują idealne warunki przez
cały rok. U nas ryzykują lądowanie na
oblodzonych lotniskach i loty we mgle.
Co nie zmienia faktu, iż przecież latają.
Powoli przezwyciężane są kolejne trud-
ności, nie do przeskoczenia w okresie
wdrażania nowego samolotu. Problemy
muszą się pojawiać, eksperci zaś powinni
je rozwiązywać. 
J
A
R
O
S
Ł
A
W

W
I
Ś
N
I
E
W
S
K
I
/
L
O
C
K
H
E
E
D

M
A
R
T
I
N
nr 11/2007 Polska Zbrojna 43
ogłasza konkurs na stanowisko
dyrektora Centralnego Archiwum Wojskowego w Warszawie,
ul. Czerwonych Beretów 124, 00- 910 Warszawa.
POWYŻSZE DOKUMENTY w zamkniętych kopertach z dopiskiem KONKURS NA DYREKTORA CENTRALNEGO ARCHIWUM WOJSKO-
WEGO należy składać do dyrektora Departamentu Administracyjnego Ministerstwa Obrony Narodowej, al. Niepodległości 218,
00-911 Warszawa, Kancelaria Jawna nr 6, w terminie 30 dni od daty ukazania się niniejszego ogłoszenia*.
Informacji o konkursie udziela Centralne Archiwum Wojskowe, tel. (0-22) 6 813 700, CA MON 813 700 i tel. (0-22) 6 813 144,
CA MON 813 144.
KANDYDAT ma możliwość zapoznania się z funkcjonowaniem instytucji na podstawie dokumentów dostępnych w Pracowni Informa-
cji Archiwalnej Centralnego Archiwum Wojskowego w Warszawie (tel. 0-22 6 814 584), ul. Czerwonych Beretów 124.
Minister Obrony Narodowej
R
ozpatrzenie wniosków nastąpi w ciągu 7 dni
po upływie terminu wyznaczonego do ich skła-
dania. O zakwalifikowaniu się do konkursu oraz
terminie jego przeprowadzenia kandydaci zostaną
powiadomieni indywidualnie.
* o zachowaniu terminu decyduje data przyjęcia ofer-
ty przez ww. kancelarię.
Kandydaci przystępujący
do konkursu powinni spełniać
następująca wymagania:
Wymagania konieczne
1) obywatelstwo polskie;
2) wykształcenie wyższe o kierunku
archiwistyka lub historia;
3) znajomość przepisów o narodowym
zasobie archiwalnym i archiwach;
4) udokumentowany minimum
5-letni staż pracy na stanowiskach
kierowniczych w państwowej sieci
archiwalnej;
5) znajomość problematyki archiwal-
nej związanej z gromadzeniem, ewi-
dencją, przechowywaniem, opracowy-
waniem, udostępnianiem i zabezpie-
czeniem zasobu archiwalnego;
6) zdolności w zakresie zarzą-
dzania zasobami ludzkimi
i kierowania zespołami
oraz umiejętności organi-
zatorskie;
7) znajomość języka
angielskiego na poziomie
dobrym;
8) dobry stan zdrowia;
9) uregulowany stosunek do
służby wojskowej;
10) posiadanie poświadczenia
bezpieczeństwa uprawniającego do
dostępu do informacji niejawnych sta-
nowiących tajemnicę państwową,
oznaczonych klauzulą „ściśle tajne”.
Oferty kandydatów powinny zawierać:
1) życiorys z opisem dotychczasowej pracy
zawodowej (CV z fotografią);
2) pisemne zgłoszenie się do konkursu
z motywacją kandydowania na dyrektora
Centralnego Archiwum Wojskowego;
3) zaświadczenie o niekaralności;
4) odpisy dyplomów oraz zaświadczeń o po-
siadanych kwalifikacjach;
5) posiadane opinie za okres trzech ostat-
nich lat pracy;
6) pisemne opracowanie koncepcji funkcjo-
nowania Centralnego Archiwum Wojskowe-
go i archiwistyki wojskowej;
7) zaświadczenie lekarskie o stanie zdro-
wia pozwalającym na pracę w archiwum na
stanowisku kierowniczym.
44 Polska Zbrojna nr 11/2007
WOJSKO ĆWICZENIA
ielu z nich najpewniej
w ogóle nie poznamy,
gdyż są tajne. Wystar-
czy jednak zapoznać
się z gotowymi już
opracowaniami jaw-
nymi, by pozbyć się wątpliwości, że na-
prawdę były to wyjątkowe manewry.
W ćwiczeniu wzięło udział najwięcej
żołnierzy i środków ogniowych od
1992 r. Po raz pierwszy również – na tak
dużą skalę – zorganizowano praktyczny
sprawdzian umiejętności dowódców,
sztabów oraz żołnierzy i funkcjonariu-
szy wielu służb w prowadzeniu działań
połączonych, wymuszonych zupełnie no-
wymi, nieznanymi do niedawna, a i dziś
nie przez wszystkich docenianymi zagro-
żeniami. W czasie tych manewrów woj-
sko było wciąż najważniejszym elemen-
tem, ale niejedynym, znacznie większej
układanki – systemu bezpieczeństwa
państwa.
Czy pół roku po
„Anakondzie” warto
w ogóle jeszcze o niej
mówić? Okazuje się, że
tak, bo co najmniej do
końca 2008 r. będziemy
wyciągać wnioski z tych
ćwiczeń.
Ćwiczenia
z... życzliwości
WŁ O D Z I MI E R Z K A L E T A
J
ak pokazało ćwiczenie, problemy współ-
działania wojska z policją w sytuacjach
kryzysu czy innych zagrożeń nie są jedno-
znacznie uregulowane. Brakuje m.in. jas-
nych rozwiązań dotyczących współpracy
medycznej pomiędzy resortami. Nie ma
też przepisów dotyczących współdziałania
Żandarmerii Wojskowej z Policją i innymi
służbami, np. Państwową Strażą Pożarną.
Biorąc pod uwagę obowiązujące przepisy,
ćwiczenie „Anakonda” mogłoby się w ogó-
le nie odbyć. Głównie z braku jasnych za-
sad takiej współpracy. Problemy organiza-
cyjne w czasie przygotowania były najlep-
szym przykładem ogromnego braku spój-
ności przepisów dotyczących przyszłych
wspólnych działań. Stąd też jeden z waż-
niejszych wniosków z ćwiczenia postuluje
jak najszybsze wprowadzenie rozwiązań
formalnoprawnych normujących współ-
działanie wojska z policją oraz innymi
ogniwami pozamilitarnymi.
R
A
Z
E
M
,

A
L
E

W
C
I
Ą
Ż

J
A
K
B
Y

O
S
O
B
N
O
Który z wojskowych jeszcze kilka lat
temu wpisałby w scenariusz ćwiczenia
zagadnienia dotyczące wspólnego tłu-
mienia buntu w zakładzie karnym przez
Służbę Więzienną oraz Żandarmerię
Wojskową, pościg za więźniami, którym
udało się zbiec, czy policyjno-wojskową
akcję z ziemi, powietrza i morza przepro-
wadzoną w celu odbicia zakładników?
Dziwić zatem może niezbyt duże do-
tychczas zainteresowanie doświadczenia-
mi zdobytymi w czasie ćwiczenia ze stro-
ny niektórych instytucji odpowiadających
za bezpieczeństwo narodowe. Specjaliści
od spraw bezpieczeństwa obawiają się na-
wet, że jeśli nic się nie zmieni, wyciągnię-
te wnioski, zamiast znaleźć odzwiercied-
lenie w nowych dokumentach legislacyj-
nych usuwających przeszkody i komplika-
cje międzyresortowej współpracy, pozosta-
ną jedynie na papierze.
– To przemyślenia ważne dla wizji sił
zbrojnych, zwłaszcza właściwego przygo-
W
A
G
N
I
E
S
Z
K
A

S
Z
K
O
D
A
/
M
A
G
D
A
L
E
N
A

K
O
W
A
L
S
K
A
-
S
E
N
D
E
K
Polska Zbrojna 45 nr 11/2007
Trzy pytania do
gen. broni Henryka Tacika,
dowódcy Dowództwa
Operacyjnego
Czy mają rację sceptycy sugerujący,
że w świetle obowiązujących przepi-
sów ćwiczenie „Anakonda ’06” mo-
gło się w ogóle nie odbyć?
– W świetle obowiązującego prawa,
teoretycznie oczywiście, taka możli-
wość istniała. Nie ma bowiem jasnych
rozwiązań legislacyjnych dotyczących
wspólnych operacji. Ale ćwiczenie nie
mogło się nie odbyć. Dobra wola i zro-
zumienie potrzeb obronnych wśród
osób odpowiedzialnych za bezpieczeń-
stwo kraju są silniejsze od legislacyj-
nych niedostatków.
Powiedział też Pan, że z ćwiczeniem
tym równie dobrze można było po-
czekać do jesieni tego roku. To
prawda?
– Taka możliwość rzeczywiście ist-
niała. To także wynik niespójności prze-
pisów. Zgodnie z wytycznymi ćwicze-
nia powinny być prowadzone od naj-
prostszych do najbardziej złożonych,
których uwieńczeniem powinny być
ćwiczenia z wojskami w ramach opera-
cji połączonej. Trzymając się tego har-
monogramu, należało zaplanować
„Anakondę” np. na jesień 2007 r. To
jednak czas – zgodnie z pragmatyką
– kiedy większości oficerów Dowódz-
twa Operacyjnego skończy się kaden-
cja. Według wciąż jeszcze obowiązują-
cych zasad żołnierze ci powinni objąć
inne stanowiska. Nowe kierownictwo
DO stanęłoby zatem przed poważnym
problemem zorganizowania ćwiczenia,
na którego temat, na dobrą sprawę, nie-
wiele wie i praktycznie nie ma czasu,
by się do niego przygotować.
Czy nie za rzadko mówi się o doświad-
czeniach z ćwiczeń w kontekście dys-
kusji nad nową wizją działań dla bez-
pieczeństwa państwa?
– Takie czasem odnoszę wrażenie.
Wynika to być może z faktu, że jak do-
tąd nie mamy w kraju jednego, silnego
ośrodka, który analizowałby te wnioski,
prowadził badania i kompetentnie wypo-
wiadał się w kwestiach bezpieczeństwa.
Takie badania, ale w zakresie odpowia-
dającym potrzebom wojsk, dotyczące
m.in. niszczenia celów, zasad zarządza-
nia przestrzenią powietrzną czy spraw-
dzenia funkcjonalności nowego uzbroje-
nia i wyposażenia, były natomiast pro-
wadzone podczas „Anakondy”. Dla woj-
ska to norma. Ale czy to jedyna przyczy-
na? Ćwiczenie niewątpliwie odbyło się
w nie najlepszym politycznie czasie.
A i teraz w polityce gorąco. Nie spiesz-
my się zatem z opiniami.
Ćwiczenia
z... życzliwości
towania i skutecznego prowadzenia dzia-
łań połączonych ze służbami oraz forma-
cjami pozamilitarnymi w sytuacjach kry-
zysowych, ale także dobrego przygotowa-
nia kontyngentów wojskowych do działań
poza granicami kraju – uważają oficerowie
z Dowództwa Operacyjnego.
Procedury do poprawki
– Nie może być tak, jak to miało miej-
sce w czasie ćwiczenia, że wojsko z braku
odpowiednich procedur nie mogło zatan-
kować policyjnego śmigłowca – opowia-
dają jego uczestnicy.
Dowódcom wyraźnie brakowało także
zintegrowanego systemu wspomagania do-
wodzenia, co przy użyciu tak wielu róż-
nych służb i formacji jest niezbędne dla
skuteczności prowadzonych akcji. Są jed-
nak symptomy świadczące m.in. o patrze-
niu na bezpieczeństwo narodowe przez pry-
zmat doświadczeń z „Anakondy”. Przy-
kładem tego może być chociażby konfe-
rencja poświęcona „Wizji sił zbrojnych”
zorganizowana pod koniec stycznia przez
Biuro Bezpieczeństwa Narodowego.
– Myślenie o bezpieczeństwie wyłącz-
nie w kategoriach własnego resortu jest błę-
dem – mówił podczas dyskusji były mini-
ster obrony narodowej Radosław Sikorski.
Zapowiedział udostępnienie w razie po-
trzeby MSWiA wojskowego systemu ra-
townictwa medycznego oraz przeprowa-
dzenie niezbędnych zmian w prawie umoż-
liwiających również użycie sił specjalnych
na terenie kraju.
Podczas wspomnianej konferencji Wła-
dysław Stasiak, szef BBN, zapowiedział,
że priorytetem w najbliższych miesiącach
będzie uchwalenie ustawy o bezpieczeń-
stwie narodowym.
– Ćwiczenie pokazało też, iż potrzebne
są rozwiązania konieczne dla sprawnego
prowadzenia działań połączonych podod-
działów różnych rodzajów sił zbrojnych,
ich przygotowania oraz dowodzenia w wal-
ce – mówi kmdr por. Arkadiusz Szczypka
z DO, współautor ćwiczenia. Okazało się
m.in., że nie ma jasnych uregulowań doty-
czących przyjmowania wydzielonych sił
do operacji przez dowódcę DO. Wszystko
dzieje się nieformalnie, co sprawia, że nie
bardzo wiadomo, kto poniósłby odpowie-
dzialność w sytuacji, gdyby przypadkiem
doszło do nieprawidłowości w działaniu
czy wypadku.
Inny problem. Mimo iż w DO mają bez-
pośrednią łączność z poszczególnymi ro-
dzajami sił zbrojnych, to zintegrowanego,
przetwarzającego te informacje systemu
dowodzenia w praktyce nie ma. Szwanku-
je przez to system obiegu informacji. Zda-
rza się, że niektóre komórki zadają te same
pytania.
Uregulowania wymagają także zarzą-
dzanie przestrzenią powietrzną podczas po-
dobnych operacji oraz działania z zakresu
tzw. targetingu, czyli określenie ważności
celów i kolejności ich niszczenia. Sprecy-
zowania procedur wymaga również współ-
działanie sił w ramach CSAR, czyli rato-
wanie rannych z pola walki. Dotychczas
każdy rodzaj sił zbrojnych wykonywał te
zadania według własnych wytycznych.
W działaniach połączonych niezbędny jest
jednolity plan integrujący wysiłki różnych
rodzajów sił zbrojnych.
Konieczna centralizacja
I w tym tkwi kolejny szkopuł. W ćwi-
czeniach DO dowodzi komponentami ro-
dzajów sił zbrojnych poprzez istniejące
w strukturach SP i MW centra: Operacji
Powietrznych i Operacji Morskich. Prob-
lemem jest dowodzenie największym kom-
ponentem – lądowym. Podczas ćwiczenia
rolę tę pełniło dowództwo 2 KZ, gdyż
w wojskach lądowych nie ma odpowied-
niego centrum.
Wiele wniosków, które wyciągnęli
uczestniczący w ćwiczeniach dowódcy
ZT, oddziałów i pododdziałów, np. pod-
czas prowadzenia strzelań, forsowania
przeszkód wodnych, desantowania czy
współdziałania z lotnictwem oraz śmi-
głowcami, zastosowane zostanie w szko-
leniu żołnierzy jeszcze w tym roku. Po-
dobną pracę wykonali też szkoleniowcy
w rodzajach sił zbrojnych, dywizjach
i brygadach, weryfikujący m.in. normy
szkoleniowe dla załóg KTO Rosomak.
Z wielu tych doświadczeń korzystają np.
żołnierze przygotowujący się do wyjazdu
na misje.
P
I
O
T
R

P
R
Y
M
L
E
W
I
C
Z
/
B
E
L
L
O
N
A

46 Polska Zbrojna nr 11/2007
PORADY PRAWO
Wydawać by się mogło, że każdy żoł-
nierz zawodowy, który szykuje się do
odejścia do cywila, wie dobrze, jakie
świadczenia i należności przysługują
mu po zdjęciu munduru. Oblicza sobie
dokładnie, czego może oczekiwać od
wojska. Będzie to przecież jego „wy-
prawka” na nową drogę życia.
– Okazuje się jednak, że wielu zwal-
nianych ze służby nie za bardzo orien-
tuje się, co im się należy, pod jakimi wa-
runkami i na jakich podstawach praw-
nych. Niekiedy sumy, które sobie sami
wyliczają, są wzięte z kapelusza, a nie
z obowiązujących przepisów – mówi nie-
co zdziwiony tą niewiedzą Daniel Grze-
lak, dyrektor Wojskowego Centrum Ak-
tywizacji Zawodowej. Podsuwamy zatem
ściągawkę, która pomoże dokładnie wy-
liczyć, co żołnierz zawodowy może do-
stać od armii na pożegnanie i w jakim mo-
mencie odejście jest najroztropniejsze.
Przede wszystkim należy się odpra-
wa. W jakiej wysokości? To zależy od
Żołnierz zawodowy
zwalniany ze służby może
uzbierać na nową drogę
życiową niemałą sumę.
Musi jednak spełnić wiele
warunków. Warto dokładnie
wiedzieć, jakie, choćby po to,
aby w swoich kadrowych
i finansowych kalkulacjach
nie popełnić błędów.
T A D E U S Z MI T E K
na pożegnanie
Od armii
stażu służby. Po roku służby jest to rów-
nowartość jednomiesięcznego uposaże-
nia. Po pięciu latach należy się dwumie-
sięczne uposażenie, a po dziesięciu
– trzymiesięczne. Jeśli ktoś przesłuży
dłużej niż dziesięć lat, to za każdy rok
(ponad owe 10) odprawa zwiększa się o
20 proc. miesięcznego uposażenia. Nie
więcej jednak niż do wysokości 600
proc. miesięcznego uposażenia. Należy
przy tym wiedzieć, że uposażenie wli-
czanie do odprawy to kwota uposażenia
zasadniczego należnego w ostatnim
dniu pełnienia służby – wraz z dodatka-
mi o charakterze stałym.
Takie są ogólne zasady określania wy-
sokości odprawy. Mogą jednak zaistnieć
przypadki szczególne. Odprawę w wy-
sokości 600 proc. uposażenia można do-
stać bez względu na staż służby w przy-
padku, gdy żołnierz pełniący służbę sta-
łą został zwolniony wskutek rozformo-
wania jednostki wojskowej lub zmniej-
szenia jej stanu etatowego w jego kor-
pusie kadry. Dotyczy to także likwida-
cji stanowiska służbowego, które żoł-
nierz zajmował.
Są też jednak przypadki, gdy odpra-
wa przysługuje jedynie w wysokości
50 proc. uposażenia. Ma to miejsce wte-
dy, gdy żołnierz zawodowy sam wypo-
wiedział stosunek służbowy, a zawodo-
wą służbę pełnił krócej niż dziesięć lat.
Ograniczenie odprawy do 50 proc.
uposażenia ma miejsce również w na-
stępujących przypadkach:
zrzeczenia się obywatelstwa polskie-
go lub nabycia obywatelstwa innego
państwa;
prawomocnego ukarania przez organ
właściwego samorządu zawodowego
karą zawieszenia lub pozbawienia pra-
wa wykonywania zawodu (np. lekarskie-
go czy prawniczego);
nieusprawiedliwionej nieobecności jed-
norazowo przez trzy dni robocze;
otrzymania niedostatecznej ogólnej
oceny w okresowej opinii służbowej.




Polska Zbrojna 47 nr 11/2007
D
o kieszeni odchodzącego z zawodo-
wej służby mogą też trafić kwoty na-
leżne z tytułu świadczeń, nazwijmy je, sy-
tuacyjnych. Te wymagają już bardziej pre-
cyzyjnych obliczeń.
Trzeba zatem wiedzieć, że należy się jesz-
cze dodatkowe uposażenie roczne za rok,
w którym nastąpiło zwolnienie ze służby.
Jest ono wypłacane w wysokości jedno-
miesięcznego uposażenia zasadniczego
wraz z dodatkami o charakterze stałym.
W tym przypadku trzeba wziąć pod uwagę
liczbę przesłużonych w owym roku (kalen-
darzowym) miesięcy. Jeżeli żołnierz pełnił
służbę przez co najmniej sześć miesięcy,
dodatkowe uposażenie przysługuje w wy-
sokości proporcjonalnej do liczby pełnych
miesięcy (kalendarzowych), za które żoł-
nierz otrzymał uposażenie.
Doliczyć sobie można także pieniądze za
urlop i przejazd. Jeśli ktoś był na tyle prze-
zorny, że w dniu zwolnienia miał niewyko-
rzystany urlop wypoczynkowy (wliczając
w to urlop dodatkowy, jeśli taki przysługu-
je), to należy mu się ekwiwalent pieniężny.
Przy tym zarówno za urlop niewykorzysta-
ny w roku zwolnienia ze służby, jak i za
niewykorzystane urlopy z lat poprzednich.
Z tym że nie więcej niż za trzy lata. Za je-
den dzień niewykorzystanego urlopu nale-
ży się 1/22 części miesięcznego uposaże-
nia zasadniczego wraz z dodatkami o cha-
rakterze stałym. Jak i w poprzednich przy-
padkach – należnego w ostatnim dniu
pełnienia służby.
Niezależnie od tej kwoty należy się gratyfi-
kacja urlopowa niewykorzystana w roku
zwolnienia ze służby. Doliczyć do tego
trzeba również zryczałtowany ekwiwalent
pieniężny za niewykorzystany w tym roku
przejazd na koszt wojska.
I wreszcie ostatnią należnością, na jaką
można liczyć, jest zwrot kosztów przepro-
wadzki. Wlicza się do nich jednorazowy
przejazd żołnierza i członków jego rodziny
oraz koszt przewozu wyposażenia domo-
wego do dowolnie obranego miejsca za-
mieszkania w kraju. Żołnierz ma trzy lata,
by skorzystać z tej należności.
PODSTAWA PRAWNA: USTAWA O SŁUŻBIE WOJSKOWEJ ŻOŁNIERZY ZAWODOWYCH Z 11 WRZEŚNIA 2003 R. (DZU Z 2003 R. NR 179, POZ. 1750).
Urlop czy kasa
Co należy się
żołnierzowi zwolnionemu
z zawodowej służby:
Sytuacja taka istnieje także, gdy do
zwolnienia doszło w wyniku prawo-
mocnego orzeczenia o wymierzeniu ka-
ry dyscyplinarnej usunięcia z zawodo-
wej służby. Dotyczy to też prawomoc-
nego orzeczenia pozbawienia praw pub-
licznych, wydalenia ze służby wojsko-
wej lub zakazu wykonywania zawodu żoł-
nierza zawodowego.
Odprawa nie przysługuje również
w przypadku skazania prawomocnym wy-
rokiem na karę pozbawienia wolności
(aresztu wojskowego) – jeśli sąd nie orzekł
warunkowego zawieszenia tej kary.
Po zwolnieniu ze służby należy się
także osobno naliczane świadczenie pie-
niężne. Przysługuje ono zasadniczo po
przesłużeniu nieprzerwanie co najmniej
15 lat. Świadczenie to jest wypłacane
co miesiąc przez rok po zwolnieniu ze
służby. Miesięczna kwota to uposażenie
zasadnicze żołnierza wraz z dodatkami
o charakterze stałym. Podobnie jak przy
odprawie – należne w ostatnim dniu peł-
nienia służby.
Także przy naliczaniu tego świadcze-
nia uwzględniane są sytuacje szczegól-
ne. Należy się ono niezależnie od okre-
su pełnienia służby, jeśli ktoś został
zwolniony z powodu:
rozformowania jednostki lub zmniej-
szenia jej stanu etatowego w korpusie
kadry, w którym żołnierz pełnił służ-
bę, albo likwidacji zajmowanego sta-
nowiska służbowego, jeśli nie było
możliwości wyznaczenia go na inne
stanowisko;
orzeczenia przez wojskową komisję
lekarską niezdolności do pełnienia za-
wodowej służby – jednak tylko w sytu-
acji, gdy niezdolność zaistniała w wy-
niku wypadku związanego z pełnieniem
służby albo z chorobą wywołaną jej
szczególnymi warunkami.
Dodajmy, że świadczenie to nie przy-
sługuje, jeśli zaistniały takie same prze-
słanki, które powodują utratę prawa do
odprawy lub zmniejszenia jej wysoko-
ści do 50 proc. uposażenia.
Istotne jest, że świadczenie może być
wypłacane co miesiąc przez rok po
zwolnieniu ze służby albo jednorazowo
z góry za cały należny okres. W tym
drugim przypadku dzieje się tak na wnio-
sek złożony przez żołnierza – nie później
niż w ciągu 30 dni od dnia zwolnienia.
Wybór formy wypłaty przez biuro eme-
rytalne zależy już od osobistych kalkula-
cji finansowych zainteresowanego.
Może zaistnieć też sytuacja, że zbie-
gają się uprawnienia do świadczenia
pieniężnego, o którym pisaliśmy wyżej,
i świadczenia emerytalnego. Wówczas
należy się tylko jedno świadczenie,
a żołnierz sam musi wybrać, na które
się decyduje.


Zdarzają również sytuacje, w których
odprawa w ogóle nie przysługuje. Na-
wet na złotówkę nie będzie mógł liczyć
ten, kto został zwolniony wskutek utra-
ty stopnia wojskowego albo degradacji.
odprawa;
świadczenie pieniężne wypłacane przez
12 miesięcy;
dodatkowe uposażenie roczne za rok,
w którym nastąpiło zwolnienie ze służby;
ekwiwalent pieniężny za urlop wypoczyn-
kowy niewykorzystany w roku zwolnienia;
niepobrana gratyfikacja urlopowa;
ekwiwalent pieniężny za niewykorzystany
przejazd na koszt wojska;
zwrot kosztów przeprowadzki.







C
L
I
P
A
R
T
/
M
A
R
C
I
N

D
M
O
W
S
K
I

48 Polska Zbrojna nr 11/2007
TRADYCJE HISTORIA
NA POCZĄTKU
BYŁA FOKA
K
omandor ppor. Heliodor Laskowski
był jednym z najmłodszych oficerów
w Dowództwie Marynarki Wojennej II RP.
Gdy objął stanowisko szefa służby
Artylerii i Uzbrojenia w Kierownictwie
Marynarki Wojennej RP, przeforsował po-
mysł budowy na Helu silnie uzbrojonej
bazy lądowej, której działa mogłyby pro-
wadzić skuteczny ogień aż do południo-
wych wybrzeży Zatoki Puckiej.
Prowadzone na początku lat 30. prace
planistyczne doprowadziły do podpisania
20 grudnia 1933 r. umowy na dostawę
K R Z Y S Z T O F WI L E WS K I
Gdy w 1992 r. helscy rybacy złowili chorą fokę, trafiła ona do Stacji Morskiej
Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego w Helu. Mało kto wtedy
przypuszczał, że za sprawą tego niepozornego zwierzaka powstanie
stowarzyszenie, które będzie ratowało nie tylko zagrożoną wyginięciem
morską faunę, ale również zapomniane militarne zabytki.
J
A
R
O
S
Ł
A
W

W
I
Ś
N
I
E
W
S
K
I
nr 11/2007 Polska Zbrojna 49
strefie helskiej
znajduje się naj-
więcej w Polsce
obiektów militar-
nych w przelicze-
niu na kilometr
kwadratowy. Lista
zabytków jest imponująca: począwszy od
stanowisk ogniowych baterii im. Heliodo-
ra Laskowskiego, poprzez stanowiska og-
niowe przeciwdesantowej 27 Baterii Arty-
lerii Stałej, baterii „greckiej” i „duńskiej”,
baterii przeciwlotniczych, aż do stanowisk
najcięższej niemieckiej baterii nadbrzeżnej
„Schleswig-Holstein” z dziewięciokondyg-
nacyjną wieżą kierowania ogniem, kończąc
na porcie Marynarki Wojennej. Gdy doda
się do tej i tak niepełnej listy niezliczone
mniejsze obiekty, jak schrony czy wieżycz-
ki strzelnicze, to aż trudno zrozumieć, cze-
mu taki potencjał nie był do tej pory w peł-
ni wykorzystywany. Nie rozumieją tego
również mieszkańcy Helu.
– Naprawdę trudno jest znaleźć racjonal-
ne wytłumaczenie, dlaczego poprzednie
władze nie doceniały tradycji powstałego
w 1936 r. rejonu umocnionego – mówi
Wojciech Waśkowski ze Stowarzyszenia
„Przyjaciele Helu”, i dodaje: – Patrząc jed-
nak na losy ostatniego dowódcy bohater-
skiej baterii im. Heliodora Laskowskiego,
komandora Przybyszewskiego, który zo-
stał przez komunistyczne władze oskar-
żony o zdradę i na mocy sfingowanego
procesu stracony, to ma się już jakąś od-
powiedź.
Entuzjaści
Można jednak spokojnie powiedzieć, że
dla militarnych zabytków półwyspu hel-
skiego transformacja ustrojowa była praw-
dziwym wybawieniem. Najnowsza histo-
ria jednak również ma swoje „zakręty”. Kto
wie, czy gdyby nie mała, niepozorna foka,
którą wyłowili helscy rybacy, dziś można
byłoby mówić o odradzaniu się zabytków
na Helu.
Dane armat Boforsa 152,4 mm wz. 30:
długość lufy – 55 kalibrów;
masa pocisku – 47 kg (pancerne i burzące);
prędkość początkowa – 920 m/s;
maksymalny zasięg – 22,4 do 26 km (w zależności
od typu pocisku);
kąt ostrzału poziomego – 360 st.;
masa działa – 10,5 t (9,6 t według oryginalnej syg-
natury na zamku działa);
przebijanie pancerza – 78 mm na 15 km.
Bateria im. Heliodora Laskowskiego
kontradm. Jerzy Świrski nadał uroczyście
31 Baterii Dział na cyplu helskim imię
Heliodora Laskowskiego.
ność bojową, jej twórca, zmożony ciężką
chorobą, zmarł. 1 stycznia 1937 r.,
w uznaniu jego zasług, dowódca MW
– W 1992 r. wyłowiono z Bałtyku scho-
rowaną fokę. Dla osób związanych z rato-
waniem fauny Bałtyku, których w naszym
mieście było sporo, był to impuls do tego,
by stworzyć sformalizowaną strukturę,
która zajmie się pozyskiwaniem funduszy
na pomoc zagrożonym gatunkom – mó-
wi Ryszard Kretkiewicz, przewodniczący
zarządu helskiego Muzeum Obrony Wy-
brzeża oraz członek zarządu Stowarzysze-
nia „Przyjaciele Helu”. – W statucie utwo-
rzonego w 1996 r. stowarzyszenia wśród
zadań znalazły się jednak nie tylko te
dla entuzjastów ochrony przyrody. Zapi-
sano w nim również dbanie o helskie za-
bytki militarne jako część dziedzictwa hi-
storycznego.
Założycielami stowarzyszenia byli m.in.
prof. Krzysztof Skóra – kierownik stacji
morskiej Instytutu Oceanografii UG, Syl-
wester Ostrowicki – pierwszy burmistrz
Helu po transformacji ustrojowej, oraz Mi-
rosław Kuklik – obecny prezes stowarzy-
szenia, kierownik oddziału rybołówstwa
w Oddziale Centralnego Muzeum Mor-
skiego w Gdańsku.
Jak przyznają członkowie stowarzysze-
nia, początki nie były łatwe. Wszyscy
uczyli się nie tyle, jak pomagać, ile, jak
zdobyć na tę pomoc pieniądze. Początko-
wo priorytetem dla „Przyjaciół Helu” by-
ły foki, ale już wkrótce rozpoczęto inten-
sywne działania mające na celu ratowa-
nie zabytków militarnych, dla których to
nie lata wojny, a współcześni złomiarze,
szabrujący wszystko, co można z zyskiem
sprzedać na złomowisku, okazali się
groźni.
Pierwszy sukces osiągnięto w 1999 r.
– Udało nam się wtedy coś, nad czym pra-
cowaliśmy wspólnie z Fundacją Ochrony
Zabytków Militarnych z siedzibą w Lon-
dynie. Obiekty militarne Helu powstałe
w latach przedwojennych, ale także te wy-
budowane przez Niemców, zostały wpisa-
ne do rejestru zabytków województwa po-
morskiego – wyjaśnia Waśkowski. – To był
ogromny sukces i zarazem przełamanie
pewnego rodzaju tabu. Polskie i niemie-
ckie obiekty razem jako zabytki.
Przełamać tabu
Członkowie Stowarzyszenia „Przyjacie-
le Helu”, którzy teraz działają również
w ramach Muzeum Obrony Wybrzeża, nie
ukrywają, że opieka nad zabytkami mili-
tarnymi pozostawionymi przez Niemców
nie przez wszystkich była postrzegana po-
zytywnie. Jednak gdy ich działania poka-
zały, iż nie robią tego dla hołdowania tra-
dycjom faszyzmu, a jedynie dla dbałości
o historyczne obiekty, przekonali do swo-
ich planów mieszkańców Helu.
– Wszyscy jesteśmy patriotami i trady-
cje polskiego oręża są nam bardzo bliskie
– mówi Waśkowski, emerytowany żołnierz.
– Dla nas był to naprawdę trudny wybór,
gdy pierwszym obiektem, którym się za-
jęliśmy jako stowarzyszenie, była bateria
„Schleswig-Holstein” – wyjaśnia. – Zde-
cydowały jednak względy formalne. Wte-
dy tylko na ten obiekt mogliśmy pozyskać
unijne środki.
W

J
A
R
O
S
Ł
A
W

W
I
Ś
N
I
E
W
S
K
I
czterech armat szwedzkiej firmy Bofors
wz. 30 kalibru 152,4 mm i decyzji o budo-
wie czterech stanowisk, przy których pra-
ce rozpoczęto wiosną 1935 r. Armaty
ustawiono wzdłuż nieregularnej linii,
w dziesięciometrowych odstępach, na
schronach żelbetowych kryjących we-
wnątrz komory amunicyjne. Platforma
działobitni, otoczona od czoła i z boków
przedpiersiem, miała dwie windy amuni-
cyjne służące do podawania pocisków
i ładunków miotających. W 1936 r.,
w czasie gdy helska bateria osiągała zdol-
50 Polska Zbrojna nr 11/2007
TRADYCJE HISTORIA
C
zy myślicie, że byli
większymi grzeszni-
kami niż inni? To ewan-
geliczne pytanie do mnie,
do każdego z nas. Jakże
często słyszy się stwier-
dzenia: nie zabiłem, nie
okradłem, więc nie mam grzechów.
No, może ten lub tamten to grzesz-
nik, ale ja? Taki szaraczek, który
znów tak wiele złego uczynić nie mo-
że. Uważamy, że czas pokuty, czas
Wielkiego Postu to nie dla nas, to
dla tych „innych”. Dla wszystkich
poza mną. A Chrystus zachęca nas
wszystkich, byśmy zadali sobie pyta-
nie: czy aby na pewno nie jestem
owym ewangelicznym „nieurodzaj-
nym drzewem figowym”, wyjaławia-
jącym bezczelnie glebę bez przyno-
szenia owoców? Drzewem o zagro-
żonej przyszłości? Wielokrotnie na-
wet się nad tym nie zastanawiam.
A może to ja jestem „duchowym d
armozjadem”, żerującym na wiel-
kich grzechach innych. Chrystus
oczekuje ode mnie, bym spojrzał
w głębię swego serca i tam znalazł
odpowiedź, czy rzeczywiście jestem
bez grzechu. Muszę zajrzeć w głąb
i podjąć trud poznania siebie. A co
ważniejsze, przyznania się do swej
słabości. To początek wszystkiego,
początek, by on mógł mi przywrócić
prawdziwą wartość, bym sam za-
kosztował bycia blisko Niego i czer-
pał życiodajne soki ze Źródła. Spra-
wiedliwość nakazuje nieurodzajne
drzewo wyciąć, by nie stwarzało
problemów, by stworzyć miejsce roz-
woju dla innych, mających szanse
na owoce. A Jezus daje mi kolejną
szansę życiową. Skorzystam?
Oczywiście, czy warto ryzykować
przegraną, skoro Bóg zajmuje się
moją sprawą? Przychodzi z deli-
katnością ogrodnika i pielęgnuje
moje życie, które zazwyczaj odbie-
ga od ideału. Cierpliwie znosi moje
odrzucenia. On ma „czas”. Czas
miłosierdzia, który jednakże spotka
się kiedyś z czasem sprawiedliwo-
ści. Czy zdążę pozałatwiać ważne
sprawy życiowe przed upływem
mojego czasu? Żebym się tylko nie
przeliczył. Bo jak mówi Ewangelia,
nieurodzajne drzewo, w przyszłości
nadal nieprzynoszące owocu, prze-
znaczone będzie do wycięcia. Spiesz-
my się więc. Czas ucieka, wieczność
czeka.
Ks. kpt. Mateusz Hebda
S Ł OWO K A P E L A N A
Zarówno Wojciech Waśkowski, jak i sze-
fujący zarządowi Muzeum Obrony Wy-
brzeża Ryszard Kretkiewicz podkreślali
podczas rozmowy, że gdyby mogli wybrać
inny obiekt militarny, byłaby to bateria im.
Heliodora Laskowskiego. Jednak gdy pod
koniec lat 90. rozpoczynali swoją działal-
ność, znajdowała się ona pod kuratelą Ma-
rynarki Wojennej i stacjonującej w Helu
9 Flotylli Obrony Wybrzeża. Wybór padł
więc na niemiecką baterię, tym bardziej że
pojawiła się realna szansa na jej rekonstruk-
cję przy wsparciu środków unijnych. Wios-
ną 2005 r. dzięki pieniądzom z programu
„Phare 2002 Spójność Społeczna i Gospo-
darcza” oraz środkom od władz miasta roz-
poczęły się prace remontowe przy wieży
kierowania ogniem i na stanowisku ogrom-
nej, 406 mm armaty. W ramach projektu
zwanego „Pierścieniem Zatoki Gdańskiej”
obiekty przystosowano do celów turystycz-
nych i w 2006 r. Rada Miasta Helu podję-
ła uchwałę o użyczeniu ich na dziesięć lat
Stowarzyszeniu „Przyjaciele Helu”.
Czas na „Laskowskiego”
Ponad pół roku działalności Muzeum
Obrony Wybrzeża, które powstało, by za-
rządzać przekazanymi przez miasto obiek-
tami, pokazało, że był to prawdziwy strzał
w dziesiątkę. Dopisali turyści, udało się
wypracować zysk. „Przyjaciele Helu” za-
dbali również o to, by rekonstrukcja nie-
mieckiego obiektu nie ograniczyła się do
wstawienia tam poniemieckich pamiątek.
Stanowisko baterii „Schleswig-Holstein”
stało się miejscem prezentacji dorobku pol-
skiego oręża. W ubiegłym roku wystawy
o 32 dniach obrony Helu i dowódcy 31 Ba-
terii kmdr. Zbigniewie Przybyszewskim
zwiedził nawet ostatni prezydent RP na
uchodźstwie Ryszard Kaczorowski.
Muzeum nie zamierza jednak poprzesta-
wać na okolicznościowych wystawach.
Rozformowanie 9 Flotylli Obrony Wybrze-
ża otworzyło drogę do restauracji polskich
Dla militar-
nych zabytków
półwyspu helskiego
transformacja ustro-
jowa była prawdzi-
wym wybawie-
niem
obiektów militarnych z okresu II wojny
światowej, które do tej pory pozostawały
pod opieką Marynarki Wojennej.
– Zdajemy sobie sprawę, że potrwa jesz-
cze trochę, zanim obiekty znajdujące się
na helskim cyplu przejdą pod zarząd
miasta, ale już sama możliwość daje do-
datkowy bodziec do działania – mówi
Kretkiewicz.
Stowarzyszenie „Przyjaciele Helu” nie
zamierza jednak czekać, aż wojsko prze-
każe gminie tereny. Wypracowane przez
Muzeum Obrony Wybrzeża środki finan-
sowe już teraz planuje przeznaczyć na naj-
cenniejszy polski zabytek militarny Helu
– baterię im. Heliodora Laskowskiego.
Dzięki sponsorowi, Dyrekcji Generalnej
Poczty Polskiej, udało się zebrać do tej
pory 60 tys. zł, które zostaną przeznaczo-
ne na prace przy stanowisku nr 3, gdzie
znajduje się 130 mm działo produkcji ra-
dzieckiej.
– Już na wiosnę rozpoczniemy prace re-
montowe, tak by turyści jak najszybciej mo-
gli podziwiać odnowione stanowisko – mó-
wi Waśkowski. – Nasze plany obejmują
m.in. poprowadzenie do baterii prądu, wy-
piaskowanie działa, uruchomienie wind
i wyciągów. W dwóch pomieszczeniach
znajdujących się na dole baterii zamierza-
my stworzyć sale wystawowe prezentują-
ce historię bohaterskich obrońców Helu
– dodaje.
W dalszej przyszłości planowane jest od-
restaurowanie pozostałych stanowisk ba-
terii „Laskowskiego” oraz osadzenie na
nich ocalałych, oryginalnych armat Bo-
forsa, które przechowywane są w muze-
ach w Gdyni i Warszawie. Dla turystów
nie lada atrakcją może być również ciąg
podziemnych korytarzy łączących stano-
wiska 27 Baterii Artylerii Stałej wybu-
dowanej w latach 50. Pozostaje tylko ki-
bicować Stowarzyszeniu „Przyjaciele He-
lu”, aby te ambitne plany udało się im
zrealizować. 
J
A
R
O
S
Ł
A
W

W
I
Ś
N
I
E
W
S
K
I
Polska Zbrojna 51 nr 11/2007
PRZEGLĄD PRASY
S
aperzy z Rzeszowa znaleźli osiem po-
cisków artyleryjskich kaliber 45 mm
na sanockim „czołgowisku”. To czwarta
w ostatnim czasie interwencja saperów
na terenie, na którym gmina zamierza
urządzić park rekreacyjny. Sanok otrzy-
mał „czołgowisko” od wojska kilka lat te-
mu. Jego obszar liczy ponad 100 ha,
z czego 70 to tzw. tereny zielone. W ze-
szłym roku gmina ogłosiła konkurs archi-
kowi oddziału terenowego Agencji
Nieruchomości Rolnych w Choszcznie
i Koszalinie. Większość zatrzymanych przy-
znała się do winy. Adam F. oferował załatwie-
nie m.in. przyjęcia na studia, odroczenia służ-
by wojskowej oraz fałszywe zaświadczenia le-
karskie. Podejmował się również pośredni-
ctwa w zakupie lub dzierżawie gruntów od
ANR. Zdaniem śledczych, łapówkarski proce-
der trwał od 2005 r. Grozi mu kara do ośmiu
lat więzienia.

Pobór pełen sęków
G A Z E T A L U B U S K A
O
ile nie ma problemu ze stawieniem się
młodych lubuszan na komisję lekarską,
o tyle coraz trudniej znaleźć chętnych do służ-
by. Jeszcze niedawno plagę armii stanowili sy-
mulanci. Szansy wymigania się od wojska
upatrywano w obniżeniu kategorii. Dziś „de-
zerterzy” wybrali prostszą drogę. Gremialnie
nie odbierają tzw. biletów, czyli listów poleco-
nych wzywających do stawienia się w armii.
– Niewiele im to daje, bo po 14 dniach prze-
syłka awizowana traktowana jest jak odebra-
na – tłumaczy szef zielonogórskiej WKU
Waldemar Wrocławski. Z reguły młodzi męż-
czyźni wyjechali za granicę. Za chlebem.
I wszyscy uważają, że problem jest rozwiąza-
ny. Tymczasem wyjazd za granicę nie jest
sposobem na przeniesienie do rezerwy. Na
mocy przepisów obowiązujących od ubiegłe-
go roku, nie ma już granicy wieku, po której
przekroczeniu poborowy staje się rezerwistą.
N O WI N Y
Tu można się rozerwać
tektoniczny na jego zagospodarowanie.
Park zapowiada się bombowo. Architekci
zaproponowali, aby zrobić na „czołgowi-
sku” m.in. pole golfowe, trasy rowerowe
i spacerowe, przystań kajakową, plażę
z boiskiem do siatkówki plażowej i wieżę
widokowo-wspinaczkową. Tę wspaniałą
wizję zakłóca jednak fakt, że co jakiś
czas na „czołgowisku” znajdowane są
niewybuchy.
P
I
O
T
R

P
R
Y
M
L
E
W
I
C
Z
/
B
E
L
L
O
N
A

(
2
)
Cisza nad miastem
D Z I E N N I K B A Ł T Y C K I
M
iG-29 przestały latać nad
Malborkiem. Dowódca 22 Bazy
Lotniczej tłumaczy, że nie ma to nic wspól-
nego z awaryjnością myśliwców. Pilotów
zatrzymuje na ziemi pogoda. Dowództwo
malborskiej jednostki zaprzecza, jakoby
były problemy ze stanem technicznym my-
śliwców. – Stan samolotów jest dobry i nie
powoduje jakiegokolwiek zagrożenia bez-
pieczeństwa państwa – mówi płk pil.
Eugeniusz Gardas, dowódca 22 BL.
– Sprawność naszych Migów oceniam na
70 procent. To nie znaczy, że 30 procent
jest niesprawnych. Po prostu są w danej
chwili wyłączone z eksploatacji.
Doktor ucieka z wojska
S Ł O WO P O L S K I E
G A Z E T A WR O C Ł A WS K A
W
cywilnych klinikach w Europie czekają
na nich dziesięciokrotnie wyższe za-
robki. W całym kraju brakuje już 400 me-
dyków, zaś polski kontyngent w Iraku zmu-
szony jest posiłkować się chirurgami ame-
rykańskimi. – Tylko w 2006 r. z pracy
w wojsku zrezygnowało 80 lekarzy – mówi
prof. Marian Brocki, szef Wojskowej Izby
Lekarskiej. Nic dziwnego. Zatrudniony
w jednostce doktor z dziesięcioletnim sta-
żem zarabia około 2500 złotych na rękę.
To wprawdzie o tysiąc złotych więcej, niż
dostaje jego kolega w cywilnym szpitalu,
niewiele jednak w porównaniu z pieniędz-
mi, które czekają za granicą. Kliniki
w Wielkiej Brytanii czy Skandynawii mogą
zaproponować medykom wynagrodzenie
rzędu 20–30 tys. zł miesięcznie.
Lekarzom wojskowym opłaca się więc re-
zygnacja ze służby, nawet jeśli wiąże się to
z karą finansową.

Przedsiębiorczy emeryt
G Ł O S P O M O R Z A
F
unkcjonariusze szczecińskiej delegatu-
ry Agencji Bezpieczeństwa
Wewnętrznego zatrzymali 13 osób podejrza-
nych o korupcję. Dwanaście osób jest podej-
rzanych o dawanie łapówek emerytowanemu
oficerowi WP Adamowi F., byłemu pracowni-
A
L
E
K
S
A
N
D
E
R

R
A
W
S
K
I
M
A
R
E
K

I
D
Z
I
O
R
52 Polska Zbrojna nr 11/2007
AAAAAAA AAAAAAAA
Minister Obrony Narodowej
oglasza konkurs na stanowisko dyrektora
Domu Zolnierza Polskiego w Warszawie, ul. S. Banacha 2, 02-097 Warszawa.
w,maçan|a kon|ectne:
Kand,dac| prt,stepu|ac, do konkursu pow|nn| spe|n|ac nastepu|ace w,maçan|a:
w,maçan|a potadane:
wn|osk| kand,datów pow|nn, taw|erac:
- obywatelstwo polskie;
- wyksztalcenie wyzsze o kierunku humanistycznym, spolecz-
nym lub prawnym;
- znajomosc przepisów prawa finansowego, zamówien pub-
licznych oraz rachunkowosci, a takze przepisów dotyczacych
prowadzenia gospodarki materialowo-technicznej;
- zdolnosc kierowania duzymi zespolami ludzi, umiejetnosci
organizacyjne i menedzerskie;
- dobry stan zdrowia;
- znajomosc przynajmniej jednego jezyka obcego sposród je-
zyków roboczych Unii Europejskiej na poziomie co najmniej
komunikatywnym;
- co najmniej trzyletni staz na stanowiskach kierowniczych ze
szczególnym uwzglednieniem placówek edukacyjnych lub
kulturalnych;
- udokumentowany dorobek zawodowy.
- podyplomowe studia z zakresu organizacji i zarza-
dzania,
- umiejetnosc obslugi komputera,
- doswiadczenie w zakresie komunikacji spolecznej.
- pisemne zgloszenie sie do konkursu z motywacja kandydo-
wania na stanowisko dyrektora Domu Zolnierza Polskiego
w Warszawie;
- pisemne opracowanie koncepcji funkcjonowania i kierowa-
nia Domem Zolnierza Polskiego w Warszawie;
- zyciorys z opisem dotychczasowej pracy zawodowej;
- odpisy dyplomów oraz zaswiadczen o posiadanych
kwalifikacjach;
- opinie z dotychczasowych miejsc pracy, w tym potwierdza-
jace co najmniej trzyletni staz pracy na stanowiskach kierow-
niczych, ze szczególnym uwzglednieniem placówek kultu-
ralnych i oswiatowych;
- pisemna zgode na przeprowadzenie postepowania
sprawdzajacego, umozliwiajacego uzyskanie poswiad-
czenia bezpieczenstwa upowazniajacego do dostepu
do informacji niejawnych oznaczonych klauzula .taj-
ne¨, zgodnie z przepisami ustawy z 22 stycznia 1999 r.
o ochronie informacji niejawnych (DzU z 2005 r.
nr 196, poz. 1631 z pózn. zm.) lub kopie posiadanego
poswiadczenia bezpieczenstwa;
- aktualne zaswiadczenie o stanie zdrowia pozwalajacym na
prace na stanowisku kierowniczym.
Powyzsze dokumenty w zamknietych kopertach z dopiskiem
K0NKukS NA 0\kLKI0kA 00Nu I0LN|LkIA P0LSK|L00
nalezy skladac w Ministerstwie Obrony Narodowej - Departamencie Wychowania i Promocji Obronnosci,
al. Niepodleglosci 218, 00-911 Warszawa, kancelaria nr 6,
do 31 marca 2007 r.
Kandydat ma mozliwosc zapoznania sie z regulaminem konkursu oraz zasadami funkcjonowania instytucji na podstawie doku-
mentów dostepnych w Domu Zolnierza Polskiego w Warszawie,
ul. Banacha 2, pok. nr 15 c, w godz. 8.00-15.00 (tel. 0-22 682 45 05).
Rozpatrzenie wniosków nastapi w ciagu siedmiu dni od dnia, w którym uplynal termin wyznaczony do ich skladania.
Polska Zbrojna 53 nr 11/2007
MILITARIA
Minister Obrony Narodowej
oglasza konkurs na stanowisko dyrektora
Domu Zolnierza Polskiego w Warszawie, ul. S. Banacha 2, 02-097 Warszawa.
w,maçan|a kon|ectne:
Kand,dac| prt,stepu|ac, do konkursu pow|nn| spe|n|ac nastepu|ace w,maçan|a:
w,maçan|a potadane:
wn|osk| kand,datów pow|nn, taw|erac:
- obywatelstwo polskie;
- wyksztalcenie wyzsze o kierunku humanistycznym, spolecz-
nym lub prawnym;
- znajomosc przepisów prawa finansowego, zamówien pub-
licznych oraz rachunkowosci, a takze przepisów dotyczacych
prowadzenia gospodarki materialowo-technicznej;
- zdolnosc kierowania duzymi zespolami ludzi, umiejetnosci
organizacyjne i menedzerskie;
- dobry stan zdrowia;
- znajomosc przynajmniej jednego jezyka obcego sposród je-
zyków roboczych Unii Europejskiej na poziomie co najmniej
komunikatywnym;
- co najmniej trzyletni staz na stanowiskach kierowniczych ze
szczególnym uwzglednieniem placówek edukacyjnych lub
kulturalnych;
- udokumentowany dorobek zawodowy.
- podyplomowe studia z zakresu organizacji i zarza-
dzania,
- umiejetnosc obslugi komputera,
- doswiadczenie w zakresie komunikacji spolecznej.
- pisemne zgloszenie sie do konkursu z motywacja kandydo-
wania na stanowisko dyrektora Domu Zolnierza Polskiego
w Warszawie;
- pisemne opracowanie koncepcji funkcjonowania i kierowa-
nia Domem Zolnierza Polskiego w Warszawie;
- zyciorys z opisem dotychczasowej pracy zawodowej;
- odpisy dyplomów oraz zaswiadczen o posiadanych
kwalifikacjach;
- opinie z dotychczasowych miejsc pracy, w tym potwierdza-
jace co najmniej trzyletni staz pracy na stanowiskach kierow-
niczych, ze szczególnym uwzglednieniem placówek kultu-
ralnych i oswiatowych;
- pisemna zgode na przeprowadzenie postepowania
sprawdzajacego, umozliwiajacego uzyskanie poswiad-
czenia bezpieczenstwa upowazniajacego do dostepu
do informacji niejawnych oznaczonych klauzula .taj-
ne¨, zgodnie z przepisami ustawy z 22 stycznia 1999 r.
o ochronie informacji niejawnych (DzU z 2005 r.
nr 196, poz. 1631 z pózn. zm.) lub kopie posiadanego
poswiadczenia bezpieczenstwa;
- aktualne zaswiadczenie o stanie zdrowia pozwalajacym na
prace na stanowisku kierowniczym.
Powyzsze dokumenty w zamknietych kopertach z dopiskiem
K0NKukS NA 0\kLKI0kA 00Nu I0LN|LkIA P0LSK|L00
nalezy skladac w Ministerstwie Obrony Narodowej - Departamencie Wychowania i Promocji Obronnosci,
al. Niepodleglosci 218, 00-911 Warszawa, kancelaria nr 6,
do 31 marca 2007 r.
Kandydat ma mozliwosc zapoznania sie z regulaminem konkursu oraz zasadami funkcjonowania instytucji na podstawie doku-
mentów dostepnych w Domu Zolnierza Polskiego w Warszawie,
ul. Banacha 2, pok. nr 15 c, w godz. 8.00-15.00 (tel. 0-22 682 45 05).
Rozpatrzenie wniosków nastapi w ciagu siedmiu dni od dnia, w którym uplynal termin wyznaczony do ich skladania.
W
cześniej, w listopadzie ubie-
głego roku, otrzymał on zgo-
dę na rozpoczęcie negocjowania
ostatecznej umowy z francuską fir-
mą MBDA i szwedzką Saab AB.
W odróżnieniu od Litwy i Łotwy, któ-
re wybrały szwedzkie zestawy
RBS-70, Estonia zdecydowała się
na francuskie wyrzutnie Mistral
(na zdjęciu) w połączeniu ze
szwedzkimi radarami Giraffe.
Tym samym kraj ten stanie się
RUMUNIA. Minister
obrony Sorin
Frunzaverde ujawnił
22 lutego, że Rumunia planuje
zakupić w najbliższych latach
48 nowych samolotów wieloza-
daniowych. – Mam nadzieję, że
w tym roku rozpoczniemy nie-
zbędne procedury – stwierdził
w wywiadzie udzielonym
Reutersowi. Dostawy nowych
samolotów powinny zakończyć
się do 2014 r.
Trzonem rumuńskich sił po-
wietrznych są zmodernizowane
w latach 90. przy wsparciu izra-
elskim myśliwce MiG-21 Lancer.
Minister Frunzaverde powie-
dział, że 80 Migów zostanie wy-
cofanych ze służby do 2013 r.
Rywalizacja o rumuński kontrakt
rozegra się prawdopodobnie
między szwedzko-brytyjskimi
Gripenami a amerykańskimi
F-16. Bukareszt, który od lat
przymierzał się do modernizacji
swego lotnictwa, rozważał tańszą
opcję nabycia używanych „szes-
nastek”, m.in. izraelskich. (wrt)
Dozbrajanie AGM-65 MAVERICK
218 rakiet powietrze–powietrze
AIM-120C-7, 235 pocisków kie-
rowanych do zwalczania celów
naziemnych AGM-65G2
Maverick (plus cztery ćwiczebne
TGM-65G) oraz 48 wyrzutni
LAU-129A. Jeśli wszystkie opcje
zostaną zrealizowane, wartość
kontraktu wyniesie 421 mln do-
larów. Nowe uzbrojenie wzmoc-
ni możliwości bojowe tajwań-
skich samolotów F-16A/B, któ-
rych 150 kupiono w latach 90.
Plany zakupów mają też związek
z rozbudową potencjału lotni-
ctwa komunistycznych Chin, któ-
re dysponują coraz nowocześ-
niejszym uzbrojeniem. (t )
USA–TAJWAN
Odpowiedzialna m.in. za
kwestie eksportu amery-
kańskiego sprzętu wojsko-
wego agencja DSCA poin-
formowała Kongres USA o możli-
wości sprzedaży Tajwanowi uzbro-
jenia lotniczego. Starająca się za-
chować niezależność od Chin wy-
spa zwróciła się do Stanów
Zjednoczonych o sprzedaż m.in.
ESTONIA. W końcu lutego rząd upoważnił ministra obrony
do podpisania wartego ok. 60 mln euro kontraktu na zakup
rakietowego systemu obrony powietrznej krótkiego zasięgu.
Blisko finału
27. nabywcą francuskich rakiet.
W ostatniej fazie przetargu fran-
cusko-szwedzki duet pokonał
amerykańskiego Raytheona ofe-
rującego zestawy FIM-92 Stinger.
Poza wyrzutniami i radarami
Estończycy nabyli stanowiska
dowodzenia i sprzęt łączności.
System przewidziany dla ich
1 Brygady Piechoty zostanie do-
starczony w ciągu następnych
dwóch lat. (w)
Niebawem przetarg
USA. Po zakończeniu prób
morskich marynarce wojen-
nej przekazano drugi okręt
wsparcia logistycznego nowej
klasy. Jednostce nadano
imię „Sacagawea”, upamięt-
niając indiańską przewod-
niczkę i tłumaczkę dwóch po-
dróżników Meriwethera
Lewisa i Williama Clarka, któ-
rzy na początku XIX w. odkry-
wali zachód Ameryki. Są oni
patronami pierwszego z okrę-
tów, USNS „Lewis and
Clark” T-AKE1 (na zdjęciu).
Docelowo ma powstać 12 ta-
kich jednostek.
USNS „Sacagawea” (T-AKE 2)
jest okrętem o wyporności nie-
mal 36 tys. ton, przeznaczo-
nym do zaopatrywania okrę-
tów wchodzących w skład
grup bojowych lotniskowców.
Mogą przewozić żywność,
amunicję, części zamienne,
wodę pitną i paliwo. W sumie
na pokładzie jest miejsce dla
ponad 6,6 tys. ton suchego ła-
dunku i 23,5 tys. baryłek
paliwa. Okręt „Sacagawea”
podlega Dowództwu
Wojskowego Transportu
Morskiego (MSC), a jego ma-
cierzystym portem będzie
Norfolk w Wirginii. (wrob)
Upamiętnieni odkrywcy zachodu
N
A
T
O
N
A
T
O
M
S
C

F
A
R
54 Polska Zbrojna nr 11/2007
W
Wśród nowych okrętów, które w najbliż-
szych latach wejdą do służby w portugal-
skiej marynarce wojennej, znajdzie się Na-
vio Polivalente Logistico, platforma de-
santowa z dokiem. Jednostki tego typu
znane są pod angielskim skrótem LPD.
Zakup okrętu o wyporności 10,5 tys. ton,
mogącego zabrać na pokład 650 żołnie-
rzy wraz pojazdami i innym sprzętem,
zwiększy portugalskie możliwości udzia-
łu w misjach ekspedycyjnych. Poczyna-
jąc od lat 90., kilka państw członkowskich
NATO, podobnie jak Portugalczycy, zmo-
dernizowało i rozbudowało komponent
amfibijny swych sił morskich.
Lotniskowce desantowe
Przed dziesięciu laty tylko marynarka
wojenna USA dysponowała dużymi jed-
nostkami desantowymi, które ze wzglę-
Oprócz
państw europejskich
o duże i nowoczesne okręty
desantowe wzbogaciły się
w ostatnich latach również floty
państw azjatyckich – Indonezji,
Japonii, Korei Południowej
i Singapuru
MILITARIA OKRĘTY
OKRĘTOWA
MOZAIKA
Zdolność sił zbrojnych każdego państwa
do udziału w operacjach ekspedycyjnych
zwiększają nowoczesne okręty
transportowo-desantowe .
T A D E U S Z WRÓ B E L
du na ciągnący się wzdłuż całego kadłu-
ba pokład startowy przypominają małe
lotniskowce. Obecnie – choć amerykań-
skie jednostki klasy Wasp, desantowe he-
likopterowce z dokiem (LHD), nadal po-
zostają największe na świecie (ponad
40 tys. ton wyporności) – mają już swe
europejskie odpowiedniki. W końcu mi-
nionej dekady do służby we flocie bry-
tyjskiej wszedł „Ocean”, sklasyfikowa-
ny jako helikopterowiec desantowy
(LPH), gdyż nie ma doku na rufie. We
Francji natomiast po 2000 r. zbudowano
dwa LHD klasy Mistral. Okręty europej-
skie mają niemal o połowę mniejszą od
amerykańskich wyporność oraz możli-
wości transportowe. Na pokładzie jed-
nostki klasy Wasp jest miejsce dla nie-
mal 1900 żołnierzy desantu; na „Ocea-
nie” może się ich zmieścić około 800,
na „Mistralu” – 450. Ten ostatni zabiera
też kilkanaście czołgów lub 60 innych
wozów pancernych. Żołnierze i sprzęt
mogą być przerzucani z okrętów na ląd
przez śmigłowce, różnej wielkości barki
„Ocean”
„Rotterdam”
U
S
D
O
D
A
F
S
O
U
T
H
U
K
M
O
D
R
O
Y
A
L
N
A
V
Y
Polska Zbrojna 55 nr 11/2007
N
a pokładzie nowego włoskiego lotniskow-
ca „Cavour” poza śmigłowcami i samolo-
tami przewidziano również miejsce dla de-
santu oraz pojazdów lub kontenerów.
Standardowo ma być miejsce dla 325 żołnie-
rzy, ale przypadku krótszych rejsów ich liczba
może zwiększyć się do 416. „Cavour” będzie
mógł też przewozić do stu samochodów lub
50 pojazdów pancernych, bądź 24 czołgi.
Oprócz
państw europejskich
o duże i nowoczesne okręty
desantowe wzbogaciły się
w ostatnich latach również floty
państw azjatyckich – Indonezji,
Japonii, Korei Południowej
i Singapuru
Dwa w jednym
OKRĘTOWA
MOZAIKA
M
a
r
y
n
a
r
k
a

w
o
j
e
n
n
a

U
S
A

p
i
e
r
w
s
z
a

d
y
s
p
o
n
o
w
a
ł
a

d
u
ż
y
m
i

o
k
r
ę
t
a
m
i
,

z
d
o
l
n
y
m
i

d
o

z
a
b
r
a
n
i
a

r
ó
ż
n
y
c
h

r
o
d
z
a
j
ó
w

j
e
d
n
o
s
t
e
k

t
r
a
n
s
p
o
r
t
o
w
y
c
h

s
ł
u
ż
ą
c
y
c
h

d
o

p
r
z
e
r
z
u
t
u

d
e
s
a
n
t
u

n
a

b
r
z
e
g
.
desantowe, poduszkowce, łodzie ponto-
nowe z usztywnionym kadłubem czy też
opancerzone amfibie szturmowe. Tu rów-
nież co do ich liczby przewaga jest po
stronie Amerykanów – na „Wasp”
zmieszczą się trzy poduszkowce, pod-
czas gdy na „Mistralu” dwa, a na „Oce-
anie” tylko jeden.
Na pokładzie jest z reguły sześć lądo-
wisk, przy czym liczba i typy maszyn za-
leżą od charakteru misji. W jednej z kon-
figuracji jednostka USA może zabrać do
42 śmigłowców CH-46 Sea Knight,
w innej – 20 samolotów pionowego star-
tu AV-8B i sześć śmigłowców zwalcza-
nia okrętów podwodnych. „Ocean” mo-
że zabrać do 12 średnich transportowych
i sześciu bojowych, zaś „Mistral” do 16.
W przypadku „Oceanu” alternatywą dla
śmigłowców jest 15 samolotów Sea
Harrier.
Jednak niebawem posiadaczem naj-
większego okrętu desantowego w Euro-
pie stanie się Hiszpania. W tym roku
zwodowany ma zostać Buque de Proyec-
cion Estrategica „Juan Carlos I” o wy-
porności 27 tys. ton. Jednostka jest od-
powiednikiem LHD. Z jej pokładu będą
mogły operować różnego typu śmigłow-
ce i samoloty pionowego startu. Ich licz-
ba i konfiguracja zależeć będzie od pla-
nowanej misji. Maksymalnie mogą to być
32 śmigłowce NH90 lub tuzin większych
CH-47 Chinook. W przypadku samolo-
tów maksimum to 19 AV-8B Harrier
II Plus.
BPE będzie mógł transportować wie-
le różnych pojazdów, od samochodów te-
renowo-osobowych po czołgi. Tych ostat-
nich – do 46. Alternatywnie na pokład
będzie można zabrać do 144 kontenerów.
Jak podaje na swej stronie internetowej
hiszpańska marynarka wojenna, BPE jest
przewidziany do transportu 1443 osób,
w tym 892 żołnierzy desantu. „Juan Car-
los I” będzie zdolny do zabrania różnych
typów jednostek służących do przerzutu
desantu na brzeg. Ich liczba może wahać
się od jednej do czterech barek. Innym
rozwiązaniem jest poduszkowiec, a tak-
że łodzie pontonowe z usztywnionym
kadłubem.
Mniejsi bracia
We flotach Francji, Włoch, Wielkiej
Brytanii, Hiszpanii i Holandii są też mniej-
sze jednostki amfibijne, typu LPD. W od-
różnieniu od omówionych wcześniej okrę-
tów mają lądowiska dla śmigłowców tyl-
ko na pokładzie rufowym. Z reguły jest
tam miejsce dla dwóch średnich śmi-
głowców (lub jednego ciężkiego). Przy-
kładem są hiszpańskie desantowce „Ga-
licia” i „Castilla” oraz holenderskie „Rot-
terdam” i „Johan de Witt”. Jednostki te są
bardzo do siebie podobne, i nie jest to
przypadek, bowiem są efektem współpra-
cy Hiszpanii i Holandii. Przy czym naj-
młodszy z okrętów, „Johan de Witt”, jest
największy (ok. 16,7 tys. ton wyporności).
Mogą zabrać do 611 żołnierzy desantu,
a także 33 czołgi lub 130 transporterów
opancerzonych. Liczba barek, zależnie od
typu, waha się od jednej do sześciu, zaś
w hangarze jest miejsce dla czterech–sześ-
ciu śmigłowców.
Większymi (18,5 tys. ton wyporności)
okrętami są brytyjskie bliźniaki „Albion”
i „Bulwark”. Mają miejsce dla 305 ma-
rines, ale w razie konieczności można za-
okrętować jeszcze następnych 405 żoł-
nierzy. Poza tym mieści się na nich do
sześciu czołgów lub 30 lżejszych pojaz-
dów pancernych. Brytyjskie LPD nie ma-
ją hangaru dla śmigłowców. Natomiast
jednostki włoskie i francuskie są znacz-
nie mniejsze, o wyporności od 7,6 tys.
do 12 tys. ton. Tak więc do mniejszych
należeć będzie również portugalski
NPL. 
HMS „Bulwark”
„Mistral”
„Juan Carlos I”
„Cavour”
M
O
W
Ł
O
C
H
M
O
N
F
R
A
N
C
J
I
U
K
M
O
D
A
R
M
A
D
A
E
S
P
A
N
O
L
A
56 Polska Zbrojna nr 11/2007
W
T A D E U S Z WRÓ B E L
ARMIE ŚWIATA ROSJA
Występując na początku lutego w parla-
mencie, ówczesny rosyjski minister obro-
ny Siergiej Iwanow zapowiedział wielki
program modernizacji sił zbrojnych, któ-
ry ma je przygotować do wojen przyszło-
ści. Przypomniał, że w ostatnich latach
budżet jego resortu zwiększył się niemal
czterokrotnie, z 214 mld rubli w 2001 r.
do 821 mld rubli (32,4 mld dolarów)
w bieżącym. Rosja mogła sobie na to po-
zwolić m.in. dzięki koniunkturze na ryn-
ku ropy naftowej. Jej wysokie ceny przy-
Sen
o potędze
Plany modernizacji armii ściśle wiążą się
z politycznymi dążeniami Rosji, by być
równorzędnym partnerem dla Stanów
Zjednoczonych. Rządzący nią politycy są
przekonani, że aby tak było, ich kraj musi
dysponować odpowiednim potencjałem
militarnym.
niosły dodatkowe dochody budżetowe.
Minister Iwanow poinformował, że w la-
tach 2007–2017 zakupione zostanie wy-
posażenie dla 40 batalionów pancernych,
97 piechoty i 50 desantowych. W tej chwi-
li szacuje się, że zaledwie 10–20 proc.
sprzętu rosyjskiej armii można uznać za
nowoczesny. Chociażby w wojskach lą-
dowych, w których na mniej więcej 23 tys.
czołgów – jak podaje „The Military Ba-
lance 2006” – zaledwie 431 to najnowsze
T-90. Szef resortu obrony podał też, że
dwa pułki artylerii otrzymają wyrzutnie
rakiet Uragan-1M. Zmiany nastąpią tak-
że w parku samochodowym, do którego
trafić ma ponad 100 tys. nowych pojaz-
dów. W lipcu 2006 r. podczas wizyty
w Wołgogradzie szef resortu poinformo-
wał, że w planach jest zakup 57 systemów
artylerii samobieżnej Sprut-SD, 499 de-
santowych transporterów opancerzonych
Rakuszka i pewna liczba systemów arty-
lerii nabrzeżnej Bereg. Wówczas to powie-
dział, że w tym roku rosyjska zbrojeniów-
ka otrzyma z jego resortu zamówienia na
303,7 mld rubli (11,2 mld dolarów).
Również wcześniej Rosjanie poinfor-
mowali o zamówieniu nowych śmigłow-
ców bojowych Mi-28 i samolotów bojo-
wych Su-34. W planach jest też budowa
31 nowych okrętów wojennych. Moder-
nizacja rosyjskiej floty już trwa. W ubie-
głym roku położono stępki pod kilka jed-
nostek, m.in. trzeci z kolei okręt podwod-
ny o napędzie konwencjonalnym Lada
(Projekt 677) i czwartą już korwetę Pro-
jekt 20380. Pierwszą z nowych korwet
zwodowano w maju 2006 r.
Potwierdzeniem tego, że Rosja chce
być graczem w skali globalnej, jest za-
powiedź, że w latach 2009–2010 powin-
na zapaść decyzja o budowie nowego lot-
niskowca. Obecnie jej marynarka dyspo-
Polska Zbrojna 57 nr 11/2007
rakietyu. Ma je pięć puł-
ków. Rozpoczęło się już
przekształcanie tych jed-
nogłowicowych dotąd poci-
sków w wielogłowicowe. Jed-
nak równocześnie z wprowa-
dzaniem nowych rakiet Ro-
sjanie będą musieli wycofy-
wać broń starszej generacji,
odziedziczoną po ZSRR.
Modernizacja potencjału ra-
kietowego nie ogranicza się do
pocisków międzykontynental-
nych. W tym roku ma osiągnąć go-
towość operacyjną nowy system bli-
skiego zasięgu Iskander-M. Przewidzia-
ny jest zakup 60 wyrzutni, co pozwoli prze-
zbroić w nie pięć brygad. Co ciekawe, by-
ły szef rosyjskiego resortu obrony podczas
wystąpienia w Dumie, izbie niższej parla-
mentu, stwierdził, że wielkim błędem by-
ło złomowanie rakiet średniego zasięgu.
Moskwa była do tego zobligowana trakta-
tem podpisanym 8 grudnia 1987 r. przez
były ZSRR z USA. Obie strony zgodziły
się wówczas na likwidację rozmieszczo-
nych na lądzie pocisków balistycznych i
manewrujących o zasięgu 500–5000 km.
Jeśli chodzi o trzeci element nuklearnej
triady, to Rosjanie chcą utrzymywać
w służbie 50 z 80 bombowców strategicz-
nych Tu-160 Blackjack i Tu-95MS Bear.
Modernizacja czeka natomiast komponent
morski rosyjskich sił strategicznych. Latem
zeszłego roku wszedł do służby we Flocie
Północnej okręt podwodny o napędzie nu-
klearnym „Jurij Dołgorukij” należący do
klasy Borej (Projekt 955), zaś w budowie
są dwa następne. Mają one być uzbrojone
w tuzin nowej generacji 12-głowicowych
rakiet balistycznych Buława, powstałych
na bazie wspomnianego już pocisku To-
pol-M. Wśród 31 nowych okrętów, o któ-
rych mówił Iwanow, będzie osiem „955”.
Zastąpią one najstarsze jednostki klasy Kal-
mar (projekt 667BDR).
Siły i zamiary
Plany modernizacji armii ściśle wiążą
się z politycznymi dążeniami Rosji, by być
równorzędnym partnerem dla Stanów
Zjednoczonych. Rządzący nią politycy są
przekonani, że aby tak było, ich kraj mu-
si dysponować odpowiednim potencjałem
militarnym. Fundusze na modernizację
równowartości 189 mld dolarów są impo-
nujące, ale pomimo gigantycznego wzro-
stu w ostatnim czasie rosyjskich nakładów
na obronę, są one nadal ułamkiem tego,
co wydają USA. Przedstawiony na począt-
ku lutego projekt budżetu na 2008 r. prze-
widuje dla Pentagonu 716,5 mld dolarów,
z czego 235,1 mld na same operacje w Af-
ganistanie i Iraku.
nuje tylko jednym, „Admirałem Kuźnie-
cowem”, podczas gdy Amerykanie ma-
ją ich tuzin.
Potencjał odstraszania
O potędze Rosji nadal będzie de-
cydował w znacznym stopniu jej po-
tencjał nuklearny. W tym roku siły
strategiczne mają dostać 17 nowych
– ponad 23,3 tys. czołgów
– około 15,7 tys.
bojowych wozów piechoty
– blisko 11 tys.
transporterów opancerzonych
– ponad 2,1 samolotów bojowych
– lotniskowiec
– 6 krążowników
– 19 niszczycieli rakietowych
– 8 fregat rakietowych
– 68 okrętów
podwodnych
POTĘGA
WSCHODU
W
ciągu ostatnich sześciu lat liczeb-
ność Sił Zbrojnych Federacji
Rosyjskiej zmniejszyła się z 1,34 mln do
1,13 mln ludzi. Według Iwanowa, jest to
optymalna liczba żołnierzy w stosunku do
potrzeb i nie będzie dalszych cięć.
Aczkolwiek stwierdził, że do 2015 r. ar-
mia zmniejszy się do około miliona. – Nie
będziemy jednak redukować jednostek
bojowych. Rosjanie nie zdecydowali się
na pełną profesjonalizację armii, ale z ro-
ku na rok wzrasta w niej odsetek żołnie-
rzy kontraktowych.
Koniec redukcji
międzykontynentalnych pocisków bali-
stycznych Topol-M. Ogółem w latach
2007–2015 planuje się zakup 84 takich
rakiet. Większość z nich (5 0) ma
być w wersji na ruchomej wyrzutni.
Pierwszy wyposażony w pociski tego ty-
pu nie pułk osiągnął gotowość operacyj-
ną w grudniu zeszłego roku.
Pozostałe Topole trafią do podziemnych
silosów, które już skrywają 40–42 takie U
S

D
O
D

(
3
)


W wojskach lądowych na mniej więcej 23 tys. czołgów zaledwie 431 to najnowsze T-90 (na zdjęciu).

nr 11/2007
Hipermarketowa
prewencja
WIELKA BRYTANIA. Służby
specjalne Zjednoczonego
Królestwa starają się przeciw-
działać zamachom terrory-
stycznym. Dlatego kontrwy-
wiad (MI5) szkoli kasjerów
co najmniej dwóch wielkich
sieci supermarketów, Tesco
i Asda, w technikach rozpo-
znawania potencjalnych terro-
rystów. Jak poinformował ty-
godnik „Independent on Sun-
day”, są oni m.in. uczulani, by
zwracać uwagę na klientów
nabywających większe ilości
WYDARZENIA ZAPIS
58 Polska Zbrojna
w skrócie
ROSJA. Nie ustają pogróżki rosyj-
skich władz związane z planami
zlokalizowania amerykańskiego
systemu obrony antyrakietowej
w Europie Środkowej. – Ponieważ
elementy tarczy antyrakietowej są
obiektami o słabej obronie, wszyst-
kie typy samolotów naszego lotni-
ctwa mogą wykonywać zadania
związane z ich elektronicznym
zwalczaniem lub fizycznym nisz-
czeniem – powiedział dziennika-
rzom dowódca lotnictwa dalekie-
go zasięgu, gen. por. Igor Chwo-
row. Wcześniej dowodzący strate-
gicznymi wojskami rakietowymi
gen. płk Nikołaj Sołowcow
ostrzegł, że rosyjskie rakiety bę-
dą w stanie razić obiekty amery-
kańskiej tarczy antyrakietowej, je-
śli takowe zostaną rozmieszczone
w Polsce i Czechach. Natomiast
towarzyszący Chworowowi były
dowódca sił powietrznych Rosji
gen. armii Piotr Dejniekin oświad-
czył, że taka lokalizacja „znacz-
nie zwiększy możliwości Amery-
kanów z punktu widzenia rozpo-
znawania i niszczenia rosyjskich
rakiet w początkowej fazie lotu”.
Według jego opinii „teraz należy
oczekiwać dyslokacji rakiet ope-
racyjno-taktycznych USA na te-
rytorium krajów byłego Układu
Warszawskiego, a nawet nadbał-
tyckich republik dawnego
ZSRR”.
Problemem rozmieszczenia ame-
rykańskich systemów antyrakieto-
wych u granic Rosji zajmuje się
również tamtejsza prasa. Dziennik
„Izwiestija” podał, że USA chcą je
zainstalować nie tylko w Polsce
i w Czechach, ale również na Kau-
kazie. W ubiegłym tygodniu wspo-
mniał o takiej możliwości szef
Agencji Obrony Przeciwrakieto-
wej gen. Henry Obering, zastrze-
gając, iż kaukaski radar byłby
„użyteczny, ale nie niezbędny”.
Gazeta „Wriemia Nowostiej” za-
uważyła przy okazji z ironią, że
Stany Zjednoczone „posłuchały
rad rosyjskich ekspertów wojsko-
wych, którzy zalecali zainstalowa-
nie stacji radarowej nie w Cze-
chach, lecz – na przykład – w Tur-
cji”. Rosyjscy dziennikarze twier-
dzą, iż powstanie ona na terytorium
Gruzji. Według nich „podejrzana”
o współpracę z Amerykanami jest
również Ukraina. (w)
PAKISTAN. W ubiegłą sobotę
(3 bm.) pakistańskie siły zbroj-
ne przeprowadziły zakończoną
sukcesem próbę rakiety krótkie-
go zasięgu, mogącej przenosić
głowice jądrowe. Wystrzelono
pocisk Abdali, który ma zasięg
200 km. Nie podano jednak do-
kładnego miejsca testu. Nie-
spełna dwa tygodnie wcześniej
Pakistan przeprowadził próbę
dwuczłonowej, balistycznej ra-
kiety dalekiego zasięgu. Hatf
VI (Shaheen II), który jest ko-
pią chińskiego pocisku M-18,
ma zasięg 2000 km, a w wersji
zmodyfikowanej nawet 2500
km. Oznacza to, że rakiety, mo-
gące przenosić broń jądrową, są
zagrożeniem dla wszystkich
większych miast sąsiadujących
z Pakistanem Indii. (wr)
NATO – stwierdziła 5 bm.
Rada Bezpieczeństwa Fede-
racji Rosyjskiej, która jest or-
ganem doradczym prezyden-
ta. Choć nie padła nazwa
żadnego z nich, to nie ma
wątpliwości, iż chodziło
o Stany Zjednoczone. Nowa
doktryna obronna Rosji, nad
którą trwają prace, uwzględni
tę tendencję. Już w ubiegłym
miesiącu władze rosyjskie
ogłosiły wielki program mo-
dernizacji sił zbrojnych. We-
dług Rady Bezpieczeństwa są
one nadal wykorzystywane
w charakterze ważnego na-
rzędzia osiągania politycz-
nych i ekonomicznych celów
państwa. (wr)
telefonów komórkowych lub
chemii domowej. Brytyjskie
służby specjalne i przedstawi-
ciele rządu mają obawy, iż ter-
roryści mogą wybrać za cel ata-
ku supermarket lub usytuowany
w jego podziemiach parking.
– Terroryści wiedzą, że jeśli
uda im się odstraszyć ludzi od
wykonywania codziennych za-
jęć, będzie to dla nich znaczyło,
iż wygrywają wojnę. Trudno
o lepszy cel niż ruchliwy super-
market, którego nie sposób
upilnować, z podziemiem peł-
nym aut – zacytował brytyjski
tygodnik anonimowego eksper-
ta od terroryzmu. Ponoć amery-
kańskie Federalne Biuro Śled-
cze (FBI) udaremniło w 2006 r.
co najmniej jeden zamach, któ-
rego celem były supermarkety
i szpitale. Groźne może być też
skażenie sprzedawanej w nich
żywności.
Siła w doktrynie
ROSJA. Coraz więcej uwagi
poświęca się modernizacji na-
rodowych sił zbrojnych i do-
skonaleniu produkcji broni
w polityce wojskowej czoło-
wych państw świata. Aktywnie
wdraża się nowoczesne środki
walki zbrojnej. Rewidowane są
„technologie” użycia wojsk.
Zmienia się konfiguracja obec-
ności militarnej. Umacniają się
sojusze wojskowe, zwłaszcza
Rosyjscy generałowie zapewniają, że mają możliwości
zniszczenia elementów amerykańskiej tarczy
antyrakietowej.
Po rakietach bombowce
F
O
X
B
A
T

A
V
I
A
NIEMCY. Amerykański program
obrony przeciwrakietowej oraz
misje NATO i UE były m.in. te-
matami rozmów w trakcie niefor-
malnego spotkania ministrów
obrony państw Unii Europejskiej
1–2 bm. w niemieckim Wiesba-
den. Minister obrony Niemiec
Franz Josef Jung opowiedział się
za wypracowaniem przez NATO
wspólnego stanowiska w sprawie
planowanego przez USA syste-
mu obrony przeciwrakietowej.
Podkreślił także, że plany
umieszczenia elementów syste-
mu w Polsce i Czechach nie za-
grażają Rosji. Ministrowie repre-
zentujący 27 krajów, wśród nich
Aleksander Szczygło, szef pol-
skiego resortu ON, omówili
problemy misji w Bośni i Herce-
gowinie, Kosowie, a także w Af-
ganistanie i Sudanie. Javier Sola-
na, wysoki przedstawiciel UE ds.
polityki zagranicznej i bezpie-
czeństwa zapowiedział, że Unia
włączy się do uporządkowania
sytuacji w Kosowie. Natomiast
minister Szczygło zaznaczył, że
stabilizacja w Kosowie i Afgani-
stanie ma kluczowe znaczenie
dla bezpieczeństwa międzynaro-
dowego i powinna stanowić
wspólny cel Unii i NATO. Zda-
niem Junga warto więc, aby
UE uzupełniła wysiłek sojuszu
poprzez ustanowienie misji poli-
cyjnej w Afganistanie. Ministro-
wie omówili również zagadnie-
nia dotyczące współpracy pomię-
dzy UE a ONZ oraz podsumo-
wali doświadczenia z operacji
EUROFOR w Demokratycznej
Republice Konga. Zasygnalizo-
wali też gotowość uczestniczenia
UE w misji pokojowej ONZ
w zachodniosudańskiej prowincji
Darfur. (ATU)
Misje pod lupą
Ulepszanie rakiet
Unia Europejska postanowiła
zmniejszyć o ponad połowę liczący
6500 żołnierzy personel swej
misji w Bośni i Hercegowinie
B
U
N
D
E
S
H
E
E
R

A
T
Andrzej Jonas
REDAKTOR NACZELNY
„THE WARSAW VOICE”
Wróżenie
z gestów
nr 9/2007 Polska Zbrojna 59
I
m trudniejsze stosunki mię-
dzy państwami, tym większa
waga symboli. Politycy stolic
wobec siebie przyjaznych pro-
wadzą częsty i otwarty dialog
nawet wówczas, gdy dochodzi
do kontrowersji. Im więcej ofi-
cjalności i ceremonialności,
tym większa pewność, że kon-
takty obciążone są nieufnością
i nieszczerością. Wrogowie
z reguły każą poszukiwać sen-
su w gąszczu symbolicznych
min i gestów. I dlatego do
słownika i historii światowej
polityki przeszły takie terminy
jak pamiętna dyplomacja ping-
pongowa, gdy sygnały o goto-
wości do rozmów Waszyngton
i Chiny przekazywały sobie,
zapraszając i wysyłając druży-
ny ping-ponga.
10 marca w Bagdadzie plano-
wana jest wielostronna konfe-
rencja, w której obok innych
uczestniczyć mają delegacje
USA, Syrii i Iranu. Czyżby
przełom? Nawiązanie bezpo-
średnich rozmów w tym trój-
kącie mogłoby otworzyć drogę
do jakichś rozwiązań, ale czy
rzeczywiście są takie intencje?
Otóż, nie sądzę. Gdyby polity-
cy tej trójki chcieli podjąć ja-
kiekolwiek negocjacje, to ist-
nieje dostatecznie wiele taj-
nych kanałów, aby to zrobić.
Różnica potencjałów sprawia,
A
N
T
O
N

B
A
L
A
K
H
I
E
V
USA. Sekretarz obrony USA
Robert Gates zwolnił 2 bm.
Francisa J. Harveya ze stanowi-
ska sekretarza do spraw wojsk lą-
dowych – ujawnił anonimowy
przedstawiciel Departamentu
Obrony. Wcześniej Pentagon
i sam Gates podali, że to Harvey
podał się do dymisji. Jego odej-
ście ma związek ze skandalem,
jaki wybuchł po ujawnieniu, że
żołnierze amerykańscy ranni
w Iraku i Afganistanie leczeni są
w złych warunkach w głównym
szpitalu wojskowym im. Waltera
Reeda w Waszyngtonie. Dziennik
„Washington Post” opisał w serii
artykułów panujące tam zanie-
dbania, niedostatki, niewygody
oraz brak troski o pacjentów żoł-
nierzy. Poza sekretarzem
ds. wojsk lądowych stanowisko
stracił wcześniej szef krytykowa-
nego centrum medycznego gen.
George Weightman. Dymisję
Harveya ogłoszono w dniu, gdy
prezydent George W. Bush polecił
generalny przegląd urządzeń i in-
stytucji, z których korzystają wete-
rani sił zbrojnych USA.

BUŁGARIA. Niedotrzymanie
terminów przez izraelską firmę
Elbit spowodowało rozwiąza-
nie zawartej w lutym 2006 ro-
ku umowy w sprawie moderni-
zacji śmigłowców wojskowych
– poinformowało 5 bm. bułgar-
skie ministerstwo obrony. De-
cyzję tę zaaprobował rząd. Re-
sort obrony podał, że osiągnię-
to porozumienie w sprawie
zwrotu części sumy ośmiu mi-
lionów euro, którą otrzymała
już na ten cel strona izraelska.
Elbit miał za 57,8 mln euro
zmodernizować do końca 2008 r.
12 śmigłowców bojowych Mi-
24 i sześć transportowych Mi-
17. Firma ta wygrała przetarg,
oferując cenę znacznie niższą
niż dwaj rywale – francuski
koncern Sagem i brytyjski
BAE Systems. Jednak jeszcze
przed podpisaniem kontraktu
bułgarscy eksperci mieli wąt-
pliwości, czy strona izraelska
zdoła wykonać modernizację
helikopterów, gdyż nie miała li-
cencji na ich przebudowę od
producenta maszyn. (ted)
że nie widać potrzeby jakie-
gokolwiek odwoływania się
do gestów czy zakamuflo-
wanych sygnałów. Dlatego
sądzę, że za wiarygodne na-
leży uznać oświadczenie
rzecznika Białego Domu
Tony’ego Snowa: „USA
uczestniczyły w ostatnich la-
tach w różnych forach doty-
czących spraw regionalnych,
na których byli też przedsta-
wiciele Syrii i Iranu. Ta kon-
ferencja nie będzie pod tym
względem wyjątkiem. Jeśli
Teheran chce z nami rozma-
wiać, musi wstrzymać wzbo-
gacanie uranu zgodnie z żą-
daniami Rady Bezpieczeń-
stwa ONZ”.Inna sprawa, że
droga, którą George Bush ma
zamiar nadal podążać, nie
gwarantuje dotarcia do roz-
wiązania. Być może bardziej
owocna wiedzie przez Dama-
szek i Teheran. Ale jak dotąd
nic nie wskazuje na to, aby
którakolwiek ze stolic do te-
go dojrzała.
Dymisje
za skandal
Rezygnacja
Tajemnicze zaginięcie
U
S

D
O
D
IRAN. Były wiceminister obrony
gen. Ali Reza Asghari, zaginął
w czasie „prywatnej podróży” do
Turcji, gdzie przyjechał z Syrii.
– Jest prawdopodobne, że
Asghari został uprowadzony przez
służby zachodniego wywiadu
– zasugerował cytowany przez
agencję IRNA szef irańskiej policji
Ismail Ahmadi Moghaddam.
Władze w Ankarze nie zareagowa-
ły na to oskarżenie. Rzecznik ture-
ckiego ministerstwa spraw zagra-
nicznych ograniczył się do stwier-
dzenia, że resort spraw wewnętrz-
nych został poinformowany przez
ambasadę Iranu o sprawie i pro-
wadzi śledztwo. (w)
60 Polska Zbrojna nr 11/2007
ŚWIAT LIBAN
to Izrael – niekwestiono-
wany dotychczas hege-
mon militarny w regio-
nie Bliskiego Wschodu,
w całej swej nowożytnej
państwowości niepoko-
nany w żadnej z licznych wojen – po
raz pierwszy nie był w stanie rozgro-
mić arabskiego przeciwnika w zdecy-
dowany i niebudzący żadnych wątpli-
wości sposób. Dało to asumpt do głoś-
no wyrażanych w świecie islamskim
twierdzeń, jakoby Izraelczycy ponie-
śli w Wojnie Libańskiej totalną klę-
skę, zaś Hezbollah odniósł polityczne
i strategiczne zwycięstwo.
Bezcenne doświadczenia
Niezależnie od zasadności tych gło-
sów konflikt libański okazał się także
prawdziwym poligonem, na którym
użyte zostało – na masową skalę
i w realnych warunkach pola walki
– uzbrojenie dotychczas w ogóle nie-
stosowane w boju (jak np. różnego ty-
pu artyleria rakietowa produkcji irań-
skiej) lub też wykorzystywane wcześ-
niej w znacznie mniejszym zakresie.
To ostatnie dotyczy zwłaszcza uzbroje-
nia klasy ATGM (kierowanych poci-
Konflikt
libański okazał
się prawdziwym poli-
gonem, na którym użyte
zostało – na masową ska-
lę i w realnych warunkach
pola walki – uzbrojenie
dotychczas w ogóle
niestosowane
w boju
Starcia w Libanie między Izraelskimi Siłami Obrony (IDF) a libańskim szyickim
ugrupowaniem Hezbollah (w lipcu–sierpniu ub.r.) obfitowały w wiele dramatycznych
momentów, a ich rezultat okazał się dość zaskakujący. Choć minęło od nich ponad pół
roku, wojskowi wciąż o tym dyskutują.
T O MA S Z OT Ł OWS K I
sków przeciwpancernych). Mało kto
zdaje sobie sprawę z tego, że gwałtow-
na konfrontacja militarna między IDF
a Hezbollahem latem ubiegłego roku
była jednocześnie pierwszym w historii
wykorzystaniem na tak dużą skalę no-
woczesnych ATGM-ów przeciwko no-
woczesnym czołgom. Co równie ważne
(a z polskiej perspektywy może wręcz
najważniejsze), w kampanii libańskiej
2006 r. po raz pierwszy zastosowano na
taką skalę najnowsze typy ATGM pro-
dukcji rosyjskiej (głównie Kornet) prze-
ciwko czołgom produkcji zachodniej
(chodzi o typ i charakter modelu).
Zdobyte doświadczenia oraz wnioski
płynące w tym względzie z walk w po-
łudniowym Libanie są wręcz bezcenne
dla zachodnich planistów i inżynierów
techniki pancernej, jak też zapewne dla
konstruktorów rosyjskiego uzbrojenia
przeciwpancernego. Warto też pamię-
tać, że z punktu widzenia Izraelczyków
kampania libańska to największa i naj-
cięższa operacja ich sił pancernych od
niemal ćwierćwiecza oraz faktyczny
chrzest bojowy dla najnowszej, czwar-
tej wersji izraelskiego czołgu ciężkie-
go Merkava (Mk.IV). Co więcej, bio-
rąc pod uwagę skalę i charakter walk
w południowym Libanie, można
uznać, że także dla dwóch wcześniej-
szych wersji Merkavy (Mk.II i Mk.III)
było to w istocie dziewicze doświad-
czenie.
Zaskoczeni przez Hezbollah
Podczas trwających niemal trzy ty-
godnie ciężkich starć z siłami IDF bo-
jownicy Hezbollahu wystrzelili ok.
500 rakiet klasy ATGM, „zaliczając”
trafienia w prawie 50 izraelskich czoł-
gów i transporterów opancerzonych,
z czego około 30 maszyn to czołgi ty-
pu Merkava. Jedna trzecia spośród
tych trafionych czołgów została bar-
dzo poważnie uszkodzona i na trwałe
wyeliminowana z walki. Warto przy
tym pamiętać, że siły IDF walczące
w Libanie wyposażone były łącznie
w blisko tysiąc pojazdów pancernych
– tak więc zaledwie 5 proc. z nich
zostało trafionych przez szyickie
ATGM. Ale to właśnie te pięć pro-
cent wstrząsnęło zachodnimi specja-
listami i izraelskimi wojskowymi, któ-
rzy nie spodziewali się, że Hezbollah
dysponuje aż tak dużym potencjałem
w zakresie nowoczesnych przenoś-
nych środków walki z czołgami. Po za-
O
D
A
V
I
D

R
U
B
I
N
G
E
R
PORAŻKA GOLIATA
Polska Zbrojna 61 nr 11/2007
Maszyna do zabijania
B
ojownicy Hezbollahu wykazali się spo-
rą innowacyjnością w zastosowaniu
ATGM-ów, wykorzystując je także przeciw-
ko siłom żywym przeciwnika (co przyczyni-
ło się zresztą do dużych strat w szeregach
IDF). Źródła izraelskie szacują, że
ok. 30 proc. z odpalonych przez libańskich
szyitów ATGM-ów wymierzonych było inten-
cjonalnie w izraelską piechotę, zwłaszcza
wówczas, gdy żołnierze IDF zmuszeni byli
zbijać się w większe grupy (np. podczas
szturmu umocnionego budynku, na podej-
ściu do kompleksu bunkrów przeciwnika
etc.). Statystyki wskazują, że co dziesiąty
izraelski żołnierz wyeliminowany z walki
w płd. Libanie to ofiara ATGM. Nie zmienia
to jednak faktu, że niemal połowa wszyst-
kich strat izraelskich poniesionych pod-
czas wojny libańskiej ‘06 to członkowie za-
łóg czołgów i innych pojazdów opancerzo-
nych, trafionych przez pociski klasy ATGM.
Aby uświadomić sobie skalę omawianych
danych, warto w tym miejscu przypomnieć,
że w kampanii libańskiej poległo łącznie
116 żołnierzy izraelskich, a niemal
500 zostało rannych.
Na zdjęciu: uzbrojenie typu ATGM – AT14
Kornet.
kończeniu działań w Libanie mówiło
się, że Hezbollah dysponował co naj-
mniej 200 wyszkolonymi operatorami
ATGM; dziś pojawiają się i dwukrot-
nie wyższe szacunki.
Bezsilne Merkavy
Już w pierwszych dniach lądowej
części operacji libańskiej Izraelczycy
zorientowali się (nie bez sporego za-
skoczenia), że grupy bojowe Hezbol-
lahu są bardzo dobrze wyposażone
w uzbrojenie typu ATGM – od ame-
rykańskich TOW (zakupionych na
czarnym rynku!) po rosyjskie Sagge-
ry, Fagoty, Konkursy i najnowsze Kor-
nety. Rosyjskie ATGM zdecydowanie
dominowały w arsenale Hezbollahu, co
przyczyniło się nawet do wywołania
skandalu dyplomatycznego między Tel
Awiwem a Moskwą. Liczba ATGM
– tak wyrzutni, jak i amunicji – w jed-
nostkach Hezbollahu była tak duża, że
żołnierze izraelscy znajdowali je do-
słownie wszędzie, na każdej pozycji
zajmowanej przez libańskich szyitów.
Choć Merkava jest jednym z najno-
wocześniejszych czołgów świata, z do-
skonale zaprojektowanym opancerze-
niem, bojownikom Hezbollahu udało
się w kilkunastu przypadkach przebić
pancerz izraelskiego czołgu głowica-
mi ATGM. Szczególnie skuteczny
w tym względzie okazał się najnowszy
typ rosyjskiego ATGM – AT14 Kor-
net. To, że trafione czołgi nie zostały
całkowicie zniszczone (np. poprzez
eksplozję amunicji), Izraelczycy za-
wdzięczają unikatowym rozwiązaniom
konstrukcyjnym swych maszyn.
Bojownicy Hezbollahu znaleźli
zresztą inny sposób na powstrzymanie
izraelskich maszyn. Najczęściej stoso-
waną przez libańskich szyitów taktyką
było bowiem celowanie w szczyt wie-
ży czołgowej, gdzie z reguły znajdował
się (często wysunięty aż do ramion) do-
wódca maszyny, obserwujący przebieg
walki. Przy takim zastosowaniu ATGM
eksplozja głowicy nie tylko zabijała do-
wódcę czołgu, ale często poważnie ra-
niła pozostałych członków załogi.
W tym miejscu pojawia się pytanie,
dlaczego dowódcy czołgów narażali
się na tak duże ryzyko? Odpowiedź
jest niestety banalna – izraelska armia
od lat nie musiała toczyć regularnej
wojny, wszystkie jej działania (głów-
nie w Autonomii Palestyńskiej,
a wcześniej w płd. Libanie) nosiły
znamiona operacji antyterrorystycz-
nych i stabilizacyjnych, gdzie prze-
ciwnik dysponował co najwyżej poje-
dynczymi egzemplarzami przestarza-
łych typów RPG. Stan taki sprawił, że
zarówno wyszkolenie bojowe poszcze-
gólnych załóg czołgowych, jak i ca-
łych związków taktycznych jednostek
pancernych pozostawiało wiele do ży-
czenia. Dotyczy to zwłaszcza szkole-
nia w zakresie taktyki walki z prze-
ciwnikiem wyposażonym w nowo-
czesne systemy ppanc., a do tego – co
także było dla Izraelczyków nowością
– majacym motywację i walczącym
z pełną determinacją do samego koń-
ca. Co gorsza, taki pozornie „komfor-
towy” dla IDF brak regularnych wo-
jen sprawił, że wielu Merkav nie do-
posażono (m.in. w zakresie sprzętu
wizyjnego i obserwacji pola walki),
co wymuszało niejako na dowódcach
takich maszyn ryzykowne wyglądanie
z wieżyczki.
Kolejnym elementem taktyki opera-
torów ATGM z Hezbollahu było nie-
mal jednoczesne odpalanie kilku
(a czasem nawet kilkunastu) rakiet
w kierunku jednego czołgu. Taki kon-
centryczny ostrzał – nawet jeśli nie po-
wodował poważnych uszkodzeń ma-
szyny – z reguły „ogłuszał” i „oślepiał”
załogę, co na pewien czas skutecznie
wyłączało dany czołg z walki.
Wnioski na przyszłość
Wnioski wyciągnięte z przebiegu
i wyników walk w południowym Liba-
nie mają w krótkim czasie poprawić ja-
kość operacyjną izraelskich jednostek
pancernych, a zwłaszcza poziom wy-
szkolenia i zgrania poszczególnych za-
łóg. Zasadniczą częścią procesu wzmac-
niania zdolności bojowych izraelskich
zagonów pancernych jest jednak pro-
gram przewidujący wyposażenie do koń-
ca tego roku pierwszych kilkudziesięciu
czołgów Merkava Mk.IV w aktywny sy-
stem obronny TROPHY. System ten
– którego każdy egzemplarz waży pra-
wie tonę i kosztuje ok. 300 tys. dol. – za-
pewnia niemal pełną ochronę zarówno
przed ATGM-ami, jak i RPG-ami wypo-
sażonymi w tandemowe głowice. 
I
S
R
A
E
L
I

D
E
F
E
N
C
E

F
O
R
C
E
S
MERKAVA MK.IV
PORAŻKA GOLIATA
62 Polska Zbrojna nr 11/2007
Dyrektor Redakcji Wojskowej
redaktor naczelny
Andrzej Cudak, tel.: (0-22) 684 53 65, 684 56 85,
faks: 684 55 03; CA MON 845 365, 845 685, faks: 845 503;
sekretariat@redakcjawojskowa.pl
Al. Jerozolimskie 97, 00-909 Warszawa
Zastępca dyrektora Redakcji Wojskowej
sekretarz redakcji „Polski Zbrojnej”:
Wojciech Kiss-Orski, tel.: (0-22) 684 02 22, CA MON 840 222;
wko@redakcjawojskowa.pl
Redaktorzy prowadzący:
ppłk Lech Mleczko, tel.: (0-22) 684 52 30, CA MON 845 230;
Aneta Wiśniewska, tel.: (0-22) 684 52 13, CA MON 845213;
polska-zbrojna@redakcjawojskowa.pl
Publicyści
Warszawa: Artur Bartkiewicz, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON 845 229; Anna
Dąbrowska, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; mjr Artur Goławski, tel.: (0-22) 684
52 44, CA MON 845 244; Sylwia Guzowska, tel.: (0-22) 684 02 32, CA MON 840 232;
kpt. Grzegorz Predel, tel.: (0-22) 684 08 68, CA MON 840 868; Roman Przeciszewski,
tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Tadeusz Wróbel, tel.: (0-22) 684 52 44,
CA MON 845 244;
Fotoreporter:
Jarosław Wiśniewski, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON 845 229;
Korespondenci: Bydgoszcz: Krzysztof Wilewski, tel.: (0-52) 378 25 90, CA MON 412 590;
Gdynia: kmdr ppor. Mariusz Konarski, tel.: (0-58) 626 62 07, CA MON 266 207, Krzysztof
Wygnał, tel.: (0-58) 626 24 13, CA MON 262 413; Kraków: Magda Kowalska-Sendek,
Jacek Szustakowski, tel.: (0-12) 613 17 80,CA MON 131 780; Poznań: Natalia Konopka,
tel.: (0-61) 857 23 59, CA MON 572 359; Piotr Laskowski, tel.: (0-61) 857 24 46; CA
MON 572 446; Wrocław: Bogusław Politowski, tel.: (0-71) 765 38 53, CA MON 653 853;
Współpracownicy:
Norbert Bączyk, Piotr Bernabiuk, Andrzej Jonas, Marcin Kaczmarski, Włodzimierz Kaleta,
Tadeusz Mitek, Aleksander Rawski, Henryk Suchar
Dział graficzny: tel.: (0-22) 684 51 70, CA MON 845 170; Marcin Dmowski
(kierownik);Monika Klekociuk; Paweł Kępka; Andrzej Witkowski (fotoedytor)
Korekta: tel.: (0-22) 684 03 55, CA MON 840 355; Renata Gromska (kierownik),
Katarzyna Kocoń, Małgorzata Mielcarz, Katarzyna Pietraszek, Joanna Rochowicz
Szef pionu wydawniczego:
płk Ryszard Choroszy, tel.: (0-22) 684 03 52, CA MON 840 352;
ryszard.choroszy@redakcjawojskowa.pl
Biuro Reklamy i Marketingu: Adam Niemczak (kierownik) , tel. (0-22) 684 53 87,
CA MON 845 387; Joanna Brodowska, Dominika Chodorowska, tel.: (0-22 ) 684 51 80,
684 55 03, faks: (0-22) 684 55 03; reklama@redakcjawojskowa.pl
Prenumerata i kolportaż: Elżbieta Toczek, tel.: (0-22) 684 04 00, CA MON 840 400;
Druk: Drukarnia Perfekt, ul. Połczyńska 99, Warszawa
Numer zamknięto: 06.03.2007 r.
Zdjęcie na okładce: US DoD
Projekt graficzny: Łukasz Kaugan , CaStudio
Treść zamieszczanych materiałów nie zawsze odzwierciedla stanowisko redakcji. Tekstów
niezamówionych redakcja nie zwraca. Zastrzega sobie prawo do skrótów.
w w w . p o l s k a - z b r o j n a . p l
TYGODNIK
TO I OWO
GAZETA INTERNETOWA
REDAKCJI WOJSKOWEJ
„ŻOŁNIERZ POLSKI” to jedyny
w swoim rodzaju serwis interne-
towy o wojsku i dla wojska. Jest
elektronicznym dziennikiem
skierowanym do wszystkich, któ-
rzy kochają zielone, stalowe
i granatowe mundury, którym bli-
skie są sprawy obronności, ale
również do tych, którzy chcieliby
się dowiedzieć, jak zachować
właściwą dla żołnierza sylwetkę
albo interesują się „męskimi”
rozrywkami – myślistwem, węd-
karstwem, kulturystyką czy kom-
puterowymi grami wojennymi.
Niemal każdy znajdzie na naszej
stronie coś dla siebie. Nie za-
braknie oczywiście sond i kon-
kursów, ciekawych zdjęć, plików
muzycznych, filmów i przeglądu
prasy. Jednak przede wszystkim
nie zabraknie informacji. Jeśli
jesteście Państwo ciekawi, jakie
atrakcje kulturalno-sportowe
przygotowały na najbliższy czas
Wasze garnizony, zajrzyjcie do
zakładki „Co, gdzie, kiedy”. Z na-
szych stron możecie już Państwo
pobrać pierwszy numer
„Przeglądu Sił Zbrojnych”.
W sondzie – Czy popierasz decy-
zję polskiego rządu o zwiększeniu
zaangażowania Polski w misję
ISAF? – po tygodniu głosowania
51,1 proc. respondentów opowie-
działo się – „przeciw”, 45,6 proc.
opowiedziało się „za”, 3,3 proc.
nie miało zdania. Zachęcamy
wszystkich internautów do głoso-
wania. Pozostał jeszcze tydzień!
Poza tym na naszej stronie może-
cie już Państwo pobrać artykuły
„Polski Zbrojnej” w formacie
PDF.
Gazeta Internetowa Redakcji
Wojskowej:
www.zolnierz-polski.pl
tel. CA MON 840 232, 840 868
tel. (0-22) 684 02 32, (0-22) 684
08 68
e-mail: zolnierz-polski@redakcja-
wojskowa.pl
O
tym, że jaszczurce odrasta
ogon, wiadomo od dawna.
Człowiek nie ma takich możli-
wości, choć przeczy temu histo-
ria niejakiego Lee Spievacka.
Jak informuje „Rzeczpospolita“,
stracił on w 2005 r. około centy-
Palce jak nowe
metra środkowego palca prawej
dłoni. Zwrócił się o pomoc do
swojego brata Alana, chirurga
i założyciela firmy produkującej
preparat ze świńskich komórek
wykorzystywany m.in. do rege-
neracji więzadeł u koni.
Pierwszym pacjentem Alana
Spievacka był jego sąsiad, który
uciął sobie kawałek palca piłą.
Ten koniuszek odrósł mu w cią-
gu miesiąca. Lee Spievack na-
kładał preparat co drugi dzień
przez 10 dni.
– Po czterech miesiącach palec
wyglądał tak, jakby nic się nie
stało – opowiada Spievack.
Metoda może okazać się na-
dzieją dla ludzi, którym amputa-
cja uniemożliwia wykonywanie
prostych czynności, także dla
żołnierzy. Dlatego doświadcze-
niami zainteresował się
Pentagon. Od wiosny preparat
będzie sprawdzany na kilku żoł-
nierzach w Fort Sam Houston
w San Antonio. (ann)
Egzemplarze czasopism dostępne w wewnętrznym kolportażu wojskowym są bezpłatne
Informujemy,
doradzamy 365 dni
w roku, 24 godziny
Dołącz do nas!
Informujemy, Informujemy, Informujemy, Informujemy,
doradzamy 365 dni doradzamy 365 dni
w roku, 24 godziny w roku, 24 godziny
Dołącz do nas! Dołącz do nas!
doradzamy 365 dni doradzamy 365 dni
w roku, 24 godziny w roku, 24 godziny
Dołącz do nas! Dołącz do nas!
Informujemy,
doradzamy 365 dni
w roku, 24 godziny
Dołącz do nas!
www.zolnierz-polski.pl
Pierwszy w Polsce
elektroniczny
dziennik
o wojsku
i dla wojska
Szybko,
profesjonalnie
i rzetelnie
poinformujemy Was
o wszystkim,
co dzieje się
w polskiej armii.
GAZETA INTERNETOWA
REDAKCJI WOJSKOWEJ