NR 14 (532) 1 KWIETNIA 2007

CENA 4,70 ZŁ (W TYM 7% VAT)

TYGODNIK

WOJSKO: KARUZELA Z KIEROWCAMI str. 20

Wystrzel i zapomnij
ISSN 0867-4523

SPIKE

INDEKS 337 374

www.zolnierz-polski.pl

Thunderbirds, czyli akrobacyjne F-16 na Krzesinach

PTAKI GROMU

Znikające dzieła sztuki
Rodzinne wsparcie

KULISY:

W NUMERZE:

SIŁY POWIETRZNE: Pionierzy MISJA NA BAŁKANACH: Stary

Rzecz kobieca wiernie czekać

na Herculesach str. 30 niedźwiedź lekko śpi str. 15

PLEBISCYT SPORTOWY: POWRÓT DO DAWNEJ FORMY str. 38

AAAAAAA AAAAAAAA W NUMERZE
TEMAT NUMERU

SZKOLENIE OPERATORÓW SPIKE’A
Trzy tygodnie. Tylko tyle czasu trzeba, aby żołnierz, który nigdy wcześniej nie miał do czynienia z wyrzutnią ppk Spike, mógł niszczyć cele.
STR. 22

PRAWO
Tym, którzy szykują się do cywila, przypominamy, jakie świadczenia emerytalno-rentowe przysługują im według obecnego stanu prawnego
STR. 46

MARYNARKA WOJENNA

HAZARD POD WIRNIKIEM
Kiedy wszystkie jednostki szukają schronienia w portach, oni wylatują nad morze. Są tam, gdzie ktoś potrzebuje pomocy. To piloci ratownicy z 29 Eskadry Lotniczej w Darłowie
STR. 32

WOJSKO

MISJE SIŁY POWIETRZNE

STARY NIEDŹWIEDŹ LEKKO ŚPI
Afganistan jest na ustach wszystkich. Podobnie Irak. O wiele rzadziej mówi się o misjach w Kosowie, Libanie, Syrii czy Bośni i Hercegowinie
STR. 15

PIONIERZY NA HERCULESACH
Pierwszy Hercules z biało-czerwoną szachownicą pojawi się dopiero jesienią przyszłego roku, jednak już dziś trzeba myśleć o szkoleniu pilotów i techników
STR.30

WOJSKO

MISJE

WOJSKA LĄDOWE

BITWA NA MAPIE
O ile w wojskach pancernych cały czas trwa walka pocisku z pancerzem, o tyle lotnicy i przeciwlotnicy walczą ze sobą za pomocą fal elektromagnetycznych
STR. 26

WOJSKO

PROBLEMY

RODZINNE WSPARCIE
Bliscy żołnierzy z Wielonarodowego Korpusu Północ–Wschód ze Szczecina mogą liczyć na wsparcie Centrum Opieki nad Rodziną w większości kryzysowych sytuacji
STR. 12

PRACUJĄ NA 110 PROCENT
Wojsko cieszy się zainteresowaniem mediów, a kierowcom pojazdów wojskowych patrzy się na ręce szczególnie uważnie. Błąd zakończony wypadkiem może wiele kosztować
STR. 18

FORUM

PODOFICEROWIE

KULISY JEDNEJ INTERPELACJI
Co naprawdę wydarzyło się w Szkole Podoficerskiej Wojsk Lądowych w Toruniu?
STR. 9

2 Polska Zbrojna

nr 14/2007

RODZINA Z BLISKA

Kiedy ich mężowie pełnią misje poza granicami kraju – one trwają na domowych posterunkach świadome tego, że „męską rzeczą jest być daleko”. Mężowie walczą z wrogiem – one z samotnością, mężowie stabilizują sytuację w Iraku i w Afganistanie – one pilnują domowego ogniska. Jak radzą sobie ze swoją misją żony żołnierzy zawodowych Wojska Polskiego?

wiernie czekać
ARTUR BARTKIEWICZ

Rzecz kobieca
dzi o sześciomiesięczne rozłąki. Kiedy mąż za pierwszym razem wyjeżdżał na misję, najmłodsza córka miała zaledwie dwa latka, ale mimo to rodzina nie starała się na siłę zatrzymać go w kraju. – Kiedy dzieci są młodsze, czas płynie dla nich inaczej, i nie do końca odczuwają różnicę między rozłąką sześciomiesięczną a np. sześciotygodniową – mówi żona kpt. Ropejki. Przy pierwszym wyjeździe męża pani Ropejko miała pewne obawy: – To była dla polskiej armii pierwsza misja tego typu, a poza tym trochę się wtedy obawiałam, czy przez pół roku dam sobie sama radę z dziećmi. Mniej natomiast bałam się o bezpieczeństwo męża. Z zawodu jestem analitykiem medycznym i w związku tym, że mam analityczny umysł, nie przyjmuję za pewnik wszystkich doniesień mediów. Wiem, że zawsze muszę je skonfrontować z tym, czego dowiem się od męża. A on nie wpada w panikę bez powodu. Podczas rozmowy pani Barbara imponuje spokojem. O misji męża w Afganistanie opowiada tak, jak zapewne opowiadałaby np. o ćwiczeniach poligonowych,

ostatnich dniach, jeśli w Polsce mówi się o misji pełnionej przez polskich żołnierzy poza granicami kraju, w 99 proc. przypadków chodzi o misję afgańską. Doniesienia mediów o sytuacji w tym kraju nie są zbyt optymistyczne. Mówi się o wielkiej wiosennej ofensywie talibów, o braku kontroli sił koalicji nad południową częścią kraju, a także o złym przygotowaniu i wyposażeniu polskiego kontyngentu. Taki natłok złych informacji o misji afgańskiej sprawia, że misja żon, których mężowie za kilka dni wyjadą do Afganistanu albo już pełnią służbę w tym kraju, jest jeszcze trudniejsza.

SIŁA SPOKOJU
Kpt. Jacek Ropejko od 25 września pełni służbę w ramach PRT (Provincial Reconstruction Team) na północy Afganistanu. W kraju na jego powrót czeka żona Barbara i trójka dzieci – Karolina (15 l.), Bartek (8 l.) i Tatiana (6 l.). – To drugi zagraniczny wyjazd męża. Trzy lata temu pełnił służbę w Iraku – mówi pani Barbara, podkreślając, że nie jest nowicjuszką, jeśli chonr 14/2007

w których jej mąż brałby udział: – Kiedy wychodziłam za niego, liczyłam się z tym, że z zawodem żołnierza łączy się możliwość wyjazdów na misje. Pani Barbara zachowuje spokój nie tylko dlatego, że – jak podkreśla – ma spokojną naturę, ale również przez wzgląd na dzieci: – Kiedy widzą, że nie denerwuję się o ich tatę, również zachowują spokój. Dlatego np. kiedy oglądamy wiadomości, w których pojawiają się przebitki z Afganistanu, tłumaczę dzieciom, że ich tata znajduje się w innym regionie, że jest bezpieczny, że jako logistyk wykonuje inne zadania. Pani Barbara przyznaje, że najmłodszej córce po kolejnych doniesieniach z Afganistanu zdarza się czasem zapytać, co się stanie, jeśli ktoś będzie strzelał do taty. Wtedy mama stara się wytłumaczyć, że nic takiego tacie nie grozi. Choć raz zdarzyło jej się przeżyć ciężkie chwile: – To było podczas misji męża w Iraku, kiedy w pewnym momencie media obiegła wiadomość, że baza Babilon jest oblężona. Nie miałam wtedy przez jakiś czas kontaktu z mężem  Polska Zbrojna 3

BOGUSŁĄW POLITOWSKI

Z BLISKA RODZINA
Barbara Ropejko, żona kpt. Jacka Ropejki:

Tak dla misji

– Popieram misję w Afganistanie. Myślę, że jeśli wymagają tego od nas zobowiązania międzynarodowe, to powinniśmy się z nich wywiązywać. Jestem dumna z tego, co robi w Afganistanie mój mąż – ten kraj naprawdę potrzebuje pomocy. Skoro my korzystamy z dobrodziejstw cywilizacji, powinniśmy pomóc w tym innym.

i muszę przyznać, że przeżyłam chwile grozy. Zazwyczaj jednak kontakt był – codzienne rozmowy telefoniczne kapitana z żoną i z dziećmi uspokajały rodzinę.

PRZYGOTOWANIE – WAŻNA RZECZ
Najtrudniej było podczas Świąt Bożego Narodzenia, a także urodzin i imienin kapitana: – Nasz syn jest bardzo wrażliwy – i wtedy zdarzało mu się łamiącym się głosem pytać, czy tata nie mógłby już do nas wrócić. Teraz ośmioletni Bartek z niecierpliwością odlicza czas do jego powrotu – z dumą prezentuje nam kalendarz, w którym wykreśla kolejne dni przybliżające go do spotkania z ojcem. – Tęsknie za tatą – przyznaje Bartek, który być może w przyszłości też zostanie żołnierzem, bo – co podkreśla – jest bardzo dumny z ojca i sam chciałby kiedyś również jeździć na misje. Bartek odlicza dni w kalendarzu, a mała Tatiana przygotowuje tacie laurki z okazji każdego kolejnego święta, w którym kpt. Ropejko nie może uczestniczyć. I tylko Karolina nie przygotowuje dla ojca nic szczególnego: – Wyrosłam już z tego. Dużo trudniej było mi, kiedy tata wyjeżdżał na pierwszą misję. Dziś na pewno nie powstrzymywałabym taty, gdyby chciał po raz kolejny wyjechać na służbę za granicę. Być może dzieci zachowują spokój dlatego, że do każdego wyjazdu ojca były przygotowywane przez rodziców. Dzieciom trzeba tłumaczyć, dokąd i po co jedzie tata – radzi żonom i matkom wysyłającym mężów na misję pani Ropejko. A czy sama kobieta może się do misji męża jakoś przygotować. – To sprawa indywidualna. Na pewno nie należy tworzyć jakichś „ołtarzyków” męża, rozwieszać jego zdjęć etc. – bo to w pierwszych dniach rozłąki może jedynie zwiększyć ból. Myślę, że każda kobieta powinna sobie odpowiedzieć na pytanie: czy jest przygotowana fizycznie i psychicznie na sześciomiesięczną rozłąkę z mężem. Jeśli nie – należy jeszcze raz przemyśleć decyzję o jego wyjeździe – mówi żona kapitana. Podkreśla również, że inaczej jest, kiedy na misję wyjeżdża żołnierz tuż po ślubie, a inaczej jeśli – jak w jej przypadku – chodzi o małżeństwo z kilkunastoletnim stażem: – Dużo trudniej jest wyprawić na mi4 Polska Zbrojna

Bartek z niecierpliwością odlicza czas do powrotu taty i w kalendarzu wykreśla kolejne dni przybliżające go do spotkania z ojcem, kpt. Jackiem Ropejko (na zdjęciu z prawej).

sję męża, którego się dopiero „zdobyło” – uśmiecha się pani Ropejko. Ale na dłużej niż sześć miesięcy męża by nie puściła. Zaznacza również, że po powrocie do Afganistanu na ewentualną kolejną misję pozwoli mu dopiero za dwa–trzy lata. – Trzeba wreszcie trochę pomieszkać w domu i powychowywać dzieci – podkreśla z uśmiechem pani Barbara.

ARCHIWUM B. ROPEJKO

PRZERAŻAJĄCA WYOBRAŹNIA
Jednak nie każda żona przyjmuje misje męża z takim spokojem. Pani Hanna Wierzchowska-Maciejewska, której mąż st. chor.

Jarosław Maciejewski wyjeżdża do Afganistanu 21 marca, w przededniu pożegnania z mężem nie kryje obaw: – Moje samopoczucie nie jest zbyt dobre. Muszę przyznać, że bardzo boję się o męża. Mogę powiedzieć, że boję się i za siebie, i za niego. On zaś przygotowuje się do misji tak intensywnie, że nawet nie ma czasu na obawy – mówi pani Hanna. Strachu nie pomniejsza wcale fakt, że w przypadku chor. Maciejewskiego to nie pierwszy wyjazd na misję. – Kiedy wyjeżdżał na misje pokojowe, byłam spokojna, ale od czasu irackiej wszystko się zmieniło – tłumaczy żona żołnierza. Powodem zdenerwowania, jak przynr 14/2007

że po powrocie ma do spełnienia misję w domu – mówi tajemniczo pani Hanna. Jaką misję? Można się tylko domyślać...

TRUDNY ZAWÓD – ŻONA
Pani Hanna przyznaje, że w czasach, gdy polskie wojsko jest coraz aktywniejsze w działaniach poza granicami kraju, nie łatwo być żoną żołnierza: – Poligony, misje pokojowe – tak, ale jestem przeciwna takim misjom, w których narażone jest życie polskich żołnierzy. Pani Maciejewska podkreśla, że wymaga to od niej wiele tolerancji i zaufania do męża. Misja zaczyna się bowiem dla chor. Maciejewskiego na wiele tygodni przed wyjazdem – przygotowania, zgrupowania poligonowe, częste wyjazdy z domu. Na wszystko to pani Hanna musi się godzić. Jak znosi rozłąkę? – Wiele pomocy otrzymuję od przyjaciół, rodziny. Staram się również zorganizować sobie czas w taki sposób, aby mieć go jak najmniej na myślenie o mężu i rozważania, czy jest bezpieczny – tłumaczy pani Maciejewska. Bardzo ciężko przeżywa doniesienia mediów. Gdy informują o jakichś zagrożeniach, najczęściej po prostu zmienia telewizyjny kanał: – Wyprawienie męża na misję, o której tyle mówi się w mediach w kontekście zagrożenia, to naprawdę okropne uczucie – dla mnie porównywalne ze stratą ukochanej osoby. Atmosferę podgrzewają jeszcze sąsiedzi i znajomi, którzy często poruszają te tematy. Czas potrafi wtedy naprawdę płynąć bardzo wolno. Najtrudniejsze są wieczory, kiedy pani Hanna ma trochę czasu i myśli, co w tym momencie robi jej mąż, jak się czuje: – Dlatego na okres rozłąki znajduję sobie jak najwięcej dodatkowych zajęć, aby wracając do domu, być zmęczoną w takim stopniu, żeby nie mieć już czasu na myślenie. Mąż stara się oczywiście uspokajać żonę, ale nie na wiele się to zdaje. Spokojna będzie dopiero w momencie, gdy misja się zakończy. Chor. Maciejewski zdaje sobie sprawę z obaw żony, ale wie też, że jest żołnierzem i musi wykonywać swoje zadania. – Gdyby wyjazdy na misje zależały od naszych żon, pewnie nie bylibyśmy w stanie wystawić żadnego kontyngentu – uśmiecha się. Jak widać, wyjazd żonatego żołnierza na misję to tak naprawdę... dwie misje. Jedną pełni on – tysiące kilometrów od granic Polski, drugą – żona. Obie są trudne, obie odpowiedzialne, obie wymagają dużej odporności psychicznej. Każda misja kiedyś się jednak kończy. A im jest trudniejsza – tym większa radość z jej szczęśliwego zakończenia. O tym powinny pamiętać te żony, dla których, jak dla pani Maciejewskiej, wyjazdy mężów są szczególnie trudne.  Rodzinne wsparcie  12 Polska Zbrojna 5

Nie dla misji

Hanna Wierzchowska-Maciejewska, żona st. chor. Jarosława Maciejewskiego:

– Jestem przeciwna misji w Afganistanie. Moim zdaniem, polski rząd powinien jak najszybciej wycofać wojsko z tego kraju. Armię należy wykorzystać do działań na terenie kraju lub ewentualnie w misjach pokojowych. Nie zgadzam się na to, aby polscy żołnierze poza granicami kraju narażali swoje życie.

znaje pani Hanna, jest jej bujna wyobraźnia. – Kiedy z Iraku dotarła do mnie wiadomość, że zginął tam pierwszy polski żołnierz, przeżywałam bardzo trudne chwile. Nie mogłam pracować ani spać – wspomina pani Maciejewska. Mając świadomość, że przy takim stresie każdy dzień rozłąki liczy się podwójnie, starała się powstrzymać męża od wyjazdu. – Próbowałam wszelkich możliwych sposobów, myślałam
nr 14/2007

nawet o tym, żeby zemdleć, ale wszystko nadaremnie – żali się pani Hanna. Chcąc nie chcąc, zgodziła się na tę misję. Jak sama jednak zaznacza – jest to już ostatni wyjazd męża. Czy przy ewentualnym następnym postawi ultimatum: ja albo armia? – Niech pan nie podpowiada żonie! – przerywa przysłuchujący się rozmowie chor. Maciejewski. – Myślę, że nie będę musiała stawiać sprawy w ten sposób. Mąż wie,

JAROSŁAW WISNIEWSKI (2)

WYDARZENIA ZAPIS
Ranny w Iraku

P

D

Pod znakiem Rosomaka i F-16
czeniu do działań bojowych w Afganistanie 24 wozów. – Chcemy skorzystać z doświadczeń Izraela we wprowadzaniu do armii myśliwców F-16 i najnowocześniejszego uzbrojenia, a także dotyczących walki z terroryzmem – powiedział podczas tej samej wizyty Aleksander Szczygło, minister obrony. W trakcie spotkania z wicepremierem Izraela Szimonem Peresem dyskutowano o sposobach rozwiązywania współczesnych konfliktów zbrojnych i użyciu w nich nowoczesnych technologii, m.in. nanotechnologii. Natomiast po rozmowie z Amirem Peretzem, wicepremierem i ministrem obrony, podpisano aneks do umowy wojskowej zawartej między oboma kraja-

odatkowy pancerz dla transportera Rosomak wyprodukowany przez zakłady Rafaela przeszedł pomyślnie wstępne testy w Izraelu – poinformował 26 marca Aleksander Szczygło, szef MON, podczas wizyty w tym kraju. Szef resortu obrony zaprzeczył natomiast, jakoby pancerz miał być montowany na Rosomakach w Izraelu. – Zamontowanie pancerza nie jest trudne i można to bez problemu zrobić w kraju lub w Afganistanie – mówił minister. Kolejne testy opancerzenia, już zamontowanego na transporterach, zostaną przeprowadzone najprawdopodobniej na początku kwietnia w Polsce. Wyniki tych prób zadecydują o dopusz-

mi w 1994 r. Szczygło zdradził, że jeden z punktów aneksu zakłada wymianę żołnierzy i specjalistów między naszymi państwami. Podkreślał też, że Polska chce współpracować z Izraelem na różnych polach – zarówno jeśli chodzi o korzystanie z doświadczeń izraelskich w kwestii myśliwców F-16, jak i związanych z przemysłem obronnym. Szczygło zaznaczył, że Polska będzie utrzymywać kontyngenty w Syrii i Libanie, ponieważ sytuacja w tej części świata jest ważna dla naszego kraju. Podczas izraelskiej wizyty minister obrony zwiedził m.in. bazę lotniczą w Hatzor, gdzie zapoznał się ze sposobem wdrażania i eksploatacji samolotów F-16, odwiedził też instytut Yad Vashem. (AB i ad)

odczas ataku rakietowo-moździerzowego na bazę Echo w Diwanii 21 marca został ranny polski żołnierz. Mł. chor. Marcin Trelka z obrażeniami klatki piersiowej trafił do szpitala sił koalicji w Bagdadzie, gdzie tego samego dnia przeszedł operację. Teraz dochodzi do zdrowia w szpitalu wojsk amerykańskich w niemieckiej Landstuhl. Zdaniem lekarzy jego stan jest stabilny. Za kilka dni chor. Trelka ma zostać przetransportowany do Polski na dalsze leczenie. W kraju chorąży służy w 10 Brygadzie Kawalerii Pancernej w Świętoszowie. – W rejon, skąd prawdopodobnie prowadzono ostrzał, wysłano koalicyjne grupy szybkiego reagowania i patrole irackiej policji, nie odnaleziono jednak sprawców ataku – informuje ppłk Marek Zieliński, rzecznik prasowy Wielonarodowej Dywizji Centrum–Południe. Przed tygodniem na bazę Echo spadły cztery pociski moździerzowe, ale wtedy żaden z żołnierzy nie został ranny. (ann)

6 Polska Zbrojna

nr 14/2007

JACEK MATUSZAK

a afgańską misję wyjedzie w najbliższych dniach gen. broni Mieczysław Bieniek, dowódca krakowskiego 2 Korpusu Zmechanizowanego. – Generał zostanie tam asystentem szefa sztabu generalnego armii afgańskiej – mówi Jarosław Rybak, rzecznik ministra obrony. Dowódca 2 KZ pojedzie do Afganistanu w zastępstwie gen. broni Zdzisława Gorala, dowódcy Wielonarodowego Korpusu Północ– –Wschód w Szczecinie, który kilka dni przed planowanym wylotem na misję z żołnierzami WKPW w styczniu br. musiał się poddać zabiegowi kardiochirurgicznemu. Miał nadzieję, że po pozytywnych wynikach badań dojedzie do swoich żołnierzy. – Wojskowa komisja lekarska

uznała jednak, że ze względów zdrowotnych nie może pojechać do Afganistanu – powiedział kmdr Artur Bilski, rzecznik korpusu. Gen. Bieniek trzy lata temu stał na czele Wielonarodowej Dywizji Centrum–Południe w Iraku. (ann)

P

ierwsza 102-osobowa grupa głównych sił Polskiego Kontyngentu Wojskowego, z dowódcą gen. bryg. Markiem Tomaszyckim na czele, który będzie też pełnił obowiązki zastępcy dowódcy 4 Brygady USA, odleciała do Afganistanu. 21 marca pożegnano ich na wrocławskim lotnisku Strachowice. Na razie PKW ma man-

dat do połowy października. Minister obrony Aleksander Szczygło powiedział jednak „PZ”, że przygotowywane są plany utworzenia kolejnej zmiany. (Poli)

Pierwsza niedziela

Ż

ołnierze polskiej grupy przygotowawczej spędzili swój pierwszy dzień w Afganistanie na rozlokowaniu się w kontenerach mieszkalnych. Zapoznali się też z rozplanowaniem bazy White Eagle w Bagram. – Tej niedzieli uzgodniono również pierw-

sze szczegóły dotyczące przejęcia sprzętu i sposobu przerzutu naszych żołnierzy do innych baz – poinformował Jacek Matuszak z sekcji informacyjno-prasowej PKW Afganistan. (ad)

BOGUSŁAW POLITOWSKI

Bieniek do Afganistanu N

Odlecieli

ARTUR BARTKIEWICZ

Na szczęście bez sepsy
Bakteryjne zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, które może prowadzić do sepsy, rozpoznali lekarze u żołnierza służby zasadniczej z 1 Brygady Pancernej z Wesołej. 18 marca trafił on do warszawskiego Wojskowego Instytutu Medycznego z wysoką gorączką. – Na szczęście nie doszło do sepsy, a stan chorego jest określany jako dobry – mówi ppłk Wojciech Lubiński, rzecznik prasowy WIM.

Wojciech Hajnus dyrektorem DPI

W

szpitalu przy ul. Szaserów hospitalizowano też 14 innych żołnierzy z Wesołej. Lekarze wykluczyli u nich nosicielstwo bakterii wywołujących zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Przez kilka dni pozostaną jednak na obserwacji. W jednostkach, gdzie przebywają osoby, które miały wcześniej kontakt z chorymi – w Wesołej, 2 Brygadzie Zmechanizowanej ze Zło-

cieńca i 17 BZ z Międzyrzecza oraz Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia w Toruniu – wprowadzono dziesięciodniową kwarantannę. – Nie stwierdzono nowych zachorowań – poinformował mjr Sławomir Lewandowski z biura prasowego dowództwa Wojsk Lądowych. To kolejny przypadek zapalenia opon rdzeniowo-mózgowych wśród warszawskich żołnierzy. (ann)

KOLEJNE LEOPARDY – Polski resort obrony jest zainteresowany przekazaniem przez stronę niemiecką kolejnej partii 123 czołgów Leopard dla 34 Brygady Kawalerii Pancernej z Żagania – podkreślał 19 marca Aleksander Szczygło, minister obrony, w trakcie spotkania z ambasadorem Republiki Federalnej Niemiec w Polsce Reinhardem Schweppem.

Dobry kurs

P

odsumowaniu minionego roku w Marynarce Wojennej poświęcona była doroczna odprawa kierowniczej kadry MW, która odbyła się 23 marca w Gdyni. Za sukces uznano wejście polskich okrętów w skład morskich komponentów NATO oraz udział ORP „Bielik” i ORP „Gen. Puławski” w jednej z bardziej znaczących operacji morskich NATO – antyterrorystycznej „Active Endeavour” na Morzu Śródziemnym. Obecny rok dla morskiego rodzaju sił zbrojnych też zapowiada się pracowicie. Czeka go ponad 200 ćwiczeń, w tym udział w największych manewrach NATO „Nobile Mariner”. Planowane jest też uzbrajanie okrętów rakietowych typu Orkan w nowoczesne pociski przeciwokrętowe RBS oraz kontynuacja programu budowy korwety wielozadaniowej „Gawron”. (MK)

MISJE I TARCZA O współpracy w czasie misji w Iraku i Afganistanie oraz aspektach zainstalowania w Europie elementów tarczy antyrakietowej rozmawiali 20 marca minister Aleksander Szczygło i Daniel Fried, asystent sekretarza stanu USA ds. europejskich i euroazjatyckich.

Nowości w akademii

WAT

Z

apoznanie się z pracami badawczymi dla armii prowadzonymi w Wojskowej Akademii Technicznej było głównym tematem wizyty 20 marca na WAT gen. Franciszka Gągora, szefa Sztabu Generalnego WP, i prof. dr. hab. inż. Bogusława Smólskiego, pełnomocnika MON ds. reformy szkolnictwa wojskowego. – W Zakładzie Konstrukcji Specjalnych i Balistyki Wydziału Mechatroniki goście interesowali się

m.in. najnowszym w swojej klasie karabinem maszynowym UKM-2000 – informuje Jerzy Markowski, rzecznik WAT. Głównym tematem prezentacji w Katedrze Teledetekcji i Geoinformatyki Wydziału Inżynierii Lądowej i Geodezji był natomiast system nawigacji i zobrazowania pola walki. Goście mogli się również przekonać, jak postępują prace nad bezpilotowym bojowym systemem rozpoznania powietrznego. (ATD)

BEZPIECZEŃSTWO W KANDAHARZE Zapoznanie się z bieżącą sytuacją w Afgańskich Siłach Bezpieczeństwa i potencjalnymi zagrożeniami w południowej części Afganistanu było celem wizyty 19–20 marca gen. bryg. Tadeusza Buka, zastępcy dowódcy Combined Security Transition Command – Afghanistan, w prowincji Kandahar.

JSF F-35
dukować supernowoczesne samoloty i uczestniczyć w ich dostawach od 2015 r. – Chcemy nie tylko przyglądać się projektowi maszyny, ale też brać udział w pracach nad jej budową i produkcją – przyznał Marek Zająkała, sekretarz stanu w MON, podczas spotkania z sejmową Komisją Obrony Narodowej. (ad)

POLSKA chce przystąpić do programu budowy myśliwca „następnej generacji” JSF F-35 Lockheed Martin – następcy F-16. Już zwróciliśmy się do Amerykanów z oficjalnym pyta-

niem w tej sprawie. Liczymy na transfer nowoczesnych technologii, a w przyszłości na zakup supermyśliwca po okazyjnej cenie. Resort obrony zakłada, że moglibyśmy współpro-

NOWY DO RADY W skład Rady Bezpieczeństwa Narodowego prezydent Lech Kaczyński powołał 14 marca Aleksandra Szczygło, szefa MON. Rada jest organem doradczym prezydenta w zakresie wewnętrznego i zewnętrznego bezpieczeństwa państwa. W jego skład wchodzą m.in. premier Jarosław Kaczyński, minister spraw zagranicznych, marszałkowie sejmu i senatu oraz szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. (ann)

nr 14/2007

Polska Zbrojna 7

ALEKSANDER RAWSKI

N

owym dyrektorem Departamentu Prasowo-Informacyjnego MON został 19 marca płk Wojciech Hajnus, ostatnio sekretarz redakcji „Przeglądu Historyczno-Wojskowego” w Wojskowym Biurze Badań Historycznych. Wcześniej pracował jako zastępca redaktora naczelnego miesięcznika „Przegląd Wojsk Lądowych”, a następnie tę samą funkcję pełnił w Zespole Redakcyjnym WL. Nowy szef DPI jest absolwentem Wyższej Szkoły Wojsk Zmechanizowanych we Wrocławiu oraz Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. (ATU)

FLESZ

NA CELOWNIKU AAAAAAA AAAAAAAA
ROZMOWA Z GEN. BRYG. MARKIEM TOMASZYCKIM, DOWÓDCĄ POLSKIEGO KONTYNGENTU W AFGANISTANIE

Jedziemy pomagać, a nie walczyć
dą Pancerną. Ta misja to jednak inny charakter działań. – Proszę pamiętać jednak, że służyłem także w pododdziałach zmechanizowanych i specjalnych. Byłem też szefem rozpoznania. Taktyka działań, z jaką tam możemy się spotkać, nie jest dla mnie obca. Wbrew opiniom polityków i wojskowych teoretyków, misję iracką nadal uważa Pan za trudniejszą niż ta, na którą teraz wyruszacie. Dlaczego? – Mam na myśli głównie stopień zagrożenia żołnierzy oraz bardziej skomplikowaną sytuację polityczną w Iraku. Wokół Afganistanu zrobiono duży szum medialny. Zbyt często na ten temat wypowiadali się, delikatnie mówiąc, laicy. Różne nieprawdziwe informacje, teorie na temat zagrożeń tylko denerwowały żołnierzy podczas przygotowań. Szczególnie negatywny wpływ miało to na rodziny moich podwładnych. Na szczęście ton tej medialnej kampanii ostatnio trochę się zmienił. Wreszcie zaczęto dostrzegać, że nie jedziemy na wojnę, ale misję stabilizacyjną. Jakie, poza bronią, dostał Pan do tego celu narzędzia? Rozdawanie dzieciom na ulicach cukierków i pluszaków to chyba trochę za mało? – Owszem, jedziemy z bronią, ale po to, aby tym ludziom zapewnić bezpieczeństwo, a co za tym idzie, poprawić

Dziennikarze pytają zazwyczaj, jak do misji przygotowani są żołnierze. A jak do trudnych zadań w Afganistanie przygotowany jest ich dowódca? – Nie ukrywam, że indywidualnie też przygotowywałem się do misji. Szukałem wiadomości o bieżącej sytuacji w Afganistanie, ale także odnoszących się do historii. Starałem się poznać ten kraj. Dwa razy byłem tam na rekonesansie. Niedawno ukończyłem także Studium Polityki Obronnej Akademii Wojennej Wojsk Lądowych – Carlise Barracks w USA, gdzie jednym z głównych tematów był Afganistan. Jednak na misje nie jedzie Pan uprawiać polityki, ale raczej walczyć... – To nie ma znaczenia. Aby walczyć, trzeba znać całe podłoże polityczne konfliktu. Dowódca nie może być tylko taktykiem, ale także strategiem. I właśnie dlatego, że jest Pan dobrym strategiem, został Pan dowódcą tej jakże trudnej misji? – Wydaje mi się, że oficer, który ukończył akademię w Stanach Zjednoczonych, jest chociażby językowo dobrze przygotowany, aby działać w tamtym międzynarodowym środowisku. Znaczenie miały pewnie także moje doświadczenia z Iraku oraz osiągnięcia w dowodzeniu różnymi jednostkami. W ostatnim czasie dowodził Pan jednak tzw. ciężkim wojskiem, 9, 6 i 10 Bryga8 Polska Zbrojna

ich poziom życia. Nie jest tajemnicą, że w porozumieniu z Ministerstwem Spraw Zagranicznych na działanie grupy Współpracy Cywilno-Wojskowej (CIMIC) wyasygnowano 6 mln zł. Za te pieniądze będziemy pomagali Afgańczykom. Nie będą to na początek jakieś wielkie inwestycje, ale wymierna pomoc rzeczowa dla najuboższych rodzin. Poznał Pan dobrze budowę Rosomaka? – Znam jego budowę, mimo że wiedza ta nie jest mi potrzebna. Wiem, do czego Pan zmierza. Na ten temat także pojawiło się w mediach wiele spekulacji. Niektóre doniesienia dementowałem. Rosomak pojawił się w naszym wojsku i dokonał pewnej rewolucji. A to, że my, wojskowi, chcemy go jeszcze trochę ulepszyć, nie znaczy wcale, że ten transporter jest zły. Powiem więcej: nawet bez ulepszenia ten KTO będzie lepszy niż wiele tych, które obecnie znajdują się w Afganistanie. Trzeba sobie uświadomić, że poza Rosomakiem nie ma na świecie transportera odpornego na wybuchy min powyżej 10 kg. I to jest najważniejsza jego cecha, bo potrafi ochronić żołnierzy przed minami pułapkami. Owszem, nie chroni przed bronią przeciwpancerną, ale żaden kołowy transporter opancerzony w świecie tego nie zapewnia. Na tę broń nie są odporne nawet czołgi. Owszem, czynimy starania w tym kierunku.
nr 14/2007

BOGUSŁAW POLITOWSKI

PODOFICEROWIE FORUM
Więcej o Rosomakach nie chce Pan powiedzieć? – Nie, bo dałbym wskazówkę ludziom, którzy być może będą próbowali te wozy niszczyć. Uważam, że i tak powiedziano o nich zbyt wiele. Najgorsze jest to, że często na temat tego transportera wypowiadają się ludzie, którzy go nie znają i nie widzieli na oczy. Żołnierze obsługujący Rosomaki, jeżdżący nimi, mówią cały czas, że to dobre wozy. Ktoś jednak usilnie próbuje im wmawiać, iż jest inaczej. Prasa nie powinna szukać sensacji, ale bardziej wspierać żołnierzy. Proszę powiedzieć o słabych punktach misji. – Widzę tylko jeden – inna kultura i mentalność tych ludzi. My myślimy inaczej niż oni, innymi kategoriami. Wyznajemy inne wartości. Inaczej rozumujemy. Na przykład słowo lojalność dla nas ma zupełnie inne znaczenie niż dla Afgańczyków. Przygotowywaliśmy się długo, poznając miejscowe zwyczaje i obyczaje. Ale nie da się nauczyć żołnierzy inaczej myśleć. Na tym polu możemy nieświadomie popełniać błędy. Obawiam się, że ta inność kulturowa, niedomówienia mogą zniechęcać do nas miejscowych. Innych słabych punktów nie widzę. Co prywatnie zabiera Pan na misję? Może zestaw płyt, książek, filmów? – Zabieram strój sportowy i zdjęcie rodziny. Książki można wypożyczyć lub kupić na miejscu. Filmy zabieramy, aby żołnierze mogli je oglądać w wolnym czasie. Muzyki z kraju będzie można słuchać za pomocą anten satelitarnych. Zapewniliśmy żołnierzom maksymalne warunki do rekreacji i wypoczynku. Zbliżają się święta. Czy myślał Pan o tym? – Oczywiście. Święta będą tam tradycyjne – polskie. Kolejnym transportem dotrą wszystkie potrzebne produkty. Do stołu zapewne usiądą też z nami Amerykanie. My słyniemy w świecie z bardzo dobrej kuchni. Z tego, co słyszałem, ci z nich, którzy będą żywieni przez nas, są z tego zadowoleni. Czego życzyć Panu przed odlotem? – Nie tylko zadaniem, ale i marzeniem każdego dowódcy jest przywieźć z misji do kraju wszystkich żołnierzy całych i zdrowych. Proszę mi tego życzyć. Ja natomiast życzę rodzinom moich podwładnych, aby czas spędzany bez nich płynął spokojnie i szybko. 
nr 14/2007

Kulisy

jednej interpelacji
ROMAN PRZECISZEWSKI

Co naprawdę wydarzyło się w Szkole Podoficerskiej Wojsk Lądowych w Toruniu? I czyj autorytet straci na tej „aferze” najbardziej: wojska, cywilnych dziennikarzy czy niektórych parlamentarzystów?

N

ie jestem taki, jak sugerowałoby to moje nazwisko. Wszystko staram się sprawdzić i dopiero potem przystępuję do działania – podkreśla mecenas Janusz Prędki. Centrum Warszawy. Stary, szary blok. Na nim tabliczka: Biuro Poselskie PSL dla Służb Mundurowych. Mecenas Prędki zaprasza do skromnego pokoiku. Na stronach internetowych Sejmu RP można wyczytać, że jest on współpracownikiem posła Mirosława Pawlaka (PSL) i pracownikiem posła Henryka Młynarczyka (obecnie niezależnego, wcześniej z Samoobrony), który był żołnierzem zawodowym i zdjął mundur jako major. – Właśnie tutaj 24 lutego br. zgłosił się st. szer. elew Krzysztof W. Opowiedział nam o niepokojących zdarzeniach w Szkole Podoficerskiej Wojsk Lądowych w Toruniu. Posłowie Pawlak i Młynarczyk uznali, że tego sygnału nie można zbagatelizować i dlatego złożyli odpowiednią interpelację – opowiada pan Prędki.

28 lutego br. interpelacja została zarejestrowana pod pozycją 6922. Niestety, jest ona niedostępna na stronach internetowych i z trudem udaje się nam do niej dotrzeć. Co tak drażliwego znajduje się w interpelacji? Posłowie zawiadamiali, że dotarła do 

Déjà vu P

Rozmawiał Bogusław Politowski

Polska Zbrojna 9

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

arę lat temu podobna historia miała miejsce w 23 Brygadzie OT w Gliwicach. Kilku kaprali przyjechało do rzecznika praw obywatelskich z prośbą o interwencję, bo w ich jednostce jest „fala”, leje się alkohol i nikt nie wypełnia obowiązków służbowych. Natychmiast oddelegowano do Gliwic kontrolerów wojskowych, którzy potwierdzili pewne niedociągnięcia służbowe. Jakby za karę, brygadę rozformowano. Nikt głośno wówczas nie powiedział, że i ci kaprale mieli w tym swój udział, bo to oni właśnie robili „falę”. Potem trafili na ławę oskarżonych i dostali wyroki skazujące. Ale o tym pisała jedynie prasa wojskowa.

FORUM PODOFICEROWIE
nich informacja o „niecodziennym zdarzeniu” w toruńskiej SPWL. Polegało ono na tym, że „na jednej z kompanii tej szkoły kilku elewów dokonało niegodnego czynu na żołnierzu, polegającego na wykręcaniu jego genitaliów, co spowodowało jego kategoryczny sprzeciw i zawiadomienie przełożonych”. Mało tego – komendant szkoły za wszelką cenę usiłował ukryć ten fakt, a szef kursu, który tego dnia pełnił służbę oficera dyżurnego, nie zamierzał powiadomić o wszystkim Żandarmerii Wojskowej. Zrobił to jednak jeden z elewów. Zaraz po tym szef kursu podobno dokonał przeglądu telefonów komórkowych żołnierzy, chcąc się dowiedzieć, który z nich zakablował. Jakby tego było mało – od pokrzywdzonego elewa najprawdopodobniej wymuszono napisanie oświadczenia, że nic takiego się nie stało i że do nikogo nie ma on najmniejszych pretensji. Posłowie Mirosław Pawlak i Henryk Młynarczyk nie kryli swego oburzenia zdarzeniem i dlatego zapytali ministra obrony wprost: „Kto imiennie odpowiada za próby usiłowania ukrycia tego czynu przestępczego? Kto imiennie wydał polecenie żołnierzowi będącemu ofiarą zwyrodniałego czynu, aby ten własnoręcznie napisał oświadczenie, iż nie rości sobie pretensji do sprawców, a czyn ten uznaje jako zabawowy? Dlaczego, pomimo raportu złożonego przez świadka zdarzenia osobiście komendantowi Szkoły Podoficerskiej, ten sprawę zbagatelizował, sugerując mu przeniesienie się do Żandarmerii Wojskowej lub służby wywiadu i, cyt., «nierobienia smrodu szkole»? Czy

Newsów nie ma
dejrzanym klubie. Jak się okazuje, jego żona, prowadząc działalność gospodarczą, miała pub, do którego odwiedzania zachęcał również sam chorąży. Niestety, nie zdało się to na nic. Pub zbankrutował. Jeżeli chodzi zaś o pseudofalę i molestowanie żołnierzy, to: – Obecnie prowadzone jest śledztwo w sprawie naruszenia nietykalności cielesnej jednego elewa przez drugiego – słyszymy. Czyli nie ma już mowy – jak to było w interpelacji – że „kilku elewów dokonało niegodnego czynu na jednym elewie”. Mjr Paweł Portała z Wojskowej Prokuratury Garnizonowej w Bydgoszczy uzupełnia: – Z dotychczasowych materiałów wynika, że nie było żadnego czynu przestępczego w tej szkole. Elew, który wymieniany jest jako poszkodowany, kilka razy potwierdził, że były tylko głupie żarty. Mimo wszystko, aby już nie było żadnych wątpliwości, wydałem polecenie odtworzenia zaistniałego tam zdarzenia.
W SZKOLE PODOFICERSKIEJ są wyłącznie podoficerowie. le elewów. Zdaniem przełożonych robią to bardzo dobrze.

ROMAN PRZECISZEWSKI

etyczne jest prowadzenie przez jednego z podoficerów tej szkoły klubu nocnego i zachęcanie do korzystania z usług tego lokalu? Czy wobec powagi sytuacji Pan Minister zamierza wyciągnąć wobec komendanta szkoły i winnych konsekwencje, i jakie?”.

W

ostatnich tygodniach toruńska SPWL przeżyła „najazd” kontrolerów, m.in. z Departamentu Kontroli MON oraz Dowództwa Wojsk Lądowych. Był on spowodowany poselską interpelacją. Jak się nieoficjalnie dowiadujemy – w protokołach pokontrolnych nie ma żadnego newsa. Stwierdzono jedynie pewne braki w dokumentacji służbowej oraz szkodę, którą oszacowano na 50 zł. Wyjaśniła się także sprawa chor. Dariusza D., który miał „dorabiać” w po-

Cywilna szkoła blamażu
Do ujawnienia powyższego dokumentu zachęcił nas tygodnik „Wprost”. Tydzień temu na jego łamach opublikowano bowiem tekst pt. „Wojskowa Szkoła Przekrętów”, który – powołując się na wspomnianą interpelację – po swojemu przedstawił „realia służby w toruńskiej szkole”. Tygodnik walił z największego kalibru: „Relacje, do jakich dotarł »Wprost«, jednoznacznie obciążają dowództwo szkoły, które miało tuszować skandaliczne fakty”. Czyli – część elewów
nr 14/2007

10 Polska Zbrojna

kalu gastronomicznym, w którym prowadzono agencję towarzyską, a inny znęcał się nad żołnierzami z pierwszego rocznika”. W szkole co prawda nikt z dziennikarzami nie chciał rozmawiać, jednak nieoficjalnie jeden z wyższych oficerów tej jednostki stwierdził, że „trwa nagonka na toruńską szkołę”. – Przecież to jeden wielki blamaż – odnotowujemy opinię ze Szkoły Podoficerskiej w Toruniu. Nasi rozmówcy punktują: jaki to wyższy oficer nie chciał się wypowiadać? W szkole nie ma przecież ani jednego oficera! Ani młodszego, ani starszego! W SPWL są wyłącznie podoficerowie, którzy robią wszystko, aby udowodnić, że sprostają zadaniom jeszcze parę lat temu rzeczywiście zarezerwowanym tylko dla kolegów z wyższego korpusu. Poza tym, jak ktoś miał się znęcać nad „żołnierzami z pierwszego rocznika”, gdy jest tu tylko jeden kurs, w którym uczestniczą słuchacze elewi i wykładowcy podoficerowie? W przypadku narkotyków zaś, to: – Chyba chodzi o sprawę, która miała miejsce w sierpniu ub.r. Z tym że narkotyki wykryto nie na terenie wojskowym, ale podczas rutynowej kontroli drogowej w Toruniu. W samochodzie siedziało trzech żołnierzy, którzy dopiero co ukończyli szkołę podoficerską. Wszyscy trzej już jako kaprale mieli rozpocząć służbę w Grudziądzu i Ostródzie. Każdy z nich w grudniu ub.r. otrzymał kilkumiesięczny wyrok ograniczenia wolności, wyrok ten obecnie odbywają, i nadal pełnią służbę w danej jednostce – dopowiada płk Sławomir Lorencik, prezes Wojskowego Sądu Garnizonowego w Bydgoszczy.

Oni dowodzą, szkolą, wychowują i odpowiadają za mora-

Druga strona medalu
Z danych, które uzyskujemy, wynika, że w toruńskiej SPWL „kontrole narkotykowe” przeprowadzane są systematycznie. Praktycznie nie ma miesiąca, by żandarmi nie sprawdzali sal elewów i ich samych przy użyciu specjalistycznego sprzętu i z pomocą wypożyczanego od policji psa. Do tej pory nie było przypadku, aby na terenie szkoły znaleziono narkotyki w jakiejkolwiek postaci! – Niech pan zainteresuje się st. szer. elewem Krzysztofem W., który posłom nadał temat. To ciekawa postać – pada podpowiedź. Niestety, elew tego dnia jest nieobecny w szkole. Jak się wkrótce okaże, znowu pojechał do Biura Poselskiego w Warszawie. Zdaniem Janusza Prędkiego to inteligentny chłopak. – Zasadniczą służbę wojskową odbył w Żandarmerii Wojskowej i chciał zostać żołnierzem zawodowym. Nie było dla niego etatu w ŻW i dlatego zdjął mundur. Cztery lata praco-

rzeczywiście była bita i maltretowana. Część ponadto ćpała, a część piła. Nikt nie reagował, gdy przychodzili na zajęcia w stanie nieważkości. Może dlatego, że np. jeden z dowódców, chor. Mirosław D. „dorabiający w jednym z toruńskich lokali wielokrotnie zachęcał do odwiedzenia przez żołnierzy klubu, w którym pracował. Tajemnicą poliszynela jest, że ten lokal świadczy także usługi natury towarzyskiej” – dodawało „Wprost”. Faktem jest, że ten numer tygodnika rozszedł się w Toruniu błyskawicznie. Później temat kontynuowała lokalna prasa. Na przykład toruńskie „Nowości” i bydgoski „Express” jednym głosem komunikowały, że „według posła Pawlaka doniesienia już się potwierdziły. Podczas kontroli przeprowadzonej w jednostce podobno znaleziono u żołnierzy narkotyki. Jeden z podoficerów miał pracować w lonr 14/2007

wał w biurze notarialnym i cały czas myślał o mundurze. Dlatego we wrześniu ub.r. został elewem w Toruniu... Krótki rekonesans kadrowy pozwala na dopisanie kilku szczegółów. Krzysztof W. rzeczywiście chodził w mundurze żandarma. – Był u nas kierowcą. Nie wyróżniał się spośród innych – relacjonują w Lublińcu. Naukę w toruńskiej SPWL rozpoczął kilka miesięcy temu. – Grał ważniaka. Często przypominał, że był żandarmem i teraz byle kto mu nie podskoczy – pamiętają elewi. Być może W. tak się zagalopował w szukaniu haków na innych, że zapomniał o nauce. Świadczy o tym m.in. 13(!) ocen niedostatecznych z języka angielskiego, który prowadzony jest poza szkołą, w lektoracie pobliskiego Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia. Lektorzy są pewni: takich luk nie da się szybko odrobić. To nie wszystko. Elew Krzysztof W. dostał kilka kar dyscyplinarnych – za spóźnienie się z przepustki, niedopełnienie obowiązków podczas służby podoficera dyżurnego i nieprzestrzeganie drogi służbowej. Wszystko to zaowocowało wnioskiem do szefa SGWP o... relegowanie go – jako elewa, który nie może podołać nauce i obowiązkom służbowym – z toruńskiej szkoły. I co istotne, pismo ma datę 21 lutego br. Trzy dni później st. szer. elew Krzysztof W. poinformował o „aferze w toruńskiej SPWL” Biuro Poselskie PSL dla Służb Mundurowych. – Czy jest możliwe, aby wykorzystał autorytet posłów, a więc i sejmu, do realizacji prywatnych celów? Takiej ewentualności nie mogę wykluczyć. Jednak Krzysztof W. jest osobą pełnoletnią i świadomą odpowiedzialności za to, co robi. Jeżeli nas okłamał, czekają go określone konsekwencje – podkreśla Janusz Prędki i przedkłada pisemne oświadczenie elewa W. z wczorajszą datą. Można z niego wyczytać, że podtrzymuje on wszystkie wcześniejsze zarzuty i dołącza do nich kolejne. Między innymi takie, że Placówka Żandarmerii Wojskowej w Toruniu prowadziła postępowanie stronniczo i naruszała autorytet posłów, którzy zajęli się tematem. – Wystąpiłem właśnie do naczelnego prokuratora wojskowego o osobiste zainteresowanie się tą sprawą i wyłącznie z niej toruńskiej placówki żandarmerii – akcentuje mecenas Prędki. W rozmowie z „PZ” str. szer. elew Krzysztof W. podkreśla, że wniosek o jego relegowanie z SPWL nie miał wpływu na nagłośnienie nieprawidłowości w Toruniu. – Byłem żandarmem, i wciąż się nim czuję. Nie przechodzę obojętnie obok zła. A jeżeli oszkaluje mnie pan, to wiadomo, gdzie się spotkamy – jasno stawia sprawę.  Polska Zbrojna 11

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

WOJSKO MISJE

N

ANNA DĄBROWSKA

ajgorsze są wieczory, kiedy dzieci śpią. Wtedy tęsknię najbardziej – mówi Małgorzata. Woli nie podawać nazwiska i zmienić imię. Źle znosi rozstanie, a nie chce tym martwić męża, żołnierza Wielonarodowego Korpusu Północ–Wschód. – Nie prosiłam, żeby został w kraju, bo rozumiem, że taką ma pracę, ale teraz mi trudno – przyznaje pani Małgorzata. – Każdy się martwi, tam jest przecież niebezpiecznie – dodaje Anna Osińska. Jej mąż, plut. Piotr Osiński, jest w Afganistanie od dwóch miesięcy. To jego pierwszy wyjazd na misję. Została na pół roku sama z dwuletnim dzieckiem. – Najtrudniejszy dla mnie jest brak bliskiej osoby w domu, a ponieważ nie mam w Szczecinie rodziny, dochodzą do tego codzienne kłopoty, z którymi normalnie radziliśmy sobie we dwoje – tłumaczy pani Osińska.

Szczeciński łącznik
Właśnie po to, aby wspierać bliskich żołnierzy, którzy wyjechali do Afganistanu, stworzono w szczecińskim dowództwie WKPW Centrum Opieki nad Rodziną (Family Care Center – FCC). – W Polsce takie centrum to nowość, ale w Danii czy Niemczech jest standardem. Dlatego ich pomysł zaadaptowaliśmy do naszych potrzeb – mówi kmdr Artur Bilski, rzecznik prasowy korpusu. Każda z pań, mająca jakiś kłopot, może kontaktować się ze swoim oficerem łącznikowym, którym jest jeden z żołnierzy korpusu. – Przydzielając ludzi, braliśmy pod uwagę stosunki towarzyskie, bo łatwiej prosić o pomoc znajomego niż obcego – tłumaczy ppłk Jarosław Przybyła, starszy oficer narodowy. Dodatkowo

Rodzinne wsparcie
każda rodzina dostała od jednostki przewodnik m.in. z numerami telefonów alarmowych, pod które mogą dzwonić, i podstawowymi informacjami o Afganistanie. Rodziny żołnierzy ze Szczecina mogą liczyć na wsparcie FCC w większości kryzysowych sytuacji. W razie choroby zapewni ono pomoc lekarską i zadba o opiekę nad dzieckiem. Jeśli zdarzy się awaria, pomoże znaleźć fachowca, w przypadku włamania doradzi, co robić i gdzie się zwrócić. 12 Polska Zbrojna Tego typu pomoc jest szczególnie istotna dla rodzin obcokrajowców, których żony często nie mówią po polsku i mogą mieć problem np. z wezwaniem lekarza czy choćby hydraulika. Polki też czasem proszą o pomoc. Jednej z pań zdarzyła się samochodowa stłuczka i zadzwoniła z pytaniem, co ma zrobić, wcześniej bowiem takie sprawy załatwiał mąż. – Inna żona żołnierza zgłosiła się do nas zaniepokojona informacjami o wypad-

– Już sama możliwość porozmawiania z innymi paniami w podobnej sytuacji jest dla nas pomocna – uważają żony szczecińskich żołnierzy służących w Afganistanie.
ku w Kabulu, o którym usłyszała z mediów. Sprawdziliśmy i okazało się, że pomylono Kabul z innym miastem afgańskim i nikt z naszych wojskowych nie był w niebezpieczeństwie – opowiada ppłk Przybyła. Polki jednak rzadziej potrzebują wsparcia. – Nauczyły się same sobie radzić, są silne psychicznie – mówi nasz starszy oficer narodowy. Za to chętnie korzystają z internetu. Większość wojskowych rodzin zadbała o to, aby móc łączyć się ze swoinr 14/2007

JAROSŁAW RYBAK

Polki rzadziej potrzebują wsparcia. – Nauczyły się same sobie radzić, są silne psychicznie.

WIELONARODOWY KORPUS PÓŁNOC–WSCHÓD

P

owstał w 1999 r. W jego skład wchodzą trzy jednostki: niemiecka 14 Dywizja Grenadierów Pancernych z Neubrandenburga, polska 12 Dywizja Zmechanizowana ze Szczecina i duńska Jutlandzka Dywizja Zmechanizowana z Fredericji. owództwo korpusu mieści się w Szczecinie. W styczniu ok. 160 żołnierzy z dowództwa, w tym prawie 70 Polaków, wyjechało do Afganistanu. Stanowią tam część dowództwa Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa (ISAF) i stacjonują w bazie w Kabulu. łużą m.in. w sekcji rozpoznania, operacyjnej, stosunków cywilno-wojskowych oraz logistyki. Większość z nich nie opuszcza bazy, poza nią wyjeżdżają żołnierze zajmujący się kontaktami z cywilami, należący do zespołów operacji psychologicznej oraz współpracujący z innymi instytucjami. Powrót żołnierzy korpusu jest planowany na przełom lipca i sierpnia br.

W POKOJU ZABAW dla dzieci raz w tygodniu można zostawić maluchy pod opieką niani.

D

S

mi bliskimi z domu. Zainstalowała w komputerach kamery i programy do bezpośrednich rozmów. Są jednak rodziny, które nie mają w domu stałego łącza. Wtedy mogą kontaktować się z mężami i ojcami za darmo za pośrednictwem centrum. W kawiarence internetowej do ich dyspozycji są cztery komputery z łączami internetowymi, trzy z nich mają podłączone kamery. – Także po zamknięciu centrum wystarczy jeden telefon i w kwadrans możemy otworzyć kafejkę, a w razie nagłego wypadku udostępnimy internet nawet w środku nocy – zapewnia kpt. Wolfgang Philippi, szef szczecińskiego FCC. Na szczęście także w bazie w Kabulu nie ma problemu z dostępem do internetu. – Kontakt z mężem jest bardzo dobry, rozmawiamy i widzimy się codziennie – mówi pani Anna. Strzałem w dziesiątkę okazał się też pomysł z nianią. Raz w tygodniu, w czwartki, panie mogą na kilka godzin zostawić dzieci w centrum pod opieką wykwalifikowanej opiekunki. – Dzięki niani mamy czas dla siebie – mówią. – Na fryzjera, zakupy czy załatwienie spraw w urzędzie. Na razie z nianią zostawało po 5–10 dzieci, kiedy jednak informacja o takiej możliwości się rozniesie, będzie pewnie więcej chętnych. Natomiast pomocy księdza czy psychologa na razie polskie żony nie potrzebowały. – W trudnych chwilach, kiedy mi smutno, wolę pójść wygadać się do przyjaciół – tłumaczy pani Małgorzata. Ale dobrze wiedzieć, że w razie kryzysu mam się do kogo zwrócić.

sty do mężów do Afganistanu – dodaje ppłk Helmut Foag, pełniący teraz obowiązki dowódcy Kwatery Stałej w Szczecinie. FCC jest otwarte codziennie. Dodatkowo w weekendy są organizowane wycieczki, spotkania, wspólne lunche. Niedawno byli na lodowisku, planują wyprawę na basen. Dla pań zapowiadana jest nie lada gratka – specjalny pokaz wiosennej mody z możliwością kupna strojów. Myślą też o spotkaniu na święta wielkanocne. – Nie tylko konkretna pomoc jest ważna, także świadomość, że jest tutaj ktoś, kto nas wspiera – mówią żony. Centrum pomaga nie tylko bliskim żołnierzy, ale też samym wojskowym. – Wiemy, że nasze rodziny są w Szczecinie pod dobrą opieką, przez to czujemy się bezpieczniej i łatwiej nam wykonywać nasze zadania – mówił gen. dyw. Jan Brun Andersen, zastępca szefa sztabu ds. operacji w dowództwie ISAF 14 bm. podczas telekonferencji w korpusie.  EKSPERT

Mjr Pavel Labák
przedstawiciel narodowy armii słowackiej – Zajmujemy się pomocą dla rodzin naszych kolegów ze szczecińskiego korpusu, którzy służą w Afganistanie. Organizujemy spotkania informacyjne i wycieczki, pomagamy w trudnych sytuacjach. Czasem sprawy do załatwienia są błahe, ale pomoc w ich rozwiązaniu to prawdziwy skarb. Często jest to na przykład załatwienie hydraulika do cieknącego kranu, wyjaśnienie zawiłości ubezpieczeniowych w razie wypadku komunikacyjnego czy też pomoc przy unieruchomionym samochodzie. W sumie ponad sto osób z rodzin wojskowych z korpusu w Szczecinie objętych jest taką pomocą. (lask)

Byle do lata
Dla centrum przygotowano specjalne pomieszczenia w jednym z budynków Koszar Bałtyckich WKPW. – Mamy bar kawowy, gdzie można też przygotować jedzenie dla maluchów, pokój zabaw dla dzieci z ukochaną przez nich drewnianą kolejką, obok jest miejsce, gdzie panie mogą usiąść i porozmawiać – kpt. Philippi oprowadza po pokojach. Rodziny mają też do dyspozycji telewizor i dvd. – Stąd panie, dzięki naszej „poczcie”, mogą również wysłać li-

KPT. WOLFGANG PHILIPPI, szef szczecińskiego FCC: – Stworzyliśmy miejsce, gdzie rodziny mogą się spotkać, aby bez ojców i mężów nie czuły się samotnie.

nr 14/2007

Polska Zbrojna 13

PIOTR LASKOWSKI (3)

WOJSKO MISJE

W Kabulu bez paniki
TELEKONFERENCJA Z GEN. DYW. JANEM BRUNEM ANDERSENEM, ZASTĘPCĄ SZEFA SZTABU DS. OPERACJI W DOWÓDZTWIE MIĘDZYNARODOWYCH SIŁ WSPARCIA BEZPIECZEŃSTWA ISAF W AFGANISTANIE
Gazeta Wyborcza: Czy polscy wojskowi biorą udział w największej jak do tej pory operacji militarnej NATO przeciw talibom pod kryptonimem „Achilles”? – Polscy żołnierze Wielonarodowego Korpusu Północ–Wschód ze Szczecina są zaangażowani we wszystkie operacje, ale tylko jako część dowództwa ISAF. W działaniach bojowych na terenie Afganistanu Polacy na razie nie uczestniczyli. Polsat: A GROM? – Komandosi z GROM-u kończą przygotowania do rozpoczęcia akcji bojowych. Myślę, że będą gotowi do działania za kilka tygodni. Gazeta Wyborcza: Operacja „Achilles” osiągnęła swoje cele, czy też talibowie nadal zajmują poprzednie pozycje? – Na całym obszarze działania misji ISAF nie ma miejsc, gdzie talibowie utrzymywaliby stałe pozycje, ani miejscowości 14 Polska Zbrojna przez nich kontrolowanych. Co nie znaczy, że nie stwarzają pewnych problemów, szczególnie w regionach południowych i wschodnich. Gazeta Wyborcza: To właśnie tam stacjonuje amerykańska 82 Dywizja Powietrznodesantowa i tam też ma trafić ok. 1200-osobowy polski kontyngent wojskowy. Jak Pan ocenia ten region? – To trudny, górzysty teren. Działają tam grupy talibów – mają swoich ludzi i otrzymują posiłki spoza granic. Gazeta Wyborcza: W jaki sposób przenikają do Afganistanu? – Granice tego kraju nie są tym, czym w naszej części świata, i trudno jest ich upilnować. Dlatego w niektórych miejscach talibowie przechodzą przez granicę z Pakistanem, choć jestem pewien, że przenikają także z innych terenów. Gazeta Wyborcza: Jak szybko spodziewacie się ofensywy talibów? Podobno mają 20–30 tys. bojowników gotowych do walki i mają ruszyć na wiosnę? – Nie widzimy oznak zapowiadanej przez talibów wielkiej ofensywy ani żadnych zmian, które by ją sugerowały. Gazeta Wyborcza: Czy według waszej oceny talibowie są w stanie wystawić siły, które mogłyby podjąć skuteczną walkę z wojskami ISAF? – Uważamy, że nie. Polska Zbrojna: Jaki jest stosunek ludności cywilnej do żołnierzy ISAF? – Jednym z pozytywnych zjawisk tutaj jest dobry odbiór przez lokalną społeczność naszych żołnierzy. Nam także bardzo dobrze współpracuje się z administracją afgańską we wszelkich możliwych dziedzinach – zarówno w zakresie operacji militarnych, jak i spraw dotyczących rekonstrukcji oraz odbudowy kraju. Polska Zbrojna: Czy organizacje humanitarne mogą działać w Afganistanie w miarę bezpiecznie i jak ich praca wpływa na sytuację żołnierzy ISAF? – Nasza praca nie byłaby możliwa bez działalności takich organizacji. My staramy się zapewnić stabilizację Afganistanu, a oni ciężko pracują, aby odbudować ten kraj i pomóc ludności afgańskiej. TVP: Czy oficerowie korpusu wychodzą poza obóz? – Większość nie opuszcza bazy. Poza sztab wyjeżdżają żołnierze zajmujący się kontaktami z cywilami, z zespołów operacji psychologicznej oraz ci, którzy współpracują z władzami lokalnymi i instytucjami międzynarodowymi. Polskie Radio Szczecin: Czy są wtedy bezpieczni? – Jesteśmy dobrze wytrenowani i przygotowani, poza tym, kiedy opuszczamy obóz, mamy wsparcie kolegów. Polska Zbrojna: Na czym polega praca zespołów operacji psychologicznych? – Zespoły PSYOPS, stanowiące część dowództwa ISAF, utrzymują kontakty z ludnością cywilną i informują ją o naszych działaniach m.in. za pośrednictwem mediów. Polska Zbrojna: Jak wyglądały przygotowania korpusu przed wyjazdem do Kabulu? – Uczyliśmy się kultury, historii i religii tego kraju, ćwiczyliśmy procedury dowodzenia, każda nacja miała dodatkowo trening z umiejętności żołnierskich. Polskie Radio Szczecin: Kiedy żołnierze korpusu wracają do kraju? – W końcu lipca lub na początku sierpnia. 
Przygotowała Anna Dąbrowska

WKPW

nr 14/2007

niedźwiedź lekko śpi
MAGDALENA KOWALSKA -SENDEK

Stary

K

BEZ RUTYNY
Wyjeżdżającej w ostatnim

ażdy, kto miał okazję być na Bałkanach, zna temperament mieszkańców tego regionu. Mają gorącą krew, są żywiołowi i porywczy. Jeśli dodamy do tego niechęć do kompromisów, patriotyzm graniczący z nacjonalizmem oraz przekonanie o walce za słuszną sprawę – powstanie z tego naprawdę wybuchowa mieszanka. Tak właśnie jest w Kosowie. Serbowie i Albańczycy: dwa narody, dwie religie, wspólna historia i morze wzajemnych niechęci oraz pretensji. Można wręcz powiedzieć, że Kosowo to Bałkany w miniaturze: mnóstwo problemów na niewielkiej przestrzeni. Podejmowane m.in. przez Unię Europejską kolejne inicjatywy pokojowego rozwiązania konfliktu i uregulowania statusu Kosowa rozbijają się o kwestie niepodległości: Albańczycy są bezwarunkowo za, Serbowie absolutnie przeciw. Konflikt trwa i wcale nie zanosi się na to, aby w najbliższym czasie miało się coś zmienić.

Media a Kosowo
Są misje i misje. Tak na dobrą sprawę to media decydują, o której zagranicznr 14/2007

czasie XVI zmianie PKW KFOR nej misji wojskowej w danej wielka grupa nie towarzyszyły obawy. Żołnierze, chwili się mówi. Można odpodhalańczyktórzy byli już w Kosowie, przyjmunieść wrażenie, że w naszym ków wyjechają za dobrą monetę to, że dobrze kraju o kwestii kosowskiej ła na Bałkany znają teren, jednak pamiętają, nie mówi się zbyt wiele, popo raz pierwby przez zbytnią pewność dobnie jak o polskim kontynszy. Żołnierze siebie nie popaść gencie w tym regionie. Jednak przyjmują za dow rutynę. nie znaczy to, że polscy żołnierze brą monetę to, że wyjeżdżający na bałkańską misję są dobrze znają teren, gorzej przygotowani, ani tym bardziej, jednak pamiętają, by przez że jest ona mniej ważna. Do każdego zbytnią pewność siebie nie popaść wyjazdu trzeba się bowiem przygoto- w rutynę. wać, a następnie wykonywać dobrze Ostatni szlif swoje obowiązki niezależnie od tego, w której części świata się służy. XVI zmiana pod dowództwem ppłk. Polscy żołnierze służą w Kosowie Zbigniewa Ząbka od początku roku pod auspicjami ONZ nieprzerwanie od przygotowywała się do wyjazdu na misiedmiu lat. Od początku kontyngenty sję do Kosowa. Jednym z ostatnich elewojskowe w tę część Bałkanów wysy- mentów szkolenia było zgrupowanie ła 21 Brygada Strzelców Podhalań- poligonowe w Ośrodku Szkolenia Górskich. Wyjeżdżającej w ostatnim cza- skiego w Trzciańcu. I choć góry w resie z Rzeszowa kolejnej, XVI zmianie jonie odpowiedzialności Polaków są PKW KFOR nie towarzyszyły obawy. dużo wyższe, oficerowie przyznają, że Można było nawet powiedzieć, że żoł- taka zaprawa wystarczy. – Zwracalinierze jadą jak do siebie. Dla większo- śmy uwagę przede wszystkim na takie ści z nich nie jest to pierwsza misja. działania jak patrolowanie, prowadzeCzęść z żołnierzy w Kosowie już była, nie posterunków obserwacyjnych czy część służyła też w Iraku i tylko nie- postępowanie z tłumem, które, jak po- 

Polska Zbrojna 15

ALEKSANDER RAWSKI

Afganistan jest na ustach wszystkich. Podobnie Irak. Natomiast o wiele rzadziej mówi się obecnie o misjach wojskowych w Libanie, Syrii, Bośni i Hercegowinie. Jedną z takich zapomnianych i traktowanych trochę po macoszemu jest misja w Kosowie. Przez złośliwych nazywana hotelową. Czy słusznie?

WOJSKO MISJE
kazały ostatnie wydarzenia w Kosowie, mogą być niezwykle przydatne – wyjaśnia ppłk Ząbek. Ten ostatni element ćwiczono przy wsparciu rzeszowskiej policji jeszcze w garnizonie. Instruktorzy z oddziału prewencji zorganizowali tygodniowy kurs teoretyczno-praktyczny, na którym uczyli żołnierzy, jak właściwie radzić sobie z tłumem. Dowódca PKW podkreśla, że takie działania będą należały do obowiązków jego żołnierzy. A jak mówi, na wszystko trzeba być przygotowanym. – Historia Kosowa zna przypadki, kiedy w ciągu jednej godziny gromadziło się kilka tysięcy osób. Żołnierze muszą być na to gotowi – zaznacza ppłk Ząbek. W czasie przygotowań bazowano na doświadczeniach poprzednich zmian, a także wiedzy zdobytej w innych misjach wojskowych. Podczas ćwiczeń nie zapomniano także o szkoleniach teoretycznych. Dla nowicjuszy przygotowane zostały specjalne zajęcia, na których mogli oni zapoznać się z sytuacją geopolityczną Kosowa, a także nauczyć kilku podstawowych zwrotów grzecznościowych w obcych językach. – Przygotowałem zestaw podstawowych słów i zwrotów grzecznościowych w języku serbskim i albańskim. To bardzo pomaga. Wystarczy przedsta-

Polscy żołnierze służą w Kosowie pod auspicjami ONZ nieprzerwanie od siedmiu lat. Od początku kontyngenty wojskowe w tę część Bałkanów wysyła 21 Brygada Strzelców Podhalańskich.

To, że wokół Kosowa nie ma medialnego zgiełku, wcale nie znaczy, że polscy żołnierze wyjeżdżający na tę bałkańską misję są gorzej przygotowani, ani tym bardziej, że misja ta jest mniej ważna
wić się albo powiedzieć „dzień dobry” w tamtejszym języku, i od razu zmienia się nastawienie rozmówcy – wyjaśnia kpt. Hubert Glica, szef grupy łącznikowo-monitorującej.

Do Serbów nam bliżej
Z jednej strony Serbowie, którzy z racji wspólnych słowiańskich korzeni, języka oraz religii wydają się nam bliżsi. Z drugiej Albańczycy, muzułmanie, od których wiele nas różni. Takich jednak podziałów żołnierze stosować nie mogą. Ponad wszelką wątpliwość muszą pozostać bezstronni. Okazanie więcej uwagi którejś ze stron konfliktu mogłoby narazić żołnierzy na niebezpieczeństwo. – Jesteśmy tam bezpieczni, dopóki nie trzymamy z żadną ze stron – mówi jeden z żołnierzy. – Najważniejsze jest to, że nasze działania muszą być odpowiednio wyważone. Ludzie muszą czuć, że jesteśmy neutralni i reagujemy tylko 16 Polska Zbrojna
nr 14/2007

Żołnierze 21 Brygady już po raz szesnasty wyjadą do Kosowa. Nie ma obawy przed rutyną? – Na misję jadą ludzie w nowym składzie, wszystkie zmiany PKW KFOR były formowane na bazie innego batalionu. Więc o rutynie nie ma mowy. Czy Kosowo może jeszcze zaskoczyć czymś podhalańczyków? – Szkolenie poprzedzające wyjazd na misję staramy się ukierunkować w taki sposób, aby na miejscu nic nie było dla nas zaskoczeniem. Oczywiście nie możemy wykluczyć w stu procentach, że nie będzie niespodzianek. Pozostaje mieć nadzieję, że cały cykl i system przygotowania kow sytuacji bezpośredniego zagrożenia – dodaje dowódca PKW KFOR. Żołnierze przyznają, że to właśnie zachowanie bezstronności jest największym wyzwaniem. Czasami wystarczy skontrolować np. jeden samochód albański więcej, by Albańczycy uznali, że są dyskryminowani. I na odwrót. – W czasie pełnienia obowiązków lepiej nie myśleć, kto ma rację. Łatwiej się pracuje, gdy człowiek nie roztrząsa lokalnych problemów – przyznaje kpt. Glica. Takie nastawienie do służby już od I zmiany gwarantuje Polakom sukces. Przez lokalną ludność są odbierani bardzo pozytywnie. Serbowie traktują Polaków z życzliwością w uznaniu nie tylko za dobrą pracę, ale także np. ze względu na bliskość językową. Albańczycy natomiast doceniają bezstronność i dobre, rzetelne wykonywanie obowiązków.

lejnych zmian, w tym tej XVI, był na tyle skuteczny, że jeżeli będzie jakiekolwiek zaskoczenie, to nie pociągnie ono za sobą żadnych negatywnych konsekwencji, a co najwyżej przyczyni się do wzbogacenia naszych doświadczeń i zweryfikowania systemu szkolenia. Jak Pan ocenia cały proces przygotowań, zakończony w Trzciańcu ćwiczeniem sprawdzającym? – Ćwiczenie w Bieszczadach pokazało, że żołnierze są do wyjazdu dobrze przygotowani. Jest to dobry fundament do tego, by podhalańczycy wykonali swoje zadania dobrze i za sześć miesięcy wszyscy szczęśliwie wrócili do kraju. – W środowisku mówi się o Kosowie – misja hotelowa. Warto jednak zauważyć, że to, iż misja kosowska jest dość spokojna, nie oznacza, że jest łatwa – komentuje. Napięcie pomiędzy Serbami i Albańczykami, jak przyznaje dowódca XVI zmiany KFOR, jest ciągle wyczuwalne. Zamieszki, które miały miejsce w Prisztinie na początku lutego, świadczą o tym, że sytuacja wcale nie jest całkowicie stabilna. – Gdyby to były wczasy, nie musielibyśmy wykonywać tam żadnych zadań. Tymczasem moi żołnierze będą jeździć na patrole, pracować w dzień i w nocy. A to, że w Kosowie jest teraz spokojniej, jest przecież wynikiem także naszej pracy w poprzednich zmianach – wyjaśnia ppłk Ząbek. Kpt. Glica dodaje: – Trudność misji bałkańskiej polega na tym, że żyją tam dwie bardzo od siebie różne grupy etniczne. Od nas natomiast wymaga się pogodzenia interesów obu stron. Doświadczenie dotychczasowych misji w Kosowie pokazuje, że zachowanie dystansu wobec obydwu stron konfliktu oraz profesjonalizmu w obcowaniu z nimi, choć trudne, jest jednak możliwe. I może też przynieść owoce: – Kosowo jest jak niedźwiedź, który śpi. Naszym zadaniem jest sprawić, by spał długim i spokojnym snem – podsumowuje ppłk Zbigniew Ząbek.  Dobijanie Jugotworu str. 60 Polska Zbrojna 17

Wczasy nie wczasy
Wśród oficerów oraz w środowisku cywilnym mówi się, że misja na Bałkanach to po prostu dobre wczasy. Uważa się, że nie można jej przyrównać do misji w Iraku czy Afganistanie: nie wiąże się z żadnym większym ryzykiem, dając w zamian możliwość sześciomiesięcznego wypoczynku. Ppłk Ząbek przyznaje, że niejednokrotnie słyszał już takie opinie.

nr 14/2007

ALEKSANDER RAWSKI (4)

MAGDALENA KO WALSKA-SEND EK

Trzy pytania do gen. bryg. JANUSZA BRONOWICZA, dowódcy 21 Brygady Strzelców Podhalańskich

WOJSKO PROBLEMY

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI (4)

na 110 procent
ARTUR BARTKIEWICZ

Pracują
maczy mjr Robert Kepiński, kierownik cyklu szkolenia.

1

Wojsko cieszy się szczególnym zainteresowaniem mediów, a kierowcom pojazdów wojskowych patrzy się na ręce niezwykle uważnie. Ich ewentualny błąd zakończony wypadkiem może bardzo wiele kosztować.
jazdy, a na rękę zarabiam 1030 zł – zwierza się nam. A trzeba pamiętać, że mowa o człowieku, który do wykonywanej przez siebie pracy potrzebuje szczególnych kwaEKSPERT

1 OSK zajmuje się szkoleniem specjalistów na potrzeby logistyki – przede wszystkim chodzi o kierowców kategorii C, kierowców-operatorów, operatorów wózków widłowych, a także organizuje kursy na potrzeby wojskowej ochrony przeciwpożarowej. Większość szkolących się w OSK to żołnierze zasadniczej służby wojskowej, choć wraz z postępującym uzawodowieniem armii ich liczba będzie się sukcesywnie zmniejszała. Mimo to kadra spokojnie myśli o swojej przyszłości. – Nawet przy armii w pełni zawodowej istnienie ośrodka będzie jak najbardziej zasadne. Pozostają przecież kursy, które już dziś prowadzimy dla żołnierzy zawodowych, poza tym nawet szeregowi zawodowi mający prawo jazdy kat. C zdobyte w cywilu będą musieli przejść przeszkolenie z kierowania pojazdami specjalnymi. Jest to niezbędne choćby dlatego, że są one inaczej wyposażane niż cywilne, poza tym każdy kierowca musi mieć też pewne pojęcie o obsłudze pojazdu – tłu18 Polska Zbrojna

Więcej i więcej
Ośrodek ciągle pracuje nie na 100, ale nawet na 110 proc. – Ma to związek z dodatkowymi potrzebami, które wynikają z rosnącego zaangażowania Polski w misje pokojowe i stabilizacyjne. Wiadomo, że misje takie jak iracka czy afgańska są przez nas traktowane priorytetowo – a przecież armia potrzebuje też kierowców w kraju – tłumaczy mjr Kepiński. Dlatego kolejne turnusy są liczniejsze niż zakładano. Los cywilnych instruktorów, którzy stanowią połowę 160-osobowej kadry szkoleniowej ośrodka, nie jest łatwy. – To nie jest tylko problem 1 OSK, ale wojska w ogóle. Nie jest tajemnicą, że pensje pracowników wojska są niskie – mówi ppłk Kaczorowski. I rzeczywiście – jak pokazuje przykład Marka Bileckiego – instruktorowi trudno jest dorobić się w wojsku fortuny. – Z jednostką jestem związany od 26 lat, od 3 lat jestem instruktorem nauki

Mjr Robert Kepiński
kierownik cyklu szkolenia w 1 Ośrodku Szkolenia Kierowców – W poprzednim turnusie do egzaminu podeszło 1348 kierowców – a zdało go 1307. Ci z żołnierzy, którzy nie zdadzą egzaminu, przyjeżdżają do nas na poprawkę, a jeśli nie uda im się również za drugim razem – wracają do jednostki wykonywać funkcje proste. Instruktorzy określają, który z kierowców nie nadaje się do prowadzenia pojazdów ciężarowych, nad którym trzeba więcej popracować, a który ma predyspozycje do bycia dobrym kierowcą.

nr 14/2007

Bez narzekania
znają po cichu, że utrzymywanie pojazdów o przedłużanych resursach niekoniecznie oznacza oszczędności. – Przegląd samochodu Star 200 musi się odbywać raz na 2 tys. km, a Star Man – raz na 15 tys. Mimo iż ten drugi jest zdecydowanie droższy, jego eksploatacja kosztuje znacznie mniej. Jednak na sprzęt w OSK nikt nie narzeka. – Czasem dziwią się nam nawet władze miasta – że mimo iż nasz sprzęt nie jest najnowszy, nie ma z nim żadnych problemów – mówi pan Marciniak. nie możemy. Gorzej jest z niektórymi mieszkańcami – m.in. byłymi żołnierzami zawodowymi, którzy są „uczuleni” na wojsko. Nie przeszkadzają im pojazdy ciężarowe, autobusy, ale pojazdy wojskowe – już tak – uśmiecha się mjr Kepiński. Władze miasta nie skarżą się, bo na współpracę z wojskiem nie mogą narzekać – rocznie z tytułu opłat od środków transportowych do kasy miejskiej wpływa ponad 300 tys. zł! Mimo to, niektórzy mieszkańcy kręcą głowami. – Ale na to nic nie możemy poradzić. Musimy gdzieś szkolić kierowców – rozkłada ręce mjr Kepiński. Zapewnia jednak, że OSK stara się tak ustalać terminy jazd po mieście, żeby na jego ulicach nigdy nie znajdowało się zbyt wiele pojazdów wojskowych. Tak więc mimo problemów – kadra w 1 OSK po prostu robi swoje. I po cichu liczy na to, że kiedyś będzie lepiej. 

W

ciągu jednego turnusu 1 Ośrodek Szkolenia Kierowców powinien szkolić 1200 kierowców – szkoli 1400. Na jednego instruktora powinno przypadać ośmiu kursantów – często jest ich dziesięciu. Zrobienie kursu instruktora uprawniającego do szkolenia kierowców na kategorię C kosztuje ok. 3 tys. zł – pensja instruktora cywilnego w 1 OSK to średnio 1470 zł brutto. A mimo to nikt nie narzeka. – Czasy narzekania się skończyły. Teraz pracujemy – mówi jednoznacznie komendant ośrodka w Grudziądzu ppłk Andrzej Kaczorowski.

Robią swoje
Współpraca z miastem to kolejny temat. Ogólnie rzecz biorąc, układa się dobrze – OSK pozostaje w stałym kontakcie z miejskim oddziałem inżynierii ruchu, dzięki czemu z wyprzedzeniem wie, którymi ulicami w danym momencie wojskowe pojazdy poruszać się nie powinny. – Na współpracę z władzami miasta narzekać

lifikacji – aby zostać instruktorem prawa jazdy kat. C, potrzeba trzech lat praktyki w jeździe na tego typu pojazdach oraz ukończenia specjalistycznego kursu, który kosztuje ok. 3 tys. zł – a przecież taki kurs nie zawsze kończy się sukcesem. Pan Marek Bilecki nie ukrywa, że wciąż pracuje w wojsku, bo jako 50-latkowi trudno mu znaleźć inną pracę. Natomiast młodszych pracowników „podkupuje” jednostce firma, która nieopodal zajmuje się budowaniem autostrady. – Oni proponują naszym pracownikom 2 tys. zł na rękę i dodatkowy tysiąc na wynajęcie mieszkania. My tyle dać nie możemy – rozkłada bezradnie ręce mjr Kepiński. A z pracowników wojska zrezygnować jest trudno – są efektywniejsi niż żołnierze zawodowi. – Instruktor, który jest żołnierzem zawodowym, ma dodatkowe obowiązki – musi pełnić służbę w parku sprzętu, raz w roku zdawać egzamin z WF, co jakiś czas uczestniczyć w strzelaniu – mówi mjr Kepiński. Pozostaje więc liczyć na to, że w Grudziądzu znajdzie się odpowiednia liczba instruktorów jazdy, którzy kochają wojsko na tyle, że najniższa nawet pensja nie jest im straszna. Pewnym problemem jest też sprzęt. Pewnym, bo jak zapewnia mjr Kepiński, mimo iż niektóre stary mają już 30 lat, a niemal połowa samochodów to pojazdy 15–20-letnie, to ich stan techniczny jest bardzo dobry. Prawdziwymi perełkami są samochody Star Man – i to głównie nimi kursanci jeżdżą po Grudziądzu. Do jazdy po Polsce, poligonach i po placach manewrowych ośrodka muszą wystarczyć mniej nowoczesne star 200 i 266. Dzięki dobrej obsłudze obliczone na 90 tys. km resursy pojazdów są przedłużane – maksymalnie o 20 proc., minimalnie o 10. Dzięki temu ośrodkowi udaje się utrzymywać ok. 250 pojazdów i nie zakłócać rytmu szkolenia. Mimo to w OSK przynr 14/2007

N

Profesjonalna obsługa
przeglądu pojazdów, dzięki czemu – w zależności od tego, czy na punkt wjeżdża pojazd dwuosiowy czy wieloosiowy można bezpiecznie odblokowywać lub blokować rolki. – Opatentowałem to rozwiązanie i muszę powiedzieć, że dziś interesuje się nim firma wykonująca rolki wolnobieżne, ponieważ ich patent nie zdał egzaminu – przyznaje z dumą kierownik stacji.

ajbardziej wysłużone pojazdy wciąż jeżdżą, w dużej mierze dzięki profesjonalnej obsłudze na stacji kontroli pojazdów kierowanej przez Józefa Marciniaka, który z jednostką jest związany od 34 lat, i oprócz tego, że wkłada w nią serce, dołożył również cegiełkę do rozwoju know-how w ośrodku. To właśnie on stworzył system skutecznie blokujący rolki wolnobieżne w punkcie

Polska Zbrojna 19

Z
WOJSKO

PROBLEMY
wiadomo, skąd wziąć kandydatów w przyszłości. Dzisiaj przecież, z powodów finansowych, kierowcy z cywila nie szturmują koszarowych bram. Nie daje również rezultatów wyszukiwanie przez terenowe oddziały administracji wojskowej WKU poborowych mających odpowiednie uprawnienia do prowadzenia wielotonowych samochodów. Pozyskani w ten sposób specjaliści to zaledwie ok. 0,5 proc. ogółu wojskowych kierowców. Zaczyna też brakować ochotników do korpusu szeregowych zawodowych. Sytuację pogarsza fakt, że pozostający w służbie zastanawiają się coraz częściej, czy noszenie munduru im się opłaca. Po koszarach zaczynają krążyć opowieści o kolegach, którzy zdjęli mundury i teraz jeżdżą za duże pieniądze po drogach Wielkiej Brytanii i Irlandii albo za 6 tys. zł miesięcznie pracują na ciężkim sprzęcie na krajowych budowach. – Ruch na tych stanowiskach w ostatnim czasie jest widoczny – przyznaEKSPERT

Z kierowcami wojsko zawsze miało problemy. Zwłaszcza z tymi z kategoriami prawa jazdy upoważniającymi do prowadzenia pojazdów wielotonowych i sprzętu specjalistycznego. Sytuację tę miała zmienić profesjonalizacja armii. Powołanie nowego korpusu szeregowych zawodowych miało być początkiem końca niedouczonych kierowców, psujących w służbie sprzęt. Słusznie zdecydowano, że najlepiej byłoby stanowiska te zarezerwować dla zawodowców. – W pierwszej kolejności mieli oni zasiąść w samochodach ciężkich i specjalistycznych, do których prowadzenia wymagane jest prawo jazdy kategorii „C” – przypomina płk Zbigniew Brodowski, szef Zarządu Zasobów Osobowych w SP. Tak się jednak nie stało. Kierowców z tego korpusu w siłach zbrojnych wciąż brakuje. Ze statystyk techników DWLąd wynika, że obecnie w Wojskach Lądowych
W ŁO D Z I M I E R Z K A L E TA

Płk Zenon Piskorowski,

zastępca dowódcy 1 Warszawskiej Brygady Pancernej w Wesołej: – W tym roku potrzebujemy 70 kierowców, a nie będziemy mieli nawet połowy. Może zatem warto zastanowić się, czy najlepszym i najtańszym pomysłem nie byłoby wysyłanie na kursy prawa jazdy kategorii „C” czy „C+E”– zamiast żołnierzy z poboru, czy nadterminowych, których jest w jednostce niewielu – wybranej kadry zawodowej. W razie potrzeby żołnierze ci z odpowiednimi uprawnieniami prowadziliby ciężkie samochody.

Kiedy przed trzema laty zamieniono stanowiska kierowców zasadniczej służby wojskowej na etaty szeregowych zawodowych, wydawało się, że wojsko znalazło sposób pozbycia się problemów z obsadą pojazdów wielotonowych. Życie szybko zweryfikowało tę koncepcję, potwierdzając, że nawet w najlepszych pomysłach diabeł zawsze tkwi w szczegółach.
nadal brakuje ok. 10–15 proc. kierowców. Przede wszystkim – szeregowych zawodowych. W Siłach Powietrznych na ponad 700 stanowisk przeznaczonych dla żołnierzy tego korpusu nie jest obsadzonych prawie 300. Podobnie jest w Marynarce Wojennej, która kierowców ciężarówek szkoli w Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej w Ustce. – Nie wpływa to jednak na wykonywanie bieżących zadań transportowych postawionych przed jednostkami MW. Może je bowiem wykonywać także wydzielona kadra zawodowa, która ma szerokie uprawnienia do kierowania pojazdami – zapewnia kpt. mar. Piotr Adamczak z biura prasowego MW. Taka praktyka stosowana jest ciągle w wielu jednostkach, nie rozwiązuje jednak problemu. Zwłaszcza że nie bardzo też 20 Polska Zbrojna

Karuzela

je mjr Wiesław Grzegorzewski, rzecznik prasowy w SP. W efekcie, tak jak przed laty, samochody w jednostkach – z braku specjalistów uprawnionych do ich prowadzenia – trzeba stawiać „na kołkach” albo zamieniać

nr 14/2007

etaty z szeregowych zawodowych na pracowników wojska. Aby transport ciężarowy w jednostkach mógł sprawnie funkcjonować, armia zmuszona jest nadal wspierać się kierowcami z poboru, szkoląc ich na specjalnych kursach organizowanych w ośrodkach w Grudziądzu i Ostródzie. Ta-

cy kierowcy stanowią powyżej 60 proc. wszystkich żołnierzy na tych stanowiskach. Niestety, wciąż zbyt mało w stosunku do potrzeb. Oficerowie logistyki w DWLąd są jednak optymistami. – Sytuacja z roku na rok się poprawia. To efekt działań dowództwa. W ostatnim okresie przybyło o 10–15 proc. kierowców więcej, niż było ich w 2006 r. – zapewniają oficerowie pionu technicznego w DWLąd. Duże nadzieje wiążą z inicjatywą kierownictwa MON pozwalającą na finansowanie kursów prawa jazdy poborowym, którzy zadeklarują chęć służby w wojsku na tych stanowiskach. Już teraz żołnierze, którzy zdobyli cywilne prawo jazdy, stanowią 20 proc. ogółu kierowców potrzebnych WL. Uprawnienia uzyskane za pieniądze wojska przed służbą ma podobny procent kierowców przyjmowanych do MW i SP. Mimo że w ostatnich latach liczba samochodów w naszym kraju rosła wręcz lawinowo, zawód kierowcy to wciąż kosz-

z kierowcami

Trzy pytania do ppłk. mgr. inż. ANDRZEJA KACZOROWSKIEGO, komendanta Ośrodka Szkolenia Kierowców w Grudziądzu
Kto szkoli się w ośrodku? – Do ośrodka wcielani są żołnierze na przeszkolenie w zakresie prawa jazdy kategorii „C” oraz chcący zdobyć drugą specjalność – uprawnienia do operowania żurawiem kołowym. Trzecia grupa to żołnierze zawodowi, kontraktowi i nadterminowi podwyższający kategorię prawa jazdy na samochody ciężarowe z przyczepą. Każdy kierowca, bez względu na to, gdzie zdobył prawo jazdy, musi też odbyć kurs z zasad eksploatacji i kierowania pojazdem specjalnym, na co dostaje stosowne dokumenty od komendanta ośrodka. Czy warto dziś inwestować w kierowców służby zasadniczej? – Kierowcy służby zasadniczej to obecnie ok. 60 proc. żołnierzy ośrodka. Ich szkolenie ma sens ze względu na potrzeby bieżące armii oraz profesjonalne przygotowanie rezerw osobowych na czas „W”. Dla wielu z nich prawo jazdy to dodatkowy atut i praca po zakończeniu służby wojskowej. Co zatem powinni zrobić poborowi, którzy chcieliby trafić tu na kurs? – Zgłosić taką prośbę w WKU właściwym ze względu na miejsce zamieszkania. Ponadto posiadać prawo jazdy kategorii „B” i mieć orzeczenie lekarskie o zdolności do kierowania pojazdami ciężarowymi oraz badanie psychologiczne. Nie mogą być też karani. (wk)

towna inwestycja, na którą wielu młodych ludzi nie stać. – Widać to wyraźnie podczas wcielania żołnierzy do jednostki. Jedynie około 5 do 10 procent żołnierzy ma prawo jazdy kategorii „B”. Większość z nich zdobywała swoje kwalifikacje, jeżdżąc średniej klasy samochodami osobowymi. Ich umiejętności prowadzenia pojazdów wojskowych są najczęściej niskie. Młodych ludzi z prawem jazdy kategorii „C” prawie wcale nie ma – chwalą inicjatywę logistycy z 9 BKPanc. Zmiany wymagają też dotychczasowe zasady ich naboru, które nie uwzględniają miejsca zamieszkania poborowych. – To sprawia, że do brygady w Bartoszycach przychodzą kierowcy ze Śląska czy Warszawy zamiast z Olsztyna. Nawet jeśli zgodzą się na pozostanie w służbie zawodowej, to zaraz chcą się przenosić bliżej domu. Nie mamy też z nich żadnego pożytku, kiedy odejdą do rezerwy – uważa Józef Szerejko z dowództwa 20 Bartoszyckiej Brygady Zmechanizowanej. To może i dobre rozwiązanie na dziś, ale czy na jutro? – wyrażają watpliwość przeciwnicy poszerzania mariażu wojska z żołnierzami z poboru. Szkoda pieniędzy na „produkowanie” kierowców, z których wojsko nie ma w służbie większego pożytku. Problemy armii z kierowcami skończą się dopiero wtedy, gdy we wszystkich jednostkach w ciężarówkach zasiądą szeregowi  zawodowi.

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI (3)

nr 14/2007

Polska Zbrojna 21

WOJSKA LĄDOWE

Wystrzel i zapomnij
Trzy tygodnie. Tylko tyle czasu trzeba, aby żołnierz, który nigdy wcześniej nie miał do czynienia z wyrzutnią przeciwpancernych pocisków kierowanych Spike, był w stanie z powodzeniem niszczyć cele. Przyszli pepekowcy muszą na początku poznać jedną, naczelną zasadę: pociskiem Spike LR jest łatwiej trafić, niż go wystrzelić.

KRZYSZTOF WILEWSKI

22 Polska Zbrojna

nr 14/2007

Najnowsza technologia
WYRZUTNIE SPIKE nie są tanie. Jedna rakieta do nich kosztuje ponad sto tysięcy dolarów. Jednak Spike to dziś światowa elita. Dzięki nim i pociskom Spike LR polska armia dorównuje potencjałem armiom zachodnim, a nawet w wielu przypadkach jest o krok do przodu. Rakieta Spike LR, która jest w naszych jednostkach, to bowiem najnr 14/2007

nowszy produkt izraelskiej firmy Rafael. Wyposażona w dwie kamery, termalną i zwykłą, pozwala operatorowi prowadzić strzelania w dwóch trybach: „wystrzel i zapomnij”, gdzie pocisk automatycznie leci do celu, oraz „wystrzel i obserwuj”, w którym do samego końca lotem rakiety steruje operator. Może on nie tylko reagować

na zakłócenia, np. zasłonę dymną postawioną przez czołg, ale również w ostatniej chwili zdecydować o zniszczeniu innego celu niż ten pierwotnie wybrany. Zakupione przez Polskę pociski Spike LR mają również dwie głowice bojowe, dzięki czemu mogą niszczyć czołgi ukryte za pancerzem reaktywnym.

Polska Zbrojna 23

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

WOJSKA LĄDOWE

PRECYZYJNE SZKOLENIE
Szkolenie operatorów wyrzutni Spike odbywa się w naszej armii w Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia w Toruniu. Jednorazowo szkoli się tam kilkunastu żołnierzy z jednostek, do których trafiły bądź trafią w najbliższym czasie wyrzutnie. W marcu br. pojawiła się tam kolejna grupa, tym razem żołnierzy z 25 Brygady Kawalerii Powietrznej. Jak wspomina ppłk Ryszard Jóźwiak, szef Wydziału Dydaktycznego CSAiU, zanim kadra centrum rozpoczęła szkolenie żołnierzy, sama musiała zdobyć niezbędną wiedzę. – Szkolenie zorganizowała strona izraelska – opowiadał. – Przyjechali przedstawiciele producenta oraz żołnierze izraelscy, dwie kobiety, które służyły jako dowódcy Spike’ów od ładnych paru lat – dodał podpułkownik. 24 Polska Zbrojna

KRZYSZTOF WILEWSKI (2)

Na ziemi siedzi operator wyrzutni przeciwpancernych pocisków kierowanych Spike i uważnie wpatruje się w urządzenia celownicze. Obserwuje grupę czołgów jadących pomiędzy zabudowaniami. – Twój cel to czołg na tle białego domu! – pada sucha komenda instruktora. Żołnierz błyskawicznie odnajduje wskazany mu obiekt. Odczekuje kilka sekund. W miasteczku jest bowiem duży ruch, co chwila przejeżdża jakiś transporter, samochód, a cel przecież trzeba wybrać bardzo dokładnie. Wreszcie ma czyste pole. Rakieta wystartowała! – Spokojnie, prowadź ją na czołg. Dobrze, bardzo dobrze – dyryguje operatorem instruktor. – Teraz uważaj na granaty dymne! Nie ma lekko, załoga czołgu świadoma zagrożenia wystrzeliwuje pięć granatów dymnych i stara się schować za zabudowaniami. To jednak żadna przeszkoda dla lecącej wysoko rakiety. – Poczekaj chwilkę, aż przelecisz nad zasłoną dymną – radzi instruktor, a widząc reakcję operatora, nie ukrywa swego zadowolenia – Tak, właśnie tak. Spokojnie to wyczekałeś i masz go jak na dłoni. Teraz już nic nie stoi na drodze pędzącemu pociskowi... – Pięknie! Czołg trafiony! Żołnierz uśmiecha się zadowolony. To jego pierwsze strzelanie w sytuacji, gdy przeciwnik broni się jak może przed trafieniem, i od razu sukces. Wprawdzie to nie realne pole walki ani nawet poligon, ale szkolenie na trenażerze. Satysfakcja jest jednak ogromna. W końcu jeszcze dwa tygodnie temu nie miał nawet pojęcia, jak się obsługuje tę ultranowoczesną wyrzutnię pocisków przeciwpancernych.

Żołnierze, którzy szkolą się w CSAiU w Toruniu, a którzy w dotychczasowej karierze obsługiwali Fagoty lub Malutkie, z podziwem odnoszą się do trenażerów Spike.

Najbardziej zaskoczył i jednocześnie wzbudził największy podziw ppłk. Jóźwiaka system szkolenia, jaki przechodzą operatorzy Spike’ów w armii izraelskiej. Jak wyjaśniał, oddzielnie są prowadzone kursy: dla operatorów wyrzutni, z obsługi technicznej oraz dla amunicyjnych. – Jedna z kobiet, które do nas przyjechały, przez cały okres służby nie oddała ani jednego strzału na bojowo, wszystkie na trenażerach – mówił ppłk Jóźwiak. – Tak jest w armii izraelskiej rozwinięty

system trenażerów i symulatorów, takie mają do niego zaufanie, że mało kto strzela tam na bojowo.

TRENAŻER
Żołnierze, którzy szkolą się w CSAiU w Toruniu, a którzy w dotychczasowej karierze obsługiwali Fagoty lub Malutkie, z podziwem odnoszą się do trenażerów Spike. To nie jest już prosta elektronika, z jaką mieli do czynienia do tej pory. Zestawy szkoleniowe pocisków Spike to wierne repliki normalnych zenr 14/2007

FLESZ
INOWROCŁAW. Tegoroczny Przegląd Piosenkarzy Amatorów i Konkurs Recytatorski Pomorskiego Okręgu Wojskowego „INOATA 2007” odbył się 15–16 marca w Klubie Garnizonowym w Inowrocławiu. Już po raz dwunasty spotkali się młodzi artyści działający przy jednostkach wojskowych i klubach garnizonowych. W kategorii zespołów wokalnych zwyciężył zespół „Slytherin” z Kołobrzegu, wśród solistów wokalistów najlepsza okazała się Anna Pakuła z Zegrza, natomiast w kategorii poezji śpiewanej tytuł laureata przypadł Annie Kwiatkowskiej z Torunia. W turnieju recytatorskim najlepszy był Marcin Gargas ze Szczecina, a w turnieju „Wywiedzione ze słowa” pierwsze miejsce przypadło Kai Sosnowskiej z Kołobrzegu.

Zestawy szkoleniowe pocisków Spike to wierne repliki normalnych zestawów. Tylko stojący obok supernowoczesny komputer z ogromnym monitorem dla instruktora przypomina o tym, że to narzędzie szkoleniowe.

stawów. Tylko stojący obok supernowoczesny komputer z ogromnym monitorem dla instruktora przypomina o tym, że to narzędzie szkoleniowe. – To zdecydowanie inna generacja sprzętu – komentował plut. Zbigniew Purtak z 25 BKPow, który do tej pory obsługiwał Fagota. – Komputer jest w stanie wygenerować praktycznie każde warunki na polu walki, a przeciwnik broni się przed atakiem, uciekając lub stawiając zasłony dymne – dodaje, podkreślając, że w samym zestawie dla nienr 14/2007

go najważniejsza jest kamera, dzięki której może śledzić lot pocisku. Prowadzący szkolenie operatorów wyrzutni Spike w CSAiU kpt. Cezary Szydlik podkreśla, że pepekowcy, którzy trafiają na kurs do centrum, a którzy do tej pory pracowali na sprzęcie starszej generacji, muszą w pewnym sensie nauczyć się swojego rzemiosła na nowo. – Metoda użycia systemu Spike jest zupełnie inna niż, na przykład, Fagota – wyjaśniał kpt. Szydlik. – Tam było bardzo łatwo pocisk wystrzelić, ale bardzo trudno trafić. Operator musiał być długo szkolony, wiele godzin spędzić na trenażerach. Tutaj zaś rola operatora po zejściu pocisku praktycznie się kończy, bo to system automatyczny – mówił, dodając, że operatorzy starszych systemów przeciwpancernych pocisków kierowanych, szkoląc się na Spike’ach, muszą wyzbyć się dotychczasowych nawyków. – Gdy rozpoczynamy szkolenie na trenażerze, od razu widać, kto się szkolił wcześniej na innych systemach, a kto nie. Na przykład, chcąc skręcić w lewo, lecą w prawo, bo w Malutkiej pocisk działał na odwrót. – Tak naprawdę to trudniej jest pocisk wystrzelić, niż nim trafić – żartował kapitan, podsumowując szkolenie młodych żołnierzy. 

POZNAŃ. Uczniowie XXX Liceum Ogólnokształcącego uczestniczyli 22 marca w zajęciach zorganizowanych w Szkole Podoficerskiej Wojsk Lądowych w Poznaniu. Wzięli udział w zajęciach szkoleniowych, obejrzeli bojowy wóz piechoty i trenażery do strzelań z BWP. Współpraca między dwiema instytucjami zacieśnia się od czasu podpisania porozumienia między komendantem Szkoły Podoficerskiej Wojsk Lądowych st. chor. sztab. Zbigniewem Kościelniakiem i dyrektorem XXX Liceum Ogólnokształcącego Romanem Gogulskim. Liceum prowadzi klasy o profilach przysposobienia wojskowego i obronnego. Organizowane dla uczniów zajęcia praktyczne cieszą się dużą popularnością.

JAROSŁĄW WIŚNIEWSKI

SIERADZ. Dzieci z Zespołu Szkół w Szadku przekazały 19 marca w trakcie spotkania z dowódcą 15 Sieradzkiej Brygady Wsparcia Dowodzenia płk. Janem Sobotką 170 kartek świątecznych dla żołnierzy przebywających na misjach pokojowych i stabilizacyjnych. – Chcemy, aby żołnierzom było radośniej w Wielkanoc – mówi 12-letnia Natalka Tomaszewska. Wysyłanie świątecznych życzeń rozpoczęło się w 2003 r. i jest już szkolną tradycją.

oprac. G.P.

Polska Zbrojna 25

WOJSKA LĄDOWE

Bitwa na mapie O
BOGUSŁAW POLITOWSKI

ZASADNICZE UZBROJENIE 4 PUŁKU PRZECIWLOTNICZEGO: 1. Zestaw rakietowy 9K 33 M2 „Osa-AK” – wyposażony w sześć rakiet – zasięg 1,5–10,3 km; 2. Zestaw artyleryjsko-rakietowy ZUR-23 – 2 KG – składa się z dwóch armat 23 mm oraz zespołu startowego rakiet GROM – donośność skuteczna 2500 m – szybkostrzelność teoretyczna – 1600–2000 strz./min; 3. Przeciwlotniczy zestaw rakietowy „Grom” – kaliber – 72,2 mm – masa rakiety – 10,6 kg – średnia prędkość rakiety – 620 m/s – zasięg – 500–5000 m. wicznie. Na polu walki o skuteczności przeciwlotników decyduje elektronika, jednak umiejętności ludzi nadal mają priorytetowe znaczenie. Dlatego na poligonach ciągle sprawdza się i doskonali zautomatyzowane systemy dowodzenia oraz rozpoznania, a także kwalifikacje żołnierzy. Ostatnio na świętoszowskim poligonie sprawdzianowi poddany został 4 Zielonogórski Pułk Przeciwlotniczy z Czerwieńska – jednostka elitarna w składzie wojsk OPL, bo wyposażona w najnowocześniejszy sprzęt. Pułk wydzielony do struktur NATO, od dawna jest naszą wizytówką w sojuszu. Ćwiczeniu dowódczo-sztabowemu sprawdzającemu pułk nadano kryptonim „Osa ‘07”. Głównym jego celem było
nr 14/2007

Oprócz tego, że potrafią szybko namierzyć i zniszczyć cel powietrzny, muszą także odeprzeć atak dywersantów, znać procedury ewakuacji medycznej oraz zasady postępowania z rolnikami, gdy nieopatrznie wyrzutnia rakiet czy stacja radiolokacyjna wjedzie na obsiane zbożem pole. Jak mówią, te ostatnie działania bywają czasami trudniejsze od bojowych.
26 Polska Zbrojna

ile w wojskach pancernych cały czas trwa walka pocisku z pancerzem, o tyle lotnicy i przeciwlotnicy walczą ze sobą za pomocą fal elektromagnetycznych. Ten, kto potrafi skutecznie zakłócić namierzanie, a jednocześnie uchwycić przeciwnika wyraźną wiązką, śledzić go, odpalić rakietę i ją skutecznie poprowadzić – wygrywa. Ważne jest także, aby wśród wielu obiektów na niebie bezbłędnie odróżnić samoloty swoje od obcych. Ponieważ współczesne myśliwce nadlatują z prędkością przekraczającą nierzadko tysiąc kilometrów na godzinę, wszystko musi odbyć się błyska-

FORUM

| SŁUŻBA | WYDARZENIA | LUDZIE | MILITARIA | W GARNIZONIE | PORADY | ŚWIAT | TO I OWO | SPORT | HISTORIA

sprawdzenie umiejętności sztabu pułku i sztabów dywizjonów w planowaniu i organizacji walki w różnych sytuacjach bojowych. Istotnym elementem podlegającym ocenie była także umiejętność wykorzystania natowskiego systemu identyfikacji bojowej swój–obcy (IFF). Ćwiczeniem osobiście kierował szef wojsk obrony przeciwlotniczej Wojsk Lądowych płk dypl. Marian Wojciechowski. – Oprócz typowo bojowych sprawdzamy także inne elementy. Jednym z nich jest postępowanie z cywilami mieszkającymi w rejonie walk. Żołnierze pokazywali, jak prowadzić mediacje z rolnikami, na których pola uprawne wprowadzono sprzęt wojskowy. Oficerowie sztabu jednostki musieli rozwiązać problem, który może przecież rzeczywiście się pojawić.

nika śmigłowca. Sprawa niby banalna, lecz jakże ważna, gdyby doszło do prawdziwej akcji. – W pułku mamy wielu młodych oficerów, podporuczników po ukończeniu rocznego studium oficerskiego. Dla nich ćwiczenia te są najważniejsze. Swój zapał, wiedzę teoretyczną mogą zweryfikować w praktyce. Mają okazję nauczyć się wielu rzeczy. Zobaczyć w działaniu starszych, bardziej doświadczonych kolegów – mówi pełniący obowiązki dowódcy pułku – ppłk Cezary Janowski.

Ostatnie ogniwo
Pierwszą baterią startową pierwszego dywizjonu dowodzi kpt. Andrzej Mańkowski. Na czas ćwiczeń dywizjon przemianowano na pierwszą taktyczną grupę zadaniową. Bateria – jako najmniejszy element, jest zespołem ogniowym. Ostatnim ogniwem, gdzie naciska się guzik startu rakiety. Żołnierze obsługujący wyrzutnię „Os”, siedzą przyczajeni w ukryciu, w poligonowym zagajniku. Gotowi są w każdej chwili ruszyć na stanowiska startowe. Obsługą jednego z czterech Przeciwlotniczych Rakietowych Wozów Bojowych dowodzi chor. Piotr Dąbrowski. W każdej chwili może paść komenda wyjazdu na stanowisko startowe. Dodatkowo załoga ma obowiązek ochrony wyrzutni. Operator poszukiwania st. szer. Piotr Marzec i operator odległości st. szer. Krzysztof Piesyk

Realizm pola walki
Urealniono sytuacje bojowe. Po ataku teren został skażony, byli zabici i ranni. Do akcji musieli ruszyć także sanitariusze i lekarze. Na sprawdzenie umiejętności udzielania pomocy oraz ewakuacji medycznej (MEDEVAC) poświęcono sporo czasu. Gdy na lądowisku trzeba było rannego przenieść na noszach z karetki do śmigłowca okazało się, że pani lekarz w mundurze, działająca skądinąd bardzo sprawnie podczas opatrywania ran, za nic nie jest w stanie przekroczyć strefy działania wirnr 14/2007

przyznają, że dowództwo sprawdza czujność żołnierzy w najróżniejszych porach dnia i nocy. Na odprawie jasno powiedziano, że dywersanci będą próbowali zdobyć i unieszkodliwić wyrzutnie. W lesie, w oddaleniu od sztabu tylko czujność obsługi może temu zapobiec. Warunki w lesie są spartańskie. W czasie ćwiczenia taktycznego bywają kłopoty z wodą, z myciem. Żołnierze potrafią sobie jednak radzić. Jak mówi starszy technik mł. chor. Rafał Cieślicki, każdy jakieś jedzenie zabrał z domu. Jak jest wolna chwila, udaje im się nawet zrobić kawę. W czasie ćwiczeń kilka razy zmieniali miejsce. Wiedzą, że w warunkach bojowych właśnie mobilność jest ich największym atutem, ratuje przed wykryciem i chroni życie. Dowódca rok temu miał okazję wystrzelić „Osę”. Rakieta bezbłędnie trafiła cel. Wtedy jednostka mogła wystrzelić cztery rakiety. Rozumieją, że na następną taką okazję trzeba poczekać, ponieważ rakiety są drogie. Podobno cena jednej przekracza pół miliona złotych. Dlatego na razie trenują „na sucho”. Błąd jednego niweczy wszystko. Zgranie całej obsługi to podstawa trafienia. Walka na fale przeciwlotników z Czerwieńska z lotnikami trwała kilka dni. Zdali egzamin, mimo że nie ustrzegli się drobnych błędów. Niedociągnięcia szybko naprawili. W końcu po to jest poligon.  Polska Zbrojna 27

BOGUSŁAW POLITOWSKI (4)

SIŁY POWIETRZNE
W przyszłym roku 7 Eskadra Lotnictwa Taktycznego z Powidza ma rozpocząć przebazowanie do Świdwina. Czy zna Pan już szczegółowy harmonogram? – To nie jest jeszcze dokładnie ustalone. Dowódca Sił Powietrznych będzie chciał, żeby bazujące tam samoloty jak najdłużej wykonywały swe zadania. A to, kiedy eskadra znajdzie się w Świdwinie, będzie określone w rozkazie dowódcy. Płk Waldemar Kamiński, szef Wydziału Organizacyjnego Dowództwa Sił Powietrznych, mówił, że przenosiny 7 Eskadry odbędą się w 2008 r., a od 1 stycznia 2009 r. eskadra będzie już nosiny do Świdwina są wymogiem czasu, bowiem trudno pogodzić działania lotnictwa transportowego i taktycznego na jednym lotnisku. Wielu ludzi jednak po prostu nie chce o tym słyszeć. Ale nie robiłbym z tego tragedii. Kto będzie chciał pracować w Powidzu, znajdzie zajęcie, a kto w Świdwinie, to też się odnajdzie. Na pewno dla nikogo pracy nie zabraknie. Na razie, jak powiedziałem, żadnych wiążących terminów nie ma. W jaki sposób ma być zapewniona dotychczasowa obsługa samolotów Su-22 z 7 Eskadry już po przeniesieniu jej do Świdwina? Technicy z 33 Bazy Lotniczej właściwie mają zapewnione miejsce w no– Czy to jest w ogóle problem, żeby zapewnić w Świdwinie obsługę? Z tego, co mi wiadomo, samoloty z eskadry świdwińskiej latają. Są zabezpieczane przez miejscowy personel techniczny. Ale skąd wziąć tych techników? Ich po prostu nie ma. A w Świdwinie będą obsługiwane samoloty całej 7 Eskadry. – Wcześniej czy później się pojawią. Znajdą się w jednostkach w całej Polsce. Jeden lubi Warszawę, a drugi takie miejsca jak Świdwin czy Powidz. One też mają swój urok. Wielu z nas służyło w zielonych garnizonach i niektórzy niejednokrotnie chcieliby tam pozostać.

Rozmowa z płk. dypl. pil. WŁODZIMIERZEM USARKIEM, dowódcą 2 Brygady Lotnictwa Taktycznego

wykonywała swoje zadania w Świdwinie. Więc te terminy są już jednak jakoś określone. – Nie wiem, skąd płk Kamiński je ma. Są to jakieś długofalowe plany, ale wiadomo, że w życiu może zdarzyć się coś innego. Te terminy mogą się jeszcze zmienić. Czy nie sądzi Pan, że personel jednostki powinien być wcześniej powiadomiony o tym, iż w ciągu roku czy półtora będzie się musiał przenieść do innego garnizonu? – Ale ludzie o tym wiedzą. Dowódca Sił Powietrznych nigdy tego nie ukrywał. Prze28 Polska Zbrojna

wej brygadzie transportowej w Powidzu. Ilu więc techników przejdzie do Świdwina? Chyba nie będzie ich już wielu... – To jest trudny problem. Ten, kto będzie chciał pracować i będzie cenił sobie tę pracę, na pewno przejdzie. Na razie 33 Baza działa i zabezpiecza 7 Eskadrę. Jeszcze nikt nie zmienił im etatów. Jest to trudny proces, ale jak na razie doskonale sobie z tym na miejscu radzą. A jeśli niewielu techników przejdzie do Świdwina, to tam, na miejscu, będzie to już problem dowódcy świdwińskiej brygady?

Jak zmienią się zadania 2 Brygady po przejściu 7 Eskadry do 1 Brygady w Świdwinie? – Nie zmienią się. Dalej będziemy je wykonywali, ale już na samolotach F-16. Brygada będzie przecież miała tylko te samoloty. Kiedy piloci F-16 będą mogli być podrywani w powietrze, tak jak Czesi w Gripenach, w obronie natowskiego lub polskiego nieba? – Dowódca Sił Powietrznych, gdyby chciał, to może poderwać te samoloty w każdej chwili. Piloci przeszkalają się tenr 14/2007

raz tylko na nową wersję Block 52 plus. Bo tutaj nie chodzi o zademonstrowanie „czegoś”, tylko o spokojne wyszkolenie naszych pilotów, żeby nabrali doświadczenia. A jeśli go nabiorą, to będą mogli przekazywać je kolejnym pilotom, którzy przyjdą do eskadr. Na razie jeszcze pomagają nam piloci amerykańscy, a potem całe obciążenie szkoleniowe spadnie na naszych instruktorów. I to jest właśnie najlepszy czas na szkolenie, a nie na demonstrację. Wiele mówiło się po przyprowadzeniu F-16 do Polski o ich kłopotach technicznych czy ewentualnych usterkach. A Siły Powietrzne jakoś specjalnie nie de-

Potrzeba na to trochę czasu. Szczególnie ludziom pracującym przy „efie”, żeby się nauczyli obsługiwać samolot, i pilotom, żeby mogli wykonywać na nim zadania. Jak widzi Pan kształtowanie bazy w Krzesinach w kontekście kontaktów z prasą? W czerwcu ma się odbyć pokaz amerykańskiego zespołu akrobacyjnego Thunderbirds. Jest okazja do wielkiej promocji bazy. – My nie zamykamy się przed mediami. Chcemy pokazywać to, co mamy. Jesteśmy otwarci. Tylko, jak jeszcze raz podkreślam, prasa też musi podchodzić do tematu z pewnym zrozumieniem. Musimy pamiętać, że media piszą tak naprawdę

FLESZ
MRZEŻYNO. 17 marca odbyły się uroczystości patriotyczno-wojskowe związane z 62. rocznicą zaślubin Polski z morzem. Zorganizowane zostały przez 78 Pułk Rakietowy Obrony Powietrznej przy współpracy m.in. z Urzędem Miasta i Gminy w Trzebiatowie oraz mrzeżyńskimi i trzebiatowskimi szkołami. Oprawę muzyczną zapewniła Orkiestra Garnizonowa Sił Powietrznych z Koszalina. W trakcie uroczystości zainscenizowano przebieg zaślubin – kompania honorowa wygłosiła rotę ślubowania, a jeźdźcy ze stadniny w Nowielicach wrzucili symboliczny srebrny pierścień w fale Bałtyku.

W SKŁAD 2 BRYGADY LOTNICTWA TAKTYCZNEGO W POZNANIU WCHODZĄ OBECNIE CZTERY ESKADRY LOTNICTWA TAKTYCZNEGO, TRZY BAZY LOTNICZE ORAZ BATALION USUWANIA ZNISZCZEŃ LOTNISKOWYCH. Krzesiny – 31 Baza Lotnicza, 3 i 6 Eskadry Lotnictwa Taktycznego (F-16). Łask – 32 Baza Lotnicza, 10 Eskadra Lotnictwa Taktycznego (F-16). Powidz – 33 Baza Lotnicza, 7 Eskadra Lotnictwa Taktycznego (Su-22). Jarocin – 16 Batalion Usuwania Zniszczeń Lotniskowych. Eskadry 6 i 10 nie mają jeszcze swoich samolotów, a 7 Eskadrę czeka przeprowadzka z Powidza do Świdwina oraz zmiana podporządkowania pod 1 Brygadę Lotnictwa Taktycznego.

SKWIERZYNA. Dziekan Korpusu Oficerów SP płk Janusz Chwiejczak spotkał się 19 marca z żołnierzami pełniącymi służbę w garnizonie Skwierzyna. W spotkaniu wzięli udział dowódcy obu skwierzyńskich jednostek. Dziekan zapoznał zebranych z problematyką i zakresem prowadzonych prac Konwentu Dziekanów Korpusu Oficerów WP. Wiele uwagi poświęcono m.in. problematyce nowelizowanej ustawy pragmatycznej, warunkom zakwaterowania, w tym wielkości płaconych przez żołnierzy czynszów mieszkaniowych. Podczas dyskusji najwięcej uwag krytycznych żołnierze zawodowi zgłaszali wobec braku stabilizacji ich służby.

mentowały tych informacji. Czy więc te samoloty są wadliwe, czy nie? Czy będą systematycznie wprowadzane do służby? Jak to obecnie wygląda? – Wszystkie samoloty, które przylatują do Krzesin, przechodzą u nas inspekcję, oceniamy, czy są sprawne. Zresztą tak jest w przypadku każdego innego sprzętu, szczególnie gdy jest nowy, dopiero wdrażany. Wspomniane usterki występowały i występują. Należało się z tym liczyć. A F-16 Block 52 jest nowym samolotem. I dlatego jest to trudne. Na przykład system całego zabezpieczenia w części zamienne jest dopiero uzupełniany.
nr 14/2007

nie tylko dla siebie, bo to, co się ukaże o lotnictwie w danym kraju, śledzone jest na całym świecie. Więc trzeba znaleźć też odnośnie do F-16 trochę pozytywów, mówić, że odważyliśmy się coś robić. Wszystko, co piękne rodzi się bowiem w bólach, i trzeba sobie z tego zdawać sprawę. Rozumiem, że „Polska Zbrojna” będzie również mogła odwiedzać bazę w Krzesinach? – W tym czasie, kiedy będą występy Thunderbirds, na pewno tak.
Rozmawiał Piotr Laskowski

PIOTR LASKOWSKI (2)

SKWIERZYNA. Podczas Garnizonowego Przeglądu Amatorskiej Twórczości Artystycznej „ATA – Skwierzyna 2007” Klub Garnizonowy w Skwierzynie po raz kolejny gościł liczne grono młodych twórców. W przesłuchaniach konkursowych wzięło udział 110 wykonawców ze szkół podstawowych, gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych. Laureatami zostali i nominacje na Przegląd ATA Sił Powietrznych w Dęblinie dostali: Joanna Jamroziak, Małgorzata Materna, Ksenia Kireńko, Bartłomiej Orzeł, grupa teatralno-kabaretowa „Pestka” i zespół taneczny Remix.

oprac. G.P.

Polska Zbrojna 29

SIŁY POWIETRZNE
Herculesy są już na wyciągnięcie ręki – mówią piloci. Przedtem jednak trzeba zmierzyć się z niełatwym wyzwaniem. Standardowe procedury amerykańskie zakładają bowiem, że nim polskie SP dostaną pierwszy samolot, winniśmy wysłać do USA na dwuetapowe szkolenie – teoretyczne i praktyczne – 25 osób personelu latającego (pięć kompletnych załóg) i 25 osób personelu technicznego. dzie się polsko-amerykańska konferencja finalizująca cały program szkolenia. Może się zdarzyć, że termin wyjazdu Polaków zostanie nieznacznie przesunięty ze względu na przewidywane dodatkowe przeglądy strukturalne pierwszych dwóch samolotów – mówi. Obecnie dyskutuje się także nad tym, czy nie zmieni się liczba żołnierzy wyjeżdżających w pierwszym rzucie. Podczas ostatnich rozmów strona amerykańska zaproponowała, aby początkowo do USA wyjechały dwie załogi. – Tak więc prawdopodobne jest, że na szkolenie wyjadą dwie załogi, przy przekazaniu drugiego samolotu kolejna grupa, itd. – wyjaśnia mjr Gaudyn. Decyzje dotyczące takiego właśnie rozwiązania zapadną najwcześniej w maju br. na konferencji szkoleniowej. Ale cała przewidywana do szkolenia grupa, w sumie pięćdziesiąt osób, jest, jak zapowiada dowódca tworzącej się 14 eltr, już dziś gotowa do wyjazdu. Zanim załogi wyruszą do Stanów Zjednoczonych, muszą w Polsce zdać egzaminy językowe. Minimum to, jak założyli Amerykanie, uzyskanie na egzaminie przynajmniej 80 pkt. Jeżeli jednak komuś test pójdzie gorzej lub będzie na niższym poziomie wyszkolenia, wyjedzie do USA wcześniej (kurs będzie dłuższy), aby tam doszlifować angielszczyznę. Zakłada się, że doskonalący kurs językowy dla pilotów, nawigatorów i techników pokładowych będzie trwać do 25 tygodni, natomiast technicy załadunku (loadmasterzy) będą uczyć się znacznie krócej, bo około dziewięciu tygodni. Później odbędzie się szkolenie specjalistyczne na symulatorach, a następ-

Welcome to Texas
Prawdopodobnie we wrześniu na kurs do Teksasu wyjedzie pierwsza grupa. Szczegóły wyjazdu mogą się jednak zmienić, jak zapowiada mjr Mieczysław Gaudyn, obecny szef szkolenia 13 Eskadry, a planowany dowódca tworzącej się 14 Eskadry Lotnictwa Transportowego. – W maju odbę-

Pionierzy na Herculesach
MAGDALENA KOWALSKA -SENDEK

Pierwszy Hercules z biało-czerwoną szachownicą pojawi się dopiero we wrześniu przyszłego roku, jednak już dziś trzeba myśleć o szkoleniu pilotów, nawigatorów i techników. Najlepsi okazali się piloci 13 Eskadry Lotnictwa Transportowego z Krakowa i jako pierwsi siądą za sterami nowej maszyny.

30 Polska Zbrojna

nr 14/2007

nie – w powietrzu na samolocie. Personel techniczny po zakończeniu szkolenia językowego zostanie skierowany na kursy specjalistyczne trwające od czterech do ośmiu tygodni. Przygotowanie załóg pod względem językowym trwa już w Krakowie od 2003r. – Początkowo mówiło się, że Herculesy trafią do Krakowa. Dlatego już cztery lata temu rozpoczęliśmy przygotowania, opierając się na kadrze z 13 eltr. Gdy pojawiły się CASY, część z nich po prostu przesiadła się na nie – wyjaśnia mjr Gaudyn. Jak zapewnia szef szkolenia 13 eltr., proces szkolenia jest jednak ciągły. Dziś już nie brakuje 13 Eskadrze pilotów z bardzo dobrą znajomością języka. Podobnie jest z nawigatorami i loadmasterami, kłopot mają tylko z technikami pokładowymi. Istotnym powodem braku techników z dobrą angielszczyzną okazały się tak-

że przenosiny miejsca stacjonowania Herculesów do Powidza. – Jeszcze do 2005r. mówiło się, że Herculesy „zacumują” w Krakowie. Jednak z chwilą, gdy decyzja zapadła, zaczęły się wahania żołnierzy. Przy tak niskich zarobkach nie wszystkim opłaciłoby się życie na dwa domy. Stąd część krakowskich techników postanowiła zostać w Balicach, a my musieliśmy szukać ludzi w innych jednostkach lotniczych – tłumaczy mjr Gaudyn. Dowództwo 13 eltr deklaruje, że już dziś trwa praca nad podniesieniem poziomu językowego techników pokładowych. Obecnie sześciu z nich jest na intensywnym kursie angielskiego. Po zakończeniu 25-tygodniowego szkolenia (dziewięć tyg. dla loadmasterów) przyjdzie czas na szkolenie specjalistyczne – zapoznanie z budową samolotu, jego obsługą i eksploatacją wszystkich systemów pokła-

dowych, a także na ćwiczenia w kabinach treningowych i symulatorach.

Krakusi na start

Większość z żołnierzy, którzy wyjadą do Teksasu na szkolenie, zostanie wystawiona przez 13 Eskadrę Lotnictwa Transportowego z Krakowa-Balic. Powód jest prosty: krakowska jednostka jest w zasadzie jedyną w Polsce eskadrą transportową, a jej piloci mają największe doświadczenie. – Mamy spore doświadczenie w długodystansowych lotach z dużym ładunkiem. Wydaje mi się, że decyzja o tym, iż to krakowscy żołnierze będą pionierami na Herculesach, jest uzasadniona – komentuje mjr Gaudyn. – Będziemy pierwszymi pilotami w Polsce, którzy siądą za sterami Herculesa. To powód do dumy – dodaje por. pil. Robert Kuźma, obecnie pilot samolotu CASA C-295. Piloci 13 eltr byli już niemal na całym świecie. Zdobyli umiejętności, latając różnymi typami samolotów. Herculesami będzie się zajmował w przyszłości personel techniczny z Bazy Lotniczej w Powidzu, w której samoloty będą obsługiwane i gdzie znajdą docelowe miejsce stacjonowania. Co nastąpi po tym, gdy załogi zakończą kurs w Teksasie, jeszcze nie wiadomo. Prawdopodobnie w najbliższej przyszłości, po zakończeniu szkolenia, krakowscy piloci nie będą instruktorami swoich kolegów po fachu. – Strona amerykańska jasno zaznaczyła, że nie ma możliwości, abyśmy zaraz po przeszkoleniu uzyskali uprawnienia instruktorskie – tłumaczy mjr Gaudyn. Trzeba będzie najpierw wrócić do kraju i zdobyć doświadczenie, czyli wylatać odpowiednią liczbę godzin. Szacuje się w tej chwili, że wymagane doświadczenie piloci uzyskają w ciągu najdalej dwóch lat. Po tym czasie trzeba będzie albo wysłać na kurs do USA kolejne pięć załóg, albo skierować ludzi na typowe szkolenie instruktorskie. Tu jednak pojawia się Standardowe kolejny problem. Musimy dostoprocedury amerykańskie sować się do amerykańskich zakładają, że zanim polskie SP zasad szkoleniowych, które dostaną pierwszy samolot, zakładają, że można przystąwinniśmy wysłać swój personel pić do szkolenia instruktodo USA na dwuetapowe rów, mając już za sobą szkoszkolenie – teoretyczne i praktyczne. lenia z zakresu zrzutu desantu i ładunków ze spadochronem, a także z lotów taktycznych. Czas zapewne zweryfikuje wszystkie plany. Czy polskie siły zbrojne będą od razu chciały wykorzystywać Herculesy do desantowania, czy na razie wystarczy im do tego CASA, nie wiadomo. Warto się jednak zastanowić, co w perspektywie dłuższej niż kilkuletnia będzie korzystniejsze. Zakłada się bowiem, że Herculesy służbę w Polsce  będą pełnić przez najbliższe 20 lat.
US DOD

nr 14/2007

Polska Zbrojna 31

Hazard

MARYNARKA WOJENNA

pod wirnikiem

Kiedy wszystkie jednostki szukają schronienia w portach, oni wylatują nad morze. Są tam, gdzie ktoś potrzebuje pomocy. To piloci ratownicy z 29 Eskadry Lotniczej w Darłowie. Mówią o sobie, że są hazardzistami. Gra o życie ratowanych przez nich ludzi, ale też o swoje, wpisana jest w ich zawód.
KRZYSZTOF W YGNAŁ

arynarka Wojenna ma dwie stałe bazy śmigłowców z krzyżem maltańskim na burcie – w Gdyni Babich Dołach i Darłowie. W ciągu roku śmigłowce startują do 30–40 akcji ratowniczych. Odwiedziliśmy lotników 29 darłowskiej Eskadry Lotniczej. Załogi ratownicze pełnią całodobowe dyżury w domku pilota przy płycie startowej. Dziś dyżuruje zespół dowodzony przez por. pil. Dariusza Sionkowskiego. Wraz z nim służbę pełnią ppor. pil. Sławomir Krzyszczak – pilot nawigator, chor. Sebastian Majcherczyk – technik pokładowy, chor. Cezary Chomicki – ratownik i por. lek. Marcin Lewandowski – lekarz pokładowy.

Pan helikopter
Z okien pomieszczeń, w których dyżuruje załoga ratownicza, widać ich śmigłowiec. To ciężki Mi-14 PS. Dzięki specjalnej konstrukcji kadłuba, chowanemu podwoziu oraz dodatkowym pływakom jest przystosowany do prowadzenia akcji ratowniczych, lądowania i startu z powierzchni wody przy stanie morza do 2 st. B. Jego wyposażenie pilotażowo32 Polska Zbrojna

nawigacyjne i radioelektroniczne umożliwia wykonywanie lotów w dzień i w nocy, także w trudnych warunkach atmosferycznych. Waży 14 ton, nie boi się więc silnych podmuchów sztormowego wiatru. – Od wydania rozkazu do startu potrzebujemy dziesięciu minut – mówi por. pil. D. Sionkowski – niezależnie od warunków atmosferycznych. Niestraszna nam noc ani szalejąca śnieżyca. – Schodziłem kiedyś na kuter – opowiada chor. C. Chomicki – rzuciłem im rzutkę, a oni mi ją odrzucili. Chyba nie byli przygotowani na przyjęcie śmigłowca. Śmigłowiec ratowniczy podchodzi do jednostki tak, aby zatrzymać się w zawisie pod wiatr. W nocy statek powinien być oświetlony, szczególnie jego kominy i maszty. Jeśli może, powinien utrzymywać stałą prędkość 3–5 węzłów i kurs do wiatru 30 stopni z prawej burty. – Śmigłowce są z początków lat 80. – dodaje kmdr por. pil. Tomasz Pęcherzewski, dowódca 29 Eskadry. – Trochę obawiamy się o ich kadłuby. Chcielibyśmy jak najdłużej na nich latać, więc akcje ratownicze prowadzone są z powietrza, nie siadamy na wodzie.

Wszyscy jednak przyznają zgodnie, że śmigłowce Mi-14 PS spisują się jak dotychczas naprawdę świetnie. Co z tego, skoro ich resursy eksploatacyjne dobiegają końca, a nie wiadomo, kiedy pojawią się nowe maszyny.

Załoga przyjaciół
Piloci mówią do siebie po imieniu, zresztą w lotnictwie takie są zasady. – Policzyłem, że podczas mojej dwudziestoletniej służby spędziłem na lotnisku w sumie trzy lata – zauważa por. Sionkowski. – Urządzaliśmy tu śniadania wielkanocne i wigilijne kolacje, czasami imieniny lub rocznice. Mamy pomieszczenie, w którym można coś przygotować. Podczas dyżurów nauczyłem się gotować, czym zadziwiłem swoją żonę. – To hazard – dodaje porucznik. – W pracy jesteśmy graczami. Gramy o czas, o życie ludzi. Narażając swoje życie i zdrowie, musimy mieć do siebie pełne zaufanie. O tym zaufaniu mówią także pozostali członkowie załogi. Chor. S. Majcherczyk podczas akcji ratowniczej obsługuje wciągarkę z koszem ratowniczym. – Jestem łącznikiem między pilotem
nr 14/2007

FLESZ
GDYNIA. Integrowanie środowiska, zdobywanie wiedzy oraz wymiana doświadczeń to główne założenia warsztatów filmowo-fotograficznych dla instruktorów z jednostek wojskowych i ośrodków kultury Marynarki Wojennej, które odbyły się 19 marca w Klubie MW Riwiera. Instruktor klubu Henryk Nagrodzki zapoznał uczestników z ubiegłorocznym dorobkiem fotograficznym i filmowym twórców morskiego rodzaju sił zbrojnych, a Łukasz Drobnik – z nowoczesnymi technikami fotografii cyfrowej, archiwizacją zdjęć oraz ich komputerową obróbką. Scenarzysta i reżyser, autor sztuk teatralnych i filmów krótkometrażowych Andrzej Mańkowski omówił arkana realizacji filmu.

KRZYSZTOF WYGNAŁ (4)

a ratownikiem – mówi chorąży. – Podpowiadam pilotowi, jak ma ustawić śmigłowiec, jak blisko powinien jeszcze podejść. Czasami koryguję położenie o metr lub dwa. Kapitan musi mieć do mnie pełne zaufanie, wiedzieć, że dobrze go pokieruję. Ja mam podnieść ratownika z rozbitkiem tak, aby nie zawadzili o takielunek i nic złego im się nie stało. W polskim ratownictwie morskim przyjęto, że po ratowaną osobę schodzi

medyk. To dobre rozwiązanie, ponieważ człowiek w wodzie lub na tratwie, zziębnięty, wychłodzony, nie jest w stanie sam wejść do kosza czy wykonywać poleceń ratowników. – To niezmiernie ważne – uważa chor. C. Chomicki. – Prowadziliśmy kiedyś akcję ratowania rozbitka z tratwy. Zrezygnował już z walki o życie. Nie był w stanie sam sobie pomóc. Zmobilizowałem go do wysiłku i przetransportowałem na pokład śmigłowca. 

KOŁOBRZEG. Główne uroczystości 62. rocznicy wyzwolenia miasta i zaślubin z morzem odbyły się 17 marca na cmentarzu Wojennym w Zieleniewie. W Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu otwarto wystawę „Dzieje wojenne Kołobrzegu 1107–1807. Ikonografia”, a 18 marca odbył się m.in. XXI Bieg Zaślubin.

MI-14 PS – WERSJA RATOWNICTWA MORSKIEGO

Ś

migłowiec o konstrukcji półskorupowej, wykonanej z duraluminium, kadłub łodziowy, podwozie chowane. Wirnik główny pięciołopatowy, metalowy. Załoga – pięć osób: dwóch pilotów, technik pokładowy – operator napęd moc – 2 x Klimow TW3-117 – 2 x 1454 kW

wciągarki, ratownik oraz lekarz. Ma niezatapialny kosz ratunkowy do wyławiania rozbitków z wody za pomocą wciągarki ŁPG-300 o udźwigu 300 kg. Może wodować i holować za sobą tratwy z rozbitkami.

SŁUPSK. W Słupskim Ośrodku Kultury odbył się 17 marca finał XI Festiwalu Piosenki Marynistycznej „Łajba 2007” – imprezy muzycznej propagującej tradycje marynistyczne wśród dzieci i młodzieży. Honorowy patronat nad festiwalem objęli dowódca Marynarki Wojennej RP oraz prezydent Słupska. Głównym organizatorem „Łajby” od wielu lat jest Szkoła Podstawowa nr 9 im. kmdr. por. Stanisława Hryniewieckiego w Słupsku we współpracy z Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej w Ustce. Grand Prix Festiwalu zdobył zespół „Do-Re-Mi” ze Szkoły Podstawowej nr 3 w Słupsku.

wymiary

średnica wirnika – 21,294 m długość – 25,315 m długość kadłuba – 18,776 m wysokość – 6,93 m masa własna – 8900 kg startowa – 14 000 kg

osiągi

prędkość maks. – 230 km/h pułap – 4000 m zasięg – 1100 km

USTKA W swój pierwszy rejs morski po Bałtyku na pokładzie okrętu ORP „Wodnik” wyruszyli 19 marca elewi Szkoły Podoficerskiej Marynarki Wojennej. Dwutygodniowa praktyka marynarska zainauguruje okres szkolenia morskiego. – Kandydaci na żołnierzy zawodowych zapoznają się ze specyfiką życia na okręcie – tłumaczy komendant szkoły st. chor. sztab. Radosław Kowalczyk.

oprac. G.P.

nr 14/2007

Polska Zbrojna 33

MARIAN KLUCZYŃSKI

MARYNARKA WOJENNA

Na okręcie pełni się wachty, a nie służby, okręt chodzi, a nie pływa. Kuchnia w potocznej mowie nazywana jest kambuzem, kucharz to kuk, a kelner – mesowy. Mesa zaś to miejsce wypoczynku, spotkań, zajęć i odpraw.
MARIAN KLUCZYŃSKI

Gotowanie

B

ycie kukiem na okręcie, wbrew pozorom, nie jest łatwym zadaniem. Okręt kołysze się nawet przy nabrzeżu, a co dopiero w morzu, na sztormowej fali, przy gwałtownych zwrotach, gdy nie można ustać na nogach, wszystko ucieka spod rąk i trzeba uważać na latające naczynia, gorącą płytę kuchni, na gotujące się potrawy. Pomieszczenia kuchenne to zazwyczaj małe klitki, a mimo to powstają w nich kulinarne cuda. Kuk dwoi się i troi, pokonuje wszelkie niedogodności, czasem własną słabość, by posiłek dla załogi był na czas, a przy tym dobrze smakował.

na fali

JAJECZNICA GIGANT
Jedną z największych pływających kuchni w naszych siłach zbrojnych jest ta na fregacie rakietowej ORP „Gen. K. Pułaski”, która w morzu przygotowuje posiłki dla ponad 220 osób, a jajecznicę robi się tu z przeszło 660 jaj. Pracuje w niej sześciu kucharzy i dziesięciu pomocników. Kieruje nimi szef kuchni bosmanmat Marek Wardowski. Wspierają ich szef grupy żywnościowej 34 Polska Zbrojna

MARIAN KLUCZYŃSKI (5)

nr 14/2007

FORUM

| SŁUŻBA | WYDARZENIA | LUDZIE | MILITARIA | W GARNIZONIE | PORADY | ŚWIAT | TO I OWO | SPORT | HISTORIA

Pomieszczenia kuchenne to zazwyczaj małe klitki, a mimo to powstają w nich kulinarne cuda.

JEDNĄ z największych pływających kuchni w naszych siłach zbrojnych jest kuchnia na fregacie rakietowej ORP „Gen. K. Pułaski”, która w morzu przygotowuje posiłki dla ponad 220 osób, a jajecznicę robi się tu z przeszło 660 jaj.

PRACA w kuchni na okręcie nie jest łatwa, ponieważ kołysze się on nawet przy nabrzeżu, a co dopiero w morzu. Na zdjęciu: kuchnia na ORP „Wodnik”.

bosmat. Przemysław Bieliński i dowódca grupy żywnościowej mł. chor. sztab. mar. Mariusz Wróblewski. – Wśród członków załogi mamy ludzi o różnych gustach smakowych – mówi chorąży Wróblewski – naszym zadaniem jest sprostać ich oczekiwaniom. Oczywiście obowiązują nas określone przepisy, ograniczają posiadane produkty, a czasem i możliwości. Staramy się dziennie dostarczyć żywionym około 4000 kalorii. Chociaż obecnie jest tendencja do obniżania tej dawki poprzez eliminowanie ciężkich, smażonych potraw. Posiłki mamy urozmaicone, dostosowane do rytmu wacht, a na okręcie wachty pełnione są w systemie czterogodzinnym. Śniadanie wydajemy od 7, obiad od 12.15, a kolację o 18. W morzu wydajemy także drugą kolację – w nocy. Należy również wspomnieć, że w morzu czas wydawania posiłków dostosowywany jest do realizowanych zadań – dodaje chorąży.

MESA REPREZENTACYJNA
Na fregacie rakietowej ORP „Gen. K. Pułaski” warunki pracy kucharzy są luksusowe w porównaniu do tych, janr 14/2007

kie są na innych okretach; podobnie jest ze spożywaniem posiłków. Do tego celu są trzy mesy; załogi największa, chorążych i oficerska. Ta ostatnia jest jednocześnie pomieszczeniem reprezentacyjnym okrętu. Tu podejmuje się wszystkich gości. Także posiłki spożywa się jak w przyzwoitym lokalu. Zupa podawana jest w porcelanowych wazach. Również zastawa jest porcelanowa. Gościom posiłki podają mesowi, natomiast pozostali obsługują się sami. Posiłki wydawane są na specjalnych tacach, tak jak w barach. Jednak to od kucharzy zależy, co i z jakim apetytem jest zjadane. Niewielkie pomieszczenie kuchenne zwane jest kambuzem. Są tu metalowe stoły do przygotowywania potraw mięsnych i rybnych, elektryczna kuchnia, podobnie jak dwa duże kotły (80 i 120 l), znacznych rozmiarów patelnia i piekarnik z 12 blachami (każda może pomieścić np. około 50 udek kurczaka) oraz kuchenny robot, czyli maszyna z przystawkami do krojenia, obierania itp. Jest też piekarnia, w której podczas pobytu w morzu pieczone są chleb, bułki i drożdżówki, oraz auto-

mat do mycia naczyń. Przy tak licznej załodze trudno wszystkim dogodzić, bowiem gusty są różne, ale załoga kuchni robi wszystko, aby posiłki były urozmaicone i smaczne. Ulubionymi daniami załogi są: golonka w jarzynach, schabowy z kapustą i bigos. Dużym uznaniem cieszy się też specjalność tej kuchni. Oto przepis na kotlet po amerykańsku: pierś z kurczaka rozbita, odpowiednio przyprawiona i smażona na gorącym tłuszczu. Dodaje się do niej plaster ananasa i sadzone jajko. Ktoś wcześniej powiedział mi, że to na cześć patrona okrętu – bohatera Polski i Ameryki. Moi rozmówcy pominęli tę kwestię milczeniem. St. mar. zaw. Michał Ciesielka z zawodu jest kelnerem, ale z zamiłowania kucharzem. Od najmłodszych lat lubił pichcić. Kucharzenia nauczył się w Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej w Ustce. Pięć lat gotował załodze okrętu-muzeum ORP „Błyskawica”, a od dwóch lat pełni służbę na fregacie. – Tu są o wiele lepsze warunki pracy – mówi kuk Ciesielka. – Mamy liczniejszą załogę, ale też większą obsadę kambuza. Jeden przyrządza mięso, drugi zajmuje się smażeniem, trzeci gotuje zupę, a następny robi surówki. Podobnie jest z innymi posiłkami. Prawdziwą szkołę przechodzimy w morzu podczas sztormów. To są sprawdzone i niezbędne procedury. Do garnków lejemy mniej płynów, aby się nie rozlewały, na wszystko musimy uważać, przytrzymywać. Jednak najgorsze są niespodziewane, gwałtowne zwroty okrętu, o których nie zostaniemy uprzedzeni. Wówczas jest horror – dodaje Ciesielka.  Polska Zbrojna 35

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

AAAAAAA DODATEK AAAAAAAAAAAAAAAAAAA ŻANDARMERIA WOJSKOWA AAAAAAAA

36 Polska Zbrojna

nr 14/2007

PZREGLĄD PRASY
klimatycznych. Do przeprowadzenia pozostały jeszcze próby strzelania, ale wykonano je w Polsce, gdyż w Malezji nie ma do tego odpowiednich warunków.

Langusta rozpoczęła służbę
GAZETA W YBORCZA

T

rzech żołnierzy z 1 Warszawskiej Brygady Pancernej w Wesołej przebywa w szpitalu przy Szaserów. Ponad stu poddano ścisłej kwarantannie. Pierwszego z poborowych chorych na zapalenie opon rdzeniowo-mózgowych przewieziono do Wojskowego Instytutu Medycznego już 18 marca. Jego kłopoty zdrowotne zaczęły się 17 marca, gdy powrócił do macierzystej jednostki w Wesołej z Centrum

Sepsa znów straszy

RZECZPOSPOLITA

Szkolenia Artylerii w Toruniu. Wtedy wystąpiły pierwsze objawy choroby: złe samopoczucie, wysoka gorączka i ból głowy. Początkowo lekarze podejrzewali grypę, ale dzień później skierowali chorego na Szaserów. Z podobnymi objawami na oddział zakaźny trafiło dwóch kolejnych żołnierzy z Wesołej. Lekarze się obawiają, że zapalenie może się u nich przerodzić w ogólne zakażenie organizmu, czyli sepsę.

Bombowe odkrycie
GAZETA POMORSKA

Na terenie toruńskich lasów państwowych znaleziono 200 bomb z II wojny światowej. Jedna z nich ważyła prawie pół

jących produkcji niemieckiej. Dużo poważniejsze znalezisko to prawie półtonowa bomba lotnicza SD 500 E. Ważyła 480 kg i miała w sobie 75 kg trotylu. Tego rodzaju ładunki były wykorzystywane przez wojsko do niszczenia węzłów kolejowych, pojazdów opancerzonych czy betonowych schronów.

Niezniszczalny PT-91M
NOWINY GLIWICKIE

Życia za sześć złotych
ECHO DNIA

tony. To nie był przypadek. Zgodnie z poleceniem Janusza Kaczmarka, dyrektora Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu, specjalnie powołana to tego typu zadań firma Nukler zajęła się poszukiwaniem niewypałów. To, co znaleźli w okolicach Barbarki, przeszło chyba ich najśmielsze oczekiwania. W środku lasu, między drzewami, saperzy odkryli ponad 200 małokalibrowych bomb zapala-

Sześć złotych kosztowało życie pochodzących z biednej rodziny braci Pawła i Krzysztofa z Woli koło Tarnobrzega. Tyle właśnie mogli zarobić, sprzedając w punkcie skupu złomu rozbrojony niewybuch. Pocisk kalibru 125 mm przynieśli z poligonu wojskowego w Nowej Dębie. Po strzelaniu wojsko sprzątało teren, ale najwyraźniej nie wszystkie wystrzelone pociski zostały odnalezione i zabrane – mówi prokurator Marek Grela z Prokuratury Rejonowej w Tarnobrzegu. 22-letni Krzysztof i trzy lata młodszy Paweł próbowali przecinać na szlifierce pocisk artyleryjski. W pewnej chwili doszło do eksplozji. Obaj zginęli na miejscu.

Najpóźniej w kwietniu pierwsze czołgi PT-91M, wyprodukowane w ZM Bumar-Łabędy trafią do Malezji. W ten sposób zostanie zrealizowany kontrakt o wartości ok. 370 mln dolarów, który zawarto w 2003 r. Przewidywał on poddanie czołgu próbom w Malezji. W lutym PT-91M, który jest udoskonaloną wersją słynnego Twardego, wrócił z trwających ponad miesiąć testów z jak najlepszą opinią. Testowany egzemplarz przyleciał z powrotem do Polski samolotem transportowym Rusłan na lotnisko w Pyrzowicach. Czołg przebył w Malezji ok. 2100 km w bardzo różnorodnych warunkach – na bezdrożach, plażach i autostradach. Zaprezentowano, jak pokonuje przeszkody oraz jak radzi sobie w trudnych warunkach

W Stalowej Woli wojsko odebrało kluczyki do pierwszej wyrzutni rakietowej WR-40 Langusta. Trafi ona do Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia w Toruniu. Ma służyć do szkolenia żołnierskich załóg. – Artyleria musi się rozwijać, bo takie są oczekiwania współczesnego wojska. Dowodem na to, że Wojska Lądowe o tym myślą, jest pierwszy egzemplarz Langusty – mówi gen. broni Waldemar Skrzypczak, dowódca Wojsk Lądowych. – Kolejne zamówienia na Langustę będą jeszcze w tym roku. Jakie? Tego nie mogę powiedzieć – dodaje. Nieoficjalne mówi się o dziesięciu egzemplarzach w tym roku, ale o dużo większych zamówieniach na kolejne dziesięć lat. Ich wartość może osiągnąć nawet miliard złotych.

PIOTR PRYMLEWICZ

GROM jak dom
PRZEKRÓJ

Dowódca elitarnego GROM-u zatrudnił w jednostce swoją żonę. Przekonuje, że to „praktyka stała i powszechnie stosowana” w innych jednostkach. Szlag nas trafił, jak wyszło, że dowódca zatrudnił własną żonę – mówi jeden z żołnierzy elitarnej jednostki. Pułkownik Piotr Patalong dowodzi nią od 8 listopada 2006 r., od 1 marca tego roku dołączyła do niego żona Barbara – na cywilnym stanowisku samodzielnego referenta w pionie logistyki. Pułkownik w piśmie przesłanym redakcji zaznacza, że żona spełnia warunki wymagane na tym stanowisku, a zgodnie z przepisami nie ogłasza się konkursów na cywilne etaty. Sprawa wprawiła w zakłopotanie Ministerstwo Obrony Narodowej, bo dowódca GROM-u to jeden z najlepiej ocenianych oficerów.

DEFENCE TALK

nr 14/2007

Polska Zbrojna 37

SPORT PLEBISCYT
Herkulesy WFS

J

uż po raz trzeci swoje nagrody przyznała Wojskowa Federacja Sportu – współorganizator Gali Sportu Wojskowego. Herkulesy WFS nadawane są przez kapitułę federacji osobom szczególnie zasłużonym w sporcie wojskowym, propagatorom kultury fizycznej w wojsku. Laureatami Herkulesów 2006 zostali: – sierż. sztab. Robert Maćkowiak, były lekkoatleta WKS Śląsk Wrocław i żołnierz Zespołu Sportowego WL we Wrocławiu, który w tym roku, po 17 latach służby i ponad 20-letniej karierze sportowej, przeszedł na wojskową i sportową emeryturę. Zdobył na imprezach rangi mistrzowskiej w sumie 55 medali. Zabrakło mu tylko krążka olimpijskiego. – płk rez. Paweł Matuszak. W przyszłym roku skończy 70 lat. Od pół wieku pracuje oraz działa na rzecz sportu wyczynowego i powszechnego w WP. Przeszedł wszystkie etapy tej służby, od instruktora wf. w jednostce po wieloletniego szefa wf. i sportu w Pomorskim OW. – płk rez. red. Wojciech Piekarski. Dziennikarz, od 40 lat publikujący na łamach prasy materiały związane ze sportem wojskowym. Współtwórca i inicjator naszego plebiscytu sportowego, który prowadzi od 30 lat. Gratulujemy. Wyróżnienia dostali także współorganizatorzy Gali Sportu Wojskowego: dowódca WL gen. broni Waldemar Skrzypczak, dyrektor Departamentu Wychowania i Promocji Obronności Krzysztof Sikora oraz Polska Telefonia Cyfrowa sp. z o.o. ERA.

Powrót do dawnej formy
WOJCIECH PIEKARSKI

Na Gali Sportu Wojskowego, której gospodarzem było Dowództwo WL, uhonorowano bohaterów naszego jubileuszowego, 30. plebiscytu sportowego. Ogłoszono także wyniki współzawodnictwa wojskowego w sporcie powszechnym za ubiegły rok, a Wojskowa Federacja Sportu przyznała swoje wyróżnienia „Herkulesom” sportu wojskowego.

N

Nagrodzeni czytelnicy
Wśród czytelników „PZ” uczestniczących w 30. plebiscycie na najlepszego sportowca i trenera WP, których typy były najbardziej zbliżone do ostatecznych rozstrzygnięć, rozlosowaliśmy nagrody. Dostają je: – dwutygodniowe bezpłatne wczasy dla dwóch osób: WZW Zakopane – Agata Sip z Bychawy, WZW Rogowo – Edward Kłoda z Hyżnego, WZW Jurata – Ewa Łukaszewicz z Zielonej Góry; – kurtki sportowe: Sabina Staroń z Tomaszowa Maz., Łukasz Adamczyk z Radomia i Ewa Wernicka ze Szczecina; – narty biegowe: Jacek Opolski z Warszawy; – piłki: Krzysztof Abramczyk z Milanówka, Szymon Wierzbicki z Repek, Witold Mameła z Malborka, Jolanta Korcz z Babimostu, Edward Zdrodecki z Wrocławia; – plecaki z niespodzianką: Krzysztof Koselski z Lublińca, Marcin Cieślak z Cybinki, Helena Czapnik z Kielc, Karolina Pilarska z Koszęcina, Ewa Zawadzka z Trzebiatowa, Jerzy Milczarek z Braniewa, Bartosz Mirończuk z Wrocławia, Aleksander Wójcik z Gdyni, Jerzy Karczewski z Lublina, Mateusz Drąg z Rzeszowa; – albumy sportowe: Bogumił Daca z Myszkowa, Alfons Kaleta z Warszawy, Maria Mroczka z Rzeszowa, Katarzyna Sobczak z Krosna Odrzańskiego i Mirosław Belka z Kołobrzegu. W sprawie odbioru nagród prosimy o kontakt telefoniczny (0-22) 649 91 90 lub tel. kom. 694 917 184, do 10 kwietnia br. Po tym terminie nagrody wyślemy pocztą. Gratulujemy!

a imprezie obecni byli minister obrony narodowej Aleksander Szczygło, wiceminister sportu Grzegorz Schreiber, szef Sztabu Generalnego gen. Franciszek Gągor, przedstawiciele dowództw rodzajów wojsk i generalicji. Szkoda tylko, że z racji obowiązków sportowych (dzień przed galą odleciała na zawody w ramach Pucharu Świata do Kairu) zabrakło na imprezie głównej bohaterki, triumfatorki jubileuszowego plebiscytu „PZ”, potrójnej mistrzyni świata w pięcioboju nowoczesnym Marty Dziadury. Bardzo żałowała, że nie mogła osobiście odebrać nagrody ufundowanej przez zwierzchnika sił zbrojnych, prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego – zegarka z osobistą dedykacją. W jej zastępstwie nagrodę odebrał z rąk zastępcy szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego gen. bryg. Romana Polko przedstawiciel centralnego klubu wojskowego. Natomiast minister Aleksander Szczygło uhonorował szablą z osobistą dedykacją najlepszego trenera WP w minionym roku, opiekuna mistrzyń świata w pięcioboju Jana Żółkiewskiego. W plebiscytowym współzawodnictwie szkoleniowców okazał się on najlepszy już po raz czwarty. Absolutnym debiutantem był mocno przejęty i nieco speszony atmosferą uroczystości zdobywca wyróżnienia dla „Nadziei Sportu Wojskowego” 16-letni sztangista WKS Flota Gdynia Krzysztof Zwarycz. Ma już sporo medali zdobytych na ogólnopolskiej olimpiadzie młodzieży i zawodach juniorskich. Na ubiegłorocznych mistrzostwach Starego Kontynentu do lat 16 był czwarty w kategorii do 62 kg, ale w tym se-

zonie zamierza już powalczyć o medal na mistrzostwach świata juniorów. Przez ponad 20 lat asem żołnierskiego sportu jest niewątpliwie specjalista chodu długodystansowego, laureat specjalnej nagrody „Fair Play”, przyznawanej przez biskupa polowego Wojska Polskiego, st. chor. sztab. Grzegorz Adam Urbanowski, na co dzień szef kompanii Zespołu Sportowego Wojsk Lądowych we Wrocławiu. Sport wojskowy, co podkreślił w swoim wystąpieniu wiceminister sportu Grzegorz Schreiber, to nie tylko wyczyn na najwyższym olimpijskim poziomie. To także równie ważny sport powszechny, dostępny dla każdego żołnierza. W ubiegłym roku w Siłach Zbrojnych RP przeprowadzono – przy współpracy z terenowymi organami administracji państwowej i ich ogniwami kultury fizycznej – blisko 1400 imprez, w których uczestniczyło prawie 100 tysięcy osób, w tym ponad 27 tysięcy dzieci i młodzieży. W zawodach zorganizowanych w ramach sportu powszechnego wzięło udział prawie 45 tysięcy kadry zawodowej i żołnierzy zasadniczej służby wojskowej poszczególnych rodzajów wojsk, uczelni i szkół wojskowych. W mistrzostwach Wojska Polskiego i centralnych zawodach sportowych w 17 dyscyplinach, w klasyfikacji generalnej zwyciężył Pomorski Okręg Wojskowy, przed Śląskim Okręgiem Wojskowym i 3 Korpusem Obrony Powietrznej. We współzawodnictwie szkolnictwa wojskowego zwyciężyło Centrum Szkolenia Sił Powietrznych w Koszalinie, a najlepszymi sportowymi jednostkami w rodzajach sił zbrojnych okazały się 11 Lubuska Dywizja Kawalerii Pancernej z Żagania (Wojska Lądowe), 3 Flotylla Okrętów
nr 14/2007

38 Polska Zbrojna

Jeden z laureatów – por. Grzegorz Paterka

EKSPERT
JAROSŁAW WIŚNIEWSKI (4)

Ewelina Klocek, Jan Żółkiewski, Łukasz Szczurek, Karolina Piter

Aleksander Szczygło,

MINISTER OBRONY NARODOWEJ ALEKSANDER SZCZYGŁO uhonorował szablą z osobistą dedykacją najlepszego trenera WP w minionym roku, opiekuna mistrzyń świata w pięcioboju Jana Żółkiewskiego. W plebiscytowym współzawodnictwie szkoleniowców okazał się on najlepszy już po raz czwarty.

minister obrony narodowej: – Będziemy kontynuować zapoczątkowaną przez ministra Sikorskiego akcję usprawniania naszej kadry i żołnierzy. Sprawny żołnierz to dobry żołnierz. Na szczególne wyrazy uznania zasługują ci, najlepsi z najlepszych, dzisiejsi laureaci, którym serdecznie gratuluję wyróżnień i trofeów. Wierzę, że na sportowców wojskowych możemy wciąż liczyć. Choćby już na najbliższych igrzyskach w Pekinie czy też na tegorocznej Żołnierskiej Olimpiadzie w Indiach.

„Nadzieja sportu wojskowego” – młody sztangista z WKS Flota Krzysztof Zwarycz (na zdjęciu z lewej)

w Gdyni (Marynarka Wojenna) i 61 Skwierzyńska Brygada Rakietowa Obrony Powietrznej (Siły Powietrzne). Asami żołnierskiego sportu powszechnego w roku 2006 uznano por. Grzegorza Paterka (pięciobój lotniczy), por. Krzysztofa Foksa (strzelectwo), bosm. pchor. Dagmarę Cierpisz (pływanie), kpr. Jakuba Kurka (tenis), st. szer. pchor. Pawła Reglińskiego (strzelectwo), ppor. MW Wojciecha Myśliwca (żeglarstwo), szer. nadt. Mateusza Demczy-

szaka (bieg przełajowy), sierż. Krzysztofa Mola (pięciobój wojskowy i bieg patrolowy), bosm. pchor. Magdalenę Karaś (radioorientacja sportowa) i mł. chor. Dariusza Kusza (pływanie). Podczas gali swoje wyróżnienia przyznała także Wojskowa Federacja Sportu (o czym informujemy oddzielnie). Ogólnie panowała atmosfera optymizmu i nadziei na lepszą przyszłość sportu wojskowego. Wygląda na to, że okres kryzysu sportowcy

w mundurach mają za sobą, a kłopoty – jak na żołnierzy przystało – tylko ich mobilizują. Cieszą ich także wyrazy uznania, jak choćby te przekazywane przez czytelników „PZ” w naszym plebiscycie. Po jubileuszowym, 30. już przedsięwzięciu za rok będzie następne. Zmienić się mogą jedynie formuła (przez 30 lat zmienił się jednak też sport wojskowy) i regulamin. Mamy jednak nadzieję, że za rok spotkamy się na kolejnej Gali Sportu Wojskowego. 

nr 14/2007

Polska Zbrojna 39

S

KULISY PROBLEMY
Sprawa dotyczy prac, których wartość sięga niekiedy kilkudziesięciu tysięcy złotych. Są też i takie, które wyceniono poniżej ich wartości, uwzględniając jedynie koszt blejtramu i farb. Z majorem Z. rozmawiamy o obrazach, meblach, rzeźbach, które się w armii zachowały, i o tych, które znaleźć mogą już tylko organa ścigania. Skupiamy się na obrazach. – Z tym była zawsze kołomyja. Nikt z nas nigdy nie wiedział, co jest dziełem sztuki, bo w zarządzeniach każdy obraz
BOGUSŁAW

podciągano pod pracę plastyczną, a teraz, jak to się mówi, pod utwór – mówi major Z. – Kilka razy w mojej karierze próbowano to uporządkować, skatalogować, porobić spisy. Wszystko fotografowano. Ale ludzie, którzy to robili, tyle samo wiedzieli o sztuce, o oryginalności dzieł, o nazwiskach i wartości malarzy, co o astronomii. Finał? Taki, że nadal mamy bałagan. Major Z. twierdzi, że wielu ludziom dokładne katalogowanie obrazów było
POLITOWSKI

Znikające
dzieła sztuki

Dzieła sztuki w wojsku to temat drażliwy i kłopotliwy. Dlaczego? Ponieważ wieloma przypadkami ich tajemniczych zniknięć powinna się zająć prokuratura.

nie na rękę. Mówi, że w 1986 r., w Dowództwie Śląskiego Okręgu Wojskowego w oddziale kultury powstał katalog obrazów. Zamówiono nawet trzy specjalne skrzynki do zabezpieczenia kartotek. W jednej znalazły się karty obrazów namalowanych w latach 1945–1960 i wcześniej, w drugiej do 1980 r., a w trzeciej najnowsze. Każde płótno było opisane i sfotografowane. Jeden z byłych oficerów okręgu, już na emeryturze, również wspomina o istnieniu kartoteki. Niestety, dziś w wydziale społeczno-wychowawczym nie został po niej ślad. Inny oficer pracujący długo w wojskowej kulturze potwierdza, że skrzynek z kartoteką nie ma. Czy ich zaginięcie to przypadek?

40 Polska Zbrojna

nr 14/2007

– Wyobraź sobie, że w klubie wisi stare płótno znanego artysty przedstawiające sceny z polowania – opowiada działacz wojskowej kultury gdzieś w Polsce. – Tytuł pracy: „Na polowaniu”. Wysoko postawiony oficer chce mieć ten obraz w domu. Klubowy plastyk dostaje zadanie namalowania obrazu o tej tematyce. Któregoś dnia ze ściany klubu znika oryginał, a jego miejsce zajmuje dzieło tegoż plastyka. Tematyka się zgadza, tytuł obrazu także, podpis autora nieczytelny. Można by wątpić w to opowiadanie, gdyby nie...

PRAWDZIWE–NIEPRAWDZIWE
Żagań. Przed klubem garnizonowym dużo samochodów, bo generał obchodzi akurat urodziny. Kierownika klubu nie ma na miejscu. Zastępczyni, pani z biblioteki, na pytanie o karty utworów plastycznych konsultuje się z kierownikiem placówki. Po chwili uzyskuje zgodę i przynosi karty. Dokumentacja stworzona jest zgodnie z przepisami, jednak

obejmuje tylko część obrazów, które wiszą w klubie. Dlaczego nie wszystkie? Na to pytanie jasno nie potrafią odpowiedzieć ani ona, ani kierownik. Jedna z kart zwraca uwagę. Na wklejonym do niej zdjęciu widnieje obraz, który wisi teraz na ścianie biblioteki. Obrazy się różnią. Pani wydaje się trochę zmieszana. Po chwili wyznaje szczerze, że w karcie jest zdjęcie kopii, a nie oryginału. Mówi, że w bibliotece wisi oryginalny obraz zatytułowany „Zima”, a w innym miejscu klubu kopia. Dla kopii założono kartę, a dla oryginału nie. Ten nigdzie nie jest zewidencjonowany. Pani z biblioteki przyznaje szczerze, że kopię zrobiła sama kilka lat wcześniej, gdy pracowała jako instruktor plastyk, na polecenie ówczesnego kierownika klubu. Podobno w dokumentach – asygnatach błędnie wpisane były wymiary płótna. Podobno kiedyś jakaś kontrola stwierdziła niezgodność wymiarów z dokumentami. Aby nie przerabiać „kwitów”, postanowiono namalować kopię we właściwych rozmiarach i zmienić kartę utwo-

ru plastycznego. Czy powód jest wiarygodny? Czy w żagańskim klubie skopiowano tylko ten jeden obraz?

DZIEŁA POD MŁOTEK
– Przenieśmy się teraz do Kudowy Zdroju – proponuje major Z. – W sanatorium wojskowym znajdowało się kilkanaście starych dzieł mistrzów z tzw. górnej półki. Były to obrazy przejęte przez wojsko po wejściu na te tereny w 1945 r. Zrobiliśmy zdjęcia tych dzieł. Malowali je znakomici przedwojenni niemieccy mistrzowie. W dowództwie okręgu, w starej książce mienia jest wykaz prawdziwych dzieł sztuki będących w posiadaniu sanatorium w Kudowie, które obecnie Śląskiemu Okręgowi Wojskowemu już nie podlega. Wśród autorów są m.in. Carl Ernst Morgenstern – profesor przedwojennej wrocławskiej szkoły malarstwa, Georg Wichmann, Paul Weimann. Ich prace na aukcjach w Polsce i na świecie osiągają ceny kilkudziesięciu tysięcy złotych. W okręgowym wykazie zapisano 16 dzieł. Przy każdym cena. Kto je wycenił, nie wiadomo. Przy niektórych widnieją dopiski o potrzebie konserwacji. Dyrektor sanatorium nie kryje zdziwienia, że prasa wojskowa interesuje się jego obrazami. Szybko jednak wyjaśnia, że zbyt późno. Obrazów od dawna już nie ma. – Gdy obejmowałem szpital w 2004 r., miał on dwa miliony długu. Postanowiłem, że aby go ratować, trzeba zacząć sprzedawać „rodowe srebra”. Pod młotek poszły więc obrazy oraz zbędne placówce maszyny i urządzenia – mówi dyrektor. Na dowód pokazuje różne dokumenty. Pierwszy, wyglądający jakby pisało go dziecko z podstawówki, to: „Wykaz mienia służby KO przekazanego do 24 WSzU-R SP ZOZ na prawie własności”. Obok magnetowidów, telewizorów i głośników, pod pozycją 29 zapisano w jednym punkcie: obrazy olejne, szt. 17, wartość 22 400 złotych. Nikt nie zadał sobie nawet trudu dołączenia do wykazu listy dzieł, ich autorów. Cena też budzi zdziwienie. Tak naprawdę to wartość tylko jednego z obrazów. Dokument nie jest zarejestrowany, nie ma na nim żadnej sygnatury. W prawym górnym rogu zrobiono jednak dopisek „Zastrzeżone”. Pod dokumentem napisano, że sporządził go Adam P., prawdopodobnie pracownik sanatorium. Ze strony dowództwa okręgu podpisał się pod nim i przystawił imienną pieczątkę płk Zygfryd W. Zgodnie z dokumentem przekazanie dzieł nastąpiło 10 sierpnia 1999 r.  Polska Zbrojna 41

Jedno z dwóch ostatnich dzieł, które nie zostały jeszcze sprzedane w prywatnym antykwariacie. Piętnaście innych tych cenniejszych z kolekcji, Wojskowego Szpitala Uzdrowiskowego w Kudowie Zdroju, znikło już dla wojska bezpowrotnie.

nr 14/2007

BOGUSŁAW POLITOWSKI, WOJCIECH KISS-ORSKI

KULISY PROBLEMY
BOGUSŁAW POLITOWSKI/WOJCIECH KISS-ORSKI (2)

KARTA EWIDENCYJNA utworu plastycznego założona na falsyfikat obrazu, a nie na jego oryginał, ze względu na rozbieżności w wymiarach rzeczywistych dzieła a jego dokumentacją. Czy to istotnie prawdziwy powód?

Dyrektor sanatorium pokazuje kolejne dokumenty, które doprowadziły do zniknięcia z resortu obrony cennych dzieł sztuki. Pierwszy, to jego prośba z 3 lutego 2005 r. do pełnomocnika ministra obrony narodowej do spraw resortowej opieki zdrowotnej o zgodę na zbycie różnych środków trwałych, w tym dzieł sztuki. Zgoda taka wydana została miesiąc później. Kolejny dokument to wycena obrazów, której dokonał właściciel jednego z prywatnych wrocławskich antykwariatów. Widocznie dyrektor szpitala sam uznał, że wojskowa wycena była zbyt niska. Tym razem wartość dzieł sztuki nie wynosi już śmieszne 22 400, ale 70 tys. zł. Na papierze nie ma jednak żadnych pieczątek, sygnatur rejestrowania czy wreszcie informacji o kosztach wyceny. Jak zapewnia dyrektor, była ona robiona dlatego, że szpital zamierzał dać do gazety ogłoszenie o sprzedaży dzieł sztuki w formie przetargu. Skoro jednak chodziło tylko o ustalenie wartości płócien, dlaczego na dokumencie wyceny właściciel antykwariatu dopisał od razu szacunkowy koszt konserwacji obrazów, ram, a także wysokość swojej prowizji po sprzedaży? Ogłoszenie o przetargu ukazało się w prasie. Jednak, jak zapewnia dyrektor szpitala uzdrowiskowego, chętnych na dzieła nie było. Płótna zostały zapakowane i, o czym świadczą pokwitowania komisowe z 7 lipca 2005 r., znalazły się we Wrocławiu w prywatnym antykwa42 Polska Zbrojna

riacie w centrum miasta. W antykwariacie osoby, która wcześniej je wyceniała.

ZA POŁOWĘ WARTOŚCI
Dlaczego w całym procesie spieniężania wartościowych prac historycznych pominięta została Agencja Mienia Wojskowego? Czy istotnie dzieła będące w posiadaniu wojska pół wieku musiały nagle iść pod młotek? Czy istotnie pieniądze uzyskane z ich sprzedaży uratowały szpital? Antykwariat do dzisiaj sprzedał już 15 obrazów. Pozostały dwa. W czasie rozmowy telefonicznej właściciel zgadza się na sfotografowanie ostatnich płócien z wojskowej kolekcji. Dwie godziny później ma już jednak wątpliwości. Po chwili, widząc kserokopie własnej wyceny, wystawionych przez siebie pokwitowań oraz kompletnego wykazu dzieł, które sprzedał, umożliwia jednak zrobienie zdjęć. Od chwili rozpoczęcia procedury spieniężenia dzieł 24 Wojskowy Szpital Uzdrowiskowy w Kudowie Zdroju do-

stał za nie: w 2005 r. 14 250 złotych, a w 2006 r. 17 250 złotych. W sumie 31,5 tys. złotych. Za pozostałe obrazy wpłynie po sprzedaży jeszcze 6 tys. zł. W sumie placówka wzbogaci się o 37,5 tys. zł z ogólnej kwoty 70 tysięcy, na jaką opiewała wycena. Za ile obrazy faktycznie zostały sprzedane i czy ich wartość była oszacowana obiektywnie, tego nie sposób dziś sprawdzić.

NIEWYGODNY TEMAT
Jest wiele innych ciemnych plam – mówi dalej major Z. Dlaczego np. w wykazie okręgowym, w książkach ewidencji nie ma śladu o domu wypoczynkowym w Szklarskiej Porębie, o dziełach sztuki w Zamku Czocha? Gdzie są meble gdańskie ze zlikwidowanego klubu garnizonowego w Nysie lub meble i obrazy ze sprzedanego zameczku „Paulinum” z Jeleniej Góry? Mówimy o obrazach, a to przecież niejedyne dzieła sztuki. Były rzeźby, żyrandole, różne przedmioty z intarsji i meble, których nikt nie ewidencjonował. W wykazie WAK-u szafa gdańska figurowała jako szafa dwudrzwiowa. Wystarczyło, że ktoś na miejsce antyku wstawił szafę ze sklepu meblowego, byle dwudrzwiową, i już wszystko grało. Należałoby zapytać, jak zrobić wycenę dzieł, która jest droga, jeśli nie ma na nią pieniędzy. Dzieła sztuki, antyki to temat, którego nie zgłębi się ni gdy – zakończył major Z.
nr 14/2007

Z OBRAZAMI W WOJSKU ZAWSZE BYŁA KOŁOMYJA. NIKT NIGDY NIE WIEDZIAŁ, CO JEST DZIEŁEM SZTUKI, BO W ZARZĄDZENIACH KAŻDY OBRAZ PODCIĄGANO POD PRACĘ PLASTYCZNĄ.

Hałas jako pretekst
JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

List prezesa Aeroklubu Warszawskiego pochodzi z 2000 r., ale jego główne tezy pozostają aktualne do dziś.
Do głównego inspektora lotnictwa cywilnego: „(...) Panie Inspektorze, ostatnie pismo Komitetu (Komitetu Społecznego ds. Zagrożenia Lotniczego nad Gminą Warszawa Bielany – dop. ape) wskazuje jednoznacznie na jego rzeczywiste intencje. Powiedzmy sobie jasno, chodzi tu tak naprawdę o zaniechanie jakiejkolwiek działalności lotniczej na lotnisku Babice. Hałas czy zagrożenia są tu tylko pretekstem do osiągnięcia celu ostatecznego. Przecież nikt nie przeprowadził monitoringu hałasu. Gdyby było inaczej, to w sferze zainteresowań Komitetu powinny znaleźć się rzeczywiste zagrożenia i hałas, takie jak: fatalny układ ulic Kwitnącej i Conrada rozdzielających bloki mieszkańców od dużego centrum handlowego osiedla (wypadki już miały miejsce, mimo ograniczeń prędkości do 40 km/h) czy też hałas wywoływany przez motocykle dużej mocy. Ciekawym aspektem jest też uporczywe wymienianie Aeroklubu Warszawskiego przez Komitet jako jedynego adresata jego skarg. Mimo iż przekazałem Komitetowi informacje na temat innych sześciu użytkowników tego lotniska. Nie rozwijam tutaj znanej Panu argumentacji przemawiającej za potrzebą utrzymania tego lotniska w Warszawie (lokalizacja środków i sztabu kryzysowego w razie klęsk i zagrożeń, lotnictwo obrony cywilnej, lotnictwo policyjne, sanitarne i ppoż., dysza wylotowa wentylacji stolicy). Oczywiście, zaniechanie działalności lotniczej na Babicach zaskutkuje bezpowrotną utratą gruntów i przeznaczeniem ich pod zabudowę. Na koniec wreszcie dopełni się akt likwidacji samego Aeroklubu Warszawskiego, aeroklubu o takich tradycjach, największego w Polsce, już raz wyrzuconego jedną decyzją polityczną poprzedniego systemu ze swojego lotniska na Gocławiu z obietnicą otrzymania nowej siedziby, a ostatecznie likwidowanego. W przypadku takiego obrotu sprawy będziemy zmuszeni do wykorzystania wszelkich form dozwolonych polskim prawem, aby obronić utrzymania działalności na lotnisku Babice, i co za tym idzie, uratowania istnienia Aeroklubu Warszawskiego. Nie ukrywam, że nasze środowisko w tym zakresie liczy na przychylność Pana Inspektora jako osoby reprezentującej instytucję zajmującą się rozwojem lotnictwa cywilnego w Polsce. Z wyrazami szacunku i poważania. Gromosław Czempiński prezes Aeroklubu Warszawskiego”.

Czy miejsce, w którym szkolili się wielcy polskiego lotnictwa, również wojskowego, może przestać istnieć? I czy w ogóle warszawskie Bemowo można wyobrazić sobie bez lotniska Babice?

tym roku minie 80. rocznica utworzenia Aeroklubu Warszawskiego. Niestety, budowa drogi szybkiego ruchu oraz protesty mieszkańców Bielan mogą fetę słynnego aeroklubu zamienić w stypę. – W którym to chorym łbie narodził się pomysł poprowadzenia trasy szybkiego ruchu pod oknami trzydziestu pięciu tysięcy ludzi, a potem puszczenia jej skrajem lotniska!? A co z lotniskiem!? Oto jest pytanie! Co z aeroklubem!? Padnie czy nie? Co z pogotowiem lotniczym? Gdzie zostanie ewentualnie przeniesione? I kto zapłaci za nowe lotnisko, za budowę lądowiska, wieży kontroli, hangarów, całą infrastrukturę i Bóg wie, za co jeszcze!? – nie bez powodu denerwuje się Andrzej Korzeniowski, mieszkaniec Bemowa. W ubiegłym roku nasiliły się pogłoski, iż finalizowane są prace projektowe dotyczące budowy przez teren aeroklubu drogi ekspresowej. Rzeczywiście, „wykonano już przedmiot umowy” z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad polegający na opracowaniu, cytujemy: „Studium techniczno-ekonomiczno-środowiskowego oraz materiałów do wniosku do decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach budowy północnego wylotu z Warszawy drogi ekspresowej S-7 w kierunku Gdańska”. GDDKiA wystąpiła następnie do wojewody mazowieckiego z wnioskiem o wydanie tzw. decyzji środowiskowej. (Każda inwestycja drogowa wymaga uzyskania szeregu dokumentów. Jeden z nich
nr 14/2007

Hangary na celownik W

ARKADIUSZ PANASIUK

właśnie określa wpływ inwestycji na środowisko, a w przypadku, gdy jest on niekorzystny, pokazuje, jak go wyeliminować. W związku z tym budowa drogi może mieć ileś wariantów, tzn. tras przebiegu – dop. ape). W przypadku lotniska Babice swoje zdanie wyraziło również MSWiA. Plan przebiegu trasy S-7 oraz trasy mostu Północnego został przedłożony ministerstwu do opiniowania. „Opinia resortu została przedstawiona w pismach z dnia 22.03.2006 r. i 19.10.2006 r. (...) i stanowi, że nie ma zgody na przebieg jakichkolwiek dróg przez teren lotniska „Warszawa-Babice”. Natomiast zarządzający lotniskiem wyraża zgodę na przebieg dróg w bezpośredniej styczności z lotniskiem, ale pod warunkiem, że nie naruszą one dotychczasowych jego granic”. – informuje „PZ” rzecznik resortu. Miesięcznikowi „Kurier Warszawski” (6/2006) dyrektor aeroklubu Mirosław Izydorczak powiedział: „Chcemy i zawsze chcieliśmy utrzymywać jak najlepsze stosunki z sąsiadami, dlatego podejmujemy działania, których wynikiem jest zmniejszenie uciążliwości dla mieszkańców pobliskich osiedli. Strefy lotów treningowych znajdują się z dala od Warszawy. Trasy holowania szybowców zostały zmienione w ten sposób, aby w miarę możliwości omijać osiedla...”. Podobno planowana trasa S-7 może nawet przebiegać przez hangary aeroklubu... Żwirko i Wigura przewracają  się w grobie.

Polska Zbrojna 43

P

WOJSKO LOTNICTWO
Pokazy Thunderbirds zawsze budzą duże emocje. Dopracowane do perfekcji figury akrobatyczne formacji czterech samolotów w układzie „diament” to wizytówka zespołu. Uzupełniają je występy dwóch „solistów”. Program pokazu zawsze był uzależniony od możliwości samolotów, na których latał zespół. Gdy były to zwrotne F-100 lub T-38, nacisk kładziono na szybkie figury akrobacyjne. Z kolei na ciężkich F-4 wykonywano głównie szybkie przeloty całą formacją. W 1956 r. „solista” przeleciał na F-100 z prędkością światła. Było to początkiem ery naddźwiękowej i stanowiło dla publiczności nie lada atrakcję. Jednak ze względów bezpieczeństwa szybko zakazano tego typu przelotów na pokazach. F-16 są zwrotne i szybkie, więc idealnie nadają się do wykonywania skomplikowanych i efektownych manewrów. Pokaz trwa od 15 do 20 minut. Najpierw startuje formacja czterech samolotów, która po ustawieniu się w układzie „diament” oddala się od lotniska. Po nich startują pojedynczo „soliści”, czyli samoloty nr 5 i 6, wykonując beczkę i przelot na plecach. Większość pokazu to przeplatanie się ewolucji „solistów” i „diamentu”. Pokaz kończy zwykle cała formacja – sześć samolotów lecących „klinem”. Duże wrażenie robią mijanki i przelot lustrzany, gdy „soliści” zwróceni są do siebie grzbietami lub brzuchami. Lot odwrócony wykonuje zawsze samolot nr 5, który ma numer na kadłubie namalowany do góry nogami. Tak samo pilot „piątki” – numer na swoim kombinezonie ma naszyty odwrotnie. Od początku istnienia zespołu w pokazach bierze udział również siódmy samolot, w którym lata narrator relacjonujący publiczności to, co się dzieje w powietrzu. Obecnie wykorzystywany jest w tym celu dwumiejscowy F-16D. Początkowo do zespołu wybierano doświadczonych pilotów i instruktorów z bazy Luke lub tych, którzy latali w innych zespołach akrobacyjnych. Skrzydłowi z pierwszego składu – bliźniacy, kapitanowie Bill i Buck Pattillo, latali wcześniej w zespole akrobacyjnym Sky Blazers w amerykańskich siłach powietrznych w Europie (USAFE). Tak samo kpt. Bob McCormick – pilot zapasowy, wcześniej latał jako skrzydłowy z zespole Sabre Dancers w 325 Dywizjonie. Z czasem jednak pojawił się zwyczaj powoływania do zespołu wyróżniających się oficerów i żołnierzy z różnych jednostek liniowych, którzy zgłaszają się na ochotnika. W Thunderbirds służy ośmiu pilotów, czterech oficerów, 106 podoficerów i żołnierzy oraz pracuje czterech cywilów.

Thunderbirds – zespół akrobacyjny amerykańskich sił powietrznych, jest nieodłącznym elementem lotniczego świata. Jego występy uświetniają pokazy lotnicze, amerykańskie święta narodowe i obchody różnych uroczystości. Jest wizytówką sił powietrznych, przy okazji zaś znakomitym narzędziem marketingowym. W czerwcu wystąpi w poznańskich Krzesinach.
PAWEŁ HENSKI

PTAKI
54 lata w powietrzu
W
1947 r. powstały amerykańskie siły powietrzne (USAF) jako niezależna formacja amerykańskich sił zbrojnych. Szybko pojawił się pomysł powołania reprezentacyjnego zespołu wykonującego akrobacje powietrzne. W maju 1953 r. w bazie Luke w Arizonie utworzono formację pokazową, składającą się z czterech myśliwców F-84G Thunderjet latających w układzie „diament”. Nazwano ją Thunderbirds (ptaki gromu) w nawiązaniu do indiańskiej lenr 14/2007

44 Polska Zbrojna

Zmiany w składzie ogłaszane są co roku przed sezonem. Służba w jednostce trwa dwa lata, czyli dwa sezony. Powołanie jest prawdziwym wyróżnieniem dla jednostki macierzystej danego kandydata. Żeby latać w zespole, trzeba być pilotem myśliwskim, ale niekoniecznie pilotem F-16. Kpt. Samantha Weeks na co dzień lata na myśliwcach F-15C w 12 Dywizjonie Myśliwskim stacjonującym w bazie Elmendorf na Alasce. Po zgłoszeniu swojej kandydatury znalazła się w ścisłej dziesiątce pilotów. Z tej grupy zostało wybranych pięciu kandydatów, z których tylko trzech dostało się do zespołu. Kpt. Weeks musiała przejść wstępne dwumiesięczne szkolenie na myśliwcu F-16 w bazie Luke. Następnie, już w bazie Nellis, przez prawie trzy miesiące szkoliła się wspólnie z resztą zespołu w wykonywaniu akrobacji powietrznych tak, aby móc rozpocząć sezon w marcu 2007 r. 

Druga strona medalu

Z

GROMU
gendy o potężnym orle ciskającym gromy i błyskawice. Stąd obecne malowanie samolotów zespołu przypominające indiański motyw orła. Pierwszy pokaz Thunderbirds odbył się w bazie Luke w czerwcu 1953 r. Od tego czasu wiele razy zmieniano samoloty, na których latali. Były to m.in.: myśliwce F-84F Thunderstreak, F-100C Super Sabie, F-105B Thunderchief czy F-4E Phantom II. W 1982 r. Thunderbirds dostali myśliwce F-16A, na których latal i do 1992 r. Wtedy przesiedli się na nowszą wersję – F-16C, które mają do dzisiaj.
nr 14/2007

lataniem w zespole akrobacyjnym, oprócz prestiżu, wiąże się również duże ryzyko. Samoloty lecą w ciasnych formacjach. Piloci muszą kontrolować położenie maszyn względem prowadzącego, a także względem siebie. To wszystko odbywa się przy dużych prędkościach i przeciążeniach. Każdy błąd, każda zła ocena sytuacji grozi katastrofą. W ciągu 53 lat służby zginęło 18 pilotów Thunderbirds. Najgorszy, tzw. wypadek diamentu, to ten z 18 stycznia 1981 r., gdy cztery samoloty T-38, wykonując pętlę, uderzyły z dużą prędkością w ziemię. Zginęło czterech pilotów. Przyczyną wypadku była niedostateczna reakcja drążka sterowego w samolocie dowódcy, który nie mógł wyprowadzić maszyny, a tym samym całej formacji z pętli. Podczas pokazów zdarzyły się jednak tylko dwa wypadki śmiertelne. W czasie służby F-16 zdarzyły się dwa wypadki, których przyczyną nie były awarie samolotów, ale błędy pilotów. Ostatni miał miejsce 14 września 2003 r. podczas pokazów w bazie Mountain Home w Idaho. Kpt. Chrisopher

Stricklin (nr 6 – drugi „solista” – na zdjęciu)) katapultował się 30 metrów nad ziemią podczas wykonywania odwróconej pętli. Przyczyną wypadku była zła ocena wysokości podczas wykonania manewru. Samolot został zniszczony, jednak nikomu na ziemi nic się nie stało. Pilot odniósł jedynie drobne obrażenia.

Polska Zbrojna 45

DOD (2)

PORADY PRAWO

O zmianach w emeryturach mundurowych słuchy krążą od dawna. Ponoć mundurowi w ogóle nie będą mieli odrębnego systemu emerytalnego. Podobno ma ich objąć system emerytur pomostowych. Na razie jednak są to plotki. Tym, którzy szykują się do cywila, przypominamy, jakie świadczenia emerytalno-rentowe przysługują im według obecnego stanu prawnego.
TA D E U S Z M I T E K

asowych zwolnień z armii już być nie powinno, o ile nie nastąpią nowe zawirowania kadrowe i reorganizacyjne. Kadra zdejmować będzie mundur w ramach naturalnej rotacji kadrowej wynikającej z zasad pragmatyki. Oznaczałoby to tak długo oczekiwaną w wojsku zawodową stabilizację. Można też będzie z większym prawdopodobieństwem obliczyć, ile wyniesie emerytura. Oczywiście, jeśli ktoś nie podejmie pracy i – z wyboru lub z braku możliwości – poprzestanie na tym, co miesięcznie przysyłać mu będzie wojskowe biuro emerytalne.

PAMIĘTAJMY O KWITACH
Aby ktoś w ogóle mógł liczyć na wojskową emeryturę, musi spełnić jeden podstawowy warunek: mieć za sobą w dniu zwolnienia 15 lat służby w Wojsku Polskim. Jest to konieczne do nabycia cząstkowej (minimalnej) emerytury. Wynosi ona 40 proc. podstawy jej wymiaru. Ci, którzy z różnych przyczyn (zawinionych przez siebie lub wymuszonych restrukturyzacją armii) nie przesłużyli tych 15 lat, odchodzą do cywila z kwitkiem. Aby zarobić choć na minimalną emeryturę, muszą życie zawodowe zacząć od nowa. Emerytura nie jest jednak przyznawana na piękne oczy. Postępowanie w sprawie ustalenia prawa do zaopatrzenia emerytalnego wszczyna się na wniosek samego zainteresowanego. Może ono trwać nawet do 60 dni. Druk takiego wniosku można pobrać w biurze emerytalnym lub ściągnąć go ze stron internetowych tego biura. Do wniosku trzeba dołączyć szereg dokumentów potwierdzających prawo do emerytury. A zatem: 46 Polska Zbrojna

po wojsku
– decyzję o zwolnieniu z zawodowej służby wojskowej, – odpis przebiegu służby z akt personalnych, – zaświadczenie o wysokości uposażenia i innych należności wraz z decyzjami uzasadniającymi prawo do poszczególnych składników uposażenia i ich wysokości, – zaświadczenie dokumentujące wysługę lat w stopniu wojskowym, – zaświadczenie dotyczące nagrody rocznej lub dodatkowego uposażenia rocznego. W określonych okolicznościach należy również przedstawić: – odpisy lub wyciągi z dokumentów uzasadniających podwyższenie emerytury z tytułu pełnienia służby w szczególnych warunkach, – zaświadczenie stwierdzające okre-

Tych lat nie liczymy

O

bliczenia okresów emerytalnych następują z wyłączeniem służby w Wojsku Polskim w latach 1944– –1956 w Informacji Wojskowej, sądownictwie i prokuraturze wojskowej, jeżeli emerytowi udowodniono w trybie postępowania karnego lub dyscyplinarnego stosowanie represji wobec osób podejrzanych lub skazanych za działalność podjętą na rzecz suwerenności i niepodległości Polski.

nr 14/2007

Na zły los

N

GRAFIKA: MARCIN DMOWSKI

ależy wiedzieć, że do emerytury, w określonych okolicznościach życiowych i losowych, przysługują dodatki. Wylicza się je na zasadach i w wysokości określanych już nie w „wojskowych” ustawach, lecz w przepisach o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Może to być dodatek pielęg-

nacyjny, który przysługuje osobie uprawnionej do emerytury, jeżeli uznana została za całkowicie niezdolną do pracy oraz samodzielnej egzystencji lub ukończyła 75 lat. Nie przyznaje się tego dodatku komuś, kto znajduje się w opisanej wyżej sytuacji i przebywa w zakładzie opiekuńczo-leczniczym lub w zakładzie pielęgnacyjno-opiekuńczym.

I w tym przypadku przewidziano jednak pewne odstępstwo. Otóż dodatek pielęgnacyjny dostanie jednak ktoś, kto dłużej niż dwa tygodnie w miesiącu przebywa poza taką placówką. Uzupełnijmy informację, że kwota dodatku nie jest stała. Podwyższa się ją według wskaźnika waloryzacji emerytur – od miesiąca, w którym przeprowadzana jest waloryzacja.

We wszelkich wyliczeniach należy pamiętać, że kwota emerytury wojskowej (bez należnych żołnierzowi dodatków z innego tytułu) nie może przekraczać 75 proc. podstawy wymiaru. Zarazem nie może być niższa niż obowiązująca najniższa emerytura w kraju.

dowy pełnił służbę. Doświadczenie uczy jednak, że warto przed odejściem z wojska sprawdzić, czy faktycznie są one skompletowane. Choćby po to, aby potem nie szukać „kwitów” w ostatniej chwili lub nie spóźnić się z ich załączeniem.

TRZEBA SOBIE WYLICZYĆ
Należy też wiedzieć, że to już nie wojskowi kadrowcy czy finansiści decydują o emeryturze. Organami uprawnionymi do ustalenia prawa do świadczeń emerytalnych i ich wypłaty są wojskowe biura emerytalne. Jak to się określa w języku urzędowym – właściwe ze względu na miejsce zamieszkania uprawnionego. Wyliczony procent emerytury odnosi się do podstawy jej wymiaru. Aby wyliczyć, co nam się będzie należało, musimy wiedzieć, że na ową podstawę składa się: – uposażenie zasadnicze należne żołnierzowi zawodowemu w ostatnim miesiącu pełnienia zawodowej służby, – 1/12 nagrody rocznej, – dodatki o charakterze stałym przysługujące żołnierzowi w okresie pełnienia służby. Powiedzieliśmy już, że minimalna emerytura (po 15 latach służby) to 40 proc. podstawy wymiaru. Z każdym rokiem dalszej służby ta emerytura wzrasta. O ile? O tym decydują odpowiednie procentowe przeliczniki. Zapamiętajmy zatem, że wymiar emerytury wzrasta o: – 2,6 proc. podstawy wymiaru za każdy dalszy rok służby; – 2,6 proc. podstawy wymiaru za każdy rok okresów składkowych poprzedzających służbę. Uwaga! – nie więcej jednak niż za trzy lata tych okresów; – 1,3 proc. podstawy wymiaru – za każdy rok okresów składkowych ponad ów trzyletni okres składkowy;

sy równorzędne ze służbą w Wojsku Polskim, – zaświadczenie o okresach składkowych i nieskładkowych oraz okresach opłacania składek na ubezpieczenie emerytalne i rentowe po 31 grudnia 1998 r. Dokumenty te powinny znajdować się w komórce kadrowej jednostki czy instytucji wojskowej, w której żołnierz zawonr 14/2007

– 0,7 proc. podstawy wymiaru – za każdy rok okresów nieskładkowych poprzedzających służbę. Emeryturę podwyższa się ze względu na pewne rodzaje służby. Mianowicie o: – 2 proc. podstawy wymiaru za każdy rok służby pełnionej bezpośrednio w składzie personelu latającego na samolotach naddźwiękowych, w składzie załóg okrętów podwodnych, w charakterze nurków i płetwonurków oraz w zwalczaniu fizycznym terroryzmu; – 1 proc. podstawy wymiaru za każdy rok służby pełnionej bezpośrednio w składzie personelu latającego na pozostałych samolotach i śmigłowcach, w składzie załóg nawodnych wojskowych jednostek pływających, w charakterze skoczków spadochronowych i saperów, w służbie wywiadowczej za granicą oraz w oddziałach specjalnych; – 0,5 proc. podstawy wymiaru za każdy rozpoczęty miesiąc pełnienia służby na froncie w czasie wojny lub w strefie działań wojennych. Dodajmy, że o 15 proc. podstawy wymiaru wzrasta emerytura byłego żołnierza, którego inwalidztwo pozostaje w związku ze służbą. Inną formą świadczenia, która przysługuje żołnierzowi zwolnionemu z zawodowej służby, są renty inwalidzkie. Wymagają one jednak osobnego omówienia. Podstawy prawne i system ich wyliczania przedstawimy w kolejnych numerach „PZ”. 
PODSTAWA PRAWNA: USTAWA Z 10 GRUDNIA 1993 R. O ZAOPATRZENIU EMERYTALNYM ŻOŁNIERZY ZAWODOWYCH ORAZ ICH RODZIN; ROZPORZĄDZENIE MON Z 23 LUTEGO 2004 R. W SPRAWIE TRYBU POSTĘPOWANIA I WŁAŚCIWOŚCI ORGANÓW W SPRAWACH ZAOPATRZENIA EMERYTALNEGO ŻOŁNIERZY ZAWODOWYCH ORAZ UPRAWNIONYCH CZŁONKÓW ICH RODZIN; USTAWA Z 17 GRUDNIA 1998 R. O EMERYTURACH I RENTACH Z FUNDUSZU UBEZPIECZEŃ SPOŁECZNYCH.

Polska Zbrojna 47

HISTORIA TRADYCJE
ANNA DĄBROWSKA

Katiusza, maska gazowa dla konia czy niemiecka pałatka z II wojny – to tylko niektóre z eksponatów, jakie można zobaczyć w Muzeum Wojsk Lądowych. Niestety, mało kto wie o jego istnieniu.
WŚRÓD EKSPONATÓW do jednych z ciekawszych należą ubrania przeciwchemików.

M

uzeum na warszawskiej Cytadeli większości osób kojarzy się wyłącznie z X Pawilonem w siedzibie więzienia śledczego z czasów Królestwa Polskiego. Pozostała, główna część twierdzy, zajęta przez wojsko – mieści się tam Dowództwo WL – jest zamknięta dla turystów. Mało kto wie, że na terenie twierdzy znajduje się też drugie muzeum dostępne dla zwiedzających. – Muzeum Tradycji Wojsk Lądowych zajmuje odrestaurowany dwukondygnacyjny fort artyleryjski, zwany kaponierą – mówi ppłk Edward Nowak, kierownik klubu WL, któremu muzeum podlega. Na przeszło tysiącu metrów kwadratowych zgro-

SPRZĘT przeciwlotniczy z XX w.

madzono eksponaty związane przede wszystkim z wojskami lądowymi. Zwiedzający mogą obejrzeć m.in. oryginalne mundury i odznaczenia bojowe, modele i makiety wozów bojowych czy konstrukcji mostów, wykrywacze min, dalekopisy, radiostacje, sprzęt do wykrywania skażeń,

uzeum można zwiedzać od poniedziałku do piątku w godz. 9–14 po wcześniejszym uzgodnieniu terminu telefonicznie z kierownikiem Klubu WL – tel. 0-22 (6)877 481, lub w Muzeum WL – tel. 0-22 (6)878 295. Wejście Bramą Powązkowską, ul. Dymińska 1 do biura przepustek. Wstęp bezpłatny.
SALA wojsk obrony przeciwlotniczej

M

Jak trafić

48 Polska Zbrojna

nr 14/2007

O

SŁOWO KAPELANA

Dla dzieci największą frajdą jest sprzęt ustawiony przed muzeum.

miotacze ognia, ubiory ochronne – wśród nich dość rzadką maskę gazową dla konia. Wystawy są ilustrowane zdjęciami oraz uzupełnione licznymi dokumentami, listami i mapami. – Z ciekawych ekspona-

Muzeum, choć skryte na wojskowym terenie, jest jednak dostępne dla zwiedzających. – W zeszłym roku odwiedziło je 8 tys. osób

tów mamy też oryginalną niemiecką płachtę namiotową z II wojny – opowiada Waldemar Glanda, pracownik muzeum. Większość obiektów przekazały MWL osoby prywatne, instytucje wojskowe i jednostki. Jest też kilka depozytów. Jedną z niewielkich salek zajmuje ekspozycja dotycząca jednostek wojskowych, które w okresie międzywojennym stacjonowały na terenie Cytadeli – 21 Pułku Piechoty Dzieci Warszawy i 30 Pułku Strzelców Kaniowskich. Są też zbiory związane z Warszawskim Okręgiem Wojskowym od chwili jego powstania w 1945 r. do likwidacji w 1999 r., w tym portrety wszystkich dowódców Okręgu, m.in. gen. Jerzego Skalskiego, pomysłodawcy muzeum WOW, które w 1998 r. przekształciło się w Muzeum WL. Dla dzieci największą frajdą jest sprzęt ustawiony przed muzeum. Plenerowa ekspozycja to przede wszystkim ciężka broń i sprzęt wojskowy z II wojny. Można tu zobaczyć i dotknąć ponad 30 eksponatów. Do najciekawszych należą czołg T-34, wyrzutnia rakietowa M-13 Katiusza czy kuchnia polowa jednokociołkowa z 1944 r. Zwiedzający zobaczą jednak nie tylko ekspozycję w kaponierze. W trakcie
nr 14/2007

półtoragodzinnej wycieczki przewodnik oprowadzi ich po Cytadeli, jednym z najlepiej zachowanych w Polsce zespołów architektury obronnej XIX w., i pokaże ocalałe elementy dawnej zabudowy – kazamaty, prochownie, kilka budynków koszarowych, wał ziemny, a także oczyszczony kawałek tzw. drogi straży między wałem a murem Carnota. – Niestety, z całej zabudowy Cytadeli zachowało się tylko 10 proc. – wyjaśnia Waldemar Glanda. Muzeum, choć skryte na wojskowym terenie, jest jednak dostępne dla zwiedzających. – W zeszłym roku odwiedziło nas 8 tys. osób – mówi ppłk Nowak. Cytadela otwierana jest m.in. w Święto Niepodległości, w trakcie spotkań kombatanckich, w Noc Muzeów. MWL można też zwiedzać w zwykłe dni. – Preferujemy zorganizowane grupy, co nie znaczy, że indywidualne osoby nie mogą do nas przyjść – tłumaczy ppłk Nowak. W przyszłości zostanie wyznaczony jeden dzień w tygodniu, kiedy będzie można zapoznać się ze zbiorami muzeum bez specjalnych wcześniejszych formalności. Może dzięki temu ekspozycja stanie się bardziej popularna. 

jcze, jeśli chcesz, oddal ten kielich ode mnie, ale nie moja, lecz niech się dzieje Twoja wola. Niedziela palmowa w oczach przyjaciół Chrystusa była Jego osobistym triumfem. Był to jednak tylko triumf pozorny. Jezus zgodził się na to, by kochające Go osoby przygotowały Mu królewski wjazd do Jerozolimy, by rzucali pod Jego stopy gałązki oliwne, by śpiewali: „Hosanna Synowi Dawidowemu, błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie”. Ale w sercu swoim Jezus był smutny. Zaczynał się bowiem tydzień Jego męki. Triumf nadejdzie dopiero w niedzielę zmartwychwstania. Teraz wjeżdża uroczyście do miasta, które za kilka dni Go ukrzyżuje. Jest przygotowany na mękę, bo wie, że chodzi o zbawienie świata. Chodzi o spłacenie Bogu długu zaciągniętego kiedyś przez pierwszego Adama. Jezus pragnie naprawić jego błędy. Dlatego nie boi się śmierci. Jezus nie zasłużył na śmierć. Wszyscy wokół Niego, Piłat, łotr, a nawet setnik rzymski stwierdzili Jego niewinność. Dlaczego zatem umiera na krzyżu? Gdyż chciał nam pokazać, że nie ma większej miłości nad tę, kiedy ktoś życie swoje daje za przyjaciół. Śmierć Jezusa zrodziła naszą nadzieję. Jeśli dziś jesteśmy dziećmi nadziei i nadzieją żyjemy, to zawdzięczamy to Jezusowi Chrystusowi. Myśląc o tym wszystkim, stawiamy sobie dziś pytanie: dlaczego Chrystus zwyciężył śmierć? Odpowiedź jest prosta: On pokonał śmierć siłą i potęgą swojej modlitwy. To ona dodawała Mu siły do przezwyciężenia lęku przed czekającym Go cierpieniem. Podczas drogi krzyżowej wydaje się, że modli się nie za siebie, ale za tych, którzy mu współczuli, pomagali w tej drodze, a nawet z Niego szydzili. Pociesza płaczące niewiasty i podnosi na duchu opuszczonych. Potem modli się za tych, którzy Go ukrzyżowali, wspomina swoją Matkę i oddaje Ją w opiekę wiernemu uczniowi Janowi, a kiedy przyjdzie ostatnia chwila, modli się słowami pełnymi ufności: „Ojcze, w ręce Twoje oddaję ducha mego”. Podziękujmy dziś Chrystusowi za to, iż uświadomił nam, że nie ma takich cierpień, trudności i przeciwności życiowych, których nie można by pokonać modlitwą. Módlmy się więc, wołając do Niego: Któryś cierpiał za nas rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami. ks. mjr Krzysztof Jamrozik

JAROSŁAW WIŚNIEWŚKI (5)

Polska Zbrojna 49

PRZEGLĄD PRASY SPORT BIEG PIASTÓW
Bieg Piastów jest specyficzną imprezą. Bieganie na nartach w ponad 2,5-tysięcznym tłumie to nie to samo co np. start w Maratonie Warszawskim. – Bieg uliczny to zupełnie co innego – stwierdził płk rez. Jerzy Górski. – Nikt nie przeszkadza. A tu narty, kije i ta ciżba. Przede mną i za mną rzeka ludzi. Po 10 km bieg staje się już przyjemnością. Wtedy odpadają ci, co odpaść mieli.

BIEG PIASTÓW jest rozgrywany co roku w Jakuszycach od 1976 r. Tylko raz impreza nie doszła do skutku, w czasie stanu wojennego.

P

Zawzięci narciarze
JAC E K S Z U S TA KOW S K I

Płk rez. Jerzy Górski, były szef Katedry Zautomatyzowanych Systemów Dowodzenia nieistniejącego już Centrum Szkolenia Radioelektronicznego w Jeleniej Górze, ma 61 lat. Zaliczył 18 Biegów Piastów. – Prawdę mówiąc, nie pałałem kiedyś miłością do biegów narciarskich – wyznał. – Wydawały mi się czymś gorszym od preferowanego przeze mnie narciarstwa zjazdowego. Szaleństwo na sto50 Polska Zbrojna

ku i możliwość wyżycia, to było to. Śmiałem się z biegaczy, ale mój były szef Jan Jagielski jakoś zachęcił mnie do biegania, i polubiłem ten sport. Młodszy o dwa lata od płk. Górskiego ppłk rez. Edward Bartkowiak, również z Jeleniej Góry, biegł już 26 razy w Biegu Piastów. W ub.r. był 60. w klasyfikacji generalnej. W tym roku, choć biegł tuż po krótkiej rekonwalescencji po za-

paleniu płuc, zajął 168. lokatę w „generalce” na 42 km. Nie był jednak zadowolony z osiągniętego wyniku. – Miałem większe aspiracje – mówił. Na osłodę pozostało mu 2. miejsce w klasyfikacji generalnej Międzynarodowego Biegu Żołnierskiego o Puchar MON. Z uczestników rywalizacji o Puchar MON do grona rekordzistów pod względem liczby startów w Biegu Piastów zanr 14/2007

Koledzy

S

Starzy bywalcy

PPŁK REZ. EDWARD BARTKOWIAK jest wielokrotnym medalistą mistrzostw WP w biegach na orientację i w maratonie.

KPT. PETR BELIOV, oficer Armii Czeskiej z jednostki w Starej Boleslav, w Biegu Piastów startował już siedem razy.

t. szer. Jacek Bajda z 1 Pułku Specjalnego „Komandosów” w Lublińcu do startu w Biegu Piastów zachęcił kolegę, st. szer. Jarosława Jagusiaka, z którym w listopadzie ub.r. rywalizował o 12. miejsce w ekstremalnym Maratonie Komandosa. W biegu na 42 km 195 m z dziesięciokilogramowym plecakiem o 7 min i 34 s lepszy był Jagusiak. W biegu na nartach na 10 km techniką klasyczną, w marcu br. podczas ich debiutanckiego startu w Biegu Piastów, Jagusiak również wygrał z kolegą. Był szybszy o 17 min i 20 s. Jednak zważywszy, że start w Jakuszycach był dla szer. Bajdy pierwszą w życiu okazją do założenia na nogi nart biegowych, to jego przegrana z kolegą, który wcześniej biegał rekreacyjnie na nartach, była zrozumiała. – Myślę, że mogło być lepiej, ale jestem z siebie zadowolony – powiedział na mecie szer. Jagusiak.
JACEK SZUSTAKOWSKI (5)

Do odważnych świat należy!

Z

W I Biegu Piastów wystartowało 531 zawodników. W następnych latach impreza, nad którą nieprzerwanie pieczę sprawuje Julian Gozdowski, zaczęła gromadzić tysiące uczest-

ników. W tegorocznym XXXI Biegu Piastów medale za ukończenie imprezy dostało 2066 biegaczy: 879 przebiegło dystans 42 km, 722 – 21 km, a 465 – 10 km.

wycięzcami rywalizacji drużynowej w biegu głównym Biegu Żołnierskiego o Puchar MON w ramach XXXI Biegu Piastów zostali żandarmi z Oddziału Specjalnego ŻW w Mińsku Mazowieckim. W Jakuszycach wystąpili w składzie: st. chor. Krzysztof Banach, kpt. Tomasz

licza się też ppłk rez. Marek Gołębiowski. W słynnej imprezie w Jakuszycach debiutował w 1983 r. W sumie zaliczył 25 Biegów Piastów. – Zawsze zapisuję się na bieg główny, ale nie zawsze mam tyle sił, żeby przebiec maraton – powiedział były wykładowca Wyższej Oficerskiej Szkoły Radiotechnicznej w Jeleniej Górze.

Do Jakuszyc po zdrowie
66-letni mjr rez. Wiesław Łuksza, były pracownik Wojskowej Akademii Technicznej, mistrz Polski w biegach przełajowych i wielokrotny mistrz kraju w sztafecie 4 x 400 m (biegał w Legii m.in. z Andrzejem Badeńskim), w Jakuszycach już 21 razy meldował się na mecie Biegu Piastów. W tym roku po raz pierwszy nie ukończył biegu na maratońskim dystansie. –Wygrała ze mną pogoda. Narty mi nie „szły”, a byle jak nie chciałem skończyć, i dlatego tym razem skróciłem dystans – komentował. Pan Wiesław od ponad 20 lat spędza zimą urlop w Szklarskiej Porębie na sportowo. Bynr 14/2007

łego lekkoatletę Legii zachęcili do wyjazdów w góry lekarze. – Na WAT zajmowałem się optyko-elektroniką, pracowałem przy pierwszych dalmierzach laserowych, a kiedy w latach 60. zakończyliśmy prace nad noktowizją elektroniczną, przerzucono mnie na systemy radarowe. Nowe zajęcie było szkodliwe dla zdrowia i lekarze wojskowi powiedzieli, że muszę uciekać wysoko w góry, by uzupełniać czerwone krwinki. Kpt. Petr Beliov, oficer Armii Czeskiej z jednostki w Starej Boleslav, co prawda nie przyjeżdża do Jakuszyc od tylu lat co mjr Łuksza, jednak również lubi wypoczywać na sportowo w okolicach Szklarskiej Poręby. W Biegu Piastów startował już siedem razy. W ub.r. wygrałby rywalizację w Biegu Żołnierskim o Puchar MON, ale nie zgłosił organizatorom, że jest żołnierzem. W tym roku nie popełnił już tego błędu i wygrał bieg na 42 km. Za rok obiecał obronić tytuł najlepszego biegacza żołnierza na Biegu Piastów. Od 22 lat jest w reprezentacji Armii Czeskiej w biegach narciarskich. 

Od lewej: Tomasz Radomiński, Krzysztof Banach, Mariusz Piórkowski

Radomiński, kpt. Mariusz Piórkowski i kpt. Arkadiusz Wojtaczka. Tylko jeden z nich – chor. Banach – był już wcześniej uczestnikiem Biegu Piastów. Cała czwórka od kilku lat bierze udział w biegach długodystansowych. Do Jakuszyc poza Banachem pojechali bez żadnego treningu na nartach. – Postanowiliśmy spróbować pobiec na nartach – stwierdził kpt. Piórkowski. – Mieliśmy pewne obawy, bo wiadomo, to inna specyfika biegania, ale do odważnych świat należy! Wystartowaliśmy z marszu i w komplecie ukończyliśmy maraton. Mamy nadzieję, że w przyszłym roku wystartujemy ponownie, większą grupą. Już myślimy o kupnie sprzętu narciarskiego i solidnych treningach. Mamy zamiar poprawić czasy, bo biorąc pod uwagę, że był to nasz debiut i wcześniej nie trenowaliśmy – można powiedzieć – że zrobiliśmy rozpoznanie walką.

Polska Zbrojna 51

GRY WOJENNE GRUPY AAAAAAA AAAAAAAA REKONWERSYJNE

52 Polska Zbrojna

nr 15/2007

MILITARIA
we wrześniu 2003 r. Natomiast „Mendi” przekazano w czerwcu 2004. Południowoafrykańskie fregaty powstały na podstawie projektu MEKO A-200. Mają 3,7 tys. ton wyporności. Z prędkością 16 węzłów mogą przepłynąć 8 tys. mil morskich. Okręty są silnie uzbrojone: w armatę kal. 76 mm, dwa podwójne działka kal. 35 mm, dwa działka kal. 20 mm, dwie poczwórne wyrzutnie pocisków przeciwokrętowych Exocet oraz dwie (x 8) pionowe wyrzutnie przeciwlotniczych rakiet Umkhonto. W hangarze jest miejsce dla dwóch śmigłowców, ale faktycznie jest tylko jeden SuperLynx 300. (ted)

Rekordowy rok
ROSJA. Agencje poinformowały, że 20 marca podczas spotkania z komisją odpowiedzialną za współpracę w sektorze obronnym prezydent Władimir Putin podał, iż w ubiegłym roku Rosja sprzedała uzbrojenie wartości 6,5 mld dolarów. Było to o jedną piątą więcej niż przewidywano. Natomiast ogólne zamówienia na rosyjską broń sięgnęły w 2006 r. 30 mld dolarów. Prezydent Putin podkreślił, że na ten wynik złożyły się nie tylko kontrakty na samoloty. – Zagraniczni specjaliści są coraz bardziej zainteresowani systemami obrony przeciwlotniczej, morskim wyposażeniem militarnym i systemami przeciwpancernymi – powiedział. Ujawnił także, że w ubiegłym roku podwoił się eksport rosyjskiego uzbrojenia do krajów Wspólnoty Niepodległych Państw. (ww)

Czwarta w służbie
NIEMCY–RPA. Marynarka wojenna Republiki Południowej Afryki wzbogaciła się o fregatę SAS „Mendi”. Jest to czwarta jednostka zbudowana dla tego afrykańskiego kraju w niemieckich stoczniach w Kolonii i Hamburgu. Pierwszy z okrętów, SAS „Amatola”, dostarczono RPA

Dodatkowe Mastiffy

W

LATAJĄCY ŻNIWIARZ
USA. Firma General Atomics z San Diego poinformowała o zawarciu kontraktu z siłami powietrznymi USA na dostawę dwóch bezpilotowych aparatów latających MQ-9 Reaper (Żniwiarz) wraz z dwoma mobilnymi naziemnymi stacjami kontroli i innym niezbędnym wyposażeniem.

MQ-9 REAPER

P

race mają zakończyć się w grudniu 2008 r. Departament obrony planuje na rok budżetowy 2008 zamówienie czterech Żniwiarzy za 79 mln dolarów. MQ-9 to system dalekiego zasięgu, którego podstawową misją jest wykonywanie precyzyjnych uderzeń na wskazane cele. Maszyna może być też używana do zadań wywiadowczych i rozpoznawczych, przekazując

uzyskane dane w realnym czasie. Rozpiętość skrzydeł bezpilotowca wynosi 20,1 m, długość kadłuba – 11 m, a wysokość – 3,8 m. Maksymalna masa startowa MQ-9 to 4760 kg. Zdemontowanego Żniwiarza, załadowanego w kontener, można będzie przewozić samolotami transportowymi, w tym C-130 Hercules. Promień działania MQ-9 sięga 1655 mil mor-

skich. Może zostać uzbrojony w pociski AGM-114 Hellfire oraz naprowadzane bomby GBU-12 i GBU-38JDAM. System składa się z czterech maszyn. Według stanu na styczeń 2007 r. amerykańskie lotnictwo miało dziewięć MQ-9. Znajdują się one w wyposażeniu 42 eskadry uderzeniowej stacjonującej w Bazie Sił Powietrznych Creech w Newadzie. (w)

USAF

nr 14/2007

Polska Zbrojna 53

RASOBORONEXPORT

IELKA BRYTANIA. Firma Force Protection Inc. poinformowała, że brytyjskie ministerstwo obrony zamówiło 22 kolejne produkowane przez nią pojazdy patrolowe, które w armii brytyjskiej noszą nazwę Mastiff. Według przedstawicieli producenta, zostaną dostarczone do końca czerwca br. Wcześniej, w sierpniu 2006 r., resort obrony Zjednoczonego Królestwa zawarł z Force Protection kontrakt na dostawę 86 Mastiffów. Jego

wartość wyniosła 62,9 mln dolarów. Pierwszy pojazd Brytyjczycy dostali już w listopadzie. Patrolowce kupiono w ramach doposażenia wojsk uczestniczących w misjach w Afganistanie i Iraku. Głównym założeniem owych zakupów było wzmocnienie ochrony żołnierzy przed zasadzkami z użyciem min lub improwizowanych ładunków wybuchowych. Standardowy pancerz Cougara chroni przed pociskami kal. 7,62 x 51 mm. Jednak Brytyjczycy zrezygno-

SOUTH AFRICA DOD

wali z bocznych otworów strzeleckich na rzecz dodatkowego opancerzenia chroniącego przed pociskami z ręcznych granatników. Mastiff powstał na bazie Cougara HE 6 x 6. Wóz o masie 12 t może zabrać do 16 osób. Nie jest on pierwszym z rodziny Cougarów w służbie Zjednoczonego Królestwa – od 2002 r. brytyjskie wojska lądowe użytkują Tempesty, powstałe na bazie ich krótszego, czterokołowego podwozia. (wrt)

MILITARIA FV430

W

grudniu ubiegłego roku na front do Iraku i Afganistanu skierowano pierwsze kilkadziesiąt egzemplarzy zmodyfikowanych „430” nazwanych Buldoggami. Choć formalnie przestarzałe i niespełniające już wszystkich wymogów współczesnego pola walki, transportery serii FV430 jeszcze w 2001 r. były koniem roboczym brytyjskich jednostek zmechani-

zowanych. W służbie pozostawało ponad tysiąc sztuk różnych wersji tych pojazdów (z łącznie 3 tys. wyprodukowanych w latach 1963–1971) – od wozów wsparcia bojowego (wyposażonych w moździerze, ATGM itp.), poprzez maszyny transportowe (zabierają na pokład do dziesięciu żołnierzy w pełnym ekwipunku), aż po transportery specjalistyczne (wozy dowodzenia, ambulanse, naprawcze itd.). Dość mocny silnik Rolls Royce’a (o mocy 240 koni mechanicznych) umożliwiał „430” rozwijanie

prędkości do 50 km na godzinę, a gąsienicowe podwozie zapewniało dobrą manewrowość w terenie.

Zmiana koncepcji
Według pierwotnych planów brytyjskiego ministerstwa obrony, wszystkie znajdujące się jeszcze w siłach lądowych pojazdy z serii FV430 miały być sukcesywnie wycofywane z linii i zastępowane przez Warriory. Jednak niekorzystny rozwój sytuacji w Iraku, a później także w Afgani-

Stare, ale jare
TOMASZ OTŁOWSKI

Przedłużające się kampanie militarne w Iraku i Afganistanie okazały się na tyle wyczerpujące dla brytyjskiej armii, że w celu wzmocnienia sił w obu tych krajach sięgnięto po prawdziwie desperackie środki. Jednym z nich jest „odświeżenie” i unowocześnienie kilkuset starych transporterów opancerzonych serii FV430.

54 Polska Zbrojna

nr 14/2007

stanie, wymusił zmianę wcześniejszych założeń. Warriory – eksploatowane w skrajnie trudnych warunkach klimatycznych – szybko się zużywały. Niezbędne stało się więc wprowadzenie zasadniczych zmian w koncepcji wykorzystania sił zmechanizowanych w operacji irackiej, a obecnie także afgańskiej. Ponieważ w grę nie wchodziło szybkie wycofanie sił brytyjskich z Iraku, zdecydowano się więc na zastąpienie części wyeksploatowanych Wariorów starszymi typami transporterów. Proces unowocześniania maszyn serii FV430 zaczął się już w 2005 r., a wszedł

w decydującą fazę w połowie 2006 r. Za łączną kwotę 85 mln funtów firma BAE Systems ma przerobić 500 transporterów, z czego już wiosną tego roku powinno być gotowych pierwszych 127 pojazdów. Zostanie z nich sformowana grupa bojowa, wykorzystywana w operacjach irackiej i afgańskiej. Kontrakt na „odświeżenie” maszyn z serii FV430 jest częścią szerszego, wartego w sumie niemal 530 mln funtów programu, przewidującego – oprócz unowocześnienia „430” – także doposażenie Królewskich Sił Zbrojnych w amerykańskie pojazdy typu Cougar (sto sztuk) oraz austriackie Pinzgauer 6 x 6 (również sto maszyn). Celem tego programu jest maksymalna poprawa zdolności bojowych i manewrowo-transportowych jednostek brytyjskich uczestniczących w operacjach w Iraku i Afganistanie.

Buldogg po liftingu
Pierwszych 50 maszyn FV430 po „liftingu” miało wejść do linii w sierpniu ubiegłego roku, jednak ze względu na pewne opóźnienia termin ten przesunięto na grudzień. Wtedy też pierwsze Buldoggi pojawiły się na ulicach Basry w południowym Iraku.

Już na pierwszy rzut oka Buldogg znacznie różni się od swego poprzedniego wcielenia. Podstawowa zmiana to dodatkowy pancerz aktywny po bokach i z przodu pojazdu (mający zabezpieczać maszynę i znajdujących się w niej ludzi przed większością standardowo stosowanych dziś głowic RPG), który nadaje transporterowi nieco kosmiczny wygląd. Zainstalowano także wieżyczkę (w razie potrzeby zdalnie sterowaną z wnętrza pojazdu) jako osłonę operatora karabinu maszynowego. Inne zmiany kryje wnętrze maszyny. Przede wszystkim zamontowany został nowy, znacznie mocniejszy silnik – Buldogg może dziś rozwijać prędkość do 70 km/h, a co ważniejsze, znacznie zyskał na manewrowości i zwrotności – może na przykład obrócić się niemal w miejscu o 360 st., co w wąskich i prostopadło do siebie ułożonych uliczkach Basry jest niezwykle cenną właściwością. W Buldoggu wymieniono także skrzynię biegów, system łączności, zainstalowano klimatyzację (rzecz niezbędną w warunkach irackich i afgańskich), a także wzmocniono osłonę kierowcy. Transporter może teraz zabierać na pokład dwóch członków załogi oraz do ośmiu żołnierzy. Opinie brytyjskich żołnierzy z Royal Green Jackets Battalion, którzy pierwsi dostali „nowe” transportery, są niezwykle pozytywne. Należy więc zacząć się przyzwyczajać do widoku pokracznych, lecz groźnych pojazdów na ulicach irackich miast i afgańskich pustkowi. 

P

FV430 kontra Warrior
nich (ok. 25 ton) i „barczyste” pojazdy Warrior (na zdjęciu z lewej). Jednak dotychczas Brytyjczycy nie zdecydowali się na użycie FV430 w Iraku, głównie ze względu na słabe opancerzenie tych pojazdów (brak pancerza typu ERA), brak klimatyzacji w przedziale załogi i pasażerskim oraz nieprzystosowany do warunków pustynnych silnik.

ojazdy serii FV430 (zdjęcie dolne) należą do starszej generacji transporterów opancerzonych, opracowanej w latach 60. ub.w. Zarówno pod względem wyglądu, jak i głównych parametrów przypominają nieco słynny amerykański transporter M113. Z kolei bojowy wóz piechoty Warrior (FV510), opracowany i wdrożony do służby pod koniec lat 80., jest nowocześniejszą konstrukcją, zbliżoną do amerykańskiego M-2 Bradley. Ze względu na swą relatywnie niewielką masę (ok. 15,8 tony) i płaską sylwetkę transportery serii FV430 lepiej spisują się w terenie zabudowanym niż dużo cięższe od

„Odświeżanie” maszyn

K

ontrakt na „odświeżenie” maszyn z serii FV430 jest częścią szerszego, wartego w sumie niemal 530 mln funtów programu, przewidującego – oprócz unowocześnienia „430” – także doposażenie Królewskich Sił Zbrojnych w amerykańskie pojazdy typu Cougar (sto sztuk) oraz austriackie Pinzgauer 6 x 6 (również sto maszyn). Celem tego programu jest maksymalna poprawa zdolności bojowych i manewrowo-transportowych jednostek brytyjskich uczestniczących w operacjach w Iraku i Afganistanie.
US DOD

UK MOD

nr 14/2007

Polska Zbrojna 55

ARMIA ŚWIATA CZECHY AAAAAAA AAAAAAAA I SŁOWACJA
TA D E U S Z W RÓ B E L

O

Czechy i Słowacja, podobnie jak wiele innych państw europejskich, uzawodowiły swe siły zbrojne. Konsekwencją tych zmian była duża redukcja ich liczebności.
Rozmieszczenia są dwa bataliony zmechanizowane i jeden powietrznodesantowy, zaś słowacka 1 BZ ma tylko bataliony zmechanizowane. Ale według „The military balance 2007” jest to jednostka lekkiej piechoty. W czeskich wojskach lądowych jest także trzecia brygada – artylerii, która ma dwa dywizjony. Częścią lądówki jest jeszcze batalion rozpoznawczy. A jedjednej brygady. W jednej brygadzie skupili również jednostki radiotechniczne i łączności, przy czym na Słowacji powstała ona dopiero 1 kwietnia 2006 r.

Odrębne struktury militarne w Czechach i Słowacji powstały po „aksamitnym rozwodzie”, jak zwykło się nazywać drugi w XX w. rozpad Czechosłowacji. Jako że wywodzą się ze wspólnego pnia, nadal istnieje pomiędzy nimi wiele podobieństw. Są jednak też wyraźne różnice. W przypadku Słowacji przyjęto podział armii na siły lądowe, powietrzne, wsparcia i szkolenia oraz wojskową służ-

Nadmiar w magazynach
Jeszcze większe podobieństwa pomiędzy armiami południowych sąsiadów Polski widać, gdy chodzi o wyposażenie. W wojskach lądowych dominuje uzbro-

MNIEJSZE, ALE PROF
RZĄD SŁOWACKI podjął decyzję o przeniesieniu jednostki inżynieryjnej wchodzącej w skład ISAF z Bagram do Kandaharu.
MOD CZECH (3)/MOD SŁOWACJI (2)

PO RESTRUKTURYZACJI w armiach Czech i Słowacji pozostało po jednym batalionie czołgów.

bę zdrowia. W Czechach wyodrębniono również siły wsparcia i szkolenia, w których ramach znalazła się służba zdrowia. Natomiast wojska lądowe i lotnictwo tworzą Siły Połączone (Spolecne Sily), których trzecim elementem są jednostki wsparcia. Po kolejnych restrukturyzacjach i redukcjach trzonem wojsk lądowych Czech i Słowacji są dwie brygady ogólnowojskowe. To jednostki zmechanizowane, z których każda ma po trzy bataliony bojowe. Tylko w jednej z brygad w obu armiach jest batalion czołgów. W pozostałych funkcjonuje jedynie piechota. Przy czym w czeskiej 4 Brygadzie Szybkiego 56 Polska Zbrojna

nostki inżynieryjne, łączności, logistyczne, obrony przed bronią masowego rażenia, współpracy cywilno-wojskowej, działań psychologicznych, walki radioelektronicznej i zabezpieczenia zaliczone są do komponentu wsparcia sił połączonych. Natomiast na Słowacji wchodzą one w skład wojsk lądowych. Struktura organizacyjna sił powietrznych obu państw opiera się na bazach lotniczych, w których ramach istnieją eskadry. W przypadku Słowacji odstępstwem od tej zasady jest skrzydło lotnictwa transportowego. Tak Czesi, jak i Słowacy zredukowali jednostki rakiet obrony powietrznej do

jenie i sprzęt odziedziczony po czechosłowackich siłach zbrojnych. Jednostki ciężkie mają czołgi T-72, bojowe wozy piechoty BWP-1 i BWP-2, transportery OT-90 i OT-64. Dodatkowo Słowacy zachowali BRDM-y. To nie jedyna różnica. W słowackiej armii pojawiły się transportery Tatrapan i lekkie pojazdy opancerzone Aligator. Natomiast od tego roku w czeskiej lądówce do służby zaczną wchodzić kołowe transportery opancerzone Pandur II 8 x 8. W ramach kontraktu w latach 2007–2012 ma być dostarczonych 199 wozów. Przy czym zawiera on opcję zwiększenia zamówienia o 35 transporterów.
nr 14/2007

FESJONALNE

Nadal podstawą artylerii obu armii są mające czechosłowacki rodowód armatohaubice Dana M-77 kal. 152 mm i wyrzutnie rakietowe RM-70 kal. 122 mm. Słowacy postanowili zmodernizować 26 tych ostatnich do wariantu Modular. W wyniku tego wyrzutnia została przystosowana do strzelania pociskami kal. 227 mm, używanymi w amerykańskim systemie MLRS. Zaś słowacki park artyleryjski zasiliła nowa armatohaubica Zuzana kal. 155/45 mm. Kupiono ich 16. Zredukowanie liczebności sił zbrojnych spowodowało, że Czesi i Słowacy mają nadmiar niektórych typów uzbrojenia. W efekcie jego większość trafiła

lekkich maszynach L-159A ALCA. W przypadku tych ostatnich okazuje się, że nie zawsze od przybytku głowa nie boli. Czeski resort obrony kupił 72 te samoloty, ale szybko się okazało, iż faktycznie potrzebna jest zaledwie jedna trzecia. Pozostałe trafiły do magazynu. W ubiegłym roku uruchomiono program przebudowy czterech bojowych samolotów L-159A na szkolno-bojowe. Jednak w magazynach nadal stoi ponad 40 zbędnych maszyn. Natomiast przyjmując w formie sprzętu wojskowego rosyjską spłatę długów wobec dawnej Czechosłowacji z czasów ZSRR, Słowacy otrzymali m.in. tuzin

Czeskie siły zbrojne
SIŁY OPERACYJNE SIŁY LĄDOWE – 4 Brygada Szybkiego Rozmieszczenia – 7 Brygada Zmechanizowana – 13 Brygada Artylerii – 102 Batalion Rozpoznawczy SIŁY POWIETRZNE – 21 Baza lotnictwa taktycznego – 22 baza lotnictwa – 23 baza lotnictwa śmigłowcowego – 24 baza lotnictwa transportowego – 25 Brygada Rakiet OP – 26 Brygada Dowodzenia, Kontroli i Rozpoznania JEDNOSTKI WSPARCIA SIŁ OPERACYJNYCH – 14 Brygada Wsparcia Logistycznego – 15 Brygada Inżynieryjno-Ratownicza – 31 Brygada Obrony Radiacyjnej, Chemicznej i Biologicznej – 53 Centrum WRE – 101 Batalion Łączności – 103 Centrum CIMIC/OPYOPS – 104 Batalion Zabezpieczenia SIŁY SZKOLENIA I WSPARCIA

Słowackie siły zbrojne
SIŁY LĄDOWE – 1 Brygada Zmechanizowana – 2 Brygada Zmechanizowana – 5 Pułk Specjalnego Przeznaczenia

– batalion inżynieryjny – batalion obrony radiacyjnej, chemicznej i biologicznej

do magazynów. W czeskiej armii w służbie jest mniej niż jedna czwarta z posiadanych czołgów. W przypadku armatohaubic czy wyrzutni rakietowych jest to w granicach jednej trzeciej. Podobnie rzecz się ma na Słowacji.

Z różnych źródeł
Od podziału Czechosłowacji największe różnice pojawiły się w wyposażeniu sił powietrznych. Po zamianie z Polską dziesięciu myśliwców MiG-29 na śmigłowce W-3 Sokół i wycofaniu innych typów samolotów produkcji ZSRR opierają się na 14 wziętych w leasing szwedzkich Gripenach i krajowej konstrukcji
nr 14/2007

myśliwców MiG-29. W ten sposób Czesi dostali śmigłowce Mi-35 (16) i Mi-171 (16). Praga była też zainteresowana transportowcami An-70, ale do transakcji nie doszło. W tej chwili oba kraje planują zakup samolotów transportowych mających zastapić „Antonowy”. Według mediów szansę na sukces na tych rynkach ma C-27 Spartan. W przypadku jednostek rakietowych obrony powietrznej zarówno Czechy, jak i Słowacja dysponują zestawami Kub. Poza tym Czesi mają jeszcze Strzały10 i szwedzkie RBS-70, podczas gdy Słowacy posiadają jako jedyni Europie Środkowej rosyjski system S-300PMU. 

RM-70 Modular

– batalion inżynieryjny – batalion wsparcia dowodzenia SIŁY POWIETRZNE – Baza Lotnicza Sliac – Baza Lotnicza Presov – skrzydło lotnictwa transportowego – Brygada Rakiet OP – Brygada Dowodzenia, Kontroli i Rozpoznania SIŁY SZKOLENIA I WSPARCIA WOJSKOWA SŁUŻBA ZDROWIA

Polska Zbrojna 57

WYDARZENIA ZAPIS
Incydent w Zatoce
IRAN, IRAK. Irański wiceminister spraw zagranicznych Mehdi Mostafawi zapowiedział, że 15 brytyjskich wojskowych – ośmiu marynarzy i siedmiu żołnierzy piechoty morskiej – zatrzymanych 23 marca w północnej części Zatoki Perskiej, jest obecnie „przesłuchiwanych” i „odpowie” za nielegalne wpłynięcie na irańskie wody terytorialne. – Brytyjscy marynarze są obecnie przesłuchiwani i muszą wyjaśnić, czy wpłynęli na irańskie wody terytorialne świadomie, czy też przez pomyłkę. Gdy będzie to już jasne, zostanie podjęta decyzja – dodał Mostafawi. Natomiast minister spraw zagranicznych Iraku Hosziar Zebari poinformował, że marynarzy zatrzymano na wodach irackich. Tak samo twierdzą władze Wielkiej Brytanii. Według nich załoga brytyjskiej fregaty „Cornwall” została zatrzymana przez irańską Gwardię Rewolucyjną na irackich wodach terytorialnych, gdzie na podstawie mandatu ONZ siły brytyjskie regularnie kontrolują przepływające statki handlowe. To nie pierwszy incydent związany z zatrzymaniem brytyjskich wojskowych przez Irańczyków. Poprzednio, 21 czerwca 2004 r., aresztowali pod zarzutem naruszenia granicy ośmiu marynarzy. Po negocjacjach trzy dni później zostali zwolnieni. (t)

Andrzej Jonas
REDAKTOR NACZELNY „THE WARSAW VOICE”

Na perskim

T

argi trwają. Międzynarodowa wspólnota, zaniepokojona programem nuklearnym Iranu, stara się nakłonić go do rezygnacji ze wzbogacania ura-

rynku

nu i poddania się skutecznej międzynarodowej kontroli. Teheran stanowczo odmawia. Stan niezmienny od bardzo dawna. Czyżby jednak pojawiły się nowe akcenty? Nacisk na Iran ma charakter typowy dla naszych czasów. Amerykanie są twardzi, a im dalej od Waszyngtonu, tym mniejsza presja. Kluczowa, a przynajmniej w tej chwili ważna, wydaje się postawa Moskwy, która i na scenie globalnej, i w stosunkach z Teheranem gra swoją melodię. I oto Rosja zagrała ostrzejszy ton. Jeszcze przed przyjęciem przed kilkoma dniami nowych sankcji przeciw Iranowi przez Radę Bezpieczeństwa NZ, Moskwa zagroziła mu zablokowaniem dostaw paliwa do elektrowni atomowej w Buszerze, o ile nie zrezygnuje on

z programu wzbogacania uranu. Ponoć dokończenie budowy tej elektrowni też jest wątpliwe, gdyż Rosja zaczęła wycofywać swych specjalistów. Wydaje się, że Rosjanie doszli do wniosku, iż istotnie irański program ma swój realny aspekt militarny, a wejście Teheranu do klubu atomowego może być dla Rosji niebezpieczne. Z wielu względów. Czy mamy już zatem do czynienia ze zmianą kursu, czy jedynie z tego zapowiedzią? Sądzę, że raczej z zapowiedzią. Nie postawiwszy kropki nad „i”, Moskwa zbliża się do Zachodu, hamuje zapędy Teheranu, a jednocześnie nie odżegnuje się od roli jego partnera. I zawsze jest gotowa do wprowadzenia w życie nowego scenariusza.

Szpagat

dyplomatyczny
NATO. – Ukraina jest przywiązana do swoich zobowiązań wynikających z ustawy o narodowym bezpieczeństwie i obronie, która została przyjęta konstytucyjną większością – powiedział PAP w Brukseli nowy ukraiński minister spraw zagranicznych Arsenij Jaceniuk. Jeden z elementów tego dokumentu mówi o dążeniu do wejścia Ukrainy do NATO. Jednak stanowiska prezydenta Wiktora Juszczenki i premiera Wiktora Janukowycza są tu wyraźnie odmienne. Minister dopytywany o swoją pozycję i przewiezieni śmigłowcem poszukiwawczo-ratowniczym do szpitala. W wypadku uczestniczyli doświadczeni lotnicy, jeden był dowódcą eskadry, a drugi dowodził kluczem.

ROYAL NAVY

Ukraińska armia od lat aktywnie współpracuje z NATO

pomiędzy tymi politykami przyznał, że „szpagat w dyplomacji jest rzeczą naturalną liantów i kandydata opozycji w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich Jeana-Pierre’a Bemby. Organizacja Caritas podała cztery dni później, że śmierć poniosło 155 osób, a poważnie rannych zostało 150. Strona rządowa podała 24 marca, że było 60 zabitych i 78 rannych. Prezydent Joseph Kabila, który wygrał wybory prezydenckie, zdobywając 58 proc. głosów, zapowiedział, że „wszyscy odpowiedzialni za brak bezpieczeństwa zostaną schwytani”. Oskarżony o zdradę Bemba, chcąc uniknąć aresztowania, schronił się 22 marca w ambasadzie RPA w Kinszasie. Według południowoafrykańskiego MSZ nie poprosił o azyl, a oferta nadania

i wiele zależy od tego, jak jesteś skuteczny”. – Zarówno prezydent, jak i premier podpiszą wspólny list – zaproszenie skierowane do Rady Północnoatlantyckiej na obchody w Kijowie 10-lecia powstania Komisji NATO–Ukraina – zapowiedział szef ukraińskiej dyplomacji. W sojuszu z zadowoleniem przyjęto deklaracje Jaceniuka oraz to, że swoją pierwszą wizytę zagraniczną złożył właśnie w Brukseli. – Cieszy nas bardzo zobowiązanie, że rząd zintensyfikuje politykę informowania o NATO społeczeństwa – powiedział rzecznik NATO Robert Pszczel. (t) mu statusu uchodźcy jest tylko czasowa.

w skrócie
Zderzenie MiG-ów
ROSJA. Dwa samoloty myśliwskie MiG-29, których piloci ćwiczyli latanie parami, zderzyły się 21 marca w obwodzie rostowskim na południu Rosji. Wypadek zdarzył się na wysokości blisko siedmiu tysięcy metrów, około 40 km od lotniska wojskowego w miejscowości Millerowo. Jak poinformował doradca dowódcy sił powietrznych Rosji płk Aleksandr Drobyszewski, obaj piloci przeżyli katastrofę. Zostali odnalezieni

ALEKSANDER RAWSKI

Latające tygrysy
SRI LANKA. Wyładowany materiałami wybuchowymi ciągnik eksplodował 27 marca przed bramą obozu wojskowego w dystrykcie Batticaloa na wschodzie wyspy. Zginęło dwóch żołnierzy i czterech cywilów. Dziewięć osób odniosło rany. Dwa dni wcześniej rebelianci z organizacji TygrysówWyzwolicieli Tamilskiego Ilamu (LTTE) w czasie ataku na bazę lotniczą sił rządowych Sri Lanki w Katunayake po raz pierwszy użyli samolotów. Associated Press podała, powołując się na

Krwawe protesty
DR KONGA. Wbrew oczekiwaniom społeczności międzynarodowej ubiegłoroczne wybory prezydenckie i parlamentarne nie przyczyniły się do ustabilizowania sytuacji w Demokratycznej Republice Konga. 22–23 marca w stolicy kraju Kinszasie doszło do starć armii ze zwolennikami byłego przywódcy rebe-

58 Polska Zbrojna

nr 14/2007

Walki w Mogadiszu
SOMALIA. Obsługiwany przez białoruską spółkę Transawiaeksport samolot transportowy Ił-76 (na zdjęciu) rozbił się 23 marca w okolicach Mogadiszu. Firma podała, że maszyna została zestrzelona tuż po starcie z międzynarodowego lotniska w stolicy Somalii. Na pokładzie znajdowało się 11 Białorusinów, w tym czterech specjalistów, którzy mieli naprawić inny samolot trafiony rakietą 9 marca. Tylko jeden z Białorusinów przeżył katastrofę, ale zmarł w szpitalu. Zestrzelenie transportowca potwierdza, że sytuacja w Mogadiszu jest nadal bardzo groźna. W mieście dochodzi do walk rebeliantów z siłami rządowymi i ich sojusznikami. Przeciwko tymczasowemu rządowi wystąpiły niedobitki pokonanych na przełomie roku islamistów i członkowie milicji klanowych. Do ataków w stolicy przyznała się nieznana organizacja, Brygady Tawhidu i Dżihadu (jedności i świętej wojny) w Somalii. Odżyły obawy, iż kraj może znowu pogrążyć się w chaosie nowej wojny domowej. (wr)

Spotkanie w sprawie tarczy
Kwestia rozmieszczenia elementów amerykańskiego systemu antyrakietowego dzieli członków NATO
NATO. Sekretarz generalny
Jaap de Hoop Scheffer zapowiedział 26 marca rozmowy na temat amerykańskiego projektu budowy tarczy antyrakietowej w ramach sojuszu, a także z Rosją. PAP nieoficjalnie dowiedziała się, że spotkanie „wzmocnionej” Rady Północnoatlantyckiej na temat projektu odbędzie się 19 kwietnia. Poza ambasadorami wezmą w nim udział także przedstawiciele władz krajów członkowskich. W czasie spotkania politycy rozmawiać będą o możliwości związania – w wymiarze poliźródła tamilskie, iż wykorzystano w tym celu dwie małe maszyny. Strona rządowa twierdzi, że tylko jedną. Na lotnisko leżące około 35 km na północ od stolicy kraju Kolombo spadły bomby, które zabiły trzech i raniły co najmniej 16 żołnierzy. tycznym – amerykańskiego systemu przeciwrakietowego z systemem NATO. Sojusz ma program związany z obroną przeciwrakietową krótkiego zasięgu, którego pierwsze elementy mają osiągnąć gotowość operacyjną w 2010 r. Na poziomie technicznym prowadzone są dyskusje o zwalczaniu pocisków dalekiego zasięgu. 19 kwietnia przewidywane jest spotkanie w ramach Rady NATO–Rosja. Moskwa ostro sprzeciwia się rozmieszczeniu amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Europie. (tw) i średnicę około 18 cm. Podczas próby Astra osiągnęła prędkość 2,2 macha. Hindusi poinformowali też, że ich pocisk ma zasięg 80 km i niebawem przeprowadzą kolejny jego test. W planach jest próba z pociskiem Dhanush, czyli zbudowaną dla marynarki wojennej wersją pocisku Prithvi. Ma on być wystrzelony z pokładu okrętu wojennego z Zatoki Bengalskiej. Oba pociski mogą przenosić ładunki nuklearne. W ubiegłym tygodniu próbę rakietową przeprowadził Pakistan. W jej trakcie wystrzelono samosterujący pocisk Babur/ Hatf VII. Ma on zasięg 700 km i również może być uzbrojony w broń atomową. (w)

Apel o wsparcie
AFGANISTAN. Stany Zjednoczone wystąpiły z nowym apelem do europejskich sojuszników, aby zwiększyli swe zaangażowanie w Afganistanie. – Istnieje potrzeba większej liczby wojsk z Europy, o większym stopniu elastyczności ich działania. Naszym zdaniem

muszą być zniesione ograniczenia w rozmieszczaniu oddziałów w Afganistanie – stwierdził 26 marca w Brukseli podsekretarz stanu USA Nicholas Burn. Poza wysłaniem tam dodatkowych oddziałów wojskowych Amerykanie chcą, by Europa zwiększyła też pomoc finansową dla tego azjatyckiego kraju. (w)

Kłopoty z Gripenem
Szwedzkie myśliwce wymagają gruntownej modernizacji
SZWECJA. Dziennik „Svenska
Dagbladet” poinformował 22 bm., że szwedzkie siły zbrojne mają duży kłopot ze swym podstawowym samolotem bojowym JAS-39 Gripen. Gazeta powoła się na własne informacje jak i wcześniejszą publikację magazynu „Ny Teknik” („Nowa Technika”). Wynika z nich, że maszyna, z którą wiązano wielkie nadzieje, okazała się niedostatecznie nowoczesna. Gripen nie jest w stanie wypełniać zadań. Naczelny dowódca szwedzkich sił zbrojnych Hakan Syren domaga się zmodernizowania przynajmniej 31 maszyn podstawowego modelu JAS-39A/B do standardu C/D, tak by mogły uczestniczyć w międzynarodowych misjach. Według szwedzkich mediów, jednym z wniosków, jakie zawiera tajny raport, przekazany przez siły zbrojne rządowi, jest potrzeba stworzenia jeszcze nowszego modelu Gripena, E/F. Szwedzkie publikacje wyliczają niezbędne zmiany potrzebne do tego, by myśliwce spełniały wymagania wojska. Należą do nich nowe podkadłubowe zbiorniki paliwa, urządzenia do tankowania w powietrzu, systemy łączności satelitarnej oraz mocniejsze silniki, konieczne, by Gripeny mogły przenosić więcej uzbrojenia. Trzeba też dostosować radary do standardów NATO. Powyższe przeróbki kosztować będą miliardy koron. (w)

Test za test

INDIE–PAKISTAN. Agencja PTI
podała 25 marca, że siły zbrojne Indii wypróbowały z powodzeniem pocisk rakietowy powietrze–powietrze Astra. Test przeprowadzono na poligonie Chandipur w stanie Orisa, we wschodniej części kraju. Wyprodukowana z użyciem krajowej technologii rakieta ma długość 3,5 m

nr 14/2007

Polska Zbrojna 59

USAID

ŚWIAT BAŁKANY AAAAAAA AAAAAAAA

DLA KOSOWSKICH ALBAŃCZYKÓW stanowiących ponad 88 proc. dwumilionowej społeczności, tylko trwała niepodległość jest do zaakceptowania.

US DOD (3)

JEŻELI W KOSOWIE nie i Albania, ale również

Dobijanie Jugotworu
ARTUR BILSKI

Przywódcy Serbii i Kosowa, którzy 10 marca spotkali się w Wiedniu, by rozmawiać o przyszłości tej serbskiej prowincji, nie zdołali osiągnąć porozumienia. Ironia losu sprawiła, że spotkanie odbyło się w pierwszą rocznicę śmierci Slobodana Miloszevicia.

S

erbski minister spraw zagranicznych Vuk Draszković ostrzegł, że uzyskanie niepodległości przez Kosowo może sprawić, iż do władzy w Serbii powrócą zwolennicy Slobodana Miloszevicia. Zgodnie z planem, wstępnie zaakceptowanym przez kosowskich Albańczyków i kategorycznie odrzucanym przez Serbów, prowincji tej przyznano by atrybuty niepodległego państwa pod międzynarodowym nadzorem. Nie pada w nim jednak słowo „niepodległość”. Draszković zaznaczył, że utrata Kosowa, kolebki serbskiego państwa i Kościoła, wywoła u Serbów emocjonalny szok oraz poczu60 Polska Zbrojna

cie narodowego i państwowego upokorzenia. Jak podkreślił, może to zagrozić euroentuzjazmowi Serbów oraz doprowadzić do „destabilizacji niepokojów” na Bałkanach.

Status nie do utrzymania
Rezolucja Rady Bezpieczeństwa nr 1244 z 10 czerwca 1999 r. uznaje wprawdzie suwerenność Serbii nad Kosowem, przewidując jednocześnie przyznanie prowincji znaczącej autonomii, jednak nawet najwięksi optymiści stracili już nadzieję, że taki status da się utrzymać. Po serbskich czystkach etnicznych w 1998 r., exodusie Albańczyków z Kosowa i po atakach NATO na Jugosławię

ponad 200 tys. Serbów opuściło prowincję. Pozostałe 80 tys. Serbów żyje odizolowanych w enklawach, głównie na północy Kosowa, i ma ograniczone możliwości poruszania się po jego terytorium. Paradoksalnie więc podział Kosowa może przyspieszyć przyłączenie krajów bałkańskich do Unii Europejskiej, ponieważ przypieczętuje oczywistą dominację ilościową Albańczyków w Kosowie. Będzie to jednocześnie gwóźdź do trumny serbskiego nacjonalizmu, w której raz na zawsze pochowane zostaną pretensje Belgradu do panowania na całych Bałkanach. Pragnienia te sprowadziły na Serbów lawinę nieszczęść, robiąc z nich dyżurnych potworów Europy. Jeśli zaś status Kosowa nie zostanie zmieniony, starciom etnicznym w Kosowie nie będzie końca, co w konsekwencji zablokuje wejście do Unii Europejskiej i NATO nie tylko Serbii i Albanii, ale całemu regionowi Bałkanów. A że nie są to prognozy wyssane z palca, wystarczy przywołać wydarzenia sprzed trzech lat, kiedy w zamieszkach zginęło 19 osób, a 900 zostało rannych. Płonęły serbskie domy, cerkwie
nr 14/2007

W Kosowie krąży dowcip: czym różni się misja ONZ w Kosowie od przestępczości zorganizowanej? Tym, że przestępczość zorganizowana... jest zorganizowana.

Spirala nienawiści
skończą się starcia etniczne, to nie tylko Serbia całe Bałkany nie będą miały szans na wstąpienie do NATO. MASOWY exodus Serbów z Kosowa, 1999 r.

P

i klasztory. NATO musiało wysłać 2 tys. żołnierzy sił szybkiego reagowania, by uspokoić sytuację.

Albańczycy chcą przyszłości
Dla kosowskich Albańczyków tylko niepodległość jest do zaakceptowania na dłuższą metę. Stanowią oni ponad 88 proc. dwumilionowej społeczności prowincji, podczas gdy Serbowie – zaledwie 8 proc. Dzisiaj Albańczycy nie domagają się już wolności. Tę mamy – mówią. Chcemy przyszłości – krzyczą na wiecach. A to oznacza tylko oderwanie Kosowa od Serbii. Po raz pierwszy zdominowany przez Albańczyków parlament Kosowa ogłosił niepodległość w 1989 r. W odpowiedzi Miloszević zlikwidował autonomię prowincji zagwarantowaną jeszcze w 1974 r. przez Titę w konstytucji jugosłowiańskiej i rok później rozwiązał wszystkie instytucje polityczne, w tym również parlament. 12 lat później 99 proc. Albańczyków opowiedziało się w referendum za niepodległością i proklamowało Republikę Kosowo. Hołdując zasadzie walki bez przemocy, Albańczycy stworzyli wówczas podziemne państwo, z własnym systemem władzy, oświaty i opieki zdrowotnej, bojkotując oficjalne instytucje serbskie. Nie trwało to długo. Pod koniec lat 90. na scenę polityczną wkroczyła radykalna Wyzwoleńcza Armia
nr 14/2007

Kosowa (UCK). W lutym 1998 r. doszło do pierwszych walk sił serbskich z UCK. Wysiłki dyplomatyczne Zachodu nie zdały się na wiele, bo Miloszević zdecydował się na użycie siły. Rozpoczęły się krwawe czystki etniczne, podobnie jak w Bośni w 1992 r. Milion Albańczyków uciekło przed prześladowaniami do sąsiedniej Albanii, Macedonii i Europy Zachodniej. W odpowiedzi NATO rozpoczęło naloty na Jugosławię. Po ich zakończeniu 10 czerwca 1999 r. do prowincji wkroczyło 50 tys. żołnierzy KFOR. Niszczona przez lata kosowska gospodarka opiera się niemal wyłącznie na pomocy zagranicznej. W 2000 r. sięgnęła ona 2 mld dolarów. Jednak po wybuchu na świecie nowych konfliktów zainteresowanie Kosowem osłabło i w 2006 r. pomoc wyniosła tylko 250 mln dolarów. Dzisiaj Kosowo boryka się z 55 proc. bezrobociem, wzrost gospodarczy spadł z 10 do 4 proc. a ONZ oskarżana jest o nieudolność, korupcję i brak pomysłu na polityczną przyszłość prowincji. W Kosowie krąży nawet dowcip: czym różni się misja ONZ w Kosowie od przestępczości zorganizowanej? Tym, że przestępczość zorganizowana... jest zorganizowana. 
(Kmdr por. Artur Bilski w latach 1996– 1998 służył m.in. w sztabie Nordycko-Polskiej Brygady w Bośni i Hercegowinie.)

rzymusowa integracja wielu narodów bałkańskich w ramach Jugosławii, rozpoczęta w 1918 r., wywołała wybuch nienawiści podczas drugiej wojny światowej. Bałkańscy Słowianie mordowali się nawzajem, bo nie chcieli wspólnego kraju. W obozach koncentracyjnych zginęło około miliona mieszkańców Jugosławii, w tym pół miliona Serbów. Po wojnie partia komunistyczna reanimowała jednak trupa Jugosławii. Oficjalna polityka Belgradu opierała się na „braterstwie i jedności”. Miało to wyciszyć nacjonalistyczne tendencje odśrodkowe. Wszystkie zbrodnie, których dokonano w imię nacjonalistycznych haseł, zostały przemilczane. Oficjalnie wszyscy byli tak samo winni. Po wojnie komuniści nie omieszkali zemścić się na serbskich i chorwackich nacjonalistach. W latach 1945–1946 około 200 tys. z nich zostało zamordowanych podczas masowych egzekucji, marszów śmierci i zmarło z wycieńczenia w obozach koncentracyjnych. To miał być osikowy kołek wbity w upiora nacjonalizmu. Ten jednak nie chciał odejść. Po fiasku rozmów w Wiedniu sprawa przyszłości Kosowa trafi do Rady Bezpieczeństwa ONZ. Teraz społeczność międzynarodowa musi podjąć decyzję dotyczącą statusu tej spornej prowincji. Będzie to ostatnia odsłona dramatu rozpadu tworu zwanego Jugosławią, który powstał w 1918 r., łącząc na siłę królestwa Serbii i Czarnogóry, a także część byłego imperium Austro-Węgier.

Polska Zbrojna 61

TO I OWO
jest w Polsce postacią okrytą nimbem tajemniczości – powiedział podczas uroczystości Ryszard Kaczorowski, ostatni prezydent Polski na uchodźstwie. Dodał, że rok gen. Andersa ma pomóc przywróceniu jego pamięci, zakazanej w PRL. Na obchody złożą się m.in. ogólnopolski konkurs wiedzy patriotycznej, dyskusja naukowa na temat bitwy pod Monte Cassino oraz realizacja filmu dokumentalnego. (ann)

K

Rok generała

onferencje, konkursy, wystawy i dyskusje – to tylko niektóre elementy obchodów roku gen. Władysława Andersa zainaugurowanego przez senat 13 bm. – Generał do dziś

N
ALEKSANDER RAWSKI

Składany kubek

GAZETA INTERNETOWA REDAKCJI WOJSKOWEJ „ŻOŁNIERZ POLSKI”: www.zolnierz-polski.pl tel. CA MON 840 232, 840 868, tel. (0-22) 684 02 32, (0-22) 684 08 68, e-mail: zolnierz-polski@redakcjawojskowa.pl Z portalu można pobrać artykuły „Polski Zbrojnej” w formacie PDF.
Dyrektor Redakcji Wojskowej TYGODNIK redaktor naczelny Andrzej Cudak, tel.: (0-22) 684 53 65, 684 56 85, faks: 684 55 03; CA MON 845 365, 845 685, faks: 845 503; sekretariat@redakcjawojskowa.pl Al. Jerozolimskie 97, 00-909 Warszawa Zastępca dyrektora Redakcji Wojskowej sekretarz redakcji „Polski Zbrojnej”: Wojciech Kiss-Orski, tel.: (0-22) 684 02 22, CA MON 840 222; wko@redakcjawojskowa.pl Redaktorzy prowadzący: ppłk Lech Mleczko, tel.: (0-22) 684 52 30, CA MON 845 230; Aneta Wiśniewska, tel.: (0-22) 684 52 13, CA MON 845213; polska-zbrojna@redakcjawojskowa.pl Publicyści Warszawa: Artur Bartkiewicz, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON 845 229; Anna Dąbrowska, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; mjr Artur Goławski, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Sylwia Guzowska, tel.: (0-22) 684 02 32, CA MON 840 232; kpt. Grzegorz Predel, tel.: (0-22) 684 08 68, CA MON 840 868; Roman Przeciszewski, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Tadeusz Wróbel, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Fotoreporter: Jarosław Wiśniewski, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON 845 229; Korespondenci: Bydgoszcz: Krzysztof Wilewski, tel.: (0-52) 378 25 90, CA MON 412 590; Gdynia: kmdr ppor. Mariusz Konarski, tel.: (0-58) 626 62 07, CA MON 266 207; Krzysztof Wygnał, tel.: (0-58) 626 24 13, CA MON 262 413; Kraków: Magda Kowalska-Sendek,
www.polska-zbrojna.pl

a pierwszy rzut oka naczynie przypomina popielniczkę lub głęboką podstawkę. Dopiero po wywinięciu rantu (chowanego do środka) nabiera kształtu niewielkiego kubka, który złożony z powodzeniem mieści się w kieszeni munduru na przedramieniu. Produkowany przez szwedzką firmę nie znalazł się jednak w wyposażeniu indywidualnym żołnierzy. Kubek wykonano ze specjalnego giętkiego plastiku. Nie odkształca się po wlaniu wrzącej wody. – Zawężony rant zapobiega rozlaniu płynu, nawet przy gwałtownym ruchu ręki – zapewnia mjr Maciej Kuczera, specjalista Oddziału Kontyngentów Wojskowych w Centrum Dowodzenia Dowództwa Operacyjnego. (Raw)

Jacek Szustakowski, tel.: (0-12) 613 17 80,CA MON 131 780; Poznań: Natalia Konopka, tel.: (0-61) 857 23 59, CA MON 572 359; Piotr Laskowski, tel.: (0-61) 857 24 46, CA MON 572 446; Wrocław: Bogusław Politowski, tel.: (0-71) 765 38 53, CA MON 653 853; Współpracownicy: Piotr Bernabiuk, Andrzej Jonas, Marcin Kaczmarski, Włodzimierz Kaleta, Tadeusz Mitek, Wojciech Piekarski, Aleksander Rawski, Henryk Suchar Dział graficzny: tel.: (0-22) 684 51 70, CA MON 845 170; Marcin Dmowski (kierownik), Monika Klekociuk, Paweł Kępka, Andrzej Witkowski (fotoedytor) Korekta: tel.: (0-22) 684 03 55, CA MON 840 355; Renata Gromska (kierownik), Katarzyna Kocoń, Małgorzata Mielcarz, Katarzyna Pietraszek, Joanna Rochowicz Szef pionu wydawniczego: płk Ryszard Choroszy, tel.: (0-22) 684 03 52, CA MON 840 352; ryszard.choroszy@redakcjawojskowa.pl Biuro Reklamy i Marketingu: Adam Niemczak (kierownik) , tel. (0-22) 684 53 87, CA MON 845 387; Joanna Brodowska, Dominika Chodorowska, tel.: (0-22 ) 684 51 80, 684 55 03, faks: (0-22) 684 55 03; reklama@redakcjawojskowa.pl Prenumerata: RUCH SA, KOLPORTER SA, GARMOND PRESS, GLM. Informacja: (0-22) 684 04 00 Kolportaż i reklamacje: PP DW Bellona – (0-22) 457 04 37, 6879 041, CA MON 879 041 Druk: Drukarnia Perfekt, ul. Połczyńska 99, Warszawa Numer zamknięto: 27.03.2007 r. Zdjęcie na okładce: Bogusław Politowski Projekt graficzny: Łukasz Kaugan , CaStudio Treść zamieszczanych materiałów nie zawsze odzwierciedla stanowisko redakcji. Tekstów niezamówionych redakcja nie zwraca. Zastrzega sobie prawo do skrótów. Nakład: 19 500 egz.

Egzemplarze czasopism dostępne w wewnętrznym kolportażu wojskowym są bezpłatne

62 Polska Zbrojna

nr 14/2007

@
GAZETA INTERNETOWA REDAKCJI WOJSKOWEJ
Pierwszy w Polsce elektroniczny dziennik o wojsku i dla wojska

PRESS ENTER

WWW.ZOLNIERZ-POLSKI.PL

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful