NR 24 (542) 10 CZERWCA 2007

TYGODNIK

CENA 4,70 ZŁ (W TYM 7% VAT)

FORUM: Będzie z czego strzelać str. 9

INDEKS 337 374

ISSN 0867-4523

www.zolnierz-polski.pl

LIBAN: Misja w cieniu innych str. 14 SZKOŁA PODOFICERSKA: Kaprale pola walki str. 16

TOMASZ SZAŁEK: PORZĄDKI W PROKURATURZE str. 12

AAAAAAA AAAAAAAA W NUMERZE
NASZYM OKIEM

WISLANDIA KONTRA BALTA
24 maja Siły Powietrzne rozpoczęły ćwiczenia „Orzeł 2007”, a cztery dni później dołączyli do nich marynarze w ramach manewrów „Rekin 2007”. Oba ćwiczenia zostały połączone w ramach scenariusza fikcyjnej wojny między Wislandią a Baltą
STR. 32

TEMAT NUMERU

HONORY Z ROWERU
Od żołnierzy wymaga się sprawności fizycznej, lecz kolarze amatorzy rzadko znajdują u dowódców zrozumienie. Choć jednostki obrosły parkingami, stojaków rowerowych raczej w nich nie uświadczymy
STR. 44

ZABAWY Z BRONIĄ
Zdziczenie, patologia, skandal, barbarzyństwo – to tylko niektóre określenia, jakie padły pod adresem żołnierzy – autorów zdjęć inscenizujących egzekucje
STR. 4

FORUM ARTYLERIA

WOJSKA LĄDOWE

BĘDZIE Z CZEGO STRZELAĆ
W najbliższych kilkunastu latach wojska rakietowe i artylerię czekają istotne zmiany organizacyjne i techniczne. Przyświeca im motto: mobilność, precyzja i zasięg rażenia
STR. 9

ROSOMAKIEM POD GÓRĘ
Żołnierze z 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej z Międzyrzecza, którzy jesienią w składzie drugiej zmiany polskiego kontyngentu trafią do Afganistanu, przez ostatnie dwa tygodnie szkolili się w Sudetach. To nie Hindukusz, ale i tutaj można uczyć się taktyki walki w górach STR. 34

WOJSKO SZKOŁA PODOFICERSKA

KAPRALE POLA WALKI
W 2004 r. do szkoły podoficerskiej ludzie szli niemal jak na studia aktorskie, bowiem na 200 miejsc było 1200 chętnych. Jednak za dwa–trzy lata tłok przed bramą się skończy i to wojsko będzie szukało chętnych STR. 16
Koziej, Tadeusz Mitek, Wojciech Piekarski, Aleksander Rawski, Henryk Suchar Dział graficzny: tel.: (0-22) 684 51 70, CA MON 845 170; Marcin Dmowski (kierownik), Monika Klekociuk, Paweł Kępka, Andrzej Witkowski Korekta: tel.: (0-22) 684 03 55, CA MON 840 355; Renata Gromska (kierownik), Katarzyna Kocoń, Małgorzata Mielcarz, Katarzyna Pietraszek, Joanna Rochowicz Biuro Reklamy i Marketingu: Adam Niemczak (kierownik) , tel. (0-22) 684 53 87, 684 51 80, 684 55 03, faks: (0-22), CA MON 845 387; Joanna Brodowska, tel.: (0-22 ) 684 51 80;

TYGODNIK

Redaktorzy prowadzący: mjr Artur Goławski , tel.: (0-22) 684 52 30, CA MON 845 230; Aneta Wiśniewska, (0-22) 684 52 13, CA MON 845213; polska-zbrojna@redakcjawojskowa.pl Publicyści: Warszawa: Piotr Bernabiuk, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON 845 229; Anna Dąbrowska, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Paulina Glińska, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON 845 229; Sylwia Guzowska, tel.: (0-22) 684 02 32, CA MON 840 232; kpt. Grzegorz Predel, tel.: (0-22) 684 08 68, CA MON 840 868; Roman Przeciszewski, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Tadeusz Wróbel, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Bydgoszcz: Krzysztof Wilewski, tel.: (0-52)

www.polska-zbrojna.pl

Dyrektor Redakcji Wojskowej Redaktor naczelny Artur Bartkiewicz, tel.: (0-22) 684 53 65, 684 56 85, faks: 684 55 03; CA MON 845 365, 845 685, faks: 845 503; sekretariat@redakcjawojskowa.pl Al. Jerozolimskie 97, 00-909 Warszawa Zastępca dyrektora Redakcji Wojskowej sekretarz redakcji „Polski Zbrojnej”: Wojciech Kiss-Orski, tel.: (0-22) 684 02 22, CA MON 840 222; wko@redakcjawojskowa.pl

378 25 90, CA MON 412 590; Gdynia: kmdr ppor. Mariusz Konarski, tel.: (0-58) 626 62 07, CA MON 266 207; Krzysztof Wygnał, tel.: (0-58) 626 24 13, CA MON 262 413; Kraków: Magdalena KowalskaSendek, Jacek Szustakowski, tel.: (0-12) 613 17 80,CA MON 131 780; Poznań: Piotr Laskowski, tel.: (0-61) 857 24 46, CA MON 572 446; Wrocław: Bogusław Politowski, tel.: (0-71) 765 38 53, CA MON 653 853; Fotoreporter: Jarosław Wiśniewski, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON 845 229; Współpracownicy: Andrzej Jonas, Krzysztof Głowacki, Marcin Kaczmarski, Włodzimierz Kaleta, Stanisław

Egzemplarze czasopism dostępne w wewnętrznym kolportażu wojskowym są bezpłatne

2 Polska Zbrojna

nr 24/2007

WOJSKO

BESTIE NA ŁAŃCUCHU
Twórcy programu walki w bliskim kontakcie przeznaczonego dla wojska nie zawiedli zaufania, jakim ich obdarzono. Teraz z cierpliwością wojowników czekają na opóźniające się kwity, które ich dziełu nadadzą moc prawną
STR. 22

REDAKTOR NACZELNY

Artur Bartkiewicz

Żołnierskie sacrum
„...ale Świętości nie szargać, bo trza, żeby święte były, ale Świętości nie szargać: to boli” – pisał Stanisław Wyspiański w „Weselu”. Teoretycznie z cytatem tym powinien zapoznać się każdy Polak – „Wesele” od lat znajduje się w kanonie lektur szkolnych. Niestety, dziś młodzi Polacy wolą zajmować się zabawą z koszem na śmieci, który następnie ląduje na głowie nauczyciela. A potem trafiają do wojska. Nie czytając Wyspiańskiego, nie znając historii (trudno się na niej koncentrować w krótkich przerwach między wysyłaniem SMS-a i dręczeniem nauczyciela) młodzi adepci wojska być może nie wiedzą, że mundur żołnierza polskiego jest jedną z takich świeckich świętości, których szargać nie można. Nie wiedzą, że posiadanie własnej armii jest dla Polski od trzech wieków synonimem niepodległości. Nie wiedzą, że Polacy płakali ze szczęścia, widząc na ulicach wyzwalanych miast żołnierzy z orłem na czapce. Nie wiedzą, że ich rówieśnicy przed dwustu, stu, pięćdziesięciu laty byli gotowi bez wahania umierać – byle tylko przez chwilę walczyć w mundurze albo choćby z biało-czerwoną opaską na ramieniu. Nie wiedzą tego wszystkiego. Wiedzą natomiast, jak przystawić komuś broń do skroni, wiedzą, jak wykonuje się egzekucję, wiedzą, jak się zabija – bo o tym nie musieli czytać, bo to widzieli w kinie, telewizji, prasie. A mundur? Jego włożenie jest co najwyżej ceną za to, że można przez chwilę pobawić się bronią, zapozować do dramatycznego zdjęcia, którym potem można zaimponować dziewczynie czy kolegom. Tylko że, jak pisał Wyspiański, to boli. Nie boli ich – młodych chłopców z Braniewa (patrz artykuł: „Zabawy z bronią” Anny Dąbrowskiej) czy Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych. Boli tych, którzy wojsko faktycznie traktują jak służbę – a mundur, jako symbol tej służby. Oni nie trafią nigdy na czołówki gazet, bo w tym, że ktoś kocha swoją pracę i widzi w niej cel, nie ma niczego medialnego. Ale głupota i neobarbarzyństwo kilku chłopaków z Braniewa czy adeptów szkoły oficerskiej we Wrocławiu odbije się równo na nas wszystkich. To boli. Boli również to, że wojsko znów posłuży opinii publicznej jako tarcza strzelnicza. Brak nadzoru, złe wychowanie, szkoła agresji – piszą, i będą pisać media. I nikt nie zająknie się, że mówimy o osobach pełnoletnich, ponoszących pełną odpowiedzialność za swoje czyny. Nikt nie zająknie się, że ci ludzie nie trafili do wojska z jakiejś społecznej próżni. Na młodych barbarzyńców wychowywali ich pospołu – rodzice, szkoła, znajomi. Wojsko tylko zwieńczyło ich dojrzewanie. To bardzo źle, że nikt w wojsku nie potrafił im wytłumaczyć, czym jest służba, czym jest mundur, czym jest armia. Jeszcze gorzej, że tego samego nikt nie potrafił wytłumaczyć kandydatom na oficerów z WSOWLąd. Ale najgorsze jest to, że nikt im tego nie wytłumaczył znacznie wcześniej, zanim trafili do wojska. Armia jest przekrojem społeczeństwa. Zazwyczaj nie jest od niego ani lepsza, ani gorsza. Żołnierze siłą rzeczy muszą być tacy jak ludzie, których spotykamy codziennie na ulicy, w tramwaju, w pracy. Ilu z nich, gdyby dostało broń do ręki, zrobiłoby z nią to samo, co młodzi chłopcy z Braniewa czy Wrocławia? Obawiam się, że chętnych do zabaw z bronią by nie zabrakło. Niezależnie od tego czy mieliby na sobie mundur, czy nie. Bo ilu z nich czytało Wyspiańskiego? Żeby jednak skończyć optymistycznie – nie mam złudzeń, że gdyby Polska znalazła się w niebezpieczeństwie, mundur powróciłby do sfery sacrum. Młodzi żołnierze z Braniewa, tak jak ich poprzednicy z sierpnia 1920 r., września 1939 r. czy sierpnia 1944 r. (choć prawdopodobnie nie wiedzą, co daty te oznaczają) stanęliby do walki. Bo jak pisał przed stu pięćdziesięciu laty Cyprian Kamil Norwid, „Polacy są wielkim narodem, ale żadnym społeczeństwem”. I wciąż nie potrafimy mu udowodnić, że się mylił. I to też boli.

SIŁY POWIETRZNE

WAKATY W KOSZARACH
Kaprale, plutonowi, sierżanci, przybywajcie – zachęca dowództwo brygady w Skwierzynie. Nie za te pieniądze – odpowiadają potencjalni zainteresowani
STR. 36

KULISY

PSY WOJNY
Mówi się czasami, że w wojsku kumpli nie ma. Nieprawda. Pięciu saperów właśnie znalazło tam przyjaciół. Wiernych, dyskretnych, oddanych. Na śmierć i życie STR. 29
Prenumerata: RUCH SA, KOLPORTER SA, Garmond PRESS, GLM. Informacja: (0-22) 684 04 00 Kolportaż i reklamacje: PP DW Bellona – (0-22) 457 04 37, 6879 041, CA MON 879 041 Druk: Drukarnia Perfekt, ul. Połczyńska 99, Warszawa Numer zamknięto: 05.06.2007 r. Zdjęcie na okładce: Jarosław Wiśniewski Projekt graficzny: Łukasz Kaugan , CaStudio Treść zamieszczanych materiałów nie zawsze odzwierciedla stanowisko redakcji. Tekstów niezamówionych redakcja nie zwraca. Zastrzega sobie prawo do skrótów.

Nakład: 20 000 egz.

nr 24/2007

Polska Zbrojna 3

TEMAT NUMERU
Zdziczenie, patologia, skandal, barbarzyństwo – to tylko niektóre określenia, jakie padły pod adresem żołnierzy – autorów zdjęć inscenizujących egzekucje.
Żołnierz stoi z zawiązanymi oczami, a koledzy celują do niego z karabinów. Inny szeregowiec klęczy na podłodze, drugi przystawia mu do głowy pistolet. Takie zdjęcia opublikował 29 maja „Kurier Lubelski”. Dzień później gazeta wydrukowała trzy inne fotografie przedstawiające podobne sceny. To już drugi w tym roku przypadek bezmyślnych zabaw z bronią, po filmach nakręconych przez podchorążych Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych, na których byli studenci m.in. symulują egzekucję.

Filmy z WSO

Na

PO NITCE DO KŁĘBKA
„Kurier Lubelski” – powołując się na informatora, który przekazał im zdjęcia – podał, że fotografie zrobiono w 3 Brygadzie Zmechanizowanej na lubelskim Majdanku i w jeszcze innej jednostce. Dowództwo brygady zaprzeczało. – Po obejrzeniu części fotografii wiem, że nie są robione u nas – mówił płk Sławomir Wierzbieniec, zastępca dowódcy 3 BZ, pełniący obowiązki dowódcy. – Widać na nich parkiety w jodełkę, których na Majdanku nie ma. Także niektóre rodzaje broni uwiecznione na fotografiach nie są już używane w jednostce – dodał. Dowództwo zawiadomiło jednak żandarmerię. Śledczy przeanalizowali każdy szczegół zdjęć – wzór klepek podłogowych, rodzaj broni oraz numery rejestracyjne samochodów widocznych za oknem i zidentyfikowali jednostkę – 9 Brygadę Kawalerii Pancernej w Braniewie. – Wytypowaliśmy salę żołnierską, w której robione były zdjęcia, przesłuchaliśmy mieszkających w niej żołnierzy i w ten sposób dotarliśmy do czterech szeregowych biorących udział w „zabawie” – tłumaczy płk Edward Jaroszuk, rzecznik Komendy Głównej Żandarmerii Wojskowej. – Komu zależy na wyrzuceniu wojska z Lublina? – pytał minister obrony Aleksander Szczygło w TVN 24. Według nie4 Polska Zbrojna

początku lutego „Fakt” dotarł do filmów nagranych przez kilku podchorążych WSO Wojsk Lądowych, na których byli studenci m.in. symulują egzekucję. Żandarmeria Wojskowa z Wrocławia prowadzi śledztwo w sprawie niezapewnienia prawidłowego przebiegu zajęć z użyciem broni, w wyniku czego podchorążowie używali jej niezgodnie z przeznaczeniem. Jak informuje ŻW, przesłuchano już wszystkich słuchaczy WSO widocznych na filmie – wśród nich Dobromira M., syna wiceadmirała, zastępcy szefa SG, a także kadrę dydaktyczną i dowódców. lanowane są przesłuchania byłych wykładowców.

JAROSŁĄW WIŚNIEWSKI

ANNA DĄBROWSKA

OPINIA

Zygmunt Jaworski,
żołnierz Armii Krajowej: – Jestem zbulwersowany. Takie zachowania są niedopuszczalne. Nie po to pokolenia Polaków walczyły o niepodległość, aby teraz żołnierze robili coś tak niegodnego munduru. Dla mojego pokolenia polski mundur był świętością. Na takie zachowania w wojsku nie ma miejsca, bo tylko szkodzą wizerunkowi armii.

go, to było głównym motywem publikacji tych zdjęć. – Te tereny (chodzi o jednostkę wojskową na Majdanku) są bardzo kosztowne – dodał szef MON. Przypomnijmy, że 12 maja na konferencji w Lublinie minister Szczygło zapowiedział, że 3 BZ pozostanie w mieście, ale wojsko zamierza zrezygnować z części zajmowanych terenów. Pytany, czy sprzedana zostanie baza na Majdanku, powiedział, że jest to możliwe. Wykorzysta-

nr 24/2007

niem części koszar zainteresowana jest policja, która chciałaby tam utworzyć centrum szkoleniowe oddziałów prewencji. Zastępca redaktora naczelnego „KL” Dariusz Kotlarz podkreśla jednak, że gazeta w artykule nie przekonywała, iż zdjęcia wykonano w Lublinie, a tylko napisała, że tak twierdzi czytelnik, który je dostarczył. Kotlarz zapewnił, że „Kurierowi” zależy na tym, aby brygada pozostała w Lublinie. – Nie jesteśmy przeciwko obecności armii w tym mieście, chcemy żeby pozostała. Jesteśmy jedynie przeciwko patologiom w wojsku – wyjaśnił.

SPOJRZENIE OD ŚRODKA
PŁK JERZY PATOKA, (na zdjęciu) główny specjalista w Zarządzie Osobowym G1, zajmujący się psychologią w armii: – To negatywne zjawisko, z którym należy walczyć, moim zdaniem jest sposobem rozładowania agresji i wynikiem frustracji powodowanej rygorami służby. Żołnierze chcą pokazać, że są silni, mają broń i decydują o życiu i śmierci. Może faktycznie kiedyś takich ekscesów było mniej. Pamiętajmy jednak, że wtedy nie dysponowano tyloma środkami rejestracji obrazu – dziś wystarczy do tego komórka. Aby zapobiegać takim sytuacjom trzeba pracować z żołnierzami – tłumaczyć im, co jest właściwe, a co nie. JADWIGA KOWALSKA, psycholog społeczny: – Ta głupia zabawa albo chęć popisania się nie musi świadczyć o zwyrodnieniu młodych ludzi. Przemocy jest coraz więcej – w kinie, na ulicach, w szkołach. Uczniowie kręcą filmy o tym, jak upokarzają nauczycieli i kolegów. Trudno się więc dziwić, że z takim zachowaniem spotykamy się też w wojsku. Tu jednak chłopcy mają większe pole do popi-

NA HAJU
Niezależnie jednak od tego, gdzie zrobiono zdjęcia i czy specjalnie, czy też nie skierowano podejrzenie na Majdanek, jest faktem, że żołnierze „bawią się” niewłaściwie. „Wobec siebie i w stosunku do osób cywilnych żołnierze są zobowiązani przestrzegać zasad etycznych, norm współżycia społecznego oraz zachowywać się z godnością, uprzejmie i taktownie” – tak mówi Regulamin Ogólny SZ. Młodzi ludzie inscenizujący egzekucję z pewnością nie przejęli się tym przepisem. – Autorzy zdjęć zeznali, że zrobili je dla „dla zabawy” – informują żandarmi. Tydzień po sesji szer. Grzegorz K., domniemany pomysłodawca zdjęć, postanowił sprzedać je prasie. Miał za każde opublikowane zdjęcie, jak mówił kolegom, dostać po 50 zł, czyli razem

su – chociażby dostęp do broni. Poza tym poborowych trudno nazwać kwiatem polskiej młodzieży. Często nie powinni w ogóle być w armii, a już szczególnie dostać karabinu do ręki. Wojsko takich ludzi w kilka miesięcy nie wychowa.

Kary za „zabawy”
JEŻELI BROŃ BYŁA NAŁADOWANA: art. 160, par. 1. – Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3, lub art. 354. par. 1. – Żołnierz, który nieostrożnie obchodzi się z bronią wojskową albo jej nieostrożnie używa i przez to nieumyślnie powoduje naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia innej osoby, podlega karze aresztu wojskowego albo pozbawienia wolności do lat 3. JEŚLI KTOŚ BYŁ DO „ZABAW” ZMUSZANY: art. 191. par. 1. – Kto stosuje przemoc wobec osoby lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia innej osoby do określonego działania, zaniechania lub znoszenia, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Kary dyscyplinarne (ustawa o dyscyplinie wojskowej) – upomnienie, nagana, kara pieniężna, zakaz opuszczania wyznaczonego miejsca przebywania, areszt, usunięcie ze służby nadterminowej lub z czynnej służby wojskowej pełnionej w charakterze kandydata na żołnierza zawodowego albo z zawodowej służby wojskowej

z bronią
250 zł. ŻW zatrzymała odurzonego narkotykami i alkoholem szer. Grzegorza K. na przepustce, przedłużonej zwolnieniem lekarskim. Przesłuchano żołnierza, który zeznał, że dwukrotnie kontaktował się z redakcją „KL” i dostał za zdjęcia pieniądze. – Inscenizowanie egzekucji jest w wojsku niedopuszczalne i będziemy walczyć z takimi patologiami – zapowiedział Szczygło. Jaka kara czeka żartownisiów, na razie nie wiadomo. – Wszystko zależy od okoliczności. Trzeba sprawdzić, czy użyta broń była naładowana, czy ktoś został pokrzywdzony albo był do czegokolwiek zmuszany – tłumaczy płk Jaroszuk. Jeśli żaden z tych elementów nie miał miejsca, trudno mówić o przestępstwie. Nie znaczy to, że
nr 24/2007

sprawcom wybryków ujdzie to na sucho – zostaną prawdopodobnie ukarani dyscyplinarnie. Żandarmeria prowadzi też śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków nadzoru przez dowódców. Jak jednak argumentuje kadra, takich sytuacji w wojsku nie da się całkowicie wyeliminować. „Doskonale zdaję sobie sprawę z odpowiedzialności, która spoczywa na przełożonych, jednak trzeba jasno powiedzieć – nie ma możliwości, aby pilnować żołnierza 24 godziny na dobę. Jest dorosły i sam odpowiada za własne czyny” – napisał „Podoficer1974” na Niezależnym Forum o Wojsku. Poza tym każdy z żołnierzy został przeszkolony z zasad bezpieczeństwa i obsługi broni, powinien więc wiedzieć, co mu wolno, a czego nie, i sam odpo-

wiadać za naruszenie regulaminu. Zdaniem dowódców problem tkwi bowiem w poborowych, z których wielu ma problemy psychologiczne, alkoholowe czy narkotykowe. – Trudno wymagać, żeby pod nadzorem plutonowego czy chorążego – nawet najlepiej przygotowanego – zmienili się w kilka miesięcy we wrażliwych obywateli – zaznacza na NFoW „Woj”. Takich zdarzeń jest zresztą w armii na pewno więcej. Skoro fotografie i filmy pojawiają się w mediach, oznacza to, że powstała moda na robienie takich „niesamowitych zdjęć”. Jednak każdy, kto zechce mieć podobną pamiątkę, powinien pamiętać, że – jak mówi żołnierskie powiedzenie – broń raz do roku sama strzela. Dowodem na to jest zdarzenie sprzed kilku lat z 3 BZ w Lublinie. Żołnierz służby zasadniczej dla zabawy przystawił karabin do głowy kolegi i pociągnął za spust. Nie wiedział, że w lufie jest nabój. Ranny mężczyzna jest do dziś sparaliżowany. Niech to będzie ostrzeżeniem dla miłośników  mocnych zabaw z bronią. Polska Zbrojna 5

P. PRYMLEWICZ/BELLONA

WYDARZENIA ZAPIS

N

VIP-y poczekają
W
warunkach przetargu i kryteriach oceny wykryto poważne wady. – Prezes AMW Bartłomiej Grabski podjął decyzję na podstawie analizy dokumentacji oraz uwag zgłoszonych przez oferentów i opinię publiczną. Uwag było tyle, że zdecydowano, iż lepiej przeprowadzić nowy przetarg – powiedziała rzecznik agencji.

a jesieni br. 36 splt będzie dysponował czterema samolotami Jak-40. Już w lipcu zakończą się przeglądy międzyremontowe dwóch salonek w zakładach w białoruskim Mińsku. Przeglądowi towarzyszy zabudowa dodatkowych urządzeń i drobna modyfikacja wystroju. Samoloty będą mogły wykonywać loty o kryptonimie „Ważny” przez kolejnych pięć lat lub 6 tys. godzin albo wykonać 6 tys. startów i lądowań. Dodatkowo Departament Zaopatrywania Sił Zbrojnych MON zamówił za 1,9 mln zł w dęblińskich WZL nr 3 remont czterech silników AI-25 do Jak-40. Za remont odrzutowców odpowiada Bumar, który zainkasuje za to zlecenie 15 mln zł. Tak więc polskie VIP-y będą miały jeszcze na czym latać po bliskiej Europie do 2012 r.

Korupcji ciąg dalszy

J

– Przetarg na nowe samoloty do przewozu osób pełniących najwyższe funkcje w państwie został odwołany – poinformowała 1 bm. Jolanta Plieth-Cholewińska, rzecznik Agencji Mienia Wojskowego. Stwierdzono m.in. rozbieżności pomiędzy warunkami przetargu, a wstępnymi założeniami taktyczno-technicznymi. Nieoficjalnie mówiono, że w założeniach przetargu preferowano brazylijską firmę Embraer. Te warunki mają zostać teraz zobiektywizowane, aby wszystkie startujące w przetargu firmy miały jednakowe szanse. Rzeczniczka AMW zaznaczyła, że unieważnienie przetargu umożliwi szybkie wszczęcie nowego postępowania, które uwzględni dotychczasowe uwagi, a do czasu dostawy nowych samolotów można wprowadzić rozwiązanie tymczasowe – samoloty na okres przejściowy. Jak zapewniał 1 bm. szef MON Aleksander Szczygło, jesienią podjęta zostanie decyzja o zakupie nowych samolotów dla VIPów. Przetarg na sześć samolotów, które miały zastąpić wysłużone Jak-40, ogłoszono w grudniu ub.r. Chciano kupić trzy maszyny zdolne do przewozu co najmniej 15 pasażerów każda i trzy dla minimum 11 pasażerów. Udział w przetargu zgłosiły firmy Bumar, Airbus, Embraer, Bombardier i Gulfstream. 31 maja upływał termin, w którym komisja przetargowa mogła dokonać zmian w treści przedmiotu i warunków zamówienia, a oferenci mieli czas do końca czerwca na przedstawienie propozycji. 36 Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego dysponuje dziś dwoma samolotami Tu-154M (jeden jest na przeglądzie w Rosji), czterema Jak-40 (trzy są w remoncie przedłużającym resurs) oraz trzema M28 Bryza, jednak loty nimi zawieszono po ostatniej usterce silnika samolotu, która opóźniła powrót ze Słowacji wicepremiera Andrzeja Leppera. Pułk ma także trzy śmigłowce Mi-8 i jednego Bell 412. (ad)

GENERAŁ RADCĄ MINISTRA
Gen. broni Lech Konopka, do niedawna zastępca szefa Sztabu Generalnego WP, został 1 czerwca radcą ministra obrony. Aleksander Szczygło zatrudnił generała w gabinecie przy ul. Klonowej ze względu na jego duże wojskowe doświadczenie, licząc, że oficer będzie służył mu radą w kierowaniu resortem. (pl)

uż 11 osób mających związek z korupcją w Agencji Mienia Wojskowego zatrzymali od lutego do końca maja funkcjonariusze CBŚ we współpracy z Prokuraturą Okręgową w Szczecinie. Sprawa dotyczy „ustawiania” przetargów i wykonywania umów na rzecz agencji w zamian za łapówki. W Bydgoszczy szczecińscy policjanci CBŚ zatrzymali dyrektora oddziału terenowego AMW w Gdyni Sławomira W. oraz Bogusława P., pracownika sekcji organizacyjnej szczecińskiego oddziału tej agencji. Wśród 11 zatrzymanych jest zastępca prezesa AMW Krzysztof B., jeden z dyrektorów oddziału terenowego w Warszawie Henryk D. oraz kierownik sekcji administracyjno-organizacyjnej Mieczysław P. W tej sprawie zatrzymani zostali też dwaj pracownicy stołecznej AMW, były kierownik ds. zagospodarowania nieruchomości tego oddziału, a także pracownica Stołecznego Zarządu Infrastruktury i były pracownik tego urzędu oraz mężczyzna zatrudniony w Wojskowej Administracji Koszar. Prokurator postawił im zarzut korupcji, a siedem osób dodatkowo podejrzanych jest o działanie w zorganizowanej grupie, która miała dokonywać przestępstw o charakterze majątkowym, związanych z gospodarowaniem mieniem Skarbu Państwa. (ATD)

Szef zdrowia A propos

J.WIŚNIEWSKI

Płk dr n. med. Andrzej Wiśniewski,
szef Inspektoratu Wojskowej Służby Zdrowia
musi się wiele. Przede wszystkim chcemy mieć własną pulę specjalizacji, ale od razu zaznaczam, że interesować nas będą specjalizacje potrzebne wojsku, a nie jakieś wyszukane. Co do kształcenia natomiast, to oczywiście można odtworzyć wojskowe uczelnie medyczne, ale na ich absolwentów nie mamy czasu czekać. Trzeba więc sięgnąć po studentów cywilnych, należy ich jednak jakoś zachęcić do przyjścia do wojska. Szanse na sukces są. Zresztą, jeżeli pewnych rzeczy nie uregulujemy, czeka nas totalna klapa i kompromitacja. (KW)

P

łk dr n. med. Andrzej Wiśniewski został nowym szefem Inspektoratu Wojskowej Służby Zdrowia. Stanowisko objął 1 bm. Płk Wiśniewski przez ostatnie 12 lat był komendantem 10 Wojskowego Szpitala Klinicznego w Bydgoszczy. Zarządzał nim tak skutecznie, że placówka, jeżeli chodzi o wyposażenie, zalicza się do najnowocześniejszych w Polsce, a liczba zabiegów, od kiedy został komendantem, wzrosła wielokrotnie. Jak na lekarza wojskowego pułkownik ma nietypową specjalizację – ginekologię położniczą, jednak od 12 lat zajmuje się administrowaniem służbą zdrowia. (ATU)

Jakie najważniejsze zadania stoją teraz przed Panem? – Chciałbym, żeby mogło to być jedno zadanie, ale tych najważniejszych w tym przypadku jest kilka. Przede wszystkim zależy mi na wprowadzeniu w wojskowej służbie zdrowia dyscypliny kadrowej, bo pod względem podległości panuje w niej duży bałagan. Na pewno nie może być tak jak do tej pory, że ośrodków władzy medycznej jest dosyć dużo i w efekcie każdy rodzaj wojsk idzie swoją drogą.

Poza tym wojskowa służba zdrowia musi być uczynna dla wojska, lekarze nie mogą być urzędnikami przy armii, którzy jak trzeba, to łaskawie przyjdą. To muszą być przyjaciele żołnierzy, którzy – jeśli będzie taka potrzeba – pójdą z nimi na wojnę. Bardzo ważne są również zmiany w systemie przygotowania i kształcenia wojskowych medyków. Tutaj zmienić

6 Polska Zbrojna

PIOTR PRYMLEWICZ

Uciec przed kompromitacją

nr 24/2007

Drożejące Rosomaki P
JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

WIELE JEDNOSTEK w Dzień Dziecka zaprosiło maluchy do zwiedzenia koszar, obejrzenia sprzętu, którym na co dzień posługują się żołnierze, oraz spróbowania grochówki. Nie zabrakło konkursów i zabaw. Imprezy opatrzono hasłem „Oswajamy wojskowe drapieżniki”. Blisko 800 dzieci skorzystało z zaproszenia 18 Batalionu Desantowo-Szturmowego w Bielsku-Białej. To spotkanie było szczególne, bo młodzi goście mogli przejechać się wojskowymi samochodami i zrobić zdjęcie z ministrem obrony Aleksandrem Szczygło. Szef MON z dowódcami WL, 2 KZ i 6 BDSz spotkali się też z rodzinami żołnierzy batalionu, którzy przebywają teraz w Afganistanie. (g)

– Pełne koszty ewentualnej budowy bazy antyrakiet w Polsce pokryją Stany Zjednoczone – zapewnił Rick Lehner, rzecznik Agencji Obrony Rakietowej przy Departamencie Obrony USA.

Tarcza na rachunek USA
kaniu z dziennikarzami 22 maja polski dyplomata zaangażowany w rozmowy wstępne z Amerykanami. Stwierdził on, że USA deklarują wolę zlecenia części robót polskim firmom. – Rozumieją też, że to oni będą musieli zapłacić za przygotowanie infrastruktury, w tym oczyszczenie terenu. I że będą musieli opłacić podatek od materiałów sprowadzonych do Polski. My nie chcemy być płatnikiem w tym przedsięwzięciu – powiedział przedstawiciel MSZ. Jeśli negocjacje zakończą się w 2007 r., prace konstrukcyjne w jednym, wybranym już przez

P

Z głębokim żalem i smutkiem żegnamy zmarłego przyjaciela i kolegę płk. rez. Jana KANTYKĘ byłego szefa Delegatury Wojskowej Inspekcji Gospodarki Energetycznej we Wrocławiu RODZINIE i BLISKIM ZMARŁEGO składamy wyrazy szczerego współczucia Energetycy z Wojskowej Inspekcji Gospodarki Energetycznej

ANDRZEJ PINDOR

otwierdził zatem, że Amerykanie zmienili wstępne propozycje dotyczące projektu umowy o budowie jednostki. Były minister obrony Radosław Sikorski przyznał, że pierwotnie dyplomaci z Waszyngtonu zakładali, iż niektóre koszty związane z inwestycją – za oczyszczenie terenu i dodatkową infrastrukturę – poniesie nasze państwo. Ponoć sponsorem miałby być budżet MON. Formalne negocjacje treści dokumentów mają się zacząć pod koniec czerwca. O zmianie warunków oferty mówił już na nieoficjalnym spot-

Amerykanów miejscu mogłyby ruszyć wiosną 2008 r. Finału robót i osiągnięcia gotowości operacyjnej przez interceptory oraz ich obsługę należy spodziewać się w latach 2012–2014. – Ogłoszenie lokalizacji jest prerogatywą prezydenta – poinformował dyplomata. Amerykanie dążą do wyjęcia żołnierzy i pracowników spod jurysdykcji naszego prawa. Z kolei intencją Polski będzie zabezpieczenie się przed ponoszeniem finansowej odpowiedzialności za szkody wyrządzone przez personel bazy. Nasi dyplomaci odrzucają też koncepcję eksterytorialności jednostki. Sygnalizują partnerom z Waszyngtonu konieczność rozważenia zagrożeń, z jakimi należy się liczyć po ewentualnym umieszczeniu bazy w naszym kraju – i dla bazy, i dla Polski. Liczymy m.in. na to, że sojusz reaktywuje planowanie ewentualnościowe NATO dla Polski. – Od dawna nam na tym zależy – powiedział przedstawiciel MSZ. (ag)

osłowie Komisji Obrony Narodowej odwiedzili 5 bm. Wojskowe Zakłady Mechaniczne w Siemianowicach Śląskich (WZM), gdzie powstają transportery Rosomak. Chcieli poznać problemy towarzyszące realizacji kontraktu na 690 pojazdów i rozwiać pojawiające się od miesięcy wątpliwości dotyczące KTO. Przewodniczący komisji Bogdan Zdrojewski (PO) powiedział dziennikarzom, że Rosomak istotnie wzmacnia arsenał armii. – Nie ustrzeżono się jednak błędów, zarówno przy produkcji, jak i specyfikacji zamówienia pojazdów. Jak najszybciej trzeba ograniczyć ich skutki. To dobry pojazd. Natomiast my chcemy, aby był bardzo dobry, z najwyższej półki – uniwersalny, niepsujący się, łatwy i niedrogi w eksploatacji – podkreślił B. Zdrojewski. Przyznał przy tym, że jest prawdopodobne, iż przystosowanie Rosomaków do po-

trzeb WP (budowa wersji specjalistycznych) pochłonie od 200 mln do 1 mld zł więcej niż zapisano w kontrakcie WZM–MON z 2003 r., opiewającym na 5 mld zł. – Wolałbym, żeby te koszty nie przekraczały granic zdrowego rozsądku i jeżeli się pojawią, żeby były uzasadnione – zaznaczył poseł. (art)

nr 24/2007

Polska Zbrojna 7

WYDARZENIA ZAPIS AAAAAAA AAAAAAAA
J.WIŚNIEWSKI

Z dwóch na trzy
W
spółpraca wojskowa Polski i Litwy oraz doświadczenia z udziału w międzynarodowych operacjach NATO i UE – w tym KFOR i ISAF, a także „Iraqi Freedom”, były głównymi tematami rozmów gen. Franciszka Gągora, szefa Sztabu Generalnego WP, z gen. dyw. Valdasem Tutkusem, szefem obrony Republiki Litwy, podczas wizyty w tym kraju 28–29 maja. Gen. Gągor spotkał się również z litewskim premierem Gediminasem Kirkilasem i ministrem obrony Juozasem Olekasem. Obie strony wysoko oceniły dotychczasowe kontakty wojskowe i wyraziły wolę ich rozszerzania. Gen. Gągor poparł też litewską inicjatywę trójstronnej współpracy obydwu krajów z Ukrainą, która mogłaby zyskać nowy wymiar poprzez stworzenie wspólnej litewsko-polsko-ukraińskiej jednostki. Szef SGWP poinformował również gospodarzy, że polskie siły zbrojne planują ponowne pełnienie dyżuru Air Policing nad Litwą, Łotwą i Estonią w II kwartale przy-

PIOTR BERNABIUK

J

Klonowanie wodza

Dzień „misjonarzy”

U

czestnicy misji pokojowych nie tylko wypełniają obowiązki związane z zapewnieniem bezpieczeństwa, ale również odbudowują szkoły i mosty, dbają, aby uchodźcy mogli wrócić do swoich domów, prawa człowieka były przestrzegane, a tereny oczyszczone z min – napisał Ban Ki-moon, sekretarz generalny ONZ, 29 maja w przesłaniu z okazji Międzynarodowego Dnia Uczestników Misji Pokojowych. Święto zostało ustanowione przez Zgromadzenie

Ogólne ONZ w 2002 r. W Polsce w tym dniu przed Grobem Nieznanego Żołnierza odbyła się uroczysta zmiana wart i złożenie wieńców. Obecnie sto piętnaście krajów deleguje służby mundurowe na operacje pokojowe ONZ. Wśród nich nie brakuje Polaków – około trzech tysięcy naszych żołnierzy, policjantów i specjalistów cywilnych z różnych dziedzin wykonuje zadania na Bliskim Wschodzie, Bałkanach, w Afganistanie, Iraku i w innych rejonach świata. (ann)

RODZINIE i BLISKIM zmarłego ppłk. w st. spocz. Mariana GRĄTKIEWICZA wyrazy głębokiego współczucia i szczerego żalu składają szef i kadra Dyżurnej Służby Operacyjnej Sił Zbrojnych RP.

akiś czas temu dwaj podporucznicy popadli w tarapaty finansowe, nabierające cech chroniczności. Ponieważ byli dowódcami pola walki, ludźmi akcji brzydzącymi się jakąkolwiek „kwitologią”, zamiast napisać prośbę do przełożonych o wspomożenie, nawiązali współpracę z Polskimi Kolejami Państwowymi. Rozładowanie, we dwóch, sześćdziesięciotonowego wagonu węgla dawało zarówno niezły efekt finansowy, jak i zapewniało odpowiedni trening. Proceder uprawiany był w pełnej konspirze, bo takie zajęcie nie przystoi oficerowi, ale sądzę, że wiele osób zawdzięczało im wówczas gorące kaloryfery w długie, zimowe wieczory. Obaj, czego wówczas nikt nie przewidywał, zaszli w wojsku wysoko i chlubnie. Dużą niezręcznością jest włączanie się powyższym przykładem do nieschodzącej od dawna z internetowego forum (NFoW) dyskusji na temat udzielania zapomóg finansowych żołnierzom zawodowym. Z góry więc zapewniam, że ostatnim miejscem, w które chciałbym skierować znajdujących się w potrzebie kolegów, jest rampa kolejowa. Historyjkę zaś przytaczam dlatego, że czasem w ciężkiej sytuacji łatwiej jest rozładować parę wagonów, niż przechodząc kolejne upokorzenia, wydobyć ze społecznej kasy to, co się człowiekowi należy. A należy się, co opisane jest w ustawach, do których odsyłam, nie zamierzając zaśmiecać felietonu paragrafami. Tak po ludzku, zapomogi powinni dostawać potrzebujący, dotknięci przez los chorobą, przeprowadzający się, wysyłający jednocześnie trójkę dzieci do szkoły itp. Tymczasem prosta procedura, jak się okazuje, bardzo łatwo przemienia się w proceder, działania chwilami niemalże zbójeckie, czasem również na skraju groteski. Przełożony, nie mogąc nagrodzić zasłużonego podwładnego ze względu na dwóję z wuefu, proponuje mu przekręt polegający na wystosowaniu pisma o zapomogę. Dodaje, by do uzasadnienia dorzucić parę zdań o chorujących dzieciach i załączyć recepty. Gdzieś tam przyznaje się pieniądze według starszeństwa stopnia, chodzi bowiem o to, by wsparcie znajdowało się w sensownej proporcji do zarobków. Jedni dostają kasę na leczenie psa, drudzy nie mogą wyszarpnąć złotówki na leczenie dziecka. Jedni dostają z układu, drudzy są szczegółowo przepytywani na okoliczność stanu posiadania wszelakich dóbr, prześwietlane są małżonki i samochody. Dyskredytującym motywem jest budowa domu. A przecież wiadomo, że jeżeli podoficer buduje chatę, to z pewnością nie dojada. Sprawiedliwość, uczciwość, godność, chciwość, cwaniactwo, upokorzenie – gra słów i gra emocji, aż tu nagle żołnierz pisze: „A u mnie jest jakoś tak normalnie. Jak Wódz dostaje podziałkę na zapomogi, to my dostajemy prikaz, aby z ludźmi pogadać. I dostają ci, którzy potrzebują. I nie wyobrażam sobie, żeby Wodzu dał komuś, kto nie uzasadni faktycznej potrzeby – finansowego dołka”. Szok?! A może normalność, o której tak rzadko się mówi. Przyłączam się więc do koncepcji sklonowania Wodza. PS A co do nazwy świadczenia... Młody gniewny podoficer stwierdza: Jeśli pełnię służbę będącą zaszczytem, to nie będę wyciągał łapy po zapomogę, bo nie jestem dziadem! Otóż zapomoga, mimo całej niezręczności nazwy, nie jest jałmużną. To nasza własna awaryjna kasa, odłożona na wszelki wypadek.

8 Polska Zbrojna

SGWP

nr 24/2007

FORUM ARTYLERIA

STRZELAĆ
ARTUR GOŁAWSKI

W najbliższych kilkunastu latach wojska rakietowe i artylerię czekają istotne zmiany organizacyjne i techniczne. Przyświeca im motto: mobilność, precyzja i zasięg rażenia.
Szef wojsk rakietowych i artylerii gen. bryg. Stanisław Butlak wymienia cztery zagadnienia, które będą priorytetowe dla jego formacji w najbliższych latach. Są to: przygotowanie jednostek i pododdziałów artylerii do wykonywania zadań zgodnie z zobowiązaniami sojuszniczymi, ujednolicenie struktur pododdziałów oraz wprowadzenie nowego sprzętu i amunicji, a także doskonalenie systemów kierowania i rozpoznania.
nr 24/2007

– Przyświeca nam motto: mobilność, precyzja i zasięg rażenia. Te trzy słowa to klucz do rozwoju WRiA – akcentował generał 24 maja podczas zorganizowanej w Cytadeli konferencji „Przyszłość Artylerii 2007–2020”.

Tacy sami
Deklarowaną intencją decydentów jest utrzymanie w latach 2012–2020 w całym wojsku 28 dywizjonów artylerii

i 32 kompanii wsparcia. Struktury kompanii zostaną ujednolicone – w przypadku ośmiu pododdziałów ekspedycyjnych do końca 2008 r., w pozostałych do końca 2012 r. Z kolei organizacja dywizjonów, pułków i brygad artylerii ma być ujednolicona już w przyszłym roku. Uniwersalna kompania składałaby się z plutonów dowodzenia, ogniowych (dwa) i przeciwpancernego. Nowinką byłoby ulokowanie w plutonach ogniowych drużyn strzelców wyborowych. Taka kompania miałaby 21–25 wozów, natomiast uniwersalny moduł dywizjonowy tworzyłyby: sztab, bateria dowodzenia, trzy baterie artylerii (po trzy plutony ogniowe każda) i kompania logistyczna. W baterii dowodzenia znajdą się dwa plutony rozpoznawcze – rozpoznania optycznego (sekcje wysuniętych  Polska Zbrojna 9

ALEKSANDER RAWSKI/BELLONA

Będzie z czego

FORUM ARTYLERIA
Wieża na kołach

N

a konferencji prezes HSW zaprezentował wizualizację moździerza 120 mm na podwoziu transportera Ryś. – WZM z Siemianowic Śląskich, budująca Rosomaki, nie przysłała nam schematu swojego transportera. Naszą wieżę będzie można zamontować na każdym podwoziu KTO/BWP. Kontrahenci z zagranicy już pytali nas, czy będziemy taki moździerz produkować – powiedział prezes Bryska.

obserwatorów) i rozpoznania technicznego (stacje radiolokacyjne MSTAR i Liwiec oraz zestaw samolotów bezpilotowych; po 25 kompletów). Jeśli zasobność budżetu MON pozwoli, dywizjon miałby 54 jednostki sprzętu (w tym 24 działa). Wariant minimum przewiduje 42 wozy, w tym 12 dział. Taki moduł dywizjonowy, oprzyrządowany systemem kierowania ogniem „Topaz”, będzie można podzielić na autonomiczne pododdziały, co ułatwi dowódcom prowadzenie walki. – Dziś możemy dowodzić całością dywizjonu. Nie wydzielimy z niego baterii czy plutonów. Nie pozwalają na to eksploatowane systemy dowodzenia i kierowania ogniem. Chcemy rówież, by kompania wsparcia mogła wystawiać zdolne do samodzielnej walki plutony ogniowe – tłumaczył gen. Butlak.

rozwiązanie, z magazynem amunicji w wieży i elektryczno-ręcznym sterowaniem, nie będzie wymagało przywracania lufy do położenia umożliwiającego jej załadowanie – powiedział „PZ”. Plan HSW jest ambitny – przewiduje już w przyszłym roku wykonanie i badanie modelu; w 2009 r. zbudowanie i zbadanie prototypu, a w 2010 r. wdrożenie systemu do produkcji!

Wzrośnie zasięg
W 2009 r. powinniśmy wdrożyć do służby pierwsze samobieżne haubice o zachodnim kalibrze 155 mm – Kraby z Huty Stalowa Wola. W 2012 r. byłoby ich już 14: dywizjon w 10 BKPanc oraz para w Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia w Toruniu. Później miałoby być jeszcze bardziej ambitnie – przez trzy kolejne lata wojsko dostawałoby po jednym dywizjonie Krabów rocznie. Haubice te trafiłyby do 34 BKPanc i 23 BA. Docelowo mielibyśmy ich 50. Jak widać, opanowałyby one południowy zachód Polski. Nie bez powodu – tam, na poligonie żagańskim, artylerzyści mogą strzelać do woli. Mjr Romuald Maksymiuk, reprezentujący Departament Polityki Zbrojeniowej MON, poinformował, iż jeszcze w tym roku należy spodziewać się zawarcia kontraktu na wykonanie partii próbnej Krabów – dwubateryjnego dywizjonu złożonego z ośmiu dział. Wymagana tu będzie zapewne umowa offsetowa z koncernem BAE Systems, dostawcą niektórych importowanych elementów Kraba. Aby odtrąbić sukces, trzeba jeszcze ustalić, skąd artylerzyści będą dostawać amunicję niestosowanego jeszcze w WP kalibru oraz dostosować do niej system kierowania ogniem.

Amunicja może pochodzić z importu lub od producenta krajowego. Dylemat „skąd?” musi być rozstrzygnięty szybko, bo pierwsze pociski powinny być wprowadzane po 2009 r. Dobrze byłoby, aby artylerzyści mieli od początku szanse nauki strzelania na ostro, a nie w teorii. Co więcej, w 2012 r. w arsenale powinny pojawić się już pierwsze sztuki precyzyjnej amunicji 155 mm. Będzie bardzo droga, nie będzie jej dużo i dlatego uruchomienie jej produkcji w Polsce może być nieopłacalne. W arsenałach naszych sojuszników stanowi ona zaledwie ok. 3 proc. zapasu amunicji kal. 155 mm. – Do Kraba musimy mieć amunicję inteligentną, o zwiększonym zasięgu – podkreślił generał.

Samobieżny i polski
W kompaniach batalionów ekspedycyjnych 12 i 17 BZ, 21 BSP oraz 10 BKPanc najszybciej pojawią się moździerze samobieżne kal. 120 mm na podwoziu Rosomaka i BWP-1. Docelowo powinny one stanowić oręż wszystkich kompanii wsparcia brygad zmechanizowanych i pancernych. Natomiast kompanie te w 6 BDSz, 21 BSP i 25 BKPow walczyć będą moździerzami kal. 98 mm. W perspektywie 2020 r. Wojska Lądowe chciałyby otrzymać minimum 90, maksimum 180 samobieżnych moździerzy. Zastąpiłyby one moździerze ciągnione kal. 120 mm wz. 38/45/85. Produkcją nowej broni bardzo zainteresowana jest Huta Stalowa Wola. Prezes zarządu Mirosław Bryska zapewnił, że konstruktorzy przymierzają się do stworzenia prototypu wieży z jedną lufą, wykorzystując pomysły z haubicy Goździk. – Jedna lufa wystarczy. Nasze 10 Polska Zbrojna

LEKKO W POLU

Po

2013 r. artylerzyści chcieliby uzbroić się w lekką haubicę holowaną kal. 155 mm, wzorowaną na brytyjskiej M-777 (na zdjeciu) i szwedzkim Archerze. I to w ponad 200 egzemplarzach – w dywizjonach brygad zmechanizowanych i pułków artylerii plus jeden dywizjon 1 MBA (zdolny do przerzutu). Do 2020 r. planują utrzymanie w służbie 111 samobieżnych armatohaubic kal. 152 mm Dana.

nr 24/2007

Zadymimy, oświetlimy
MJR DR INŻ. MARIUSZ MAGIER Z WITU przedstawił koncepcję stworzenia nowej generacji amunicji do moździerzy 98 mm i 120 mm – przede wszystkim dymnej i oświetlającej, bardzo przydatnej w misjach, a dziś nieobecnej w arsenale WP.

Rozpoznanie

R

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

adarowy zestaw rozpoznania artyleryjskiego Liwiec ma trafić do trzech brygad wyposażonych w Rosomaki, 10 BKPanc i dwóch pułków artylerii do 2012 r. W dalszej kolejności radary te znalazłyby się w arsenale wszystkich pozostałych brygad pancernych, zmechanizowanych, pułków oraz brygad artylerii. Łącznie powinniśmy zamówić 19 Liwców.

Nasz MLRS
Wyrzutnie pocisków rakietowych BM-21 zastępować będą – w nieco mniejszej liczbie – WR-40 Langusta, również strzelające pociskami kal. 122 mm. Stanowiłyby one oręż 1 Mazurskiej Brygady Artylerii oraz czterech pułków artylerii: 1, 2, 5 i 16. Każda jednostka miałaby po 12 Langust. Plan jest ambitny, bo zakupy miałyby zakończyć się w 2010 r. – Nowy sprzęt nie będzie trafiał do tzw. stałej konserwacji, a od razu do użytku w jednostkach – zapowiedział gen. Butlak. Do 2 lipca br. DPZ MON zamierza wysłać do firm zaproszenia do negocjacji w sprawie pracy rozwojowej pk. „Homar”, czyli dywizjonowego modułu ogniowego polskiego MLRS – wieloprowadnicowych wyrzutni rakiet ziemia-ziemia, zwany też MLRS-P. Mają one zapewnić Wojskom Lądowym operacyjną głębię oddziaływania ogniowego na odległość 150–300 km. Walczyłyby więc na rzecz dywizji i korpusów. Dzisiaj na dystansie ponad 40 km nasza artyleria nic nie może ewentualnemu przeciwnikowi zrobić. Wdrożenie MLRS-P pozwoliłoby Wojskom Lądowym wywiązać się z jednego z natowskich celów sił zbrojnych. Według mjr. Maksymiuka, w sierpniu miałyby ruszyć negocjacje z firmami zainteresowanymi udziałem w projekcie, których finałem byłaby umowa. Prototyp Homara mógłby ujrzeć światło dzienne w 2009 r., wtedy także po raz pierwszy by strzelił. Równolegle miałaby powstać dokumentacja do produkcji partii próbnej tych wyrzutni. Inżynierowie z Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia twierdzą, że Homara można zbudować wyłącznie polskimi siłami, z wyjątkiem rakiet dalekiego zasięgu. Prof. Jan Figurski podczas konferencji
nr 24/2007

„Uzbrojenie 2007” ocenił, iż wykonanie i przebadanie prototypu MLRS-P pochłonie w ciągu czterech–pięciu lat 70 mln zł. Na zakup za granicą analogicznej baterii musielibyśmy wydać ponad 300 mln zł. Koszty polskiego wyrobu miałoby obniżyć wykorzystanie doświadczeń z modernizacji wyrzutni BM-21. MLRS-P strzelałby pociskami 122 mm (z nowego kontenera 24-pociskowego) i 227 mm (kontener z sześcioma pociskami kasetowymi z korekcją lotu). Profesor ujawnił, że WITU złożyło w DPZ MON zarys wymagań taktyczno-technicznych MLRS-P. Tymczasem departament chce przeznaczyć na Homara w latach 2007–2009 tylko 9,2 mln zł.

Z arsenału stopniowo po 2012 r. będą znikały samobieżne haubice 2S1 Goździk. Gen. Butlak zapowiedział maksymalną redukcję remontów sprzętu nieperspektywicznego

środków rozpoznawczych lub właśnie Spike’ów. – Chcemy wdrażać niszczyciele czołgów. Z dwiema wyrzutniami Spike’ów na wozie – powiedział gen. Butlak. – W 11 DKPanc i 12 DZ oraz 21 BSP chcielibyśmy mieć je jeszcze przed 2012 r. Według szacunków specjalistów szefostwa WRiA, potrzebujemy około 70 niszczycieli czołgów z wyrzutniami ppk.

Garnizony z lufami
Docelowo mielibyśmy osiem garnizonów artyleryjskich – w Toruniu, Ciechanowie, Braniewie, Choszcznie, Węgorzewie, Sulechowie, Bolesławcu i Jarosławiu. W Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia powstałby nowy, szkolnodoświadczalny dywizjon artylerii. 1 Mazurska BA przeszłaby na strukturę lekką i miała 1 dywizjon lekki, zdolny do przerzutu w każdy rejon świata. Na początek jednak jej atutami byłoby po dwa dywizjony Dan i Langust. Natomiast 23 Śląska BA miałaby charakter ciężki – sąsiaduje przecież z jednostkami pancernymi. Do niej trafiłby pierwszy dywizjon Krabów i jeszcze przez kilka lat eksploatowałaby wyrzutnie RM-70. Później otrzymałaby drugi dywizjon Krabów i dwa dywizjony wyrzutni rakiet ziemia–ziemia (MLRS-P). Z kolei dywizjon jarosławski powinien mieć charakter „górski”, zaś dywizyjne pułki artylerii – 1, 2, 5 i 16 – mieszany, lekko-ciężki. Ich uzbrojenie stanowiłyby w 2012 r. Goździki i Langusty, a docelowo tylko te ostatnie. Ciekawostką zaprezentowanej koncepcji jest zamiar oddelegowania dywizjonów armatohaubic Dan do 12 i 17 BZ oraz 21 BSP. Ostatecznie te dywizjony, po wycofaniu Dan, miałyby  charakter lekki. Polska Zbrojna 11

Niszczyciele czołgów
Szef WRiA przewiduje likwidację baterii przeciwpancernych, istniejących obecnie na szczeblu brygady. Najpóźniej w 2012 r. obroną przeciwpancerną z prawdziwego zdarzenia będą dysponowały wszystkie bataliony zmechanizowane i zmotoryzowane. Ich orężem będzie PPK Spike. Zamówiliśmy 264 wyrzutnie i 2675 pocisków do nich za prawie 1,5 mld zł. Dostawy zakończą się w 2013 r. Na razie ze Spike’ów cieszą się żołnierze 6 BDSz, 25 BKPow oraz 12 i 17 BZ. Następnie dostanie je kolejnych sześć brygad. Każda z dowartościowanych nowymi „pepekami” jednostek otrzyma polowe trenażery do nauki strzelania, a niektóre – trenażer stacjonarny. Spike’i zastąpią stare wyrzutnie PPK Metys, Malutka, Konkurs i Fagot, wycofywane w latach 2008–2012. Jednak nosiciele (samochody BRDM-2) pozostaną jako ewentualne platformy do zabudowy

NA CELOWNIKU
Rozmowa z TOMASZEM SZAŁKIEM, zastępcą prokuratora generalnego, naczelnym prokuratorem wojskowym

Porządki
Jak to się stało, że został Pan naczelnym prokuratorem wojskowym? – To było pewnego rodzaju zobowiązanie. Przed rokiem minister sprawiedliwości powołał mnie na przewodniczącego zespołu zajmującego się reformą prokuratury wojskowej. Program rządu przewidywał wówczas jej likwidację. W trakcie prac zespołu doszliśmy do wniosku, że lepszym rozwiązaniem zdaje się być częściowe ucywilnienie prokuratury wojskowej. Gdy przekonywałem ministrów sprawiedliwości i obrony do tej koncepcji, powiedzieli: skoro tak, musi się pan podjąć kierowania tą instytucją. Czy nominacja cywila na naczelnego prokuratora wojskowego i cywilów na prokuratorów wojskowych nie spowoduje upolitycznienia prokuratury? – O żadnym upolitycznieniu nie może być mowy. Prokurator, tak jak żołnierz, nie może należeć do żadnej partii. Może to ucywilnienie jest więc ciosem wymierzonym w korporację mundurowych prokuratorów? – Obalmy mit: nie będzie kolejki cywilów czekających, by się tu dostać. Gdy ktoś ma już tytuł prokuratora prokuratury okręgowej, trudno go zachęcić do zmiany miejsca zamieszkania i pracy. Wątpię, by udało się nam w sposób natychmiastowy zapełnić te 20 proc. wakatów, które mamy. Właściwie skąd te wakaty? – Nie wiem. To pytanie do poprzedników. Domyślam się, że były perturbacje z systemem szkolnictwa wojskowego i korpusem prawniczym. Nieobsadzonych jest 40 stanowisk. 12 Polska Zbrojna

w prokuraturze

Czyli ucywilnienie ma zapełnić braki kadrowe? – Głównie o to chodzi. Liczę, że do końca roku uda się, łącznie z prokuraturami garnizonowymi, zatrudnić 13 osób. Jest iskierka nadziei, iż będzie ich więcej. Rozmawiamy tuż po spotkaniu z kadrą oficerską prokuratury. Powiedziałem tam podwładnym, że jedynymi kryteriami oceny będą kompetencja i rzetelność. Nie będzie mnie interesowało, czy ktoś nosi mundur, czy nie. Nikt z tego powodu nie będzie ani lepiej, ani gorzej traktowany. Większych roszad kadrowych na wyższych stanowiskach nie przewiduję. Jakie proporcje cywilów w stosunku do mundurowych prokuratorów Pan zakłada? – Jedna trzecia cywilów, dwie trzecie oficerów. Tak powinien wyglądać model docelowy. Czym mieliby się zajmować cywile? – Przede wszystkim chciałbym, aby zasilili – w ramach dostosowania prokuratury wojskowej do standardów prokuratury powszechnej – tworzony pion do

zwalczania przestępczości zorganizowanej. W prokuraturze wojskowej fachowców z tej dziedziny nie ma, bo nigdy mundurowi prokuratorzy się tym nie zajmowali. Nikt nie prowadził procedury świadka koronnego, a kilku ludzi, których usiłuję tu ściągnąć z prokuratury powszechnej, zjadło na tym zęby. Mieli na ławach oskarżonych po 40 osób i ciężką gangsterkę, z zabójstwami włącznie. Czy prokuraturze wojskowej potrzebny jest wydział „pezet”? Raczej przydałby się wydział do zwalczania przestępczości gospodarczej, bo afery z korupcją w tle – według żandarmerii – nam się mnożą... – Ale to ten sam rodzaj przestępczości. Minęły już czasy, gdy przestępczość zorganizowana kojarzyła się z kijem bejsbolowym i spluwą. Dziś osiągnęła wyższy etap rozwoju – pranie brudnych pieniędzy, przestępczość białych kołnierzyków. Nikt mi nie powie, że na styku wojska z biznesem jej nie ma. Może w innym aspekcie, nie tak szerokim jak w cywilnej gospodarce.
nr 24/2007

Jednak instytucja świadka koronnego w przypadku przestępstw wojskowych to chyba zbyt daleko idący pomysł. Ciężkich przestępstw wymagających jej zastosowania dotąd w wojsku nie było. – To instytucja przydatna wszędzie. Jest kontrowersyjna, ale gdy popatrzymy na statystyki prokuratury powszechnej, to zobaczymy, że wiele spraw bez świadka koronnego by nie ruszyło. Operacyjnie wiedzieliśmy bardzo dużo, ale nic na papierze nie mieliśmy. Świadek koronny wiele spraw „udrożnił”. Ale w siłach zbrojnych niemal wszyscy się znają. – Świadek koronny nie musi być żołnierzem. A nawet, jeśli byłby pozyskany spośród wojskowych, to nie mieści mi się w głowie, żeby mógł kontynuować służbę. To przestępca, z którym targujemy się, odpuszczamy mu pewne winy, a nawet dajemy nie najgorsze pieniądze. Ale żadnych innych profitów. Ilu ma być tych superprokuratorów? – W pionach przestępczości zorganizowanej w prokuraturze powszechnej ma być 185 prokuratorów. W wojskowej – według moich szacunków – 13, po pięciu w dwóch prokuraturach okręgowych i trzech w centrali. Utworzenie nowego pionu wymaga pieniędzy i lokali, które będę musiał zdobyć. Ale jak z tym nie ruszymy, to wszystko zostanie tak, jak było. Czy tylko cywile będą prowadzić ewentualne śledztwa wobec generalicji? – Nie widzę takich potrzeb. Czy będą wyjeżdżać na misje w charakterze prokuratorów? – Nie chciałbym. Choć ci, z którymi rozmawiałem, a którzy chcą do nas przyjść, akurat bardzo by chcieli. Uważają, że to ich obowiązek i aby poznać armię, powinni wyjechać na misję. Pół biedy, jeśli byliby to starsi kaprale podchorążowie rezerwy, jak ja. Ale jeśli w ogóle w wojsku nie byli, wymagałoby to ich przeszkolenia. Na razie będziemy misje obsadzać oficerami. Jak więc cywilny prokurator będzie mógł właściwie interpretować niuanse wojskowe przy rozpatrywaniu spraw? Jak zadba Pan o to, by nowy prokuratorski narybek nie dał się żołnierzom wpuścić w maliny? – Jeśli szefem jednostki prokuratury będzie cywil, to chciałbym, by jego zastępcą był oficer. I na odwrót. Nie zawsze
nr 24/2007

to się uda. Ale taka konfiguracja, gdy ludzie się dotrą, powinna uchronić nas przed ewentualnymi wpadkami. Jeśli teoria naczyń połączonych się sprawdzi, cywile nauczą się specyfiki wojska od oficerów, a oficerowie poznają metody pracy cywilnych kolegów. Wiceminister sprawiedliwości Andrzej Duda powiedział, że „ucywilnianie ma uelastycznić skostniałą strukturę prokuratury wojskowej”. Czy zdążył już Pan znaleźć te skostniałości? – Wojskowych prokuratorów odcięto od systemu szkolenia powszechnej prokuratury. To nie ich wina, tylko kogoś z poprzedniego kierownictwa. W jednym z rozkazów sprzed dwóch czy trzech lat ze zdumieniem przeczytałem, że podstawową formą doskonalenia zawodowego wojskowych prokuratorów ma być samoszkolenie. To zaczęło grozić powstaniem zaścianka, zwłaszcza teraz, gdy zmiany w prawie następują lawinowo. Zrobię wszystko, by w niedługim czasie przywrócić racjonalny tryb tego szkolenia. Czy nie obawia się Pan, że ucywilnienie wyższych stanowisk wywoła jednak efekt odwrotny od zakładanego? Wojskowi, widząc to, stwierdzą, że już nie awansują. Odejdą z prokuratury i wakatów będzie więcej niż dziś. – Spotkałem się z bardziej radykalną opinią – że prokuratorzy w mundurach będą pariasami prokuratorów cywilnych. Ale pokażcie mi przejaw takiej mojej działalności. Nie sądzę, by po naradzie kadry kierowniczej prokuratury wojskowej moi podwładni – oficerowie obawiali się takiego rozwoju wydarzeń. Czy Pana zdaniem żołnierz może popełnić czyn o znikomej szkodliwości społecznej? Gdzie ustawiłby Pan gra-

nicę między tym, co jest szkodliwe, a tym, co nie jest? – Katalogu czynów o niskiej szkodliwości społecznej nie możemy stworzyć, bo każdą sprawa jest inna i należy ją oceniać indywidualnie. Natomiast z wykazu spraw, które zawiesiła prokuratura wojskowa, wnioskuję, że szafowano orzekaniem niskiej szkodliwości. Wiele z zawieszonych tu spraw w powszechnej prokuraturze nie uszłoby płazem. Na przykład... – Sprawa wydawania cywilom legitymacji Żandarmerii Wojskowej. Proceder całkowicie bezprawny, bo po co cywilowi legitymacja ŻW? A wydano ich kilkadziesiąt. Ostatecznie sprawę umorzono. Dziennikarzom powiedziano, że były to legitymacje pamiątkowe. – To były normalne legitymacje uprawniające do zatrzymywania ludzi, wchodzenia do aresztów itp. Nie mówię, że z tych uprawnień ktoś skorzystał. Lecz sam fakt wydania legitymacji osobom nieuprawnionym jest karygodny. Nie do pomyślenia! Nie silę się na ocenę, jaki powinien być zarzut i wyrok w tej sprawie, ale na pewno nie powinna ona zostać umorzona ze względu na znikomą szkodliwość społeczną. Zatem żołnierze powinni spodziewać się ostrzejszej pracy prokuratorów... – Nazwę to dostosowaniem do standardów prokuratury powszechnej. To także legło u podstaw koncepcji ucywilnienia. Co Pan sądzi o pomyśle ścigania i karania pracowników wojska przez wojskowy wymiar sprawiedliwości? – Jesteśmy już zaawansowani w realizację tej koncepcji. Komitet Rady Ministrów podjął w tym względzie decyzję, teraz tempo zmiany prawa zależy od parlamentarzystów. Oczekuję, że przystaną oni na propozycje rządu. Bo czy są podstawy ku temu, by główna księgowa, która w jednostce wojskowej defraudowała pieniądze, miała być pociągana do odpowiedzialności w inny sposób niż jej dowódca? Obecna rozdzielność komplikuje procesy – z jednego sądu do drugiego trzeba przesyłać materiały, które na ten czas wyłącza się ze sprawy; oficer zeznaje przed sądem powszechnym jako świadek, księgowa w takim samym charakterze może stanąć przed sądem wojskowym itp. To niepotrzebny galimatias. Dlatego to dobry pomysł. 
Rozmawiali Anna Dąbrowska i Artur Goławski

SYLWIA GUZOWS

KA

Jeśli szefem jednostki prokuratury będzie cywil, to chciałbym, by jego zastępcą był oficer. I na odwrót. Nie zawsze to się uda. Jednak taka konfiguracja, gdy ludzie się dotrą, powinna uchronić nas przed ewentualnymi wpadkami

Polska Zbrojna 13

WOJSKO MISJE
– Wszystkie siły w Libanie dostrzegają, jak ważna jest misja ONZ. Powinniśmy mocniej zaznaczyć tu naszą obecność, pozostawić po niej trwałe ślady – powiedział po wizycie w Polskim Kontyngencie Wojskowym UNIFIL szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Władysław Stasiak.
drzeźnianiem się – mówi kpt. Jędryczka. Nasi żołnierze zapewniają, że jak do tej pory nie było wobec nich zachowań agresywnych. – Bardzo dobre wrażenie zrobił na mnie przychylny stosunek miejscowych do polskich żołnierzy. I to, że odróżniają Polaków od żołnierzy innych krajów – powiedział wizytujący PKW wiceminister obrony narodowej Bogusław Winid. Z pewnoś-

K

SZEF BBN Władysław Stasiak (w środku) uważa, iż powinniśmy wyraźniej zaakcentować naszą obecność w Libanie, być może uzyskać też własną strefę odpowiedzialności.

MISJA W CIENIU INNYCH

TA D E U S Z W RÓ B E L

NA POŁUDNIU Libanu widać liczne ślady ubiegłorocznej wojny, ruiny i opuszczone domy

rwawe starcia w obozie dla uchodźców palestyńskich Nar el-Barid w okolicach Tripoli spowodowały wzrost napięcia w całym Libanie. Odczuli je także służący w tym kraju polscy żołnierze. – Kiedy dotarły do nas informacje o wydarzeniach w obozie dla uchodźców na północy Libanu, temperatura się podniosła. Zaczęto obawiać się zaostrzenia sytuacji na pograniczu libańsko-izraelskim – powiedział kpt. Paweł Jędryczka, oficer operacyjny Polskiego Kontyngentu Wojskowego w UNIFIL. – Pikniku nigdy tu nie było, ale ostatnio wzrosło zagrożenie terrorystyczne – dodał. Szef sztabu batalionu logistycznego mjr Zbigniew Krzysztofik przytoczył konkretny przykład: – Po wybuchu walk w Tripoli dostaliśmy informacje, że na teren stre14 Polska Zbrojna

fy operacyjnej organizacje islamskie wyprowadziły samochody wyładowane materiałami wybuchowymi, których gotowi są użyć do wysadzenia obiektów lub pojazdów wojskowych. Armia libańska przekazała nam, jakiego typu wozy mogą wchodzić w rachubę. Natychmiast sprawdziłem, ile naszych samochodów jest strefie, gdyż oficer dyżurny monitoruje każdy pojazd wyjeżdżający z bazy. Jako że nasze wozy są wyposażone w radiostacje, ich kierowcy zostali natychmiast ostrzeżeni. Na szczęście do ataku nie doszło. Jednak siły międzynarodowe zachowują czujność. Wprowadzono ograniczenia w ruchu pojazdów UNIFIL, którym nie wolno poruszać się pojedynczo. – Samochody ONZ obrzucane są kamieniami. Często żołnierze spotykają się też z wrogimi gestami wobec nich. Wojskowi libańscy i przedstawiciele miejscowych władz tłumaczą je prze-

cią wpływ na to ma zachowanie Polaków, którzy poruszają się po terenie strefy bez broni. Podkreślają, że nie chcą występować z pozycji siły, gdyż są po to, by pomagać Libańczykom. Napięta sytuacja wymusza jednak pozostawanie w bazach. Na ich terenie zwiększono liczbę posterunków i patroli. O podwyższeniu środków bezpieczeństwa zdecydowano już wcześniej, po ubiegłorocznej interwencji izraelskiej przeciwko Hezbollahowi. Najlepiej widać to w Naqoura, gdzie znajduje się kwatera główna UNIFIL i gdzie stacjonuje większość polskiego batalionu. Baza leży nad samym brzegiem Morza Śródziemnego, więc wszystkie zejścia na plażę zostały ze względów bezpieczeństwa zamknięte.

Pomocne skorpiony
Poza Naqourą, w bazie koło miejscowości Tebnin stacjonuje będąca częścią batalionu logistycznego kompania remontowa „Skorpion”. Do jej podstawowych zadań należy naprawa pojazdów UNIFIL, a także zabezpieczenie techniczne i zaopatrywanie ich w części zamienne. Polscy żołnierze starają się też udzielać pomocy miejscowej ludności. – Przekazujemy Libańczykom kontenery mieszkalne czy zbiorniki na wodę montowane na dachach – mówi o niektórych z przedsięwzięć kpt. Dariusz Kowalczuk, zastępca dowódcy kompanii remontowej. Polacy dostarczają też wodę pitną do miejscowego domu dziecka. Brak wody to jeden z podstawowych problemów.
nr 24/2007

Misja UNIFIL to nie WDW (Wojskowy Dom Wypoczynkowy) Liban, jak niekiedy nazywano ją w przeszłości

PKW LIBAN
P
olscy żołnierze służą w Tymczasowych Siłach Zbrojnych ONZ w Libanie (UNIFIL) już od 15 lat. Polski Kontyngent Wojskowy dowodzony przez ppłk. Artura Dębczaka liczy 488 żołnierzy i pracowników wojska. Od lat jego trzonem jest ponad 300-osobowy batalion logistyczny (POLLOG) w sile pięciu kompanii: dwóch transportowych, remontowej, zabezpieczenia i zaopatrzenia. W kwietniu w skład kontyngentu weszła blisko 160-osobowa kompania manewrowa, wystawiona przez Żandarmerię Wojskową. Operacyjnie jest ona częścią batalionu hiszpańskiego (SPAINBATT).

Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego minister Władysław Stasiak, który odwiedził żołnierzy służących w Libanie, uważa, iż powinniśmy zwiększyć pomoc dla mieszkańców południowego Libanu. – Myślę, że trzeba zastanowić się nad utworzeniem batalionu logistycznego w składzie naszego kontyngentu. Może należałoby też włączyć do niego komponent wojsk inżynieryjnych – oświadczył. – Jednym z istotnych wyzwań jest zbudowanie dobrej formuły współpracy cywilno-wojskowej – dodał minister. Restrukturyzacja batalionu nie oznaczałaby zwiększenia liczebności PKW. – Będzie to przedmiotem prac MON, ale nie zależy to tylko od nas. Potrzebne są pewne ustalenia w ramach ONZ, a to niestety trwa dosyć długo. Przygotowania do wyjazdu kompanii manewrowej trwały pięć miesięcy, zanim ustalono wszystkie szczegóły – powiedział
nr 24/2007

TADEUSZ WRÓBEL (5)

towarzyszący szefowi BBN wiceminister Winid. Wspomniana kompania wchodzi w skład batalionu hiszpańskiego, którego baza, „Cervantes”, znajduje się koło miejscowości Mardżajun.

Na „niebieskiej linii”
Batalion ten jest jednym z czterech wchodzących w skład dowodzonej przez Hiszpanów brygady, której blisko 4,2 tys. żołnierzy nadzoruje sektor wschodni strefy operacyjnej UNIFIL, obejmującej obszary wzdłuż granicy izraelsko-libańskiej (tzw. niebieskiej linii). „Błękitne hełmy” współpracują z rozmieszczonymi na tym obszarze czterema brygadami armii libańskiej, po dwie w każdym z sektorów. – Wojska ONZ pełnią typowe funkcje patrolowo-obserwacyjne. Podobne zadania mają polscy żołnierze. Jeśli zauważymy coś podejrzanego, informujemy dowództwo. W zależ-

ności od sytuacji, sprawę rozwiązują dyplomaci lub do akcji wkraczają siły natychmiastowego reagowania – wyjaśnia sierż. Mariusz Łapeta, który jest pomocnikiem dowódcy plutonu. Część polskiej kompanii przejęła od Hiszpanów odpowiedzialność za posterunek 4-30. Dzięki usytuowaniu obozu na szczycie wzgórza, kilkudziesięciu Polaków ma doskonałe pole obserwacji pogranicza libańsko-izraelskiego. Według żołnierzy, jak dotąd jest stosunkowo spokojnie, choć niekiedy słychać odgłosy eksplozji. Jak mówią wojskowi, to prawdopodobnie na minę weszła owca lub koza. Miny, niewypały i niewybuchy stanowią bardzo poważne zagrożenie w rejonie misji. – Trzeba bardzo uważać i lepiej nie zbaczać z utwardzonych dróg – stwierdził jeden z żandarmów, st. szer. Piotr Franczak. Z tego też powodu należy unikać opuszczonych do mostw i ruin Polska Zbrojna 15

GRAFIKA: PAWEŁ KĘPKA

POLSCY mechanicy remontują wszystkie pojazdy należące do misji ONZ.

WOJSKO SZKOŁA PODOFICERSKA

Kaprale pola walki
Szkołę Podoficerską Wojsk Lądowych w Poznaniu powołano przed trzema laty bez wielkiego szumu, jednakże wydarzenie miało charakter na wskroś rewolucyjny. Oto przyszłych kaprali mieli szkolić wyłącznie podoficerowie, przygotowując ich do roli dowódców załóg i drużyn, dając ponadto możliwość dojścia do godności sierżanta – majora, przełożonego wszystkich podoficerów w brygadzie, a nawet dywizji, chorążego zajmującego godne miejsce u boku dowódcy. Albo komendanta szkoły, tak 16 Polska Zbrojna

PIOTR BERNABIUK

Pierwsi rozczarowują się ci, którzy wyobrażali sobie podoficerkę jak zwykłą szkołę pomaturalną. A tu trzeba biec na zajęcia, biec z zajęć, a jeśli to wf., to też się biega. Potem jest taktyka, i znowu bieg. Takie są realia Szkoły Podoficerskiej Wojsk Lądowych w Poznaniu.
jak st. chor. sztab. Zbigniew Kościelniak, który stanął wówczas na czele przedsięwzięcia.

Śmieszny slogan
Z chorążym Kościelniakiem rozmawiamy o „produkcji kaprali”, o budowaniu pozycji szkoły i o tym, co naszym zdaniem najważniejsze, czyli o wymagającym wielkiej cierpliwości procesie zmian mentalnych w ludziach, nieodzownym do uwieńczenia dzieła. Wprawdzie nie chce dziś polemizować z pojanr 24/2007

MARCIN SZUBERT (5)

Ostrożnie z naśladowaniem

W 2004 r. do szkoły podoficerskiej ludzie szli niemal jak na studia aktorskie, bowiem na 200 miejsc było 1200 chętnych. W ubiegłym roku było ich również w granicach tysiąca, z czego po sprawdzeniu dokumentów zostało 660, a 140 najlepszych spośród nich rozpoczęło naukę. Należy jednak przewidywać, że za dwa–trzy lata tłok przed bramą się skończy, i to wojsko będzie szukało ludzi

S
Duma, umiejętności, przywództwo, ambicja

zkoła Podoficerska Wojsk Lądowych w Poznaniu ma w swym znaku rozpoznawczym dwa zadziorne, walczące koziołki, dwie krokwie oznaczające stopień starszego sierżanta i wiele znaczący napis: „Za mną!”. Jak głosi sentencja na stronie internetowej: „Kształci przyszłych dowódców – przywódców, którzy będą liderami swoich żołnierzy w jednostkach wojskowych w całym kraju”.

P

odoficerowie, dowództwo i kadra szkoły mają za sobą brytyjskie i amerykańskie kursy specjalistyczne. Jednakże chorąży Zbigniew Kościelniak (zdjęcie dolne) uważa, że nie można kopiować wzorców: – Jestem bardzo ostrożny w przenoszeniu realiów życiowych z armii amerykańskiej do polskiej, w zupełnie inne środowisko, odmienne obyczaje i mentalność. Jak sądzę, nie ma też takiej potrzeby, bo mamy własny system szkolenia podoficerów, i to bardzo dobry. Mieliśmy go od dawna, od lat 60. Zapomniano już dziś o tym, że tradycję budowała elbląska Szkoła Podoficerska im. Rodziny Nalazków.

wiającą się tu i ówdzie opinią, jakoby niewłaściwe było powierzenie podoficerom szkół podoficerskich, a błędem – szkolenie podoficerów przez podoficerów. Niemniej pozwala sobie wobec nich na uszczypliwość: – Jeszcze nim podoficerowie „przejęli władzę” w szkole, modne było hasło: „Szkolisz, dowodzisz, odpowiadasz!”. Bardzo mnie śmieszył ten slogan, bo kto inny wówczas szkolił i dowodził, a kto inny odpowiadał. Szkoła dziś w niewielkim stopniu nadrabia zaległości wychowawcze, a z pewnr 24/2007

nością nie formuje nikogo od początku. Z człowieka po maturze robi żołnierza, a następnie dowódcę – lidera. Przeważnie, przy różnych okazjach, słyszą pochwały i podziękowania z jednostek. Czasem jednak pada zarzut, że podoficer nie został w szkole przygotowany do pełnienia obowiązków służbowych na stanowisku dowódcy drużyny czy załogi. Chorąży Kościelniak posługuje się wówczas argumentem nie do odparcia: – Jednym z warunków ukończenia szkoły podoficerskiej jest pozytywne zaliczenie miesięcznych praktyk dowódczych w jednostkach wojskowych. Elewi przywożą z nich bardzo wysokie stopnie, średnia mieści się między 4.50 a 4.70. Dlaczego więc są tak wysoko oceniani w jednostkach, a gdy miesiąc później, po zakończeniu szkoły, do nich wracają, nic nie potrafią? Chorąży podkreśla z naciskiem, że ze szkoły podoficerskiej, jak i z żadnej innej szkoły, absolwent nie wynosi doświadczenia bojowego: – Gdyby przyszło mu dowodzić drużyną w walce, podobnie jak młodemu oficerowi plutonem, to prawdopodobnie życie zweryfikowałoby go okrutnie, przeliczając szkolną ocenę mierzoną w piątkach i dwójach na straty w ludziach. Na pobliskim poligonie w Biedrusku poznaniacy mają znakomite warunki do szkolenia taktycznego, do którego przykładają szczególną wagę: – Nie jesteśmy jednak w stanie stworzyć prawdziwego stresu pola walki, autentycznych zagrożeń wyzwalających w żołnierzu oczekiwane reakcje. Nie przygotowujemy go

więc w pełni do działań bojowych. Prawdziwymi dowódcami stają się dopiero po misjach w Iraku czy Afganistanie.

Ostatni bez wyboru
W 2004 r. do szkoły podoficerskiej ludzie szli niemal jak na studia aktorskie, bowiem na 200 miejsc było 1200 chętnych. W ubiegłym roku było ich również w granicach tysiąca, z czego po sprawdzeniu dokumentów zostało 660, a 140 najlepszych spośród nich rozpoczęło naukę. Należy jednak przewidywać, że za dwa–trzy lata tłok przed bramą się skończy, i to wojsko będzie szukało ludzi. Podoficerowie pracujący w szkole są świadomi, że „firma” odpowiadająca za obronę państwa traci konkurencyjność na rynku pracy, zaś młodzież, startując w życie, będzie szukała najkorzystniejszych ofert, z perspektywą. Wracamy do aktualnych problemów. Jak to się dzieje, że spośród tylu kandydatów wybiera się teoretycznie najlepszych, którzy potem osiągają sprawność kształcenia w granicach 80–90 proc.? Czyli dwóch, a nawet trzech na dziesięciu odpada? Braki w metodyce szkolenia? Zbigniew Kościelniak odpowiada zdecydowanie: – Nie! Po prostu prowadzimy skrupulatną selekcję, więc szkoły nie może ukończyć 100 proc. elewów. Doprowadzenie 80 proc. słuchaczy do egzaminu końcowego jest sukcesem. Zakładamy ten wynik, bo zależy nam, żeby szkoły nie skończył nikt, kto nie jest przygotowany do roli dowódcy drużyny chociażby na ocenę dostateczną.  Polska Zbrojna 17

WOJSKO SZKOŁA PODOFICERSKA
Na egzaminach wstępnych sprawdza się człowieka takim, jaki jest w danej chwili, a potem wszystko rusza bardzo dynamicznie. Młodzi ludzie wyrwani z cywilnej normalności spostrzegają nagle, że doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny i trzeba się bardzo spieszyć, by nadążyć z tym, co zostało zaplanowane. Pierwsi rozczarowują się ci, którzy wyobrażali sobie podoficerkę jak zwykłą szkołę pomaturalną. A tu trzeba biec na zajęcia, biec z zajęć, a jeśli są to zajęcia z wf., to też się na nich biega. A potem jest taktyka, i znowu się biega. I nagle objawiają się ci, których życie pod ciśnieniem, nieustanne bieganie i ćwiczenie wyczerpują do tego stopnia, że nie są w stanie przyswajać już żadnej wiedzy. Tego jednak egzamin wstępny nie zweryfikuje. Nie skreślają ich od razu: – Początkowo motywujemy najsłabszych do działaPrzedmioty humanistyczne są nia, wspieramy, bo wiemy, że wielu niezbędne, wzbogacają przełamie kryzys. Gdy jednak po szkoosobowość, jednakże leniu podstawowym największy nacisk kładą na przychodzi egzamin weryfikacyjny, nie taktykę. Szkolą bowiem ma zmiłuj. Następudowódców załóg czołgów je pierwszy odsiew. Są tacy, którzy doi drużyn piechoty oraz zwiadu, piero po pół roku więc mniej ważne jest to, czy szkolenia dochodzą do wniosku, że to nie elew pamięta datę bitwy pod jest zawód dla nich, bo nie nadają się do Termopilami. Doskonałość dowodzenia, do kierowania ludźmi, brama osiągać, dowodząc nia za nich odpowiezespołem ludzi w polu dzialności. Często też oferowane przez wojsko warunki są dla nich nie do przyjęcia albo też chcą zostać w Poznaniu, a nie iść na koniec świata, do jakiegoś odległego garnizonu. O możliwości wyboru decyduje natomiast ranking, w którym prymus może przebierać w pełnej puli, ostatni zaś nie ma już wyboru.

TOMASZ SZULEJKO

Wszystko sami?
Zajęcia z elewami prowadzą podoficerowie. Wszystkie, łącznie z pedagogiką, historią wojskowości, psychologią, etyką. W całym CSWLąd jedynie języka angielskiego uczą cywilni wykładowcy. Program szkoły, opierając się na wytycznych dowódcy Wojsk Lądowych, również opracowali w całości sami. Podkreślają to z naciskiem: wszystkie programy w szkole podoficerskiej są stworzone przez kadrę szkoły podoficerskiej. Część wprawdzie pochodzi ze starych programów szkół chorążych, bo nie ma potrzeby cudować ze strzelaniem z czołgu, czy z bewupa... Wszystko to jednak cały czas żyje, zmienia się w miarę zbierania nowych doświadczeń. Wprowadzili elementy funkcjonowania żołnierzy na punktach kontrolnych, walki z tłumem, kontrolowania i przeszukiwania osób oraz pojazdów. Zbierali wiedzę w centrum misyjnym w Kielcach i wplatali w szkolenie taktyczne. W ośrodku zurbanizowanym w Wędrzynie szkolenie elewów w przeszukiwaniu budynków prowadzili instruktorzy po misjach stabilizacyjnych i pokojowych. Nieustannie szukają kontaktu z ludźmi, którzy wracają prosto z „pola walki”. 
nr 24/2007

18 Polska Zbrojna

MARCIN SZUBERT

nr 24/2007

Polska Zbrojna 19

WOJSKO AAAAAAAA AAAAAAA CIMIC
Celem pierwszych w Polsce praktyk żołnierzy w urzędzie administracji terenowej było przygotowanie do zadań na misjach oraz w kraju. W przypadku kieleckiej jednostki oba aspekty są ważne. Centralna Grupa Wsparcia Współpracy Cywilno-Wojskowej została utworzona nie tylko po to, by zająć się CIMIC (Civil-Military Cooperation) za granicą. – Na te praktyki nie możemy patrzeć tylko przez pryzmat zdobywania doświadczeń niezbędnych w rejonie misji, ale też przez pryzmat zadań, które jednostka wykonuje i może wykonywać na terenie całej Polski – wyjaśnia zastępca dowódcy ppłk Dariusz Pawlik. – Grupa Specjalistów Wyższej Gotowości Bojowej (HRF) i Grupa Specjalistów Niższej Gotowości Bojowej (FLR), które mogą być wydzielane w ramach zobowiązań sojuszniczych, są gotowe także do działania w sytuacjach kryzysowych, w strukturach wojskowych zgrupowań ratowniczych. Nasi ludzie mogą być skierowani w każdy zakątek Polski i znajomość funkcjonowania administracji lokalnej jest dla nich bardzo przydatna. Plan praktyk ułożono, korzystając z doświadczeń oficerów zebranych na Bałkanach, w Iraku i Afganistanie, a także podczas ćwiczeń krajowych i zagranicznych. – Starostwu jesteśmy wdzięczni, że przystało na nasz pomysł i również zgodziło się podzielić wiedzą z naszymi żołnierzami – dodaje ppłk Pawlik. Rzecznik prasowy kieleckiego starostwa Agata Niebudek-Śmiech twierdzi, że pracownicy urzędu byli zaskoczeni szczegółowym przygotowaniem planu praktyk przez jednostkę. – Urzędnicy do praktyk przygotowali się solidnie – zapewnia. – Dla nich to też było wyzwanie, szczególnie że uczyli nie studentów, lecz doświadc zonych oficerów. Jesteśmy pierwszym w kraju urzędem zaangażowanym w taki projekt dla żołnierzy. zna się zasad funkcjonowania administracji lokalnej czy samorządowej. Ta praktyka jest dla nas niezwykle pożyteczna – podkreśla ppłk Pawlik. Mjr Domański na drugiej zmianie w Iraku pracował w zespole wsparcia administracji lokalnej. Gdyby wówczas mógł wykorzystać doświadczenia zdobyte w czasie praktyki w starostwie, z pewnością by to zrobił. – Nie tylko w Iraku, ale również na Bałkanach – potwierdza. – Po praktyce w wydziale transportu inaczej spojrzałbym np. na problemy z rejestracją samochodów w Kosowie. W Afganistanie czy Iraku kwestie związane z transportem mogą być traktowane marginalnie, bo nie ma tam zbyt wiele pojazdów. Na Bałkanach każdy, kto nauczył się prowadzić samochód, jeździł. Często pojazdem, który u nas nie byłby dopuszczony do ruchu Major przekonuje, że zajęcia w starostwie nie są „kwiatkiem do kożucha”. W wydziałach urzędu można się spotkać z problemami, które rozwiązywane są na misjach. Najwięcej dało mu poznanie istoty funkcjonowania centrum pomocy rodzinie i wydziału budownictwa. – Nie jestem budowlańcem. A teraz zacząłem zauważać problemy prawne w tej dzie-

Wykorzystać doświadczenia
Plan praktyk opracował m.in. mjr Henryk Domański, wykorzystując pomysły podpatrzone w pięciu różnych misjach. Starał się tak skonstruować plan, by w ciągu miesiąca żołnierze zapoznali się z pracą wydziałów zajmujących się problemami, z którymi mogą się spotkać na każdej misji. – Potrzeby w zakresie przeszkolenia kadry musieliśmy dostosować do możliwości starostwa, które ma ograniczone kompetencje. Zadania, jakie wykonujemy na misjach, związane są z doradztwem, a trudno być ekspertem, jeśli nie

Wojsko nie tylko walczy
JAC E K S Z U S TA KOW S K I

Zajęcia w starostwie nie są „kwiatkiem do kożucha”. W wydziałach urzędu można się spotkać z problemami, które rozwiązywane są na misjach

Do końca roku w starostwie powiatowym w Kielcach odbędą miesięczne praktyki wszyscy żołnierze z grupy specjalistów wyższej gotowości bojowej z kieleckiej Centralnej Grupy Wsparcia Współpracy Cywilno-Wojskowej. Pierwszych czterech oficerów zakończyło udział w innowacyjnym projekcie autorstwa dowódcy CGWWC W płk. Adama Joksa 27 kwietnia. W maju w starostwie praktykowało czterech kolejnych specjalistów.
20 Polska Zbrojna
nr 24/2007

dzinie – twierdzi. – Na pewno w ciągu miesiąca nie staniemy się ekspertami od spraw znajdujących się w gestii różnych wydziałów. Wiemy jednak, jak możemy zgodnie z naszym prawem starać się na misji stworzyć warunki sprzyjające miejscowej ludności. W Iraku byliśmy zaangażowani w tworzenie struktur administracji, nie mając pojęcia, jak ta administracja ma funkcjonować. Jako obywatele znamy działalność urzędów, ale od strony petenta. W urzędzie nikt przed oficerami nie zamykał drzwi; żołnierze byli mile widzianymi gośćmi. Mjr Domański uczestniczył m.in. w posiedzeniu Rady Powiatu. Z kolei kpt. Grzegorz Stanisz poznał pracę urzędu i zdobył dokumenty, statuty i dzienniki ustaw, które mogą przydać mu się w pracy. – Może nie będą one panaceum na problemy w rejonie misji, ale posłużą jako wskazówka. Nie jesteśmy przecież do końca po to, by dawać innym sprawdzone recepty – mówi kapitan. – Myślę, że te dokumenty ułatwią nam kontakty z urzędnikami i pomogą im samym wypracować najlepsze rozwiązania dla ich społeczności. Dzięki nawiązaniu kontaktów z CGWWCW urzędnicy przekonali się, że

wojsko nie tylko strzela. – W życiu bym nie pomyślała, że żołnierze mogą się zajmować organizowaniem struktur administracyjnych czy sprawami zarządzania na misjach – mówi Małgorzata Tanioch, naczelnik wydziału organizacji, kadr i spraw obywatelskich, koordynująca praktykę ze strony starostwa. – Dopiero teraz do mnie dotarło, że żołnierze mogą udzielać pomocy cywilom przy organizowaniu opieki dla dzieci. Nasi praktykanci byli bardzo zainteresowani m.in. działalnością rodzinnych domów dziecka czy domów pomocy społecznej. Dzięki praktykom kadra CGWWCW lepiej poznała starostwo i jego personel, co w przyszłości powinno owocować. – Po praktykach w urzędzie wojewódzkim zacieśnimy kontakty z liderami społeczności lokalnej – ocenia mjr Domański. – Nie znając siebie i funkcjonując jako dwa oddzielne organizmy, nie możemy działać tak efektywnie, jak byśmy chcieli. Dlatego to bliższe poznanie będzie korzystne dla obu stron.

Kto do CIMIC?
Holendrzy rekrutują specjalistów do komórek CIMIC z instytucji cywilnych lub wykorzystują osoby, które deklarują chęć

zdobycia kwalifikacji pozwalających znaleźć zatrudnienie w ministerstwie obrony. Podpisywane są z nimi umowy o gotowości do wyjazdu w każdy zakątek świata – tam, gdzie będą skierowane siły zbrojne Holandii. Tak pozyskani eksperci zakładają mundury na czas pełnienia powierzonych im obowiązków. Przed wyjazdem na misje odbywają dwudniowe przeszkolenie wojskowe. Po misji wracają do kraju i pracy w cywilu. – Nasz system kwalifikowania, pozyskiwania i szkolenia jest inny, bo musi być dostosowany zarówno do obowiązującego ustawodawstwa, jak i naszych programów szkolenia – wyjaśnia zastępca dowódcy CGWWCW ppłk Dariusz Pawlik. – Korzystamy przede wszystkim z pomocy żołnierzy. Staramy się, by to byli oficerowie i podoficerowie, którzy poza wykształceniem wojskowym ukończyli studia uzupełniające czy podyplomowe na kierunkach takich jak administracja, budownictwo czy handel i ekonomia. Oprócz tego dbamy o to, by doskonalili się na kursach i zdobywali doświadczenie na takich praktykach jak w starostwie powiatowym. Od przyszłego roku chcemy praktykować w urzędzie wojewódzkim. 

JAROSŁAW JAKUBOWSKI

POROZUMIENIE zawarte między dowództwem CGWWC-W i starostwem powiatowym przewiduje, że tegoroczne praktyki będą zawieszone w lipcu i sierpniu, aby nie komplikować pracy urzędu w sezonie urlopowym. Mjr Domański (z lewej) był na drugiej zmianie w Iraku w zespole wsparcia administracji lokalnej, który miał za zadanie pomaganie dopiero powstającej miejscowej administracji. Gdyby przed trzema laty mógł wykorzystać doświadczenia zdobyte podczas praktyki w starostwie, pomógłby Irakijczykom więcej.

KRZYSZTOF ŻUCZKOWSKI

ALEKSANDER RAWSKI

nr 24/2007

Polska Zbrojna 21

WOJSKO SZTUKI WALKI

M

ajor Piotr Tarnawski i kpt. Włodzimierz Kopeć latami dojrzewali do stworzenia nowego systemu walki wręcz mającego zastąpić starą, nieprzystającą do nowych czasów instrukcję. Byli nie tylko etatowymi instruktorami wychowania fizycznego po AWF, ale też znakomitymi wojownikami i trenerami: pierwszy w karate, drugi w dżudo. Obaj to doświadczeni oficerowie, przekonani, że doskonale wiedzą, czego współczesnej armii potrzeba. Jeździli trochę po świecie, poznali różne szkoły i systemy, ułożyli spójną koncepcję. Tylko nie bardzo wiedzieli, jak się z nią przebić. I właśnie wtedy, jakby na zawołanie, wybuchła sensacja: wojsko dokonuje strategicznego zakupu nowej broni! Za spore pieniądze zamierza nabyć na rynku cywilnym nowoczesny system nauczania walki wręcz. Kopeć i Tarnawski podeszli do tego ambicjonalnie. Poza tym uznali, że zapowiada się kolejne marnotrawstwo pieniędzy na zakup czegoś, co oni mają już niemal gotowe. Ułożyli sobie wizję polskiego FonPIOTR BERNABIUK

tainebleau, francuskiej szkoły walki emanującej na całe wojsko. Z mistrzami, szacunkiem dla tradycji i nowoczesnymi, nieustannie rozwijanymi programami. W niczym nie ustępowali cywilnemu kontrahentowi, a idea zmonopolizowania tak istotnej dla nich dziedziny szkolenia była nie do przyjęcia.

MEDIALNY SZUMEK
Przedstawili przełożonym swoją koncepcję. „Mamy system walki w bliskim kontakcie dla wojska. Przygotujemy i uruchomimy wszystko za oficerskie pensje, które i tak dostajemy”. Ku zaskoczeniu – „samobójcza misja” wypaliła. Oficerowie idealnie wstrzelili się w moment i znaleźli poparcie. Wracali z poczuciem triumfu, a zarazem ze świadomością, że wkrótce skończy się kurtuazja przewidziana ceremoniałem szlachetnych sztuk walki, a zacznie bezpardonowy pojedynek, bowiem tak lukratywnego kąska nikt łatwo nie odpuści. Przeciwnik uderzył, korzystając z mediów, uporczywie forsujących tezę

o braku jakichkolwiek uprawnień i kompetencji obu poznaniaków. Kopeć i Tarnawski przetrwali szturm. A ponieważ byli kompetentni i mieli uprawnienia, wojsko powierzyło im misję. I dało wsparcie, jakiego się nie spodziewali. Zarówno Szefostwo Wychowania Fizycznego i Sportu SGWP, jak i macierzyste Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych, pomagały, niemal nie ingerując. Ledwie jednak zaczęli pracę, dopadli ich dziennikarze tropiący mordercze i destrukcyjne metody walki. Tytuły w stylu „Bestie spuszczone z łańcucha” epatowały czytelników prasy sensacyjnej przez kilka tygodni. Dzięki temu niezamierzonemu szumowi wokół swego dzieła oficerowie wypłynęli na szerokie wody. I bardzo dobrze, bo zapisana w statucie Krav Magi obowiązkowa skromność nie zawsze prowadzi do sukcesu. Potem była już tylko mozolna, ale wdzięczna robota. Kpt. Włodzimierz Kopeć, trener dżudo i systemu Krav Maga, a jednocześnie dyrektor generalny Stowarzyszenia Krav Maga Polska, doczekał się

Twórcy programu walki w bliskim kontakcie przeznaczonego dla wojska nie zawiedli zaufania, jakim ich obdarzono. Teraz z cierpliwością wojowników czekają na opóźniające się kwity, które ich dziełu nadadzą moc prawną.

22 Polska Zbrojna

nr 24/2007

w jednostkach?
PIOTR PRYMLEWICZ/BELLONA, ANDRZEJ ULIŃSKI

Co się dziś dzieje

BYWA RÓŻNIE: jedni szkolą się według nowej instrukcji, drudzy po swojemu, korzystając z umiejętności wojskowych i cywilnych entuzjastów, inni wcale. Formalnie zaś żołnierze zawodowi nie mają w testach walki wręcz ani obowiązku szkolenia się w tej dziedzinie. Gdy przed dwoma laty rozpoczęto prace nad nowym programem, stary wycofano. Żołnierzy służby zasadniczej obowiązują wprawdzie jeszcze stare testy, ale praktycznie nikt ich dziś nie egzekwuje podczas kontroli. Wszyscy niecierpliwie czekają na nowość.

P

R O

S

T

E

N A

R

Z

Ę

D

Z

I

E
inną wagę, inny uchwyt i inaczej działa na psychikę. Zajęcia są prowadzone głównie w terenie, często w pomieszczeniach, sytuacyjnie łącząc się z taktyką. Dlatego żołnierz podczas patrolu czy przeszukiwania budynku ma dodatkowe umiejętności – sprawność, pewność siebie, przeświadczenie, że nie da się zaskoczyć. System zadziała jednak tylko wówczas, gdy techniki walki zakodował przez tysiące powtórzeń. Nie stanie się tak po tygodniowym szkoleniu czy przeczytaniu podręcznika.

PROGRAM WALKI W BLISKIM KONTAKCIE OPARTY NA IZRAELSKIM SYSTEMIE KRAV MAGA jest tak prosty, że zaskoczony laik zaczyna się zastanawiać, po co ci goście zmarnowali tyle czasu, ganiali po świecie, naprodukowali kwitów, skoro wszystko jest tak oczywiste. Mjr Tarnawski dodaje, że przez tę prostotę ich dzieło kiepsko wypada na pokazach. Za to jest skuteczne. Brak widowiskowości wyklucza go na szczęście z tradycyjnych pokazów „żołnierskiej sprawności”, czyli zabawiania przełożonych i prominentnej pub-

liczności walkami z materią nieożywioną, łącznie z kruszeniem stosów płonących dachówek i rozbijaniem młotem betonowych płyt na klacie zawodnika. Podobnie, odpierając zarzut produkowania w dwa tygodnie mistrzów walki, tłumaczą, że instruktor zaopatrzony w podręcznik i wiedzę z kursu poradzi sobie ze szkoleniem: – Nie twórzmy wielkiej nauki z czegoś, co jest proste! Nie trzeba być mistrzem w boksie czy dżudo, by nauczać innych. Nasi instruktorzy mają uczyć wykonywania tych prostych elementów, a po-

tem żołnierz musi je ćwiczyć. Wtedy mechanizm zadziała. Kpt. Kopeć kładzie nacisk na tę prostotę wynikającą z logiki ruchu. Człowiek na gwałtowny blask światła reaguje osłonięciem oczu dłonią. Błysk i ruch. Tak musi reagować żołnierz w warunkach bojowych, w stresie. Nie szuka kombinacji, nie analizuje sytuacji, ma bowiem przez wielokrotność powtórzeń wykształcony odruch warunkowy. Dlatego ćwiczą w mundurach, w kamizelkach, hełmach, jak najwięcej z bronią bojową, bo atrapa karabinu czy noża ma

Kopeć i Tarnawski z wielką ostrożnością mówią o sukcesie. Niepokoi ich przedłużające się oczekiwanie na formalny rozkaz uruchamiający nowy program walki w bliskim kontakcie w całych siłach zbrojnych. Bez tego szkolenie w brygadach i batalionach jest uprawianiem partyzantki
rozpoczęcia rewolucyjnego programu. Zaprosił do współpracy najlepszych spośród znanych sobie oficerów. Ludzi kreatywnych, z dorobkiem i zacięciem do walki wręcz. Zapewnia, że zadbał w przygotowaniach o wszystko. Aby uchronić się przed błędami, prowadzili konsultacje, dotarli do Andrzeja Bryla, który przed laty dwukrotnie oferował wojsku własny system stanowiący nowoczesne i zarazem radykalne narzędzie pracy. Bryl bardzo im pomógł. W 2005 r. zaczęli szkolenie instruktorów, spotykając się z entuzjazmem uczestniczących w nim wuefiarzy. Osobom szczególnie specjalizującym się w walce wręcz dało ono szanse rozwoju. Mniej entuzjazmu znajdowali wśród kadry w jednostkach, gdzie po latach zaniedbań istniał uraz do walki wręcz. Należało więc jak najszybciej szkolić instruktorów i wchodzić z gorącym jeszcze programem w szeregi. W optymistycznej wersji zakładali, że pod koniec 2006 r. zawodowcy będą zaliczać testy według nowej instrukcji. ka setek wojskowych wuefiarzy, szczególnie nieetatowych, dostało dyplom instruktora rekreacji ruchowej o specjalności samoobrona – pierwsze uprawnienia państwowe do prowadzenia zajęć. Kopeć i Tarnawski ostrożnie mówią o sukcesie. Niepokoi ich przedłużające się oczekiwanie na formalny rozkaz uruchamiający nowy program walki w bliskim kontakcie w całych siłach zbrojnych. Bez tego szkolenie w brygadach i batalionach jest uprawianiem partyzantki. Dowódcy jednostek mogą je zablokować, traktując jako samowolę. Jeśli zaś instruktorzy zaniechają szkolenia, poddadzą się autodestrukcji. Dla wuefiarza, który zna się na siatkówce i pokonywaniu toru przeszkód, wiedza zdobyta na kursie bywa czymś zupełnie nowym. Do czego powróci po dwóch latach przerwy? Idea zakłada, że poznańska szkoła będzie pracowała pełną parą, prowadząc kolejne kursy podstawowe i doskonalące, a nie leczyła z wtórnego analfabetyzmu.  Polska Zbrojna 23

GDZIE SĄ BESTIE
Gdy wracamy dziś, po dwóch latach, do tematu wdrożenia wojskowego programu walki w bliskim kontakcie, rozmowie towarzyszą mieszane uczucia. Włożyli w przedsięwzięcie dużo zapału, sił i czasu. Wyszkolili ponad czterystu instruktorów, zaś w tym roku powinni dojść do pół tysiąca ludzi przygotowanych do prowadzenia zajęć. Połączyli, za co powinni zostać ozłoceni, uprawnienia wojskowe z cywilnymi. Dzięki współpracy z poznańską AWF, kil-

nr 24/2007

WOJSKO PROBLEMY

Brygada na gwizdek
O tym, które jednostki jako pierwsze przejdą na zawodowstwo, wiadomo już od dawna. Dlaczego wciąż nie jesteśmy na to przygotowani?
Zgodnie z planami rozwoju sił zbrojnych, 12 BZ w 2010 r. powinna spełniać podstawowe wymagania, jakimi są pełen profesjonalizm i mobilność. Założono, że w brygadzie będzie pełnić służbę zawodową 3,5 tys. żołnierzy. Wspomniany przez płk. Klimasa 1 Batalion Zmotoryzowany ma dostać 53 Rosomaki i liczyć około 800 żołnierzy. Funkcjonującemu w tych samych koszarach 3 Batalionowi Zmotoryzowanemu – trochę mniejszemu kadrowo – na razie przydzielone zostaną bojowe wozy piechoty. Jeszcze inaczej będzie w 2 Batalionie Zmotoryzowanym, który stacjonuje w Stargardzie Szczecińskim. Przewiduje się, że w jego skład wejdą dwie kompanie na KTO i tyleż na BWP. – Na razie realia dalekie są od planów – słychać w sztabie jednostki. Tajemnicą poliszynela jest przecież, że Do końca parę miesięcy temu czerwca 12 BZ powinbrygada dostała do na liczyć 1470 szeregoszkolenia zaledwie wych zawodowych. Dziś jest kilkanaście Rosoich tylko 1060. W ostatnich maków. Niestety, miesiącach aż 140 wypowiewkrótce – w czasie działo stosunek służbowy formowania misji do i zdjęło mundury Afganistanu i Iraku – i tak musiała „przekazać” je innym jednostkom. Gen. bryg. Piotr Pcionek, poprzedni dowódca 12 BZ, odchodząc na stanowisko szefa wojsk pancernych i zmechanizowanych w Dowództwie DO 12 ROSOMAKÓW, które przejął 1 Batalion, przypisano już stałe załogi. Wojsk Lądowych, zagwarantował, że to się zmieni. I faktycznie, częściowo już Sprawa jest już przesądzona: armia dzie zdawać w Afganistanie. Z kolei tak się stało. Do 1 Batalionu Zmotoryprzechodzi na zawodowstwo. W Woj- w „dwunastej” przechodzenie na zawo- zowanego trafiło ostatnio 14 Rosomaskach Lądowych ten proces najszybciej dowstwo dopiero nabiera rozpędu. ków. Z tym że zaspokajają one pełne poma się zakończyć w 6 Brygadzie Desantrzeby szkoleniowe zaledwie jednej Plany i realia towo-Szturmowej w Krakowie oraz kompanii zmotoryzowanej. Z prozaiczw dwóch brygadach zmechanizowanych, Na parterze budynku sztabowego nych względów – kompania, zgodnie o których sile i mobilności zadecyduje 12 BZ wita potężne zdjęcie Rosoma- z etatem, ma mieć 13 KTO. Jak więc m.in. nowy opancerzony transporter ko- ka. – Nowy transporter najpierw trafi w całym batalionie przydzielić konkretłowy. A są to 12 BZ w Szczecinie i 17 BZ do 1 Batalionu Zmotoryzowanego, ne załogi do konkretnych wozów? Jak w Międzyrzeczu. „Siedemnasta”, która całkowicie uzawodowionego – infor- objąć pełnym szkoleniem wszystkich jako pierwsza dostała kilkadziesiąt Ro- muje płk Wojciech Klimas, p.o. do- szeregowych zawodowych, którzy masomaków, egzamin z profesjonalizmu bę- wódcy brygady. ją używać Rosomaków? 24 Polska Zbrojna
nr 24/2007

ROMAN PRZECISZEWSKI

S

SZEREGOWI ZAWODOWI Z 12 DZ ćwiczą m.in. przeszukiwanie terenu i obiektów.

– Dowództwo Wojsk Lądowych zapewniło nas, że w najbliższych dniach, jeszcze przed czerwcowym wyjazdem na poligon do Drawska Pomorskiego, trafi do nas kolejnych dwanaście Rosomaków. Znacznie ułatwi to proces szkolenia – żołnierze brygady są dobrej myśli.

EKSPERT

Płk Wojciech Klimas,
p.o. dowódcy 12 BZ w Szczecinie: – Jest tajemnicą poliszynela, że w stosunkowo krótkim czasie z mundurem pożegnało się u nas – na własną prośbę! – 140 szeregowych zawodowych i że mamy spore problemy z pozyskaniem kolejnych kandydatów na stanowiska zarezerwowane dla tej grupy żołnierzy. W czerwcu planowaliśmy osiągnąć limit 1470 szeregowych zawodowych, gdy tymczasem mamy ich tylko 1060. Sygnał o tym poszedł już do Warszawy i wierzę, że zostaną podjęte odpowiednie kroki służące większemu zainteresowaniu zawodową służbą wojskową. Inaczej spalą na panewce plany nie tylko tej brygady.

pełnią służbę. Oni naprawdę mają 40-godzinny tydzień pracy – nie bez żalu tłumaczy jeden z oficerów. On w koszarach siedzi często od rana do wieczora, a szeregowi zawodowi mają ściśle określone godziny przebywania w jednostce. Trzy razy w tygodniu „zaliczają po pięć godzin typowo szkoleniowych”. Dwa razy w tygodniu są to zajęcia dzienno-nocne. Przede wszystkim na strzelnicy i pobliskim pasie taktycznym. Na przykład dziś – w środę – od dziesiątej rano do północy ćwiczą m.in. przeszukiwanie terenu i obiektów, ale jutro będą mieli za to dzień wolny. Wydawałoby się, że taki luksus służby przyciągnie rzeszę chętnych, lecz nic z tego. Niektórzy już po paru miesiącach służby podejmują decyzję o zdjęciu munduru, a na ich miejsce nie ma chętnych. – Wojsko jako pracodawca jest mało konkurencyjne. Każdy szeregowy zawodowy wie, że na pensję w wysokości 1500 zł musi pracować nie tylko intensywnym szkoleniem, ale także gotowością wyjazdu w rejon, gdzie może być niebezpiecznie – analizuje ppłk Szymański.

ROMAN PRZECISZEWSKI (2)

Odchodzę, bo jestem za stary
Do końca czerwca 12 BZ powinna liczyć 1470 szeregowych zawodowych. – Dziś jest ich tylko 1060. W ostatnich miesiącach aż 140 wypowiedziało stosunek służbowy i już zdjęło mundury. Najgorsze jest to, że każdego nowego żołnierza musimy szkolić od podstaw, a to oznacza znacznie większe wydatki na szkolenie – reasumuje płk Klimas. Oczywiście – w brygadzie są też tacy, którzy z wojskiem wiążą swe plany na przyszłość. – Munduru na pewno nie zdejmiemy. Służba wojskowa jest dla nas szansą, realizujemy się w wojsku – jednym głosem mówią starsi szeregowi zawodowi Robert Czajka, kierowca Rosomaka, i Marcin Gawrych, działonowy. Wiedzą, że najlepsi szeregowi zawodowi są wysyłani na kursy do szkół podoficerskich i mogą liczyć na awans. Szkolący się nieco dalej inny szeregowy zawodowy ma jednak markotną minę. – Wkrótce skończę trzydzieści lat i zgodnie z przepisami o skierowaniu do szkoły podoficerskiej nie mogę już myśleć, mimo że mam bardzo dobre oceny. W najbliższych tygodniach odejdę z armii, bo jestem za stary, nie mam perspektyw rozwoju – jasno stawia sprawę. „Dwunasta” czeka więc na młodych i zafascynowanych służbą. Tylko skąd ich wziąć?  Polska Zbrojna 25

Ogień w planowaniu
– Już teraz dajemy sobie radę. Wcale nie jest źle – uspokaja ppłk Marcin Szymański, dowódca 1 Batalionu. Pierwsze Rosomaki będące na stanie 12 BZ mają już stałe załogi. Mimo to w czasie szkolenia poligonowego z transporterów korzystają także inni. – Wszyscy będą dużo strzelać – podkreśla Szymański. Jednak już w nieoficjalnych rozmowach optymizm dowódcy batalionu nie zawsze przekłada się na realia. Jak wtrącają inni żołnierze – trochę za mało jest amunicji karabinowej, środków pozoracji i paliwa dla KTO. – Wygląda na to, że nowym przedsięwzięciom towarzyszą stare błędy w planowaniu na wyższych szczeblach – ocenia jeden z młodych oficerów. W marcu batalion uczestniczył w zajęciach na poligonie. Wykonał strzelania sytuacyjne i programowe z KTO. Szkolenie zakończył ćwiczeniem zgrywającym kompanię. W czerwcu szeregowych zawodowych czeka kolejny poligon, zaś we wrześniu odbędą się ćwiczenia batalionowe. – Czasu nie ma za dużo, zatem gonimy z realizacją zadań – relacjonuje kpt. Andrzej Kołat, dowódca pierwszej kompanii. Obecnie jego pododdział liczy 110 szeregowych zawodowych.
nr 24/2007

– Mimo to trudno mówić o ustabilizowanej sytuacji kadrowej. Wciąż żegnam jednych żołnierzy i witam innych, nowych. Tylko w ostatnim czasie kolejnych czterech szeregowych zawodowych wypowiedziało stosunek służbowy, dwóch przenosi się do Stargardu, a jeden od listopada ub.r. po prostu jest nieobecny. Pewnego dnia niespodziewanie nie przyszedł do pracy i od tamtej pory nigdzie nie można go znaleźć – żali się kpt. Kołat. Dowódca kompanii nieprzypadkowo podkreśla termin „przyjść do pracy”. – Rzeczywistość raz po raz przekonuje, że szeregowi zawodowi pracują, a nie

MIGAWKI Z AFGANISTANU
W typowo górskich warunkach trudno się służy. Nie tylko ze względu na wysokość. Wiele baz, prócz zwyczajowych zabezpieczeń, ma dodatkowy system ochrony. Tworzą go górskie punkty kontrolno-obserwacyjne, często ulokowane znacznie wyżej niż baza. Wiodące do nich drogi są tak wąskie, że pojazd typu HMMWV ma problemy, by dotrzeć na miejsce. Polscy żołnierze przechodzą specjalne kursy doskonalące, dzięki którym sprawnie poruszają się w tak trudnym terenie. – Każdy z nas szkolił się tu z kierowania HMMWV – opowiada kierowca jednego z takich pojazdów sierż. Robert Kowalczyk. Wraz z kolegami regularnie pokonuje bezdroża afgańskich wzniesień, by skontrolować, jak przebiega służba w punktach kontrolnych w okolicach Gardez.

Piękne, ale niebezpieczne
Jak przyznaje inny kierowca, st. plut. Szymon Mutwicki, na początku obawiali się, czy dadzą sobie radę. – Są takie odcinki, gdzie droga jest węższa niż rozstaw osi pojazdu, a jej pobocze kończy się przepaścią na kilkadziesiąt lub kilkaset metrów. Gdy prowadzę 3,5-tonowe auto, w którym siedzi kilku kolegów, czuję ciężar odpowiedzialności, jaka na mnie spoczywa. Teraz

26 Polska Zbrojna

Z OKIEN
nr 24/2007

JACEK MATUSZAK (5)

oswoiłem się z warunkami. Udoskonaliłem technikę jazdy, i to pomaga – dodaje st. plut. Mutwicki. Choć punkt kontrolny, do którego tym razem zmierza konwój kpt. Grzegorza Raźnego, nie jest zbyt oddalony od bazy Gardez, dotarcie do niego zajmuje prawie godzinę. – Utrudnieniem jest nie tylko szerokość drogi, ale także duże nachylenie i kiepski stan nawierzchni. Niestety, afgańskie drogi są w opłakanym stanie – ocenia dowódca konwoju. Okna samochodu nie są zbyt duże i nie ułatwiają obserwacji, dlatego z wnętrza trudno podziwiać górskie widoki. Znacznie lepszy „punkt widokowy” mają strzelcy zwani gunnerami. W trakcie przejazdu stoją bowiem w wieżyczkach i mają szerokie pole widzenia. – Mogłoby się wydawać, że jako gunner mam okazję podziwiać te wspaniałe widoki. Podczas patrolu skupiam się jednak raczej na bacznej obserwacji terenu. Niemal w każdym miejscu może czaić się przeciwnik. Góry, choć piękne, mogą być niebezpieczne – podkreśla chor. Tomasz Mielnik.

Wśród afgańskich żołnierzy
Kiedy wreszcie udaje się dotrzeć do posterunku obserwacyjnego, wrażenie jest niesamowite. Wkoło same wierzchołki, ci-

sza, słychać tylko świsz- Są takie odcinki, gdzie nie do kompanii wsparczący wiatr. Na wysokocia. – Zwykle w czasie droga jest węższa niż ści ok. 3000 m robi się od takich kontroli sprawrozstaw osi pojazdu, razu zimniej i bardziej sudzamy, czy kolegom rowo. To tu, w kamiennej z ANA czegoś nie brabudowli przypominającej a jej pobocze kończy się kuje. Przy okazji zbienieco ziemiankę, służbę przepaścią. Gdy prowadzę ramy informacje o tym, pełnią żołnierze z ANA czy nie zauważyli cze3,5-tonowe auto, (Afgańska Armia Narogoś niepokojącego. dowa). Jest ich tylko Tym razem poruszew którym siedzi kilku ośmiu, ale – jak zgodnie nie wśród Afgańczykolegów, czuję ciężar ków jest większe niż twierdzą – tylu wystarcza. – Punktów takich jak nasz zwykle. Zawsze, gdy odpowiedzialności w okolicy jest kilka – opowidzą aparat, chętnie wiada dowódca posterunku. On i jego żoł- pozują do zdjęć. – Pozwalają się fotografonierze chętnie zapraszają do środka tym- wać bez problemu. Tylko zaraz chcieliby, czasowego domu. Wewnątrz jest dość cie- żeby wydrukować im te zdjęcia. Często zapło, głównie za sprawą grubych murów, glądają do samochodu, by sprawdzić, czy które w dzień nagrzało słońce. Na ziemi le- nie ma w nim drukarki. Znają kilka słów żą dywany. Żołnierze śpią w dwóch nie- po angielsku. Mówią „Print, mister, foto” wielkich izbach rozdzielonych korytarzy- – śmieje się chor. Dariusz Koprianiuk. kiem. Łóżka to dość wygodne polówki, na Mimo że z posterunku doskonale widać których leżą śpiwory. Przy niektórych sto- bazę, wizyta nie trwa długo. W górach wyją czajniki do parzenia herbaty. To tutaj nie- czucie odległości często zawodzi. Przed mal reguła. polskimi żołnierzami niemal godzina jaz– Tym razem służbę pełnią żołnierze dy powrotnej w trudnym terenie. Trzeba  kompanii wsparcia. Zgodnie z zasadą pod- wracać, by nie złapała nas noc. oddziały wymieniają się systematycznie – tłumaczy mjr Tomasz Kawka, szef ze(Jacek Matuszak pracuje w sekcji społu instruktorów oddelegowanego właśinformacyjno-prasowej PKW Afganistan.)
JAC E K M AT U S Z A K

Piękne i majestatyczne pasma górskie Afganistanu widać niemal z każdej polskiej bazy. Podczas spaceru po Bagram odnosi się wrażenie, że stoki niemal spływają do wnętrza obozu. Turystę te góry na pewno by zachwyciły. Inaczej patrzą na nie żołnierze.

HUMMERA
nr 24/2007

Polska Zbrojna 27

KULISY

28 Polska Zbrojna

nr 24/2007

MISJE KULISY

BOGDAN POLITOWSKI (2)

W
nr 24/2007

Mówi się czasami, że w wojsku kumpli nie ma. Nieprawda. Pięciu saperów właśnie znalazło tam przyjaciół. Wiernych, dyskretnych, oddanych. Na śmierć i życie.

Psy wojny
BOGUSŁAW POLITOWSKI

lutym wojsko kupiło pięć psów, które zaczęły służbę w 2 Mazowieckiej Brygadzie Saperów w Kazuniu. Czworonogi jeszcze nie widziały jednostki, bo na razie intensywnie szkolą się w Ośrodku Tresury Psów Służbowych Straży Granicznej w Lubaniu. W chwili, gdy zapadła decyzja o wcieleniu psów, w brygadzie zaczęło się szuka-

nie opiekunów dla czworonogów. Kryteria były proste. Ochotnik musi kochać pieski, być saperem i zadeklarować, że przez siedem–osiem lat (tyle służą psy–specjaliści) będzie poświęcał się swojemu pupilowi. Chętnych zgłosiło się trzy razy więcej, niż potrzeba. Wybrano pięciu. Szefem sekcji został st. plut. Mirosław Lis. W składzie nowego pododdziału znaleźli się także: kpr. Grzegorz Zagozdon, kpr. Piotr Mastalerz, kpr. Andrzej Pierzyno oraz kpr. Wojciech Karbowski. Pewnego dnia wszyscy

Polska Zbrojna 29

KULISY MISJE

BOGDAN POLITOWSKI (3)

Pies musi się stale doskonalić wraz z przewodnikiem. Aby nie tracił zdolności rozpoznawczych, przewodnicy podkładają próbki różnych materiałów wybuchowych pod karoserie aut, autobusów i innych pojazdów, ćwicząc ze swoimi czworonogami ich wyszukiwanie

Kynologia służbowa
wyruszyli do Lubania rozpocząć nowy etap nietypowej jak dla saperów służby. W ośrodku tresury, na mocy odpowiednich porozumień, funkcjonariusze Straży Granicznej z wielu czworonogów wybrali dla wojska pięć, które ich zdaniem spełniły kryteria stawiane kandydatom na sapera. Niczym podczas komisji poborowej czworonogi zostały przebadane, przeszły testy sprawnościowe i charakterologiczne. W końcu nie każdy burek może zostać żołnierzem. Wybrańcom nadano imiona: Dana, Darko, Denzel, Demon i Domel. W czasie pierwszego kontaktu saperzy musieli zdecydować się, którego psa wezmą pod opiekę. To był ważny moment, ponieważ wtedy dobierały się pary na długie lata, do wykonywania często odpowiedzialnych zadań bojowych. Dziś, po kilku miesiącach, każdy z podoficerów twierdzi, że wybrał właściwie. Każdy uważa, że jego pupil jest szczególny, najmądrzejszy. Można nawet powiedzieć, że żołnierze na punkcie psich przyjaciół lekko zbzikowali. Zdjęcia psów ustawiają jako tapety komputerów i telefonów. Wysyłają znajomym. – To pozytywny sygnał – mówią specjaliści. – Bez więzi emocjonalnej pracować się nie da. Co do tych wyborów trochę inne zdanie ma rzecznik prasowy ośrodka, znawczyni psich zachowań ppor. Wioletta Grabowska. Jej zdaniem, mimo że żołnierze uważają, iż to oni wybrali psy, naprawdę to psy wy30 Polska Zbrojna

O

środek Tresury Psów Służbowych Straży Granicznej w Lubaniu z kilkuletnią przerwą w latach wojny działa od 1928 r. Głównie na po-

trzeby Straży Granicznej, ale także dla innych służb, szkoli się tam psy patrolowo-obronne, tropiące, wartownicze oraz specjalne do wyszuki-

bierały ich. Pies potrafi wyczuć charakter człowieka, przesłać odpowiednie sygnały, skłonić do określonej decyzji i reakcji.

zwierzę, zjednać je, wyrobić w nim posłuszeństwo, wierność, chęć współpracy, bezgraniczne oddanie. To miesiące wspólnego zdobywania kondycji, pokonywania toPies ważniejszy ru przeszkód. Wieczorem biegi, spacery, Jeśli ktoś zazdrości pięciu saperom spe- psia kolacja, liźnięcie na dobranoc i dopiecyficznej pracy, jeśli myśli, że oto zaczęła ro później człowiek może myśleć o sobie. się dla nich i ich pupilów sielska zabawa, W tej służbie bardzo trudno o zastępjest w błędzie. Bycie opiekunem i przewod- stwo. Jest zasada, że psem opiekuje się tylnikiem psa to trudna rola. W Mimo że żołnierze ko jeden człowiek. Jedynie tandemie pies–człowiek w bardzo wyjątkowych syuważają, iż to oni czworonóg ma większe pratuacjach psa może wyprowa i przywileje niż przewodwadzić na wybieg (jeśli wybrali psy, nik. zdoła) lub nakarmić ktoś Dzień podoficerów zainny. I nie chodzi tutaj o renaprawdę to psy czyna się o szóstej. Najpierw gulamin, ale o to, aby pies spacer, biegi i harce ma pies. wybierały ich. Pies przyzwyczajony był tylko On także jako pierwszy je do jednego opiekuna, aby potrafi wyczuć śniadanie. Dopiero później nikt obcy nie mieszał mu przewodnik może pomyśleć charakter człowieka w głowie. o sobie. Dzień szkoleniowy to wytężona Właśnie dlatego saperzy, jadąc na weekpraca. Żmudne treningi trwają godzinami. endy do domów, podopiecznych zabierają Psy są szkolone w swojej specjalności – ze sobą. Plutonowy Lis raz nie mógł zawykrywaniu materiałów wybuchowych i brać Dany. Gdy po kilku dniach wrócił, zabroni. Przewodnicy pod okiem doświad- uważył, że pogniewała się na niego. Nie czonych funkcjonariuszy Straży Granicz- chciała pracować, była nieposłuszna i kilnej uczą się kierować czworonogami, ro- ka dni zajęło przekonywanie, że opiekun zumieć ich zachowania, charakter, język wcale nie chciał jej porzucić ani zrobić ruchów. Gdy nie ma zajęć praktycznych, krzywdy. psy odpoczywają. Podoficerowie poznają Jak nieoficjalnie wiadomo, po zakończewtedy w salach wykładowych m.in. zagad- niu szkolenia zespół saperski z psami ma nienia weterynaryjne, żywieniowe, techni- dołączyć do pododdziałów szykujących się ki pracy z psem. do drugiej zmiany misji afgańskiej. Jest to Kurs przewidziany jest na pół roku. To uzasadnione. Tam psy będą mogły wykaczas, w którym człowiek musi poznać zać się umiejętnościami, wspierać węchem
nr 24/2007

wania narkotyków, materiałów wybuchowych i broni oraz ukrytych osób. Ośrodek współpracuje z podobnymi placówkami w różnych kra-

jach. W zakresie weterynarii współpracuje ściśle z Wydziałem Medycyny Weterynaryjnej Akademii Rolniczej we Wrocławiu.

Psi los P

żołnierzy. Działanie na punktach kontrolnych, sprawdzanie pomieszczeń w poszukiwaniu materiałów wybuchowych i broni to czynności, które ich tam czekają. A jeszcze w tym roku MON ma zakupić kolejnych siedem psów. W Wojskach Lądowych ma powstać pluton liczący trzy zespoły po czterech przewodników z psem. Gdy czworonogi sprawdzą się w misji wojennej, niewykluczone, że stworzone zostaną kolejne plutony. Działanie pierwszego z zespołów na misji posłuży jako wykładnia do tworzenia kolejnych. Zdobyte przez plutonowego Lisa i jego podwładnych doświadczenia w Afganistanie mają być wykorzystane do dalszego szkolenia. Pomysł użycia psów w wojsku, mimo że nienowy (w wielu armiach psy służą od dawna), zasługuje na uznanie. Jednak tak szybkie wprowadzenie go wywołuje wiele dylematów. Chcąc efektywnie korzystać z psich nosów, należy stworzyć czworonogom właściwe warunki. Pies potrzebuje odpowiedniego kojca, najlepiej z ograniczonym dostępem ludzi, miejsca do biegania, stałej opieki doświadczonego weterynarza znającego się na psach specjalistach. Tego w wojsku nie ma. Ponadto, o czym wielu dowódców nie wie, pies musi być odpowiednio karmiony. Nie wchodzą w grę resztki z żołnierskiej kuchni, lecz odpowiednio gotowane, wysokokaloryczne posiłki. Jednym słowem – odrębna psia kuchnia. Jak zapewnił płk Waldemar Zakrzewski, dowódca brynr 24/2007

gady z Kazunia, jednostka już przygotowuje się na przyjęcie psów.

Pragmatyka czterech nóg
Skoro mamy już psy, czas najwyższy, aby powstały jasne przepisy dotyczące ich służby, a także służby przewodników. Podoficerowie opiekujący się czworonogami zastanawiają się na przykład, czy podobnie jak w Straży Granicznej otrzymają odpowiedni dodatek finansowy. Jak powiedział dowódca jednostki, o czymś takim nie pomyślano. Czyżby więc wojskowi przewodnicy jako jedyni w służbach mundurowych kraju mieli pracować na innych zasadach? Cieszy fakt, iż konstruując etaty w plutonie, pomyślano o możliwości rozwoju i awansu przewodników. Dzisiejszy kapral-przewodnik może liczyć po jakimś czasie dobrej służby na wyższy etat. Dobrymi wzorcami w pracy z psami służy Straż Graniczna. Warto, a nawet trzeba poznać je, i we właściwy sposób sprowadzić na grunt armii. Po co wyważać otwarte drzwi i tworzyć nowe przepisy, skoro zaprzyjaźniona służba ma gotowe, od lat sprawdzone? A jeśli już mowa o Straży Granicznej i Ośrodku Tresury Psów w Lubaniu – jego komendantowi płk. Leopoldowi Pyrakowi oraz wszystkim funkcjonariuszom i pracownikom należą się podziękowania za doskonale przygotowane szkolenie i bardzo dobrą współpracę z woj skiem.

ierwsza wzmianka o psiej służbie w armii pochodzi z wojen peloponeskich w IV w. p.n.e. Sorter był jednym z 50 psów legionu stróżującego na brzegu morza, pilnował Koryntu przed desantem okrętów z Aten. Jako jedyny przeżył rzeź urządzoną czworonożnym strażnikom przez wojska ateńskie i przybiegł do miasta, by uprzedzić mieszkańców o ataku przeciwnika. Przez wieki psy służyły w różnych armiach, pełniąc najczęściej funkcje wartownicze. W II Rzeczypospolitej wykorzystywano je w armii również jako psy meldunkowe, amunicyjne i sanitarne. Bardzo dużo psów służyło w armii amerykańskiej podczas wojny w Wietnamie. Były dzielne i ratowały życie żołnierzom. W USA w 1973 r. powołano nawet organizację społeczną o nazwie Vietnam Dog Handler’s Association (VDHA), która postawiła sobie za cel należyte traktowanie czworonożnych bohaterów po służbie oraz odpowiednie ich uhonorowanie. W 2000 r. wystawiono psom z Wietnamu dwa pomniki. Jeden zobaczyć można na terenie bazy wojskowej Fort Benning w Georgii, gdzie szkolono psy na potrzeby ekspedycji wojskowej do Azji, drugi w Riverside w Kalifornii. Trwają starania o wzniesienie jeszcze jednego pomnika upamiętniającego wszystkie psy, które oddały życie, służąc Ameryce.

Polska Zbrojna 31

NASZYM OKIEM

Koniec maja był okresem intensywnych ćwiczeń dla naszej armii. 24 maja Siły Powietrzne rozpoczęły ćwiczenia „Orzeł 2007”, a cztery dni później dołączyli do nich marynarze w ramach manewrów „Rekin 2007”. Oba ćwiczenia zostały połączone w ramach scenariusza fikcyjnej wojny między Wislandią a Baltą.

32 Polska Zbrojna

nr 24/2007

NORBERT BĄCZYK

Stroną atakującą była Balta, zgłaszająca pretensje terytorialne o złoża ropy naftowej na Bałtyku. Z kolei Wislandia, członek sojuszu Euroland, została zmuszona zbrojnie bronić swych wybrzeży. Głównym terenem ćwiczeń był Centralny Poligon Sił Powietrznych koło Ustki. MW zaangażowała w nie większość swych sił, m.in. niszczyciel min ORP „Menr 24/2007

wa”, korwetę zwalczania okrętów podwodnych ORP „Kaszub”, okręt podwodny ORP „Kondor”, śmigłowce W-3RM Anakonda i samoloty An-28 B1R, a przede wszystkim trzy okręty rakietowe ORP „Grom”, ORP „Rolnik” i ORP „Metalowiec”. Do walki stanęli też piloci MiG-29 oraz Su-22, głównie z 1 Brygady Lotnictwa Taktycznego. Samoloty

prowadziły pozorowane walki powietrzne, a ważnym elementem ćwiczeń były ataki szturmowych Su22 na cele morskie. W ramach ćwiczenia „Orzeł 2007” zaangażowano żołnierzy z 3 Warszawskiej Brygady Rakietowej Obrony Powietrznej. Dywizjony rakietowe z samobieżnymi zestawami S-125SC Newa intensywnie ostrzeliwały lotnictwo agresora. Polska Zbrojna 33

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI (6)

WOJSKA LĄDOWE
społu może przesądzić o życiu lub śmierci. W Afganistanie przeważają góry. Drużyny bojowe na Rosomakach faktycznie nie będą tam zdobywały szczytów. Jednak umiejętności zdobyte koło Zieleńca mogą się przydać, gdy przyjdzie im działać na terenach przedgórza i w niższych partiach gór.

MANEWRY NA LINIE
Wiele kontrowersji budzi szkolenie zmechanizowanych w technikach linowych. Żołnierze z 17 BZ nie są w końcu piechotą górską i nie będą raczej działali alpinistycznie. Jednak oni sami uważają, że to, czego nauczyli się podczas dwóch tygodni od instruktorów GOPR-u
BOGUSŁAW POLITOWSKI

Rosomakiem

Sudety to nie Hindukusz, ale i tutaj można uczyć się taktyki walki w górach. Szkoda tylko, że pod Śnieżką jest tak mało jaskiń.

pod górę
Żołnierze z 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej z Międzyrzecza, którzy jesienią w składzie drugiej zmiany polskiego kontyngentu trafią do Afganistanu, przez ostatnie dwa tygodnie szkolili się w górach. Najpierw w okolicach Zieleńca w Górach Orlickich na wysokości 800–900 m n.p.m., a później w okolicach Szklarskiej Poręby na wysokości ok. 1500 m n.p.m. Czy było to potrzebne? Tak, bowiem w Afganistanie jedna z baz Polaków położona jest nawet tysiąc metrów wyżej. Argumentów za takim szkoleniem jest dużo. Pierwszy dotyczy kierowców KTO. Oni doskonale wiedzą, że teoretycznie nie można się nauczyć jeździć w górach. Dopiero samodzielne prowadzenie wielotonowego pojazdu po stro34 Polska Zbrojna mym zboczu lub wielokrotny przejazd Rosomakiem wąską i krętą drogą nad przepaścią dają wprawę i opanowanie. Dla załóg obserwacja w takich warunkach, wykrywanie celów w górze i prowadzenie o gnia jest tym, czego nie nauczą się na równinnych poligonach. Szkolenie drużyn bojowych desantujących się z KTO w górach ma równie duże znaczenie. Po komendzie: „z wozu” żołnierze często nie mają możliwości typowego zajęcia stanowisk z obu stron pojazdu. Z jednej strony jest zwykle przepaść, z drugiej – strome zbocze. Opanowanie sztuki wybierania i zajmowania stanowisk ogniowych w takich warunkach nie jest łatwe. Podobnie jak prowadzenie skutecznego ognia, gdy przeciwnik atakuje z góry. Zgranie ze-

i jednostek specjalnych, zawsze się może przydać. Na dowód podają scenariusz możliwej sytuacji bojowej. – Załóżmy, że w terenie górskim drużyna wpadła w zasadzkę. Bronimy się, ale siły talibów są przeważające. Napastników mamy z każdej strony. Droga odwrotu prowadzi tylko w tył, ale tam jest przepaść. Jeszcze dwa tygodnie temu nie wiedzielibyśmy, co zrobić. Teraz, po górskim szkoleniu, znamy podstawy. Ewakuowalibyśmy się za pomocą lin. Mało tego – wiemy nawet, jak po linie zwieźć na dół rannego, a nawet, jak tę linę odzyskać – argumentują. W drugim scenariuszu, aby uciec z zasadzki, trzeba wspiąć się po linie na stromą skałę, gdyż tylko tą drogą można dostać się na bezpieczny teren.
nr 24/2007

FORUM

| SŁUŻBA | WYDARZENIA | LUDZIE | MILITARIA | W GARNIZONIE | PORADY | ŚWIAT | TO I OWO | SPORT | HISTORIA
śmy się, jak pomóc rannemu z przebitym kulą płucem czy oderwaną przez minę częścią nogi lub jak reanimować kolegę, którego serce przestało bić – tłumaczy jeden z żołnierzy. Ratownicy GOPR oraz instruktorzy komandosi uczyli żołnierzy również bytowania w górach. Aby urealnić szkolenie, w okolicach Zieleńca – mimo że to teren nadgraniczny – wojsko dostało zgodę na używanie środków pozoracji pola walki. I choć wydaje się to mało istotne, poznanie akustyki gór, wprawa w rozpoznawaniu, skąd padają strzały, jakie echo daje dany rodzaj broni, też mogą pomóc żołnierzom w przyszłości. Jedyne, czego zdaniem żołnierzy było za mało podczas manewrów, to ćwi-

Faktycznie, taka argumentacja jest sensowna. Innym ważnym elementem trenowanym w górach przez żołnierzy było zakładanie tzw. poręczówek. Tam, gdzie ścieżki są wąskie, strome i kamieniste, wchodzenie z pełnym obciążeniem i uzbrojeniem może być niebezpieczne. Zastosowanie poręczówek z pewnością ułatwi wspinanie i uczyni je bezpieczniejsze. Szkolenie przez prawdziwych ludzi gór, obeznanych z technikami linowymi, zakładało używanie przez żołnierzy kompletu wyposażenia wspinaczkowego. Trenowano jednak także wariant skrajny – zastępczy, gdy do wejścia czy zjazdu używa się tylko liny i karabińczyka. – W Afganistanie nie będziemy ciągle nosili pełnego sprzętu wspinaczkowego.

FLESZ
KIELCE. Doświadczenia z misji pokojowych ONZ PKW UNDOF w Syrii i Izraelu oraz PKW UNIFIL w Libanie były tematem konferencji, która 29–30 maja odbyła się w Centrum Szkolenia na potrzeby Sił Pokojowych. Poświęcona była przygotowaniu i realizacji zadań mandatowych przez kontyngent wojskowy, posłużyła również wymianie doświadczeń z uczestnikami misji.

KRAKÓW. Od 25 maja dowódcą 16 Batalionu Powietrznodesantowego jest ppłk Leon Stanoch, który zastąpił ppłk. Adama

Zmechanizowani nie będą w Afganistanie zdobywać najwyższych szczytów, ale umiejętność zjazdu lub wspinaczki może im czasem uratować życie

Stępnia. – Dowódca jest tak mocny, jak mocni są jego podwładni – podkreślił ppłk Stępień.

NOWY TARG. Obchody Święta 21 Brygady Strzelców Podhalańskich odbyły się 26 maja na Rynku Nowego Targu. Podczas uroczystości jej dowódca gen. bryg. Janusz Bronowicz nadał tytuł „Honorowy Podhalańczyk”: metropolicie krakowskiemu kard. Stanisławowi Dziwiszowi, biskupowi polowemu WP gen. dyw. Tadeuszowi Płoskiemu i rektorowi Podhalańskiej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej prof. dr. hab. Stanisławowi Andrzejowi Chodorowiczowi.

Każdy z nas i tak, wychodząc na akcję, będzie miał dosyć obciążenia. Jednak na tym szkoleniu nauczyłem się, że do zjechania z 20-metrowej ściany wystarczy mi 35 metrów liny i karabińczyk. Aby wdrapać się na tej samej wysokości skałę, potrzebowałbym dodatkowo kawałka mocnej sznurówki – argumentuje jeden z żołnierzy.

JASKINIOWCY
Szkolenie w górach było okazją do nauki udzielania pierwszej pomocy. Zajęcia także prowadzili ratownicy GOPR. Jak powiedział jeden z żołnierzy, wszystko było na poważnie, z symulacjami ran, jakie mogą powstać w walce. – Nie uczono nas obwiązywania zwichniętej nogi czy skaleczonej ręki. Uczylinr 24/2007

czenia dotyczące specyfiki poruszania się w górskich jaskiniach. Co prawda były zajęcia w jaskini kamieniołomu Roguszka koło Konradowa oraz w jaskiniach pouranowych koło Kletna, ale według żołnierzy takich zajęć powinno być więcej. Ćwiczono wchodzenie do jaskiń ciasnym wejściem i ewakuowanie z nich rannych, ale szkolenia w ich przeszukiwaniu, w działaniach taktycznych we wnętrzu góry było za mało. Zdobywanie budynków i ich przeszukiwanie żołnierze ćwiczą już rutynowo. To jednak nie to samo co penetrowanie podziemnych korytarzy, pełnych zakamarków, wnęk, stalaktytów i stalagmitów. Góry Afganistanu pełne są jaskiń, które terroryści chętnie wykorzystują jako kryjówki. 

TRENCIN. Na zaproszenie gen. dyw. Jana Kacmara 24–26 maja dowódca ŚOW gen. dyw. Fryderyk Czekaj wraz z grupą oficerów z Dowództwa ŚOW złożył wizytę w Dowództwie Sił Szkolenia i Wsparcia Armii Słowackiej w Trencinie, którego dowódcą jest właśnie gen. Kacmar. Celem było nawiązanie współpracy pomiędzy dowództwami.

WROCŁAW. Struktura i zadania ŚOW oraz zadania Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego i Urzędu Wojewódzkiego w systemie reagowania kryzysowego to zagadnienia, z jakimi zapoznał się przebywający 30–31 maja we Wrocławiu zastępca dowódcy III Okręgu Wojskowego Niemiec z Erfurtu płk Reinhard Golks.

Oprac. G.P.

Polska Zbrojna 35

AAAAAAA DODATEK AAAAAAAAAAAAAAAAAAA SIŁY POWIETRZNE
– Kaprale, plutonowi, sierżanci, przybywajcie – zachęca dowództwo brygady. – Nie za te pieniądze – odpowiadają potencjalni zainteresowani.
Ta zmiana to wynik starzejącego się sprzętu. W 2009 r. skończy się resurs części używanych tu rakiet typu Krug. Pozostałe dywizjony będą funkcjonowały w dotychczasowych strukturach. Podobnie sztab. A kadra rozformowanego dywizjonu zostanie rozdzielona do pozostałych pododdziałów. To pomoże ukompletować obsadę stanowisk w jednostce, bo już teraz brakuje jej ponad 70 żołnierzy zawodowych, oficerów i podoficerów. Dziś wakaty wymuszają przygotowywanie kadry z jednostki w drugiej czy trzeciej specjalności na czas pracy bojowej. Kadra zakasuje rękawy i ciężko pracuje. – Uczestniczę w pracy bojowej stacji, jestem też zaangażowany w demontaż anteny stacji radiolokacyjnej i przygotowanie jej do transportu – mówi kpt. Arkadiusz Kling. nych zadań – twierdzi płk Mordacz. Jednostka eksploatuje sprzęt, który wymaga odpowiedniej liczby personelu. A trudno, aby jeden człowiek wykonywał obowiązki w trzech miejscach i za trzech, i to bez dodatkowych gratyfikacji. Z brygady uciekają podoficerowie obawiający się zmian emerytalno-pragmatycznych. A gdy odchodzą, pojawia się problem, jak utrzymać sprzęt w sprawności. Technik w stopniu kaprala czy plutonowego musi się uczyć kilka lat, by opanować to rzemiosło. Gdy się już nauczy – po trzech latach – powinien być awansowany, objąć inne stanowisko. Może w interesie jednostki należałoby go ukarać i zostawić na następną kadencję na tym samym stanowisku. Co więc robić? Myśleć o sprzęcie i zadaniach czy o ludziach? Przecież tak dłużej pracować się nie da. Ale dziennikarzowi żołnierze się nie skarżą. – O brakach kadrowych wie Dowództwo Sił Powietrznych i alarmuje odpowiednie władze wojskowe – informuje rzecznik SP mjr Wiesław Grzegorzewski.

J

ednostka wciąż kojarzona jest z sepsą, która rok temu przyniosła jej złą sławę. Niesłusznie. 61 Skwierzyńska Brygada Rakietowa Obrony Powietrznej to typowy związek taktyczny. Boryka się z kłopotami kadrowymi, ale poza tym działa bez problemów. Nawet czekające ją w 2009 r. przeformowanie na pułk nikogo nie przeraża. – Oprócz zmiany zaszeregowania stanowisk dowódcy i zastępcy, pozostali nic nie stracą. Tylko jeden dywizjon zostanie zlikwidowany – mówi dowódca płk Stefan Mordacz.

Interes w karaniu
– W normalnych warunkach pokojowych przy tych wakatach brygada nie jest w stanie wykonać w 100 proc. postawio-

PIOTR LASKOWSKI

Wakaty w ko
EKSPERT

Płk Stefan Mordacz,
dowódca 61 Skwierzyńskej Brygady Rakietowej Obrony Powietrznej: – W normalnych warunkach pokojowych przy tych wakatach brygada nie jest w stanie wykonać w 100 proc. postawionych zadań.

Gorsze żony

G

dy skwierzyńskie zakłady zwalniały pracowników, żony żołnierzy traciły zajęcie w pierwszej kolejności. – Mówią: wy macie pieniądze. Wolimy wziąć na etat kogoś innego – mówi

płk Mordacz, akcentując, iż z wieloma żonami wojskowych jest tak, że jeżeli nie zatrudni się ich w jednostce, to w mieście nikt im nie da pracy. Dowódca nie wyobraża sobie, by żony wojsko-

wych, a nawet własną, także zatrudnioną w jednostce, traktować w pracy lepiej od innych. Są one często na ostatnim miejscu w kolejce do wyróżnień. I to też jest problem.

36 Polska Zbrojna

nr 24/2007

FORUM

| SŁUŻBA | WYDARZENIA | LUDZIE | MILITARIA | W GARNIZONIE | PORADY | ŚWIAT | TO I OWO | SPORT | HISTORIA
jeden z żołnierzy, chcący zachować anonimowość. Skutek jest taki, że z 24 stanowisk szeregowych zawodowych wakuje 14. Wolnych pozostaje też około 50 miejsc dla podoficerów. Wcale nie z winy sepsy.

koszarach
Do niedawna młodzi szukali w wojsku stabilności i ostoi. Ten czas się skończył. W Skwierzynie panuje ponaddwudziestoprocentowe bezrobocie, a młodzież zamiast służby wojskowej woli saksy. I emigruje
nr 24/2007
PIOTR LASKOWSKI (5)

Do niedawna młodzi szukali w wojsku stabilności i ostoi. Ten czas się skończył. W Skwierzynie panuje ponad dwudziestoprocentowe bezrobocie, a młodzież zamiast służby wojskowej woli saksy. I emigruje. Za granicą można zarobić więcej niż ok. 1800 zł brutto, a na tyle może liczyć szeregowy zawodowy. Choć są wyjątki, jak plut. Dariusz Tomaszyk, dowódca obsługi stacji dowodzenia, dla którego praca jest pasją. Ale jak długo jeszcze entuzjaści będą gotowi służyć za niewygórowane pieniądze? W Skwierzynie kadrowcy i dowódcy próbują werbować żołnierzy kończących służbę zasadniczą. Kuszą ich zwrotem kosztów za kurs prawa jazdy, bo mają wolne etaty kierowców. Jednostka organizuje też za własne pieniądze kursy operatorów sprzętu ciężkiego i spawaczy, by pozyskać personel w tych specjalnościach. – Gdyby wojsko zapewniało dobry start życiowy, to pewnie bym został. Teraz to mi się nie opłaca – wyjaśnia

FLESZ
BYDGOSZCZ. W Dowództwie 2 Brygady Radiotechnicznej 21–23 maja odbyła się kontrola problemowa. Obejmowała m.in. sprawdzenie procedur zarządzania techniką radiolokacyjną, szkolenie operacyjne, przestrzeganie przepisów kadrowych i kształtowanie dyscypliny wojskowej. Wyniki pokazały, że b rygada zasługuje na uznanie, a kadra i żołnierze prezentują wysoki poziom wyszkolenia i zaangażowania.

Krug
Z rakiet tego typu można strzelać do wszystkiego, co lata na wysokości od 150 do 24 tys. m i nie przekracza prędkości 800 m/s. Przeciwlotnicy ze Skwierzyny mogą więc na poligonie w Wicku Morskim ćwiczyć się w zestrzeliwaniu rakiet odpalanych z samolotów i okrętów. Co dwa lata brygada wystrzeliwuje tam od czterech do sześciu rakiet. Nowa taka rakieta kosztowałaby około 7 mln zł. Brygada w 2009 r. zamieni się w pułk. Pozostaną w niej wtedy dwa dywizjony z Krugami (resurs do 2012 r.) i dywizjon artylerii. Jednostkę w dalszej perspektywie czeka więc przezbrojenie. Może w zestawy Patriot? 

KRAKÓW. Z inicjatywy Towarzystwa Przyjaciół Prokocimia im. Erazma i Anny Jerzmanowskich 27 maja, w 5. rocznicę odsłonięcia pomnika Lotników, wmurowano tablicę z nazwiskami lotników Prokocimia walczących na frontach II wojny światowej w kraju i za granicą. W uroczystości uczestniczyli m.in. żołnierze z 8 Bazy Lotniczej i 13 Eskadry Lotnictwa Transportowego, kombatanci, organizacje cywilne, rodziny lotników, mieszkańcy Prokocimia i Krakowa.

KRAKÓW. 8 Baza Lotnicza, 13 Eskadra Lotnictwa Transportowego i Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza były 25 maja

gospodarzami Dnia Otwartych Koszar. Zorganizowano go, wychodząc naprzeciw dużemu zainteresowaniu lotnictwem wojskowym wśród młodzieży szkolnej. Uczestnicy imprezy mogli m.in. zwiedzić Salę Tradycji Krakowskiego Lotnictwa Wojskowego w Klubie Garnizonowym Kraków Balice; wziąć udział w statycznym pokazie statków powietrznych 13 eltr i śmigłowców ratowniczych GPR (Mi-8 i Mi-2) oraz w pokazie broni strzeleckiej i sprzętu specjalistycznego.

POZNAŃ. Mistrzostwa Wojska Polskiego w tenisie ziemnym kadry zawodowej ponownie zorganizowali lotnicy z Poznania. Tegoroczne odbyły się 21 maja–1 czerwca na kortach Zespołu Sportowego Sił Powietrznych. Gości i blisko 140 zawodników powitał przedstawiciel szefa Sztabu Generalnego WP gen. broni Lech Konopka.

Oprac. G.P.

Polska Zbrojna 37

MARYNARKA WOJENNA

WIELKIE odkażanie
MARIAN KLUCZYŃSKI

Ostatnią fazą największego tegorocznego ćwiczenia morskiego „Rekin 2007” było odkażanie okrętów powracających z morza. W Helu zajęli się tym chemicy z 55 Kompanii z Rozewia. Pierwszy odkażanie przeszedł zbiornikowiec ORP „Bałtyk”. Pokład i urządzenia najpierw spłukano wodą. Zajęła się tym drużyna pomp motorowych mat Anny Kiedrowskiej. Następnie do zbiornikowca podjechały specjalne samochody wyposażone w instalacje do dokładniejszego odkażania okrętu. W tym czasie także załoga została poddana specjalnym zabiegom odkażającym. Po odejściu „Bałtyku” do nabrzeża helskiego portu zacumował ORP „Hydrograf”, a następnie korweta ZOP ORP „Kaszub”, które przeszły podobne zabiegi.

38 Polska Zbrojna

nr 24/2007

FLESZ
GDYNIA. Archiwum Marynarki Wojennej w Gdyni obchodziło 28 maja jubileusz 60-lecia powstania. Na uroczystości przybyli m.in. dowódca MW admirał floty Roman Krzyżelewski, kierownicza kadra Centralnego Archiwum Wojskowego oraz archiwiści z archiwów rodzajów sił zbrojnych, których powitał kierownik gdyńskiej placówki kmdr ppor. Waldemar Kordula. W 2001 r. patronem instytucji został komandor Bohdan Wroński. Zasoby tej placówki to dokumentacja wytworzona od 1945 r. – ponad 111 000 jednostek archiwalnych, czyli prawie 3300 metrów bieżących akt.

MARIAN KLUCZYŃSKI (4)

GDYNIA. W nocy z 29 na 30 maja śmigłowiec W-3RM Anakonda z 28 Eskadry Lotniczej Marynarki Wojennej przetransportował z Bydgoszczy do Kliniki Kardiochirurgii Akademii Medycznej w Gdańsku serce do przeszczepu. Oczekiwał na nie 25-letni mężczyzna.

GDYNIA. Ośrodek Szkolenia Żeglarskiego Marynarki Wojennej obchodził 28 maja 60-lecie działalności. W południe, w basenie jachtowym w Gdyni, kadra i pracownicy ośrodka oraz zaproszeni goście wzięli udział w uroczystej zbiórce. Wcześniej, na jachtach ośrodka, podniesiono galę banderową.

GDYNIA. W Akademii Marynarki Wojennej odbyła się 25–26 maja V Międzynarodowa Konferencja Naukowa w zakresie Zarządzania Kryzysowego na temat: „Inżynieria bezpieczeństwa – standardy kształcenia”. Konferencja objęta została honorowym patronatem ministra obrony narodowej, ministra spraw wewnętrznych i administracji oraz szefa Obrony Cywilnej Kraju.

USTKA. 25 maja grupa osób niepełnosprawnych, marynarze, komenda Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej oraz władze samorządowe miasta i gminy Ustka spotkały się na pikniku integracyjnym zorganizowanym przez Centrum Charytatywno-Społeczne Caritas Ordynariatu Polowego WP.

Oprac. G.P.

nr 24/2007

Polska Zbrojna 39

WOJSKO LUDZIE
BOGUSŁAW POLITOWSKI

Takich jak on mamy w wojsku już prawie dziesięć tysięcy. Kim są, czym żyją, kogo kochają?

żołnierz
BOGUSŁAW POLITOWSKI

Zwykły
nr 24/2007

40 Polska Zbrojna

S

tarszy szeregowy zawodowy Daniel Olszak, dla kumpli Olo, żyje prostym, żołnierskim życiem. Służy i słucha rozkazów. Od dziecka ciągnęło go do munduru. Po technikum ogrodniczym nie myślał o uprawianiu kwiatów czy warzyw. Gdy w styczniu 2002 r. wezwano go do WKU, bez wahania wziął bilet i stawił się w Nowym Glinniku w 7 dywizjonie lotniczym 25 Brygady Kawalerii Powietrznej. Po roku służby zasadniczej – walcząc z obawami matki, wsparty dumą ojca – postanowił związać się z wojskiem na stałe. Został nadterminowym. Kilka lat po tamtej decyzji, w rozmowie na wędrzyńskim poligonie, w chwili przerwy między szkoleniem nocnym a dziennym, tamte szczenięce wojskowe lata wspomina z uśmiechem. Podjął decyzję, którą nadal uważa za słuszną, mimo że nie wiedział, co znaczy być żołnierzem.

DYLEMATY
Rozpoczęła się operacja w Iraku. I pierwsza poważna decyzja: jechać? Pierwsza zmiana, w której nikt do końca nie wiedział, o co chodzi. Pamięta, że wyjazd potraktował trochę jak wycieczkę. Z zaciekawieniem oglądał palmy w Kuwejcie, chłonął egzotykę regionu. Nie trwało to jednak długo. Któregoś dnia nagle zrozumiał, że znalazł się na wojnie. Że w tym miejscu nie strzela się ze ślepaków, a honkery to wozy bardziej rolnicze niż bojowe. W Karbali, pierwszy raz strzelając, zamiast pustego przedpola i tekturowych tarcz widział w celowniku ulice, domy i uzbrojonych ludzi. Przekonał się, że kawaleria powietrzna rzucana jest do najtrudniejszych akcji. – Po Iraku człowiek inaczej myśli, inaczej patrzy na życie – bardziej je ceni. Świadomość, że można zginąć na obcej ziemi, ciągła adrenalina, to zmienia charakter. Chroniąc VIP-a, wchodząc z nim w tłum rozwrzeszczanych,

wrogo nastawionych i uzbrojonych Arabów, nie ma czasu myśleć o rodzinie. Wtedy zmysły wyostrzają się, człowiek jest jak automat. Dopiero po akcji, w bazie, gdy już jest bezpiecznie, wyjmuje się zdjęcia, tęskni – wyznaje. Daniel lubi szkolenie. Nie przepada natomiast za pełnieniem służb podczas poligonu. Gdy koledzy strzelają, uczą się „czyszczenia” budynków, pędzą w konwoju po bezdrożach, a on musi odbierać telefony, czuje, że coś traci. Po pierwszej irackiej zmianie postanowił zostać szeregowym zawodowym. Zaczął studia, bo nie ma zamiaru wiecznie służyć w tym stopniu. Na pedagogice, w prywatnej uczelni, studiuje prewencję i patologię. W marzeniach widzi siebie w szkole oficerskiej. Chce dowodzić. Wie, że gdy się bardzo czegoś pragnie, marzenia się spełniają. Tak jak to, aby z kolejnej, czwartej zmiany wrócić szczęśliwie. Zapewne pomogły trochę talizmany, w które przed wyjazdem zaopatrzyła go rodzina. Może to sprawa żołnierskiego szczęścia, a może modlitwy Marty, która zjawiła się nagle i na stałe zagościła w jego życiu. Gdy w poligonowym baraku rozmowa schodzi na drugą zmianę iracką, Daniel milknie. Ucieka gdzieś wzrokiem. Odnoszę wrażenie, że myślami wrócił na piaski pustyni. Jakby znów słyszał komendy, widział rozbity amerykański śmigłowiec, noc, strach... Później enigmatycznie wspomina o wizycie w Warszawie, gdzie dowódca Wojsk Lądowych wręczył mu pismo pochwalne i nagrodę.

Dla Daniela być żołnierzem to zaszczyt. To znaczy szkolić się i być skutecznym, gdy przełożeni postawią zadanie. To wysiłek i ofiarność. Odwaga, gdy trzeba skoczyć ze spadochronem, a nad głową świszczą pociski, i wtedy, gdy się widzi, że z rozbitego Skorpiona sanitariusze wynoszą kolegę, który przed chwilą zginął. Kpt. Sławomir Chrobak, dowódca Daniela, mówi, że tacy ludzie to sól armii. W takich jak Olszak widzi przyszłych dowódców – oficerów.

MARTA
Czas na drugiej misji biegł szybciej. Była już Marta. Były telefony, sms-y, e-maile. W kieszonce na piersi nosił zawsze jej zdjęcie. Zdaniem Daniela, Marta ma mocny charakter. Studiuje na tym samym kierunku i w przyszłości chce pracować w policji. Mimo podobnych zainteresowań, gdy są razem, nie rozmawiają o służbie. Na kilka dni przed powrotem, kiedy już nie mogła się go doczekać, on celowo wysyłał tylko lakoniczne sms-y, że już niedługo... Denerwowała się, że nadal jest na wojnie, że coś się stało. Aż z bukietem czerwonych róż zapukał niespodziewanie do drzwi. Marta wie, że nie jest łatwo mieć chłopaka żołnierza. Nie może się jednak pogodzić z tym, że latem on znów wybiera się do Iraku. Do tego, że znów będą w rozłące, przygotowywał ją bardzo powoli. Wspomniał o tym raz, potem znów. Pewnego wieczora powiedział wprost, że leci. W baraku wędrzyńskiego poligonu Daniel siedzi jak na szpilkach. Koledzy zaraz jadą na szkolenie z Amerykanami, i on też chce. Po chwili prosi o przysługę. Pyta, czy za naszym pośrednictwem może coś przekazać Marcie. Marto, z przyjemnością spełniamy prośbę twojego chłopaka. Przeczytałaś już o nim i o sobie. Jednak coś ważniejszego czeka Cię na innej, 62 stronie naszej gazety... 

DLA DANIELA BYĆ ŻOŁNIERZEM TO ZASZCZYT. TO ZNACZY SZKOLIĆ SIĘ I BYĆ SKUTECZNYM, GDY PRZEŁOŻENI POSTAWIĄ ZADANIE

MARTA wie, że nie jest łatwo mieć chłopaka żołnierza. Nie może się jednak pogodzić z tym, że latem znów wybiera się do Iraku. Do tego, że znów będą w rozłące, przygotowywał ją bardzo powoli.
ARCH. DANIELA OLSZAKA (2)

nr 24/2007

Polska Zbrojna 41

WOJSKO LUDZIE
Czy podziela Pan opinię, że obronność jest dziś modna jak nigdy dotąd? – To jest pewne. Tym bardziej że 31 maja ub.r. bezpieczeństwo narodowe oraz bezpieczeństwo wewnętrzne zostały wpisane na listę kierunków studiów. Nasz senat podjął decyzję, że kierunek bezpieczeństwo narodowe od nowego roku akademickiego ruszy także w Szczecinie. Zgodnie z konwencją bolońską, będzie obowiązywał system 3+2+3. Czyli: trzy lata nauki do uzyskania licencjatu, kolejne dwa lata to magisterium, następne trzy – dla najlepszych – to studia doktoranckie. Są już chętni na nowy kierunek studiów? – Przypuszczam, że będzie ich znacznie więcej niż miejsc. Do tej pory stronę internetową poświęconą temu kierunkowi odwiedziło kilka tysięcy zainteresowanych. Jednak w tym roku, niestety, przyjmiemy na bezpieczeństwo narodowe jedynie 70 maturzystów. Jedynie czy aż? – Powtarzam: dostaliśmy limit 70 miejsc, czyli bardzo mało. Gdy parę lat temu uruchamiałem w Szczecinie magisterskie studia uzupełniające na specjalizacji bezpieczeństwo narodowe, pierwszy rok rozpoczynało 180 słuchaczy. Podobno te studia tworzył Pan przede wszystkim z myślą o swoich kolegach w mundurach? Uderza Pan w czułe miejsce wojska... – Ale tak jest! Nie oszukujmy się już, nie łudźmy, że dyplom ukończenia wyższej szkoły oficerskiej da w cywilu coś więcej niż tylko rozczarowanie. Takie opinie słyszałem i nadal słyszę od byłych i obecnie jeszcze pełniących służbę żołnierzy zawodowych, którzy zainteresowali się moimi studiami. Ilu ich było? – Do tej pory uzupełniające studia magisterskie skończyło u mnie około 1200 osób, głównie przedstawicieli służb mundurowych. Przynajmniej jedna trzecia z nich to żołnierze zawodowi. Niektórzy poszli za ciosem i – nie zdejmując munduru – rozpoczęli studia doktoranckie. Mogę panu powiedzieć, że kilku z nich – m.in. były rzecznik Wielonarodowego Korpusu Północ– –Wschód – są już doktorami. Ten tytuł naukowy uzyskał w Instytucie Historii US również bardzo młody, bo tylko 32-letni oficer, który teraz wyjechał na misję do Afganistanu. Czy – Pana zdaniem – oni zabezpieczają sobie przyszłość? – Przecież to jest oczywiste. Niedawno do zakładu zgłosiło się kilku rezerwistów, dla których – jako byłych dowódców z bardzo dobrymi opiniami służbowymi – nikt nie ma żadnej oferty pracy. Ci panowie chcieliby „zrobić magistra” w ramach rekonwersji i pytali, czy jest to możliwe? Odpowiedzi muszą szukać gdzie indziej. Choć akurat ja uważam, że armia powinna im pomóc, że jest im to winna. Jak Pan sądzi: dlaczego bezpieczeństwem narodowym zajmują się coraz to nowe uczelnie cywilne, a szkolnictwo wojskowe jakby odpuściło sobie ten temat? – Chociaż szkolnictwo wojskowe obserwuję tylko z boku, nieraz również zadaję sobie to pytanie. I nie znajduje Pan odpowiedzi? – Każdy chyba ją zna: z wyższym szkol-

Rozmowa z płk. rez. prof. dr. hab. WIESŁAWEM WRÓBLEWSKIM, kierownikiem Zakładu Badań nad Konfliktami i Pokojem w Instytucie Politologii Uniwersytetu Szczecińskiego
– Wcale temu nie zaprzeczam. Byłem żołnierzem zawodowym i wiem, na jakie trudności napotykają w cywilu byli wojskowi szukający pracy. Wiem też, że zupełnie inaczej są traktowani przez pracodawców, gdy piszą w swoim CV, że są magistrami politologii i specjalistami bezpieczeństwa narodowego bądź wywiadu konkurencyjnego, bo i taką mamy specjalizację. Prawda jest bowiem taka, że dyplom uczelni wojskowej z nieco enigmatycznym tytułem inżyniera dowódcy na cywilnym rynku pracy nie liczy się wcale i nie otwiera żadnych drzwi. 42 Polska Zbrojna
nr 24/2007

nictwem wojskowym stało się coś złego. Mam świadomość, że było ono nadmiernie rozbudowane i miało za sobą lobby przeciwne wszelkim rewolucyjnym zmianom. Dlatego w pewnym momencie stanęło w miejscu, przestało nadążać za potrzebami dnia dzisiejszego i – jakby tego było mało – w sporej części nie wypełniało już wymogów ustawy o szkolnictwie wyższym. Powiem brutalnie: z WSO zrobiły się szkółki, a AON z jednym tylko wydziałem mającym uprawnienia do habilitacji przestała się liczyć w poważnych rankingach szkół wyższych. Czy czasami nie przemawia przez Pana żal? Pan też był związany z tą akademią... – Przez wiele lat byłem związany z Wojskowym Instytutem Historycznym, który gwarantował możliwość habilitacji i wszczynania procesów związanych z przewodem profesorskim. Jednym pociągnięciem pióra ministra obrony narodowej instytut został zlikwidowany i – już jako nowa, mało znacząca placówka – podporządkowany AON. Wkrótce, w styczniu

2002 r., okazało się, że Komitet Badań Naukowych nie prześle akademii 3,5 mln zł, które WIH miał otrzymać na działalność statutową jako placówka naukowa kategorii A, bo akademia była znacznie niżej notowana... Czyli są jakieś pretensje... – Wtedy stało się coś niebywałego. Z perspektywy czasu i nowych doświadczeń widzę, że postąpiono bardzo nieroztropnie. Nawet jeżeli były jakieś pretensje polityczne do WIH, to można było stopniowo wymienić kadrę, wyznaczyć nowe kierunki działań. Tymczasem przekreślono cały, wieloletni dorobek placówki i jej pozycję w świecie naukowym. Teraz, gdy widzę, jak instytuty Uniwersytetu Szczecińskiego „boksują się”, by uzyskać uprawnienia do nadawania tytułu doktora, jeszcze bardziej nie potrafię znaleźć uzasadnienia dla tamtego ciosu w WIH, i tym samym w szkolnictwo wojskowe. Tajemnicą poliszynela jest, Panie Profesorze, że wielu wojskowych naukow-

Powiem brutalnie: z WSO zrobiły się szkółki, zaś AON z jednym tylko wydziałem mającym uprawnienia do habilitacji przestała się liczyć w poważnych rankingach szkół wyższych
Trafiliście więc panowie na doskonałą koniunkturę... – Koniunkturę czy wymóg współczesności? Koniunkturę czy też konieczność minimalizowania zagrożeń i niebezpieczeństwa? Chyba nieprzypadkowo wszedł w życie siódmy europejski program badań nad bezpieczeństwem, który ma być subsydiowany w wysokości miliarda euro rocznie. Postanowiliśmy z niego skorzystać również w Polsce.

na obronność
ców odnalazło się wkrótce w cywilnych uczelniach... – Czy to jest ujmą? Czy nie oznacza, że nasz dorobek, nasze poprzednie pozycje naukowe autentycznie procentują teraz w wyższym szkolnictwie cywilnym? Ja postawiłbym inne pytanie: czy Panowie, propagując obronność narodową, macie na względzie komercję, czy też rzeczywiste potrzeby czasu? – Przede wszystkim potrzeby czasu. Żyjemy przecież w nowych realiach. Świat nie jest już dwubiegunowy. 11 września unaocznił, że terroryzm jest największym zagrożeniem współczesności. Dwa lata temu zorganizowałem w Szczecinie międzynarodową konferencję poświęconą terroryzmowi i konfliktom zbrojnym na przełomie XX i XXI wieku. W czasie dyskusji większość zdecydowanie opowiedziała się za tezą, że nie ma dziś potencjalnego zagrożenia konfliktem typu konwencjonalnego, czyli kolejną wojną światową, i że jesteśmy skazani głównie na działania asymetryczne. A do tych realiów trzeba przygotować odpowiednich specjalistów.
PIOTR PRYMLEWICZ/BELLONA(2), ROMAN PRZECISZEWSKI

Chodzi więc jednak o pieniądze? – A dlaczego z puli UE nie może czegoś uszczknąć polskie szkolnictwo wyższe? Przedstawiciele kilku uczelni krajowych, a także ze Słowacji, Ukrainy i Węgier, zawiązali w Krakowie Międzynarodowe Stowarzyszenie „Edukacja dla obronności i bezpieczeństwa”. Stowarzyszenie otwarte, gdyż na pewno przyłączą do nas także inni. Jest bowiem o co walczyć. Chcemy pozyskać europejskie środki zarówno na przygotowanie kierunku bezpieczeństwo narodowe, jak i na studia podyplomowe. Unia rekompensowałaby wówczas studentom nawet połowę czesnego. Czy tym programem jest zainteresowane także szkolnictwo wojskowe? – Nie słyszałem o tym. Wiem tylko, że wciąż walczy ono o przetrwanie. I że zmienność koncepcji jest przerażająca. Uczelnie cywilne natomiast, wcale tego nie kryję, korzystają z możliwości rozwoju dotąd w pewnym stopniu zarezerwowanych wyłącznie dla szkolnictwa wojskowego.
Rozmawiał Roman Przeciszewski

nr 24/2007

Polska Zbrojna 43

INTERWENCJA ROWERZYŚCI

Niedziela. Wsiadam na rower. Pedałuję rozrywkowo. Zaglądam do centrum handlowego. Zostawiam jednoślad w stojaku, nieopodal wejścia do sklepu. Przypinam linką, by nikt go nie ukradł. Po powrocie ulga – czeka tam, gdzie go zostawiłem. Obok dwa inne rowery. Poniedziałek rano, sprzyjająca pogoda. Chwytam kierownicę, naciskam na pedały i mknę cztery kilometry do biblioteki w Sztabie Generalnym WP. Pod drzwi nie podjadę. Na rower nie mam przepustki, poza tym nie przecisnąłbym go przez kołowrotek. Muszę parkować. Rozglądam się nerwowo. O tym, że poszukiwania stojaka są skazane na niepowodzenie, przekonują mnie dwa inne rowery przypięte do parkanu. Wnioskuję, że niedolę podzielę z oficerami lub podoficerami. Generał tak roweru by nie zostawił, bo to obciach. Skazany jest na samochód. Służbowy, z szoferem. Albo na marszobieg do sztabu. Lecz w tej dyscyplinie w stolicy szyku zadaje tylko gen. bryg. Roman Polko z Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Rowerowego przykładu nikt inny z VIP-ów od czasu ministra Ja44 Polska Zbrojna

PIOTR PRYMLEWICZ

Od żołnierzy wymaga się sprawności fizycznej, lecz kolarze amatorzy rzadko znajdują u dowódców zrozumienie. Choć jednostki obrosły parkingami, stojaków rowerowych raczej w nich nie uświadczymy. A przecież koszary to rozległe kompleksy, gdzie na przemieszczanie się pieszo szkoda czasu, a prywatnym samochodem jeździć nie wypada.

PIOTR LASKOWSKI

HONORY Z
ARTUR GOŁAWSKI

nusza Onyszkiewicza nie daje, więc góra nie dostrzega problemu.

Bez luksusów
Pokątnie musimy parkować w centrali przy ulicy Klonowej. Zajeżdżając tam służbowo, dzięki życzliwym wartownikom przypniemy jednoślad do ławki obok biura przepustek. Można też przyczepić się do ministerialnego płotu. Stojaka nie ma również w Dowództwie Sił Powietrznych ani w kompleksie zarządu infrastruktury, gdzie siedzibę ma nasza redakcja. Nie widać go na Cytadeli, w Dowództwie Wojsk Lądowych, choć wartownicy cywilni mają rower służbowy. Ponoć kiedyś stojak był na parkingu Komendy Głównej Żandarmerii Wojskowej. Ślad po nim jednak zaginął, a żandarmi nie wszczęli śledztwa. W stolicy na miano przyjaznych rowerzystom zasługują siedziba Dowództwa Operacyjnego i „Pekin” w alei Niepodległości, gdzie mieści się część instytucji centralnych MON. Przyjeżdzając tu , zaparkujemy przy wydzielonym stojaku zespawanym z kilku prętów. Żaden luksus, mimo

że kilka rowerów zajmuje mniej miejsca od takiej samej liczby samochodów. Jak mają się żołnierze cykliści spoza stolicy? Od lat mekką rowerzystów pozostaje Dęblin. Miasto rozrzucone na dużej przestrzeni, z lotniskiem u boku, po którym zawsze wygodniej poruszać się bicyklem. Dlatego dęblinianie tu i ówdzie dorobili się drobnych wygód. Podobnie jak personel bydgoskiego Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych. – Wydzieliliśmy parking dla rowerzystów – melduje Agnieszka Szkoda, p.o. rzecznika instytucji. – W inspektoracie mile widziani są wszyscy, którzy uprawiają sport nie tylko miesiąc przed egzaminem z wf. – zapewnia. Mjr Zbigniew Muszyński, rzecznik 16 DZ, również zachęca: – Rowerzyści mają u nas zielone światło. Na terenie sztabu wydzieliliśmy parking, gdzie mogą zostawić rowery. Codziennie dojeżdża nimi do pracy 10–15 osób. Koledzy, którzy preferują samochód, bo szybszy i wygodniejszy, w czasie weekendów jeżdżą rowerami na wycieczki. Mjr Marek Chmiel, rzecznik dowódcy Pomorskiego Okręgu Wojskowego, przyznanr 24/2007

ROWERU
je, że w nowym kompleksie przy ulicy Szubińskiej nie ma jeszcze stojaków. – Lecz każdy, kto chce dojeżdżać do pracy rowerem, może zostawić go koło wartowni – dodaje. Do 33 Bazy Lotniczej w Powidzu przyjeżdżają głównie podoficerowie i chorążowie, którzy muszą podczas służby często przemieszczać się po bazie. Cyklistów w mundurach nie ma zbyt wielu, bo tylko kilku. U kawalerzystów w Świętoszowie porusza się po jednostce rowerami kilkudziesięciu żołnierzy zawodowych w różnych stopniach. To już prawie peleton. – Koszary brygady są rozległe i używanie rowerów ułatwia nam pracę – mówi por. Marcin Nowaczyk, p.o. szefa sekcji współpracy cywilno-wojskowej, jeden z dojeżdżających do jednostki rowerem.

Mała architektura
Jak dotąd ani w 10 Brygadzie Kawalerii Pancernej, ani w żadnej wizytowanej przez nas jednostce nikt roweru służbowego nie dostał. Czy gdyby decydenci wpadli na pomysł przydzielania bicykli służbom dyżurnr 24/2007

nym, tak jak w Holandii czy Danii, skutkowałoby to pojawieniem się parkingów rowerowych? Niekoniecznie. Zapewne ustalono by zasady oddawania honorów w trakcie pedałowania oraz wprowadzono wzór przepustki na rower. Lecz powód braku stojaków jest bardziej prozaiczny – bariery biurokratyczne. Prymitywny stojak, na stałe przytwierdzony do gruntu, to już obiekt małej architektury. Aby go zainstalować w zgodzie z prawem, pomysłodawcy powinni zdobyć kilka pozwoleń i dokumentów, także na szczeblu urzędów wojewódzkich. Jeśli miałyby to być schludne wiaty chroniące przed deszczem, należy w nie zainwestować: wprowadzić do planu inwestycji, zapewnić pieniądze na materiały. Nielegalne, chałupniczo wykonane stojaki dostrzeże bowiem każda kontrola i będzie kłopot. Na razie jednak dowódcy mają ważniejsze sprawy na głowie niż kilka prętów przykręconych do chodnika. Szkoda, bo jazda na rowerze jest frajdą. Nawet w go dzinach służbowych.
Współpraca: bp, pl, kw

Co myślimy o instalowaniu stojaków na rowery na parkingach jednostek wojskowych/instytucji? Earpman: Szlachetne, ale najpierw powalczmy o parkingi dla kadry, aby nie musiała parkować po krzakach ku ogromnej radości żandarmerii. Ja też dojeżdżam rowerem, jak pogoda pozwala. Deron: Za przyjazdy do pracy rowerem mój kolega zapłacił niemiłą rozmową z dowódcą, który stwierdził, że oficerowi to nie przystoi. Wobec czego ten zapalony rowerzysta kupił auto. Teraz jest OK. Bolec71: Skąd to znam... Parę lat temu, Port Wojenny Hel. Jadę w mundurze rowerem, zatrzymuje się koło mnie opel astra II z admirałem w środku. Pada pytanie: „Panie kapitanie, jak to wygląda, oficer na rowerze?“ Po czym na odprawie tygodniowej był poruszany problem, „czy jeżdżenie rowerami w mundurze jest zgodne z regulaminem”? Może i słusznie, bo jak tu na rowerze oddać honory? Jankes: Co nie jest zabronione, to dozwolone. Inna kwestia – w jakim mundurze. Stevie-Założyciel: Przesiadłem się na rower i jak tylko pogoda pozwala, jeżdżę do jednostki. Jest to – w okresie letnim – bardzo popularny sposób dotarcia do pracy i nikt nie ma zdziwionej miny, gdy u nas pedałuje szeregowy, sierżant czy major. Stojaków na jednoślady brakuje. Może coś da się zrobić, jeśli taki wniosek podniesiecie na odprawie miesięcznej.

Żołnierze cykliści, łączmy się!

(Opinie zebrane w NFoW.pl)

Polska Zbrojna 45

PRAWO PORADY

Zarobki na misj
RYSZARD CHOROSZY

W zagranicznych operacjach pokojowych służy prawie 3,5 tys. polskich żołnierzy i pracowników, w tym prawie 1200 osób w Afganistanie. Przypominamy, jakie należności i dodatki im przysługują, zwłaszcza że przepisy są korzystniejsze niż jeszcze kilka miesięcy temu.

GRAFIK A: MARC

IN DMO WSKI

Skierowany do pełnienia służby w polskich kontyngentach wojskowych (PKW) żołnierz zawodowy czy nadterminowy zachowuje przez okres pobytu za granicą uposażenie przysługujące na ostatnio zajmowanym w kraju stanowisku wraz z dodatkami o charakterze stałym. Przed wyjazdem na misję przysługuje mu ponadto jednorazowe uposażenie w wysokości najniższego wynagrodzenia zasadniczego żołnie-

rza zawodowego (obecnie 1820 zł brutto). Taki sam dodatek należy się również żołnierzowi nadterminowemu oraz pracownikowi wojska. Wypłaca go macierzysta jednostka, po wydaniu decyzji o skierowaniu go do pełnienia służby poza granicami. W uzasadnionych przypadkach, i za zgodą dowódcy, może być wypłacona zaliczka, która podlega rozliczeniu w ciągu miesiąca od jej otrzymania.
Ubezpieczeniowe SA wypłaci świadczenie w pełnej wysokości sumy ubezpieczenia z tytułu stałego uszczerbku na zdrowiu, tj. 100 tys. zł, a w razie częściowego uszczerbku taki procent sumy ubezpieczenia, w jakim ubezpieczony doznał stałego uszczerbku. Wysokość świadczeń dla kontyngentów UNDOF i UNIFIL: a) świadczenia z tytułu śmierci zaistniałej w wyniku nieszczęśliwego wypadku albo zdarzenia objętego umową w wysokości 45 000 zł, b) świadczenia z tytułu stałego uszczerbku na zdrowiu będącego następstwem nieszczęśliwego wypadku albo zdarzenia objętego

Złotówka mocniejsza

Ponadto żołnierzowi zawodowemu – po przybyciu do rejonu działania jednostki – przysługuje należność zagraniczna. Jej wysokość zależy od stopnia etatowego stanowiska służbowego, na które został skierowany. Jeszcze do 31 stycznia 2007 r. obowiązywały stawki dolarowe (od 350 do 3 tys. dol. na najwyższych etatach w PKW.). Jedną z istotnych przesłanek
ubezpieczeniem, przy czym, jeżeli ubezpieczony doznał 100 proc. stałego uszczerbku – PTU SA wypłaci świadczenie w wysokości 45 tys. zł, a w razie częściowego uszczerbku taki procent sumy ubezpieczenia, w jakim ubezpieczony doznał stałego uszczerbku. Odpowiedzialnością ubezpieczeniową objęte są również następstwa wypadków spowodowane: a) uprawianiem sportu poza granicami Polski, b) jazdą ubezpieczonego w charakterze kierowcy lub pasażera pojazdu jednośladowego, c) omdleniami, utratą przytomności, ata-

W kontyngentach
Wysokość świadczeń dla PKW: EUFOR, KFOR, AFGANISTAN i IRAK: a) świadczenia z tytułu śmierci zaistniałej w wyniku nieszczęśliwego wypadku albo zdarzenia objętego umową w wysokości 200 tys. zł, b) świadczenia z tytułu stałego uszczerbku na zdrowiu będącego następstwem nieszczęśliwego wypadku albo zdarzenia objętego ubezpieczeniem, przy czym, jeżeli ubezpieczony doznał 100 proc. stałego uszczerbku – Polskie Towarzystwo

46 Polska Zbrojna

nr 24/2007

w strefie działań wojennych” emeryturę podwyższa się o 0,5 proc. podstawy wymiaru. Obecnie takie uprawnienia przysługują za służbę w Afganistanie, Iraku oraz Libanie. Natomiast wynagrodzenie pracownika w PKW zależy od jego wykształcenia. Po ukończeniu szkoły średniej może on dostać 175 proc. najniższego uposażenia żołnierza zawodowego (obecnie 3185 zł), zaś absolwentowi studiów wyższych przysługuje 250 proc. (4550 zł). Dodatek zagraniczny wypłaca się za okres od dnia przybycia do rejonu działania jednostki do opuszczenia tego rejonu, z wyłączeniem okresu przebywania na urlopie. Za każdy dzień należy się 1/30 stawki miesięcznej. Żołnierze lub pracownicy wojska mogą otrzymać przysługujące im należności zagraniczne w złotówkach na swoje konto w kraju lub w walucie państwa, w którym przebywają – wg aktualnego kursu NBP. Wtedy pieniądze w gotówce odbierają w kasie PKW.

jach

Dodatki za zagrożenia
Nowością jest to, że żołnierz skierowany do służby w PKW, wykonujący zadania „w rejonach zagrożenia utraty zdrowia lub życia albo przy występowaniu trudnych warunków klimatycznych lub zakwaterowania”, może otrzymać wyższy dodatek. Wynosi on od 20 do 70 proc. najniższego uposażenia st. szeregowego (od 364 do 1274 zł). W decyzji nr 174/MON z 23 marca 2007 r. szef MON ustalił, że zwiększony o 70 proc. dodatek przysługuje za służbę w Afganistanie i Iraku, zaś o 60 proc. – w Libanie. Jednocześnie dowódca PKW uzyskał uprawnienia do podwyższania należności zagranicznej od 10 do 30 proc. najniższego uposażenia (tj. od 182 do 545 zł) dla żołnierzy biorących udział w akcjach bojowych, zapobiegania aktom terroryzmu, patrolowych, konwojowych i ochronnych. Stawkę tego dodatku ustala w rozkazie dowódca jednostki wojskowej. Ponadto żołnierzom, którzy wykonują zadania bezpośrednio związane z oczyszczaniem rejonu działania jednostki z materiałów wybuchowych lub z ich unieszkodliwianiem przysługują zwiększone stawki należności zagranicznej (1 proc. najniższego uposażenia, tj. o 18,2 zł za każdy dzień wykonywania tych zadań). Zmieniły się także zasady przyznawania dodatku wojennego. Do końca stycznia br. obowiązywała stawka 7 dol. za dzień pobytu w strefie działań wojennych. Było to ok. 22 zł dziennie, tj. blisko 660 zł mie-  Polska Zbrojna 47

wprowadzonych zmian była malejąca siła nabywcza waluty amerykańskiej wobec złotego. W rezultacie, służba w polskich kontyngentach wojskowych była coraz mniej atrakcyjna finansowo. Od 1 lutego br. weszła w życie nowelizacja rozporządzenia MON z 16 czerwca 2004 r. w sprawie należności pieniężnych żołnierzy zawodowych pełniących służbę poza granicami. Wprowadzono nowe stawki (patrz
kiem epilepsji, śpiączki cukrzycowej lub udaru słonecznego. Ponadto ochroną objęto również niżej wymienione poważne zachorowania zdiagnozowane u ubezpieczonego, takie jak: a) choroby nowotworowe, b) niewydolność nerek, c) paraliż kończyn. Polisa obejmuje również zwrot kosztów za mienie osobiste utracone w następstwie nieszczęśliwego wypadku do wysokości 5000 zł z franszyzą redukcyjną polegającą na wprowadzeniu udziału własnego w każdej szkodzie w wysokości 300 zł.

tabela). Obecnie należność zagraniczna jest wielokrotnością najniższego uposażenia kadry. Przypomnijmy, że najniższe wynagrodzenie starszego szeregowego zawodowego zwiększyło się od 1 stycznia br. z 1630 do 1820 zł. Niewykluczone, że w przyszłym roku zwiększy się ona jeszcze w porównywalnym stopniu. Z kolei żołnierze nadterminowi dostają dodatek zagraniczny w takiej samej wysokości jak starsi szeregowi zawodowi, chyba że w PKW zajmują stanowiska podoficerskie. Różnica w nazewnictwie (kadrze zawodowej przysługuje „należność zagraniczna”, zaś żołnierzom niezawodowym – „dodatek zagraniczny” – przyp. R.Ch.) wynika z tego, że w wykazie dodatków dla żołnierzy zawodowych nie ma dodatku zagranicznego. Gdyby miał on charakter stały, mógłby być wliczany do podstawy wymiaru emerytury. Należy jednak przypomnieć, że – na podstawie art. 15 ustawy emerytalnej dla wojska – za każdy „rozpoczęty miesiąc pełnienia służby na froncie w czasie wojny lub

nr 24/2007

PRAWO PORADY
WYSOKOŚĆ NALEŻNOŚCI ZAGRANICZNEJ ŻOŁNIERZY ZAWODOWYCH W PKW
Stopień etatowy zajmowanego stanowiska gen. broni gen. dyw. gen. bryg. płk ppłk mjr kpt. por. ppor. st. chor. sztab. st. chor. chor. mł. chor. st. sierż. sierż. plut. st. kpr. kpr. st. szer. Wielokrotność najniższeg o uposażenia (w zł) 6,0 (10 920) 5,5 (10 010) 5,0 (9100) 3,8 (6916) 3,5 (6370) 3,1 (5642) 2,7 (4914) 2,3 (4186) 2,1 (3822) 2,0 (3640) 1,95 (3549) 1,9 (3458) 1,85 (3367) 1,80 (3276) 1,75 (3185) 1,7 (3094) 1,65 (3003) 1,6 (2912) 1,55 (2821)

UBEZPIECZONY KONTYNGENT

W

szyscy żołnierze i pracownicy skierowani do PKW podlegają ubezpieczeniu od następstw nieszczęśliwych wypadków (NNW). Ochrona ubezpieczeniowa udzielana jest całodobowo, na całym świecie, od dnia rozpoczęcia przejazdu do miejsca pełnienia służby poza granicami państwa i z powrotem, nie później niż 24 godziny od przekroczenia granicy RP w drodze powrotnej do jednostki wojskowej wskazanej w rozkazie. Polisa obejmuje również przejazd i czasowy pobyt ubezpieczonych na terenie kraju, jeśli jest to pobyt służbowy lub urlopowy w okresie pełnienia służby w PKW, potwierdzony odpowiednim rozkazem lub innym dokumentem służbowym. Ochrona obejmuje dodatkowo ryzyko nieszczęśliwych wypadków zaistniałych w warunkach wojennych.
PODSTAWA PRAWNA: UMOWA UBEZPIECZENIA NASTĘPSTW NIESZCZĘŚLIWYCH WYPADKÓW ŻOŁNIERZY I PRACOWNIKÓW WOJSKA PEŁNIĄCYCH SŁUŻBĘ W PKW POZA GRANICAMI PAŃSTWA ZAWARTA Z POLSKIM TOWARZYSTWEM UBEZPIECZEŃ SA 10 LIPCA 2006 R.

Dodatek wojenny wypłaca się z dołu, nie później niż do dziesiątego następnego miesiąca. Na pisemny wniosek żołnierza może być odebrany w złotówkach na rachunek bankowy w kraju lub w gotówce w walucie obcej na miejscu w PKW.

Podróż służbowa
Żołnierzowi, a także pracownikowi, którzy podróżują służbowo z miejsca pobytu w PKW, przysługuje również dieta w wysokości ustalonej dla państwa pobytu oraz zwrot kosztów przejazdów i noclegów. Dieta wynosi 25 proc. w przypadku, gdy podróż trwa co najmniej 12 godzin i odbywa się na terytorium państwa, w którym żołnierz służy, lub 50 proc. za podróż z przekroczeniem granicy (np. przy wyjazdach do kraju). Żołnierz lub pracownik PKW – po przekroczeniu granicy polskiej – dostanie zwrot kosztów przejazdów i noclegów lub ryczałt na zasadach identycznych jak podczas krajowych podróży służbowych.
PODSTAWA PRAWNA: ART. 102 USTAWY Z 11 WRZEŚNIA 2003 R. O SŁUŻBIE WOJSKOWEJ ŻOŁNIERZY ZAWODOWYCH (DZU NR 179, POZ. 1750, Z PÓŹN. ZM.); ROZPORZĄDZENIE MINISTRA OBRONY NARODOWEJ Z 19 CZERWCA 2004 R. W SPRAWIE NALEŻNOŚCI PIENIĘŻNYCH ŻOŁNIERZY ZAWODOWYCH PEŁNIĄCYCH SŁUŻBĘ POZA GRANICAMI PAŃSTWA (DZU NR 162, POZ. 1698. Z PÓŹN. ZM., OSTATNIE W DZU Z 2007 R. , NR 24, POZ. 152); ROZPORZĄDZENIE RADY MINISTRÓW Z 21 GRUDNIA 1999 R. W SPRAWIE NALEŻNOŚCI PIENIĘŻNYCH I ŚWIADCZEŃ OTRZYMYWANYCH PRZEZ ŻOŁNIERZY I PRACOWNIKÓW WOJSKA (DZU NR 110, POZ. 1257, ZE ZM., OSTATNIE W DZU Z 2007 R., NR 41, POZ. 259).

sięcznie, wypłacana na podstawie wydawanego przez szefa MSZ obwieszczenia o uznaniu danego państwa za strefę działań wojennych. W nowych regulacjach uznano, że lepszym rozwiązaniem będzie umożliwienie ministrowi obrony narodowej kształtowania wysokości należności i dodatków zagranicznych, niezależnie od obwieszczeń MSZ. Obecnie dodatek wojenny wynosi 3 proc. najniższego uposażenia zasadniczego żołnierza zawodowego (tj.

54,6 zł) za każdy dzień przebywania w strefie działań wojennych. Miesięcznie wychodzi to 1638 zł. Ten dodatek może być zwiększony do 5 proc. najniższego uposażenia dziennie (tj. 91 zł, czyli 2730 zł miesięcznie), jeżeli żołnierz wykonywał zadania w warunkach związanych z bezpośrednim udziałem w akcjach o charakterze bojowym, zapobiegania aktom terroryzmu lub ich skutkom oraz pełnił służbę patrolową, ochronną lub brał udział w konwojach.

48 Polska Zbrojna

nr 24/2007

GRUPY REKONSTRUKCYJNE GRY WOJENNE

nr 24/2007

Polska Zbrojna 49

PRZEGLĄD PRASY SPORT KONDYCJA
START do biegu na 3 km oficerów

Między 9 a 16 maja rozegrano w Braniewie i we Wrocławiu mistrzostwa 9 Brygady Kawalerii Pancernej w wielobojach: oficera, podoficera i szeregowca. Miano „Sportowca 2007 roku” zdobyli: kpt. Mieczysław Łyczakowski, mł. chor. sztab. Dariusz Siok i szer. Robert Charęziński.
Rywalizację w wieloboju rozpoczęli szeregowi. Każdy pododdział wystawił siedmioosobowe reprezentacje. Najlepszy z 49 zawodników szer. Robert Charęziński już po trzech konkurencjach zdecydowanie prowadził w punktacji. Wspólnie z szer. Adrianem Kuczem wygrał wspinanie się po linie, w biegowym teście siłowym zajął drugie miejsce za szer. Radosławem Poniedziałkiem, a na drążku podciągnął się 30 razy i przegrał tylko z szer. Krystianem Kraszczyńskim i szer. Adamem Brękiem. W biegu na 3 km – ostatniej konkurencji – uzyskał najlepszy czas: 10 min 46 s, powiększając tym samym przewagę nad rywalami. – Po trzech konkurencjach praktycznie miałem zagwarantowane pierwsze miejsce, dlatego w biegu na 3 km pobiegłem spokojnie – mówi szer. Charęziński. – Tylko na ostatnich metrach przyspieszyłem, by wyprzedzić kolegę i wygrać bieg. Mistrz 9 BKPanc w wieloboju odnosił sukcesy w biegach już w szkole średniej. Przez pięć lat grał w LKS Kamionka w klasie A – był napastnikiem i strzelił wiele bramek. Po maturze poszedł do studium medycznego, ale wziął urlop dziekański, by wstąpić do wojska. Chce zostać podoficerem rozpoznania, a później oficerem. Jeśli nie uda mu się dostać do szkoły podoficerskiej, wróci do studium medycznego. A plany sportowe? Jeszcze nie biegł maratonu i przymierza się do debiutu na dy50 Polska Zbrojna stansie 42 km 195 m podczas wrześniowego Maratonu Warszawskiego. – Preferuję boks i aikido. Boksuję od 15 lat – opowiada. Przed wojskiem myślał trochę o wyczynowym uprawianiu boksu, ale w końcu wybrał zawód żołnierza. Chor. Siok pierwszy większy sukces odniósł w 1993 r. Wygrał zawody użytecznobojowe o mistrzostwo 16 Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej. W 1994 r. zwyciężył w biegu na 10 km o Puchar dowódcy 9 Brygady Kawalerii Pancernej, a w następnym roku powtórzył ten wynik oraz był drugi w mistrzostwach dywizji i mistrzostwach Warszawskiego Okręgu Wojskowego w biegu na 10 km. W 1999 i 2001 r. zdobył mistrzostwo 9 BKPanc w biegu patrolowym. W 2000 r. zajął 2. miejsce w Biegu „O nóż komandosa” w Lublińcu w kategorii żołnierzy biegnących w umundurowaniu polowym. Ponadto w 2002 r. wygrał dwubój sprawności fizycznej na szczeblu 9 BKPanc, a rok później w 1 Korpusie Zmechanizowanym. Ostatnio po raz pierwszy przebiegł półmaraton i może w niedalekiej przyszłości da się skusić namowom kpt. Mieczysława Łyczakowskiego. Wtedy stanie do maratonu.

Mistrzowie z Braniewa
JAC E K S Z U S TA KOW S K I

Utytułowany podoficer
Mistrzem w wieloboju podoficerów i „Sportowcem 2007 roku” został mł. chor. sztab. Dariusz Siok z dywizjonu przeciwlotniczego. W zawodach startowało 45 zawodników. Najlepsze wyniki w poszczególnych konkurencjach uzyskali: 10 x 10 – kpr. Marcin Boros (27,7 s), bieg zygzakiem – st. chor. Roman Maksymiuk (25,2 s), podciąganie na drążku – mł. chor. sztab. Dariusz Siok (42), uginanie ramion na ławeczce – st. chor. Roman Maksymiuk (50 lat, najstarszy uczestnik mistrzostw; wynik: 31), skłony w przód – st. chor. Jarosław Dudczak (104), bieg na 3 km – chor. Sławomir Łabuda (9,41 min). W ubiegłorocznych mistrzostwach chor. Siok zajął drugie miejsce. Przegrał ze st. sierż. Waldemarem Dudkiem, który od kilku tygodni przebywa na misji w Syrii. Ubiegłoroczny mistrz, były reprezentant Polski w chodzie sportowym, w wolnych chwilach dużo biega i z powodzeniem startuje w imprezach organizowanych na misji przez Austriaków. Dudek wygrał już „Bieg wielkanocny” na 9,4 km ulicami Quneitry oraz „Bieg szarotki” na dystansie 8,9 km. Nowy mistrz 9 BKPanc w wieloboju podoficera nie jest zapalonym biegaczem. Jego największą pasją są sporty walki.

Biegacz i popularyzator sportu
Tytuł mistrzowski w wieloboju oficera obronił kpt. Mieczysław Łyczakowski z sekcji szkolenia. Drugie miejsce, podobnie jak przed rokiem, zajął mjr Janusz Jacewicz, a trzecie por. Mariusz Frel – jeden z czterech zawodników spośród
nr 24/2007

MŁ. CHOR. SZTAB. DARIUSZ SIOK:
– W wojsku też można zdobywać sportowe laury. Dzięki temu, że systematycznie uprawiam sport, mogę z marszu startować w zawodach w różnych dyscyplinach

WYNIKI
Oficerowie: 1. kpt. Mieczysław Łyczakowski (pion szkolenia) 798 pkt. 2. mjr Janusz Jacewicz (pion szkolenia) 580 pkt. 3. por. Mariusz Frel (1 bcz) 532 pkt. 4. kpt. Krzysztof Chłopski (sztab) 520 pkt. 5. ppor. Fabian Klekotko (ksap) 515 pkt. 6. ppor. Marek Cygan (1 bcz) 494 pkt. Podoficerowie: 1. mł. chor. sztab. Dariusz Siok (dplot) 717 pkt. 2. chor. Sławomir Łabuda (bz) 682 pkt. 3. plut. Jarosław Kolibowski (kr) 581 pkt. 4. sierż. Grzegorz Dyl (krem) 580 pkt. 5. st. chor. Marek Miliszkiewicz (1 bcz) 576 pkt. 6. mł. chor. sztab. Adam Dzieliński (krem) 557 pkt. Szeregowi: 1. szer. Robert Charęziński (1 pl 1 knw) 440 pkt. 2. szer. Angel Kujawa-Marrero (2 pl 3 knw) 425 pkt. 3. szer. Michał Staniszewski (2 pl 3 knw) 404 pkt. 4. szer. Ireneusz Ambroziak (2 pl 3 knw) 400 pkt. 5. szer. Paweł Budner (1 pl 3 knw) 394 pkt. 6. szer. Krzysztof Bączek (1 pl 1 knw) 391 pkt.

28 startujących, któremu zaliczono wynik uzyskany wcześniej podczas egzaminu z wf. przed komisją Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu. Kapitan uzyskał rezultat o 21 pkt. lepszy niż przed rokiem. – Cieszę się z poprawy wyniku, choć w konkurencji uginania ramion na ławeczce miałem jeszcze rezerwy – twierdzi obrońca tytułu mistrzowskiego. – Zamierzałem zejść poniżej 12 min w biegu na 3 km i choć pobiegłem o 5 s szybciej niż przed rokiem, do wykonania planu zabrakło 13 s. Wszystko jeszcze przede mną – jeżeli wiek nie powie „stop!”. W kolejnych mistrzostwach zamierza rywalizować w wieloboju według norm obowiązujących kategorię wiekową 41–45 lat. Zatem kpt. Łyczakowski konkurowałby z młodszymi kolegami. Przed laty amatorsko podnosił ciężary. Startował m.in. w mistrzostwach szkół oraz uczelni wojskowych i zdarzyło mu się w nich stanąć na podium za wynik klasyfikacji drużynowej. W ostatnich latach jego największą pasją są biegi długodystansowe. Podejmuje najtrudniejsze wyzwania. Ukończył m.in. jako jeden z nielicznych zawodników wszystkie trzy ekstremalne Maratony Komandosa. Oprócz tego, że sam biega i motywuje do tego innych, znany jest z fascynacji Ligą Światowej Siatkówki. Z całą rodziną – żoną, dwoma synami i dwiema córkami – jeździ na mecze naszych siatkarzy. Jego 12-letni syn Bartek w ub.r. zaczął treningi siatkarskie w Sparcie Braniewo i już powiększa rodzinną kolekcję trofeów sportowych o no we dyplomy i puchary.
nr 24/2007

JACEK SZUSTAKOWSKI

9 BKP (3)

KPT. MIECZYSŁAW ŁYCZAKOWSKI (z lewej) jest jednym z nielicznych zawodników, który ukończył trzy Maratony Komandosa.

Polska Zbrojna 51

HISTORIA TRADYCJE
MAKS Z SYNEM przy tablicy, na której – co odkrył przed laty – umieszczono go wśród zmarłych.

POŻYĆ
PIOTR LASKOWSKI

JESZCZE TROCHĘ
mu Lotnika. Do niedawna, mimo 93 lat, udzielał się w kombatanckich stowarzyszeniach lotników. Do Poznania przyjeżdżał wielokrotnie. Przy okazji jednej z takich sentymentalnych wizyt chciał wyjaśnić przyczyny swego... zgonu sprzed ponad 60 lat. Tak właśnie. W „Księdze Lotników Polskich” wydanej przez MON w 1989 r. na str. 122 napisano, że plut. mech. Maksymilian Kaźmierczak, ur. 1914 r., odbywający służbę w 32 Eskadrze Rozpoznawczej, zginął 2 września 1939 r. podczas bombardowania lotniska. Podobne stwierdzenia zawiera księga wydana w Londynie. A na poznańskiej Cytadeli, na płycie upamiętniającej śmierć poznańskich lotników z czasów wojny obronnej, wyryto jego imię i nazwisko! Podobno akt zgonu wypisały w tamtych latach siostry elżbietanki prowadzące szpital z rannymi. One też zapisały, że Maksymilian Kaźmierczak zmarł w wyniku odniesionych ran. Maks faktycznie był w tym szpitalu, ale nie umarł. Istnieje kilka pomyłek w tej kwestii. Dziejopis Poznania i Wielkopolski z lat wojny Zenon Szymankiewicz twierdził, że nekrologi i zapisy śmierci Maksa dotyczą innej osoby. Maks zaś wie, że nie było wtedy w 3 Pułku drugiego Maksymiliana Kaźmierczaka, który na dodatek urodziłby się w tym samym

S

Na cmentarzu poznańskiej Cytadeli, przy tablicy upamiętniającej poległych żołnierzy staje dwóch mężczyzn. Wodzą oczami po częściowo już pozacieranych nazwiskach. Wreszcie odczytują: Maksymilian Kaźmierczak. Po chwili milczenia jeden się odzywa: – A nie mówiłem, Maks! Nie żyjesz...
Starszy sierżant Maksymilian Kaźmierczak służył przed wojną w 32 Eskadrze Liniowej 3 Pułku Lotniczego na poznańskiej Ławicy. Wojenne losy rzuciły go do Anglii, gdzie jako kapral był mechanikiem w 305 Dywizjonie Bombowym Ziemi Wielkopolskiej i w angielskiej jednostce remontowej 58 MU. Po wojnie pozostał w Nottingham, gdzie mieszka do dziś. Jest emerytem. Wraz z innymi lotnikami przyczynił się do powołania w 1954 r. tamtejszego Do52 Polska Zbrojna

czasie co on. Co do zapisu, jakoby miał zginąć w bombardowaniu drugiego września, jest to oczywisty błąd autorów publikacji, bo nalotu na Ławicę tego dnia nie było.

Wojenna tułaczka
W 1932 r. ukończył Państwową Szkołę Rzemieślniczo-Przemysłową w Poznaniu. Potem pracował u Cegielskiego aż do 1935 r., kiedy to powołano go do wojska. Spodobało mu się i postanowił w nim zostać. Początkowo, jak każdy w eska-

Maksymilian Kaźmierczak od 1943 r. pracował w brytyjskiej jednostce RAF 58 Maintenance Unit (główne zakłady remontujące płatowce).

nr 24/2007

drze, marzył, że kiedyś będzie pilotem, 58 Maintenance Unit, głównych zakłaale się nie udało. Maks był mechanikiem dów remontujących płatowce. samolotowym, ale po uzyskaniu stopnia Interesy w Anglii kaprala pracował w dywizjonie szkolnym jako instruktor. Szkolił rekrutów, choć Po wojnie zaczął pracować w przedsięmiał przydział do 32 Eskadry. biorstwie angielskim przy produkcji nadPo ogłoszeniu alarmu mobilizacyjnego wozi samochodowych. Po półtora roku w nocy z 24 na 25 sierpnia jego eskadra dorobił się własnego warsztatu napraw została przemianowana z liniowej na roz- starych samochodów. Założył ich w supoznawczą. Po dwóch dniach dotarł na lot- mie kilka. Po wyposażeniu, sprzedawał nisko Sokolniki koło Ozorkowa. Alianci, je. Zarabiał na tym więcej niż na samych lecąc z zachodu, mieli bombardować Niem- naprawach. Do niedawna jeszcze dorabiał cy i w Sokolnikach sobie przy pracouzupełniać paliwo. chłonnych napraJak to się stało, że 92-letni Później dostał wach blacharskich przydział do Armii Maksymilian Kaźmierczak ma zabytkowych aut. Łódź. W końcu swoją mogiłę na poznańskiej I miał wzięcie. przez Łuck, DubWszystko bowiem no, Brzeżany, Bu- Cytadeli? „Zginął” w 1939 r. robił tak, aby było czacz i Podhajce zawsze jak najwyżDziś mieszka w angielskim szej jakości. Teraz dotarł 18 września na Przełęcz Tatarjednak postanowił Nottingham ską, skąd przedoskończyć z tym destał się na Węgry i przez Drawę do finitywnie i dał ogłoszenie, że sprzedaje Jugosławii, by ze Splitu wypłynąć na narzędzia. Niektóre mają po kilkadziesiąt polskim okręcie „Warszawa” do Mar- lat, a wyglądają tak, jakby ich w ogóle nie sylii. Stamtąd razem z dwoma tysią- używał. – To przez moje poznańskie cami innych lotników popłynął na stat- i wielkopolskie wychowanie. Byłem naku „Arandora Star” do Liverpoolu. uczony porządku. Urodziłem się WielkopoW Anglii przydzielono go do 305 Dy- laninem i Wielkopolaninem umrę. wizjonu, w którego skład wchodziła Życie prywatne układało się Maksowi eskadra A, dawna 32 Eskadra Liniowa różnie. Małżeństwa z Angielką i Polką z 3 Pułku, i eskadra B wchodząca wcze- nie były zbyt szczęśliwe, ale zawsze na śniej w skład 5 Pułku. Zgłosił się na kur- sercu leżało mu dobro trójki dzieci. Jesy dla mechaników pokładowych. Mimo dyny syn zachorował na raka. Maks przejścia wszystkich badań, nie został chciał mu pokazać miejsce na poznańprzyjęty. Z całej szesnastki, która chcia- skiej Cytadeli, gdzie umieszczono go ła wziąć udział w tym szkoleniu, wojnę wśród poległych. Marzenie spełniło się przeżyły tylko trzy osoby: Maks – w „ta- i w październiku 2006 r., mając 92 lata, jemniczy” sposób odrzucony, jakiś dal- pojawił się tam z synem. – Często opotonista i jeden pilot. W 1943 r. prze- wiadałem mu o Polsce i służbie w lotnicniesiono go do brytyjskiej jednostki RAF twie. Niech takim mnie zapamięta. 

SŁOWO KAPELANA

F

ragment dzisiejszej Ewangelii przedstawia opis relacji Jezusa względem matki, ale nie swojej. Nasz Pan spotyka wdowę idącą za marami swojego syna. Ewangelista pisze: „użalił się nad nią”. Aby to zrozumieć, trzeba mieć na uwadze sytuację wdowy w świecie żydowskim w czasach Chrystusa. Otóż kobieta w Izraelu miała zawsze należeć do kogoś, nie mogła być sama. Należała kolejno do ojca, męża. Jezus dostrzega nie tylko ból matki z powodu śmierci syna, lecz także dręczącą ją samotność. Kobieta nie miała już męża, a swojego jedynego syna odprowadziła na cmentarz. Nie mieć nikogo, kogo można by kochać, to wielkie nieszczęście. Dlatego Jezus postanowił przywrócić jej opiekuna – syna: „Tobie mówię, wstań”. Ta scena pozwala zrozumieć troskę Jezusa o swoją Matkę. Może w tej nieszczęśliwej wdowie z Naim dostrzegł los swojej Matki i użalił się nad Nią. Maryja, kiedy stała pod krzyżem, też była wdową, też odprowadzała do grobu jedynego Syna, też groziła Jej samotność. Dlatego, będąc już na krzyżu, oddaje ją w ręce Jana, którego kochał bardziej niż innych apostołów. Maryja nadal miała na ziemi kogo kochać i był ktoś, kto ją kochał. Prawdziwa miłość nie zna samotności. Kto umie prawdziwie kochać, zawsze otrzyma od Boga dar miłości, dostanie kogoś, kto czeka na miłość i kto potrafi kochać.

PIOTR LASKOWSKI

REZERWA ROCZNIKA 1913, 32 Eskadry Liniowej 3 Pułku Lotniczego w Poznaniu-Ławicy, 19 września 1936 r. Na zdjęciu zaznaczono Maksa Kaźmierczaka

nr 24/2007

Polska Zbrojna 53

MILITARIA
O tym, że Grupa Bumar chciałaby u nas wspólnie z brytyjskim koncernem BAE promować wóz wsparcia CV90120T, po cichu mówiło się już od pewnego czasu, ale dopiero w maju sprawa oficjalnie wypłynęła na światło dzienne. Bumar należy do coraz bardziej kurczącego się grona światowych producentów ciężkiego sprzętu pancernego. Jest też liderem polskiego przemysłu zbrojeniowego oraz liczącym się graczem na rynkach zbytu, głównie azjatyckich. Nic więc dziwnego, iż przedstawiciele polskiej spółki znaleźli wspólny język z biznesmenami z BAE na temat współpracy przy ewentualnej promocji i produkcji pojazdów pancernych lub opancerzonych. Konkretnie z BAE Systems Hägglunds AB ze Szwecji, które jest częścią brytyjskiego giganta, a w swej ofercie ma m.in. dość nowoczesne bojowe wozy piechoty rodziny CV90. Dodatkowo inżynierowie Hägglundsa pracują nad pojazdami opancerzonymi nowej generacji. Szwedzki program o nazwie SEP, który ma dać początek produkcji nowoczesnych kołowych i gąsienicowych platform bojowych, stał się także podstawą propozycji BAE dla rządu w Londynie w ramach programu rozwoju pojazdów

przyszłości systemu FRES (Future Rapid Effects System). Jak widać, BAE Systems Hägglunds AB to w dziedzinie wozów opancerzonych pierwsza liga światowa. Tymczasem obustronne deklaracje pokazują, iż Bumar i koncern BAE dostrzegły możliwość współpracy w dziedzinie pojazdów wojskowych, co oczywiście cieszy, gdyż przed polskimi przedsiębiorstwami otworzyłaby się szansa na zastrzyk nowoczesnych technologii i cenną współpracę. Na początek jednak ujawniono dość niezwykłą propozycję – ewentualnej produkcji w Polsce podzespołów wozu wsparcia CV90120T Hägglundsa. Niezwykłej dlatego, że przedstawiciele Bumaru widzieliby taki pojazd w Wojsku Polskim.

Nie radzimy sobie z programem KTO, nadal nie ma nowych haubic, czekamy na przetarg na śmigłowce – trudno w takiej sytuacji uwierzyć, że podołalibyśmy jeszcze przejmowaniu nowych wozów gąsienicowych

„Czołg lekki”
CV90120T to pojazd wykorzystujący podwozie nowoczesnego bojowego wozu piechoty CV90, uzbrojony w 120 mm armatę, określany jako wóz wsparcia lub lekki czołg. Choć koncepcja CV90 jako po-

jazdu wsparcia jest znana od lat, to bardzo zaawansowana technologicznie odmiana CV90120T miała swą premierę w zeszłym roku, wzbudzając dość duże zainteresowanie. Jednak to, co jest w nim najbardziej interesujące, to system ochrony. CV90 zalicza się do bojowych wozów piechoty, a nie klasycznych czołgów, jest więc stosunkowo lekko opancerzony i nie daje takiej ochrony jak pojazd pancerny. W CV90120T problem ten, zdaniem producenta, mają rozwiązać aktywne systemy obronne. „Inteligentny”, aktywny pancerz dodatkowy określany jako AAC (Active Armor Concept), wyposażony w środki samoobrony, może wykrywać, identyfikować i zwalczać pociski oraz rakiety przeciwpancerne. Załoga dostanie ostrzeżenie o namierzeniu laserem czy falami radiowymi, a wrogie pociski czy celowniki ma również zmylić tzw. MSA – Multi Spectral Aerosol – rozpylany wokół pojazdu. Elementy osłon mogą absorbować promieniowanie radarowe. Natomiast czołgiści dostaną do

NORBERT BĄCZYK

O wozie wsparcia CV90120T sporo się ostatnio dyskutuje. Spółka Bumar oraz koncern BA E mogłyby go u nas produkować, także dla polskiej armii. Pierwszy z tych pomysłów wydaje się godny uwagi, ale drugi wzbudza spore kontrowersje.

WÓZ WAŻY niespełna 35 ton, ma dziewięć metrów długości, prawie trzy wysokości, jego szerokość to 3,2 metra, a uzbrojono go w szwajcarską armatę CTG 120/L50 firmy RUAG Land Systems o szybkostrzelności 12–14 strzałów na minutę, z zaawansowanym systemem kierowania ognia Saab Systems. Silnik Diesla o mocy 600 kW może go rozpędzić nawet do 70 km/h, natomiast zasięg to 600 km. Załoga liczy czterech ludzi.

54 Polska Zbrojna

nr 24/2007

AAAAAAAA
dyspozycji telewizyjny system obserwacyjny z indywidualnymi monitorami. Wszystkim zarządzają komputery. Na liście pilnych czy koniecznych zakupów uzbrojenia dla Wojsk Lądowych „lekkie czołgi” wydają się zatem mieścić na szarym końcu, a jako pojazd wsparcia większe szanse na realizację mógłby mieć właśnie wóz na bazie Rosomaka. Dodatkowo PT-91 oraz Leopardy 2A4, zwłaszcza po przejęciu kolejnej ich partii z Niemiec, wystarczyłyby przecież do wypełnienia okrojonych batalionów pancernych. Trudno zresztą określić, czy CV90120T powinien trafiać do tych batalionów, czy też kompanii wsparcia batalionów zmotoryzowanych/zmechanizowanych, zwłaszcza że nie jest to klasyczny czołg. CV90120T jest bardzo zaawansowany technicznie, co oznaczałoby import większości wyposażenia, a nawet przy przeniesieniu pewnej części produkcji do kraju koszt pojazdu byłby niebagatelny. Jednak to nie takie argumenty są najważniejsze. Istotne, aby to armia opracowała spójną koncepcję wymiany sprzętu i swych docelowych potrzeb w dziedzinie wojsk zmechanizowanych, a następnie przedstawiła ją producentom broni. Wówczas firmy zbrojeniowe wychodziłyby na wprost potrzebom sił zbrojnych, a nie dopasowywały je do własnych planów. 

AAAAAAA

Wizji współpracy Bumaru i BAE można jedynie przyklasnąć, gdyż być może dałoby to naszym zakładom szansę na współudział w realizacji jakichś elementów programów SEP i FRES albo produkcji wozów opancerzonych (takich jak CV90120T) przeznaczonych na rynki trzecie. Natomiast próba zainteresowania Wojska Polskiego szwedzkim wozem wsparcia budzi kontrowersje. W Polsce nie użytkuje się pojazdów rodziny CV90 i kupno tylko wyspecjalizowanego wozu wsparcia na tym podwoziu byłoby nieracjonalne. Wprawdzie nasze BWP-1 wymagają pilnej wymiany, ale wobec gigantycznych opóźnień programu wdrażania KTO Rosomak odciąganie wysiłków armii i środków finansowych od realizacji tego kluczowego zadania byłoby ich marnotrawstwem. Nie radzimy sobie z programem KTO, nadal nie ma nowych haubic, czekamy na przetarg na śmigłowce – trudno w takiej sytuacji uwierzyć, że podołalibyśmy jeszcze przejmowaniu nowych wozów gąsienicowych.

ARTUR GOŁAWSKI

Co jest dobre dla Bumaru…

W

Przeciekający „Łoś”

CV90120T
to ciekawy prototyp, wpisujący się wyraźnie w kształtującą się obecnie koncepcję lekkiego czołgu-wozu wsparcia przyszłych oddziałów zmechanizowanych

BAE SYSTEMS

grudniu ub.r. oddziały specjalne ŻW w Gliwicach i Mińsku Mazowieckim dostały osiem terenowych interwencyjnych wozów dowodzenia (TIWD). Docelowo ma być ich 16. Produkcja kolejnych ośmiu trwa w Wojskowych Zakładach Łączności nr 1 w Zegrzu, natomiast przekazanie zaplanowano na jesień. Pojazdy opatrzone nazwą „Łoś” powstały na podwoziu opancerzonych od środka (klasa FB4; dach, podłoga, ściany, zbiornik paliwa) furgonetek SCAM SM z silnikiem o mocy 140 KM, napędzającym cztery koła. Mają zapewnić miejsca pracy dowództwu oddziału specjalnego ŻW, służąc do dowodzenia oddziałami/pododdziałami. Zapewniają łączność głosową, transmisję danych (jawną i utajnioną) oraz porozumiewanie się wewnętrzne pięcioosobowej załodze. Wnętrze ważącego 6200 kg „Łosia” kryje dwie radiostacje, KF i UKF, w tym RKS-8000 z gdyńskiego OBR CTM, pozwalającą nawiązywać łączność na dystansie do 800 km. Są tu też panele systemu Fonet i dwa radiotelefony Motoroli. Paliwo to olej napędowy, nim też zasilany jest pokładowy agregat prądotwórczy, zapewniający m.in. działanie klimatyzatorów. Wóz wyposażono w mechaniczny/automatyczny system gaśniczy komory silnika, kół oraz wnętrza. Rozkładany na postoju, 11-metrowy maszt wożony jest w schowkach na dachu. Można na nim zainstalować kilka anten. Felerem, na który narzekają żandarmi, jest przeciekający właz w dachu. W czasie ulewy woda kapie również do przedziału kierowcy. Konstruktorzy z Zegrza przyznają, że mają kłopoty z jakością pojazdów bazowych dostarczonych przez spółkę AMZ z Kutna. Nie mieli wpływu na wybór platformy – SCAM SM był wskazany w zamówieniu żandarmów. Usterki trzeba usunąć na podstawie gwarancji. (ag)

nr 24/2007 nr 24/2007

Polska Zbrojna 55

ARMIE ŚWIATA AFGANISTAN
Rozmowa z gen. bryg. MUHAMMADEM AMINEM WARDAKIEM, komendantem Ośrodka Szkoleniowego Armii Afgańskiej w Kabulu

Narodziny
Panie Generale, jak wygląda system szkolenia w armii afgańskiej? – W naszym ośrodku każdego roku szkolimy 20 tys. żołnierzy na różne stanowiska, począwszy od szkolenia podstawowego dla ochotników wcielanych do naszej armii na trzyletnie kontrakty, poprzez szkolenie podoficerów, a skończywszy na przygotowaniu kadry oficerskiej dla armii afgańskiej z wyselekcjonowanej grupy żołnierzy, którzy wyróżnili się podczas walk z talibami na południu kraju. Jak przebiega rekrutacja? – W całym Afganistanie mamy 27 ośrodków rekrutacyjnych. Każdy, kto sądzi, że nadaje się do służby w armii, może się tam zgłosić i podpisać kontrakt na trzy lata, jeśli przejdzie procedurę kwalifikacyjną. Wtedy trafia do nas na siedmiotygodniowe szkolenie. Nie mamy natomiast systemu służby zasadniczej wcielanej z poboru, bazujemy wyłącznie na dobrowolnych zgłoszeniach. Czy nie brakuje chętnych do służby? – Mamy nawet nadmiar chętnych. Chłopcy, którzy do nas przychodzą, są nie tylko motywowani finansowo – dostają ok. stu dolarów miesięcznie, – ale głównie ideologicznie. Oni po prostu chcą służyć w armii afgańskiej, ponieważ widzą, że krajowi potrzebny jest spokój. Mają już dosyć trwających wiele lat wojen i wyniszczających rządów talibów. Dla wielu z nich jednak dyscyplina to pojęcie abstrakcyjne. Spora część z nich samowolnie oddala się z koszar. Podobno nawet 25 proc.? – Z roku na rok ten odsetek się zmniejsza. Problemem jest przede wszystkim to, że ochotnicy przyjeżdżają do nas z całego Afganistanu. Kiedy dostają od nas pierwsze pieniądze, z powodu braku rozwiniętego systemu bankowego sami dostarczają je rodzinom, co często zajmuje kilka tygodni. Wielu z nich odwiedza też swoje rodziny w sytuacjach losowych, nie powiadamiając o tym przełożonych. Część z nich wraca z takiego samowolnego oddalenia do jednostek. Nie każemy ich zbyt surowo. Jest to problem, z którym stopniowo sobie radzimy, wysyłając pieniądze pocztą. Mam nadzieję, że

własnej armii
w niedługim czasie samowolne oddalenia znikną. Oczywiście nie można jeszcze mówić o dyscyplinie wojskowej w armii afgańskiej na modłę zachodnią, ale żołnierze mają silną motywację do walki o dobro kraju. W jakim zakresie pomagają wam Amerykanie? – Amerykanie przysyłają tutaj swoich instruktorów. W ośrodku mamy też fachowców z wielu innych krajów, ale odpowiedzialność za wyszkolenie armii afgańskiej i sfinansowanie jej potrzeb zadeklarowali Amerykanie. Planujemy, że do 2008 r. będziemy mieli ok. 80 tys. wyszkolonych żołnierzy. A co z uzbrojeniem? – Ciągle podstawą uzbrojenia naszej armii jest sprzęt pochodzący z krajów byłego Układu Warszawskiego, chociaż i tutaj mamy poważne niedostatki. Brakuje nam pojazdów opancerzonych, artylerii, czołgów. To uzbrojenie będzie jednak zastępowane przez sprzęt produkcji zachodniej. Myśli Pan, że tak wyszkolona, nowa afgańska armia będzie w stanie wygrać wojnę z talibami? – Talibowie nie potrafią stawiać nam czoła w otwartym polu, bo wiedzą, że zostaną rozgromieni. Stosują więc metody zamachów samobójczych i zastraszają ludzi. Wcześniej czy później ich pokonamy. 
Rozmawiał Artur Bilski

Chłopcy, którzy do nas przychodzą, po prostu chcą służyć w armii afgańskiej, ponieważ widzą, że krajowi potrzebny jest spokój. Mają już dosyć trwających wiele lat wojen i wyniszczających rządów talibów

56 Polska Zbrojna

nr 24/2007

ARTUR BILSKI

IRAK ŚWIAT

Strategia nijaka
S TA N I S Ł AW KOZ I E J

G

Pod względem bezpieczeństwa międzynarodowego kryzys iracki zaczyna przypominać węzeł gordyjski. Sytuacja staje się coraz bardziej beznadziejna. Zaangażowane strony przestają szukać dróg wyjścia i zakończenia kryzysu. Zamiast tego starają się optymalizować swój sposób funkcjonowania w nim. To niedobry znak.
łównym powodem niebezpiecznej stagnacji kryzysu irackiego przy jednoczesnym wysokim poziomie ryzyka jest strategiczne samozapętlenie się USA w tym regionie. Dotyczy to zwłaszcza ostatniego roku. Uporczywa kontynuacja dotychczasowej strategii prowadzi do usztywnienia politycznego wewnątrz i na zewnątrz Iraku. Amerykanie, bedąc w tym kraju, nie są w stanie przełamać nieufności i doprowadzić do rozwiązania kryzysu. Opuszczenie go spowodowałoby jeszcze większą katastrofę strategiczną. Dlatego, najogólniej rzecz biorąc, konieczna jest deamerykanizacja wciąż koniecznej międzynarodowej obecności wojskowej w Iraku.

US DOD

Wcześniej czy później konieczne będzie radykalne zwiększenie zaangażowania szerszej społeczności międzynarodowej (pod egidą ONZ) w sprawy Bliskiego Wschodu, a w szczególności w sprawy Iraku
wojny regionalnej, aby ją powstrzymać, niż później – już po wybuchu takiej wojny, aby ją wygaszać. Czy świat jest dzisiaj w stanie zmobilizować się i podjąć takie przezornie wyprzedzające działania? Czy taka szansa istnieje? W głównej mierze zależy to od USA. Czy jednak Amerykanów stać na przyznanie się do tego, że sami nie są w stanie uregulować kryzysu irackiego i że proszą społeczność międzynarodową o szerokie wsparcie? Chodzi tu zwłaszcza o zaangażowanie wszystkich zainteresowanych stron, w tym mocarstw światowych (członków Rady Bezpieczeństwa), ONZ, NATO, UE i sąsiadów Iraku. Marne dotychczas rezultaty tzw. nowej strategii prezydenta G. Busha, polegającej po prostu na zwykłym zwiększeniu liczebności wojsk głównie w Bagdadzie, zdają się skłaniać Amerykanów do ponownego przemyślenia takiej możliwości. Tylko zdecydowanie się na tak radykalny ruch może dać szansę na konieczne nowe otwarcie polityczno-strategiczne w sprawie irackiej i szerzej – bliskowschodniej. Takie otwarcie mogłoby przełamać impas i przywrócić nadzieję na stabilizację w Iraku. 
(Prof. Stanisław Koziej, generał w stanie spoczynku, były wiceminister obrony narodowej)

Stracony rok
Jeszcze pół roku temu wydawało się, że jest na to szansa. Amerykanie rozważali i taką możliwość. Ale, niestety, zatrzymali się w pół drogi. Donald Rumsfeld poświęcony został na darmo. Tak zwana nowa strategia prezydenta George’a Busha, realizowana od niedawna, nie jest w istocie żadną strategią. To tylko skorygowany plan operacyjny. Nadzieje, że może on zmienić rozwój sytuacji, są mało realne. Amerykanie dają sobie czas do jesieni. Wtedy ma się okazać, jakie efekty przyniesie. To czekanie jest jednak daremne. Nie trzeba zbyt wielkiej wyobraźni strategicznej, aby przewidzieć, że stan kryzysu irackiego nie będzie jesienią lepszy niż dzisiaj. Z pewnością będzie wiadomo jedynie to, że jako społeczność międzynarodowa straciliśmy rok. Irak będzie wciąż w stanie „pełzającej wojny donr 24/2007

mowej”, zmierzającej w kierunku wojny domowej na pełną skalę. Gdyby do niej doszło, nastąpiłaby natychmiast dekompozycja rządowych sił bezpieczeństwa (wojska i policji) i włączenie się ich do walk. Stopniowo w coraz szerszym zakresie w wojnę tę ingerowałyby Iran i sunnickie państwa arabskie. W ten sposób konflikt z pewnością rozlałby się na cały region Bliskiego Wschodu. Doszłoby do wojny regionalnej z bardzo prawdopodobnym użyciem broni masowego rażenia, w tym broni jądrowej.

Szerokie wsparcie
Widać wyraźnie, że obecna nijaka strategia USA w stosunku do Iraku jest bardzo niebezpieczna. Bliskowschodnia wojna regionalna z użyciem broni masowego rażenia musiałaby wstrząsnąć podstawami bezpieczeństwa w skali globalnej. Społeczność międzynarodowa musiałaby interweniować w bardzo dramatycznych warunkach, nieporównywalnych z obecnymi. Wobec takiego stanu rzeczy dzisiaj jest już raczej pewne, że – wcześniej czy później – konieczne będzie radykalne zwiększenie zaangażowania szerszej społeczności międzynarodowej (pod egidą ONZ) w sprawy Bliskiego Wschodu, a w szczególności w sprawy Iraku. Lepiej, gdyby stało się to wcześniej – tj. przed wybuchem

Polska Zbrojna 57

ŚWIAT JAPONIA
Japonii Shinzo Abe chce to jednak zmienić. Obiecuje, że Kraj Kwitnącej Wiśni będzie znów silny i aktywny w Azji. Polityk wie, co mówi. W Japonii wciąż się pamięta, jak w 1998 r. Phenian wystrzelił próbną rakietę balistyczną Taepo-dong. Przeleciała ona nad terytorium Kraju Kwitnącej Wiśni i spadła do Oceanu Spokojnego. Wydarzenie to spowodowało, że Tokio postanowiło zbudować razem z USA „parasol antyrakietowy”. Dziś nowy premier chce radykalniejszych

POWROT SAM
Ostatnio japoński parlament ustalił kalendarz prac nad reformą ustawy zasadniczej. To sukces premiera Shinzo Abe, który obiecał obywatelom zerwanie z pacyfizmem.
KRZYSZTOF GŁOWACKI
SHINZO ABE, PREMIER JAPONII: – Wprowadzenie zmian do konstytucji umocniłoby rolę Japonii w sojuszu z USA i pozwoliłoby Tokio odgrywać większą rolę w operacjach pokojowych na świecie. Istnieje także pilna potrzeba wzmocnienia środków odstraszania w związku z zagrożeniem, jakie stanowi obecnie Korea Północna.

Zgodnie z obecną konstytucją, Japonia wyrzeka się wojny jako metody rozwiązywania sporów. Artykuł 9 nie pozwala na posiadanie armii ani na użycie jakiejkolwiek siły zbrojnej poza krajem. Konstytucyjne ograniczenia stanowią wyjątek na skalę światową i nieraz zakazywały Tokio podejmowania działań w ramach... samoobrony. W latach 80. interpretacje ustawy zasadniczej były tak wąskie, iż zabraniały Japończykom wyjścia z pomocą okrętowi marynarki amerykańskiej zmierzającemu do wysp w celu zapewnienia im ochrony. Dopiero w 1992 r. 58 Polska Zbrojna

parlament japoński utworzył oddziały pokojowe i pozwolił na wysłanie ich poza granice cesarstwa. Najpierw do Kambodży, a później do Mozambiku, Timoru Wschodniego i na Wzgórza Golan.

Strach przed Phenianem
Mimo pewnych retuszy, do dziś głównym wyznacznikiem polityki japońskiej jest doktryna Yoshidy z 1946 r., zgodnie z którą Japonia koncentruje się na rozwoju gospodarczym, zaś w kwestiach bezpieczeństwa i polityki międzynarodowej zdaje się na USA. Obecny premier

zmian. Planuje przyznać armii większe uprawnienia – w tym prawo do „uderzeń prewencyjnych”. Na zmianę dotychczasowego stanowiska wpłynęła próbna eksplozja jądrowa, którą Korea Północna przeprowadziła w ubiegłym roku. Zaraz po tym wydarzeniu sekretarz stanu Condoleezza Rice zapewniała, że „bez zmian pozostaną zobowiązania Waszyngtonu wobec Tokio”. Deklarację taką złożyła w czasie rozmowy telefonicznej z szefem resortu spraw zagranicznych Japonii. Wystąpiła także z apelem o zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia Rady
nr 24/2007

Bezpieczeństwa. ONZ jednogłośnie potępiła Phenian i uchwaliła treść rezolucji nakładającej międzynarodowe sankcje. Niestety, na nic się to zdało. Jedyny środek nacisku dzierżą Chiny, a w ich interesie nie leży upadek reżimu Kim Dzong Ila. Pekin od lat dostarcza Korei Północnej żywność, ropę i gaz, ponieważ boi się, że załamanie komunistycznej władzy pchnie kilkanaście milionów wygłodniałych uchodźców w stronę chińskiej granicy. Władze ChRL nie chcą

o sile podobnej do tych zrzuconych na Japonię. Zdolne są one zabić ponad milion osób. Do tego dochodzi olbrzymi arsenał broni konwencjonalnej. Użycie tylko jej zamieniłoby Tokio w morze ognia. Na razie koreańskie rakiety wymagają długich przygotowań do wystrzelenia, a ich niedokładność liczona jest w kilometrach. W głowicy takich pocisków nie da się zamieścić ładunku nuklearnego bez obaw, że eksploduje nie nad zamierzonym celem, lecz na wyrzutni. Kim

dowali, że po nadaniu ostatecznego kształtu poprawkom do ustawy zasadniczej najpierw zostaną one przegłosowane w parlamencie, a następnie będą przedstawione społeczeństwu do akceptacji. Według najnowszych sondaży, większość Japończyków zgadza się na zmiany.

Wsparcie zza oceanu
Waszyngtonowi nie przeszkadza droga, którą podąża nowy premier Japonii. Po atakach z 11 września Stany Zjednoczone skoncentrowały się na prowadzeniu operacji antyterrorystycznych, co pochłania ogromne sumy pieniędzy oraz wymaga rozlokowania znacznych oddziałów zbrojnych. Dlatego USA od dłuższego czasu naciskają na Japonię, aby przykładała większą wagę do problemu swojej obronności. Już w 2004 r. ówczesny sekretarz stanu Colin Powell otwarcie poinformował liderów japońskich, iż cesarstwo nie może liczyć na przyznanie mu stałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, dopóki będzie prowadzić politykę pacyfizmu.

MURAJOW
JMSDF/JSDF/US DOD (3)

Zagraniczni eksperci wskazują, że już dziś armia japońska jest silniejsza i bardziej nowoczesna, niż wymaga tego jej defensywny charakter. Dzieje się tak, ponieważ Tokio przeznacza na Siły Samoobrony ponad 6 proc. swego ogromnego budżetu

Im lepiej, tym gorzej
Zagraniczni eksperci wskazują, że już dziś armia japońska jest silniejsza i bardziej nowoczesna, niż wymaga tego jej

Do dziś głównym wyznacznikiem polityki japońskiej jest doktryna Yoshidy z 1946 r., zgodnie z którą Japonia koncentruje się na rozwoju gospodarczym, zaś w kwestiach bezpieczeństwa i polityki międzynarodowej zdaje się na USA
defensywny charakter. Dzieje się tak, ponieważ Tokio przeznacza na Siły Samoobrony ponad 6 proc. swego ogromnego budżetu. Rząd korzysta także ze wzrostu zagranicznych rezerw walutowych. W marcu osiągnęły one poziom prawie biliona dolarów! Niektórzy analitycy prognozują, że w atmosferze gorączki strachu przed Koreą Północną Japonia może nie poprzestać na rozbudowie sił konwencjonalnych, lecz przełamać pozostałą po II wojnie światowej psychologiczną barierę i zdecydować o budowie własnej bomby atomowej. Tokio ma do tego odpowiednią bazę technologiczną. Ocenia się, iż trzy lata temu Japonia dysponowała ponad 43 tonami plutonu. Dodatkowo najnowszy reaktor jądrowy, którego otwarcie planowane jest w niedługim czasie, osiągnie możliwość produkcji ośmiu ton plutonu rocznie już za kilkanaście miesięcy.  Polska Zbrojna 59

również dopuścić do wkroczenia na terytorium KRLD wojsk USA, bo to oznaczałoby wzrost amerykańskich wpływów w Azji. Waszyngton nie ma zatem zbyt wielu środków nacisku, by ukarać Phenian i ostrzec przed kolejnymi prowokacjami. Bombardowania celów nie wchodzą w grę, gdyż po niemal pewnym kontruderzeniu Korei Północnej zakończyłoby się to śmiercią setek tysięcy ludzi i wojną, która pociągnęłaby w przepaść gospodarkę całej Azji. Analitycy szacują, że Kim Dzong Il posiada sześć bomb
nr 24/2007

Dzong Il pokazał jednak, że potrafi zrealizować swoje marzenia.

Większość „za”
Głosowanie nad poprawkami do ustawy zasadniczej stało się możliwe po tym, gdy deputowani z rządzącej Partii Liberalno-Demokratycznej i sojuszniczej Nowej Partii Komeito mimo protestów opozycji przerwali debatę na temat zasadności zmian. Niedawno Izba Reprezentantów przyjęła uchwałę w sprawie przygotowania referendum odnośnie do zmiany konstytucji. Posłowie zadecy-

WYDARZENIA ZAPIS AAAAAAA AAAAAAAA

Uderzenie
SOMALIA. Amerykański

z morza

okręt wojenny zaatakował 1 bm. cel w regionie Puntland w północnej Somalii. Rakiety skierowano w grupę islamistów, wśród których – według przypuszczeń – przebywały osoby powiązane z al Kaidą. Nie ma informacji o ofiarach ataku. Anonimowy informator CNN stwierdził, iż jego celem był jeden z podejrzanych o dokonanie w 1998 r. zamachów bombowych na ambasady USA w Kenii i Tanzanii, w których zginęło 240 osób. Podobne uderzenia na obszarze Somalii US Navy przeprowadziła w styczniu tego roku. Wówczas na celowniku było

ty miast w USA, w Polsce i w Czechach oraz o nowym wyścigu nuklearnych zbrojeń. Czyżby nadchodziła kolejna zimna wojna? Nie sądzę. Mamy raczej do czynienia z przymrozkiem. W obecnej fazie stosunków międzynarodowych, zwłaszcza gospodarczych i politycznych, zimna wojna nie przyniosłaby Rosji i jej władzy nic pozytywnego. Odcięta od kontaktów gospodarczych z Zachodem Andrzej Jonas stanęłaby w obliczu ekonomicznej ruiny, a jej polityczne REDAKTOR NACZELNY wpływy regionalne i globalne „THE WARSAW VOICE” narażone byłyby raczej na więdnięcie niż rozwój. Czemu ma więc służyć obecna postawa Kremla? Wydaje się, erspektywa zainstalowania że przede wszystkim sprawom w Polsce i w Czechach ele- wewnętrznym kraju. Wizja mocnego państwa i mocnego mentów amerykańskiej tarczy antyrakietowej wywołała serię prezydenta w rozumieniu Mocoraz ostrzejszych oświadczeń skwy wymaga twardej odporosyjskich polityków. W tej ka- wiedzi na jakiekolwiek wojskowe plany USA, zwłaszcza te, nonadzie wziął także udział które mają być realizowane tuż prezydent Putin. To z jego ust padły słowa o ponownym wzię- przy rosyjskiej granicy. Najciu na cel przez rosyjskie rakie- pewniej oczekuje tego armia,

Przymrozek

P

w znacznej mierze pozostająca w okowach myślenia z epoki ZSRR, ale także znaczna część społeczeństwa. Szczególnie w obliczu zbliżających się wyborów prezydenckich. Na arenie międzynarodowej prezydent Putin, podbijając stawkę, oczekuje zapewne jakiejś sowitej rekompensaty politycznej, może także gospodarczej. Listę oczekiwań można układać dowolnie długą, startując od wciąż odkładanego członkostwa Rosji w WTO (Światowej Organizacji Handlu), aż po przeróżne awanse w najrozmaitszych sferach i regionach. Gra odbywa się między Waszyngtonem a Moskwą, niestety bez udziału NATO i Unii Europejskiej. Dla nas nie jest to korzystna okoliczność. Tym bardziej wydaje mi się, że Warszawa powinna kontrolować tę rozgrywkę, żeby dopilnować, aby żadne nasze życiowe interesy nie zostały zagrożone. Zgodnie ze starym rosyjskim przysłowiem: dowieriaj, no prawieriaj (ufaj, ale sprawdzaj).

HOLANDIA. Do Sądu Naj-

Pozew za Srebrenicę
ny ofiar twierdzą, że stacjonujący w Srebrenicy batalion holenderski sił pokojowych ONZ nie zapewnił ochrony jej mieszkańcom. – Matkom i innym ocalałym nie chodzi o uzyskanie odszkodowań finansowych, lecz o satysfakcję – oświadczył reprezentujący krewnych ofiar adwokat Marco Gerritsen. – Niestety, ONZ i państwo holenderskie

trzech ukrywających się na południu kraju przywódców al Kaidy. Operacja się nie powiodła, ale zginęli ich miejscowi sojusznicy. (wrob)

wyższego w Hadze trafił 4 bm. pozew cywilny przeciwko ONZ i holenderskim władzom w sprawie masakry mieszkańców Srebrenicy w 1995 r. podczas wojny domowej w Bośni i Hercegowinie. Po zajęciu muzułmańskiej enklawy Serbowie zamordowali tam ponad 7,5 tys. mężczyzn i chłopców. Rodzi-

nie mają zamiaru wziąć na siebie odpowiedzialności. Nie chcą nawet o tym rozmawiać – dodał. Tymczasem raport niezależnego holenderskiego Instytutu Dokumentacji Wojennej z 2002 r. częściowo obciążył rząd holenderski winą za tragedię w Srebrenicy. W efekcie podał się do dymisji gabinet premiera Wima Koka. (tw)

w skrócie
Moskiewska alternatywa
NATO–ROSJA. Minister

go i średniego zasięgu. Sojusz ma zamiar stworzyć go do 2016 r. Odbyły się już konsultacje na temat udziału Moskwy w tym projekcie, ale nie osiągnięto porozumienia.

spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow przedstawił propozycję, którą określił jako alternatywę dla amerykańskich planów rozmieszczenia tarczy antyrakietowej w Europie. Moskwa chce podjąć współpracę z partnerami z NATO w rozwijaniu systemu obrony przed pociskami krótkie60 Polska Zbrojna

Z kiesy amerykańskiej
USA. – Pełne koszty budowy

bazy będą pokryte przez Stany Zjednoczone – oświadczył 1 bm. rzecznik Agencji Obrony Rakietowej (MDA) Rick Lehner. „Rzeczpospolita” napisała dzień wcześniej,

że według niewymienionych z nazwisk polskich negocjatorów oferta amerykańska przewiduje, iż Polska musiałaby ponieść część kosztów budowy i utrzymania bazy. – O niczym takim nie słyszałem. Wszystkie koszty budowy, w wysokości 500–600 milionów dolarów, będą pokryte przez stronę amerykańską – stwierdził Lehner. Jednak były minister obrony narodowej Radosław Sikorski powiedział, że według pierwotnej amerykańskiej propozycji Polska miałaby

ponieść niektóre koszty związane z budową.

Atomowa niewiadoma
NORWEGIA. W wydaniu in-

ternetowym norweskiego dziennika „Aftenposten” znalazła się informacja, że rosyjska państwowa agencja energii atomowej Rosatom ostrzegła władze w Moskwie przed groźbą nieobliczalnej w skutkach eksplozji składowiska zużytych prętów uranowych z rosyjskich reaktorów ato-

nr 18/2007

z islamistami
LIBAN. Już trzeci tydzień trwają starcia armii libańskiej z aktywistami islamskimi z palestyńskiego ugrupowania Fatah al Islam. Wojsko ostrzeliwuje obóz uchodźców palestyńskich Nahr el Barid koło Tripoli w północnym Libanie. Do walk doszło też w drugim obozie – Ain al Hilweh, największym w tym kraju, położonym niedaleko miasta Sajda. W poniedziałek (4 bm.) zginęło co najmniej dwóch libańskich żołnierzy, a sześciu zostało rannych. Są też straty wśród cywilów i islamistów. W niedzielę (3 bm.) władze libańskie podały, że od momentu wybuchu starć w Nahr el Barid 20 maja zginęło 44 żołnierzy, co najmniej 36 islamistów i przynajmniej 20 cywilów. Rosną obawy, że starcia między armią libańską a bojownikami islamskimi ponownie zdestabilizują kraj. Sytuacja w Libanie

Walki

Własnymi
AFGANISTAN. – Naszym za- stworzona zostanie nowoczesna czeństwa (ISAF) z ponad 300 do
sadniczym celem jest uzyskanie niezależności na polu walki. Czekamy na dzień, kiedy sami będziemy mogli walczyć z wrogiem – oświadczył 4 bm. szef sztabu armii afgańskiej gen. Bismullah Chan. Generał, który towarzyszył przebywającemu z wizytą sekretarzowi obrony USA Robertowi Gatesowi, powiedział, że rząd w Kabulu zabiega o to, by Waszyngton zwiększył tempo szkolenia i wyposażania afgańskich sił zbrojnych, tak by były zdolne do samodzielnej walki z talibami. Bismullah Chan przypomniał, że Amerykanie i ich sojusznicy zobowiązali się, iż do końca przyszłego roku w Afganistanie 70-tysięczna armia. Strona afgańska chciałaby zwiększenia jej liczebności. Robert Gates i gen. Chan wizytowali położony pod Kabulem obóz armii afgańskiej Morehead, gdzie amerykańscy i francuscy instruktorzy szkolą żołnierzy jej sił specjalnych. Jak podała agencja AFP, formacja ta powinna być gotowa do działania w październiku 2008 r. Ma liczyć 3900 ludzi. Tymczasem kolejne kraje decydują się na wysłanie większych wojsk do Afganistanu. Szwedzki parlament zatwierdził w ubiegłym tygodniu zwiększenie kontyngentu w Międzynarodowych Siłach Wsparcia Bezpie-

siłami

US DOD (3)

600 żołnierzy. Wzmocniona zostanie jego część bojowa. Szwedzi pozostaną w Afganistanie do grudnia 2008 r. Ich dalsza obecność w tym kraju zależy od tego, czy ONZ przedłuży mandat ISAF. Również Dania zapowiedziała wysłanie do Afganistanu dodatkowych 200 żołnierzy, którzy dołączą do 440 już tam obecnych. Natomiast w ubiegłym tygodniu talibom udało się zestrzelić w prowincji Helmand na południu Afganistanu amerykański śmigłowiec CH-47 Chinook. Według wstępnych informacji, trafił go pocisk z granatnika. Zginęło siedmiu żołnierzy, pięcioosobowa załoga i dwóch pasażerów. (wt)

mowych. Są tam też elementy reaktorów z okrętów podwodnych, a także skażone elementy ich wyposażenia. – Nikt nie potrafi określić, kiedy może nastąpić wybuch, za kilka godzin, kilka dni czy za rok – napisano w raporcie Rosatomu. Agencja nie jest również w stanie określić skutków takiej eksplozji. Zależy, czy wybuchnie jeden skład, czy wszystkie. Składowisko znajduje się w Zatoce Andriejewa przy Półwyspie Kolskim, około 40 km od granic Norwegii.

Bezterminowy pobyt
IRAK. Jak poinformował 1 bm.
lecz utrzymywać tam „trwałą obecność”, jak w Korei Połu„Washington Post”, sekretarz dniowej czy Japonii. (wb) obrony USA Robert Gates potwierdził, że administracja George’a W. Busha myśli o pozostawieniu części amerykańskich wojsk w Iraku bezterminowo. Amerykanie stacjonowaliby tam w ramach „dwustronnego porozumienia” z władzami w Bagdadzie. Ich obecność służyłaby „ochronie suwerenności rządu gospodarzy”. Gates uważa, że USA nie powinny całkowicie wycofywać się z Iraku, tak jak z Wietnamu w 1975 r.,

TADEUSZ WRÓBEL

była przedmiotem rozmów polskiej delegacji, z szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego, ministrem Władysławem Stasiakiem i wiceministrem obrony narodowej Bugusławem Winidem na czele, która w ubiegłym tygodniu przebywała z wizytą w tym kraju. Strona libańska wyraziła zainteresowanie nawiązaniem współpracy wojskowej z Polską. – Będziemy nad tym pracować. Wkrótce ponownie odwiedzimy Liban. W planach jest wizyta ministra obrony narodowej, która będzie okazją do zaproponowania stronie libańskiej bardziej konkretnych przedsięwzięć – powiedział wiceminister Winid. Delegacja odwiedziła też stacjonujących na południu Libanu polskich żołnierzy służących w siłach pokojowych ONZ. (wr)

nr 18/2007

Polska Zbrojna 61

TO I OWO
UCY WILIZOWANY SZPIEG

NAJWAŻNIEJSZE PYTANIE W ŻYCIU

K

orzystając z okazji, pragnę na łamach „PZ” wyznać Ci, że bardzo Cię kocham. Kocham najmocniej na świecie. Jesteśmy ze sobą już ponad trzy lata i wiem, że jesteś dla mnie najwspanialszym prezentem od życia. Już wiem, że chodzenie z Tobą mi nie wystarcza. Chcę z Tobą już zawsze iść przez życie. Obiecuję, że będę Twoją siłą. Dam Ci nadzieję. Będę Cię kochał zawsze. Dam Ci mój świat. Dam Ci serce. I z tą przysięgą pragnę zapytać:

Marto, czy wyjdziesz za mnie?
Daniel

wie wszystko!

Armia

Wirtualne zmiany

C

zwartkowy poranek, kawa, przede mną „Trybuna” kochająca wojsko w szczególny sposób. Otwieram gazetę, spodziewając się jakiejś kolejnej sensacji na temat tego, co się znowu armii nie udało, i nagle... szok. Przecieram oczy ze zdumienia – raz, drugi, trzeci. Nie pomaga nawet uszczypnięcie. Nie śnię. „Trybuna” pochwaliła wojsko! Konkretnie jednostki rozpoznania, a kto wie, może chodziło im również o nasz wywiad? Czytam oto między wierszami artykułu red. Piotra Skury „Branka lekarska”, że w wojsku już jesienią ubiegłego roku wszyscy doskonale wiedzieli o tegorocznym strajku lekarzy i w związku z tym profilaktycznie zaplanowano na ten czas ćwiczenia żołnierzy rezerwy. Dzięki temu można teraz wezwać do jednostki i odziać w mundur niepokornych lekarzy, takich jak opisany dzień wcześniej przez „Dziennik Polski” dr Jacek Lorkowski. Czy ktoś by pomyślał? Kilkanaście ładnych tygodni wałkowaliśmy na wszystkie strony, jaki zły jest polski wywiad i kontrwywiad wojskowy, że jesteśmy ślepi i głusi, że w ogóle tragedia i żałoba – a tu niespodzianka. Proszę spytać lekarzy, czy jesienią ubiegłego roku wiedzieli o tym, że będą strajkować akurat w maju, a protest zaostrzą na przełomie maja i czerwca. Bo wojsko wiedziało! Wprawdzie potem red. Skura – widocznie oszołomiony swoim odkryciem – traci troszkę poczucie rzeczywistości, bo wezwanie na ćwiczenia rezerwy porównuje do carskiej branki. Chociaż być może trzy dni ćwiczeń i 25 lat służby to dla niego to samo. Ponoć szczęśliwi czasu nie liczą. A red. Skura na pewno jest szczęśliwy, wiedząc, jak dobrze poinformowane jest wojsko.

P

isząc o wojsku, wypadałoby się trochę na nim znać. A chociaż rozróżniać marynarkę od lotnictwa, kapitana od pułkownika, a brygadę od dywizji. Wydaje się jednak, że autor tekstu „Zabawa w rozstrzeliwanie” opublikowanego 30 maja w „Dzienniku” tego nie potrafi. Już w podtytule artykułu, poświęconego zresztą poważnej sprawie szokujących zdjęć żołnierzy, dziennikarz myli jednostkę, o której chce napisać. Czytamy bowiem: „Skandaliczne wybryki żołnierzy 3 Dywizji Zmechanizowanej z Lublina”. W Lublinie stacjonuje natomiast 3 Brygada Zmechanizowana. Warto dodać dla niezorientowanych, że dywizja od brygady różni się znacznie

wielkością – jest około trzy razy większa. Notabene zresztą 3 DZ nie istnieje. Autor, jak się okazuje, zna jednak prawdziwą nazwę jednostki z Lublina, ponieważ dalej pisze: „Jeden z żołnierzy 3 Brygady Zmechanizowanej stacjonującej na lubelskim Majdanku”. Żeby czytelnika jeszcze bardziej zdezorientować, kilka linijek niżej można znów przeczytać „Dowódca 3 Dywizji Zmechanizowanej płk Sławomir Wierzbieniec”. Płk Wierzbieniec pełni oczywiście obowiązki dowódcy 3 BZ. Czyli może nie jest to brak wiedzy autora, ale niechlujstwo? Albo podświadoma chęć rozbudowania, choćby wirtualnego, naszych sił zbrojnych o jedną dywizję? (ann)

Masz problem, nie możesz liczyć na fachową pomoc, trudno Ci znaleźć kompetentne osoby, które mogłyby udzielić rzeczowych odpowiedzi? Skontaktuj się z nami, a my postaramy się Ci pomóc. Prosimy nadsyłać pytania na adres: porady@redakcjawojskowa.pl lub kontaktować się pod nr. tel. CA MON 845 213, 845 229, (0-22) 684 52 13, 684 52 29.

Nonsens tygodnia: Syndrom kamaszy...
Doktor Jacek Lorkowski ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie dostał kartę powołania do wojska. Każdy obywatel przyjąłby ten fakt jako sprawę ważną, element wypełnienia obywatelskiego obowiązku wobec ojczyzny. Każdy nie znaczy jednak, że lekarz także. Pan doktor bowiem przed stawieniem się na zaplanowane ćwiczenia najpierw pobiegł do mediów. – To akcja polityczna wymierzona przeciwko strajkującym lekarzom – przekonywał. – Uważam, że jestem szykanowany politycznie. Niczym innym nie potrafię wytłumaczyć przysłania mi karty powołania akurat we wtorek. (...) Z karty nie wynika, czy będę w wojsku rok czy dwa albo trzy. Jak mam się przygotować? Panie doktorze. Proponujemy, aby do lekarskich postulatów strajkowych dopisać punkt o tym, że ewentualne wojny, a co za tym idzie także wojskowe ćwiczenia, odbywały się na świecie tylko w środy lub piątki. A co do przygotowania... Hmmm, proponujemy przeczytać podręcznik wychowania obywatelskiego dla szkół średnich...
Bogusław Politowski

62 Polska Zbrojna

nr 24/2007

REDAKCJA WOJSKOWA Al. Jerozolimskie 97, 00-909 Warszawa, tel. 48 22 684 53 65

wojskowe żywioły w różnych odsłonach