NR 25 (543) 17 CZERWCA 2007

TYGODNIK

CENA 4,70 ZŁ (W TYM 7% VAT)

FORUM: Co po Afganistanie? str. 9

INDEKS 337 374

ISSN 0867-4523

www.zolnierz-polski.pl

MISJE POKOJOWE: Kiedy myślisz, że umierasz str. 22 3 PUŁK PRZECIWLOTNICZY: Przeprowadzka w nieznane str. 20

WOJSKO: ROSOMAK – FAKTY I MITY str. 12

AAAAAAA AAAAAAAA W NUMERZE
NASZYM OKIEM

TUMAK ’07
Prawie trzy tysiące żołnierzy i 700 pojazdów wzięło udział w majowych ćwiczeniach 16 Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej zorganizowanych na poligonie w Bemowie Piskim
STR. 32

TEMAT NUMERU

ROBOTY
Robotyka rozwija się w zawrotnym tempie. Również polscy inżynierowie opracowują interesujące konstrukcje. Wśród nich wyróżniają się maszyny Expert i Inspector, które trafiły nawet do arsenałów naszej armii
STR. 54

SIŁY POWIETRZNE

LEOPARD BRONI SIĘ SAM
Wojska Lądowe potwierdzają, że są zainteresowane nabyciem drugiej partii niemieckich Leopardów 2A4. Koncepcja ta wzbudziła takie same kontrowersje jak przed laty, gdy przejmowaliśmy pierwsze wozy tego typu STR. 4

I HERCULES NIE PORADZI
Herculesy przylecą do Powidza jesienią przyszłego roku. Do tego czasu nie zostanie przygotowana cała potrzebna infrastruktura. I to nie tylko z winy strony polskiej. Amerykanie też nie dotrzymują terminów i zmieniają plany S T R . 3 6

FORUM NATO

WOJSKO PROBLEMY

WOJSKA LĄDOWE

WZOROWO ZAMROŻENI
Są wzorowym pododdziałem Wojsk Lądowych, i to po raz drugi z kolei. Przed paroma tygodniami zaliczyli natowski egzamin na piątkę. Ale są też kompanią, gdzie niemal nie ma ruchów kadrowych i awansów STR. 34

CO PO AFGANISTANIE?
Argumentem najczęściej przywoływanym w dyskusji nad celowością polskiego zaangażowania w Afganistanie jest stabilizacja tego kraju, bowiem od sił koalicji wymaga się nie tylko zaprowadzenia porządku, ale i uruchomienia procesów przybliżających Afganistan do świata zachodniego STR. 9

ROSOMAK: FAKTY I MITY
Wszystko wskazuje na to, iż proces wdrażania KTO Rosomak po ostrym kryzysie zaczyna wreszcie nabierać tempa. Wozy skierowano na pierwszą w ich historii misję zagraniczną
STR. 12

TYGODNIK

Redaktorzy prowadzący: mjr Artur Goławski , tel.: (0-22) 684 52 30, CA MON 845 230; Aneta Wiśniewska, (0-22) 684 52 13, CA MON 845213; polska-zbrojna@redakcjawojskowa.pl Publicyści: Warszawa: Piotr Bernabiuk, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON 845 229; Anna Dąbrowska, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Paulina Glińska, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON 845 229; Sylwia Guzowska, tel.: (0-22) 684 02 32, CA MON 840 232; kpt. Grzegorz Predel, tel.: (0-22) 684 08 68, CA MON 840 868; Roman Przeciszewski, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Tadeusz Wróbel, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Bydgoszcz: Krzysztof Wilewski, tel.: (0-52)

www.polska-zbrojna.pl

Dyrektor Redakcji Wojskowej Redaktor naczelny Artur Bartkiewicz, tel.: (0-22) 684 53 65, 684 56 85, faks: 684 55 03; CA MON 845 365, 845 685, faks: 845 503; sekretariat@redakcjawojskowa.pl Al. Jerozolimskie 97, 00-909 Warszawa Zastępca dyrektora Redakcji Wojskowej sekretarz redakcji „Polski Zbrojnej”: Wojciech Kiss-Orski, tel.: (0-22) 684 02 22, CA MON 840 222; wko@redakcjawojskowa.pl

378 25 90, CA MON 412 590; Gdynia: kmdr ppor. Mariusz Konarski, tel.: (0-58) 626 62 07, CA MON 266 207; Krzysztof Wygnał, tel.: (0-58) 626 24 13, CA MON 262 413; Kraków: Magdalena Kowalska-Sendek, Jacek Szustakowski, tel.: (0-12) 613 17 80,CA MON 131 780; Poznań: Piotr Laskowski, tel.: (0-61) 857 24 46, CA MON 572 446; Wrocław: Bogusław Politowski, tel.: (0-71) 765 38 53, CA MON 653 853; Fotoreporter: Jarosław Wiśniewski, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON 845 229; Współpracownicy: Andrzej Jonas, Krzysztof Głowacki, Marcin Kaczmarski, Włodzimierz Kaleta, Stanisław

Koziej, Tadeusz Mitek, Wojciech Piekarski, Aleksander Rawski, Henryk Suchar Dział graficzny: tel.: (0-22) 684 51 70, CA MON 845 170; Marcin Dmowski (kierownik), Monika Klekociuk, Paweł Kępka, Andrzej Witkowski Korekta: tel.: (0-22) 684 03 55, CA MON 840 355; Renata Gromska (kierownik), Katarzyna Kocoń, Małgorzata Mielcarz, Katarzyna Pietraszek, Joanna Rochowicz Biuro Reklamy i Marketingu: Adam Niemczak (kierownik) , tel. (0-22) 684 53 87, 684 51 80, 684 55 03, faks: (0-22), CA MON 845 387; Joanna Brodowska, tel.: (0-22 ) 684 51 80;

Egzemplarze czasopism dostępne w wewnętrznym kolportażu wojskowym są bezpłatne

2 Polska Zbrojna

nr 25/2007

MARYNARKA WOJENNA

JEDNI Z DZIESIĘCIU
Polscy marynarze po raz piętnasty wyruszyli na „Baltops”. To coroczne międzynarodowe ćwiczenia morskie pod egidą Stanów Zjednoczonych. Mają doskonalić współpracę sił morskich państw rejonu bałtyckiego należących do Partnerstwa dla Pokoju
STR. 38

REDAKTOR NACZELNY

Artur Bartkiewicz

W

Bajka o dwóch armiach

WOJSKO OPINIE

Z PRAGMATYKĄ DONIKĄD
To, że ustawa pragmatyczna zawierała błędy, nie budziło wątpliwości. Należało ją poprawić. Jednak to, co ostatnio zrobiono, zaprzecza intencjom przepisów wprowadzonych przed trzema laty
STR. 15

Prenumerata: RUCH SA, KOLPORTER SA, Garmond PRESS, GLM. Informacja: (0-22) 684 04 00 Kolportaż i reklamacje: PP DW Bellona – (0-22) 457 04 37, 6879 041, CA MON 879 041 Druk: Drukarnia Perfekt, ul. Połczyńska 99, Warszawa Numer zamknięto: 12 .06.2007 r. Zdjęcie na okładce: Jarosław Wiśniewski Projekt graficzny: Łukasz Kaugan , CaStudio Treść zamieszczanych materiałów nie zawsze odzwierciedla stanowisko redakcji. Tekstów niezamówionych redakcja nie zwraca. Zastrzega sobie prawo do skrótów.

tym tygodniu nie będzie felietonu. Będzie bajka. Jak na bajkę przystało, rzecz dzieje się za siedmioma górami, za siedmioma lasami, w królestwie, którego nazwy nikt już nie pamięta. Zdarzyło się tak, że na tronie królestwa zasiadł młody, ambitny król. Król za punkt honoru postawił sobie zreformowanie armii, ponieważ mijały lata i wieki, a królewskie wojsko było zadziwiająco odporne na wszystkie zmiany. Reformy nie udały się ani ojcu młodego króla, ani ojcu jego ojca. Król długo głowił się nad tym, w jaki sposób przeprowadzić reformy. Sztaby analityków podsuwały mu różne rozwiązania, ale żadne z nich nie było w stanie przekonać monarchy. Pomysł pojawił się nagle, jak wszystkie genialne pomysły. Król postanowił podzielić armię na dwie części. Na czele połowy armii stanął generał Igrekowski – wielki przeciwnik wszelkich zmian i reform. Generał Igrekowski lubił ładnie wyprasowane mundury, błyszczące na piersi ordery i dumnie maszerujących żołnierzy. Uważał, że o armii można mówić dobrze albo wcale. – Armia jest bowiem naszym największym skarbem, a krytykowanie jej godzi w obronność naszego królestwa – ucinał dumnie wszelkie dyskusje. Dowodzenie drugą połową armii objął generał Iksiński. Generał Iksiński uważał, że o tym, co w wojsku jest złe, trzeba mówić głośno, bo inaczej nie da się usunąć mankamentów. Lubił słuchać żołnierzy i szanował ich zdanie, ponieważ uważał, że jeśli żołnierze będą zadowoleni z tego, czym dysponują, wówczas królestwo będzie bezpieczniejsze. – Czas pokoju i bezpieczeństwa jest czasem mówienia o błędach – twierdził. – Tylko wówczas, jeśli pojawi się zagrożenie, będziemy na nie gotowi. I generałowie zaczęli dowodzić. Wojsko generała Igrekowskiego odnosiło same sukcesy. Wszystkie ćwiczenia kończyły się ocenami bardzo dobrymi i realizacją założonych celów w 100, a nawet w 150 procentach! Sprzęt, którym dysponowali, był bez zarzutu. W kolejnych meldunkach potwierdzano, że armia jest przygotowana na najgorsze. – Niech tylko ktoś spróbuje podnieść rękę na królestwo – grzmiał generał Igrekowski. – Moi żołnierze przepędzą agresora aż do samej stolicy jego państwa. Armia generała Iksińskiego była dużo mniej efektowna. Każde kolejne ćwiczenia wykazywały pewne mankamenty. Po ich zakończeniu nie meldowano o zrealizowanych celach, ale o tym, co należałoby poprawić. Dowódcy mówili głośno o problemach ze sprzętem i sugerowali, jak je rozwiązać. Żołnierze kompanii reprezentacyjnych czasem mylili krok, bo większość czasu poświęcano na inne aspekty służby. Bezlitośnie ujawniano nieprawidłowości, jakich dopuszczali się żołnierze, niezależnie od ich stopnia, i usuwano ich z armii. Król trochę zgrzytał zębami, poddani się niepokoili, ale generał Iksiński powtarzał: „Póki jesteśmy bezpieczni, póty nie bójmy się mówić o słabościach. Mówimy o nich dziś, aby nie przekonać się o nich jutro, kiedy będzie już za późno.” Nad królestwem zaczęły zbierać się czarne chmury. Sąsiedzi z północy i południa połączyli siły i napadli na kraj. Król zdecydował, że na południu walczyć będzie armia generała Igrekowskiego, a na północy – Iksińskiego. W armii generała Igrekowskiego pierwszego dnia przestała funkcjonować łączność. Okazało się, że problemy z nią były już wcześniej, ale nie chciano mącić spokoju króla. Zacinająca się broń sprawiała, że nawet mając przewagę wojska, nie były w stanie wygrać potyczek. Również pojazdy nie były tak doskonałe, jak wcześniej mówiono – niektóre okazały się za duże, inne zbyt mało mobilne, a generalnie wszystkie często się psuły. Pod dwóch dniach żołnierze zaczęli po cichu narzekać na swoich dowódców, że nie zadbali o przygotowanie armii w czasie pokoju, i coraz mniej chętnie szli do walki. Po trzech dniach wróg znalazł się kilkanaście kilometrów od stolicy. W tym czasie armia generała Iksińskiego przetrwała pierwsze uderzenie i przeszła do kontrofensywy. Żołnierze karnie wykonywali rozkazy, widzieli bowiem, że wcześniejsza krytyka przysłużyła się do tego, iż dysponowali teraz niezawodnym sprzętem i wyposażeniem znacznie lepszym niż to, którym dysponował przeciwnik. Na jeden rozkaz generała Iksińskiego byli gotowi walczyć nawet w beznadziejnej sytuacji. Ale takiej nie było. Po trzech dniach odparli najeźdźcę, a po kolejnych trzech wsparli jednostki generała Igrekowskiego i ocalili kraj. I nikt już nie odważył się kwestionować potrzeby zmian w armii. Morału nie będzie. Zamiast tego pytanie: w której armii chcielibyście służyć?

Nakład: 20 000 egz.

nr 25/2007

Polska Zbrojna 3

TEMAT NUMERU
Wojska Lądowe potwierdzają, że są zainteresowane nabyciem drugiej partii niemieckich czołgów Leopard 2A4, takie same kontrowersje jak przed laty, gdy przejmowaliśmy pierwsze wozy tego typu. Za zakupem Leopardów są związkowcy z polskich zakładów zbrojeniowych, którzy uważają, iż produkują czołgi lepsze od niemieckich.

Mercedes na gąsienicach
Najlepszym potwierdzeniem walorów czołgów Leopard 2 jest zaufanie, jakim darzą je ich załogi. – Kiedy ktoś mówi, że sprzęt stoi niesprawny, to chyba nie zna sytuacji. W tej chwili mam 58 czołgów i wszystkie są zdatne do użytku. To samo dotyczy innych pojazdów – stwierdził mjr Arkadiusz Mikołajczyk, dowódca 1 Batalionu Czołgów 10 Brygady Kawalerii Pancernej ze Świętoszowa, odnosząc się do informacji, iż większość tamtejszych Leopardów 2A4 stoi niesprawna. Podkreślił, że jeśli w jego batalionie przeprowadzane są ćwiczenia kompanijne, to

TA D E U S Z W RÓ B E L

uczestniczy w nich wszystkie 14 czołgów. Gdzie indziej bywa z tym różnie.

Z MYŚLĄ O ŻOŁNIERZU
Pytani o walory Leoparda wojskowi określają go mianem mercedesa na gąsienicach. – Największą jego zaletą jest przystosowanie do użytkownika. Praca z Leopardem nie polega na ciągłej walce z nim, naprawach kolejnych usterek, ale na szkoleniu podnoszącym umiejętności – mówi por. Sławomir Kiraga dowodzący 2 kompanią w 1 bcz, który

CZOŁG NA MIARĘ
Rozmowa z gen. broni WALDEMAREM SKRZYPCZAKIEM SKRZYPCZAKIEM, dowódcą Wojsk Lądowych
NIE MA TAKIEJ MOŻLIWOŚCI, ABY TWARDY DORÓWNAŁ LEOPARDOWI, PONIEWAŻ SĄ TO CZOŁGI ZUPEŁNIE INNEJ KONSTRUKCJI I GENERACJI

Dlaczego chcemy kupić następne 123 czołgi Leopard 2A4? – Ponieważ mają dużą siłę ognia, są bardzo manewrowe, a to zalety bezcenne na współczesnym polu walki. Dzięki nim można wykonywać zwroty zaczepne. Jakie są koszty eksploatacyjne niemieckich wozów? Według niektórych, są one znacznie wyższe niż przy PT-91 Twardym? – Wręcz przeciwnie, kształtują się one korzystniej po stronie Leoparda. Z czołgami jest jak z samochodami. Za nowocześniejszy pojazd trzeba zapłacić więcej przy zakupie, ale w trakcie eksploatacji pochłania mniej pieniędzy i przez to już po kilku latach wychodzi taniej. Może przytoczy Pan jakieś konkretne przykłady. 4 Polska Zbrojna

– Pierwszym jest trwałość armaty, która w PT-91 wynosi maksymalnie 300 strzałów, natomiast w Leopardzie minimum 600. Kolejnym parametrem, na który warto zwrócić uwagę, jest trwałość silnika: dla Twardego to 800 motogodzin, a Leoparda aż 3 tys. Istotne z punktu widzenia eksploatacji jest także zużycie paliwa, które – niestety – również mniejsze jest w Leopardzie. Wóz ten potrzebuje 220 litrów paliwa na przejechanie 100 km po szosie i 500 l bezdrożach. Dla PT-91 jest to odpowiednio 290 i 550 l. Czy mógłby Pan wskazać kluczowe różnice w parametrach bojowych między tymi czołgami?

SYLWIA GUZOWSKA, JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

– Różnic jest wiele. Począwszy od wieży i umieszczonych w niej urządzeń, aż do samego układu jezdnego. Wystarczy popatrzeć na siłę ognia Leoparda. Nowoczesny system kierowania ogniem oraz urządzenia do obserwacji pola walki w dzień i w nocy sprawiają, że może on prowadzić skuteczniejszą obserwację i niszczenie celów niż PT-91. Odległość ognia skutecznego wynosi 2500 m. Ważny jest również silnik. W przypadku Leoparda jest to MTU o mocy 1500 KM, zaś PT-91 ma silnik S-12U o mocy 850 KM. Odbija się to na osiągach. Praktycznie czołgiem Leopard 2A4 można jechać po drodze asfaltowej z prędkością 90–100 km/h. Do tego konstrukcja układu jezdnego pozwala na jednr 25/2007

w które wyposażono by bataliony żagańskiej 34 Brygady Kawalerii Pancernej. Koncepcja ta wzbudziła pancerniacy, szczególnie ci, którzy mieli okazję bliżej poznać te wozy. Sprzeciwiają się tej transakcji natomiast

w czasie służby miał okazję poznać wszystkie inne czołgi użytkowane w naszej armii, a także amerykańskie Abramsy. – Cechuje go bardzo niska awaryjność, a jeśli zdarza się usterka, łatwo można wymienić uszkodzony element – podkreśla oficer. – To dzięki modułowej konstrukcji Leoparda – wyjaśnia st. chor. Sebastian Kłobuszewski, technik 3 kompanii w tym samym batalionie. Opowiadając o łatwości obsługi, podał przykład, że wieżę można ściągnąć w 20 minut, a silnik wyciągnąć w kwadrans. 

Leopard 2A4
 załoga – 4 osoby  masa bojowa – 55 150 kg  współczynnik mocy jednostkowej – 27 KM/t  nacisk jednostkowy – 0,83 kg/cm kw.  długość całkowita – 9,67 m  długość kadłuba – 7,72 m  szerokość – 3,7 m (z ekranami przeciwkumulacyjnymi)  wysokość do stropu wieży – 2,48 m  prześwit – 0,49 m  napęd – silnik MTU-MB 873 o mocy 1500 KM  prędkość maksymalna – 68 km/h (na drodze), 56 km/h (teren)  zasięg – 550 km (na drodze)  uzbrojenie – armata gładkolufowa Rheinmetall L44 kal. 120 mm z zapasem 42 pocisków; dwa karabiny maszynowe MG3 i MG3A1 kal. 7,62 mm

ŻOŁNIERZE ZE ŚWIĘTOSZOWA twierdzą, że największą zaletą Leoparda jest przystosowanie do użytkownika. Praca z nim nie polega na ciągłej walce z czołgiem, naprawach kolejnych usterek, lecz na szkoleniu podnoszącym umiejętności załogi.

PT-91 Twardy

 załoga – 3 osoby  masa bojowa – 43 500 kg  współczynnik mocy jednostkowej – 18,47 KM/t  nacisk jednostkowy – 0,94 kg/cm kw.  długość całkowita – 9,53 m  długość kadłuba – 6,67 m  szerokość – 3,70 m (bez osłon)  wysokość do stropu wieży – 2,19 m  prześwit – 0,47 m  napęd – silnik S-12U o mocy 850 KM  prędkość maksymalna – 60 km/h (na drodze), 45 km/h (teren)  zasięg – 400 km  uzbrojenie – armata gładkolufowa D-81TM kal. 125 mm z zapasem 42 pocisków; karabiny maszynowy PKT kal. 7,62 mm; przeciwlotniczy karabin maszynowy NSW kal. 12,7 mm

noczesny ruch gąsienic w przeciwnych kierunkach, co znacznie zwiększa możliwości manewrowe czołgu. Niestety, cechą tą do dziś nie może poszczycić się żaden inny pojazd gąsienicowy w WP. Również prowadzenie Leoparda jest łatwiejsze dzięki temu, że na stanowisku kierowcy są trzy duże peryskopy o szerokim polu widzenia. Natomiast PT-91 ma ich dwa. Nawet najlepszy czołg kiedyś się psuje. Co wtedy? – Podzespoły Leoparda montowane są przez szybkozłączki, a elementy układów zostały racjonalnie rozmieszczone w przedziałach i pogrupowane w bloki. Pozwala
nr 25/2007

to na ich szybką wymianę, w przeciwieństwie do PT-91. Ciekawostką jest wykorzystanie tych samych elementów w różnych pojazdach. Chociażby przełącznik świateł z Leoparda montowany jest również w ciężarówkach Unimog, co upraszcza system zaopatrywania w części zamienne. Czy istnieje teoretyczna możliwość, by „Twardy” dorównał Leopardowi? – Niestety nie. To czołgi zupełnie innej konstrukcji i generacji. PT-91 to modernizacja czołgu T-72, czołgu II generacji, natomiast Leopard to już III generacja, charakteryzująca się m.in. mocniejszymi jednostkami napędowymi i wyższą klasą systemów kierowania ogniem.

Panie Generale, jeśli Leopardy spisują się tak świetnie, to skąd działacze związkowi wzięli informację, że większość z nich „jest niesprawna i stoi bezużytecznie na poligonie w Świętoszowie”? – Nie wiem, ale nie jestem zaskoczony, bowiem na temat Leopardów pojawiło się już wiele bzdur. Jeśli ktoś chce dowiedzieć się czegoś naprawdę o tych czołgach, powinien zwrócić się do używających je żołnierzy. To oni są ekspertami i mają najlepsze informacje. Ja znam ich opinie i wiem, że są jak najbardziej pozytywne. I to one są podstawą mojej oceny Leopardów. 
Rozmawiał: Tadeusz Wróbel

Polska Zbrojna 5

TEMAT NUMERU
Na pytanie, jak to się ma do innych czołgów, chorąży odparł: – Dla Twardego w warunkach pokojowych, bo założeń na czas „W” nie znam, wyjęcie silnika trwa 1,5 tygodnia. Zatem nie ma co porównywać. Na przyjęte w Leopardzie rozwiązania wpływ miały niemieckie doświadczenia z II wojny światowej. Wykazały, że naprawa uszkodzonego na polu walki czołgu nie powinna trwać dłużej niż dwie godziny. Poza łatwością obsługi technicznej żołnierze bardzo mocno podkreślają wysoki komfort pracy w Leopardzie. Decyduje o tym chociażby przemyślane rozmieszczenie poszczególnych urządzeń we wnętrzu wozu. Nie bez znaczenia są też jego wymiary, dzięki którym członkowie załogi nie czują się w tym czołgu jak śledzie w puszce. Podstawową zaletą Leoparda jest to, iż dostosowuje się go do żołnierza, a nie odwrotnie, jak w przypadku innych konstrukcji. – Ten czołg w prowadzeniu przypomina samochód. Ma kierownicę zamiast drążków, tak samo wchodzą biegi – mówi kierowca jednego z czołgów 2 kompanii st. szer. Andrzej Mińkowski. Jako inny walor wymienia możliwość dostosowania ustawień fotela i kierownicy do wzrostu żołnierza. St. szer. Mińkowski podkreśla, iż jego pracę ułatwiają trzy noktowizory zapew-

niające bardzo szerokie pole obserwacji. Do tego dochodzi system, który informuje go o wszelkich awariach, a nawet unieruchamia czołg, jeżeli uszkodzenie jest poważne. Oczywiście rozwiązanie to funkcjonuje tylko w czasie pokoju, bowiem w warunkach bojowych system diagnostyczny zostaje wyłączony. Także w przypadku innych stanowisk są możliwości ustawienia ich pod konkretnego żołnierza. – Kąt ładowania armaty można dostosować do wzrostu ładowniczego – mówi działonowy st. szer. Przemysław Dobrowolski, który wcześniej był ładowniczym.

Praca z Leopardem nie polega na ciągłej walce z nim, naprawach kolejnych usterek, ale na szkoleniu podnoszącym umiejętności – mówi por. Sławomir Kiraga dowodzący 2 kompanią w 1 bcz

CZTEREJ PANCERNI
Niekiedy wśród zarzutów pod adresem Leoparda wymieniano to, iż ma aż czteroosobową załogę, podczas gdy T-72 i PT-91 obsługuje tylko trzech ludzi. Sami żołnierze mają w tej kwestii zupełnie odmienną opinię. – Dzięki temu, że jest nas czterech, można racjonalniej podzielić pracę – mówi dowodzący Leopardem w 1 kompanii st. plut. Mirosław Kruk. – W innych czołgach dowódca zajmuje się

zbyt wieloma rzeczami, zamiast dowodzić – dodaje jego kolega z kompanii st. plut. Mariusz Sadowski. Kwestię tę rozszerza por. Kiraga: – Tam dowódca to człowiek-orkiestra. Oprócz dowodzenia i prowadzenia ognia musi zajmować się usterkami automatu ładowania, obsługiwać karabin maszynowy, wyrzutnie granatów dymnych. Problem ten pogłębia się, gdy jednocześnie jest on dowódcą plutonu czy kompanii. Wojskowi, którzy służyli wcześniej na innych typach czołgów, widzą jeszcze inne walory obecności ładowniczego w składzie załogi Leoparda 2. – Wysoka awaryjność systemu automatycznego ładowania w czołgach T-72 i PT-91 powoduje, że jeśli automat się zatnie, co często się zdarza, jako dowódca muszę go odblokowywać. Naprawa trwa minutę, dwie, czasami dłu-

Mjr Arkadiusz Mikołajczyk, dowódca 1 batalionu czołgów 10 Brygady Kawalerii Pancernej ze Świętoszowa: – Życzyłbym wszystkim żołnierzom, aby sprzęt, którym dysponują, sprawował się tak, jak nasz. Aby mogli przyjść do garażu, otworzyć drzwi i wyjechać wszystkimi wozami w pole.

6 Polska Zbrojna

nr 25/2007

SYLWIA GUZOWSKA (2)

– NAWET NIE MAJĄC AMUNICJI, NIE DAŁBYM SIĘ TRAFIĆ TWARDEMU. WYSTARCZYŁOBY SZYBKO JECHAĆ – POWIEDZIAŁ JEDEN Z PANCERNIAKÓW

żej. Wszystko zależy od usterki. W tym czasie wóz jest wyłączony z działania, a ja nie dowodzę – powiedział por. Kiraga. Niestety, na polu walki może to być sprawa życia lub śmierci. – Dzięki obecności ładowniczego mogę skoncentrować się na obserwacji i wykrywaniu celów, a następnie ich niszczeniu – stwierdza działonowy Przemysław Dobrowolski. Zabójcza skuteczność to jedna z zalet, którą Leopard zdobył serca świętoszowskich pancerniaków. – Strzelałem do celu odległego o 2600 m o rozmiarach dwa na dwa metry (zbliżone wymiary ma czołg widziany z przodu) i za każdym razem trafiłem – mówi st. szer. Dobrowolski. Jeszcze dobitniejszy przykład na jakość systemu kierowania ogniem podał dowódca kompanii czołgów: – Przed dwoma laty nowi żołnierze, którzy przyszli do nas po miesięcznym szkoleniu w Poznaniu i zaraz trafili na strzelania bojowe, wykonali je na piątki. – W Leopardzie po namierzeniu celu stabilizator utrzymuje armatę w punkcie. Komputer przelicza zmiany i siatka celownika działonowego pozostaje w tej samej pozycji – ujawnia jedną z przyczyn tego fenomenu st. plut. Sadowski. Rozwiązanie to powoduje też, że nie ma problemu z trafieniem celu z czołgu jadącego z prędkością 40 km/h, zarówno do przodu, jak i do tyłu (dzięki

STANISŁAW GŁOWACKI, przewodniczący Sekcji Krajowej Przemysłu Zbrojeniowego „Solidarność”
Czy może Pan potwierdzić, że większość Leopardów w Świętoszowie jest niesprawna, jak napisała w swym oświadczeniu Sekcja Krajowa Przemysłu Zbrojeniowego „Solidarność”? – Tak, oczywiście. Mamy na myśli niewykonane na czas konieczne przeglądy i remonty sprzętu, który jest w wyposażeniu polskiej armii. Wynika to z braku odpowiedniej dokumentacji, której do dziś nie udostępniła strona nie– Są takie armie w kramiecka. jach dużo bogatszych niż Polska, jednak w zdecyDo jakiej generacji zali- dowanej większości precza się czołg PT-91 pro- ferują one swoje wyroby. dukowany w Łabędach? Polski nie stać dzisiaj na – Czołg PT-91M jest to, aby w czasie całkowiz pewnością produktem tej modernizacji armii nowocześniejszym niż 20– sprowadzać ponad 20-let25 letnie czołgi Leopard nie czołgi i budować 2A4, które Polska ma za- do tego infrastrukturę. miar sprowadzić. Chcę zaznaczyć, że w Polsce niewiele moCzy na pewno żadna armia stów jest przystosowaNATO nie używa dwóch nych do transportu tak „rodzajów” czołgów? ciężkiego sprzętu. (PG) też samodzielnie prowadzić ogień. Choć wskazują, że przydałaby się im kamera termowizyjna, by mieli taką możliwość również w nocy. – W przypadku Leoparda problemem nie jest, tak jak w innych czołgach, czy trafi się w tarczę, tylko w które jej miejsce – mówią wojskowi. – Jestem gotowy, jeśli chodzi o skuteczność ogniową, wyjechać z moją kompanią przeciwko każdej innej kompanii na wschód od nas po Kalifornię – kon

temu Leopard 2, wycofując się, nie musi się obracać i nie wystawia na ogień przeciwnika słabiej opancerzonych boków). Podoficerowie twierdzą, iż nie było na to szans w znanych im wcześniej pojazdach. Wspominają też, że strzelania w ruchu markowano, wykonując je z prędkością mniejszą od idącego człowieka. Dowódcy bardzo sobie chwalą, że w niemieckim czołgu mają nie tylko podgląd na to, co robi działonowy, ale mogą

EKSPERT

Płk Józef Makuchowski,
zastępca dyrektora Departamentu Polityki Zbrojeniowej MON: – Decyzja o zakupie każdego nowego rodzaju uzbrojenia powinna być poprzedzona wszechstronną, rzetelną analizą zagrożeń, jakie mogą pojawić się w perspektywie najbliższych kilkudziesięciu lat, oraz nadaniem odpowiednich priorytetów wybranym kierunkom rozwoju Sił Zbrojnych RP. Obecnie w SZRP trwa dyskusja na ten temat i potrzeba dodatkowego zakupu czołgów powinna być uzależniona od wyników prowadzonych analiz. Ostateczna decyzja w przedmiotowej sprawie zostanie podjęta na forum Rady Uzbrojenia.

nr 25/2007

Polska Zbrojna 7

WYDARZENIA ZAPIS AAAAAAA AAAAAAAA

– Nie ma decyzji, czy Polska przedłuży misję wojskową w Iraku do końca 2008 r., czy nie – powiedzieli 9 bm. sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Maciej Łopiński i rzecznik rządu Jan Dziedziczak.

Trzecia siła

W

grudniu zeszłego roku prezydent Lech Kaczyński zdecydował o trwaniu polskiej misji w tym kraju do końca br. Gen. Franciszek Gągor, szef SGWP, stwierdził, że wojsko jest przygotowane na każdy wariant – zarówno wycofania się, jak i pozostania. Na pewno jednak od lipca prawie cały polski kon-

tyngent przeniesie się do bazy w Diwanii. Obecnie w Iraku w ramach Wielonarodowej Dywizji Centrum–Południe polscy wojskowi stacjonują w bazach Echo w Diwanii (ok. 700 żołnierzy) i Delta w Al Kut (ok. 200). – Przejście z dwóch baz do jednej to wynik uzgodnień międzysojuszniczych – powiedział 8 bm.

gen. Gągor. Nie chciał ujawnić szczegółów zmian. Nieoficjalnie mówi się jednak, że w bazie zostaną stacjonujący tam Salwadorczycy i część kontyngentu rumuńskiego oraz niewielka grupa polskich żołnierzy – element zabezpieczenia śmigłowców. Głównymi lokatorami w Al Kut będą zaś Gruzini. Parlament tego kraju postanowił zwiększyć z 850 do 2 tys. liczbę swoich żołnierzy w Iraku. W ten sposób Gruzini staną się trzecim najliczniejszym zagranicznym kontyngentem, po amerykańskim i brytyjskim. (ATU)

Dłuższe obchody

N

Afganistan – start

W

wyniku wybuchu miny pułapki 5 bm. lekko ranny został przebywający na misji w Afganistanie kpr. Rafał B. Jest on pierwszym polskim żołnierzem poszkodowanym w tej misji. U żołnierza stwierdzono nieznaczne stłuczenia głowy i po przeprowadzeniu badań wypisano ze szpitala. Do ataku na polsko-amerykański konwój przewożący sprzęt, m.in. kontenery z pomocą humanitarną dla miejscowej ludności, doszło 25 km na północ od Wazi Kwa. W składzie konwoju było trzech Polaków. Pozostali dwaj – żołnierz i cywil – jechali innym pojazdem i nie odnieśli obrażeń. To trzeci tego typu incydent w ostatnich dniach z udziałem polskich wojskowych. (ATD)

Balice pełne pytań
natomiast, iż specjaliści przygotowują dwie ustawy – w miejsce kilkudziesięciu funkcjonujących do tej pory regulacji – dotyczące obronności oraz służby żołnierzy zawodowych. – Trwają także prace, które pozwolą na wprowadzenie w przyszłości godziwego wynagrodzenia oraz rozwiązań organizacyjno-etatowych umożliwiających rozwój zawodowy personelu lotniczego i technicznego jednostek SP – mówił minister. W części spotkania poświęconej kwaterom minister powiedział, iż istnieje konieczność budowy lokali funkcyjnych, a wielkość równoważnika mieszkaniowego musi być dostosowana do realiów rynku nieruchomości w Polsce. (ann)

E

merytury, wynagrodzenia oraz problemy mieszkaniowe były tematami poruszonymi przez kadrę 8 Bazy Lotniczej i 13 Eskadry Lotnictwa Transportowego w Krakowie-Balicach podczas spotkania 8 bm. z ministrem obrony Aleksandrem Szczygło. Szef MON podkreślił, że nie prowadzi się żadnych prac nad zmianą ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym żołnierzy i ich rodzin. Potwierdził

orwegia jest wdzięczna za wkład, jaki wniosły Polskie Siły Zbrojne w wyzwolenie naszego kraju – zapewnił 10 bm. Olav Sigurd Alstad, burmistrz Narwiku, podczas uroczystych obchodów 67. rocznicy walk Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich i Marynarki Wojennej o to miasto. Po mszy św. w intencji poległych żołnierzy, której przewodniczył ks. bp Tadeusz Płoski, ordynariusz polowy, odbył się apel poległych. Obchody w Norwegii przedłużyły się, ponieważ rządowy samolot Tu-154 miał awarię, którą wykryto podczas rutynowej kontroli przed startem. Kombatanci i przedstawiciele rządu, w tym wiceminister obrony Jacek Kotas, musieli spędzić noc w norweskiej bazie wojskowej. MON wysłał po nich dwa samoloty transportowe CASA, w tym jeden z częściami i mechanikami, którzy mają sprawdzić stan techniczny Tu-154. Drugą Casą wieczorem 11 bm. delegacja wróciła do kraju. (ad)

A propos

Gen. bryg. Waldemar Czarnecki, szef Zespołu ds. Profesjonalizacji SZRP
krutację obywateli państw Ameryki Środkowej i Południowej. W 2002 r. ukazał się stosowny edykt króla i w 2004 r. w całym hiszpańskim wojsku służyło już 767 obywateli 18 państw latynoamerykańskich, rok później – 1374, a teraz jest ich już 4167. Reporterka „Dziennika” potraktowała nasze rozważania jako sensację. Tymczasem to naciągany news. Fakt, do tej pory nie odczuwaliśmy dolegliwości związanych z licznie nieobsadzonymi stanowiskami w WP. Jednak powinniśmy dmuchać na zimne. Dlatego w trakcie dyskusji wewnętrznych zespołu rozważamy różne pomysły na „zawory bezpieczeństwa”, którymi moglibyśmy się posłużyć, gdyby w ochotniczym WP pojawiły się wakaty. Proszę pamiętać, że od pomysłu do decyzji politycznych droga daleka. Wymaga choćby zmiany ustawy pragmatycznej, która w obecnym brzmieniu pozwala służyć zawodowo w WP jedynie osobom będącym tylko i wyłącznie obywatelami Polski. Jak na razie decyzji politycznych nie ma, a minister obrony narodowej sygnalizuje, że rekrutowanie cudzoziemców nie jest nam potrzebne. (ag)

Czy faktycznie polskie wojsko – jak doniósł „Dziennik” – otwiera się na najemników? – Podczas prac naszego zespołu analizujemy doświadczenia z procesu uzawodowiania armii wielu państw NATO, które dorobiły się ochotniczej służby wojskowej. Patrzymy m.in. na rozwiązania francuskie, brytyjskie i hiszpańskie. W tamtejszych armiach służą

obcokrajowcy. Dla nas pouczające wydają się najnowsze problemy Hiszpanów. Zderzywszy się ze wzrostem gospodarczym i brakiem chętnych do podjęcia służby, rząd w Madrycie zgodził się na re-

8 Polska Zbrojna

JAROSAW WIŚNIEWSKI (2)

Legii nie będzie

nr 25/2007

NATO FORUM

Argumentem najczęściej przywoływanym w dyskusji nad celowością polskiego zaangażowania w Afganistanie jest stabilizacja tego kraju. I trudno się z tym nie zgodzić. Od sił koalicji wymaga się nie tylko zaprowadzenia porządku, ale i uruchomienia procesów przybliżających Afganistan do świata zachodniego. Przykładanie takiej miary dla oceny misji afgańskiej czyni jej sukces niezwykle trudnym.

Działania USA i ich sojuszników podjęte zostały w odwecie za atak na Waszyngton i Nowy Jork. Ich sprawca – al Kaida – był zaś utożsamiany z polityką rządu afgańskiego pozostającego pod kontrolą talibów. Od tamtego czasu wydarzyło się jednak tak wiele, że argument ten stracił na

wyrazistości. Stał się zatem mało przekonujący dla uzasadnienia dodatkowego wysiłku militarnego i zdobywania dla niego poparcia opinii publicznej. Gdy w zeszłym roku ówczesny minister obrony narodowej Radosław Sikorski ogłosił zamiar wysłania ponad tysiąca żołnierzy do misji ISAF, ze strony ugrupowań opo- 

SJE MI

ROBERT SIEMASZKO

Afganistanie?
nr 25/2007

Co po
OLAF OSICA

Polska Zbrojna 9

FORUM NATO
zycyjnych padł argument, iż jest to przejaw nadgorliwości, który nie przyniesie Polsce żadnych zysków, natomiast skutecznie pozbawi armię funduszy na reformę. Jeśli spojrzeć na badania opinii publicznej – wysłanie żołnierzy do Afganistanu popiera ok. 20 proc. respondentów – to zarzut ten wydaje się trafny. W miarę upływu czasu wszystkie motywy interwencji bledną, i to nie tylko w wyniku zmęczenia opinii publicznej bombardowanej doniesieniami o zamachach oraz politycznej rywalizacji miejscowych klanów i ugrupowań politycznych. związku między działalnością PKW a jej oceną w debacie polskiej. Nie będzie możliwości pokazywania własnego pozytywnego wkładu, tak jak ma to miejsce w Iraku. Tam, na tle wojny domowej, polska strefa jawi się nie tylko jako oaza spokoju, ale i miejsce faktycznej odbudowy struktur państwa. W Afganistanie porażki sojuszników będą też naszym udziałem. To samo dotyczy sukcesów. Oby tylko było ich pod dostatkiem. Dlatego liczenie na sukces i poczucie obowiązku wobec sojuszników to za mało, aby uzasadnić wysiłek wojskowy w Afganistanie. Dobra polityka musi uwzględniać nie tylko racje moralne, ale Aby jednak zależność ta przynosiła długofalowe korzyści zarówno armii, jak i polityce państwa, niezbędna jest umiejętność przekładania własnego zaangażowania na zyski polityczne czy gospodarcze. Polska polityka zagraniczna wciąż uczy się tej sztuki. Z różnymi wynikami.

Sojusznicza solidarność
Po okresie gonitwy za członkostwem w NATO, kiedy z każdego – nawet minimalnego – wysiłku militarnego starano się uczynić argument za przyjęciem Polski do paktu, nadszedł czas „solidarności sojuszniczej”. Solidarność ta mia-

Trudna droga do sukcesu
Minione lata były dla wszystkich obserwatorów okresem odkrywania i uczenia się Afganistanu. Większa jest zatem świadomość ogromu problemów i tym samym mniejsza wiara w możliwość ich przezwyciężenia. Od sił koalicji wymaga się bowiem nie tylko zaprowadzenia porządku, ale i uruchomienia procesów przybliżających Afganistan do świata zachodniego. Przykładanie takiej miary dla oceny misji afgańskiej czyni jej sukces niezwykle trudnym bądź wręcz niemożliwym. Po raz kolejny okazuje się, że jeżeli chodzi o rozwiązywanie światowych problemów, demokracje są w gorszej sytuacji niż państwa, dla których bezpieczeństwo pozbawione jest odcienia normatywnego i sprowadza się jedynie do prostego „nakrycia czapką” największych problemów oraz pacyfikacji osobników przeszkadzających w „dziele pokoju”. Listę problemów zamyka malejąca wiara wielu sojuszników, widzących w Afganistanie przedsionek piekła, w jakim pogrążyła się spora część Iraku. I nawet, jeśli wojska państw NATO są wciąż na miejscu, mentalne wycofywanie się z tego rejonu jest już faktem. Nakładanie przez część członków sojuszu ograniczeń uniemożliwiających pełne zaangażowanie bojowe swych oddziałów jest tego symptomem. Opinii publicznej, a co za tym idzie uzależnionym od jej wsparcia politykom, z trudem przychodzi akceptacja ofiar wśród własnych żołnierzy, mimo iż wyjeżdżają jedynie ochotnicy. W takiej sytuacji wysłanie sporego – jak na polskie możliwości – kontyngentu wojskowego, który nie podlega restrykcyjnym ograniczeniom narodowym i będzie działał w najniebezpieczniejszych miejscach, może kojarzyć się z polskim „zastaw się, a postaw się”. Co gorsza, rozproszenie kontyngentu i brak własnej strefy utrudnią też stworzenie 10 Polska Zbrojna

Większość zachodniej opinii publicznej od początku uważa, że interwencja w Afganistanie – w przeciwieństwie do operacji w Iraku – prowadzona była w słusznej sprawie

ROBERT SIEMASZKO (2)

i interesy własnego państwa. Zyski nie mogą się więc ograniczać do polepszenia własnego wizerunku. Okazywanie solidarności z innymi jest pięknym gestem, kiedy okazują go sobie nawzajem ludzie. Państwa, myśląc o solidarności, myślą o wzroście własnej pozycji, budowie zależności i oczekują na rewanż. Armia pełni w tym względzie rolę służebną – jest narzędziem dyplomacji. W zamian dostaje do ręki dwa argumenty: może udowodnić swą przydatność dla bezpieczeństwa państwa oraz uzasadnić potrzebę wzrostu wydatków na modernizację. Choć słychać niekiedy narzekania, że misje pochłaniają sporą część środków przeznaczonych na reformy, to chyba nikt, kto pamięta realia polskiego budżetu obronnego w latach 90., nie ma wątpliwości, że gdyby nie misje na Bałkanach, w Iraku i Afganistanie, siły zbrojne Polski (a także wielu innych sojuszników) byłyby kosztownym w utrzymaniu skansenem.

ła różne motywy. W Kosowie chodziło o udowodnienie, że Polska zasłużyła na członkostwo, mimo iż pierwsza zbrojna interwencja NATO ukazała ogromne deficyty polskich sił zbrojnych. Po 11 września solidarność była po prostu przejawem współczucia dla USA i wyrazem poparcia dla amerykańskiej operacji w Afganistanie. W Iraku natomiast widoczny był motyw polityczny: próba podniesienia rangi państwa w stosunkach z USA i tym samym zwiększenie jego pozycji w świecie. Nie przyniosła ona jednak ani spektakularnych, ani trwałych korzyści. W komentarzach dominuje raczej poczucie rozgoryczenia, bycia wykorzystanym, lub dla odmiany interpretowana jest jako przykład politycznej naiwności. Jako przyczynę tej sytuacji przyjęło się uważać brak umowy z USA, która zapewniałaby Polsce polityczne czy gospodarcze profity w zamian za udzielenie swojego poparcia. Jak bowiem zauważył jeden z amenr 25/2007

rykańskich analityków, „intercyzę spisuje się przed, a nie po ślubie”. Dominujące obecnie w dyskusji – także na temat wysłania wojsk do Afganistanu – koncentrowanie się na własnych zyskach jest w dużej mierze odreagowywaniem wcześniejszych postaw. Od dość naiwnej wiary, że inwestowanie w polityce podlega tym samym regułom co inwestowanie na rynkach finansowych – wpłaty sumują się, a następnie można zażądać ich zwrotu – nastroje opinii publicznej i polityków przesunęły się w stronę merkantylizmu, czyli oczekiwania wymiany przysług. Z dwojga złego ta druga postawa jest lepsza. Na-

Zbrojeniowej – Polska stworzyła sobie szansę na grę w unijnej czołówce. Udział w misji w DR Konga, a następnie przystąpienie do europejskiego kodeksu postępowania przy zamówieniach w przemyśle obronnym uczyniły Polskę pożądanym partnerem. Jako jedyny z nowych krajów członkowskich posiadający istotny potencjał i doświadczenie wojskowe byliśmy poniekąd do tej roli predestynowani. Bez wspomnianych działań nie miałoby to jednak praktycznego znaczenia. Nie mielibyśmy np. tak wielu przedstawicieli w agencji oraz – od stycznia 2008 r. – zastępcy jej dyrektora wykonawczego. Trudno byłoby

W Iraku polska strefa jawi się nie tylko jako oaza spokoju, ale i miejsce faktycznej odbudowy struktur państwa. W Afganistanie porażki sojuszników będą też naszym udziałem. To samo dotyczy sukcesów. Oby tylko było ich pod dostatkiem
daje działaniom politycznym konkretny kształt i ułatwia ich ocenę. Obawa przed wyrażaniem własnych interesów jako postawy niegodnej sojusznika nadawała wprawdzie polskiej debacie wymiar etyczny, ale nie przynosiła przekonujących argumentów o opłacalności podejmowanego ryzyka, poza powtarzanym nieustannie „wzmacnianiem więzi sojuszniczych i pozycji Polski w NATO”. Rzeczywiste, a nie deklaratywne budowanie pozycji Polski w sojuszu czy Unii Europejskiej na wysiłku militarnym nie może jednak podlegać prostym regułom handlowym. Decydujące jest posiadanie projektu politycznego, który może być atrakcyjny dla reszty partnerów i którego elementem są własne interesy. Ilustracją takiego projektu jest wkład Polski w Europejską Politykę Bezpieczeństwa i Obrony. Przystępując do tzw. stałej współpracy strukturalnej w ramach UE – a więc tworząc grupę bojową oraz przystępując do Europejskiej Agencji
nr 25/2007

Fiasko projektu ukraińskiego oznacza również, że rozszerzenie NATO traci nieco na znaczeniu dla interesów bezpieczeństwa Polski. Także relacje z USA funkcjonują dzisiaj w zupełnie nowym kontekście. NATO było tradycyjnie platformą, którą polska polityka chciała wykorzystać do powiązania swych interesów z interesami amerykańskimi. Dzisiaj proces ten – bez względu na jego ostateczny wynik – dokonuje się poza NATO w rozmowach polsko-amerykańskich na temat tarczy antyrakietowej. Niewiele wskazuje, aby sojusz mógł w tym względzie odegrać większą rolę, choć byłoby to więcej niż wskazane.

Nie zawieść – zyskać
Cóż zatem zostaje? Nie tak znowu dużo, biorąc pod uwagę przemianę misji NATO, które jest dzisiaj przede wszystkim platformą do prowadzenia operacji wojskowych poza Europą, a w mniejszym stopniu sojuszem politycznym dla Europy. Wśród polskich celów w sojuszu znajduje się budowa bazy AGS w Powidzu, a także wsparcie dla kandydatury gen. Franciszka Gągora na szefa Komitetu Wojskowego NATO. Obie rzeczy – choć mają różne znaczenia – byłyby pozytywnym sygnałem pod adresem opinii publicznej, że obecność Polski w NATO nie wiąże się wyłącznie z udziałem w konfliktach międzynarodowych. Bez wątpienia otworzyłyby się też nowe szanse polityczne. Kolejne dwa lata upłyną pod znakiem debat i decyzji w sprawie nowej koncepcji strategicznej. Nawet jeśli czas ten nie przyniesie przełomu, warto, aby ewentualne zmiany w myśleniu o sojuszu i jego roli uwzględniały polskie interesy. Ostatnie miesiące pokazały bowiem, że w sprawach dotykających bezpośrednio bezpieczeństwa Polski sojusz był bardziej obserwatorem niż kreatorem wydarzeń. Udział w misji ISAF daje nam prawo do zadawania pytań, o których w Kwaterze Głównej już dawno zapomniano. Jeśli miałoby zaś okazać się, że sojusz nie jest w stanie sprostać wyzwaniom stawianym mu w Afganistanie przez sojuszników, to przynajmniej będziemy w grupie tych, którzy nie zawiedli. Oczywiście, jeżeli w Afganistanie wykonamy przydzielone nam zadania. 
(Olaf Osica jest analitykiem Centrum Europejskiego Natolin.)

też lobbować na rzecz udziału polskiego przemysłu zbrojeniowego w projektach europejskich. A jeszcze kilka lat temu polityka bezpieczeństwa i obrony Unii Europejskiej była w Polsce jednym z najtrudniejszych obszarów współpracy europejskiej… Czy za wysłaniem wojsk do Afganistanu kryje się podobny projekt? Zanim odpowiemy na to pytanie, trzeba zadać sobie inne: czego oczekujemy od członkostwa w NATO poza samym funkcjonowaniem w systemie sojuszniczym? Jeszcze niedawno jednym z ważniejszych motywów działań polskiej dyplomacji w sojuszu było stworzenie szansy na członkostwo Ukrainy i poprawa swej pozycji geopolitycznej. Szansa ta została pogrzebana przez samych Ukraińców. Na jak długo, nie wiadomo. Wiadomo jednak, że w dającej się przewidzieć przyszłości cel pozostanie niezrealizowany i nie wydaje się sensowne, aby nadal traktować go jako priorytet.

Polska Zbrojna 11

WOJSKO PROBLEMY

NORBERT BĄCZYK

Wszystko wskazuje na to, iż proces wdrażania KTO Rosomak, po ostrym kryzysie, zaczyna wreszcie nabierać tempa. Wozy skierowano na pierwszą w ich historii misję zagraniczną. Jednocześnie być może jeszcze w tym roku – trzy lata od premiery – doczekamy się wreszcie w linii jakiejś odmiany specjalistycznej.

Chyba o żadnym innym pojeździe Wojska Polskiego nie było w mediach tak głośno, jak o kołowym transporterze opancerzonym Rosomak. Swoista psychoza, jaką część mediów wytworzyła wokół wozu, nie sprzyjała dobremu samopoczuciu użytkujących go żołnierzy. Parafrazując znane powiedzenie, armia musiała wreszcie udowodnić, iż nie kupiła wielbłąda, a porządny wóz. – O jakości KTO Rosomak przekonały choćby zeszłoroczne ćwiczenia „Anakonda” – mówi płk Piotr Szkurłat, nowo mianowany pełnomocnik ministra obrony narodowej, dyrektor biura odpowiedzialny za wdrażanie KTO i ppk w Wojsku Polskim. – W ich trakcie, w czasie zarówno nocnych, jak i dziennych strzelań, załogi KTO uzyskały oceny bardzo dobre. Pojazdy w pełni zdały egzamin, nie było awarii. Nie mam prawa powiedzieć o tym pojeździe złego słowa – dodaje płk Szkurłat. Ostatnio pułkownik przekonywał do Rosomaka także posłów Ko12 Polska Zbrojna

ROSOMAK: fakty i mity
nr 25/2007

misji Obrony Narodowej, którzy odwiedzili miejsce ich produkcji, Wojskowe Zakłady Mechaniczne w Siemianowicach Śląskich. I, co zrozumiałe, przekonywał chyba skutecznie, bo merytoryczne argumenty i fakty mają jednak większą siłę niż plotki i konfabulacje.

Nie chodzi o pancerz

Dostawy Rosomaków do Wojska Polskiego

Od początku przyjmowania do Wojska Polskiego KTO Rosomak na łamach „PZ” informowaliśmy, iż to nie jakość transportera, ale proces jego wdrażania budził poważne wątpliwości. Cały szum związany z opancerze(plan) niem KTO ma w gruncie rzeczy charakter drugorzędny. Rosomak w werRazem stan na 31 grudnia 2007 r. (plan) sji podstawowej ma wystarczającą ochronę, typową dla tej klasy pojazdów, zatrzymującą pociski z broni ręcznej. Na misję afgańską skrojono mu zaś wyjątkowo mocny, specjalistyczny pancerz dodatkowy, który może zatrzymać również pociski ka- ległości ppk – ale wówczas nikt nie porabinów wielkokalibrowych kal. 12,7 wie, iż armia nie zrobiła wszystkiego, i 14,5 mm. Takich Rosomaków będzie aby ocalić swych ludzi. Jak już wspona misji 24, a pancerzy upiono łącznie mniano, kwestia opancerzenia jest dru57. Tylko 16 z nich ma aktywnie dzia- gorzędna. Problemem, który naprawdę dławił łać w dwóch zespołach (kompaniach) manewrowych, z których każdy będzie i w pewnym stopniu nadal dławi proskładał się z dwóch plutonów po trzy gram, jest paraliż wdrażania odmian wozy i dwa wozy w dowództwie zespo- specjalistycznych Rosomaka. Pierwsze łu. Pozostałe osiem wozów to rezerwa, dziewięć wozów oddano wojsku z wielbo cała trzecia kompania batalionu ma- ką pompą 30 czerwca 2004 r. Były to newrowego jeździ na HMMWV. Być trzy pojazdy bojowe – z wieżami może w przyszłości podobnie skonfi- Hitfist 30P uzbrojonymi w 30 mm argurowane Rosomaki pojadą na inną mi- matki – oraz sześć nagich wozów basję. Podstawą będzie bozowych. Minęły trzy lata, wiem zawsze wóz z nor- Bodaj największą i choć transporterów jest malnym pancerzem, potra- ukrytą bolączką już znacznie więcej, nadal fiący pływać, a nie ciężko istnieją tylko te dwie odopancerzony wariant af- programu KTO było miany, czyli właściwie gański. To na bazie wersji od początku jego jedna. podstawowej, w zależności Będzie lepiej? od specyfiki danej operacji, niedoszacowanie. Czarnym okresem dla mają być tworzone wyspeZnana suma Rosomaka był zwłaszcza cjalizowane odmiany „misyjne”. – KTO należy trak- 5 mld zł dotyczyła 2006 r. i początek 2007, tować jako wyjściową bazę kiedy to nierozstrzygnięta bowiem tylko kwestia offsetu za wieże do różnych zadań – mówi płk Szkurłat. – W warunkach zakupu odmian Oto Melary Hitfist 30P doprowadziła do zatrzyAfganistanu potrzebujemy bojowej z wieżą mania produkcji odmiany dobrze opancerzonego pojazdu, który nie musi wcale bojowej po 43 egzemplaOto Melary rzach dostarczonych jeszpływać. Z kolei w Polsce cze z Włoch. W efekcie umiejętność ta ma duże oraz bazowej wszystkie plany przezbraznaczenie – dodaje. Wojsko Polskie, tworząc wersję Ro- jania jednostek wzięły w łeb, zdołano somaka do Afganistanu, w pewien spo- skompletować tylko trzy pełne kompasób dmucha na zimne, bo zażądało nie zmotoryzowane (dwie kompanie ochrony skuteczniejszej niż wymagają 1 batalionu 17 Brygady Zmechanizotego nawet standardy NATO. Taki KTO wanej, jedna kompania 1 batalionu też można zniszczyć – ciężką miną pu- 12 Brygady Zmechanizowanej). Potem, łapką lub wystrzelonym z bliskiej od- aby jakoś zebrać w całość choć jeden
nr 25/2007

W tym roku Wojsko Polskie ma otrzymać 72 nowe Rosomaki, z czego 14 bazowych i aż 58 bojowych

niepełny batalion, 12 BZ musiała oddać wozy 17 BZ, zostając tylko z jednym plutonem. W ramach łatania dziur cztery bojowe Rosomaki zabrano także z poznańskiego Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych, choć jednocześnie cztery inne KTO stały tymczasem bezczynnie jako „odmiana libańska” w WZM. Jednocześnie toczył się zawiły spór o wybór zdalnie sterowanego stanowiska strzeleckiego pod 249 Rosomaków odmian specjalistycznych. Ostatecznie wybór, który miał znamiona farsy (trzy razy wygrał ktoś inny), zakończył się anulowaniem zakupu tego rodzaju uzbrojenia. Dodatkowo upadł projekt rozpoznawczego Rosomaka 6x6. Do dziś nie udało się przyjąć do uzbrojenia żadnej (!) odmiany specjalistycznej, choć pojawił się prototyp transportera piechoty oraz demonstrator wozu ewakuacji medycznej. Ostatnio powiało jednak optymizmem. Być może jeszcze w tym roku doczekamy się pierwszych wozów ewakuacji medycznej (WEM). Będą to pojazdy podobne do wspomnianego demonstratora, przygotowane przez WZM oraz znaną z produkcji sanitarek i samochodów Dzik firmę AMZ Kutno. Ponoć wspomniane firmy mogłyby do końca roku dostarczyć nawet 20 Rosomaków odmiany WEM. Brzmi to dość optymistycznie, tym bardziej że przerobienie bazowego KTO na WEM istotnie nie jest procesem długotrwałym i nie wymaga ingerencji w konstrukcję transportera. Bardziej realne wydają się plany dotyczące innych odmian specjalistycz- Polska Zbrojna 13

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI (2)

WOJSKO PROBLEMY
nych. Rok 2008 ma zaowocować, w ramach prac badawczo-rozwojowych, powstaniem serii prototypów, które po testach mogłyby być wdrażane od 2009 r. Dotyczy to prostego wozu dowodzenia dla szczebla kompanii i batalionu, wozu rozpoznawczego dla kompanii rozpoznawczych, wozu rozpoznania technicznego szczebla batalionowego. Mają też powstać wóz rozpoznania chemicznego, wóz rozpoznania inżynieryjnego, wóz wsparcia ogniowego (moździerz). Na nie jednak, podobnie jak na bodaj najbardziej skomplikowany wóz pomocy technicznej, przyjdzie poczekać nieco dłużej. Bardzo ważne są również plany zwiększenia liczby zamówionych Rosomaków z wieżami Hitfist 30P. Przewiduje się, iż docelowo w tej konfigubojowych KTO. Nagich pojazdów i tak nie zabraknie, bo zgodnie z harmonogramem na koniec grudnia tego roku na 202 odebrane pojazdy mają one stanowić równo połowę. I tylko szkoda, że takie decyzje nie zapadły wcześniej. Niektóre wozy bazowe, przydatne tylko do nauki jazdy, stoją w magazynach już prawie trzeci rok. I doczekają tam końca 42-miesięcznej gwarancji... cjalistycznych – nie była w tym kontrakcie uwzględniona. Ile ostatecznie ma nas kosztować stworzenie do lat 2013–2014 w pełni wyposażonych 690 Rosomaków, nie wiadomo. Prawdopodobnie do owych pięciu miliardów złotych można dorzucić jeszcze z półtora. Tylko skąd je wziąć? Oby nie kosztem innych programów modernizacyjnych lub rozwiązywanych jednostek, choć i tego nie można wykluczyć. Z powodów finansowych raczej w sferze marzeń pozostaną rasowe BWP Rosomak, czyli pojazdy uzbrojone w działko 30 mm i zintegrowane z wieżą wyrzutnie ppk Spike. W ogóle mariaż Rosomaka z ppk właśnie z powodu kosztów jest obecnie mocno niepewny, a co dopiero mówić o wozie wsparcia z armatą 105–120 mm. Kolejną skomplikowaną sprawą jest możliwość ingerencji w konstrukcję kadłuba transportera. Wymaga to osobnej umowy z fińską Patrią i może oznaczać nowe poważne nakłady finansowe, jak też długotrwałe prace badawcze. Właśnie dlatego wojsko obstaje przy tworzeniu odmian specjalistycznych bez naruszana stałych fragmentów kadłuba Rosomaka. W efekcie możliwe są tylko dość płytkie modernizacje – i dlatego na skomplikowane pojazdy dowodzenia szczebla dywizyjnego bądź wozy pomocy technicznej wyposażone w żurawie, trały i podnośniki trzeba będzie czekać długo, nawet do następnej dekady. Dziś „na szybko” mogą powstawać tylko Rosomaki takie jak WEM – będące prowizorycznie przerabianymi pojazdami bazowymi. Wydaje się jednak, iż im szybciej zapadnie decyzja o pracach nad rasową odmianą, tzw. powiększoną, tym lepiej. Prowizorka czy chodzenie na skróty nie wychodzą na dobre, a ostatnie trzy lata w pewnych kwestiach zwyczajnie  zmarnowano.

Uniknąć skalpela
Bodaj największą bolączką programu KTO było od początku jego niedoszacowanie. Znana suma 5 mld zł dotyczyła bowiem tylko zakupu odmiany bojowej z wieżą Oto Melary oraz odmiany bazowej (w tym 32 sztuk 6x6). Cała reszta – np. integracja wieży z ppk Spike czy właśnie stworzenie odmian spe-

racji mogłyby powstać, zamiast obecnych 313, nawet 462 wozy, w tym 32 przeznaczone dla rozpoznania (uzbrojone i wyglądające tak samo jak te z kompanii zmotoryzowanych). Brzmi to bardzo ciekawie, ale zmusi zamawiającego do szukania dodatkowo ponad pół miliarda złotych na nowe wieże. Na szczęście produkcja tych ostatnich rozkręca się, nadganiając opóźnienia. W tym roku Wojsko Polskie ma otrzymać 72 nowe Rosomaki, z czego 14 bazowych i aż 58 bojowych. W latach 2008–2009 planuje się w ogóle wstrzymać produkcję odmiany bazowej, koncentrując się tylko na 14 Polska Zbrojna

A

ARTUR BARTKIEWICZ

bsolwenci WSOWŁ rocznik 1997! 22 września 2007 r. w Zegrzu odbędzie się spotkanie koleżeńskie absolwentów WSOWŁ naszego rocznika. Zgłoszenia uczestnictwa przyjmujemy tylko do 22 lipca br. Wszelkich informacji udzielamy pod numerami: (0-22) 682 19 50 lub 698 613 643 e-mail: d.krs@wp.pl lub na podstronie nfow.pl kpt. Janusz Sroka (tel. 0-22) 6 821 972

bsolwen ci (1971 r. I promocji WS O ) organ dziernik izują 5– WŁ a br. zja 7 paźzd w CS w Zegrz ŁiI u. Bliższyc h inform a ppłk Je rzy WOJ cji udzielają: DALSKI tel. 022 6 870-8 87; 600 -364-23 e-mail: 6; jerzy.wo jdalski@ ppłk rez one . Jan SK OŚKIEW t.eu dom. 0 ICZ tel. 22 6 86 6-097; 501-43 5-722; e-mail: j.skoskie wicz@in teria.pl
nr 25/2007

A

WOJSKO OPINIE
To, że ustawa pragmatyczna zawierała błędy, nie budziło wątpliwości. Należało ją poprawić. Jednak to, co ostatnio zrobiono, zaprzecza intencjom przepisów wprowadzonych przed trzema laty.

Główny grzech pragmatyki wynika stąd, że decydujący wpływ na jej kształt mieli ludzie związani z Wojskami Lądowymi. Z nadmiernego przekonania o własnej nieomylności lub z powodu małego zaangażowania przedstawicieli mniejszych rodzajów sił zbrojnych niemal w ogóle nie uwzględnili oni specyfiki służby w Siłach Powietrznych i Marynarce Wojennej. To zaniechanie dało malkontentom, szczególnie w SP i MW, asumpt do krytykowania zapisów pragmatyki w ogóle oraz proponowania zmian. Niestety, w przeważającej części zmiany te miały przywrócić stan sprzed 1 lipca 2004 r., pozwalający uprawiać wolną amerykankę w interpretacji przepisów kadrowych. I to się udało. Sądzę, że skutek jest i będzie taki: powrót do marazmu kadronr 25/2007

Z pragmatyką donikąd
JAN KOENIG

wego oraz awansowania „swoich” według klucza znajomości i zależności, a nie według spełniania precyzyjnie określonych dla każdego stanowiska wymogów oraz kompetencji poszczególnych żołnierzy.

Z porucznika na majora
Widoczne w wielu miejscach kontestowanie zapisów pragmatyki przejawiało się choćby w omijaniu rozporządzeń ustalających wymogi wyznaczania na stanowiska oraz kierowania na studia podyplomowe i kursy przygotowujące do awansów. Często takie manewry podciągano – bezprawnie – pod przepisy okresu przejściowego. Mogłoby się np. wydawać, że na mocy ustawy na studia podyplomowe w AON, majorowskie, moż-

na od 1 lipca 2004 r. wysyłać tylko oficerów ze stanowisk kapitańskich. Przeanalizowanie przebiegu służby części słuchaczy obecnego rocznika pokaże, że wystarczy zajmować stanowisko szefa sekcji w jednostce szczebla batalionu (poza nielicznymi wyjątkami są to stanowiska porucznikowskie) i można z ominięciem etapu dowodzenia pododdziałem zostać majorem – szefem sztabu batalionu. Inna sprawa związana ze spełnianiem wymogów pozwalających trafić na studia podyplomowe to znajomość języków obcych. Znane mi dokumenty ustalały, że kandydat na słuchacza musi władać językiem obcym na poziomie 2222. Zapewne zweryfikowanie także pod tym kątem umiejętności tegorocznych studentów „podyplomówki” w AON oraz analiza zdol-  Polska Zbrojna 15

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

WOJSKO OPINIE
ności lingwistycznych absolwentów zaocznych studiów podyplomowych dla oficerów ze stanowisk komandor podporucznik, z roku akademickiego 2005/2006 w Akademii Marynarki Wojennej, wykazałyby, że znaczenie przywiązywane do znajomości języków było traktowane przez kadrowców jako wymysły kolejnych ministrów obrony. wały one przecież tak pożądaną stabilizację – przyzwolenie na długoletnią służbę w jednym miejscu. Po upływie dwóch lat zacząłem słyszeć narzekania, jak to oficerowie ze stanowisk zabezpieczających czują się pokrzywdzeni, bo nie mogą awansować. Nie dajmy się ogłupić – ich robota to fucha. Siedzą na sztabowym stołku, nie ponosząc odpowiedzialności materialnej. I jeszcze pensje mają lepsze Podwładny ćwiczy dowódcę niż dowódcy! Dodatek dowódczy jest Przyjrzyjmy się przestrzeganiu wytycz- uznaniowy i nie równoważy różnicy mięnych ministra w zakresie sprawności fi- dzy uposażeniami najniższych grup zycznej. W większości małych jednostek w stopniu (dowódczych) a grupami stanieetatowi instruktorzy WF to sierżanci, nowisk pośrednich i zabezpieczających bosmani, góra chorążowie. Czy taki in- (sztabowych); ponadto nie jest wliczastruktor jest w stanie postawić na egzami- ny do podstawy obliczania dodatku nie tróję (o dwói nie wspominam) oficero- za wysługę i tylko w nieznacznym prowi będącemu jego przełożonym? Co praw- cencie uwzględnia się go w naliczaniu da do egzaminowania powoływana jest ko- emerytury. misja pod przewodnictwem zwykle zastępA ponoć ustawa miała promować docy dowódcy, ale cała robota spoczywa na wódców. Ponoć. Kadra z pododdziałów instruktorze WF. Pozostali „komisjanci” miała dylemat: co dalej? Kadencji na stanie chcą widzieć, jak się to faktycznie od- nowisku głównym nie można powtarzać, bywa. Z reguły instruktorzy ci są podofi- a jednocześnie nie widać szans na znalecerami sztabowymi, wobec Kadrowcy, mimo iż od zienie innego stanowitego wszyscy z pododdziaska. Kadrowcy, mimo iż łów są bezwzględnie przeeg- wprowadzenia ustawy od wprowadzenia ustazaminowani, natomiast sztawy mijają trzy lata, nie minęły prawie trzy bowcy, których obowiązują zmobilizowali się do niższe wymagania, uzyskują lata, nie zmobilizowali opracowania planu senw protokołach wyniki dziwsownej rotacji na stanosię do opracowania wiskach, nie potrafili nie „odpowiednie”. To tylko kilka przykładów, stworzyć bazy danych planu sensownej jak na „dole” przestrzega się o posiadanych wakatach rotacji na wytycznych kadrowych. Mooraz kwalifikacjach wyim zdaniem, z takiego właśmaganych dla poszczestanowiskach, nie gólnych stanowisk. Nie nie podejścia wynikały propozycje zmian w ustawie potrafili stworzyć bazy ma systemu informatyczpragmatycznej, płynące nego „Personel”. z jednostek do instytucji cen- danych o posiadanych W tej sytuacji zarzątralnych. Przeważnie były to dzanie kadrami miało wakatach oraz wnioski o podwyższenie etawyglądać chyba tak – jak kwalifikacjach tów, szczególnie sztabowych, nie mogą cię zagospodaoraz o umożliwienie awanrować w jednostce lub wymaganych dla sowania ze stanowisk zabezzwiązku taktycznym, to pieczających. Dla ludzi, któznaczy, że do niczego się poszczególnych rzy nie chcieli przyjąć kapinie nadajesz i zostaniesz stanowisk tańskich stanowisk dowódzwolniony. A przecież ców pododdziałów, były to priorytetowe twórcy ustawy przed jej wprowadzeniem postulaty. deklarowali, że jej istotą jest optymalne wyJako dowódca miałem stanowisko głów- korzystanie kadry dzięki doskonałej wiene, na którym nie można było powtarzać dzy o niej. Były to czcze obietnice. kadencji. Gdy je przyjmowałem, oczekiProblem braku wiedzy o kadrach i wawałem, że będę miał gdzie odejść. Wszak katach rozwiązano, likwidując „niepowtastanowiska główne otwierały drogę do dal- rzalność” stanowisk oraz wydłużając szego awansowania. Na przeciwnym bie- okres przejściowy. Efekt będzie taki, że gunie byli oficerowie na stanowiskach za- komuś, kto trafił na stanowisko, którego bezpieczających. Oni nie mogli awanso- wszyscy się boją (niebezpieczne i gorzej wać, w zamian za to mieli gwarancje dłuż- płatne), przełożony nie zaproponuje przeszej służby na stanowisku z powtarzalną niesienia na inną posadę, tylko będzie kadencją. A teraz? próbował zmusić go do kontynuowania Pamiętam walkę o stanowiska zabezpie- służby na dotychczasowym. Wtedy staczające, gdy ustawa wchodziła w życie. Da- nowiska dowódcze zamiast trampoliny 16 Polska Zbrojna awansowej staną się pułapką, z której można się wyrwać tylko wtedy, gdy ma się mocne plecy.

Podoficerowie: wąskie gardło
Ważne problemy wiążą się ze służbą podoficerów. Zawsze tak było, że jeśli w korpusie oficerskim podstawowymi warunkami efektywności polityki kadrowej były dynamika, systematyczne podnoszenie kwalifikacji i związane z kolejnymi awansami zmiany miejsca służby, to w przypadku podoficerów są to stabilizacja i pełnienie służby przez wiele lat w jednej jednostce. Dlatego należy podoficerom umożliwiać osiąganie wyższych stanowisk w jednej jednostce. U nas stworzono bariery. Po pełnym wejściu w życie ustawy i ustaniu obowiązywania przepisów okresu przejściowego, w jednostce takiej jak moja niemal nie będzie możliwe przejście sierżantów na stanowiska chorążych. Chyba że na jakiś czas – najmniej jedną kadencję – zainteresowany awansem żołnierz odejdzie z jednostki. Ustawa zakłada, że nie można zmienić stanowiska o więcej niż jeden szczebel etatowy. Ze stanowiska sierżanta nie można objąć posady młodszego chorążego. Tymczasem w niektórych jednostkach jest tylko jedno stanowisko starszego sierżanta – kierownika kancelarii tajnej. Trudno spodziewać się, że tak newralgiczne stanowisko, wymagające kwalifikacji i doświadczenia, na którym z reguły pełni się służbę przez wiele lat, dowódcy będą obsadzać co trzy lata (lub częściej) nową osobą tylko po to, by zapewnić awansowanie zdolnym i ambitnym podoficerom. Jeśli w jednostce mamy kilka stanowisk sierżantów, kilka chorążackich i wąskie gardła etatowe w postaci pojedynczych etatów starszego sierżanta i młodszego chorążego, to jest to ryzykowna struktura stanowisk. Co się stanie, jeśli szefowie pododdziałów (etaty chorążego) postanowią gremialnie odejść? Jeśli w jednostce jest tylko jeden etat młodszego chorążego, a żołnierz go zajmujący nie będzie zainteresowany objęciem stanowiska szefa lub dowódca nie zdecyduje się na taką rotację (ze względu na konieczność zostawienia go na starym stanowisku lub brak predyspozycji), trzeba będzie szukać szefów w innych jednostkach. Należy się zastanowić, czy na stanowiskach podoficerskich wymagających doświadczenia, gdzie rotacja ludzi co trzy lata byłaby szkodliwa dla jednostki, nie należałoby zastosować funkcjonujących wcześniej „widełek etatowych”. Pozwalałyby one dowódcy awansować podoficera na kolejny stopień pomimo pozostawania na tym samym stanowisku.
nr 25/2007

Założenia polityki kadrowej Zrównanie naboru ze zwolnieniami ze służby wojskowej

Ocena – 1 lipca 2004 r. Nie udawało się przewidzieć zwiększonej liczby odejść ze służby, Polacy okazali się mniej chętni do służby wojskowej; rezultat – wakaty. Wyraźne oddzielenie funkcji Pomysł udało się wdrożyć, oficerskich, podoficerskich choć nie bez potknięć. i szeregowych Tożsamość stopnia wojsko- Zgodnie z przewidywaniawego z rangą stanowiska mi, nie udało się jej osiągnąć do 31 grudnia ub.r. Nie udało się jej wdrożyć w przypadku osób na stanowiskach generalskich. Kadencyjność Kadencje od roku do na stanowiskach trzech lat. Słuszny pomysł w praktyce okazał się nie do wykonania. Wielu żołnierzom kadencje przerywano nawet dwukrotnie. Wieloletnie prognozowanie przebiegu służby żołnierza Ambitny pomysł, miałkie, często fikcyjne wykonanie.

Prognoza – po 2007 r. Prawdopodobnie utrzyma się niestabilność liczb rekrutów i zwalnianych. Będzie ona mniejsza, o ile zyskają na atrakcyjności uposażenia i sukces odniesie nowa koncepcja szkolnictwa wojskowego. Wieloletniego doskonalenia będzie wymagać rola i kształt korpusu podoficerskiego. Nowe okresy przejściowe – oficerowie mają osiągnąć tożsamość do końca br., podoficerowie do końca 2010 r., generałowie nie będą objęci tożsamością. Nowe kadencje będą dłuższe – od półtora roku do czterech lat. Wszystkie stanowiska oficerskie zakwalifikowano jako „szczególne”, co pozwala zostawiać oficerów na kolejną kadencję na tej samej posadzie. Efekt – zastój w rotacji kadr, ale niektórym żołnierzom to odpowiada. Wielkie pole do popisu, ale wobec braku nowoczesnego, wspomaganego komputerowo systemu zarządzania kadrami – bez szans na sukces. Ambicje poprzedników mają być ograniczone – mniej kursów, większa „elastyczność” w obsadzaniu wakujących stanowisk. Pisanie KOS pod ludzi będzie trwało tak długo, jak długo nie uda się zinformatyzować zarządzania kadrami i ustalić systemu kursów doskonalących. Miejmy nadzieję, że tak będzie.

Słuszna koncepcja, ale pojaPrzygotowanie i rozwój kadry w kilku obszarach służ- wiły się problemy z organizabowych, w kraju i za granicą cją kursów doskonalących żołnierskie umiejętności. Szczegółowy opis stanowisk W wielu przypadkach treść kart opisu stanowiska zosłużbowych stała spisana pod konkretnego człowieka. Decydujący wpływ stopnia wykonywania obowiązków służbowych (opinia) na przebieg kariery Przestrzeganie zasad wyznaczania na kolejne stanowiska zgodnie z przyjętymi modelami służby Klarowność, jednoznaczność i trwałość zasad rozwoju służbowego kadry Może tak, może nie.

Ogólnie, modele wydają się być przestrzegane. Wyjątkami są generałowie – ich żadne modele zdają się nie dotyczyć. Nie udało się stworzyć trwałej i jednoznacznej pragmatyki, więc mamy jej nowelizację.

Pożyjemy, zobaczymy.

Minister obrony chce wdrożenia nowej ustawy regulującej zasady służby żołnierzy ochotników, która będzie fundamentem armii zawodowej. Prace nad projektem już trwają.

Zastanawiałem się, czy czytelnicy, zwłaszcza niezgadzający się z moimi opiniami, nie odniosą wrażenia, iż jestem człowiekiem mającym pretensje, że inni radzą sobie lepiej od niego. Nie kryję, jestem rozżalony. Wprowadzenie w życie ustawy pragmatycznej zaowocowało wieloma niespodziewanymi awansami, trudno więc nie zrozumieć żalu oficera, który dowodził zespołami liczącymi po kilkuset żołnierzy i odszedł do rezerwy jako kapitan, podczas gdy młodzi oficerowie, z częścią mojej wynr 25/2007

sługi, zdobyli dzięki osiąganiu tożsamości stopnia z rangą stanowiska stopień majora lub podpułkownika. Nie wynikało to z ich niezwykłych zdolności, lecz z tego, że znaleźli się w odpowiednim miejscu we właściwym czasie. Mój list jest efektem dłuższych przemyśleń. Chciałem go wysłać w czasie służby wojskowej. Gdy zaczynałem pisać, nie byłem pewien, czy odejdę z wojska, i nie znałem ostatecznego kształtu poprawek do ustawy. Kiedy jednak propozycje resorto-

wych kadrowców i prawników znalazły się w Sejmie, zrozumiałem, że moja przyszłość to trwanie na stanowisku dowódczym. Dlatego postanowiłem: w takim wojsku nie chcę służyć. W dniu, gdy „PZ” publikuje ten list, mnie już nie ma w kraju. Śladem młodszych rodaków szukam lepszego jutra na obczyźnie. Nie miałem problemów z nauką języków obcych, więc myślę, że sobie poradzę. 
Jan Koenig jest kapitanem rezerwy

Polska Zbrojna 17

WOJSKO LOTNICTWO
yśliwce MiG-29 będą strzegły polskiego nieba jeszcze przez kolejnych trzydzieści lat, mimo iż nie przewiduje tego kalendarzowy resurs dla odrzutowców konstrukcji Mikojana Gurewicza. W ocenie specjalistów wszystkie następujące po sobie loty będą bezpieczne, zaś maszyny bez problemów pokonają najtrudniejsze manewry.

KRYPTONIM „KURPIE”
Nowoczesność leciwym odrzutowcom ma zapewnić awionika według natowskich standardów, zaś wytrzymałości doda wprowadzenie nowatorskiego systemu obsługowo-remontowego pod kryptonimem „Kurpie”. – Latamy na MiG-29 dostarczonych z Niemiec – mówi ppłk pil. Robert Kozak, dowódca Eskadry Lotnictwa Taktycznego w Malborku. – Wszystkie mają systemy łączności i urządzenia nawigacyjne dostosowane do obowiązujących wymogów. Niektóre maszyny eksploa-

PIOTR GOZDEK

Poradzieckie MiG-29 mogą zostać uznane za samoloty perspektywiczne. Starają się o to Siły Powietrzne, Ministerstwo Obrony Narodowej oraz posłowie z sejmowej KON.
towane są już według stanu technicznego, a nie tzw. resursu kalendarzowego. Przyszłością wysłużonych MiG-ów zainteresowani są nie tylko wojskowi piloci. Również dla polskich parlamentarzystów ważna jest perspektywa użytkowania tych odrzutowców w najbliższych kilkudziesięciu latach. Poseł Krzysztof Zaremba w interpelacji skierowanej do ministra obrony narodowej pod koniec lutego br. podkreślił, iż „...sytuacja w zakresie wykorzystania sprzętu latającego w Siłach Powietrznych RP wymaga dalszych kierunkowych decyzji co do przyszłości samolotów bojowych MiG-29”. Poseł zaznaczył także, iż samoloty te oficjalnie powinny zostać uznane za perspektywiczne statki powietrzne. Marek Zająkała, sekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej, w odpowiedzi na poselską interpelację zapewnił, iż „...Siły Powietrzne w porozumieniu z rosyjskim biurem konstrukcyjnym samolotów MiG postanowiły w ramach remontu oraz doposażenia wprowadzić nowatorski system obsługowo-remontowy pod kryptonimem „Kurpie”. Według sekretarza stanu, wdrożenie takiego systemu umożli18 Polska Zbrojna
nr 25/2007

KOSZT SZKOLENIA PILOTA MiG-29:
J. WIŚNIEWSKI

– szkolenie podstawowe w Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie – program 5-letni oparty na samolocie PZL-130 Orlik i Iskra (na zdjęciu) – 1 375 000 zł;

– szkolenie w jednostkach bojowych wyposażonych w samoloty MiG-29 (każda godzina lotu to wydatek rzędu 60–70 tys. zł w zależności od rodzaju wykonywanego zadania).

30

LAT

MiG-a

MiG-29 miał zastąpić w armii ZSRR MiG-21, MiG-23, Su-15 oraz Su-17. Szkice na deskach projektantów powstały w 1974 r. Trzy lata później zakończono budowę pierwszego prototypu. W 1982 r. ruszyła produkcja. Polsce będzie jeszcze służył blisko ćwierć wieku jako pełnowartościowy samolot bojowy.

wi dostosowanie MiG-ów do eksploatacji według stanu technicznego, a tym samym wydłuży służbę MiG-29 do lat 2028–2030.

Nowoczesność leciwym odrzutowcom ma zapewnić awionika według natowskich standardów, zaś wytrzymałości doda im wprowadzenie nowatorskiego systemu obsługowo-remontowego pod kryptonimem „Kurpie”

wały się do „Planu modernizacji technicznej Sił Zbrojnych RP w latach 2007– –2012”. Mimo skromnego jak na potrzeby lotnictwa wojskowego budżetu wiele milionów złotych przeznaczono już na REANIMACJA MiG-a instalację w MiG-29 systemów nawigaSprzęt wojskowy ma ściśle określony cyjnych, lądowania oraz środków łączno„czas życia”, po upływie którego – bez ści. Dzięki temu wraz z osiągnięciem gowzględu na jego wartość użytkową – na- towości do działań wielozadaniowych sależy zaprzestać dalszej eksploatacji. Tak molotów F-16 zatrze się wyraźny podział zwany resurs kalendarzowy określony na lotnictwo myśliwskie, bombowe, przez producenta dotyczy zarówno samo- szturmowe i rozpoznawcze. Doposażelotu, czołgu, amunicji, nie w odpowiednie jak i munduru czy bu- W niektórych przypadkach urządzenia MiG-ów tów. Specjaliści uznapoprzedzone zostali jednak, iż w niektó- można znacznie przedłużyć ło inwestycjami lotrych przypadkach niskowymi na szeeksploatację sprzętu – bez względu na roką skalę. Już na upływ czasu – można wojskowego nawet wówczas, początku tego stuznacznie przedłużyć lecia w Mirosławcu gdy ma on zostać użyty eksploatację sprzętu i Świdwinie przywojskowego nawet gotowano dla nado działań bojowych wówczas, gdy ma on towskich lotów syzostać użyty do działań bojowych. Doty- stemy nawigacji i lądowania typu czy to m.in. statków powietrznych. TACAN oraz ILS. Systemy pod wzglę– Samoloty MiG-29 są sukcesywnie dem promieniowania elektromagnetyczremontowane – wyjaśnia mjr Wiesław nego zostały dokładnie przebadane przez Grzegorzewski, rzecznik prasowy Sił Po- specjalistów Wojskowego Instytutu wietrznych. – Eksploatowane będą we- Higieny i Epidemiologii. Podobnymi badług stanu technicznego, nie resursu. daniami objęto samoloty F-16 w Poznaniu. W planie modernizacji technicznej do Niestety, o MiG-29, mimo iż posiada po2012 r. eskadry mają posiadać po 16 sa- dobne źródła promieniowania jak F-16, molotów, co do pozostałych MiG-ów przypuszczalnie zapomniano, i do tej pory (nieujętych w eskadrach) omawiane są Siły Powietrzne nie zgłosiły potrzeby przeróżne koncepcje ich zagospodarowania. prowadzenia odpowiednich badań. „Kurpie” – system obsługowo-remonZ kolei problemami badań kandydatów towy samolotów MiG-29 – ma zapewnić na pilotów zainteresowali się posłowie długi okres eksploatacji odrzutowców. Henryk Młynarczyk i Mirosław Pawlak. Przewiduje się, że ten nowatorski pro- W interpelacji do szefa resortu obrony nagram umożliwi tzw. realizację nalotu wy- rodowej zapytali wprost, czy prawdą jest, noszącą blisko 3 tys. godzin na każdy sta- że Wojskowy Instytut Medycyny Lotnitek powietrzny. – Dodatkowo nastąpi ra- czej skupia się przede wszystkim na dziacjonalizacja wykorzystania środków ma- łalności komercyjnej, a kandydatów na teriałowych i finansowych przy jedno- pilotów bada dopiero wtedy, kiedy ma czesnym zachowaniu właściwego pozio- wolny czas i wolne miejsca? MON zamu bezpieczeństwa lotów. Zrealizowanie przeczył, wskazując na fakt, iż WIML jest założeń systemu „Kurpie” obniży czaso- jednostką badawczo-rozwojową i pokrychłonność obsługi – dodaje Marek Zają- wa koszty bieżącej działalności z uzyskikała. Siły Powietrzne solidnie przygoto- wanych dochodów.  Polska Zbrojna 19

nr 25/2007

WOJSKO AAAAAAAA AAAAAAA PROBLEMY
W KOSZALINIE nie ma dla żołnierzy mieszkań. WAM proponuje im lokale w odległym o niecałe 20 km Rosnowie, ale przeciwlotnikom nie uśmiecha się taka perspektywa.

Przeprowadzka W NIEZNANE
KRZYSZTOF WILEWSKI

Z

Internat i życie na dwa domy lub zmiana zawodu – przed takim wyborem stoi wielu żołnierzy z 3 Pułku Przeciwlotniczego. Do końca roku jednostka ma przenieść się ze Szczecina do Koszalina. W Koszalinie brakuje służbowych mieszkań, a kadra nie jest zainteresowana lokalami w odległym od niego o prawie 20 km Rosnowie.

korzystać z warsztatów kolegów z 8 pplot. Dla dwóch jednostek dysponujących nie najmniejszym parkiem sprzętu nie jest to dobre rozwiązanie. Lecz to nie „remontówka” spędza sen z powiek przeciwlotnikom.

Lokalowa zmora

godnie z decyzją dowódcy Wojsk Lądowych, 3 Pułk Przeciwlotniczy do końca roku ma przenieść się do Koszalina. O przenosinach zdecydowano w lutym ub.r. Dla przeciwlotników nie było to zaskoczenie. – Spodziewaliśmy się, że coś takiego się wydarzy – mówił wprost jeden z oficerów – Nasze koszary są przecież tuż obok koszar 12 Brygady Zmechanizowanej, która, ponieważ ma być w pełni zawodowa, potrzebuje budynków dla szeregowych zawodowych – dodawał. Żołnierze ze Szczecina obawiali się, iż podzielą los likwidowanej 6 Brygady Kawalerii Pancernej. Dlatego decyzję o przenosinach przyjęli z pewną ulgą. – Fakt, przeprowadzka do Koszalina nikogo nie napawa radością, bo to dwieście kilometrów stąd. Jednak lepsze to niż rozformowanie pułku – mówił jeden z podoficerów. Pierwotne plany zakładały, że pułk przeniesie się do Koszalina do końca 2006 r. Okazało się jednak, że miejsce nowej dyslokacji – koszary 8 Pułku Prze20 Polska Zbrojna

Prawdziwą bolączką jest brak mieszkań dla żołnierzy. W Koszalinie Wojskociwlotniczego – nie jest przygotowane do wa Agencja Mieszkaniowa nie ma wolprzyjęcia ludzi i sprzętu ze Szczecina. nych lokali. Te, które się pojawiają, z tru– Gdy zapadła decyzja o przeprowadz- dem wystarczają na zaspokojenie potrzeb ce, udało nam się przeforsować to, że wa- kadry z 8 Pułku Przeciwlotniczego i Cenrunki w Koszalinie nie będą pod żadnym trum Szkolenia Sił Powietrznych. Sytuwzględem gorsze od tych w Szczecinie ację z mieszkaniami komplikuje to, iż po – mówił płk Piotr Kołacz, dowódca przenosinach do Koszalina pułk znacz3 pplot. – Takich jednak w Koszalinie nie nie się powiększy, gdyż zostanie całkobyło. Niezbędne okazały się remonty za- wicie rozwinięty. Do jednostki już trafił równo budynków koszarowych, jak i ba- nowy sprzęt, a żołnierze przyjdą lada zy logistycznej. Żołnierze ze Szczecina dzień. Dla nich rówPrace remontowe runież trzeba przygotoszyły jesienią zeszłego obawiali się, iż podzielą wać służbowe lokale. roku. Gotowe są już trzy Co proponuje żołnielos likwidowanej z czterech budynków, rzom miejscowy w których zakwateroWAM? Mieszkania 6 Brygady Kawalerii wane zostaną pododw odległym o niecałe Pancernej. Dlatego działy, zaś blok dla szta20 km od Koszalina bu będzie oddany do decyzję o przenosinach Rosnowie. Dla przeużytku w ciągu najbliżciwlotników to żadne przyjęli z pewną ulgą szych tygodni. Gorzej rozwiązanie. – Mieszjest z bazą logistyczną. Wprawdzie część kania w Rosnowie to chyba żart. Gdzie garaży zostanie odnowiona do końca ro- moja żona ma tam znaleźć pracę? Nie ku, lecz problemem są warsztaty. Tych mówiąc już, że dzieci mam w liceum. po prostu nie ma i nic nie wskazuje na I co, mają codziennie dojeżdżać do szkoto, by miały szybko powstać. Zatem ły do Koszalina? – pytał wzburzony jeżołnierze ze Szczecina będą musieli den z żołnierzy.
nr 25/2007

Trzy pytania do płk. MARIANA WOJCIECHOWSKIEGO, szefa wojsk obrony przeciwlotniczej Dowództwa Wojsk Lądowych
Dlaczego podjęto decyzję o przeniesieniu pułku ze Szczecina do Koszalina? – Było to ściśle powiązane z zamierzeniami organizacyjnymi w stosunku do 12 Brygady Zmechanizowanej, a wynikającymi z potrzeb operacyjnych. Konieczne stało się pozyskanie dodatkowego zaplecza koszarowego i mieszkaniowego oraz przygotowanie go dla rosnącej liczby żołnierzy zawodowych 12 BZ (w tym szeregowych zawodowych), a także zaplecza garażowo-remontowego i magazynowego dla nowego uzbrojenia i sprzętu, jakie ta brygada dostaje. W Koszalinie będą teraz dwa pułki przeciwlotnicze. Czy planowane jest połączenie ich w brygadę lub bazę przeciwlotniczą? – Każdy z tych oddziałów ma przeznaczenie operacyjne. Na dziś nie planuje się utworzenia z nich brygady lub bazy. Optymizm dowódcy należy podziwiać, ale nie zmienia on faktu, że żołnierze chcący się przenieść do Koszalina wraz z rodzinami muszą sami kupić sobie mieszkanie, a na to już nie każdego stać. Dominują więc ci, którzy wybierają internaty i za rok, dwa mogą – z czego zdaje sobie sprawę dowódca – podziękować za służbę w Koszalinie. Dobrze, jeżeli zostaną w armii, gorzej, gdy opuszczą jej szeregi. Jakie są zalety umieszczenia dwóch jednostek tego typu w jednej miejscowości? – Dzięki przeniesieniu 3 pplot do Koszalina kompleks koszarowy zajmowany przez 8 pplot zostanie w pełni wykorzystany. 3 pplot będzie teraz bliżej ośrodka szkolenia OPL w Wicku Morskim, a tym samym zmniejszą się koszty przegrupowań na poligon i strzelań bojowych. Stacjonowanie dwóch pułków w jednych koszarach pozwoli lepiej zorganizować szkolenia, a w szczególności zgrać współdziałanie między nimi. Spowoduje pełne wykorzystanie istniejącej w Koszalinie gabinetowej i polowej infrastruktury dydaktycznej, w tym należącej do Centrum Szkolenia Sił Powietrznych. Kolejnym skutkiem przenosin będzie wspólna służba finansowa, utworzona przy 8 pplot, a obsługująca oba pułki. W przyszłości należy spodziewać się postępów w integracji służb i zaplecza zabezpieczającego funkcjonowanie tych pułków. li MON, wynika, że bardzo poważnie rozważa się wybudowanie w Koszalinie mieszkań dla kadry. Wprawdzie opatrzono tę informację klauzulą „w przypadku utrzymujących się potrzeb”, ale zawsze to jakieś światełko w tunelu dla przenoszonych przeciwlotników.

Żołnierze chcący się przenieść do Koszalina wraz z rodzinami muszą sami kupić sobie mieszkanie, a na to już nie każdego stać. Najczęściej więc wybierają internaty, a za rok, dwa mogą podziękować za służbę w Koszalinie. Dobrze, jeżeli zostaną w armii, gorzej, gdy opuszczą jej szeregi

Ich podejściu nie ma się co dziwić. Rosnowo może i jest urokliwym miasteczkiem, ale mieszkać w nim to już zupełnie inna sprawa: najbliższy większy sklep jest w Koszalinie. Skoro mieszkań w Koszalinie nie ma, a Rosnowo jest nieatrakcyjne, kadrze pozostają internaty. Z informacji, jakie zebrał płk Kołacz, wynika, że aż 75 proc. kadry wybrało właśnie kwaterunek internatowy. Oznacza to, że zdecydowana większość szczecińskich przeciwlotników będzie żyła na dwa domy. Dowódca wie, co to oznacza. – Gdy rozmawiam z żołnierzami, często słyszę: pójdziemy, zobaczymy. Nie dziwię się, że większość wybiera na razie internaty i tymczasowe zakwaterowanie, że zastanawiają się, czy nie szukać pracy w Szczecinie, gdzie mieszkają od lat. Ale jestem optymistą. Gdy ma się 15 lat służby i idzie do perspektywicznego garnizonu, w którym będą dobre warunki do służby, to łatwiej zdecydować się na przeprowadzkę. Potwierdzają to nasze dane. Liczba chętnych do przeniesienia się do Koszalina z rodziną rośnie.
nr 25/2007

KRZYSZTOF WILEWSKI

Żołnierze powinni wiedzieć
Sytuacja żołnierzy ze Szczecina jest nie do pozazdroszczenia. Internat albo mieszkanie w Rosnowie to dla nich żaden wybór. Dla tych, którzy mają warte krocie służbowe lokale w Szczecinie, przeprowadzka do Rosnowa to jak zamiana samochodu na hulajnogę. Problemu nie mają ci, których stać na kupno mieszkania w Koszalinie. Ich jest jednak niewielu. Najlepszym rozwiązaniem pozostaje więc wybudowanie mieszkań. Jeśli nie można teraz, to za rok, dwa, trzy lata. Byle było to jasno postanowione. Żołnierze potrafią zrozumieć, że teraz nie ma dla nich mieszkań w nowym garnizonie. Nie zaakceptują jednak tego, że nikt nie zrobił nic, by zmienić ten stan rzeczy.  Polska Zbrojna 21

Światełko w tunelu
Żołnierze ze Szczecina nie ukrywają, że najgorsza jest niepewność: jak i kiedy zostanie rozwiązany problem mieszkaniowy. – Do przenosin pułku zostało pół roku, a my nadal nie wiemy, w jakich warunkach będziemy tam żyć. Czy jedyną opcją są lokale w Rosnowie, czy jest może jakieś inne wyjście? – pytał kpt. Tomasz Kulikowski, dowódca 1 baterii startowej 1 Dywizjonu. – Niepewność jest męcząca, bo nikt nie wie, na co się przygotować. Konkrety może jednak wkrótce będą. Z informacji, jakie uzyskaliśmy z centra-

WOJSKO MISJE
MAREK TRUSZKOWSKI

Rany psychiczne goją się trudniej od fizycznych. Jednych i drugich doznają nasi żołnierze uczestniczący w operacjach zagranicznych, głównie w Iraku. Liczba osób, które udział w misjach przypłaciły trwałym kalectwem i urazami psychicznymi, co roku rośnie. W Wojskowym Domu Wypoczynkowym w Orzyszu na warsztatach terapeutycznych dla żołnierzy poszkodowanych w misjach spotkało się 50 weteranów, rannych od min pułapek, granatów i kul. Wszystkim śmierć zajrzała w oczy. Przez pięć dni szukali spokoju na urokliwych Mazurach, biorąc udział w zajęciach z psychologami i prawnikami.

myślisz,

– Gdy wybucha ci pod nogami mina, myślisz o tym, w co dostałeś i czy przeżyjesz – wspomina Andrzej Malczyk, który z misji w Iraku wrócił po dwóch miesiącach. Ranny. Po tamtym dniu zostały mu blizny i traumatyczne wspomnienia, z którymi do dziś nie potrafi sobie poradzić. Otrzeć się o śmierć
Chorąży Marek Florczyk karierę zawodową od lat wiązał tylko z wojskiem. Młody, dobrze zbudowany, zdawałoby się bardzo pewny siebie. Jednak kiedy opowiada o przeżyciach z Iraku, zmienia się wyraz jego twarzy. Widać na niej niepewność. – Oficjalnie jechaliśmy na misję stabilizacyjną, ale naprawdę to na wojnę. Każdy zdawał sobie z tego sprawę i nikogo siłą tam nie zawieziono. Aby w armii coś osiągnąć, wypadało być w Iraku. Tak jest w wojsku – opowiada Florczyk. – Kiedy przygotowywano nas do misji, nie do końca wierzyłem, że każde wyjście z bazy będzie wielkim ryzykiem. Pomyliłem się. Wszyscy byliśmy celami. Nigdzie nie czuliśmy się bezpiecznie. Ciągle byliśmy obserwowani przez wroga. Marek, podobnie jak większość poszkodowanych w Iraku, został ranny od wybuchu miny. Z ran na ciele już się wylizał. O wiele trudniej poradzić sobie ze wspomnieniami. – To straszne uczucie otrzeć się o śmierć. Nie mogę zapomnieć. Wraz z bólem pojawia się strach, że umierasz. Myślałem wtedy o córeczce, co będzie czuła, jak się dowie, że ojciec nie żyje, jak sobie beze mnie poradzi żona. Przychodziły mi do głowy najgorsze myśli – nie kryje. Zapytany, czy 22 Polska Zbrojna

Ciągle rośnie liczba osób, które udział w misjach przypłaciły trwałym kalectwem i urazami nr 25/2007 psychicznymi

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI (3)

EKSPERT

Doc. Stanisław Ilnicki,
kierownik Kliniki Psychiatrii i Stresu Bojowego dla Żołnierzy przy Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie: – Do tej pory przewinęło się przez klinikę ponad 80 żołnierzy rannych w misjach. Z wszystkimi miałem osobisty kontakt. Rany psychiczne zasługują na taką samą troskę i opiekę jak rany fizyczne. Z problemami żołnierze raczej się nie afiszują. Trzeba wiedzieć, że byli oni w sytuacjach, które przerastają nawet najtwardszego człowieka. Widząc na ulicy osobę kulejącą, potrafimy jej pomóc. Niestety, nie potrafimy pomóc rannemu psychicznie. Żołnierze ci mają różne trudne przeżycia, żyją w stresie, który przekłada się na ich życie rodzinne. Nie można zostawić ich samych.
Poszkodowanych w misjach na warsztatach terapeutycznych w Orzyszu odwiedzili minister Aleksander Szczygło i gen. broni Waldemar Skrzypczak

„Husarz Polski”
WSZYSCY WETERANI DOSTALI TAKIE SAME WYRÓŻNIENIA – Odznaczenia Honorowe „Husarz Polski”. Wręczał je generał Skrzypczak. Żołnierze otrzymali też pamiątkowe zegarki z wygrawerowanymi słowami uznania za poświęcenie i ofiarność od ministra obrony. Aleksander Szczygło zaprosił ich również na obchody Dnia Solidarności i Wolności oraz udział w paradzie wojskowej na placu Piłsudskiego w Warszawie 31 sierpnia.

pojechałby jeszcze raz do Iraku, nie odpowiada. Sławek Borkowski z Elbląga miał ogromne szczęście. Od kilku miesięcy chodzi o kulach. – Oberwałem serią. Dostałem postrzał w kolano, łydkę i biodro. Gdyby wróg celował wyżej, byłbym martwy – opowiada. – Lekarze mówią, że kolano wydobrzeje. Dłużej będę musiał popracować nad biodrem. Mimo tych przeżyć Sławek nie ściąga z siebie munduru. Cały czas czuje się żołnierzem. Jednak jego dotychczasowa pewność gdzieś zniknęła. EKSPERT

Problemy duże i małe
Warsztaty w Orzyszu były pierwszymi, jakie zorganizowano dla poszkodowanych żołnierzy. Jak się okazało, bardzo potrzebnymi. – Po opuszczeniu szpitali nikt się nami nie interesował, za wyjątkiem pani Ewy (Ewa Głowacka, psychoprofilaktyk Dowództwa Wojsk Lądowych). Tylko jej mogliśmy zwierzać się z kłopotów, dzwonić i o wszystko pytać – opowiada kapral Wojciech Strąk. – W Orzyszu po raz pierwszy spotkaliśmy się w tak szerokim gronie i mogliśmy podzielić się problemami. Wymienialiśmy się radami, jak przezwyciężyć lęki, z którymi żyjemy. Prawnicy wyjaśnili nam wiele spraw, z którymi nie mogliśmy sobie poradzić. Poszkodowanych odwiedzili w Orzyszu minister obrony Aleksander Szczygło i dowódca Wojsk Lądowych gen. broni Waldemar Skrzypczak. Na spotkaniu, na życzenie uczestniczących w nim stron, nie były obecne media. – Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że wszyscy żołnierze biorący udział w misjach narażają życie. Dlatego chciałem osobiście spotkać się z tymi, którzy odnieśli tam rany. Porozmawiać o ich problemach i o tym, co ich trapi – powiedział minister. Żołnierze w rozmowach z szefem MON przekazywali mu wszelkie bolączki i problemy, z jakimi spotykają się na co dzień. Wśród nich były problemy z ZUS. – Do Iraku pojechałem jako żołnierz służby nadterminowej. Zostałem ranny w wybuchu miny. Orzeczono wobec mnie 70 proc. niepełnosprawności. Do końca życia będę kaleką – skarży się Robert Wyszkowski z Tomaszowa Mazowieckiego. – Komisja lekarska przyznała mi niewielką rentę bez dodatkowych świadczeń. Pod tym względem

– Do końca życia będę kaleką. Komisja lekarska przyznała mi niewielką rentę bez dodatkowych świadczeń. Pod tym względem państwo i armia nie zabezpieczyło nas tak jak żołnierzy zawodowych, choć tak samo ryzykowaliśmy – skarży się jeden z byłych żołnierzy kontraktowych z Tomaszowa Mazowieckiego.

Ewa Głowacka,
psychoprofilaktyk Dowództwa Wojsk Lądowych: – Nie potrafię określić, z iloma rannymi żołnierzami się zetknęłam. Wszystkich staram się zawsze otoczyć opieką. Przed wyjazdem do Iraku każdy z nich był przygotowywany pod kątem psychologicznym do tego, jak się zorganizować i zachować w sytuacji zagrożenia życia. Mimo to nie są oni w stanie sami poradzić sobie z traumą, która ich spotkała. By opadły w nich wszystkie negatywne emocje, potrzeba czasu i terapii. Wszystkim tym żołnierzom należy się z naszej strony największy szacunek za odwagę i cierpienie. Ich sytuacja wymaga zrozumienia społecznego, którego momentami brak. Często zarzuca się im, że skoro na misje pojechali dla pieniędzy, to powinni liczyć się z konsekwencjami. Większość z nich pojechała tam z obowiązku, bo lubi swoją profesję. Ja ich bardzo poważam.

państwo i armia nie zabezpieczyło nas tak jak żołnierzy zawodowych, choć tak samo ryzykowaliśmy. – Żołnierze zawodowi nie mają nic wspólnego z ZUS. Mają własne biuro emerytalno-rentowe przy MON. Nie ma też przepisów, które upoważniałyby ZUS do wypłacania rent żołnierzom kontraktowym rannym w czasie misji zagranicznych – poinformował Przemysław Przybylski, rzecznik prasowy ZUS. – To racja, że żołnierze, którym kończy się kontrakt, stają się cywilami. Być może osoby te powinny być traktowane inaczej niż pozostali renciści. Ale ZUS nie jest władny, by nagle zacząć płacić im więcej. Musi być zmieniona ustawa. Pomysł ten musi przejść cały proces legislacyjny, a inicjatywę ustawodawczą ma rząd, który może przygotować w tym celu odpowiedni projekt ustawy – dodaje. – Wiele problemów, z którymi borykają się poszkodowani żołnierze, wymaga nowych uregulowań prawnych. Już teraz mogę jednak powiedzieć, że kilka zgłoszonych przez nich uwag można skutecznie załatwić na szczeblu administracyjnym – zapewniał minister Szczygło. 
(Marek Truszkowski jest dziennikarzem „Gazety Olsztyńskiej”) Imiona i nazwiska oraz miejsca zamieszkania żołnierzy wypowiadających się w tekście zmieniłem na ich prośbę.

nr 25/2007

Polska Zbrojna 23

PROBLEMY WOJSKO

PIOTR GOZDEK

Sprowadzone z Czernicy do 100 Batalionu Łączności w Wałczu wojskowe honkery, wyposażone w nowoczesne systemy łączności warte setki tysięcy złotych, są bezużyteczne. Łącznościowcy mówią, że samochody sieją, a mówiąc inaczej – promieniują.

onkery wyposażone są w nadajniki znacznej mocy – wyjaśnia Grażyna Graczykowska odpowiedzialna za bezpieczeństwo i higienę pracy w 100 Batalionie Łączności w Wałczu. – Każdy z nich powinien być dokładnie przebadany zarówno przez producenta, jak i właściwe komórki sanepidu.

Niebezpieczne fale
Honker dla batalionu łączności w Wałczu to typowy pojazd osobowo-terenowy, który zapewnia m.in. mobilne dowodzenie i kierowanie. Dzięki wyposażeniu radiowemu umożliwia wymianę danych oraz informacji. Ma zainstalowane nadajniki, które mogą stanowić zagrożenie dla żołnierzy będących wewnątrz pojazdu. Przekonano się o tym w Kosowie. Na początku 2001 r. w mediach opisano przypadek szkodliwego promieniowania w Kosowie. Stacjonowali tam m.in. polscy żołnierze. Korzystali z honkerów wyposażonych w nadajniki krótkofalowe. Były podejrzenia, że fale radiowe są niebezpieczne. Ostatecznie zdecydowano się na pomiary w miejscu dyslokacji kontyngentu. Grzegorz Nowakowski z Wojskowego Instytutu Higieny i Epidemiologii uczestniczył w tych pomiarach. Wyniki były przerażające. Okazało się, że wewnątrz honkera promieniowanie oddziaływało na żołnr 25/2007

nierzy, powodując u nich m.in. bóle głowy oraz ograniczoną zdolność koncentracji. Honkery z nadajnikami wyprodukowały dla batalionu z Wałcza Wojskowe Zakłady Łączności nr 2 w Czernicy koło Wrocławia, dla których organem założycielskim jest minister obrony. Jak to się stało, że WOMP z Gdańska zakwestionował eksploatowanie sprzętu, choć WZŁ nr 2 chlubi się m.in. certyfikatem systemu zarządzania jakością w zakresie projektowania, produkcji, remontu i modernizacji sprzętu łączności oraz usług elektronicznych? – Podczas kontroli pomiarów natężeń pól elektromagnetycznych stwierdziłem brak dokumentów wynikających z decyzji nr 98/MON z 2006 r. – wyjaśnia kmdr ppor. Andrzej Białek, kierownik Ekipy Pomiarowej Promieniowania Elektromagnetycznego Wojskowego Ośrodka Medycyny Prewencyjnej w Gdańsku. – Honkery z zainstalowanymi nadajnikami powinny być przekazane użytkownikom m.in. wraz z postanowieniem o dopuszczeniu do użytkowania w siłach zbrojnych. Niestety, tych dokumentów nie było. Nieoficjalnie wiadomo, iż podobnym honkerem dysponować będą nasi żołnierze w Afganistanie. Jeśli okaże się, że promieniowanie jest przekroczone, zdrowie żołnierzy może być zagrożone.

W 100 Batalionie Łączności w Wałczu zwyciężył zdrowy rozsądek. Jego inspektorka BHP ściśle przestrzega zapisów notatki służbowej gdańskiego WOMP-u. Nie pozwala na użytkowanie pojazdów z Czernicy. Woli dmuchać na zimne, bo wie z doświadczenia, że jeśli w pojeździe jest 400-watowy nadajnik krótkofalowy, to istnieje realne zagrożenie promieniowaniem. Tymczasem pieniądze zainwestowane w sprzęt są zamrożone. Trzy wozy terenowo-osobowe z WZŁ nr 2 w Czernicy nadal nie mają stosownej dokumentacji. Nie mogą być eksploatowane zgodnie z przeznaczeniem. Jakie będą dalsze losy honkerów i nadajników? Na razie nie wiadomo. Gdański WOMP dał czas WZŁ nr 2 na rozwiązanie problemu do 20 lipca br. WZŁ nr 2 pewne są jakości produktu. Specyfikacja honkerów przeznaczonych dla 100 Batalionu Łączności jest zgodna z oczekiwaniami resortu obrony. – Mamy specjalistów, którzy przeprowadzili badania, a szczegółowe pomiary nadajników potwierdzone są konkretnymi wynikami – mówi Zbigniew Szatkowski, zastępca dyrektora do spraw technicznych WZŁ nr 2 w Czernicy. – Honkery spełniają wszelkie wymogi bezpieczeństwa. Potwierdza to dokumentacja dołączona do sprzętu dla batalionu w Wałczu.  Polska Zbrojna 25

Zdrowy rozsądek

WOJSKO KONDYCJA
Sprawdzian w 2 KZ

P

odobnie jak w sztabie 6 BDSz rekordową średnią uzyskała kadra z Dowództwa 2 Korpusu Zmechanizowanego w Krakowie. Około 45 proc. oficerów i podoficerów z 2 KZ przystąpiło do sprawdzianu sprawności fizycznej w podstawowym terminie. Uzyskana średnia – 4,37 – jest najwyższa w historii krakowskiego korpusu (wcześniejszego Korpusu Powietrzno-Zmechanizowanego również). – Z roku na rok wyniki z rocznego sprawdzianu są coraz lepsze – mówi młodszy specjalista z sekcji szkolenia ogólnowojskowego i wf kpt. Andrzej Weryński. – W ub.r. mieliśmy średnią 4,0. Obecna 4,37 najwyraźniej świadczy, że systematyczny trening przynosi coraz lepsze efekty. Na wysoką ocenę najbardziej zapracowała kadra z najstarszej grupy wiekowej – powyżej 56 lat (średnia 5,0). O dziwo, im młodsza kategoria wiekowa, tym wyniki są gorsze (w przedziale wiekowym 26–30 lat średnia ocena wynosi 3,33). 37 żołnierzy, z p.o. dowódcy 2 KZ gen. dyw. Włodzimierzem Potasińskim na czele, wszystkie cztery konkurencje wchodzące w skład sprawdzianu zaliczyło na 5,0. Warto podkreślić, że oficerowie zajmujący najwyższe stanowiska w Dowództwie 2KZ zdali egzamin przed Centralną Komisją Egzaminacyjną z Dowództwa Wojsk Lądowych na ocenę bardzo dobrą, a rezultaty, które osiągnął gen. Potasiński, pozwoliłyby mu skutecznie rywalizować o „piątki” w młodszej kategorii wiekowej.

REKORDOWA ŚREDNIA
JAC E K S Z U S TA KOW S K I

26 Polska Zbrojna

nr 25/2007

14 maja rozpoczął się w Siłach Zbrojnych RP sprawdzian sprawności fizycznej żołnierzy zawodowych. Zgodnie z rozkazem nr 227 szefa Sztabu Generalnego WP potrwa on do 22 czerwca. Jesienią będzie można przystąpić do egzaminu poprawkowego. W 6 Brygadzie Desantowo-Szturmowej kadra stara się zaliczyć sprawdzian w I terminie.
Dowódca 6 BDSz gen. bryg. Jerzy Wójcik 22 maja zdał egzamin na 4,5 (mocną czwórkę) przed Centralną Komisją Egzaminacyjną z Dowództwa Wojsk Lądowych. Razem z nim zaliczyło też sprawdzian w 2 Korpusie Zmechanizowanym w Krakowie kilku żołnierzy z kadry sztabu Brygady, którzy wcześniej nie mogli do niego przystąpić. Dzięki temu po dwóch tygodniach od rozpoczęcia egzaminu blisko 50 proc. kadry sztabu 6 BDSz ma już go za sobą. – Ten procent mógłby być wyższy, ale akurat w dniu, kiedy była u nas komisja z DWLąd, część kadry była na poligonie, a cała sekcja S-2 służbowo w Toruniu – mówi oficer z pionu szkolenia dowództwa 6 BDSz kpt. Piotr Rachoń. – Z blisko połowy kadry sztabu, która zdawała egzamin, średnia ocena, jaką uzyskaliśmy, wynosi 4,44. Tak wysokiej nie mieliśmy jeszcze w historii sprawdzianów z wf. w komplecie, i w większości otrzymali oceny bardzo dobre. Dowództwo jedynego w Polsce batalionu powietrznodesantowego dało podwładnym dobry przykład. Spadochroniarze jednak sami doskonale wiedzą, że muszą dbać o swoją sprawność, i jak mało komu zależy im na zdaniu rocznego sprawdzianu. Zdają sobie sprawę, że „dwójka” pozbawi ich możliwości wykonywania skoków ze spadochronem i, co się z tym wiąże, stracą dodatek za skoki, a „trójka” – co dotyczy wszystkich żołnierzy – nie pozwoli im otrzymywać jakichkolwiek nagród finansowych. – Trzeba mieć mocną „tróję”, żeby wykonywać skoki spadochronowe, i to mobilizuje żołnierzy do osiągnięcia jak najlepszych wyników na sprawdzianie – podkreśla kpt. Rachoń. – Poza tym w brygadzie mamy niewielki procent żołnierzy, którzy nie przystępują do egzaminu z powodu zwolnień lekarskich, gdyż one również wstrzymują wykonywanie skoków spadochronowych. Oceny niedostateczne i dostateczne można poprawiać od 17 września do 12 października. W tym terminie zdawać będą też żołnierze, którzy nie przystąpili do sprawdzianu w terminie podstawowym z przyczyn służbowych czy zdrowotnych. Podobnie jak w ubiegłym roku resort obrony narodowej będzie premiował nagrodą pieniężną w wysokości tysiąca złotych żołnierzy, którzy otrzymają ze sprawdzianu oceny bardzo dobre. W ub.r. z nieoczekiwanych premii (decyzji o ich przyznawaniu nie ogłoszono przed egzaminem) cieszyli się oficerowie i podoficerowie, którzy otrzymali końcową ocenę bardzo dobrą (za średnią powyżej 4,75). W tym roku nagroda pieniężna będzie przyznawana jedynie tym, którzy zaliczą na „piątkę” każdą z czterech konkurencji wchodzącą w skład sprawdzianu. „czwórkę”, bo wiedzieli, że za gorszą ocenę pozbawieni zostaną jakichkolwiek nagród pieniężnych. Teraz reguły znane są wcześniej i każdy wiedział, z jakim zaangażowaniem ma się przygotowywać do egzaminu. – Nagroda pieniężna, ale i konsekwencje związane z otrzymaniem złej oceny na sprawdzianie, mobilizują ludzi – mówi oficer prasowy 6 BDSz kpt. Jacek Popławski. – To powoduje, że kadra nie przygotowuje się do egzaminu miesiąc czy dwa przed nim, co było wcześniej często spotykane, ale trenuje systematycznie przez cały rok. Efekty tego są widoczne po pierwszych wynikach sprawdzianu. Kadra z 6 Brygady Desantowo-Szturmowej coraz więcej ćwiczy w godzinach służbowych. Wynikiem tego są nie tylko lepsze oceny na W tym roku rocznym sprawnagroda pieniężna dzianie, ale będzie przyznawana i to, że niektórzy żołnierze jedynie tym, którzy połknęli biegozaliczą na „piątkę” wego bakcyla każdą z czterech i coraz częściej konkurencji wchopokazują się na trasach różnych dzących w skład biegów długodysprawdzianu stansowych. W tegorocznym Cracovia Maraton na starcie pojawiła się rekordowa liczba zawodników z 6 BDSz i większość z nich – mimo niesprzyjających warunków atmosferycznych do bicia rekordów życiowych – poprawiła swoje „życiówki” na dystansie 42 km 195 m od 15 do 30 min. – Na ostatniej odprawie w Dowództwie Wojsk Lądowych „wuefmeni” z jednostek wojsk lądowych chwalili się, że u nich codziennie sto procent kadry i żołnierzy biega w godzinach rannych, w godzinach pracy, na dystansie zbliżonym do 3 km – mówi kpt. Rachoń. – Przed kilku laty pilotażowy program porannego biegania wprowadzono w 18 Batalionie Desantowo-Szturmowym z Bielska-Białej. Cieszę się, że nasz pomysł podchwycili inni, bo systematyczne bieganie poprawia naszą kondycję fizyczną i ułatwia zrzucanie nadwagi. Zbędnych kilogramów nie da się pozbyć na siłowni, a biegając czy truchtając – jak  najbardziej. Polska Zbrojna 27

Najwyższe normy
Trzeba podkreślić, że żołnierze 6 Brygady oceniani są według najwyższych norm w Wojsku Polskim. Kpt. Rachoń jest zadowolony z wysokiej średniej i wierzy, że nie pogorszy się ona zbytnio po 22 czerwca, gdy będą już znane wszystkie oceny ze sprawdzianu w terminie podstawowym. Na razie największy wpływ na wysoką średnią ma kadra oceniana wg norm dla kategorii wiekowej 36–40 lat. Sztabowcy z tej grupy osiągnęli bowiem średnią 4,73. Dowództwu Brygady zależy, aby jak najwięcej kadry przystąpiło do sprawdzianu sprawności fizycznej w podstawowym terminie, dlatego umożliwia oficerom wyjazd do innych jednostek, gdzie m.in. będzie przeprowadzać egzaminy Centralna Komisja Egzaminacyjna z Dowództwa Wojsk Lądowych. Kadra z podległych jednostek 6 BDSz zdaje egzamin przed wewnętrzną komisją, w skład której wchodzą: dowódca batalionu, lekarz i instruktor wf. Jednak nie dotyczy to wszystkich, gdyż oficerowie ze sztabów batalionów, podobnie jak ze sztabu 6 BDSz, są egzaminowani przez Centralną Komisję Egzaminacyjną. Kpt. Rachoń jest pełen uznania dla wyników osiągniętych przez sztabowców z 16 Batalionu Powietrznodesantowego, którzy zdawali egzamin w I terminie,
nr 25/2007

Premia mobilizuje
Ubiegłoroczna decyzja ministra obrony narodowej o nagrodzie w wysokości tysiąca złotych za „piątkę” z rocznego sprawdzianu sprawności fizycznej zmartwiła tych, których stać było na średnią 4,75, i pewnie by ją uzyskali, gdyby im powiedziano, że za taki wynik jest premia. Potem się tłumaczyli, że podchodząc do egzaminu, chcieli tylko zdać na

POLEMIKI WYPOSAŻENIE

Buble dla żołnierzy
ADRIAN SZMIDT

Czytając takie artykuły jak: „Z szafy żołnierza” („PZ” nr 20) czy „Cennik mundurów i sprzętu wojskowego” („PZ” nr 21), trudno jest powstrzymać się przed nieco krytycznym spojrzeniem na ich treść. W kwestiach wyposażenia warto pytać o opinię przede wszystkim żołnierzy.

T

o prawda – i tu chylę czoła – że w ostatnich latach wiele dobrego zrobiono, aby poprawić żołnierskie wyposażenie, np. jakość mundurów. Czasem jednak trudno jest się oprzeć myśli, że opisywane testy różnych produktów nie miały miejsca lub że doszło do nadużyć przy odbieraniu czy też podejmowaniu decyzji o ich wprowadzeniu. Posłużę się przykładami: zasobnik żołnierski wzór 97 (978A/MON) to totalna katastrofa! Ten nieprzemyślany worek z szelkami, bez stelaża, dostają nasi żołnierze wyjeżdżający m.in. do Bośni. Jeśli już się go zapakuje, to nie ma szansy, aby pokrywa mogła to przykryć. Do niczego są także – o dziwo pojedyncze! – troki. Pas biodrowy to po prostu szersza taśma parciana o takiej grubości, że bardzo trudno regulować jej długość. Pod ziemię powinien się zapaść ten, kto jest odpowiedzialny za wprowadzenie tego worka do wyposażenia wojska. A może po prostu powinien sam przejść z nim kilka kilometrów? – Pewnie wydają stare sorty do zużycia – pomyślałem w pierwszej chwili. Niestety, metka informuje wyraźnie, że towar został wyprodukowany w czerwcu 2006 r.! Dlaczego większość nowo wprowadzanych przedmiotów zaopatrzenia mundurowego ma kolor czarny? Czy ma to służyć zwiększeniu walorów maskujących? Nie sądzę. Kolor czarny nie jest aż tak często spotykany w przyrodzie, a nawet w nocy może być widoczny jako jednolita czarna plama. Tymczasem wojsko dostaje naprawdę fajne rzeczy, takie jak: polar pod goretex, ocieplacz ćwiczebny czy czapka zimowa. Niestety, wszystko w kolorze czarnym, nie zielonym. Szelki do przenoszenia oporządzenia wzór 988/MON mogły robić furorę dziesięć lat temu, kiedy je wprowadzano. Niestety, dziś nie spełniają swojej roli z uwagi na brak możliwości doczepiania kolejnych elementów wyposażenia, a świat idzie ku oporządzeniu modułowemu, gdzie żołnierz sam komponuje potrzebny mu sprzęt. Choć wprowadza się coraz to nowe wzory, wy28 Polska Zbrojna

W ostatnich latach wiele dobrego zrobiono, aby poprawić żołnierskie wyposażenie. Czasem jednak trudno jest się oprzeć myśli, że opisywane testy różnych produktów nie miały miejsca lub że doszło do nadużyć przy podejmowaniu decyzji o ich wprowadzeniu

nr 25/2007

JAROSŁAW WISNIEWSKI

starczy popatrzeć na zdjęcia naszych żołnierzy – ilu z nich nosi prostą cywilną czapkę z daszkiem chroniącą przed słońcem. W naszej armii po wycofaniu rogatywek polowych pozostaje tylko paradować w hełmie lub berecie – a pamiętajmy, że beret w polu nie zawsze spełnia swoją rolę. Oczywiście w komplecie mundurów tropikalnych są kapelusze, ale dostają je tylko służący w Iraku i Afganistanie. Dla przykładu – armie USA, Niemiec i Rosji oprócz kapeluszy i beretów noszą też czapki, i to w charakterystycznych dla danego kraju kształtach. Być może należałoby powrócić do czapki podobnej do rogatywki, ale wykonanej z lekkiego, miękkiego materiału. Zwykłe żołnierskie podkoszulki – byłyby OK, gdyby nie wychodziły ze spodni. Są po prostu za krótkie. Poza tym po kilku praniach mechacą się i rozciągają. Kolejne pytania: czy potrzebne jest wyposażanie szeregowego zawodowego w tak wiele części umundurowania wyjściowego? Może warto przeznaczyć te środki na zakup wyposażenia polowego? Czy warto zamawiać zasobnik osobisty desantowca czy piechoty górskiej w kamuflażu pustynnym? Może lepsze byłyby w kamuflażu pantera, a jedynie pokrowce do nich w kamuflażu pustynnym, chroniące przed pyłem, czy deszczem. Wtedy żołnierz mógłby wykorzystywać zasobnik również w kraju czy innych strefach klimatycznych.

Ostatnią sprawą, którą chciałbym poruszyć, są tzw. przepisy ubiorcze. Ich mała dostępność i właściwie brak aktualizacji sprawiają, że żołnierze tak do końca nie wiedzą, czego i jak obecnie można używać. Pojawiają się różne plotki, że taki czy inny wzór mundurowy został wycofany lub wprowadzony. Przykładem niech będzie koszulobluza wzór 93 czy beret tłoczony – ponoć wycofane z użytkowania, ale czy na pewno? Nawet na stronach ministerstwa obrony nie sposób to sprawdzić, ponieważ wiadomości dotyczące umundurowania nie są aktualizowane. Inny przykład – ilu żołnierzy wie, że rezerwiści powołani na ćwiczenia noszą metalowe oznaki (litera R w wieńcu) na naramiennikach? Kto wie, że istnieje położenie broni „przez kark”? Prawie nikt, a ja dzięki temu wygrałem już wiele zakładów. 

Liban

LIBAN KULISY

5,3 proc. druzowie), 40 proc. chrześcijanie (m.in. 2,24 proc. Powierzchnia – 10,5 tys. km kw. maronici; 10,5 proc. Ludność – 3,83 mln (ponad prawosławni; 5,3 proc. 10 proc. Palestyńczycy) grekokatolicy) Podział religijny – 60 proc. Stolica – Bejrut (1,5 mln mieszk.) muzułmanie (m.in. 30,2 proc. PKB na głowę (2005) – 6180 szyici; 23,7 proc. sunnici; dolarów

Zmęczeni

walką
O trudnej sytuacji w Libanie świadczą już same ulice stolicy tego kraju. Miasta Bliskiego Wschodu z reguły tętnią życiem po zmroku, gdy robi się chłodniej. Tymczasem Bejrut pustoszeje. Widać niewielu ludzi, podobnie jak samochodów. Praktycznie zamarło życie nocne, które przez lata przyciągało tu tysiące gości z bardziej ortodoksyjnych państw regionu. Ludzie zostają w domach, gdyż obawiają się zamachów terrorystycznych. Każda większa grupa, szczególnie cudzoziemców, wzmaga czujność żołnieMŁODZI LIBAŃCZYCY, którzy jako dzieci doświadczyli koszmaru wojny, opuszczają ojczyznę, gdyż chcą zaoszczędzić swoim dzieciom traumatycznych przeżyć, jakie były ich udziałem. Na zdjęciu: ewakuacja miasta.

TA D E U S Z W RÓ B E L

Walki, jakie od 20 maja toczy armia libańska z islamistami okopanymi w palestyńskich obozach dla uchodźców, mogą doprowadzić do destabilizacji całego kraju.
rzy i policjantów stojących na posterunkach w newralgicznych punktach stolicy. Może stać się bowiem celem ataków. Jak mówią Libańczycy, napięcie utrzymuje się od czasu zamordowania byłego premiera Rafika Haririego w lutym 2005 r. Do tego doszła ubiegłoroczna konfrontacja Hezbollahu z Izraelem. Teraz temperaturę w kraju podniosły starcia sił rządowych z ekstremistami palestyńskiego ugrupowania Fatah al Islam (Islamski Podbój). Pierwsze strzały padły w obozie dla uchodźców palestyńskich Nahr el Barid położonym koło miasta Tri-

Tylko ochotnicy
Mający niespełna cztery miliony mieszkańców Liban dysponuje bardzo licznymi siłami zbrojnymi, złożonymi głównie z ochotników.

K

raj Cedrów ma pod bronią, jak podaje „The World Military Balance 2007”, 72,1 tys. żołnierzy. W lutym br. oficjalnie zakończył się pobór. Kwatera główna libańskich sił zbrojnych znajduje się w Yarzeh na wschód od Bejrutu. Dominującą rolę w libańskiej armii odgrywają wojska lądowe, liczące 70 tys. żołnie- 

TADEUSZ WRÓBEL

US DOD

nr 25/2007

Polska Zbrojna 29

KULISY LIBAN
W libańskich wojskach lądowych są rozbudowane siły specjalne. Zalicza się do nich aż osiem pułków. Poza jednostkami sił specjalnych Libańczycy mają też oddziały komandosów i powietrznodesantowe
AMNESTY.ORG (2)

POMIMO wielu lat odbudowy, w Bejrucie nadal widać ślady wieloletniej wojny domowej.

rzy. Podstawową ich strukturą organizacyjną jest brygada zmechanizowana. Według „Jane’s World Armies”, każda z nich ma w swym składzie batalion czołgów, trzy bataliony piechoty, z których przynajmniej jeden wyposażony jest w transportery opancerzone, oraz dywizjon artylerii. Poza brygadami zmechanizowanymi istnieje Brygada Gwardii Republikańskiej, określana przez niektóre źródła jako jednostka gwardii prezydenckiej. Ma ona dwa bataliony bojowe (1. i 2.) oraz bataliony logistyczny i wsparcia. Dowódca tej jednostki gen. bryg. Mustafa Hamdan był oskarżany o współudział w zamachu, w którym w lutym 2005 r. zginął były premier kraju Rafik Hariri. Siły lądowe mają kilkanaście samolotów bojowych i szkolnych, ale stoją one w magazynach. W rzeczywistości używanych jest tylko kilkadziesiąt śmigłowców, które podzielone są między pięć eskadr Libańskich Sił Powietrznych, liczących zaledwie tysiąc żołnierzy. Równie nieliczna jest marynarka wojenna. To zaledwie 1100 marynarzy. Dysponują oni siedmioma kilkudziesięciotonowymi patrolowcami i ponad 20 łodziami, a także dwoma okrętami desantowymi. Wydaje się, że to zbyt szczupłe siły, by skutecznie kontrolować kilkaset kilometrów wybrzeża. Armia libańska, dysponując ograniczonymi zasobami finansowymi, musi zadowalać się w dużej mierze uzbrojeniem i wyposażeniem z drugiej ręki. Część dostaw ma charakter pomocy wojskowej. Stąd broń

US DOD

ŻOŁNIERZ przed libańskim ministerstwem obrony w Bejrucie

poli, 100 km na północ od Bejrutu. Na początku czerwca walki objęły też Ain al Hilweh, największy obóz w Libanie, leżący pod miastem Sajda. Liczba ofiar tych starć przekroczyła już sto.

Obawa
Pomimo odbudowy w Bejrucie nadal widać ślady wieloletniej wojny domowej. Szczególnie wyraźne są tam, gdzie biegła linia podziału miasta na część chrześcijańską i muzułmańską. Zniszczone domy przypominają ludziom krwawą przeszłość. – Żyjemy w kraju, który przetrwał już 17-letnią wojnę domową. Ludzie przyzwyczaili się do życia z poczuciem zagrożenia. Wszędzie może się coś wydarzyć – mówi Anna Zalewska-Saleh, przewodnicząca wspólnoty polskiej w Libanie. Niestety, jak przyznaje, nie ma pewności, jak dalej rozwinie się sytuacja. – Zaczynam się obawiać, że historia się powtarza. Dochodzi do podziałów, odseparowywania się jednej religii od drugiej – stwierdza Polka, która przeżyła w tym kraju 30 lat. Wpływ na poczucie bezpieczeństwa ma również

to, w której części Libanu się mieszka. I tak Elżbieta Symonian żyjąca poza Bejrutem, na terenach chrześcijańskich, wspomina, że ubiegłoroczną wojnę zna głównie z telewizji. – Słyszałam tylko odgłosy wybuchów – mówi. Izraelskie ataki skupiały się na terenach szyickich, a nawet na konkretnych obiektach. Ich ślady widać zwłaszcza na drodze z Bejrutu na południe, gdzie co jakiś czas pojawiają się objazdy w miejscu zniszczonych wiaduktów i mostów. Elżbieta Symonian nie skorzystała w ubiegłym roku z możliwości ewakuacji do Polski, ale teraz zastrzegła: – Jeżeli dojdzie do wojny domowej, to może zdecyduję się na wyjazd. Ale raczej zatrudniłabym się jako wolontariuszka – dodała natychmiast. – Ja już podjęłam decyzję, że chciałabym wrócić Polski – mówi Anna Zalewska-Saleh. Jednak ona również przyznaje, iż nie wyklucza, że Liban ją zatrzyma, bo ten kraj „łapie za serce” jak Polska. Konsekwencją braku wewnętrznej stabilizacji jest wielka emigracja z Libanu.
nr 25/2007

30 Polska Zbrojna

Libańczycy są zmęczeni wieloletnią wojną – już trzecie pokolenie nie zna pokoju

Libańczyków pochodzi z różnych źródeł. I tak część żołnierzy dostała karabinki M-16, a inni AKMS i AK-74. W parku pojazdów pancernych dominują amerykańskie transportery opancerzone M-113 (jest ich ponad 1100). Są też francuskie kołowe wozy VAB. Jeśli chodzi o czołgi, to w arsenale libańskim są zarówno M-48 wyprodukowane w USA, jak i posowieckie T-54/55. Sprzęt zza Atlantyku stanowi również znaczącą część parku samochodowego. Na ulicach widać stare amerykańskie ciężarówki czy też dżipy M151. Stany Zjednoczone są największym dostawcą sprzętu wojskowego dla tego bliskowschodniego kraju. W ubiegłym roku wartość sprzedaży wyniosła 39 milionów dolarów. Ze środków tych zakupiono m.in. pięciotonowe ciężarówki oraz wyremontowano śmigłowce UH-1H i Bell 212. Jesienią Amerykanie dostarczyli też Libańczykom 560 tys. sztuk amunicji strzeleckiej kal. 5,56 i 7,62 mm. W styczniu tego roku na bejruckim lotnisku wylądował transportowy C-17 Globemaster, który przywiózł

TADEUSZ WRÓBEL (2)

Libańskie wojska lądowe
– 5 dowództw regionalnych – 11 brygad zmechanizowanych – brygada Gwardii Republikańskiej – brygada wsparcia – brygada logistyczna – 5 pułków sił specjalnych – 2 pułki artylerii – pułk komandosów – morski pułk komandosów – pułk powietrznodesantowy – samodzielny pułk roboczy – służba medyczna – żandarmeria wojskowa 20 opancerzonych pojazdów Humvee. W sumie armia libańska dostanie 285 tych pojazdów. Pojawiły się informacje, że w przyszłym roku pomoc wojskowa USA dla Libanu będzie zwiększona, a w dostawach znajdzie nie tylko sprzęt pomocniczy, ale też bojowy. Libańczycy zdobywają sprzęt również z innych źródeł. Duże porozumienie zawarto z Belgią. Obejmuje ono dostawę 41 czołgów Leopard 1, 20 samobieżnych haubic M109 oraz nieujawnioną liczbę innych wozów bojowych. Według doniesień z Holandii, do Libanu ma być sprowadzone sto ciężarówek. Dotarło już natomiast m.in. 50 nowych samochodów Land Rover z Wielkiej Brytanii. Największym arabskim donatorem armii libańskiej są Zjednoczone Emiraty Arabskie. Kraj ten przekazał już jej dziewięć uzbrojonych śmigłowców Gazelle, a dotrzeć mają jeszcze łodzie patrolowe. (TW)

MIASTA BLISKIEGO WSCHODU z reguły tętnią życiem po zmroku, gdy robi się chłodniej. Tymczasem Bejrut żyje tylko w dzień.

Młodzi Libańczycy, którzy jako dzieci doświadczyli koszmaru wojny, opuszczają ojczyznę, gdyż chcą zaoszczędzić swoim dzieciom traumatycznych przeżyć, jakie były ich udziałem. Kolejne fale emigracji spowodowały, że diaspora libańska wielokrotnie przewyższa liczbę mieszkańców kraju. Szacunki są bardzo różne i mówią o 13, 15 czy nawet 30 milionach osób mieszkających głównie w Ameryce Północnej i Południowej.

Nadzieja
Obawa przed nową wojną daje nadzieję, że być może obecny konflikt z ekstremistami uda się stłumić w zarodku. Wyraził ją m.in. po wizycie w Libanie

wiceminister obrony narodowej Bogusław Winid. – Zaobserwowałem, że tutejsi ludzie są zmęczeni wieloletnią wojną. Już trzecie pokolenie Libańczyków nie zna pokoju. Dlatego w tej chwili, poza niewielkimi grupami ekstremistów, nikomu nie zależy na rozpoczynaniu nowej wojny. Wszystkie strony powinny zachować pewien umiar, tak frakcje libańskie, jak i Izrael – powiedział po rozmowach z czołowymi libańskimi politykami i wojskowymi, a także przedstawicielami misji ONZ. Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, minister Władysław Stasiak stwierdził natomiast: – Niewątpliwie jest to trudna sprawa. Nie będzie tu łatwych, prostych i przyjemnych rozwiązań. 

W KRAJU, GDZIE ŻYJE 18 UZNANYCH WSPÓLNOT RELIGIJNYCH, CZĘSTO ZE SOBĄ SKŁÓCONYCH, TRZEBA WIELKIEJ POLITYCZNEJ FINEZJI, BY WYPRACOWAĆ AKCEPTOWANE PRZYNAJMNIEJ PRZEZ WIĘKSZOŚĆ USTALENIA
nr 25/2007

Polska Zbrojna 31

NASZYM OKIEM

EGZAMIN NA

TU”A' @>>&

KRZYSZTOF WILEWSKI (4)

32 Polska Zbrojna

nr 25/2007

POLIGONIE
KRZYSZTOF WILEWSKI

P

rawie trzy tysiące żołnierzy i 700 pojazdów wzięło udział w majowych ćwiczeniach 16 Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej zorganizowanych na poligonie w Bemowie Piskim. W „Tumaku ’07”, bo pod takim kryptonimem odbywały się ćwiczenia, żołnierzy z 15 Giżyckiej Brygady Zmechanizowanej, 14 Pułku Artylerii Przeciwpancernej z Suwałk, 3 Batalionu Rozpoznawczego, 16 Batalionu Remontowego i 16 Batalionu

Zaopatrzenia wspierali piloci z 41 Eskadry Lotnictwa Taktycznego z Malborka oraz 49 Pułku Śmigłowców Bojowych z Pruszcza Gdańskiego. Dla 15 BZ i 14 pappanc majowy poligon był podsumowaniem trzyletniego cyklu szkolenia. Poligonowy egzamin najlepiej zaliczyli artylerzyści, którzy dostali piątkę. Nieco gorzej od nich zaprezentowali się żołnierze z 15 Brygady Zmechanizowanej, uzyskując czwórkę.

nr nr 25/2007 25/2007

Polska Zbrojna 33

WOJSKA LĄDOWE

S

iedemnastego maja br., poligon pod Toruniem. Pod okiem komisji, którą tworzyli oficerowie ze Sztabu Generalnego WP, Dowództwa Wojsk Lądowych, Departamentu Kontroli MON oraz obserwatorzy z dowództwa NATO, kompania likwidacji skażeń z 4 Pułku Chemicznego z Brodnicy zdawała najważniejszy od trzech lat egzamin. Certyfikację według programu CREVAL. Efekt – piątka. Następnego dnia, 18 maja br., dowódca kompanii kpt. Jarosław Żochowski odebrał z rąk gen. bryg. Marka Witczaka, kierującego Szefostwem Obrony przed Bronią Masowego Rażenia SGWP, proporzec Wzorowego Pododdziału Wojsk Lądowych, zdobyty przez kompanię po raz drugi z rzędu. Ktoś by powiedział: brawo, same sukcesy. Jednak żołnierzom z kompanii kpt. Żochowskiego coraz trudniej się z tych sukcesów cieszyć. Bo dyplom powędruje na ścianę, proporzec do gabloty, a oni wrócą do pracy i kompanii, w której z każdym dniem narasta poważny problem.

Beczka miodu i łyżka dziegciu
Kapitan Żochowski dowodzi kompanią likwidacji skażeń trzy lata. Nie ukrywa

Problem z ruchami nawet, że dowodzenie sygnał. Nie trzeba nic ninajbardziej uzawodo- kadrowymi w brodnickiej komu tłumaczyć, wystarwioną kompanią checzą krótkie wytyczne. miczną w WP, bo liczą- kompanii to jest nie tylko – Dla dowódcy to sytuacą ponad 120 żołnierzy, cja idealna, gdy może aż nie należy do łatwych blokada w napływie ludzi tak polegać na podwładzadań. Ilu ludzi, tyle z zewnątrz, ale również nych – wyjaśnia oficer. problemów. Podkreśla W dalszej rozmowie zastój w zmianach jednak, że przez te lata przyznaje jednak, że pełudało mu się wspólnie nej satysfakcji mieć nie wewnętrznych. z żołnierzami wiele może. Kompania zmaga Przyczyną są głównie się bowiem z problemem osiągnąć. – Jesteśmy jedyną kompanią w naszej obowiązujące przepisy braku zmian kadrowych. armii, która jest w stanie Do pododdziału nie mowykonywać wszystkie gą przychodzić żołnierze oraz etat kompanii zadania z zakresu obrony z innych jednostek. Na przed bronią masowego rażenia – komen- przeszkodzie stoją przede wszystkim wytuje, wymieniając jednym tchem sukcesy sokie wymagania stawiane kadrze, która podwładnych. – Braliśmy udział w misji mogłaby zasilić pododdział. – Natowskie w Iraku w 2004 r. i Turcji również w 2004 procedury, według których działamy, sprar.; czterokrotnie wydzieliliśmy plutony li- wiają, że nie może do nas trafić ktoś, kto kwidacji skażeń do międzynarodowych ba- ich nie zna, nie ma odpowiednich certyfitalionów OPBMR, profilaktycznie dezyn- katów oraz nie włada bardzo dobrze anfekowaliśmy ludzi i sprzęt po udziale w ak- gielskim. Wśród chemików, poza żołniecjach w Pakistanie i Kongu. Nasz pluton rzami z Tarnowskich Gór, nie ma ludzi, wspierał armię łotewską podczas szczytu którzy mogliby trafić do naszej kompanii NATO w Rydze w 2006 r. i od razu pełnić obowiązki. Żołnierze kompanii znają rzemiosło oraz Kompanię likwidacji skażeń dotknęła procedury, według których działają. Są już więc największa złośliwość, jaka może na tyle zgrani, że wiele zadań wykonują na przytrafić się profesjonalistom. Jej żołnie-

Wzorowo zamrożeni
KRZYSZTOF WILEWSKI

Są wzorowym pododdziałem Wojsk Lądowych, i to po raz drugi z rzędu. Przed paroma tygodniami zaliczyli natowski egzamin na piątkę. Ale są też kompanią, gdzie niemal nie ma ruchów kadrowych i awansów. A ich brak osłabia morale żołnierzy.

34 Polska Zbrojna

nr 25/2007

FORUM

| SŁUŻBA | WYDARZENIA | LUDZIE | MILITARIA | W GARNIZONIE | PORADY | ŚWIAT | TO I OWO | SPORT | HISTORIA
kompanię, bo stanowiska zastępcy dowódcy kompanii, które w zgodzie z przepisami mogliby objąć, tutaj nie ma. A może dla kariery trzeba ruszyć z miejsca, nawet do innej jednostki? Jednak dla brodnickich chemików, bez względu na stopień i zajmowane stanowisko, opuszczenie kompanii likwidacji skażeń, a już tym bardziej pułku, to krok wstecz. Ten pododdział jest bowiem w tej chwili jedyną naszą kompanią chemiczną, która po zdaniu Crevala może wykonać wszystkie zadania z OPBMR zgodnie z procedurami NATO, zupełnie innymi niż te obowiązujące jeszcze w brygadach zmechanizowanych. Kto więc by chciał wdrażać się do tego, co i tak wkrótce będzie zmieniane i dostosowywane do natowskich standardów? Poza tym podjęcie decyzji o przenosinach utrudniają osiągane wyniki, zakończone sukcesem szkolenia, zdane certyfikacje i udział w misjach. – Gdy się jest w jednostce, która cały czas pełni dyżury w Siłach Odpowiedzi NATO, która wyjeżdża na misje i jest najlepsza w Polsce, to decyzja o jej opuszczeniu dla awansu nie jest oczywista – mówi ppor. Mariusz Sacharczuk, dowódca 1 Plutonu Likwidacji Skażeń.

rze doszli już do takiego poziomu, że przydzielonym zadaniom mogą sprostać tylko oni. Oczywiście, brak konkurencji z zewnątrz to pewność utrzymania stanowisk. Jednak problem z ruchami kadrowymi w brodnickiej kompanii to nie tylko blokada w napływie ludzi z zewnątrz, ale również zastój w zmianach wewnętrznych. Przyczyną są głównie obowiązujące przepisy oraz etat kompanii.

FLESZ
CHOSZCZNO. 2 Pułk Artylerii Legionów im. Króla Władysława IV obchodzi w tym roku 64. rocznicę nieprzerwanego istnienia. Jednak najstarsze tradycje 2 Pułku Artylerii sięgają swoim rodowodem XVII w. 1 czerwca z okazji Święta 2 pa odbył się uroczysty apel połączony z przysięgą wojskową żołnierzy najmłodszego rocznika. Wyróżniono wielu żołnierzy zawodowych i pracowników wojska. Obchody święta pułku zakończył festyn dla rodzin żołnierzy i pracowników wojska.

Krok w tył
Doskonale widać to na przykładzie dowódców plutonów. W kompanii likwidacji skażeń są nimi podporucznicy. Gdy wkrótce zmieni się dowódca kompanii, nie będą mieli najmniejszej szansy, by najlepszy z nich zajął to miejsce. – Kiedyś było tak, że dowódca kompanii sam mógł wychować następcę – mówi z żalem Żochowski – Obserwował ludzi, stawiał im zadania i wiedział, kto się nadaje, a kto nie. Następnie mówił przełożonemu, kogo uważa za najlepszego. Oczywiście to dowódca jednostki podejmował ostateczną decyzję, ale wybór miał już ułatwiony. Teraz tak już nie jest. Z jednego stanowiska głównego nie można przejść na inne – dodaje. Gdzie zatem mogą awansować wspomniani dowódcy plutonów? Jedynie poza

Co dalej?
Kompania likwidacji skażeń z brodnickiego pułku jest więc przykładem na to, że słuszna idea rotacji na głównych stanowiskach, określenie, że z dowódcy trzeba awansować np. na szefa sztabu, może wywołać poważne problemy kadrowe. Bo gdy do wspomnianej kompanii trudno przyjść żołnierzom z innych jednostek, to jedynym rozwiązaniem jest korzystanie z własnej kadry. Ta zaś musi mieć możliwości dalszego rozwoju, tymczasem przepisy i etat jednostki ograniczają je do minimum. – Liczę się z tym, że kiedyś przyjdzie wypalenie, że żołnierze zaczną myśleć o awansach. Jeżeli nie będą mieli perspektyw, to mogą stracić zapał do pracy – mówi wprost kpt. Żochowski, dodając, że i on zaczyna już odczuwać „zmęczenie materiału”. – Przyznaję, trzyletnie dowodzenie tą kompanią, a wcześniej dowodziłem trzy lata kompanią rozpoznania skażeń, eksploatuje człowieka. W pewnym momencie potrzebuje się odpoczynku. Trudno pokusić się o wymyślenie sposobu rozwiązania bolączki kompanii. Warto zastanowić się nad zmianą jej etatu, a może i całego pułku chemicznego, tak by umożliwić służącym w niej żołnierzom – od szeregowych po oficerów – obejmowanie wyższych stanowisk. Do tego musi być jednak wola decydentów. Czy zechcą  zmieniać zwycięski skład?

POZNAŃ. 11-letni Łukasz Satława z Kłodzka przybył 31 maja do Poznania, aby zrealizować swoje najskrytsze marzenie. Było to możliwe dzięki wolontariuszom Fundacji ,,Mam Marzenie”. W Centrum Szkolenia WL im. Stefana Czarnieckiego mały chłopiec został pancerniakiem. Łukasz dzielnie zmaga się z chorobą. W Poznaniu zwiedził koszary, poznał współczesną broń. Ćwiczył też w symulatorze czołgu. Słuchacze kierunku pancernego Studium Oficerskiego wrocławskiej WSOWLąd przyjęli chłopca uroczyście do grona czołgistów. Komendant CSWLąd ppłk Roman Narożny wręczył mu certyfikat Najdzielniejszego Honorowego Czołgisty Wojska Polskiego. Kulminacyjnym punktem wizyty była możliwość jazdy czołgiem PT-91 Twardy.

SZCZECIN. – „W Was jest Polska” – niech te słowa gen. Hallera umieszczone na cokole pomnika mobilizują Was do ofiarnej i wzorowej

Kompanię likwidacji skażeń dotknęła największa złośliwość, jaką los może zgotować profesjonalistom. Jej żołnierze doszli już do takiego poziomu, że przydzielonym im zadaniom mogą sprostać tylko oni

KRZYSZTOF WILEWSKI (3)

służby Ojczyźnie. Jestem przekonany, że będziecie godnymi spadkobiercami tradycji jednostek hallerowskich – przemawiał dowódca 12 BZ płk dypl. Wojciech Klimas 2 czerwca podczas uroczystej przysięgi wojskowej najmłodszych żołnierzy 12 Brygady Zmechanizowanej im. gen. broni Józefa Hallera i studentów pierwszego roku Studium Wojskowego Akademii Morskiej w Szczecinie. Do szczecińskiej jednostki przybyło ponad 2 tys. osób z całego kraju. Żołnierze i studenci osiągający najlepsze wyniki w szkoleniu wojskowym zostali wyróżnieni urlopami krótkoterminowymi, a ich rodzicom wręczono kwiaty i pisma pochwalne.

Oprac. G.P.

nr 25/2007

Polska Zbrojna 35

SIŁY POWIETRZNE

I Hercules nie poradzi
PIOTR LASKOWSKI

Herculesy przylecą do Powidza jesienią przyszłego roku, a cała potrzebna infrastruktura nie jest jeszcze gotowa. I to nie tylko z winy strony polskiej. Amerykanie też nie dotrzymują terminów i zmieniają plany.
ierwszy Hercules C-130E ma już we wrześniu 2008 r. wylądować na powidzkim lotnisku. Czy tak się stanie? Terminy gonią, a wszystkie przedsięwzięcia zaplanowano na ostatni moment. Problemy zaczęły się, gdy Amerykanie zmienili wersję transportowców przekazywanych Polsce z K na E. Zanim znaleźli odpowiednią liczbę Herculesów C-130E w odpowiednim stanie, minęło sporo czasu. Potem mieli zorganizować konferencję uzgodnieniową w lutym 2006 r., która odbyła się… w kwietniu 2007 r. Poza tym na początku mówili o 16–18 miesiącach potrzebnych na remonty samolotów od momentu podpisania umowy. Gdyby tak było, zgodnie z pierwotnymi założeniami transportowce powinny już we wrześniu 2007 r. znaleźć się w Polsce. Amerykanie jednak wydłużyli do 24 miesięcy terminy remontów maszyn, które przekażą Polsce, tłumacząc, że szukali najkorzystniejszych ofert wykonania napraw. Kontrakty na remonty mieli podpisać do czerwca 2006 r., a zrobili to w październiku. Dopiero od tegorocznej styczniowej konferencji z Amerykanami, na której przedstawiono już m.in. umowy na remonty, nasze Siły Powietrzne mogły pomyśleć o praktycznych przygotowaniach do przyjęcia samolotów. W związku z ciągłymi zmianami harmonogramu strona polska nie mogła dokładnie planować przedsięwzięć związanych z logistyką dla Herculesów. Tym bardziej że w tym czasie zajmowano się też programem F-16 i wszelkie dostępne środki finansowe skierowano właśnie

PIOTR LASKOWSKI (3)

TU NA RAZIE JEST ŚCIERNISKO, ale będzie hangar dla samolotów transportowych. Rok temu stały tu polowe warsztaty lotnicze. Zostały wyburzone.

PRZYGOTOWANIA TRWAJĄ
Na stan przygotowania lotniska w Powidzu do przyjęcia Herculesów trzeba spojrzeć kompleksowo, pod kątem tego, co znajdzie się tam docelowo. A powstanie tu wielki kompleks wojskowy, ze sztabem 3 Brygady Lotnictwa Transportowego, 14 Eskadrą Lotnictwa Transportowego, 16 Batalionem Usuwania Zniszczeń Lotniskowych, 33 Bazą Lotniczą oraz jednym lub dwoma dywizjonami rakietowymi. Niestety, zmiany i przenosiny jednostek zaplanowano niemal w tym samym czasie. A miejscowa infrastruktura jest jeszcze nieprzygotowana. Na lotnisko trafi 14 Eskadra, a 33 Baza zostanie przeniesiona w inne miejsce. Sztab brygady, batalion i dywizjony rakietowe ulokują się tam, gdzie dotąd funkcjonowała baza. W najbliższym czasie planowana jest także budowa budynku sztabowego dla 14 Eskadry.

36 Polska Zbrojna

nr 25/2007

tam. Projekt C-130 został odłożony na bok. Nasi decydenci nie chcieli postępować pochopnie.

Pod chmurką
Początkowo podczas wizyt w Polsce Amerykanie nie szczędzili nam słów krytyki. Być może wynikało to z taktyki negocjacyjnej, gdzie najlepszą obroną jest atak, zgodnie z zasadą, że skoro oni nie dotrzymali terminów, to lepiej, żebyśmy winni byli my. Opóźnienia po stronie polskiej faktycznie są i nie da się ich ukryć. Uczymy się jednak na błędach. Grupa naszych obserwatorów była ostatnio w Norwegii, która używa sześciu Herculesów od 30 lat. Dzięki poznaniu ich doświadczeń ustalamy priorytety działań.
DO POWIDZA PRZYLATUJĄ JUŻ TRANSPORTY Z CZĘŚCIAMI ZAMIENNYMI DO C-130. Znalazły się wśród nich elementy do kotwiczenia samolotów i do prób silników. Większość przesyłek przywiozą przybywające do Polski Herculesy, co pozwoli zaoszczędzić nieco dolarów.

Szkolenie w USA

W

yznaczono już konkretne osoby do szkolenia językowego, teoretycznego i na symulatorach oraz ustalono terminy ich wylotu do USA. Nie wiadomo jeszcze, czy za oceanem uda się wyszkolić polski personel mający latać na pięciu samolotach, a to jest naszą intencją. Jeśli tak się stanie, pierwszy Hercules przyleci później – w listopadzie.

Powidz był największą bazą lotniczą w Polsce, ale bardzo niedoinwestowaną. Ostatnio powstała tutaj nowoczesna wieża oraz kilkanaście kilometrów ogrodzenia lotniska. Obecnie w centrum uwagi jest budowa nowego hangaru, który spełniałby wymagania nie tylko obsługi Herculesa, ale i nadawałby się w przyszłości dla samolotów tankowania powietrznego. Hangar ma być odpowiednio duży i wysoki. Wokół niego powstanie magazyn części wielkogabarytowych do przechowywania silników ze śmigłami oraz pomieszczenia dla personelu technicznego i biblioteka fachowa z wydawnictwami dotyczącymi Herculesa. Hangar nie pomieści wszystkich pięciu Herculesów. Większość jego powierzchni zajmą dwa tankowce. Pozostałe trzy Herculesy będą stać pod gołym niebem, na stanowiskach specjalnego przygotowania. I z tym związany jest drugi etap rozbudowy lotniska. Używana obecnie jako zapasowa pomocnicza płaszczyzna postojowa ma być rozbudowana, aby pomieścić pięć maszyn. Kolejnym elementem inwestycji jest rozbudowa portu typu cargo do przyjmowania, przechowywania i wydawania ładunków. Dwie główne inwestycje już wykonano – to płaszczyzna postoju samolotów strategicznych, która pomieści dwa C-17, oraz port służący już teraz do przyjmowania przylatujących pasażerów. Powstanie również magazyn wielofunkcyjny, zamiast obecnych kilku, oraz magazyn MPS umożliwiający wydawanie paliwa dla sprzętu bazy i jednostek zgrupowanych wokół niej.

FLESZ
KRAKÓW. Dowódca sił powietrznych Indonezji Marshall Herman Prayitno wraz z delegacją oficerów tych sił złożył wizytę w 32 Ośrodku Dowodzenia i Naprowadzania w Krakowie-Balicach. Podczas spotkania, które odbyło się 30 maja, polskie Siły Powietrzne reprezentował gen. bryg. pil. Sławomir Kałuziński, dowódca 3 Brygady Lotnictwa Transportowego. Dowódca 32 ODN płk dypl. pil. Marian Jeleniewski zapoznał indonezyjskich gości z przeznaczeniem, zadaniami oraz możliwościami operacyjno-taktycznymi jednostki, które zapewnia zautomatyzowany system dowodzenia obroną powietrzną produkcji warszawskiego Przemysłowego Instytutu Telekomunikacji. Spotkanie było także okazją do wymiany doświadczeń i poglądów na temat systemów OP stosowanych w obu państwach. Na zakończenie wizyty goście zwiedzili salę tradycji 32 ODN, gdzie zapoznano ich z historią i tradycjami jednostki. Dowódca SP Indonezji wpisał się do kroniki jednostki, a z rąk dowódcy 32 Ośrodka dostał na pamiątkę krakowskiego lajkonika. W przeddzień wizyty w 32 ODN goście z Indonezji, w towarzystwie dowódcy sił powietrznych gen. dyw. pil. Andrzeja Błasika, zwiedzili zabytki Krakowa oraz kopalnię soli w Wieliczce. KRAKÓW. Od sześciu lat ulicami Krakowa przechodzi korowód kilkudziesięciu smoków – figur zbudowanych przez dzieci i młodzież małopolskich domów kultury, szkół i przedszkoli. Figury biorą udział w konkursie na najpiękniejszego smoka. Gościem specjalnym VII Wielkiej Parady Smoków był smok wykonany przez żołnierzy i pracowników wojska 8 Bazy Lotniczej i 13 Eskadry Lotnictwa Transportowego.

Czy nie za ambitne plany?
DODATKOWO do 14 Eskadry przydzielone zostaną trzy polskie M-28 Bryza jako samoloty przejściowe do szkolenia załóg C-130 Hercules

Projekt hangaru dopiero powstaje, tworzy go wyłoniona w przetargu firma. Najpóźniej do września br. kwity będą gotowe i jeszcze w tym roku powinna ruszyć budowa pierwszych jego elementów. – Przez rok nie uda się wszystkiego wykończyć – przyznaje dowódca 3 Brygady Lotnictwa Transportowego gen. bryg. pil. Sławomir Kałuziński. Gdy we wrześniu przyszłego roku przyleci pierwszy Hercules, nie będzie obsługiwany w hangarze, bo ten nie będzie jeszcze gotowy. Istnieje wariant zapasowy. Herculesy trafią na przygotowaną już płaszczyznę samolotów strategicznych, która pomieści nawet pięć maszyn. Ale fakt, będzie to tylko łatanie dziury. Większość środków na inwestycje w Powidzu zaplanowana jest w budżecie na rok przyszły. Gen. Kałuziński przewiduje więc, że 80 proc. inwestycji powinno być gotowych do końca 2008 r. 

KRAKÓW. Na krakowskich Balicach 2 czerwca odbył się Dzień Otwartych Koszar. Siedzibę wojskowych pilotów odwiedziło ponad 750 osób, na które czekało mnóstwo atrakcji. W planie zwiedzania były Sala Tradycji Krakowskiego Lotnictwa Wojskowego oraz Kiermasz Wydawnictw Lotniczych. Żołnierze zorganizowali statyczny pokaz statków powietrznych 13 eltr (CASA C-295, M-28 Bryza, An-26, An-2) i śmigłowców ratowniczych GPR-u (Mi-8 i Mi-2) oraz zademonstrowali broń strzelecką i sprzęt specjalistyczny. W czasie festynu dla rodzin żołnierzy i pracowników wojska odbyły się m.in. spektakl teatralny, gry i zabawy dla dzieci oraz mecz piłki nożnej i zawody sportowe.

Oprac. G.P.

nr 25/2007

Polska Zbrojna 37

MARYNARKA WOJENNA

ORP „Kondor”

Trałowiec ORP „Śniardwy”

Polscy marynarze po raz piętnasty wyruszyli na „Baltops”. To coroczne międzynarodowe ćwiczenia morskie pod egidą Stanów Zjednoczonych. Mają doskonalić współpracę sił morskich państw rejonu bałtyckiego należących do Partnerstwa dla Pokoju.

JEDNI Z DZIESIECIU

KRZYSZTOF W YGNAŁ

Plan manewrów wielonarodowych sił koalicyjnych – symulowanej operacji pokojowej – zakłada, iż okręty i ich załogi przećwiczą stosowanie embarga i blokad w rejonach objętych kryzysem, akcje wymuszania pokoju, zwalczanie kontrabandy oraz przeciwdziałanie terroryzmowi na morzu. Okręty wykonają strzelania artyleryjskie, sprawdzone będzie zaopa-

trywanie jednostek na morzu, poszukiwanie i zwalczanie okrętów podwodnych. Weryfikacja obejmie zdolność śledzenia sytuacji nawodnej i powietrznej, działania przeciwminowe, poszukiwanie i ratowanie rozbitków oraz obronę przeciwawaryjną okrętów. Doskonalone będzie również współdziałanie w dziedzinie dowodzenia i łączności.

ŚMIGŁOWCE Mi-14 PŁ przeznaczone są do poszukiwania, śledzenia i zwalczania okrętów podwodnych samodzielnie lub w składzie lotniczo-okrętowych grup poszukiwawczo-uderzeniowych. Przystosowane są również do współdziałania z uderzeniowymi okrętami rakietowymi poprzez wykrywanie celów nawodnych i przekazywanie informacji o nich.

S

iły polskie biorące udział w manewrach to trzy okręty i tyleż śmigłowców. Wystawiamy okręt podwodny ORP „Kondor” oraz trałowce ORP „Wigry” i ORP „Śniardwy”, a także śmigłowce zwalczania okrętów pod-

wodnych Mi-14 PŁ oraz śmigłowiec pokładowy Kaman SH-2G. Danię reprezentują fregata HDMS „Tordenskiold” oraz sztab COM 2 DA Squadron. Francję – okręt przeciwminowy.

38 Polska Zbrojna

MARIAN KLUCZYŃSKI (5)

Blisko 30 okrętów oraz 12 samolotów i śmigłowców z dziesięciu państw weźmie udział w trwających dwa tygodnie manewrach.

Załoga Mi-14 PŁ

nr 25/2007

FLESZ
GDYNIA. Elewi Szkoły Podoficerskiej Marynarki Wojennej po kilkunastodniowym rejsie pod żaglami ORP „Iskra” po Morzu Bałtyckim i Morzu Północnym 4 czerwca powrócili do gdyńskiej bazy. Witający ich dowódca i szef sztabu Dywizjonu Zabezpieczenia Hydrograficznego, w którego skład wchodzi „Iskra”, kmdr Andrzej Kowalski i kmdr por. Wojciech Sowa podziękowali elewom za godne reprezentowanie biało-czerwonej bandery na międzynarodowych wodach. Główną atrakcją rejsu, poza morską przygodą, było zdobycie marynarskiej praktyki przez elewów oraz udział w obchodach żeglarskiego święta „Ostend at Anchor 2007”w belgijskim porcie Ostenda.

WARSZAWA. St. mar. zaw. Paulina Rainczuk z Zespołu Sportowego Marynarki Wojennej RP została mistrzem Polski w judo. Złoty medal zdobyła w kategorii wagowej do 63 kg. Natomiast st. mar. zaw. Agnieszka Czepukojć (ZSMW) zdobyła wicemistrzostwo Polski w kategorii wagowej do 70 kg oraz w kategorii open. Ich koleżanka Kinga Kubicka, która jest w trakcie wcielania do zawodowej służby wojskowej do Zespołu Sportowego MW, wywalczyła złoty medal w kategorii wagowej 48 kg. 51. Mistrzostwa Polski w judo zostały rozegrane 1–3 czerwca 2007 r. w Warszawie.

Niemcy wystawiają fregatę FGS „Hessen”, okręty przeciwminowe FGS „Elbe”, FGS „Datteln”, FGS „Uberherrn” i okręt podwodny U-31 typu 212, zaś komponent lotniczy to samoloty P–3, dwa Tornado i dwa F-4 Phantom. Łotwę reprezentuje LVNS „Imanta”. Rosja przysłała RFS „Nieustraszimyj”, śmigłowiec pokładowy i dwa Su-24. Szwecja okręty przeciwminowe HSwMS „Sturko”, HSwMS „Landsort”, HSwMS „Farosund”. Wielka Brytania HMS Campbeltown i jeden śmigłowiec pokładowy Sea Lynx. Amerykanów reprezentują niszczyciel USS „Mahan”, fregata USS „De Wert” oraz okręty pomocnicze USNS „Patuxent”, M/V PFC „Eugene A. Oberegon”, TAGS 60 plus dwa samoloty, śmigłowiec pokładowy SH–60 B i P–3 MPA. W ćwiczeniu bierze również udział stały zespół przeciwminowy NATO – SNMCMG-1

w składzie BNS „Godetia”, FGS „Groemitz”, HMS „Brocklesby”, HNLMS „Makkum”, HDMS „Havkatten” i HDMS „Stoeren”. Ogółem do manewrów zgłoszono 26 okrętów nawodnych, w tym 17 trałowców i trzy okręty pomocnicze, plus dwa okręty podwodne. „Baltops” rozpoczęły się w Danii w Aarhus od fazy portowej, zgrywania łączności, wyznaczania zadań, zapoznania się z wymaganiami. Od 4 do 14 czerwca trwa faza morska. Okręty działają podobnie jak w ubiegłym roku – na Bałtyku południowym wokół Bornholmu i na północ do wysokości Sztokholmu. 15 czerwca przejdą do Kilonii w Niemczech i zacumują w porcie. Podsumowanie „Baltops 2007” odbędzie się następnego dnia. W omówieniu ćwiczeń wezmą udział dowódcy polskich jednostek, a także dwaj oficerowie ze sztabu MW. 

ŚWINOUJŚCIE. 42 lata temu powstał 12 Woliński Dywizjon Trałowców. W związku z tym 1 czerwca odbyły się rocznicowe obchody, na które zostali zaproszeni m.in.: matki chrzestne okrętów, byli dowódcy i żołnierze dywizjonu. Święto było okazją do nadania wyróżnień służącym obecnie w jednostce kadrze i marynarzom. Dowódca 12 Wolińskiego Dywizjonu Trałowców kmdr por. Zygmunt Białogłowski odznaką pamiątkową dywizjonu wyróżnił m.in.: por. mar. Przemysława Jarząbka, por. mar. Karola Zabrockiego, bsmt. Marcina Szemryka i st. mar. Zbigniewa Gruszczyńskiego. Z okazji święta dywizjonu na okrętach podniesiono wielką galę banderową, rozegrano turniej piłki nożnej oraz zorganizowano regaty wioślarskie o puchar dowódcy jednostki wojskowej.

oprac G.P.

nr 25/2007

Polska Zbrojna 39

WOJSKO TAJEMNICE

Chorągiewka nie może już być tajnym miejscem, można ją bowiem bez trudu znaleźć w internecie. Wystarczy wrzucić w wyszukiwarkę hasło „łączność troposferyczna”

CHORĄGIEWKA łączy wojsko
Wyjeżdżam z miasta w kierunku na Inowrocław. W pewnym miejscu – mimo zakazu wjazdu – skręcam w prawo, leśną drogą jadę kolejnych kilkaset metrów i podjeżdżam pod wojskową bramę. – Jednak wie pan chyba, że o wielu sprawach nie możemy rozmawiać i nie wszędzie będziemy mogli razem wejść – na dzień dobry upewnia się st. chor. sztab. Ryszard Lewandowski, szef Garnizonowego Węzła Łączności w Toruniu, któremu bezpośrednio podlega teraz Chorągiewka. Z kolei kierujący placówką chor. sztab. Artur Kalinowski przypomina sobie pierwsze zetknięcie się z tym garnizonem. Było to w 1985 r. Ukończył właśnie Szkołę Chorążych w Legnicy i wydawało mu się, że wojskowy sprzęt łączności zna bardzo dobrze. Mylił się: – Poczułem się jak na statku kosmicznym. Wszystko było nowe, zapierało dech, wszystkiego musiałem uczyć się od początku. Ta technika była wtedy wystrzałowa! – Wystrzałowa była u nas, a Zachód w tym samym czasie z łączności troposferycznej przechodził na cyfrową – ripostuje Lewandowski. 40 Polska Zbrojna
ROMAN PRZECISZEWSKI

W czasach Układu Warszawskiego Chorągiewka była supertajnym miejscem. Gdzie się znajduje? Rzut kamieniem od Torunia.
Chorągiewka nie będzie już tajnym miejscem, można ją bowiem bez trudu znaleźć w internecie. Wystarczy wrzucić w wyszukiwarkę hasło „łączność troposferyczna” i po kilkunastu sekundach mamy już mnóstwo informacji. Zdaniem jednego internauty, „była to łączność wydzielona na potrzeby Układu Warszawskiego, a jej węzły obsługiwały jednostki sowieckie”. Zdaniem drugiego – cztery kompleksy z łącznością troposferyczną znajdowały się „pod polską kontrolą”. Rozmieszczone były w Lipiance k. Ostrołęki, Łężycach

k. Wejherowa, w pobliżu Drawska Pomorskiego i na południowy zachód od Torunia – właśnie w Chorągiewce. – Niestety, większość tych placówek została totalnie zdewastowana, jeżeli chodzi o wyposażenie. Na początku weszli do nich, niechronionych, złomiarze, a potem chłopi ciągnikami wyciągnęli wszystkie pozostałe kable – informował kolejny internauta. Chyba jednak nie mówił prawdy, gdyż na innych stronach można znaleźć ofertę przetargową Rejonowego Zarządu Infrastruktury w Bydgoszczy, która dotyczyła „modernizacji węzła łączności w Chorągiewce koło Torunia”. Czyli – mimo upadku Układu Warszawskiego, w Chorągiewce nie było żadnej dewastacji. Nawet więcej – miejsce stało się przydatne także wówczas, gdy wstępowaliśmy do NATO. To nie wszystko – ono pracuje dla wojska także dzisiaj!

Jak grom z nieba
– No dobrze, w tym miejscu była kiedyś Jednostka Wojskowa 1344, podległa Sztabowi Generalnemu WP. Na początku bynr 25/2007

ROMAN PRZECISZEWSKI (3)

ST. CHOR. SZTAB. RYSZARD LEWANDOWSKI: – Non stop dostosowujemy się do potrzeb wyższych przełożonych.

Uzupełnienie do artykułu Artura Goławskiego „Wir korupcji” („PZ” 23/2007)

CHOR. SZTAB. ARTUR KALINOWSKI: – Jakie informacje tędy przepływają i w jaki sposób, to już tajemnica.

W

cja Mienia Wojskowego. Z przeznaczeniem: na złom. W Chorągiewkę jednak znowu zainwestowano. Jakie zadania spełnia dzisiaj ta placówka? Podoficerowie nie chcą odpowiedzieć. Oficerowie są zaś tylko trochę bardziej otwarci. – Zmienił się charakter obiektu. Powiedzmy, że zapewnia on łączność jednostek wojskowych... – Śmiało może pan napisać, że Chorągiewka pracuje w systemie łączności Wojska Polskiego.

nawiązaniu do treści artykułu z 23 numeru „Polski Zbrojnej” dotyczącego nieprawidłowości i nadużyć ujawnionych w jednostkach wojskowych wchodzących w skład 12 DZ Szczecin, pragnę zauważyć, że autor artykułu nie przytacza istotnych informacji o działaniach podejmowanych w przedmiotowej kwestii przez dowódcę Wojsk Lądowych. W związku z powyższym uprzejmie informuję, co następuje: 1. Pierwsze sygnały o możliwości występowania poważnych nieprawidłowości i nadużyć w gospodarowaniu środkami budżetowymi w jednej z jednostek 12 DZ dotarły do Dowództwa Wojsk Lądowych w sierpniu 2004 r. Z uwagi na formę uzyskania informacji (anonimowe doniesienie) o powyższym powiadomiono właściwe służby. 2. W celu weryfikacji informacji nt. trwającego procederu niegospodarności w 12 bzaop dowódca Wojsk Lądowych postanowił skierować w listopadzie 2004 r. zespół kontrolny oficerów Szefostwa Finansów DWLąd z poleceniem dokonania kontroli działalności finansowej wyżej wymienionej jednostki budżetowej. 3. W trakcie przeprowadzonych na przełomie listopada i grudnia 2004 r. czynności kontrolnych wykonywanych przez zespoły oficerów z DWLąd i wspomaganych przez oficerów z dowództwa 12 DZ stwierdzono liczne nieprawidłowości, głównie w zakresie sposobu przeprowadzania procedur przetargowych, oraz zakwestionowano celowość wielu operacji gospodarczych realizowanych w latach 2002–2003. 4. W związku z powyższym, dowódca Wojsk Lądowych, a także dowódca 12 DZ skierowali w grudniu 2004 r. stosowne zawiadomienia o podejrzeniu możliwości popełnienia przestępstwa do Prokuratury Wojskowej w Warszawie i Szczecinie.

Klikamy i...
Tymczasem w internecie znalazłem znacznie więcej informacji – bardziej konkretnych i tak szczegółowych, że nie wiadomo, czy niewchodzących w kolizję z zakazem upubliczniania informacji niejawnych. Sięgnijmy tylko po niektóre z nich. „Stacja w Chorągiewce wzbogaciła się o system łączności radiowej 1140 B typu Harris” – można wyczytać na stronach niemieckich. Anglojęzyczne nie pozostawiają najmniejszych złudzeń: „W Chorągiewce znajduje się radiowe centrum nadawcze. Zapewnia łączność radiową między polskimi oddziałami...”. – No dobrze, nadal zapewniamy łączność wojskową – przyznaje niepewnie chor. Lewandowski. – Pracujemy w systemie zmianowym... – dodaje chor. Kalinowski. Podpułkownicy Szubski i Winiarski stawiają zaś kropkę nad „i”: – Sprzęt z poprzedniej epoki już się nie liczy. Korzystamy z zupełnie nowego... Jakiego? Tu znowu nieocenionym źródłem informacji okazuje się internet. Bez problemu można znaleźć zdjęcie, na którym widać wszystko jak na dłoni. Czyli – na niektórych wieżach na pewno są anteny radiowe. Widać je dokładnie. Teraz, podczas naszej wizyty, są w zasięgu obiektywu. – Cały czas dostosowujemy się do potrzeb wyższych przełożonych – przyznaje chor. Lewandowski. – Jakie informacje tędy przepływają i w jaki sposób, to już tajemnica – kończy chor. Kalinowski. 

łem tu dowódcą stacji radioliniowej – przyznał chor. Lewandowski, kiedy powiedziałem mu, co znalazłem w internecie. – Na wejście do środka potrzebna była zgoda wyższych przełożonych. Jakich wyższych? Wyższych od pułkownika, który był tu dowódcą – dodaje chor. Kalinowski. Obecni wyżsi przełożeni do przeszłości podchodzą z nieco mniejszym dystansem. Ppłk Roman Szubski, szef Wydziału Łączności w Oddziale Dowodzenia i Łączności Pomorskiego OW, oraz ppłk Roman Winiarski, szef Regionalnego Węzła Łączności w Bydgoszczy, potwierdzają: Chorągiewka została oddana do użytku wojskowego w 1985 r. i od początku była pilnie strzeżona. Ten węzeł łączności troposferycznej miał numer 205. Był ważny ze względu na położenie. – Powiedzmy, że zapewniał łączność dla Układu Warszawskiego. Tu znajdowały się stacje przekaźnikowe, tu odbywała się transmisja informacji w jedną lub drugą stronę. Jakich i od kogo do kogo, nie wiedział nikt... Nagle Chorągiewka straciła na znaczeniu. Układ Warszawski zaczął się rozsypywać, a sprzęt stał niewykorzystany. Niebawem także zapadły decyzje o całkowitym wyłączeniu systemu łączności placówki. Zaraz potem zaczęła go przejmować Agennr 25/2007

zespół prasowy Dowództwa Wojsk Lądowych

Polska Zbrojna 41

WOJSKO LUDZIE
Gdy tworzono JFTC, zapowiadano, iż będzie to duża inwestycja. Miał powstać nie tylko ośrodek szkoleniowy, ale i hotel, parking, obiekty towarzyszące. Na potrzeby centrum planowano zagospodarować pałacyk w Samostrzelu... – Dla nas najważniejszym projektem jest budynek szkoleniowy oraz część centrum, w której znajdą się biura. Te inwestycje idą zgodnie z planem, co cieszy, bo szkolenia mają zacząć się w połowie 2008 r. Opóźnia się budowa których mielibyśmy szkolić. Wyjściem może być wynajęcie obiektu, który zostanie przystosowany do kwaterowania słuchaczy, i korzystanie z hoteli już istniejących w Bydgoszczy. Niewątpliwie na opóźnieniu inwestycji skorzystają miejscowi hotelarze. A co z pałacem w Samostrzelu, który także miał być bazą noclegową dla JFTC? – Pałac nigdy nie był częścią naszych planów inwestycyjnych. To pogłoska dzi miał mieszkać przede wszystkim personel JFTC. Gdy bloki zbudowano, okazało się, że zainteresowanie ze strony żołnierzy służących w centrum jest mizerne i osiedlili się tam Polacy. – Informacja o tym, że te bloki miały powstać wyłącznie dla nas, jest kolejną plotką, a już na pewno niedomówieniem. Dla integracji z lokalnym społeczeństwem lepiej jest, gdy personel nie mieszka w enklawie. Gdy nowi oficerowie przyjeżdżają do Bydgosz-

„PZ” rozmawia z gen. dyw. Decyzja o ulokowaniu w Polsce Centrum Szkolenia To pierwsza i na razie jedyna instytucja sojuszu na AGNEREM ROKOSEM, jakie powstały wokół budowy centrum. dyrektorem JFTC.

hotelu. Miał powstać równolegle z centrum, zbudowany przez prywatną firmę. Dlaczego hotel nie powstaje? – Problemem jest znalezienie firmy, która podjęłaby się inwestycji. Obecnie rozważane są różne koncepcje. Mamy nadzieję, że inwestor szybko się znajdzie. Na razie Sztab Generalny WP i Ministerstwo Obrony Narodowej rozważają różne tymczasowe rozwiązania problemu braku kwater dla żołnierzy, 42 Polska Zbrojna

rozpowszechniana przez gazety, podobnie jak plotka o budowie basenu w Bydgoszczy. Taki basen byłby mile widziany, ale nigdy nie był częścią projektu JFTC. W NATO regulaminy są surowe i jasno określają, co można zbudować za środki ze wspólnego budżetu. Możemy je wydać tylko na to, co jest potrzebne do wykonania zadań, czyli na budynki sztabowe i biurowe. W Osielsku pod Bydgoszczą powstało osiedle, w którym według zapowie-

KRZYSZTOF WILEWSKI (2)

czy, wynajmują takie mieszkania i domy, jakie chcą, na warunkach takich jak wszyscy inni. Wolą kwaterować blisko pracy, by uniknąć stania w korkach. Dlatego mieszkają w Osielsku, Fordonie i Bydgoszczy. Z informacji, które pojawiły się w mediach, wynika, że duży problem w funkcjonowaniu centrum to kwestia międzynarodowej szkoły, w której mogłyby się uczyć dzieci służących tu żołnierzy.
nr 25/2007

– Istnienie takiej szkoły jest dla nas bardzo ważne, bo bez niej ciężko zachęcać pracowników i oficerów, by przyjechali do Bydgoszczy. Szkoła taka w mieście istnieje, ale nasz sztab jest na razie nieliczny, co oznacza, że mamy niewiele dzieci, które możemy do niej posłać. Czyli na tym etapie szkole – jest to przedsięwzięcie prywatne – bardzo trudno działać. A jest ona potrzebna Bydgoszczy, bo może przyciągnąć zagraniczne inwestycje. Urząd miasta szuka więc możliwości, by ją wspierać.

– Bardzo wspierają nas władze miasta i Sztab Generalny oraz Ministerstwo Obrony Narodowej. Przez pół roku, gdy kieruję centrum, wielokrotnie mogłem przekonać się, że prezydent miasta i jego urzędnicy starają się stworzyć nam jak najlepsze warunki do pracy. Lokalizacja w Bydgoszczy ma jednak również ograniczenia. Największą bolączką jest sprawa transportu, przede wszystkim lotniczego. Mam nadzieję, że gdy centrum ruszy już pełną parą, to

zwiększenie liczby przyjezdnych przełoży się na liczbę połączeń lotniczych z Bydgoszczą, na czym skorzystamy i my, i bydgoszczanie. JFTC ruszy pełną parą w przyszłym roku. Czego będziecie uczyć żołnierzy? – To, co obserwujemy, szczególnie w Afganistanie, potwierdza, że trzeba było stworzyć taką placówkę. Zauważamy, że coraz częściej powstają międzynarodowe sztaby, gdzie pra-

Sił Połączonych NATO była sukcesem naszego kraju. terenie byłego Układu Warszawskiego. Dementujemy plotki,

Skoro mowa o pieniądzach – jakie sumy zainwestowało już NATO w Centrum Szkolenia Sił Połączonych? – Na cały projekt przeznaczono około 30 mln euro. Nie wszystkie pieniądze pójdą jednak na budowę. W tę kwotę wliczone są również wydatki na wyposażenie i środki łączności. Czy po doświadczeniach ostatnich trzech lat można nadal mówić, że wybór Bydgoszczy jako siedziby JFTC był dobrym pomysłem?
nr 25/2007

Na cały projekt Centrum Szkolenia Sił Połączonych NATO przeznaczono około 30 mln euro. Pieniądze pójdą nie tylko na budowę. W tę kwotę wliczone są również wydatki na wyposażenie i środki łączności

cownicy i żołnierze z różnych krajów muszą współdziałać, używając jednocześnie sił i środków z różnych rodzajów wojsk. Lecz wojsko to tylko jeden z komponentów potrzebnych do rozwiązania konfliktu. Sztabowcy muszą się uczyć ściśle współpracować z władzami i organizacjami cywilnymi. I to jest właśnie nasze zadanie.
Rozmawiał Krzysztof Wilewski

Polska Zbrojna 43

INTERWENCJE LUDZIE

do lepszego świata
PIOTR BERNABIUK

Handbike’em
zastanowić się, co dalej? Zdecydować, czy jest w ogóle jakieś „dalej”? Ojciec Pawła, st. sierż. sztab. rezerwy Donat, był w młodości wielkim miłośnikiem turystyki kolarskiej. Wprawdzie przez całe lata nie zajmował się swoim hobby, ale po odchowaniu synów i przejściu do rezerwy, powrócił do niego. Wielokrotnie wyruszał z Siedlec na liczące setki kilometrów trasy, na Hel, na Słowację, do Czech, do Niemiec. W wyprawach często towarzyszył mu Paweł. Dlatego też rower, trójkołowy handbike, wydał im się najlepszą drogą powrotu.

P

Pierwsze miesiące po wypadku to powolny, niemal cudowny powrót do życia. Paweł Michalski wiele dni leżał na OIOM-ie. Matka siedziała przy nim cały czas. Nigdy chyba nie mówiła tyle co wtedy. Opowiadała, co się dzieje w domu, na świecie, jaka jest pogoda. Gdy Paweł odzyskiwał przytomność, pytała go o numery telefonów, numery kont. Zastanawiał się i odpowiadał. I znowu odpływał, a ona znowu mówiła. Ale powroty były coraz częstsze. Po ciężkim, pełnym zwątpień roku, kiedy mozolnie wypracowywane sukcesy ścierały się z porażkami, wrócił do życia niezwykle trudnego do zaakceptowania. Gdy się ma 27 lat i władną jedynie górną część ciała, trudno pogodzić się z losem. Przyszedł czas, aby 44 Polska Zbrojna

Pokonują bariery
Po kolejnych próbach, po pokonaniu najpierw pół setki, następnie setki kilo-

LUDZIOM NIEPEŁNOSPRAWNYM POTRZEBNE SĄ WZORCE DAJĄCE MOC DZIAŁANIA. Jednym z nich była wyprawa Marka Kamińskiego z Jasiem Melą na Biegun Północny. Wielki podróżnik dał pełne wsparcie i użyczył swej sławy niepełnosprawnemu chłopcu. Podobną rolę pełnią paraolimpiady, wprawdzie rozgrywane niemal bez kamer, nieco wstydliwie, jakby wyczyny i zdobywane medale były gorsze. Również podczas wielkich biegów maratońskich „wózkarze” – tak się o nich mówi – migają jedynie w tle, między biegnącymi zawodnikami. Czy ktoś wie, że czołowi zawodnicy niepełnosprawni na mecie znacznie wyprzedzają biegaczy?

nr 25/2007

FUNDACJA M. KAMIŃSKIEGO

Od tragicznej chwili, w której Paweł Michalski spadł z dachu naprawianego tira, minie wkrótce dwa i pół roku. Ponad dwa lata dramatycznej walki – najpierw o życie, a potem o swoje miejsce na tym świecie.

ZWYCZAJNI NIEZWYCZAJNI

Tym, którzy chcą pomóc Pawłowi Michalskiemu, podajemy numer konta: Bank Pekao SA I Oddział w Siedlcach, ul. Wojskowa 24, 08-110 Siedlce 18 1240 2685 1111 0000 3670 6967 Tytułem: Wyprawa (http://www.niepelnosprawnyturysta.website.pl)

ST. SIERŻ. SZTAB. DONAT MICHALSKI służył w jednostkach w Elblągu i Siedlcach. Jego ojciec był oficerem, synowie zaś ograniczyli się do służby zasadniczej, ale żaden się od niej nie próbował migać. Mówi o tym rodzinnym przywiązaniu do munduru głównie dlatego, żeby podkreślić, że są ludźmi twardymi i znającymi poczucie obowiązku. A to pozwala znaleźć w sobie siłę do pokonywania najtrudniejszych barier.

metrów, Donat i Paweł Michalscy wyznaczyli sobie cel – Nordkapp. Droga na najbardziej wysunięty na północ cypel naszego kontynentu na mapie wiedzie niemal pionowo do góry, przez Polskę, Litwę, Łotwę, Estonię, Finlandię, Norwegię. Tylko nieznaczny odcinek liczącej 2500 km trasy, z Tallina do Helsinek, pokonają promem. Wyczyn, do którego się przygotowują, polega nie tylko na obracaniu kół za pomocą mechanizmu napędzonego rękami. Największą barierą jest przede wszystkim bezwładne ciało. Przez swoją stronę internetową: www.niepelnosprawnyturysta.website. pl, Paweł komunikuje się ze światem, dzieląc się z innymi swą turystyczną pasją. I otrzymuje wsparcie, zarówno materialne, jak i nie mniej ważne, duchowe. Wielu ludzi i wiele firm przyczyniło się do tego, że Michalscy mogą przygotować się do wyprawy. Pierwsze z pomocą pospieszyło radio Wawa, które w ramach programu „Spełniamy

marzenia”, wraz z siecią sklepów Conforama, zafundowało mu pojazd – handbike, wysokiej klasy trójkołowiec napędzany ręcznie. Za nimi szybko podążyli inni, w tym Lech Kaczyński, prezydent RP.

Pomagają innym
Paweł i Donat robią to nie tylko dla siebie, również dla tych, którzy porażeni kalectwem, bezradni i bezbronni, wyizolowani ze społeczeństwa, latami tkwią w pustce i beznadziei, nie opuszczając swych mieszkań, nie licząc już na nic. Chcą poprzez wyprawę dołączyć do tych, którzy – łamiąc bariery – wyznaczają szlak ludziom niepełnosprawnym, pokazując, że nawet z tak niewyobrażalnie ciężkim ograniczeniem można funkcjonować w społeczeństwie i odnosić sukcesy. Jak daleko Paweł sięga marzeniami? Niemal w kosmos, bowiem następnym biegunem, który chce zdobyć, jest praca zawodowa. 

DONAT MICHALSKI (2)

nr 25/2007

Polska Zbrojna 45

PRAWO
Znalezienie i podjęcie atrakcyjnej pracy nie jest obecnie łatwe. Jeżeli jednak już się nam udało, zwróćmy uwagę, czy jest to dający większe gwarancje i uprawnienia pracownicze stosunek pracy, czy też umowa cywilnoprawna, która nie zapewnia pracownikowi żadnej ochrony ani podstawowych uprawnień – np. urlopu wypoczynkowego lub ochrony przed zwolnieniem z pracy.

Do pracy
BOGDAN ROSA ANDRZEJ ZALEWSKI

racownikiem jest osoba zatrudniona na podstawie umowy o pracę, powołania, wyboru, mianowania lub spółdzielczej umowy o pracę. Przez nawiązanie stosunku pracy pracownik zobowiązuje się do wykonywania pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego

nasz poradnik
Doliczenie zatrudnienia Wielu emerytów wojskowych dorabia, uzupełniając w ten sposób domowe budżety. Dla części osób może to mieć jeszcze inne znaczenie. Emerytowi wojskowemu uprawnionemu do emerytury (obliczonej zgodnie z obowiązującymi zasadami) dolicza się – na jego wniosek – do wysługi emerytalnej następujące okresy przypadające po zwolnieniu z zawodowej służby wojskowej: 1) zatrudnienia przed 1 stycznia 1999 r. w wymiarze czasu pracy nie niższym niż połowa pełnego wymiaru czasu pracy, 2) opłacania składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe po 31 grudnia 1998 r. lub okres nieopłacania składek z powodu przekroczenia w trakcie roku kalendarzowego kwoty rocznej podstawy wymiaru składek na te ubezpieczenia. Okresy, o których mowa wyżej, dolicza się zainteresowanemu do wysługi emerytalnej, jeżeli: • emerytura wojskowa wynosi mniej niż 75 proc. podstawy jej wymiaru,

• emeryt ukończył 55 lat życia – mężczyzna i 50 lat życia – kobieta albo stał się inwalidą. Okresy zatrudnienia przypadające przed 1 stycznia 1999 r. w wymiarze czasu pracy nie niższym niż połowa pełnego wymiaru czasu pracy dolicza się do wysługi emerytalnej po ich przeliczeniu na okres zatrudnienia w pełnym wymiarze czasu pracy. Za każdy rok okresów zatrudnienia (po odpowiednim przeliczeniu) lub okresów opłacania składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe doliczonych do wysługi emerytalnej emeryturę wojskową zwiększa się o 1,3 proc. podstawy jej wymiaru. Omawianego zaliczenia dokonuje się wyłącznie na wniosek zainteresowanego. Ponowne ustalenie wysokości emerytury przez doliczenie nieuwzględnionych dotychczas w wymiarze świadczenia okresów, o których mowa wyżej, następuje z uwzględnieniem pełnych miesięcy na wniosek zgłoszony nie wcześniej niż po zakończeniu kwartału kalendarzowego, jeżeli emeryt wojskowy pozostaje w ubezpieczeniu, chyba że w kwartale kalendarzowym ubezpieczenie ustało.

Jednocześnie informujemy, że w razie przyznania zwiększenia emerytury wojskowej w trybie opisanym wyżej umowa między członkiem otwartego funduszu emerytalnego (tzn. pracującym emerytem wojskowym) a tym funduszem ulega rozwiązaniu, a środki zgromadzone na rachunku członka w otwartym funduszu emerytalnym (emeryta wojskowego) są niezwłocznie przekazywane na dochody budżetu państwa.

TAKI TRYB POSTĘPOWANIA ZOSTAŁ USTALONY POSTANOWIENIAMI PRZEPISÓW ART. 14 UST. 1–5 USTAWY Z 10 GRUDNIA 1993 R. O ZAOPATRZENIU EMERYTALNYM ŻOŁNIERZY ZAWODOWYCH ORAZ ICH RODZIN (JEDNOLITY TEKST OPUBLIKOWANY W DZIENNIKU USTAW RP NR 8 Z 20 STYCZNIA 2004 R. POD POZ. 66 – Z PÓŹNIEJSZYMI ZMIANAMI). (R.Z.)

Nie stosuje się W postępowaniu administracyjnym z reguły stosuje się daleko idące ułatwienia dla osób, które zamieszkują w znacznej odległości od miejsca prowadzenia danego postępowania. Jeżeli nie jest to niezbędne, nie wzywa się ich bowiem do udziału w podejmowanych czynnościach albo realizuje się je za pomocą organów działających w miejscu zamieszkania takiej osoby. Istnieją jednak sytuacje, w których powyższych ułatwień nie można zastosować.

46 Polska Zbrojna

nr 25/2007

kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę, a pracodawca do zatrudnienia pracownika za wynagrodzeniem. Warunki te świadczą o zatrudnieniu na podstawie stosunku pracy, bez względu na nazwę zawartej przez strony umowy. Jak wynika z powyższego, stosunek pracy może być nawiązany wyłącznie na podstawie umowy o pracę, powołania, wyboru, mianowania lub spółdzielczej umowy o pracę. Inne rodzaje umów, na których podstawie wykonuje się pracę – np. umowa o dzieło lub umowa–zlecenie – nie powodują nawiązania stosunku pracy, są bowiem umowami cywilnoprawnymi. Nie oznacza to jednak, że w pewnych sytuacjach nie można dochodzić ustalenia, że zawarta umowa nie jest umową cywilno-

prawną, a typową umową o pracę. Kryterium rozróżniającym te umowy jest stopień podporządkowania, wyrażający się przede wszystkim osobistym obowiązkiem wykonywania przez pracownika pracy w ściśle wyznaczonym czasie i miejscu, pod stałym kierownictwem i kontrolą pracodawcy oraz przestrzeganiem porządku i dyscypliny pracy (ustalonych w regulaminie pracy), jak również obciążenie pracodawcy ryzykiem prowadzenia zakładu pracy. Należy podkreślić, że zastąpienie umowy o pracę umową cywilnoprawną przy zastosowaniu wyżej wymienionych warunków wykonywania pracy jest niedopuszczalne. Trzeba również pamiętać, że umowa o pracę określa strony umowy, rodzaj umowy, datę jej zawarcia oraz warunki pracy i płacy, w szczególności: 1) rodzaj pracy, 2) miejsce wykonywania pracy, 3) wynagrodzenie za pracę odpowiadające rodzajowi pracy, ze wskazaniem składników wynagrodzenia, 4) wymiar czasu pracy, 5) termin rozpoczęcia pracy. Umowę o pracę zawiera się na piśmie. Jeżeli umowa o pracę nie została zawarta z zachowaniem formy pisemnej, pracodawca powinien, najpóźniej w dniu rozpoczęcia pracy przez pra-

cownika, potwierdzić na piśmie ustalenia co do rodzaju umowy oraz jej warunków. Pracodawca informuje pracownika na piśmie, nie później niż w ciągu siedmiu dni od dnia zawarcia umowy o pracę, o: – obowiązującej pracownika dobowej i tygodniowej normie czasu pracy, – częstotliwości wypłat wynagrodzenia za pracę, – wymiarze przysługującego pracownikowi urlopu wypoczynkowego, – obowiązującej pracownika długości okresu wypowiedzenia umowy o pracę, – układzie zbiorowym, którym pracownik jest objęty. W sytuacji, gdy pracodawca nie ma obowiązku ustalenia regulaminu pracy, musi dodatkowo poinformować pracownika o porze nocnej, miejscu, terminie i czasie wypłaty wynagrodzenia oraz przyjętym sposobie potwierdzania przez pracowników przybycia i obecności w pracy, a także usprawiedliwiania nieobecności. Zmiana warunków umowy o pracę wymaga formy pisemnej. 
PODSTAWA PRAWNA: POSTANOWIENIA PRZEPISÓW ART. 2, ART. 22 PAR. 1, 11, 12 ORAZ ART. 29 PAR. 1–4 USTAWY Z 26 CZERWCA 1974 R. – KODEKS PRACY (JEDNOLITY TEKST OPUBLIKOWANY W DZIENNIKU USTAW RP NR 21 Z 16 LUTEGO 1998 R. POD POZ. 94 – Z PÓŹNIEJSZYMI ZMIANAMI). (R.Z.)

Zasad ograniczenia osobistego stawiennictwa oraz tzw. pomocy prawnej (urzędowej) innego organu nie stosuje się w sytuacjach, w których charakter sprawy lub czynności wymaga dokonania odpowiednich przedsięwzięć przed organem administracji państwowej prowadzącym postępowanie.
PODSTAWA PRAWNA: POSTANOWIENIA PRZEPISÓW ART. 53 USTAWY Z 14 CZERWCA 1960 R. – KODEKS POSTĘPOWANIA ADMINISTRACYJNEGO (JEDNOLITY TEKST OPUBLIKOWANY W DZIENNIKU USTAW RP NR 98 Z 17 LISTOPADA 2000 R. POD POZ. 1071 – Z PÓŹNIEJSZYMI ZMIANAMI). (R.Z.)

GRAFIKA: MARCIN DMOWSKI

odbywających zasadniczą służbę w obronie cywilnej.

PODSTAWA PRAWNA: POSTANOWIENIA PRZEPISÓW ART. 126 I ART. 164 UST. 1 USTAWY Z 21 LISTOPADA 1967 R. O POWSZECHNYM OBOWIĄZKU OBRONY RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ (JEDNOLITY TEKST OPUBLIKOWANY W DZIENNIKU USTAW RP NR 241 Z 9 LISTOPADA 2004 R. POD POZ. 2416 – Z PÓŹNIEJSZYMI ZMIANAMI). (R.Z.)

lub dozorcy domu umieszcza się w oddawczej skrzynce pocztowej, na drzwiach mieszkania adresata albo w widocznym miejscu przy wejściu na posesję adresata.
PODSTAWA PRAWNA: POSTANOWIENIA PRZEPISÓW ART. 148 PAR. 1–3 I 149 USTAWY Z 29 SIERPNIA 1997 R. – ORDYNACJA PODATKOWA (JEDNOLITY TEKST OPUBLIKOWANY W DZIENNIKU USTAW RP NR 8 Z 14 STYCZNIA 2005 R. POD POZ. 60 – Z PÓŹNIEJSZYMI ZMIANAMI). (R.Z.)

Ochrona zatrudnienia żony żołnierza W czasie pełnienia czynnej służby wojskowej określonym formom pomocy i ochrony podlega nie tylko żołnierz. Niektóre z nich dotyczą członków jego rodziny, a w szczególności żony jako żywiciela rodziny podczas nieobecności męża. W okresie odbywania przez żołnierza zasadniczej służby wojskowej (w tym pełnionej nadterminowo) rozwiązanie przez pracodawcę (zakład pracy) stosunku pracy z żoną żołnierza może nastąpić wyłącznie z winy pracownicy oraz w razie ogłoszenia upadłości lub likwidacji zakładu pracy. Powyższe unormowania dotyczą również żon poborowych

Gdzie fiskus może doręczyć pismo Pisma organów podatkowych doręcza się osobom fizycznym w ich mieszkaniu lub miejscu pracy. Pisma mogą być również doręczane: 1) w siedzibie organu podatkowego, 2) w miejscu pracy adresata – osobie upoważnionej przez pracodawcę do odbioru korespondencji, 3) na wskazany adres poczty elektronicznej. W razie niemożności doręczenia pisma w taki sposób (a także w innych uzasadnionych przypadkach) pisma doręcza się w każdym miejscu, gdzie się adresata zastanie. W przypadku nieobecności adresata w mieszkaniu pisma doręcza się za pokwitowaniem pełnoletniemu domownikowi, sąsiadowi lub dozorcy domu, gdy osoby te podjęły się oddania pisma adresatowi. Zawiadomienie o doręczeniu pisma sąsiadowi

Forma sporządzenia i doręczenia opinii służbowej Opinię służbową sporządza pismem odręcznym bezpośredni przełożony żołnierza zawodowego. Przełożony jest obowiązany doręczyć, za pokwitowaniem, potwierdzoną kopię opinii służbowej żołnierzowi zawodowemu, którego ona dotyczy, w ciągu czternastu dni od dnia jej sporządzenia. W opinii służbowej zamieszcza się pouczenie o przysługującym żołnierzowi zawodowemu prawie wniesienia odwołania od opinii.
PRZEDSTAWIONE INFORMACJE WYNIKAJĄ Z POSTANOWIEŃ PRZEPISÓW ART. 26 UST. 6–7 USTAWY Z 11 WRZEŚNIA 2003 R. O SŁUŻBIE WOJSKOWEJ ŻOŁNIERZY ZAWODOWYCH (DZIENNIK USTAW RP NR 179 Z 20 PAŹDZIERNIKA 2003 R., POZ. 1750 – Z PÓŹNIEJSZYMI ZMIANAMI). (R.Z.)

nr 25/2007

Polska Zbrojna 47

M

HISTORIA TRADYCJE
Muzeum Militarium powstało 9 maja 1965 r. w dawnym pruskim schronie amunicyjnym Fortu Winiary (Cytadeli) i pomieszczeniach Laboratorium Wojennego, gdzie wytwarzano kiedyś proch i elaborowano pociski. W oryginalnie zachowanym wnętrzu schronu znajduje się ekspozycja militariów, dokumentów, zdjęć, planów oraz reliktów pochodzących z zabudowy fortecznej twierdzy Poznań (m.in. plan twierdzy z 1898 r.). Znaczna część muzeum dedykowana jest walkom o Festung Posen w lutym 1945 r. Bogata jest część poświęcona znaleziskom na Cytadeli. Można tu zobaczyć dokumenty i pamiątki po żołnierzach niemieckich i radzieckich. W zbiorach muzeum znajduje się różnego typu uzbrojenie obu walczących stron, m.in. komplet karabinów samopowtarzalnych systemu Mauser i Walther, ciekawie eksponowana – wraz ze skrzynkami – amunicja artyleryjska, a także zbiór broni i amunicji zebranej na terenie Cytadeli podczas budowy parku. Ostatnio zbiory wzbogaciły się o kilka odkopanych niemieckich karabinów maszynowych typu MG-151, które montowano m.in. na myśliwcach Bf-109F. Niestety, przy okazji takich prac zdarzają się dzikie wykopaliska. Wie o tym doskonale dyr. Artur Maj z Zarządu Zieleni Miejskiej w Poznaniu, który musi niwelować skutki poszukiwań domorosłych archeologów. – Trudno upilnować tak rozległy teren. Dlatego większość prac wykonujemy w tajemnicy, by naszym śladem nie podążali „odkrywcy” kopiący na dziko – mówi kustosz muzeum Jan Wieczorek. W ekspozycji plenerowej znajduje się kilkanaście egzemplarzy pojazdów wojskowych, kilka samolotów i śmigłowców z okresu powojennego oraz wiele dział i moździerzy różnych typów. Najstarsze eksponaty – armaty forteczne – pochodzą z początku XIX w. Wśród czołgów wyróżnia się T-34/76, składający się z kadłuba wyprodukowanego w 1941 r. i sześciograniastej wieży typowej dla pojazdów z 1943 r. Inne ciekawe modele to czołg ciężki IS-2, tzw. Józef Stalin, z pierwszej serii produkcyjnej, T-34/85 wojennej produkcji, a także działo samobieżne ISU-122. Muzeum ma również interesujący zbiór samochodów ciężarowych specjalnego przeznaczenia, wśród nich wyrzutnię rakietową BM-13N Katiusza zamontowaną na podwoziu ame-

Rudy bez biletu
PIOTR LASKOWSKI
PIOTR LASKOWSKI (5)

W największym w Poznaniu parku na terenie Cytadeli nie tylko można nacieszyć oczy wspaniałą przestrzenią, ale także zobaczyć zabytki sztuki wojennej. Nawet nie trzeba kupować biletów, bo wiele eksponatów wystawy broni pancernej stoi na wolnym powietrzu. Są dostępne dla wszystkich.

Rarytasy na Cytadeli

NAZWĘ MUZEUM ZMIENIANO TRZYKROTNIE: w 1967 r. na Muzeum Wyzwolenia Miasta Poznania, w 1991 r. – Muzeum Cytadeli Poznańskiej, a w 1998 r. na Muzeum Uzbrojenia.

RADZIECKI CZOŁG CIĘŻKI IS-2, prawdopodobnie jedyny zachowany na świecie w wersji z pierwszych serii produkcyjnych.

48 Polska Zbrojna

SŁAWNA WYRZUTNIA RAKIETOWA BM-13N KATIUSZA na podwoziu amerykańskiej ciężarówki Studebaker US-6. Rosjanie otrzymali od Amerykanów ponad sto tysięcy takich samochodów. Po wojnie J. Stalin kazał zniszczyć wszystkie zestawy, by nikt nie powiedział, że ZSRR zwyciężył dzięki amerykańskiej pomocy. Ze względu na charakterystyczny hałas, jaki wydawała wyrzutnia podczas odpalania rakiet, Niemcy nazywali ją „organami Stalina”, a Sowieci „gwardyjską kochanką”. Dziś wyrzutni takich na podwoziu Studebakera nie sposób odnaleźć w muzealnych zbiorach. Eksponowana Katiusza brała udział w walkach. Podczas remontu kilka lat temu znaleziono w kabinie kierowcy Studebakera kilka monet z 1941 r., a za oparciem siedzenia zardzewiałe narzędzia!

Ci, którzy pamiętają wasze muzeum sprzed lat, mogą być zadowoleni. Teraz widać tu rękę gospodarza, kiedyś dominowały porozbijane eksponaty. MUZEUM – Większość sprzętu z ekspozycji pleUZBROJENIA nerowej odnowiliśmy i zabezpieczyliusytuowane jest na terenie dawneśmy. Kilka najcenniejszych statków go Fortu Winiary (Cytadeli) wzniesionepowietrznych stoi pod wiatą, więc go przez Prusaków w latach 1828–1842. częściowo chronione są przed dziaMimo zniszczeń powstałych w trakcie walk łaniem warunków atmosferyczo Poznań w 1945 r., Cytadela przetrwała aż do nych. Ekspozycję zabezpieczono lat 60. XX w. Jej pozostałości zostały wtedy rozerównież przed wandalami. Dziębrane, a na ich miejscu powstał ponadstuhektaki zatrudnieniu agencji ochrony rowy park, na którego obszarze zlokalizowano amatorzy lotniczych pamiątek dwa muzea: Uzbrojenia i Armii „Poznań”. trzymają się od nas z daleka. Muzeum Uzbrojenia umieszczono w dobudowanym w 1872 r. schronie dawnego Laboratorium Wojennego.

rykańskiego Studebakera US-6, unikatowy ZiS-5/12 z reflektorem przeciwlotniczym oraz zestaw pierwszej w Polsce, używanej po wojnie, ostrzegawczej stacji radiolokacyjnej P-3A na samochodzie ZiS-151. Część lotnicza ekspozycji muzeum związana jest z powojennym rozwojem lotnictwa polskiego. Pokazano tu m.in. samoloty bombowe Ił-28 i Su-20, myśliwskie: MiG-15, Lim-5, MiG-21, szkolno-treningowe: Jak-11, TS-11 Iskra, TS-8 Bies, samolot łącznikowy Jak-12A, wielozadaniowy An-2 oraz dwa śmigłowce: SM-1 i Mi-2. Jak wiele podobnych tego typu placówek, poznańskie muzeum organizuje tematyczne wystawy czasowe. Obecnie można obejrzeć eksponaty związane z polską bronią pancerną. 

Zmiany,

Trzy pytania do JANA WIECZORKA, kustosza Muzeum Uzbrojenia na poznańskiej Cytadeli

zmiany, zmiany...
schütz IV). Byłoby to trzecie działo tego typu odnalezione w Polsce. Niedawno w trakcie odkopywania jednej z redut znaleziono niemieckie kaemy MG-151 – w czasie wojny na terenie muzeum mieściła się strzelnica zakładów Cegielskiego przejętych przez Niemców. Trafiają się też wciąż niewypały i niewybuchy. Tego typu prac nie popiera jednak Zarząd Zieleni Miejskiej, który jest raczej niechętny wszelkim wykopaliskom w parku. Czy planowane jest powiększenie ekspozycji plenerowej? – Z powodu braku powierzchni – teren parku jest duży, ale nie jest nasz – nie można zmieścić samolotu MiG-21 z 3 elt, z wymalowanym niebieskim delfinem. Dlatego samolot ten stoi na razie na lotnisku aeroklubowym w Kobylnicy jako depozyt muzeum. Planujemy też przesunięcie bombowca Ił-28 na środek ekspozycji. Zrobimy wtedy miejsce na nowe eksponaty, które otrzymamy już wkrótce. Będą to kuter holowniczy KH-200 i transporter pływający PTS-M. 

Dużą część zbiorów muzeum stanowią oryginalne przedmioty wykopane na Cytadeli. Czy planujecie prowadzenie wykopalisk wokół umocnień twierdzy? – W jednej z fos wkrótce zaczniemy badania wykopaliskowe. Użyjemy tam bardzo czułego georadaru. Te prace wykonamy wspólnie z Muzeum Broni Pancernej przy Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych i jego kustoszem kpt. Tomaszem Ogrodniczukiem. Spodziewamy się odkopać egzemplarz niemieckiego działa pancernego Stug IV (Sturmge-

RAKIETA SCUD wprowadzona w latach 70. XX w. do uzbrojenia wojsk rakietowych WP. Tego typu rakiet używały wojska Saddama Husajna w I wojnie irackiej w 1991 r. do ostrzeliwania Izraela i Arabii Saudyjskiej. UNIKATOWY SAMOCHÓD ZIS-5/12 z szerszym rozstawem osi. Przystosowany jest do przewozu amerykańskiego reflektora przeciwlotniczego Z-15-4/3. Ostatnio po zdjęcia tego egzemplarza przyjechał specjalnie włoski producent modeli plastikowych. Samochód po zdjęciu reflektora został wykorzystany w filmie Bogusława Wołoszańskiego w scenie najazdu wojsk radzieckich na wschodnie tereny Polski 17 września 1939 r. Zarówno amerykański reflektor, jak i Studebaker pochodzą z pomocy „lend-lease”, jakiej Amerykanie udzielili ZSRR.
nr 25/2007

Polska Zbrojna 49

PO SŁUŻBIE SZWEJK PO POLSKU
Europa zza kotary
ak powstawała Europa? Czy Europejczycy mają prawo czuć, że są wyjątkowi? Jak rodziły się i dlaczego upadały wielkie imperia? Czy światem rządzą masoni bądź różokrzyżowcy? Skąd się bierze nienawiść do Żydów? Jak narodziła się mafia? Komu służą niesamowite opowieści o Templariuszach i św. Graalu? Czy okrucieństwo i rewolucja są źródłem postępu? Na te i wiele innych pytań próbuje odpowiedzieć historyk i publicysta Józef Besala w książce „Tajemnicze dzieje Europy”. Józef Besala twierdzi, że „historycy powinni pisać historię rozumiejącą ludzi (…), a nie toporną analizę zdarzeń, która skutecznie odstrasza ludzi od historii i czyni z niej sztukę dla sztuki.” Dlatego, pisząc „Tajemnicze dzieje Europy”, nie ograniczył się do tradycyjnego pojmowania zjawisk historycznych i zadedykował książkę wrażliwym czytelnikom, którzy nie traktują rozumu jako jedynego źródła poznania. Autor uważa bowiem, że przyszłość historii to psychohistoria. Dlatego wielu zwolenników podręcznikowej interpretacji wydarzeń historycznych nie zgodzi się z takim podejściem do badania przeszłości – śmiałe tezy postawione przez Jerzego Besalę mogą budzić wiele kontrowersji. (awis)
Jerzy Besala, „Tajemnicze dzieje Europy”, Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa 2007

SŁOWO KAPELANA

„M

nie tam wszystko obojętne, panie poruczniku – zastrzegł od razu plutonowy. – Jest rozkaz pilnować nieistniejącego mostu, proszę bardzo. Jest rozkaz, to go wykonuję. Bez pytania, gdzie sens i logika” – to nie cytat z „Przygód dobrego wojaka Szwejka” Jaroslava Haška, albo „Paragrafu 22” Josepha Hellera. Polska armia doczekała się swojej własnej powieści satyrycznej, traktującej armię z przymrużeniem oka. Czasem jest strasznie, dużo częściej – śmiesznie. Tacy są „Misjonarze z Dywanowa. Polski Szwejk na misji w Iraku” Władysława Zdanowicza. Główny bohater, szer. Piotr Leńczyk na misję iracką trafia w wyniku gigantycznego zbiegu okoliczności, w który jednak nikt nie chce mu uwierzyć. Mimo że wojsko chce traktować jako sposób na życie, to wojaczka nie jest szczytem jego marzeń. Główny cel to być zawsze najedzonym i w miarę bezpiecznym. Ma też niezwykły talent do znajdowania się w niecodziennych, czasem mrożących krew w żyłach sytuacjach. Losy Leńczyka są jednak przede wszystkim okazją do tego, aby przyjrzeć się współczesnemu wojsku, które okazuje się być... bardzo różne. Oficerowie starają się robić wszystko, aby ponosić jak najmniejszą odpowiedzialność za swoje decyzje, nie stronią od alkoholu i często nie są kompetentni. Szeregowi oczarowują zdrowym rozsądkiem i umiejętnością maksymalnego upraszczania swojej służby. Najwięcej rozsądku wykazują podoficerowie, ale i im zdarza się traktować służbę z przymrużeniem oka. Przy czym wszyscy rozmawiają między sobą żołnierskim językiem, w którym słowa powszechnie uznawane za nieparlamentarne odgrywają dość istotne znaczenie. Książka przejaskrawia pewne sytuacje. Nagromadzenie absurdów, zabawnych wojskowych powiedzonek i nieporozumień jest czasem tak duże, że odczuwa się pewną sztuczność. Ale to zdarza się rzadko. Częściej jest po prostu śmiesznie, choć zdarzają się też dynamiczne opisy akcji bojowych. Książkę czyta się jednym tchem – jest napisana bardzo lekkim językiem, choć można mieć zastrzeżenia do korekty, ponieważ nie udało się jej uniknąć literówek i niepotrzebnych powtórzeń wyrazów. (AP)
Władysław Zdanowicz, „Misjonarze z Dywanowa. Polski Szwejk na misji w Iraku. Część I: Pinky, czyli nowicjusz”, Wydawnictwo „Księgarnia Zdanowicz”, Kwidzyn 2007

J

W

e współczesnym, cywilizowanym świecie obserwujemy zanikającą świadomość zła, zatratę poczucia grzechu. Coraz częściej zamiast słowa grzech słyszymy – wykroczenie, przestępstwo, zbrodnia. Rodzi się wątpliwość i niepewność: czy coś takiego jak grzech jeszcze istnieje? O rzeczywistości grzechu uczy nas Chrystus oraz człowiek Biblii. Człowiek, który nie szukał sztuczek, by się wymówić od grzechu: „Ludźmi tylko jesteśmy” – lecz odważnie wyznawał swój grzech nawet publicznie. „Panie, przeciw Tobie zgrzeszyłem” (Ps 51,6) – wyznaje pokutujący Dawid. Niewiasta ewangeliczna nie szuka wymówek i usprawiedliwień, lecz łzami uznaje swą winę. Nie mówi ani słowa, bo Jezus zna jej grzechy. Ważniejsze od słów są jej szczere łzy. Czyli coś takiego jak grzech istnieje. „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy, nie ma w nas prawdy (1 J 1,18). A Chrystus umarł za nasze grzechy. Wielu ludzi ogarnia dziś rezygnacja, ponieważ nie potrafią uznać się za grzeszników i szukać przebaczenia. A to w sakramencie pokuty spotykamy się ze zmartwychwstałym Chrystusem, Tym, który „nawet grzechy odpuszcza”, kiedy w akcie pokutnym wyznajemy i żałujemy za nie.

Okiem poborowych

Z

asadnicza służba wojskowa stanowi jeden z ważniejszych etapów w życiu młodego człowieka. Opinia o niej jest kształtowana dziś przede wszystkim przez środki masowego przekazu oraz na podstawie rozmów z kolegami, którzy w wojsku byli lub są. W tym wszystkim jednak najważniejszy jest sam żołnierz i jego odczucia na temat służby zasadniczej. Jak słusznie bowiem zauważa autor, by poborowy aktywnie uczestniczył w procesie kształcenia w czasie służby, należy poznać jego opinie i oczekiwania. I temu właśnie zagadnieniu poświęcona jest publikacja „Zmiana społeczna a opinie poborowych o zasadniczej służbie wojskowej” Marka Walancika. Celem badań przeprowadzonych na grupie poborowych województwa śląskiego było: poznanie ich opinii o służbie zasadniczej w odniesieniu do zachodzących zmian w procesie społeczno-politycznym państwa i reformy sił zbrojnych, analiza znaczenia wstąpienia Polski do NATO na podstawie ocen dokona-

nych przez badaną zbiorowość oraz przedstawienie prognoz i wniosków dotyczących badanego problemu. Badania pozwalają poznać opinie poborowych o zasadniczej służbie wojskowej, co – jak zauważa Marek Walancik – może mieć istotny wpływ na jakość jej pełnienia, zachowania żołnierzy i zajmowanie pozycji społecznej po zakończonej służbie. Jak przyznaje autor publikacji, nie jest ona pełna i nie wyczerpuje tematu ze względu na zmieniającą się rzeczywistość. Jednak jest pewnym zasygnalizowaniem nowego obszaru badawczego wchodzącego w zakres pedagogiki społecznej. (pg)
Marek Walancik, „Zmiana społeczna a opinie poborowych o zasadniczej służbie wojskowej”, Oficyna Wydawnicza Impuls, Kraków 2007

50 Polska Zbrojna

nr 25/2007

POD NASZYM PATRONATEM SPORT
atry nie są wprawdzie górami tak gigantycznymi jak Himalaje czy nawet europejskie Alpy, ale objechanie masywu w jeden dzień na rowerze stanowi wyczyn, do którego amatorzy kolarstwa nie powinni przystępować z marszu. Przekonał się o tym kpt. Narcyz Sadłoń, główny organizator rajdu, debiutując na tatrzańskiej pętli przez pięcioma laty. Dopiero rok później, po analizie błędów i starannym przygotowaniu, pokonali z bratem, Wojtkiem Sadłoniem, całą trasę. W ubiegłym roku liczba uczestników przekroczyła dziesiątkę, w 2007 r. organizatorzy liczą na udział wojskowych amatorów mocnej przygody i długodystansowych wypraw rowerowych.

ROWEREM DOOKOŁA TATR

T

PIOTR BERNABIUK

Organizator
Kpt. Narcyz Sadłoń jest lekarzem szpitalnego oddziału ratunkowego Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie. Jako lekarz służył w misji w Libanie, jako ratownik pełni dyżury na śmigłowcu w Tatrzańskim Ochotniczym Pogotowiu Ratunkowym. Uprawia wiele dyscyplin sportu, głównie górskich. Startował w rajdach przygody, był finalistą Marlboro Adventure Team, wygrał III Selekcję Żołnierza Polskiego.

Najwytrwalszych miłośników turystyki rowerowej zapraszamy na V Rajd Rowerowy „W jeden dzień dookoła Tatr”, zwany również Rajdem Kurierów Tatrzańskich, który odbędzie się 28 lipca bieżącego roku pod patronatem naszej redakcji.

Trasa
Trasa, równie urzekająca widokami co wyczerpująca, prowadzi z Kościeliska przez Witów – Suchą Horę – Oraviec – Zuberec – Przełęcz Huty – Liptovski Mikulasz – Jamnik – Podbańskie – Stary Smokowiec – Tatrzańską Łomnicę – Żdiar – Łysą Polanę i Zakopane do mety w Kościelisku. Ponaddwustukilometrowa pętla obfituje w mordercze podjazdy, do 30 km długości, z przewyższeniem blisko 500 metrów, oraz karkołomne zjazdy o podobnych parametrach. Czas pokonania dystansu, według doświadczeń organizatorów, waha się od dziesięciu godzin (rekordziści ośmiu) do nieskończoności.

Kapitan Sadłoń chętnie podzieli się doświadczeniami z każdym przed wyruszeniem na trasę tatrzańskiej pętli (e-mail: narcyzsadlon@yahoo.com, tel. 609 47 84 82). Komplet informacji na stronie: www.zakopianskibazar.pl

nr 25/2007

Polska Zbrojna 51

SPORT KONDYCJA AAAAAAA AAAAAAAA

Z prądem
KRZYSZTOF PLAŻUK

Oficerowie prowadzący zajęcia w WSOWLąd nie ograniczają się do standardowych pomysłów szkoleniowych. Starają się zarazić swą pasją studentów. Podczas letnich i zimowych obozów podchorążowie nurkują w kamieniołomach, toczą walki wręcz na śniegu, uczą się walczyć w budynkach, poznają podstawy „czarnej” i „zielonej” taktyki.

Kapitan Piotr Kowalski, korzystając z pomocy kapitana Włodzimierza Wiązka, zaproponował podchorążym niecodzienny sposób na spędzenie wolnego czasu – kajakarstwo górskie. Wprawdzie w Polsce nie ma wielu rzek, na których odbywają się górskie spływy, lecz udało się znaleźć odpowiednie miejsce. Wykładowcy wraz z czworgiem podchorążych: Małgorzatą Kościelniak, Łukaszem Czacherskim, Mateuszem Jakubikiem i Mateuszem Tomaszewskim uczestniczyli w kursie instruktorów kajakarstwa w okolicach Białki Tatrzańskiej. Tu okazało się, że sprawność fizyczna to element niezbędny do walki z żywiołem. – Przekonaliśmy się wiele razy, że nie dałoby się bezpiecznie spływać, gdyby nie wyczerpujące zajęcia z wf. prowadzo-

ne w szkole. Wiele razy rzeka pokazała nam również, że należy jej słuchać, a nie z nią walczyć – wspominają zmagania na wodzie podchorążowie.

Zespołowa walka
Podczas obozu cenne okazały również umiejętności szlifowane wcześniej w WSOWLąd, takie jak pływanie w umundurowaniu, pływanie z przeszkodami czy elementy ratownictwa. Przydały się w czasie zajęć na rwącej rzece, bo każda wywrotka to mordercza walka. Warunki, w jakich trenowali, były trudne: woda o temperaturze 4–5 st. C, silny prąd oraz skały i kamienie, które powodowały bolesne stłuczenia i siniaki. – Na początku instruktorzy nie dawali nam większych szans. Liczyli, że

szybko się poddamy – relacjonuje kpt. Kowalski. – Myśleli, że wrocławska ekipa wymięknie już po pierwszym spływie. A tu niespodzianka! Wojskowi przepłynęli rzekę dwukrotnie, pokonując grubo ponad 10 km rwącego nurtu. Kluczem do sukcesu okazała się praca zespołowa. Bez względu na to, czy to kanadyjka – dwójka, czy siedmioosobowy rafting, wspólne działanie to podstawa. – Jesteśmy przyzwyczajeni do dowodzenia i kierowania zespołem, więc szło nam nieźle. Każdy wiedział, jakie ma zadanie, i pracował na sukces całej grupy – mówi sierż. pchor. Małgorzata Kościelniak. – Kajakarstwo górskie to fantastyczny sposób na spędzenie wolnego czasu, a dla żołnierzy – dobra forma kształtowania osobowości – zachwala Wojciech
nr 25/2007

52 Polska Zbrojna

AAAAAAAA

AAAAAAA

Dla wytrwałych

W

rocławską uczelnię wojskową wiele osób uznaje za twardą szkołę życia, miejsce, w którym ze studentów wyciska się siódme poty. Kształtowanie nienagannej sylwetki, siły i sprawności w podchorążówce odbywa się pod egidą Zakładu Wychowania Fizycznego, którym kieruje ppłk dr Mirosław Doliński, znany w uczelni z żelaznej kondycji i zamiłowania do sportu. Dzięki inicjatywie kadry ZWF słuchacze szkoły mają okazję do rozwijania umiejętności w 14 sekcjach sportowych.

i pod prąd
Bigiel, instruktor prowadzący kurs. – Wrocławscy podchorążowie to naprawdę twardziele – dodaje z uśmiechem.

Pomoc „ludzi wody”
Oficerom z WSOWLąd nie udałoby się zorganizować wielu ciekawych szkoleń, gdyby nie ich osobiste kontakty i okazywana szkole przychylność „ludzi wody”. Podobnie jak dzieje się to w przypadku płetwali z WSOWLąd, którzy korzystają z uprzejmości i wsparcia wrocławskiego klubu płetwonurków „Zorba”, również działania kajakarzy wspomogli wodniacy. Tym razem z Hydroplanet. Dzięki Rafałowi Stempskiemu, właścicielowi firmy, ekipa z Wrocławia została wyposażona w profesjonalny sprzęt. – Rafał to skarbnica wienr 25/2007

dzy o spływach górskimi rzekami. Był prawie wszędzie na świecie, gdzie rzeki oznaczone są symbolami WW5 – z nieukrywanym szacunkiem mówi o koledze kpt. Kowalski. („Piątka” WW – z ang. white water – oznacza rzekę o najwyższej skali trudności. Skala kończy się na „szóstce” przyporządkowanej do „białej wody”, na której spływ odbywa się na granicy ludzkich możliwości.) Kajakarski kurs obejmował zarówno zajęcia teoretyczne, wykonywanie zadań technicznych na rzece, jak również elementy ratownictwa na wodach szybko płynących. – Znamy już historię kajakarstwa, wiemy, jak płynąć trawersem, jak wykonywać zwrotkę w cofce. Potrafimy pomóc, kiedy kogoś porwie strumień. Potwier-

dziliśmy na kursie naszą sprawność fizyczną i umiejętności pływackie, pokazaliśmy innym, jak powinna wyglądać praca zespołowa – podsumowują szkolenie podchorążowie. Sądząc po zaangażowaniu przyszłych oficerów, nie można wykluczyć, że niektórzy z nich pewnego dnia wybiorą się do Wielkiego Kanionu Kolorado, by zaliczyć ekstremalny spływ – marzenie każdego twardziela. Na razie studenci udowodnili, że potrafią stawiać czoło trudnościom i są odważni. – Mamy nadzieję, że jako instruktorzy zorganizujemy wkrótce spływ dla kolegów i koleżanek. Dlaczego nie? Przecież żołnierz musi sprawdzać się na wielu płaszczyznach – podsumowują słuchacze WSOWLąd.  Polska Zbrojna 53

ARCHIWUM UCZESTNIKÓW SZKOLENIA (3)

Kajakarstwo górskie to fantastyczny sposób na spędzenie wolnego czasu, a dla żołnierzy dobra forma kształtowania osobowości

MILITARIA ROBOTY

Wprawdzie do światowych liderów robotyki Polska zaliczać się nie może, ale nie jesteśmy też w tej dziedzinie jałową pustynią. W naszym kraju buduje się różnorodne maszyny tego rodzaju, choć w większości są to konstrukcje niewielkie, często mające tylko charakter demonstratorów technologii lub prototypów.

MADE IN POLAND
Niestety, w arsenałach naszej armii urządzenia nazywane w uproszczeniu robotami to nadal rzadkość. Dopiero w ostatnich latach do Wojska Polskiego zaczęły trafiać w niewielkich ilościach m.in. samolociki rozpoznawcze (BSP bezzałogowe statki powietrzne) czy samobieżne trały przeciwminowe, wreszcie urządzenia chyba dziś najbardziej kojarzone ze słowem robot – saperskie pojazdy do identyfikacji i neutralizacji przedmiotów niebezpiecznych. O ile jednak trały czy BSP jak na razie pochodzą z importu, o tyle z dużą satysfakcją można odnotować, iż roboty saperskie jako produkt finalny powstają w Polsce, w warszawskim Przemysłowym Instytucie Automatyki i Pomiarów (PIAP). Armie wielu państw, za przykładem swych policji, zaczęły używać stosunkowo małych samobieżnych pojazdów zdalnie sterowanych, wyposażonych w kamery i chwytne ramiona służące do rozpoznawania, przenoszenia oraz niszczenia ładunków wybuchowych. I choć dziś w nowoczesnych siłach zbrojnych testuje się lub konstruuje już nawet futurystyczne roboty kroczące, powstają liczne bezzałogowe aparaty powietrzne, lądowe i wodne, to saperom wciąż najbliższe są właśnie te małe pojazdy, nazywane robotami mobilnymi bądź pirotechnicznymi. Stworzono je w bardzo ważnym celu – aby minimalizowały straty w ludziach. Zastąpiły bowiem pirotechników i saperów przy najniebezpieczniejszych czynnościach. To one, sterowane 54 Polska Zbrojna

NORBERT BĄCZYK

z daleka, podjeżdżają dziś do podejrzanych przedmiotów, przeszukują zaminowane budynki, penetrują podziemia w poszukiwaniu pułapek, przenoszą w bezpieczne miejsca odnalezione ładunki wybuchowe. Także polscy saperzy mogli zapoznać się z przydatnością robotów mobilnych, choćby w czasie trwania dotychczasowej misji w Afganistanie, gdzie sprzętu tego rodzaju użyczali nam Amerykanie. Tymczasem teraz mamy własne pojazdy – roboty Inspector i Expert rodem z PIAP. Kilka takich maszyn warszawski producent dostarczył w zeszłym roku głównie do 1 Brygady Saperów. Roboty pirotechniczne Inspector i Expert są już dobrze znane wśród specjalistów – służą z powodzeniem w policji, demonstrowane są na targach. Zwłasz-

cza pierwszy z nich to już „weteran” – powstał na przełomie wieków, zaś w 2000 r. policyjnym pirotechnikom dostarczono pierwszy egzemplarz. Bardzo ciekawy pod względem technicznym Expert jest nieco młodszy. Pierwszy taki robot rozpoczął służbę na warszawskim Okęciu trzy lata temu. W 2005 r. również armia podpisała umowę na trzy Inspectory i Experta. Dostarczono je w zeszłym roku. Koszt robota mobilnego jest niebagatelny, bo wynosi przeszło milion złotych, ale wreszcie nasi saperzy dostali do ręki narzędzie bardzo poprawiające ich bezpieczeństwo.

ZESPÓŁ MINERSKI
Antyterrorystyczny robot inspekcyjnointerwencyjny (EOD/IEDD) Inspector
nr 25/2007

Pierwszy egzemplarz Inspectora policyjni pirotechnicy dostali już w 2000 r

Dane techniczne Inspector
Wymiary bazy mobilnej
długość szerokość wysokość

Expert
750 mm 450 mm 460 mm 180 kg radio/kabel 800 m 80 m 5m 100 m

Waga całkowita Zdalne sterowanie Maksymalny zasięg transmisji radiowej
teren pomieszczenia

1710 mm 670 mm 1140 mm 550 kg radio/kabel 800 m 80 m 5m 100 m

Długość kabla

Czas pracy na akumulatorach 2–8 godz. 4–8 godz. Udźwig maksymalny na złożonych ramionach 60 kg 15 kg Udźwig maksymalny na wyciągniętych ramionach 30 kg 8 kg Liczba kamer 4 6 Wymiary stanowiska operatorskiego podczas pracy
długość szerokość wysokość długość szerokość wysokość 2360 mm 670 mm 800 mm 1590 mm 670 mm 600 mm 500 mm 800 mm 510 mm 450 mm 220 mm 510 mm 2350 mm 2900 mm

kabel sterowniczy z nawijaczem

Wymiary stanowiska operatorskiego po złożeniu

Zasięg manipulatora
od osi obrotu od podłoża

Robotyka rozwija się w zawrotnym tempie. Także w Polsce prowadzi się badania w tej dziedzinie, zaś nasi inżynierowie mają na koncie interesujące konstrukcje. Wśród nich wyróżniają się maszyny Expert i Inspector, które trafiły nawet do arsenałów naszej armii.
zalicza się do dużych robotów pirotechnicznych. Waży aż 550 kg i ma 1,7 metra długości. Z tego względu przeznaczoWizualizacja z kamer obu robotów:
15” monitor kolorowy LCD
Oba roboty są sterowane przez konsolę drogą radiową lub za pośrednictwem łącza kablowego (na zdjęciu: konsola Experta)

ny jest głównie do działań na terenach otwartych (drogi, poligony, nieużytki). Mieści się też jednak w drzwiach, może jeździć po schodach, zatem znajdzie zastosowanie również w budynkach. Robot ma autonomiczne zasilanie akumulatorowe pozwalające na kilka godzin stałej pracy, może też czerpać energię „z kabla”. Sterowanie drogą radiową lub za pośrednictwem łącza kablowego odbywa się za pomocą konsoli operatorskiej wyposażonej w trzy monitory – centralny oraz dwa pomocnicze (wizualizacja położenia robota; operator konsoli prowadzi robota oraz steruje jego mechanicznym ramieniem). Inspector ma cztery kamery, a podstawowym narzędziem jego pracy jest oczywiście w pełni obrotowe, dwuczęściowe ramię. Można na nim za-

montować różnorodne chwytaki, szczęki, wybijak do szyb samochodowych, teoretycznie nawet ręczną broń palną. Robot może podnosić przedmioty o wadze do 60 kg oraz pociągnąć samochód osobowy z zaciągniętym hamulcem ręcznym! Z kolei znacznie mniejszy antyterrorystyczny robot neutralizująco-wspomagający Expert podniesie wprawdzie na swym ramieniu tylko 15 kg, ale dzięki swym małym rozmiarom zmieści się praktycznie wszędzie. Ważący 180 kg robot może jeździć po pokładach samolotów pasażerskich, w wagonach kolejowych, wnętrzach okrętów czy autobusów, wjedzie do jaskiń lub zawalonych magazynów. Jest także sterowany poprzez konsolę i, jak na swe rozmiary, ma rewelacyjnie długie ramię, sięgające ponad dwa metry od kadłuba (zwanego bazą mobilną) robota. Oba roboty, współpracując ze sobą, tworzą skuteczny, uzupełniający się zespół minerski, zdolny do działań w różnorodnym terenie. Należy mieć nadzieję, że wejście do służby w naszej armii robotów z warszawskiego PIAP jest zwiastunem szerszego zainteresowania robotyką w kręgach wojskowych.  Polska Zbrojna 55

nr 25/2007

MILITARIA AAAAAAAA AAAAAAA
Zlecenie na fotele
USA. Firma Martin-Baker Aircraft Co. zawarła kolejny kontrakt na dostawę 172 foteli katapultowych NACES za 39,7 mln dolarów. Trafią one do różnych typów samolotów, w większości należących do lotnictwa amerykańskiej marynarki wojennej. Aż 70 z nich zamontowanych zostanie w myśliwcach F/A-18E/F Super Hornet i maszynach walki radioelektronicznej E/A-18G Growler. Kolejne 22 przewidziano dla F/A-18A+ Hornet Korpusu Piechoty Morskiej, a 20 dla szkolnych T-45 Goshawk. Pozostałe 60 dostanie Kanada, której siły powietrzne są wyposażone w samoloty F/A-18A. Nazwa typu fotela, NACES, jest skrótem nazwy angielskiej Navy Aircrew Common Ejection Seat (Wspólny Fotel Katapultowy Załogi Samolotu Marynarki Wojennej). W sumie, jak podaje producent, do US Navy trafiło już ponad 1100 egzemplarzy tego typu foteli, które zamontowano w maszynach F-14, F/A-18 i T-45. Wstępnie planowano wyposażyć w nie również samoloty A-6 Prowler, ale ostatecznie z tego zrezygnowano. (w) JAPONIA. Instytut Badań Technicznych i Rozwoju (TRDI) ministerstwa obrony narodowej ujawnił zdjęcia nowych samolotów opracowywanych dla japońskich sił samoobrony. Pierwszy, transportowiec, oznaczony jest symbolem C-X. To dwusilnikowy odrzutowiec wykazujący pewne podobieństwa do produkowanej w latach 70. maszyny Kawasaki

Dwa prototypy
IZRAEL. Na początku czerwca pojawiły się informacje, że Izraelczycy planują wykorzystać do ochrony swej około 60-kilometrowej granicy ze Strefą Gazy uzbrojone roboty. W serwisach Defence News i Jane’s Defence Weekly podano, że system będzie bazował na zdalnie sterowanym stanowisku „Samson Jr.” firmy Rafael, stworzonym dla pojazdów. Systemy mają być opancerzone i umieszczone w schronach. Tygodnik Izraelskich Sił Obrony „In the

C-1. Drugim samolotem jest patrolowiec P-X. To czterosilnikowa maszyna odrzutowa. Jeśli testy się powiodą, Japończycy planują zamówić na początek, w latach 2008–2009, osiem C-X i cztery P-X. Docelowo w grę wchodzi zakup około 60 transportowców, w tym maszyn szkolnych. Natomiast 65 P-X ma zastąpić do 2020 r. samoloty P-3 Orion. Uwzględniając wersje szkolne, walki radioelektronicznej, zamówienia mogą sięgnąć 90 egzemplarzy. (wt)

Roboty
na granicy
Camp” ujawnił, że ich uzbrojeniem będą wielkokalibrowe karabiny maszynowe kal. 12,7 m. Ich za-

Zielone światło
WIELKA BRYTANIA. Władze brytyjskie zgodziły się na kontynuację programu bezpilotowego aparatu latającego Watchkeeper. Bazuje on na opracowanym przez izraelską firmę Elbit Systems bezpilotowcu Hermes 450. Maszyna ma rozpiętość skrzydeł 10,5 m, a długość kadłuba 6,1 m. Masa startowa Hermesa wynosi 450 kg. Może on przebywać w powietrzu ponad 20 godzin i wznieść się na ponad 6 tys. m. Parametry te klasyfikować będą Watchkeepera jako system średniego zasięgu. Na razie nie mówi się o jego uzbrojeniu, ale wielkość aparatu sprawia, że jeśli pojawi się taka koncepcja, to będzie możliwa do zrealizowania. (wrt)

sięg skutecznego ognia wynosić ma do 1500 m. Rozważane jest zamontowanie również wyrzutni przeciwpancernych pocisków kierowanych Gill/Spike, które zwiększyłyby strefę rażenia do kilku kilometrów. Izraelczycy nie są jedynymi, którzy planują wykorzystanie robotów do obrony granic. Podobne zamiary mają Koreańczycy z południa. (wr)

Nowe rakiety

56 Polska Zbrojna

nr 25/2007

US DOD

JAPONIA. Amerykańska Defense Security Cooperation Agency poinformowała Kongres o możliwości sprzedaży Japonii systemów uzbrojenia, które wzmocnią jej zdolności obronne przed pociskami balistycznymi. Rząd w Tokio zwrócił się do USA z propozycją kupienia dziewięciu rakiet SM-3 Block IA STANDARD, zmodyfikowanego systemu uzbrojenia AEGIS, AEGIS BMD Vertical Launch System ORDALT wraz z dodatkowym wyposażeniem, częściami zamiennymi i dokumentacją. Jeżeli wszystkie opcje zostaną zrealizowane, wartość transakcji sięgnie 475 mln dolarów. W system AEGIS wyposażono niszczyciele rakietowe Japońskich Morskich Sił Samoobrony należące do klasy Kongo. W służbie są już cztery okręty, piąty przekazano w połowie marca, a szósty jest w budowie. (ww)

ŚWIAT AFGANISTAN
Od czasu wycofania radzieckich wojsk w 1989 r. z Afganistanu kraj ten praktycznie nie istniał w rosyjskiej polityce zagranicznej. Tymczasem objęcie władzy w Kabulu przez talibów w 1996 r. stworzyło poważne zagrożenie dla rosyjskiego bezpieczeństwa i wpływów na tzw. miękkim podbrzuszu. Talibowie byli wspierani przez nieprzychylną wówczas Rosji Arabię Saudyjską. Sami natomiast udzielali pomocy radykalnym odłamom islamu na obszarze poradzieckim, a także uznali niepodległość Czeczenii.

Ostrożne poparcie
W Rosji panowała opinia, że talibowie są częściowo sponsorowani przez Waszyngton i stanowi to część amerykańskiej strategii zdobycia dostępu do surowców naturalnych regionu poprzez wspieranie regionalnych wrogów Rosji. Istniał wprawdzie pomysł przeprowadzenia przez Afganistan gazociągu z państw Azji Środkowej (z Turkmenii do Pakistanu), który omijałby Rosję, ale Stany Zjednoczone tylko na krótko zaangażowały się w tę koncepcję. W grudniu 1999 r. USA stały się inicjatorem przyjęcia przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji przeciwko talibom, nakładającej sankcje ekonomiczne. Została ona poparta przez Rosję, która nawet nakłaniała Stany Zjednoczone do podjęcia wspólnej akcji wojskowej przeciwko talibom. W Moskwie rozważano wówczas również możliwość samodzielnego uderzenia na talibów, ale ostatecznie pozostała ona w sferze planów. Rosja wspierała w Afganistanie dawnych wrogów – prezydenta Rabbaniego oraz przywódcę partyzanckiego Ahmada Szaha Massuda.
MARCIN KACZMARSKI

Najpoważniejszą rosyjską inicjatywą może okazać się zawarcie porozumienia o wznowieniu dostaw uzbrojenia dla afgańskiej armii. Istnieje szansa, że dojdzie do tego w trakcie oczekiwanej wizyty ministra obrony Afganistanu w Moskwie

Z A P O M N I A N A
Sytuacja zmieniła się radykalnie, kiedy Stany Zjednoczone po atakach z 11 września 2001 r. zdecydowały się na interwencję w Afganistanie. Putin zaoferował USA pomoc, w tym wymianę danych wywiadowczych. Rosja wsparła poza tym Sojusz Północny, sprzedając mu broń, za którą pła58 Polska Zbrojna
nr 25/2007

Moskwa nieśmiało zwiększa swą polityczną i gospodarczą obecność w Kabulu. Władze Rosji dobrze wiedzą, że całkowite wycofanie się z Afganistanu byłoby zagrożeniem dla ich interesów w regionie.

OPERACJA wycofania z Afganistanu radzieckich wojsk w 1989 r.

cił Waszyngton. W pakiecie zaoferowanym w październiku 2001 r. znalazł się sprzęt wartości 70 mln dol., w tym czołgi, helikoptery oraz pociski przeciwlotnicze. Pojawiły się nawet plotki o rosyjskich doradcach. Jednocześnie Rosja ostrożnie odniosła się do nowego rządu Hamida Karzaja. Udzielano co najwyżej pomocy humanitarnej (około 17 mln dolarów), nie wyrażając gotowości do większego zaangażowania politycznego (przynajmniej jawnie). Wstrzymano też współpracę wojskową. Pogarszająca się w ostatnich latach sytuacja w Afganistanie (zauważalne odrodzenie oporu przeciwko koalicji międzynarodowej, wzrost produkcji narkotyków i handlu nimi), postawiła Moskwę przed poważnym dylematem. Z jednej strony wycofanie się USA z Kabulu mogłoby pociągnąć za sobą ograniczenie amerykańskiej obecności w Azji Środkowej, która coraz bardziej przeszkadza Kremlowi. Z drugiej jednak Rosja obawia się, że całkowite wycofanie się sił międzynarodowych z Afganistanu stworzyłoby próżnię będącą znacznie większym zagrożeniem dla rosyjskich interesów w regionie.

Nowe inicjatywy Moskwy
Próbą wyjścia z tej pułapki stało się zwiększenie rosyjskich nacisków na współpracę z NATO takich instytucji jak Szanghajska Organizacja Współpracy czy Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym. Główne zagrożenia dla Rosji ze strony Afganistanu wiążą się przede wszystkim z handlem narkotykami i koniecznością zabezpieczenia granicy z Tadżykistanem. Jednocześnie Moskwa nieśmiało zaczęła dążyć do zwiększenia obecności politycznej i gospodarczej w Kabulu. Zapowiedziano anulowanie afgańskiego długu w wysokości 10 mld dol. Rosja zainteresowana jest inwestycjami gospodarczymi (wydobycie surowców) i infrastrukturalnymi (projekt gazociągu z Iranu do Pakistanu i Indii) na terytorium Afganistanu. Ocenia się, że 300 wojskowych przeszło szkolenie w Rosji. Zaczęto też przygotowywanie kadr antynarkotykowych dla afgańskiego ministerstwa spraw wewnętrznych. Najpoważniejszą rosyjską inicjatywą może okazać się zawarcie porozumienia o wznowieniu dostaw uzbrojenia dla afgańskiej armii. Istnieje szansa, że dojdzie do tego w trakcie oczekiwanej wizyty ministra obrony Afganistanu w Moskwie. Ostatnie miesiące pokazały, że Kreml usiłuje pozbyć się „afgańskiego syndromu” i zwiększyć zaangażowanie w kraju, który jest tak istotny dla rosyjskiej polityki w Azji  Środkowej. Polska Zbrojna 59

CMENTARZYSKO radzieckich czołgów i wozów piechoty w Afganistanie

W O J N A
nr 25/2007

WYDARZENIA ZAPIS AAAAAAA AAAAAAAA
ATAKI W GHAZNI
AFGANISTAN. W poniedziałkowy (11 bm.) wieczór zaatakowano bazę w Ghazni, w której stacjonują polscy i amerykańscy żołnierze. O godzinie 21.10 czasu miejscowego w jej kierunku wystrzelono dwie rakiety. Nikt nie odniósł obrażeń. Dzień wcześniej doszło do próby zamachu na odwiedzającego prowincję Ghazni prezydenta Hamida Karzaja. Rakiety spadły kilkaset metrów od miejsca, w którym przemawiał on do miejscowej starszyzny i mieszkańców. (wro) „Afganistan – start”  str. 8

Ryzykowne rozwiązania
IRAK. Gen. Douglas E. Lute,
mianowany koordynatorem Białego Domu ds. wojny w Iraku, przyznał w Kongresie, że sytuacja w tym kraju nie poprawia się w istotnym stopniu mimo zwiększania liczby żołnierzy USA. Stąd Amerykanie próbują nowej strategii, zbrojąc irackich sunnitów, by walczyli z miejscowym odłamem al Kaidy. Pojawiły się jednak ostrzeżenia, że może to spowodować nowe problemy, ponieważ Amerykanie zbroją obie strony ciągle możliwej przyszłej wojny domowej. Wcześniej wspierali tylko zdominowane przez szyitów siły rządowe. Koncepcja jest ryzykowna, bowiem według m.in. gen. Lute są małe szanse na polityczne pojednanie między zwaśnionymi irackimi grupami religijnymi, gdyż „wykazują one bardzo niewielki postęp w tym kierunku”. Natomiast „Washington Post” poinformował, że są plany, by od połowy 2008 r. rozpocząć redukcję wojsk USA w Iraku. Zamiast obecnych 150 tys. żołnierzy zostałoby 50 tys., tworząc cztery komponenty. Największym byłaby 20-tysięczna dywizja kawalerii zmechanizowanej chroniąca rząd iracki i stanowiąca wsparcie dla sił tego kraju. Kolejne 10 tys. Amerykanów zajęłoby się szkoleniem Irakijczyków i doradztwem. Tyle samo liczyłyby jednostki dowodzenia i logistyczne. Resztę kontyngentu tworzyłyby siły specjalne. (td)

Niepodzielność i równość
NATO. – Podstawową zasadą so- być rozmieszczone w Europie, tycznego – powiedział prezyjuszu jest niepodzielność bezpieczeństwa, a drugą, która wynika z pierwszej – że wszyscy sojusznicy są sobie równi, czyli nie ma członków kategorii A i kategorii B – powiedział 6 bm. sekretarz generalny NATO Jaap de Hoop Scheffer po rozmowach z prezydentem Polski Lechem Kaczyńskim. – NATO powinno zapewnić poczucie bezpieczeństwa na równym poziomie wszystkim członkom; nam ono to poczucie zapewnia – oświadczył prezydent Kaczyński. Jaap de Hoop Scheffer stwierdził również, że amerykański system obrony antyrakietowej przed pociskami dalekiego zasięgu, którego elementy mają zostanie w przyszłości połączony z systemem natowskim służącym do obrony przed rakietami bliskiego zasięgu, który będzie zapewniał ochronę całemu kontynentowi. Lech Kaczyński zgodził się, że wszyscy członkowie sojuszu powinni mieć zapewniony antyrakietowy parasol. Innymi tematami, które politycy poruszyli podczas spotkania w Brukseli, były udział Polski w natowskich misjach, zwłaszcza w Afganistanie, oraz bezpieczeństwo energetyczne. – Uzgodniliśmy, że nie ma postępu, ale jest rzeczą bardzo dobrą, by NATO zajęło się sprawą bezpieczeństwa energedent Kaczyński. – Zwróciłem uwagę, że w przypadku, gdybyśmy mieli do czynienia na wschodzie z partnerem, który jest bliższy naszym wartościom, i jednocześnie zdolnym do szerokiej współpracy, to z punktu widzenia Polski problemu by nie było – dodał. Scheffer mówił zaś, że Rosja to ważny partner sojuszu, choć w wielu sprawach występują między nimi „fundamentalne różnice poglądów”. Skrytykował też niedawne pogróżki rosyjskiego prezydenta o wycelowaniu rakiet w Europę: – Nie podoba mi się ten ton płynący z Moskwy. Uwagi Putina nie są mile widziane. (w)

w skrócie
Premier pod ostrzałem
AUTONOMIA PALESTYŃSKA.

Przedstawiciele Hamasu poinformowali, że 12 bm. ostrzelano dom premiera Ismaila Hanije znajdujący się w osiedlu uchodźców Szati, w pobliżu miasta Gaza. Zaatakowany pociskami z granatników przeciwpancernych budynek został częściowo zniszczony. Rezydencja szefa palestyńskiego rządu była też

ostrzelana dzień wcześniej. Niedawno ogłoszony rozejm pomiędzy rywalizującymi ugrupowaniami palestyńskimi Hamas i Fatah istnieje tylko na papierze. Powiązane z nimi bojówki nadal walczą ze sobą. Tylko w poniedziałek (11 bm.) w Strefie Gazy zginęło przynajmniej 15 osób. Szacuje się, że w konflikcie między ugrupowaniami palestyńskimi, który nasilił się po wygranych przez Hamas wyborach, zginęło już ponad 600 osób. Równolegle ze starciami wewnątrzpalestyńskimi mają

miejsce ataki lotnictwa izraelskiego na cele w Strefie Gazy. Są to akcje odwetowe za ostrzał rakietowy terytorium Izraela.

Zwiększony kontyngent
GRUZJA. Parlament w Tbili-

si przyjął 8 bm. ogromną większością głosów propozycję prezydenta Micheila Saakaszwilego dotyczącą zwiększenia do 2 tys. żołnierzy gruzińskiego kontyngentu w Iraku. Obecnie służy tam 850 Gruzinów. Mają oni stanr 25/2007

60 Polska Zbrojna

NATO

Andrzej Jonas
REDAKTOR NACZELNY „THE WARSAW VOICE”

Rozsypana układanka

P

rzed europejskim tournée George’a Busha w nad wyraz skomplikowanej sprawie, jaką jest pomysł zainstalowania w Europie amerykańskiej tarczy antyrakietowej, panował

jednak pewien porządek. Wiadomo było, że chodzi o urządzenie amerykańskie służące do obrony terytorium Stanów Zjednoczonych przed rakietowym atakiem z rejonu Korei Północnej i Iranu. Jego elementy mają ewentualnie powstać w Polsce i w Czechach. Jeśli nawet niezupełnie jasne były inne okoliczności związane z tym programem, to jego główne założenie wydawało się dość klarowne. Po wizycie, a właściwie po pokerowym zagraniu Władimira Putina, całość wygląda na rozsypaną układankę, a ośrodek najważniejszy, czyli Waszyngton, nie spieszy się z jej ponownym ułożeniem. Rosyjski pomysł, aby zaoferować USA Azerbejdżan jako miejsce lokalizacji radaru i kilka innych miejsc jako bazę dla rakiet przechwytujących, Amerykanie, z powściągliwością dyplomatów, określili jako interesujący i wart omówienia. Praga,

która była z USA już „po słowie”, nie otrzymawszy żadnych wskazówek z Waszyngtonu, poczuła się zakłopotana i zaczęła przebąkiwać o tarczy... natowskiej. Warszawa, czasowo w lepszej sytuacji (u nas Bush był już po tricku Putina), pozostawiła rosyjską propozycję na boku, ale żadne mocniejsze deklaracje w sprawie tarczy na Helu nie padły. Rosjanie, zachęceni swym bluffem, grają dalej i nalegają na zamrożenie wcześniejszego planu. Zaś Amerykanie nie zajmują jasnego stanowiska. Pani Rice sugeruje, że pomysł Putina nie ma żadnego wpływu na projekt dotychczasowy, ale inne autorytety wciąż wspominają, że „plan azerski” wart jest dyskusji. Zadajmy więc pytanie najprostsze: to jak ma być? Stara tarcza, nowa tarcza, może wiele tarcz? Może tarcza euroatlantycka, może globalna? Może żadna...?

Zapowiedź zmiany

USA. – Gen. Peter Pace, przewodniczący Kolegium Szefów Sztabów Sił Zbrojnych USA, nie pozostanie na stanowisku na następną kadencję – poinformował 8 bm. Departament Obrony USA. Sekretarz obrony Robert Gates ogłosił, że na jego następcę zarekomenduje adm. Mike’a Mullena (na zdjęciu). Jest on szefem operacji morskich w kolegium szefów sztabów. By objąć stanowisko, admirał musi być mianowany przez prezydenta i zatwierdzony przez senat, izbę wyższą Kongresu USA. Gen. Pace był szefem kolegium przez sześć lat. Robert Gates miał zamiar zachować go na stanowisku. Jednak po namyśle doszedł do wniosku, że w czasie jego zatwierdzania w senacie „koncentrowano by się na przeszłości, zamiast na przyszłości”. W ten sposób odniósł się do wypowiedzi Pace’a o gejach. Zapytany, czy popiera obecną politykę wobec gejów w armii, streszczoną znaną formułą: „Nie pytaj, nie mów”, generał odparł, że „homoseksualizm jest niemoralny”, co spowodowało protesty. (Ted)

Pogróżki
Ekstremiści islamscy w Libanie próbują umiędzynarodowić swój konflikt z rządem w Bejrucie.
LIBAN. Walcząca z armią libańską, i łączona z al Kaidą grupa ekstremistów islamskich Fatah al Islam zagroziła „atakami terrorystycznymi” wymierzonymi przeciwko stacjonującym w południowym Libanie Tymczasowym Siłom Narodów Zjednoczonych (UNIFIL). W ich skład wchodzi blisko 500-osobowy polski kontyngent wojskowy, złożony z batalionu logistycznego i kompanii manewrowej. Tymczasem libańska artyleria kontynuowała na początku tego tygodnia ostrzał obozu uchodźców palestyńskich Nahr el Barid, w którym okopali się bojownicy, członkowie Fatah al Islam. Ci odpowiadają ogniem z moździerzy

i granatników. Władze 130 osób, w tym 59 żołżądają od nich złożenia nierzy. Zabito też broni. W trwających od 42 ekstremistów. Reszta 20 maja walkach do po- ofiar to cywile. (wt) czątku bieżącego tygo„Zmęczeni walką” str. 29 dnia zginęło ponad

cjonować w prowincji Wasit, obecnie będącej w strefie odpowiedzialności Wielonarodowej Dywizji Centrum–Południe. Przejdzie ona pod kontrolę amerykańską, a siły WDCP skupione zostaną w bazie Echo w Diwanii.

Wyrzucony minister
MOŁDAWIA. Prezydent Vla-

dimir Voronin zdymisjonował 11 bm. ministra obrony Valeriu Plescę. W prezydenckim dekrecie nie podanr 25/2007

no powodów zwolnienia polityka, który szefował resortowi obrony przez 2,5 roku. Jednocześnie pełnienie obowiązków ministra obrony powierzono szefowi sztabu generalnego gen. Ionowi Corobceanu. Valeriu Plesca był zwolennikiem ściślejszych więzów Mołdawii z NATO. Szefując resortowi obrony, opracował plan współpracy z sojuszem przewidujący stopniowe dostosowanie mołdawskich sił zbrojnych do standardów natowskich.

Oświadczenie

W

związku z publikacją artykułu Grzegorza Praczyka „Syn admirała wyhamował śledztwo” w „Rzeczpospolitej” z 12.06.2007 r., który powstał w konsekwencji informacji opublikowanej na łamach „Polski Zbrojnej” nr 24 pt. „Zabawy z bronią” oświadczam, iż nigdy nie wywierałem jakiegokolwiek wpływu czy nacisków na organy Żandarmerii czy Prokuratury Wojskowej w celu opóźnienia prowadzonego dochodzenia dotyczącego filmu nagranego przez grupę podchorążych WSOWLąd. Ubolewam nad faktem, że wśród osób, w stosunku do których prowadzone jest dochodzenie, znajduje się mój syn, ale o jego winie bądź niewinności zadecydują niezawisłe organy sądownictwa wojskowego. Jako oficer zajmujący kierownicze stanowisko w strukturach Sztabu Generalnego WP nigdy nie pozwoliłbym sobie i nie pozwolę na wykorzystanie mojej pozycji dla osobistych korzyści czy ochrony prywatnych interesów. Takie działania są całkowicie sprzeczne z kodeksem honorowym oficera.

TADEUSZ WRÓBEL

wiceadmirał Tomasz Mathea

Polska Zbrojna 61

US DOD

TO I OWO
UCY WILIZOWANY SZPIEG

Miłosna bomba
„(...) nagnij pochmurną broń naszą, gdy zaczniemy walczyć miłością.” – pisał w jednym ze swoich wierszy Krzysztof Kamil Baczyński. Poeta, używając tej pięknej metafory, nie spodziewał się pewnie, że można ją potraktować bardzo dosłownie. A jednak. Oto stacja BBC podała, że Amerykanie pracowali nad „bombą miłości”. Jak miała ona działać? Trochę jak strzała Amora. Broń zawierałaby substancję, która – rozprzestrzeniając się wśród żołnierzy przeciwnika – miała wywołać wśród nich... intensywne zainteresowanie kolegami w mundurach, co powodowałoby zamieszanie w szeregach wroga i spadek morale. Jak podaje BBC, wywołany afrodyzjakiem pociąg do kolegów miał być „nieokiełznany” – co znacznie obniżyłoby zdolność bojową rozkochanych w sobie żołnierzy. To zresztą niejedyna oryginalna broń, nad którą pracowali Amerykanie.

Pięć pytań do...
J
ak każdy praworządny obywatel, wstając co rano, nie myślę o tym, co ojczyzna może zrobić dla mnie, ale o tym, co ja mogę zrobić dla ojczyzny. A że wojsko jest mi szczególnie bliskie, postanowiłem właśnie jemu poświęcić moje racjonalizatorskie wnioski. Najpierw chciałem zaprojektować nowy superczołg, ale z techniką jestem na bakier i po kilku niezręcznych szkicach zrezygnowałem. Potem myślałem o podnoszącym morale żołnierzy utworze – ale i tu poniosłem sromotną klęskę. Oda, którą napisałem, była zbyt patetyczna, poemat słabo się rymował, a pieśń nie trzymała rytmu. Dopiero po tej porażce wpadłem na pomysł, który byłem w stanie wykonać. Eureka! Armia się profesjonalizuje, będzie potrzebny nabór dodatkowej kadry – trzeba usprawnić mechanizmy selekcji. Wymyśliłem więc krótką ankietę, którą powinien wypełnić każdy kandydat na żołnierza zawodowego. Ankieta jest prosta – na pytania można odpowiadać jedynie: „tak” albo „nie”. Pytania są aktualne, bo powstały w wyniku regularnej lektury gazet. Bez dalszych wstępów zaczynajmy więc: Pytanie 1: Czy w młodości bawiłeś się z kolegami w wykonywanie egzekucji? Pytanie 2: Czy masz skłonność do czerpania nieopodatkowanych korzyści z racji zajmowania stanowisk w sferze publicznej? Pytanie 3: Czy główną motywacją do założenia przez Ciebie munduru jest perspektywa wcześniejszej emerytury i otrzymania mieszkania od WAM? Pytanie 4: Czy Twoim zdaniem głównym argumentem w utrzymywaniu wysokiej sprawności fizycznej przez żołnierza powinna być nagroda pieniężna za uzyskanie bardzo dobrej oceny z egzaminu? Pytanie 5: Czy najlepszym rozwiązaniem problemu jest według Ciebie schowanie go do szuflady? Praw do tego pomysłu się zrzekam. Sam nie podejmuję się też rozstrzygnięcia, czy do służby bardziej predestynują odpowiedzi „tak”, czy „nie”.

Okazuje się, że w ich arsenale miały się również znaleźć substancje prowokujące owady oraz inne zwierzęta do ataku, uwrażliwiające na promienie słoneczne i... wywołujące nieświeży oddech u żołnierzy. Jak widać, naszym sojusznikom nie brak inwencji. Może jednak, zamiast inwestować miliony dolarów w tak skomplikowane projekty, lepiej zarzucić przeciwnika podkoszulkami z teletubisiami? Podobno efekt jest podobny. (AP)

OFERTA POCIESZENIA
JEŻELI PORZUCIŁA CIĘ PODCZAS SŁUŻBY NARZECZONA, zyskasz wyższe oprocentowanie konta i zostaniesz zwolniony z opłat za usługę – taką ofertę ma od 4 czerwca dla żołnierzy południowokoreański bank Nonghyup. Aby z niej skorzystać, wojskowy będzie musiał pokazać pracownikowi banku listy lub e-maile świadczące, że rozstał się z drugą połową. Z tej niezwykłej oferty będą mogli skorzystać nie tylko mężczyźni, ale też noszące mundur kobiety, członkowie rodzin zawodowych wojskowych, a nawet weterani i kombatanci. (tw)

Wojna z gąsienicami

O

ddział 24 belgijskich żołnierzy dostał niezwykłe zadanie bojowe. Uzbrojeni w miotacze ognia wyruszyli do walki z plagą gąsienic korowódki, które zaatakowały lasy w Limburgii. Wojskowi wesprą zwalczające już szkodniki straż pożarną i służbę leśną. Gąsienice korowódki w swoich włoskach mają białko o właściwościach parzących. Może powodować stany zapalne skóry, a także podrażnienia dróg oddechowych. U wielu osób zetknięcie z nimi wywołuje reakcje alergiczne. (Ted)

Nonsens tygodnia: Najemnicy – nie czekajcie na zaciąg
„Polska armia otwiera się na najemników” – artykuł pod takim tytułem można znaleźć w „Dzienniku” z 6 czerwca. Opisano w nim plany powołania w polskim wojsku legii cudzoziemskiej, o których dowiedziała się gazeta. Zdaniem red. Izabeli Leszczyńskiej pomysł na utworzenie kilkutysięcznego kontyngentu złożonego z obcokrajowców powstał w Zespole ds. Profesjonalizacji Sił Zbrojnych Sztabu Generalnego WP. Jak pisze „Dz”, zatrudnienie w takich oddziałach mogliby znaleźć cudzoziemcy ze Wschodu – Ukraińcy, Kazachowie czy Gruzini, zwłaszcza z polskimi korzeniami. Dowództwo legii byłoby polskie, a pensje legionistów niższe niż płace naszych żołnierzy zawodowych. To dość dokładne informacje, biorąc pod uwagę, że takich planów na razie nie ma – o czym można przeczytać w wypowiedzi dla naszej gazety gen. bryg. Waldemara Czarneckiego, szefa wspomnianego zespołu (str. 8). W imieniu najemników zainteresowanych służbą w polskiej armii apelujemy do red. Leszczyńskiej o rzetelność. Przed WKU już pewnie ustawiają się kolejki chętnych – ton artykułu jest bowiem dość jednoznaczny: decyzja zapadła, z szeregu wystąp. I co? I będą musieli odejść z kwitkiem. Wiemy, że szukanie „newsa” jest często żmudnym zajęciem, ale czy jedynym sposobem na publikację jest tworzenie faktów prasowych? Jeśli tak – proponujemy pani redaktor zajęcie się również tematem UFO. Podobno ostatnio znów je gdzieś widziano – a jeśli nie, to można przecież napisać, że tak było. A gdyby połączyć to jeszcze z armią? Tytuł „Polska armia otwiera się na UFO” przyciągnąłby na pewno jeszcze więcej czytelników. A że nieprawdziwe? Sprawa najemników pokazuje, że prawda najważniejsza nie jest. (ann, ap)

62 Polska Zbrojna

nr 25/2007

REDAKCJA WOJSKOWA Al. Jerozolimskie 97, 00-909 Warszawa, tel. 48 22 684 53 65

wojskowe żywioły w różnych odsłonach