NR 27 (545) 1 LIPCA 2007

TYGODNIK

CENA 4,70 ZŁ (W TYM 7% VAT)

FORUM: Różne oblicza Rosomaka str. 11

INDEKS 337 374

ISSN 0867-4523

www.zolnierz-polski.pl

PIECHOTA MORSKA: Niebieskie berety – reaktywacja? str. 20 LOTNICTWO: Przyszłość za jedno euro str. 28

ŻANDARMERIA: MP – POLSKA SPECJALNOŚĆ str. 16

AAAAAAA AAAAAAAA W NUMERZE
NASZYM OKIEM

KREW, POT I ŁZY
Mistrzostwa Wojska Polskiego w pokonywaniu przeszkód, biegu patrolowym i strzelaniu z broni etatowej pokazały całe piękno sportowej rywalizacji
STR. 32

KADET KAJETAN
Będzie pierwszym świeżo upieczonym polskim maturzystą studiującym w akademii wojskowej Stanów Zjednoczonych
STR. 43

TEMAT NUMERU

SYNDROM BLONDYNKI

Kobietom umożliwiono służbę w armii. Dano oficerskie gwiazdki i patenty. Teraz główkuje się, co zrobić, by nie mogły jeździć na misje jako dowódcy. Bo co będzie, jak kobieta żołnierz zginie?
STR. 4

SIŁY POWIETRZNE

SAUNA W SAMOLOCIE
W czerwcu i lipcu, kiedy panują najwyższe temperatury, w kabinie samolotu piloci czują się jak w saunie. Wszystko za sprawą nieprzewiewnych kombinezonów. Taki ubiór to kara za niepopełnione grzechy STR. 36

WOJSKO PIECHOTA MORSKA

NIEBIESKIE BERETY – REAKTYWACJA?
Mamy niemałe doświadczenie w organizacji oraz szkoleniu wojsk desantowych. Dlaczego więc nie ma polskich marines?
STR. 20

BŁAGANIE O DESZCZ
WOJSKA LĄDOWE Letni poligon często bywa loterią. Pół biedy, gdy przyjeżdża na niego jednostka stacjonująca blisko. Bywa jednak, że żołnierze jadą przez pół kraju, zajmują stanowiska ogniowe i słyszą: strzelać nie można
STR. 34

KULISYI LOTNICTWO

PRZYSZŁOŚĆ ZA JEDNO EURO
Dwa lata temu 41 Eskadra Lotnictwa Taktycznego w Malborku rozpoczęła loty na niemieckich MiG-29. Dziś widać, że – być może niechcący – popełniono wtedy kilka błędów STR. 28
Koziej, Tadeusz Mitek, Wojciech Piekarski, Aleksander Rawski, Henryk Suchar Dział graficzny: tel.: (0-22) 684 51 70, CA MON 845 170; Marcin Dmowski (kierownik), Monika Klekociuk, Paweł Kępka, Andrzej Witkowski Korekta: tel.: (0-22) 684 03 55, CA MON 840 355; Renata Gromska (kierownik), Katarzyna Kocoń, Małgorzata Mielcarz, Katarzyna Pietraszek, Joanna Rochowicz Biuro Reklamy i Marketingu: Adam Niemczak (kierownik) , tel. (0-22) 684 53 87, 684 51 80, 684 55 03, faks: (0-22), CA MON 845 387; Joanna Brodowska, tel.: (0-22 ) 684 51 80;

TYGODNIK

Redaktorzy prowadzący: mjr Artur Goławski , tel.: (0-22) 684 52 30, CA MON 845 230; Aneta Wiśniewska, (0-22) 684 52 13, CA MON 845213; polska-zbrojna@redakcjawojskowa.pl Publicyści: Warszawa: Norbert Bączyk, Piotr Bernabiuk, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON 845 229; Anna Dąbrowska, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Paulina Glińska, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON 845 229; Sylwia Guzowska, tel.: (0-22) 684 02 32, CA MON 840 232; kpt. Grzegorz Predel, tel.: (0-22) 684 08 68, CA MON 840 868; Roman Przeciszewski, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Tadeusz Wróbel, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Bydgoszcz: Krzysztof

www.polska-zbrojna.pl

Dyrektor Redakcji Wojskowej Redaktor naczelny Artur Bartkiewicz, tel.: (0-22) 684 53 65, 684 56 85, faks: 684 55 03; CA MON 845 365, 845 685, faks: 845 503; sekretariat@redakcjawojskowa.pl Al. Jerozolimskie 97, 00-909 Warszawa Zastępca dyrektora Redakcji Wojskowej sekretarz redakcji „Polski Zbrojnej”: Wojciech Kiss-Orski, tel.: (0-22) 684 02 22, CA MON 840 222; wko@redakcjawojskowa.pl

Wilewski, tel.: (0-52) 378 25 90, CA MON 412 590; Gdynia: kmdr ppor. Mariusz Konarski, tel.: (0-58) 626 62 07, CA MON 266 207; Krzysztof Wygnał, tel.: (0-58) 626 24 13, CA MON 262 413; Kraków: Magdalena Kowalska-Sendek, Jacek Szustakowski, tel.: (0-12) 613 17 80,CA MON 131 780; Poznań: Piotr Laskowski, tel.: (0-61) 857 24 46, CA MON 572 446; Wrocław: Bogusław Politowski, tel.: (0-71) 765 38 53, CA MON 653 853; Fotoreporter: Jarosław Wiśniewski, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON 845 229; Współpracownicy: Andrzej Jonas, Krzysztof Głowacki, Marcin Kaczmarski, Włodzimierz Kaleta, Stanisław

Egzemplarze czasopism dostępne w wewnętrznym kolportażu wojskowym są bezpłatne

2 Polska Zbrojna

nr 27/2007

FORUMI KTO

RÓŻNE OBLICZA ROSOMAKA
Jest nadzieja, że niebawem pojawią się pierwsze, długo oczekiwane specjalistyczne wersje Rosomaków, co pozwoli przyspieszyć formowanie wyposażonych w nie batalionów
STR. 11

REDAKTOR NACZELNY

Artur Bartkiewicz

Kilka słów o kobietach „K

MARYNARKA WOJENNA

MŁOTKIEM W KADŁUB
Wyjście okrętu podwodnego w morze stawia na nogi wszystkie służby. Po pamiętnej katastrofie „Kurska” marynarze dmuchają na zimne. Niestety, wypadki zawsze mogą się zdarzyć. Trzeba więc zrobić wszystko, aby im zapobiec
STR. 38

Prenumerata: RUCH SA, KOLPORTER SA, Garmond PRESS, GLM. Informacja: (0-22) 684 04 00 Kolportaż i reklamacje: PP DW Bellona – (0-22) 457 04 37, 6879 041, CA MON 879 041 Druk: Drukarnia Perfekt, ul. Połczyńska 99, Warszawa Numer zamknięto: 26 .06.2007 r. Zdjęcie na okładce: Jarosław Wiśniewski Projekt graficzny: Łukasz Kaugan , CaStudio Treść zamieszczanych materiałów nie zawsze odzwierciedla stanowisko redakcji. Tekstów niezamówionych redakcja nie zwraca. Zastrzega sobie prawo do skrótów.

obieto, puchu marny, ty wietrzna istoto” – pisał o słabszej płci Adam Mickiewicz, podsumowując w pewien sposób to, jak w kulturze europejskiej przez wieki postrzegano kobiety. Poeci opiewali ich wdzięki, a rycerze, ułani, oficerowie – bronili ich czci i bezpieczeństwa. Role były jasno rozpisane od zawsze. Patronem mężczyzn był Mars – bóg wojny, a kobiet Westa – bogini domowego ogniska. Mężczyźni podbijali świat, a kobiety dbały o to, by po podbojach mieli do czego wracać. Mężczyźni odbierali życie, a kobiety je dawały. Tak było kiedyś. W 17 Brygadzie Zmechanizowanej ktoś zbyt mocno przywiązał się do tego klasycznego podziału ról. Młoda, ambitna pani porucznik nie pojedzie do Afganistanu, ponieważ jest kobietą (patrz tekst Bogusława Politowskiego: „Syndrom blondynki”). Przełożeni ją chwalą, podwładni są pełni uznania dla niej, ona sama kocha to, co robi. To jednak za mało. Co ciekawe, uzasadnieniem braku zgody na wyjazd jest specyficznie rozumiana islamofilia. Jak kobieta może dowodzić żołnierzami w kraju, w którym muzułmanie stanowią większość? W tle jednak przewija się nasz bagaż kulturowych doświadczeń. Sprawa dotyczy problemu kobiet w mundurach, który teoretycznie w polskiej armii nie istnieje. Teoretycznie, bo w praktyce – jak widać – wprawdzie wszyscy jesteśmy żołnierzami, ale jedni z nas są nimi bardziej, a inni mniej. Problem nie ogranicza się jednak do prostej dyskryminacji.. W jednej ze swoich piosenek Jacek Kaczmarski śpiewa, że „nic się nie tłumaczy wprost, ponieważ wszystko ma drugie, trzecie, czwarte, piąte dno”. Tak jest i w tym przypadku. Niewątpliwie XX wiek – którego jednym z symboli były tryumfy sufrażystek i ich późnych sióstr, feministek – zmienił pozycję kobiety w naszej kulturze. Sufrażystki dały kobietom obywatelską podmiotowość, a feministki – prawo do wykonywania zawodów tradycyjnie zarezerwowanych dla mężczyzn, a więc również do bycia żołnierzami. Nie tylko sanitariuszkami, łączniczkami, psychologami, ale również żołnierzami liniowymi. Zamykanie im drogi do takiej kariery tylko ze względu na płeć to dyskryminacja. Dyskryminacja ma jednak dwa oblicza – oprócz tej klasycznej, istnieje jeszcze dyskryminacja pozytywna. Polega ona na przyznawaniu przywilejów grupom, które dotychczas były szykanowane. I chociaż zamysł jest szlachetny, to dalej mamy do czynienia z wyraźnym sygnałem – dotknięta taką dyskryminacją grupa jest inna, gorsza. Kiedyś ją za to szykanowano, teraz się ją za to faworyzuje, ale wciąż pozostaje gorsza. Prawdziwa równość polega bowiem na równości praw i równości obowiązków. A z tym ostatnim jest różnie. Wszyscy jesteśmy żołnierzami, ale niektórzy z nas mają niższe normy na egzaminie z WF. Wszyscy jesteśmy żołnierzami, ale niektórzy z nas domagają się tradycyjnych „przywilejów”. Pewien pancerniak opowiadał mi kiedyś z przekąsem, że nie ma nic przeciwko służbie kobiet w armii, ale w czołgu wszyscy są równi, a przeciwnik na polu walki nie pyta o płeć. Pani porucznik z Międzyrzecza jest w równej mierze ofiarą tradycyjnego sposobu postrzegania kobiet w naszej kulturze, jak i właśnie takiej pozytywnej dyskryminacji. Jeśli w wojsku kobiety traktuje się jako piękną ozdobę, trudno się dziwić, że kiedy w grę wchodzą prawdziwe działania bojowe, pojawiają się wątpliwości. To bardzo krzywdzące wobec tych wszystkich kobiet, które są doskonałymi żołnierzami. Na taką sytuację zapracowaliśmy sobie jednak po trosze wszyscy – mężczyźni, bo patrzą na kobiety przez pryzmat stereotypów, i te kobiety, które z takiego postrzegania czerpią korzyści. Chcę być dobrze zrozumiany – mam nadzieję, że pani porucznik spełni swoje marzenie, pojedzie do Afganistanu i potwierdzi, że jest znakomitym dowódcą plutonu. Mam nadzieję, że jej koleżanki w mundurach będą mogły pełnić swoją służbę i w jej trakcie będą postrzegane przede wszystkim jako żołnierze, a nie jako kobiety. Ale żeby w przyszłości nikomu nie zadrżała ręka przed wysłaniem kobiety w rejon konfliktu, może warto pomyśleć o tym, aby równość praw przekładała się na równość obowiązków. Dopiero wtedy wszyscy będziemy żołnierzami. Bez wyjątków.

Nakład: 20 000 egz.

nr 27/2007

Polska Zbrojna 3

TEMAT FOKUS NUMERU AAAAAAATEMAT NUMERU AAAAAAAA
Studium oficerskie ukończyła z wysoką lokatą. Dowodzenie, o którym marzyła, stało się faktem. Szybko potwierdziła, że nie jest maskotką, lecz żołnierzem z krwi i kości. Ponad sto skoków ze spadochronem, kolejne stopnie w judo, trening boksu – dobrze przygotowały ją do trudów żołnierki. Survivalowe zacięcie, godziny górskich wspinaczek i fakt, że pomykała po wertepach HMMWV na długo przed tym nim pomyślano, aby te pojazdy znalazły się w naszej armii, sprawił, że w oczach podwładnych i przełożonych zaczęła uchodzić za „kobietę z jajami”. Plutonem zaczęła dowodzić zaraz po studium i głównie na poligonach. Od listopada przygotowywała się na wyjazd do Afganistanu. Jej żołnierze mówią, że jest dobra. Nigdy nie krzyczy „na przód”, tylko „za mną”. Gdy podczas górskiego szkolenia brali na „garba” po kilkanaście kilo, ona zawsze dźwigała trochę więcej. To wszystko okazało się jednak mało ważne. Jej każdy krok śledzono z uwagą. Co rusz interesowali się nią przełożeni. Nagle coś nie zagrało kadrowcom. Jej pluton wycofano z wyjazdu na misję. Nigdy nie chciała stać na piedestale. Zawsze marzyła o tym, by w spokoju dano jej robić to, do czego się przygotowywała, czyli dowodzić. Doszło do tego, że podczas obserwowanych szkoleń na twarz zakładała kominiarkę. Uciekała w anonimowość. Na próżno. Pewnego dnia ktoś naopowiadał o niej dziennikarzom. Wbrew jej woli podano prasie stopień, imię, nazwisko, a nawet służbowy telefon. Mimo że na każdą prośbę dziennikarzy odpowiadała stanowczym „nie”, w lutym napisał o niej „Dziennik”. Nie ona mówiła – mówiono

Syndrom blondynki
BOGUSŁAW POLITOWSKI

Kobietom umożliwiono służbę w armii. Dano oficerskie gwiazdki i patenty. Teraz główkuje się, co zrobić, by nie mogły jeździć na misje jako dowódcy. Bo co będzie, jak kobieta żołnierz zginie?

US DOD

4 Polska Zbrojna

nr 27/2007

FORUM

| SŁUŻBA | WYDARZENIA | LUDZIE | MILITARIA | W GARNIZONIE | PORADY | ŚWIAT | TO I OWO | SPORT | HISTORIA
rza slogan o złym traktowaniu kobiet przez talibów i że Europejka w mundurze może wywoływać konflikty z miejscowymi. – A tak w ogóle, to trzeba o nią dbać – rzuca na odchodnym. Inny przełożony, ściszając głos, pyta: – A co się stanie, gdy kobieta oficer na misji zginie? Kto weźmie na siebie ciężar odpowiedzialności, medialną wrzawę? Tego oficera nie przekonuje, że pani porucznik, przy okazji psycholog, jest pewnie bardziej świadoma i odpowiedzialna za swą decyzję o wyjeździe niż niejeden oficer płci męskiej. Nie dociera do niego, że ona wie, iż gdyby istotnie jej dowodzenie miało kogoś narażać, sama by się wycofała z wyjazdu. A zresztą, co będzie, gdy zginie mężczyzna? Czy on przedstawia mniejszą

OBIECANKI CACANKI
Pogodziła się, że na pierwszą zmianę do Afganistanu nie pojedzie. Siła wyższa. Wierzyła jednak, że druga jej nie minie. Zaczęły się przygotowania. Dostała pluton. Zaczęła poznawać ludzi. Szkolenie od początku było intensywne. Spotkani na poligonie szturmani w czerwonych beretach chwalili ją za siłę woli, upór i umiejętności. W górach uczyła podwładnych podstawowych czynności: taktyki, techniki zjazdów i wspinaczki, przeszukiwania jaskiń.

U

Na równi!

niemożliwienie pani porucznik udziału w misji w charakterze dowódcy kłóci się z rezolucją 1325 Rady Bezpieczeństwa ONZ z 31 października 2000 r. stwierdzającą, że „kobiety powinny być traktowane na równi z mężczyznami w czynieniu wysiłków w celu utrzymania i wspierania pokoju i bezpieczeństwa”.

ZAWSZE MARZYŁA O TYM, BY W SPOKOJU DANO JEJ ROBIĆ TO, DO CZEGO SIĘ PRZYGOTOWYWAŁA, CZYLI DOWODZIĆ. DOSZŁO DO TEGO, ŻE PODCZAS OBSERWOWANYCH SZKOLEŃ NA TWARZ ZAKŁADAŁA KOMINIARKĘ. UCIEKAŁA W ANONIMOWOŚĆ
Była w swoim żywiole. Wylewając litry potu w upalne dni, nie przypuszczała, że za jej plecami ktoś zaczyna etatowe kombinacje. Pewnego dnia stanęła przed najwyższymi dowódcami. Przy grochówce dowiedziała się, że jako dowódca plutonu na misję nie pojedzie. Stwierdzono, że sztab i papierkowa robota będą dla niej najodpowiedniejsze. Powód? „Wiecie – rozumiecie”. Zgrzytnęła zębami. Dziś każdy z przełożonych pani porucznik mówi co innego. Wysoki rangą oficer przekonuje, że ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła. Powtarza to OPINIA
J. WIŚNIEWSKI

nam, mimo że kilka dni wcześniej w rozkazie batalionowym ukazał się punkt o etatowej zmianie. Według niego, kobieta dowódca na misji, w państwie islamskim, to same kłopoty. Miejscowy tłumacz może nie chcieć z nią współpracować, przypadkowy Afgańczyk, na którego porucznik spojrzy, może poczuć się urażony. Krótko mówiąc, blondynka uzbrojona po zęby może być problemem. Dowódca kolejnego szczebla na pytanie o panią porucznik macha ręką. Twierdzi, że tyle jest ciekawych tematów, a my tu o jakiejś kobiecie. Powta-

ALEKSANDER RAWSKI/BELLONA

tam o niej. Ktoś wygrzebał nawet dane z jej akt osobowych. Nierzetelna, napastliwa dziennikarka zrobiła materiał-laurkę, nie mając pojęcia, jak bardzo skrzywdzi panią porucznik.

wartość? Czy żal wtedy jest mniejszy niż po kobiecie?

SAME BZDURY
Same bzdury – tak mówią o obawach związanych z wysłaniem kobiety na misję amerykańscy oficerowie, którzy w Afganistanie spędzili wiele miesięcy. Podobnie, tyle że mniej dosadnie, wyraża się ppor. Ewa Nowicka, która z polskim kontyngentem humanitarnym kilka miesięcy przebywała w Pakistanie. – Nasza misja miała inny charakter. Jednak byłam kobietą, byłam w mundurze i często miałam kontakty z miejscowymi. Fakt, wzbudzałam pewne zdziwienie, ale nigdy nie spotkałam się z objawami agresji czy wrogości ze strony tamtejszych mężczyzn. Starałam się nie prowokować wyglądem. Dbałam, by mieć zawsze na głowie kapelusz, okulary i nigdy, mimo upału, nie pozwoliłam sobie na chodzenie w koszulce z krótkimi rękawami. Ale to były jedyne ograniczenia. Dziwię się opiniom odnośnie do mojej koleżanki. Przecież ona zawsze będzie tam przebywać w obecności podwładnych. Sprawy z tubylcami może załatwiać przez dowódców drużyn. O prowokowaniu nie ma mowy, bo poza bazą zawsze będzie w oporządzeniu – argumentuje pani saper. Rzecznik prasowy Uniwersytetu Wrocławskiego Małgorzata Porada-Labuda trzy lata spędziła w Algierii. Zna zwyczaje islamu i sposób traktowania kobiet. Uważa, że Europejka musi być bardzo rozważna w zachowaniu. Jednak 

Płk Beata Laszczak,
pełnomocnik MON ds. wojskowej służby kobiet:

– Nie wiem, co w tym wypadku było powodem decyzji, że pani porucznik nie jedzie do Afganistanu jako dowódca plutonu. Gdyby nie miała kwalifikacji, doświadczenia czy przygotowania, to całkowicie to rozumiem. Gorzej, jeśli jedynym powodem była płeć i zdecydowano tak na wszelki wypadek – bo kobieta może być gorzej odbierana przez miejscową ludność lub „co się stanie, jak zginie”. Nasze koleżanki, które służyły lub pracowały na misjach w krajach muzułmańskich, mówią, że ludność islamska odbiera żołnierzy zwykle nie przez pryzmat płci, ale

funkcji, jaką pełnią. Miejscowi respektują to, iż w innych kulturach kobieta może zajmować takie stanowisko. Przy zachowaniu pewnych podstawowych zasad nie ma problemu w kontaktach. Ostatnio byłam w Berlinie na obradach natowskiego Komitetu ds. Kobiet. Pracowałyśmy nad dokumentem, którego jednym z postulatów jest, aby panie, które się do tego nadają, były wysyłane na misje. Przeszkody kulturowe nie powinny być barierą powierzania im stanowisk. Kierować trzeba się bowiem kwalifikacjami, a nie płcią. Poza tym, jeśli zawsze nie będziemy czegoś robić „na wszelki wypadek”, to nigdy nie przekonamy się, jak jest w praktyce. Przy takim braku zaufania do możliwości pań i asekuracyjnym zachowaniu – nie pójdziemy do przodu. (ann)

Do niedawna na nasze czy amerykańskie żołnierki w Iraku – ubrane w tropikalne mundury, hełmy i kamizelki, z długą bronią – reagowano zaskoczeniem i niedowierzaniem, ale to się zmienia.
nr 27/2007

Polska Zbrojna 5

TEMAT NUMERU AAAAAAA AAAAAAAA KOBIETY ŻOŁNIERZE W PKW:
Liczba kobiet kierowanych na misje w poprzednich latach sięgała 50 rocznie  PKW KFOR (Kosowo, dane od IX 2004 r.) – 8 kobiet,  PKW UNIFIL (Liban, dane od IV 2004 r.) – 16 kobiet,  PKW UNDOF (Syria, dane od I 2004 r.) – 17 kobiet,  PKW Irak (dane od 2003 r.) – 31 kobiet,  PKW Afganistan – brak kobiecego personelu wojskowego,  PKW Pakistan – 1 kobieta,  PKW Kongo – brak kobiecego personelu wojskowego,  PKW Łotwa – brak kobiecego personelu wojskowego. Od 2004 r. kobiety służą na takich stanowiskach, jak:  PKW KFOR – dowódca plutonu,  PKW UNIFIL – szef sekcji – zastępca dowódcy kompanii, telegrafista - telefonista,  PKW UNDOF – oficer łącznikowy (oficer informacji wojskowej), dowódca plutonu, oficer operacyjny,  PKW Irak – starszy oficer, młodszy specjalista, oficer, oficer planowania, oficer operacyjny, szef zespołu, dowódca plutonu, konsultant ds. psychoprofilaktyki, psycholog, radca prawny, kierownik kancelarii.

Autor danych publikowanych w internecie: płk Beata Laszczak, pełnomocnik MON ds. wojskowej służby kobiet

OPINIA

Jacek Matuszak

z sekcji informacyjno-prasowej PKW Afganistan: – Nie ma przeszkód natury kulturowej, dla których nasza pani porucznik nie mogłaby przyjechać do Afganistanu jako dowódca plutonu, choć to poważne wyzwanie, z którym na pewno nie poradziłby sobie niejeden mężczyzna. Obecnie mamy w kontyngencie cztery kobiety (w sekcji S-6, pielęgniarkę, psycholog, fotoreporterkę). Tylko jedna z nich wyjeżdżała dotąd za bazę. Ze strony Afgańczyków nie spotkała jej żadna ujma. Panie w mundurach budzą tu raczej zaciekawienie lub szacunek. Afgańczycy często robią sobie z nimi zdjęcia. Jestem

przestrzeganie zasad obyczajowości muzułmańskiej może sprawić, że żadnych napięć nie będzie. Wręcz odwrotnie, w niektórych sytuacjach, w wioskach afgańskich w kontaktach z kobietami czy dziećmi, tylko kobieta ma prawo i może wyjaśnić czy wyegzekwować pewne sprawy. W przypadku przeszukania budynku, w którym są same kobiety, to właśnie mężczyźni w mundurach będą bezradni, a dokonać może tego właśnie kobieta oficer. Czy zatem wobec zdolnego oficera ktoś z przełożonych nie stał się zbyt nadgorliwy, bardziej „talibski” od talibów? Czy ktoś zbyt szybko nie zaczął dmuchać na zimne? Przecież podejście do kobiet w Afganistanie ostatnio się zmienia. Na przykład Malalai Kakar, najstarsza rangą kobieta oficer policji w Kandaharze, kieruje zespołem dziesięciu kobiet oficerów. Do niedawna również reakcje Irakijczyków na nasze czy amerykańskie żołnierki – ubrane w tropikalne mundury, hełmy i kamizelki, 6 Polska Zbrojna

Same bzdury – tak mówią o obawach związanych z wysłaniem kobiety na misję amerykańscy oficerowie, którzy w Afganistanie spędzili wiele miesięcy

pewien, że żaden z tłumaczy pracujących dla nas (czy to lokalny, czy z Polski) nie odmówi współpracy, tylko dlatego że jest to kobieta. Tu za bardzo ceni się każdą dobrze płatną pracę. W innych armiach (najwięcej w amerykańskiej) jest sporo kobiet. Widuję je jako sierżantów, strzelców w HMMWV czy kierowców pojazdów. Nierzadko to kobieta dowodzi konwojem. Na ogół, gdy wyjeżdżają wspólne afgańskokoalicyjne patrole, dowódcami są mężczyźni, ale i tu zdarzają się wyjątki. Nasi dowódcy plutonów nie mają aż tak szerokich kontaktów z Afgańczykami jak członkowie zespołów instruktorskich działających przy ANA czy ANP.

z długą bronią – były pełne zaskoczenia i niedowierzania, ale nie celowej agresji.

O CO CHODZI?
Jaki jest prawdziwy powód odebrania pani porucznik dowodzenia plutonem
Ktoś bez ważnego powodu odebrał dowodzenie osobie, która dobrze wywiązywała się ze swych obowiązków. Wmawia się jej, że odesłanie do sztabu ma być wyróżnieniem

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI (2)

podczas misji? Podjęcie takiej decyzji przełożeni w jednostce przypisują sobie, ale czy faktycznie stosownej sugestii nie dostali z góry? Tego nie wie pani oficer, tego i nam nie udało się ustalić. Fakt pozostaje bezsporny: ktoś bez ważnego powodu odebrał dowodzenie oficerowi, który, jak wszyscy mówią, dobrze wywiązywał się ze swych obowiązków. Wmawia się jej i nam, że odesłanie do sztabu ma być wyróżnieniem. Naszym zdaniem, ktoś za jej plecami bawi się w dobrego wujka, który pod pozorem opieki czyni porucznik krzywdę i dopuszcza się dyskryminacji. Sprawa dotyczy nie tylko jednej pani porucznik, ale wielu innych, które niebawem zechcą jechać na misje z podwładnymi. Czy one też zostaną wyeliminowane z powodów religijnych, kulturowych, dlatego, że mają dłuższe i blond włosy, lub po prostu bez powodu? 
PS Na prośbę opisanych osób nie podajemy ich personaliów.

nr 27/2007

ZAPIS WYDARZENIA

Powrót przed czasem
Dwóch podoficerów z 18 Batalionu Desantowo-Szturmowego służących w bazie PKW w miejscowości Wazi Khwa w Afganistanie, którzy wraz z dziewięcioma innymi żołnierzami napisali prośby o wcześniejszy powrót do Polski, uzasadniając to niedostatecznym – ich zdaniem – opancerzeniem użytkowanych przez PKW amerykańskich pojazdów typu HMMWV, wróciło 25 czerwca do kraju. ak informuje MON, to ci dwaj podoficerowie namawiali pozostałych żołnierzy do złożenia wniosków o wcześniejszy powrót. – Wkrótce pięciu spośród żołnierzy poprosiło o wycofanie swoich podań. Minister obrony podjął jednak decyzję, aby wszystkich jak najszybciej przetransportować do kraju – wyjaśnia Jarosław Rybak, rzecznik MON. Żandarmeria Wojskowa prowadzi śledztwo w tej sprawie. Podoficerowie wrócili samolotem razem z gen. Waldema-

J

P

okaz gwiazdorów światowej akrobacji lotniczej – amerykańskiego zespołu Thunderbirds (Grzmiące ptaki), był główną atrakcją Festynu Lotniczego zorganizowanego 26 czerwca na lotnisku w 31 Bazie Lotniczej w Poznaniu-Krzesinach. Występ grupy, latającej samolotami F-16, zaczął się na ziemi pokazem przygotowania do lotu – synchronicznym zakładaniem okularów. Potem piloci zaprezentowali m.in. możliwości sześciu samolotów przy lotach na małej wysokości i wizytówkę zespołu – figurę akrobacji lotniczej zwaną diamentem. Legendarna grupa wystąpiła w Polsce po raz

Grzmiące ptaki
PIOTR LASKOWSKI

W

Z marines o misjach

drugi; 16 lat temu dała pokaz w Dęblinie. Piloci występują za darmo, ich pokazy są elementem promocji samolotów F-16 i sponsorowane są przez producenta tych maszyn Lockheeda Martina. Poza występem goście festynu mogli

obejrzeć wystawę samolotów i śmigłowców. W czasie, kiedy widzowie podziwiali podniebne akrobacje, mieszkańcy osiedli położonych blisko lotniska pikietowali przeciwko lokalizacji bazy w Krzesinach i hałasowi samolotów. (Lask, ad)

PAKISTAŃSKA WSPÓŁPRACA

M
JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

isja w Afganistanie oraz perspektywy współpracy wojskowej w dziedzinie przemysłu obronnego i zainicjowanie wymiany oficerów obu państw to niektóre kwestie poruszane w czasie spotkania

19 czerwca ministra obrony Aleksandra Szczygło z przebywającym z oficjalną wizytą w Polsce gen. Ehsanem Ul Haq, szefem sztabu Sił Zbrojnych Pakistanu. Minister Szczygło zaproponował przeprowadzenie wspólnych ćwiczeń

polskich i pakistańskich żołnierzy w Centrum Szkolenia na potrzeby Sił Pokojowych w Kielcach-Bukówce. Pakistański generał przebywał w Polsce na zaproszenie gen. Franciszka Gągora, szefa SGWP. (ATD)

ymianie doświadczeń i poglądów na temat obecnie prowadzonych operacji, w których uczestniczą polscy i amerykańscy żołnierze, poświęcone było spotkanie 21 czerwca gen. Jamesa T. Conwaya, komendanta Korpusu Piechoty Morskiej Sił Zbrojnych USA, z zastępcami szefa SGWP gen. broni Mieczysławem Stachowiakiem i wiceadm. Tomaszem Matheą oraz gen. bryg. Andrzejem Juszczakiem, szefem Zarządu Planowania Strategicznego P-5 SG. W trakcie dyskusji zwrócono uwagę, iż powodzenie militarne w rejonie misji musi iść w parze z odpowiednim zaangażowaniem ze strony władz i instytucji cywilnych, bo tylko wtedy działania stabilizacyjne przyniosą oczekiwany skutek. Amerykańskiego dowódcę przyjął też minister Aleksander Szczygło. Głównym tematem spotkania były kwestie dotyczące misji w Iraku i Afganistanie. (ATU)

nr 27/2007

Polska Zbrojna 7

MARIAN KLUCZYŃSKI

rem Skrzypczakiem, dowódcą Wojsk Lądowych, który badał w Afganistanie nastroje polskich żołnierzy. – Nie możemy mówić o żadnym buncie – powiedział gen. Skrzypczak. Generał stwierdził, że podjęto działania, aby poprawić poziom bezpieczeństwa pojazdów humvee, zwłaszcza podłóg. – Zwróciliśmy się w tej sprawie do naszych amerykańskich sojuszników. Do czasu, aż to zostanie zrobione, hummery będą wspierane przez Rosomaki – zapowiedział dowódca WL. PKW Afganistan dysponuje ok. 120 HMMWV, które naszym żołnierzom dostarczyły Siły Zbrojne USA. – Podobnie jak zdecydowana większość tego typu samochodów użytkowanych w Afganistanie zarówno przez armię amerykańską, jak i kontyngenty innych państw biorących udział w misji ISAF, pojazdy te są opancerzone na poziomie II – informuje rzecznik MON. (ann)

WIELKA GALA banderowa na wszystkich okrętach i warty honorowe w miejscach pamięci – to niektóre punkty obchodów Święta MW, przypadającego w tym roku 24 czerwca. Na gdyńskim skwerze Kościuszki 72 podchorążych Akademii Marynarki Wojennej promowano na pierwszy stopień oficerski. Odbył się też piknik zorganizowany przez Klub MW Riwiera. Natomiast w Kołobrzegu udostępniono do zwiedzania trałowiec ORP „Hańcza”, a w Świnoujściu można było zobaczyć pokaz sprzętu ratownictwa morskiego. (ann)

Marynarka świętuje

WYDARZENIA ZAPIS AAAAAAA AAAAAAAA
bethner – gościli 19 czerwca u ministra obrony Aleksandra Szczygło. Spotkanie odbyło się w ramach obchodów 215. rocznicy ustanowienia tego najwyższego polskiego odznaczenia wojskowego. Podczas rozmowy gen. Nałęcz-Komornicki poinformował o koncepcjach promowania w jednostkach wojskowych tradycji związanych z orderem. Dwa dni wcześniej w Katedrze Polowej WP gen. dyw. Tadeusz Płoski, biskup polowy WP, odprawił uroczystą mszę w intencji kawalerów i dam Orderu VM, a członkowie kapituły złożyli wieńce na Grobie Nieznanego Żołnierza. (ATU)
J.WIŚNIEWSKI

PIOTR BERNABIUK

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

P

rzedstawiciele Kapituły Orderu Wojennego Virtuti Militari – kanclerz orderu gen. bryg. w st. spocz. Stanisław Nałęcz-Komornicki, gen. bryg. w st. spocz. Stefan „Starba” Bałuk, gen. bryg. w st. spocz. Zbigniew Ścibor-Rylski i mjr w st. spocz. Zygmunt Ge-

Najwyższy honor

G

chłoporobotnicy

Żołnierzo-

60 lat dla historii wojskowości

P

rof. dr hab. Tadeusz Marian Nowak, nestor polskich historyków wojskowości, odebrał 26 czerwca gratulacje i dedykowane mu numery „Przeglądu Historyczno-Wojskowego” oraz „Studiów i Materiałów do Historii Wojskowości”. Uroczystość odbyła się podczas konferencji naukowej zorganizowanej na je-

go cześć w Warszawie przez Wojskowe Biuro Badań Historycznych i Muzeum Wojska w Białymstoku. Profesor w swojej karierze był m.in. przewodniczącym Rady Naukowej „Przeglądu Historyczno-Wojskowego” i redaktorem naczelnym „Studiów i Materiałów do Historii Wojskowości”. (gp)

Walczyć jak żołnierze
– Podczas spotkania maluchy mogły sprawdzić się w roli dyrygenta, spróbować gry na werblach i trąbach – mówi mjr Andrzej Sowa, rzecznik dowódcy ŚOW. Gen. dyw. Fryderyk Czekaj, dowódca ŚOW i inicjator akcji razem z prof. dr hab. Alicją Chybicką, kierownikiem kliniki, podkreślał, że dzieci walczą z chorobą jak żołnierze. Cztery dni wcześniej ośmioro małych pacjentów podczas dedykowanego im festynu w 2 Batalionie obejrzało m.in. pokaz antyterrorystów ze specjalnego plutonu policji. (ad)

MALI PACJENCI Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii AM we Wrocławiu gościli u siebie 19 czerwca muzyków orkiestry reprezentacyjnej Śląskiego Okręgu Wojskowego i żołnierzy 2 Batalionu Dowodzenia.

RODZINIE i BLISKIM ZMARŁEGO 16 czerwca 2007 r. st. chor. sztab. w st. spocz. Karola WYBIRAL wyrazy głębokiego współczucia i szczerego żalu składają szef i kadra Dyżurnej Służby Operacyjnej Sił Zbrojnych RP

adamy sobie z kapitanem, oczywiście o zawodowstwie i nie do gazety, bo jeśli do gazety, to być może miałby zupełnie inne podejście do tematu. Na razie więc młodzież garnie się do wojska, ale już po rynku pracy widać, że źródełko powoli wysycha. Zastanawiamy się głośno, co to będzie, jak nam potencjalni kandydaci na zawodowych starszych szeregowych i kaprali pouciekają na budowy autostrad i stadionów? Uczynią tak przecież, by zaznaczyć swój udział w największym wydarzeniu sportowym, jakie dotąd dotknęło nasz kraj, przede wszystkim jednakże dla kasy. Mój rozmówca zgadza się, że jedynym ratunkiem pozostaje „import siły roboczej” z krajów odległych i bliskich. – Do wojska? – Nie, do budownictwa i drogownictwa! A ja jestem za tym, żeby do wojska, więc rozsnuwam przekornie wizję kozackich szwadronów, skośnookich czołgistów drobnej postury oraz plutonów mistrzów bojowych sztuk walki wręcz. W tym momencie jednak okazuje się, że mamy z kapitanem odmienne poczucie humoru. Przygotowując się więc na sytuację, w której siły zbrojne przegrają z budownictwem i kilkoma innymi dziedzinami dającymi korzystne zatrudnienie, rozważamy, czy oprócz wspomnianych pieniędzy mamy żołnierzowi coś do zaoferowania? Zdaniem kapitana, oferta mogłaby być szeroka – profesjonalne i ciekawe szkolenie, dobre i nowoczesne wyposażenie, wyjazdy na misje pokojowe i stabilizacyjne oraz etos służby. Szkoda, że tego wszystkiego nie ma! – Dlaczego? – Co dlaczego? Dlaczego szkoda, czy dlaczego nie ma? – Dlaczego kapitan tak sądzi. Przecież jakiś etos tam jest. Człowiek w mundurze i z bronią znacznie godniej się prezentuje niż z łopatą, w drelichu, powalany wapnem. Zresztą, czy ja wiem? Kapitan wie. Podległych sobie żołnierzy dzieli na dwa światy. Pierwszy zaludniają żołnierzochłoporobotnicy, ludek pracowity, rzetelny i praktyczny. Rozkaz wykona dokładnie, nawet jeśli bez przekonania, ale pieniądze skrupulatnie policzy, godziny pracy również, co do minuty. Oficer podkreśla z naciskiem słowo „pracy”, bym nie utożsamiał go ze słowem „służba”. Na misję, jakby co, też pojedzie, ale najpierw musi naradzić się z kobitą, czy się opłaci. W tym drugim świecie są urodzeni wojownicy. Ciągle im mało szkolenia, mało amunicji. Najchętniej nie wracaliby z poligonu i nieustannie gadają o misjach. Jak który zwolnienie lekarskie weźmie, to po tygodniu wraca opalony, bo znowu gdzieś się tam prywatnie doinwestowywał. Po prostu same komplikatory. No, i tych to można etosem nakarmić. Na budowę żaden nie pójdzie, szybciej gdzieś do służb, w ostateczności do ochrony. – I jak ja będę kompanią wykonywał zadania, jeśli mi tylko tacy zostaną?

8 Polska Zbrojna

nr 27/2007

KTO FORUM

R

Po serii testów Rosomak udowodnił swe możliwości i wyruszył na pierwszą zagraniczną misję. W Afganistanie załogi naszych wozów czeka ciężka służba. Jednak, co ważne, mamy wozy na światowym poziomie, które można śmiało porównywać z każdym innym pojazdem opancerzonym będącym w międzynarodowym kontyngencie NATO–ISAF.
choty (IFV – Infantry Fighting Vehicle). W klasyfikacji nie ma znaczenia, czy pojazd ma koła czy gąsienice – liczy się jego przeznaczenie i możliwości bojowe. Nad Wisłą wciąż jeszcze czasem pokutuje terminologia Układu Warszawskiego, ale to zachodnie terminy, takie jak APC, słusznie nieuwzględniające trakcji opisywanego pojazdu, wydają się znacznie trafniejsze. Mamy zatem bojowego Rosomaka stworzonego przede wszystkim do walki – ma podwieźć na miejsce starcia swój desant, a potem wspierać go ogniem szybkostrzelnej armatki (a w przyszłości może i PPK). Gdy zatem bliżej przyjrzeć się arsenałom ISAF, Rosomak zajmuje pozycję szczególną, i jeśli go porównywać, to głównie z wozami… gąsienicowymi. Przykładowo Norwegowie ściągnęli swego czasu do Afganistanu CV 9030, Niemcy niedawno garstkę Marderów 1A5, Anglicy zaanonsowali swe Warriory, a wiosną rząd włoski zapowiedział wysłanie kilku VCC-80 Dardo. Te gąsienicowe pojazdy to już dość wyspecjalizowani wojownicy, choć częściowo porównywalni masą i podstawowym opancerzeniem z Rosomakiem.

MISJA
Pod sztandarem

ALEKSANDER RAWSKI

Dziewicza
NORBERT BĄCZYK

osomak, spolonizowana odmiana fińskiego AMV, wchodzi do akcji po raz pierwszy. Dla wszystkich naszych sojuszników w Afganistanie jest ogromną ciekawostką. Pojazd projektowano już w XXI w., podczas gdy inne wozy podobnej klasy służące w ISAF powstały wcześniej. A afgańskie wojska NATO mają naprawdę bardzo bogatą mozaikę sprzętu. Są tu i legendarne M113, znajome BTR czy BRDM, Pandury 6x6, Piranie, Fuchsy, VAB, a nawet jeszcze jugosłowiańskiego pochodzenia BOV czy rumuńskie klony BTR-70, czyli B-33 Zimbru. Porównanie z Rosomakiem łatwe jednak nie jest, gdyż większość tutejszego arsenału to transportery opancerzone piechoty (APC – Armoured Personel Carrier) albo opancerzone wozy patrolowe (APV – Armoured Patrol Vehicle). Tymczasem nasz Rosomak, choć popularnie nazywany kołowym transporterem piechoty, bynajmniej typowym KTO nie jest. Wszystkie 24 egzemplarze mają wieże Hitfist 30P z działkami 30 mm, są to zatem bojowe wozy pienr 27/2007

S

iły międzynarodowej koalicji działające w ramach amerykańskiej operacji „Enduring freedom” oraz zebrane w kierowanych przez NATO International Security Assistance Force (ISAF) nie mają łatwego zadania. Pogrążony w wojnie od lat 70. XX wieku Afganistan wciąż jest bardzo niespokojnym miejscem. Straty wojsk NATO, choć relatywnie niewielkie, wzrastają, zaś krajem wstrząsają wojny partyzanckie. Radykalni islamiści, terroryści, handlarze narkotyków i lokalni watażkowie, choć nie są w stanie pokonać w otwartej walce żołnierzy koalicji, destabilizują sam Afganistan. Tymczasem ustabilizowanie sytuacji w tym kraju stało się być albo nie być dla wiarygodności NATO. Stąd pod sztandarem ISAF służy dziś przeszło 35 tys. żołnierzy z blisko 40 krajów. Ich potencjał bojowy stale wzrasta. Obok formacji do zadań stabilizacyjnych do Afganistanu przybywają także zwarte oddziały liniowe, wyposażone w czołgi, 

Polska Zbrojna 9

FORUM KTO
samobieżne haubice, korzystające ze wsparcia śmigłowców szturmowych i samolotów bojowych. Również Wojsko Polskie wysłało do środkowej Azji znaczny kontyngent, którego trzonem jest zmotoryzowana batalionowa grupa bojowa z trzema zespołami (kompaniami) manewrowymi. Służący w niej żołnierze reprezentują najbardziej dziś nowoczesne formacje WL – 17 Brygadę Zmechanizowaną i 6 Brygadę Desantowo-Szturmową. W wyposażeniu grupy są m.in. 24 Rosomaki.

KANADYJCZYCZY mają w Afganistanie liczne pojazdy rodziny Piranha. APC Bison (z lewej) – z dodatkowym opancerzeniem, sprawdza się na patrolach. Z kolei odpowiednikiem naszego Rosomaka jest IFV LAV III Kodiak (na górze).

Trakcja gąsienicowa faworyzuje je w terenie, ale to kołowy wóz z Polski może okazać się bardziej wydajny w czasie drogowych patroli, nie ustępując im przy tym możliwościami bojowymi. Szukając natomiast podobnej platformy bojowej wśród wozów kołowych, najbardziej porównywalny wydaje się kanadyjski LAV III Kodiak, jeden z całej gamy pojazdów, których konstrukcja jest oparta na wozie Piranha III, jaki można spotkać w wojskach spod znaku klonowego liścia służących w ISAF. Ośmiokołowy, uzbrojony w 25 mm działko M242, karabiny maszynowe, i zabierający desant piechoty BWP nazwany nieco przekornie Light Armoured Vehicle III (waży nawet do 18 ton). Jest on o kilka ton lżejszy od Rosomaka i nieco od niego węższy. To właśnie na bazie kanadyjskiej Piranii powstał amerykański KTO Stryker. I w tym wypadku Rosomak wypada dość korzystnie. Wprawdzie LAV III można transportować w ładowni C-130, a polskiego wozu nie, niemniej nasz IFV jest choćby bardziej stabilny. Swego czasu w Kanadzie rozpętała się nawet prawdziwa burza z tego powodu, przypominająca nieco naszą psychozę z Rosomakiem. O ile jednak o wozie z Finlandii mówiono, „że tonie”, o tyle o LAV III – „iż się przewraca”. W rzeczywistości i uzbrojona w wieżę kanadyj-

ska Pirania, i Rosomak to bardzo nowoczesne pojazdy, choć jak wszystkie urządzenia mechaniczne – nie pozbawione pewnych wad.

Trendy światowe
Praktycznie wszystkie IFV, choć szybkie i dobrze uzbrojone, odznaczają się dość lekkim opancerzeniem, porównywalnym z wozami APC. Wynika to z faktu, iż często obie klasy pojazdów mają te same podwozia. Tak też jest i w przypadku Rosomaka, wywodzącego się z AMV. Polski bojowy wóz piechoty ma standardową osłonę, określaną w NATO według STANAG 4569 – dla pojazdów lekko opancerzonych. Nasz pojazd spełnia normy poziomu 2 (Level 2), będąc odpornym z każdej strony na ostrzał z ręcznej broni automatycznej pociskami kal. 7,62 mm x 39 z odległości 30 m, jest też odporny na odłamki 155 mm pocisków wybuchających w odległości 80 m od pojazdu. Załoga ma szansę wyjść bez szwanku również w razie detonacji pod pojazdem miny o wadze 6 kg. Faktycznie „goły” Rosomak powinien wytrzymać również ostrzał pocisków wpisywanych w poziom 3 (Level 3) – też kalibru 7,62 mm, ale o większej szybkości, rzędu 900 m/s – np. wystrzeliwanych z karabinów snajperskich. Dodatkowo z przodu Rosomak

ma odporność na poziomie 4 (Level 4) – wytrzymuje ostrzał wielkokalibrowych karabinów maszynowych 12,7 mm i 14,5 mm. Takie parametry są typowe dla większości APC i BWP na całym świecie, zatem podstawowa odmiana Rosomaka, skierowana na misję do Afganistanu, nie ustępuje tu innym pojazdom. Podobnie opancerzone wozy (Pandur, Piranha) służyły w ISAF bardzo długo. Obecnie dąży się jednak do zwiększenia odporności balistycznej poprzez zamontowywanie dodatkowych pancerzy kompozytowych lub reaktywnych. Nasze Rosomaki w ISAF docelowo też otrzymają takie pakiety firmy Rafael, dające załodze pełną ochronę przed wielkokalibrowymi karabinami maszynowymi, zabezpieczającymi przed wybuchami 155 mm pocisków 60 m od pojazdu, a z przodu wozu chroniącymi nawet przed działkami 20 mm czy wręcz RPG-7. Wspomniane tu już LAV III służące w Afganistanie, jak i ich odmiany Bison (APC) i Coyote (wóz rozpoznawczy) czy sześciokołowe Grizzly również mają obecnie dodatkowe opancerzenie chroniące cały pojazd według STANAG-u 4569 na poziomie 4 – są to pancerze kompozytowe MEXAS (Modular EXpandable Armor System), zaś norweskie CV 9030 dysponują jedną z wersji dodatkowego panceDobrze, że polscy żołnierze jadą na misję wreszcie z nowoczesnymi, uniwersalnymi pojazdami, jakich nie powstydziliby się nasi sojusznicy. Nie oznacza to oczywiście bezproblemowej eksploatacji czy służby

10 Polska Zbrojna

nr 27/2007

JACEK MATUSZAK

WIOSNĄ rząd włoski zapowiedział skierowanie do Afganistanu ośmiu pojazdów VCC-80 Dardo.

W RAMACH ISAF służą także czołgi i BWP. Norwegowie przysłali swe CV 9030, które uzupełniają patrolowe KTO XA-186. POJAZDY takie jak ciężki APV Mastiff (z lewej) to zdaniem wielu ekspertów przyszłość wojsk stabilizacyjnych. Brytyjczycy zakupili je w USA i kierują do Afganistanu. Wojsko Polskie nie ma pojazdów tej klasy.

rza kompozytowego AMAP (Advanced Modular Armor Protection) – oba z niemieckiej firmy IBD Deisenroth Engineering. Ten niemiecki producent dopancerza zresztą mnóstwo pojazdów, łącznie z fińskim AMV czy amerykańskim Strykerem. Jak widać, Rosomak dzięki zapasowi masy na poziomie trzech–czterech ton również jest podatny na modernizacje „pod misje” i nie ustępuje konkurencji. Daje się opancerzyć dodatkowo nie gorzej niż inne BWP. Na marginesie należy przypomnieć, iż w wariancie afgańskim polskiego IFV – wzorem innych państw – zadbano również o dodatkowe kamery, rozbudowaną łączność, system lokalizujący źródła ostrzału czy urządzenia zagłuszające komendy zdalnej detonacji ładunków IED (Improvised Explosive Device). Choć oczywiście zintegrowanie tego wyposażenia z amerykańską 82 Dywizją (podlegamy tej jednostce) wymaga pewnych korekt – np. dlatego zagłuszarki dadzą nam Amerykanie.

Silne ręce, słabe nogi
Jak już wspomniałem, w arsenale wojsk ISAF mało jest pojazdów, które można porównać z Rosomakiem, bo bojowych wozów piechoty nie jest tam zbyt wiele. Faktycznie przysłanie 24 Rosomaków ma taki sam charakter jak podsyłanie czołgów Leopard, samolotów A-10, szturmowych śmigłowców Agusta A129 czy BWP Dardo. Do Afganistanu przybył kolejny oddział zdolny do prowadzenia nie tylko działań stabilizacyjnych i patrolowych, ale też wojny. Miło zatem napisać, że Wojsko Polskie przybywa wreszcie na misję z nowoczesnymi, uniwersalnymi pojazdami, jakich nie powstydziliby się nasi sojusznicy. Nie oznacza to oczywiście bezproblemowej eksploatacji czy służby, ale żołnierze powinni mieć zaufanie do tego sprzętu. Trzeba też pamiętać, iż nawet dodatkowe pancerze czy sprzęt elektroniczny nie są gwarantem pełnego bezpieczeństwa. W starciu z IED lub wypełnionym po brzegi matenr 27/2007

riałami wybuchowymi samochodem z samobójcą nie zdadzą się na nic. Tak było 8 kwietnia tego roku, gdy dodatkowo opancerzony LAV III wyleciał w powietrze od miny pułapki, grzebiąc w swoich szczątkach sześciu kanadyjskich żołnierzy. Takie przypadki są na szczęście bardzo rzadkie. Bez wątpienia Rosomaki będą najbezpieczniejszymi i najpotężniejszymi pojazdami Wojska Polskiego w Afganistanie. Szkoda tylko, że za tymi 24 wozami długo, długo nie ma nic. Żadnych godnych uwagi pojazdów APC czy APV, a to właśnie takie wozy – w układzie 8x8, 6x6 czy 4x4 – są najliczniejsze w wojskach ISAF i obok samochodów wykorzystywane są w konwojach czy w patrolach określonych stref. Dość wspomnieć, iż przykładowo Holendrzy użytkują APV Bushmaster i APC XA-188, Francuzi mają swe VAB i VBL, Australijczycy Bushmastery, a największą uwagę do ochrony wojsk konwojowych przywiązują bodaj Anglicy, Niemcy i Kanadyjczycy. Ci pierwsi przesiadają się na ciężkie Mastiffy i lekkie, ale też opancerzone Vectory, Bundeswehra zwiększa kontyngent Dingo/Dingo-2, mając też wozy Fuchs czy specjalne opancerzone ciężarówki Duro, zaś żołnierze z Kanady nie dość, iż mają całą rodzinę wozów Pirania (IFV, APC, wozy rozpoznawcze, sanitarne, dowódcze itp.), to jeszcze dysponują bardzo odpornymi APV RG 31, a ostatnio podpisali nawet kontrakt na serię opancerzonych ciężarówek Mercedesa. Nasza armia w ogóle nie ma sprzętu takiego rodzaju, poprzestając na wypożyczonych od Amerykanów HMMWV. Można zatem zapytać: Rosomaki już są, ale gdzie reszta rasowych, wojskowych pojazdów godnych misji takich jak Irak i Afganistan? 
UZUPEŁNIENIE. W „PZ” 26/2007 napisałem, iż w Polsce wciąż nie zdecydowano, ile specjalistycznych odmian Rosomaka powstanie. Natomiast kilkanaście dni temu WL przedstawiły już taki projekt.

Różne oblicza Rosomaka
Jest nadzieja, że niebawem pojawią się pierwsze, długo oczekiwane specjalistyczne wersje Rosomaków, co pozwoli przyspieszyć formowanie wyposażonych w nie batalionów.
TA D E U S Z W RÓ B E L

Dowódca Wojsk Lądowych gen. broni Waldemar Skrzypczak uważa, iż należałoby wydłużyć czas realizacji programu kołowego transportera opancerzonego do 2014 r. – Aby móc w pełni ukompletować bataliony, poza bojowym Rosomakiem potrzebne są pojazdy specjalistyczne – wyjaśnia. Z tego też powodu trwają prace nad kilkoma wersjami KTO. Niestety, w tej dziedzinie są spore zaległości. W efekcie armia otrzymała 87 (do końca roku będzie ich 101) Rosomaków w wersji bazowej, czyli bez uzbrojenia i wyposażenia specjalistycznego. Stąd złośliwi nazywają je wozami do nauki jazdy.

Koncepcje różnych wersji
Istnieją już plany ich zagospodarowania. Powróciła koncepcja, by część wozów wykorzystać jako transportery przenośnych wyrzutni przeciwpancernych pocisków kierowanych Spike wraz z obsługą, po dwie na KTO. W sumie ma zostać tak wykorzystanych 27 pojazdów. Trwają negocjacje, by następną dwudziestkę zmienić w wozy ewakuacji medycznej. Część Rosomaków ma być podstawą dla wozów dowodzenia, które powstaną w dwóch wariantach – jeden dla dowódców batalionów  Polska Zbrojna 11

FORUM KTO
W PLANACH jest zakup aż 472 pojazdów uzbrojonych w działka oraz 218 pojazdów specjalistycznych. Oznacza to dokupienie 159 dodatkowych wież bojowych.

specjalistycznych. Na przykład dowództwo ma cztery Strykery, w tym dwa w sekcji łączności. Każda amerykańska kompania piechoty dysponuje aż 20 transporterami. W jej składzie, poza trzema plutonami piechoty ROSOMAK w wersji bazowej na pokazie 30 czerwca 2004. Do końca roku będziemy mieli (po cztery wozy), jest pluton w sile trzech 101 takich wozów – wciąż niewykorzystanych. Teraz ma się to zmienić. wozów MGS z armatami kal. 105 mm. Kompania ma też sekcję złożoną z dwóch samobieżnych moździerzy 120 mm (dodatkowo każdy z nich ma przenośny moździerz 60-milimetrowy). Do tego dwa Strykery znajdują się w dowództwie kompanii. W amerykańskim batalionie nie ma kompanii wsparcia. Po części jest to efekt rozbudowanych elementów wsparcia bojowego w kompanii piechoty. Pozostałe pododdziały wsparcia i zabezpieczenia ulokowano w kompanii dowodzenia. Są w niej plutony: medyczny, moździerzy, rozpoznawczy i sekcja snajperów. Pierwszy z nich ma cztery wozy ewakuacji medycznej, które przyi drugi dla dowódców niższego szczebla. zaawansowane i który dysponuje nowo- dzielane są do poszczególnych kompaW sumie ma ich być 77. Podobnie rzecz czesną technologią. W planach jest rów- nii. Pluton moździerzy liczy cztery wobędzie się miała z 32 rozpoznawczymi nież wóz wsparcia z armatą kal. 90 lub zy. Ich podstawowym uzbrojeniem jest KTO, które powstaną również w dwóch 105 mm. Powstanie, jeśli znajdą się na to moździerz 120-milimetrowy. Dodatkowo wariantach. Postanowiono już, że będą na pieniądze. każdy z nich dysponuje holowanym moźpodwoziu ośmiokołowym, a nie, jak pierdzierzem kal. 81 mm. Moduł bojowy wotnie zakładano, sześciokołowym. PoTakże pluton rozpoznawczy ma cztery jazdy rozpoznawcze, podobnie jak werPojazdy w tych dwóch ostatnich wer- Strykery. U nas podobne pojazdy przewisja bojowa, zostaną uzbrojone w armatę sjach będą kośćcem kompanii wsparcia, dziane są w kompanii rozpoznawczej brykal. 30 mm. Ich warianty będą różniły która ma pojawić się w strukturze batalio- gady. U Amerykanów są one tak w batasię wyposażeniem. Bogatsza będzie nu piechoty na Rosomakach. Miałaby ona lionie rozpoznania, obserwacji i wskazyoczywiście wersja dowódcza. trzy plutony: moździerzy, wozów wsparcia wania celów (RSTA), jak i batalionie pieJednak kluczowa jest sprawa 159 Roso- i przeciwpancerny. Gdyby udało się pozy- choty, który – jak wychodzą z założenia maków, które miały dostać jako uzbrojenie skać system najnowszej Prawdopodobnie wozy – będzie działał nie tylko zdalnie sterowane stanowisko ogniowe, generacji, liczba moździew zgrupowaniu brygadoczyli tzw. małą wieżę. Po rezygnacji z te- rzy mogłaby zostać zreduwym, ale też samodzielewakuacyjne dla go zamiaru pojawiła się nowa propozycja. kowana z sześciu holowanie. A wtedy bardzo przyPlanowane jest zamontowanie na nich wie- nych do trzech bądź czte- Rosomaków powstaną da mu się własny zwiad. ży z 30-milimetrową armatą, koniecznie rech samobieżnych. Lepiej Odwrotnie jest z samona bazie dużych, zintegrowaną z PPK Spike. Poza tym po- byłoby mieć ich cztery, bieżnymi niszczycielami opancerzonych, winno być możliwe zaadaptowanie jej do gdyż wtedy pluton można czołgów. U nas planowaBWP-1. Zatem musi to być konstrukcja lek- podzielić na dwie sekcje ne są w batalionie piechoośmiokołowych ka i bezzałogowa. po dwa KTO. Kolejny pluty, a u Amerykanów skuW tym roku rozpoczęły się prace nad no- ton miałby podobną licz- ciężarówek z systemem piono je w odrębnej komwymi wersjami Rosomaka. Jedną z nich bę wozów wsparcia ogniopanii przeciwpancernej. Z samozaładowczym jest samobieżny moździerz kal. 120 mm. wego. Natomiast ideałem pewnością wpływ na takie Wojska Lądowe chcą, aby był to system au- w plutonie przeciwpancernym byłyby, rozwiązanie ma to, że drużyna amerykańtomatyczny, zamontowany w wieży. Tę zaś zamiast przenośnych, wyrzutnie samo- skiej piechoty dysponuje wyrzutnią PPK. można by ulokować na podwoziu transpor- bieżne. Oczywiście o tym, czy tak się Natomiast jeśli chodzi o siłę ognia, przetera bez ingerencji w jego konstrukcję. Pra- stanie, w znaczącej mierze zdecydują waga jest bezsprzecznie po stronie polskiece nad takim moździerzem prowadzi Hu- środki finansowe. go KTO. Rosomaka uzbrojono w armatę ta Stalowa Wola, ale problemem pozostaPolski batalion przy czterokompanijnej kal. 30 mm, podczas gdy Amerykanie wyje czas. Zgodnie z międzynarodowymi zo- strukturze będzie miał także 53 wozy bo- brali dla Strykera zdalnie sterowane stanobowiązaniami, WL powinny mieć w pełni jowe. Razem z wersjami specjalistyczny- wisko z wielkokalibrowym karabinem magotowe do działania pierwsze dwa batalio- mi daje to ponad 70 Rosomaków. Dla po- szynowym kal. 12,7 m lub 40-milimetrony Rosomaków już w latach 2008–2009. równania amerykańska jednostka tego wym granatnikiem automatycznym. Być może rozwiązaniem byłoby podjęcie szczebla wyposażona w Strykery ma Nawet pobieżne porównanie obu jednowspółpracy przez polskiego producenta 76 transporterów, chociaż tylko trzy kom- stek pokazuje, jak posiadane uzbrojenie z zagranicznym partnerem, którego prace panie piechoty. Amerykanie posiadają za wpływa na przyjmowane rozwiązania nad takim systemem uzbrojenia są bardziej to w swych batalionach więcej pojazdów strukturalne.  12 Polska Zbrojna
JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

nr 27/2007

NA CELOWNIKU

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

DO SPRAW TRUDNYCH
sie przedstawił propozycję, w jaki sposób i jak najszybciej pozyskać samoloty tzw. VIP-owskie. Flota, którą dziś dysponują najważniejsze osoby w państwie, pozostawia, delikatnie mówiąc, wiele do życzenia. Samoloty zbyt często się psują i z całą pewnością nie zapewniają latającym nimi osobom pełnego bezpieczeństwa i możliwości właściwego wykonywania obowiązków. Teraz wraz z ekspertami lotnictwa, zamówień publicznych, przedstawicielami użytkowników, a także osobami mającymi rozeznanie na lotniczym rynku chcemy określić niebudzące zastrzeżeń wymagania i kryteria, które pozwolą wreszcie na pozyskanie nowych, bezpieczniejszych i mniej zawodnych samolotów przez dzierżawę, leasing lub zakup. Na pewno co najmniej trzy maszyny – jedna o długim i dwie o średnim zasięgu – muszą być pozyskane niemal natychmiast. Jednocześnie trzeba właściwie przygotować dokumentację przetargową, która pozwoli na odnowienie całej VIP-owskiej floty. Sprawa trudna numer dwa to szkolenie pilotów F-16. Podobno są dwa–trzy warianty rozwiązania tego problemu? – Kiedy przychodziłem do resortu, myślałem, że ta sprawa jest już załatwiona. Kupiliśmy samolot kilka lat temu i wydawałoby się, że podjęto też decyzje o sposobie zapewnienia obsługi i szkolenia pilotów dla niego. Niestety, mimo że od zakupu F-16 minęło trochę czasu, kwestia szkolenia pilotów i obsługi dla nich jest wciąż otwarta. Mówimy tutaj o dwóch sprawach – po pierwsze, trzeba dziś szkolić pilotów, którzy będą mogli teraz latać na 48 Jastrzębiach. Po drugie, trzeba myśleć o stworzeniu systemu szkolenia takich pilotów z wykorzystaniem Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie. Do tego trzeba jednak włączyć szkolenie na samolocie przejściowym – tzw. LIFT-cie. Możliwości jest kilka – można taką maszynę kupić, wziąć w leasing albo zakupić usługę polegającą na szkoleniu pilotów. Konkretną propozycję w tej sprawie przedstawimy we wrześniu. Bardzo chciał-

WICEMINISTER

Rozmowa z JACKIEM KOTASEM, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej

Panie Ministrze, na brak pracy Pan chyba ostatnio nie narzeka. Reforma szkolnictwa, kwestia szkolenia pilotów na myśliwce F-16, sprawy socjalne i mieszkaniowe – do tego wszystkiego doszła Panu ostatnio trochę niewdzięczna funkcja pełnomocnika ds. pozyskania samolotów VIP-owskich... – To prawda – nie nudzę się w ministerstwie. Przychodząc do resortu, liczyłem na to, że większość należących do mnie spraw będzie wymagała przede wszystkim nadzoru, być może jakichś korekt. Uważałem, że odpowiednie decyzje zostały podjęte już wcześniej. Okazuje się jednak, iż tak dobrze nie jest i że bardzo się pomyliłem. Przyznam się, że przeżyłem ogromne rozczarowanie tym, co zastałem w resorcie. Przekonałem się, ile rzeczy wcześniej zrobiono źle, a ilu nie zrobiono w ogóle. W konsekwencji wciąż naprawiamy i usuwamy popełnione przez poprzedników błędy i rezultaty zaniechań. Pracy jest mnóstwo – zarówno w podległych mi departamentach, jak i w Inspektoracie Wojskowej Służby Zdrowia, Wojskowej Agencji Mieszkaniowej. Ważne są także kwestie szkolenia pilotów na F-16. A teraz doszła jeszcze sprawa pilnego pozyskania samolotów VIP-owskich. O tej ostatniej kwestii mówi się od dawna. Tajemnicą poliszynela jest, że resursy maszyn 36 Pułku Specjalnego wkrótce się skończą, tymczasem nowych samolotów wciąż nie widać, a przetarg na nie został niedawno unieważniony. Ma Pan pomysł, jak uporać się z tym problemem? – Minister Aleksander Szczygło postawił mi zadanie, abym w najbliższym czanr 27/2007

Po pierwsze – trzeba dziś szkolić pilotów, którzy będą mogli teraz latać na 48 Jastrzębiach. Po drugie – trzeba myśleć o stworzeniu systemu szkolenia takich pilotów na przyszłość
bym, aby w przyszłości Dęblin stał się międzynarodowym ośrodkiem, w którym szkoliliby się nie tylko Polacy, ale również nasi sojusznicy. Na temat tego, czy kupić samolot szkolno-bojowy, czy wziąć go w leasing, dyskutowano gorąco na przełomie roku. Doszło nawet do pewnych zgrzytów między Dowództwem Sił Powietrznych a MON. – Myślę, że w tym wypadku nie można mówić o konflikcie tylko właśnie o gorącej dyskusji. Musimy sobie powiedzieć  Polska Zbrojna 13

NA CELOWNIKU
wprost, że wprowadzono nas w błąd, mówiąc, że 3,8 mld dolarów, za które sprowadziliśmy do Polski F-16, to całość wydatków związanych z tym programem. Byłoby tak, gdybyśmy chcieli podziwiać myśliwce stojące na pasie startowym. F-16 wymusza na polskiej armii ogromny przeskok technologiczny. A z tym wiąże się m.in. dostosowanie infrastruktury i stworzenie systemu szkolenia. Mam nadzieję, że powołany zgodnie z decyzją ministra zespół znajdzie najkorzystniejsze dla nas rozwiązanie i nie przewidujemy konfliktu między DSP a MON. Mówi się o szkoleniu polskich pilotów w krajach innych niż USA. Podobno w grę wchodzą Finlandia, Hiszpania i Izrael. – Na tym etapie wszystkie te państwa rzeczywiście są brane pod uwagę. Szczególnie cenna byłaby pomoc Izraela – to druga armia na świecie, jeśli chodzi o liczbę eksploatowanych F-16. Poza tym jej piloci mają ogromne doświadczenie bojowe. Rozmawiałem na ten temat z attaché obrony Izraela i muszę powiedzieć, że strona izraelska jest nam życzliwa. Następni w kolejce do podwyżki są lekarze w mundurach? – W każdej armii świata jest tak, że jeśli do służby w danym korpusie osobowym brakuje chętnych, to trzeba poprawić warunki tej służby, najczęściej finansowe. My w pierwszej kolejności będziemy się starali pozyskiwać absolwentów uczelni cywilnych – oferując im staż w szpitalach wojskowych, pomoc w uzyskaniu specjalizacji i żądając w zamian założenia na kilka lat munduru. Myślimy też o opracowaniu koncepcji szkolenia lekarzy żołnierzy, ale na pewno nie odbudujemy Wojskowej Akademii Medycznej. Myślę, że można będzie wrócić do pomysłu, który jest elementem reformy szkolnictwa – a więc szkolenia opartego na trzech instytucjach: WAT – który zapewniałby szkolenie wojskowe, WIM – umożliwiający odbycie praktyki, i Akademię Medyczną, w której odbywałaby się zasadnicza część nauki. Wciąż też w kwestii szkolenia lekarzy brany jest pod uwagę Uniwersytet Medyczny w Łodzi. Poruszył Pan sprawę trudną numer cztery – reformę szkolnictwa. – Wszyscy pamiętamy, jakie kontrowersje wzbudziła propozycja reformy przygotowana przez poprzedniego ministra obrony narodowej. Myślę, że w jakiejś mierze było to spowodowane tym, że koncentrowała się ona na zmianach organizacyjnych, a niewiele wnosiła do samego procesu kształcenia. Problem szkolnictwa to była jedna z pierwszych spraw, którą zająłem się w resorcie. Dziś jest już gotowy nowy projekt, opracowany przez pełnomocnika ministra ds. reformy szkolnictwa wojskowego – profesora Bogusława Smólskiego – będący efektem konsultacji z wyższymi uczelniami wojskowymi i współpracy z Departamentem Nauki i Szkolnictwa Wojskowego, a także z dowódcami – bo tak naprawdę uczelnie wojskowe istnieją dla nich. To na podstawie tych konsultacji postanowiliśmy m.in, że młodemu podporucznikowi wystarczy uzyskanie tytułu licencjata. Skoro już mówimy o reformie szkolnictwa, to warto zwrócić uwagę, że jest ona symbolem pewnej niestabilności. Dziś mówimy o licencjatach – trzy lata wcześniej w ustawie pragmatycznej pojawił się wymóg posiadania tytułu magistra przez podporuczników...

Przeżyłem ogromne rozczarowanie tym, co zastałem w resorcie. Nie dlatego, że jest dużo pracy, bo jej się nie boję, ale dlatego, że przekonałem się, ile rzeczy wcześniej zrobiono źle, a ilu nie zrobiono w ogóle

Sprawa trudna numer trzy – podwyżki. Czy to prawda, że jest już gotowy projekt rozporządzenia o podwyżkach dla pilotów? – Nie, ale zostały przygotowane założenia projektu przedstawione na kolegium Sił Powietrznych. Są one takie, aby wraz z kolejnymi latami służby, godzinami spędzonymi w powietrzu lub „na betonie” uposażenia pilotów, personelu latającego i obsługi naziemnej sukcesywnie rosły. Zresztą te założenia nie odnoszą się jedynie do pilotów. Minister obrony polecił dokonanie oceny obecnego oraz opracowanie bardziej motywacyjnego, zachęcającego do podjęcia i kontynuowania służby w wojsku, systemu uposażeń i wynagrodzeń w całych siłach zbrojnych. 14 Polska Zbrojna

– To prawda. Dlatego chciałbym zrobić coś, co przetrwa dłużej niż kadencja wiceministra. Żeby po moim odejściu ktoś nie powiedział, iż moje decyzje były jedynie nieracjonalne, niesłuszne i błędne. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na inną rzecz. Poprzednia reforma była kontestowana, ale głównie przez część uczelni. Głosu sprzeciwu wojska nie było słychać. Kiedy po dwóch miesiącach urzędowania przedstawiliśmy założenia nowej reformy – usłyszałem, mimo znaczących zmian w stosunku do reformy proponowanej wcześniej, że też jest dobra. Trudno wierzyć, że jest to coś więcej niż pochlebstwo, a ja nie lubię jedynie przytakiwania. Spodziewam się, szczególnie od żołnierzy, odwagi także w myśleniu i mówieniu, bo dyskusja i krytyka są potrzebne. I sprawa trudna numer pięć – szeregowi zawodowi i pracownicy wojska. Obie te grupy charakteryzują bardzo
nr 27/2007

Sprostowanie

W

niskie zarobki i dość wysokie oczekiwania. Jeśli dodamy do tego zmieniającą się sytuację na rynku pracy i możliwość legalnego podjęcia zatrudnienia w krajach UE, sytuacja robi się bardzo zła. – To prawda, wojsko nie jest konkurencyjnym graczem na rynku pracodawców. Poziom zarobków w Polsce znacznie odbiega od poziomu zarobków w Unii. Poszukujemy więc możliwości pozapłacowych. Trwają prace nad uatrakcyjnieniem służby szeregowych zawodowych. Myślimy m.in. o wprowadzeniu poprawek do ustawy o zakwaterowaniu, tak aby szeregowy zawodowy miał takie same uprawnienia jak żołnierz służby stałej. Chcemy również, aby uprawnienia zawodowe zdobyte przez szeregowych w wojsku były uznawane poza armią, co dziś nie zawsze ma miejsce. Zachęcać do służby ma również możliwość przejścia do korpusu podoficerskiego. Zdaję sobie sprawę, że takie zachęty są potrzebne – bo jeżeli czytam, że operator walca drogowego zarabia 5–6 tys. zł miesięcznie, to nie dziwię się,
nr 27/2007

że brakuje chętnych do służby za 1800 zł brutto. Na szczęście, większość przychodzących do wojska, to ludzie z pasją, ale pasję tę trzeba, także przez finanse, umacniać. Jeśli natomiast chodzi o pracowników wojska, to temat jest znacznie trudniejszy. Ten problem jest zaniedbany od kilkunastu lat. Zdaję sobie sprawę, że doraźnie podejmowane kroki to za mało. W wojsku coraz mniej jest stanowisk dla pracowników fizycznych, coraz częściej potrzeba osób z wyższym wykształceniem i dodatkowymi kwalifikacjami – a wynagrodzenia pozostają bez zmian. Myślę, że ten problem wykracza poza MON i dotyczy całej sfery budżetowej. Tu konieczne są decyzje na szczeblu rządowym. Resort obrony narodowej zapewnia, że ze swojej strony będzie dokładał wszelkich starań, aby w nieodległej przyszłości pensje pracowników wojska, które są jednymi z najniższych, na pewno rosły szybciej niż zarobki pozostałych pracowników sfery budżetowej.
Rozmawiali: Anna Dąbrowska i Artur Bartkiewicz

związku z kolejnym już artykułem zamieszczonym w ciągu ostatnich dwóch tygodni na łamach gazety „Polska Zbrojna”, który bezpośrednio dotyka osoby gen. broni Waldemara Skrzypczaka, pozwalam sobie zwrócić uwagę na fakt, że popełniane błędy typu: zamieszczenie zdjęcia dowódcy bez aktualnego stopnia lub użycie pewnych sformułowań, o czym piszę poniżej, negatywnie wpływają na wizerunek generała, który cieszy się wśród żołnierzy wielkim szacunkiem. Przykładem niefrasobliwości dziennikarskiej, w tym wypadku Artura Goławskiego, jest stwierdzenie, które znajdziemy w jego artykule pt. „Księstwo Zegrze” („Polska Zbrojna” nr 26 z 24.06. br.), tu cytat: „Wśród bezterminowych najemców znajdziemy nazwiska ośmiu generałów, zarówno emerytowanych, jak i w służbie czynnej. Z jedną gwiazdką i z trzema gwiazdkami. Byłych i aktualnych przełożonych centrum oraz niezwiązanych z nim stosunkiem służbowym”. Może ono sugerować czytelnikom, że w sprawę tę zamieszany jest obecny przełożony komendanta Centrum Szkolenia Służb Łączności i Informatyki w Zegrzu, tj. dowódca Wojsk Lądowych gen. broni Waldemar Skrzypczak. Wskazują na to określenia typu „generał z trzema gwiazdkami”, czyli inaczej generał broni (taki stopień nosi dowódca Wojsk Lądowych ) oraz „aktualny przełożony”. Kto nim jest? Odpowiedź jest jednoznaczna – dowódca Wojsk Lądowych. Oczekuję, że tego rodzaju sytuacje nie będą miały więcej miejsca. rzecznik prasowy dowódcy Wojsk Lądowych mjr Sławomir Lewandowski

JAROSŁAW WI

ŚNIEWSKI

F

akt jest bezsporny – gen. broni Waldemara Skrzypczaka nie było na liście dzierżawców domków letniskowych na terenie Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki w Zegrzu. Moja wina: napisałem o dwa słowa za dużo. Obecni przełożeni centrum z DWLąd są dla mnie w tej sprawie bez skazy. Miałem na myśli generałów, którzy od kilku lat albo od początku tego roku nie służą już w Cytadeli. Przepraszam, że niechcący rzuciłem podejrzenie na poważaną przeze mnie osobę. Nie było to moją intencją. Zamieszczenie nieaktualnego zdjęcia dowódcy WL to również nasza wpadka, za którą sami się skrytykowaliśmy. Przed drukiem tekst ogląda wiele oczu, ale nie tylko w „PZ” zdarza się, że redaktorom umyka taki błąd. Znając poczucie humoru generała Skrzypczaka, wierzymy, że nie potraktował naszej ewidentnej pomyłki jako afrontu. Tym bardziej że podpis nad zdjęciem był bezbłędny. Postaramy się wystrzegać podobnych sytuacji. Z wyrazami szacunku mjr Artur Goławski

Od redakcji

Polska Zbrojna 15

ŻANDARMERIA WOJSKOWA
Pięć pytań do ppłk. RAJMUNDA ĆWIOKA, dowódcy międzynarodowego Batalionu Żandarmerii NATO, zarazem szefa szkolenia oddziałów specjalnych żandarmerii w Gliwicach

Panie Pułkowniku, jak powstawał międzynarodowy batalion żandarmerii? – Jednostkę tworzyliśmy systematycznie przez kilka lat. Podczas spotkań roboczych międzynarodowego sztabu wiele czasu i wysiłku poświęciliśmy na przygotowanie struktury oraz zasad współdziałania. Kiedy pierwszy raz zobaczył Pan żołnierzy batalionu razem? – Cały batalion, w zwartym szyku, zobaczyłem dopiero podczas uroczystości podpisania aktu wdrożeniowego. Wcześniej jednakże byłem w każdym kraju i poznałem wydzielony komponent. Co łączy, a co różni policje wojskowe czterech armii? – Z pewnością nie dzieli nas język. Nie ma żadnych problemów z obowiązującym formalnie angielskim, a jak się ktoś zapomni i zacznie mówić w swoim języku narodowym, to przeważnie też jest przez wszystkich rozumiany. Różne są przede wszystkim zasady użycia żandarmerii, dlatego pracujemy nad ich ujednoliceniem, przygotowując SOP-y (wspólne zasady działania). Po zatwierdzeniu przez państwa partnerskie będzie to dokument obowiązujący dla batalionu. Czy mimo to różnorodność nie będzie kłopotliwa? – W sztabie mamy sekcje złożone ze specjalistów czterech państw i współpraca układa nam się znakomicie. Jeśli chodzi o żołnierzy z pierwszej linii... Tam nie mieszamy ludzi, sekcje są narodowe. Szczególnie w działaniach specjalnych o skuteczności i bezpieczeństwie żołnierzy decyduje perfekcyjne zgranie wewnątrz zespołów – na przykład plutony będą mogły ze sobą współpracować, wykonywać wspólne zadania. A jakie są różnice w sprzęcie, wyposażeniu, uzbrojeniu? 16 Polska Zbrojna

J. WIŚNIEWSK

I

– Mamy inną broń, inne pojazdy i umundurowanie, ale wszystko to pochodzi z najwyższej półki i nie ma wśród nas ubogich krewnych. Kiedy zobaczymy wszystkich żołnierzy batalionu razem, ale już nie podczas defilady, tylko na bojowo? – Decyzje o użyciu „międzynarodowej” będą zapadały na wysokim, politycznym szczeblu, w zależności od sytuacji międzynarodowej. Nasze plany dotyczą jedynie kolejnych faz przygotowania. Jesienią odbędą się ćwiczenia polskiej kompanii stanowiące egzamin certyfikujący do NATO, w przyszłym roku zaś planujemy manewry całego batalionu.

2002 r., podczas szczytu NATO w Pradze, przyjęto 23 zobowiązania na rzecz zdolności obronnych, między innymi o obronie przed bronią masowego rażenia, zwiększeniu przewagi w systemach dowodzenia i łączności, interoperacyjności sił, oraz zapewnienia zdolności do szybkiego przerzutu i zabezpieczenia ciągłości wsparcia. Jedno z nich dotyczyło utworzenia wielonarodowego oddziału policji wojskowej. Polska przyjęła na siebie rolę państwa wiodącego w budowie tego batalionu. Płk Waldemar Gutt, szef sztabu, zastępca komendanta głównego Żandarmerii Wojskowej, mówi o wydarzeniach będących konsekwencją zobowiązania: – Projekt tworzenia batalionu był od początku otwarnr 27/2007

PIOTR BERNABIUK

FLESZ
MIŃSK MAZOWIECKI. – Bez kompleksów możemy powiedzieć, że jesteśmy formacją na miarę zachodnich standardów – powiedział 13 czerwca, w dniu Święta Żandarmerii Wojskowej, komendant główny ŻW gen. bryg. Jan Żukowski. Uroczystość, podczas której odbyła się przysięga 136 żandarmów młodego rocznika Mazowieckiego Oddziału Żandarmerii Wojskowej w Warszawie, miała miejsce w Mińsku Mazowieckim. W święcie „szkarłatnych beretów” uczestniczyli m.in.: podsekretarz stanu w MON Jacek Kotas, włodarze Mińska Mazowieckiego, duchowieństwo, szefowie policji wojskowej Słowacji i Chorwacji, byli komendanci główni ŻW.

Utworzenie Wielonarodowego Batalionu Policji Wojskowej dla potrzeb NATO jest pierwszym przedsięwzięciem o wymiarze międzynarodowym realizowanym przez Żandarmerię Wojskową w ramach Porozumień Praskich na rzecz Zdolności Obronnych z 2002 r. (PCC).
wie obrony państw partnerskich podpisali w 2006 r. najważniejszy dokument – Porozumienie Ogólne. Podpisane 12 czerwca 2007 r. przez szefów policji wojskowych Porozumienie Wdrożeniowe stanowi jeden z końcowych aktów prawnych stwarzających warunki do pomyślnego sfinalizowania projektu. Dokument określa szczegółowo strukturę Pełną zdolność organizacyjną, system funkcjonowado wykonywania zadań nia, zasady i sposoby użycia jedWielonarodowy Batalion nostki. Zawiera również zapisy doPolicji Wojskowej osiątyczące szkolenia, co umożliwia gnie do 2009 r. rozpoczęcie procesu zmierzającego do certyfikowania batalionu, czyli sprawdzenia zdolności operacyjnych do wykonywania przewidzianych zadań. Proces przygotowawczy powinien zakończyć się w 2009 r. W bieżącym roku planowany jest trening sztabowy, a w przyszłym – m.in. ćwiczenie z wojskiem, które odbędzie się w Polsce. Wielonarodowy Batalion MP Nad szkoleniem czuwa grupa kontrolnoPolska Żandarmeria Wojskowa: -koordynacyjna, w której skład wchodzą 1 kompania – 140 żołnierzy szefowie policji wojskowych lub szefowie Słowacki pluton MP – 34 sztabów. Znaczący wpływ na przygotowaCzeski pluton MP – 31 nie komponentów narodowych, na spójChorwacki pluton MP – 31 ność w osiąganiu zdolności do wykonywania zadań, będzie miał polski dowódty dla wszystkich państw członkowskich ca batalionu ppłk Rajmund Ćwiok, wczeNATO i w ramach Partnerstwa dla Poko- śniej zastępca dowódcy 18 Batalionu Deju. W konsultacjach i pierwszych przymiar- santowo-Szturmowego, znakomity szkokach do jego tworzenia obok Polaków leniowiec z doświadczeniem (na co dzień wzięli udział Czesi, Słowacy, Chorwaci szef szkolenia Oddziału Specjalnego ŻW i Bułgarzy. Ci ostatni jednakże, z uwagi na w Gliwicach). inne zobowiązania, musieli się wycofać. Rozliczne działania Z kolei Ukraina zamierzała delegować Pułkownik Waldemar Gutt, odpowiadaprzedstawiciela, by zorientować się w zadaniach i procedurze budowy nowej for- jąc na pytanie, jak wiele trzeba zmienić, by macji. W ramach konsultacji opracowywa- od naszych procedur przejść do wspólnych, liśmy wspólnie strukturę batalionu, jego zwraca uwagę, iż szkolenie i przygotowadowództwa, sztabu, elementów wsparcia, nia są zgodne z doktryną policji wojskowej odbywały się też warsztaty robocze. Part- NATO: – Batalion może być użyty jako nerzy podtrzymali deklarację, wydziela- wielonarodowa jednostka MP, prowadząc jąc plutony policji wojskowej w sile po- na przykład działania policyjne kontroli runad trzydziestu żołnierzy, w tym delegu- chu drogowego, pilnując przestrzegania jąc część ludzi do wielonarodowego szta- prawa i porządku w rejonie operacji oraz bu. Po dwóch latach konsultacji ministro- zapewniając bezpieczeństwo obszaru dziaSYLWIA GUZOWSKA (2)

SZWAJCARIA. W miejscowości Biel w Szwajcarii reprezentanci Wojska Polskiego uczestniczyli 16 i 17 czerwca w militarnych zawodach biegowych na dystansie 100 km. Bieg odbywał się w nocy – od 22.00 w sobotę do godzin popołudniowych w niedzielę. W składzie drużyny narodowej wystartowało siedem patroli, w tym dwa z Oddziału Specjalnego ŻW w Mińsku Mazowieckim. Zawodnicy mińskiego OS-u uplasowali się na dziewiątym miejscu w klasyfikacji drużynowej patroli militarnych, natomiast wśród żołnierzy startujących w mundurach patrol ŻW zajął drugie miejsce. Ogółem w zawodach wystartowało 27 patroli reprezentujących państwa NATO, zaś bieg ukończyło 20.

FRANCJA. Na zaproszenie dyrektora generalnego żandarmerii francuskiej do udziału w Międzynarodowym Stażu Zintegrowanych Jednostek Policyjnych przeprowadzanym 11–22 czerwca w Narodowym Centrum Szkolenia Sił Żandarmerii w Saint-Astier, szkoliło się 33 żołnierzy ŻW. Zaplanowane w programie stażu szkolenia zebrano w dwa realizowane równolegle moduły. Pierwszy to nauka technik interwencyjnych, drugi – ćwiczenia taktyczne. Niezależnie od zasadniczego programu stażu odbywały się również zajęcia uzupełniające, mające na celu podnoszenie kondycji fizycznej oraz odporności na stres. Prowadzono je w znajdującym się na terenie centrum ośrodku sprawności fizycznej.

oprac. G.P.

nr 27/2007

Polska Zbrojna 17

ŻANDARMERIA WOJSKOWA

SOJUSZ ŻANDARMÓW

12

czerwca w Warszawie na terenie Komendy Głównej Żandarmerii Wojskowej odbyła się uroczystość podpisania Porozumienia Wdrożeniowego finalizującego proces formowania Wielonarodowego Batalionu Policji Wojskowej dla potrzeb NATO. W obecności Bogusława Winida – podsekretarza stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej, Martina Bartaka – zastępcy ministra obrony

Republiki Czeskiej, generała Slavko Baricza – zastępcy szefa sztabu generalnego Republiki Chorwacji oraz licznie zgromadzonych gości dokumenty podpisali szefowie policji wojskowych tworzących jednostkę: płk Ivan Duricz – chorwackiej, gen. dyw. Oldrich Kubat – czeskiej, gen. bryg. Jan Żukowski – polskiej i płk Stanislav Bero – słowackiej.

NATO MNMPBAT
powstał jako wielonarodowa jednostka policji wojskowej przeznaczona do funkcjonowania w strukturze dowodzenia NATO. Zadaniem batalionu będzie wsparcie policyjne jednostek

NATO mające zapewnić im optymalne warunki wykonywania zadań. Do obowiązków międzynarodowej żandarmerii będą należały między innymi: kontrola ruchu drogowego, zapewnienie przestrzegania prawa i porządku

w obszarze operacji oraz prowadzenie śledztw i dochodzeń. Jako wyspecjalizowana jednostka MP (MPSU) batalion będzie mógł być wykorzystywany przez dowódcę sił do kontrolowania obszaru, zapewnienia bezpieczeństwa pu-

blicznego, włącznie z kontrolą zamieszek i demonstracji, monitorowania działań lokalnej policji. Zgodnie z planami, przygotowanie pierwszego modułu zadaniowego NATO MNMPBAT do rejonu misji może nastąpić w 2009 r.

łań, a także biorąc udział w procedurach związanych z jeńcami wojennymi. Może także występować jako wyspecjalizowana jednostka MP, i wtedy jej funkcjonariusze realizują dodatkowe zadania związane z rozpoznaniem obszaru, bezpieczeństwem publicznym, z kontrolą zamieszek i demonstracji, a także z monitorowaniem lokalnej policji w rejonie operacji, gdy ta ma sprawne struktury. Jeśli zaś miejscowe siły porządku z różnych przyczyn nie funkcjonują, żandarmi będą przygotowani do zastąpienia ich w fazie stabilizacyjnej. W porozumieniu ogólnym i wdrożeniowym ustalono, że pododdział może brać udział w różnych operacjach, przede wszystkim zaś we wszystkich prowadzonych w ramach „obrony kolektywnej”, w operacjach reagowania kryzysowego, również poza obszarem NATO, może też uczestniczyć w operacjach wsparcia pokoju, jak też w ramach operacji czy misji udzielania pomocy humanitarnej. Batalion może być także użyty w akcjach związanych z likwidacją skutków katastrof czy klęsk żywiołowych oraz z ewakuacją osób z rejonów zagrożonych. Przy tak rozlicznych zadaniach nasuwa się pytanie o ewentualne ograniczenia polityczne w użyciu poszczególnych komponentów narodowych w niektórych sytuacjach. Na razie ich nie ma, bowiem – poza ubiegającą się o członkostwo Chorwacją – partnerzy należą do sojuszu, zaś za18 Polska Zbrojna

dania są zawarte w ramach określanej artykułem 5 traktatu waszyngtońskiego „obrony kolektywnej”. – Może się zdarzyć, iż w przypadku użycia całości batalionu do operacji poza artykułem 5 któreś z państw nie zechce albo nie będzie mogło angażować się z powodów politycznych. Wówczas, jako strona wiodąca, musimy wypełnić lukę – wyjaśnia płk Gutt. – Tak jest w tej chwili ze wsparciem logistycznym. Ponieważ żaden z partnerów nie zadeklarował w projekcie elementów logistycznych, zadanie w tym względzie spada na nas. Wystąpiliśmy do szefa SGWP o wydanie odpowiednich dokumentów regulujących kwestie dotyczące organizacji i praktycznego zabezpieczenia logistycznego batalionu w przypadku decyzji o jego użyciu.

Współpraca z NATO
Program szkolenia obowiązujący w oddziałach specjalnych ŻW obejmuje również zakres doktryny MP NATO. O wynikających z tego korzyściach mówi płk Waldemar Gutt: – Przygotowujemy jednostki do działania poza granicami kraju, do misji pokojowych i stabilizacyjnych, wykorzystując doktrynę policji wojskowej NATO. Nowe zadanie dla batalionu nie powoduje więc żadnej kolizji poczynań. Ponadto zadeklarowana kompania wejdzie również w skład Sił Odpowiedzi NATO. Chcemy ją certyfikować w tym roku. To

samo więc, co robimy w ramach praskich zobowiązań, czynimy również w ramach wypełniania celów sojuszu. Jesteśmy również państwem wiodącym, jeśli chodzi o sformowanie batalionu MP dla korpusu Północ–Wschód. Tam również musimy mieć wydzieloną kompanię i wkład do dowództwa batalionu. Zapotrzebowanie na siły MP w NATO jest duże. Brakuje im bowiem kilkunastu pododdziałów. Batalion zaś jest w tej chwili jedynym wielonarodowym pododdziałem policji wojskowej. Czy być może jest to zapowiedź, iż natowska MP stanie się wkrótce polską specjalnością? Płk Gutt zwraca uwagę, iż projekt jest otwarty, gdyby któreś z państw wyraziło chęć uczestniczenia w nim. Musimy jednak dziś myśleć o dalszym rozwoju także własnych struktur. Formujemy kolejne pododdziały w oddziałach specjalnych ŻW, piąte kompanie w Gliwicach i Mińsku, zaś w Warszawie dodatkowe trzy sekcje. Były już poważne dyskusje nad utworzeniem kolejnego oddziału. Ponadto chcemy zapewnić żandarmom uczestniczącym w misjach własne elementy logistyczne, jako że dotąd korzystaliśmy ze wsparcia Wojsk Lądowych. Bardzo ważną sprawą i wyzwaniem jest dla nas utworzenie w Mińsku Mazowieckim Centrum Szkolenia Żandarmerii Wojskowej o charakterze międzynarodowym. Mamy już zgodę przełożonych na naszą propozycję. 
nr 27/2007

SYLWIA GUZOWSKA

nr 27/2007

Polska Zbrojna 19

WOJSKO AAAAAAAA AAAAAAA PIECHOTA MORSKA
W ŁO D Z I M I E R Z K A L E TA

Mamy niemałe doświadczenie w organizacji oraz szkoleniu wojsk desantowych, a 7 Brygada Obrony Wybrzeża, według pomysłów sprzed lat, miała przygotowywać się do zadań typowych dla piechoty morskiej. Dlaczego więc nie ma polskich marines?

Niebieskie
– reaktywacja?
Atak z morza zaskoczył terrorystów walczących od wielu godzin na skrawku wybrzeża z otaczającymi ich od lądu komandosami. Chcieli doczekać nocy, bo wtedy miały się zjawić środki pływające, które umożliwiłyby im ewakuację. Odcięcie jedynej drogi ucieczki sprawiło, że bojownicy stracili ducha walki. Większość się poddała. Uratowano także zakładników. Walka żołnierzy desantu z terrorystami na wybrzeżu – czy to realne? Jak dotąd było to tylko założenie jednego z epizodów ćwiczeń „Anakonda ’06”, podczas którego, po latach przerwy, na poligon pod Ust20 Polska Zbrojna ką wróciły okręty transportowo-minowe. Pododdziały 7 BOW, „niebieskie berety”, trenowały z załogami tych jednostek załadunek oraz desantowanie na brzeg bojowych wozów piechoty i transporterów, a także walkę desantu z terrorystami. Trzy okręty desantowo-minowe przerzuciły morzem i wysadziły na brzeg wzmocnioną kompanię ze sprzętem. Dla zwolenników posiadania przez Polskę narodowej piechoty morskiej epizod ten był wyraźnym sygnałem, że kraj nasz wciąż aspiruje do dołączenia do klubu państw kontynentu, które mają ten rodzaj piechoty. Nadzieje, że tak się kiedyś stanie, kadra 7 BOW w Słupsku ma od dawna. Odżywają one po każdych ćwiczeniach morskich.

Marzenia o elicie
– Nieprzypadkowo nosimy niebieskie berety, symbol tradycji desantowców – dodają sobie otuchy żołnierze. Co pewien czas do koszar dochodzą wieści o planach dołączenia „niebieskich beretów” do grona jednostek piechoty morskiej. Tak było po ostatnim desantowaniu. Koszary obiegła informacja, rozpropagowana przez media, o pracach nad
nr 27/2007

Wydaje się, że koncepcja własnej piechoty morskiej ma więcej zalet niż wad. Niewiadomą pozostaje to, jak realizacja tego zamierzenia wyglądałaby z perspektywy resortowej kasy

nowymi strukturami jednostki. Mówiono, że w etacie jednostki miały znaleźć się m.in. dodatkowo dwa w pełni rozwinięte bataliony piechoty morskiej. Zwolennikom utworzenia polskiej jednostki marines informacja ta wydała się wiarygodna. Pocztą pantoflową przekazywano, że to przecieki zapisów ze Strategicznego Przeglądu Obronnego dotyczące przyszłości brygady. Że to powrót do koncepcji sprzed co najmniej dekady, kiedy to MON opowiedziało się za utworzeniem formacji zdolnej do przeprowadzania morskiego desantu.
nr 27/2007

Kiedy w latach 80. przekształcano 7 Łużycką Dywizję Desantową w 7 BOW, zdecydowano, że tę nazwę i desantowe tradycje przejmie jednostka ze Słupska, były pułk desantowy rozwiązywanej dywizji. Stąd najbliżej do Świnoujścia, gdzie stacjonowały okręty. Pozostałe dwa pułki (w Gdańsku i Lęborku) rozwiązano. W Gdańsku „niebieskie berety” nie cieszyły się estymą wśród mieszkańców od czasu strajków robotniczych w 1970 r.; do tego koszary znajdowały się niemal w centrum miasta. Utworzono tam 1 Brygadę Obrony Terytorialnej, a później – po przeniesieniu jej do Lęborka – więk-

MARIAN KLUCZYŃSKI (2)

berety

szość obiektów przekazano Agencji Mienia Wojskowego. W Lęborku, położonym znacznie dalej od morza niż Słupsk, zanim koszary zajęli terytorialni, stacjonował batalion rozpoznawczy 8 DOW. Żołnierze brygady zachowali niebieskie berety, tradycyjne nakrycie głowy desantowców. Jak dotąd jedynie kolor beretów noszonych przez żołnierzy ze Słupska wyróżnia ich spośród pozostałych jednostek Wojsk Lądowych.

W uścisku realiów
Choć pododdziały „niebieskich beretów” trenują od czasu do czasu załadunek na okręty oraz desantowanie, to są typową jednostką zmechanizowaną. I to w większości skadrowaną, z jednym tylko rozwiniętym batalionem, wyposażonym w BWP-1. Żołnierze szkolą się według takiego samego programu jak inne jednostki Wojsk Lądowych oraz dysponują standardowym dla nich uzbrojeniem i wyposażeniem. W umiarkowanym stopniu jest ono przygotowane do desantowania z morza. – Nasza armia przez kilka ostatnich lat tylko w teorii miała siły zdolne do prowadzenia skutecznych działań w rejonie wybrzeża – uważają dowódcy w niebieskich beretach. Informacje o planach utworzenia piechoty morskiej z prawdziwego zdarzenia zwolennicy tej formacji przyjęli jako sygnał rozpoczęcia długo oczekiwanej reorganizacji brygady. Radość okazała się przedwczesna. – O planach utworzenia brygady piechoty morskiej w Słupsku dowiedziałem się z prasy – przyznaje zdziwiony gen. bryg. Andrzej Juszczak, szef Zarządu Planowania Strategicznego (P-5) SGWP. Informacje, jakoby istniała jakaś koncepcja przekształcenia 7 BOW w jednostkę mari-  Polska Zbrojna 21

WOJSKO PIECHOTA MORSKA
nes, dementują również sztabowcy brygady. – Oficjalnie nikt nic na temat ewentualnych zmian w strukturach jednostki nie mówił – przyznają. Stworzenie piechoty morskiej na miarę marzeń kadry brygady wydaje się trudne także gen. bryg. Andrzejowi Gwaderze, do niedawna dowódcy 7 BOW.

Agresywny Układ

W

czasach przynależności do Układu Warszawskiego zakładano użycie desantu głównie w celach agresywnych. Według planów, mieliśmy wziąć udział w operacji desantowej układu na Półwyspie Jutlandzkim, atakując z morza Danię. Do tych działań Marynarka Wojenna utworzyła niemały zespół składający się z dwudziestu dwóch „odeesów” (okrętów desantowych średnich), okrętu dowodzenia desantem ORP „Grunwald” oraz osiemnastu kutrów desantowych. Zapewniały one transport i wysadzenie na brzeg w jednym rzucie pułku (od 111 do 122 pojazdów bojowych). W skład sił desantowych wchodziła trzypułkowa 7 Łużycka Dywizja Desantowa (dla kamuflażu poza wojskiem używano nazwy 7 Dywizja Obrony Wybrzeża). Do wykonywania przejść w zaporach przeciwnika na plaży oraz w pasie przybrzeżnym utworzono 1 Dywizjon Saperów Morskich w Świnoujściu-Ognicy. Były to wysokowyspecjalizowane siły przygotowane do konkretnych działań. Jednak sprzęt wojsk desantowych był już mocno przestarzały, okręty słabo uzbrojone, a kutry powolne. To ułatwiło w drugiej połowie lat 80. politykom podjęcie decyzji o likwidacji sił. W 1986 r. przeformowano 7 Dywizję Desantową w 7 Brygadę Obrony Wybrzeża. Rok później wycofano z linii pierwszy kuter desantowy. Do 1990 r. to samo spotkało pozostałe jednostki tego typu. W latach 1989–1991 wycofano ze służby 20 z 22 okrętów desantowych. Wiele z nich mogło jeszcze z powodzeniem służyć marynarce (miały 20–23 lata). Wtedy jednak Polska, starająca się poprawić relacje polityczne z NATO, pozbawiła się możliwości wykonania jakiegokolwiek desantu operacyjnego.

Desant morski nie musi być wykonany jedy– Znając realia, trudno pułku oraz grupy cztenie w celach agresywnych. mieć nadzieję, że roamfibijnej w MaryŻołnierzy desantu w najbliższych latach narce Wojennej. można użyć do akcji antyterbrygada otrzyma sprzęt Desant rorystycznych, dla przywródesantowy z prawdzimiędzynarodowy cenia stabilizacji czy wego zdarzenia – stuudzielenia pomocy Realizacja tego podzi emocje generał. Zacywilom mysłu byłaby w jakiejś raz jednak dodaje, że zbudowanie takiej formacji mierze odtworzeniem – na wciąż jest możliwe. – Myśli mniejszą skalę – struktury puło tym wiele osób odpowiedzialnych za ku desantowego z lat 80. Wtedy w jedobronność kraju. Dopóki jednak nie ma nostkach tych też nie było batalionów, zatwierdzonej koncepcji, trudno na ten lecz samodzielne kompanie wzmocniotemat dyskutować – uważa. ne plutonem moździerzy (desantowanym W Sztabie Generalnym Wojska Pol- wraz z pododdziałem). skiego niczego ostatecznie nie przesą– Mamy jednostkę przygotowaną do dzają. – Z czasem będziemy coraz bar- wykonywania zadań typowych dla piedziej zwiększać obecność naszych żoł- choty morskiej. Mamy też niemałe donierzy w misjach. Sojusznicy z radoś- świadczenie w organizacji oraz szkoleniu cią widzieliby także możliwość użycia wojsk desantowych. Dlaczego więc nie naszej piechoty morskiej w międzyna- miałaby zmaterializować się koncepcja rodowych formacjach – mówi jeden ze polskich marines? – pytają zwolennicy tej specjalistów Zarządu Planowania Stra- formacji. tegicznego. Im więcej będziemy mieli Specjaliści nie mają wątpliwości, że dew strukturach „wtyczek” do różnych for- sant morski nie musi być wykonany jedymacji czy komponentów wojsk sojuszni- nie w celach agresywnych. Równie doków, takich jak piechota morska, tym dla brze może służyć obronie. – Doświadnas lepiej. czenia ostatnich lat wskazują, że katalog działań piechoty morskiej jest znaczKoncepcje z niewiadomymi nie szerszy. Żołnierzy desantu można Nawet oficerowie wyrażający za- użyć – w odpowiednich warunkach strzeżenia co do pomysłu umiejsco- – do akcji antyterrorystycznych, do wienia piechoty morskiej w Wojskach przywrócenia stabilizacji czy udzieleLądowych podkreślają, że nie są prze- nia pomocy cywilom – wskazuje kmdr. ciwnikami samej idei. – Nie ma jed- por. Arkadiusz Szczypka z Dowództwa nak sensu przerabiania typowej jed- Operacyjnego, współautor ćwiczeń nostki Wojsk Lądowych na piechotę „Anakonda”. morską. Taka formacja powinna znajCzy warto więc odbudowywać siły dedować się w Marynarce Wojennej. Tak santowe? Wydaje się, że koncepcja własjest w większości krajów europej- nej piechoty morskiej ma więcej zalet niż skich, a także w Rosji – przekonuje wad. Niewiadomą pozostaje to, jak realioficer SGWP. zacja tego zamierzenia wyglądałaby z perZwolennicy budowy dużej jednostki spektywy resortowej kasy. piechoty morskiej w strukturach Wojsk – Niekoniecznie musi to być brygada Lądowych ripostują, że nie do końca jest czy pułk. Sensownym rozwiązaniem moto prawda. Mimo iż formacja kojarzy się że być batalion – postuluje kmdr por. dr najczęściej z operacjami desantowymi, hab. Krzysztof Kubiak, pracownik naukow praktyce jej żołnierze wykonują wy AMW. Specjaliści od planowania opew większości mniej spektakularne zada- racji lądowo-morskich wskazują, że także nia niż zdobywanie przyczółków na wy- w armiach naszych europejskich sojusznibrzeżu przeciwnika. Działanie piechoty ków piechota morska to z reguły nieliczne morskiej w dużej mierze przypomina ak- formacje (czytaj „Europejscy marines”, tywność jednostek zmechanizowanych. „PZ” nr 17). Ponieważ w wielu krajach siBronią się i atakują. Ochraniają obiekty ły piechoty morskiej są zbyt małe, by utwoi prowadzą konwoje. W niektórych ar- rzyć zgrupowania brygadowe, dąży się do miach (np. francuskiej) piechotą morską ich łączenia w ponadnarodowe siły desannazywane są liczne pułki i bataliony towe. Takie siły mogłyby – we współdziawojsk lądowych. łaniu z sojusznikami – desantować nasze Konkluzje Strategicznego Przeglądu okręty transportowo-minowe. Istniejący Obronnego są wciąż niejawne, dlatego batalion „niebieskich beretów” mógłby trudno o szczegóły co do przyszłości z powodzeniem wpisać się w tę koncepcję. 7 BOW. Z uzyskanych przez nas infor- A także w plany przewidywanej kolejnej macji wynika, że znalazła się tam kon- reorganizacji niektórych jednostek. Czas cepcja utworzenia pięciokompanijnego pokaże, czy tak się stanie. 
nr 27/2007

22 Polska Zbrojna

MARIAN KLUCZYŃSKI

nr 27/2007

Polska Zbrojna 23

WOJSKO

ANDRZEJ WALENTEK

Za wysokimi murami koszar nawet prawa fizyki odbiegają od reguł powszechnie obowiązujących w cywilu. Weźmy głęboki oddech i zanurzmy się w egzotyczne i pełne groźnych pułapek wojskowe odmęty.
Wojskowe pojęcie czasoprzestrzeni wprawiłoby w osłupienie samego Alberta Einsteina. Zwykle dowódcy definiują czasoprzestrzeń następująco: – Żołnierze, będziecie kopać rów stąd do kolacji. Jeśli w oddziale pojawiają się problemy w zrozumieniu tych fizycznych zawiłości, dla lepszego przyswojenia pojęcia wojskowej czasoprzestrzeni przełożony wydaje kolejny rozkaz: – Będziecie biegać od tego drzewa do rana. – Podchorąży, jakim prawem ukradli wam buty? W wojsku spotkać można wiele definicji AMBY. Najpopularniejsze jest podejście biologiczne – „AMBA jest to czarne zwierzę – co zobaczy, to zabierze”. Podejrzewa się także związki AMBY z siłami wyższymi, co znajduje odzwierciedlenie w powiedzeniu: „AMBA Fatima – było i ni ma”. Jedna z hipotez zakłada istnienie w armii głęboko zakonspirowanej zorganizowanej grupy przestępczej – Agencji Młodych Bandytów Amatorów. Po latach zastoju w czasach niesłusznego PRL-u związanego wiernopoddańczym sojuszem ze Związkiem Radzieckim, w polskiej armii stawia się dziś na rozwijanie w żołnierzach inicjatywy. Obecnie w Wojsku Polskim nawet niepostawienie zadania przez dowódcę nie zwalnia podwładnego z obowiązku jego realizacji. Coraz częściej więc można w naszej armii usłyszeć pytanie: – A co pan uczynił, sierżancie, żeby to zadanie otrzymać? Dowódca nie może jednak zapominać o racjonalności wydawanych przez siebie rozkazów. Niedawno boleśnie przekonał się o tym pewien pułkownik, który postawił młodszemu oficerowi ogromnie skomplikowane zadanie i długo wyjaśniał nieszczęśnikowi szczegóły jego wykonania. Porucznik coraz szerzej otwierał oczy ze zdziwienia w miarę, jak poznawał głębię zamierzeń pułkownika. W końcu nie wytrzymał i zameldował osłupiałemu dowódcy: – Panie pułkowniku, takie rzeczy to tylko w Erze.
nr 27/2007

BYŁO I NI MA
Fascynującym, aczkolwiek wciąż niezbadanym zjawiskiem nagminnie występującym w wojsku jest AMBA. Jest to bezdenna czarna dziura bezpowrotnie wchłaniająca dosłownie wszystko. AMBA jest więc jedyną rozsądną odpowiedzią na naiwne pytania w rodzaju: 24 Polska Zbrojna

NAWET NIEPOSTAWIENIE ZADANIA PRZEZ DOWÓDCĘ NIE ZWALNIA PODWŁADNEGO Z OBOWIĄZKU JEGO REALIZACJI. CORAZ CZĘŚCIEJ WIĘC MOŻNA W NASZEJ ARMII USŁYSZEĆ PYTANIE: – A CO PAN UCZYNIŁ, SIERŻANCIE, ŻEBY TO ZADANIE OTRZYMAĆ?
Ucho Czombego z przeszkodami. Ta egzotyczna nazwa pojawiła się w naszej armii jeszcze w latach 60. XX wieku, a pochodzi od nazwiska samozwańczego prezydenta Katangi. Do uporania się z przysmakami armijnej kuchni służy oczywiście widelec ogólnowojskowy, składający się – jak powszechnie wiadomo – z trzonka prowadzącego, zębów i przestrzeni międzyzębowych.

Z BRANŻOWEGO SŁOWNIKA

W

PO PIERWSZE – DOBRO ŻOŁNIERZA
Jedną z najpiękniejszych tradycji w Wojsku Polskim jest troska dowódcy o podwładnych. Przejawia się ona Jednym m.in. w rozkazach typu: – Żołniez najnowszych osiągnięć popularyzujących fizykę rze, pokryjcie w tym dwuszereprzez duże F w naszej argu, bo jak nie, to was święta ziemii jest rozkaz: mia pokryje! Niestety, prości żoł– Macie to robić, aż nierze rzadko potrafią docenić do non-stopu matczyne zapędy swoich dowódców. Potwierdza to następujące zdarzenie. – Alkohol zabija, chłopcy! – przekonywał swoich żołnierzy pewien generał niemal ze łzami w oczach. – My się śmierci nie boimy! – odpowiedział dowódcy jednym głosem wyprężony na baczność oddział. Troskę przełożonego w pełni docenia się dopiero po latach. – To było w szkole chorążych w Oleśnicy w 1993 r. – wspomina po latach z autentycznym wzruszeniem jeden z żołnierzy. – MieliNIE TYLKO GROCHÓWKA śmy zajęcia na basenie. My, kadeci, staMało kto wie, że w wojsku poza gro- liśmy w szeregu w BGS-ach (BGS-y chówką istnieje wiele innych tradycyj- – Bojowe Gacie Sportowe – przyp. renych żołnierskich potraw, jednak ich na- dakcja). Nasz wykładowca, kapitan S., zwy nic nie mówią nawet szefom kuch- mówi wtedy do jednego z naszych koleni renomowanych restauracji. Najbar- gów, który faktycznie był ogromną fajtdziej popularną przekąską w armii są łapą: – F., ty jesteś c..., a w tej wodzie nie pancerwafle, czyli suchary. Poczciwy wiadomo, co pływa, więc lepiej nie kotlet mielony nazywany jest granatem wchodź do basenu, bo nam jeszcze w cią– nie wiadomo tylko, czy z powodu kon- żę zajdziesz. systencji, czy skutków, jakie wywołuje UWAGA NA OCHUI-A jego spożycie. O wiele trudniejszą do rozszyfrowaBardzo krzywdząca dla wojska jest nia potrawą wojskową jest dla niewta- opinia, że używa ono tzw. języka koszajemniczonych Ucho Czombego, czasa- rowego. Wynika to ze zwykłego niezromi błędnie nazywane Uchem Dżambie- zumienia przez cywilów podstawowych go. Za tą tajemniczą nazwą kryje się w armii pojęć. Jednym z oczywistych biały salceson. Ciemna wersja tej wy- przykładów takiego niezrozumienia jest kwintnej potrawy wzbogacona bliżej błędna interpretacja wyrażenia OChUI!, niezidentyfikowanymi dodatkami to zawsze używanego z wykrzyknikiem
GRAFIKA: MARCIN DMOWSKI

ojsko dorobiło się własnego branżowego języka, w którym istnieje wiele pojęć niezrozumiałych dla cywilów. Hełm nie jest tu po prostu hełmem, ale „eLPeCzeMem”, czyli Lekką Polową Czapką Metalową lub „eLPeBeNem” – Lekkim Przewiewnym Beretem Nierdzewnym. Nawet but wojskowy nie jest byle jakim trzewikiem, ale zgodnie z definicją musi składać się „z buta właściwego i połysku”.

PIOTR PRYMLEWICZ/BELLONA

podczas kontroli gospodarczych w jednostkach. OChUI! nie jest żadnym przekleństwem! W slangu wojskowym oznacza po prostu Osobę Chętnie Udzielającą Informacji. W rozmowach z przełożonymi w armii najlepiej zachować daleko posuniętą ostrożność w wypowiadaniu wszelkich własnych opinii. Przekonał się o tym kilka lat temu pewien beztroski żołnierz, na którego natknął się na poligonie wizytujący ćwiczenia generał Aleksander Poniewierka. Generał podszedł do żołnierza kończącego w pocie czoła swój okop i przedstawił się: Poniewierka. Zalany (oczywiście poligonowym potem) żołnierz ochoczo zgodził się z generałem: – Tak jest, Panie Generale, to jest bardzo ciężka służba.  Polska Zbrojna 25

nr 27/2007

O

WOJSKO PROBLEMY
O projekcie pozyskania przez miłośników Marynarki Wojennej z Elbląga kutra rakietowego ORP „Władysławowo” na muzeum pisaliśmy kilka tygodni temu w artykule „Drugie życie kutra”. – Wybraliśmy ten okręt, ponieważ jest unikatowy pod względem rozwiązań konstrukcyjnych, a jedna z bliźniaczych jednostek nosiła nazwę „Elbląg” – wyjaśniał Michał Glock, prezes Stowarzyszenia Lastadia. Chcieli, aby okręt zacumował na rzece Elbląg przy bulwarze Zygmunta Augusta i stał się początkiem skansenu zabytkowych obiektów pływających. kutra lub sprzedanie go za symboliczną złotówkę. – Naszym celem jest zachowanie i udostępnianie publiczności oryginalnych zabytków techniki morskiej – napisali w piśmie do szefa MON. Okazało się, że kuter można było formalnie przekazać tylko elbląskiemu muzeum archeologiczno-historycznemu, a stowarzyszenie miało być wyłącznie jego użytkownikiem. Wcześniej jednak trzeba było spełnić kilka warunków. Przede wszystkim zmienio-

O krok od sukcesu
W maju zeszłego roku stowarzyszenie rozpoczęło starania o kuter. Jednostka została już wycofana ze służby i przekazywano ją właśnie Agencji Mienia Wojskowego. Lastadia zwróciła się więc do ministra obrony narodowej z prośbą o darowanie im
ANNA DĄBROWSKA

Kuter na mieliźnie
CO DALEJ?
– Czujemy się oszukani. W ubiegłym roku ówczesny minister obrony Radosław Sikorski obiecał nam, że dostaniemy okręt nieodpłatnie, a teraz resort się wycofuje i mówi o sprzedaży – twierdzą w Lastadii

– Zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy, aby nie pocięto go na żyletki, a mimo to kutrowi „Władysławowo” nadal grozi pójście na złom – martwią się członkowie Stowarzyszenia Lastadia.

ORP „Władysławowo”

Jeden z trzynastu kutrów rakietowych zbudowanych w ZSRR dla polskiej Marynarki Wojennej. Wchodził w skład 3 Flotylli Okrętów z Gdyni. Rozpoczął służbę 1975 r., wycofany z eksploatacji w 2006 r., razem z ORP „Świnoujście”, jako dwa ostatnie z tego rodzaju okrętów w Polsce. Wymiary: długość – 38,5 m; szerokość – 7,5 m; wysokość – 9 m Wyporność maksymalna – 220 t Prędkość maksymalna – 40 węzłów

26 Polska Zbrojna

nr 27/2007

KRZYSZTOF WYGNAŁ, MUZEUM ORĘŻA POLSKIEGO

no statut muzeum, tworząc w nim nowy dział zajmujący się militariami. – W marcu radni przegłosowali odpowiednie poprawki w statucie – wyjaśnia prezes Lastadii. Na początku tego roku podczas Krajowej Konferencji Muzealnictwa Morskiego i Rzecznego przygotowano projekty procedur prawnych, tak aby Marynarka Wojenna mogła nieodpłatnie przekazywać wycofywane okręty m.in. muzeom. Zarząd Portu Morskiego z Elbląga zadeklarował zwolnienie jednostki z opłat portowych oraz darmowe przeholowanie kutra. Także miasto popierało pomysł Lastadii. Wydawało się, że przekazanie okrętu jest tylko kwestią czasu. – Kiedy kuter zacumuje w Elblągu, będzie pierwszym w kraju okrętem uratowanym przez organizację pozarządową – cieszyli się członkowie Lastadii. Ich radość była jednak przedwczesna. Do muzeum przyszło bowiem pismo z MON. – Poinformowa-

liśmy, że ORP „Władysławowo” może być przedmiotem obrotu AMW i zapytaliśmy, czy byliby zainteresowani inną jednostką pływającą – wyjaśnia płk Jarosław Dębski, szef Oddziału Komunikacji Społecznej Departamentu Wychowania i Promocji Obronności MON. – Odpowiedzieli nam, że nie – dodaje. MON zaproponowało przekazanie kutra zwalczania okrętów podwodnych „Pilica”. Zdaniem Lastadii, nie nadaje się on do celów muzealnych, ponieważ jest za mały na zwiedzanie. Członkowie stowarzyszenia nie rozumieją też, dlaczego, skoro „Władysławowo” miał być sprzedany, MON stawiał im warunki do otrzymania kutra. – Spełniliśmy je, a okrętu nie dostaniemy – oburzają się w Elblągu.

„Pilica”

Kuter zwalczania okrętów podwodnych, projekt 918M. Jedenaście takich kutrów wyprodukowano w Polsce od 1977 do 1983 r. Od 1991 r. w składzie 16 Dywizjonu Kutrów Zwalczania Okrętów Podwodnych 8 Flotylli Obrony Wybrzeża. Wycofane ze służby w 2006 r.

Na żyletki?
– Spełnienie tych warunków zajęło im jednak trochę czasu i kiedy kuter był dostępny, nie byli jeszcze formalnie gotowi do jego przejęcia – tłumaczy Jacek Kotas, podsekretarz stanu w MON. – Gdyby wtedy wszystko było załatwione, kuter już byłby ich – uzupełnia. A tymczasem, jak wyjaśniają w DWiPO, agencja poinformowała, że prowadzi rozmowy z jednym z krajów na temat transakcji wiązanej, obejmującej też sprzedaż ORP „Władysławowo”. Nieoficjalnie mówiło się, że nabyciem kutra zainteresowane były Nikaragua, Urugwaj lub Papua Nowa Gwinea, które chciały, aby po modernizacji jednostka weszła w skład ich armii. Dziś jednak AMW informuje, że okręt ma być wystawiony na przetarg. – Agencja postępuje zgodnie z procedurą – według ustawy, jesteśmy zobowiązani do rozpisania przetargu na większość sprzętu i nieruchomości, które dostajemy z resortu – tłumaczy Jolanta Plieth-Cholewińska, rzecznik prasowy AMW. Przetarg na ORP „Władysławowo” planowany jest na lipiec, cena wywoławcza to ponad 3 mln zł. Dodaje też, że AMW nie może decydować o nieodpłatnym przekazaniu okrętu dla muzeum lub fundacji. – Czujemy się oszukani. W ubiegłym roku ówczesny minister obrony Radosław Sikorski obiecał nam, że dostaniemy okręt nieodpłatnie, a teraz resort się wycofuje i mówi o sprzedaży – twierdzą w Lastadii. Ich zdaniem, to tylko wybieg, bo po co komu 40-letni kuter rakietowy. – „Władysławowo” nie nadaje się na modernizację do celów militarnych. Nikt go nie kupi i na koniec pójdzie za kilkaset tysięcy złotych na złom – uważają w stowarzyszeniu. – Wtedy będziemy mogli go oglądać, goląc się – dodaje Glock. Pociechą dla nich, choć niewielką, jest pozyskanie wycofanego z eksploatacji lodołamacza

MARIAN KLUCZYŃSKI (2)

Wymiary: długość – 28,8 m; szerokość – 5,8 m; wysokość – 1,36 m Wyporność – 93 t Prędkość – 27,8 węzłów

Najbardziej znane
polskie pływające muzea
ORP „Błyskawica” – niszczyciel, podczas wojny osłaniał m.in. atlantyckie konwoje. W 1947 r. powrócił do Gdyni. Po przezbrojeniu i remoncie był okrętem obrony przeciwlotniczej. W 1976 r. stał się okrętem-muzeum, wchodzącym w skład gdyńskiego Muzeum Marynarki Wojennej.

„Lampart”. Na początku marca został przekazany na rok w użyczenie stowarzyszeniu przez Przedsiębiorstwo Budownictwa Wodnego w Tczewie. Lastadia znalazła też pieniądze na jego konserwację i w przyszłości zamierza go wykupić.

Walczymy do końca
A co z ORP „Władysławowo”? Na początku czerwca kierownictwo Lastadii spotkało się z przedstawicielami Stowarzyszenia Oficerów Marynarki Wojennej, szukając u nich wsparcia. Napisali też list do ministra Aleksander Szczygło z prośbą o interwencję – Mamy nadzieję, że minister przychyli się do naszego apelu – mówią. Osobą, która może odmienić los kutra, jest też wiceszef MON. – Mam upoważnienie od ministra Szczygło na podpisanie decyzji o przekazaniu okrętu – mówi Jacek Kotas. Dodaje, że dopóki planowano sprzedaż kutra w ramach transakcji wiązanej, dopóty ta koncepcja miała pierwszeństwo. Teraz jednak, jak wyjaśnia minister, jeśli okręt ma być przedmiotem przetargu, trzeba się zastanowić, czy nie wrócić do wcześniejszego pomysłu przekazania go na muzeum. – Będzie miał szanse dalej żyć, służąc edukacji i promowaniu Marynarki Wojennej – uważa J. Kotas. Dlatego zwrócił się do sekretarza stanu w MON Marka Zająkały, nadzorującego prace AMW, z prośbą o powtórne rozpatrzenie sprawy i dokładne informacje o zamiarach agencji. – Kiedy dostanę odpowiedź, będę wiedział, co zrobić z kutrem – wyjaśnia minister Kotas. – My na pewno będziemy do końca walczyć o okręt. Uważamy, że warto go uratować – zapewnia Michał Glock.  Polska Zbrojna 27

„Dar Pomorza” – zbudowany w 1909 r.

w Hamburgu jako statek szkolny niemieckiej marynarki handlowej. W 1929 r. zakupiony z datków społecznych przez Pomorski Komitet Floty Narodowej. Fregata otrzymała nazwę „Dar Pomorza” i trafiła do Państwowej Szkoły Morskiej w Gdyni. Ostatni rejs szkolny odbył w 1981 r. Rok później przekazano go Centralnemu Muzeum Morskiemu w Gdańsku – cumuje w Gdyni.

ORP „Fala” – pierwsza jed-

nostka serii polskich okrętów patrolowych projektu 912, zbudowana w 1964 r. W 1991 r. przekazana do służby w Straży Granicznej. Po jej zakończeniu, w 1996 r., została przekształcona w muzeum w Kołobrzegu.

nr 27/2007

KULISY LOTNICTWO

PRZYSZŁO
ROMAN PRZECISZEWSKI

Dwa lata temu 41 Eskadra Lotnictwa Taktycznego w Malborku rozpoczęła loty na niemieckich MiG-29. Dziś widać, że – być może niechcący – popełniono przy tym kilka błędów.

PŁK PIL. EUGENIUSZ GARDAS: – Czy Niemcy to kamikadze? Czy ktoś by tam ryzykował życie ludzkie?

28 Polska Zbrojna

ROMAN PRZECISZEWSKI

nr 27/2007

OŚĆ ZA
P
Trzydziestolatek

P

rototyp MiG-29 po raz pierwszy wzniósł się w powietrze 30 lat temu, a jego produkcja ruszyła w ZSRR w sześć lat później. Spośród państw tworzących Układ Warszawski najpierw wyróżniono nim NRD, gdzie wszedł do uzbrojenia dwóch eskadr. Było to w maju 1988 r. na lotnisku w Preschen. Po zjednoczeniu Niemiec 24 samoloty MiG-29 przejęła Luftwaffe. Dwanaście – jednomiejscowych – gruntownie zmodernizowano. W Polsce pierwszych siedem samolotów MiG-29 pojawiło się latem 1989 r., tuż przed rozpadem układu. W następnym roku dostaliśmy kolejnych pięć. W 1996 r. – w zamian za 11 helikopterów Sokół – przejęliśmy od Czechów dziesięć tych myśliwców.

płk pil. Robert Kozak, dowódca 41 Eskadry Lotnictwa Taktycznego nie pała wielką miłością do MiG-29, aczkolwiek lubi go i lata na nim wyśmienicie. Jego zdaniem: – MiG-29 nie spełnia wymagań współczesności. Jest jednak na tyle dobry, że nadal można go eksploatować. Gdyby jeszcze miał lepsze wyposażenie, to można by powiedzieć o nim więcej ciepłych słów. Ale też nie da się jednocześnie ukryć prostej prawdy: jeżeli nie byłoby tego myśliwca z poprzedniego układu militarnego, to Malbork – jako garnizon – nie miałby najmniejszych szans na przetrwanie i na pewno podzieliłby los wielu innych, których status zmieniła restrukturyzacja. Mimo wielu zalet, np. tego, że stąd do morza, gdzie można ćwiczyć do woli, jest tylko 30 km, a nad lądem są duże przestrzenie sprzyjające szkoleniu w lotach koszących i na dużych wysokościach. Mimo tego także, że hangary umieszczone na lotnisku – szczelne i ogrzewane – bez trudu mogą pomieścić samoloty trzech eskadr, a NATO zrealizowało tu kilkanaście swoich programów związanych z rozbudową infrastruktury sojuszu. Wszystkiemu było winne natomiast to, że: – Lataliśmy na wyeksploatowanych MiG-21 bis. To już były samoloty przeszłości. Ostatnie loty odbyliśmy na nich 16 grudnia 2003 r. Potem pozostawało jedynie podtrzymywanie przez pilotów nawyków na TS-11 Iskra. Ten czas był trudny, pełen niepewności i wątpliwości. Właśnie wtedy czterech naszych kolegów, młodych pilotów, zostało oddelegowanych na przeszkolenie na F-16, równolegle niektórzy podjęli zarazem decyzję o zdjęciu mundurów. Pozostali cierpliwie czekali na MiG-29, który miał przylecieć z Niemiec – wspominają niektórzy. W 2004 r. – za jedno symboliczne euro – przejęliśmy od niemieckiej Luftwaffe  Polska Zbrojna 29

nr 27/2007

KULISY LOTNICTWO
23 używane samoloty MiG-29. Jak informowały wówczas krajowe media, „ze względu na różnice w wyposażeniu oraz znaczne zużycie maszyn zapadła decyzja o tym, że jedynie kilkanaście z nich, będących w najlepszym stanie, trafi do polskiej służby. Najpierw jednak czeka je gruntowny remont”. – To był błąd na dzień dobry – jest przekonany płk pil. Eugeniusz Gardas, dowódca 22 Bazy Lotniczej w Malborku.

F-16 kontra MiG-29

P

odczas ostatnich ćwiczeń lotniczych „Orzeł 2007” – jak sugerowali niektórzy internauci –w Polsce podobno miało wreszcie dojść do pozorowanej walki powietrznej między F-16 i MiG-29. Być może skończyłyby się wówczas wszelkie dyskusje na te-

w Mińsku Mazowieckim. – Po kilku moich monitach dowódca SP podjął odpowiednie działania, ale już było za późno. Symulator trafił do Ameryki Południowej, konkretnie do Peru – mówi dowódca bazy.

Samoloty naszych marzeń
Półtora roku po ostatnim locie MiG-21 bis nad Malborkiem pojawiły się pierwsze MiG-29. 7 czerwca 2005 r. miejscowa eskadra zaczęła na nich latać. Miała wówczas cztery nowe – czyli pozyskane od Niemców i wyremontowane w Wojskowych Zakładach Lotniczych w Bydgoszczy – myśliwce. Dziś ma ich 13 (dziesięć bojowych i trzy szkolno-bojowe). Ale jeden z nich trafił do Malborka z Mińska Mazowieckiego. Ważne jest także to, że: – Tak naprawdę, to trzy MiG-29 są obecnie całkowicie wyłączone z eksploatacji. Nie wytrzymały w nich silniki. W dwóch przypadkach najprawdopodobniej zostaną one całkowicie zdyskwalifikowane. Mają głębokie uszkodzenia, są praktycznie bez żadnych szans na naprawę – nieoficjalnie przyznaje jeden z pilotów. Oficjalnie natomiast ppłk Kozak informuje, że: – Największym problemem jest brak części. Dlatego możemy latać tylko na niektórych samolotach. W eskadrze jest dwudziestu pilotów. Dwunastu z nich korzysta z poniemieckich MiG-29, pozostali szkolą się na Iskrach i przygotowują do przesiadki na myśliwiec. Każdy – tak wynika z założonego planu szkolenia – zaliczy w tym roku kolejnych 60–120 godzin w powietrzu. Docelowo do malborskiej eskadry ma trafić 16 samolotów MiG-29. Dwanaście – przejętych od Luftwaffe i wyprodukowanych w latach 1987–1988 oraz cztery, które przylecą z 1 Eskadry w Mińsku Mazowieckim. – Nieważne, co sądzimy na temat tych samolotów. Nieważne, gdzie zostały wyprodukowane. Prawda jest bowiem brutalna: gdyby ich tu nie było, to lotnisko w Malborku można by zamknąć – jasno stawia sprawę ppłk Kozak. Z kolei płk Gardas, zaliczając MiG-29 do „najlepszych myśliwców na świecie”, przyznaje: – Gdybym urodził się później, to na pewno bardzo chciałbym latać na F-16. Chociaż to też nie jest samolot moich marzeń. W Malborku nie ma zatem wątpliwości: MiG-29 za symboliczne jedno euro uratował garnizon. Pytanie tylko: na jak długo? Jedni – podkreślając, że „zwiększono żywotność silników samolotów przez – jak to robili Niemcy – nieznaczne skręcanie im temperatury” – optymistycznie zakładają, że nawet do 2025 r. Inni są bardziej wstrzemięźliwi: – Już za kilka lat usłyszymy pytanie, czy polskie lotnictwo to tylko F-16? 
nr 27/2007

Mały rejestr pomyłek
Dlaczego? Dowódca bazy w Malborku, który uczestniczył w przejmowaniu samolotów od Luftwaffe, tłumaczy: – Niemcy eksploatowali te maszyny według własnych procedur. O remontach czy wymianie niektórych urządzeń decydował więc u nich nie sztywny kalendarz, czyli określony resurs, tylko ocena stanu technicznego. – Nie podejrzewam, że Niemcy chcieli wsadzać pilotów do niesprawnych samolotów – akcentuje płk Gardas i kontynuuje: – Tymczasem aż 12 niemieckich MiG-29 było użytkowanych według tamtejszych procedur i bujdą jest, że wszystkie je trzeba było w Polsce gruntownie remontować. Mało tego – błędy popełniono chyba także przy ewidencjonowaniu przejmowanych części i zespołów. Okazało się, że niektóre z nich nie zostały u nas zweryfikowane i tym samym nie dopuszczono ich do eksploatacji. Brało się to m.in. z tego, że niemieckie biuletyny techniczne znacznie różniły się od polskich i chociaż te pierwsze dopuszczały maszyny do użytkowania, to nasze – bardziej obostrzone – decydowały o ich niesprawności. – Czy Niemcy to kamikadze? Czy ktoś by tam ryzykował życie ludzkie? Dlaczego więc od razu nie wzięliśmy z nich przykładu? Przecież teraz malborska eskadra lata według niemieckich procedur: nie patrzy na resursy, ale na stan techniczny. Dzięki temu możliwości eksploatacyjne samolotów zostały znacznie zwiększone. Albo inna sprawa: siedem z niemieckich MiG-29 spełniało standardy ICAO-2. Miało więc systemy GPS i TACAN, światła antykolizyjne, przyrządy wyskalowane w jednostkach anglosaskich czy dodatkowe, podskrzydłowe zbiorniki, znacznie zwiększające zasięg i możliwości samolotu. Płk Gardas wspomina: chcieliśmy, aby to właśnie te egzemplarze najpierw trafiły do Malborka, lecz nic z tego nie wyszło. Decyzje były inne. Podobny konflikt interesów dotyczył przejęcia od Niemców doskonałego symulatora MiG-29. Za jego demontaż po drugiej stronie Odry i montaż w Malborku dodatkowo trzeba byłoby zapłacić 200–300 tys. euro. Niestety, strona polska widziała w nim jedynie... magazyn części dla znacznie skromniejszego symulatora 30 Polska Zbrojna

ROMAN PRZECISZEWSKI

Teraz malborska eskadra lata według niemieckich procedur: nie patrzy na resursy, ale na stan techniczny. Dzięki temu możliwości eksploatacyjne samolotów zostały znacznie zwiększone
mat porównań obu samolotów bądź wyższości jednej maszyny nad drugą. Lecz na razie nic z tego. – Może za rok będzie inaczej? Bo byłoby to ciekawe doświadczenie – uważa płk pil. Eugeniusz Gardas, dowódca 22 Bazy Lotniczej w Malborku, i przypomina: w zachodniej taktyce lotniczej nadal zaleca się, by nie podejmować walki z MiG-29. Przede wszystkim ze względu na większe możliwości rosyjskiego myśliwca. Chyba też nieprzypadkowo Izrael, dowiedziawszy się przed laty, że właśnie ten samolot mogą mieć niektóre państwa arabskie, wziął w leasing kilka maszyn do pozorowanych walk powietrznych i badał, jak podejść lub oszukać „dwudziestego dziewiątego”. Poza tym: – W czasie różnych ćwiczeń z udziałem MiG-29 i samolotów zachodnich polscy piloci często znikali z oczu swym natowskim kolegom i słyszeli wtedy pytanie: – Gdzie jesteś? Odpowiadali zgodnie z prawdą: – Na szóstej! Ćwiczących wprawiali tym w osłupienie.

NASZYM AAAAAAA OKIEM AAAAAAAA

P

odczas zawodów liczy się nie tylko szybkość, ale również skoczność i wytrzymałość. Bez tej ostatniej nie ma co liczyć na dobry wynik, bo wysiłek, jaki trzeba włożyć w pokonanie każdej z przeszkód, musi być rozłożony tak, by „pary” nie zabrakło aż do mety. Podczas mistrzostw WP w Ośrodku Sprawności Fizycznej 9 Brygady Kawalerii Pancernej w Braniewie odbywających się pod koniec czerwca nie zabrakło

niczego, co sprawia, iż rywalizacja sportowa podnosi adrenalinę nie tylko jej uczestnikom, ale także widzom. Były sensacyjne porażki – ubiegłoroczny mistrz OSF st. szer. Adam Marcinkowski z 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej zajął trzecie miejsce. Były również imponujące debiuty, jak piąta lokata szer. Dominika Gałązki z 11 DKPanc. Najlepsi na OSF okazali się żołnierze z 11 DKPanc, którzy zajęli pierw-

sze i trzecie miejsca na podium – zwyciężył st. szer. Andrzej Kanicki, drugi był st. szer. Dominik Zientarski z 16 Pomorskiej DZ. Dużym zaskoczeniem podczas zawodów na OSF była dobra postawa żołnierzy służby zasadniczej. W pierwszej dziesiątce znalazło się ich trzech: wspomniany szer. Gałązka, szer. Mariusz Mazur z Pomorskiego Okręgu Wojskowego (ósme miejsce) i szer. Dawid Chabowski z 16 PDZ (dziewiąty).

KRZYSZTOF WILEWSKI

Pierwszy dzień mistrzostw Wojska Polskiego w pokonywaniu przeszkód, biegu patrolowym i strzelaniu z broni etatowej pokazał całe piękno sportowej rywalizacji. Ubiegłoroczni mistrzowie nie zdołali obronić tytułów, a żołnierze służby zasadniczej dowiedli, że są zagrożeniem dla najlepszych.

32 Polska Zbrojna

nr 27/2007

FORUM

| SŁUŻBA | WYDARZENIA | LUDZIE | MILITARIA | W GARNIZONIE | PORADY | ŚWIAT | TO I OWO | SPORT | HISTORIA

Pierwszego dnia mistrzostw WP żołnierze rywalizowali też w strzelaniu indywidualnym z pistoletu wojskowego. W tej konkurencji zwyciężył chor. Paweł Truszyński reprezentujący zespół szkolnictwa Wojsk Lądowych, drugi był kpt. Krzysztof Chojnacki z Centrum Szkolenia Sił Powietrznych, a trzeci mł. chor. sztab. Andrzej Antoniszyn z 12 Szczecińskiej DZ.

nr 27/2007

Polska Zbrojna 33

WOJSKA LĄDOWE

Błaganie o deszcz
BOGUSŁAW POLITOWSKI

Letni poligon często bywa loterią. Pół biedy, gdy przyjeżdża na niego jednostka stacjonująca blisko. Bywa jednak, że żołnierze jadą przez pół kraju, zajmują stanowiska ogniowe i słyszą: – Strzelać nie można.
Bateria moździerzy. Cel: dziesięć zero pięć. Ładunek pełny. Obezwładnić! Rozlega się huk. Po kilku sekundach bateria 122-milimetrowych haubic samobieżnych Goździk oddaje kolejną salwę. Artylerzyści 17 Brygady Zmechanizowanej z dywizjonu kpt. Andrzeja Samborskiego mają dzisiaj szczęście. Dostali zgodę na strzelanie. I wcale nie po znajomości. Warunkiem było używanie pocisków z zapalnikami z długą zwłoką. Taki pocisk najpierw wbija się w ziemię i dopiero po chwili (ułamki sekundy) następuje eksplozja. Wtedy nie ma ognia, który zapala las czy wrzosowisko. W powietrze wylatują tylko setki kilogramów piachu i kurzu. Strzelanie odbywa się z zakrytych stanowisk. Temperatura otoczenia wynosi około 30 stopni C. Pod pancerzami nagrzanymi od słońca jest o 20 stopni więcej. Ci, którzy wdychają gazy wydobywające się z lufy po każdym strzale, muszą być bardzo odporni, aby to wszystko wytrzymać. Te zajęcia nie tylko z powodu upału mają szczególny charakter. Artylerzyści doskonalą działania z wykorzystaniem nowego systemu kierowania ogniem Topaz. Jeszcze niedawno poznawali go na kursie w Toruniu, teraz sami sprawdzają nowe możliwości. Skończyło się dawne przeliczanie współrzędnych na kalkulatorze. Rachmistrzów zastąpiła elektronika. System kierowania stał się pewniejszy i, co ważne, znacznie szybszy. Kiedy artylerzyści ćwiczą planowo, rozlokowani niedaleko przeciwlotnicy bryga-

Pocisk z zapalnikiem z długą zwłoką najpierw wbija się w ziemię i dopiero po chwili następuje eksplozja. Wtedy nie ma ognia, który spowodowałby pożar lasu

Z zakrytych stanowisk
Padają kolejne komendy ze stanowiska dowodzenia dywizjonu. Przejmują je dowódcy baterii i przekazują na działa.

Zasady postępowania w zależności od stopnia zagrożenia pożarowego lasu
1. Ograniczona możliwość powstania pożaru i zagrożenie małe (0 i I stopień zagrożenia pożarowego) – prowadzenie zajęć i strzelań bez ograniczenia rodzaju stosowanej amunicji, przy zachowaniu ogólnie obowiązujących zasad bezpieczeństwa pożarowego. 2. Zagrożenie średnie (II stopień zagrożenia pożarowego) – prowadzenie zajęć (ćwiczeń) i strzelań bez wykorzystania amunicji smugowej, zapalającej, dymnej, oświetlającej, sygnałowej oraz bomb zapalających i oświetlających. 3. Zagrożenie duże (III stopień zagrożenia pożarowego – przy wilgotności ściółki od 10 do 20 proc.) – prowadzenie zajęć (ćwiczeń) i strzelań jak przy drugim stopniu zagrożenia, a ponadto bez użycia rakiet. Zintensyfikowanie obowiązujących przedsięwzięć zapobiegających powstaniu i rozprzestrzenianiu się pożarów, szczególnie podczas działań taktycznych. 4. Zagrożenie duże (III stopień zagrożenia pożarowego – przy wilgotności ściółki do 10 proc.) OGŁOSZONE W TRYBIE ALARMOWYM – zaniechanie wszelkich zajęć, ćwiczeń i strzelań, z wyłączeniem strzelań z lądu na morze prowadzonych ze specjalnie przygotowanych stanowisk.

34 Polska Zbrojna

nr 27/2007

FORUM

| SŁUŻBA | WYDARZENIA | LUDZIE | MILITARIA | W GARNIZONIE | PORADY | ŚWIAT | TO I OWO | SPORT | HISTORIA
szek decyzyjny bierze początek w Nadleśnictwie Sulęcin, któremu podlega większa część poligonu. Leśnicy dwukrotnie w ciągu dnia dokonują pomiarów w wyznaczonych strefach. Robią to między 9.00 a 9.30 i 13.00 a 13.30. Pobierają ściółkę z lasu o drzewostanie nie młodszym niż 40 lat. Za pomocą wago-suszarki badają jej wilgotność. Higrometrem mierzą wilgotność powietrza. Na podstawie otrzymanych wyników ustalony zostaje stopień zagrożenia pożarowego. Następnie leśnicy przekazują dane do komendy poligonu. Tu w myśl wojskowych zarządzeń ustala się, jakie strzelania mogą być prowadzone. Bez względu na stopień zagrożenia, zawsze podczas strzelań uruchomione zostają dwa zastępy poligonowej straży pożarnej oraz pluton alarmowy z ćwiczącego pododdziału. Środki bezpieczeństwa są ważne. Nawet przy ostrożnym postępowaniu każdego roku na terenie poligonów dochodzi do wielu pożarów. Pół biedy, gdy płoną wrzosowiska, które stosunkowo szybko można ugasić. Gorzej, gdy wiatr przenosi ogień na las. Wtedy akcja gaśnicza jest trudniejsza, a straty większe. Jak mówią oficerowie z komendy poligonu, wojsko jest i tak uprzywilejowane. Przy trzecim stopniu zagrożenia, gdy nikomu na terenach cywilnych nie wolno wchodzić do lasów, żołnierzy ten zakaz nie dotyczy. Bez strzelań, ale mogą się szkolić. Około godziny 13 nad poligon nadciągają ciemne chmury. Deszcz nie jest ani obfity, ani nie pada zbyt długo. Opady dają jednak nadzieję, że może za kilka godzin, może nazajutrz, przeciwlotnicy i przeciwpancerniacy będą mogli wreszcie strzelać na ostro. 

dy złorzeczą, wypatrując na niebie ciemniejszych chmur. Oni tego dnia nie postrzelają. Na poligonie deszcz nie padał od wielu dni. Ich amunicja smugowa jest zbyt niebezpieczna w takich warunkach i każdy wystrzelony pocisk zapalałby kolejne obszary lasu. Nie pomoże nawet obecność wozu straży pożarnej z komendy poligonu ani to, że w gotowości do gaszenia jest pluton alarmowy z jednostki. Przeciwlotnicy w ten upalny dzień musieli zadowolić się strzelaniem na sucho. Podobnie, bez oddania strzału, szkolili się operatorzy PPK. Mogli ćwiczyć BRDMami zajazdy, wykrywanie celów, ale żaden pocisk rakietowy nie miał prawa zejść z wyrzutni. I nawet gdyby w komendzie poligonu chcieli dać zgodę na strzelania, to nie odważyliby się na to sami pepekowcy. Tego dnia według pomiarów dokonanych przez nadleśnictwo Sulęcin wilgotność ściółki leśnej na terenie poligonu wynosiła 7 proc., tyle, ile ma kartka papieru wyjęta z ryzy.

FLESZ
BRANIEWO. Pięciuset żołnierzy podzielonych na 21 drużyn wzięło udział w rywalizacji o tytuły mistrzów Wojska Polskiego w pokonywa-

niu przeszkód w ośrodku sprawności fizycznej, w biegu patrolowym i strzelaniu z broni etatowej w konkurencjach indywidualnych i zespołowych. Gospodarzem zawodów odbywających się 18–22 czerwca była 9 Brygada Kawalerii Pancernej w Braniewie.

Wróżenie z igieł
W komendzie Ośrodka Szkolenia Poligonowego Wojsk Lądowych w Wędrzynie kpt. Sławomir Sawala, zastępca komendanta, zapewnia, że robi się wszystko, by pododdziały mogły wykonać zaplanowane strzelania. Z góry jednak uprzedza, iż odbywa się to bez łamania przepisów, a polega jedynie na dostosowaniu terminów. W okresie upałów wiele strzelań przesuwa się na przykład z godzin południowych na wczesnoporanne, gdy na trawie i wrzosach jest rosa, a tym samym spora wilgotność. Kapitan wyjaśnia także, jak działa system pomiaru wilgotności i jak ustala się, kto może, a kto nie może strzelać. Łańcu-

ELBLĄG. 16 Żuławski Batalion Remontowy obchodził 15 czerwca swoje święto i 40. rocznicę powstania. Dowódca batalionu ppłk Stanisław Woźniak nagrodził najlepszych podwładnych. Odznaką „Wzorowy dowódca” wyróżnił ppor. Jolantę Becińską i ppor. Grzegorza Ziołę. Odznakę „Wzorowy szef pododdziału” dostali chor. Ryszard Kołakowski i chor. Damian Kroll.

BEZSENSOWNE WYCIECZKI

D

nr 27/2007

ywizjon artylerii samobieżnej na wędrzyńskim poligonie szkoli się już dziesiąty dzień. Wszyscy są zadowoleni, bo obsługi dział wykonują strzelania na czwórki i piątki. I to obsługi złożone z żołnierzy służby zasadniczej, w których tylko dowódca działa to podoficer zawodowy. Do niedawna specjalistów artylerzystów szkolono w Toruniu. Brygada przyjmuje poborowych, po dwóch dniach wysyłała ich do Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia. Po kilku miesiącach wracali stamtąd jako specjaliści. W tym roku ktoś zmienił system. Żołnierze w Toruniu przeszli tylko szkolenie podstawowe i odesłano ich do Międzyrzecza. Takie wycieczki są bez sensu. Tymczasem szkolenie specjalistyczne spadło na dowódcóww. Poradzili sobie, dlatego teraz wyniki strzelań tak ich cieszą.

RZESZÓW. Na uroczystym spotkaniu zorganizowanym 19 czerwca w Wojewódzkim Sztabie Wojskowym w Rzeszowie, w obecności dowódcy Śląskiego Okręgu Wojskowego gen. dyw. Fryderyka Czekaja, płk dypl. Witold Przybyła przejął stanowisko szefa WSzW od czasowo pełniącego te obowiązki płk. dypl. Zbigniewa Winiarskiego. W uroczystości, oprócz żołnierzy i pracowników WSzW, uczestniczyli wojskowi komendanci uzupełnień ziemi podkarpackiej, dowódcy rzeszowskich i podkarpackich jednostek wojskowych oraz przedstawiciele władz państwowych i samorządowych Podkarpacia.

BOGDAN POLITOWSKI (2)

WROCŁAW. Z okazji święta 10 Wrocławskiego Pułku Dowodzenia zorganizowano 16 czerwca w jednostce Dzień Otwartych Koszar. Uroczystość uświetniło swoją obecnością wielu gości, m.in. zastępca dowódcy Garnizonu Warszawa płk Wiesław Grudziński, przedstawiciele DGW, dowódcy zaprzyjaźnionych jednostek wojskowych, przedstawiciele wielu instytucji, kombatanci i młodzież. Odbyły się pokazy sprzętu wojskowego, walk rycerskich oraz sprawności i wyszkolenia żołnierzy.

Oprac. G.P.

Polska Zbrojna 35

SIŁY POWIETRZNE
PIOTR LASKOWSKI

Na dyskomfort lotników mają wpływ nieprzewiewne kombinezony i specjalne kamizelki zwane MUP 1 w gumowej otulinie, które na zasadniczy kombinezon lotniczy musi zakładać pilot wykonujący zadanie nad morzem. Taki ubiór to kara za niepopełnione grzechy. Brak logicznych decyzji w sprawie zakupu odpowiednich kombinezonów i niepotrzebna oszczędność mogą się zemścić utratą maszyny. Nie warto ryzykować!

SAUNA w samolocie
CO TAK PACHNIE?
utraty przytomności z przegrzania. Taki lot nazywamy sauną – mówi dowódca 7 Eskadry Lotnictwa Taktycznego ppłk pil. Maciej Trelka. A „szparka”, czyli dwumiejscowa, starsza wersja tego samolotu, w ogóle nie ma klimatyzacji. Jeśli pilot ma dwa lub trzy wyloty w ciągu dnia, musi między lotami suszyć kombinezon na wolnym powietrzu. – Pierze go dopiero w domu, choć nie powinien tego robić. Materiał bowiem, z którego jest uszyty, nasączono substancją antypalną ulegającą zniszczeniu – za-

Myślicie, że piloci to ludzie o żelaznym zdrowiu? Tak, ale i oni mają chwile słabości. W czerwcu i lipcu, kiedy panują najwyższe temperatury, w kabinie samolotu czują się jak w saunie.

uważa ppłk Lech Kownacki, szef logistyki 2 Brygady Lotnictwa Taktycznego w Poznaniu. Ale jak mówią na lotniskach, pilot pali się raczej bardzo rzadko, natomiast częściej śmierdzi. Alternatywy nie widać.

PILOT MODNY
Polskie kombinezony lotnicze w kolorze zielonym są nieudaną podróbką zachodnich uniformów. Ich jedyną zaletą wydaje się w tej chwili to, że są lepsze

Latem pilot wchodzi do samolotu stojącego w pełnym słońcu. Na niewiele zdaje się osłanianie kabiny, i tak jest w niej 60–70 st. C. A zanim włączy się klimatyzacja, musi minąć trochę czasu – aż samolot wzbije się w powietrze i schowa podwozie. Wtedy nadmuch na Su-22 zaczyna działać, ale pilot jest już cały spocony. Nie wysiada z samolotu suchy. – Po locie Su-22 w pierwszej kabinie w wysokich temperaturach otoczenia, gdy jestem w spodniach przeciwprzeciążeniowych, wychodzę z samolotu mokry. A już najgorsze są loty w gumowanych kamizelkach MUP 1, w których latem nie powinno się latać. Mają nas chronić przed zimną wodą w razie katapultowania nad morzem, a w każdym locie doprowadzają nas prawie do 36 Polska Zbrojna

Dwa kombinezony
Kombinezon musi być lekki i przewiewny, niepalny, nie może krępować ruchów. Powinien mieć też wiele dobrze zabezpieczonych kieszeni. Każda ma bowiem swoje przeznaczenie. Jedna jest na świecę ratowniczą , druga na pistolet, inne na długopisy, mapę i notatnik. Kombinezony dla polskich pilotów do tej pory szyła firma PPH Kama z Ostrowi Mazowieckiej. W tym roku przetarg na ich produkcję wygrał zakład Milena Plus z Kostrzyna Wielkopolskiego. Krajowy kombinezon kosztuje 630 zł brutto. Kombinezony amerykańskie można kupić już od 100 dolarów za sztukę. Na zdjęciu dwa wzory kombinezonów: polski i amerykański (z prawej) W KOMBINEZONACH Z KAMIZELKĄ MUP 1 najciężej jest latem. Niejednemu z pilotów robi się słabo, gdy zakłada to gumowane cudo i wchodzi do kabiny samolotu nagrzanej w słońcu do 70 nr 27/2007 st. C.

FORUM

| SŁUŻBA | WYDARZENIA | LUDZIE | MILITARIA | W GARNIZONIE | PORADY | ŚWIAT | TO I OWO | SPORT | HISTORIA
ski. Dlatego piloci transportowi latają w lekkich mundurach pustynnych Wojsk Lądowych.

od poprzedniego wzoru w kolorze szarym, który miał metalowe zamki na kieszeniach. Są od niego lżejsze i przewiewniejsze, ale daleko im do jakości kombinezonów amerykańskich. Ppłk pil. Zbigniew Zawada, dowódca 6 Eskadry Lotnictwa Taktycznego w Krzesinach, już po pierwszych lotach na F-16 mówił, że woli kombinezon amerykański, którego używają piloci wielu krajów. Razem z kurtką typu flyers stanowi doskonały, ergonomiczny i przewiewny strój, który nie blokuje ruchów w czasie lotów. Według mjr. pil. Dariusza Mikołajczyka z sekcji szkolenia 2 BLT, krajowe kombinezony nie są zbyt trwałe. Przy dużej intensywności latania materiał się rozwarstwia, nie jest tak mocny jak powinien. Potwierdza te spostrzeżenia również ppłk pil. Dariusz Malinowski, dowódca 10 Eeskadry Lotnictwa Taktycznego w Łasku, który zauważa, że amerykański materiał jest lżejszy i wytrzymalszy. – Gdyby używać tak intensywnie kombinezonów polskich, jak amerykańskich, po pół roku byłyby do wyrzucenia – mówi. Po dwóch dniach lotnych polski kombinezon jest mokry, pod pachami zbiera się sól od potu. Dobrego zdania o rodzimym wyrobie nie ma też dowódca 41 Eskadry Lotnictwa Taktycznego z Malborka, latającej na MiG-29, ppłk pil. Robert Kozak. – Miałem okazję latać w kombinezonie francuskim. Nasze nie są tak dobre jak zachodnie – ucina dyskusje na temat porównań. Piloci z 13 Eskadry Lotnictwa Transportowego z krakowskich Balic nie zakładają kombinezonów na loty do Iraku. – Po prostu się nie nadają. Nie dostosowano ich do różnych stref klimatycznych – mówi dowódca 8 Bazy Lotniczej z Krakowa płk pil. Jacek Żakow-

FLESZ
HOLANDIA. Delegacja Centrum Szkolenia Sił Powietrznych w Koszalinie z komendantem ppłk. dypl. Andrzejem Witkiem złożyła wizytę 11–16 czerwca w Holandii. Rozpoczęto ją od Szkoły Obrony Przeciwlotniczej w Ede. Nasi wojskowi mieli również możliwość odwiedzenia Centrum Szkolenia Połączonej Obrony Powietrznej. Uczestnicy wizyty zapoznali się m.in. z planami transformacji obrony powietrznej Holandii do 2008 r.

LEPSZY ORYGINAŁ
Piloci podczas szkolenia na F-16 w USA dostali trzy kombinezony i dwie kurtki typu flyers – cieplejszą na zimę i przewiewniejszą na lato. Pilot „krajowy” dostaje na rok dwa kombinezony: letni i zimowy. W ciągu roku może jeden z nich wymienić. Stare, szare kombinezony miały podpinkę z tzw. misia i były ciężkie. Teraz zimą pod kombinezon zakłada się grube i ciepłe dresy z polaru. Przeważnie taki zimowy kombinezon powinien być o numer lub dwa większy, żeby mógł się w nim swobodnie zmieścić pilot w polarze. Tymczasem są kłopoty z kombinezonami na wymianę. Nie ma ich w magazynach, co potwierdza kpt. Piotr Szylak ze służby mundurowej 2 BLT. Kłopoty są również z dobraniem odpowiedniego rozmiaru. Płk Kazimierz Świech, szef służby mundurowej SP nie rozumie, dlaczego przepisy nie nadążają za wymogami służby i ciągle brniemy w krajową produkcję. – Prościej byłoby kupić gotowy i sprawdzony produkt. Dopóki najważniejszym kryterium w przetargu będzie najniższa cena, polskie kombinezony będą nieporównywalne z zachodnimi. Jak twierdzi rzecznik Sił Powietrznych mjr Wiesław Grzegorzewski, w dowództwie SP myśli się o zmianie kombinezonów, ale trzeba na nią jeszcze poczekać. Wszelkie sprawy związane z logistyką, w tym i z umundurowaniem, przejmuje bowiem lada dzień Inspektorat Wsparcia, i z pewnością lotniczym kombinezonom poświęci uwagę.
Współpraca ag

KIEKRZ. Zakończono XII Olimpiadę Wiedzy Obywatelskiej dla żołnierzy zasadniczej służby wojskowej. W Ośrodku Szkoleniowym SP

21 czerwca wyłoniono zwycięzcę olimpiady na szczeblu Wojska Polskiego. Został nim szer. Grzegorz Górka z 6 Batalionu Dowodzenia 6 Brygady Desantowo-Szturmowej z Krakowa. O jeden punkt mniej w klasyfikacji zdobył mar. Jakub Mrzygłocki z 11 Pułku Łączności MW w Wejherowie. Trzecie miejsce zajął szer. Radosław Szurgut z kompanii ochrony 8 Bazy Lotniczej w Krakowie-Balicach.

USAF

MIŃSK MAZOWIECKI. 23 Bazę Lotniczą odwiedził 13 czerwca biskup polowy Wojska Polskiego gen. dyw. Tadeusz Płoski. Wizyta związana była z otwarciem nowej izby modlitwy na terenie jednostki. Ks. biskup poświęcił izbę, po czym życzył wszystkim, aby to nowe miejsce kultu pomogło w wypełnianiu żołnierskich powinności.

ZIMNO, CORAZ ZIMNIEJ
CO SIĘ DZIEJE, GDY ODERWIE SIĘ OWIEWKA? 20 stycznia ub.r. pilot MiG-29 z 1 Eskadry Lotnictwa Taktycznego tuż po starcie„zgubił” owiewkę kabiny. Na ziemi panował wtedy mróz – poniżej minus 18 st. C. W pędzącym z prędkością ok. 500 km/godz. myśliwcu chłód odczuwalny był mocniej. Młody porucznik po kilkunastu minutach zdołał posadzić odrzutowiec na mińskim lotnisku. Zareagował prawidłowo – założył rękawiczki i zsunął ochronny filtr hełmu na twarz. Dzięki wiatrochronowi i obniżeniu położenia fotela nie wymarzł. Pilot F-16 w wypadku oderwania osłony kabiny musi się katapultować. – Spotkałem się z takimi zdarzeniami w USA – mówi dowódca 2 BLT gen. bryg. pil. Włodzimierz Usarek.

PIOTR LASKOWSKI (2)

POZNAŃ. Na antenie TVN odbyła się 24 czerwca debata telewizyjna w sprawie hałasu, jaki robią w Poznaniu samoloty F-16. Niedaleko od zabudowań 31 Bazy Lotniczej w Krzesinach zgromadziło się około stu mieszkańców Marlewa, którzy przyszli protestować i przekonywać przedstawicieli Sił Powietrznych oraz władz Poznania, że hałas utrudnia życie w pobliżu bazy. Chociaż porozumienia żadnego nie osiągnięto, a wypowiedzi prezydenta Poznania Ryszarda Grobelnego zakrzykiwano, dowódca 2 Brygady Lotnictwa Taktycznego gen. bryg. pil. Włodzimierz Usarek umówił się z przedstawicielami stowarzyszenia na rozmowy w cztery oczy. Mają zostać wypracowane sposoby zmniejszenia dolegliwości, jakie niesie ze sobą działalność lotniska.

Oprac. G.P.

nr 27/2007

Polska Zbrojna 37

S

MARYNARKA WOJENNA
dą. Marynarze na podstawie odczytów ze stacji hydro stwierdzili, że jest to okręt podwodny. Jednak, aby się upewnić, że to rzeczywiście poszukiwana jednostka, ORP „Heweliusz” wykonał podwodne zdjęcia. Okazało się, że to ORP „Sęp”, więc zaznaczono jego dokładną pozycję. Teraz do akcji mogli przystąpić marynarze z ORP „Lech”. Okręt dowodzony przez kmdr. ppor. Grzegorza Ziębę od 2000 r. współpracuje ze służbami poszukiwawczo-ratowniczymi państw bałtyckich. Jego załoga po remoncie i modernizacji jednostki bierze udział wraz z bliźniaczym ORP „Piast” we wszystkich akcjach ratowniczych. Ustawiono się nad zatopionym okrętem podwodnym. Należało teraz jak najszybciej obejrzeć kadłub, ocenić jego uszkodzenia oraz podać na podwodniaka powietrze i inne zapasy, potrzebne załodze do przeżycia, a także do prób samodzielnego wynurzenia. Do leżącego na 35 metrach okrętu zeszła pierwsza para nurków – st. mar. zaw. Rafał Kozakiewicz
KRZYSZTOF W YGNAŁ

Służby ratownicze Marynarki Wojennej postawiono w stan najwyższej gotowości. Okręt podwodny ORP „Sęp”, operujący na wodach Zatoki Gdańskiej, nie nawiązał łączności z bazą. Dzień wcześniej holowniki Petrobalticu holowały wieżę wydobywczą w rejon poszukiwań ropy naftowej. Zerwała im się i zaczęła dryfować w stronę lądu. Załogi holowników za wszelką cenę starały się zapobiec niekontrolowanym ruchom platformy. W trakcie akcji jeden z holowników zawadził o coś stępką. Ten fakt skojarzono dopiero później. Przecież to mógł być wynurzający się okręt podwodny. Wcześnie rano do akcji poszukiwania okrętu podwodnego włączono okręty Marynarki Wojennej. W morze wyszedł ORP „Kaszub”. Pomagały mu ORP „Heweliusz” i ORP „Lech”. Z powietrza patrolował powierzchnię morza śmigłowiec Mi-14 Pł. Wszystkie jednostki przeszukiwały przestrzeń wodną, używając stacji hydrolokacyjnych. Z ich pomocą mogą znaleźć obiekty pod powierzchnią wody. Po kilkudziesięciu minutach poszukiwań ORP „Kaszub” swoim sonarem namierzył obiekt leżący pod wo-

Młotkiem

Wyjście okrętu podwodnego w morze stawia na nogi wszystkie służby. Po pamiętnej katastrofie „Kurska” marynarze dmuchają na zimne. Niestety, wypadki zawsze mogą się zdarzyć. Trzeba więc zrobić wszystko, aby im zapobiec. Gdy zdarzy się katastrofa, za późno będzie na zaglądanie do podręczników.

W KADŁUB
MARIAN KLUCZYŃSKI (3)

Podczas ćwiczeń służby ratownicze Marynarki Wojennej udzielały pomocy załodze ORP „Sęp”.

38 Polska Zbrojna

nr 27/2007

FORUM

| SŁUŻBA | WYDARZENIA | LUDZIE | MILITARIA | W GARNIZONIE | PORADY | ŚWIAT | TO I OWO | SPORT | HISTORIA
Na jego pokładzie niebezpiecznie wzrosło stężenie dwutlenku węgla. Dowodzący akcją ratowniczą podjęli decyzję o opuszczeniu przez załogę uszkodzonej jednostki. Po kilkunastu minutach na powierzchni morza pojawili się pierwsi marynarze z zatopionego podwodniaka. Ubrani w specjalne czerwone kombinezony, wyposażeni w aparaty do oddychania dryfowali na falach. Szybko zajęli się nimi ratownicy. Najbardziej poszkodowani zostali przetransportowani śmigłowcami do 7 Szpitala Marynarki Wojennej i do komór hiperbarycznych (ciśnieniowych). Pozostałych przewieziono na pokład ORP „Lech”. Okręt zawinął do portu, gdzie czekały już ambulanse medyczne. Rannych marynarzy przewieziono do szpitali. 

i st. bosm. Zbigniew Jabłoński. To doświadczeni fachowcy. Na swoim koncie mają po 1500 godzin spędzonych pod wodą. Przez kiosk okrętu podali specjalny pojemnik z lekarstwami, częściami zamiennymi i żywnością. – Przez cały czas mieliśmy kontakt z załogą „Sępa” – mówi komandor Zięba – mamy specjalny hydrotelefon. Możemy też porozumiewać się z naszymi nurkami. Jednak oni, będąc pod wodą, mogą dawać znaki marynarzom z podwodniaka, waląc w ich burtę młotkiem. Tamci odpowiadają tak samo, zgodnie z ustalonym systemem znaków. Po przeprowadzonym zwiadzie i porozumieniu się z załogą zatopionego okrętu podwodnego okazało się, że nie jest on w stanie samodzielnie się wynurzyć.

FLESZ
GDYNIA. Zagadnienia dotyczące perspektyw rozwoju MW RP były głównym tematem odprawy kierownictwa MON z udziałem ministra obrony narodowej Aleksandra Szczygło, która odbyła się 20 czerwca na pokładzie fregaty rakietowej ORP „Gen. T. Kościuszko” na wodach Zatoki Gdańskiej. W czasie odprawy mówiono o obecnej sytuacji oraz o przyszłości morskiego rodzaju sił zbrojnych, zwłaszcza zaś o przyszłości lotnictwa morskiego oraz o problemach ratownictwa morskiego. Minister odwiedził Stocznię MW oraz 43 Bazę Lotniczą Marynarki Wojennej w Gdyni-Babich Dołach. Na lotnisku Oksywie spotkał się z załogami samolotów i śmigłowców z 28, 29 i 30 eskadr lotniczych.

Spokojnie, to tylko ćwiczenia
Ćwiczenia służb ratowniczych MW odbywają się od siedmiu lat. Za każdym razem scenariusz jest podobny. Służby dostają sygnał o zatopionym okręcie podwodnym, organizują pomoc. Założeniem ćwiczeń jest zgranie ratowników, medyków i zespołów obsługujących komory ciśnieniowe. Celowo organizuje się najtrudniejszy element, jakim jest saSIŁY UŻYTE modzielna ewakuacja zaW SMER/MEDEX: łogi z zatopionej jednostki. Wszystkie służ okręt podwodny ORP „Sęp”, by muszą działać  okręt ratowniczy ORP „Lech”,  korwspólnie, aby uratoweta zwalczania OP ORP „Kaszub”,  okręt wać rozbitków. hydrograficzny ORP „Heweliusz”,  okręt W akcji biorą udział wsparcia ORP „Bałtyk”,  trzy jednostki pom.in.okręty, śmimocnicze: ratowniczy ORP „Zbyszko”, holowgłowce, zaangażonik H-8, kuter K-9,  śmigłowiec ratowniczy wane są też jednostW3-RM Anakonda,  śmigłowiec zwalczania okrętów podwodnych ki brzegowe i cywilne Mi-14 PŁ,  służby medyczne, służby ratownicze.  stanowiska dowodzenia Ćwiczeniem SMER/ MEDEX 2007 kierowało Centrum Operacji Morskich.

GDYNIA. Na spotkanie środowiskowe w Akademii Marynarki Wojennej przybył 15 czerwca zastępca szefa SGWP wiceadm. Tomasz Mathea. Rozmawiał z kadrą, pracownikami wojska i podchorążymi morskiej uczelni, informując o pracach prowadzonych nad reformą szkolnictwa wojskowego. Tematem spotkania były także zmiany w ustawie pragmatycznej i pozyskanie kierowców na żołnierzy zawodowych. Podchorążowie chcieli wiedzieć, czy po ukończeniu uczelni znajdą się dla nich etaty.

GDYNIA. Okręt irlandzkiej marynarki wojennej „L.E. Aisling” pod dowództwem kmdr. por. Neila Manninga gościł 14–17 czerwca

Szanowni Koledzy!!!

M
nr 27/2007

Absolwenci Szkoły Chorążych Wojsk Zmechanizowanych w Elblągu – promocja 1992 r.

Mamy zaszczyt serdecznie zaprosić wszystkich absolwentów wraz z małżonkami na jubileuszowe spotkanie z okazji 15. rocznicy ukończenia SCHWZ Elbląg, które odbędzie się w m. Elbląg 20–21 października 2007 r. Program spotkania towarzyskiego, informacje o zakwaterowaniu oraz inne dostępne są u organizatorów pod nr. telefonu lub adresem e-mail. Termin składania rezerwacji do 30 czerwca 2007 r. Z pozdrowieniami Organizatorzy: Arkadiusz KOZUBSKI – Malbork, tel. służb.: 536 223, kom.: 0-693 168 057, e-mail: arkadiusz_kozubski@wp.pl; Krzysztof MONIST – Elbląg, tel. służb.: 313 020, kom.: 0-660 742 766, e-mail: ikmonist@neostrada.pl; Arkadiusz MAJER – Warszawa, tel. służb.: 821 525, kom.: 0-506 122 837, e-mail: arekpaj@interia.pl

w Gdyni. Była to pierwsza wizyta w Polsce jednostki z banderą wojenną tego kraju. Odwiedziny miały na celu przybliżenie Irlandii Polakom. Dowódcę „L.E. Aisling” i ambasadora Irlandii przyjęli zastępca dowódcy MW adm. floty Marek Brągoszewski i gospodarze miasta. Okręt był gratką dla mieszkańców Trójmiasta oraz turystów przebywających na Wybrzeżu, tym atrakcyjniejszą, że można go było zwiedzać. „L.E. Aisling” to 62,5-metrowa jednostka patrolowa z pięćdziesięcioosobową załogą. Podczas służby jej załogi zatrzymywały przemytników, ratowały ofiary katastrofy lotniczej, poszukiwały zaginionych statków rybackich.

Oprac. G.P.

Polska Zbrojna 39

WOJSKO LIBAN
W niedzielę 17 bm. w okolicy izraelskiej miejscowości Kiriat Szmona eksplodowały dwie rakiety typu Katiusza. Wystrzelone zostały z południowego Libanu, z obszaru, gdzie stacjonują wojska UNIFIL. Odpaleniu trzeciego pocisku zapobiegli żołnierze armii libańskiej. Izrael prawie natychmiast ogłosił, że jeśli rakiety spowodowały ofiary w ludziach, odpowie na atak zbrojnie. Żołnierze pozostali na posterunkach. Do kolejnych incydentów na szczęście nie doszło. Nie oznacza to jednak, że jest bezpiecznie. Niedawno podczas starć z armią libańską kilku schwytanych bojowników palestyńskiej organizacji Fatah al Islam zeznało, że jednym z celów ich ataków miały być siły ONZ. Żołnierze z 31 państw UNIFIL od wielu dni są w stanie podwyższonej gotowości bojowej.

Pokój ma kolor błękitny
13 tysięcy żołnierzy w błękitnych hełmach stacjonujących na południu Libanu w strefie rządzonej przez ugrupowanie polityczne islamskich szyitów Hezbollah uważnie wpatruje się w rejon tzw. błękitnej linii – granicy libańsko-izraelskiej. Wszystko po to, aby nie powtórzyła się sytuacja sprzed roku, kiedy incydenty graniczne i porwanie przez Hezbollah dwóch izraelskich żołnierzy doprowadziły oba państwa do wojny. 488 żołnierzy to Polacy. Trzystu z nich służy w batalionie logistycznym. Od kwietnia w misji znajduje się także 160-osobo-

wa kompania manewrowa wystawiona przez Żandarmerię Wojskową – jedyny nasz pododdział bojowy w UNIFIL. Działa ona w ramach hiszpańskiego batalionu (SPANBAT) ulokowanego w nowo wybudowanej bazie Cervantes – siedzibie dowództwa sektora wschodniego. Gdy w końcu 2004 r. na podstawie zarządzenia ministra obrony narodowej utworzono trzy oddziały specjalne żandarmerii, nikt nie przypuszczał, że zaczną one tak często pełnić misje poza granicami kraju. Po akcji w Kongo wojskowi policjanci trafili do Libanu. Mimo że przed wyjazdem przygotowywali się do innych zadań, to w strukturach UNIFIL odgrywają rolę typowego pododdziału bojowego. Mają ze sobą pałki,

SŁUŻBA NA
Przez wiele lat o wyjeździe na misję ONZ do Libanu mówiło się jak o urlopowej podróży do atrakcyjnego WDW, i w dodatku dobrze płatnej. Od roku opinia o służbie w UNIFIL zmieniła się radykalnie.
BOGUSŁAW POLITOWSKI

Hezbollah I

deologia Hezbollahu jest silnie antyizraelska i antyzachodnia. Po pojawieniu się na scenie politycznej w 1985 r. partia przedstawiła swój manifest. Zakładał on:  Ustanowienie w Libanie republiki islamskiej na wzór Iranu.  Doprowadzenie do wycofania się wojsk izraelskich, następnie zniszcze-

nie państwa Izrael, które Hezbollah postrzega jako „małego szatana”, i ustanowienie rządów islamskich nad Palestyną, a zwłaszcza Jerozolimą.  Doprowadzenie do wycofania z terytorium Libanu sił ONZ, głównie amerykańskich i francuskich.  Zwalczanie wszelkich wpływów świata zachodniego.

40 Polska Zbrojna

nr 27/2007

tarcze, a nawet alkomaty, czyli typowe wyposażenie policyjne, ale na razie korzystają z samochodów opancerzonych Dzik II oraz pojazdów interwencyjnych Land Rover.

UNIFIL
T
ymczasowe Siły Zbrojne Narodów Zjednoczonych w Libanie (UNIFIL) zostały utworzone na podstawie Rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ z 1978 r. Do zadań UNIFIL należy m.in. pomoc rządowi libańskiemu w ustanowieniu swojej władzy, przywróceniu pokoju i bezpieczeństwa w rejonie odpowiedzialności. Obecnie siły te liczą ponad 12 tys. żołnierzy, w tym m.in. 3 tys. Włochów, 2400 Francuzów, 2 tys. Niemców. Polski kontyngent to prawie 500 żołnierzy. Nasi służą w Libanie od 1992 r.
BOGUSŁAW POLITOWSKI (2)

Pozorny spokój
Kompania kpt. Daniela Maciejewskiego dobrze wypełnia zadania. Część z jego żołnierzy pełni służbę w bazie, część na oddalonym posterunku 4-30. Aby nie popaść w rutynę, zmieniają się co dwa tygodnie. Kompanię manewrową chwalą Hiszpanie, pod których dowództwem działa. Z uznaniem wypowiada się o nich, tak jak o wszystkich Polakach, dowódca Sił UNIFIL, włoski generał dywizji Claudio Graziano. Głównodowodzący podkreśla 

POLACY dysponują pojazdami Dzik II. Służą one do patrolowania strefy niebezpiecznej, ale także do ochrony posterunku obserwacyjnego.

WULKANIE
BŁĘKITNA LINIA wyznacza granicę między Libanem i Izraelem. To w tym rejonie dochodzi do wielu incydentów. Podwójne płoty pod napięciem, pola minowe, systemy radarowe oraz ukryte stanowiska ogniowe odgradzają Izrael od świata arabskiego.
nr 27/2007

Polska Zbrojna 41

WOJSKO LIBAN
ULICE Libanu są bez przerwy patrolowane przez żołnierzy.

BOGUSŁAW POLITOWSKI

mobójców. Pojawia się coraz więcej symboli partii, flag, ulotek i billboardów, na których lufy broni zawsze skierowane są w stronę Izraela. 6 czerwca w okolicy plaży w mieście Tyr, znaleziono bombę domowej konstrukcji ze zdalnym zapalnikiem. Ładunek znajdował się kilkadziesiąt metrów od hotelu, gdzie zakwaterowany jest personel UNIFIL. Wywiad donosi, że na tereny obozów dla uchodźców palestyńskich przenika coraz więcej bojowników różnych ugrupowań z zagranicy.

Tęsknota za ogórkiem
Polskim żołnierzom bardziej od bomb pułapek czy akcji propagandowych Hezbollahu doskwiera tęsknota za bliskimi, bo w POLLOG-u odcięto na przykład internet i teraz z bliskimi można się łączyć jedynie przez telefon, za który niestety sporo trzeba płacić. Inną bolączką jest monotonia żywieniowa. O ile w POLLOG-u kuchnia jest w miarę możliwości zbliżona do tradycyjnej – polskiej, o tyle żandarmi w bazie Cervantes mają już dosyć owoców morza w hiszpańskim wydaniu. Befsztyki, owszem, byłyby smaczne, gdyby nie fakt, że Polacy nie przywykli do aż tak krwistych. Gdyby ktoś z polskich biznesmenów z branży spożywczej chciał zbić majątek, to wystarczy w porozumieniu z dowództwem UNIFIL otworzyć w bazach, gdzie stacjonują nasi żołnierze, stragany z rodzimą kiełbasą, smalcem i boczkiem. A już małosolne ogórki byłyby z pewnością na wagę złota. 

olbrzymie doświadczenie naszych żołnierzy w misjach pokojowych, które, jego zdaniem, owocuje teraz rozwagą, sumiennością, umiejętnością kontaktów z miejscowymi. W rejonie przygranicznym trwa pozorny spokój. Wydaje się nawet, że ostrzału rakietowego Izraela nikt nie zauważył. Krew w Libanie leje się obecnie bardziej na północy i w samym Bejrucie. Niedawno członkowie Fatah al Islam zabili w pobliżu stolicy ponad 30 żołnierzy libańskich. Trwają walki w obozie dla uchodźców palestyńskich Nahr el Barid. Na ulicach Bejrutu w wyniku zamachu bombowego zginął antysyryjski deputowany Walid Eido, a wraz nim dziesięć osób. Sytuacja przypomina drzemiący wulkan, który pomrukuje, co jakiś czas wyrzuca lawę i w każdej chwili grozi erupcją.

Informacje wywiadu potwierdzają, że ostatnio coraz częściej niezidentyfikowane osoby fotografują i filmują obiekty ONZ. Zdarza się, że w miejscach publicznych naszym żołnierzom podsuwane są skarbonki z symbolami Hezbollahu, do których zbierane są datki. Takie działanie ocenia się jako sondowanie poglądów i nastawienia naszych żołnierzy do tej organizacji. Analitycy nie wykluczają, że przedłużający się kryzys wewnętrzny w Libanie przerodzić się może w zamieszki i akty terroru. Wielu twierdzi, że narastający konflikt pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem może rozniecić działania wojenne na granicy libańsko-izraelskiej. W samej strefie dostrzega się zwiększoną aktywność zwolenników Hezbollahu. Na słupach elektrycznych rozwieszane są plakaty przedstawiające męczenników-sa-

42 Polska Zbrojna

nr 27/2007

WOJSKO LUDZIE

ANNA DĄBROWSKA

Będzie pierwszym świeżo upieczonym polskim maturzystą studiującym w akademii wojskowej Stanów Zjednoczonych.
ego życie zmieniło się na początku maja. Wtedy do dęblińskiego liceum lotniczego, gdzie Kajetan Łapczuk zdawał maturę, przyszło pismo, że chłopaka przyjęto do Akademii Sił Powietrznych USA w Colorado Springs. W ten sposób po raz pierwszy absolwent tego liceum będzie studiował
nr 27/2007

w akademii wojskowej Stanów Zjednoczonych. Kajetan to również po latach przerwy pierwszy Polak w gronie kadetów uczelni wojskowych USA.

Kajetan Łapczuk twierdzi, że studia w Colorado Springs są dla niego sporym wyzwaniem.

COLORADO ZAMIAST DĘBLINA
Pasją do samolotów zaraził chłopaka ojciec, sam niezwiązany z lotnictwem.

Podpowiedział mu, aby zdawał do dęblińskiego liceum. – Wolałem robić coś innego niż koledzy, którzy szli do normalnego liceum w moim rodzinnym Koszalinie – mówi 19-latek. Trzy lata na-  Polska Zbrojna 43

DOD ŁAPCZUKA, US ARCHIWUM K.

Kajetan

Kadet

PRAWO

EKSPERT

Bogusław Winid,
podsekretarz stanu w MON: – Cieszę się, że udało się nam stworzyć system delegowania naszych żołnierzy na studia w akademiach wojskowych USA. Moim marzeniem jest, aby docelowo umieścić ich na każdym roku w akademii lotniczej w Colorado Springs, lądowej West Point i morskiej w Annapolis. Nasi poprzednicy w MON mieli kłopoty z zagospodarowaniem absolwentów amerykańskich uczelni, my wiemy, że mogą być oni dla polskiej armii prawdziwym skarbem. Do akademii za ocean mają trafiać rówieśnicy Amerykanów, czyli świeżo upieczeni maturzyści. Będą starszymi szeregowymi, zobowiązanymi do podjęcia służby zawodowej po ukończeniu studiów. Koszty nauki i szkoleń za oceanem pokryją akademie, nasz resort wypłaci diety i sfinansuje przeloty. Z Ameryki Polacy wrócą jako bakałarze, będą więc musieli uzupełnić wykształcenie do magisterium. Ci, którzy zechcą zostać pilotami, dodatkowo będą się doszkalali – tak samo jak w przypadku amerykańskich absolwentów USAFA – w pilotażu. Programów współpracy lotniczej z USA i partnerami z NATO mamy tyle, że st. szer. zaw. Łapczukowi – jeśli zdrowie pozwoli i nie zmieni planów – uda się zostać pilotem. Żołnierze pozostałych rodzajów sił zbrojnych będą mogli zostawać marynarzami lub oficerami innych specjalności.

uki nie należały do lekkich. Jak opowia- rę. – Najtrudniejsze było czytanie i pida Kajetan, wszystkiego było dwa razy sanie – poziom angielskiego był nawięcej – do ogólnych przedmiotów do- prawdę wysoki – twierdzi Łapczuk. Pochodziła nauka nawigacji, meteorolo- tem kandydatów czekała rozmowa kwagii czy szkolenie lotnicze. Największe lifikacyjna z attaché lotniczym ambasaprzeżycie? – Skoki na pierwszym roku dy USA w Polsce płk. Walterem Muny– ogromna dawka adrenaliny – wspo- erem i testy sprawnościowe. – WF był mina Kajetan. Za to najwspanialsze wymagający, ale po liceum, gdzie machwile to pierwsze samodzielne loty my takie zajęcia na co dzień, niespecjalszybowcowe. nie trudny – uważa Kajetan. Kolegów Po liceum planował oczywiście stu- pokonał jednak lepszą znajomością andia w Wyższej Szkole gielskiego. – Przez Płk Piotr Błazeusz, Oficerskiej Sił Pocałe życie uczyłem wietrznych. Tymczasię tego języka – na absolwent Akademii sem postanowiono początku na krew resorcie obrony w Colorado Springs z 1996 r., skówkach w angielwskrzesić po latach skim Cartoon Neobecnie dyrektor przerwy kształcenie twork i, szczerze kandydatów na ofice- Sekretariatu MON: – Nauka mówiąc, to mi chyrów w szkołach USA. ba najwięcej dało, Za tą ideą stał podse- w amerykańskich szkołach podobnie jak ogląkretarz stanu w MON danie filmów w orypozwala na praktyczne Bogusław Winid. W laginale – śmieje się tach 90. na studia za poznanie i wykorzystanie maturzysta. ocean ministerstwo deZaczęły się dla u nas ich najlepszych legowało 13 podchorąniego dni naszpikożych. Jednym z nich był wane wydarzeniawzorców płk Piotr Błazeusz, abmi. Matura, przysolwent Akademii w Colorado Springs gotowania do wyjazdu, powołanie do z 1996 r., obecnie dyrektor Sekretaria- służby w korpusie szeregowych zawotu MON. – Nauka w amerykańskich dowych, bo tylko jako żołnierz mógł szkołach pozwala na praktyczne pozna- polecieć na studia w amerykańskiej nie i wykorzystanie u nas ich najlep- akademii, przysięga wojskowa. – Teraz szych wzorców – twierdzi pułkownik. mam dziesięć godzin na odpoczynek w samolocie – mówił kilka godzin przed SUKCES DZIĘKI KRESKÓWKOM odlotem. Pod koniec czerwca zostanie Liceum wytypowało ośmiu kandy- wcielony do korpusu kadetów, przejdzie datów z 40 uczniów klas maturalnych. podstawowe szkolenie, a naukę rozpoczAby dostać się do prestiżowej uczelni nie od jesieni. – Najbardziej obawiam USA, musieli zdać amerykańską matu- się sześciu tygodni Basic Cadet Tranr 27/2007

44 Polska Zbrojna

US DOD

WOJSKO LUDZIE
Na początku maja do dęblińskiego liceum lotniczego, gdzie Kajetan Łapczuk zdawał maturę, przyszło pismo, że chłopaka przyjęto do Akademii Sił Powietrznych USA w Colorado Springs. Po raz pierwszy absolwent tego liceum będzie studiował w akademii wojskowej Stanów Zjednoczonych.

ining, które można porównać do naszej unitarki – przyznał st. szer. zaw. Kajetan Łapczuk. – Dają nieźle w kość i pokazują, że można wytrzymać dużo więcej, niż się dotąd wydawało – dodaje. Jak tłumaczy płk Błazeusz, BCT to dokładnie zaplanowane szkolenie, którego celem jest wyrobienie w nowo upieczonych kadetach odporności fizycznej i psychicznej oraz dyscypliny.

LATANIE ALBO DYPLOMACJA
Kajetan twierdzi, że studia w Colorado Springs są dla niego sporym wyzwaniem. – Muszę zostawić dotychczasowe życie, rodzinę, znajomych – mówi. Sądzi, że dla jego rodziców decyzja o wyjeździe do Stanów była podobnym stresem, jak pomysł nauki w Dęblinie. – Te-

raz odległość trochę się powiększy, ale policzyłem, że tyle samo czasu jadę pociągiem z Dęblina do Koszalina, ile leci się samolotem z Colorado do Warszawy. Mogę nawet wpaść na weekend do domu – śmieje się żołnierz. Mimo to wiele razy wahał się, czy dobrze robi. Dwa razy przyniósł nawet do dyrektora wniosek o rezygnację. – Jednak jadę, bo uważam, że te studia to wielka szansa, nie tylko ze względu na poziom akademii nazywanej wojskowym Harwardem – mówi Kajetan – poznam także nowych ludzi i nauczę się perfekcyjnie angielskiego. Jak sam twierdzi, jest życiowym optymistą. – Wszystko się uda, jeśli się tego bardzo pragnie i podchodzi z zapałem, dlatego dam sobie radę – zapewnia.

Kajetan nie wie jeszcze, co będzie robił po skończeniu amerykańskiej uczelni. – Tamtejszy system szkolenia różni się od naszego, najpierw robią z kadeta oficera, a dopiero później można zostać pilotem – wyjaśnia. Na razie kategoria zdrowia pozwala mu na pilotowanie odrzutowców. – Jeśli się okaże, że po czterech latach nauki ze względu na zdrowie nie będę mógł zostać pilotem, czeka mnie pewnie praca np. w przedstawicielstwach wojskowych związanych z kontaktami polsko-amerykańskimi, a to też będzie ciekawe – uważa Kajetan. Jego marzenie? – Być na stadionie akademii w 2011 r., rzucić czapkę i usłyszeć przelot samolotu nad głową – mówi. I dodaje: – Jestem pewien, że podjąłem dobrą decyzję. 

PODZIĘKOWANIE
Zarząd Fundacji „Servi Pacis” pragnie tą drogą serdecznie i gorąco podziękować wszystkim darczyńcom, którzy przekazali na rzecz realizacji jej statutowych zadań dar w postaci kwoty równoważnej 1 proc. odpisu od wymiaru podatku dochodowego za rok 2006.

J

uż trzeci rok mogli Państwo ofiarować nam swoje pieniądze, które posłużą wsparciu żołnierzy rannych podczas operacjach pokojowych i międzynarodowych, oraz ich rodzin. Szczególnie gorąco pragniemy podziękować za okazane wsparcie ze strony ministra obrony narodowej Pana Aleksandra Szczygło oraz podsekretarza stanu w MON – Pana Jacka Kotasa. W tegorocznej akcji przekazywania 1 proc. podatku dochodowego za rok 2006 nasza fundacja pozyskała 30 549 zł, a lista darczyńców obejmuje 231 nazwisk. Wszystkim prześlemy podziękowania. Jednocześnie zapewniamy, że uzyskana kwota zostanie w całości wykorzystana na udzielenie wsparcia poszkodowanym i ich rodzinom. sekretarz zarządu Czesław Marcinkowski prezes zarządu Jerzy Bielecki

nr 27/2007

Polska Zbrojna 45

PRAWO PORADY
Przyszli emeryci wojskowi powinni wiedzieć, na jakie dokumenty należy zwrócić uwagę, by w przyszłości nie mieć kłopotów w wojskowym biurze emerytalnym z zaliczeniem okresów służby i okresów równorzędnych ze służbą wojskową.

Dokumenty
emerytalne
BOGDAN ROSA ANDRZEJ ZALEWSKI

kresy służby wojskowej i okresy równorzędne z tą służbą zalicza się do wysługi emerytalnej na podstawie odpisu przebiegu służby wojskowej wynikającej z akt personalnych żołnierza zawodowego lub innych dokumentów przedstawionych przez zainteresowanego. Należy również przypo-

mnieć, iż równorzędne ze służbą wojskową okresy służby pełnionej w ruchu oporu oraz pobytu w niewoli lub obozach dla internowanych żołnierzy podlegają zaliczeniu do wysługi emerytalnej na

nasz poradnik
W drodze powołania
Na jakiej podstawie powstaje stosunek służbowy żołnierza zawodowego? Stosunek służbowy zawodowej służby wojskowej powstaje w drodze powołania, na podstawie dobrowolnego zgłoszenia do tej służby, po spełnieniu łącznie następujących warunków: 1) wydaniu rozkazu personalnego o powołaniu do zawodowej służby wojskowej; 2) podpisaniu kontraktu na pełnienie zawodowej służby wojskowej; 3) stawieniu się osoby powołanej, z którą zawarto kontrakt, do pełnienia zawodowej służby wojskowej. Termin i miejsce rozpoczęcia pełnienia zawodowej służby wojskowej określa kontrakt. Jednocześnie informujemy, że rozkaz personalny o powołaniu do zawodowej służby wojskowej wydaje, uwzględniając potrzeby Sił Zbrojnych RP, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.
PODSTAWA PRAWNA: POSTANOWIENIA PRZEPISÓW ART. 9 UST. 1–3 USTAWY Z 11 WRZEŚNIA 2003 R. O SŁUŻBIE WOJSKOWEJ ŻOŁNIERZY ZAWODOWYCH (DZURP NR 179 Z 20 PAŹDZIERNIKA 2003 R., POZ. 1750 – Z PÓŹNIEJSZYMI ZMIANAMI). (R. Z.)

Stwierdzenie nieważności decyzji
Kiedy właściwe organy stwierdzają nieważność decyzji podatkowej? Stwierdzenie nieważności decyzji ostatecznej oznacza, że nie wywołała ona żadnych skutków prawnych. Ma ono moc wsteczną i odnosi się do stanu prawnego z dnia wydania wadliwej decyzji. Powyższa instytucja prawna stosowana jest również w sprawach podatkowych. Organ podatkowy stwierdza nieważność decyzji ostatecznej, która: – została wydana z naruszeniem przepisów o właściwości, – została wydana bez podstawy prawnej lub z rażącym naruszeniem prawa, – dotyczy sprawy już poprzednio rozstrzygniętej inną decyzją ostateczną, – została skierowana do osoby niebędącej stroną w sprawie, – była niewykonalna w dniu jej wydania i jej niewykonalność ma charakter trwały, – zawiera wadę powodującą jej nieważność na mocy wyraźnie wskazanego przepisu prawa, – w razie jej wykonania wywołałaby czyn zagrożony karą.
PODSTAWA PRAWNA: POSTANOWIENIA PRZEPISÓW ART. 247 PAR. 1 USTAWY Z 29 SIERPNIA 1997 R. – ORDYNACJA PODATKOWA (JEDNOLITY TEKST OPUBLIKOWANY W DZURP NR 8 Z 14 STYCZNIA 2005 R. POD POZ. 60 – Z PÓŹNIEJSZYMI ZMIANAMI). (R. Z.)

Nieusprawiedliwiona nieobecność w służbie
Jakie konsekwencje finansowe ponosi żołnierz zawodowy za nieusprawiedliwioną nieobecność w służbie? Żołnierzowi zawodowemu, który samowolnie opuścił miejsce pełnienia zawodowej służby wojskowej lub poza nim pozostaje, albo odmawia pełnienia służby bądź wykonania obowiązku wynikającego z tej służby, zawiesza się od najbliższego terminu płatności wypłatę uposażenia oraz innych należności pieniężnych. W razie uznania nieobecności za usprawiedliwioną wypłaca się żołnierzowi zawieszone uposażenie i inne należności pieniężne. Za każdy dzień nieusprawiedliwionej nieobecności żołnierz zawodowy traci prawo do 1/30 części miesięcznego uposażenia. Jeżeli

46 Polska Zbrojna

nr 27/2007

żołnierz pobrał już uposażenie za ten czas, odpowiednią kwotę uposażenia potrąca się przy najbliższej jego wypłacie. Powyższą zasadę stosuje się odpowiednio w razie stwierdzenia zawinionej przez żołnierza zawodowego niemożności wykonywania zadań służbowych. Ponadto w przypadku nieobecności żołnierza zawodowego w służbie dłużej niż dwa dni robocze w ciągu roku, która nie została usprawiedliwiona, nie przysługuje mu dodatkowe uposażenie roczne.
PODSTAWĘ PRAWNĄ DO PODJĘCIA TAKIEJ DECYZJI STANOWIĄ POSTANOWIENIA PRZEPISÓW ART. 83 UST. 4 PKT 1 I ART. 93 UST. 1–3 USTAWY Z 11 WRZEŚNIA 2003 R. O SŁUŻBIE WOJSKOWEJ ŻOŁNIERZY ZAWODOWYCH (DZURP NR 179 Z 20 PAŹDZIERNIKA 2003 R., POZ. 1750 – Z PÓŹNIEJSZYMI ZMIANAMI). (R. Z.)

GRAFIKA: MARCIN DMOWSKI

podstawie decyzji kierownika Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych o uznaniu tych okresów za działalność kombatancką. Natomiast okresy służby uwzględniane przy ustalaniu prawa do emerytury policyjnej lub podwyższenia z tytułu pełnienia służby w szczególnych warunkach udokumentowuje się na podstawie zaświadczenia wystawionego odpowiednio przez właściwe organy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, Policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Państwowej Straży Pożarnej, Służby Więziennej oraz Biura Ochrony Rządu. Okresy składkowe i nieskładkowe oraz okresy opłacania składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe

po 31 grudnia 1998 r. dolicza się do wysługi emerytalnej, jeżeli zostały udowodnione w sposób określony w art. 117 ust. 1–4 ustawy z 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (jednolity tekst ogłoszony w DzURP nr 39 z 11 marca 2004 r. pod poz. 353 – z późniejszymi zmianami). W przypadku braku informacji na indywidualnym koncie ubezpieczonego okresy opłacania składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe po 31 grudnia 1998 r. dolicza się do wysługi emerytalnej na podstawie zaświadczenia wydanego przez płatnika składek zawierającego informację o okresach opłacania i nieopłacania składek. Należy przy tym również pamiętać, że okresy opłacania składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe po 31 grudnia 1998 r. oraz okresy nieskładkowe dolicza się do wysługi emerytalnej na podstawie dokumentów (zaświadczeń) wydanych na żądanie wojskowego organu emerytalnego przez płatnika składek, a w przypadku osób opłacających składki na własne ubezpieczenia emerytalne i rentowe – na podstawie przedłożonych przez te osoby dowodów – na zasadach

określonych w art. 125a ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Wojskowy organ emerytalny bada i ocenia całokształt sprawy o ustalenie prawa do zaopatrzenia emerytalnego i wysokości świadczeń pieniężnych z tego tytułu na podstawie przedłożonych dokumentów, zeznań świadków oraz oświadczeń zainteresowanego. W razie rozbieżności między przedłożonymi dowodami albo w razie wątpliwości co do zgodności dowodów ze stanem faktycznym, ich wiarygodności lub autentyczności, wojskowy organ emerytalny przeprowadza postępowanie wyjaśniające. Problematyka ta ma prawne uregulowanie w przepisach: 1) art. 117 i art. 125a ustawy z 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (jednolity tekst ogłoszony w DzURP nr 39 z 11 marca 2004 r. pod poz. 353 – z późniejszymi zmianami) oraz 2) par. 13 ust. 1–4 oraz par. 17 ust. 1–2 rozporządzenia ministra obrony narodowej z 23 lutego 2004 r. w sprawie trybu postępowania i właściwości organów w sprawach zaopatrzenia emerytalnego żołnierzy zawodowych oraz uprawnionych członków ich rodzin (DzURP nr 67 z 20 kwietnia 2004 r., poz. 618). 
ny pracodawca musi zawiadomić na piśmie (reprezentującą pracownika) zakładową organizację związkową, podając przyczynę uzasadniającą rozwiązanie umowy. W przypadku, gdy organizacja ta uważa, że wypowiedzenie byłoby nieuzasadnione, może w terminie pięciu dni od dnia otrzymania takiego zawiadomienia zgłosić pracodawcy umotywowane zastrzeżenia. Obowiązuje przy tym forma pisemna. Procedura ta obowiązuje także w przypadku wypowiadania umów o pracę pracownikom niezrzeszonym – jeżeli wybrana przez pracownika zakładowa organizacja związkowa wyrazi zgodę na obronę jego praw pracowniczych. Niezachowanie powyższego trybu może stanowić podstawę do domagania się przez pracownika uznania wypowiedzenia za bezskuteczne i przywrócenia go do pracy. Pracodawca podejmuje ostateczną decyzję w sprawie wypowiedzenia po rozpatrzeniu stanowiska związków zawodowych (a także w razie niezajęcia przez nie stanowiska).
PODSTAWA PRAWNA: POSTANOWIENIA PRZEPISÓW ART. 38 PAR. 1, 2 I 5 USTAWY Z 26 CZERWCA 1974 R. – KODEKS PRACY (JEDNOLITY TEKST OGŁOSZONY W DZURP NR 21 Z 16 LUTEGO 1998 R. POD POZ. 94 – Z PÓŹNIEJSZYMI ZMIANAMI). (R. Z.)

Ponadto pracodawca jest obowiązany zwolnić od pracy pracownika będącego krwiodawcą na czas niezbędny do przeprowadzenia zleconych przez stację krwiodawstwa okresowych badań lekarskich, jeżeli nie mogą być one wykonywane w czasie wolnym od pracy. Za czas zwolnienia od pracy w powyższych sytuacjach pracownik zachowuje prawo do wynagrodzenia.
STANOWIĄ O TYM POSTANOWIENIA PRZEPISÓW PAR. 12 I 16 ROZPORZĄDZENIA MINISTRA PRACY I POLITYKI SOCJALNEJ Z 15 MAJA 1996 R. W SPRAWIE SPOSOBU USPRAWIEDLIWIANIA NIEOBECNOŚCI W PRACY ORAZ UDZIELANIA PRACOWNIKOM ZWOLNIEŃ OD PRACY (DZURP NR 60 Z 30 MAJA 1996 R., POZ. 281). (R. Z.)

Rola związków zawodowych
Mam następujące pytanie do redakcji: czy związki zawodowe funkcjonujące w zakładzie pracy mają wpływ na rozwiązanie z pracownikiem umowy o pracę? Z pewnością wszyscy zdają sobie sprawę, jakim ciosem dla pracownika jest obecnie wypowiedzenie mu umowy o pracę. W takiej sytuacji każdy pracownik powinien pamiętać o roli związków zawodowych, które mogą udzielić stosownej pomocy. O zamiarze wypowiedzenia pracownikowi umowy o pracę zawartej na czas nieokreślo-

Pracodawca ma taki obowiązek
Czy pracodawca musi zwolnić pracownika będącego krwiodawcą w celu oddania krwi? Pracodawca jest obowiązany zwolnić pracownika będącego krwiodawcą w celu oddania krwi (na czas oznaczony przez stację krwiodawstwa).

nr 27/2007

Polska Zbrojna 47

HISTORIA II WOJNA ŚWIATOWA
Pierwszy dzień wojny niemiecko-radzieckiej to największy sukces niemieckiego blitzkriegu podczas II wojny światowej. 22 czerwca minęła 66. rocznica tego wydarzenia.
DAMIAN MARKOWSKI

STARCIE GIGAN
o sukcesach odniesionych w Polsce i we Francji Adolf Hitler mógł z optymizmem patrzeć w przyszłość, oczekując na zbliżającą się rozprawę z Józefem Stalinem. Od czasu rozdarcia Rzeczypospolitej przez III Rzeszę i Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich dla wszystkich trzeźwo myślących stało się jasne, że starcie dwóch potęg jest tylko kwestią czasu. Tuż obok siebie nie mogły pokojowo egzystować mocarstwa o skrajnie odmiennych priorytetach i systemach polityczno-ideologicznych. Choć wywiad radziecki dobrze funkcjonował i skutecznie udzielał informacji o nadchodzącym ataku (znano dokładną datę uderzenia), Stalin notorycznie ignorował jego doniesienia, wskutek czego Armia Czerwona nie przygotowała się do obrony. Przywódca ZSRR uznawał dane wywiadowców za brytyjską prowokację mającą wciągnąć go w wojnę z Hitlerem. Ponadto wciąż wierzył w pakt zawarty z Niemcami dwa lata wcześniej. Rankiem 22 czerwca 1941 r. 48 Polska Zbrojna atak niemiecki całkowicie zaskoczył czerwonoarmistów.

Cios pierwszy
Obły, zielony dziób szturmowca rozcina delikatną powłokę porannych chmur. Pewna ręka doświadczonego pilota prowadzi maszynę jak po sznurku. Pilot wie, że za kilka chwil znajdzie się nad celem. Jeszcze chwilę, jeszcze... Już! Junkers gwałtownie schodzi w dół, pikując, wypada z chmur. Lotnisko śpi, nieświadome, że zbliża się śmierć z czarnymi krzyżami na skrzydłach. Rząd nie najlepiej zamaskowanych samolotów rośnie w celowniku. Zaczepy zwalniają bombę. Pilot wyrównuje lot i czuje za plecami targający powietrzem wybuch. Jeden, drugi, trzeci, potem kolejne. To reszta dywizjonu wykonuje zadanie. Wtem zawraca, by ogniem pokładowych kaemów dopełnić dzieła zniszczenia. Na ziemi rozpętuje się piekło. Tak wyglądał poranek 22 czerwca 1941 r. na większości sowieckich lotnisk w strefie przygranicznej, rozdzielającej dotychczasowych sojuszników. Druzgo-

cące uderzenie lotnicze rozpoczęte o 3.15 sparaliżowało lotnictwo ZSRR. Do końca dnia Luftwaffe unicestwiła około 2 tys. maszyn, których większość zniszczono jeszcze na ziemi. Niemcy stracili natomiast 50 samolotów.

Cios drugi
„To była łatwizna. Rosjanie albo masowo uciekali, albo dostawali się do niewoli. [...] Czeka nas wspaniałe życie, wojna skończy się w ciągu sześciu miesięcy, najwyżej roku – dotrzemy do Uralu i to będzie to. [...] Boże, czy może nam się coś stać? Nic nam się nie stanie” – pisał pod wrażeniem wielkiego sukcesu pierwszego dnia Albert Schneider z 201 Batalionu Dział Szturmowych. Wbrew rozpowszechnionej wówczas teorii wojskowej zakładającej falowe użycie poszczególnych rodzajów broni (bombowce, artyleria, czołgi, piechota itd.), armia niemiecka z powodzeniem zastosowała – rewolucjonizujące sztukę wojenną – współdziałanie wszystkich możliwych sił. Samoloty nieuczestniczące w niszczeniu lotnictwa sowieckiego
nr 27/2007

Siły przeciwników
STRATY LUDZKIE DO GRUDNIA 1941 R.
Armia Czerwona: 3,5–4 mln zabitych, rannych, zaginionych i wziętych do niewoli. Wehrmacht: 174 tys. zabitych, 604 tys. rannych, 36 tys. zaginionych
Armia Czerwona: 3 mln żołnierzy, ok. 12 tys. czołgów, ponad 8 tys. samolotów. Rosjanie dysponowali w większości przestarzałym sprzętem. Modernizacja armii postępowała powoli, a z chwilą rozpoczęcia wojny nowe czołgi (T-34, KW-1, KW-2) i samoloty stanowiły w oddziałach nieliczny odsetek. W siłach lotniczych sytuacja była jeszcze gorsza. Szwankowało zaopatrzenie. Żołnierze mieli wielkie braki w wyszkoleniu, co wyszło na jaw w czasie zimowej wojny z Finlandią. Brakowało oficerów, gdyż nie zdążono jeszcze uzupełnić strat po czystce w korpusie oficerskim. Morale wojska stało na niepokojąco niskim poziomie. Armia Czerwona znajdowała się w trakcie reorganizacji i była nieprzygotowana do wojny. Wehrmacht: 3,2 mln żołnierzy; 3,6 tys. czołgów; 3 tys. samolotów. Niemcy mieli trzy atuty: znakomitą dotąd taktykę blitzkriegu, ogromne doświadczenie i to, że udało im się zaskoczyć przeciwnika. Dodawszy do tego bardzo dobrą łączność, świetnych dowódców, wysokie morale armii i sprzęt nowocześniejszy od radzieckiego, nietrudno znaleźć przyczynę początkowego sukcesu wojsk hitlerowskich.

ANTOW
bezpośrednio wsparły zaś natarcia własnych czołgów uderzających na wybranych, wąskich odcinkach frontu, nierzadko ograniczających się do szerokości szosy. Towarzyszyła temu nawała artyleryjska kierowana przez wysuniętych obserwatorów.

Nokaut
„Porucznicy, kapitanowie, podporucznicy wsiadali do przejeżdżających pojazdów [...] głównie do ciężarówek jadących na wschód. [...] Bez dowódców nasza zdolność obrony była tak poważnie osłabiona, że naprawdę nie mogliśmy nic zrobić” – pisze o bezładnym odwrocie swojej 204 Dywizji radziecki żołnierz Gieorgij Siemieniak. Już około południa 22 czerwca okazało się, że oddziały hitlerowskie w pierwszym ataku zniosły front i uzyskały przełamanie na najbardziej znaczących kierunkach. Główne uderzenia Wehrmachtu poszły na Lwów, Kijów, Mińsk, Wilno i Rygę. Bardziej wysunięte na zachód dywizje i brygady Armii Czerwonej przestały istnieć. Zagony pancerne po rozjenr 27/2007

chaniu (często w dosłownym tego słowa znaczeniu) obrony Rosjan weszły głęboko na ich tyły i musiały czekać na własną piechotę. Pierwszy dzień wojny niemiecko-sowieckiej obnażył nieprzygotowanie ZSRR do walki z Niemcami. Wojska osi posunęły się średnio 60 km na wschód od pozycji wyjściowych, a w niektórych miejscach znacznie dalej. Dowództwo sowieckie było w szoku, poza tym utracono łączność z wieloma ugrupowaniami wojsk przy granicy. Stało się jasne, że zatrzymanie ofensywy wroga bez podciągnięcia poważnych odwodów nie będzie możliwe. „To, co się stało, przypominało maszynkę do mięsa, kiedy ludzi posyła się na pewną śmierć, bez broni, do walki z dobrze wyszkoloną armią” – to słowa Wiktora Strazdowskiego, ochotnika do Armii Czerwonej, podsumowujące desperacką, nieudaną próbę zahamowania natarcia niemieckiego pod Wiaźmą, zakończoną zmasakrowaniem okrążonych wojsk sowieckich. Pierwsze tygodnie agresji to całkowita klęska Rosjan i ich bezładny odwrót. Nie-

mieckie grupy armii Północ i Środek niepowstrzymane parły naprzód, niszcząc stające im na drodze zgrupowania radzieckie. Nieco wolniej posuwała się Grupa Armii Południe, która w okolicach Dubna i Równego natrafiła na potężne siły pancerne Rosjan. Doszło do wielkiej bitwy, w której wzięło udział w sumie 4 tys. czołgów. Mimo że Niemców nie udało się powstrzymać, tempo ich natarcia na tym kierunku spadło.

Nauka na błędach
Armia Czerwona poniosła jeszcze wiele klęsk w walce z Wehrmachtem, zanim w sukurs przyszła jej pogoda: jesienne deszcze i pierwsze mrozy nadchodzącej zimy 1941/1942 pomogły w zastopowaniu hitlerowców pod Moskwą i Leningradem. Sroga lekcja wyciągnięta z operacji „Barbarossa” pozwoliła jednak wyciągnąć wnioski na przyszłość. Na niemiecki blitzkrieg należało odpowiedzieć własnym. Tym bardziej że osiągnięta wkrótce przewaga liczebna i sprzętowa pozwalała na wyzyskanie jej na bezkresnych  obszarach Rosji. Polska Zbrojna 49

SPORT KONDYCJA

Celowanie w centro
Aura nie pozwoliła rozegrać sześciu planowanych kolejek skoków, ale w myśl przepisów cztery kolejki wystarczą, by zawody spadochronowe zostały uznane.
JAC E K S Z U S TA KOW S K I

W Y N I K I
Klasyfikacja indywidualna, kobiety:
1. Bogna Bielecka (ZPS Kraków II) 2. Irena Paczek-Krawczak (ZPS Kraków II) 3. Dorota Gawrońska (SPAP Wrocław) Sklasyfikowano cztery zawodniczki. – 5 cm – 10 cm – 43 cm

JACEK SZUSTAKOWSKI (3)

Patelnia, a w jej środku żółte centro o średnicy 3 cm

ogrywka między dwoma zawodnikami wyłoniła zwycięzcę I Międzynarodowego Spadochronowego Pucharu Krakowa. W dodatkowym skoku o centymetr bliżej centra o średnicy 3 cm wylądował Niemiec Oliver Hotopp. Czech Pawel Taršinský był drugi. Najlepszy Polak, kpr. Paweł Jankowski z pierwszej drużyny 6 Brygady Desantowo-Szturmowej/ WKS Wawel, zajął 4. lokatę. Zawody na Błoniach zorganizowały 6 BDSz i Związek Polskich Spadochroniarzy z okazji obchodów 50. rocznicy powstania wojsk powietrznodesantowych. Wystartowało w nich 50 skoczków z trzech krajów. Z zagranicy przyjechały dwie drużyny ze Szkoły Spadochronowej Bundeswehry w Altenstadt oraz jedna z Wojskowego Ośrodka Szkolenia Spadochronowego w Prostejovie (Czechy). Gospodarze wystawili sześć ekip: trzy – WKS Wawel/6 BDSz, dwie – Związek Polskich Spadochroniarzy Kraków, i jedną – 16 Batalion Powietrznodesantowy 6 BDSz. W zawodach brały również udział drużyny z Ośrodka Szkolenia Służb Wysokościowo-Ratowniczych z Bydgoszczy i 1 Pułku Specjalnego Komandosów z Lublińca. Spadochroniarzy odwiedził uczestniczący w obchodach rocznicowych minister obrony Aleksander Szczygło. Szef resortu wręczył medale najlepszym zawodnikom w kategorii POPS. Dowódca Wojsk Lądowych gen. broni Waldemar Skrzypczak uhonorował krążkami najlepsze kobiety, a prezes Zarządu Głównego ZPS gen. bryg.

rez. January Komański wyróżnił najlepszych mężczyzn. Triumfatorów rywalizacji drużynowej – reprezentantów Wojskowego Ośrodka Szkolenia Spadochronowego w Prostejovie – nagrodził pucharem i medalami prezydent miasta prof. Jacek Majchrowski. Drugie miejsce zajęli spadochroniarze z drużyny 6 BDSz/WKS Wawel I. Puchar i medale żołnierzom 6 BDSz wręczył dowódca brygady gen. bryg. Jerzy Wójcik. Na trzecim stopniu podium stanęli zawodnicy z Ośrodka Szkolenia Służb WysokościowoRatowniczych z Bydgoszczy. Dyrektor zawodów kpt. Artur Gosiewski i trener spadochroniarzy 6 BDSz/WKS Wawel mł. chor. Stanisław Gruszka byli zadowoleni, że po dziewięcioletniej przerwie na krakowskich Błoniach znów udało się zorganizować zawody spadochronowe. Trener Gruszka, który jeszcze przed kilku laty walczył o najwyższe trofea z wojskowymi mistrzami świata z Czech, wysoko ocenił poziom sportowy imprezy. Szkoda tylko, że burze i deszcz nie pozwoliły przeprowadzić wszystkich zaplanowanych kolejek skoków. Zwyciężczyni w rywalizacji kobiet Bogna Bielecka żałowała natomiast, iż nie prowadzono klasyfikacji open oraz że w drugim dniu zawodów, z przyczyn służbowych, nie mogła wystąpić jej koleżanka z zespołu ppor. Monika Sadowy-Naumienia. Występujące w barwach ZPS Kraków II spadochroniarki miały bowiem szansę powalczyć nawet o zwycięstwo w klasyfikacji drużynowej. 
Zwycięzcy w kategorii seniorów, od lewej Pawel Taršinský, Oliver Hotopp i Jindřich Vedmoch

Klasyfikacja drużynowa:
1. Wojskowy Ośrodek Szkolenia Spadochronowego w Prostejovie (Czechy) – 18 cm 2. 6 BDSz/WKS Wawel I Kraków (Polska) – 25 cm 3. OSSWR/Skrzydło Bydgoszcz (Polska) – 50 cm 4. Aeroklub Kielce (Polska) – 62 cm 5. ZPS Kraków II (Polska) – 63 cm 6. 6 BDSz/WKS Wawel II Kraków (Polska) – 64.

Klasyfikacja indywidualna, mężczyźni:
1. Oliver Hotopp (Niemcy) – 3 cm + 1 cm 2. Pawel Vedmoch (Czechy) – 3 cm + 2 cm 3. Jindřich Vedmoch (Czechy) – 5 cm 4. kpr. Paweł Jankowski (6 BDSz/WKS Wawel I) – 7 cm 5. st. plut. Tomasz Krężałek (WKS Wawel/6 BDSz I) – 8 cm 6. st. plut. Rafał Zgierski (WKS Wawel/6 BDSz I) – 10 cm 6. sierż. sztab. Ryszard Sobczak (OSSWR/Skrzydło) – 10 cm 6. Ivan Hovorka (Czechy) – 10 cm

Klasyfikacja indywidualna, POPS:
1. Stanisław Brewczyński (Aeroklub Kielce) – 3 cm 2. Jan Mach (ZPS Kraków I) – 7 cm 3. Piotr Brendler (ZPS Wrocław) – 9 cm

50 Polska Zbrojna

nr 27/2007

PO SŁUŻBIE
PRAWDZIWE OBLICZE WOJNY
Iwan Jakuszyn, „Czerwony kawalerzysta”, Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa 2007

SŁOWO KAPELANA

J

Na wschodnim froncie

O

powieść zaczyna się w wakacje 1941 r. tuż przed atakiem Niemców na ZSRR. Towarzyszymy wówczas nastoletniemu autorowi w trakcie oblężenia Leningradu, nauki na kursach poruczników artylerii, bitwie pod Kurskiem. Razem z nim poznajemy elitarną 5 Gwardyjską Dywizję Kawalerii, z którą przeszedł szlak bojowy przez Rosję, Białoruś i Polskę, aż do Niemiec. Autor we wstępie do swojej książki pisze: „Żaden ze mnie dziennikarz ani pisarz, powinienem więc przeprosić za niedostatki stylu. Jestem tylko zwykłym człowiekiem, który wyszedł cało z wielkiej wojny ojczyźnianej”. Wspomnienia są jednak autentyczne i szczere. Książka ma też inny walor – zawiera ciekawy obraz wojny i jej kampanii widziany z perspektywy radzieckiego kawalerzysty. „Nie wszyscy Polacy witali nas jako oswobodzicieli. Byli i tacy, którzy kryli się w piwnicach, traktując nas nieufnie albo wręcz ze strachem”. Już choćby dla takich spostrzeżeń i dla poznania mało znanej formacji radzieckiej armii warto sięgnąć po tę pozycję. (an)

est rok 1808 i trwa kampania napoleońska w Hiszpanii. Osiemnastoletni oficer, Fryderyk Glüntz, ma zaszczyt służyć w elitarnej jednostce armii cesarskiej – Czwartym Pułku Huzarów. Nie może się jednak doczekać, kiedy znajdzie się na polu bitwy. Rzeczywistość szybko weryfikuje romantyczne wyobrażenia o walce, bohaterstwie, męskiej przyjaźni i śmierci. Młody huzar dochodzi do wniosku, że wojna to głównie krew, wszechogarniający strach i śmierć w samotności. „Wojna. Jakże róż-

na jest od nauk odebranych w szkole wojskowej, od podręczników, manewrów, od defilad przed tłumem widzów olśnionych blaskiem mundurów!”

J

„Huzar” jest pierwszą książką Arturo Péreza-Reverte. Napisał ją w 1983 r. pomiędzy dwoma reportażami wojennymi, kiedy jeszcze nie zamierzał zajmować się pisaniem powieści. (awis)

Arturo Pérez-Reverte, „Huzar”, Muza, Warszawa 2006

Snajperzy odarci z mitów

O

ich ciężkiej profesji powstało już wiele książek i filmów, w większości mniej lub bardziej mijających się z prawdą. Książka Marka Czerwińskiego „Snajperzy. Wczoraj i dziś” znacznie przybliża nam autentyczny obraz metod walki tych żołnierzy. Autor, podpułkownik WP Marek Czerwiński, jest niekwestionowanym znawcą tematu także od strony praktycznej. Jego praca jest bardzo oryginalna, składa się z osiemnastu opowiadań umiejscowionych w różnej scenerii, z których dowiadujemy się o kulisach pojedynków snajperskich. Wybieramy się w podróż w czasie i przestrzeni, poczynając od II wojny światowej, poprzez m.in. Wietnam, Afganistan,

Czeczenię, Falklandy, kończąc na wojnie w Iraku. Kolejne opowieści pozwalają nam zagłębić się w tajniki podstawowej wiedzy o mitycznym, żelaznym i twardym jak skała snajperze – herosie, kładącym trupem dziesiątki ludzi, który po bliższym poznaniu okazuje się być w stu procentach człowiekiem, odartym z przylegających do niego bajek i przesądów. Człowiekiem zmęczonym, cierpiącym często trudy nie kilkugodzinnego, a kilkudniowego wyczekiwania na oddanie strzału. W końcu – człowiekiem zazwyczaj skazanym na działanie w pojedynkę, co z jednej strony wiąże się z dumą z bycia samotnym wilkiem, a z drugiej niszczy psychikę. Książka dobrze przedstawia

Marek Czerwiński, „Snajperzy. Wczoraj i dziś”, Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa 2007

uzbrojenie, taktykę działania i cechy charakteru, jakimi powinien wyróżniać się strzelec wyborowy. Opowiada o wpływie, jaki jeden snajper potrafi wywrzeć na spory oddział, nie tyle siłą ognia, co psychiką. (dm)

ednym z najgłębszych ludzkich pragnień jest bycie wolnym. Chcemy sami decydować o swojej przyszłości, swoim zachowaniu, stylu swojego życia. Bronimy się, jeżeli ktoś chce ograniczyć naszą swobodę, narzucić nam swój punkt widzenia. Wolność jest cechą ludzi dorosłych. „Nie jestem już dzieckiem, chcę sam decydować o swoim życiu” – mówi młodzieniec do swoich rodziców. Wolność jest naszym prawem, ale też zobowiązaniem. Znamy tzw. prawa człowieka. Wśród nich jest prawo do życia, do wolności religijnej, do założenia rodziny, do sprawiedliwego sądu i wiele innych. Długa i zawiła była droga do uświadomienia sobie przez ludzkość tych praw. Dużą rolę odegrało w tym procesie chrześcijaństwo. „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. Zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli” – napisał święty Paweł w Liście do Galatów. Gdyby ludzkość była bardziej wrażliwa na ewangeliczne prawo wolności, historia świata wyglądałaby zupełnie inaczej. Współcześnie na świecie istnieje wiele takich społeczności, w których prawo do życia w wolności jest pogwałcone lub znacznie ograniczane. Ewangeliczne idee nie zostały tam przełożone na sprawiedliwe prawa i obyczaje społeczne. Ewangelia jest biblijnym zaczynem, który inspiruje do wysiłków na rzecz pełnej wolności człowieka. Biblia w wielu miejscach przypomina, że obok prawdziwej wolności jest wolność fałszywa. Święty Paweł przestrzegał Galatów: „… nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowaniu ciału, wręcz przeciwnie, miłością służcie sobie wzajemnie”. Zagrożenia wolności płyną nie tylko z zewnątrz, ale także z nieuporządkowanego wnętrza człowieka. „Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie” . Stąd też wolność – jak często powtarzał Jan Paweł II – jest trudem. Wymaga wysiłku umysłu i woli, refleksji nad swoim postępowaniem. Urlop może być czasem poszerzania osobistej wolności. Może sprzyjać przemyśleniom i czynom płynącym z wolności i miłości. Może być czasem ubogacenia swojej osobowości. ks. ppłk Zbigniew Kępa

nr 27/2007

Polska Zbrojna 51

DYREKTOR DEPARTAMENTU NAUKI I SZKOLNICTWA WOJSKOWEGO MINISTERSTWA OBRONY NARODOWEJ
poszukuje kandydata na stanowisko

DYREKTORA CENTRALNEGO OŚRODKA NAUKOWEJ INFORMACJI WOJSKOWEJ W WARSZAWIE,
Al. Jerozolimskie 97, 00-909 Warszawa 60.
Kandydaci ubiegający się o stanowisko powinni spełniać następujące wymagania: Wymagania konieczne:
1) obywatelstwo polskie; 2) ukończenie studiów wyższych drugiego stopnia lub jednolitych studiów magisterskich; 3) znajomość przepisów prawa pracy, o ochronie informacji niejawnych, postępowania administracyjnego; 4) udokumentowany minimum sześcioletni staż w pracy, w tym praca w administracji państwowej, na stanowiskach kierowniczych oraz związanych z informacją naukową; 5) zdolności w zakresie zarządzania zasobami ludzkimi i kierowania zespołami oraz umiejętności organizatorskie; 6) udokumentowana znajomość języka obcego; 7) dobry stan zdrowia; 8) uregulowany stosunek do służby wojskowej; 9) niekaralność oraz brak toczących się postępowań karnych przeciwko kandydatowi; 10) posiadanie poświadczenia bezpieczeństwa uprawniającego do dostępu do informacji niejawnych stanowiących tajemnicę państwową oznaczonych klauzulą „tajne”.

Wymagania pożądane:
1) ukończenie studiów wyższych na jednym z kierunków: informacja naukowa i bibliotekoznawstwo, prawo, administracja, ekonomia, finanse i rachunkowość oraz zarządzanie; 2) posiadanie stopnia naukowego w zakresie jednej z następujących dziedzin nauki: nauki matematyczne oraz nauki wojskowe albo następujących dyscyplin naukowych: bibliologia, nauki o zarządzaniu, nauka o administracji, prawo oraz nauki o poznaniu i komunikacji społecznej; 3) znajomość przepisów dotyczących działalności w dziedzinie informacji naukowej i naukowo-technicznej w resorcie obrony narodowej; 4) znajomość ustaw: o zasadach finansowania nauki, o jednostkach badawczo-rozwojowych, Prawo o szkolnictwie wyższym; 5) kompetencje do kierowania jednostkami organizacyjnymi będącymi osobami prawnymi, a w szczególności doświadczenie i umiejętności: organizacyjno-planistyczne, kontrolno-rozliczeniowe i kompetencyjno-normatywne niezbędne w działalności; 6) przeszkolenie z zakresu ochrony informacji niejawnych zgodnie z przepisami ustawy z 22 stycznia 1999 r. o ochronie informacji niejawnych, przeprowadzone przez służby ochrony państwa; 7) znajomość przepisów dotyczących planowania, realizacji i rozliczania budżetu jednostek sektora finansów publicznych, w tym resortu obrony narodowej oraz spraw organizacyjno-etatowych i kompetencyjnych tych jednostek.

Wymagane dokumenty i oświadczenia:

 życiorys z doświadczeniem zawodowym i dorobkiem naukowym lub naukowo-dydaktycznym (CV z aktualnym adresem i nr. telefonu);  kopia pierwszych trzech stron dowodu osobistego lub nowego dowodu osobistego lub oświadczenie o posiadaniu obywatelstwa polskiego;  list motywacyjny kandydata na stanowisko dyrektora Centralnego Ośrodka Naukowej Informacji Wojskowej;  kopie świadectw pracy, dyplomów oraz zaświadczeń o posiadanych kwalifikacjach i uprawnieniach;  kopie opinii z pracy zawodowej i naukowej oraz recenzji prac naukowych, w tym rozprawy doktorskiej;  oświadczenie kandydata o korzystaniu z pełni praw publicznych i zaświadczenie o niekaralności za przestępstwo popełnione umyślnie oraz o braku toczących się postępowań karnych przeciwko kandydatowi;  pisemne opracowanie „Koncepcji funkcjonowania i kierowania Centralnego Oœrodka Naukowej Informacji Wojskowej” – 1 strona;  zaświadczenie lekarskie o stanie zdrowia pozwalającym na pracę na stanowisku kierowniczym;  posiadanie poświadczenia bezpieczeństwa osobowego uprawniającego do dostępu do informacji niejawnych stanowiących tajemnicę państwową oznaczonych klauzulą „tajne”.

Powyższe dokumenty powinny wpłynąć w terminie do 13 lipca 2007 r. na adres: Departament Nauki i Szkolnictwa Wojskowego Ministerstwa Obrony Narodowej kancelaria jawna nr 6, Al. Niepodległości 218, 00-911 Warszawa z dopiskiem „CONIW – oferta pracy”
Po zebraniu ofert i wstępnej weryfikacji wybrani kandydaci zostaną zaproszeni na rozmowy indywidualne, na których przedstawią opracowaną „Koncepcję funkcjonowania i kierowania CONIW”. Terminy rozmów z kandydatami będą ustalane w trybie indywidualnych powiadomień. Kandydat ma możliwość zapoznania się z funkcjonowaniem instytucji – odpowiednie dokumenty są dostępne w Centralnym Ośrodku Naukowej Informacji Wojskowej, tel. (0-22) 6-845 099, http://www.coniw.wp.mil.pl lub w Departamencie Nauki i Szkolnictwa Wojskowego MON, tel. (0-22) 6-846 738.

Uwaga:

 Kandydat na stanowisko dyrektora CONIW powinien być gotowy do ewentualnego podjęcia zatrudnienia 3 września 2007 r.;  Pracodawca zastrzega sobie prawo nieskorzystania z oferty bez podania przyczyn;  Koszty związane z ubieganiem się o stanowisko dyrektora CONIW ponoszą kandydaci.

52 Polska Zbrojna

nr 27/2007

MILITARIA Pierwszy lot
UE. EDAS DEFENCE & SECURITY POINFORMOWAŁA, ŻE SUKCESEM ZAKOŃCZYŁ SIĘ PIERWSZY PRÓBNY LOT BEZZAŁOGOWEGO ŚMIGŁOWCA SHARC. Jest to maszyna o długości 2,5 m, szerokości 0,7 m i wysokości 1,2 m. Jej maksymalna masa startowa wynosi 190 kg, w tym jest 60 kg ładunku. Modułowa konstrukcja ułatwia wyposażenie pod kątem konkretnej misji. W Sharcu zamontowano dwa połączone wirniki. W konstrukcji nie ma komponentów hydraulicznych. Wirniki kontrolowane są przez siłowniki elektryczne. Przedstawiciele firmy podkreślają, że w tej chwili jest to tylko demonstrator technologii, a nie docelowy produkt. Zaprojektowano go z myślą o wykorzystaniu na okrętach, ale możliwe są też inne jego zastosowania. (wr)
ALENTA

Trzech rywali

ZJEDNOCZONE EMIRATY ARABSKIE. Siły powietrzne kraju nad Zatoką Perską mają do końca roku wybrać nowy odrzutowiec do szkolenia pilotów samolotów myśliwskich. Nie podano oficjalnie ile maszyn zostanie zakupionych, ale w mediach pojawiły się szacunki, że będzie ich około 20. O kontrakt rywalizują trzy firmy. Włoska Alenia Aermacchi oferuje samolot M-346 (na zdjęciu). W szranki stanął też BAE Systems z Hawk AJT. Konkurentem konstrukcji europejskich jest południowokoreański T-50 Golden Eagle, wspólne dzieło Korean Aerospace i Lockheed Martin. (ww)

W Y J Ś C I E
WIELKA BRYTANIA. Problemy techniczne opóźnią o co najmniej rok wprowadzenie do służby w armii brytyjskiej opracowywanego przez Boforsa nowego granatnika (Next Generation Light Anti-Tank Weapon). Tymczasem Brytyjczykom potrzebna jest broń do niszczenia celów naziemnych w Afganistanie. Stąd jest rozważane wykorzystanie do tego naddźwiękowych pocisków przeciwlotniczych krótkiego zasięgu Starstreak. Podczas testów przeprowadzonych w ubiegłym roku

A W A R Y J N E
z prędkością 3–3,5 Macha. Mówi się, że w rzeczywistości ma ona jeszcze lepsze parametry. Producent Starstreaków, Thales Air Systems, pracuje nad nowymi ich zastosowaniami. Planuje się m.in. uzbroić w nie wersję morską nowej generacji śmigłowców Lynx. Ujawniono też rysunki przedstawiające wyposażonego w Starstreak izraelskiego bezpilotowa Hermes 450. Został on wybrany przez brytyjskie wojska lądowe jako platforma w programie Watchkeeper. (wr)
SHORT MISSILE SYSTEMS

Sukces Hiszpanów
WIĘCEJ „90”
AUSTRALIA. W ubiegłym tygodniu premier John Howard ogłosił, że nowe okręty desantowe i niszczyciele dla australijskiej marynarki wojennej powstaną na podstawie projektu hiszpańskiej Navantii. Koszty obu programów sięgną 11 mld dolarów australijskich, czyli około 6,93 mld euro. W końcu 2014 r. flota Australii otrzyma pierwszy niszczyciel rakietowy obrony powietrznej. Drugi zostanie przekazany na początku 2016 r., a trzeci w połowie następnego roku. Niszczyciele będą jednostkami o wyporności 6 tys. ton, wyposażonymi w system bojowy Aegis oraz pionowe wyrzutnie pocisków. W ich arsenale znajdą się m.in. rakiety SM-3, zdolne zwalczać pociski balistyczne. Australijskie okręty zbudowane zostaną według projektu fregaty F-100 (na zdjęciu), stworzonej przez Navantię dla hiszpańskiej marynarki wojennej. Konkurentem Hiszpanów byli Amerykanie oferujący okręt na bazie niszczyciela rakietowego Arleigh Burke. Koszty budowy trzech jednostek zamkną się w 8 mld. dolarów. Jeszcze przed niszczycielami australijską marynarkę wojenną wzmocnią dwa nowe okręty desantowe HMAS „Canberra” i HMAS „Adelaide”, z których pierwszy wejdzie do służby około 2012 r. Jednostki te będą podobne do desantowca „Juan Carlos I” powstającego na zamówienie floty hiszEADS

EADS

zniszczono nimi pojazd pancerny FV432 oraz bunkier. W czasie prób odpalano pociski Starstreak z wyrzutni przenośnych i samobieżnych (na zdjęciu). Według oficjalnie podawanych danych, brytyjska rakieta osiąga cele odległe o 5–6 km, lecąc

NIEMCY

Podczas salonu lotniczego w Paryżu firma EADS podpisała kontrakt na dostawę kolejnych 42 śmigłowców NH-90 dla niemieckich sił zbrojnych.

30

maszyn transportowych jest przeznaczonych dla wojsk lądowych. Pozostały tuzin trafi do sił powietrznych. Tym samym Niemcy skorzystali z możliwości, jaką dawał im kontrakt podpisany 30 czerwca 2000 r. w Paryżu. Wówczas cztery państwa uczestniczące w programie NH-90 – Niemcy, Francja, Włochy i Holandia – zamówiły 298 maszyn za 6,6 mld euro. Berlin nabył 80 śmigłowców – 50 dla wojsk lądowych i 30 dla sił powietrznych. 23 z tych ostatnich było w wersji Combat SAR. Kontrakt zawierał także opcję, że niemieckie zamówienie zostanie rozszerzone o jeszcze 54 „90” – 30 dla lądówki i 24 dla lotnictwa. (wrt)

pańskiej. Okręt ten ma kadłub długości 230 m i wyporność 27 tys. ton. Z jego pokładu mogą operować zarówno śmigłowce, jak i samoloty pionowego startu. Na okręcie będzie miejsce dla tysiąca żołnierzy. Liczba przewożonych ludzi, pojazdów, w tym czołgów, oraz sprzętu latającego zależy od charakteru misji, w jakiej okręt ma uczestniczyć. Hiszpanie pokonali konkurencję francuską, która proponowała Australii nieco mniejszy desantowiec, klasy „Mistral”. Dwa takie okręty zbudowano dla rodzimej Marine Nationale. Na nowe desantowce Canberra wydano 3 mld. dolarów. (w)
DEFENSE INDUSTRY DAILY

Fregata F-100

nr 27/2007

MILITARIA KAMIZELKI KULOODPORNE
Murray Neal, dyrektor kalifornijskiej firmy Pinnacle Armor, chętnie zaprasza do jej siedziby w miejscowości Fresno każdego dziennikarza, który chce osobiście przetestować kamizelkę kuloodporną Dragon Skin. Wyniki prób są szokujące: kamizelka jest nieprzebijalna z odległości kilku metrów. W najbardziej zaawansowanej wersji Level IV wytrzymuje ostrzał pociskami kalibru 9 mm, pociskami 7,62 mm o stalowym rdzeniu (prędkość pocisku 701–823 m/s) lub pociskami 5,56 mm (prędkość 990–1188 m/s). Nazwa „smocza skóra” nie jest przypadkowa. Kamizelka składa się z małych kompozytowych tytanowych lub ceramicznych dysków (w zależności od wersji), które nachodzą na siebie tak jak rybie lub gadzie łuski. Dzięki temu Dragon Skin jest elastyczna, dobrze przylega do ciała i w zależności od wersji (liczba „łusek”) może zapewnić całkowitą ochronę przodu ciała, boków i pleców. Konstrukcja pancerza powoduje, że pociski nie tylko odbijają się od niego, ale również ulegają zniszczeniu w czasie uderzenia. Siła uderzenia pocisku przenoszona jest przez wiele dysków tak, że jego skutki nie powodują urazów wewnętrznych, a sygnatura odkształcenia jest bardzo mała. Kamizelki Dragon Skin mają oficjalne rządowe certyfikaty. Kupowane są przez osoby prywatne i instytucje. Używa ich amerykańskiej otrzymała firma DHB Point Blank Body Armor Inc., a kamizelki zaczęły pojawiać się w wojsku w 1999 r. Kamizelka Interceptor ma dwie płyty aramidowe (kewlarowe) chroniące przód i tył korpusu. Płyty wytrzymują uderzenie pocisku 9 mm lecącego z prędkością 426 m/s lub standardowego pocisku NATO 7,62 mm przy prędkości 838 m/s. Podstawowa wersja Interceptora nie ma jednak płyt chroniących boki tułowia. Według raportu Marine Corps 42 proc. żołnierzy zastrzelonych w Iraku nie zmarłoby, gdyby kamiz modułowymi kamizelkami taktycznymi (MTV), które mają zapewnić lepszą ochronę, szczególnie boków ciała. Na początku operacji „Iracka wolność” kamizelek kuloodpornych wystarczyło tylko dla żołnierzy liniowych. Dlatego żołnierze z pozostałych służb i jednostek zaczęli sprowadzać je na własną rękę. W obliczu problemów logistycznych i coraz większej fali krytyki wobec Interceptorów, w 2005 r. Departament Obrony pod wyraźnym naciskiem Kongresu zatwierdził jednorazowy zwrot kosztów w wyso-

INTERCEPTOR

W Stanach Zjednoczonych rozgorzała niedawno dyskusja na temat jakości kamizelek kuloodpornych dla żołnierzy. Lepsze są Interceptory czy Dragon Skin (Smocza Skóra)?

o smoczą
PAWEŁ HENSKI

Wojna
zelki chroniły boki ich ciał. W maju 2005 r. Marine Corps wycofało zamówienie na 5277 Interceptorów. W listopadzie 2005 r. wycofano ponad 10 tys. egzemplarzy z jednostek liniowych po tym, jak niezależne testy armijnego centrum balistyki w Aberdeen wykazały, że nie chronią one przed pociskami kalibru 9 mm i że nie spełniają wielu balistycznych wymogów. W maju 2006 r. armia oraz Marine Corps ogłosiły otwarty przetarg na całościowe zastąpienie Interceptorów nowym systemem. Wygrała firma Protective Products International, kości 1000 dolarów dla żołnierzy, którzy sami kupowali cywilne kamizelki kuloodporne. Pomimo znacznie większego kosztu (3700 dolarów za sztukę wobec ok. 1600 dolarów za Interceptora) żołnierze wybierali właśnie Dragon Skin. 17 marca 2006 r. armia oficjalnie zakazała żołnierzom używania kamizelek innych niż Interceptory. Zobowiązano dowódców, aby do października 2006 r. dopilnowali, żeby żołnierze nosili tylko standardowe wyposażenie. Armia stwierdziła wówczas, że Dragon Skin są niebezpiecznr 27/2007

wiele jednostek policji i różnych służb federalnych. Skoro kamizelki te są tak dobre, to dlaczego armia amerykańska nie dosyć, że ich nie kupiła, to jeszcze zakazała ich używania?

Śmiertelna konkurencja
Armia amerykańska używa obecnie kamizelek kuloodpornych Interceptor, produkowanych na bazie technologii z lat 90. opracowanych przez DARPA (agencję zaawansowanych projektów obronnych). Kontrakt na produkcję i dostawę dla armii 54 Polska Zbrojna

AAAAAAAA
ne, gdyż nie przeszły oficjalnych wojskowych testów balistycznych.

AAAAAAA

Kij w mrowisko
Amerykańska telewizja NBC News 17 maja br. wyemitowała program o kamizelkach Interceptor i Dragon Skin. Wydźwięk programu był jednoznaczny: armia, mimo że mogłaby kupić te wytwarzane na bazie lepszej technologii, świadomie tego nie robi. Poza tym sama, zakazując używania kamizelek innych niż Interceptory, jednocześnie zezwala na to żołnierzom chro-

DRAGON Skin

Dragon Skin
K

PINNACLE ARMOR (3)

do +71 st. C przez sześć godzin oraz wystawiano na działanie ropy naftowej, olejów silnikowych i słonej wody. Cztery z ośmiu nie wytrzymały 13 z 48 strzałów amunicją 7,62 mm. Pokazano dziennikarzom zdjęcia rentgenowskie, na których widać, że płytki, z których zrobiona jest kamizelka, przemieściły się względem siebie, tworząc prześwity. Stwierdzono również deformacje płytek mogące powodować urazy ciała. Dlaczego Dragon Skin wypadły aż tak źle,

DRAGON Skin2

amizelka Dragon Skin jest nieprzebijalna z odległości kilku metrów. W najbardziej zaawansowanej wersji Level IV wytrzymuje ostrzał pociskami kalibru 9 mm, pociskami 7,62 mm o stalowym rdzeniu (prędkość pocisku 701–823 m/s) lub pociskami 5,56 mm (prędkość 990–1188 m/s). Kamizelka składa się z małych kompozytowych tytanowych lub ceramicznych dysków (w zależności od wersji), które nachodzą na siebie tak jak rybie lub gadzie łuski. Jej budowa i sposób wykonania przypomina średniowieczne zbroje łuskowe albo np. karaceny, które nosiła polska husaria.

skórę
niącym VIP-ów w Iraku i Afganistanie. Zdaniem NBC również CIA wyposażyła swoich agentów służących w Iraku właśnie w kamizelki Dragon Skin. W programie wystąpił gen. bryg. Mark Brown, który bronił decyzji armii. Po raz pierwszy wówczas pojawiały się dane na temat testów, jakie przeprowadziła armia. Generał stwierdził, że spośród 48 wystrzelonych pocisków 13 przebiło Dragon Skin. Na koniec NBC pokazała zdjęcia z porównawczych prób, jakim poddała obie kamizelki w niezależnym laboratorium balistycznym
nr 27/2007

Według raportu Marine Corps 42 proc. żołnierzy zastrzelonych w Iraku nie zmarłoby, gdyby kamizelki chroniły boki ich ciał

US DOD (2)

DRAGON Skin3

w Niemczech (Beschussamt Mellrichstadt). Testy wykazały, że Interceptor jest przebijana pociskami, które w tych samych warunkach powstrzymuje Dragon Skin. Armia odpowiedziała błyskawicznie na zarzuty NBC. Podczas zorganizowanej 21 maja br. konferencji prasowej w Pentagonie, gen. bryg. Mark Brown potwierdził zakaz noszenia innych kamizelek niż Interceptor. Pokazano wyniki zeszłorocznych testów Dragon Skin, które armia przeprowadzała w centrum balistyki w Aberdeen. Testowano je w temperaturach od -15 st. C

skoro wyniki innych, niezależnych testów są rewelacyjne? Mamy do czynienia z wielkim oszustwem ze strony firmy Pinnacle Armor czy z brakiem obiektywizmu i zaniedbaniami ze strony armii amerykańskiej? Na forach internetowych pojawiają się wypowiedzi żołnierzy używających obu kamizelek w warunkach bojowych. Większość krytykuje kamizelki Interceptor i chwali Dragon Skin. Są również wypowiedzi tych, którym Dragon Skin uratowa ła życie. Polska Zbrojna 55

AAAAAAA AAAAAAAA ARMIE ŚWIATA TURCJA

56 Polska Zbrojna

nr 27/2007

Trwają polsko-amerykańskie negocjacje w sprawie tarczy antyrakietowej. Dwa wydarzenia wniosły doń ostatnio nowe elementy. To wolta Rosji w postaci propozycji udostępnienia swego radaru na potrzeby międzynarodowej obrony przeciwrakietowej oraz poparcie NATO dla projektu amerykańskiego w Europie.

TARCZA
S TA N I S Ł AW KOZ I E J

OSŁONA PRZECIWRAKIETOWA ŚWIAT
Europejski segment amerykańskiej tarczy ma chronić przede wszystkim terytorium USA przed przyszłymi zagrożeniami z Bliskiego Wschodu. Jednak osłaniać może także dużą część Europy, głównie północną i zachodnią

Rosja, proponując udostępnienie swego radaru na potrzeby międzynarodowej obrony przeciwrakietowej, zdeprecjonowała całą swoją dotychczasową linię krytyki wobec tarczy jako systemu zbędnego strategicznie i szkodliwego. Akces do budowy takiego systemu oznacza, że i Rosja poważnie traktuje nowe asymetryczne zagrożenia rakietowo-nuklearne. Niewątpliwie nadal będzie jednak prowadzić wokół tej kwestii grę propagandowo-informacyjną, obliczoną na wywalczanie i utrwalanie swojej pozycji drugiego supermocarstwa światowego. Mogą z tego wynikać pewne komplikacje, ale to jest problem raczej w relacjach amerykańsko-rosyjskich.

euroatlantycka
chronić przede wszystkim terytorium USA przed przyszłymi zagrożeniami i szantażem rakietowym z Bliskiego Wschodu. Jednak osłaniać może także – co prawda z mniejszą efektywnością – dużą część Europy, głównie północną i zachodnią. Nawiasem mówiąc, w pierwszych latach swego funkcjonowania będzie on praktycznie chronił przed szantażem rakietowym wyłącznie główną część Europy. Na Bliskim Wschodzie bowiem wcześniej pojawią się rakiety obejmujące swym zasięgiem Europę niż międzykontynentalne, mogące dotrzeć do Ameryki. To ważny argument na rzecz rozpatrywania projektu amerykańskiego w kontekście transatlantyckim. Sposób operacyjnego wykorzystania go do osłony Europy musi być przedmiotem ustaleń w ramach NATO lub uzgodnień z UE. Trudno sobie wyobrazić, aby mogło być inaczej. Ponieważ jednak tarcza amerykańska nie zapewnia pełnej i wystarczająco pewnej osłony całego pozaamerykańskiego terytorium sojuszu, potrzeba bardziej europejskiego projektu. W NATO trwają obecnie prace studyjne, koncepcyjne i projektowe nad takim systemem. Nie ulega wątpliwości, że niedługo prace takie zostaną podjęte także w ramach UE. W NATO rozpoczyna się już analizy sposobu uwzględniania w przyszłym projekcie sojuszniczym istnienia tarczy amerykańskiej i wykorzystania jej do osłony kontynentu europejskiego. Idzie o takie jej uzupełnienie, aby zapewnić jednakowo pewną osłonę całego terytorium NATO. Zasada niepodzielności bezpieczeństwa w ramach paktu musi być w pełni respektowana. Należy zatem – po pierwsze – zbudować osłonę przeciwrakietową południowej części NATO, której tarcza amerykańska nie obejmuje w ogóle, a po drugie – wzmocnić bezpośrednią osłonę pozostałej części kontynentu europejskiego, która jest osłaniana przez tarczę amerykańską w niewystarczającym stopniu.

Impuls do bliższej współpracy
W praktyce oznacza to rozwijanie kontynentalnego komponentu obrony przeciwrakietowej w Europie. Składać się nań powinny przede wszystkim środki bezpośredniej obrony przeciwrakietowej zdolne do zwalczania rakiet atakujących, czyli w końcowej fazie ich lotu. Strategiczne połączenie amerykańskiego modułu zwalczania rakiet balistycznych w ich środkowej fazie lotu z europejskim modułem niszczenia ich w fazie końcowej dałoby komplementarny system przeciwrakietowej obrony przestrzeni euroatlantyckiej. Sądzę ponadto, że optymalnym rozwiązaniem byłoby, gdyby prace nad kontynentalną obroną przeciwrakietową w Europie były wspólnym projektem NATO i Unii Europejskiej. Jest to dobra szansa na tak potrzebną – a niestety dotychczas bardzo słabą – strategiczną współpracę tych dwóch organizacji w dziedzinie bezpieczeństwa. Polska może i powinna być promotorem takiej współpracy zarówno w wymiarze transatlantyckim, jak i wewnątrzeuropejskim. Służyłoby to dobrze zarówno naszym interesom bezpieczeństwa, jak i umocnieniu naszej pozycji w Europie. 
Gen. prof. Stanisław Koziej, były wiceminister obrony narodowej

Konieczny tercet
Natomiast decyzja NATO jest dla Polski bardzo ważnym czynnikiem, wpływającym na nasze negocjacje z USA. Powinniśmy iść za ciosem i w negocjacjach tych dążyć do tego, aby europejski segment amerykańskiej tarczy był jak najistotniejszym zalążkiem przyszłego strategicznego systemu obrony przeciwrakietowej NATO. A najlepiej jeszcze szerzej – systemu euroatlantyckiego będącego syntezą wysiłków USA, NATO i UE. To jest założenie nie tylko realne, ale wręcz zupełnie naturalne. Prawdę powiedziawszy, przyszłość nie może być inna. Jeśli NATO i UE będą chciały budować swój system obrony przeciwrakietowej, to musi on być sprzężony ze strategicznym systemem amerykańskim. Przecież USA to też NATO, a obrona przeciwrakietowa amerykańskiego terytorium to część obrony przeciwrakietowej terytorium sojuszu. Europejski segment amerykańskiej tarczy w projektowanym obecnie wydaniu ma
nr 27/2007

Polska Zbrojna 57

ŚWIAT IRAK

TA D E U S Z W RÓ B E L

Najnowszy raport amerykańskiego Departamentu Obrony oceniający sytuację w Iraku pod względem bezpieczeństwa i stabilności nie jest optymistyczny. Pomimo wysłania dodatkowych oddziałów, przemoc w tym kraju utrzymuje się wciąż na tym samym, wysokim poziomie.
rudno liczyć na to, iż uda się ustabilizować sytuację w Iraku, jeśli nie przestanie się nakręcać spirala przemocy między szyitami i sunnitami. – Nasze wojska dają im czas na porozumienie się, ale – szczerze mówiąc – jesteśmy rozczarowani dotychczasowym postępem w tym zakresie – powiedział podczas wizyty w Iraku w połowie czerwca amerykański sekretarz obrony Robert Gates. Z przytoczonych w raporcie Pentagonu danych wynika, że od 13 lutego do 4 maja aż 78 proc. ataków miało miejsce w czterech z 18 irackich prowincji. Poza Anbarem i Bagdadem były to Dijala i Salah ad Din. Do wielu incydentów doszło też na obszarze Niniwy. Leży ona na szlaku terrorystów przenikających w głąb Iraku z Syrii. Jej stolica, Mosul, uważana jest za północną strategiczną bazę al Kaidy. Pogorszyła się sytuacja w zamieszkałych przez szyitów prowincjach południowych, uchodzących do tej pory za w miarę spokojne. Najwięcej ataków miało miejsce w rejonie Basry, ale i tak było ich o blisko połowę mniej niż w Niniwie. Pierwszą dziesiątkę najbardziej niebezpiecznych prowincji zamykają tworzące w tym okresie strefę odpowiedzialności Wielonarodowej Dywizji Centrum–Południe Kadisija i Wasit. Jako powód wzrostu liczby incydentów zbrojnych raport wymienia rywalizację między ugrupowaniami szyickimi, miejscowymi plemionami i grupami przestępczymi. Nie

Nowe ogniska
Skierowanie do Bagdadu dodatkowych sił amerykańskich i irackich poprawiło bezpieczeństwo w stolicy kraju. Jednak w tej chwili jest jeszcze za wcześnie, by ocenić, czy to stan trwały. Odnotowano też pewną poprawę sytuacji w zachodniej prowincji Anbar, która w ostatnich latach była jedną z głównych aren walk. Udało się to dzięki wciągnięciu do współpracy z władzami i koalicją części tamtejszych sunnitów. Al Kaidę zwalcza organizacja Sahawa al Iraqi, do której należą członkowie 24 miejscowych plemion. 58 Polska Zbrojna

bez znaczenia było także przeniesienie się z Bagdadu na południe części bojowników Armii Mahdiego, którzy opuścili miasto po rozpoczęciu w nim operacji antyterrorystycznej. Nadal najspokojniejszym miejscem w Iraku pozostaje region kurdyjski z prowincjami Dahuk, Irbil i Sulejmanija. W tym roku liczba ataków przekroczyła tysiąc tygodniowo, z czego niemal 800 skierowanych zostało przeciwko siłom koalicji. Celem pozostałych były irackie siły bezpieczeństwa i cywile. Ci ostatni stanowią aż dwie trzecie ofiar przemocy – ich liczba oscyluje w granicach 150 dziennie. To niestety skutek nasilenia się ataków samobójczych, których w marcu i kwietniu było aż po 58. Jednak pomimo konfliktów większość mieszkańców Iraku – jak wskazują wyniki sondaży – nadal jest za zachowaniem jedności kraju. Tylko 36 proc. respondentów uznało jego podział na trzy lub więcej państw za lepsze rozwiązanie – największe poparcie zadeklarowali mieszkańcy prowincji kurdyjskich. Na drugim biegunie znalazły się regiony zdominowane przez ludność sunnicką.

Rozbudowa
Rozrastają się irackie siły bezpieczeństwa, które liczą już 346,5 tys. ludzi.
nr 27/2007

POLICJA
DZIAŁAJĄCA WE WSZYSTKICH PROWINCJACH IRACKA SŁUŻBA POLICYJNA MA OFICJALNIE 135,8 TYS. FUNKCJONARIUSZY. Formacją łączącą zwykłych policjantów z armią jest Iracka Narodowa Policja. To formacja paramilitarna, zorganizowana w dwa dowództwa dywizji, dziewięć dowództw brygad i 30 batalionów bojowych. Służy w niej 26,3 tys. ludzi.

„WASHINGTON POST” NAPISAŁ, ŻE GEN. MARTIN DEMPSEY, KTÓRY DO NIEDAWNA KIEROWAŁ MISJĄ SZKOLENIOWĄ SIŁ IRACKICH, UWAŻA, ŻE KRAJ TEN NIE BĘDZIE W STANIE PRZEJĄĆ PEŁNEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA SWOJE BEZPIECZEŃSTWO JESZCZE PRZEZ WIELE LAT

rackich granic strzeże już 28,4 tys. funkcjonariuszy, którzy są zorganizowani w pięć dowództw regionalnych z 12 brygadami mającymi 42 bataliony. Siły te rozlokowane są w 420 fortach. Aby uszczelnić granice, władze irackie planują zbudowanie jeszcze 291. W celu lepszej kontroli ruchu granicznego zamknięto cztery z 17 lądowych przejść nrgranicznych. 27/2007

I

Na granicy

Formacje podległe resortowi spraw wewnętrznych to około 194,2 tys. funkcjonariuszy. W siłach zbrojnych służy w granicach 152,3 tys. żołnierzy. Planuje się zwiększenie ich liczby do 175 tys. Obecnie już osiem z dziesięciu dywizji znajduje się jest pod kontrolą Dowództwa Irackich Wojsk Lądowych (IGFC). Ostatnie dwie – 5 i 7 Dywizja Piechoty – podlegają operacyjnie Wielonarodowemu Dowództwu – Irak (MNC-I), ale przekazane zostaną IGFC do listopada br. Premier Nuri al Maliki zapowiedział sformowanie jeszcze dwóch następnych dywizji piechoty. Tym samym powstanie sześć nowych brygad, które dołączą do obecnych 36. Będą też 24 dodatkowe bataliony bojowe, których dotąd sformowano 112. W połowie maja w operacje przeciwpartyzanckie były już zaangażowane dowództwa dziewięciu dywizji i 31 brygad, wraz 95 batalionami. Zdolność do działania osiągnęło też 13 z 17 planowanych batalionów ochrony infrastruktury strategicznej, tworzących trzy brygady. Szef irackiego rządu zapowiedział, że jednostki te po przeszkoleniu i doposażeniu staną się regularnymi batalionami wojsk lądowych. Odrębną strukturą jest irackie dowództwo przeciwterrorystyczne, któremu podlega brygada sił specjalnych. Ma ona trzy bataliony – antyterrorystyczny,

komandosów i wsparcia – oraz jednostkę specjalnego rozpoznania. Organizowany jest kolejny nowy oddział. Plany zakładają zwiększenie personelu marynarki wojennej z 1,1 tys. do 2,5 tys. marynarzy. Wiążą się z tym zapowiadane zakupy czterech okrętów i 15 łodzi patrolowych, dwóch okrętów wsparcia oraz wielu mniejszych jednostek. Podpisano już część kontraktów. Obecnie iracka miniflota składa się z dwóch dywizjonów jednostek pływających i czterech kompanii marines. Również siły powietrzne, których personel to nieco ponad 900 osób, mają zwiększyć liczebność do około 3,3 tys. żołnierzy. W ich skład wchodzi sześć eskadr, w tym cztery wyposażone w nieuzbrojone samoloty rozpoznawcze i wywiadowcze. Niedawno pojawiły się informacje, że lotnictwo ma dostać pierwsze śmigłowe maszyny szkolno-bojowe do działań przeciwpartyzanckich. W tym miesiącu miały dotrzeć ostatnie z 16 śmigłowców UH-1. Trwają też dostawy i doposażanie w systemy defensywne 28 nabytych śmigłowców Mi-17. Podwoić ma się też flota samolotów transportowych, mająca obecnie trzy C-130E.

US DOD

Stan faktyczny
Tymczasem dziennik „Washington Post” napisał, że gen. Martin Dempsey, który do niedawna kierował misją szkoleniową sił irackich, uważa, że kraj ten nie będzie w stanie przejąć pełnej odpowiedzialności za swoje bezpieczeństwo jeszcze przez wiele lat. Tym bardziej że siły irackie lepiej wyglądają w statystyce niż w rzeczywistości. Jako przykład generał podał, że zarówno w armii, jak i policji, istnieją „martwe dusze”. Ludzie ci zostali wpisani, by można było pobierać za nich żołd. W niektórych formacjach jest ich nawet do 20 proc. Uwzględniając urlopy, oddalenia bez przepustki czy dezercje, faktycznie jednostki irackie mają w gotowości do działania zaledwie dwie trzecie sił. Raport Pentagonu wymienia też inne problemy Irakijczyków. Należą do nich konflikty wyznaniowe i plemienne, powodujące brak zaufania i nielojalność oraz problemy w dowodzeniu. Do tego dochodzą powiązania członków irackich sił bezpieczeństwa z różnymi milicjami czy też grupami przestępczymi. Utrapieniem jest korupcja. Służba w armii niesie ze sobą duże zagrożenie życia, w związku z czym ludzie nie chcą wkładać munduru.  Polska Zbrojna 59

WYDARZENIA ZAPIS AAAAAAA AAAAAAAA Instrument suwerenności

FRANCJA. Ministerstwo Obro-

na nerwach
ROSJA. Dziennik „Kommiersant” podał, że Wenezuela finalizuje rozmowy z Rosją o zakupie od pięciu do dziewięciu okrętów podwodnych. Chodzi o cztery jednostki projektu 636 (wersja rozwojowa projektu 877, czyli Kilo) i pięciu projektu 677E. Szczegóły kontraktu mogą zostać uzgodnione już podczas wizyty prezydenta Wenezueli Hugo Chaveza w Moskwie, planowanej na 29 czerwca. Gazeta zauważyła, że dojdzie do niej tuż przed spotkaniem prezydenta Władimira Putina z George’em Bushem. Z pewnością kwestia sprzedaży broni Chavezowi będzie jednym z tematów rozmów. Amerykanie od lat bezskutecznie próbują przekonać Rosję, by nie zbroiła Wenezueli. (wt)

MO HISZPANII

Gra

ny poinformowało 21 czerwca o pomyślnym przeprowadzeniu próby ze strategiczną rakietą balistyczną M51. Wystrzelona z poligonu Biscarosse, spadła zgodnie z planem do północnego Atlantyku, „daleko od wybrzeży USA” – powiedział rzecznik resortu. Pocisk M51 może przenosić do sześciu nuklearnych głowic bojowych i ma zasięg 8 tys. km. Od 2010 r. w nowe rakiety mają być wyposażane francuskie okręty podwodne. Minister obrony Herve Morin oświadczył podczas Międzynarodowego Salonu Lotniczego na Le Bourget, że Francja musi kontynuować prace nad całkowicie niezależną strategią odstraszania, gdyż jest to dla niej „instrument suwerenności i niepodległości”. (wrt)

Krwawe żniwo
LIBAN. Wszystko wskazuje na
to, że terroryści spełnili swe groźby ataków na personel Tymczasowych Sił Narodów Zjednoczonych w Libanie (UNIFIL). W niedzielę (24 czerwca) w zamachu na żołnierzy kontyngentu hiszpańskiego zginęło sześć osób z załogi kołowego transportera opancerzonego. Trzy z nich to

służący ochotniczo Kolumbijczycy. Nie do końca jest jasne, co zdarzyło się w dolinie między Mardżajun i Chijam, w pobliżu granicy z Izraelem. Minister obrony Hiszpanii José Antonio Alonso, który natychmiast przyleciał do Libanu, powiedział, że eksplozję, która zniszczyła transporter „błękitnych hełmów” i uszkodziprzyznał, że podczas ciężkich walk 23 czerwca omyłkowo ostrzelano „cele cywilne” w sąsiednim Pakistanie. Istnieją rozbieżności co do liczby ofiar. Siły międzynarodowe informowały o jednym ataku i dziesięciu zabitych cywilach, a media pakistańskie – o dwóch różnych atakach i 33 ofiarach. (ted)

Tragiczny incydent
PAKISTAN. Gazeta „The Dawn”
MON FRANCJI

podała 25 bm., że 70-letni Pakistańczyk popełnił samobójstwo, kiedy w ataku Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa (ISAF) na wioskę graniczącą z Afganistanem zginęła jego rodzina. ISAF zwalczania przenikających z terytorium tureckiego bojowników PKK. Ankara uważa, że jak dotąd efekty tych działań są nikłe.

w skrócie
Szansa na pokój
FRANCJA. – Przyszłość Darfuru się rozjaśnia – powiedział francuski minister spraw zagranicznych Bernard Kouchner, oceniając konferencję poświęconą kryzysowi w zachodnim Sudanie, która 25 czerwca odbyła się w Paryżu. Wzięli w niej udział m. in. najważniejsi donatorzy Darfuru, przedstawiciele G-8, czyli grupy najbardziej uprzemysłowionych krajów świata i Rosji, oraz Chin, uważanych za wpływowego sojusznika Sudanu. Uczestnicy spotkania podtrzymali swoje poparcie dla rozmieszczenia w Darfurze mieszanych sił pokojowych ONZ i Unii Afrykań-

skiej. Władze w Chartumie po wielu miesiącach nacisków zgodziły się na misję mającą liczyć 17–19 tys. żołnierzy. Większość z nich będzie pochodziła z Afryki.

mi, które rozwijają się bardzo dynamicznie.

Dłuższe misje
HOLANDIA. Rząd w Hadze
zdecydował 22 czerwca o przedłużeniu misji wojskowych za granicą. Holenderscy żołnierze pozostaną w siłach ONZ w Libanie o pół roku dłużej, do końca stycznia 2008 r. Do połowy stycznia przyszłego roku holenderscy instruktorzy będą szkolić siły bezpieczeństwa w Iraku. Wydłużono też do czerwca 2008 r. udział w europejskich siłach w Bośni. W sierpniu Holendrzy zdecydują, czy przedłużą poza planowany termin – sierpień 2008 r. – misję w Afganistanie. Obecnie przebywa w tym kraju dwa tysiące holenderskich żołnierzy.

Możliwa interwencja
TURCJA–IRAK. Premier Recep Tayyip Erdogan nie wykluczył zgody swego rządu na ewentualne wejście wojsk tureckich do północnego Iraku. Celem operacji byłyby tamtejsze bazy bojowników separatystycznej Partii Pracujących Kurdystanu (PKK). Turcja, która jest kluczowym sojusznikiem USA w basenie śródziemnomorskim i członkiem NATO, domaga się od Amerykanów i władz irackich aktywnego

Historyczna wizyta
USA–WIETNAM. Po raz pierwszy od zakończenia wojny wizytę w Stanach Zjednoczonych złożył wietnamski prezydent Nguyen Minh Triet. W Waszyngtonie spotkał się z prezydentem George’em W. Bushem. Nguyen przyznał, że politycy przeprowadzili „bezpośrednią i szczerą” rozmowę na temat praw człowieka, choć przywódca Wietnamu chciał, aby tematyka wizyty ograniczyła się do stosunków gospodarczych między obu państwa-

60 Polska Zbrojna

nr 27/2007

FORUM

| SŁUŻBA | WYDARZENIA | LUDZIE | MILITARIA | W GARNIZONIE | PORADY | ŚWIAT | TO I OWO | SPORT | HISTORIA
szywe tablice rejestracyjne, znaleziono ludzkie szczątki. Kontyngent hiszpański w misji UNIFIL liczy około 1100 żołnierzy. Stacjonują oni w bazie Miguel de Cervantes koło Mardżajun. Brygada, mająca cztery bataliony operacyjne, odpowiada za sektor wschodni strefy buforowej na pograniczu libańsko-izraelskim. W skład hiszpańskiego batalionu zmechanizowanego wchodzi polska kompania manewrowa złożona głównie z żołnierzy Żandarmerii Wojskowej. Mimo że 21 czerwca armia libańska ogłosiła zakończenie operacji przeciwko bojownikom islamskim w rejonie obozu uchodźców palestyńskich Nahrel Barid koło Trypoli, w miniony weekend nie było spokoju na północy Libanu. W starciach pomiędzy siłami rządowymi a islamskimi radykałami zginęło dziesięć osób. Potwierdziły się też podejrzenia, iż w szeregach ekstremistów walczą cudzoziemcy. (w)
„Służba na wulkanie” 40

AFGANISTAN. – To ważna

Marszałek u żołnierzy

ła drugi pojazd, mógł spowodować zarówno samochód-pułapka, jak i zdalnie odpalany ładunek wybuchowy. Zaś libańskie źródła policyjne podały, że nie wyklucza się, iż zamachu dokonał terrorysta samobójca. Wskazywałby na to znajdujący się na miejscu zdarzenia rozerwany przez eksplozję samochód. W pojeździe, który miał fał-

Prawdopodobnie ostateczne porozumienie w sprawie rozmieszczenia elementów tarczy antyrakietowej zostanie zawarte jesienią. POLSKA–USA. Administracja byśmy możliwość dostępu do fazy programowania odpalania rakiet prezydenta George’a W. Busha na wypadek ataku, czyli mielibyzgodziła się spełnić niektóre postuśmy wpływ na to, czego de facto laty Polski związane z planami rakiety te broniłyby w Europie. To umieszczenia na jej terytorium basą istotne deklaracje, które wprozy amerykańskiego systemu obrowadzają nas w realną współpracę ny antyrakietowej. – Możemy zaz Amerykanami w dziedzinie wrzeć jedną lub kilka umów, któobrony antyrakietowej – powiere definiują współpracę polityczdział dyplomata. Natomiast przedną. Mówimy o powołaniu bardzo miotem dalszych negocjacji będzie konkretnych instytucji, które mięm.in. kwestia, jaką rangę prawną dzy Polską a USA monitorowałyzyskają porozumienia z USA – czy by cały czas problematykę międzyw pełni wiążących umów międzynarodową, określały zagrożenia narodowych, czy tylko wspólnych i znajdowały na nie odpowiedzi. deklaracji politycznych. Witold Następnie mówimy o współpracy Waszczykowski przewiduje, że do wojskowej. Tutaj pole należy do ostatecznego porozumienia dojekspertów wojskowych, którzy dzie już we wrześniu lub paźokreślą, jak zagrożeniom stawić dzierniku. czoło – powiedział 25 czerwca wiW odniesieniu do rosyjskiej proceminister spraw zagranicznych pozycji udostępnienia postsowiecWitold Waszczykowski. – Amerykiego radaru w Azerbejdżanie kanie dziś potwierdzili, że będziew zamian za rezygnację z planów my otrzymywali informacje zbierozmieszczenia elementów tarczy rane przez radar w Czechach. Polantyrakietowej w Europie Środkoska miałaby prawo otrzymać odwej, oba kraje zgadzają się, iż morębny terminal, na którym nasi eksże być traktowana tylko jako „uzuperci mogliby śledzić informacje pełnienie”, a nie alternatywa dla spływające z tego radaru. Uzyskatych planów. (ww) liśmy też potwierdzenie, że mieli-

Bliżej zgody

i długotrwała misja, wymagająca specyficznych zdolności współdziałania z władzami i podzielonym społeczeństwem Afganistanu – powiedział 22 czerwca marszałek sejmu Ludwik Dorn podczas odwiedzin polskich żołnierzy stacjonujących w bazie Bagram w Afganistanie. W trakcie rozmów pojawiły się kwestie sprzętowe. Marszałek zapowiedział, że poszuka możliwości rozwiązania sprawy wyposażenia polskich żołnierzy w Afganistanie w samochody Hummer z lepszym dopancerzeniem. Podkreślił, iż na szczeblu politycznym zostaną podjęte wszelkie starania, aby zredukować zagrożenie, jakie ponoszą nasi żołnierze uczestniczący w tej misji. Dowódca Polskiego Kontyngentu Wojskowego gen. bryg. Marek Tomaszycki poinformował dziennikarzy, że oczekuje, iż polski parlament wystąpi do Kongresu USA z inicjatywą w sprawie wyposażenia wojsk polskich w Afganistanie w hummery

nowej generacji. Zapowiedział też, że 7 lipca zostanie dostarczone opancerzenie dla transporterów Rosomak. W Kabulu marszałek Ludwik Dorn spotkał się z afgańskimi politykami: prezydentem Ha-

MON

midem Karzajem, wiceprezydentem Ahmadem Zia Massudem, przewodniczącym Izby Ludu parlamentu Afganistanu Mohammadem Junosem Kanunim oraz szefem dyplomacji Ranginem Spantą. Podczas rozmów zapewnił ich, że Polska nie traktuje swojego zaangażowania w Afganistanie krótkoterminowo, ale perspektywicznie. (wr)

nr 27/2007

Polska Zbrojna 61

TO I OWO AAAAAAA

AAAAAAAA

UCY WILIZOWANY SZPIEG

„Ośmiotysięcznik” P

T

adeusz Ross, wcielając się przed laty w rolę sympatycznego Zulu-Guli, zwykł mawiać, że Polska to naprawdę dziwny kraj. Dziwność polega na tym, że wprawdzie możemy starać się zrobić coś dobrze jak nigdy, a i tak wychodzi jak zwykle – zawsze źle. Popatrzmy chociażby na armię. Wojsko jeździ na misje – źle, nasi chłopcy powinni bronić macierzy. Wojsko nie jeździ na misje – źle, spada zdolność bojowa naszej armii. Wojsko mówi o słabościach swojego sprzętu – źle, jak można było doprowadzić do tego, że te słabości są. Wojsko nie mówi o słabościach swojego sprzętu – źle, jak można dezinformować opinię publiczną. Wojsko kupuje nowy KTO – źle, bo nie taki sobie wymarzyliśmy. Wojsko nie kupuje nowego KTO – źle, nie modernizujemy armii. Jakkolwiek patrzeć – zawsze źle. Tę naszą narodową specyfikę w podejściu do wojska można by roboczo nazwać syndromem „efa”. Chodzi oczywiście o myśliwiec wielozadaniowy F-16. „Efy” ogólnie cieszą się szacunkiem na całym świecie. No, ale tu jest Polska i obowiązuje reguła ZuluGuli. Polska nie ma nowoczesnych myśliwców – źle, kto ochroni polskie niebo? Polska kupuje myśliwce – źle, bo dlaczego tak drogo i dlaczego właśnie „efy”. Gdyby jeszcze na tym zakończyć, ale gdzie tam. Niech już sobie te „efy” będą, ale niech nie hałasują! To przecież skandal, żeby myśliwiec hałasował. Przecież emerytowani piloci – a wielu ich mieszka w bezpośrednim sąsiedztwie Krzesin – całe życie latali na samolotach „bezdźwiękowych”. A skoro już muszą hałasować, to niech sobie latają tam, gdzie nie mieszkają ludzie. Najlepszym rozwiązaniem byłoby więc pewnie to, żeby Jastrzębie nie latały w ogóle albo żeby przebazować je do jakiegoś innego kraju. Takiego, który nie leży w bezpośrednim sąsiedztwie Polski – żeby broń Boże nie mąciły spokoju mieszkańców naszego pogranicza. No, ale wtedy też będzie źle – bo kto obroni polskie niebo? Polska to naprawdę dziwny kraj.

Mechaniczny RATOWNIK

T

o nie sanitariusze, a specjalne roboty będą ewakuować rannych z pola walki – ta wizja się spełni, jeśli prototyp mechanicznego ratownika przejdzie pomyślnie testy i zacznie być wykorzystywany przez amerykańską armię. Opracowywany na potrzeby US Army robot ma 180 cm wysokości i dzięki systemowi żyroskopów chodzi na dwóch nogach, może też jeździć na kółkach. Za pomocą hydraulicznych ramion potrafi płynnie i delikatnie podnieść nawet najcięższego żołnierza – do 135 kg. Jest w stanie nieść rannego przez prawie godzinę. Może poruszać się po trudnym terenie, wchodzić po schodach. Nazwano go w skrócie Bear, czyli niedźwiedź, co jest tym trafniejsze, że jego „głowa” przypomina kształtem łepek pluszowego misia. Mechaniczny sanitariusz ma być gotowy do testów w ciągu pięciu lat. (ann)

JACEK SZUSTAKOWSKI

Syndrom „efa”

ierwszy w życiu skok ze spadochronem miał oddać w piątek 13 maja 1965 r. Jednak jego instruktor był przesądny i odbyło się to następnego dnia. W czerwcu tego roku już sam ustalał sobie termin wykonania szczególnego skoku w karierze. Po raz ośmiotysięczny postanowił założyć spadochron z okazji 50. rocznicy utworzenia 6 Pomorskiej Dywizji Powietrznodesantowej. 60-letni kpt. rez. Józef Łuszczki – bo o nim mowa – z gracją wylądował na krakowskich Błoniach tuż przed defiladą kilku spadochroniarskich pokoleń. Kapitan Łuszczki podczas ośmiu tysięcy skoków spędził w powietrzu – bez otwierania spadochronu – ok. 33 godzin. (szus)

Informacje, które mają być opublikowane wyłącznie w Gazecie Internetowej, prosimy przesyłać na e-mail: zolnierz-polski@redakcjawojskowa.pl Kontakt: (0 22) 684 02 32, CA MON 840 232. Zapraszamy do współpracy dziennikarzy i rzeczników prasowych

Nonsens tygodnia: Półnaga prawda

„R

eklama dźwignią handlu” – wiadomo nie od dziś, jednak pomysły na to, jak coś reklamować, często przekraczają granicę dobrego smaku. Tak jest z pewnością w kampanii, która ma zachęcać Amerykanów do odwiedzania Izraela, a której pomysłodawcą jest izraelski konsul generalny w Nowym Jorku. – Chcieliśmy pokazać, że Izrael to nie tylko konflikty, walki oraz zamachy – tłumaczył Arye Mekel. Uważa on, że wielu turystów omija jego ojczyznę, bo boi się właśnie takich doniesień mediów. – Stąd pomysł, by sięgnąć po nowe sposoby promocji – wyjaśniał. I sięgnął. W jednym z magazynów dla mężczyzn ukazały się zdjęcia byłych żołnierek, które, pozując w bikini, zapraszają do swojej ojczy-

zny. „Kobiety naszej armii” – brzmi tytuł pod zdjęciami. Można na nich obejrzeć m.in. Nivit Bash, która służyła w wywiadzie, oraz Gal Gadot (na zdjęciu), byłą instruktorkę fitness szkolącą żołnierzy i byłą Miss Izraela. Reklama wywołała oburzenie w Izraelu. – To prawda, że mamy kłopot z wizerunkiem naszego kraju i trzeba to zmieniać. Ale nie można uciekać się do tego rodzaju działań: to przecież pornografia – mówiła posłanka Partii Pracy Colette Avital. Naszym zdaniem zdjęcia byłych żołnierek w bikini pornografią raczej nie są, ale niesmacznym pomysłem na pewno. I to nie z powodu odsłonięcia kawałka ładnego skądinąd ciała, ale powiązania całej kampanii z wojskiem. (ad)

62 Polska Zbrojna

nr 27/2007