NR 28 (546) 8 LIPCA 2007

TYGODNIK

CENA 4,70 ZŁ (W TYM 7% VAT)

FORUM: Piramida problemów str. 9

INDEKS 337 374

ISSN 0867-4523

www.zolnierz-polski.pl

STRACH

się bać

LOTNICTWO: Globemaster puka do drzwi str. 16 INTERWENCJE: (Nie)moje mieszkanie str. 43

INFORMATYZACJA: „PERSONEL” NIEOBECNY str. 19

AAAAAAA AAAAAAAA W NUMERZE
NASZYM OKIEM

ORKIESTRY NA PIERWSZYM PLANIE
Międzynarodowy Festiwal Orkiestr Wojskowych od 17 lat jest organizowany w Krakowie. Tegoroczny uświetnił 750. rocznicę lokacji grodu na prawie magdeburskim pod Wawelem
STR. 32

TEMAT NUMERU

Być może już niedługo Polska stanie się współposiadaczem kilku potężnych samolotów transportowych C-17A Globemaster I
STR. 16

STRACH SIĘ BAĆ
Lęk na misjach takich jak ta w Afganistanie to rzecz normalna i bardzo ludzka. Żadne szkolenia, doświadczenia, teorie nie są w stanie przygotować kogokolwiek na to, by potrafił zwalczyć w sobie to uczucie STR. 4

KULISYI MEDYCYNA I

FALSTART
Trzy lata temu w rozporządzeniu MON zapisano, że dęblińscy piloci do stopnia kapitana włącznie coroczne badania lekarskie, kwalifikujące do lotów, będą przechodzić poza Wojskowym Instytutem Medycyny Lotniczej. W tym roku odbiło się to czkawką
STR. 28

WOJSKO INFORMATYZACJA

„PERSONEL” NIEOBECNY
Przed rokiem minister obrony zapewniał posłów, że system taki jak „Personel” jest wojsku potrzebny i powinien być wdrożony. Mimo to nie mamy go do dziś. Jest za to pomysł na nowe rozwiązanie S T R . 1 9

SIŁY POWIETRZNE

PRAWDZIWE PTAKI GROMU
Zgodnie z zapowiedziami, pod koniec czerwca amerykański zespół akrobacyjny „Thunderbirds” dał pokaz w Krzesinach. Niestety, pogoda pokrzyżowała efektowne przeloty STR. 36
Wilewski, tel.: (0-52) 378 25 90, CA MON 412 590; Gdynia: kmdr ppor. Mariusz Konarski, tel.: (0-58) 626 62 07, CA MON 266 207; Krzysztof Wygnał, tel.: (0-58) 626 24 13, CA MON 262 413; Kraków: Magdalena Kowalska-Sendek, Jacek Szustakowski, tel.: (0-12) 613 17 80,CA MON 131 780; Poznań: Piotr Laskowski, tel.: (0-61) 857 24 46, CA MON 572 446; Wrocław: Bogusław Politowski, tel.: (0-71) 765 38 53, CA MON 653 853; Fotoreporter: Jarosław Wiśniewski, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON 845 229; Współpracownicy: Andrzej Jonas, Krzysztof Głowacki, Marcin Kaczmarski, Włodzimierz Kaleta, Stanisław Koziej, Tadeusz Mitek, Wojciech Piekarski, Aleksander Rawski, Henryk Suchar Dział graficzny: tel.: (0-22) 684 51 70, CA MON 845 170; Marcin Dmowski (kierownik), Monika Klekociuk, Paweł Kępka, Andrzej Witkowski Korekta: tel.: (0-22) 684 03 55, CA MON 840 355; Renata Gromska (kierownik), Katarzyna Kocoń, Małgorzata Mielcarz, Katarzyna Pietraszek, Joanna Rochowicz Biuro Reklamy i Marketingu: Adam Niemczak (kierownik) , tel. (0-22) 684 53 87, 684 51 80, 684 55 03, faks: (0-22), CA MON 845 387; Joanna Brodowska, tel.: (0-22 ) 684 51 80;

TYGODNIK

Redaktorzy prowadzący: mjr Artur Goławski , tel.: (0-22) 684 52 30, CA MON 845 230; Aneta Wiśniewska, (0-22) 684 52 13, CA MON 845213; polska-zbrojna@redakcjawojskowa.pl Publicyści: Warszawa: Norbert Bączyk, Piotr Bernabiuk, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON 845 229; Anna Dąbrowska, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Paulina Glińska, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON 845 229; Sylwia Guzowska, tel.: (0-22) 684 02 32, CA MON 840 232; kpt. Grzegorz Predel, tel.: (0-22) 684 08 68, CA MON 840 868; Roman Przeciszewski, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Tadeusz Wróbel, tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244; Bydgoszcz: Krzysztof

www.polska-zbrojna.pl

Dyrektor Redakcji Wojskowej Redaktor naczelny Artur Bartkiewicz, tel.: (0-22) 684 53 65, 684 56 85, faks: 684 55 03; CA MON 845 365, 845 685, faks: 845 503; sekretariat@redakcjawojskowa.pl Al. Jerozolimskie 97, 00-909 Warszawa Zastępca dyrektora Redakcji Wojskowej sekretarz redakcji „Polski Zbrojnej”: Wojciech Kiss-Orski, tel.: (0-22) 684 02 22, CA MON 840 222; wko@redakcjawojskowa.pl

Egzemplarze czasopism dostępne w wewnętrznym kolportażu wojskowym są bezpłatne

2 Polska Zbrojna

nr 28/2007

FORUMI SPRZĘT

PIRAMIDA PROBLEMÓW
Konflikty w Afganistanie i Iraku pokazały, że żadne siły zbrojne nie są w pełni przygotowane do konfliktów asymetrycznych
STR. 9

REDAKTOR NACZELNY

Artur Bartkiewicz

D

Będziemy walczyć dalej

MARYNARKA WOJENNA

ARMIA RATOWNIKÓW
Zdarza się, że przechodzimy obojętnie obok nieprzytomnej osoby, myśląc, że to kolejny pijak na ulicy. A może nasza obojętność wynika z banalnego powodu – po prostu nie potrafimy pomóc
STR. 38

Prenumerata: RUCH SA, KOLPORTER SA, Garmond PRESS, GLM. Informacja: (0-22) 684 04 00 Kolportaż i reklamacje: PP DW Bellona – (0-22) 457 04 37, 6879 041, CA MON 879 041 Druk: Drukarnia Perfekt, ul. Połczyńska 99, Warszawa Numer zamknięto: 03 .07.2007 r. Zdjęcie na okładce: Jarosław Micota/Marcin Dmowski Projekt graficzny: Łukasz Kaugan , CaStudio Treść zamieszczanych materiałów nie zawsze odzwierciedla stanowisko redakcji. Tekstów niezamówionych redakcja nie zwraca. Zastrzega sobie prawo do skrótów.

ziennikarzyna, pismak, redaktorek – to najłagodniejsze epitety, jakie usłyszał od jednego z posłów sejmowej Komisji Obrony Narodowej nasz dziennikarz Artur Goławski. Za co? Czyżby zachował się nierzetelnie, nieprofesjonalnie, nie dopełnił obowiązku należytej staranności przy zbieraniu materiału do artykułu? Nie. Śmiertelnym grzechem Artura okazało się to, że napisał prawdę. A ta często boli. Ale prawda również wyzwala. Choć tego ostatniego często nie chcemy pamiętać. Artykuł o zegrzyńskim księstwie był szokujący. Nie był jednak szokujący ze względu na imaginacje redaktora Goławskiego (choć rzeczywiście w jednym miejscu użył niezbyt zręcznego sformułowania, za co redakcja uczciwie przeprosiła), tylko ze względu na zachowanie jego głównych bohaterów. Bezczelną pewność siebie i pychę osób, które za pieniądze podatników postanowiły z jednostki wojskowej uczynić swój prywatny folwark. To, co napisała „Polska Zbrojna”, to nie są domysły czy spekulacje, tylko twarde zarzuty, jakie bohaterom tekstu stawia prokuratura. Skoro jednak sprawą zajął się prokurator, to po co o tym pisać – takie pytania słyszymy i pewnie będziemy słyszeć. No właśnie – po co? Po co epatować sensacją, krzyczeć prowokującym tytułem, szukać dziury w całym? Otóż zapewniam, że warto to robić. Nie dla naszej prywatnej satysfakcji, zwiększenia liczby sprzedanych egzemplarzy gazety czy z czystej złośliwości. Warto to robić dlatego, żeby naśladowcy bohaterów zegrzyńskiego skandalu zdawali sobie sprawę, że nie są bezpieczni. Jeśli powinie im się noga, nie skończy się na cichym, prokuratorskim śledztwie i niesławie w wąskim środowisku znajomych. Jeśli powinie im się noga – z bezwzględną szczerością o tym napiszemy. Taka jest rola prasy. Również tej wojskowej. O mediach mówi się często, że są czwartą władzą. To prawda – w demokratycznym społeczeństwie media odgrywają taką rolę. Na czym polega władztwo mediów? Na kontroli. Kontroli tego, co dzieje się w naszym otoczeniu. Media mają informować – zarówno o rzeczach dobrych, jak i złych. O tych pierwszych dlatego, aby zachęcać do ich naśladowania. O tych drugich po to, aby przestrzec przed ich powielaniem. Poseł sejmowej Komisji Obrony Narodowej nie posiadał się z oburzenia, że artykuł o Zegrzu napisał oficer WP. To prawda – Artur Goławski jest majorem. I pisząc o Zegrzu, zachował się tak jak na oficera przystało. Odważnie. Nie kalkulował, czy mu się to opłaci, czy nie załamie wojskowej kariery, czy nie przeszkodzi w zdobyciu wyższej emerytury. Dostrzegł zło – i podążył jego śladem do końca. Konsekwentnie. Na przekór wszystkiemu. Wiem, że Artur, mimo cierpkich słów, które usłyszał pod swoim adresem, będzie dalej bacznie przyglądał się temu, co dzieje się w polskiej armii. Bo jemu naprawdę, tak jak nam wszystkim, dziennikarzom Redakcji Wojskowej, zależy na wojsku. Zależy nam na tym, aby było lepsze, nowocześniejsze, a przede wszystkim – uczciwsze. Polacy od zawsze szanują mundur. Chcemy, aby szanowali go jeszcze bardziej. Jednak żeby tak było, patologie trzeba likwidować w zarodku. Oczyszczać się samemu. Moglibyśmy faktycznie przemilczeć sprawę zegrzyńską czy wcześniejszy skandal w Stargardzie Szczecińskim i Kobylance. Być może napisałyby o tym cywilne media, a być może nikt. W tym pierwszym przypadku porządki w wojsku robiliby ludzie z zewnątrz. W tym drugim winowajcy poczuliby się jeszcze bardziej bezkarnie. Dlatego nie będziemy milczeć. Wobec życia można przyjąć różne postawy. Najwygodniejsza jest postawa stoickiego krytyka. „Wszystko jest źle, ale co mnie to obchodzi”. To bardzo komfortowe i bezpieczne. Ale można też, jak radził śp. bp Jan Chrapek, „iść przez życie tak, aby ślady Twoich stóp przetrwały Ciebie”. I dziennikarze, prawdziwi dziennikarze, idą tą drogą. Piszemy po to, aby świat wokół nas był lepszy. Nawet jeśli nie zyskujemy w ten sposób przyjaciół. To jeszcze nie koniec. Będziemy walczyć dalej.

Nakład: 20 000 egz.

nr 28/2007

Polska Zbrojna 3

TEMAT NUMERU
PAULINA GLIŃSKA

Ostatnie doniesienia mediów o żołnierzach z 18 Batalionu Desantowo-Szturmowego pełniących misję w Afganistanie, którzy napisali wnioski o powrót do domu, wywołały gorącą dyskusję. Na forach internetowych pisano, że być może oficjalny, podany przez polskich żołnierzy powód – zbyt słabe opancerzenie użytkowanych w PKW amerykańskich pojazdów typu HMMWV (hummer) – to tylko pretekst, by spokojnie mogli powrócić do Polski.

US DOD

się bać
T
o nie pierwszy przypadek próśb o rotację, ale za to pierwszy tak medialnie rozdmuchany. Wcześniej, tylko podczas samej misji irackiej, na własną prośbę wróciło do domu 225 żołnierzy. Misja w Iraku – pierwsza na taką skalę dla polskich żołnierzy – z pewnością była dużym stresem, okresem nieustannego lęku i niepewności jutra. To musiało rodzić strach o własne życie i potrze4 Polska Zbrojna bę szybszego powrotu do domu. Wtedy jednak nie było o sprawie tak głośno, ale i powody były inne. Najczęściej rodzinne, choć nie wiadomo, jakie konkretnie, bo żołnierze akurat w tych sprawach zachowują dyskrecję. Przypuszczać można jednak, że część z nich potraktowała rodzinę jako pretekst do powrotu do kraju, ponieważ obawiała się po prostu o swoje życie. Po sprawie żołnierzy z „osiemnastki” powstać może pytanie, dlaczego tak postąpili? Co doprowadziło do tego, że zdecydowali się na taki krok. To przecież zawodowcy – zdawali sobie zapewne sprawę z konsekwencji swojej decyzji. Tym bardziej że na misję nie pojechali z marszu. Miesiącami byli do niej przygotowywani, zapoznawali się z warunkami, w jakich przyjdzie im ją pełnić. Przechodzili szkolenia z psychoprofilaktyki, podjęto wobec nich wiele działań osłonowych, przygotowanych i skonsultowanych z Sekcją Interwencji
nr 28/2007

STRACH

Kryzysowej Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, Ośrodkiem Interwencji Kryzysowej w Krakowie oraz psychologami cywilnymi i wojskowymi. Żołnierze uczyli się nie tylko tego, jak radzić sobie z rozłąką, postępować z rodziną w warunkach ograniczonych możliwości komunikowania się, ale również poznawali sposoby szybszej adaptacji, umiejętności radzenia sobie w sytuacjach kryzysowych, pomocy koleżeńskiej czy przeciwdziałania długotrwałemu stresowi.

widzieć swojego zachowania. Zawsze w podświadomości pozostaje myśl, że to tylko szkolenie, że tak naprawdę nic złego stać się nie może. Co innego realne zagrożenie.

Lęk to rzecz normalna

Rozmowa z RAFAŁEM WOCHNĄ, doktorantem Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, zajmującym się psychologią katastrof; w sytuacjach ekstremalnych udzielał pomocy osobom znajdującym się w głębokim stresie.

Okazuje się, że najważniejszym motywem podjętej przez żołnierzy 18 bds decyzji była – jak przyznaje płk Patoka – towarzysząca żołnierzom wszystkich armii – zwykła, ludzka, najnormalniejsza w świecie obawa o własne życie i bezpieczeństwo. Teoria i praktyka Właściwie nie tylko o swoje, bo podejmuJednak co tu dużo mówić: szkolenie te- jąc taką decyzję, pokazali, że ważne jest oretyczne to nie praktyka. – Elementy dzia- bezpieczeństwo wszystkich polskich żołłań praktycznych są prowadzone podczas nierzy biorących udział w misjach. I wcaćwiczeń i zajęć, nie można jednak w wa- le nie chodzi o to, by tych żołnierzy usprarunkach bezpiecznych stworzyć takich sy- wiedliwiać. Ważne jest raczej to, by pokatuacji, aby żołnierze reagowali psychicznie zać, że obawy i lęk na misjach takich jak tak, jak reagują w sytuacjach realnego za- ta w Afganistanie to rzecz normalna i bargrożenia. Jednak każde działanie dzo ludzka. Żadne szkolenia, dow bezpiecznych warunkach świadczenia, teorie nie są daje pozytywne efekty w stanie przygotować kogoObawy i lęk i zwiększa odporność kolwiek na to, by potrafił na misjach takich jak ta psychiczną – wyjaśnia w sobie te uczucia zwalw Afganistanie to rzecz płk Jerzy Patoka, koczyć. Można je jedynormalna i bardzo ludzka. ordynator ds. psychonie zminimalizować Żadne szkolenia, doświadczenia, profilaktyki Dowódzw taki sposób, by nie teorie nie są w stanie twa Wojsk Lądowych. paraliżowały działań, przygotować kogokolwiek Co innego jest zatem a pomagały w podejna to, by potrafił w sobie mowaniu rozsądnych te uczucia zwalczyć decyzji. czestnicy forów interJeden z żołnierzy, którzy netowych – nie czekając napisali prośbę o powrót do na więcej szczegółów kraju, wiedział, z czym może się dotyczących wniosków polskich spotkać na misji. Nie był nowicjuszem, żołnierzy o powrót do kraju miał świadomość ryzyka, utraty zdrowia – doszukiwali się drugiego dna i życia. Liczył się z tym, bo jest żołnierzem. całej sprawy i dali upust swoim Wiele widział i wiele przeżył, a dzięki tezłośliwościom: „jedni świetnie mu wiedział, na co przygotować swoich odnajdują się na misjach, inżołnierzy. Jednak czymś zupełnie innym nym siada psycha”, „najpierw jest narażać się na niebezpieczeństwo w sybłagali o zgodę na wyjazd, tuacji, gdy ryzyko jest znacznie powyżej a teraz wymiękają”, „skąd oni dopuszczalnego, a zagrożenie życia dużo ich wzięli, to mają być żołnierze bardziej namacalne. Stąd taka decyzja. elitarnej jednostki?”. Zdziwienie niektórych budzi fakt, że prośby złożyli żołnierze z bielskiej jednostki, która jest w pełni uzawodowiona. No mówić o zagrożeniu, strachu, obawach, i co z tego? Właśnie to, że są zawodowcaa co innego to przeżywać. Z pewnością mi, pozwoliło im podjąć taką decyzję. Ich tęsknota za rodziną, lęk o własne zdrowie zachowanie jest akurat w tym przypadku i życie, wypadki, w których giną lub ranni w pełni zrozumiałe, a opinie, że wymiękli, zostają koledzy, nie polepszają sytuacji że są słabeuszami, najsłabszymi ogniwaCzy można jednak oswoić się ze stra- mi – z pewnością są krzywdzące. Bo czy chem o własne życie, przygotować się do strach o własne bezpieczeństwo i o życie niego? Szkolenia przedmisyjne pomagają podwładnych to coś złego? Na pewno nie. w sytuacjach kryzysowych, ale – bądźmy Należy chylić czoła za to, że realnie potraszczerzy – nigdy nie sprawią, że człowiek fili ocenić zagrożenie. W takich sytuacjach poczuje się w stu procentach bezpieczny. to umiejętność naprawdę cenna. PamiętajZresztą, gdyby nawet szkolenie przeprowa- my też o tym, że nikt nie jest w stanie obrodzono na najwyższym poziomie i w wa- nić się przed strachem o własne życie. Bez runkach jak najbardziej zbliżonych do tych względu na przygotowanie psychologiczrzeczywistych, nikt nie jest w stanie prze- ne czy stopień wojskowy. 

NIE GADAĆ, SŁUCHAĆ!
Mówi się, że w Afganistanie chłopakom „klęka psychika”? – Przecież to jest absolutnie normalne. Trudno byłoby nam jednak tutaj, siedząc w Warszawie przy herbacie, analizować wydarzenia na taką odległość, nadto przy minimalnej i nieprecyzyjnej wiedzy. W takich miejscach i sytuacjach powodów do powstania sytuacji kryzysowej jest mnóstwo: rozłąka z bliskimi, odległość od domu, klimat, warunki socjalne, egzystencja w małej grupie, na niewielkim terenie. Do tego dochodzi jeszcze strach. Czego więc najbardziej potrzebują żołnierze na misji, gdzie rodzą się konflikty, których nawet dowódca nie wytrzymuje? – Najbardziej potrzebują wsparcia emocjonalnego – żeby ktoś ich posłuchał, pobył z nimi, napił się herbaty. A co dostają najczęściej? Dobre rady i pocieszenie. A to jeszcze bardziej ludzi rozsierdza, bo czują się niezrozumiani. Odreagować mogą tylko wtedy, jeśli poczują się bezpieczni, dostaną wsparcie. Jest bratnia dusza, ktoś mnie słucha! I po to jest między innymi psycholog, czy ktoś inny, kto z rozsądkiem podejmie się jego roli. Na przykład dowódca. Jacy ludzie są najmocniejsi? – Tacy, którzy bez zahamowań mówią o swoich odczuciach, bólu, strachu... Mają tego świadomość i są otwarci. A jak ktoś mówi, że się nie boi? – Jeśli mówi, że się nie boi, to znaczy, że albo oszukuje, albo jedynie redukuje lęk, który w nim jest, nie chce go dopuścić do świadomości. Jeśli strażak w akcji lub żołnierz na wojnie mówią, że się nie boją, to jest to bardzo niebezpieczne, bo może oznaczać, iż nie mają w siebie wglądu, nie rozumieją, co się dzieje. I to jest ten typ, który pierwszy klęknie. Czy czas leczy rany? – Niekoniecznie, tylko pod warunkiem, że podejmiemy konkretne działania, żeby rozwiązać problem. Jeśli nie, to problem może przejść w formę chroniczną.

U

Rozmawiał Piotr Bernabiuk

nr 28/2007

Polska Zbrojna 5

WYDARZENIA ZAPIS

Regulacje na wiosnę
Projekty dwóch nowych ustaw dotyczących obronności trafią do parlamentu w pierwszym kwartale 2008 r. – obiecał członkom Komisji Obrony Narodowej szef MON Aleksander Szczygło podczas spotkania z posłami 28 czerwca.

P

ierwsza regulacja to ustawa o obronności państwa (obejmie m.in. zadania obronne oraz rodzaje obowiązku obrony niezwiązane ze służbą wojskową), druga ma skodyfikować funkcjonowanie sił zbrojnych. Minister zapewnił, że zmiany nie obejmą ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym żołnierzy i ich rodzin. W tym roku resort skieruje do nowelizacji ustawy: o zakwaterowaniu SZ, powszechnym obowiązku obrony oraz przebudowie i modernizacji technicznej, a tak-

że finansowaniu SZ. Celem zmiany tej ostatniej ma być zwiększenie wynagrodzeń pracowników wojska. – Wliczając waloryzację inflacyjną, pracownicy dostaną co roku o blisko 9 proc. wyższe pensje – obiecywał minister. Zapowiedział też dążenie do przywrócenia wielkości budżetu MON odpowiadającego 1,95 proc. PKB roku planistycznego (obecnie mamy budżet naliczany wg PKB roku poprzedniego). Resort zyskałby wtedy ok. 1 mld zł rocznie. (ag)

S

łużbę zawodową w polskim wojsku pełnią 782 kobiety, w szkołach wojskowych uczy się 209 – w sumie pań w służbie czynnej jest około tysiąca – najwięcej w naszej powojennej historii. Stanowią one 1 proc. żołnierzy zawodowych – wynika ze specjalnego raportu MON. W dokumencie czytamy też, że w porównaniu z ostatnimi latami najbardziej znaczącą różnicą jest pełnienie funkcji dowódczych przez absolwentki szkół wojskowych oraz rozszerzenie zakresu stanowisk, na które wysyłane są panie na misje pokojowe. W 2006 r. wprowadzono także poprawki do istniejących już regulacji w kwestii kobiet w ciąży i młodych matek. Ograniczono im m.in. wymiar godzin służby i zakazano pracy w nocy. Raport informuje również, że w resorcie obrony podjęto działania, które mają zwiększyć udział kobiet w misjach pokojowych i stabilizacyjnych. (ann)

Kobiecy jeden procent

Medyczne szlify w Łodzi

Nowy dyrektor generalny
Od początku lipca nowym dyrektorem generalnym MON jest Jacek Olbrycht, dotychczasowy szef Departamentu Kadr resortu obrony. Zastąpił na tym stanowisku Marka Ciecierę, który pełnił

J

est zgoda Ministerstwa Obrony Narodowej na uruchomienie podchorążówki kształcącej przyszłych wojskowych lekarzy. Pierwsi kandydaci mają założyć mundury po wakacjach. Po połączeniu w 2002 r. Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi z tamtejszą cywilną Akademią Medyczną i utworzeniu Uniwersytetu Medycznego bazą dla przyszłych lekarzy armii miał być m.in. Wydział Wojskowo-Lekarski uczelni. – Studenci takiego wydziału – zgodnie z zapotrzebowaniem MON – otrzymywaliby stypendia i przechodzili szkolenie dla lekarzy wojskowych – mówi prof. dr hab. n. med. Krzysztof Zeman, prorektor UM ds. rozwoju uczelni. Mimo braku lekarzy przez ostatnie lata MON nie przeznaczył na ten cel żadnych pieniędzy. Brakuje także kandydatów do studium oficerskiego dla absolwentów cywilnych uczelni medycznych. W tym roku na 60 miejsc zgłosiło się dwunastu kandydatów. Przyjęto dwóch. Aby choć częściowo uzupełnić braki lekarzy w jednostkach, MON zgodził się na utworzenie podchorążówki. Studenci szóstego roku Wydziału Wojskowo-Lekarskiego zostaną skierowani do Centrum Szkolenia Wojskowych Służb Medycznych, gdzie odbędą szkolenie z przedmiotów wojskowo-lekarskich. Ponieważ akces do zostania lekarzami wojskowymi zgłosiło tylko 18 osób z UM, MON zamierza rozszerzyć nabór na studentów szóstego roku wszystkich uczelni medycznych w kraju. Jak się dowiadujemy w Inspektoracie Wojskowej Służby Zdrowia, MON mogłoby przyjąć nawet 60 kandydatów na przyszłych oficerów lekarzy. (WK)

tę funkcję od listopada 2006 r. Wcześniej Cieciera kierował Departamentem Prawnym MON. Natomiast Jacek Olbrycht został dyrektorem Departamentu Kadr i Szkolnictwa Wojskowego w maju 2006 r. Teraz to stanowisko zajmie jeden z jego zastępców. (ad)

K

Jedna logistyka
wanym w siedzibie Sztabu Generalnego WP uroczystym przekazaniu wybranych jednostek logistycznych i administracyjnych w podporządkowanie inspektoratowi oprócz jego szefa wzięli również udział: szef Sztabu Generalnego WP gen. Franciszek Gągor, dowódca Sił Powietrznych gen. dyw. pil. Andrzej Błasik, dowódca Marynarki Wojennej adm. floty Roman Krzyżelewski, zastępca dowódcy Wojsk Lądowych gen. dyw. Jerzy Michałowski oraz szef Centrum Planowania Dowództwa Operacyjnego gen. bryg. Witold Poluchowicz. (AP)

ilkaset jednostek wojskowych, w których pracuje łącznie 40 tys. osób (w tym ok. 10 tys. żołnierzy zawodowych), przeszło 28 czerwca w podporządkowanie Inspektoratowi Wsparcia Sił Zbrojnych. Powołanie IWSZ miało na celu scentralizowanie logistyki trzech rodzajów sił zbrojnych – w podporządkowanie szefa inspektoratu gen. dyw. Zbigniewa Głowienki przeszły jednostki znajdujące się dotychczas pod rozkazami dowódców Wojsk Lądowych, Sił Powietrznych, Marynarki Wojennej, a także Dowództwa Operacyjnego. W zorganizo-

A propos Gen. bryg. Zygmunt Duleba, dowódca Pomorskiego Okręgu Wojskowego to nie Bez rewolucji 1 lipca Inspektorat Wsparcia odwoławczą drugiego stopnia. stek, któreżetracimy,jakaś utraSił Zbrojnych przejął POW. Ponadto okręg będzie ciągle uważam, jest to
Co to oznacza dla okręgu? – To tylko zmiana szefa, nie rewolucja. Potencjał okręgu pod względem ludzi i sprzętu pozostanie bez zmian, może nawet się zwiększy. Nie zmienią się również zadania POW, który pozostanie wojskową instancją odpowiedzialny za logistyczne wsparcie narodowych jednostek i związków taktycznych oraz jednostek NATO na swoim obszarze. Po zlikwidowaniu logistyki Marynarki Wojennej przejmiemy m.in. nabrzeża portowe i magazyny. Co do jednota potencjału. Odchodzą m.in. brygady OT, które i tak są przekształcane w bataliony. A co do ośrodków szkolenia kierowców, to jestem przekonany, że jest to decyzja tymczasowa i wkrótce wrócą one do POW. (KW)

6 Polska Zbrojna

nr 28/2007

Wspólne doświadczenia

J

ednym z priorytetów współpracy polskich i rumuńskich wojsk jest wymiana doświadczeń i wniosków wynikających z zaangażowania żołnierzy obu państw w misję ISAF w Afganistanie – wynika ze spotkania gen. Franciszka Gągora, szefa SGWP, z przebywającym na jego zaproszenie w Polsce 2–4 bm. szefem Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Rumunii admirałem Gheorghe Mariną. Rumuński gość podkreślał, że celem jego wizyty jest dalsze zacieśnianie współpracy wojskowej z Polską. – Szczególnie dotyczącej bezpieczeństwa i ochrony naszych wojsk w rejonie misji – powiedział gen. Gągor. – Mamy te same cele, a nasze armie są na podobnym etapie transformacji, dlatego wymiana doświadczeń będzie bardzo pomocna – stwierdził admirał Marina. Gość spotkał się też z ministrem obrony narodowej Aleksandrem Szczygło. (ATU)

Rotacje w sztabie

N

Dublowanie gwiazdek P

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

owym szefem Zarządu Analiz Wywiadowczych i Rozpoznawczych SGWP został, decyzją ministra obrony narodowej, płk Mieczysław Gocuł – dotychczasowy zastępca szefa Zarządu Planowania Operacyjnego P-3 SG. Ustępujący szef Zarządu Analiz gen. bryg. Anatol Czaban będzie teraz szefem szkolenia Sił Powietrznych. Podczas uroczystego przekazania obowiązków 27 czerwca gen. broni Mieczysław Stachowiak, I zastępca szefa SGWP, życzył gen. Czabanowi powodzenia na nowym stanowisku. Podkreślił też, że nowego szefa Zarządu P2 czekają duże wyzwania, ponieważ skuteczne rozpoznanie jest bardzo ważnym elementem sprawnego funkcjonowania systemu dowodzenia. (ATD)

rzygotowujemy w MON zmiany przepisów mundurowych, dzięki którym polscy oficerowie będą mogli legalnie nosić dystynkcje innych armii podczas wielonarodowych operacji – powiedział w sejmie minister Aleksander Szczygło, prosząc, aby nie robiono z drobnej sprawy afery. O podwójnych dystynkcjach noszonych przez naszych wojskowych na misjach i o tym, że jest to łamaniem

przepisów ubiorczych, napisała 27 czerwca „Polityka”. Dublowanie polskiego stopnia stopniem amerykańskim uznano w PKW za zasadne ze względów praktycznych. Łatwiej wypełniać obowiązki służbowe tam, gdzie jest wielu żołnierzy różnych armii, przypinając sobie do munduru amerykański odpowiednik polskich dystynkcji. Noszenie obcych gwiazdek ułatwia polskim wojskowym kontakty z ich zagranicznymi kolegami, dla których nasze oznaczenia na naramiennikach mogą być niezrozumiałe, są też często zakryte przez kamizelki kuloodporne. (ad)

Koniec batalionu
– LITPOLBAT spełnił już swoje zadanie – powiedział minister obrony narodowej Aleksander Szczygło 29 czerwca w czasie uroczystego rozwiązania Litewsko-Polskiego Batalionu Sił Pokojowych. Szef MON, uczestniczący w ceremonii wraz z litewskim ministrem obrony Juozasem Olekasem, podkreślił, że Polska jako członek NATO była ambasadorem Litwy w jej dążeniach do przystąpienia do sojuszu północnoatlantyckiego. – Wspólnie odbywaliśmy szkolenia, wymienialiśmy się doświadczeniami. Teraz oba kraje są już członkami NATO i mamy zobowiązania wynikające z członkostwa – dodał minister. Umowę w sprawie utworzenia polsko-litewskiego batalionu służącego utrzymaniu i przywracaniu pokoju oraz bezpieczeństwa podpisano w 1997 r. Ostatnimi manewrami batalionu były międzynarodowe dwutygodniowe ćwiczenia „Amber Hope 2007” na poligonie Kairiai koło Kłajpedy, których zakończenie zbiegło się z uroczystością rozwiązania LITPOLBAT-u. W manewrach wzięło udział około 1700 żołnierzy i cywilów z 11 państw NATO, w tym 60 wojskowych z Polski. Kolejnym etapem doskonalenia współpracy wojskowej z Litwą ma być utworzenie w przyszłym roku polsko-ukraińsko-litewskiego batalionu, którego zadaniem również będzie udział w misjach pokojowych. (an)

LICZBA TYGODNIA

57

– o przydzielenie tylu samochodów terenowo-patrolowych HMMWV PKW w Afganistanie poprosił sekretarza Departamentu Obrony USA minister obrony Aleksander Szczygło. Przed wiosenną wyprawą pod Hindukusz poprzedni szef MON Radosław Sikorski zamówił u Amerykanów 147 HMMWV najnowszej, najbezpieczniejszej wersji. – Dostaliśmy 137 aut starszej generacji. Amerykanie dali to, co wtedy mieli – powiedział 28 czerwca w sejmie dowódca Dowództwa Operacyjnego gen. broni Bronisław Kwiatkowski. – Te HMMWV dostały w Afganistanie wieżyczki, szyby kuloodporne, wzmocnienie podwozi, urządzenia zakłócające sygnały detonujące bomby pułapki. Jesteśmy świadomi, że to nadal prowizorka, a nie pojazd zapewniający bezpieczeństwo. Dlatego nasz minister wystąpił do Roberta Gatesa, szefa Pentagonu, z wnioskiem o wyposażenie naszej grupy bojowej w 57 HMMWV nowszej generacji. Czekamy na odpowiedź w tej sprawie. (art.)

Z głębokim smutkiem i żalem przyjęliśmy wiadomość o śmierci byłego zastępcy dowódcy Krakowskiego Okręgu Wojskowego gen. bryg. Mieczysława KARUSA Rodzinie i Bliskim Zmarłego wyrazy głębokiego współczucia składają dowódca 2 Korpusu Zmechanizowanego oraz kadra i pracownicy wojska Korpusu.

nr 28/2007

Polska Zbrojna 7

WYDARZENIA ZAPIS AAAAAAA AAAAAAAA
J.WIŚNIEWSKI

Poligonowy tydzień
EUFRAT IX – ostatni etap szkolenia IX zmiany PKW przed wyjazdem do Iraku. Oprócz Polaków ćwiczyli tam żołnierze USA i Litwy. Minister życzył wyjeżdżającym na misję, aby unikali rutyny i nie nadużywali żołnierskiego szczęścia. Tego samego dnia na Centralnym Poligonie Sił Powietrznych w Ustce szef MON uczestniczył w strzelaniach bojowych żołnierzy z pułków przeciwlotniczych. (ann)
JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

PIOTR BERNABIUK

Zagrożenie?
Z
daniem mojej wyzwolonej koleżanki, fakt istnienia kobiet w przyrodzie jest bezsprzeczny. Również w wojsku nie ma problemu kobiet. W wojsku kobiety po prostu są. I wygląda na to, jej zdaniem, że kłopoty z tym mają głównie mężczyźni. I to wielorakie. Obłudnie, w imię demokracji i europejskości, upominają się o prawa kolejnej „mniejszości”, o prawo pań do wojskowych buciorów, do odbierającego im cały wdzięk polowego munduru, do czołgania i okopywania, strzelania z armat, wreszcie, do oddawania życia za... i robienia karier generalskich. A w gruncie rzeczy czują się zagrożeni. Zbliżając się do sześćdziesiątki, obserwuję u siebie coraz większy pociąg do pań i z największym trudem odmawiam sobie pewnych zachowań, szczególnie wobec kobiet młodych i grzeszących urodą. Rezygnacje te jednakże nie wynikają z ulegania współczesnym psychozom, takim jak mobbing czy molestowanie. Biorą się gdzieś ze środka, wypływają ze mnie. Przez tyle dziesięcioleci obserwuję, jak doskonale dziewczyny radzą sobie w sportach walki, w survivalu, sportach ekstremalnych i na wyprawach na skraj świata, jak polują na grubego zwierza... Gdy w rajdach przygody przyjęto regułę, że zespół ma być czteroosobowy, w tym jedna osoba płci odmiennej, pojawiła się na szlaku drużyna złożona z trzech kobiet i „odmiennego” faceta. I dawały czadu, aż miło. Wielokrotnie uczestniczyłem z paniami w różnych przedsięwzięciach, może nie całkiem ekstremalnych, ale skrajnie wyczerpujących, w parszywych warunkach, w brudzie i głodzie. Broniłem ich też potem przed opinią międzynarodowego mistrza survivalu, wskazującego babom miejsce jedynie przy garach, przy bachorach, a przede wszystkim w sypialni. A ze służbą wojskową w pierwszej linii, w warunkach wojennych, mam mały kłopot. Taki niuansik. Powiem wreszcie wyraźnie, że chodzi o zabijanie. Kiedy ginie kobieta czy dziecko, to jest zupełnie inaczej niż wówczas, gdy ofiarą pada mężczyzna. Podobnie, gdy kobieta zabija. Znam, jak wszyscy, niezliczoną liczbę kobiet wojowniczek, kobiet bohaterek. Bardzo trudno jest mi przełamać tę barierę, bo tworzy ją całe moje życie, kultura, w której się wychowałem, psychika, mentalność, czy jak to tam zwać. Panie w mundurach urzekły mnie po raz pierwszy przed laty, w amerykańskiej bazie wojskowej w Tuzli, na terenie byłej Jugosławii. Prezentowały się znakomicie, jednakże klimat tego miejsca nasyconego wojskiem, wojennym sprzętem i syfiastym pyłem nie sprzyjał romantyczności. Bardziej już tryskały erotyzmem miejscowe kobieciny z miotłą. Sądząc jednakże po uzbrojeniu, wyposażeniu i postawie Amerykanek, nie przyjechały tu kokietować ani sojuszników, ani ewentualnych przeciwników. I nie chciałbym im przypadkiem wejść pod lufę. Nie sądzę, by Polki były gorsze od sojuszniczek. Mimo to...

W

minionym tygodniu minister Aleksander Szczygło odwiedzał ćwiczących żołnierzy. Na poligonie w Nowej Dębie obserwował 27 czerwca międzynarodowe manewry

D

Zmiana attaché

uży wkład w rozwój wojskowej współpracy Polski i Stanów Zjednoczonych dotyczącej transformacji naszych sił zbrojnych oraz szkolenia i wsparcia logistycznego polskich kontyngentów w Iraku i Afganistanie wniósł płk Henry Nowak (na zdjęciu z prawej), ustępujący attaché obrony USA w Polsce. Płk Nowak, który pełnił obowiązki od

lipca 2003 r., gościł wraz ze swoim następcą płk. Richardem Runnerem (z lewej) 26 czerwca u gen. broni Mieczysława Stachowiaka, I zastępcy szefa SGWP. W czasie spotkania rozmawiano o sytuacji w Afganistanie i współdziałaniu naszych wojsk. Poruszono także kwestie kształcenia polskich żołnierzy w USA. (ATU)

Wyrazy głębokiego żalu i serdecznego współczucia z powodu śmierci płk. rez. Karola SZAJDINGA Rodzinie i Bliskim Zmarłego składają dowódca, kadra i pracownicy wojska 2 Korpusu Zmechanizowanego. Wyrazy głębokiego żalu i współczucia Rodzinie z powodu śmierci szanownego kolegi i przyjaciela płk. dypl. Zbigniewa KWIATKOWSKIEGO składają kierownictwo, kadra i pracownicy Zarządu Szkolenia-P7.

8 Polska Zbrojna

SGWP

nr 28/2007

SPRZĘT FORUM

PIRAMIDA problemów
TA D E U S Z W RÓ B E L

Konflikty w Afganistanie i Iraku pokazały, że żadne siły zbrojne nie są w pełni przygotowane do konfliktów asymetrycznych.
Kapitan armii brytyjskiej Leo Docherty, który niedawno służył w Afganistanie, po powrocie do kraju skrytykował zarówno stosowaną taktykę, jak i wyposażenie wojsk Wielkiej Brytanii. Jego zdaniem, działania powodujące straty wśród cywilów sprawiają, że Afgańczycy sięgają po broń. Ta opinia nie była odosobniona. Wojskowi z innych armii uczestniczących w misjach w Afganistanie i Iraku narzekają, że ich sprzęt często się nie sprawdza. Związane jest to z charakterystycznym sposobem działania przeciwnika, jak i warunkami teatru działań, ponieważ sprzęt przygotowywany był do działań konwencjonalnych.
nr 28/2007

Dopóki Amerykanie prowadzili klasyczną wojnę błyskawiczną, dopóty samochody HMMWV się sprawdzały, bowiem zaprojektowano je z myślą o takich właśnie konfliktach. Zachwyt minął wraz z nasileniem się w Iraku działań o charakterze partyzanckim. Obnażyły one bezlitośnie wszelkie słabe strony amerykańskich pojazdów. Ataki na lekko opancerzone terenówki zaczęły przynosić krwawe żniwo. Nieufność do sprzętu pogłębiały filmiki zamieszczane przez rebeliantów w internecie. Początkowo żołnierze na własną rękę zaczęli opancerzać pojazdy, często za pomocą płyt wyciętych ze zniszczonego

sprzętu irackiego. Potem pojawiły się fabrycznie nowe wozy ze wzmocnionym opancerzeniem, jak też zestawy pancerzy dla starszych samochodów. Rozwiązanie to miało raczej znaczenie psychologiczne. Tymczasem podstawowy problem pozostawał nierozwiązany. HMMWV nie zapewnia skutecznej ochrony przed minami, a przydrożne zasadzki z min lub improwizowanych ładunków wybuchowych są od lat codziennością w Iraku. Szacuje się, że dotychczas spowodowały one nawet ponad połowę strat amerykańskich. Co gorsza, ta metoda walki staje się coraz powszechniejsza w Afganistanie. Stąd Amerykanie rozpoczęli już program ba- Polska Zbrojna 9

US DOD

FORUM SPRZĘT
ochronę przed skutkami eksplozji min pułapek, nabyły również inne armie, np. Holendrzy wyposażyli swój kontyngent w Afganistanie w australijskie Bushmastery, zaś m.in. Kanadyjczycy i Szwedzi postawili na południowoafrykańskie RG-31. W użyciu są też niemieckie wozy Dingo. Kłopotów w misjach w Afganistanie i Iraku przysparzają nie tylko lekkie pojazdy. W armii amerykańskiej częściowo, choć i tak wypadły lepiej w porównaniu z innymi wozami bojowymi. Natomiast brytyjscy wojskowi narzekali np. na słabą klimatyzaABY SKUTECZNIE walczyć z przeciwnikiem, trzeba stosować podobną do niego taktykę. W przypadku Afganistanu są to niewielkie pododdziały.

MASTIFF (na dole) to zmodyfikowany pod brytyjskie wymogi COUGAR (zdjęcie górne)

LAND-ROVER ma słabą odporność na eksplozje min pułapek i ostrzał z granatników.

dawczo-rozwojowy, który powinien wyłonić następcę humvee.

UK MOD /ARCENT

Kłopoty z land-roverem
Podobny problem pojawił się w armii brytyjskiej z land-roverem. Na początku maja media podały, że ze 170 ciężko uzbrojonych wozów znajdujących się w wyposażeniu sił działających na południu Afganistanu sprawnych jest tylko 126. Pozostałe były zepsute bądź zniszczone przez przeciwnika. W Iraku nie sprawdzała się też wersja land-rovera – snatch. Powód był ten sam co w przypadku HMMWV: słaba odporność na eks10 Polska Zbrojna

plozje min pułapek i ostrzał z granatników. Podobnie rzecz miała się z opancerzonymi mercedesami G kanadyjskiego kontyngentu w Afganistanie. Zaczęto poszukiwać nowych rozwiązań. Brytyjczycy wysłali lepiej opancerzone od land-roverów ciężarówki Pinzgauer Vector. Jednak nie rozwiązały one wszystkich kłopotów ze względu na ograniczone możliwości transportu ludzi i sprzętu. Londyn podjął więc decyzję o zakupie amerykańskich pojazdów Cougar. Zmodyfikowane pod brytyjskie wymogi wozy nazwano Mastiff. Opancerzone pojazdy patrolowe, których konstrukcja zapewnia zwiększoną

cję bojowych wozów piechoty Warrior. W efekcie w ich wnętrzu temperatura przekraczała 60 st. C, co odbijało się na kondycji żołnierzy. Ponadto wszystkie armie mają problem z szybko zużywającym się podczas działań sprzętem. Ograniczone możliwości finansowe powodują, że aby zapewnić jako taką sprawność pojazdów, dochodzi do kanibalizacji wozów w kraju. Mark Smith, pisząc na początku maja br. na łamach „Sunday Times” o sytuacji brytyjskich wojsk lądowych, po lekturze dokumentu przygotowanego przez brygadiera Simona Leveya, zatytułował swój artykuł: „Papierowa armia Tony’ego Blaira”.
nr 28/2007

Według wielu wojskowych, wpływ na wysokość strat wśród sił wielonarodowych w Afganistanie i Iraku miało też niedostateczne wyposażenie indywidualne. Szczególnie nie najlepsze kamizelki kulo- i odłamkoodporne. Pierwsze modele nie miały płyt chroniących plecy, jak również efektywnych osłon boków tułowia, ramion i szyi. Przeprowadzone analizy wykazały, iż nowe rozwiązania mogłyby ograniczyć liczbę ciężko rannych lub zabitych nawet o kilkadziesiąt procent. Zanim dostarczono pierwsze kami-

Uczestniczący w operacjach w górach amerykańscy żołnierze narzekali, że marzną. Z tego powodu opracowano nowej generacji zestaw umundurowania dla bardzo chłodnego klimatu. Pierwsi testowali go żołnierze 10 Dywizji Górskiej. Żołnierze mają też często problemy z łącznością i brakiem odpowiednich środków rozpoznania. Przyznają, że w wielu wypadkach nie przygotowano ich dostatecznie do działań w konfliktach o charakterze asymetrycznym, szczególnie

w terenie zurbanizowanym. Przy okazji pojawiły się krytyczne uwagi dotyczące broni strzeleckiej. W opinii części wojskowych, używana obecnie w większości amunicja kal. 5,56 mm ma zbyt małą moc obalającą w walkach na bliskich dystansach. Dlatego są propozycje, aby zastąpić ją kal. 6,8 mm. Niestety, konflikty w Afganistanie i Iraku jeszcze raz potwierdziły starą prawdę, że wojskowi przygotowują się do wojen, które już były, i potrzebują czasu, aby dostosować się do nowych wyzwań. 
W Iraku nie spełnił do końca pokładanych w nim nadziei kołowy transporter opancerzony STRYKER

Armie mają problem z szybko zużywającym się podczas działań sprzętem. Ograniczone możliwości finansowe powodują, że aby zapewnić jako taką sprawność pojazdów, dochodzi do kanibalizacji wozów w kraju

zelki nowej generacji, żołnierze amerykańscy wzięli sprawy w swoje ręce i zaczęli kupować modele lepszej jakości na własną rękę. Do dziś wśród amerykańskich wojskowych trwa jednak dyskusja, czy ta kamizelka, którą preferuje armia, jest najlepsza (szerzej pisaliśmy o tym w artykule „Wojna o smoczą skórę”, „PZ” nr 27/2007). W tle sporu są oczywiście wielkie pieniądze.

US DOD (4)

W konfliktach asymetrycznych nie sprawdzają się nieopancerzone (lub lekko opancerzone) terenówki.

ROBERT SIEMASZKO

Jednym z priorytetów modernizacyjnych armii amerykańskiej jest następca HMMWV. Na zdjęciu: prototyp Lockheeda Martina.

Z mundurami nie lepiej
Działania w ekstremalnych warunkach klimatycznych Afganistanu uwidoczniły też niedostatki w umundurowaniu.
nr 28/2007

Polska Zbrojna 11

NA CELOWNIKU

Absorbujący Afganistan
Rozmowa z gen. broni WALDEMAREM SKRZYPCZAKIEM, dowódcą Wojsk Lądowych
Chiński teoretyk sztuki wojennej Sun Tzu dwa i pół tysiąca lat temu napisał: „Sto zwycięstw w stu bitwach nie jest szczytem umiejętności. Szczytem umiejętności jest pokonanie przeciwnika bez walki”. Czy osiągnięcie tego ideału jest możliwe w Afganistanie? – Warunkiem jest przeciągnięcie przez wojska koalicji afgańskiego społeczeństwa na swoją stronę. Jednym ze sposobów są projekty CIMIC, jednak nie można zapominać, że Afganistan to bardzo zacofany kraj, którego ludność pozostaje wciąż w relacjach plemiennych. Jeśli nie uwzględnimy afgańskich uwarunkowań, ta operacja nie zakończy się sukcesem. Nasi żołnierze stacjonują przy granicy afgańsko-pakistańskiej, więc ogromny wpływ na sytuację w rejonie mają nie najlepsze relacje między tymi państwami. Afgańczyków trzeba materialnie przekonać, że lepiej będzie się im żyło pod rządami demokratycznymi niż al Kaidy i talibów. Nasi żołnierze przygotowali już 19 projektów pomocowych, które, co niezwykle istotne, zostały zaaprobowane przez władze plemienne i lokalne. Czy pod koniec czerwca opuścił Pan Afganistan z poczuciem, że nasza grupa bojowa rozwinęła już w pełni skrzydła? – Niestety, nie. Duża część środków, które są potrzebne żołnierzom, jeszcze nie dotarła do miejsc przeznaczenia. Dotyczy to m.in. radiostacji indywidualnych PNR-500 i lamp stroboskopowych. Dopiero dostajemy część sprzętu, który zamówiliśmy w grudniu ub.r. Do dzisiaj nie dotarło dziesięć kabin opancerzonych do Jelczy, które są już 12 Polska Zbrojna w Afganistanie. W wyniku podjęcia w ub.r. decyzji o powołaniu Inspektoratu Wsparcia zlikwidowano logistykę Wojsk Lądowych. Od lutego do końca czerwca br., czyli w fazie finalizacji przygotowań do tak trudnej misji, mieliśmy logistyczną czarną dziurę. Musieliśmy uciekać się do typowej polskiej improwizacji w najgorszym tego słowa znaczeniu. Skutki tego odczuwamy do dziś. Od września ub.r., kiedy powierzono mi dowództwo Wojsk Lądowych, przygotowanie misji afgańskiej pochłania 75 proc. mojego czasu, wliczając w to także weekendy. Jeden z ostatnich weekendów spędził Pan w Afganistanie, gdzie grupa żołnierzy z bazy Wazi Khwa poprosiła o powrót do kraju. Nie postawiono im do tej pory żadnych zarzutów, ani nie wyciągnięto wobec nich konsekwencji dyscyplinarnych... – Ci żołnierze złożyli formalne wnioski o rotację do kraju. W mojej ocenie nie można w tym wypadku mówić o jakiejkolwiek zmowie. Swoją ocenę przedstawi oczywiście żandarmeria, która prowadzi w tej sprawie postępowanie.
nr 28/2007

Czy to oznacza, że żołnierze mieli rację, motywując swoje wnioski złym wyposażeniem, m.in. niedostatecznym opancerzeniem otrzymanych od armii USA pojazdów HMMWV? – Uwagi były racjonalne, ale odniosę się do tej sprawy w inny sposób. Roszczenia zgłaszają jedynie żołnierze 18 Batalionu Desantowo-Szturmowego, co budzi we mnie poważne wątpliwości co do kondycji tej jednostki. Takich problemów nie było w Ghazni, kiedy żołnierzy 17 Brygady Zmechanizowanej wysłano do akcji na takich samych HMMWV. To samo dotyczy żołnierzy w Iraku, którzy są pod ciągłym ostrzałem i mają dużo gorsze wyposażenie niż ich koledzy w Afganistanie. Żołnierze z 25 BKPow w Iraku nie narzekają i walczą z godnością. Problem polega na tym, że żołnierze 18 Batalionu uwierzyli, iż są najwyższej klasy szturmanami, i uznali, że muszą otrzymać sprzęt najwyższej klasy światowej. Niestety, jest to poza zasięgiem naszej armii. Procedury są takie, że od decyzji dotyczącej zapotrzebowania na sprzęt do jej wykonania mija 12–18 miesięcy. Irytuje mnie, że żołnierze zgłaszają swoje pobożne życzenia, nie dostrzegając zmian, jakie nastąpiły w ciągu ostatniego pół roku. Zmagamy się z biurokratycznymi procedurami. Mam świadomość tego, że mnie także ktoś prawdopodobnie zarzuci podjęcie takich, a nie innych decyzji. Na razie każda inicjatywa Wojsk Lądowych zmierzająca do poprawy wyposażenia żołnierzy służących w misjach ma aprobatę szefa MON. Czy informacje, które do Pana trafiają, potwierdzają, że w Iraku Polacy wystawieni są obecnie na większe ryzyko niż w Afganistanie? – Oczywiście. Panami w naszej strefie, zwłaszcza w nocy wokół Diwanii, są główne siły sadrystów. Takiej sytuacji nie ma w Afganistanr 28/2007

nie, zwłaszcza w prowincjach, w których stacjonują i działają Polacy. Wynika to z tego, że jest to jeden z najbiedniejszych regionów kraju, w którym nie ma nawet upraw maku. Kiedy ostatecznie dotrą do Afganistanu pancerze kompozytowe do Rosomaków i obiecane przez Pana w lutym br. granatniki automatyczne? – Do 15 lipca transportery, które są przeznaczone do akcji bojowych, będą już miały zamontowane dodatkowe opancerzenie. Co do granatników, to ich zdobycie w ramach obowiązujących nas procedur byłoby możliwe dopiero we wrześniu. Jednak udało nam się pozyskać za granicą bezpłatnie 20 granatników Mk. 19 i 5 tys. sztuk amunicji do nich. Większość do końca lipca z całą pewnością trafi do Afganistanu. Kilka wyślemy do Iraku. W sierpniu do Afganistanu trafią też bezzałogowe statki latające. Zostaną kupione z budżetu Wojsk Lądowych specjalnie na potrzeby tej misji. A co ze śmigłowcami Mi-17, które miały trafić do Afganistanu z drugą zmianą naszego kontyngentu? – Niestety, nie uda się ich przygotować do tego czasu. Problem braku własnych śmigłowców jest boleśnie odczuwany przez naszych żołnierzy, którzy nie zawsze mogą liczyć na maszyny amerykańskie. Armia USA w Afganistanie ma zabezpieczone jedynie 20 proc. własnych potrzeb dotyczących śmigłowców. Czy uzupełniono już braki wynikające z rozszabrowania części sprzętu podczas jego przerzutu? – Nie miały one wpływu na zdolność bojową naszych jednostek. Najpoważniejszą stratą jest maszyna sapersko-inżynieryjna „Bożena”, która się nie odnalazła. Zamiast niej do Afganistanu wysyłamy kolejnego „Inspektora” – robota do likwidowania ładunków wybuchowych. W sumie w Afganistanie będą trzy takie maszyny. Minister Aleksander Szczygło zapowiedział, że do końca czerwca będzie gotowa analiza, która wskaże, czy kolejna brygada pancerna ma zostać uzbrojona w czołgi rodzimej produkcji PT-91 Twardy, czy niemieckie Leopardy. Jak brzmi werdykt, tak istotny dla krajowego przemysłu? – Swoją opinię przesłałem 2 lipca szefowi MON, który podejmie ostateczną decyzję. Jestem zwolennikiem Leopardów. Przemawiają za tym znaczne problemy z systemem kierowania ogniem

„Drawa” w czołgach PT-91, mimo wydania przez MON na ten cel ogromnych pieniędzy. Twardy to, moim zdaniem, konstrukcja przestarzała. Jeden z posłów zaproponował, aby dokonać konfrontacji przygotowanej dla Malezji wersji Twardego z Leopardem. Nie mam nic przeciw temu. W maju kierownictwo MON i armii rozpatrywało pomysł przeniesienia dwóch „misyjnych” jednostek – 6 BDSz i 25 BKPow spod zwierzchnictwa Wojsk Lądowych do tworzonego Dowództwa Wojsk Specjalnych. Obie brygady aeromobilne zostały w Wojskach Lądowych, ale podobno sprawa ich podporządkowania nadal pozostaje otwarta. – W tej kwestii ktoś pomylił zasadnicze rzeczy. W żadnej armii na świecie dowództwo sił specjalnych nie jest instytucją kreującą cokolwiek. Nawet w USA jest to jedynie dowództwo zadaniowe. U nas ktoś myli taktykę z poziomu plutonu czy kompanii ze sztuką operacyjną. Jest to myślenie kategoriami bitwy pod

Żołnierze 18 Batalionu uwierzyli, iż są najwyższej klasy szturmanami i uznali, że muszą otrzymać sprzęt najwyższej klasy światowej. Niestety, jest to poza zasięgiem naszej armii.
Arnhem, gdzie wylądowała brytyjska 1 Dywizja Powietrznodesantowa, która po tej operacji, podobnie jak nasza Brygada Spadochronowa, nie odzyskała już gotowości bojowej. Współczesna teoria mówi, że takie jednostki jak 6 Brygada Desantowo-Szturmowa czy 25 Brygada Kawalerii Powietrznej nie są wykorzystywane do operacji głębokich. Takie operacje wykonuje się przez uderzenia najnowszych środków rażenia o dużym zasięgu, a nie wojskami. Dobrze by było, aby twórcy tych teorii wzięli także pod uwagę doświadczenia z użycia izraelskich wojsk specjalnych, które nie odegrały żadnej roli podczas ostatniej wojny libańskiej. Propozycje, które widziałem, świadczą o tym, że ich autorzy nie mają poczucia odpowiedzialności za swoje pomysły. 
Rozmawiał Andrzej Walentek

Polska Zbrojna 13

WOJSKO PROBLEMY
PIOTR LASKOWSKI

Czego chce
Mieszkańcy Marlewa są skonfliktowani z wojskiem już od kilku lat. Po zatwierdzeniu decyzji o lokalizacji bazy F-16 w Poznaniu, Ministerstwo Obrony Narodowej obiecywało, że osoby narażone na uciążliwości związane z jej funkcjonowaniem dostaną prawie od ręki odszkodowania, pozwalające im przenieść się w inne miejsce. W założeniu takie odszkodowania mieli dostać mieszkańcy, którym lotnisko faktycznie uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Jednak Polak potrafi, zaraz więc wnioski o odszkodowania złożył prawie każdy, kto mieszka w okolicy lotniska. A jeśli ktoś jeszcze tego nie zrobił, był zachęcany przez sąsiadów i adwokatów, którzy zwietrzyli dobry interes w wyciągnięciu od wojska pieniędzy. W takiej sytuacji wojsko przestało przyjmować wnioski o odszkodowania. – Okolice lotniska w Krzesinach zostały włączone, jako pierwsze w Polsce, do obszaru ograniczonego użytkowania. Do tej pory nie było w tej sprawie jakichkolwiek doświadczeń. Dlatego wojsko przyjęło zasadę, że wszystkie pozwy będą rozpatrywane przez sądy powszechne – mówi płk Jacek Adamek, szef Wojskowego Zarządu Infrastruktury w Poznaniu. Wojsko liczy, że w krótkim czasie ukształtuje się linia orzecznictwa, która wskaże, czy i jakie kryteria można brać pod uwagę, jeśli chodzi o roszczenia mieszkańców. 14 Polska Zbrojna

Mieszkańcy poznańskiego osiedla Marlewo i towarzyszący im sympatycy zablokowali drogę dojazdową do lotniska 31 Bazy Lotniczej w Krzesinach. Protestowali przeciwko niedawnym pokazom lotniczym amerykańskiego zespołu „Thunderbirds”. To jedna z wielu akcji, która ma pomóc stowarzyszeniu w osiągnięciu celów.

Marlewo?
Na rozstrzygnięcie spraw w sądach trzeba czekać czasem i latami, a koszty założenia spraw muszą pokrywać skarżący. Nie leży to w interesie mieszkańców Marlewa. Gdy postanowiono o rozstrzyganiu wszystkich roszczeń przez sądy, przeciwko szefowi WZI zostało skierowane doniesienie do prokuratury o podejrzeniu o popełnienie przestępstwa. Oskarżano go, że nie wypłaca natychmiast odszkodowań, tylko kieruje sprawy do sądów, czym naraża Skarb Państwa na dodatkowe straty z tytułu pokrycia kosztów sądowych. Sąd nie potwierdził tych zarzutów.

Broń „ekologiczna”
Mieszkańcy nie dali za wygraną i założyli Stowarzyszenie „Ekologiczne Marlewo”, które ma „walczyć o niezbywalne prawa mieszkańców Marlewa, zignorowane przy podejmowaniu decyzji o lokalizacji bazy F-16 w PoznaniuKrzesinach”. A że w walce tej nie cofnie się przed niczym, można się było przekonać, gdy członkowie stowarzyszenia wzięli udział w wiecu antywojennym obok sekcji Federacji Anarchistycznej. Domagali się wtedy m.in. usunięcia 31 Bazy Lotniczej razem z samolotami F-16, skandując przy tym hasło: „F-16 won z Poznania!”. Jednak z realizacją haseł stowarzyszenia nie jest najlepiej. Mają one wydźwięk wyłącznie propagandowy. Podczas czerwcowej debaty telewizji TVN z mieszkańcami

Marlewa, prezydentem Poznania i przedstawicielami wojska o przyszłości Marlewa i lotniska w Krzesinach, mieszkańcy wywiesili kolejne hasło: „Pilotom tanio działkę sprzedamy!”. Obecny podczas debaty mjr pil. Cezary Wiśniewski, jeden z pierwszych polskich pilotów F-16, zainteresował się tą ofertą. Nadaremnie. Hasło miało mieć tylko wydźwięk medialny, a nie handlowy. Mieszkańcy Marlewa oficjalnie chórem krzyczą, że nie chcą żadnych odszkodowań, że walczą teraz o wyprowadzenie z lotniska samolotów, a nieoficjalnie poza kamerą mówią, że wniosków odszkodowawczych nie wycofają. Stowarzyszenie dobrze wykorzystuje media do swoich potrzeb, a te z kolei są zainteresowane krótkimi newsami, które w większości dotyczą biednych mieszkańców Marlewa. Darmowy czas antenowy w tym przypadku nie ma granic. Powtarzane po wielekroć migawki z protestów przeciwko występowi zespołu Thunderbirds pokazywano częściej niż informację o samym pokazie. Wielu dziennikarzy prasy lokalnej powiela opinię, że nikt wcześniej nie informował mieszkańców okolic lotniska, iż zamieszkanie tu może być uciążliwe. Sięga się nawet do przedwojennych planów zabudowy, aby udowodnić, że w Krzesinach lotniska nie było. Wybudowany przez Niemców w czasie wojny pas startowy służył montowni Focke-Wulfów Fw-190. Po
nr 28/2007

– Tutaj nie będzie można żyć. W tej chwili startuje po cztery–sześć samolotów. A będą 32. Coś musi zostać zlikwidowane: albo osiedle, albo baza lotnicza. Decyzja należy zapewne do polityków. Może tę bazę przenieść do Białegostoku. Nie musimy strzec zachodniej granicy, tylko wschodniej – mówi Janusz Sklepowicz, przewodniczący zarządu osiedla Starołęka-Minikowo-Marlewo

PIOTR LASKOWSKI (2)

OPINIE

Krzysztof Mączkowski,
wiceprzewodniczący Rady Miasta Poznania: – Cała ta sprawa jest dla mnie zadziwiająca. Część mieszkańców uważa, że F-16 zagrażają ich życiu, a następnie bez żadnego skrępowania żąda odszkodowania. Zastanawiam się wprost: czy jeśli pieniądze wpłyną na ich konta, samoloty przestaną im zagrażać? Obserwuję z przerażeniem postępującą eskalację demagogii: mówi się o śmierci, o katastrofach, a wciąż znajdują się odważni, którzy budują domy blisko lotniska, wierząc, że... właśnie, w co wierząc? Jedynym rozwiązaniem jest przeniesienie się niezadowolonych mieszkańców Marlewa w inne miejsce Poznania. Sądzę, że kwoty, o które się starają, powinny być tak wysokie, by mogli na nowo się pobudować i przeprowadzić. Wciąż jednak nie mamy odpowiedzi na pytanie: kto pozwolił – i na jakich prawach – budować się tym ludziom obok lotniska? Niech prezydent miasta ujawni wreszcie nazwiska tych urzędników, którzy wydawali zgody na budowę! Jeśli powstały przy lotnisku domy, które są samowolą budowlaną, też to ujawnijmy!

W

Niezasadne pozwy
cych częściowe odszkodowanie. Będą one zaskarżane przez strony. Znamienne, że wszystkie kwoty odszkodowań, które zostały przez sąd przyznane, są przynajmniej o połowę niższe od pierwotnie żądanych, a w stosunku do jednego z mieszkańców Marlewa nawet wielokrotnie niższe. Żądał on ponad 85 tys. zł, a sąd przyznał mu 11 tys. – nie uwzględnił spadku wartości nieruchomości, czyli żądanie odszkodowawcze z tego tytułu zostało w całości odrzucone.

ojskowy Zarząd Infrastruktury ma szesnaście wyroków oddalających pozwy mieszkańców w całości jako niezasadne. Dziewięć z nich to wyroki prawomocne. Do tego dochodzi sześć wyroków nieprawomocnych przyznają-

wojnie rozbudowano go, a na nowym lotnisku pojawiło się kilkadziesiąt sztuk pierwszych w Polsce samolotów odrzutowych. Trudno więc twierdzić, że się nie wiedziało, gdzie buduje się dom. Baza lotnicza, tylko pod inną nazwą: pułku czy eskadry, zawsze tam była. Po wycofaniu z eksploatacji samolotów MiG-21 na lotnisku prawie nic się nie działo. Niezbyt częste loty szkolnych Iskier nie mąciły zbytnio ciszy i spokoju. A jak napisał jeden z internautów, mówienie o tym, że nie wiedziało się o uciążliwości lotniska to tak, jakby wybudować się koło oczyszczalni i narzekać, że śmierdzi. Wojskowy Zarząd Infrastruktury doszukał się w archiwach nawet oświadczeń dotyczących tego, że ludzie mają pełną świadomość, iż budują się w bezpośredniej bliskości lotniska wojskowego i wiedzą o niedogodnościach z tym związanych. Poza tym główne parametry lotniska po utworzeniu na nim bazy z samolotami F-16 nie zmieniły się: długość, szerokość pasa startowego i dróg kołowania są takie, jakie były w czasie, gdy stacjonowały na nich MiG-21.

Walka z lotniskiem
Stowarzyszenie „Ekologiczne Marlewo” ma od samego początku sprecyzowany plan działań. To walka z samolotami F-16 i z lotniskiem, wraz z doprowadzeniem do jego fizycznej likwidacji. Orężem w tej walce są ustawa „Prawo o ochronie środonr 28/2007

wiska” oraz wprowadzony w 2004 r. przez wojewodę obszar ograniczonego użytkowania. Celem jest zaś zdobycie pieniędzy z odszkodowań. Jest to sprawnie i konsekwentnie realizowane. – Będziemy dalej walczyć. Nie da się pogodzić wielkiej aglomeracji miejskiej z taką bazą lotniczą – mówi Edyta Tyrakowska, aktywna działaczka marlewskiego stowarzyszenia. Podobnie wypowiada się powołany przez telewizję ekspert Tomasz Hypki, który twierdzi, że nie ma na świecie tak blisko usytuowanych obok siebie lotnisk i domostw. Odmiennego zdania są jednak piloci, którzy na wielu lotniskach już lądowali. Na przykład solista z zespołu „Thunderbirds” major Ed Casey nie rozumie, o co chodzi w całym konflikcie. W USA ludzie mieszkają jeszcze bliżej lotnisk. Potwierdza to mjr Wiśniewski, który szkolił się w USA: – Tam lotniska są w centrach dużych miast. Na przykład baza Nellis, Phoenix czy San Antonio – wszystko blisko centrum – mówi. „Ekologiczne Marlewo” wolałoby teraz cywilne lotnisko zamiast wojskowego. Jego członkowie jednak nie zdają sobie sprawy, że w takim wypadku mieszkańcy będą mieli hałas 24 godziny na dobę i siedem dni w tygodniu. A wojsko ogranicza swoje loty. Nie lata w piątek po południu oraz w soboty i niedziele, właśnie po to, by ludzie mogli spokojnie spędzić weekend i odpocząć. 

Miasto traci?

J

ak informuje Maciej Milewicz z Biura Prasowego UM Poznania, miasto przeznaczyło w budżecie 500 tys. zł na wpis sądowy i założenie sprawy z tytułu spadku wartości nieruchomości miejskich wokół lotniska w Krzesinach. Łączna wartość szkody poniesionej przez miasto Poznań została oszacowana na 13 mln 558 tys. 351 zł. Miasto uważa, że te tereny straciły na wartości, ponieważ taką opinię wydał rzeczoznawca majątkowy. Miasto ma ustawowy obowiązek dochodzenia swoich roszczeń w sądzie (ustawa o finansach publicznych). Nie robiąc tego, naraża się na zarzut niegospodarności.

Polska Zbrojna 15

WOJSKO LOTNICTWO
Planowaliśmy w tym roku wydać na projekt NSAC nieco ponad 4 mln zł , natomiast według wyliczeń amerykańskich oczekiwano od nas zaangażowania na poziomie blisko 100 mln. Nasi negocjatorzy mają więc o czym rozmawiać

Być może już niedługo Polska stanie się współposiadaczem kilku potężnych samolotów transportowych C-17A Globemaster III. Nasz kraj przystąpił do programu NSAC i prowadzi rozmowy na ten temat. Pytaniem otwartym pozostaje, czy mamy dość pieniędzy, aby uważać się za ważnego gracza w tych negocjacjach.
NORBERT BĄCZYK

Misje takie jak ta w Afganistanie jasno pokazują, iż państwa NATO potrzebują dziś pilnie wydajniejszego transportu powietrznego na poziomie strategicznym. Obecny, opierający się na flocie taktycznych C-130 i C-160, to jeszcze pozostałość z czasów zimnej wojny, kiedy europejskie państwa NATO nie musiały same martwić się o międzykontynentalne mosty powietrzne – leżało to w gestii US Air Force. Teraz zresztą do odległych lotów 16 Polska Zbrojna

transportowych z ciężkim sprzętem służą bądź samoloty amerykańskie, bądź czarterowane ukraińskie An-124. Państwa europejskie szukają więc sposobów na poprawienie swych możliwości transportowych, a to przez takie inicjatywy jak NATO SALIS (Strategic Airlift Interim Solution). W tym projekcie sojusz może wykorzystywać – będące zawsze do jego dyspozycji – samoloty strategiczne Antonowa. Jak jednak wskazuje nazwa, SALIS, czyli Tymcza-

sowe Rozwiązanie Strategicznego Transportu Powietrznego, jest przedsięwzięciem doraźnym, opartym na samolotach państwa niezwiązanego jeszcze ściśle z NATO. W dłuższej perspektywie oczekuje się, iż część zadań przejmie flota samolotów A-400M, w które wyposażone mają zostać m.in. siły powietrzne Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii. Jednocześnie jesienią zeszłego roku ogłoszono jeszcze jedną inicjatywę. Kilkanaście państw, w tym Polska, przystąpiło do projektu NSAC – NATO Strategic Airlift Capability (Zdolność Strategicznego Transportu Powietrznego NATO). W ten sposób planuje się pozyskać na własność całego sojuszu trzy samoloty transportowe C-17A Globemaster III. Projekt nazywany jest też „Porozumieniem dotyczącym uzyskania zdolności strategicznego transportu lotniczego NATO na bazie samolotów C-17”.
nr 28/2007

VIANNEY

POLSKA wstępnie planuje zamówić 150 godzin lotów rocznie i chciałaby zgłosić pięciu lotników – dwóch pilotów, jednego technika pokładowego oraz dwóch sztabowców (na zdjęciu: kabina pilotów).

wania czy podziału godzin lotu między uczestników. A jest ich, inaczej niestety niż planowanych transportowNegocjacje na temat ców, niemało. W zespole pracująNSAC nie są łatwe. cym nad NSAC znaleźli się Najwięcej kontrowersji przedstawiciele Stanów Zjednobudzą kwestie prawne czonych, Bułgarii, Czech, Danii, i finansowe Estonii, Łotwy, Litwy, Węgier, Włoch, Holandii, Norwegii, Rumunii, Słowacji, Słowenii oraz oczywiście Polski. Dodatkowo w programie partycy-

W NATO organami odpowiedzialnymi za zarządzanie programem będą nowo formowane NAMO (NATO Airlift Management Organization) i NAMA (NATO Airlift Management Agency).

KASA PRZEDE WSZYSTKIM
Obecnie trwają szczegółowe negocjacje na temat funkcjonowania NSAC. Formacja lotnicza będzie się nazywać HAG (Heavy Airlift Group) i obok trzech C-17A powinna liczyć ok. 170 ludzi personelu lotniczego i organizacyjnego. Maszyny Globemaster mają średnią sprawność techniczną na poziomie 85 proc., co

PROJEKT NSAC
Inicjatywa NSAC przypomina tę związaną z samolotami E-3A Sentry systemu AWACS, gdzie właścicielami samolotów jest wiele państw należących do NATO i mają one międzynarodowe załogi (chociaż maszyny zarejestrowano w Luksemburgu i noszą one jego herb). Także trzy C-17 miałyby być obsługiwane przez międzynarodowy personel i być może nosić na bokach i skrzydłach charakterystyczne oznaczenia NATO+OTAN. Trwają właśnie negocjacje na temat kosztów pozyskania i eksploatacji samolotów, prawnych i technicznych aspektów ich użytkonr 28/2007

pują znajdujące się poza NATO Szwecja oraz Finlandia. Dzięki licznym uczestnikom możliwe jest rozłożenie znacznych kosztów eksploatacji samolotów, tak aby składki nie rujnowały poszczególnych budżetów. Jak widać, w klubie NSAC znalazły się przede wszystkim mniejsze państwa europejskie, które nie przystąpiły do programu A-400M. Szczególną rolę zajmują Amerykanie – choć sami mają prawie dwie setki C-17, zależy im na rozwoju transportu lotniczego sojuszników, a dzięki największym pieniądzom mogą firmować ten projekt i wspierać go z funduszy pomocowych.

oznacza, iż co najmniej dwie z trzech będą stale w dyspozycji członków programu. W ciągu roku mają wylatać 3500 godzin. Największym uczestnikiem projektu są USA, zainteresowane wykorzystaniem nawet tysiąca godzin pracy samolotów. Polska wstępnie planuje zamówić 150 godzin lotów rocznie i chciałaby zgłosić pięciu lotników – dwóch pilotów, jednego technika pokładowego oraz dwóch sztabowców. Negocjacje nie są jednak łatwe. Rozmawiać trzeba o wszystkim, łącznie z tym, kto i jak ubezpieczy samoloty, gdzie zostaną zarejestrowane, w której bazie mają stacjonować itp. Jak łatwo się do-  Polska Zbrojna 17

WOJSKO
myślić, najwięcej kontrowersji budzą kwestie prawne i finansowe. Według danych z wiosny, występują znaczne dysproporcje między kosztami, jakie wyliczyli Amerykanie, a tym, ile może wydać nasz kraj na roczne składki. Wprawdzie współuczestnictwo w eksploatacji sojuszniczych C-17 zostało zapisane w programach rozwoju polskiej armii w latach 2007–2012, jednak o ile my jesteśmy gotowi łożyć najwięcej (nawet po 20 mln zł rocznie) po roku 2010, czyli w okresie rozkręconego już programu, o tyle oczekiwania sojuszników są odwrotne. Najwięcej pieniędzy pochłonie bowiem rozruch programu – szkolenie pierwszych załóg i potem eksploatacja jednego, a następnie dwóch samolotów. Dopiero po 2010 r. – gdy dostępne będą wszystkie maszyny i powstanie stosowna infrastruktura – koszty jednostkowe zaczną maleć. Wtedy godzina lotu C-17 NATO powinna kosztować „tylko” ok. 30 tys. dolarów (lub 50 tys. według innych danych). Stąd być może na początku trzeba będzie zmniejszyć nasz udział w programie albo poszukać dodatkowych pieniędzy. A podawane różnice w kosztach są niebanalne. Zgodnie z informacjami sprzed

Formacja lotnicza będzie się nazywać HAG (Heavy Airlift Group) i obok trzech C-17A powinna liczyć ok. 170 ludzi personelu lotniczego i organizacyjnego

W

ciąż nie wiadomo, gdzie powstanie baza samolotów. Polska zgłosiła Powidz, ale nie uzyskał on aprobaty. Dość długo za faworyta uchodziła baza w Rammstein, ale ponieważ

koszty grają niebagatelną rolę, ostatnio mówi się również o węgierskiej bazie koło Papa. Jest ona podobno tańsza w utrzymaniu i zdaniem Węgrów lepiej usytuowana niż lotnisko

w Niemczech, biorąc pod uwagę ewentualne przeloty do Azji. To ważne, bo państwo wybierające dany lot dla siebie płaci za usługę już od chwili startu maszyny z bazy macierzystej.

kilku tygodni planowaliśmy w tym roku wydać na projekt NSAC nieco ponad 4 mln zł, natomiast według wyliczeń amerykańskich oczekiwano od nas zaangażowania na poziomie blisko 100 mln. Nasi negocjatorzy mają więc o czym rozmawiać. Czasu na dogranie szczegółów jest jeszcze trochę. Przewiduje się, iż ostateczne porozumienie powinno zostać ratyfikowane jesienią, a w listopadzie oczekuje się podpisania umowy z Boeingiem – producentem C-17. Gdyby do tego doszło, pierwszy C-17 dla HAG zjawiłby się w Europie dziewięć miesięcy później (lipiec 2008), czyli w okresie, gdy ma zakończyć się proces rejestrowania i certy-

fikowania samolotów. Kolejne Globemastery pojawiałyby się w odstępach półrocznych, latem 2009 r. flota HAG byłaby skompletowana. Należy pamiętać, iż ratyfikacja całego porozumienia ciągle trwa. Amerykanie, twórcy i główni użytkownicy C-17, mają sprawdzone procedury i proponują je teraz sojusznikom. Ci jednak nie mają budżetu Pentagonu i muszą uważnie liczyć każdy grosz. Jednak, jak zauważył sekretarz generalny NATO Jaap de Hoop Scheffer, sojusz musi się zmieniać i być lepiej przygotowany do nowych wyzwań Właśnie programy takie jak NSAC są krokiem we właściwą stronę. 

18 Polska Zbrojna

nr 28/2007

INFORMATYZACJA WOJSKO
Przed rokiem minister obrony zapewniał posłów, że system taki jak „Personel” jest wojsku potrzebny i powinien być wdrożony. Mimo to nie mamy go do dziś. Jest za to pomysł na nowe rozwiązanie. Jednak zanim pojawi się w sztabach, przez kilka lat komputerowe prognozowanie żołnierskich karier i dobór na stanowiska pozostaną w sferze fantastyki.

„Personel” nieobecny
Pierwszy komercyjny system informatyczny w naszym wojsku miał być bazą ewidencyjną wszystkich żołnierzy zawodowych, tworzyć dokumenty kadrowe oraz wspomagać dobór ludzi na stanowiska. Proponowano, by sieć łączyła około 500 komputerów

ARTUR GOŁAWSKI

KOMITET I LIDER
Pięć lat temu, przed wdrożeniem ustawy pragmatycznej, ówczesny dyrektor Departamentu Kadr i Szkolnictwa Wojskowego MON gen. bryg. Zbigniew Jabłoński wierzył, że szczeble dywizyjno-brygadowe, gdzie wydaje się najwięcej decyzji kadrowych, otrzymają do końca 2005 r. nowoczesny system informatyczny do zarządzania personelem armii. Wzięty z sufitu termin szybko się zdezaktualizował, a po przekroczeniu go o 18 miesięcy jak nie było, tak nie ma oprogramowania wspomagającego działalność kadrową w resorcie. Dokumenty kadrowe powstają nadal za pomocą starego systemu „Spirala K1” w powiązaniu z parametrami stanowiska z systemu „Etat”. Choć istnieje prototyp oprogramowania pod nazwą „Personel”, wykonany – w trybie przetargu na pracę badawczo-rozwojową – przez spółki Oracle Polska i ABG Ster-Projekt za blisko 800 tys. zł na rzecz Departamentu Polityki Zbrojeniowej MON. Obejmuje on pakiet oprogramowania, dokumentację techniczną oraz sprzęt komputerowy, tj. serwer i wyposażenr 28/2007

nie pięciu stanowisk końcowych użytkownika. Przed rokiem, po demonstracji działania prototypu w Dowództwie Wojsk Lądowych, ówczesny minister Radosław Sikorski powiedział, iż system jest potrzebny wojsku i ma zielone światło. Wtedy napisałem alarmistyczny w tonie artykuł sugerujący, że system nie wejdzie do użytku do 1 lipca br., więc kadrowcy nie dostaną narzędzia wspomagającego wyznaczenie ok. 8 tys. oficerów, którym teraz kończy się trzyletnia kadencja, na nowe stanowiska. Po tym artykule „Personelem” zainteresował się poseł Mieczysław Łuczak (PSL) z Komisji Obrony Narodowej. W odpowiedzi na interpelację nr 3240 szef MON wyjaśnił mu: – Badania prototypu systemu w pierwszym kwartale 2006 r. zakończyły się pozytywnie. Procedura opracowania „Personela” nie nosi znamion działania nietrafionego, 230a w opinii Komisji Badań Kwalifikacyjnych wyrób nadaje się do wdrożenia w wojsku. Minął rok, a systemu nie ma. I w tej  wersji raczej nie będzie.

S

ukces wdrożenia systemu klasy ERP, tak jak każdego innego, wymaga stworzenia komitetu sterującego projektem. – W zależności od zasięgu i funkcjonalności systemu powinno w nim pracować kilkanaście–kilkadziesiąt osób. Taki komitet zabiera się do pracy, gdy jest już napisane oprogramowanie i zamówiona lub gotowa infrastruktura techniczna. Zajmuje się instalacją i adaptacją systemu do potrzeb zamawiającego – opisuje Ewa Kwiecień z firmy komercyjnej wdrażającej rozwiązania ERP. Sukces wymaga, by projekt był imiennie pilotowany przez osobę delegowaną do nadzoru nad realizacją. Przewodniczącym naszego komitetu powinien być wiceminister obrony lub dyrektor Departamentu Transformacji.

Polska Zbrojna 19

WOJSKO AAAAAAAA AAAAAAA INFORMATYZACJA
– Program kadrowy jest wojsku nadal potrzebny, ale nie taki jak „Personel” – komentuje gen. bryg. Włodzimierz Nowak, dyrektor Departamentu Informatyki i Telekomunikacji MON, współtwórca przedstawionej właśnie ministrowi obrony do zatwierdzenia strategii informatyzacji resortu na lata 2008–2012. Wyjaśnia ważne dla istoty problemu szczegóły: – Opracowując strategię, dokonaliśmy wstępnej analizy naszej branży. Rozpoczęliśmy proces oceny stanu wykształcenia kadry informatycznej, metodyki wdrażania systemów, spraw związanych z planowaniem i nadzoru nad ich eksploatacją. Zinwentaryzowaliśmy w większości wsparcia samolotu F-16, zawierającym w module kadrowym dane o pilotach przydatne do planowania misji bojowych. „Personel” w wersji zamówionej przez DKiSzW nie mógłby tego robić. Nie uwzględnia też obszaru uposażeń ani istnienia różnych gestorów korpusów kadrowych i decydentów kadrowych. Stworzono go pod przepisy obowiązujące 1 lipca 2004 r., więc połowicznie odpowiada obecnym potrzebom resortu (zmieniły się kompetencje organów kadrowych, zlikwidowano podział stanowisk na obszary – trzeba więc inaczej planować dobór ludzi na stanowiska). Aby uzyskać pożądaną funkcjonalność, należałoby przebudować „ Personel” tak stemami w rozległej, niejawnej sieci szkieletowej Sec-WAN, lecz nie określił swoich potrzeb w tym zakresie. Nie ustalono, gdzie będzie serwerownia „Personela”, zaś sam Sec-WAN nie powstał do dziś – nie mamy certyfikowanych przez ABW/SKW narodowych szyfratorów IP-krypto o klauzuli „tajne” (mają się pojawić za kilka miesięcy). – Ten system powstawał na bakier ze sztuką tworzenia systemów teleinformatycznych i nie dawał nadziei na wdrożenie. Na etapie projektowania DKiSzW oraz Generalny Zarząd Dowodzenia i Łączności SGWP nie opracowały praktycznie żadnej dokumentacji bezpieczeństwa wymaganej ustawą o ochronie informacji niejaw-

System kadrowy powinien komunikować się np. z systemami logistycznymi, mobilizacyjno-uzupełnieniowymi, medycznymi, szkoleniowymi, a nawet z systemem wsparcia samolotu F-16. „Personel” w postaci zamówionej przez DKiSzW nie mógłby tego robić

Będzie przetarg

M

inisterstwo – wspomagane przez firmę doradczą – będzie zapewne musiało rozpisać przetarg wyłaniający dostawcę systemu ERP. Wątpliwe, by system taki udało się stworzyć i wdrożyć siłami wojska. Trzeba by do tego oddelegować rzeszę informatyków, których w mundurach mamy coraz mniej. Czy decydentów nie przerazi cena komercyjnego systemu? Mogą to być setki milionów, zważywszy na to, ile zgodził się zapłacić za system informacyjny klasy ERP firmom Siemens, SAP i IBM resort obrony Niemiec. Sąsiedzi podpisali kontrakt przewidujący wydanie na ten cel w ciągu pięciu lat 7 mld euro! – Musimy ocenić, w jakich obszarach powinniśmy naśladować Niemców, kupując części systemu ERP, a w jakich możemy dołączyć do niego funkcjonujące już w wojsku systemy, takie jak „Spirala-Zint”, czyli postawić na integrację informacyjną istniejących już systemów. To drugie rozwiązanie jest łatwiejsze we wdrożeniu i tańsze – wskazuje płk Kozak.

posiadane systemy i ich możliwości. Wyciągnęliśmy wnioski, które przełożyliśmy na kluczowe projekty. Kończymy z brnięciem w systemy nieperspektywiczne, budowane jak odrębne wyspy, izolowane informacyjnie, wykonane w archaicznych technologiach, niepodatne na modyfikacje. Jednym z takich nieperspektywicznych projektów okazał się „Personel”, zdaniem podwładnych gen. Nowaka zaprojektowany w sposób, który nie pasuje do koncepcji systemu zintegrowanego informacyjnie przedstawionej w nowej strategii informatyzacji. Powstał system wyspowy, funkcjonujący sam dla siebie. W ograniczonym stopniu uwzględniono w jego budowie powiązania z innymi systemami. Docelowo system kadrowy powinien komunikować się np. z logistycznymi, mobilizacyjno-uzupełnieniowymi, medycznymi, szkoleniowymi, a nawet z systemem 20 Polska Zbrojna

bardzo, że lepiej zrobić nowy system, pasujący do koncepcji informatyzacji. I zaplanować jego wdrożenie z uwzględnieniem wszystkich kosztów: osobowych, szkoleniowych, inwestycyjnych i utrzymania systemu. Bez tego żadne próby podejmowane w tym kierunku nie wypalą.

EKSPERT

Płk rez. Krzysztof Polkowski,
były szef CBT WSI: – Wciąż widzę zagrożenia dla wdrażania niejawnych systemów teleinformatycznych w MON. Zaliczam do nich niski poziom wiedzy ludzi o kwestiach ochrony informacji niejawnych w systemach TI i bezpieczeństwa takich systemów, niedoskonałość naszego prawa oraz naganne praktyki jego stosowania w MON. Staną one na drodze powstawania nowego systemu kadrowego. Będzie to zapewne niejawny system rozległy o klauzuli „tajne”. A zatem nie ma szans na powstanie, jeśli od początku jego tworzenia do prac nie zostanie włączona służba ochrony państwa sfery wojskowej, SKW.

Ciastko za szybą
– Gdyby przyszło polecenie wdrażania „Personelu”, kupilibyśmy ciastko za szybą sklepową, które długo by tam jeszcze leżało. Za kilkadziesiąt milionów. Myślę, że nikt rozsądny nie zgodziłby się na wydanie takich pieniędzy na system, który przez wiele miesięcy byłby wciąż używany tylko w jednym budynku – komentuje płk Mirosław Kozak, szef oddziału analiz i rozwoju nowych technologii DIiT MON. Przed laty DKiSzW założył, że system będzie działał równolegle z innymi sy-

nr 28/2007

nych, bez której WSI, a obecnie SKW nie mogą się zgodzić na wdrożenie. Co gorsza, do dziś MON nie dysponuje możliwościami zbudowania bezpiecznej rozległej infrastruktury teleinformatycznej do klauzuli „tajne” – ubolewa płk rez. Krzysztof Polkowski, były szef Centrum Bezpieczeństwa Teleinformatycznego WSI. I jeszcze jedna wpadka pomysłodawców systemu – nie stworzyli jednolitego wzoru karty opisu stanowiska, nadającej się – po wypełnieniu – do automatycznego wprowadzenia do systemu. Innymi słowy, nie zastosowali kodów do cyfrowego opisu kwalifikacji, preferując zapisy tekstowe (np. w rubryce znajomość języka, zamiast wpisywać 1 dla angielskiego, można umieścić „język angielski”, „j. angielski” lub „jęz. angielski”). Bez sparametryzowanych KOS kadrowcy mieliby kłopot z wyszu-

juszników. – To sprawdzone rozwiązanie – zapewnia Marek Michalewski, radca generalny DIiT, podkreślając, iż zamówiony system musi zostać dostosowany do potrzeb resortu. Żadnego produktu „prosto z półki” nie uda się wdrożyć ad hoc do wojska. Gen. Nowak oraz M. Michalewski wierzą, że klapa z nowym systemem się nie powtórzy. – Po to powstał nasz departament, by wprowadzać nową jakość, stosować rzetelne, sprawdzone metody wdrażania systemów (Prince 2) oraz zarządzania obszarem IT (ITIL). Przed porażką ma zabezpieczyć zaproszenie do współpracy przy planowaniu i wdrożeniu systemu firmy doradczej, niezależnej od producentów, dostawców, wdrożeniowców i odbiorców. Ma to być trzecia siła pomagająca zaplanować system, nadzorować jego wdrożenie oraz dokonać audytu

ku nowoczesnego systemu kadrowego. – Zasugerowaliśmy, że należy wstrzymać prace przy „Personelu”, bo efekt będzie żaden. Trzeba rozwijać „Spiralę-Zint”, która już jest wdrożona we wszystkich WKU, znana użytkownikom i współpracuje z systemami zewnętrznymi (CEPIK, KRK i PESEL), a powinna być pierwotnym źródłem danych kadrowych, oraz doskonalić system „Etat” – przyznaje płk Kozak. „Etat” zawiera moduł ewidencji kadrowej (MEK) i powinien być dostępny w każdej jednostce. Jego możliwości są ograniczone na życzenie kadrowców, którzy nie chcieli dublować funkcji „Personela”. Zawiera tylko podstawowe informacje o żołnierzach (personalia, stopień, kwalifikacje, znajomość języków, grupa krwi, paszport) służące do sporządzania meldunków o gotowości bojowej.

Gdzie kucharek sześć
SYSTEM „PERSONEL” zamówił w przetargu w pierwszym kwartale 2003 r. DPZ na zlecenie DKiSzW, a wdrożenie techniczne miał koordynować ówczesny GZDŁiI SGWP. Spośród ośmiu oferentów komisja przetargowa wybrała propozycję spółki Oracle Polska – najtańszą i porównywalną jakościowo z pozostałymi ofertami. Ponieważ realizacja pracy związana była z dostępem do informacji niejawnych stanowiących tajemnicę państwową, firma zobowiązana była do uzyskania świadectwa bezpieczeństwa przemysłowego. Pracę badawczą rozpoczęto faktycznie w maju 2004 r., ze względu na brak świadectwa firmy Oracle. Tajemnicą poliszynela jest, że przetarg na „Personel” spółka wygrała dumpingową ceną, nie mając zespołu informatyków, którzy mogliby dostosować program do wymagań MON. Dlatego podnajęła ABG Ster-Projekt. W całym projekcie DPZ pilnował przestrzegania procedury zamówienia publicznego. Natomiast DKiSzW mający wdrażać system – według naszych rozmówców – nie zgadzał się być instytucją kierującą – zarządzać projektem i wdrożeniem. Na kłopoty nałożyły się jeszcze skutki organizacyjne likwidacji WSI. Tak oto „Personel” przerósł ówczesne zdolności wykonawcze resortu obrony.

kiwaniem ludzi nadających się do obsadzenia konkretnych stanowisk. Nie działałaby jedna z ważniejszych funkcji systemu.

Na wzór firmy
Płk Kozak przewiduje, że resort będzie chciał zastąpić nietrafiony „Personel” zintegrowanym systemem klasy ERP (Enterprise Resources Planning), a we wszystkich wdrażanych systemach postawi na technologie SOA (Service Oriented Architecture) umożliwiające wymianę danych między różnymi technologiami i systemami. Systemy ERP zajmują się ewidencją logistyczno-kadrowo-finansową oraz sprawami administracyjnymi i kadrowymi – szkoleniem i kwalifikacjami ludzi. Umożliwiają pracę grupową i udostępnianie informacji. Stosują je wielkie korporacje oraz siły zbrojne sonr 28/2007

wdrożenia i odbioru. Pomoże wybrać technologię najlepszą pod względem funkcjonalności i kosztów. A przede wszystkim zrobi coś rewolucyjnego dla wojska – stworzy mapę procesów, również kadrowych, które należy zinformatyzować. Tak ustalona zostanie funkcjonalność także systemu kadrowego. W departamencie chwalą się pierwszym sukcesem na tym polu – specyfikacja do systemu wspierającego logistykę dla F-16 powstała w kooperacji z kancelarią doradczą. Chcemy, by taka metoda postępowania była fundamentem nowej jakości w informatyzacji resortu – w odniesieniu do ERP i 19 innych priorytetowych projektów informatycznych.

Koło ratunkowe
Dyrektor DIiT MON zaproponował tymczasowe rozwiązanie problemu bra-

– To niezły zalążek czegoś większego. Ewidencjonuje nie tylko żołnierzy zawodowych, ale także służby zasadniczej i pracowników wojska – akcentuje płk Kozak. W Centrum Informatyki i Łączności MON powstaje oddział mający zajmować się wyłącznie tematyką systemów ERP. Tworzące go osoby możemy oddelegować na kilka miesięcy do przygotowania prowizorycznego programu wspomagającego kadrowców i dowódców w planowaniu rotacji na stanowiskach. Najpierw należałoby spisać projekt wymagań stawianych temu programowi. – Sądzę, że powinien on umożliwiać zarządzanie ewidencją zasobów ludzkich oraz sporządzanie podstawowych dokumentów i zestawień kadrowych – ocenia płk Kozak. – Tymczasowo rozwiązałoby  to problem. Polska Zbrojna 21

WOJSKO INFORMATYZACJA
oc z 26 na 27 kwietnia br. W centrum Tallina zdemontowany zostaje pomnik żołnierzy radzieckich. Wprawdzie już parę dni później ustawiono go na miejscowym cmentarzu wojskowym, ale i tak Izba Wyższa rosyjskiego parlamentu zwróciła się do prezydenta Władimira Putina o zerwanie stosunków z nadbałtyckim sąsiadem. Ten dyplomatyczny konflikt miał drugie oblicze. Dzień po usunięciu pomnika wypowiedziano Estonii cyberwojnę. Na przełomie kwietnia i maja rosyjscy hakerzy przeprowadzili zmasowany atak na estońskie serwisy internetowe, którego efektem było czasowe zawieszenie działalności rządowych stron internetowych, witryn informacyjnych oraz serwisów bankowych. Agresorzy wykorzystali do tego tzw. komputery zombie – takie, których użytkownicy nie wiedzieli, że mają zainstalowane wirusy i trojany. Przejmując nad nimi kontrolę, komputerowi piraci zasypali serwery internetowe w Estonii fałszywymi prośbami o skorzystanie z ich usług. Dziesiątki, setki tysięcy takich „próśb” na sekundę doprowadziły do paraliżu zaatakowanych stron i serwisów oraz do zawieszenia się obsługujących je serwerów.

NASA

W 2003 r. chińscy hakerzy zaatakowali komputery NASA.

W tym konflikcie nie padł i zapewne nie padnie ani jeden strzał. Gdy media codziennie bombardują nas doniesieniami o bojach w Iraku i Afganistanie, ta wojna toczy się cicho i prawie niezauważalnie. To cyberwojna, z Ameryką i jej sojusznikami po jednej stronie barykady, a resztą świata po drugiej.
KRZYSZTOF WILEWSKI

Wojna XXI wieku
Atak na komputery w Estonii pokazał światu, jak skuteczną bronią może być zwykły komputer. Zaskakująca była jego skala, rozmach i cel, którym była infrastruktura informatyczna całego państwa. Dowiódł, że współczesna wojna nie musi się toczyć przy huku wystrzałów, łoskocie czołgów i ryku przelatujących samolotów. W świecie, gdzie komputery otaczają nas zewsząd, uderzając w nie, paraliżując ich pracę, można odciąć szpitale i fabryki od prądu czy wyłączyć banki i giełdę, wywołując chaos finansowy. Estonia stała się pierwszym państwem, w które hakerzy uderzyli otwarcie, na taką skalę i tak skutecznie. Na pomoc rządowi w Tallinie ruszył cały świat, w tym również polskie służby, które zwalczały znajdujące się w naszym kraju komputery-zombie. Do walki włączyło się również NATO, nie tylko koordynując unieszkodliwianie rozsianych po świecie zainfekowanych komputerów, ale również wysyłając do Tallina informatyków. Dość szybko udało się, przynajmniej teoretycznie, ustalić agresorów. 22 Polska Zbrojna
nr 28/2007

W świecie, gdzie komputery otaczają nas zewsząd, uderzając w nie, paraliżując ich pracę, można odciąć szpitale i fabryki od prądu czy wyłączyć banki i giełdę, wywołując chaos finansowy

Byli nimi rosyjscy hakerzy, którzy na nacjonalistycznych serwerach zamieszczali nie tylko apele do przyłączania się do ataku na zdradzieckich Estończyków bezczeszczących pomniki rosyjskich bohaterów, ale także instrukcje, jak takie ataki przeprowadzać. Bardzo poważnie informatyczny atak na Estonię potraktowali Amerykanie, również wysyłając do Tallina ekspertów. Ta pomoc była bezcenna, bo to właśnie oni mają największe doświadczenie w cyberwojnie.

ku nie będą w stanie zaatakować całego państwa, ale gdy zbiorą się ich dziesiątki tysięcy? Wizja paraliżu zaatakowanego państwa staje się dziś coraz bardziej realna. Amerykanie to wiedzą. Zdaje sobie z tego sprawę amerykańskie wojsko, które stworzyło internet, oddało go we władanie ludzkości, a dziś WWW stanowi jedno z zagrożeń, z jakim musi się mierzyć.

Ameryka kontra reszta świata

EKSPERT

Płk Michał Malinowski,
Oddział Analiz Rozwoju Nowych Technologii, Departament Informatyki i Telekomunikacji: – Sieci teleinformatyczne naszego resortu są podzielone na sieć jawną i niejawną. Do pracy bieżącej w komórkach i jednostkach organizacyjnych MON wykorzystywana jest ta druga. Brak fizycznego kontaktu z internetem praktycznie wyklucza możliwość bezpośrednich ataków. Cyberprzestępcy musieliby przeniknąć fizycznie do struktur resortu, bo sam dostęp do internetu w tym wypadku nie wystarcza. Sieć jawna, mająca dostęp do internetu, służy do prezentacji i wymiany informacji jawnych, które są dostępne bezpośrednio na resortowych serwisach WWW. Serwery tej sieci przechowują głównie informacje publiczne istotne dla społeczeństwa. Są w niej stosowane odpowiednie systemy zabezpieczeń, lecz w wypadku informacji ogólnie dostępnych nie ma potrzeby stosowania drogich zabezpieczeń, które obciążałyby budżet. W resorcie działają dwie wyspecjalizowane komórki zajmujące się monitorowaniem i zapobieganiem zagrożeniom teleinformatycznym. W Wojskowym Biurze Bezpieczeństwa Łączności i Informatyki funkcje takie spełnia Oddział Reagowania na Incydenty Komputerowe. Drugi zespół działa w Centrum Zarządzania Systemów Teleinformatycznych. Na bieżąco badają one możliwe zagrożenia dla wszystkich resortowych sieci i reagują w wypadkach ich zaistnienia. (p.g.)

Gdy w 1999 r. chińscy hakerzy po raz pierwszy tak otwarcie zaatakowali ameCena hegemonii rykańskie serwery, rząd w WaszyngtoMoonlight Maze i Titan Rain to nazwy nie mógł to potraktować jako przypadniewiele mówiące statystycznemu Ko- kowy sukces azjatyckiego kolosa. Co ciewalskiemu. Dla ludzi z branży kompute- kawe, pierwsze informacje sugerowały, rowej to dwie najbardziej znane porażki że ataku dokonano z terenu Rosji, która amerykańskiego Departamentu Obrony nie mogła rywalizować z USA gospodarw kwestii ochrony wojskowych sieci czo, ale jej informatycy zawsze należeli komputerowych przed atakami z inter- do czołówki. netu. Moonlight Maze nazwano atak Dziś nie ma mowy o przypadkowości. chińskich hakerów z 1999 r., w którego W ostatnim raporcie na temat chińskiej efekcie udało się im m.in. wykraść da- armii Amerykanie informują, iż Pekin ne o systemach naprowadzania poci- nie tylko pracuje nad nowymi metodami sków. Titan Rain to atak chińskich ha- cyberataków, ale że ich głównym celem kerów na powiązane z armią serwery, mają być Stany Zjednoczone. Cyberwojtym razem z 2003 r. Ich łupem padły na, w której po jednej stronie barykady m.in. dane z NASA, zbrojeniowego gi- są Amerykanie i sojusznicy, a po drugiej ganta Lockheeda Martina, firmy zajmu- wielonarodowa mieszanka z Chińczykającej się badaniami nad bronią atomo- mi na czele, stała się bardziej realna niż wą – Sandia National Laboratories oraz przedtem. z serwerów bazy wojskowej Redstone Odpowiedzią na plany Pekinu jest Arsenal. Jak ważne daW ostatnim raporcie na utworzenie przez Wane mogły zostać wyszyngton Centrum Dokradzione, świadczy wodzenia Cyberprzetemat chińskiej armii reakcja chińskiego rząstrzennego w BarksdaAmerykanie informują, le w Luizjanie, któredu. Pekin zaprzecza oskarżeniom Amery- iż Pekin nie tylko pracuje go szefem został gen. kanów w obu spraRobert Elder. Placównad nowymi metodami ka ma zatrudniać powach. Jednak jeszcze do niedawna Chiny nie cyberataków, ale że ich nad 20 tys. osób, które dysponowały odpobędą zajmowały się wiednią technologią, głównym celem mają być walką z hakerami ataby rywalizować z USA kującymi wojskowe Stany Zjednoczone w wyścigu zbrojeń, tekomputery. Elder nie raz natomiast zapowiadają budowę sa- ukrywa, że jego ludzi najbardziej będą inmolotu klasy F-22 Raptor, który produ- teresowały Chiny – największe, według kuje właśnie Lockheed Martin. niego, źródło zagrożenia. To ogromna Amerykanie wiedzą, że będąc hege- zmiana w stanowisku amerykańskiej armonem w dziedzinie wojskowości, są mii, która unikała do tej pory konfrontacyjobiektem wzmożonego zainteresowania nego języka w stosunkach z Pekinem. ze strony obcych wywiadów. Gdyby cyWojnę w Iraku czy Afganistanie moberwojna ograniczała się do wykradania żemy śledzić jedynie na ekranach teleinformacji za pomocą internetu lub do wizorów. Ona nas nie dotyczy. Obejrzywłamań na rządowe strony informacyj- my wiadomości, a potem idziemy do ne, nazywaliby ją najwyżej potyczką. sklepu. Jeżeli w wirtualnym świecie wyKomputery są jednak wszędzie. W szpi- buchnie otwarta wojna Chin z Ameryką, talach, fabrykach, urzędach, bankach. to dotknie ona każdego z nas. Telewizje Gdy zostaną zaatakowane przez hakerów, przestaną nadawać, zamknięte zostaną może to sparaliżować cały kraj albo za- kasy i bankomaty. Cofniemy się tech łamać gospodarkę. Jeden haker czy kil- nicznie o pół wieku. Polska Zbrojna 23

nr 28/2007

WOJSKO PROBLEMY

Nikt nie ma prawa do zabijania. Każdy ma jednak prawo do obrony

KRYTERIA: Każdy ma prawo do użycia siły (z wykorzystaniem broni włącznie) w obronie własnej, w celu odparcia bezpośredniego zamachu na niego, innych żołnierzy, wyznaczonych osób, cywilów i ochrony własności. STOPNIOWANIE ODPOWIEDZI: Zasady ROE mówią także o stopniowaniu odpowiedzi na zagrożenia, o słownych wezwaniach, ostrzeżeniach, o oddaniu strzałów ostrzegawczych, a w przypadku użycia broni, o prowadzeniu ognia celowanego i w minimalnym zakresie. W PODSUMOWANIU STOPNIOWANIA CZYTAMY: Żadne z powyższych działań nie wyklucza bezpośredniego (natychmiastowego) użycia

Kryteria i zasady użycia siły podczas misji w Iraku (ROE)

24 Polska Zbrojna

ALEKSANDER RAWSKI

nr 28/2007

Procedur można się uczyć latami. Bywają jednak sytuacje, kiedy najlepszy nawet żołnierz nie wie, czy pociągnąć za spust, czy poczekać. Problem w tym, że ci wyrywni stają później przed prokuratorem. Natomiast ci, którzy czekają zbyt długo, tracą życie.

BOGUSŁAW POLITOWSKI

K

apitan Ch., dowódca pododdziału bojowego, który przygotowuje się do kolejnej irackiej zmiany, mówi, że najbardziej boi się, aby kiedyś zbyt pochopnie nie pociągnąć za spust lub nie wydać za szybko takiego rozkazu podwładnym. Na sugestie dziennikarza, że opracowane są przecież jasne i precyzyjne zasady użycia broni na misji, tzw. ROE, uśmiecha się znacząco. – Owszem, to, co tam napisano, jest słuszne i ogólnie przestrzegane. Jednak w ekstremalnych sytuacjach, w warunkach bojowych, gdy adrenalina buzuje, a nerwy napięte są do granic, człowiek nie myśli o formułkach. Działa instynktownie, a instynkt zaprogramowany jest tak, aby eliminować zagrożenie wszelkimi metodami – podsumowuje uczestnik trzech zmian.
broni, jeśli zwłoka w jej użyciu groziłaby bezpośrednim niebezpieczeństwem dla życia, zdrowia ludzkiego lub chronionej własności. W PODSUMOWANIU PRZYPOMINA SIĘ, ŻE: Żadne z postanowień niniejszego ROE nie ogranicza prawa i obowiązku dowódców jednostek (pododdziałów) wojskowych, aby użyć wszelkich dostępnych środków oraz podjąć stosowne (konieczne) działania w celu obrony podległych jednostek (pododdziałów) wojskowych i sił koalicji.

Posterunek na irackiej drodze. Zapada zmrok. Kilku żołnierzy pełni służbę. Strzelec na wieżyczce hummera uważnie lustruje okolicę. Nagle w oddali pojawia się czerwony samochód. Na odprawie ostrzegano, że niedawno taki skradziono i może być użyty w zamachu. Żołnierza ściskającego kolbę PK oblewa pot. Samochód zbliża się do posterunku. Mimo że znaki nakazują zwolnić prędkość do 20 kilometrów na godzinę, jedzie o wiele za szybko. Żołnierz kieruje lufę na szybę pojazdu. Zgrywa przyrządy celownicze. Serce wali mu jak oszalałe. Ma kilka sekund na analizę sytuacji. Jeśli to zamach, zginie on i kilku jego kolegów. Wstrzymuje oddech, dotyka palcem spustu i... auto zwalnia. Ulga miesza się ze złością na młodą Arabkę, która chwilę później łamanym angielskim wyjaśnia, że w sta-

rym samochodzie zacina się pedał gazu. Dziewczyna nie wie, że od śmierci dzieliła ją sekunda. W podobnej sytuacji w Bagdadzie, na posterunku amerykańskim, kilku Włochów ze służb specjalnych wiozących na lotnisko uwolnioną z rąk porywaczy dziennikarkę miało mniej szczęścia. Żołnierz, widząc jadący zbyt szybko samochód, zaczął strzelać. Były ofiary. Na innym posterunku amerykański żołnierz miał skrupuły, czy strzelać do nadjeżdżającej toyoty. Samochód wjechał na teren posterunku i eksplodował. Zginęło kilka osób. Gdyby 18 lutego 2004 r. mongolski wartownik Gambold Azzaya z bazy Charlie w Al Hilli (pisaliśmy już o nim – „PZ” 26/2007) zawahał się i nie strzelił do kierowcy ciężarówki pędzącej w kierunku ogrodzenia polskiej bazy, mogło zginąć bardzo wielu żołnierzy. Procedury ROE są jasne. Każdy żołnierz zna je na pamięć. Jednak w ostatecznym rozrachunku o oddaniu strzału decyduje nie formułka, lecz sytuacja, emocje, stres i instynkt. Bywa, że w analogicznych sytuacjach decyzja o użyciu broni raz ratuje życie żołnierzy, innym razem okazuje się tragiczną w skutkach pomyłką.

Najlepszą obroną jest atak
Nikt nie ma prawa do zabijania. Każdy ma jednak prawo do obrony. Podczas misji irackiej, a już niedługo pewnie i w Afganistanie, sprawdza się powiedzenie, że najlepszą obroną jest atak. Amerykanie wyznają tę zasadę od dawna, ale oni także najczęściej się mylą. W działaniach wyprzedzających i zapobiegających potencjal- Polska Zbrojna 25

nr 28/2007

JAROSŁAW RYBAK

WOJSKO PROBLEMY
nym atakom często od ich pocisków giną niewinni ludzie. Co jakiś czas media informują o cywilnych ofiarach. Wtedy burzą się ci, którzy nigdy nie byli i zapewne nie będą w takiej sytuacji jak żołnierz błyskawicznie podejmujący decyzję, czy strzelać. Oni nie zrozumieją, że arabski operator telewizji zginął nie z powodu kaprysu amerykańskiego żołnierza, ale dlatego, że z daleka z kamerą na ramieniu do złudzenia przypominał terrorystę trzymającego wyrzutnię RPG. Nie zrozumieją, że załoga czołgu wystrzeliła z armaty w okno hotelu nie dla zabawy, ale dopiero po tym, jak zauważyła w tym miejscu błyski przypominające odbicie promieni słonecznych od przyrządów celowniczych. Młode dziewczyny zakochane w swoich narzeczonych wojskowych nie przejmują się czekającymi je trudnościami. Wierzą, że pokonają każdą przeszkodę. A problem powstaje na przykład wtedy, gdy mąż zostaje przeniesiony do innej jednostki, do odległego miasta. Wówczas albo przeprowadza się cała rodzina, albo mąż wyjeżdża sam, a rodzinę odwiedza raz na jakiś czas. Kiedy już żona pójdzie za mężem, trudno jej znaleźć pracę w nowym miejscu. – Przeprowadziliśmy się do Elbląga siedem lat temu – opowiada Anna Kowalska. – Miałam wtedy malutkie dzieKAROLINA KRAJEWSKA

Ż

Pytania bez odpowiedzi

ołnierze często stoją przed bardzo trudnymi decyzjami, które trzeba podejmować w ułamkach sekund. Dla przykładu – fragment rozmowy żołnierzy służących na misjach: – Czy podczas bojowej akcji, kiedy chwilę wcześniej ktoś odpalił bombę i do ciebie strzelał, na widok mężczyzny, który się dziwnie porusza, a spod ubrania wystają mu jakieś kable, oddać strzały, czy nie? – pyta jeden z oficerów misji irackiej. – A jeśli okaże się, że zastrzelony Arab słuchał tylko walkmana, to co wtedy? Prokurator? – Czy strzelać do kobiety, która pod tradycyjnym muzułmańskim strojem coś niesie i nie reaguje na komendy do zatrzymania? Strzelisz? A jak się okaże, że była to starsza i przygłucha babcia niosąca pod burką upominek dla wnucząt? No dobrze – nie strzelisz. A jak podejdzie i podczas przeszukania wysadzi w powietrze siebie i przy okazji twoich ludzi, to co? – Jeśli podczas patrolu w mieście ktoś rzuci granat w kierunku twojego wozu, strzelisz w tłum? Nie? A jak za chwilę ktoś rzuci jeszcze dwa granaty...? A tak w ogóle, to czyją śmierć wolałbyś mieć na sumieniu? Kilku nieznajomych Irakijczyków, czy kilku swoich ludzi, którzy zginęli, bo się zawahałeś, bo zacząłeś sobie przypominać regułki ROE, zamiast dać komendę: ognia! – mówi znajomy podpułkownik, uczestnik jednej z irackich misji.

ALEKSANDER RAWSKI

Trudna decyzja
Decyzja o użyciu broni zawsze jest bardzo trudna i jak na ironię musi być podejmowana w mgnieniu oka. Wiadomo, że na misje nie jadą psychopaci, spragnieni krwi najemnicy, lecz normalni ludzie, którzy z racji wykonywanego zawodu dostali rozkaz użycia broni. Niestety naszym żołnierzom też zdarzały się pomyłki. Podejmowali zbyt szybko decyzje. Organy ścigania badały każdy taki przypadek – czy nie doszło do samowoli, do nieuzasadnionego użycia broni. Każdy niepotrzebny strzał, każda seria oddana w kierunku niewinnych cywilów, bez względu na efekt, smuci. Jest porażką dowódcy i zwykłego żołnierza. Jednak nawet najlepiej napisane prawa, regułki i formułki, nawet najdłuższe i najlepsze szkolenie, nie jest w stanie zmienić natury ludzkiej i zagłuszyć instynktu samoobrony. To on powoduje, że czasami ogień otwiera się zbyt szybko. 

Żoną w
ci. Nie byłam zainteresowana natychmiastowym podjęciem pracy, ale złożyłam swoje CV u dowódcy 13 Elbląskiego Pułku Przeciwlotniczego. Po dwóch latach dostałam odpowiedź, i zostałam pracownikiem wojska. Gdyby nie pomoc dowódcy, wówczas pułkownika Jana Kantypowicza, byłoby ciężko z pracą. – Kiedyś było łatwiej, bo zatrudniano wszystkich. Każdy musiał pracować – mówi Danuta Gutowska. Teraz żony wojskowych starają się pomagać sobie nawzajem. – Jeżeli wiemy o jakimś zajęciu, informujemy natychmiast bezrobotne koleżanki – mówi pani Danuta.

– Tylko nie wychodź za mąż za wojskowego – radzili rodzice Danucie Gutowskiej z Elbląga. Ona ich nie słuchała. Poszła za głosem serca. Od trzydziestu lat jest żoną Jerzego Gutowskiego, obecnie w stopniu kapitana, służącego w sztabie 16 Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej.

N

ajbardziej smuci i zawstydza tragiczny w skutkach friendly fire (przyjacielski ogień), czyli przypadkowy ostrzał własnych (lub sojuszniczych) sił. Niestety, i w Iraku i w Afganistanie miało miejsce wiele takich przypadków. Rok 2003 – Karbala. Amerykańskie rakiety Patriot w wyniku błędu zestrzeliły F/A-18C Block 46 Hornet. Pilot nie przeżył. Tego samego roku angielski czołg Challenger 2 został ostrzelany przez inny angielski czołg w nocnych walkach. Zginęło dwóch żołnierzy. Rok 2006 – południowy Afganistan. Dwa amerykańskie A-10 zaatakowały oddziały kanadyjskie. Zginął jeden szeregowy, a rannych zostało pięciu innych żołnierzy biorących udział w operacji przeciwko talibom. W tym samym roku w Iraku w amerykańskim ataku lotniczym zginęło ośmiu kurdyjskich żołnierzy.

Przyjacielski ogień
UK MOD

Trzeba być otwartym
Jeszcze trudniej jest, gdy mąż musi wyjechać na poligon albo misję. Wtedy wszystkie obowiązki spadają na kobietę. Jeżeli krótko mieszka w danym mieście i nie nawiązała jeszcze żadnych znajomości, czuje się osamotniona. Musi szybko odnaleźć się w nowym środowisku.
nr 28/2007

26 Polska Zbrojna

LUDZIE WOJSKO
– Ja od razu po przeprowadzce zapukałam do sąsiadów, przedstawiłam się – mówi Anna Kowalska. – Zawsze wyciągam pierwsza rękę do sąsiadów. – Ania jest otwarta na ludzi i ma smykałkę organizacyjną – dodaje Celina Jankowska, przewodnicząca elbląskiego Stowarzyszenia „Rodzina Wojskowa”. Anna Kowalska przeprowadziła się do Elbląga z Wrocławia, Celina Jankowska przyjechała ze Śląska. Takie życie hartuje. Problem związany z częstymi przeprowadzkami dotyka również dzieci rodzin wojskowych. Musiała szybko odnaleźć się w nowym środowisku. Musiała być otwarta na ludzi. Takie życie ją zahartowało. Anna Kantypowicz nie jest jeszcze mężatką. Nie planuje wychodzić za mąż za wojskowego. Wie, że to oznacza częste przeprowadzki, częste rozłąki z mężem. – No, chyba że się bardzo zakocham – dodaje pani Anna. Danucie Gutowskiej właśnie coś takiego się przytrafiło, i nie narzeka. – Zakochałam się – mówi pani Danuta. – Nasze małżeństwo trwa już trzydzieści lat. Mój mąż to człowiek z charaknie chciałybyśmy założyć takiego koła w Elblągu – mówi Celina Jankowska. Obecnie członkinie tego stowarzyszenia organizują różne imprezy, festyny, wspólne grillowanie na działkach. Przychodzi wówczas około dwudziestu kobiet. – Rozmawiamy o dzieciach, o chorobach, wymieniamy przepisy kulinarne – opowiada Danuta Gutowska. – Wspieramy się. Gdy któraś ma problem, może się pożalić. My jej poradzimy. Nawet jeżeli tylko się wygada, to już jest dobrze – dodaje. Kiedy żony wojskowych idą na babskie spotkanie, oni w tym czasie zosta-

ą wojskowego być
– Zaczęłam się uczyć w szkole podsta- terem, ale w domu nie jest tyranem. wowej w Koszalinie. Potem przeprowadzi- Czuły, opiekuńczy – nie zamieniłabym go liśmy się do Warszawy, skąd wróciliśmy na innego. do Koszalina. Później – Mój tata mówił, że przeprowadziliśmy się Jeszcze trudniej jest, gdy musi mieć albo wyrozudo Elbląga. Stamtąd mąż musi wyjechać na miałą żonę, albo nie wyjechałam na studia mieć jej wcale – dodaje poligon albo misję. do Olsztyna – opowiaAnna Kantypowicz. da Anna Kantypowicz, Aby wyobcowanie Wtedy wszystkie córka pułkownika rei trudy dnia codziennezerwy Jana Kantypowigo mniej doskwierały obowiązki spadają na cza, byłego dowódcy żonom wojskowych, kobietę. Jeżeli krótko 13 Elbląskiego Pułku w maju ubiegłego roku Przeciwlotniczego. mieszka w danym mieście powstało w Elblągu Sto– Zawsze z żalem opuszwarzyszenie „Rodzina i nie nawiązała jeszcze Wojskowa”. Istnieje ono czałam stare środowisko. Potrzebowałam pół żadnych znajomości, czuje przy 13 Elbląskim Pułroku, żeby zaadaptować ku Przeciwlotniczym. się do nowego. się osamotniona. Musi Do stowarzyszenia naleKiedy dorośli zmieży obecnie czterdzieści szybko odnaleźć się niają miejsce zamieszkobiet, głównie żony kania, bywa, że podi córki wojskowych. w nowym środowisku trzymują dawne znajo– Dowódca 13 Pułku mości. – Dziecko te kontakty zrywa – mó- płk Roman Cieślik był w Lesznie. Tam już wi pani Anna. Ale jak sama ocenia z per- działało Stowarzyszenie „Rodzina Wojskospektywy czasu, są i plusy takiego życia. wa”. Gdy wrócił, zaproponował nam, czy
nr 28/2007

ją w domu i zajmują się dziećmi. – Mężowie się nie burzą – mówi Danuta Gutowska.

Problemy znikają
Żony wojskowych z Elbląga pomagają też innym. Ogłosiły konkurs wśród uczniów elbląskich szkół. Dzieci wyhaftowały różne motywy: zajączki, kwiatki, miśki. Panie uszyły z kawałków materiału poduszki-przytulanki i umiejętnie wkomponowały w nie dziecięce wyszywanki. Pierwszych piętnaście poduszek trafiło pod koniec czerwca do dzieci przebywających w hospicjum w Toruniu. – Te chore dzieci bardzo się cieszą – mówi Celina Jankowska. – Ich rodzice również. My także mamy jakieś problemy, ale gdy popatrzymy na problemy tych chorych dzieci, nasze znikają. W ubiegłym roku wyszywali tylko uczniowie z miejscowych szkół. W tym roku żony wojskowych z Elbląga rozszerzyły tę działalność na całe województwo warmiń sko-mazurskie. Polska Zbrojna 27

KAROLINA KRAJEWSKA

KULISY MEDYCYNA
Z pisemnego oświadczenia dowódcy klucza, który jest zarazem instruktorem wytypowanym do szkolenia podchorążych Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie: w celu zaliczenia okresowych badań lekarskich kwalifikujących do lotów punktualnie o 8.00 zgłosił się do rejestracji miejscowego, 6 Szpitala Wojskowego. Dostał skierowanie do laboratorium i jak inni stanął w kolejce. Dokładnie o 8.45 oddał krew do analizy. O 13.00 odebrał wyniki badań i udał się z nimi do internisty. – Zostałem jednak odprawiony z kwitkiem. Okazało się, że nie ma moich akt, które do tej pory znajdowały się w Woj-

Trzy lata temu w rozporządzeniu MON zapisano, że dęblińscy piloci do stopnia kapitana włącznie coroczne badania lekarskie, kwalifikujące do lotów, będą przechodzić poza Wojskowym Instytutem Medycyny Lotniczej. W tym roku odbiło się to czkawką.

Falstart
ROMAN PRZECISZEWSKI

skowym Instytucie Medycyny Lotniczej, gdzie zawsze byłem badany. Orzeczenie o przydatności do latania dostałem dopiero osiem dni później. W tym czasie nie mogłem wykonywać niektórych zadań służbowych – akcentuje. Jeszcze dziwniejsze przygody przeżyli inni piloci z Dęblina.

Długie vacatio legis
– Niech pan napisze o tym cyrku, może coś się zmieni – mówią piloci z 1 Ośrodka Szkolenia Lotniczego w Dęblinie, tłumacząc swój telefon z prośbą o pomoc. W ich relacji sprawa przedstawia się następująco: jeszcze w pierwszych mie28 Polska Zbrojna

siącach tego roku piloci zaliczali wszystkie badania związane z lataniem w Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej. Spokojnie, bez problemów i szybko. Niespodziewanie jednak jeden z ich kolegów oddelegowanych na kolejne badania został z instytutu... wyproszony. – Pojechałem do Warszawy i nikt nie chciał ze mną rozmawiać. Usłyszałem tylko, że zgodnie z nowymi ustaleniami służbowymi muszę najpierw zgłosić się do przewodniczącego Wojskowej Komisji Lotniczo-Lekarskiej w Dęblinie, a ten pokieruje mnie dalej – ukonkretnia oficer pilot. – Pokierowałem – zgodnie z odpowiednimi przepisami – nie do WIML, ale

do 6. Szpitala Wojskowego – potwierdza ppłk Ryszard Woźny, szef tejże komisji. Wspomniane przez niego „odpowiednie przepisy” znajdują się w Dzienniku Urzędowym nr 133 z 2004 r. Można znaleźć w nim adnotację, że „do orzekania o zdolności fizycznej i psychicznej do zawodowej służby wojskowej są właściwe komisje lekarskie”. W ich spisie jest także Wojskowa Komisja Lotniczo-Lekarska w Dęblinie. Z dalszej części urzędowej decyzji wynika, że do kompetencji owej komisji należy orzekanie o zdolności do zawodowej służby wojskowej żołnierzy personelu latającego, personalnego-naziemnego, zabezpieczenia lotów i personelu służby inżynr 28/2007

– NIE DO PRZYJĘCIA JEST FAKT, ŻE PILOCI W RAMACH BADAŃ WKLL TYGODNIAMI NIE MOGĄ ZROBIĆ BADAŃ OKRESOWYCH, PRZEZ CO TRACĄ UPRAWNIENIA DO WYKONYWANIA LOTÓW. POCIĄGA TO ZA SOBĄ OGROMNE KOSZTY

nieryjno-lotniczej – do stopnia etatowego kapitana. Zapis ten, będący rozporządzeniem ministra obrony, pochodzi sprzed trzech lat. Dlaczego tak znienacka dał o sobie znać dopiero w tym roku? – Nie wiem. Wiem tylko, że wreszcie zaczął obowiązywać – tłumaczy ppłk Woźny i po więcej informacji odsyła do komisji lotniczo-lekarskiej Sił Powietrznych. Mjr Tomasz Kozicki, zastępca przewodniczącego tejże komisji, odbija jednak piłeczkę jeszcze wyżej. – Więcej danych można uzyskać jedynie w Centralnej Wojskowej Komisji Lekarskiej.
nr 28/2007

Lipa na resorach
Tylko w 1 Ośrodku Szkolenia Lotniczego jest 43 pilotów do stopnia kapitana. Niektórzy tegoroczne badania lekarskie dopuszczające do dalszych lotów zaliczyli po staremu w WIML w pierwszych miesiącach br. Pozostali mieli je już przejść w miejscowym szpitalu. Niestety, część z nich od razu podzieliła los wymienionego wcześniej oficera dowódcy klucza, zarazem instruktora, i nie dostała stosownego orzeczenia. Oficjalnie: ze względu na brak kart zdrowotnych, które pozostały w WIML. Jednakże następnych pilotów – gdy karty te dotarły już do Dęblina – też czekał zimny prysznic.

– Na badaniach poczuliśmy się intruzami. Zamiast szkolić podchorążych, pokornie staliśmy w kolejkach i czekaliśmy, kiedy poproszą nas do gabinetu – opowiada jeden z lotników. – Te badania to lipa na resorach. Wie pan, ile trzeba stracić na nie czasu? – dodaje drugi. Z „dziennego planu badań”, który otrzymywał każdy pilot, wynikało, że „dopuszczenie do lotów zajmie trzy dni”. Pierwszego dnia trzeba było zaliczyć laboratorium, neurologa, laryngologa, okulistę, zrobić ekg., rentgen klatki piersiowej i zatok oraz audiogram. Drugiego odwiedzić m.in. psychologa, stomatologa i chirurga, a także przejść próbę Polska Zbrojna 29

GRAFIKA: MARCIN DMOWSKI

KULISY MEDYCYNA
wysiłkową i spirometrię. Trzeciego dnia wykonać ostatnie badania u specjalistów, po czym komisja miała wydać ostateczne orzeczenie. – Poślizgi zaczynały się już pierwszego dnia. Tym bardziej że garnizonowy okulista przyjmuje tylko dwa razy w tygodniu: dwie godziny w poniedziałek i dwie godziny w środy. Mało tego: przed jego gabinetem obowiązuje lista. – Przed innymi gabinetami także kłębił się tłum ludzi. Najpierw wchodzili na badania kandydaci do liceum lotniczego, później wcześniej zapisani pacjenci, na końcu my. – Czy starszej pani czekającej od szóstej rano w kolejce mogłem powiedzieć: przepraszam, ja muszę wejść pierwszy, bo jestem potrzebny podchorążym? Nie. I dlatego cierpliwie traciłem kolejne godziny. bić badań okresowych, przez co tracą uprawnienia do wykonywania lotów. Pociąga to za sobą ogromne koszty finansowe zawinione przez 6 Szpital Wojskowy – podkreślał ppłk Znojek. Jaki więc był sens przeniesienia tych badań z WIML do wojskowego, ale jednocześnie prowincjonalnego szpitala? Szpitala, trzeba dodać, który nie może wykonać wszystkich badań, jakie mają przejść piloci. – Wcale tego nie kryję. Przykładowo – nie mamy lotniczej wirówki, a próbę wytrzymałościową możemy przeprowadzać jedynie w warunkach szpitalnych – potwierdza Waldemar Klimasiński, zastępca dyrektora dęblińskiego szpitala. – O tym, że mamy badać pilotów do stopnia kapitana, dowiedzieliśmy się dosłownie z dnia na dzień. Nie byliśmy na to przygotowani. Podrzucono nam kukułcze jajo, a my – jako szpital wojskowy – nie mogliśmy powiedzieć „nie”. Mimo że mamy bardzo duże obciążenia wynikające z realizacji wać jedynie Wojskowa Komisja Lotniczo-Lekarska w Dęblinie. Przez kilkadziesiąt miesięcy wydawał je WIML, zatem organ niewłaściwy, co oznacza, że były one nieważne. Gdyby doszło do jakiejś tragedii, to byłaby sprawa dla prokuratora... Zdaniem płk. Marata, sytuacja w Dęblinie już się ustabilizowała. Miejscowa komisja lotniczo-lekarska przejęła wszystkie karty pilotów, a żołnierze zawodowi skierowani na badania okresowe przyjmowani są w szpitalu poza kolejnością. – Postępujemy zgodnie z przepisami Ministerstwa Obrony Narodowej – podkreśla. – Przecież wszystko zależy od Dowództwa Sił Powietrznych. Jeżeli stwierdzi ono, że komisja lotniczolekarska w Dęblinie jest zbyteczna, natychmiast podejmiemy odpowiednie przedsięwzięcia służbowe i ją rozformujemy. Poza tym – ta komisja wydaje corocznie tysiące orzeczeń dla uczniów liceum lotniczego oraz podchorążych „Szkoły Orląt” i nikt do tej pory nie narzekał na sprawność jej działania. Z perspektywy Warszawy praktycznie nie ma więc problemu. Co prawda zdarzył się falstart w czasie tegorocznego badania pilotów, lecz to wcale nie znaczy, iż tak musi być stale. Nieistotne jest także to, że szpital w Dęblinie nie może wykonywać niektórych badań, gdyż „akurat te badania nie obowiązują wszystkich pilotów”. W razie czego z powrotem odeśle się ich do WIML. Czy wszystko jest zatem OK? Niestety, nie. – Całkiem niedawno oficjalnie podawano, że dębliński szpital wkrótce nie będzie już wojskowy. Czy jest to już nieaktualne? Poza tym oficjalnie wiadomo, że WIML tylko wypożyczył nasze karty zdrowia. Co będzie dalej? – zastanawia się jeden z pilotów. Drugi ze stoickim spokojem dopowiada: – Papier przyjmuje wszystko. Nawet największe odstępstwa od realiów. Być może dlatego w Regulaminie Lotów Lotnictwa Sił Zbrojnych RP funkcjonuje przepis, że każdy pilot wojskowy podlega obowiązkowemu przeglądowi stomatologicznemu nie rzadziej niż dwa razy w roku. Za organizację tych przeglądów odpowiedzialny jest lekarz lotniczy jednostki. Kłopot w tym, że etat takiego lekarza zlikwidowano u nas przed laty i że do stomatologa możemy dostać się jedynie raz w roku, właśnie podczas badań okresowych. Jeżeli więc coś się zdarzy, to naprawdę zainteresuje się tym prokurator? 
nr 28/2007

Kukułcze jajo
Cierpliwość stracili natomiast niektórzy przełożeni. Ppłk nawig. Bogumił EKSPERT

Płk Olaf Truszczyński,
dyrektor Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej: – Nic na to nie poradzę, że personel latający z powiatu ryckiego, czyli z Dęblina, zgodnie z urzędowymi zapisami nie może przechodzić badań w mojej placówce. Powiem krótko: ci piloci powinni być badani w WIML, który ma odpowiednich specjalistów i dysponuje potrzebną aparaturą. W tej sytuacji mogę więc tylko złożyć deklarację, że w każdej chwili jesteśmy gotowi do przejęcia owych badań i prowadzenia ich, jak dotąd, terminowo oraz na najwyższym poziomie.
ROMAN PRZECISZEWSKI

Czy badanie młodych pilotów z Dęblina w „terenie”, a nie w specjalistycznej, powołanej właśnie do tego placówce wojskowej służby zdrowia w Warszawie, ma sens?

Znojek, występując w imieniu dowódcy 6 Bazy Lotniczej w Dęblinie, który podpisał umowę z 6 Szpitalem Wojskowym „na realizację świadczeń zdrowotnych na odpowiednim poziomie jakościowym, jak również w określonym terminie”, nie krył rozczarowania. W liście do dyrektora dęblińskiego szpitala nazywał rzeczy po imieniu. Po pierwsze – odnotowano liczne przypadki, że pracownicy wojska i kadra mają trudności z obyciem konsultacji specjalistycznych, a niekiedy słyszą nawet odmowę. Po drugie – żołnierze zawodowi nie mogą dostać się m.in. do poradni neurologicznej czy okulistycznej. Są przy tym traktowani jak intruzi. – Nie do przyjęcia jest fakt, że piloci w ramach badań WKLL tygodniami nie mogą zro30 Polska Zbrojna

kontraktów Narodowego Funduszu Zdrowia i coraz mniej personelu. Krótki rekonesans po szpitalu potwierdza słowa dyrektora. Przed niemal każdym gabinetem są kolejki. Na dodatek można usłyszeć, że już wkrótce nie będzie tu ortopedy a na kontrakcie pozostanie jeden anestezjolog, gdyż ten, który ma etat, odchodzi.

Kontra i rekontra
Czym wytłumaczyć cały ten cyrk? Czy badanie młodych pilotów z Dęblina w „terenie”, a nie w specjalistycznej, powołanej właśnie do tego placówce wojskowej służby zdrowia w Warszawie, ma sens? Płk Sławomir Marat, przewodniczący Centralnej Wojskowej Komisji Lekarskiej, od razu zbija powyższe wątpliwości: – A wie pan, jak brzmi rozporządzenie ministra obrony sprzed trzech lat? Zgodnie z nim, orzeczenia o dopuszczaniu tych pilotów do latania może wyda-

nr 28/2007

Polska Zbrojna 31

NASZYM AAAAAAA OKIEM '&==k=_=Y=e=ÚÈ--°=<8=mÂÆ]=Ê==:=l=¬=¯=ÅÎ==5=FG=C={ AAAAAAAA
Ppłk Paweł Lewandowski, dyrektor artystyczny XVII MFOW, był przeciwny ponownemu zorganizowaniu najważniejszego koncertu na stadionie WKS Wawel Kraków i łączeniu go z pokazami wyszkolenia żołnierzy. Chciał, aby na pierwszym planie koncertu galowego znalazły się orkiestry i ich muzyka. Poza tym na murawie stadionu nie byłoby słychać przytupu maszerujących muzyków. Zdaniem dyrektora, Rynek Główny był lepszym miejscem na koncert ze względów akustycznych. Pułkownik chciał również przybliżyć orkiestry do publiczności i zapewnić im wspaniałą, niekosztowną scenografię. Ku zadowoleniu ponad 2 tys. widzów festiwalu udało się wykonać plany. Orkiestry zaprezentowały się w scenerii Sukiennic, a udany koncert zakończyła defilada muzyków i Kompanii Reprezentacyjnej WP oraz pokaz sztucznych ogni.

Międzynarodowy Festiwal Orkiestr Wojskowych od 17 lat jest organizowany w Krakowie. Tegoroczny uświetnił 750. rocznicę lokacji grodu na prawie magdeburskim pod Wawelem. Po raz pierwszy koncert galowy imprezy odbył się w Sukiennicach na Rynku Głównym.

na pierwszym planie
JAC E K S Z U S TA KOW S K I

32 Polska Zbrojna

nr 28/2007

| | | | | | | | | {=|=<8=mÂÆ]=Ê=ÅÎÆ]=Ê==:=l=¬=¯=ÅÎ==5=FG=C={==_=Y=e=ÚÈ-|-°=<8=mÂÆ]=
FORUM SŁUŻBA WYDARZENIA LUDZIE MILITARIA W GARNIZONIE PORADY ŚWIAT TO I OWO SPORT HISTORIA

Gospodarze

W

koncercie galowym na Rynku Głównym wystąpiło sześć polskich orkiestr wojskowych: Orkiestra Reprezentacyjna WP im. gen. Józefa Wybickiego, Orkiestra Reprezentacyjna Wojsk Lądowych, Orkiestra Reprezentacyjna POW, Orkiestra Reprezentacyjna ŚOW, Orkiestra Garnizonowa Sił Powietrznych z Radomia i Orkiestra Garnizonu Kraków. Ponadto zaprezentowały się: Orkiestra Reprezentacyjna Straży Granicznej z Nowego Sącza i Orkiestra Reprezentacyjna Policji. Koncert galowy uświetniły: Kompania Reprezentacyjna WP, Grupa Mażoretek „Wiraże” z Wilamowic oraz Chór i Balet Reprezentacyjnego Zespołu Artystycznego WP.

Goście z zagranicy

T

nr 28/2007

ylko trzy orkiestry zagraniczne zaprezentowały się publiczności na tegorocznym festiwalu: Główna Orkiestra Reprezentacyjna Wojsk Lądowych Francji, Sztab Muzyczny Korpusu Bundeswehry i Orkiestra Wojsk Lądowych z Lwowa. Ta ostatnia najpierw odmówiła udziału w XVII MFOW, ale na trzy tygodnie przed imprezą powiadomiła organizatorów, że jednak przyjedzie do Krakowa. Pokrzyżowało to plany komitetu organizacyjnego, któremu przewodził gen. dyw. Włodzimierz Potasiński, p.o. dowódca 2 Korpusu Zmechanizowanego. W końcu organizatorzy zdecydowali się przyjąć orkiestrę wraz z grupą baletową i nie żałowali decyzji. Goście z Ukrainy tradycyjnie już podbili serca krakowskiej publiczności.

Polska Zbrojna 33

WOJSKA LĄDOWE
tarszy chor. sztab. Jarosław Krysiński jest pomocnikiem dowódcy ds. podoficerów w 12 Brygadzie Zmechanizowanej. Nie narzeka na brak pracy: jednostka liczy prawie 3 tys. żołnierzy, w tym 800 podoficerów. – Podczas niedawnej uroczystości przekazania obowiązków dowódcy jednostki, gdy przedstawiałem się dowódcy WL, usłyszałem od niego, że jestem pomocnikiem także wobec szeregowych zawodowych – mówi chorąży Krysiński. Szeregowych zawodowych brygada ma ponad tysiąc. Krysiński był jednym z pięćdziesięciu uczestników drugiego już kursu dla podoficerów starszych, zorganizowanego przez dowództwo WL, który odbywał się w 16 Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej od 21 maja do 28 czerwca. Miał m.in. okazję podpatrzeć, jak Amerykanie organizują pracę w sztabach, jaką rolę pełnią u nich podoficerowie, a w szczególności, jakie zadania powierzane są w ich jednostkach pomocnikom. Kurs poprowadzili instruktorzy z Akademii Starszych Podoficerów z Fortu Bliss w Teksasie. Polacy przez sześć tygodni musieli opanować to, czego amerykańscy instruktorzy uczyli się w macierzystej jednostce 11 miesięcy. Jak wyjaśnia pomocnik dowódcy POW ds. podoficerów st. chor. sztab. Waldemar Kędziora, skrócenie zajęć z 11 miesięcy do sześciu tygodni nie zubożyło przekazywanej wiedzy: – Amerykański kurs dla starszych podoficerów obejmuje wszystko, co jest potrzebne podoficerom w ich codziennej pracy. Są to nie tylko lekcje z metodyki nauczania, z organizacji pracy szkoleniowej czy rozwiązywania problemów, ale również nauka opracowywania setek dokumentów.

Filozofia dowodzenia
Mimo skrócenia kursu nie zmieniło się podejście Amerykanów do kondycji fizycznej. Kurs zaczął egzamin z WF według norm armii USA. – Musieliśmy przebiec dwie mile, zrobić brzuszki i pompki – mówił jeden z Polaków. – Potem na podstawie uzyskanych wyników sami opracowywaliśmy sobie program poprawy kondycji. Oni go tylko korygowali. Teraz codziennie rano, przez godzinę zajęć z WF, staramy się ten program zrealizować i na koniec kursu znów będziemy zdawać egzamin ze sprawności. Podejście Amerykanów do kwestii sprawności fizycznej kadry podoficerskiej jest dobrym przykładem ich filozofii dowodzenia. Skoro podoficer ma dowodzić żołnierzami, odpowiadać za ich wyszkolenie, także za sprawność fizyczną, musi być

Jak zbudować sprawny zespół, przezwyciężyć stres i podejmować właściwe decyzje – to niektóre tematy kursu dla pomocników dowódców ds. podoficerów prowadzonego przez Amerykanów w Elblągu. Dla pomocników kurs był szansą na uzupełnienie wiedzy i wymianę doświadczeń.

KRZYSZTOF WILEWSKI

przywództwa
A
US DOD

Lekcja
Dajcie im szansę

merykanie zaczęli budowę korpusu podoficerskiego po porażce interwencji w Wietnamie. Zajęło im ładnych parę lat, nim podoficerowie mogli z dumą powiedzieć, że są dowódcami i zyskali szacunek przełożonych. Nasi podoficerowie są na początku tej drogi, i to od ich pracy zależy, jak i kiedy zbudują korpus podoficerski z prawdziwego zdarzenia. Uda im się, pod jednym warunkiem: muszą dostać szansę. Nawet na kursie w Elblągu można było bowiem usłyszeć, że w wielu jednostkach pokutuje sowiecki model podoficera: stukać obcasami i krzyczeć gromko: „tak jest”.

34 Polska Zbrojna

KRZYSZTOF WILEWSKI

wzorem do naśladowania. – Idea jest prosta i słuszna. Wymagasz czegoś od innych, sam bądź w stanie to wykonać – mówił st. chor. sztab. Grzegorz Dudziński, pomocnik dowódcy 16 PDZ ds. podoficerów. Dodał, że Amerykanie, kładąc podczas kursu nacisk na kwestie przywództwa, podkreślali, że tylko własnym zaangażowaniem można zdobyć szacunek przełożonych i podwładnych. – Trzeba żołnierzom przygotować plan ćwiczeń i potem konsekwentnie razem z nimi go realizować. Oni biegają, ty biegnij z nimi, oni ćwiczą skrętoskłony, ty też zrób ich tyle, ile trzeba. Szefem sześcioosobowego zespołu instruktorów w Elblągu był Juan Ortiz, sierżant z ponaddwudziestoletnim stażem służby. Wyjaśniał on, że przygotowany wspól-

nr 28/2007

FORUM

W GARNIZONIE | SŁUŻBA | WYDARZENIA | LUDZIE | MILITARIA |Polacy przez sześć | PORADY | ŚWIAT | TO I OWO | SPORT | HISTORIA

Bariera językowa

G

dy kilka lat temu rozpoczęły się prace nad programem szkolenia korpusu podoficerskiego, kluczowym problemem okazała się bariera językowa. Wcześniej przełożeni rzadko wysyłali podoficerów na kursy języków obcych. W efekcie dziś wielu starszych podoficerów nie włada nimi w stopniu pozwalającym wyjechać za ocean i tam poznawać tajniki fachu. Zajęcia odbywają się więc w Polsce, pod nadzorem amerykańskich

tygodni musieli opanować to, czego amerykańscy instruktorzy uczyli się w macierzystej jednostce 11 miesięcy

FLESZ
BYDGOSZCZ. Pokaz sprzętu wojskowego oraz nowego umundurowania, multimedialna prezentacja miejsc pełnienia służby w Iraku i Afganistanie – to wszystko czekało na gości obchodów święta 1 Pomorskiej Brygady Logistycznej im. Króla Kazimierza Wielkiego, które odbyły się 28 czerwca.

instruktorów, i tłumaczone są na nasz język. Polscy żołnierze, podzieleni na grupy, opracowywali np. plan rozwoju korpusu podoficerskiego oraz omawiali mocne i słabe strony pomysłów. Amerykańskiemu instruktorowi referował je tłumacz.

nie przez Amerykanów i Polaków kurs koncentruje się przede wszystkim na kwestiach dowodzenia i przywództwa: – Chcemy podzielić się z polskimi kolegami wiedzą i nauczyć ich technik przywództwa. Pokazujemy, jak budować zespół, radzić sobie ze stresem, jak rozwiązywać pojawiające się problemy – mówił, podkreślając, że to właśnie sytuacje problemowe są testem dla każdego dowódcy.

Dyskusje o pracy
Kurs dla podoficerów był również okazją do wymiany doświadczeń i dzielenia się bolączkami codziennej pracy. – Rzadko mamy okazję spotkać się w tak dużym gronie pomocników dowódców ds. podoficerów. Teraz mogliśmy wymienić się doświadcze-

niami, pogadać o tym, co zmienić w pracy, tak aby ją lepiej wykonywać – podkreśla st. chor. sztab. Grzegorz Chrzanowski z 12 Batalionu Dowodzenia ze Szczecina. Chorąży Krysiński ma konkretne propozycje. Sądzi, że opracowany podczas kursu program zmian przebiegu służby podoficerów, który zaprezentowany zostanie wkrótce pomocnikowi dowódcy WL ds. podoficerów, znajdzie poparcie. – Marzyłbym, aby w mojej brygadzie w batalionach było stanowisko pomocnika dowódcy batalionu ds. podoficerów – mówił. – W batalionie, mającym 800 żołnierzy, jest ono niezbędne. U nas go nie ma, a w samodzielnych batalionach, niejednokrotnie znacznie mniejszych niż w 12 BZ, takie stanowiska istnieją. 

BYDGOSZCZ. W Pomorskim Muzeum Wojskowym odbyło się 27 czerwca uroczyste pożegnanie jednostek Pomorskiego Okręgu Wojskowego, które przechodzą w bezpośrednie podporządkowanie Dowództwu Wojsk Lądowych. Jednostkami DWLąd zostały: 1 Gdańska Brygada Obrony Terytorialnej, 18 Białostocka Brygada Obrony Terytorialnej, 1 Szpital Operacji Pokojowych, Ośrodek Szkolenia Poligonowego Wojsk Lądowych w Bemowie Piskim oraz 1 i 2 ośrodki szkolenia kierowców.

KIELCE. Uroczyste obchody Święta Czwartaków oraz Święta Mazurka Dąbrowskiego w 210. rocznicę prawykonania „Pieśni Legionów Polskich we Włoszech” odbyły się 24 czerwca w Centrum Szkolenia na potrzeby Sił Pokojowych. W uroczystości wziął udział m.in. wicepremier Przemysław Gosiewski.

KROSNO ODRZAŃSKIE. Żołnierze 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej przez dwa tygodnie szkolili się na wodnym poligonie Biała Góra w okolicy Krosna Odrzańskiego. Zasadniczym tematem zajęć było pokonywanie szerokich przeszkód wodnych. Załogi pododdziałów pancernych, zmechanizowanych, rozpoznawczych oraz artylerii ćwiczyły pokonywanie Odry, która ma tu szerokość 170 m. 26 czerwca żołnierzy odwiedził minister obrony narodowej Aleksander Szczygło, który razem z dowódcą Wojsk Lądowych gen. broni Waldemarem Skrzypczakiem również pokonał rzekę, w Leopardzie.

SKORO PODOFICER ma dowodzić żołnierzami, odpowiadać za ich wyszkolenie, także za sprawność fizyczną, musi być wzorem do naśladowania

LITWA. Minister obrony narodowej Aleksander Szczygło obserwował 29 czerwca na poligonie Kairiai międzynarodowe ćwiczenia „Amber Hope 2007”, które trwały dwa tygodnie. Wzięło w nich udział około 1700 żołnierzy i cywilów z 11 państw NATO, w tym 60 polskich żołnierzy z LITPOLBAT-u, a także m.in. z USA, Wielkiej Brytanii, Finlandii, Niemiec, Armenii i Azerbejdżanu.

Oprac. G.P.

nr 28/2007

Polska Zbrojna 35

AAAAAAA DODATEK AAAAAAAAAAAAAAAAAAA SIŁY POWIETRZNE

Z

ałamanie się w Polsce słonecznej, ciepłej pogody w trzeciej dekadzie czerwca sprawiło, iż zaplanowany na 26 czerwca pokaz zespołu akrobacyjnego US Air Force „Thunderbirds” stanął pod znakiem zapytania. Rankiem tego dnia nad wiele krajowych lotnisk, w tym Krzesiny czy Okęcie, nadciągnęły chmury deszczowe, wiał silny wiatr. Jednakże warunki pogodowe nie odstraszyły poznaniaków, którzy tłumnie ściągnęli na teren 31 Bazy Lotniczej. Czekały już tam na nich lotnicze atrakcje – osiem oryginalnie malowa-

nych i ustawionych „skrzydło w skrzydło” myśliwców F-16 zespołu „Thunderbirds” (w tym dwa rezerwowe), dwa nie mniej ciekawe C-17A Globemaster III, kilka wystawionych w otwartym hangarze naszych Jastrzębi oraz wystawa statyczna sprzętu latającego Sił Powietrznych i Wojsk Lądowych, z MiG-29 i Su22 na czele. Zaciekawienie entuzjastów lotnictwa budziły również przybywające na Krzesiny statki powietrzne z gośćmi mającymi obejrzeć pokaz, w tym ostatni sprawny obecnie Jak-40 ze Specpułku czy CASA-295M z krakowskiej

eskadry. Mimo porannych opadów deszczu rozpogodziło się i zgromadzona publiczność miała nadzieję na udane pokazy w locie. Zaczęło się nieźle. Dynamiczna muzyka, efektowna prezentacja pilotów oraz synchroniczne zajęcie przez nich miejsca w kabinach F-16, znany element pokazów „Thunderbirds”, mogły się podobać. Niestety, tym razem indiańska legenda o wielkich ptakach gromu, które trzepotaniem swych skrzydeł ściągają burze, urzeczywistniła się. Gdy sześć biało-czerwononiebieskich F-16 z głośnym rykiem kołowało

Zgodnie z zapowiedziami, pod koniec czerwca amerykański zespół akrobacyjny „Thunderbirds” odwiedził stolicę Wielkopolski, dając pokaz nad lotniskiem Krzesiny. Niestety, pogoda pokrzyżowała efektowne przeloty. Choć przez dłuższy czas wydawało się, iż „ptaki gromu” i zgromadzona publiczność będą mieli jednak szczęście.
NORBERT BĄCZYK

Prawdziwe
36 Polska Zbrojna
nr 28/2007

FORUM

| SŁUŻBA | WYDARZENIA | LUDZIE | MILITARIA | W GARNIZONIE | PORADY | ŚWIAT | TO I OWO | SPORT | HISTORIA
zy. Wiele osób uważało, iż pokaz we wcześniejszych godzinach rozwiązałby sprawę, ponoć nie pozwolił na to dość intensywny ruch lotniczy w tym rejonie. Przylot „Thunderbirds” był na pewno okazją do promocji także innych zespołów, np. „Biało-Czerwonych Iskier”, które prezentowały się choćby na pikniku w Góraszce dziesięć dni wcześniej. Może powinny były pojawić się również jakieś akrobacyjne grupy cywilne? Ostatecznie trzeba mieć nadzieję, że Thunderbirds zjawią się w Polsce ponownie jak najszybciej. 

na start, nad lotnisko nadciągnęły ciężkie chmury burzowe. Wkrótce całe niebo zrobiło się ciemnoszare, zwiastując załamanie pogody. Mimo to pokaz zaczął się od efektywnego startu diamentu (cztery samoloty lecące w ciasnej formacji) oraz występów solistów, którzy kręcili beczki i mijali się w bliskiej odległości. Doskonale wyszkolonym pilotom Eskadry Akrobacyjnej Sił Powietrznych USA, celebrującym w tym roku 60-lecie USAF, nie dane było jednak pokazać wszystkich umiejętności. Silny wiatr i potężna ulewa wkrótce przerwały poka-

FLESZ
POWIDZ. Zakończyły się przeprowadzone 25–26 czerwca eliminacje do XI Edycji Olimpiady Społeczno-Pedagogicznej dla Dowódców i Wykładowców Kształcenia Obywatelskiego na szczeblu 3 Brygady Lotnictwa Transportowego. Uczestniczyli w nich przedstawiciele jednostek wojskowych 3 BLTr. W ramach konkursu, składającego się z części pisemnej i ustnej, wyłoniono trzech laureatów: I miejsce – ppłk Zbigniew Czarnota, II miejsce – ppor. Paweł Szymański, III miejsce – kpt. Norbert Puszyński.

RADOM. Cztery medale: złoty, dwa srebrne i brązowy wywalczył st. szer. nadt. Sebastian Pajdzik z 1 Komendy Lotniska w Radomiu w Otwartych Mistrzostwach Polski w Pływaniu w Kategorii Masters Poznań 2007. Startując w kategorii 20–24 lata, wywalczył „złoto” na 200 m stylem grzbietowym, na dwukrotnie krótszym dystansie był drugi, a na 50 m zdobył brązowy medal. Drugi srebrny medal wywalczył w wyścigu na 200 m stylem zmiennym.

WROCŁAW. Aby uczcić pamięć tych, którzy „odeszli na wieczną wartę w obronie polskiego nieba, pełniąc służbę w szeregach 11 (3) Pułku Lotnictwa Myśliwskiego”, 23 czerwca na terenie 3 Bazy Lotniczej odsłonięto tablicę upamiętniającą 24 pilotów pułku, którzy w latach 1944–2005 zginęli śmiercią lotnika. Inicjatorami powstania tablicy było grono wrocławskich pilotów 11 plm. W uroczystości wzięli udział byli piloci pułku oraz rodziny poległych pilotów. Tablicę odsłonili żona ppłk. pil. Jerzego Stonsieka Bożena Stonsiek oraz Piotr Osierda, syn tragicznie zmarłego w 1971 r. kpt. pil. Henryka Osierdy. Wśród zaproszonych gości był m.in. były dowódca 11 plm, pierwszy polski lotnik-kosmonauta gen. bryg. pil. Mirosław Hermaszewski.

Oprac. G.P.

nr 28/2007

Polska Zbrojna 37

ARMIA ratowników
Każdy żołnierz w ramach szkolenia medycznego uczy się, jak udzielać pomocy. Warto jednak zastanowić się, czy takiego szkolenia nie należałoby rozszerzyć o dodatkowe kursy, zwłaszcza teraz, gdy większość z nas wyjeżdża na urlop. Właśnie taki kurs zorganizowała w czerwcu Fundacja Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jerzego Owsiaka wspólnie z Marynarką Wojenną w Centrum Szkolenia MW w Ustce. Instruktorzy z Fundacji WOŚP w ramach akcji „Ratujemy i uczymy ratować” przeprowadzili treningi dla marynarzy, jak ratować życie, zanim dotrze fachowa pomoc medyczna. Można było nauczyć się zasad pomocy osobom starszym, dzieciom, a nawet niemowlętom. Marynarze z CSzMW trenowali pod okiem instrukAGNIESZKA ŁAKOMSKA (3)

MARYNARKA WOJENNA

AGNIESZKA ŁAKOMSKA

Zdarza się, że przechodzimy obojętnie obok nieprzytomnej osoby, myśląc, że to kolejny pijak na ulicy. A może nasza obojętność wynika z banalnego powodu – po prostu nie potrafimy pomóc.

MOŻE KURSY PIERWSZEJ POMOCY PRZEDMEDYCZNEJ powinni przechodzić wszyscy żołnierze służby zasadniczej. Gdyby „uzbroić” ich w taką wiedzę, powstałaby armia wykwalifikowanych osób gotowych nieść pomoc.

Pomoc WOŚP
WOŚP przekazała dla CSzMW następujący sprzęt do nauki udzielania pomocy: • sześć fantomów (manekinów służących do nauki udzielania pomocy przedmedycznej); • dwa defibrylatory szkoleniowe do ćwiczeń
INSTRUKTORZY Z FUNDACJI WOŚP w ramach akcji „Ratujemy i uczymy ratować” przeprowadzili treningi dla marynarzy, jak ratować życie, zanim dotrze fachowa pomoc medyczna.

38 Polska Zbrojna

nr 28/2007

torów wykonywanie prawidłowego udrażniania dróg oddechowych, masażu serca, sprawdzania tętna i miarowości oddechu. W czasie warsztatów nauczyli się także jak używać defibrylatorów, podłączać elektrody, stosować się do instrukcji głosowych i wizualnych. Chociaż i tak przechodzą szkolenie medyczne w ramach służby wojskowej, to warto przecież skorzystać z wiedzy wielu fachowców, nie tylko tych wojskowych. Marynarze przyznali, że dodatkowa wiedza, którą zdobyli na kursie, pozwoli im świadomie udzielać pierwszej pomocy, gdy zajdzie taka potrzeba. Chodziło głównie o udzielanie jej niemowlętom i dzieciom, które trzeba otoczyć szczególną troską w sytuacji zagrożenia. Wielu z uczestników kursu wskazywało na to, jak istotne jest wyzbycie się strachu przed rozpoczęciem czynności podtrzymujących życie. – Teraz nie bałbym się pomóc nawet małemu dziecku – powiedział mar. Marcin Sikora z CSzMW. Oprócz marynarzy służby zasadniczej w kursie uczestniczyli instrukto-

rzy z CSzMW. Teraz oni będą uczyć kolejnych marynarzy, którzy trafiają do służby zasadniczej, a jest ich przecież około 6 tys. rocznie. – W ten sposób Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej w Ustce rocznie wyszkoli kilka tysięcy osób, które będą umiały udzielić pierwszej pomocy – powiedział kpt. Piotr Biernaczyk, rzecznik prasowy CSzMW. – Ratownicy będą mogli wykorzystywać swoją wiedzę i umiejętności nie tylko w czasie służby, ale również w życiu codziennym, gdy są na przepustce, urlopie. Można zatem zastanowić się, czy właśnie takich dodatkowych kursów, jak ten zorganizowany przez MW i WOŚP, nie powinni przechodzić wszyscy żołnierze służby zasadniczej. Przecież rocznie do wojska trafia kilkadziesiąt tysięcy poborowych. Gdyby wszystkich tych ludzi „uzbroić” w wiedzę na temat pierwszej pomocy przedmedycznej, to powstałaby armia wykwalifikowanych osób gotowych pomagać. Takich szkoleń nigdy nie jest za dużo. Przecież chodzi tu  o ludzkie życie.

FLESZ
GDYNIA. Obchody 48. rocznicy utworzenia Dywizjonu Zabezpieczenia Hydrograficznego Marynarki Wojennej w Gdyni, 29 czerwca, stały się okazją do uroczystego przekazania obowiązków jego dowódcy. Obecny dowódca kmdr Andrzej Kowalski, w związku z wyznaczeniem na stanowisko szefa szkolenia 8 Flotylli Obrony Wybrzeża, przekazał dowodzenie kmdr. por. Dariuszowi Kolatorowi.

STYPENDIA FUNDACJI SERVI PACIS

PODZIĘKOWANIE
Zarząd Fundacji „Servi Pacis” pragnie tą drogą serdecznie i gorąco podziękować wszystkim darczyńcom, którzy przekazali na rzecz realizacji jej statutowych zadań dar w postaci kwoty równoważnej 1 proc. odpisu od wymiaru podatku dochodowego za rok 2006.

GDYNIA. Po raz pierwszy w Polsce odbywał się Światowy Kongres Apostolstwa Ludzi Morza. W XXII już kongresie, 25–28 czerwca, wzięło udział prawie 300 delegatów z całego świata, w tym 34 biskupów, ponad stu księży i wiele osób świeckich. Kongres odbywa się co pięć lat od 1920 r., czyli od założenia duszpasterstwa ludzi morza.

Z

arząd Fundacji Pomocy Poszkodowanym w Wojskowych Operacjach Pokojowych poza Granicami Polski oraz Ich Rodzinom „Servi Pacis”, uwzględniając swoje trzyletnie doświadczenie oraz zapotrzebowanie społeczne wyrażane licznymi zapytaniami, podjął inicjatywę zwiększenia liczby stypendiów przyznawanych dla dzieci i młodzieży szkolnej. Dlatego też oczekujemy na zgłoszenia kandydatów – dzieci żołnierzy-uczestników operacji pokojowych i międzynarodowych potrzebujących pomocy finansowej. Aby otrzymać pomoc w postaci stypendium na jeden rok szkolny, należy przesłać na adres fundacji kserokopie (lub oryginały) następujących dokumentów: • o udziale rodzica (opiekuna) w misji (operacji) pokojowej; • o dochodach przypadających na jednego członka rodziny; • ostatniego świadectwa szkolnego; • opinii ucznia (charakterystykę) ze szkoły. Komplet dokumentów należy przesłać do 1 września 2007 r. na adres fundacji. Stypendia zostaną przyznane podczas wrześniowego posiedzenia zarządu fundacji i ogłoszone na stronie internetowej fundacji. Wielkość stypendiów będzie uzależniona od liczby złożonych wniosków.

J

Sponsorem medialnym akcji zostaje „Polska Zbrojna”.

uż trzeci rok mogli Państwo ofiarować nam swoje pieniądze, które posłużą wsparciu żołnierzy rannych podczas operacji pokojowych i międzynarodowych, oraz ich rodzin. Szczególnie gorąco pragniemy podziękować za okazane wsparcie ze strony ministra obrony narodowej Pana Aleksandra Szczygło oraz podsekretarza stanu w MON – Pana Jacka Kotasa. W tegorocznej akcji przekazywania 1 proc. podatku dochodowego za rok 2006 nasza fundacja pozyskała 30 549 zł, a lista darczyńców obejmuje 231 nazwisk. Wszystkim prześlemy podziękowania. Jednocześnie zapewniamy, że uzyskana kwota zostanie w całości wykorzystana na udzielenie wsparcia poszkodowanym i ich rodzinom. sekretarz zarządu Czesław Marcinkowski prezes zarządu Jerzy Bielecki

GDYNIA. 23 czerwca na pokład okrętu-muzeum ORP „Błyskawica” weszli jeszcze jako podchorążowie, aby po uroczystej promocji odsłonić naszywki podporuczników marynarki i zejść po trapie, słuchając pierwszego w życiu przeznaczonego oficerom świstu trapowego. Tegoroczna promocja w Akademii Marynarki Wojennej odbyła się w 85. rocznicę istnienia uczelni. Świadkami tej doniosłej chwili byli zaproszeni goście, z marszałkiem senatu Bogdanem Borusewiczem i ministrem obrony narodowej Aleksandrem Szczygło na czele. Tegorocznym prymusem akademii został ppor. mar. Leszek Pietrukaniec.

KOŁOBRZEG. Miasto było organizatorem 75. Centralnych Dni Morza, 23–24 czerwca. Wśród zaproszonych gości znaleźli się m.in. minister gospodarki morskiej Rafał Wiechecki i zastępca dowódcy Marynarki Wojennej – dowódca Centrum Operacji Morskich adm. floty Marek Brągoszewski. Odsłonięto pomnik kmdr. Stanisława Mieszkowskiego, pierwszego kapitana Portu Kołobrzeg i dowódcy floty Marynarki Wojennej, oraz złożono kwiaty i wieńce pod tablicą „Zginęli na Morzu”. W porcie kołobrzeskim udostępniono do zwiedzania ORP „Hańczę” z 12 Dywizjonu Trałowców.

Oprac. G.P.

nr 28/2007

Polska Zbrojna 39

ŻANDARMERIA WOJSKOWA

Najstarszy

żandarm
Rozmowa z płk. w st. spocz. WŁADYSŁAWEM WIERZBICKIM, najstarszym żandarmem Rzeczypospolitej
Dlaczego właśnie żandarmeria? – Po maturze podjąłem studia medyczne na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Gdy maturę zdał mój brat, a byłem wówczas po trzecim roku studiów, rodziców nie było stać na jednoczesne finansowanie naszej nauki. Byłem starszy. Musiałem sobie poradzić. Zdobycie samodzielności umożliwiło mi wojsko. Dostałem się do Szkoły Podchorążych Piechoty w Ostrowi Komorowie, gdzie trafiłem do 85 Pułku Strzelców Wileńskich. Tam skierowano mnie na roczny kurs dla młodych oficerów żandarmerii w Centrum Wyszkolenia Żandarmerii w Grudziądzu. Później służyłem w korpusie oficerów żandarmerii i powierzono mi w centrum stanowisko instruktora-wykładowcy kryminalistyki, służby śledczej i medycyny sądowej. Pod koniec 1937 r. objąłem stanowisko dowódcy plutonu żandarmerii w 1 Dywizjonie Żandarmerii w Warszawie. Umożliwiło mi to ukończenie na Uniwersytecie Warszawskim przerwanych studiów medycznych.

Dwa lata później wybuchła wojna... – Wybuch wojny zastał mnie w Warszawie. Brałem udział w bitwie pod Kutnem (przyp. red.: bitwa nad Bzurą). W okupowanej stolicy działałem w konspiracji pod pseudonimem „Wujko”. 1 października 1939 r. trafiłem do hitlerowskiej niewoli. Byłem w obozach w Braunschweigu, Woldenbergu, Murnau, gdzie zajmowałem się m.in. utrzymywaniem łączności z władzami Polski Podziemnej, ochroną zebrań konspiracyjnych, przechowywaniem map, dokumentów, pieniędzy. Pracowałem też w obozowej przychodni lekarskiej, prowadziłem zajęcia dla szeregowych i podoficerów z historii, geografii i języka niemieckie-

go. Zostaliśmy wyzwoleni 28 kwietnia 1945 r. przez Amerykanów. Po wojnie został Pan za granicą? – Służyłem w 2 Korpusie, Centralnej Szkole Żandarmerii w Urobi i przy Komendzie Grupy Rozmieszczenia „Italia”. W listopadzie 1947 r. uzyskałem dyplom doktora medycyny i chirurgii na Uniwersytecie Bolońskim. Dzięki temu mogłem rozpocząć praktykę medyczną jako ordynator w 11 Polskim Szpitalu w Penley w Walii, w Polskim Korpusie Rozmieszczenia i Przysposobienia. Dyplom ten umożliwił mi pracę w prywatnych oraz społecznych klinikach i lecznicach w Anglii. Cały czas, również po zakończeniu służby wojskowej, działałem w organizacjach polonijnych i kombatanckich. We Fiori wstąpiłem do Stowarzyszenia Polskich Kombatantów, a w Anglii do Koła 106 „Żandarm”, którego w latach 1964–1968 byłem prezesem. Wrócił Pan do kraju dopiero 30 września 2001 r. Jak odnalazł się Pan w nowej rzeczywistości? – Kiedyś znałem na Woli każdy kamień. Teraz, szczerze mówiąc, nie poznaję tego miasta. Czego mi brakuje? Żołnierzy w mundurach na ulicach. Czyżby wstydzili się swoich mundurów? Czy ma Pan kontakt ze swoimi kolegami po fachu?
nr 28/2007

Niecodzienny życiorys
Płk żand. w st. spocz. dr med. Władysław Wierzbicki jest najstarszym żyjącym oficerem żandarmerii II Rzeczypospolitej. Urodził się 28 marca 1909 r. w Buchaczu. Był ostatnim dowódcą żandarmerii 2 Korpusu gen. Władysława Andersa. Weteran walk o wolność. W czasie II wojny światowej przebywał w niewoli w niemieckich oflagach. W 1947 r. uzyskał tytuł doktora medycyny i chirurgii na Uniwersytecie Bolońskim. Od tego też roku przebywał na emigracji w Londynie, gdzie był wieloletnim przewodniczącym koła SPK nr 106 „Żandarm”. Dziś prawie stuletni oficer żandarmerii najchętniej wspomina lata nauki i pracy wykładowcy w przedwojennym Centrum Wyszkolenia Żandarmerii w Grudziądzu oraz włoski okres żołnierskiej tułaczki.

40 Polska Zbrojna

ARCH. W. WIERZBICKIEGO

SYLWIA GUZOWSKA (2)

ZAANGAŻOWANIE W SŁUŻBIE RZECZYPOSPOLITEJ PŁK. WŁADYSŁAWA WIERZBICKIEGO ZOSTAŁO UZNANE I DOCENIONE. Wyrazem tego są liczne odznaczenia, m.in.: Order Polski Odrodzonej III, IV i V klasy; Złoty Krzyż Zasługi; Medal Komisji Edukacji Narodowej; Krzyż Walecznych za 1939 r.; Srebrny Krzyż Zasługi z Mieczami; Krzyż Kampanii Wrześniowej; Krzyż Armii Krajowej; Krzyż PSZ na Zachodzie; brytyjska Gwiazda za Wojnę; Gwiazda Italii; The War Medal; The Demence Medal; Krzyż Komandorski Orderu Rzeczypospolitej Polskiej. Ostatnio płk Wierzbicki dostał Odznakę Brytyjskich Weteranów. W Komendzie Głównej ŻW powstaje publikacja o żyjących weteranach przedwojennej żandarmerii. Zawarte zostaną w niej także wspomnienia płk. Władysława Wierzbickiego.

FLESZ
BYDGOSZCZ. 25 czerwca st. sierż. Krzysztof Z. z 1 Pomorskiej Brygady Logistycznej kupił do celów prywatnych 100 l oleju napędowego pochodzącego z kradzieży. Olej sprzedał mu żołnierz z tej samej jednostki.

OSUCHY. 24 czerwca w Osuchach żandarmi z Placówki ŻW w Zamościu zabezpieczali prewencyjnie uroczystość z okazji 63. rocznicy bitwy partyzanckiej. W uroczystości wzięli udział m.in. przedstawiciele prezydenta RP, Ordynariatu Polowego WP oraz władz samorządowych.

TARNOWSKIE GÓRY. 24 czerwca 2007 r. czterech żołnierzy zasadniczej służby wojskowej (wszyscy przebywający na przepustkach stałych) z Pułku Chemicznego w Tarnowskich Górach wdało się w bójkę z dwoma cywilami. Obaj z rozległymi urazami trafili do szpitala. Żołnierze i jeden z cywilów byli nietrzeźwi.

– Oczywiście. Komenda Główna Żandarmerii Wojskowej i Stowarzyszenie Żandarmerii Wojskowej „Żandarm” zawsze pamiętają o moich urodzinach. W tym roku obchodził Pan 98. urodziny. Jaki jest sekret długowieczności? – Czas wymusza zmiany w trybie życia, diecie. Zawsze lubiłem długie spacery – np. by wypocząć po 30-kilometrowym marszu, przebierałem się w cywilne ubrania i szedłem na… spacer. Nigdy nie paliłem, nie piłem alkoholu i mleka. Nigdy nie przepadałem za mięsem, ale uwielbiam makaron. Teraz uważam na to, co jem, a życie osładzam odrobiną cukru. Nie zapominam też o czarnej kawie. Na długość życia na pewno ogromny wpływ ma udane małżeństwo. Mnie uda-

ło się przeżyć szczęśliwie 55 lat z ukochaną kobietą. A teraz, w moim wieku, na pewno ważna jest opieka i kontakt z bliskimi. Moja córka Barbara bardzo się o mnie troszczy. Kiedy patrzy Pan na życie z perspektywy stu lat, widzi Pan... – Szczęście, szczęście i jeszcze raz szczęście. Miałem go w życiu bardzo wiele. Po pierwsze, większość żandarmów znajdujących się na ziemiach wschodnich została zaskoczona agresją Związku Radzieckiego i znalazła się w obozach jenieckich, głównie w Charkowie. Niewielu uniknęło niewoli, ukrywając się w okupowanym kraju lub przedostając do Rumunii bądź Węgier. Tragiczny los spotkał praktycznie całą kadrę Centrum Wyszkolenia Żandarmerii z Grudziądza, która po 17 września 1939 r. dostała się do niewoli radzieckiej i zginęła w Katyniu. Wyznaczenie mnie na stanowisko w Warszawie uratowało mi życie. Po drugie, w czasie bitwy pod Kutnem cudem uniknąłem śmierci. Po wybuchu pocisku zginęło dwóch żandarmów z Torunia, którzy zajmowali stanowiska naprzeciwko mojego – mnie nawet nie drasnęło. Po trzecie, przeżyłem w obozach jenieckich, nie zabił mnie nawet morderczy, dwumiesięczny marsz do obozu w Murnau. Po czwarte, nie zaraziłem się gruźlicą, chociaż przez lata pracowałem na oddziałach gruźliczych. 

Komenda Główna Żandarmerii Wojskowej i Stowarzyszenie Żandarmerii Wojskowej „Żandarm” zawsze pamiętają o moich urodzinach

WARSZAWA. 26 i 27 czerwca odbyła się odprawa szkoleniowa kadry kierowniczej Żandarmerii Wojskowej nt. „Zwalczanie korupcji w Siłach Zbrojnych RP”. Wzięli w niej udział: podsekretarz stanu w MON Jacek Kotas, naczelny prokurator wojskowy Tomasz Szałek, dyrektor Biura ds. Procedur Antykorupcyjnych Maciej Wnuk, dyrektor Departamentu Kontroli MON gen. dyw. Andrzej Baran. Odprawę prowadził komendant główny ŻW gen. bryg. Jan Żukowski. Referaty dotyczące problematyki zwalczania korupcji i przestępczości zorganizowanej wygłosili płk Edward Jaroszuk i płk Jarosław Fortuna z KGŻW oraz przedstawiciele Komendy Głównej Policji i Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Podjęto wstępne ustalenia mające doprowadzić do rozszerzenia współdziałania ŻW z innymi organami ścigania w zwalczaniu korupcji. Uzgodniono szczegóły przewartościowania systemu szkolenia pionu dochodzeniowo-śledczego i operacyjno-rozpoznawczego ŻW w celu zwiększenia wykrywalności przestępstw. Uczestnicy odprawy byli zgodni co do konieczności rozszerzenia działań prewencyjnych, a w szczególności wytworzenia w społeczeństwie atmosfery braku przyzwolenia na korupcję. Burzliwa dyskusja rozgorzała w kwestii ewentualnych zmian w obowiązujących uregulowaniach prawnych, które miałyby wyeliminować zjawiska korupcjogenne, coraz częściej pojawiające się w Siłach Zbrojnych RP.

Oprac. G.P.

Polska Zbrojna 41

DYREKTOR DEPARTAMENTU NAUKI I SZKOLNICTWA WOJSKOWEGO MINISTERSTWA OBRONY NARODOWEJ
poszukuje kandydata na stanowisko

DYREKTORA CENTRALNEGO OŚRODKA NAUKOWEJ INFORMACJI WOJSKOWEJ W WARSZAWIE,
Al. Jerozolimskie 97, 00-909 Warszawa 60.
Kandydaci ubiegający się o stanowisko powinni spełniać następujące wymagania: Wymagania konieczne:
1) obywatelstwo polskie; 2) ukończenie studiów wyższych drugiego stopnia lub jednolitych studiów magisterskich; 3) znajomość przepisów prawa pracy, o ochronie informacji niejawnych, postępowania administracyjnego; 4) udokumentowany minimum sześcioletni staż w pracy, w tym praca w administracji państwowej, na stanowiskach kierowniczych oraz związanych z informacją naukową; 5) zdolności w zakresie zarządzania zasobami ludzkimi i kierowania zespołami oraz umiejętności organizatorskie; 6) udokumentowana znajomość języka obcego; 7) dobry stan zdrowia; 8) uregulowany stosunek do służby wojskowej; 9) niekaralność oraz brak toczących się postępowań karnych przeciwko kandydatowi; 10) posiadanie poświadczenia bezpieczeństwa uprawniającego do dostępu do informacji niejawnych stanowiących tajemnicę państwową oznaczonych klauzulą „tajne”.

Wymagania pożądane:
1) ukończenie studiów wyższych na jednym z kierunków: informacja naukowa i bibliotekoznawstwo, prawo, administracja, ekonomia, finanse i rachunkowość oraz zarządzanie; 2) posiadanie stopnia naukowego w zakresie jednej z następujących dziedzin nauki: nauki matematyczne oraz nauki wojskowe albo następujących dyscyplin naukowych: bibliologia, nauki o zarządzaniu, nauka o administracji, prawo oraz nauki o poznaniu i komunikacji społecznej; 3) znajomość przepisów dotyczących działalności w dziedzinie informacji naukowej i naukowo-technicznej w resorcie obrony narodowej; 4) znajomość ustaw: o zasadach finansowania nauki, o jednostkach badawczo-rozwojowych, Prawo o szkolnictwie wyższym; 5) kompetencje do kierowania jednostkami organizacyjnymi będącymi osobami prawnymi, a w szczególności doświadczenie i umiejętności: organizacyjno-planistyczne, kontrolno-rozliczeniowe i kompetencyjno-normatywne niezbędne w działalności; 6) przeszkolenie z zakresu ochrony informacji niejawnych zgodnie z przepisami ustawy z 22 stycznia 1999 r. o ochronie informacji niejawnych, przeprowadzone przez służby ochrony państwa; 7) znajomość przepisów dotyczących planowania, realizacji i rozliczania budżetu jednostek sektora finansów publicznych, w tym resortu obrony narodowej oraz spraw organizacyjno-etatowych i kompetencyjnych tych jednostek.

Wymagane dokumenty i oświadczenia:

 życiorys z doświadczeniem zawodowym i dorobkiem naukowym lub naukowo-dydaktycznym (CV z aktualnym adresem i nr. telefonu);  kopia pierwszych trzech stron dowodu osobistego lub nowego dowodu osobistego lub oświadczenie o posiadaniu obywatelstwa polskiego;  list motywacyjny kandydata na stanowisko dyrektora Centralnego Ośrodka Naukowej Informacji Wojskowej;  kopie świadectw pracy, dyplomów oraz zaświadczeń o posiadanych kwalifikacjach i uprawnieniach;  kopie opinii z pracy zawodowej i naukowej oraz recenzji prac naukowych, w tym rozprawy doktorskiej;  oświadczenie kandydata o korzystaniu z pełni praw publicznych i zaświadczenie o niekaralności za przestępstwo popełnione umyślnie oraz o braku toczących się postępowań karnych przeciwko kandydatowi;  pisemne opracowanie „Koncepcji funkcjonowania i kierowania Centralnego Oœrodka Naukowej Informacji Wojskowej” – 1 strona;  zaświadczenie lekarskie o stanie zdrowia pozwalającym na pracę na stanowisku kierowniczym;  posiadanie poświadczenia bezpieczeństwa osobowego uprawniającego do dostępu do informacji niejawnych stanowiących tajemnicę państwową oznaczonych klauzulą „tajne”.

Powyższe dokumenty powinny wpłynąć w terminie do 13 lipca 2007 r. na adres: Departament Nauki i Szkolnictwa Wojskowego Ministerstwa Obrony Narodowej kancelaria jawna nr 6, Al. Niepodległości 218, 00-911 Warszawa z dopiskiem „CONIW – oferta pracy”
Po zebraniu ofert i wstępnej weryfikacji wybrani kandydaci zostaną zaproszeni na rozmowy indywidualne, na których przedstawią opracowaną „Koncepcję funkcjonowania i kierowania CONIW”. Terminy rozmów z kandydatami będą ustalane w trybie indywidualnych powiadomień. Kandydat ma możliwość zapoznania się z funkcjonowaniem instytucji – odpowiednie dokumenty są dostępne w Centralnym Ośrodku Naukowej Informacji Wojskowej, tel. (0-22) 6-845 099, http://www.coniw.wp.mil.pl lub w Departamencie Nauki i Szkolnictwa Wojskowego MON, tel. (0-22) 6-846 738.

Uwaga:

 Kandydat na stanowisko dyrektora CONIW powinien być gotowy do ewentualnego podjęcia zatrudnienia 3 września 2007 r.;  Pracodawca zastrzega sobie prawo nieskorzystania z oferty bez podania przyczyn;  Koszty związane z ubieganiem się o stanowisko dyrektora CONIW ponoszą kandydaci.

42 Polska Zbrojna

nr 28/2007

INTERWENCJE POLEMIKI KOSOWO WOJSKO
Zmiana ustawy o zakwaterowaniu Sił Zbrojnych RP, która weszła w życie 1 lipca 2004 r., kwestie dotyczące lokali mieszkalnych po orzeczonym rozwodzie pozostawiła samym zainteresowanym. Wszystko – jak uzasadniano – ze względu na ich osobisty charakter. Zamiar ustawodawcy może i był dobry, ale jak pokazała praktyka, zrodziło to masę niepotrzebnych komplikacji.

MIESZKANIE
PAULINA GLIŃSKA

(NIE)MOJE
Początek kłopotów

Starszy sierż. sztab. Piotr Ossowski rozwiódł się z żoną Krystyną w 2002 r. Wcześniej, w 1999 r., wyprowadził się ze wspólnie dotąd zamieszkiwanego lokalu, który dostał z Wojskowej Agencji Mieszkaniowej jako osobną kwaterę stałą. W mieszkaniu została żona, dwóch małoletnich synów i dwóch dorosłych z poprzedniego małżeństwa pani Krystyny. Sierż. Ossowski założył nową rodzinę. Do czasu orzeczenia rozwodu żołnierz w miarę swoich możliwości współfinansował koszty utrzymania mieszkania, mimo że w nim już nie mieszkał. Gdy w styczniu sąd I instancji orzekł rozwód, sierżant przestał płacić. Uznał, że skoro Krystyna nie jest już jego żoną, to ona powinna płacić za mieszkanie. Okazało się, że nie jest to wcale takie oczywiste. Według ustawy o zakwaterowaniu sił zbrojnych, to na żołnierzu – z racji posiadania tytułu prawnego (decyzja osobnej kwatery stałej) – spoczywa obowiązek uiszczania opłat. Była żona natomiast zobowiązana jest do wnoszenia opłat z tytułu korzystania z lokalu mieszkalnego (opłaty pośrednie).
nr 28/2007

Skończyło się na tym, że ORWAM w Szczecinie podjął wobec sierżanta działania windykacyjne. Dziś jest zbyt dużo różnych wątpliwości co do interpretacji przepisów ustawy. W sprawę sierżanta zaangażował się nawet Konwent Dziekanów Korpusu Oficerów POW i dziekan tegoż korpusu ppłk Waldemar Trzeszczkowski, który z racji pełnionej funkcji czuje się szczególnie zobowiązany, by pomagać żołnierzom. – Wysyłaliśmy już do WAM wiele pism w tej sprawie, ale przyznam szczerze, że w zasadzie żadna z odpowiedzi nie ustosunkowała się do naszych argumentów i nie wskazała jakiegoś mądrego rozwiązania tej sprawy – mówi dziekan. W piśmie do oddziału w Szczecinie i prezesa Wojskowej Agencji Mieszkaniowej żołnierz przedstawił swoją sytuację. Napisał, że nie mieszka w spornym lokalu od 1999 r., a od grudnia 2000 r. jest wymeldowany. Jednak według ustawy, wymeldowanie się z mieszkania nie zwalnia głównego najemcy z obowiązku pono-

szenia za nie opłat. WAM uważa, że przyjęcie odmiennej interpretacji mogłoby prowadzić do tego, iż wymeldowanie się oznaczałoby jednocześnie pozbawienie żołnierza tytułu prawnego do zajmowania lokalu. Problemy pojawiają się, jeśli chodzi o artykuł 37 ustawy, który mówi, że kosztami za lokal powinny być obciążone solidarnie osoby tam zamieszkujące. Według przepisów zamieszkanie to przebywanie w lokalu mieszkalnym i korzystanie z niego na podstawie tytułu prawnego lub prawa zamieszkania. Wyraźnie zatem widać, że co innego oznacza zamieszkanie, a co innego posiadanie tytułu prawnego do lokalu mieszkalnego. WAM jednak uważa, że skoro to żołnierz ma tytuł prawny, to musi płacić. Podobne wątpliwości budzi słowo „zajmowanie”. W piśmie do sierż. Ossowskiego czytamy: „Ponieważ ustawodawca nie zdefiniował zajmowania, to posługując się wykładnią językową, słowo to oznacza »wziąć w użytkowanie jakiś lokal na stałe lub umieścić się, ulokować gdzieś« (Słownik Języka Polskiego, tom III,  Polska Zbrojna 43

WOJSKO INTERWENCJE
PWN, Warszawa 1981, str. 9100). Zajmowanie jest zatem pojęciem szerszym niż zamieszkiwanie. Z kontekstu tego wnioskujemy, że ustawodawca przyjął interpretację art. 37 polegającą na tym, że osoby, które zajmują lokal na podstawie decyzji administracyjnej (tytuł prawny), mają obowiązek wnoszenia opłat bez względu na to, czy tam faktycznie zamieszkują”. Skoro zatem WAM nie widzi lub nie chce zauważyć tych „drob-

Dłużnik –wierzyciel

Z

godnie z treścią art. 366 kodeksu cywilnego wierzyciel może żądać całości lub części świadczenia od wszystkich dłużników łącznie, od kilku z nich lub od każdego z osobna, a za-

spokojenie wierzyciela przez któregokolwiek z dłużników zwalnia pozostałych. W przypadku, gdy wierzyciel otrzyma świadczenie w całości od jednego dłużnika, dłużnik może na pod-

stawie art. 367 kc wystąpić o roszczenie regresowe w stosunku do pozostałych dłużników, tzn. może domagać się on zwrotu w równych częściach od współdłużników.

nych” niuansów, to jak wytłumaczyć projekt nowelizacji ustawy i uzasadnienie agencji, w którym jasno i wyraźnie wskazano na potrzebę precyzyjnego i ostatecznego uregulowania tej sprawy, tak by możliwa była jednoznaczna interpretacja? – WAM nie może odnieść się do projektowanych zmian w ustawie, bowiem są one na etapie uzgodnień rządowych, a ostateczny kształt ustawy jest agencji nieznany – to stanowisko WAM.

Szukanie rozwiązań
W kolejnych pismach sierż. Ossowski jednoznacznie oświadczał, że jest gotów do natychmiastowego oddania lokalu do WAM. – Choć obowiązek przekazania mieszkania faktycznie ciąży na żołnierzu, a zgodnie z orzecznictwem sądów zwolnienie lokalu oznacza przekazanie go w stanie wolnym od osób i rzeczy, to niestety żołnierz nie ma żadnych możliwości ani tym bardziej uprawnień, by nakazać byłej żonie opuścić lokal – mówi ppłk Trzeszczkowski. Rozwiązaniem mógłby być art. 38 ust. 1 ustawy o zakwaterowaniu, który porusza kwestie tzw. procedury niepieniężnej: „Żołnierzowi służby stałej, który nie uiszcza pełnych opłat za używanie lokalu lub pełnych opłat pośrednich z tytułu zajmowania lokalu mieszkalnego przez łączny okres dłuższy niż trzy miesiące, dyrektor oddziału regionalnego WAM wydaje decyzję o prawie zamieszkiwania w kwaterze zastępczej, a w przypadku odmowy jej przyjęcia dyrektor OR zarządza przymusowe przekwaterowanie do tej kwatery zastępczej, wraz ze wszystkimi wspólnie zamieszkującymi osobami”. Podobnie ustęp 2 ww. artykułu, który mówi: „w stosunku do osób niebędących żołnierzami służby stałej, które nie uiszczają peł44 Polska Zbrojna

JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

WAM przyznaje, iż pozostawianie przez żołnierzy swych byłych małżonków w dotychczas zajmowanym lokalu powoduje, że proces odzyskiwania mieszkań jest długotrwały i często znajduje epilog w sądzie

nych opłat za używanie lokalu lub pełnych opłat pośrednich z tytułu zajmowania lokalu mieszkalnego przez łączny okres dłuższy niż trzy miesiące, dyrektor oddziału regionalnego agencji zarządza przymusowe wykwaterowanie”. Niestety, WAM uznała, że skoro obecnie prowadzona jest skuteczna egzekucja pieniężna od obydwu małżonków, to art. 38 nie ma zastosowania. Sytuacja byłaby inna, gdyby żołnierz został przez agencję zobowiązany do zdania mieszkania. W świetle przepisów obo-

wiązujących od 1 lipca 2004 r., była małżonka zamieszkująca lokal bez tytułu prawnego poza wnoszeniem normalnych opłat musiałaby płacić odszkodowanie agencji w wysokości 200 proc. wartości opłat za używanie lokalu za każdy rozpoczęty miesiąc jego zajmowania. Niestety, w tym przypadku agencja nie chce przyjąć mieszkania, choć żołnierz chce je zdać. Jedyne rozwiązanie, według WAM, to podanie byłej żony do sądu: „Zgodnie z uchwałą Sądu Najwyższego z 21 grudnr 28/2007

lepsze. Innego jednak agencja nie zaproponowała.

Trudna sytuacja
Nie ulega wątpliwości, że prawo do zamieszkiwania w lokalu przez małżonka żołnierza należy wywodzić wprost od uprawnień przysługujących żołnierzowi. Tak mówi prawo. Przykład sierż. Ossowskiego pokazuje jednak, że w praktyce różnie z tym bywa. Dziś żołnierz nie ma mieszkania. Jest pozostawiony samemu sobie, ponieważ ustawa o zakwaterowaniu nie daje mu żadnych uprawnień, by mógł wykwaterować swoją byłą żonę. Sytuacja jest trudna, a podjęte przez ORWAM działania windykacyjne jeszcze ją pogarszają. Obecne dochody trzyosobowej rodziny Ossowskich (niepełnosprawne dziecko, żona bez pracy ze względu na opiekę nad dzieckiem) to ok. 2200 netto, z czego 800 zł przeznaczone jest na alimenty na rzecz byłej małżonki, 300 zł to koszty wynajmu mieszkania i ok. 300 zł opłat za to mieszkanie. Dodatkowo, od czerwca br. potrącenie WAM z tytułu spłaty czynszu zadłużonego mieszkania wyniesie ponad 800 zł miesięcznie. Inicjatywa kolegów z wojska, by pomóc finansowo sierż. Ossowskiemu – aczkolwiek bardzo sympatyczna – nie jest rozwiązaniem na dłuższą metę, przynajmniej do czasu, dopóki była małżonka żołnierza mieszka w wamowskim lokalu. Takich i podobnych spraw jest w wojsku znacznie więcej, a fakt, że w ogóle są, świadczy tylko o niedoskonałościach obowiązującej ustawy o zakwaterowaniu. Problem jest, i nie można go chować pod dywan, tym bardziej że WAM sama przyznaje, iż pozostawianie przez żołnierzy swych byłych małżonków w dotychczas zajmowanym lokalu powoduje, że proces odzyskiwania mieszkań jest długotrwały, często znajduje epilog w sądzie i rykoszetem odbija się na samych uprawnionych, zainteresowanych otrzymaniem lokalu mieszkalnego. Z pewnością agencja ma nieco racji, mówiąc, że trudno, by to właśnie ona ponosiła konsekwencje osobistych decyzji żołnierzy (w tym przypadku rozwód). Z drugiej jednak strony, aby tych konsekwencji ponosić nie musiała, należałoby zapewnić żołnierzom w podobnych sytuacjach rozsądne i konkretne rozwiązania. Takich na razie jeszcze nie ma.  PS Konwent Dziekanów, przesyłając całą dokumentację do prezesa WAM, poprosił o życzliwe potraktowanie problemu żołnierza w duchu podejmowanych już incydentalnie w agencji działań.

W

Z

godnie z art. 37 ust. 1 ustawy, nieuiszczone w terminie płatności wraz z odsetkami podlegają przymusowemu ściągnięciu w trybie przepisów ustawy z 17 czerwca 1966 r. o postępowaniu egzekucyjnym w administracji w stosunku do osób, które posiadają decyzję administracyjną stanowiącą podstawę prawną do zajmowania lokalu mieszkalnego.

yjątkowo zadbany ośrodek położony bezpośrednio przy plaży jest oazą spokoju i idealnym miejscem na relaks i wypoczynek. Profesjonalnie zorganizowane wczasy rodzinne i kolonie gwarantują wspaniałe wakacje.

nia 2006 r. dopuszczalna jest droga sądowa w sprawie z powództwa żołnierza zawodowego przeciwko rozwiedzionemu małżonkowi o opróżnienie lokalu przydzielonego jako osobna kwatera stała”. Na potwierdzenie skuteczności takiego rozwiązania WAM przyznaje, że dysponuje wyrokami sądów powszechnych, gdzie z powództwa żołnierzy zawodowych sąd orzekł eksmisję byłej żony. Zważywszy jednak na trudną sytuację materialną rodziny żołnierza, takie rozwiązanie nie jest niestety najnr 28/2007

NASZ ADRES: Wojskowy Dom Wypoczynkowy w Rogowie 72-330 Mrzeżyno Gryfickie Tel./fax 0913866269 CA MON: 225900, 225111 e-mail wdwrogowo@wp.pl

Polska Zbrojna 45

PRAWO
Przebudowa armii oraz sukcesywne skracanie zasadniczej służby wojskowej powodują, że wzrasta zapotrzebowanie na poborowych mających kwalifikacje przydatne w wojsku.
Wśród zawodów przydatnych w wojsku najważniejsze to: • kierowcy o uprawnieniach do prowadzenia pojazdów – prawo jazdy kat. „C”; • kierowcy o uprawnieniach do prowadzenia pojazdów – prawo jazdy kat. „C + E”; • operatora sprzętu do robót ziemnych i urządzeń pokrewnych; • operatora maszyn i urządzeń dźwigowo-transportowych; • nurka; • płetwonurka; • skoczka spadochronowego; • sanitariusza; • kucharza. do tej służby, wypłaca się odpowiednio zrewaloryzowany ekwiwalent pieniężny z tytułu poniesionych przed powołaniem do tej służby kosztów związanych z uzyskaniem kwalifikacji przydatnych w wojsku. Ten ekwiwalent pieniężny wypłaca się na wniosek żołnierza. Podstawę wypłaty należności z tytułu uzyskania kwalifikacji przydatnych w wojsku stanowi umowa (według określonego wzoru) zawarta między woj-

S

ZWROT KOSZTÓW ZA SZKOLENIE
Obecnie przepisy prawne stwarzają możliwości zawierania na zasadzie dobrowolności umowy między wojskowym komendantem uzupełnień a poborowym, w której poborowy zobowiąże się uzyskać przed powołaniem go do odbycia zasadniczej służby wojskowej wyżej określone kwalifikacje, natomiast poniesione przez niego koszty z tego tytułu zostaną mu zrefundowane z budżetu Ministerstwa Obrony Narodowej po odbyciu służby na określonym stanowisku. Procedura ta przedstawia się następująco: Żołnierzom, którzy odbyli zasadniczą służbę wojskową w ustalonym czasie jej trwania na stanowiskach służbowych lub funkcjach wojskowych odpowiadających ich kwalifikacjom nabytym przed powołaniem

Jak być
BOGDAN ROSA ANDRZEJ ZALEWSKI

skowym komendantem uzupełnień a poborowym, na podstawie której poborowy zobowiązał się do uzyskania przed powołaniem do zasadniczej służby wojskowej określonych kwalifikacji, a wojskowy komendant uzupełnień zobowiązał się do powołania go do tej służby na stanowisko służbowe lub funkcję wojskową, odpowiadające uzyskanym kwalifikacjom. Taka umowa powinna określać w szczególności:
Do okresu zatrudnienia warunkującego długość okresu wypowiedzenia w niektórych przypadkach wlicza się pracownikowi także okres zatrudnienia u poprzedniego pracodawcy. Następuje to wówczas, gdy zakład lub jego część przechodzi na innego pracodawcę (w związku z czym staje się on – z mocy prawa – stroną w dotychczasowych stosunkach pracy), a także w innych przypadkach, gdy nowy pracodawca jest następcą prawnym w stosunkach pracy nawiązanych przez pracodawcę poprzednio zatrudniającego danego pracownika. Należy zaznaczyć, że strony (pracownik i pracodawca) po dokonaniu wypowiedzenia umowy o pracę przez jedną z nich mogą ustalić wcześniejszy niż wyżej określony termin rozwiązania umowy. Ustalenie takie nie zmienia jednak trybu rozwiązania umo-

• datę jej zawarcia; • umawiające się strony (z określeniem skrótów); • zobowiązania stron; • podpisy stron.

EKWIWALENT PIENIĘŻNY
Ekwiwalent pieniężny z tytułu poniesionych przed powołaniem do zasadniczej służby wojskowej kosztów związanych z uzyskaniem kwalifikacji przydatnych
wy o pracę (z wypowiedzenia na porozumienie stron).
PODSTAWA PRAWNA: POSTANOWIENIA PRZEPISÓW ART. 36 PAR. 1 I 11 ORAZ PAR. 6 USTAWY Z 26 CZERWCA 1974 R. – KODEKS PRACY (JEDNOLITY TEKST OPUBLIKOWANY W DZIENNIKU USTAW RP NR 21 Z 16 LUTEGO 1998 R. POD POZ. 94 – Z PÓŹNIEJSZYMI ZMIANAMI). (R. Z.)

nasz poradnik
Okresy wypowiedzenia umowy o pracę
Wielu pracowników nadal sądzi, że okres wypowiedzenia umowy o pracę zależy od długości łącznego stażu pracy we wszystkich dotychczasowych zakładach pracy i u dotychczasowych pracodawców. Obecnie tak jednak nie jest. Okres wypowiedzenia umowy o pracę zawartej na czas nieokreślony jest uzależniony od okresu zatrudnienia u danego pracodawcy i wynosi: 1) dwa tygodnie – jeżeli pracownik był zatrudniony krócej niż sześć miesięcy, 2) jeden miesiąc – jeżeli pracownik był zatrudniony co najmniej sześć miesięcy, 3) trzy miesiące – jeżeli pracownik był zatrudniony co najmniej trzy lata.

Pomoc urzędowa w postępowaniu administracyjnym
Niejednokrotnie zdarzają się sytuacje, że postępowanie administracyjne prowadzone jest w znacznej odległości od miejsca zamieszkania strony. Nie oznacza to jednak, że strona musi bezpośrednio uczestniczyć w takim postępowaniu i stawiać się na każde wezwanie organu administracji.

46 Polska Zbrojna

nr 28/2007

ryzacji na podstawie prognozowanego w ustawie budżetowej na dany rok wskaźnika wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych, obowiązującego w dniu zwolnienia żołnierza z zasadniczej służby wojskowej. Zrewaloryzowany ekwiwalent pieniężny wypłaca wojskowy komendant uzupełnień w ciągu czternastu dni od dnia złożenia wniosku, pod warunkiem że wniosek został złożony nie później niż w terminie trzydziestu dni od dnia zwolnienia żołnierza z zasadniczej służby wojskowej. Wypłaty dokonuje się bezpośrednio żołnierzowi lub przelewa na wskazane przez niego konto bankowe. Należności z tego tytułu są pokrywane z części budżetu państwa, której dysponentem jest minister obrony narodowej.

SKIEROWANIE NA SZKOLENIE
Inną formą pozyskiwania poborowych mających kwalifikacje przydatne w wojsku jest możliwość skierowania na odpo-

przydatnym wojsku
w wojsku nalicza się, biorąc pod uwagę przedstawione przez poborowego rachunki, w wysokości bezpośrednich kosztów poniesionych na uzyskanie kwalifikacji przydatnych w wojsku, jednak nie wyższej niż kwota ustalona w umowie zawartej między wojskowym komendantem uzupełnień a poborowym.W związku z upływem czasu pomiędzy poniesieniem kosztów na uzyskanie kwalifikacji przydatnych w wojsku a wypłatą z tego tytułu stosownej należności ekwiwalent pieniężny podlega rewaloW celu ułatwienia postępowania (oraz zmniejszenia kosztów organizacyjnych) dopuszczalne jest, aby organ wzywający osobę spoza terenu właściwej gminy (miasta) korzystał z pomocy organów administracji rządowej oraz organów samorządu terytorialnego właściwych ze względu na miejsce zamieszkania (przebywania) osoby wzywanej. Zwraca się wtedy do odpowiedniego organu właściwej gminy (miasta) o wezwanie osoby zamieszkałej lub przebywającej na jego terenie do złożenia przed nim wyjaśnień albo zeznań lub też do dokonania innych czynności związanych z toczącym się postępowaniem, oznaczając okoliczności będące przedmiotem wyjaśnień lub zeznań albo czynności, jakie mają być dokonane.
PODSTAWA PRAWNA: POSTANOWIENIA PRZEPISÓW ART. 52 USTAWY Z 14 CZERWCA 1960 R. – KODEKS

wiednie szkolenie lub kurs przed powołaniem do służby wojskowej. Poborowi przeznaczeni do odbycia zasadniczej służby wojskowej mogą być kierowani do odbycia szkolenia (kursu) w celu uzyskania kwalifikacji przydatnych w wojsku. Poborowych do odbycia szkolenia (kursu) kieruje wojskowy komendant uzupełnień. Skierowanie takie stanowi decyzję administracyjną. Powyższe szkolenia (kursy) prowadzą osoby fizyczne, osoby prawne lub jednostPOSTĘPOWANIA ADMINISTRACYJNEGO (JEDNOLITY TEKST OPUBLIKOWANY W DZIENNIKU USTAW RP NR 98 Z 17 LISTOPADA 2000 R. POD POZ. 1071 – Z PÓŹNIEJSZYMI ZMIANAMI). (R. Z.)

ki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej, z którymi szef wojewódzkiego sztabu wojskowego zawarł umowę na realizację tego szkolenia (kursu). Powyższa umowa powinna określać w szczególności: • datę zawarcia; • umawiające się strony; • zobowiązania stron; • podpisy stron. Należy zaznaczyć, że umowa sporządzana jest według określonego wzoru. Do wyłonienia podmiotów realizujących szkolenie (kursy) stosuje się przepisy o zamówieniach publicznych. Czas trwania wspomnianego szkolenia (kursu) może wynosić do trzech miesięcy. Może być ono realizowane w czasie wolnym od pracy lub w przerwie wakacyjnej. Uczestnikom szkolenia (kursu), którzy są pracownikami, przysługuje: • zwolnienie z pracy na czas niezbędny do odbycia zajęć, z uwzględnieniem czasu koniecznego na dojazd, • wynagrodzenie w pełnej wysokości za czas zwolnienia z pracy z powodu odbywania zajęć. Koszty związane z realizacją szkolenia (kursu) oraz wynikające z przysługujących świadczeń pokrywa się z części budżetu państwa, której dysponentem jest minister obrony narodowej. 
PODSTAWA PRAWNA: PRZEDSTAWIONE INFORMACJE WYNIKAJĄ Z POSTANOWIEŃ NASTĘPUJĄCYCH PRZEPISÓW PRAWNYCH: 1) ART. 132A I 132B USTAWY Z 21 LISTOPADA 1967 R. O POWSZECHNYM OBOWIĄZKU OBRONY RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ (JEDNOLITY TEKST OPUBLIKOWANY W DZURP NR 241 Z 9 LISTOPADA 2004 R. POD POZ. 2416 – Z PÓŹNIEJSZYMI ZMIANAMI), 2) PAR. 2–5 ROZPORZĄDZENIA MINISTRA OBRONY NARODOWEJ Z 16 CZERWCA 2004 R. W SPRAWIE NABYWANIA PRZEZ POBOROWYCH KWALIFIKACJI PRZYDATNYCH W WOJSKU (DZURP NR 150 Z 30 CZERWCA 2004 R., POZ. 1581).

GRAFIKA: MARCIN DMOWSKI

Działać przez pełnomocnika
Nie każdą sprawę urzędową musimy załatwiać osobiście. Dotyczy to również kwestii podatkowych. W sprawach podatkowych strona może działać przez pełnomocnika, chyba że charakter czynności wymaga jej osobistego działania. Pełnomocnikiem strony może być osoba fizyczna mająca pełną zdolność do czynności prawnych. Pełnomocnictwo powinno być udzielone na piśmie lub zgłoszone ustnie do protokołu. Pełnomocnik dołącza do akt oryginał lub urzędowo poświadczony odpis pełnomocnictwa. Adwokat, radca prawny lub do-

radca podatkowy może sam uwierzytelnić odpis udzielonego mu pełnomocnictwa. Jednocześnie informujemy, że w poszczególnych kwestiach mniejszej wagi wynikających w toku postępowania organ podatkowy może nie żądać pełnomocnictwa, jeżeli pełnomocnikiem jest małżonek strony, a nie ma wątpliwości co do istnienia i zakresu jego upoważnienia do występowania w imieniu strony. W innych przypadkach stosuje się przepisy prawa cywilnego (tzn. ustawy z 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny – Dziennik Ustaw nr 16 z 18 maja 1964 r., poz. 93 wraz z późniejszymi zmianami).
PODSTAWA PRAWNA: POSTANOWIENIA PRZEPISÓW ART. 136 I ART. 137 PAR. 1–4 USTAWY Z 29 SIERPNIA 1997 R. – ORDYNACJA PODATKOWA (JEDNOLITY TEKST OPUBLIKOWANY W DZURP NR 8 Z 14 STYCZNIA 2005 R. POD POZ. 60 – Z PÓŹNIEJSZYMI ZMIANAMI). (R. Z.)

nr 28/2007

Polska Zbrojna 47

PO SŁUŻBIE ŚWIAT ZZA STERÓW
Misjonarze z Puław
owarzystwo Przyjaciół Puław wraz ze Stowarzyszeniem Kombatantów Misji Pokojowych ONZ wydało ciekawą publikację poświęconą wspomnieniom służących w misjach pokojowych mieszkańców tego miasta. Kilkanaście historii ukazuje nie tylko służbę, czasem pełnioną w ekstremalnych warunkach, ale także przygody, osobiste przemyślenia, opisy zabytków i krajobrazów. Można przeczytać o misjach w Europie, Afryce i Azji, m.in. o tym, jak było w Egipcie w 1974 r., w trakcie misji obserwacyjnej po „Pustynnej Burzy” w 1993 r. czy w Syrii w 1979 r. Relacje okraszone są smakowitymi i często zabawnymi historiami, m.in. dlaczego pilnowano w Egipcie, aby panowie nie wchodzili do budynku zajmowanego przez ich koleżanki, dlaczego oficerów ds. kontrwywiadu denerwowały spotkania naszych „misjonarzy” z personelem „imperialistycznych” krajów oraz czy do najpotrzebniejszych osobistych rzeczy może należeć żubrówka. Książkę wzbogaca krótka historia ONZ i prowadzonych przez nią misji, dane dotyczące puławian służących na tych misjach oraz ich noty biograficzne. Większość z bohaterów i jednocześnie autorów tej publikacji służyła lub pracowała w Wojskowym Instytucie Higieny i Epidemiologii lub Wojskowym Ośrodku Naukowo-Badawczym Służby Weterynaryjnej. (ad) Książkę można zamówić na stronie internetowej towarzystwa: www.tpp.pulawy.pl
„Puławianie w misjach pokojowych. Wspomnienia znad Nilu i Eufratu”, Towarzystwo Przyjaciół Puław, Puławy 2006. Katarzyna Węglicka, „Na dalekiej Ukrainie”, „Gawędy kresowe”, Książka i Wiedza, Warszawa 2007

SŁOWO KAPELANA

B

arwna opowieść Mariana Nowotnika, wieloletniego pilota wojskowego i cywilnego, to tak naprawdę spory kawałek historii naszego lotnictwa opisany żywym językiem. Autor rozpoczął swoją przygodę z pilotażem w 1953 r. w dęblińskiej szkole wojskowej – były to czasy ogolonych do gołej skóry głów, onucy i trawiastych pasów startowych. Służył potem w pułku lotnictwa szturmowego w Mirosławcu na Ił-10 i marzył o lataniu odrzutowcami. Jego pragnienie spełniło się w 15 Dywizji Lotnictwa Bombowego w Modlinie, gdzie przesiadł się na Ił-28. Po 13 latach służby przeszedł do lotnictwa cywilnego i w maszynach LOT-u zwiedził spory kawałek świata. Latał jako pilot do połowy lat 90. Książka pełna jest lotniczych przeżyć – zarówno dramatycznych, jak ciekawych i zabawnych. Czytając, możemy też poznać osobiste refleksje autora o polityce czy kulturze. To wciągająca publikacja, nie tylko dla miłośników lotnictwa. Autor adresuje ją do swoich kolegów i osób z lotniczą pasją, ale też do tych, którym lotnictwo jest mało znane. Ma nadzieję, że w opisach lotów odnajdą cząstkę emocji i doznań wynikających z obcowania z groźnym i pięknym żywiołem, jakim jest powietrze. (ann)
Marian Nowotnik, „Ile startów tyle lądowań”, Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa 2007 r.

T

W

Hej sokoły!

N

a daleką Ukrainę, ziemie leżące nad Dnieprem, na Dzikie Pola i na Krym zaprasza Katarzyna Węglicka, autorka drugiego już tomu „Gawęd kresowych”. Wcześniej można było wybrać się jej śladami na Białoruś, a wkrótce ukażą się dwa kolejne tomy z tego cyklu: o bliskiej Ukrainie i Litwie. Wielu Polaków zna Ukrainę głównie z „Trylogii” Sienkiewicza i ten obraz tak utrwalił się w naszej świadomości, że „mit wymieszał się z rzeczywistością”. Autorka chce przełamać te stereotypy, pokazując nam współczesną Ukrainę i jej mieszkańców, ale w kontekście historii. Trudno bowiem bez niej zrozumieć mentalność Ukraińców i ich stosunek do Polski. Nie należy zapominać, że oba kraje łączy wiele lat

wspólnej, niekiedy bardzo trudnej przeszłości. Katarzyna Węglicka uważa, że należy poznawać tę historię i jej uczyć, szczególnie młodzież. Dlatego przyświecała jej taka myśl Adama Asnyka: „Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy, Choć macie sami doskonalsze wznieść; Na nich się jeszcze święty ogień żarzy I miłość ludzka stoi tam na straży, I wy winniście im cześć!” (awis)

liście świętego Pawła Apostoła do Galatów czytamy następujące słowa: „Nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa”. Czym więc był i czym jest krzyż dla ludzi? Dla człowieka sprzed czasów Chrystusa i z czasów Jego nauczania krzyż był traktowany jako narzędzie męczeństwa i okropnej śmierci, symbol jak najbardziej pogardzany przez ludzi. Zmienił to dopiero Jezus, dokonując zbawienia wszystkich ludzi na drzewie Krzyża. Rozważając poszczególne stacje Drogi Krzyżowej, widzimy, jak Jezus Chrystus z miłością przyjmuje krzyż i niesie go aż na Górę Czaszki. Daje nam przykład, jak my mamy przyjmować i nieść nasze krzyże, które otrzymujemy w życiu. A jak współczesny człowiek przyjmuje swój krzyż? Pełen lęku, zadając ciągle te same pytania: Dlaczego ja? Dlaczego moja rodzina? Pozwólcie, że przytoczę pewne opowiadanie: jednemu człowiekowi śniło się, że niesie krzyż. Na początku niósł go z godnością, jednak z upływem czasu krzyż stawał się coraz cięższy, coraz trudniej było go nieść. W pewnym momencie ów człowiek zauważył piłę do drewna, postanowił odciąć kawałek krzyża. „Przecież nic się nie stanie, dalej będę niósł swój krzyż” – pomyślał. Tak właśnie zrobił i krzyż stał się lżejszy. Pod koniec swojej wędrówki doszedł do przepaści. Po drugiej stronie był cel jego wędrówki. „Co zrobić, aby przedostać się na drugą stronę? Wykorzystam krzyż” – pomyślał. Jakie przeżył rozczarowanie, gdy zauważył, że do osiągnięcia celu brakuje mu tego kawałka, którego z taką radością wcześniej się pozbył. Również i dzisiaj ludzie próbują pozbyć się krzyża, a co najmniej go unikać. Przypomnijmy sobie te chwile, kiedy krzyż towarzyszy nam przez cały dzień. Dzień, który zaczyna się znakiem krzyża, w którym czynimy ten znak, zanim odkroimy pierwszą kromkę z bochenka chleba, przed posiłkiem, a także w momencie, kiedy zmęczeni trudami dnia przed snem, polecamy się Bogu. Być może współczesnemu człowiekowi trudno jest zrozumieć i zaakceptować Krzyż, ale przecież to na krzyżu Chrystus otworzył dla nas drogę do Zbawienia i jest to droga, z której nie powinniśmy tak łatwo rezygnować.

48 Polska Zbrojna

nr 28/2007

PILOT
dwóch wojen
PAWEŁ HENSKI

HISTORIA LUDZIE

USAF

Był legendą amerykańskiego lotnictwa i asem myśliwskim dwóch wojen: II światowej i wietnamskiej. Zestrzelił 16 samolotów, uczestnicząc w prawie trzystu misjach bojowych.

K

ilkanaście dni temu w wieku prawie 85 lat zmarł na skutek niewydolności serca amerykański pilot, generał w stanie spoczynku Robin Olds. Urodził się 14 lipca 1922 r. w Honolulu na Hawajach. Studiował w akademii West Point, którą ukończył w 1943 r. w stopniu podporucznika. Po kursie pilotów został wysłany do Europy i w maju 1944 r. przydzielony do 479 Grupy Myśliwskiej wchodzącej w skład 8 Armii Powietrznej. Pierwsze zwycięstwo powietrzne odniósł 14 sierpnia 1944 r. Leciał wówczas nad Francją myśliwcem P-38J Lightning i zestrzelił dwa myśliwce FW-190. Jedenaście dni później, podczas misji nad Rostockiem, zestrzelił trzy myśliwce Bf-109. Kolejne zestrzelenie, tym razem za sterami myśliwca P-51D Mustang, miało miejsce 6 października. Ostatnie, dwunaste zwycięstwo w wojnie, odniósł 7 kwietnia 1945 r., zestrzeliwując Bf-109 nad Duneburgiem. Robin Olds wojnę zakończył w stopniu majora. Wziął udział w 107 misjach bojowych.

Wojna w Korei zastała go w jednostce obrony powietrznej w Pittsburghu. Pomimo wielu próśb, przełożeni nie zgodzili się na jego udział w walkach. W 1955 r. powrócił do aktywnego latania na myśliwcach F-86 Sabre, gdy objął dowodzenie 86 Skrzydłem Myśliwsko-Przechwytującym w bazie Landstuhl w Niemczech. Po ukończeniu National War College został dowódcą 81 Skrzydła Myśliwsko-Taktycznego w brytyjskiej bazie Bentwaters. Powołał wówczas, bez zgody przełożonych, nieformalny zespół akrobacyjny latający na myśliwcach F-101 Voodoo, który występował w Europie Zachodniej. Groził mu za to sąd wojskowy. Uszedł jednak cało i został przeniesiony do 4453 Skrzydła Szkolenia Bojowego, gdzie przeszkolił się na myśliwce F-4C Phantom II.

WIETNAM
Jesienią 1966 r. 44-letni płk Robin Olds został dowódcą 8 Taktycznego Skrzydła Myśliwskiego stacjonującego w tajlandzkiej bazie Ubon, co było równoznaczne z włączeniem się w wojnę w Wietnamie. Robin Olds opracował plan wywabiania myśliwców MiG-21 w powietrze. Nazwano go „Bolo”. 2 stycznia 1967 r. Robin Olds poprowadził grupę uderzeniową myśliwców F-4C nad terytorium Wietnamu Północnego. Wietnamczycy poderwali MiG-i myśląc, że mają do czynienia z ko-

PRZESIADKA NA ODRZUTOWCE
Po wojnie przesiadł się na samoloty odrzutowe. W 1948 r. w ramach „wymiany dowódców” dowodził 1 Dywizjonem Myśliwskim RAF w Wielkiej Brytanii.
nr 28/2007

lejnym nalotem F-105. Amerykanie zestrzelili tego dnia siedem wietnamskich MiG-ów bez strat własnych. Jednego z nich zestrzelił Robin Olds. Kilka dni później, używając podobnej taktyki, piloci 8 Skrzydła zestrzelili kolejne dwa MiG-i, eliminując praktycznie te samoloty z lotnictwa Wietnamu Północnego. W Wietnamie Olds zestrzelił w sumie cztery myśliwce wroga, wziął udział w 152 misjach bojowych. Po zakończeniu służby w Wietnamie, jesienią 1967 r., Robin Olds objął stanowisko w Akademii Sił Powietrznych w Colorado Springs. Niedługo potem został awansowany na generała brygady. W 1972 r. został ponownie wysłany do Wietnamu, aby ocenić poziom wyszkolenia pilotów myśliwskich. Wziął wówczas udział w kilku tzw. nieautoryzowanych lotach bojowych. Jego spostrzeżenia przyczyniły się do unowocześnienia procesu szkolenia w ramach ćwiczeń „Red Flag”. Robin Olds chciał wówczas, by obniżono mu stopień do pułkownika, dzięki czemu powróciłby do służby operacyjnej. Sądził bowiem, że mógłby być pomocny w szkoleniu pilotów. Gdy przełożeni nie zgodzili się na to, 1 czerwca 1973 r. postanowił zakończyć karierę wojskową. Za swoją służbę Robin Olds dostał najwyższe odznaczenia amerykańskie, brytyjskie i francuskie. Został pochowany w Akademii Amerykańskich Sił Powietrznych w Colorado Springs.  Polska Zbrojna 49

AAAAAAA

AAAAAAAA

Wzorem lat ubiegłych minister obrony narodowej wydał decyzję w sprawie pełnego pokrycia kosztów wypoczynku dla dzieci żołnierzy zawodowych (decyzja nr 252/MON ministra obrony narodowej z 4 czerwca 2007 r. w sprawie pełnego pokrycia kosztów wypoczynku dla dzieci żołnierzy zawodowych w 2007 r.). Umożliwia ona skorzystanie z tej formy wypoczynku dzieciom z rodzin żołnierzy zawodowych, w których dochód na osobę nie przekracza 30 proc. najniższego uposażenia żołnierza zawodowego, tj. aktualnie 546 zł.

Wojsko dzieciom
Żołnierz zawodowy zainteresowany skierowaniem dziecka na ten wypoczynek powinien sprawdzić poziom uzyskiwanych dochodów i wystąpić do dowódcy jednostki wojskowej (komórki organizacyjnej), na której zaopatrzeniu finansowym pozostaje, z wnioskiem, w którym określi m.in. miejsce i termin wypoczynku. W br. wypoczynek zaplanowano w formie kolonii i obozów, w 14-dniowych turnusach spotrowo-rekreacyjnych oraz z poszerzonym programem pobytu, realizowanych od 23 czerw-

Wolne miejsca wczasowe:
WŁOCHY San Remo 20.08–03.09.2007 – 27,50 euro za osobę za dzień (z pełnym wyżywieniem) WŁOCHY Ca’vio 20.08– –03.09.2007 – 7 euro za osobę za dzień (tylko zakwaterowanie) AUSTRIA Iselsberg 14.07–26.07.2007 – 1 068 zł za osobę za turnus

ca do 31 sierpnia na bazie Wojskowego Zespołu Wypoczynkowego w Zakopanem oraz Wojskowych Domów Wypoczynkowych w Unieściu i Waplewie. Szczegóły w zakresie proponowanych form oraz turnusów przekazane zostały do jednostek wojskowych (za pośrednictwem RSZ) oraz do innych komórek organizacyjnych resortu obrony narodowej. Niezależnie od powyższego, istnieje jeszcze możliwość skorzystania w tym roku przez osoby ze środowiska wojskowego z wypoczynku w zagranicznych wojskowych ośrodkach wypoczynkowych, realizowanego w ramach członkostwa WP w CLIMS (Międzynarodowy Komitet Koordynacyjny Wojskowych Służb Socjalnych) oraz podpisanych porozumień i umów dwustronnych.

Wolne miejsca na międzynarodowe obozy młodzieżowe:
WĘGRY 23.07 –04.08.2007 – 1 600 zł

BUŁGARIA Varna 07.09– –21.09.2007 – 17,50 euro za osobę za dzień (ze śniadaniem) BUŁGARIA Nessebar 31.07– –10.08.2007 – 17,50 euro za osobę za dzień (ze śniadaniem)

PORTUGALIA Lagos 08.09–22.09.2007 – 27 euro za pokój 2-osobowy za dzień (ze śniadaniem)

NIEMCY 01.08–15.08.2007 – 1 990 zł POLSKA Rogowo 03.08–6.08.2007 – 1 370 zł POLSKA Solina 23.07–4.08.2007 – 1 300 zł

GRECJA Kreta 30.08–13.09.2007 – 1 200 zł za osobę za turnus

HISZPANIA, FRANCJA, BUŁGARIA – terminy wg indywidualnych zamówień Wszelkich informacji w zakresie wypoczynku udzielają pracownicy Oddziału Organizacji Wypoczynku DSS, 50 Polska Zbrojna
nr 28/2007

tel. 6 874 684 (wypoczynek z pełnym pokryciem kosztów), 6 874 804, 6 874 035 (wczasy i obozy zagraniczne).

POD NASZYM PATRONATEM
Dla wielu ludzi góry są pasją i sensem życia. Prawie każdy alpinista na pytanie, dlaczego wciąż zdobywa nowe szczyty, odpowie: – Bo są.
Alpinista zawsze czuje respekt przed górami, turysta często zapomina, że tam warunki dyktuje natura

W

śród żołnierzy zawodowych są tacy, którzy uprawiają sporty ekstremalne. Nie brakuje również alpinistów. Jednym z nich jest ppor. inż. Krzysztof Giziński, dowódca plutonu w 10 Brygadzie Kawalerii Pancernej w Świętoszowie. Jak twierdzi, pasja do gór dopadła go dopiero w szkole oficerskiej, kiedy po raz pierwszy uczestniczył w kursie na instruktora ratownika górskiego. Wtedy zakochał się w górach. Od tamtej pory zgłębia tajniki i techniki wspinaczki. Mimo młodego wieku ma na koncie imponujące wyniki. Zdobył m.in. Mont Blanc, a także Grossglockner i Wildspitze – dwa najwyższe szczyty Austrii. Teraz zorganizował Military Expedition Elbrus – wyprawę na Elbrus (przełom czerwca i lipca), której patronem medialnym jest „Polska Zbrojna”. Razem z ppor. Damianem Matkowskim, dowódcą plutonu w 25 Brygadzie Kawalerii Powietrznej w Tomaszowie Mazowieckim, ppor. Maciejem Maleckim i chor. Jackiem Ludwiszewskim pragną zdobyć ten naj-

Do serca
Konkurs:
1. Jaką wysokość ma Elbrus? 2. Jakie właściwości ma materiał Polartec i do czego jest wykorzystywany? Odpowiedzi proszę przesyłać do 20 lipca na adres: joanna. brodowska@redakcjawojskowa.pl, aneta.wisniewska@redakcjawojskowa.pl (w losowaniu biorą udział tylko odpowiedzi z pełnymi namiarami na adresata) albo pocztą: Al. Jerozolimskie 97, 00-909 Warszawa, z dopiskiem „Konkurs”. Wśród osób, które poprawnie odpowiedzą na pytania, rozlosujemy nagrody: wyczynową kurtka horn Bergsona i koszulki promo tej samej firmy.

Walka z własnym organizmem

Kaukazu

W

warunkach wysokogórskich największym wrogiem człowieka jest nie tylko natura, są nimi także ograniczenia własnego organizmu. Już na wysokości powyżej 2000 m n.p.m. może wystąpić choroba wysokogórska wywołana zmniejszającą się ilością tlenu w powietrzu, co spowodowane jest spadkiem ciśnienia (już na wysokości 4800 m n.p.m. wynosi ono zaledwie 500 hPa). Oprócz typowych objawów, takich jak ból głowy, nudności, zmęczenie, może wywołać uszkodzenia różnych organów, a nawet śmierć. W górach najgroźniejsza jest hipoksja, czyli niedotlenienie, które w wielu przypadkach kończy się dla człowieka śmiercią, oraz hipotermia, czyli obniżenie ciepłoty ciała poniżej 35 st. C.

wyższy szczyt Kaukazu. Dlaczego Kaukaz? Bo tam jeszcze nie byli. Poza tym wśród alpinistów pokutuje przekonanie (zresztą mylne), że aby mieć stuprocentową pewność zdobycia szczytu Europy, należy wejść, poza Mt. Blanc, również na Elbrus, który niby w tej Europie leży. Jedno jest pewne. Uczestnicy tej ekspedycji mają zamiar sprawnie i bez szwanku zdobyć najwyższy szczyt Rosji i wrócić z niego. A nam pozostaje czekać na relację z tej niecodziennej, woj skowej wyprawy. (j.b.c.)
nr 28/2007

Polska Zbrojna 51

MILITARIA AMUNICJA

Wolframowa strzała
ADAM RYSZKOWSKI

W
52 Polska Zbrojna

Nowy pocisk podkalibrowy z wolframowym rdzeniem skonstruowany przez polskich naukowców ma szanse stać się hitem eksportowym. Zaprojektowano go na uczelni, która nie jest kojarzona z pracami militarnymi.
czym ulegnie zniszczeniu i odłączy się od rdzenia zaraz po jej opuszczeniu. – Tylko dwa materiały nadają się na rdzeń: uran i wolfram – tłumaczy mgr inż. Mirosław Rafalski z Politechniki Warszawskiej. Zubożony uran, używany w amerykańskich pociskach podkalibrowych, jest łatwy w obróbce i wykazuje tendencję do samoostrzenia (co zwiększa uzyskane przebicie), ale jest materiałem radioaktywnym. Jeśli więc nie trafi w cel, zalegnie w ziemi, szkodząc środowisku.

W czasach Układu Warszawskiego Polska nie prowadziła badań nad unowocześnieniem amunicji. Stosowne licencje kupowaliśmy od ZSRR, podobnie jak pozostałe kraje bloku wschodniego. Na początku lat 90., kiedy na skutek przemian politycznych polsko-radziecka współpraca zaczęła się rozluźniać, powstała obawa, iż nasza armia zostanie bez amunicji. Zagrożenie dostrzegł Sztab Generalny WP, który w opracowanej wówczas koncepcji obrony za jeden z kluczowych elementów uznał pozyskanie przez armię nowoczesnych pocisków, w tym także przeciwpancernych. Założenia techniczne nie były skomplikowane: nowe pociski musiały mieć dużą prędkość i zasięg oraz miały niszczyć silnie opancerzone pojazdy. Wojsko i naukowcy stanęli przed dwiema możliwościami: wszcząć prace nad unowocześnieniem stosowanej dotychczas amunicji przeciwpancernej albo rozpocząć badania nad nowymi technologiami. Brak perspektyw rozwojowych dla amunicji konwencjonalnej ułatwił podjęcie decyzji o rozpoczęciu prac nad rodzimymi pociskami podkalibrowymi. Technologia podkalibrowa miała wtedy 50 lat. Wynaleźli ją Anglicy w 1944 r., ale amunicja tego typu długo była tylko ciekawym dodatkiem do amunicji konwencjonalnej. Drzemiący w niej potencjał dostrzegli na przełomie lat 70. i 80. Amerykanie. Ich podkalibrowe pociski przeciwpancerne 120 mm charakteryzowały się ogromną siłą, niezwykłym zasięgiem i niewielkimi rozmiarami (ok. 3 cm średnicy i do 60 cm długości). Jak to możliwe, że pocisk o tak małych rozmiarach, przypominający w locie strzałę, niszczy czołg z ponad 4 km?

Surowiec strategiczny
Podczas II wojny światowej wolfram był używany do wzmacniania pancerzy czołgów. Ponieważ
minerał ten występuje w Europie tylko w Austrii, Portugalii i Hiszpanii, szybko nabrał strategicznego znaczenia. Rozbudowany program produkcji ciężkiego sprzętu w III Rzeszy wymagał dużych i nieprzerwanych dostaw surowca, lecz zasoby austriackie znajdujące się w rękach niemieckich od 1938 r. były niewystarczające, aby sprostać wyzwaniu. Władze III Rzeszy rozpoczęły więc jeszcze przed wybuchem wojny starania o pozyskanie tego surowca z Portugalii. Na przeszkodzie stało jednak to, że oficjalnie wolfram mogła wydobywać i wywozić z neutralnej Portugalii tylko Wielka Brytania. Ówczesny dyktator Portugalii António de Oliveira Salazar nie dołączył do państw osi, ale zgodził się na tajną sprzedaż wolframu Niemcom. O tym, jak dochodowy był to handel, świadczy fakt, iż w trakcie wojny zasoby złota w Portugalii wzrosły aż siedmiokrotnie! Niemcom bardzo zależało na wolframie, a mając świadomość, że Portugalia może w każdej chwili odmówić sprzedaży surowca, kupowali wolfram w dużych ilościach i zaczęli importować go z Hiszpanii. Gdy w 1944 r., wraz z wyzwoleniem Francji przez aliantów, skończyła się możliwość transportu wolframu drogą lądową z Półwyspu Iberyjskiego, Niemcy dysponowały już blisko 1600 t surowca. Dzięki zapasom produkcja pojazdów pancernych dla Wermachtu nie została wstrzymana, co przedłużyło wojnę o wiele miesięcy.

PRZYSZŁOŚĆ POCISKÓW PODKALIBROWYCH

D

alszy rozwój amunicji podkalibrowej będzie związany głównie z ulepszaniem materiałów używanych przy ich produkcji. Konstruktorzy będą próbowali nadać wolframowi cechy samoostrzenia, co zapobiegnie efektowi „grzybkowania” (rozpłaszczania się) rdzenia przy uderzeniu w cel i zwiększy możliwość penetracji pancerza. Prace badawcze skupią się także nad wprowadzeniem technologii podkalibrowej do innych pocisków w już stosowanej broni np. 12,7 mm, oraz ulepszaniem procesu produkcji, zwłaszcza pod kątem jakości otrzymywanego materiału.

Pociski podkalibrowe
Pocisk podkalibrowy (ang. APDS – Armour-Piercing, Discarding Sabot) służy do niszczenia celów opancerzonych. Składa się z osłony (z ang. sabot), która odpada po opuszczeniu lufy, oraz z rdzenia. Sabot „dopełnia” średnicę rdzenia (który ma zwykle ok. 1, 2 cm średnicy i do kilku centymetrów długości) do kalibru lufy, z której jest wystrzeliwany. Pociski podkalibrowe osiągają prędkość nawet do 1500 m/s, a zgromadzona w nich energia kinetyczna pozwala na przebicie pancerza z bardzo dużej odległości. W trakcie wojny z Irakiem Amerykanie odnotowywali skuteczne strzały pociskami podkalibrowymi z odległości ponad 4 km. Pociski podkalibrowe rozpryskowe (FAPDS – Frangible, Armour Piercing Discarding Sabot), dzięki nieco odmiennym właściwościom rdzenia, są dodatkowo przeznaczone do zwalczania celów lotniczych.

TAJEMNICA MATERIAŁU
Najważniejszy jest rdzeń. Musi być ciężki i bardzo wytrzymały. Część oddzielającą się od pocisku, sabot, należy wykonać z materiału, który wytrzyma warunki panujące w lufie podczas strzału, po

nr 28/2007

Wolfram jest ekologicznie neutralny i szeroko stosuje się go w przemyśle (np. do produkcji narzędzi skrawających, tokarskich, wierteł). Niestety, jest materiałem niezwykle trudnym w obróbce. Dla prac nad budową pierwszego polskiego czołgowego pocisku podkalibrowego kal. 125 mm kwestia wyboru materiału na rdzeń była kluczowa. Postawiono na wolfram. W badaniach pocisku brały udział firmy i instytuty badawcze, w tym zespół prof. dr. hab. inż. Macieja Bossaka z Instytutu Mechaniki i Konstrukcji Politechniki Warszawskiej. Po stworzeniu planów teoretycznych nowy

opancerzonych celów naziemnych), proponując politechnice udział w tej części konkursu. Naukowcy z uczelni zgodzili się, bo właśnie opracowali i wdrożyli technologię produkcji prętów wolframowych, co było częścią strategicznego projektu rządowego dotyczącego poszukiwania nowych materiałów na produkcję elementów uzbrojenia. Politechnika stała się tym samym jednym z niewielu miejsc w Europie produkujących pręty wolframowe. W dodatku potrafi to robić dużo taniej niż konkurenci... Po kilkumiesięcznych pracach teoretycznych nad nowym pociskiem przeciwPROWADZENIE OGNIA DO CELÓW NAZIEMNYCH PRZEZ ZESTAW PRZECIWLOTNICZY LOARA. Do ich niszczenia przewidziane są pociski z rdzeniem wolframowym.

(zdjęcia, zagraniczne filmy z prób poligonowych), konstruktorzy zabrali się do prac nad nowym rodzajem pocisków, nie przerywając jednak badań nad amunicją przeciwpancerną. Równolegle eksperymentowali z materiałem wolframowym, który – w zależności od przeznaczenia pocisku – musi mieć inne właściwości. W trakcie prac nad przeciwlotniczymi pociskami 35 mm opracowano nową metodę obróbki wolframu, dostarczanego przez rodzimą firmę Polam. – Pozwoliła ona stworzyć materiał spełniający (a nawet przewyższający) wszystkie postawione przez wojsko kryteria. Po zakończeniu przez PW badań modelowych nad amunicją rozpryskową uruchomiono produkcję partii prototypowej, a po pomyślnym zakończeniu badań kwalifikacyjnych wojsko zamówiło próbną partię pocisków – informuje M. Rafalski.

BEZ PRZERÓBEK
Korzystając z dorobku prac nad przeciwlotniczym pociskiem 35 mm, konstruktorzy rozpoczęli w 2003 r. prace nad amunicją podkalibrową 23 mm. Dotychczasowa amunicja tego kalibru nie spełnia już wymagań pola walki, ale z braku alternatywy jest stosowana (m.in. w ZSU-23-4 Szyłka). Jedno z zagranicznych konsorcjów zbrojeniowych opracowało wcześniej koncepcję pocisków podkalibrowych 23 mm i zaproponowało AMUNICJA ZM Mesko współpracę przy produkPRZYSZŁOŚCI cji. Wymagały one jednak zmian Mimo skomplikowanej technolokonstrukcyjnych w sprzęcie wojgii produkcji budowa pocisków podskowym, dlatego oferta nie spotkakalibrowych jest prostsza niż konwenła się z zainteresowaniem. cjonalnych, przede wszystkim dzięki Prace warszawskich inżynierów usunięciu z nich zapalnika oraz elemenskupiły się zatem na projekcie tów pirotechnicznych. Oprócz skutecznoamunicji niewymagającej przeróści i dalekiego zasięgu jest to także bek w broni. Naukowcy postanowiamunicja praktyczna oraz bezli prowadzić badania równolegle nad pieczna w stosowaniu. No technologią do pocisków przeciwpani ekologiczna… cernych i rozpryskowych. To był strzał w dziesiątkę. Wojsko szybko zaintepancernym z rdzeniem wolframowym od- resowało się oboma typami amunicji były się próby strzeleckie. Wyniki zachę- i chciało ją kupić. Partie modelowa cały. Wojsko zdecydowało się na zamó- i prototypowa przeszły niedawno tewienie partii prototypowej, a naukowcy sty poligonowe. Obecnie kończą się zaczęli rozmowy z Zakładami Metalowy- badania zdawczo-odbiorcze partii mi Mesko, które miały produkować amu- próbnej. Nowe pociski podkalibrowe nicję. Wkrótce jednak ustalono, że pocisk 23 mm zapewne przejdą i tę próbę, zaprzeciwpancerny może nie być użytecz- tem wkrótce zostaną wdrożone do polny dla Loary, i zlecono politechnice roz- skiej armii, co zapoczątkuje ich propoczęcie badań nad podkalibrową amu- dukcję seryjną. nicją rozpryskową kal. 35 mm do zwalUczeni pod kierunkiem prof. dr. hab. czania celów powietrznych. Mieczysława Kaczorowskiego kontyW Polsce temat podkalibrowej amuni- nuują prace nad udoskonaleniem pocicji rozpryskowej był nowością. Bazując sków podkalibrowych, uzyskując coraz na dostępnych, skromnych materiałach lepszy materiał wolframowy, a także  Polska Zbrojna 53

pocisk skierowano do badań. Wojsko nie było nim jednak zainteresowane z powodu niezadowalającej skuteczności.

LOARA
Przełom nastąpił w drugiej połowie lat 90., gdy pojawiła się potrzeba uzbrojenia wprowadzanego do armii zestawu przeciwlotniczego Loara. Ówczesny Departament Rozwoju i Wdrożeń MON zaprosił kilka firm do udziału w konkursie na amunicję konwencjonalną i ćwiczebną (kaliber 35 mm). Wkrótce rozszerzył zamówienie o przeciwpancerną amunicję podkalibrową (Loara jest przystosowana do zwalczania lekko
nr 28/2007

MILITARIA AMUNICJA
poszerzając asortyment o pociski stabilizowane brzechwami i ćwiczebne. Duże nadzieje wiążą zwłaszcza z pociskami ćwiczebnymi, które do odległości 1000 m mają takie same właściwości balistyczne jak pociski bojowe. Żołnierze muszą się przecież nauczyć obchodzenia z nową amunicją, a większość krajów nie ma poligonów, na których można by strzelać amunicją o zasięgu ponad 4 km. – Każdemu zamówieniu pocisków bojowych powinien więc towarzyszyć kontrakt na pociski ćwiczebne – ocenia M. Rafalski. Czy polską armię stać na wprowadzenie do użycia na dużą skalę pocisków podkalibrowych? Z powodu skomplikowanego procesu produkcji cena jednego pocisku jest niemal 2,5 razy większa niż pocisku konwencjonalnego… Wysoki koszt to jednak jedyne, co można tym pociskom zarzucić. A przecież to przede wszystkim ich skuteczność i praktyczność na polu walki, a nie cena, powinny przesądzić o przydatności dla wojska. 

PRZETARG PUBLICZNY PISEMNY NR 01/OS/2007 NA SPRZEDAŻ NW. SPRZĘTU KONCESJONOWANEGO:
• sprzęt pancerny i opancerzony (m.in. czołgi T-72, wozy dowodzenia na SKOT i BRDM), • sprzęt artyleryjski (m.in. 85 mm armaty D 44; 57 mm armaty S-60), • sprzęt łączności i radiolokacji, • sprzęt optyczny (m.in. celowniki, noktowizory, peryskopy), • sprzęt lotniczy (m.in. samoloty JAK 40; AN-26), • broń strzelecka i części do broni (m.in. 12,7 mm wkm DSzk; 7,62 mm kbk AKMŁ/ AKMS ) • sprzęt morski (m.in. kutry rakietowe proj. 205; kutry zwalczania okrętów podwodnych proj. 918; mały okręt rakietowy proj. 1241 RE; okręt szkolny proj. 888; okręt dowodzenia proj. 776), • amunicja i materiały wybuchowe. Otwarcie ofert nastąpi w dniu 30.07.2007 r., godz. 12.00, w siedzibie Agencji Mienia Wojskowego, w Warszawie, ul. Nowowiejska 26A, sala nr 502. (V piętro). 1. a) Do przetargu mogą przystąpić podmioty posiadające odpowiednią koncesję na prowadzenie działalności gospodarczej w zakresie wytwarzania i obrotu materiałami wybuchowymi, bronią, amunicją oraz wyrobami i technologią o przeznaczeniu wojskowym lub policyjnym zgodnie z ustawą z dnia 22 czerwca 2001 r. (kopię koncesji MSWiA poświadczoną przez zarząd firmy „za zgodność z oryginałem” należy złożyć wraz z ofertą). b) W przypadku zapisu w posiadanej przez podmiot koncesji „bez prawa magazynowania”, podmiot powinien przedstawić wraz z ww. koncesją oświadczenie, że ma zabezpieczone możliwości przechowywania nabytego sprzętu zgodnie z obowiązującymi w tym zakresie przepisami. c) Podmiot przystępujący do przetargu zobowiązany jest do złożenia wraz z ofertą zaświadczenia, że nie jest prowadzone przeciwko niemu postępowanie w sprawie cofnięcia lub zmiany koncesji wydanej przez MSWiA. Zaświadczenie powinno być wystawione nie wcześniej niż 30 dni przed terminem przetargu. 2. Informacje dotyczące przedmiotu przetargu (ilość, rodzaj, miejsce składowania, ceny wywoławcze) w postaci szczegółowej oferty, stanowiącej załącznik do niniejszego ogłoszenia, są dostępne wyłącznie dla podmiotów posiadających koncesję MSWiA na stronie internetowej AMW: www.amw.com.pl/koncesjonowane.php. Pobranie specyfikacji będzie możliwe po wcześniejszym przesłaniu kopii koncesji MSWiA na nr faksu (022) 314 98 59 i otrzymaniu od organizatora przetargu kodu dostępu. 3. Sprzęt objęty przetargiem można oglądać po uprzednim uzgodnieniu terminu z dyrektorem Zespołu Gospodarki Mieniem Ruchomym i Obrotu Specjalnego.

Hit eksportowy

Pomyślne testy pocisku 23 mm skłoniły ZM Mesko do wykonania eksportowej partii pocisków. Nową amunicję szybko zamówiły
kraje Dalekiego Wschodu, co świadczy o zaufaniu kupujących do nowego produktu, pomimo że MON wciąż nie podjął decyzji o jego nabyciu. Prawdziwy boom na amunicję 23 mm dopiero nadejdzie. Nowymi pociskami powinny się zainteresować kraje dawnego bloku wschodniego oraz arabskie. Tam można znaleźć całą gamę sprzętu kalibru 23 mm, który dzięki nowoczesnej amunicji stanie się skuteczniejszy. Fachowcy oceniają, iż wymiana amunicji może zwiększyć skuteczność broni nawet o 40 proc. Chętnych nie powinno więc zabraknąć. Jeden z krajów NATO jest zaś zainteresowany kupnem samych prętów wolframowych do pocisków kal. 30 mm. Do transakcji zapewne dojdzie, bo oferta PW jest atrakcyjna cenowo.

4. Oferty zakupu wybranych pozycji asortymentowych z przetargu należy składać w zabezpieczonej kopercie, oznaczonej napisem „Przetarg nr 01/OS/2007 – ZGMRiOS” w kancelarii Agencji (p. 516) w terminie do dnia 30.07.2007 r. do godz. 11. 5. Warunkiem przystąpienia do przetargu jest wpłacenie wadium w wysokości 10 proc. ceny wywoławczej wybranego asortymentu na konto: Agencja Mienia Wojskowego, Kredyt Bank S.A. IV O/Warszawa, nr: 13 1500 1777 1217 7003 0199 0000. Dowód wpłaty należy dołączyć do oferty lub dostarczyć w czasie otwarcia ofert. 6. Wadium przepada na rzecz organizatora przetargu w przypadku, gdy oferent, którego oferta zostanie przyjęta, uchyli się od zawarcia umowy. 7. Wadium złożone przez oferentów, których oferty nie zostały przyjęte, będzie zwrócone w terminie 7 dni roboczych od daty rozstrzygnięcia przetargu, a oferentowi, którego oferta została przyjęta, będzie zarachowane na poczet ceny nabycia. 8. Sprzedawcy przysługuje prawo swobodnego wyboru oferty, jeżeli uczestnicy przetargu zaoferują tę samą cenę. 9. Organizator przetargu zastrzega sobie prawo wyłączenia z przetargu lub zmiany ilości oferowanego asortymentu, a także unieważnienia przetargu bez podania przyczyn. 10. Do ceny zakupu naliczony zostanie podatek VAT w wysokości 22 proc.

54 Polska Zbrojna

nr 28/2007

MILITARIA
DIMITRIY PICHUGIN

SYRIA. Rosyjskie gazety poinformowały, że Rosoboronexport podpisał w tym roku kontrakt na dostawę samolotów bojowych do Syrii, którego wartość jest szacowana na miliard dolarów. W jego ramach Damaszek ma dostać pięć ciężkich myśliwców przechwytujących MiG31E. Dziennik „Kommiersant”

Sponsor MiG-ów
napisał, że maszyny będą pochodzić z nadwyżek rosyjskich sił powietrznych, bowiem ich produkcję wstrzymano w 1994 r. Samoloty zostaną zmodyfikowane do wymagań zamawiającego. Poza MiG31E Syryjczykom sprzedano też myśliwce MiG-29M/M2. Jest to pierwsza sprzedaż za granicę maszyn, których spe-

cyfikacja techniczna jest podobna do samolotów MiG-35 oferowanych Indiom. Interesującą kwestią jest, skąd Damaszek miał na ten zakup pieniądze. Syria ma bowiem problemy gospodarcze. W 2005 r. Rosja zredukowała o 70 proc. jej dług (z 13,4 do 3,6 mld dolarów). Odnowiona została też dwustronna

współpraca techniczna. Od tej pory ciągle pojawiają się informacje o negocjacjach dostaw uzbrojenia. Eksperci zagraniczni podejrzewają, że Syryjczycy kupują broń nie tylko dla siebie. Sugerują, iż cześć z dostaw trafia do Iranu, który w zamian sponsoruje transakcje zawierane przez Damaszek. (ww)

Europejski Grizzly
NIEMCY. Firma Krauss-Maffei Wegmann dostała od Federalnego Biura ds. Technologii Obronnych i Dostaw zlecenie na nowy pojazd opancerzony, który ma zapewnić żołnierzom wysoki poziom ochrony, szczególnie przed ładunkami wybuchowymi, minami i ogniem bezpośrednim. Pierwszy egzemplarz powinien być dostarczony na początku listopada br. Pojazd nazwany „Grizzly” ma mieć masę 25 ton, czyli będzie plasował się pomiędzy 12,5-tonowym Dingo 2 a 33-tonowym wozem Boxer. We wnętrzu przewidziano miejsce dla dziesięciu żołnierzy. Do budowy pojazdu „Grizzly” jest wykorzystana konstrukcja podwozia Takker 6x6 włoskiej firmy Iveco, który zaadaptowano do potrzeb niemieckich. Jego napęd stanowić będzie silnik o mocy 331 kW pozwalający „niedźwiedziowi” osiągnąć prędkość do 90 km/h. Zasięg ma wynosić 700 km. (wr)

LAND-ROVER NA STERYDACH
WIELKA BRYTANIA W przyszłym roku brytyjscy żołnierze służący w Afganistanie i Iraku będą dysponowali nowymi pojazdami patrolowymi. Resort obrony poinformował w końcu czerwca, że zakupi 130 wozów Supacat/ MWMIK 4x4. Jest to czterotonowy pojazd przeznaczony dla maksymalnie czterech żołnierzy. Nadwozie MWMIK jest wykonane ze stali walcowanej. Nie ma opancerzonej kabiny, która chroniłaby załogę. Mówi się, że takie rozwiązanie zapewnia żołnierzom lepszą wiUK MOD

doczność i daje większą prędkość. Z drugiej strony ogranicza jednak jego możliwe zastosowania na polu walki. W uzbrojeniu znajdzie się karabin maszynowy kal. 12,7 mm lub granatnik automatyczny kal. 40 mm i kaem 7,62 mm. Silnik wysokoprężny Cummins o pojemności 5,9 l zapewnia maksymalną prędkość około 130 km/h. Pewien brytyjski wojskowy określił nowy pojazd jako „land-rover na sterydach”. (wt)

P I E R W S Z Y
INDIE–USA. W bazie US Navy w Norfolk 22 czerwca odbyła się uroczystość przekazania marynarce wojennej okrętu desantowego USS „Trenton” (LPD 14). Pod nową banderą jednostka nosi imię „Jalashwa” (LPD 41). Jest to pierwsze w historii przekazanie okrętu wojennego przez USA Indiom.
US NAVY

W

H I S T O R I I
USS „Trenton” należał do klasy Austin i został wycofany 17 stycznia br. po ponad 35 latach służby pod amerykańską banderą. Jednostka ma 16,9 tys. ton wyporności. Poza ponad 400-osobową załogą może zabrać 968 żołnierzy. Liczba pojazdów desantowych na pokładzie zależy od ich typu. W US Navy były to np. jeden poduszkowiec, cztery barki LCM-8 lub 24 opancerzone amfibie. Na pokładzie rufowym jest lądowisko dla śmigłowców. Do samoobrony desantowiec wyposażono w dwa szybkostrzelne zestawy artyleryjskie Phalanx kal. 20 mm, dwie armaty kal. 25 mm i osiem karabinów maszynowych kal. 12,7 mm. (w)

56 Polska Zbrojna

KRAUSS-MAFFEI

nr 28/2007

Przenośna centrala telefoniczna
POLSKA. Podczas 47. Międzynarodowego Paryskiego Salonu Lotniczego w Le Bourget firma DGT zaprezentowała najnowszą przenośną cyfrową centralę telefoniczną.
ROBERT TEŚLEWICZ

K

ompaktowe urządzenie ma działać w trudnych warunkach. Zapasowe źródło zasilania pozwala mu pracować przez osiem godzin w przypadku awarii zasilania zewnętrznego. Małe wymiary oraz masa (20 kg) wraz z uprzężą zintegrowaną z MOLLE i „camelback” pozwalają na przenoszenie jej w terenie przez jednego żołnierza. DGT 3450 EL może przydać się jednostkom sił szybkiego reagowania, powietrznodesantowym oraz służbom ratowniczym na terenach dotkniętych klęskami żywiołowymi. Producent podaje, że centrala ma 128 portów FXS i 16 portów cyfrowych lub analogowych (E&M, FXO, FXS) oraz osiem łączy E1. Udostępnia wszystkie usługi telekomunikacyjne w sieciach ISDN i VoIP. Może być również podłączona do wybranego rodzaju radiowego systemu komunikacji HF. Oficjalną premierę urządzenia i pokazy polowe zapowiedziano na wrześniowe targi w Kielcach. (RT)

DODATKOWI STRAŻNICY
USA. Armia amerykańska zamówiła kolejne 369 pojazdów patrolowych M1117 Guardian (Strażnik) 4x4. W sumie zamówienia sięgnęły już 1729 egzemplarzy. Dotąd wyprodukowano ponad 950 „1117”, z których 750 wykorzystano w walce z terroryzmem. Pojazdów, zapewniających o wiele lepszą ochronę załogom niż HMMWV (mają m.in. przetrwać eksplozję miny przeciwczołgowej), używa amerykańska żandarmeria do ochrony konwojów, oraz zespoły obserwatorów artyleryjskich. Ich walorem jest też uzbrojenie. W wieżyczce zamontowano zmodernizowany 40-milimetrowy granatnik automatyczny MK19 i karabin maszynowy kal. 12,7 mm. (wrt)

STRATEGY PAGE

nr 28/2007

Polska Zbrojna 57

ŚWIAT SZCZYT GUAM

Być może za mniej więcej pięć lat do Polski popłynie ropa wydobywana przez kaukaską republikę z pokładów znajdujących się w Morzu Kaspijskim.

HENRYK SUCHAR

Gdyby Azerbejdżan stał się naszym partnerem energetycznym, wówczas ropa mogłaby być do nas pompowana rurociągiem biegnącym z Baku do gruzińskiego portu Supsa nad Morzem Czarnym.

Po posiedzeniu przywódców Organizacji na rzecz Demokracji i Rozwoju GUAM w Baku, na którym gościł prezydent Lech Kaczyński, bliżej jest do utworzenia sił pokojowych tego bloku. Kontyngent GUAM w przyszłości zastąpić może oddziały Rosjan, którzy nie zawsze bezstronnie wypełniają funkcje wojskowych rozjemców na terenie separatystycznych tworów: gruzińskiej Abchazji i Osetii Południowej oraz mołdawskiego Naddniestrza. Zresztą po bakińskich obradach prezydent Micheil Saakaszwili stwierdził, że za parę miesięcy w ogóle nie będzie już sporu o Osetię Południową. Gruzja przygotowuje plan, który mimo niechęci Moskwy umożliwi rozwiązanie tego problemu.

Bliżej dywersyfikacji
Po zakończeniu spotkania w Baku Lech Kaczyński też mógł mieć powody do zadowolenia. Jego azerski kolega 58 Polska Zbrojna

Ilham Alijew zapewniał bowiem, że Azerbejdżan odgrywać będzie coraz znaczniejszą rolę w zapewnianiu bezpieczeństwa energetycznego Europy. Dzięki temu być może za mniej więcej pięć lat do Polski popłynie ropa wydobywana przez kaukaską republikę z pokładów znajdujących się w Morzu Kaspijskim. Aby ograniczyć potencjalnie niebezpieczne uzależnienie od Moskwy, Warszawa od dawna mówiła o konieczności dywersyfikacji źródeł dostaw ropy, ale jak dotąd kończyło się na zapowiedziach lub na zrywaniu wstępnie uzgodnionych porozumień. Gdyby Azerbejdżan stał się naszym partnerem energetycznym, to wówczas brunatny surowiec mógłby być do nas pompowany (istniejącym, lecz nie nadmiernie eksploatowanym) rurociągiem biegnącym z Baku do gruzińskiego portu Supsa nad Morzem Czarnym. Tam byłby ładowany na tankowce i trafiałby do Odessy. Pilnym zadaniem dla naszych

odbiorców byłoby zbudowanie odnogi do Płocka i Gdańska, stanowiącej przedłużenie magistrali przesyłowej Odessa– –Brody. Poza szlakiem Baku–Supsa, Azerbejdżan jest w stanie eksportować swoje płynne złoto rurą Baku–Noworosyjsk oraz za pośrednictwem nowoczesnej trasy Baku–Tbilisi–Ceyhan. Rok temu oddanie do użytku BTC znacznie zwiększyło możliwości eksportowe i zarazem produkt krajowy brutto (o prawie 40 proc.) Azerbejdżanu. PKB powinien zresztą dalej rosnąć, gdyż kraj ten ma olbrzymie zasoby nośników energii, na które czeka wielu klientów. Państwowy producent SOCAR ujawnił niedawno rzeczywisty potencjał wydobywczy tkwiący w tamtejszych złożach: 1,35 mld ton. To dwa razy więcej niż wcześniej potwierdzano. Warto odnotować, że bogactwa tego obszaru na przełomie XIX i XX wieku eksplorowali również polscy innr 28/2007

GUAM to akronim powstały z połączenia pierwszych liter nazw czterech państw członkowskich tego ugrupowania: Gruzji, Ukrainy, Azerbejdżanu i Mołdawii. Inicjatorem powołania tej regionalnej instytucji był poprzedni gruziński prezydent Eduard Szewardnadze, który opowiedział się za integracją krajów Kaukazu

i Azji Środkowej z gospodarką światową w 1994 r. Współpraca Tbilisi, Kijowa, Baku i Kiszyniowa rozpoczęła się w 1996 r. na zorganizowanej w Wiedniu konferencji na temat Traktatu o Konwencjonalnych Siłach Zbrojnych w Europie. Rok później w Strasburgu we Francji, podczas szczytu Rady Europy wyłoniło się

Forum Konsultacyjne GUAM. W 1999 r. przystąpił do niego jeszcze Uzbekistan, który jednak po sześciu latach opuścił szeregi tego proamerykańskiego gremium. Stało się to po krytyce przez USA krwawej masakry w Andiżanie, zgotowanej demonstrantom, których władze oskarżyły o sprzyjanie terroryzmowi.

ku. Władimir Putin uchylił bojkot mołdawskiego polityka, gdy ten zadeklarował, że nie zamierza wprowadzać Mołdawii do sojuszu północnoatlantyckiego.

W stronę Unii, a nie NATO
Woronin do NATO nie dąży, ale inaczej jest w przypadku Unii Europejskiej. I to właśnie konieczność przeprowadzenia przez niego konsultacji w Brukseli, a nie misterne intrygi aparatu dyplomatycznego z placu Smoleńskiego w Moskwie, sprawiły, że w Baku był „tylko” szef rządu. Tarlev zresztą godnie zastępował prezydenta, podpisał w jego imieniu dokumenty Najprawdopodobniej szczytu. Ten drugi zaś po popowstaną siły pokojowe wrocie z brukselskiej eskapaGUAM, które będą mogły znaczenie. Pody zakomunikował, że Mołzastąpić oddziały dobnie robiły dawia ma wszelkie szanse, Rosjan w Abchazji, w maju, gdy na by zostać członkiem UE. Ostetii Południowej Wawelu zebrali W sumie okazało się, że Woi mołdawskim ronin nie tylko nie zlekcewasię przywódcy Naddniestrzu niektórych porażył posiedzenia GUAM, ale dzieckich państw jeszcze pchnął do przodu sprawę – bez Kazachstanu – by pełnoprawnego udziału Mołdawii zastanowić się, skąd i jakimi w strukturach kluczowej instytucji godrogami Polska, Ukraina i Litwa mo- spodarczej Zachodu. głyby z pominięciem Rosji zaopatryRosyjskie środki przekazu miały się wać się w ropę i gaz. Zwracano uwagę z pyszna. Podobnie jak maju, gdy okazaprzede wszystkim na nieobecność moł- ło się, że to, iż prezydent Kazachstanu dawskiego prezydenta Władimira Wo- Nursułtan Nazarbajew nie przybył do Kraronina, za którego przyjechał premier kowa (wysłał swego zaufanego człowieWasyl Tarlev, co uznano za zręczne po- ka), wcale nie oznacza fiaska energetyczsunięcie Moskwy, która ponoć celowo nych projektów Warszawy. O tym, że prawykluczyła Woronina z grona uczest- ce nad nimi trwają, mówił sam Nazarbaników, by pokazać swą siłę. Wiarygod- jew, przyjmując niedawno w Astanie noność spekulacji miały wzmacniać rów- wego ambasadora Polski. Za to pod znanoległe wypowiedzi rosyjskich urzęd- kiem zapytania stanęła budowa nowego ników o rychłym zniesieniu embarga i modernizacja starego gazociągu przykana produkty rolne, zwłaszcza na wina spijskiego, którym przez Rosję błękitne mołdawskie. paliwo miałoby z Kazachstanu i TurkmeZakaz importu tych win do Rosji wpro- nistanu płynąć do Europy. W Astanie wadzono w 2003 r., gdy Kiszyniów od- i Aszchabadzie pojawiły się wątpliwomówił zgody na uregulowanie problemu ści. A tymczasem, gdy na Wawelu obseparatystycznego Naddniestrza według radowano „bez sensu”, w Moskwie trąrecept kremlowskiego wysłannika Dmi- biono o tych obiektach jako o przesątrija Kozaka. Samemu Woroninowi cof- dzonych przedsięwzięciach biznesonięto kartę wstępu na Kreml. Sytuacja wych, mających utrzeć nosa Europie,  taka utrzymywała się do lata zeszłego ro- m.in. Polsce. Polska Zbrojna 59

żynierowie (zwłaszcza Witold Zglenicki, człowiek, który „uczynił z Baku naftowe Eldorado”). Szczyt GUAM w Baku był wyjątkowo licznie reprezentowany. Poza liderami krajów założycielskich, w azerskiej stolicy stawili się także najwyżsi rangą politycy z Polski, Rumunii i Litwy, oraz przedstawiciele USA, Japonii, Chin i Turkmenistanu. Zgromadzenie pod jednym dachem grona wybitnych osobistości wywołało niepokój w Moskwie. Dla jej interesów rozwój GUAM nie jest korzystny, gdyż prowadzi do dalszego obniżenia rangi Wspólnoty Niepodległych Państw, zdominowanej przez Kreml. Dla Rosji WNP jest namiastką Związku Sowieckiego, który dzięki Borysowi Jelcynowi, Leonidowi Krawczukowi i Stanisławowi Szuszkiewiczowi przestał istnieć w grudniu 1991 r. Choć WNP jest jedynie namiastką dawnego „bratniego” ZSRR, to jednocześnie dla Moskwy może być poręczną dźwignią manipulowania lub nawet sterowania procesami zachodzącymi w całej przestrzeni posowieckiej.

Rosyjskie reakcje
To właśnie dlatego przed rozpoczęciem bakińskiego spotkania rosyjskie media próbowały propagandowo osłabić jego
nr 28/2007

WYDARZENIA ZAPIS

Troska
o bezpieczeństwo
MACEDONIA. – Obecnie
głównym problemem tego regionu jest Kosowo – przyznał 29 czerwca sekretarz generalny NATO na spotkaniu Euroatlantyckiej Rady Partnerstwa w Ochrydzie w Macedonii. Przewodniczył tam obradom ministrów spraw zagranicznych i obrony 26 państw NATO i 23 krajów partnerskich. Bezpieczeństwo i stabilność Kosowa gwarantują stacjonujące tam siły międzynarodowe pod dowództwem sojuszu. Ważnym tematem spotkania w Ochrydzie była kwestia bezpieczeństwa energetycznego państw NATO. Scheffer powiedział, że siły sojuszu mogłyby chronić rurociągi i szlaki morskie, którymi na Zachód transportowane są ropa naftowa i gaz. Przyznał jednak, że plany te znajdują się we wczesnym stadium i nie powiedział, kiedy mogłyby zostać zrealizowane. (wrt)

Andrzej Jonas
REDAKTOR NACZELNY „THE WARSAW VOICE”

Nowy stary terroryzm

A

tak terrorystyczny w Glasgow i przygotowania do ataków w Londynie wydawały się kolejnym typowym epizodem w globalnej wojnie z terroryzmem, do momentu, gdy okazało się, że dwaj spośród

zamachowców to lekarze. Powstało wówczas pytanie, czy przypadkiem nie mamy do czynienia z przekroczeniem progu, za którym musimy dokonać przewartościowania zjawiska terroryzmu. Do czasu incydentu w Glasgow skłonni byliśmy sądzić, że wykonawcami działań terrorystycznych są ludzie oślepieni nienawiścią, zmanipulowani, poddani praniu mózgów, sfanatyzowani, niezdolni do obiektywnej oceny sytuacji, a nade wszystko niewrażliwi na cudze cierpienie. Czyżby dwaj lekarze z Glasgow zmuszali nas do zmiany tych ocen? Sądzę, że mieszanina psychologii, polityki i emocji, która jest jednym z żyznych podłoży terroryzmu, może objąć swym oddziaływaniem ludzi znajdujących się na dowolnym szczeblu społecznej drabiny. Stopień świadomości wynikający z wiedzy i doświadczenia, nawet z trybu życia i środowiska, które otacza człowieka, nie musi być ani pancerzem chroniącym przed fanatyzmem, ani odtrut-

ką. Mordercze komanda z 11 września 2001 r. składały się z ludzi normalnie funkcjonujących wśród tych, których zabili z całkowitą bezwzględnością. Także organizacje niemieckie, włoskie, palestyńskie i japońskie, które zapisały się w historii terroryzmu, składały się z ludzi, których gotowi bylibyśmy nazwać normalnymi, wyposażonymi w wiedzę i świadomość. W moim przekonaniu, dwaj lekarze-terroryści z Glasgow ani nie świadczą, że al Kaida wkroczyła w nową fazę swego istnienia, ani nie poszerzają naszej wiedzy o terroryzmie. Dowodzą jedynie, że niebezpieczeństwo nie stało się nawet o jotę mniejsze i wciąż musimy bronić się przed nim z najwyższą starannością. I przed jego objawami, i – profilaktycznie – neutralizując jego źródła. Zwłaszcza w tej drugiej sferze nie widać szczególnego postępu, przede wszystkim współpracy międzynarodowej, bez której nic zrobić się nie da.

Śmierć attaché
CYPR. Miejscowa policja
znalazła w mieście Lefka, około 45 km na zachód od stolicy kraju Nikozji, ciało zaginionego attaché wojskowego ambasady Stanów Zjednoczonych na Cyprze. Poszukiwania 45-letniego ppłk. Thomasa Mooneya rozpoczęto w ubiegły czwartek, gdy po urlopie nie pojawił się w pracy. (w)

Dialog strategiczny
USA–ROSJA. – Szukamy punktów stycznych
w naszych stosunkach i często je znajdujemy. Chciałbym, żebyśmy sobie pogratulowali wykonania dobrej roboty – powiedział 2 bm. prezydent Rosji Władimir Putin po spotkaniu z prezydentem USA Georgem W. Bushem w jego rodzinnej rezydencji Kennebunkport. Bush nazwał rozmowy „dobrym dialogiem strategicznym”. Podczas spotkania politycy dyskutowali m.in. o sposobach pokrzyżowania planów nuklearnych Iranowi. Putin przedstawił „regionalną koncepcję obrony antyrakietowej, którą należy omówić podczas rozmów dwustronnych, jak i na forum Rady Rosja–NATO”. Prezydent USA stwierdził, że koncepcja „podoba mu się”, ale nie wyjaśnił jej szczegółów. Według gazet amerykańskich Putin zaproponował stworzenie wspólnego systemu, w którego skład weszłyby poza radarem w Azerbejdżanie nowa baza na południu Rosji oraz centra wczesnego ostrzegania w Moskwie i Brukseli. Jednak nadal kwestią sporną pozostaje rozmieszczenie elementów tarczy antyrakietowej w Europie Środkowej. – Myślę, że Republika Czeska i Polska muszą być integralną częścią tego systemu – podkreśla Bush. (ww) procent produktu krajowego brutto – oświadczył minister obrony Herve Morin w wywiadzie dla sobotniego (30 czerwca) wydania dziennika „Le Figaro”. Przyznał, że niektóre programy zbrojeniowe mogą się opóźnić lub zostać anulowane. Cięcia nie obejmą planów zbudowania drugiego lotniskowca, co było jedną z obietnic wyborczych nowego prezydenta Nicolasa Sarkozyego. Minister Morin potwierdził w wywiadzie, że francuski kontyngent wojskowy pozostanie w Afganistanie. (wrt)

w skrócie
Cichy odwrót
AUSTRALIA. Premier John

Howard planuje rozpocząć do lutego 2008 r. wycofywanie wojsk z Iraku – powiadomił 1 bm. tygodnik

„Sunday Telegraph”. Gazeta powołała się na anonimowego informatora wojskowego. Dotąd szef rządu zapewniał, że australijscy żołnierze pozostaną w Iraku tak długo, jak będzie trzeba. Obecnie ich tam 1500.

Likwidacja baz
GRUZJA. W ubiegłą środę
AUSTRALIAN DOD

kazać Gruzinom do końca 2008 r. Sprzęt z niej przerzucany jest do sąsiedniej Armenii. Likwidacji czterech rosyjskich baz domagał się gruziński prezydent Micheil Saakaszwili. Wcześniej, w wyniku zawartego w 2005 r. porozumienia, władze w Tbilisi przejęły kontrolę nad instalacjami wojskowymi w Waziani i Gudaucie w Abchazji.

(27 czerwca) Rosja całkowicie opuściła Achalkalaki, jedną z dwu ostatnich swoich baz wojskowych w Gruzji. Batumi Rosjanie mają prze-

Dwa procent
FRANCJA. Budżet wojskowy
Francji pozostanie na dotychczasowym poziomie dwóch

60 Polska Zbrojna

nr 28/2007

AMERYKANIE W JAPONII. Szkolenie amerykańskich żołnierzy na terenie bazy Fuji

JACEK MATUSZAK

Długa misja
AFGANISTAN. – Skoro podejmujemy się jakiegoś zadania, to wykonajmy je do końca. Wtedy będziemy wiarygodni dla sojuszników oraz obecnych i przyszłych przyjaciół – stwierdził w rozmowie z PAP gen. bryg. Marek Tomaszycki, dowódca Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie. Generał uważa też, iż misja sił międzynarodowych w tym kraju potrwa wiele lat. – Gdybyśmy porównali sytuację, która jest w Afganistanie, z tą w byłych republikach jugosłowiańskich, a w obu przypadkach występuje duża różnorodność etniczna i kulturowa mieszkańców, oraz to, jak długo trwa problem naprawy sytuacji po rozpadzie Jugosławii, która była przecież wyżej rozwinięta niż Afganistan obecnie, to można założyć, że i tutaj działania będą prowadzone dziesięć lat, piętnaście albo dłużej – prognozował generał. – Najważniejsze, by misja zakończyła się sukcesem, aby jak najszybciej „wyprowadzić Afganistan na prostą” – dodał M. Tomaszycki. (wr)

US DOD

Kosztowna wypowiedź
JAPONIA. Po raz pierwszy na
czele resortu obrony stanie kobieta, 54-letnia doradczyni ds. bezpieczeństwa narodowego Yuriko Koike – poinformowały japońskie media. Dotychczasowy szef resortu Fumio Kyuma podał się do dymisji. Polityk wywołał w kraju burzę swymi komentarzami, które usprawiedliwiały użycie broni atomowej przez Amerykanów przeciwko Japonii. – Rozumiem, że to zakończyło wojnę i nie mogło być inaczej – powiedział 30 czerwca. Słowa te wywołały gniew rodzin ofiar zrzucenia bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki. Jeszcze w poniedziałek (2 bm.) Kyuma uczestniczył w obchodach 50. rocznicy utworzenia Dowództwa Sił Zbrojnych USA w Japonii, które zastąpiło Dowództwo Dalekiego Wschodu. Obecnie zgrupowanie liczy około 37 tys. żołnierzy. Minister Kyuma oświadczył podczas uroczystości, że powtarzające się groźby ze strony Korei Północnej oraz wzrost potencjału chińskiej armii powodują, iż amerykańska obecność wojskowa ma kluczowe znaczenie dla obu państw i jest niezbędnym warunkiem pokoju w regionie. Potwierdzeniem istniejących zagrożeń były niedawne testy północnokoreańskich pocisków bliskiego zasięgu. Amerykanie potwierdzili, że były one udane. – Są to nowoczesne rakiety na paliwo stałe, co oznacza, że są łatwe w obsłudze i nadają się do natychmiastowego odpalenia – powiedział gen. B. B. Bell, dowódca wojsk USA w Korei. (ww)

Tragiczny wypadek
LIBAN. We wtorek (3 bm.)
przed południem doszło do wypadku cysterny należącej do Polskiego Kontyngentu Wojskowego w misji ONZ w Libanie. Pojazd wojskowy zderzył się na drodze do miejscowości Markabe z samochodem osobowym. W wyniku wypadku śmierć poniosły trzy osoby. Według agencji AFP ofiary katastrofy to kierujący pojazdem Libańczyk i jego dwie córki. Natomiast żona kierowcy została ciężko ranna. Do szpitala na obserwację trafili też polscy żołnierze. Na miejsce wypadku udał się dowódca PKW i żandarmi. (ted)

Wizyta lotniskowca
INDIE. Podczas rozpoczętej 2 bm. czterodniowej
wizyty w Chennai (dawny Madras) amerykańskiemu atomowemu lotniskowcowi USS „Nimitz” towarzyszył wyposażony w laboratorium radiologiczne okręt indyjskiej marynarki wojennej. Ze względu na swe rozmiary lotniskowiec nie wszedł do portu, lecz zakotwiczył w jego pobliżu. – Wprowadzono ścisłą procedurę monitorowania radiologicznego, w której ramach będą okresowo pobierane i badane próbki powietrza oraz wody – oświadczył komodor indyjskiej marynarki wojennej P. E. Vanhalteren. Była to reakcja na zaniepokojenie pracowników portowych, że atomowe reaktory „Nimitza” mogą być potencjalnym zagrożeniem ekologicznym. To niejedyne kontrowersje, jakie towarzyszyły wizycie będącej przejawem ocieplenia stosunków między Waszyngtonem i Delhi. Część indyjskich polityków obawia się wciągnięcia kraju w orbitę wpływów wojskowych USA. (w)
US NAVY

nr 28/2007

Polska Zbrojna 61

TO I OWO
UCY WILIZOWANY SZPIEG
nieniu od paintballowego pocisku z farbą, plastikowa kulka ASG nie zostawia śladu na ubraniu. Za to uderzenie kawałkiem plastiku o średnicy 6 milimetrów może zostawić siniak. Dlatego na polu walki nie wolno zdejmować specjalnych okularów lub gogli chroniących oczy. Karabin do ASG jest dostępny już za kilkadziesiąt złotych, ale bogatsi fani tej zabawy mogą poszukać modeli nawet za kilka tysięcy. Zgodnie z polską ustawą o broni na zakup i posiadanie takiej „zabawki” nie potrzeba pozwolenia. Grę wymyślili podobno Japończycy, którym po II wojnie światowej nie wolno było tworzyć armii. Powoływali więc oddziały obrony cywilnej i szkolili je, używając wiernych replik prawdziwej broni na sprzężony gaz lub powietrze. ASG najbardziej popularne jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie potyczki prowadzą ze sobą oddziały liczące po 400 żołnierzy, wyposażone w wozy pancerne i helikoptery. U nas grupy ASG nie są tak liczne – mają po kilku, kilkunastu uczestników. (ATU)

„Pacyfiści”
W
weekend media obiegła informacja, że „pacyfiści” z al Kaidy po raz kolejny postanowili zademonstrować, że będą walczyć o pokój do ostatniego Europejczyka. Samochody pułapki w Londynie na szczęście zostały odpowiednio wcześnie namierzone przez policję. Mniej szczęścia mieli Brytyjczycy w Edynburgu, gdzie rozpędzony jeep uderzył w terminal lotniska. Po raz kolejny w wojnę z „euroatlantyckim imperializmem” wciągnięci zostali cywile. Patrzę na to z coraz mniej bezpiecznego, cywilnego fotela ze zgrozą. I nie wiem, co mnie bardziej przeraża – bezwzględność terrorystów (nie bojowników – niezależnie bowiem od celu walki ktoś, kto wciąga w nią bezbronne, niezaangażowane w konflikt osoby, jest zwykłym bandytą) czy przerażająca ślepota i krótkowzroczność części zachodniej opinii publicznej. Tej części, która nawołuje do natychmiastowego wycofania się z Iraku i Afganistanu, prosi o prawo do wyboru dla mieszkańców tych krajów polegające na dobrowolnym oddaniu się pod despotyczną władzę religijnych bądź świeckich satrapów i nawołuje do złożenia hołdu „innemu stylowi życia”. Ja bardzo przepraszam. Jeśli elementem tego „innego stylu życia” jest podkładanie bomb pod cywilne obiekty, to ja się z takiego układu wycofuję.W Iraku czy Afganistanie naprawdę nie walczymy ze spokojnymi ludźmi, którzy po broń sięgnęli tylko po to, by walczyć z najeźdźcą. W tych krajach rzeczywiście mieszkają miliony normalnych, chcących żyć w spokoju osób – ale one akurat do walki z koalicją się nie palą. Koalicjanci – w tym również polscy żołnierze – walczą tam z kolegami po fachu zamachowców z Londynu i Edynburga. Czy chcielibyśmy, aby terroryści rządzili Polską? Nie. Więc dlaczego uważamy, że chcą tego mieszkańcy Iraku czy Afganistanu? A pacyfistom przypominam zasadę – „Sivis pacem para bellum”.

Wojna na kulki
Po paintballu nową modą wśród miłośników walk na niby jest ASG (air soft game), czyli zabawa w strzelaninę replikami autentycznej broni o napędzie pneumatycznym. W odróż-

KOŁOBRZEG NAD WISŁĄ
CZY TEJ JESIENI USŁYSZYMY W STOLICY „GDY PIOSENKA SZŁA DO WOJSKA” I „CHABRY Z POLIGONU”? Zabiegają o to północnoprascy radni, którzy chcieliby wskrzesić w Warszawie w nowej formule kołobrzeski Festiwal Piosenki Żołnierskiej. Pomysłodawcą jest Jacek Wachowicz, radny z Pragi. Na festiwal ma już upatrzone miejsce – plac wokół pomnika Kościuszkowców, przy Wybrzeżu Szczecińskim. Impreza kojarzyć się może jednak z peerelowską propagandą. – Spróbujmy zdjąć to polityczne odium. Piosenki wojskowe będą istnieć niezależnie od systemów politycznych – przekonuje Wachowicz. Marzy, żeby chóry wojskowe zaśpiewały o Iraku i Afganistanie, a za rok w to samo miejsce chciałby zaprosić orkiestry wojskowe państw NATO. Jego pomysł poparli pod koniec czerwca prascy radni, teraz zabiega o wsparcie dla swojego projektu u prezydenta RP, premiera, w Ministerstwie Obrony Narodowej, Ministerstwie Kultury i u biskupa polowego. – Powołujemy komitet organizacyjny i szukamy sponsorów – mówi Wachowicz. Aby koncert odbył się we wrześniu, potrzebne jest pół miliona złotych. (ann)
J. WIŚNIEWSKI

Nonsens tygodnia: Widzę ciemność
Znane każdemu młodemu Polakowi „Domowe Przedszkole” zaczynało się zawsze od fundamentalnych i dotyczących samej istoty bytu pytań, takich jak: „Gdzie jest słońce, kiedy śpi?”, albo: „Czy wilk zawsze bywa zły?”. Dziennikarka jednej z poczytnych gazet (z litości nie wymieniamy jej nazwiska ani tytułu gazety), natchniona być może przez wyżej wymieniony program, postanowiła wyjaśnić równie fundamentalną kwestię – gdzie jest światło, kiedy go nie ma. Aby pytanie nie było jednak zbyt filozoficzne, postanowiła przekuć je na konkretny problem – zaczęła więc „zgłębiać zagadnienie” gogli noktowizyjnych. Powołując się na swoich tajemnych informatorów (tajemny informator ma to do siebie, że – ze względu na jego tajemniczość – trudno zadać mu jakieś dodatkowe pytanie albo choćby zweryfikować, czy rzeczywiście powiedział to, co powiedział), zaczęła prowadzić „śledztwo” dotyczące zjawiska ciemności absolutnej w Afganistanie. Piszemy ciemności absolutnej, bo – zdaniem rzeczonej gwiazdy mediów – w kraju tym noce są tak ciemne, że noktowizja po prostu przestaje działać. Innymi słowy, na czas trwania nocy Afganistan staje się kosmiczną czarną dziurą, w której światło całkowicie przestaje istnieć. I to powinien być prawdziwy temat dziennikarskiego śledztwa – gdzież podziewa się ono, kiedy go nie ma? Niestety, cała sprawa okazała się plotką – a szkoda, bo chętnie przeczytalibyśmy filozoficzny wywód na temat światła i ciemności. W każdym razie – gratulujemy inwencji. (Ap)

62 Polska Zbrojna

nr 28/2007