NR 33 (551) 12 SIERPNIA 2007

I
N
D
E
K
S

3
3
7

3
7
4






I
S
S
N

0
8
6
7
-
4
5
2
3
FORUM: Pacyfiści kontra pokój str. 9
w w w . z o l n i e r z - p o l s k i . p l
TYGODNIK
WOJSKA LĄDOWE: SPIKE MADE IN POLAND str. 34
INTERWENCJE: W pułapce wspomnień str. 41
UMUNDUROWANIE: Gdzie diabeł nie może... str. 44
CENA 4,70 ZŁ (W TYM 7% VAT)
2 Polska Zbrojna nr 33/2007
AAAAAAA AAAAAAAA
Okazało się, że oskarżenia były
wyssane z palca, a oskarżający
chyba już zapomnieli o sprawie.
Inaczej jest w szkole, której
kadra czeka na zwykłe
„przepraszam” lub publiczne
stwierdzenie,
że to była pomyłka
SZKOŁA HONORU
ST R. 18
PACYFIŚCI KONTRA POKÓJ
Amerykański politolog Kenneth E. Boulding powiedział
kiedyś: „Tak jak wojna jest zbyt poważną sprawą, by
pozostawić ją generałom, tak pokój jest zbyt ważną
sprawą, by pozostawić go pacyfistom”. Wbrew
pozorom bowiem pacyfizm często zagraża pokojowi.
STR. 9
W NUMERZE
NASZYM OKIEM
TEMAT NUMERU
Dyrektor Redakcji Wojskowej
Redaktor naczelny
Artur Bartkiewicz, tel.: (0-22) 684 53 65,
684 56 85, faks: 684 55 03; CA MON 845
365, 845 685, faks: 845 503;
sekretariat@redakcjawojskowa.pl
Al. Jerozolimskie 97, 00-909 Warszawa
Zastępca dyrektora Redakcji Wojskowej
sekretarz redakcji „Polski Zbrojnej”:
Wojciech Kiss-Orski, tel.: (0-22) 684 02 22,
CA MON 840 222;
wko@redakcjawojskowa.pl
Redaktorzy prowadzący:
mjr Artur Goławski , tel.: (0-22) 684 52 30,
CA MON 845 230; Aneta Wiśniewska,
(0-22) 684 52 13, CA MON 845213;
polska-zbrojna@redakcjawojskowa.pl
Publicyści:
Warszawa: Norbert Bączyk, Piotr
Bernabiuk, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON
845 229; Anna Dąbrowska, tel.: (0-22)
684 52 44, CA MON 845 244; Paulina
Glińska, tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON
845 229; Sylwia Guzowska, tel.: (0-22)
684 02 32, CA MON 840 232; kpt.
Grzegorz Predel, tel.: (0-22) 684 08 68,
CA MON 840 868; Roman Przeciszewski,
tel.: (0-22) 684 52 44, CA MON 845 244;
Tadeusz Wróbel, tel.: (0-22) 684 52 44,
CA MON 845 244; Bydgoszcz: Krzysztof
Wilewski, tel.: (0-52) 378 25 90, CA MON
415 200; Gdynia: kmdr ppor. Mariusz
Konarski, tel.: (0-58) 626 62 07, CA MON
266 207; Krzysztof Wygnał, tel.: (0-58)
626 24 13, CA MON 262 413; Kraków:
Magdalena Kowalska-Sendek, Jacek
Szustakowski, tel.: (0-12) 613 17 80,CA
MON 131 780; Poznań: Piotr Laskowski,
tel.: (0-61) 857 24 46, CA MON 572 446;
Wrocław: Bogusław Politowski, tel.: (0-71)
765 38 53, CA MON 653 853;
Fotoreporter:
Jarosław Wiśniewski,
tel.: (0-22) 684 52 29, CA MON 845 229;
Współpracownicy:
Andrzej Jonas, Krzysztof Głowacki, Marcin
Kaczmarski, Włodzimierz Kaleta, Stanisław
Koziej, Tadeusz Mitek, Wojciech Piekarski,
Aleksander Rawski, Henryk Suchar
Dział graficzny:
tel.: (0-22) 684 51 70, CA MON 845 170;
Marcin Dmowski (kierownik), Monika
Klekociuk, Paweł Kępka, Andrzej Witkowski
Opracowanie stylistyczne:
tel.: (0-22) 684 03 55, CA MON 840 355;
Renata Gromska (kierownik),
Katarzyna Kocoń, Małgorzata Mielcarz,
Aleksandra Ogłoza, Katarzyna Pietraszek,
Joanna Rochowicz
Biuro Reklamy i Marketingu:
Adam Niemczak (kierownik) ,
tel. (0-22) 684 53 87, 684 51 80,
684 55 03, faks: (0-22), CA MON 845 387;
Joanna Brodowska, tel.: (0-22 ) 684 51 80;
reklama@redakcjawojskowa.pl
w w w . p o l s k a - z b r o j n a . p l
TYGODNIK
Egzemplarze czasopism dostępne w wewnętrznym kolportażu wojskowym są bezpłatne
GŁOŚNO O HAŁASIE
Chociaż teraz brzmi to jak ponury żart, być
może już wkrótce znajdą się i tacy, którzy
pozwą wojsko za to, że za oknem tupią im
żołnierze. Śmieszne? A kto uwierzyłby, że
można wybudować dom koło wojskowego
lotniska, a potem stwierdzić, że zaskoczył go
hałas wydawany przez przelatujące
samoloty? ST R. 4
CZERNIAKÓW 1944
Na zakończenie obchodów 63. rocznicy
powstania warszawskiego u zbiegu ulic
Solec i Wilanowskiej w sobotę 4 sierpnia
odbyła się inscenizacja walk, jakie
stoczono w tamtych dniach ST R. 32
NIE SZKODZIĆ PILOTOM
Dlaczego obowiązują różne kryteria
zdrowotne naboru pilotów
samolotów odrzutowych? Niektórzy
nie mogą latać na F-16, ale latają na
samolotach MiG-29 i Su-22
ST R. 36
SIŁY POWIETRZNE
FORUM BEZPIECZEŃSTWO
DUCH PRZESTWORZY
Kursy instruktorskie będące dla
entuzjastów spadochroniarstwa
spełnieniem marzeń i nadzieją na
pasjonującą pracę mogą również
być pułapką ST R. 22
WOJSKO
SPADOCHRONIARSTWO
AAAAAAA AAAAAAAA
nr 33/2007 Polska Zbrojna 3
R E DA K T O R
N AC Z E L N Y
Artur Bartkiewicz
Nakład: 20 000 egz.
Prenumerata:
RUCH SA, KOLPORTER SA, Garmond PRESS, GLM.
Informacja: (0-22) 684 04 00
Kolportaż i reklamacje:
PP DW Bellona – (0-22) 457 04 37,
6879 041, CA MON 879 041
Druk: Drukarnia Perfekt, ul. Połczyńska 99, Warszawa
Numer zamknięto: 07.08 .2007 r.
Zdjęcie na okładce: Paweł Kępka/Jarosław Wiśniewski
Projekt graficzny: Łukasz Kaugan , CaStudio
Treść zamieszczanych materiałów nie zawsze
odzwierciedla stanowisko redakcji.
Tekstów niezamówionych redakcja nie zwraca.
Zastrzega sobie prawo do skrótów.
P
rzełom lipca i sierpnia jest zazwyczaj nazywany powszechnie „sezonem ogórkowym”.
Większość z nas udaje się w tym czasie na wyczekiwany z wytęsknieniem przez cały
rok urlop i stara się całkowicie zdystansować do małych i wielkich spraw tego świata.
Większość – ale nie wszyscy. Nie mogą tego zrobić żołnierze pełniący służbę w Afganista-
nie, Iraku i innych punktach zapalnych. Nie próżnują nasi dziennikarze, którzy nieustan-
nie obserwują wojskową rzeczywistość. Jak się okazuje, z wakacji zrezygnowali również
mieszkańcy Marlewa toczący heroiczny bój o niebo wolne od myśliwców F-16.
Co więcej – zapał mieszkańców Marlewa powoli staje się zaraźliwy. Już słychać, że do pro-
testów szykują się bydgoszczanie narzekający na przeloty wojskowych samolotów nad ich
miastem. Do walki staną być może także sąsiedzi wojskowego lotniska w Babich Dołach
(patrz artykuł Krzysztofa Wilewskiego „Głośno o hałasie”). Wszędzie pod tym samym ha-
słem: wojsko hałasuje – niech płaci! Przecież na biednego nie trafiło.
Dla protestujących w Marlewie nie jest ważne, że lotnisko wojskowe istniało tam na długo
przed tym, zanim oni się tam wprowadzili. Nie pamiętają, albo nie chcą pamiętać, że w
związku z uciążliwym sąsiedztwem lotniska zapłacili za ziemię, na której stanęły ich domy,
znacznie mniej niż ich sąsiedzi z innych części miasta. To nawet zrozumiałe – takie fakty
osłabiałyby ich argumentację, a oni już zaczęli przeliczać w głowach gigantyczne sumy od-
szkodowań, jakimi armia opłaci im ich udrękę. Czy jednak protestujący zadali sobie pyta-
nie, od kogo tak naprawdę domagają się pieniędzy? Chyba nie – bo wtedy mogliby ze zdzi-
wieniem stwierdzić, że zamierzają płacić sami sobie.
Tak, tak – powyższe zdanie wydaje się absurdalne, ale tylko pozornie. Wojsko nie jest pry-
watną firmą generującą zyski w wyniku działalności komercyjnej (jeśli czasem bywa ina-
czej, to do akcji wkracza Żandarmeria Wojskowa). Wojsko jest instytucją publiczną
– a więc własnością nas wszystkich, obywateli Rzeczypospolitej. Przekładając to na język
rynku – każdy z nas jest udziałowcem spółki pod nazwą wojsko. Jej „akcje” nabywa, pła-
cąc podatki, z których wojsko to jest utrzymywane. W zamian otrzymuje zysk w postaci
bezpieczeństwa kraju, do którego zapewnienia spółka pod nazwą wojsko jest potrzebna. Za
to bezpieczeństwo są odpowiedzialni m.in. piloci stacjonujących w Krzesinach F-16. Im
nowocześniejszy sprzęt będą mieć, im więcej będą mieli wylatanych godzin, im więcej
praktyki w powietrzu, tym większy będzie nasz zysk.
Żądając od wojska odszkodowań, ograniczenia liczby lotów, strzelań, ćwiczeń – zmniejsza-
my nasz zysk. A żądając odszkodowań, de facto chcemy je wypłacić sami sobie z pieniędzy,
które wcześniej w wojsko zainwestowaliśmy. Czyli – znów używając języka rynku – wyco-
fujemy się ze spółki i sprzedajemy akcje. Ale to oznacza, że tracimy jakiekolwiek prawo do
domagania się profitów w postaci bezpieczeństwa. Czy mieszkańcy Marlewa naprawdę
chcą się bronić sami?
Odpowiedź brzmi oczywiście: nie. Mieszkańcy Marlewa, a także osoby szykujące się do
protestów w innych miastach, ci wszyscy, którzy narzekają na hałas dobiegający ze strzel-
nic albo pukają się w czoło na wieść o pieniądzach, jakie nasz kraj musiał wydać na zakup
myśliwców F-16 czy Rosomaków, chcieliby zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko. Wojsko ma
ich bronić, bo taki jest jego obowiązek. Bo im się należy. Ale jednocześnie ma być nie-
uciążliwe, płacić odszkodowania i pokornie przepraszać, że istnieje. To ten sam mecha-
nizm, o którym pisałem kilka numerów temu, odnosząc się do tematu obowiązku służby
wojskowej. Jeśli chodzi o przywileje i prawa, jakie daje nam państwo – jesteśmy za. Ale je-
śli w grę wchodzą jakieś obowiązki, jest już znacznie gorzej. Ale ja uparcie będę powtarzał
– nie ma praw bez obowiązków. Dowództwo Sił Powietrznych wyszło naprzeciw interesom
mieszkańców Marlewa. Wojsko płacić nie będzie – ale postara się ograniczyć uciążliwość
wynikającą z sąsiedztwa wojskowego lotniska. Sprawa zakończy się więc kompromisowo.
I bardzo dobrze. Ale żeby sytuacja ta nie powtarzała się w przyszłości, warto pamiętać,
że wojsko naprawdę należy do nas wszystkich. I działając na jego szkodę, „strzelamy sobie
w stopę”. A taki manewr nigdy nie jest mądry.
Wojskowa spółka
SPIKE MADE IN POLAND
Trwa wdrażanie do naszej armii
nowoczesnego, przeciwpancernego
pocisku kierowanego Spike LR.
Co ważne, już wkrótce rakiety Spike
będą pochodzić z polskiej fabryki.
Odpowiedzialne za ich przyszłą
produkcję zakłady Mesko uzyskały
właśnie stosowne certyfikaty
ST R. 34
OBLATYWACZE
SIEDEMNASTEK
Piloci 28 Puckiej Eskadry
Lotniczej jako jedni z nielicznych
w siłach zbrojnych mają
uprawnienia do oblatywania
wielozadaniowych śmigłowców
Mi-17 przygotowanych w
Wojskowych Zakładach
Lotniczych dla Wojsk Lądowych
ST R. 38
MARYNARKA WOJENNA
WOJSKA LĄDOWE
Chociaż teraz brzmi to jak ponury żart, to być może
już wkrótce znajdą się i tacy, którzy pozwą wojsko
za to, że za oknem tupią im żołnierze. Śmieszne?
Mało prawdopodobne? A kto przy zdrowych
zmysłach uwierzyłby, że można wybudować dom
koło wojskowego lotniska, a potem stwierdzić,
że zaskoczył go hałas wydawany
przez przelatujące samoloty?
ję Skarb Państwa i bez wyroku nie będę
wypłacał żadnych pieniędzy.
Do sądów skierowano jak na razie tyl-
ko półtora tysiąca pozwów. Tylko, bo naj-
prawdopodobniej będzie ich z każdym
miesiącem coraz więcej. Mieszkańcy
Marlewa i innych okolicznych osiedli zy-
skali bowiem w konfrontacji z wojskiem
niespodziewanego sojusznika – media.
Medialne show
Wiadomości z listopada ubiegłego roku.
W Polsce lądują pierwsze „efy”. Dla na-
szej armii był to dzień szczególny. Polscy
piloci dostali samoloty, które można zali-
czyć do światowej czołówki. Media nie po-
kazały jednak przylotu Jastrzębi jako suk-
cesu i powodu do dumy. Telewizyjne obraz-
ki zdominowały żarty z tego, iż jeden z sa-
molotów miał problemy techniczne oraz
to, że za płotem lotniska grupa mieszkań-
ców okolicznych osiedli protestowała prze-
ciwko stacjonowaniu F-16 w Krzesinach.
Media tak przedstawiły konflikt na linii
wojsko – mieszkańcy Poznania, że zostało
ono pokazane jako ciemiężyciel, który po-
winien słono zapłacić za wyrządzone szko-
dy. Trudno więc dziwić się ludziom którzy
uwierzyli, iż armia powinna im dać pienią-
dze praktycznie za to, że istnieje.
Minister Aleksander Szczygło zapowie-
dział natomiast jasno, że nie ma mowy
o przepraszaniu nikogo za hałas spowodo-
wany przez myśliwce, a tym bardziej armia
nie będzie z tego powodu wypłacać jakich-
kolwiek odszkodowań. Stanowisko MON
nie powinno jednak nikogo dziwić. Woj-
K R Z Y S Z T O F
WI L E WS K I
Wojskowe lotnisko w Krzesinach istnie-
je od 53 lat. Gdy powstawało, wokół nie
było prawie żadnych zabudowań. Kiedyś
postawienie domu w okolicy Krzesin
graniczyło z cudem. Dopiero pod koniec
lat 80. i na początku 90. wojskową bazę
otoczyły osiedla domków jednorodzin-
nych i bloków. Co przyciągało ludzi
w pobliże lotniska? Oczywiście pienią-
dze. Ze względu na uciążliwe sąsiedztwo
samolotów działki budowlane były tam
o wiele tańsze niż w innych dzielnicach
Poznania.
Dziś pod tym względem niewiele się
zmieniło. Armia nadal jest uciążliwym są-
siadem, a działki wciąż są dużo tańsze. Coś
się jednak zmieniło. Mieszkańcy okolicz-
nych osiedli stwierdzili, że za hałas, jaki
muszą znosić, należą im się pieniądze. I to
niemałe. Tylko do końca 2006 r., korzysta-
jąc z rozporządzenia wojewody wielkopol-
skiego z 2003 r. wprowadzającego wokół
wojskowego lotniska tzw. obszar ograni-
czonego użytkowania, protestujący skie-
rowali do wielkopolskiego Wojskowego
Zarządu Infrastruktury prawie pięć tysię-
cy wniosków o rekompensatę za utratę
wartości ziemi i zabudowań. Gdyby na-
sza armia przystała na te żądania, musia-
łaby wypłacić prawie pół miliarda zło-
tych odszkodowań!
Na szczęście dla budżetu MON, szef
WZI w Poznaniu płk Jacek Adamek po-
stawił sprawę jasno. Od odszkodowań są
sądy. W wywiadzie dla jednego z krajo-
wych dzienników wyjaśniał: – Ludzie
mają rozpalone głowy, ale ja reprezentu-
4 Polska Zbrojna nr 33/2007
TEMAT NUMERU
sko lata nad Krzesinami, bo broni polskie-
go nieba, a lotnisko powstało nie dziesięć,
a ponad pięćdziesiąt lat temu, gdy więk-
szości domów, których mieszkańcy teraz
protestują, jeszcze nie wybudowano. Do-
chodzi nawet do takiego absurdu, że wnio-
ski o odszkodowanie składają osoby, któ-
re wybudowały domy już po przylocie
do Polski pierwszych F-16!
Jak więc będzie wyglądał kon-
flikt wokół lotniska w najbliż-
szych miesiącach? Protestujący
stracili właśnie jeden ze swo-
ich bardzo mocnych argu-
mentów. Pod koniec lipca br.
zmieniło się bowiem obo-
wiązujące prawo i zgod-
nie z nowym rozporzą-
dzeniem ministra środo-
wiska dostosowującym
nasze regulacje do unij-
nych, szkodliwy nie
jest już chwilowy ha-
łas, tylko ten, który
trwa dłuższy
czas. Zmia-
na norm
0–30 dB – obszar ciszy; 30–60 dB – obszar średni (przeciętny); 60–90 dB – obszar obciążeń;
90–130 dB – obszar uszkodzeń.
Bariery
dźwięku…
Rodzaj dźwięku Wartość poziomu
dźwięku (dB)
Próg słyszalności 0
Rozmowa szeptem 20
Średni hałas w mieszkaniu 40
Spokojna ulica, zwykła rozmowa 40–45
Głośna rozmowa 60
Hałas uliczny, tramwaj 70
Duży ruch uliczny, silnik motocyklowy 80–85
Młot pneumatyczny (odl. 2 m) 90
Pociąg pośpieszny (odl. 10 m) 100
Dyskoteka, koncert rockowy 100–120
Samolot śmigłowy 120
Próg bólu 130
Samolot odrzutowy 140
musi się więc przełożyć na decyzję woje-
wody w sprawie wytyczenia nowych stref
ograniczonego użytkowania, a więc i na
liczbę osób, które będą mogły starać się
o odszkodowania.
Zapobiegliwi
Co ciekawe, niektóre „protesty” istnieją
tylko w mediach. Tak było na przykład
z informacjami jednego z lokalnych dzien-
ników z Bydgoszczy. Gazeta donosiła
w lipcu br., że mieszkańcy protestują prze-
ciwko hałasowi, jaki wywołują latające nad
miastem wojskowe samoloty. Pytani o opi-
nię przedstawiciele wojska byli bardzo
zdziwieni, bowiem nad Bydgoszczą, ow-
szem, raz na pewien czas przeleci jakiś re-
montowany MiG, ale zdarza się to bardzo
rzadko. Sprawdziliśmy również doniesie-
nia gazety o hałasie. W bydgoskim Woje-
wódzkim Inspektoracie Ochrony Środowi-
ska zapewniono nas, że nie ma mowy
o tym, żeby loty nad Bydgoszczą przekra-
czały dopuszczalne normy. – Bydgoskie
lotnisko leży na obrzeżach miasta, a ruch
na nim jest niewielki. Przeprowadzone
przez nas badania poziomu hałasu wokół
niego wykazały, że żadne normy nie są
przekroczone – wyjaśniała pracownica
WIOŚ w Bydgoszczy.
W przypadku wojskowego lotniska
w Babich Dołach, które może wkrótce stać
się drugim w Trójmieście cywilnym por-
tem lotniczym, media już informują
o mieszkańcach, którzy zapowiadają wal-
kę o odszkodowania, jeżeli cokolwiek za-
cznie im nad głową hałasować.

J
A
R
O
S
Ł
A
W

W
I
Ś
N
I
E
W
S
K
I
/
P
A
W
E
Ł

K
Ę
P
K
A
Polska Zbrojna 5 nr 33/2007
6 Polska Zbrojna nr 33/2007
WYDARZENIA ZAPIS
P
obyt na tej misji był realnym
sprawdzianem umiejętności
bojowych i profesjonalizmu.
Wszyscy zdaliście go bez zarzu-
tu – powiedział Jacek Kotas, pod-
sekretarz stanu w MON, podczas
powitania 31 lipca na wrocław-
ZDANIEM MINISTRA OBRONY NARODOWEJ Aleksandra Szczygło,
wyjście teraz z Iraku wiązałoby się z ogromnym niebezpieczeństwem
– ten rejon świata stałby się siedliskiem chaosu i terroryzmu. Szef
MON pytany 1 bm. w programie „Kwadrans po ósmej” w TVP 1, czy
jest zwolennikiem przedłużenia misji polskich żołnierzy w Iraku, od-
parł, że jest zwolennikiem rozwiązywania spraw do końca. – Musimy
niszczyć terrorystów w zarodku, tam, gdzie mają oni największą siłę.
Po to, żeby nie przyjeżdżali ani do Polski, ani do Europy – powiedział.
Szef MON zaznaczył też, że oczekiwań dotyczących amerykańskiej
pomocy dla naszej armii w zamian za udział w operacjach wojsko-
wych nie można traktować na zasadzie handlu. (ad)
J
eden z żołnierzy jest lekko ran-
ny w nogę, pozostałe osoby zo-
stały tylko ogłuszone. Natomiast
w Afganistanie polsko-amerykań-
ski konwój został ostrzelany
15 km od miejscowości Ghazni,
w nocy z 3 na 4 bm. Na szczęście
żaden z żołnierzy nie został ranny
i wszyscy bezpiecznie wrócili do
bazy. – Pancerz KTO Rosomak,
którym jechali Polacy, wytrzymał
bezpośredni ostrzał w bok pojaz-
du, choć transporter nie został jesz-
cze wyposażony w dodatkowe
opancerzenie – informuje resort
obrony. Konwój wraz z uszkodzo-
nym Rosomakiem samodzielnie
PRZEPROWADZENIE badania
opinii publicznej na temat
amerykańskiej tarczy antyra-
kietowej chce zlecić zarząd
województwa pomorskiego
– poinformował 1 bm. wice-
marszałek tego województwa
Mieczysław Struk. W sondażu
ma wziąć udział tysiąc miesz-
kańców Słupska i okolic.
– Przygotowywane są pytania
dla respondentów. Zlecenie
przeprowadzenia badań złoży-
J
A
R
O
S
A
W

W
I
Ś
N
I
E
W
S
K
I
A propos
Aleksander Szczygło, minister obrony narodowej:
Żandarmi
pojadą
do Czadu
– Jesienią kontyngent liczący
ok. 150 żołnierzy wyjedzie na
misję do afrykańskiego Czadu.
Nie ma jeszcze formalnego
postanowienia prezydenta RP
o wysłaniu tam Polskiego
Kontyngentu Wojskowego,
ale przygotowania są bardzo
intensywne. Z prośbą o roz-
ważenie możliwości skierowa-
nia w ten rejon naszych żoł-
nierzy zwróciła się Francja,
zaś misję prowadzi Unia
Europejska. Uczestniczy
w niej obecnie ok. 3 tys.
ludzi, z czego połowa to
żołnierze francuskiej Legii
Cudzoziemskiej.
Decydując się na wysłanie na-
szych żołnierzy, chcemy podkre-
ślić, że Polska bardzo aktywnie
angażuje się w politykę bezpie-
czeństwa realizowaną przez UE.
PKW Czad firmowałaby nasza
Żandarmeria Wojskowa.
Większość ludzi przygotowywa-
nych do tego kontyngentu służy-
ła już na podobnej misji
w DR Konga. Do ich głównych za-
dań w Czadzie będą należeć dzia-
łania ochronne: dbanie o bezpie-
czeństwo baz oraz prowadzenie
konwojów i patroli. Oprócz realiza-
cji zobowiązań międzynarodo-
wych misja w Czadzie, na pogra-
niczu z Sudanem, to nasz obo-
wiązek wobec milionów ludzi, któ-
rzy cierpią. W rejonie prowincji
Darfur, w której działać będą
Polacy, w czasie trwających kilka
ostatnich lat wewnętrznych kon-
fliktów wymordowano co najmniej
200 tys. ludzi, a ponad 2,5 mln
wypędzono z domów.
Nasi ostrzelani
wrócił do bazy. Na znajdujących
się w Afganistanie KTO monto-
wany jest właśnie dodatkowy pan-
cerz, który ma jeszcze lepiej chro-
nić naszych żołnierzy.
Trzy dni później, nocą ostrzelana
została baza PKW Sharana. Na jej
teren spadły dwie rakiety 107 mm.
Żadnemu z żołnierzy nic się nie
stało i nie odnotowano żadnych
strat. Natychmiast po ataku siły
szybkiego reagowania razem
z afgańską armią i policją rozpo-
częły poszukiwania sprawców
ataku. To pierwsze takie zdarze-
nie w bazie Sharana od ponad
18 miesięcy. (ATU)
A
N
D
R
Z
E
J

P
I
N
D
O
R
Niszczyć terroryzm
my na początku przyszłego ty-
godnia. Na opracowanie ich
wyników chcemy dać firmie
dwa tygodnie – wyjaśnił
M. Struk. Wicemarszałek do-
dał, że samorząd chce poznać
oczekiwania i obawy mieszkań-
Wrócili, ale nie wszyscy
skim lotnisku Strachowice kolej-
nej grupy żołnierzy VIII zmiany
PKW Irak. Dodał, aby żołnierze
zdobytym w Iraku doświadcze-
niem dzielili się z innymi polskimi
wojskowymi i że będzie to nieoce-
niona pomoc dla naszych sił zbroj-
X
VI Piesza Pielgrzymka Woj-
skowa na Jasną Górę wyru-
szyła 2 bm. z Bydgoszczy. 160
żołnierzy czeka 13 dni wędrów-
ki. Jest to pierwsza z czterech woj-
skowych grup zmierzających do
sanktuarium. Trzy dni później wy-
szło z Warszawy do Częstochowy
650 żołnierzy – nie tylko z Pol-
ski, ale też Litwy, Słowacji, Nie-
miec i USA. – Niesiemy ze sobą
12 świec w hołdzie naszym ko-
legom poległym w Afganistanie
– mówił Greg Argentieri z 173
Jednostki Powietrznej SETAF.
Natomiast spod Archikatedry
Lubelskiej maszeruje od 3 bm.
pielgrzymka ponad 200 żołnie-
rzy z 3 Brygady Zmechanizowa-
nej Legionów. Wszyscy wojsko-
wi pątnicy wejdą na Jasną Górę
14 sierpnia. (ad)
Pielgrzymka zbrojnych
Mina pułapka wybuchła obok pojazdu, którym wracał 7 bm.
do bazy w Diwanii polski patrol CIMIC.
Polska Zbrojna 7 nr 33/2007
Z głębokim żalem przyjęliśmy wiadomość o śmierci
Pani Ireny ZAŁOGA
Matki Chrzestnej ORP „Orzeł”
RODZINIE i BLISKIM ZMARŁEJ
składamy wyrazy szczerego współczucia
dowódca okrętu wraz z załogą
– DOBRE STOSUNKI łączą
Turcję i Polskę od wieków
– przypomniał płk Orhan
Gűndűz, kończący w naszym
kraju misję dyplomatyczną na
stanowisku attaché wojskowe-
go, morskiego i lotniczego
Turcji, w trakcie spotkania
2 bm. z gen. bryg. Romualdem
Ratajczakiem, dyrektorem
Departamentu Wojskowych
Spraw Zagranicznych MON.
Generał podziękował
płk. Gűndűzowi za jego wkład
w rozwój współpracy wojskowej
między naszymi krajami. Tego
samego dnia gen. Ratajczak
spotkał się również z rozpoczy-
nającym misję dyplomatyczną
w Polsce ppłk. Inno Millerem
– attaché obrony przy ambasa-
dzie republiki estońskiej. (GP)
P
oprawa dotyczy zwłaszcza ko-
operacji z dostawcą samolo-
tów F-16 Lockheed Martin Cor-
poration, który o blisko miliard do-
larów przekroczył przewidzianą do
realizacji do 2006 r. kwotę zobo-
wiązań offsetowych. Poprawy wy-
maga natomiast offset bezpośred-
ni – zamówienia składane w pol-
skich zakładach zbrojeniowych.
Rada Ministrów stwierdziła, że co-
W
krótce rozpocznie się
śledztwo w sprawie zaku-
pów wadliwego sprzętu i wypo-
sażenia dla wojska – poinformo-
wał Jarosław Hołda, wojskowy
prokurator okręgowy w Warsza-
wie. Szef WPO powiedział 1 bm.,
że Żandarmeria Wojskowa zakoń-
czyła postępowanie przygotowaw-
cze, a zebrane przez nią materia-
ły przeanalizował wydział śled-
czy WPO. Śledztwo obejmie
wszystkie zakwestionowane do-
stawy. J. Hołda zastrzegł, że za
wcześnie jeszcze mówić o zarzu-
D
laczego tylko my, Polacy, pamiętamy o największej bitwie II
wojny światowej? – pytał biskup polowy Wojska Polskiego
gen. dyw. Tadeusz Płoski podczas uroczystej mszy św. odprawianej
w przeddzień 63. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego. Prze-
konywał, że czas odkłamać historię o tej epopei wojennej, i to nie
tylko w staraniach o prawdę historyczną, ale też o należne miejsce
Polski w Europie i świecie. – Czas ukazać całą prawdę o powstaniu
– powiedział biskup. Dzień później, w samą rocznicę zrywu, przy
Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie odbyła się uroczysta
zmiana wart i złożenie wieńców. Natomiast o godzinie 17 na kilka
minut rozległ się w stolicy, i po raz pierwszy także w niektórych in-
nych miastach, dźwięk syren, stanął ruch na ulicach. Przed pomni-
kiem „Gloria Victis” (Chwała Zwyciężonym) na Cmentarzu Woj-
skowym na Powązkach przedstawiciele władz państwowych i kom-
batanci złożyli kwiaty, a wojsko oddało salwę honorową. (ann)
Walka o każdy dom 32
W godzinę „W”

J
A
R
O
S
Ł
A
W

W
I
Ś
N
I
E
W
S
K
I
ców dotyczące amerykań-
skiej inwestycji. Zlecenie son-
dażu to druga inicjatywa po-
morskich samorządowców
związana z tarczą antyrakie-
tową. W lipcu gmina Słupsk,
na której terenie leży typowa-
ne na miejsce amerykań-
skich wyrzutni powojskowe
lotnisko Redzikowo, urucho-
miła na swojej stronie inter-
netowej serwis poświęcony
tarczy. (ATU)
nych. Razem z Polakami przyle-
cieli żołnierze ukraińscy, słowac-
cy i litewscy. J. Kotas wspomniał
też kpr. Tomasza Jurę oraz kpr.
Piotra Nitę, którym nie było da-
ne wrócić z kolegami do kraju.
– Odeszli na wieczną wartę
w glorii i chwale – powiedział
podsekretarz stanu. (ann)
ROSZADY
dyplomatyczne
Offset lepiej
W zeszłym roku nastąpił
znaczny postęp w realizacji
umów offsetowych
– poinformował rząd, który
31 lipca przyjął sprawozdanie
z wykonania zobowiązań
offsetowych w 2006 r.
raz więcej nowych zobowiązań
offsetowych dotyczy transferu no-
woczesnych technologii związa-
nych z produkcją uzbrojenia lub
sprzętu wojskowego. Są to np. umo-
wy z producentem amunicji Nam-
mo i koncernem SAAB oraz zamó-
wienia dla WSK PZL-Kalisz SA
składane w związku z zakupem
włoskiego silnika do korwety pol-
skiej Marynarki Wojennej. Reali-
zacja tych zobowiązań ma przy-
nieść wzrost zatrudnienia, produk-
cji i sprzedaży oraz rozwój zaawan-
sowanych technologii. Zakupom
zagranicznego sprzętu wojskowe-
go towarzyszy 11 umów offseto-
wych. Wartość zaliczonych do-
tychczas przez resort gospodarki
programów offsetowych wynosi
ok. 8 mld dolarów. (ATD)
ŚLEDZENIE BUBLI
tach. Zastrzeżenia dotyczą nie-
trwałego obuwia, zapewniających
zbyt małą ochronę kamizelek ku-
loodpornych, plecaków z wadli-
wymi zamkami, zawodnych pisto-
letów i niewygodnych kabur,
a także tępych maszynek do gole-
nia i pasty do zębów złej jakości
wysłanych do polskich żołnierzy
w Afganistanie. Pod koniec maja
minister Aleksander Szczygło za-
powiedział zmiany w sposobie
dokonywania zakupów dla woj-
ska – większą rolę ma odgrywać
jakość, a nie tylko cena. (ad)
8 Polska Zbrojna nr 33/2007
AAAAAAA AAAAAAAA AAAAAAA AAAAAAAA WYDARZENIA ZAPIS
P I OT R
B E R N A B I U K
K
oleżkę Cywila, który w wojsku nigdy nie był, za to miał
na jego temat wiele do powiedzenia, w ramach resocjali-
zacji zaciągnąłem parę dni temu na moje ulubione – to nie
znaczy, że mnie tam lubią – Niezależne Forum o Wojsku
i wrzuciłem w jego odmęty. Popływał krótko, bowiem już po
chwili spojrzał na mnie jak oczadziały i zapytał: – No, to ile
siana zgarnia taki Siara (pseudonim internetowy), który tyra
na pięciu etatach? „Siara” – wyjaśnię – jest bohaterem jed-
nego z dramatów rozstrzyganych na forum: ile można zała-
dować na jednego podoficera. Jest więc kierownikiem sto-
łówki pełniącym obowiązki szefa żywnościowego i magazy-
niera żywnościowego, a ponadto w jednej kompanii dowodzi
plutonem, którego dowódca wyjechał na misję, w drugiej zaś
szefuje, gdyż szef akurat jest na urlopie.
Ile więc siana zgarnia „Siara”? Przez proste mnożenie przez
pięć wyszło nam zupełnie sporo. Próbowałem Cywila zasko-
czyć, wyznając prawdę o realnych zarobkach „Siary”. Nie
uwierzył oczywiście, zaczął za to się czepiać, mnożąc przez
siebie już nie pieniądze, ale godziny pracy wzmiankowanego
„Siary”: – Pięć razy osiem daje czterdzieści, zakładając,
że w wojsku doby macie cywilne...
Próbując wybrnąć z niezręcznej sytuacji, wyjawiłem gościowi
jedną z najgłębszych tajemnic armii: otóż, gdy żołnierz ginie
na wojnie, najbliższy kolega chwyta jego karabin i szturmuje
okopy przeciwnika. – No tak – załapał wreszcie Cywil. – Pod
koniec bitwy ten żołnierz ma już pięć karabinów. Tylko jak
on z nich wszystkich naraz strzela?
– No to masz, stary, odpowiedź na pytanie, jak podoficer
„Siara” radzi sobie na pięciu etatach!
Przekonany, że już coś zrozumiał, mój gość zatapia się w ko-
lejnej, równie przejmującej historii zwierzającego się pod ni-
ckiem adamk66 szefa służby żywnościowej, dodatkowo wyko-
nującego prace referenta, magazyniera i szefa sekcji mate-
riałowej, który oprócz tego kierował nieetatową stołówką,
a w wolnym czasie, podczas imprez okolicznościowych dla
zaprzyjaźnionej z jednostką ludności, gotował oraz rozdawał
wojskową grochówkę.
Cywil długo milczał, wreszcie poczuł się w obowiązku, mimo
niezręczności sytuacji, zadać jakieś pytanie: – A co to jest
nieetatowa stołówka?
– Nieetatowa stołówka – odpowiedziałem – to mniej więcej
coś takiego jak budowany przez saperów niewidoczny most
– w zasadzie go nie ma, ale de facto samochody po nim jadą.
Uparciuch nie mógł się oderwać od monitora: – Patrz, tu zu-
pełnie inny gość, będąc szefem kompanii, udziela sobie przed
lustrem instruktażu do służby podoficera dyżurnego, którą
będzie pełnił. To musi być strasznie śmieszne, nieprawdaż?
– zapytał bez przekonania.
– Oczywiście, że jest śmieszne, bo my w wojsku lubimy sobie
pożartować. Nie czytałeś książki „Paragraf 22” albo „Przy-
gód dobrego wojaka Szwejka”?
Okazało się, że czytał, ale nie zrozumiał. Sądził, że to wszyst-
ko fikcja literacka.
Lubimy sobie
pożartować
J
.
W
I
Ś
N
I
E
W
S
K
I
Z
arząd Fundacji Pomocy Poszkodowanym w Wojskowych
Operacjach Pokojowych poza Granicami Polski oraz Ich
Rodzinom „Servi Pacis”, uwzględniając swoje trzyletnie do-
świadczenia oraz zapotrzebowanie społeczne wyrażane liczny-
mi zapytaniami, podjął inicjatywę zwiększenia liczby stypen-
diów przyznawanych dla dzieci i młodzieży szkolnej.
Dlatego też oczekujemy na zgłoszenia kandydatów – dzieci żoł-
nierzy uczestników operacji pokojowych i międzynarodowych
potrzebujących pomocy finansowej.
Aby otrzymać pomoc w postaci stypendium na okres jednego
roku szkolnego, należy przesłać na adres fundacji kserokopie
(lub oryginały) następujących dokumentów:
– o udziale rodzica (opiekuna) w misji (operacji) pokojowej;
– o dochodach przypadających na jednego członka rodziny;
– ostatnie świadectwo szkolne;
– opinię o uczniu (charakterystykę) ze szkoły.
Komplet dokumentów należy przesłać do 1 września 2007 r.
na adres fundacji. Stypendia zostaną przyznane podczas
wrześniowego posiedzenia zarządu fundacji i ogłoszone na jej
stronie internetowej (www.servipacis.pl). Wielkość stypendiów
będzie uzależniona od liczby złożonych wniosków.
Sponsorem medialnym akcji zostaje „Polska Zbrojna”.
Adres:
Fundacja „Servi Pacis”, ul. Królewska 1, 00-909 Warszawa
sekretarz zarządu – Czesław Marcinkowski
prezes zarządu – Jerzy Bielecki
STYPENDIA FUNDACJI SERVI PACIS
T
ekst przysięgi, którą złożyło
560 żołnierzy z Centrum
Szkolenia Marynarki Wojennej
w Ustce, 1 Komendy Lotniska
w Radomiu oraz Batalionu Repre-
zentacyjnego WP, odczytał szef
Sztabu Generalnego WP gen.
Franciszek Gągor. – Wypowiada-
jąc te słowa, przyjęliście na siebie
wielkie zobowiązanie. Staliście się
współodpowiedzialni za Polskę, jej
wolność, niepodległość i nienaru-
Szlakiem
Kadrowej
szalność granic, za bezpieczeństwo
i suwerenny byt – powiedział mi-
nister obrony Aleksander Szczy-
gło. Decyzją szefa MON 6 sierp-
nia został ustanowiony dniem
przysięgi wojskowej. – Życzę Woj-
sku Polskiemu, aby zawsze stawa-
ło na straży honoru Polski, suwe-
renności, niepodległości, ale bez
rozlewu krwi – zwrócił się do zgro-
madzonych na rynku żołnierzy
metropolita krakowski ks. kardy-
nał Stanisław Dziwisz. Następnie
wręczono flagi narodowe dowód-
com wyróżnionych jednostek
– 2 Korpusu Zmechanizowanego,
6 Brygady Desantowo-Szturmo-
wej i 21 Brygady Strzelców Pod-
halańskich. Tego samego dnia
z krakowskich Oleandrów ponad
400 osób rozpoczęło 42. Marsz
Szlakiem „Kadrówki”.
Natomiast 5 bm. na Wawelu od-
prawiono mszę św. w intencji Jó-
zefa Piłsudskiego i jego żołnierzy,
a u podnóża kopca Marszałka od-
był się wojskowy apel pamięci.
W kopcu złożono urny z ziemią
z 21 miejsc, gdzie spoczywają na-
si żołnierze, głównie z polskich
kwater na cmentarzach m.in.
w Kenii, Tanzanii, Zimbabwe, Ka-
nadzie i RPA. (JSz, ATU).
J
A
R
O
S
Ł
A
W

W
I
Ś
N
I
E
W
S
K
I
Uroczysta przysięga wojskowa
na krakowskim Rynku
Głównym 6 bm. była
najważniejszą częścią
uroczystości upamiętniających
wymarsz przed 93 laty
I Kompanii Kadrowej
z Oleandrów do Królestwa
Polskiego.
AAAAAAA AAAAAAAA
Polska Zbrojna 9 nr 33/2007
AAAAAAA AAAAAAAA
Polska Zbrojna 9 nr 33/2007
BEZPIECZEŃSTWO FORUM
KONTRA
Pacyfiści
A R T U R B A R T K I E WI C Z
Amerykański politolog
Kenneth E. Boulding
powiedział kiedyś: „Tak jak
wojna jest zbyt poważną
sprawą, by pozostawić ją
generałom, tak pokój jest
zbyt ważną sprawą,
by pozostawić go
pacyfistom”. Wbrew pozorom
bowiem pacyfizm często
zagraża pokojowi.
10 Polska Zbrojna nr 33/2007
W idealnym
świecie gwarancją poko-
ju byłaby zapewne bezbron-
ność. W świecie, w którym
żyjemy, gwarancją pokoju
jest siła
FORUM BEZPIECZEŃSTWO
acyfizm (łac. dosł. czynienie
pokoju) to, mówiąc najproś-
ciej, ideologia polegająca na
wyrzeczeniu się używania
siły w konfliktach wewnętrz-
nych i międzynarodowych.
Zaliczany do ruchów społecznych pacy-
fizm ma kilka twarzy: w najbardziej ra-
dykalnej wersji postuluje całkowite roz-
brojenie i jako zło klasyfikuje każdą woj-
nę. Według skrajnych pacyfistów tylko
rozwiązanie armii i „wyczyszczenie”
magazynów z bronią zagwarantuje świa-
tu trwały i niczym niezmącony pokój. Nie-
co bardziej rozsądny, tzw. relatywny pacy-
fizm, dopuszcza prowadzenie wojny obron-
nej – a więc pozwala stosować siłę krajo-
wi, który zostanie zaatakowany. Pacyfizm
pragmatyczny z kolei wskazuje na koniecz-
ność rozbrojenia ze względu na zagroże-
nie, jakim dla świata byłaby wojna nukle-
arna. Pewną formą pacyfizmu jest też zna-
na w hinduizmie ahinsa – wymaga od wy-
znawców tej religii troski o każdą istotę ży-
wą (niektórzy wyznawcy hinduizmu, cho-
dząc, zamiatają przed sobą drogę, nie chcąc
przez przypadek zdeptać żadnego żywego
stworzenia).
W kręgu cywilizacji euroatlantyckiej mo-
nopol na pacyfizm zawłaszczyły sobie
różnego rodzaju ruchy lewicowe – tro-
ska o pokój znajdowała się m.in. w ko-
munistycznej propagandzie (choć, jak
z przekąsem mówiono po drugiej stro-
nie żelaznej kurtyny, komuniści byli go-
towi walczyć o pokój do ostatniego Eu-
ropejczyka). Pacyfizm wypisały sobie
na sztandarach również ruchy femini-
styczne, ekologiczne czy wywodzący
się z rewolucji 1968 r. ruch hippisow-
ski, który armię uznawał za narzędzie
10 Polska Zbrojna
ucisku stworzone przez establishment.
Ulubionym zajęciem amerykańskich
„dzieci-kwiatów” było palenie kart po-
borowych.
Wojna matką
pacyfistów
Koszmar I wojny
światowej przyspieszył
rozwój pacyfizmu. Był
to pierwszy konflikt,
który osiągnął skalę
globalną i przyniósł
walczącym stronom mi-
lionowe straty w ludziach. To w czasie
tej wojny po raz pierwszy na masową ska-
lę użyto broni maszynowej, zastosowa-
no broń chemiczną, a straty nie ominę-
ły również ludności cywilnej. Przerażo-
na koszmarem czteroletniej wojny po-
zycyjnej Europa postanowiła więc wy-
rzec się wojen. Na konfe-
rencji pokojowej w Wersa-
lu premier Wielkiej Bryta-
nii David Lloyd George
podkreślał zadowolony, że
oto zakończyła się ostatnia
wojna w historii świata.
Kluczem do pokoju mia-
ła być poprzedniczka dzi-
siejszego ONZ-u – Liga
Narodów. Idealistyczne po-
dejście jej założycieli doprowadziło jed-
nak do tego, że organizacja ta nie dyspo-
nowała żadnymi wojskami i jej siła od-
działywania równa była zeru. Również
DEMONSTRACJA przeciw wojnie wietnamskiej w 1967 r.
P
U
S

N
A
T
I
O
N
A
L

A
R
C
H
I
V
E
S
Dla zdeklarowanych
pacyfistów głównym
przeciwnikiem jest
wojsko. A nikomu tak
jak żołnierzom nie
zależy na tym, aby do
wojen nie dochodziło
Polska Zbrojna 11 nr 33/2007
S
kąd się wziął pacyfizm? Jego historia jest pewnie tak długa jak historia
konfliktów zbrojnych. W Europie rozwój pacyfizmu wiąże się ściśle z rozwo-
jem religii chrześcijańskiej. Wymowne są tutaj słowa Jezusa: „nie stawiajcie
oporu złemu. Jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu drugi”
(Mt. 5,38). W innym miejscu Biblii Jezus nakazuje miłować nieprzyjaciół,
a w momencie, kiedy zostaje wydany Rzymianom przez Judasza, powstrzymu-
je św. Piotra, który sięga po miecz w obronie swojego nauczyciela.
Naśladujący Jezusa pierwsi chrześcijanie poddawali się biernie terrorowi
Rzymu, czasami idąc na dobrowolną śmierć na arenie rzymskiego Koloseum.
Odmawiali również służby w armii, ponieważ, jak pisał jeden z pierwszych teo-
retyków chrześcijaństwa – Orygenes: „rzymscy kapłani nie chcą splamić rąk
ludzką krwią. Jeżeli aprobujecie takie postępowanie, to powinniście uznać za
słuszne postępowanie chrześcijan, którzy w czasie wojny walczą tylko modli-
twami”. Chrześcijanie mieli opory przed służbą w rzymskiej armii również dla-
tego, że rzymscy legioniści musieli nosić symbole cezarów uznających się za
wcielenie Jowisza, co kłóciło się z pierwszym przykazaniem zabraniającym od-
dawania czci Bogu innemu niż chrześcijański. To właśnie z tego powodu
w 295 r. św. Maksymilian z Numidii nie złożył przysięgi na wierność cesarzowi
wymaganej od rzymskich żołnierzy, za co został stracony, stając się od tamte-
go momentu patronem przeciwników służby wojskowej.
Postawa chrześcijan zaczęła się jednak zmieniać wraz z rozpowszechnianiem
się tej religii w imperium. Już w V w. n.e. jedynie chrześcijanie mogli służyć
w rzymskiej armii. W tym samym czasie św. Augustyn stworzył ideę wojny
sprawiedliwej – a więc takiej, którą toczy się w obronie państwa stanowiącego
filar religii chrześcijańskiej. 600 lat później papież Urban II, nawołując do kru-
cjaty przeciwko okupującym Ziemię Świętą niewiernym, ostatecznie przypie-
czętował związek między chrześcijaństwem a mieczem, chociaż warto pamię-
tać, że kościół starał się stabilizować targaną konfliktami Europę, wprowadza-
jąc instytucję „pokoju bożego”, a więc zakazu prowadzenia wojen od środy
wieczorem do poniedziałku rano, a także w czasie Adwentu i Wielkiego Postu.
Do radykalnego pacyfizmu starały się powracać różnego rodzaju sekty i odła-
my chrześcijaństwa – wśród nich m.in. katarzy, część husytów, a także arianie.
Aby zademonstrować swój sprzeciw wobec wojen, polscy szlachcice wyznający
arianizm nosili przy pasach... drewniane szable. Równolegle z religijnymi re-
formatorami wojnom sprzeciwiali się również humanistyczni myśliciele
– Erazm z Rotterdamu i jego polski naśladowca Andrzej Frycz Modrzewski,
którzy argumentowali, że nawet zwycięska wojna przynosi zaangażowanemu
w nią krajowi więcej problemów niż pożytku. 200 lat później Immanuel Kant,
szukając metody na wprowadzenie pokoju, postulował stworzenie międzyna-
rodowej organizacji mającej rozwiązywać spory w drodze arbitrażu.
Genialny filozof nieco wyprzedził swój czas, ale w ten sposób przepo-
wiedział kierunek rozwoju pacyfizmu współczesnego.
Polska Zbrojna 11
Chrześcijańscy pacyfiści
„międzynarodowy pocałunek”, jak
z przekąsem nazywano tzw. pakt Brian-
da-Kelloga, w którym przystępujące do
niego kraje wyrzekły się stosowania si-
ły, pozostał raczej papierową ideą,
o czym powinien świadczyć fakt, że ja-
ko protokół Litwinowa podpisał go
m.in. ZSRS planujący już ekspansję koł-
chozów aż po Gibraltar. Zwieńczeniem
międzywojennego pacyfizmu była po-
stawa Wielkiej Brytanii i Francji wobec
ambicji Hitlera. Premier Wielkiej Bry-
tanii Neville Chamberlain po tym, jak
zachodnie demokracje oddały III Rze-
szy czeskie Sudety, ogłosił tryumfalnie,
że w ten sposób uratował pokój dla swo-
jego pokolenia. Był rok 1938 – zaledwie
12 miesięcy później rozpoczęła się naj-
większa wojna w historii świata.
Pacyfizm w służbie komunizmu
II wojna światowa była pierwszym
konfliktem, w którym zginęło więcej cy-
wilów niż żołnierzy, a szacunkowa licz-
ba 50 milionów zabitych osób budziła
przerażenie. Nic więc dziwnego, że po
jej zakończeniu alianci zdecydowali się
na odejście od klasycznego, Clause-
witzowskiego pojęcia o wojnie jako prze-
dłużeniu polityki. W art. 2 Karty Narodów
Zjednoczonych można przeczytać: „Wszy-
scy członkowie powinni załatwiać swe spo-
ry międzynarodowe za pomocą środków
pokojowych w taki sposób, że ani pokój
międzynarodowy, ani bezpieczeństwo, ani
sprawiedliwość nie będą wystawione na
niebezpieczeństwo”. Karta ustanawia rów-
nież nienaruszalność granic państwowych,
a wobec niepokornych przewiduje sankcje
w postaci interwencji zbrojnej międzyna-
rodowej koalicji. Po doświadczeniach 
12 Polska Zbrojna nr 33/2007
FORUM BEZPIECZEŃSTWO
POLACY bardzo boleśnie od-
czuli na sobie skutki radykal-
nego pacyfizmu. Postawa
Francji i Wielkiej Brytanii w przede-
dniu II wojny światowej, którą przywód-
ca III Rzeszy uznał za słabość, zachęciła
go do rozpoczęcia wojny z Polską. Już po
jej wybuchu elity francuskie i brytyjskie
wciąż nie umiały wyleczyć się z pacyfi-
zmu, czego przejawem było słynne zda-
nie: „Nie będziemy umierać za Gdańsk”.
Z pacyfizmu wyleczyła naszych sojuszni-
ków dopiero niemiecka agresja.
Ofiara
II wojny światowej wszyscy zdali sobie
sprawę, że – jak mawiał Albert Einstein
– jeśli dojdzie do III wojny światowej, to
kolejną stoczą ze sobą ludzie uzbrojeni
w kije i kamienie.
Postwojenna trauma była podłożem dla
rozwoju pacyfizmu. Niestety, w warun-
kach konfliktu zimnowojennego szla-
chetny idealizm pacyfistów zawłaszczył
sobie Związek Sowiecki, a Józef Stalin
mianował się na obrońcę światowego po-
koju. To z inicjatywy ZSRS powstał tzw.
apel sztokholmski nawołujący do po-
wszechnego rozbrojenia, który w 1950 r.
podpisało m.in. ok. 2 mln Polaków. Ko-
muniści wspierali też ruchy pacyfistycz-
ne działające po drugiej stronie że-
laznej kurtyny, wykorzystując
je jako „pożytecznych idio-
tów”. Rozbrojenie Zachodu
miało być preludium do
agresji sowieckiej na Europę. Komuni-
ści chcieli przynieść światu pokój na bag-
netach Armii Czerwonej.
Pokój daje siłę
Smutna prawda o pacyfizmie jest bo-
wiem taka, że opiera się on na niereal-
nym idealizmie i myleniu skutków
z przyczynami. Dla zdeklarowanych pa-
cyfistów głównym przeciwnikiem jest
wojsko. Wychodzą oni z założenia, że
gdyby na świecie nie istniały uzbrojone
armie, nie byłoby komu toczyć ze sobą
wojen. Jest to przeświadczenie tyleż na-
iwne, co nieprawdziwe. Tak naprawdę
bowiem nikomu tak jak żołnierzom, któ-
rzy zazwyczaj pierwsi ponoszą
koszty konfliktu, nie zależy
na tym, aby do wojen nie
dochodziło. Wojsko nie
jest bowiem przyczyną
konfliktów, lecz skut-
kiem ich występowania,
zabezpieczeniem pań-
stwa przed ewentualną
agresją jego sąsiadów.
Warto pamiętać, że zimnowo-
jenny pokój nie opierał się na wza-
jemnym rozbrojeniu tylko na równowa-
dze sił, która sprawiała, że żadna ze stron
konfliktu nie mogła być pewna zwycię-
stwa. Przekonanie o tym, że bezbronność
jest gwarancją bezpieczeństwa, zgubiło
m.in. I Rzeczpospolitą. Polska szlachta
sprzeciwiała się tworzeniu masowej ar-
mii, argumentując, że bezbronne państwo
nie stanowi zagrożenia dla sąsiadów. Jak
się ta bezbronność skończyła – wszyscy
dobrze wiemy.
Tytuł tego artykułu jest jednocześnie
tytułem pracy znanego sowieckiego dy-
sydenta Władimira Bukowskiego. I nie
jest to tylko intelektualna prowokacja.
Wbrew temu, co chcą osiągnąć radykal-
ni pacyfiści, tak naprawdę zagrażają oni
światowemu bezpieczeństwu. Tak się bo-
wiem składa, że ruchy pacyfistyczne roz-
wijają się tylko w wolnych, demokratycz-
nych krajach – próżno ich natomiast szu-
kać w reżimach autorytarnych i totalitar-
nych (ZSRS nawoływał do pokoju, ale
gdyby ktoś demonstrował wówczas w sa-
mej Moskwie przeciwko zbrojeniom mo-
carstwa, skończyłby zapewne, karczując
Syberię). W ten sposób bardzo często
wciąż odgrywają oni rolę „pożytecznych
idiotów”. Tak naprawdę bowiem każdy
z nas jest pacyfistą, ale większość wy-
znaje rozsądny pacyfizm. Rozbrojenie
ma sens tylko wtedy, kiedy jest obustron-
ne. Namawianie tylko jednej ze stron do
ostentacyjnego „przekucia pałaszy na le-
miesze” jest tak naprawdę zachęcaniem
drugiej strony do agresji. Dlatego właśnie
realizacja postulatów radykalnych pacy-
fistów prowadziłaby w prostej linii do wy-
buchu wojny. Silniejszy zawsze zaataku-
je słabszego, a jak pisał w jednym z wier-
szy Jacek Kaczmarski: „komu zależy na
pokoju, ten zawsze cofnie się przed gwał-
tem”. W idealnym świecie gwarancją po-
koju byłaby zapewne bezbronność.
W świecie, w którym żyjemy, gwarancją
pokoju jest siła.
II woj-
na światowa
była pierwszym kon-
fliktem, w którym zgi-
nęło więcej cywilów niż
żołnierzy, a szacunkowa
liczba 50 milionów
zabitych budziła
przerażenie

NA C£LOWNlKU
Czy o Afganczykach mozna mówic:
naród?
- Na pewno nie w naszym znaczeniu
tego slowa. Samodzielnosc róznych grup
etnicznych w Afganistanie, takze tych za-
mieszkujacych po dwóch stronach gra-
nicy, przede wszystkim z Pakistanem, by-
la zawsze bardzo wyrazna. Zamieszku-
jacy te tereny ludzie identyfikuja sie bar-
dzo wyraznie jako ci sami Pasztunowie.
Drugorzedne znaczenie ma dla nich to,
po której stronie granicy mieszkaja. Czy
wobec tego mozna mówic o tych lu-
dziach, którzy zyja tylko w obrebie gra-
nicy afganskiej, jako o narodzie? I tak sie
ma sprawa nie tylko z Pasztunami.
Jak ukladaja sie stosunki pomiedzy
grupami etnicznymi zamieszkujacymi
Afganistan?
kotmowa t prof. aadtw. dr hah. IA0wI0A
PSIkuSINSkA, k|erowa|k|em Pracowa|
Iaterd)sc)p||aara)ch 8adaá £arat[at)ck|ch
prt) Iast)tac|e I||o|oe|| 0r|eata|ae[ ua|wers)teta
Iae|e||oásk|eeo w krakow|e
Zrozumiec
Listopad
2006 r., Kabul
- Aby to dokladnie okreslic, trzeba by
przeprowadzic specjalne badania. Wy-
raznie jednak rysuja sie animozje pasz-
tunsko-hazarskie. Hazarowie sa szyita-
mi, Pasztunowie - sunnitami. W czasach
wladzy talibów powinnosc zwalczania
szyitów doprowadzala nawet do incyden-
talnych masakr Hazarów. Wystepuja tam
jeszcze inne drobniejsze animozje po-
miedzy poszczególnymi grupami etnicz-
nymi. Pomimo tych niecheci, grupy owe
- jezeli maja jakis wspólny cel - wcho-
dza ze soba w alianse.
W publikacjach przewija sie opinia, ze
dla wielu mieszkanców tego kraju waz-
niejsza jest lojalnosc klanowa i ple-
mienna. Jakie sa szanse na stworzenie
w tych warunkach w miare sprawne-
go panstwa?
- Niewatpliwie tak jest, i trzeba sie
z tym liczyc. Tam nigdy nie bylo orga-
nizmu panstwowego w naszym rozumie-
niu tego slowa i próba zrekonstruowania
czegos, co nie istnialo, jest absurdalna.
Mozna spróbowac budowac panstwo
od nowa, ale to tez nie jest latwe, po-
niewaz ludzie, którzy nie doswiadczy-
li rzeczywistej roli centralnej wladzy
wykonawczej, tak latwo sie do niej
nie przekonaja.
Jak mieszkancy Afganistanu po-
strzegaja cudzoziemców, zwlaszcza
zolnierzy, w kontekscie kodeksu
pasztunskiego?
- Coraz gorzej. Cudzoziemcy maja co-
raz wieksze trudnosci z pobytem w Af-
ganistanie. Ostatnio nawet ministerstwo
spraw wewnetrznych tego kraju wprowa-
dzilo obostrzenia co do pobytu cudzo-
ziemców w Kabulu i w calym panstwie.
O ile na poczatku czesc ludnosci miala
nadzieje, ze ten kolejny pobyt cudzo-
ziemców przyniesie jakas ulge, o tyle
w tej chwili wcale nie sa tego pewni.
Wrecz przeciwnie, pojawia sie u nich co-
raz wieksza niechec, irytacja, wrecz wro-
gosc, gdyz czesc stacjonujacych wojsk
zachowuje sie niestosownie, a nawet aro-
A
R
C
¬
l
w
u
M

P
R
0
l
.

1
A
L
w
l
0
l

P
3
1
R
u
3
l
N
3
K
l
L
1

(
2
)
ÊÍrovndeurmqd quÌÌðËÓÓÐ
rovndeurmqdÊÎ quÌÌðËÓÓÐ
wielka wage do
miecza i szanuja
tradycje, zgodnie
z która Afgan mu-
si byc koniecznie
dzielny, bitny, bo-
haterski, z pola
walki nigdy nie
ucieka, od wal-
ki nie stroni
i bezwarunko-
wo albo na po-
lu bitwy zwy-
cieza albo umiera¨. Zasa-
da ta jest uznawana za niezwykle wazna.
Jesli Pasztun jej nie kultywuje, przesta-
je byc Pasztunem. Smierc w poscieli
uwazana jest za najgorszy sposób opusz-
czenia tego swiata. Nalezy polec w wal-
ce. Znajac zasady, które wyznaje to ple-
mie, i oczekiwanie, ze przestanie ono
walczyc, jest naiwnoscia. Kwestii poru-
gancko. Zaczy-
na sie tez wyczuwac u ludzi
obawe, ze doczekali nastepnej okupacji.
Znam afganska rodzine rezydujaca w Eu-
ropie, która po 11 wrzesnia, gdy Amery-
kanie zaczeli bombardowania w Afgani-
stanie, byla w szoku. Ci ludzie z rozpa-
Afganczyków
~ Oprácz argan/-
zawan/a w razsadnv spa-
sáb akci/ haman/tar-
nvch w/dze agramna pa-
trzebe znaczn/e w/eksze-
ga wspamagan/a asw/a-
tv. Ta iest n/ezwvk/e
wazne, tvm bardz/ei
ze Afgaáczvcv bardza
chca s/e aczvc
Zrozumiec
czy byli na granicy obledu, gdyz nie mo-
gli sobie wytlumaczyc, dlaczego ktos,
kto mial zrobic cos pozytywnego, zrzu-
ca bomby na domy ich rodaków.
Jakie punkty kodeksu pasztunskiego
~ oprócz tego, ze na terenach zamiesz-
kiwanych przez Pasztunów nie moga
stacjonowac obce wojska ~ lamia pol-
scy zolnierze?
- Na terenie afganskim sa rózne lokal-
ne odmiany kodeksu postepowania. Naj-
bardziej wyrazisty i restrykcyjny jest
pasztunski, ale i on jest rózny w róznych
okolicach i niekoniecznie sie pokrywa.
Mogloby sie wydawac, ze Polacy sa
w bardzo dobrej sytuacji, poniewaz jedy-
na wydana na Zachodzie wersja tego ko-
deksu, zawierajaca chyba wszystkie pod-
stawowe filary, zostala opublikowana
przeze mnie po polsku ok. 30 lat temu.
Przed wyjazdem na misje kadra mogla
sie wiec zapoznac z tym kodeksem. Za-
sad dotyczacych postepowania jest dosc
duzo, przynajmniej 44. Niektóre sprawy
wymagaja fachowego komentarza. Czesc
z nich odnosi sie do prawidel walki, któ-
re stosuja Pasztunowie, czesc dotyczy zy-
cia spolecznego. Przykladowo, oto co ko-
deks mówi o tak zwanym .mieczu¨, któ-
ry w przenosnym znaczeniu jest synoni-
mem odwagi i mestwa jeszcze z czasów,
kiedy nie bylo broni palnej w Afganista-
nie: .Wszyscy Pasztunowie przykladaja
1976 r.: z rodzina pasztunska w Kabulu (prof. Pstrusinska pierwsza z lewej)
szajacych sprawy walki jest oczywiscie
wiecej, ale juz z powyzszego fragmentu
wynika, ze Pasztunowie nie przestana
walczyc. Po prostu nie moga, bo zaprze-
czyliby swojej tozsamosci.
Nieznajomosc kultury pasztunskiej
musi utrudniac stabilizacje kraju.
- Oczywiscie. Podam pewien przy-
klad: przedstawiciel organizacji humani-
tarnej zapytal w jakiejs wiosce ludzi, czy
chca, aby im wybudowac publiczna stud-
nie. W Afganistanie przybyszowi, który
jest w drodze, trzeba pomagac i go ugo-
scic, a gosciowi nie wypada odmawiac,
gdy czegos chce. Odpowiedzieli mu
wiec, ze moze zbudowac te studnie
w tym miejscu, w którym sugerowal.
Agencja pomocy wybudowala ja, a kie-
dy wyjechala z wioski, miejscowi zasy-
pali studnie. Najczesciej ludzie Zachodu
tlumacza, iz zapewne zrobili to talibo-
wie. Mozna sie dziwic, dlaczego miej-
scowi zasypali studnie? Bo na kazdym
podwórku w tej miejscowosci kazdy mial
swoja studnie i nie potrzebowali nowej.
I takich nieporozumien jest mnóstwo.
Przykladem jest wozenie tam latawców
na upominki dla dzieci. Latawiec moz-
na kupic w kazdym sklepiku w Afgani-
stanie za równowartosc 30-50 groszy.
Niewatpliwie takie prezenty dla afgan-
skich dzieci nie sa najszczesliwszym
pomyslem.

Jak pomagac Afganczykom, szanujac
przy tym ich tradycje?
- Oprócz organizowania w rozsadny
sposób akcji humanitarnych widze
ogromna potrzebe znacznie wiekszego
wspomagania oswiaty. To jest niezwy-
kle wazne, tym bardziej ze Afganczycy
bardzo chca sie uczyc. Niedawno bylam
na Uniwersytecie Kabulskim i jestem o
tym absolutnie przekonana. Masa mlo-
dych ludzi chce studiowac, tymczasem
uczelnia ta nie ma mozliwosci, zeby
wszystkich przyjac. Brakuje kadry i od-
powiedniej liczby sal wykladowych, wla-
sciwie wszystkiego. Poza tym ci mlodzi
ludzie bardzo czesto nie sa na odpowied-
nim poziomie edukacji, aby te studia pod-
jac. Najlepiej byloby wiec, gdyby umoz-
liwiono im studia w naszym kraju. To
musza byc tysiace mlodych ludzi, którzy
najpierw odbeda kursy jezyka polskie-
go, potem uzupelnia braki w edukacji
przeduniwersyteckiej, a nastepnie roz-
poczna studia. Po ich zakonczeniu obo-
wiazkowo beda musieli wrócic do Afga-
nistanu. Uwazam, ze taka masowa edu-
kacja Afganczyków, nie tylko z duzych
miast, jak Kabul czy Mazar-e Sharif, kro-
pla po kropli poczynilaby pozytywne
zmiany. Warto tez, na co zwrócili mi
uwage Afganczycy, zeby Polacy po wy-
budowaniu mostu czy drogi zostawiali
tabliczke informujaca, ze to oni zrobili.
Takie informacje moga tez wytworzyc
pozytywniejsze relacje.
Mozna odniesc wrazenie, iz wiele pro-
blemów wywoluje w Afganistanie nie-
zrozumienie przez przybyszów w mun-
durach swiata, do którego trafili...
- Ludzi z naszych kregów kulturowych
myli tez prostota czy nawet, jak ktos po-
wiedzial, prymitywizm codziennych wa-
runków zycia Afganczyków. Nie wiedza
natomiast, ze ci ludzie, oczywiscie nie
wszyscy, sa twórcami niezwykle wyrafi-
nowanej poezji, ze wsród nich jest ogrom-
na liczba mistyków islamskich. Na przy- 
ÊÏrovndeurmqd quÌÌðËÓÓÐ
AAAAAAA AAAAAAAA
klad w Kabulu byle szofer moze okazac
sie czlonkiem zakonu mistycznego, któ-
ry oddaje sie kontemplacji duchowej na
bardzo wysokim poziomie. Ale jezeli
jest ubrany skromnie, nikomu z Zacho-
du nie przyjdzie do glowy, kim on jest
naprawde. Tymczasem my jawimy sie
tam pod wieloma wzgledami jako bar-
barzyncy i zadne osiagniecia technicz-
ne nie zamaskuja tego w oczach tamtej-
szej spolecznosci.
Jak rysuje sie wedlug Pani przyszlosc
Afganistanu?
- Jezeli chodzi o to, co sie w tej chwi-
li tam dzieje, a rozwaza sie to na tle dzie-
jów Afganistanu i kultury tego kraju, to
widze te przyszlosc pesymistycznie. Nie
wyobrazam sobie, zeby w ciagu najbliz-
szych kilku lat mozna tam bylo zbudo-
wac panstwo w naszym rozumieniu tego
slowa. Jestem przekonana, ze bardzo dlu-
go nie zmieni sie np. stosunek do kra-
dziezy popelnianych i z koniecznosci,
i z pobudek moralnych, w niektórych
przypadkach nawet patriotycznych. Cze-
sto jest tak, ze jeden mezczyzna jest od-
powiedzialny za byt kilkudziesieciu
osób. Musi ich wyzywic - to jest jego
absolutny obowiazek moralny. Niejedno-
krotnie, aby zapewnic wszystkim byt,
okrada ludzi Zachodu - okupantów - co
tam nie jest postrzegane jako przestep-
stwo w naszym rozumieniu sprawy.
Przyszlosc Afganistanu nalezy tez chy-
ba wiazac z sytuacja w sasiednim Pa-
kistanie. Dla wielu ludzi Afganistan
i Pakistan to naczynia polaczone, któ-
rych zwornikiem sa Pasztunowie.
- Oczywiscie, ze tak. Dla mnie wiel-
kim nieporozumieniem jest to, ze naj-
pierw zaczeto walczyc z Afganczyka-
mi, a nie z pewnymi ugrupowaniami na
terenie Pakistanu, przede wszystkim
graniczacymi z Afganistanem. Przeciez
warunkiem tego, zeby w Afganistanie
bylo spokojnie, jest opanowanie sytu-
acji w sasiednim panstwie. Ruch przez
granice w obie strony jest w zasadzie
absolutnie wolny. Ja nie jestem strate-
giem, ale gdybym nim byla, to najpierw
wkroczylabym do Pakistanu. Podsyca-
nie niepokojów w Afganistanie przez
rózne elementy pakistanskie nie jest po-
dyktowane tylko interesem politycznym
czy militarnym. Sluzy tez miedzy inny-
mi celom handlowym. Jezeli w Afgani-
stanie bedzie wieczny niepokój, to wia-
domo, ze swiat bedzie kupowal rodzyn-
ki i inne produkty z tej strefy geogra-
ficznej w Pakistanie.
Rozmawlal 1acek Szustakowskl
Wspolpraca Iadeusz Wrobel
NA C£LOWNlKU
IklN|N0
L 10RuNlA
0B0K AM£R¥KAN0W
W $KLAb GRUP¥ 0B$£RWA-
C¥JN0-K0N1R0LN£J M0Nl-
10RUJAC£J $ZK0L£Nl£ P0L-
$KlCR Z0LNl£RZ¥ WCR0-
bZlLl lN$1RUK10RZ¥
Z£ $ZK0L¥ P0b0FlC£R$Kl£J
W0J$K LAb0W¥CR
W 10RUNlU - st. sierz.
1omasz wenderholm i st. sierz.
3lawomir Przvbvszewski.
Pomoo torunskioh podofioe-
row okazala sie niezmiernie
wazna. Pierwszv z nioh jest
bowiem absolwentem kursu
podofioerow pieohotv Basio
Non-oommissioned 0ffioers
Course w lort Bennine,
a st. sierz. Przvbvszewski
ukonozvl united 3tates Armv
3ereeants Major Aoademv
w lort Bliss (Ll Paso). 1renine
w Niemozeoh bvl drueim eta-
pem szkolenia przed misja
w Afeanistanie, po zakon-
ozonvoh niedawno owioze-
niaoh polieonowvoh
w 0srodku 3zkolenia
Polieonoweeo wL
w wedrzvnie.
FORUM
ķ
SLUL8A
ķ
W¥DARLLNIA
ķ
LUDLIL
ķ
MILIJARIA
ķ
W CARNILONIL
ķ
PORAD¥
ķ
SWIAJ
ķ
JO I OWO
ķ
SPORJ
ķ
HISJORIA

S/KOLLNlA WO3$KO
Z
ajecia zgrywajace pluton-pod-
oddzial, który bedzie podsta-
wowym elementem kazdego patro-
lu w rejonie misji, byly jednym
z glównych elementów szkolenia
zolnierzy 16 Batalionu
Powietrznodesantowego 6 Brygady
Desantowo-Szturmowej, wchodza-
cego w sklad polskiej grupy bojo-
wej II zmiany PKW ISAF. Pod
okiem doswiadczonych instrukto-
rów ze Stanów Zjednoczonych
w amerykanskim osrodku szkole-
nia JMRC Hohenfels
w Niemczech od 14 do 28 lipca
plutony doskonalily sie w organi-
zowaniu i prowadzeniu patroli, raj-
dów oraz operacji typu ,,combat
and search¨ i ,,search and atack¨.
Nastepnie zgrywano zespoly bojo-
we (kompanie) i przeprowadzono
cwiczenia taktyczne polaczone ze
strzelaniem bojowym. Zajecia po-
przedzilo dwudniowe szkolenie
teoretyczne przygotowane przez
Amerykanów, dotyczace procedur
wzywania ognia artylerii, wsparcia
lotniczego oraz rozpoznawania im-
prowizowanych ladunków wybu-
chowych, które sa najwiekszym
zagrozeniem dla wojsk koalicji
w Afganistanie. Duzy nacisk polo-
zono tez na doskonalenie procedur
lacznosci. Taki trening jest ko-
nieczny do praktycznego dziala-
nia, np. ze smiglowcami, gdzie na-
wiazanie lacznosci radiowej nie
tylko odbywa sie w jezyku angiel-
skim, ale równiez zgodnie z ame-
rykanskimi zasadami. Ponadto zol-
nierze uczyli sie wspóldzialania
z patrolami wojsk USA. Poznanie
amerykanskich procedur i prak-
tyczna integracja pododdzialów
jest o tyle wazna, ze PGB w rejo-
nie misji zostanie bezposrednio
podporzadkowana dowództwu ar-
mii Stanów Zjednoczonych. (ann)
IklN|N0
|kIl0 M|äIâ
rovndeurmqdÊÐ quÌÌðËÓÓÐ
A
R
C
¬
l
w
u
M

P
0
B

(
5
)
zostali przeniesieni do innych szkół
podoficerskich”, dotyczy przede
wszystkim jednego żołnierza. Rzecz
jasna st. szer. Antoniego W., który
rozpętał burzę i był „bohaterem” po-
selskiej interpelacji. – Ten elew zo-
stał przeniesiony do Poznania. Prosi-
łem komendę tamtej szkoły podofi-
cerskiej, by go nie monitorować, nie
naciskać na niego i dać mu jak naj-
lepsze warunki do nauki. Stało się,
jak stało, ale niech chłopak ma szan-
sę – tłumaczy płk Komicz.
– St. szer. W. zagwarantowaliśmy nie
najlepsze, tylko identyczne warunki tak
jak innym elewom. Ten słuchacz od po-
czątku miał świadomość, że musi uzu-
pełnić różnice w programie szkolenia.
W rozmowie z nim przyznałem, że
wszystko zależy teraz od niego. Jeżeli
się spręży, wojsko stoi przed nim otwo-
rem. Jeżeli nie, to nie dostanie taryfy
ulgowej i będzie musiał zapomnieć o ka-
rierze zawodowej w armii – dopowiada
st. chor. sztab. Daniel Kopydłowski, za-
stępca komendanta Szkoły Podoficer-
skiej Wojsk Lądowych w Poznaniu.
ATAK BEZ ODPOWIEDZI
Szef oddziału szkolnictwa wojskowe-
go w Dowództwie Wojsk Lądowych od
początku był przekonany, że tak to się
skończy, że oskarżenia okażą się insynu-
acjami. Płk Komicz pilotował zarówno
powstanie, jak i rozwój szkoły podoficer-
skiej w Toruniu. Dobrze też znał jej ka-
drę. Pamięta, że tego dnia, gdy sprawa
została nagłośniona przez media, w El-
blągu odbywała się odprawa służbowa.
Publicznie powiedział wówczas, że „ta
Okazało się, że oskarżenia były wyssane z palca, a oskarżający
chyba już zapomnieli o sprawie. Inaczej jest w szkole,
której kadra czeka na zwykłe „przepraszam”
lub publiczne stwierdzenie,
że to była pomyłka.
RO MA N P R Z E C I S Z E WS K I
SZKOŁA
honoru
WOJSKO PROBLEMY
Toruń, koniec lipca. Elewi tutejszej
szkoły podoficerskiej Wojsk Lądowych
stają do ostatnich egzaminów. Po pozy-
tywnym zaliczeniu m.in. regulaminów,
wf., szkolenia strzeleckiego i specjali-
stycznego staną się kapralami i trafią do
jednostek liniowych.
St. chor. sztab. Bartłomiej Augusty-
niak, komendant szkoły, informuje, że
z Torunia wyjedzie ich w garnizono-
wą Polskę 95. To prawda, że kurs za-
czynało więcej kandydatów na kapra-
li. Jedni jednak odpadli, drudzy koń-
czą szkoły podoficerskie gdzie in-
dziej, lecz o szczegółach komendant
woli nie mówić. Konkretami sypie za
to płk Marek Komicz, szef oddziału
szkolnictwa wojskowego w Dowódz-
twie Wojsk Lądowych. Domyśla się,
że zainteresowanie „elewami, którzy
18 Polska Zbrojna nr 33/2007
afera to wielka lipa” i że „na pewno ktoś
te wszystkie pomówienia już niebawem
publicznie odwoła i za nie przeprosi”.
Ppłk Ryszard Jóźwiak, zastępca ko-
mendanta toruńskiego Centrum Szkole-
nia Artylerii i Uzbrojenia, używa podob-
nych stwierdzeń. Komendanta Augusty-
niaka zna od dwudziestu lat, jego zastęp-
cę, st. chor. sztab. Romana Piórkowskie-
go, jeszcze dłużej. Obu widział w róż-
nych sytuacjach, obu obserwował w cza-
sie służby oraz tworzenia samodzielnej
szkoły podoficerskiej. – Przekonałem się,
że to prawdziwi żołnierze. Prawdziwi,
czyli oddani wojsku. Gdy pojawiły się
oskarżenia, że właśnie oni tolerują nie-
prawidłowości w służbie i że brudy chcie-
li zamieść pod dywan, jednoznacznie
stwierdziłem, że ktoś próbuje zakpić
z nich i z tej szkoły– mówi.
W tym miejscu warto zaznaczyć, że
w tym samym czasie wyżsi rangą prze-
łożeni dmuchali na zimne. Zaraz po zło-
żeniu interpelacji poselskiej wysłali do
Torunia dwie duże inspekcje. Jedną od-
delegował Departament Kontroli MON,
drugą – Dowództwo Wojsk Lądowych.
Postępowanie wyjaśniające rozpoczęli
także wojskowi prokuratorzy i żandar-
mi. – Być może afera zakończyłaby się
rozformowaniem szkoły. Tak było prze-
cież z 23 Brygadą Obrony Terytorialnej
w Gliwicach. Chociaż później żołnie-
rzy, którzy w jednostce rozpętali awan-
turę, postawiono przed sądem i skaza-
no za nieprawne działania, to decyzji re-
strukturyzacyjnych nikt już nie cofnął
– wysokość ewentualnego rachunku
przybliża jeden z wyższych rangą ofi-
cerów z Warszawy.
Jak już wiadomo – w Toruniu żad-
nego rachunku nie było. Inspekcje
z Warszawy nie stwierdziły uchybień
w służbie, a wojskowe organy ścigania
definitywnie zamknęły sprawę. I nikt
od tej decyzji się nie odwoływał. Za-
tem: po „aferze” pozostały tylko wąt-
pliwości i liczne pytania. Dlaczego
ktoś, kto stawiał komuś wyssane z pal-
ca zarzuty, nie ponosi za to konsekwen-
cji? Czemu kadrze szkoły nie zapew-
niono ochrony prawnej w przypadku
oczywistego oczernienia? I pytanie za-
sadnicze: dlaczego podobne przypad-
ki odchodzą w niepamięć? Oczywiście
nie wojska, tylko tych, którzy tak gło-
śno operowali licznymi zarzutami.
– W zasadzie był to atak, ale bez od-
powiedzi. W taktyce taki brak odpo-
wiedzi jest niezrozumiały, gdyż wkrót-
ce może pociągnąć za sobą następny
– ocenia jeden z naszych rozmówców.
LOKO MÓWI ZA WSZYSTKICH
Z nim, jak i z grupą podoficerów za-
wodowych będących na różnych stano-
wiskach w toruńskiej szkole podoficer-
skiej, spotykamy się po służbie. Chcą
wreszcie powiedzieć, co leży im na ser-
cu, ale bez podawania nazwisk i infor-
macji o zajmowanych stanowiskach. Pa-
nowie podoficerowie wyliczają: można
powiedzieć, że afera w Szkole Podofi-
cerskiej Wojsk Lądowych w Toruniu
szybko się zdezaktualizowała. Wojsko-
we organy ścigania nie potwierdziły sen-
sacji zawartych zarówno w interpelacji
poselskiej, jak i w artykule zamieszczo-
nym we „Wprost”, i tym samym nie ma
o czym mówić. Jest jednak także druga
strona medalu. Kogoś bowiem oskarża-
no, komuś zarzucano czyny, które elimi-
nowały go z zawodowej służby wojsko-
wej, szargano czyjeś dobre imię. I co?
Przyjąć, że nic się nie stało?
– Czytał pan, co „Loko” napisał o tym
wszystkim na Niezależnym Forum
o Wojsku? On powiedział to, co myśli-
my wszyscy...
Internauta „Loko”, nie kryjąc, że jest
dowódcą kursu w toruńskiej SP, stwier-
dził: „opadł kurz, ucichły emocje i zapa-
dła cisza. Może to czas, by ją przerwać?
Wtedy w jednej chwili legł w gruzach
budowany przez 23 lata służby mój au-
torytet. Runął wysiłek, który wraz z prze-
łożonymi, podwładnymi i kolegami
SZKOŁA
honoru
Inspekcje
z Warszawy
nie stwierdziły
uchybień w służbie,
a wojskowe
organy ścigania
definitywnie
zamknęły sprawę
Zdzisław Szałaj
z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich:
– Do zbadania tej sprawy zostałem nie-
dawno oddelegowany przez rzecznika
praw obywatelskich. Zapoznałem się ze
wszystkimi dokumentami: zeznaniami
elewów, materiałami wojskowych orga-
nów ścigania, a także z artykułem
w „Polsce Zbrojnej” o zdarzeniach w to-
ruńskiej Szkole Podoficerskiej. Muszę
podkreślić, że ten tekst był swoistą od-
trutką dla kadry, rozładowywał napię-
cie, jakie wywołały publiczne oskarże-
nia. Z Torunia wyjeżdżałem zadowolo-
ny, że się one nie potwierdziły.
Podobała mi się również postawa żoł-
nierzy zawodowych z Torunia, którzy po-
stanowili niczego nie dementować, nie
walczyć z prasą, tylko swoją służbą i dy-
daktyczną pracą udowadniać, że należy
im się inna ocena. W najbliższym cza-
sie zamierzam udać się do jednostek
wojskowych, w których zawodową służ-
bę wojskową zaczną pełnić niedawni
elewi z Torunia, dzisiaj już w stopniach
kaprali. Po rozmowach z nimi złożę
ostateczne sprawozdanie z tej sprawy
rzecznikowi praw obywatelskich.
E K S P E R T
WOJSKO PROBLEMY

K
R
Z
Y
S
Z
T
O
F

W
I
L
E
W
S
K
I
Polska Zbrojna 19 nr 33/2007
20 Polska Zbrojna nr 33/2007
wkładaliśmy przez ostatnie trzy lata, by
rodząca się w bólach szkoła podoficer-
ska mogła coś osiągnąć... W kursie, któ-
rym dowodziłem, nigdy nie dochodziło
do przemocy, nie naruszano prywatno-
ści, nie kontrolowano korespondencji,
nigdy też nie tolerowano alkoholu... Ca-
ła ta sprawa odcisnęła ogromne piętno
zarówno na mnie, jak i na mojej rodzi-
nie. Zachwiała moją wiarą w sprawiedli-
wość i prawo. Dziś, oczyszczony z za-
rzutów, z podniesioną głową mam zamiar
odbudować swój autorytet i w dalszym
ciągu wiernie służyć ojczyźnie...”.
– Wie pan, o co w tym wszystkim cho-
dzi? O honor podoficera. Najpierw nas
znieważono, a potem błyskawicznie zapo-
mniano o sprawie. Jak tak można? – emo-
cjonuje się jeden z podoficerów. Kilka go-
dzin później uderzy w tę samą nutę płk Ko-
micz: – Szkoda, że w tej sprawie nie pa-
dło słowo „przepraszam”. Ono znacznie
złagodziłoby powstałą sytuację.
ROBIĄ SWOJE
Szef oddziału szkolnictwa wojsko-
wego w Dowództwie Wojsk Lądowych
nieprzypadkowo właśnie teraz jest
w Toruniu.
– Musiałem być na końcowych egza-
minach w toruńskiej szkole. Chciałem
się osobiście przekonać, czy jej absol-
wenci będą dobrymi podoficerami. Po
tych egzaminach, których średnia prze-
kroczyła 4,5, jestem przekonany, że bę-
dą. To zasługa kadry szkoły podoficer-
skiej, która nie dała się emocjom i ca-
ły czas robiła swoje. 
PS. St. szer. elew W. nie uzupełnił
wszystkich braków i warunkowo został
dopuszony do egzaminów końcowych
w poznańskiej Szkole Podoficerskiej.
W piątek 3 bm. okazało się, że nie po-
trafił sprostać wymaganiom stawianym
przyszłym podoficerom zawodowym.
Po prostu – oblał.
F
izyczne znęcanie się nad
żołnierzami, „fala”, rozpo-
wszechnianie narkotyków, de-
moralizacja seksualna – ta-
kie patologie, zdaniem
„Wprost”, kilka miesięcy te-
mu trawiły Szkołę
Podoficerską Wojsk Lądowych
w Toruniu. W artykule
„Wojskowa szkoła przekrę-
tów” stwierdzano, że SP prze-
żyła już kilka kontroli, lecz
„jej kadra nie poniosła odpo-
wiedzialności za nieprawidło-
wości. Teraz ma to się zmie-
nić. W wyniku wykrytych nie-
prawidłowości MON rozważa
likwidację tej jednostki”.
W tekście skorzystano z argu-
mentów, jakie pojawiły się w in-
terpelacji nr 6922 złożonej
przez posłów Mirosława
Pawlaka (PSL) oraz Henryka
Młynarczyka (bezpartyjny, wcze-
śniej Samoobrona) i skierowa-
nej do ministra obrony. Obaj po-
słowie uwierzyli w sensacyjne
relacje st. szer. elewa
Antoniego W. o skandalicznych
warunkach służby w szkole i da-
li wyraz oburzeniu. Żądali na-
tychmiastowego śledztwa i bez-
względnego ukarania wszyst-
kich winnych negatywnych zja-
wisk w toruńskiej szkole.
Postępowanie w tej sprawie
– m.in. ze względu na „brak
możliwości określenia stop-
nia wiarygodności zeznań
st. szer. elewa Antoniego W.”
– zostało umorzone.
– Nie można zarzucić funk-
cjonariuszom publicznym
– komendantowi szkoły i jego
zastępcy – niedopełnienia ja-
kichkolwiek obowiązków, któ-
re można by określić jako
„ukrywanie zdarzeń” – doda-
wał mjr Paweł Portała, za-
stępca Wojskowego
Prokuratora Garnizonowego
w Bydgoszczy.
Wiele HAŁASU O NIC
WOJSKO PROBLEMY WOJSKO AFGANISTAN
Polska Zbrojna 21 nr 18/2007
WOJSKO PROBLEMY WOJSKO AFGANISTAN
Na jeden dzień dzieci z Afganista-
nu zostały gośćmi Marynarki Wojen-
nej. W czwartek 2 sierpnia z pokładu
okrętu ratowniczego ORP „Lech” mo-
gły podziwiać panoramę Gdyni, roz-
ległe wody Zatoki Gdańskiej i Wester-
platte. Dzieciom towarzyszył płk Ma-
rek Pacek z Departamentu Spraw So-
cjalnych MON.
– Wszystko dla nich jest nowe – po-
wiedziała opiekująca się dziećmi Ma-
ria Amiri, półkrwi Afganka, mówią-
ca swobodnie w obu językach, pol-
skim i afgańskim. Lot samolotem do-
starczył wielu niezapomnianych wra-
żeń, widok morza jest dla nich fascy-
nujący. Przyjechali sami chłopcy
w wieku od 8 do 16 lat. Niektórzy
z nich mówią dość swobodnie po an-
gielsku. Bardzo dobrze integrują się
z polskimi dziećmi. Spotykają się
z rówieśnikami odpoczywającymi na
obozach i koloniach.
– Podoba mi się w waszym kraju
– uśmiecha się Ahmed. – Nie wyobra-
żałem sobie, że jest tu tak zielono. Po-
chodzący z podgórskiej wioski i małe-
go miasteczka młodzieńcy chłoną wra-
żenia z Polski. Czują się tu znakomi-
cie. – Wiedzieliśmy, że nasz kraj bar-
dzo różni się od naszego – dodaje Na-
zar Mohhamad, nauczyciel chłopców.
– Bardzo się różni, ale nam się podo-
ba. Macie ładną pogodę, krajobrazy
i ludzie są przyjaźni.
Młodzi Afgańczycy są bardzo otwar-
ci, chętnie rozmawiają z Polakami, od-
powiadają na pytania. Nie są nieufni.
Podkreślają, że w Polsce spotkali się
z oznakami przyjaźni.
Na ORP „Błyskawica”, ostatnim
okręcie w Polsce z czasów wojny,
chłopcy podziwiali uzbrojenie okrę-
tu, torpedy, bomby głębinowe. Zada-
wali mnóstwo pytań. Po niszczycielu
oprowadzał ich st. chor mar. Grze-
gorz Matoga.
Pobyt dzieci w Polsce został sfinan-
sowany z funduszy pomocowych prze-
znaczonych dla Afganistanu. – Zapro-
szenie dzieci afgańskich do Polski to
znakomity pomysł – stwierdził
kmdr por. Bartosz Zajda, rzecznik pra-
sowy dowódcy Marynarki Wojennej.
– Te dzieci po powrocie do siebie
z pewnością opowiedzą o swoich wra-
żeniach. A jak tu słyszymy, wszyscy są
bardzo zadowoleni. Dzieci nie kłamią
i zawiozą pozytywny obraz naszego
kraju do siebie. To bardzo ważne. 
Na zaproszenie ministra obrony narodowej Aleksandra
Szczygło przyjechała do Polski grupa trzydziestu młodych
Afgańczyków wraz z opiekunami i nauczycielami. Pochodzą
z prowincji Paktika we wschodnim Afganistanie, rejonie,
gdzie stacjonuje polski kontyngent wojskowy.
TRADYCYJNĄ FORMUŁĄ POZDROWIEŃ
W IMIĘ BOGA zaczął swoją wypowiedź
nauczyciel chłopców Nazar Mohammad.
– Pragnęliśmy bardzo odwiedzić Polskę
– powiedział – i chociaż nie wszyscy
wiedzieli, gdzie ona leży, to pragnienie
poznania waszego kraju było bardzo
wielkie. Jednak chcę przede wszystkim
podziękować panu ministrowi obrony
narodowej, bo to za jego sprawą jeste-
śmy w waszym kraju.
K R Z Y S Z T O F WY G N A Ł
POLSKIE
wakacje
M
A
R
I
A
N

K
L
U
C
Z
Y
Ń
S
K
I
,

K
R
Z
Y
S
Z
T
O
F

W
Y
G
N
A
Ł
22 Polska Zbrojna nr 33/2007
WOJSKO SPADOCHRONIARZE
leniem przygotowującym do fachu. Stąd,
w sytuacji, gdy „każdy skok jest na wagę
złota”, odstrzelenie jednej trzeciej ochotni-
ków (w tym czterdziestolatka, który ostat-
ni skok oddał przed wielu laty), wynikało
zarówno z przyjętych zasad, jak i z rachun-
ku ekonomicznego.
Od kilku lat organizatorzy kursu odno-
towują spadek liczby skoków zaliczonych
przez kandydatów. Poza tym wykonują je
jedynie w wojsku, w systemie z samoczyn-
nym otwarciem czaszy lub ze stabilizacją,
co w obu przypadkach ogranicza ogrom-
nie samodzielność, przede wszystkim zaś
sprowadza do minimum umiejętność pła-
skiego spadania. Tu należy wyjaśnić, iż pła-
skie spadanie, podczas którego skoczek
„trzyma się rękami i nogami powietrza”,
jest podstawą wszelkiego działania, usta-
bilizowania ciała i kontroli sytuacji. Dalej
też, po otwarciu wielkiej, niesterownej cza-
szy spadochronu desantowego, trudno mó-
wić o kierowaniu nią. Zatem efekt tych 35
skoków rozłożonych w czasie jest raczej
mizerny.
Poziom adrenaliny
Stąd trudno się dziwić westchnieniom
do dawnych, dobrych czasów, kiedy o ho-
nor bycia wojskowym instruktorem spado-
przestworzy
P I OT R B E R N A B I U K
Kursy instruktorskie będące
dla entuzjastów spadochroniarstwa
spełnieniem marzeń i nadzieją
na pasjonującą pracę mogą również
być pułapką.
Kryteria naboru na kurs instruktorów
spadochronowych prowadzony przez Za-
kład Spadochroniarstwa Wyższej Szkoły
Oficerskiej Wojsk Lądowych są dojść
przejrzyste, wymagania zaś z pozoru nie-
wygórowane. Trzeba mieć minimum
35 skoków spadochronowych wykonanych
w wojsku, odpowiedni stan zdrowia, do te-
go zdać na ocenę co najmniej dobrą egza-
min ze sprawności fizycznej. Ponadto za-
liczyć sprawdzian z pływania (instruktor
będzie nie tylko wykonywał, ale również
prowadził skoki zakończone lądowaniem
w wodzie), a po powrocie ze szkolenia trze-
ba mieć zapewniony etat związany z no-
wymi uprawnieniami. Tylko tyle? Aż tyle,
bowiem przed tegorocznym kursem aż
ośmiu z 27 kandydatów nie osiągnęło nie-
zbędnego minimum skoków. Wszystkie
warunki spełniło zaś jedynie 16 ubiegają-
cych się o udział w szkoleniu żołnierzy.
Zatem teoretycznie, wykonując tylko
pięć obowiązkowych skoków rocznie, moż-
na w ciągu siedmiu lat wypracować mini-
mum niezbędne na kurs. W takim przy-
padku nie ma mowy o jakichkolwiek na-
wykach i umiejętnościach, bo tyle skoków
w sezonie byłoby jedynie ćwiczeniem
w pokonywaniu bariery strachu, a nie szko-
J
A
C
E
K

J
A
B
Ł
O
Ń
S
K
I

(
2
)
nr 33/2007 Polska Zbrojna 23
Instruktor mo-
że poddawać się zauro-
czeniu pięknem spadochro-
niarstwa, ale musi zapomnieć
o strachu o własną skórę, o złych
emocjach wywołanych wysokoś-
cią, hukiem maszyny czy pędem
wiatru. Musi skoncentrować się
na bezpieczeństwie ludzi,
za których odpowiada
Jak się dostać
D
roga na kurs instruktorów spado-
chronowych prowadzi głównie przez
jednostki aeromobilne, desantowo-
-szturmowe i specjalne, formacje, w któ-
rych skoki ze spadochronem są ele-
mentem szkolenia i sposobem wejścia
do działań bojowych. Wśród kandyda-
tów dominują więc żołnierze 6 Brygady
Desantowo-Szturmowej, 25 Brygady
Kawalerii Powietrznej czy 1 Pułku
Specjalnego Komandosów. W miarę po-
trzeb szkolą się również spadochronia-
rze Sił Powietrznych i Marynarki
Wojennej.
Po kursie
P
o czteromiesięcznym kursie wyszko-
lony instruktor spadochronowy trze-
ciej klasy dostaje uprawnienia do ucze-
nia innych, do udziału w organizowaniu
i prowadzeniu skoków. Po wykonaniu po-
nad siedemdziesięciu skoków w trakcie
kursu umie też płasko spadać, wyprowa-
dzać figury w powietrzu, sterować cia-
łem, lądować na spadochronie
szybującym. Jak zapewnia ppłk
Plezia, wyśmienicie sobie
z tym wszystkim radzi.
chronowym zabiegali entuzjaści z niepo-
równywalnie wyższym dorobkiem. I to nie
tylko pod względem ilościowym. W aero-
klubach zbierali przede wszystkim cenne
doświadczenia w skokach z dużych wyso-
kości, przeważnie od dwóch do czterech
tysięcy metrów, pozwalających na naukę
swobodnego spadania, panowania nad cia-
łem, samodzielnego otwierania czaszy,
szybowania i precyzyjnego sterowania spa-
dochronem. Byli obyci z samolotem, z po-
wietrzem, przestrzenią i mieli w sobie…
ducha przestworzy.
Sprawa ducha ma tu również niepomier-
ne znacznie – tym się między innymi róż-
ni szkolenie spadochronowe od kursu dla
księgowych. Zdaniem ppłk. Lecha Plezi,
kierownika Zakładu Spadochroniarstwa
WSOWLąd, ludzi ze znaczącym dorob-
kiem wystarczyło przygotować pod wzglę-
dem metodycznym: – Obecnie zaczynamy
szkolenie od podstaw, od sprawdzenia, czy
kandydat wykona odpowiedzialne zadania,
działając pod wpływem stresu. A okazji do
podniesienia poziomu adrenaliny ma wie-
le, na przykład wówczas, kiedy staje
w drzwiach i pod okiem swego nauczycie-
la naprowadza samolot do zrzutu. Ma le-
cącą kilkaset kilometrów na godzinę ma-
szynę, przestrzeń przed sobą, ziemię gdzieś
przestworzy
 J
A
R
O
S
Ł
A
W

W
I
Ś
N
I
E
W
S
K
I
24 Polska Zbrojna nr 33/2007
AAAAAAA AAAAAAAA AAAAAAA AAAAAAAA WOJSKO SPADOCHRONIARZE
w dole, pilotów czekających na jego decy-
zję, skoczków, których los zależy od tego,
czy poradzi sobie z tym wszystkim – z prze-
strzenią, czasem i techniką.
Polisa na życie
Ppłk Lech Plezia, kpt. Robert Jurczak,
sierż. Jacek Jabłoński – wrocławscy orga-
nizatorzy i instruktorzy szkolenia, mówią
o czterech miesiącach bardzo dużego ob-
ciążenia: – Uczestnicy kursu uczą się bu-
dowy sprzętu, składania spadochronów,
meteorologii, podstaw nawigacji lotniczej,
medycyny, łączności, techniki skoków na
różnych poziomach zaawansowania, za-
chowania w sytuacjach awaryjnych, orga-
nizacji skoków... często zupełnie nowych
dla nich zjawisk. Kwintesencją jednakże
jest metodyka szkolenia spadochronowo-
-desantowego. Główny nacisk, oprócz
umiejętności spadochroniarskich, kładzie-
my na prowadzenie zajęć, bowiem instruk-
torzy muszą bezbłędnie przekazać wiedzę
żołnierzowi, gdyż podczas wykonywania
skoków spadochronowych będzie to poli-
sa ubezpieczeniowa na życie.
Dwie drogi
Co po kursie? Dalej prowadzą dwie dro-
gi. Dowódcy plutonów i kompanii z upraw-
nieniami instruktorskimi skaczą ze swoi-
mi żołnierzami. Instruktorami są również
dowódcy batalionów. Czy to konieczne?
– Dowódca kompanii czy batalionu nie mu-
si być instruktorem. Wystarczy, że będzie
dobrym skoczkiem. Jeśli jednak jest, to
w tym środowisku z pewnością cieszy się
dużym prestiżem. Ponadto, odpowiadając
za organizację szkolenia spadochronowego
i związane z nim sprawy, nie musi opierać
swych decyzji na opinii doradców, nie mu-
si szperać w instrukcjach lub dowiadywać
się od podwładnych tego, co jest mu po-
trzebne – tłumaczy ppłk Lech Plezia.
Zupełnie odmienną drogą pójdą instruk-
torzy w pionie szkolenia, czyli sekcji za-
bezpieczenia szkolenia spadochronowe-
go. Podoficerowie mogą realizować się tu
latami, oficerowie zaś wpadają przeważ-
nie jak śliwki w kompot, bo mają bardzo
ograniczone szanse rozwoju. Znane są
w tej branży przykłady rezygnacji z karie-
ry na rzecz pozostania w spadochroniar-
stwie. Często, niemal na siłę „wyawanso-
wani” z branży, czują się bardzo nieszczę-
śliwi na odległych od spadochroniarstwa
stanowiskach. Część z nich przenosi się do
Sił Powietrznych.
Udział w kursie daje podstawowe kwa-
lifikacje zawodowe i rozbudza w uczestni-
kach nadzieje na dalszy rozwój. A rzeczy-
wistość może sprowadzić te oczekiwania
do normy obowiązującej instruktora, czy-
li dwudziestu skoków rocznie. To akurat
tyle, ile wyczynowcy w sporcie spadochro-
nowym wykonują w ciągu dwóch dni.
A 500–700 skoków rocznie zawodnicy
uważają za normę pozwalającą przygoto-
wać się do startu w zawodach. Dlatego
żołnierz instruktor po krótkim czasie za-
cznie się cofać, obawiać o własne bezpie-
czeństwo, wreszcie unikać skoków. Bę-
dzie nauczycielem na papierze, w dodat-
ku niebezpiecznym, bez nawyków i spado-
chronowej formy.
Oczywiście fanatycy spadochroniarstwa
zainwestują pieniądze i czas, by dać upust
swojej pasji – wstąpią do aeroklubów lub
będą w weekendy wyrywali się do „wol-
nych stref zrzutu”, gdzie wystarczy mieć
uprawnienia do wykonywania skoków,
ważne badania i pieniądze na bilet w górę.
Taka zabawa, łącznie z wypożyczeniem
spadochronu, kosztuje około stu złotych za
jeden skok.
Kierownika Zakładu Spadochroniar-
stwa ogromnie irytuje sprowadzanie przez
przypadkowe osoby wyobrażenia o szko-
leniu instruktorów do umiejętności „wy-
rzucania” desantu z pokładu samolotu:
– Po to jeździmy za granicę, do szkół spa-
dochronowych z prawdziwego zdarze-
nia, po to przyglądamy się, co robią na-
si sojusznicy, żeby mimo wszystkich
przeciwności nadążać za światem. Nie-
ustannie modyfikujemy program, ale do
tego potrzebujemy środków! Przede
wszystkim zaś godzin nalotu na różnego
typu statkach powietrznych – mówi ppłk
Plezia. Podaje przykład: – W Krakowie,
w czasie lotów metodycznych, ledwie
wyjechali Hiszpanie, przekazawszy nam
swą wiedzę, ładowaliśmy do Casy w ko-
lejnych turach po dwudziestu instrukto-
rów i ćwiczyliśmy podejmowanie skocz-
ka, który, zaczepiwszy się linami na po-
kładzie, zawisł poza samolotem. Każdy
z nich, z tych ponad siedemdziesięciu lu-
dzi, robił to własnoręcznie. Obserwowa-
łem, jak podchodzili w czasie lotu do
rampy, wychylali się i wciągali „pechow-
ca” na pokład. Operacja kosztowała pięć
godzin nalotu! Dla nas jednakże nie są
to zmarnowane środki, bo wiem, że gdy
taka sytuacja się przydarzy, instruktorzy
dadzą sobie radę.
Czysta fantazja
Czy można stosować środki zastępcze,
ćwiczyć spadochroniarstwo na ziemi? Py-
tanie tylko z pozoru brzmi idiotycznie, bo-
wiem trzeba wprowadzić szkolenia w tu-
nelach aerodynamicznych. Urządzenie,
w którym potężna struga powietrza uno-
si skoczka, bardzo przyspiesza naukę wol-
nego spadania. Korzystając z takiego tre-
nażera, można bez użycia samolotu zdzia-
łać cuda. Cóż, najbliższe takie tunele są
w Szwajcarii i we Francji... Ppłk Plezia
nie ukrywa, że pracuje nad tym: – Nale-
ży napisać pismo do przełożonych, do
kosztów korzystania z urządzenia doli-
czyć ceny noclegów, diet, dojazdu. Naj-
prościej byłoby oczywiście podwiesić
gościa w tunelu, żeby po półgodzinie
wyszedł, wszystko umiejąc. Niestety,
aby osiągnąć efekt, potrzeba krótkich,
na przykład dwuminutowych cykli po-
wtarzanych przez kilka dni. Wiem jed-
nak, że to się bardzo opłaci.
A i tak za chwilę ppłk Plezia znów mó-
wi o konieczności zwiększenia nalotu i licz-
by skoków, bo przy najlepszych trenaże-
rach zawsze pozostaje bariera psychiczna:
– Ograniczenie nalotu, możliwości pracy
z różnych statków powietrznych, jest nie-
słychanym błędem. Na przykład, uczest-
nik kursu powinien minimum dwa–trzy ra-
zy naprowadzać każdy typ statku po-
wietrznego, z którego w przyszłości mo-
że prowadzić desantowanie. A to dziś
czysta fantazja.
J
A
R
O
S
Ł
A
W

W
I
Ś
N
I
E
W
S
K
I

AAAAAAA AAAAAAAA
Polska Zbrojna 25 nr 33/2007
AAAAAAA AAAAAAAA
D
opóki istniała Wojskowa
Akademia Medyczna, do-
póty z obsadą lekarskich
stanowisk w wojsku, więc także
w Marynarce Wojennej, nie było
problemu. Rocznie akademia da-
wała armii od 150 do 170 absol-
wentów. Lekarzy nie brakowało.
Sytuacja mocno się skomplikowa-
ła, kiedy zabrakło WAM. Istniejący
wydział wojskowy na
Uniwersytecie Medycznym koń-
czyło 30 lekarzy. Do służby jed-
nak zgłasza się ich dziś niewielu.
Medyków zaczęło brakować.
Pomyślano więc o uzupełnieniu
lekarskich etatów absolwentami
cywilnych uczelni. Nie udało się
jednak skusić wielu osób do wło-
żenia munduru. Dziś w marynar-
ce służą głównie absolwenci
WAM, lekarzy po cywilnej uczelni
jest zaledwie dwóch. – Dwie oso-
by są zainteresowane włożeniem
munduru, można by więc je prze-
szkolić i mianować na stopień
podporucznika. Kłopot jednak w
tym, że nie mamy wolnych etatów
podporucznikowskich – mówi
SŁUŻBA ZDROWIA WOJSKO
N
a większości okrętów
przewidziano stanowi-
ska lekarzy. Niestety, wiele
z nich wciąż wakuje.
W 12 dywizjonie trałowców
pełni służbę jeden lekarz,
ale w 13 dywizjonie trałow-
ców jest ich już pięciu. Są
na pokładzie OORP
„Flaming”, „Mewa”
i „Czajka”. W 2 Dywizjonie
Transportowo-Minowym le-
karz jest na ORP
„Kontradmirał X. Czernicki”.
Nie mają szczęścia podwod-
niacy – ich dywizjon pozo-
staje bez lekarzy. Największy
polski okręt podwodny ORP
„Orzeł”, wypływając w rejs,
musi pożyczać doktora.
OORP „Wodnik”, „Lech”
i „Kościuszko” to także okrę-
ty bez lekarzy. Na
„Pułaskim”, „Kaszubie”,
„Arctowskim”, „Nawigatorze”
i „Hydrografie” mają więcej
szczęścia. Lekarze są tam
na co dzień i mogą dbać
o załogi. Medycy pełniący
służbę na okrętach są na
etatach porucznikowskich.
Na fregatach są one wyższe,
bo kapitańskie.
Droga rozwoju lekarzy
w mundurach jest ustalona.
Po dłuższym czasie praktyko-
wania na pokładzie okrętu
można zostać oficerem fla-
gowym w dywizjonie i uzy-
skać etat kapitański.
W 13 Dywizjonie Trałowców
jest pięciu lekarzy i zaledwie
jeden kapitański etat.
Rachunek jest więc prosty.
Kadencyjność niczego nie
załatwia, bo jak łatwo obli-
czyć, ten czwarty dojdzie do
kapitańskiego etatu po
12 latach, a nie wszyscy
chcą czekać tak długo.
Stan
posiadania
Wielu lekarzy
wojskowych po 15 la-
tach służby i uzyskaniu pra-
wa do emerytury nosi się
z zamiarem opuszcze-
nia armii
Polska Zbrojna 25
Na większości okrętów Marynarki Wojennej
są lekarskie etaty. Coraz trudniej jest
z ich uzupełnianiem. Jednostki, wychodząc
w morze, zmuszone są pożyczać sobie lekarzy.
kmdr por. Dariusz Lewicki, pełnią-
cy obowiązki szefa Służby
Zdrowia MW.
Ścieżka kariery
W Marynarce Wojennej jest
63 lekarzy, a etatów 84. Nieco le-
piej ma się sprawa z dentystami,
wszystkie dziesięć etatów dla
nich jest zajętych. Służbę pełnią
też mundurowi farmaceuci, któ-
rych jest trzech. Mundury nosi
również trzech psychologów.
– Te liczby są bardzo płynne
– mówi doktor Lewicki. – W na-
stępnym tygodniu mogą się ra-
dykalnie zmienić, bo wielu mo-
ich kolegów zapowiedziało, że
niebawem będą chcieli zwolnić
się ze służby.
A służba to nie tylko praca w ma-
cierzystej jednostce i odpowiada-
nie za stan zdrowia ludzi, ale tak-
że uzupełnianie wakatów, czyli
wyjazdy. W 55 Kompanii
Chemicznej nie ma lekarza. Gdy
jednostka wyjeżdża na poligon
lub wykonuje specjalistyczne za-
dania, musi on być. – Wtedy bie-
rzemy człowieka „z łapanki”.
Dobrze, jak ktoś sam się zgodzi.
Jeśli nie, musimy kogoś wyzna-
czyć na wyjazd.
– Kiedy istniała Wojskowa
Akademia Medyczna, nie było
z tym żadnego problemu – twier-
dzi doktor Lewicki. WAM wydawał
karty specjalizacyjne i można było
robić specjalizację. Teraz wydaje
je Centrum Medycznego
Kształcenia Podyplomowego.
Trzeba napisać prośbę do szefa
Inspektoratu Wojskowej Służby
Zdrowia i samodzielnie ubiegać
się o miejsce w oddziale szpital-
nym, który prowadzi praktyki.
Młodzi cywilni lekarze są na uprzy-
wilejowanej pozycji – mogą być na
oddziale codziennie, a żołnierze
tylko wtedy, kiedy pozwoli im na to
czas. W każdym razie na karty
specjalizacyjne czeka się bardzo
długo. Sytuację mogłoby poprawić
praktykowanie w wojskowych
szpitalach. Niestety, szpital
w Helu nie ma takich uprawnień.
7 Szpital MW chętnie przyjmuje
lekarzy na specjalizacje, nato-
miast uzyskanie karty specjaliza-
cyjnej z Centrum Medycznego
Kształcenia Podyplomowego gra-
niczy czasami z cudem.
Lekarze wojskowi nie rozglądają
się za pracą za granicą. Nie po-
zwala im na to mundur. Co inne-
go po jego zdjęciu. Wielu lekarzy
po 15 latach służby i uzyskaniu
prawa do emerytury nosi się z za-
miarem opuszczenia armii.
Ratownik
zamiast lekarza?
Przed laty uznano, że ORP „Iskra”
nie potrzebuje doktora, wychodzi
więc w morze bez jego asysty.
Podwodne Kobbeny również nie
mają takiego etatu i korzystają
z pomocy SAR. Na niektórych
okrętach są chemiko-sanitariu-
sze. To dobrze przeszkoleni pod-
oficerowie umiejący udzielić po-
mocy. Być może przyszłościowym
rozwiązaniem, o którym się dysku-
tuje, byłoby zatrudnienie i obsa-
dzenie na okrętach ratowników
medycznych. Doktor Lewicki uwa-
ża, że sprawdziliby się w służbie.
Z powodzeniem mogliby zastąpić
lekarzy w czasie zajęć poligono-
wych, na strzelnicach, rzutniach
granatem. Wszędzie tam, gdzie
niezbędna jest obecność medy-
ka, a niekoniecznie lekarza.
Z eskulapem
w morze
K R Z Y S Z T O F WY G N A Ł

WOJSKO ZAGROŻENIA
J
e
ż
e
l
i

w

j
e
d
n
o
s
t
c
e

w
o
j
s
k
o
w
e
j

w
y
b
u
c
h
n
i
e

p
o
ż
a
r
,

d
o

a
k
c
j
i

w
k
r
a
c
z
a

W
o
j
s
k
o
w
a

S
t
r
a
ż

P
o
ż
a
r
n
a
.

K
i
e
d
y

ż
o
ł
n
i
e
r
z

p
o
p
e
ł
n
i

w
y
k
r
o
c
z
e
n
i
e



ż
a
n
d
a
r
m
i

i

P
r
o
k
u
r
a
t
u
r
a

W
o
j
s
k
o
w
a
.

W

k
a
ż
d
y
m

w
y
p
a
d
k
u

W
o
j
s
k
o

P
o
l
s
k
i
e

m
a

o
d
p
o
w
i
e
d
n
i
e

s
ł
u
ż
b
y
.

T
a
k

j
e
s
t

r
ó
w
n
i
e
ż

j
e
ś
l
i

c
h
o
d
z
i

o

z
a
g
r
o
ż
e
n
i
e

e
p
i
d
e
m
i
ą
.

W
ó
w
c
z
a
s

d
o

d
z
i
a
ł
a
n
i
a

p
r
z
y
s
t
ę
p
u
j
e

C
e
n
t
r
u
m

R
e
a
g
o
w
a
n
i
a

E
p
i
d
e
m
i
o
l
o
g
i
c
z
n
e
g
o

S
i
ł

Z
b
r
o
j
n
y
c
h

R
P

(
C
R
E

S
Z
R
P
)
.
S
Y
L
W
I
A

G
U
Z
O
W
S
K
A
26 Polska Zbrojna
Mobilne Laboratorium Biologiczne
C
R
E

S
Z
R
P
P
A
W
E
Ł

K
Ę
P
K
A
nr 33/2007
CENTRUM REAGOWANIA EPIDEMIOLOGICZNEGO SIŁ ZBROJNYCH RP otrzymało 11 lipca od
rządu Stanów Zjednoczonych 9900 zestawów sprzętu ochrony osobistej (PPE), które przekazał
szef Biura Współpracy Obronnej Ambasady Stanów Zjednoczonych płk Stanley J. Prusinsky (na
zdjęciu w środku). Z lewej strony płk dr Artur Zdrojewski, komendant centrum.
– Zdaję sobie sprawę, jak ważne w tego
typu placówce jak nasze centrum jest
podnoszenie kwalifikacji przez personel.
Są coraz większe możliwości szkoleń za-
granicznych. Chciałbym, by moi ludzie
korzystali z nich w jak najszerszym za-
kresie. Niestety, w placówkach specjali-
stycznych często bywa tak, że ludzi jest
tak mało i są tak potrzebni, iż nie mają
możliwości uczestniczyć w kursach języ-
kowych. Tak też jest w CRE SZRP.
Zdarza się więc, że najwyższej rangi spe-
cjalista niekoniecznie biegle włada języ-
kiem angielskim. Chciałbym to zmienić.
Jednak przede wszystkim chciałbym
stworzyć nowoczesne, dobrze wyposażo-
ne sprzętowo, z jak najlepszą kadrą,
centrum na miarę XXI w. Sądzę, że jed-
ną z najdynamiczniej rozwijanych w jed-
nostce dziedzin będzie nasz zespół ana-
liz – fachowe narzędzie wywiadu
medycznego.
E K S P E R T
Płk dr Artur Zdrojewski,
komendant Centrum Reagowania
Epidemiologicznego Sił Zbrojnych RP:
W
Iraku od pierw-
szej zmiany
funkcjonuje wystawio-
ne i szkolone przez
CRE SZRP Mobilne
Laboratorium
Biologiczne.
Kontroluje ono żyw-
ność pochodzącą z
Polski, wspomaga la-
boratoryjnie polski
szpital, szybko może
zidentyfikować broń
biologiczną.
Mobilne Laboratorium Biologiczne
we Wrocławiu bądź w Centrum Szkolenia
Wojskowych Służb Medycznych w Łodzi.
Komendant wymaga od nich, by nieustan-
nie podnosili swoje kwalifikacje, więc czę-
sto biorą udział w różnych szkoleniach,
m.in. zagranicznych. W sierpniu pięciu pol-
skich oficerów CRE SZRP weźmie udział
w amerykańskich ćwiczeniach z zarządza-
nia kryzysowego w stanach zagrożenia
oraz zabezpieczenia medycznego po ata-
kach z użyciem broni masowego rażenia.
Placówka ciągle się rozwija i wkrótce
znacznie wzrosną jej możliwości. Cała
broń masowego rażenia, dzięki ścisłej
współpracy z jedną z jednostek chemicz-
nych, będzie wykrywana właśnie w tym
kompleksie. Poza tym do końca bieżącego
roku ukończona zostanie budowa nowo-
czesnego laboratorium.
Istotną sferą działalności CRE SZRP jest
profilaktyka. Kadra prowadzi wykłady
w szkołach i uczelniach wojskowych. Dla
żołnierzy wyjeżdżających na misje przy-
gotowuje kieszonkowe wersje książeczek
o zabezpieczeniu medycznym.
Centrum pracuje ponadto nad stworze-
niem centralnego rejestru szczepień żołnie-
rzy, który ma być gotowy do końca roku.
W pierwszej kolejności mają nim być obję-
ci żołnierze służący w polskich kontyngen-
tach wojskowych, czyli kilka tysięcy osób.
Żołnierze przed wyjazdem na misję prze-
chodzą cały cykl szczepień, a czasami przy
ponownym wyjeździe niepotrzebnie prze-
chodzą go jeszcze raz. Dzięki rejestrowi do-
wódcy będą informowani o terminach,
w których ich podwładni powinni przyjąć
dawki przypominające. Poza tym będą wie-
dzieli, którzy żołnierze mają komplet nie-
zbędnych szczepień. Komandor Bożena
Szubińska, szef Oddziału Farmacji i Logi-
styki Medycznej IWSZ, podkreśla, że taki
wykaz byłby pomocny inspektoratowi przy
planowaniu zakupu szczepionek.
Pracownicy centrum biorą także udział
w ćwiczeniach, m.in. z Państwową Strażą
Pożarną, Strażą Graniczną, Policją.
– Każdy ma swoje procedury. Na wspól-
nych ćwiczeniach poznajemy je, dowia-
dujemy się, czego możemy spodziewać
się od innych, uczymy się współpraco-
wać, działać jak jeden organizm. Przede
wszystkim jednak poznajemy ludzi. To
bezcenne. Wszak w sytuacjach kryzyso-
wych współpraca z kimś, kogo znamy,
jest o wiele łatwiejsza – wystarczy jeden
telefon, by dowiedzieć się, na jakie
wsparcie możemy liczyć – wyjaśnia płk
Zdrojewski. To istotne, ponieważ w sy-
tuacji kryzysowej, gdy minister obrony
narodowej podejmie decyzję o włączeniu
wojska do akcji, centrum będzie współpra-
cowało ze służbami cywilnymi.
Długa droga do ideału
Komendant, choć przyznaje, że zmiany
w wojskowej służbie zdrowia powoli zmie-
rzają we właściwym kierunku, czuje się
bezsilny wobec biurokracji i związanych
z nią długotrwałych procedur pozyskiwa-
nia środków. Pułkownik uważa, że gdyby
nie opieszałość, a właściwie brak jakiejkol-
wiek reakcji Agencji Mienia Wojskowego,
od roku miałby przygotowane w centrum
nowoczesne mobilne laboratoria. Dopiero
przesunięcie środków do Departamentu
Zaopatrywania pozwala mieć nadzieję
na rychłe ich uruchomienie. – Jako od-
dział gospodarczy, części zakupów mo-
żemy dokonywać samodzielnie, jednak
środki trwałe, czyli o wartości powyżej
3,5 tys. zł, kupowane są centralnie. Jed-
ne i drugie wymagają długich i trudnych
procedur przetargowych – mówi i doda-
je, że sytuacja nie wygląda lepiej w przy-
padku zamówień składanych na potrze-
by misji. – Często od zamówienia do re-
alizacji mija pół roku, czyli tyle, ile trwa
zmiana. Wiadomo, jakie są konsekwen-
cje. Moi ludzie przebywający w kontyn-
gentach nie zawsze mają kompletne wypo-
sażenie. Poza tym pułkownik, podobnie
zresztą jak minister Szczygło, podkreśla,
że przy zakupach nie można kierować się
tylko ceną.
Polska Zbrojna 27 nr 33/2007
Centrum Reagowania Epidemiologicz-
nego Sił Zbrojnych RP to największa, naj-
lepiej wyposażona i pracująca 24 godziny
na dobę jednostka przeciwepidemiczna
specjalizująca się w wykrywaniu i identy-
fikacji broni biologicznej w Polsce. Ma
wspomagać służby ratownicze w przypad-
ku użycia broni masowego rażenia. CRE
SZRP powstało zaledwie dwa lata temu
i podlega bezpośrednio szefowi Inspekto-
ratu Wojskowej Służby Zdrowia.
Ludzie kapitałem
Komendant centrum płk dr Artur Zdro-
jewski szczyci się przede wszystkim ludź-
mi, z którymi pracuje. Podkreśla, że jego
placówka jest w 100 proc. zawodowa,
a większość jej pracowników stanowi per-
sonel medyczny. – Każdy ma już za sobą
służbę w Iraku. Część brała udział również
w innych misjach. Obecnie przygotowali-
śmy zespół szybkiego reagowania do Af-
ganistanu – mówi komendant CRE SZRP.
Żołnierze z centrum to przede wszyst-
kim epidemiolodzy, mikrobiolodzy, leka-
rze weterynarii i chorób zakaźnych, którzy
ukończyli Wojskową Akademię Medycz-
ną lub uczelnię cywilną, ale przed objęciem
stanowisk oficerskich przeszli trzymie-
sięczne przeszkolenie wojskowe w Wyż-
szej Szkole Oficerskiej Wojsk Lądowych
S
Y
L
W
I
A

G
U
Z
O
W
S
K
A

28 Polska Zbrojna nr 33/2007
KULISY ECHELON
Z urządzeń podsłuchowych
korzystają służby
wywiadowcze na całym
świecie. Większość z nich
działa jednak na
ograniczonym terenie.
Wyjątkiem jest Echelon,
amerykański system
globalnej inwigilacji.
Anteny nasłuchowe tego
systemu mogą stanąć
w Polsce tuż obok urządzeń
tarczy antyrakietowej.
T O MA S Z G O S
ECHELON
Gromadzi i analizuje faksy,
e-maile, transfery plików,
a nawet zwykłe rozmowy
telefoniczne. Szacuje się,
że system przetwarza
około 3 mld przekazów
elektronicznych na dobę.
o raz pierwszy informacja o pro-
jekcie Echelon trafiła do opinii
publicznej blisko dwadzieścia
lat temu. Margaret Newsham,
zatrudniona wówczas w należą-
cej do Amerykanów bazie Men-
with Hill w północnej Anglii (hrabstwo
Yorkshire), złożyła w Kongresie Stanów
Zjednoczonych skargę na nadużycia, ja-
kie jej zdaniem miały miejsce w tajnych
amerykańskich projektach wywiadow-
czych. Sprawą zainteresował się brytyj-
ski dziennikarz Duncan Campbell, któ-
ry w wyniku przeprowadzonego przez
siebie śledztwa 12 sierpnia 1988 r. opub-
likował w czasopiśmie „New Statesman”
artykuł mówiący o tym, co właściwie
dzieje się w bazie Menwith Hill.
Według ustaleń Campbella, baza Men-
with Hill to część amerykańskiego sy-
28 Polska Zbrojna nr 33/2007
stemu Echelon. System ten powstał
w wyniku porozumienia zawartego
przez USA, Wielką Brytanię, Austra-
lię, Nową Zelandię i Kanadę tuż po
II wojnie światowej. Porozumienie (na-
zwane od dwóch najważniejszych syg-
natariuszy UKUSA) dotyczyło szero-
ko pojętego wywiadu elektronicznego.
Miało ono rozwijać się wraz z postę-
pem technologii. Było wymierzone
R
O
Y
A
L

A
I
R
F
O
R
C
E
Polska Zbrojna 29 nr 33/2007
ZAKŁÓCANIE
Międzynarodowa społeczność hakerów, skupiona wokół li-
sty dyskusyjnej Hacktivism, ogłosiła 21 października 1999 r.
Dniem Zakłócania Echelona (Jam Echelon Day). Akcję zor-
ganizowano pod hasłem: jeżeli rzeczywiście nas podsłu-
chują, to niech mają co podsłuchiwać. Nawoływano, aby
w tym dniu każdy użytkownik internetu umieszczał w wy-
syłanych przez siebie e-mailach dużo słów kluczowych, na
które przypuszczalnie reaguje Echelon, takich jak np. FBI,
CIA, NSA, Iran, MOSSAD, NASA, Clinton, gun, assault,
bomb, drug, terrorism, revolution itp. Miała to być forma
ataku na Echelon przez dostarczenie analitykom przeglą-
dającym wychwycone wiadomości niemożliwej do opraco-
wania ilości materiału. Był to także sposób zwrócenia uwa-
gi opinii publicznej na problem globalnej inwigilacji.
Polska Zbrojna 29 nr 33/2007
przede wszystkim przeciwko rosnącym
w siłę krajom komunistycznych i mia-
ło charakter ściśle militarny. Ogromny
budżet, jakim dysponowało amerykań-
skie wojsko podczas ,,zimnej wojny’”,
pozwalał na zaawansowane formy pod-
słuchu, włącznie z brawurową akcją
amerykańskiego okrętu podwodnego,
który w latach 1971–1972 zainstalował
indukcyjne urządzenia podsłuchowe na
rosyjskim kablu telefonicznym na Mo-
rzu Ochockim, wykorzystywanym do
łączności z bazami wojskowymi na
Kamczatce.
Mielenie informacji
Echelon to największa w historii na-
szego globu sieć wywiadu elektronicz-
nego. Większość źródeł podaje, że sy-
stem ten ma na całym świecie urządze-
nia do przechwytywania wiadomości
w kanałach telekomunikacji. Echelon
gromadzi i analizuje faksy, e-maile,
transfery plików, a nawet zwykłe roz-
mowy telefoniczne. Szacuje się, że sy-
stem przetwarza około 3 mld przekazów
elektronicznych na dobę. Zebrane lokal-
nie informacje z całego świata przesy-
łane są do centrali w Fort Meade, gdzie
znajduje się też główna siedziba NSA 
30 Polska Zbrojna nr 33/2007
sko Dowodzenia i Kontroli polskiej prze-
strzeni powietrznej.
Inne źródła podają, że baza taka znajdu-
je się w odludnych, nieuprzemysłowionych
rejonach na wschodzie Polski. Kwestia in-
stalacji urządzeń systemu Echelon pojawi-
ła się ostatnio znowu w związku z możli-
wością zainstalowania na terenie Polski tar-
czy antyrakietowej. Można sobie przecież
wyobrazić, że wraz z wyrzutniami prze-
ciwrakietowymi będą tam stały anteny na-
słuchowe.
– Dla Polski taka stacja nasłuchowa
byłaby jak najbardziej korzystna, bo sta-
wia nas na równi z takimi uczestnikami
systemu Echelon jak Wielka Brytania
czy Australia i daje dostęp do informacji
wywiadowczych uzyskanych tą drogą
– mówi Paweł Krawczyk. – Może nato-
miast budzić niepokój Rosji, Białorusi
czy innych państw, które objęłaby swo-
im zasięgiem.
Zarówno USA, jak i Wielka Brytania
– dwaj główni partnerzy porozumienia
UKUSA – odmawiają wszelkich komen-
tarzy na temat systemu Echelon i nie po-
twierdzają jego istnienia. Jarosław Rafa
zwraca jednak uwagę, że przez pierwsze
kilkadziesiąt lat funkcjonowania NSA
rząd amerykański również zaprzeczał jej
istnieniu. Wzmiankę o Echelonie znale-
ziono jednak w odtajnionych archiwal-
nych dokumentach NSA. Istnienie syste-
mu potwierdził również w wywiadzie dla
BBC funkcjonariusz australijskich służb
bezpieczeństwa.
komórkowych (czy naziemnych, jak
TP SA). – Tego typu działania są prowa-
dzone w majestacie prawa, a operatorzy
mają obowiązek takie przyłącza udostęp-
niać na podstawie prawa telekomunika-
cyjnego – mówi Paweł Krawczyk.
Rozmowy telefoniczne są w ten właś-
nie sposób podsłuchiwane w Stanach
Zjednoczonych. Dziennik „USA Today”
podał niedawno, że podlegająca Penta-
gonowi Agencja Bezpieczeństwa Naro-
dowego prowadzi potajemnie rejestr
prywatnych rozmów telefonicznych mi-
lionów Amerykanów, korzystając z da-
nych dostarczonych przez firmy telefo-
niczne. Jest to element programu reali-
zowanego od ataku 11 września 2001 r.
Ma on na celu wykrycie ewentualnych
kontaktów obywateli amerykańskich
z terrorystami. Z wywiadem wojsko-
wym współpracują przy tym programie
trzy wielkie firmy telekomunikacyjne:
Verizon, AT&T i Bell South.
Echelon pod Warszawą?
Według niektórych nieoficjalnych źró-
deł, baza nasłuchowa systemu Echelon
znajduje się także w Pyrach pod Warsza-
wą, w jednostce wojskowej umieszczo-
nej w Lesie Kabackim. W miejscu tym
przed drugą wojną światową mieściła
się placówka polskiego kontrwywiadu,
w której polscy matematycy rozszyfro-
wali tajne kody niemieckiej Enigmy
i zbudowali jej model. Od zakończenia
wojny mieści się tam Centralne Stanowi-
(amerykańska Agencja Bezpieczeństwa
Narodowego). Superkomputery analizują
materiał, m.in. język przechwyconej wia-
domości i źródło, z którego pochodzi.
System Echelon przeznaczony jest
przede wszystkim do analizy transmisji
o charakterze tekstowym (faksów, telek-
sów, e-maili). Dane tego rodzaju łatwo
można przeszukać. Jarosław Rafa, autor
artykułów dotyczących problemu prywat-
ności w internecie, zwraca uwagę, że we-
dług niektórych źródeł, w systemie Eche-
lon nagrywa się również masowo rozmo-
wy telefoniczne. Taśmy są odsłuchiwane
wyrywkowo. Większości z nich nikt ni-
gdy nie słucha i po kilku miesiącach są
kasowane. Chyba że dany numer telefonu
znajdzie się akurat z jakichś powodów
w kręgu zainteresowań wywiadu.
Problem z komórką
Anteny systemu Echelon nie są jednak
doskonałe. Według znawców tematu nie
nadają się na przykład do globalnego pod-
słuchu sieci telefonów komórkowych.
– Łączność komórkowa odbywa się (jak sa-
ma nazwa wskazuje) w niewielkich (o pro-
mieniu ok. 30 km) regionach zwanych ko-
mórkami i nie ma możliwości podsłuchania
np. z Mazur, gdzie mogłaby działać stacja
nasłuchowa, rozmowy prowadzonej w Za-
kopanem – wyjaśnia Paweł Krawczyk, spe-
cjalista z serwisu IPSec.pl.
Rozmowy z telefonów komórkowych
można za to podsłuchiwać o wiele ła-
twiej, wpinając się do central operatorów
KULISY ECHELON
Podlegająca
Pentagonowi
Agencja Bezpieczeństwa
Narodowego prowadzi pota-
jemnie rejestr prywatnych
rozmów telefonicznych milio-
nów Amerykanów, korzysta-
jąc z danych dostarczo-
nych przez firmy te-
lefoniczne

N
S
A
AAAAAAA AAAAAAAA FORUM
|
SŁUŻBA
|
WYDARZENIA
|
LUDZIE
|
MILITARIA
|
W GARNIZONIE
|
PORADY
|
ŚWIAT
|
TO I OWO
|
SPORT
|
HISTORIA AAAAAAA AAAAAAAA FORUM
|
SŁUŻBA
|
WYDARZENIA
|
LUDZIE
|
MILITARIA
|
W GARNIZONIE
|
PORADY
|
ŚWIAT
|
TO I OWO
|
SPORT
|
HISTORIA NASZYM OKIEM
nr 32/2007 32 Polska Zbrojna
Na zakończenie obchodów
63. rocznicy powstania warszawskiego
u zbiegu ulic Solec i Wilanowskiej
4 sierpnia odbyła się inscenizacja
walk z powstania.
AAAAAAA AAAAAAAA FORUM
|
SŁUŻBA
|
WYDARZENIA
|
LUDZIE
|
MILITARIA
|
W GARNIZONIE
|
PORADY
|
ŚWIAT
|
TO I OWO
|
SPORT
|
HISTORIA AAAAAAA AAAAAAAA FORUM
|
SŁUŻBA
|
WYDARZENIA
|
LUDZIE
|
MILITARIA
|
W GARNIZONIE
|
PORADY
|
ŚWIAT
|
TO I OWO
|
SPORT
|
HISTORIA
Polska Zbrojna 33 nr 32/2007
Dla tłumnie zebranych warszawia-
ków grające rolę powstańców grupy re-
konstrukcyjne Parasol, Radosław, Wi-
gry, Czata 49 i Śródmieście przedsta-
wiły przebieg walk od dnia wybuchu
powstania do chwili przybycia żołnie-
rzy Berlinga (których zagrali członko-
wie grupy rekonstrukcyjnej Krasnaja
Kalina) i ostatecznej klęski walczącej
stolicy w początkach października
1944 r. Niewdzięczną rolę niemieckich
okupantów wzięły na siebie grupy Po-
merania 1945, Aufklaerung Abteilung
7, Kampfgruppe Lisa, Rhein i Wiking.
Inscenizacja rozpoczęła się sceną
z życia warszawiaków tuż przed wybu-
chem powstania. Następnie widzowie
mogli obejrzeć potyczkę niemieckiego
patrolu motocyklowego z powstańca-
mi, budowę barykady i odparcie nie-
mieckiego szturmu. Przybycie desantu
1 Armii WP obwieścił przelot nad po-
lem bitwy rosyjskiego Polikarpowa
– Po-2, czyli sławnego „Kukuruźnika”.
Wsparci żołnierzami Berlinga po-
wstańcy pomyślnie odparli kolejny nie-
miecki atak, ale w końcu zmuszeni zo-
stali do odwrotu, przygnieceni siłą nie-
mieckiego natarcia.
Przyczółek Czerniakowski utworzo-
ny został 15 września, gdy żołnierze
1 Armii Wojska Polskiego przeprawili
się na prawy brzeg Wisły. Po ośmiu
dniach zażartych walk (23 września)
polskie oddziały zostały pokonane. Wal-
ka o ostatni dom trwała aż 24 godziny.
J A RO S Ł AW WI T KOWS K I
J
A
R
O
S
Ł
A
W

W
I
Ś
N
I
E
W
S
K
I
34 Polska Zbrojna nr 33/2007
WOJSKA LĄDOWE
Liczba wyrzutni i pocisków
Spike przejętych przez WP
wyrzutnie pociski
2004 2 20
2005 24 60
2006 32 200
2007 38 (plan) –
abycie przez Polskę prze-
ciwpancernych pocisków
kierowanych (ppk) typu
Spike LR to jeden z naj-
ważniejszych programów
modernizacji wyposaże-
nia Wojska Polskiego w ostatnich la-
tach. Na podstawie umowy między
MON a ZM Mesko SA/PHZ Bumar
sp. z o.o. z 29 grudnia 2003 r., w latach
2004–2013 do wyposażenia Wojsk Lą-
dowych mają trafić łącznie 264 wyrzut-
nie Spike oraz 2675 pocisków Spike
LR Dual. Program ten, co niezwykle
ważne, przebiega bez opóźnień, a Woj-
ska Lądowe odebrały już przeszło
60 wyrzutni i kilkaset rakiet. Do koń-
ca roku w naszych arsenałach ma zna-
leźć się 96 wyrzutni. Wkrótce kolejne
partie pocisków będą już pochodzić
Spike made in Poland
Trwa wdrażanie do naszej armii nowoczesnego,
przeciwpancernego pocisku kierowanego Spike LR.
Co ważne, już wkrótce rakiety Spike będą
wytwarzane w polskiej fabryce. Odpowiedzialne
za ich przyszłą produkcję zakłady Mesko uzyskały
właśnie stosowne certyfikaty.
N O R B E R T B ĄC Z Y K
z rodzimej produkcji, ulokowanej właś-
nie w Mesku.
Zdolność zakładów ze Skarżyska-
-Kamiennej do wytwarzania rakiet po-
twierdziły próby poligonowe, w czasie
których odpalono łącznie sześć
Spike’ów. Wszystkie powstały w ZM
Mesko. Zorganizowane na przełomie
lipca i sierpnia testy koło Drawska Po-
morskiego obejmowały cztery odpale-
nia – dwa nocne i dwa dzienne. Wszyst-
kie pociski precyzyjnie trafiły w cele.
Później zorganizowano jeszcze strze-
lania pokazowe z udziałem m.in. wice-
ministra Marka Zająkały i gen. broni
Waldemara Skrzypczaka. Obecność go-
ści chyba nieco zdeprymowała operato-
ra wyrzutni, bo dopiero drugi Spike „do-
padł” zdezelowany wrak T-55. Te odpa-
lenia odbyły się już jednak „poza kon-
kursem”, czyli nie obejmowały testów
związanych z certyfikacją.
Ostrze dla piechura
Spike LR (Spike – kolec, ostrze, LR
– Long Range – długi zasięg) staje się
powoli podstawowym przenośnym ze-
stawem przeciwpancernym naszych
Wojsk Lądowych, zastępując leciwe
działa bezodrzutowe SPG-9 czy za-
wodne Fagoty. To broń, która ma tra-
fiać m.in. do kompanii wsparcia na-
szych batalionów piechoty, zarówno
tej zmotoryzowanej, jak też powietrz-
no-szturmowej. Decydując się na po-
ciski Spike, dzieło izraelskiego kon-
cernu Rafael Armament Development
Authority, weszliśmy do klubu posia-
daczy ppk tzw. III generacji, gdzie po-
ciski mogą być kierowane automatycz-
nie, według zasady „wystrzel i zapo-
mnij”. Można też korygować ich lot na
bieżąco ręcznie i stosować zarówno
w dzień (głowica CCD), jak i w nocy
(głowica IIR).
O jakości Spike’a najlepiej świadczy
jego rozpowszechnienie. Według infor-
macji producenta, zestawy przeciwpan-
cerne z tej rodziny trafiły do 14 państw,
które zamówiły przeszło 13 tys. poci-
sków. Do tej pory odpalono ich już po-
N
A
N
O
R
B
E
R
T

B
Ą
C
Z
Y
K

(
2
)
FORUM
|
SŁUŻBA
|
WYDARZENIA
|
LUDZIE
|
MILITARIA
|
W GARNIZONIE
|
PORADY
|
ŚWIAT
|
TO I OWO
|
SPORT
|
HISTORIA
Polska Zbrojna 35 nr 33/2007
znacznie cięższy i o większych rozmia-
rach (Spike LR – 114 cm długości, wa-
ga pocisku 10,5 kg; Spike ER – 167 cm
długości, waga pocisku 34 kg), można
zamontować na pojeździe, stosując
przy tym elementy celownicze z mniej-
szego krewniaka. ER
montowane są też na
śmigłowcach. Używa
się ich w izraelskich Co-
brach i rumuńskich Pu-
mach, ma trafić na
hiszpańskie Tygrysy,
a w planach Rafaela jest
także zintegrowanie go
z Black Hawkiem.
Gdyby zatem Polska
decydowała się na za-
kup cięższych ppk, po-
zycja w przetargu ko-
lejnego Spike’a byłaby
dość silna. Koniecz-
ność nabycia takich ra-
kiet jest tym większa,
iż Wojska Lądowe
chciałby nabyć w przyszłości taktycz-
ne bezzałogowce, wzorem amerykań-
skim uzbrojone właśnie w ppk. W ta-
kim przypadku zdecydowanie bardziej
efektywne byłyby właśnie takie poci-
ski jak Spike ER.
Można nawet powiedzieć, iż izraelski
pocisk Spike stał się w dużej mierze pro-
duktem europejskim, gdyż – podobnie
jak w Polsce – większość podzespołów
powstaje w krajach, które zdecydowały
się nabyć tę broń. I tak obok ZM Mesko
w produkcji Spike’a uczestniczą Niem-
cy z DBD/RDE, Włosi z Oto Melary
i MBDA, Finowie z INSTA i Holendrzy
z THALES.
Problemem jest jednak to, że zbyt rzad-
ko używa się Spike’a na poligonie.
W ciągu przeszło dwuletniego już użyt-
kowania tych ppk żołnierze Wojska Pol-
skiego odpalili w warunkach poligono-
wych niespełna dziesięć rakiet, a zgod-
nie z planami co roku mają je odpalać
tylko cztery razy. To prawda, iż dzięki
istniejącym symulatorom można strze-
lać ze Spike’a wirtualnie, a jeden taki po-
cisk jest bardzo drogi (Spike LR Dual
kosztuje 100 tys. dol.; wyrzutnia – 300
tys. dol.). Niemniej jednak symulatorów
jest chyba zbyt mało, a na dodatek nic
nie zastąpi realnych ćwiczeń na poligo-
nie. „Pudło” operatora w czasie pokazu
z 3 sierpnia nie było przecież w naszych
warunkach pierwsze i dobrze pokazało,
że za większość niecelnych trafień odpo-
wiadają właśnie ludzie. Zakupione poci-
ski mają trwałość dziesięciu lat bez re-
gularnej konserwacji, więc ich rezerwy
przy na przykład dwukrotnym zwiększe-
niu częstotliwości odpaleń na pewno by
nie ucierpiały.
Jeszcze dłuższe zęby
Zakupiony przez Polskę Spike LR to
przenośny ppk dla piechoty. Jego wdro-
żenie nie rozwiązuje
zatem w pełni proble-
mu wyposażenia na-
szej armii w rodzinę
różnych pocisków
przeciwpancernych.
Chodzi tu głównie
o cięższe i mające
większy zasięg ppk,
montowane np. na śmi-
głowcach. Dlatego
też oglądający wspo-
mniany pokaz wicemi-
nister Marek Zająkała
oświadczył, iż „Spike
to zęby Wojsk Lądo-
wych. Jest szansa, aby
te zęby były jeszcze
dłuższe. Bardzo po-
ważnie bierzemy to pod uwagę”. Ma-
rek Zająkała odniósł się w ten sposób
do dyskusji na temat konieczności za-
kupu pocisków takich jak Spike ER,
czyli o zasięgu rzędu 8 km, wobec
4 km już użytkowanych LR. Taki ppk,
Polska Zbrojna 35
FLESZ

SPIKE TRAFIŁ! Jego skutki
oceniają zgromadzeni
goście, w tym wiceminister
Marek Zająkała (pierwszy
z lewej) oraz dowódca
Wojsk Lądowych, gen.
Waldemar Skrzypczak
(drugi od lewej). Spike to
także udany przykład off-
setu, nie powinna zatem
dziwi obecność wiceminis-
tra Pawła Poncyliusza (dru-
gi z prawej).
DATY
ODPALEŃ
PPK SPIKE W WL:
21.02.2005 r.,
08.12.2005 r., 21.02.2006 r.,
14.09.2006 r., 27.09.2006 r.,
30.11.2006 r.,
15.06.2007 r.
Spike made in Poland
W
ciąż nie wiadomo, czy nasze BWP
Rosomak zostaną uzbrojone w ppk
Spike. Przypomnijmy, iż kupowane dziś
wyrzutnie to zestawy ręczne, a zamysł in-
tegracji pocisków z wieżą Oto Melary jak
na razie zawieszono ze względu na kosz-
ty. Wprawdzie plany zakładają, iż dodat-
kowa partia 159 Rosomaków zakupio-
nych w odmianie BWP dostanie takie po-
ciski zintegrowane z wieżą, ale do tego
droga jeszcze daleka. Na razie Spike trafi
więc do batalionów zmotoryzowanych ku-
chennymi drzwiami. Część bazowych
Rosomaków ma bowiem służyć kompa-
nii wsparcia jako wozy do przewozu ob-
sługi przenośnych Spike’ów. Żołnierze na
polu walki opuszczaliby takie „opancerzo-
ne taksówki”, i dopiero później szykowali
ppk do walki.
Nic nie zastąpi realnych
ćwiczeń na poligonie.
„Pudło” operatora
w czasie pokazu
z 3 sierpnia nie było
przecież w naszych
warunkach pierwsze
i dobrze pokazało,
że za większość
niecelnych trafień
odpowiadają
właśnie ludzie
W duecie z Rosomakiem
nad 900 z 90 proc. skutecznością. Hi-
storia zakupu ppk Spike to także dobry
przykład na to, jak powinien wyglądać
offset. ZM Mesko otrzymały odpo-
wiedni transfer technologii i mogą od
tej chwili zająć się montażem końco-
wym pocisków, wytwarzając do nich
również wstępną głowicę bojową,
główną głowicę bojową, silnik starto-
wy, silnik marszowy, zbiornik ciśnie-
niowy oraz zasobnik pocisku.
MORĄG. Podczas uroczystej zbiórki
25 lipca płk dypl. Ryszard Buchowski ob-
jął obowiązki dowódcy 16 Brygady
Zmechanizowanej. Dowódca 16 DZ
gen. dyw. dr Ryszard Sorokosz przedsta-
wił przebieg i osiągnięcia służbowe nowe-
go dowódcy. Życzył płk. Buchowskiemu,
żołnierzom i pracownikom wojska wielu
sukcesów w służbie i pracy.
WROCŁAW, ŚWIĘTOSZÓW. Dowódca
11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej
gen. dyw. Paweł Lamla 31 lipca odwiedził
małą Irakijkę, która przeszła
w Dolnośląskim Centrum Chorób Serca
,,Medinet” operację wady serca
(„PZ” nr 31 „Ratunek dla Jannat”). Na
wiadomość, że centrum coraz dotkliwiej
odczuwa brak krwi do zabiegów kardio-
chirurgicznych, zadeklarował pomoc.
O sytuacji placówki kardiochirurgicznej
poinformował swoich żołnierzy. Pierwsi
na apel odpowiedzieli wojskowi ze
Świętoszowa. Następnego dnia zawitał
do nich ambulans do pobierania krwi
z Wojewódzkiej Stacji Krwiodawstwa
z Wrocławia.
36 Polska Zbrojna nr 33/2007
SIŁY POWIETRZNE SIŁY POWIETRZNE
zdrowotne stawiane kandydatom na pilo-
tów F-16 są zbyt wysokie – mówi płk Mi-
chał Erdmański, szef Oddziału Użytko-
wania i Prób w Locie Statków Powietrz-
nych z Dowództwa Sił Powietrznych.
Gen. bryg. pil. Włodzimierz Usa-
rek, dowódca 2 Brygady
Lotnictwa Taktyczne-
go, uważa, że jeżeli
chodzi o pilotów,
którzy już latają
na samolotach
MiG-29 czy
Su-22, to nale-
żałoby stosować
dla wszystkich
te same wyma-
gania. Tę opinię
podtrzymuje też
ppłk pil. Robert
Cierniak, dowódca
1 Eskadry Lotnictwa
Taktycznego: – Nie znam
wymogów zdrowotnych na F-16,
ale przechodzę co roku badania na
MiG-29 i uważam, że kryteria powinny
być te same – mówi.
KTO ZA TO ODPOWIADA?
Gdyby spytać pilota, kto ponosi od-
powiedzialność za zawyżenie kryte-
riów zdrowotnych, zawsze odpowie,
że WIML. – Piloci z 7 Eskadry prze-
chodzili kilka lat temu badania na ta-
kim poziomie jak astronauci – uważa
ppłk pil. Maciej Trelka, dowódca
7 Eskadry Lotnictwa Taktycznego.
Gdy po trzech latach od przeprowa-
dzenia badań przyszedł czas wylotu
do USA, okazało się, że kryte-
riów już nie spełniają. Lu-
dzie, którzy jechali na
badania kwalifika-
cyjne na F-16,
o mało co nie stra-
cili grupy zdro-
wia na samolot
naddźwiękowy.
System prowa-
dzenia badań
kandydackich
skutecznie więc
odstraszył chęt-
nych. – Kilka osób
odpadło i zniszczyło
sobie karierę – mówi
ppłk Trelka.
Dyrektor WIML płk Olaf
Truszczyński nie czuje się już jednak
odpowiedzialny za sprawy zdrowot-
ne pilotów związane z ich naborem
na F-16, bowiem komisja lotniczo-le-
karska została odłączona od instytu-
tu już w 2002 r. – W związku z tym
nie są ustalone procedury pozwalają-
ce instytutowi wpływać na jakość
orzecznictwa i wprowadzać jakiekol-
wiek zmiany w tej dziedzinie – mó-
Dlaczego obowiązują
różne kryteria zdrowotne
przy naborze pilotów
samolotów odrzutowych?
Niektórzy nie mogą latać
na F-16, ale latają
na samolotach
MiG-29 i Su-22.
P I OT R L A S KOWS K I
szkodzić
Nie
pilotom
W OKULARACH
Wzorem przy tworzeniu nowe-
go programu badań dla naszych pi-
lotów mają być takie same wymagania
zdrowotne, jakie obowiązują w USA.
Wiadomo, że amerykańscy piloci latają
w szkłach kontaktowych lub noszą okulary.
Niejednokrotnie można było zaobserwować
pilotów Gwardii Narodowej, gdy wysiadali
z samolotów w okularach. Nawet pod-
czas przyprowadzania polskich
Jastrzębi amerykańscy piloci
nosili okulary.
Negatywne decyzje komisji lotni-
czo-lekarskich przekazane wielu pilo-
tom, którzy byli kandydatami do lata-
nia F-16, stwierdzały w badaniu rezo-
nansowym zwyrodnienia kręgosłupa.
W związku z tym nie mogą oni pilo-
tować Jastrzębi, ale mogą samoloty
MiG-29 i Su-22. To sprzeczność, nad
którą łamią sobie głowy decydenci
z Sił Powietrznych, Wojskowego In-
stytutu Medycyny Lotniczej i wojsko-
wych komisji lotniczo-lekarskich.
Na Su-22 występują przeciążenia rzę-
du 7 g (rzadko osiągalne), a w F-16 – 9 g
(w każdym locie), zatem w tym przypad-
ku decyzje komisji można jakoś tłuma-
czyć. Dlaczego jednak zweryfikowano
negatywnie pilotów MiG-29, na których
przeciążenie też wynosi 9 g? Co było
podstawą ustalenia takich kryteriów?
INNE KRYTERIA
Młodzi piloci wyszkoleni na MiG-29
czy Su-22 chcieliby latać na nowym sa-
molocie wielozadaniowym, bo zdają so-
bie sprawę, że będzie on w użyciu przez
kilkadziesiąt lat, a Su-22 nie zostanie
w linii dłużej niż do 2012 r.
– Odczucie pilotów i zdanie środowi-
ska lotniczego jest takie, że wymagania
J
A
R
O
S
Ł
A
W

W
I
Ś
N
I
E
W
S
K
I
SIŁY POWIETRZNE SIŁY POWIETRZNE
FLESZ
WARSZAWA. W obecności dowódcy SP
gen. dyw. pil. Andrzeja Błasika, kierowni-
czej kadry Dowództwa Sił Powietrznych
oraz personelu Centrum Operacji
Powietrznych uroczyście przekazano obo-
wiązki nowemu dowódcy centrum. Został
nim dotychczasowy szef sztabu Sił
Powietrznych gen. dyw. pil. Sławomir
Dygnatowski, który zastąpił na tym stano-
wisku gen. broni pil. Lecha Majewskiego.
Decyzją ministra obrony narodowej
gen. Majewski został skierowany do Sztabu
Generalnego Wojska Polskiego, gdzie obej-
mie obowiązki asystenta szefa Sztabu
Generalnego WP ds. Sił Powietrznych.
Oprac. GP
Polska Zbrojna 37 nr 33/2007
wi doc. dr hab. Wiesław Kowalski,
rzecznik prasowy WIML.
Obecnie więc Wojskowy Instytut
Medycyny Lotniczej formalnie prze-
stał pełnić funkcję ostatecznej insty-
tucji odwoławczej w dziedzinie medy-
cyny lotniczej. Dwie orzekające ko-
misje lotniczo-lekarskie korzystają
z pomieszczeń WIML, ale są od in-
stytutu niezależne i podlegają tylko
szefowi Centralnej Wojskowej Komi-
sji Lekarskiej. Natomiast ppłk Ryszard
Woźny, szef Wojskowej Komisji Lot-
niczo-Lekarskiej w Dęblinie, odbija
piłeczkę i mówi: – Metodyka badań
nie zależy od nas.
Płk Adam Jaskowski, szef Wojskowej
Komisji Lekarskiej SP, zwraca uwagę
na istotną sprawę. W nowym regulami-
nie wykonywania lotów, obowiązują-
cym od tego roku, za pilotów i tym sa-
mym za ich badania odpowiada szef
Służby Zdrowia SP. Czyżby więc Siły
Powietrzne nie wiedziały, że to od nich
wszystko teraz zależy? I że WIML prze-
prowadzi wszelkie badania, które zlecą
i za które zapłacą?
POMYSŁY NA ZMIANY
W lipcu br. odbyło się pierwsze spo-
tkanie przedstawicieli WIML, komisji
lotniczo-lekarskich i szefostwa Służby
Zdrowia SP z dowódcą SP. Okazuje się,
że szefostwo chce zmienić chorą sytu-
pilotom
W
ymagania zdrowotne dla personelu
latającego określają odpowiednie
krajowe przepisy normatywne związane
z orzecznictwem. Część specjalistycznych
badań dla celów orzeczniczych wykonuje
się wg tzw. wskazań, na przykład lekar-
skich, właściwych komisji lotniczo-lekar-
skich i lekarzy orzeczników. Piloci latający
na samolotach MiG-29 i Su-22, którzy
osiągnęli wysoki poziom wyszkolenia, ma-
ją zgodnie z przepisami dopuszczenia do
lotów, czasem mimo pewnych niedoma-
gań zdrowotnych. Kandydat na pilota F-16
musi mieć bardzo dobry stan zdrowia, za-
równo fizycznego, jak i psychicznego, gwa-
rantujący pomyślne zakończenie bardzo
trudnego szkolenia w USA i kilkunastolet-
nią służbę w powietrzu. – Jest zatem oczy-
wiste, że wymagania muszą być zróżnico-
wane – mówi rzecznik prasowy WIML
doc. dr hab. Wiesław Kowalski.
Dyskwalifikujące kandydata zaburzenia
w stanie zdrowia są dopuszczalne u pilota
już wyszkolonego na danym typie samolo-
tu – do momentu zakończenia służby.
Przepisy nakładają także na komisje lotni-
czo-lekarskie obowiązek stwierdzania bra-
ku wad lub schorzeń kręgosłupa. Badania
przeprowadzane są z zastosowaniem naj-
lepszych dostępnych metod. W czasach,
gdy obecni piloci samolotów MiG-29 i Su-
22 byli kandydatami do pilotowania tych
maszyn, najlepszą metodą były zdjęcia
rentgenowskie. Obecnie stosuje się rezo-
nans magnetyczny, który pozwala ujawnić
niewykrywalne przedtem zaburzenia.
PRZEPISY
ację związaną z kwalifikowaniem pi-
lotów. Pracuje już nawet nad zmianą
wymagań zdrowotnych dla kandyda-
tów na pilotów F-16. – Do WIML zo-
stały już wysłane pomysły odnośnie do
nowego programu badawczego, doty-
czącego m.in. noszenia przez pilotów
szkieł kontaktowych i okularów – mó-
wi ppłk Stanisław Malotki z szefostwa
Służby Zdrowia SP.
Wiadomo, że programy badań opra-
cowanych przez WIML będzie zatwier-
dzał płk Bogdan Chraplak, szef Służby
Zdrowia SP. – Doświadczeniem na pew-
no będzie też służył gen. bryg. pil. Ana-
tol Czaban, który na początku urzędo-
wania na stanowisku szefa Szkolenia SP
dostał od gen. dyw. pil. Stanisława Bła-
sika, dowódcy Sił Powietrznych, zada-
nie uporządkowania spraw związanych
ze szkoleniem lotniczym – mówi Mar-
cin Siemiątkowski z biura rzecznika SP.
Kwestia kwalifikacji zdrowotnych bę-
dzie wiec teraz oczkiem w głowie szko-
leniowców, bowiem im mniej pilotów
przejdzie – do tej pory bardzo wygóro-
wane – badania, tym dłużej będziemy
osiągać wymaganą liczbę 1,5 pilota na
jeden samolot F-16.
Aby ratować sytuację, powstały już
programy badawcze, które zakładają
przeszkolenie na F-16 obecnych pilo-
tów Su-22 i MiG-29. Teraz zapoznaje
się z nimi gen. Czaban. 
PILOCI WYSZKOLENI
NA MiG-29 CZY Su-22 chcieliby latać
na nowym samolocie wielozadaniowym,
bo zdają sobie sprawę, że będzie on
w użyciu przez kilkadziesiąt lat.
U
S
A
F
MARYNARKA WOJENNA
38 Polska Zbrojna nr 32/2007
ażdy śmigłowiec przechodzą-
cy remont lub modernizację
musi być oblatany przez pilo-
tów doświadczalnych. Należą
do nich lotnicy 28 Puckiej Eskadry Lot-
niczej: jej dowódca kmdr por. pil. Ro-
man Tański, kmdr ppor. pil. Cezary
Wiatrak – zastępca dowódcy i kpt.
mar. pil. Waldemar Orliński – dowód-
ca klucza grupy poszukiwawczo-ra-
towniczej. Inżynierem pokładowym
jest kpt. mar. Marek Mrugała.
Dwa tysiące godzin nalotu
Wszyscy to dobrze wyszkoleni, do-
świadczeni piloci z uprawnieniami in-
struktorskimi na śmigłowce W-3 oraz
Mi-17 i z dużym nalotem na co najmniej
Piloci 28 Puckiej Eskadry Lotniczej jako jedni z nielicznych
w siłach zbrojnych mają uprawnienia do oblatywania
wielozadaniowych śmigłowców Mi-17 przygotowywanych
w Wojskowych Zakładach Lotniczych dla Wojsk Lądowych.
siedemnastek
MA R I A N K L U C Z Y Ń S K I
dwóch typach śmigłowców. Komandor
Tański lata już 28 lat. Ma 2,5 tys. go-
dzin nalotu na Mi-17. Od 2003 r. jest pi-
lotem doświadczalnym I stopnia. Ko-
mandor Wiatrak lata od przeszło 17 lat.
Za sterami śmigłowców Mi-2, W-3, Mi-
8, a także Mi-17, który ma m.in. moc-
niejsze silniki, spędził ponad 2 tys. go-
dzin, z czego 500 na „siedemnastce”.
Również ma uprawnienia instruktorskie
na W-3 i Mi-17 oraz pilota doświadczal-
nego II stopnia na oba typy śmigłowców.
Kapitan Orliński z podobnymi uprawnie-
niami ma nalot ponad 2,2 tys. godzin.
– Każdego roku uprawnienia te mu-
simy odnawiać, wykazując się odpo-
wiednią wiedzą teoretyczną i udoku-
mentowanym nalotem – podkreśla ko-
mandor Tański. – Kiedyś do zdobycia
Oblatywacze
38 Polska Zbrojna nr 32/2007
Polska Zbrojna 39 nr 33/2007
FLESZ
Polska Zbrojna 39
ŚMIGŁOWIEC TRANSPORTOWY Mi-17
zabiera na pokład 25 żołnierzy lub 2,5 to-
ny ładunku. Wykorzystuje się go także do
zadań bojowych. Może mieć m.in. pod-
czepione do specjalnych belek wyrzutnie
rakiet. Istnieje możliwość przystosowania
maszyny do ewakuacji rannych. Ma ona
wówczas siedem stanowisk z nosza-
mi oraz trzy fotele dla personelu medycz-
nego, jak również niezbędny sprzęt do ra-
towania i podtrzymywania życia.
Mi-17 jest łatwy w pilotowaniu.
Obsługuje go trzyosobowa załoga. Ma
dwa silniki o zwiększonej mocy i pięcio-
łopatowy wirnik nośny. Z tyłu pod belką
ogonową znajdują się (wrota)
drzwi ładunkowe.
– To dobry, sprawdzony w różnych warunkach śmigłowiec
– mówią zgodnie marynarze eksploatujący od 2002 r. dwa
Mi-17. Twierdzą, że jest prosty w obsłudze i łatwy w pilotażu.
Jest on używany w 40 krajach, m.in. w si-
łach zbrojnych Wielkiej Brytanii
i Stanów Zjednoczonych.
Kmdr por. pil.
Roman Tański,
dowódca
28 Puckiej
Eskadry Lotniczej,
został Pilotem
Roku 2006
M O Ż L I W O Ś C I
takich uprawnień wyma-
gano co najmniej I klasy,
dzięki której można by-
ło zostać pilotem obla-
tywaczem III, II lub
I stopnia. Obecnie nie
ma klas, jednak od kan-
dydatów wciąż się wiele
wymaga. Teraz dostają oni
uprawnienia pilota doświad-
czalnego III, II lub I stopnia – do-
daje komandor Wiatrak.
Lot po życie
Komandor Wiatrak zdobywał do-
świadczenie, przede wszystkim niosąc
pomoc ludziom morza.
– Najbardziej utkwił mi w pamięci
mój pierwszy lot. Byłem wówczas do-
wódcą załogi – wspomina komandor
Wiatrak. – O godz. 22 dostaliśmy sy-
gnał, że rybak na kutrze ma zawał ser-
ca i potrzebna jest natychmiastowa po-
moc. Był styczeń, warunki okropne.
Mało tego – wchodzący w skład naszej
załogi ratownik też zaczynał dopiero
swoją służbę w dyżurze ratowniczym.
Z uwagi na duże ryzyko decyzję o wy-
locie pozostawiono nam. Zapytałem za-
łogę, co robimy? Odpowiedź była jed-
noznaczna: lecimy. Akcja się powiodła.
Satysfakcja pozostała do dziś – dodaje
komandor. – Natomiast jeśli chodzi
o oblatywanie śmigłowców po remon-
tach i modernizacjach, ma to swoją spe-
cyfikę, ale dla doświadczonego pilota
nie stanowi większego problemu. Nale-
ży jedynie pilnować, aby wykonać okre-
ślonych czynności, w zależności od
przeprowadzonych prac. Pomaga świa-
domość, że z boku siedzi równie do-
świadczony kolega, a jeszcze inny jest
na wieży kontroli – dodaje pilot.
POLSKIE
Mi-17
zostały zmodernizowane
i dostosowane do standardów
NATO. Mają system łączności i na-
wigacji zgodny z wymogami
Międzynarodowej Organizacji
Lotnictwa Cywilnego (ICAO), a co
najważniejsze, mogą latać
w każdych warunkach
klimatycznych
Wymiary:
długość –18,31 m;
szerokość – 4,5 m;
wysokość – 5,6 m
maks. prędkość 250 km/h
i może osiągać pułap 6 tys. m.

M
A
R
I
A
N

K
L
U
C
Z
Y
Ń
S
K
I

(
2
)
W nawiązaniu do artykułu p. Piotra
Gozdka „Bitwa o MiG-a” zamieszczonego
w „Polsce Zbrojnej” nr 25/2007 uprzej-
mie informuję, że podane w nim dane
dotyczące wprowadzenia nowatorskiego
systemu obsługowo-remontowego samo-
lotów MiG-29 pod kryptonimem „Kurpie”
są niepełne.
Nazwa „Kurpie” użyta w artykule w rze-
czywistości odnosi się do pracy badaw-
czo-rozwojowej „System eksploatacji sa-
molotów MiG-29 wg stanu techniczne-
go”, realizowanej od sierpnia 2004 r. do
marca 2006. Wnioskodawcą pracy były
Siły Powietrzne, a głównymi wykonawca-
mi Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 2
w Bydgoszczy i Instytut Techniczny Wojsk
Lotniczych w Warszawie.
W związku z powyższym uprzejmie pro-
szę o zamieszczenie informacji uzupeł-
niającej do artykułu.
dyrektor Instytutu Technicznego
Wojsk Lotniczych
dr inż. Ryszard Szczepanik
GDYNIA. Dowódcę okrętu hydrograficzne-
go Marynarki Wojennej ORP „Heweliusz”
kmdr. por. Marka Czarneckiego zastąpił na
tym stanowisku dotychczasowy zastępca
dowódcy okrętu kmdr ppor. Grzegorz
Kokosiński. 1 sierpnia, zgodnie z morskim
ceremoniałem, na morzu odbyło się prze-
kazanie obowiązków. W uroczystości wzięli
udział m.in. zastępca dowódcy Centrum
Operacji Morskich kontradm. Jerzy Patz,
przedstawiciele Biura Hydrograficznego
MW i dowódca dywizjonu zabezpieczenia
hydrograficznego kmdr Dariusz Kolator.
Kmdr Czarnecki obejmie stanowisko szefa
szkolenia dywizjonu zabezpieczenia hydro-
graficznego.
GDYNIA. Już po raz siódmy polski niszczy-
ciel min będzie operował w składzie elitar-
nych Sił Odpowiedzi NATO. 30 lipca dwu-
ipółmiesięczną misję w Stałym Zespole
Okrętów Obrony Przeciwminowej NATO roz-
począł ORP „Czajka”. Okręt ten, dowodzony
przez kpt. mar. Jarosława Tuszkowskiego,
opuścił port w Gdyni, aby dołączyć do ze-
społu SNMCMG1 (Standing NATO Mine
Countermeasure Group1). Główne zadania,
jakie wykonywać będzie załoga polskiego
okrętu, to prowadzenie kompleksowych
działań obrony przeciwminowej – poszuki-
wanie, wykrywanie i niszczenie min den-
nych oraz kotwicznych, trałowanie kontak-
towe i niekontaktowe oraz wytyczanie bez-
piecznych torów wodnych.
40 Polska Zbrojna nr 33/2007
WOJSKO LUDZIE
W pułapce
wspomnień
Ryzyko wpisane w służbę
To był patrol jak setki innych. Pozostało tyko powrócić do bazy. Nagle wybuch.
Trzeci w kolumnie hummer wylatuje w powietrze. Rannych zostaje czterech żołnierzy,
najciężej st. szer. Michał Ożóg.
RANNEGO W AFGANISTANIE Michała Ożoga odwiedził 31 lipca minister Aleksander Szczygło.
St. szer. Michał Ożóg rozpoczął służbę w 2000 r. jako żołnierz zasadniczej służby wojskowej.
Następnie został przyjęty do służby nadterminowej. Od 2004 r. jest starszym szeregowym zawo-
dowym w kompanii inżynieryjnej 1 Brzeskiej Brygady Saperów im. T. Kościuszki. Brał udział
w następujących misjach: Syria (Wzgórza Golan 2001/2002), Afganistan („Enduring freedom”
2002), Pakistan („Swift relief” 2005/2006) i Afganistan (ISAF 2007).
ummer spłonął doszczętnie.
On też płonął. Poparzeniu ule-
gło 8 proc. jego ciała, przede
wszystkim nogi. – Gdybym nie
stracił przytomności, w porę
wydostałbym się z pojazdu i nie stałoby się
to, co się stało… – mówi żołnierz, jakby
miał pretensje do swojego organizmu.
Przeszczepy były niezbędne. Operacje
przeprowadzono w amerykańskim szpita-
lu w Rammstein.
Dobre rokowania
Obecnie st. szer. Ożóg dochodzi do zdro-
wia w Centralnym Szpitalu Klinicznym
MON na Oddziale Klinicznym Chirurgii
Plastycznej, Rekonstrukcyjnej i Leczenia
Oparzeń Wojskowego Instytutu Medycz-
nego w Warszawie. Asystent ordynatora
oddziału płk. dr. Wojciecha Witkowskiego
kpt. dr Bartłomiej Zoń powiedział, że stan
pacjenta jest dobry. Za mniej więcej dwa
tygodnie rany się wygoją. Najważniejsze,
by nie wdała się żadna infekcja. Żołnierza
czeka jeszcze rehabilitacja. Ćwiczenia fi-
zyczne rozciągną skórę i przeszczepy, przy-
pomną pracę mięśni, co zapobiegnie przy-
kurczom i dysfunkcjom kończyn dolnych.
St. szer. Ożóg już samodzielnie chodzi,
K
linika powstała 22 lipca 2005 r. Jej
głównym zadaniem jest udzielanie
kompleksowej i specjalistycznej pomo-
cy psychiatrycznej i psychologicznej żoł-
nierzom Wojska Polskiego cierpiącym
z powodu zaburzeń psychicznych,
w szczególności będących następstwem
stresu bojowego. Z placówki mogą ko-
rzystać również rodziny wojskowych oraz
w miarę możliwości inni chorzy. W klini-
ce funkcjonuje m.in. całodobowy oddział
psychiatryczny i oddział dzienny poradni
zdrowia psychicznego dla pacjentów nie-
wymagających hospitalizacji.
Klinika Psychiatrii
i Stresu Bojowego
Żołnierze
z zespołu bojowego
Bravo z 1 Brygady Saperów
z Brzegu zostali ranni 8 lipca
w prowincji Paktika w wyniku eks-
plozji IED (improwizowanego ładunku
wybuchowego), gdy ich patrol wracał do
bazy. Hummer, którym się poruszali, je-
chał jako trzeci w kolumnie pojazdów.
Prawdopodobnie najechał na minę. Trzej
lżej ranni koledzy st. szer. Ożoga prze-
bywają obecnie na urlopie w kraju.
Już niedługo powrócą do
Afganistanu, by kontynuo-
wać służbę
więc najprawdopodobniej wróci do całko-
witej sprawności. Choć schudł 16 kg i nie
ma zbytnio apetytu, mówi, że z dnia na
dzień jest coraz lepiej.
Rany na ciele goją się dobrze, a jak z ra-
nami na duszy? Według rzecznika WIM
ppłk. Wojciecha Lubińskiego, każdy ma
indywidualny próg odporności psychicz-
nej. Będący pod stałą obserwacją st. szer.
Ożóg do tej pory nie zdradzał symptomów
stresu pourazowego. Nie wymaga leczenia
farmakologicznego i hospitalizacji w Kli-
nice Psychiatrii i Stresu Bojowego.
Budująca wizyta
Rannego w Afganistanie żołnierza od-
wiedził 31 lipca minister Aleksander Szczy-
gło. To była zwykła rozmowa. Bez oficjal-
nych formułek. Bez wchodzenia w rolę
zwykłego żołnierza i szefa resortu obrony
narodowej. Szczegółów wypadku szerego-
wy nie mógł zdradzić, bo stracił przytom-
ność. O zdrowiu mówił krótko i z pokorą,
że rany są dokuczliwe, ale trzeba to znieść.
Najbardziej doskwiera bezczynność. Pla-
ny? Chce trochę czasu spędzić z żoną
i dzieckiem, a potem, oczywiście, powró-
cić do służby. Kończący się w sierpniu kon-
trakt, o czym zapewniali minister Szczy-
gło i szef sztabu WL gen. dyw. Jerzy Mi-
chałowski, zostanie przedłużony. Wyjazd
na misję? Nie przekreśla takiej możliwo-
ści. Wypadek go nie zraził. To nie była je-
go pierwsza misja, więc wie, że ryzyko jest
wpisane w służbę. Hummery? Ten gorący
temat nie mógł być pominięty. Dodatko-
wym zabezpieczeniem pojazdu, którym
poruszali się poszkodowani, były kamizel-
ki kuloodporne na podłodze. Cóż, Amery-
kanie nie życzą sobie zmian konstrukcyj-
nych. Za to Rosomaki! Żołnierzowi zaświe-
ciły się oczy. Robią wrażenie! Ludność cy-
wilna twierdzi, że talibowie boją się bez-
pośredniej konfrontacji z nimi. Nadal będą
podkładać ładunki wybuchowe, ale nie za-
ryzykują kontaktu ogniowego. Porywanie
się z kałasznikowem na 30 mm działko to
samobójstwo. Rosomaki sieją postrach już
teraz, zanim zostaną dopancerzone.
Sylwia Guzowska 
J
A
R
O
S
Ł
A
W

W
I
Ś
N
I
E
W
S
K
I
Polska Zbrojna 41 nr 33/2007
INTERWENCJE WOJSKO
Polska Zbrojna 41
W pułapce
wspomnień
B O G U S Ł AW P O L I T OWS K I
Te rany nie krwawią, nie zostawiają blizn, nie szpecą.
Bywają jednak bardziej dokuczliwe niż amputacja.
Nieleczone – rujnują życie, paraliżują.
K
A
R
O
L
I
N
A

P
R
Y
M
L
E
W
I
C
Z

42 Polska Zbrojna nr 33/2007
WOJSKO INTERWENCJE
– Rozporządzenie ministra obrony narodowej
z 1 sierpnia 2003 r. oraz załączniki do niego z wyka-
zem schorzeń, które pozostają w związku ze służbą
wojskową i z tytułu których przysługują świadczenia
odszkodowawcze, od lat nie były aktualizowane.
Opracowano je przed laty i powielano. Nie uwzględ-
niają one obecnej sytuacji, w której nasi żołnierze
wypełniają zadania w warunkach wojny. Wiem o tym
doskonale, bo jestem konsultantem Centralnej
Wojskowej Komisji Lekarskiej. Już jakiś czas temu
przygotowaliśmy propozycje zmiany tych wykazów.
Wielokrotnie nasze środowisko medyczne postulo-
wało pilną potrzebę dostosowania ich do obecnej sy-
tuacji. Niestety, jak dotąd jest cisza w tej sprawie. Do
tej pory mieliśmy około 20 spraw orzeczniczych
związanych z PTSD. Gdy trzeba było je rozpatrywać,
powstawał dysonans. Komisje lekarskie, aby nie
skrzywdzić żołnierza, ratowały się pewnymi doraźny-
mi rozwiązaniami, ale nie tędy droga. W pojedyn-
czych sytuacjach sprawy trafiały do sądów.
E K S P E R T
Z ulgą wysiadają z samolotu. Stają na
zbiórce na płycie lotniska, nie do końca
wierząc, że to już koniec, że już nie ma
zagrożenia, że żaden pocisk moździerzo-
wy nie rozerwie się nagle w pobliżu. Nie
trzeba już uciekać do schronu czy jechać
na patrol.
Pozornie spokojni, nawet nie zdają sobie
sprawy, że wojna odcisnęła jednak na nich
swoje piętno. Niektórzy już po kilku tygo-
dniach sami stwierdzą lub usłyszą od
najbliższych, że są jacyś inni. Niejeden
z nich przed zaśnięciem będzie przeżywał
po raz setny nagły ostrzał, wybuch miny
pułapki czy tragiczną śmierć kolegi, które-
mu nie można było pomóc. Wielu będą nę-
kały koszmary senne. Niektórzy z nich za-
pukają do gabinetu lekarza. Psychiatra po
długim wywiadzie poinformuje, że wojna
wciąż w nich tkwi. Że to nic, iż wytrzyma-
li dwie czy trzy tury, że bez lęku działali
w boju, że z pozoru są silni i zdrowi.
Niektórzy nawet trafią na oddział lecze-
nia stresu bojowego. Poddani terapii zaję-
ciowej, psychoterapii i po zażyciu środków
farmakologicznych zaczną się uspokajać.
Doc. dr hab. n. med.
Stanisław Ilnicki,
kierownik Kliniki Psychiatrii i Stresu
Bojowego Wojskowego Instytutu
Medycznego w Warszawie:
– Obecnie nie wiem nic o pracach w departamencie
związanych ze zmianą tych właśnie przepisów.
E K S P E R T
Płk Mariusz Tomaszewski,
Departament Prawny MON:
– Zebraliśmy informacje i sugestie od różnych kon-
sultantów i specjalistów medycznych co do zmian
w wykazie schorzeń pozostających w związku
ze służbą wojskową, z tytułu których przysługują
świadczenia odszkodowawcze. Mamy przygotowane
propozycje do zmian zarówno w załącznikach,
jak i samym rozporządzeniu. Jak dotąd jednak
nikt z kierownictwa resortu nie nakazał ich przedsta-
wienia. Fakt, że obecny stan uniemożliwia uznanie
schorzeń stresu pourazowego za związane
ze służbą, a co za tym idzie nie można przyznawać
żołnierzom świadczeń odszkodowawczych
i innych przywilejów.
E K S P E R T
Płk lek. med. Tadeusz Komorowski,
zastępca przewodniczącego Centralnej
Wojskowej Komisji Lekarskiej:
42 Polska Zbrojna
Wielu z nich od nowa poskleja życie w ca-
łość. Nie wszyscy jednak. Będą tacy, któ-
rzy usłyszą, że ich służba w armii dobiegła
końca. Ci, po dłuższym leczeniu, za które
NFZ nawet nie zapłaci szpitalom wojsko-
wym w całości, wyjadą do domów ze skie-
rowaniem na komisję lekarską.
Kiedy jakiś czas później, po wykonaniu
dodatkowych badań, usłyszą od członków
komisji, że muszą odejść z armii, a ich
schorzenie nie jest związane ze służbą, nie
będą chcieli w to uwierzyć. Tłumaczenie
lekarzom, że ich psychikę zrujnowały trzy
tury w Iraku, ostrzały bazy, walka, którą
toczyli gdzieś na ulicach Karbali czy al Kut
i ciągła obawa o życie, nic nie da. Lekarze
spojrzą kolejny raz w urzędowy wykaz
schorzeń i bezradnie rozłożą ręce.
Stres bojowy
PTSD (ang. posttraumatic stress disor-
der) – zespół stresu pourazowego, zwany
często stresem bojowym, nie był do niedaw-
na w naszym wojsku praktycznie znany
i badany. Misja iracka, pierwsze potyczki
bojowe, miny pułapki zastosowane prze-
ciwko naszym żołnierzom, ciągłe zagroże-
nie życia – wszystko to zaczęło kaleczyć
ich psychikę. Wojskowi lekarze specjaliści
zaczęli uważnie zajmować się tym zagad-
nieniem. Podpatrywano, jak przy tym scho-
rzeniu wygląda opieka medyczna w innych
armiach. Zaczęły powstawać wyspecjalizo-
wane oddziały leczenia stresu bojowego.
Obecnie funkcjonują one przy wojskowych
szpitalach w Warszawie, Bydgoszczy, a od
27 marca br. także we Wrocławiu. Schorze-
nia te leczone są także w innych szpitalach,
które mają oddziały psychiatryczne.
Paradoks goni paradoks
O powstaniu wrocławskiego oddziału le-
czenia stresu bojowego zadecydowano, bio-
rąc pod uwagę przewidywania specjalistów,
że wiele tego typu schorzeń ujawni się
u żołnierzy, którzy uczestniczyli w wojen-
nych misjach, nawet po latach. Oddział
utrzymywany jest z funduszy NFZ. Znala-
zło się w nim 28 miejsc dla pacjentów, lecz
kontrakt z funduszem zdrowia obejmuje tyl-
ko 16 łóżek, bo tyle miał dawny oddział le-
czenia nerwic.
Polska Zbrojna 43 nr 33/2007
KOSOWO POLEMIKI
O finansowaniu świadczeń zdrowot-
nych uczestników misji zastępca dy-
rektora dolnośląskiego NFZ do spraw
służb mundurowych Jerzy Bąk mówi, że po-
krywa się je z budżetu państwa, czyli z pie-
niędzy MON, co reguluje ustawa, która we-
szła w życie w maju tego roku. Przyznaje,
że zgodnie z tymi zapisami prawa, żołnie-
rzy, którzy nabawili się urazów w trak-
cie misji, nie obowiązują żadne
kolejki i mają oni wiele in-
nych przywilejów
Gdy żołnierz cierpiący na PTSD trafi do
oddziału, wcale nie jest pacjentem armii,
lecz NFZ. Dlatego takiego weterana mi-
sji powinien obejmować system kolejko-
wy funduszu i wszystkie inne procedury.
W wykazach funduszu nie istnieje scho-
rzenie stresu bojowego czy pola walki,
jak mówią niektórzy. Dlatego pacjenta
„podciąga się” w statystykach i wyka-
zach pod zaburzenia stresu urazowego,
schorzenia adaptacyjne lub inne. Wszyst-
ko dlatego, że takiej jednostki chorobo-
wej nie wpisano w wykazach międzyna-
rodowych. Kuriozalne jest to, że NFZ
oszacował leczenie pacjenta ze stresem
bojowym na dwa tygodnie, i za tyle pła-
ci. Natomiast zdaniem specjalistów mi-
nimalny czas leczenia żołnierza na od-
dziale powinien wynosić trzy tygodnie
i więcej. Słowem, ostatni tydzień lecze-
nia odbywa się jakby na kredyt.
Jak mówi ordynator wrocławskiego od-
działu ppłk dr Zbigniew Mazurczyk, w
tym roku leczono we Wrocławiu pięciu
pacjentów mających symptomy stresu bo-
jowego. Dodaje jednak, że objawy trau-
my mogą uzewnętrznić się u niektórych
żołnierzy nawet po latach. Leczenie od-
bywa się za pomocą różnych metod psy-
choterapeutycznych polegających na od-
twarzaniu traumatycznego przeżycia.
Sporadycznie wystarcza tylko terapia
psychologiczna. W wielu przypadkach,
gdy stany depresyjne i lękowe się nasila-
ją, włącza się także preparaty farmako-
logiczne. Mogą zdarzyć się także zabu-
rzenia kombinowane, somatyczne połą-
czone z psychicznymi. Niestety, może
być i tak, że lekarze nie opanują schorze-
nia, gdyż przybiera ono czasem bardzo
ostrą postać lub jest zbyt długo bagateli-
zowane przez żołnierza.
Doktor przestrzega wszystkich wraca-
jących z misji, aby nie lekceważyli żad-
nych zmian, jakie dostrzegą w swoim za-
chowaniu. Jego zdaniem ważne jest, aby
reagować zawsze, gdy zauważymy, że
zmienił się stosunek żołnierza do najbliż-
szych oraz samego siebie. Symptomem
chorobowym może być m.in. częstsze niż
kiedyś sięganie po alkohol lub inne używ-
ki, a także problemy z koncentracją, nad-
pobudliwość, bezpodstawne lęki, nawraca-
jące wspomnienia, koszmary senne. Ich
pojawienie się wymaga wizyty u lekarza
specjalisty.
Ordynator zwrócił także uwagę, że ma
sygnały od swoich cywilnych kolegów, iż
coraz częściej wojskowi – w obawie przed
drwinami w jednostce, możliwością utra-
ty stanowiska i z innych powodów – trafia-
ją z objawami PTSD do prywatnych gabi-
netów. O nieżyczliwym nastawieniu w jed-
nostkach do żołnierzy zgłaszających i chcą-
cych leczyć takie dolegliwości przeczytać
można także na wojskowych forach inter-
netowych.
Bezduszne przepisy
Związki schorzeń ze służbą wojskową
regulowane są przez rozporządzenie mini-
stra obrony narodowej z 1 sierpnia 2003 r.
(Dziennik Ustaw nr 143, pozycja
nr 1397). Niestety, w zarządzeniu nie ma
rozpoznania medycznego związanego ze
stresem nabytym w warunkach działań
wojennych. Owszem, jest punkt dotyczą-
cy schorzeń adaptacyjnych, w tym stre-
su pourazowego, jednak – jak mówią
przewodniczący rejonowej i terenowej
komisji lekarskiej z Wrocławia – nie ma
podstaw, aby w myśl tych przepisów
schorzenia stresu urazowego (bojowego)
uznać za związane ze służbą wojskową.
Komisje opierają się na przepisach, a te,
jak dotąd, nie określają stresu pourazo-
wego (bojowego) jako schorzenia naby-
tego w związku z wypełnianiem zadań
służbowych.
Reasumując, żołnierz, który na skutek
traumy psychicznej spowodowanej warun-
kami wojennymi nie może dalej pełnić
służby wojskowej, staje przed komisją i zo-
staje zwolniony do rezerwy, nie otrzymu-
je żadnych przywilejów wnikających z fak-
tu, że został okaleczony emocjonalnie pod-
czas służby.
Sytuacji takich przed komisjami lekar-
skim nie było wiele. Nie trzeba jednak cze-
kać, aż zaczną zgłaszać się kolejni żołnie-
rze. Wspomniane przepisy powinny być
zmienione i dostosowane do realiów.
ŻOŁNIERZ, który na skutek traumy psychicznej spowodowa-
nej wojną nie może dalej pełnić służby, staje przed komisją
i zostaje zwolniony do rezerwy, nie otrzymuje żadnych przywi-
lejów wnikających z faktu, że został okaleczony emocjonalnie
podczas służby.

K
A
R
O
L
I
N
A

P
R
Y
M
L
E
W
I
C
Z

(
2
)
A
L
E
K
S
A
N
D
E
R

R
A
W
S
K
I
44 Polska Zbrojna nr 33/2007
PORADY UMUNDUROWANIE
Kobiety, jak to zwykle bywa, dopięły swego. Nie była to
jednak ich zachcianka, lecz coś, co od dawna im się
należało. Prawdopodobnie męki z za dużymi
mundurami polowymi i zbyt dużymi butami już
niedługo się skończą. Trwają bowiem prace
w zakresie opracowania i modyfikacji części
kobiecego umundurowania.
Sprawa kobiecych mundu-
rów ciągnie się od ośmiu lat,
od kiedy MON otworzyło dla
kobiet akademie wojskowe, wyż-
sze szkoły oficerskie i podoficerskie.
Jeśli chodzi o mundur galowy, to z nim
nie ma żadnego problemu – dla każ-
dego szyty jest na miarę. Kłopot poja-
wia się wtedy, gdy kobieta ma włożyć
mundur polowy, który często jest za
duży, a przez to niewygodny. Choć ist-
nieje możliwość przeróbki krawieckiej
na koszt wojska, to nie zawsze daje ona
pożądany efekt.
ZŁOŚLIWCOM, KTÓRZY
TWIERDZĄ, ŻE PANIOM
W GŁOWACH
TYLKO FATAŁASZKI,
PROPONUJEMY PRZYMIERZYĆ
MUNDUR CO NAJMNIEJ
CZTERY NUMERY ZA DUŻY
I SPRÓBOWAĆ W NIM SPĘDZIĆ
CHOĆ JEDEN DZIEŃ
Gdzie
diabeł
nie może...
Płk Beata
Laszczak,
pełnomocnik ministra obrony narodowej
ds. wojskowej służby kobiet:
– Zaopatrzenie mundurowe kobiet nie
jest problemem banalnym i mało zna-
czącym. Szczególnie w warunkach po-
lowych czy na misjach żołnierze (nie tyl-
ko kobiety) odczuwają jakość zarówno
ubrań, jak i innego sprzętu, w który są
wyposażani. Uwagi, które zgłaszały ko-
biety na ten temat, zostały wykorzysta-
ne przez służbę materiałową w ubie-
głym roku. Panie są niezwykle prak-
tyczne, dlatego warto słuchać, co mają
do powiedzenia w tych kwestiach. Na
szczęście widać także dobrą wolę osób
odpowiedzialnych za tworzenie przepi-
sów w zakresie zaopatrzenia munduro-
wego i w środki higieny. Dlatego sytu-
acja powoli się poprawia.
E K S P E R T
Pojawienie się kobiet w wojsku spowo-
dowało zmianę samej armii. W przyspie-
szonym tempie trzeba było stworzyć odpo-
wiednie warunki do służby pań w dotych-
czas hermetycznym, wojskowym środowi-
sku. Fakt, że wcześniej tylu kobiet w armii
nie było, być może usprawiedliwia to, że
pierwsze „żołnierki” nie od razu dostały to,
co dostać powinny. Do dziś wiele już się
poprawiło, jednak cały czas wojsko dosto-
sowuje się do obecności kobiet.
PROŚBA O NALEŻNE
Choć od niepamiętnych czasów woj-
skową rzeczywistość kształtowali męż-
czyźni, to pojawienie się kobiet w tym
środowisku musiało zapoczątkować dys-
kusję na temat ich potrzeb. Gdy pierw-
sze panie, które zasiliły polskie wojsko,
zaczęły nieśmiało wspominać o tym, że
mundury są za duże, a buty niezbyt wy-
godne, zasugerowano im, że w armii
ważne jest uzbrojenie i szkolenie, a nie
fason kobiecego obuwia. Mężczyznom
żołnierzom, nieprzyzwyczajonym do
obecności kobiet w wojsku, sprawa wy-
dała się mało istotna. Rozmowy ucichły,
ale problem pozostał.
PAU L I N A G L I Ń S K A
Polska Zbrojna 45 nr 33/2007
PORADY UMUNDUROWANIE
Kolejnym problemem w kwestii ko-
biecego umundurowania są buty. Panie
skarżą się, że czółenka, które oferuje
im wojsko, są niewygodne, brzydkie
i bardzo trudno wytrzymać w nich
dłuższy czas. Z kolei obuwie do mun-
duru polowego nie przewiduje małych,
kobiecych rozmiarów stopy. Jak twier-
dzi piękniejsza część armii, byłoby
znacznie lepiej, gdyby wszystkie panie
dostawały pieniądze i same kupowały
sobie buty według wyznaczonych kry-
teriów. Niestety, takie rozwiązanie nie
jest brane pod uwagę.
Równoważnik pieniężny jest za to
– dzięki interwencji pełnomocnika mini-
stra obrony narodowej ds. wojskowej służ-
by kobiet płk Beaty Laszczak – wypłaca-
ny w przypadku bielizny, choć według
obowiązujących przepisów i ustalonych
w nich norm należności nie pokrywa on
w znaczącym stopniu kosztów zakupu
danego przedmiotu, a powinien.
BLISKO ROZWIĄZAŃ
Panie uważają zresztą – i trudno
nie przyznać im racji – że we wszel-
kich działaniach mających na celu
poprawę ich sytuacji nie tylko w kwe-
stiach mundurowych to one powin-
ny mieć decydujący głos. Dobrze by
było także, aby kobiety same mogły
testować nowe wzory umundurowa-
nia, bo same najlepiej wiedzą, czego
tak naprawdę im trzeba.
Dzięki zaangażowaniu kobiet być mo-
że sprawa mundurów zostanie wkrótce
rozwiązana. Obecnie prowadzone są pra-
ce mające na celu opracowanie bądź mo-
dyfikację trzech rodzajów butów i kape-
lusza. Wprowadzono także małe
rozmiary mundurów i obu-
wia polowego. Jak zapew-
nia Inspektorat Wspar-
cia Sił Zbrojnych, nie
ma sygnałów o bra-
kach umundurowa-
nia polowego i butów
w potrzebnych dla
kobiet rozmiarach.
Uwzględniając za-
tem składane przez ko-
biety wnioski i propozy-
cje, w trakcie nowelizacji
rozporządzenia ministra obro-
ny narodowej z 3 czerwca 2004 r.
w sprawie umundurowania i wyekwipo-
wania oraz ubiorów cywilnych żołnierzy
zawodowych i kandydatów na żołnierzy
zawodowych dokonano zmian w należno-
ściach dla kobiet. Dotyczą one m.in.
zwiększenia liczby rajstop (24 pary na
rok), piżamy (dwie na dwa lata) czy biu-
stonosza (trzy na rok). Za powyższe przed-
mioty wypłacany jest równoważnik pie-
niężny, który z racji zmian należności zo-
stanie zwiększony o blisko 117–265 zł,
w zależności od okresu, za który będzie
wypłacany. Nowelizacja rozporządzenia
wprowadza także należności przedmio-
tów damskich dla słuchaczek szkół pod-
oficerskich (rozporządzenie zostało pod-
pisane 29 czerwca br.).
Obecność kobiet w polskiej ar-
mii jest już dzisiaj powszech-
na. Nikogo w zasadzie
nie powinno dziwić, że
panie chcą, aby ich
potrzeby były do-
strzegane. Kobieta
żołnierz ma takie sa-
mo prawo do wy-
godnego, pasujące-
go na nią munduru
jak mężczyzna, który
akurat o rozmiar swoje-
go zabiegać nie musiał. Je-
śli już dopuszczono kobiety do
wojska, to powinno im się zapewnić
takie warunki, by mogły godnie służyć
i skupiać się na tym, na czym powinny,
bez niepotrzebnego myślenia o rzeczach
podstawowych, które im się należą.
A złośliwcom, którzy twierdzą, że pa-
niom w głowach tylko fatałaszki, propo-
nujemy przymierzyć mundur co najmniej
cztery numery za duży i spróbować
w nim spędzić choć jeden dzień. Być mo-
że to utnie wszelkie komentarze. 
CO
JEST WAŻNE?
Gdy pierwsze panie, które
zasiliły polskie wojsko, zaczęły
nieśmiało wspominać o tym,
iż mundury są za duże, a buty
niezbyt wygodne, zasugerowano
im, że w armii ważne jest
uzbrojenie i szkolenie,
a nie fason kobiecego
obuwia
46 Polska Zbrojna nr 33/2007
POD NASZYM PATRONATEM
oskonała znajomość zasad
czytania mapy, umiejęt-
ność poruszania się w trud-
nym terenie, szybkość po-
dejmowania decyzji i zna-
komita kondycja fizyczna
to podstawowe cechy, jakie musi mieć za-
wodnik uprawiający biegi na orientację.
Ta paramilitarna dyscyplina zyskuje co-
raz więcej miłośników.
EURO-ORIENTEERING 2007
27–29 lipca w Lądku Zdroju, pod na-
szym patronatem medialnym, po raz dru-
gi rozegrano międzynarodowe zawody
Euro-Orienteering w biegach i jeździe
rowerowej na orientację. Na starcie im-
prezy stanęło prawie 400 zawodników
z dziesięciu krajów reprezentujących
80 różnych klubów. Rywalizowano
w 23 kategoriach biegowych i dziesięciu
rowerowych.
Zawody odbywały się głównie w oko-
licach miasta. Jednak z myślą o turystach
i kuracjuszach bardzo widowiskową kon-
kurencję – sprint w jednej z kategorii za-
wodników (elita) – rozegrano w centrum
miasta w Parku Zdrojowym. Na trasie te-
go etapu stanęły cztery najlepsze zawod-
niczki z kraju oraz 14 mężczyzn. Wszy-
scy reprezentowali kluby wojskowe. Ry-
walizowano na dystansie 2,8 km. Wśród
kobiet najszybsza okazała się Dorota Ka-
sińska z WKS Gwardia Warszawa, któ-
ra wyprzedziła Monikę Gajdę z UNTS
Warszawa oraz reprezentantkę OsiR-u
z Góry Kalwarii Weronikę Machowską.
Wśród mężczyzn pierwsze miejsce zajął
Wojciech Kowalski z WKS Śląsk Wro-
cław przed Robertem Banachem z WKS
Grunwald Poznań i Pawłem Tarsiukiem
– także z klubu poznańskiego.
Przed startem do konkurencji zawod-
nicy elity chętnie opowiadali o swoich
sportowych dokonaniach. Okazuje się,
że mimo iż ta paramilitarna dyscyplina
już dawno się „ucywilniła”, to jednak
czołowi zawodnicy wywodzą się z klu-
bów wojskowych. Zdaniem bosmana
mata Marcina Richerta z klubu Flota
Gdynia, dzieje się tak, gdyż wojskowe
kluby przejmują pod swoje skrzydła naj-
bardziej utalentowanych zawodników
z cywila. Taki sportowiec ma w wojsku
większe możliwości treningowe i prze-
chodzi wręcz w swojej dziedzinie na za-
wodowstwo, co przy małych nakładach
finansowych w klubach cywilnych by-
łoby niemożliwe.
St. kpr. Wojciech Kowalski, zwycięz-
ca parkowych zmagań i całego turnie-
ju w swojej kategorii, ma wiele osią-
gnięć w zawodach krajowych i między-
narodowych. Niedługo będzie repre-
zentował kraj w mistrzostwach świata
na Ukrainie.
Biegi czy jazda rowerowa na orientację to nie tylko sport, ale także sposób
na aktywny wypoczynek. Bywa, że podczas zawodów z mapą w lasach spotkać
można całe rodziny. Mało kto wie, że sportowcy z wojskowych klubów stanowią
polską elitę w tej dyscyplinie.
Zorientowani
B O G U S Ł AW
P O L I T OWS K I
Polska Zbrojna 47 nr 33/2007
POD NASZYM PATRONATEM
Imprezę zakończyło wręczenie me-
dali, dyplomów, pucharów i nagród dla
najlepszych zawodników w każdej kon-
kurencji. Jak zapewnił sędzia główny
zawodów Piotr Cych, rozegrano je na
wysokim poziomie sportowym. Dla
amatorów, a czasami całych biegają-
cych rodzin zawody były elementem
zdobywania kolejnych doświadczeń,
a dla kadry krajowej doskonałym tre-
ningiem do nadchodzących mistrzostw
świata w tej dyscyplinie. Dla zawodni-
ków z kadry wojska były także elemen-
tem przygotowania do zbliżających się
wojskowych mistrzostw świata.
ZARAŻANIE SPORTEM
W zawodach wzięli udział wojsko-
wi reprezentujący nie tylko kluby woj-
skowe, ale także jednostki różnych
związków taktycznych. Z Pomorskie-
go Okręgu Wojskowego na starcie sta-
nęli między innymi por. Arkadiusz
Kujda oraz chor. Jarosław Gadula
z batalionu remontowego w Czarnem,
którzy swój start traktowali jako przy-
gotowanie do mistrzostw Wojska Pol-
skiego w tej dyscyplinie.
Dla porucznika przygoda z biegami
z mapą rozpoczęła się podczas studiów
na WAT. Chorąży zaraził się tą dyscy-
pliną sportu od porucznika, z którym
pełnił wspólnie służbę dyżurną w jed-
nostce. – Kiedyś na służbę kolega przy-
niósł mapy – mówi chor. Gadula. – Roz-
łożył je na stole i zaczął tłumaczyć, jak
je czytać. Zainteresowałem się i niewie-
le czasu upłynęło, gdy sam znalazłem
się z mapą i kompasem w lesie. W ubie-
głym roku wziąłem udział w wojsko-
wych zawodach. W tym – dobrze wy-
padliśmy na zawodach okręgowych i już
razem jeździmy na inne.
W swoim batalionie remontowym po-
rucznik jest szefem sekcji personalnej,
a chorąży szefem służby uzbrojenia. Orien-
teering jest dla nich relaksem, sposobem
na spędzanie wolnego czasu. Lądeckie za-
wody zaś, na które skierowali ich przeło-
żeni, były elementem przygotowań do ma-
jących się niedługo odbyć mistrzostw Woj-
ska Polskiego w tej konkurencji.
Biegi oraz jazda na rowerze i na nar-
tach na orientację także w naszym kra-
ju powoli staje się sportem masowym.
Bywa, że uprawiają tę dyscyplinę całe
rodziny. W lądeckich zawodach współ-
finansowanych z pieniędzy Unii Euro-
pejskiej mógł wziąć udział właściwie
każdy. Organizatorzy przewidzieli
w tym celu specjalną kategorię open,
a nawet nagrody dla najmłodszych
uczestników, którzy trasy pokonywali
w towarzystwie rodziców. 
Zorientowani
Ta dyscyplina sportu narodziła się w Skandyna-
wii. Pierwsze zawody rozegrano 13 maja
1897 r. w Norwegii w miejscowości Bergen, na-
tomiast pierwsze klasyczne zawody zostały zor-
ganizowane w 1903 r. w okolicach
Sztokholmu, a długość trasy wynosiła aż
20 km. Lata pięćdziesiąte to rozwój biegu na
orientację w krajach środkowej Europy: NRD,
na Węgrzech, w Czechosłowacji i Jugosławii.
W maju 1961 r., w Danii powołano do życia
Międzynarodową Federację Biegu na
Orientację – International Orienteering
Federation (I. O. F). Już rok później przynależ-
ność do IOF-u wyraziła Polska, a miało to miej-
sce w Insbrucku (Austria). W 1970 r. nasz kraj
zadebiutował w mistrzostwach świata.
8–9 września 1989 r. w Gdyni został po-
wołany do życia Polski Związek Biegu
na Orientację. Polski Związek Biegu
na Orientację obecnie stara się
w większym stopniu rozwinąć
jeszcze dwie dziedziny biegu na
orientację, a mianowicie narciar-
ską oraz rowerową. Z tego powo-
du zmieniono dotychczasową na-
zwę – z: Polski Związek Biegu na
Orientację na: Polski Związek
Orientacji Sportowej.
Biegi na
orientację
NAJKRÓTSZĄ
DROGĄ
Zasady są bardzo proste.
Zawodnik na starcie dostaje mapę
z wyznaczoną trasą. Pokonując ją, musi
odnaleźć wszystkie zaznaczone punkty
kontrolne w ustalonej kolejności. Trasa
nie jest ściśle określona. Zawodnik
w terenie musi sam podejmować
decyzje oraz wybierać najlep-
szą i najkrótszą drogę.
W
naszym kraju orienteering czynnie
uprawia ponad 2 tys. osób, a licz-
ba klubów zarejestrowanych w Polskim
Związku Biegu na Orientację dawno
przekroczyła sto. Do najmocniejszych
należą kluby wojskowe: Śląsk Wrocław,
Gwardia Warszawa, Grunwald Poznań,
Flota Gdynia, Wawel Kraków. Zawodnicy
wywodzący się z tych klubów wkrótce
reprezentować będą Polskę na dwóch
ważnych zawodach: mistrzostwach
świata na Ukrainie oraz mistrzostwach
świata wojska w Chorwacji.
Moda na orienteering
KATEGORIA OPEN. W lądeckich zawodach mógł wziąć udział właściwie każdy.
Organizatorzy przewidzieli w tym celu specjalną kategorię open, a nawet nagrody
dla najmłodszych uczestników, którzy trasy pokonywali w towarzystwie swoich rodziców.
B
O
G
U
S
Ł
A
W

P
O
L
I
T
O
W
S
K
I

(
4
)
48 Polska Zbrojna nr 33/2007
OD UCZESTNIKÓW
WYPRAWY: – Chcielibyśmy za-
dedykować tę wyprawę panu
kpt. Andrzejowi Demkowiczowi
z Wyższej Szkoły Oficerskiej
Wojsk Lądowych we
Wrocławiu, wykładowcy kate-
dry rozpoznania, a także po-
dziękować mu za wyszko-
lenie górskie, które te-
raz procentuje i dzięki
któremu możemy zdo-
bywać najwyższe gó-
ry. To on był naszym
nauczycielem
i zaraził nas
tym spor-
tem.
POD NASZYM PATRONATEM MILITARY EXPEDITION ELBRUS
E
kipa w składzie: ppor. Krzysztof
Giziński, ppor. Damian Matkowski,
chor. Jacek Ludwiszewski 23 czerwca
wyruszyła z Polski na wyprawę na Elbrus. Po
czterech dniach dotarli do doliny Baksan poło-
żonej u podnóża tej góry. Po noclegu w miej-
scowości Azzau uczestnicy postanowili wyru-
szyć w góry. Już pierwszego dnia dotarli do
schroniska „Beczki” na wysokości 3800 m,
a nazajutrz do schroniska „Prut 11” położone-
go 4150 m n.p.m. Tu rozpoczął się jeden
z etapów aklimatyzacji.
Na tak dużych wysokościach aklimatyzacja or-
ganizmu jest bardzo istotna. Człowiek, który
znalazłby się nagle np. na szczycie powyżej
4000 m n.p.m, w ciągu kilku minut straciłby
przytomność, a w skrajnych przypadkach na-
wet życie. Ekipa Gizińskiego doskonale zdawa-
ła sobie z tego sprawę i w ramach przystoso-
wania się do panujących warunków jeszcze te-
go samego dnia wyruszyła na wysokość
4700 m, po czym zawróciła do schroniska.
Wszystko po to, by organizm zdążył się przy-
zwyczaić do rozrzedzonego powietrza i niskiego
ciśnienia.
29 czerwca pogoda była na tyle ładna, że po-
stanowili spróbować zdobyć szczyt. Niestety,
natura wygrała. Musieli zawrócić.
Pogoda się popsuła, a organizm od-
mawiał posłuszeństwa. Decyzja o
dalszej wspinaczce mogłaby się
skończyć tragicznie.
Tak opisuje to jeden z uczestni-
ków wyprawy: „Po kilku godzinach
na wysokości około 5310 m
n.p.m. choroba wysokościo-
wa zaczęła mocno oddzia-
ływać na nasze organi-
zmy. Dalsza wspinaczka
groziła wypadkiem,
a także niekontrolowa-
nym omdleniem i zsu-
nięciem się w prze-
paść”. Przyznają, że
zaplanowali zbyt ma-
ło czasu na aklimaty-
zację, która powinna
trwać średnio od jednego
do trzech dni. Żałują, bo
do szczytu zabrakło im za-
ledwie 322 metrów. Nie
rezygnują jednak tak ła-
two. Kiedyś zamierzają go
zdobyć. (j.b.c.)
ROZWIĄZANIE KONKURSU Z NR. 28
Główną nagrodę, czyli wyczynową
kurtkę uni firmy Bergson, wylosował
Grzegorz Oksanicz z Gdyni, natomiast
koszulki: Adam Zastrow z Poznania
i Rafał Worek z Łodygowic.
Gratulujemy.
1. Kto pierwszy zdobył Elbrus i kiedy?
2. Co to jest odzież termoaktywna i jakie ma właściwości?
Odpowiedzi proszę przesyłać do 20 sierpnia na adres: joanna.brodowska@redak-
cjawojskowa.pl, aneta.wisniewska@redakcjawojskowa.pl (w losowaniu biorą
udział tylko odpowiedzi z pełnymi danymi adresata) albo pocztą na adres redak-
cji: al. Jerozolimskie 97, 00-909 Warszawa, z dopiskiem konkurs. Wśród osób,
które poprawnie odpowiedzą na pytania, rozlosujemy nagrody: trzy komplety
odzieży termoaktywnej i trzy koszulki firmy Brubeck.
Konkurs:
Wydawałoby się, że w XXI w. człowiek podporządkował
sobie przyrodę. Jednak są miejsca, gdzie z pokorą
musi uznać jej przewagę.
AAAAAAA AAAAAAAA
Polska Zbrojna 49 nr 18/2007
PO SŁUŻBIE
W
sposób
zwarty
i przejrzysty
przedstawiono
w tym opraco-
waniu ewolu-
cję kontaktów
Ameryki z kra-
jami europej-
skimi, a także
przyczyny
i skutki naj-
ważniejszych
wydarzeń oraz
wojen, których
były one
uczestnikami. Książka obejmuje lata
od kolonizacji kontynentu amerykań-
skiego do drugiej kadencji prezydenta
G.W. Busha. Autorzy – pracownicy na-
ukowi Uniwersytetu Łódzkiego
– Paulina Matera z Katedry
Amerykanistyki i Mass Mediów
Wydziału Spraw Międzynarodowych
i Politologicznych, Rafał Matera z Za-
kładu Historii Gospodarczej Wydziału
Ekonomiczno-Socjologicznego, pla-
stycznie ukazują, jak z małego, powo-
łanego przez trzynaście zbuntowanych
kolonii angielskich państwa wyrosło
potężne, bogate supermocarstwo świa-
towe. Publikacja pomyślana jest jako
podręcznik dla studentów historii i po-
litologii, z pewnością jednak zaintere-
suje się nią szersze grono czytelników
chcących zapoznać się ze sprawami
międzynarodowymi i rolą USA we
współczesnym świecie. Opracowanie
uzupełnia bogata bibliografia. (ad)
E
mir Suljagić, autor „Pocztówek z gro-
bu”, mieszka obecnie w Sarajewie
i jest dziennikarzem tygodnika „Dani”.
Jego rodzina i przyjaciele zginęli w Sre-
brenicy. Jemu udało się przetrwać, ale
wciąć żyje „w świecie trwale i nieodwra-
calnie naznaczonym ich śmiercią”. Przez
kilka lat po tamtych wydarzeniach, tak
jak i wiele innych osób, którzy przeżyli,
nie potrafił się odnaleźć w powojennej
rzeczywistości, nie umiał nawiązywać
kontaktów z ludźmi. Nie był zdolny do
wzruszeń i uniesień, bo jak napisał: „od
upadku Srebrenicy wydawały nam się
czymś połowicznym, stawały się cięża-
rem. Od tamtej pory wciąż zwodzę męż-
czyzn i kobiety. Zdradzam ich z martwy-
mi. I nie wiedzieć czemu właśnie tam,
wśród wspomnień, wśród wszystkich tych
cieni, czuję się lepiej”.
Historia, którą opisał, rozpoczyna się
w maju 1992 r., kiedy z tysiącami
uchodźców uciekających przed wojska-
mi serbskimi schronił się w Srebrenicy.
Emir Suljagić opisuje dramatyczną egzy-
stencję ludzi odciętych od świata. Ludzi,
którzy, walcząc o przetrwanie i ze stra-
chu przed śmiercią, zaczęli się zachowy-
wać jak zwierzęta, bo – jak pisze
Suljagić – Serbowie traktowali ich jak
zwierzęta. Dlatego usprawiedliwia dziew-
czyny, które w normalnych warunkach
byłyby kochającymi matkami i żonami,
a zostały prostytutkami i oddawały się
holenderskim żołnierzom za kilka papie-
rosów. Usprawiedliwia również rodziców,
P
omysłodawca opera-
cji „Market-Garden”
brytyjski marszałek po-
lny Bernard Montgomery
jak zwykle był przekona-
ny, iż jego plan zakończy
się sukcesem. Za linią
frontu zrzucono tysiące
amerykańskich, brytyj-
skich i polskich spado-
chroniarzy, którzy mieli
opanować mosty na ho-
lenderskich rzekach
i kanałach, otwierając
alianckim czołgom dro-
gę do Niemiec. Autor
książki „O jeden most
za daleko” Cornelius Ryan, były kore-
spondent wojenny, odtworzył kulisy przy-
gotowań, przebieg i atmosferę operacji,
opierając się na relacjach jej uczestników
Kontakty
przez ocean
Paulina Matera, Rafał Matera, „Stany
Zjednoczone i Europa. Stosunki polityczne
i gospodarcze 1776–2004”, Wydawnictwo
Książka i Wiedza, Warszawa 2007
Nigdy więcej
Emir Suljagić, „Pocztówki z grobu”,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2007
Utracona szansa
Cornelius Ryan, „O jeden most za daleko”,
Rebis, Poznań 2007, (wznowienie)
którzy dopuszczali się szabrownictwa,
aby nakarmić umierające z głodu dzieci.
Te smutne obrazy egzystencji przeplata-
ją się ze strasznymi opisami śmierci, gdy
po nalotach ulicami płynęła krew i nikt
już nie zwracał uwagi na niepogrzebane
ludzkie szczątki. Jednak okazało się, że
może być jeszcze gorzej, gdy 11 lipca
1995 r. do miasta wkroczyły wojska
Ratko Mladicia… (awis)
i świadków. Powstała pasjonująca opo-
wieść o bitwie stoczonej 17–24 września
1944 r., która nie przyniosła
sukcesu siłom alianckim,
bowiem wszystko potoczyło
się inaczej, niż planował
Montgomery. Za jego nie-
uzasadniony optymizm za-
płacili krwią spadochronia-
rze brytyjscy i polscy, którzy
mieli zdobyć strategiczny
most na Renie w Arnhem,
a zostali tam zmasakrowani.
Podczas operacji „Market-
-Garden” alianci stracili wię-
cej żołnierzy niż podczas
dnia „D”, pierwszej doby lą-
dowania w Normandii. Na
motywach książki Ryana po-
wstał film pod tym samym tytułem. (w)
3 Batalion Zabezpieczenia
Dowództwa Wojsk Lądowych
ogłasza nabór do
SZWADRONU KAWALERII
– konnego pododdziału
reprezentacyjnego na stanowiska
w korpusie szeregowych zawodowych.
Więcej informacji: dowódca szwadronu,
tel.: (0-22) 773 34 74
Sekcja personalna,
tel.: (0-22) 6878 501,
(0-22) 6878 849.
50 Polska Zbrojna nr 33/2007
głami metalowymi typu Hamilton. Pró-
by przeprowadzane od kwietnia do lip-
ca w Instytucie Techniki Lotniczej wy-
kazały jednak wiele wad, m.in. niską
prędkość maksymalną i problemy z cho-
wanym w locie podwoziem. Instytut za-
lecił zmianę napędu na silniki Bristol
Pegasus VIII, wymianę oryginalnego
podwozia konstrukcji inżyniera Ciołko-
sza chowanego we wnęki kadłubowe na
dwugoleniowe podwozie chowane
w gondole silników, przebudowę spodu
w dziobie kadłuba dla poprawienia wi-
doczności oraz zastosowanie opuszcza-
nej wieżyczki dolnej i wstawienie no-
wych obrotnic Alcan dla wieżyczek
przedniej i tylnej górnej.
Poprawiony PZL 30B-II oblatano we
wrześniu 1936 r., a od pierwszej wer-
sji różnił się on tylko silnikami. Resz-
ty zmian nie wprowadzono, ale plano-
wano je uwzględnić w modelach se-
ryjnych. Nowe bombowce miały mieć
zasięg 1250 km z maksymalnym ła-
dunkiem 1200 kg bomb. Jeszcze tego
samego miesiąca (14 września 1936 r.)
Lubelska Wytwórnia Samolotów do-
stała kontrakt na budowę 16 samolo-
tów seryjnych, którym nadano nazwę
LWS-6 Żubr. Powierzono jej prace, po-
nieważ przejęła od zakładów Fokkera
technologię, dzięki której mogła bu-
dować płatowce o konstrukcji miesza-
nej. Kadłub spawany był ze stalowych
rur z nałożonym wolnonośnym płatem
z 20-stopniowym profilem o drewnia-
nej konstrukcji pokrytej sklejką. Żubr
przypominał samoloty francuskie tego
okresu, np. skrzynkowe Farmany o prze-
W listopadzie 1932 r. Departament Aeronautyki Sztabu Głównego WP
opracował plan rozbudowy polskiego lotnictwa na lata 1933–1935, w którym znalazło się
m.in. postanowienie o budowie prototypu „płatowca bombardującego o średniej
nośności”, z terminem realizacji wyznaczonym na 1 kwietnia 1936 r.
J A RO S Ł AW WI T KOWS K I
POCZĄTKOWO ŻUBR MIAŁ BYĆ
PODSTAWOWYM POLSKIM
ŚREDNIM SAMOLOTEM
BOMBOWYM, ALE SZYBKO
POJAWIŁ SIĘ AWANGARDOWY
WTEDY PZL P-37 ŁOŚ,
PRZEWYŻSZAJĄCY ŻUBRA
POD KAŻDYM WZGLĘDEM
W 1930 r. Polskie Linie Lotnicze LOT
szukały nowego samolotu rejsowego.
Zakłady PZL zaoferowały liniom pro-
jekt samolotu PZL-30. Po namyśle LOT
postanowił jednak nie angażować się
w niepewną inwestycję. Anulował za-
mówienie i kupił Douglasy DC-2.
Na tym mogłaby się skończyć histo-
ria tego samolotu. Na szczęście dla
PZL Departament Aeronautyki zdecy-
dował się wykorzystać nadarzającą się
okazję i polecił przebudować P-30 na
średni bombowiec o udźwigu bomb do
1200 kg. Głównym konstruktorem zo-
stał inż. Zbysław Ciołkosz, który miał
już na koncie projekty nocnych bom-
bowców PWS-22 i -23, samolot komu-
nikacyjny PZL-27 oraz parę patentów
na składane podwozia i chowane wie-
życzki strzeleckie.
POPRAWKI
PZL-30B-I został oblatany w marcu
1936 r. Za sterami zasiadł Bolesław Or-
liński. Napęd stanowiły dwa silniki
Wasp Junior TB z dwułopatowymi śmi-
HISTORIA TRADYCJE
ŻUBR Zapomniany
Polska Zbrojna 51 nr 33/2007
stronnym i bogato oszklonym wnętrzu.
Termin dostawy wyznaczono na
12 czerwca – 12 września 1937 r.
KONKURENT
Początkowo Żubr miał być podstawo-
wym polskim średnim samolotem bom-
bowym, ale szybko pojawił się awangar-
dotkliwe były niestateczność kierun-
kowa i zbyt duże siły występujące na
pedałach. Postanowiono zatem zwięk-
szyć powierzchnię usterzenia piono-
wego i skorygować kompensację ste-
ru kierunku.
W listopadzie 1936 r. do Warszawy
przybyli przedstawiciele lotnictwa Ru-
Z powodu katastrofy pierwszy egzem-
plarz seryjny wzniósł się w powietrze do-
piero 7 grudnia 1937 r., a ładunek bomb
ograniczono do zaledwie 660 kg. Wypa-
dek pogrzebał także projekt LWS-5, czy-
li Żubra w wersji wodnosamolotu.
W czerwcu 1938 r. Stowarzyszenie
Przemysłu Wojennego (SEPEWE) ofe-
rowało na sprzedaż całą partię Żubrów
(15 sztuk) razem z jedenastoma Łosia-
mi. Ofertę skierowano do Holandii, Chin,
Hiszpanii i Grecji. Najbardziej zaintere-
sowane były Chiny. Prowadzono zaawan-
sowane negocjacje w tej sprawie z atta-
ché chińskiej ambasady w Berlinie
dr. Chian Ten Fongiem reprezentującym
Chińskie Ministerstwo Lotnictwa, ale
w końcu nic z tego nie wyszło.
Polskie lotnictwo odebrało całą dosta-
wę Żubrów w styczniu 1939 r. Przydzie-
lono je do Eskadry Treningowej 1 Pułku
Lotniczego oraz 213 Eskadry Ćwiczeb-
no-Bombowej stanowiącej zalążek szkol-
nego dyonu bombowego. Służyły one
także w 221 i 222 eskadrach bombowych
stacjonujących w Małaszewiczach, jako
samoloty szkolne. Kilka zakonserwowa-
nych egzemplarzy przechowywano też
w Głównej Składnicy Lotniczej w Zaje-
zierzu niedaleko Dęblina.
WRZESIEŃ 1939
Żubry nie zostały wykorzystane w kam-
panii wrześniowej. Tylko 212 Eskadra
Bombowa próbowała zabrać z warsztatu
1 PL jednego LWS-6. Niestety, do ewa-
kuacji lotniska nie udało się go wyre-
montować. Pierwszego września czte-
ry lub pięć Żubrów zostało zniszczo-
nych w Małaszewiczach podczas nalo-
tu. Za to 7 września do Warszawy przy-
leciał Żubr pilotowany przez dwóch
mechaników z Eskadry Treningowej
1 Pułku. Samolot ten ewakuowano póź-
niej do Lwowa, ale niemiecki nalot na
to miasto zniszczył i tę maszynę. Niem-
cy zdobyli dwa ciężko uszkodzone Żu-
bry w Małaszewiczach, jeden bez pra-
wego silnika w Warszawie, pięć
w składnicy w Zajezierzu i jeden na
lotnisku polowym.
Dwa wraki z Małaszewicz w 1940 r.
wykorzystał w filmie propagandowym
„Kampfgeschwader Luetzow” niemiec-
ki reżyser Hans Bertram, zaś pięć Żu-
brów zdobytych w składnicy w Zajezie-
rzu przejęła Luftwaffe i po generalnym
remoncie przekazała do szkół pilotażu.
Służyły tam jeszcze do 1942 r. jako sa-
moloty do szkolenia w lotach bez wi-
doczności horyzontu. Z kolei po drugiej
stronie frontu żołnierze radzieccy zdo-
byli cztery Żubry przydzielone później
do lotnictwa komunikacyjnego. 
Dwusilnikowy, czteromiejscowy
wolnonośny górnopłat z podwoziem
produkcji francuskiej Air Equipement
chowanym elektrycznie do gondoli
silników. W pierwszym prototypie
PZL-30B-I było to oryginalne podwozie
konstrukcji inżyniera Ciołkosza,
uruchamiane ręcznie i chowane w boki
kadłuba. Płat dwudźwigarowy zbudowany
z drewna, trójdzielny, pokryty sklejką. Lotki
i klapy spawane ze stalowych rur, pokryte
płótnem. Kadłub także spawany z rur
stalowych, dziób półskorupowy pokryty
blachą duralową, reszta kryta płótnem.
Napęd zarówno wersji seryjnej, jak
i PZL-30B-II zapewniały dwa silniki Bristol
Pegasus VIIIC o mocy 478–500 kW
(650–680 KM) z trójłopatowymi śmigłami
Hamilton Standard o zmiennym skoku.
Prototyp PZL-30B-I napędzały dwa silniki
gwiazdowe Pratt & Whitney Wasp Junior
TB o mocy 294/309 kW (400/420KM),
z dwułopatowymi śmigłami metalowymi
Chauviere. Natomiast w wersji eksportowej
przewidywano zastosowanie silników
Bristol Pegasus XIIB o mocy 604/633 kW
(820–860KM). Uzbrojenie składało się
z pięciu km Vickers wz. F kal. 7,92 mm
rozmieszczonych po dwa w wieżyczkach
górnych i jednym umieszczonym w tylnym
dolnym stanowisku strzelca.
munii, którzy byli zainteresowani za-
kupami bombowców. Zaprezentowano
im Żubra i zaproszono ich do demon-
stracyjnego lotu. Na pokładzie byli por.
inż. Jerzy Rzeźnicki – pilot doświad-
czalny ITL, ppor. Jerzy Sztajer – sekre-
tarz ITL oraz rumuńscy oficerowie
mjr Michał Pantazi i kpt. Roman Pope-
scu. Lot skończył się katastrofą. Samo-
lot spadł nieopodal wsi Michałowice
pod Pruszkowem. Cała załoga zginęła.
Po długich badaniach okazało się, że
wypadek zdarzył się z powodu błędów
konstrukcyjnych. Inżynier Ciołkosz od-
szedł z wytwórni na początku 1937 r.,
a dalsze prace nad Żubrem przejął
inż. Jerzy Tesseyre.
Konstrukcja
dowy wtedy PZL P-37 Łoś, przewyż-
szający Żubra pod każdym względem.
LWS-6 szybko został zredukowany do
roli samolotu rezerwowego na wypadek
fiaska nowego projektu, a wkrótce okre-
ślano go już tylko jako „przejściowy
średni do bombowca Łoś”.
Żubr miał być samolotem ułatwia-
jącym pilotom przejście na nowocze-
sny średni bombowiec. Jako pierwsze
miały go dostać 214 i 215 eskadry
bombowe, tworząc V/1 Dywizjon Żu-
brów. Jednak ponowne próby w locie
prototypu PZL 30B-II w Samodziel-
nym Dyonie Doświadczalnym ITL nie
poszły dobrze. Okazało się, że prze-
gapiono mnóstwo wad. Najbardziej
Rozpiętość skrzydeł: 18,50 m;
Długość: 15,40 m;
Wysokość: 4,00 m;
Masa własna: 4751 kg;
Masa użyteczna: 2049 kg;
Masa całkowita: 6800 kg;
Prędkość maksymalna
(na wysokości 3400 m): 330km/h;
Prędkość wznoszenia: 6,4 m/s;
Pułap: 6200 m;
Zasięg: 1250 km.
LWS-6 Żubr
HISTORIA TRADYCJE
52 Polska Zbrojna nr 33/2007
AAAAAAA AAAAAAAA MILITARIA
AAAAAAA AAAAAAAA
nr 33/2007 Polska Zbrojna 53
AAAAAAAA AAAAAAA MILITARIA
WIELKA BRYTANIA.
Ministerstwo obrony poin-
formowało 25 lipca o roz-
poczęciu formalnej proce-
dury zamówienia dwóch lot-
niskowców. Ich budowa
kosztować ma łącznie
3,9 mld funtów.
Lotniskowce „Queen
Elizabeth II” i „Prince of
Wales” o wyporności 65 tys.
ton każdy będą największy-
mi okrętami, jakie kiedykol-
wiek zbudowano dla
Królewskiej Marynarki
Wojennej. Pierwszy z nich
wejdzie do służby w 2014 r.,
a drugi dwa lata później. Na
pokładzie każdego z okrętów
znajdzie się 36 samolotów
wielozadaniowych Lockheed
Martin F-35B Lightning II,
cztery wczesnego ostrzega-
nia oraz śmigłowce. Wysoki
poziom automatyzacji spo-
woduje, że załoga lotniskow-
ca będzie się składała z za-
ledwie 600 marynarzy. Do
tego dojdzie podobnej li-
czebności personel lotniczy.
Również 25 lipca minister
obrony Des Browne zapowie-
dział zwiększenie
w najbliższych trzech latach
o 7,7 mld funtów budżetu
swego resortu. Obecnie wy-
nosi on 33,4 mld funtów.
W roku budżetowym 2008–
–2009 wzrośnie do 34 mld,
w następnym do 35,3 mld,
a w 2010–2011 osiągnie
36,9 mld funtów. (ww)
IRAN–ROSJA. Izraelski dziennik „Jerusalem
Post” poinformował, że Teheran negocjuje
zakup nawet 250 nowoczesnych samolotów
bojowych. Powołując się na przedstawicieli
resortu obrony Izraela, gazeta podała, że
w grę wchodzi dostawa około tuzina eskadr
myśliwsko-bombowych Su-30. Zapowiedź
zakupu rosyjskich maszyn można odczyty-
wać jako odpowiedź Iranu na amerykańskie
plany wartych dziesiątki miliardów dolarów
dostaw broni dla jego potencjalnych prze-
ciwników w regionie. (wt)
Droższe
lotniskowce
USA. Koncern Lockheed Martin poin-
formował 31 lipca, że podpisał z Siłami
Powietrznymi Stanów Zjednoczonych
wart 5 mld dolarów kontrakt na następ-
ne 60 samolotów bojowych F-22 Raptor
(Drapieżca). Tym samym liczba zamó-
wionych maszyn zwiększyła się do 183.
Dotychczas wyprodukowano 105
Raptorów, z których 99 dostarczono
USAF. Kontrakt przewiduje, że samoloty
zostaną wyprodukowane w trzech tran-
szach, po 20 sztuk rocznie, bowiem
miesięcznie montuje się około dwóch
egzemplarzy. Lockheed Martin zapo-
wiedział, że ich dostawy rozpoczną się
w końcu przyszłego roku. Oznacza to,
iż realizacja kontraktu potrwa do
20011 r. (w)
PATROLOWCE DLA MARINES
USA. Navistar International Corporation poinformowała, że jej część wojskowa International
Military and Government, LLC, otrzymała w lipcu od piechoty morskiej zamówienie na
755 pojazdów patrolowych o podwyższonej odporności przeciwminowej MaxxPro. Jego
wartość to 413,9 mln dolarów. W czerwcu zlecono firmie dostawę 16 większych wozów
MaxxPro XL za blisko 9,5 mln dolarów. Wcześniej, 31 maja, otrzymała ona zlecenie na
1200 MaxxPro za 623,1 mln dolarów. W sumie do lutego przyszłego roku firma ma wypro-
dukować 1971 wozów za ponad miliard dolarów. MaxxPro to pojazd o masie 14 ton na
podwoziu International WorkStar 7000. Spód jego kadłuba ma kształt litery V. Dzięki temu
rozwiązaniu energia eksplodującej pod nim miny czy improwizowanego ładunku wybucho-
wego rozpraszana jest na boki. MaxxPro przewidziany jest dla sześciu osób. (Ted)
Więcej
drapieżców
WIELKIE PLANY
Trzej kandydaci
WIELKA BRYTANIA. W ostatnim dniu
lipca odpowiedzialny m.in. za sprawy za-
kupów sprzętu wojskowego wiceminister
Lord Drayson poinformował, że na short-
liście kandydatów na nowy średni pojazd
pancerny dla wojsk lądowych w ramach
programu FRES (Future Rapid Effect
System) są trzy pojazdy. Pierwszym
z nich jest Boxer produkowany przez kon-
sorcjum holendersko-niemieckie.
W ostatniej fazie rozgrywki znalazły się
też wozy Piranha szwajcarskiego
Mowaga i VBCI francuskiej firmy Nexter.
Plany zakładają zakup w ramach progra-
mu FRES ponad trzech tysięcy pojazdów
w różnych wersjach. (w)
R
O
Y
A
L

N
A
V
Y
N
A
V
I
S
T
A
R

I
N
C
M
I
C
K

B
A
J
C
A
R
54 Polska Zbrojna nr 33/2007
MILITARIA LOTNICTWO
Kariera samolotów bezzałogowych
rozpoczęła się podczas operacji „Pustyn-
na burza”. To wówczas RQ-2 Pioneer
wystrzelony z pancernika USS „Wiscon-
sin” dosłownie wziął do niewoli żołnie-
rzy irackich broniących jednej z wysp
w Zatoce Perskiej. Podczas wojny w Ju-
gosławii do akcji weszły rozpoznawcze
samoloty RQ-1 Predator. Przynajmniej
jeden z nich został zestrzelony przez
serbską rakietę ziemia–powietrze. Od
września 2000 r. Predatory używane
przez CIA próbowały namierzyć Osamę
ben Ladena w górach Kandaharu.
Jednak prawdziwa kariera Predatorów
rozpoczęła się po zamachach z 11 wrześ-
nia 2001 r., gdy zostały uzbrojone.
RQ-1 Predator (od 2002 r. MQ-1) może
przenosić dwie rakiety powietrze–zie-
mia, bomby lub nawet rakiety powietrze–
powietrze. Dzięki temu jest w stanie nie
tylko filmować i namierzać cele, ale rów-
nież od razu je atakować. Tak było
w marcu 2002 r., gdy podczas operacji
„Anakonda” Predator zniszczył bunkier
talibów, którzy ostrzeliwali grupę ran-
Czy jest sens podrywać
w powietrze wart dziesiątki
milionów dolarów myśliwiec,
aby ścigać wypełnioną
terrorystami półciężarówkę?
Albo czy warto angażować
śmigłowce bojowe, żeby
namierzyć jednego snajpera?
A co zrobić, kiedy trzeba
obserwować podejrzanych przez
wiele godzin albo... dni?
Odpowiedź jest prosta – użyć
samolotów bezzałogowych.
REWOLUCJA
MQ-9 REAPER
MQ-1 PREDATOR
w bazie Balad
w Iraku
gersów (rozbitków ze śmigłowca
CH-47). Ciekawe, że wcześniej nie były
w stanie zniszczyć go wezwane na po-
moc myśliwce F-16 i F-15.
W grudniu 2002 r. nad strefą zakaza-
ną dla lotów w Iraku doszło do pierwsze-
go w historii starcia pomiędzy samolo-
tem bezzałogowym a myśliwcem. Uży-
wany do wywabiania irackich samolo-
tów Predator został zaatakowany przez
MiG-25. Wystrzelił w jego kierunku ra-
kiety powietrze–powietrze typu AIM-92
Stinger. Te jednak chybiły, a bezzałogo-
wiec został zestrzelony przez iracki my-
śliwiec. Natomiast w listopadzie 2002 r.
należący do CIA Predator zniszczył
w Jemenie samochód, którym jechał je-
den z przywódców al Kaidy odpowie-
dzialny za zamach na amerykański nisz-
czyciel USS „Cole”.
Zastąpić myśliwce
W działaniach antyterrorystycznych
oraz operacjach prowadzonych w Iraku
i Afganistanie bezzałogowce są nieoce-
nione. Coraz częściej mówi się o tym, że
zastąpią załogowe samoloty bojowe, po-
nieważ mają podobne możliwości.
MQ-1 Predator jest wyposażony w ko-
lorową kamerę telewizyjną, kamerę
dzienną o zmiennej ogniskowej, taką sa-
mą kamerę widzącą w podczerwieni oraz
radar umożliwiający loty przy bardzo sła-
bej widzialności. Do naprowadzania bro-
ni pokładowej służy mu wielozadaniowy
system: laserowy i elektro-optyczny pra-
cujący w podczerwieni. Predator może
przekazywać obraz z kamer do jedno-
stek naziemnych w czasie rzeczywi-
stym. Największą jego zaletą jest jed-
nak to, że może utrzymywać się w po-
wietrzu bez przerwy do 40 godzin, la-
tając z prędkością przelotową ok. 130
km/h na wysokości do 7 km.
Samolot obsługują trzy osoby – pilot
i dwóch kontrolerów aparatury pokła-
dowej. Piloci mogą zmieniać się w każ-
dej chwili, gdy poczują zmęczenie.
Dzięki połączeniom satelitarnym kon-
trolę nad Predatorem latającym nad Ira-
kiem może przejąć np. pilot znajdujący
się w USA.
PAWE Ł H E N S K I
nr 33/2007 Polska Zbrojna 55
AAAAAAAA AAAAAAA
S
amoloty bezzałogowe pod-
biły wszystkie rodzaje ame-
rykańskich sił zbrojnych. USAF do
działań na średnich wysokościach używa MQ-1
i MQ-9, natomiast na wyższych wykorzystuje od-
rzutowy bezzałogowy samolot RQ-4 Global Hawk,
który może pozostawać w powietrzu do 34 godzin.
Marines mają w wyposażeniu bezzałogowe Scan
Eagle (na zdjęciu z lewej), które nie potrzebują pasa
startowego. Wystrzeliwuje się je ze specjalnych wyrzutni, na-
tomiast podczas lądowania przechwytuje za pomocą rozpię-
tej liny. Od końca lat 80. na pokładach okrętów wykorzysty-
wane są RQ-2 Pioneer. Jednostki marines mają również mi-
krosamoloty typu Dragon Eye (z prawej) i RQ-11B (przy star-
cie żołnierz wyrzuca je w powietrze). Te ostatnie wykorzystuje
również armia, której podstawowym taktycznym samolotem
bezpilotowym jest śmigłowy RQ-5 Hunter, zastępowany obec-
nie przez nowszy RQ-7 Shadow.
W ciągu dwóch lat do służby mają wejść maszyny typu MQ-1C
Warrior zbudowane na bazie Predatora. W 2008 r. na okrę-
tach US Navy oraz w jednostkach marines ma pojawić się
bezzałogowy lekki śmigłowiec MQ-8 Fire Scout. Będzie mógł
przenosić do 100 kg uzbrojenia (np. dwie rakiety Hellfire) lub
zaopatrzenia.
NAZIEMNA
analiza da-
nych z MQ-1
Predator
w czasie
rzeczywistym
O
intensywności wykorzystywania samolotów bezzałogowych mogą świadczyć
wyniki amerykańskiego 11 Dywizjonu Rozpoznawczego. Jednostka w czerw-
cu br. świętowała osiągnięcie 250 tys. godzin wylatanych na Predatorach. Z kolei
Predatory 15 Dywizjonu Rozpoznawczego od lipca 2005 r. do czerwca 2006
brały udział w 242 operacjach w Iraku, wystrzeliły 59 rakiet Hellfire, namierzyły
18 490 celów, spędziły w powietrzu w sumie 33 833 godziny.
Coraz popularniejsze
NIEZASTĄPIONE
Samoloty
załogowe prze-
grywają z bezzałogo-
wymi pod względem
kosztów. Predator kosztu-
je 4,5 mln dol., natomiast
Reaper ok. 8,5 mln i jest
to średnio 1/8 ceny
myśliwca
Jeszcze bardziej w kompetencje samo-
lotów załogowych wchodzi „ofensywna”
wersja Predatora, czyli MQ-9 Reaper.
Jest większy i szybszy (prędkość przelo-
towa ok. 400 km/h), może jednak krócej
być w powietrzu – do 24 godzin. Prze-
nosi za to cztery rakiety AGM-114 Hell-
fire, dwie bomby naprowadzane lasero-
wo GBU-12 Paveway II, dwie bomby na-
prowadzane GPS-em GBU-38 JDAM lub
dwie rakiety powietrze–powietrze AIM-
9 Sidewinder.
Samoloty załogowe przegrywają tak-
że pod względem kosztów. Predator
kosztuje 4,5 mln dol., natomiast Reaper
ok. 8,5 mln i jest to średnio 1/8 ceny my-
śliwca. Podobnie jest z kosztami eksplo-
atacji. Dodatkowym i bardzo ważnym
czynnikiem jest to, że w zestrzelonym
samolocie bezzałogowym nie zginie
człowiek albo że katapultujący się pilot
nie trafi do niewoli. W dobie bezpardo-
nowej wojny propagandowej z terrory-
stami oraz wyczulenia amerykańskiej
opinii publicznej na informacje o ofia-
rach ma to ogromne znaczenie. Mało kto
na przykład nagłaśnia sprawę utraty
53 ze 139 znajdujących się w służbie Pre-
datorów.
Z duchem czasu
Amerykańskie Siły Powietrzne jedno-
znacznie opowiedziały się za samolo-
tami bezzałogowymi. W maju br. reak-
tywowano w bazie Creech 432 Skrzyd-
ło, jako pierwszą jednostkę tej wielko-
ści (sześć dywizjonów operacyjnych
i jeden obsługi naziemnej) wyposażo-
ną wyłącznie w bezzałogowe samolo-
ty MQ-1 Predator (60 egzemplarzy)
i MQ-9 Reaper (sześć sztuk). Jak
stwierdził nowy dowódca skrzydła col.
Christopher Chabliss, posiadanie jed-
nostki tego typu to logiczny i ważny
krok podtrzymujący dominację amery-
kańskich sił powietrznych na świecie.
432 Skrzydło ma „wylatać” w tym
roku 75 tys. godzin, z czego ok. 85
proc. w warunkach bojowych. Na po-
czątku lipca gen. T. Michael Moseley,
szef sztabu USAF, zapowiedział przy-
spieszenie wprowadzenia 21 patroli
bojowych (CAP) prowadzonych przez
Predatory w Iraku i Afganistanie
(obecnie jednostki wyposażone w sa-
moloty bezzałogowe zapewniają ich
12). W tym przypadku patrol bojowy
oznacza utrzymywanie Predatorów
w powietrzu 24 godziny na dobę, przez
7 dni w tygodniu, 365 dni w roku. Aby
to osiągnąć, siły powietrzne planują
zwiększenie liczby załóg pozostają-
cych w obu teatrach działań ze 120
do 160.
Powiększanie floty samolotów bez-
załogowych jest również ostatnią szan-
są dla pilotów i personelu amerykań-
skich jednostek przeznaczonych do
rozwiązania. Taki los miał spotkać
119 Skrzydło Myśliwskie Gwardii Na-
rodowej stanu Północna Dakota. Zmie-
niono jednak plany i latający na F-16
piloci obsługują Predatory, przesiedli
się też na samoloty transportowe C-21.
Bezzałogowce tego typu okazały się
również ostatnią deską ratunku dla
163 Skrzydła Latających Cystern Gwar-
dii Narodowej stanu Kalifornia. 
U
S
A
F

(
5
)
56 Polska Zbrojna nr 33/2007
ARMIE ŚWIATA TURCJA ARMIE ŚWIATA WIELKA BRYTANIA
egoroczna wielka powódź
spowodowała, że w akcję ra-
towniczą musieli włączyć
się żołnierze. Kryzys poja-
wił się w bardzo trudnym
dla brytyjskich sił zbrojnych
momencie. Ich dowódcy prywatnie, ale
i publicznie wypowiadają się, że potrze-
bują więcej pieniędzy, żołnierzy i sprzę-
tu, by wojsko mogło podołać stawianym
mu zadaniom.
Dziennik „Daily Telegraph” ujawnił,
że gen. Richard Dannatt, szef sztabu ge-
neralnego wojsk lądowych, w tajnym do-
kumencie ostrzegł, iż brakuje mu sił do
Misje zagraniczne tak bardzo wyczerpują brytyjskie wojska
lądowe, że praktycznie nie mają one możliwości
reagowania na nowe sytuacje kryzysowe.
obrony kraju i udziału w operacjach za-
granicznych: – Obecnie nie mamy pra-
wie żadnych środków, aby zareagować
na coś nieoczekiwanego.
Generał informuje, że niemal wszyst-
kie jednostki wojsk lądowych służą w Ira-
ku i Afganistanie, odpoczywają po misji
lub przygotowują się do niej. Nie jest to
pierwsze ostrzeżenie ze strony tego ofice-
ra, który przed rokiem został dowódcą
wojsk lądowych. W październiku 2006 r.
w wywiadzie dla dziennika „Daily Mail”
zaproponował, aby jak najszybciej wyco-
fać wojska z Iraku. Stwierdził, że ich obec-
ność w tym kraju utrudnia zapewnienie
bezpieczeństwa w samej Wielkiej Bryta-
nii. Dannatt uznał również za „naiwne” na-
dzieje na zbudowanie w Iraku „liberalnej
demokracji”. Później złagodził ton swej
wypowiedzi, wyjaśniając, że mówiąc o wy-
cofaniu wojska z tego kraju, miał na myśli
okres dwóch–trzech lat.
Bez rezerw
W lipcu Richard Dannatt poinformo-
wał, że jedyna realna rezerwa, jaką dys-
ponuje, to zaledwie jeden batalion szybkie-
go reagowania w sile pięciuset żołnierzy,
których może użyć w przypadku dużego
ataku terrorystycznego w kraju lub do szyb-
kiej reakcji na kryzys za granicą. Drugiej
jednostki – grupy powietrznodesantowej
– która wróciła z misji, nie można wyko-
rzystać, ponieważ brakuje w niej ludzi,
sprzętu i zapasów. Spadochroniarze zosta-
wili w Afganistanie swe pojazdy i uzbro-
GEN. RICHARD DANNATT, szef
sztabu generalnego wojsk
lądowych Wielkiej Brytanii,
w tajnym dokumencie ostrzegł,
iż brakuje mu sił do obrony kra-
ju, bowiem prawie wszystkie
jednostki wojsk lądowych służą
w Iraku i Afganistanie,
odpoczywają po misji lub
przygotowują się do niej.
T
56 Polska Zbrojna
Ponad siły
T A D E U S Z WRÓ B E L
Polska Zbrojna 57 nr 33/2007
Polowe wojska lądowe
1 Dywizja Pancerna
– 4 Brygada Zmechanizowana
– 7 Brygada Pancerna
– 20 Brygada Pancerna
– 102 Brygada Logistyczna
3 Dywizja Zmechanizowana
– 1 Brygada Zmechanizowana
– 12 Brygada Zmechanizowana
– 19 Brygada Lekka
– 52 Brygada Piechoty
– 101 Brygada Logistyczna
1 Brygada Artylerii
1 Brygada Łączności
1 Brygada Wywiadu Wojskowego
2 Brygada Łączności
2 Brygada Medyczna
8 Brygada Inżynieryjna
11 Brygada Łączności
12 Brygada Inżynieryjna
29 Brygada Inżynieryjna
104 Brygada Logistyczna
16 Pułk Artylerii (przeciwlotniczej)
Siły Regionalne
2 Dywizja
– 15 (Północno-Wschodnia) Brygada
– 42 (Północno-Zachodnia) Brygada
– 51 (Szkocka) Brygada
– Garnizon Catterick
4 Dywizja
– 2 Brygada Piechoty
– 43 (Wessex) Brygada
– 145 (Home Counties) Brygada
– Garnizon Aldershot
5 Dywizja
– 49 (Wschodnia) Brygada
– 143 (West Midlands) Brygada
– 160 (Walijska) Brygada
– Garnizon Colchester
Dystrykt Londyński
Połączone Dowództwo Śmigłowców
– 16 Brygada Powietrznoszturmowa
jenie żołnierzom, którzy ich zastąpili. Nie
tylko są niezdolni do działania, ale mają
też spore problemy ze szkoleniem.
Oznacza to, iż Londyn nie ma odwo-
dów, którymi mógłby wesprzeć kontyn-
genty w operacjach afgańskiej i irackiej.
Teraz zaangażowanych jest w nie aż
13 tys. ludzi. Gen. Dannatt przyznał, że
to „znacznie więcej, niż kiedykolwiek
zakładaliśmy”. Na to nakładają niedobo-
ry kadrowe, najbardziej odczuwalne
w piechocie i artylerii. Na początku lip-
ca generał wezwał do utworzenia dodat-
kowych jednostek piechoty, którą jego
poprzednik gen. Mike Jackson postano-
wił zredukować o cztery bataliony. Nie-
pokój dowódcy budzi też stan części
sprzętu, jak chociażby mających 40 lat
pancernych pojazdów rozpoznawczych.
Jak podała BBC, rzecznik resortu
obrony stwierdził, że Londyn zmniejsza
swe udziały w operacjach poza granica-
mi kraju. Na początku roku Brytyjczycy
wycofali się z operacji Unii Europejskiej
w Bośni i Hercegowinie, a 31 lipca za-
kończyło się zaangażowanie sił zbroj-
nych w Irlandii Północnej. W planach jest
zredukowanie o pół tysiąca żołnierzy
kontyngentu w Iraku.
Dwa zgrupowania
Dowództwo Lądowe, które znajduje
się w Wilton w Wiltshire, ma w swej
strukturze dwie duże grupy jednostek
– wojska operacyjne (Field Army) i re-
gionalne (Regional Forces). Dowódcy
pierwszego zgrupowania podlegają dwie
ciężkie dywizje, jednostki wsparcia oraz
dyrektor generalny wsparcia szkolenia.
W sumie siły operacyjne mają siedem
brygad bojowych: trzy zmechanizowane,
dwie pancerne, lekką i piechoty. Nato-
miast dowódcy Sił Regionalnych podle-
gają: 2, 4, i 5 dywizje, Dystrykt Londyń-
ski i administracja garnizonowa
w Zjednoczonym Królestwie. Tu
funkcjonują zarówno jednostki re-
gularne, jak i rezerwowe (Teri-
torial Army). W sumie owe trzy
dywizje mają dziewięć takich
mieszanych brygad.
W Dowództwie Lądowym
są dwie mniejsze struktury.
Pierwsza to Połączone Dowódz-
two Śmigłowców z 16 Brygadą
Powietrznoszturmową (admini-
stracyjnie podległa 5 Dywizji).
Drugą jest Wsparcie Lądowe.
W sumie regularna armia po reduk-
cji ma mieć 36 batalionów piechoty, tak
jak dotąd pięć pułków pancernych (czoł-
gów) i tyleż rozpoznawczych. Do tego
trzeba dodać 14 pułków artylerii, 15 in-
żynieryjnych, 10 łączności i 6 lotnictwa
wojsk lądowych. Poza tym jest też 21 puł-
ków logistycznych.
ULSTER
Zgodnie z zapowiedziami,
31 lipca był ostatnim dniem misji
brytyjskiej armii w Irlandii Północnej,
związanej z utrzymaniem porządku w tej
prowincji. Już wcześniej zapowiedziano, że
stacjonujące tam dwie brygady (39 i 107) zo-
staną połączone. Nowa 38 (Irlandzka) Brygada
zostanie podporządkowana 2 Dywizji.
Informowano również, że do Ulsteru prze-
niesiona będzie 19 Brygada
Lekka, jednak pozostanie ona
w strukturach 3 Dywizji
Zmechanizowanej

Polska Zbrojna 57
U
K

M
O
D

/
U
S

D
O
D
58 Polska Zbrojna nr 33/2007
H E N RY K S U C H A R
Tegoroczne wydatki Gruzji
na wojsko sięgną
rekordowej kwoty
– 567 milionów dolarów
(336 mln w ubiegłym roku).
Pięć lat temu wynosiły
zaledwie 19 mln dolarów.
Resort obrony zapowiedział,
że dodatkowe pieniądze
zamierza przeznaczyć
na zakup broni i amunicji.
Co oznaczają tak duże
wydatki?
ARMIE ŚWIATA GRUZJA
WOJNA
na Zakaukaziu?
Po objęciu rządów prezydent Miche-
il Saakaszwili obiecywał, że przywró-
ci kontrolę nad prorosyjskimi enklawa-
mi, które na progu lat 90., po krwawych
wojnach domowych, wymknęły się
spod jurysdykcji Gruzji. Marionetko-
wym władzom Osetii Południowej
i Abchazji zarzucił, że dążą do utrwa-
lenia status quo.
Rozgrywka z Putinem
Trzy miesiące temu parlament gruziń-
ski zaakceptował utworzenie tymczaso-
wej administracji Osetii Płd., kierowanej
przez Dmitrija Sanakojewa. Niebawem
rozpoczną się oficjalne rozmowy z tym
politykiem, cieszącym się poważaniem
wśród lokalnej ludności, dzięki którym
Osetyjczycy zyskać mają szeroką auto-
nomię i satysfakcjonującą reprezentację
na szczeblu władz centralnych. Saakasz-
wili jest przekonany, że otworzyła się
szansa na rychłe pokojowe odzyskanie
Osetii Południowej, przy czym liczy na
wsparcie ze strony Waszyngtonu. Pra-
gnąc zjednać USA dla swych projektów U
S

D
O
D
Polska Zbrojna 59 nr 33/2007
politycznych, zdecydował on o wysłaniu
200 żołnierzy do Afganistanu i powięk-
szeniu do 2 tys. gruzińskiego kontyngen-
tu w Iraku.
Sęk w tym, że takie rozwiązanie kon-
fliktu nie jest jednak na rękę Rosji.
Wielkimi krokami zbliżają się bowiem
wybory do Dumy (grudzień) oraz wy-
bory prezydenckie (marzec). Kreujący
się na silnego męża stanu Władimir Pu-
tin przed tymi ważnymi wydarzeniami
może nie zechcieć oddać inicjatywy
Tbilisi, zwłaszcza w sprawach dotyczą-
cych terenów byłego imperium komu-
nistycznego. O ich ponownym podpo-
rządkowaniu marzy dziś wielu Rosjan.
Dlatego praktycznie bez sprzeciwu
przyjęli jesienną łapankę i wywózkę
Gruzinów. Brutalna akcja była odwe-
tem za ujęcie rosyjskich szpiegów.
W ramach mnożenia karnych sankcji
Kreml zlikwidował połączenia lotnicze
i pocztowe, poza tym zaprzestał jakie-
gokolwiek handlu z Gruzją.
Koniec stagnacji
Mimo wrogich gestów oraz perma-
nentnej niechęci i restrykcji ze strony
dawnego Wielkiego Brata, Gruzja da-
je sobie radę. Może się pochwalić wy-
sokim wzrostem gospodarczym, który
pozwolił jej odbić się od dna wielolet-
niej stagnacji. Wartość budżetu skoczy-
ła z niedawnych 250 mln dolarów do
ponad 2 mld. Uruchomiono kluczowe
naftowe i gazowe rurociągi na trasie
Baku–Tbilisi–Ceyhan będące alterna-
tywą dla rosyjskich magistrali przesy-
łu surowców energetycznych z Kauka-
zu i Azji Środkowej do Europy.
Za rozwojem gospodarczym oraz towa-
rzyszącym mu radykalnym obniżeniem
skali korupcji poszła poprawa wizerunku
kraju. Dzięki temu jest on coraz bardziej
atrakcyjny dla inwestorów. W ostatnich
międzynarodowych rankingach Gruzja
znalazła się na 37 miejscu, a parę lat te-
mu startowała ze 112 pozycji.
Niepokojąca stabilizacja
Rozwój sytuacji w tamtym rejonie jest
uważnie obserwowany przez Rosję. Daw-
niej martwiła się ona, że Gruzja jest nie-
stabilna, a dziś niepokoi ją stabilizacja.
Głównie dlatego, że doprowadzili do niej
sami Gruzini. Teoretycznie jednak stabi-
lizację tę w każdej chwili można zburzyć
– wystarczy, że na sztucznie ustanowio-
nych granicach Gruzji z Abchazją i Ose-
tią Południową dojdzie do prowokacji,
po której nie da się uniknąć konfliktu.
Konsekwencją starć może być zajęcie
przez militarne, wyposażone przez Mo-
skwę formacje secesjonistów resztek ose-
ARMIE ŚWIATA GRUZJA
tyjskich i abchaskich terenów, ciągle
jeszcze znajdujących się pod pieczą Tbi-
lisi. To na tych skrawkach terytoriów
urzędują dziś przedstawiciele centralnej
władzy gruzińskiej.
Ataki separatystów mogą też zyskać
wsparcie rosyjskiego lotnictwa. Litew-
ski portal internetowy Delfi spekuluje,
że oliwy do ognia dolałaby jeszcze roz-
pętana kampania zorganizowanych za-
machów terrorystycznych, wymierzo-
nych w elity rządzące Gruzji, obiekty
rządowe i w infrastrukturę przemysło-
wą (rafinerie, gazociągi, naftociągi).
Paraliż administracji zostałby dodatko-
wo pogłębiony falą demonstracji anty-
rządowych zmierzających do obalenia
ekipy, która jest niewygodna dla Mo-
skwy. Autorzy przypuszczają, że inne
państwa nie angażowałyby się specjal-
nie w te niebezpieczne zdarzenia, za
bardzo zaabsorbowane zaostrzającą się
sytuacją na Bliskim Wschodzie. Skrę-
powane nią Stany Zjednoczone nie da-
łyby rady włączyć się do działania.
Apele Waszyngtonu byłyby tylko for-
malnością. Taki sam sens miałyby na-
woływania o pokój kierowane przez
Turcję czy Azerbejdżan.
Scenariusze wydarzeń
Spowodowany walkami i aktami ter-
roru chaos zdewastowałby podnoszącą
się z gruzów gospodarkę, zaognił na-
stroje społeczne i skutecznie zastopował
marsz Gruzji ku Unii Europejskiej
i NATO. Państwo straciłoby również
status regionalnego ośrodka polityczne-
go i promowania wartości euroatlantyc-
kich, co na razie dobrze mu wychodzi.
I wreszcie ten ważny z punktu widzenia
tranzytu surowców zakaukaski kraj mu-
WOJNA
siałby się rozstać z funkcją kluczowego
ogniwa rodzącego się alternatywnego
systemu transportu ropy i gazu z Azji
Środkowej i Kaukazu do Europy.
Tym samym wzrosłaby, i tak już
ogromna, rola Rosji jako pierwszorzęd-
nego dostawcy nośników energii na kon-
tynent europejski. Rosłyby też jej rezer-
wy dewizowe pozwalające asygnować
jeszcze więcej środków m.in. na moder-
nizację armii. Tymczasem Unia Europej-
ska musiałaby na nowo przemyśleć poli-
tykę mającą na celu zróżnicowanie źró-
deł zaopatrzenia w paliwa węglowodo-
rowe. Podobne scenariusze brane są pod
uwagę i w Brukseli, i w Tbilisi, choć na
pierwszy rzut oka brzmieć mogą jak fa-
buła powieści z serii political fiction.
Gruzja na wszelki wypadek nieustan-
nie rozbudowuje zaplecze obronne, co
jest możliwe dzięki coraz lepszym wy-
nikom gospodarczym oraz finansowemu
wsparciu Stanów Zjednoczonych. Sko-
kowo, jeszcze w trakcie trwania obecne-
go roku finansowego, zwiększył się bu-
dżet wojskowy. Skorygowano go w ma-
ju; został podwojony w porównaniu
z pierwotnymi założeniami. 
S
wego czasu Rosja udzieliła poparcia secesjonistom z Osetii Płd. i Abchazji, a jej i tylko
jej wojska do tej pory stacjonują w tych separatystycznych regionach, wypełniając rolę
sił rozjemczych. Jak dotąd na próżno Gruzja zabiega o umiędzynarodowienie kontyngentu,
uzupełnienie go o oddziały krajów, które nie mają bezpośrednich interesów w obydwu
zbuntowanych prowincjach.
Rosjanie w Abchazji i Osetii Płd.
ROZWÓJ SYTUACJI W DAWNYM
DOMINIUM JEST UWAŻNIE
OBSERWOWANY PRZEZ ROSJĘ.
KIEDYŚ MARTWIŁA SIĘ ONA,
ŻE GRUZJA JEST NIESTABILNA,
A DZIŚ NIEPOKOI JĄ
STABILIZACJA. GŁÓWNIE
DLATEGO, ŻE DOPROWADZILI
DO NIEJ SAMI GRUZINI
na Zakaukaziu?
D
E
F
E
N
C
E

T
A
L
K
quÌÌðËÓÓÐ
AAAAAAA
u$A. Izba Reprezentantów
uchwalila 5 bm. budzet wojskowy
na rozpoczynajacy sie 1 pazdzier-
nika rok finansowy 2008. Penta-
gon ma otrzymac 459,6 mld do-
larów, czyli o 3,5 mld mniej, niz
postulowal prezydent George
W. Bush. Kongresmani skresli-
li m.in. 139 mln dolarów na
system obrony antyrakie-
towej, co zdaniem dorad-
ców Bialego Domu unie-
mozliwia obecnie zbudo-
wanie w Polsce bazy wy-
rzutni pocisków przechwy-
tujacych. Za to Izba Reprezentan-
tów postanowila podniesc pobo-
ry amerykanskiego personelu
wojskowego o 3,5 proc., choc Pen-
tagon chcial o pól procent mniej.
W budzecie sa tez srodki na po-
prawe opieki zdrowotnej zolnie-
rzy powracajacych z Iraku i Af-
ganistanu oraz fundusze na zwiek-
szenie liczebnosci wojsk lado-
wych z 482 tys. do 489 tys. i Kor-
pusu Piechoty Morskiej o piec ty-
siecy - do 180 tys. Senat USA zaj-
mie sie budzetem po przerwie wa-
kacyjnej. (ww)
N|EH0Y. - Opowiadam sie za
rozszerzeniem naszej pomocy w
szkoleniu i dozbrajaniu afgan-
skiej armii - powiedzial niemie-
cki minister spraw zagranicznych
Frank-Walter Steinmeier w wy-
wiadzie, który ukazal sie 6 bm.
na lamach dziennika .Bild¨.
- Misja stabilizacyjna zakonczy
sie dopiero wtedy, gdy Afgan-
czycy beda w stanie sami zapew-
nic bezpieczenstwo w kraju. Je-
zeli teraz zrezygnujemy, bedzie
to oznaczalo, ze talibowie osiag-
neli swój cel - dodal szef niemie-
ckiej dyplomacji. W przyszlym
miesiacu Bundestag podejmie
decyzje o ewentualnym przedlu-
zeniu niemieckiej obecnosci
w Afganistanie. Obecnie w Mie-
dzynarodowych Silach Wsparcia
Bezpieczenstwa (ISAF) sluzy
okolo trzech tysiecy zolnierzy
Bundeswehry, a stu komandosów
uczestniczy w operacji antyter-
W
zamian za uwolnienie
przez Libie bulgarskich
pielegniarek i palestynskiego
lekarza Unia Europejska zobo-
wiazala sie do przekazania
Trypolisowi 461 mln dolarów
jako odszkodowania dla rodzin
ofiar oraz pelnej normalizacji
stosunków i nawiazania kon-
taktów handlowych - wynika
z wypowiedzi unijnej komisarz
Benity Ferrero-Waldner.
Wkrótce potem Sofia umorzy-
la Trypolisowi dlug przekra-
czajacy 56 mln dolarów. Ozna-
cza to, ze cena za glowe uwol-
nionego (piec bulgarskich pie-
legniarek i jeden palestynski
lekarz) wyniosla blisko
870 tys. dolarów.
Kiedy terrorysci porywaja dla
okupu, wladze panstw nigdy
qgu}hmrqdv


RL0AK10R NAU2LLNY
,1PL WAR5AW v0IUL"
Handel
ludzmi
nie chca przyznac, ze ulegly ich
zadaniom. Jednak fakty temu
przecza. Gdy uklad sie wyda,
jak ostatnio mialo to miejsce
w Afganistanie, panstwo jest na
cenzurowanym i musi usztywnic
swoja postawe. Z reguly grozi to
smiercia porwanych. Ale tez, jak
tlumacza specjalisci, latwe ule-
ganie zadaniom porywaczy gro-
zi epidemia porwan i rozzu-
chwaleniem terrorystów.
Co sie dzieje, gdy porywaczem-
-szantazysta jest panstwo? A mó-
wiac konkretnie - czy Bulgaria
i Unia Europejska mialy wydac
swoje pielegniarki i palestynskie-
go lekarza na pewna smierc? Ja-
kie bylyby zyski, a jakie straty
wynikajace z takiej postawy?
Brukseli, Paryzowi i Sofii ra-
chunki wypadly podobnie. Ta
polityczna i moralna arytmetyka
wydaje mi sie przekonywajaca.
Pieniadze sa sprawa odrebna. Po-
wrót Libii w obszar wspólpracy
miedzynarodowej jest zas wartos-
cia dodana i sama w sobie. Ko-
niec czasu Muammara Kadafie-
go, który kiedys przeciez nastapi,
powinien zastac to panstwo ot-
warte na swiat, a nie na przyklad
w stanie izolacji, w jakim znajdu-
je sie Korea Pólnocna.
Zycie szesciu niewinnych osób
wykupionych od smierci jest
w tej calej transakcji wartoscia
naprawde dodana - do zestawu
wartosci, którymi kierowac sie
powinny cywilizowane
spoleczenstwa.
WYDARZ£NlA
P0L$KA-u$A. - Nie ma zad-
nej listv krajow, ktorvm wolno
jest sprzedawao bron armii ira-
okiej - powiedzial PAP 3 bm.
Chase Beamer, rzeoznik
Lepartamentu 3tanu. Nie wie-
dza o niej tez przedstawioiele
Lepartamentu 0bronv, zastrze-
eajao, iz sprawv sprzedazv broni
przez oboe panstwa do lraku nie
sa w ioh eestii. 1eden z polskioh
dziennikow napisal, ze Polski nie
ma na domniemanej lisoie
Pentaeonu, na jakiej umieszozo-
no kraje, ktore moea sprzedawao
sprzet wojskowv lrakijozvkom.
wedlue polskieeo attaohé woj-
skoweeo w waszvnetonie
een. brve. Kazimierza
3ikorskieeo, w u3A
jest teraz korzvstnv
klimat dla polskioh przedsie-
biorstw praenaovoh dostarozao
bron do lraku. - 0bserwuje ze
stronv firm amervkanskioh zwiek-
szone zainteresowanie wspolpra-
oa z polskim przemvslem, ktorv
praenie wejso na rvnek iraoki
z naszvm sprzetem. Lwlaszoza po
ostatniej wizvoie prezvdenta
Kaozvnskieeo odozuwa sie oieplv
klimat - powiedzial on PAP. (ww)
Wirtualna lista
Za kontynuacja misji
rorystycznej .Trwala wolnosc¨.
Poza tym szesc samolotów roz-
poznawczych Tornado wraz 200-
osobowym personelem dziala na
poludniu Afganistanu, pomaga-
jac w wykrywaniu górskich kry-
jówek buntowników. Od rozpo-
czecia misji w 2002 r. zycie stra-
cilo w tym kraju 21 niemieckich
zolnierzy. (wrt)
ÏÓrovndeurmqd
N
A
1
0
1
A
R
0
3
L
A
w

w
l
3
N
l
L
w
3
K
l
Mniejszy budzet
rovndeurmqdÏÊ quÌÌðËÓÓÐ
FORUM
ķ
SLUL8A
ķ
W¥DARLLNIA
ķ
LUDLIL
ķ
MILIJARIA
ķ
W CARNILONIL
ķ
PORAD¥
ķ
SWIAJ
ķ
JO I OWO
ķ
SPORJ
ķ
HISJORIA
zvnu¥flh
|PAK. Departament Obro-
ny nie wie, gdzie podzialo
30 proc. amerykanskiego
uzbrojenia dostarczonego
irackim wojskom i policji.
Takie sa ustalenia raportu
Generalnego Biura Rozli-
czen (GAO) przy Kongre-
sie USA, który zostal
streszczony 6 bm. w dzien-
niku .Washington Post¨.
Zniknelo 110 tys. ze
185 tys. karabinów sztur-
mowych AK-47 i 80 tys.
ze 170 tys. pistoletów .
Jeszcze wieksze straty od-
notowano w przypadku
kamizelek kuloodpornych
i helmów. Tych pierw-
szych pozostalo zaledwie
80 tys. z 215 tys. dostar-
czonych, zas helmów jest
tylko 25 tys., choc przeka-
zano ich az 140 tys. Praw-
dopodobnie bron i wypo-
sazenie wpadly w rece ru-
chu oporu. Wedlug GAO
to efekt balaganu i nieprze-
strzegania obowiazuja-
cych procedur. Najgorzej
bylo z tym w latach 2004-
-2005, kiedy szkoleniem
wojsk irackich kierowal
gen. David Petraeus, teraz
dowódca amerykanskich
wojsk w Iraku. (ww)
Tajemnicza
rakieta
SPuZJA-P0$JA. Wladze
Gruzji wreczyly 7 bm. note
protestacyjna ambasadorowi
Rosji w zwiazku z pociskiem
rakietowym, który - jak
twierdza - rosyjski samolot
wystrzelil nad terytorium ich
kraju. Wedlug Gruzinów
w poniedzialek o godzinie 19.30
czasu lokalnego jeden z dwóch
bombowców Su-24 odpalil
rakiete, omal nie trafiajac
w wioske Tsitelubani lezaca
okolo 65 km na zachód od Tbili-
si. Uderzyla ona w pole i nie
eksplodowala. Rosja zaprzecza,
ze jej samoloty przelecialy nad
Gruzja lub wystrzelily w jej
kierunku jakas rakiete.
Strzaly
na pograniczu
P0LwY$EP K0PEAN$K|. Po
ponad roku ciszy 6 bm. znowu
slychac bylo strzaly na linii de-
markacyjnej w strefie zdemili-
taryzowanej miedzy Korea
Pólnocna a Poludniowa. Strona
pólnocna ostrzelala poludnio-
wokoreanski posterunek gra-
niczny. Zolnierze poludniowo-
koreanscy odpowiedzieli strza-
lami ostrzegawczymi. Po stro-
nie Republiki Korei nikt nie
zostal ranny, natomiast brak in-
formacji z drugiej strony grani-
cy. Poludniowokoreanskie sily
zbrojne wydaly oswiadczenie,
w którym poinformowano,
ze po wymianie ognia nie za-
uwazono zadnych .niezwy-
klych ruchów¨ wojsk pólnoc-
nokoreanskich. (ted)
Atak w Skopje
HA0E00N|A. - Rzad chce
oglosic przeslanie do wszyst-
kich, którzy uczestniczyli
w atakach terrorystycznych:
skoncza za kratami - powie-
dzial rzecznik macedonskiego
rzadu Iwica Boczewski. Slowa
te padly po tym, gdy dwa poci-
ski wystrzelone z granatnika
przeciwpancernego wybuchly
w nocy z 5 na 6 sierpnia
w centrum stolicy Skopje. -
Byly to granaty produkcji po-
ludniowoafrykanskiej i wedlug
wstepnych ustalen wystrzelono
je z odleglosci 400 metrów
- poinformowal rzecznik
policji Iwo Kotewski. Jeden
z nich eksplodowal przed
japonskim konsulatem, a drugi
uderzyl w czubek drzewa
w poblizu siedziby rzadu, która
prawdopodobnie byla celem
ataku. (w)
Zwyciezca
konkursu
L|TwA. Byly posel Artur
Plokszto od 6 bm. jest podsek-
retarzem stanu w litewskim
ministerstwie obrony. Zostal
nim w wyniku konkursu.
W rozmowie z PAP Plokszto
stwierdzil, ze .komisji egzami-
nacyjnej nie przeszkadzalo to,
iz jest Polakiem, wrecz przeci-
wnie - znajomosc jezyka pol-
skiego byla dodatkowym atu-
tem¨. Do jego obowiazków na-
lezy nadzorowanie i koordyno-
wanie wyposazenia zolnierzy
litewskich, a takze kwestie
zwiazane z infrastruktura
i sprawami gospodarczymi
resortu obrony. (t)
P0$JA. - Dwie próby
z Bulawa odbeda sie
w 2007 r. Pozostale zo-
stana przeprowadzone
w roku przyszlym - po-
wiedzial 5 bm. w Sewa-
stopolu na Krymie,
gdzie znajduje sie baza
Floty Czarnomorskiej,
dowódca rosyjskiej ma-
rynarki wojennej
adm. Wladimir Maso-
rin. Poinformowal, ze
zapadla juz decyzja o se-
ryjnej produkcji wypo-
sazenia bojowego dla te-
go najnowszego pocisku
balistycznego, znanego
tez jako R-30. Dwa dni
wczesniej goszczacy na
Krymie Masorin opo-
wiedzial sie za powro-
tem rosyjskich okretów
wojennych na Morze
Sródziemne, które .jest
bardzo wazne pod
wzgledem strategicz-
nym dla Floty Czarno-
morskiej¨. - Przy po-
mocy flot Pólnocnej
i Baltyckiej rosyjska
marynarka wojenna po-
winna odnowic swa sta-
la obecnosc na tym
akwenie - oswiadczyl
admiral. (w)
|ZPAEL. - lzraelskie
3ilv 0bronne z armii
narodu staja sie stop-
niowo armia polowv
narodu - stwierdzil na
konferenoji na uniwer-
svteoie w 1el Awiwie
minister obronv Lhud
Barak. - Lolnierz, kto-
rv rusza do walki, nie
moze ozuo, ze
w oozaoh ozesoi spo-
leozenstwa jest fraje-
rem i naiwniakiem
- dodal. Przez lata
sluzba wojskowa bvla
dla lzraelozvkow za-
szozvtnvm obowiaz-
kiem. 1ednak svtua-
oja sie zmienia, ooraz
wieoej mlodvoh ludzi
stara sie uniknao
munduru. uohvlanie
sie od sluzbv wojsko-
wej przestalo bvo spo-
leoznvm tabu. Rosnie
liozba osob z niej
zwolnionvoh - ultraor-
todoksow, na oo ma
wplvw wieksza liozba
urodzen w tej spoleoz-
nosoi. Najnowsze da-
ne mowia, ze sluzbv
wojskowej nie odbvwa
w lzraelu okolo
25 proo. osob w wieku
poborowvm - ponad
polowa wieoej niz w la-
taoh 80. 1ednak
3tuart Cohen, polito-
loe z uniwersvtetu Bar-
-llan, zwrooil uwaee, ze
wsrod tvoh, ktorzv nie
odbvwaja sluzbv, jest
mniej niz pieo prooent
rzeozvwisoie uohvlaja-
ovoh sie od wojska.
Powvzsze wvliozenia
nie uwzeledniaja 20-
prooentowej mniejszo-
soi arabskiej, ktorej
ozlonkowie sa zwolnie-
ni z obowiazkowej
sluzbv wojskowej. (ted)
5U0AN. Rada Bezpieozenstwa 0NL
jednomvslnie uohwalila 31 lipoa
rozmieszozenie w sudanskim reeio-
nie Larfur polaozonej misji sil poko-
jowvoh 0NL i unii Afrvkanskiej.
Moze ona liozvo maksvmalnie
19,5 tvs. zolnierzv oraz 6,5 tvs. poli-
ojantow. Personel prawdopodobnie
bedzie poohodzil w wiekszosoi
z panstw Afrvki. 0peraoja ma na oe-
lu powstrzvmanie przemoov
w Larfurze, edzie w trwajaoej od lu-
teeo 2003 r. wojnie domowej zeine-
lo okolo 200 tvs. ludzi, a 2,5 mln
zostalo uohodzoami. Rezoluoja RB
0NL nr 1769 umozliwia ,blekitnvm
helmom" uzvoie silv w oelu zapew-
nienia bezpieozenstwa praoowni-
kom oreanizaoji humanitarnvoh
oraz lokalnej ludnosoi, a takze
w obronie wlasnej. Lokument nie
pozwala im na przeohwvtvwanie
i niszozenie nieleealnej broni. 3ilv
0NL moea oo najwvzej ja monitoro-
wao. w porownaniu z poprzednimi
rezoluojami nie ma tez erozbv sank-
oji w razie utrudniania przez wladze
3udanu wvkonvwania postanowien
Radv Bezpieozenstwa. 1ednak ame-
rvkanski ambasador przv 0NL
Lalmav Khalilzad zaerozil, ze
waszvneton podejmie odpowiednie
kroki, jesli Chartum sie nie podpo-
rzadkuje rezoluoji. Podobne ostrze-
zenie wvstosowal tez brvtvjski pre-
mier 0ordon Brown. (wt)
Klopot z rekrutami
Zaginione
dostawy
Bulawa za rok
Lielone
«zldwr
l
L
l
62 Polska Zbrojna nr 33/2007
Irracjonalny
optymizm?
Szef MON nie może pokazać się ubłocony, dlatego nie pobiegnie w Biegu Katorżnika
– donosi 2 bm. „Przekrój”. Dalej możemy przeczytać, że w imprezie organizowanej
11 bm. po raz pierwszy przewidziano bieg drużynowy. Tygodnik pisze, że bieg zapo-
wiadał się sensacyjnie, bo wśród 20 zgłoszonych amatorskich drużyn znalazła się
ekipa z MON, którą miał poprowadzić minister Aleksander Szczygło.
– Odradzałem start ministro-
wi. Dziennikarze tylko czeka-
ją, żeby sfotografować kogoś
oblepionego błotem i wycią-
gnąć takie zdjęcia przy byle
krytyce – tłumaczy w „Prze-
kroju” Jarosław Rybak, rzecz-
nik resortu.Tematem zainte-
resował się też Onet.pl – nie
tylko umieścił na swoich stro-
nach tekst z tygodnika, ale
dodatkowo ankietę, w której
internauci mogli się wypowie-
dzieć, czy woleliby, aby mini-
ster pobiegł, czy też nie. Czy
nie ma w naszym kraju, armii
i resorcie obrony żadnych
ważniejszych tematów niż to,
czy szef MON się ubłoci? Ro-
zumiemy, że kolorowe dzien-
niki zapełniają teraz swoje ła-
my zdjęciami polityków i akto-
rów na wakacjach. Widać jed-
nak niektóre poważniejsze
media także dopadł sezon
ogórkowy, skoro robią z takiej
informacji newsa. (ad)
U C Y WI L I Z OWA N Y
S Z P I E G
Nonsens tygodnia: Sezon błotny
TO I OWO
1
miejsce w rankingu
stron prowadzonych
przez portal stat240
w kategorii „Rząd,
Polityka” zajął serwis in-
ternetowy Ministerstwa
Obrony Narodowej
(www.mon.gov.pl,
www.wp.mil.pl). (pg)
O
nieudanym zamachu na
Adolfa Hitlera 20 lipca
1944 r. opowiada film Bry-
ana Singera „Walkiria”. Zdję-
cia do niego rozpoczęły się
właśnie w powiecie Dahme-
-Spreewald, na południe od
Berlina, gdzie wybudowano
replikę kwatery Hitlera Wilczy
Szaniec – miejsca nieudane-
go zamachu. Rolę organiza-
tora spisku, pułkownika Clau-
sa von Stauffenberga, gra
Tom Cruise. O produkcji było
głośno jeszcze zanim ją roz-
poczęto, za sprawą decyzji
władz Niemiec, które zabro-
niły ekipie realizowania zdjęć
w obiektach historycznych.
Ostatecznie wydano wszyst-
kie konieczne pozwolenia,
z wyjątkiem zgody na zdjęcia
w należącym do resortu
obrony Bendler-
block w za-
chodniej czę-
ści Berlina,
gdzie roz-
strzelano
spiskow-
ców, a gdzie
teraz mieści
się Muzeum
Niemieckiego Ru-
chu Oporu. (ann)
Cruise nie zabije Hitlera
Marynarze weterani i żoł-
nierze z czynnej służby
ubrani jedynie w charakte-
rystyczne czapki i slipki ra-
czyli się szampanem pitym
wprost z okolicznościo-
wych pucharów, które im
wcześniej wręczono – tak
wyglądał jeden z punktów
obchodów święta marynar-
ki wojennej w Rosji. Jak pi-
sze „Dziennik”, tradycyjnie
w ostatnią niedzielę lipca
Rosjanie hucznie obchodzili
to święto. W moskiewskich
fontannach, mimo oficjalne-
go zakazu kąpieli, nurkowa-
ło bezkarnie wielu ucharak-
teryzowanych na majtków
młodzieńców. Wojskowi
urządzali także typowe dla
przyszłych marynarzy testy
męskości – jednym uderze-
niem młotka kruszyli cegły
na brzuchach. (ann)
Majtkowie
w slipkach
N
awet szpiedzy, zwłaszcza ucywilizo-
wani, muszą czasem udać się na
urlop. Tak było również ze mną. Zmęczo-
ny szarą codziennością postanowiłem spa-
kować się i wyruszyć w drogę. Jako że wa-
kacje spędzane w kraju wbrew rokrocz-
nym zapewnieniom meteorologów o zbli-
żającym się lecie stulecia przypominają
zabawę w rosyjską ruletkę (albo trafię na
tydzień słońca, albo na trzy tygodnie desz-
czu), postanowiłem skorzystać z uroków
zjednoczonej Europy i uzbrojony w dowód
osobisty wybrałem się nad Morze Śród-
ziemne. I tak wylądowałem we Włoszech.
Nie byłoby to warte wzmianki na łamach
poważnego pisma o tematyce obronnej,
zwłaszcza że wojska nie uświadczyłem
we Włoszech ani trochę, gdyby nie pewna
refleksja, która zrodziła się we mnie, kiedy
w promieniach słońca leżałem nad brze-
giem Morza Tyrreńskiego. Dla mieszkań-
ca przerażająco poważnej Polski, w której
niemal wszyscy przemierzają ulice miast
i miasteczek ze zniekształcającym ich czo-
ła marsem wskazującym na skupienie
i oddawanie się sprawom poważnym i bar-
dzo poważnym, Włochy mogą wydawać
się istnym domem wariatów. Na świecie
pożoga, problemy z pracą, kraj dręczony
pożarami – a oni się uśmiechają. W kio-
skach mają niby takie same gazety jak my,
które donoszą o nieprawidłowościach,
skandalach i zbrodniach, w telewizji ser-
wisy informacyjne – jak w Polsce – prze-
pełnione sarkaniem na zło tego świata,
a oni się uśmiechają. Nie z przekąsem, iro-
nią czy szyderstwem. Po prostu – wydają
się być zadowoleni. Prawda, że niepojęte?
I tak, patrząc na Włochów, pomyślałem
sobie, że dobrze byłoby wrócić do kraju,
w którym ludzie też potrafią się uśmie-
chać i – borykając się z wielkimi proble-
mami – zachować dystans. Co to wszystko
ma wspólnego z wojskiem? Trochę ma.
Marsowe miny, pełne zgorzknienia utyski-
wania na przełożonych – czy to nie jest
nasza codzienność? A może czasem warto
po prostu się uśmiechnąć.
AAAAAAA AAAAAAAA