You are on page 1of 285

Sparks Kerrelyn

Love At Stake 08

Moje wielkie wampirze wesele

Rnice kulturowe? To nic wobec uczucia. Zakochanych nie porni nawet to, e jedno pije do kolacji greckie wino, a drugie syntetyczn krew Psycholoka FBI Olivia Sotiris szukaa chodnej morskiej bryzy, piasku pod stopami i przerwy od wariackiego i czasami a nazbyt niebezpiecznego ycia. Ale kiedy ucieka na ma greck wysp, znalaza tylko wcibskie babcie, ktre usiuj wyda j za m. Czy nie widz, e nie interesuje jej aden facet z wyjtkiem Robbyego MacKaya? Robby te potrzebuje ochon, bo moe myle tylko o jednym: o zemcie na tych, ktrzy trzymali go w niewoli. Ale poznaje Olivi, pikno z burz czarnych wosw i kuszcym umiechem. Nie wie jeszcze, e bdzie musia ratowa jej ycie i da jej ten pierwszy raz, ktrego ona nigdy nie zapomni

Rozdzia 1 Robby MacKay, zbliajc si do miejsca spotkania w Central Parku, mia mordercze myli. Spokojny krajobraz nie by w stanie rozproszy jego wciekoci. wiato ksiyca migotao na nieruchomej tafli jeziora i poyskiwao na aluminiowych kadubach dek lecych rzdem na brzegu. Stojca nieopodal szopa na odzie bya pusta i cicha. Robby zwrci na to uwag tylko dlatego, e spodziewa si zasadzki. On i jego towarzysze zatrzymali si przy schodach prowadzcych w d, w gb niewielkiego, mrocznego wwozu. Na jego dnie znajdowa si tunel, w ktrym czeka Malkontent. Gdyby wszystko poszo po myli Robby'ego, to mona by powiedzie, e czeka na wasn mier. Ruszy schodami z Zoltanem i Phineasem. Angus MacKay i jego ona Emma popdzili za wzgrze z wampirz prdkoci, by sprawdzi drugi koniec tunelu. - Mwiem ci... przyjd sam - szepn gos z rosyjskim akcentem z czarnego wntrza tunelu. Phineas zatrzyma si na podecie w poowie schodw, trzymajc do na rkojeci miecza. - Od miesicy prbujesz mnie zabi, Stan. To oczywiste, e przyprowadziem ze sob paru wrednych i wciekych goci. Jeden faszywy ruch, a postaraj si, eby wyglda jak boeuf Stroganow. Robby, ktry od niemal trzystu lat ywi si wycznie krwi, nie bardzo wiedzia, jak wyglda boeuf Stroganow, ale fakt, e zosta nazwany wrednym i wciekym gociem, sprawi mu ponur satysfakcj. Niestety w tej chwili by raczej niezdarnym sabeuszem. Przy kadym kroku mia wraenie, e zapada si w mokry, ruchomy piach. Gips i bandae ju wczoraj w nocy zostay usunite z jego stp i doni, wic dzisiaj obwieci, e jest gotw do akcji. To by jednak blef, ktry mg si uda tylko pod warunkiem, e nie spadnie ze schodw.

Tymczasem inny wredny i wcieky go, Zoltan Czakvar, mign w d po schodach z nadnaturaln prdkoci i ustawi si pod ceglan cian na prawo od wejcia do tunelu. Podczas wczeniejszej rozmowy telefonicznej Rosjanin zaklina si, e na spotkanie z Phineasem przyjdzie sam. Robby i jego przyjaciele podejrzewali puapk, ale pytanie brzmiao: gdzie? Malkontenci musieli sobie zdawa spraw, e Phineas przyjdzie do Central Parku z grup wampirw. Czy planowali zaatakowa w parku, czy moe mieli nadziej, e wampiry zostawi swoj baz w Romatech Industries bez zabezpieczenia, ze zmniejszon ochron? Tak czy inaczej, wampiry wiedziay, e nie maj innego wyjcia, jak podzieli si, by chroni i Phineasa, i Romatech. Robby prosi o pozwolenie, by mg doczy do grupy udajcej si do Central Parku, zakadajc, e dziki temu bdzie mia wiksz szans zabi Malkontenta. Wprawdzie jeden Malkontent to oczywicie za mao, ale zawsze jaki pocztek. Zszed w d schodami i ustawi si na lewo od wejcia. - Jo, Stan - zawoa Phineas do Rosjanina. - Pacisz czynsz za ten tunel czy jak? - Wycign miecz i doda gangsterskim" gosem: - Chod, przywitaj si z moim maym przyjacielem. Rosyjski wampir, ubrany w czarne bojwki i czarn bluz zapinan na suwak, powoli wyszed z tunelu. Kaptur, ktry mia na gowie, rzuca cie na jego twarz, ale kiedy nerwowo rozglda si dookoa, wida byo byski w jego lodowatych, bkitnych oczach. Drgn, kiedy Zoltan wydoby miecz i ostrze zalnio w blasku ksiyca zaledwie kilka centymetrw od ramienia Rosjanina. Robby natychmiast zrobi to samo; sign za gow, by doby claymor z pochwy na plecach. Kiedy palce mu si omskny, chwyci rkoje oburcz, eby nie upuci broni i nie wyszczerbi wasnej grubej czaszki. A niech to. Powinien by wzi lejszy miecz. Opuci claymor, opierajc czubek o ziemi. Rosjanin unis rce w gecie poddania. - Nie przyszedem tu walczy. Nie mam broni. - I jest sam. - Emma wyonia si z tunelu, wbiega po schodach i zatrzymaa si na podecie obok Phineasa. -Tunel jest czysty. Angus rwnie wyszed z tunelu i schowa claymor do pochwy na plecach. Obszuka Rosjanina od tyu i zaszed go od przodu, by

obszuka go jeszcze raz. Zerwa kaptur z jego gowy i, cofnwszy si o krok, spojrza na niego gniewnie. - Stanisaw Serpukhov. Co ty kombinujesz? Robby zesztywnia, spojrzawszy na nastroszone, utlenione wosy Rosjanina. Widzia go ju kiedy. Jego wieo zagojone palce drgny i zacisny si kurczowo na rkojeci miecza. - Bye tam. Bye w jaskini. Stanisaw obrci si, patrzc na niego szeroko otwartymi oczyma. - Ty? - Cofn si i potkn o pierwszy stopie schodw. - Ty yjesz? Wspomnienia przemkny przez umys Robby'ego. Obrazy oprawcw, ich wykrzywionych, triumfujcych twarzy. Smrd jego wasnego palonego ciaa. Trzask pkajcych koci. - Ty cholerny sukinsynu. Bye tam. - Oburcz unis miecz. - Robby, przesta! - rozkaza Angus. - On tam by! - Robby skoczy w stron Rosjanina, ktry wbieg po schodach na podest. - Przesta, powiedziaem. - Angus pooy do na piersi Robby'ego, a drug na jego przedramieniu, zmuszajc go, by opuci bro. Robby spojrza ze zoci na swojego prapradziadka, ktry wyglda niewiele starzej od niego. - dam satysfakcji. Nie moesz mnie powstrzyma. Angus odpowiedzia rwnie gniewnym spojrzeniem. - A ja licz na to, e posuchasz rozkazu. Robby wyrwa rami z chwytu Angusa i skupi si na Rosjaninie. - Teraz ju wiem, kim jeste i gdzie ci znale. - Nie chc z tob zadziera. - Stanisaw przysun si bliej do Phineasa. Mody czarnoskry wampir spojrza na niego w osupieniu. - Co ty robisz, facet? Mylisz, e ja ci obroni? Od dawna prbowae mnie zabi. - Wcale nie chciaem - burkn Stanisaw. - Jdrek powiedzia, e musz ci zabi... Inaczej on zabije mnie. Ale teraz on nie yje. Wszyscy, ktrzy syszeli ten rozkaz, nie yj. Ju nic mnie nie zmusza, eby ci zabi.

Phineas achn si drwico. - To bardzo szlachetnie z twojej strony. Stan spojrza nieufnie na Robby'ego. - Nie podobao mi si, co robi ci Casimir... - Ale stae tam i patrzye - warkn Robby. - Pomagae przyku mnie do krzesa srebrnymi acuchami. Podoba ci si ten zapach palonego ciaa? Stan przechyli gow na bok. - Niet. Ale co ci powiem. Jeli przyapi mnie tutaj na rozmowie z wrogiem, sprawi mi tak ani, e twoje tortury bd przy tym jak... spacerek po parku. Na pamitk trzydziestu srebrnikw wyrw ze mnie trzydzieci kawakw ciaa, a pierwszy bdzie jzyk. - Wic najlepiej zabij ci od razu i oszczdz ci cierpie! Robby skoczy do schodw, ale zatrzymaa go wycignita rka Angusa. - Do, chopcze - sykn cicho Angus. Odwrci si do Rosjanina. - Zamierzasz zdradzi swojego mistrza? - Jeli masz na myli Casimira, to nawet go nie znaem, pki nie przyjecha do Ameryki i nie oznajmi, e jest naszym wodzem. Nie jestem zabjc. Nigdy nie byem. Byem... rolnikiem. Trzymaem si z rosyjskimi wampirami, bo jestem Rosjaninem i moi ziomkowie nauczyli mnie, jak tutaj y. - I nauczyli ci zabija miertelnikw - burkn Robby. - Nigdy nikogo nie zabiem - upiera si Stan. - Poywiaem si miertelnikami, to prawda. Ale nigdy ich nie zabijaem. - I mamy w to uwierzy? - prychn Zoltan. Stan zesztywnia. - I kto to mwi! Zabie mojego najlepszego przyjaciela podczas bitwy w DVN. Kolejnego przyjaciela straciem w Dakocie Poudniowej. Zachowujecie si, jakbycie byli... lepsi moralnie, ale kiedy przychodzi do bitwy, to gwnie wy zabijacie. Phineas przechyli gow i si skrzywi. - Ma troch racji. Zawsze dawalimy im po tyku. Angus wzruszy ramionami. - To diaby wcielone. Zasuguj na mier. - Wic mog go ju zabi? - mrukn Robby. Angus zignorowa go. - Masz dwie minuty, Stan. Gadaj.

- A potem bd mg go zabi? - spyta Robby troch goniej. Angus tylko obrzuci go zniecierpliwionym spojrzeniem. - Przyjechaem do Ameryki siedem lat temu - zacz Stanisaw. - Ja i moi trzej wampiryczni przyjaciele z Moskwy. Chcielimy... nowego ycia, bez tyranii, bez terroru. Wstpilimy do brooklyskiego klanu, eby nauczy si angielskiego. Mielimy nadziej, e znajdziemy prac i dorobimy si wasnych mieszka... - Amerykaski sen. - Phineas uda, e ociera z. - A mnie w gardle ciska. Stan spojrza na niego ponuro. - Ale czekaa tu na nas tylko nowa tyrania. Iwan Petrovsky lubi chwyta miertelne kobiety dla poywienia i dla seksu. Jeli nie wypenialimy rozkazw, zabija je. Zabi ich bardzo wiele, zreszt wampirzyce te traktowa fatalnie. Ucieszyem si, kiedy Katia i Galina go zamordoway. - Wic po prostu wpade w ze towarzystwo. - Phineas przewrci oczami. - Gdzie ja to ju syszaem? - Ja i moi przyjaciele nienawidzilimy wypenia rozkazw tych, ktrych nazywacie Malkontentami, ale wiedzielimy, e jeli sprbujemy uciec, zabij nas. Dwch przyjaci straciem w bitwie. A wczoraj w nocy... - Stan odwrci twarz, w oczach mia zy. Wczoraj zgin mj ostatni przyjaciel. Zabia go Nadia za to, e by blondynem. Phineas si skrzywi. - Fatalna sprawa. - Czy nie ta Nadia dgna noem Toni? - spytaa Emma Zoltana, ktry przytakn ruchem gowy. - Nadia to obkana suka - warkn Stan. - A Casimir postawi j na czele klanu. - Przerbane. Wic czego chcesz od nas? - Phineas wskaza niemal biae wosy Stan. - Farby firmy L'Oral? Nie wiem, czy jeste tyle wart. - Chc azylu. Jeli zdoacie mnie ukry przed Malkontentami, powiem wam wszystko, co wiem. Wampiry milczay chwil, przetrawiajc prob Rosjanina. - Nie ufam mu - szepn Robby. - Nie zrobi nic, kiedy mnie torturowali.

- Robby ma troch racji - powiedzia Angus, spogldajc na Rosjanina surowo. - Nie mamy adnego powodu, eby ci zaufa. Stan rozejrza si nerwowo dookoa. - Sprawdzilicie okolic? Teren czysty? - Tak - odpara Emma. - Co moesz nam powiedzie? Wiesz, gdzie ukrywa si Casimir? Stan obliza usta. - Porzdnie go wystraszylicie. Myla, e Orodek Apollo jest tajny, ale wy o nim wiedzielicie. Myla te, e obz w Dakocie Poudniowej jest bezpieczny, ale wy zaatakowalicie bez ostrzeenia. Nie rozumiem, skd wiedzielicie o tym obozie. Robby parskn. - Prbuje nas wybada. Cigle dla nich pracuje. Pozwlcie mi go zabi. - Nie! - Stan unis rce. - Prosz. Widz, do czego to zmierza. Iwan, Katia, Galina, Jdrek, oni wszyscy nie yj. W Dakocie Poudniowej zabilicie ponad szedziesiciu Malkontentw. Casimir przegra. Musi przegra. Jest zy. - adna gadka - stwierdzi Zoltan. - Gdzie jest Casimir? - Ba si, e go dopadniecie, jeli zostanie w Ameryce, wic umkn do Rosji. Jest wcieky i pragnie zemsty. Wrci tutaj. - Kiedy? - spyta Angus. Stan pokrci gow. - Nie wiem. Straci wielu ludzi w Dakocie Poudniowej. A potem sam zaatwi ich jeszcze sporo, mylc, e ktry go zdradzi i wyda wam pooenie obozu. Zachowuje si jak paranoik. Nikomu nie ufa i dua grupa jego zwolennikw ucieka od niego i si ukrya. Jest w fatalnej kondycji i bdzie szuka sposobu, by odbudowa swoj armi. Robby pochyli si do Angusa. - Powinnimy go dopa i wykoczy, pki jest saby. Angus kiwn gow i zwrci si do Rosjanina. - Jestemy wdziczni za te informacje. Oczywicie najpierw bdziemy musieli je zweryfikowa... - A potem mnie przyjmiecie? - spyta Stan. - By moe, za jaki czas. - Angus skrzyowa rce na piersi. Na razie chc, eby wrci do brooklyskiego klanu i dalej przekazywa nam informacje. Stan zblad.

- Chcecie, ebym dla was szpiegowa. - Przecign doni po swoich biaych wosach. - Zdajecie sobie spraw, jakie to niebezpieczne? Jeli si dowiedz... - Nie prosimy ci, eby gin - przerwa mu Angus. - Mw za siebie - mrukn Robby. - Jeli poczujesz, e grozi ci niebezpieczestwo - cign Angus - musisz si natychmiast teleportowa. Potem zadzwo do nas i zabierzemy ci w bezpieczne miejsce. Phineas poda ci numer swojej komrki. Naucz si go na pami. Co ty na to? Stan wzi gboki oddech. - Zgoda. Zrobi to. - Dobrze. - Angus zwrci si do Phineasa. - Bdzie zdawa raporty tobie. Teraz zabierz go i omwicie wszystkie szczegy. - Tak jest. - Phineas chwyci Stan za rami. - Lecimy. Teleportowa si, zabierajc Rosjanina ze sob. Robby pokrci gow. - Powinienem by go zabi. - Nie - powiedzia Angus. - Jest dla nas cenniejszy jako szpieg. - Nie moemy mu ufa - argumentowa Robby. - Casimir mg go przysa jako podwjnego agenta. Powinienem by go zabi. - Robby... - Emma zesza po schodach, marszczc brwi. - To cae gadanie o zabijaniu... to do ciebie niepodobne. Wiem, e zrobili ci straszne rzeczy i serce mi pka, gdy o tym myl, ale... - Nie chc twojej litoci - warkn Robby. - I nie auj tego, co si stao. Do licha, to mi otworzyo oczy. Powinnimy byli wybi wszystkich Malkontentw wiele lat temu. Najlepiej teleportujmy si natychmiast do Moskwy i zacznijmy ciga Casimira. - Tak zrobimy. - Angus kiwn na Zoltana. - Zadzwo do Michaia w Moskwie. Dowiedz si, czy s jakie nowe informacje o Casimirze. - Ju si robi. - Zoltan ruszy w gr po schodach, wycigajc komrk z kieszeni czarnej skrzanej kurtki. - Jeli w Moskwie jest jeszcze ciemno, teleportujemy si tam natychmiast - rzek Angus do ony. - Jeli nie, polecimy przynajmniej do naszego zamku w Szkocji. Emma skina gow. - Mam nadziej, e Stanisaw mwi prawd.

- Do diaba, znalezienie Casimira w Rosji bdzie praktycznie niemoliwe - burkn Robby. - Ten kraj jest ogromny i on zna go o wiele lepiej ni my. Myl, e powinnimy si rozdzieli... - Robby - przerwa mu Angus. - Chopcze, ty nie lecisz. Robby zesztywnia. - Oczywicie, e lec. Donie i stopy ju mi si zagoiy... - Nie - odpar ze spokojem Angus. - Widz, e ledwie si trzymasz, chopcze. Jeste powolny i saby. W Robbym zawrza gniew. - Do diaba, Angusie. Wyzdrowiej byskawicznie, przecie wiesz. Do czasu kiedy zlokalizujemy Casimira, bd gotowy... - Powiedziaem, e nie lecisz. Robby cisn rkoje miecza tak mocno, e rozbolay go wieo zagojone palce. - Nie moesz mi tego zrobi. Mam prawo do zemsty. - Mylisz tylko o tym, chopcze. Masz obsesj. - I jeste stanowczo za bardzo wcieky - dodaa Emma. - Oczywicie, e jestem wcieky! - wykrzykn Robby. - Te cholerne dranie torturoway mnie przez dwie noce. - Musisz przetrawi swj gniew - powiedziaa agodnie Emma. Robby achn si drwico. - Uwierz mi, e gdy pozabijam tych drani, gniew zniknie jak za spraw czarw. Angus westchn. - Chopcze, jeste jak odbezpieczony granat. Zrb sobie urlop. To rozkaz. Robby spojrza wciekle na swojego prapradziadka. Jako dyrektor naczelny firmy MacKay, Usugi Ochroniarskie i Detektywistyczne, Angus by jego szefem. I jego stwrc. Angus przemieni go, ratujc od mierci na polu bitwy pod Culloden, wic Robby czu z nim niezwykle blisk wi. To wanie niezachwiane poczucie lojalnoci dodawao mu si w niewoli, podczas tortur. Zdoa znie bl i nie zdradzi rodziny i przyjaci. Ale mia te mnstwo zaoszczdzonych pienidzy. Nie musia pracowa dla MacKay UOiD. Mg szuka Casimira na wasn rk. - Domylam si, co ci chodzi po gowie, chopcze - doda Angus pobaliwie. - Nawet o tym nie myl. Jest w tobie za duo

gniewu, eby mg dziaa samodzielnie. I jeste zbyt osabiony. To zabjcza kombinacja. Dasz si zabi. - Twoja wiara we mnie jest doprawdy wzruszajca. - Robby. - Emma dotkna jego ramienia. - My w ciebie wierzymy. Potrzebujesz tylko troch czasu, eby doj do siebie. Nie prosimy o nic wicej. Robby jkn w duchu. Nie chcia im tego przyznawa, ale mieli racj. Moe tydzie wakacji nie byby taki zy. Mgby pochodzi na siowni, odzyska sprawno, a potem ruszy za Casimirem i zabi go. - No dobrze. Moe... zastanowi si nad tym. - wietnie. - Emma si umiechna. - Znam doskonae miejsce dla ciebie. Mistrz Klanu Zachodniego Wybrzea zaprosi ci na pobyt w ich wakacyjnym orodku w Palm Springs. To luksusowe sanatorium i spa dla wampirw. Robby zamruga. - S... spa? - Tak. Maj tam najnowsze, najlepsze wyposaenie. Jacuzzi, ktre bd doskonae dla twoich doni i stp. wietnie przeszkolonych fizjoterapeutw. Podgrzewany basen olimpijskich wymiarw. Ogromn sal gimnastyczn... - A szermierka i sztuki walki? - spyta Robby. Przydaoby mu si troch wicze z mieczem. - Hm, szczerze mwic, stawiaj raczej na system Pilatesa i jog. - Kiedy Robby prychn, uniosa do, eby przerwa jego protesty. - Posuchaj. To s doskonae wiczenia na elastyczno i rwnowag. Teraz tego potrzebujesz. - I spodziewasz si, e zabij Casimira dziki temu, e naucz si utrzymywa jak pozycj jogi przez trzydzieci sekund? Emma zmarszczya brwi. - A ty znowu z tym zabijaniem. Twoja obsesja jest chorobliwa, Robby. Masz szczcie, e w ogle jeszcze yjesz. Musisz na nowo otworzy swoje zmysy. Joga pomoe ci si zrelaksowa i odnale istot wasnego bytu. - Nie wydaje mi si, ebym j kiedykolwiek zgubi. -Dotkn wasnego brzucha. - Jeli nie chcesz wiczy jogi, w porzdku - wypalia z irytacj Emma. - Ogldaam ich broszur i maj tam wiele innych sposobw,

eby pomc ci odzyska wewntrzny spokj. Na przykad masa hydrotermiczny w Grocie Tropikalnego Ukojenia albo odmadzajce zawijania z olejkami aromatycznymi. Kiedy ostatnio robie sobie peeling? Robby spojrza na Angusa. - Ona mwi po angielsku? Angus parskn. - Oka troch szacunku starszym, chopcze. - artujesz? Jestem kilkaset lat starszy od niej. - Prawda. - Usta Emmy drgny. - Ale kiedy wyszam za Angusa, zostaam twoj praprababk. - Prapramacoch - poprawi j Robby, unoszc brew. -W dodatku z prapramacoch. Rozemiaa si. - Moe istotnie z, bo chciaabym, eby zosta w spa co najmniej trzy miesice. - Co? - Robby popatrzy na ni i na Angusa, wasnym uszom nie wierzc. - Chyba nie mwisz powanie. Jeli przez trzy miesice nie bd wiczy szermierki, przestan si nadawa do suby. - Maj te doskonaego wampirycznego psychologa... - Nie! - przerwa jej Robby. Teraz wiedzia, dlaczego wciskali mu to cholerne spa. - Nie pjd do psychologa. - Chopcze - zacz Angus. - Cierpisz na zesp stresu poura... - Doskonale wiem, co wycierpiaem. Nie potrzebuj si wyala terapeucie. To jest kompletna strata czasu. - Absolutnie nie mia zamiaru rozmawia o tym, co go spotkao. Na lito bosk, dlaczego miaby opisywa wszystkie te bolesne, upokarzajce szczegy? To byoby przeywanie tortur od nowa. Nie, o wiele lepiej zostawi cay ten koszmar za sob. I zabi drani. Emma wzia gboki oddech. - Gdybymy wydali ci rozkaz... - Odszedbym ze suby - przerwa jej Robby. Mg ciga Casimira na wasn rk. Angus spojrza na on ze wspczuciem. - Wiedziaem, e nie zgodzi si na to eleganckie spa, ale przynajmniej sprbowaa. - Skierowa wzrok na Robby'ego. - Nie chcemy, eby odszed, chopcze. Chcemy tylko, eby wyzdrowia na ciele i na duchu. - Nie jestem wariatem - warkn Robby.

- Nie, ale jeste wcieky jak diabli i to sprawia, e jeste zbyt niestabilny, by prawidowo wykonywa zadania. Ryzykowaby nie tylko wasne ycie, ale i ycie kadego, kto by z tob wsppracowa. A niech to. Robby zgrzytn czubkiem miecza o ceglan ciek. Angus dobrze wiedzia, jak do niego dotrze. Nie mg naraa na ryzyko swoich przyjaci. - Moe zgodz si na krtki urlop. Ale nic wicej. - Dobrze. - Angus kiwn gow. - Moesz skorzysta z naszego zamku w Szkocji albo z domu Jeana-Luca w Paryu. - To ju znam na pami - wymamrota Robby. Przez dziesi lat by szefem ochrony Jeana-Luca w Paryu. - Jack powiedzia, e moesz te zatrzyma si w jego palazzo w Wenecji - cign Angus. - A wic wszyscy chc si mnie pozby? - burkn Robby. - Wszyscy chcemy, eby doszed do siebie - Emma nie dawaa za wygran. - Roman zaoferowa ci swoj will w Toskanii albo nowy dom na Patmos. - Patmos? - Tam jeszcze nie by. - To grecka wyspa - wyjani Angus. - Bardzo adna, jak syszaem. - To tam wity Jan mia wizj Apokalipsy - dodaa Emma. - No tak, to istotnie pocieszajce. - Robby wzruszy ramionami. - Dobra. Niech wam bdzie. Posiedz tam tydzie czy dwa. - Cztery miesice - oznajmi Angus. Robby otworzy usta. - Co? Spa miao by tylko na trzy miesice. - W spa by terapeuta - przypomnia mu Angus. -Zakadamy, e sam bdziesz potrzebowa wicej czasu. Oczywicie moesz zmieni zdanie na temat terapii... - Nie. Do diaba, nie. - Wic cztery miesice - stwierdzi Angus. - Moesz liczy na zwrot wszystkich kosztw. Otrzymasz take pensj. Lepszej propozycji nie dostaniesz, chopcze. Emma si umiechna. - Zobaczymy si na Boe Narodzenie, na pewno bdziesz si ju czu o wiele lepiej. Lepiej, jasne. To adne wakacje. To cholerne wygnanie. Mia siedzie uwiziony na jakiej wyspie jak Napoleon. Cho z drugiej

strony, Napoleon uciek z tej pierwszej wyspy. Robby pomyla, e moe zrobi to samo. Dla wampira z umiejtnoci teleportacji to atwizna. I nikt si nigdy nie dowie.

Rozdzia 2 Wyspa Patmos, trzy miesice pniej... Olivia Sotiris po cichu zamkna tylne drzwi. Oceniaa, e jest okoo wp do drugiej nad ranem, ale jej wewntrzny zegar wci by ustawiony na czas rodkowoamerykaski. Przypyna promem do portu Skala dzi po poudniu. Powitaa j babcia; czekaa na nabrzeu z modym takswkarzem, ktry cakiem przypadkiem by nieonaty. Kiedy przebyli krtki odcinek drogi do domu pani Sotiris w Grikos, mody Grek wnis bagae Olivii do pokoju gocinnego, a nastpnie pojechali do miejscowej tawerny. W tawernie zgromadzia si caa wioska, eby pogapi si na amerykask wnuczk Eleni Sotiris. Byli tu obecni wszyscy sensowni kawalerowie na wyspie - przynajmniej zdaniem Eleni. Olivia przez kilka godzin znosia pobaliwe karcce uwagi, jakimi aman angielszczyzn obsypywali j starsi mieszkacy wioski. Jej przestpstwo: przez sze dugich lat nie odwiedzaa Yia Yia, swojej biednej babki. Nie miao znaczenia, e widywaa si z ni co roku w Boe Narodzenie w Houston, gdzie mieszkaa jej rodzina i gdzie babcia spdzaa zawsze kilka zimowych miesicy. Olivia i tak bya winna, poniewa zamaa serce swojej biednej, starej, owdowiaej babci. Tymczasem wspomniana babcia podskakiwaa na parkiecie w korowodzie modych mczyzn, radonie pokrzykujc Opa!" i tukc talerze, wic Olivia uznaa, e chyba nie musi mie wyrzutw sumienia. Wypia sporo wina w nadziei, e to pomoe jej zasn, ale teraz, od dwch godzin przewracaa si z boku na bok. I nadal kwestionowaa powd swojego przyjazdu. Jej przeoony nalega, eby wzia urlop, ale wci powracaa uparta myl, e ucieczka od problemu nigdy niczego nie rozwizuje.

Powinna bya jeszcze raz stawi czoo potworowi. Powinna bya mu powiedzie, e zabawa skoczona. Koniec z chor manipulacj. A jeli t ucieczk dowioda, e on dalej pociga za sznurki? Chodna bryza od morza wiona w gr skalistego klifu, docierajc na patiu domu babci. Olivia szczelniej otulia si biaym kocem, ktry zarzucia na zielon bawenian piam. Postanowia przesta o nim myle. Tutaj jej nie znajdzie. Wcigna w puca rzekie, sone powietrze. Wok panowaa cudowna cisza, sycha byo tylko plusk fal obmywajcych pla i szelest wiatru w tamaryszkach. Tak spokojnie. W pewnej chwili stwierdzia, e je bose stopy zlodowaciay na terakotowej posadzce. Przesza przez patio. Wygldao dokadnie tak, jak zapamitaa. Podczas ostatniej wizyty, latem po ukoczeniu liceum, jej ojciec zbudowa altan ocieniajc niewielk cz patio po lewej stronie. Winorole rozrosy si, ich pdy wiy si jak we po drewnianej ramie. W gbokim cieniu altany Olivia ledwie dostrzegaa znajomy st i cztery krzesa. Reszta zacisznego podwreczka otwieraa si na niebo, na ktrym wieci pksiyc, rzucajc blask na bielone ciany domu Yia Yia i niewysoki murek okalajcy patio. Z prawej strony pod murem stay trzy due gliniane donice z drzewkami cytrynowymi, obsiane kpkami zielonej pietruszki i mity. W najdalszym rogu patio donica z czerwonymi pelargoniami strzega kamiennych schodkw, prowadzcych na pla. Obok pelargonii Olivia zauwaya teleskop, ktry jej ojciec podarowa babci w zeszym roku pod choink. Doskonay prezent, pomylaa, zerkajc w niebo. Tyle gwiazd. W miastach w Ameryce nigdy nie wieciy tak jasno. Dotarszy do dalszej czci patia, opara si okciami o murek i spojrzaa w d, na pla. wiato ksiyca migotao na czarnej tafli morza i odbijao si od biaego piasku. - Nie moesz spa, dziecko? Olivia odwrcia si gwatownie. - Yia Yia, nie chciaam ci obudzi. - Bardzo marnie sypiam ostatnimi... - Babcia zmruya oczy. Jeste boso? Zanim Olivia zdya wyjani, e zapomniaa spakowa kapcie, babcia podreptaa do domu, mruczc pod nosem co o

skorpionach. Po krtkiej chwili wrcia z jaskrawo-czerwonymi botkami. - Maj rozmiar uniwersalny, czyli s na mnie za due. -Upucia je na posadzk przy stopach Olivii. - Twj brat, Nicholas, da mi je na Gwiazdk. Co on sobie wyobraa? Kobieta w moim wieku w czerwonych butach? Olivia umiechna si; pooya koc na murze i opara si o niego, eby wcign kapcie w formie kozakw. Jej brat pewnie myla to, co wszyscy: Eleni Sotiris nie zachowywaa si jak osoba w jej wieku, chyba e dziki temu moga co uzyska. Jej wosy, wprawdzie ju siwe, wci byy dugie i gste. W tej chwili zwisay przez rami, splecione w dugi warkocz. Wci bya pena energii, czynna, miaa bystry wzrok i jeszcze bystrzejszy umys. Eleni mocniej zwizaa pasek niebieskiego, frotowego szlafroka. - Powiedz mi, co ci gryzie, dziecko. - Nic mi nie jest. To tylko zmiana czasu i... - Olivia urwaa, czujc buchajc od babki fal gniewu. - Przepraszam. Przywykam mwi ludziom, e wszystko jest w porzdku, kiedy wcale tak nie jest. Eleni westchna. - Rozumiem, ale powinna wiedzie, e mnie nie okamiesz. Olivia skina gow, czujc ulg, e gniew Eleni min tak szybko. Wiedziaa wszystko o dziwnym darze swojej babki, bo bya jedyn wnuczk, ktra go odziedziczya. Obie potrafiy rozpozna, kiedy kto kama. I wyczu emocje ludzi. - Znam ci cae ycie, ale nigdy nie widziaam ci tak... rozstrojonej - cigna Eleni. - Bya szczliwa i czua ulg, kiedy przyjechaa, potem irytowaa si na mnie na przyjciu. Olivia si skrzywia. - Przepraszam. Eleni zbya te przeprosiny machniciem rki. - Niewane. Od tego jest rodzina. Ale drczy ci jeszcze co. Co... mrocznego. I ukrytego. Olivia jkna w duchu. Rzeczywicie, to byo ukryte. Tumia to w sobie od miesicy. - Prawd mwic, jest pewien problem, ale... nie chc o nim rozmawia. - Zdja koc z muru i okrya nim ramiona.

- To ci przeraa - szepna Eleni. Do oczu Olivii napyny zy. On j przeraa. Babcia obja j ramieniem i przycigna do siebie. - Nie bj si, dziecko. Teraz jeste bezpieczna. Uciskaa babci i zacisna powieki, prbujc si woli powstrzyma zy. Yia Yia zawsze bya dla niej oparciem, powiernic. Kiedy Olivia jako moda dziewczyna z trudem przywykaa do swoich empatycznych zdolnoci, tylko babcia j rozumiaa. Eleni poklepaa j po plecach. - Kto ci tak przeraa? Mczyzna? Olivia skina gow. - Czy ten dra le ci potraktowa? Mogabym napuci na niego twoich braci, eby mu dali nauczk. Olivia rozemiaa si. Jej chuderlawi modsi bracia nie nastraszyliby nawet chihuahuy. Jak zawsze, babcia potrafia rozproszy jej smutek. - Zostaw to mnie. Znajd ci porzdnego mczyzn. -Eleni odsuna si i przekrzywia gow. - Spodoba ci si ktry z poznanych dzisiaj chopakw? Olivia jkna. - Nie szukam ma. - Oczywicie, e szukasz. Ile ty masz lat, dwadziecia cztery? Ja w twoim wieku miaam ju troje dzieci. Olivia si skrzywia. - A ja mam prac. I dyplom magisterski. - I jestem z ciebie dumna. Ale nie ma nic waniejszego od rodziny. Co mylisz o Spiro? - A ktry to? - Ten bardzo przystojny. Taczy po mojej prawej. Olivia signa myl wstecz, ale nie moga sobie przypomnie adnego mczyzny, ktry by si wyrnia. Wszyscy zlewali si w wielk plam testosteronu. - Nie pamitam. - To dobry chopak. Co tydzie chodzi z matk do kocioa. Ma bardzo adne ciao. Kadego ranka robi pompki w samych gatkach. I nie jest za bardzo owosiony. Olivia przekrzywia gow. - A skd to wiesz? Eleni wskazaa teleskop.

Olivia a si zachysna, dopiero teraz zauwaajc, e teleskop wcale nie jest skierowany w niebo. Podbiega i spojrzaa przez okular. Jej oczom ukazaa si bielona ciana z duym oknem. - Yia Yia, co ty wyprawiasz? Eleni wzruszya ramionami. - Jestem stara, ale nie martwa. Spiro to pikny modzieniec. I dobrze si opiekuje swoimi kozami. Powinna si z nim umwi. Olivia zmarszczya nos. - Na lito bosk, a co ja miaabym robi z pastuchem kz? - Na przykad dzieci... Olivia parskna. - Nie mog wyj za m. Nie mog nawet chodzi na randki. To zawsze le si koczy. Orientuj si, kiedy facet kamie, a na nieszczcie tak jest bez przerwy. - Po prostu musimy ci znale uczciwego mczyzn. - Obawiam si, e tacy wymarli razem z dinozaurami. - Olivia odwrcia teleskop od domu Spiro. - A jak ty poznaa dziadka? - Nie poznaam go. Moi rodzice zaaranowali maestwo. Olivia si skrzywia. - Ile miaa lat? - Szesnacie. Urodziam si na Kos. - Eleni wskazaa rk na poudnie, gdzie znajdowaa si ta wyspa. - Dziadka poznaam tu, na Patmos, na naszym przyjciu zarczynowym. Od razu powiedziaam Hectorowi, e nie moe mnie okamywa, bo bd o tym wiedziaa. I zamieni jego ycie w pieko. Olivia zamrugaa. - I to go nie odstraszyo? - Jej chopak z liceum uciek gdzie pieprz ronie, kiedy si dowiedzia, e chodzi z ywym wykrywaczem kamstw. - Hector by zaskoczony, ale powiedzia, e oboje powinnimy by uczciwi, bo jeli ja skami, on te uprzykrzy mi ycie. - Eleni si rozemiaa. - A potem stwierdzi, e jestem najodwaniejsz i najpikniejsz kobiet, jak pozna w yciu. I wiedziaam, e mwi prawd. - Och. - Olivii cisno si serce. - To sodkie. - Sze miesicy po lubie wyzna, e mnie kocha, i to te bya prawda. - Oczy Eleni zalniy od ez. - I nigdy nie skama? - spytaa Olivia. - Raz. Kiedy twj ojciec by may, spad z drzewa i zama rk. Hector nie chcia, ebym si martwia, wic uspakaja mnie, e

naszemu synkowi nic nie bdzie. Ale kama. By miertelnie przeraony. Tak samo jak i ja. - To nie byo wielkie kamstwo. Prbowa ci pocieszy. Eleni pokiwaa gow. - Nie wszystkie kamstwa s ze. Zy jest tylko zamiar oszukania kogo. Twj dziadek by dobrym czowiekiem, niech odpoczywa w pokoju. - Przeegnaa si zgodnie z greckokatolickim obrzdkiem, dotykajc najpierw prawego ramienia. Olivia te si przeegnaa; bya to odruch zakorzeniony od dziecistwa. Eleni zamrugaa kilkakrotnie, by powstrzyma zy, i wyprostowaa chude ramiona. - Zaparz ci rumianek. atwiej zaniesz. - Szybko posza do domu. Olivia opara okcie na murze i zapatrzya si na pla w dole. Podmuch wiatru zwia jej pasmo wosw na twarz, wic odsuna go z oczu. Wosy miaa spite z tyu gowy du, zbat klamr, ale jak zwykle par niesfornych kosmykw zdoao si wymkn. Wzia gboki oddech, rozkoszujc si samotnoci. Byway chwile, jak na przykad podczas przyjcia, kiedy nieustanne bombardowanie cudzymi emocjami stawao si trudne do zniesienia. Czua si wtedy tak, jakby tona, jej wasne uczucia giny pod zalewem uczu otaczajcych j ludzi, a zaczynaa si obawia, e cakiem si pogry. Z biegiem czasu nauczya si radzi sobie z tym, ale byway chwile, kiedy musiaa uciec od tumu, ktry doprowadza j do obdu. Wysoki poziom empatii z ca pewnoci pomaga jej w pracy. Niestety, jej wyjtkowe zdolnoci sprawiy te, e potwr dosta obsesji na jej punkcie. Nie myl o nim. Tu jeste bezpieczna. Jaki ruch daleko po lewej przycign jej wzrok. Odwrcia si w stron kpy tamaryszkw, ale zobaczya tylko gazie chwiejce si na wietrze. Nie byo tam nic dziwnego. Nagle zobaczya go. Samotn posta wyaniajc si z gstego cienia pord drzew. Trenowa jogging - bieg wzdu play. O tej porze? Dotar do wolnej, piaszczystej przestrzeni, gdzie jasno wieci ksiyc, i Olivia zapomniaa, jak si oddycha. Mia pikne ciao, domylaa si, e jego twarz jest rwnie urodziwa, co jednak z powodu dzielcej ich odlegoci trudno byo

stwierdzi. Ubrany w ciemne, sportowe szorty i gadk, bia koszulk, bieg pla szybko i bez wysiku. Jego skra wydawaa si blada, ale to moga by sprawka ksiycowego wiata. Kiedy si zbliy, Olivia musiaa gboko zaczerpn powietrza. By potnej budowy. Koszulka rozcigaa si na szerokich barkach, rkawki ciasno opinay bicepsy. Gdyby tylko moga lepiej widzie jego twarz. Zerkna w stron teleskopu. Czemu nie? Podbiega, wycelowaa go w mczyzn i spojrzaa w okular. O tak, nie spotka jej zawd. Jego oczy wyday si jej bystre i inteligentne. Jasne, cho nie potrafia rozrni koloru. Miaa nadziej, e s zielone, bo takie podobay jej si najbardziej. Przez teleskop widziaa dobrze jego prosty, mocny nos, szerokie usta i siln szczk z seksownym cieniem ciemnego zarostu. Jego twarz miaa ponury wyraz, co jednak nie sprawiao, e by mniej atrakcyjny. Wrcz przeciwnie. Wzmacniao aur mskoci. Min dom i Olivia przez kilka minut podziwiaa jego ostry profil, a potem skierowaa teleskop na reszt ciaa. Pier mczyzny rozszerzaa si przy kadym gbokim oddechu i Olivia przyapaa si na tym, e zaczyna oddycha w tym samym rytmie. Opuszczajc okular niej, zobaczya muskularne uda i ydki. Biae buty do biegania uderzay w piasek, zostawiajc rwniutki szlak. Biegi dalej pla w stron skay zwanej Petra, tak wic Olivia moga obserwowa jego ksztatne poladki. - Opa - mrukna, nie odrywajc si od teleskopu. Kiedy trenowaa w akademii FBI, widywaa tumy wysportowanych mczyzn, ale ten go zakasowaby wszystkich. Ich minie byy sztucznie uformowane i gruzowate, podczas gdy biegacz wydawa si cakowicie naturalny, porusza si z lekkoci i gracj, panujc nad wasnym ciaem. Wci skupiona na jego poladkach, w pewnej chwili zauwaya, e przyczepione do nich nogi ju si nie poruszaj. Czyby si zadysza? Nie wyglda na zmczonego. Jego szorty odwrciy si powoli, ukazujc podbrzusze. Przekna lin. Uniosa teleskop na jego pier. O rety. Ta szeroka klata bya teraz skierowana w jej stron. Przecie chyba nie mg... Uniosa teleskop do twarzy i zachysna si, sposzona. Patrzy prosto na ni!

Odskoczya do tyu, szczelnie otulajc si kocem. Jakim sposobem mg j zobaczy? Na patiu panowaa ciemno, a mur siga jej do pasa. Ale z drugiej strony, ciany domu byy pobielane, ona za owinita biaym kocem, a ksiyc i gwiazdy wieciy jasno. Moe faktycznie widzia a tak daleko. Ale chyba nie mg jej usysze? Wyszeptaa tylko jedno sowo. Zrobi krok w jej stron, wpatrujc si w ni przenikliwie. O Boe, przyapa j, jak gapia si na niego przez teleskop! Przycisna do do ust, eby stumi jk. Najwyraniej nawet najcichsze dwiki niosy si po play. Zrobi jeszcze krok w jej stron i ksiyc bysn na jego wosach. Rude? Na przyjciu nie poznaa adnych rudzielcw. Kim by ten mczyzna? - Olivio! - zawoaa Eleni przez otwarte drzwi. - Parz ci rumianek. Wesza do kuchni i niecierpliwie czekaa, a babcia napeni jej kubek. - Na play jest jaki mczyzna. - Jeste pewna? Dochodzi druga nad ranem. - Chod i zobacz. Moe go znasz. - Olivia przesza przez patio i wyjrzaa za mur. Znikn. - Widziaam go... tam. - Wskazaa palcem w stron Petry. Po biegaczu nie byo ladu. Eleni spojrzaa na ni ze wspczuciem. - Jeste wykoczona i widzisz zjawy. Wypij zika, dziecko, i id spa. - On by prawdziwy - szepna. I by najpikniejszym mczyzn, jakiego widziaa w yciu. Dobry Boe, spraw, eby by prawdziwy. *** Do stu diabw, eby tylko bya prawdziwa. Robby wbieg po kamiennych stopniach willi Romana. Nie chciaby si przekona, e przez te trzy miesice wymuszonej nudy zaczyna widzie zjawy. Urocze zjawy, jak ten anio w bieli, patrzcy na niego z wiey z koci soniowej. Min basen i jacuzzi, eby wej do bielonego domu. By to stary dom, ale gruntownie odnowiony i wyposaony we wszystkie

nowoczesne udogodnienia. Carlos siedzia w salonie wycignity na kanapie, oglda DVD i wcina popcorn. Robby pomacha do niego, przechodzc do kuchni. Wyj z lodwki butelk syntetycznej krwi i przekl w duchu swojego prapradziadka. Angus musia przewidzie, e Robby zamierza uciec z tych przymusowych wczasw, bo jakim dziwnym zbiegiem okolicznoci dom sta si ulubionym miejscem wypoczynku wszystkich znajomych. Roman Draganesti i jego rodzina siedzieli tu przez ostatni tydzie sierpnia i pierwszy tydzie wrzenia w towarzystwie swoich ochroniarzy, Connora i Howarda. A poniewa Connor i Howard pracowali dla firmy MacKay UOiD, zdawali raporty bezporednio Angusowi. I Robby nie mg si wymkn. Potem, w drugiej poowie wrzenia, dom zajmowali Jean-Luc Echarpe z rodzin i ochroniarzami, ktrzy take pracowali dla Angusa. Potem na par tygodni wpadli Jack i Lara. Potem an i Toni, a teraz Carlos. I oczywicie wszyscy pracowali dla MacKay UOiD. Klawisze. Ten przeklty Angus wykorzystywa swoich pracownikw jako stranikw, eby utrzyma go w tym wizieniu na wyspie. Robby wstawi butelk do mikrofalwki i wcisn guzik. - Co tam? - Carlos wszed do kuchni z pust misk po popcornie. - Nic. - Robby opar si o blat i skrzyowa rce na piersi. - Co si dzieje. Jestem tu ju dwa tygodnie i kadej nocy wychodzisz biega. Potem wracasz, patrzysz na mnie ze zoci i burczysz, e mam zadzwoni do Angusa i powiedzie mu, e jeste w wietnej formie i zdrowy na umyle. - No i? Dzwonie do Angusa? - Nie. Nie maj pojcia, gdzie ukrywa si Casimir. Spokojnie moesz tu siedzie i dobrze si bawi. Robby westchn. Angus z pewnoci zrobiby wiksze postpy w tropieniu Casimira, gdyby nie przysya tu swoich najlepszych pracownikw w charakterze nianiek. - Ale co si zmienio - cign Carlos. - Dzisiaj po przyjciu nie bzdyczye si i nie warczae. Skd ta odmiana? Robby wzruszy ramionami.

- Prbuj ci przekona, e nie jestem wirem. Gdybym w kko robi co, co nie odnosi skutku, mgby uzna, e jestem szurnity, prawda? - Susznie. - Carlos wypuka misk i wsadzi j do zmywarki. Wic dzisiaj prbujesz nowej strategii. Robby wyj butelkowan krew z mikrofalwki i napeni kieliszek. - Dzisiaj zobaczyem anioa. Carlos szeroko otworzy oczy. - I nadal prbujesz mnie przekona, e jeste przy zdrowych zmysach? Robby parskn. - Nie chodzi mi o prawdziwego anioa. Chyba e nabray zwyczaju spogldania na ziemski pad przez teleskop. - Ach. - Carlos wyszczerzy zby. - Przyuwaye jak laseczk, ktra si na ciebie gapia. Bya nieza? Bya bogini, pikn greck bogini, ale Robby nie mia ochoty dzieli si t informacj z brazylijskim zmiennoksztatnym, ktry mg spotyka si z ludmi za dnia, podczas kiedy on by martwy dla wiata. - Ujdzie. - Tylko ujdzie? Mylaem, e to anio. Robby zignorowa ten komentarz i pocign dugi yk z kieliszka napenionego syntetyczna krwi. - Rozmawiae z ni? - spyta Carlos. - Masz jej numer? Robby zmarszczy brwi, patrzc w na wp oprniony kieliszek. - Nie. - Sysza, jak szeptaa co po grecku, wic nie wiedzia nawet, czy zna angielski. - Nie ma sensu si do niej zabiera. Moja odsiadka koczy si za trzy tygodnie. Carlos przewrci oczami. - Przecie nie jeste w wizieniu, muchacho. Poza tym przez trzy tygodnie moe si wydarzy bardzo wiele. Robby oprni kieliszek. Nie nalea do mczyzn, ktrzy wdaj si w przelotne romanse. Kiedy pocigaa go jaka kobieta, nie byo w tym nic przelotnego. A ta kobieta z ca pewnoci go pocigaa. Kiedy tylko pado na ni jego spojrzenie, cay wiat zatrzyma si z piskiem opon. Robby zapomnia, e jest na wakacjach i e niedugo ma wyjecha. Zapomnia, e jest pna noc i nie jest to

odpowiednia pora, by zagadywa do samotnej kobiety. Zapomnia, e jest obcym facetem ubranym w przepocone sportowe ubranie i prawdopodobnie j przestraszy. Do licha, zapomnia nawet, e jest wampirem, wic lepiej, eby nie zadawa si ze miertelniczk. Po prostu go do niej cigno. A potem ona nagle znikna. Przebieg ca drog do domu, zastanawiajc si, czy tylko j sobie wyobrazi. Przecie biega po tej play co noc przez ostatnie trzy miesice. Jeli mieszkaa w tym domu, dlaczego nie widzia jej wczeniej? - Jeli j jeszcze raz zobaczysz, powiniene do niej zagada doradzi Carlos, wychodzc z kuchni. - Pikna kobieta moe by wanie tak terapi, jakiej potrzebujesz. - Nie potrzebuj adnej terapii - burkn Robby. Potrzebowa tylko zemsty. Trzy miesice wicze pozwoliy mu wrci do formy. By gotw do akcji. Gotw opuci t przeklt wysp i dopa Casimira. Urocza twarz anioa stana mu przed oczami, wymazujc obraz wroga. Musiaa by rzeczywista. Sen nie podziaaby na niego tak mocno. Musi j znw zobaczy. Chocia byo wiele powodw, dla ktrych powinien jej unika, wiedzia, e dooy stara, by j spotka. Moe jednak potrzebowa terapii. *** Olivia zasna dopiero po trzeciej nad ranem. Niestety bya to niedziela, wic babcia obudzia j o wicie, eby mogy pj do kocioa. O ile rozumiaa, gdyby nie posza, wszyscy w Grikos le by o niej mwili. Potem Olivia zostaa zapdzona do pracy w kuchni, by pomc babci przygotowywa ogromne iloci jedzenia, i w kocu niespodzianka! Dwie najlepsze przyjaciki Eleni przyszy na kolacj ze swoimi synami do wzicia. Olivia bya serdeczna, ale rozczarowana, bo aden nie mia rudych wosw. Na szczcie ich angielski by rwnie ograniczony jak jej grecki, wic nie musiaa duo mwi. Jej myli wci wracay do mczyzny z play. Kim by? Czy pojawi si dzisiaj? O dziewitej wieczorem zmiana czasu i niewyspanie day o sobie zna i ledwie dotara do ka. Podcigajc koc pod brod

powiedziaa sobie, e zdrzemnie si tylko chwil. O pierwszej w nocy wyjdzie na patiu i bdzie czeka na tajemniczego biegacza. Obudzia si, pprzytomna, kiedy blask soca wlewa si ju przez okno. - O nie! Usiada i spojrzaa na zegarek przy ku. Wp do dziewitej rano? Do licha. Wsuna na stopy czerwone botki i poczapaa do kuchni. - A, jeste, piochu. - Babcia mieszaa co na kuchence. - Ju byam w piekarni. Na stole jest wiey chleb i soik miodu. Zaraz ci przynios herbat. - Dzikuj. - Olivia usiada i odkroia sobie grub pajd chleba. Kiedy signa po soik z miodem, zauwaya na rodku stou wski wazon z czerwon r, jeszcze w pczku. - Nie wiedziaam, e hodujesz re. - Bo nie hoduj. Nie da si ich zje. - Eleni postawia na stole kubek herbaty i zerkna na wnuczk z byskiem w oku. - Zdaje si, e masz cichego wielbiciela. Olivia zamrugaa. -Ja? - Jak mylisz, kto to? Giorgios czy Dimitrios? - Eleni miaa na myli chopakw, ktrzy byli wczoraj na kolacji. - Nie wiem. - Olivii natychmiast przyszed do gowy tajemniczy biegacz o rudych wosach i bystrym spojrzeniu. Czy to mg by on? Wycigna rk, by dotkn delikatnych czerwonych patkw. - Nie widziaa, kto to przynis? - Nie. - Eleni opara donie na biodrach i zmarszczya brwi. Nie byo adnego liciku. Rano zamiataam podwrko i znalazam ten kwiat w poowie schodw na pla. Lea przycinity kamieniem. Serce Olivii zaczo bi jak szalone. - Wic ten, kto go zostawi, przyszed z play. - Ra musiaa by od niego. - Och! - westchna radonie Eleni. - Oczywicie! To od Spiro! On mieszka troch dalej przy play. - Splota donie, umiechajc si szeroko. - Mj pikny Spiro i Olivia razem, tutaj, na Patmos. Och, bdziecie mie liczne dzieci. - Chwileczk. Nie jestem pewna, czy kwiat jest od Spiro. I nie chc, eby sobie robia nadziej, e bd tu mieszka. Specjalizuj

si w problemach zwizanych z przestpcami, a szczerze wtpi, eby na Patmos byo ich wystarczajco wielu, ebym miaa co robi. Eleni fukna i usiada przy stole. - A owszem, mamy przestpcw. W zeszym roku jednemu chopakowi z Hory ukradziono rower. Zostawi go przed samym klasztorem. To byo szokujce. Olivia pokrcia gow, polewajc chleb miodem. - Za mao szokujce. - Hm... Po co ci przestpcy? Nie moesz pomaga zwykym wariatom? Na Patmos jest ich peno. W Kampos jest jeden pastuch, ktry gada ze swoimi kozami. Olivia wypia yk herbaty. - To nic niezwykego. Ludzie rozmawiaj ze swoimi zwierztami. - O tak, ale jemu kozy odpowiadaj. A czarny kozio mwi po turecku . Olivia opanowaa umiech. - To najgorszy przypadek, jaki znasz? Eleni przekrzywia gow w zastanowieniu. - Hm, jest jeszcze jeden stary wdowiec w Skali, ktrego przyapali, jak podglda przez okno Mari Stephanopoulos. Syn zacz go zabiera raz w tygodniu na pla nudystw w Plaki i bardzo mu si poprawio. Olivia kiwna gow. - Obawiam si, e zesp podgldacza jest zaraliwy. Syszaam, e w Grikos jest pewna wdowa, ktra szpieguje przez teleskop miejscowego pastucha. Eleni si obruszya. - Nie jestem podgldaczk! Ja tylko podziwiam Spiro. On jest jak dzieo sztuki. To jakbym chodzia do muzeum. I nigdy nie widziaam go nagiego. To nie byoby w porzdku, skoro chc, eby oeni si z moj wnuczk. Olivia skrzywia si i ugryza ks chleba. Moe babcia ma racj. Nie w sprawie Spiro, ale w kwestii pracy z przestpcami. Jej ycie mogoby by cakiem inne, gdyby przestaa si naraa i zamieszkaa tutaj. Ale kogo chciaa oszuka ? Nie wytrzymaaby tu nawet dwch miesicy; nuda doprowadziaby j do obdu. Dreszczyk, jaki

dawaa praca w FBI, by jej niezbdny do ycia jak powietrze. A przynajmniej tak byo, dopki w ramach obowizkw zawodowych nie zetkna si z pewnym konkretnym przestpc. Z potworem, Otisem Crumpem. Nie musiaa si martwi, e bdzie jej przysya re. Ten zboczeniec przysya jej jabka. Wielkie, czerwone jabka. - Hm. - Eleni zabbnia palcami o st, ponuro patrzc na r. Nie lubi tajemnic. Chc wiedzie, kim jest ten wielbiciel. Olivia westchna. Jeli sny mogy si spenia, to jej cichym wielbicielem nie okae si Spiro, Giorgios czy Dimitrios. Okae si nim tajemniczy mczyzna, ktry biega po play w rodku nocy. Czy to on mg zostawi r? Jej serce zabio szybciej na t myl. Jakkolwiek byo, dowie si tego dzisiaj w nocy.

Rozdzia 3 - Zwykle inaczej si ubierasz do biegania - skomentowa Carlos, kiedy Robby przechodzi przez salon. Robby burkn co pod nosem i ruszy do kuchni. Zaraz po przebudzeniu wypi jedn butelk krwi, wic nie czu godu. Druga porcja miaa by tylko na wszelki wypadek, gdyby rzeczywicie spotka t greck bogini. Czasami zwyka, starowiecka dza budzia w nim dz krwi, a nie chcia, eby ky mu si wysuny i przestraszyy dziewczyn. Nala sobie p szklanki i podgrza w mikrofalwce. Carlos wszed do kuchni. - Masz wilgotne wosy. Wzie prysznic przed bieganiem? Robby nie zamierza dzisiaj biega. Nie chcia znale si przed jej domem cay spocony, zwaszcza e pot wampira by zwykle rowawy, podobnie jak i zy. Podejrzewa, e dzieje si tak z powodu diety opartej na samej krwi. - Id na spacer. - Ach. Przechadzka o pnocy. Brzmi cudownie. - Carlos spojrza na niego z drwicym umieszkiem. - Chyba si do ciebie przycz. - Nie.

- Lubi spacerowa po play. - Odczep si. Carlos wybuchn miechem. - Wiem, e masz nadziej j spotka. - Wiem, e wiesz. - Robby wyj swoje p szklanki krwi z mikrofalwki i wypi jednym haustem. - Wiem te, e z ogrodu zgina czerwona ra. Robby unis brew. - Prowadzisz ewidencj kwiatw? Carlos si rozemia. - Miaem oko na t r. Zamierzaem j komu da, ale mnie wyprzedzie. Robby zastanawia si przez chwil, co Carlos kombinuje, ale powstrzyma si od pytania. Toni twierdzia, e Carlos jest gejem, ale Ian si z ni nie zgadza. Kiedy byli tutaj, na wyspie, Robby sysza, jak kcili si o to przez dziesi minut, a potem popdzili do sypialni, eby si pogodzi. Robby poszed biega, a kiedy wrci dwie godziny pniej, jeszcze cigle si godzili. Jkn w duchu. Jego wampiryczni przyjaciele, Ian, Jean-Luc i Jack, byli ekstatycznie szczliwi ze swoimi miertelniczkami, ale on sam wtpi, by mg dowiadczy takiego szczcia. Po pierwsze, istnia problem ze znalezieniem kobiety, ktra pokochaaby nocn istot. Po drugie, kwestia zaufania. Skd bdzie wiedzia, co ona robi za dnia? Nie znisby kolejnej zdrady ze strony ukochanej kobiety. A jeli si znudzi i postanowi dgn go kokiem, kiedy bdzie pogrony w miertelnym nie? I jeszcze ostatni problem, ktry gryz go najbardziej. Mio do wampira, to wyrok mierci. Nie wiedzia, jak jego przyjaciele w ogle mogli znie myl, e ktrego dnia bd musieli zabi swoje ony, eby je przemieni. Czy co takiego mona nazwa mioci? Wic co on wyprawia, u diaba? Wstawi pust szklank do zlewu. - To by zy pomys. - Stary, nie stchrz teraz. Robby spojrza na Carlosa z irytacj. - Nie strach mnie powstrzymuje. Ona jest niewinn miertelniczk. Zasuguje na kogo lepszego ni ja.

- Jasne, bo ty jeste obrzydliw, zalinion besti, ktra przegryzie jej gardo, zwoki wrzuci do morza. Robby zesztywnia. - Chcesz, ebym ci rozkwasi nos? Nie skrzywdzibym jej. - Ot wanie. Id do niej, muchacho. Robby spojrza na swoje ubranie. Dobre pitnacie minut zastanawia si, co na siebie woy Wreszcie wybra par znoszonych dinsw, ciemnozielon koszulk i granatow bluz z kapturem, lamowan zielononiebieskim tartanem klanu MacKay. Wosy zwiza z tyu rzemykiem. - Nie wygldam zbyt luzacko? - Wygldasz dobrze. Bierz j, tygrysie. Robby parskn. Dziwne sowa z ust panteroaka. Wybieg z domu szybko, eby przypadkiem nie zmieni zdania. Zamiast zej po kamiennych schodkach, po prostu zeskoczy z krawdzi skalistego klifu i zrcznie wyldowa na kamienistej play na dole. Nawet w sabym wietle rosncego ksiyca widzia ska zwan Petra, wznoszc si w odlegoci niecaego kilometra na pnoc. Teleportowa si tam, po czym obszed ska i znalaz si na play pod Grikos. O czym mia z ni mwi? Wtpi, eby chciaa sucha wywodw na jego ulubiony temat - ktre miecze s najlepsze w rnych sytuacjach. Do licha. Cakiem wyszed z wprawy, jeli chodzi o rozmowy z kobietami. *** Olivia przez kwadrans zastanawiaa si, co woy, chocia wybr miaa mocno ograniczony do kilku ciuszkw, ktre ze sob zabraa. Wreszcie zdecydowaa si na dinsy i mikki pulower. Potem spia na karku swoje niesforne wosy zbat klamr. Babcia mocno spaa, kiedy Olivia przygotowaa sobie stanowisko na patiu. Na stoliku w altanie zapalia trzy wieczki. Na krzele pooya stary kij krykietowy, ktrego Yia Yia uywaa do trzepania dywanw. Miaa nadziej, e nie bdzie si musiaa broni, ale praca w FBI nauczya j, e wygld bywa zwodniczy. Kiedy pierwszy raz zobaczya Otisa Crumpa, bya zdumiona jego wygldem; wydawa si zupenie nieszkodliwy i zwyczajny. Ale pod mi

powierzchownoci czai si potwr, ktry zgwaci, torturowa i zamordowa trzynacie kobiet. Wyrzucia go ze swoich myli. Miaa do czasu, by doj do siebie i wyleczy rany. Crump by tylko zadaniem, niczym wicej. Ju z nim skoczya. Moga o nim zapomnie. I modli si, eby on zapomnia o niej. Wrcia do domu, eby zaparzy sobie herbat. Wychodzc z kuchni, zabraa r. Potem stana przy murze na patiu i czekaa. I czekaa. Dopia herbat i odniosa kubek na st. Kiedy wrcia do muru, pogaskaa palcami aksamitne patki. Kolce zostay oderwane z odyki, wic jej cichy wielbiciel wydawa si by bardzo troskliwy. Miaa nadziej, e jest nim tajemniczy biegacz. Ale gdzie on si podziewa? Moe wysza za wczenie. A moe wyjecha z wyspy i ra bya poegnaniem. Przecie to ostatni tydzie listopada, sezon turystyczny dawno si skoczy. A moe tylko go sobie wyobrazia. Moe po tym, jak musiaa zadawa si z najgorsz ludzk szumowin w osobie Otisa Crumpa, jej podwiadomo prbowaa to skompensowa, stwarzajc przystojnego, szlachetnego bohatera. Westchna. Lata zajmowania si psychologi sprawiy, e miaa skonno do przesadnego analizowania. Musiaa si wreszcie odpry i nauczy wcha re. A szczeglnie jedn konkretn r. Z umiechem podniosa j do nosa. Jej uwag przycigna posta zbliajca si od poudnia. Olivia spojrzaa przez teleskop i serce podskoczyo jej w piersi. To by on! A wic istnia naprawd. Dzisiaj nie bieg. Szed w jej stron szybkim, zdecydowanym krokiem. Unis rk na powitanie i jej serce znw podskoczyo. Przez teleskop widziaa, e jest skupiony wycznie na niej. Z ca pewnoci mia dobry wzrok. Podesza bliej do muru i pomachaa rk, by odpowiedzie na jego powitalny gest. Mczyzna natychmiast ruszy biegiem, a serce Olivii bio coraz mocniej z kadym krokiem, ktry zblia go do niej. Nawet na chwil nie odwrci od niej wzroku. Zarumienia si, kiedy zrozumiaa, e oglda j sobie dokadnie. Czy by podekscytowany? Czy podobao mu si to, co widzi? A moe ju aowa tego, co zrobi? Otworzya zmysy, eby wyczu jego emocje.

Nic. Przez dwadziecia cztery lata swojego ycia nigdy nie spotkaa osoby, ktrej nie potrafiaby wysondowa. Zamkna oczy i zmarszczya brwi, koncentrujc si. Nic. Otworzya oczy, by si upewni, e jest prawdziwy. Tak, by ju niemal przy niej. Dlaczego nie moga go wybada? Zawsze wiedziaa, co czuj ludzie. Zawsze wiedziaa, kiedy kami. Boe wity, to straszne. Skd bdzie wiedziaa, co myle o tym czowieku? Jak bdzie moga wierzy jego sowom? Poczua przypyw paniki i przez moment zastanawiaa si, czy po prostu nie umkn do domu. Ale w kocu zobaczya jego twarz. Zatrzyma si na play, patrzc na Olivi przenikliwie, badawczo, jakby nie wiedzia, co myle. A wic byo ich dwoje. Spojrzaa mu w oczy i w tej chwili zaata j fala podania. Przysza znienacka, pod Olivi ugiy si kolana. Uhuu. Chwycia si muru, eby odzyska rwnowag. Zwykle nie reagowaa w taki sposb. Chocia, prawd mwic, nie bardzo wiadomo, w jaki sposb zwykle reagowaa. Zawsze skupiaa si na uczuciach ludzi, eby wiedzie, jak z nimi rozmawia. To bya dla niej nowo. Znajdowaa si w towarzystwie drugiego czowieka, ale sam na sam z wasnymi uczuciami. I do tej pory nie zdawaa sobie sprawy, e jej uczucia mog by tak... silne. Moe po prostu wydaway si takie, poniewa byy odizolowane. A moe dlatego, e to bya dla niej zupenie nowa sytuacja. A moe on by przyczyn. Olivia z trudem przekna lin. Powinna zachowa ostrono. Przecie nie miaa pojcia, co on czuje. Ani czy mona mu ufa. Jak sobie z tym radziy zwyczajne kobiety? To przeraajce. I niezwykle podniecajce. Unis rk. - Dobry wieczr Jego niski gos dotar do niej z lekkim podmucham bryzy, ktra poaskotaa jej szyj. Krcio jej si w gowie z podniecenia. Czua si jak po wypiciu kilku kieliszkw wina. - Mwisz po angielsku, dziewczyno?

Przygryza warg, eby nie rozemia si gono. Jego akcent by uroczy. - Jeste Szkotem? - Tak. A ty... Amerykank? Skina gow z coraz szerszym umiechem. Odpowiedzia umiechem, a ona poczua askotanie w odku. Uwaaj. Nie wiesz, czy jest godny zaufania. - Jestem Robert Alexander MacKay. - Skoni gow, lekko zginajc si w pasie. Kania si jej? Stumia chichot, ciekawa, co ten uroczy Szkot zrobi w nastpnej kolejnoci. Patrzy na ni wyczekujco. Zielone, stwierdzia z wielk satysfakcj. Jego oczy byy zielone, tak jak miaa nadziej. I chocia jego wosy miay intensywny, ciemnorudy kolor, brwi i zarost zdaway si raczej kasztanowate. - A ty? - spyta. - Tak? Jego usta drgny w pumiechu. - Wybacz to miae zaoenie, ale pomylaem, e masz jakie imi, ktrym mgbym ci nazywa? Rozemiaa si. Przez myl przemkno jej kilka sugestii. Skarbie, mioci mojego ycia, centrum mojego wszechwiata. Bya tak zajta podziwianiem go, e zapomniaa si przedstawi. - Jestem Olivia. Olivia Sotiris. - A. Wic myliem si co do ciebie. - Mianowicie? - Mylaem, e jeste greck bogini. Parskna. Ale mia gadane. I co za szkoda, e nie potrafia stwierdzi, czy kamie. Uniosa swoj r. - Ty j zostawie? - Tak. - Gdzie? Unis brwi. - Na schodach, przycinit kamykiem. Dlaczego pytasz? Bo musiaa wiedzie, czy jest uczciwy. Bya zachwycona jego sodkim akcentem, ale byaby idiotk, gdyby zakochaa si w mczynie tylko dlatego, e jego gos brzmia jak muzyka, a jego twarz i ciao przypominay pikn rzeb. Powchaa r. - Jest liczna. Dzikuj.

- Miaaby ochot przej si ze mn kawaeczek? Jej serce zabito szybciej. - Wolaabym zosta tutaj. Moesz tu do mnie przyj, jeli chcesz. Jego spojrzenie przemkno po rozdzielajcej ich skalistej skarpie; jego usta drgny. - W takim razie wejd schodami. - Uwaaj. S strome. I ciemne. - Jej serce zabio jak szalone, kiedy znikn w wskiej szczelinie schodw wycitych w skale. Szed na gr! Spojrzaa w stron tylnych drzwi. Babcia spaa. Olivia bya na patiu sama. A jeli zaprosia do domu okrutnego morderc? Zostawia r na stole i chwycia kij do krykieta. Nie chodzio tylko o to, e praca w FBI nauczya j podejrzliwoci. Od dziecka bya nieufna, kiedy odkrya, jak czsto ludzie kami. Mczyzna dotar na szczyt schodw i zatrzyma si, wskazujc kij w jej doniach. - Chcesz mnie tym uderzy? By wyszy, ni si spodziewaa. A jego ramiona byy szersze. Poprawia chwyt na rczce kija. - Zwykle nie rozmawiam z nieznajomymi. Powinnam ci ostrzec, e mam czarny pas taekwondo. - Nie zrobi ci krzywdy, dziewczyno. - Wiem. Nie pozwol ci na to. Przyglda jej si przez dusz chwil, w kocu na jego usta wypyn lekki umiech. - Jeste rwnie odwana jak pikna. To rzadkie poczenie. Jej serce zamaro na moment. Odwana i pikna. To samo powiedzia dziadek do babci w dniu, kiedy si poznali. - Nie chciaam by nieuprzejma, panie MacKay. Ale w tych czasach kobieta musi by ostrona. - Tak, to prawda. - Jego spojrzenie przewdrowao powoli w d po jej ciele, a do stp. Kiedy znw spojrza jej w twarz, kciki jego ust uniosy si w pumiechu. Do licha. Nie wiedziaa, czy go uderzy, czy rozpyn si z zachwytu. Z jednej strony, bya podniecona i mile poechtana. Skra zacza j mrowi, kiedy spojrzaa w te boskie, zielone oczy. Ale czua te zdenerwowanie. Mocniej chwycia kij na wypadek, gdyby

zamierza si na ni rzuci. To takie trudne, nie mc odczyta czyich emocji. Przez sekund wydawao jej si, e jego oczy ciemniej, ale odwrci si do teleskopu i zajrza w okular. - Wic, Olivio, co ci sprowadza na Patmos? Podobao jej si brzmienie jej imienia, wypowiedzianego z tym jego akcentem. - Jestem z wizyt u... krewnych. Czterech wujkw. S... wielcy. Zawodowi zapanicy. - Kiedy jego usta drgny, domylia si, e nie uwierzy w t historyjk. - A ty? - Wakacje. I rekonwalescencja. Byem... ranny, wic staram si wrci do formy. Spojrzaa na jego muskularne ciao. - Powiedziaabym, e ci si udao. - Dzikuj, e zauwaya. Jej twarz zapona rumiecem. - Jak zostae ranny? Umilk i, marszczc brwi, wbi wzrok w posadzk. - Przepraszam. - Opara kij o drewnian kolumienk altany. Nie musisz o tym mwi... - Po prostu tak wyszo. Moja praca bywa niebezpieczna. - A czym si zajmujesz? - Kiedy mars na jego czole pogbi si, poczua nag potrzeb, eby go pocieszy, sprawi, by znw si umiechn. - Wiem! Walkami bykw. Spojrza na ni z powtpiewaniem. - Szkocki toreador? - Tak, z mulet w czerwon krat. I z cekinami na kilcie. Na taki widok szkockie byki dostaj szau. Rozemia si. - Nie. Serce Olivii napenia rado. Jakie to mie uczucie, sprawi, by jego oczy rozbysy radoci. Podesza do pobielonego muru i stana obok mczyzny. - Jeste treserem lww? - Kiedy pokrci gow, cigna: Klaunem na rodeo? Zaklinaczem wy? - Nie. - Wyszczerzy zby. - Okej. Obstawiam Foki. - Zdawao mi si, e foki s czarne. Parskna. - Przecie wiesz, o co mi chodzi. Komando Foki. Mgby by czonkiem jakich elitarnych, supermskich si specjalnych, ktre

chroni rodzaj ludzki przed podstpnym zem we wszystkich postaciach, cznie z potrjnym cheeseburgerem z bekonem. - Mog ci zapewni, e nigdy nie walczyem z cheeseburgerem. - Jasne, ale czy walczye ze zem? Zesztywnia i, znw marszczc brwi, spojrza na morze. Olivi zamrowia skra na karku. - Ty naprawd jeste onierzem. Jego pier poruszyo gbokie westchnienie. - Tak. - cile tajna organizacja? - szepna. - Walczysz z terrorystami? Waha si przez chwil, po czym odpar: - Mona tak to okreli. Skina gow. Jego niech do rozmowy na ten temat upewniaa j, e mwi prawd. - Jeste teraz na przepustce? - Tak. - Opar donie na murze i przez chwil bbni palcami w tynk. - Mj szef upar si, ebym zrobi sobie wolne - powiedzia w kocu. Zamrugaa. - artujesz. To zupenie jak ja. Mj szef te naciska, ebym wzia urlop. Odwrci si do Olivii i spojrza na ni z ciekawoci. - Dlaczego? Czym si zajmujesz? Nie chciaa mwi o swojej pracy z przestpcami. Przyjechaa tu, eby oderwa si od tego wszystkiego. A poza tym ogromn przyjemno sprawiaa jej reakcja tego boskiego faceta na jej arty. - Miae racj od samego pocztku. Jestem greck bogini. Zeus kaza mi odpoczywa przez jakie tysic lub dwa tysice lat. Jego usta znw wygiy si w umiechu, w oczach zamigotay wesoe iskierki. - Wiedziaem. Jedno spojrzenie w twoje oczy i mgbym pa do twoich stp. Poczua rumieniec na policzkach. Zwykle nie flirtowaa w taki sposb. W normalnych okolicznociach bya zbyt zajta analizowaniem cudzych uczu. Nagle dotaro do niej, e przedtem zawsze bya obserwatork, nie uczestniczk. To nowe i do

niepokojce dowiadczenie wydao si jej rwnie bardzo przyjemne. Dumnie uniosa gow. - adnego paszczenia si. To bardzo irytuje boginie. Umiechn si powoli. - Gdybym ju pad na kolana, znalazbym sobie lepsze zajcie ni paszczenie si. Twarz jej zapona. Robio si stanowczo za gorco, jak dla niej. - Pracuj w FBI - wypalia. Unis wysoko brwi. - Naprawd? - Tak. Siedzimy w tym samym biznesie, panie MacKay. apiemy zoczycw. Przekrzywi gow, przygldajc jej si uwanie. - Gdzie masz baz? - W Kansas City. A ty? - Gdziekolwiek mnie potrzebuj. Wic naprawd masz czarny pas taekwondo? Wtpi? Opara rce na biodrach. - Zostaam gruntownie przeszkolona w technikach samoobrony, panie MacKay. Na jego policzku ukaza si doeczek. - Przyjaciele nazywaj mnie Robby. Serce jej zaomotao. - Chcesz powiedzie, e uznajesz mnie za przyjacik? - Owszem. - Wycign rk i dotkn kosmyka wosw, ktry wymkn si spod klamry. - Twoje wosy krc si tak same z siebie? - Niestety. Nie mog sobie z nimi poradzi. - Mnie si podobaj. - Pocign lekko za kosmyk, rozprostowa go, a potem puci; loczek odskoczy jak sprynka, przybierajc swj naturalny ksztat korkocigu. Robby wyszczerzy zby. Mona by si nimi bawi godzinami. - Dotkn jej skroni. Odsuna si o krok, gono przeykajc lin. - Po... powinnam zajrze do wujkw. Chcesz co do picia? Moe gorcej herbaty? Opuci rk. - Nie trzeba, dzikuj.

- Zaraz wracam. - Umkna do domu i szybko nastawia wod na kuchence. Tchrz, zbesztaa si w duchu. Powinna bya pozwoli si dotkn, moe nawet pocaowa. Ale jak moga mu ufa? Bardzo j pociga, ale skd miaa wiedzie, czy nie szuka tylko przelotnego romansu dla urozmaicenia wakacji. Nie naleaa do kobiet, ktre wdaj si w romanse. Dorastanie z umiejtnoci wykrywania kamstw sprawio, e unikaa wszystkiego, co zalatywao nieszczeroci. Poza tym miaa spdzi na wyspie tylko dwa tygodnie. Czy to do czasu, eby zbudowa szczery, znaczcy zwizek? Czy w ogle odwayaby si na to z mczyzn, ktrego nie potrafia wyczu? Nieznane, wprawdzie przeraajce, okazao si jednoczenie bardzo ekscytujce. Wyjrzaa przez szyb w tylnych drzwiach. Mczyzna wci by na patiu i zabawia si ogldaniem okolicy przez teleskop. Robby MacKay, onierz na przepustce. Ciekawe, jak powanie by ranny. Zaparzya herbat i wyniosa j na patiu. Kiedy Robby si do niej umiechn, serce Olivii drgno. Wsikaa w niego byskawicznie. Usiada przy stole i zaprosia go skinieniem rki. - Na pewno nie chcesz niczego do picia czy jedzenia? - Jadem przed wyjciem. - Usiad obok niej. Podobay jej si jego rude wosy lnice w blasku wiec. Wydaway si przydugie jak na onierza, ale byy schludnie zwizane z tylu. - Jak dugo bdziesz na Patmos? - Jeszcze jakie trzy tygodnie. - Zawaha si przez chwil, po czym doda: - Jestem ju gotw wraca, ale mj szef si nie zgadza. Uwaa, e mam jaki uraz czy inn podobn bzdur. - Zesp stresu pourazowego. - Olivia wypia yk gorcej herbaty. - To bardzo powszechne u onierzy. Wzruszy ramionami. - Wiele haasu o nic. Wiem, e ycie jest nie fair. Nie ma sensu si nad tym uala. Spojrzaa na niego z trosk. - Czasami dobrze dla zdrowia, gdy si o tym porozmawia. Wyparcie moe mie powane efekty uboczne w przyszoci, i mam

na myli nie tylko wybuchy emocjonalne. To moe mie wpyw na twoje zdrowie fizyczne. W jego spojrzeniu pojawi si bysk irytacji. - Absolutnie nic mi nie jest. I prdzej pieko zamarznie, zanim porozmawiam z jakim przekltym psychologiem. Gwatownie wcigna powietrze. Kubek zadra w jej doni, wic odstawia go na blat. Spojrza na ni ze zmarszczonymi brwiami. - Co si stao? Wszystko si stao. Serce wpado jej do odka. Powinna bya wiedzie, e to nie moe trwa. Robby zmruy podejrzliwie oczy. Zerwa si z krzesa i przeszed przez patio. - Jasna cholera - szepn. Odwrci si z powrotem do niej i popatrzy na ni ze zgroz. - Jeste psychologiem? Powoli skina gow. - Zdaje si, e pieko wanie zamarzo. - Dla nich obojga.

Rozdzia 4 Robby zacz chodzi po patiu tam i z powrotem. - Do diaba. Do jasnej cholery. Spojrza na Olivi i ogarna go fala bezsilnego gniewu. Niech to jasny szlag. Wanie kiedy narobi sobie nadziei, wszystko zawalio si z hukiem. Przez kilka minut naprawd wierzy, e przyszo ma mu do zaoferowania co wicej ni zemst i przemoc, i to byo przyjemne uczucie. Znalaz kobiet, ktra bya pikna, inteligentna i urocza. Potrafia go rozmieszy. Otworzya przed nim cay wiat nowych moliwoci, i, ku wasnemu zaskoczeniu, chcia tego wszystkiego. Co jeszcze bardziej zdumiewajce, mia wraenie, e si jej podoba. Bo ona z pewnoci podobaa si jemu. Miaa agodne piwne oczy, gste czarne rzsy, doskonay owal twarzy, may prosty nos, kuszce rowe usta, a wszystko to okalaa burza czarnych lokw, w ktrych mia ochot zanurkowa. Ale klasyczna uroda to oczywicie nie wszystko. Bya odwana, dowcipna i mia. Nie pamita, by kiedykolwiek przedtem tyle si

mia i umiecha. Po raz pierwszy od wielu lat czu si... szczliwy. Ale ostatnia niespodzianka przebia tamte wszystkie. Nie by szczliwy. By przeklty. Zatrzyma si przy murze i spojrza w ciemno; jego odek burzy si jak morskie fale. - Mylaa, e si nie zorientuj? Moesz powiedzie Angusowi, eby si odczepi. - Nie znam Angusa. Odwrci si gwatownie i spojrza na ni ze zoci. - Oczywicie e znasz. On ci tu przysa. Olivia wstaa z krzesa. - Jedyne angusy, jakie widziaam, to krowy tej rasy, ale nigdy nie mwiy, gdzie mam jedzi. Robby prychn. - Jeli nie Angus, to Emma ci przysaa. Pewnie nawet nie jeste Greczynk. Naprawd masz na imi Olivia? - Owszem, mam. I nigdy nie twierdziam, e jestem Greczynk. Jestem Amerykank. - Wzia si pod boki, patrzc na niego ze zoci. -1 nie kami. - Jeste pewna? W takim razie moe mnie przedstawisz swoim czterem wujkom, ktrzy przypadkiem wszyscy s zawodowymi zapanikami? - Powinnam. Zasugujesz na lanie, jakie ci spuszcz. Unis brew. - Dawaj ich tu. Skrzyowaa rce na piersi, patrzc na niego ponuro. - Okej. Troch podkoloryzowaam, ale tylko dla samoobrony. A teraz, skoro sobie tak szczerze rozmawiamy, myl, e powiniene ju i. Zesztywnia. Odrzucaa go? Czemu bya wcieka? To on zosta wmanewrowany w spotkanie z terapeutk. - Angus ci nie zapaci, dopki nie przeprowadzisz swojej cholernej terapii. - Nie znam adnego Angusa! - krzykna, po czym skrzywia si i zerkna na dom. - Musimy by cicho. Nie chc obudzi... - Twoich czterech wujkw na sterydach? - warkn. Posaa mu nijakie spojrzenie.

- Wierz albo nie, nie mam najmniejszej ochoty by twoj terapeutk. Ewidentnie jeste uparty i masz jakie obsesje, nie wydaje mi si, eby by skonny posucha gosu rozsdku. - Nie mam dnych obsesji! - Nie by jednak pewien, czy moe zaprzeczy jej stwierdzeniu na temat uporu. - Mylisz, e istnieje jaki potny spisek, ktry sprowadzi mnie na t wysp tylko po to, ebym bya twoj terapeutk. To jest paranoja. Nie wspominajc ju o tym, e jeste zadufany w sobie. - Jasna cholera. Przysali ci tutaj, eby mnie obraaa? - Paranoik - mrukna pod nosem. - Kto to s ci oni"? Kosmici z innej galaktyki? Gadajce krowy rasy angus, ktre domagaj si, ebymy jadali wicej drobiu? - Nie drwij ze mnie, kobieto. Angus jest moim dziadkiem. - Kobieto? Spojrza na ni ponuro. - Zauwayem. Mczyzna musiaby by obkany, eby tego nie zauway. A ja nie jestem wariatem. Spojrzaa na niego z powtpiewaniem. - Mylisz, e twoja wasna rodzina prbuje ci dopa. Do licha. Rzeczywicie gada jak paranoik. Ale to by zbyt podejrzany zbieg okolicznoci, e Angus i Emma chcieli go posa do psychologa, a teraz psycholoka cudownym sposobem zjawia si na wyspie. - Przysigasz, e nie przysa ci tutaj Angus? - Przysigam. Powiedziaam ci, e pracuj dla FBI. Specjalizuj si w psychologii kryminalnej, wic ty mnie nie interesujesz. Spojrzaa na niego z uraz. - Chyba e jeste przestpc. Unis brew. - Przysa ci Sean Whelan? - Nie znam go. - Pracuje w CIA. - Wic CIA te chce ci dopa? Zgrzytn zbami. - Nie jestem paranoikiem! - Moe powiniene sprawdzi te drzewka cytrynowe -szepna, wskazujc donice. - Mog w nich by podsuchy. - Kobieto... - Urwa, kiedy jej piwne oczy zapony. Boe Wszechmogcy, ale bya pikna. - Moe powinienem rozebra ciebie i sprawdzi, czy nie masz podsuchu.

Policzki Olivii porowiay. - A moe powiniene ju i. Gono przekn lin. - Ja... bardzo przepraszam. Nie rozebrabym ci. -Dzisiaj. Nie patrzc na niego, wskazaa schody. Ruszy w ich stron. Ale by gupcem. Oskary j, e pracuje dla Angusa, obrazi j. Zamajaczyy przed nim kamienne stopnie, okryte zowrogim cieniem. Zawaha si, jakby prowadziy na samo dno piekie. Mia wrci do ycia, w ktrym panoway tylko wcieko i zemsta? W ktrym nie byo miechu. Flirtu. Olivii. Bolesne poczucie straty przygnioto mu serce. - Naprawd bardzo przepraszam. Nie chciaem ci obrazi. Gdy spojrza na Olivi, zobaczy w jej oczach zy. - Nie smu si. To moja wina, e tak fatalnie zareagowaem na twoj prac. Na pewno jeste wietnym psychologiem. Tylko ja po prostu nie chc rozmawia o pewnych... sprawach. Nie widz sensu w otwieraniu starych ran. Westchna. - Rozumiem. Ale to... niczego nie zmienia. Rwnie dobrze moesz sobie i. Wygldaa na zaaman, a on nie mia pojcia dlaczego. Nie chcia patrze na ni w takim stanie. - Dlaczego jeste taka smutna? Potara czoo, jakby bolaa j gowa. - Nigdy mi nic nie wychodzi. Wszyscy odchodz. - Kto? - Mczyni. Robi sobie nadziej, a potem oni dowiaduj si prawdy o mnie i zwiewaj, a si kurzy. Spojrza na ni z zaciekawieniem. Myla, e tylko on ma swj mroczny sekret. Gboko zacign si jej zapachem. Nie bya zmiennoksztatn. Pachniaa rozkosznie sodko, jak pachnie moe tylko miertelniczka. Grupa krwi A minus. - Jeste bardzo inteligentna i pikna. Nie wyobraam sobie, dlaczego jakikolwiek mczyzna miaby ci zostawi. - Mio, e tak mwisz, ale... - Gboko zaczerpna powietrza i wypucia je gono. - Jestem empatk. Wyczuwam ludzkie uczucia. Nawet widz je w kolorze, jeli emocje s wyjtkowo silne. Skrzywi si.

- Wiesz, co czuj? - Przez cay wieczr walczy z podaniem. - Jest jeszcze gorzej - cigna. - Potrafi stwierdzi, kiedy ludzie kami, jestem jak ywy wykrywacz kamstw. To bardzo przydatne w mojej pracy, ale fatalne w osobistych relacjach. Kiedy tylko facet mnie okamie, ka mu spada. Tak jak teraz kazaa spada jemu. Robby przejrza w mylach ca ich rozmow. By moe kluczy par razy, ale tak naprawd powiedzia jej o sobie wicej, ni pocztkowo zamierza. Tak atwo si z ni rozmawiao. - Nie okamaem ci, dziewczyno. Przygryza warg i zmarszczya brwi. - A skoro nie jestem kamc, to widocznie wyganiasz mnie, bo masz mnie za wariata. Nie jestem chory psychicznie. Twoja umiejtno wykrywania kamstw musiaa ci powiedzie, e mwi prawd. Przestpia z nogi na nog. - Nie uwaam ci za wariata. Masz baga, z ktrym prbujesz sobie radzi, to oczywiste, ale przecie kady ma. - Wic... wszystko powinno by w porzdku. Spojrzaa na niego z niedowierzaniem. - Mj dar ci nie przeszkadza? Faceci zwykle s ju za drzwiami, zanim skocz o tym mwi. Niektrzy byliby ju w poowie drogi na inn wysp. Wzruszy ramionami. - Owszem, to dziwna umiejtno, ale ja... jestem ostatni osob, ktra rzuciaby kamieniem w kogo, kto jest inny. Wygldaa na osupia. - I to ci nie niepokoi? - Nie. Chciabym ci jeszcze zobaczy. - N... nie mog. Przykro mi. To zabolao bardziej, ni si spodziewa. Do licha, czemu go odrzucaa? Nie wiedziaa, e by nieumarym. Nie uwaaa go za wariata. By uczciwy, wic nie moga go przyapa na kamstwie. Ale gdyby dalej si z ni widywa, czy w jakim momencie nie musiaby skama? A wtedy bdzie to wiedziaa. Chyba e... Do jego gowy zakrado si podejrzenie. - Co teraz czuj? Otworzya szerzej oczy. - Powiedziaabym... e jeste zirytowany.

Pudo. Serce go bolao na myl, e jej wicej nie zobaczy. Podszed do niej. - Nie wyczuwasz mnie, prawda? Zblada. - Wolaabym nie mwi o... - Skoro tak bardzo cenisz szczero, powinna mi powiedzie prawd. Skrzywia si i odwrcia twarz. - Okej. Zupenie ci nie wyczuwam. I nie wiem, dlaczego. Nigdy wczeniej mi si to nie zdarzyo. Najwyraniej nigdy wczeniej nie spotkaa nieumarego. - Nie potrafisz stwierdzi, czy kami? - Nie. - Przygarbia si. - To jest koszmarne. Nigdy nie czuam si taka... lepa. - Dziewczyno, to nie jest nic zego. Jedziemy na tym samym wzku. Ja te nie potrafi powiedzie, czy kamiesz. Prychna. - Wiedziae, e czterej wujkowie to kamstwo. Umiechn si. - Nie mam ci tego za ze. Uwaam, e to byo zrozumiae i... urocze. Otworzya usta i to byo jak zaproszenie. Chcia j pocaowa, wic zrobi w jej stron jeszcze jeden krok. Olivia odsuna si, jej policzki przybray liczny odcie ru. - Przykro mi, ale nie mog si zwiza z kim, kogo nie potrafi wyczu. Ogarn go gniew. On j akceptowa, chocia bya terapeutk. Dlaczego, u diaba, ona nie chciaa zaakceptowa jego? - Dziewczyno, jest nam razem wietnie, artujemy sobie, miejemy si. Nie potrzeba jakich specjalnych zdolnoci, eby zauway, jacy jestemy razem szczliwi. W jej oczach zabysy zy. - Mnie te byo bardzo przyjemnie. Ale nie mog wiza si z kim, komu nie ufam. Ze wszystkich zarzutw, jakie moga mu postawi, ten by absolutnie najgorszy. - Ty... ty mylisz, e nie jestem godny zaufania? - Jego gos wznis si do krzyku. Otworzya szeroko oczy. Przesuna si bliej altany.

- Jasna cholera. - Odszed kawaek, starajc si opanowa gniew, ale najwyraniej by wkurzony. Olivia chwycia kij do krykieta. - Dziewczyno, nie zrobi ci krzywdy. - Niech to jasny szlag. Najpierw j obrazi, a teraz j straszy. Nie byo innej rady. Musia jej to wyjani. Inaczej ona nigdy nie zrozumie. - Nie chciaem ci tego mwi, ale... pewnej nocy braem udzia w bitwie. I zostaem wzity do niewoli. Gwatownie chwycia oddech. Odwrci oczy, wstydzc si przyzna, e by ofiar. - Chcieli informacji o moich towarzyszach. Kiedy nie chciaem mwi... torturowali mnie. Przez dwie noce. Kij, ktry trzymaa, upad z klekotem na posadzk. Robby odwrci si do niej. - Nie powiedziaem im nic. Nie zdradzibym przyjaci. Przypalali mnie, cili, poamali mi palce, zmiadyli stopy... Zakrya usta drc doni, ale i tak wyrwa si jej zduszony szloch. Podszed do niej. - Nie zdradziem moich przyjaci. Modliem si o mier, eby ich nie zdradzi. - Tak mi przykro - szepna. - Nie chc twojej litoci, dziewczyno. - Ale mnie naprawd jest przykro. - Jasna cholera, nie chciaem ci mwi. - Znw odszed. - Teraz bdziesz na mnie patrze jak na jakiego nieszczsnego sabeusza, ktry by tak gupi, e da si zapa... - Nie. - Ruszya w jego stron. - Nie powiniene mie poczucia winy. To nie bya twoja wina. Jkn. A ta znowu ze swoj terapi. - Olivio, powiedziaem ci to wycznie po to, eby zrozumiaa, jak bardzo ceni lojalno. Wolaem umrze, ni zdradzi przyjaci i rodzin. Trudno by ci byo znale na wiecie drugiego faceta tak godnego zaufania jak ja. Kciki jej ust uniosy si do gry. - I tak skromnego. Umiechn si. - No widzisz. Wyczuwasz mnie cakiem niele, wic chyba nie potrzebujesz przy mnie swoich wyjtkowych mocy. Wsuna za ucho niesforny kosmyk.

- Moe. Nie wiem. To jest takie... dziwne. - Moesz mi ufa, Olivio. Mog si z tob zobaczy jutro wieczorem? Spojrzaa mu badawczo w oczy. Podanie, z jakim walczy przez cay wieczr, wrcio z ca moc. Wepchn pici w kieszenie bluzy, eby nie porwa tej dziewczyny w objcia. Chcia scaowa z jej twarzy wszystkie wtpliwoci. Jego spojrzenie opado, na jej rowe usta. Takie mikkie i sodkie. Wszystko zaczynao nabiera rowawego odcienia, a to mogo oznacza tylko jedno: jego oczy robiy si czerwone. Wyrany znak, e rozpaczliwie jej pragn. Oblizaa wargi, a on zamkn oczy, modlc si o samokontrol. - Zgoda - szepna. Bogu niech bd dziki. Otworzy oczy i przekona si, e jej spojrzenie wdruje po jego ciele. Pragna go. Nie potrzebowa adnych empatycznych mocy, by czu bijcy od niej ar. Sysza bicie jej serca. Moe jednak udaoby si skra causa. Podszed do niej, patrzc na jej stopy, eby Olivii nie przeraziy jego ponce oczy. - Zobaczymy si jutro. - Odwrcia si i umkna do domu. Wzi gboki oddech, eby okiezna rozszalae podanie. - Olivio - szepn, ale tylko dlatego, e podobao mu si brzmienie tego imienia. Wymawianie go sprawiao mu niezwyk przyjemno. Bya taka pikna. Wyjtkowa. Warta, by walczy o ni do upadego. Jego oczy powoli odzyskay normalny wygld; ruszy w stron schodw z narastajcym poczuciem triumfu. Prbowaa go odrzuci, ale nie da za wygran i odnis zwycistwo. Los jednak mu sprzyja. Kiedy dotar na pla, umiechn si szeroko. Zobaczy j jeszcze. Znw bdzie flirtowa. Znw bdzie si mia. ycie byo dobre. Znalaz Olivi. *** - Mylaam, e ju nigdy nie wstaniesz - powiedziaa Eleni Sotiris, marszczc brwi, kiedy nastpnego ranka jej wnuczka pojawia si w kuchni dopiero przed jedenast. -Cigle le sypiasz? - Niestety tak. - Olivia ziewna. Przez wiksz cz nocy przewracaa si z boku na bok, wci od nowa rozpamitujc

spotkanie z Robbym MacKayem. Odtworzywszy wielokrotnie ca ich rozmow z najdrobniejszymi szczegami, zacza sobie wyobraa rne moliwe zakoczenia. Co by byo, gdyby pozwolia si pocaowa? Zaparzya herbat; babcia siedziaa przy stole, siekajc cebul. Eleni zgarna cebul do miski z mielonym misem. - Cigle si zadrczasz z powodu tego zego czowieka? Nie opowiedziaa mi o nim. - Nie chodzi o niego. - To bya jedna dobra rzecz w Robbym MacKayu. Doszcztnie usun z jej myli Otisa Crumpa. Spojrzaa na zawarto miski. - To hamburgery? - Troch woowiny, troch jagniciny. Troch cebuli. -Eleni obraa kilka zbkw czosnku. - Nie rozpoznajesz nadzienia na dolmade? Olivia siada naprzeciw babci i napia si herbaty. Moga skama, ale babcia i tak by wiedziaa. - Najwyraniej nie. Eleni spojrzaa na ni z trosk. - Ale chyba pamitasz, jak si robi dolmade? - Nie za bardzo. - Miny lata, od kiedy ostatni raz przygotowywaa gobki z lici winoroli. Ale zawsze wychodziy nieforemne i bez smaku. Babcia z dezaprobat mlasna jzykiem, siekajc czosnek. - Jak chcesz by porzdn greck on, skoro nie umiesz gotowa? Co ty robia? - Studiowaam. Robiam dyplom. Zaliczaam szkolenie w Quantico. cigaam przestpcw. - Posaa babci kwane spojrzenie. - Wiesz,, zwyke dziewczyskie zajcia. Usta Eleni drgny. - Potrzebny jest wyjtkowy mczyzna, eby za tob nady. Olivii natychmiast stan przed oczami Robby MacKay. Z pewnoci by wyjtkowy. Mimo e prbowaa go odstraszy, nie zrezygnowa z kontaktu. Eleni wsypaa posiekany czosnek do miski z nadzieniem. - Potrzebuj wieej pietruszki. - Wziwszy noyczki, wysza tylnymi drzwiami na patiu. Olivia wypia kolejny yk herbaty i zauwaya, e rany pczek si otworzy. Kiedy Robby poszed, wstawia kwiat do

wazonu na kuchennym stole. Jego sodka wo konkurowaa z zapachem cebuli i czosnku. Zastanawiaa si, jak dugo ra zachowa wieo. I jak dugo przetrwa jej znajomo z Robbym. Za dwa tygodnie miaa jecha z babci do Houston, aby tam spdzi Boe Narodzenie. A potem wrci do pracy w Kansas City. Bardzo wtpliwe, czy po wyjedzie z Patmos jeszcze kiedykolwiek zobaczy Robby'ego. Westchna. Ale waciwie dlaczego miaoby to j martwi? Z gry wiadomo, e ta znajomo nie ma adnych perspektyw. Nie moga si wiza z mczyzn, ktrego uczu nie bya w stanie odczyta. Nigdy nie wiedziaaby, czy jest cakowicie szczery. Mimo to pewne fakty przemawiay na jego korzy. Po pierwsze, by wyjtkowo przystojny. Po drugie, pociga j nieodparcie. Poza tym miaa pewno, e jego opowie opiera si na prawdzie. By onierzem, ktry dosta si do niewoli i by torturowany przez dwa dni. Na t myl dreszcz przebieg jej po plecach. Czy mg wymyli t historyjk, eby zyska jej wspczucie? Tak. Ale jego niech, by o tym opowiada, wydawaa si szczera. I bl w jego oczach wydawa si szczery. Wielka szkoda, e w domu babci nie byo komputera i Internetu, bo wtedy mogaby go sprawdzi. Kusio j, by mu wierzy. Chciaa mu wierzy. Jeli naprawd przey tortury, to wiele wyjaniao: niech do przyznania si, e cierpi na zesp stresu pourazowego. Skonno do podejrzliwoci i paranoi. Nie dziwne, e rodzina chciaa go posa do psychologa. I nie dziwne, e czul do tego niech. Kto chciaby na nowo przeywa takie dowiadczenie? Bez wtpienia taki duy, silny facet jak Robby uwaa za upokarzajce przyznawanie si, e okaza si bezradn ofiar. Olivia przekna lin, kiedy dotaro do niej, e rany na jego ciele moe si zabliniy, natomiast wci sprawia mu cierpienie cios zadany jego dumie. A ona urazia j bolenie, sugerujc, e nie jest godzien zaufania. Eleni wesza do kuchni z pczkiem pietruszki w doni.

- Na kolacj mamy dolmade, spanakopita, jagnicin i saatk. Potrzebuj twojej pomocy. - Opukaa pietruszk nad kuchennym zlewem. Olivia si skrzywia. Miaa ze przeczucia. - To chyba troch za duo jedzenia dla nas dwch. Eleni usiada naprzeciw niej i zacza sieka pietruszk. - Zaprosiam Spiro na kolacj. Dolmade to jego ulubione danie. Olivia jkna. - Czy on mwi po angielsku? - Zna par sw. - Eleni przesypaa posiekan pietruszk do miski. - Widz, e jeste na mnie za, ale nie martw si. Jzyk mioci nie potrzebuje sw. Olivia tylko prychna w odpowiedzi i znw napia si herbaty. Wiedziaa, e jej protesty na nic si nie zdadz. Eleni zanurzya donie w misce, eby wymiesza skadniki. - Bdziemy zajte przez par godzin. Moe jednak opowiesz mi o tym zym czowieku, ktry tak ci wystraszy? Olivia westchna. - Tu nie moe mnie dosign. - Przynajmniej tak miaa nadziej. - Siedzi w wizieniu. - W wizieniu? Co zrobi? - Zgwaci i zamordowa trzynacie kobiet. Eleni wzdrygna si z obrzydzenia. - Nie wiem, jak moesz si zadawa z tak strasznymi ludmi. Otis Crump by bardziej ni straszny. Olivia przesuchiwaa wielu przestpcw, ale nigdy nie czua si tak, jakby stana twarz w twarz z wcieleniem za - dopki nie poznaa Otisa. - Wolaabym o nim nie mwi. - Nie chciaa naraa babci na wysuchiwanie tych wszystkich makabrycznych szczegw. Eleni pokrcia gow, cmokajc jzykiem. Zacza przygotowywa licie winoroli. - W porzdku. A teraz patrz, eby wiedziaa, jak to robi. Naoya yk misnego farszu na li, zawina ogonek, potem boki, i zrolowaa. Olivia miaa wielk ochot pozby si wszelkich myli o Otisie, wyja wic r z wazonu i przytkna do nosa. Mocny zapach kwiatu przypomnia o Robbym.

- Nie patrzysz na mnie - skarcia j Eleni. Zmruya oczy. Twoje emocje nagle zmieniy si na lepsze. Olivia umiechna si, gaszczc aksamitne patki ry. - Ostatniej nocy poznaam czowieka, ktry to zostawi. - Twojego cichego wielbiciela? Kto to taki? - Nazywa si Robert Alexander MacKay. Robby. - To chyba nie Grek - powiedziaa Eleni, zdezorientowana. - Jest Szkotem. - Kiedy babcia patrzya na ni, jakby nic nie rozumiejc, dodaa wyjaniajco: - No wiesz, Szkocja... Kraciaste kilty i dudy... Eleni zacisna wargi. - Jest wyspiarzem? - Tak. - Hm. W takim razie nie moe by najgorszy. - Zwina kolejny li. - Przyszed tutaj? Dlaczego go nie poznaam? - To byo po pnocy. Ju spaa. - Dlaczego tak pno? To przemytnik? - Nie. Biega w nocy. Widziaam go pierwszej nocy po przyjedzie. A on zobaczy mnie. Z daleka. Nie rozmawialimy. A nastpnej nocy zostawi t r. - Hm. - Eleni zmarszczya brwi, kadc yk farszu na kolejny li. - I wczoraj w nocy z nim rozmawiaa? - Tak. Na patiu. - Mam nadziej, e nie prbowa adnych gupstw? - Nie. Wyda mi si... bardzo miy. - Olivia woya kwiat do wazonu. - Powiedzia, e jestem odwana i pikna... Tak jak dziadek powiedzia tobie. - To dobrze. - Eleni lekko przechylia gow. - Teraz wyczuwam niepokj i strach. Co jest nie tak? Olivia zaniosa kubek do zlewu i wypukaa. Wiedziaa, e jej emocje przechodz z jednej skrajnoci w drug. Raz pawia si w ciepym blasku swojego zauroczenia Robbym, a po chwili cofaa si, zmroona lkiem. - Powiedziaam mu o moich zdolnociach. - Jak to przyj? - Chyba... chyba mu to nie przeszkadza. - Chyba? Nie potrafia okreli, co czuje?

- Nie, nie potrafiam. - Olivia podesza do stou. - Czy to ci si kiedykolwiek przydarzyo? Czy poznaa kogo, kogo nie umiaa wyczu? Eleni powoli pokrcia gow. - Nie, nigdy. Po plecach Olivii przebieg zimny dreszcz. - Nie uwaasz, e to dziwne? - Chyba tak. Gzy to... sprawia, e si go boisz? Olivia jkna i usiada, opierajc okcie na stole. - Tak, troch. Mylaam, e ucieknie, kiedy mu powiem, e umiem rozpozna kamstwo. Ale nie uciek. - Celowo chciaa go odstraszy? - Tak. - Wic nie chcesz si spotyka z mczyznami, ktrych potrafisz wyczu, a teraz nie chcesz si spotyka z tymi, ktrych nie potrafisz wyczu. Masz dwie moliwoci i odrzucasz obie. Olivia si skrzywia. Przyznawaa z niechci, e Yia Yia ma sporo racji. - Nie sdziam, e kiedykolwiek bd miaa wybr. Robby kompletnie mnie zaskoczy. Po prostu zareagowaam emocjonalnie. - Strachem. - Tak, strachem. Wystraszyam si jak diabli! - Uwaaj na sownictwo, moda damo. Olivia westchna i potara rk czoo. - Musz przeanalizowa sytuacj, okreli za i przeciw, eby mc doj do jakich logicznych... - Dziecko - przerwaa jej Eleni - czasami w ogle nie trzeba myle. - Ja zawsze wszystko analizuj. Przez cae lata szlifowaam umiejtno analizy kadej... - Czy on ci si podoba? - spytaa Eleni. - Tak, ale... - Uwaasz, e jest atrakcyjny? - Tak, ale... - Wic wszystko jasne. - Eleni machna lekcewaco rk. Nie ma adnych ale. - Wanie e s! Nie wiem, czy mog mu ufa. Nie wiem, co on czuje. Eleni wzruszya ramionami i zacza zwija kolejny li.

- Przyszed do ciebie, bo chcia ci pozna. To znaczy, e mu si spodobaa. Poprosi o kolejne spotkanie? - Tak, dzisiaj wieczorem. - Wic podobasz mu si w dalszym cigu. Wiesz, to nie jest szczeglnie skomplikowane. Olivia jakby oklapa na krzele. Czyby znowu przesadzaa z analiz? - Nie bd wiedziaa, jeli mnie okamie. Eleni uoya pozwijane dolmade na dnie garnka. - Bardzo kochaam twojego dziadka, a on kocha mnie. Ale byway ze dni, kiedy czuam w nim wicej gniewu i niechci ni mioci, i to potwornie bolao. - Przykro mi. Nie wiedziaam. Eleni westchna. - Nigdy o tym nie mwi, bo przez wszystkie lata pozosta mi wierny. Zawsze znajdowa sposb, eby nadal mnie kocha. Ale to byo trudne. Przychodziy chwile, kiedy wolaabym nie wiedzie, co on czuje. Wic chc powiedzie, e dla ciebie ta niewiedza moe si okaza bogosawiestwem. Olivia z trudem przekna lin. - Nie wiem. Cigle uwaam, e to przeraajce. - Oczywicie, e jest. - Eleni wrcia do zwijania lici. Wszystko, co warte zachodu, jest przeraajce. - Uwaasz, e powinnam si z nim spotyka? - Uwaam, e powinna mi pomc przy gotowaniu -fukna Eleni. - Wci jeszcze licz na to, e spodoba ci si Spiro. A moja przyjacika Alexia ma nadziej, e zakochasz si w jej synu Giorgiosie. Olivia z umiechem signa po li winoroli. Nie obchodzili jej ci przystojni Grecy. aden nie mg si rwna z Robbym MacKayem. Robby powiedzia, e jest odwana i pikna. Jeeli chodzi o wygld, niewiele moga zmieni, ale nad odwag moga popracowa. Dzi w nocy znw si z nim spotka. I jeli bdzie prbowa j pocaowa, tym razem nie stchrzy.

Rozdzia 5

Chwil po zachodzie soca Robby spotka si z Carlosem w ogrodzie willi Romana na cotygodniowy sparring. Boso, z nagimi klatami, tylko w biaych spodniach do treningu sztuk walki, ukonili si sobie, stajc na prostoktnym trawniku. Zbliaa si penia, owietlajcy ich ksiyc rzuca na traw cie Carlosa. Ale cienia Robby'ego nie byo. Na tyach ogrodu lni rzd biaych kamiennych kolumn, stojcych jak stranicy przy krtszym boku sadzawki. W powietrzu unosi si zapach r i gardenii; Robby zerkn szybko na klomby, zastanawiajc si, czy nie powinien zerwa ich na bukiet dla Olivii. Jego uwaga byskawicznie wrcia do Carlosa, kiedy panteroak zacz balansowa na nogach. Robby nauczy si, eby go nie lekceway. - Gdybym si przeobrazi, pobibym ci z atwoci -pochwali si Brazylijczyk, taczc wok trawnika. - A ja pobibym ci z atwoci nawet przez sen. Gdybym sypia. - Wielka szkoda, e nie moesz ni o swoim aniele -powiedzia Carlos z artobliwym byskiem w bursztynowych oczach. - Wiem, jak si nazywa. Robby zmarszczy brwi i obrci si wok wasnej osi, eby mie Carlosa na oku. Nie przypomina sobie, eby wymienia nazwisko Olivii. Po wczorajszym spotkaniu wrci do willi, eby dowiedzie si o niej czego wicej przez Internet. Bya zatrudniona w FBI jako konsultantka i stacjonowaa w Kansas City. Dyplom magisterski zrobia na Uniwersytecie Teksaskim. Miaa dwadziecia cztery lata i bya najstarsza z trojga rodzestwa. Jej rodzina mieszkaa w Houston w Teksasie, gdzie ojciec pracowa jako geolog w firmie naftowej. Robby skoczy kompilowanie tych wszystkich informacji w jeden raport tu przed witem. Klikn drukuj", po czym na p przytomny dotar do sypialni i pad zmoony miertelnym snem. Teraz zmruy oczy. - Przegldae moje osobiste notatki. - A niby co mam robi przez cay dzie, kiedy ty si bawisz w truposza? - Carlos zamarkowa atak i odskoczy do tyu, szczerzc

zby. - Wiesz, ja te jestem dobrym detektywem. Wic z dobrego serca postanowiem ci pomc. - O nie, do diaba. Trzymaj si z daleka od moich spraw. Carlos nonszalancko wzruszy ramionami. - Dobra. Wic pewnie nie chcesz usysze, czego si dzisiaj dowiedziaem. Co za dra. Robby zastanawia si, jak zmusi Carlosa do mwienia, kiedy przebiegy panteroak zaatakowa nage kopniakiem z wyskoku. Robby uchyli si w ostatniej chwili. Carlos wybuchn miechem, wycofujc si w podskokach. - Oj, muchacho. Mao brakowao. - Gadaj. - Ale prosz. Mamy liczn pogod. - O Olivii, ty kocurze z pieka rodem! Carlos rozemia si. - C, skoro nalegasz. - Nisko pochylony zacz okra Robby'ego. - Koo poudnia poszedem na zakupy i wszyscy w Grikos gadali o piknej Amerykance, ktra przyjechaa w odwiedziny do owdowiaej babci. Wic czterej potni wujkowie byli tak naprawd jedn drobn staruszk. Robby obrci si, ledzc ruchy Carlosa. - Mw dalej. - Babcia to Eleni Sotiris i zdaje si, e ma jakie wyjtkowe zdolnoci, jeeli idzie o empati. Chodz plotki, e Olivia jest obdarzona podobnym darem. Robby wzruszy ramionami. - Ju o tym wiem. - O. - Carlos posia mu przebiege spojrzenie. - To pewnie take wiesz, e babcia szuka jej sympatycznego greckiego chopaka na ma. Robby zesztywnia. Myl, e Olivia miaaby polubi innego mczyzn, bya... nieprzyjemna. Bardziej ni nieprzyjemna. Doprowadzaa go do furii. Zbyt pno zorientowa si, e Carlos zaatakowa. Odskoczy na bok. Cios skierowany w jego pier, trafi w rami. Do licha. Zapieko, ale Robby nigdy by si do tego nie przyzna. Zasugiwa na bl, bo pozwoli, eby Carlos go zdekoncentrowa.

- Punkt dla mnie - oznajmi Carlos. - Owszem, chocia musiae si uciec do podstpw i kamstw. - Mwi prawd, muchacho. Jeli pjdziesz do tawerny w Grikos, zobaczysz, e robi zakady, ktry chopak zdobdzie serce Olivii. Jak na razie w czowce s Giorgios, Dimitrios i Spiro. Robby przekn lin. Konkurowa z trzema mczyznami? Mczyznami, ktrzy mogli si widywa z Olivi za dnia, ktrzy mogli si do niej zaleca, kiedy on lea bezuyteczny, pogrony w miertelnym nie. Ogarna go fala zaborczoci. Do diaba, chcia j zagarn dla siebie. Ale co mia jej do zaoferowania? Czy mg z czystym sumieniem zaleca si do Olivii, wiedzc, e to moe by dla niej wyrok mierci? Carlos obrci si, prbujc wymierzy kopniaka w pier Robby'ego. Ten z nadnaturaln prdkoci chwyci go za nog i zatoczy nim uk w powietrzu. Carlos upad na siedzenie. - Umf. Robby unis brew. - Mylaem, e koty zawsze lduj na czterech apach. Carlos prychn, przetoczy si na plecy i zerwa z ziemi jednym skokiem. - Punkt dla ciebie, Rudzielcu. - Co wiesz o tych trzech mczyznach? - Robby ruszy do przodu, zmuszajc panteroaka, by si wycofa w stron sadzawki. Carlos wyszczerzy zby w umiechu. - Jak bardzo chcesz to wiedzie? - Wystarczajco, eby powyrywa ci rce, jeli dalej bdziesz si ze mn bawi w kotka i myszk. - Nie moesz mie mi za ze, e zachowuj si jak kot. - Carlos zamarkowa skok na prawo i sprycie uciek na lewo. - Syszaem, e babcia faworyzuje Spiro. To pastuch kz. - Pastuch kz? - Bardzo przystojny pastuch kz. Widziaem go. Robby nie potrafi sobie wyobrazi, e Olivi usatysfakcjonowaaby wizja spdzenia reszty ycia na wyspie z pastuchem. On, chocia nieumary, mg jej pokaza wiat. Mg jej pomc w pracy dla FBI. A dziki przeomowemu odkryciu Romana mg nawet by ojcem jej dzieci. Z pewnoci by dla niej bardziej odpowiednim kandydatem ni jaki koziarek.

Ale koziarek mg z ni y w cigu dnia. A moe i nie. Przecie kiedy musia pilnowa swoich kz. Im duej Robby si nad tym zastanawia, tym bardziej dochodzi do wniosku, e jednak ma szans i e warto zawalczy. - J te widziaem. - Carlos przemkn si za plecy Robby'ego. Robby odwrci si na picie. - Widziae Olivi? - O tak. I rozumiem, dlaczego si napalasz. - Carlos przesun domi po biodrach i zasycza, jakby dotkn rozpalonej blachy. Robby zacisn pici. - Widziaem, jak wychodzia z babk od rzenika. Nieza sztuka! Robby zawarcza, rzuci si przed siebie z wampirz prdkoci i chwyci Carlosa za kark. - Sztuka jagniciny - pisn Carlos. - Kupiy sztuk jagniciny. Robby rozluni chwyt. - Lepiej, eby mia dziewi ywotw, ty parszywy kocie, bo nie pozwol, eby obraa... Olivi. - Osupia, kiedy zorientowa si, e o mao nie powiedzia moj kobiet". Odkd j zobaczy, myla o niej wrcz obsesyjnie. Na szczcie zachowa poczucie rzeczywistoci. W gruncie rzeczy mao o niej nie wiedzia. Czy tak naprawd powinien jej ufa? Moe jako pracownica FBI wolaaby raczej zabi wampira, ni umawia si z nim na randki. Nie chcia si zakocha, by potem obudzi si ze zamanym sercem. Carlos unis brew. - A ile ywotw ty masz, muchacho? Robby poczu lekkie ukucie w brzuch; gdy spojrza w d, zobaczy n wycelowany w jego odek. - Przyniose bro? To oszustwo. - Mylisz, e Malkontent bdzie walczy fair? - Carlos umiechn si drwico. - Wygraem. - Nie. - Robby lekko cisn panteroaka za szyj. -Mgbym ci urwa gow. Ja wygraem. - Ja bym ci dziabn pierwszy. Ja wygraem. Robby byskawicznie chwyci n i odrzuci go na bok. Zanim Carlos zdy zareagowa, Robby podnis n i wrzuci z pluskiem do sadzawki. - Merda - warkn Carlos.

- Ja wygrywam. - Robby z umiechem wydoby z wody n i, chodzc po ogrodzie, zacz cina kwiaty. - Wielki wojownik zbiera kwiatki. - Carlos wylaz z sadzawki w ociekajcych spodniach. - Ale ci wzio. -Podszed do Robby'ego i tak energicznie pokrci gow, e woda z jego dugich wosw ochlapaa wampira. - A masz. Robby nie przesta si umiecha. I tak zamierza wzi prysznic przed randk z Ohvi. *** - Widzisz go? - spytaa Eleni, parzc herbat. - Idzie ju? - Jeszcze nie. - Olivia zamkna za sob tylne drzwi. Rozgldaa si po play, ale nigdzie nie dostrzega Robby'ego. Eleni ziewna. - Ju po jedenastej. Dlaczego on si zjawia tak pno? - Nie wiem. - Eleni uparta si, by zobaczy Robby'ego, co wzbudzio w Olivii mieszane uczucia. - Przecie nie musisz czeka. - Oczywicie e musz. Musz si upewni, czy ten modzieniec jest przyzwoitym czowiekiem. - Eleni z gonym stukiem odstawia kubek na st. - Powinien przychodzi w konkury o stosownych porach. - On nie przychodzi w konkury. Eleni prychna. - Lepiej dla niego, eby tak byo. Jeli nie widzi, jakim jeste skarbem, to... - Otworzya szeroko oczy. - To on? Olivia odwrcia si na picie, by spojrze przez szyb w kuchennych drzwiach. Na patiu, plecami do nich, sta mczyzna. Jego rude wosy byszczay w wietle ksiyca. Robby. Serce jej zaomotao. To takie ekscytujce... i dziwne. Rozgldaa si przed chwil i plaa bya pusta. Jakim cudem dotar tutaj tak szybko? Eleni podbiega do kuchennego okna i wyjrzaa - Agios Kyrios, ale jest wielki. Wyglda na bardzo silnego. - Tak. - Olivia zawahaa si z rk na klamce. Robby chyba czeka, a ona wyjdzie. - Wyczuwasz jego emocje? Eleni przekrzywia gow i skupia si. - Nie, nie wyczuwam. - Posaa wnuczce przebiegy umiech. Nigdy wczeniej nie spotkaam tak tajemniczego mczyzny. Podniecajce.

Olivia westchna, wygldajc przez okno. To prawda, by podniecajcy. I taki przystojny. Ale mimo wszystko troch przeraajcy. - Podobaj mi si jego wosy - szepna Eleni. - S ogniste jak zachd soca nad morzem. - Tak - odszepna Olivia. - To najpikniejszy mczyzna, jakiego widziaam. Nagle Robby odwrci si do nich twarz. Eleni a si zachysna. - Przynis kwiaty! Olivio, on naprawd przyszed w konkury. - Nie wydaje mi si. - Policzki jej zapony. - Nie stj tak. - Eleni przygadzia siwe wosy i zwina je w kok na karku. - Zapro go do rodka. Olivia otworzya drzwi. - Cze, Robby. - Olivio. - Umiechn si powoli. Odpowiedziaa umiechem, zahipnotyzowana zielonymi oczami, ktre wpatryway si w ni tak uwanie. - Wpu go - sykna Eleni, przywoujc j do rzeczywistoci. - Prosz, wejd. - Olivia odsuna si od drzwi. -Uwaaj na gow. Robby schyli si lekko, eby nie uderzy w niebiesk futryn. - To dla ciebie. - Wszed do kuchni i wrczy jej bukiet r i gardenii. - Dzikuj. - Widzc, e kwiaty nie s zwizane, chwycia je obiema domi, eby aden nie wypad z bukietu. Przy tym palcami musna do Robby'ego i po jej ramionach przebiegy podniecajce dreszcze. Dotkna go pierwszy raz. Policzki jej zapony; spojrzaa na niego, nagle oniemielona. - Jeste taka pikna - szepn. Serce jej stopniao, przytulia bukiet do piersi. I znw ich spojrzenia si skrzyoway. Poczua gsi skrk na rkach i nogach. Pragna go. Naprawd zakochiwaa si w mczynie, ktrego uczu nie umiaa odczyta. Eleni chrzkna. - Och. - Olivia cofna si o krok. - To moja babcia, Eleni Sotiris.

- Pani Sotiris, bardzo mi mio. - Robby ukoni si starszej pani. - Jestem Robert Alexander MacKay. - Prosz usi. - Eleni wskazaa krzeso przy kuchennym stole. - Chce pan co do picia? Wina? Moe gorcej herbaty? Robby usiad przy stole. - To moe... herbaty, z przyjemnoci. - Doskonale. - Eleni wyja kubek z kredensu. - No wic, dlaczego pan przychodzi w goci tak pno, panie MacKay? Olivia zerkna na niego, ukadajc kwiaty w starym soiku po piklach. Miaa nadziej, e Robby nie ma nic przeciwko temu przesuchaniu. Umiechn si do niej. - W cigu dnia jestem zajty ochron willi po drugiej stronie Petry. - Mylaam, e jeste onierzem. - Olivia postawia sj z kwiatami na stole. - Byem, ale teraz pracuj w prywatnej firmie. MacKay, Usugi Ochroniarskie i Detektywistyczne. - MacKay? - Olivia usiada obok niego. - To rodzinna firma? - Tak. Wacicielem jest mj dziadek. Gwne siedziby s w Londynie i Edynburgu, ale mamy klientw na caym wiecie. - Czy paski dziadek jest onaty? - spytaa Eleni, stawiajc przed nim kubek z herbat. - Yia Yia - szepna Olivia, patrzc na babk ostrzegawczo. Eleni wzruszya ramionami. - Jestem samotna. A jeli dziadek jest chocia troch podobny do pana... - Spojrzaa na Robby'ego z podziwem. Usta Robby'ego drgny. - Niestety, mj dziadek niedawno oeni si po raz drugi. - Hm. C, jego strata. - Eleni woya kuchenne rkawice i zacza wyjmowa garnki z piekarnika. - A pan ma on, panie MacKay? - Prosz mi mwi Robby. - Posa Olivii rozbawione spojrzenie. - Z ca pewnoci nie mam. - To wietnie pan trafi. - Eleni przygotowaa talerz z resztkami z kolacji. - Moja wnuczka jest doskona kuchark. Olivia pokrcia gow i zmarszczya nos. Robby pytajco unis brwi.

- Gotowaa przez cay dzie. - Eleni postawia talerz na stole. Prosz, sprbuj. Na pewno bdzie ci smakowao. Robby spojrza z powtpiewaniem na dolmade, a tymczasem Eleni wrcia do kuchenki, by przygotowa kolejny talerz. - Co to takiego? - szepn do Olivii. - Nadziewane licie winogron - odszepna Olivia i wskazaa jeden niezbyt dokadnie zwinity. - Ten zrobiam ja. Umiechn si i podnis go. - Co jest w rodku? - Mielone miso, cebula, kasza i przyprawy - wyjania Olivia. Pewnie brzmi dziwnie. - Skd. Moja matka napychaa siekanym misem i mk owsian barani odek. To si nazywa haggis. - Fuj. - Olivia skrzywia si, po czym ciszya gos. -Nie musisz je, jeli nie chcesz. - Wszystko ugotowaa moja wnuczka - oznajmia dumnie Eleni, nakadajc yk ry na talerz. - Jeden z jej kawalerw by na kolacji. Spiro. Do Robby'ego drgna i zacisna si tak mocno, e nadzienie wyrysno z winnego licia. Odbio si od soika i zachlapao st. Przepraszam. - Odoy zmity li na talerz. Olivia stumia miech. By zazdrosny! - Prosz. - Szybko chwycia serwetk, by zetrze nadzienie z jego rki. - Dzikuj. - Obj jej do palcami. Serce Olivii zabio szybciej, spojrzaa mu w oczy. Wielki bd. Ilekro patrzya w jego oczy, czua, e tonie. I bardzo jej si to podobao. - No i? Co mylisz? - Eleni postawia na stole kolejny talerz, tym razem peen jagniciny, ryu i spanakopity. -Wyglda przepysznie, prawda? Robby nie odrywa oczu od Olivii. - Tak. Z przyjemnoci sprbuj. - Trzyma rk Olivii, kciukiem gaszczc jej kostki. Zadraa pod jego dotykiem, poczua na skrze mrowienie . - Nie znajdziesz lepszej kucharki ni Olivia - oznajmia Eleni. Uywa duo wieego czosnku. Spojrza na talerze pene jedzenia.

- Czosnku? - Tak. - Eleni umiechna si dumnie. - Sprbuj. Na pewno bdzie ci smakowa. - Ja... prawd mwic, jadem przed przyjciem. -Robby spojrza na ni przepraszajco. - Ale to wyglda wspaniale i pachnie tak pysznie, e moe mgbym to zabra ze sob do domu i zje pniej? Eleni zacisna usta. - C, mog ci to zapakowa. - Byoby wietnie. - Robby umiechn si do niej. -Dzikuj. - Hm. - Eleni przekrzywia gow, przygldajc mu si badawczo. - Dlaczego tak si interesujesz moj wnuczk? Mocniej cisn do Olivii. - Nigdy nie spotkaem kogo takiego jak ona. - Spojrza na ni z umiechem. - Jest pikna, odwana i inteligentna. Czuj si przy niej... jakbym trafi do domu, a jednoczenie jestem kompletnie oszoomiony. Olivia topniaa jak wosk. Ten czowiek by przecie obcy, ale jako jej to nie przeszkadzao. Wzbieraa w niej gboka tsknota. Chciaa go obj. Chciaa czu jego dotyk. Chciaa, eby j kocha. Chyba tracia rozum. Do tej pory zawsze bya rozsdna. Zawsze, zanim podja jakie dziaanie, starannie analizowaa wszelkie dostpne informacje i moliwoci. Teraz po prostu miaa ochot rzuci si w ramiona tego mczyzny. - Moe si przejdziecie na spacer? - zasugerowaa Eleni. Ksiyc dzi taki pikny. - wietny pomys. - Robby wsta, puszczajc do Olivii. Przejdziesz si ze mn, dziewczyno? - Tak. - Wzia sweter, wcigna go przez gow i spia wosy na karku. - Tylko adnych gupstw - ostrzega Eleni. - Bd patrze przez teleskop.

Rozdzia 6

Oto jedna z tych chwil, myla Robby, idc pla z Olivi. Jedna z tych rzadkich, doskonaych chwil, ktr bdzie pamita jeszcze za sto lat. Jeli poyje tak dugo. Wiedzia, e gdy opuci t wysp, znw rzuci si w wir niekoczcej si walki z Malkontentami. Od tygodni czeka na to z niecierpliwoci, ale dzi, po raz pierwszy od wielu miesicy poczu si tu szczliwy. Zbliaa si penia, ksiyc lni, rzucajc swj blask na czarne morskie fale. W jego wietle byo wida cie Olivii, wic Robby szed blisko rzdu tamaryszkw w nadziei, e drzewa zamaskuj fakt, i jego posta nie rzuca cienia. Powietrze byo wiee i chodne, sona bryza piecia ich twarze. Robby z rozkosz wcign gboko w puca ten zapach. Zapach A minus pomieszany z aromatem ranego myda. Zapach jej grubego, wenianego dzierganego na drutach swetra. lad cytryny na jej doniach. I na jego doniach, kiedy zgnit nadziewany li winoroli. Bya niezrczna chwila, kiedy babcia Oivii nalegaa, eby czstowaa go prawdziwym jedzeniem, ale chyba si wymiga i nie wypado to podejrzanie. W sumie bardzo mu si podobao to obcesowe swatanie w wykonaniu dziarskiej babci. I podobaa mu si bliska, opiekucza wi midzy tymi dwiema kobietami. Nawet teraz, kiedy si obejrza, widzia, e pani Sotiris obserwuje ich przez teleskop. Bryza uprzykrzaa ycie Olivii, zdmuchujc niesforny loczek na jej twarz. Opowiadaa Robby'emu o swoim dziecistwie i rodzinnych przyjazdach do Grikos kadego lata, ale ten kosmyk wci wpada jej do ust. Wsuna go za ucho, ale nastpny podmuch znw go uwolni. - Pozwl, e ja to zrobi. - Woy kosmyk za ucho Olivii i jego palce pozostay tam przez chwil, muskajc brzeg maowiny. Jeste szczciar, e masz tak zyt, kochajc rodzin. - Bez wtpienia mieliby spore obiekcje, gdyby zwizaa si wampirem. - A twoja rodzina? - Lekko przechylia gow, kiedy do Robby'ego zsuna si na jej szyj. Kocami palcw dotkn ttnicy szyjnej. Pulsowaa pod opuszkami, i byo to tak erotyczne, e dzisa zaczy go mrowi, a przyrodzenie stwardniao. Odsun do i cofn si o krok. Panuj

nad sob. Ju sama obecno Olivii budzia w nim fale podania, a nie mg dopuci, by zobaczya jego wiecce, czerwone oczy. - Moi krewni nie yj, zosta tylko dziadek. - Tak mi przykro. Pewnie... czujesz si samotny. Zabrako mu tchu, bo nagle to do niego dotaro. Rzeczywicie by samotny. I chocia mia dobrych przyjaci, to przecie o pewnych sprawach mczyzna nie moe porozmawia z innymi mczyznami. Na przykad o potrzebie mioci. Kady facet wymiaby go i nazwa sabeuszem. Do diaba, on sam uwaa to za sabo. Czerpa dum z tego, e jest samowystarczalny. Od tak dawna gra rol dumnego, twardego wojownika, e nie zna innych uczu. I nagle kiedy Malkontenci go torturowali, poczu si zupenie bezradny i straszliwie upokorzony. Jego samowystarczalno okazaa si iluzj. Tylko jego duma przesaniaa wielk, ziejc dziur samotnoci serca. Spojrza na Olivi. Przygldaa mu si z ciekawoci, ale nawet nie prbowaa adnych terapeutycznych sztuczek. A jednak to si dziao. Teraz widzia rzeczy, ktrych nigdy wczeniej nie dostrzega. W jego piersi wzbierao ciepe, agodne uczucie, hamujc dz, jaka miotaa nim wczeniej. Najwyraniej naprawd zaleao mu na tej kobiecie. Z trudem przekn lin. Jak powinien si do tego zabra? Kiedy powinien jej powiedzie prawd o sobie? - Syszaem, e jest twarda rywalizacja o to, kto zdobdzie twoje serce. - Twarda"? Zy dobr sw. Powstrzyma si, eby nie spojrze w d. Machna lekcewaco rk. - To sprawka mojej babci. Miejscowi mczyni zupenie mnie nie interesuj. - Wic mam szans? Otworzya szerzej oczy. - A... startujesz? - Tak. A ty jeste... zainteresowana? Jej policzki porowiay. - Moe. Ale musisz zrozumie, e ciko pracowaam, eby sta si tym, kim jestem. Nie zrezygnuj z kariery. - Wcale bym tego nie chcia. - Ruszy dalej, splatajc donie za plecami, eby nie dotyka idcej obok niego Olivii. - Czym si zajmujesz w FBI?

- Gwnie przesuchaniami i analiz kryminalistyczn. Kiedy pisaam prac magistersk, rozmawiaam z du grup winiw w Zakadzie Karnym Stanu Teksas w Huntsville. Przekonaam faceta z celi mierci, by przyzna si do kilku niewyjanionych morderstw, i napisali o tym w miejscowych gazetach. Kiedy FBI zaproponowao mi prac, zgodziam si bez wahania. Zawsze chciaam uywa mojego daru do rozwizywania trudnych spraw. - Wic powinna robi to dalej. Umiechna si kwano. - Powiedz to moim rodzicom. Oni chc, ebym urzdzia sobie may prywatny gabinet na jakim spokojnym przedmieciu i spotykaa si tylko z odpowiednimi osobami, z odpowiednimi problemami. Umiechn si. - A jakie s te odpowiednie osoby? - Niegroni, czy moe raczej groni tylko dla siebie. Nerwica wegetatywna albo... - Spojrzaa na niego znaczco. - Albo sympatyczni faceci cierpicy na zesp stresu pourazowego. Umiech szybko znikn z jego twarzy. - Nie jestem cierpicy. - Robby, bye torturowany. Po czym takim nieatwo doj do siebie. - Nic mi nie jest. - Dawno to byo? Wzruszy ramionami. - Zeszego lata. Zatrzymaa si z cichym okrzykiem. - To jakby wczoraj. Powiedziae, e ... poamali ci koci? Porusza palcami. - Wszystkie si zrosy. - Omit spojrzeniem jej ciao. -I s gotowe do akcji. - Nie artuj sobie. Ledwie zdye wyzdrowie fizycznie. A psychicznie... - Olivio - przerwa jej, ale natychmiast zagodzi ton. -Skarbie, ja nie chc o tym rozmawia. Kady ma jakie ze dowiadczenia, z ktrymi musi sobie radzi. Jestem pewien, e ty w swojej pracy te widywaa paskudne rzeczy. Skrzywia si i spojrzaa w d, wbijajc czubek sportowego buta w piach.

- Czasem trudno jest patrze, jak straszne cierpienia czowiek potrafi zada drugiej istocie ludzkiej. Pewnie poznae to na wasnej skrze. - Tak. Odwrcia gow i zapatrzya si w przestrze. Zmarszczya brwi, w jej oczach odmalowa si bl. Robby dotkn jej ramienia, ale przebywaa gdzie daleko, tak e nie zwrcia uwagi na jego gest. - Wszystko w porzdku, dziewczyno? - Chyba tak - szepna. - On nie moe mnie tu znale. - Kto? Zadraa i spojrzaa na niego przepraszajco. - To nic wanego. Wolaabym o tym nie mwi. - Ach tak. - Przypomnia sobie to, co powiedziaa zeszej nocy. - Syszaem ostatnio od eksperta, e wyparcie moe prowadzi do powanych efektw ubocznych w przyszoci. Moe nawet mie wpyw na zdrowie fizyczne. Zmruya ostrzegawczo oczy. Jego usta drgny. - Moe powinna porozmawia z terapeut. Lekko trcia pici jego bark. - Au. - Roztar rami. - Cierpi na zesp stresu pourazowego. Umiechna si drwico. - Wiesz, moe przeprowadz terapi na nas obojgu. - To ju woabym, eby mnie jeszcze raz uderzya. Pchna go artobliwie. - Nie bdzie bolao. Zadam tylko kilka pyta i nie musisz mi odpowiada. - Ale wtedy nie bdziesz wiedziaa, czy odpowiedziaem. - Nie musz. Wystarczy, e ty si nad nimi zastanowisz. Zaoya rce na kremowym swetrze. - Kiedy robiam wywiady z przestpcami do pracy magisterskiej, opracowaam list pyta, eby si dowiedzie, co ich napdza w yciu. - Chcesz mnie przesuchiwa jak kryminalist? - Daj mi skoczy - powiedziaa z lekk irytacj. - Odkryam, e przecitny przestpca nie ma cierpliwoci, by odpowiada na dug list pyta, szczeglnie jeli nic z tego nie ma. Wic skrciam j do trzech pyta. Tylko trzech.

- Niech zgadn. - Podszed bliej. - Jaki jest twj ulubiony kolor? Pokrcia z umiechem gow. - Zielony. Jak twoje oczy. Serce zadrao mu w piersi. - Mnie te podobaj si twoje oczy. Zarumienia si. - Wiem, co robisz. Prbujesz odwrci moj uwag. - Bd si musia bardziej postara. - Dotkn jej policzka. Zrobia krok w tyl. - Pytanie numer jeden: czego pragniesz najbardziej na wiecie? To byo atwe. Zemsty. - Nastpne pytanie? Uniosa brwi. - Ju odpowiedziae? - Tak. Wiem, czego chc. Przekrzywia gow, przygldajc mu si uwanie. - To musi by dla ciebie bardzo wane. - I jest. Jak ty odpowiedziaa na to pytanie? Cie umiechu zaigra na jej wargach. - Skoro ty nie mwisz, to ja te zamilcz. - Krnbrna dziewczyna - mrukn. Umiechna si szerzej. - Pytanie numer dwa. Czego boisz si najbardziej na wiecie? e nie zdoam si zemci. - Gotowe. - Szybko ci poszo. - Owszem. - By pewien, e zemci si na tych draniach, ktrzy go torturowali. Zapac za wszystkie rany, oparzenia, za kad zaman ko. - No dobrze - cigna Olivia. - Ostatnie pytanie ma zwizek z pierwszym, czyli z tym, czego pragniesz najbardziej. Czy jeli to osigniesz, uczyni ci to lepszym czowiekiem? Zesztywnia i gwatownie wcign powietrze. Jasna cholera. Odwrci si, wbijajc wzrok w morze. Nie chcia o tym myle. Wiedzia, e jego zemsta nie opiera si na zasadzie oko za oko". Oni go nie zabili, natomiast on mia szczery zamiar ich umierci. A co wicej, zamierza mie z tego frajd. Czy to uczyni go lepszym? Zamkn na moment oczy. To nie miao znaczenia. Oni zasugiwali na mier. Byli li i wiat bdzie lepszy bez nich.

Zacisn pici. Potrzebowa tej zemsty. Dawaa mu cel w yciu. Daa mu si, eby odzyska sprawno fizyczn. Za kadym przebiegnitym kilometrem, przy kadej podniesionej hantli wyobraa sobie, jak si mci. Jak zabija Casimira. Jak zabija wszystkich Malkontentw, ktrzy go torturowali, patrzc na jego bl i upokorzenie. Oni wszyscy musz umrze. Czy to go uczyni lepszym? Z jkiem rozluni donie. Nie. - Robby? - Dotkna jego ramienia. - Wszystko w porzdku? Odwrci si, by przyjrze si Olivii dokadnie, by dobrze zapamita jej liczn twarz. Jak moliwe, e wnikna tak gboko w jego uczucia? Sprawia, e dostrzeg rzeczy, ktrych wcale nie chcia widzie. Sprawia, e chcia by jej wart. - Olivio. - Tak? Sysza, jak jej serce omocze, jak krew buzuje w jej yach, i nagle zapragn jej dotkn. - Jak moesz by tak mdra w tak modym wieku? - Nie czuj si mdra. - Twarz jej si zarumienia. -Ja... ja w ogle ledwo mog myle. Pooy palce na jej szyi i poczu pulsujc ttnic. - Nie powinienem tego robi. - To znaczy... dotyka mnie? - Brakowao jej tchu. -Nie mam nic przeciwko temu. - Dziewczyno. - Obj doni jej kark. - Ja dopiero zaczynam. Przycign ja mocno do swojej piersi i pochyli gow, by j pocaowa. Zesztywniaa, zaskoczona, wic zatrzyma si kilka centymetrw od jej warg. Jej szybki oddech muska jego skr, sprawiajc, e jeszcze bardziej desperacko zapragn poczu jej smak. - Olivio - szepn. By ju tak blisko. Poczu, gdy si poddaa. Przylgna do niego caym ciaem. Powieki Olivii zatrzepotay i opady. Przycisn usta do jej warg, rozkoszujc si ich mikkoci. Obj j ramieniem, eby przycign j bliej. Nawet przez grub wen swetra czu jej krge, jdrne piersi. Przechyli gow, pogbiajc pocaunek, rozchylajc jej wargi swoimi.

Ze sodkim jkiem rozchylia usta; wkrad si gbiej, atakujc jzykiem. Sysza, jak dyszy, prbujc zapa oddech, jej piersi napary na jego tors. Z kadym jej ruchem jego podbrzusze twardniao, a zacz si obawia, e namitno zniweczy resztki samokontroli. - Robby - szepna. Oplota ramionami jego szyj i otara si policzkiem o jego zaronit szczk. Jego wargi odnalazy powrotn drog do jej ust, i tym razem odwzajemnia pocaunek, pena podania tak jak on. Jego serce wypenia niebiaska rado. Wdar si w jej usta, zacz smakowa jzykiem, ktry ona zacza pieci swoim, potem ssa. Jego przyrodzenie stwardniao do reszty i bolenie naparo na dinsy. Zsun rce wzdu krgosupa Olivii do kuszcego cudownego zagbienia w dole plecw, a potem na sodki, krgy tyeczek. Rozoy donie i przycisn j mocno do siebie. Gwatownie zaczerpna powietrza, przerywajc pocaunek. - Olivio. - Zobaczy, e jej zarowiona twarz staa si teraz ciemnoczerwona. Przytuli jej gow do piersi, eby ukry czerwone zabarwienie swoich oczu. Wtulia si w niego, oddychajc pytko i szybko. Rozpi dziwaczne urzdzenie, jakie miaa we wosach, i dugie, krte loki spyny swobodnie. Chwyci je pen garci i zanurzy w nich twarz. Mikkie sploty jedwabicie pieciy jego skr. Ca si woli stara si panowa nad sob, ale niemal przegra t bitw, kiedy wyobrazi sobie gste, czarne i jedwabiste runo midzy jej nogami. Cierpliwoci. Musi zaleca si do niej powoli i ostronie. Wybr waciwego momentu jest kluczowy - inaczej moe j straci. Z oddali dobieg go metaliczny brzk. Odwrciwszy si, zobaczy babci Olivii przy teleskopie, walc du, metalow yk w garnek. - Co to jest? - Olivia zerkna w stron domu i si skrzywia. O Boe, przepraszam. Zapomniaam, e ona patrzy. Robby odsun si, wypuszczajc Olivi z obj, i brzk usta. - C, koniec pierwszej rundy. Olivia spojrzaa na niego z zawstydzonym umiechem, ktry szybko znikn z jej twarzy.

- Dobrze si czujesz? Masz troch przekrwione oczy zaniepokoia si, marszczc czoo. Robby jkn w duchu i odwrci wzrok. - Chyba wiatr sypn piaskiem. - Nie lubi kama, wic szybko zmieni temat. - Chcesz, ebym ci odprowadzi? Olivia spojrzaa na babci i pokrcia gow. - Sdz, e masz ju do przesucha jak na jeden wieczr. A poza tym powiniene szybko i do domu i przemy oczy. - Wiatr zakry jej twarz wosami; odgarna je do tyu niecierpliwym gestem. - Prosz. - Odda jej szylkretow klamr, ktr wyj z jej wosw, i skrzywi si, kiedy j otworzya. - Do licha, ale ma zbiska. Nie robi ci dziur w gowie? Ze miechem zwina wosy w kok. - Nie. Podszed bliej, eby popatrze, jak zapina klamr. Spojrzaa na niego z ukosa, rozbawiona. - Troszczysz si o moje bezpieczestwo? Umiechn si. - Nie pozwol, eby staa ci si krzywda. Zobaczymy si jutro wieczorem? Na jej policzkach wykwity rumiece. - Tak. - wietnie. - Zoy lekki pocaunek na jej skroni. -Poczekam tutaj, a bezpiecznie dotrzesz do domu. - Dobranoc. - Ruszya z powrotem pla. Obserwowa jej pene gracji, eleganckie ruchy, wosy zwinite z tyu gowy, smuk szyj. Jego spojrzenie zsuno si na jej krge biodra, ktrymi krcia zachcajco przy kadym kroku. Przypominajc sobie ksztat jej tyeczka, kilka razy rozprostowa i zgi palce. Bogu dziki, e koci dobrze si zrosy. S takie chwile, w ktrych jest wane, by mczyzna mia zrczne palce. *** W rod rano Olivia obudzia si z myl o Robbym. Otulia si kodr i zamkna oczy, przypominajc sobie wszystkie szczegy tego cudownego, najbardziej podniecajcego pocaunku, jaki przydarzy jej si w yciu. Robby najpierw przycign j do siebie mocno, jakby traci nad sob panowanie, potem zawis nad jej ustami, usiujc oprzytomnie. Te zmagania wzmogy jej podanie

i sprawiy, e zapragna doprowadzi go do punktu, od ktrego ju nie bdzie odwrotu. Nie musiaa odczytywa emocji Robby'ego. Jego podanie i namitno byy oczywiste, ujawniay si w poruszeniach warg i dotyku doni. miao i zaborczo przycign j do siebie, by poczua jego erekcj. To byo szokujce, a jednoczenie podniecajce. Umiechna si do siebie. W Robbym byo te co ujmujcego. Co godnego zaufania, co sprawiao, e czua si bezpieczna, nawet jeli jej zdolno wykrywania kamstw nie dziaaa w jego obecnoci. Zaczynao jej si podoba to, e nie potrafi odczyta jego uczu. Zamiast jak zwykle pogra si w zalewie uczu faceta, ktry topi jej pragnienia we wasnych potrzebach, czua tylko siebie. Nagle bya tylko ona. Kady dreszcz, kade mrowienie, kade odczucie przyspieszajce bicie serca - wszystko pochodzio z niej. Podobao jej si to. I pragna wicej. Pragna Robby'ego. Usiada z westchnieniem. Nie moga tego nazwa mioci. Znaa go przecie ledwie od paru dni. Przecie nie moga si zakocha tak szybko. A czemu nie? - obruszy si jej wewntrzny gos. Robby MacKay jest bosko przystojny, seksowny, fascynujcy. I pragnie mnie, pomylaa. Musiaaby by z kamienia, eby na to nie zareagowa. Ale jeli reagowaa tylko na jego podanie? Moe bya nim zafascynowana tylko dlatego, e nie moga go wyczu. Wstaa z westchnieniem i posza do azienki. Znw przesadzaa z t analiz. Miaa nadziej, e babcia nie jest ju na ni za. Wczoraj wieczorem, kiedy Olivia wesza po schodach na patiu, Eleni spojrzaa na ni surowo. - O tej porze przyzwoici ludzie ju dawno powinni by w kach - fukna gniewnie i udaa si do swojej sypialni. Teraz, gdy Olivia wesza do kuchni, babcia siedziaa przy stole, jedzc chleb, oliwki i fet. Otaczaa j aura troski i niepokoju, ale Olivia nie wyczula gniewu. Eleni wstaa z umiechem. - Siadaj i jedz, dziecko. Zaparz ci herbat. - Dziki. - Olivia ukroia sobie kromk chleba i signa po soik z miodem.

- Rano poszam do piekarni i zapytaam, czy kto wie co o domu nalecym do obcokrajowca, po drugiej stronie Petry. Olivia zmarszczya brwi, lejc struk miodu na chleb. - Sprawdzasz Robby'ego? - Oczywicie. - Eleni postawia przed ni kubek herbaty. - Nie sdzisz, e powinna wiedzie co o czowieku, z ktrym si caujesz? - Wiem o nim bardzo duo. - Znasz jego adres? Olivia odgryza ks chleba, eby nie musie odpowiada. - Rozumiem, e nie. - Eleni usiada naprzeciw niej. - Wiem o nim wane rzeczy. - Na przykad, ile ma na koncie? - Babcia woya do ust kawaek sera. Olivia parskna. - Ma prac. I jest miy, troskliwy... - Obmacywa ci jak... omiornica z przyssawkami przylepionymi do twojego siedzenia. Olivia si rozemiaa. Eleni fukna gniewnie. - Ja nie artowaam, moda damo. Ledwie znasz tego czowieka, a bya... Mam nadziej, e zwykle si tak nie zachowujesz. - Nie zachowuj si. Uwierz mi. Ja... ja nie wiem, jak to si stao. Jeszcze nigdy nie daam si tak ponie emocjom... Oczy Eleni zagodniay. Wiedziaa, e wnuczka mwi prawd. - Jeste w nim zakochana? Olivia wzia gboki wdech i powoli wypucia powietrze. - Nie wiem. Bardzo mocno na niego reaguj, ale jako psycholog mam powane wtpliwoci, czy naprawd mona si zakocha tak szybko. Eleni machna lekcewaco rk. - To nie jest nauka. To jest mio. - Wchodzi tu w gr cakiem sporo nauki - zaprotestowaa Olivia. - Chemia, hormony, feromony... - I jak si zachowuj twoje hormony? Olivia si skrzywia. - Wychodz poza skal. - A chemia? - Bardzo wybuchowa. Moglibymy zaopatrzy w prd p USA.

Eleni skina mdrze gow. - Zakochujesz si. - To za szybko. - Wic zwolnij. - Za dwa tygodnie wyjedamy do Houston. - Olivia wypia yk herbaty. - To mnstwo czasu. Poza tym on te moe przyjecha do Houston. Bdzie musia, jeli zamierza prosi o twoj rk. Olivia prychna herbat na st. - A kto mwi o maestwie? - Chwycia serwetk, eby wytrze blat. Babcia zmruya oczy. - Chyba nie zamierzasz y w grzechu? - Dopiero go poznaam. - Wczoraj w nocy wygldao to na bardzo blisk znajomo... Olivia ugryza kolejny ks chleba. - Bo on... strasznie mnie pociga. Ale wci nie potrafi czyta jego emocji i nie wiem, co on do mnie czuje. - Dziecko. Obapia ci jak niedwied. Chyba moemy przyj, e ty jego te pocigasz. - Co nie znaczy, e chce si ze mn eni. - Jeli chce si dosta do miodu, bdzie musia. Olivia z umiechem pokrcia gow. - Mwisz o nim, jakby to by Kubu Puchatek. - Hm. Mam nadziej, e jest bardziej inteligentny. -Eleni wskazaa lodwk. - Zapomnia swojego talerza z jedzeniem. - Dam mu go wieczorem. - Moemy mu zanie teraz. - Eleni wstaa i zacza sprzta ze stou. - Dowiedziaam si w piekarni, w ktrym domu mieszka. - Czego jeszcze si dowiedziaa? Eleni schowaa ser i oliwki do lodwki. - Dom jest wasnoci bogatej amerykaskiej rodziny, Draganestich. Maj mnstwo przyjaci, ktrzy przyjedaj i wyjedaj. Niewiele osb widziao twojego Robby'ego, ale wszyscy znaj niejakiego Carlosa, ktry te tam mieszka. A teraz id si ubieraj, odwiedzimy ich. P godziny pniej Olivia, ubrana w dinsy i swj najadniejszy kaszmirowy sweter, stana przed wejciem do

eleganckiej willi. Donice z kwitncymi pelargoniami strzegy masywnych starych drzwi. Dom, wieo wybielony wapnem, lni olepiajco w porannym socu. Dachwki wyglday na nowe, podobnie jak kamienne pyty na podjedzie. Eleni upara si, eby przyj z ni w charakterze przyzwoitki. Bya ubrana w swoj najlepsz czarn sukni, a w doni ciskaa pcienn torb pen jedzenia zapakowanego w foli aluminiow. Drzwi skrzypny i wyjrza z nich mody wysoki i smuky mczyzna. Bysn zbami w umiechu, jakby je zna, po czym otworzy drzwi szerzej i opar si o futryn. - Dzie dobry. - Olivia domylia si, e to Carlos. Przyszymy do Robby'ego MacKaya. Kiwn gow. - A panie to pewnie Olivia i Eleni Sotiris. Olivia wychwycia lekki akcent. - Tak, to my. Robby o nas mwi? Umiechn si szerzej, pokazujc bardzo biae zby. - Menina, wszyscy na wyspie wiedz, kim pani jest. Menina. Nie cakiem hiszpaski, ale blisko. - Pan jest... Portugalczykiem? - Brazylijczykiem. Z Rio. - Puci do niej oczko. - Gdyby pani chciaa kiedy zataczy samb, to tylko ze mn. - Ach. Bd pamita. Pocign nosem i przesun spojrzenie na torb Eleni. - To jagnicina? Pachnie przepysznie. - I jest przepyszna - oznajmia Eleni. - Moja wnuczka doskonale gotuje. - A panie przychodz w doskonaym momencie. Umieram z godu. - Mczyzna cofn si i zaprosi je gestem. -Prosz do rodka. - Dzikuj. - Olivia wesza do wskiego przedpokoju, Eleni tu za ni. Zauwaya na cianie du ikon witego Jana Apostoa, patrona Patmos. - Przyjecha pan na wakacje, panie...? - Panterra. Ale prosz mi mwi Carlos. Ale nie jestem na wakacjach. - Wprowadzi je do duego salonu. - Pracuj tu, tak jak Robby. Olivia rozejrzaa si po pustym pokoju. - A gdzie jest Robby?

- W tej chwili jest nieosigalny. Musia... musia pojecha do Hory w interesach. To byo kamstwo. Olivia zesztywniaa i spojrzaa na babci. Sdzc po jej minie, ona te to wyapaa. - A kiedy spodziewa si go pan z powrotem? - Wieczorem. Jako po zachodzie soca. To ju bya prawda. Olivia bya ciekawa, co takiego zajmowao Robby'emu cay dzie. Salon by gustownie umeblowany, ale nie zauwaya tu drogich dzie sztuki ani niczego innego, co wymagaoby szczeglnej ochrony. - Pracuje pan w tej samej firmie co Robby? MacKay, Usugi Ochroniarskie i Detektywistyczne? - Tak. A pani prowadzi ledztwo na nasz temat, Olivio? Spojrza na ni z wesoym byskiem w bursztynowych oczach. - Po prostu miaam nadziej, e zobacz si z Robbym. - Prosz mi wierzy, menina, Robby bdzie bardzo aowa, e si z pani min. - Carlos wprowadzi je do przestronnej wiejskiej kuchni o niebiesko-tym wystroju. Eleni postawia torb na kuchennym stole i zacza wyjmowa pakunki. - To powinno i do lodwki, a kiedy bdziecie chcieli je, dobrze podgrzejcie w piekarniku. - Tak jest, prosz pani. - Carlos skoni gow; jego dugie, czarne wosy opady do przodu, zasaniajc twarz. -Dokadnie wypenimy instrukcje. - Hm. - Eleni pochylia si do wnuczki i mrukna: -Nigdy nie widziaam tylu ochroniarzy, ktrym przydaoby si przyzwoite strzyenie. Olivia skrzywia si, ale Caros tylko wybuchn miechem i wsun swoje dugie do ramion wosy za uszy, w ktrych bysny mae zote kolczyki. Wzi pakunki z jedzeniem i zacz je ukada w lodwce. - Czy mam przekaza Robby'emu jak wiadomo? - Waciwie nie. - Olivia wzia pust torb. - Przyjd wieczorem. - wietnie. - Carlos umiechn si i zamkn lodwk. Olivia wyczuwaa w nim rozbawienie, ale byo jeszcze co. Podniecenie. Ekscytacja. Podszyte odrobin oszustwa.

Olivia i Eleni ruszyy do domu. Babcia bya po drodze wyjtkowo milczca i Olivia czua bijce od niej fale niepokoju. - Jeste zmczona, Yia Yia? Mog wezwa takswk. Eleni pokrcia gow. - Codziennie odbywam dugie spacery. To mi dobrze robi. Znw zamilka i, marszczc czoo, wbia spojrzenie w drog. - Szkoda, e nie zastaymy Robby'ego - mrukna Olivia. - Nie wydaje ci si dziwne, e w tym domu jest dwch ochroniarzy? Nie widziaam niczego, co wymagaoby ochrony. - Carlos skama na temat Robby'ego - powiedziaa Eleni. - Wiem. - Dlaczego zajcia Robby'ego musiay by trzymane w tajemnicy? - W tym Carlosie jest co dziwnego - szepna Eleni. -Ale nie mam pojcia, co to moe by. - Wrc tam wieczorem i dowiem si czego. Eleni spojrzaa na ni z niepokojem. - Jeste pewna, e to bezpieczne? Olivia poklepaa j po plecach. - Jestem wyszkolona w samoobronie. Umiem zadba o wasne bezpieczestwo. Tego wieczoru po zachodzie soca Olivia ruszya pla pod Grikos w stron domu Robby'ego. Na niebie wisia ksiyc w peni, rzucajc migotliwe byski na morze. Wia chodny wiatr i Olivia bya zadowolona, e woya kurtk na sweter. Obesza Petr - czy te Kallikatsou, jak nazywali ska miejscowi - i zobaczya dom, w ktrym bya przed poudniem. Widziaa duy ogrd na tyach i kamienne kolumny. Przepatrzya skaliste zbocze, szukajc schodw prowadzcych do domu. Jej wzrok przycign nagy ruch; czarna smuga, ktra oderwaa si od klifu i z cichym tpniciem wyldowaa na piasku. Serce podeszo jej do garda. Zamrugaa, by si upewni, e wzrok jej nie myli. Kot. Gigantyczny, przyczajony czarny kot. Pantera? Na Patmos? Zwierz obnayo zby i zawarczao na ni. Po skrze Oivii przebieg zimny dreszcz. Moe zgin. Nie zdoa uciec przed panter. Nie miaa przy sobie broni, a wtpia, by jej znajomo sztuk walki zdoaa j obroni przed tymi potnymi pazurami i byszczcymi, biaymi kami.

Wielki kot przyglda jej si swymi zotymi oczami; nagle powoli i z gracj, bez najmniejszego szmeru zacz si zblia do Olivii. Przemkno jej przez myl, e nie powinna zachowywa si jak ofiara. Posaa kotu grone spojrzenie i wrzasna najgoniej, jak potrafia. Kot prychn i znw zbliy si o krok. Nie moga si cofn; zostaaby schwytana. Wiedziaa, e nie zdoa si wspi na urwisko szybciej ni kot. I z ca pewnoci nie chciaa ruszy w jego stron. Pozostawao morze. Zimne i zdradliwe, z silnym prdem odpywu zwizanym z peni ksiyca. Moga tylko mie nadziej, e pantera nie lubi zimnej wody.

Rozdzia 7 Robby wanie wyszed spod prysznica, kiedy usysza krzyk. Kobiecy krzyk. Rzuci rcznik, woy bokserki i wyszed do salonu. - Carlos, syszae co? Zmiennoksztatnego nie byo. Robby wyszed na patiu. Zimny powiew uderzy w jego nag, rozgrzan skr i chlasn mokrymi wosami w twarz. Robby, odgarnwszy wosy do tyu, zauway par unoszc si nad jacuzzi. Widocznie Carlos je wczy, ale gdzie si podzia? Robby podszed na skraj urwiska i spojrza w d. Niech to jasny szlag. Znalaz Carlosa. I Olivi. Co musiao si poprzestawia w gowie panteroaka, bo z jakiego obkanego powodu terroryzowa Olivi. Skrada si nad brzegiem - wielka bestia z byszczc, czarn sierci i par kw, przy ktrych ky Robby'ego wyglday jak dziecinna zabawka. Carlos z rozmysem spycha j w zimne morze. Niech go diabli. Robby sysza, jak dzwoni jej zby. - Olivio! - krzykn do niej. - Trzymaj si! Zaraz tam bd. Pogna do schodw. Kusio go, eby zeskoczy ze skarpy albo teleportowa si na d, ale nie chcia wystraszy jej jeszcze bardziej. Nie sdzi, by Carlos naprawd chcia jej zrobi krzywd. Na pewno nie, jeli dra chcia przey noc. - Robby, nie! - odkrzykna Olivia. - Nie schod tutaj! Prbowaa go chroni? Jego pikna, sodka Olivia bya taka dzielna.

- Zaraz tam bd! - Po prostu wezwij policj - zawoaa. - Prosz ci! Nie chc, eby co ci si stao. - Ruszya ku play, ale Carlos skoczy w jej stron:, rozchlapujc wod przednimi apami. Olivia rzucia si do tyu, teraz ju po pas w zimnej wodzie. Robby zatrzyma si przy schodach, bo nagle co do niego dotaro. Olivia bya lojalna. Mg jej ufa. Po tych wszystkich latach nareszcie znalaz kobiet godn zaufania. Nie mg z niej zrezygnowa. Ruszy na pla. - Robby, nie. - Gos jej si ama, po policzkach pyny zy. Odejd std, zanim ci zauway. Och, mg kocha t kobiet na wieczno. Podszed bliej; Carlos odwrci si i zasycza na niego. Robby sprbowa wampirzej kontroli umysu, skupiajc ca swoj telepatyczn moc na panteroaku. Trafi na barier tward jak mur. Do licha. Zmiennoksztatny potrafi si broni. W normalnych okolicznociach byoby to pozytywne zjawisko, bo oznaczao, e Carlos by odporny na kontrol Malkontentw. Ale w tej chwili nie uatwiao Robby'emu zadania. - Ty zwariowany kocie - szepn. - Co ty wyprawiasz, do cholery? Panteroak prychn, pokazujc swoje lnice biae i ostre zby. Zaatakuj mnie, Rudzielcu. I niech to wyglda przekonujco. Robby zesztywnia. Nie wiedzia, e Carlos moe komunikowa si telepatycznie w kociej postaci. Co tu robisz? Czekam na ciebie, eby mnie odgoni. No ju, bracie. Uratuj pikn dziewic. Bd bohaterem. To byo swatanie? Robby zacisn pici. Ty cholerny draniu. miertelnie j przestraszye. Carlos zawarcza. Tak mi dzikujesz? Posuchaj, jeli dobrze to rozegrasz, to ci si dzisiaj poszczci. Jacuzzi ju gotowe... - Wyno si std! - Robby ruszy na niego. Oo, nieze aktorstwo. Carlos zacz si cofa. Wygldasz na naprawd wkurzonego. - Jestem wkurzony! - Robby chwyci kamie z play. Merda. Nie musisz si posuwa do przemocy. Carlos potruchta pla.

Robby rzuci kamieniem. Carlos wrzasn, kiedy pocisk trafi go w tyln ap. Ty pacanie! Nigdy wicej ci nie pomog! Nie potrzebuj twojej pomocy, ty parszywy kocurze z pieka rodem! Robby wbieg do wody, eby wycign Olivi. Silna fala nadpywajca od tyu uderzya j tak mocno, e dziewczyna stracia rwnowag. Na kilka przeraajcych sekund znalaza si pod wod. - Olivio! - Dopad do niej, kiedy parskajc, wynurzya si na powierzchni. Chwyci j na rce i biegiem ruszy do brzegu. Ubranie miaa przemoczone. Z wosw kapaa woda. Caa dygotaa. Niech ci szlag, Carlos. Popatrzy za panteroakiem, ktry wspina si na urwisko. Dokd idziesz, do diaba? Nie twoja sprawa. Panteroak zatrzyma si na szczycie skarpy i spojrza na nich z gry. Wrc przed witem. Baw si dobrze, Rudzielcu. To prawda, co mwi, e porzdny wampir moe przez ca noc? Odczep si. Robby usysza dziwne sapanie, ktre brzmiao jak koci miech, i panteroak umkn w ciemno. Olivia otoczya szyj Robby'ego drc, zimn rk. - S-s-skd tu si w-w-wzia pantera? - Chodmy szybko, musisz si rozgrza. - Ruszy w stron schodw. - Robby. - Dotkna jego twarzy zlodowaciaymi palcami. - Ddzikuj. Robia si sina. Powinien by teleportowa si prosto na patiu. To by najszybszy sposb, eby wsadzi j do jacuzzi. I najpewniejszy sposb, by sprowokowa j do niepotrzebnych pyta. Wybacz mi. Przytuli j mocno do piersi i wdar si w jej umys fal wampirzej mocy kontroli umysu. W normalnych okolicznociach miertelnik poczuby uderzenie zimnego powietrza, kiedy wampir przejmowa wadz nad jego umysem, ale Olivia i tak ju niemal zamarzaa. pij, rozkaza. Zwiotczaa, a on teleportowa si z ni na patiu. ***

Olivia obudzia si, czujc cudowne ciepo. Kto gaska j po policzku i odgarnia jej wosy z czoa. Mikkie palce. Niski, seksowny gos. - Obud si, skarbie. Robby. Umiechna si na t myl. Olivia otworzya oczy i ujrzaa jego pikn twarz, przesonit mgiek. Wszystko wok byo zamglone. Siedziaa po szyj w gorcej, bulgoczcej wodzie. - Gdzie ja jestem? - W jacuzzi przy willi, w ktrej mieszkam. Chciaem, eby jak najszybciej si rozgrzaa. Jeszcze troch zaspana, zacza bezradnie szuka jakiego wyjanienia, wreszcie gdy w kocu wszystko sobie przypomniaa, wyprostowaa si gwatownie. - Tam bya pantera! Na Patmos! Skd si tu wzia, na lito bosk? - Ehm... no wic... - Mylaam, e ju po mnie. - Przycisna do do piersi i krzykna cicho, czujc pod palcami nag skr. Co okropnego, bya tylko w biustonoszu i w majtkach. -Gdzie moje ubranie? - Tam. - Wskaza gow mokr kupk na kamiennej posadzce, koo leaka. - Nie pamitam, ebym je zdejmowaa. -I co, u licha, robia na jego kolanach? Rzucia si na drug stron wanny i spojrzaa na niego gniewnie. - Co mi zrobie? Wysun szczk. - Zdjem z ciebie mokre rzeczy. - A daam ci pozwolenie? - Nie, bya nieprzytomna. I siniaa. Musiaem ci ratowa. ar obla jej policzki. Nie przywyka, by mczyni ogldali j bez ubrania. A w dodatku bya w zwykej, biaej bawenianej bielinie. Do licha, szkoda, e nie woya tej z czarnej koronki. Skrzywia si w duchu. Przed chwil o mao nie zostaa zagryziona przez panter, a mylaa tylko o tym, czy jej bielizna jest sexy? Musiaa by w szoku. Albo wpada w hipotermi. Albo mcio jej si w gowie po omdleniu. Potara rek czoo. Znowu przesadzaa z analiz. - Przepraszam. Dobrze zrobie. W umiechu unis kcik ust.

- To bya cika praca, ale kto musia. Ale skamabym, mwic, e nie gapiem si na ciebie. Jej policzki poczerwieniay. - C, dzikuj za szczero. I za odwag. Nie do wiary, e zdoae przegoni t wielk panter. Bye nadzwyczajny. Wzruszy ramionami. - Nie mogem pozwoli, eby zrobia ci krzywd. Jej spojrzenie opado na obnaony tors Robby'ego. Przybieg na pla w samych bokserkach, eby j ocali. - Uratowae mnie. - A ty prbowaa mnie powstrzyma - szepn. Uniosa wzrok, by spojrze mu w oczy, i serce zatrzepotao jej w piersi. - Nie byo sensu, eby to zwierz pokaleczyo miertelnie nas oboje. - Chciaa mnie chroni. Jego oczy pony takim arem, e poczua mrowienie na caym ciele. Nagle przyszo jej do gowy, e jest za bardzo ubrana. Jego oczy pociemniay. - Chciaa sama stawi czoa zagroeniu, ebym ja by bezpieczny. Poruszya si niespokojnie na wygodnej awce. Niepotrzebnie zesza z jego kolan. Mogaby go w tej chwili obj. On mgby trzyma j w objciach. - Zakadam, e zadzwonie na policj w sprawie tej pantery? Zawaha si. Olivia usiada prosto. - Nie zadzwonie? - Bya nieprzytomna. Nie mogem ci zostawi samej. Wstaa. - Trzeba zadzwoni. Natychmiast. - Ja... - Jego spojrzenie zjechao niej. Ona te spojrzaa w d. Baweniany biustonosz przylgn do niej jak druga skra, wyranie pokazujc jej sutki, ktre natychmiast zareagoway na zimne powietrze. Usiada z powrotem, zanurzajc si po szyj. - Moesz zadzwoni? Prosz... W jego oczach pojawi si czerwony bysk; przetar powieki. - Zaraz wracam. - Wyskoczy z jacuzzi, ociekajcy wod, w czarnych bokserkach.

Patrzya za nim, kiedy szed do telefonu. Z jego oczami dziao si co dziwnego. Bardzo atwo dostawa podranienia. Przesuna spojrzeniem po jego szerokich barkach i mocnych plecach, i skupia si na poladkach. Czarna baweniana tkanina przylgn do jego skry, tak e przy kadym kroku wida byo pracujce minie. Oblizaa wargi. - Mgby mi przynie szklank wody? Spojrza przez rami, otwierajc drzwi. - Jasne. Chwileczk. Przemiecia si na drug stron wanny, by widzie go przez wielkie okno. Odwrcony do niej plecami, rozmawia przez telefon. Zostawi otwarte drzwi, wic syszaa wiksz cz rozmowy. - Czy kto u was mwi po angielsku? - spyta, kiedy si poczy z policj. - wietnie. Chc zgosi... incydent. To jest troch dziwne i moe trudno panu bdzie uwierzy... tak, mwi po angielsku. Olivia si rozemiaa. Ten jego akcent. Nagle Robby obrci si bokiem, a Olivia otworzya usta ze zdumienia. Przd jego bokserek stercza jak namiot. - Na play przy Petrze bya pantera. Ja-gu-ar - powtrzy powoli. - Nie, nie samochd. Kot. Czarna pantera. Nie, to nie by duy domowy kot. To bya pantera. Przeczesa palcami swoje dugie wosy, bezwiednie pokazujc Olivii profil szeciopaka na swoim brzuchu. Przekna lin. Paski brzuch podkrela jeszcze t wypuko. - Nie, nie jestem napany - warkn Robby. -1 potrafi odrni cholern koz od pantery. Halo? Halo? - Rozczywszy si, odszed od telefonu, i Olivia stracia go z oczu. Olivia skrzywia si i z powrotem usadowia wygodnie w jacuzzi. Policja najwyraniej wzia go za dowcipnisia. Ale kto by im si dziwi? Jakim cudem pantera znalaza si na greckiej wyspie? I gdzie bya teraz? Olivia rozejrzaa si nerwowo. Widziaa, jak kot wdrapywa si na znajdujce si w pobliu skaliste zbocze. A jeli ta wanna bya jego wodopojem? Wtedy ona, pywajca na rodku, na pewno stanowiaby pyszny ksek. Musiaa std szybko zmyka. ***

Robby podgrza butelk syntetycznej krwi w mikrofalwce. Musia troch przytpi swj apetyt, zanim wrci do Olivii. Umiechn si do siebie, przygotowujc dla niej szklank wody z lodem. Carlos mia racj. Jeli dobrze to rozegra, to moe dzisiaj mu si poszczci. Do licha, poszczcio mu si ju w chwili, kiedy spotka Oivi. To spotkanie byo najlepsz rzecz, jaka go spotkaa od... Sign myl wstecz. Boe Wszechmogcy, od kiedy w 1746 roku przeszed transformacj. Musi dziaa ostronie, eby jej nie straci. eby jej nie sposzy. Spojrza na swoje obrzmiae przyrodzenie i skrzywi si. Wyglda, jakby gra na starych dudach. Mikrofalwka brzdkna; wypi duszkiem p butelki ciepej krwi, mylc, e w sumie bardzo dobrze si skada, i policja w Skali nie uwierzya w jego histori o panterze. Z ca pewnoci nie chcia, by policjanci kryli po wyspie ze strzelbami, szukajc Carlosa. Moe za surowo potraktowa panteroaka. Dzi bya penia, wic Carlos zapewne musia si przeobrazi. Mimo to nie powinien by terroryzowa Oivii tylko po to, by pomc Robby'emu w doprowadzeniu do gorcej randki. Przypomnia sobie, jak przyjemnie byo trzyma j w ramionach, jak seksownie, a zarazem niewinnie wygldaa w biaym staniku i majteczkach. A teraz czekaa na niego w jacuzzi. Jego czonek stwardnia na sam myl o niej, takiej mokrej i rozgrzanej. Do licha. Nie mg do niej wrci w takim stanie. Chwyci szklank z lodowat wod i wyla poow na siebie. - Aj! Jasna cholera. - Wszystko w porzdku? Odwrci si i ujrza Olivi stojc w kuchennych drzwiach. Zamar na par sekund, przygldajc jej si od stp do gw. Przyciskaa do piersi swoje mokre ubranie, ukrywajc te czci, na ktre najbardziej mia ochot popatrze. Mimo to przyjemnie byo widzie jej nagie ramiona i liczne, dugie nogi. Spojrza jej w twarz i przekona si, e ona te go sobie oglda. Jej oczy otworzyy si szeroko na widok jego podbrzusza. Woda pyna z jego bokserek, krople kapay mu na bose stopy. Do licha. Musia wyglda, jakby si zsiusia. Krew, ktr wypi

przed chwil, napyna mu do twarzy, wywoujc na policzkach rumieniec - co u niego byo prawdziw rzadkoci. - To tylko woda, rozumiesz. - Skrzywi si. By zaenowany, przez co jego szkocki akcent jeszcze sta si wyraniejszy. Unis szklank, by Olivia widziaa, e jest w poowie pusta. - Uyem troch twojej wody z lodem, eby... zminimalizowa pewien narastajcy problem. Wydaa z siebie dziwny, zduszony dwik, ktry podejrzanie przypomina tumiony chichot. Z rumiecem na policzkach, wbia wzrok w blat za Robbym. - Pomylaam, e skoro po wyspie grasuje pantera, w domu bd bezpieczniejsza,. - Rozumiem. - Jego plany kochania si w jacuzzi wanie wziy w eb. - Chcesz tej wody? Mog ci nala nowej. - Nie trzeba. - Spojrzaa na butelk w jego drugiej rce. - Napij si tego, co ty. - Nie! To... to by ci nie smakowao. - Szybko wyla reszt krwi do zlewu. - Jest zwietrzae. Przyjrzaa mu si z ciekawoci. - To byo wino, tak? - Chcesz wina? Mog ci nala kieliszek. - Bardzo chtnie, dzikuj. Odstawi szklank z wod na blat i z szafki nad gow wyj kieliszek do wina. Potem odszuka w lodwce butelk merlota, ktr Carlos otworzy do potraw, ktre przyniosy Olivia i jej babcia. Napeni kieliszek i poda jej. - Dzikuj. - Przeoya ubranie na jedn rk, eby wzi kieliszek. Mokre dinsy zelizgny si i spady na podog. - Ups. - Ja to wezm. - Pochyli si, eby podnie dinsy i nagle zorientowa si, jak blisko ma do jej goych ng. Prostowa si bardzo powoli, rozkoszujc si widokiem. Zanim jego spojrzenie dotaro do jej twarzy, policzki znw miaa rowe. Odchrzkna. - Musz zdj mokr bielizn. - Byoby bardzo mio. Chcesz to zrobi teraz? - Chciaabym si wytrze. Czy mgby mi da rcznik?

- Oczywicie. - Wzi z szafki czyst ciereczk kuchenn i poda jej. Spojrzaa na niego niepewnie. - To chyba troch za mae. - Ja bym si nie pogniewa. - Rzuci ciereczk z powrotem na blat. - Przynios ci rcznik kpielowy. - A znajdziesz mi co do ubrania? - Tak. - Na przykad chusteczk do nosa. - Macie tu suszark? Musz wypuka i wysuszy rzeczy. - Tak, tam. - Wskaza jej drzwi koo lodwki. - wietnie. Dzikuj. - Ruszya do pokoiku gospodarczego. Robby poczeka, a przejdzie obok niego, eby popatrze sobie na ni od tyu. Mokre figi kleiy si do jej tyeczka, wcinite w rowek, opite na krgych poladkach. Kusio go, eby jej dotkn. eby j pocaowa. Sprawi, eby draa i krzyczaa. Odchrzkna. Podnis wzrok. - Tak? Zatrzymaa si tu przed drzwiami i posaa mu gniewne spojrzenie. - Potrzebuj tych dinsw. - Oczywicie. - Podszed do drzwi i wrzuci mokre dinsy do zlewu koo pralki. - Zaraz wrc z jakim ubraniem i rcznikiem. - Dzikuj. - Zamkna za sob drzwi. Robby pogna do sypialni, eby si przebra. Spojrza na ko i si umiechn. Wieczr by jeszcze mody, a jak powiedzia Carlos, porzdny wampir mg przez ca noc.

Rozdzia 8 Olivia odetchna z ulg, widzc na suszarce stosik suchych rcznikw. Wypukaa sweter w umywalce, po czym rozoya go na rczniku na blacie. Kiedy ju wypukaa reszt rzeczy, wrzucia je do suszarki. Spojrzaa na zamknite drzwi. Miaa nadziej, e Robby zapuka, zanim wejdzie. Szybko zdja mokr bielizn, przepukaa i dorzucia do suszarki.

Usyszaa pukanie. - Chwileczk. - Szybko owina si plaowym rcznikiem. Okej. Drzwi uchyliy si i Robby zajrza do rodka. - Och, znalaza rcznik. - Przykro mi, e si zawiode. Wyszczerzy zby. - Dziewczyno, ty nie mogaby mnie zawie. - Pooy rcznik i jakie ubrania na blacie obok jej swetra. Wci by boso i mia nag pier, ale mokre bokserki zamieni na biae spodnie do treningu sztuk walki. - Wyjd, jak bdziesz gotowa. - Zamkn drzwi. Gotowa na co? Wzia kieliszek z blatu i wypia duy yk wina. Uspokj si. Nie musisz robi niczego, czego nie chcesz. Ale wanie w tym by problem. Z Robbym chciaa zrobi wszystko. A znaa go ledwie par dni. Wczya suszark i obejrzaa rzeczy, ktre jej przynis. Byy to damskie ciuchy; domylia si, e naleay do wacicielki willi. Bya to letnia piama: niebieska koszulka na ramiczkach i niebieskie szorty w biae chmurki. Szorty, wprawdzie troch workowate, pasoway. Top by bardzo skpy i niewiele pozostawia dla wyobrani. Owina wic ramiona rcznikiem jak szalem. Pomylaa, e gdy tylko jej rzeczy wyschn, ubierze si i wrci do domu. Ale czy naprawd zdobdzie si na to? Przecie nie odway si i pieszo do domu, kiedy po wyspie biega pantera. Moe Robby ma samochd. A moe bdzie musiaa spdzi z nim noc. Parskna. Babcia nigdy nie uwierzy w historyjk o panterze. Wzmocnia si jeszcze jednym ykiem wina i wysza z pralni. Lampa w kuchni bya zgaszona, ale z salonu wpadao do wiata, eby moga znale drog. Dotara do ukowatego przejcia i si zatrzymaa. Na kominku hucza ogie. Ozdobne poduszki i szydekowa narzuta z kanapy byy rozoone na dywanie przed kominkiem. Z trudem przekna lin. Intencje Robby'ego byy jasne. Zamierza j uwie. Zdmuchn zapak, ktr wanie zapali wieczk na stoliku. - Chcesz jeszcze wina? - Nie, ju dzikuj. - Mam powane kopoty, pomylaa. Przysiada na kocu kanapy i odstawia kieliszek na stolik.

- Jest ci ciepo? Znalazem tylko letnie rzeczy, ktre zostawia Shanna. - Kto to jest Shanna? - Shanna Draganesti. Ona i jej m s wacicielami tego domu. I kilku innych. - Usiad na rodku kanapy i odwrci si przodem do Olivii. Zauwaya, e jest bardzo muskularny i e woski na jego torsie s raczej brzowe ni rude. Mokre wosy zwiza w kucyk. - A gdzie jest twj dom? - W Szkocji, par kilometrw na poudnie od Inverness. Mam jakie osiem hektarw obok ziemi mojego dziadka. Mam wasny dom, ale zwykle mieszkam w jego zamku. Zamrugaa. - W prawdziwym zamku? - Tak. Cho moim zdaniem s tam straszne przecigi. Mj do m jest bardziej przytulny, ale rzadko w nim bywam. Przewanie siedz tam, gdzie mnie przydziel. - A do czego ci przydzielaj? Pooy okie na oparciu kanapy. - Do ochrony i rnych dochodze. Kiwna gow. Chocia jej umiejtno wykrywania kamstw nie dziaaa przy Robbym, wierzya, e mwi prawd. Mowa ciaa bya w porzdku. Siedzia przodem do niej, utrzymywa kontakt wzrokowy i by rozluniony. Co wicej, miaa silne przeczucie, e on chce, by mu ufaa. Od pocztku twierdzi, e jest godny zaufania. Znis tortury i nie zdradzi towarzyszy. Wic dlaczego miaaby mu nie ufa? Stawi czoo wielkiej panterze, eby j ratowa. - Pracowae w firmie dziadka zeszego lata, kiedy ci schwytali? - spytaa. - Co to byo za zadanie? Potar szczk. - Czasami MacKay UOiD zajmuje si sprawami o wysokim stopniu utajnienia. Odchylia si na kanapie. - Chcesz powiedzie, e dotycz one bezpieczestwa narodowego? Std znasz ludzi z CIA? Kiwn gow. - Staramy si zlokalizowa pewn krajow grup terrorystyczn.

- Gdzie? Jak to moliwe, e nigdy o tym nie syszaam? Wzruszy ramionami. - Bo to tajne. Wzia gboki oddech. - I to ci terroryci ci torturowali. - Tak, ale wolabym o tym nie mwi. Byo, mino. - Naprawd? - Odwrcia si przodem do niego, podwijajc pod siebie nog zgit w kolanie. - Moesz uczciwie powiedzie, e ju nigdy o tym nie mylisz? Zacisn zby. - Myl o tym codziennie. - Kiedy zadaam ci pierwsze pytanie o to, czego pragniesz najbardziej na wiecie, jaka bya twoja odpowied? Spojrza na stop Olivii. - Chcesz wyrwna rachunki, Robby? To byoby zrozumiae. Pochyli si do przodu i delikatnie pocign j za duy palec u nogi. - Jeli ci powiem, ty te przyznasz si, jak odpowiedziaa na te trzy pytania. Przygryza warg. - Okej. Umowa stoi. Obj doni jej kostk i lekko cisn. Spojrza swymi zielonymi oczyma na jej twarz, na ktrej malowao si wzruszenie . - Chc zemsty. Najbardziej boj si tego, e nie zdoam si zemci, i wiem, e to nie uczyni mnie lepszym czowiekiem. Przekna lin. - Nadal zamierzasz to zrobi? Powoli skin gow. - Twoim zdaniem to wiadczy, e jestem pody? - Przesun palcami po jej ydce. Olivia patrzya na jego do, powoli zbliajc si do kolana. Och, z ca pewnoci potrafi by pody. A jej si to podobao. - Moim zdaniem to wiadczy, e jeste czowiekiem. I doznae czego wicej ni tylko urazw fizycznych. - To byo upokarzajce - szepn, gaszczc wraliwe zagbienie pod jej kolanem. Trudno byo jej si skupi. - Jest takie synne powiedzenie Eleanor Roosevelt. Nie pamitam dokadnie, ale jako mniej wicej chodzio o to, e nikt nie moe sprawi, by poczu si gorszy bez twojego przyzwolenia.

Wyprostowa si i odsun do od jej nogi. - Podoba mi si to. Dzikuj. - Nie ma za co. Zerkn na ni z zaciekawieniem. - Jak na osob, ktra nie chce by moj terapeutk, wietnie ci idzie. Umiechna si szeroko. To chyba najlepszy komplement, jaki usyszaa. - Dobrze, e nie jestem twoj terapeutk. Inaczej wizanie si z tob byoby absolutnie nieetyczne. Z umiechem dotkn jej wosw. - Wic chcesz si ze mn zwiza? ar wypyn jej na policzki. - Zdaje si, e ju jestem. Umiechn si szerzej; owin sobie jeden z jej lokw wok palca. - Teraz twoja kolej. Czego pragniesz najbardziej na wiecie? - Dugiego, szczliwego ycia. Chocia nie jestem cakiem pewna, jak by ono miao wyglda. - Dugie ycie, powiadasz - mrukn i zabra rk z jej wosw. - A czego si najbardziej boisz? To bya ta cz, o ktrej nie chciaa mwi. Odwrcia twarz w stron kominka. - Jabek. - Owocw? - Tak. - Podcigna nogi i obja kolana. - On mi przysya jabka. Wielkie, czerwone, w pudeku. Najpierw przysa mi je do biura. Potem do mieszkania. Przeprowadziam si do innego, ale mnie znalaz. - Kto to jest on"? Zadraa. - Otis Crump. Przeprowadziam si nawet do bezpiecznego mieszkania FBI, ale jabka wci przychodziy. Robby przysun si do niej na kanapie. - Widocznie ci ledzi. - Nie moe. Siedzi w Zakadzie Karnym w Leavenworth. W cisej izolacji. - Zamawia jabka z wizienia? - Nie ma na to adnego dowodu, adnego ladu.

- Wic skd masz pewno, e to on je przysya? Zamkna na moment oczy. Nie ka mi tego wyjania. To zbyt straszne. - Uwierz mi, to jest on. Robby dotkn jej ramienia. - Wierz ci. Musi mie wsplnika. Potara czoo. - Te tak mylaam, ale mj przeoony uwaa, e... przesadzam. Dlatego wysa mnie na urlop. ebym si uspokoia. Odzyskaa dystans. - Pewnie odrobin zbyt gwatownie wyrazia swoj opini? - Bardziej ni odrobin. Usyszaam, e jestem paranoiczk. Robby si umiechn. - Och, mamy ze sob tyle wsplnego. Parskna miechem. - Dziki. - Wci uwaam, e twj wizie ma wsplnika. - Zgadzam si, ale nie wiem, jak to moliwe. Siedzi w izolatce od dwch at. Monitoruj jego ca poczt. Wypytywaam go o to, ale teraz ju trudno mi stwierdzi, kiedy kamie. Do wszystkiego, co mwi, dorzuca tyle prawd i pprawd, e nie potrafi ju odrni, co jest co. On... lubi si mn bawi. - Wie o twoim darze? - Domyli si po pierwszych kilku razach, kiedy przyapaam go na kamstwie. Uwaa... uwaa, e jestem fascynujca. - Do licha - mrukn Robby i wsta z kanapy. Podszed do kominka, odwrci si. - Nie odwiedzaj go wicej. - Jeli dostan polecenie... - Jak zbrodni popeni? - przerwa jej Robby. - Zgwaci i zamordowa przynajmniej trzynacie kobiet. Robby si skrzywi. - To potwr. Dlaczego w ogle do niego chodzia? - Zosta skazany za trzy morderstwa, ale podejrzewalimy, e popeni inne, w kilku stanach. Moim zadaniem byo skoni go do przyznania si. Tak dugo siedzia w izolacji, e naprawd cieszy si na nasze spotkania. Cigle rzuca aluzje, e powie wicej, jeli dalej bd go odwiedza. - Manipulowa tob. Olivia westchna. - Wiem. Wszyscy to wiedzielimy, ale mj przeoony chcia, ebym graa w jego gr. Otis jest bardzo dumny z tego, co zrobi. Pokrcia gow, aujc, e nie moe usun obrazw, ktre stay

jej przed oczami. - Wiedzielimy, e prdzej czy pniej bdzie chcia si tym pochwali. Robby usiad obok niej na kanapie. - I co? Skupia wzrok na ogniu poncym w kominku. - Obieca, e powie mi wszystko, jeli na nastpne spotkanie przynios jabko. Due, czerwone jabko i noyk do jarzyn. Patrzy zza szyby, jak je obieram. I... Jak miaa mu wyzna, e ten potwr mia wytrysk w jej obecnoci? I e opisa jej z najdrobniejszymi szczegami, jak torturowa te dziewczyny, uywajc noyka do jarzyn, tak jak ona. Zakrya twarz, ale makabryczne obrazy wci j przeladoway. Poczua pod powiekami piekce zy. - Std wiem, e to on przysya te jabka. Chce, ebym dalej go odwiedzaa. Ma... ma obsesj na moim punkcie. - Olivio. - Robby posadzi j sobie na kolanach i obj ramionami. - Skarbie, teraz jeste bezpieczna. Nie pozwol, eby kto ci skrzywdzi. Ukrya twarz na jego ramieniu i pozwolia zom pyn. Tak dugo je powstrzymywaa, w pracy zawsze staraa si by silna. Teraz opakiwaa dziewczyny, ktre zginy. Opakiwaa perwersje, ktre musiaa znosi. Pakaa nad Robbym, ktry cierpia tortury. A on szepta czue sowa, gaszczc j po plecach. Opara gow na jego piersi, suchajc spokojnego bicia jego serca. - Zdobyam zeznanie, tak jak mi polecono, ale czuam si zbrukana. Wzi j za ramiona. - Skarbie, jeste anioem. Zo tego czowieka nie moe ci splami. Umiechna si i dotkna policzka Robby'ego. Nad szorstkim i bardzo seksownym zarostem skr mia skr mikk jak u dziecka. By najmilszym mczyzn, jakiego spotkaa i pragna go mocno, do blu. - Chyba powinnimy zmodyfikowa ten cytat. Nikt nie moe sprawi, by poczua si zbrukana bez twojego przyzwolenia. Do oczu Olivii znw napyny zy. - Dzikuj. Umiechn si.

- wietnie do siebie pasujemy. - Otar palcami wilgo z jej twarzy. - Do tych ez. - Pocaowa j w policzek. -Powinnimy by szczliwi. Pogaskaa doni jego skro, wsuna palce we wosy. - Przy tobie jestem szczliwa. - Dziewczyno, jeste spenieniem wszystkich moich snw i wszystkich moich pragnie. Zakochaem si w tobie. Odebrao jej mow. Zupenie si pogubia. Otworzya usta, eby co powiedzie, ale tylko gapia si na niego. Wycisn pocaunek na jej ustach i odsun si lekko. - Robby. - Jej serce otworzyo si, w tej chwili zrozumiaa, e to wanie on. Ten jedyny, na ktrego czekaa cae ycie. Zarzucia mu rce na szyj i uciskaa mocno. - Chc by z tob na zawsze. - To da si zrobi. - Wsta z kanapy, wci trzymajc j w ramionach, i obszed stolik. Uklkn na dywaniku przed kominkiem, zrcznie ukadajc j na narzucie i poduszkach. Przycigna go do siebie, by go pocaowa, a on zmiady jej usta pocaunkiem tak wygodniaym, e zadraa z zachwytu. Pooy si na pododze, nad ni. Olivia przecigna domi w d po jego plecach, napara biodrami. Nigdy przedtem nie bya tak zdesperowana. Ani tak miaa. Cichy gosik w gowie przypomina, e zna Robby'ego zaledwie od paru dni. e to wszystko dzieje si za szybko. e za mao o nim wie. Ale wiedziaa, e to jest on. Przecie tylko to si liczyo, prawda? Musiaa przesta analizowa i zacz si cieszy t chwil. Oplota rkami jego szyj i odwzajemnia pocaunek. Robby jkn i przeturla si na plecy, wcigajc j na siebie. Obsypaa jego policzki i zamknite oczy pocaunkami. Wsun donie pod jej koszulk. Nagle przesun j tak, e usiada, i cign jej koszulk przez gow. Zachysna si, zaskoczona, ale nim zdya zareagowa, pchn j na plecy. - Robby. - Z trudem apaa powietrze, bolenie wiadoma, e jej nagie piersi unosz si gwatownie przy kadym wdechu. A on patrzy na nie spod przymknitych powiek. - Jeste taka pikna. - Pooy do na jej ebrach, powoli przesun w gr, a w kocu obj pier od dou.

Sutki jej stwardniay; zamkna oczy, ogarnita nag niemiaoci, zaenowana. Zadraa, kiedy Robby musn ustami jej szyj, skubn ucho. - Twoje sutki ciemniej - szepn. - Miay liczny, rowy kolor, a teraz robi si czerwone. Mylisz, e teraz s bardziej wraliwe? Drgna i gwatownie otworzya oczy, kiedy skubn palcami stwardniay koniuszek. - Och, miaem racj. Patrzya, jak spuci gow i obwid sutek jzykiem. Woln doni chwyci drug pier i zacz pieci sutek kciukiem. Jkna. Nigdy dotd nie czua takiej przyjemnoci. Wessa sutek do ust. Drgna w odpowiedzi. O, to byo jeszcze lepsze. Nigdy nie dowiadczya czego tak cudownego. Jej palce wbiy si w jego plecy. Robi jzykiem co niesamowitego. Zacza si wi. I poczua, e jest wilgotna. Puci jej sutek, a ona wpatrywaa si w niego, zszokowana, e moe by tak czerwony i sterczcy. Robby przenis si na drug pier i przyssa si do niej. Rozkoszne dreszcze zaczy si od nowa. Skra j mrowia, fale aru pdziy wprost do jej waginy. Poruszya si z jkiem i zacisna uda. Jego rka przesuna si po szortach. Serce Olivii bio jak szalone. Nareszcie. Uniosa biodra, kiedy obj je domi. Krzykna cicho. Nigdy dotd nie zasza tak daleko. Ten jeden raz, kiedy bya ju blisko, przyapaa gocia na kamstwie i powstrzymaa go. Ale teraz odbieraa tylko swoje wasne wraenia, a Robby sprawia, e byy niezwyke. Delikatnie ssc jej pier, wsun do midzy jej nogi i zacz j masowa kolistymi ruchami. Jej zdenerwowanie stopniao i znw moga oddycha. Jej oddech dopasowa si do ruchw jego doni. Czua si tak, jakby cae jej ciao zsynchronizowao si z jego rk. Zacza rytmicznie jcze i porusza biodrami. To z ca pewnoci bya najcudowniejsza rzecz, jak kiedykolwiek czua. Cae ciao mrowio, tao.

Wypuci jej pier z ust i dmuchn na ni leciutko. Zadraa. I nagle te leniwe, koliste ruchy przestay jej wystarcza. Wbia palce w jego plecy. - Robby. - Tak, kochana. - Wsun palce pod luny rbek szortw i zacz pieci wilgotne woski. Zajczaa. Narastao w niej jakie niezwykle intensywne i niezwyke uczucie. Zahaczy palce o krok jej szortw i cign je w d. Nigdy wczeniej nie bya cakiem naga z mczyzn, ale zamiast zaenowania czua podanie. - Robby, prosz ci. Chyba zrozumia, e przekroczya ju granic agodnych pieszczot. Wsun palec w jej wilgotn szpark, a potem przycisn kciukiem echtaczk. Krzykna, kiedy przeszy j orgazm. Zacisna uda, spazmy cisny jego palec. Pooya do na piersi i jej oddech powoli wrci do normy. Zauwaya, e oczy Robby'ego znw s czerwone. Dziwne, ale moe to by tylko odblask ognia. A jego umiech by peen samozadowolenia. Umiechna si do niego. Mia wszelkie powody, eby by z siebie dumnym. - Bye niesamowity. Nigdy wczeniej nie czuam si tak cudownie. Jego usta drgny. - Na pewno? - Tak. Przesun si midzy jej nogi i wycisn pocaunek na brzuchu. - Naprawd jeste pewna? Otworzya usta, kiedy pocaunkami wytyczy ciek w d jej brzucha, a do wosw onowych, a potem zsun si midzy nogi. Drgna, czujc jego jzyk pieszczcy echtaczk. Och, mia racj. To byo jeszcze cudowniejsze. Rozchylia szeroko nogi, eby mg liza i ssa do woli. Zacza si wi gwatownie, czujc narastajce podanie. - Och, Robby.

Wsun w ni palec i poruszy nim, nie przestajc jej pieci jzykiem. Olivi przeszy drugi orgazm; krzykna i cisna Robby'ego midzy udami. - Och, Robby. - Z trudem apaa oddech. Rozluni troczek przytrzymujcy jego spodnie na biodrach. - Olivio, tak strasznie pragn by w tobie. Z trudem przekna lin. Powinna od razu powiedzie mu o swoim dziewictwie, czy pozwoli, eby sam to odkry? - Chc, eby wiedziaa, e traktuj spraw powanie. Kiedy ju raz ci wezm, nie bd chcia ci straci. Nigdy. Usiada i dotkna jego policzka. - Nie byoby mnie tutaj, gdybym ci nie kochaa. - Och, Olivio. - Obj jej twarz obiema domi. - Tak dugo na ciebie czekaem. Rozlego si gone pukanie do drzwi.

Rozdzia 9 Robby jkn. Jasna cholera, nie teraz. - Nie zwracaj na to uwagi. Olivia zerkna w stron holu. - Moe to twj wsplokator? - szepna. - Carlos? - Nie. On by nie puka. - No tak. Pewnie ma klucz. - Zacza grzeba midzy poduszkami, a zlokalizowaa piam. - Skarbie, jeszcze nie skoczylimy. - Mia nadziej. Napicie zaczynao mu sprawia bl. Gony omot rozleg si echem po domu, kiedy nieznany go zabbni w drzwi. Olivia byskawicznie nacigna szorty. - Kto to moe by... - Policja! Wstrzymaa oddech. - O nie! - Woya koszulk. - Do licha - mrukn Robby. - Co oni tu robi? - szepna. - Pewnie chodzi o panter.

- Mylaam, e ci nie uwierzyli. Robby wsta i skrzywi si na widok bulwy w spodniach. wietny widok na powitanie miejscowej policji. - Ja si tym zajm. Poczekaj tutaj. - Ruszy przez pokj. - Moe bd chcieli sprawdzi ogrd. A jeli zajrz przez okna... moe by le. Odwrci si i zobaczy, e Olivia rzuca poduszki z powrotem na kanap. Poczu skurcz w odku. - Nie powinna si wstydzi. - Nie mg przez to przechodzi drugi raz. - Musz si ubra. - Popdzia do kuchni. - Jeli mnie zobacz w takim stroju, dowie si caa wyspa i babcia umrze ze wstydu. A ty nie umrzesz ze wstydu? - chcia zapyta, ale ona wybiega ju do kuchni. Usysza trzask drzwi pokoiku gospodarczego, a potem znw omotanie do drzwi frontowych. - Do licha. - Wyszed do przedpokoju, po czym uchyli drzwi i wyjrza uwaajc przy tym, by jego obrzmiae podbrzusze pozostao ukryte za futryn. - Policja - rzek zaywny mczyzna w rednim wieku, z wyranym akcentem i ochrypym gosem naogowego palacza. Do munduru w kolorze khaki mia przypit odznak. - Pan dzwoni w sprawie pantery? - Tak. Znalelicie j? - Mia nadziej, e Carlos jest cay i zdrowy. - Mylelimy, e pan jest pijany, wic jej nie szukalimy. Ale potem zadzwoni Spiro. Jego kozy strasznie haasoway, wic wyszed na dwr. Patrzy, a tam wielki kot straszy jego kozy. Prbowa zastrzeli panter, ale mu ucieka. Wic Carlosowi zachciao si kzki na kolacj. Robby pchn w stron policjanta fal wampirzej mocy. Nie ma adnej pantery. Spiro si myli. Ja te. Za duo wypilimy. Jeli zobaczysz co, co przypomina panter, nie bdziesz strzela. Nie bdziesz prbowa jej skrzywdzi. Rozumiesz? Policjant pokiwa gow, patrzc na Robby'ego pustym, szklistym wzrokiem. - Rozumiem. Teraz id i nie wracaj tu. - Dzikuj, e pan wpad - doda na gos.

Kiedy kontrola nad jego umysem osaba, policjant wydawa si cakiem zdezorientowany. - Aha... Okej. - Odsun si. - To ja ju pjd. - ycz panu dobrej nocy. - Robby zamkn drzwi. Wiedzia, e policjant podwiadomie wypeni jego polecenia, wic mia nadziej, e Carlos jest bezpieczny. Wrci do salonu i spojrza na dywan, gdzie ledwie par chwil temu doprowadzi Olivi do szczytowania. Dwa razy. Bya taka namitna i wraliwa, taka sodka i pena mioci. Dzisiejszy wieczr powinien przypiecztowa ich wspln przyszo, ale do serca Robby'ego zakrada si wtpliwo. A jeli Olivia nie zniesie prawdy o jego wampirzej naturze? Jeli uzna to za ohyd, za powd do wstydu? Nie, odrzuci t myl. Olivia rnia si od jego ony. Nigdy by go nie zdradzia. Jego ona na pierwszym miejscu stawiaa wasny interes, ale Olivia bya inna. Wolaa sama stawi czoo panterze, ni naraa go na niebezpieczestwo. - Pozbye si policjanta? - szepna z ciemnej kuchni. - Tak, ju go nie ma. - Wszed do kuchni i zaama si, widzc, e Olivia jest ubrana. Unikaa jego spojrzenia. - Zostawiam sweter. Jest jeszcze mokry. I moje buty zostay na patiu, na pewno te s mokre. - Nic nie szkodzi. Moemy poczeka. Nikt nie wie, e tu jeste. - Moja babcia wie. I jeli zaraz nie wrc, nale tu policj. Teraz spojrzaa na niego ze smutkiem w oczach. -Przykro mi. Wiem, e... oczekiwae czego wicej. - Skarbie. - Dotkn jej policzka. - O niebo przewyszasz wszystko, czego oczekiwaem. Nie sdziem, e taka pikna i odwana dziewczyna moe mnie pokocha. - Robby. - Jej oczy napeniy si zami. - Nie wiem, jak to si dzieje. Jak mogam si zakocha tak szybko? - Nie naley chyba tego rozwaa. - Ale ja wanie tym si zajmuj. Analizuj uczucia i sytuacje. Kiedy ludzie zakochuj si tak szybko, jak mona wierzy, e to przetrwa, kiedy przyjd trudne... - Umilka, kiedy pooy palec na jej ustach. - Wierzysz w mio? Kiwna gow.

- Wierzysz w szczero i lojalno? - Tak. - Chwycia jego do i si umiechna. -I wierz, e dobro zwyciy zo. Wierz w rodzin i przyja, dobro i szacunek. Nie pro mnie tylko, ebym wierzya w jednoroce i Zbow Wrk. Rozemia si. - Nie. Prosz tylko, eby uwierzya we mnie. - Chc. Naprawd chc. - Wic uwierz. - Pocaowa j w czoo. - Chciabym, eby ze mn zostaa. - Na zawsze, doda w duchu. - Teraz musz i. - Pooya do na jego piersi. - Ale mog wrci jutro wieczorem. - Jutro? - Tak. - Pogadzia jego owosion klatk, przecigna doni po jego sutku. - Poczekasz do jutra? - Mgbym czeka na ciebie przez wieczno. - W mylach paln si w czoo. - Ale nie chc czeka tak dugo. Ju teraz jestem gotw. Spojrzaa w d i si skrzywia. - Zauwayam. Pomogoby, gdybym znw ci oblaa wod z lodem? - Okrutne dziewcz - warkn i umiechn si, syszc jej chichot. - Moesz mnie podwie do domu? Nie chc i pieszo, kiedy gdzie pobliu grasuje pantera. - Tak. To si da zrobi. - Robby wzi kluczyki i prawo jazdy. Ten wieczr nie przebieg si dokadnie tak, jak mia nadziej, ale w sumie nie mg narzeka. Da Olivii rozkosz. Czu, jak rozpywa si w jego ramionach. Wyzna jej mio, a ona oddaa mu serce. Moe jeszcze nie do koca zdawaa sobie z tego spraw. Odrobin si opieraa, ale nie dao si temu zaprzeczy. Zakochaa si w nim. Jutro wieczorem zawadnie ni na dobre. A potem ju nic ich nie rozdzieli. *** We wtorek Olivia obudzia si, gdy ju dochodzio poudnie. Przez wiksz cze nocy przewracaa si z boku na bok, miotana midzy niepokojem a uniesieniem. Uniesieniem, bo zakochaa si w najmilszym, najprzystojniejszym, najodwaniejszym mczynie,

jakiego spotkaa w yciu. Niepokojem, bo znaa go dopiero niecay tydzie. A zeszego wieczoru powanie rozwaaa utrat dziewictwa z tym czowiekiem. Po raz pierwszy w yciu okrelenie zakochana do szalestwa" nabrao dla niej znaczenia. Ten gwatowny przypyw namitnoci i podania sprawia, e zachowywaa si jak szalona. Ale to byo takie przyjemne. To wszystko, co jej robi palcami i ustami - byo niesamowite. I wcale nie potrzebowaa przy nim swoich empatycznych mocy. Czua mio w jego dotyku, spojrzeniu i czuych sowach. Ubraa si i wesza do kuchni. - Dzie dobry, Yia Yia. Pikny ranek. - Ranek? - prychna Eleni, wrzucajc fet i oliwki do saatki. Ju pora na obiad, moje dziecko. - Przepraszam. - Olivia dotkna czajnika stojcego na kuchence. Woda bya jeszcze gorca. - Nie spaam zbyt dobrze. - Nikt nie bdzie spa dobrze, pki nie zapi tej wstrtnej pantery - burkna Eleni. - W sumie dobrze, e przegapia niadanie. Nie miaam odwagi i do piekarni po wiey chleb. - Jakie s najnowsze wieci? - Olivia wyja kubek z wiszcej szafki. Kiedy Robby wczoraj wieczorem odwiz j do domu, opowiedziaa Eleni o panterze. Oczywicie nie przyznaa si babci, e zostaa zaatakowana przez dzikie zwierz. - Rano dzwonia Alexia. Syszaa, e niedaleko Hory zostaa zabita koza. Pastuch powiedzia, e zrobi to wielki czarny kot podobny do pantery, ale policja twierdzi, e nie ma adnej pantery. Nikt jej nie widzia przez cay dzie. Olivia kiwna gow, zaparzajc sobie herbat. - To pewnie nocne zwierz. - Chyba nie powinna wychodzi dzisiaj wieczorem. - Nic mi nie bdzie. Robby powiedzia, e po mnie przyjedzie. Eleni westchna gono. - Miaam wielk nadziej, e zwiesz si ze Spiro. Ale Robby wydaje si miy. Dzi rano przysta ci pikne owoce. Olivia zastyga w przeraeniu. Drc rk odstawia kubek na blat. - Owoce? - Odwrcia si do babci. - Jakie owoce?

- Jabka. Stoj koo... Dziecko, co si dzieje? - Eleni podbiega do niej. Olivia zachwiaa si na nogach tak, e musiaa si oprze o szafk. Nie, nie, to nie moe by on. - Co si stao? - Eleni dotkna jej ramienia. - Otacza ci czarna aura... przeraenia. - Gdzie? - szepna Olivia. - Gdzie s te jabka? - Na szafce koo lodwki. Olivia z trudem zrobia kilka krokw, by przej wok stou i zbliy si do lodwki. W uszach miaa szum, jej serce omotao gwatownie. Babcia staa przy niej i wci co mwia, ale jej gos dociera niewyranie, jakby z daleka. Zobaczya je. Znajome brzowe pudeko z zielonym logo. Zawsze przysya sze jabek. Czerwonych, uoonych na zielonej wkninie. W pudeku zawsze by list. Pisany na komputerze. Tre poprzednich listw przemkna jej przez gow. Najdrosza Olivio, nigdy nie pozwol ci odej. Najdrosza Olivio, jeste moja na zawsze. Najdrosza Olivio, ty jedna jeste mnie warta". Drc doni otworzya pudeko. Sze czerwonych jabek. Zielona sztuczna trawa. Cofna si o krok, z jej garda wyrwa si szloch. Dlaczego on cigle to robi? Zamierza terroryzowa j do koca ycia? - Spokojnie, dziecko. - Eleni pogaskaa j po plecach. - Jak on mnie tutaj znalaz? Dra siedzi w izolatce. Niech go szlag! - Olivia rozdara kopert. Sowa byy wypisane komputerow czcionk. Najdrosza Olivio, zawsze ci znajd". - Niech to szlag! - Zmia list i cisna go w kt. - Uspokj si - powiedziaa Eleni kojcym gosem. -Na pewno nie jest a tak le. - Jest le. On wie, e jestem tutaj. To miao by bezpieczne miejsce. Schronienie. - zy napyny jej do oczu. -Miaam by u ciebie bezpieczna! - Cicho, moje dziecko. Nic nam nie bdzie. - Kiedy seryjny morderca przysya mi prezenty, a za drzwiami grasuje pantera? - Olivia zacza chodzi po kuchni. - Musz wyjecha. Obie musimy wyjecha. Nie zostawi ci tu samej.

- Przecie wyjedamy. Za jedenacie dni. - Wyjedamy dzisiaj - oznajmia Olivia. Kiedy babcia chciaa zaprotestowa, uniosa rk. - Nie rozumiesz powagi sytuacji. Stoi za tym Otis Crump, ale skoro siedzi w izolatce, musi mie jakiego pomocnika. - Moe rzeczywicie kto mu pomaga, ale to nie znaczy, e mamy ucieka ze strachu. - Nie jestem pewna, czy to tylko kto znajomy - wyjania Olivia. - Otis napomyka, e przy morderstwach mg mie wsplnika, ale nie zdoaam wycign od niego nazwiska. Jeli ten wsplnik istnieje, to wie, gdzie jestemy. Nie jeste tu bezpieczna. Bd spokojniesza, jeli znajdziesz si u taty w Houston. Eleni westchna. - W porzdku. Pojad z tob, ale gwnie dlatego, e nie mog patrze, jaka jeste przeraona. - Dobrze. Ja zaatwi bilety. A ty zacznij si pakowa. - Ale najpierw zadzwoni do Alexii. Pomoe nam zamkn dom. A ty przynie st i krzesa z patia. Trzy godziny pniej meble byy nakryte przecieradami, niebieskie okiennice starannie zamknite, a jedzenie, cznie z jabkami, oddane Alexii. Po Olivi, babci oraz ich walizki przyjechaa takswka i zawioza je do portu. Kiedy wsiaday na prom, serce Olivii cisno si na myl o Robbym. Zostawia dla niego list u Alexii. Miaa nadziej, e zrozumie. Staa na pokadzie; zimna bryza smagaa jej twarz, wyspa Patmos malaa na horyzoncie. Po policzkach Olivii pyny zy. Niech szlag trafi Otisa. Potwr narazi na niebezpieczestwo babci i zbezczeci jej schronienie. W dodatku przez niego musiaa opuci wymarzonego mczyzn. Moga tylko mie nadziej, e kiedy jeszcze zobaczy Robby'ego MacKaya. *** - O, wietnie. yjesz - rzek Robby, przechodzc przez salon do kuchni. O wicie Carlosa jeszcze nie byo, wic Robby zapad w sen, nie wiedzc, czy panteroak przey nocn eskapad. Soce ju zaszo, Robby obudzi si i mia ch na niadanie. Wszed boso do kuchni i wzi butelk z lodwki. Grupa A minus, eby oywi mie wspomnienia. Po niadaniu zamierza wzi

prysznic i si przebra. Mia wpa po Olivi do domu jej babki o dziewitej. Gdy wstawia butelk do mikrofalwki, usysza kroki za plecami i si obejrza. Przez kuchni czapa Carlos z ponur min. - Obawiam si, e przynosz ze wieci, bracie. - Opar si o szafk i skrzyowa rce na piersiach. Robby wyj z szafki kieliszek do wina. - Niech zgadn. Boli ci odek, bo zeare ca koz. - Nie, zdyem skubn tylko par ksw, zanim koziarek zacz do mnie strzela. W yciu nie widziaem pastucha tak pilnujcego stada. Na tej wyspie cholernie trudno o posiek. - Czarna rozpacz. - Robby przela ciep krew do kieliszka. Przypomnij mi pniej, ebym nad tob zapaka. - Zostaw zy dla siebie, Rudzielcu. Godzin temu zajrzaem do tawerny, eby co zje i posucha najnowszych plotek o tajemniczej panterze. - Carlos rozemia si. - Policja twierdzi, e mnie nie ma, ale Spiro opowiada wszystkim, e jednak istniej. I nikt nie ma pojcia, skd si, u diaba, wziem. - Diabe jest tu sowem kluczowym. - Robby wypi duszkiem niadaniow porcj. - Bardzo zabawne. Ale dzi byy dwa gwne tematy plotek. Pantera, ktra znikna w tajemniczy sposb, i twoja dziewczyna, ktra rwnie tajemniczo ucieka z wyspy. Robby z trudem przekn ostatni yk. - Co takiego? - ona waciciela tawerny, Alexia, wszystko mi opowiedziaa. Pomagaa Olivii i Eleni zamkn dom na zim. Jest najlepsz przyjacik Eleni, wic zawsze pilnuje jej domu, podlewa kwiaty i tak dalej. - Zaraz. - Robby odstawi kieliszek. - Mwisz, e Olivia wyjechaa z wyspy? - Troch wolno kojarzysz, bracie. Tak, wyjechaa. I jej babcia te. - Nie moga wyjecha. Mam po ni wpa o dziewitej. - Dom jest zamknity. Przejechaem tamtdy, wracajc, eby si upewni. Robby gapi si na Carlosa, nie mogc wykrztusi sowa. Kompletnie oguszony. Wyjechaa? Dlaczego miaaby wyjecha? Czyby za bardzo si spieszy, za bardzo naciska? Do licha.

Wspomniaa, e wszystko dzieje si za szybko. Powinien by dziaa troch wolniej. - Dlaczego wyjechaa? Carlos wzruszy ramionami. - Moe marnie caujesz. - A moe chcesz mie czarne sice pod oczami, do kompletu z czarnym sercem. Carlos wyszczerzy zby w umiechu. - Spokojnie, Rudzielcu. Zadaem Alexii to samo pytanie. Powiedziaa, e Olivia bardzo si czego przestraszya. Jakiego mczyzny. Robby przekn lin. Czy to on j sposzy? Wczoraj wieczorem nie wygldaa na zalknion. - Alexia bardzo si zmartwia ich wyjazdem - cign Carlos. Chciaa, eby Olivia tu zostaa i wysza za jej syna, Giorgiosa. - Jeszcze co? - wycedzi Robby. Otrzsn si ju z szoku, zaczynaa go ogarnia wcieko. Olivia nie powinna bya ucieka. Przecie powiedziaa, e si w nim zakochaa. Nie ucieka si od ukochanego mczyzny. Tak nie robi lojalna, godna zaufania kobieta. - Zapytaem Alexi, czy wie, dokd pojechay - cign Carlos. - Babcia zawsze wyjeda na wita do Houston, do syna. Wic pewnie tam wanie si uday. Robby kiwn gow i wyszed z kuchni. Niech to jasny szlag, nie mia nawet numeru komrki Olivii. Nie spodziewa si, e ucieknie. Wszed do sypialni i szybko woy dinsy, koszulk i bluz z kapturem. Potem tylnymi drzwiami wyszed na patio. - Czekaj! - krzykn Carlos. Robby nie czeka. Zeskoczy z urwiska i z guchym tpniciem wyldowa na piasku na dole. Ruszy w stron Petry. Mia ochot rozupa wielk ska goymi rkami. - Czekaj! Robby obejrza si, usyszawszy guchy odgos. Carlos zeskoczy z urwiska z kurtk w rce. - Nie chc adnego towarzystwa. Carlos ruszy w jego stron, wkadajc swoj czarn, skrzan kurtk. - Gdzie si wybierasz? - Pobiega. - Robby ruszy przed siebie. Carlos go dogoni.

- Idziemy do jej domu? Robby zignorowa go; bieg dalej. Moe faktycznie pjdzie do jej domu. To lepsze ni siedzie samemu. W samotnoci. Zwolni do marszu.. - Przykro mi, e tak to wyszo, muchacho. - Moe wic przeobra si i zmykaj std. Kozie przysmaki czekaj na ciebie - burkn Robby, wskazujc ksiyc w peni. - Prawd mwic, faktycznie zamierzaem dzi przemieni si i postraszy kozy Spiro. - Carlos wyszczerzy zby. - Tylko po to, eby wnerwi twojego rywala, bracie. Ale skoro twj ptaszek odfrun, to ju nie ma sensu. Robby zagryz zby. Jak moga go zostawi? Nie mg si z tym pogodzi. I to, co powiedzia Carlos, te si nie trzymao kupy. - Zamierzae si przeobrazi, ale si rozmylie? - Tak powiedziaem. Naprawd wolno dzisiaj kojarzysz, bracie. - Masz kontrol nad swoimi przemianami? Carlos si zawaha. - Tak. - Wic jeste czym takim jak wilkoak alfa? Moesz si przeobrazi bez peni ksiyca? Carlos si skrzywi. - Prosz ci. Nie porwnuj mnie z tymi zalinionymi kundlami. Koty s z natury istotami wyszymi. Robby parskn. - Zmiennoksztatny to zmiennoksztatny. - Nasze kultury s cakowicie rne. Wilki trzymaj si w watahach i suchaj rozkazw mistrza jak wytresowane szczeniaki. Pantera nie sucha nikogo. - Myl, e Phil nie zgodziby si z twoj ocen wilkoakw. On si wyrwa ze swojej watahy. - Phil jest w porzdku - odpar Carlos i doda ze zoliwym umiechem: - Jak na psa. Phil znalaz swoj prawdziw mio, przypomnia sobie Robby. Wielu jego przyjaci ostatnio znalazo towarzyszki ycia. Myla, e i on znalaz swoj. Min miejsce, gdzie Olivia zadaa mu swoje trzy pytania. Czego pragniesz najbardziej na wiecie?" Bez wahania odpowiedzia, e zemsty.

Czego boisz si najbardziej na wiecie?" Zatrzyma si gwatownie. e strac Olivi". Jego serce przeszy ostry bl. Jak mg j straci? Jakim cudem, zaledwie w par nocy, wywrcia do gry nogami jego myli i uczucia. Czego pragn najbardziej na wiecie? Olivii. Wci pragn zemsty, ale nie bya ju si napdow jego ycia. Pragn Olivii. Teraz, kiedy soce zachodzio i jego serce na nowo budzio si do ycia, pompowao krew do jego mzgu, jego pierwsz myl bya Olivia. O wschodzie, kiedy jego puls ustawa i myli rozpyway si w nico, ostatnim obrazem w jego umyle bya Olivia. Majc zemst za gwny cel, y tylko dla nienawici. Teraz chcia kocha. Najbardziej na wiecie chcia kocha. I tak, to go czynio lepszym. Przeszy go bolesny skurcz. Nie moe straci Olivii. Bya czci jego serca i duszy. - Nie poddawaj si, bracie - szepn Carlos. - Ja powtarzam to sobie codziennie. Nigdy si nie poddawaj. Robby skin gow. - To jak, jestemy ju na miejscu? - mrukn Carlos. Robby wskaza dom pani Sotiris w oddali. - To tam. - cigamy si. - Carlos ruszy biegiem. Robby skupi si na patiu i teleportowa si na miejsce. - Efekciarz! - krzykn Carlos z play. Robby rozejrza si po patiu. Teleskop, stolik i krzesa znikny, zapewne wniesiono je do rodka. Przyjrza si domowi. Okna zabezpieczone byy niebieskimi okiennicami. Tylne drzwi byy zamknite, a okienko w nich te zasonite okiennic. Za jego plecami rozlegy si kroki; Carlos wbieg po schodach na patiu. Zmiennoksztatny zatrzyma si pod jednym z drzewek cytrynowych i zerwa gazk mity rosncej przy pniu. - Dom jest zamknity, bracie. - Zacz u mit. - Teleportuj si do rodka. - Jeste pewien, e to rozsdne? Moesz skoczy jako cz kanapy.

Robby pooy do na drzwiach i skupi si, by przenie si za prg. Znalazszy si w rodku, zmaterializowa si, przekrci zasuw i otworzy drzwi. - Wchod. - Czego szukamy? - Nie wiem. Czego, co jest nie tak. Carlos obrci si wok wasnej osi, rozgldajc si po kuchni. - Wszystko jest nie tak. Blaty do wymiany. Ta kuchenka ma ze sto lat. W drzwiach lodwki nie ma dozownika wody. To miejsce potrzebuje generalnej modernizacji. - Id sprawd reszt domu - warkn Robby z irytacj. Kiedy jego towarzysz ruszy do salonu, Robby dokadnie obejrza kuchni. Wedug niego wygldaa w porzdku. Ale on wychowa si w jednoizbowej kamiennej chacie krytej strzech. Lodwka bya pusta, spiarnia prawie. Wszystkie naczynia umyte i wstawione na miejsce. Kwiaty, ktre da Oivii, leay w koszu na mieci. To nie by dobry znak. Przeszed do salonu. Przy zamknitych okiennicach byo tu ciemno, ale dziki nadludzkiemu wzrokowi widzia wszysto dokadnie w niewielkim pokoju. Wszystkie meble nakryto przecieradami. - Mam! - Carlos wszed do salonu z korytarza. - Znalazem co bardzo istotnego w sypialni Olivii. - Co? Carlos ze zoliwym umieszkiem pomacha niebieskimi figami od bikini. - Ma pamitk dla ciebie, bracie. Robby wyrwa mu bielizn. - Nie o tym mwiem. - Och. - Usta Carlosa drgny. - W takim razie odo na miejsce. - Odczep si. - Robby wepchn majteczki do kieszeni dinsw i wrci do kuchni. Co biaego zwrcio jego uwag. Zmity papier lecy pod stoem. Schyli si, by go podnie. - Co znalaze? - spyta Carlos. - Jeszcze nie wiem. - Robby rozprostowa kartk. By na niej krtki wydruk komputerowy: Najdrosza Olivio, zawsze ci znajd".

- To jest to - szepn Robby. - To j wystraszyo. - List? - Carlos pochyli si, eby przeczyta. - Kto go przysa? - Dra, ktry nka j z wizienia. - Robby schowa kartk do kieszeni bluzy. W pewnym sensie poczu ulg, e nie on tak przerazi Olivi. Ale wci by wcieky. Wcieky, e ten Otis Crump j terroryzuje. I wcieky, e Olivia ucieka. Powinna bya zosta i pozwoli, eby jej pomg Powinna bya zaufa, e zdoa j ochroni. - Czy kobieta z tawerny wspominaa co o jabkach? - Nie. Ale mwia, e zabraa std jakie jedzenie. - Musz z ni porozmawia. - aden problem. - Carlos ruszy do tylnych drzwi -Pjd tam z tob. Zamknli dom i dziesi minut pniej weszli do tawerny w Grikos. Robby byt zaskoczony, kiedy miejscowi przywitali Carlosa jak swojego. - To jest Alexia. - Carlos ucaowa siwowos kobiet w oba pomarszczone policzki. - Gdyby nie bya cigle zakochana w swoim mu, tobym mu j wykrad. Alexia rozemiaa si i pacna Carlosa w rami. - Ty guptasie. Przychodzisz tu tylko na musak. Carlos zrobi skruszon min. - Co mam powiedzie? Jeste najlepsz kuchark na wyspie. Alexia si rozpromienia. - A kim jest twj przyjaciel? Robby skoni gow. - Mio mi pani pozna. Robby MacKay. Jej umiech znikn, oczy bysny nieufnie. - Czego si napijecie, chopcy? - Jeli si pani zgodzi, chciabym pani zada kilka pyta powiedzia Robby. - Na temat Olivii Sotiris. Alexia wysuna podbrdek. - Olivia byaby idealn on dla mojego syna Giorgiosa. Wielka szkoda, e musiaa wyjecha tak szybko. - Zostawia pani jakie jabka? - spyta Robby. - Tak. Pudeko bardzo adnych jabek. Robby kiwn gow. Byo tak, jak myla. - A moe wspominaa o mnie? Wyraz nieufnoci znw przemkn przez twarz Alexii.

- A dlaczego miaaby wspomina? Robby uderzy w staruszk fal wampirzej mocy. Kobieta zatoczya si do tyu, jej twarz stracia wszelki wyraz. Carlos chwyci Alexi za rami, eby j podtrzyma. - Co robisz, bracie? - Uzyskuj odpowiedzi. - Czy Olivia mwia co o mnie przed wyjazdem? - spyta telepatycznie. - Tak. - Kobieta wyja z kieszeni niewielk kopert. -Zostawia dla ciebie list. - Dzikuj. - Robby schowa kopert do kieszeni dinsw i uwolni Alexi spod swojej kontroli. Kobieta potrzsna gow w oszoomieniu. - Co... och, miaam wam poda co do picia. - Dla mnie piwo. - Carlos sprawdzi kieszenie. - Oj, zapomniaem portfela. Wyglda na to, e ty pacisz, bracie. - W porzdku. - Robby sign do kieszeni, by wygrzeba kilka monet. Kiedy wycign rk, figi Olivii wysuny si i upady na podog. Alexia zachysna si z oburzenia. Carlos zachichota i ze wspczuciem spojrza na Alexi. - Po prostu wstyd gdziekolwiek si z nim pokaza. Kobieta fukna przez nos. - Olivii byoby lepiej z moim Giorgiosem. Robby wepchni bielizn z powrotem do kieszeni i poda monety starszej pani. - To moe ja ju pjd. - Wypadszy na dwr, rozerwa kopert. Drogi Robby, przepraszam, e musiaam wyjecha tak nagle. Moesz si ze mn skontaktowa w oddziale FBI w Kansas City. Bd za Tob tsknia i nigdy Ci nie zapomn. Mam nadziej, e Ci jeszcze zobacz. Kocham Ci, Olivia. A wic nadal go kochaa. Poczu ogromn ulg. Ja te ci kocham, skarbie. I jeszcze mnie zobaczysz.

Rozdzia 10

Tydzie pniej... Olivia wysza z windy na pierwszym pitrze Terenowego Oddziau FBI w Kansas City i ruszya w stron sali biurowej Mijaa puste biurka. Wikszo agentw przebywaa poza baz, zajta swoimi zadaniami. Zostao kilku nadganiajcych papierkow robot. Podnieli gowy i si umiechnli. Pomachaa do nich i sza dalej, zanim kto zdy j zatrzyma. Wikszo nie cierpiaa biurowej roboty i ucieszyaby si z chwili przerwy, ale Olivia nie miaa nastroju do pogawdki. Jak tam urlop? - pytaliby. Zrujnowany przez seryjnego morderc. Moga tylko mie nadziej, e jej zwizek z Robbym nie by zrujnowany. Rozka z nim okazaa si bardziej bolesna, ni si spodziewaa. W sercu czua drczcy bl, jakby stracia najlepszego przyjaciela, nurtowa j lk, e ju nigdy go nie zobaczy. Rodzinny zjazd w Houston okaza si niezbyt udany, wic wyjechaa wczeniej. Rodzice byli na ni li, twierdzili, e cigna im na gowy psychopatycznego morderc. Zapewniaa ich, e Otis Crump siedzi za kratkami, ale nie moga zaprzeczy, e mimo to nadal skutecznie j nka. Rodzicie naciskali, eby zrezygnowaa z pracy, ale Olivia nie moga tego zrobi. Bardzo lubia swoj prac. I woya wiele wysiku, by uznano j za cennego pracownika. Z pocztku miaa lekki kompleks niszoci, przebywajc w otoczeniu agentw specjalnych. Nie kwalifikowaa si na agentk specjaln", podja prac od razu po studiach, nie odbya wic wymaganego stau i brakowao jej dowiadczenia. Oficjalnie miaa etykietk psychologa kryminalnego na etacie. FBI nie zamierzao przyznawa, e zatrudnio j z powodu jej paranormalnych zdolnoci. Dotara do swojego biurka, schowaa torebk do dolnej szuflady i spojrzaa nad ciank oddzielajc jej miejsce pracy, by sprawdzi, czy J.L. jest u siebie. Nie, nie byo go. Z nim chtnie by porozmawiaa. By jej najlepszym koleg z pracy. W odrnieniu od wikszoci tutejszych agentw, ktrzy wczeniej pracowali jako prawnicy albo ksigowi, J.L. Wang zosta zatrudniony z uwagi na niezwyke zdolnoci lingwistyczne. Oboje czuli si troch jak dziwada, wic szybko si zaprzyjanili.

Olivia umiechna si, widzc plakietk wiszc obok jej monitora. J.L. z dum wrczy jej ten gadet na dwudzieste czwarte urodziny. Znany ze swego zamiowania do skrtowcw, wymyli napis: Olivia Sotiris, mgr psychologii, FBI, CWK, KdsN". Wyjani wszystkim ostatnie dwa skrty: Chodzcy Wykrywacz Kamstw, Konsultant do spraw Niesamowitych. Od tej pory wszyscy w biurowcu uznali, e spokojnie mona pyta Olivi o wszelkie niesamowite sprawy, ktre wypyway w ich zadaniach. Nareszcie zostaa zaakceptowana. Do diaba, nie chciaa std odchodzi. - Olivio! - Yasmine Hernandez podesza do niej szybkim krokiem. - Co tu robisz? - Bardzo serdeczne powitanie. - Olivia umiechna si kwano. Yasmine machna rk. - Chodzio mi tylko o to, e miaa wrci dopiero po witach. Olivia wzruszya ramionami i daa celowo wymijajc odpowied. ; - Rnie to bywa. - Yasmine bya wietn, kompetentn menederk biura, ale miaa te nadmiernie rozwinit skonno do wtykania nosa w ycie osobiste wszystkich pracownikw. - Czy nie miaa jecha do Grecji? - spytaa Yasmine. - Tak. - Kiedy Yasmine otworzya usta, by wydoby wicej informacji, Olivia szybko dodaa: - Musz porozmawia z Barkerem. Jest u siebie? - Spojrzaa w stron oszklonego gabinetu swojego przeoonego, Patricka O'Shei Barkera. Drzwi i aluzje na szybach byy zamknite, ale w rodku palio si wiato. - W tej chwili ma spotkanie. - Yasmine zacisna usta. -Z agentem Harrisonem. Olivia skina gow. Poczua fal gniewu bijc od Yasmine, bez wtpienia wywoan osob Harrisona, ktry potrafi by apodyktyczny, czasami wrcz chamski. Emocje Yasmine zwykle byy spokojne i pogodne, Olivia wyczuwaa, e jej wcibstwo nie wynika ze zej woli, a raczej z ciekawoci i szczerej chci pomocy. Z kolei Harrison czerpa prawdziw przyjemno z bycia palantem. - Dlaczego chcesz si zobaczy z Barkerem? - spytaa Yasmine. - Co si stao? - Po prostu musz z nim co omwi. - Na przykad to, jakim cudem Otis Crump odnalaz j na Patmos. To nkanie musi si

skoczy. Byo ju wystarczajco le, kiedy skupia si tylko na niej, ale Olivia martwia si, e rozszerzy swoje zainteresowanie na jej rodzin, a w szczeglnoci na babci, ktra przez wiksz cz roku mieszkaa sama. Otis siedzia w wizieniu, ale jeli mia wsplnika, ktry bez przeszkd mg skrzywdzi jej najbliszych? Z Yasmine wystrzeli gejzer niepokoju. - Chyba nie chcesz zmieni pracy? W tym biurze i tak jest za mao kobiet. Nie moesz odej. - Wcale nie chc odej. - Olivia zerkaa na drzwi gabinetu Barkera, zastanawiajc si, jak dugo potrwa ta narada. Yasmine zachysna si gwatownie, kiedy co jej przyszo do gowy. - Wiem, co ci ucieszy! Rano przysza do ciebie paczka. Olivia zesztywniaa. - Chyba nie jabka. - Nie, nie, oczywicie, e nie. - Yasmine pomachaa rkami i teatralnie zniya gos. - Nie przyjmujemy adnych przesyek, wiesz od kogo. - A cigle je tu przysya? - spytaa Olivia. Yasmine pokrcia gow. - Od paru miesicy ju nie. Za kadym razem odsyalimy je, wic w kocu si podda. - A pamitasz, jakiego uywa adresu zwrotnego? -Olivia zawsze to sprawdzaa. Na ostatnich przesykach z jabkami by adres skrytki pocztowej, ktry okaza si faszywy. Yasmine zmarszczya brwi. - Zdaje si, e to by jego adres w Leavenworth. Ale od tego czasu mino ju par miesicy. - Buchna od niej fala ciekawoci i podniecenia. - A co, cigle dostajesz od niego prezenty? Olivia nie chciaa o tym duej rozmawia. - Mwia, e jest jaka paczka dla mnie? - Och, tak. Zaraz przynios. - Yasmine oddalia si pospiesznie, stukajc obcasami o drewnian podog. Olivia wczya komputer, eby sprawdzi poczt. Po raz setny zbesztaa si w duchu, e nie zostawia Robby'emu w licie adresu mejlowego. Ani numeru komrki. Wyspa wydawaa si teraz tak odlega. A wspomnienie czasu spdzonego z Robbym byo magiczne. Nie do koca realne.

Podejrzewaa, e w gbi duszy po prostu nie chciaa mu uatwia sprawy. Miaa wtpliwoci, czy dwoje ludzi moe si w sobie zakocha w niecay tydzie, wic moe teraz chciaa dowodu. Chciaa wiedzie, czy on zada sobie trud, eby j odszuka i skontaktowa si z ni. Uniosa gow, kiedy drzwi Barkera otworzyy si i jej przeoony wyszed z Harrisonem. Dwumetrowego Barkera trudno byo nie zauway. Mrukn co i klepn agenta w rami. Harrison rozemia si i ruszy do swojego biurka. Olivia zerwaa si z krzesa i podesza do przeoonego. - Przepraszam, Barker. Masz minutk? - Sotiris, nie wiedziaem, e wrcia. - Barker zmruy piwne oczy. - Miaa ju wrci? - Nie, dopiero po witach, ale chciaam omwi z tob co wanego. Osobicie. - W porzdku. - Gestem zaprosi j do gabinetu. -Siadaj. Przycupna na brzeku chromowanego krzesa obitego czarn skr i mocno chwycia porcze. Barker powoli podszed do biurka, przygldajc si jej. - Posaem ci na urlop, eby si odprya, ale cigle wygldasz na spit. - Bo... - Wysuna podbrdek. - Chc jeszcze raz zajrze w akta Otisa Crumpa. Barker na moment przymkn oczy ze znueniem. - Olivio, ju to przerabialimy. Zosta osdzony i skazany za trzy morderstwa i odsiaduje trzy doywocia. Dziki tobie przyzna si do dziesiciu innych morderstw, ale wytaczanie mu procesu w tym momencie to marnowanie pienidzy podatnikw. On si nigdzie nie wybiera. Ju nigdy. - Uwaam, e mg mie wsplnika. - Nie przy morderstwach. Nasza ekipa kryminalistyczna przeczesaa wszystkie lady gstym grzebieniem. Dziaa sam. - Kilka razy robi aluzje... - Bawi si tob. - Barker opart donie na biurku i pochyli si do przodu. - Facet za wszelk cen usiuje ci utrzyma na smyczy. Powiedziaby ci, e pomagay mu mae zielone ludziki, gdyby to na ciebie podziaao. Sprawa jest zamknita i, szczerze mwic, zaczyna mnie martwi twoja obsesja na jego punkcie.

- Przeszaby jak rk odj, gdyby ten dra przesta mnie nka! - Olivia wzia gboki oddech, eby si uspokoi. Barker si wyprostowa. - Cigle dostajesz jabka? - Tak. - Zerwaa si z krzesa i podesza do okna. -Przysa je do domu mojej babci na Patmos. Do domu mojej babci! Musiaam j natychmiast cign do ojca do Houston, eby bya bezpieczna. Barker si skrzywi. - Rozumiem twoje wzburzenie. Olivia wrcia do krzesa. - Kto musi mu pomaga. Kto wysya te jabka w jego imieniu. Barker skrzyowa dugie, chude rce na szarej marynarce w prki. Zmarszczy brwi, przez co jego duga twarz wydaa si jeszcze dusza. - Rzeczywicie, musi mie wsplnika. Teraz to jasne. - To moe by kto z jego bliskich - zasugerowaa Olivia. - Jeli wznowimy dochodzenie, bdziemy mogli przesucha wszystkich jego przyjaci i krewnych. - To moe by rwnie jaki fan. Seryjni mordercy zawsze maj takich wielbicieli. - Barker potar podbrdek. - Czy twoja rodzina zdaje sobie spraw, jak wane jest zachowanie tajemnicy? Nie chcemy, eby media zrobiy z tego now mod. Zanim si obejrzymy, wszyscy winiowie w tym kraju zaczn przeladowa swoich ulubionych policjantw. - A Otis bdzie zachwycony rozgosem - burkna Olivia. - Nie martw si. Moja rodzina uwaa t sytuacj za wystarczajco koszmarn. Nie zamierza pogarsza sprawy. Barker zmarszczy czoo i wbi wzrok w biurko, pogrony w mylach. Olivia chodzia niespokojnie po gabinecie. - Chc wrci do domu na par dni, na wita - mrukna. Chciaabym mc powiedzie rodzinie, e znalelimy wsplnika Otisa i e jest ju po wszystkim. Barker skin gow. - Ta osoba zdoaa ci namierzy na greckiej wyspie. Moe by jeszcze inne wyjanienie tej sytuacji. - Czyli jakie? - Ze to nie wsplnik, a pracownik. Crump mg jakim cudem wynaj prywatnego detektywa. - Barker znw opar si o biurko. -

Pomyl, Olivio. Czy widziaa na tej wyspie kogo, kto mgby by detektywem? Zatrzymaa si gwatownie. MacKay, Usugi Ochroniarskie i Detektywistyczne. Pokj zawirowa wok niej, chwycia si oparcia krzesa. Nie, to niemoliwe. Ale na wyspie nie byo adnego innego detektywa. - To najprawdopodobniej by czowiek, ktry tylko odwiedza wysp i stara si zachowa dyskrecj - cign Barker. Ciaem Olivii wstrzsn gwatowny dreszcz. Nie, nie Robby. Kady, byle nie Robby. Carlos? Ale oni pracowali w tej samej firmie. Prawdopodobnie wykonywali to samo zlecenie. Przycisna do do ust. A jeli tym zleceniem bya ona? - Hej, dobrze si czujesz? - Barker obszed biurko. - Ja... musz wyj. - Ale jeszcze nie sko... - Musz wyj! - Otworzya drzwi i wypada na zewntrz. Wszystkie gowy obrciy si w jej stron. Nie, nie moga o tym myle. To zbyt straszne. Nie moga si rozklei tutaj, przy nich. Pognaa korytarzem do damskiej toalety. Nie, nie Robby. On nie mg mi tego zrobi. Otworzya drzwi kabiny. Pusta. Dostrzega swoje odbicie w lustrze. Ta blada, cignita panik twarz naleaa do niej. Czy moga zosta oszukana? Czy naprawd zakochaa si we wrogu? Szlochajc, podbiega do drzwi azienki, by je zamkn. Z jej garda wydoby si przecigy, bolesny krzyk, wyrwany z gbi duszy. Zakrya usta rk. Nikt nie powinien jej usysze. Kolana ugiy si pod ni; zsuna si po drzwiach i siada na linoleum. Powinna bya wiedzie. Moe w gbi serca cay czas wiedziaa. Nie mg si w niej zakocha tak szybko. zy pocieky po jej twarzy. Ale bya idiotk! Pierwszy raz w yciu nie bya w stanie wykry kamstwa i pada ofiar tak straszliwego oszustwa. Nie! Pokrcia gow. Cigle chciaa wierzy. Pragna, eby to bya prawdziwa mio. - Robby! - krzykna. Nie chciaa go straci - tego snu, tej magii, tej cudownej mioci. Opara czoo na kolanach i zapakaa. Ostatni raz tak pakaa w ramionach Robby'ego. On j tuli i pociesza. A potem si z ni kocha.

Poczua skurcz odka i mdoci; zacza gboko oddycha, eby si opanowa. Jest w pracy, do diaba. Musi si wzi w gar. Moe si rozkleja pniej, kiedy ju bdzie sama w swoim mieszkaniu. Wstaa, by ochlapa twarz zimn wod. Pochylia si nad umywalk, nie chcc patrze na swoje odbicie w lustrze. Nie potrzebowaa dowodu, e serce pka jej z blu. Drzwi zatrzsy si; kto prbowa je otworzy. Usyszaa pukanie. - Olivio? - spytaa cicho Yasmine. - Wszystko w porzdku? Wzia gboki oddech. - Tak. - Spojrzaa w lustro i skrzywia si. Oczy miaa czerwone i podpuchnite, nos rowy i zasmarkany. - Chcesz pogada? - spytaa Yasmine. Nie. Olivia podesza do drzwi i otworzya zamek. Yasmine wlizgna si do azienki z du, brzow paczk przycinit do piersi. Spojrzaa na Olivi i a si zachysna. - Nie czuj si dobrze. - Olivia wyszarpna papierowy rcznik z dozownika i wydmuchaa nos. - Kopoty z facetem? - szepna Yasmine. - Nie martw si. Nie puszcz pary z ust. Powiem, e zapaa jakiego wirusa na wakacjach. To si czsto zdarza. - Dziki. Yasmine westchna. - W tych czasach tak trudno znale porzdnego faceta. Co o tym wiem. Szukaam wszdzie. Olivia poczua, e znw zbiera jej si na pacz. - Oczywicie. - Yasmine poklepaa j po plecach. -Masz jeszcze par dni urlopu, wic posied w domu i daj sobie troch luzu. Olivia zerkna w lustro i si skrzywia. - Musz przej przez cae biuro po torebk. - Ja ci przynios. Poczekaj tutaj. - Yasmine ruszya do drzwi, ale si zatrzymaa. - Och, zapomniaam. Twoja paczka. - Podaa Olivii pakunek i wysza. Serce Olivii zabio szybciej, kiedy przeczytaa adres zwrotny. Paczka bya z Grikos. Palce jej si trzsy, kiedy rozdzieraa klapk duej bbelkowej koperty. W rodku zobaczya kremow wczk. Jej sweter. Zostawia go w domu Robby'ego.

Rzucia kopert na blat midzy umywalkami i odsuna si o krok. Zalay j wspomnienia tamtego wieczoru. Leaa naga u jego boku. Pozwalaa si dotyka i caowa. Wszdzie. Czua w nim tyle mioci i podania, e gotowa bya odda mu swoje dziewictwo. Jej serce cisno si tak bolenie, e zgia si wp. Jak moga si zakocha tak szybko w zupenie obcym czowieku? W pierwszej chwili powinna bya posucha instynktu i trzyma si z daleka od mczyzny, ktrego nie potrafia wysondowa. Yasmine wrcia do azienki. - O rany, dobrze si czujesz? - Upucia torebk na podog i podbiega do Olivii. Olivia odetchna gboko i wskazaa paczk. - W rodku jest sweter. Moe go chcesz? - Ona i Yasmine nosiy podobny rozmiar. - Jeste pewna? - Yasmine wysuna sweter z koperty. - Jest bardzo adny. - We go. Prosz. Yasmine zmarszczya brwi. - To od niego? Ma dobry gust. - By mj. Nie chc go wicej widzie. - No dobrze. - Yasmine zajrzaa do paczki. - Tu jest jeszcze co. Jaki list. - Wycigna niewielk kopert. -Jest na nim twoje imi. Olivia przekna lin. Wzia kopert i do jej zadraa na widok miaego, mskiego pisma. Robby. Wezbraa w niej fala mioci. Wci beznadziejnie i desperacko czepiaa si snu, ktry okaza si faszem. Szybko, zanim zdya si zama, przedara kopert na dwie czci, wrzucia do toalety i spucia wod. - O rany. - Yasmine wytrzeszczya oczy. - A tak le? Gorce zy zapieky Oivi pod powiekami. - Bardzo le. Gorzej ni kiedykolwiek. Yasmine zmarszczya nos. - Zasugujesz na kogo lepszego. Olivia westchna. Jaka cz jej duszy wci wierzya, e nie ma nikogo lepszego od Robby'ego. aden mczyzna nie zdoa tak gboko wkra si do jej serca. Nic dziwnego, e tak cholernie boli.

Rozdzia 11 Dwa tygodnie pniej... Robby zawaha si, stajc w otwartych drzwiach. Z niechci myla o tym wieczorze, ale wszyscy oczekiwali, e tu bdzie. Nikt nie odpuszcza sobie witecznego balu w Romatech Industries. Po rozsuniciu cianek dziaowych omiu duych sal konferencyjnych powstaa jedna wielka sala balowa. Na scenie zesp Wysokie Napicie gra walca. W innych okolicznociach Robby cieszyby si liryczn muzyk, ale dzi odbiera to jako zwyky haas. W tym roku Shanna Draganesti przesza sam siebie. Zamiast jednej czterometrowej choinki byy cztery drzewka, po jednym w kadym rogu sali. Szwedzkie stoy zdobiy gigantyczne rzeby lodowe reniferw. Sdzc po ich kurczcych si rogach, stay tu ju od paru adnych godzin. Impreza zwykle zaczynaa si o czwartej po poudniu tonami jedzenia dla miertelnikw i mierteln kapel dla niczego niepodejrzewajcego ludzkiego personelu, ktry pracowa w Romatechu za dnia. Ale o wp do sidmej wyganiano maruderw i sala balowa ulegaa subtelnej przemianie. Ze wszystkich szwedzkich stow, z wyjtkiem jednego, usuwano zwyke potrawy. Wnoszono wanienki z lodem, zawierajce butelki z napojami wampirzej linii Fusion. Roman Draganesti wykorzysta swj naukowy geniusz, by poczy syntetyczn krew z piwem, whisky, czekolad i szampanem, otrzymujc bleer, blissky, chocolood i bubbly blood. Dla tych, ktrzy przesadzili z napojami wyskokowymi, bya blood lite, syntetyczna krew z nisz zawartoci cholesterolu i glukozy. Robby patrzy przez chwil na pary radonie wirujce po parkiecie i postanowi uraczy si blissky. To najlepszy sposb na przetrwanie tej nocy. Do diaba, jedyny. Idc do stou ze szklaneczk blissky, zauway Howarda Barra przebranego za witego Mikoaja i siedzcego na tronie. Howard trzyma na kolanach dziecko - ma dziewczynk z krconymi, czarnymi woskami. To musiaa by Sofia, najmodsza pociecha Draganestich. Jej starszy brat, Constantine, przebrany za elfa, podskakiwa wok tronu, starajc si jak najgoniej dzwoni

janczarkami zdobicymi jego buty o spiczastych noskach. Shanna dobrze wybraa, powierzajc opiek nad dziemi Howardowi. Niedwiedzioak byby straszliwym przeciwnikiem, gdyby kto zagrozi jego podopiecznym. Do Constantine'a podbiegy dwie dziewczynki. Robby rozpozna Bethany, pasierbic Jeana-Luca, i Lucy, pasierbic Maggie. To oznaczao, e na balu byli rwnie Jean-Luc i jego ona Heather, a take Maggie i jej lubny, Pierce O'Callahan. Robby jkn w duchu. Jeszcze tylko tego mu byo trzeba: wieczoru w towarzystwie kilku szczliwych maestw. Wycign z lodu butelk blissky. Na stole byy szklanki, ale nie zawraca sobie nimi gowy. Odkrci korek i wpakowa butelk do mikrofalwki. Dlaczego Olivia nie zadzwonia? Na pewno dostaa ju paczk. Dwa razy sprawdzi status przesyki, tote wiedzia, e sweter dotar do oddziau FBI w Kansas City. Do swetra doczy list, w ktrym napisa, jak bardzo za ni tskni i e bardzo chce j jeszcze zobaczy. Poda numer swojej komrki, eby moga zadzwoni. Ale nie zadzwonia. Jak mia to rozumie? Czyby nie podzielaa jego uczu? Wrci do Nowego Jorku dwie noce temu jego odsiadka wreszcie dobiega koca. Jeli Angus i Emma spodziewali si, e wrci wesoy i peen energii, to czekao ich due rozczarowanie. Czu si znacznie gorzej. Przedtem, kiedy poera go gniew, mia przynajmniej jaki cel. Denie do zemsty motywowao go i dodawao zapau. Teraz czu si jak pusta skorupa; cierpia w milczeniu przez cae noce, wykonujc obowizki i starajc si nie sprawdza co pi minut komrki, czy nie przegapi jakich pocze. Otworzy mikrofalwk i sparzy sobie palce, wyjmujc gorc butelk. - Szlag. - Zostawi j w rodku za dugo. Za jego plecami rozlegy si chichoty; kiedy si odwrci, zobaczy, e obserwuj go Constantine, Bethany i Lucy. Bethany, naburmuszona, wysuna podbrdek. - Powiedziae brzydkie sowo. - Tak, rzeczywicie. - Robby skoni gow. - Bardzo przepraszam. - Nosisz kilt - oznajmi Constantine.

- Jeste bardzo spostrzegawczy. - Robby przekn troch gorcej blissky. Bolenie sparzya mu gardo, ale trunek mu smakowa. - No ju - szepn Constantine do Bethany, trcajc j okciem. - Wyzywam ci. - Fuj! - Bethany zrobia brzydki grymas i biegiem wrcia do Howarda; rozchichotana Lucy deptaa jej po pitach. - Tino. - Robby unis brew. - Co ty kombinujesz, chopcze? Constantine przybra anielski wyraz twarzy, co nie byo trudne przy jego jasnych lokach i wielkich, niebieskich oczach. - Byem tylko ciekaw, czy robisz jak wujek Angus. Syszaem, e on nie nosi bielizny. Wic wyzwaem Bethany, eby zajrzaa ci pod kilt. Robby pocign kolejny yk z butelki. - Po pierwsze, nie powiniene straszy modych panienek bo na staro zostaniesz sam. - Jak ja. Znw pocign blissky. - A po drugie, nie powiniene za wiele rozmyla o wstydliwych czciach mskiej anatomii. Tino rozdziawi buzi. - Ja... ja nie rozmylam. Ja si tylko droczyem z Bethany. Naprawd. Robby pokiwa gow. - Jeste dobrym chopcem. I ju wiem, co ci dac pod choink... Tino wyszczerzy zby i podskoczy tak, az zabrzczay dzwoneczki przy jego butach. - Co? Co mi dasz? - Kilt. Na twarzy chopca bysno przeraenie, dopiero potem odezway si wpojone dobre maniery. Zdoby si na drcy umiech. - Dzikuj, Robby. - Uciek, dzwonic butami. - Mamo! Mamo! - Zacz si miota po sali, szukajc matki. Robby wysczy reszt blissky. Mie ciepeko rozlao si po jego piersi i troch zagodzio nastrj. Wsadzi kolejn butelk do kuchenki w chwili, kiedy Tino znalaz matk. Nadludzki such pozwoli mu wychwyci rozmow. - Tino, co si stao? - Shanna pochylia si nad synem. - Jeli Robby da mi kilt, to czy bd musia go nosi? - Myl, e w kilcie wygldaby uroczo - odpara Shanna z umiechem.

- Aaa! - Tino pogna do Howarda, by przekaza mu straszn nowin. Robby westchn i wyj butelk z mikrofalwki. Piknie mu szo utrzymanie boonarodzeniowego nastroju. Zasalutowa kapicemu reniferowi z lodu i pocign dugi yk. - To prawda, Robby? - spyta kobiecy gos zza jego plecw. Obrci si gwatownie i przez moment widzia podwjnie. Dwie Shanny Draganesti w identycznych czerwonych sukniach. - Och, Shanna. Pikna impreza, jak zawsze. - Ukoni si i przez chwil patrzy, jak w kocu jej cztery nogi zmieniaj si w dwie. - Doszy do mnie niepokojce wieci - powiedziaa, na cae szczcie wasnym, dobrze znajomym gosem. - Mam nadziej, e namwi ci do zmiany zdania. Wyprostowa si i sala zawirowaa wok niego. - Nie kupi chopcu kiltu, skoro tego nie chce. - Nie w tym rzecz. - Shanna machna rk. - Syszaam, e wykrelie swoje nazwisko z akcji Tajemniczy Mikoaj. Nie zamierzasz roznosi prezentw w Wigili? - W tym roku jako nieszczeglnie chce mi si witowa. - I wanie dlatego powiniene to zrobi - nalegaa. -Poczujesz si lepiej. Jkn. Dlaczego wszystkie kobiety chciay go naprawia? Pomyka: wszystkie z wyjtkiem tej jednej, ktrej pragn. Wypi troch blissky. Shanna wzia si pod boki. - Alkohol nie rozwie twoich problemw. - Tak, ale dziki temu bd je mia w nosie. - Unis wysoko butelk, a potem osuszy j do dna. - Robby, prosz ci, musisz umwi si z terapeut. Emma i ja rozmawiaymy o tym wczoraj wieczorem, i ewidentnie jeste... - Nie chc kolejnego terapeuty. Ostatni o mao mnie nie zabi. Shanna szeroko otworzya oczy. - Rozmawiae z psychologiem? Kiedy? Gdzie? - Na Patmos. Ale ucieka. - Wyszarpn trzeci butelk z wanienki z lodem. - Ona? - Tak.

- Wic to prawda. - Shanna bya naprawd poruszona. Zesztywnia. - Nie jestem wariatem. Nigdy nie byem. - Nie, mwi tylko, e Carlos mia racj. Powiedzia nam, e jeste chory z mioci, ale nie sdzilimy, e naprawd spotkae kogo... - Przeklty Carlos - mrukn Robby. - Mwiem mu, eby trzyma buzi na kdk. - No wic, kto to jest? - spytaa Shanna. - Grecka bogini. - Wykona dramatyczny gest butelk. -Zna j, to czci j. Kocha j, to kleci marne wierszyda do koca wiata. Usta Shanny drgny. - To brzmi bardzo obiecujco. - Nie. - Przytuli butelk do piersi. - Ona nie jest zainteresowana. - O rety - mrukna Shanna. - O jasna dupa - poprawi j. Skrzywia si. - Postaraj si si nie upi, eby nie wpad nieprzytomny pod st. Dzieci mog si wystraszy. - Jak pani sobie yczy. - Odkrci butelk i wypi blissky na zimno. - Och, popatrz. - Twarz Shanny poweselaa. - Zjawili si Darcy i Austin. Syszae ju dobr nowin? - Nie, ale mam straszne przeczucie, e usysz... - Wiesz, e jajeczka Darcy obumary, kiedy zostaa wampirzyc... - Nie znaem si z jej jajeczkami a tak blisko. Shanna parskna. - No wic poyczya jajeczka od swojej siostry i Roman zapodni je sperm Austina. I podziaao! S w ciy! Robby spojrza na Austina przekrwionymi oczami. - Nie wyglda mi na szczeglnie ciarnego. - Kiedy Shanna pacna go w rami, zatoczy si na bok. Pokrcia gow z dezaprobat. - Ale wiesz przynajmniej o Jeanie-Lucu i Heather, co? - Nie. Zostaem na cztery miesice zesany na jak wysp na kocu wiata. Zdaje si, e miertelnicy robi to samo z niechcianymi witecznymi keksami.

- Wszyscy przyjedalimy w odwiedziny - zaprotestowaa Shanna. - W kadym razie, kiedy Jean-Luc i Heather wrcili z Patmos, powiedzieli Romanowi, e chc mie dzieci. Wic zrobi t swoj magiczn sztuczk i udao si! - Och, to wietnie. - Robby naprawd si cieszy ze szczcia Jeana-Luca. Roman znalaz sposb na wykorzystanie ywej ludzkiej spermy, ale usuwa DNA dawcy i zastpowa je DNA wampira. Dziki tej procedurze dziecko Jeana-Luca miao by naprawd jego. Tak jak Constantine i Sofia naprawd byli dziemi Romana. Cho nie do koca byli ludmi. Moe to i dobrze, e Olivia nie zadzwonia. Wtpi, czy chciaaby wyj za wampira i urodzi pwampirztka. - I wiesz co? - Podekscytowany gos Shanny przerwa jego rozmylania. - Bd mieli blinita! Czy to nie cudowne? Robby kiwn gow. - Tak. Nie posiadam si z radoci. Spojrzaa na niego cierpko. - Powiniene si cieszy ze szczcia przyjaci. - Ale si ciesz. Jestem wprost zachwycony, e wszyscy oprcz mnie znaleli swoje pary, zawarli maestwa i rozmnaaj si jak te cholerne krliczki. - Nie wszyscy tutaj s w zwizkach. Tam, przy stole z chocolood, stoj Pamela i Cora Lee. I pewnie by si ucieszyy, gdyby kto poprosi je do taca. - Nie, dzikuj. - Nie byy Oivi. - To moe sawne modelki, Simone i Inga? - Shanna wskazaa rk st z blood lite. - Znasz je z Parya, prawda? - Tak, i w tym problem. Znam je. Gdyby prno i pustota byy cnotami, zostayby kanonizowane. Shanna rozemiaa si, rozgldajc si po sali. - Nie musisz si bawi w swatk - powiedzia Robby. -Nic mi nie bdzie. - Na pewno? - Spojrzaa na niego z powtpiewaniem. - Tak. Le. Ciesz si swoim balem. Shanna poklepaa go po ramieniu. - Wesoych wit, Robby. - Ruszya w stron swoich dzieci. Z tego, co Robby sysza, Angus robi wanie Constantine'owi wykad na temat zalet noszenia kiltu, a Roman przysuchiwa si

temu z ubawion min. Shanna odcigna Emm na bok, eby z ni poszepta. Do licha. Moe ta blissky to jednak nie by taki dobry pomys. Za bardzo rozwizaa mu jzyk. Teraz wszyscy si dowiedz o jego aosnym yciu uczuciowym. Odwrci si, by spojrze na parkiet. Zesp gra jaki wolny kawaek i parki bujay si leniwie w objciach. Jasna cholera. Czy ta noc nigdy si nie skoczy? Pocign dugi yk. - Robby, chopcze. - Angus podszed i klepn go po plecach. Robby polecia do przodu, tracc rwnowag, tak e musia si przytrzyma stou. Spojrzawszy w lewo, zobaczy Emm, przygldajc mu si ze zmarszczonymi brwiami. Na prawo sta Angus z marsow min. Znw zerkn w lewo, ale sala zawirowaa, wic rozstawi szerzej nogi, eby si nie kiwa. Zmarszczka na czole Emmy si pogbia. Westchn. - Och, czemu zawdziczam przyjemno przebywania w waszym sympatycznym towarzystwie? Emma wyrwaa mu blissky z rki. - Shanna powiedziaa, e si upijasz. - Myli si - odpar Robby. - Ju jestem pijany. Czuj bardzo miy szmerek, o tutaj. - Prbowa postuka si palcem w skro, ale nie trafi i uderzy si w nos. - Nie jestem dzisiaj na subie, wic nie powinno wam to przeszkadza. Ponura mina Angusa zagodniaa. - Nie jestem na ciebie zy. Martwi si o ciebie. Emma dotkna jego ramienia. - Chciaby o tym pogada? - Nie. - Jak ona ma na imi? - naciskaa Emma. - Jakie s najnowsze informacje o Casimirze? - spyta Robby, chcc zmieni temat. Angus da si podpuci. - Mamy cynk, e ukrywa si w Bugarii. Zoltan i Michai to sprawdzaj. - Dlaczego to trwa tak dugo? - spyta Robby - Casimir i jego zwolennicy lubi zabija, kiedy ju si najedz. Powinnicie z atwoci wytropi ich, posuwajc si szlakiem trupw.

- Tak, w normalnych okolicznociach oczywicie -przyzna Angus. - Ale wyglda na to, e teraz ukrywa si sam. Nikomu nie ufa. I sdzimy, e ograniczy zabijanie, eby si nie zdradzi. - Draniowi musi by ciko - mrukn Robby. - W tej chwili bardziej martwimy si o ciebie, chopcze - rzek Angus. - Moemy co zrobi? - spytaa Emma. - Moecie mi odda flaszk. - Robby sign po ni. Emma z hukiem postawia butelk na stole. - Jak jej na imi? - Olivia. - Robby sign po butelk. Podnis j do ust, ale zmieni zdanie i odstawi blissky. Miy szumek znikn, a bl pozosta. - Nic mi nie bdzie. Idcie taczy, bawcie si dobrze. - wita spdzamy w Nowym Jorku, gdyby nas potrzebowa powiedzia Angus. Emma poklepaa Robby'ego po plecach. - Wesoych wit, Robby. Spenienia marze. - Wesoych wit. - Popatrzy za nimi, kiedy odchodzili na parkiet. Spenienia marze. Jego marzeniem by telefon od Olivii. Nie, Olivia w jego ku. Jak ju marzy, to na caego. Miaaby rozpuszczone wosy i jej czarne loki rozsypywayby si po jego poduszce. Wycignaby do niego rce, oplota go nogami, a on wbiby si gboko... - Co ci tak wesoo, bracie? Robby gwatownie wrci do rzeczywistoci. - Wesoo? - Spojrza ze zoci na Phineasa. - Tak, stae tu z wyjtkowo gupim wyrazem twarzy. -Phineas wyj butelk blissky z wanienki z lodem. - Nie musisz mi nic mwi. Mylae o kobiecie. Robby jkn. - To takie oczywiste? - Tylko dla mnie, ziomalu. Jestem szczeglnie wyczulony na wszelkie sprawy zwizane z mioci i pci pikn. - Phineas umieci butelk w mikrofalwce. -A Carlos wspomnia mi, e umierasz z mioci do jakiej niezej laseczki. - Przeklty kocur.

- Luzik, ziomalu. To twoja szczliwa noc. Doktor Kie, specjalista od mioci, jest do usug. Nie krpuj si, skorzystaj z mojej wiedzy, kierujc do mnie wszelkie romantyczne pytania. Robby parskn, ale pomyla, dlaczego nie... - Nie zadzwonia. - A prosie, eby zadzwonia? - Kiedy Robby kiwn gow, Phineas kontynuowa: - Ile razy? - Raz. Napisaem do niej list. Phineas si achn. - Raz? Stary, to dopiero pocztek. Jeli poprosisz ze dwadziecia razy, a ona nie zadzwoni, wtedy dopiero moesz si zacz martwi. - Dwadziecia razy? Czy to nie trcioby nkaniem? Phineas wzruszy ramionami. - Popatrz na moj sytuacj. Jestem szaleczo zakochany w LaToyi Lafayette. Wiem, e jest dla mnie stworzona. - To nie ta, ktra prbowaa ci otru ostrym sosem? - Niewielki wybj na drodze do mioci, ziomalu. -Phineas wyj butelk z mikrofalwki. - Nie moesz oczekiwa, e zdobycie prawdziwej mioci bdzie atwe. Po tamtej akcji powiedziaa, e jej przykro i e nie chciaa zada mi a takiego blu. Wic, jak widzisz, troch jej na mnie zaley. - I co, teraz z tob chodzi? - spyta Robby. - No, nie. Przeprowadzia si z powrotem do Nowego Orleanu. - Mnie to wyglda na kosz. - A mnie to wyglda na wyzwanie, ziomalu. Tylko miczaki si poddaj. - Phineas napi si blissky. - Wic zgadnij, gdzie si wybieram na wita? - Do Nowego Orleanu? - Zgade. Zrobi LaToyi niespodziank. - Phineas wypi kolejny yk. - Kurde. To bdzie nieze! Robby mia wtpliwoci, czy LaToya kiedykolwiek zaakceptuje Phineasa. Mimo to Doktor Kie mia sporo racji. O prawdziw mio warto zawalczy. Jeden list to nie do. Robby wysa paczk do Kansas City, ale Olivia moga cigle by w Houston. - Moga jeszcze nie dosta tego listu.

- No wanie. Mg wyldowa w Timbuktu. - Phineas unis butelk. - Popatrz na to, ziomalu. Musisz mwi, e butelka jest w poowie pena. Musisz wierzy, e jest nadzieja. Robby pokiwa gow. Musia zaufa Olivii, ufa, e ich mio przetrwa. - Masz racj. Napisz do niej jeszcze raz. Kocham j. Nie poddam si. - Tak trzymaj! - Phineas wyszczerzy zby w umiechu. Doktor Kie zawsze dobrze doradzi.

Rozdzia 12 Olivia cieszya si, e okres witeczny dobieg koca. Miaa wraenie, e dodatkowy stres przekroczy wytrzymao wielu osb. Ona i jej koledzy z biura bez przerwy byli zajci morderstwami i porwaniami, zwykle popenianymi przez tak zwanych bliskich". Ale przynajmniej jej bliscy nie byli ju na ni li. Spdzia z nimi wita w Houston i poczt nie dostarczono adnych jabek. Ten wtorkowy ranek pod koniec stycznia by koszmarnie zimny. Obkacze tempo pracy nareszcie zwolnio do zwykego, zwariowanego. Olivia powiesia kurtk i szalik na oparciu krzesa i otworzya doln szuflad biurka, eby schowa torebk. Listy wci tam byy - nieustajce przypomnienie blu i dezorientacji, jakie wywoywa w niej Robby. Przysya jej list co tydzie, a ona nie miaa pojcia, co o tym myle. Usiada przy biurku i pooya przed sob trzy koperty. Wszystkie miay ten sam zwrotny adres: miejsce, ktre nazywao si Romatech Industries w White Plains w stanie Nowy Jork. Powinna odpisa? I co mu odpowiedzie? Daj mi spokj? Nie dawaj mi spokoju? Przecigna palcami po swoim nazwisku wypisanym jego rk. Wci za nim tsknia. Kiedy dostaa drugi list, bl jego zdrady wci by zbyt silny. Wyrzucia list do kosza. Kiedy zjawi si trzeci, zacza si zastanawia. Czy gdyby by winny, pisaby tak uparcie? Moe. Otis by winny jak mao kto, a uwielbia zawraca jej gow. Co w gbi niej buntowao si

przeciwko myli, e Robby mgby by taki jak Otis. Robby by szlachetny i odwany. Ryzykowa ycie, eby ratowa j przed panter. Ale bala si zaufa instynktowi. lepa wiara moga doprowadzi do mierci. Wszystkie ofiary Otisa wierzyy w niego, zanim si przekonay, e jest sadystycznym morderc. Trzeci list, nieotwarty, wrzucia do dolnej szuflady. Od tamtej pory miny dwa tygodnie, przyszy dwa kolejne listy. Tchrz, zbesztaa si w duchu. Czemu ich nie otworzysz? Bo mogy zawiera kamstwa. Mogy zawiera bagania, ktre rozdaryby jej serce. Wrzucia listy z powrotem do szuflady i zatrzasna j. Gdyby je otworzya, znw zaczaby cierpie. Musiaa podchodzi do tego bez emocji, bo jeli chodzio o Robby'ego, bya emocjonalnym wrakiem. Serce bolao j z tsknoty, ale logika nakazywaa zachowa ostrono. Znaa go niecay tydzie i nie bya w stanie odczyta jego uczu ani oceni jego szczeroci. Po prostu nie moga mu ufa, nie moga te ufa swoim uczuciom do niego. A wasna skonno do nadmiernego analizowania doprowadzaa j do szau. Potrzebowaa niezbitych faktw. Faktw, ktrym moga ufa. Przed trzema tygodniami, kiedy przyszed trzeci list i wszystkie wtpliwoci znw oyy, zacza ledztwo na temat Robby'ego MacKaya. Strona internetowa firmy MacKay, Usugi Ochroniarskie i Detektywistyczne bya zaskakujco uboga; zawieraa tylko adres w Londynie i w Edynburgu oraz formularz kontaktowy, ktry umoliwia wysanie mejla z prob o informacje. Nie napisaa, bo nie chciaa alarmowa, e wszy wok firmy. W pracy mieli teraz gorczkowy okres, tak e zacza przychodzi do biura godzin wczeniej, by mie czas na swoje dochodzenie. Po trzech tygodniach poszukiwa wci nie miaa nic. Byy setki Robertw MacKayw rozsianych po caym wiecie. Zacza od trzech Robertw Alexandrw MacKayw, ktrych znalaza w Szkocji. Jeden by szedziesicioczteroletnim lekarzem z Aberdeen, drugi trzydziestopicioletnim rybakiem z Wyspy Mull, a ostatni omioletnim uczniem z Glasgow. lepa uliczka. Przypomniaa sobie, e Robby wspomina o swojej nieruchomoci w Szkocji, ale znw trafia w lepy zauek.

Skrcone nazwisko Robert MacKay dao o wiele dusz list osb, ale z tego te nic nie wyniko. Poszerzya poszukiwania na cae Wyspy Brytyjskie - i znw nic. Odkrya interesujcy artyku o detektywie Robercie MacKayu, ktry schwyta synnego seryjnego morderc w Londynie, ale to si dziao w 1921 roku. Kolejna lepa uliczka. Wydawao jej si, e by moe znalaza wzmiank o dziadku Robby'ego. Jaki Angus Alexander MacKay dosta medal za odwag i tytu szlachecki pod koniec II wojny wiatowej. Ale adnej wzmianki wicej. Znw nic. Wczya komputer i przejrzaa notatki. Byo sporo Robertw MacKayw w Australii i Nowej Zelandii, paru w Ameryce Poudniowej i RPA, i cakiem sporo w Kanadzie. Poniewa na kopertach widnia nowojorski adres zwrotny, zaja si teraz sprawdzaniem moliwoci w Stanach. - Jak ci id Wielkie owy na Robby'ego? Uniosa gow i zobaczya J.L. Wanga, opierajcego przedramiona o ciank dziaow. Par tygodni temu powiedziaa mu, e podejrzewa faceta, ktrego poznaa na Patmos, o wsplnictwo z Otisem. Od tamtej chwili J.L. kibicowa poszukiwaniom, nazywajc je Wielkimi owami na Robby'ego. Westchna. - Stu dwudziestu czterech z gowy, jakie trzy miliardy do sprawdzenia. - Mogo by gorzej - mrukn J.L., powtarzajc swoj ulubion formu. - Mg si nazywa John Smith. Jkna, sfrustrowana. - lcz nad tym od trzech tygodni. Nie widziaam jeszcze kogo, kogo tak trudno byoby namierzy. - Szkoda, e twj poszukiwany nie ma bardziej charakterystycznego nazwiska, w rodzaju... Willoughby Gallsplat. Olivia parskna. - Wczoraj znalazam dwudziestosiedmioletniego Roberta Alexandra MacKaya w Kentucky. Byy onierz, odznaczony Purpurowym Sercem. - Brzmi obiecujco. - Tak, to wietny go. Jest gwiazd miejscowej druyny koszykwki na wzkach.

- Ups. Rozumiem, e twj Robby mia nogi? - Tak. - I wspania klat. Szerokie ramiona. Pikn twarz. Mikkie, rude wosy. Cudowne zielone oczy. - A mzg mia w porzdku? Spojrzaa na Wanga z irytacj. - Tak. - Mwi tylko, e musiaby by kretynem, eby wypuci z rk kogo takiego jak ty. - To bardzo mio z twojej strony, ale zaczynaj mnie martwi te wszystkie faszywe tropy, na ktre si natykam. To nie jest normalne. - Spojrzaa na swoje notatki, marszczc brwi. A jeli poda jej faszywe nazwisko? Jeli kama na kady temat? - Tak, to rzeczywicie jest dziwne. - J.L. zabbni palcami o ciank. - Przy tylu informacjach, jakie masz do dyspozycji, powinna go ju wytropi. Czowiek musi si specjalnie postara, eby jego nazwisko nigdzie si nie pokazao. Przekna lin. Kim trzeba by, eby nie mie przeszoci? W obecnych czasach wymazanie wszelkich ladw po sobie byo praktycznie niemoliwe. - Mylisz, e bierze udzia w tajnych operacjach? - Moe. A moe poda ci faszywe nazwisko. - J.L. unis rk. - Odwouj to. Gdyby ci okama, przyapaaby go. Skrzywia si. - Wanie w tym problem. Nie mogam go wyczu. Moja babcia te, a to si nigdy wczeniej nie zdarzyo. - Nigdy? Cholera. Mg kama w wielu sprawach. Moe przeszed specjalne szkolenie w tworzeniu faszywego wizerunku. Serce jej si cisno. - Wic mylisz, e to on pomaga Otisowi mnie nka? J.L. spojrza na ni ze smutkiem. - Myl, e musimy dotrze do sedna sprawy. Ja nie wyczuwam emocji tak jak ty, ale nawet ja widz, e to ci sprawia bl. Zadraa, z trudem chwytajc oddech. - Musz pozna prawd. - Musiaa wiedzie, czy Robby by szczery. Powiedzia, e si w niej zakocha. I kocha si z ni tak czule. To musiao by prawdziwe. Myl, e byo inaczej, bya nie do zniesienia. - Chcesz, eby si okaza niewinny, prawda? - szepn J.L.

Skina gow. zy napyny jej do oczu, wic zamrugaa, by je powstrzyma. - Okej, zamy, e jest niewinny. Jeli nie on przysya jabka... - ...robi to kto inny - dokoczya za niego Olivia. - Kto wiedzia, e jedziesz na Patmos? - spyta J.L. - Moja rodzina. Ty. Zrobi oburzon min. - Jestem niewinny, przysigam. Przez cae ycie byem grzecznym chopcem. Umiechna si drwico. - Wyczuwam drobne kamstewko. - Cholera. Wiedziaem, e nie powinienem by obrabia tego banku. Umiechna si szeroko. Kochany J.L. zawsze potrafi j rozweseli. - I nie powinienem by kopa Myszki Micki w jaja w Disney Worldzie. Odchylia si na krzele. - Teraz mwisz prawd. - Do diaba, nieza jeste. - Dlaczego kopne Myszk Micki? J.L. wzruszy ramionami. - Miaem wtedy trzy lata. Wyobra sobie, co za horror, spotka umiechnitego gryzonia, ktry jest wikszy od ciebie. Poza tym chyba chcia mi zabra lody. Rozemiaa si. - Kto jeszcze wiedzia, gdzie jedziesz? - spyta J.L. - Kilka osb std. - Jej umiech znikn; wymienia z Wangiem zaniepokojone spojrzenie. J.L. obejrza si przez rami i zniy gos. - Co ci powiedzia Barker? - Zgodzi si, e Otis mg mie wsplnika, ale kaza mi trzyma si z daleka od tej sprawy. Poleci Harrisonowi, eby si temu przyjrza. - Wstaa. - Sprawdz, czy ju skoczy. Poszli do boksu Harrisona. Zasadniczo Frank Harrison wydawa si zupenie normalnym facetem: przecitny wzrost, kasztanowate wosy, orzechowe oczy. Olivia bya skonna zgodzi si z ocen Wanga. Harrison zachowywa si jak dupek, eby wyrnia si z tumu. - Masz chwil, Harrison? - spytaa.

Spojrza na ni z irytacj, po czym znw zacz si gapi w monitor. - Jestem zajty. Gdyby nie wiedziaa, sprawa Morehouse'a cige jest otwarta. Olivia kiwna gow. Tyson Morehouse by pracownikiem poczty podejrzanym o defraudacj. Twierdzi, e nic nie wie o zaginionych pienidzach, ale Olivia przesuchiwaa go wczoraj i bya pewna, e jest inaczej. - Kama - powiedziaa. - Napisaam to w raporcie. Harrison prychn. - Zupenie jak bymy potrzebowali twojej pomocy. Sami wpadlimy na to, e facet jest winny. Saunders za nim chodzi, a ja namierzam wszystkie jego rachunki bankowe. - Spojrza na Olivi. Moe zaoszczdzisz nam troch czasu i uyjesz tych swoich pokrconych zdolnoci, eby namierzy skradzione pienidze? - Nie jestem jasnowidzem. - Oj. Wielka szkoda. - Wrci do monitora. - Mylaem, e te wszystkie paranormalne bzdety to jedno i to samo. Olivia wyczua, e J.L. zaraz wybuchnie, wic posaa mu ostrzegawcze spojrzenie. Wang zagryz zby. - Suchaj, Harrison, chcielimy spyta, czy sprawdzie t spraw z Otisem Crumpem. - Kolejna strata czasu - mrukn Harrison, notujc co pospiesznie. - W zeszy pitek poszedem do Leavenworth, eby porozmawia z dyrektorem wizienia. Poprosi stranika o sprawdzenie ksiki odwiedzin. Przez ostatnich osiem miesicy Crump mia tylko dwoje goci. Mnie i ciebie, Sotiris. - A jego poczta? - Wszystko jest sprawdzane, to, co przychodzi, i to, co wychodzi. Nie ma nic o jabkach. - Harrison spojrza na ni i poczua jego narastajc irytacj. - cigasz nie tego faceta. Kto inny si z tob bawi. Zmarszczya brwi. Jabka miay znaczenie tylko dla Otisa. Albo dla kogo, kto zna wszystkie szczegy jego sprawy. Moe fan? Obkaniec, ktry studiowa zbrodnie Otisa i chcia drczy jego wrogw z jakiego chorego poczucia lojalnoci? - Chc mie list wszystkich osb, ktre si z nim komunikoway.

Od Harrisona buchn gniew; agent spojrza na ni ze zoci. - Zapomnij, Sotiris. Ta sprawa jest zamknita. - Nie jest zamknita, dopki Otis bdzie mi przysya jabka. - No wic, dostajesz owoce - warkn Harrison. - Co z tego? Jeli nie lubisz jabek, to je wyrzucaj, do cholery. - Hej - zaprotestowa Wang. - Nie mw do niej w taki sposb. - To nie twj interes, J.L. - odparowa Harrison. - Spokj, panowie. - Olivia uniosa rce. Odwzajemnia wcieke spojrzenie Harrisona. - Nie uznaj sprawy za zamknit, bo nie wykonae roboty jak naley. Ale skoro tobie si nie chce, sama si tym zajm. Harrison prychn z niesmakiem. - Masz obsesj na punkcie tego gocia. Jestecie siebie warci. J.L. mrukn co paskudnego po chisku, ale Olivia uciszya go, lekko krcc gow. Skupia si na Harrisonie. - Ile razy bye u Crumpa? Harrison odwrci si z powrotem do monitora. - Raptem par razy. Nie cierpi gada z tym gnojem. - Kiedy bye u niego ostatnio? - Nie pamitam. Zesztywniaa. - A teraz odwal si i daj mi wrci do pracy - wycedzi Harrison przez zacinite zby. Olivia otworzya usta, ale J.L. chwyci j za okie i odcign. - Chod, Sotiris, syszaa, co powiedzia - rzuci gono, cignc j przez sal. - Daj mu pracowa. - Jeszcze nie skoczyam - szepna. - On... - Nie mw nic. - J.L. posia jej ostrzegawcze spojrzenie i doda szeptem: - Musimy aktywowa zaguszacz rozmw. - Nie mamy adnego zaguszacza rozmw. - Wic bdziemy improwizowa. - Rozejrza si po otwartej hali biurowej. - Id do gabinetu Yasmine. Nie ma jej dzisiaj. Spotkamy si tam za pi minut. - Dobra. - Olivia ruszya w prawo, a J.L. skrci w lewo, w stron korytarza. Wlizgna si do gabinetu Yasmine i zapalia wiato. Przy gabinecie znajdowa si magazynek materiaw biurowych, wic gdyby ktokolwiek zapyta, co tutaj robi, zawsze moga powiedzie, e przysza po spinacze albo zszywki.

Zacza niespokojnie chodzi po gabinecie, serce jej omotao, bo powaga tego nowego podejrzenia nareszcie do niej dotara. Dlaczego Harrison kama na temat Otisa? Co ukrywa? Wydawao jej si nieprawdopodobne, zbyt straszne, by agent FBI pomaga kryminalicie j nka. Ale nie moga si pomyli. Harrison skama. I prbowa j przekona, e nie Otis jest odpowiedzialny za wysyanie jabek. Wiedziaa, e to nieprawda. Krya po pokoju, z gow pen coraz bardziej niespokojnych myli. Zauwaya sweter, ktry daa Yasmine, schludnie poskadany na pce. Chwaa Bogu, e Yasmine nie powiedziaa nikomu o jej zaamaniu w damskiej toalecie. Zastanawiajc si, gdzie jest menederka biura, przystana przy jej biurku, eby zajrze w terminarz. Wizyta u lekarza. Otworzyy si drzwi i do gabinetu wszed J.L. z paczk chipsw z automatu w korytarzu. Zamkn drzwi na klucz. - Okej, pogadajmy. - Harrison skama - szepna. - Wiem. Ilekro syszysz kamstwo, robisz si sztywna i najeona. Zesztywniaa. - Naprawd? - Tak. - Otworzy chipsy i zapach nachos z serem wypeni pokj. - Wic sdzimy to samo? To Harrison wysya ci jabka? Skrzywia si. - To straszne oskarenie. Nie moemy zakada, e jest winny tylko dlatego, e go nie lubimy. - Okej, odsuwamy emocje na bok i patrzymy na fakty. - J.L. wyj sobie chipsa z paczki. - Okama ci. Wiedzia, gdzie spdzasz urlop. Mia sposobno, czyli kontakt z Otisem. I mia motyw. Wrzuci chipsa do ust. - Jaki motyw? Wiem, e mnie nie lubi... - W tym moe by co wicej. To ty uzyskaa ostatnie zeznania od Otisa. By moe prbuj zrobi z ciebie niezrwnowaon, eby podway twoj wiarygodno. - J.L. podsun jej chipsy. Olivia pokrcia gow i znw zacza chodzi po gabinecie. - Otis zosta skazany, zanim mnie pozna. Nie sdz, eby zrobienie ze mnie wariatki miao mu pomc w apelacji. J.L. chrupn kolejnego chipsa.

- A co by mu pomogo w apelacji? - Musiaby stara si udowodni swoj niewinno. -Zatrzymaa si w p kroku. - Mgby si zarzeka, e morderstwa popeni wsplnik. J.L. si skrzywi. - A ty si upierasz, e ma wsplnika. - Od jabek, tak. Ale gdyby przekona wszystkich, e rwnie podczas popeniania morderstw mia wsplnika... - Olivia jkna. Gra mn jak pionkiem. Ten dra si mn posuguje. - Na to wyglda. - J.L. wpakowa sobie do ust kolejnego chipsa. - Musimy by bardzo ostroni. - Potrzebujemy dowodu. - Olivia przycisna do do brzucha. Dostawaa mdoci na sam myl, e agent federalny mgby si sprzymierzy z seryjnym morderc. - Sprawdz Harrisona - zaofiarowa si J.L. - Nie obawiaj si, bd dyskretny. Olivia skina gow. - A ja przyspiesz ledztwo w sprawie Robby'ego. Postanowia, e skontaktuje si z MacKay UOiD. Jeli to nie Robby MacKay potajemnie przysya jej jabka, udowodni to. Dowiedzie jego niewinnoci. I bdzie moga go kocha.

Rozdzia 13 - Nie rozumiem, dlaczego wanie ty masz mnie zabra marudzi Constantine. Robby te tego nie rozumia. Zwykle Roman transportowa swojego syna, ale dzisiaj z jakich powodw by nieosigalny. Connor te. Shanna wezwaa Robby'ego do poczekalni swojego gabinetu dentystycznego w Romatechu i poinformowaa, e Tina trzeba odstawi do szkoy. Po czym szybko wrcia do gabinetu, zostawiajc ich sam na sam. To musia by jaki spisek. Robby umiechn si na wspomnienie Olivii, ktra nazwaa go paranoikiem. May Constantine z dum nad pier.

- Sam si umiem teleportowa. - Do szkoy jest daleko. - Robby nie zna jej dokadnego pooenia, gdy bya to cile strzeona tajemnica, ale wiedzia, e musi si znajdowa w odlegoci co najmniej kilkuset kilometrw od Romatechu. - To niebezpieczne, mgby si zgubi po drodze. Tino wysun doln warg. - Nie chc, eby wszyscy traktowali mnie jak dziecko. Sofia jest dzieckiem. Ja mam prawie trzy lata. - Och. Cud, e nie zacie si przy goleniu. - Robby otworzy komrk i wpisa numer, ktry podaa mu Shanna. - Akademia Dragon Nest - odezwa si eski gos. Brzmia jakby znajomo, ale Robby zignorowa to wraenie, bo przecie nigdy nie by w tej szkole. - Chwileczk. - Zakry suchawk i spojrza pytajco na Tina. Dragon Nest? To ta szkoa? Tino kiwn gow. - Mama j tak nazwaa, bo nazywamy si Draganesti. To znaczy smocze gniazdo". - Zwiesi gow i kopn nog od krzesa. - Ale tam nie ma adnych smokw. - Oj, to szkoda. - Robby odsoni telefon. - Moe pani mwi przez chwilk? Potrzebuj pani gosu, eby wiedzie, gdzie si teleportowa. - Jasne. Bdzie pan mia ze sob ucznia? - Tak. Constantine'a. - Robby wzi chopca na rce. -Prosz mwi. - Musia uy gosu tej kobiety jako namiaru, eby trafi we waciwe miejsce. Po tym pierwszym razie lokalizacja szkoy zostanie zapisana w jego pamici. - Okej - powiedziaa kobieta. - Jestem nauczycielk Constantine'a. Wiem, e moe si wydawa troch za may do przedszkola, ale wietnie sobie radzi. Mam w tej grupie tylko troje dzieci, wic mog powici kademu duo uwagi. Robby zmaterializowa si w klasie z dwoma niskimi, okrgymi stolikami, otoczonymi wianuszkiem maych krzeseek. Pki pod cianami byy pene starannie uoonych pomocy szkolnych. Przy jednym ze stow siedziaa dziewczynka z dugimi, czarnymi wosami i kolorowaa rysunek piki z podpisem na dole. Robby szybko pocign nosem i natychmiast stwierdzi, e to

zmiennoksztatna. A w kadym razie bdzie ni po okresie dojrzewania. Domyli si, e to jedna z sierotek Carlosa z Brazylii. Maa panteroaczka. Tino wyrwa si z jego obj i podbieg do stou, eby usi. - Cze, Coco. Dziewczynka umiechna si do niego. - Cze, Tino. Robby zamkn telefon i wrzuci go do sporranu. - Dzikuj, e przyprowadzi pan Tina. - adna, moda kobieta z rudawymi wosami podesza do niego z niemiaym umiechem. Do licha. Jego teoria spiskowa bya suszna. Shanna bawia si w swatk. Zmruy oczy. Ju gdzie widzia t kobiet. Sign myl wstecz. - Wolf Ridge? Umiechna si szerzej. - Pamita pan! Jestem Sarah. Sarah Anderson. - Wycigna rk. - Robby MacKay. - Ucisn jej do. - Jak si miewasz? Kiedy widzia j ostatni raz, uy wampirzej kontroli umysu, by pomc jej odzyska pewne bolesne wspomnienia. Bya jedn z dziewczt uwizionych w Orodku Apollo; Robby pomg Jackowi i Larze uratowa je. - W porzdku. - Powoli kiwna gow. - Uwielbiam moj prac tutaj. A dzieci s cudowne. - To wietnie. - Robby przestpi z nogi na nog. Shanna widocznie mylaa, e co zaiskrzy midzy nim i t miertelniczk. - Bd szczliwa, kiedy wreszcie pokonacie Casimira - dodaa Sarah. - Tak, to bdzie pikny dzie. - Robby wiedzia, e dziewczyna ma dobry powd, eby nienawidzi Casimira. Ten dra uy wampirzej kontroli umysu, eby j obezwadni i zgwaci. Sarah podesza bliej i zniya gos. - Shanna powiedziaa, co on ci zrobi. Tak mi przykro. Skin gow. Shanna widocznie pomylaa, e on poczuje co do tej dziewczyny, bo oboje tyle wycierpieli z rk Casimira. Owszem, mieli wsplne dowiadczenia, ale dla niego byby to marny fundament zwizku. A poza tym nie chcia, by cokolwiek

przypominao mu o torturach. Olivia pokazaa mu, e jest co wicej. Na powrt wniosa w jego ycie rado i miech. - Hej, Sarah! Wszystko w porzdku? - Do klasy wpad mody mczyzna. Sdzc po jego zaniepokojonej minie, Sarah miaa ju powanego wielbiciela. - Och, cze, Teddy. - Sarah posaa mu uspokajajcy umiech. - Tak, wszystko dobrze. To jest Robby MacKay. Przyprowadzi Tina do szkoy. - Sam si mogem przyprowadzi - burkn Tino. - Jestem Teddy Brockman. - Mody czowiek ucisn do Robby'ego. - Dyrektor Akademii Dragon Nest. - Teddy bardzo mnie wspiera - wyjania Sarah. - Wpada co wieczr, eby sprawdzi, czy mi czego nie trzeba. Robby skin gow. - To wspaniale. - Posa modemu miertelnikowi znaczce spojrzenie. - Powodzenia. Teddy zerkn na Sar i znw na Robby'ego. - Dziki. W powietrzu zamigotaa i zmaterializowaa si jaka posta. By to Jean-Luc Echarpe ze swoj creczk Bethany w ramionach. Postawi j na pododze i dziewczynka pobiega przywita si z kolegami. - Musz zaczyna - rzeka Sarah i spojrzaa z umiechem na Robby'ego. - Mio byo ci znw zobaczy. - To na razie. - Teddy kiwn rk na poegnanie Robby'emu i Jeanowi-Lucowi i pospiesznie wyszed z klasy. Jean-Luc przywita Robby'ego klepniciem po plecach. - Mon ami, zosta chwil. Za p godziny mam lekcj szermierki. Mgby mi pomc w rozgrzewce. - Bardzo chtnie - Robby wyszed za Francuzem na korytarz. Przyda mi si lekki trening. Robby przez wiele lat by ochroniarzem Jeana-Luca, najpierw w Paryu, a potem w Teksasie. Kilka lat temu pomg JeanowiLucowi pokona jego najzacitszego wroga, Luisa. Od tamtej pory praca ochroniarza zrobia si zbyt rutynowa i nudna jak na jego gust, wic poprosi o przeniesienie.

Jean-Luc by mistrzem szermierki i zwykle potrafi sam si o siebie zatroszczy, wic posad jego ochroniarza dosta Dougal Kincaid, ktry straci praw do w bitwie pod Nowym Orleanem - Jak si miewa Dougal? - zapyta Robby. - Dobrze. Uczy si fechtowa lew rk. - Jean-Luc poprowadzi Robby'ego do szerokiej klatki schodowej ozdobionej rzebion balustrad. O ile Robby si zorientowa, szkoa miecia si w dawnym dworze. Drewniane stopnie skrzypiay im pod stopami. - Syszaem, e ty i Heather bdziecie mieli blinita. Jean-Luc si rozemia. - Cest incroyable, non? Ja? Ojcem? Robby wzruszy ramionami. - Myl, e bdziesz wietnym ojcem. Wspaniale si opiekujesz Bethany. - Merci, mon ami. - Jean-Luc zatrzyma si na podecie. - A kiedy wesele Jacka? - W kwietniu. - Robby si skrzywi. - Jestem drub. W oczach Jeana-Luca bysno rozbawienie. - Nie wygldasz mi na szczeglnie zachwyconego tym faktem. Robby stumi jk. - Po prostu wyglda na to, e wszyscy si eni. -Wszyscy z wyjtkiem mnie. Jean-Luc skin gow i ruszy w d po schodach. - Chodz plotki, e jeste nieszczliwie zakochany. - Do diaba. Ludzie powinni pilnowa wasnego nosa. Jean-Luc si umiechn. - Nie jestemy ludmi, mon ami. Jestemy rodzin. Zeszli po schodach. Na parter, jak domyla si Robby. Hol by wspaniay, z czarnobia marmurow posadzk uoon w szachownic. Z sufitu na wysokoci drugiego pitra zwisa wielki yrandol z kutego elaza. Frontowe wejcie stanowiy dwa rzebione, drewniane skrzyda drzwiowe pod gotyckim ukiem. - Elegancko tu - mrukn Robby. - Oui. - Jean-Luc wskaza korytarz po prawej. - Sala gimnastyczna jest na zewntrz. W dawnej wozowni. Ruszyli korytarzem. W pewnej chwili otworzyy si drzwi i wyszy z nich dwie kobiety. Pierwsz natychmiast rozpoznawa po

fioletowych wosach. Wanda Barkowski. Na widok drugiej kobiety stan jak wryty. Zimny dreszcz przebieg mu po skrze. Sign przez rami po claymor, ale przecie nie mia go ze sob. Kobieta zatrzymaa si, szeroko otwierajc oczy. - Robby - szepna. - Jeste cay i zdrowy? Nie tobie to zawdziczam. Poczu wybuch gniewu. - Co ona tu robi, do diaba? Kobieta drgna. Wanda zesztywniaa. - A co ty masz do mojej siostry? Czemu mwisz do niej takim tonem? Robby zacisn pici. Nigdy jeszcze nie uderzy kobiety, nawet swojej ony, kiedy go zdradzia, ale Marta Barkowski zasugiwaa na to. - Co ona tu robi? - Mieszkamy tutaj - odszczekna Wanda. - Ja ucz plastyki, a Marta jest sekretark Teddy'ego. - Angus chyba oszala! - krzykn Robby. Gorczkowo sign do sporranu po komrk. Jean-Luc dotkn jego ramienia. - Uspokj si, mon ami. - To jest powane naruszenie zasad bezpieczestwa -warkn Robby. - Tej kobiecie nie mona ufa. - Ju nie jestem Malkontentk! - krzykna Marta z silnym akcentem. W jej oczach byszczay zy. - Straszysz j. - Wanda popatrzya na Robby'ego ze zoci. Odpowiedzia tym samym. - Wspomniaa ci kiedykolwiek, e asystowaa przy moich torturach? - Prosz ci! - zy popyny Marcie po twarzy. - Tak strasznie ci przepraszam, Robby. Ja nie chciaam tego robi. - Umiechaa si! - krzykn Robby, unoszc pi. Prbowa nad sob zapanowa, ale rce mu si trzsy . - Miaa wyprany mzg, bya wykorzystywana - wyjania Wanda. - Jest ofiar tak samo jak ty. Jean-Luc odcign Robby'ego do tyu. - Dziewczyny, idcie ju. Wanda i Marta szybko ruszyy w stron schodw; Wanda obja ramieniem zapakan siostr.

Robby sta z uniesionymi piciami, patrzc za nimi z wciekoci; jego oddech z sykiem wydobywa si przez zacinite zby. - Przez ciebie Marta pewnie cofna si w terapii o par miesicy - mrukn Jean-Luc. - Mylisz, e mnie to obchodzi? Ta kobieta to Malkontentk. Nie mona jej ufa. Jean-Luc westchn. - Prbuje zacz wszystko od pocztku i prowadzi dobre ycie. - Nie zasuguje na to - burkn Robby. - Kady zasuguje na drug szans. Robby odwrci si i szybkim krokiem ruszy korytarzem. Przez dugie miesice prbowa zapomnie o szczegach swoich tortur, ale widok Marty sprawi, e wszystko na nowo stano mu przed oczami. Casimir zostawia j z nim sam na sam, eby go dotykaa, podniecajc fizycznie, aby chosta bya tym bardziej bolesna. Bardziej upokarzajca. - Nie powinna tutaj by. Nie z dziemi. Nie mona jej ufa. - Robby. - Jean-Luc zatrzyma go, chwytajc za rami. -Wiem, e cierpiae. Ale musisz da jej szans. - Nie - sykn. - Ona nas zdradzi. - Nie wszystkie kobiety s takie jak twoja ona - szepn JeanLuc. Robby zesztywnia. Przez te lata, kiedy pracowa jako ochroniarz Jeana-Luca, zostali bliskimi przyjacimi. Robby opowiedzia mu sporo o swojej przeszoci. O swojej onie. Prbowa do niej wrci po bitwie pod Culloden, ale Mavis odrzucia go, przejta zgroz. Zosta niedaleko -w cigu dnia ukrywa si w jaskini, a w nocy pracowa. Nie wiedzia, co ona robi za dnia, a byo za pno. Zbrataa si z wrogiem, wzia sobie angielskiego onierza na kochanka, jednego z tych Anglikw, ktrzy zabili jego i jego przyjaci na polu bitwy. Robby musia odej, kiedy Anglik przysig, e znajdzie go i przebije kokiem w czasie snu. Jeszcze przez wiele lat prbowa utrzyma kontakt z crk. Rosa, traktowana w domu jak suca, a ucieka w wieku pitnastu lat i wysza za miejscowego chopca. We dwoje wsiedli na statek do Ameryki i Robby straci j z oczu. Zaczerpn gboko powietrza i wypuci je powoli.

- Trudno ufa kobietom. Potrafi rozedrze serce na strzpy. - Wiem. - Jean-Luc otworzy drzwi na kocu korytarza i do wntrza wpad zimny podmuch. Ciemny dziedziniec by okolony zaspami niegu. - Chod. Moesz rozadowa swj gniew przy szermierce. Robby wyszed na ceglany dziedziniec i lodowate powietrze uderzyo go w twarz. Z jego ust wydobyway si oboczki pary. Poszed za Jeanem-Lukiem w stron sali gimnastycznej. Nie by ju wcieky. Czu si tylko stary i znuony. I tak strasznie samotny. Olivio, dlaczego nie dzwonisz? Jeli na wiecie istniaa szczera i lojalna kobieta, to bya ni ona. Chcia, eby to bya ona. W jego sporranie zadzwonia komrka; zatrzyma si gwatownie. Olivia? Wyj telefon i otworzy go. - Halo? - Robby, dzwoni z Londynu - powiedziaa szybko Emma MacKay. - Wydarzyo si co, o czym chyba powiniene wiedzie. - Wytropilicie Casimira? - spyta Robby. - Nie, przez formularz kontaktowy na stronie MacKay UOiD przyszed mejl. Kto z FBI prosi o informacje o tobie. Dech zamar mu w piersi. - Kto? - Mejl by podpisany O. Sotiris". Jego serce zabio jak szalone. - To Olivia. - Ta kobieta, ktr poznae na Patmos? - spytaa Emma. - Tak. - Robby wyszczerzy zby w umiechu. Skoro zbieraa dane na jego temat, to znaczy, e z niego nie zrezygnowaa. - Mam jej posa jakie informacje? - spytaa Emma. -Mog ci pochwali. - Sam si tym zajm. Przelij mi ten mejl do Romatechu. Emma si rozemiaa. - Dobra. Powodzenia. - Rozczya si. Robby zamkn telefon, umiech nie znikal z jego twarzy. - Niech zgadn - powiedzia Jean-Luc z umiechem. -Musisz natychmiast wraca do Romatechu. - Owszem, musz. Jean-Luc klepn go w rami. - No to bierz j, mon ami.

Rozdzia 14 Robby siedzia przy stole w biurze ochrony w Romatechu i ze zmarszczonym czoem wpatrywa si w swoj kartotek na ekranie komputera. Jakie informacje powinien posa Olivii? Mg ujawni cz niedawnych zaj, ale wikszo jego danych osobowych nie wchodzia w gr. Urodzony: 21 padziernika 1719, Szkocja. Zmary: 16 kwietnia 1746, Culloden, Szkocja. Przemieniony: za spraw Angusa MacKaya. Nie dao si tego obej. Bdzie musia posa Olivii stek kamstw. Phineas McKinney siedzia rozwalony na krzele, obserwujc cian monitorw. - Nudz si. - Opar stopy na drugim krzele. - Ale przynajmniej mam dzisiaj co do roboty. Za dwadziecia minut spotykam si ze Stanem Wtyczk. Chcesz si ze mn zabra? - Nie, jestem zajty. - Robby zacz pisa do Olivii z oglnego adresu mejlowego firmy. - artujesz? - spyta Phineas. - Mylaem, e nienawidzisz Stan. Mgby zagrozi, e mu zrobisz krzywd, i patrze, jak si wije. Bdzie fajnie, ziomalu. Robby wzruszy ramionami. - Chc zabi Casimira. Stan jest bardziej uyteczny jako informator. - Unis gow. - Dowiedziae si czego od niego? - Nie. Rosjanie z Brooklynu niczego nie wiedz. Stan i ja zwykle wypijamy kilka bleerw, i on wywntrza si, opowiadajc, jaka walnita jest ich przywdczyni, Nadia. - Phineas ziewn. - To cakiem w porzdku go, jak si go bliej pozna. Otworzyy si drzwi i do biura wszed Connor. - Jak leci? - Nudno - mrukn Phineas. - Casimir powinien si pozbiera, ebymy znowu mogli spuci komu omot. Connor unis brew. - Kiedy ostatnio wiczye szermierk? Jeli chcesz spuszcza omot, musisz by przygotowany.

- Chcesz si bi, Szkocie? - Phineas wyprostowa si na krzele. - Przyjmuj wyzwanie. Podaj czas i miejsce swojej upokarzajcej poraki. Usta Connora drgny. - Trzecia nad ranem, ogrd na tyach, claymory. wiczebne, oczywicie. Nie chc ci trwale uszkodzi. Phineas umiechn si drwico. - Nie ma sprawy, kole. wiczyem z Jackiem. Connor wzruszy ramionami. - Potrafi pobi Jacka z jedn rk przywizan do plecw. - Ha! - prychn Phineas. - Syszaem, e Jack skrci ci kitk swoj kling. Connor rozemia si i odwrci do Robby'ego. - A ty? Chcesz powalczy ze zwycizc? Ktrym oczywicie bd ja. Phineas prychn drwico. - Jestem zajty. - Robby znw spojrza w monitor. - Romansuje z gorc laseczk - rzuci gonym szeptem Phineas. - Odczep si - mrukn Robby. Connor zmruy oczy. - Mwisz powanie? Chyba nie zadae si ze miertelniczk, co? - Nie twoja sprawa. - Robby napisa par sw, ale zmieni zdanie i skasowa je. - To jest nasza sprawa, jeli zamierzasz zdradzi jej nasze sekrety - burkn Connor. Robby spojrza na niego. - Moe ty chcesz by sam przez ca swoj aosn egzystencj, ale ja wolabym znale kogo, z kim bd dzieli ycie. Connor jkn. - Kolejny beznadziejny romantyk. A jeli chcesz wiedzie, wcale nie uwaam swojego ycia za aosne. Phineas parskn. - Rka w gr, kto uwaa, e Connor jest aosnym starym pierdzielem? - Pomacha w powietrzu, spogldajc znaczco na Robby'ego. Robby umiechn si i unis do. Connor przewrci oczami.

- Mgbym obrazi was obu w tej chwili, ale poczekam, a bdziecie leeli przygwodeni do ziemi, bagajc o lito. - Jeszcze zobaczymy, kto bdzie baga, ziomalu - odpar Phineas. Robby zabbni palcami w blat. Nie wiedzia, jaki wiek ma sobie przypisa. - Waszym zdaniem na ile lat wygldam? - Powiedziabym, e na jakie trzydzieci trzy. - Phineas przerwa na moment, kiedy Robby si skrzywi, po czym sprostowa: - To znaczy na trzydzieci. Najwyej trzydzieci. - Ile miae lat, kiedy Angus ci przemieni? - spyta Connor. - Dwadziecia siedem. - Robby spojrza na Phineasa z irytacj. Wtedy ycie byo cikie. Wszyscy si szybciej starzeli. - Po prostu wymyl co, ziomalu. Przecie ona i tak nie pozna prawdy. Robby jkn w duchu. Prdzej czy pniej bdzie musia jej wszystko wyzna. - Powiem, e mam dwadziecia dziewi. - To brzmiao lepiej ni trzydzieci, a poza tym nie wyjdzie na duo starszego od Olivii. Phineas wsta z krzesa i si przecign. - No dobra, musz lecie na bleera ze Stanem. - Id z tob - zaproponowa Connor. Dwa wampiry wyszy z biura. Nareszcie spokj. Robby zabra si do pracy i wkrtce dokoczy list do Olivii. *** Olivia przysza do pracy godzin wczeniej, eby mc kontynuowa swoje prywatne ledztwo. Wci przeczesywaa Internet, szukajc jakiejkolwiek wzmianki o Robercie Alexandrze MacKayu. Poprzedniego dnia napisaa mejla do MacKay UOiD z prob o informacje. Przez cay dzie sprawdzaa skrzynk, nie mogc si doczeka odpowiedzi. I nic. Zadzwonia do dyrektora wizienia w Leavenworth i zgodzi si przysa jej list wszystkich osb kontaktujcych si z Otisem Crumpem. Faks przyszed po poudniu i razem z Wangiem przejrzeli list. Otisa odwiedza tylko Harrison i ona. Sporo osb pisao do niego listy: jego matka, brat i kilka fanek. Matka mieszkaa ponad sto pidziesit kilometrw od Kansas City, w Missouri. J.L. zaofiarowa si, e pojedzie tam z Olivi w najbliszy weekend,

eby moga przesucha t kobiet. Olivia chciaa tylko zapyta, czy starsza pani wysyaa jej jabka. Bdzie natychmiast wiedziaa, czy kobieta mwi prawd. cigna poczt i schylia si, eby schowa torebk do dolnej szuflady. Wstrzymaa oddech, zobaczywszy odpowied od MacKay UOiD Klikna na mejla. Sz.P. O. Sotiris, Dzikujemy za kontakt z MacKay UOiD. Jestemy jednym z najlepszych na rynku biur detektywistycznych i zapewniamy ochron wybranym klientom na caym wiecie. Firma zostaa zaoona w roku 1927 i ma siedziby w Londynie i Edynburgu. Robert Alexander MacKay jest jednym z naszych najbardziej cenionych pracownikw. Jest ekspertem od broni palnej, sztuk walki i szermierki. Ostatnio suy jako szef ochrony Jeana-Luca Echarpe'a, a obecnie zapewnia ochron Romatech Industries w White Plains w stanie Nowy Jork. Wiek: 29. Wzrost: 187 cm. Waga: 99 kg. Trudno byoby nam znale kogo rwnie godnego zaufania jak Robert MacKay". Olivia wyprostowaa si na krzele i jeszcze raz przeczytaa ostatnie zdanie. Byo niemal identyczne jak sowa wypowiedziane przez Robby'ego na Patmos. Sprawdzia adres mejlowy: infomackayuoid.com. Jeszcze raz przeczytaa cay list. Informacje o Robbym byy bardzo pochlebne, ale nie moga si oprze wraeniu, e ostatnie zdanie napisa on sam. Prawd mwic, mg napisa cay list. Wacicielem firmy by jego dziadek. Mg przekaza jej zapytanie Robby'emu. Zacisna zby. Do diaba. Czua si jak idiotka. Czy naprawd uwaa, e ona si nie domyli? Wcisna odpowiedz" i napisaa wiadomo. Z ponurym umiechem klikna wylij". A masz, Robby. Przez cay dzie sprawdzaa, czy nie przysza odpowied. Nic.

Kiedy wieczorem wychodzia z pracy, zaczynaa ju wtpi w swoje domysy. Jeli sta za tym Robby, to ju by odpowiedzia. *** Robby obudzi si wieczorem w swoim maym pokoju w piwnicach Romatechu. Podziemia caego skrzyda kompleksu zostay ostatnio przeksztacone w gocinne sypialnie dla nieumarych. Ubra si szybko, wzi butelk syntetycznej krwi z minilodwki i popdzi na gr, do biura ochrony. Popijajc z butelki, cign poczt. Umiechn si na widok mejla od O. Sotiris. Klikn w wiadomo i jego umiech znikn. Z przykroci informujemy, e chyba zmarnowalimy Pastwa czas. Robert MacKay, ktrego szukamy, nie pasuje do Pastwa opisu. O ile wiemy, jest starszy i troch lepiej zbudowany ni Wasz pracownik, ktrego przedstawilicie". Co? Przecie nie wyglda na wicej ni dwadziecia dziewi lat. I z pewnoci nie by grubasem. Wciekle klikn odpowiedz". Robert MacKay jest w doskonaej kondycji fizycznej!" Klikn wylij" si skrzywi. A jeli Olivia domylia si, e to on wysa pierwsz wiadomo? Moga zastawi puapk, a on, jak gupek, wskoczy prosto w potrzask. Dopi krew, ze zoci patrzc w ekran. Ona pewnie wysza ju z pracy. Na odpowied bdzie musia poczeka do jutrzejszego wieczoru. - Niech to jasny szlag. - Czasami bycie wampirem stawao si cholernie uciliwe. Nastpnego wieczoru popdzi na gr, eby sprawdzi poczt. I rzeczywicie, Olivia odpisaa rano. FBI jest skonne uzna, e Robert MacKay jest w doskonaej kondycji fizycznej. Mamy jednak powane obawy co do jego sprawnoci umysowej. Chyba jednak nie jest szczeglnie bystry". - Co? - Robby hukn butelk o st. Wcisn odpowiedz".

Jestem wystarczajco bystry, eby wiedzie, kiedy si mn bawisz, krnbrne dziewcz!" Klikn wylij". - A masz, Olivio. Nastpnego wieczoru znw pogna do komputera. Odpowiedziaa na ostatni wiadomo z innego adresu mejlowego, ktry wyglda na jej prywatny. Dobry znak. By pitek wieczr, wic moe planowaa korespondowa z nim z domu. Moe nie bdzie musia tak dugo czeka, a odpisze. Klikn jej odpowied. A ja jestem wystarczajco bystra, eby wiedzie, kiedy kto stroi sobie ze mnie arty! Przyznaj si, e to ty, Robby. To dziewcz jest dla ciebie zbyt krnbrne". Parskn. Od pocztku wiedziaa, e to on. Umiech wypyn na jego usta. Ale z niej spryciara. I bardzo dobrze, e przesza z firmowego adresu na osobisty. Umiechn si szerzej. Ich korespondencja te miaa si zrobi bardzo osobista. *** Olivia siedziaa w piamie na sofie w swoim malekim mieszkaniu w Kansas City. Na stoliku przed ni staa miseczka zupy obok otwartej paczki praynek, notatek i laptopa. Wczya telewizor na kana z wiadomociami, przyciszajc dwik tak, e sycha byo tylko ciche brzczenie. Obok niej na poduszce leay trzy listy od Robby'ego. Przyniosa je do domu, eby je otworzy w spokoju, bez wiadkw. Przeczytaa je i zbesztaa si, e tak dugo czekaa z otwarciem. W rodku nie byo nic zego. Robby pisa, e za ni tskni i podawa swj numer telefonu. Proste i zwize. adnej kwiecistej prozy z zapewnieniami wiecznej mioci. adnych zowieszczych uwag, ktre wskazywayby na wsplnictwo z Otisem. Instynkt podpowiada jej, e Robby jest niewinny i mona mu ufa. Mimo to czuaby si o wiele lepiej, gdyby wykrya prawdziwego wsplnika Otisa.

Miaa nadziej, e zrobi to ju jutro. Pooya komputer na kolanach, otworzya map internetow i sprawdzia adres matki Otisa. Kiedy pokazao si miasteczko w Missouri, zrobia par notatek. J.L. zaproponowa, e bdzie prowadzi, i mia przyjecha po ni rano. Jego samochd by wyposaony w GPS i wszelkie inne nowoczesne gadety znane rodzajowi ludzkiemu, wic podr powinna przebiec gadko. A dziki umiejtnoci wykrywania kamstw Olivia bdzie wiedziaa od razu, czy matka Otisa mwi prawd. Otworzya poczt i serce jej podskoczyo, jak zwyke, kiedy zobaczya odpowied z adresu MacKay UOiD. Sprawdzia godzin. Dlaczego Robby pisa tylko w nocy? Niele si umiaa, kiedy nazwa j krnbrnym dziewczciem. To brzmiao strasznie starowiecko, ale moe w Szkocji tak si mwio. Z niecierpliwoci otworzya najnowszego mejla. Tak, to ja, Robby. Miaem ci, dziewczyno, i nie bya szczeglnie krnbrna. Dla mnie bya idealna". Zachysna si z oburzenia. Co za... co za... Klikna odpowiedz", wystukaa winia!" i klikna wylij". Jak on mia artowa sobie z ich najbardziej intymnych wsplnych chwil? Policzki jej zapony. Wrciy wspomnienia Robby'ego caujcego j wszdzie, Robby'ego, dziki ktremu miaa najpotniejsze orgazmy w yciu. Na szczcie, przestaa z nim korespondowa z oficjalnego adresu FBI. Pokazaa si nowa wiadomo. Tak szybko. Serce jej zaomotao. Chwycia szklank wody ze stolika i wypia kilka ykw. Dopiero wtedy otworzya mejla. Dobry wieczr, skarbie. Tskniem za tob". - Och, Robby. - Teraz sprawia, e serce jej topniao. Odpisaa natychmiast: Ja te tskniam". Po paru sekundach pojawia si nowa wiadomo. Mog dosta twj numer telefonu?"

Jej mzg zacz pracowa na zwikszonych obrotach. Czy bya gotowa, by na nowo wej w ten zwizek? Nie znalaza jeszcze winnego, ktry pomaga Otisowi, wic nie moga mie stuprocentowej pewnoci, e Robby jest niewinny. I takie dziwne, e nie znalaza po nim ladu w Internecie. Co o nim tak naprawd wiedziaa? To on wysa jej informacje z MacKay UOiD. Mg jej wciska rne kamstwa, a ona nie bya w stanie ustali prawdy. Ale jakim sposobem pozna go lepiej, jeli nie bdzie z nim rozmawia? Drcymi palcami wstukaa swj numer i klikna wylij". Podskoczya, kiedy zadzwoni telefon. Nie bd gupia, skarcia si. A niby co chcia zrobi z tym numerem? Odoya laptop i podesza do torebki, ktr zostawia na stoliku przy drzwiach. Telefon znw zadzwoni. Wyja go z bocznej kieszeni torebki i otworzya. - Halo? - Och, jak dobrze znw usysze twj gos. Przygryza usta, tumic gony jk. Ten sodki zapiew i gboki timbre jego gosu stanowiy zabjcz kombinacj. Kolana jej dray, kiedy wracaa na sof. - Olivio? Jeste tam? Usiada na sofie. - Tak, jestem. - W jej sercu wezbraa tsknota. Cigle kochaa tego faceta.

Rozdzia 15 Robby przykry suchawk rk i spojrza gniewie na Phineasa. - Spadaj. Zanim wybra numer Olivii, powiedzia modemu wampirowi, eby zrobi obchd terenu, ale Phineas stercza w drzwiach biura i szczerzy si do niego. - Moesz potrzebowa pomocy Doktora Ka. - Phineas wskaza swoj pier. - Mog ci podsun odpowiednie sowa, eby rozkocha i oczarowa swoj laseczk.

- Dam sobie rad - szepn Robby. - Id ju. - Powiedz jej, e jest taka gorca, e a skwierczy. I e ma smakowite cycuszki. - Odchrza si! - Sucham? - spytaa Olivia w suchawce. - Nie ty - odpowiedzia jej Robby i wykrzywi si do Phineasa. Mody wampir rozemia si i wyszed z biura. -Bardzo przepraszam. Musiaem si pozby kogo z biura, ebymy mieli troch prywatnoci. - Jeste w pracy? - spytaa. - Tak. Pracuj na nocnej zmianie. - To dlatego piszesz tylko w nocy? - Tak. - I pracujesz w Romatechu Industries, tej wytwrni syntetycznej krwi? - Pracuj w MacKay UOiD. I obecnie jestem przydzielony do Romatechu. - Zmarszczy brwi. To nie bya zabawna, flirciarska rozmowa, jakiej oczekiwa. Dlaczego go przesuchiwaa? - Czytaam, e dwie filie Romatechu zostay wysadzone zeszego lata. Rozumiem, e to sprawka tych krajowych terrorystw? - Tak. Oivio, dostaa paczk i listy, ktre ci postaem? - Chodzi... chodzi ci o sweter? - Tak. Zawahaa si i wymamrotaa: - Tak, dostaam. Dziki. Co byo nie tak. Zwykle wesoa i przyjazna, teraz bya dziwnie podejrzliwa i ostrona. - Wyjechaa z Patmos bez uprzedzenia. Martwiem si o ciebie. - Musiaam jak najszybciej odstawi babci do domu mojego ojca. Baam si o jej bezpieczestwo. - Z powodu jabek? Gwatownie chwycia powietrze. - Skd o tym wiesz? Nie wspomniaam o nich w licie, ktry dla ciebie zostawiam. - Zwyka robota detektywistyczna. Mwia mi o tym draniu, ktry ci przeladuje. Spytaem kobiet z tawerny, dlaczego

wyjechaa tak nagle, i powiedziaa, e co ci wystraszyo. Spytaem j, czy dostaa jabka, i potwierdzia. - Och. - Szkoda, e nie zostaa, Olivio. Jestem specjalist od ochrony i dochodze. Mogem ci pomc. - Ja... przywykam sama si o siebie troszczy. I musiaam wrci tutaj, gdzie mogam wszystko sprawdzi. Zagryz usta. Czy w ogle nie przyszo jej do gowy, e on bdzie chcia pomc? Czy nie rozumiaa, jak bardzo mu na niej zaley? - I co? Odkrya, kto wysa jabka? - Nie. Ale mam nadziej, e w ten weekend zrobi jakie postpy. J.L. i ja jedziemy do Missouri, przesucha matk Otisa Crumpa. Robby mocniej cisn komrk. - Kto to jest J.L.? - J.L. Wang. Kolega z biura. Pomaga mi wyjani t spraw. - Kolega? - Tak. Waciwie przyjaciel. Och... - Umilka na chwil. - Ty jeste... zazdrosny? - Nie. - Robby si skrzywi. - Tak, do diabla. To ja powinienem ci pomaga. - Kusio go, eby teleportowa si prosto do niej, ale na tym etapie spowodowaoby to tylko jeszcze wicej problemw. Mylaem, e rozumiesz, jak bardzo mi na tobie zaley. - Chc... chc w to wierzy. Nie wierzya mu? Do diaba, to zabolao. Chwyci dugopis i notatnik. - Naprawd ci pomog, Olivio. Powiedz mi wszystko, co moesz powiedzie o Otisie. - Ale... nie przejmuj si tym. Wszystko jest pod kontrol. - Nie chcesz mojej pomocy? - Ja... bardzo doceniam twoj ofert, ale sama si tym zajm. Zaci zby. Dlaczego odrzucaa jego propozycj? Pomoc tego J.L. jako chtnie przyja. - Co si stao, Olivio? Dlaczego nie moesz mi zaufa? - Chc ci ufa. Naprawd. Ale to trudne, kiedy nie mog odczyta twoich uczu, a kierowanie si lep wiar wydaje mi si gupie.

Wsta z krzesa. Nic na wiecie nie dotykao go tak mocno jak podejrzenia, e nie jest wiarygodny. - Na Patmos bya szczliwa. Ufaa mi. Co si zmienio? Zawahaa si i nagle jkna zdesperowana. - Przyszy jabka. Ten, kto je przysa, wiedzia, gdzie jestem. Robby rzuci dugopis na biurko. - Dobrze. Kto wiedzia, e jeste na wyspie? - Moja rodzina i par osb z bazy. - Jeli twoja rodzina jest tak lojalna i opiekucza jak twoja babcia, to moesz ich bezpiecznie wykluczy. Czy w biurze jest kto podejrzany? - Jest kto, kto mnie okama. J.L. go sprawdza. Znw ten J.L. Robby jkn w duchu. - A ten cay J.L.? Wang, tak? To moe by on? - Och, nie. On zawsze by ze mn szczery. Jego wyczuwam z atwoci. A mnie nie moga wyczu, poniewa jestem nieumarym. Robby stara si pohamowa rosnc irytacj. - Wic zamierzasz sprawdzi matk Otisa? Skd ona mogaby wiedzie, e jeste na Patmos? Olivia westchna. - Nie wiem. Chwytam si brzytwy. - Musi by jakie inne wyjanienie. - Kiedy nie odpowiedziaa, zrozumia, e co przed nim ukrywa. - Powiedz mi. - Nie mog. Zdenerwujesz si. Mnie to potwornie wytrca z rwnowagi. - Mw! Jkna. - Mj przeoony uwaa, e Otis mg wynaj zawodowca, eby mnie ledzi. - Przy twoim wyszkoleniu raczej zorientowaaby si, e kto ci ledzi. - Moe - szepna. - Chyba e by tak dobry w ukrywaniu si, e zupenie mnie omami. Drenie jej gosu wywoao dreszcz na plecach Rob-by'ego. Czyby poznaa na Patmos kogo, kto mg j oszuka? Zatoczy si, jakby dosta cios w pier. Jasna cholera. - Mylaa, e to ja?

- Robby, zastanw si - powiedziaa szybko. - Jeste zawodowcem. Znalimy si niecay tydzie... - Otworzylimy przed sob dusze! Jak moga... -Stumi jk blu. Serce stano mu w piersi. Ona mylaa, e j zdradzi? On? Nigdy w yciu nie zdradzi nikogo. Rzuci suchawk na biurko i zacisn pici. - Jasna cholera! - Hukn pici w cian. Dyszc ciko, spojrza ponuro na dziur w gipsowej pycie. Zwykle nie traci nad sob panowania, ale, do diaba, jak moga go podejrzewa? Czy zawsze musiao tak by? Czy adna kobieta w niego nie uwierzy? Nie pozostanie lojalna? - Niech to szlag! - Chwyci serwetk z kredensu, gdzie dzienni stranicy trzymali ekspres do kawy i przycisn j do zakrwawionych kostek placw. - Robby? Robby, jeste tam? - zawoaa Olivia ze suchawki. Jkn. Inni pracownicy MacKay na pewno zauwa t dziur. Bd si z niego nabija bez koca. - Robby! Usiad na krzele i podnis suchawk. - Jestem. - Wszystko w porzdku? - Jej gos dra i Robby zastanawia si, czy Olivia pacze. - Syszaam straszny trzask. - Ja tylko... zmieniaem wystrj. - Spojrza na dziur. - To si chyba nazywa ozdobna nisza. - Syszaam, jak przeklinasz. Nic ci nie jest? - Nie. Jestem tylko wcieky jak diabli. Nie mog uwierzy, e mnie podejrzewaa. Nigdy bym ci nie skrzywdzi. - Obawiaam si, e to ci zdenerwuje. Dlatego nie chciaam ci mwi. Wiem, jakie to bolesne. Kiedy mi przyszo do gowy, o mao nie umaram. Robby wyrzuci zakrwawion serwetk do kosza. - A dlaczego w ogle przyszo ci do gowy? - Mj przeoony zapyta, czy spotkaam na Patmos kogo, kto mg by prywatnym detektywem. Wydao mi si logiczne... - Nie! Olivio, nigdy bym ci nie zdradzi. Przecie wiesz, jak bardzo nienawidz zdrady. Pocigna nosem. - Nie chciaam w to wierzy. Wci pakaam. Serce mi pkao.

- Skoro tak bardzo bolao, dlaczego w ogle o tym mylaa? Co takiego zrobiem, e we mnie zwtpia? - To nie twoja wina. Wycznie moja. Byam przeraona, bo nie mogam ci wyczu. Nigdy wczeniej nie musiaam polega wycznie na instynkcie i baam si, e nie mog mu ufa. I trudno mi byo uwierzy, e kto taki jak ty mgby si we mnie zakocha w niecay tydzie. - artujesz? Ja nie mog zrozumie, dlaczego wszyscy faceci na wiecie nie s w tobie zakochani. Jeste pikna, mdra, odwana... Jeste spenieniem wszystkich moich pragnie. Wydaa dziwny, zduszony dwik, ktry brzmia jak tumiony szloch. - Och, Robby. - Olivio. - Musia zmobilizowa ca samokontrol, eby nie teleportowa si do niej i nie wzi jej w ramiona. Usysza jaki dwik oddalony od suchawki. Wycieraa nos. - To dlatego nie odpisywaam na twoje listy. Pierwsze dwa wyrzuciam. Patrzenie na nie byo zbyt bolesne. - I dlatego nie zadzwonia. - Zaczerpn gboko powietrza i wypuci je. - A co czujesz teraz? - Wierz ci - odpara gosem drcym z emocji. - Syszaam twoj reakcj. To by taki sam bl, jaki ja przeywaam. Robby, bardzo ci przepraszam. - Nic si nie stao, skarbie. Wszystko bdzie dobrze. -Do nastpnej katastrofy. Prdzej czy pniej bdzie musia jej powiedzie prawd o sobie. Nie teraz. Ich zwizek by zbyt mody i zbyt kruchy. Najpierw musieli przetrwa nag rozk, a teraz kryzys wtpliwoci i podejrze. W tym momencie nie chcia wystawia ich znajomoci na jeszcze cisz prb. Potrzebowa czasu. Czasu, by udowodni, jak bardzo by godny zaufania i jak mocno j kocha. Ich romans rozwin si tak szybko, e Olivia nie miaa czasu pozna go wystarczajco. Chocia kusio go, eby teleportowa si do niej i porwa j w ramiona, wiedzia, e musi dziaa powoli. Olivia potrzebowaa czasu, eby go pozna, eby mu zaufa. Fizyczna fascynacja bya silna, ale to za mao. Nie mg wyjawi swojej tajemnicy, dopki ona nie bdzie mu ufa bez zastrzee.

- Nie chc ci straci, Robby - szepna. - Nigdy wczeniej nie czuam czego takiego. - Nie stracisz mnie, skarbie. - Wzi dugopis i kartk. -A teraz powiedz mi wszystko, co wiesz o Otisie, ebym mg ci pomc. Przez nastpne p godziny robi notatki i zadawa pytania. Obiecaa, e zadzwoni nastpnego wieczoru i zawiadomi go, czego nowego si dowiedziaa. Ziewna. - Chyba pjd ju spa. J.L. przyjeda po mnie wczenie rano. Robby zgrzytn zbami i zakonotowa sobie, eby sprawdzi te tego Wanga. - No dobrze. Uwaaj na siebie, skarbie. - Ty te. I dziki za wyrozumiao. - Umilka na chwil. Chciaabym ci obj. Zamkn oczy. - A ja chciabym ci pocaowa. Westchna. - Zadzwoni jutro. Dobranoc. - Rozczya si. Robby odoy suchawk na wideki. O mao jej nie straci; naprawd niewiele brakowao. Jak Olivia przyjmie wie, e on jest wampirem? Opar gow na doniach. Moe go oskary, e j okama. I bdzie miaa racj. Starajc si o jej wzgldy, z rozmysem ukrywa prawd. Jeli powie jej teraz, moe j straci. Jeli bdzie czeka, te moe j straci. Ona moe mu nie wybaczy, e j zwodzi. Jkn. Tak le, i tak niedobrze. Robby odetchn z ulg, kiedy Olivia zadzwonia do niego w sobot wieczorem, jak obiecaa. Poinformowaa go, e matka Otisa pomylnie przesza test ywego wykrywacza kamstw. Pani Crump nic nie wiedziaa o jabkach, ale bya zachwycona, e poznaa Olivi. Otis powiedzia jej, e on i Olivia si kochaj i e ich przeznaczeniem jest by razem na zawsze. - Powiedziaa jej prawd? - spyta Robby. - Prbowaam, ale chyba do niej nie dotaro. Jest przekonana, e Otis jest niewinny i e kiedy wyjdzie na wolno. Klasyczny przypadek wyparcia.

- No c, moe tylko w ten sposb jest w stanie sobie z tym poradzi - zasugerowa Robby. - Kto chciaby si przyzna, e wychowa psychopatycznego seryjnego morderc? - No wanie - mrukna Olivia. - Tak czy inaczej, kiedy z mam nic nie wyszo, postanowilimy sprbowa z bratem. Mieszka w Indianapolis. - I pojechalicie tam? - Tak. Widzielimy si z nim jak godzin temu. Tak si wciek, e jego aura zrobia si jaskrawoczerwona z domieszk czerni. By wcieky na nas, wcieky na matk, wcieky na cay wiat. Po rozmowie zadzwoniam na miejscowy komisariat i ostrzegam ich, eby mieli na niego oko. Facet lada moment eksploduje, a wydaje mi si, e jest zdolny do ekstremalnej agresji. Robby si skrzywi. To le. Jeli brat obwinia Olivi o to, e Otis trafi do wizienia, moga si znale w niebezpieczestwie. - Wiedzia co o jabkach? - Zero. Nie wiedzia nic, i to bya prawda. Przy tak jaskrawych emocjach atwo go byo wysondowa. - Cigle jeste w Indianapolis? - Tak. Zrobio si pno, wic zatrzymalimy si w hotelu. Wrcimy jutro. Robby zagryz zby. - Jestecie w pokoju hotelowym? Rozemiaa si. - W osobnych pokojach. A ty? Zrobie jakie postpy od swojej strony? - Mam par pomysw. Po pierwsze, musimy zaoy, e wszyscy w twojej bazie wiedzieli o Patmos. Te nieliczne osoby, ktre wiedziay, mogy rozmawia z innymi. Wic musisz sprawdzi wszystkich, od szefa, poprzez pracownikw biura, po nocnego stra. - Okej. - Ja si zajm prawnikiem Otisa - cign Robby. -Mg ju przed laty dosta dugoterminowe instrukcje od swego klienta. I musimy si zastanowi, czy Otis nie ma jakiego sposobu komunikacji ze wiatem zewntrznym, o ktrym nie wie personel wizienia. Czy moe mie zdolnoci paranormalne? - Mylisz, e komunikuje si telepatycznie?

- Myl, e musimy wzi pod uwag kad moliwo, nawet najbardziej dziwaczn. Rozmawiali jeszcze przez jakie dziesi minut i rozczyli si, kiedy powiedziaa, e chce wzi prysznic i i do ka. Robby uzna, e skoro Olivia jest poza domem, nadarza si wietna okazja, by odwiedzi jej mieszkanie. Zadzwoni na jej domowy numer i kiedy wczya si automatyczna sekretarka, posuy si nagraniem, by zapa namiar. Po kilku sekundach zmaterializowa si w ciemnym mieszkaniu. Jego oczy szybko przywyky do mroku. Rozejrza si po niewielkim salonie. Bya tu zielona sofka, stolik do kawy i telewizor na niewielkiej szafce ze sprztem grajcym. W kciku obok kuchni sta wcinity stolik na dwie osoby. Robby upewni si, e aluzje i zasony s zasunite, po czym zapali wiato. Wyj wykrywacz podsuchw, ktry schowa do sporranu. Wtpi, by Otis i jego rzekomy wsplnik zdoali zaoy podsuch w mieszkaniu Olivii, ale wola si upewni. Sprawdzi salon i kuchni, a potem wszed do sypialni. Patrzc na podwjne ko nie mg nie wyobraa sobie Olivii lecej nago na chodnej, niebieskiej pocieli. Teraz, kiedy teleportowa si do jej mieszkania, lokalizacja bya zapisana w jego pamici. Pomys, eby wpa tutaj i przyczy si do niej w ku by niezmiernie kuszcy. Niestety, to pewnie bardziej by j przerazio, ni wprawio w romantyczny nastrj. W jej sypialni, azience i garderobie nie byo niczego podejrzanego. adnych pluskiew. Pogasi wiata i wyjrza przez okno. By na pierwszym pitrze, skd mia widok na kawaek zieleca i parking. Zauway cieniste miejsce zaronite krzakami i si teleportowa. Teraz mia moliwo teleportowania si tutaj, a nie bezporednio do mieszkania. Wyj komrk ze sporranu i zadzwoni na biurowy numer Olivii. Zmaterializowa si w siedzibie FBI w Kansas City. Zanim nocni stranicy mieli czas zauway jego obecno, wrci do Romatechu. Teraz, majc w pamici wszystkie trzy lokalizacje, czu si znacznie lepiej. Gdyby Olivia go potrzebowaa, mg si znale przy niej w par sekund. Zacz swoje dochodzenie zaledwie

poprzedniego wieczoru, ale wiedzia ju wystarczajco duo, by si martwi. Otis Crump by chorym, niebezpiecznym, naprawd zym czowiekiem. I chocia odsiadywa doywocie, Robby wiedzia, e za nie wolno lekceway.

Rozdzia 16 Przez ca reszt lutego Robby by w staym kontakcie z Olivi, czy to telefonicznym, czy mejlowym. Opowiedziaa mu o swojej pracy. Jej zesp prowadzi ledztwo w sprawie oszustwa adopcyjnego, przy ktrym pracowaa po godzinach. Potem, w marcu, cay czas zajmowaa si seri porwa i morderstw zwizanych z narkotykami. ledztwo w sprawie Otisa musiao pj w odstawk, ale twierdzia, e to nie ma znaczenia, poniewa od listopada nie dostaa adnych jabek. Jej przeoony upiera si, e Otis przestanie j nka, jeli ona bdzie go ignorowa. Wygldao na to, e ta metoda zadziaaa. Olivia przyznawaa, e Czasami bywaa wykoczona i rozstrojona. Bombardoway j bolesne emocje ofiar i ich rodzin. Wyczuwaa te stres, gniew i frustracj swoich kolegw. Poniewa nie czua adnych emocji Robby'ego, rozmowy z nim byy dla niej jak swego rodzaju wakacje. Cieszya si na nie kadego wieczoru. W poowie lutego oboje zainstalowali w swoich laptopach kamery internetowe, eby mc si widzie podczas rozmw. Robby wiedzia, e praca j stresuje, wic robi wszystko, eby j rozweseli. Opowiada o swoich przyjacioach - o tym, jak Jack urzdzi huczny wieczr kawalerski i zjawia si policja, eby uciszy imprez, a teraz eni si ze liczn policjantk. O tym, jak Phineas zakocha si w dziewczynie, ktra dolaa mu ostrego sosu do drinka. Patrzenie na Olivi i suchanie jej miechu byo najmilszym punktem wieczorw Robby'ego. Oczywicie przemilcza irytujcy fakt, e niektrzy z jego przyjaci byli nieumarymi.

Kilka razy ich pnowieczorne rozmowy przybray seksowny, flirciarski obrt, ale Robby stara si ogranicza te sytuacje do minimum. Zawsze zabiera laptop z kamerk do sali konferencyjnej po ssiedzku, poniewa w biurze ochrony w Romatechu mg zapomnie o prywatnoci. Mimo to chopcy lubili wpada do sali, eby si z nim podroczy. Nie mg sobie pozwoli na nadmierne podniecenie, bo musiaby potem wykonywa swoj prac z podejrzan bulw w spodniach. Mimo to trudno byo si nie podnieca. Olivia bya cholernie pikna. Nie raz i nie dwa zagldaa z bliska w monitor, pytajc, czemu jego oczy robi si czerwone. - To wina kamery - mwi jej. - Na zdjciach moje oczy zawsze s czerwone. - Na cae szczcie przyjmowaa to tumaczenie. By to kolejny dobry powd, eby jeszcze przez jaki czas zachowywa dystans. Gdyby j odwiedzi, jego oczy zaczyby wieci na czerwono w trzy minuty. Potwierdzi, e J.L. Wang jest godny zaufania i nie znalaz niczego podejrzanego u prawnika Otisa. Kiedy wspomnia, e w kwietniu bdzie drub na weselu Jacka i Lary, Olivia koniecznie chciaa dowiedzie si wszystkiego o lubie. - Jak wyglda suknia lubna? - spytaa. Robby zastanowi si. Lara pokazywaa mu zdjcie. - Jest... biaa. Olivia parskna. - To rzeczywicie wyczerpujcy opis. Czysto biaa czy kremowa? Do ziemi? Ma tren? Jest obszyta perekami czy koronk? Czy panna moda bdzie miaa welon? Robby zmarszczy brwi, prbujc przypomnie sobie zdjcie. - Jest biaa. - Kiedy Olivia jkna, doda: - Przel ci fotk. Ostatecznie przesa najrniejsze informacje, ktrych Olivia bya ciekawa, cznie z menu dla miertelnikw obecnych na przyjciu. Bya tak zafascynowana tym lubem, e strasznie go kusio, by j zaprosi, ale zrezygnowa z tego pomysu. Jak by wyjani bubbly blood - mieszank syntetycznej krwi i szampana ktr on i jego przyjaciele bd pi na weselu? Na pewno chciaaby te zwiedzi miasto i dziwiaby si, dlaczego w cigu dnia jest nieosigalny.

Wiedzia, e ju wkrtce musi jej powiedzie prawd, ale uwaa, e powinien to zrobi, kiedy bd sami. Wesele nie byo odpowiednim miejscem na ogaszanie takich rewelacji. lub odby si w poowie kwietnia w kaplicy Romatechu. Suchajc pary modej recytujcej przysig, Robby wci myla o Olivii. Czy mogaby polubi wampira? To wymagao czego wicej ni tylko zaakceptowania go jako nieumarego. Gdyby chciaa by z nim na wieki, ona te musiaaby zosta wampirzyc. Sale konferencyjne zostay poczone w sal balow, w ktrej odbywao si przyjcie weselne. Panna moda i inni miertelnicy jedli doskonay posiek, a wampiry obleway okazj bubbly blood. Zesp Wysokie Napicie zacz gra walca i Jack zaprowadzi Lar na parkiet, zostawiajc Robby'ego sam na sam z LaToy przy stole modej pary. LaToya, druhna Lary, przyleciaa do miasta dwa dni wczeniej. Kiedy walc si skoczy, inne pary doczyy do Jacka i Lary na parkiecie. LaToya zerwaa si nagle i chwycia Robby'ego za okie. - Chod, zatacz ze mn. - Jak sobie yczysz. - Wsta, i nagle zauway Phineasa zmierzajcego pospiesznie w stron ich stou. - LaToya, zataczysz ze mn? - spyta. - Przykro mi. Robby zaprosi mnie pierwszy. - LaToya pocigna Robby'ego za rk. - Chod. Robby posa Phineasowi przepraszajce spojrzenie i poprowadzi LaToy na parkiet. By to powolny taniec, wic byto im atwiej rozmawia. - Nie moesz go unika przez cay wieczr. LaToya zmarszczya brwi, lekko kadc donie na jego ramionach. - Dlaczego on nie daje za wygran? - Zwariowa na twoim punkcie. Spojrzaa na bok, gdzie stal Phineas i obserwowa j z rozanielon min. - To kompletny wariat. Nie mog si go pozby. O mao go nie zabiam ostrym sosem. Kiedy mnie odwiedzi! w Nowym Orleanie, zagroziam, e mu odstrzel tyek. Jakim cudem uzna, e to byo romantyczne. Robby wzruszy ramionami.

- Wierzy w mio. Ma wielkie serce. - Chyba martwe serce. Jest martwy jak opity krwi komar, kiedy go waln pack. Robby si skrzywi. - Teraz jest ywy. - Co ty wygadujesz? To jest dopiero pokrcone. Czyli e jestecie ywi w nocy i martwi za dnia? Rany, zdecydujcie si. Albo bdcie ywi, albo martwi. Jak mona by jednym i drugim? To po prostu nienormalne. - Wic cigle ci przeszkadza, e jestemy wampirami? LaToya westchna. - Obiecaam, e nikomu nie pisn sowa, jeli tego si obawiasz. Nie chc, eby kto z was, truposzy, wymaza mi pami, bo straciabym te wspomnienia Lary. - Lara powinna si cieszy, e ma tak lojaln przyjacik. LaToya spojrzaa na pann mod, ktra, promiennie umiechnita, koysaa si w rytm muzyki w ramionach Jacka. - Chc, eby bya szczliwa. I chyba jest, ale nie wydaje mi si, by ten zwizek mg przetrwa. - Nigdy nie ma gwarancji. - Robby zacz wspomina swoje wasne nieudane maestwo. Jego ona, Mavis, odepchna go, poniewa by nieumarym. To, e Shanna, Heather, Toni i Lara byy w stanie pokocha nieurnarych, nie oznaczao jeszcze, e wszystkie kobiety pjd w ich lady. Czy Olivia poradziaby sobie z tym problemem? - Moja matka ma ju trzeciego ma - burkna LaToya. adne z jej maestw nie przetrwao piciu lat. A wy, wampiry, mylicie, e bdziecie w stanie dochowa wiernoci przez wieki? Zlasowaly si wam te pywe mzgi. Robby si umiechn. - Moe i tak. LaToya przygryza doln warg. - Chocia musz przyzna, e myl o chodzeniu po wiecie przez par wiekw jest do kuszca. I wieczna modo... to te jest nieze. - Tak, s pewne plusy. - Moe jednak LaToya uczya si ich akceptowa. - Nie jestemy tacy li, kiedy si nas pozna bliej.

Kiedy ostatniego lata trafiem do niewoli, wiele wampirw z tej sali ryzykowao ycie, eby mnie ratowa. Kiwna gow. - Tak, Lara mi opowiadaa. - Phineas by jednym z nich. Zna nas zaledwie od paru lat, ale wielokrotnie dowid, e jest lojalny, odwany i godny zaufania. LaToya fukna drwico. - By dilerem. Wiesz, sprawdziam go. Ma nakaz aresztowania. - Od tamtej pory bardzo si zmieni. - Co nie znaczy, e nie powinien zapaci za swoje przestpstwa. - Zapaci - nie dawa za wygran Robby. - yciem. Zasuguje na drug szans. LaToya si achna. - Nie wiem, czy potrafi by tak wyrozumiaa. Robby spojrza na Mart Barkowski, ktra siedziaa przy stole z Wand i Philem. - Ja te nie sdziem, e potrafi wybacza. Ale czasami po prostu nie ma sensu przedua cierpienia adnej ze stron. Robby osupia, kiedy dotaro do niego, e si zmienia. Czas spdzony z Olivi leczy jego serce i goi rany. Wci chcia zabi Casimira, ale to nie by ju priorytet. A jeli chodzio o wampiry takie jak Marta czy Stanisaw, rozumia teraz, e oni te byli ofiarami. - Mog odbi partnerk? - Phineas postukat go w rami. Robby puci LaToy i si odsun. - To zaley od damy. Phineas wycign rk do LaToyi. - Cukiereczku, zataczysz ze mn? Spojrzaa na niego nieufnie. - Chyba mog dokoczy ten taniec z tob. - wietnie! - Phineas z szerokim umiechem obj j ramionami. Muzyka umilka. - Ups. I ju po tacu. - LaToya si odsuna. - Wanie e nie. - Phineas przycign j z powrotem. - Wanie e tak! - Wbia mu szpilk w stop. Phineas wrzasn i puci j. - Na razie, frajerze. - Odesza, przerzucajc dugie loki przez rami.

Phineas skrzywi si z blu, prbujc stan na obolaej stopie. - Au. - Przykro mi - mrukn Robby. Phineas spojrza na niego z kwan min. - Tak, to boli, ale przynajmniej nie daa upustu emocjom i nie wybia pici dziury w cianie. - Naprawiem to - burkn Robby. Nasucha si ju docinkw z powodu tej dziury. Phineas znw spojrza na LaToy, ktra zamawiaa drinka przy barze. Umiechn si. - To si dzieje, bracie. Ona ulega mojemu czarowi. - Skd wiesz? Znowu ci zaatakowaa. - Tak, ale tym razem nie grozia, e mnie zabije. - Phineas przygadzi doni swoje krtkie, czarne wosy. - O tak, maa. Doktorowi Kowi trudno si oprze. *** Dopiero pod koniec kwietnia tempo pracy troch zmalao. Olivia spdzia cay ranek, nadganiajc papierkow robot. - Gotw na lunch? - zawoaa przez ciank dziaow do Wanga. - Prawie - odpar. - Daj mi pi minut. To bya idealna okazja, eby sprawdzi prywatn skrzynk mejlow. Umiechna si szeroko na widok wiadomoci od Robby'ego. Dzie dobry, skarbie. Po naszej wczorajszej rozmowie telefonicznej dostaem mejla od Jacka i Lary w Wenecji. Przysali par zdj ze lubu. Zaczyem ci je". Olivia zacza przeglda zdjcia, zachwycona, e wreszcie moe przyporzdkowa twarze do imion osb, o ktrych suchaa przez ostatnie dwa miesice. Serce wezbrao jej uczuciem, kiedy zobaczya zdjcie, na ktrym by Robby. Wyglda olniewajco w eleganckiej czarnej marynarce, biaej koszuli i czarnej muszce, dopasowanej do czarno-biaego kiltu. Jego zielone oczy byszczay wesoo, a na ustach widnia umiech. Mogaby si na niego gapi godzinami, ale byo wicej zdj do obejrzenia. Zacza klika w kolejne.

- Hej, Liv. Tu jest ten raport, o ktry prosia. - Yasmine pooya teczk na jej biurku i spojrzaa na monitor. - To zdjcia ze lubu? Uwielbiam lubne zdjcia! - Czekaj, poka ci pann mod. - Olivia klikna zdjcie Lary. - No dobra. - J.L. opar okcie o ciank. - Jestem gotw na lunch. - Rany, jest pikna - szepna Yasmine. - Wiem - powiedziaa Olivia. - Uwierzysz, e bya glin w Nowym Jorku? - Halo? - J.L. pomacha do nich. - Lunch? Yasmine zignorowaa go. - Nie wiedziaam, e bya na lubie. Przyjanisz si z pann mod? - Nie byam - odpara Olivia. - Przyjani si tylko z pierwszym drub. - Przyjanisz si? - rzuci drwico J.L. - Gadasz ju tylko o nim. Nie mog zje lunchu, eby nie wysucha najwieszego sprawozdania o Robbym. Olivia wykrzywia si do niego. J.L. te si mia z tych historyjek. - Kto to jest Robby? - spytaa Yasmine. - By drub. Czekaj, poka ci. - Olivia otworzya grupowe zdjcie. Yasmine parskna. - Kto to jest ten wielkolud w spdnicy? I co to jest? Torebka? Olivia zesztywniaa. - To jest Robby. - Nosi spdnic? Musz to zobaczy. - J.L. zajrza w monitor nad gow Yasmine i zachichota. Olivia spojrzaa na niego ze zoci. - Robby jest Szkotem. Dlatego nosi kilt i sporran. - Gdzie ty poznaa Szkota? - spytaa Yasmine. - Suchajcie, dziewczyny - przerwa im J.L. - Umieram z godu. Jeli chcecie si dalej lini nad tymi zdjciami, przynios wam lunch do biura. Irytacja Olivii przemienia si w umiech. - Super. Ja poprosz kanapk z indykiem. - Ja te - dodaa Yasmine.

J.L. odszed, mamroczc co na temat babskiej fascynacji lubami, kiedy tymczasem rni nieszcznicy zakadaj kajdany na cae ycie. - No wic? - spytaa Yasmine. - Gdzie poznaa tego przystojnego Szkota? - Na Patmos, w listopadzie. - Szkot na greckiej wyspie? - Yasmine rozemiaa si, ale nagle spowaniaa. - Rany, Liv, to chyba nie ten, przez ktrego pakaa, co? Olivia zarumienia si ze wstydu. - To byo tylko nieporozumienie. Teraz midzy nami jest ju dobrze. - Chodzisz z nim? - Co w tym rodzaju. Rozmawiamy i mejlujemy codziennie. Chciaabym do niego pojecha, ale wykorzystaam ju cay urlop. Yasmine powoli pokrcia gow. - Nie miaam pojcia, e jeste z kim zwizana. To powana sprawa? Olivia przygryza warg. Ciekawo Yasmine bywaa irytujca, ale Olivia koniecznie chciaa si z kim podzieli nowin. - Wczoraj Robby powiedzia mi, e w czerwcu bierze par dni urlopu, eby mnie odwiedzi. Stwierdzi, e chce omwi ze mn co bardzo wanego i musi to zrobi osobicie. Yasmine a si zachysna. - Mylisz, e ci si owiadczy? Olivia umiechna si radonie. Bya tak podekscytowana, e ostatniej nocy prawie nie spaa. - Tak to wyglda, nie sdzisz? Przecie nie jechaby taki kawa tylko po to, eby ze mn zerwa, prawda? Yasmine otoczya aura niepokoju. - Na serio bierzesz to pod uwag? Chyba nie znasz go zbyt dobrze? - Bardzo duo ze sob rozmawialimy. Mog mu powiedzie wszystko, a on mnie rozumie. Potrafi mnie rozbawi. Ja potrafi rozbawi jego. - Dziewczyno, jeszcze w grudniu doprowadzi ci do paczu. Strasznie cierpiaa. Moe powinna to jeszcze przemyle. Albo przynajmniej zwolni tempo.

Olivia wzruszya ramionami. Nie miaa najmniejszej ochoty sucha krytycznych uwag o Robbym. By najmilszym, najlepszym mczyzn, jakiego znaa. - Czekaj, poka ci reszt zdj. - Zacza je przeglda, nie mogc oderwa spojrzenia od postaci Robby'ego na fotografiach. Czy naprawd zamierza jej si owiadczy? Nie potrafia sobie wyobrazi niczego innego a tak wanego, eby musia jej o to zakomunikowa osobicie. Ale byo co wanego, o czym ona musiaa mu powiedzie. Chciaa to zrobi ju wczeniej, ale jako nigdy nie byo odpowiedniej okazji. Jak ci min dzie? - zapytaby przez komunikator. wietnie. Aresztowalimy porywacza, a tak przy okazji, jestem dziewic. To by byo dziwaczne. Ale to chyba nie miao znaczenia, e Robby nie zna jej sekretu. Dlaczego miaoby to przeszkadza jakiemukolwiek mczynie? Dwa tygodnie pniej, w sobotnie popoudnie, Olivia pozaatwiaa sprawy na miecie i wrcia do mieszkania. Rzucia torebk i klucze na stolik przy drzwiach wejciowych i zaniosa torb z zakupami spoywczymi do kuchni. Mijajc aneks jadalny, zauwaya co na stole. Brzowe tekturowe pudeko. Natychmiast rozpoznaa logo. Jabka. Serce podeszo jej do garda. Pudeko byo w jej domu. Nie na progu, zostawione przez dostawc. W domu. Postawia torb z zakupami na pododze i po cichu przesza do sypialni. Wszystkie jej zmysy byy w pogotowiu. Ten kto mg by w jej mieszkaniu. Bya nieza w walce wrcz, ale o wiele bezpieczniej czuaby si z pistoletem w garci. Dotara do nocnej szafki i wyja bro z grnej szufladki. Zerkna, by si upewni, e pistolet jest naadowany. Odbezpieczya bro i szybko sprawdzia azienk i garderob. Dokadniej przeszukaa sypialni, zagldajc pod ko i za zasony. Potem sprawdzia salon i kuchni. Puste. Pudeko na stole nie tykao jak bomba, ale nie zamierzaa ryzykowa i otwiera go. Obejrzaa drzwi wejciowe. adnych ladw wamania. Zadzwonia do zarzdcy budynku i spytaa, czy wpuszcza kogo do jej mieszkania. Nie.

Kto ma klucz. Krew omotaa jej w uszach. Zadzwonia do Wanga. - Znalazam pudeko w moim mieszkaniu. Ten gnj by w moim domu! - Uspokj si - powiedzia J.L. - Zaraz tam bd. Rozczya si. Uspokoi si? Kto mg wchodzi do jej mieszkania, kiedy mu si zachciao. Nie bya bezpieczna we wasnym domu. Niech szlag trafi Otisa. Jak dugo miaa znosi t jego gupi gr? Jej przeoony, Barker, kaza jej zostawi go w spokoju i trzyma si z daleka od Leavenworth. Stwierdzi, e kiedy Otis zda sobie spraw, e ona nie bdzie si z nim bawi, da jej spokj. Ale to nie dziaao. Otis nie zamierza przesta jej nka. Kusio j, eby tam pj i powiedzie mu, eby odczepi si od niej raz na zawsze. Oczywicie on wanie tego chcia. Chcia, eby go odwiedzaa. Chcia utrzyma z ni kontakt. Jkna sfrustrowana. Musia by jaki sposb, eby z tym skoczy. Miaa ochot rwa sobie wosy z gowy. Ale zamiast tego zadzwonia do Robby'ego. Wiedziaa, e w cigu dnia jego telefon bdzie wyczony, ale moga zostawi wiadomo: - Robby, przyszo kolejne pudeko jabek. Wyszam pozaatwia par spraw, a kiedy wrciam, byo w moim mieszkaniu! Na kuchennym stole. Wsplnik chce, ebym wiedziaa, e moe wchodzi do mojego domu, kiedy mu si spodoba. Ale wiesz co? Tym razem nie uciekn. Mam tego wyej uszu! Zostaj tutaj, a jeli ten dra odway si wrci, to..." Piip. Skoczy si czas na nagranie. Zatrzasna komrk. Ju samo wypowiedzenie myli na gos sprawio, e poczua si silniejsza i odwaniejsza. Nie zamierzaa tego duej znosi. Kiedy rozlego si pukanie, natychmiast zapaa pistolet. We si w gar. Zoczyca nie potrzebowa puka. Albo mia klucz, albo wiedzia, jak otworzy zamek bez niego. - Olivio! - krzykn J.L. przez drzwi. - Jeste tam? - Tak. - Otworzya drzwi. Wlizgn si do rodka i szybko rozejrza dookoa. - Zamierzasz mnie zastrzeli? - Nie. - Odoya pistolet na stolik w przedpokoju. Przepraszam.

- Nie przepraszaj. Ja te mam gnata. Zamkna drzwi na klucz i jkna. - Po co w ogle zawracam sobie gow? Ten dra moe wej, kiedy chce. - Jeszcze dzisiaj zaoymy ci nowy zamek. - J.L. podszed do kuchennego stou. - Wic to jest to. To obrzydliwe pudeko jabek. adnych znaczkw pocztowych ani oznacze kurierskich. Sprawdzia reszt mieszkania? - Tak. Poza tym pudelkiem wszystko jest jak zwykle. - Zajrzyj do szafy i komody. Mg sobie wzi pamitk. Olivia zadraa na t myl. - Okej. - W szafie wszystko wygldao normalnie. Przejrzaa szuflady i zauwaya, e brakuje jednej rzeczy: czerwonych koronkowych fig. Do diaba, teraz naprawd poczua, e naruszy jej prywatno. - Ta szumowina zabraa... - Znieruchomiaa w drzwiach sypialni. J.L. sta na dugo wycignitej rki od pudeka i otwiera je kuchenn szpatuk. - Odsu si - rzuci ostrzegawczo. Celowo kaza jej wyj z kuchni, eby otworzy pudeko. To by bardzo bohaterski postpek, ale niezbyt mdry, jeli naprawd podejrzewa, e pudeko wybuchnie po otwarciu. - W tych jabkach nigdy nie byo nic niebezpiecznego uspokoia go. Ale wstrzymaa oddech, kiedy zrzuci wieczko. Nic. Podway jabko, ktre wyskoczyo z pudeka, poturlao si po stole i wyldowao na pododze. - Dawaa kiedy te jabka do analizy na obecno narkotykw czy trucizny? - Tak, za pierwszym razem. Byy zupenie zwyczajne. -Patrzya, jak drugie i trzecie jabko turla si na podog. -One maj zagraa tylko spokojowi mojego umysu. To gra psychologiczna. - Taak. - J.L. za pomoc szpatuki wyrzuci reszt jabek z pudeka. - Ale dziaania przestpcw mog eskalowa, kiedy wir potrzebuje coraz mocniejszych podniet. - Jak na razie nie przejawia zamiaru zrobienia mi krzywdy. Olivia podesza do stou. - Chce tylko mn manipulowa i utrzyma ze mn kontakt.

- Bo jest wam przeznaczone by razem na zawsze -J.L. powtrzy to, co Otis powiedzia swojej matce. - Jeli dotrze do niego, e nie zgadzasz si na jego plany, w mgnieniu oka zwrci si przeciwko tobie. - Wiem. J.L. pogrzeba szpatuk w plastikowej trawie, ktra zabezpieczaa jabka. - Wyglda na to, e wszystko jest w porzdku, ale i tak zanisbym do laboratorium, eby sprawdzili, czy nie da si z tego zdj jakich odciskw palcw. Ten wir ewidentnie chcia ci wystraszy, podrzucajc ci to do mieszkania, ale moe popeni bd, przynoszc to osobicie. - Wydaje mi si, e musia obserwowa mieszkanie. Wiedzia, kiedy wyjechaam. - Susznie. - J.L. zastanawia si przez chwil, stukajc opatk w st. - Przekonajmy si, czy wrci. Udali, e opuszczaj mieszkanie; zamknli drzwi na klucz i odjechali samochodem Wanga. Potem, par przecznic dalej, Olivia wysiada z auta, a J.L. poszed do pobliskiego sklepu elaznego po nowy zamek. Olivia wrcia biegiem pod dom i ukrya si za pojemnikiem na mieci, skd moga obserwowa mieszkanie. Nikt nie przyszed. Westchna. Mogo by i tak, e wsplnik Otisa zrobi swoje i znikn. Po powrocie J.L. zainstalowa nowy zamek, a Olivia wreszcie schowaa kupione wczeniej produkty ywnociowe. W lateksowych rkawiczkach powkadaa jabka z powrotem i owina pudeko w worek na mieci. Zawieli je do wydziau kryminalistycznego, a w drodze powrotnej kupili sobie pizz. Mimo nowego zamka J.L. nie chcia zostawia Olivii samej. Siedzieli na sofie, jedli pizz i omawiali rne warianty. Pod wieczr Olivia zdecydowaa wreszcie, co zrobi, ale J.L. nie aprobowa tego, bo wizao si to z wizyt w Leavenworth i odwiedzinami u Otisa. Ustpi w kocu, kiedy zgodzia si, eby jej towarzyszy. - Zdajesz sobie spraw, e robisz dokadnie to, czego on chce ostrzeg j J.L. - Przysya ci te cholerne jabka, eby ci do siebie zwabi. - Woy ostatni kawaek pizzy do ust.

- Nie mog mu zagrozi, nie widzc si z nim - odpara Olivia. Podskoczya, kiedy rozlego si pukanie do drzwi. - Spodziewasz si kogo? - J.L. podszed do drzwi, rozpinajc kabur z broni. - Nie. - Olivia wzia chusteczk, eby wytrze sobie tuszcz z palcw, i podbiega do stolika w przedpokoju, na ktrym zostawia pistolet. J.L. wyjrza przez judasz. - A niech mnie. - Co? Kto to jest? - Wyobrazia sobie, e to kurier z UPS z pidziesicioma pudekami jabek. Albo wcieky brat Otisa z dwururk. Wycelowaa pistolet w drzwi. J.L. spojrza na ni kwano. - Tak witasz swojego chopaka? Zamrugaa. - Kogo? Wyszczerzy zby. - Pod twoimi drzwiami stoi Robby MacKay.

Rozdzia 17 Kiedy tylko Robby odsucha wiadomo zostawion przez Olivi na jego poczcie gosowej, umwi si z Phineasem i Connorem, eby zastpili go w Romatechu i teleportowa si w cieniste, zaronite krzakami miejsce obok parkingu przed mieszkaniem Olivii. Teraz, stojc na galerii na pitrze, przed drzwiami jej mieszkania, sysza, jak rozmawia w rodku z jakim mczyzn. Serce zabio mu ywiej na dwik jej gosu. Drzwi otworzyy si i przywita go wysoki Azjata z nieufn min. - Jeste Robby, zgadza si? Robby ucisn mu do. - A ty pewnie J.L. - Robby! - Olivia umiechna si do niego radonie. - Olivio. - Wszed do rodka i wzi j w objcia. Serce wezbrao mu radoci, kiedy obja go za szyj. Zamkn j w ucisku, ukry twarz w jej wosach, wdychajc jej sodki zapach. Jej miejsce byo wanie tu, w jego ramionach. W

jego yciu. Ale by gupi przez ostatnie miesice, zalecajc si do niej na odlego. Teraz, kiedy znw trzyma j w objciach, nie mia ochoty jej puci. - Rany! Czy ty masz miecz na plecach? - spyta J.L. Robby unis gow i odpar:. - Tak. Zabraem na wszelki wypadek. Olivia odchylia si w jego ramionach. - Czyli odsuchae wiadomo, ktr ci zostawiam? Musiae zapa pierwszy moliwy lot. Robby wiedzia, e ona bdzie mylaa, i przylecia samolotem. - Przyleciaem najszybciej, jak si dao. Jak wygldaj sprawy? - Podrowae z mieczem? - spyta J.L., nie przygldajc si pochwie na jego plecach. - Co to za miecz? - Claymor. - Robby zsun pochw z ramion. Ubra si w czarn koszulk i czarne dinsy, eby by mniej widocznym podczas teleportacji. Poda pochw Wangowi. -Chcesz obejrze? - O rany! Ciki. - J.L. wyj miecz z pochwy. - Ale jazda! Strasznie wielki! - Wszystko dobrze? - Robby odwrci si do Olivii i dotkn jej twarzy. - Martwiem si o ciebie. - Nic mi nie jest. J.L. zmieni zamek. - Wskazaa na drzwi wejciowe. - Teraz powinnam by tu bezpieczna. Robby pokrci gow. - S sposoby na pokonanie zamknitych drzwi. Gdzie s jabka? - Rozejrza si. Kuchenny st by pusty, na stoliku do kawy leao pudeko po pizzy. - Zawielimy je do laboratorium. - Olivia skrzywia si, kiedy J.L. machn mieczem w powietrzu. - Uwaaj! O mao nie przecie wiatraka na suficie. - To jest odlotowe! - J.L. dgn wyimaginowanego przeciwnika. - Mam w domu miecze chiski i samurajski, ale s duo mniejsze ni ten. - Umiesz fechtowa? - spyta Robby. - Jasne. - J.L. przecign doni po pazie miecza. -Braem lekcje szermierki na studiach, ale w FBI nie ma na to zbyt wielkiego zapotrzebowania. Olivia parskna.

- Tkwi w jakim dziwacznym przekonaniu, e bro palna jest skuteczniejsza. J.L. przewrci oczami. - Taki miecz to dzieo sztuki. - Schowa bro do pochwy i pooy j na stole. - Chtnie umwi si z tob na sparring - powiedzia Robby. Mgbym ci poyczy taki miecz. - Umowa stoi. - J.L. kiwn na Robby'ego, eby podszed do stou. - Ale stary, jeli skrzywdzisz Olivi, to bdzie co wicej ni sparring. Olivia si obruszya. - Syszaam. Nie potrzebuj do ochrony wielkich samcw, ktrzy lubi si bawi w Conana Barbarzyc. Robby umiechn si do niej. - A mimo to masz dwch. - Pooy do na ramieniu Wanga. Doceniam wszystko, co robisz dla Olivii. Jeste lojalnym przyjacielem. J.L. si zaczerwieni. - Mwiem powanie. Jeli zrobisz jej krzywd, to ci dopadn. Olivia jkna. - Sama potrafi si o siebie zatroszczy. - Nigdy nie chciabym jej skrzywdzi - wyzna cicho Robby, patrzc na ni. - Kocham j. Gwatownie wcigna powietrze, oczy zaszy jej mg. - Och, Robby - szepna. - Okej. - J.L. wzi swoj kurtk z kuchennego krzesa. Potrafi si zorientowa, kiedy w towarzystwie jest o jedn osob za duo. Olivia podbiega, eby go uciska. - Wielkie dziki za wszystko. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobia. - Gdyby mnie potrzebowaa, dzwo - szepn. Spojrza na Robby'ego. - Planowaem nie zostawia jej dzisiaj samej. - Zostaj - uspokoi go Robby. - Ale bd musia wyj przed witem. - Musisz wraca do Nowego Jorku? - spytaa Olivia. Skin gow.

- Spodziewaj si, e wrc. - Oczywicie zaoya, e chce zapa poranny lot. By zy, e musi j zwodzi, ale nie uwaa, by to bya odpowiednia chwila na wyjawianie swojej tajemnicy. Przeya ju dzisiaj wystarczajcy stres i zamieszanie. - Liv, zajrz do ciebie jutro rano. - J.L. wyj kluczyki z kurtki, idc do drzwi. - Mio byo ci pozna, Robby. Olivia jeszcze raz uciskaa Wanga, a po jego wyjciu przekrcia zamki w drzwiach. Odwrcia si do Robby'ego. - No wic? Nareszcie sami. Zacisn pici, ogarnity nagym pragnieniem, eby j chwyci w ramiona. Jej spojrzenie wdrowao po jego ciele, sysza, jak szybko bije jej serce. Mieszkanie wydao si nagle mniejsze i cieplejsze, otoczya ich gorca, wilgotna chmura podania. Robby poczu, e jego ttno przyspieszyo, cho bardzo stara si zachowa spokj. Nie chcia, eby oczy zaczy mu wieci. Myl o czym innym, o czym niezwizanym z seksem. - Zapomniaem ju, jaka jeste pikna. - Nie, to nie pomogo. Umiechna si. - Pomylaam to samo, kiedy zobaczyam ci na tych lubnych zdjciach. - Zarumienia si. - Wygldae bardzo przystojnie w kilcie. Jej twarz porowiaa, i nie by tylko zwyky rumieniec. Spojrza w podog i przetar oczy. - Jeste zmczony po podry? Nie mog uwierzy, e chciao ci si lecie taki kawa. To mie. - Podbiega do stolika w salonie i zoya pudeko po pizzy. - Przepraszam za baagan. - Nic nie szkodzi. Szybko posza z pudekiem do kuchni. - Poda ci co do jedzenia albo picia? - Nie trzeba. Dzikuj. Wysza z kuchni z dwiema szklankami wody z lodem. - Po pizzy strasznie chce mi si pi. - Postawia szklanki na podstawkach na stoliku. - Na pewno nie jeste godny? Mam chipsy i lody, i... - Nie trzeba. Ale jeli ty chcesz je, to prosz, nie krpuj si.

- Nie, najadam si. - Splota donie. - Jestem tylko... zdenerwowana. Mino mnstwo czasu, od kiedy bylimy razem w jednym pomieszczeniu. - Powinienem by przyjecha wczeniej. - Nie przejmuj si. - Przysiada na zielonej sofie. -Bardzo lubi te nasze rozmowy. Czuj, e poznaam ci o wiele lepiej, a to wane. Gdybymy spotykali si osobicie, to pewnie... nie rozmawialibymy tak duo. Nie, kochaby si z ni bez przerwy. - To prawda. Jej policzki zarumieniy si mocniej. - Zapomniaam, jaka... silna jest ta nasza chemia. Chemia? - Czy to jest grzeczne okrelenie na to, e mam ochot rzuci ci na ko i zedrze z ciebie ciuchy? Gwatownie chwycia powietrze. - Chyba tak. Usiad obok niej. - Pamitasz nasz ostatni wspln noc? - Tak! - Zerwaa si na rwne nogi i podesza do drzwi, eby sprawdzi zamek. - To bardzo mio z twojej strony, e dzi przyjechae. - Nie byo mi szczeglnie mio, kiedy odsuchaem twoj wiadomo. Bya bardzo wzburzona. - Znalazam pudeko w mieszkaniu. Ten wir naruszy moj prywatno. A na dodatek wzi sobie moje majtki na pamitk. Wyobraasz sobie? Niestety, mg. Wci mia jej majteczki od bikini; trzyma je pod poduszk w Romatechu. - Co za dra - mrukn. - Chcesz, ebym porozmawia z Otisem w twoim imieniu? Mgbym go przekona, eby da ci spokj. - Jak? Za pomoc wampirzej kontroli umysu. - Potrafi by bardzo przekonujcy. - Cho ta misja wymagaaby sporo planowania, bo musiaby wykasowa nagrania ochrony i wspomnienia stranikw. - Doceniam to, ale mam wasny plan. - Zacza chodzi po salonie. - Spotkam si z nim w poniedziaek. Robby si skrzywi.

- Nie wiem, czy to dobry pomys. Dowiedziaem si sporo o tym czowieku, jest bardzo niebezpieczny. Mgbym ci std zabra, jeli chcesz, i ukry w jakim miejscu, gdzie on ci nigdy nie znajdzie. - Nie bd ucieka. Robiam to wczeniej, bo nalega na to mj przeoony, ale nie podziaao. A nie zamierzam spdzi reszty ycia w ukryciu. Skonfrontuj si z nim w poniedziaek. Ju podjam decyzj. - A jak zamierzasz go zmusi, eby przesta ci nka? Nie przestajc chodzi, wyjania swj plan. - Nie martw si. Bdzie ze mn J.L. Robby zmarszczy brwi. - Ciesz si, e masz tak lojalnego przyjaciela, ale wkurza mnie, e on jest przy tobie, a nie ja. - Jeste teraz. - Znw usiada przy nim. -1 to dla mnie bardzo wiele znaczy. - Dotkna jego policzka. Uj jej do i delikatnie pocaowa opuszk kadego palca z osobna. - Odmienia mnie, Olivio. Przez ostatnie miesice widywaem ludzi, ktrzy pomagali mojemu oprawcy. Przedtem chciabym ich zabi. - A teraz? Ucaowa wntrze jej doni. - Teraz rozumiem, e oni te byli ofiarami. Sam chc dosta w yciu drug szans i wiem, e byoby nieuczciwie odmawia tej szansy innym. - A jak miaoby wyglda twoje nowe ycie? Umiechn si. - Nigdy nie przestajesz by terapeutk. Chc, eby byo pene radoci i miechu. - Pogadzi jej policzek. - Chc, eby byo z tob. - Tak. - Zamkna oczy i pochylia si do niego. Lekko przycisn usta do jej warg. - Tak - szepna znw. Otworzya oczy, kiedy podnis j i posadzi sobie na kolanach. Przesun si na rodek sofy. - Co ty... chyba nie jest ci zbyt wygodnie. - Zacza si wierci, chcc wsta, ale przytrzyma j mocno, kiedy jej poruszajcy si tyeczek zacz rozkosznie torturowa jego podbrzusze. Jkn. - Wiedziaam. Jestem za cika...

Przerwa jej pocaunkiem. Tym razem nie byo to agodnie cmoknicie, ale prawdziwy, zaborczy pocaunek. Zesztywniaa na sekund, a potem zwiotczaa w jego ramionach. Wdar si w jej usta, eksplorujc, smakujc. Po raz pierwszy w yciu sprbowa pizzy. Bya o wiele bardziej aromatyczna i smakowita ni monotonna, krwista dieta, ktr stosowa od 1746 roku. Olivia odrwaa si od jego ust, zaczerpna powietrza i pocaowaa go znowu. Wygldao na to, e faza zwiotczenia mina. Teraz bya o wiele bardziej aktywna; wczepia palce w jego wosy, by przycign go bliej. Zaatakowaa jego usta, zacza pieci jzyk. miao Olivii sprawia, e jego przyrodzenie nabrzmiao, a serce omotao niecierpliwie. Za dugo czeka. Wsun donie pod jej koszulk. Skr miaa ciep i gadk, jej plecy wygiy si, kiedy przycisn sodki uk jej krgosupa. Znalaz pasek biustonosza i rozpi go. Nie przestawaa go caowa, kiedy wsun donie pod luny stanik. Jej piersi byty tak mikkie i pene. Kiedy zacz pieci i ciska jedn z nich, Olivia zachysna si, przerywajc pocaunek. Jej oddech mikko owiewa jego policzek, kiedy jego kciuk zacz okra sutek. Koniuszek stwardnia, wic chwyci go midzy kciuk i palec wskazujcy. Jkna, gowa opada jej do tyu. Ttnica pulsowaa na jej odsonitej szyi. Robby wtuli w ni twarz, wdychajc zapach jej krwi. Chwaa Bogu, e wypi przed przyjciem dwie butelki syntetycznej krwi. Mg si oprze pokusie ugryzienia jej, ale ten zapach i pulsowanie jej y podsycay jego seksualny gd. Przecign jzykiem po ttnicy szyjnej, wiedzc, e jego lina zwikszy wraliwo jej skry. Zadraa. - Prosz ci - szepna. - O co tylko chcesz - odszepn, askoczc jej ucho jzykiem. Bd ci dawa rozkosz przez ca noc. - Tak. - Signa po brzeg koszulki. - Pomog ci. - Przecign jej koszulk przez gow i rzuci na stolik. Zsuna biustonosz i rzucia na podog. Zatrzyma si na chwil, eby popatrze na jej piersi. Sutki skurczyy si i pociemniay na jego oczach.

- Ale jeste pikna - szepn. W jej oczach byszczay zy. - Robby, kocham ci. - Olivio. - Pocaowa j krtko. - Skarbie, ja te ci kocham. - Bdziesz si ze mn kocha? - Mylaem, e to robi. - Musn kciukiem jej stwardniay sutek. Zachysna si powietrzem. - To takie przyjemne. Nie wyobraam sobie, jak to bdzie, kiedy... - Jkna, kiedy wzi jej sutek do ust. - Robby. - Bya bez tchu. - Chyba... powinnimy porozmawia, zanim... - Zadraa, kiedy zacz byskawicznie porusza jzykiem. Ssa j i drani bez litoci. Nie chcia rozmawia, do diaba. Tak, zanim bdzie si z ni kocha, powinien jej powiedzie, e jest wampirem, ale gdyby jej powiedzia, nie byoby adnego kochania. Puci jej sutek i umiechn si ponuro, widzc sterczcy, krwistoczerwony koniuszek. - Robby, zaczekaj. - Krzykna cicho, kiedy chwyci w usta drugi sutek. - Po... powinnam ci powiedzie, e bior piguki. Zaczam jeszcze w Quantico, kiedy te wszystkie wiczenia rozreguloway mi okres, i chciaam, eby wszystko byo jak trzeba. - Mmmm. - Nie przestawa ssa. - Pomylaam, e powiniene wiedzie, e jest mniej wicej dwa procent szans, e zajd w ci. Raczej zero procent, biorc pod uwag jego martwe plemniki. - Rozumiem. - Dmuchn na wilgotny sutek. Zadraa. - Ale kiedy chciaabym mie dzieci. - Ja te. - Rozpi jej dinsy. - Czekaj. Musz wiedzie, czy nie masz jakiej choroby. Znieruchomia z doni na suwaku. - Choroby? - Przenoszonej drog pciow. Nie chc si angaowa, dopki nie bd wiedziaa, e jeste... zdrowy. - Jestem cakiem zdrowy. - Nie liczc tego, e za dnia by martwy. Przygryza warg. - Lepiej uyjmy prezerwatywy, na wszelki wypadek. Ona mylaa, e ma trypra? Zesztywnia z oburzenia. - Nie sypiaem z prostytutkami.

- Chorob weneryczn mona si zarazi praktycznie wszdzie. Dla cakowitego bezpieczestwa najlepiej poprosi o zawiadczenie lekarskie, zanim zacznie si robi pewne rzeczy. Zamruga. Od kiedy to seks sta si transakcj handlow? - Jutro mog ci przysa zawiadczenie mejlem. - Och. Okej. - Zmarszczya brwi. - Chyba mog ci ufa. - Dzikuj. To bardzo mio z twojej strony. Ale skoro ju kompletnie rujnujemy romantyczny nastrj, to skd mam wiedzie, czy ty jeste zdrowa? Trzymasz zawiadczenie w nocnej szafce, eby mc je okaza w odpowiednim momencie? - Nie, oczywicie e nie. Unis brew. - Chyba bd musia ci zaufa. - Moesz mi ufa. Nigdy nie robiam niczego, przy czym mona by zapa chorob weneryczn. Wzruszy ramionami. - Ja te nie. Otworzya szeroko oczy. - Jeste prawiczkiem? Skrzywi si drwico. A wygldam ci na niedowiadczonego szczeniaka? Zaczerwienia si. - Nie. Umiechn si i pocaowa j w nos. - Moemy ju kontynuowa? Umieram z pragnienia, eby wbi si w ciebie gboko i poczu, jak drysz... - Jestem dziewic - wypalia. Zamruga. Chyba si przesysza. - Dzie... Co? - Jestem dziewic. - No nie. Siedzisz pnaga na moich kolanach. Na Patmos bya naga i krzyczaa z rozkoszy. - To prawda, mam pewne dowiadczenia. Gwnie z tob. Zesza z jego kolan i usiada na sofie obok niego. - Ale nigdy nie miaam stosunku. - Nigdy... co jest nie tak ze wspczesnymi mczyznami? Skrzywi si na t wpadk. On niby te by wspczesny. - Chyba s lepi! Powinni si ustawia w kolejce pod twoimi drzwiami. - Urocza myl - mrukna. - Mogabym wydawa numerki. - Chodzio mi tylko o to, e musz by niewiarygodnie gupi, skoro nie widz, jakim jeste skarbem. Jak to w ogle moliwe?

Spojrzaa na niego z irytacj. - Zrobiam dyplom magisterski w wieku dwudziestu trzech lat, wic byam bardzo zajta. No i jest jeszcze ta sprawa z wykrywaniem kamstw. Kilku goci prbowao zacign mnie do ka, ale przy pierwszym kamstwie pokazywaam im drzwi. Ona jest dziewic. Robby wsta i zacz chodzi po pokoju. Nie przyszo mu to do gowy. Na Patmos Olivia reagowaa na jego pieszczoty tak namitnie. Jego ona w ich noc polubn bya dziewic, niemia i tak zalknion, e nie chciaa si nawet cakiem rozebra. Uwielbia miao Olivii. Tak ywioowo reagowaa na kady jego dotyk, wia si i krzyczaa. Jak mgby odebra jej dziewictwo? Bya taka moda, tak pena ycia, a on mia prawie trzysta lat. Do cholery, przez p doby lea martwy. adna kobieta nie powinna traci dziewictwa z krwiopijc. Bdzie musia jej powiedzie, e jest wampirem, bo kiedy ju j wemie, nie bdzie chcia z niej rezygnowa. Nigdy. Zasugiwaa na prawd, zanim utknie z jednym mczyzn na ca wieczno. Skrzywi si. Jak miaby jej to wynagrodzi? - wietnie - mrukna. Zapaa koszulk ze stolika i nacigna j przez gow. - Nie wiedziaam, e to bdzie dla ciebie problem. - Olivio... - A pomyle, e wydawao mi si, e to ci moe nawet pochlebi. - Wstaa z sofy, blada i za. - Nie do wiary. - Ja... nie jestem pewien, czy powinienem przyj taki zaszczyt. - Zaszczyt? - rzucia drwico. - Tak, ja si czuj naprawd zaszczycona", e mnie odrzucasz, bo jestem zbyt niewinna. - Ja ci nie odrzucam. - Ale nie chcesz sobie robi kopotu z moim irytujcym dziewictwem! - Ruszya do drzwi wejciowych wciekym krokiem, jej piersi podskakiway pod koszulk. - Nie przejmuj si tym, okej? Zaraz skocz do miejscowego baru i pozbd si tego caego dziewictwa. Przecie faceci bd si ustawia w kolejce, prawda? Skrzywi si. - To nie jest zabawne. - A kto tu chce by zabawny? Ja mwi miertelnie powanie. Wrcia do stolika i chwycia szklank z wod. - Jeszcze tylko zadbam o to, eby zwrcili na mnie uwag. - Wylaa sobie wod na

koszulk i mokry materia przylepi si do jej piersi i sterczcych sutkw. - Teraz jestem gotowa. Przy odrobinie szczcia kto mnie obsuy za darmo. Robby zacisn pici. - Nie moesz tego zrobi. - To patrz. - Przesza z powrotem do przedpokoju, wzia klucze i torebk. - Powinnam wrci za jakie pitnacie minut, bez bony dziewiczej. Robby skoczy do drzwi, wyrwa jej torebk z rk i rzuci na podog. - Do jasnej cholery, kobieto. Mylisz, e pozwol, eby tkn ci kto inny? Pchna go w pier. - Id sobie! Nienawidz ci za to, e moje dziewictwo jest dla ciebie problemem. Chwyci j za nadgarstki i przygwodzi Olivi do drzwi. Kiedy zacza si wi, przycisn si do niej caym ciaem, eby poczua jego erekcj. - Kochasz mnie, skarbie, i nie martw si. Twoje dziewictwo zaraz przestanie by problemem.

Rozdzia 18 Olivia spojrzaa na niego ze zoci. - Nie pjd z tob do ka. Jestem na ciebie wcieka. - Przejdzie ci. Prbowaa si wyrwa z jego ucisku, ale mocniej przytrzyma jej nadgarstki. Kiedy chcia j pocaowa, odwrcia gow, wic jego usta trafiy na policzek. Ale to go nie zrazio. Skubic wargami, dranic jzykiem zsun si wargami po jej szyi. Skra zacza j mrowi. Musiaa si mocno skoncentrowa, eby nie jkn gono. - Jeszcze przed chwil mnie bagaa - szepn jej do ucha. Mwia: Prosz, kochaj si ze mn". - Obwid jzykiem kontur jej ucha. Zmiky jej kolana.

- To byo, zanim do mnie dotaro, jakim jeste wielkim. .. Zacza szuka w mylach stosownej obelgi, ale zupenie nie moga si skupi, kiedy pieci jej szyj. - Zgadza si. Wielkim. - Otar si o ni tak, e poczua jego nabrzmiay czonek. Zwalczya ch, by przywrze do niego, ople nogami i wcign w siebie. Pustka w jej wntrzu bya wrcz bolesna; czua, e zacznie krzycze, jeli jej nie wypeni. Ale, do licha, cige bya na niego za. I nie miaa najmniejszego zamiaru baga. - Moe nie chcesz odebra mi dziewictwa, bo nie zdoasz stan na wysokoci zadania. Unis gow znad jej szyi. - Prbujesz mnie obrazi? Umiechna si zoliwie. - Przejdzie ci. - Rozepnij mi spodnie i sama si przekonaj, czy nie stoj na wysokoci zadania. - Puci jej nadgarstki. Teraz, kiedy j uwolni, prbowaa si od niego odsun, ale chwyci j za ramiona i przycisn do drzwi. - No dalej, dziewczyno. Chyba e tchrzysz. Policzki jej zapony. - Dobra. Zobaczymy, z czego jeste zrobiony. Najprawdopodobniej z czystego tytanu. Niech go szlag. Zacza si szamota z zapiciem jego dinsw. - Przypominam, e jestem wyszkolona w sztukach walki. Szarpna suwak w d. - Moje rce to zabjcza bro. Rozemia si. - A ja przypominam, e cokolwiek mi zrobisz, odwzajemni si tym samym. - Do diaba. A wic n kuchenny odpada. Zawarcza gardowo, a ten dwik sprawi, e przenikno j drenie. Kiedy uniosa rk, szukajc gumki jego bokserek, niechccy musna olbrzymi wypuko. Zamkn oczy, a z jego ust wydoby si gony jk. Zahaczya palec o gumk czarnych bokserek tu przy biodrze. - Jako nic nie mog znale. Musi by bardzo may... Robby prychn i przesun jej do na rodek. Jej palec zetkn si z tward jak skala kolumn... czystego tytanu.

Zaparo jej dech. By tak obrzmiay, e wyrywa si z bokserek. Robby jednym szarpniciem cign bielizn i jego penis uderzy w do Olivii. Przekna lin. Z ca pewnoci sta. I by wielki. Zbyt wielki. By jak taran. Skrzywia si. - To bdzie bolao. Jego usta drgny. - Przejdzie ci. - Och, doprawdy? - Obja palcami jego czonek i cisna. - Ostronie. - Prbowa odsun jej do, ale trzymaa mocno. Gwatowne ruchy sprawiy, e Robby chwyci haust powietrza. - Kobieto, chcesz, ebym sobie narobi wstydu? - Przejdzie ci. Gdy spojrza na ni, unoszc brew, Olivia krzykna cicho, uwalniajc jego penis. - Masz czerwone oczy! Wymamrota jakie przeklestwo. - To taka choroba. - Wzi j na rce i ruszy do sypialni. Przygldaa mu si, marszczc czoo. - Nigdy nie syszaam o takiej chorobie. - Nie turbuj si. - Turbuj? - Nie przejmuj si. - Skrzywi si, wchodzc do sypialni. - Do licha. - Co? Oczy ci bol? - Nie. Spodnie mi spadaj. Rozemiaa si. Zatrzyma si przy ku. - Czy to znaczy, e nie jeste ju na mnie za? - spyta z umiechem. Spojrzaa na niego przebiegle. - Mj ostateczny osd bdzie zalea wycznie od jakoci wykonanej pracy. Parskn miechem. - Jeste dziewic. Jak odrnisz dobr robot od byle jakiej? - Jeli skoczysz w pi minut, a potem odwrcisz si i zaczniesz chrapa, bd wcieka. Oczy bysny mu wesoo. - Przejdzie ci. Trzepna go w rami. Rozemia si i upuci j na ko. Olivia usiada, opierajc si na okciach, i ju otwieraa usta, by z niego zadrwi, kiedy

zobaczya, e spodnie rzeczywicie opady mu do kostek, a erekcja wci bya... erekcj. Jej zdumienie wzroso, kiedy Robby cign przez gow czarn koszulk, odsaniajc twardy szeciopak i szerok, muskularn klat. Krcone, brzowe wosy zbiegay si w cienk kresk, ktra koczya si gst kpk wok... tarana. - Jeli szerzej otworzysz buzi, to si w niej zmieszcz. Zamkna usta i si skrzywia. - Au. Spucia oczy, zawstydzona wasn reakcj. Robby ciga buty. Dobry pomys. Ona te zsuna pantofle i rzucia je na podog. Kiedy jej spojrzenie wyldowao na jego ydce, krzykna cicho. Nad kostk mia przypity n. Pozby si ju dinsw i bielizny, wic teraz sta przy ku cakiem nagi, nie liczc noa. - Jeste dobrze wyposaony. - Dzikuj. Pragnem ci od dawna. Zerkna na jego erekcj. - Nie mwiam o... chocia jest do impo... - Urwaa, kiedy wysun n z pochwy. - Co ty... - Zachysna si, gdy skierowa ostrze na jej gardo. - Spokojnie. - Przeci cigacz koszulki, ktr jeszcze miaa na sobie, i upuci n na podog. Chwyci materia po obu stronach przecicia i jednym szarpniciem rozdar koszulk na p. Olivia znieruchomiaa ze zdumienia. - Co ty ro... Pchn j z powrotem na ko. - Powiedziaem, e chc ci rzuci na ko i zedrze z ciebie ciuchy. Zdaje si, e nazwaa to chemi. Spojrzaa na swoj podart koszulk. - Lubiam ten T-shirt. - Przejdzie ci. - Z byskiem w czerwonych oczach cign jej dinsy i figi i rzuci na podog. Kiedy wycign si na ku obok niej, przesuna si bardziej na rodek, eby zrobi mu wicej miejsca. Krew szumiaa jej w uszach. Ta chwila nadesza. Moe powinna wej pod kodr. Lec tylko w tej rozdartej koszulce, czua si obnaona. Moe powinna i do azienki, by si odwiey. Moe powinna szybciutko ogoli

nogi. Moe powinna zgasi wiato w salonie. Wpadao do sypialni i wszystko byo wida. A moe znowu przesadzaa z analiz. Spojrzaa na Robby'ego. Lea oparty na jednym okciu i patrzy na ni. - Co nie tak? Umiechn si. - Jak dla mnie, wszystko w porzdku. Jej serce przepenia rado. Rzeczywicie byo w porzdku. Mczyzna, ktrego uwielbiaa, zaraz bdzie si z ni kocha. - Mam wielkie szczcie, e ci spotkaam. - To ja mam szczcie. Dopki si nie poznalimy, byem kompletnie zagubiony. Dotkna jego twarzy. Ogoli si, jego policzki byy gadkie. - Kocham ci, Robby MacKay. Pocaowa j w czoo. - Nigdy nie przestan ci kocha. zy napyny jej do oczu. Wierzya mu. Wierzya mu nawet bez swojej zdolnoci wykrywania kamstw. Kiedy jego usta dotkny jej warg, otworzya si przed nim. Obja go za szyj rkami i zatona w rozkosznym, leniwym wiecie sodkich odczu. Zachwycay j agodne poruszenia jego ust, delikatne pieszczoty jzyka, palce muskajce twarz i szyj. Przecigna domi po jego plecach, rozkoszujc si dotykiem skry, gr mini. Pocaunek trwa, niespieszny i agodny, a poczua si cudownie rozluniona. Jej lki stopniay. Wiedziaa, e on zrobi to bez popiechu. By prawdziwym dentelmenem. Jego usta zsuny si na jej szyj. Zadraa, kiedy poaskota j jzykiem. Nagle dziwnie wyranie poczua swoje intymne okolice. Im duej askota, tym bardziej mrowiy. Chwycia gwatowny wdech, kiedy przecign jzykiem po jej szyi. Poczua cudowne pulsowanie w waginie. - Robby? - Lizn j znw, a drgna. Wbia palce w jego plecy. Jej uda zacisny si mocno. Nagle ju nie chciaa dentelmena. - Robby? Wyda z siebie niski pomruk, ktry wywoa dreszcz i gsi skrk na ramionach Olivii. Niepodziewanie wsun do midzy jej nogi. Zachysna si. Przycisn j do siebie i znw poliza szyj.

Krzykna. Znw nacisn. - Jeste wilgotna. Zaskomlia. Nie miaa pojcia, jakim cudem tak szybko doprowadzi j do ostatecznoci. Przemieci si do jej stp. - Rozsu nogi. Pozwolia, by kolana rozjechay si lekko, i omal nie krzykna, kiedy szeroko rozsun jej stopy. - Co ty... - Przygryza warg. Nigdy nie bya tak odsonita. Robby siedzia midzy jej nogami i przyglda si. Mimo okropnego zaenowania, podniecenie, o dziwo, nie mijao. Jej skra rozpaczliwie pragna dotyku. - Byszczysz - szepn. - Jeste jak ra pokryta ros. Poczua, e wypywa z niej jeszcze wicej wilgoci. - Robby, jeli mnie nie dotkniesz, zaczn krzycze. Umiechn si. - I tak bdziesz krzycze. - Przejdzie mi. - Drgna, kiedy jego palce musny wilgotne fadki. Powoli wsun w ni palec. - Jeste bardzo ciasna. Sprbuj ci troch rozluni. - Och, och... - cisna kodr palcami. Wiedziaa, e dugo nie wytrzyma. To byo tak cholernie przyjemne. Wsun dwa palce do rodka i zacz nimi porusza. - Dosownie ociekasz. Jeste coraz bardziej zarowiona. Czuj twj zapach i mam ochot ci posmakowa. - Wic zrb to! Nie wytrzymam. Ja... - Pisna, kiedy skubn jej echtaczk. Pieci wewntrzne cianki jej waginy, jednoczenie dranic niezwykle wraliwy guziczek. Napicie narastao w niej, czua, e zaraz pknie jak struna. Nagle jego palce zaczy si porusza bardzo szybko i poszybowaa pod niebo. Ciao Olivii przeszy dziki prd. Krzykna. Jej wagina cisna jego palce potnymi skurczami, drenie przejo j od stp do gw. Po duszej chwili, kiedy wci jeszcze nie moga zapa oddechu, zdaa sobie spraw, e Robby zmieni pozycj. Ustawi si nad ni i opad na okcie.

- Wszystko dobrze? Skina gow, wci ciko dyszc. Jego oczy byy bardziej czerwone ni przedtem, dosownie wieciy. Co byo nie tak, ale w chwili obecnej przestaa si tym przejmowa. - Obejmij mnie nogami. Zrobia to. Zadraa, kiedy poczua grub kling napierajc na ni. - Postaram si, eby bolao jak najmniej. - Wtuli twarz w jej szyj. Kiedy j pocaowa i poaskota jzykiem, poczua mrowienie w zupenie innym miejscu. - Jak ty to robisz? - szepna. Chocia bya niedowiadczona, wiedziaa, e to nie jest normalne. Bez sowa zacz ssa jej szyj, pki nie zacza pulsowa i pragn go do blu. Wepchn si w ni, rozcigajc j do granic wytrzymaoci, a w kocu uderzy w bon dziewicz. Poczua lekki dyskomfort, ale znw zacz j liza po szyi i w jej wntrzu zawibrowa dreszcz rozkoszy. - Gotowa? - Unis gow. Na jego czole lniy kropelki potu, a na twarzy malowa si wyraz dojmujcego cierpienia. - Dobrze si czujesz? - spytaa. - Trudno... si opanowa - wychrypia przez zacinite zby. Chwyci jedn z ozdobnych poduszek i przycisn do jej szyi. - Co... aach! - Zesztywniaa z blu, kiedy przedar si przez jej barier. On te krzykn i ukry twarz w poduszce przy jej szyi. Znieruchomiaa. By w niej. Nie bya ju dziewic. Bl znika, pozostawiajc bogie uczucie peni. Zachichotaa. Robby stkn, a ona znw zachichotaa. Ziarenko radoci kiekowao w jej sercu, wyciskajc z oczu zy. Ogarna j rado, e z tym czekaa, e to Robby by dzisiaj w niej. Pogaskaa go po plecach. - Dzikuj. Nigdy nie zapomn. Byo cudownie. - Wybierasz si gdzie? - wymamrota w poduszk. - Nie. Mieszkam tutaj. - wietnie. - Unis twarz z poduszki. - Bo dopiero zaczynamy. - Naprawd? - Wcigna powietrze, kiedy si z niej wysun. - Naprawd. - Pchn z powrotem. - Nie zadaj ci blu? - Nie, to jest... - Jkna, kiedy otar si o jej echtaczk.

- Jeste taka pikna, taka ciasna. - Wycofa si i znw wsun si w ni. - I jeste moja. - Tak. - Obja go i zasypaa twarz pocaunkami. Zwikszy tempo i znw poczua to narastajce napicie, t spiral rozkoszy zmierzajc do punktu kulminacyjnego. Uniosa biodra, eby wyj mu na spotkanie; chciaa go mie w sobie jeszcze gbiej. Robby uklk i podcign jej biodra. Wstrzymaa oddech, czujc sil jego pchni. Nakrcona do ostatecznoci spryna pka i Olivia gono krzykna. Robby wbi si w ni po raz ostatni i z ochrypym krzykiem pad na ko obok niej. Przycisna do do piersi, czekajc, a oddech i ttno si uspokoj. - Och, to byo niesamowite. Jkn. Odwrcia si na bok, eby na niego spojrze. - Dobrze si czujesz? Jkn. - Chyba nie odwrcisz si na drugi bok i nie zachrapiesz? Otworzy oczy. - Ja nie chrapi. Umiechna si. - Twoje oczy wygldaj o wiele lepiej. Zaczerwienienie znikno. Prychn. - Nie na dugo. - To nawracajcy problem? - Kiedy jestem z tob, tak. Zmarszczya brwi. Ona powodowaa problemy z jego oczami? Wiedziaa, e oczy mog by czerwone i podranione, ale wygldao to cakiem inaczej ni u niego. - Jeste na mnie uczulony? - Jestem w tobie zakochany. - Usiad. - Wszystko dobrze, skarbie? Boli ci? Poruszya nogami. - Troszeczk. Chyba wezm gorc kpiel. Przyczysz si? - Moe pniej. - Wsta z ka i si ubra. - Pjd sprawdzi teren, eby strzec ci jak naley. - Pocaowa j w czoo i si umiechn. - Nigdzie nie chod. Przed nami druga runda. Druga runda? Usiada i skrzywia si z blu. - Nie jestem pewna, czy wytrzymam. Rozemia si, wychodzc z pokoju. - Przejdzie ci. Parskna.

- Skoro wychodzisz na dwr, we moje klucze. - Zamkn ci od zewntrz. I zaraz wracam. - Okej. - Usyszaa otwieranie i zamykanie frontowych drzwi i odgos klucza przekrcanego w zamku. Spojrzaa na wilgotn plam na kodrze. Byo te troch krwi. Dowd, e jej dziewictwo znikno. Jej wzrok pad na ozdobn poduszk, ktr Robby przycisn do jej szyi. Dziwne. Podniosa j, by przyjrze si bliej. W niebieskiej satynie byy dwie mae dziurki. Odoya poduszk. Nie powinna jej pra tak czsto. Tani materia po prostu si rozazi. Posza boso do azienki i odkrcia wod. Nic nie mogo zepsu tej najcudowniejszej nocy w jej yciu. adne myli o jabkach, czerwonych oczach czy zniszczonych poduszkach. Przed chwil przeya cudowne zblienie ze wspaniaym kochankiem. Robby MacKay kocha j. ycie byo cudowne.

Rozdzia 19 ycie wampira jest cholernie cikie. Robby pogna schodami w d i przebieg przez parking do kpy krzakw, gdzie schowa ma turystyczn lodwk. Wyj z lodu butelk syntetycznej krwi i odkrci kapsel. eby nie czu godu, przed przyjciem do mieszkania Olivii wypi dwie butelki, ale nie przewidzia, e tyle czasu zajm mu pocaunki, e tak dugo bdzie mia jej ttnic szyjn w zasigu kw. Wypi duszkiem poow porcji. Dobrze, e zaopatrzy si na wszelki wypadek. Nie spodziewa si, e Olivia bya dziewic. Wiele lat temu, kiedy musia si poywia, eby przetrwa, nauczy si, jak zniwelowa bl ugryzienia i sprawi, eby cae to dowiadczenie byo przyjemne dla dawcy. Dzi posuy si t technik, aby zmniejszy bl Olivii i wzmc jej rozkosz, ale zapaci za to wysok cen. O mao nie umar, walczc z pragnieniem ugryzienia jej. A jego zmagania na tym si nie skoczyy. Musia zadba te o dobry seks.

Obszed parking, szukajc czego podejrzanego. Zaparkowane samochody byy puste. Dopijajc krew, przyjrza si budynkowi. Gdyby w cieniu kry si miertelnik, Robby usyszaby bicie jego serca. Ale niczego nie zauway. Podszed do mietnika i wyrzuci pust butelk. W lodwce mia jeszcze jedn. Moe si okaza potrzebna jeszcze przed kocem tej nocy. Przygadzi doni wosy, zbierajc kosmyki, ktre uwolniy si podczas seksu. Dziewica. Tego si nie spodziewa. I odebra jej niewinno. Nie powinien by tego robi. Wiedzia, e teraz jeszcze trudniej bdzie wyzna prawd. adna kobieta nie chciaaby usysze, e stracia dziewictwo z nocn istot. Olivia bez wtpienia miaa nadziej na normalne ycie. Chciaa spdza normalne dni z normalnym mem, rodzi normalne dzieci. A on nie mg jej tego zapewni. Powinien by uczciwie wszystko powiedzie, zanim poszed z ni do ka. Ale, do diaba, nie daa mu wyboru. Musia j powstrzyma, eby nie rzucia si na jakiego obcego faceta. I zrobi, co w jego mocy, by przy defloracji sprawi jej jak najmniej blu i da jak najwicej przyjemnoci. Przesta si okamywa. Chcia to zrobi. Pragn Olivii od pierwszej nocy, kiedy zobaczy j na Patmos. Mg udawa, e auje swojego niehonorowego zachowania, ale prawda bya taka, e robi dokadnie to, co chcia. Kocha j i zamierza o ni walczy. Wszed po schodach do jej mieszkania. Za chwil miaa si zacz runda druga. *** Dzwonek telefonu wyrwa Oivi z gbokiego snu. Krzywic usta, przekrcia si na drugi bok. Bolay j minie, ktrych istnienia nawet nie podejrzewaa. Zamrugaa, widzc soneczny blask przesczajcy si przez szparki wok rolet. Radiobudzik na nocnej szafce radonie pokazywa dziesit szesnacie. Boe wity, zaspaa. Ale te pno posza spa. Przez myl przemkny jej wspomnienia seksualnego maratonu. Spojrzaa na lec obok poduszk. Robby znikn. Pamitaa niezbyt wyranie, e w jakim momencie pocaowa j na do widzenia.

Telefon znw zadzwoni, wic po omacku znalaza suchawk. - Halo? - Olivia? - powiedzia J.L. - Chwaa Bogu. Dzwoniem na twoj komrk, ale nie odbieraa. - Nie syszaam. Pewnie jest w salonie. - Obudziem ci? - Ehm... wanie. Ale i tak powinnam ju wstawa. -Usiada z trudem i kodra zsuna si jej do pasa. Och, bya cakiem naga. Pamitaa jak przez mg, e koo drugiej nad ranem woya seksown koszul nocn. Robby podziwia j przez chwil, po czym natychmiast zdj i rozpocz, jak to okreli, rund trzeci. - Wszystko w porzdku? - spyta J.L. - Tak, czuj si doskonale. - Jak to si fachowo nazywao? Przeleciana na wylot? - Bd u ciebie za jak godzin. - J.L. si rozczy. Wstaa z ka i na mikkich nogach dotara do azienki. Skrzywia si na widok wasnego odbicia w lustrze. Jej wosy przypominay wronie gniazdo, tusz miaa rozmazany, i co to za czerwone lady na szyi? Przyjrzaa si bliej. Dwie pokane malinki. Symetryczny komplet. enujce. Bdzie musiaa osoni je apaszk. Umiechna si z zadowoleniem. Robby istotnie wszed w rol kochanka z wielkim entuzjazmem. Wzia dugi prysznic i wrcia mylami do rundy drugiej. Akurat wysza z azienki, kiedy Robby wrci z obchodu. Zerwa z niej rcznik i rzuci j na ko. Wycaowa jej mokre, liskie ciao od stp do gw, przewrci j na brzuch, by mc skuba jej poladki, a potem z powrotem na plecy, eby zanurkowa midzy nogi i sia zniszczenie jzykiem. Jeden orgazm mu nie wystarczy. Zsun j na brzeg ka, gdzie klcza, i unis jej biodra, eby si w ni zanurzy. Nie sdzia, e zdoa doj na szczyt jeszcze raz, ale udowodni jej, i si mylia. Kilka razy. C za nienasycony facet, pomylaa radonie. Wytara si, woya czyste dinsy i wie koszulk. Spojrzaa na poplamione kodr i przecierado. Najwyraniej czeka j dzisiaj pranie. Boso przesza do salonu i zauwaya, e Robby zrobi porzdek. Jej torebka i klucze leay na stoliku w przedpokoju. Laptop, z

notatnikiem na wierzchu, na stoliku do kawy. Obok niego zobaczya zoon wp t kartk w kratk z jej imieniem. Usiada na sofie i otworzya list. Dzie dobry, Olivio. Przykro mi, e musiaem Ci zostawi tak wczenie. Wygldaa tak piknie we nie, e nie miaem serca Ci budzi. Wiem, e masz pytania. Musimy porozmawia. Prosz Ci, pamitaj, e cokolwiek si wydarzy, kocham Ci. I zawsze bd Ci kocha. Chc spdzi z Tob ycie. Robert MacKay Z umiechem pooya si na sofie. Kocha j. Chcia z ni spdzi ycie. I doskonale, bo ona czua dokadnie to samo. Przeczytaa list jeszcze raz i jej umiech znikn. Tym razem w oczy ukuy j sowa: Musimy porozmawia". O czym chcia rozmawia? Wiem, e masz pytania". Drcymi domi zoya list. Do licha. Nie chciaa o tym myle. Wyparcie jest o niebo lepsze. Ostatnia noc bya cudowna. Idealna. Ale teraz by ranek po. Nie moga duej zaprzecza. Za kadym razem, kiedy si kochali, jego oczy wieciy na czerwono. Powiedzia, e to choroba. Nie ma takiej choroby. zy napyny jej do oczu. Okama j. Wiedzia, jak bardzo nienawidzi wszelkiej nieuczciwoci, a mimo to j okama. Co on ukrywa? No i sposb, w jaki si kocha. Oczywicie nie miaa dnego dowiadczenia, ale i tak podejrzewaa, e w ich seksie byo co niezwykego. Niezwykego i wprost fantastycznego, stwierdzia. Byaby wariatk, gdyby zgaszaa jakie zastrzeenia. Moga mie zastrzeenia do niebieskiej, satynowej poduszki, w ktrej pojawiy si dwie dziurki. Odoya list na stolik. Nagle przysza jej do gowy pewna myl i poczua ucisk w sercu. Wyrwa kartk z jej notatnika, penego zapiskw z Wielkich oww na Robby'ego. Szybko chwycia notatnik i zacza go wertowa. Musia si zorientowa, jak usilnie szukaa informacji na jego temat. I wiedzia, e niczego nie znalaza.

Wiem, e masz pytania". Do licha. Odoya notatnik i posza do kuchni. Potrzebowaa filianki mocnej herbaty. Zatrzymaa si w drzwiach. Wszystkie porozrzucane ubrania i rczniki z sypialni leay schludnie poskadane przed pralkosuszark. Zlew by pusty. Zajrzaa do zmywarki. Znalaza w niej szklanki z zeszego wieczoru. Robby wynis nawet mieci i pudeko po pizzy. Czy on w ogle nie spa? Musia zrobi to wszystko, kiedy ona spaa w najlepsze. Facet, ktry sprzta z wasnej inicjatywy? I co z tego, e miaa pytania? Go by wart swojej wagi w zlocie. I kocha j. Ona kochaa jego. W czymkolwiek by problem, jako to rozwi. Problem z jej dziewictwem z pewnoci rozwizali ku oboplnej satysfakcji. Kiedy woda grzaa si na kuchence, Olivia nastawia pranie. Czekajc, a herbata si zaparzy, usyszaa pukanie. - Olivio, to ja! - krzykn J.L. Wyjrzaa przez judasz, eby si upewni, i nagle znieruchomiaa. Drzwi byy zamknite na klucz. Robby musia je zamkn wychodzc. Spojrzaa na stolik, gdzie lea jej nowy klucz, przypity do kka. To byo... dziwne. Otworzya drzwi. Umiechnity J.L. wszed do rodka. - Przyniosem niadanie. - Pokaza jej bia, papierow torb pen pczkw. - Ten zamek, ktry wczoraj zaoye... byy do niego dwa klucze, zgadza si? - spytaa Olivia. - Tak. - Podszed do kuchennego stou i pooy torb na blacie. - Gdzie jest drugi klucz? Spojrza na ni, zaenowany. - Zatrzymaem go. Na wypadek gdybym kiedy musia si tu dosta. Na wypadek gdyby zostaa zaatakowana albo unieruchomiona przez kolesia Otisa Crumpa. Cudownie. Marszczc brwi, spojrzaa na kko z kluczami na stoliku. Jak Robby zdoa zamkn drzwi bez klucza? Wiem, e masz pytania". Tego wieczoru Olivia wczya laptop i kamerk o zwykej porze, przygotowujc si do codziennej rozmowy z Robbym. Pojawi si, umiechnity, na ekranie.

- Co u ciebie, skarbie? Odpowiedziaa umiechem i dotkna monitora. - Chciaabym, eby tu by. Dziki, e posprztae. Chyba wcale nie spae? Wzruszy ramionami. - Jestem przyzwyczajony do caonocnej pracy. -Umiechn si szerzej. - Chocia zesz noc z pewnoci nazwabym raczej przyjemnoci, a nie prac. Policzki Olivii zapony. - Pewnie bye wykoczony, kiedy dotare do Nowego Jorku. - O tak. - Na jego ustach ukaza si cierpki umieszek. Dosownie padem trupem. - I dzisiaj w nocy znowu ochraniasz Romatech? Skin gow. - Zakad jest najbardziej zagroony w nocy. Terroryci, ktrzy atakuj filie, zawsze uderzaj po zmroku. - A co oni maj przeciwko Romatechowi? - spytaa. Syntetyczna krew ocalia tysice istnie ludzkich. - Tak, to prawda, ale ci... ludzie nie pochwalaj klonowania krwi. - Spojrza w bok. - Odwal si, Phineas. Nie potrzebuj twoich rad. Olivia usyszaa w tle czyj miech. Robby, troch zirytowany, zwrci si do Olivii. - Przepraszam za to. Chopaki strasznie mi dzisiaj dokuczaj. Olivia westchna. Znaa to uczucie. J.L. udawa, e ma odruch wymiotny, kiedy przyniosa pociel do kuchni, eby wpakowa j do pralki. - Czy Phineas to ten, ktry uwaa si za eksperta od mioci? - Tak. Zaproponowa, e poyczy mi ksik dla celw edukacyjnych. S tam fotografie trzydziestu rnych pozycji. Rozemiaa si. - Myl, e poow przerobilimy ostatniej nocy. Umiechn si szeroko. - Obawiam si, e druga poowa nadaje si tylko dla ludzi-gum. - Au. Wic jakiego rodzaju porad udziela ci specjalista od mioci? Umiech Robby'ego znikn. - Mam dba o to, eby wiedziaa, jak bardzo ci kocham. Dotkna ekranu.

- Dobrze ci to idzie. Gboka zmarszczka przecia jego czoo. - I powinienem ci powiedzie... wszystko. Wzia gboki oddech. - Miae racj w tym licie. Mam pytania. Kiwn gow, ale nie powiedzia nic. Przekna lin. - Czy ty mnie okamywae? Skrzywi si. - Zawsze staram si by uczciwy. Wiem, e to dla ciebie wane. Ale bywaj chwile... - Poruszy si niespokojnie na krzele. Czasem nie wszystko mog ci wyjani. - Na przykad problem czerwonych, wieccych oczu. Po jego twarzy przemkn wyraz blu. - Wyjani. Ale musz to zrobi osobicie. - Dlaczego nie moge wczoraj? - Bo... - Przygadzi wosy doni. - Pomylaem, e przeya ju wystarczajc traum jak na jeden dzie. Odsuna si od ekranu. Dowiedzenie si prawdy o nim bdzie traum? - A potem... potem mylaem ju tylko o jednym - cign. Chciaem zadba o to, eby utrata dziewictwa bya dla ciebie przyjemna. - Tak. - Umiechna si do niego kwano. - Zadbae o to z dziesi razy. Wzruszy ramionami. - Troch mnie ponioso. Bdziesz wolna w przyszy weekend? - Tak. - To mia by pierwszy weekend czerwca. -Przyjedziesz znowu? Skin gow. - Musimy porozmawia. Przebieg j dreszcz. - Jak dzisiaj rano wyszede z mieszkania i zamkne drzwi? Odwrci wzrok, marszczc czoo. - Wyjani ci to w przyszy weekend. - Nie ma jakiego prostego wyjanienia? Na przykad, e kiedy spaam, wzie mj klucz do caodobowego sklepu elaznego i dorobie kopi? - To najprostsze wyjanienie. - Skrzywi si. - Ale byoby kamstwem. - O Boe. - Opara si plecami o sof.

- Olivio, nadal zamierzasz odwiedzi jutro Otisa Crumpa? - Tak. - Pochylia si do przodu, eby znale si w kadrze kamerki. - S jakie wiadomoci z laboratorium odnonie do pudeka z jabkami? Pokrcia gow. - Nie w niedziel. Moe jutro dostaniemy jakie wyniki. - Informuj mnie, co si dzieje. Najchtniej sam bym si z nim rozprawi, ale to by wymagao troch planowania. - Jakiego planowania? - Zdam ci spraw jutro wieczorem. Kiwn gow. - A w pitek wieczorem zobaczymy si osobicie i porozmawiamy. - Spojrza na ni badawczo. - Pamitaj, e ci kocham. - Ja te ci kocham. - Dlaczego mia tak zatroskan min? Bdziesz mg spdzi cay weekend tutaj? - By moe. To... zaley. - Od czego? - spytaa. Dotkn ekranu. - Od ciebie. Otworzya usta, by spyta, co mia na myli, ale ekran zgas. Robby znikn.

Rozdzia 20 - Przyszlimy odwiedzi Otisa Crumpa. - Olivia pokazaa odznak FBI stranikowi w Leavenworth. - Mamy zezwolenie dyrektora. Stranik przyjrza si najpierw jej odznace, potem odznace Wanga. - Prosz si wpisa. - Przesun po blacie podkadk do pisania. Skadajc podpis, Olivia zauwaya, e arkusz odwiedzin jest tylko na ten poniedziaek. - Kiedy byam ostatnio, wpisywaam si do ksiki. Stranik kiwn gow. - Zmiana procedury. Wieczorem wepniemy t kartk do ksiki. Mamy rnych odwiedzajcych... ony, przyjaciki, i czase m

lepiej, eby gocie nie wiedzieli, kto jeszcze odwiedza winiw. W ten sposb chronimy ich prywatno. - Rozumiem. - Mwi prawd. Olivia podaa podkadk J.L. Stranik cofn si i krzykn do ssiedniego pomieszczenia: - Hej, Joe, przeprowad Crumpa do rozmwnicy. Jacy agenci FBI chc z nim rozmawia. - Znowu Harrison? - odkrzykn Joe. Olivia wymienia spojrzenie z Wangiem, ktry powiedzia jej miesic temu, e sprawdzi Harrisona i nie znalaz niczego podejrzanego. - Nie - odpar pierwszy stranik. Zajrza w arkusz. -J.L. Wang i Olivia Sotiris. Drugi stranik, Joe, wyjrza z ssiedniego pokoju. Chocia min mia obojtn, Olivia wyczua przypyw paniki. - Jest jaki problem? - spytaa. - Nie - odpar szybko Joe. - Przygotuj Crumpa. -Wrci do drugiego pomieszczenia i usyszeli szczk metalowych drzwi. - To potrwa par minut - powiedzia stranik. - Rozumiemy. - Wang odcign Oivi na drug stron poczekalni. - Zesztywniaa - szepn. - Ten drugi stranik skama - odszepna. - I nasza obecno powanie go zaniepokoia. - To... ciekawe. - J.L. zmruy oczy. Olivia wyczuwaa jego narastajcy niepokj. - Jeste pewien, e z Harrisonem wszystko byo w porzdku? - Tak. Byem tu miesic temu i poprosiem o pokazanie nagra wideo wszystkich rozmw, jakie odbywa z Crumpem. Podczas ostatniej grozi mu paskudnymi rzeczami, jeli Crump nie zostawi ci w spokoju. - I tyle? - A kiedy J.L. przytakn, spytaa: - Wic dlaczego Harrison skama na temat tych odwiedzin? J.L. wzruszy ramionami. - Jego pogrki niekoniecznie mona by uzna za etyczne zachowanie agenta federalnego. I chyba nie chce, eby wiedziaa, e ci broni. Olivia westchna.

- Dlaczego tego stranika tak zdenerwowao, e tu przyszlimy? Bywaam tu ju wczeniej, wic przecie nie ma w tym nic dziwnego. - Ale mino sporo czasu. - J.L. w zastanowieniu potar podbrdek. - By moe popeniem bd, proszctylko o nagrania Harrisona. Moe powinienem by poprosi o pokazanie twoich. - Moich? Uwierz mi na sowo, to nic przyjemnego. J.L. podszed do okienka. - Musz zobaczy wszystkie nagrania wideo rozmw pani Sotiris z Otisem Crumpem. - Chwileczk. - Stranik wyj ksik odwiedzin spod biurka i pooy j na blacie. Odwrci kilka stron segregatora i pokrci gow. - Pani Sotiris nie yczya sobie filmowania ostatnich odwiedzin. - Co? - Olivia podesza do okienka. Zawsze kazaa filmowa swoje przesuchania, a jednak wiedziaa, e stranik mwi prawd. Jak dat ma ten wpis? - Zeszy poniedziaek. Wstrzymaa oddech. - Prosz to pokaza. - Odwrcia segregator i odnalaza swoje nazwisko na stronicy z poniedziakow dat. Podpis przypomina jej wasny. - To nie byam ja. Zaskoczenie i dezorientacja stranika byy szczere. - Zawsze sprawdzamy dokumenty, zanim ktokolwiek si wpisze. - Mia pan dyur, kiedy ta kobieta si wpisywaa? -spyta J.L. Stranik zmarszczy brwi i przyjrza si dugiej licie. - To byo po jedenastej. Miaem przerw na lunch. Wic musia to by Joe. Olivii przyspieszy puls. - Musimy z nim porozmawia. Stranik skin gow i wcisn guzik walkie-talkie. - Joe Kitchner potrzebny w dyurce. - Spjrz na to. - J.L. odwrci kilka starszych kartek w ksice odwiedzin. Cztery tygodnie wczeniej kto podajcy si za Olivi Sotiris te wpisa si do ksiki. Odwraca strony dalej. Co cztery tygodnie Olivia rzekomo odwiedzaa Crumpa. - Sprawd listopad - powiedziaa. J.L. znalaz wpis z osiemnastego listopada.

- Nawet nie byo ci w kraju. Harrison powinien by to wyapa. Ten kretyn powici wicej czasu na groenie Otisowi ni na ledztwo. Olivia wskazaa kamer w kcie. - Ktokolwiek mnie udawa, na pewno zosta nagrany, kiedy skada podpis. Stranik jkn. - Odnalezienie waciwej tamy chwil potrwa. - Mamy cay dzie - mrukn J.L. Walkie-talkie stranika zatrzeszczao. - Crump jest gotowy - rozleg si gos. - Czeka w rozmwnicy numer 3. - To ty, Chip? - spyta stranik. - Gdzie jest Joe? - Nie wiem - odpar Chip. - Powiedzia Bobowi i mnie, ebymy wyprowadzili Crumpa, i wyszed. Mam eskortowa odwiedzajcego? - Znam drog - powiedziaa Olivia. J.L. oderwa wzrok od ksiki odwiedzin. - Chcesz, ebym poszed z tob? - Poradz sobie - odpara Olivia. - Ty si dowiedz, kto mnie udawa. - Chyba ju wiem. - Skrzywi si. - Ale mam nadziej, e si myl. Olivia te miaa nadziej, e si myli. Nie miaa wtpliwoci, e oboje podejrzewaj t sam osob. W biurze tylko jeden pracownik mia dostp do jej legitymacji i podpisu. Podesza do drzwi dla odwiedzajcych i poczekaa na brzczyk, po czym stukajc obcasami przy kadym kroku, ruszya korytarzem wyoonym byszczcym linoleum. Zatrzymaa si pod drzwiami z plakietk Rozmwnica 3" i wzia gboki wdech. Otis Crump by mistrzem w wykrywaniu u ludzi sabych punktw i wykorzystywaniu ich dla wasnej chorej przyjemnoci. Musiaa zachowa spokj i kontrol. Jeli wszystko pjdzie dobrze, ju nigdy nie bdzie musiaa oglda tego drania. Sta w maym pomieszczeniu o goych cianach, za szyb ze zbrojonego pleksiglasu, przedzielajc sal na p. Za plecami Crumpa wida byo stalowe drzwi, a obok niego proste, metalowe krzeso przyrubowane do podogi.

Stranicy wczyli wideofilmowanie i zgodzili si poczeka na zewntrz. Mogli obserwowa przebieg rozmowy na monitorze w korytarzu. Otis musia korzysta z wiziennej siowni, bo nabra troch mini. Jego kombinezon by czysty, wosy uczesane, twarz ogolona. Jak kady narcystyczny psychopata uwaa si za niezwykle przystojnego. Olivii rysy jego twarzy zawsze wydaway si nijakie. Bez wtpienia, ten wygld pomaga mu w zdobywaniu zaufania ofiar. Kasztanowate wosy, piwne oczy, redni wzrost, prawidowa budowa ciaa. Nie byo w nim nic uderzajcego. Nic przesadnie mskiego, zapadajcego w pami. Nadrabia to osobowoci. Umiechn si, kiedy wesza do pomieszczenia, i Olivia wyczua, e autentycznie si ucieszy na jej widok. - Prosz, Olivio. Siadaj. - Rozsiad si na metalowym krzele. Spodziewaem si ciebie. Przewidywalne. Zacz od polece, eby j zdominowa. - Bd si streszcza. - Wesza do rodka i zatrzymaa si przy krzele stojcym w jej czci sali. - Mam kilka pyta... - A ja znam wszystkie odpowiedzi - przerwa jej ze zoliwym umieszkiem. - Oczekuj twojej penej wsppracy. - Naprawd? - Potar doni udo. - A co dasz, eby mi si opacao? - Mog si postara, eby pozosta przy yciu. Wyszczerzy zby. - Och, pogrki. Podoba mi si to. Z silnymi kobietami jest o wiele lepsza zabawa. Walcz i szamocz si do ostatniego tchu. Dziki temu ostateczne zwycistwo daje wicej satysfakcji. - Unis rk. - Nie martw si, kochana. Ciebie nigdy bym nie skrzywdzi. Jest nam pisane by razem. Mogaby mu przypomnie, e odsiaduje trzy doywocia, ale jako nigdy to do niego nie dotaro. - Skoro tak mnie lubisz, spodziewam si, e odpowiesz uczciwie na moje pytania.

- A ja spodziewam si czego w zamian. Dowodu twoich uczu do mnie. - Pooy do na podbrzuszu. -Chc mie twoje zdjcie duego formatu, na byszczcym papierze, eby mc si przy nim masturbowa. - Marnujesz mj czas. - Ruszya do drzwi. - Czekaj. - Zerwa si z krzesa i podszed do szyby. -Nie wychod, Oivio. Tak dawno ci nie widziaem. Zatrzymaa si przy drzwiach, wyczuwajc jego desperacj. To emocjonalne przywizanie Crumpa do jej osoby zawsze wywoywao w niej mdoci. - Jeste gotw odpowiedzie na moje pytania? Umiechn si powoli. - wietnie si nauczya zasad gry. Jestem dobrym nauczycielem, nie sdzisz? Ale z niego narcyz. Nawet kiedy ona przejmowaa kontrol, on przypisywa sobie zasug. Powoli przesza na rodek pokoju, zmuszajc go, by wsta. Zrobi to. - Uday ci si wakacje na Patmos? - To ja zadaj pytania. - Pooya donie na oparciu krzesa. Kto jest twoim wsplnikiem? Kto przysya jabka? Znw rozsiad si na krzele. - Nie lubisz jabek? Tak wietnie si bawia, obierajc je dla mnie. Udao ci si obra cae jabko, nie przerywajc skrki. Pokrci palcem w powietrzu. - Ja musiaem zaliczy kilka kobiet, zanim opanowaem t technik. Bardzo si staraa nie okazywa adnych emocji, ale widziaa, e Crump jest fizycznie podniecony. - Kto jest twoim wsplnikiem? Umiechn si. - Co za co, Clarise"1. - To nie ten film. - A powinien by. - Otis wsta i podszed do szyby. -Jak mylisz, kto powinien mnie gra? Moe Brad Pitt? - Kto jest twoim wsplnikiem? Przycisn donie do szyby.

Fragment dialogu midzy Hannibalem Lecterem i Clarise Sterhng z filmu Milczenie owiec (przyp. red.).

- Nikt. Ona nic dla mnie nie znaczy. Jest tylko sposobem na utrzymanie kontaktu z tob. Tylko ciebie kocham. - Kim ona jest? . Odsun si od szyby. - Odpowiedziaem. Teraz co za co. Moja kolej na pytanie. Jego spojrzenie przesuno si po Olivii i spoczo na jej lnianych spodniach. - Kiedy przysza do mnie pierwszy raz, bya w obcisej, czarnej spdnicy i nie miaa rajstop. Siada na tym krzele i zaoya nog na nog, a ja miaem wraenie, e znalazem si w niebie. Powiedziabym ci wszystko, byleby tylko dalej przychodzia w tych opitych spdniczkach. Czua coraz wiksze mdoci. Od pocztku wiedziaa, e jej poda, i wykorzystaa to, by nawiza z nim relacj opart na zaufaniu. Kiedy zaproponowa, e powie jej wszystko, jeli tylko obierze dla niego jabko, zgodzia si. A on przyzna si do torturowania i zabicia jeszcze dziesiciu kobiet. Otis pooy donie na dzielcej ich szybie z pleksi i pochyli si w jej stron. - O mao nie umarem, kiedy przestaa nosi spdnice. Przecie wiesz, jak uwielbiam patrze na twoje nogi. Zacza nosi spodnie, kiedy powiedzia jej, co lubi robi z nogami ofiar. - Kiedy obraa dla mnie to jabko - cign - wiedziaem, e jeste dla mnie stworzona. Nikt nie rozumie mnie tak jak ty. Potrafisz pozna, kiedy kami albo jestem niegrzeczny, ale cigle do mnie wracasz. Przyznaj, Olivio. Uwaasz, e jestem fascynujcy. Kiedy pieprzysz si z innymi mczyznami, mylisz o mnie. Przekna podchodzc do garda. - Nie zadae pytania. Rozemia si. - No dobrze. Powiedz mi, obraa jabka, ktre ci przysaem? Wsuna noyk tu pod skrk i usyszaa to ciche pstryk, kiedy ostrze przebija si przez powierzchni? Przesuwaa noyk dookoa i... - Nie. Wyrzuciam je. - Podesza do szyby. - Moja kolej. Nazwisko wsplniczki. - Obawiam si, e musisz to przeksztaci w form pytajc. - Kim jest twoja wsplniczka? Wzruszy ramionami.

- Kochanie, przecie ju wiesz. Gdyby tylko przyznaa, e naleymy do siebie, nie musiabym wykorzystywa biednych, gupich suk, ktre wspieraj mnie w cikich chwilach. - Koniec gry, Otis. Nie bdziesz ju nikim manipulowa. Namwi prokuratora stanowego w Teksasie, eby oskary ci o morderstwa, ktre tam popenie. - Zrb to, kochanie. Chtnie przejad si do Teksasu. Pojawiaby si okazja do ucieczki, a potem moglibymy by razem. - Tam te zostaniesz skazany, a wtedy przyjd ci odwiedzi. Wyszczerzy zby. - Brawo, maa. - Bd patrze, jak wbijaj ci ig. Jego umiech znikn. - Kara mierci, Otis. Jak ci si podobaj takie jabuszka? Jego twarz staa, spojrzenie stao si zimne. - Kiedy stoisz tutaj i rzucasz puste groby, moi wsplnicy uciekaj. - Zapiemy ich. - Ruszya do drzwi. Jak za kadym razem, miaa ochot i prosto pod prysznic. - Olivio! - zawoa za ni Otis. Kiedy si obejrzaa, wyj co z kieszeni na piersi kombinezonu. Co czerwonego i koronkowego. Figi, ktre zginy z jej mieszkania. Potar nimi o policzek. - Do nastpnego razu, kochanie. odek podszed jej do garda; pospiesznie wysza z rozmwnicy. Szybkim krokiem wrcia do dyurki. J.L. by w rodku ze stranikiem. - Mamy j, Olivio. - Obrci monitor, eby moga zobaczy. Kobieta miaa mniej wicej ten sam wzrost i sylwetk co Olivia. Nosia ciemne okulary, a jej czarne wosy byy przykryte czapeczk bejsbolow. Dyur mia Joe. Pokazaa mu jaki dokument i wpisaa si. Yasmine. Olivii cisno si serce. Miaa nadziej, e to nie ona, ale teraz wszystko ukadao si w cao. - Podrobia moj legitymacj. J.L. kiwn gow. - I wie, gdzie trzymasz torebk. Pewnie zrobia woskowy odcisk twojego klucza do mieszkania. Na to wystarczy kilka sekund.

Olivia przycisna do do brzucha, chcc uspokoi odek. Rozmowa z Otisem bya ju wystarczajco koszmarna, ale odkrycie, e Yasmine wykorzystaa ich przyja, wywoao wrcz fizyczny bl. - Dzwonie do Barkera? - Tak. Wydali za ni list goczy. - Nie byo jej w biurze? - spytaa Olivia, ale nagle zrozumiaa, co si stao. - Joe musia j ostrzec. - Na to wyglda. On te znikn. - J.L. wyszed z dyurki. - Jak posza rozmowa z Otisem? - Nie zdradzi jej nazwiska, ale przyzna, e si ni posugiwa. Olivia skrzywia si. - Jak Yasmine moga to zrobi? Nie wie, jakim on jest potworem? - Nigdy nie wyczua w niej adnego faszu? - spyta J.L. - Nie! Nigdy nie kamaa. Zawsze bya wcibska, ale o ile byam w stanie stwierdzi, jej przyja bya autentyczna. - Wiedziaa o twoim darze, wic pewnie zawsze przy tobie uwaaa. Olivia jkna. Jak moga si nie zorientowa? Przecie rzekomo jej specjalnoci byo wykrywanie oszustwa. J.L. poprowadzi j w stron drzwi. Obejrza si na stranika. - Moecie si spodziewa, e jeszcze dzi po poudniu zjawi si tu paru agentw, eby przesucha wszystkich stranikw. A tymczasem, jeli usyszy pan co o Joem, prosz zadzwoni pod numer z wizytwki, ktr panu daem. - Jasne. - Stranik ze zmartwion min patrzy, jak wychodz. Przeszli przez parking do samochodu Wanga. - Dobrze si czujesz? Jeste strasznie blada. - Ufaam jej - szepna Olivia. Jej myli pobiegy do Robby'ego i jego czerwonych, wieccych oczu. Jeli daa si zwie Yasmine, mg j zwodzi i Robby. - Niedobrze mi. - Odwioz ci do domu - zaproponowa J.L. - Nie. Wol by w pracy - Gdyby przez cay dzie siedziaa w domu, miaaby za duo czasu na mylenie. Za duo czasu, by hodowa straszne podejrzenia na temat sekretw Robby'ego. Czy popenia bd, zakochujc si w nim? ***

Tego wieczoru, jak niemal codziennie, Robby ustawi sobie laptop z kamerk w sali konferencyjnej naprzeciw biura ochrony. Kiedy tylko twarz Olivii pojawia si na monitorze, wiedzia, e co si stao. W jej oczach malowa si smutek, twarz miaa zmczon. - Skarbie, co si dzieje? Opowiedziaa mu o wycieczce do Leavenworth i o tym, jak J.L. odkry, e menederka ich biura, Yasmine Hernandez, podawaa si za ni, eby odwiedza Otisa Crumpa. W oszustwie pomaga jej stranik z zakadu karnego. - Zostali aresztowani? - spyta Robby. Olivia pokrcia gow. - Szukamy ich, oboje zniknli. - Teraz przynajmniej wiesz, kto ci wysya te jabka -powiedzia Robby. - Powinna czu ulg. Na twarzy Olivii odmalowa si bl. - Uwaaam Yasmine za przyjacik. Ufaam jej. Wstpiam do FBI, eby uywa swoich zdolnoci do apania przestpcw, a ona siedziaa przed moim nosem i niczego nie zauwayam. Robby pochyli si do przodu. - Nie powinna w siebie wtpi. Zawsze wierzya, e istnieje jaki wsplnik, i miaa racj. A poza tym dziki swoim zdolnociom skonia Crumpa do przyznania si do kolejnych morderstw, prawda? Oczy Olivii zwilgotniay. - Powinnam bya si zorientowa. Powinnam bya wyczu oszustwo. - Nie moesz si obwinia. To normalne, e w tej chwili czujesz si le. Kto, kogo lubia, zdradzi ci. Spojrzaa na niego nieufnie. - W dalszym cigu zamierzasz przylecie w pitek? - Tak. Powinienem si zjawi przed dziewit. Zamrugaa, starajc si powstrzyma zy. - Szkoda, e nie moglimy zosta na Patmos. Tam byo tak... magicznie. - Kiedy tam wrcimy. Tylko we dwoje. - Jeli Olivia zaakceptuje go jako wampira. Olivia na moment zamkna oczy.

- Powiedz prawd. Oszukiwae mnie? Gwatownie wcign powietrze. Udawanie, e jest normalnym czowiekiem, byo oszustwem. - Olivio... - Niewane. - Uniosa rk, eby go powstrzyma, i pokrcia gow z cierpkim grymasem ust. - Jeli mnie okamywae, dlaczego miaby si teraz przyzna? Nawet nie chc tego sucha. Jedna zdrada na dzie zupenie mi wystarczy. Znowu w niego wtpia? Jasna cholera. Ale czy mg mie jej to za ze? Przecie ju si przyzna, e nie wszystko jej powiedzia. - Olivio, posuchaj. Kiedy mwi, e ci kocham, jest to prawda. Kiedy mwi, e myl o tobie w kadej wiadomej chwili, jest to prawda. Kiedy mwi, e odmienia moje ycie, e przedtem moje serce byo przepenione chci zemsty, a teraz jest przepenione mioci, jest to, do cholery, prawda. Po jej policzku spyna za. - Tak bardzo ci kocham, Robby. Umr, jeli mnie zdradzisz. Z trudem przekn lin. Mg si tylko modli, eby nie zinterpretowaa ukrywania prawdy jako zdrady. - Jo, Robby! - Do sali wpad Phineas. - Zy moment - powiedzia Robby. - No, dobry nie jest - odpar Phineas. - Wanie ogoszono czerwony alarm. Robby zesztywnia i odwrci si do monitora. - Oivio, musz i. Porozmawiamy jutro. Zmarszczya brwi. - Co si dzieje? - Odezw si pniej. Kocham ci, skarbie. - Rozczy si i wsta. - O co chodzi? Phineas ruszy korytarzem do biura ochrony. - Angus i Emma wanie si do nas teleportowali. Jakie pitnacie minut temu dostaem piln wiadomo od Stanisawa. Casimir i jego wesoa gromadka krwiopijcw wyszli z nory. - Wiesz, dokd zmierzaj? - spyta Robby, wchodzc za Phineasem do biura. W rodku byli ju Angus, Emma i Connor. Angus spojrza na niego z trosk. - Wedug Stanisawa s gdzie w Ameryce Pnocnej.

Rozdzia 21 W cigu paru minut w biurze ochrony w Romatechu zaroio si od pracownikw MacKay UOiD. Zjawiali si rwnie miertelnicy i zmiennoksztatni teleportowani przez wampiry. - Musimy moliwie jak najszybciej zlokalizowa Casimira i jego ludzi - oznajmi Angus zebranym. - To nie powinno by trudne, jeli zaczn na swoim szlaku zostawia trupy - burkn Connor. Emma si skrzywia. - Mam nadziej, e ich znajdziemy, zanim zgin niewinni. Connor z ponur min skrzyowa rce na piersi. - Jeli tu s, to ju zaczli zabija. - Musimy sprawdzi wszystkie miejsca, w ktre Casimir teleportowa si wczeniej - powiedzia Robby. - Ktre z nich moe by jego punktem przerzutowym. - Zgadzam si. - Angus kiwn gow. - Wiemy, e lubi odwiedza Orodek Apollo w Maine. - Zwrci si do Jacka. - Ty znasz to miejsce. We Lar, Zoltana, Michaia, Austina i Darcy. - Tak jest. - Jack zaprowadzi swoj ekip do zbrojowni na tyach biura, by wszyscy mogli wybra sobie bro. Znikn, zabierajc ze sob Lar. Kilka sekund pniej zadzwoni telefon. Connor wczy tryb gonomwicy. - Jestemy na miejscu - rzeka Lara. - Wyglda na to, e nic si tu nie dzieje... - Nie przestawaa mwi, by Zoltan i Michai mogli wzi namiar na jej gos. Teleportowali si, zabierajc ze sob dwoje miertelnikw: Austina i Darcy. - Casimir teleportowa si te kiedy do domu klanu w Nowym Orleanie - poinformowa Angus. - Powinnimy ich ostrzec. - Ja polec - zaofiarowa si Phineas. Robby prychn. Dobrze wiedzia, dlaczego Phineas tak bardzo chce lecie do Nowego Orleanu. - No to jazda - zgodzi si Angus. - Zadzwo, jeli bdziesz potrzebowa pomocy. I bd w kontakcie ze Stanisawem na wypadek, gdyby si czego dowiedzia. Phineas wybra sobie bro ze zbrojowni i teleportowa si.

- Ian i Toni. - Angus spojrza na nich. - Chc, ebycie zabrali Shann i dzieci do Dragon Nest. Zostacie w szkole. Chrocie dzieci. Ian z irytacj zacisn szczki. - Jeli dojdzie do bitwy, macie mnie wezwa. - Wezwiemy - zapewni go Angus. - Bdziemy potrzebowali wszystkich dowiadczonych wojownikw. Prawd mwic, moemy te potrzebowa paru modzikw Phila. Jak idzie szkolenie? - zwrci si do wilkoaka alfa. - Dwch najstarszych chopakw uzyskao ju status alfy odpar Phil. Mieszka w Akademii Dragon Nest z Wand. Ona uczya plastyki, a on szkoli mode wilkoaki, ktre znalaz w stanie Wyoming. - S gotowi do walki. - wietnie. - Angus zerkn na Dougala, ktry teleportowa si z Teksasu. - Ciebie i Howarda zostawiam tutaj na stray. Jeli Casimir postanowi co wysadzi w powietrze, to wanie moe by pierwszym celem Dougal skin gow. - Moesz na nas liczy. - Pozostaje Dakota Poudniowa - stwierdzi Robby. Casimir teleportowa si tam ostatniego lata z niezbyt licznym oddziaem Malkontentw. Zabierajc Robby'ego, eby go torturowa. - Emma i ja udajemy si tam natychmiast - odpar Angus. Connor i Carlos, wy jestecie z nami. - Spojrza badawczo na Robby'ego. - Ty te moesz lecie, jeli si na to piszesz. - Pisz si. - Serce Robby'ego zabio szybciej, kiedy wchodzi do zbrojowni. Po tylu miesicach czekania nadchodzi wreszcie czas zemsty. Dziesi minut pniej Robby i jego towarzysze zmaterializowali si na polu kempingowym na poudnie od gry Rushmore. W tym miejscu wampiry zaskoczyy armi Casimira. Wielu Malkontentw zgino. Wielu ucieko. Sean Whelan z CIA, szef komrki Trumna, pomaga sprzta baagan. Malkontenci zaatakowali niewinnych biwakowiczw; trzymali ich w niewoli i ywili si nimi, a potem wszystkich zabili. Whelan puci do mediw faszyw historyjk, przypisujc ich mier fikcyjnej grupie neonazistowskich fanatykw.

Ten kemping by dla miertelnikw miejscem przekltym, myla Robby, kiedy on i jego towarzysze przeszukiwali niewielkie drewniane chatki. Nie byo w nich ludzi, ale pozostawione ubrania i przybory toaletowe wskazyway, e domki byy zamieszkane. - To zy znak - mrukn Robby, kiedy szli w stron recepcji. Carlos zatrzyma si nagle, dziwny grymas wykrzywi jego twarz. - Czuj zapach mierci. Pobiegli do recepcji z wycignit broni. Spnili si. Na pododze leao osiem cia, kompletnie pozbawionych krwi, z podernitymi gardami, co miao ukry lady po ugryzieniach. - O nie. - Emma przycisna do do ust. Connor uklk, by obejrze ciao mczyzny. - Zgin niedawno. - Casimir nadal moe znajdowa si w pobliu - odrzeka Emma. Angus zdy wyj komrk ze sporranu i wanie dzwoni. - Jack, potrzebujemy tutaj ciebie i twojej grupy. Robby zadzwoni do Phineasa w Nowym Orleanie. Po kilku minutach ich liczba zwikszya si ponad dwukrotnie. - Rozdzielcie si - rozkaza Angus. - Jeli ich znajdziecie, wycofajcie si i wezwijcie reszt. Zaatakujemy ich razem. Robby mign z nadnaturaln prdkoci w stron jaskini. To byaby scena godna szekspirowskiego dramatu, gdyby mg wymierzy sprawiedliwo, zabijajc Casimira w tym samym miejscu, w ktrym ten dra go torturowa. Zatrzyma si przy wejciu, by wyj latark, ktr przed wyruszeniem na t wypraw woy do sporranu. Doskonale widzia w ciemnociach, mimo to jednak w jaskini z pewnoci przyda mu si dodatkowe wiato. Emma i Angus przybiegli za nim. - Czulimy, e przybdziesz prosto tutaj - powiedziaa Emma. Angus spojrza na niego, marszczc brwi. - Nie rzucaj si na niego sam. Robby wzruszy ramionami. - Jeszcze go nie znalazem. Angus wyj swoj latark i wczy j. - Prowad.

Ruszyli gwnym korytarzem. Na kamieniach pod ich stopami leay trzcinowe pochodnie. Kiedy droga si rozwidlia, Robby poszed na lewo, za Angus z Emm na prawo. Jaskinie wyglday na puste. Panowaa tu ciemno. Nie byo sycha adnych gosw, ktre niosyby si echem na odlego. Robby ruszy prosto do maej salki, gdzie trzymali go Malkontenci. Krg wiata jego latarki przesuwa si po skalnych cianach. W powietrzu wci unosi si zapach krwi. Blask pad na krzeso. Drewniana rama bya rozklekotana i wykrzywiona od jego gwatownej szamotaniny, by si uwolni. Ze szczebli oparcia zwisay dugie, sigajce posadzki srebrne acuchy. Tymi acuchami skrpowano go i przymocowano do krzesa, by srebrne ogniwa przypalay jego ciao i by nie mg si teleportowa. Krew jego krew - splamia kamienie na kolor burgunda. Mroczne wspomnienia rozbysy w jego gowie. Cay bl, cae upokorzenie i rozpacz wrciy lawin, jakby wszystko dziao si wczoraj. Snop wiata zakoysa si, kiedy do zadraa Robby'emu z wciekoci. - Domylaem si, e tu przybdziesz - rzek cichy gos za jego plecami. Odwrci si gwatownie i w wskim wejciu ujrza Connora. - Jaskinia jest pusta - oznajmi Connor. - Pole kempingowe te. Casimir i jego sudzy przenieli si na inne erowisko. - Zabij go - szepn Robby. - Jeli go znajdziesz, ja musz by tym, ktry przeszyje mieczem jego czarne serce. - Pragniesz zemsty. Rozumiem. - Connor patrzy na niego ze smutkiem. - Ale uwaaj, chopcze. Zemsta moe skoni czowieka do popenienia strasznych czynw. A nie poczujesz si lepiej, jeli zgubisz dusz. - Nie zamierzam... - Robby zamilk, poniewa Connor wyszed z pieczary. Spojrza na rozklekotane krzeso. -Dokonam tej zemsty. *** W czwartek wieczorem Olivia zamierzaa ju wyj z pracy, kiedy Barker otworzy drzwi swojego gabinetu i krzykn: - Harrison, Wang, Sotiris, do mnie, natychmiast! Idc szybkim krokiem do gabinetu przeoonego, wymienili z Wangiem pytajce spojrzenia. - Co si dzieje? - spyta Harrison.

- Wanie przyszy informacje od szeryfa hrabstwa w Nebrasce. Kto zgosi, e nikt z pobliskiej komuny rolniczej nie odbiera telefonu, wic pojecha to sprawdzi. -Barker westchn i pokrci gow. - Wszyscy nie yj. Olivia zrobia gwatowny wdech. - Ile osb? - Zdaje si, e okoo dziesiciu - odpar Barker. - W pobliu nie ma lotniska, wic jedziemy samochodami. Moe nas nie by par dni. Spakujcie si i ruszamy. - Zawsze trzymam torb podrn w samochodzie -rzek Harrison. - A ja mam swoj tutaj - oznajmi Barker. - Spotkamy si na parkingu za pi minut. Moesz prowadzi. - Jasne. - Harrison wybieg z gabinetu. Olivia si skrzywia. Ona nie bya spakowana na wszelki wypadek, bo nigdy nie jedzia do zada w terenie z agentami. - Musz wpa do mieszkania i zabra par rzeczy. - Podwioz ci - zaproponowa J.L. - Pojedziemy razem. Mam swoj torb w baganiku. - Jedziemy tutaj. - Barker wrczy Wangowi kartk papieru ze wskazwkami. - Olivio, na pewno si zastanawiasz, dlaczego chc ci mie przy tej sprawie. Prawda jest taka, e to wszystko wyglda dziwnie. Wszyscy s martwi, ale nie ma ladw walki. - Dziwne - mrukn J.L. - Moesz to powtrzy jeszcze raz. - Barker spojrza na Olivi z kwan min. - A jeli chodzi o dziwne rzeczy, ty jeste ekspertem. Umiechna si ponuro. - Dziki. Czterdzieci pi minut pniej wrzucia podrczn torb do baganika samochodu Wanga. Walizeczk z laptopem i ma kamer pooya na tylnym siedzeniu, ale zdawaa sobie spraw, e korzystanie z tego sprztu to tylko mylenie yczeniowe. Najprawdopodobniej przegapi codzienne spotkanie z Robbym o dziewitej. Trudno. On przegapi ostatnie dwa wieczory. - Jedziemy. - J.L. usiad za kierownic. Olivia zaja miejsce pasaera i gdy J.L. ruszy, zapia pas. Wczoraj i przedwczoraj wieczorem Robby zadzwoni do niej, ale rozmawiali krtko. Najwyraniej si spieszy. Przyzna, e w pracy

co si dzieje, ale nie chcia o tym mwi. Powiedzia te, e nie wiadomo, czy bdzie mg zjawi si u niej w pitek wieczorem. Teraz wygldao na to, e jad na tym samym wzku. - Mylisz, e damy rad wrci przed jutrzejszym wieczorem? J.L. pokrci gow, wjedajc na autostrad. - Wtpi. Westchna i zadzwonia na komrk Robby'ego. Jak zwykle, nie odebra, wic zostawia wiadomo. - Robby, wysali mnie w teren. Nie zapowiada si, ebym bya w domu jutro wieczorem. Zadzwo, ebymy mogli si jako umwi. Kocham ci. Cze. - Rozczya si. J.L. zerkn na ni. - Miaa zaplanowan randk? - Tak. - Wsuna komrk do kieszonki w torebce. -Chcia mi powiedzie co wanego. - O sobie? - Chyba tak. - Schowaa do torebki kabur z pistoletem. Czua si dziwnie w samochodzie z broni przypit do pasa. Cieszya si, e woya dzisiaj jeden z wygodniejszych kostiumw. Granatowe, lniane spodnie i marynarka; do tego biaa koszulka w czerwone gwiazdki, przez co wygldaa do patriotycznie. W mieszkaniu zmienia granatowe pantofle na obcasach na czarne buty sportowe. - Wic Robby ma jak gbok, mroczn tajemnic. -J.L. wyprzedzi samochd na autostradzie. - Interesujce. Umiechna si drwico. - Dlaczego mylisz, e gbok i mroczn? Robby to uroczy facet. - Liv, do licha, on nosi miecz na plecach. I jest zbudowany jak buldoer. - Dziki. J.L. wzruszy ramionami. - Moe by gorzej. Moe ukrywa co paskudnego, na przykad kleptomani. - Nie wydaje mi si. - Nimfomani? Parskna. Chocia J.L. mg mie racj, jeli Robby mia zwyczaj zalicza trzy rundy. - Mam! Uciek z oddziau zamknitego. Pokrcia gow.

- Z zoo? Stukna go pici w rami. - Hej, uwaaj. Prowadz. - Za szybko. - Przed nami daleka droga. - J.L. wyprzedzi kolejny samochd. - Chc tam dojecha jeszcze za dnia. - A jakie s najnowsze wieci o zaginionym straniku i Yasmine? - spytaa Olivia. - Nie ma adnych wieci. Zniknli bardzo skutecznie. - J.L. spojrza na ni. - A ty si dowiedziaa czego istotnego? - Nie. - Przez ostatnie dwa dni przesuchiwaa pozostaych stranikw z Leavenworth. Wszyscy twierdzili stanowczo, e nie mieli pojcia, i Joe pomaga komu potajemnie odwiedza Otisa Crumpa. I wszyscy mwili prawd. Ziewna. Przez ostatnie dwie noce nie spaa dobrze. Bya wytrcona z rwnowagi zdrad Yasmine i wci martwia si o Robby'ego. - Chciaaby si zdrzemn? - spyta J.L. Znw ziewna. - A nie musz ci pilotowa? - Mam GPS. Odpocznij. Co czuj, e dzisiaj pno pjdziemy spa. Wyja spink z wosw, eby si oprze wygodniej o zagwek, i zamkna oczy. Jaki czas pniej J.L. potrzsn j za rami. - Hej, chcesz hamburgera, fishburgera czy chickenburgera? Tylko to jest do wyboru. Zamrugaa, budzc si, i stwierdzia, e s na podjedzie jakiej maej knajpki dla zmotoryzowanych. - To znaczy... chickenburgera. - Spojrzaa na zegarek. Bya dziewitnasta trzydzieci osiem. - Jestemy w Nebrasce? - Tak. Ju nie jestemy w Kansas, Toto. - J.L. opuci szyb i zoy zamwienie. Sign po portfel. - Ja zapac. - Pogrzebaa w torebce i podaa mu banknot dwudziestodolarowy. - Daleko jeszcze? - Powinnimy tam by za jakie p godziny. - J.L. zapaci za jedzenie, poda Olivii papierowe torby i wstawi kubki w uchwyty. Minem Harrisona i Barkera na autostradzie jakie pitnacie minut temu, wic uznaem, e mamy troch czasu.

Wyjechali z parkingu i w par minut opucili miasteczko. Po obu stronach drogi cigny si pola kukurydzy. Olivia ocenia, e roliny maj jakie metr pidziesit do metra osiemdziesiciu wysokoci. Skoczya swoj kanapk z kurczakiem. Widok si nie zmieni. Podkrada Wangowi troch frytek, wypia napj. Kukurydza cigna si bez koca. - Duo kukurydzy - mrukna. - Fakt. - J.L. napi si coli. - Ju zaczo mnie od tego morzy. Potrzebowaem kofeiny. Zaraz po smej dojechali do maego miasteczka, w ktrym Barker zarezerwowa im pokoje. Kiedy Olivia i J.L. zameldowali si w motelu, podjechali Harrison i Barker. Olivia skorzystaa z azienki i obmya twarz zimn wod. Pi minut pniej byli ju w drodze do grupki domw, w ktrych odkryto ciaa. Barker zadzwoni do szeryfa, proszc, by spotka si z nimi na miejscu. Skrcili w poln drog, rozdzielajc dwa wielkie pola kukurydzy. Olivia zauwaya, e soce znia si nad horyzontem. Zapowiadao si, e bd musieli bada miejsce zbrodni przy wietle latarek. - Jest samochd z biura szeryfa - powiedziaa, kiedy J.L. min zaparkowany na drodze radiowz. Skrci na podjazd prowadzcy do starego drewnianego domu. Wysiedli z samochodu. Olivia przypia kabur na biodrach i wsuna latark pod pasek. Zwina wosy w kok i spia je klamr. Kiedy cofali si drog do radiowozu, zauwaya, e s tu cztery domy, dwa po kadej stronie drogi. Kawaek dalej stay dwie czerwone stodoy. Wszystkie domy byy pitrowe, pomalowane na biao. Wszystkie miay szerokie werandy. Rniy si tylko kolorem okiennic. Jeden mia czarne, drugi ciemnozielone, trzeci szaroniebieskie, a czwarty brzowe. Przed kadym z domw roso due drzewo ocieniajce podwrko. Skupisko domw i stod otaczay zielone pola kukurydzy, cignce si kilometrami. Soce wisiao nad horyzontem, malujc niebo na wszystkie odcienie ru i zota. Harrison zaparkowa za radiowozem, a Barker rozmawia ju o sprawie z miejscowym szeryfem.

- Mwi wam, e to jest dziwne - powiedzia szeryf. -Nic z tego nie rozumiem. To byli dobrzy, bogobojni ludzie. Kto chciaby zabija ich wszystkich? - Chcielibymy rzuci okiem - powiedzia Barker. - Chodcie. - Szeryf poprowadzi ich do najbliszego domu po prawej, tego z szaroniebieskimi okiennicami. Lekki wietrzyk pofalowa pole kukurydzy. Kiedy Olivia usyszaa szelest, nagle dotaro do niej, e panuje tu niezwyka cisza. Nie warcza aden sprzt rolniczy. adna matka nie woaa rodziny na kolacj. Z otwartych okien nie sycha byo telewizora. W domu szeryf pokaza im ciaa. Mczyzna i kobieta leeli na drewnianej pododze salonu. Mieli przecite garda, ale wok cia nie byo kau krwi. Olivia z trudem przekna lin. Zwykle nie pracowaa bezporednio na miejscu zbrodni i nie bya do tego przyzwyczajona. Przewanie siedziaa w biurze i przesuchiwaa podejrzanych, by wyapa, kto kamie. - Musieli si wykrwawi gdzie indziej - powiedzia Harrison. Potem morderca przenis ich tutaj. J.L. obszed ciaa. - Nie wida, eby byli ruszani. Brak plam krwi. Brak ladw zwok cignitych po pododze. I zao si, e to nie by jeden morderca. Olivia przycisna do do odka. Niepotrzebnie jada t kanapk z kurczakiem. Barker pochyli si, eby lepiej widzie. - Nie ma ran obronnych. W ogle nie walczyli. Odwrcia oczy od makabrycznego widoku i zauwaya zabawki w plastikowej skrzynce koo telewizora. O Boe. - Jest tu wicej cia? - Nie, to wszystko. Chcecie zobaczy pozostae domy? Na zewntrz ustalili, e si rozdziel, bo szybko si ciemniao. Szeryf i Harrison udali si do budynkw po drugiej stronie drogi. Barker, J.L. i Olivia weszli do drugiego domu po prawej stronie. Tak jak w pierwszym, znaleli martw par na pododze, z podernitymi gardami i bez ladu krwi. W kuchni leaa starsza kobieta; to samo. Weszli na gr, eby sprawdzi sypialnie.

- Chodcie tu - zawoaa Olivia z jednego z pokojw. - Jeszcze jakie ciao? - spyta Barker, podchodzc do niej z Wangiem. - Nie. - Wskazaa podog z porozrzucanymi zabawkami. - W pierwszym domu te byy zabawki. - Do diaba. - J.L. skrzywi si. - Gdzie s dzieci? - Nie wiem. - Odsuna falbaniaste zasony i wyjrzaa przez okno. Ostatnie promienie soca owietlay niewielkie podwrko za domem ze star, zardzewia hutawk. Za podwrkiem, jak okiem sign, cigny si pola kukurydzy. - Nie wyczuwam adnych emocji poza naszymi i chopakw po drugiej stronie drogi. - Moe dzieci ucieky - zasugerowa J.L. - Gdyby do mojego domu przyszed morderca, schowabym si w kukurydzy. Olivia zadraa. Mordercy mogli porwa te dzieci. - Sprawdz, czy nie uda mi si ktrego wytropi. -Barker wzi z podogi porzucon dziecic koszulk. -Zostacie tutaj. - Wyszed z pokoju i zbieg po schodach. Olivia i J.L. wymienili pytajce spojrzenie. Usyszeli trzanicie zamykanych drzwi. - Jest tam. - Olivia wskazaa za okno. Barker, trzymajc koszulk przy twarzy, wszed w pole kukurydzy. - Co on robi? Moe si zgubi w tej kukurydzy. Jest jak ocean. - Dziwne - mrukn J.L. Olivia patrzya, jak Barker znika. Znikny te resztki wiata. Dom spowia ciemno. Wyja latark, ale nagle na podwrku zapalio si jasne wiato. - wietnie. - Wangowi wyranie ulyo. - Maj automatyczne owietlenie. Jeli Barker si zgubi, bdzie mg si kierowa na wiato. Skina gow. - Sprawdmy, jak radzi sobie Harrison. Przeszli do sypialni od frontu i wyjrzeli przez okno. Przed kadym z domw palia si automatyczna lampa, ale plamy wiata rozdzielaa ciemno. - Niesamowicie to wyglda - szepn J.L. Olivia zadraa. Nie chciaa nawet myle, jaki horror przeyli ci nieszcznicy przed mierci. A jeli mordercy wci s w pobliu? Mogli si czai na polach albo w stodoach.

- Obiecae mi kiedy, e jeli bdziemy w miertelnym niebezpieczestwie, powiesz mi, co oznaczaj twoje inicjay. - Nie jestemy w niebezpieczestwie. - artujesz? Gdzie tu kry seryjny morderca. Moe kilku mordercw. - Wydaje mi si, e zniknli - powiedzia J.L. - Zrobili swoje i poszli dalej. Westchna. - Mam nadziej, e dzieciom nic si nie stao. - Patrz. - J.L. wskaza dwa wiateka wyaniajce si z domu naprzeciwko. - To pewnie Harrison i szeryf. - To oni. - Ich emocje byy tak silne, e Olivia czua je na odlego. Szeryf by zdruzgotany; rozpacza po ludziach, ktrych zna. Harrison by wkurzony. Obaj mczyni wrcili na drog, wiecc sobie pod nogi latarkami. - Chodmy do nich. - J.L. ruszy do drzwi sypialni. - Czekaj. - W oddali zauwaya kolejne dwa wiateka. - Tam jest kto jeszcze. - Co? - J.L. wrci i wyjrza przez okno. wiateka zbliyy si, mijajc od frontu pierwszy dom, i w blasku zewntrznych lamp Olivia dostrzega postacie dwch mczyzn. Zachysna si ze zdumienia. - Ki diabe? - szepn J.L. Mczyni mieli na sobie kilty. Zatrzymali si na rodku drogi. Harrison i szeryf podeszli do nich i si zatrzymali. - Rozmawiaj? - spyta! J.L. - Nie wydaje mi si. Nie widz, eby poruszali ustami. - Olivia zorientowaa si nagle, e nie czuje ju emocji Harrisona i szeryfa. Jakby przestali istnie. Mczyzn w kiltach te nie wyczuwaa. Szeryf min Szkotw, wsiad do radiowozu i odjecha. Potem odjecha Harrison. J.L. a zachysn si ze zdumienia. - Co jest, do diaba? Mczyni w kiltach zaczli i ku nim. Olivia i J.L. byskawicznie przylgnli do ciany po obu stronach okna. Promie wiata wpad przez okno, kiedy jeden z obcych skierowa latark w ich stron.

Olivia wstrzymaa oddech. Serce jej omotao. Kim byli ci ludzie? Przypomniao jej si zdjcie Robby'ego w kilcie. Nie mogo tu by adnego zwizku. Robby by w Nowym Jorku. Ale z drugiej strony, nie potrafia odczyta jego emocji. By jak pusta, niezapisana karta, zupenie jak ci dwaj na drodze. J.L. otworzy komrk i wystuka numer. Odczeka chwil i szepn: - Harrison, do cholery, nie wyczaj telefonu. I dlaczego odjechae? Wracaj tu natychmiast. - Rozczy si i wcisn komrk do kieszeni marynarki. - Harrison wyczy telefon? - spytaa Olivia. Dlaczego zrobi co takiego? Dlaczego ich zostawi? Spojrzaa przez okno. Mczyni w kiltach szli drog w ich stron. J.L. wyj pistolet. - Nie martw si, Liv. Wszystko bdzie dobrze. Jestem pewien. Z trudem przekna lin. J.L. wanie skama.

Rozdzia 22 Olivia zaczerpna powietrza i wyja automatyczny pistolet z kabury na biodrze. - Dwoje na dwch - szepn J.L. - Dowiedzmy si, kim s ci gocie. - Powoli ruszy w d po schodach. Klatka schodowa bya ciemna, ale nie odwayli si wczy latarek. Przekradli si do salonu od frontu i wyjrzeli przez okno. J.L. wskaza co, po czym przyoy palec do ust. Olivia bez ostrzeenia wiedziaa, e ma by cicho. Mczyni w klitach pojawili si ju na podwrku. Widziaa ich wyranie w wietle zewntrznej lampy i aden z nich nie by Robbym. Facet w kilcie w czerwono-zielon krat mia janiejszy odcie rudych wosw. Drugi, w niebiesko-zielonym kilcie, by troch podobny do Robby'ego i mia takie same, ciemnorude wosy. J.L. dotkn swoich plecw i prawej kostki, sygnalizujc jej, e intruzi maj miecze na plecach i noe w skarpetach na prawej nodze. Zy znak, skoro oboje zamordowani w ssiednim pokoju mieli podernite garda.

Chciaaby, eby Barker wrci. Poczuaby si lepiej, gdyby byo ich troje na dwch. Szkoci wyjli komrki ze sporranw i zadzwonili gdzie. Na podwrku nagle zmaterializowa si jeszcze jeden mczyzna. Olivia zakrya usta, eby stumi okrzyk. Zamrugaa, nie wierzc wasnym oczom. Pojawi si jeszcze jeden. Potem kolejny. Z trudem chwytaa oddech. Pojawiao si coraz wicej ludzi i wszyscy byli uzbrojeni w miecze i pistolety. Wydawao jej si, e zauwaya kobiet i jeszcze paru mczyzn w kiltach. J.L. chwyci j za rami i ruchem gowy wskaza tylne drzwi. Stpajc na palcach, przesza za nim przez salon do kuchni. Krew szumiaa jej w uszach. Wymknli si tylnymi drzwiami w tej samej chwili, w ktrej skrzypny drugie, otwierane od frontu. Wbiegli w kukurydz. Olivi otoczyo morze zieleni. Zrobio si tak ciemno, e ledwie widziaa sylwetk Wanga. Wpada na niego, kiedy zatrzyma si nagle. Chwyci j za przedramiona i pocign w d, zmuszajc, by ukucna. Syszaa jego przyspieszony oddech, wyczuwaa jego niepokj. - Ci faceci zmaterializowali si jak w filmie science fiction szepn. - Co to s... kosmici? - Nie wydaje mi si, eby kosmici nosili kilty. - Masz racj. I byliby uzbrojeni w lasery, a nie w miecze. Pokrcia gow. - Nie mog uwierzy, e prowadzimy t dziwaczn rozmow. - Kimkolwiek s, maj ogromn przewag liczebn. - A take miecze, noe i pistolety - mrukna Olivia. - Mogo by gorzej. Mogliby mie karabiny maszynowe i bazooki. - Dziki. Od razu mi lepiej. - Przepraszam. - J.L. umilk. Obejrzaa si na dom. Widziaa tylko pitro, ale w oknach byskay wiata. Co oni tam robili? Szukali czego? Otworzya zmysy, eby wysondowa ich emocje. Nic. Byli kompletnie zamknici, jak Robby. - Na pierwsze imi mam Jin - szepn J.L. Skrzywia si. Czy to oznaczao, e obawia si, e nie wyjd z tego ywi? - To adne imi. - Nie, jeli chopaki w szkole cigle nazywaj ci Jennifer.

- Och. Przykro mi. - L to skrt od Long. - Jin Long... Wang.2 - Umiechna si. - Brzmi bardzo msko. Parskn. - Teraz wiesz, dlaczego uywam inicjaw. Ale mogo by gorzej. Mojego brata nazwali L.H. Lo Hung Wang. Olivia zakrya usta, eby powstrzyma miech. Wang umiechn si, byskajc zbami w ciemnoci. - Wanie to wymyliem. Nie mam brata. Ale pewnie ju to wyczua. Owszem. I zdawaa sobie spraw, e po prostu prbowa j rozweseli. - Wic plan jest taki - powiedzia J.L. - Posuwamy si polem jak najbliej samochodu. Pdzimy, wskakujemy, jedziemy do miasta i odnajdujemy szeryfa i Harrisona. I wzywamy wsparcie. Skina gow. - A co z Barkerem? - Znajdziemy go. Chod. Moliwie jak najciszej zaczli si przedziera przez kukurydz. Byli ju za pierwszym domem, kiedy J.L. zatrzyma si nagle i wycign rk, eby zatrzyma Olivi. Przycisn palec do ust, pokazujc jej, by bya cicho. Znieruchomiaa. I nagle to usyszaa. Szelest w kukurydzy. Nie byli sami. Obrcia si wok wasnej osi, szukajc rda dwiku. Zauwaya dwie chwiejce si odygi. Kto szed prosto na nich. J.L. unis pistolet. Kukurydza przed nimi zaszelecia i spomidzy odyg wybieg pies. Olivia poczuta tak ulg, e a kolana si pod ni ugiy. J.L. schowa bro. - Dobry piesek - szepn. Zwierzak by duy. Wilczarz irlandzki z dugimi, chudymi apami i dugim, wskim pyskiem. Przysiad i spojrza na nich z ciekawoci.
2

Angielskie sowa long wang" w wulgarnym slangu oznaczayby duga kuka". Lo hung wang" mona zinterpretowa jako nisko zwisajca kuka" (przyp. tum.).

Olivia powoli uniosa rk, eby da mu si powcha, i pogaskaa go po gowie. - Ale jeste wielki. Pies jakby si umiechn. Ona te umiechna si do niego. Czua si z nim bezpieczniej. - Chodmy. - J.L. ruszy dalej przez kukurydz; Olivia i pies szli za nim. Obeszli dom i zapucili si w pole dochodzce a do drogi. Zatrzymali si, kiedy na podjedzie, jakie trzydzieci metrw dalej, zauwayli samochd. - Poczekaj tutaj. - J.L. poda Olivii kluczyki. - Ja znajd Barkera. Jeli nie wrcimy za pitnacie minut, jed. - Nie odjad bez ciebie. - Liv, ich jest za duo. Bdziesz moga cign szeryfa i Harrisona, i zawiadomi stanowe patrole. Okej? Niechtnie skina gow. - Okej. J.L. zanurkowa w kukurydz, wilczarz bieg obok. Cieszya si, e Wang nie jest sam. Usiada midzy rzdami kukurydzy i lekko dotkna przycisk, aby podwietli tarcz zegarka. Zanosio si na dugi i samotny kwadrans. Zacza oddycha gboko, chcc uspokoi omoczce serce. Zastanawiaa si, czy nie zadzwoni do Harrisona, ale nic by jej to nie dao, skoro wyczy telefon. Dlaczego odjecha po rozmowie z ludmi w kiltach? Czy to oni kazali mu wyczy komrk? Przyszo jej do gowy, eby zadzwoni do Robby'ego, ale on by daleko, w Nowym Jorku. Dotarcie tutaj zajoby mu wiele godzin. Po kilku minutach przekrada si na skraj pola. Zobaczya tych ludzi, ktrzy zmaterializowali si na podwrku. Podzielili si na mniejsze grupy i wydawao si, e czego szukaj. Wikszo z nich bya daleko, przy stodoach. Kiedy jeden znalaz schron burzowy, zebrali si wok niego i weszli do rodka. Teraz, kiedy wikszo z nich bya w piwniczce, Olivia uznaa, e to dobry moment, by pobiec do samochodu. Spojrzaa na zegarek. Upyno czternacie minut. Nie chciaa odjeda bez Wanga i Barkera. Ale z drugiej strony bardziej by im pomoga, cigajc wsparcie.

Jkna w duchu. Znowu wszystko analizowaa. W oddali rykn silnik samochodu. Kto zblia si szybko. Moe wraca Harrison albo szeryf? Biega midzy rzdami odyg, a znalaza si blisko drogi. Nadjecha czarny sedan i zaparkowa na poboczu. Wyglda na samochd ktrej z agencji rzdowych. Wysiady z niego trzy osoby: mczyzna w rednim wieku, modszy mczyzna i moda kobieta. Mczyni byli spici i nabuzowani adrenalin. Kobieta wydawaa si niechtna i wystraszona. Ten w rednim wieku zacz wyszczekiwa rozkazy. - Garret, sprawd domy po lewej. Ja sprawdz te po prawej. Alyssa, rozejrzyj si po terenie. Garret wczy latark i powieci dookoa. - Nie widz Connora. - Na pewno tu jest - warkn ten starszy. -I nie sam. Alyssa zadraa. - Nie rozumiem, dlaczego musielimy ich w to miesza. - Bo s lepsi od nas w zabijaniu Malkontentw - burkn starszy mczyzna. - Jeli zobaczycie ktrego z nich, zachowajcie dystans. miejcie aktywn barier psychiczn. Szczeglnie ty, Alyssa. Oni wol bra na cel mode kobiety. - Wiem - odparta cicho. Olivii zrobio si jej al. Bya wyranie przeraona. Modszy z mczyzn, Garret, podekscytowany; pobieg w stron domw po lewej. Starszy ruszy na prawo. Wspomnia o Malkontentach. Czy to by jaki gang? Czy to oni zamordowali tych ludzi? I o co chodzio z barier psychiczn? Alyssa zostaa blisko samochodu. Machaa latark na prawo i lewo. - wietnie - mrukna. - Ty stj tu sobie cakiem sama, z band Malkontentw w pobliu. Olivia chciaa si dowiedzie, kim s ci ludzie, wic wysza z kukurydzy i powoli ruszya w stron kobiety. - Alyssa? Kobieta pisna i upucia latark. - Przepraszam. - Olivia uniosa rce, by tamta widziaa, e s puste. - Nie chciaam ci wystraszy. Alyssa wycigna bro.

- Skd znasz moje imi? Jeste jedn z nich? Czytasz mi w mylach? Olivia uniosa rce wyej. - Syszaam twoj rozmow z tamtymi dwoma, nazwali ci po imieniu. Jestem z FBI. Chcesz zobaczy moj odznak? - Z FBI? Nie jeste jedn z nich? - Kim oni s? - Olivia zakadaa, e kobieta mwi o tych ludziach, ktrzy si teleportowali. - To oni s Malkontentami? - Alyssa? - Mczyzna w rednim wieku wrci biegiem. Syszaem twj krzyk. - Zauway Oivi i wycign pistolet. - A ty kim jeste, do diaba? Zakla w duchu. Powinna bya siedzie w kukurydzy. - Olivia Sotiris, FBI. A pan? - CIA. - Podszed bliej. - Prosz pokaza odznak. Zrobia to i zmruya oczy, kiedy powieci jej latark w twarz. - Pani Sotiris, co pani tu robi? A co on sobie myla? e przyjechaa na piknik? - Prowadz ledztwo w sprawie wielokrotnego morderstwa. Za pozwoleniem, ja te chciaabym zobaczy pask odznak. - Nie mam czasu si w to bawi. - Schowa bro. -Przejmujemy to dochodzenie, pani Sotiris. Moe pani odjecha. Jego postawa mocno j wkurzaa. - To jest sprawa FBI. Miejscowy szeryf poprosi o nasz pomoc. - Nie obchodzi mnie to - warkn facet z CIA. - Prosz si std wynosi. - Nie przyjmuj rozkazw od pana, panie...? - Whelan. - Podszed bliej do niej. - I zrobi pani, co mwi. Jestemy specjaln, powoan przez prezydenta grup zadaniow wyznaczon do tej misji, wic nie ma pani tutaj adnych kompetencji. Wojowniczym gestem wysuna podbrdek. - Sugeruj, eby pan przemyla sytuacj. Moe si wam przyda nasza pomoc. Jest was tylko troje, a tam jest jaki tuzin... waciwie nie wiem, kim s. Alyssa zaczerpna powietrza. - Widziaa ich pani?

- Jeli pani mwi o facetach, ktrzy w magiczny sposb zmaterializowali si na tamtym podwrku, to tak. S uzbrojeni po zby w pistolety i miecze. - A oni widzieli pani? - Spyta facet z CIA. Whelan. Takie poda nazwisko. Brzmiao jako znajomo. - Nie - odpara. - Kim oni s? To oni zabili tych ludzi? Whelan prychn. - Nie. Oni cigaj mordercw. Ale niech pani nie popeni bdu, mylc, e s nieszkodliwi. Prosz wywiadczy sobie przysug i wynie si std, zanim pani zobacz. - Mog pomc... - Prosz o tym zapomnie, pani Sotiris. Przed nimi si pani nie obroni. Mog przej pani umys i kaza pani zrobi, co tylko chc. Przekna lin. Czy wanie to spotkao Harrisona i szeryfa? - S niebezpieczni - szepna Alyssa. - Stracilimy przez nich dwoje czonkw zespou. Olivia si skrzywia. Nic dziwnego, e ta kobieta jest taka wystraszona. - Moje kondolencje. - O nie, nie zostali zabici - powiedziaa Alyssa. - Po prostu... odeszli. Po plecach Olivii przebieg dreszcz. - We si w gar, Alysso - warkn Whelan. - A pani zmarnowaa mi ju do czasu. Olivia zatoczya si do tyu, kiedy fala gorca uderzya j w czoo. Myli jej si zmciy, a potem wyklaroway; poczua nage pragnienie, eby odjecha. - Musz jecha. - Ruszya drog w stron podjazdu. Co ona robi? Obejrzaa si i zobaczya, e Whelan i Alyssa id za ni. Nie zatrzymuj si. Odjed. Pokrcia gow. To nie bya jej decyzja. Id do samochodu i odjed. Ju. Skrcia w podjazd. Do diaba, co si z ni dziao? Wci sza w stron samochodu Wanga. Obejrzaa si na pole kukurydzy, modlc si w duchu, eby J.L. i Barker pojawili si wreszcie. Spojrzaa w przeciwnym kierunku i zobaczya tajemniczych obcych, ktrzy pojawili si wczeniej. Wychodzili ze stod i schronu burzowego. I szli w jej stron.

Skrcia w pole, eby jej nie zobaczyli. Nie. Id do samochodu. Odjed natychmiast. Jej nogi skrciy z powrotem w stron auta. Do diaba. Co ona wyprawia? Czua si kompletnie bezbronna. Wycigna z kieszeni kluczyki Wanga i wcisna guzik pilota. wiata samochodu bysny. Skrzywia si. Teraz tamci ju na pewno j zobacz. Szybko. Odjedaj. Podesza do drzwiczek kierowcy. - Olivia? - krzykn kto. Znieruchomiaa. Robby? Odwrcia si i zobaczya mczyzn, ktry oderwa si od grupki tajemniczych przybyszw. Ruszy do niej biegiem, przecinajc plam wiata przed drugim domem. - Robby - szepna. To by on. Mia na sobie kilt, ktry fruwa mu wok kolan, kiedy bieg do niej. - Pani Sotiris, prosz natychmiast odjecha! - krzykn Whelan. Zobaczya, e agent CIA i Alyssa id w jej stron. To Whelan zmusza j do odjazdu. Jakim cudem przesya polecenia wprost do jej gowy. Drgna, kiedy gorcy podmuch sparzy jej czoo. Wsid do samochodu i odjed. Signa do klamki. - Olivio! - zawoa Robby. Zatrzymaa si, a on nagle znalaz si tu przy niej. - Olivio. - Dotkn jej ramienia. - Co tu robisz? - Musz odjecha. Przyjrza jej si z bliska. - Dobrze si czujesz? Pokrcia gow. - Musz odjecha. - Odsu si od niej, MacKay! - krzykn Whelan. Robby spojrza na niego z wciekoci. - Uwolnij j. Nie masz prawa jej kontrolowa. Whelan parskn. - Lepiej ja ni ty. Znasz t kobiet? - Tak. Uwolnij j w tej chwili, bo ja to zrobi. - Dobra - warkn Whelan. - Ale zostaw j w spokoju. - Nie skrzywdz jej - wycedzi Robby przez zby. - Jasne - rzuci jadowicie Whelan. - Tak jak nikt nie skrzywdzi Shanny i Emmy.

Gorcy podmuch wion przez umys Olivii; zachwiaa si. Kluczyki upady na ziemi. Robby chwyci Olivi za przedramiona, eby j podtrzyma. - Teraz ju dobrze? - Robby. - Obja go rkami za szyj. - Bogu dziki, e tu jeste. - Spojrzaa ze zoci na agenta CIA. - On prbowa mnie kontrolowa. - Ty idiotko! - krzykn Whelan. - Prbowaem ci chroni. Robby uciska j mocno. - Ju dobrze, skarbie. - Cholera - mrukn Whelan. - Kolejna przekabacona. - Jemu chyba naprawd na niej zaley - powiedziaa Alyssa. Whelan posa jej podejrzliwe spojrzenie z ukosa. - Wracaj do samochodu i czekaj na nas. Kiedy Alyssa odesza, Whelan skrzyowa rce na piersiach i spojrza ponuro na Robby'ego. - Cholerne dranie, dlaczego nie bierzecie sobie kobiet spord swoich? Robby gaska Olivi po plecach. - Zajmij si wasnymi sprawami, Whelan, i zostaw nas w spokoju. Whelan. Teraz Olivia przypomniaa sobie, gdzie syszaa to nazwisko. Robby wspomina o nim na Patmos. Kiedy oprzytomniaa do reszty, dotaro do niej, e Robby by jednym z tych ludzi, ktrzy pojawili si w magiczny sposb. Cofna si o krok, wysuwajc si z jego obj. - Co tu si dzieje, Robby? Co ty tu robisz? - wietnie - burkn Whelan. - Teraz zaczyna myle. Troch za pno. Robby spojrza na niego z irytacj i zwrci si do Olivii. - Wiesz, e pracuj dla firmy, ktra specjalizuje si w dochodzeniach. Przy tej sprawie wsppracujemy z CIA. Whelan prychn. - To wyczyszczona wersja. Robby posa mu ponure spojrzenie. - Zawiadomie Connora o tym miejscu godzin temu. Chciae, ebymy zjawili si tu pierwsi. - Pomylaem, e Malkontenci mog tu jeszcze by -odpar Whelan. - S?

Robby pokrci gow. - Ju si zmyli. - Kto to s Malkontenci? - spytaa Olivia. - I jakim cudem zmaterializowae si na podwrku? Robby zesztywnia. Whelan si rozemia. - No wanie, sprbuj to wyjani swojej dziewczynie. Robby wysun szczk. - Malkontenci to ci terroryci, o ktrych ci mwiem. - Ci, ktrzy ci torturowali? - spytaa. - Tak. Uwaamy, e oni wanie zamordowali tych ludzi. - Przesta upiksza fakty - warkn Whelan. - Wyssali z tych ludzi krew do ostatniej kropli, a potem podernli im garda, eby ukry lady po ugryzieniach. Olivia zrobia krok w ty i wpada na samochd. - lady po ugryzieniach? - Widzielicie krew wok ofiar? - spyta Whelan. Zaprzeczya ruchem gowy. - Whelan, do. - Robby zgromi go wzrokiem. - Musz z ni porozmawia w cztery oczy. - Jeszcze jej nie powiedziae? - rzuci drwico Whelan. Typowe. Wy, dranie, nigdy nie mwicie prawdy o sobie. Olivia przekna lin. Mimo caej niechci do Whelana obawiaa si, e ma racj. Robby pojawi si znikd. Byy te jeszcze inne rzeczy, jak wiecce oczy i wyjcie z jej mieszkania bez otwierania drzwi. Nagle dotaro do niej, e mg po prostu rozpyn si w powietrzu. - Co... kim wy jestecie? Robby spojrza na ni smutno. - Chciaem ci powiedzie. Jutro wieczorem. - Wampirami! - wypali Whelan. Robby si skrzywi. Olivia zamrugaa. - Co? - Wampirami - powtrzy Whelan. Robby spojrza na Whelana, a w jego oczach pojawi si zowrogi bysk. - Na lito bosk, czowieku, id std i daj mi to zaatwi samemu. Olivia poczua zimny dreszcz na karku. - Wampiry nie istniej.

- Prosz pomyle, pani Sotiris - powiedzia Whelan. - Ofiary zostay pozbawione krwi, zanim podcito im garda. Zostay zmanipulowane za pomoc wampirzej kontroli umysu. Dlatego nie miay ran defensywnych. Ci ludzie nie walczyli, poniewa byli pod cakowit kontrol. Wampirza kontrola umysu? Nie chciaa wierzy, e wampiry istniej, ale podany przez Whelana opis miejsca zbrodni by zbyt trafny. Dlaczego kto miaby kra ludziom krew? Chyba e bya mu potrzebna do przetrwania. - Skd pan wie, jak wyglda miejsce zbrodni? Nie wchodzi pan do domu. Whelan wzruszy ramionami. - Widziaem to ju wczeniej. Modus operandi zawsze jest ten sam. Spojrzaa na Robby'ego. Nie zaprzecza niczemu. Tylko patrzy na ni ze smutkiem w oczach. - To prawda? Wampiry naprawd istniej? Skin gow. - Niektre s ze, ale niektre dobre. Potara czoo. To byo jakie szalestwo. Rwnie dobrze moga wierzy w skrzaty i wrki. Wampiry. Krwiopijcy. Podernli garda ofiar, eby ukry lady po ugryzieniach. To oznaczao ky. Przeszy j dreszcz. Wampirza kontrola umysw. Drgna i spojrzaa na Whelana. - Pan kontrolowa mj umys. - Podesza bliej do Robby'ego, ktry obj j ramieniem. Whelan przewrci oczami. - Och, na lito Bosk. Ja nie jestem wampirem. Ja tylko pani o nich powiedziaem. - Zostaw nas - szepn Robby. - Pozwl, e sam jej powiem. Whelan parskn. - Po prostu wypierzesz jej mzg i zmusisz j, eby z tob zostaa, tak jak Roman zrobi z moj crk. Oivi wstrzsn kolejny dreszcz, kiedy przez jej mzg zaczy przelatywa wspomnienia. wiecce oczy, dziurki w poduszce. Robby nigdy nie odbiera telefonu i nie odpisywa na mejle w cigu dnia. Nigdy nie widywaa go za dnia. Nigdy nie widziaa, eby jad czy pi. I nie bya w stanie odczyta jego emocji. Odskoczya gwatownie, wbijajc w niego wzrok.

- Nie - szepna. - Nie. - Oivio, mog wszystko wyjani. - A moesz zaprzeczy? Moesz mi powiedzie, e nie jeste... - Nawet nie bya w stanie wymwi tego sowa. Zrobi krok w jej stron. - Wiesz, e ci kocham. Odsuna si jeszcze dalej i pokrcia gow. Nie zaprzecza. Nie moga w to uwierzy. Nie zaprzecza. - Nie musisz si ba - powiedzia cicho. Moemy o tym porozmawia. Z jej ust wyrwa si dziwny odgos, jk niedowierzania i rozpaczy. To bya ta wana rzecz, ktr chcia jej powiedzie. Spojrzaa w bok. Ludzie, ktrzy zmaterializowali si wczeniej, zebrali si teraz przy drodze. Trzymali si z daleka i udawali, e nie patrz, ale zerkali z trosk na ni i Robby'ego i posyali ze spojrzenia Whelanowi. Wampiry. Oni wszyscy byli wampirami. Mordercy byli wampirami. I Robby te... - Nie! - Odwrcia si i wbiega w pole kukurydzy. Zielone licie biy j po twarzy. Rozgarniaa je rkami i biega dalej. Wampiry? Nie. Zupeny idiotyzm. Jakie szalestwo. Ale to miao sens. Wszystko wyjaniao. Prua przez pole za domami. Potrzebowaa obecnoci Wanga i Barkera. Potrzebowaa prawdziwych ludzi. - Oivio? - J.L. pojawi si w brudzie midzy rzdami kukurydzy. - Co si stao? - J.L.! - Popdzia do niego. Barker przyczy si do nich. - Och, chwaa Bogu. Obaj jestecie cali. - Wpada w ramiona Wanga i uciskaa go. - Wanie wracalimy do ciebie. Wszystko w porzdku? - Nie. - Odsuna si, sapic z wysiku. - Nie uwierzycie w to. To jest... to jest niewiarygodne. - Dowiedziaa si, co jest grane? - spyta J.L. - Tak. - Przycisna do do piersi. - Niele - mrukn J.L. - Ja si nie zorientowaem, dopki Barker nie doprowadzi mnie do swojego ubrania. - Co?

- Wic nie wiesz? - J.L. spojrza na przeoonego. -Moe sam powiniene jej to powiedzie. - Co? - powtrzya Olivia. Barker westchn. - Jestem zmiennoksztatnym. - Co? - To ja byem tym wilczarzem. Przeobraziem si, eby wytropi dzieci, ale nie mogem znale ich zapachu. Wybauszya oczy. - Nie. - Tak - odpar Barker. Cofna si o krok. - Nie. - Jej chopak mia ky, a jej szef by psem? wiat wywraca si do gry nogami. Gdzie podziali si wszyscy normalni ludzie? Zadraa. Normalni ludzie leeli martwi w swoich domach. Zerkna podejrzliwie na Wanga. - A ty czym jeste? Ty te zamieniasz si w zwierz? - Chciabym. Najchtniej w smoka. Byoby super. - Nie. - Znw cofna si o krok. - Nie byoby super. -Usyszaa za sob gony szelest. - Olivio? - zawoa Robby. Obrcia si. Tylko nie to. Szed za ni. - To Robby? - spyta J.L. - Co on tutaj robi? - To wampir - szepna. - Oni wszyscy s wampirami. - O kurde - mrukn Barker. Pies mwi, pomylaa mtnie. Zielone odygi kukurydzy zawiroway wok niej i zobaczya taczce gwiazdy. - Olivio. - Robby przedar si do nich midzy zielonymi odygami. Zatoczya si do tyu, ale zapa j Barker. Szarpna si, chcc mu si wyrwa, i Robby wycign po ni rce. Nie, nie. Utkna midzy wampirem i czowiekopsem. Pole kukurydzy zakoysao si i nagle wszystko okrya ciemno.

Rozdzia 23 Robby chwyci Olivi na rce. Przytoczyo go poczucie winy. Powinien by powiedzie jej prawd wiele tygodni temu. Ale czy w

ogle jest dobry moment na wyjawienie komu, e jest si krwiopijc? Biedna dziewczyna ucieka, przeraona, a teraz stracia przytomno. - Chwileczk. - J.L. przyjrza mu si podejrzliwie. -Czemu ona gadaa o wampirach? - Bo wanie jednego spotkaa. - Robby wychwyci zapach wysokiego mczyzny stojcego obok Wanga. -Jeste zmiennoksztatnym? Mczyzna zesztywnia. - Wiesz o naszym istnieniu? - Tak. Jeste wilkiem? - Wilczarzem irlandzkim. Patrick 0'Shea Barker. FBI. - Och. Jeste szefem Oivii. Wspominaa o tobie. Oczywicie same dobre rzeczy. Ja jestem Robby MacKay, z MacKay, Usugi Ochroniarskie i Detektywistyczne. Mamy na licie pac paru zmiennoksztatnych. - Naprawd? Interesujce. - Stop! - J.L. podnis rce. - Powtrka. Moim zdaniem, nie omwilimy wystarczajco kwestii wampirw. Chcesz mi powiedzie, do cholery, e wampiry naprawd istniej? - Tak. - Robby przycisn Olivi do piersi i ruszy bruzd, kierujc si w stron domw. - Dokd z ni idziesz? - J.L. depta mu po pitach. Robby westchn. Prawdopodobnie kiedy oprzytomnieje, nie bdzie chciaa go widzie. - Macie jakie bezpieczne miejsce, w ktre moecie j zabra? - Mamy pokoje w motelu w miecie - odpar Barker. - Dobrze. - Robby dotar na podwrko za domem. Dwaj agenci FBI stanli obok niego, przygldajc mu si podejrzliwie. - Czy nie bye wrd tych ludzi, ktrzy si tu zmaterializowali? - spyta J.L. - Jak, u licha, to zrobilicie? Robby si skrzywi. Nie wiedzieli, e maj publiczno. Ruszy dalej chodniczkiem midzy dwoma domami. - Ten samochd na podjedzie naley do ktrego z was? - Jest mj - odpar J.L. - Harrison i szeryf odjechali. - Co? - Osupiay Barker spojrza na Wanga. - Harrison odjecha? Dlaczego?

- Nie mam bladego pojcia. - J.L. posa Robby'emu ze spojrzenie. - Spotkali jakich goci w kiltach i zanim si obejrzelimy, ju ich nie byo. Robby westchn w duchu. To pewnie byli Connor i Angus. Oni przylecieli tu pierwsi. Zadzwonili do miejscowego biura szeryfa i teleportowali si tam. Potem, za pomoc kontroli umysu, przekonali dyspozytora, eby poczy si z radiem w samochodzie szeryfa. Wymazali wspomnienia o sobie i teleportowali si do radiowozu, kierujc si namiarem na radio. - Waszym towarzyszom kazano opuci to miejsce -przyzna. - Dlaczego Harrison miaby wykona rozkaz jakich obcych ludzi? - spyta Barker. - Ja jestem jego szefem, a on nie wykonuje nawet poowy moich polece. - Wampirza kontrola umysu. - Robby zobaczy swoich kolegw, zebranych przy drodze. Troch ich ubyo. Niektrzy widocznie teleportowali si z powrotem. Barker wskaza ich gestem. - Ci gocie to wampiry? - Tak, ale nie martwcie si. Nie zrobi wam krzywdy. - Zaraz. - J.L. zatrzyma si gwatownie. - Wic ty te jeste wampirem? Robby jkn w duchu. - Tak. - Olivia poruszya si w jego ramionach, wic pospiesznie ruszy do samochodu. Barker szed obok niego. - Przegryzacie ludziom garda? - Nie. Pijemy syntetyczn krew. - I zmaterializowalicie si tu? - spyta J.L. - To bya teleportacja. - Jakie jeszcze macie moce? - wypytywa Barker. - Supersia i szybko, supersuch i superwzrok, dugie ycie, lewitacja, kontrola umysw. - Fantastycznie - szepn J.L. - Nie. - Robby zatrzyma si przy samochodzie. - To nie jest fantastyczne, jeli wykorzystuje si moce do czynienia za. Malkontenci uyli kontroli umysu, eby obezwadni tych nieszczsnych miertelnikw. Ci ludzie zginli przeraeni, nie mogc si broni.

- Kto to s Malkontenci? - spyta Barker. Robby pokrtce wyjani, o co chodzi z Malkontentami, dobrymi wampirami i komrk CIA o nazwie Trumna. Przerwa, usyszawszy, e Olivia cicho jkna. - Szybko, otwrzcie drzwi. Kluczyli le tam, na ziemi. J.L. podnis kluczyki, a Barker otworzy tylne drzwiczki. Robby pooy Oivi na tylnym siedzeniu. - Wic, w skrcie mwic, wy jestecie dobrymi wampirami, a Malkontenci zymi? - spyta Barker. - Tak. - Robby zamkn drzwiczki. - Ale dlaczego nosicie spdnice? - chcia wiedzie J.L. Mylaem, e wampiry preferuj raczej peleryny. Robby spojrza na niego z irytacj, ale zauway, e Olivia si budzi z omdlenia. - Musicie to zachowa w tajemnicy. To sprawa najwyszej wagi, eby miertelny wiat si o tym nie dowiedzia. J.L. parskn. - Jasne, ciekawe, kto w to uwierzy. - Wsiad za kierownic. - Moesz nam zaufa. - Barker przeszed na drug stron samochodu. - Ja te nie chc, eby mj sekret si wyda. - Wcisn swoje dugie ciao na fotel pasaera. J.L. zapali silnik i Robby odsun si od auta. Olivia usiada na tylnej kanapie i rozejrzaa si, zdezorientowana. Zauwaya MacKaya i jej renice rozszerzyy si z przeraenia. Serce cisno mu si w piersi. Wang wycofa samochd podjazdem. Kiedy skrca na drog, Olivia wci patrzya na Robby'ego przez szyb. Unis rk. Czy to poegnanie? Czy ona jeszcze kiedykolwiek zgodzi si z nim spotka? Musi si zgodzi. Nie pozwoli jej odej bez walki. Samochd przyspieszy i odjecha, a Robby zosta, wpatrzony w tuman kurzu. Angus podszed do niego - Dobrze si czujesz, chopcze? Robby przekn lin. - Chyba j straciem. - Moe jeszcze sobie to przemyli. - Angus poklepa go po plecach. - Daj jej troch czasu.

- Co mnie omino? - Robby zmieni temat. Rozmylania o przeraonej minie Olivii byy zbyt bolesne. A wiedzia, e kiedy za ni pobieg, straci cz narady wojennej. - Jest jasne, e Casimir posuwa si na poudnie, ale nie znamy jego ostatecznego celu. Phineas teleportowa si do Nowego Orleanu, eby ostrzec tamtejsze wampiry na wypadek, gdyby Casimir zmierza wanie tam. Dougal polecia ostrzec Jeana-Luca w Teksasie. Robby skin gow. - Maggie i Pierce te mieszkaj w Teksasie. Ich te powinnimy zaalarmowa. I powinnimy wzmocni ochron Romatechu w Teksasie. - Casimir w zeszym roku zbombardowa zakad, ale wznowiono produkcj. - Reszt nocy spdzimy na przeszukiwaniu schronw burzowych w okolicy. - Angus westchn. - Ale najprawdopodobniej to strata czasu. Oni mog ju by daleko. Robby spojrza na domy. - A ci ludzie, ktrzy tu zginli? Whelan zajmie si kamuflaem dla opinii publicznej? - Tak. - Angus rozemia si. - Grozi, e kae ci aresztowa za napa. - Niech sprbuje, dra jeden. - Kiedy Olivia ucieka w pole kukurydzy, Robby podszed do umiechnitego zoliwie Whelana i da mu w zby. I dosta oklaski od przyjaci. - Jeszcze bdzie mia za swoje - powiedzia Angus. -Ktrego piknego dnia dowie si, e jego wnuczta s pwampirami. Robby si umiechn. Nie mia pojcia, jak Roman znosi takiego tecia jak Sean Whelan. Jego umiech szybko znikn. Jemu te mogli si trafi wciekli teciowie, gdyby Olivia kiedy zgodzia si za niego wyj. *** Olivia wzia prysznic, ale woda nie zmya szoku. ykna dwie aspiryny, ale nie zniweloway blu. Pooya si w piamie na niewygodnym ku motelowym i wbia wzrok w przestrze. Telewizor by wczony z przyciszonym dwikiem. Stary, znajomy sitcom pomaga jej wierzy, e wiat cigle jest normalny. Chocia nie by.

Wampiry. To sowo rozbrzmiewao echem jej w gowie. Wampiry istniej. A Robby jest jednym z nich. Przypomniaa sobie, ile uwagi powici jej szyi, kiedy si kochali. Gigantyczna, czerwona malinka pod kadym uchem. Ale nie przebi skry. Zamiast tego pogryz jej ozdobn poduszk. Zadraa, przypominajc sobie dwie dziurki. Robby mia ky. Nigdy nie by dostpny za dnia. Robby by martwy. Albo nieumary. Nie bardzo wiedziaa, jak to nazwa. Przyapaa go, jak pi co w willi na Patmos. Mylaa, e to wino, ale teraz ju wiedziaa. To musiaa by krew. Jkna. Nie chciaa myle o wampirach. Wzia pilot, eby wczy kana filmowy. Dzisiaj puszczali... film o wampirach. Cudownie. Przeczya na HBO. Serial o wampirach. Pstrykna Kana Historyczny. Film dokumentalny o historii... wampirw. - Niech to szlag! - Wyczya telewizor i wycigna si w poprzek ka. To by jaki spisek. Syszc pukanie do drzwi, poderwaa si gwatownie. Bagam, niech to nie bdzie Robby. Jeszcze nie potrafiaby sobie z tym poradzi. - Liv, to ja! - krzykn J.L. - Mam pizz! Jakby moga mie ochot na jedzenie po wieczorze penym trupw i szokujcych odkry. Ale nie chciaa by sama. - Chwileczk. - Obrzucia wzrokiem dugie, flanelowe spodnie od piamy i workowat bluz i uznaa, e jest wystarczajco ubrana. Otworzya drzwi. - Jak leci? - J.L. wszed do rodka z pudekiem z pizz i plastikow torb jedzenia w objciach. Pooy wszystko na stoliku pod oknem. - Chod, robimy imprez. Zamkna drzwi i przekrcia zamek. - A jaki masz powd do imprezowania? J.L. sign do torby, wyj dietetyczn col i poda jej. - Cigle yjemy. To ju co. Odkrcia zakrtk od butelki. - Moe i tak. - No wanie. Mogo by gorzej. - Otworzy sobie col i wypi kilka ykw. - Moglimy by martwi. - Albo nieumarli - mrukna i usiada na jednym z dwch krzese przy stole.

- I wiesz co? - J.L. otworzy pudeko z pizz. - Harrison pojecha a do Kansas City, wic nie musimy dzieli si z nim arciem. To si nazywa fart, nie? - Co on robi w Kansas City? J.L. wybra sobie kawaek pizzy, usiad na drugim krzele i zacz je. - Barker zadzwoni do niego do domu i facet nawet nie pamita, e tu by. Nic nie wie o tym dochodzeniu. Dziwne, co? Olivia napia si coli z butelki. - Jak to si stao? - Wampiry wykasoway mu mzg jak kontrol umysu. - J.L. odgryz spory ks pizzy. Olivia zmarszczya brwi; przypomniaa sobie, jakie to byo frustrujce, kiedy Whelan kontrolowa jej myli. - A ten agent CIA? Prbowa mnie kontrolowa i zmusi do wyjazdu. J.L. kiwn gow z penymi ustami. - Ci z CIA to czonkowie komrki Trumna. Robby nam o nich opowiedzia. Maj moce parapsychiczne, wic potrafi si oprze wampirzej kontroli umysu. - Kiedy Robby ci o tym mwi? - Kiedy szlimy do samochodu. - J.L. odgryz kolejny ks. - Ty bya nieprzytomna. Robby ci nis. Skrzywia si. Nie moga uwierzy, e tak po prostu zemdlaa. Zazwyczaj nie mdlaa. Ale te zazwyczaj nie spdzaa wieczorw w otoczeniu trupw i nie dowiadywaa si, e jej chopak jest wampirem, a szef psem. Napia si jeszcze. - Gdzie jest Barker? - W swoim pokoju. Pomyla, e pewnie jeszcze nie masz chci go widzie. Olivia westchna. - To takie dziwne. Nie miaam pojcia. Owszem, jego nazwisko to do jasna wskazwka3, ale przecie ludzie mog si nazywa Ford i to nie oznacza, e potrafi si przeobraa w najnowszego focusa.
3

Barker (ang.) naganiacz, dosl.: szczekacz (przyp. tum.).

- No tak. - J.L. wepchn do ust kolejny kawaek pizzy. - Ale to wyjania par rzeczy. - Na przykad co? Jego wyjtkowe umiowanie do hydrantw? J.L. zachichota. - Nie. Chodzi mi o to, e nigdy nie kwestionowa twoich zdolnoci. Kiedy inni agenci uwaali ci za wariatk albo za oszustk, on w ciebie wierzy. Prawd mwic, specjalnie o ciebie prosi. - Naprawd? Nie wiedziaam o tym. J.L. kiwn gow. - Po prostu ju wiedzia, e te wszystkie dziwnoci to prawda. Wydubaa oliwk z pizzy i woya do ust. - Ty te wierzye we mnie od pocztku. - No jasne, ale ja jestem bardzo mdrym gociem. Umiechna si. - To prawda. Olivia drgna, kiedy zadzwonia jej komrka. Czy to Robby? Zagapia si na telefon. Zostawia go na nocnej szafce midzy dwoma kami. J.L. wsta. - Chcesz, ebym odebra? - Nieszczeglnie. - Telefon znw zadzwoni. - A jeli to Robby? - J.L. podszed do komrki. - Nie chc z nim rozmawia. - Bo jest wampirem? - Tak. - Oj, przesta, Liv. Nikt nie jest doskonay. - Ja nie oczekuj ideau. Uwaam tylko, e bijce serce byoby miym gadetem. - Telefon nie przestawa dzwoni. J.L. spojrza na ni, marszczc brwi. - Wiesz, naprawd mogo by gorzej. Mgby by na przykad... zombie, ktry wyera mzg. Skrzywia si. - To mi nie poprawia nastroju. J.L. otworzy telefon. - Halo? A, cze, Robby. - Posa Olivii znaczce spojrzenie. Jak leci? Wyskoczye kogo ugry? Nastpia chwila ciszy, po czym J.L. nakry telefon doni. - Mwi, e pije syntetyczn krew z butelki, tak, jak produkuj w Romatechu.

Romatech. Prychna. To rzeczywicie nadawao si na ulubiony lokal wampirw. - Okej - powiedzia J.L. do suchawki i spojrza na Oivi. Mwi, e chce z tob rozmawia. Pokrcia gow. - Ale ja nie chc z nim rozmawia. Jeszcze nie teraz. Moe za par dni. Albo tygodni. J.L. westchn. - Przykro mi, stary. Jeszcze nie jest gotowa z tob rozmawia. Robby pojawi si nagle w pokoju. - Przejdzie jej. Olivia podskoczya, oblewajc sobie bluz col. - Cholera! - Nieze! - J.L. zamkn komrk. - Stary, to si nazywa wejcie. Olivia odstawia butelk na st. - Nie jestem na to gotowa. Zakadam, e moesz wyj tak samo, jak wszede? Robby popatrzy na ni z chmurn min. - Musimy porozmawia. J.L. odoy komrk na szafk. - Chyba powinienem zostawi was samych. - Nie! - Olivia zerwaa si z krzesa. - Nie zostawiaj mnie. Robby zesztywnia. - Dziewczyno, mylisz, e mgbym ci skrzywdzi? Zapomniaa ju, jak bardzo ci kocham? - Pamitam. - Zaoya rce na mokrej bluzie. - Pamitam te, e rozmawialimy miesicami i nie powiedziae mi prawdy o sobie. - Chciaem ci powiedzie jutro wieczorem. - Troch za pno, nie sdzisz? Powiniene by mi powiedzie, zanim poszede ze mn do ka! Zrobi krok w jej stron. - Wahaem si, pamitasz? Mylaa, e to dlatego, e ci nie chc, ale ja zwlekaem, bo wiedziaem, e najpierw zasugujesz na prawd. Ale ty nie chciaa czeka! Zmusia mnie. Prychna. - Zmusiam ci do seksu?

- Ja si std wynosz. - J.L. chwyci pudeko z pizz. -Nie macie nic przeciwko temu, ebym sobie to wzi, co? Barker prosi o par kawakw, a domylam si, e ty za tym nie przepadasz. - Moesz sobie wzi - mrukn Robby. J.L. zerkn na Olivi. - Jeli bdziesz mnie potrzebowaa, dzwo. - Dobra. - Klapna na krzeso i wbia ponure spojrzenie w wydeptany dywan. Drzwi si zamkny i zostaa sama z Robbym. Gboko w niej tliy si gniew i uraza. Robby usiad na ku naprzeciw Oivii. - Zdaj sobie spraw, e jeste w szoku. - Myl, e mam ju za sob faz szoku i wyparcia. - To dobrze. Spojrzaa na niego ze zoci. - I szybko przechodz do fazy dzikiej furii. Skrzywi si. - A jak dugo ona trwa? - Tak dugo, jak bd chciaa. - Wstaa i zacza chodzi po pokoju. - Powiniene by mi powiedzie. Wiesz, jak ceni sobie uczciwo. Powiniene by ze mn szczery od samego pocztku. Przekrci si, zwracajc si do niej twarz. - Bd szczera ze sob Olivio. Gdybym od razu powiedzia ci prawd, nie chciaaby mnie wicej widzie. - Rozmawialimy caymi miesicami i nie pisne sowa. Oszukiwae mnie z rozmysem. - Zakochaem si w tobie. To nie byo oszustwo. Nie chciaa mwi o mioci. Na Patmos wszystko potoczyo si szybko, zupenie jakby dziaaa tam jaka magia. Sdzia, e zakochaa si w idealnym mczynie, ale teraz zdaa sobie spraw, e w ogle go nie znaa. - Kim... czym dokadnie jeste? Jeste ywy czy martwy, czy gdzie porodku? - W tej chwili jestem ywy. Moje serce pompuje krew. Mj mzg myli o tym, jaka jeste pikna. Moje oczy zauwaaj, e nie masz stanika. Skrzyowaa rce na piersi i skrzywia si, czujc niemiy dotyk wilgotnej, lepkiej bluzy. - A w cigu dnia, kiedy nie dzwonisz i nie mejlujesz, pisz czy jeste nieprzytomny?

- Jestem martwy. Spojrzaa na niego z powtpiewaniem. - Na serio... martwy? - Tak. - Powoli skin gow. - To powana wada mojej natury. - Nie zaprzecz. - Kiedy nie odpowiadam na twoje wiadomoci w cigu dnia, to nie dlatego, e jestem nieuprzejmy czy ci zaniedbuj. - No tak. Nie jeste nieosigalny emocjonalnie. Po prostu nie yjesz. - Potara czoo. - Czy to ma mi poprawi samopoczucie? Zmarszczy brwi. - Bycie wampirem nie we wszystkim jest ze. Ma te spore plusy. Przeduone ycie... - Ile masz lat? - przerwaa mu. - Urodziem si w 1719 roku. Kolana si pod ni ugiy; usiada na drugim ku. Mia prawie trzysta at. Nie starza si. A ona tak. To byo straszne. - Jakie jeszcze... plusy? - Mam nadludzk si i niezwyk szybko. Wyostrzone zmysy. Potrafi lewitowa, teleportowa si i kontrolowa ludzkie umysy. Olivia zesztywniaa, a jej gniew zapon na nowo. - Twoi przyjaciele uyli tej mocy, eby zmusi Harrisona i szeryfa do odjazdu. - Tak. - Harrison dojecha do domu i nie pamita, e w ogle tu by. Robby skin gow. - Potrafimy wymazywa wspomnienia, jeli to konieczne. Gniew w niej narasta, bya na granicy wybuchu. - Wic manipulujecie nami, ndznymi miertelnikami, kiedy tylko najdzie was ochota? Zacisn zby. - Nie robimy tego bez wanego powodu. A takim powodem moe by na przykad staranie si, eby kobieta zakochaa si w mgnieniu oka? Olivia zerwaa si z ka, patrzc na niego z furi. - Uywae kiedy tej mocy na mnie? Zacisn usta. - Tak. Krzykna z wciekoci.

- Ty draniu! Wsta. - Pozwl mi wyjani. - Nie! Wiedziaam, e za szybko si w tobie zakochaam. Ty... ty mnie zmuszae... - Nie! Kontrolowaem ci tylko raz. Bya w morzu i zamarzaa. Kazaem ci spa, eby nie widziaa, jak teleportuj ci na patiu... - Teleportowae mnie? - Tak. eby wsadzi ci do jacuzzi. Chciaem ci ratowa. A ona bya taka wdziczna, pod takim wraeniem, taka gotowa zakocha si bez reszty. Ale jeli on manipulowa ni od pocztku do koca? - Ty to wszystko urzdzie? Wiedziae o panterze? - Nie wiedziaem, e Carlos zamierza napdzi ci stracha. - Carlos? Robby si skrzywi. - Carlos Panterra. Jest zmiennoksztatnym. Cofna si chwiejnie o krok. - To Carlos by t...? - Panter, tak. - Jest kotem? - A jej szef by psem. Pokrcia gow. A moe ssiad okae si zot rybk? - miertelnie mnie wystraszy. Dlaczego? - Bawi si w swatk. Pomyla, e jeli ci uratuj... - Co? - Jej gniew znw eksplodowa. - Nie byam w adnym niebezpieczestwie? Mylaam, e uratowae mi ycie. To byo oszustwo! - Uratowaem ci ycie. Zamarzaa na mier. Odesza kilka krokw z zacinitymi piciami. Czy nic nie byo tak, jak sdzia? Odwrcia si na picie, eby spojrze mu w twarz. - Czy cokolwiek z tego byo prawdziwe? Moesz przysic, e nigdy nie manipulowae moimi mylami i uczuciami? - Nigdy. Nie chciabym twojej mioci, gdyby bya nieszczera. Twoje uczucia nale tylko do ciebie. I zawsze byy prawdziwe. zy napyny jej do oczu. - Co ty moesz wiedzie o moich uczuciach? Przeszam pieko przez to, co czuj do ciebie! W jego oczach dostrzega bl.

- Ja te. Kocham ci, Olivio. Kochaem ci od pierwszej chwili. Zakrya usta, eby stumi szloch. Niech go szlag. Podesza do umywalki w kcie pokoju. Zobaczya swoje odbicie w lustrze - oczy byszczce od ez, usta wykrzywione bolesnym grymasem. Zatrzymaa si jak wryta. Robby'ego nie byo. Odwrcia si. By. Znw spojrzaa w lustro. Nie mia odbicia. Nie by prawdziwy. Zgia si wp, bl przeszy jej wntrznoci. Zakochaa si w iluzji. Nigdy nie bdzie miaa prawdziwego ycia z Robbym. Wszystkie jej marzenia o wsplnej przyszoci si rozwiay. - Olivio, skarbie. - Chwyci j za ramiona. - Nie. - Odsuna si. Po jej twarzy pyny zy. -Chciaam, eby to byo prawdziwe. Chciaam ci kocha ju zawsze. - I moesz. Skarbie, jako to rozwiemy. Opada ciko na ko i zakrya twarz. Materac ugi si, kiedy Robby siad obok niej. - Wszystko bdzie dobrze, Olivio. Pocigna nosem. - Ju nie jestem za. - Wic mnie zaakceptowaa? Pokrcia gow. - Nie. Jestem... w aobie. Straciam nasz wspln przyszo, ktrej tak pragnam. Westchn. - Gdybym mg by dla ciebie normalnym czowiekiem, to bybym. Wyprostowaa si i pocigna za swoj lepk bluz. - Nie mog w tym spa. A nie spakowaam innej piamy. - To nie problem. - Znikn. Zagapia si w puste miejsce. - Do diaba. - Rozejrzaa si po pokoju. Naprawd go nie byo. A ona naprawd kochaa wampira. Jak to si mogo uda? Po kilku minutach pojawi si z powrotem, ciskajc co w doni. - Bye w moim mieszkaniu? - Tak. Przyniosem ci co do spania. - Poda jej to, co trzyma w rce. Bya to koszula nocna, ktr woya, i ktr on natychmiast z niej zdj tamtej nocy, kiedy odebra jej dziewictwo. Oczy zaszy jej zami. Co miaa zrobi? Odrzucenie go tak po prostu za bardzo bolao. Musiaa si dowiedzie o nim wicej. Wzia gboki wdech. - Powiedz mi wszystko.

Opowiedzia jej o swojej pracy - o tym, jak on i jego przyjaciele walcz z Malkontentami. Ich przywdc by wampir o imieniu Casimir, i to on torturowa Robby'ego. - Casimir zamordowa ludzi w tych domach? - spytaa. - Tak. On i jego podwadni. - Ilu... ilu ma tych podwadnych? - O ile wiemy, zaledwie garstk. Musi odbudowa swoj armi. Wic albo znajdzie wicej wampirw, albo je stworzy. Skrzywia si. - Dlaczego nie przemieni w wampiry ludzi z tej farmy? - Bo to pewnie byli dobrzy ludzie. Dobrzy ludzie zmieniaj si w dobre wampiry. - Takie jak... ty? Robby skin gow. - mier nie zmienia natury czowieka. Zastanawiaa si nad tym przez chwil i nagle gwatownie chwycia powietrze. - Dzieci! O Boe, przez to wszystko zupenie zapomniaam! - Jakie dzieci? - W tych domach mieszkay dzieci. I wszystkie znikny. Robby zblad. - Jasna cholera. Casimir musia je porwa. - Dlaczego? Po co mu niewinne dzieci? - S lejsze, atwiej si z nimi teleportowa. S atwym rdem poywienia. Olivia zachysna si ze zgrozy. - S dla niego przeksk? Robby wsta. - Musz lecie. Olivia te podniosa si z ka. - Znajdziecie je? - Zrobimy, co w naszej mocy. - Dotkn jej policzka. Odsuna si. - Nie rb tego. Prosz. Duo na mnie dzisiaj spado. Nie jestem pewna, czy sobie z tym poradz. Spojrza na ni z kwan min. - Przejdzie ci. - Skd moesz mie t pewno? - Byio jej ciko na sercu, przepenia j bl. - Bo mnie kochasz. - Znikn.

Rozdzia 24 Nastpnego wieczoru Olivia zaja si pracami domowymi, sprztaniem i praniem. Nawet przyrzdzia musak. Wolaa robi cokolwiek, byle tylko nie rozmyla nad tym, e jest pitkowy wieczr, w ktry, jak sdzia, Robby mia jej si owiadczy. Teraz wiedziaa, e nie o to chodzio. Zamierza jej powiedzie, e jest wampirem. Miaa ju po uszy tego tematu. Tego ranka, w czasie jazdy do Kansas City, J.L. i Barker bez koca gadali o wampirach. J.L. uwaa, e s obdarzone fantastycznymi mocami. Barker by przeszczliwy, e istniej dobre wampiry, ktre walcz ze zymi. Przez bite trzydzieci minut spekulowali, co dalej zrobi Malkontenci, a potem przez nastpne p godziny zastanawiali si, jak CIA to wszystko zatuszuje. Kiedy wreszcie dotarli do bazy, Olivia miaa ochot krzycze. Ale przynajmniej po poudniu bya zajta czym innym. Ona i J.L. przesuchali kilkoro krewnych Yasmine. Jedna z jej sistr przyznaa, e widziaa si z ni dwa dni temu. Twierdzia, e nie wie, gdzie Yasmine si ukrywa, ale powiedziaa, e poyczya jej kart debetow. Bardzo szybko dowiedzieli si, e karta zostaa uyta w bankomacie po kansaskiej stronie Kansas City. Przeczesali okolic, ale nie znaleli Yasmine. Olivia dotara wieczorem do domu zupenie wykoczona, ale nadal szukaa sobie zajcia. Gdyby pozwolia sobie cho na chwil przerwy, jej myli wrciyby do Robby'ego, a razem z nimi bl. Jak wygldaby jej zwizek z wampirem? On nie mgby przebywa ni za dnia. Nie byoby wsplnych posikw. Nigdy by si nie zestarza. A co to oznaczao dla niej? Czy straciaby go, gdyby si postarzaa? Nie mogaby mie dzieci? A moe daaby si zwabi w ten jego mroczny wiat i zostaaby jedn istot nocy? Zadraa. Mio powinna dawa rado i ycie, nie mrok i mier. Jedzc na kolacj saatk i musak, ogldaa wiadomoci. Jej rka trzymajca widelec zastyga w poowie drogi do ust, kiedy rozpoznaa na ekranie telewizora znajome miejsce. migowiec

kry nad wiejskimi domami w Nebrasce. Reporter twierdzi, e mieszkacy zmarli na nowy, miertelny szczep grypy. Ostrzegano, by trzyma si z daleka od tych terenw. Uwaano, e ten sam wirus grypy spowodowa osiem zgonw w Dakocie Poudniowej. Olivia odoya widelec. Malkontenci zostawiali na swej trasie miertelny szlak biegncy na poudnie przez rodek kraju. Modlia si, by dzieci przeyy. Kiedy soce zniko za horyzontem, zasonia rolety, zastanawiajc si, gdzie jest Robby. Czy wanie wstawa z martwych? Czy spdzi t noc, cigajc Casimira i Malkontentw? Zmywaa naczynia, kiedy zadzwoni telefon. Szybko wytara rce. Bardzo chciaa, eby to by Robby. A jednoczenie baa si, e to bdzie on. - Halo? - Liv, wcz wiadomoci - powiedzia J.L. - Szybko. Podesza do telewizora. - Jeli chodzi o ten kamufla, to ju... - Zachysna si z przeraenia. Na ekranie pokazywano Federalny Zakad Karny Leavenworth. Wielki napis gosi: Ucieczka omiu winiw". - Widzisz to? - spyta J.L. - Tak. - Wzmocnia gono. Prezenter relacjonowa dziwne wydarzenie w Leavenworth. Omiu najgroniejszych osadzonych po prostu znikno ze swoich cel. Stranicy nie mieli pojcia, jak do tego doszo. - Mylisz to samo, co ja? - spyta J.L. - A jeli to bya teleportacja? Olivia osuna si na sof. - Chcesz powiedzie, e Malkontenci teleportowali si do wizienia i zabrali ich? - Zamkna na moment oczy. Robby powiedzia, e Casimir musi powikszy swoj armi. Jeli nie znajdzie zych wampirw, to je stworzy. A gdzie znalazby gorszych osobnikw ni w wizieniu federalnym? Prezenter kontynuowa relacj: - Wanie otrzymalimy nowe informacje. Jestemy ju w stanie poda nazwiska omiu osadzonych, ktrzy zbiegli z cel. Jeli kto rozpozna ktrego z tych mczyzn, naley natychmiast zawiadomi wadze. Nie wolno si do nich zblia. S wyjtkowo niebezpieczni.

Wyrecytowa nazwiska, a na ekranie pojawiay si kolejno zdjcia winiw. - I ostatni wizie, Otis Crump. odek podszed jej do garda. - Szlag! - krzykn J.L. - Olivio, natychmiast wyjd z mieszkania. Jed prosto do pracy. Spotkamy si tam. Olivia znieruchomiaa, wpatrujc si w zdjcie Otisa na ekranie telewizora. Przebywa na wolnoci. Ale nie tylko by wolny. Jeli z wizienia wyprowadzi go Casimir, to Otis wkrtce moe sta si wampirem. Jego twierdzenie, e ich przeznaczeniem jest by razem na zawsze, nabrao nowego, zowrogiego znaczenia. Crump po ni przyjdzie. I jeli mu si uda, ona bdzie albo martwa... albo nieumara. - Liv! - J.L. krzycza do telefonu. - Jeste tam? Otrzsna si z osupienia. - Jestem. Zaraz wychodz. Do zobaczenia wkrtce. Pobiega do sypialni, eby woy skarpetki i sportowe buty. Przypia kabur z pistoletem na dinsy. Serce jej omotao. Otis mg w tej chwili by w drodze do jej mieszkania. Jeli jeszcze by ywy, mg jecha samochodem. Jeli ju by wampirem, mg si teleportowa prosto do jej salonu. Woya kurtk i wpakowaa do kieszeni zapasowe magazynki. Jak szybko czowiek moe si zmieni w wampira? Nie miaa pojcia. Czy kule z jej broni mog zabi wampira? Wolaaby tego nie sprawdza. Wpada do salonu, kiedy nagle ujrzaa jak posta. Serce podeszo jej do garda. - Boe, Robby! - Przycisna do do piersi. - miertelnie mnie przestraszye. - Jeste w powanym niebezpieczestwie. - Tak, wiem. - Mina go, biegnc do stolika w przedpokoju. Otis Crump moe by ju w drodze do mnie. - Chc ci zabra w bezpieczne miejsce. - Nie, dzikuj. - Wzia torebk i klucze. Robby ruszy w jej stron. - Musisz pozwoli, ebym ci chroni. - Wydaje mi si, e niczego nie musz. - Otworzya drzwi i wysza na galeri.

- Co ty robisz? - W jego szeroko otwartych oczach malowa si niepokj. - Nie moesz wyj sama. - Zaraz si przekonasz. - Zatrzasna mu drzwi przed nosem i zamkna je na klucz. Zbiega po schodach, tumic umiech. Sprawio jej to dziwn satysfakcj. Jego pojawienie si na parkingu troch j ostudzio. Dzisiaj nie mia na sobie kiltu. Czarne bojwki i czarna koszulka opinay si na muskularnym ciele. Skrzane pasy na piersi wiadczyy, e na plecach zapewne ma swj miecz. Gboka zmarszczka przecinajca czoo i nieubagany wyraz twarzy wiadczyy, e jest zdeterminowany. Do diaba, ale by przystojny. I chocia tak j irytowao jego zamiowanie do bawienia si w He-mana, musiaa przyzna, e od tej jego dzikiej mskoci miky jej kolana. Z trudem oderwaa od niego wzrok i ruszya do samochodu. Poszed za ni. - Moe nie rozumiesz powagi sytuacji. Wiemy, e to Casimir i jego podwadni pomogli uciec tym winiom. - Sama na to wpadam. - Wcisna guzik pilota, eby otworzy samochd. - Wic powinna wiedzie, e Malkontenci w tej chwili mog przemienia tych winiw w wampiry, cznie z draniem, ktry ma obsesj na twoim punkcie. - Wiem. - Signa do klamki. Robby opar si o drzwiczki, blokujc je. - Mog ci zabra w bezpieczne miejsce, w ktrym nie dopadnie ci aden wampir. - cznie z tob? Zacisn zby. - Nie masz powodu, eby si mnie ba. Nigdy ci nie skrzywdz. - Powiedz to mojemu zamanemu sercu - mrukna. Jego oczy bysny intensywn zieleni. - Cierpisz zupenie niepotrzebnie. Moemy by razem. Jeli tylko zaakceptujesz, kim jestem. - W tej chwili nie jestem w stanie. Prosz, odsu si, ebym moga jecha. - Szlag - mrukn i odsun si. - Do licha, kobieto. Gdyby mnie kochaa, byaby lojalna. Nie wbijaaby mi noa w plecy.

Drgna. On j oskara o nielojalno? Jak mia? - Gdyby mnie kocha, byby wobec mnie uczciwy! Robby zblad, w jego oczach odmalowa si bl. Serce cisno si w piersi Olivii. Do licha, nie zdawaa sobie sprawy, e Robby cierpi tak samo jak ona. Zwykle dokadnie wiedziaa, co czuj inni. Drc rk otworzya drzwiczki samochodu. - Gdzie jedziesz? - spyta Robby, kiedy ju wsiada. - Do pracy. - Zamkna drzwi i zapalia silnik. Wycofaa samochd z miejsca parkingowego i gwatownie wcisna hamulec, kiedy Robby zmaterializowa si na siedzeniu pasaera. - Boe, kiedy wreszcie przestaniesz mnie straszy? Co tu robisz? Zdj z piecw miecz. - Musz ci chroni. - Nie potrzebuj twojej ochrony. - Nikt nie obroni ci przed wampirem skuteczniej ni inny wampir. - Usadowi si na fotelu i zapi pas. - Dokd konkretnie jedziemy? - Do biurowca FBI. Ale chyba ci nie zapraszaam. - Mgbym ci tam teleportowa w sekund. Zaoszczdziaby czas i benzyn. Zignorowaa go i mocno wdepna gaz. Pnym wieczorem ruch by niewielki, wic moga jecha do szybko. - Whelan i jego ekipa s w Leavenworth - powiedzia Robby, kiedy wyprzedzia kolejny samochd. - Angus i Connor te tam s. Jeli s tam jakie lady, to oni je znajd. Dodaa gazu, eby zdy przejecha na tym wietle. - Najbezpieczniejsze miejsce dla ciebie to srebrny pokj w Romatechu - cign Robby. - Jest szczelnie oboony srebrem, wic aden wampir nie moe ani teleportowa si do wntrza, ani uciec. - Nie moecie si teleportowa przez srebro? - Ledwie to pytanie wyszo z jej ust, skarcia si w duchu. Zamierzaa cakowicie go ignorowa. Wkurzao j zaoenie Robby'ego, e musi j ratowa. Nie bya jak gupi sabeuszk. Sama potrafi zapewni sobie bezpieczestwo. - W taki sposb mogli mnie utrzyma w niewoli zeszego lata wyjani Robby. - Zwizali mnie srebrnymi acuchami. Nie

moemy si przez nie teleportowa. A kiedy srebro dotyka naszej skry, przypala ciao. Skrzywia si. Biedny Robby. I nie by w stanie sam si uratowa. Do licha. Jego obawy, e Olivia nie zdoa si sama obroni, nie byy obraliwe. Po prostu by realist. - Mgbym ci teleportowa do Romatechu w sekund cign. - Tam byaby bezpieczna. - Nie bd ucieka. Nie bd si ukrywa. - Obrzucia go spojrzeniem penym irytacji. - I nie pozwol, eby wpywa na moje decyzje. Zachmurzy si i skrzyowa rce na piersi. - Prbuj utrzyma ci przy yciu. Prychna. - Jeste pewien? I nie zamierzasz mnie w przyszoci przemieni? - Chcesz powiedzie, e zamierzasz ze mn zosta? Skrzywia si. - To byo pytanie czysto hipotetyczne. Jeszcze nie podjam decyzji. - C, przemiana w wampirzyc te byaby twoj decyzj. Miaem nadziej, e najpierw doczekalibymy si dzieci, a eby je rodzi, musisz by miertelniczk. Spojrzaa na niego, uszom nie wierzc. - A ty nie musiaby by miertelnikiem? Szybko wyjani jej procedur wynalezion przez Romana Draganestiego, ktra umoliwiaa wampirom pci mskiej ojcostwo. Olivia prowadzia w milczeniu, osupiaa. Mogaby mie z Robbym dzieci. On chcia mie z ni dzieci. Z jego opisu wynikao, e dzieci Romana s bardziej miertelnikami ni wampirami. Byy ywe za dnia i odywiay si zwyczajnie. Miay tylko kilka niezwykych darw. To jej nie przeszkadzao. Ona sama dorastaa, majc niezwyky dar i zawsze wiedziaa, e jej dzieci mog go odziedziczy. Mimo to milczaa, dopki nie dojechali do budynku FBI. Kiedy weszli do rodka, ostrzega go: - Nie wpuszcz ci tu z tym wielkim mieczem. - Zobaczymy. - Zsun claymora z plecw i pooy na biurku funkcjonariusza ochrony.

- Co to ma by? - Stranik spojrza na niego podejrzliwie, ale nagle jego twarz si wygadzia. - Prosz przej przez bramk wykrywacza metali. Parasol odbierze pan po drugiej stronie. - Dzikuj. - Robby zerkn na Oivi z zadowolon min. Odpowiedziaa mu zym spojrzeniem i podaa stranikowi swoj bro. Przesza przez wykrywacz i stranik odda jej pistolet. Kiedy zapinaa go z powrotem w kaburze, Robby przeszed przez bramk. Uruchomi si alarm. Stranik spokojnie wyczy brzczyk i poda miecz Robby'emu. - Miego dnia. - Dzikuj. - Robby przewiesi sobie miecz przez plecy. - Podobno uywasz kontroli umysu tylko wtedy, gdy masz bardzo wany powd - szepna. - Mam go. Nie odstpi ci na krok. - Ruszy do windy. Pracujesz na pierwszym pitrze, tak? Wcisna guzik. - Skd wiesz? - Byem tu ju kiedy. - Kiedy drzwi windy rozsuny si, przepuci j przodem. Olivia wcisna guzik pierwszego pitra. - Co tam jeszcze masz? Czemu wykrywacz si wczy? Wzruszy ramionami. - To mg by sztylet przypity do ydki albo scyzoryk w kieszeni spodni. Albo srebrny acuch w drugiej kieszeni. - I nie poparzysz si, wycigajc go? - Woyem do kieszeni rkawiczki. Jeli uda mi si zapa Casimira, to nie dopuszcz, eby si teleportowa, zanim zd go zabi. - Nadal pragniesz zemsty. - Tak. Westchna. - To dlaczego nie idziesz polowa na Casimira? Nie wolaby robi tego, zamiast niaczy mnie? Tu jestem bezpieczna. - Nie zostawi ci - powiedzia, patrzc na ni z ogromn czuoci. Czyby odkada swoj misj odwetow, eby j chroni? On ci naprawd kocha. Spojrzaa na niego i gorzko-sodka tsknota przepenia jej serce. Wci jeszcze go kochaa. Zawsze go kochaa

W jego oczach pojawi si czerwony bysk. - Dlaczego tak si dzieje? - szepna. - Dlaczego twoje oczy robi si czerwone? Drzwi windy rozsuny si z sykiem; Robby odwrci si, na moment opuszczajc powieki. Gdy Olivia wysza, zobaczya, e jego oczy s ju cakiem normalne. Ruszy za ni. W biurze wrzao jak w ulu. Wszyscy dostpni agenci zostali wezwani na miejsce. J.L. podbiegi do Olivii z umiechem ulgi na twarzy. - Bogu dziki, e jeste. - Ucisn rk Robby'emu. -Dziki, e jej pilnujesz. Chod, Barker na pewno chce z tob pogada. Poprowadzi go do gabinetu przeoonego. Olivia bya zirytowana, e zarwno J.L., jak i Barker byli zachwyceni tym, i Robby zaszczyci ich swoj obecnoci. Mieli mnstwo pyta, wic Robby wyjani, e wampiry i komrka Trumna s w Leavenworth. Malkontentom nie chciao si nawet kasowa tam z kamer monitoringu, wic mieli stuprocentow pewno, e za t ucieczk by odpowiedzialny Casimir i jego sudzy. Angus i Connor przesuchiwali stranikw. Czasami dziki swojej kontroli wampir mg pomc miertelnikowi odzyska utracone wspomnienia. Mieli nadziej, e znajd co uytecznego. - Jeli Casimir chce przemieni winiw w wampiry, ile czasu mu to zajmie? - spyta Barker. - Pierwszej nocy bd w piczce - odpar Robby. -Nastpnej nocy obudz si jako wampiry. - Nie da si przewidzie, kiedy dokonaj przemiany powiedziaa Olivia. - Pierwsz noc mog spdzi na szukaniu porzdnej kryjwki. - Macie jaki pomys, gdzie mog si schowa? - spyta J.L. - Gdybymy mieli, ju bymy zaatakowali - odpar cierpko Robby. - Mog si teleportowa, wic mog by wszdzie. Nasz najlepszy pomys, to sprawdzi wszystkich miertelnikw, ktrych znaj i ktrym ufaj winiowie. Wampiry potrzebuj ciemnego miejsca, eby ukry si w cigu dnia, i lubi mie pod rk paru miertelnikw, ktrzy ich chroni.

Barker wskaza du sal za cian gabinetu, gdzie agenci uwijali si przy pracy. - Przydzieliem po dwch ludzi na kadego ze zbiegych skazanych. Sprawdzaj wszystkie kontakty i koordynuj wspprac z lokaln policj. - Otis moe poprosi o pomoc Yasmine - powiedziaa Olivia. Albo tego zaginionego stranika, Joego Kitchnera. - Monitoruj kart debetow, ktrej ona uywa - wyjani J.L. Jeli wyda jakiekolwiek pienidze, bd o tym wiedzia. - W jakim momencie Otis przyjdzie po Olivi. - Barker spojrza na ni. - Nie masz nic przeciwko temu, ebymy obaj, J.L. i ja, spdzili noc w twoim mieszkaniu? Pokrcia gow. - A co ja mam robi? - Nie naraa si. - Barker spakowa laptop. - Zosta z panem MacKayem. - Zostanie - orzek Robby. Olivia zmarszczya brwi, kiedy Barker i J.L. wyszli z gabinetu. - Nie zamierzam siedzie tutaj bezczynnie. Robby spojrza na kanap pod tyln cian gabinetu Barkera. - Mgbym wymyli jaki sposb na spdzenie czasu. Prychna. - Id do pracy. - Ruszya do swojego biurka. Robby szed za ni. Agenci przygldali mu si podejrzliwie, kiedy ich mija. Wzi sobie krzeso Wanga, przytoczy je do boksu Olivii i usiad obok niej. Pocztkowo rozpraszaa j jego blisko, ale kiedy zaczli przeglda jej notatki na temat Yasmine i Joego, przyzwyczaia si szybko do jego obecnoci. By uwany i dokadny. W pewnej chwili odgarn niesforny lok z twarzy Olivii i wsun jej za ucho. Zesztywniaa, ale on tylko umiechn si i stwierdzi, e przez ten kosmyk nie widzia dobrze papierw lecych na biurku. J.L. zadzwoni z informacj, e w jej mieszkaniu nic si nie dzieje. Znaleli w lodwce garnek z musak i zjedli wszystko. Po godzinie bezowocnego ledztwa na temat Yasmine, Olivia i Robby zajli si Joem. Wedug paru ssiadw jego brata, Joe by

tam widziany kilka razy. Brat nie by lubiany w ssiedztwie, poniewa czsto urzdza huczne caonocne imprezy. - Mg wyda przyjcie dla uczczenia udanej ucieczki z wizienia - powiedzia Robby i zadzwoni pod numer brata. Po szeciu sygnaach wczya si automatyczna sekretarka. - Moglibymy tam pojecha - zasugerowaa Olivia. - Teleportacja jest szybsza. Spojrzaa na niego z kwan min. - Wiesz, chyba jeszcze niewystarczajco opanowaam t umiejtno. - Ala ja mam wystarczajce umiejtnoci, jak na twoje potrzeby. - Umiechn si, unoszc kcik ust. - Mog ci unie wysoko, pod samo niebo. Zaczerwienia si. - Pojad samochodem. - Le ze mn. Chyba e tchrzysz. Kiedy ostatni raz rzuci jej takie wyzwanie, to w jej rce znalazo si co bardzo duego. A potem bya noc cudownego seksu. Pochyli si bliej. - Nie moemy tego zrobi tutaj, kto mgby nas zobaczy. Musimy by sami. Policzki Olivii zapony jeszcze mocniej. Niech go diabli. Znw j uwodzi. - Gabinet Barkera. - wietnie. - Wzi kartk z numerem telefonu brata i oboje z Olivi wrcili do gabinetu Barkera. Wybra numer w komrce. Okej, dzwoni. - Skin, eby podesza bliej. Przysuna si powoli. Obj j ramieniem i przycign do siebie. Gwatownie chwycia powietrze, czujc jego uminione ciao tu przy swoim. Serce jej zaomotao. Pochyli gow i musn j czubkiem nosa w skro. - Obejmij mnie. - A musz? - A chcesz si zgubi po drodze? Zarzucia mu rce na szyj. - Jeste pewien, e to bezpieczne? Jego usta drgny. - Bezpieczniejsze ni jazda samochodem. - Co? Ja... - Urwaa, widzc czerwony bysk w jego oczach. Dlaczego twoje oczy cigle robi si czerwone?

- To jest... - Spojrza na komrk. - Sekretarka si odezwaa. Trzymaj si. cisna go mocno i wszystko wok poczerniao.

Rozdzia 25 Ledwie Robby zmaterializowa si w ciemnym pokoju, wiedzia, e co tu nie gra. Czu zapach krwi. Jedn rk trzyma Olivi, drug wybra numer Angusa. - Angus - szepn, wiedzc, e prapradziadek go usyszy. Niestety, jeli Casimir tu by, te mg usysze. - Potrzebuj wsparcia. Natychmiast. Pospiesz si. - Przekaza telefon Olivii. - Nie przestawaj mwi. - Co? - szepna. - Co si dzieje? Nic nie widz. - Nie ruszaj si. - Robby wydoby miecz. - Jego oczy szybko przywyky do ciemnoci. Stali w niewielkim przedpokoju. Smuka wiata ksiycowego wpadaa przez niedomknite aluzje w oknach salonu; wystarczajco duo, by mg dostrzec ciaa lece na pododze. Powoli poszed do lampy stojcej na stoliku koo kanapy. - Halo? Angus? - powiedziaa Olivia do telefonu. -Robby, tam nikogo nie ma. - Bo jestem tutaj - odpar Angus pojawiajc si obok niej. Stumia okrzyk. - Ja te jestem - doda Connor. Robby usysza metaliczny odgos wyciganych mieczy. Zapali lamp. Olivia wydaa kolejny stumiony okrzyk. Robby doliczy si co najmniej dwunastu cia. - Niech to wszyscy diabli - mrukn Angus. - Sprawdmy dom i teren wok. - On i Connor wybiegli z pokoju z wampirz prdkoci. Olivia wytrzeszczya oczy. - Szybcy s. - Wycigna pistolet. - Mylisz, e Malkontenci znajduj si w pobliu?

- Wtpi. Ju by nas zaatakowali. - Robby wskaza trupy. Mielimy racj. Oblewali udan ucieczk z wizienia. Skrzywia si. - Impreza nie w moim stylu. Robby wzi od niej telefon i wcisn guzik kolejnego kontaktu. - Whelan, tu MacKay. Znalelimy kolejne ciaa. -Poda adres i si rozczy. Zauway, e Olivia jest zielonkawa na twarzy. - Jeli chcesz, mog ci teleportowa z powrotem do biura. Wyprostowaa si. - Nic mi nie bdzie. Robby wszed gbiej do salonu, eby lepiej przyjrze si ofiarom. - To jest ewidentnie robota i wampirw, i miertelnikw. Niektre z ofiar s wyssane do czysta. Maj podcite garda dla ukrycia ladw zbw, ale nie ma adnej krwi, jaka mogaby wypyn z ran. - Wskaza mczyzn: - Tego zabi wampir. - To Joe Kitchner - szepna Olivia. - Pozostaych zamordowali miertelnicy, zapewne zbiegli winiowie. - Wskaza jasnowos kobiet, w ktrej piersi stercza n. - Tyle rozlanej krwi. Wampir nigdy nie marnowaby jej w taki sposb. Olivia zakrya usta i odwrcia oczy. Robby nie sysza bicia adnego serca. Pokrci gow. Mia prawie trzysta lat i cigle nie potrafi zrozumie, jak czowiek moe zrobi co takiego. Ale to nie byli ludzie. To byy potwory. Zauway kobiet w krtkiej spdniczce, z licznymi ranami kutymi brzucha. Jej nogi byy jedn krwaw mas. - Ten, kto to zrobi, ma obsesj na punkcie noy. Olivia spojrzaa na ciao i zblada jak ciana. - To robota Otisa. Lubi zatrzymywa sobie pamitki. Robby podszed do niej. - Nie pozwol, eby si do ciebie zbliy. W jej oczach zabysy zy. - Nie cierpi tych drani. - Dopadniemy ich. - Byli odraajcy ju jako miertelnicy, ale kiedy pomyl, e stan si wampirami i uzyskaj supermoce... -Olivia zadraa.

Robby wzi j w objcia, a ona, co przyj z ulg, tym razem si nie odsuna. Przytuli j mocno. - Nie ma ich - oznajmi Angus, wpadajc z powrotem do domu. - Tak. - Connor pojawi si tu za nim. - Prawdopodobnie ukryli si gdzie, aby mc przemieni winiw. Angus z ciekawoci spojrza na Olivi. Wic pani jest t dziewczyn, ktra zniewolia serce Robby'ego. - To jest Olivia Sotiris - oznajmi Robby, nie wypuszczajc jej z obj. Angus klepn go w plecy. - Prawdziwa pikno, chopcze. - Ona ci syszy - mrukn Robby. - Pan jest dziadkiem Robby'ego? - spytaa Olivia. - Tak naprawd jestem prapradziadkiem Robby'ego. Jestem z niego bardzo dumny. To wspaniay modzieniec. - Nie potrzebuj reklamy - burkn Robby. - Tak, to bardzo romantyczna scena - stwierdzi Connor z cierpk min. - Szczeglnie ze wzgldu na zwoki w pokoju. Zawiadomie Seana Whelana? - Tak - odpar Robby. - Ju tu jedzie. Connor patrzy na ciaa, marszczc brwi. - Kolejne ofiary grypy Whelana. Ten idiota myli, e jest bardzo sprytny, ale to tylko wywoa panik wrd miertelnikw. - Jeli obaj moglibycie tu zosta - powiedzia Robby -to zabrabym Olivi z powrotem. - Bd w kontakcie. - Angus poklepa go po plecach. -I gratuluj obojgu dobrej roboty. Robby obj Olivi i teleportowa si z ni z powrotem do gabinetu Barkera. Gdy ldowali, potkna si lekko, wic j podtrzyma. - Wszystko w porzdku? Jeste miertelnie blada. Chciaaby co zje? - Och, nie. Kto mgby je po czym takim? - Ciko usiada na krzele i zadzwonia do Barkera, eby przekaza mu ostatnie nowiny. Skoczywszy komunikat, odoya suchawk i zamkna oczy. Robby zdj miecz z plecw i pooy na biurku Barkera.

- Jeste zmczona. - Miaam kilka cikich dni. I nie sypiaam najlepiej. - Wic si po na kanapie. Bd czuwa. Jeste tu bezpieczna. - Z wampirem? - Umiechna si. - Moe przymkn na chwil oczy. - Z trudem dowloka si do kanapy. Robby przygasi wiata. Po kilku minutach Olivia zasna. Przyglda si jej, siedzc za biurkiem Barkera. By pewien, e ona wci go kocha. Wiedzia, e jeli tylko zdoa j ochroni, Olivia w kocu go zaakceptuje. Zesztywnia z niepokoju, kiedy wpada mu do gowy pewna myl. Jeli nazajutrz Otis bdzie jeszcze miertelnikiem, moe po ni przyj. Moe zamierza najpierw j porwa, eby nastpnej nocy oboje mogli zosta przemienieni. A on sam w cigu dnia jest martwy. Nie bdzie w stanie jej chroni. A moe jednak istnieje jaka moliwo? *** Olivia powoli obudzia si z gbokiego snu i przecigna na duym, wygodnym ku. ku? Niepokj porazi j jak grom z jasnego nieba. Usiada i rozejrzaa si po sabo owietlonym pokoju. wiato wpadao z ssiedniego pomieszczenia - azienki. Na stole zobaczya swoj kabur i kurtk. Wci bya ubrana, nie liczc butw. - Robby - odetchna z ulg, widzc go lecego po drugiej stronie podwjnego ka. - Gdzie my jestemy? Dokd mnie zabrae? Ale on lea tylko ze spokojnym wyrazem twarzy. By ubrany w kraciaste spodnie od piamy i bia koszulk. Skoro si przebra, zakadaa, e to jego sypialnia - gdziekolwiek si ona znajdowaa. - Robby? - Postukaa go w rami. adnej reakcji. - No, Robby, obud si. - Szturchna go palcem. Jego pier si nie poruszaa. Nie oddycha. - O Boe! - Byskawicznie wyskoczya z ka. Spaa z martwym facetem. - Pani Sotiris? - rozleg si tubalny gos. Podskoczya przestraszona. - Co? - Obrcia si wok wasnej osi, rozgldajc si, a zauwaya kamer ochrony w rogu pod sufitem.

- Pani Sotiris, prosz si nie niepokoi. Mwi Howard Barr. Robby prosi nas, ebymy mieli na pani oko. Zauwaya wcznik przy drzwiach i pobiega zapali wiato. Pokj by do typow sypialni. Komoda, fotel, stolik z lamp i wielkie ko z umarlakiem. Skrzywia si. Biedny Robby. Ale przynajmniej nie przeszkadzao mu zapalone wiato. - Pani Sotiris, wysyam po pani Carlosa - rzek Howard Barr. Zorientowaa si, e gos dobiega z interkomu przy drzwiach. Wcisna guzik rozmowy. - Gdzie ja waciwie jestem? - W piwnicach budynku Romatechu Industries - odpar Howard. Zaparo jej dech. - Jestem w Nowym Jorku? - Niedaleko, w White Plains. Spojrzaa na zegarek. Dochodzia jedenasta. Olivia przypomniaa sobie, e okoo trzeciej nad ranem zasna w gabinecie Barkera. Widocznie Robby teleportowa j tu, kiedy spaa. Nie wiedziaa, czy si zoci, czy czu wdziczno. Jeli Otis by jeszcze ywy i szuka jej, to tu nie mg jej znale. Ale Robby nie powinien by tego robi bez jej zgody. Przecie miaa by dzisiaj w pracy. Rozlego si pukanie do drzwi, wic podesza, by je otworzy. - Menina. - Carlos wyszczerzy si do niej radonie. -Mio ci znw widzie. - Cze, Carlos. - Wysza na korytarz i nagle popchna go tak, e opar si o cian. - Wiem, e to ty zagonie mnie w morze. Nigdy wicej mnie nie terroryzuj. Jego bursztynowe oczy bysny wesoo. - Zdaje si, e kot wylaz z worka. Parskna i pucia go. Poprowadzi j na gr, do biura ochrony firmy MacKay i przedstawi jej Howarda Barra. - To tu Robby pracuje nocami? - spytaa. Popatrzya na cian monitorw i zauwaya ten z widokiem pokoju Robby'ego. - Zwykle nie pilnujemy go we nie - odpar Howard ze swojego krzesa za biurkiem. - To nie miaoby sensu - przyzna Carlos. - Przecie i tak nigdzie si nie wybierze.

- Poprosi nas o wczenie kamery, ebymy wiedzieli, kiedy si pani obudzi. - Howard podsun jej pudeko z pczkami. Pewnie jest pani godna. Wzia sobie jednego i zadzwonia do Barkera. Nie by zaskoczony. Robby zostawi licik na jego biurku, z informacj, gdzie bdzie Olivia. - Powiem mu, eby teleportowa mnie z powrotem, gdy tylko si obudzi - obiecaa szefowi. Reszt dnia spdzia, zwiedzajc Romatech i siedzc w biurze ochrony. Kiedy zbliaa si kolacja, poznaa Shann Draganesti i jej dzieci; Shanna zaprosia j, by zjada z nimi w stowce Romatechu. Byli urocz rodzin, ale Olivii wielk przykro sprawia myl, e nie ma z nimi ojca. W tej chwili by martwy, tak jak Robby. Godzin pniej zadzwoni J.L. - Dobre wieci! Yasmine uya karty debetowej wczoraj w nocy, okoo wp do czwartej nad ranem. Wynaja dwa magazyny w klimatyzowanej przechowalni. Olivia przekazaa t nowin Howardowi i Carlosowi. - To nieze miejsce na przechowanie wampirw za dnia powiedzia Carlos. - Mog tam spa bezpiecznie zamknici w pomieszczeniu bez okien. - Barker i ja jedziemy to sprawdzi - powiedzia J.L. - Tylko uwaajcie. - Olivi ogarn niepokj. Powinna by z nimi, ale musiaa tkwi w Romatechu, dopki Robby si nie obudzi. - Moe wecie ze sob Harrisona i Saundersa? - Mylelimy o tym - odpar J.L. - Ale jeli znajdziemy jakie wampiry, przebijemy je kokami, a nie chcemy, eby kto z biura to widzia. Nie martw si, Liv. Tu cigle jest dzie. Wampiry bd martwe. - Okej. - Te sdzia, e nic im nie grozi, dopki nie zapadnie noc. W White Plains soce ju prawie dotykao horyzontu, ale w Kansas City byo jeszcze wysoko. Natychmiast zauwaya moment, w ktrym zaszo. Na monitorze zobaczya, e ciao Robby'ego drgno, jego pier uniosa si w gbokim oddechu. - Powinnam do niego i. - Daj mu par minut - powiedzia Howard. - Wampiry zaraz po przebudzeniu s bardzo godne.

Myleli, e on moe j ugry? Widziaa na monitorze, jak Robby usiad i spojrza na miejsce, w ktrym spaa. Potem wsta z ka i szybko podszed do maej lodwki. Wyj butelk krwi i wstawi j do mikrofalwki. - Ile butelek potrzebuj w cigu nocy? - spytaa Olivia. - Minimum dwie, eby jako funkcjonowa - powiedzia Howard. - Ale wol wicej. - A czasami pij dla przyjemnoci - doda Carlos. -Widziaem, jak wlewaj w siebie bissky i bleer. Howard rozemia si, widzc dezorientacj Olivii. - To syntetyczna krew z whisky albo piwem. - Ach tak. - Patrzya, jak Robby wypija duszkiem ca butelk. W kocu wzi swoje ubranie i poszed do azienki. - Powinnam i do jego pokoju. - Wska ci drog. - Carlos sprowadzi j na d. -W piwnicach jest dziesi sypialni. Mogaby zabdzi i wej do niewaciwej. Connor, Angus i Emma te tu dzi spdzali dzie. To zaskoczyo Olivi. - Czy nie lepiej byoby zostawa na dzie bliej miejsca akcji? - Czyli w Kansas City? - Carlos wzruszy ramionami. Teleportacja zajmuje kilka sekund, wic odlego si nie liczy. Poza tym maj strategiczn przewag, spdzajc dzie tutaj. Ju si obudzili. Bd najedzeni, uzbrojeni i gotowi do akcji, zanim zoczycy wstan. Carlos otworzy drzwi i zajrza do rodka. - To tu. - Puci do niej oczko. - Baw si dobrze. - Mamy zamiar rozmawia. Carlos tylko si rozemia si i znikn. Olivia po cichu wesza do rodka i zamkna drzwi na klucz. Syszaa gony szum prysznica. Siedziaa w fotelu, kiedy Robby wyoni si z azienki. Jego rozpuszczone wosy byy mokre. Dinsy mia rozpite w pasie, wyciera pier rcznikiem. Wspomnienia nocy, kiedy stracia dziewictwo, wrciy gwatown fal. Przerasta jej wszystkie wyobraenia o idealnym kochanku. By zarazem agodny i silny, szczodry i zaborczy. Znieruchomia na jej widok. - Dobry wieczr.

- Dobry wieczr - szepna. - Jak ci si spao? - Rzuci rcznik i powoli zapi dinsy. W jego oczach pojawi si czerwony bysk. - Dlaczego czerwieniej ci oczy? Spojrza na kamer ochrony i wykona gest, jakby odcina sobie gow. Dioda zgasa. Usiad na brzegu ka. - Oczy wampira wiec na czerwono, kiedy chce si kocha. Zdumiaa si. - Chyba artujesz. Twoje oczy zawsze wiec na czerwono. Jego usta wygi umieszek. - To prawda. Olivia poczua, e jej policzki oblewa gorcy rumieniec. - Wic te wszystkie historyjki o kamerce, o piasku w oczach czy o odblasku kominka... to wszystko byy kamstwa? Skrzywi si. - Olivio, naprawd nie chciaem kama. Po prostu nie wiedziaem, jak to wszystko wyjani, eby ci nie odstraszy od siebie. Im bardziej bya mi bliska, tym wyraniej rozumiaem, e musz ci powiedzie prawd, ale te coraz bardziej si w tobie zakochiwaem i nie mogem znie myli, e ci strac. Powoli skina gow. - To jest dla mnie powana decyzja. Nie mog jej podj pochopnie. - Rozumiem. Przez chwil wpatrywaa si w swoje donie lece na kolanach, nie wiedzc, co powiedzie. Kiedy podniosa wzrok, spojrza na ni z czerwonym byskiem w oczach. Puls jej przyspieszy. Robby chcia si z ni kocha. By kuszcy, nieodparcie kuszcy. Zadzwonia jej komrka. Uff, uratowana. Wstaa, eby wyj telefon z kieszeni kurtki. - Halo? - Olivio - rzuci Barker naglcym tonem - czy odzywa si do ciebie J.L.? - Nie. Mylaam, e jest z tob. - Skina na Robby'ego, eby podszed i posucha. - Do diaba - mrukn Barker. - Widocznie tam wrci. - Co si stao? - zapytaa Olivia.

- Poszlimy do tej przechowalni, eby sprawdzi dwa magazyny wynajte przez Yasmine. W jednym z nich usyszelimy pacz, wic otworzylimy go i znalelimy dzieci. - Och, chwaa Bogu! - krzykna Olivia. - Nic im nie jest? - S bardzo sabe. Wezwalimy karetki, zabray je do szpitala. Jest ich jedenacioro. Miaem szecioro w jednej sali, kiedy je przesuchiwaem. Wampiry kontroloway ich umysy, wic niewiele pamitaj. - To moe by dla nich bogosawiestwo. - Olivi bolao serce, gdy mylaa o tych dzieciach. Jeszcze nie wiedziay, e ich rodzice nie yj. - J.L. mia przesuchiwa pozostae - cign Barker. Poszedem sprawdzi, jak mu idzie, ale jego nie byo. Zostawi dzieciaki z pielgniark. Prbowaem do niego dzwoni, ale nie odbiera. - Pewnie wrci sprawdzi drugi magazyn - powiedziaa Olivia. - Czy tam jeszcze jest dzie? - Tak, ale soce ju zachodzi. Jad z powrotem do przechowalni. - Barker westchn. - Jest godzina szczytu. To moe mi zaj sporo czasu. - Daj nam zna, kiedy bdziesz na miejscu. - Olivia rozczya si i spojrzaa na Robby'ego. - Mam nadziej, e J.L. nie zrobi adnego gupstwa. - Pewnie chcia zadga kilka wampirw. Nic mu nie zrobi, dopki s martwe. - Robby woy koszulk. - Ale lepiej, eby nie by blisko nich, kiedy si obudz. - Wcign skarpetki i buty. Olivia przypia kabur i narzucia kurtk. Pi minut pniej znalaza si w biurze ochrony. Tym razem oprcz Carlosa i Howarda byli tu rwnie Robby, Connor, Angus i Emma. - To moe by to - powiedzia Robby. - Casimir i jego sudzy zapewne s w tym drugim magazynie. - Zbiegli winiowie te - dodaa Olivia. - Jeli zjawimy si tam dokadnie o zachodzie soca, moemy ich wzi z zaskoczenia - rzek Connor. Zaplanowali akcj. Howard mia zosta na miejscu i zabezpiecza Romatech. Robby przekopiowa na komrk Olivii numery kontaktowe piciorga innych wampirw, eby w razie

koniecznoci moga wezwa wsparcie. Uzbroili si. Robby schowa do kieszeni jej kurtki par drewnianych kokw i wsun jej za pasek dugi sztylet. Zadzwonili do Barkera, uywajc telefonu z gonikiem, eby wszystkie wampiry mogy wzi namiar na jego gos. - Wanie zjedam z autostrady - powiedzia Barker. -Do diaba. Soce zachodzi. - Daj zna, kiedy znajdziesz si pod przechowalni -rzuci Angus. Wszyscy czekali, spici i podekscytowani. - Ju jest ciemno - donis Barker. - Zostao mi jakie ptora kilometra. Olivia modlia si, eby J.L. by cay i zdrowy. Minuty cigny si godziny nieskoczono. - Okej! Wjedam na parking - oznajmi Barker. -Widz samochd Wanga. Olivia chwycia si Robby'ego i ogarna j ciemno. Zjawili si na ciemnym parkingu. Connor zabra Carlosa. Angus i Emma przylecieli razem. Barker wysiad z samochodu i doczy do nich. - Idziemy. - Angus mign przed siebie. Olivia zostaa w tyle z dwoma zmiennoksztatnymi; biegli we troje, starajc si nady za wampirami. W przechowalni rozlegy si krzyki przeraenia. Wampiry wycigny miecze, pdzc w stron, skd odchodzi haas. Olivia usyszaa w oddali szczk mieczy. Bitwa si zacza. Dobiega do magazynu z odbezpieczonym pistoletem. Byo to wielkie pomieszczenie, w ktrym panowa zbyt duy ruch i chaos, aby moga bezpiecznie odda strza. Rozpoznawaa twarze zbiegych skazanych. Niektrzy z nich syczeli i kapali dugimi kami, niezdarnie wymachujc mieczami. Dobre wampiry szybko si z nimi rozprawiy, przeszywajc im serca. Winiowie obracali si w py. Niektrzy krzyczeli, kiedy trafiay ich miecze. Padali na podog, wijc si z blu. Zauwaya na ich ciaach lady po ukszeniach. Malkontenci zostawili ich przy yciu, eby zapewni sobie poywienie. - Olivio, pomocy!

Pod tyln cian magazynu zauwaya Yasmine. Biedaczka bya przeraona. Z dziurek na jej szyi sczya si krew. - Trzymaj si! - Olivia wycigna sztylet i wsuna si do sali. Jaki wampir prbowa j schwyta, wic chlasna go sztyletem. Zasycza i skoczy ku niej, ale nagle zmieni si w py, kiedy Robby dgn go w serce. Olivia biega do Yasmine, ale nie zdya, bo inny wampir chwyci kobiet od tyu i si teleportowa. - Olivio, kochanie. Odwrcia si i ujrzaa Otisa idcego w jej stron. Umiecha si; jego spiczaste ky byy czerwone od krwi. - Nie! - Robby pocign Olivi za siebie. - Witaj, Robby. - Wampir o czarnych oczach stan obok Otisa. - Mio ci znowu widzie. - Casimir. - Robby wycelowa w niego miecz. - Nadesza chwila twojej mierci. - Jeli zaczniesz walczy ze mn, mj nowy przyjaciel zaatakuje kobiet - powiedzia Casimir. - To ta, o ktrej ci mwiem - szepn Otis do Casimira. Bdzie moja na ca wieczno. Robby przesun miecz, celujc w Otisa. - Nie dostaniesz jej. - Dostaniesz, drogi przyjacielu. - Casimir chwyci Otisa za rami. - Ale nie dzisiaj. - Znikn, zabierajc Otisa ze sob. Robby rzuci si za nim, ale byo ju za pno. - Do diaba. Jasna cholera! Olivia si rozejrzaa. Na cementowej pododze leay kupki kurzu i wijce si ciaa rannych miertelnikw. Pozostae wampiry cigle walczyy, ale Malkontenci zaczynali si teleportowa. Zauwaya Barkera i Carlosa w najdalszym kcie i ruszya do nich. Serce jej si cisno, kiedy zrozumiaa, e znaleli Wanga. Lea nieprzytomny na posadzce, zwizany sznurami. Carlos przeci je noem. Olivia pada na kolana i chwycia J.L. za nadgarstek, eby sprawdzi puls. W normalnych okolicznociach dotknaby szyi, ale jego szyja bya podziurawiona kami i zakrwawiona. Wielk plam zaschnitej krwi mia na skroni, by to lad po uderzeniu w gow.

- Widocznie sdzi, e w magazynie s tylko wampiry - szepn Barker. - Myla, e nic mu nie grozi, dopki soce jest na niebie. - Musieli go zaatakowa miertelnicy, ktrzy tu byli - doda Carlos. - Zwizali go, eby wampiry mogy si poywi po przebudzeniu. - On yje - krzykna Olivia. - Wezwijcie karetk. Robby uklk przy niej. - Tak mi przykro. Drgna. - Jeszcze nie umar! Connor kucn przy drugim boku Wanga. - Zostao mu bardzo niewiele krwi. Nie dojedzie do szpitala. - Musimy co zrobi. - Rce dray Olivii, kiedy chwycia bezwadn do J.L. Gorce zy pieky j pod powiekami. - Nie moemy pozwoli mu umrze. - Moemy go przemieni - zasugerowa Angus, zbliajc si. - Nie. - Robby pokrci gow. - Nie moemy narzuca takiej zmiany bez jego zgody. - On nie bdzie mia nic przeciwko - upieraa si Olivia. Uwaa, e wasze moce s nadzwyczajne. - Chwycia Robby'ego za rami; zy cieky jej po twarzy. - Prosz. Musisz mu pomc. Robby zblad. - Ja... ja nigdy tego nie robiem. - Jeli ty nie chcesz, ja to zrobi - powiedzia Angus. Potrzebujemy kadego porzdnego onierza, jakiego uda si zwerbowa. - Lepiej si pospieszcie - powiedzia Connor. - Szybko go tracimy. Olivia cisna przedrami Robby'ego. - Prosz. Ratuj go. W jego oczach bysny zy. - Dobrze.

Rozdzia 26 Robby obawia si, e straci Olivi na zawsze. Nie mg zagwarantowa, e J.L. przetrwa transformacj. Czasami ludzkie

ciaa odrzucay przemian i gdyby tak si stao teraz, on byby odpowiedzialny za mier jej przyjaciela. A niezalenie od wyniku, czy Olivia nie zacznie si go brzydzi przez ten makabryczny akt, jakiego mia dokona? - Zrbcie mu troch miejsca. - Connor kaza wszystkim si cofn. - Lepiej, eby wysza na korytarz - zwrci si Robby do Olivii. - Nie powinna tego oglda. Pokrcia gow. za spyna jej po policzku. - Nigdzie nie id. Robby chcia si kci, ale nie byo czasu. Pochyli si nad jej przyjacielem, zamkn oczy i gboko wcign w puca zapach krwi. Prymitywny impuls zawsze by na podordziu, zwykle dobrze kontrolowany, ale tym razem Robby podda si dzy krwi. Dzisa zaczy go mrowi. Jego ky wysuny si z sykiem. Ledwie usysza cichy okrzyk Olivii. Zatopi ky w szyi Wanga. Wyssa resztk krwi z jego ciaa, a potem, zamiast przerwa, pozwoli, by jego wampirza lina wsczya si do rany. Wprawdzie Angus ju dawno opisa mu ten proces, jednake Robby nigdy nie mia okazji tego przewiczy. Mia tylko nadziej, e robi wszystko, jak naley. Jeli tak, to J.L. oprze si mierci i zapadnie w wampirz piczk. - Udao ci si, chopcze. - Angus dotkn jego ramienia. - Jest w piczce. Robby wyprostowa si i odetchn z ulg. Spojrza na Olivi i zobaczy jej rozszerzone strachem renice. Do licha. Wci mia ky na wierzchu. Naprawd si go brzydzia. Otar krew z ust i skupi si, eby cofn ky. - I co dalej? - spytaa. - Albo wybudzi si ze piczki, albo umrze - wyjani bez ogrdek Angus i spojrza na Robby'ego. - Daj mu chwil na przystosowanie si, zanim przejdziesz do drugiej fazy. W magazynie zapada cisza, sycha byo tylko jki rannych zbiegw. - Musz wezwa karetk - powiedzia Barker. - Jeszcze nie - odpar Angus. - Musimy pozwoli, eby Whelan si tym zaj.

- Lepiej wykasujmy im wspomnienia, zanim wrc do wizienia - powiedzia Connor. Barker trci stop kupk pyu. - Wrd tych zabitych wampirw byli te winiowie. Dlaczego si nie teleportowali jak Malkontenci? - Byli wieo po przemianie - wyjania Emma. -Jeszcze si nie nauczyli teleportowa. Wtpi, by w ogle zdawali sobie spraw, e maj tak moc. Robby wzi gboki oddech. Naleao przej do drugiej fazy. Wyj sztylet z pochwy na ydce. - Co robisz? - spytaa Olivia. - Musz go nakarmi. - Oczy Robby'ego zaszy zami. -Jeli odrzuci moj krew, umrze. A ja bd jego morderc. Dotkna jego rki. - Cokolwiek si stanie, to nie bdzie twoja wina. Zrobie, co w twojej mocy. Umiechn si do niej gorzko. - Cigle prbujesz na mnie swojej terapii? - Zaci si w przedrami i wcign z sykiem powietrze. Krew pocieka z rany. Przyoy skaleczenie do ust Wanga. I nic. Po policzku J.L. pocieky krople krwi. - No ju, chopie. - Robby potar przedramieniem jego nos, by mie pewno, e J.L. poczu zapach. Nozdrza J.L. poruszyy si gwatownie. - O tak. - Robby ustawi przedrami nad jego ustami. Krople krwi zaczy kapa na zamknite wargi. - Pij, chopie. Olivia pochylia si nad Wangiem, jej policzki byszczay od ez. - J.L., prosz ci, jeli mnie syszysz, musisz pi. Kolejne krople spady na usta Wanga, zabarwiajc poblade wargi na czerwono. Usta si otworzyy. - Wanie tak. - Robby przycisn ran do jego warg. Ciaem J.L. wstrzsn dreszcz. Nagle chwyci rk Robby'ego i zacz ssa. - Udao si. - Robby mruganiem odpdzi zy. Nie straci J.L. Gdyby jeszcze mg zatrzyma przy sobie Olivi ***

Olivia przysiada na brzegu ka, na ktrym odpoczywa J.L. Robby teleportowa j z powrotem do Romatechu; Wanga przynis Angus. Umiecili go w jednej z sypialni w piwnicy. Obmya krew z szyi J.L. Ku jej zdumieniu rany ju si goiy. Robby wyjani, e ciao wampira leczy si podczas miertelnego snu. Robby i Angus teleportowali si z powrotem do Kansas City, eby ciga Casimira i upewni si, czy Whelan posprzta baagan w przechowalni. Olivia zostaa sama z J.L. Rozmylaa nad tym, jak trudny by proces jego przemiany dla Robby'ego. Cierpia i emocjonalnie, i fizycznie. W jego oczach byszczay zy. Czy kiedy to samo bdzie musia zrobi z ni? Wymkna si do pokoju Robby'ego, eby wzi prysznic. Potem przejrzaa zawarto jego komody, szukajc czego, co by z niej nie spado. Znalaza par flanelowych spodni ze sznurkiem, ktry moga mocniej cign. Do tego woya koszulk, ktra sigaa jej do ud. Wrcia do pokoju J.L., eby dotrzyma mu towarzystwa. Wci by w piczce, wic nie zdawa sobie sprawy z jej obecnoci, ale ona czua, e musi przy nim by. Godzin pniej do pokoju wszed Robby. - Przyniosem ci co do ubrania z twojego mieszkania. - Jego usta drgny, kiedy zobaczy, e ju si przebraa. - Przepraszam. - Pocigna za workowat koszulk. -Jako sobie poradziam. - Wyglda lepiej na tobie ni na mnie. - Podszed do maej lodwki i wyj butelk krwi. - Jutro wieczorem, o zachodzie soca, musisz by tutaj ze szklank ciepej krwi dla J.L. Wstawi butelk do mikrofalwki. - Prawd mwic, lepiej, eby to byo kilka szklanek. Obudzi si strasznie godny i moe go kusi, eby przyssa si do ciebie. Olivia skrzywia si. Biedny J.L. Bdzie w szoku, kiedy si obudzi. - Ja obudz si w ssiednim pokoju. - Robby wyj butelk z kuchenki. - Przyjd tu jak najszybciej. Olivia skina gow. - Dziki, e go uratowae. Robby westchn.

- Moe mu si nie spodoba, e jest nieumarym. - To jednak lepsze ni by umarym. - Usiada na ku obok J.L. Robby wypi spory yk. - Istnieje procedura przemiany wampirw z powrotem w miertelnikw, ale jest bardzo niebezpieczna. - Ty... ty mgby znw sta si miertelny? - Nie. - Usadowi si w fotelu. - Potrzebna jest prbka krwi i oryginalne DNA z czasw, kiedy byo si czowiekiem. - Wskaza zakrwawione ubranie J.L. - Mamy DNA Wanga, ale my, stara gwardia, moemy o tym zapomnie. - Och. - Staraa si ukry rozczarowanie. Spojrza na ni ze smutkiem w oczach. - Obawiam si, e jeste skazana na mnie takiego, jaki jestem. Wzia gboki wdech. A wic wszystko sprowadzao si do tego? Czy bdzie potrafia zaakceptowa Robby'ego takim, jakim by? Czy bdzie potrafia zaakceptowa konsekwencje swojej akceptacji, jeli oznaczao to, e i ona ktrego dnia moe zosta wampirem? - A jak byo z tob? - spytaa. Robby wypi kolejny yk z butelki. - W1746 roku byem onierzem. Dougal i ja poszlimy walczy za naszego dobrego ksicia Karola i koniec angielskiej tyranii. Kiedy zaszo soce, leelimy umierajcy na polu bitwy pod Culloden. Na przemian traciem i odzyskiwaem przytomno. Mylaem, e to halucynacje, kiedy jaki gos zapyta mnie, czy chc y dalej i walczy ze zem. - I zgodzie si. - Tak. - Robby napi si jeszcze. - Pytanie zada Angus. Wtedy jeszcze nie wiedziaem, na co si zgadzam. Wiedziaem tylko, e nie chc umrze. - Oczywicie e nie chciae - szepna Olivia. - Angus przemieni mnie, a Connor Dougala. - Robby dopi krew i odstawi butelk na st. Olivia zmarszczya brwi. Robby zgrywa si na macho i kompletnie pomija bl i strach, jakiego musia wtedy dowiadcza. - Domylam si, e w tamtych czasach musiae gry ludzi?

- Tak, ale bardzo si staraem, eby nikomu nie zrobi krzywdy. Prbowaem wrci na swoj farm, ale mogem pracowa tylko nocami. A moja ona... - Kto? - Olivia zesztywniaa. Zacisn usta. - Miaem on i crk. Jako wampir byem dla nich odraajcy. Mavis nauczya moj ma creczk, eby uciekaa przede mn ze strachu, e j ugryz. - Tak mi przykro. - Olivia nie potrzebowaa empatycznych mocy, by wiedzie, jak bardzo Robby przez to cierpia. - Potem dowiedziaem si, e za dnia, kiedy ja leaem w jaskini zmoony miertelnym snem, Mavis ogosia, e zginem i wzia sobie nowego ma. Przekltego angielskiego onierza. Olivia si skrzywia. - I dlatego tak bardzo cenisz sobie lojalno, prawda? Robby unis brew. - Znowu si bawisz w terapeutk? - Po prostu prbuj ci zrozumie. - Teraz ju wiedziaa, dlaczego tak nienawidzi zdrady. Spojrza na swoj zakrwawion koszulk. - Musz si umy. Zaraz wracam. - Wyszed z pokoju. Zacza rozmyla o jego dziejach. Nie prosi, by zosta wampirem. Chcia tylko ratowa si od mierci. I wykorzystywa swoje dugie ycie do walki ze ziem. Nie dao si zaprzeczy, e Robby MacKay by dobrym, szlachetnym mczyzn. A ona go kochaa. Nie bya w stanie zrani go swoj odmow. Nie moga pozwoli, by znw poczu si zdradzony. Wstaa powoli. Postanowia, e go zaakceptuje. I bdzie go kocha bez wzgldu na wszystko. Wsuna si cichutko do jego sypialni i zamkna drzwi na klucz. Syszaa szum, prysznica w azience. Spojrzaa na kamer ochrony, by si upewni, e wci jest wyczona. Boso wesza do azienki. Robby mydli si w przejrzystej kabinie prysznicowej, odwrcony do Olivii plecami. Strugi piany spyway po jego mocnych plecach i twardych poladkach. Westchna. Odwrci si i szeroko otworzy oczy. Uchyli drzwi.

- Przysza podziwia widoki, czy czego potrzebujesz? Z umiechem cigna jego wielk koszulk przez gow i rzucia na podog. - Potrzebuj czego. - Pocigna sznurek przytrzymujcy flanelowe spodnie. - Potrzebuj ciebie. Odchyli si do tyu pod kaskad wody i zakrci kurek. Spojrza na ni oczami lnicymi czerwieni. - Olivio, nie mog traktowa tego lekko. Jeli ci wezm, to ju ci nie puszcz. - I dobrze. - Zsuna spodnie z bioder i pozwolia im opa na podog. - Bo ja te ci nie puszcz. Wypad spod prysznica i chwyci j na rce. Rozemiaa si. - Jeste cay mokry. - Ty te zaraz bdziesz. - Rzuci j na ko i wyldowa obok niej. - Wiesz, jak bardzo ci kocham? - Caowa jej czoo, policzki. - Mniej wicej tak samo, jak ja ciebie. - Wsuna palce w jego dugie, mokre wosy. Z ochrypym jkiem wpi si w jej wargi. Otworzya si i pieszczot powitaa jego jzyk. Wdara si w jego usta i dotkna jzykiem ostrych kw. Cofn si. - Ostronie z nimi. Umiechna si. - Nie zamierzam y w strachu przed tob. I nie musisz wicej dziurawi moich poduszek. Otworzy szeroko oczy ze zdumienia. - Chcesz powiedzie, e nie masz nic przeciwko maemu skubniciu tu czy tam? Rozemiaa si. - To zaley gdzie. - Och tak. - Chwyci jej pier. - S miejsca, ktrych z ca pewnoci nie chciabym podziurawi. - Musn kciukiem jej sutek. Zadraa, sutki jej stwardniay. - Och, popatrz tylko na to. Czy na wiecie moe by adniejszy widok? - Pochyli gow i wessa sutek do ust. Jego twardy jzyk sprawi, e nogi i rce Olivii pokryy si gsi skrk. ar rozla si midzy jej udami, we wntrzu poczua pustk, bolesne pragnienie. - Robby. - Wbia mu palce w plecy.

- Poganiasz mnie, dziewczyno? - Wytyczy pocaunkami ciek w d, a na brzuch. - Tak, tak, poganiam ci. - Oplota go nog. Wsun do midzy jej nogi. - Wiesz, co si dzieje, kiedy si pogania wampira? - N... nie. - Zamkna oczy, rozkoszujc si powoln i delikatn eksploracj jego palcw. - Moe si zdarzy, e zaczn si porusza z wampirz prdkoci. - Nagle jego palce zaczy si porusza z tempie wibratora. Pisna. - O rany. To jest... to jest... Poszybowaa pod samo niebo i wybucha orgazmem. - O rany... - Przycisna do do piersi, z trudem apic oddech. Jego usta wygiy si w umiechu. - Wic moe powinnimy troszeczk zwolni? - Jego donie powrciy do poprzedniego leniwego rytmu. - Ty draniu - sapna. - Jeste dobry na wszystkich biegach. Z szerokim umiechem ukry gow midzy jej nogami i kontynuowa swoj leniw eksploracj jzykiem. Jczaa i poruszaa si rytmicznie wraz z nim. Tym razem orgazm dopad j bez uprzedzenia. Byl nagy i gboki, pulsowa w jej ciele skurczami, ktre cigny si bez koca. Bya ju tak wraliwa, e kiedy si w ni wbi, znowu przeszy j dziki dreszcz spenienia. I chciaa wicej. Cigle byo jej mao Robby'ego. Oplota go nogami i wychodzia na spotkanie kadego mocnego pchnicia. Tempo wzroso, stao si gorczkowe, szalecze. Poliza jej szyj, wywoujc spazmy rozkoszy. Z krzykiem eksplodowa razem z ni. Poczua lekkie pstryknicie na szyi, gdy jej wntrze zaciskao si rytmicznie wok Robby'ego. Kiedy jej oddech i puls wrciy do normy, dotaro do niej, co si stao. - Ugryze mnie? - Tylko troszeczk. - Poliza ran i Olivia zadraa. -Nie mogem si oprze, musiaem ci naznaczy. Teraz jeste moja. Uciskaa go mocno. - I zawsze bd.

Rozdzia 27 Nastpnego dnia o zmroku Olivia chodzia nerwowo przy ku J.L. Carlos czeka w pobliu, gotw rzuci si na niego na wypadek, gdyby musia go powstrzyma przed poksaniem Olivii. Na nocnej szafce stay przygotowane trzy szklanki ciepej krwi. Emma podpowiedziaa, e dobrze byoby te mie pod rk par somek. Olivia przez p nocy kochaa si z Robbym, zanim wreszcie zmorzy j sen. Obudzia si koo poudnia. Ju nie przeraa jej fakt, e Robby lea koo niej i nie oddycha. Wzia prysznic i woya czyste rzeczy, ktre przynis jej z mieszkania. Carlos spojrza na zegarek. - Lada chwila. - Dobrze ci si pracuje w MacKay UOiD? - spytaa. - Tak - odpar z umiechem. - A co, chcesz si stara o posad? - Moe. - Angus jest dobrym szefem. Bardzo mi pomg i wspiera mnie w rozwizaniu mojego... szczeglnego problemu. - Kulek z kakw? Carlos parskn miechem. - Chciabym, eby to byo takie proste. Mj rodzaj jest zagroonym gatunkiem. Wioska, w ktrej si wychowaem, zostaa zniszczona i wikszo panteroakw zgina. - Przykro mi. To straszne. - Odbyem kilka wypraw w poszukiwaniu przedstawicieli mojego gatunku. Angus nie tylko daje mi wolne, ale te finansuje moje podre. - A dokd... - zacza i urwaa, bo ciao J.L. drgno. Jego pier uniosa si, kiedy wcign potny haust powietrza. Otworzy oczy. Pochylia si nad nim. - J.L.? Gwatownie obrci gow w jej stron. W jego oczach lni dziwny, bursztynowy blask. - Co... gdzie... aaaaach! - Zwin si, ciskajc brzuch. - Kurcz godowy - szepn Carlos.

Olivia chciaa wyjani sytuacj, zanim wetknie mu do rki szklank z krwi. - J.L., zaatakoway ci wampiry. O mao ci nie zabiy. Jedynym sposobem, eby ci ratowa, byo... Krzykn i zakry usta. Jkn z blu. Skrzywia si. - Tak mi przykro. Musielimy ci przemieni, J.L. Tylko tak moglimy ci ocali. - Przemieni mnie? - szepn. Krzykn, kiedy ky przebiy si przez jego dzisa. Dotkn ich palcami i wybauszy oczy. Jestem...? - Jeste wampirem, bracie - powiedzia Carlos. Oczy Olivii zaszy zami. Biedny J.L. by w szoku. W przeszoci zawsze dokadnie wiedziaa, co czuje, ale teraz by jak czysta tablica. Jakby w zamian za to, e przetrwa, na zawsze stracia cz jego osoby. - Przepraszam ci, J.L. Bye umierajcy, bliski mierci. To by jedyny sposb, eby ci uratowa. Spojrza na do, ktr wczeniej dotkn swoich kw. Palce byy splamione krwi z rozerwanych dzise. Rozd nozdrza. - Jestem strasznie godny. - Jego spojrzenie przesuno si na Olivi i bursztynowy blask w oczach przybra na sile. - Prosz. - Przytkna mu do ust szklank z ciep krwi. Ky zadzwoniy o szko, wic wetkna w ni somk: - Pij. Niepewnie pocign pierwszy yk, po czym chwyci szklank i wypi wszystko. - Cigle godny. Podaa mu drug szklank; wypi do dna. Jego ky si cofny, a policzki znw nabray koloru. - Mam jeszcze jedn, jeli potrzebujesz. - Wskazaa nocn szafk. J.L. spojrza osupiay na krew. - To jest takie pokrcone. Ta krew naprawd mi smakuje. Powid spojrzeniem po pokoju. - Wszystko jest ostrzejsze, bardziej wyrane. Gdzie ja jestem? - W Romatechu Industries - odpar Carlos. - W wytwrni syntetycznej krwi, czyli, jak dla ciebie, w miejscowym spoywczaku. J.L. mia zdezorientowan min.

- My si znamy? - Jestem Carlos Panterra, dzienny stranik MacKay UOiD. I panteroak. - Kurde. - J.L. spojrza na Olivi. - To nie jest jaki dziwny sen? Naprawd jestem wampirem? - Obawiam si, e tak. - Ucisna jego do. - Bagaam Robby'ego, eby to zrobi. Ale jeli jeste bardzo nieszczliwy, to syszaam, e jest sposb, eby to odwrci i zrobi ci z powrotem miertelnikiem. - Zastanowi si, ale myl, e nie bdzie mi to przeszkadza. Odetchna z ulg. - Baam si, e mnie znienawidzisz. - Nie. - J.L. pokrci gow, marszczc brwi. - To bya moja wina. Nie powinienem by tam wraca. - Co si stao? - Przysiada koo niego na ku. -Pamitasz? - Byem w szpitalu, kiedy zadzwonia Yasmine. Powiedziaa, e jest uwiziona w magazynie z band wampirw, i jeli jej nie uratuj, to j zabij, gdy si obudz o zachodzie soca. Wic popdziem, eby j ratowa. Mylaem, e bd bezpieczny, bo dzie si jeszcze nie skoczy i wampiry powinny by martwe. Przecign doni po gstych, czarnych wosach. - To bya puapka. W magazynie razem z Yasmine byo zamknitych kilku z tych zbiegw. Podejrzewam, e Malkontenci zostawili ich przy yciu na niadanie. Zaatakowali mnie i oguszyli. Myl, e chcieli si uratowa, podsuwajc mnie jako entre. - To musiao by przeraajce - szepna Olivia. Skin gow. - Mylaem, e ju po mnie. - Umiechn si nagle. -Ale hej, mogo by gorzej. Odpowiedziaa umiechem. - Moge zosta zombie? - Ot wanie. To kiedy bd mg skopa tyki jakim Malkontentom? Carlos wybuchn miechem. - Pomau, bracie. Najpierw potrzebujesz treningu, eby si nauczy uywa swoich nowych mocy. - Supermoce! - J.L. wyszczerzy zby w umiechu. -Odlot. ***

Robby siedzia w biurze ochrony w Romatechu i omawia z chopakami strategi, kiedy zauway Olivi. Sza do biura z Carlosem i Wangiem. Ju wczeniej zajrza do nowego wampira i przekona si z ulg, e i on, i Olivia s w dobrym nastroju. Robby otworzy drzwi, eby ich wpuci, po czym przedstawi J.L. reszcie. - Gdyby chcia posad w MacKay UOiD, z radoci przyjmiemy ci w swoje szeregi - rzek Angus. J.L. ucisn jego do. - Byoby wietnie. Dzikuj. - Wszystko jest w porzdku - szepna Olivia do Robby'ego. Cieszy si z przemiany. - Rany, syszaem to - powiedzia J.L., idc przez pokj. Przyjrza si broni w okratowanej zbrojowni. - Macie tu kilka odlotowych mieczy, chopaki. - Zdecydowalimy, e teleportujemy si z powrotem do Kansas City - oznajmi Robby. - Sdzimy, e Casimir cigle jest w okolicy, gwnie dlatego, e jego nowy kumpel, Otis, bdzie szuka Olivii. Olivia zmarszczya brwi. - Pewnie potrzebujecie mnie jako przynty, eby go wywabi. - Nie - rzuci szybko Robby. - Wolabym wymyli co innego. - Wzi j za rk. - Ale teraz lecimy do gabinetu Barkera w bazie FBI. - Lec z wami - upar si J.L. - Jeszcze nie umiem si teleportowa, ale umiem macha mieczem. Uzbroili si. Robby zaopatrzy Olivi w bro paln i sztylet. Woy rkawiczki, eby mc zaadowa do jej pistoletu srebrne naboje. - One nie zabij wampira, pamitaj, ale zadadz cholerny bl i spowolni go. - Dzikuj. - Zapia pistolet w kaburze. Robby schowa srebrny acuch do kieszeni swoich czarnych bojwek. Ju wiele miesicy temu odkry, e potrafi si teleportowa z acuchem, byle tylko metal nie dotyka jego goej skry i nie by owinity wok niego. - To moe by moja noc. Jeli uda mi si zarzuci ten acuch na Casimira, nie bdzie mg uciec.

- I nareszcie dokonasz zemsty, o ktrej mylae od tak dawna. Olivia dotkna jego twarzy. - Uwaaj na siebie, nie zniosabym twojej straty. Pocaowa j w czoo. - Dziewczyno, utkna ze mn na bardzo, bardzo dugo. Olivia zadzwonia do swojego przeoonego i wczya gonik telefonu. Robby teleportowa j do gabinetu Barkera, a Connor zabra Wanga. Angus i Emma podrzucili Carlosa. Barker wyszczerzy si radonie na widok J.L. i waln go w plecy. - Niele wygldasz. - Dziki. - J.L. zajrza do sali biurowej. - Wszyscy ju poszli. - Tak. - Barker wyprowadzi ich z gabinetu. - Myl, e wszyscy zbiegli winiowie si znaleli. Ale oczywicie Otis wci gdzie tam jest. Macie jakie pomysy, jak go znale? - Moe Yasmine znowu uya karty debetowej. - J.L. ruszy do swojego biurka. - Sprawdz to. - Pomog ci. - Olivia posza za nim. - Wiecie, z iloma wampirami mamy do czynienia? -spyta Barker. Robby westchn. Wczeniej omwili swoje wraenia po bitwie w magazynie. Trzech Malkontentw zdoao si teleportowa, a take Casimir i Otis. - Sdzimy, e w sumie jest ich piciu, ale Casimir mg tu cign wicej swoich zwolennikw. Oni mieli pi wampirw, liczc z Wangiem, a do tego dwch zmiennoksztatnych i Olivi. - Moemy wezwa posiki - zasugerowaa Emma. -Jack, Ian, Dougal i J.L. bardzo chtnie pomog. - Wic zrbmy to - rzek Angus. Emma wyja komrk i zacza dzwoni. Robby spojrza na OHvi. Siedziaa w swoim boksie i wczaa komputer. - Nie pozwol, eby Olivia zostaa przynt. Otis mg si ju nauczy teleportacji. Jeli dorwie j w swoje apy, moe j zabra nie wiadomo gdzie. Nigdy jej nie znajdziemy. Pojawili si Jack i pozostali. Robby przedstawi ich Barkerowi, za Angus wyjani biec sytuacj.

- Robby! - zawoaa Olivia od swojego biurka. - Wanie dostaam mejla od Yasmine. Podbieg do niej, a za nim reszta. - Wysany z BlackBerry - wyjania Olivia. - Napisaa: Pom, Olivio. Oni mnie zabij. Pisz mejla, eby nie syszeli. Przyjd do starego magazynu przy doku szstym nad rzek". - To puapka - burkn Connor. - Oczywicie. Otis bdzie tam na ciebie czeka - powiedzia Robby. - Nie moemy ci tam puci. Zmarszczya brwi. - No wiesz, nie jestem cakiem bezbronna. - Nie moesz si mierzy z wampirem - upiera si Robby. - Nie pozwolili Yasmine zadzwoni, bo nie chcieli, ebymy si teleportowali za pomoc jej gosu. - Znalazem biuro przy doku szstym - powiedzia J.L., stukajc w klawiatur. - Moemy tam zadzwoni i teleportowa si. Angus poklepa go po plecach. - Chopcze, doskonale si nadasz do MacKay UOiD. J.L. si umiechn. - Tylko pozwlcie mi si zabra z ktrym z was. Olivia westchna. - A co ja mam robi? - Zostan tu z tob - powiedzia Barker. - No dobrze. - Robby odsun si i wycign miecz. -Zadzwo pod ten numer, J.L., i wcz gonik. Wszystkie wampiry dobyy mieczy i poczekay na namiar. Telefon zacz dzwoni. - Uwaaj na siebie - rzeka Olivia do Robby'ego. Umiechn si. - Nie martw si. Nareszcie si zemszcz. - Kansas City Exports - odezwa si eski gos. -W czym mog pomc? Robby i jego omioro towarzyszy teleportowali si i wyldowali w niewielkim biurze z wrzeszczc kobiet. Angus szybko wymaza jej to wspomnienie i caa grupa wybiega z budynku. Ruszyli w stron starego magazynu. Angus cicho podzieli ich na trzyosobowe grupy. Bezszelestnie wsunli si do rodka. Angus wzi swoj grup na prawo, Jack

skrci ze swoj na lewo, a Robby poprowadzi Connora i J.L. szerok alejk biegnc rodkiem. Nad ich gowami wieciy sabe arwki, w zotawej powiacie taczyy drobinki kurzu. W powietrzu unosi si zapach pleni i stchlizny. Robby min rzdy poustawianych pitrowo drewnianych skrzy i pude, i wyszed na otwart przestrze na rodku magazynu. W dalszym kocu tego placyku, koo podwjnej piramidy skrzy, siedziaa Yasmine przywizana do krzesa. Ewidentna puapka. Nie moga wysa mejla do Olivii, majc rce zwizane za plecami. Szczk mieczy rozleg si z prawej strony, potem z lewej. Grupy Angusa i Jacka zostay zaatakowane. Robby powoli szed otwart przestrzeni z Connorem i J.L. Yasmine zauwaya ich. - Pomocy! Oni mnie zabij! - To samo mwia ostatnim razem - odkrzykn J.L. - Przepraszam - zawya Yasmine. - Winiowie powiedzieli, e mnie zabij, jeli nie znajd nikogo innego na pokarm dla wampirw. - Wic wybraa mnie? - J.L. patrzy na ni z gniewem. - Prosz ci - pakaa Yasmine. - Tak strasznie si boj. Nie wiedziaam, e Otis zostanie wampirem! - Nie zbliaj si do niej, chopcze - ostrzeg go Connor. - Nie martw si - burkn J.L. - Ju nigdy jej nie zaufam. Rozpacz w oczach Yasmine znikna; teraz patrzya na nich z zimn furi. - Gdzie jest Olivia? Obiecaam im Olivi. - Otis nigdy jej nie dostanie - powiedzia Robby. Yasmine uniosa gow. - No i dobrze. Ona nigdy nie bdzie kochaa Otisa tak jak ja. Ja go mog uszczliwi... - Ty gupia dziwko! - Otis wypad byskawicznie zza skrzy i uderzy Yasmine w twarz wierzchem doni. - Znowu mnie zawioda. - Otis! - krzykna paczliwie. - Zrobi dla ciebie wszystko. J.L. rzuci si na Otisa, ale ten teleportowa si w chwili, kiedy Wang unis miecz.

- Do diaba! Yasmine si rozemiaa. - Nigdy go nie zapiesz. Jest dla ciebie za sprytny. Connor wbieg za skrzynie, eby sprawdzi, czy nie chowa si za nimi jaki inny wampir. J.L. patrzy osupiay na Yasmine. - Co ci odbio? Jak moesz pomaga takiemu potworowi? - Otis mnie potrzebuje. Powiedzia, e jestem inna. e jestem wyjtkowa. Nienawidzi kobiet, ale mnie kocha. J.L. prychn drwico. - On kocha Olivi. - Nie! - Yasmine zacza si szarpa. - Powiedzia, e bd z nim zawsze, jeli tylko pomog mu doprowadzi Olivi do obdu. - Sama jeste obkana! - krzykn J.L. - Do. - Robby unis rk. Odgosy mieczy w oddali ucichy. Obrci si dookoa, rozgldajc po magazynie, po czym znw spojrza na Yasmine. - Casimir tu jest? Popatrzya na niego ze zoci. - Dlaczego miaabym ci cokolwiek mwi? Otis ci nienawidzi. Powiedziaam mu, e Olivia si z tob spotyka, i wtedy kaza mi podrzuci jabka do jej mieszkania, eby j ukara. Tylko ja go naprawd kocham. Kiedy to zrozumie, przemieni mnie w wampirzyc. Nie Olivi. I wtedy bdziemy razem na wieki. - On tylko ci wykorzystuje, Yasmine - mrukn J.L. Connor wyszed zza skrzy. - Czysto. - On mnie kocha! - krzykna Yasmine. - Otis mnie kocha. - Do, kobieto. - Connor pchn w jej stron fal wampirzej mocy i osuna si nieprzytomna na krzele. - Rany - szepn J.L. - Musz si tego nauczy. Connor wzruszy ramionami - To ci nie przysporzy popularnoci wrd pa. Pozostae wampiry wbiegy na rodek magazynu. - Zabilimy dwch - powiedzia Angus. - A my jednego - dorzuci Jack. - Brawo - odezwa si gos z gry. Casimir zszed z belki pod sufitem i spyn w d, by wyldowa na stosie skrzy. W prawej rce trzyma miecz. Dugi paszcz nie ukrywa lewej rki zgitej w nienaturalny sposb. Lewa do w rkawiczce bya skulona w pi.

- Potrzeba was byo tylko dziewicioro, eby zabi trzech moich ludzi. To prawdziwy heroizm. Robby sign doni w rkawiczce do kieszeni, eby chwyci srebrny acuch. Teleportowa si na szczyt stosu i wyszarpn acuch z kieszeni. Casimir wycelowa w niego miecz. - Mylisz, e si zemcisz? To ja bd si mia ostatni, panie MacKay. Znalazem nowy sposb, eby ci torturowa, i ta rana bdzie gboka. Widzisz, wczoraj, kiedy poywiaem si tym Azjat, Otis ukrad jego komrk. J.L. klepn si w kiesze. - On ma racj. Nie mam telefonu. Casimir si rozemia. - Ciekawe, czy urocza Olivia odbierze telefon od przyjaciela? Jeli tak, to Otis ju jest przy niej. Krew cia si w yach Robby'ego. - I co zrobisz, Robby? - zadrwi Casimir. - Moesz sprbowa mnie zabi i ponie porak, albo moesz pdzi do swojej kobiety i przekona si, e spnie si z odsiecz. *** Olivia chodzia niespokojnie po gabinecie Barkera, miotana zoci i niepokojem. Martwia si o Robby'ego i J.L., ale bya te wcieka, e nie pozwolili jej lecie ze sob. - Spokojnie - powiedzia Barker zza biurka. - Nic im nie bdzie. - J.L. jeszcze nie przywyk do bycia wampirem. Nie powinien walczy tak od razu. - Jej telefon zadzwoni; spojrzaa na wywietlacz. - Rety, to J.L. Otworzya klapk. - Halo? - Spojrzaa z niepokojem na Barkera. - J.L.? Jeste tam? - Jestem tutaj, kochanie. Krzykna i si odwrcia. W gabinecie sta Otis z telefonem Wanga w doni. - Wstyd si, kochanie. - Otis spojrza na ni z uraz. -Miaa przyj do magazynu. Ale na szczcie oszukaem ci w inny sposb. Upucia telefon i wycigna bro. Barker zerwa si zza biurka, celujc w Otisa z pistoletu. Otis rzuci komrk na podog i ruszy w stron Olivii. - Teraz nareszcie bdziemy razem.

Barker strzeli do niego, ale Otis znikn. Olivia odwrcia si, szukajc go. Usyszaa gwatowny wdech Barkera. Jego twarz wykrzywi grymas blu; osun si na podog. Na jego miejscu sta Otis z zakrwawionym noem w rce. - Zostawili ci marn ochron, co ? - Wsun n za pasek. W Olivii wybucha wcieko. Wystrzelia. I chybia. Otis uciek z linii strzau z wampirz prdkoci; jego ciao tylko migno przez gabinet zamazan plam. Wytrci jej pistolet z doni. Olivia odskoczya i wycigna sztylet. Otis si umiechn. - Ty te lubisz noe? Wiedziaem, e jestemy dla siebie stworzeni. Skoczya do przodu, prbujc pchn go w pier, ale znw znikn. Nagle znalaz si za ni, szarpn j do siebie i wyrwa sztylet z jej doni. Wbia mu okie w ebra i z caej siy nadepna mu na stop. Kiedy jego chwyt zela, wyrwaa si i rzucia po sztylet lecy na pododze. Chwyci j od tyu i grzmotn ni o wykadzin. Zanim zdya zapa oddech, obrci j. Prbowaa tuc go piciami po twarzy, ale zapa ja za nadgarstki i przygwodzi rce do podogi. - Nareszcie - wydysza. - Bdziesz moja na zawsze. -Odchyli gow do tyu i z jego dzise wyskoczyy ky. Uderzya go kolanem w przyrodzenie. Zasycza i podnis j, by znw trzasn ni o podog. Zamroczy j bl przeszywajcy czaszk. Odzyskaa wzrok w sam por, by zobaczy, e schyla si nad jej szyj. Zacz si szamota, ale by cholernie silny. Nage drgn i si odsun. - Co? - Spojrza na ni ze zgroz. - Zostaa naznaczona. Pozwolia, eby ugryz ci kto inny? - Nigdy nie bd twoja. Nigdy - sykna. - Ty suko! - Wycign n zza paska. Nagle jego szyj otoczya ptla ze srebrnego acucha. Otis krzykn z blu. Upuci n.

Robby zacisn acuch mocniej i skra Otisa zaskwierczaa. cign go z Olivii. Otis wymachiwa rkami, prbujc sign Robby'ego za swoimi plecami. - Jego n - warkn Robby. Poderwa Otisa na nogi, wci ciskajc mu szyj acuchem. Olivia zauwaya n Otisa na pododze obok siebie, chwycia go i podniosa si na nogi. - To za wszystkie kobiety, ktre torturowae i zabie! - Wbia n w jego pier. Zmieni si w py. Olivia rzucia n na podog. Robby puci acuch i wzi j w ramiona. Uciskaa go mocno. Mimo to zacza si trz. - Ju po wszystkim, skarbie. - Tuli j do siebie. - On ju nigdy ci nie zagrozi. - Naprawd jest po wszystkim? Zabie Casimira? - Nie. Zostawiem go, eby ratowa ciebie. - Robby ucaowa j w czubek gowy. - Nie mgbym znie twojej straty. Za biurkiem rozleg si jk. - O Boe, Barker! - Olivia obiega biurko i znalaza go na pododze. Z jego rany pyna krew. Zamruga i popatrzy na ni. - Jeste caa? - Tak. - Gorczkowo chwycia suchawk telefonu na biurku. Zadzwoni po karetk. Robby powstrzyma j. - Moe nie ma potrzeby. Barker, zagoisz si, jeli si przeobrazisz? - Tak myl. Ale straciem duo krwi. - Skrzywi si. Przepraszam, Olivio. Nie na wiele ci si przydaem. Straciem przytomno. Ucisna jego rami. - Nie masz za co przeprasza. W pokoju pojawio si wicej wampirw. J.L. podbieg do Olivii i Barkera. - Wszystko w porzdku? - Otis dgn Barkera w plecy - wyjania mu Olivia. Connor podszed do nich.

- Mog go teleportowa do wampirzego lekarza w Houston. Zadbamy o to, eby si z tego wyliza. - Och, dzikuj - powiedziaa Olivia. Connor wzi Barkera na rce i znikn. Olivia uciskaa J.L. - Martwiam si o ciebie. Znalelicie Yasmine? - O tak. - Skrzywi si. - Ta kobieta jest obkana. Wezwalimy policj, eby po ni przyjechali. - Co si stao z Casimirem? - spyta Robby. Angus westchn. - Ten dra teleportowa si zaraz po tobie. - Wskaza kupk pyu na pododze. - Domylam si, e to Otis? - Tak. Olivia go zabia. - Robby umiechn si do niej. - Zrobilimy to razem. - Wtulia si jego objcia. Uciska j mocno. - Grona z nas parka. Angus rozemia si i trci okciem on. - Zdaje si, e niedugo bdziemy mieli w rodzinie mae dzieci. Emma umiechna si szeroko. - Och, mam nadziej. Robby umiechn si kpico. - A za pozwoleniem, czy najpierw moemy si pobra? Olivia dotkna jego policzka. - Owiadczasz si? - Nie tutaj. - Pocaowa j w czoo. - Ale znam doskonae miejsce. Umiechna si. - To jestemy umwieni.

Epilog Patmos, tydzie pniej... Olivia siedziaa przy stole w kuchni swojej babci i nerwowo czekaa na reakcj Yia Yia. Eleni Sotiris patrzya w przestrze z osupia min. Nie co dzie syszy si, e wnuczka jest zakochana w wampirze. Eleni bya zachwycona, kiedy Olivia pojawia si nagle na pocztku czerwca. Jeszcze bardziej ucieszya si, e Olivia odchodzi

z FBI. Ale ostatnia wie tak j zszokowaa, e Olivia przez kilka minut nie odbieraa od niej adnych uczu. - Jeste pewna? - spytaa Eleni. - Niektrzy ludzie po prostu maj bardzo spiczaste zby. - Jestem pewna. Wiem, e to szok, ale taka jest prawda. Eleni westchna. - Wyczuwam, e mwisz prawd. - Jej emocje stay si mroczne, otoczya j aura niedowierzania i podejrzliwoci. - Ale on chyba nie robi ci krzywdy, co? - Nie, jest agodny i kochany. - Jak to moliwe? Nie jest demonem? - Nie. Robby lea umierajcy na polu bitwy, kiedy jego prapradziadek go przemieni. By dobrym, szlachetnym czowiekiem, i wci nim jest. mier nie zmienia jego natury. Eleni zacisna usta. - Mylaam, e wampiry s ze. - Niektre s. Zy czowiek zmienia si w zego wampira. Podejrzewam nawet, e robi si jeszcze gorszy. Ta caa dodatkowa moc uderza wampirom do gowy. - Ale nie jest czcicielem diaba? Olivia parskna. - Nie. Wychowa si w obrzdku rzymskim. I mwi, e chtnie zostanie grekokatolikiem. - Och. - Aura podejrzliwoci wok Eleni rozproszya si. - To dobra wiadomo. - I moemy mie dzieci. - Co? - Od Eleni buchna fala radoci. - Dlaczego nie powiedziaa od razu? Oczywicie e przyjmiemy tego modzieca w rodzinie. Olivia odetchna z ulg. - Dzikuj. Wasza akceptacja znaczy bardzo wiele dla Robby'ego. Eleni zbya j machniciem rki. - Zawsze wiedziaam, e to mczyzna dla ciebie. - Mylaam, e chciaa mnie wyda za Spiro. Eleni wzruszya ramionami. - Spiro uciek w zeszym miesicu, eby wzi lub. -Skrzywia si. - Z Dimitriosem. Olivia si rozemiaa.

- Mam si spotka z Robbym na play po zachodzie soca. Mog go tu przyprowadzi, jeli chcesz. - Oczywicie! - Eleni szybko podesza do lodwki. -Co by chcia zje? - On nie je, Yia Yia. Co wieczr pije syntetyczn krew z butelki. - Chcesz powiedzie, e nie bdziesz musiaa dla niego gotowa? - Eleni z umiechem zatrzasna lodwk. - To doskonale, dziecko. Przykro mi, ale nigdy nie bya dobr kuchark. Olivia uciskaa babci. - Bardzo ci dzikuj za zrozumienie. Wiedziaam, e musz ci powiedzie prawd o Robbym. - Oczywicie. - Eleni pokiwaa jej palcem. - Wiedziaabym, gdyby mnie okamaa. - Ale musimy to zachowa w tajemnicy. Wiem, e lubisz plotkowa z... - Ja nie plotkuj - obruszya si Eleni. -I potrafi dochowa tajemnicy. A teraz le, spotkaj si z narzeczonym. I powiedz mu, e spodziewam si, i wemiecie lub tutaj, w moim kociele. - Tak jest. - Olivia wysza z kuchni na patiu. Wszystkie wspomnienia oyy. Tutaj pierwszy raz rozmawiaa z Robbym, tutaj zacza si w nim zakochiwa. Zbiega po schodach i ruszya pla w stron Petry. Soce stao nisko nad horyzontem, malujc niebo w odcienie ru i zota i zapalajc zote iskry na morzu. Jej oczom ukazaa si willa Draganestich. Robby zostawi jej wiadomo na poczcie gosowej, e zjawi si krtko przed witem. Czekaa cay dzie, a obudzi si ze miertelnego snu. A teraz staa na play i patrzya, jak soce niknie za horyzontem. To by pikny koniec dnia i pikny pocztek jej nowego ycia. - Na pewno nie jeste greck bogini? - zawoa do niej Robby. Odwrcia si i umiechna szeroko. Sta na urwisku, bosko przystojny, jak zwykle. - Nie mam nic przeciwko temu, eby mnie czci. Zeskoczy z urwiska i zrcznie wyldowa obok niej. - Tskniem. - Odsun loczek, ktry bryza zdmuchna jej na policzek.

- Widzielimy si dwa dni temu. - Zarzucia mu rce na szyj i pocaowaa go. - Powiedziaam o tobie babci. Skrzywi si. - I jak to przyja? - O ile si zorientowaam, mgby by nawet kosmit z innej galaktyki, bylebymy mieli dzieci. Rozemia si. - Lubi twoj babci. - Odsun si o krok. - Pamitasz, jak zadaa mi trzy pytania? - Tak. - Zadaj je na nowo. - Chwyci jej donie. - Zadaj je na nowo, a ja odpowiem. Umiechna si. - Czego pragniesz najbardziej na wiecie? Ucisn jej donie. - Pragn ciebie. Serce uroso jej z radoci. - A czego boisz si najbardziej na wiecie? - Utraty ciebie. - A jeli dostaniesz to, czego pragniesz najbardziej, uczyni ci to lepszym czowiekiem? - Tak, uczyni. - Uklk na jedno kolano. - Wyjdziesz za mnie, Olivio? - Tak! - Pada na kolana i obja go ramionami. - Tak. Uciska j mocno. - Kocham ci, Olivio. zy napyny jej do oczu. - Ja te ci kocham. - Sprawdziem twoje imi w sowniku. Oznacza ocalenie. I to wanie ze mn zrobia, dziewczyno. Ocalia mnie przed yciem wypenionym nienawici i zemst. Teraz jestem wolny. Pooya donie na jego twarzy i spojrzaa w jego lnice oczy. - Jestemy wolni razem.

Podzikowania Cho to ju sma ksika z mojej serii, praca od pocztku do koca bya rwnie trudna i mudna jak przy pierwszej powieci. Drogim przyjacioom i krytykom, ktrzy razem ze mn odbyli t podr - M], Sandy i Vicky - chc przekaza wyrazy mioci i wdzicznoci. Dzikuj mojej redaktorce, Erice lsang, za mdro i cierpliwo. Dzikuj wszystkim z wydawnictwa HarperCollins za najlepsze w wiecie marketing i okadk. Wielkie dziki dla Michelle Grajkowski z agencji Three Seas, nie tylko za fachowo, ale take za umiech i sowa zachty. Ogromnie dzikuj wszystkim czytelnikom, jestecie cudowni! I na koniec, wyrazy mioci i wdzicznoci dla mojego ma i dzieci. Czy witujemy dobre wiadomoci, czy dzielnie znosimy pieko nieprzekraczalnego terminu, oni zawsze s przy mnie.

Related Interests