You are on page 1of 13

Michał Waliński

Słuchajcie ludzie tej opowieści…1
W tym i trzech następnych odcinkach odejdę nieco od formuły charakteryzującej kilka ostatnich „przeglądów”2, ograniczając do minimum własny komentarz, a eksponując cudzysłów. Perturbacje wydawnicze „Literatury Ludowej” wpłynęły też w pewnym stopniu na fakt, iż cztery kolejne „przeglądy” obejmą jeden, ale za to dłuższy okres. Miesiące brzemienne faktami, wydarzeniami, rzecz znamienna: problematyka folkloryzmu, serial, komiks, ufologia, dyskusje o seksie pornografii, a w jakiejś mierze także i „nurt wiejski” (tak, tak!) zniknęły jakby w ostatnich miesiącach z kolumn tygodników i miesięczników. Żelazne, „priorytetowe” tematy naszej publicystyki kulturalnej, znikając z horyzontu prasowego, potwierdziły w pewnym sensie opinię, iż służą często dyskusjom „zastępczym”, pozornym. Ale z przekazów istnych zniknęły i dowcipy. Przyjdzie nieco poczekać i pewnie znów wypłyną. Jedne i drugie zresztą. Miesiące eskalacji emocji, huśtawki nastrojów, optymizmu, rozczarowań, nadziei, imiechu, łez i zwątpienia. Nieznany z naszych powojennych dziejów zalew publikacji różnego autoramentu, nowych pism i pisemek, druków ilotnych, literatury i sztuki plakatowej, folkloru powielaczowego; hipertrofia słowa mówionego, pisanego, drukowanego. Dziesiątki, setki samorodnych, wyrosłych in crudo talentów oratorskich, politycznych, poetyckich. Walka z „nowomową” i przejawy ...„nowo-nowomowy”. Rozbijanie fasad i penetracja tyłów kultury. Blichtr, poza i kłamstwo kontra szczerość, autentyzm i prawda. Eskalacja zachowań spontanicznych. Wybór dokonany wych czterech „przeglądach” to ledwie okruch tego, co może zainteresować folklorystę i czytelnika „Literatury Ludowej”. Zatem Słuchajcie ludzie tej opowieści jest to opowieść prawdziwa Żyje w Trójmieście wspaniały facet co się Wałęsa nazywa
1

Felieton z cyklu „przeglądów prasy” w „Literaturze Ludowej”. Por. Michał Waliński, Słuchajcie ludzie tej opowieści… Przegląd prasy 16 IV 1980 - 12 XII 1981 (I), „Literatura Ludowa” 1991, nr 1-6, s. 90-97. 2 Ten i trzy kolejne przeglądy prasy ukazują się ze znacznym opóźnieniem z przyczyn niezależnych od autora i redakcji, bowiem „zatrzymane” zostały przez cenzurę [przyp. redakcji].

1

Gdański stoczniowiec znużony walką z dopływem żarcia zbył wąskim z rady na inną wymyślił sposób wolne założył związki Ejże, słuchajcie, bracia Polacy o wolnych związkach ballady Będą was chronić w strajku i pracy przed wrogim cieniem zagłady”. W kilka czy kilkanaście dni po powstaniu tej anonimowej — śpiewanej na melodię Ballady o Mickiewiczu — nowiny (Zeitslieder) pojawią się w prasie społeczno-kulturalnej pierwsze, gorące relacje, reportaże, komentarze, wypowiedzi dotyczące wydarzeń w Gdańsku i w Szczecinie (na pełniejsze relacje o wcześniejszych strajkach lipcowych przyjdzie jeszcze poczekać.3 W takim gorącym, sercem dyktowanym komentarzu Kazimierz Dziewanowski mówił: „Szczególnie zaś zdumiał wszystkich fenomen polskiej klasy robotniczej, klasy młodej, lecz świadomej i przepojonej spokojną pewnością, przenikniętej patriotyzmem, stanowczej i rozsądnej. Udowodniła ona, że naprawdę jest klasą przodującą. [...] Wydarzenia sierpniowe udowodniły też, że Polska jest krajem, którym nie można kierować uproszczonymi metodami. Polskie tradycje, polska mentalność i polska kultura — wszystko to sprawia, że nakazowy tryb kierowania społeczeństwem nie może zdać egzaminu. [...] I znowu tak jak przy słowie »kompromis« widzimy, że inne słowo odzyskuje walor i znaczenie. Słowem tym jest »humanizm« i »humanistyczny«. Niemało napracowano się, by podważyć sens tego słowa, pomniejszyć jego znaczenie, zdeprecjonować je, a nawet ośmieszyć. Humanistyczny znaczyło: nieprzydatny, zbędny, będący niepotrzebnym luksusem, zawadą czy kulą u nogi. [...] Czas przywrócić znaczenie podstawowym, trwałym, sprawdzonym wartościom, przywrócic sens słowom i oczyścić pojęcia. Przede wszystkim zaś czas przywrócić nadrzędne znaczenie prawdzie jako podstawowemu warunkowi zaufania. Okazało się znowu, że prawda nie jest nieprzydatną zachcianką humanistów, tak ja i humanizm nie jest nieprzydatnym kwiatkiem u kożucha. I jedno, i drugie to nieodzowne narzędzia, bez których nie można wznieść solidnej budowli”4.

3 4

Por. m.in. S. Jadczak, Lublin — Lipiec ‘80. „Kontrasty” 1981, nr 7. Polski Sierpień, „Literatura” 1980, nr 36. W 37 numerze pisma reportaże W. Adamieckiego i K. Jagiełło, Rzecz większa niz stocznia. Gdańsk-Gdynia — Początek. Gdańsk-Gdynia — Finał. Wypowiedź stoczniowca we Fragmentach notatek gdańskich J. Surdykowskiego: „I jeszcze czekanie na prawdę. Powiedzcie nam prawdę, możemy nie jeść szynki, ale chcemy wiedzieć dlaczego? — Bardziej to nas uszanuje niż wszelkie nagrody wręczane w odświętnym milczeniu!” („Życie Literackie” 1980, nr 38; tamże J. Surdykowskiego Myśli sierpniowe). Zajrzyjmy także do relacji H. Dobosza i A. Zwanieckiego Struktura solidarności („Tygodnik

2

Motywy prawdy, wiarygodnego, odkłamanego słowa staną się centralnymi motywami wielu pieśni i wierszy strajkowych, jak choćby w tekście zaczynającym się od znamiennego oskarżenia: Od kłamstwa do kłamstwa Od obłędu do obłędu Od gór aż do Gdańska Dość mamy obłędu czy w słynnym Postulacie 22: Przestańcie ludzi oszukiwać Zamykać oczy, chować głowy Zamieniać godność i kulturę W olbrzymi sklep monopolowy Przestańcie dzielić nas i skłócać Rozdzielać punkty, przywileje Przemilczać niewygodne fakty Fałszować historyczne dzieje Przywróćcie wartość wielu słowom By już nie były pustymi słowami By żyć z godnością i pracować Z solidarnością między nami. Oprócz motywu prawdy, słowa odkłamanego — głównymi tematami tej twórczości staną się duma i godność, walka, zwycięstwo, wolność. I solidarność. Jak zauważa Jadwiga Puzynina w pięknej refleksji nad rozważaniami ks. Józefa Tischnera poświęconymi etyce solidarności: „Z zakłamaniem szczególnie często wiążą się sytuacje określone czasownikiem »solidaryzować się«, wtedy kiedy oznacza ono deklarowanie, wyrażanie solidarności. Czaso wnik ten jest nadużywany w tekstach społeczno-politycznych i w wielu wypadkach jest czczą formułką, za którą nie stoi rzeczywista solidarność, stanowi jeden z elementów tzw. nowomowy (np. Z całego kraju nadchodzą listy solidaryzujące się z apelem Walerego Pstrowskiego). Trzeba przyznać, że »solidarność« jest słowem, którego blask w latach powojennych osłabł na skutek ciągłego »wyrażania, manifestowania, umacniania solidarności«. Niemniej jednal, jak widać, słowo to nie zatraciło swej magicznej siły, skoro

Kulturalny” 1980, nr 37); A. Krajewskiej, Szczecin — sierpień 1980... październik 1980 („Życie Literackie” 1980, nr 44) lub W. Adamieckiego Sceny z dni pierwszych” („Literatura” 1980, nr 42).

3

stało się hasłem nowego, pełnego szlachetnych intencji ruchu. Ponieważ jednak wszelkie magiczne oddziaływania najpiękniejszych nawet haseł bywają niebezpieczne i ambiwalentne, sądzę, że warto zastanawiać się przede wszystkim nad treściami, jakie słowo to niesie, i nad sytuacjami, jakie opisuje w praktyce. Wtedy jego siła inspirująca może być mniej żywiołowa, bardziej powiązana z osobistą refleksją człowieka i jego świadomym wyborem moralnym”5. Charakterystyczne: refleksja nad „nowomową” rodziła się równolegle i niezależnie wśród intelektualistów, jak i „szarych”, „prostych”, ogłupionych ludzi. „Roboli”... „Opinia publiczna — mówi prof. Władysław Markiewicz — mało wie na przykład o tym, iż w czasie trwania strajku w Stoczni im. Włodzimierza Lenina powstała znana nie tylko w okruchach poezja proletariacka, oprócz namiętnych dyskusji politycznych rozwinęło się niezwykle bujne, jak na więcej niż spartańskie warunki bytowania w okupowanym zakładzie, życie kulturalno-artystyczne, że obowiązywał w stosunkach międzyludzkich niemal ascetyczny rygoryzm moralny itp. Fakty te rzucają z pewnością nowe światło na niedającą się ująć w sztywne schematy bogatą obyczajowość robotniczą znaną socjologom — jak się okazuje — nadzwyczaj powierzchownie.”6 Jakżeż tę znaczącą „powierzchowność” wiedzy socjologicznej pogodzić z tradycjami myśli Znanieckiego, Chałasińskiego, Czarnowskiego czy Ossowskiego? Szczęście, że rozwijał się w naszej myśli humanistycznej, socjologicznej także o nurt mniej „sztywnej” i mniej „schematycznej” refleksji nad obyczajowością robotniczą. Spychany do „podziemia” nauki, ale jednak. Tedy nie wszyscy byli totalnie niedoinformowani lub zupełnie zaskoczeni. Chociaż... polskie encyklopedie na przykład wygnały strajki z socjalistycznej rzeczywistości. Jak dotąd w opracowaniach sensu stricto socjologicznych odnalazłem jeden jedyny artykuł formułujący Teoretyczne i metodologiczne propozycje badania strajku robotniczego napisany przez L. Janiszewskiego (znanego socjologa morza) i A. Sosnowskiego dla redagowanych właśnie przez Wł. Markiewicza „Studiów Socjologicznych”7. Co sie zaś tekstów i wierszy strajkowych tyczy, to mamy tu do czynienia z fenomenem nieznanym z poprzednich momentów „przełomowych” w dziejach PRL. Teksty te — przepisywane ręcznie, w maszynopisach, kserografowane, przegrywane z taśmy na taśmę — błyskawicznie, jeszcze w trakcie strajków sierpniowych, przekroczyły mury stoczni gdańskich, gdyńskich i szczecińskich, obiegając cały kraj, stając się częścią „folkloru masowego” (jakby to określił R. Hoggart), „folkloru interspołecznego” (jak to nazwał ktoś

5 6

Cykl w „Tygodniku Powszechnym” 1980-1981); cyt. za: „Więź” 1981, nr 1. „Kultura” z 1 IX 1980. 7 1981, nr 4.

4

inny8) czy — jak to nazywa Alan Dundes — tzw. xerox folklore9. Z częścią z nich opinia publiczna zaznajomiła się za pośrednictwem RTV, festiwali oficjalnych i niezależnych, a po nadto nagrań płytowych (produkowanych jednak poza granicami kraju, m.in. w Szwecji) — i to są również fakty bez precedensu. Teksty te doczekały się próby przynajmniej częściowej dokumentacji i wstępnych opracowań, o czym dalej. Inaczej przedstawiają się, niestety, losy pieśni z roku 1956 czy 1970. Można chyba przyjąć, że pieśniami z okresu wydarzeń czerwcowych zainteresowane dyscypliny humanistyczne w ogóle nie dysponują, chociaż wiadomo, że takie teksty krążyły. (Może się znajdują u Franciszka Kotuli, który ma ...wszystko?10 Nieco lepiej przedstawia się sytuacja, jeśli chodzi o teksty z Grudnia 1970 roku, można ich wskazać kilkadziesiąt, a niewykluczone, że „zabezpieczono” ich (jak mówią biegli w „nowomowie”) więcej. Nie można powiedzieć, że nie pisano o nich w ogóle. Pisał o nich w „Zapisie” (nr 16) Tadeusz Sobota, recenzując Śpiewnik Wybrzeża,11 zawierający pięć tekstów, a wśród nich m.in. Ludu, mój ludu, cóżem ci uczynił. Gomułki skarga wielkopostna, tekst o zwrotce inicjalnej: Razu pewnego gdzieś nad Bałtykiem się robotnikom źle żyło długo czekali na lepsze jutro aż wreszcie ich to wkurwiło i znana z wykonania Krystyny Jandy Ballada o Janku z Gdyni z pełna tragizmu, ale i pełna nadziei strofa końcową: Nie płaczcie matki, To nie na darmo Pod stocznią sztandar z czerwoną kokardą za chleb i wolność za nową Polskę Janek Wisniewski padł. Istotnie, jest to jedna z najbardziej wstrząsających strof w poezji powojennej i — faktycznie — powinna doczekać się miejsca w antologiach poetyckich. Nie wymagajmy jednak za dużo pomni, że nie tak dawno późniejszy laureat Nobla kwitowany był etykietą „wróg PRL”.
8 9

M. Waliński, Współczesna rzeczywistość folkloru. Glosa do dyskusji. „Literatura Ludowa" 1979, nr 1-3. Por. A. Dundes, C. R. Pagter, Work Hard and you shall he Rewarded. Urban Folklore from the Paperwork Empire. Indiana University Press. Bloomington 1979) 10 Por. F. Kotula, Folklor zmumifikowany i żywy. Problem współczesnej satyry. „Lud”, t. 64. 1980. 11 Warszawa 1979. Wydawnictwo Archiwum, stron 14.

5

Warto nadmienić, iż wydarzenia sierpniowe sprawiły, że wiele pieśni grudniowych odżyło w pamięci mas, o czym świadczy ich wysoka frekwencja w obiegu xerox folklore. (Niektóre z tekstów zostały strawestowane, przerobione, skontaminowane, przystosowane do nowych wydarzeń i okoliczności). Wspomnę tu choćby o nowinie o strofie inicjalnej Posłuchajcie ludzie dziwnej opowieści. Co się wydarzyło w głowie się nie mieści Dwunastego grudnia roku pamiętnego Podwyższono ceny mięsa spożywczego lub cytowanej wyżej, przerobionej wersji Skargi..., pieśniach o incipitach: Wszystkich dziś ciekawość budzi..., Jadą wozy kolorowe na gumowych kółkach..., Gdy naród do strajku wyruszył bez broni... Być może uda się jeszcze dla celów naukowych, poznawczych — zebrać pełniejszą dokumentację tekstów grudniowych, chociaż... Przytoczę w tym miejscu fragment rozmowy, jaką z prof. Czesławem Hernasem odbyła L. Wysocka, rozmowy pełnej gorzkich konstatacji Profesora, kierującego od paru lat badaniami w ramach tzw. problemu węzłowego „Polska kultura narodowa, jej tendencje rozwojowe i percepcja”. Gorycz dyktuje m.in. fakt zaistnienia paradoksalnej sytuacji, „w której nauka nie może się żywić wynikami swoich badań. Badań subwencjonowanych przez pań stwo i wykonywanych na centralne zamówienie”. Pytanie: Czego oczekuje nowy mecenas? [tj. klasa robotnicza; przyp. M. W.]. Cz. Hernas: Prawdziwej, wiarygodnej informacji, przystającej do rzeczywistości obserwowanej, a w wytworach sztuki odpowiedzi na pytania, które każdy sam sobie stawia, myśląc o własnych losach oraz losach kraju. Udostępnienie przez naukę pisarzom i innym twórcom autentycznych tekstów reprezentujących różne środowiska kultury społecznej i zapewnienie im prawnej ochrony swobody twórczej pomogłoby zrealizować ów wysuwany wciąż społeczny postulat o sztukę żywą i prawdziwą. P. — Czy nauka istotnie dysponuje autentycznymi tekstami i przekazami środowiskowymi? Cz. H. — dysponowałaby w większym stopniu, gdyby mogła. Temat pieśni robotników z grudnia 1970 r. znikał w miarę powstawania. Po prostu tekst był konfiskowany prosto spod pióra. Teraz chcemy przechwycić i zbadać autentyczne teksty wierszy, pieśni, pamiętników i dzienników robotniczych, związanych ze strajkami w 1980 roku. Rodzi się jednak etyczny niepokój. Pracownik naukowy bowiem, podejmując temat drażliwy, musi mieć zapewnioną autonomię warsztatu, może ryzykować we własnym imieniu, lecz nie ma prawa narażać ludzi, którzy zidentyfikowali się z tekstami czy pieśniami jako ich autorzy. P. — Skąd w nas tyle obaw? Cz. H. — Z doświadczeń. Chcemy mieć gwarancję, że opracowania nasze nie będą

6

wykorzystywane do żadnych celów tzw. „ubocznych”. P. — Czego najbardziej oczekuje teraz kultura polska? Cz. H. — Właśnie gwarancji swobód twórczych i społecznej kontroli nad decyzjami podejmowanymi w zakresie polityki kulturalnej. P. — Jaki praktyczny wpływ mogą mieć, a jaki mają badacze stanu kultury w Polsce na stymulowanie jej rozwoju, prostowanie zakrętów i wyrównywanie dysproporcji?. Cz. H. — Wszystko zależy od postępu demokratyzacji i szacunku dla kompetencji. Jeśli humaniści uzyskają wpływ na politykę społeczną i kulturalną, sądzę, że uzyskają wówczas szansę wykorzystywania swej wiedzy o społeczeństwie przy podejmowaniu decyzji w różnych zakresach życia społecznego. Odsyłam do całego wywiadu.12 Nasuwa się jeszcze jeden wniosek, sprzeczny skądinąd z naturą refleksji i twórczości humanistycznej: humanista powinien się niekiedy bardzo spieszyć, co jednak niekoniecznie musi mieć związek z Horacjańską dewizą carpe diem. Tak jak uczynili to redaktorzy i współpracownicy gdańskiego almanachu „Punkt”, który w numerze 12 (1980) przynosi arcyinteresującą i bezcenną dokumentację strajku gdańskiego, w tym jego otoczki kulturalnej i kulturowej. Tu obszerny wybór tekstów pieś niowych i wierszy, daleko niepełny zresztą, co podkreśla Marek Bieńkowski w słowie wstępnym.13 Bieńkowski pisze m.in.: „jednym z dokumentów rejestrujących strajkowe nastroje jest powstająca od 14 do 31 poezja. Tego typu autentyczna twórczość jest czyms nowym w krajobrazie kulturowym polski Ludowej, tak samo zresztą ja zjawisko spontanicznych wystąpień solidarnościowych, które powołały ja do życia. Jak wiele wierszy powstało w czasie gorących osiemnastu dni, nikt nic jest w stanie powiedzieć. Do szefa Wolnej Drukarni Stoczni Gdańskiej napływały ich dziesiątki. A przecież wiele z nich — szczególnie pisanych poza Stocznią — krążyło tylko w rękopisach zaczytywanych w końcu <<na śmierć>>, inne zniknęły bezpowrotnie w kieszeniach delegatów MKS-u i dziennikarzy polujących w ostatnich dniach strajku na wszelkiego rodzaju pamiątki. Z tych, które drukowane były w <<Solidarności>>, kilka zrobiło ogromną karierę [...] Prezentowany zestaw nie jest — chciałbym to wyraźnie podkreślić — wyborem mogącym pretendować do przedstawienia całkowitego i pełnego obrazu stanu ducha robotników ‘80. Jest on jednak — mimo wszystko — kapitalnym przyczynkiem do odczarowania zaklętych do tej pory rewirów opinii społecznej”. Dalej istotny passus o dewaluacji „sztuki ludowej” w ostatnim okresie: „Z zakneblowanego nurtu plebejskiej prawdomówności — pisze Bieńkowski — prostego, lecz
12 13

Badacz w świecie zakazów, „Panorama” 1980, nr 48. Marek Bieńkowski, Dialog, czyli Gdański Janko Krytykant. Kilka uwag o poezji strajkowej. „Punkt” 1980, nr 12.

7

jednoznacznego wyrażania sądu wywodzi się większość powstałych w sierpniu wierszy. Poeci »czasu strajku« nie piszą »słów kłamliwych i czarnych«. Piszą to, co myślą: o partii, rzą dzie, sprawiedliwości (a raczej niesprawiedliwości), godności... Zabierając głos w sprawach społecznych surowo i bez osłonek rozliczają się z polską rzeczywistością. [...] Proletariat pozbawiony możliwości korzystania ze środków masowego przekazu, powszechnie dostępnymi sobie środkami i własnymi słowami wyraził opinię o sytuacji w kraju. Nie dotyczyła ona tylko kolejek przed sklepami i braków w zaopatrzeniu w »balerony i kiełbasy«, lecz wytykała przede wszystkim braki w zaopatrzeniu w tak niezbędne do życia artykuły, jakimi są: wolność słowa, prawda, demokracja, godność”. Z kolei interesujący artykuł Tadeusza Skutnika Śmiech, litość i trwoga (tamże). Autor zaczyna od wspomnienia robotniczych protest-songów z okresu Grudnia, kiedy po raz pierwszy po wojnie ten typ literatury zwrócił uwagę. I pyta: „Lecz gdzie one? Darmo ich szukać po bibliotekach, archiwach (chyba że prywatnych). Pamięta się, że ulotna poezja Grudnia była bardziej »w stylu« swego rodzaju, w porównaniu z drukowaną obok: swoja pasje koncentrowała na budowaniu pomnika tych, co »nie odmówili krwi«, akcentowała groze wydarzeń, apelowała do uczuć i sumień — wyładowuje się w »rachunkach krzywd« obywatelskich, skupia siłę swego gniewu i śmiechu na zwalenie z cokołu tych, którzy z posiewu krwi grudniowej wyrośli nam na bohaterów narodowych. Dominują w niej te właśnie dwa uczucia: gniew i śmiech, śmiech i gniew. Gniew i jego stary robotniczy symbol: wzniesiona, zaciśnięta pięść.Śmiech i jego stare, plebejskie »krzywe zwierciadło«, podstawione obliczom budzącym powszechną trwogę”14. Uwaga autora artykułu skupia się m.in. na tradycjach tego nurtu literatury. Jest tu może nieco niedopowiedzeń i uproszczeń, ale wywody to ciekawe, a pewne konstatacje trudne do odparcia, np. „Im dalej w dwudziestowieczną przeszłość, tym mniej rozpoznań nurtu ulotnej poezji politycznej robotników”. (Jedną z „białych plam” jest bez wątpienia pieśń i poezja drukowana ongiś w licznych pismach i pisemkach proletariackich). Zastanawiając się nad sytuacją komunikacyjną tekstów strajkowych, określa je Skutnik jako „posłanie bezimiennego nadawcy do imiennego adresata”. Ściślej mówiąc, tych adresatów ta poezja ma dwóch: „tego, o którym się mówi, i tego, do którego się mówi. Imienność władzy potwierdza wykładnię protestu, w którym powiedziano, że nie przeciw socjalizmowi powstał, a przeciw jego wynaturzeniom. Kto by chciał wykreślić z wierszy pewne nazwiska lub skreślać wiersze z nazwiskami, całkowicie wypaczy sens robotniczego protestu, nie mówiąc
14

T. Skutnik, Śmiech, litość i trwoga. „Punkt” 1980, nr 12.

8

już o próbie spaczenia prawidłowości potwierdzonej historycznie”. Wnikliwej uwagi wymaga skomplikowana sprawa anonimowości tej poezji: jest ona w opinii Skutnika nie tylko formą „zabezpieczenia się”, ale w głównej chyba mierze znakiem identyfikacyjnym „nadawcy zbiorowego”: „nieważne, kto imiennie mówi. »Ktoś«, »jeden z nas« wyraża wolę ludu pracy. Ale by móc ją wyrażać, by zyskać do tego prawo, musi ów »ktoś« wpierw zadzierzgnąć porozumienie z masami i to nie — porozumienie co do zasad, lecz rzekłbym formy. Zasada jest jedna i znana: zasada negacji. Tu zatem idzie o formę alb o typ komunikacji”15. Związki strajkowych protest-songów z folklorem, tradycjami literatury ustnej, bezimienną i imienną poezją ludową są oczywiste — i bedzie to, miejmy nadzieję, jeden z przyszłych nader istotnych tropów badawczych. T. Skutnik na jeden jeszcze istotny moment: „Niejako ex definitione zakłada ona komunikację bezpośrednią — bliskość wykonawcy i słuchacza. Właśnie: w poezję ulotną wbudowany jest program wykonania utworu, odtworzenie go nie »w głowie«, lecz wobec jakiejś publiczności, częściowo — razem z publicznością, np. przez wspólne śpiewanie. Źle powiedziane: wobec publiczności konkretnej, izolowanej, odciętej w okupowanym zakładzie, gdzie wszyscy »są razem« i znaczy to więcej niż fizyczna obecność. To znacznie ułatwia anonimowemu bardowi wejście w rolę. I jeśli mówimy o steatralizowaniu oficjalnego życia politycznego, to poezja strajkowa zawiera w sobie program prześmiewczego „antyteatru”. Pro czy anty, zawsze jednak teatru, Sceny, gry, roli. Wykonania, czyli poddania się wewnętrznemu programowi tej poezji. Dlatego sięga ona po znane i jak podkreślałem popularne wzorce”16. Do tego samego tematu sięgnął T. Skutnik raz jeszcze w artykule Chleba i swobody (O poezji strajkowej) w cyklu Kultura robotnicza na nowo w „Polityce17 Odnotujmy dwa istotne fragmenty: „Atakując wielkich śmiechem, kpiną, obelgą, rubasznym i niewybrednym miejscami humorem, wiersze strajkowe spełniały też wewnętrzną rolę »zaworu bezpieczeństwa«, służyły rozładowywaniu nastroju niebywałego napięcia — zwłaszcza do czasu rozpoczęcia przez rząd rozmów z reprezentacją robotników z Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego. Jak później napisał jeden ze strajkowych «poetów mimo woli»: »W chwilach moich własnych refleksji błyskawicą przyszła myśl: należałoby jakoś rozładować napiętą sytuację czymś, co pozwoliłoby na wywołanie uśmiechu, jakiegoś pogodnego komentarza wśród tych zmęczonych psychicznie ludzi. Zrodziła się we mnie chęć napisania

15 16

Ibid. Ibid. 17 T. Skutnik, Chleba i swobody (O poezji strajkowej), „Polityka” 1981, nr 31.

9

czegoś wesołego, rymowanego, na jakąś znaną melodię — by zrodził się śmiech«. Trudno tę myśl nazwać odkrywczą, niemniej — może właśnie dlatego — trafia ona w sedno sprawy. Poezja strajkowa nie jest bowiem w żadnym sensie odkrywcza. Nie jest żadną rewelacją. Jej rola nie polega na uprzedzeniu, projektowaniu, lecz mnemotechnicznym ledwie utrwaleniu tego, co już jest, co zostało zawarte w postulatach i dyskusjach »prozą«. Na upowszechnianiu i utwierdzaniu się w słuszności, że Przecież nasze żądania są słuszne I nie przeciw rządowi i racji My chcemy warunków do zycia My chcemy demokracji. Wiersze strajkowe nie cierpią na manię wielkości. »Pracują« i »rozrabiają« niejako na poziomie elementarnym, na poziomie oczyszczania, wymiatania, nazywania po imieniu. Część z nich formułuje ogólne i wyższe cele. Niemniej, jakb y w poczuciu niekompetencji warsztatowej, zadowala się skromną rolą gospodarza «wielkiej poezji« p atriotycznej, romantycznej z historii i ducha, który, nim przyjmie gościa, uprząta wpierw izbę. Poezja strajkowa — ponieważ pojawiła się wcześniej — przygotowała »wejście« dla poezji »prawdziwej«, tej, która przyszła razem z aktorami Teatru »Wybrzeże«. [...] Jasne — pisze Skutnik — że wiele wierszy strajkowych pochodzi z »nostryfikacji«. Jest wynikiem koniunktury i chęci podwiązania się różnych »nie-poetów mimo chęci«. Czyli — surowo oceniając — falsyfikatów. Dziś trudno pewną ręką rozdzielać; niech się tym zresztą martwią zwolennicy czystości klasowej twórczości. Ale jeżeli — jest mi to wiadome

dwa bodaj najlepsze poetycko wiersze strajkowe (Piosenka dla córki i Postulat 22) wy-

chodzą spod pióra nie-robotnika, jeśli do jednego z nich nie-robotnik komponuje muzykę, jeśli powstałą w ten sposób piosenkę wykonuje także nie-robotnik i mimo to staje się ona zbiorową własnością, daje to asumpt do znacznie płodniejszych rozważań niż dzielenie »czyje co je« pod względem klasowym. Jest np. — a tak myślę — skromnym dowodem konsolidacji systematycznie antagonizowanego społeczeństwa”18. Dużo, dużo racji w tych stwierdzeniach folklorystycznych i politycznych... Jednym z pierwszych bodaj artykułów poświęconych pieśniom protestu robotniczego, jaki pojawił się w prasie posierpniowej, był szkic Tadeusza Swata Poezja Gdańska — Sierpień 198019 poszerzony o wybór kilku tekstów. Jego autor pisze: „Pod względem
18 19

T. Skutnik, Chleba i swobody (O poezji strajkowej), ibid. Tadeusz Swat, Poezja Gdańska — Sierpień 1980, „Kierunki” 1980, nr 45.

10

formalnym, z pewnymi wyjątkami, nie jest to poezja wysokiego lotu, a raczej zwykłe rymowanki i w gruncie rzeczy cudzysłów przy tym pojęciu byłby zapewne uzasadniony, gdybyśmy do stoczniowych tekstów przymierzali jedynie »mędrca szkiełko i oko«. Na szczęście jest to wszak poezja żywa, są to wiersze chwili, powstające żywiołowo, wyrażające najprościej, często wręcz bezceremonialnie, sprawy naprostsze i najważniejsze zarazem — cel i sens sirpniowego protestu, zbiorową wolę, wspólne interesy, solidarność. Wiersze protestujące przeci dotychczasowej praktyce rządzenia i zarządzania, dolegliwościom socjalizmu i jego wypaczeniom. I wręcz nie wolno rozpatrywać ich bez historycznego już dziś kontekstu, scenerii stoczniowych dźwigów, klimatu i atmosfery sierpniowych dni, niepowtarzalności rysowanej odwagą, odpowiedzialnością, nadzieją i wiarą. Bez tego wszystkiego nic te wiersze nie znaczą, są tylko zjawiskiem godnym co najwyżej odnotowania. Sens ich powstania, kolportażu, popularności wreszcie, mieści się i w tym, że treść tego rymowania wyrażona wprost i jako się rzekło — często bezceremonialnie, wypowiedziana została swoim, pełnym głosem. Robotniczą ręką, ale i robotniczym sercem. To trzeba zrozumieć. O ile mi wiadomo, poezję stoczniową tworzyli głównie autentyczni robotnicy z wydziałów produkcyjnych. Sens tej poezji, podobnie zresztą jak innych przejawów życia kulturalnego i artystycznego w dniach strajku, mieści się także w tym, że wiersze te i piosenki przywracały godność robotniczego podmiotu, obalały mit »robola«, zwracały człowieczeństwo ludziom w wyszmelcowanych kufajkach. Więcej nawet — uświadamiały o ich, robotników miejscu w społeczeństwie”20. Przywołuje w tym miejscu T. Swat, jako znamienne, powstałe 26 sierpnia dwa tekst y B. Rawicza: Pieśń wolnych związków zawodowych oraz Cześć strajkującym. „Czy gdańska poezja 1980 — pyta — oddaje sedno sierpniowych wydarzeń? Czy utrafia w jądro spraw, wydobywa to, co w nich najistotniejsze? Czy istotnie — jest pełnym wyrazem i integralnym fragmentem społecznego protestu stoczniowców Wybrzeża? Wydaje się, że na wszystkie z tych pytań można śmiało odpowiedzieć — TAK”. Mówiąc o pragnieniach, nadziejach, wierze, trosce przenikających te strofy, a dyktowanych patriotyzmem, zwraca T. Swat uwagę na fakt, który intrygował wielu autorów dzielących się refleksjami z wydarzeń na W ybrzeżu — mianowicie, że rozgrywała się tam walka, ba, ostra batalia o język ojczysty, o od chwaszczenie go z nieznośnego partyjnobiurokratycznego żargonu.

20

Tadeusz Swat, Poezja Gdańska — Sierpień 1980, ibid.

11

Do językowych kontekstów fenomenu poezji strajkowej nawiązuje m.in. Marian Grześczak Naturalnvm środowisku literatury w cyklu Sposoby literatury, „Literatura” 1981, nr 11 i nr 13. Teksty te ujawniają jego zdaniem — stan świadomości estetycznej piszących i wskazują na »postęp« w procesic edukacyjnym społeczeństwa”. [...] „Jeśli dobrze pamiętam — Poznański Czerwiec 1956 pozostawił tylko naśladowniczą Balladę o Kulasie. Okazuje się oto po latach, że z równie prostych motywacji dzisiejszy układacz słów zdolny jest stworzyć misterniejszą budowlę. Prosty stąd wniosek, że wraz z rozwojem świadomości społecznej krystalizuje się świadomość i funkcjonalność jej języka [...] Na tle poezji strajkowej bardzo ciekawie sytuuje się język uczestników i działaczy, choćby język Lecha Wałęsy. Jest konkretny, powściągliwy, nie zawsze poprawny, ale zawsze trafiający w sedno rzeczy. Jego troską jest treść, jasność wykładu”. Grześczak zwraca przy okazji uwagę na pewne zjawisko bardziej generalne, a związane z polską kulturą językową, która w chwilach przesileń społecznych, zagrożeń historycznych (zarówno ogólnonarodowych, jak i jednostkowych) rady i wsparcia szuka w poezji. Jakby właśnie poezja, a przynajmniej to, co potocznie rozumie się pod tym pojęciem, była najlepszym sposobem wyrażania nastrojów, formułowania postulatów, krytykowania, bawienia. „Zachowanie się »poprzez język« nie jest oczywiście wyłącznie polską specjalnością (przykład pierwszy z brzegu: wiersze młodzieżowe rewolty paryskiej), jednak manifestowane bywa tak często i tak ekspresyjnie (wierszyki, powiedzonka, dowcipy), że za taką domenę może uchodzić. Świadomość narodowa ukształtowana przede wszystkim przez język, przez literaturę nakłania ku myśli, iż z narodem polskim najłatwiej się porozumieć używając jasnego, czytelnego i prawdziwego słowa, co w sensie form poetyckich oznaca ciągłą żywotność potocznej rymowanki.” Trudno nie zgodzić się z tymi konstatacjami. Marzy się nie tylko antologia, co antologie form które są wyrazem „aktywności przez język”: pieśni, wierszy, kalamburów, plotek, całej gamy dowcipów, graffiti, i wielu innych. Które — jako zarazem forma świadomości bardzo szerokich kręgów społecznych — pozwalają wnosić istotne korekty do wielu urzędowych opracowań socjologiczno-kulturowych, a w pewnych wypadkach burzą je po prostu wniwecz. Antologia marzy się także Grześczakowi i jest to marzenie „głęboko słuszne”, z którym należy się „solidaryzować”, i od którego nie należy się „odcinać”: „Julian Przyboś, kiedy z Kolberga wybierał własną Jabłoneczkę, szukał przede wszystkim anonimowej liryki. Współczesna Jałloneczka z pewnością musiałaby służyć czemu innemu i co innego wyrażać. W nowym duchu anonimowego poezjowania pracował Stanisław Czernik. W dzie dzinie tak bliskiej literaturze, w socjologii, racje Czernika wspierają badania Floriana Znanieckiego i Józefa Chałasińskiego. Racje bardzo złożone, ale wciąż aktualne. Lud,

12

najgłębiej anonimowy, prawo do swego istnienia uważa za święte. Kto je naruszy, napotka na drwinę i gniew. A najdziwniejsze jest to, że zawsze zaczyna się od słów, i że na słowach się kończy. Ślad pozostaje, a skutku żadnego. Gdybym był PAN-em w tej dziedzinie, zaleciłbym rzetelne zbadanie ważności polskiego słowa w naszym narodowym doświadczeniu. To jest naprawdę i chłopski, i profesorski temat” — kończy wybitny poeta swoje refleksje. Zreferowanie kolejnych głosów o poezji „czasu strajków” przesuwam do następnego przeglądu. […] Michał Waliński

13