MURZASICHLE

PIĄTEK– PONIEDZIAŁEK 29 lipca - 8 sierpnia 2011

Notatnik Górski

Morskie Oko, fot. Oktawia

Oto my
Jest nas jedenaścioro. Jedenaście różnych osobowości. Każdy jest inny i niepowtarzalny. Razem tworzymy redakcję gazety obozowej. Wszystko, co nas różni i łączy, staramy się wykorzystać, by wspólnie stworzyć najlepszy numer Notatnika Górskiego. Karolina: baletnica z Nysy. Interesuje się fotografią. Uwielbia robić zdjęcia zwierzętom. Jej hobby to jazda konna i historia. Rafał: najbardziej wysportowany w redakcji, trenuje karate. W wolnych chwilach słucha muzyki (hip-hopu, reggae) i fotografuje. Monika: pasjonuje się historią, jej ulubiony serial to „Czas Honoru”, uwielbia góry, a swoją przyszłość chce związać z mediami. Wierzba: zajmuje się fotografią i modelingiem, przyjechała tu, by poznać nowych ludzi. Justyna: lubi grać w koszykówkę i piłkę nożną, chciałaby zostać aktorką serialową. Fotografuje. Inga: najchętniej słucha muzyki latynoskiej, chciałaby mieszkać na Kubie, a w przyszłości zajmować się fotografią lub zostać dziennikarzem muzycznym. Rafał: lubi rap i hip-hop, chętnie podróżuje (a zwłaszcza w góry). Ponieważ interesuje się sportami ekstremalnymi, chciałby zostać spadochroniarzem. Marianna: kontaktowa i zawsze uśmiechnięta, jak sama mówi - jej religią jest muzyka, niedawno przefarbowała się na mahoniowy, lubi Redakcja podczas pracy, fot. Rafał Trela czytać książki, ma psa Bigosa. Oktawia: słucha muzyki rockowej, czyta kryminały Agathy Christie, mieszka w Poznaniu, chciałaby zostać lekarzem od chorób zakaźnych. Ola: wolontariuszka w „Krytyce Politycznej”, warszawianka, wolałaby żyć w latach 30., fotografuje, lubi szwedzkie electro, a zwłaszcza Freda Astaire. Michelle: reaguje również na imię Beatka, kocha spać i uwielbia muzykę. Szczególną miłością darzy Alice In Chains. Maciek (animator Stowarzyszenia Młodych Dziennikarzy "Polis"): ma psa Czeka (imię wzięło się z długiego czekania na czworonoga) i dwójkę rodzeństwa. Kocha mazury, grę w siatkówkę i badmintona. Warsztaty dziennikarskie animuje od sześciu lat.

1

Początki
Popołudnie, słońce pokazało się po raz pierwszy od kilku dni. To pierwsze warsztaty dziennikarskie, które spędzamy na zewnątrz. Siedzimy na wilgotnej, śliskiej trawie, ale nikt nie narzeka nawet na wiejący od gór chłodny wiatr. Nareszcie jest ciepło, chociaż promienie są blade i co chwila znikają za ciężkimi chmurami. Niektórych z nas czeka jutro wycieczka nad Morskie Oko; inni są zmęczeni – chociaż to dopiero piąty dzień obozu – i wybrali chwilę odpoczynku. Środek lata. Jestem w górach. Znajduję się w niesamowitym i przepięknym miejscu. Siedzę na trawie i czuję, jak padają na mnie ciepłe promienie słoneczne. W powietrzu unosi się zapach koszonej trawy. Otaczają mnie wzgórza oraz góry, na których znajdują się stare góralskie chałupy. Inga Wiśniewska

Widok na Tatry z naszego ośrodka, fot. Inga Wiśniewska

Sonda „Notatnika Górskiego”
Czy uważasz, że nasz pani kierownik dobrze radzi sobie ze swoją funkcję? *
76 % - tak 24 % - nie
Przygotowały Wierzba i Michelle * 30 ankietowanych

?

2

Dziecko to taki sam człowiek jak my - dorośli - tylko, że mniejszy
Panią kierownik zastałyśmy w jej pokoju, kiedy z uśmiechem na twarzy przedzierała się przez stertę papierów. Przyjęła nas bardzo ciepło, wręcz po góralsku - od razu po wejściu do pokoju zaproponowała nam oscypek. Rozsiadłyśmy się wygodnie i rozpoczęłyśmy rozmowę. Michelle, Wierzba: Od kiedy prowadzi Pani obozy i dlaczego Pani się na to zdecydowała? Barbara Hajduga, kierownik obozu w Murzasichlu: Prowadzę je od dwudziestu pięciu lat. Lubię pracę z młodymi ludźmi, jest to moja pasja. Czy przez te 25 lat młodzież zmieniła się na lepsze czy na gorsze? Dzieci są teraz bardziej otwarte, inteligentne i ciekawe świata. Są również bardziej twórcze, jedynym minusem jest to, że kiedyś były bardziej zdyscyplinowane. Kto sprawia więcej problemów, dzieci czy młodzież? Najmłodsi są niecierpliwi, bardzo szybko się nudzą, dlatego nie można ich spuścić z oczu nawet na 5 minut. Z młodzieżą problemem natomiast są różnego rodzaju używki, z którymi niejednokrotnie się już spotkałam. Czy zdarzyły się jakieś nieprzyjemne sytuacje? Tak, lecz zawsze próbuję je rozwiązać wewnętrznie, nie uciekam się od razu do rozmowy z rodzicami. Każdy popełnia błędy, lecz problemy staram się rozwiązywać w cztery oczy. Czy jest Pani zwolenniczką traktowania dzieci po partnersku? Na początku zawsze staram się zachowywać dystans, lecz później stopniowo „popuszczam pasa”, ale nigdy odwrotnie. Kadra musi pamiętać, że nie jest na wakacjach, tylko w pracy i wszystko może się zdarzyć. Ale należy również pamiętać, że dziecko to taki sam człowiek jak my - dorośli - tylko, że mniejszy.

Rozmawiały Michelle i Wierzba

Uśmiechnięta Pani kierownik, fot. Karolina 3

Sonda „Notatnika Górskiego”
Kto jest Twoim ulubionym wychowawcą?*
p. Basia – 52 %

Przygotowały Wierzba i Michelle * 30 ankietowanych

?

Pani Basia ulubienicą tłumu
Przedstawiamy Wam Panią Basię, zwyciężczynię konkursu na ulubionego opiekuna na obozie w Murzasichlu 2011. Jest to zawsze uśmiechnięta, pomocna i kochana kobieta. Serca obozowiczów podbiła niezwykłym poczuciem humoru i zaraźliwym śmiechem. Rozmawiamy z nią w jej pokoju, częstuje nas bułką, a rozmowa przerywana jest dużą ilością śmiechu.
Dlaczego została Pani opiekunem? Zostałam opiekunem, ponieważ lubię zdobywać nowe doświadczenia w pracy z dziećmi, uczę w szkole od 6 lat, jestem też opiekunem świetlicy. Jest to zupełnie odmienne od pracy w szkole, przez co również ciekawe. Zawieram też nowe znajomości. Od zawsze miała pani tak dobry kontakt z dziećmi, czy to przyszło z czasem? Wywodzę się z rodziny nauczycielskiej, od dziecka obserwowałam pedagogów i ich pracę. Byłam też otwartym młodym człowiekiem, nie miałam problemu z nawiązywaniem znajomości z rówieśnikami. Oprócz naturalnego talentu (śmiech), dobrego kontaktu z dziećmi nauczyłam się dopiero w Utrzymuje Pani kontakt z kolonistami lub kadrą po zakończeniu obozu? Z kolonistami nie. Zostaje mi po nich parę wakacyjnych piosenek w głowie i wspomnienia. Z kadrą spotykamy się czasami towarzysko i wymieniamy doświadczeniami. Jakie kolonie zapamiętała Pani najbardziej? Dlaczego? Oczywiście Murzasichle 2011. Poznałam wspaniałą kadrę i ambitnych młodych ludzi. Bardzo miło spędzam czas na tym obozie. Rozmawiały Wierzba i Marianna

Michelle, p. Basia i Marianna, fot. Karolina 4

Sonda - Izba regionalna
W sondzie na temat gawędy góralskiej wzięło udział 30 osób. Uczestnikom zapytaliśmy, czy podobało im się w izbie regionalnej. "Tak" odpowiedziały 23 osoby, „nie” - tylko 7. Zasłyszane od uczestników: Najbardziej podobały się: żarty górala i granie na skrzypcach. Kontrowersje wzbudziło: porównanie kobzy do żywej kozy. Nie podobały się: opowieści o zabijaniu zwierząt. Główny zarzut tych, którym gawęda się nie podobała: była za długa. Inga Wiśniewski, Monika Sobczak

?

Góral, fot. Inga Wiśniewska W Izbie Regionalnej w Murzasichlu dowiedzieliśmy się wiele o życiu i historii tutejszych mieszkańców. Mężczyzna przebrany w tradycyjny strój góralski opowiadał gwarą przy palenisku o tym, jak żyło się kiedyś na tych terenach. O strojach, o nazwie miejscowości, o ludziach, o muzyce. Rozmowa pozostawiła kilka niewyjaśnionych wątków, a osoba naszego przewodnika po pozostała zagadką. Podczas rozmowy z nami człowiek w góralskim stroju mówił… po śląsku!

Rozmawiają Marianna Marszałkowska i Aleksandra Matlak Czy wychował się pan w Murzasichlu? Nie, tak się złożyło, że moi rodzice, gdy byli młodzi wyemigrowali na Śląsk, tam chodziłem do szkoły podstawowej. Od szkoły średniej wróciłem do Zakopanego.

5

Jak wygląda młodość w górach, na pewno różni się od dorastania w mieście? Teraz już się nie różni, świat się zunifikował, ale kiedyś to było inaczej. Gazdówka była, trzeba było pracować. Nie było tak, że ktoś miał wakacje i sobie jechał w świat. W roku szkolnym trzeba było grule kopać, ze śniegiem była robota, trzeba było narąbać drzewa, młodszy człowiek miał co robić. Teraz zaś inna robota jest, przy gościach. Dziewczyny pomagają w kuchni, porządkowe rzeczy wykonują. Ludziom się inaczej powodzi, kiedyś była bieda, dlatego też moi rodzice wyemigrowali na Śląsk. A teraz tak się to wszystko zmieniło, turystyka poszła do przodu, nabudowali wyciągów, na Śląsku za to problem jest z pracą teraz. Opowieści, które nam Pan przedstawił są w większości zasłyszane od krewnych czy wyczytane z książek? Różnie. Weselsze opowieści są ze spotkań, stare chłopy siedziały, śmiały się. Tak mi to wpadło w ucho, skojarzyło się i to wykorzystałem. Mój program też ewoluował z takiego trochę mniej ciekawego, bo kiedyś bardziej się bawiłem w historię, muzykę, a to trzeba byłoby ludzi, którzy są tym zainteresowani. Odbiorcy są od pięciu do osiemdziesięciu lat i trzeba mówić szybko, na różne tematy, żeby się wam nie nudziło. Ciekawe rzeczy, o których w muzeach się nie mówi. Ja nie mogę za długo, bo to i tak trwa półtorej godziny. Czy spotkał Pan w Tatrach zwierzęta, o których nam Pan opowiadał? Czy my mamy na to szansę? Tak, tylko trzeba by rano wstać wcześnie, na pastwiska. Nie ma już tyle zwierzyny, to dlatego, że lasy umierają. Kiedyś były jednogatunkowe, tu rósł tylko świerk. A teraz zaczął schnąć, chyba w związku ze zmianami klimatycznymi, sami naukowcy nie wiedzą do końca, co tu się dzieje. W lasach jest wiele nałamanych drzew, a zwierzęta – na przykład jelenie – potrzebują przestrzeni. Ale coś tam jeszcze jest, niedźwiedzi jest jeszcze dużo, na przykład na Słowacji można jeździć na polowania. Tam to trzeba trochę przetrzebić. To nie jest gatunek zagrożony wyginięciem, ale na przykład kozice są. W latach 70., 80. było jeszcze jakieś czterysta sztuk, ale klimat się zmienił, nie ma prawdziwej zimy, a w kwietniu, maju, kiedy kozice się kocą, potrafią spaść dwa metry śniegu, małe kózki giną. Podczas spotkania gra Pan na instrumentach. Który jest najtrudniejszy? Najtrudniejsze są skrzypce, na nich uczyłem się grać od małego chłopca, zaczął mnie uczyć jeszcze mój dziadek. On też grał. Miałem szansę się osłuchać, a potem już wesela, jakieś tam koncerty… A jeśli chodzi o kobzy, dudy, fujarki i piszczałki to już później. Zacząłem się uczyć jak założyłem Izbę, czyli jakieś dziesięć, piętnaście lat temu. A te piszczałki… Powiem tak, grać a grać to jest różnica. Ja gram tak, że dwie, trzy nutki zagram, nie ćwiczę, nie doskonalę się w tym warsztacie. Jestem za stary i za bardzo zmęczony, żeby potem jeszcze siedzieć i uczyć się czegoś nowego. Ale są tacy młodzi chłopcy, którzy pięknie na tym grają. Są dużo lepsi. Ale to co ja gram, nie muszę się wstydzić, bo to jest zagrane czysto i w miarę dobrze. Kobzy, dudy, fujarki i piszczałki - to nie są popularne instrumenty. Tak, tak, już wam powiem. Nasi ludzie wiele rzeczy zdobywali na Słowacji. Tutaj nic nie było, jeśli chodzi o wyroby i rzemiosło. Tu była bieda. Większość rzeczy to była moda idąca z południa, od tamtejszych pasterzy, nasz strój dopiero się rozwijał początkiem XX wieku, kiedy Zakopane już było zamożne. A wszystkie fujarki, piszczałki mam ze Słowacji, w związku z tym, że u nich to się bardziej rozwijało. Niestety, u nas zaginęło koło XIX wieku i zostało jedynie w muzeach. Nasi chłopcy na wzór tych pozostałych wyrabiali nowe, lecz nawet teraz nasi wolą kupić słowackie instrumenty. Są młodzi chłopcy, którzy się tym interesują i robią swoje instrumenty, na to teraz jest zbyt, turystów to interesuje. Górali to cieszy, lubią się zebrać ze sobą razem, porozmawiać, posłuchać. To nawet nie wynika z potrzeby zarobku, tylko z potrzeby przeżywania wszystkiego razem.

Rozmawiały Marianna i Aleksandra Matlak

6

Pogoda na Gubałówkę Wyjazd na Gubałówkę od początku zapowiadał się wspaniale. Słońce uparcie nie chciało wyjść zza chmur. Za to deszcz radośnie padał, dzięki czemu wszyscy z nas z niesamowitym entuzjazmem przyjęli pomysł, by w tych doskonałych okolicznościach przyrody wyruszyć na eskapadę do Zakopanego. Radości nie było końca. Gdy dotarliśmy kolejką na Gubałówkę, nie zostało nam nic innego, jak tylko podziwiać te „piękne” krajobrazy. Jednogłośnie stwierdziliśmy, że to najwspanialsza mgła, jaką kiedykolwiek widzieliśmy. Zachwytom nie było końca. Z takim samym, a nawet większym, entuzjazmem wybraliśmy się na cmentarz i Krupówki. Wszyscy rzucili się na sklepy i wpadli w wir zakupów. Oscypki, chusty, kartki, figurki… Pogoda wciąż nie chciała ustąpić i uparcie się nie poprawiała. Jednak my, niezmordowani, szliśmy przed siebie. Doskonałym podsumowaniem tej wycieczki były nasze zbolałe miny. Niestety, nie zostały uwiecznione, więc pozostawiam to Waszej wyobraźni. Michelle

Wspaniały widok z Gubałówki, fot. Karolina

W drodze na Kasprowy
Ogromne głazy polodowcowe leżą w rzece. Kamienie porastają czerwone porosty. Nad nami wisi wspaniały masyw górski. Słyszymy tylko szum małego strumienia i gałęzi drzew. Daleko przed nami rozciąga się zielona polana. Rafał Litwinowicz

Szczyt
Pośród chmur, na samym szczycie Kasprowego Wierchu roztacza się widok na niebezpiecznie wysokie góry. Ich szczyty kryją ciemne obłoki. Wiejący silnie wiatr rozrzuca moje włosy we wszystkie strony. Na szlakach widać tłum ludzi, którzy starają się zdobyć szczyty gór. Za plecami słyszę zmęczone oddechy turystów. Doszli. Oktawia

7

Morskie Oko
Jedną z wycieczek obozu w Murzasichlu była wyprawa nad Morskiego Oka. Nie wszyscy postanowili wziąć w niej udział. Jedną z osób, która zdecydowała się pójść był Sebastian Rutkowski.
Z Sebastianem Rutkowskim, lat 14, uczestnikiem obozu wokalnego, rozmawia Inga Wiśniewski Inga Wiśniewska: Dlaczego postanowiłeś wziąć udział w wyprawie nad Morskie oko? Sebastian Rutkowski: Jestem osobą ciekawą świata, a szczególnie zakątków znajdujących się na terenie naszego pięknego kraju. Zdawałeś sobie sprawę, jaka to ciężka droga? Przecież w obie strony to 24 kilometry! ( śmiech) Wiedziałem o tym, że wyprawa nad Morskie Oko jest ciężka, bo już raz tam byłem. Jakie uczucia i myśli przyszły ci do głowy kiedy po raz pierwszy zobaczyłeś Morskie Oko? Na początku odjęło mi mowę ( śmiech). Potem poczułem radość, szczęście, a przede wszystkim zachwyt. Byłem w Morskim Oku dwa razy, za każdym to miejsce wyglądało inaczej. Uważasz ostatnią wyprawę za udaną? Tak! Poleciłbyś ją naszym czytelnikom? Myślę, że tak. Trasa pomimo tego, że ciężka i długa, to jest warta zobaczenia. Krajobrazy wokół są piękne. Rozmawiała Inga Wiśniewska

Sebuś, fot. Inga 8

Morskie Oko
Krystalicznie czysta woda szumi wokół mnie. Otaczają mnie piękne i najwyższe góry polskich Tatr. Nad wszystkimi królują majestatyczne Rysy. Na najwyższych szczytach leży jeszcze śnieg. Mgła spowija niektóre skały okalające potężne jezioro. Rafał Litwinowicz

Migawka znad górskiego potoku
Podczas wycieczki nad Morskie Oko, mając chwilę wytchnienia przystanęłam na skraju szlaku. W oddali za drzewami ujrzałam górski potok. Nagle obudziły się wszystkie moje zmysły. Usłyszałam dźwięczną melodię wody, która wraz z szumem drzew i rześkim górskim powietrzem była lekiem na wszystko; na ból gardła, kaszel i tęsknotę za domem. Wtedy poczułam, że góry maja w sobie to coś, co sprawia, że zawsze chcemy do nich wracać. Mają w sobie coś magicznego… Monika Sobczak

Ciemne chmury
Jesteśmy na górze, nad Morskim Okiem. Wszyscy siedzą na kamieniach i słuchają przewodnika. Osoby, które nie mają kurtek rozglądają się nerwowo, czy nie zacznie kropić. Na niebie pojawiły się chmury. Ciemne, groźne, ponure, tajemnicze. Poczuliśmy chłód wiatru. Do autokaru mamy 14 kilometrów. Zdążymy? Inga Wiśniewska

Morskie Oko, fot. Inga

9

Powrót po czterdziestu latach
Panią Marię spotkałam w schronisku nad Morskim Okiem. Na oko koło pięćdziesiątki, od 25 lat mieszka z mężem w Stanach, nie pamięta już wszystkich polskich słów. Spytałam ją, czy mogłaby odpowiedzieć na kilka pytań. Od razu się zgodziła. Zainteresowała mnie jej historia i uczucia, z jakimi opowiada o polskich górach.
Monika: Który raz jest Pani w Tatrach? Pani Maria: Jestem tu po raz drugi. Ostatni raz byłam w Tatrach czterdzieści lat temu, jeszcze w dzieciństwie. Mówi Pani, ze przyjechała po tylu latach ponownie. Czy wiele się zmieniło? Kiedyś było bardzo spokojnie, pięknie, cisza. Teraz jest za dużo ludzi. To już nie to samo, co było kiedyś. Tłok, tłok i jeszcze raz tłok. Czyli zwiedza Pani wszystkie polskie pasma górskie po kolei? Tak, wszystkie po kolei, żeby wykorzystać ten urlop, którego też mam nie za wiele.

W takim razie, które pasma górskie najbardziej się Pani podobają? Jakie mają według Pani największy urok? Każde są inne. Na przykład Tatry są wyjątkowe, ta ich magia… A zarazem przerażają swoimi skałami. Bieszczady są takie łagodne, ale i dzikie. Tam jest tak przepięknie i spokojnie. Nie ma tylu turystów, co tutaj. Można jeszcze spotkać pieszych, którzy idą sami. Bardziej turystyczne są Po co wróciła Pani w Tatry? Żeby zaczerpnąć polskiego powietrza, podziwiać też Sudety. Każda okolica ma w sobie coś pięknego. Nie widoki i tę naturę… brakuje mi polskiego można powiedzieć, że te góry są ładne, a te brzydkie. Każde słowa… mają w sobie coś innego. Ale byliśmy też nad morzem. Rozumiem. Gdzie Państwo się zatrzymali? W Zakopanem? Nie. Zakopane to w dzisiejszych czasach duży jarmark. Jesteśmy w Bukowinie Tatrzańskiej. Na jak długo Pani przyjechała? Jutro wyjeżdżam. To znaczy nie na długo, bo jestem przejazdem od Bieszczad. Zwiedzają Państwo tylko Tatry czy też inne zakątki Polski? Jeździmy po górach: Sudety, Bieszczady. Co się Pani bardziej podoba góry czy morze? Wszystko ma swój urok. Tutaj w górach jest aktywny urlop. Nad morzem jest więcej leniuchowania, tylko morze, plaża i nic więcej. Tutaj jednak aktywnie… Ale uważam, że cała polska jest piękna. Gdybym mogła, spędzałabym tu każdą wolną chwilę. W góry idzie się po to, żeby osiągnąć szczyt. Czy uważa Pani, że to też pewna przenośnia na życie? Tak. Trzeba dojść. Trzeba dojść i osiągnąć cel. Rozmawiała Monika Sobczak

Potok, fot. Monika Sobczak 10

Bracia - o Morskim Oku.
Po wycieczce nad Morskie Oko zastanawialiśmy się, dlaczego niektórzy zostali zostać w ośrodku. Zapytaliśmy o to dwóch braci . Rafał Trela: Co było powodem , że zostałeś w ośrodku zamiast zwiedzić Morskie Oko? Paweł Repetowski, lat 12, obóz rekreacyjny: Chciałem jechać, ale zaspałem. Żałowałeś? Gdy się dowiedziałem, że już pojechali, stwierdziłem, że może to lepiej. Ale jak wrócili moi koledzy i zaczęli opowiadać jak było fajnie, zrobiło mi się smutno i byłem zły na siebie samego. Gdyby była możliwość pojechania jeszcze raz, wstałbyś na czas? Na pewno ! Wstałbym pierwszy J. Rafał Trela: Co Cię skłoniło do pozostania w ośrodku? Mogłeś przecież pojechać i zobaczyć Morskie Oko? Tomasz Repetowski, lat 11, obóz rekreacyjny: Nie chciało mi się jechać i męczyć tyle godzin, chodząc po górach. Druga rzeczą, która mnie skłoniła do pozostania w ośrodku była wczesna pora wstawania (7:15). A ja lubię sobie pospać. Jeśli nie lubisz spacerów po górach, to co było powodem przyjazdu do Murzasichla? Przyjechałem tutaj z bratem Pawłem, nie mieliśmy zbyt dużo do gadania. Rodzice załadowali nas do autobusu i pojechaliśmy.
rozmawiał Rafał Trela

News o grze
Środa, trzeci sierpnia, pierwszy słoneczny dzień od wielu dni. Nasza kolonia nie zwlekała i zaplanowała wycieczkę nad Morskie Oko. Nie wszyscy jednak wybrali się szukać przygody, niektórzy zostali w ośrodku. Na szczęście lub nieszczęście, przygoda znalazła ich sama. Wszystko zaczęło się przy szałasie. Z pomocą Pani Emilii i Pani Tatiany rozpoczęliśmy konkurencję w dwóch drużynach. Każda grupa dostała 35 zadań, od najprostszych do najdziwniejszych. Zabawę rozpoczęły kwaśne miny uczestników, jednak, ku mojemu zdumieniu, wszyscy się szybko zaangażowali i zaczęli współpracę. Młodsi biegali i zbierali informacje, natomiast starsi główkowali. Powstała jedna wielka burza mózgów, zewsząd dobiegały głosy dyskusji na temat ilości schodów w głównym budynku. Inne konkurencje to m.in. wymyślenie horoskopów dla opiekunów, podanie rejestracji naszego autokaru (stał w tym czasie zaparkowany pod Morskim Okiem), napisanie piosenki o naszym obozie. Atmosfera była bardzo wesoła, nie zabrakło zdrowej rywalizacji. Wyników niestety jeszcze nie poznaliśmy. Nasi anonimowi ankietowani mówią: „Moim zdaniem, ten quiz był bardzo zajmujący, nikt się nie nudził.”, „Podczas zabawy było ciekawie, momentami śmiech był na pierwszym miejscu”, „Fajnie było, tylko współpraca ze starszymi się nie podobała, młodsi nie mogli się udzielać.” Gra była różnie odbierana przez uczestników, jednak większości bardzo się podobała. Pytania quizu zaskoczyły nawet obozowych weteranów. Kto by liczył pierścionki na palcu Pani Emilki? Marianna

11

Sondy „Notatnika Górskiego”
Czy smakują Ci posiłki? *
* 43 uczestników

Śniadanie:
Obiad:
tak nie tak sobie

tak nie tak sobie

Kolacja:

tak nie tak sobie

REDAKCJA GAZETKI OBOZOWEJ „ NOTATNIK GÓRSKI ”
REDAKTOR NACZELNY Michelle SEKRETARZE REDAKCJI Wierzba Monika Sobczak Marianna Aleksandra Matlak Rafał Litwinowicz FOTOEDYTOR Inga Wiśniewska

Nasze zażalenia : - ,,Na kolacje mogły by być bułki„ - ,,Na kolacje więcej szaszłyków” - ,,Na obiady nie ma naleśników, pierogów z mięsem, zupy pomidorowej” - ,,Na śniadania powinny być bułki z mlekiem” To tylko nieliczne nasze wypowiedzi. Przygotowały Oktawia i Karolina

ŁAMACZ / GRAFIK Karolina REPORTERZY I FOTOGRAFOWIE Karolina Michelle Rafał Trela Monika Sobczak Wierzba Justyna Salera Inga Wiśniewska Rafał Litwinowicz Marianna Oktawia Aleksandra Matlak ANIMATOR Maciek Sopyło Stowarzyszenie Młodych Dziennikarzy „Polis”

12

Related Interests