1

Ewa Kraskowska Dlaczego lubimy czytać powieści uniwersyteckie, ale nie lubimy ich pisać? Wyjaśnię najpierw dwie rzeczy: kogo oznacza „my” w powyższej formule tytułowej i co rozumiem przez „powieści uniwersyteckie” vel „akademickie” vel „profesorskie”. „My” to środowisko polskich nauczycieli akademickich, od doktorantów po profesurę, ze szczególnym uwzględnieniem literaturoznawców jako – bardziej niż inni uczeni – chętnych i obdarzonych smykałką (czasem talentem) do uprawiania twórczości literackiej. Także ludzie pióra z tym środowiskiem blisko związani, głównie poprzez znajomości, przyjaźnie, małżeństwa, akademickie „prace dorywcze”, doświadczenia z własnej studenckiej bądź zawodowej przeszłości. Łączenie profesji akademickiej z pisarstwem nie jest, rzecz jasna, wynalazkiem nowym, ale w dawniejszych czasach tematyka stricte uniwersytecka raczej nie przenikała do utworów literackich, nawet tych pisanych przez autorów-akademików. Trudno sobie wyobrazić na przykład Jana Kasprowicza układającego cykl sonetów o kryzysach tożsamościowych profesora literatury porównawczej na Uniwersytecie Lwowskim, czy choćby Czesława Miłosza jako autora powieści pod tytułem, dajmy na to, Zdobycie wiedzy. Świat akademii, inaczej niż szkoły czy pensji, długo pozostawał światem nieprzedstawionym, a na karierę postaci literackiej mógł co najwyżej liczyć niedożywiony student, taki jak ten, któremu liryczny pomnik postawił Konstanty Ildefons Gałczyński: […] Lecz mniejsza o to. My pomnik pokażmy: Więc na cokole stoi młodzian straszny pod względem garderoby. Odzian letko, agrafką spina przewiewne paletko, a pod paletkiem, w miejscach dolno-tylnych, nie rozwiązany ma problem tekstylny, lecz się uśmiecha i ręce go swędzą, jakby za chwilę miał dostać stypendium…

pol. jako protagoniści i jako autorzy utworów spod tego szyldu. pod red. jak u Żeromskiego (Syzyfowe prace. by mogła powstać literatura. Pokój Jakuba) Virginii Woolf. 1 L. uprawianą najczęściej przez akademików i krytyków literackich. swobodnie łączącą dowolne konwencje – od powieści historycznej po fantastykę. w prozie amerykańskiej – John Barth czy Gore Vidal. Znowu w Brideshead) Evelyna Waugha czy Jacob’s Room (1922. Nie ono zresztą samo w sobie stanowiło temat wspomnianych utworów. 1936). pol. przeł. ale i krytyczny obraz odchodzącego w przeszłość świata arystokracji i socjety brytyjskiej. Bez czego jeszcze obejść się nie może i jakie są jej wyznaczniki? Sądzę. Mieczysława Porębskiego. jak i czytelnikowi.Hutcheon. że nie od rzeczy byłoby porównać ją na początek z odmianą pokrewną – opisaną przez Lindę Hutcheon postmodernistyczną metafikcją 1. wizjonersko ogarniającą wielkie połacie dziejów ludzkości. Kraków 1999. od poziomu cytatów empirycznych aż po reguły gatunkowe naszpikowaną intertekstualnością. . uwikłanym w kryzysy adolescencji i Bildungsprocess. Życie w Oxfordzie czy w Cambridge wszelako znacznie odbiegało realiami od standardowej egzystencji studenckiej na Kontynencie. zwłaszcza powieść. był raczej uczeń gimnazjalny. studenta zaś otaczała aura groteski i komizmu. często paraboliczną. Stawia ona wielkie i wszechstronne wymagania w zakresie wiedzy ogólnej i szczegółowej zarówno autorowi. Z. a zwłaszcza w Europie Środkowo-Wschodniej. uniwersytecka – niezbędni do tego są jeszcze uczeni. Historiograficzna metapowieść: parodia i intertekstualność . 1897) czy Parandowskiego (Niebo w płomieniach. erudycyjną. Przykłady? Stosunkowo najlżejszy kaliber reprezentowałaby zapewne twórczość powieściowa Umberta Eco. Ale na przykład w literaturze angielskiej postać studenta zyskała wysoką rangę za sprawą takich chociażby powieści. R. Bez tych pierwszych w istocie literatura ta może się obejść.Nycza.2 W literaturze polskiej bohaterem „poważnym”. moim zdaniem. Studenci to jednak za mało. [w] Postmodernizm. J. jak Brideshead Revisited (1945. bez tych drugich nie. będąc wdzięczniejszym przedmiotem opisów i ciekawszym materiałem wątków fabularnych. które głównie prezentowały nostalgiczny. we współczesnej prozie polskiej sztandarowym osiągnięciem tego typu pisarstwa pozostaje.Margański. Antologia przekładów.

która okazuje się wiecznymi studiami. skandal. „Arkusz” 1993. nr 15.). Powieści uniwersyteckie. po polsku – z grubsza – ‘Idzi Koziołek. „wspólnoty akademickiej”). Po raz pierwszy zdarzyło mi się napisać krótki tekścik o powieści uniwersyteckiej dla „Arkusza” (podówczas dodatku do „Głosu Wielkopolskiego”) 15 lat temu2. w których jakże często osobista antypatia i wrogość idzie w parze ze sporem metodologicznym. college. or The Revised New Syllabus of George Giles our Grand Tutor. dotychczas nieprzetłumaczoną na polski (i konia z rzędem temu. jest również w tym gatunku tematyzacja określonych zagadnień naukowych. s. którzy reprezentują różne kierunki bądź dyscypliny badawcze.Kraskowska. który ze stanu szczęśliwej. tak się bowiem złożyło. czyli Poprawiony Nowy Sylabus George’a Gilesa. romans. charakterystyczne Nieodzowna fabularne (rywalizacja. a historia college’u to historia ludzkości. kto ją przetłumaczy). najczęściej realizowana poprzez wprowadzanie do fabuły konkurujących ze sobą bohaterów. kryzys psychiczny itp. a zarazem opowieść pikarejsko-edukacyjna o wychowanym wśród kóz chłopcu. Jest to alegoryczno-satyryczny obraz amerykańskiej kultury uniwersyteckokampusowej z jej logocentrycznymi roszczeniami do wszechwiedzy i wszechwładzy. 2 E. Jest to nośny fabularnie korelat rzeczywistych akademickich stosunków międzyludzkich. animalistycznej naturalności przechodzi w życiowej wspinaczce wszystkie szczeble. komiczność i satyryczność.3.3 Skoro padło tu już nazwisko Johna Bartha. konferencja naukowa). długim ciągiem zdawanych i oblewanych egzaminów. naszego Wielkiego Tutora’. kampus. by w końcu zostać Wielkim Tutorem college’u New Tammany . Tym sposobem do metapowieści historiograficznej włącza Barth zasadnicze elementy poetyki powieści uniwersyteckiej – jej niezmienny „chronotop” (cykliczny rok akademicki. i 90. . że moja znajomość z tym gatunkiem zbiegła się w czasie z początkami moich zainteresowań literaturą i krytyką feministyczną. „Uniwersytet” jest tu zarazem „Universum” . chciałabym przywołać jego powieść z 1966 roku (a więc tuż sprzed czasów studenckiej rewolty) zatytułowaną Giles Goat-Boy. intryga. które przypadły na przełom lat 80. stałą galerię postaci (przedstawiciele wątki i sytuacje tzw.

jak podczas lektury tej powieści – wcale nie wybitnej – zimą 1988 roku.Showalter. odd w języku angielskim znaczy „nieparzysty”. prezentującej losy pięciu samotnych kobiet w wiktoriańskim Londynie. jedna ze poczytnych lektur drugofalowego feminizmu. Norton and Company. stwierdzam z niejakim zaskoczeniem. Jej bohaterka. A. Pracowałam wówczas na poznańskiej polonistyce od ośmiu lat i właśnie zostałam skierowana na stanowisko lektora języka polskiego na 3 Tytułem tym Godwin nawiązuje do The Odd Women – głośnej powieści George’a Gissinga z roku 1893. Kolodny. Świat akademicki jest tu z gruntu fallogocentryczny. s. Leitch. Jane Clifford. . i dziwność własnej w nim obecności. 5 Metaforę pola minowego spopularyzowała w dyskursie feministycznym Annette Kolodny esejem „Dancing Through the Minefield” z roku 1980. New York 2001). Jak zauważa Elaine Showalter. W istocie gdy teraz sięgam wstecz pamięcią.Vincent B. łączyła w sobie cechy obu tych odmian gatunkowych powieści: feministycznej i uniwersyteckiej. w odróżnieniu od męskich autorów powieści uniwersyteckich.W. 57. odczuwając nieustannie i jego dziwność. Była to The Odd Woman3 Gail Godwin (PhD. naprawdę nigdy wcześniej jako czytelniczka nie doświadczyłam niesamowitego odczucia tak pełnej identyfikacji z postacią literacką. wykłada literaturę romantyczną i witoriańską (ze szczególnym uwzględnieniem twórczości George Eliot) na prowincjonalnym uniwersytecie amerykańskim. lecz także „dziwny”.[w] The Norton Anthology of Theory and Criticism. uniwersytety w Iowa i Illinois) z 1974 roku. że pierwsza książka. Faculty Towers. romansuje z żonatym specjalistą od prerafaelitów. kobieta porusza się w tej przestrzeni niczym na polu minowym5. snuje odważne fantazje seksualne i ma problemy tożsamościowe ewidentnie sprowokowane obcowaniem z – podówczas świeżymi jeszcze – teoriami poststrukturalistycznymi. and Politics of Feminist Literary Criticism”. ed.4 ubiegłego wieku. University of Pennsylvania Press. Practice. uczestniczy w dorocznych konferencjach Modern Language Association. Philadelphia 2005. W. która obudziła we mnie feministyczną krytyczkę. “Dancing Through the Minefield: Some Observations on the Theory. 4 E. Godwin zaopatruje czytelnika również w pożyteczną wiedzę o akademickich „sekretach i tajemnicach” – na przykład o nieformalnych szczegółach procedur związanych z pozyskiwaniem grantów – co czyni z jej książki swoisty poradnik dla początkujących badaczy 4. The Academic Novel and Its Discontents. w którym posumowała dorobek pierwszej dekady krytyki feministycznej (zob. Nigdy.

lecz bardzo pożyteczna.Byatt. a zwłaszcza jako żony uczonych”. jak ściśle w moim doświadczeniu zawodowo-osobistym sprzęgły się te dwie rzeczy: odkrycie i pokochanie powieści uniwersyteckiej z odkryciem i pokochaniem feminizmu. świadczy przypadek wspomnianej wcześniej Elaine Showalter – jednej z czołowych amerykańskich przedstawicielek drugofalowej krytyki feministycznej. Trochę odbiegłam od tematu. akademicką zaczęłam spowodowało egzystencjalny Nagle postrzegać ów świat niczym narratorka Własnego pokoju Virginii Woolf – jako zamknięty skansen anachronicznych patriarchalnych rytuałów i bezpardonowej walki o dominację.S. gdyż w ciągu kilkunastu lat studenckiej. Malcolma Bradbury’ego. seksowne laski. A że nie jest to wyłącznie moja idiosynkrazja. historia. a że w obydwu fabuła opiera się na konfrontacji zachodniej mentalności akademickiej ze wschodnią. która wydaną przed paru laty książkę Faculty Towers zadedykowała: „kobietom. które pojawiają się w tle Professorroman jako studentki. Do pewnego stopnia była to reakcja przesadna. by pokazać. bawiłam się przy tym pysznie. Jedna z teorii dotyczących . ale wspomnienie tych czytelniczych przygód sprzed bez mała dwudziestu lat potrzebne mi było. że w grę wchodzi zwykła narcystyczna przyjemność. zachodnią (a przecież w ogólnych zarysach podobną do i rodzimej) poznawczy subkulturę szok. Na początku lat 90. Książka zaczyna się tak: Dlaczego powieść akademicka to mój ulubiony gatunek literacki? Możliwe. to nagłe wyrwanie się ze swojskiego kontekstu i przemieszczenie w inną. Bowiem następne dekady mojego zawodowego życia to osobista – ale i zbiorowa – historia negocjowania przez kobietę „umowy pracowniczej” z instytucjami akademickimi. Kursy wymiany i Doktor Criminale. ekscentryczne wykładowczynie. Ja zaś nadal mam sentyment do kobiecych powieści uniwersyteckich. która w moim przypadku. O ile w macierzystej uczelni nie doskwierał mi syndrom wyobcowania. a mówię to bez fałszywej skromności i z pełnym przekonaniem. a potem doktoranckiej tresury zdążyłam głęboko uwewnętrznić obowiązujące tu reguły gry. zdarzyło mi się również wystąpić w roli tłumaczki dwóch powieści jednego z brytyjskich klasyków gatunku. zmierza chyba do happy endu.5 slawistykach w Uppsali i Sztokholmie. zwłaszcza do książek Alison Lurie oraz A.

13 [tłum. Jednak uzależniłam się od lektury powieści akademickich na długo przedtem. nim zostałam profesorem. a tym. . Faculty Towers to książka. myśleć. skutkiem czego większość wydziałów zatrudnia jakiegoś zawodowego pisarza. zachowywać się. że czytelnicy lubią czytać o swoim własnym świecie. pisać. przeżywać sukcesy lub porażki. czytam je z mniejszym zaangażowaniem osobistym. wraz z gwałtownym rozwojem uniwersytetów amerykańskich.cyt. dokuczliwe babsko. jestem profesorem literatury angielskiej. że studenci nawiązują ze swoim wydziałem relację osobistą. opiekę medyczną oraz życie towarzyskie. ich popularność zbiegła się bowiem z okresem mojego dorastania. moje – EK]. jak prawdziwy profesor powinien przemawiać. Wówczas to powieści akademickie zaspokoiły moją nowicjuszowską potrzebę wpasowywania się w tę kulturę. pękate. s. rozpustna. Gatunek ów powstał i zaczął rozkwitać dopiero około 1950 roku. które musiały najpierw wchłonąć wojennych weteranów. z iście etnograficzną pasją świeżej imigrantki zaczęłam się interesować szczegółami akademickiej obyczajowości. że w żadnym z tych kostiumów nie jestem zbyt łatwo rozpoznawalna i nie zamierzam tu ujawniać tytułów owych powieści. jak w realiach anglosaskich. To powoduje. dz. poradniki i specjalne rubryki w „Kronice Szkolnictwa Wyższego” dla absolwentów oraz początkujących pracowników naukowo-dydaktycznych. stwarzając im w obrębie kampusu namiastkę samowystarczalnej społeczności. jako pierwsza w mojej rodzinie absolwentka studiów wyższych. ale wyznam. również takie. Przede wszystkim bowiem w naszym modelu szkolnictwa wyższego nie istnieją tak wyraźne granice między przestrzenią akademicką a rzeczywistością pozaakademicką.Showalter. tak właściwym dla amerykańskiej maskującej się bohemy. W czasach. I tak. dekada po dekadzie. a raz jako pruderyjne. O swojej profesorskiej egzystencji w Berkeley Czesław Miłosz pisał wręcz jako o „wyspiarskim trybie życia w miasteczku uniwersyteckim. iż rozwinęła się ona dlatego. gdy sama stawałam się profesorem i doświadczałam różnorodnych realiów życia college’owego czy uniwersyteckiego. a potem coraz to wyższe procenty demograficznego wzrostu. która częściowo opowiada na pytanie postawione przeze mnie w tytule tego artykułu. Raz wystąpiłam jako zmysłowa. że wolę. których nie umiałabym sformułować. a tak naprawdę – o sobie samych. narkotyzująca się przedstawicielka bohemy. gdy mnie obsadzają w roli soczystego grona niż suszonej śliwki. 1-2. ubierać. 6 E. Dziś. komunalnie i instytucjonalnie zapewniającej zakwaterowanie.6 powstania powieści mówi. gdy nie istniały jeszcze podręczniki. lecz z większą sympatią i empatią6. powieści te uczyły mnie. gdy jestem już na emeryturze. który od wewnątrz może obserwować rytuały plemienne swoich akademickich kolegów. Na swój sposób dostarczały mi odpowiedzi na liczne pytania. nieraz przychodziło mi odmierzać rozziew między tym. kochać. byłam też co najmniej dwukrotnie pierwowzorem postaci występujących w powieściach akademickich. jak żyłam. Mam nadzieję.. W dodatku programy studiów zazwyczaj uwzględniają kursy twórczego pisania. […] W latach 1960. wyżywienie. Zgadza się. Przyczyniła się do tego również specyfika szkolnictwa wyższego w Ameryce i Wielkiej Brytanii. co czytałam. Większość naszych uczelni funkcjonuje jako rodzina zastępcza dla studentów.

z wszystkimi blaskami i cieniami takiej wspólnotowości. lunch w nieformalnej sali we własnym gronie i z samoobsługą. Miłosz. Jedyne głębokie doświadczenie wspólnotowe. trzyosobowych grupach. To. ale „gdzie indziej”. który za dnia wykonuje różne prace porządkowe (ze szczególnym uwzględnieniem pielęgnacji trawnika) i jest podporą kolegialnej drużyny koszykarskiej. że wykładowcy (głównie zresztą płci męskiej) literalnie mieszkają w kolegium. 7 Cz. znacznie intensywniej „przeplatamy się” ze światem. jakie było mi dane w całej mojej akademickiej biografii. zwłaszcza ostatni.7 do której mam zaszczyt należeć” 7. byle tylko zachować bezpieczną anonimowość. dinner przy uroczyście nakrytym stole. wracając do swoich prywatnych domów co najwyżej na noc albo na weekend. niż słuchając ich wykładów. nie tylko w Polsce. Że przemiły czarnoskóry chłopak. że jeśli w naszym środowisku powstaje literatura. studenci na zajęciach okupują tylne rzędy krzeseł. w strojach z akcentami wieczorowymi (co w przypadku nieco zaniedbanych fellows dawało niekiedy efekty komiczne) i z obowiązkowym kieliszkiem sherry (żebyż to jednym!) w wygodnym saloniku na zakończenie pracowitego dnia. Że studenci odwiedzają swoich tutorów indywidualnie lub w dwu. Zdumiewające było dla mnie wszystko. Kraków 1997. Że pewien muzykalny student w kolegialnej kaplicy o różnych porach dnia ćwiczy grę na organach. Doświadczyłam tej różnicy na własnej skórze. to zazwyczaj karmi się ona przeżyciem indywidualnym. znalazłam się jako stypendystka w Hertford College w Oxfordzie. 91. A my? Mijamy się w biegu na uniwersyteckich korytarzach. niż ma to miejsce w amerykańskich kampusach czy brytyjskich college’ach. introspekcją. egotyzmem. nasze centrum życiowe mimo wszystko pozostaje nie w uniwersytecie. żyjemy na archipelagach… Nic więc dziwnego. to była prawdziwa wspólnota. . wieczorem przywdziewa specjalną liberię i podaje do stołu. s. Życie na wyspach. gdy w pierwszej połowie lat 80. to kilkanaście miesięcy pierwszej Solidarności i ówczesne strajki na uniwersytetach. Że jadamy wspólnie posiłki – śniadanie w wielkim holu razem ze studentami. Tak. rozsiadając się wygodnie w ich gabinetach i raczej z nimi gawędząc. My tu na Starym Kontynencie.

Slaka to jakby skrzyżowanie Polski z jakimś krajem bałkańskim w przededniu wojskowego puczu. staje się ramą modalną opowieści obfitującej w zdarzenia tyleż komiczne. mnie zaś wydał się wielce udatny i poręczny. Na podobnym pomyśle oparł Malcolm Bradbury powieść Kursy wymiany (Rates of Exchange) z 1983 roku. A. . W opowiadaniu Tokarczuk ładunek komizmu jest tak subtelny. opowiadanie Profesor Andrews w Warszawie (w tomie Gra na wielu bębenkach. Studia o komizmie w literaturze polskiej XX i XXI wieku . 9 Ten neologizm ukuty został i zastosowany przez Tomasza Mizerkiewicza w książce Nić śmiesznego. że aż problematyczny. zaś powieściowe narracje uniwersyteckie bez sporej dawki efektów śmiesznościowych9 przeważnie obejść się nie mogą. czemu lubimy czytać powieści uniwersyteckie. Można by sądzić. Nie piszemy. więc owym znajomym najprawdopodobniej nie byłoby do śmiechu… Powieści te. Poznań 2007. są szczególnie podatne na lekturę „z kluczem”.8 przerwany w nocy z 12 na 13 grudnia 1981. wzorowalibyśmy postacie literackie na postaciach rzeczywistych. ale tak się nie stało. I tu dotykamy drugiej kwestii. w której wrzucony zostaje on w kompletnie niezrozumiałą dla niego rzeczywistość pierwszych dni stanu wojennego w Polsce. Najbardziej reprezentatywna jest pod tym względem Zamiana (Changing Places) Davida Lodge’a z roku 1975. ze względu na swą środowiskową specyfikę. gdy na lotnisku Heathrow wsiada do samolotu linii slakańskich. a dojmujące uczucie obcości i dziwności. „Człowiek lubi się śmiać. której bohater i narrator to brytyjski literaturoznawca odwiedzający z wykładami uczelnie w fikcyjnym państwie Slaka8. co Anglosasów zdaje się mniej niepokoić niż przewrażliwione na własnym punkcie polskie persony akademickie. 2001). iż tamte wydarzenia powinny były zaowocować pojawieniem się interesującej prozy uniwersyteckiej. które towarzyszy bohaterowi od chwili. Najciekawszy utwór ewokujący ich niesamowitą aurę. ale ich nie piszemy. by 8 Obowiązujące w naszym zawodzie zasady mobilności sprawiają. że ów motyw gwałtownego przemieszczenia w obce realia pojawia się w wielu powieściach akademickich. która pozwala zrozumieć. po latach napisała Olga Tokarczuk i są w nim niewątpliwe zalążki omawianego tu gatunku: zagraniczny uczony jako protagonista oraz sytuacja fabularna. co poważne. jak stwierdził w jednym ze swych aforyzmów Lec. Podobno Stanley Fish nie ma nic przeciwko temu. Z innych”. gdyż nieuchronnie pisalibyśmy wówczas o naszych znajomych.

cyt. 5. do środowiskowej legendy zaś przeszła zwłaszcza anegdota o „elokwentnym docencie habilitowanym”. ośmieszył wroga publicznego i zarobił oklaski”13. lubieżnikiem. s. Takim roman à clef był wydany w roku 1978 Zamek Jerzego Kaczorowskiego. w którym zlikwidowana została rampa sceny. uwielbia władzę i choć jest prostakiem.. choć postać ta bynajmniej do przesympatycznych nie należy. a zjednoczeni widzowie i komedianci pokazują sobie nawzajem rozjęczane serca i zwiędłe genitalia12. to „jeden z najbardziej rewolucyjnych i komicznych charakterów w powieściach akademickich – uczony. dąży do sukcesów finansowych i seksualnych. że nie zostały tam sportretowane niż za to. Tamże. do dziś bodaj jedyna powieść polska. seksistą. J.Showalter. nikt go za to nie karze i nie ma mu tego za złe” 10. 63. Bohaterem i narratorem jest debiutujący na niej młody asystent. więcej osób obraziło się za to. 31. . hedonistą. Stali uczestnicy tych konferencji dobrze wiedzą. Zamek. Generalnie wszakże obawa przed narażeniem się na ewentualny gniew 10 11 12 13 i obrazę akademickiego światka zdaje od się skutecznie tego powstrzymywać rodzimych literatów-uczonych uprawiania E. 27.Kaczorowski. który traktuje uniwersytet jak korporację. s. gdy polska szkoła strukturalistyczna zdobywała metodologiczną hegemonię. s. Warszawa 1978.9 czytelnicy identyfikowali go z Morrisem Zappem. bohaterem Zamiany Davida Logde’a. kto jest kim w tej powieści. Jak pisze o nim Showalter. Akcja Zamku rozgrywa się podczas jednej z cyklicznych konferencji teoretycznoliterackich (odbywają się one po dziś dzień) w czasach. A znów gdy Susan Gubar i Sandra Gilbert opublikowały satyrę na życie akademickie zatytułowaną Masterpiece Theatre: An Academic Melodrama (1995). choć dąży po trupach do zwycięstwa. że zostały11. s. który celną ripostą zniszczył „głupiego docenta mianowanego […] i osiągnął przy tym trzy cele praktyczne: obronił własną rację. Tamże. który z dystansem przygląda się konferencyjnemu spektaklowi: Udzielała mi się z wolna postawa widza i patrzyłem na salę jak na wymarzony przez wielu proroków typ teatru. która zasługuje w pełni na miano uniwersyteckiej. odsuwając na margines literaturoznawstwo spod znaku marksizmu. dz.

Barocco (2006) i Kurlandzki trop (2007) stworzył on postać młodego historyka sztuki. obficie przyprawiając to wszystko pikantnym erotycznym winegretem. W literaturze obcojęzycznej tonację tę odnajdziemy na przykład w Hańbie J. Jego bohater to „epicki dziwkarz”. jędrne i seksualnie . co młode.10 atrakcyjnego gatunku powieściowego. jednak w naszych realiach akademicka subkultura ukazywana kanonicznym jest raczej w tonacji „moralnego niepokoju”. Karola. innych mocno nadszarpniętych zębem czasu. dwóch (póki co) powieściach. I.B. co o rozmaitości anatomicznych szczegółów kobiecego ciała. ów rodzimy odpowiednik Indiany Jonesa buszuje w kryptach i w prowincjonalnych ocalałych z kościółków. mimo iż jego niepohamowana aktywność erotyczna bardziej pewnie przemawia do czytelników „Penthousa” niż do feministycznie usposobionych amatorek powieści uniwersyteckiej. Lipny. w Spisie cudzołożnic).A. ochronne jak czy w w filmie Krzysztofa Zanussiego Barwy Historiach miłosnych Jerzego Stuhra. kryminogennym obiegiem handlu dziełami sztuki i męską subkulturą erotycznej przygody. Lipny nie przejmuje się zbytnio regułami konwencji gatunkowych i łączy w swoich książkach elementy powieści sensacyjnej. w muzeach zawieruch archidiecezjalnych dwudziestowiecznych zabytkowych pałacach. Zamiast wyprawiać się w gorące piaski Egiptu w poszukiwaniu zaginionej arki.M. z dużym wdziękiem wplątując się w kryminalne historie (których początki sięgają a to wojen napoleońskich. to przyznać trzeba. z równym znawstwem opowiadający o dawnym wystroju zniszczonego pałacu w Słońsku. Elementy komicznej narracji uniwersyteckiej można wprawdzie znaleźć w prozie Jerzego Pilcha (np. a to II wojny światowej) i spotykając na swej drodze niebagatelną liczbę zwłok – niektórych całkiem świeżych. W ostatnim czasie całkiem zgrabną próbę ożywienia rodzimej fabuły uniwersyteckiej podjął autor debiutujący – na wszelki wypadek – pod pseudonimem Tobiasz W. iż niektóre jej aspekty również i tym ostatnim mogą się wydać sympatyczne. czarnego kryminału oraz powieści akademickiej. Bo choć Karol gustuje zwłaszcza w tym.Coetzee’go. W wydanych przez W. operującego w atrakcyjnych powieściowo pogranicznych rewirach między „skisłym światkiem uniwersyteckim”.

właściciela auta marki rover 75. której rola w obu powieściach bynajmniej do drugoplanowych nie należy. pozbawieni swojej pani Zosi. Warszawa 2007. a teraz parł prostą drogą do habilitacji. że przejdzie ona gładko i da mu upragnione stanowisko profesora. Wynika to z tego. a także na szczeblu rektoratu. Piękny Włodeo to zresztą postać epizodyczna. Nawet ci. Są też studenci i studentki. zwłaszcza jedna. że mimo satyrycznego wizerunku dobre imię uniwersytetu jako instytucji nie ucierpiało w tych książkach aż tak bardzo.W. s. pani Zosia: „Jakaś odmiana pani Zosi występuje w większości instytutów i katedr wyższych uczelni. i Pięknego Włodeo. 15 Tamże. to bynajmniej nie dyskryminuje obwisłego biustu. byliby jak pijane dzieci we mgle”15. Zupełnie nie mają do tego drygu. niejaka Pawlak Lucyna. << I wtedy będą mi mogli skoczyć>>. którym się wydaje. 171-172. Nie naraziwszy się nikomu. Dalej – profesor Aurelię Dziubińską. żeby można ją do końca powierzyć profesorom. których mógłby mu pozazdrościć niejeden twórca akademickich fabuł. że administrowanie czymkolwiek jest zbyt poważną sprawą. intelektualnego i duchowego ojca Karola. rozwodnikiem. konesera dojrzałej kobiecości. Bohater Lipnego bowiem nadal idealistycznie wierzy w trwałość uniwersyteckiego etosu. „ryczącą czterdziestkę” o nadmiernej skłonności do wysokoprocentowych trunków. jak się kiedyś przy wódce wyraził”14. W samym centrum mamy tu więc profesora Franciszka Bandurę. historyka sztuki o międzynarodowej sławie. czyli doktora Wiśniewskiego. o którym czytamy iż: „[…] był ozdobnym mężczyzną. Trzeba przy tym powiedzieć. vel Glizdę. posturę miał słuszną i lekko gapiowaty wyraz twarzy. podobnie jak wiele innych charakterystycznych typów uczelnianych. szerokiej pupy czy nadmiernego owłosienia… Przede wszystkim jednak udało się Lipnemu zbudować galerię postaci. jak choćby sekretarka instytutu.Lipny. opublikował ze zaledwie swojej kilka pracy przyczynkarskich artykułów wyabstrahowanych magisterskiej i doktorskiej. Kurlandzki trop. 114-115. że sprawnie czymś zarządzają. […] Naukowo udzielał się nieznacznie. mógł liczyć na to. s. która wszakże wiele zyskuje przy bliższym poznaniu. szczególnie w 14 T.11 prowokacyjne. .

z sensacyjnymi hipotezami i pewnie nie ma szans na stworzenie megabestsellera. dawno temu. Mogłabym w tym miejscu sypnąć garścią nazwisk moich akademickich Koleżanek i Kolegów odznaczających się usposobieniem i piórem. którzy byli studentami lub zamierzają nimi wkrótce zostać. na modłę Dana Browna. aż profesor X spełni rzuconą kiedyś. by je spożytkować w uniwersyteckich fabułach. panie z dziekanatu i całą tę sól uniwersyteckiej ziemi. Dla nich powieść uniwersytecka będzie lekturą odkrywającą smakowite i wstydliwe sekrety akademickich światków i półświatków. że główne atuty rynkowe Barocco i Kurlandzkiego tropu to ich powiązania z literaturą erotyczną oraz sensacyjną. iż właśnie „uniwerysteckość” to dla Lipnego szansa na przebicie się do szerszego kręgu czytelników. to także wszyscy. I wierzy w miłość… Lipny sam jest zwierzęciem uniwersyteckim.12 imperatyw odkrywania prawdy i w autentyczność relacji mistrz-uczeń. profesorów. I wciąż będę czekać. choć niewykluczone. na wszelki wypadek jednak tego nie uczynię. promotorki. osobiście twierdzę. lektorki języków obcych. I choć na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło. jego pisarstwo musiało być poprzedzone przyzwoitym research’em. . które aż proszą się. widać to między innymi w trosce o wiarygodność naukowego (w tym wypadku historycznego i kulturowego) detalu. Nie szarżuje. prodziekanów. pogróżkę i napisze powieść pod tytułem Zakład. Krąg ten to nie tylko aktualna społeczność akademicka. że takie przyświecają mu ambicje. To dzięki niej innym okiem spojrzą na towarzyszy swojej codzienności: adiunktów.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful