You are on page 1of 152

G.I.GURDZIJEW SPOTKANIA Z WYBITNYMI LUDZMI (Meetings with Remarkable Men / wyd. orygin.

: 1994)

Wstep do wydania angielskiego Gurdzijew prawie cale swoje zycie poswiecil na bezposrednie przekazywanie uczniom systemu poznania; dopiero na krtko przed smiercia zdecydowal sie na opublikowanie pierwszej z trzech ksiazek, w ktrych zawarl swoje idee, zatytulowanej: Wszystko i o wszystkim, albo Opowiesci Belzebuba [All and Everything: Beelzebub's Tales to His Grandson, Routledge & Kegan Paul Limited, Londyn 1950]. Cytujac jego wlasne slowa, celem Opowiesci Belzebuba mialo byc bezlitosne zniszczenie - poprzez wywolanie w umysle czytelnika strumienia niepowszednich mysli - przekonan i pogladw, ktre na przestrzeni wiekw zakorzenily sie w umyslach i uczuciach ludzi. Dziesiec lat po smierci Gurdzijewa jego uczniowie postanowili opublikowac calosc jego idei, do ktrych dotychczas tylko oni mieli dostep. Drugi tom, stanowiacy to, co Gurdzijew nazwal drugim cyklem swoich pism, opublikowany po raz pierwszy we Francji w 1960 roku, ukazuje sie teraz po angielsku pod tytulem Spotkania z wybitnymi ludzmi. Jak powiedzial sam Gurdzijew, jego zadaniem w tym cyklu bylo dostarczenie materialu potrzebnego do stworzenia odczucia nowego swiata" - odczucia rzucajacego inne swiatlo na zycie czlowieka. Jednoczesnie jest to ksiazka autobiograficzna, ktra zawiera jedyne dostepne informacje na temat wczesnych etapw jego zycia oraz zrdel posiadanego przez niego poznania. Gurdzijew zaczyna od opisu zdarzen ze swego dziecinstwa, szczeglnie zas wplywu ojca, jednego z ostatnich ludzi, ktrzy przechowali slady pradawnej kultury, przekazywanej droga tradycji ustnej. Dostawszy sie w mlodosci pod kuratele dziekana Katedry w Karsie, otrzymal od tego czlowieka - ktry wiedzial, jak pielegnowac zamilowanie do wazkich wartosci - zarwno przeszkolenie religijne, jak i nowoczesne wychowanie naukowe. W miare jak dorastal, jego pragnienie zrozumienia sensu ludzkiego zycia stalo sie tak silne, ze zaczal przyciagac do siebie grupe wybitnych ludzi" wsrd nich inzynierw, lekarzy, archeologw itd. Wyruszyl z nimi do wielu krajw Bliskiego Wschodu i Azji Srodkowej w poszukiwaniu poznania, ktre, jak czuli, na pewno kiedys istnialo, ale ktrego prawie wszystkie slady gdzies zaginely. Po wielu ogromnych i nieprzewidzianych trudach odnalazl, wraz ze swoimi towarzyszami, zaledwie kilka osb i odizolowanych grup - za kazdym razem otrzymujac od nich fragmenty owego poznania - az do chwili, w ktrej wrota pewnej szkoly, gdzie wreszcie pojal, jak mozna polaczyc wszystkie zasady ezoterycznego nauczania, stanely przed nim otworem. Szkole te nazywa po prostu Bractwem Swiatowym i nic poza tym o niej nie mwi. Od tego momentu, az do samej smierci, Gurdzijew zaczyna zyc" tymi zasadami, wystawiajac je na prbe najsurowszych dyscyplin wewnetrznych. Gurdzijew wspomina rwniez o trzecim cyklu swoich dziel, zatytulowanym Zycie jest rzeczywiste tylko wwczas, gdy Ja jestem". Jego celem w tym cyklu bylo asystowanie przy powstawaniu w mysli i czuciu czlowieka prawdziwego obrazu rzeczywistego swiata, zamiast swiata iluzorycznego, ktry czlowiek postrzega obecnie". Trzecia ksiazka sklada sie glwnie z wypowiedzi i wykladw Gurdzijewa przeznaczonych dla jego uczniw. Ukazuje on w niej droge do bezposredniej pracy nad soba, wskazuje pulapki oraz udostepnia srodki umozliwiajace lepsze

zrozumienie warunkw wewnetrznych, niezbednych do samorozwoju czlowieka. Od tlumacza wydania francuskiego Praca Gurdzijewa ma wiele aspektw. Ale bez wzgledu na to, w jakiej formie on sam sie wyraza, jego glos zawsze brzmi jak wezwanie. Gurdzijew apeluje do nas, poniewaz cierpi z powodu wewnetrznego chaosu, w jakim zyjemy. Wzywa nas do otwarcia naszych oczu. Pyta, dlaczego znalezlismy sie tutaj, czego pragniemy, jakim silom jestesmy posluszni. I przede wszystkim pyta nas, czy rozumiemy, czym jestesmy. Chce, zebysmy wszystko podali w watpliwosc. Poniewaz nalega i jego uporczywosc zmusza nas do odpowiedzi, powstaje w ten sposb zwiazek miedzy nim i nami, zwiazek, ktry stanowi integralna czesc jego pracy. Przez prawie czterdziesci lat jego wezwanie brzmialo z taka moca, ze przybywali do niego ludzie z calego swiata. Ale spotkanie z nim zawsze oznaczalo prawdziwa prbe. W jego obecnosci kazda postawa wydawala sie sztuczna. Zbyt ulegla albo przeciwnie, pretensjonalna, juz od pierwszej chwili padala w gruzach i nie pozostawalo nic oprcz ludzkiego istnienia obdartego z maski, przez moment ukazujacego sie takim, jakie naprawde jest. Bylo to doswiadczenie bezlitosne i dla niektrych nie do zniesienia. Ludzie nie potrafili mu przebaczyc, ze przejrzal ich na wskros, a gdy tylko znalezli sie poza zasiegiem jego wzroku, prbowali na wszelkie mozliwe sposoby usprawiedliwiac sie. Stad wlasnie wziely sie najbardziej niestworzone legendy. Samego Gurdzijewa smieszyly takie opowiesci. Posuwal sie nawet tak daleko, ze czasami - jesli tylko moglo to go uwolnic od ludzi ciekawskich, niezdolnych do zrozumienia sensu jego poszukiwan sam je prowokowal. Co zas sie tyczy tych, ktrzy wiedzieli, jak sie do niego zblizyc, i dla ktrych spotkanie z nim bylo punktem zwrotnym w ich zyciu, to kazda prba opisania ich doswiadczenia wydaje sie smieszna. Dlatego tez tak sporadyczne sa bezposrednie swiadectwa. Nie mozna jednak oddzielac wplywu, jaki Gurdzijew wywarl - i dalej wywiera - od Gurdzijewaczlowieka. Uzasadniona jest zatem chec dowiedzenia sie czegos, chocby w zarysie, na temat jego zycia. Dlatego wlasnie jego uczniowie postanowili opublikowac te ksiazke, przeznaczona pierwotnie do czytania na glos dla ograniczonego kregu uczniw i gosci. Gurdzijew opowiada w niej o najmniej znanym okresie swojego zycia: dziecinstwie, mlodosci i pierwszych etapach swojego poszukiwania. Ale jesli Gurdzijew mwi o sobie, to czyni to zawsze posluszny celowi swego zycia. Z pewnoscia nie mamy tu do czynienia z autobiografia, w scislym tego slowa znaczeniu. Dla niego przeszlosc jest warta wspomnien tylko wwczas, gdy moze sluzyc za przyklad. Opowiadajac o swoich przygodach, nie proponuje, zeby je zewnetrznie nasladowac, lecz przedstawia zupelnie nowy sposb konfrontowania zycia, ktry bezposrednio nas dotyka i daje nam przedsmak rzeczywistosci innego rzedu. Gurdzijew nie byl i nie mgl byc jedynie pisarzem. Jego zadanie polegalo na czym innym. Gurdzijew byl mistrzem. Pojecie mistrza, tak popularne na Wschodzie, jest prawie zupelnie obce na Zachodzie. Nie przywoluje ono na mysl niczego konkretnego; jego zawartosc jest bardzo niejasna, wrecz podejrzana. Wedlug koncepcji tradycyjnych, funkcja mistrza nie ogranicza sie do nauczania doktryny, lecz zaklada rwniez faktyczne wcielenie poznania, dzieki ktremu mistrz moze obudzic innych ludzi i sama swoja obecnoscia pomc im w poszukiwaniu. Jego zadaniem jest stworzenie warunkw do doswiadczenia, ktre umozliwi jak najpelniejsze przezycie" poznania. To jest prawdziwy klucz do zycia Gurdzijewa. Od chwili przyjazdu na Zachd Gurdzijew nieustannie pracowal nad tym, by zgromadzic wokl siebie grupe ludzi gotowych dzielic z nim zycie calkowicie nakierowane na rozwj swiadomosci. Wykladal im swoje idee, podtrzymywal i ozywial ich poszukiwanie, a takze przekonal ich, ze aby to doswiadczenie stalo sie pelne, musi ono obejmowac wszystkie aspekty istoty ludzkiej. Na tym wlasnie polega idea harmonijnego rozwoju czlowieka", stanowiaca oparcie dla dzialan Instytutu, ktry Gurdzijew przez wiele lat prbowal powolac. Dazac do tego celu, musial toczyc nieustanna walke ze wszystkimi trudnosciami spowodowanymi wojna, rewolucja i wygnaniem, a takze z obojetnoscia jednych i wrogoscia drugich. By dac czytelnikowi

pewne pojecie o tej walce i o jego niestrudzonej pomyslowosci w jej prowadzeniu, dodano jeden rozdzial, ktrego pierwotnie nie planowano wlaczyc do tej ksiazki. Jest to opowiesc, ktra Gurdzijew przedstawil pewnego wieczoru w odpowiedzi na pytanie - pozornie bardzo niedyskretne - dotyczace srodkw finansowych Instytutu. To zadziwiajace opowiadanie, zatytulowane Kwestie finansowe", moze przyczynic sie do lepszego zrozumienia tego, jak zycie oraz wszystkie dzialania mistrza sa podporzadkowane wypelnieniu jego misji. Wprowadzenie Uplynal dokladnie miesiac od chwili, w ktrej ukonczylem prace nad pierwszym cyklem moich dziel, czyli dokladnie taki okres uplywu czasu, jaki zamierzalem przeznaczyc wylacznie na wypoczynek tych czesci mojej zbiorczej obecnosci, ktre sa podporzadkowane mojemu czystemu rozumowi. Zgodnie z tym, co napisalem w ostatnim rozdziale pierwszego cyklu [Ibid. str. 1236], przyrzeklem sobie, iz przez caly ten czas nie napisze ani slowa, lecz dla dobrego samopoczucia tych sposrd owych podporzadkowanych czesci, ktre najbardziej na to zasluguja, powoli i ostroznie wypije wszystkie butelki starego kalwadosu z piwnicy winnej w Prieure - celowo umieszczone tam w poprzednim stuleciu przez ludzi potrafiacych zrozumiec prawdziwy sens zycia - ktre zrzadzeniem losu trafily do moich rak. W dniu dzisiejszym postanowilem, a obecnie pragne - wcale sie do tego nie zmuszajac, a wrecz przeciwnie, czyniac to z ogromna przyjemnoscia - ponownie zabrac sie do pisania, oczywiscie korzystajac tym razem nie tylko z pomocy wszystkich odpowiednich sil, lecz takze z prawowitych rezultatw kosmicznych, splywajacych ze wszystkich stron na moja osobe jako rezultat zyczen pomyslnosci od czytelnikw pierwszego cyklu. Proponuje obecnie nadac wszystkiemu, co napisalem w ramach drugiego cyklu, forme zrozumiala dla kazdego, majac jednoczesnie nadzieje, ze owe idee posluza za konstruktywny material przygotowawczy, sluzacy do zbudowania nowego swiata w swiadomosci stworzen do mnie podobnych; swiata wedlug mnie rzeczywistego, lub przynajmniej takiego, ktry na wszystkich poziomach ludzkiej mysli moze byc postrzegany, bez cienia watpliwosci, jako rzeczywisty, w przeciwienstwie do swiata iluzorycznego, jaki wyobrazaja sobie ludzie wsplczesni. I doprawdy rozum czlowieka wsplczesnego, niezaleznie od jego poziomu umyslowosci, potrafi poznawac swiat jedynie za pomoca danych, ktre ozywione przypadkowo lub w sposb zamierzony, powoduja powstanie w nim wszelkiego rodzaju dziwacznych impulsw. Z kolei owe impulsy, nieustannie wplywajac na tempo przeplywu wszystkich pojawiajacych sie w umysle skojarzen, stopniowo zupelnie dysharmonizuja caloksztalt jego funkcjonowania i przynosza tak oplakane skutki, iz kazdy czlowiek bedacy w stanie choc troche odizolowac sie od wplyww wywieranych przez ugruntowane juz anomalne warunki naszego zycia codziennego i sklonny potraktowac te sprawe powaznie poczuje zgroze wywolana na przyklad faktem, ze z kazdym dziesiecioleciem skraca sie dlugosc naszego zycia. Najpierw, aby rozkolysac mysl", to znaczy ustanowic zgodny rytm zarwno mojego, jak i Twojego myslenia, pragne w pewnym stopniu skorzystac z przykladu Wielkiego Belzebuba i nasladowac forme myslenia, ktra stosowal ktos wysoce ceniony przez niego oraz przeze mnie, a byc moze juz takze przez Ciebie, dzielny czytelniku moich dziel - oczywiscie, o ile miales odwage przeczytac do samego konca caly pierwszy cykl. Innymi slowy, juz na samym poczatku mojego obecnego dziela chce przedstawic cos, co drogi nam wszystkim mulla Nassr Eddin [Mulla Nassr Eddin to legendarna postac bedaca uosobieniem modrosci ludowej, znana w wielu krajach Bliskiego Wschodu] nazwalby delikatna kwestia filozoficzna". Pragne uczynic to na samym poczatku, poniewaz zarwno teraz, jak i w moich pzniejszych wywodach zamierzam obficie korzystac z

wiedzy tego medrca, ktry zdobyl juz uznanie prawie na calym swiecie i ktremu niedlugo, jak wiesc niesie, zostanie nadany przez wlasciwa osobe tytul Jednego Jedynego". Obecnosc tej delikatnej kwestii filozoficznej mozna wyczuc juz w pewnego rodzaju zaklopotaniu, ktre nieuchronnie pojawi sie w swiadomosci kazdego czytelnika po przeczytaniu chocby tylko pierwszego ustepu niniejszego rozdzialu; wystarczy, ze porwna on liczne dane stanowiace baze jego pogladw na tematy medyczne z faktem, iz ja, autor ksiazki Opowiesci Belzebuba, po wypadku, ktry kosztowal mnie nieomal zycie, z nie w pelni jeszcze ustabilizowanym funkcjonowaniem mojego organizmu - co jest wynikiem nieustannego aktywnego wysilku, polegajacego na zapisywaniu moich mysli w celu jak najdokladniejszego przekazania ich innym ludziom - calkiem niezle w tym czasie wypoczalem, zawdzieczajac to glwnie spozyciu nieumiarkowanej ilosci alkoholu w postaci wspomnianego powyzej starego kalwadosu i jego rozmaitych pelnokrwistych meskich krewnych. Tak naprawde, zeby zupelnie szczerze i wyczerpujaco ustosunkowac sie do owej postawionej impromptu delikatnej kwestii filozoficznej, nalezy najpierw sprawiedliwie osadzic wystepek, ktrego sie dopuscilem, polegajacy na niedokladnym wypelnieniu narzuconego sobie obowiazku wypicia wszystkich pozostalych jeszcze butelek wspomnianego wczesniej starego kalwadosu. Rzecz w tym, ze w okresie przeznaczonym na mj odpoczynek, wbrew calemu mojemu automatycznemu pragnieniu, nie potrafilem ograniczyc sie do pozostalych pietnastu butelek starego kalwadosu, o ktrych wspomnialem w ostatnim rozdziale pierwszego cyklu, lecz bylem zmuszony polaczyc ich szlachetna zawartosc z zawartoscia dwustu innych butelek - ktrych sam widok juz wprawia w zachwyt - nie mniej szlachetnego napoju, znanego pod nazwa stary armaniak, tak by owa suma substancji kosmicznych wystarczyla zarwno dla mnie, jak i dla calej bandy tych, ktrzy w ciagu ostatnich lat stali sie moimi niechybnymi pomocnikami w trakcie owych swietych ceremonii". Zanim zapadnie nade mna wyrok, trzeba jeszcze wziac pod uwage fakt, iz juz od pierwszego dnia porzucilem swj zwyczaj picia armaniaku z tak zwanych kieliszkw i zaczalem pic go w tak zwanych kuflach. I jak mi sie wydaje, stalo sie to instynktownie - najwyrazniej po to, by takze i tym razem zatryumfowala sprawiedliwosc. Dzielny czytelniku, nie wiem jak Twj, ale rytm mojego myslenia juz sie ustalil, tak ze bez zadnego przymusu moge znowu zaczac sie madrzyc na calego. W niniejszym, czyli drugim cyklu zamierzam, miedzy innymi, przedstawic i wyjasnic siedem powiedzen wywodzacych sie z zamierzchlej przeszlosci, ktre dotarly do nas w postaci napisw na rznych pomnikach, a ktre mialem okazje zobaczyc i odcyfrowac w trakcie moich podrzy. W tych powiedzeniach nasi odlegli przodkowie sformulowali pewne aspekty prawdy obiektywnej, dostrzegalne nawet dla rozumu czlowieka wsplczesnego. Powinienem wiec zaczac od powiedzenia, ktre oprcz tego, iz posluzy za dobry punkt wyjscia do nastepujacego pzniej wywodu, bedzie jednoczesnie stanowilo ogniwo laczace nas z ostatnim rozdzialem pierwszego cyklu. . To bardzo stare powiedzenie, wybrane przeze mnie na poczatek drugiego cyklu moich dziel, brzmi nastepujaco: Tylko ten zasluguje na miano czlowieka i moze liczyc na to, co przygotowano dla niego w Grze, kto zebraljuz odpowiednie dane, umozliwiajace zachowanie w stanie nienaruszonym zarwno wilka, jak i owcy powierzonej jego opiece. Filologicznopsychoskojarzeniowa analiza" owego powiedzenia naszych przodkw, ktra przeprowadzili pewni wsplczesni uczeni mezowie - oczywiscie nie wywodzacy sie sposrd tych wylegajacych sie na kontynencie europejskim - wyraznie pokazala, ze slowo wilk" symbolizuje calosc zasadniczego i odruchowego funkcjonowania ludzkiego organizmu, zas slowo owca" calosc funkcjonowania ludzkiego czucia. Co sie tyczy funkcjonowania ludzkiego myslenia, to we wspomnianym powiedzeniu reprezentuje je sam czlowiek - taki czlowiek, ktry w procesie swojego odpowiedzialnego zycia, dzieki swiadomym trudom i dobrowolnemu cierpieniu, uzyskal w swojej zbiorczej obecnosci odpowiednie dane, pozwalajace na stworzenie w dowolnej chwili

warunkw do wsplistnienia tych dwch rznorodnych i wzajemnie obcych sobie stworzen. Tylko taki czlowiek moze liczyc na otrzymanie i stac sie godnym posiadania tego, co, jak twierdzi owo powiedzenie, jest przygotowane w Grze i oglnie przynalezne ludziom. Jest rzecza ciekawa, ze wsrd licznych przypowiesci i pomyslowych rozwiazan zawilych szarad, z ktrych korzystaja rzne plemiona azjatyckie, istnieje jedno, wedlug mnie bardzo bliskie istocie przed chwila zacytowanego starego powiedzenia, w ktrym rwniez pojawia sie wilk i - zamiast owcy - koza. Pytanie postawione w tej zawilej szaradzie brzmi nastepujaco: w jaki sposb czlowiek, ktry jest wlascicielem wilka, kozy i w danym wypadku rwniez glowy kapusty, moze przewiezc je na drugi brzeg rzeki, pamietajac O tym, ze jego ldka moze pomiescic tylko jego samego oraz jedna z trzech czesci jego dobytku, i jednoczesnie, ze bez jego bezposredniej obserwacji oraz wplywu wilk w kazdej chwili moze zagryzc koze, a koza zjesc kapuste. Wlasciwa odpowiedz na te ludowa zagadke wyraznie pokazuje, ze przewoznikowi nie wystarczy sama pomyslowosc, ktra powinna cechowac kazdego normalnego czlowieka; osiagnie on swj cel pod warunkiem, ze nie bedzie leniwy l nie szczedzac sil przeplynie rzeke dodatkowy raz. Jesli powrcimy do sensu wybranego przeze mnie starego powiedzenia - zachowujac w pamieci sedno wlasciwego rozwiazania tej zagadki ludowej - i jednoczesnie pomyslimy o niej bez zadnych z gry wyrobionych opinii, ktre zawsze powstaja w wyniku bezczynnych mysli charakteryzujacych czlowieka wsplczesnego, to bedziemy musieli przyznac wlasnym rozumem i rozpoznac wlasnymi uczuciami, ze ten, kto nazywa siebie czlowiekiem, nigdy nie moze byc leniwy, lecz nieustannie wynajdujac przerzne kompromisy, musi walczyc z rozpoznanymi przez siebie slabosciami; w ten sposb osiagnie on wyznaczony cel, a mianowicie zachowa w stanie nienaruszonym oba powierzone opiece jego rozumu samodzielne zwierzeta, ktre juz w samej swojej esencji sa diametralnie rzne. Skonczywszy wczoraj to, jak je nazwalem, madrzenie sie w celu rozkolysania mysli", dzisiaj rano wzialem ze soba rekopis zawierajacy streszczenie tego, co napisalem w ciagu dwch pierwszych lat mojej dzialalnosci pisarskiej, a co mialo posluzyc mi za material do pierwszej czesci drugiego cyklu, i udalem sie do parku, aby zasiasc tam i popracowac w cieniu historycznej alei drzew. Po przeczytaniu dwch albo trzech pierwszych stron zapomnialem o otaczajacym mnie swiecie i wpadlem w gleboka zadume nad tym, co mam pisac dalej; w ten sposb przesiedzialem do pznego wieczora nie napisawszy ani slowa. Owe rozwazania tak bardzo mnie pochlonely, ze ani razu nie spostrzeglem, jak moja najmlodsza bratanica - ktrej zadaniem jest dopilnowanie, zeby kawa po arabsku, ktra lubie pic zwlaszcza wwczas, gdy wykonuje intensywna prace fizyczna albo umyslowa, nie wystygla - zmienila ja w filizance, jak sie pzniej dowiedzialem, dwadziescia trzy razy. Czytelniku, abys zrozumial powage tego pochlaniajacego mnie rozmyslania i chocby tylko w przyblizeniu wyobrazil sobie zawilosc mojego polozenia, musze Ci powiedziec, ze kiedy przeczytalem te stronice, przypomnialem sobie droga skojarzen cala zawartosc rekopisu, z ktrego zamierzalem skorzystac przy pisaniu niniejszego wprowadzenia, i stalo sie dla mnie jasne, iz po uzupelnieniach i zmianach, jakich dokonalem w trakcie koncowej redakcji pierwszego cyklu, wszystko to, nad czym, ze tak powiem, wzdychalem" w czasie tylu bezsennych nocy, okazalo sie zupelnie bezuzyteczne. Zdawszy sobie z tego sprawe, mniej wiecej przez pl godziny doswiadczalem stanu, ktry mulla Nassr Eddin okresla slowami: czuc sie wepchnietym w kalosze az po same brwi". Tak wiec w pierwszej chwili bylem gotw sie poddac i postanowilem napisac od nowa caly rozdzial. Jednakze pzniej, zupelnie automatycznie przypominajac sobie najprzerzniejsze zdania z mojego rekopisu, powrcilem mysla, miedzy innymi, do miejsca, w ktrym, chcac wyjasnic, dlaczego przyjalem postawe bezlitosnego krytyka literatury wsplczesnej, zacytowalem slowa pewnego sedziwego i inteligentnego Persa, ktre uslyszalem we wczesnej mlodosci i ktre moim zdaniem, najlepiej jak to jest mozliwe, opisuja cechy charakterystyczne

cywilizacji wsplczesnej. Uznalem zatem, ze nie wolno mi pozbawiac czytelnika informacji o tym, co na ten temat zostalo powiedziane, jak rwniez wszystkich innych, ze tak powiem, zrecznie umieszczonych we wspomnianym ustepie mysli, ktre dla kazdego, kto potrafi je odcyfrowac, moga sie okazac niezmiernie cennym materialem, umozliwiajacym wlasciwe zrozumienie tego, co w formie dostepnej dla kazdego poszukiwacza prawdy pragne naswietlic w dwch pozostalych cyklach. A zatem wspomniane okolicznosci zmusily mnie do zastanowienia sie nad tym, w jaki sposb - nie pozbawiajac czytelnika tych wszystkich informacji spowodowac, by forma przedstawienia tematu, ktra pierwotnie zastosowalem, odpowiadala formie wymaganej obecnie, dostosowanej do ogromnych zmian dokonanych przeze mnie w pierwszym cyklu. I rzeczywiscie, to, co napisalem w trakcie pierwszych dwch lat praktykowania tego nowego dla mnie zawodu - ktry zreszta bylem zmuszony obrac - nie moglo odpowiadac temu, czego wymagala obecna sytuacja, poniewaz w pierwszej wersji zapisalem wszystko w formie streszczenia - ktre tylko ja jestem w stanie zrozumiec - zamierzajac nastepnie rozwinac caly zgromadzony material w trzydziestu szesciu ksiazkach, z ktrych kazda miala byc poswiecona tylko jednej wybranej kwestii. Po uplywie dwch lat zaczalem nadawac temu szkicowi forme przedstawienia tematu, ktra mogliby zrozumiec inni ludzie, przynajmniej ci wycwiczeni w tak zwanym mysleniu abstrakcyjnym. Poniewaz jednak stopniowo coraz lepiej opanowywalem sztuke ukrywania powaznych mysli w powabnej latwej do uchwycenia formie zewnetrznej i powodowania, by wszystkie mysli okreslane przeze mnie terminem dostrzegalne tylko z uplywem czasu" wyplywaly z innych mysli, do ktrych wsplczesni ludzie sa juz przyzwyczajeni, zmienilem zatem moja dotychczasowa zasade i zamiast osiagnac wyznaczony sobie cel dzieki pisaniu na ilosc", przyjalem zasade, ze osiagne go wylacznie poprzez jakosc. Zaczalem wiec od poczatku przegladac wszystko, co zapisalem w streszczeniu - tym razem z zamiarem podzielenia calego materialu na trzy cykle, z ktrych kazdy, w wersji ostatecznej, mial dzielic sie na kilka ksiazek. Fakt, iz zamyslilem sie dzisiaj tak gleboko, wynika byc moze takze z tego, ze nie dalej jak wczoraj na nowo odzylo w mojej pamieci stare powiedzenie: zawsze nalezy dazyc do tego, by wilk byt syty i owca cala. Kiedy wiec w Fontainebleau zapadl wreszcie zmierzch i unoszaca sie z ziemi slynna lokalna wilgoc zaczela przenikac moje angielskie podeszwy", wplywajac w ten sposb na tok moich mysli, w grze zas rzne Bogu mile stworzenia, zwane ptaszkami, z coraz wieksza czestotliwoscia zaczely wywolywac mrozne doznanie na mojej zupelnie gladkiej czaszce, z mojej zbiorczej obecnosci wyplynela odwazna decyzja, by nie zwracac uwagi na nic i na nikogo, i po prostu wlaczyc do pierwszego rozdzialu drugiego cyklu to, co wsplczesni pisarze zawodowi nazwaliby wstawka dygresyjna, a mianowicie niektre sprawiajace mi osobiscie przyjemnosc, wyszlifowane fragmenty wspomnianego rekopisu, i dopiero pzniej, kontynuujac prace, scisle trzymac sie zasady, jaka przyjalem przy pisaniu tego cyklu. Takie rozwiazanie jest chyba korzystne zarwno dla mnie, jak i dla czytelnika, poniewaz uchroni mnie od dodatkowego wytezania mojego i tak juz nadwerezonego mzgu, a czytelnik, szczeglnie jesli przeczytal wszystko, co do tej pory napisalem, dzieki wspomnianej wyzej wstawce dygresyjnej bedzie w stanie wyobrazic sobie, jakiego rodzaju obiektywnie bezstronna opinia na temat skutkw wywolanych sposobami manifestowania sie ludzi cywilizacji wsplczesnej ksztaltuje sie w psychice tych, ktrzy przypadkowo otrzymali nalezyte wychowanie. Niniejszemu wprowadzeniu, ktre pierwotnie zamierzalem umiescic w ksiedze trzydziestej, nadalem tytul: Dlaczego zostalem pisarzem i opisalem w nim wrazenia zebrane w trakcie mojego zycia, ktre stanowia podstawe mojego obecnego niezbyt pochlebnego zdania na temat przedstawicieli literatury wsplczesnej. W nawiazaniu do tego tematu, jak juz wspominalem, umiescilem we wprowadzeniu przemowe, ktra uslyszalem dawno temu, kiedy w mlodosci, podczas mojego pierwszego pobytu w Persji,

uczestniczylem ktregos dnia w zgromadzeniu perskiej inteligencji, poswieconemu literaturze wsplczesnej. Jednym z tych, ktrzy zywo brali udzial w owej debacie byl, wspomniany juz przeze mnie, sedziwy i inteligentny Pers; inteligentny nie w europejskim sensie tego slowa, ale w znaczeniu, w jakim pojmuje sie je na kontynencie azjatyckim, to znaczy nie tylko z punktu widzenia wiedzy, lecz takze bycia. w wszechstronnie wyksztalcony i szczeglnie dobrze zorientowany w temacie kultury europejskiej Pers powiedzial miedzy innymi: - To wielka szkoda, ze obecny etap rozwoju kultury, ktry przyszle pokolenia, tak jak my, beda nazywaly kultura europejska", stanowi w calym procesie doskonalenia sie ludzkosci okres pusty i nieudany. Dzieje sie tak dlatego, ze z punktu widzenia rozwoju umyslu, ktry jest glwnym inspiratorem procesu samodoskonalenia, ludzie naszej cywilizacji nie sa w stanie przekazac w spadku potomnym nic wartosciowego. Na przyklad jednym z glwnych srodkw rozwoju umyslu czlowieka jest literatura. Ale co takiego ma nam do zaoferowania literatura wsplczesna? Zupelnie nic, z wyjatkiem rozwoju, ze tak sie wyraze, prostytucji slowa". Moim zdaniem glwnym powodem tej korupcji literatury wsplczesnej jest to, ze stopniowo cala uwaga pisarzy skupila sie nie na jakosci mysli i wiernosci jej przekazu, lecz jedynie na dazeniu do zewnetrznego polysku" lub, jak to sie czasami nazywa, pieknego stylu", w wyniku czego pojawilo sie to, co nazywam prostytucja slowa". I faktycznie, mozesz spedzic caly dzien czytajac rozwlekla ksiazke i dalej nie wiedziec, co takiego autor chcial przekazac. Dopiero gdy juz ja prawie skonczyles, marnujac tyle swojego czasu - ktrego i tak brakuje ci nawet do wypelnienia elementarnych obowiazkw narzuconych przez zycie - odkrywasz, ze cala ta symfonia opiera sie na malostkowej, niemal zupelnie bezwartosciowej idei. Cala literatura wsplczesna dzieli sie, pod wzgledem zawartosci, na trzy kategorie: pierwsza obejmuje tak zwany zakres naukowy, na druga skladaja sie opowiadania, a na trzecia tak zwane opisy. Ksiazki naukowe zawieraja z reguly wybr wszelkiego rodzaju starych hipotez, wymieszanych na rzne sposoby i zastosowanych do wyjasnienia rozmaitych nowych teorii, ktre dla wszystkich staly sie juz oczywiste. W opowiadaniach, znanych tez pod nazwa powiesci - na ktre rwniez przeznaczono grube tomiska - prawie zawsze natrafia sie na nie szczedzace detali opisy, jak to niejaki Jan Jasinski i niejaka Maria Kowalska zadoscuczynili swojej milosci" - temu swietemu uczuciu, ktre stopniowo w ludziach uleglo degeneracji z powodu ich slabosci i braku woli, a obecnie w czlowieku wsplczesnym calkowicie zamienilo sie w wystepek, mimo ze mozliwosc naturalnego manifestowania sie tego uczucia otrzymalismy od naszego Stwrcy w celu zbawienia naszych dusz i wzajemnego moralnego wsparcia, potrzebnego nam do w mi^re szczesliwego wsplnego zycia. Trzecia kategoria ksiazek zawiera opisy podrzy, przygd oraz flory i fauny z najprzerzniejszych krajw. Dziela tego rodzaju pisza z reguly ludzie, ktrzy nigdy nigdzie nie byli i w rzeczywistosci niczego na wlasne oczy nie widzieli; ludzie, ktrzy, jak to sie mwi, nigdy nie opuscili rodzinnych progw. Z nielicznymi wyjatkami wszyscy oni daja po prostu upust swojej wyobrazni lub przepisuja fragmenty z ksiazek napisanych przez innych, takich samych jak oni, minionych marzycieli. W obliczu tak slabego zrozumienia odpowiedzialnosci spoczywajacej na dzielach literackich i ich znaczenia wsplczesni pisarze, dazac do rozwoju coraz piekniejszego stylu, czesto wymyslaja wierszowany groch z kapusta, w celu uzyskania tego, co uwazaja za pieknie brzmiace rymy, i tym samym jeszcze bardziej zacieraja juz i tak watly sens wszystkiego, co pisza. Choc moze to wydac sie wam dziwne, moim zdaniem wielka krzywde wsplczesnej literaturze wyrzadzily gramatyki, a mianowicie gramatyki jezykw wszystkich narodowosci uczestniczacych w, jak to nazywam, wsplnym katastrofonicznym koncercie" cywilizacji wsplczesnej. Niemal zawsze gramatyki tych rznych jezykw sa zbudowane sztucznie; zazwyczaj ulozyli je i w dalszym ciagu zmieniaja ludzie, ktrzy pod wzgledem rozumienia rzeczywistego zycia oraz stworzonego przez nie w celu utrzymywania

wzajemnych stosunkw jezyka sa prawe zupelnymi analfabetami". Tymczasem u wszystkich narodw minionych epok, jak to bardzo dokladnie dokumentuje historia starozytna, gramatyke zawsze ksztaltowalo stopniowo samo zycie, zgodnie z rznymi etapami rozwoju tych narodw, warunkami klimatycznymi panujacymi w glwnym miejscu ich egzystencji i podstawowa metoda zdobywania pozywienia. W dzisiejszej cywilizacji gramatyki niektrych jezykw do tego stopnia wypaczaja znaczenie tego, co chcial przekazac autor, iz czytelnik, szczeglnie jesli jest obcokrajowcem, nie ma zadnej mozliwosci uchwycenia chocby kilku plochych mysli, ktre wyrazone inaczej, to znaczy bez uzycia danej gramatyki, byc moze mglby jeszcze zrozumiec. Aby lepiej wyjasnic to, co przed chwila powiedzialem - kontynuowal w sedziwy i inteligentny Pers - przedstawie pewien epizod z mojego zycia. Jak wiecie, jedyny bliski krewny, jaki mi pozostal, to mj bratanek ze strony ojca, ktry kilka lat temu odziedziczyl szyb naftowy polozony niedaleko Baku i musial sie tam przeprowadzic. Od czasu do czasu udaje sie wiec w podrz do tego miasta, poniewaz mj bratanek, zawsze zajety licznymi interesami handlowymi, rzadko kiedy moze mnie, swojego starego wuja, odwiedzic tutaj, w miejscu naszych narodzin. Obecnie okreg obejmujacy szyby naftowe, jak rwniez samo miasto Baku naleza do Rosji, ktra jako jeden z duzych narodw wsplczesnej cywilizacji produkuje obfitosc literatury. Prawie wszyscy mieszkancy Baku i okolic naleza do rznych narodowosci, ktre nie maja nic wsplnego z narodowoscia rosyjska; w swoich domostwach mwia oni wlasnymi jezykami, ale w stosunkach ze swiatem zewnetrznym zmuszeni sa uzywac rosyjskiego. W trakcie moich wizyt nawiazalem tam kontakty z rznymi ludzmi, a poniewaz moje osobiste potrzeby wymagaly tego, zebym byl w stanie z nimi rozmawiac, postanowilem nauczyc sie tego jezyka. W przeszlosci przyszlo mi nauczyc sie juz tylu jezykw, ze rosyjski nie stanowil dla mnie zadnej trudnosci. Tak wiec wkrtce potrafilem calkiem plynnie nim sie poslugiwac, ale oczywiscie, jak wszyscy tubylcy, z akcentem i tylko do pewnego stopnia. Jako ktos, kto niejako moze sie uwazac za lingwiste", czuje sie zobowiazany zwrcic przy tej okazji uwage na fakt, iz nie mozna myslec w jezyku obcym - nawet gdy sie go opanowalo do perfekcji - jesli nadal mwi sie w rodzimym lub w jakims innym jezyku, w ktrym czlowiek przywykl myslec. Dlatego tez, kiedy zaczalem mwic po rosyjsku, ciagle jednak myslac po persku, szukalem w umysle rosyjskich slw, ktre odpowiadalyby moim perskim myslom. I wlasnie wtedy zdalem sobie sprawe z rznych niespjnosci - w pierwszej chwili zupelnie dla mnie niezrozumialych - obecnych w tym wsplczesnym i cywilizowanym jezyku. Czasami z ich powodu nie mozna bylo dokladnie przekazac nawet najprostszych i najpospolitszych wyrazen opisujacych nasze mysli. Poniewaz problem ten mnie interesowal, a jednoczesnie nie spoczywaly na mnie zadne zyciowe obowiazki, zabralem sie najpierw do studiowania gramatyki rosyjskiej, a pzniej gramatyk kilku innych jezykw wsplczesnych. Pojalem wwczas, ze przyczyna zauwazonych przeze mnie niespjnosci sa owe sztucznie skonstruowane ichnie gramatyki. Wlasnie wtedy zrodzilo sie we mnie, wyrazone juz wczesniej, niezachwiane przekonanie, a mianowicie, ze gramatyki jezykw, w ktrych powstaja dziela literatury wsplczesnej, sa wymyslem osb, ktre z punktu widzenia prawdziwej wiedzy znajduja sie na poziomie nizszym niz zwykli prosci ludzie. Niechaj to, co przed chwila powiedzialem, zilustruje jedna z licznych, dostrzezonych przeze mnie juz na samym poczatku niespjnosci wystepujacych w jezyku rosyjskim, ktra zainspirowala mnie do podjecia szczeglowych badan tej kwestii. Pewnego razu, kiedy rozmawialem po rosyjsku i jak zwykle tlumaczylem moje mysli, ktre formowaly sie w jezyku perskim, odczulem potrzebe skorzystania z czesto uzywanego przez nas, Persw, w rozmowie wyrazenia mian-diaram, ktre po francusku znaczy je dis, a po angielsku I say. Ale bez wzgledu na to, jak bardzo staralem sie odszukac w pamieci rosyjski odpowiednik, mimo ze znalem juz wtedy prawie wszystkie rosyjskie slowa uzywane w literaturze albo w zwyklych kontaktach miedzy ludzmi o rznym poziomie

umyslowosci, nie potrafilem znalezc takiego wyrazenia. Fakt, ze nie udalo mi sie znalezc slowa odpowiadajacego temu prostemu, tak czesto przez nas uzywanemu wyrazeniu, tlumaczylem najpierw tym, ze po prostu takiego slowa jeszcze nie poznalem. Zaczalem wiec szukac go w moich licznych slownikach i wypytywac rznych ludzi, uznanych za autorytety w tej dziedzinie, o rosyjskie slowo, ktre znaczeniowo odpowiadaloby znanemu mi perskiemu wyrazeniu. Okazalo sie jednak, ze we wsplczesnym rosyjskim takie slowo nie istnieje, a zamiast niego uzywa sie wyrazenia ja gawarju, co po persku znaczy mian-soil-jaram, po francusku je parle, a po angielsku I speak. Poniewaz tak jak ja jestescie Persami i dysponujecie taka sama zdolnoscia umyslowa, umozliwiajaca przyswajanie znaczenia przekazywanego za pomoca slw, chcialbym was zapytac: czy ja lub jakikolwiek inny Pers czytajacy we wsplczesnej literaturze rosyjskiej slowo odpowiadajace znaczeniem perskiemu soil-jaram, mglby, nie odczuwajac przy tym zadnego instynktownego poruszenia, przyjac je za rwnoznaczne ze slowem diaram. Oczywiscie, ze nie; soil-jaram i diaram - innymi slowy: mwic i powiadac - to dwa calkiem odmienne doswiadczane dzialania. Ten drobny przyklad jest znamienny dla tysiecy innych niespjnosci wystepujacych we wszystkich jezykach uzywanych przez ludzi reprezentujacych tak zwany kwiat wsplczesnej cywilizacji". Wlasnie owe niespjnosci powoduja, iz dzisiejsza literatura nie moze sluzyc za podstawowy srodek rozwoju umyslw ludzi uwazanych za przedstawicieli tej cywilizacji, a takze tych, ktrym obecnie - z przyczyn oczywiscie przeczuwanych juz przez pewne osoby nie pozbawione zdrowego rozsadku - zabraklo niejako szczescia i zamiast nadania statusu czlowieka cywilizowanego uznano ich, jak wskazuja na to dane historyczne, za zacofanych. W wyniku tych wszystkich niespjnosci jezykowych wystepujacych w literaturze wsplczesnej kazdy czlowiek - zwlaszcza przedstawiciel rasy, ktra nie nalezy do cywilizacji wsplczesnej - dysponujacy mniej wiecej normalna zdolnoscia myslenia i potrafiacy nadac slowom ich rzeczywiste znaczenie, slyszac lub czytajac jakies slowo uzyte niewlasciwie, jak chocby w podanym przed chwila przykladzie, oczywiscie bedzie pojmowal mysl przewodnia zdania w zgodzie z tym niewlasciwie uzytym slowem i w rezultacie zrozumie cos calkiem odmiennego od tego, co to zdanie mialo wyrazic. Mimo ze umiejetnosc uchwycenia znaczenia zawartego w slowach rzni sie u rznych ras, niemniej jednak dane umozliwiajace doznawanie doswiadczanych dzialan, powtarzajacych sie i utrwalonych w procesie ludzkiego zycia, jednakowo ksztaltuje w nich wszystkich samo zycie. Juz sam brak we wsplczesnym rosyjskim slowa, ktre dokladnie oddawaloby znaczenie przytoczonego przykladowo perskiego slowa diaram, potwierdza moje, ponoc nieuzasadnione twierdzenie, ze niepismiennym parweniuszom naszych czasw, ktrzy nie tylko sami nazywaja sie gramatologami", lecz co gorsza, za takich uwazaja ich tez inni, udalo sie przeksztalcic jezyk wypracowany przez samo zycie w, ze sie tak wyraze, niemiecki ersatz. Musze wam w tym miejscu wyznac, ze kiedy w celu ustalenia przyczyn tych licznych niespjnosci zaczalem studiowac gramatyke rosyjska oraz gramatyki kilku innych jezykw wsplczesnych, postanowilem - jako ze w ogle pociaga mnie filologia zapoznac sie rwniez z historia powstania i rozwoju jezyka rosyjskiego. Moje badania wykazaly, iz uprzednio zawieral on slowa, ktre dokladnie odpowiadaly wszystkim doswiadczanym dzialaniom, utrwalonym juz w procesie ludzkiego zycia. I jedynie wwczas, gdy osiagnawszy na przestrzeni wiekw wzglednie wysoki poziom rozwoju, jezyk ten stal sie narzedziem uzywanym do ostrzenia kruczych dziobw", czyli wymadrzania sie rozmaitych niepismiennych parweniuszy, wiele slw uleglo wypaczeniu lub nawet zupelnie wyszlo z uzycia wylacznie dlatego, ze ich brzmienie nie odpowiadalo wymaganiom cywilizowanej gramatyki. Wsrd nich znalazlo sie rwniez poszukiwane przeze mnie slowo, dokladnie odpowiadajace naszemu diaram, ktre wymawiano: skazywaju. Godnym uwagi jest fakt, ze slowo to zachowalo sie do dnia dzisiejszego, ale uzywaja go, w sposb dokladnie odpowiadajacy jego znaczeniu, wylacznie

ci ludzie narodowosci rosyjskiej, ktrym udalo sie uniknac skutkw wsplczesnej cywilizacji, czyli ludzie z rznych prowincji polozonych z dala od jakiegokolwiek centrum kulturalnego. Ta sztucznie wymyslona gramatyka dzisiejszych jezykw, ktrej na calym swiecie musi sie uczyc mlode pokolenie, to w moim przekonaniu jedna z podstawowych przyczyn tego, ze u wsplczesnych Europejczykw rozwinela sie tylko jedna z trzech grup niezaleznych danych, koniecznych do pozyskania zdrowego ludzkiego rozumu, a mianowicie tak zwane myslenie, ktre zdaje sie dominowac ich indywidualnosc; tymczasem, jak o tym wie kazda obdarzona normalnym rozumem osoba, dostepne czlowiekowi rzeczywiste rozumienie nie moze sie uksztaltowac bez czucia i instynktu. Podsumowujac wszystko, co powiedzialem na temat dzisiejszej literatury, nie potrafie znalezc lepszego okreslenia niz to, ze jest ona pozbawiona duszy". Wsplczesna cywilizacja zniszczyla zarwno dusze literatury, jak i wszystkiego, na co zwrcila swoja laskawa uwage. Moja bezlitosna krytyka tego wytworu nowoczesnej cywilizacji znajduje tym wieksze uzasadnienie, jesli wezmiemy pod uwage fakt, ze zgodnie z najbardziej wiarygodnymi danymi historycznymi, ktre dotarly do nas z odleglej przeszlosci, dysponujemy konkretnymi informacjami o tym, iz literatura minionych cywilizacji potrafila w duzej mierze wspomagac rozwj ludzkiego umyslu; przekazywane z pokolenia na pokolenie rezultaty tego rozwoju sa odczuwalne nawet po uplywie wielu stuleci. Uwazam, ze czasami kwintesencje danej idei doskonale przekazuja anegdoty i przypowiesci, ktrych autorem jest samo zycie. Tak wiec, zeby uwidocznic rznice miedzy literatura wsplczesnej i minionych cywilizacji, chce tym razem skorzystac z dobrze znanej w Persji przypowiastki, zatytulowanej Rozmowa dwch wrbli. Anegdota ta opowiada o dwch wrblach, mlodym i starym, ktre pewnego razu przysiadly na gzymsie wysokiego domu. Wdaly sie one wlasnie w dyskusje na temat wydarzenia, ktre wsrd wrbli stalo sie palaca sprawa"; spowodowal je sluzacy mully, ktry na miejsce, gdzie wrble zwykly sie gromadzic i baraszkowac, wyrzucil przez okno cos, co wygladalo jak resztki owsianki, ale okazalo sie posiekanym korkiem; kilka mlodych, jeszcze niedoswiadczonych wrbli sprbowalo go i malo co nie peklo. Mwiac o tym, stary wrbel niespodziewanie nastroszyl pira i z bolesnym grymasem zaczal szukac pod skrzydlem dokuczajacych mu pchel, majacych zwyczaj legnac sie na niedokarmionych wrblach; zlapawszy jedna, powiedzial wzdychajac gleboko: Czasy bardzo sie zmienily; dzisiaj nasze bractwo nie ma juz z czego wyzyc. Dawniej, tak samo jak dzisiaj, siadalysmy gdzies tutaj na dachu, zapadajac spokojnie w drzemke, gdy nagle dobiegal nas z ulicy halas, brzek albo loskot, a zaraz potem roznosil sie zapach, od ktrego wypelniala nas radosc; mialysmy wtedy pewnosc, ze kiedy sfruniemy na ziemie i dolecimy do miejsca, w ktrym to wszystko sie wydarzylo, bedziemy mogly zaspokoic nasze podstawowe potrzeby. I dzisiaj nie brakuje halasu, brzeku oraz wszelakiego loskotu, wraz z ktrym takze roznosi sie zapach; tylko ze ta won jest prawie nie do zniesienia. Gdy zapadnie cisza, czasami z przyzwyczajenia zlatujemy na ziemie, zeby poszukac czegos pozywnego, i chociaz szukamy z napieta uwaga, nie znajdujemy nic oprcz przyprawiajacych o mdlosci kropli spalonej benzyny." Ta opowiesc, jak na pewno sami sie domysliliscie, odnosi sie do starych powozw ciagnietych przez konie i do dzisiejszych samochodw; choc te drugie, jak powiedzial stary wrbel, powoduja wiecej halasu, brzeku, loskotu i wydzielaja silniejsza won, nie odgrywaja one zadnej roli w karmieniu wrbli. A bez jedzenia, jak sami rozumiecie, nawet wrblom trudno jest wydac na swiat zdrowe potomstwo. Moim zdaniem ta przypowiesc doskonale obrazuje rznice, na ktra chcialem zwrcic uwage, istniejaca miedzy wsplczesna cywilizacja a cywilizacjami minionych epok. Zarwno w obecnej, jak i w starych cywilizacjach zadaniem literatury jest i bylo oglne doskonalenie ludzkosci; ale w tej dziedzinie - jak we wszystkim innym, co wsplczesne - nie istnieje nic konkretnego, co mogloby nam pomc w osiagnieciu naszego podstawowego celu. Wszystko jest jedynie zewnetrzna fasada; tak jak w opowiesci

starego wrbla: pozostal tylko halas, brzek i przyprawiajaca o mdlosci won. Przedstawiony przeze mnie punkt widzenia moze ostatecznie potwierdzic kazdy bezstronny czlowiek; wystarczy, ze przyjrzy sie rznicy miedzy stopniem rozwoju czucia u ludzi, ktrzy urodzili sie i spedzili cale swoje zycie na kontynencie azjatyckim, i tych urodzonych oraz wychowanych na kontynencie europejskim w warunkach wsplczesnej cywilizacji. Jest rzecza powszechnie znana, ze wsrd wszystkich obecnych mieszkancw kontynentu azjatyckiego, ktrzy na skutek geograficznych i innych okolicznosci nie maja kontaktu z wytworami wsplczesnej cywilizacji, czucie osiagnelo o wiele wyzszy poziom rozwoju niz u ktregokolwiek z mieszkancw Europy. A poniewaz czucie jest podstawa zdrowego rozsadku, to owi Azjaci, mimo ze ich wiedza oglna jest ubozsza, lepiej rozumieja dowolny obserwowany przez siebie przedmiot niz ci, ktrzy przynaleza do samego cymesu wsplczesnej cywilizacji. U Europejczyka rozumienie obserwowanego przez niego przedmiotu ksztaltuje sie za pomoca wszechstronnego, ze tak powiem, powiadomienia matematycznego o danym przedmiocie, podczas gdy wiekszosc ludzi mieszkajacych w Azji pojmuje niekiedy prawdziwa istote obserwowanego przedmiotu tylko dzieki swoim uczuciom, albo nawet wylacznie instynktownie. W tym momencie swojego wystapienia poswieconego wsplczesnej literaturze nasz inteligentny i sedziwy Pers zajal sie miedzy innymi kwestia - ktra obecnie fascynuje wielu Europejczykw - tak zwanych krzewicieli kultury'". Powiedzial on, co nastepuje: - W przeszlosci ludzie zamieszkujacy Azje bardzo interesowali sie literatura europejska; odczuwajac jednak cala pustke jej zawartosci, stopniowo tracili ciekawosc, tak ze obecnie prawie nikt juz jej tam nie czyta. Sadze, ze glwna role w oslabieniu ich zainteresowania literatura europejska odegrala galaz wsplczesnego pisarstwa, znana pod nazwa powiesc. Jak juz wspominalem, owe slynne powiesci skladaja sie glwnie z dlugich, w rznej formie ujetych opisw przebiegu choroby, ktra dotknela czlowieka wsplczesnego, a ktra, w wyniku jego slabosci oraz braku woli, ciagnie sie juz dosyc dlugo. Ludzie zamieszkujacy Azje, ktrzy jeszcze nie tak bardzo oddalili sie od Matki Natury, sa swiadomi tego, ze w stan psychiczny pojawiajacy sie zarwno u kobiet, jak i mezczyzn jest, oglnie rzecz biorac, niegodny istoty ludzkiej - szczeglnie zas ponizajacy dla mezczyzny - i instynktownie odnosza sie do takich osb z pogarda. Co sie tyczy innych galezi literatury europejskiej, na przyklad naukowych, opisowych i innego rodzaju ksztalcacych komentarzy, Azjata, dzieki temu, ze w mniejszym stopniu utracil zdolnosc czucia, czyli bedac blizszym przyrody, instynktownie doznaje i plswiadomie czuje, ze autorowi brakuje zarwno jakiejkolwiek wiedzy na temat rzeczywistosci, jak i prawdziwego zrozumienia poruszanego przez siebie tematu. To wszystko spowodowalo, ze Azjaci, ktrzy w pierwszej chwili okazali wielkie zainteresowanie literatura europejska, z czasem w ogle przestali sie nia zajmowac, a obecnie zupelnie ja ignoruja; tymczasem w Europie plki ksiegarni, jak rwniez publicznych oraz prywatnych bibliotek uginaja sie pod ciezarem z dnia na dzien rosnacej liczby ksiazek. Niewatpliwie stawiacie sobie pytanie: jak to, co przed chwila powiedzialem, mozna pogodzic z faktem, iz ogromna wiekszosc mieszkancw Azji to, w scislym tego slowa znaczeniu, analfabeci? Odpowiem na to, ze rzeczywistym powodem braku zainteresowania literatura wsplczesna sa jej wlasne niedociagniecia. Sam widzialem, jak setki niepismiennych ludzi gromadzilo sie wokl jednego wyksztalconego czlowieka, aby wysluchac swietych pism albo opowiesci znanych pod nazwa Basnie z tysiaca i jednej nocy. Oczywiscie odpowiecie, ze opisane w tych opowiesciach zdarzenia pochodza z zycia tych ludzi i dlatego sa dla nich zrozumiale i interesujace. Ale nie w tym rzecz. Owe pisma - szczeglnie zas Basnie z tysiaca i jednej nocy - to dziela literackie w pelnym tego slowa znaczeniu. Kazdy, kto je czyta albo ich slucha, czuje wyraznie, ze cala ich zawartosc to tylko wytwr fantazji; ale jest to fantazja odpowiadajaca prawdzie, nawet jesli same opowiadania skladaja sie z epizodw, ktrych prawdopodobienstwo zdarzenia sie w zyciu

codziennym jest prawie zadne. Budza one jednak ciekawosc czytelnika lub sluchacza, ktry zachwycony subtelnoscia autora w zrozumieniu psychiki calego przekroju otaczajacych go ludzi, sledzi uwaznie, jak stopniowo z tych drobnych, wzietych z zycia zdarzen rozwija sie opowiesc. Wymagania cywilizacji wsplczesnej doprowadzily do powstania jeszcze jednej specyficznej formy literackiej, zwanej dziennikarstwem. Nie moge pominac milczeniem tej nowej formy literackiej, poniewaz oprcz tego, ze w zaden sposb nie przyczynia sie ona do rozwoju umyslu, stala sie moim zdaniem podstawowym zrdlem zla w zyciu ludzi wsplczesnych, a to z powodu szkodliwego wplywu, jaki wywiera na ich wzajemne stosunki. Owa forma literacka ostatnio bardzo sie rozpowszechnila, dlatego ze - zgodnie z moim niezachwianym przekonaniem bardziej niz wszystkie pozostale formy wzmaga slabosci i pretensje, ktre powoduja u ludzi niepohamowany wzrost braku woli. To z kolei prowadzi do przyspieszenia procesu zanikania nawet tych ostatnich, pozostalych im jeszcze mozliwosci zdobycia danych, ktre w przeszlosci pozwalaly im na wzgledne poznanie wlasnej indywidualnosci; a tylko owo poznanie moze doprowadzic do stanu nazywanego przez nas pamietaniem siebie, ktry stanowi niezbedny czynnik w procesie samodoskonalenia. Poza tym ta pozbawiona skrupulw literatura codzienna przyczynila sie do tego, ze funkcja myslowa ludzi jeszcze bardziej oddzielila sie od ich indywidualnosci; to z kolei spowodowalo, iz sumienie, ktre dotychczas sie w nich budzilo, przestalo odgrywac jakakolwiek role w ich mysleniu. Tak wiec obecnie sa oni pozbawieni czynnikw, ktre dawniej pozwalaly im na znosne zycie, chocby tylko z punktu widzenia ich wzajemnych stosunkw. Jest naszym wsplnym nieszczesciem, ze owa literatura dziennikarska ktra z roku na rok coraz bardziej przenika zycie ludzi - oslabia i tak juz slaby umysl czlowieka, czyniac go zupelnie bezbronnym wobec wszelkich podstepw oraz zludzen i sprowadzajac na manowce jego wzglednie logiczny tok myslenia; w ten sposb, zamiast zdrowego osadu, stymuluje ona w ludziach rozmaite godne pogardy cechy, jak na przyklad niedowierzanie, oburzenie, strach, obludny wstyd, hipokryzje, dume i tak dalej. Aby ukazac wam w sposb bardziej konkretny wszystkie zgubne skutki, jakie przynosi ludziom ta nowa forma literacka, opowiem o kilku zdarzeniach sprowokowanych przez gazety; zdarzeniach, ktrych prawdziwosc nie ulega dla mnie najmniejszej watpliwosci, poniewaz przypadkowo sam w nich uczestniczylem. Tak sie zlozylo, ze mialem w Teheranie bliskiego przyjaciela, Ormianina, ktry na jakis czas przed smiercia uczynil mnie wykonawca swojego testamentu. Mial on niemlodego juz syna, ktry ze wzgledu na interesy musial osiedlic sie wraz ze swoja liczna rodzina w jednym z duzych miast europejskich. Pewnego smutnego wieczoru, po zjedzeniu kolacji, on i czlonkowie jego rodziny pochorowali sie i jeszcze tej samej nocy wszyscy zmarli. Bedac wykonawca testamentu z ramienia rodziny, musialem udac sie na miejsce tragedii. Tam dowiedzialem sie, ze zanim doszlo do tego wydarzenia, przez kilka dni z rzedu ojciec owej nieszczesnej rodziny czytal w jednej z licznych prenumerowanych przez siebie gazet dlugie artykuly o sklepie rzezniczym, w ktrym, wedlug tych artykulw, w jakis szczeglny sposb sporzadzano z najlepszych skladnikw specjalna kielbase. Takze w pozostalych gazetach natrafil na wielkie ogloszenia reklamujace w sklep. Mimo ze ani on sam, ani czlonkowie jego rodziny, wszyscy wychowani w Armenii, gdzie nie jada sie kielbasy, wcale za nia nie przepadali, pod wplywem tych informacji dal sie skusic na jej kupno. I jeszcze tego samego wieczoru, po zjedzeniu na kolacje wspomnianej wedliny, cala rodzina smiertelnie sie zatrula. To niezwykle wydarzenie wzbudzilo moje podejrzenia i przy wsplpracy agenta prywatnej tajnej policji" w krtkim czasie zdolalem ujawnic nastepujace fakty: Pewna duza firma zakupila po niskiej cenie od przedsiebiorstwa wywozowego ogromna partie kielbasy, przeznaczona pierwotnie na eksport za granice, ktra odrzucono z powodu opznienia w dostawie. Zeby jak najszybciej pozbyc sie calego towaru, wspomniana firma nie szczedzila srodkw na oplacenie dziennikarzy, ktrym powierzyla te

tragiczna w skutkach kampanie prasowa. Inne zdarzenie: W trakcie mojego pobytu w Baku przez kilka kolejnych dni czytalem w kupowanych przez mojego bratanka miejscowych gazetach dlugie artykuly, zajmujace prawie polowe calego wydania, w ktrych rozplywano sie w zachwytach na temat scenicznych cudw dokonywanych przez pewna slynna aktorke. Tyle i tak urzekajaco rozpisywano sie na jej temat, ze nawet ja, czlowiek juz niemlody, do tego stopnia sie zapalilem, ze pewnego wieczoru, odkladajac na pzniej wszystko, co mialem zrobic, i lamiac moja wieczorna rutyne, wybralem sie do teatru, zeby zobaczyc to cudo. I jak wam sie wydaje, co takiego ujrzalem? Cos chocby w najmniejszym stopniu odpowiadajace temu, co napisano na jej temat w artykulach, ktre wypelnialy polowe gazety?.. .Nic w tym rodzaju. Widzialem w zyciu wielu przedstawicieli tej galezi sztuki, dobrych oraz zlych, i bez przesady moge powiedziec, ze przez pewien czas uwazano mnie za autorytet w tej dziedzinie. Jednakze, niezaleznie od moich osobistych pogladw na sztuke, jako zwykly smiertelnik musze wyznac, ze jeszcze nigdy w zyciu nie widzialem drugiej takiej osoby, ktra zarwno pod wzgledem braku talentu, jak i najbardziej elementarnego pojecia o zasadach grania roli mozna by porwnac z ta gwiazda. Wszystko, co robila, bylo do tego stopnia pozbawione sladu jakiejkolwiek prezencji scenicznej, ze sam, choc z natury jestem altruista, nie pozwolilbym, zeby to cudo pelnilo role pomocy kuchennej w mojej kuchni. Jak sie pzniej dowiedzialem, pewien wlasciciel rafinerii naftowej z Baku, posiadacz sporej fortuny, dal kilku dziennikarzom wysoka lapwke, obiecujac, ze zaplaci drugie tyle, jesli uda im sie wykreowac na gwiazde jego kochanke, ktra dotychczas byla pokojwka w domu rosyjskiego inzyniera, a ktra uwidl wykorzystujac spotkania w sprawie interesw, jakie odbywal z tym inzynierem. Jeszcze jeden przyklad: W jednej z niemieckich gazet ukazujacej sie w duzym nakladzie natrafialem od czasu do czasu na wzniosle panegiryki wyslawiajace pewnego malarza; po lekturze tych artykulw wyrobilem sobie opinie, ze w malarz to naprawde wyjatkowe zjawisko w sztuce wsplczesnej. Mj bratanek, ktry skonczyl wlasnie budowe domu w Baku, postanowil, w ramach przygotowan do wlasnego wesela, niezwykle bogato udekorowac wszystkie wnetrza. Poniewaz w tym roku juz dwukrotnie natrafil niespodziewanie na nowe poklady ropy obiecujace zwiekszone wydobycie - ktre zapewniloby mu znaczny dochd poradzilem mu, zeby nie szczedzac pieniedzy zatrudnil tego slynnego malarza do nadzorowania prac dekoratorskich i do namalowania kilku freskw na scianach domu. Przynajmniej w ten sposb skorzystaliby na jego i tak juz ogromnej rozrzutnosci jego potomkowie, ktrzy odziedziczyliby freski i inne dziela wykonane reka niezrwnanego mistrza. Mj bratanek tak wlasnie uczynil i nawet pojechal osobiscie zaprosic wielkiego malarza europejskiego. Wkrtce potem w malarz przybyl na miejsce, przywozac ze soba caly orszak pomocnikw, rzemieslnikw, a nawet, jak mi sie wydawalo, wlasny harem - oczywiscie w europejskim znaczeniu tego slowa - i bez zadnego pospiechu zabral sie w koncu do pracy. Wynik poczynan owej znakomitosci byl nastepujacy: po pierwsze, wesele musiano przelozyc na pzniejsza date, a po drugie, trzeba bylo wydac wcale niemala sume na przywrcenie wnetrzu pierwotnego stanu, tak by prosci perscy rzemieslnicy mogli wszystko urzadzic, pomalowac i ozdobic w sposb bardziej zgodny z duchem autentycznej sztuki. W danym wypadku dziennikarze - zeby oddac im sprawiedliwosc - uczestniczyli w nakrecaniu kariery tego miernego malarza prawie zupelnie bezinteresownie, po prostu jako koledzy i skromni pomocnicy. Za ostatni przyklad posluzy mi smutna historia nieporozumienia spowodowanego przez pewna gruba rybe", przedstawiciela tej szczeglnie zgubnej galezi wsplczesnej literatury. Kiedy mieszkalem w miescie Chorasan, pewnego razu w domu naszych wsplnych znajomych spotkalem mlode malzenstwo europejskie, z ktrym szybko nawiazalem bliskie kontakty. Odwiedzili oni Chorasan kilkakrotnie, ale za kazdym razem tylko z krtka wizyta. Mj nowy przyjaciel, podrzujac ze swoja mloda zona, gromadzil w rznych krajach rozmaite informacje i przeprowadzal analizy majace na celu

ustalenie skutkw oddzialywania na organizm i psychike czlowieka nikotyny pochodzacej z rozmaitych odmian tytoniu. Zebrawszy w kilku krajach azjatyckich wystarczajace dane na ten temat, powrcil z zona do Europy i rozpoczal prace nad obszerna ksiazka poswiecona rezultatom swoich badan. Poniewaz jednak jego mloda zona, ze wzgledu na swj wiek i brak doswiadczenia w przygotowywaniu sie na tak zwana czarna godzine, wydala w czasie wsplnych podrzy wszystkie ich zasoby pieniezne, teraz, zeby umozliwic mezowi skonczenie ksiazki, zmuszona byla sie zatrudnic jako maszynistka w duzym wydawnictwie. Jej biuro czesto odwiedzal pewien krytyk literacki, ktry tam wlasnie ja poznal, a nastepnie, jak to sie mwi, zakochal sie w niej i chcac zaspokoic swoje pozadanie, prbowal nawiazac z nia zazyle stosunki; jednakze ona, jak przystalo na uczciwa zone, ktra dobrze zna swoje obowiazki, nie ulegla jego zalotom. Tymczasem, gdy w wiernej zonie europejskiego meza nadal tryumfowala moralnosc, w tym wstretnym wsplczesnym typie, wprost proporcjonalnie do niezaspokojenia pozadania wzrastalo - normalne wsrd ludzi tego pokroju - pragnienie zemsty; i dzieki najprzerzniejszym intrygom udalo mu sie doprowadzic do zwolnienia jej z pracy bez zadnego konkretnego powodu. Kiedy jej maz, a mj mlody przyjaciel, skonczyl pisac ksiazke i ja opublikowal, ten swoisty wrzd naszych czasw z powodu swojej urazy zaczal pisac w gazecie, z ktra wsplpracowal, a takze w innych czasopismach i periodykach, cala serie artykulw zawierajacych najrozmaitsze oszczerstwa. Do tego stopnia zdyskredytowaly one ksiazke, iz okazala sie ona zupelnym niewypalem - to znaczy nikt sie nia nie zainteresowal ani jej nie kupil. Tak wiec dzieki temu pozbawionemu sumienia przedstawicielowi owej niegodziwej literatury sprawy przybraly taki obrt, iz w uczciwy i pracowity czlowiek oraz jego ukochana zona wydali wszystkie swoje pieniadze i nie majac juz srodkw nawet na kupienie chleba, postanowili razem sie powiesic. Z mojego punktu widzenia, owi krytycy literaccy, dzieki wplywowi, jaki ich autorytet pisarski wywiera na cala mase naiwnych i latwo ulegajacych sugestii ludzi, przynosza tysiac razy wiecej szkody niz wszyscy nierozgarnieci mlodociani dziennikarze. Znalem osobiscie krytyka muzycznego, ktry nigdy w zyciu nie dotknal instrumentu muzycznego, a wiec nie mial zadnego praktycznego zrozumienia muzyki; nawet oglnie nie wiedzial, co to jest dzwiek, ani nie znal rznicy pomiedzy nutami do i re. Jednakze w wyniku ugruntowanych anomalii wsplczesnej cywilizacji udalo mu sie zajac odpowiedzialna pozycje krytyka muzycznego, dzieki czemu stal sie autorytetem dla czytelnikw znanej wysokonakladowej gazety. I tak, w oparciu o wynikajace z jego nieuctwa wskazwki, we wszystkich czytelnikach ksztaltowaly sie niezachwiane opinie na temat muzyki - temat, ktry powinien byc drogowskazem umozliwiajacym wlasciwe zrozumienie jednego z aspektw prawdy. Opinia publiczna nigdy nie wie, kto naprawde jest autorem; zna tylko nazwe gazety nalezacej do grupy doswiadczonych biznesmenw. Czytelnicy przewaznie nie maja pojecia, co osoba piszaca na lamach naprawde wie lub co dzieje sie w redakcji za kulisami; tak wiec wszystko, co owe gazety drukuja, ludzie biora za dobra monete. Zgodnie z moim przekonaniem, ktre wreszcie stalo sie niezachwiane jak skala - i zreszta kazdy w miare bezstronnie myslaca osoba dojdzie do tego samego wniosku - to wlasnie dzieki owej literaturze dziennikarskiej kazdy czlowiek, ktry prbuje rozwijac sie za pomoca srodkw udostepnionych przez wsplczesna cywilizacje, nabywa zdolnosci myslenia wystarczajacej, w najlepszym wypadku, do dokonania pierwszego wynalazku Edisona", zas pod wzgledem emocjonalnym rozwija on w sobie, jakby to ujal mulla Nassr Eddin, subtelnosc uczuc na poziomie krowy". Tak jak bawiace sie ogniem dzieci, czolowe postacie cywilizacji wsplczesnej, znajdujac sie na bardzo niskim poziomie rozwoju moralnego i psychicznego, nie potrafia dojrzec sily i znaczenia wplywu, jaki wywiera taka literatura na szerokie masy. Studiujac historie starozytna odnioslem wrazenie, ze czolowe postacie minionych cywilizacji nigdy nie pozwolilyby na to, zeby tego typu anomalia trwala przez tyle czasu. Moja opinie potwierdzaja dostepne nam autentyczne informacje na temat

powaznej postawy, jaka jeszcze nie tak dawno temu zajmowali wobec literatury codziennej ludzie rzadzacy naszym panstwem, a mianowicie w okresie, kiedy uwazano nas za jeden z najwspanialszych narodw, czyli wwczas, gdy Wielki Babilon nalezal do Persji i byl jedynym osrodkiem kultury uznawanym przez wszystkich mieszkancw ziemi. To samo zrdlo podaje, ze istniala tam rwniez prasa codzienna w formie tak zwanych drukowanych papirusw, oczywiscie wychodzaca w nieporwnanie mniejszym nakladzie niz dzisiaj. Jednakze w tamtych czasach do wsplpracy przy redagowaniu czasopism literackich dopuszczano wylacznie osoby starsze i wykwalifikowane, szanowane przez wszystkich za ich powazne zaslugi i godziwy zywot; istniala nawet zasada, wedlug ktrej ludzi wybranych na te stanowiska zaprzysiegano i pzniej nazywano ich wsplpracownikami przysieglymi, tak samo jak obecnie istnieja biegli i sedziowie przysiegli. Ale w dzisiejszych czasach kazdy chlystek moze zostac dziennikarzem, jesli tylko potrafi ladnie i, jak to sie mwi, literacko sie wyrazac. Szczeglnie dobrze poznalem psychike i oglnie ocenilem bycie tych wytworw wsplczesnej cywilizacji, ktre swoimi wypocinami wypelniaja gazety i periodyki, kiedy to we wspomnianym juz miescie Baku codziennie przez trzy lub cztery miesiace mialem okazje uczestniczyc w ich zebraniach i wymianie zdan. Oto jak do tego doszlo: Pewnego razu, kiedy udalem sie do Baku z zamiarem spedzenia calej zimy u mojego bratanka, odwiedzilo go kilka mlodych osb i poprosilo o zgode na odbywanie spotkan ich Nowego Zwiazku Literatw i Dziennikarzy" w jednym z duzych pomieszczen na parterze jego domu, w ktrym pierwotnie zamierzal urzadzic restauracje. Mj bratanek zgodzil sie od razu i poczawszy od nastepnego dnia, najczesciej wieczorami, mlodziency zaczeli schodzic sie na swoje, jak je nazywali, spotkania otwarte i uczone dysputy, w ktrych mogli uczestniczyc rwniez ludzie z zewnatrz. Poniewaz wieczorami bylem przewaznie wolny, a moje mieszkanie znajdowalo sie bardzo blisko pokoju, w ktrym odbywaly sie spotkania, czesto wiec przysluchiwalem sie ich dyskusjom. Wkrtce kilkoro z nich zaczelo ze mna prowadzic rozmowy i stopniowo nawiazaly sie miedzy nami przyjacielskie stosunki. Moi rozmwcy byli w wiekszosci jeszcze calkiem mlodzi, slabi i zniewies-ciali, a twarze niektrych wyraznie pokazywaly, iz ich rodzice sa albo pijakami, albo cierpia z powodu innych wywolanych brakiem woli namietnosci, lub tez, ze sami wlasciciele tych twarzy maja rzne zle nawyki, skrzetnie ukrywane przed innymi. Choc w porwnaniu z wiekszoscia dzisiejszych wielkich metropolii Baku to tylko male miasto, a zgromadzone tam wsplczesne typy ludzkie w najlepszym wypadku reprezentowaly ptaki niskiego lotu", nie waham sie wysnuc wnioski odnoszace sie do ich kolegw na calym swiecie. I czuje, ze mam do tego prawo, poniewaz pzniej, podczas moich podrzy po Europie, czesto spotykalem przedstawicieli literatury wsplczesnej i wszyscy robili na mnie to samo wrazenie, jeden do drugiego podobny jak dwie krople wody. Rznili sie tylko stopniem nadawanej sobie waznosci, zaleznie od tego, z jakim czasopismem wsplpracowali, to znaczy w zaleznosci od reputacji i nakladu gazety lub periodyku, w ktrym zamieszczano ich wypociny, albo w zaleznosci od wyplacalnosci firmy handlowej, ktra byla wlascicielem danego czasopisma, jak rwniez wszystkich pracownikw literackich razem wzietych. Wielu z nich, z takiego lub innego powodu, nazywa siebie poetami. Obecnie w Europie kazdemu, kto napisze chocby tylko krtki bzdurny tekst, jak na przyklad: Purpurowe mimozy Rze zielone Boskie se jej pozy Jak snujace sie wspomnienia i tak dalej - ludzie nadaja tytul poety; niektrzy nawet wytlaczaja ten tytul na swoich wizytwkach. Wsplczesni pisarze i dziennikarze maja czasami bardzo silnie rozwiniete poczucie wsplnoty; wzajemnie sobie pomagaja i przy kazdej nadarzajacej sie okazji, bez zadnego umiaru, nawzajem sie wychwalaja. Sadze, ze w glwnej mierze ta wlasnie cecha przyczynila sie do powiekszenia ich sfery wplyww, jak rwniez do wzmocnienia ich obludnego autorytetu, ktremu podporzadkowuja sie masy, a takze spowodowala nieswiadome i sluzalcze plaszczenie sie tlumu, bijacego poklony przed tymi - jak i. czystym sumieniem mozna ich

nazwac - zerami. Na tych odbywajacych sie w Baku spotkaniach z reguly jeden z nich wchodzil na podium i zaczynal czytac cos w rodzaju przytoczonej przeze mnie strofy lub mwil o tym, dlaczego pewien minister z takiego a takiego kraju zajal podczas bankietu takie, a nie inne stanowisko w jakiejs sprawie. Nastepnie prelegent konczyl swoja przemowe, oznajmiajac mniej wiecej, co nastepuje: - Zapraszam teraz do zabrania glosu niezrwnanego luminarza nauki wsplczesnej, pana takiego a takiego, ktry przypadkiem odwiedzil nasze miasto w niezwykle waznych sprawach i byl tak mily, ze zgodzil sie zaszczycic swoja obecnoscia nasze dzisiejsze spotkanie. Bedziemy miec teraz przywilej wysluchania na wlasne uszy jego czarujacego glosu. Po wejsciu na podium zapowiedziana slawa zaczynala swoja przemowe od slw: - Szanowne panie i panowie, mj kolega byl tak skromny, ze nazwal mnie osoba slawna (nalezy tutaj wspomniec, ze nie mgl on slyszec, co powiedzial jego kolega, poniewaz wszedl otworzywszy drzwi prowadzace z drugiego pokoju, a ja doskonale znalem akustyke tego domu i solidnosc jego drzwi). Nastepnie kontynuowal: - W rzeczywistosci, w porwnaniu z nim nie jestem nawet godzien tego, by zasiadac w jego obecnosci. Prawdziwa slawa to nie ja, lecz on, czlowiek znany nie tylko w naszej wielkiej Rosji, lecz takze w calym cywilizowanym swiecie. Potomnosc bedzie wymawiac jego imie z kolaczacym sercem i wszyscy zachowaja w pamieci jego zaslugi dla nauki oraz przyszlego dobrobytu ludzkosci. Ten bg prawdy, wbrew temu, co moze sie nam wydawac, niewatpliwie odwiedzil nasze nic nie znaczace miasto nie przypadkiem, lecz z sobie tylko znanych, bardzo waznych powodw. Tak naprawde jego miejsce nie jest tutaj, wsrd nas, lecz na Olimpie, u boku starozytnych bogw - M, itp. I dopiero po takim wprowadzeniu ta nowa wybitna osobistosc wypowiadala kilka absurdalnych zdan, na przyklad na temat: Dlaczego Sirikitsi wypowiedzialo wojne Parnakalpi". Zawsze po tych uczonych wykladach podawano kolacje, w czasie ktrej serwowano dwie butelki taniego wina. Wielu uczestnikw biesiady chowalo do kieszeni przystawki: kawalek kielbasy lub calego sledzia z kromka chleba; a jesli ktos przypadkowo to zauwazyl, wyjasniali: To dla mojego psa - ten lobuz juz sie przyzwyczail i zawsze, kiedy pzno wracam do domu, oczekuje, ze cos mu przyniose". Nastepnego dnia w miejscowych gazetach ukazywalo sie nieprawdopodobnie napuszone sprawozdanie z tego spotkania; cytowano mniej wiecej doslownie wygloszone przemwienia, ale oczywiscie nic nie wspominano o skromnej kolacji ani o zwinieciu kawalka kielbasy dla psa. I to wlasnie tacy ludzie pisza w gazetach o najrzniejszych prawdach" i odkryciach naukowych, a naiwny czytelnik, ani tych ludzi nie widzac, ani nie wiedzac, jak wyglada ich zycie, z pustych slw napisanych przez owych literatw, ktrzy w sprawach dotyczacych zycia ludzkiego sa po prostu pokreconymi i niedoswiadczonymi analfabetami", wyciaga wnioski na temat rznych idei i wydarzen. Praktycznie we wszystkich, prcz kilku, miastach europejskich autorzy ksiazek lub artykulw to wlasnie tacy niedojrzali roztrzepancy, ktrzy zawdzieczaja swj stan glwnie cechom dziedzicznym oraz swym slabosciom. Z mojego punktu widzenia, nie ma cienia watpliwosci, ze twrczosc dziennikarska, dzieki swojemu demoralizujacemu i szkodliwemu oddzialywaniu na ludzka psychike, stanowi przyczyne podstawowa i najbardziej oczywista sposrd wszystkich innych przyczyn licznych anomalii cywilizacji wsplczesnej. Bardzo dziwi mnie to, ze wsrd przedstawicieli wsplczesnej cywilizacji ani jeden rzad nie zdal sobie z tego sprawy i mimo wydawania ponad polowy dochodu narodowego - tylko po to, by wymc na obywatelach wiernosc i moralne zachowanie - na utrzymywanie policji, wiezien, sadw, kosciolw, szpitali itp. oraz na oplacanie urzednikw panstwowych, ksiezy, lekarzy, agentw tajnej policji, prokuratorw, misjonarzy i tym podobnych, zadne panstwo nie przeznacza ani grosza na przeprowadzenie jakiejs akcji, ktra mialaby na celu zniszczenie juz u samego zrdla tej oczywistej przyczyny wielu zbrodni i nieporozumien. Na tym zakonczylo sie wystapienie tego sedziwego i inteligentnego Persa. Tak wiec, mj dzielny czytelniku, ktry byc moze masz juz

jedna stope w kaloszach", po tej wypowiedzi - dolaczonej tutaj wylacznie dlatego, iz w moim przekonaniu wyrazone w niej idee moga okazac sie bardzo pouczajace i przydatne, szczeglnie dla tych wielbicieli cywilizacji wsplczesnej, ktrzy naiwnie uwazaja ja za nieporwnywalnie wyzej postawiona niz minione cywilizacje z punktu widzenia stopnia doskonalenia rozumu ludzkiego - moge juz zakonczyc to wprowadzenie i przejsc do opracowywania materialu przeznaczonego do niniejszego cyklu moich dziel. Kiedy przystapilem do redagowania tego materialu, w celu nadania mu formy jak najbardziej zrozumialej i przystepnej dla kazdego, zrodzila sie we mnie mysl, iz te prace powinienem wykonywac zgodnie z bardzo rozsadna porada zyciowa, z ktrej czesto korzystal nasz wielki mufla Nassr Eddin i ktra on sam wyrazil w sposb nastepujacy: Zawsze i we wszystkim daz do osiagniecia tego, co jest pozyteczne dla innych i jednoczesnie przyjemne dla ciebie samego. Co sie tyczy wprowadzenia w zycie pierwszej czesci tej niezwykle rozsadnej rady naszego madrego nauczyciela, to nie mam sie czego obawiac, poniewaz idee, ktre zamierzam przedstawic w niniejszym cyklu, same w pelni uczynia temu zadosc. A jesli chodzi o przyjemnosc, to zamierzam sprawic ja sobie, nadajac wyznaczonemu materialowi forme wypowiedzi, ktra poczawszy od tej chwili uczyni moja egzystencje wsrd spotykanych przeze mnie ludzi bardziej znosna pod pewnymi wzgledami niz ta, jaka wiodlem, zanim stalem sie pisarzem. Wyjasniajac, co chce przekazac za pomoca wyrazenia znosna egzystencja", musze powiedziec, ze po wszystkich moich wyprawach do krajw Azji i Afryki - kontynentw, ktrymi z jakiegos powodu w ciagu ostatnich piecdziesieciu lat zainteresowalo sie wielu ludzi - juz dawno temu uznano mnie za czarnoksieznika i specjaliste od kwestii transcendencji". W wyniku tego kazdy, kto mnie poznal, uwazal, ze ma prawo przeszkadzac mi tylko po to, by zaspokoic swoja przna ciekawosc na temat owych kwestii transcendencji" lub zmusic mnie do opowiedzenia jakiegos zdarzenia z mojego zycia albo przygody, ktra mnie spotkala w trakcie moich podrzy. I bez wzgledu na to, jak bardzo czulem sie zmeczony, bylem zobowiazany cos odpowiedziec, bo w innym razie ludzie mogliby sie obrazic i bedac zle do mnie usposobieni, juz na sam dzwiek mojego imienia zawsze mwiliby cos, co mogloby zaszkodzic mojej dzialalnosci i pomniejszyc znaczenie mojej osoby. Dlatego tez, redagujac material przeznaczony do niniejszego cyklu, postanowilem zaprezentowac go w formie oddzielnych, niezaleznych od siebie opowiesci i zawrzec w nich rzne idee, ktre moga posluzyc za odpowiedzi na wszystkie zadawane mi czesto pytania; dzieki temu, gdyby przyszlo mi jeszcze kiedys miec do czynienia z tymi bezwstydnymi przniakami, bede mgl po prostu odeslac ich do tego lub innego rozdzialu i zaspokoic ich automatyczna ciekawosc. To z kolei umozliwi mi prowadzenie z niektrymi z tych ludzi rozmw w sposb dla nich nawykowy, czyli wylacznie za pomoca ciagu skojarzen, a takze pozwoli mi na chwile wytchnienia, w ktrej znajdzie sie miejsce na aktywne myslenie, nieodzownie potrzebne mi do swiadomego i sumiennego wypelnienia zyciowych zobowiazan. Wsrd pytan czesto zadawanych mi przez ludzi reprezentujacych rzne klasy i stopnie poinformowania najczesciej, o ile pamietani, stawiano mi wlasnie te: Jakich wybitnych ludzi mialem okazje spotkac? Jakie cuda widzialem na Wschodzie? Czy czlowiek ma dusze i czy jest ona niesmiertelna? Czy wola czlowieka jest wolna? Co to jest zycie i dlaczego istnieje cierpienie? Czy wierze w nauki okultystyczne i spirytystyczne? Co to jest hipnoza, magnetyzm i telepatia? Jak doszlo do tego, ze zainteresowalem sie tymi sprawami? W jaki sposb doszedlem do systemu stosowanego w Instytucie noszacym moje imie? Podziele wiec teraz niniejszy cykl na oddzielne rozdzialy, stanowiace odpowiedz na pierwsze z wyliczonych pytan, a mianowicie: Jakich wybitnych ludzi mialem okazje spotkac?" W poszczeglnych relacjach z tych spotkan umieszcze, zgodnie z zasada logicznego porzadku, wszystkie idee i mysli, ktre zamierzam przedstawic w niniejszym cyklu, tak by mogly one posluzyc za konstruktywny material przygotowawczy, a jednoczesnie odpowiem na wszystkie

inne czesto zadawane mi pytania. Co wiecej, owe oddzielne opowiesci uloze w takiej kolejnosci, by wylonil sie z nich takze wyrazny zarys mojej autobiografii". Zanim zapedze sie dalej, musze dokladnie wyjasnic znaczenie okreslenia czlowiek wybitny", poniewaz tak samo jak wszystkie inne okreslenia, ktre odnosza sie do konkretnych pojec, ludzie wsplczesni pojmuja je zawsze wzglednie, czyli czysto subiektywnie. Na przyklad wielu ludzi uwaza kuglarza za czlowieka wybitnego; jednakze nawet dla nich, gdy tylko poznaja tajemnice jego sztuczek, przestaje on byc wybitny. Aby - nie wdajac sie w dlugie wywody - zdefiniowac, komu mozna nadac miano czlowieka wybitnego i kogo mozna za takiego uwazac, powiem na razie tylko, w stosunku do ktrych ludzi sam uzywam tego okreslenia. Wedlug mnie, czlowiekiem wybitnym mozna nazwac tego, kto wyrznia sie wsrd otaczajacych go ludzi wszechstronnoscia umyslu i wie, jak powsciagac manifestacje wywodzace sie z jego wlasnej natury, a jednoczesnie sprawiedliwie i z tolerancja odnosi sie do slabosci innych. Poniewaz pierwszym takim czlowiekiem, ktrego mialem okazje poznac i ktrego wplyw pozostawil slad na calym moim zyciu, byl mj ojciec, zaczne wlasnie od niego. Mj ojciec Pod koniec poprzedniego i na poczatku obecnego stulecia mj ojciec zdobyl szeroki rozglos jako aszok, czyli poeta i gawedziarz. Wszyscy znali go pod pseudonimem Adasz" i chociaz nie byl zawodowym aszokiem, lecz tylko amatorem, to jeszcze za zycia stal sie postacia niezwykle popularna wsrd mieszkancw wielu krajw Zakaukazia i Azji Mniejszej. W Azji i na Balkanach nazywano aszokami miejscowych bardw, ktrzy ukladali, recytowali lub spiewali wiersze, piesni, legendy, basnie ludowe oraz najprzerzniejsze opowiesci. Ludzie, ktrzy w dawnych czasach poswiecali sie tej profesji, w dziecinstwie nie uczeszczali nawet do szkoly podstawowej i byli w wiekszosci niepismienni; mimo to dysponowali pamiecia i bystroscia umyslu, jakie obecnie uznano by za nieslychane, lub wrecz fenomenalne. Znali na pamiec nie tylko niezliczone, czesto bardzo dlugie opowiadania i poematy oraz odtwarzali ze sluchu najrozmaitsze melodie, ale takze, kiedy improwizowali w swj, ze tak powiem, subiektywny sposb, z zadziwiajaca predkoscia potrafili znalezc odpowiednie rymy do swoich wierszy, czy tez dokonac wlasciwych zmian rytmu. Dzisiaj juz nie spotyka sie ludzi, ktrzy posiadaliby taka niezwykla umiejetnosc. Nawet w czasach mojej mlodosci mwilo sie, ze jest ich coraz mniej. Na wlasne oczy widzialem wielu slawnych w tamtych czasach aszokw i ich twarze mocno utkwily mi w pamieci. Mialem okazje ich zobaczyc, poniewaz w dziecinstwie ojciec zabieral mnie na konkursy, na ktrych spotykali sie poeci-aszocy z rznych krajw. Przybywali z Persji, Turcji, Kaukazu, a nawet z niektrych rejonw Turkmenii, i przed wielkim tlumem sluchaczy przescigali sie w improwizacji i spiewie. Konkurs zazwyczaj przebiegal w nastepujacy sposb: Zaczynal go jeden z uczestnikw, wybrany droga losowania, ktry spiewajac zaimprowizowana melodie, zadawal swojemu partnerowi jakies religijne, filozoficzne albo dotyczace znaczenia i zrdla dobrze znanej legendy, tradycji lub wierzenia pytanie, na ktre ten drugi, takze spiewajac wlasna improwizowana subiektywna melodie, odpowiadal. Co wiecej, owe improwizowane melodie subiektywne musialy harmonizowac z tonalnoscia uprzednio wyspiewanych konsonansw, a takze z tym, co prawdziwa nauka o muzyce nazywa echem rozchodzacym sie ansapalnijnie. Wszystko to wyspiewywano wierszem, najczesciej w jezyku turecko-tatarskim, ktry uznawano wwczas za wsplny jezyk ludzi mwiacych rznymi dialektami, a zamieszkujacych tamtejsze obszary. Owe konkursy ciagnely sie tygodniami, a czasami nawet miesiacami. Na ich zakonczenie spiewakom, ktrzy, zgodnie z werdyktem oglu, najbardziej sie wyrznili, wreczano

nagrody w postaci darw ofiarowanych przez widownie, najczesciej skladajacych sie z bydla, dywanw itp. Bylem swiadkiem trzech takich konkursw, z ktrych pierwszy odbyl sie w Turcji w miescie Wan, drugi w Azerbejdzanie w miescie Karabach, a trzeci w miasteczku Subatan niedaleko Karsu. W Aleksandropolu i w Karsie, czyli dwch miastach, w ktrych mieszkalem wraz z rodzina w okresie dziecinstwa, czesto zapraszano mojego ojca do udzialu w wieczornych zgromadzeniach; przychodzilo na nie wielu znajomych, aby posluchac jego piesni i opowiesci. W trakcie tych zgromadzen ojciec recytowal wybrany przez obecnych poemat albo jedna z licznych znanych sobie legend, lub tez w formie piesni przedstawial rozmowe kilku postaci. Czasami na opowiedzenie calej historii nie starczalo jednej nocy i publicznosc spotykala sie ponownie nastepnego wieczoru. W sobote albo w przeddzien swiat, korzystajac z tego, ze nastepnego ranka nie musielismy wczesnie wstawac, ojciec opowiadal nam, swoim dzieciom, historie o dawnych wielkich narodach oraz wspanialych ludziach albo o Bogu, przyrodzie i tajemniczych cudach; na zakonczenie zawsze przytaczal basn z Tysiaca i jednej nocy, a znal ich tyle, ze naprawde starczyloby po jednej na kazda z tysiaca i jednej nocy. Sposrd wielu wrazen wywolanych przez te pozostawiajace niezatarty slad opowiesci mojego ojca jedno co najmniej piec razy posluzylo mi za czynnik uduchawiajacy, pozwalajacy zrozumiec to, co niezrozumiale. Owo silne wrazenie, ktre wiele lat pzniej posluzylo mi za czynnik uduchawiajacy, wykrystalizowalo sie we mnie pewnego wieczoru, gdy mj ojciec recytowal i spiewal legende o Potopie poprzedzajacym wielki Potop, a potem z jednym ze swoich przyjacil podjal dyskusje na ten temat. Dzialo sie to w okresie, kiedy okolicznosci zyciowe zmusily mojego ojca do obrania zawodu stolarza. Wspomniany przyjaciel czesto odwiedzal go w warsztacie i czasami spedzali tak cala noc, zastanawiajac sie nad znaczeniem starych legend i powiedzen. Tym przyjacielem byl nie kto inny, jak sam dziekan Borsz z Katedry Wojskowej w Karsie, ktry juz wkrtce mial sie stac moim pierwszym wychowawca, twrca i autorem mojej obecnej indywidualnosci oraz, ze tak powiem, trzecim obliczem mojego wewnetrznego Boga". Owej nocy, kiedy miala miejsce ta dyskusja, w warsztacie oprcz mnie znajdowal sie jeszcze mj wuj, ktry tego samego wieczoru przybyl do miasta z pobliskiej wioski, gdzie mial ogrody warzywne i winnice. Obaj siedzielismy cicho w kacie na miekkich struzynach, sluchajac mojego ojca, ktry spiewal legende o babilonskim bohaterze Gilgameszu i objasnial jej znaczenie. Dyskusja wywiazala sie w momencie, gdy ojciec skonczyl dwudziesta pierwsza piesn legendy, w ktrej pewien Ut-Napisztim opowiada Gilgameszowi O tym, jak potop zniszczyl ziemie Szuruppak. Po zakonczeniu piesni ojciec przerwal na chwile, zeby nabic fajke, i powiedzial, ze jego zdaniem legenda o Gilgameszu wywodzi sie od Sumerw, narodu starszego od Babilonczykw. Dodal, ze z pewnoscia ta sama legenda jest zrdlem znajdujacej sie w piecioksiegu opowiesci o Potopie i ze wlasnie na niej opiera sie swiatopoglad chrzescijanski, tylko nazwy i w niektrych miejscach pewne szczegly ulegly zmianie. Ojciec dziekan zaprotestowal, cytujac wiele przeczacych temu danych, i dyskusja tak sie ozywila, ze obaj zapomnieli odeslac mnie do lzka, co zwykli czynic w takich sytuacjach. Ich spr tak bardzo zainteresowal wuja i mnie, ze lezelismy bez ruchu na miekkich struzynach do samego switu, kiedy to po skonczonej dyskusji mj ojciec i jego przyjaciel w koncu sie rozstali. Owa dwudziesta pierwsza piesn tyle razy powtarzano tej nocy, ze wyryla sie w mojej pamieci na cale zycie. Oto jej tresc: Wyjawie ci, Gilgameszu, Smutna tajemnice Bogw: Jak kiedys spotkali sie i powzieli zamiar Zeslac potop na ziemie Szuruppak. Jasnooki Ea, nic nie mwiac ojcu swemu Anu, Ni Panu, poteznemu Ellilowi, Ni siewcy szczescia, Nemuru, Ani nawet ksieciu zaswiatw, Enu Wezwal do siebie syna Ubara-Tutu; Rzeki do niego: Dom swj rozbierz, korab zbuduj; Wszystkiej rodzinie i krewienstwu kaz wstapic do nawy, Z wszystkiego ptactwa i zwierzyny nasienie tam wprowadz; Bogowie nieodwolalnie postanowili Zeslac potop na ziemie Szuruppak." [W oparciu o wyd. Gilgamesz: epos starozytnego Dwurzecza, tlum. R. Stiller, PIW, Warszawa

1980.] Dane uksztaltowane we mnie w dziecinstwie w wyniku silnych wrazen, jakich doznalem w trakcie dyskusji na ten abstrakcyjny temat, prowadzonej przez dwie osoby - ktre do samej starosci toczyly w miare normalne zycie - mialy dobroczynny wplyw na ksztaltowanie sie mojej indywidualnosci. Zdalem sobie z tego sprawe o wiele pzniej, a mianowicie tuz przed powszechna wojna europejska [pierwsza wojna swiatowa], i od tamtego czasu owe dane zaczely sluzyc mi za wspomniany wyzej czynnik uduchawiajacy. Poczatkowy wstrzas, ktrego doznaly moje umyslowe i uczuciowe skojarzenia, a ktry spowodowal pojawienie sie we mnie owej swiadomosci, wygladal nastepujaco: Ktregos dnia przeczytalem w jednym z czasopism artykul o tym, ze wsrd ruin Babilonu odkryto tablice z inskrypcjami pochodzacymi, jak twierdzili uczeni, sprzed co najmniej czterech tysiecy lat. W tym samym numerze opublikowano te inskrypcje wraz z tlumaczeniem; okazalo sie, iz byla to wlasnie legenda o bohaterskim Gilgameszu. Kiedy uswiadomilem sobie, ze jest to ta sama legenda, ktrej tak czesto sluchalem w dziecinstwie z ust mojego ojca, a szczeglnie kiedy przeczytalem dwudziesta pierwsza piesn brzmiaca niemalze identycznie jak w jego piesniach i opowiesciach, ogarnelo mnie tak wielkie podniecenie wewnetrzne, ze wydawalo mi sie wwczas, iz od tego odkrycia zalezy cale moje przyszle zycie. Uderzyl mnie fakt - ktrego w pierwszej chwili nie potrafilem sobie wytlumaczyc - ze choc aszocy przekazywali te legende z pokolenia na pokolenie przez cale tysiaclecia, to przetrwala ona do naszych czasw praktycznie nie zmieniona. Po tym wydarzeniu, dzieki ktremu wreszcie jasno pojalem dobroczynny wplyw wrazen uksztaltowanych we mnie w dziecinstwie przez opowiesci ojca - wplyw, ktry doprowadzil do wykrystalizowania sie we mnie czynnika uduchawiajacego, pozwalajacego na zrozumienie tego, co z reguly wydaje sie niezrozumiale - czesto zalowalem, ze dopiero tak pzno zaczalem nadawac starozytnym legendom nalezne im, jak to teraz rozumiem, ogromne znaczenie. Ojciec opowiedzial mi kiedys jeszcze inna legende o Potopie poprzedzajacym Potop; po tym wydarzeniu nabrala ona dla mnie rwniez calkiem szczeglnego znaczenia. Legenda ta, takze wierszowana, opowiada o tym, jak dawno, dawno temu, az siedemdziesiat pokolen przed ostatnim potopem (jedno pokolenie rwnalo sie wwczas jednemu stuleciu), kiedy tam, gdzie dzisiaj plynie woda, znajdowala sie pustynia, a na miejscu dzisiejszej pustyni plynela woda, kwitla na ziemi wielka cywilizacja, ktrej glwnym osrodkiem byla nie istniejaca juz wyspa Haninn, stanowiaca centrum calej ziemi. Korzystajac z innych danych historycznych, umiejscowilem wyspe Haninn mniej wiecej tam, gdzie dzisiaj znajduje sie Grecja. Jedynymi ludzmi, ktrzy przetrwali wczesniejszy potop, byli pewni bracia zakonni z nie istniejacego juz Bractwa Imastun [w starym ormianskim slowo imastun znaczy medrzec"; uzywano go rwniez jako tytulu nadawanego wszystkim wybitnym postaciom historycznym. Na przyklad nadal umieszcza sie je przed imieniem Krla Salomona]; jego czlonkowie stanowili kaste rozrzucona po calej ziemi, ale glwny osrodek miescil sie wlasnie na tej wyspie. Czlonkami Bractwa Imastun byli uczeni mezowie zajmujacy sie miedzy innymi astrologia. Przed samym potopem rozjechali sie oni po calej ziemi, zeby z rznych miejsc obserwowac zjawiska zachodzace na sklepieniu niebieskim. Jednakze bez wzgledu na to, jak duza odleglosc dzielila ich od siebie, utrzymywali ze soba nieustanny kontakt i za pomoca telepatii przekazywali do centrum wszystkie uzyskane informacje. Wykorzystywali do tego celu tak zwane pytie, ktre spelnialy role odbiornikw. Wchodzac w trans, nieswiadomie odbieraly one i rejestrowaly wszystko, co przekazywali im z rznych miejsc bracia Imastun, i zapisywaly informacje w jednym z czterech uzgodnionych kierunkw, w zaleznosci od tego, z ktrej strony swiata dotarla do nich wiadomosc. Innymi slowy, zapisywaly od gry do dolu wiadomosci pochodzace z miejsc polozonych na wschd od wyspy; z prawa na lewo te z poludnia; z dolu do gry te, ktre nadeszly z zachodu (z obszarw, gdzie kiedys znajdowala sie Atlantyda, a dzisiaj roztacza sie Ameryka); z lewa na prawo wiadomosci przekazywane z terenu zajmowanego dzisiaj

przez Europe. Poniewaz przedstawiajac w logicznej sekwencji niniejszy rozdzial poswiecony pamieci mojego ojca, wspomnialem o moim pierwszym wychowawcy, dziekanie Borszu, uwazam teraz za konieczne opisanie pewnej procedury ustalonej przez tych dwch mezczyzn, ktrzy zyli normalnie do pznej starosci i ktrzy wzieli na siebie obowiazek przygotowania do odpowiedzialnego zycia chlopca tak nieswiadomego jak ja, a teraz, dzieki swojej sumiennej i bezstronnej postawie wobec mnie, zasluguja na to, by stac sie dla mojej esencji dwoma obliczami boskosci mojego wewnetrznego Boga". Owa procedura - co sie okazalo dopiero pzniej, kiedy ja zrozumialem - byla niezwykle oryginalnym srodkiem sluzacym do rozwoju umyslu oraz do samodoskonalenia. Nazywali ja kastusilia; ten termin, jak mi sie wydaje, pochodzi ze starego asyryjskiego i mj ojciec najwyrazniej zaczerpnal go z jakiejs legendy. Oto jak wygladala ta procedura: Niespodziewanie jeden zadawal drugiemu calkiem niedorzeczne pytanie, a ten drugi, bez pospiechu, spokojnie i powaznie dawal na nie pozornie logiczna odpowiedz. Na przyklad pewnego wieczoru, kiedy znajdowalem sie w warsztacie, pojawil sie tam nagle mj przyszly wychowawca, ktry wchodzac zapytal ojca: - Gdzie w tej chwili znajduje sie Bg? - Bg jest teraz w Sari Kamisz - odpowiedzial bardzo powaznie mj ojciec. Sari Kamisz to zalesiony obszar polozony wzdluz dawnej granicy rosyjsko-tureckiej, gdzie rosna slynne na calym Zakaukaziu i w Azji Mniejszej, niespotykanie wysokie sosny. Otrzymawszy taka odpowiedz, dziekan zapytal: - I co takiego robi tam Bg? Mj ojciec odrzekl, ze Bg buduje tam podwjne drabiny, a na ich szczycie przymocowuje szczescie, tak by cale narody i pojedynczy ludzie mogli wchodzic do gry i schodzic na dl. Zarwno pytania, jak i odpowiedzi byly wypowiadane powaznym i spokojnym glosem, tak jakby jeden z nich pytal sie, jaka jest dzisiaj cena ziemniakw, a drugi odpowiadal, ze w tym roku zbir ziemniakw byl bardzo nieudany. Dopiero o wiele pzniej pojalem glebokie mysli ukryte w tych pytaniach i odpowiedziach. Prowadzone przez nich w podobnym duchu czeste rozmowy dla kogos z zewnatrz brzmialy jak pogawedki dwch stuknietych staruszkw, ktrzy tylko przez pomylke, zamiast trafic do wariatkowa, znalezli sie na wolnosci. Wiele z tych rozmw, wwczas wydajacych mi sie bez znaczenia, zaczelo nabierac dla mnie sensu dopiero pzniej, kiedy spotkalem sie z pytaniami tego samego rodzaju; wtedy dopiero zrozumialem, jak wielka wage obaj starcy Przywiazywali do tych pytan i odpowiedzi. Mj ojciec mial bardzo prosty, jasny i calkiem okreslony poglad na cel zycia ludzkiego. W mlodosci wiele razy mi powtarzal, ze podstawowym dazeniem kazdego czlowieka powinno byc zdobycie wewnetrznej wolnosci w stosunku do zycia i przygotowanie dla siebie szczesliwej starosci. Uwazal, iz nieodzownosc i absolutna koniecznosc posiadania w zyciu takiego celu jest czyms tak oczywistym, ze bez specjalnego madrzenia sie kazdy powinien to zrozumiec. Jednakze czlowiek, aby mc osiagnac w cel, musi w okresie od dziecinstwa do osiemnastego roku zycia zebrac dane umozliwiajace sumienne wypelnienie nastepujacych czterech przykazan: Pierwsze: Kochaj wlasnych rodzicw. Drugie: Zachowaj wstrzemiezliwosc seksualna. Trzecie: Na zewnatrz badz uprzejmy dla kazdego, bez wzgledu na to, jaka wyznaje religie, czy jest biedny, czy bogaty, czy to przyjaciel, czy wrg, wladca czy niewolnik; ale wewnatrz pozostan wolny i nikomu ani niczemu nigdy za bardzo nie ufaj. Czwarte: Kochaj prace dla samej pracy, a nie dla korzysci, jakie przynosi. Ojciec, ktry darzyl mnie, swojego pierworodnego syna, wyjatkowa miloscia, wywarl na mnie ogromny wplyw. W naszych bezposrednich stosunkach traktowalem go bardziej jak starszego brata niz ojca; on zas, prowadzac ze mna nie konczace sie rozmowy i opowiadajac mi niezwykle historie, wielce przyczynil sie do tego, ze zrodzily sie we mnie poetyckie obrazy i szczytne idealy. Mj ojciec byl z pochodzenia Grekiem. Jego przodkowie wyemigrowali z Bizancjum po zdobyciu Konstantynopola przez Turkw, uciekajac przed przesladowaniami najezdzcw. Najpierw osiedlili sie w glebi Turcji, ale pzniej, szukajac odpowiednich warunkw klimatycznych i

lepszych terenw do wypasu bydla stanowiacego czesc ogromnego bogactwa zgromadzonego przez moich przodkw, przeniesli sie na wschodnie wybrzeze Morza Czarnego, w poblize miasta, ktre obecnie nazywa sie Gumuszchane. Jeszcze pzniej, niedlugo przed ostatnia wielka wojna rosyjsko-turecka, uciekajac przed nowymi przesladowaniami tureckimi, przeniesli sie do Gruzji. Tam ojciec oddzielil sie od swoich braci, a nastepnie dotarl do Armenii i osiedlil sie w Aleksandropolu, ktry za panowania tureckiego nazywal sie Gumri. W wyniku podzialu rodzinnych bogactw otrzymal on olbrzymi jak na tamte czasy majatek, miedzy innymi kilka stad bydla. Rok albo dwa po przeniesieniu sie do Armenii, w wyniku kleski niezaleznej od ludzi, mj ojciec stracil cale odziedziczone bogactwo. Towarzyszyly temu nastepujace okolicznosci: Kiedy z cala rodzina, pasterzami i stadami osiedlil sie w Armenii, stal sie najbogatszym hodowca w regionie i zgodnie z panujacym zwyczajem biedniejsze rodziny przekazaly mu w opieke swoja mniej liczna rogacizne oraz bydlo; w zamian za to otrzymywaly od niego w sezonie pewna ilosc masla i sera. I wlasnie wwczas, gdy w ten sposb jego stado powiekszylo sie o kilka tysiecy sztuk, wybuchla wsrd bydla na calym Zakaukaziu zaraza przyniesiona z Azji. Owa masowa epidemia szerzyla sie tak gwaltownie, ze w ciagu kilku miesiecy prawie wszystkie zwierzeta padly, a z nielicznych, ktre przezyly, zostala sama skra i kosci. Poniewaz przyjmujac zwierzyne mj ojciec, zgodnie ze zwyczajem, ubezpieczyl ja od wszelkich nieszczesliwych wypadkw - wlaczajac w to nawet liczne porwania owiec przez wilki - w wyniku zarazy stracil nie tylko wlasne stado, lecz musial takze sprzedac prawie caly swj dobytek, zeby zaplacic za bydlo, ktre nalezalo do innych. Tak wiec z czlowieka, ktremu sie powodzilo, ojciec niespodziewanie zamienil sie w biedaka. Nasza rodzina Uczyla wtedy tylko szesc osb: mj ojciec, matka, babka, ktra zapragnela spedzic ostatnie dni u boku najmlodszego syna, i trjka dzieci - ja, mj brat oraz moja siostra - z ktrych ja bylem najstarszy. Mialem wtedy okolo siedmiu lat. Poniewaz utrzymanie takiej rodziny, rozpuszczonej ponadto dotychczasowym zyciem w dostatku, kosztowalo duzo pieniedzy, ojciec, straciwszy caly majatek, zmuszony byl otworzyc nowy interes. A zatem po zebraniu wszystkiego, co pozostalo z ogromnego i wytwornego domostwa, otworzyl tartak oraz, zgodnie z lokalnym zwyczajem, znajdujacy sie przy nim warsztat stolarski, przystosowany do produkcji najprzerzniejszych przedmiotw z drewna. Ojciec nigdy przedtem nie trudnil sie handlem i nie mial zadnego doswiadczenia w prowadzeniu interesw, tak wiec juz w pierwszym roku tartak okazal sie zupelnym fiaskiem. Ostatecznie musial go zamknac i ograniczyc sie do stolarni specjalizujacej sie w produkcji niewielkich drewnianych przedmiotw. To drugie niepowodzenie finansowe mojego ojca mialo miejsce cztery lata po pierwszym wielkim nieszczesciu. Przez caly ten czas mieszkalismy z rodzina w Aleksandropolu. W tym samym okresie Rosjanie zdobyli Kars, pobliskie miastotwierdze, i szybko je odbudowali. Pojawila sie tam mozliwosc zarobienia pieniedzy i mj wuj, ktry juz sie tam urzadzil, przekonal ojca, zeby przenisl swj warsztat do Karsu. Ojciec najpierw pojechal sam, a nastepnie sprowadzil cala rodzine. Tymczasem owa rodzina powiekszyla sie o trzy aparaty kosmiczne do przetwarzania pokarmu" w postaci moich trzech, w tamtym okresie doprawdy uroczych, sistr. Po osiedleniu sie w Karsie ojciec najpierw postal mnie do szkoly greckiej, ale wkrtce przenisl do rosyjskiej szkoly komunalnej. Poniewaz bylem bardzo bystrym uczniem, tracilem niewiele czasu na odrabianie lekcji i w wolnych chwilach pomagalem ojcu w warsztacie. Szybko pozyskalem nawet wlasnych klientw, z poczatku wsrd moich kolegw, dla ktrych konstruowalem rzne przedmioty, jak na przyklad strzelby, pirniki itp., a pzniej stopniowo zajalem sie powazniejsza praca, wykonujac w domach rzne male naprawy. Mimo ze bylem wtedy tylko malym chlopcem, pamietam wszystkie najdrobniejsze szczegly z tego okresu zycia naszej rodziny. Na tym tle wybijaja sie w mojej pamieci niebywaly spokj ojca w obliczu nieszczesc, ktre go spotkaly, i wewnetrzna niezaleznosc, jaka

zachowywal we wszystkich swoich zewnetrznych przejawach. Z cala pewnoscia moge teraz stwierdzic, ze mimo rozpaczliwej walki z nieszczesciami, ktre spadaly na niego jak z rogu obfitosci, we wszystkich ciezkich momentach zycia udawalo mu sie zachowac dusze prawdziwego poety. Sadze, ze wlasnie dlatego w okresie mojego dziecinstwa w naszej rodzinie, pomimo cierpianych przez nas niedostatkw, zawsze panowala nadzwyczajna zgoda, duch milosci i chec wzajemnej pomocy. Dzieki wrodzonej zdolnosci do odnajdywania natchnienia w pieknie drobnych szczeglw mj ojciec nawet w najciezszych chwilach naszego zycia rodzinnego byl dla wszystkich zrdlem odwagi; zaraziwszy nas wolnoscia od troski, zaszczepil nam jednoczesnie wspomniane wyzej porywy szczescia. Piszac o moim ojcu, nie moge pominac milczeniem jego pogladw dotyczacych tak zwanej kwestii transcendencji". Jego wyobrazenie na ten temat bylo zarwno bardzo osobliwe, jak i bardzo proste. Pamietam, ze kiedy odwiedzilem go po raz ostatni, zadalem mu jedno ze stereotypowych pytan, juz od trzydziestu lat sluzacych mi do przeprowadzania specjalnych badan i poszukiwan w trakcie spotkan z wybitnymi ludzmi, ktrzy zebrali w sobie dane powodujace przyciaganie swiadomej uwagi innych. Zapytalem go oczywiscie nie bez uprzedniego wprowadzenia, ktre w takich wypadkach stalo sie juz moim zwyczajem - zeby bardzo prosto, bez zadnego wymadrzania sie czy filozofowania, powiedzial mi, jaka opinie wyrobil sobie w trakcie swojego zycia na temat tego, czy czlowiek ma dusze i czy jest ona niesmiertelna. - Jak ci to powiedziec? - odrzekl. - W owa dusze, ktra, jak wierza ludzie, czlowiek ponoc ma i o ktrej mwia, ze istnieje niezaleznie i odbywa wedrwke po smierci, ja nie wierze; a jednak w trakcie zycia cos" sie w czlowieku formuje, nie mam co do tego zadnej watpliwosci. Tlumacze to sobie w nastepujacy sposb: czlowiek przychodzi na swiat obdarzony wlasciwoscia, dzieki ktrej w ciagu zycia niektre z jego doswiadczen wytwarzaja w nim pewna substancje; z tej substancji stopniowo formuje sie w nim to cos", co moze istniec prawie niezaleznie od ciala fizycznego. Po smierci to cos" nie rozpada sie wraz z cialem fizycznym, lecz o wiele pzniej, dopiero po oddzieleniu sie od niego. Mimo ze to cos" zbudowane jest z tej samej substancji, co cialo fizyczne czlowieka, charakteryzuje je o wiele subtelniejsza materialnosc i, jak sie wydaje, o wiele wieksza chlonnosc na wszelkie postrzezenia. Sadze, ze wrazliwosc jego percepcji mozna porwnac z... przypominasz sobie doswiadczenie, ktry przeprowadziles na niedorozwinietej umyslowo Ormiance imieniem Sando? Mial na mysli eksperyment, ktry przeprowadzilem w jego obecnosci wiele lat wczesniej, podczas wizyty w Aleksandropolu. Polegal on na tym, ze w rznym stopniu zahipnotyzowalem osoby reprezentujace rozmaite typy ludzkie, aby w ten sposb wyswietlic wszystkie szczegly zjawiska nazywanego przez uczonych hipnotyzerw eksterioryzacja wrazliwosci" lub przekazywaniem doznania blu na odleglosc. Eksperyment przeprowadzilem w nastepujacy sposb: Z mieszanki gliny, wosku i bardzo drobnego srutu zbudowalem figure przypominajaca medium, ktre zamierzalem wprowadzic w stan hipnozy, czyli w w stan psychiczny czlowieka nazywany przez prastara galaz nauki utrata inicjatywy"; stan, ktry zgodnie ze wsplczesna klasyfikacja Szkoly z Nancy odpowiada trzeciemu etapowi hipnozy. Nastepnie dokladnie nasmarowalem jedna czesc ciala medium mascia zrobiona z mieszanki oliwy i oleju bambusowego. Potem zebralem z ciala medium olej i nasmarowalem nim odpowiednia czesc figury, a nastepnie zajalem sie wyswietlaniem wszystkich interesujacych mnie szczeglw tego zjawiska. Mojego ojca bardzo zadziwilo to, ze kiedy naklulem igla miejsce na figurze nasmarowane olejem, odpowiadajace mu miejsce na ciele medium drgalo, a jesli wbilem igle jeszcze glebiej, to dokladnie w tym samym miejscu na ciele medium pojawiala sie kropla krwi. Szczeglnie zdziwilo go to, iz po przebudzeniu, odpowiadajac na zadane pytanie, medium twierdzilo, ze nic sobie nie przypomina i ze w ogle nie czulo blu. Tak wiec mj ojciec, ktry byl swiadkiem owego doswiadczenia, odwolujac sie do niego, powiedzial: - Dokladnie w ten sam sposb to cos", zarwno przed, jak i

po smierci, reaguje na pewne dzialania srodowiska i podlega ich wplywowi az do chwili swojego rozpadu. Wzgledem mojego wychowania ojciec stosowal pewne okreslone, jak je nazywalem, systematyczne zabiegi". Jeden z najbardziej uderzajacych - ktry pzniej niewatpliwie przynisl dobroczynne skutki, silnie odczuwane przeze mnie, jak rwniez przez ludzi, ktrych mialem okazje spotkac w trakcie moich wedrwek w poszukiwaniu prawdy na rznych dziewiczych terenach naszego globu - polegal na tym, ze w dziecinstwie, czyli wwczas, gdy w czlowieku ksztaltuja sie dane budzace odruchy, ktrymi bedzie on dysponowal w trakcie swojego odpowiedzialnego zycia, mj ojciec przy kazdej nadarzajacej sie okazji stosowal srodki powodujace, ze zamiast odruchw grymaszenia, odrazy, przewrazliwienia, leku, niesmialosci itp. tworzyly sie we mnie dane wywolujace postawe zobojetnienia na wszystko, co normalnie budzi tego rodzaju reakcje. Bardzo dobrze pamietam, jak w tym celu podrzucal czasami do mojego lzka zabe, robaka, mysz albo jakies inne zwierze mogace wywolac takie odruchy; innym znw razem kazal mi wziac do reki niejadowitego weza i nawet bawic sie z nim itp. Pamietam, ze sposrd tych wszystkich systematycznych zabiegw ojca jeden zwlaszcza niepokoil starszych ludzi z mojego otoczenia, na przyklad matke, ciotke i naszych najstarszych pastuchw. Polegal on na tym, ze ojciec zawsze zmuszal mnie do wstawania o poranku, kiedy dzieci szczeglnie slodko spia, nastepnie szedl do fontanny i oblewal sie zimna zrdlana woda, a potem biegal caly nagi; jesli prbowalem sie sprzeciwic, nigdy nie ustepowal i chociaz byl dla mnie bardzo dobry i mnie kochal, wymierzal mi wtedy kary nie okazujac zadnej litosci. W pzniejszych latach czesto to wspominalem i w takich chwilach dziekowalem mu calym moim byciem za to, co dla mnie zrobil. Bez tego nigdy nie bylbym w stanie przezwyciezyc wszystkich przeszkd i trudnosci, na ktre natrafilem w trakcie moich pzniejszych podrzy. On sam prowadzil niemalze pedantycznie regularne zycie i pod tym wzgledem byl wobec siebie bezlitosny. Na przyklad kladl sie spac wczesnie, tak by wczesnym rankiem zaczac to, co zawczasu postanowil zrobic; i nie odstapil od tej zasady nawet w noc weselna crki. Mojego ojca widzialem po raz ostatni w roku 1916. Mial wtedy osiemdziesiat dwa lata; ciagle byl zdrowy i pelen sil. W jego brodzie z trudem mozna bylo dostrzec kilka pierwszych siwych wlosw. Zmarl rok pzniej, ale nie byla to smierc naturalna. Owo zdarzenie - smutne i bolesne dla wszystkich, ktrzy go znali, a szczeglnie dla mnie - mialo miejsce w trakcie ostatniej wielkiej okresowej psychozy ludzkiej. Podczas tureckiego ataku na Aleksandropol moja rodzina musiala ratowac sie ucieczka; ojciec nie chcial jednak zostawic domostwa na pastwe losu i broniac rodzinnego dobytku odnisl rany. Wkrtce potem zmarl i zostal pochowany przez kilku starcw, ktrzy pozostali w miescie. Na nieszczescie wszystkich ludzi myslacych teksty napisanych albo podyktowanych przez niego legend i piesni ktre moim zdaniem stanowilyby najlepsza pamiatke po nim - zagubily sie podczas kolejnych grabiezy naszego domu; byc moze jednak wsrd rzeczy, ktre pozostawilem w Moskwie, ocalalo jakims cudem kilkaset spiewanych przez niego piesni, ktre utrwalono na walkach fonograficznych. Gdyby nie udalo sie odnalezc tych nagran, ludzie, ktrzy potrafia docenic wartosc dawnego folkloru, poniesliby niepowetowana strate. Sadze, ze indywidualnosc i typ umyslowosci mojego ojca najlepiej ukaze czytelnikowi kilka jego ulubionych subiektywnych powiedzen", ktre czesto przytaczal w trakcie rozmowy. Godnym uwagi jest fakt, ze zarwno ja, jak i wielu innych ludzi zauwazylo, iz kiedy w czasie rozmowy on sam uzywal tych powiedzen, kazdy ze sluchaczy odnosil wrazenie, ze nie mozna by tego trafniej lub lepiej powiedziec; ale jesli wypowiadal je ktokolwiek inny, wydawalo sie, iz to czyste bzdury albo uwagi zupelnie nie na temat. Oto kilka przykladw: Nie ma cukru bez soli. Popil jest dzieckiem ognia. Sutanna sluzy do ukrywania glupca. On jest na samym dole, poniewaz ty jestes na samej grze. Jezeli ksiadz skreci na prawo, to nauczyciel musi bezwarunkowo skrecic na lewo. Jesli czlowiek jest tchrzem, to dowodzi, ze ma wole. Czlowieka zaspokaja nie ilosc jedzenia, lecz brak

zachlannosci. Tylko dzieki prawdzie mozna miec spokojne sumienie. Gdzie nie ma slonia ani konia, tam nawet osiol jest potezny. W ciemnosci wesz jest straszniejsza niz tygrys. Jesli obecne jest we mnie Ja", to ani Bg, ani Diabel sie nie licza. Jesli raz wezmiesz to na barki, to nie ma nic lzejszego na swiecie. Obraz Piekla - wytworny but. Obecnosc nieszczescia na ziemi jest wynikiem madrzenia sie kobiet. Glupcem jest ten, kto jest sprytny". Szczesliwy czlowiek, ktry nie widzi wlasnego nieszczescia. Mistrz udziela oswiecenia - kto zatem jest ostem? Ogien grzeje wode, ale woda gasi ogien. Dzyngis-chan byt wielki, ale jesli chcesz, to ciesz sie, ze nasz dzielnicowy jest jeszcze wiekszy. Jesli jestes pierwszy, to twoja zona jest druga; jesli twoja zona jest pierwsza, lepiej zebys byt zerem: tylko wtedy twoje kury beda bezpieczne. Jesli chcesz byc bogaty, zaprzyjaznij sie z policja. Jesli chcesz byc stawny, zaprzyjaznij sie z dziennikarzami. Jesli chcesz byc syty - z tesciowa. Jesli chcesz miec spokj - z twoim sasiadem. Jesli chcesz spac - ze swoja zona. Jesli chcesz utracic wiare - z ksiedzem. Aby stworzyc pelniejszy obraz indywidualnosci mojego ojca, musze wspomniec o pewnej sklonnosci przejawiajacej sie w jego naturze, ktra rzadko mozna zaobserwowac u ludzi wsplczesnych, a ktra frapowala wszystkich, ktrzy dobrze go znali. Wlasnie glwnie dzieki owej sklonnosci, juz na samym poczatku, kiedy stracil majatek i musial wziac sie do interesw, jego sprawy potoczyly sie tak zle, ze przyjaciele i ci, ktrzy musieli z nim pertraktowac, uznali go za czlowieka nie tylko niepraktycznego, ale wrecz wykazujacego brak sprytu w tej dziedzinie. I rzeczywiscie, wszystkie przedsiewziecia finansowe ojca konczyly sie fiaskiem i nie przynosily rezultatw uzyskiwanych przez innych. Przyczyna tego nie byl jednak fakt, iz byl on czlowiekiem niepraktycznym lub pozbawionym zdolnosci umyslowych w tej dziedzinie, lecz jedynie wspomniana sklonnosc. Te najwidoczniej uksztaltowana jeszcze w dziecinstwie sklonnosc, ktra charakteryzowala jego nature, zdefiniuje w nastepujacy sposb: instynktowna niechec do czerpania korzysci z cudzego nieszczescia i naiwnosci". Innymi slowy, bedac czlowiekiem prawym i uczciwym, mj ojciec nie mgl budowac wlasnego dobrobytu kosztem nieszczescia blizniego. Poniewaz jednak jego otoczenie stanowili w wiekszosci typowi ludzie wsplczesnej cywilizacji, wykorzystywali oni jego uczciwosc i z wyrachowaniem prbowali go oszukac, nieswiadomie umniejszajac w ten sposb znaczenie tej cechy jego psychiki, na ktrej opieraja sie wszystkie przykazania Naszego Wsplnego Ojca. Mozna wiec doskonale zastosowac do mojego ojca nastepujaca parafraze zdania pochodzacego ze swietych pism i cytowanego obecnie przez wyznawcw wszystkich religii na calym swiecie, ktra opisuje anomalia naszego zycia codziennego, dajac jednoczesnie praktyczna rade: Uderz - a nie bedziesz uderzony. Ale jesli nie uderzysz - zatluka cie na smierc jak koze Sidora. Mj ojciec, pomimo ze czesto znajdowal sie w sytuacjach nie podlegajacych kontroli czlowieka i powodujacych rozmaite ludzkie nieszczescia, a takze wbrew temu, iz prawie zawsze napotykal podle zachowanie otaczajacych go osb - przypominajace zachowanie szakali nie stracil serca, nigdy z niczym sie nie utozsamil, pozostal wewnetrznie wolny i zawsze byl soba. Brak w jego zyciu zewnetrznym czegokolwiek, co jego otoczenie uznaloby za przynoszace korzysc, wewnetrznie w ogle mu nie przeszkadzalo; gotw byl ze wszystkim sie pogodzic, pod warunkiem, ze starczalo na chleb i ze mial zapewniony spokj w czasie godzin przeznaczonych na medytacje. Najbardziej go irytowalo, jesli przeszkadzano mu wieczorem, kiedy mial zwyczaj siedziec na dworze i patrzec na gwiazdy. Z mojej strony moge teraz tylko powiedziec, ze calym swoim byciem pragne mc byc takim, jakim znalem go na starosc. Okolicznosci zycia, niezalezne ode mnie, spowodowaly, ze nie widzialem grobu, w ktrym lezy cialo mojego ukochanego ojca, i istnieja male szanse, abym kiedykolwiek w przyszlosci mgl odwiedzic jego grb. Dlatego, konczac ten rozdzial poswiecony ojcu, nakazuje ktremukolwiek z moich synw, czy to przez krew, czy w duchu, odszukac, kiedy tylko nadarzy sie okazja, w samotny i opuszczony z powodu okolicznosci wynikajacych glwnie z ludzkiej plagi nazywanej instynktem stadnym grb

i umiescic tam kamien z nastepujacym napisem: JESTEM TOBA, JESTES MNA, ONJESTNASZ, OBAJ JESTESMY JEGO. NIECHAJ WIEC WSZYSTKO BEDZIE DLA NASZEGO BLIZNIEGO. Mj pierwszy wychowawca Jak juz wspominalem w poprzednim rozdziale, moim pierwszym wychowawca byl dziekan Borsz. W okresie, o ktrym mowa, byl on dziekanem Katedry Wojskowej w Karsie i w calej okolicy, dopiero od niedawna znajdujacej sie pod kontrola Rosjan, uwazano go za najwyzszy autorytet w sprawach duchowych. Mozna powiedziec, ze na skutek calkiem przypadkowych okolicznosci zyciowych stal sie on dla mnie czynnikiem oddzialujacym na wtrna warstwe mojej obecnej indywidualnosci". W okresie, kiedy uczeszczalem do szkoly miejskiej w Karsie, ktregos dnia przeprowadzono wsrd uczniw nabr do chru przy Katedrze Wojskowej; poniewaz mialem wtedy dobry glos, znalazlem sie wsrd wybrancw. Od tego czasu zaczalem chodzic do Katedry Rosyjskiej na zajecia spiewu. Przystojny, starszy juz wiekiem dziekan interesowal sie nowym chrem glwnie dlatego, ze byl kompozytorem rznych swietych kantykw, ktre tego roku mialy znalezc sie w naszym repertuarze. Czesto wiec przychodzil na nasze zajecia, a poniewaz kochal dzieci, zawsze byl bardzo dobry dla nas, malych chrzystw. Z jakiegos powodu juz wkrtce zaczal mi okazywac szczeglna serdecznosc; byc moze dlatego, ze mialem wyjatkowo dobry glos, wyrzniajacy sie nawet wwczas, gdy spiewalem w tle, albo byc moze po prostu dlatego, ze bardzo lubilem platac figle, a on darzyl sympatia takich urwisw. W kazdym razie coraz bardziej sie mna interesowal i niebawem zaczal nawet pomagac mi przy odrabianiu lekcji. Pod koniec roku przez caly tydzien nie przychodzilem do katedry, poniewaz zarazilem sie jaglica. Dowiedziawszy sie o tym, Ojciec dziekan sam przyszedl do nas, przyprowadziwszy ze soba dwch wojskowych okulistw. Mj ojciec byl wtedy w domu i kiedy lekarze po skonczonym badaniu wyszli, postanowiwszy przyslac pielegniarza, zeby dwa razy dziennie przyzegal moje oczy siarczanem miedzi i co trzy godziny smarowal je zlocista mascia, ci dwaj mezczyzni, ktrzy wzglednie normalnie dozyli starosci - zywiac niemal identyczne przekonania, mimo ze ich przygotowanie do wkroczenia w odpowiedzialny wiek odbywalo sie w calkiem odmiennych warunkach - po raz pierwszy mieli okazje ze soba rozmawiac. Juz od pierwszego spotkania przypadli sobie do gustu i pzniej stary dziekan czesto odwiedzal ojca w warsztacie; z reguly siadali wtedy na miekkich struzynach znajdujacych sie w glebi pomieszczenia i pijac kawe przygotowana przez ojca, godzinami prowadzili rozmowy na rzne religijne i historyczne tematy. Pamietam, ze dziekan ozywial sie szczeglnie wwczas, gdy ojciec mwil cos o Asyrii, ktrej historie znal bardzo dobrze, a ktra z jakiegos powodu w owym czasie bardzo interesowala dziekana Borsza. Ojciec Borsz mial wtedy siedemdziesiat lat. Byl wysoki, szczuply, o pieknym wyrazie twarzy, kruchego zdrowia, ale silny i stanowczy na duchu. Wyrznial sie glebia i rozlegloscia wiedzy; w sposobie zycia i w pogladach znacznie odstawal od swojego otoczenia, ktre z tego powodu uwazalo go za dziwaka. I faktycznie, jego sposb zycia usprawiedliwial taka opinie. Wystarczy powiedziec, ze chociaz byl czlowiekiem zamoznym, ktry otrzymywal wysokie wynagrodzenie oraz mial przydzial na specjalne mieszkanie, zajmowal tylko jeden pokj z kuchnia w strzwce przy katedrze, podczas gdy jego asystenciksieza, zarabiajacy o wiele mniej, mieszkali w szescio-, a nawet dziesiecio- pokojowych pomieszczeniach, wyposazonych we wszystkie mozliwe wygody. Zyl w odosobnieniu, malo obcowal z ludzmi i rzadko ich odwiedzal. W owym czasie do swojego pokoju dopuszczal tylko mnie i swojego ordynansa, ktremu jednak nie wolno bylo tam wchodzic pod jego nieobecnosc. Sumiennie wypelniajac swoje obowiazki, caly czas wolny przeznaczal na studiowanie nauki,

szczeglnie astronomii i chemii. Czasami dla odpoczynku zajmowal sie muzyka; gral wwczas na skrzypcach albo komponowal kantyki, z ktrych wiele zyskalo popularnosc w calej Rosji. Wiele lat pzniej sluchalem z plyt gramofonowych niektrych z tych skomponowanych w mojej obecnosci kantykw, na przyklad: Na Twoje wezwanie Wszechmocny Panie, Lagodne swiatto, Tobie Chwata itp. Dziekan czesto odwiedzal mojego ojca. Zazwyczaj dzialo sie to wieczorem, kiedy obaj byli wolni od obowiazkw. Aby, jak to mwil, nie wodzic innych na pokuszenie", staral sie, by te wizyty przeszly nie zauwazone. Dziekan zajmowal w miescie bardzo wazna pozycje i prawie wszyscy znali go z widzenia, podczas gdy mj ojciec byl tylko zwyklym stolarzem. W czasie jednej z rozmw, ktra toczyla sie w mojej obecnosci w warsztacie ojca, dziekan zaczal mwic o mnie i o moich studiach. Powiedzial, ze uwaza mnie za bardzo zdolnego chlopca i ze wedlug niego nie ma sensu, zebym pozostal w szkole i zmarnowal osiem lat jedynie po to, by otrzymac swiadectwo ukonczenia trzeciej klasy. Rzeczywiscie, szkoly miejskie funkcjonowaly wtedy w sposb zupelnie absurdalny. Program byl podzielony na osiem rocznych klas, ale swiadectwo koncowe odpowiadalo jedynie ukonczeniu trzech klas liceum siedmioletniego. Tak wiec dziekan Borsz przekonal mojego ojca, zeby wypisal mnie ze szkoly i zebym zaczal pobierac lekcje w domu, obiecujac, ze sam bedzie uczyl mnie niektrych przedmiotw. Powiedzial, ze jesli w przyszlosci bedzie mi potrzebne swiadectwo, to w dowolnej szkole moge przystapic do egzaminu z odpowiedniego przedmiotu. Po odbyciu rodzinnej narady tak tez postanowiono. Opuscilem wiec szkole i od tamtej chwili Ojciec Borsz zajal sie moja edukacja; niektrych przedmiotw uczyl mnie sam, pozostalych zas wyznaczeni przez niego nauczyciele. Moimi pierwszymi nauczycielami byli dwaj seminarzysci, Ponomarenko i Krestowski, ktrzy po ukonczeniu seminarium duchownego, w oczekiwaniu na objecie funkcji kapelanw wojskowych, sluzyli jako diakoni w miejscowej katedrze. Lekcji udzielal mi rwniez doktor Sokolw. Ponomarenko uczyl mnie geografii i historii, Krestowski - katechizmu i rosyjskiego, Sokolw - anatomii i fizjologii; matematyki oraz pozostalych przedmiotw uczyl mnie sam dziekan. Bardzo powaznie zabralem sie do nauki. Mimo ze bylem wybitnie uzdolniony i nie mialem zadnych trudnosci w uczeniu sie, to ledwo znajdowalem czas na przygotowanie sie do tylu lekcji i rzadko potrafilem znalezc wolna chwile. Bardzo czasochlonne okazalo sie samo chodzenie od domu jednego nauczyciela do drugiego, poniewaz mieszkali oni w rznych czesciach miasta. Szczeglnie dluga byla droga do domu Sokolowa, ktry mieszkal w szpitalu wojskowym w forcie Czarmak, cztery czy piec kilometrw za miastem. Moja rodzina chciala najpierw, zebym zostal ksiedzem, ale Ojciec Borsz mial bardzo specyficzny poglad na temat tego, jaki powinien byc prawdziwy ksiadz. Wedlug niego, ksiadz powinien nie tylko sprawowac opieke nad duszami swoich owieczek, lecz takze wiedziec wszystko o chorobach ich ciala i o tym, jak je leczyc. W jego pojeciu obowiazki ksiedza powinny laczyc sie z obowiazkami lekarza. - Tak jak lekarz, ktry nie ma dostepu do duszy swojego pacjenta, nie jest w stanie naprawde mu pomc - mwil - tak samo nie mozna byc dobrym ksiedzem, jesli jednoczesnie nie jest sie lekarzem, poniewaz cialo i dusza sa wzajemnie polaczone. Czesto nie udaje sie wyleczyc ciala dlatego, ze przyczyna choroby znajduje sie w duszy i vice versa. Uwazal, ze powinienem zdobyc wyksztalcenie medyczne, ale nie w sposb tradycyjny, lecz tak, jak on je pojmowal, to znaczy stawiajac sobie za cel stanie sie lekarzem ciala i spowiednikiem duszy. Mnie jednak pociagalo zycie calkiem odmienne. Majac juz od wczesnego dziecinstwa upodobanie do budowania najprzerzniejszych przedmiotw, marzylem o specjalizacji technicznej. Poniewaz nie podjeto jeszcze ostatecznej decyzji w sprawie mojej przyszlej drogi zyciowej, przygotowywalem sie zarwno do pelnienia roli ksiedza, jak i lekarza; tym bardziej ze w obu wypadkach niektre przedmioty obowiazkowe pokrywaly sie. Potem wszystko potoczylo sie samo i dzieki moim zdolnosciom moglem sie ksztalcic w obu kierunkach. Znajdowalem nawet czas na czytanie

rznych ksiazek podarowanych mi przez Ojca Borsza, a takze innych prac, ktre po prostu wpadly mi w rece. Ojciec dziekan intensywnie pracowal ze mna nad przedmiotami, ktrych podjal sie mnie nauczyc. Czesto po zakonczeniu lekcji pozwalal mi zostac; czestowal mnie wwczas herbata i czasami prosil, zebym zaspiewal kilka skomponowanych ostatnio przez niego kantykw, tak by mgl sprawdzic, czy sa dobrze rozpisane na glosy. Podczas tych czestych i przeciagajacych sie wizyt prowadzil ze mna dlugie rozmowy na temat zakonczonych wlasnie lekcji lub tez o calkiem abstrakcyjnych sprawach; stopniowo nasze stosunki ulozyly sie w taki sposb, ze zaczelismy rozmawiac jak rwny z rwnym. Szybko sie z nim oswoilem i zniknela moja poczatkowa niesmialosc. Mimo calego szacunku, jakim go darzylem, czasami jednak zapominalem sie i podejmowalem z nim dyskusje. Nie zywil z tego powodu najmniejszej urazy, lecz - jak teraz rozumiem - nawet go to cieszylo. W rozmowach ze mna czesto podejmowal temat seksu. Ktregos dnia powiedzial mi na temat pozadania seksualnego, co nastepuje: -Jesli mlodzieniec choc raz zaspokoi to pozadanie przed osiagnieciem dojrzalosci, to spotka go to samo, co spotkalo biblijnego Ezawa, ktry za miske soczewicy sprzedal swoje pierwordztwo, czyli caly swj dorobek zyciowy; jesli mlodzieniec choc raz ulegnie tej pokusie, straci na cale zycie mozliwosc stania sie wartosciowym czlowiekiem. Zaspokojenie pozadania przed osiagnieciem dojrzalosci przypomina wlewanie alkoholu do mollawalskiego madzaru [Mollawali to mala miejscowosc polozona na poludnie od Karsu, a madzar to rodzaj bardzo mlodego, nie sfermentowanego jeszcze wina (moszczu winnego)]. Tak jak z madzaru, do ktrego dodano chocby tylko krople alkoholu, nigdy nie otrzyma sie wina, lecz jedynie ocet, tak samo zaspokojenie pozadania przed osiagnieciem dojrzalosci powoduje, ze mlodzieniec zamienia sie w potwora. Ale gdy dorosnie, moze juz robic wszystko, na co tylko ma ochote; tak samo rzecz sie ma z madzarem: gdy zamieni sie w wino, mozna dolac do niego dowolna ilosc alkoholu. Nie tylko nie zepsuje to wina, lecz dzieki temu, wedle upodobania, mozna zwiekszyc jego moc. Ojciec Borsz mial bardzo osobliwa koncepcje swiata i czlowieka. Jego poglady na temat czlowieka i celu ludzkiej egzystencji rznily sie diametralnie od pogladw jego otoczenia i od wszystkiego, co slyszalem lub przeczytalem na ten temat. Przytocze tutaj kilka jego mysli, ktre odzwierciedlaja to, jak pojmowal role czlowieka i czego od niego oczekiwal. Zwykl mwic: - Do momentu osiagniecia dojrzalosci czlowiek nie odpowiada za swoje czyny, obojetne, czy sa one dobre, czy zle, dobrowolne czy bezwiedne; odpowiedzialnosc ponosza jedynie ludzie, ktrzy swiadomie lub wskutek przypadkowych okolicznosci podjeli sie przygotowania go do odpowiedzialnego zycia. Dla kazdej istoty ludzkiej, kobiety lub mezczyzny, mlodosc to okres przeznaczony na rozwj zarodka poczetego w lonie matki, az do osiagniecia tak zwanej pelnej dojrzalosci. Od tej chwili, czyli od momentu, gdy w proces rozwoju dobiegnie konca, czlowiek staje sie osobiscie odpowiedzialny za wszystkie swoje dobrowolne oraz mimowolne przejawy. Zgodnie z prawami przyrody, wyjasnionymi i sprawdzonymi dzieki wielowiekowym obserwacjom prowadzonym przez ludzi czystego rozumu, wspomniany proces rozwoju, w zaleznosci od warunkw geograficznych panujacych w miejscu narodzin i ksztaltowania sie danej osoby, ustaje u mezczyzn miedzy dwudziestym a dwudziestym trzecim, zas u kobiet miedzy pietnastym a dziewietnastym rokiem zycia. Jak to wyjasnili medrcy zyjacy w minionych epokach, owe grupy wiekowe ustanowila, zgodnie z prawem, sama przyroda w celu umozliwienia czlowiekowi osiagniecia niezaleznego bycia; bycia, na ktrym ciazy osobista odpowiedzialnosc za wszystkie przejawy danej osoby. Niestety w dzisiejszych czasach prawie nikt nie zdaje sobie z tego sprawy, czego powodem, moim zdaniem, jest przede wszystkim lekcewazenie we wsplczesnym systemie edukacji spraw seksu, ktre odgrywaja przeciez najwazniejsza role w zyciu kazdego czlowieka. Co sie tyczy odpowiedzialnosci ponoszonej za wlasne czyny, to choc na pierwszy rzut oka moze wydawac sie to dziwne, wiekszosc ludzi

wsplczesnych, ktrzy osiagneli lub nawet przekroczyli wiek dojrzewania, okazuje brak jakiejkolwiek odpowiedzialnosci za swoje przejawy, co zreszta, wedlug mnie, jest w pelni zgodne z prawem. Jedna z glwnych przyczyn istnienia owej absurdalnej sytuacji jest fakt, ze wiekszosc ludzi wsplczesnych cierpi w tym wieku na brak odpowiedniego typu osoby plci przeciwnej, niezbednej - zgodnie z prawem - do pelnego rozwoju wlasnego typu, ktry z przyczyn od nich niezaleznych, wynikajacych z tak zwanych Wielkich Praw, jest sam w sobie czyms nie dokonczonym". W tym wieku osoba, ktra nie ma w poblizu przedstawiciela odpowiedniego typu plci przeciwnej - niezbednego do pelnego rozwoju swojego nie w pelni rozwinietego typu tak samo podlega prawom natury i musi zaspokoic swoje potrzeby seksualne. Nawiazujac kontakt z typem nie odpowiadajacym wlasnemu typowi i podlegajac prawu polaryzacji oraz, do pewnego stopnia, wplywowi tego nieodpowiedniego typu, traci ona mimowolnie i niepostrzezenie prawie wszystkie typowe przejawy swojej indywidualnosci. Dlatego wlasnie jest niezbedne, aby w procesie odpowiedzialnego zycia kazdy mial obok siebie osobe plci przeciwnej odpowiedniego typu, tak by pod kazdym wzgledem mc wzajemnie sie dopelniac. Te bezwzgledna koniecznosc, wsrd wielu innych, doglebnie i opatrznosciowo pojeli nasi odlegli przodkowie prawie we wszystkich minionych epokach; chcac wiec zapewnic warunki umozliwiajace mniej wiecej normalna egzystencje zbiorowa, uwazali oni za swoje najwazniejsze zadanie jak najdokladniejszy i najlepszy dobr typw z przeciwnych plci. Wiekszosc dawnych narodw miala nawet zwyczaj dobierania w pary osb nalezacych do plci przeciwnych - innymi slowy: zareczyn - kiedy chlopiec ukonczyl siedem lat, a dziewczynka rok. Od tej chwili obowiazkiem obu rodzin przyszlej, tak wczesnie zareczonej pary bylo dopilnowanie, by wszystkie nawyki wyksztalcone u mlodych w trakcie dorastania, na przyklad sklonnosci, upodobania, gusty itp., wzajemnie sobie odpowiadaly. Rwnie dobrze przypominam sobie nastepujace slowa Ojca dziekana: - Aby czlowiek po osiagnieciu odpowiedzialnego wieku okazal sie prawdziwym czlowiekiem, a nie pasozytem, jego edukacja musi bezwzglednie opierac sie na dziesieciu nastepujacych zasadach, ktre nalezy wpajac dziecku juz od najwczesniejszych lat: Oczekiwanie kary za nieposluszenstwo. Nadzieja na otrzymanie nagrody, tylko jesli sie na nia zasluzylo. Milosc do Boga - ale obojetnosc wobec swietych. Wyrzuty sumienia z powodu znecania sie nad zwierzetami. Obawa przed przysporzeniem zmartwien rodzicom i nauczycielom. Brak leku przed diablem, wezami i myszami. Radosc z zadowalania sie tym, co sie ma. Smutek z powodu utraty zyczliwosci innych. Cierpliwe znoszenie blu i glodu. Dazenie do tego, zeby wczesnie zaczac zarabiac na zycie. Ku memu wielkiemu zmartwieniu nie bylo mi dane towarzyszyc temu godnemu i tak niezwyklemu jak na nasze czasy czlowiekowi w ostatnich dniach jego zycia; nie moglem wiec oddac ostatniej ziemskiej poslugi mojemu niezapomnianemu wychowawcy, ktry stal sie moim drugim ojcem. Pewnej niedzieli, wiele lat po jego smierci, ksieza i parafianie Katedry Wojskowej w Karsie okazali wielkie zdziwienie i ciekawosc, kiedy jakis zupelnie nie znany w ich okolicy czlowiek zamwil msze zalobna, ktra odprawiono nad samotnym i opuszczonym grobem - jedynym znajdujacym sie w obrebie katedry. Nastepnie ludzie widzieli, jak w nieznajomy z trudem powstrzymal lzy i hojnie wynagrodziwszy ksiedza, nie patrzac na nikogo, kazal woznicy odwiezc sie na stacje. Spoczywaj w pokoju, drogi Nauczycielu! Nie wiem, czy spelnilem lub spelniam Twoje marzenia, ale wiem, ze ani razu nie zlamalem zadnego z otrzymanych od Ciebie przykazan. Bogaczewski Bogaczewski, czyli Ojciec Ewlissi, do dzisiejszego dnia cieszy sie dobrym zdrowiem. Szczesliwy

los pozwolil mu zostac zastepca opata glwnego klasztoru Braci Essenskich, polozonego na wybrzezu Morza Martwego. Przypuszcza sie, ze bractwo to powstalo dwanascie wiekw przed narodzinami Chrystusa i ponoc wlasnie w tym zakonie Jezus Chrystus otrzymal pierwsze wtajemniczenie. Moje pierwsze spotkanie z Bogaczewskim, czyli Ojcem Ewlissi, mialo miejsce, kiedy byl jeszcze bardzo mlody i po ukonczeniu Rosyjskiego Seminarium Duchownego, oczekujac na swiecenia kaplanskie, zostal diakonem w Katedrze Wojskowej w Karsie. Wkrtce po przyjezdzie do Karsu, za namowa mojego pierwszego wychowawcy, dziekana Borsza, Bogaczewski zastapil innego kandydata na ksiedza, mojego nauczyciela Krestowskiego, ktrego kilka tygodni wczesniej mianowano kapelanem pulku stacjonujacego gdzies na terenie Polski. Bogaczewski przejal wwczas jego funkcje w miejscowej katedrze. Okazal sie on niezwykle milym i towarzyskim czlowiekiem; szybko zdobyl zaufanie calego duchowienstwa, nawet Ponomarenki, takze kandydata na ksiedza, czlowieka szorstkiego, gbura w pelnym tego slowa znaczeniu, bedacego w stanie wojny ze wszystkimi. Ale jego stosunki z Bogaczewskim ukladaly sie tak dobrze, ze zamieszkali we wsplnym mieszkaniu, polozonym w poblizu ogrodw miejskich, niedaleko posterunku wojskowej strazy pozarnej. Mimo ze bylem wtedy jeszcze bardzo mlody, od razu zaprzyjaznilem sie z Bogaczewskim. W wolnych chwilach czesto go odwiedzalem, a kiedy po poludniu mialem z nim lekcje, wielokrotnie zostawalem po ich zakonczeniu, zeby sie przygotowac do innych zajec lub przysluchiwac jego rozmowom z Ponomarenka i rznymi znajomymi, ktrzy nieustannie go odwiedzali. Czasami pomagalem im w prostych zajeciach domowych. Czestymi goscmi Bogaczewskiego byli inzynier wojskowy Wsieslawski, jego rodak, a takze oficer artylerii i pirotechnik Kuzmin. Usadowieni wokl samowara, dyskutowali o wszystkim i o niczym". Poniewaz w tamtym czasie czytalem wiele greckich, ormianskich i rosyjskich ksiazek o najrozmaitszej tematyce i interesowalem sie wieloma sprawami, zawsze bardzo uwaznie przysluchiwalem sie rozmowom Bogaczewskiego i jego kolegw, jednakze ze wzgledu na mlody wiek nigdy nie wlaczalem sie do dyskusji. Ich opinie byly dla mnie miarodajne i z racji ich wyzszego wyksztalcenia darzylem tych mezczyzn wielkim szacunkiem. Co wiecej, to wlasnie owe rozmowy i dyskusje prowadzone przez gosci mojego nauczyciela Bogaczewskiego, a sluzace zabijaniu czasu w monotonnym zyciu bardzo nieciekawego i polozonego z dala od wszystkiego Karsu, rozbudzily we mnie trwale zamilowanie do rozwazan abstrakcyjnych. Poniewaz owo zamilowanie pozostawilo slad na calej mojej pzniejszej egzystencji i odegralo wazna role w moim zyciu, a takze dlatego, ze wydarzenia, ktre je rozbudzily, mialy miejsce w okresie, z ktrego pochodza moje wspomnienia o Bogaczewskim, zatrzymam sie nad nimi troche dluzej. Pewnego razu w trakcie jednej z tych rozmw rozgorzala dyskusja na temat spirytyzmu i wirujacych stolikw, ktrymi wwczas wszyscy sie pasjonowali. Inzynier wojskowy twierdzil, iz to zjawisko jest dzielem uczestniczacych w nim duchw. Pozostali przeczyli temu, tlumaczac je innymi silami natury: magnetyzmem, sila przyciagania, autosugestia itd. Nikt jednak nie podwazal istnienia samego faktu. Jak zwykle przysluchiwalem sie wszystkiemu uwaznie i kazda wyrazona opinia budzila moje zainteresowanie. Mimo ze przeczytalem juz wiele ksiazek o wszystkim i o niczym", to po raz pierwszy zetknalem sie z tym zagadnieniem. Ta rozmowa o spirytyzmie wywarla na mnie szczeglnie silne wrazenie, poniewaz miala miejsce wkrtce po smierci mojej ulubionej siostry; ciagle jeszcze bylem pograzony w blu i nie potrafilem sie pozbierac. Czesto wwczas o niej myslalem i mimowolnie rodzily sie we mnie pytania na temat smierci i zycia pozagrobowego. To, o czym mwiono tamtego wieczora, brzmialo jak odpowiedz na moje mysli i na nieswiadomie powstajace we mnie pytania, ktre domagaly sie odzewu. W rezultacie dyskusji postanowiono urzadzic eksperyment ze stolem. Potrzebny byl do tego stl o trzech nogach, dokladnie taki, jaki znajdowal sie w rogu pokoju; ale inzynier wojskowy, specjalista od tego rodzaju doswiadczen,

nie zgodzil sie go uzyc, poniewaz wbite byly w niego gwozdzie. Wyjasnil, ze w stole nie moze byc ani odrobiny zelaza; wyslano mnie wiec do sasiada, ktry byl fotografem, abym sie wypytal, czy ma odpowiedni stl. Poniewaz okazalo sie, ze ma, przynioslem go ze soba. Dzialo sie to wieczorem. Zamknawszy drzwi i przyciemniwszy swiatlo, wszyscy zasiedlismy wokl stolu, a nastepnie w okreslony sposb polozylismy na nim rece i czekalismy. Niezawodnie, po uplywie dwudziestu minut, nasz stl zaczal sie ruszac, a kiedy inzynier zapytal go o wiek kazdego z obecnych, wystukal odpowiednia liczbe jedna z ng. W jaki sposb i dlaczego stl wystukiwal te liczby, bylo to dla mnie rzecza niezrozumiala. Nie prbowalem nawet niczego sobie wyjasnic tak silne bylo wrazenie rozleglych i nieznanych obszarw, ktre w tamtej chwili sie przede mna otworzyly. To, co uslyszalem i zobaczylem, wstrzasnelo mna do tego stopnia, ze po powrocie do domu rozmyslalem nad tym przez cala noc i jeszcze nastepnego rana; postanowilem nawet poruszyc ten temat w trakcie lekcji z Ojcem Borszem. Tak tez uczynilem i opowiedzialem mu o rozmowie oraz o eksperymencie, ktry przeprowadzilismy poprzedniego wieczora. - To wszystko bzdury - odpowiedzial mj pierwszy wychowawca. - Nie mysl juz o tym ani sie tym nie przejmuj, ucz sie tylko tego, co ci bedzie potrzebne do prowadzenia znosnej egzystencji. Nie mgl sie jednak oprzec i dodal: - Chodz tu moja glwko czosnku - to bylo jego ulubione powiedzenie. - Pomysl! Jesli duchy naprawde potrafia stukac noga od stolu, to znaczy, ze dysponuja pewna sila fizyczna. I jesli tak jest, to dlaczego uciekaja sie do tak idiotycznych i, co wiecej, skomplikowanych metod komunikowania sie z ludzmi, jak stukanie noga od stolu? Z pewnoscia moglyby przekazac wszystko, co chca powiedziec, przez dotyk albo w jakis inny sposb! Mimo ze cenilem sobie opinie mojego starego wychowawcy, nie moglem jednak bezkrytycznie przyjac jego kategoryczne; odpowiedzi, tym bardziej ze wydawalo mi sie, iz mj mlodszy nauczyciel i jego przyjaciel, ktrzy ukonczyli seminarium i inne szkoly wyzsze, moga wiedziec wiecej o niektrych rzeczach niz starzec, ktry uczeszczal na studia w czasach, kiedy nauka nie stala jeszcze na tak wysokim poziomie. A zatem, pomimo szacunku dla starego dziekana, jego poglady na pewne tematy dotyczace materii wyzszych budzily moje watpliwosci. Moje pytanie pozostalo wiec bez odpowiedzi. Prbowalem je rozwiazac czytajac ksiazki, ktre dostalem od Bogaczewskiego, od dziekana i innych. Jednakze moje studia nie pozwalaly mi zbyt dlugo zastanawiac sie nad tematami nie zwiazanymi z nimi; po pewnym czasie zapomnialem o calej sprawie i wiecej juz do niej nie wracalem. Czas uplywal. Moja praca z Bogaczewskim i innymi nauczycielami stala sie bardzo intensywna i tylko sporadycznie, podczas swiat, odwiedzalem wuja w Aleksandropolu, gdzie mialem wielu przyjacil. Jezdzilem tam takze, zeby zarobic troche pieniedzy. Nieustannie potrzebowalem pieniedzy na osobiste wydatki, ubrania, ksiazki itp., a od czasu do czasu rwniez po to, by pomc komus z rodziny, kto wlasnie znalazl sie w potrzebie. Jezdzilem pracowac do Aleksandropola, poniewaz wszyscy znali mnie tam jako majster-klepke" i zawsze mnie proszono, zebym cos zrobil albo naprawil. Jednemu klientowi naprawialem zamek, drugiemu reperowalem zegarek, trzeciemu budowalem specjalny piec ciosany z miejscowego kamienia, a jeszcze innemu haftowalem poduszke potrzebna do wyprawy panny mlodej albo do ozdobienia salonu. Krtko mwiac, mialem tam ogromna klientele i pelno pracy, za ktra, jak na tamte czasy, bardzo dobrze mi placono. Innym powodem moich wyjazdw do Aleksandropola bylo to, ze w Karsie utrzymywalem kontakty z ludzmi nalezacymi, podlug mego mlodzienczego rozumienia, do uczonych" i wyzszych" kregw i nie chcialem, zeby uwazali mnie oni za rzemieslnika albo podejrzewali, ze moja rodzina nie ma pieniedzy i ze zmuszony jestem zarabiac na siebie jako prosty robotnik. W owym czasie tego typu rzeczy gleboko ranily moja pyche. Jak zwykle spedzalem wiec Wielkanoc w Aleksandropolu, oddalonym tylko sto kilometrw od Karsu. Zatrzymalem sie u rodziny wuja, do ktrego bylem bardzo przywiazany i ktry zawsze traktowal mnie jak swojego ulubienca. Drugiego dnia pobytu

moja ciotka w trakcie obiadu powiedziala do mnie: - Sluchaj, uwazaj, zeby nic ci sie nie stalo. Bylem zaskoczony. Cz takiego mialoby mi sie przydarzyc? Spytalem ja, co ma na mysli. - Sama chyba w to nie wierze - odpowiedziala - ale czesc przepowiedni na twj temat juz sie sprawdzila i obawiam sie, ze reszta tez moze sie sprawdzic. Nastepnie opowiedziala mi nastepujaca historie: Jak kazdego roku, tak i tym razem z nadejsciem zimy pojawil sie w Aleksandropolu pomyleniec Eung-Aszok Mardiross. Z jakiegos powodu ciotce przyszlo do glowy, zeby wezwac tego wrzbite do siebie i poprosic, zeby przepowiedzial moja przyszlosc. Sposrd wielu rzeczy, ktre zgodnie z jego proroctwem mnie oczekiwaly, niektre, zdaniem ciotki, juz sie wypelnily. Przytoczyla nastepnie pewne zdarzenia, ktre rzeczywiscie przytrafily mi sie w tym czasie. - Ale dzieki Bogu - kontynuowala - dwie rzeczy jeszcze cie nie spotkaly: jedna, ze bedziesz mial duzy ropien na prawym boku, druga, ze grozi ci powazny wypadek z bronia palna. Musisz wiec bardzo uwazac, jesli uslyszysz jakas strzelanine - zakonczyla ciotka, podkreslajac, ze chociaz nie wierzy temu oblakancowi, to na wszelki wypadek lepiej jest zachowac ostroznosc. Bylem bardzo zaskoczony tym, co mi powiedziala, poniewaz dwa miesiace wczesniej na moim prawym boku rzeczywiscie pojawil sie ropien, ktrego wyleczenie zajelo miesiac. Prawie codziennie chodzilem wwczas do szpitala wojskowego, zeby zmieniac opatrunek. Nawet w domu nikomu o tym nie powiedzialem, jak wiec ciotka, ktra mieszkala daleko, mogla sie o tym dowiedziec? Nie przywiazywalem jednak znaczenia do jej opowiesci, poniewaz nie wierzylem w zadne tego rodzaju wrzby; wkrtce wiec zapomnialem o przepowiedni. W Aleksandropolu mialem przyjaciela, ktry nazywal sie Fatinow. Jego kolega byl Gorbakun, syn dowdcy pulku z Baku, stacjonujacego w poblizu dzielnicy greckiej. Mniej wiecej tydzien po tym, jak uslyszalem opowiesc ciotki, Fatinow zaprosil swojego przyjaciela i mnie na polowanie na dzikie kaczki. Na miejsce polowania wybrali jezioro Alagheuz, polozone u stp gry o tej samej nazwie. Zgodzilem sie do nich dolaczyc, myslac, iz bedzie to wysmienita okazja, zeby troche wypoczac. Bylem naprawde przemeczony, poniewaz bez wytchnienia studiowalem wtedy pasjonujace ksiazki o neuropatologii. Ponadto, juz od wczesnego dziecinstwa bardzo lubilem polowac. Pewnego razu, kiedy mialem zaledwie szesc lat, bez pozwolenia ojca wzialem jego strzelbe i zaczalem strzelac do wrbli; i chociaz pierwszy strzal powalil mnie na ziemie, nie tylko sie nie zniechecilem, ale wrecz przeciwnie, nabralem jeszcze wiekszego zapalu do polowania. Oczywiscie natychmiast odebrano mi strzelbe i powieszono ja tak wysoko, zebym nie mgl do niej dosiegnac. Ja jednak z lusek wystrzelonych naboi zrobilem sobie druga, ktra ladowalem tekturowymi kulami do mojego karabinu-zabawki. Owa strzelba po zaladowaniu jej malym olowianym pociskiem trafiala nie gorzej niz prawdziwa i szybko stala sie artykulem tak poszukiwanym przez moich kolegw, ze zaczalem zbierac od nich zamwienia na bron palna wlasnej produkcji; uchodzac wiec za swietnego rusznikarza, zarabialem wtedy niezle pieniadze. Dwa dni pzniej Fatinow z przyjacielem przyszli po mnie do domu i razem wyi uszylismy na polowanie. Poniewaz musielismy przejsc dwadziescia kilometrw, wyszlismy o swicie, tak by bez pospiechu dotrzec wieczorem na miejsce i nastepnego dnia wczesnie rano zaczaic sie na wzlatujace w gre kaczki. Bylo nas czterech, poniewaz dolaczyl do nas ordynans ojca Gorbakuna. Kazdy z nas nisl karabin, a Gorbakun mial nawet sluzbowa strzelbe. Zgodnie z planem dotarlismy do jeziora, nastepnie rozpalilismy ogien, zjedlismy kolacje, zbudowalismy szalas i polozylismy sie spac. Zbudziwszy sie przed switem, kazdy z nas mial obserwowac inny brzeg jeziora, czekajac na pojawienie sie ptakw. Na lewo ode mnie usadowil sie ze swoja strzelba Gorbakun, ktry wypalil do pierwszej wzbijajacej sie w powietrze kaczki, kiedy ta znajdowala sie jeszcze bardzo nisko, i kula trafila prosto w moja noge. Na szczescie przeleciala na wylot, omijajac kosc. To oczywiscie popsulo cale polowanie. Moja noga obficie krwawila i zaczela mnie bolec. Poniewaz nie bylem w stanie isc, koledzy musieli zaniesc mnie do samego

domu na zrobionych ze strzelb prowizorycznych noszach. W domu rana szybko sie zagoila, poniewaz uszkodzone byly jedynie miesnie. Ale jeszcze dlugo potem utykalem. Zbieznosc tego wypadku z przepowiednia miejscowego wrzbity sklonila mnie do intensywnego myslenia. W trakcie pzniejszej wizyty w domu mojego wuja dowiedzialem sie, ze Eung-Aszok Mardiross jest znowu w okolicy, i poprosilem ciotke, zeby po niego poslala. Tak tez sie stalo. Wrzbita byl wysoki, szczuply i mial przygasle oczy; poruszal sie jak pomyleniec, nerwowo i bezladnie. Wzdrygal sie od czasu do czasu i bez przerwy palil papierosy. Bez watpienia byl to czlowiek bardzo schorowany. Przepowiadal przyszlosc w nastepujacy sposb: Zasiadal przed dwoma zapalonymi swiecami, podnosil kciuk na wysokosc oczu i tak dlugo wpatrywal sie w paznokiec, az zapadal w rodzaj drzemki. Nastepnie opowiadal, co zobaczyl w paznokciu, opisujac najpierw ubranie danej osoby, a potem, co sie jej przydarzy. Jesli przepowiadal przyszlosc kogos z nieobecnych, pytal wpierw o imie osoby, nastepnie o szczeglowy opis jej twarzy, przyblizone miejsce zamieszkania i, jesli to bylo mozliwe, o wiek. Tym razem znowu przepowiedzial moja przyszlosc i z pewnoscia ktregos dnia opowiem o tym, jak owe przepowiednie sie sprawdzily. Tego samego lata zetknalem sie w Aleksandropolu z jeszcze jednym zjawiskiem, ktrego nie bylem w stanie wwczas pojac. Na wprost domu mojego wuja znajdowal sie pusty plac z malym topolowym gajem posrodku. Lubilem to miejsce i czesto chodzilem tam poczytac albo nad czyms popracowac. Na placu bawila sie dzieciarnia z calego miasta. Mozna bylo tam spotkac dzieci wszystkich kolorw i ras: Ormian, Grekw, Kurdw i Tatarw. Robily potworny halas i zamieszanie, co jednakze nigdy nie przeszkadzalo mi w pracy. Pewnego razu zasiadlem pod topolami i zajalem sie praca zamwiona przez mojego sasiada na wesele jego siostrzenicy, zaplanowane na nastepny dzien. Moje zadanie polegalo na narysowaniu monogramu na tarczy, ktra miala zawisnac nad drzwiami jego domu; na monogram skladaly sie inicjaly jego siostrzenicy i jej przyszlego meza. Oprcz tego musialem zmiescic na tarczy takze date tego wydarzenia. Tak sie dzieje, ze niektre silne wrazenia wbijaja sie czlowiekowi gleboko w pamiec. Jeszcze dzisiaj pamietam, jak lamalem sobie glowe, zeby znalezc najlepsze miejsce na cyfry skladajace sie na rok 1888. Bylem calkowicie pograzony w pracy, kiedy uslyszalem rozpaczliwy krzyk. Podskoczylem przekonany, ze cos stalo sie ktremus z bawiacych sie dzieci. Pobieglem w ich kierunku i zobaczylem nastepujaca scene: W srodku narysowanego na ziemi kola stal maly zaszlochany i dziwnie poruszajacy sie chlopczyk; reszta dzieci ustawila sie w pewnej odleglosci, robiac sobie z niego zarty. Nic z tego nie rozumialem i poprosilem o wyjasnienie. Dowiedzialem sie, ze stojacy w srodku chlopiec to Jezyda i ze narysowano wokl niego kolo, z ktrego nie bedzie mgl sie wydostac dopty, dopki ktos tego kola nie zetrze. Dziecko rzeczywiscie prbowalo z calych sil wydostac sie z magicznego kregu, ale wszystkie jego wysilki spelzaly na niczym. Podbieglem wiec do niego i szybko starlem fragment kola; on wtedy natychmiast wyskoczyl na zewnatrz i uciekl najszybciej jak potrafil. Wprawilo mnie to w takie oslupienie, ze stalem jak zaczarowany az do chwili, gdy odzyskalem w koncu normalna zdolnosc myslenia. Mimo ze w przeszlosci dochodzily mnie sluchy o Jezydach, nigdy jednak nie budzili oni mojego zainteresowania; ale to zdumiewajace zdarzenie, ktre zobaczylem na wlasne oczy, zmusilo mnie teraz do powaznego zastanowienia sie nad ta sprawa. Rozejrzawszy sie i zobaczywszy, ze chlopcy wrcili do zabawy, pograzony w myslach poszedlem na swoje miejsce i ponownie zabralem sie do pracy nad monogramem; choc szla mi ona opornie, za wszelka cene musialem ja skonczyc jeszcze tego samego dnia. Jezydzi to sekta mieszkajaca na Zakaukaziu, glwnie w okolicy gry Ararat. Czasami nazywa sie ich czcicielami diabla. Wiele lat po opisanym wydarzeniu sprawdzilem to zjawisko doswiadczalnie i odkrylem, ze rzeczywiscie, jesli wokl Jezydy zakresli sie kolo, to nie jest on w stanie sie z niego wydostac sila wlasnej woli. Wewnatrz okregu porusza sie swobodnie i im wieksze kolo, tym wiekszy jest zasieg jego ruchu,

ale w zaden sposb nie moze sie z niego wydostac. Jakas dziwna sila, znacznie przekraczajaca jego wlasna moc, trzyma go w srodku. Mimo ze jestem silny, sam nie potrafilem wyciagnac z kola slabej kobiety; potrzebny byl do tego drugi rwnie silny mezczyzna. Jezyda, sila wyciagniety z kola, natychmiast zapada w stan nazywany katalepsja, ktry ustaje w chwili, gdy znowu znajdzie sie w srodku okregu. Jesli jednak nie przyprowadzi sie go z powrotem do srodka, to powraca do normalnego stanu dopiero - jak to stwierdzilismy - po trzynastu albo dwudziestu jeden godzinach. Nie istnieje zaden inny sposb na przywrcenie go do normalnego stanu. Przynajmniej ani mnie, ani moim kolegom to sie nie udalo, mimo ze mielismy do dyspozycji wszystkie znane wsplczesnej nauce o hipnozie srodki, sluzace wyprowadzeniu ludzi ze stanu katalepsji. Jedynie ich kaplani potrafili temu przeciwdzialac za pomoca pewnych krtkich inkantacji. Skonczywszy i jeszcze tego samego wieczoru dostarczywszy wspomniana tarcze, udalem sie do dzielnicy rosyjskiej, w ktrej mieszkala wiekszosc moich przyjacil i znajomych. Mialem nadzieje, ze pomoga mi oni zrozumiec to dziwne zjawisko. W dzielnicy rosyjskiej mieszkala cala miejscowa inteligencja. Powinienem tutaj wspomniec, ze juz od smego roku zycia, na skutek rznych okolicznosci, zarwno w Aleksandropolu, jak i w Karsie mialem o wiele starszych ode mnie przyjacil, ktrzy nalezeli do rodzin o wyzszym statusie spolecznym niz moja. W greckiej czesci Aleksandropola, gdzie uprzednio mieszkali moi rodzice, nie mialem zadnych przyjacil. Wszyscy oni mieszkali w dzielnicy rosyjskiej polozonej na drugim krancu miasta i byli dziecmi oficerw, urzednikw oraz duchowienstwa. Czesto ich odwiedzalem i dzieki temu, ze poznawalem ich rodziny, stopniowo otworzyly sie przede mna drzwi prawie wszystkich domw tej dzielnicy. Pamietam, ze pierwsza osoba, z ktra rozmawialem na temat owego tak zdumiewajacego dla mnie zjawiska, byl o wiele starszy wiekiem, mj bliski przyjaciel Ananiew. Nie pozwolil mi nawet dokonczyc tego, co chcialem powiedziec, i przerywajac mi, autorytatywnie stwierdzil: - Ci chlopcy po prostu wykorzystali twoja latwowiernosc. Nabrali cie i zrobili z ciebie glupka. Spjrz lepiej na to cudo! - dodal wybiegajac do drugiego pokoju, z ktrego wrcil po chwili w nowiutkim mundurze (niedawno zostal mianowany urzednikiem pocztowym). Nastepnie zaproponowal, zebysmy poszli razem do miejskiego ogrodu. Wymigalem sie brakiem czasu i poszedlem odwiedzic Pawiowa, ktry mieszkal na tej samej ulicy. Urzednik skarbowy Pawlw byl z natury czlowiekiem porzadnym, ktry nie stronil jednak od alkoholu. W jego domu znajdowali sie wtedy: Ojciec Maksym - diakon kosciola w warowni, oficer artylerii Artemin, kapitan Terentiew, nauczyciel Stolmach i dwie inne osoby, ktre znalem bardzo slabo. Pili wlasnie wdke i kiedy wszedlem, poczestowali mnie pelnym kieliszkiem i poprosili, zebym do nich dolaczyl. Musze sie przyznac, ze w tym samym roku zaczalem juz pic - co prawda nieduzo - i nigdy nie odmawialem, gdy proponowano mi alkohol. Poczatek temu dalo pewne wydarzenie w Karsie. Ktregos ranka, bardzo zmeczony calonocna nauka, zamierzalem wlasnie sie polozyc, gdy niespodziewanie w drzwiach pojawil sie zolnierz z wezwaniem dla mnie do stawienia sie w katedrze. W jednym z fortw miano odprawic tego dnia nabozenstwo - nie pamietam juz w czyjej intencji - i w ostatniej chwili postanowiono wlaczyc do niego chr; tak wiec po calym miescie rozeslano pomocnikw i ordynansw z wezwaniami dla chrzystw. Strome podejscie prowadzace do fortu i samo nabozenstwo tak mnie zmeczyly po nie przespanej nocy, ze z trudem stalem na nogach. Po nabozenstwie wydano obiad dla zaproszonych gosci. Czlonkowie chru zasiedli przy specjalnie przygotowanym dla nich stole. Zobaczywszy, jak bardzo jestem oslabiony, kierownik chru - czlowiek trunkowy - naklonil mnie do wypicia malego kieliszka wdki. I rzeczywiscie od razu poczulem sie o wiele lepiej, a po kolejnym kieliszku odzyskalem pelnie sil. Od tego czasu, zawsze kiedy bylem bardzo zmeczony albo zdenerwowany, wypijalem jeden lub dwa, a czasami nawet trzy male kieliszki. Rwniez wspomnianego wieczoru wypilem jeden kieliszek z moimi przyjacilmi, ale pomimo ich nalegan

nie zgodzilem sie wypic nastepnego. Przyjecie dopiero sie zaczelo, tak wiec towarzystwo bylo jeszcze w miare trzezwe. Doskonale jednak wiedzialem, jak w tej wesolej gromadce bedzie wygladal ciag dalszy: najpierw trunek uderzy do glowy Ojcu diakonowi, ktremu wystarczy, zeby byl tylko lekko podpity, a juz z jakiegos powodu zaczyna intonowac modlitwe za spokj duszy wiernego, czcigodnego itd., swietej pamieci Aleksandra Pierwszego... Ale ujrzawszy, ze ciagle jeszcze siedzi ponury, nie moglem sie powstrzymac i opowiedzialem mu o tym, co dzisiaj zobaczylem. Moje slowa nie brzmialy jednak tak powaznie jak w czasie rozmowy z Ananiewem; tym razem mwilem nawet troche zartobliwie. Wszyscy uwaznie i z wielkim zaciekawieniem mnie wysluchali, a kiedy skonczylem opowiesc, wyrazili kolejno swoje opinie. Najpierw zabral glos kapitan, ktry powiedzial, ze sam widzial ostatnio, jak zolnierze narysowali kolo wokl stojacego Kurda, ktry niemalze z placzem blagal ich, zeby je wytarli. I dopiero wwczas, gdy on sam, to znaczy kapitan, rozkazal jednemu z zolnierzy wytrzec czesc okregu, Kurd sie w koncu wydostal. - Sadze - dodal kapitan - ze oni skladaja przysiege, iz nigdy nie wyjda z zamknietego kola, i nie wychodza z niego nie dlatego, ze nie moga, lecz dlatego, ze nie chca zlamac przysiegi. - To sa czciciele diabla - powiedzial diakon - i w normalnych okolicznosciach diabel sie do nich nie dobiera, bo to jego ludzie. Poniewaz jednak sam diabel jest tylko podwladnym i z urzedu musi wszystkich obarczyc swoim jarzmem, tak wiec - mozna by powiedziec, ze dla zachowania pozorw - ograniczyl w ten sposb niezaleznosc Jezydw, aby inni ludzie nie domyslili sie, iz to jego sludzy - Dokladnie tak samo miala sie sprawa z Filipem. Filip byl posterunkowym, ktrego, z braku innego kandydata, niniejsze towarzystwo wysylalo czasami po papierosy i wdke. Mozna zreszta stwierdzic, ze wczesna policja w najlepszym razie nadawala sie do rozsmieszania kotw". - Jesli na przyklad - kontynuowal diakon - wywolam awanture na ulicy, to obowiazkiem Filipa jest zaprowadzenie mnie na posterunek policji; i dla zachowania pozorw, by innym nie wydawalo sie to dziwne, tak wlasnie postapi, ale tuz za rogiem pozwoli mi odejsc, nie omieszkajac powiedziec: Wasza Wielmoznosc, prosze nie zapomniec o malym napiwku..." Otz, mozna by powiedziec, ze Szatan dokladnie tak samo postepuje ze swoimi slugami Jezydami. Nie wiem, czy wymyslil te historie na poczekaniu, czy tez byla ona prawdziwa. Oficer artylerii powiedzial, ze nigdy nie slyszal o takim zjawisku i ze wedlug niego nic takiego nie ma prawa istniec. Bylo mu przykro, ze tacy inteligentni ludzie jak my nie tylko wierza w cuda, ale jeszcze lamia sobie nad nimi glowe. Nauczyciel Stelmach odparl, ze sam, przeciwnie, wierzy w zjawiska nadprzyrodzone i ze jesli nauka pozytywistyczna nie jest w stanie wyjasnic jeszcze wielu rzeczy, to jest calkiem przekonany, iz juz wkrtce nauka wsplczesna udowodni, ze wszystkie tajemnice swiata metafizyki maja przyczyny fizyczne. - Co sie tyczy opisanego przez ciebie wydarzenia - kontynuowal - sadze, ze jest to jedno ze zjawisk magnetycznych, ktre badaja obecnie naukowcy z Nancy. Chcial jeszcze cos powiedziec, gdy przerwal mu Pawlw wykrzykujac: - Niech diabli wezma tych wszystkich czcicieli diabla! Dajcie kazdemu z nich pl butelki wdki, a wwczas zaden diabel ich nie powstrzyma. Wypijmy za zdrowie Izakowa! (Izakow byl wlascicielem miejscowej bimbrowni.) Owe dyskusje nie tylko mnie nie uspokoily, lecz wrecz przeciwnie, wychodzac z mieszkania Pawiowa jeszcze bardziej sie zamyslilem; jednoczesnie pojawily sie we mnie watpliwosci co do ludzi, ktrych dotychczas uwazalem za wyksztalconych. Nastepnego dnia rano spotkalem przypadkowo doktora Iwanowa, glwnego lekarza 39. Dywizji. Wezwano go do naszego sasiada, Ormianina, i poproszono mnie, zebym sluzyl choremu za tlumacza. Doktor Iwanw cieszyl sie dobra reputacja wsrd miejscowej ludnosci i mial wielu pacjentw. Znalem go dobrze, poniewaz czesto odwiedzal mojego wuja. Po zakonczeniu wizyty u chorego sasiada zapytalem go: - Wasza Ekscelencjo! - (Mial range generala.) - Prosze, niech mi pan wyjasni, dlaczego Jezydzi nie moga wydostac sie z kola. - Masz na mysli tych czcicieli diabla? - spytal. - To po prostu histeria. - Histeria? - zapytalem. - Tak,

histeria... - i zaczal plesc bzdury na temat histerii, z ktrych potrafilem zrozumiec jedynie, ze histeria to histeria. O tym sam juz dobrze wiedzialem, poniewaz w bibliotece szpitala wojskowego w Karsie nie bylo takiej ksiazki o neuropatologii i psychologii, ktrej bym nie przeczytal; pragnac znalezc w tych naukach wyjasnienie zjawiska wirujacych stolikw, przeczytalem wszystkie ksiazki bardzo uwaznie, zatrzymujac sie prawie nad kazda linijka. Tak wiec wiedzialem juz, ze histeria to histeria, jednakze chcialem dowiedziec sie czegos wiecej. Im bardziej zdawalem sobie sprawe z tego, jak trudno jest znalezc odpowiedz, tym bardziej zzeral mnie robak ciekawosci. Przez kilka dni nie bylem soba i niczym nie mialem ochoty sie zajac. Tylko jedna mysl krazyla mi po glowie: Gdzie lezy prawda? W ksiazkach i w tym, czego ucza mnie moi nauczyciele, czy tez w stwierdzonych przeze mnie faktach?" Wkrtce potem mialo miejsce inne zdarzenie, ktre wprawilo mnie w zupelne oslupienie. Piec albo szesc dni po historii z Jezyda szedlem rano umyc sie do fontanny. W tamtych okolicach istnial zwyczaj mycia sie codziennie rano woda ze zrdla. Po drodze zobaczylem na rogu ulicy grupe kobiet prowadzacych bardzo ozywiona rozmowe. Podszedlem do nich i dowiedzialem sie, co nastepuje: Ostatniej nocy w dzielnicy tatarskiej pojawil sie gornach. Tak nazywano tam zlego ducha, ktry korzysta z ciala niedawno zmarlego czlowieka i przyjmujac jego postac, dopuszcza sie najrozmaitszych lajdactw, szczeglnie w stosunku do wrogw nieboszczyka. Tym razem jeden z tych duchw pojawil sie w ciele Tatara pochowanego poprzedniego dnia, syna Mariam Baczi. Wiadomosc o smierci i pogrzebie owego Tatara dotarla do mnie juz wczesniej, poniewaz jego dom stal obok naszego dawnego domu, w ktrym mieszkala nasza rodzina przed wyjazdem do Karsu. Bylem tam poprzedniego dnia, zeby pobrac od lokatorw czynsz, l przy tej okazji odwiedzilem kilku naszych tatarskich sasiadw; widzialem wiec, jak wynoszono zwloki nieboszczyka. Znalem go dobrze, poniewaz czesto nas odwiedzal. Byl to mlody mezczyzna, ktry dopiero niedawno wstapil do strazy policyjnej. Kilka dni temu spadl z konia w czasie zawodw dzygitwki i, jak to sie mwi, dostal skretu kiszek". Mimo ze lekarz wojskowy Kulczewski, zeby je wyprostowac", przepisal mu cala szklanke rteci, biedak zmarl i zgodnie z tatarskim zwyczajem zostal bardzo szybko pochowany. Wlasnie wtedy, jak sie wydaje, wszedl w jego cialo w zly duch i prbowal zaciagnac je z powrotem do domu; ale przypadkowy swiadek zaczal krzyczec i podnisl alarm. Nie chcac dopuscic do tego, by duch narobil duzej szkody, dobrzy sasiedzi szybko poderzneli gardlo nieboszczykowi i zaniesli go z powrotem na cmentarz. Poniewaz zgodnie ze zwyczajem tatarskim trumne najpierw zakopuje sie plytko, przysypujac ja troche ziemia i czesto wkladajac do srodka jedzenie, wyznawcy religii chrzescijanskiej z tamtych rejonw wierza, iz owe duchy wstepuja wylacznie w zwloki Tatarw. Duchom trudno byloby oddalic sie z pochowanymi gleboko w ziemi cialami chrzescijan i dlatego wola Tatarw. To wydarzenie wprawilo mnie w stan calkowitego oszolomienia. Jak moglem je sobie wytlumaczyc? Co sam o tym wszystkim wiedzialem? Rozejrzalem sie dokola. Na rogu ulicy rozmawiali na ten temat: mj wuj, szanowny Georgij Merkurow wraz z synem - juz wkrtce maturzysta - oraz funkcjonariusz policji. Wszyscy oni budzili szacunek ludzi, kazdy z nich zyl o wiele dluzej niz ja i z pewnoscia wiedzial wiele rzeczy, o ktrych nawet mi sie nie snilo. Czy dostrzeglem na ich twarzach wyraz oburzenia, smutku lub zdziwienia? Nie. Wszyscy wygladali na zadowolonych z tego, ze tym razem udalo sie komus ukarac zlego ducha i zapobiec jego psotom. Ponownie wiec oddalem sie lekturze, majac nadzieje, ze w ten sposb zaspokoje gld zzerajacego mnie robaka. Bogaczewski bardzo mi pomagal, ale niestety wkrtce musial wyjechac, poniewaz dwa lata po przyjezdzie do Karsu zostal mianowany kapelanem garnizonu w miescie polozonym za Morzem Kaspijskim. W czasie pobytu w Karsie, kiedy byl moim nauczycielem, Bogaczewski wprowadzil do naszych stosunkw osobliwa zasade, a mianowicie co tydzien mnie spowiadal, chociaz nie byl jeszcze wyswiecony na ksiedza. Przed wyjazdem, miedzy innymi, poprosil mnie, zebym raz na tydzien

zapisywal moja spowiedz i wysylal mu ja w liscie. Obiecal, ze co jakis czas bedzie odpowiadal. Ustalilismy, ze listy bedzie wysylal na adres wuja, ktry nastepnie mi je przekaze. Rok pzniej Bogaczewski zrezygnowal z funkcji kapelana we wspomnianym miescie i zostal mnichem. Mwiono wwczas, ze powodem tej decyzji byl ponoc romans jego zony z jakims oficerem. Bogaczewski wyrzucil ja z domu i nie chcial pozostac w miescie; zrezygnowal rwniez z pelnienia jakiejkolwiek funkcji w kosciele. Wkrtce po wyjezdzie Bogaczewskiego z Karsu przenioslem sie do Tyflisu. Tam otrzymalem przeslane przez mojego wuja dwa listy od Bogaczewskiego. Potem na dlugi czas zaginal po nim wszelki slad. Wiele lat pzniej spotkalem go przypadkowo w Samarze, kiedy wychodzil z domu miejscowego biskupa. Mial na sobie habit mnisi, pochodzacy z dobrze znanego klasztoru. W pierwszej chwili nie poznal mnie, poniewaz wyroslem i bardzo sie zmienilem. Kiedy jednak mu powiedzialem, kim jestem, bardzo sie ucieszyl i czesto sie spotykalismy, az do naszego wyjazdu z Samarry. Bylo to nasze ostatnie spotkanie. Dowiedzialem sie pzniej, ze Bogaczewski nie chcial pozostac w swoim klasztorze w Rosji i wkrtce udal sie do Turcji, a potem na swieta gre Athos, gdzie rwniez zatrzymal sie tylko na krtko. Nastepnie porzucil zycie zakonne i pojechal do Jerozolimy. Tam zaprzyjaznil sie ze sprzedawca rzancw, ktry handlowal niedaleko Swietego Grobu. Owym sprzedawca byl mnich z zakonu Braci Essenskich, ktry stopniowo przygotowawszy Bogaczewskiego, wprowadzil go nastepnie do swojego bractwa. Bogaczewski, dzieki przykladnemu zyciu, zostal najpierw kustoszem, a po kilku latach przeorem klasztoru w Egipcie; jeszcze pzniej, po smierci jednego z zastepcw opata glwnego klasztoru, zajal jego miejsce. Podczas pobytu w Brussie dowiedzialem sie od mojego przyjaciela, tureckiego derwisza, ktry czesto spotykal sie z Bogaczewskim, wielu rzeczy na temat niezwyklego zycia, jakie prowadzil on w tamtym okresie. Jeszcze wczesniej wuj przekazal mi jeden list od niego. Oprcz krtkiego blogoslawienstwa w liscie znajdowalo sie male zdjecie Bogaczewskiego w stroju greckiego mnicha oraz kilka widokw miejsc swietych w poblizu Jerozolimy. W czasie pobytu w Karsie, jeszcze w okresie oczekiwania na swiecenia kaplanskie, Bogaczewski glosil bardzo oryginalne poglady na temat moralnosci. Nauczal mnie wwczas, ze istnieja na ziemi dwie moralnosci: jedna obiektywna, ustanowiona na przestrzeni tysiacleci przez samo zycie, i druga subiektywna, odnoszaca sie zarwno do poszczeglnych osb, jak i do calych narodw, krlestw, rodzin, grup spolecznych itd. - Moralnosc obiektywna - powiedzial mi kregos dnia - ustanawia samo zycie oraz przykazania, ktre otrzymalismy od Samego Pana Boga poprzez Jego prorokw. Stopniowo staje sie ona podstawa do ksztaltowania sie w czlowieku tego, co nazywa sie sumieniem. I to wlasnie owo sumienie wspiera moralnosc obiektywna. Moralnosc obiektywna nigdy sie nie zmienia, moze jedynie z uplywem czasu sie poszerzyc. Natomiast moralnosc subiektywna zostala wymyslona przez czlowieka i dlatego jest pojeciem wzglednym, znaczacym co innego w rznych miejscach i dla rznych ludzi; jednoczesnie zalezy ona od specyficznego, dominujacego w danej epoce zrozumienia pojecia dobra i zla. Na przyklad tutaj, na Zakaukaziu - powiedzial Bogaczewski - jesli kobieta rozmawiajac z gosciem nie zakryje twarzy, wszyscy uznaja ja za osobe niemoralna, zepsuta i zle wychowana. Z kolei w Rosji, wrecz przeciwnie, jesli kobieta zakryje twarz i nie przywita goscia ani nie zabawi go rozmowa, wszyscy uznaja, ze jest zle wychowana, niegrzeczna, niemila itd. Inny przyklad: tutaj, w Karsie, jesli raz na tydzien albo przynajmniej raz na dwa tygodnie mezczyzna nie pjdzie do lazni tureckiej, cale jego otoczenie przestanie go szanowac, poczuje do niego odraze, a nawet uzna, ze nieladnie pachnie - co wcale nie musi byc zgodne z prawda. Jednakze w Petersburgu sprawa ma sie zupelnie inaczej: wystarczy, ze czlowiek wspomni w rozmowie o chodzeniu do lazni, a od razu zostanie uznany za zle wychowanego, nieinteligentnego, gburowatego itd.; jesli zas przypadkiem rzeczywiscie tam sie uda, to bedzie ukrywal ten fakt przed innymi, aby go nie oskarzano o brak dobrego smaku.

Abys lepiej zrozumial wzglednosc pojecia tak zwanej moralnosci lub honoru - kontynuowal Bogaczewski - wezmy dla przykladu dwa zdarzenia z kregu oficerw karskich, ktre mialy miejsce w ciagu ostatniego tygodnia i wywolaly oglne poruszenie. Pierwsze z nich to proces porucznika K.; drugie to samobjstwo porucznika Makarowa. Porucznik K. stanal przez sadem wojskowym za brutalne pobicie szewca Iwanowa, w wyniku ktrego ten ostatni stracil oko. Na podstawie faktw ujawnionych w czasie dochodzenia, wskazujacych na to, ze szewc dokuczal porucznikowi K. i rozpuszczal obrazliwe pogloski na jego temat, sad wydal wyrok uniewinniajacy. Bardzo zainteresowala mnie ta historia i postanowilem na wlasna reke, nie biorac pod uwage zgromadzonego przez sad materialu dowodowego, przepytac rodzine i znajomych nieszczesnego szewca, aby sie upewnic co do rzeczywistych powodw postepowania porucznika K. Jak sie dowiedzialem, w porucznik zamwil u szewca Iwanowa najpierw jedna, a pzniej jeszcze dwie pary butw i obiecal, ze przesle mu pieniadze dwudziestego, w dniu swojej wyplaty. Poniewaz porucznik nie wyslal pieniedzy dwudziestego, szewc udal sie do jego domu, zeby upomniec sie o swoja naleznosc. Oficer obiecal, ze zaplaci nastepnego dnia, ale nastepnego dnia znowu go zbyl, odraczajac zaplate do nastepnego dnia i mwiac krtko, przez dlugi czas karmil Iwanowa nadzieja na tak zwane jutro". Iwanw jednak za kazdym razem wracal i domagal sie pieniedzy, ktre stanowily dla niego pokazna sume; bylo to niemal wszystko, co posiadal: wszystkie oszczednosci jego zony praczki, ktra na zakup materialw na buty porucznika dala mezowi pieniadze skladane grosz do grosza przez wiele lat. Innym powodem, dla ktrego Iwanw wytrwale przychodzil po swoja zaplate, byl fakt, iz musial wyzywic szstke malych dzieci. Porucznik K., zirytowany w koncu naleganiem Iwanowa, kazal swojemu ordynansowi oznajmic, ze nie ma go w domu; nastepnym razem po prostu przegonil Iwanowa, grozac mu wiezieniem, a na koniec polecil ordynansowi sprawic mu porzadne lanie, jesli osmieli sie jeszcze wrcic. Ordynans, czlowiek z usposobienia lagodny, wbrew rozkazowi swojego pana nie pobil Iwanowa, lecz chcac po przyjacielsku go przekonac, zeby nie zaklcal porucznikowi spokoju ciaglymi wizytami, zaprosil szewca na rozmowe do kuchni. Iwanw usiadl wiec na stolku, a ordynans zabral sie do skubania gesi przeznaczonej do upieczenia. Widzac to, Iwanw zauwazyl: Wiec to tak! Wielcy panstwo codziennie jedza pieczona ges i nie placa dlugw, a tymczasem moje dzieci chodza glodne!" W tym momencie wszedl do kuchni porucznik K. i uslyszawszy, co powiedzial Iwanw, w ataku furii wzial ze stolu duzego buraka i tak mocno uderzyl nim Iwanowa w twarz, az wypadlo mu oko. Drugie zdarzenie - kontynuowal Bogaczewski - mozna by powiedziec, ze jest przeciwienstwem pierwszego. Niejaki porucznik Makarow nie byl w stanie splacic dlugu zaciagnietego u niejakiego kapitana Maszwelowa i z tego powodu sie zastrzelil. Trzeba dodac, ze w Maszwelow byl nalogowym hazardzista, uwazanym przez wszystkich za wielkiego szulera. Nie bylo dnia, zeby w czasie gry nie obdarl kogos ze skry"; wszyscy doskonale wiedzieli, ze oszukuje. Kilka dni temu porucznik Makarow gral w karty z grupa oficerw, wsrd ktrych znajdowal sie Maszwelow, i przegral nie tylko wszystkie swoje pieniadze, lecz rwniez sume pozyczona od Maszwelowa, ktra obiecal oddac za trzy dni. Poniewaz byla to pokazna suma, porucznik Makarow nie zdolal jej uzbierac w ciagu trzech dni i nie mogac dotrzymac danego slowa, wolal sie zabic, niz splamic swj oficerski honor. Powd obu tych wydarzen byl ten sam: dlugi. W pierwszym wypadku dluznik wybil wierzycielowi oko; w drugim - dluznik sie zastrzelil. Dlaczego? Po prostu dlatego, ze wszyscy ludzie z otoczenia Makarowa surowo potepiliby go za to, ze nie oddal dlugu oszustowi Maszwelowowi, podczas gdy w wypadku szewca Iwanowa, nawet gdyby jego dzieci umarly z glodu, wszystko i tak byloby w porzadku. W koncu kodeks honorowy oficera nie wymaga splacenia dlugu zaciagnietego u szewca. Oglnie rzecz biorac, powtarzam, zdarzenia tego rodzaju maja miejsce po prostu dlatego, ze dorosli wbijaja swoim dzieciom do glowy - jeszcze w okresie ksztaltowania

sie w nich przyszlego czlowieka" - wszystkie mozliwe konwenanse i w ten sposb uniemozliwiaja Przyrodzie rozwijanie w nich sumienia, ktre uformowalo sie w ciagu tysiacleci walki prowadzonej przez naszych przodkw przeciwko takim wlasnie konwenansom. Bogaczewski czesto naklanial mnie, bym nie dostosowywal sie do zadnych konwenansw narzucanych mi zarwno przez krag moich najblizszych, jak i przez wszystkich innych ludzi. Powiedzial kiedys: - Z konwenansw, ktre wbija sie czlowiekowi do glowy, ksztaltuje sie moralnosc subiektywna; ale realne zycie wymaga moralnosci obiektywnej, ktrej jedynym zrdlem jest sumienie. Sumienie jest wszedzie takie samo: tutaj, w Petersburgu, w Ameryce, na Kamczatce i Wyspach Salomona. Dzisiaj akurat jestes tutaj, ale jutro mozesz znalezc sie w Ameryce. Jesli masz prawdziwe sumienie i zyjesz z nim w zgodzie, to niezaleznie od tego, gdzie bedziesz, wszystko ulozy sie pomyslnie. Jestes jeszcze mlody; tak naprawde twoje zycie jeszcze sie nie zaczelo. Wszyscy tutaj moga mwic, ze jestes zle wychowany; byc moze nie umiesz wlasciwie sie uklonic ani powiedziec tego co trzeba w odpowiednim momencie. Nie ma to jednak zadnego znaczenia, pod warunkiem, ze kiedy dorosniesz i rozpoczniesz wlasne zycie, bedziesz mial w sobie prawdziwe sumienie, czyli podstawe, na ktrej opiera sie moralnosc obiektywna. Moralnosc subiektywna jest pojeciem wzglednym; jesli jestes pelen wzglednych pojec, to kiedy dorosniesz, zawsze i wszedzie bedziesz postepowal oraz osadzal innych, kierujac sie konwencjonalnymi pogladami i stereotypami, ktre ci wpojono. Musisz nauczyc sie nie zwazac na to, co otaczajacy cie ludzie uwazaja za dobre lub zle, i postepowac w zyciu w zgodzie z tym, co dyktuje ci sumienie. Niczym nie skrepowane sumienie zawsze wie wiecej niz wszystkie ksiazki i wszyscy razem wzieci nauczyciele. Na razie jednak, do czasu, gdy uformuje sie twoje sumienie, zyj w zgodzie z przykazaniem naszego Nauczyciela Jezusa Chrystusa: Nie czyn drugiemu, co tobie niemile. Tak sie zlozylo, ze Ojciec Ewlissi, obecnie juz bardzo sedziwy, to jeden z niewielu ludzi na ziemi, ktry umie zyc tak, jak tego zyczyl nam wszystkim Nasz Boski Nauczyciel Jezus Chrystus. Niechaj jego modlitwy przyjda z pomoca kazdemu, kto pragnie nabyc umiejetnosci zycia podlug Prawdy! Pan X, czyli kapitan Pogosjan Sarkis Pogosjan, znany obecnie jako Pan X, jest wlascicielem kilku okretw parowych i sam dowodzi statkiem kursujacym na jego ulubionej trasie miedzy Sunda i Wyspami Salomona. Z pochodzenia Ormianin, urodzil sie w Turcji, ale dziecinstwo spedzil na Zakaukaziu, w Karsie. Moja znajomosc i przyjazn z Pogosjanem datuja sie z czasw jego mlodosci, kiedy konczyl studia w seminarium duchownym w Eczmiadzynie i przygotowywal sie do przyjecia swiecen kaplanskich. Jeszcze zanim go spotkalem, slyszalem o nim od jego rodzicw, ktrzy mieszkali w Karsie niedaleko naszego domu i czesto odwiedzali mojego ojca. Wiedzialem wiec, ze mieli tylko jednego syna, ktry przed wstapieniem do seminarium duchownego w Eczmiadzynie studiowal w Temagan Dproc", czyli w seminarium duchownym w Erewaniu. Rodzice Pogosjana pochodzili z Turcji, z miasta Erzerum, i przeprowadzili sie do Karsu wkrtce po tym, jak miasto zajeli Rosjanie. Jego ojciec byl zawodowym poiadzi [poiadzi znaczy farbiarz". Ludzi trudniacych sie tym zawodem mozna zawsze latwo rozpoznac po tym, ze ich rece S| po lokcie ubarwione na niebiesko od farby, ktrej nie da sie zmyc], zas jego matka hafciarka specjalizujaca sie w wyszywaniu zlota nicia kubrakw i pasw skladajacych sie na dzupy [dzupa to specjalny kostium noszony przez kobiety ormianskie w Erzerum]. Zyli oni bardzo skromnie i wszystkie oszczednosci przeznaczali na zapewnienie synowi dobrego wyksztalcenia. Sarkis Pogosjan rzadko odwiedzal swoich rodzicw, nie mialem wiec nigdy okazji poznac go w Karsie.

Spotkalismy sie dopiero w trakcie mojego pierwszego pobytu w Eczmiadzynie. Zanim sie tam udalem, pojechalem na kilka dni do Karsu, zeby spotkac sie z ojcem. Rodzice Pogosjana dowiedziawszy sie, ze wybieram sie do Eczmiadzynu, poprosili mnie, bym zabral maly pakunek z bielizna dla ich syna. Celem mojej wyprawy do Eczmiadzynu bylo jak zwykle poszukiwanie odpowiedzi na pytania dotyczace zjawisk nadprzyrodzonych; moje zainteresowanie owymi zjawiskami nie tylko nie zmalalo, lecz wrecz przeciwnie, wzroslo. Musze w tym miejscu przyznac, o czym zreszta wspominalem juz w poprzednim rozdziale, ze moje namietne zainteresowanie zjawiskami nadprzyrodzonymi spowodowalo, iz zaglebilem sie w ksiazki, jak rwniez zwrcilem sie do rznych przedstawicieli nauki z prosba, by wyjasnili mi pochodzenie owych zjawisk. Poniewaz jednak ani w ksiazkach, ani u ludzi, do ktrych sie zwrcilem, nie znalazlem zadnych zadowalajacych odpowiedzi, postanowilem skierowac moje poszukiwania w strone religii. Odwiedzilem rzne klasztory i spotkalem ludzi, ktrzy znani byli ze swojej poboznosci. Przeczytalem swiete Pisma, Zywoty Swietych i przez trzy miesiace sluzylem u slynnego Ojca Jewlampiosa w klasztorze Sanaine; odbylem rwniez pielgrzymki do prawie wszystkich miejsc swietych" rznych, tak licznych na Zakaukaziu wyznan. Ponownie bylem swiadkiem calej serii zjawisk, ktrych prawdziwosc nie ulegala watpliwosci, ale ktrych nie potrafilem w zaden sposb wyjasnic. Wszystko to sprawilo, ze poczulem sie jeszcze bardziej zdezorientowany. Na przyklad pewnego razu, kiedy z grupa pielgrzymw wyruszylem z Aleksandropola na swieto religijne odbywajace sie na grze Dzadzur, w miejscu, ktre po ormiansku nazywa sie Amenaprec, bylem swiadkiem nastepujacego zdarzenia: Z malej wioski Paldewan wieziono do owego swietego miejsca pewnego paralityka. Po drodze wdalem sie w rozmowe z towarzyszacymi kalece krewnymi. w paralityk, ktry mial ledwie trzydziestke, byl chory juz od szesciu lat. Wczesniej jednak cieszyl sie doskonalym zdrowiem i odbyl nawet sluzbe wojskowa. Rozchorowal sie po powrocie z wojska, tuz przed swoim slubem, i w nastepstwie stracil wladanie w lewej czesci ciala. Wysilki rznych lekarzy i uzdrowicieli nie przyniosly zadnych rezultatw. Wyslano go nawet na specjalne leczenie do Mineralnych Wd na Kaukazie, a teraz jego krewni, nie poddajac sie rozpaczy, wiezli go do Amenaprec w nadziei, ze swiety mu pomoze i ulzy jego cierpieniom. W drodze do sanktuarium, tak jak wszyscy pielgrzymi, zatrzymalismy sie w wiosce Diskiant, by pomodlic sie przed cudownym obrazem Naszego Zbawiciela, znajdujacym sie w domu pewnej rodziny ormianskiej. Inwalida, ktry takze pragnal sie pomodlic, zostal wniesiony do domu, w czym zreszta sam pomoglem biedakowi. Wkrtce potem dotarlismy do stp gry Dzadzur, na ktrej zboczu znajduje sie maly koscilek, a w nim grb swietego. Zatrzymalismy sie na koncu bitej drogi, w miejscu, gdzie pielgrzymi zostawiaja zazwyczaj swoje wozy, furgony i furmanki. Pozostala czesc podejscia - okolo czterystu metrw - trzeba przebyc pieszo. Zgodnie ze zwyczajem, wielu pielgrzymw idzie na bosaka, niektrzy nawet na kolanach lub w jakis inny specjalny sposb. W chwili, gdy podniesiono paralityka z wozu, zeby zaniesc go na szczyt, w niespodziewanie zaczal stawiac opr, chcac samemu, tak jak potrafil, doczolgac sie na gre. Polozono go wiec na ziemi, a on zaczal sie podciagac na swoim zdrowym boku. Czynil to z takim wysilkiem, ze na sam ten widok kroilo sie serce; on jednak uparcie odmawial wszelkiej pomocy. Wielokrotnie odpoczywajac po drodze, po trzech godzinach dotarl w koncu na szczyt, nastepnie doczolgal sie do grobu swietego w srodku kosciola i pocalowawszy nagrobek, natychmiast stracil przytomnosc. Jego krewni, z pomoca moja i ksiezy, prbowali go ocucic. Wlalismy mu wode do ust i obmylismy glowe. I wlasnie w chwili, gdy sie ocknal, zdarzyl sie cud: jego paraliz zniknal bez sladu. W pierwszym momencie mezczyzna byl oszolomiony; ale kiedy zdal sobie sprawe, ze moze ruszac wszystkimi konczynami, podskoczyl i niemalze zaczal tanczyc. Nastepnie niespodziewanie zebral sie w sobie, po czym z glosnym okrzykiem rzucil sie na ziemie i zaczal sie modlic. Wszyscy

zgromadzeni, z ksiedzem na czele, padli natychmiast na kolana i takze zaczeli sie modlic. Po chwili ksiadz powstal i posrodku kleczacych wiernych odmwil modly dziekczynne w intencji swietego. Inne, rwnie zagadkowe zdarzenie mialo miejsce w Karsie. Owego lata w calym regionie panowaly upal i susza; prawie wszystkie plony splonely, grozil gld i ludzie stawali sie coraz bardziej niespokojni. Tego samego lata przybyl do Rosji archimandryta z patriarchatu antiochijskiego, przywozac ze soba cudowna ikone - nie pamietam, czy byl to obraz swietego Mikolaja Cudotwrcy czy Najswietszej Marii Panny - w celu zorganizowania pomocy dla Grekw, ktrzy ucierpieli w wojnie na Krecie. Podrzujac po Rosji, odwiedzal glwnie miejsca zamieszkane przez ludnosc pochodzenia greckiego, w tym rwniez Kars. Nie wiem, czy kryla sie za tym polityka czy religia, ale przedstawiciele rzadu rosyjskiego w Karsie, zreszta jak wszedzie indziej, zorganizowali mu imponujace powitanie ze wszystkimi naleznymi honorami. W trakcie jego pobytu przenoszono ikone z kosciola do kosciola i cale duchowienstwo witalo ja z wielkim nabozenstwem, wychodzac jej na spotkanie z choragwiami. Dzien po przyjezdzie archimandryty do Karsu rozeszla sie pogloska, ze w miejscu polozonym za miastem cale duchowienstwo wezmie udzial w specjalnej mszy na intencje deszczu, odprawionej przed owa ikona. I rzeczywiscie, tego samego dnia, kilka minut po dwunastej, ze wszystkich kosciolw wyruszyly w kierunku wyznaczonego miejsca ceremonii procesje niosace choragwie i obrazy. W nabozenstwie uczestniczylo duchowienstwo ze starego kosciola greckiego, z niedawno odbudowanej katedry greckiej, z katedry garnizonowej, z kosciola pulku kubanskiego, a takze z kosciola ormianskiego. Byl to szczeglnie upalny dzien. W obecnosci prawie calej miejscowej ludnosci ksieza, z archimandryta na czele, odprawili uroczyste nabozenstwo, ktre zakonczylo sie wsplna procesja w kierunku miasta. I wtedy zdarzylo sie cos, czego w zaden sposb nie sa w stanie wytlumaczyc ludzie wsplczesni. Niespodziewanie niebo pokrylo sie chmurami i zanim procesja dotarla do miasta, spadla taka ulewa, ze wszyscy byli przemoczeni do suchej nitki. Prbujac wyjasnic to lub podobne zjawiska, mozna oczywiscie uzyc stereotypowych slw: zbieg okolicznosci", ktre staly sie ulubionym wyrazeniem tak zwanych ludzi myslacych; ale nie da sie zaprzeczyc, iz tym razem w zbieg okolicznosci byl troche przesadny. Trzecie zdarzenie mialo miejsce w Aleksandropolu w okresie, gdy moja rodzina z powrotem przeniosla sie tam na krtki czas i znowu zamieszkalismy w naszym starym domu. W sasiednim budynku mieszkala moja ciotka. Jedno z pomieszczen wynajela Tatarowi, ktry pracowal jako urzednik lub sekretarz w urzedzie miejskim. Zamieszkal on razem ze swoja stara matka, mlodsza siostra i niedawno poslubiona piekna dziewczyna z pobliskiej wioski Karadagh. Z poczatku wszystko ukladalo sie dobrze. Czterdziesci dni po slubie mloda zona, zgodnie z obowiazujacym wsrd Tatarw zwyczajem, wybrala sie w odwiedziny do swoich rodzicw. Byc moze przeziebila sie tam albo byl jeszcze jakis inny powd, w kazdym razie po powrocie poczula sie niedobrze i musiala polozyc sie do lzka. Stopniowo jej stan zdrowia znacznie sie pogorszyl. Mimo najlepszej opieki i kuracji przepisanych przez kilku lekarzy, wsrd ktrych, jesli sobie dobrze przypominam, znajdowal sie lekarz miejski Reznik i byly lekarz wojskowy Kilczewski, stan chorej zmienial sie tylko ze zlego na gorszy. Mj znajomy, pielegniarz, na polecenie doktora Reznika robil jej codziennie zastrzyk. w pielegniarz, ktrego imie wylecialo mi z glowy - przypominam sobie tylko, ze byl nieprawdopodobnie wysoki - czesto nas odwiedzal. Pewnego ranka pojawil sie w chwili, gdy razem z matka pilismy herbate. Zaprosilismy go do stolu i w trakcie rozmowy zapytalem go, miedzy innymi, o stan zdrowia naszej sasiadki. - Jest bardzo chora - odpowiedzial. - To galopujace suchoty i niewatpliwie dlugo juz nie pociagnie. Jeszcze przed jego wyjsciem stara kobieta, tesciowa chorej, przyszla do nas i poprosila moja matke, zeby pozwolila jej zebrac w naszym malym ogrodzie troche platkw dzikiej rzy. Cala we lzach opowiedziala nam, jak ostatniej nocy Mariam Ana - tak Tatarzy nazywaja Matke Boska - objawila sie we snie chorej

kobiecie i nakazala jej, zeby uzbierala platkw rzy, ugotowala je w mleku i nastepnie wypila wywar. Chcac wiec uspokoic chora, tesciowa postanowila spelnic jej zyczenie. Slyszac to, pielegniarz nie mgl sie powstrzymac od smiechu. Moja matka oczywiscie sie zgodzila i nawet poszla z nia do ogrodu, zeby jej pomc. Ja tez, odprowadziwszy pielegniarza, dolaczylem do nich. Jakiez bylo moje zdziwienie, gdy nastepnego ranka w drodze na targ spotkalem chora i jej tesciowa wychodzace z ormianskiego kosciola Sew-Dziam, w ktrym znajduje sie cudowny obraz Matki Boskiej; tydzien pzniej widzialem, jak sasiadka myje okna swojego domu. Doktor Reznik, nawiasem mwiac, wyjasnil, ze jej wyzdrowienie, ktre zakrawalo na cud, bylo kwestia przypadku. Te niewatpliwe fakty, ktre widzialem na wlasne oczy, jak rwniez wiele innych, o ktrych dowiedzialem sie w trakcie moich poszukiwan - wszystkie wskazujace na obecnosc czegos nadprzyrodzonego - w zaden sposb nie daly sie pogodzic z tym, co dyktowal mi zdrowy rozsadek, ani z wnioskami, jakie wyciagnalem z mojej wwczas juz rozleglej znajomosci nauk scislych, ktre wykluczaly sama idee zjawisk nadprzyrodzonych. Owa istniejaca w mojej swiadomosci sprzecznosc nie dawala mi spokoju i stawala sie coraz bardziej nieznosna, poniewaz z obu stron fakty oraz dowody byly rwnie przekonywajace. Niemniej jednak kontynuowalem poszukiwania w nadziei, ze gdzies i kiedys znajde w koncu prawdziwa odpowiedz na te nieustannie dreczace mnie pytania. I wlasnie ten cel przywidl mnie, miedzy innymi, do Eczmiadzynu, glwnego osrodka jednej z wielkich religii; mialem nadzieje, ze uda mi sie tam znalezc chocby niewyrazny trop, ktry naprowadzi mnie na wlasciwe rozwiazanie. Dla Ormian Eczmiadzyn, nazywany takze Wagarszapat, jest tym, czym Mekka dla muzulmanw i Jerozolima dla chrzescijan. Znajduje sie tu siedziba katolikosw calej Armenii, jak rwniez centrum kultury ormianskiej. Kazdej jesieni w Eczmiadzynie odbywaja sie wielkie swieta religijne, na ktre przybywaja pielgrzymi nie tylko z calej Armenii, lecz takze z calego swiata. Tydzien przed rozpoczeciem takiego swieta wszystkie okoliczne drogi zapelniaja sie pielgrzymami; niektrzy podrzuja pieszo, inni na wozach i furmankach, a jeszcze inni na koniach i oslach. Tak wiec umiesciwszy tlumok na wozie nalezacym do czlonkw sekty Molokanw, wyruszylem pieszo w towarzystwie pielgrzymw z Aleksandropola. Po przybyciu do Eczmiadzynu, zgodnie ze zwyczajem, poszedlem do wszystkich miejsc swietych, zeby sie pomodlic, a nastepnie wyruszylem do miasta w poszukiwaniu jakiejs kwatery; jednakze bez skutku, poniewaz wszystkie zajazdy (w tamtych czasach nie istnialy jeszcze hotele) byly nie tylko pelne, lecz wrecz przepelnione. Jak wielu innych pielgrzymw, zdecydowalem sie wiec ulokowac za miastem pod jakims wozem albo furmanka. Poniewaz bylo jeszcze wczesnie, postanowilem najpierw dopelnic obowiazkw, to znaczy odnalezc Pogosjana i przekazac mu jego pakunek. Pogosjan mieszkal niedaleko glwnego zajazdu, u swojego dalekiego krewnego, archimandryty Sureniana. Zastalem go w domu. Byl to mlodzieniec sredniego wzrostu, mniej wiecej w moim wieku, mial ciemne wlosy i maly wasik. W jego oczach malowal sie smutek, ale od czasu do czasu rozblyskal w nich wewnetrzny ogien. W prawym oku mial lekkiego zeza. W tamtym okresie zdawal sie bardzo watly i niesmialy. Najpierw wypytal mnie o swoich rodzicw, a dowiedziawszy sie w trakcie rozmowy, ze nie udalo mi sie znalezc zadnej kwatery, wybiegl i zaraz wrcil, proponujac, zebym zatrzymal sie w jego pokoju. Oczywiscie zgodzilem sie i od razu poszedlem po swoje rzeczy pozostawione na wozie. Wlasnie skonczylismy scielic moje lzko, gdy zawolano nas na kolacje u Ojca Sureniana, ktry uprzejmie mnie powital, a nastepnie wypytal o rodzine Pogosjana i oglnie o to, co slychac w Aleksandropolu. Po kolacji wyszedlem z Pogosjanem zobaczyc miasto i zwiedzic sanktuaria. Trzeba powiedziec, ze w czasie swieta ulice Eczmiadzynu pulsuja zyciem przez cala noc; wszystkie kawiarnie i aszhany sa wtedy otwarte. Tamten wieczr i wszystkie nastepne dni spedzilem w towarzystwie Pogosjana. Oprowadzil mnie po calym miescie, ktre znal jak wlasna kieszen. Odwiedzilismy miejsca, do ktrych zwykli pielgrzymi nie maja wstepu;

bylismy nawet w Kanzaranie, gdzie ukryte sa skarby Eczmiadzynu i gdzie rzadko wpuszcza sie ludzi z zewnatrz. Z naszych rozmw wyniklo, ze interesowaly go te same kwestie, ktre i mnie nie dawaly spokoju; obaj zebralismy juz duzo materialu na ich temat i teraz moglismy sie nim podzielic. Nasze rozmowy stawaly sie coraz bardziej bezposrednie i szczere, i stopniowo nawiazala sie miedzy nami gleboka wiez. Pogosjan konczyl studia w seminarium duchownym i za dwa lata mial przyjac swiecenia kaplanskie, ale jego stan wewnetrzny zupelnie nie przystawal do takiej perspektywy. Bedac czlowiekiem religijnym, byl jednoczesnie bardzo krytycznie nastawiony do swojego otoczenia i mysl o znalezieniu sie wsrd ksiezy, ktrych sposb zycia wydawal mu sie sprzeczny z jego wlasnymi idealami, budzila w nim niechec. Gdy stalismy sie juz przyjacilmi, Pogosjan duzo opowiedzial mi o ukrytej stronie zycia miejscowego kleru; na mysl, ze po przyjeciu swiecen kaplanskich bedzie zmuszony do zycia w takim srodowisku, cierpial wewnetrznie i byl bardzo strapiony. Po zakonczeniu swieta zatrzymalem sie w Eczmiadzynie jeszcze przez trzy tygodnie, mieszkajac z Pogosjanem w domu archimandryty Sureniana, wielokrotnie mialem wiec okazje rozmawiac o interesujacych mnie sprawach z samym archimandryta, jak rwniez z innymi mnichami, ktrych dzieki niemu poznalem. Jednakze mj pobyt w Eczmiadzynie nie przynisl mi odpowiedzi, ktrej tam szukalem, i spedziwszy wystarczajaco duzo czasu, zeby zdac sobie sprawe z tego, ze tam jej nie znajde, wyjechalem z uczuciem glebokiego wewnetrznego rozczarowania. Z Pogosjanem rozstalem sie jak z bliskim przyjacielem. Obiecalismy sobie, ze bedziemy do siebie pisac i dzielic sie obserwacjami na interesujace nas tematy. Dwa lata pzniej, ktregos pieknego dnia, Pogosjan zjawil sie w Tyflisie i zatrzymal sie u mnie. Po skonczeniu studiw w seminarium spedzil troche czasu u swoich rodzicw w Karsie. Do objecia jakiejs parafii brakowalo mu tylko tego, by sie ozenil. Rodzina znalazla mu nawet narzeczona, ale on sam byl bardzo niezdecydowany i nie wiedzial, co ma dalej robic. Calymi dniami pograzal sie w lekturze moich ksiazek, a wieczorem, po moim powrocie z dworca kolejowego w Tyflisie, gdzie pracowalem jako palacz, wyruszalismy razem do ogrodw w Musztaid; tam, spacerujac wzdluz bezludnych sciezek, prowadzilismy nie konczace sie rozmowy. Pewnego razu podczas przechadzki w Musztaid zartem zaproponowalem, zeby zaczal pracowac ze mna na dworcu kolejowym; wielkie bylo moje zdziwienie, gdy nastepnego dnia Pogosjan zaczal nalegac, zebym pomgl mu w znalezieniu tam pracy. Nie prbowalem mu odradzac i wysla-iem go z kartka do mojego dobrego przyjaciela, inzyniera Jarosliewa, ktry od reki wreczyl mu Ust polecajacy do kierownika stacji, a ten zatrudnil go lako pomocnika slusarza. Do pazdziernika wszystko toczylo sie bez zmian. Nadal pochlanialy nas abstrakcyjne pytania i Pogosjan ani myslal o powrocie do domu. Pewnego dnia w domu Jarosliewa poznalem innego inzyniera, Wasiliewa, ktry przyjechal wlasnie na Kaukaz, zeby ustalic plany Unii kolejowej prowadzacej z Tyflisu do Karsu. Po odbyciu kilku spotkan, ktregos dnia Wasiliew zaproponowal, zebym towarzyszyl mu w pracy terenowej w roli nadzorcy i tlumacza. Pensja byla bardzo kuszaca - prawie cztery razy wieksza niz ta, ktra pobieralem. Poza tym moja wczesna praca zaczynala mnie nudzic i kolidowala z moimi poszukiwaniami; ostatecznie wiec perspektywa wiekszej ilosci wolnego czasu spowodowala, ze sie zgodzilem. Zaproponowalem Pogosjanowi, zeby dolaczyl do mnie w takiej czy innej roli; on jednak odmwil, poniewaz zainteresowala go praca slusarza i pragnal ja kontynuowac. Przez trzy miesiace podrzowalem z inzynierem Wasiliewem waskimi dolinami rozciagajacymi sie miedzy Tyflisem i KarakaUi. Udalo mi sie zarobic w tym czasie duzo pieniedzy, poniewaz oprcz pensji oficjalnej mialem jeszcze kilka innych zrdel dochodu, dosyc watpliwego pochodzenia. Wiedzac z gry, przez ktre wioski i miasteczka bedzie przebiegac kolej, wysylalem do sprawujacych wladze" w owych wioskach i miasteczkach umyslnego z oferta zalatwienia" tego, zeby znalazly sie one na trasie linii kolejowej. W wiekszosci wypadkw moja oferta byla przyjmowana, a ja za

swj trud otrzymywalem prywatne wynagrodzenie, parokrotnie w postaci sporej sumy pieniedzy. Dodajac do tego wczesniejsze oszczednosci, zgromadzilem dosc znaczna sume i po przyjezdzie do Tyflisu nie musialem juz wracac do pracy; calkowicie oddalem sie wiec badaniu interesujacych mnie zjawisk. Pogosjan awansowal wtedy na slusarza i takze mial sporo czasu na czytanie ksiazek. Ostatnio szczeglnie pasjonowala go stara literatura ormianska, w ktra obficie zaopatrywal sie u tych samych ksiegarzy co ja. Obaj doszlismy juz wtedy do stanowczego wniosku, ze naprawde istnieje to cos, o czym w przeszlosci ludzie wiedzieli, i ze obecnie owa wiedza poszla w zapomnienie. Stracilismy wszelka nadzieje, ze klucz do niej uda sie nam odnalezc w nowoczesnych naukach scislych albo we wsplczesnej literaturze, czy tez u ludzi wsplczesnych; skierowalismy wiec cala uwage na literature starozytna. Poniewaz udalo sie nam natrafic na duza kolekcje starych ksiag ormianskich, ktre bardzo nas zainteresowaly, postanowilismy udac sie do Aleksandropola w poszukiwaniu spokojnego miejsca, gdzie moglibysmy calkowicie oddac sie naszym studiom. Po przybyciu do Aleksandropola nasz wybr padl na odosobnione ruiny dawnej stolicy Armenii, Ani, znajdujace sie piecdziesiat kilometrw od miasta; zbudowawszy wsrd ruin szalas, zamieszkalismy tam, zaopatrujac sie w zywnosc w pobliskich wioskach i u pasterzy. Ani stalo sie stolica Armenii za panowania dynastii Bagratydw w roku 962. W 1042 roku dostalo sie w rece cesarza bizantyjskiego. Juz wtedy nosilo nazwe miasta tysiaca kosciolw". Pzniej zdobyli je Turcy seldzuccy, a miedzy 1125 i 1209 piec razy odbijali je Gruzini; w 1239 roku zostalo zajete przez Mongolw i w 1313 uleglo zupelnemu zniszczeniu w czasie trzesienia ziemi. Wsrd ruin mozna znalezc, miedzy innymi, pozostalosci kosciola Patriarchw, ukonczonego w 1010 roku, resztki dwch kosciolw, rwniez pochodzacych z jedenastego wieku, a takze innego kosciola, ktrego budowa dobiegla konca w roku 1215. W tym punkcie mojej narracji nie moge pominac milczeniem faktu, ktry, jak sadze, moze zainteresowac niektrych czytelnikw, a mianowicie, ze owe przytoczone wlasnie dane dotyczace starej stolicy Armenii, Ani, sa pierwszymi i, mam nadzieje, ostatnimi, jakie zaczerpnalem z oficjalnie uznanych na ziemi informacji; innymi slowy, jest to pierwszy wypadek od chwili rozpoczecia mojej dzialalnosci pisarskiej, gdy odwolalem sie do encyklopedii. Do dzisiaj krazy na temat Ani bardzo ciekawa legenda, ktra wyjasnia, dlaczego temu miastu, nazywanemu przez dlugi czas miastem tysiaca kosciolw", nadano pzniej miano miasta tysiaca i jednego kosciola". Owa legenda brzmi nastepujaco: Pewnego razu zona pasterza uzalala sie przed swoim mezem na skandaliczne zachowanie ludzi w kosciolach. Powiedziala, iz nie mozna znalezc spokojnego miejsca, zeby sie pomodlic, i gdziekolwiek by sie poszlo, wszystkie koscioly, jak ule, sa pelne ludzi i halasu. Tak wiec pasterz, poruszony slusznym oburzeniem zony, zaczal budowac koscil przeznaczony specjalnie dla niej. W dawnych czasach slowo pasterz" mialo inne znaczenie niz obecnie. Pasterze byli wtedy wlascicielami wypasanych przez siebie stad i nalezeli do najbogatszych ludzi w kraju, a niektrzy posiadali nawet po kilka stad i trzd. Ukonczywszy budowe kosciola, nasz pasterz nazwal go kosciolem poboznej zony pasterza" i od tego czasu Ani nazywa sie miastem tysiaca i jednego kosciola". Inne zrdla historyczne utrzymuja, ze jeszcze zanim pasterz zbudowal w koscil, w miescie znajdowalo sie juz ponad tysiac kosciolw; niemniej jednak w czasie najnowszych prac wykopaliskowych odnaleziono kamien, ktry zdaje sie potwierdzac wiarygodnosc legendy o pasterzu i jego poboznej zonie. Zyjac wsrd ruin tego miasta i spedzajac czas na czytaniu oraz studiach, czasami dla odpoczynku prowadzilismy wykopaliska, powodowani nadzieja, ze uda sie nam cos odkryc. Ruiny Ani kryja w sobie liczne podziemne przejscia. Pewnego razu, rozkopujac jedno z tych przejsc, spostrzeglismy, ze w pewnym miejscu konsystencja ziemi sie zmienila. Kopiac dalej, odkrylismy inne, wezsze przejscie, zasypane z jednej strony kamieniami. Usunelismy kamienie i przed naszymi oczami ukazalo sie male pomieszczenie z rozsypujacymi sie ze starosci lukami.

Wszystko wskazywalo na to, iz byla to cela klasztorna. Nie pozostalo w niej nic oprcz paru skorupek i zmurszalych kawalkw drewna, niewatpliwie stanowiacych pozostalosci po starych meblach. Jednakze w rogu, w czyms na ksztalt niszy, znajdowal sie stos pergaminw. Niektre z nich zamienily sie w pyl, podczas gdy inne zachowaly sie dosyc dobrze. Z najwieksza ostroznoscia przenieslismy je do naszego szalasu i tam sprbowalismy je odcyfrowac. Zawarty w nich tekst napisany byl chyba po ormiansku, ale w nie znanym nam dialekcie. Mimo ze dobrze znam ormianski, nie wspominajac o Pogosjanie, nie moglismy jednak nic zrozumiec, poniewaz byl to prastary ormianski, bardzo rzniacy sie od jezyka wsplczesnego. To znalezisko tak nas pochlonelo, ze postanowilismy przerwac wszystkie inne zajecia i jeszcze tego samego dnia wrcilismy do Aleksandropola, gdzie spedzilismy wiele dni i nocy prbujac odcyfrowac przynajmniej kilka slw. W koncu, po wielu wysilkach i konsultacjach ze specjalistami, okazalo sie, ze owe pergaminy zawieraja po prostu listy jednego mnicha do drugiego - niejakiego Ojca Arema. Szczeglnie zaciekawil nas jeden list, w ktrym autor powolywal sie na otrzymana przez siebie informacje, dotyczaca jakichs misteriw. Niestety, w pergamin byl jednym z najbardziej zniszczonych przez czas i wielu slw moglismy sie jedynie domyslic. Niemniej jednak udalo sie nam w koncu odtworzyc caly list. Nasza uwage zwrcil nie tyle jego poczatek, co koniec; list zaczynal sie od dlugiego pozdrowienia, a nastepnie przechodzil do opisu drobnych codziennych zdarzen z zycia pewnego klasztoru, w ktrym - jak moglismy wywnioskowac - zamieszkiwal uprzednio Ojciec Arem. W ostatniej czesci listu szczeglnie zainteresowal nas jeden fragment. Brzmial on nastepujaco: Nasz czcigodny Ojciec Telwant dowiedzial sie wreszcie prawdy o Bractwie Sarmung. Rzeczywiscie ich ernos [rodzaj stowarzyszenia]znajdowal sie w poblizu miasta Siranusz. Piecdziesiat lat temu, niedlugo po okresie wedrwki ludw, oni takze przeniesli sie i osiedlili w dolinie Izrumin, trzy dni drogi od Niwsi..." Nastepnie autor listu zmienil temat. Najwieksze wrazenie zrobilo na nas slowo Sarmung, na ktre natrafilismy kilkakrotnie w ksiedze nazywanej Merchawat. Jest to nazwa slynnej szkoly ezoterycznej, ktra podlug tradycji powstala w Babilonie 2500 lat p.n.e. Rzne przekazy podaja, ze do szstego czy sidmego wieku szkola ta istniala gdzies w Mezopotamii; jednakze jej pzniejsze losy okrywa gleboka tajemnica. Przypisywano jej posiadanie ogromnej wiedzy, kryjacej klucz do wielu tajemnych misteriw. Wielokrotnie rozmawialem z Pogosjanem o tej szkole; marzylismy, ze uda sie nam znalezc jakies autentyczne informacje na jej temat. I oto wlasnie natrafilismy na jej slad! Bylismy bardzo podekscytowani. Niestety, znaleziony przez nas list zawieral jedynie nazwe szkoly. Nie dowiedzielismy sie niczego nowego na temat tego, kiedy i w jaki sposb ta szkola powstala, gdzie sie znajdowala lub gdzie moglaby sie znajdowac obecnie. Po kilku dniach wytezonych wysilkw udalo sie nam ustalic jedynie, co nastepuje: W szstym albo sidmym wieku Bizantyjczycy wygnali Azerw, potomkw Asyryjczykw, z Mezopotamii do Persji; prawdopodobnie znalezione przez nas listy powstaly wlasnie w tym okresie. Nastepnie zdolalismy sprawdzic, ze wsplczesne miasto Mosul, dawna stolica panstwa Niewi, nazywalo sie kiedys Niwsi, czyli tak samo jak miasto wspomniane w pergaminie; dowiedziawszy sie, ze tamtejsza ludnosc sklada sie glwnie z Azerw, doszlismy do wniosku, iz najprawdopodobniej nasz list wspominal wlasnie o nich. Jesli taka szkola naprawde istniala i we wspomnianym okresie sie przemiescila, znaczyloby to, ze byla to szkola azerska; a jesli nadal istnieje, to z cala pewnoscia wlasnie wsrd Azerw. Uwzgledniajac wspomniane trzy dni drogi z Mosul, musi znajdowac sie gdzies miedzy Urmia i Kurdystanem, a zatem dokladne ustalenie jej polozenia nie powinno byc takie trudne. Postanowilismy wiec wyruszyc tam i za wszelka cene sie dowiedziec, gdzie znajduje sie ta szkola, a nastepnie do niej wstapic. Azerzy, jak juz wspomnialem, to potomkowie Asyryjczykw. Obecnie sa rozrzuceni po calej ziemi, a ich duze skupiska mozna znalezc na Zakaukaziu, w plnocno-zachodniej Persji, wschodniej Turcji oraz na calym obszarze

Azji Mniejszej. Ich liczbe ocenia sie na trzy miliony. W wiekszosci wyznaja nesto-rianizm, czyli nie uznaja boskiej natury Chrystusa. Pozostali to jakobici, maronici, katolicy, gregorianie i inni; znajduje sie wsrd nich takze mala grupa Jezydw, czyli czcicieli diabla. Ostatnio misjonarze rznych religii z wielkim zapalem zabrali sie do nawracania A2erw. Trzeba przyznac, ze Azerzy z nie mniejsza gorliwoscia nawrcili sie", przyjmujac nowa wiare i ciagnac z tego tak duze materialne korzysci, ze ich zachowanie stalo sie przyslowiowe. Mimo istniejacych rznic wyznaniowych prawie wszyscy podlegaja patriarchatowi Indii Wschodnich. Azerzy zamieszkuja glownie male wioski, nad ktrymi wladze sprawuja kaplani; kilka wiosek sklada sie na jeden rejon lub klan, ktrym rzadzi ksiaze albo, jak go nazywaja, melik. Ten z kolei podlega patriarsze, ktrego urzad jest dziedziczny i przechodzi z wuja na bratanka. Mwi sie, ze pierwszym patriarcha byl Szymon, Brat Panski. Nalezy dodac, ze Azerzy bardzo ucierpieli w trakcie ostatniej wojny [pierwsza wojna swiatowa], bedac pionkiem w rekach Rosji i Anglii. Polowa z nich zginela w wyniku zemsty Kurdw i Persw, a ci, ktrzy przezyli, zawdzieczaja to konsulowi amerykanskiemu Dr Y i jego zonie. Jesli Dr Y jeszcze zyje, to moim zdaniem Azerzy, szczeglnie ci zamieszkali w Ameryce - a jest ich tam wielu - powinni sie zorganizowac i dwadziescia cztery godziny na dobe trzymac przy jego drzwiach azerska warte honorowa, zas po smierci bezwarunkowo wystawic mu pomnik w jego miejscu urodzenia. W tym samym roku, w ktrym postanowilismy odbyc nasza wyprawe, pojawily sie wsrd Ormian silne ruchy nacjonalistyczne; wszyscy mieli na ustach nazwiska bohaterw walczacych o wolnosc, szczeglnie zas mlodego Andronikowa, ktry pzniej stal sie bohaterem narodowym. Wsrd tureckich, perskich i rosyjskich Ormian powstawaly wszedzie przerzne partie i komitety, i pomimo gorzkich sporw, ktre nieustannie wybuchaly miedzy rznymi frakcjami, usilowano stworzyc wsplny front. W skrcie, Armenia - zreszta nie po raz pierwszy - byla wwczas terenem gwaltownego wrzenia politycznego, z calym ciagiem wynikajacych z tego konsekwencji. Ktregos wczesnego ranka w Aleksandropolu, zgodnie z moim zwyczajem, szedlem wykapac sie w rzece Arpa. W polowie drogi, w miejscu nazywanym Karakuli, dogonil mnie zdyszany Pogosjan i powiedzial, ze poprzedniego dnia dowiedzial sie z rozmowy z ksiedzem Z, iz Komitet Ormianski szuka wsrd czlonkw partii kilku ochotnikw, zeby wyslac ich z tajna misja do Muszu. - Po powrocie do domu - mwil dalej Pogosjan - przyszlo mi nagle do glowy, ze mozemy wykorzystac te okazje do naszego celu, to znaczy do poszukiwania sladw Bractwa Sarmung; wstalem wiec o swicie i przyszedlem z toba o tym porozmawiac, ale poniewaz sie spznilem, musialem ruszyc biegiem, zeby cie dogonic. Przerwalem mu mwiac, ze po pierwsze, nie nalezymy do partii, a po drugie... Nie pozwolil mi dokonczyc, tylko oswiadczyl, ze wszystko juz przemyslal i wie, jak mozna to zalatwic; jedynej rzeczy, ktrej mu brakowalo, to mojej zgody na ten plan. Odpowiedzialem, ze zaplace kazda cene za to, zeby sie dostac do doliny nazywanej kiedys Izrumin, i jest dla mnie bez znaczenia, czy dotre tam na grzbiecie diabla, czy pod reke z ksiedzem Wlakowem (Pogosjan wiedzial, ze Wlakow byl najbardziej nie lubianym przeze mnie czlowiekiem, ktrego obecnosc juz w odleglosci pltora kilometra wyprowadzala mnie z rwnowagi.) - Jesli twierdzisz, ze jestes w stanie to zorganizowac - kontynuowalem - to rb, co uwazasz za konieczne i czego wymagaja okolicznosci, a ja z gry na wszystko sie zgadzam, pod warunkiem, ze pomoze to nam dotrzec do miejsca, ktre wyznaczylem sobie za cel. Nie wiem, co takiego Pogosjan zrobil ani z kim i w jaki sposb rozmawial; w kazdym razie kilka dni pzniej, wyposazeni w znaczna sume rosyjskich, tureckich i perskich pieniedzy, a takze ogromna liczbe listw polecajacych, zaadresowanych do osb zamieszkalych w rznych miejscach polozonych na trasie naszej podrzy, wyruszylismy z Aleksandropola w kierunku Kagizmanu. Po dwch tygodniach dotarlismy nad brzeg rzeki Araks, stanowiacej naturalna granice miedzy Rosja i Turcja. Przekroczylismy ja korzystajac z pomocy grupy Kurdw, ktrzy specjalnie przybyli nam na spotkanie. Wydawalo sie, ze najwieksze

trudnosci mamy juz za soba, i mielismy nadzieje, iz poczawszy od tej chwili wszystko ulozy sie pomyslnie i gladko. Podrz odbywalismy glwnie pieszo, zatrzymujac sie po drodze u pasterzy albo u ludzi poleconych nam we wioskach, do ktrych uprzednio dotarlismy, lub tez u adresatw dostarczanych przez nas listw. W tym miejscu nalezy wyznac, ze chociaz wzielismy na siebie pewne zobowiazania i, na ile to bylo mozliwe, staralismy sie ich dotrzymac, nigdy jednak nie stracilismy z oczu prawdziwego celu naszej podrzy, ktrej trasa nie zawsze przebiegala przez miejsca, gdzie powierzono nam misje do wypelnienia; w takich wypadkach bez wahania porzucalismy owe zobowiazania i prawde mwiac, nie odczuwalismy z tego powodu wielkich wyrzutw sumienia. Po przekroczeniu granicy rosyjskiej postanowilismy udac sie droga prowadzaca przez szczyt gry Agridag (Ararat) - mimo ze byla to trasa najtrudniejsza - poniewaz w ten sposb mielismy wieksze szanse na unikniecie spotkan z licznymi bandami Kurdw i oddzialami tureckimi, ktre scigaly Ormian. Minelismy przelecz, zostawiajac za soba po prawej stronie zrdla dwch wielkich rzek, Tygrysu i Eufratu, i skierowalismy sie na poludnie, w kierunku jeziora Wan. W czasie podrzy spotkalo nas tysiace przygd, ktrych nie bede opisywal; ale jednej z nich nie moge pominac milczeniem. Mimo ze dzialo sie to tyle lat temu, wspomnienie tego zdarzenia ciagle jeszcze pobudza mnie do smiechu i przywoluje doznanie instynktownego leku polaczonego z przeczuciem nadciagajacej katastrofy, jakiego wtedy doswiadczylem. Pzniej wielokrotnie znajdowalem sie w krytycznych sytuacjach. Na przyklad nie raz otaczal mnie tlum niebezpiecznych wrogw, stalem tez oko w oko z turkiestanskim tygrysem i wiele razy bylem doslownie trzymany na muszce; nigdy jednak, bez wzgledu na to, jak komiczne moze wydawac sie to teraz, gdy jest juz po fakcie, nie doswiadczylem podobnego uczucia. Spokojnie podazalismy przed siebie. Pogosjan nucil pod nosem jakis marsz i wymachiwal kijkiem. Nagle, nie wiadomo skad, pojawil sie pierwszy pies, a za nim kolejne razem okolo pietnastu owczarkw, ktre zaczely na nas szczekac. Pogosjan nierozsadnie rzucil w nie kamieniem, co spowodowalo, ze wszystkie na nas skoczyly. Byly to bardzo niebezpieczne owczarki kurdyjskie, ktre lada chwila rozerwalyby nas na kawalki, gdyby nie to, ze instynktownie pociagnalem Pogosjana i zmusilem go, zeby usiadl kolo mnie na ziemi. Juz sam fakt, ze usiedlismy, spowodowal, iz psy przestaly warczec i rzucac sie na nas, i otoczywszy nas, takze sie rozsiadly. Uplynelo troche czasu, zanim doszlismy do siebie; kiedy zdalismy sobie sprawe z naszej sytuacji, wybuchnelismy smiechem. Dopki siedzielismy, psy rwniez siedzialy spokojnie i bez ruchu, a kiedy z plecakw rzucalismy im kawalki chleba, jadly je z wielka przyjemnoscia, niektre nawet merdajac z wdziecznosci ogonem. Jednakze, kiedy upewnieni ich przyjazna postawa, prbowalismy sie podniesc, wtedy: O co to, to nie!" - natychmiast podskakiwaly i ostrzac zeby gotowaly sie do ataku, ponownie wiec musielismy usiasc. Gdy jeszcze raz sprbowalismy wstac, psy okazaly wobec nas tak wielka wrogosc, ze na trzecia prbe nie starczylo nam juz odwagi. Owa sytuacja utrzymywala sie przez trzy godziny. Bg wie jak dlugo musielibysmy tak siedziec, gdyby nie kurdyjska dziewczyna zbierajaca w polu kiziak, ktra ujrzelismy w oddali w towarzystwie osiolka. Wymachujac w jej kierunku, zdolalismy w koncu zwrcic jej uwage; kiedy sie do nas zblizyla i zobaczyla, na czym polega klopot, poszla po znajdujacych sie niedaleko za wzgrzem pasterzy, do ktrych nalezaly psy. Pasterze przyszli i przywolali bestie do siebie. My jednak nie odwazylismy sie od razu wstac; odczekalismy, az psy oddala sie na bezpieczna odleglosc: kanalie caly czas nie spuszczaly nas z oka. Okazalismy sie bardzo naiwni myslac, ze po przekroczeniu rzeki Araks najwieksze trudnosci bedziemy mieli za soba; w rzeczywistosci byl to dopiero poczatek. Podstawowy klopot polegal na tym, ze po przekroczeniu rzeki granicznej i pokonaniu gry Agridag nie moglismy juz dluzej udawac Azerw - jak do czasu naszej przygody z psami - poniewaz znalezlismy sie na obszarze zamieszkanym przez rodowitych Azerw. Udawanie Ormian takze nie wchodzilo w rachube. Byli

oni wwczas przesladowani przez wszystkie rasy zamieszkujace tereny polozone na trasie naszej podrzy. Udawanie Turkw lub Persw rwniez grozilo niebezpieczenstwem. Najlepiej bylo uchodzic za Rosjan lub Zydw, jednakze nasz wyglad na to nie pozwalal. W owym czasie nalezalo zachowac wielka ostroznosc, jesli chcialo sie ukryc wlasna narodowosc; zdemaskowanie klamstwa grozilo ogromnym niebezpieczenstwem. Tubylcy nie przebierali w srodkach, gdy chodzilo o pozbycie sie niepozadanych cudzoziemcw. Na przyklad krazyly wwczas wiarygodne pogloski o tym, jak kilku Anglikw zywcem obdarto ze skry za to, ze prbowali przerysowac jakies napisy. Po dlugim namysle postanowilismy w koncu przebrac sie za Tatarw kaukaskich. Dokonalismy wiec wymaganych zmian w naszym ubiorze i wyruszylismy w dalsza podrz. Dokladnie dwa miesiace po przekroczeniu rzeki Araks dotarlismy do miasta Z, za ktrym roztaczala sie przelecz prowadzaca w kierunku Syrii. Przechodzac przez nia, jeszcze przed slynnym wodospadem K, zboczylismy ze szlaku i udalismy sie w strone Kurdystanu; liczylismy, ze wlasnie na tej trasie znajdziemy miejsce, ktre bylo glwnym celem naszej podrzy. Z czasem przystosowalismy sie do otaczajacych warunkw i dalsza wedrwka przebiegala w miare gladko do momentu, w ktrym jedno nieoczekiwane zdarzenie zmienilo wszystkie nasze zamiary i plany. Ktregos dnia siedzielismy na poboczu drogi, jedzac prowiant skladajacy sie z chleba i ryby tarech [tarech to nazwa popularnej na tym terenie bardzo slonej ryby, ktra mozna zlowic tylko w jeziorze Wan]. W pewnym momencie Pogosjan niespodziewanie zakrzyknal i podskoczyl, a ja ujrzalem czmychajaca spod niego ogromna zlta tarantule. Od razu pojalem przyczyne jego wrzasku i zerwawszy sie zabilem pajaka, a nastepnie podbieglem do Pogosjana. Zostal ukaszony w noge. Zdajac sobie sprawe, ze ukaszenie tego owada czesto okazuje sie smiertelne, natychmiast rozdarlem ubranie Pogosjana i zaczalem wysysac rane. Widzac jednak, ze zostal ukaszony w miesista czesc nogi, i wiedzac, ze przy najmniejszym skaleczeniu ust wysysanie rany moze byc niebezpieczne, zdecydowalem sie na mniejsze ryzyko dla nas obu: wyciagnalem nz i blyskawicznie wycialem kawalek lydki mojego przyjaciela - tyle ze w pospiechu wycialem troche za duzo. Zapobiegajac w ten sposb niebezpieczenstwu smiertelnego zatrucia, uspokoilem sie nieco; natychmiast zabralem sie do przemywania rany i opatrzenia jej najlepiej, jak sie dalo. Rana byla gleboka; Pogosjan stracil duzo krwi i nalezalo sie obawiac rznych komplikacji. Na razie nie bylo wiec mowy o kontynuowaniu marszruty. Musielismy szybko zadecydowac, co robic dalej. Po wymianie zdan postanowilismy spedzic noc w tym samym miejscu, a nastepnego dnia rano zorganizowac transport do miasta N polozonego w odleglosci piecdziesieciu kilometrw. Mieszkal tam pewien ksiadz ormianski, ktremu mielismy dostarczyc list - czego wczesniej nie uczynilismy, poniewaz miasto N nie znajdowalo sie na wyznaczonej przez nas przed tym wypadkiem trasie. Nastepnego dnia, z pomoca starego Kurda, ktry akurat przechodzil tamtedy i okazal sie calkiem zyczliwy, wynajelismy w pobliskiej wiosce wz zaprzezony w pare wolw, jakiego uzywa sie do przewozenia nawozu. Polozywszy na nim Pogosjana, udalismy sie w kierunku N. Pokonanie tego krtkiego odcinka zajelo nam prawie czterdziesci osiem godzin, poniewaz co cztery godziny zatrzymywalismy sie, zeby nakarmic woly. Po dotarciu do N udalismy sie prosto do wspomnianego ormianskiego ksiedza; oprcz listu, ktry mielismy mu dostarczyc, przynieslismy ze soba takze zaadresowany do niego list polecajacy. Przyjal nas bardzo serdecznie, a dowiedziawszy sie, co sie przytrafilo Pogosjanowi, natychmiast zaoferowal mu pokj w swoim domu, na co oczywiscie zgodzilismy sie z najwieksza wdziecznoscia. Pogosjan jeszcze w drodze dostal wysokiej goraczki; mimo ze po trzech dniach goraczka opadla, rana jednak zaczela sie jatrzyc i nalezalo na nia bardzo uwazac. Tak wiec przez prawie miesiac korzystalismy z goscinnosci ksiedza. Kiedy mieszkalismy pod jednym dachem, czesto rozmawiajac o wszystkim i o niczym", stopniowo zawiazala sie miedzy nami przyjazn. Pewnego razu podczas rozmowy ksiadz wspomnial o pewnym posiadanym przez

siebie przedmiocie i o zwiazanej z nim historii. Byl to bardzo stary pergamin zawierajacy szkic jakiejs mapy. Znajdowal sie on od bardzo dawna w posiadaniu rodziny ksiedza, ktry otrzymal go w spadku po pradziadku. - Dwa lata temu - powiedzial ksiadz - przybyl tutaj zupelnie nie znany mi mezczyzna i poprosil, zebym pokazal mu te mape. Nie mam pojecia, w jaki sposb sie dowiedzial, ze jest u mnie. Wszystko to wydawalo mi sie podejrzane; nie wiedzac nawet, kim jest, w pierwszej chwili nie chcialem mu jej pokazac i wrecz zaprzeczylem, ze ja mam; kiedy jednak dalej nalegal, pomyslalem: Dlaczego mam mu odmwic?" i w koncu sie zgodzilem. Ledwo tylko rzucil okiem na pergamin, od razu sie zapytal, czybym go nie sprzedal, proponujac mi za niego dwiescie funtw tureckich. Mimo ze byla to znaczna suma, nie chcialem go sprzedac, poniewaz nie potrzebowalem pieniedzy i nie chcialem rozstac sie z przedmiotem, do ktrego juz sie przyzwyczailem i ktry stanowil cenna pamiatke. Okazalo sie, ze nieznajomy zatrzymal sie w domu naszego beja. Nastepnego dnia sluzacy beja przyszedl do mnie w imieniu nowo przybylego goscia, proponujac piecset funtw za pergamin. Musze przyznac, ze od chwili, w ktrej nieznajomy opuscil mj dom, wiele rzeczy wzbudzilo moje podejrzenia: po pierwsze, w mezczyzna najwidoczniej odbyl dluga podrz tylko po to, zeby zdobyc ten pergamin; po drugie, nie moglem pojac, w jaki sposb sie dowiedzial, ze go posiadam; i po trzecie, zaintrygowalo mnie ogromne zainteresowanie, z jakim go ogladal. Wynikalo z tego, ze jest to cos bardzo cennego. Kiedy wiec zaproponowal mi piecset funtw, mimo ze czulem wewnetrzna pokuse, balem sie, ze sprzedam mape zbyt tanio, i postanawiajac zachowac ostroznosc, znowu odmwilem. Wieczorem nieznajomy zlozyl mi kolejna wizyte, tym razem w towarzystwie samego beja. Kiedy ponownie zaproponowal mi piecset funtw za pergamin, zdecydowanie oswiadczylem, ze nie zamierzam go sprzedac. Poniewaz jednak przyszedl razem z bejem, zaprosilem ich obu do srodka. Przyjeli zaproszenie i pijac kawe zaczelismy rozmawiac o rznych sprawach. Okazalo sie, ze mezczyzna, ktry zlozyl mi wizyte, jest rosyjskim ksieciem. Powiedzial mi, miedzy innymi, ze interesuja go antyki i ze w pergamin bardzo pasuje do jego kolekcji; bedac koneserem, chcial go kupic za sume znacznie przewyzszajaca jego wartosc. Uznal jednak, ze byloby glupota zaplacic jeszcze wiecej, i z zalem przyjal moja odmowe. Bej, ktry uwaznie przysluchiwal sie naszej rozmowie, zainteresowal sie pergaminem i wyrazil zyczenie, zeby go zobaczyc. Kiedy go przynioslem i obaj ogladali pergamin, bej najwyrazniej byl bardzo zdziwiony, ze cos takiego jest warte az tyle pieniedzy. Niespodziewanie w trakcie rozmowy ksiaze zapytal, za jaka sume pozwolilbym mu przerysowac pergamin. Zawahalem sie, nie wiedzac, co odpowiedziec, bo szczerze mwiac, obawialem sie, ze stracilem dobrego klienta. W koncu sam zaproponowal mi dwiescie funtw za zrobienie kopii; tym razem wstydzilem sie targowac, poniewaz moim zdaniem placil te sume za nic. Tylko pomyslcie, dostalem dwiescie funtw za samo pozwolenie na zrobienie kopii pergaminu! Bez zastanowienia zgodzilem sie na zaproponowana sume, mwiac sobie, ze w koncu pergamin i tak zostanie u mnie, i ze jesli tylko zechce, zawsze bede mgl go sprzedac. Ksiaze wrcil nastepnego ranka. Rozlozylismy pergamin na stole, potem ksiaze dolal wody do sproszkowanego alabastru, ktry przynisl ze soba, i pokrywszy pergamin olejem, rozprowadzil po nim alabaster. Po kilku minutach zdjal alabaster, owinal go w kawalek starego dzedzinu, ktry mu podarowalem, zaplacil dwiescie funtw i wyszedl. Tak wlasnie Bg zeslal mi dwiescie funtw za nic, ja zas mam w pergamin do dzisiejszego dnia. Opowiesc ksiedza bardzo mnie zainteresowala; nie dalem jednak tego po sobie poznac i niby przez grzecznosc poprosilem, zeby mi pokazal to cudo, za ktre zaproponowano mu tak duza sume pieniedzy. Ksiadz podszedl do skrzyni i wyjal z niej zwj pergaminu. W pierwszym momencie, kiedy go rozwinal, nie moglem sie zorientowac, co to jest; gdy jednak przyjrzalem sie blizej... Mj Boze! Nigdy nie zapomne wrazenia, ktrego doswiadczylem w tamtej chwili. Dostalem silnych drgawek, tym gwaltowniejszych, ze prbowalem opanowac sie

wewnatrz i nie okazac podniecenia. To, co ujrzalem - czyz nie bylo to dokladnie to, o czym rozmyslalem przez wiele miesiecy bezsennych nocy! Byla to mapa tak zwanego przedpustynnego Egiptu". Z wielkim wysilkiem prbowalem nadal ukryc moje zainteresowanie i zmienilem temat rozmowy. Ksiadz zwinal pergamin i wlozyl go z powrotem do skrzyni. Nie jestem rosyjskim ksieciem i nie moglem sobie pozwolic na zaplacenie dwustu funtw za zrobienie kopii; pomimo to ta mapa byc moze byla mi nie mniej potrzebna niz jemu. Z miejsca postanowilem wiec, ze za wszelka cene musze ja przerysowac, i natychmiast zaczalem rozmyslac nad tym, w jaki sposb do tego doprowadzic. Zdrowie Pogosjana polepszylo sie na tyle, ze zaczelismy wynosic go na taras, gdzie godzinami wysiadywal na sloncu. Umwilismy sie, ze da mi znac, kiedy ksiadz wyjdzie zalatwiac swoje sprawy, i juz nastepnego dnia na jego znak zakradlem sie do pokoju ksiedza, zeby podrobic klucz do skrzyni. Przy pierwszym podejsciu nie potrafilem odtworzyc wszystkich szczeglw klucza i dopiero za trzecim razem, po wielokrotnym wygladzaniu pilnikiem, udalo mi sie go dopasowac. Pewnego wieczoru, dwa dni przed naszym wyjazdem, ponownie dostalem sie do pokoju ksiedza pod jego nieobecnosc i wyjalem ze skrzyni pergamin. Zanioslem go do naszego pokoju i pokrywszy natluszczonym papierem, przez cala noc odrysowywalismy z Pogosjanem wszystkie szczegly mapy. Nastepnego dnia odnioslem pergamin na miejsce. Od chwili, w ktrej w skarb - pelen tylu tajemnic i obietnic - znalazl sie w bezpiecznym miejscu, w niewidoczny sposb zaszyty w podszewce mojego ubrania, poczulem, jakby wszystkie inne moje zainteresowania i zamiary wyparowaly. Zrodzilo sie we mnie niepowstrzymane postanowienie, aby bez zwloki i za wszelka cene dotrzec do miejsc, w ktrych z pomoca owego skarbu mglbym wreszcie ugasic pragnienie wiedzy; pragnienie, ktre w ciagu ostatnich dwu czy trzech lat zzeralo mnie od srodka jak robak, nie dajac mi spokoju. Po tym byc moze usprawiedliwionym, niemniej - jakkolwiek by na to spojrzec - karygodnym potraktowaniu goscinnosci ormianskiego ksiedza omwilem sytuacje z moim jeszcze na wpl chorym przyjacielem Pogosjanem. Przekonalem go, zeby nie szczedzac swoich skromnych srodkw finansowych, zakupil w okolicy dwa dobre wierzchowce - podobne do tych, ktre zauwazylismy w czasie pobytu tutaj i ktre wzbudzaly nasz podziw swoim specyficznym szybkim klusem - tak bysmy mogli jak najszybciej wyruszyc w kierunku Syrii. Rzeczywiscie, cwal koni hodowanych w tej okolicy jest tak plynny, ze mozna na nich jezdzic niemalze z szybkoscia lotu duzego ptaka i trzymajac w rece szklanke wody, nie rozlac przy tym ani kropli. Nie bede opisywal wszystkich wzlotw i upadkw, ktre nas spotkaly w czasie podrzy, ani nieprzewidzianych okolicznosci, ktre wielokrotnie zmusily nas do zmiany trasy. Powiem tylko, ze dokladnie cztery miesiace po opuszczeniu domu owego goscinnego i uprzejmego ormianskiego ksiedza dotarlismy do miasta Smyrna, gdzie wieczorem, w dniu naszego przybycia, spotkala nas przygoda, ktra okazala sie punktem zwrotnym w pzniejszych losach Pogosjana. Owego wieczoru udalismy sie do malej greckiej restauracji, zeby troche sie rozerwac po uciazliwych i wyczerpujacych przezyciach. Saczylismy wlasnie slynne duziko i zgodnie z lokalnym zwyczajem czestowalismy sie rznymi zakaskami - od suszonej makreli po solony groch - ulozonymi na licznych spodkach. W restauracji oprcz nas znajdowalo sie jeszcze kilka innych grup, skladajacych sie glwnie z zagranicznych zeglarzy, ktrzy zeszli ze statkw zakotwiczonych w porcie. Zachowywali sie oni dosc awanturniczo; niewatpliwie juz wczesniej odwiedzili inne tawerny, byli wiec, jak to sie mwi, porzadnie przycmieni". Od czasu do czasu wybuchala sprzeczka miedzy zeglarzami rznych narodowosci, siedzacymi przy oddzielnych stolach; na poczatku ograniczala sie ona do wymiany glosnych epitetw wypowiadanych w osobliwym zargonie, glwnie mieszance greckiego, wloskiego i tureckiego - potem jednak, niespodziewanie i bez ostrzezenia, doszlo do wybuchu. Nie wiem, co dolalo oliwy do ognia, w kazdym razie w jednej chwili zerwala sie z miejsca dosyc duza grupa zeglarzy, ktrzy

wymachujac rekami i wznoszac grozne okrzyki, rzucili sie na druga grupe, siedzaca kolo nas. Ci drudzy takze powstali i w mgnieniu oka w sali rozgorzala oglna bijatyka. Pogosjan i ja, rwniez nieco podnieceni oparami duziko, pospieszylismy na pomoc mniej licznej grupie zeglarzy. Nie mielismy pojecia, o co poszlo ani po czyjej stronie byla racja. Kiedy w koncu rozdzielili nas pozostali goscie restauracji i przechodzacy wlasnie patrol wojskowy, okazalo sie, ze prawie zaden z uczestnikw bjki nie wyszedl bez szwanku: jeden mial zlamany nos, drugi plul krwia itd. Ja stalem na samym srodku, ozdobiony ogromnym siniakiem pod okiem, a Pogosjan, przeklinajac caly czas po ormianski, jeczal i sapal, skarzac sie na nieznosny bl pod piatym zebrem. Gdy wreszcie, jakby powiedzieli zeglarze, burza ucichla, Pogosjan i ja, uznawszy, ze dzieki tym dobrym ludziom - nawet o to nie proszac - juz wystarczajaco sie zabawilismy i ze jak na jeden wieczr mamy dosyc przygd, zawleklismy sie do domu i polozylismy sie spac. Nie mozna powiedziec, zebysmy w drodze do domu byli bardzo rozmowni; moje oko mimowolnie sie zamykalo, a Pogosjan pojekiwal i klal na siebie, ze wmieszal sie w nie swoje sprawy. Nastepnego ranka w czasie sniadania, oceniwszy nasz stan fizyczny i raczej idiotyczne zachowanie poprzedniego wieczoru, postanowilismy nie odwlekac dluzej planowanej wyprawy do Egiptu, uznajac, ze dluga podrz statkiem i czyste morskie powietrze zupelnie wylecza nasze rany bitewne". Wyruszylismy wiec natychmiast do portu, zeby sie dowiedziec, czy jakis statek, odpowiedni na nasza kieszen, wyplywa wkrtce do Aleksandrii. Okazalo sie, ze znajdowal sie tam zaglowiec grecki, ktry plynal wlasnie do Aleksandrii; w pospiechu udalismy sie do biura zeglugi rozporzadzajacego tym statkiem, aby uzyskac niezbedne informacje. Bylismy juz prawie w drzwiach, gdy podbiegl do nas zeglarz, ktry belkoczac cos lamanym tureckim, caly podniecony, zaczal serdecznie sciskac nam obu dlonie. Z poczatku nic nie rozumielismy, ale wkrtce sie wyjasnilo, ze byl on angielskim zeglarzem nalezacym do grupy, w ktrej obronie stanelismy poprzedniego wieczoru. Dajac nam na migi do zrozumienia, zebysmy poczekali, szybko gdzies pobiegl i po kilku minutach wrcil w towarzystwie trzech kolegw, z ktrych jeden, jak sie pzniej dowiedzielismy, byl oficerem. Wszyscy serdecznie dziekowali nam za to, co zrobilismy poprzedniego dnia, i nalegali, zebysmy udali sie do pobliskiej restauracji greckiej i wypili tam z nimi po kieliszku duziko. Po trzech kolejkach cudownego duziko - owego godnego potomka dobroczynnego mastiku starozytnych Grekw - nasza rozmowa stala sie glosniejsza i bardziej swobodna, oczywiscie dzieki odziedziczonej przez nas wszystkich zdolnosci porozumiewania sie za pomoca starozytnej mimiki greckiej" oraz starozytnej rzymskiej gestykulacji", a takze dzieki slowom wywodzacym sie ze wszystkich jezykw portowych na ziemi. Gdy zeglarze sie dowiedzieli, ze chcemy sie dostac do Aleksandrii, wwczas w dobroczynny wplyw tego godnego potomka wynalazku starozytnych Grekw niechybnie zamanifestowal sie w najbardziej uderzajacy sposb. Zeglarze, jakby zapomniawszy o naszym istnieniu, zaczeli rozmawiac miedzy soba; nie wiedzielismy, czy sie klca, czy zartuja. Nagle dwch z nich, oprzniwszy jednym lykiem kieliszki, wyszlo w wielkim pospiechu, a dwch pozostalych tonem zyczliwej troski przescigalo sie w uspokajaniu i zapewnianiu nas o czyms. W koncu zaczelismy sie domyslac, o co w tym wszystkim chodzi, i jak sie pzniej okazalo, nasze przypuszczenia niemal zupelnie sie potwierdzily: ich dwaj koledzy, ktrzy niespodziewanie nas opuscili, udali sie w odpowiednie miejsce, zeby wstawic sie za nami i zalatwic nam wstep na ich statek, odplywajacy juz nastepnego dnia do Pireusu, a nastepnie plynacy przez Sycylie do Aleksandrii, gdzie czekal go mniej wiecej dwutygodniowy postj przed wyplynieciem w droge do Bombaju. W czasie przeciagajacego sie oczekiwania na powrt zeglarzy, przy akompaniamencie przeklenstw we wszystkich jezykach, oddalismy sprawiedliwosc wspanialemu potomkowi mastiku. Kiedy czekalismy na pomyslne wiadomosci, mimo tak mile spedzanego czasu, Pogosjan, pamietajac najwidoczniej o swoim piatym zebrze, stracil nagle cierpliwosc i

zaczal nalegac, zebysmy juz dluzej nie siedzieli, tylko natychmiast wrcili do domu; ponadto, z najwieksza powaga mnie zapewnil, ze moje drugie oko takze zaczyna siniec. Biorac pod uwage fakt, iz Pogosjan jeszcze nie calkiem wyzdrowial po ukaszeniu tarantuli, nie moglem sie sprzeciwic i nic nie wyjasniajac naszym przypadkowym wsplnikom w spozyciu duziko, poslusznie wstalem i poszedlem z nim. Zeglarze, zaskoczeni nieoczekiwanym i milczacym odejsciem swoich obroncw z poprzedniego dnia, takze sie podniesli i ruszyli za nami. Czekala nas dosyc dluga droga, w trakcie ktrej kazdy zabawial sie po swojemu: jeden spiewal, drugi gestykulowal, jakby chcial cos komus dowiesc, a trzeci wygwizdywal jakis marsz wojskowy... Po przybyciu do domu Pogosjan, nawet sie nie rozbierajac, od razu polozyl sie spac, a ja, oddawszy swoje lzko starszemu zeglarzowi, polozylem sie po prostu na podlodze, dajac znac drugiemu z gosci, zeby uczynil to samo. Kiedy obudzilem sie w srodku nocy z potwornym blem glowy i urywkowo przypominalem sobie wszystko, co zaszlo poprzedniego dnia, pomyslalem takze o zeglarzach, ktrzy przyszli razem z nami do domu; kiedy jednak rozejrzalem sie po pokoju, odkrylem, ze juz wyszli. Z powrotem zasnalem. Bylo juz pzno, gdy obudzil mnie brzek naczyn ktrego sprawca byl Pogosjan przygotowujacy herbate - oraz dzwiek specjalnej porannej modlitwy ormianskiej Lusacaw lusn est parin jes awedem ceir gentanin, ktra mj przyjaciel spiewal codziennie rano. Owego ranka zaden z nas nie mial ochoty na herbate, za to obaj chcielismy napic sie czegos bardzo kwasnego. Wypilismy tylko troche wody i nie zamieniajac ani slowa, z powrotem polozylismy sie spac. Obaj bylismy bardzo przygnebieni i pod kazdym wzgledem znajdowalismy sie w oplakanym stanie. Ponadto, mialem wrazenie, jakby w moich ustach spedzilo noc przynajmniej tuzin kozakw wraz z konmi i uprzeza. Kiedy lezelismy w tym stanie, milczaco pograzeni we wlasnych myslach, nagle otworzyly sie drzwi i do pokoju wtargnelo trzech zeglarzy angielskich. Tylko jeden z nich byl z nami poprzedniego dnia; dwch pozostalych widzielismy po raz pierwszy. Przerywajac sobie wzajemnie, prbowali nam cos powiedziec. Wypytujac ich i wysilajac mzg, zdolalismy wreszcie zrozumiec, iz chodzilo im o to, zebysmy wstali, szybko sie ubrali i udali sie z nimi na statek, poniewaz zdobyli wlasnie pozwolenie na zabranie nas w charakterze majtkw". Gdy sie ubieralismy, zeglarze, jak wynikalo z ich twarzy, kontynuowali wesola rozmowe, az nagle, ku naszemu zaskoczeniu, wszyscy sie podniesli i zaczeli pakowac nasze bagaze. Kiedy ubrawszy sie wezwalismy ustabasza z karawanseraju i zaplacilismy za pobyt, nasze rzeczy byly juz starannie spakowane, a zeglarze, z ktrych kazdy nisl czesc bagazu, dali nam do zrozumienia, zebysmy podazali za nimi. Wyszlismy wszyscy na ulice i udalismy sie w strone portu. Po dotarciu na miejsce ujrzelismy na nabrzezu ldke z dwoma zeglarzami, ktrzy najwyrazniej na nas czekali. Weszlismy na nia i po plgodzinie wioslowania i nieustannego spiewu angielscy zeglarze dowiezli nas do calkiem duzego statku wojennego. Na pokladzie juz na nas czekano, poniewaz kilku zeglarzy stojacych na trapie od razu zabralo nasze rzeczy i zaprowadzilo nas do malej kabiny, ktra specjalnie przygotowano w ladowni, niedaleko kuchni. Urzadziwszy sie w tym dusznym, ale - jak nam sie wydawalo - bardzo przytulnym zakatku statku, wyszlismy na grny poklad w towarzystwie jednego z zeglarzy, za ktrymi ujelismy sie w restauracji. Usiedlismy na zwinietych linach i wkrtce otoczyla nas prawie cala zaloga - zarwno zwykli marynarze, jak i mlodsi oficerowie. Wszyscy bez wzgledu na range zdawali sie darzyc nas wyrazna sympatia. Kazdy czul sie zobowiazany uscisnac nam dlonie i biorac pod uwage nasza nieznajomosc angielskiego, prbowal za pomoca gestw i rznych znanych sobie obcojezycznych slw powiedziec cos przyjemnego. W trakcie tej bardzo oryginalnej wielojezycznej rozmowy jeden z zeglarzy, mwiacy nie najgorzej po grecku, zaproponowal, zeby podczas podrzy kazdy postawil sobie zadanie nauczenia sie codziennie przynajmniej dwudziestu slw - my po angielsku, a oni po turecku. Wszyscy przyjeli propozycje glosnymi oklaskami i natychmiast dwch zeglarzy, z

ktrymi sie zaprzyjaznilismy jeszcze poprzedniego dnia, zaczelo wybierac i zapisywac angielskie slowa, ktrych wedlug nich powinnismy sie nauczyc w pierwszej kolejnosci; z kolei Pogosjan i ja przygotowalismy dla nich liste slw tureckich. Kiedy szalupa wiozaca starszych oficerw doplynela do statku i zblizyla sie godzina wyplyniecia, cala zaloga rozeszla sie do swoich obowiazkw, natomiast Pogosjan i ja od razu zabralismy sie do nauki pierwszych dwudziestu slw angielskich, zapisanych fonetycznie greckimi literami. Tak bardzo bylismy pochlonieci nauka owych dwudziestu slw i prba poprawnego wymawiania nowych i obco brzmiacych dzwiekw, ze nie spostrzeglismy nawet, kiedy zapadl wieczr i statek wyplynal w morze. Przerwalismy nasze zajecia dopiero wwczas, gdy podszedl do nas zeglarz kolyszacy sie w rytmie statku i wyjasnil nam za pomoca niezwykle wyrazistego gestu, iz nadszedl juz czas posilku, a nastepnie zaprowadzil nas do naszej kabiny znajdujacej sie obok kuchni. W trakcie posilku omawialismy miedzy soba rzne sprawy i po zasiegnieciu opinii zeglarza, ktry mwil niezle po grecku, postanowilismy poprosic o zgode - ktrej udzielono nam jeszcze tego samego wieczoru - na to, bym ja od nastepnego dnia zaczal czyscic metalowe i mosiezne czesci statku, a Pogosjan podjal jakas prace w maszynowni. Nie bede sie rozwodzil nad tym, co dzialo sie przez reszte pobytu na tym okrecie wojennym. Po przybyciu do Aleksandrii serdecznie pozegnalem sie z goscinnymi zeglarzami i opuscilem statek z palacym postanowieniem jak najszybszego dotarcia do Kairu. Jednakze Pogosjan, ktry w trakcie rejsu zaprzyjaznil sie z kilkoma zeglarzami i byl entuzjastycznie nastawiony do pracy w maszynowni, chcial pozostac na pokladzie i kontynuowac podrz. Ustalilismy, ze bedziemy w kontakcie. Jak sie pzniej dowiedzialem, po naszym rozstaniu Pogosjan dalej pra-cowai w maszynowni na tym angielskim statku wojennym i z czasem nabral zamilowania do mechaniki, a takze zaprzyjaznil sie z kilkoma zeglarzami oraz mlodszymi oficerami. Z Aleksandrii poplynal do Bombaju, a nastepnie, zawijajac najpierw do rznych portw Australii, wyladowal w koncu w Anglii. Tam, za rada i dzieki wplywom swoich nowych angielskich przyjacil, wstapil do Wyzszej Szkoly Inzynierii Morskiej w Liverpoolu, w ktrej podjal intensywne studia techniczne, doskonalac jednoczesnie znajomosc jezyka angielskiego. Po dwch latach zostal wykwalifikowanym inzynierem mechanikiem. Konczac niniejszy rozdzial poswiecony Pogosjanowi, pierwszemu koledze i przyjacielowi mojej mlodosci, chce wspomniec o pewnej niezwykle oryginalnej cesze jego psychiki, widocznej juz od najmlodszych lat, ktra bardzo dobrze charakteryzuje jego indywidualnosc: Pogosjan zawsze byl zajety, zawsze nad czyms pracowal. Nigdy nie siedzial, jak to sie mwi, z zalozonymi rekami; nikt nie widzial, zeby sie v:y!egiwal jak jego koledzy czytajacy lekkie lektury, ktre nie daja nic prawdziwego, a jedynie rozpraszaja uwage. Jesli zas nie mial zadnej konkretnej pracy do wykonania, to wymachiwal rytmicznie rekami albo odmierzal tempo stopami, czy tez dokonywal najrozmaitszych manipulacji palcami. Kiedys go spytalem, dlaczego, jak glupiec, nigdy nie odpoczywa, skoro i tak nikt mu nie placi za robienie tych bezuzytecznych cwiczen. - Tak, rzeczywiscie - odpowiedzial - na razie nikt mi nie placi za te moje, jak ty i wszyscy inni kiszacy sie w tej samej beczce je nazywacie, glupie blazenstwa. Jednakze w przyszlosci albo wy sami, albo wasze dzieci zaplaca mi za nie. Odkladajac zarty na bok: robie to, poniewaz lubie pracowac. To nie moja natura lubi pracowac; ona jest tak samo leniwa jak natura innych ludzi i nigdy nie chce sie zajmowac niczym pozytecznym. To mj zdrowy rozsadek sprawia, ze lubie pracowac. Prosze, pamietaj - dodal - ze kiedy uzywam slowa ja", to nie mam na mysli calego siebie, lecz tylko mj rozum. Uwielbiani pracowac i wyznaczylem sobie zadanie przyzwyczajenia, dzieki wytrwalosci, calej mojej natury, nie tylko rozumu, do umilowania pracy. Poza tym jestem naprawde przekonany, ze na swiecie nigdy nie marnuje sie swiadoma praca. Wczesniej czy pzniej ktos musi za nia zaplacic. Tak wiec pracujac w ten sposb osiagam dwa cele. Po pierwsze, moze uda mi sie oduczyc moja nature lenistwa, a po drugie, zabezpiecze sie na starosc.

Jak wiesz, nie moge Uczyc na to, ze moi rodzice zostawia po smierci spadek, ktry mi wystarczy na utrzymanie wwczas, gdy nie bede juz mial sily zarabiac na zycie. Innym powodem, dla ktrego pracuje, jest to, ze jedyna prawdziwa satysfakcje w zyciu daje praca swiadoma, a nie przymusowa; tym wlasnie czlowiek rzni sie od karabachskiego osla, ktry takze pracuje dzien i noc. Jego rozumowanie znalazlo pelne pokrycie w faktach. Mimo ze cala mlodosc najcenniejszy okres zycia na zabezpieczenie wlasnej starosci - spedzil na pozornie bezuzytecznych wedrwkach i nigdy sie nie troszczyl o zarobienie pieniedzy na pzniej, a powaznymi interesami zajal sie dopiero w 1908 roku, obecnie jest jednym z najbogatszych ludzi na ziemi. Co sie tyczy uczciwosci srodkw, ktre posluzyly do zgromadzenia tej fortuny, to jest ona poza wszelkimi podejrzeniami. Mial racje twierdzac, ze zadna swiadoma praca sie nie marnuje. On sam dzien i noc, rzeczywiscie jak wl, pracowal swiadomie i sumiennie przez cale zycie, we wszystkich okolicznosciach i warunkach. Niechaj Bg zesle mu teraz zasluzony odpoczynek. Abram Jelow Abram Jelow to, po Pogosjanie, jeszcze jeden z tych wybitnych ludzi spotkanych przeze mnie w wieku przygotowawczym, ktrzy zarwno z wlasnej woli, jak i mimowolnie stanowili czynniki ozywcze w procesie pelnego ksztaltowania sie rznych aspektw mojej indywidualnosci. Nasze pierwsze spotkanie mialo miejsce wkrtce po tym, jak stracilem wszelka nadzieje na to, ze uda mi sie dowiedziec od ludzi wsplczesnych czegokolwiek prawdziwego na temat owych pytan, ktre calkowicie mnie pochlonely; dzialo sie to wiec zaraz po moim powrocie z Eczmiadzynu do Tyflisu, kiedy pograzylem sie w lekturze starych tekstw. Glwnym powodem mojego powrotu do Tyflisu byl to, iz moglem zdobyc tam wszystkie interesujace mnie ksiazki. Zarwno wwczas, jak i w trakcie mojej ostatniej wizyty w tym miescie bez trudu mozna bylo tam znalezc wszystkie biale kruki", i to w dowolnym jezyku, szczeglnie zas po ormiansku, gruzinsku i arabsku. Po przyjezdzie zamieszkalem w dzielnicy Didubej i prawie codziennie wyruszalem stamtad na Bazar Zolnierski, gdzie na jednej z ulic, biegnacej po zachodniej stronie Parku Aleksandra, znajdowaly sie prawie wszystkie ksiegarnie Tyflisu. Na tej samej ulicy, zwlaszcza w dni targowe, drobni kupcy i handlarze rozkladali na ziemi przed ksiegarniami swoje ksiazki i obrazy. Jednym z nich byl pewien mlody Azer, ktry kupowal, sprzedawal lub bral w komis najrzniejsze ksiazki. Byl to wlasnie Abramjelow, czyli Abraszka, jak nazywano go w mlodosci; prawdziwy spryciarz - jesli taki sie narodzil - dla mnie jednak niezastapiony przyjaciel. Juz wtedy byl chodzaca encyklopedia; znal niezliczone tytuly ksiazek prawie we wszystkich jezykach i nazwiska ich autorw, znal takze date oraz miejsce wydania dowolnej ksiazki i wiedzial, gdzie mozna ja zdobyc. Na poczatku po prostu kupowalem od niego ksiazki, pzniej jednak wymienialem lub zwracalem te przeczytane, a on pomagal mi znalezc inne, ktrych potrzebowalem. I tak wkrtce zawiazala sie miedzy nami przyjazn. Abram Jelow przygotowywal sie wtedy do egzaminw do Szkoly Kadetw i prawie caly wolny czas poswiecal na nauke; a poniewaz pociagala go jednoczesnie filozofia, zdolal tez przeczytac niejedna ksiazke na jej temat. I wlasnie jego zainteresowanie problemami filozoficznymi zapoczatkowalo nasza przyjazn. Nieraz wieczorami spotykalismy sie w Parku Aleksandra albo w Musztaid i dyskutowalismy na tematy filozoficzne. Czesto przetrzasalismy stosy starych ksiazek i z czasem zaczalem nawet pomagac mu w prowadzeniu interesw w dni targowe. Nasza przyjazn umocnilo jeszcze bardziej nastepujace zdarzenie: W dni targowe pewien Grek ustawial swj stragan obok Jelowa. Handlowal on rznymi wyrobami z gipsu: statuetkami, popiersiami slynnych ludzi, posazkami Kupidyna i

Psyche, pasterza i pasterki, oraz skarbonkami we wszystkich mozliwych rozmiarach, w ksztalcie kotw, psw, swinek, jablek, gruszek itp. - w skrcie, cala tandeta, jaka zgodnie z wczesna moda zdobila stoly, komody i etazerki. Pewnego dnia, w chwili zastoju w sprzedazy, Jelow skinal w strone owych przedmiotw i w typowy dla niego sposb powiedzial: - Ktokolwiek robi te tandete, zbija na tym gre pieniedzy. Slyszalem, ze jakis przejezdny wloski brudas produkuje te smieci w swojej smierdzacej norze; a ci idioci straganiarze, jak chocby ten Grek, napychaja mu kieszenie pieniedzmi mozolnie zarobionymi przez glupcw, ktrzy kupuja te straszydla, zeby udekorowac nimi swoje idiotyczne domy. My zas tkwimy tutaj marznac przez caly dzien, zeby wieczorem miec prawo udlawic sie kawalkiem czerstwego chleba z maki kukurydzianej i w ten sposb ledwo utrzymac w kupie nasze cialo i dusze, a nastepnego dnia znowu wracamy tutaj, do tej przekletej harwki. Wkrtce potem podszedlem do greckiego straganiarza i dowiedzialem sie, ze wspomniane wyroby rzeczywiscie wytwarza Wloch, ktry skrzetnie pilnuje, zeby nikt nie wykradl mu tajemnicy produkcji. - Jest nas dwunastu straganiarzy - dodal - i z trudem nadazamy ze sprzedaza tych wyrobw w calym Tyflisie. Te informacje, jak rwniez oburzenie Jelowa bardzo mnie poruszyly. Z miejsca pomyslalem, iz sprbuje wyprzedzic Wlocha; tym bardziej ze wlasnie nosilem sie z zamiarem zalozenia jakiegos interesu, poniewaz moje pieniadze rozchodzily sie jak exodus Izraelitw". Najpierw przeprowadzilem rozmowe z greckim straganiarzem, oczywiscie umyslnie wzbudzajac w nim uczucia patriotyczne; nastepnie, ulozywszy w glowie plan dzialania, udalem sie z nim do Wlocha, proszac, zeby w mnie zatrudnil. Mialem szczescie, albowiem sie okazalo, ze za kradziez narzedzi zwolniono wlasnie chlopca, ktry dla niego pracowal, i Wloch potrzebowal kogos do dolewania wody w trakcie mieszania gipsu. Poniewaz zgodzilem sie pracowac za byle grosz, od razu mnie przyjeto. Zgodnie z moim planem, od samego poczatku udawalem durnia. Pracowalem bardzo ciezko, prawie za trzech, ale pod innymi wzgledami zachowywalem sie jak glupek. Wloch szybko mnie za to polubil i przestal taic przede mna - tepym i nieszkodliwym mlodzieniaszkiem - tajemnice, ktre pieczolowicie ukrywal przed innymi. Po dwch tygodniach wiedzialem juz, jak robi sie wiele rzeczy. Mj pracodawca wzywal mnie, zebym potrzymal klej, wymieszal miksture itp. W ten sposb udalo mi sie dostac do jego swiatyni i wkrtce poznalem wszystkie drobne, bardzo jednak istotne w tej pracy szczegly; na przyklad rozpuszczajac gips trzeba wiedziec, ile kropli soku z cytryny nalezy dodac, zeby wyroby byly gladkie i na gipsie nie pojawily sie pecherzyki; w przeciwnym razie subtelne detale statuetek, takie jak nos, ucho itp., beda mialy brzydkie wglebienia. Poza tym przy robieniu odleww trzeba znac wlasciwe proporcje kleju, zelatyny i gliceryny; wystarczy, ze czegos jest troche za duzo lub za malo, a wszystko sie psuje. Samo poznanie procedury, bez znajomosci tych wszystkich tajemnic, nie wystarczy do uzyskania dobrych rezultatw. Mwiac krtko, pltora miesiaca pzniej pojawily sie w sprzedazy podobne wyroby mojej produkcji. Do modeli Wlocha dodalem kilka smiesznych glwek wypelnionych srutem, ktre sluzyly za obsadki do wiecznych pir. Wprowadzilem takze na rynek kilka specjalnych skarbonek, ktre bardzo dobrze sie sprzedawaly, a ktre ochrzcilem nazwa chory w lzku". Mysle, ze nie bylo wwczas w Tyflisie domu, ktry nie mial wsrd ozdbek ktrejs z moich skarbonek. Po pewnym czasie zatrudnilem kilku robotnikw i przyjalem na nauke rzemiosla siedem mlodych Gruzinek. Jelow pomagal mi we wszystkim z najwieksza przyjemnoscia i w dni robocze przestal nawet handlowac ksiazkami. Jednoczesnie obaj kontynuowalismy nasza prace: czytalismy ksiazki i studiowalismy rzne zagadnienia filozoficzne. Po kilku miesiacach, kiedy zgromadzilem juz spora sume pieniedzy i poczulem sie znuzony ta praca, sprzedalem warsztat po dobrej cenie dwm Zydom w momencie, gdy interes krecil sie na pelnych obrotach. Poniewaz musialem opuscic mieszkanie, ktre stanowilo czesc warsztatu, przenioslem sie na ulice Molokanw, niedaleko stacji kolejowej, gdzie dolaczyl do

mnie Jelow razem ze swoimi ksiazkami. Jelow byl krepy i niskiego wzrostu; jego oczy nieustannie zarzyly sie jak dwa wegliki. Byl bardzo owlosiony, mial kosmate brwi oraz rosnaca niemal spod samego nosa brode, prawie zupelnie zakrywajaca policzki, na ktrych jednak zawsze mozna bylo dostrzec rumience. Urodzil sie w Turcji w prowincji Wan, w Bitlis albo w jego okolicach. Cztery lub piec lat przed naszym spotkaniem jego rodzina przeniosla sie do Rosji. Po przyjezdzie do Tyflisu Jelow zaczal uczeszczac do tak zwanego pierwszego liceum; mimo ze panowaly tam bardzo proste i bezceremonialne zwyczaje, Jelow wkrtce przekroczyl granice wytrzymalosci nawet tej instytucji i za jakis wybryk lub zart wylecial ze szkoly decyzja rady pedagogicznej. Niedlugo potem ojciec wyrzucil go z domu i od tamtego czasu zyl jak wolny duch. Krtko mwiac, jak sam to wyrazil, byl czarna owca w rodzinie. Jednakze jego matka, bez wiedzy ojca, czesto przysylala mu pieniadze. Jelow zywil do matki bardzo czule uczucia, co przejawialo sie nawet w najdrobniejszych rzeczach; na przyklad nad jego lzkiem zawsze wisiala jej fotografia, ktra calowal za kazdym razem, gdy wychodzil z domu, a wracajac, jeszcze w drzwiach wolal: Dzien dobry, mamo" albo Dobry wieczr, mamo". Teraz wydaje mi sie, ze wlasnie za to jeszcze bardziej go polubilem. Jelow kochal rwniez ojca, ale po swojemu - uwazal go za malo waznego, prznego i butnego czlowieka. Jego ojciec pracowal jako przedsiebiorca budowlany i cieszyl sie opinia czlowieka bardzo zamoznego. Ponadto, byl wazna osobistoscia dla Azerw, bedac ponoc potomkiem - choc tylko po matce - rodziny Marszimun, z ktrej w przeszlosci wywodzili sie krlowie azerscy. Mimo ze dynastia upadla, wszyscy patriarchowie nadal pochodza z tej samej rodziny. Abram mial rwniez brata, ktry studiowal wwczas w Ameryce, jak mi sie wydaje, w Filadelfii. Jednakze nie zywil do niego najmniejszej sympatii, twierdzac, ze jest dwulicowym egoista i zwierzeciem pozbawionym serca. Jelow mial dziwne obyczaje; miedzy innymi zawsze podciagal spodnie i nas, jego przyjacil, kosztowalo to pzniej wiele wysilku, by wykorzenic w nawyk. Pogosjan czesto z tego powodu robil sobie z niego zarty, mwiac: Cha, cha! I ty chciales zostac oficerem! Biedny idioto, juz po pierwszym spotkaniu z generalem znalazlbys sie w wartowni, bo zamiast zasalutowac, podciagnalbys spodnie..." (Pogosjan formulowal to jeszcze mniej delikatnie.) Pogosjan i Jelow zawsze lubili sie draznic; nawet w trakcie przyjacielskiej rozmowy Jelow nazywal Pogosjana solonym Ormianinem", a Pogosjan Jelowa chaczagoch. Ormian powszechnie nazywa sie solonymi Ormianami, zas Azerw chaczagochami. Slowo chaczagoch znaczy doslownie zlodziej krzyzy". Wydaje sie, ze pochodzenie tego przezwiska jest nastepujace: Wiadomo, iz Azerzy to cwani lobuzi. Na Zakaukaziu mwi sie o nich tak: Wrzuc do kotla siedmiu Rosjan, a wyjdzie jeden Zyd; ugotuj siedmiu Zydw, a dostaniesz jednego Ormianina; ale tylko z siedmiu Ormian wyjdzie jeden Azer". Wsrd Azerw rozrzuconych po calym tamtejszym obszarze znajdowalo sie wielu ksiezy; wiekszosc z nich sama sie wyswiecila, co zreszta nie bylo wtedy takie trudne. Mieszkajac w okolicach gry Ararat, wyznaczajacej granice trzech krajw: Rosji, Turcji oraz Persji, i majac niemal zupelna swobode przekraczania kazdej z tych granic, w Rosji podawali sie oni za Azerw z Turcji, w Persji za Azerw z Rosji itp. Nie tylko celebrowali nabozenstwa, lecz takze z wielkim powodzeniem handlowali najprzerzniejszymi tak zwanymi swietymi relikwiami, wykorzystujac naiwnosc religijnych i nieswiadomych ludzi. Na przyklad w glebi Rosji, podajac sie za ksiezy greckich, ktrych Rosjanie darza wielkim zaufaniem, zbijali interesy sprzedajac przedmioty rzekomo sprowadzone z Jerozolimy, z gry Athos i z innych miejsc swietych. Wsrd tych relikwii znajdowaly sie prawdziwe fragmenty krzyza, na ktrym zawisl Chrystus, wlosy Matki Boskiej, paznokcie swietego Mikolaja z Miry, przynoszacy szczescie zab Judasza, kawalek podkowy konia swietego Jerzego, a nawet zebro albo czaszka ktregos z wielkich swietych. Naiwni chrzescijanie, szczeglnie kupcy rosyjscy, nabywali te przedmioty, otaczajac je wielka czcia. Tak wiec w niezliczonych domach i kosciolach swietej Rosji znalazly

sie relikwie wyprodukowane przez azerskich ksiezy. Dlatego tez Ormianie, ktrzy dobrze znaja to bractwo, przezwali Azerw zlodziejami krzyzy". Co sie tyczy Ormian, to przezywa sie ich solonymi", poniewaz maja zwyczaj solenia niemowlat zaraz po narodzeniu. Musze przy okazji dodac, ze moim zdaniem w zwyczaj ma swoje uzasadnienie. Dzieki specjalnym obserwacjom udalo mi sie stwierdzic, ze niemowleta innych ras prawie zawsze cierpia na wysypke w miejscach, ktre posypuje sie jakims proszkiem, zeby zapobiec zapaleniu; jednakze dzieci ormianskie urodzone na tych samych terenach prawie nigdy nie miewaja owej wysypki, mimo ze przechodza wszystkie inne choroby dzieciece. Przypisuje to wlasnie temu zwyczajowi solenia. Ale pod jednym wzgledem Jelow zupelnie nie przypominal swoich rodakw: chociaz mial bardzo gwaltowne usposobienie, nigdy nie zywil urazy. Jego zlosc trwala krtko i jesli sie zdarzylo, ze kogos obrazil, to gdy tylko sie uspokoil, z calych sil prbowal zalagodzic to, co przed chwila powiedzial. Byl niezwykle delikatny w sprawach dotyczacych przekonan religijnych innych ludzi. Pewnego razu w trakcie rozmowy na temat nasilonej akcji propagandowej prowadzonej przez misjonarzy prawie wszystkich krajw europejskich, a majacej na celu nawrcenie Azerw na odpowiednie wiary, powiedzial: - Nie w tym rzecz, do kogo czlowiek sie modli, tylko w tym, jaka jest jego wiara. Wiara to sumienie, ktrego podstawy ksztaltuja sie w dziecinstwie. Jesli czlowiek zmienia religie, oznacza to, ze traci sumienie, a sumienie jest najbardziej wartosciowa rzecza w czlowieku. Szanuje wiec jego sumienie, a poniewaz wiara, ktra wspiera sumienie, sama jest wspierana przez religie, zatem szanuje takze jego religie; i bylby to dla mnie wielki grzech, gdybym mial osadzac jego religie albo go do niej zniechecac; w ten sposb zniszczylbym jego sumienie, ktre mozna nabyc jedynie w dziecinstwie. Po tym oswiadczeniu Pogosjan zapytal: - Dlaczego wiec chciales zostac oficerem? Abram natychmiast sie zaczerwienil i gwaltownie wykrzyknal: - Idz do diabla, ty solona tarantulo! Jelow byl niezwykle oddanym przyjacielem. Jak to sie mwi, gotw byl oddac dusze za kazdego, z kim czul sie zwiazany. Kiedy Jelow i Pogosjan sie poznali, od razu bardzo przywiazali sie do siebie. Niechaj Bg uczyni, by wszystkich braci laczyl taki zwiazek. Jednakze zewnetrzne przejawy ich przyjazni byly bardzo osobliwe i trudne do wyjasnienia. Im bardziej sie kochali, tym bardziej byli wobec siebie opryskliwi. Ale pod ta opryskliwoscia kryla sie milosc tak czula, ze kazdy, kto ja postrzegal, nie mgl nie czuc sie poruszony w glebi serca. Wiedzac, co chowa sie pod tymi obrazliwymi wyzwiskami, kilka razy bylem tak wzruszony, ze nie moglem powstrzymac lez, ktre mimowolnie cisnely mi sie do oczu, jak chocby w obliczu nastepujacej sceny: W czasie wizyty w jakims domu poczestowano Jelowa cukierkiem. Zgodnie ze zwyczajem, zeby nie obrazic ofiarodawcy, Jelow powinien byl zjesc cukierka na miejscu. Tymczasem, mimo ze sam bardzo lubil slodycze, nie zjadlby go za nic na swiecie, tylko chowal do kieszeni, zeby zaniesc go Pogosjanowi. Pzniej jednak nie dawal mu go zwyczajnie, lecz przy akompaniamencie najprzerzniejszych drwin i potoku obelg. Zazwyczaj robil to tak: Podczas rozmowy przy obiedzie rzekomo niespodziewanie znajdowal w kieszeni cukierka i ofiarowywal go Pogosjanowi, mwiac: - Do diabla, jakim cudem ten smiec znalazl sie w mojej kieszeni? Bierz, napchaj sie tym swinstwem; jestes specem od polykania wszystkiego, czego inni nie wezma nawet do ust. Pogosjan bral cukierka, wypominajac: - Taki przysmak nie nadaje sie do twojego ryja. Ty umiesz tylko obzerac sie zoledziami, jak twoje przyjacilki swinie. A kiedy Pogosjan zjadal cukierka, Jelow z wyrazem pogardy mwil: - Zobaczcie, jak napycha sie slodyczami; rozkoszuje sie nimi jak karabachski osiol, ktry chrupie oset! Teraz bedzie za mna ganial jak maly piesek, tylko dlatego, ze dalem mu to wstretne paskudztwo. I w ten sposb rozmowa toczyla sie dalej. Jelow oprcz tego, ze byl prawdziwym geniuszem pod wzgledem znajomosci ksiazek i autorw, pzniej stal sie rwniez fenomenem w zakresie znajomosci jezykw. Ja, ktry mwilem wwczas osiemnastoma jezykami, w porwnaniu z nim czulem sie

jak zltodzib. Jeszcze zanim zaczalem sie uczyc pierwszego jezyka europejskiego, on juz tak biegle wladal prawie kazdym z nich, ze trudno bylo sie domyslic, iz jezyk, ktrym mwi, nie jest jego jezykiem ojczystym. Na przyklad ktregos dnia mialo miejsce nastepujace zdarzenie: Skrydlow, profesor archeologii (o ktrym bedzie mowa pzniej), musial przewiezc przez Amudarie pewne swiete relikwie afganskie. Bylo to jednak niemozliwe, poniewaz wszystkie osoby przekraczajace w dowolna strone granice rosyjska podlegaly scislej kontroli zarwno straznikw afganskich, jak i zolnierzy brytyjskich, ktrych obecnosc z jakiegos powodu byla wtedy bardzo liczna. Jelow, zdobywszy jakims cudem stary mundur oficera brytyjskiego, wlozyl go, a nastepnie podszedl do posterunku i udal oficera brytyjskiego z Indii, ktry przyjechal polowac na turkiestanskie tygrysy. Swoimi angielskimi opowiastkami potrafil tak dobrze odwrcic uwage zolnierzy, ze nie zauwazeni przez nikogo, bez pospiechu przenieslismy, co tylko chcielismy, z jednego brzegu na drugi. Jelow, niezaleznie od wszystkich innych zajec, zawsze intensywnie sie uczyl. Nie wstapil, jak wczesniej planowal, do Szkoly Kadetw; udal sie za to do Moskwy, gdzie wzorowo zdal egzaminy do Instytutu Lazariewa i kilka lat pzniej otrzymal stopien naukowy w dziedzinie filologii na uniwersytecie w Kazaniu, jesli dobrze pamietam. Tak jak Pogosjan mial osobliwe poglady na temat pracy fizycznej, tak Jelow mial bardzo oryginalne zdanie na temat pracy umyslowej. Kiedys powiedzial: - Czy nam sie to podoba, czy nie, nasze mysli pracuja w dzien i w nocy. Zamiast wiec pozwalac, by gonily za czapkami niewidkami i skarbami Aladyna, pozwl, by zajely sie czyms pozytecznym. Oczywiscie nadajac mysli kierunek, zuzywa sie na to pewna ilosc energii, ktra nie jest jednak wieksza od ilosci potrzebnej do strawienia jednego posilku. Dlatego wlasnie postanowilem uczyc sie jezykw - i to nie tylko po to, zeby moje mysli nie prznowaly, ale takze, zeby swoimi idiotycznymi marzeniami i dziecinnymi fantazjami nie przeszkadzaly mi w innych czynnosciach. Oprcz tego znajomosc jezykw sama w sobie moze czasami okazac sie przydatna. w przyjaciel mojej mlodosci zyje do dzisiejszego dnia. Obecnie osiedlil sie w jednym z miast Ameryki Plnocnej, gdzie prowadzi wygodne i dostatnie zycie. Wojne spedzil w Rosji, mieszkajac prawie przez caly czas w Moskwie. Rewolucja rosyjska dopadla go na Syberii, gdzie odwiedzal jeden ze swoich sklepw z ksiazkami i materialami pismiennymi. W czasie rewolucji byl poddany wielu ciezkim prbom i caly jego majatek zmieciono z powierzchni ziemi. Dopiero trzy lata temu jego bratanek, doktor Jelow, przyjechal z Ameryki i przekonal go, zeby tam wyemigrowal. Ksiaze Jurij Lubowiecki Rosyjski ksiaze Jurij Lubowiecki byl czlowiekiem wybitnym i nie przystajacym do potocznosci zycia. O wiele starszy ode mnie, przez prawie czterdziesci lat byl moim starszym kolega i najblizszym przyjacielem. Uboczna i posrednia przyczyna naszego spotkania na szlaku zycia, i bedacej jego nastepstwem wieloletniej przyjazni, bylo zdarzenie, ktre spowodowalo, iz nagle i tragicznie urwalo sie jego zycie rodzinne. W mlodosci, jako oficer gwardii, szalenczo zakochal sie w pieknej dziewczynie o podobnym charakterze i nastepnie sie z nia ozenil. Mieszkali w Moskwie, w domu ksiecia na ulicy Sadowej. Ksiezniczka zmarla przy porodzie pierwszego dziecka. Ksiaze, szukajac ujscia dla swojego zalu, zainteresowal sie spirytyzmem, z nadzieja, ze uda mu sie nawiazac lacznosc z dusza ukochanej malzonki; nastepnie, nie zdajac sobie z tego sprawy, coraz bardziej zaczal sie pasjonowac naukami okultystycznymi i poszukiwaniem sensu zycia. Owe studia pochlonely go do tego stopnia, ze zmienil sie caly jego dotychczasowy tryb zycia: nikogo nie przyjmowal, nigdzie nie wychodzil i zamknawszy sie w bibliotece, caly swj czas poswiecal interesujacym go zagadnieniom zwiazanym z okultyzmem. Pewnego dnia, gdy

szczeglnie gleboko pograzyl sie w lekturze, jego odosobnienie przerwala wizyta nieznajomego starca. Wprawiajac w zdziwienie wszystkich domownikw, ksiaze natychmiast go przyjal i zamknawszy sie z nim w bibliotece, bardzo dlugo z nim rozmawial. Niedlugo po tej wizycie ksiaze opuscil Moskwe i prawie cala reszte swojego zycia spedzil w Afryce, Indiach, Afganistanie i Persji. Do Rosji wracal rzadko, jedynie wwczas, gdy zaistniala taka koniecznosc, i zawsze na bardzo krtko. Ksiaze byl czlowiekiem bardzo bogatym, jednakze cala swoja fortune wydal na poszukiwania" i organizowanie wypraw do miejsc, gdzie, jak sadzil, uda mu sie znalezc odpowiedz na dreczace go pytania. Zyl przez dlugi czas w rznych klasztorach i poznal wielu ludzi interesujacych sie podobnymi problemami co on. Kiedy spotkalem go po raz pierwszy, byl juz czlowiekiem w srednim wieku, ja natomiast bylem wtedy jeszcze mlodziencem. Od tamtej pory, az do jego smierci, zawsze pozostawalismy w kontakcie. Nasze pierwsze spotkanie mialo miejsce w Egipcie, u stp piramid, niedlugo po mojej podrzy z Pogosjanem. Wrcilem wlasnie z Jerozolimy, gdzie zarabialem na zycie oprowadzaniem po miescie turystw, glwnie Rosjan, i udzielaniem im konwencjonalnych informacji; krtko mwiac, pracowalem tam jako zawodowy przewodnik. Po powrocie do Egiptu postanowilem nie zmieniac zawodu. Dobrze znalem arabski, grecki, a takze wloski, ktry w owym czasie byi niezbedny w kontaktach z Europejczykami. W ciagu kilku dni nauczylem sie wszystkiego, co powinien wiedziec przewodnik, i z grupa mlodych sprytnych Arabw zaczalem nabierac naiwnych turystw. Tak wiec, majac duze doswiadczenie w tego rodzaju pracy, zostalem przewodnikiem, zarabiajac w ten sposb pieniadze potrzebne mi do zrealizowania planw. Musze przyznac, ze moje kieszenie swiecily wtedy pustkami. Ktregos dnia zatrudnil mnie w roli przewodnika pewien Rosjanin, jak sie pzniej okazalo, profesor archeologii nazwiskiem Skrydlow. Kiedy przechodzilismy od Sfinksa do piramidy Cheopsa, przywolal go lekko posiwialy mezczyzna, ktry nazwal go grabarzem", a nastepnie, najwyrazniej ucieszony spotkaniem, spytal go o zdrowie. Rozmawiali ze soba po rosyjsku; mj pracodawca, z ktrym porozumiewalem sie za pomoca lamanego wloskiego, nie wiedzial, ze znam takze rosyjski. Usiedli u stp piramidy, ja zas, usadowiwszy sie w poblizu, zeby wyraznie slyszec, o czym mwili, zaczalem jesc czurek. Jak sie okazalo, spotkany przez nas mezczyzna byl ksieciem. Wsrd pytan, jakie stawial profesorowi, byly miedzy innymi i te: - Czy naprawde dalej grzebiesz w prochach ludzi, ktrzy zmarli dawno temu, i zbierasz bezwartosciowe smiecie, rzekomo uzywane przez nich w trakcie ich glupiego zycia? O co ci chodzi? - odpowiedzial profesor. - To przynajmniej cos rzeczywistego i namacalnego, a nie cos tak nieuchwytnego jak to, czemu ty poswieciles swoje zycie; zycie, ktre jako zdrowy i zamozny mezczyzna mogles w pelni wykorzystac. Ale ty szukasz prawdy wymyslonej kiedys przez jakiegos oblakanego nieroba. To, co robie, nawet jesli nie zaspokaja ciekawosci, przynajmniej wypelnia kieszenie. Dlugo rozmawiali ze soba w ten sposb, w koncu jednak mj pracodawca stwierdzil, ze chce odwiedzic jeszcze inne piramidy, i rozstal sie z ksieciem, umwiwszy sie z nim na nastepne spotkanie w Tebach. Trzeba dodac, ze caly wolny czas spedzalem wwczas wlczac sie jak opetany po okolicy, w nadziei, ze z mapa przedpustynnego Egiptu w reku uda mi sie znalezc odpowiedz na zagadke Sfinksa i innych pomnikw starozytnosci. Kilka dni po spotkaniu profesora z ksieciem siedzialem gleboko zamyslony u stp jednej z piramid, trzymajac w dloniach otwarta mape. Nagle poczulem, ze ktos nade mna stoi. W pospiechu zwinalem mape i popatrzywszy w gre, ujrzalem tego samego mezczyzne, ktry zaczepil mojego pracodawce kolo piramidy Cheopsa. Blady i bardzo podniecony, zapytal mnie po wlosku, gdzie zdobylem te mape. Po jego wygladzie i zainteresowaniu okazanym mapie od razu sie domyslilem, ze jest ksieciem opisanym przez ormianskiego ksiedza, w ktrego domu potajemnie ja przerysowalem. Nie odpowiadajac na jego pytanie, zapytalem po rosyjsku, czy to on chcial kupic te mape od takiego to a takiego ksiedza. Odpowiedzial: - Tak, to ja - i usiadl kolo

mnie. Wwczas powiedzialem mu, kim jestem, jak owa mapa trafila do moich rak, a takze, jak to sie stalo, ze wiedzialem juz o jego istnieniu. Stopniowo wdalismy sie w rozmowe. Kiedy ksiaze sie uspokoil, zaproponowal, zebysmy udali sie do jego mieszkania w Kairze i tam ja kontynuowali. Wsplne zainteresowania sprawily, ze od tamtego dnia wytworzyla sie miedzy nami prawdziwa wiez. Czesto sie spotykalismy i przez prawie trzydziesci piec lat bez przerwy do siebie pisalismy. W ciagu tego czasu odbylismy wiele wsplnych podrzy do Indii, Tybetu i rznych miejsc w Azji Srodkowej. Nasze przedostatnie spotkanie mialo miejsce w Konstantynopolu, gdzie na Perze, niedaleko ambasady rosyjskiej, znajdowal sie dom ksiecia, w ktrym ten czasami zatrzymywal sie na dosyc dlugi czas. Spotkanie odbylo sie w nastepujacych okolicznosciach: Wracalem z Mekki w towarzystwie poznanych tam bucharskich derwiszw oraz zmierzajacej do domu grupy pielgrzymw z Sartu. Najpierw chcialem dotrzec do Tyflisu przez Konstantynopol, a potem do Aleksandro-pola, zeby odwiedzic rodzine; nastepnie planowalem udac sie z derwiszami do Buchary. Ale wszystkie te plany zmienily sie po spotkaniu z ksieciem. Po przybyciu do Konstantynopola dowiedzialem sie, ze nasz parowiec zatrzyma sie tam na szesc albo siedem dni. Wcale nie ucieszyla mnie ta nowina. Perspektywa tygodniowego wyczekiwania i bezczynnego walesania sie zupelnie mi nie odpowiadala. Postanowilem zatem wykorzystac ten czas i pojechac do Brussy, zeby zlozyc wizyte znajomemu derwiszowi i przy okazji odwiedzic slynny Zielony Meczet. Po zejsciu na brzeg w Galacie postanowilem najpierw udac sie do domu ksiecia, zeby sie odswiezyc i jednoczesnie odwiedzic jego sympatyczna ormianskia gospodynie, staruszke Mariam Badzi. Z ostatnich listw ksiecia wynikalo, ze powinien byc juz na Cejlonie; jednakze, ku memu zaskoczeniu, okazalo sie, ze nie tylko byl w Konstantynopolu, ale wrecz u siebie w domu. Jak juz powiedzialem, czesto pisalismy do siebie, ale od dwch lat sie nie widzielismy; tak wiec to spotkanie bylo dla nas obu radosna niespodzianka. Mj wyjazd do Brussy sie opznil; musialem nawet zrezygnowac z planw udania sie na Kaukaz, poniewaz ksiaze poprosil mnie, zebym towarzyszyl w podrzy do Rosji mlodej kobiecie, ktrej pojawienie sie spowodowalo przelozenie na pzniej jego podrzy na Cejlon. Jeszcze tego samego dnia poszedlem do lazni i odswiezywszy sie zjadlem z ksieciem kolacje. Opowiadal mi o sobie i z wielkim ozywieniem, niezwykle barwnie przedstawil historie mlodej kobiety, ktrej mialem towarzyszyc w drodze do Rosji. Poniewaz owa historia dotyczy kobiety, ktra moim zdaniem okazala sie pod kazdym wzgledem postacia wyjatkowa, pragne zatem nie tylko powtrzyc to, co przekazal mi ksiaze Lubowiecki, ale takze powiedziec cos o jej pzniejszych losach, opierajac sie na tym, czego sie dowiedzialem i co zaobserwowalem w trakcie moich spotkan z nia; tym bardziej ze oryginal rekopisu zatytulowanego Wyznania Polki, w ktrym zawarlem bardziej szczeglowy opis zycia tej wybitnej kobiety, razem z wieloma innymi rekopisami pozostal w Moskwie i jego losy ciagle jeszcze nie sa mi znane. Witwicka Ksiaze opowiedzial mi nastepujaca historie: - Dokladnie tydzien temu mialem poplynac na Cejlon statkiem Dobrowolnyj Flot". Bylem juz na pokladzie. Wsrd odprowadzajacych mnie osb znajdowal sie attache ambasady rosyjskiej, ktry w trakcie rozmowy zwrcil moja uwage na jednego pasazera, sedziwie wygladajacego staruszka. Widzi pan tego starca? - spytal. - Czy uwierzylby pan, ze to wazny przemytnik bialych niewolnikw? A jednak to prawda." Powiedzial to w przelocie. Na pokladzie panowala wrzawa. Wielu ludzi przyszlo mnie odprowadzic, tak wiec, nie majac czasu myslec o starcu, zupelnie zapomnialem, co powiedzial mi attache. Statek wyplynal w morze. Byl pogodny poranek. Siedzialem na pokladzie pograzony w lekturze, a tuz obok baraszkowal Jack (tak nazywal sie foksterier, ktry zawsze towarzyszyl ksieciu). Ladna dziewczyna przechodzac poglaskala Jacka. Nastepnie przyniosla mu kostke cukru; poniewaz Jack nigdy nie bierze niczego od obcych bez mojego pozwolenia, zadarl wiec leb, jakby pytajac: Czy moge?" Skinalem glowa i powiedzialem po rosyjsku: Tak, mozesz". Okazalo sie, ze mloda kobieta mwi po rosyjsku;

zaczelismy wiec rozmawiac. Na tradycyjne pytanie o cel podrzy odpowiedziala, ze plynie do Aleksandrii, gdzie ma objac posade guwernantki w domu konsula rosyjskiego. W trakcie naszej rozmowy wszedl na poklad starzec, na ktrego zwrcil moja uwage konsul, i przywolal do siebie mloda kobiete. Kiedy odeszli, nagle sobie przypomnialem, czego dowiedzialem sie o tym czlowieku, i jego znajomosc z dziewczyna wydala mi sie podejrzana. Zaczalem zastanawiac sie i grzebac w pamieci. Znalem konsula w Aleksandrii i, o ile pamiec mnie nie mylila, wcale nie byla mu potrzebna guwernantka. Moje podejrzenia rosly. Nasz statek musial zacumowac w kilku portach. Podczas pierwszego postoju na Dardanelach wyslalem dwa telegramy: jeden do konsula z Aleksandrii, pytajac go, czy potrzebuje guwernantki, a drugi do konsula w Salonikach, ktre byly miejscem naszego nastepnego postoju. Moimi podejrzeniami podzielilem sie takze z kapitanem statku. Krtko mwiac, w Salonikach okazalo sie, ze mam racje i ze dziewczyna zostala podstepnie uprowadzona. Poniewaz czulem do niej sympatie, postanowilem uchronic ja przed niebezpieczenstwem i zabrac z powrotem do Rosji, odkladajac podrz na Cejlon do czasu, gdy uda mi sie cos dla niej zorganizowac. Zeszlismy na lad w Salonikach i tego samego dnia odplynelismy innym statkiem, ktry wracal do Konstantynopola. Natychmiast po powrocie chcialem odeslac ja do domu, okazalo sie jednak, ze nie ma do kogo pojechac. Oto dlaczego bylem zmuszony opznic moja podrz. Losy tej kobiety sa dosyc niezwykle. Jest Polka urodzona na Wolyniu; w dziecinstwie mieszkala niedaleko Rwnego, w posiadlosci pewnego hrabiego, u ktrego jej ojciec pracowal jako zarzadca. Miala dwch braci i dwie siostry. Matka zmarla, gdy byli jeszcze dziecmi, i wychowywala ich stara ciotka. Ojciec zmarl, kiedy miala czternascie lat, a jej siostra szesnascie. Jeden z braci, ktry chcial zostac ksiedzem katolickim, odbywal studia we Wloszech. Drugi okazal sie wielkim lotrem. Rok wczesniej rzucil studia i krazyly wiesci, ze ukrywa sie gdzies w Odessie. Po smierci ojca zatrudniono nowego zarzadce i obie siostry wraz z ciotka zmuszone byly opuscic posiadlosc hrabiego. Przeniosly sie do Rwnego. Wkrtce potem zmarla ich stara ciotka. Siostry znalazly sie w ciezkiej sytuacji. Za rada dalekich krewnych sprzedaly caly swj majatek i przeniosly sie do Odessy, gdzie zapisaly sie do szkoly krawieckiej. Witwicka byla bardzo piekna i w przeciwienstwie do starszej siostry, lekkomyslna. Miala wielu wielbicieli, wsrd nich komiwojazera, ktry ja uwidl i zabral do Petersburga. Poklciwszy sie z siostra, wziela swoja czesc spadku, a w Petersburgu komiwojazer okradl ja i porzucil; tak wiec wyladowala bez grosza w obcym miescie. Po wielu zmaganiach i niepowodzeniach zostala w koncu kochanka starego senatora; ten jednak szybko stal sie zazdrosny z powodu jakiegos mlodego studenta i wyrzucil ja za drzwi. Zamieszkala wiec z szanowana" rodzina pewnego lekarza, ktry w bardzo oryginalny sposb wykorzystal ja do zwiekszenia liczby swoich pacjentw. Zona doktora spotkala ja w ogrodzie na wprost Teatru Aleksandra; przysiadla sie i przekonala ja, zeby wprowadzila sie do ich domu; pzniej zas nauczyla ja nastepujacego manewru: Zadaniem Witwickiej bylo przechadzac sie po Prospekcie Newskim, a kiedy zaczepial ja jakis mezczyzna, to zamiast go zbyc, miala pozwolic, zeby odprowadzil ja do domu i dyplomatycznie go zachecajac, pozegnac sie przed drzwiami. Oczywiscie mozna bylo liczyc na to, ze mezczyzna wypyta o nia dozorce, ktry powie, ze jest towarzyszka zony lekarza. W rezultacie doktor zdobywal wiec nowych pacjentw, ktrzy w nadziei na przyjemne spotkanie wymyslali najprzerzniejsze dolegliwosci tylko po to, aby dostac sie do jego mieszkania. Na ile bylem w stanie poznac charakter Witwickiej - stwierdzil z przekonaniem ksiaze - musiala ona odczuwac podswiadomy wstret do tego rodzaju zycia i tylko prawdziwa koniecznosc zmusila ja do pjscia na taki uklad. Pewnego dnia, spacerujac po Newskim w celu zwabienia nowych pacjentw, zupelnie nieoczekiwanie spotkala mlodszego brata, ktrego nie widziala juz od kilku lat. Byl bardzo elegancko ubrany i sprawial wrazenie czlowieka zamoznego. Owo spotkanie z bratem rzucilo promyk swiatla na jej ponure zycie. Okazalo sie, ze brat prowadzi jakies interesy

w Odessie i za granica. Kiedy sie dowiedzial, iz powodzi sie jej nie najlepiej, zaproponowal, zeby przyjechala do Odessy, gdzie ma wiele znajomosci i moze jej zorganizowac cos korzystnego. Zgodzila sie. Po przyjezdzie do Odessy brat znalazl dla niej bardzo dobra oferte z doskonalymi perspektywami na przyszlosc - posade guwernantki w rodzinie konsula rosyjskiego w Aleksandrii. Kilka dni pzniej przedstawil ja niezmiernie dystyngowanemu starszemu panu. Okazalo sie, iz mezczyzna ten wybieral sie wlasnie do Aleksandrii i zgodzil sie jej towarzyszyc. Tak wiec ktregos pieknego dnia weszla na poklad statku i wyruszyla w droge w towarzystwie tego rzekomo godnego zaufania dzentelmena. Co zdarzylo sie pzniej, sam juz wiesz... Ksiaze powiedzial mi, iz wedlug niego wylacznie okolicznosci i nieszczesne warunki zycia rodzinnego doprowadzily Witwicka do upadku; ze nie jest zepsuta z natury i ma wiele wspanialych cech. Sam wiec postanowil zainteresowac sie jej zyciem i sprowadzic ja na dobra droge. - W tym celu kontynuowal ksiaze - najpierw musze wyslac to nieszczesliwe dziewcze do posiadlosci mojej siostry w obwodzie Tambowskim, zeby mogla tam wreszcie dobrze wypoczac, a potem zobaczymy... Znajac idealizm i zyczliwosc ksiecia, przyjalem bardzo sceptyczna postawe wobec calej historii i uznalem, ze tym razem wszystkie jego wysilki pjda na marne. Pomyslalem nawet: Co spada z wozu, idzie na straty!" Nie wiem dlaczego, ale jeszcze zanim zobaczylem Witwicka na wlasne oczy, zrodzilo sie we mnie cos na ksztalt nienawisci do niej; nie moglem jednak odmwic ksieciu i z ciezkim sercem zgodzilem sie zaopiekowac ta, jak mi sie wtedy wydawalo, bezwartosciowa kobieta. Pierwszy raz ujrzalem ja kilka dni pzniej przy wejsciu na statek. Byla to dosyc wysoka, bardzo piekna i zgrabna brunetka. Patrzylo jej dobrze i uczciwie z oczu, ktre chwilami stawaly sie jednak diabelsko chytre. Wydawalo mi sie, ze tak wlasnie musiala wygladac attycka kurtyzana Tais. Przy pierwszym kontakcie wzbudzila we mnie dwojakie uczucie: czasami nienawisci, czasami litosci. Tak wiec dotarlem z nia do obwodu Tambowskiego. Tam zamieszkala w domu siostry ksiecia, ktra bardzo ja polubila i czesto zabierala ze soba w dlugie podrze za granice, najczesciej do Wloch. Stopniowo, pod wplywem ksiecia i jego siostry, Witwicka zainteresowaly ich idee, ktre wkrtce staly sie integralna czescia jej wlasnej esencji. Zaczela z zapalem pracowac nad soba i kazdy, kto choc raz mial okazje ja spotkac, mgl odczuc rezultaty tej pracy. Odwizlszy ja do Rosji, nie widzialem jej przez dlugi czas. Wydaje mi sie, ze dopiero cztery lata pzniej spotkalem ja przypadkowo we Wloszech, w towarzystwie siostry ksiecia. Naszemu spotkaniu towarzyszyly nastepujace okolicznosci: Pewnego dnia, jak zwykle w pogoni za moim celem, dotarlem do Rzymu. Poniewaz bylem juz prawie bez pieniedzy, skorzystalem z rady dwch spotkanych tam Azerw i z ich pomoca zaczalem pracowac jako pucybut. Nie mozna powiedziec, zeby na poczatku dobrze mi sie powodzilo. Chcac wiec zwiekszyc dochd, postanowilem wprowadzic pewne oryginalne innowacje. W tym celu zamwilem specjalny fotel, pod ktrym w niewidocznym miejscu umiescilem fonograf Edisona. Podlaczylem do niego gumowa tube, na ktrej koncu przymocowalem dwie sluchawki w taki sposb, ze osoba siedzaca w fotelu mogla zalozyc je na uszy, a ja wwczas dyskretnie puszczalem maszyne w ruch. Moi klienci sluchali wiec Marsylianki" albo arii operowej, w trakcie gdy czyscilem ich buty. Oprcz tego na prawym oparciu umiescilem mala tace wlasnej konstrukcji, na ktrej stawialem karafki z woda i z wermutem, szklanke oraz kilka pism ilustrowanych. Dzieki temu bardzo dobrze zaczelo mi sie powodzic i liry, a nie centymy, sypaly sie ze wszystkich stron. Najhojniejsi okazali sie zamozni mlodzi turysci. Przez caly dzien otaczal mnie tlum ciekawskich gapiw. Czekali oni na swoja kolejke, aby potem, zasiadlszy w fotelu - gdy ja czyscilem ich buty - delektowac sie czyms do tej pory nie znanym ludzkiemu oku ani uchu i jednoczesnie, niby przypadkiem, popisac sie przed innymi takimi jak oni zarozumialymi glupcami, ktrzy wystawali tam przez caly dzien. W tym tlumie czesto widywalem pewna mloda dame, ktra przyciagnela moja uwage. Wydawalo mi sie, ze skads ja znam; z braku czasu nie mialem jednak okazji przyjrzec sie jej z bliska. Pewnego

dnia uslyszalem, jak powiedziala po rosyjsku do towarzyszacej jej starszej kobiety: - Zaloze sie, ze to on. Tak mnie to zaintrygowalo, ze uwolniwszy sie od klientw, podszedlem do niej i zapytalem po rosyjsku: - Prosze mi powiedziec, kim pani jest? Zdaje sie, ze gdzies juz sie spotkalismy. - Jestem osoba - odpowiedziala - kiedys znienawidzona przez pana do tego stopnia, ze muchy, ktre znalazly sie w zasiegu promieniowania owej nienawisci, padaly trupem. Jesli przypomina pan sobie ksiecia Lubowieckiego, to byc moze przypomni pan sobie takze nieszczesne dziewcze, ktrym opiekowal sie pan w drodze z Konstantynopola do Rosji. W tym momencie rozpoznalem zarwno ja, jak i towarzyszaca jej starsza pania, siostre ksiecia. Od tej chwili, az do dnia ich wyjazdu do Monte Carlo, spedzalem z nimi kazdy wieczr w hotelu, w ktrym sie zatrzymaly. Pltora roku pzniej, przed jedna z naszych wielkich wypraw, Witwicka przybyla wraz z profesorem Skrydlowem na ustalone miejsce spotkania i od tamtego czasu byla stalym czlonkiem naszej wedrownej grupy. Zeby ukazac charakter swiata wewnetrznego Witwickiej - kobiety, ktra znalazla sie na skraju moralnego upadku, a ktra pzniej, dzieki pomocy spotkanych na szlaku zycia oswieconych ludzi, stala sie, jak osmiele sie stwierdzic, osoba mogaca sluzyc za niedoscigly wzr kazdej kobiecie - ogranicze sie w tym miejscu do przedstawienia tylko jednego przykladu. Jej wielka pasja byla nauka o muzyce i sadze, ze rozmowa, ktra odbylismy w trakcie jednej z naszych wypraw, najlepiej pokaze, jak powaznie podchodzila do tej nauki. W czasie wsplnej podrzy w glab Turkmenii dzieki specjalnym Ustom polecajacym moglismy zatrzymac sie na trzy dni w pewnym trudno dostepnym klasztorze. Rano w dniu naszego wyjazdu Witwicka byla blada jak smierc, a jej reka z jakiegos powodu znalazla sie na temblaku. Przez dlugi czas nie byla w stanie wsiasc na konia i w koncu razem z kolega musielismy jej pomc. Kiedy cala karawana wyruszyla, podjechalem do Witwickiej, ktra znajdowala sie na koncu grupy. Bylem bardzo ciekawy, co jej sie przydarzylo, i uporczywie zasypywalem ja pytaniami. Sadzilem, ze byc moze ktrys z naszych kolegw zachowal sie brutalnie i osmielil sie ja - kobiete, ktra wszyscy uwazalismy za swieta - obrazic; chcialem wiec sie dowiedziec, kim byl w lajdak, by bez jednego slowa i nie schodzac z konia, mc zastrzelic go jak kuropatwe. Odpowiadajac na moje pytania, Witwicka powiedziala w koncu, ze przyczyna jej stanu jest, jak sie wyrazila, ta przekleta muzyka", i spytala mnie, czy przypominam sobie muzyke, ktrej sluchalismy przedostatniej nocy. Rzeczywiscie pamietalem, jak siedzac w jednym z zakatkw klasztoru, prawie wszyscy zanosilismy sie placzem, sluchajac monotonnej muzyki wykonywanej przez braci zakonnych w trakcie jednej z ceremonii. I mimo ze dlugo pzniej o tym rozmawialismy, zaden z nas nie potrafil wyjasnic tego zjawiska. Po chwili milczenia Witwicka sama zaczela mwic, a to, co powiedziala na temat przyczyny jej dziwnego stanu, przeksztalcilo sie w dluga opowiesc. Nie wiem, czy krajobraz, ktry towarzyszyl nam tamtego poranka, byl szczeglnie wspanialy, czy moze z jakiegos innego powodu, w kazdym razie to, co wwczas z taka szczeroscia mi opowiedziala, jeszcze po tylu latach pamietam prawie slowo w slowo. Kazde jej zdanie tak mocno wbilo mi sie w pamiec, iz mam wrazenie, jakbym slyszal ja w tej chwili. Oto jej opowiesc: - Nie moge sobie przypomniec, czy juz w mlodosci muzyka miala na mnie jakis wewnetrzny wplyw, ale doskonale pamietam, ze rozmyslalam na ten temat. Tak jak wszyscy inni, nie chcialam wykazac sie ignorancja i chwalac albo krytykujac utwr muzyczny, ocenialam go wylacznie glowa. Nawet wwczas, gdy uslyszany utwr nie budzil we mnie zadnej reakcji, to jesli mnie pytano, co o nim sadze, zaleznie od okolicznosci bylam za albo przeciw. Czasami, gdy wszyscy chwalili jakis utwr, ja poddawalam go krytyce, uzywajac przerznych znanych mi terminw specjalistycznych; chcialam, by uwazano mnie nie za byle kogo, lecz za osobe wyksztalcona, ktra zna sie na wszystkim. Z kolei innym razem dolaczalam do chru potepiajacego jakis utwr, poniewaz sadzilam, ze skoro zostal skrytykowany, to znaczy, ze niewatpliwie jest w nim cos, o czym nie wiem, a co zasluguje na krytyke. Jesli zas chwalilam

jakas kompozycje, to dlatego, ze zakladalam, iz jej autor, poswieciwszy muzyce cale swoje zycie, nie pozwolilby ujrzec swiatla dziennego utworowi, ktry na to nie zasluguje. Krtko mwiac, zarwno chwalac, jak i ganiac, nigdy nie bylam szczera wobec siebie ani innych i nie czulam z tego powodu zadnych wyrzutw sumienia. Pzniej, gdy ta zyczliwa starsza dama, siostra ksiecia Lubowieckiego, wziela mnie pod swoje skrzydla, za jej namowa postanowilam nauczyc sie grac na pianinie. Kazda dobrze wychowana i inteligentna kobieta - mawiala - powinna umiec grac na tym instrumencie". Chcac sprawic przyjemnosc kochanej staruszce, calkowicie oddalam sie nauce gry na pianinie i po szesciu miesiacach potrafilam juz tak dobrze grac, ze zaproszono mnie do udzialu w koncercie na cele dobroczynne. Wszyscy nasi znajomi obecni na tym koncercie wychwalali mnie pod niebiosa i wyrazali podziw dla mojego talentu. Pewnego dnia, gdy skonczylam grac, podeszla do mnie siostra ksiecia, ktra bardzo powaznie i uroczyscie mi oznajmila, ze skoro Bg obdarzyl mnie takim talentem, grzechem byloby go zaprzepascic i nie pozwolic mu w pelni sie rozwinac. Dodala, ze skoro postanowilam zajac sie muzyka, to powinnam zdobyc w tym zakresie prawdziwe wyksztalcenie, a nie tylko grac jak jakas Maria Iwanowna; uwazala, ze najpierw musze poznac teorie muzyki i jesli okaze sie to konieczne, przygotowac sie nawet do konkursu. Od tego dnia sprowadzala dla mnie najprzerzniejsze ksiazki na temat muzyki i sama nawet pojechala po nie do Moskwy. Wkrtce sciany mojego pokoju do pracy pokryly ogromne plki wypelnione rozmaitymi wydawnictwami muzycznymi. Z wielkim zapalem oddalam sie studiom nad teoria muzyki i to nie tylko dlatego, iz chcialam sprawic przyjemnosc mojej dobrodziejce, lecz przede wszystkim dlatego, ze owa praca zaczela mnie bardzo pociagac, a moje zainteresowanie prawami muzyki roslo z dnia na dzien. Jednakze posiadane przeze mnie ksiazki okazaly sie bezuzyteczne; w ogle nie bylo w nich mowy o tym, czym jest muzyka ani na czym opieraja sie jej prawa. Powtarzaly one jedynie w rznych wariantach te same informacje z historii muzyki, na przyklad: ze nasza oktawa sklada sie z siedmiu nut, podczas gdy antyczna oktawa chinska skladala sie tylko z pieciu; ze w starozytnym Egipcie harfa nazywala sie tebuni, a flet mem; ze melodie starozytnych Grekw zbudowane byly w oparciu o rzne skale: jonska, frygijska, dorycka i wiele innych; ze polifonia pojawila sie w muzyce w dziewiatym wieku, powodujac z poczatku tak kakofoniczny efekt, ze znany jest nawet wypadek poronienia przez kobiete, ktra nagle uslyszala w kosciele ryk organw grajacych owa muzyke; ze w jedenastym wieku pewien zakonnik, Guido d'Arezzo, wymyslil solfez itd., itp. Wspomniane ksiazki obfitowaly przede wszystkim w najrzniejsze szczegly na temat zycia slawnych muzykw i tego, w jaki sposb dorobili sie oni slawy; byly tam nawet informacje o tym, jaki krawat i okulary nosil taki a taki kompozytor. Ale co sie tyczy tego, czym jest muzyka i jaki jest jej wplyw na psychike ludzi, o tym nigdzie nie bylo zadnej wzmianki. Spedzilam caly rok studiujac tak zwana teorie muzyki". Przeczytalam prawie wszystkie moje ksiazki i ostatecznie przekonalam sie, ze ta cala literatura na nic mi sie nie przyda. Jednakze moje zainteresowanie muzyka roslo. Postanowilam wiec porzucic wszystkie lektury i pograzylam sie we wlasnych myslach. Ktregos dnia z nudw siegnelam w bibliotece ksiecia po ksiazke zatytulowana Swiat wibracji; ta ksiazka nadala moim myslom precyzyjny kierunek. Jej autor nie byl wcale muzykiem i z tego, co napisal, wynikalo, iz muzyka w ogle go nie interesuje. Sam byl inzynierem i matematykiem. W ksiazce wspomnial o muzyce tylko po to, zeby na jej przykladzie wyjasnic swoja teorie wibracji. Twierdzil on, iz dzwieki muzyczne skladaja sie z pewnych wibracji, ktre niewatpliwie oddzialuja takze na wibracje obecne w czlowieku, i dlatego czlowiekowi podoba sie taka czy inna muzyka. Pojelam to od razu i w pelni zgodzilam sie z hipotezami inzyniera. W tamtym czasie wszystkie moje mysli zwrcone byly w tym kierunku i kazda rozmowe z siostra ksiecia usilowalam sprowadzic na temat muzyki i jej prawdziwego znaczenia. W rezultacie ona rwniez zainteresowala sie ta kwestia i wsplnie nad nia

rozmyslajac, zaczelysmy przeprowadzac doswiadczenia. Specjalnie w tym celu siostra ksiecia zakupila nawet kilka psw, kotw i pare innych zwierzat. Oprcz tego zaczelysmy zapraszac na herbate niektrych naszych sluzacych i calymi godzinami gralysmy dla nich na pianinie. Na poczatku nasze eksperymenty nie przynosily zadnych rezultatw; niespodziewanie jednak pewnego dnia, gdy goscilysmy pieciu sluzacych i dziesieciu chlopw ze wsi - ktra w przeszlosci byla wlasnoscia ksiecia - polowa obecnych zasnela sluchajac, jak gram skomponowanego przez siebie walca. Kilkakrotnie powtrzylysmy to doswiadczenie i za kazdym razem zasypialo coraz wiecej osb. Tak wiec, stosujac najrozmaitsze zasady, podjelysmy prby skomponowania innych utworw muzycznych, majacych na celu wzbudzenie w ludziach rznych reakcji; w rezultacie jednak udalo sie nam jedynie uspic naszych gosci. Nieustanna praca i rozmyslanie nad muzyka doprowadzily w koncu do tego, ze wygladalam na tak zmeczona i wychudzona, iz pewnego dnia starsza dama, przyjrzawszy mi sie uwaznie, zaniepokoila sie i za rada znajomego w pospiechu zabrala mnie za granice. Pojechalysmy do Wloch, gdzie moja uwage pochlonely odmienne wrazenia i stopniowo zaczelam odzyskiwac zdrowie. Dopiero piec lat pzniej, w trakcie naszej wyprawy w Pamir i do Afganistanu, gdzie bylismy swiadkami eksperymentw przeprowadzanych przez Braci Monopsychikw, znowu zaczelam sie zastanawiac nad wplywem muzyki, tym razem jednak z o wiele mniejszym entuzjazmem. Wspominajac po latach moje pierwsze eksperymenty z muzyka, nie moglam powstrzymac sie od smiechu na mysl o naiwnosci, z jaka przypisywalysmy tak wielkie znaczenie temu, iz nasi goscie zasypiali przy dzwiekach naszych kompozycji. Nigdy nie przyszlo nam do glowy, ze ci ludzie zapadali w drzemke po prostu dlatego, ze stopniowo zaczeli czuc sie u nas jak u siebie w domu, oraz dlatego, ze po dlugim dniu pracy bylo bardzo przyjemnie zjesc dobra kolacje, wypic kieliszek wdki podany przez sympatyczna starsza pania i zasiasc w miekkim fotelu. Zobaczywszy na wlasne oczy eksperymenty przeprowadzane przez Braci Monopsychikw i uzyskawszy od nich odpowiednie wyjasnienia, po powrocie do Rosji ponownie zabralam sie do moich doswiadczen. Za rada braci zakonnych, po zmierzeniu cisnienia atmosferycznego panujacego w miejscu, gdzie mial sie odbyc eksperyment, znajdowalam la" absolutne i nastepnie wedlug niego stroilam pianino, biorac jednoczesnie pod uwage rozmiary pomieszczenia. Oprcz tego wybieralam do doswiadczen ludzi, ktrzy juz wielokrotnie byli poddani wrazeniom wywolywanym przez niektre akordy; uwzglednialam rwniez charakter miejsca i rase kazdego z obecnych. Nie potrafilam jednak uzyskac identycznych wynikw, to znaczy nie bylam w stanie za pomoca tej samej melodii wywolac w kazdym jednakowego doswiadczenia. To prawda, ze w wypadku, gdy zgromadzone osoby dokladnie odpowiadaly wspomnianym warunkom, potrafilam na zawolanie wzbudzic we wszystkich smiech, lzy, zlosliwosc, dobroc itp. Gdy jednak stanowili oni mieszanke rasowa lub jesli psychika jednego z nich odbiegala od normy, wwczas rezultaty sie rznily i jak bym sie nie wysilala, nie potrafilam za pomoca tej samej melodii wywolac we wszystkich bez wyjatku pozadanego nastroju. Znowu wiec porzucilam moje doswiadczenia wierzac, ze osiagnelam zadowalajace rezultaty. Jednakze przedwczoraj ta prawie pozbawiona melodii muzyka wywolala w nas wszystkich - ludziach rzniacych sie nie tylko rasa i narodowoscia, lecz takze charakterem, typem, nawykami i temperamentem - identyczny stan. Wyjasnienie tego ludzkim instynktem stadnym" nie wchodzi w rachube, poniewaz niedawno dowiedlismy doswiadczalnie, iz we wszystkich naszych kolegach, dzieki odpowiedniej pracy nad soba, to uczucie zupelnie zaniklo. Inaczej mwiac, przedwczoraj nie bylo tam niczego takiego, co mogloby wytworzyc podobne zjawisko ani w jakis sposb je wyjasnic. Po wysluchaniu muzyki wrcilam wiec do mojego pokoju i na nowo poczulam gorace pragnienie poznania prawdziwej przyczyny tego fenomenu, nad ktrym juz od tylu lat lamie sobie glowe. Nie moglam zasnac przez cala noc, tak bardzo dreczyla mnie chec odkrycia prawdziwego znaczenia tego

wszystkiego. Wczoraj przez caly dzien snulam dalej podobne rozmyslania i nawet stracilam apetyt. Nic nie jedzac ani nie pijac, ostatniej nocy poczulam sie do tego stopnia zrozpaczona, ze ze zlosci albo z wyczerpania, lub moze z jakiegos innego powodu, prawie nie zdajac sobie z tego sprawy, wbilam zeby tak gleboko w palec, ze prawie go odgryzlam. Dlatego trzymam reke na temblaku. Sprawia mi ona taki bl, ze z trudem moge usiedziec na koniu. Jej historia poruszyla mnie bardzo gleboko i calym sercem chcialem jej w jakis sposb pomc. Opowiedzialem wiec, jak rok wczesniej zetknalem sie z innym zjawiskiem, rwniez zwiazanym z muzyka, ktre wprawilo mnie w wielkie oslupienie. Powiedzialem jej, ze dzieki listowi polecajacemu od pewnego wybitnego czlowieka, Ojca Ewlissi, ktry w dziecinstwie byl moim nauczycielem, mialem okazje odwiedzic Essenczykw, bedacych w wiekszosci Zydami; owi Bracia Essenscy hoduja rosliny, wykorzystujac w tym celu bardzo stare piesni i melodie hebrajskie. Nastepnie szczeglowo opowiedzialem jej, jak to robia. Moja opowiesc tak ja pochlonela, ze nawet sie zarumienila. W rezultacie naszej rozmowy postanowilismy, ze zaraz po powrocie do Rosji osiedlimy sie w jakims miescie, gdzie nikt nam nie bedzie przeszkadzal i gdzie bedziemy mogli powaznie zajac sie eksperymentami z muzyka. Po tej rozmowie Witwicka przez reszte podrzy znowu byla soba. Mimo skaleczonego palca okazala sie najbardziej zwinna z nas wszystkich przy wspinaniu sie na skaly i z odleglosci prawie trzydziestu kilometrw potrafila dostrzec obeliski sluzace nam za drogowskazy. Witwicka zmarla w Rosji na skutek komplikacji po przeziebieniu, ktre zlapala w czasie podrzy Wolga. Zostala pochowana w Samarze. Na wiesc o jej chorobie przyjechalem z Taszkentu i bylem przy niej, kiedy umierala. Myslac o niej teraz, gdy mam juz za soba polowe zycia, w czasie ktrej odwiedzilem prawie wszystkie kraje i widzialem tysiace kobiet, musze wyznac, ze nigdy nie spotkalem i chyba juz nie spotkam drugiej kobiety takiej jak ona. Wracajac do przerwanej opowiesci o starszym koledze i przyjacielu mojej esencji, ksieciu Lubowieckim, powiem, ze wkrtce po moim wyjezdzie z Konstantynopola on takze wyruszyl w droge i spotkalem go dopiero kilka lat pzniej. Jednakze dzieki listom, ktre regularnie pisywal, orientowalem sie w przyblizeniu, gdzie przebywal i co w danym okresie zycia najbardziej go interesowalo. Najpierw udal sie na Cejlon, a nastepnie wyruszyl w podrz w gre Indusu, chcac dotrzec do jego zrdla. Pzniej pisal do mnie z Afganistanu, Beludzystanu i Kafirystanu, az do momentu, w ktrym nasza korespondencja nagle sie urwala i nie mialem juz wiecej zadnych wiadomosci na jego temat. Bylem przekonany, iz zginal w trakcie jednej ze swoich podrzy, i stopniowo oswoilem sie juz z mysla, ze na zawsze utracilem najblizszego mi czlowieka, kiedy to niespodziewanie i w zupelnie niezwyklych okolicznosciach spotkalem go w samym sercu Azji. Chcac lepiej naswietlic moje ostatnie spotkanie z czlowiekiem, ktry w warunkach zycia wsplczesnego reprezentuje, wedlug mnie, ideal godny nasladowania, musze jeszcze raz przerwac opowiesc i wspomniec o niejakim Solowiewie, ktry rwniez stal sie moim przyjacielem i kolega. Solowiew zostal pzniej specjalista od tak zwanej medycyny wschodniej, a w szczeglnosci medycyny tybetanskiej; byl rwniez najwiekszym autorytetem na swiecie w dziedzinie oddzialywania opium i haszyszu na psychike oraz organizm czlowieka. Tak sie zdarzylo, ze moje ostatnie spotkanie z Jurijem Lubowieckim mialo miejsce w czasie podrzy przez Azje Srodkowa, w ktrej towarzyszyl mi Solowiew. Solowiew Siedem lub osiem kilometrw od Buchary, stolicy chanatu bucharskiego, Rosjanie zbudowali wokl stacji polozonej na trasie Unii zakaspijskiej duze miasto o nazwie Nowa Buchara. I tam wlasnie mieszkalem, kiedy po raz pierwszy spotkalem Solowiewa. Przenioslem sie do Buchary przede wszystkim dlatego, iz chcialem odwiedzic miejsca, w ktrych mglbym ugruntowac wiedze na temat podstawowych zasad religii mahometanskiej; chcialem rwniez spotkac znajomych derwiszw bucharskich, miedzy innymi mojego starego przyjaciela Bogga-Eddina. Nie zastalem go wwczas w Sucharze i nikt nie wiedzial, dokad wyjechal; mialem jednak pewne podstawy, by

Uczyc na jego rychly powrt. Po przyjezdzie do Nowej Buchary wynajalem maly pokj w domu tegiej Zydwki, ktra sprzedawala kwas chlebowy. W tym samym pokoju zamieszkal ze mna mj wierny przyjaciel, duzy owczarek kurdyjski Filos, ktry przez dziewiec lat towarzyszyl mi we wszystkich wedrwkach. Mj pies szybko stal sie slawny w miastach i wioskach, w ktrych zatrzymywalem sie na jakis czas, szczeglnie zas wsrd malych chlopcw. Powodem tego byl fakt, ze z czajchan i tawern, do ktrych wysylalem go z czajnikiem, przynosil mi goraca wode na herbate. Chodzil tez po zakupy, trzymajac w zebach liste sprawunkw. Moim zdaniem ten pies byl istota tak zadziwiajaca, ze nie wydaje mi sie przesada poswiecenie kilku chwil na zapoznanie czytelnika z niezwykla psychika Filosa. Niewiele wczesniej, za rada Bogga-Eddina, odwiedzilem bucharskie miasto P, zeby spotkac tam kilku derwiszw nalezacych do pewnej sekty. Pierwsze zdarzenie mialo miejsce zaraz po tym, jak derwisze opuscili P, a ja zdecydowalem przeniesc sie do Samarkandy. Moje zasoby finansowe byly na wyczerpaniu; po zaplaceniu za pokj w karawanseraju i uregulowaniu pozostalych dlugw w P, zostalo mi najwyzej szesc kopiejek. Zarobienie pieniedzy w tym miescie okazalo sie niemozliwe, poniewaz skonczyl sie juz sezon, a w miejscu tak odleglym od cywilizacji europejskiej bynajmniej nie bylo latwo sprzedac jakikolwiek przedmiot artystyczny lub nowosc techniczna. Za to w Samarkandzie pelno bylo Rosjan i innych Europejczykw; co wiecej, przewidujac, ze moge udac sie do Samarkandy, juz wczesniej polecilem, zeby wlasnie tam wyslano mi pieniadze z Tyflisu. Nie majac srodkw na oplacenie podrzy, postanowilem przebyc cala droge, okolo stu wiorst, pieszo i ktregos pieknego dnia wyruszylem w droge z moim przyjacielem Filosem. Przed podrza kupilem za piec kopiejek chleba, a za drugie tyle leb barani dla Filosa. Bylem bardzo oszczedny w racjonowaniu zywnosci, nie mozna wiec powiedziec, zebysmy czuli sie nasyceni. Przez jakis czas po obu stronach drogi rozposcieraly sie bostani, czyli warzywniaki. W wielu czesciach Turkmenii istnieje zwyczaj odgradzania ogrodw od siebie i od drogi zywoplotem z topinamburw, ktre rosna bardzo gesto i wysoko, zastepujac drewniany albo druciany plot. Idac, doszlismy wlasnie do takiego plotu. Poniewaz bylem bardzo glodny, postanowilem wykopac kilka bulw. Rozejrzalem sie dokola, zeby zobaczyc, czy nikt mnie nie widzi, i szybko wygrzebalem cztery duze topinambury, ktrymi zajadalem sie podczas dalszej podrzy. Kawalek dalem takze do sprbowania Filosowi, ale on tylko obwachal go i zostawil. Po przybyciu do Nowej Samarkandy wynajalem pokj w domu na przedmiesciu i od razu poszedlem na poczte, zeby sprawdzic, czy przyszly juz z Tyflisu moje pieniadze. Okazalo sie, ze nie. Przez chwile rozmyslalem o tym, jak mglbym cos zarobic, i postanowilem zajac sie produkcja sztucznych kwiatw z papieru. W tym celu udalem sie natychmiast do sklepu, zeby kupic kolorowy papier. Po przeprowadzeniu rachunkw okazalo sie jednak, ze piecdziesiat kopiejek wystarczy tylko na bardzo mala ilosc papieru, postanowilem wiec kupic kilka barwnikw anilinowych oraz cienki bialy papier i samemu go pomalowac. W ten sposb moglem za grosze wyprodukowac duzo kwiatw. Ze sklepu poszedlem do ogrodu miejskiego, zeby na lawce w cieniu drzew troche odpoczac. Filos usiadl obok mnie. Pograzony w myslach, patrzylem na drzewa, gdzie w ciszy popoludnia wrble przefruwaly z galezi na galaz. Nagle przyszla mi do glowy mysl: Czemu nie sprbowac zbic pieniedzy na wrblach? Lokalni mieszkancy, Sartowie, bardzo lubia kanarki i inne spiewajace ptaki, a w czym wrbel jest gorszy od kanarka?" Na biegnacej wzdluz ogrodu ulicy znajdowal sie postj dorozek, a na nim wielu woznicw, ktrzy w popoludniowym upale odpoczywali lub drzemali siedzac na kozlach. Podszedlem tam i z konskich grzyw wyrwalem wlosie potrzebne mi do zrobienia kilku sieci, ktre nastepnie rozlozylem w rznych miejscach. Filos przez caly czas przygladal sie mi z uwaga. Wkrtce pierwszy wrbel wpadl do sieci; ostroznie go wyjalem i zanioslem do domu. Od wlascicielki domu, w ktrym mieszkalem, pozyczylem nozyczki, ostrzyglem mojego wrbla na kanarka i przepieknie pomalowalem go

farbami z aniliny, a nastepnie zanioslem do Starej Samarkandy, gdzie z miejsca go sprzedalem, twierdzac, iz jest to specjalny kanarek amerykanski". Policzylem za niego dwa ruble, ktre od razu wydalem na zakup kilku prostych pomalowanych klatek, i zaczalem sprzedawac moje wrble w klatkach. W ciagu dwch tygodni sprzedalem okolo osiemdziesieciu kanarkw amerykanskich. Przez pierwsze trzy lub cztery dni zabieralem Filosa na polowanie n wrble. Pzniej jednak postanowilem nie brac go ze soba, poniewaz zdazyl ju stac sie slawa wsrd malych chlopcw z Nowej Samarkandy, ktrzy tlumni otaczali go w ogrodzie miejskim, ploszac wrble i przeszkadzajac mi je lapac. Dzien po tym, jak przestalem go ze soba zabierac, Filos zniknal z domu wczesnie rano i wrcil dopiero wieczorem, zmeczony i brudny, uroczyscie kladac na moim lzku wrbla - oczywiscie martwego. To samo powtarzalo sie kazdego dnia: wybiegal wczesnie rano i za kazdym wracal przynoszac i kladac na moje lzko martwego wrbla. Nie chcialem ryzykowac dlugiego pobytu w Samarkandzie. Balem sie, ze diabel splata mi figla i moje wrble zmokna na deszczu albo ze ktrys z kanarkw amerykanskich wpadnie na pomysl, zeby wykapac sie w pojemniku na wode znajdujacym sie w klatce; z pewnoscia spowodowaloby to wielki zamet, poniewaz moje kanarki amerykanskie zamienilyby sie wtedy w pokraczne, ostrzyzone i mizernie wygladajace wrble. W trosce o wlasna skre postanowilem wiec szybko wyjechac. Z Samarkandy udalem sie do Nowej Buchary, gdzie mialem nadzieje spotkac mojego przyjaciela, derwisza Bogga-Eddina. Czulem sie jak bogacz; moje kieszenie wypelnialo ponad sto piecdziesiat rubli - calkiem pokazna suma jak na tamte czasy. Jak juz wczesniej powiedzialem, w Nowej Bucharze wynajalem pokj u tegiej Zydwki, ktra sprzedawala kwas chlebowy. Pokj byl nieumeblowany, tak wiec w nocy rozkladalem w jednym z rogw czyste przescieradlo i spalem na nim bez poduszki. Nie robilem tego jedynie z oszczednosci. Nie... Choc nie da sie zaprzeczyc, ze rzeczywiscie takie posianie jest bardzo tanie, spalem na nim glwnie z tej przyczyny, iz w tamtym okresie mojego zycia bylem pelnokrwistym wyznawca pewnego slynnego jogina hinduskiego. Jednoczesnie musze wyznac, ze nawet w chwilach wielkiej nedzy nie potrafilem odmwic sobie luksusu polozenia sie w nocy na czystym przescieradle i wysmarowania sie co najmniej osiemdziesietioprocentowa woda kolonska. Piec albo dziesiec minut pzniej, kiedy wedlug obliczen Filosa powinienem juz zasnac, on rwniez kladl sie na moim prowizorycznym lzku - zawsze po stronie plecw, a nie od twarzy. U wezglowia tego ultrawygodnego" lzka znajdowal sie nie mniej wygodny stolik, zbudowany ze zwiazanych sznurkiem ksiazek poswieconych zagadnieniom, ktre wwczas szczeglnie mnie pasjonowaly. Na tym osobliwym stoliku bibliotecznym trzymalem wszystkie rzeczy, ktre mogly mi sie przydac w nocy: lampe oliwna, notes, proszek przeciw pchlom itp. Pewnego poranka, kilka dni po moim przyjezdzie do Nowej Buchary, znalazlem na tym prowizorycznym stole ogromnego topinambura. Pamietam, ze pomyslalem wtedy: Och, co za figlarna gospodyni! Mimo swojej wagi jest tak bystra, ze od razu wyczula moja slabosc do topinamburw" - i zjadlem go z wielka przyjemnoscia. Bylem przekonany, ze to wlasnie gospodyni przyniosla mi bulwe, poniewaz do tej pory nikt inny nie wchodzil do mojego pokoju. Kiedy wiec tego samego dnia spotkalem ja w korytarzu, dyskretnie jej podziekowalem, a nawet troche poprzedrzeznialem z tego powodu; ale ku mojemu wielkiemu zdziwieniu gospodyni wyraznie dala mi do zrozumienia, ze nic o tym nie wie. Nastepnego ranka znowu znalazlem topinambura w tym samym miejscu i chociaz zjadlem go z nie mniejsza przyjemnoscia, zaczalem sie powaznie zastanawiac nad jego tajemniczym pojawieniem sie w moim pokoju. Jakze wielkie bylo moje zdziwienie, gdy trzeciego dnia powtrzylo sie to samo! Tym razem podjalem stanowcza decyzje o przeprowadzeniu dochodzenia, ktrego celem bylo niechybne wykrycie sprawcy tych zagadkowych, choc jednoczesnie przyjemnych zartw, jednakze przez kilka dni nic nie udalo mi sie odkryc, mimo ze kazdego ranka, punktualnie o tej samej godzinie i w tym samym miejscu, znajdowalem

topinambura. Ktregos dnia, zeby wyjasnic w koncu te coraz bardziej tajemnicza sprawe, schowalem sie w korytarzu za beczka fermentujacego kwasu. Po krtkiej chwili ujrzalem ostroznie przemykajacego obok Filosa, ktry nisl w pysku wielkiego topinambura. Wszedl do pokoju i polozyl go dokladnie tam, gdzie zawsze je znajdowalem. Od tego czasu zaczalem bacznie obserwowac mojego psa. Nastepnego ranka przed wyjsciem z domu poglaskalem Filosa po lewej stronie lba, co miedzy nami oznaczalo, ze udaje sie daleko i nie zabieram go ze soba; jednakze po wyjsciu na ulice przeszedlem tylko krtki odcinek, po czym zawrcilem do sklepu, ktry znajdowal sie na wprost naszego domu, i stamtad obserwowalem drzwi do mojego pokoju. Wkrtce pojawil sie w nich Filos, ktry rozejrzawszy sie dokola, wyruszyl w kierunku rynku; ukradkiem zaczalem go sledzic. Na rynku, w poblizu wagi publicznej, znajdowalo sie wiele sklepw spozywczych, wypelnionych tlumem ludzi. Patrzylem, jak Filos spokojnie przemyka sie przez tlum, i nie spuszczalem go z oka. Przechodzac przed sklepem, rozejrzal sie i kiedy sie upewnil, ze nikt go nie widzi, szybko wyciagnal bulwe ze stojacego tam worka i czym predzej uciekl; kiedy wrcilem do domu, znalazlem topinambura tam gdzie zawsze. Opisze jeszcze jedna ceche psychiki tego niezwyklego psa. Kiedy wychodzilem z domu i nie zabieralem go ze soba, Filos kladl sie zazwyczaj przed drzwiami i czekal na mj powrt. Pod moja nieobecnosc kazdy mgl wejsc do pokoju, nikomu jednak Filos nie pozwalal z niego wyjsc. Jesli ktos prbowal opuscic pokj, kiedy mnie tam nie bylo, w ogromny pies zaczynal warczec i szczerzyc zeby, co wystarczalo, zeby kazdemu intruzowi serce podeszlo do gardla. Opowiem wiec jedno zdarzenie zwiazane z moim najprawdziwszym przyjacielem, swietej pamieci Filosem, ktre takze mialo miejsce w Nowej Bucharze. Dzien wczesniej odwiedzil mnie pewien Polak, wlasciciel kina objazdowego. Skierowali go do mnie miejscowi ludzie, wiedzac, iz jestem jedynym specjalista w okolicy, ktry potrafi naprawic pojemniki z acetylenem, sluzace wedrownym artystom do wyswietlania filmw. Obiecalem wiec Polakowi, ze wkrtce w chwili wolnego czasu go odwiedze i naprawie zepsuty pojemnik. Okazalo sie jednak, ze nazajutrz po naszej rozmowie polski kinooperator zauwazyl, ze z drugiego pojemnika ulatnia sie gaz; obawiajac sie, ze bedzie musial odwolac nastepny seans, postanowil na mnie nie czekac i sam przynisl uszkodzony pojemnik. Kiedy sie dowiedzial, ze chociaz nie ma mnie w domu, mj pokj jest otwarty, postanowil nie dzwigac z powrotem ciezkiego pojemnika, lecz go zostawic. Tamtego poranka wybralem sie do Starej Buchary z zamiarem odwiedzenia pewnego meczetu; poniewaz wejscie psa do swiatyni lub otaczajacych ja kruzgankw uwaza sie, szczeglnie wsrd wyznawcw Mahometa, za wielkie swietokradztwo, bylem zmuszony zostawic Filosa w domu; on zas jak zwykle lezal przed drzwiami, czekajac na mj powrt. Filos, zgodnie ze swoim zwyczajem, pozwolil wlascicielowi kina objazdowego wejsc do pokoju, ale wyjsc - po jego trupie! Po kilku bezskutecznych prbach wydostania sie z pokoju biedny Polak zrezygnowal i caly zdenerwowany, bez jedzenia i picia, siedzial na podlodze az do mojego powrotu pznym wieczorem. Tak wiec osiedlilem sie w Nowej Bucharze. Tym razem na dobre zajalem sie produkcja sztucznych kwiatw. w sposb zarabiania pieniedzy przynosil mi wiele korzysci. Jako sprzedawca kwiatw mialem wstep do prawie wszystkich ciekawych miejsc w Bucharze, a poza tym o tej porze roku mj dochd zapowiadal sie obiecujaco. Zblizal sie koniec Wielkiego Postu i, jak wiadomo, w czasie Wielkanocy mieszkancy tych okolic lubia ozdabiac kwiatami pokoje i stoly. Poza tym byl to rok, w ktrym Pascha zydowska i Wielkanoc wypadaly prawie w tym samym czasie, a poniewaz ludnosc Nowej i po czesci Starej Buchary skladala sie glwnie z wyznawcw tych dwch religii, zapotrzebowanie na sztuczne kwiaty bylo ogromne. Zakasalem wiec rekawy i pracowalem dniami i nocami, robiac przerwy tylko po to, by odwiedzic moich przyjacil derwiszw lub czasami wieczorem, kiedy bylem bardzo zmeczony, zagrac w bilard w pobliskiej restauracji. W mlodosci bardzo lubilem te gre i calkiem niezle sobie w niej radzilem.

Wieczorem w Wielki Czwartek po skonczeniu pracy poszedlem pograc w bilard; w trakcie gry uslyszalem nagle halas i wrzaski dobiegajace z pokoju obok. Rzuciwszy kij, pobieglem tam i ujrzalem czterech mezczyzn bijacych jednego. Mimo ze wcale ich nie znalem ani nie wiedzialem, o co poszlo, przybieglem broniacemu sie z pomoca. W mlodosci pasjonowalem sie japonskim dziu-dzitsu oraz chiwinskim fiz-liz-lu i zawsze sie cieszylem, gdy mialem okazje zastosowac w praktyce znajomosc tych dwch metod. Tak wiec i tym razem, tylko dla zabawy, zaciekle wdalem sie w bijatyke; w rezultacie we dwjke sprawilismy naszym przeciwnikom porzadne lanie i szybko zmusilismy ich do odwrotu. Nowa Buchara byla wtedy jeszcze calkiem mlodym miastem. Sklad ludnosci byl przypadkowy; zylo tam miedzy innymi wielu zeslancw z Rosji wyposazonych w wilcze bilety", ktrzy znajdowali sie pod stalym nadzorem policji. Byla to barwna mieszanina ludzi wszystkich narodowosci; niektrzy z nich mieli za soba jakas przeszlosc, a innych byc moze oczekiwala jakas przyszlosc. Znajdowali sie wsrd nich przestepcy, ktrzy odsiedzieli juz wyrok, a takze wielu uchodzcw politycznych, zeslanych tam nakazem sadowym albo na mocy decyzji administracyjnych, w tamtym czasie powszechnie stosowanych w calej Rosji. Otoczenie i warunki zycia tych zeslancw byly tak zalosne, ze wszyscy bez wyjatku stopniowo stawali sie alkoholikami; nawet ci, ktrzy uprzednio nigdy nie pili i nie mieli zadnej predyspozycji dziedzicznej do picia, calkiem naturalnie i z latwoscia ulegali tej popularnej sklonnosci. Mezczyzni, z ktrymi wdalem sie w bijatyke, nalezeli wlasnie do tej kategorii. Po bjce chcialem odprowadzic mojego towarzysza broni do domu, obawiajac sie, ze jesli zostawie go samego, cos niemilego moze go spotkac po drodze; okazalo sie jednak, ze mieszkal razem z pozostalymi czterema w wozach naprawczych na torach kolejowych. Poniewaz bylo juz pzno, nie pozostalo mi nic innego, jak zaproponowac mu, zeby poszedl do mnie, na co sie zgodzil. Mj nowy znajomy - byl to wlasnie Solowiew - okazal sie jeszcze calkiem mlody, ale nie dalo sie ukryc, ze zaczal juz pic. Wyszedl z walki dosyc poharatany; cala twarz mial w sincach i jedno oko porzadnie podbite. Nastepnego dnia rano oko spuchlo mu tak, ze prawie nie mgl go otworzyc; przekonalem go wiec, zeby nigdzie nie wychodzil i zatrzymal sie u mnie, az wydobrzeje, tym bardziej ze zaczely sie juz Swieta Wielkanocne i od poprzedniego dnia mial przerwe w pracy. Wyszedl gdzies w Wielki Piatek, ale na noc wrcil do mojego mieszkania. Nastepnego dnia bylem zajety prawie przez caly dzien, poniewaz musialem dostarczyc kwiaty zamwione na Wielkanoc. Wrcilem dopiero wieczorem; nie majac zadnych znajomych chrzescijan ani miejsca do swietowania, kupilem kulicz, pasche i kilka pisanek, czyli wszystko, czego wymaga zwyczaj, a takze mala butelke wdki i przynioslem to do domu. Solowiew gdzies wyszedl, wiec kiedy sie umylem i uczesalem - nie mialem zadnego ubrania na zmiane poszedlem sam na wieczorne nabozenstwo do kosciola. Kiedy wrcilem, Solowiew juz spal. Poniewaz nie mialem w pokoju stolu, po cichu, zeby go nie obudzic, przynioslem z podwrka duza pusta skrzynie i przykrylem ja czystym przescieradlem; nastepnie polozylem na niej wszystkie rzeczy, ktre kupilem na te okazje, i dopiero wtedy obudzilem Solowiewa. Byl tym wszystkim bardzo zaskoczony i z przyjemnoscia zgodzil sie uczestniczyc w uroczystym posilku. Wstal i razem zasiedlismy do stolu"; on na moich ksiazkach, a ja na odwrconym do gry nogami wiadrze. Najpierw nalalem kazdemu z nas po kieliszku wdki, ale ku memu zdziwieniu Solowiew podziekowal i odmwil. Wypilem wiec sam, a Solowiew zaczal jesc. Filos, ktry uczestniczyl w tej ceremonii, dostal podwjna porcje: dwa lby baranie. Siedzielismy w milczeniu spozywajac posilek. Dla zadnego z nas nie byly to wesole swieta. Przywolujac w wyobrazni znajomy obraz uczty swiatecznej, pomyslalem o znajdujacej sie daleko rodzinie. Solowiew rwniez pograzyl sie w myslach i dosyc dlugo siedzielismy tak, nic nie mwiac. Nagle, jakby rozmawiajac ze soba, Solowiew wykrzyknal: - Na pamiatke tej nocy, pomz mi Panie, bym nigdy juz nie pil tej trucizny, ktra doprowadzila mnie do takiego stanu! - Zamilkl, a nastepnie z gestem

rozpaczy powiedzial pod nosem: - Oj Boze! - i zaczal opowiadac swoje zycie. Nie wiem, co mu sie stalo. Moze to Wielkanoc przywolala na pamiec odlegle i mile wspomnienia dni, kiedy zyl jak czlowiek; moze podzialal na niego widok zastawionego z pietyzmem stolu i nieoczekiwana uczta, a moze wszystko naraz. W kazdym razie Solowiew otworzyl przede mna serce. Okazalo sie, ze pracowal kiedys jako urzednik na poczcie. Ale byla to tylka kwestia przypadku. Pochodzil z rodziny kupieckiej z Samarze, gdzie jego ojciec byl wlascicielem czterech duzych mlynw. Matka wywodzila sie ze zubozalej rodziny szlacheckiej. Otrzymala wyksztalcenie w szkole dla dzieci arystokracji i wychowujac wlasne dzieci, uczyla ich jedynie dobrych manier oraz ukladnego zachowania; i tylko to wbijano im do glowy. Ojca prawie nigdy nie bylo w domu, poniewaz caly czas spedzal w swoich mlynach albo w spichrzu zbozowym. Ponadto byl nalogowym pijakiem i regularnie, kilka razy do roku, pil calymi tygodniami na umr. Ale nawet kiedy byl trzezwy, zgodnie ze slowami swojego syna, mial zakuty mzg". Rodzice Solowiewa, kazde zyjace swoim zyciem i zajete wlasnymi sprawami, zaledwie tolerowali sie nawzajem. Solowiew mial mlodszego brata, z ktrym uczeszczal do szkoly publicznej. Rodzice nawet jakby podzielili sie miedzy soba dziecmi. Starszy byl ulubiencem matki, a mlodszy ojca, i z tego powodu czesto dochodzilo do scysji. Ojciec zawsze zwracal sie do starszego syna z drwina w glosie, co stopniowo doprowadzilo do powstania miedzy nimi wrogich uczuc. Matka, ktra otrzymywala od meza pieniadze na wydatki, co miesiac oddawala Solowiewowi pewna sume. Z czasem jednak jego apetyt ursl i kieszonkowe nie starczalo mu juz na podrywanie dziewczyn. Ktregos dnia ukradl wiec bransoletke matki i sprzedal ja, zeby kupic jakis prezent. Matka, odkrywszy, co sie stalo, nic nie powiedziala mezowi; ale kradzieze zaczely sie powtarzac; pewnego dnia ojciec dowiedzial sie w koncu prawdy i po wielkiej awanturze wyrzucil Solowiewa za drzwi; pzniej jednak, po interwencji krewnych i matki, przebaczyl mu. Solowiew chodzil do piatej - czyli przedostatniej - klasy, kiedy w Samarze zatrzymal sie cyrk wedrowny i Solowiew stracil zupelnie glowe dla woltyzerki imieniem Wierka. Po przeniesieniu sie cyrku do Carycyna, podazyl tam za nia, podstepnie wyludziwszy pieniadze od matki. Juz wtedy zaczal zagladac do kieliszka. W Carycynie dowiedzial sie, ze jego Wierka zadaje sie z kapitanem policji konnej i z goryczy rozpil sie na calego. Stal sie bywalcem tawern i spotkal tam wielu podobnych do siebie kompanw. Ktregos pieknego dnia skonczylo sie to tym, ze po pijanemu doszczetnie go okradziono; i tak znalazl sie w obcym miescie bez grosza, nie majac odwagi zawiadomic o tym rodzicw. Stopniowo przehandlowal rzeczy osobiste i ubranie, zmuszony byl wiec zamienic swj strj na galgany, stajac sie wykolejencem w pelnym tego slowa znaczeniu. Gld zmusil go do zatrudnienia sie przy polowie ryb i ciagle zmieniajac prace, dotarl w koncu do Baku w towarzystwie innych wyrzutkw. Tam przez chwile usmiechnelo sie do niego szczescie: ktos podarowal mu ubranie i dzieki temu zatrudniono go w centrali telefonicznej w okregu Balachna. Nieszczescia, ktre spotkaly go w ostatnim czasie, spowodowaly, ze poszedl po rozum do glowy i w rezultacie podjal stala prace. Pewnego dnia spotkal w Samarze kogos, kto dowiedziawszy sie, kim jest, to znaczy z jakiej pochodzi rodziny, postanowil mu pomc w zdobyciu lepszej posady. Poniewaz mial wyksztalcenie rwnoznaczne z ukonczeniem drugiej klasy liceum, przyjeto go na pomocnika do sluzby pocztowo-telegraficznej; jednakze przez kilka pierwszych miesiecy musial pracowac za darmo. Potem zostal przeniesiony do Kuszki, gdzie pracowal jako urzednik. Dzieki abstynencji mgl sprawic sobie porzadne ubranie, a nawet zaoszczedzil troche pieniedzy. Kiedy skonczyl dwadziescia jeden lat, dostal powolanie do wojska. To zmusilo go do powrotu do rodzinnego miasta, gdzie zamieszkal w hotelu, a nastepnie wyslal list do matki. Matka, do ktrej juz wczesniej pisywal, ucieszyla sie, ze syn najwyrazniej sie ustatkowal, i u ojca wyprosila dla niego przebaczenie. Solowiew mgl wiec wrcic do domu, a ojciec, widzac, ze syn odzyskal rozum, ucieszyl sie, ze wszystko skonczylo sie pomyslnie, i zaczal dobrze go traktowac. W

drodze losowania powolano go do sluzby wojskowej, ale bedac telegrafista na poczcie, musial czekac kilka miesiecy na oddelegowanie do jednostki; o obsadzie wolnych miejsc poborowymi nalezacymi do tej kategorii decydowala bezposrednio komenda glwna wojska. Mieszkal wiec dalej u rodzicw przez nastepne trzy lub cztery miesiace, az do chwili, gdy odeslano go do batalionu kontrolujacego linie zakaspijska, ktra w tamtym okresie ciagle jeszcze byla zmilitaryzowana. Po przyjezdzie do jednostki i odbyciu kilkutygodniowej przymusowej sluzby jako szeregowiec w drugiej kompanii przydzielono go do tak zwanej linii kuszkowskiej; ale wkrtce potem zachorowal na zltaczke i zostal odeslany do szpitala w Merwie, gdzie stacjonowala jego kompania. Kiedy wyzdrowial, wyslano go do kwatery glwnej batalionu w Samarkandzie, a nastepnie do tamtejszego szpitala polowego, zeby sprawdzic jego przydatnosc do sluzby wojskowej. Umieszczono go w glwnym budynku szpitala, w ktrym znajdowal sie rwniez oddzial wiezienny. Spacerujac po korytarzu i czasami prowadzac przez male okienko rozmowy z wiezniami, poznal jednego z nich, pewnego Polaka oskarzonego o falszerstwo. Kiedy z powodu slabego stanu zdrowia Solowiew uzyskal zwolnienie z wojska i opuscil szpital, w wiezien poprosil go, zeby zabral list do jego przyjaciela, ktry mieszkal w Samarkandzie niedaleko stacji kolejowej. W ramach podziekowania za dostarczenie listu cichcem podal mu sloiczek z niebieskim plynem, wyjasniajac, ze za pomoca tego plynu mozna falszowac zielone banknoty trzyrublowe - ale zadne inne - w nastepujacy sposb: Zamoczony w tym plynie specjalny papier przyklada sie z obu stron do banknotu, a nastepnie wszystko razem przygniata sie wkladajac do ksiazki. Otrzymane w ten sposb negatywy kazdej ze stron banknotu wystarczaly na zrobienie trzech albo czterech dobrych odbitek. W Azji Srodkowej ludzie mieli malo do czynienia z rosyjskimi pieniedzmi i rozprowadzenie falszywych banknotw nie sprawialo zadnego klopotu. Solowiew pierwszy raz wyprbowal owa procedure z czystej ciekawosci, pzniej jednak, przed powrotem do domu, potrzebowal pieniedzy i bez wiekszego ryzyka rozprowadzil troche podrobionych banknotw. W domu czekalo go cieple przyjecie; ojciec nawet nalegal, zeby zostal i tak samo jak mlodszy syn, pomagal mu w pracy. Solowiew zgodzil sie i ojciec zlecil mu prowadzenie mlyna polozonego niedaleko Samarry. Ale po kilku miesiacach praca go znudzila; gnany tesknota za zyciem wlczegi, poszedl do ojca i szczerze mu powiedzial, ze ma juz dosyc. Ojciec pozwolil mu na wyjazd i nawet dal mu sporo pieniedzy. Solowiew pojechal najpierw do Moskwy, a potem do Petersburga; znowu zaczal pic i w koncu pijany dojechal do Warszawy. Uplynal wtedy mniej wiecej rok od dnia, w ktrym zostal zwolniony z wojska. W Warszawie na ulicy zatrzymal go pewien mezczyzna; jak sie okazalo, byl to wiezien, ktrego poznal w szpitalu w Samarkandzie. Wygladalo na to, ze sad go uniewinnil, przyjechal wiec do Warszawy po papier i maszyne do drukowania pieniedzy, ktra miano dostarczyc z Niemiec. Zaproponowal Solowiewowi przystapienie do splki i podjecie wsplnej pracy" w Bucharze. Solowiewa kusila mozliwosc nielegalnego, ale za to latwego zarobku. Pojechal wiec do Buchary, gdzie oczekiwal na przyjazd swojego kompana; polski falszerz przedluzyl jednak pobyt w Warszawie, czekajac na dostawe maszyny. Solowiew pil na umr; kiedy wydal wszystkie pieniadze, wystaral sie o jakas robote na kolei i w chwili naszego spotkania pracowal tam juz trzy miesiace - upijajac sie przez caly ten czas. Ta szczera opowiesc Solowiewa gleboko mnie poruszyla. W owym czasie duzo juz wiedzialem na temat hipnozy i wprowadziwszy dana osobe w pewien stan, potrafilem droga sugestii doprowadzic do usuniecia z jej pamieci kazdego niepozadanego nawyku. Zaproponowalem wiec Solowiewowi, ze jesli naprawde chce sie pozbyc zgubnego nalogu picia wdki, to mu pomoge; nastepnie wyjasnilem, w jaki sposb moge to zrobic. Zgodzil sie, tak wiec poczawszy od nastepnego dnia codziennie wprowadzalem go w stan hipnozy i przekazywalem mu niezbedne sugestie. Stopniowo zaczal czuc taki wstret do wdki, ze nie mgl nawet patrzec na te, jak ja nazywal, trucizne". Solowiew

porzucil juz wtedy prace na kolei i zamieszkal u mnie. Zaczal mi pomagac przy produkcji kwiatw i czasami zanosil je na targ na sprzedaz. Solowiew zostal moim pomocnikiem. Kiedy mieszkalismy juz razem jak dwaj kochajacy sie bracia, mj przyjaciel, derwisz Bogga-Eddiii, o ktrym nie mialem zadnych wiesci od dwch lub trzech miesiecy, powrcil w koncu do Starej Buchary. Nastepnego dnia, dowiedziawszy sie, ze mieszkam w Nowej Bucharze, przyszedl mnie odwiedzic. Na pytanie, dlaczego tak dlugo go nie bylo, Bogga-Eddin odpowiedzial: - Powodem tej dlugiej nieobecnosci bylo moje przypadkowe spotkanie z bardzo ciekawym czlowiekim, ktre mialo miejsce w Grnej Bucharze. Chcac go jak najczesciej widywac i odbyc z nim jak najwiecej rozmw na dreczace mnie tematy, zatrudnilem sie jako jego przewodnik w podrzy po Grnej Bucharze i wzdluz brzegw Amu-darii; i wlasnie z nim teraz wrcilem. w starzec kontynuowal Bogga-Eddin - jest czlonkiem bractwa znanego wsrd derwiszw pod nazwa Sarmung, ktrego glwny klasztor znajduje sie gdzies w glebi Azji. W trakcie jednej z rozmw z tym niezwyklym czlowiekiem okazalo sie, ze jakims cudem wie on bardzo duzo na twj temat. Spytalem go wiec, czy mialby cos przeciwko temu, gdybys chcial go poznac. Odpowiedzial, ze ucieszyloby go spotkanie z toba, czlowiekiem, ktry - chociaz urodzony jako kaftr - dzieki swojej bezstronnej postawie wobec wszystkich ludzi potrafil zdobyc dusze podobna do naszej. Kafir to nazwa nadawana wszystkim cudzoziemcom innej wiary - w tym takze Europejczykom - ktrzy w pojeciu miejscowych zyja bez zasad, jak zwierzeta, i wyzbyci sa wszelkiej swietosci. Wszystko, co Bogga-Eddin powiedzial mi na temat tego czlowieka, spowodowalo zamet w mojej glowie; z blaganiem w glosie poprosilem, zeby jak najszybciej zorganizowal nasze spotkanie. Chetnie sie zgodzil, poniewaz starzec zatrzymal sie niedaleko, u swoich znajomych w Kiszlak kolo Nowej Buchary. Umwilismy sie wiec, ze odwiedzimy go nastepnego dnia. Odbylem z tym starcem kilka bardzo dlugich rozmw. W trakcie ostatniej poradzil mi, zebym udal sie do jego klasztoru i zatrzymal sie tam przez jakis czas. - Byc moze - wyjasnil - uda ci sie tam porozmawiac z kims o interesujacych cie kwestiach i mozliwe, ze w ten sposb lepiej zrozumiesz, czego szukasz. Dodal, ze jesli zdecyduje sie na te podrz, to mi pomoze i znajdzie odpowiednich przewodnikw, pod warunkiem, ze zloze uroczysta przysiege, iz nigdy nikomu nie powiem, gdzie znajduje sie wspomniany klasztor. Oczywiscie od razu zgodzilem sie na wszystko. Zalowalem tylko, ze musze rozstac sie z Solowiewem, do ktrego bardzo sie przywiazalem; tak wiec na chybil trafil spytalem starca, czy moge zabrac ze soba dobrego przyjaciela. Po chwili zastanowienia odpowiedzial: - Mysle, ze tak; oczywiscie jesli mozesz reczyc za jego honor i za to, ze dotrzyma obietnicy, ktra tez bedzie musial zlozyc. Moglem w pelni reczyc za Solowiewa, poniewaz w trakcie naszej przyjazni dowidl juz, ze potrafi dotrzymac slowa. Po uzgodnieniu wszystkich szczeglw ustalilismy, iz dokladnie za miesiac nad brzegiem Amu-darii, w poblizu ruin JeniHissar, beda czekali na nas ludzie, ktrych rozpoznamy za pomoca hasla i ktrzy zaprowadza nas do klasztoru. W umwiony dzien przybylem z Solowiewem do ruin starozytnej fortecy JeniHissar. Tego samego dnia spotkalismy czterech wyslanych po nas Kirgizw. Po tradycyjnym powitaniu zjedlismy razem posilek. Kiedy sie sciemnilo, powtrzylismy za nimi przysiege, po czym zalozyli nam na oczy basztyki [basziyk to kaptur, ktrym mozna zakryc cala twarz]. Nastepnie wsiedlismy na konie i wyruszylismy w droge. Przez cala podrz twardo i sumiennie dochowywalismy przysiegi, ze nie bedziemy sie rozgladac, usilujac zapamietac mijane miejsca i w ten sposb sie dowiedziec, ktredy prowadzi szlak naszej wedrwki. Baszfyki zdejmowano nam z glowy tylko na noc i czasami w ciagu dnia, kiedy zatrzymywalismy sie w jakims odludnym miejscu, zeby cos zjesc. Jedynie dwa razy pozwolono nam w drodze odslonic oczy. Pierwszy raz, smego dnia podrzy, przed przejsciem przez most wiszacy, ktrego nie mozna bylo pokonac ani na koniach, ani idac parami; kazdy musial kroczyc oddzielnie, czego nie dalo sie zrobic z zaslonietymi oczami. Z krajobrazu, ktry ukazal sie wtedy przed naszymi oczami,

wywnioskowalismy, ze znajdujemy sie w dolinie Piandzu albo Zerawszanu, poniewaz dolem przeplywala duza rzeka, a most w tym grzystym otoczeniu bardzo przypominal mosty znajdujace sie w przelomach tych dwch rzek. Musze dodac, ze byloby o wiele lepiej, gdybysmy mogli przejsc przez ten most na oslep. Byc moze spowodowal to fakt, ze przez dlugi czas mielismy zawiazane oczy albo moze tez byla jakas inna przyczyna, w kazdym razie nigdy nie zapomne zdenerwowania i paniki, jakiej doznalismy przechodzac przez w most. Przez dlug czas nie potrafilismy nawet zdobyc sie na to, zeby na niego wejsc. Takie mosty czesto spotyka sie w Turkmenii, w miejscach, gdzie nie ma zadnej innej drogi, lub tam, gdzie trzeba by isc dwadziescia dni okrezna trasa, zeby posunac sie naprzd zaledwie o kilometr. Doznanie, jakiego sie doswiadcza stojac na jednym z tych mostw i patrzac w dl wawozu, gdzie zazwyczaj plynie rzeka, mozna porwnac do wielokrotnie spotegowanego wrazenia odczuwanego w chwili, gdy patrzy sie ze szczytu wiezy Eiffla; spogladajac zas w gre, nie widzi sie wierzcholkw gr, kore staja sie widoczne dopiero z odleglosci kilku kilometrw. Co wiecej, owe mosty prawie nigdy nie maja poreczy i sa tak waskie, ze na raz moze przejsc po nich tylko jeden juczny kon grski; ponadto bujaja sie one w gre i w dl jak dobre materace na sprezynach - nie wspominajac nawet o niepewnosci, jaka budzi ich wytrzymalosc. Niemal zawsze umocowane sa na linach zrobionych z lyka kory specjalnego rodzaju drzewa; jeden koniec przywiazuje sie do mostu, a drugi do stojacego na zboczu gry drzewa albo do wystajacej skaty. W kazdym razie nie polecalbym tych mostw nawet tym, ktrych w Europie nazywa sie amatorami mocnych przezyc. Serce kazdego Europejczyka przechodzacego przez taki most na pewno podeszloby mu nie tylko do gardla, lecz o wiele wyzej. Drugi raz odstonieto nam oczy, kiedy zblizalismy sie do karawany. Najwidoczniej nasi przewodnicy nie chcieli, zeby dziwne kaptury zaslaniajace nam twarze przyciagnely uwage lub wzbudzily podejrzenia, uznali wiec za stosowne zdjac je na czas spotkania z karawana. Doszlo do niego dokladnie w chwili, gdy mijalismy obelisk przypominajacy te, ktre czesto spotyka sie w Turkmenii na szczycie przeleczy grskich. Ktokolwiek je tam umiescil, wykazal sie duza inteligencja, poniewaz bez nich na tym dzikim i bezdroznym obszarze podrznicy nie mieliby zadnych punktw orientacyjnych. Owe obeliski niemal zawsze znajduja sie na jakims wzniesieniu; tak wiec jesli zna sie oglny plan ich rozlokowania, mozna je zauwazyc z bardzo daleka, czasami nawet z odleglosci kilkudziesieciu kilometrw. Sa to po prostu pojedyncze duze bryly kamienia albo wysokie slupy wbite w ziemie. Wsrd zamieszkujacej tamtejsze gry ludnosci rozpowszechnione sa rozmaite wierzenia zwiazane z tymi obeliskami; na przyklad, ze w danym miejscu zostal pochowany lub wziety zywcem do nieba jakis swiety; ze w swiety zabil tam siedmioglowego smoka" albo ze przytrafila mu sie jakas inna niezwykla przygoda. Z reguly swiety, na ktrego czesc wzniesiono obelisk, uznawany jest za opiekuna calej okolicy i jesli podrznik szczesliwie pokona ktres z przynaleznych temu obszarowi niebezpieczenstw - czyli jesli uda mu sie uciec przed zbjami albo drapieznikami, lub bezpiecznie pokonac gre, rzeke czy jeszcze inna przeszkode - przypisuje sie to opiece swietego. Dlatego tez kazdy kupiec, pielgrzym lub inny wedrowiec, ktry uniknal czyhajacych na niego niebezpieczenstw, z wdziecznosci sklada u stp obelisku jakies dary. Zgodnie z miejscowymi wierzeniami, przyjelo sie wsrd tutejszej ludnosci, ze rzeczy skladane w darze maja przypominac swietemu o modlitwach ofiarodawcy; na przyklad kawalek materialu, ogon jakiegos zwierzecia lub cos podobnego, co mozna przywiazac do obelisku jednym koncem, tak by drugi mgl swobodnie powiewac na wietrze. Dzieki tym poruszajacym sie na wietrze przedmiotom wszyscy podrznicy juz z daleka moga wypatrzyc miejsca, w ktrych znajduja sie obeliski. Kazdy, kto zna ich przyblizone polozenie, moze je zlokalizowac patrzac z jakiegos wzniesienia i nastepnie podazac ich szlakiem. Nieznajomosc ich rozmieszczenia praktycznie uniemozliwia podrz po tych okolicach. Nie ma tam zadnych oznakowanych drg ani szlakw, a nawet jesli zarysuje sie jakas

sciezka, to nagle pogorszenia pogody i wywolane przez nie sniezyce bardzo szybko zmieniaja jej trase lub zupelnie ja zacieraja. A zatem bez tych obeliskw podrznik szukajacy drogi stracilby glowe tak szybko, iz nie pomglby mu nawet najczulszy kompas. Mwiac krtko, nie mozna podrzowac tam inaczej, jak tylko zmierzajac od jednego obelisku do drugiego. Pare razy w drodze zmienialismy konie i osly, a czasami nawet szlismy pieszo. Kilkakrotnie musielismy przeplynac rzeke i przejsc przez gry, a doswiadczane przez nas upaly i chlody wskazywaly, ze czasami schodzilismy w glebokie doliny, kiedy indziej zas wspinalismy sie bardzo wysoko. Kiedy po dwunastu dniach odsloniete nam w koncu oczy, znajdowalismy sie w waskiej przeleczy, przez ktra przeplywal maly potok o brzegach porosnietych bujna roslinnoscia. Okazalo sie, ze byl to nasz ostatni postj. Po posilku ruszylismy w droge, tym razem jednak z odkrytymi oczami. Jechalismy na oslach w gre strumienia i po plgodzinnej drodze przez przelecz ujrzelismy mala doline otoczona wysokimi grami. Po prawej, na wprost i nawet troche po lewej stronie widac bylo wierzcholki pokryte sniegiem. Przejezdzajac przez doline, za jednym z zakretw, na zboczu po naszej lewej stronie, zobaczylismy z daleka jakies zabudowania. Zblizywszy sie rozpoznalismy cos na ksztalt fortecy przypominajacej o wiele mniejsze warownie polozone nad brzegami Amu-darii i Piandzu. Zabudowania otaczal ze wszystkich stron nieprzerwany wysoki mur. Dotarlismy w koncu do pierwszej bramy, gdzie czekala na nas stara kobieta. Nasi przewodnicy cos jej powiedzieli i natychmiast odjechali przez te sama brame. Zostalismy sami ze stara kobieta, ktra bez pospiechu zaprowadzila nas do jednego z malych, podobnych do cel pomieszczen otaczajacych nieduzy kruzganek; tam wskazala na dwa lzka i wyszla. Zaraz potem przyszedl do nas bardzo sedziwy starzec, ktry o nic nie pytajac, jak stary znajomy, zaczal bardzo uprzejmie rozmawiac z nami po turkmensku. Pokazal nam, co i gdzie sie znajduje, a nastepnie powiedzial, ze przez kilka pierwszych dni posilki beda nam przynoszone do pokoju. Poradzil, zebysmy wypoczeli po podrzy, dodal jednak, ze jesli nie czujemy sie zmeczeni, to mozemy wyjsc na zewnatrz i pospacerowac po okolicy. Innymi slowy, dal nam do zrozumienia, ze mozemy robic to, na co mamy ochote. Poniewaz rzeczywiscie bylismy wyczerpani podrza, postanowilismy sie polozyc, zeby troche odpoczac. Zasnalem jak kamien. Obudzilem sie dopiero nastepnego dnia rano, kiedy do drzwi zapukal chlopiec, ktry przynisl nam samowar z zielona herbata i poranny posilek skladajacy sie z goracych plackw kukurydzianych, owczego sera i miodu. Chcialem go zapytac, gdzie mozemy sie umyc, ale niestety okazalo sie, ze mwi tylko po przendzycku, a ja w tym jezyku znalem jedynie kilka przeklenstw. Solowiew gdzies wyszedl; wrcil mniej wiecej po dziesieciu minutach. Tak jak ja zasnal gleboko wieczorem, ale obudzil sie pzno w nocy i nie chcac zaklcac ciszy, lezal spokojnie w lzku, uczac sie na pamiec tybetanskich slwek. O swicie wyszedl, zeby sie rozejrzec; jednakze w chwili, gdy zblizyl sie do bramy, zawolala go stara kobieta i gestem skierowala do malego domku znajdujacego sie w rogu kruzganka. Poszedl za nia przekonany, ze zabrania mu wychodzic na zewnatrz, ale kiedy wszedl do jej mieszkania, okazalo sie, ze dobra kobieta chciala po prostu poczestowac go swiezym cieplym mlekiem, po czym nawet sama pomogla mu otworzyc brame. Poniewaz nikt inny nas nie odwiedzil, po wypiciu herbaty postanowilismy wybrac sie na spacer i zbadac okolice. W pierwszej kolejnosci obeszlismy dookola wysoki mur otaczajacy zabudowania. Oprcz bramy, przez ktra wjechalismy poprzedniego dnia, od strony plnocno-zachodniej znalezlismy jeszcze inna, mniejsza brame. Wszedzie panowala wzbudzajaca niemalze groze cisza, ktra przerywal tylko monotonny dzwiek odleglego wodospadu i od czasu do czasu swiergot ptakw. Byl upalny letni dzien; powietrze bylo duszne. Popadlismy w apatie i w ogle nie zwracalismy uwagi na majestat roztaczajacego sie wokl krajobrazu; jedynie wodospad swym magicznym dzwiekiem przywolywal nas do siebie. Nie zamieniajac ani slowa, odruchowo skierowalismy sie w strone wodospadu, ktry

pzniej stal sie naszym ulubionym miejscem. Przez dwa nastepne dni nikt do nas nie zajrzal, ale regularnie trzy razy w ciagu dnia przynoszono nam jedzenie skladajace sie z nabialu, suszonych owocw oraz ryby - cetkowanego pstraga - i prawie co godzine napelniano samowar. Spedzalismy wiec czas lezac na lzku lub chodzac do wodospadu, gdzie w takt jego monotonnego rytmu uczylismy sie slwek tybetanskich. Ani przy wodospadzie, ani po drodze do niego nigdy nikogo nie spotkalismy; z wyjatkiem jednego razu, gdy siedzac tam zobaczylismy cztery dziewczynki, ktre na nasz widok szybko sie odwrcily i przechodzac przez maly gaj, zniknely w zauwazonej juz przez nas wczesniej bramie plnocno--wschodniej. Trzeciego dnia rano siedzialem wlasnie w cieniu kolo wodospadu, a Solowiew z nudw wymadrzal sie we wlasciwy sobie sposb, prbujac za pomoca malych patyczkw obliczyc wysokosc widocznych w oddali osniezonych grskich szczytw, kiedy to niespodziewanie zobaczylismy biegnacego w nasza strone chlopca, tego samego, ktry przynisl nam pierwszy posilek. Wreczyl on Solowiewowi zlozona kartke papieru bez koperty. Solowiew wzial ja do reki i zobaczywszy na niej imie Aga Georgij" napisane po sartowsku, podal mi ja z zaklopotaniem. Kiedy rozlozylem Ust i rozpoznalem charakter pisma, bylem tak bardzo zaskoczony, ze az zrobilo mi sie czarno przed oczami. Byl to doskonale znany mi charakter pisma ksiecia Lubowieckiego - czlowieka, ktry stal sie najdrozsza mi w zyciu osoba. Ust byl napisany po rosyjsku i brzmial nastepujaco: Moje drogie dziecko! Myslalem, ze zemdleje, kiedy sie dowiedzialem o Twoim przybyciu. Szkoda, ze nie moge wybiec Ci na spotkanie, lecz zmuszony jestem czekac, az sam przyjdziesz mnie odwiedzic. Leze w lzku i od kilku dni nigdzie nie wychodze ani z nikim nie rozmawiam; tak wiec dopiero teraz sie dowiedzialem, ze jestes tutaj. Jakze sie ciesze, ze juz wkrtce Cie zobacze! Moja radosc jest podwjna: ciesze sie, ze dotarles tutaj bez mojej pomocy oraz bez pomocy naszych wsplnych przyjacil (o czym na pewno bylbym poinformowany), poniewaz dowodzi to, iz nie przespales tego czasu. Szybko przychodz i wtedy o wszystkim porozmawiamy! Wiem, ze przybyles z kolega. Chociaz go nie znam, przywitam go z radoscia jako Twego przyjaciela. Juz w polowie listu zaczalem pedzic, konczac czytanie w biegu i wymachujac do Solowiewa, zeby szybko przyszedl. Nie wiem, dokad gonilem. Solowiew i chlopiec biegli za mna. Kiedy dotarlismy do pierwszego kruzganka, gdzie mieszkalismy, chlopiec zaprowadzil nas do drugiego i wskazal cele, w ktrej lezal ksiaze. Po radosnym powitaniu i wymianie usciskw zapytalem ksiecia, jak to sie stalo, ze zachorowal. - Do tej pory - odpowiedzial - czulem sie znakomicie. Dwa tygodnie temu obcinalem paznokcie po kapieli i nie spostrzeglem, ze jeden obcialem chyba za krtko, poniewaz pzniej, chodzac jak zwykle na bosaka, wbilem sobie za ten paznokiec drzazge i zaczalem odczuwac bl. Najpierw nie zwracalem na to uwagi, sadzac, ze wszystko zagoi sie samo; ale bl sie wzmagal i w koncu rana zaczela sie jatrzyc. Tydzien temu dostalem goraczki, ktra nieustannie rosla, talk wiec zmuszony bylem polozyc sie do lzka. Zaczalem nawet majaczyc. Bracia powiedzieli mi, ze dostalem zakazenia krwi; ale teraz niebezpieczenstwo minelo i czuje sie dobrze. Dosyc jednak mwienia o sobie. To nic groznego... Wkrtce wyzdrowieje. Opowiadaj, w jaki sposb i jakim cudem udalo ci sie tutaj dotrzec? W skrcie opowiedzialem mu o moich losach w ciagu tych dwch lat, ktre uplynely od czasu, gdy sie ostatnio widzielismy; o przypadkowych spotkaniach, o przyjazni z derwiszem Bogga-Eddinem, o wyniklych z niej przygodach i o tym, jak w koncu znalazlem sie tutaj. Nastepnie zapytalem, co spowodowalo jego nagle znikniecie, dlaczego przez ten caly czas nie mialem od niego zadnych wiadomosci i dlaczego pozwolil na to, zebym do tego stopnia cierpial z powodu niepewnosci o jego losy, ze ostatecznie, z blem w sercu, pogodzilem sie z mysla, iz utracilem go na zawsze. Opowiedzialem mu tez o tym, jak nie zwazajac na koszta, na wszelki wypadek - gdyby na cos moglo mu sie to przydac - zamwilem na jego intencje nabozenstwo zalobne, mimo ze nie w pelni wierzylem w jego skutecznosc. Potem zapytalem go, w jaki sposb on sam tutaj dotarl, na co ksiaze

odpowiedzial mi, co nastepuje: - Juz w czasie naszego ostatniego spotkania w Konstantynopolu zaczalem odczuwac wewnetrzne znuzenie, rodzaj apatii. W drodze na Cejlon i przez nastepne pltora roku ta apatia stopniowo przechodzila w cos, co mozna by nazwac smetnym rozczarowaniem; w rezultacie ogarnelo mnie poczucie wewnetrznej pustki i wszystkie zainteresowania zwiazane z zyciem stracily blask. Po przyjezdzie na Cejlon poznalem slynnego mnicha buddyjskiego A. Przeprowadzilismy wiele szczerych rozmw, ktrych rezultatem byla zorganizowana przez nas wyprawa w gre Gangesu. Trzymajac sie przygotowanego programu i podazajac szczeglowo wyznaczona trasa, mielismy nadzieje, ze uda nam sie w koncu znalezc odpowiedzi na pytania, ktre najwidoczniej gnebily nas obu. To przedsiewziecie bylo dla mnie ostatnia deska ratunku. Tak wiec w momencie, gdy cala podrz okazala sie pogonia za kolejnym mirazem", wszystko we mnie ostatecznie zamarlo i nie chcialem juz nic wiecej przedsiebrac. Po zakonczeniu wyprawy ponownie znalazlem sie w Kabulu, gdzie calkowicie oddalem sie wschodniej bezczynnosci; pozbawiony jakichkolwiek zainteresowan, mechanicznie, z przyzwyczajenia spotykalem sie ze starymi i nowymi znajomymi. Czesto odwiedzalem dom mojego starego przyjaciela Agi Chana. W towarzystwie gospodarza, ktry przezyl wiele przygd, dalo sie jakos zabic czas posrd tchnacego nuda zycia w Kabulu. Pewnego dnia zauwazylem wsrd jego gosci siedzacego na honorowym miejscu starego Tamila, ktrego strj zupelnie nie przystawal do atmosfery domu Agi Chana. Gospodarz przywital mnie i widzac moje zaklopotanie, w pospiechu powiedzial mi szeptem, ze w sedziwy starzec to jego wielki przyjaciel, dziwak, wobec ktrego ma liczne zobowiazania i ktry nawet uratowal mu kiedys zycie. Starzec mieszkal gdzies na plnocy, ale czasami przyjezdzal do Kabulu, zeby odwiedzic krewnych albo w jakiejs innej sprawie, i przy okazji zawsze go odwiedzal, co mojemu gospodarzowi sprawialo niewypowiedziana radosc, poniewaz nigdy w zyciu nie spotkal tak dobrego czlowieka. Poradzil mi, zebym z nim porozmawial, i dodal, ze powinienem mwic glosno, poniewaz starzec troche niedoslyszy. Rozmowa, ktra przerwalo moje pojawienie sie, toczyla sie dalej. Jej tematem byly konie. Starzec takze w niej uczestniczyl i bylo oczywiste, ze jest prawdziwym znawca koni, a kiedys musial byc ich wielkim milosnikiem. Nastepnie rozmowa przeszla na polityke. Mwiono o sasiednich krajach, o Rosji, a takze o Anglii. Kiedy padlo slowo Rosja", Aga Chan, wskazujac na mnie, powiedzial zartobliwie: - Prosze, nie mwicie nic zlego o Rosji. Mozecie w ten sposb obrazic naszego rosyjskiego goscia. Choc powiedzial to zartem, bylo jasne, iz chcial uniknac nieuchronnej nagonki na Rosjan. Nienawisc do Rosjan i Anglikw byla tam wtedy bardzo rozpowszechniona. Pzniej oglna dyskusja ucichla i zaczelismy rozmawiac w malych grupach. Ja dolaczylem do starca, ktry coraz bardziej mnie fascynowal. Rozmawiajac ze mna w lokalnym dialekcie zapytal, skad przybywam i od jak dawna jestem w Kabulu. Niespodziewanie zaczal mwic bardzo plynnie - choc z wyraznym akcentem po rosyjsku, wyjasniajac, ze byl kiedys w Rosji, w Moskwie i w Petersburgu, ze mieszkal rwniez w Sucharze, gdzie poznal wielu Rosjan i w ten sposb nauczyl sie rosyjskiego. Dodal, iz bardzo sie cieszy, ze znowu ma okazje rozmawiac w tym jezyku, poniewaz pozbawiony mozliwosci poslugiwania sie nim, powoli zaczal go zapominac. Troche pzniej zaproponowal, ze jezeli mialbym ochote porozmawiac w moim rodzimym jezyku i jednoczesnie zaszczycic tym starca, to mozemy pjsc razem do czajchany, gdzie bedziemy mogli posiedziec i zamienic pare slw. Wyjasnil mi, ze juz od mlodosci siedzenie w kafejkach i czajchanach bylo jego slaboscia i nawykiem; dodal, ze obecnie, gdy tylko znajdzie sie w miescie, nie potrafi odmwic sobie przyjemnosci spedzenia wolnego czasu w ten wlasnie sposb, poniewaz mimo halasu i zgielku nigdzie indziej tak dobrze mu sie nie mysli. Dodal jeszcze: - Niewatpliwie to wlasnie w halas i zgielk maja dobroczynny wplyw na moje mysli. Z najwieksza przyjemnoscia zgodzilem sie mu towarzyszyc; oczywiscie nie dlatego, zeby porozmawiac po rosyjsku, lecz z jakiegos innego, nie

znanego mi powodu. Mimo ze sam bylem juz niemlody, zaczalem czuc wobec niego to, co moze odczuwac wnuk w stosunku do swego ukochanego dziadka. Wkrtce wszyscy goscie zaczeli sie rozchodzic. Ja wyszedlem razem ze starcem i po drodze rozmawialismy o tym i owym. W czajchanie usiedlismy na odkrytym tarasie, gdzie podano nam zielona herbate bucharska. Uwaga i powazanie, jakie okazywano starcowi, wskazywaly na to, iz wszyscy tam go znali i darzyli glebokim szacunkiem. Starzec zaczal mwic cos o Tadzykach, ale po pierwszej filizance herbaty przerwal nagle rozmowe i powiedzial: - Rozmawiamy tylko o glupstwach. Ale nie w tym rzecz. Przez chwile wpatrywal sie we mnie, a nastepnie odwrcil wzrok i zamilkl. Zarwno sposb, w jaki niespodziewanie przerwal rozmowe, jak i jego ostatnie slowa oraz ten przeszywajacy wzrok wydaly mi sie dziwne; powiedzialem do siebie: Biedaczysko, niewatpliwie na starosc jego zdolnosc myslenia zaczela podupadac i po prostu bredzi" i zrobilo mi sie bardzo zal tego sympatycznego staruszka. Stopniowo to uczucie politowania zaczelo przechodzic na mnie samego. Zdalem sobie sprawe, ze niedlugo mj umysl rwniez zacznie bladzic i ze zbliza sie juz dzien, kiedy nie bede w stanie panowac nad wlasnymi myslami. Tak bardzo pochlonely mnie te przytlaczajace, a zarazem przelotne refleksje, ze zapomnialem nawet o istnieniu starca. Niespodziewanie znowu uslyszalem jego glos. Slowa, ktre wypowiedzial, od razu przegonily moje ponure mysli i wyrwaly mnie z tego osobliwego stanu. Litosc ustapila zdziwieniu, jakiego chyba jeszcze nigdy nie doswiadczylem. - Ej Gogo, Gogo! Przez czterdziesci piec lat pracowales, cierpiales i nieustannie sie trudziles, ale ani razu nie potrafiles pracowac w taki sposb, by choc przez kilka miesiecy pragnienie twojego umyslu stalo sie pragnieniem twego serca. Gdybys umial to osiagnac, to teraz na starosc nie czulbys sie tak samotny! Wypowiedziane przez niego na poczatku imie Gogo" wprawilo mnie w oslupienie. Jak to mozliwe, zeby ten Hindus, ktry gdzies w Azji Srodkowej widzi mnie pierwszy raz w zyciu, znal moje dzieciece przezwisko sprzed szescdziesieciu lat, ktrego uzywaly wwczas wylacznie moja matka i niania, a od tamtej pory nikt wiecej go nie wymawial? Czy potrafisz wyobrazic sobie moje zdziwienie? Od razu przypomnialem sobie starca, ktry odwiedzil mnie w Moskwie zaraz po smierci mojej zony, kiedy bylem jeszcze calkiem mlody. Zastanawialem sie, czy nie jest to przypadkiem ten sam tajemniczy czlowiek? Ale nie. Po pierwsze, tamten byl wysoki i zupelnie niepodobny do tego, a po drugie, musial umrzec juz dawno temu, poniewaz od tamtego czasu uplynelo ponad czterdziesci lat, a on juz wtedy byl bardzo stary. W zaden sposb nie potrafilem sobie wyjasnic niewatpliwego faktu, iz w starzec zna nie tylko mnie, ale takze mj stan wewnetrzny, o ktrym nikt poza mna nie ma pojecia. Kiedy krazyly mi po glowie tego rodzaju mysli, starzec siedzial pograzony w glebokiej zadumie; wzdrygnal sie w chwili, gdy w koncu zebralem sily i wykrzyknalem: - Kim zatem jestes, ze tak dobrze mnie znasz? - Jakie w tej chwili ma dla ciebie znaczenie to, kim i czym jestem? - odpowiedzial. - Czy nadal odczuwasz ciekawosc, ktra jest jedna z glwnych przyczyn tego, iz trud calego twojego zycia nie przynisl zadnych rezultatw? Czy nadal jest ona tak silna, ze nawet w tej chwili jestes gotw oddac sie calym soba analizie wiedzy, ktra posiadam na twj temat, jedynie po to, by wyjasnic, kim jestem i w jaki sposb cie rozpoznalem? Zarzut starca uderzyl w mj najslabszy punkt. - Tak, ojcze, masz racje przyznalem. - Rzeczywiscie, jakie znaczenie ma dla mnie znajomosc tego, co l w jaki sposb dzieje sie na zewnatrz mnie? Bylem swiadkiem wielu prawdziwych cudw, ale cz takiego dzieki nim zrozumialem? Wiem tylko, ze teraz jestem pusty w srodku, i doskonale zdaje sobie sprawe, ze nie bylbym pusty, gdyby nie mj, jak go nazwales, wrg wewnetrzny i gdybym, zamiast tracic czas na zaspokajanie ciekawosci na temat tego, co sie dzieje na zewnatrz mnie, zmagal sie z tym wrogiem. Tak... jest juz za pzno! Powinienem zobojetniec na wszystko, co dzieje sie na zewnatrz. Dlatego nie chce wiedziec tego, o co przed chwila zapytalem, i nie chce juz dluzej cie meczyc. Prosze, wybacz strapienie, jakiego ci przyczynilem w ciagu ostatnich kilku minut.

Siedzielismy potem przez dlugi czas, kazdy pograzony we wlasnych myslach. W koncu starzec przerwal milczenie i rzekl: - Byc moze nie jest jeszcze za pzno. Jezeli calym swoim byciem czujesz, ze naprawde jestes pusty, to radze ci sprbowac jeszcze raz. Jesli wyraznie czujesz i nie masz najmniejszej watpliwosci, ze wszystko, o co do tej pory walczyles, jest jedynie mirazem, i jesli zgodzisz sie na jeden warunek, to sprbuje ci pomc. Ten warunek brzmi nastepujaco: musisz swiadomie umrzec dla swojego dotychczasowego zycia, to znaczy musisz natychmiast sie uwolnic od wszystkich automatycznie uksztaltowanych nawykw twojego zycia zewnetrznego i udac sie tam, gdzie wskaze. Prawde mwiac, nie mialem juz od czego sie uwalniac. Nie byl to dla mnie zaden warunek, poniewaz z wyjatkiem zwiazkw z kilkoma osobami wszystko juz przestalo mnie interesowac, a co sie tyczy owych zwiazkw, to ostatnio z rznych powodw musialem sie zmuszac, zeby o nich nie myslec. Z miejsca odpowiedzialem, ze jestem gotw wyruszyc tam, gdzie to bedzie konieczne. Starzec wstal i powiedzial, zebym zlikwidowal swoje interesy, a potem bez slowa zniknal w tlumie. Nastepnego dnia pozalatwialem wszystkie sprawy, wydalem stosowne polecenia, napisalem do kraju kilka urzedowych listw i zaczalem czekac. Trzy dni pzniej odwiedzil mnie mlody Tadzyk, ktry powiedzial lakonicznie: - Zostalem wynajety jako twj przewodnik. Podrz bedzie trwala okolo miesiaca. Przygotowalem do niej, co nastepuje... - w tym miejscu wyliczyl, co takiego przygotowal. - Prosze mi powiedziec, co jeszcze powinienem zamwic, oraz kiedy i gdzie ma sie zebrac karawana? Nic wiecej nie potrzebowalem, poniewaz wszystkie rzeczy niezbedne do podrzy zostaly juz zgromadzone; odpowiedzialem wiec, ze jestem gotowy wyruszyc nastepnego dnia rano, i zaproponowalem, zeby sam wyznaczyl miejsce spotkania. Rzekl tak samo lakonicznie jak poprzednio, ze powinienem czekac na niego jutro o szstej rano zaraz za miastem w karawanseraju Kalmatas, na drodze do Uzune-Kerpi. Nasza karawana wyruszyla wiec nastepnego dnia i dwa tygodnie pzniej dotarlem na miejsce - a co takiego tutaj znalazlem, sam sie przekonasz. Teraz moze powiesz mi cos o naszych wsplnych znajomych. Widzac, ze opowiesc zmeczyla mojego starego przyjaciela, zaproponowalem, zebysmy odlozyli rozmowe na pzniej, kiedy z przyjemnoscia opowiem mu o wszystkim; tymczasem powinien odpoczac, zeby szybciej dojsc do zdrowia. Dopki ksiaze Lubowiecki musial pozostac w lzku, odwiedzalismy go w jego celi na drugim kruzganku, ale kiedy zdrowie ksiecia polepszylo sie na tyle, ze mgl wychodzic na zewnatrz, sam zaczal do nas przychodzic i codziennie rozmawialismy przez dwie albo trzy godziny. Trwalo to przez dwa tygodnie, az pewnego dnia wezwano nas do trzeciego kruzganka, gdzie mieszkal szejk klasztoru, z ktrym porozumiewalismy sie za posrednictwem tlumacza. Szejk wyznaczyl na naszego przewodnika jednego z najstarszych mnichw, starca wygladajacego jak ikona, o ktrym inni bracia mwili, ze ma dwiescie siedemdziesiat piec lat. Mozna powiedziec, ze po tym spotkaniu wlaczylismy sie w zycie klasztoru; prawie wszedzie mielismy wstep i coraz wiecej dowiadywalismy sie o wszystkim. Posrodku trzeciego kruzganka znajdowal sie duzy budynek przypominajacy swiatynie, w ktrym dwa razy dziennie zbierali sie mieszkancy drugiego i trzeciego kruzganka, zeby ogladac swiete tance kaplanek albo posluchac swietej muzyki. Kiedy ksiaze Lubowiecki zupelnie wyzdrowial, stal sie wtedy naszym drugim przewodnikiem: wszedzie nam towarzyszyl i wszystko wyjasnial. Byc moze kiedys napisze osobna ksiazke, w ktrej szczeglowo opowiem o owym klasztorze, o tym, co on reprezentowal oraz co i w jaki sposb tam robiono. Tymczasem jednak czuje, ze musze jak najdokladniej opisac pewien osobliwy przyrzad, ktry tam zobaczylem i ktrego konstrukcja, kiedy juz mniej wiecej ja sobie przyswoilem, wywarla na mnie ogromne wrazenie. Ksiaze Lubowiecki, kiedy stal sie naszym drugim przewodnikiem, ktregos dnia z wlasnej inicjatywy wystaral sie o pozwolenie, zeby zaprowadzic nas do czwartego, bocznego kruzganka, nazywanego kruzgankiem kobiet, gdzie moglismy ogladac zajecia prowadzone przez kaplanki-tancerki, ktre, jak juz wspominalem,

codziennie uczestniczyly w swietych tancach w swiatyni. Ksiaze, wiedzac, jak bardzo mnie interesuja prawa rzadzace ruchem ludzkiego ciala i psychiki, poradzil, zebym podczas zajec zwrcil szczeglna uwage na przyrzady, za pomoca ktrych mlode kandydatki na kaplanki-tancerki uczyly sie swojej sztuki. Juz sam wyglad tych osobliwych przyrzadw wskazywal, iz powstaly one bardzo dawno temu. Zbudowane byly z hebanu inkrustowanego koscia sloniowa i masa perlowa. Kiedy staly nie uzywane, przypominaly razem drzewo wezanelnianskie, ktrego wszystkie galezie sa jednakowe. Ogladajac je z bliska, zobaczylismy, ze kazdy z tych przyrzadw sklada sie z wyzszej od czlowieka, gladkiej kolumny przymocowanej do trjnoga. W siedmiu miejscach wystawaly z niej specjalnie zaprojektowane rozgalezienia, ktre z kolei same dzielily sie na siedem czesci rznej wielkosci; kazda kolejna czesc byla krtsza i wezsza, proporcjonalnie do jej odleglosci od glwnej kolumny. Kazdy segment rozgalezienia laczyl sie z nastepnym za pomoca dwch wydrazonych kulek z kosci sloniowej w taki sposb, ze jedna znajdowala sie wewnatrz drugiej. Kulka zewnetrzna nie zakrywala w calosci kulki wewnetrznej, tak ze jeden koniec dowolnego segmentu rozgalezienia mozna bylo przymocowac do kulki wewnetrznej, a koniec nastepnego do kulki zewnetrznej. Zlacza zbudowane wiec byly tak samo jak staw barkowy czlowieka, dzieki czemu kazde rozgalezienie moglo sie poruszac we wszystkich pozadanych kierunkach. Na kulce wewnetrznej byly wyryte jakies znaki. W pomieszczeniu znajdowaly sie trzy takie przyrzady; za kazdym stal maly kredens wypelniony kwadratowymi plytami z metalu, na ktrych takze widnialy jakies inskrypcje. Ksiaze Lubowiecki wyjasnil nam, ze te plyty to tylko kopie, a oryginaly zrobione ze szczerego zlota przechowuje u siebie szejk. Specjalisci ustalili wiek owych plyt i przyrzadw na co najmniej cztery tysiace piecset lat. Ksiaze dodal jeszcze, ze zestawienie znakw znajdujacych sie na kulkach wewnetrznych ze znakami na plytach umozliwia umieszczenie w okreslonych pozycjach owych kulek i przyczepionych do nich segmentw. Gdy wszystkie kulki sa rozmieszczone zgodnie z planem, wwczas precyzyjnie okreslaja one dana pozycje, zarwno pod wzgledem formy, jak i zasiegu ruchu; mlode kaplanki stoja godzinami przed tak ustawionymi przyrzadami, uczac sie w ten sposb doznawac dana pozycje i ja zapamietywac. Musi uplynac wiele lat, nim przyszle kaplanki beda mogly wykonywac tance w swiatyni, gdzie wolno tanczyc tylko starszym i doswiadczonym kaplankom. Wszyscy w klasztorze znaja alfabet tych pozycji i kiedy wieczorem w glwnej sali swiatyni kaplanki wykonuja tance dobrane wedlug przepisanego na dany dzien obrzadku, bracia moga odczytac w tych tancach prawdy ukryte w nich przed tysiacami lat. Te tance spelniaja taka sama funkcje jak nasze ksiazki. Tak jak dzisiaj robimy to na papierze, tak kiedys zapisywano w tych pozycjach informacje o wydarzeniach, ktre mialy miejsce dawno temu; w ten sposb na przestrzeni stuleci przekazywano te wiedze z pokolenia na pokolenie. Wlasnie takie tance nazywa sie swietymi. Kandydatki na kaplanki to w wiekszosci mlode dziewczyny, ktre w wyniku slubu zlozonego przez rodzicw lub z jakiejs innej przyczyny od najmlodszych lat poswiecily sie sluzbie Bogu albo ktremus ze swietych. Oddaje sie je w dziecinstwie do swiatyni, gdzie otrzymuja potrzebne wyksztalcenie i przygotowanie, miedzy innymi w zakresie swietych tancw. Niedlugo po tym, jak po raz pierwszy zobaczylem zajecia tej grupy, mialem okazje obejrzec tance autentycznych kaplanek; i bylem doprawdy zdumiony, nie tyle sensem i zawartym w tych tancach znaczeniem - ktrego nie potrafilem jeszcze wtedy zrozumiec - co zewnetrzna precyzja i dokladnoscia ich wykonania. Ani w Europie, ani w zadnym innym miejscu, w ktrym mieszkalem i ze swiadomym zainteresowaniem ogladalem tego rodzaju zautomatyzowane ludzkie przejawy, nie widzialem nic, co mozna by porwnac z tak nieskazitelna czystoscia wykonania. Mieszkalismy w klasztorze okolo trzech miesiecy i zaczynalismy juz sie przyzwyczajac do panujacych tam warunkw, gdy nagle ktregos dnia odwiedzil mnie zasmucony ksiaze. Powiedzial, ze tego samego ranka wezwal go szejk, ktry czekal na niego w

towarzystwie kilku starszych braci. - Szejk powiedzial - mwil dalej ksiaze - ze zostaly mi tylko trzy lata zycia, i poradzil, zebym spedzil je w klasztorze Olman polozonym na plnocnych zboczach Himalajw, aby w ten sposb lepiej wykorzystac ten czas na to, o czym marzylem przez cale zycie. Szejk powiedzial, ze jesli sie zgodze, to udzieli mi niezbednych wskazwek i wszystko zorganizuje w taki sposb, by mj pobyt tam okazal sie owocny. Bez wahania wyrazilem zgode i postanowiono, ze za trzy dni wyrusze w droge w towarzystwie pewnych upowaznionych osb. Pragne wiec w calosci spedzic tych kilka ostatnich dni z toba, czlowiekiem, ktry zrzadzeniem losu stal sie najblizsza mi w tym zyciu istota. Ten nieoczekiwany rozwj wydarzen wprawil mnie w oslupienie; przez dlugi czas nie bylem w stanie wypowiedziec ani slowa. Kiedy troche sie pozbieralem, potrafilem jedynie zapytac: - Czy to prawda? - Tak - odpowiedzial ksiaze. - To najlepsze, co moge zrobic, zeby wykorzystac ostatnie dni mego zycia; byc moze uda mi sie nadrobic czas, ktry tak bezuzytecznie i bezsensownie zmarnowalem, kiedy jeszcze mialem przed soba tyle lat pelnych mozliwosci. Zamiast o tym mwic, lepiej wykorzystajmy te ostatnie dni na cos istotniejszego w tej chwili. Jesli chodzi o ciebie, to dalej uwazaj mnie za kogos, kto zmarl dawno temu. Czyz sam ostatnio nie mwiles, ze zamwiles na moja intencje msze zalobne i stopniowo pogodziles sie z mysla o moim odejsciu? A wiec teraz, tak samo jak przypadkowo sie odnalezlismy, rozstaniemy sie bez zalu. Byc moze ksieciu latwo bylo mwic o tym z takim spokojem, mnie jednak trudno bylo sie pogodzic z utrata - tym razem juz na zawsze - tego najdrozszego mi ze wszystkich czlowieka. Prawie cale nastepne trzy dni spedzilismy razem, rozmawiajac o wszystkim i o niczym". Ale przez caly ten czas czulem na sercu ciezar, szczeglnie kiedy ksiaze sie usmiechal. Widok tego usmiechu rozdzieral moje serce, poniewaz przypominal mi o jego dobroci, milosci i cierpliwosci. Trzy dni dobiegly konca i tamtego bolesnego dla mnie poranka sam pomoglem zaladowac karawane, ktra miala zabrac na zawsze mojego ukochanego ksiecia. Nie chcial, zebym mu towarzyszyl. Karawana ruszyla i zanim zniknela za gra, ksiaze odwrcil sie, popatrzyl na mnie i trzy razy mnie poblogoslawil. Pokj Twojej duszy, swiety czlowieku, ksiaze Jurij Lubowiecki! Konczac rozdzial poswiecony ksieciu Lubowieckiemu, opisze szczeglowo tragiczna smierc Solowiewa, ktra miala miejsce w niezmiernie dziwnych okolicznosciach. Smierc Solowiewa Wkrtce po zakonczeniu naszego pobytu w glwnym klasztorze Bractwa Sarmung Solowiew dolaczyl do wspomnianej juz przeze mnie grupy Poszukiwaczy Prawdy. Przyjeto go do niej za moim poreczeniem i z czasem stal sie jej pelnoprawnym czlonkiem. Od tamtej pory rwnie wytrwale i sumiennie poswiecal sie pracy nad samodoskonaleniem, co i wszystkim wsplnym dzialaniom grupy, w ktrych odgrywal wazna role. Uczestniczyl w rozmaitych specjalnie organizowanych przez nas wyprawach. I wlasnie w czasie jednej z tych wypraw, w 1898 roku, Solowiew stracil zycie na pustyni Gobi, ugryziony przez dzikiego wielblada. Opisze to zdarzenie najdokladniej jak potrafie, nie tylko dlatego, ze smierc Solowiewa miala miejsce w bardzo dziwnych okolicznosciach, ale rwniez dlatego, iz sposb, w jaki pokonywalismy pustynie, byl bezprecedensowy i sam w sobie wysoce pouczajacy. Opis wydarzen zaczne od momentu, w ktrym, po bardzo uciazliwej wedrwce z Taszkentu w gre rzeki Szarakszan i po pokonaniu kilku przeleczy grskich, dotarlismy do F, malej miesciny polozonej na skraju pustyni Gobi. Postanowilismy, ze przed planowana przeprawa przez pustynie zatrzymamy sie tam na kilka tygodni. W czasie tego postoju wszyscy razem, albo pojedynczo, spotykalismy sie z tubylcami, ktrzy odpowiadajac na nasze pytania, opowiadali nam najprzerzniejsze wierzenia zwiazane z pustynia Gobi. Te najczesciej powtarzane mwily o tym, ze pod piaskami obecnej pustyni leza zagrzebane wioski, a nawet cale miasta; ze pustynia kryje wiele skarbw i bogactw, ktre nalezaly do starozytnych ludw zamieszkujacych ten onegdaj kwitnacy obszar. Powiedziano nam, ze dokladne polozenie tych bogactw znaly pewne osoby z sasiednich wiosek i ze informacje

te przekazywano w tajemnicy z ojca na syna. Zlamanie przysiegi, jak wielu juz doswiadczylo na wlasnej skrze, pociagalo za soba kare, ktrej wymiar zalezal od wagi zdradzonej tajemnicy. Czesto wspominano o pewnym rejonie pustyni Gobi, gdzie zgodnie z tym, co powiedzialo nam wiele osb, lezy zasypane duze miasto; z ta informacja wiazalo sie wiele laczacych sie w jedna calosc wskazwek, ktre przyciagnely uwage niektrych z nas, szczeglnie zas profesora Skrydlowa, archeologa i uczestnika naszej wyprawy. Po wielu dyskusjach postanowilismy, iz trasa przeprawy przez pustynie Gobi bedzie przebiegala przez obszar, gdzie wedlug wspomnianych przed chwila informacji powinno sie znajdowac miasto zakopane w piasku. Zamierzalismy przeprowadzic tam wykopaliska badawcze pod kierunkiem starego profesora Skrydlowa - wybitnego specjalisty w tej dziedzinie. Tak wiec zgodnie z tym planem wyznaczylismy trase podrzy. Mimo ze wspomniany region polozony jest z dala od wszystkich mniej lub bardziej znanych drg przebiegajacych przez pustynie Gobi, postanowilismy pozostac wierni naszej starej zasadzie unikania utartych szlakw; w pierwszej chwili, nie zwazajac na czekajace nas niebezpieczenstwa, wszyscy poczulismy w sobie nawet rodzaj radosnego podniecenia. Kiedy owo podniecenie troche opadlo, przystapilismy do opracowywania szczeglowego planu i dopiero wwczas wyszlo na jaw, jak ogromne czekaja nas trudnosci; ich zakres postawil nawet pod znakiem zapytania cale przedsiewziecie. Problem polegal na tym, ze podrz wytyczonym przez nas szlakiem trwalaby bardzo dlugo i przy uzyciu zwyklych srodkw nie miala szansy powodzenia. Najwieksza trudnosc sprawialo zabezpieczenie wystarczajacej ilosci wody i zapasw zywnosci; z najskromniejszych obliczen wynikalo, ze owa ilosc jest tak ogromna, iz dzwiganie takiego ciezaru nie wchodzi w rachube. Jednoczesnie nie bylo mowy o zabraniu zwierzat jucznych, poniewaz nie moglismy liczyc na to, ze znajdziemy po drodze chocby zdzblo trawy lub krople wody. Nie bylismy nawet pewni, czy spotkamy na trasie jakas mala oaze. Choc nie zrezygnowalismy z naszego planu, jednak po rozwazeniu sytuacji postanowilismy nic na razie nie przedsiebrac. W ciagu nadchodzacego miesiaca wszyscy mielismy skupic mysli na znalezieniu jakiegos wyjscia z tej beznadziejnej sytuacji; jednoczesnie kazdemu zapewniono srodki na to, aby mgl zrobic to, co zechce, i udac sie tam, gdzie tylko zapragnie. Kierowanie calym przedsiewzieciem powierzono profesorowi Skrydlowowi, najstarszemu i cieszacemu sie najwiekszym powazaniem uczestnikowi wyprawy; mianowano go tez naszym skarbnikiem. Otrzymawszy od niego pewna sume pieniedzy, niektrzy z nas opuscili wioske, inni zas zostali - kazdy zgodnie z wlasnym planem. Na miejsce spotkania wybralismy mala wioske polozona na skraju pustyni, skad zamierzalismy rozpoczac wyprawe. Miesiac pzniej zebralismy sie w umwionym miejscu i pod kierownictwem profesora Skrydlowa rozbilismy obz; nastepnie kazdy zdal relacje z wynikw swoich poszukiwan. O kolejnosci tych relacji zadecydowalo losowanie. Pierwszy zabral glos geolog Karpenko, po nim dr Sari-Ogle, a jako trzeci jezykoznawca Jelow. Ich sprawozdania, dzieki zawartym w nich nowym i oryginalnym pomyslom, jak rwniez dzieki sposobowi przedstawienia, okazaly sie tak fascynujace, ze wryly mi sie gleboko w pamiec i jeszcze dzisiaj moge je odtworzyc prawie slowo w slowo. Karpenko rozpoczal swoja relacje tak: - Wiem, iz zaden z was nie lubi metod stosowanych przez naukowcw europejskich, ktrzy zamiast zmierzac wprost do sedna sprawy, ciagna swoje dlugie i puste wywody, siegajace niemalze do Adama; niemniej jednak w tym wypadku, zanim przejde do wnioskw, uwazam za konieczne przedstawienie wam refleksji i dedukcji, ktre doprowadzily mnie do tego, co chce wam dzisiaj zaproponowac. Po przerwie kontynuowal: - Jak twierdzi nauka, piaski pustyni Gobi utworzyly sie stosunkowo niedawno. Istnieja dwie koncepcje ich powstania: sadzi sie, ze pochodza one z dawnego dna morskiego albo ze zostaly naniesione przez wiatr ze skalistych wzgrzy Tienszanu, Hindukuszu i Himalajw, oraz z gr, ktre znajdowaly sie kiedys na plnoc od tej pustyni, ale obecnie zniknely, zniszczone

przez wiejace tam od stuleci wiatry. Tak wiec, biorac pod uwage to, ze przede wszystkim musimy zabezpieczyc wystarczajaca ilosc zywnosci na cala podrz, i to nie tylko dla siebie, lecz takze dla towarzyszacych nam zwierzat, rozpatrzylem obie teorie i sprbowalem rozwazyc mozliwosc wykorzystania do naszego celu piasku. Moje rozumowanie wygladalo nastepujaco: Jesli ta pustynia jest dnem pradawnego morza, to z pewnoscia piaski zawieraja warstwy lub strefy zbudowane z rozmaitych muszli; poniewaz muszle wytwarzane sa przez zywe organizmy, zatem same sa materia pochodzenia organicznego. Wystarczy wiec, abysmy znalezli jakas metode na przemiane tej materii w taka, ktra mozna bedzie strawic i w ten sposb uzyskac energie potrzebna do zycia. Z kolei, jesli piaski tej pustyni to piaski lotne, innymi slowy, jesli ich pochodzenie jest skaliste, w takim wypadku udowodniono ponad wszelka watpliwosc, ze gleba prawie wszystkich oaz w Turkmenii i w przyleglych do pustyni rejonach jest pochodzenia czysto roslinnego i sklada sie z substancji organicznych, naniesionych tam z wyzszych wysokosci. Mozemy wiec przyjac, ze na przestrzeni stuleci owe substancje organiczne zostaly naniesione na podstawowa mase piasku pustyni i zmieszane z nia. Nastepnie zdalem sobie sprawe, ze zgodnie z prawem przyciagania ziemskiego, wszystkie substancje i pierwiastki grupuja sie wedlug wagi; tak wiec rwniez naniesione na te pustynie substancje organiczne, o wiele lzejsze niz piaski pochodzenia skalistego, musialy stopniowo sie zgrupowac w postaci specjalnych warstw lub stref. Aby wyprbowac w praktyce swoja konkluzje teoretyczna, zorganizowalem mala wyprawe; po trzech dniach podrzy przez pustynie rozpoczalem badania. Wkrtce w niektrych miejscach natrafilem na warstwy prawie niczym nie rzniace sie od podstawowej masy piasku, ktre jednak juz przy pobieznej analizie wykazaly zupelnie inne pochodzenie. Po zbadaniu pod mikroskopem i przeprowadzeniu analiz chemicznych skladnikw owej mieszanki substancji odkrylem, iz sklada sie ona z martwych cial malych organizmw i rozmaitych tkanek pochodzenia roslinnego. Zaladowawszy ten osobliwy piasek na wszystkie siedem towarzyszacych mi wielbladw, powrcilem tutaj; potem, za pozwoleniem profesora Skrydlowa, zakupilem liczne zwierzeta i zabralem sie do przeprowadzania na nich serii doswiadczen. Kupilem dwa wielblady, dwa jaki, dwa konie, dwa muly, dwa osly, dziesiec owiec, dziesiec kz, dziesiec psw i dziesiec kotw keryskijskich. Nastepnie glodzac je, to znaczy dajac im bardzo ograniczona ilosc pokarmu, wystarczajaca zaledwie na to, zeby utrzymac je przy zyciu, powoli zaczalem dodawac do ich pokarmu w piasek, ktry spreparowalem na kilka sposobw. Przez pare pierwszych dni mojego eksperymentu zadne ze zwierzat nie tknelo ani jednej z tych mieszanek. Jednakze kiedy zupelnie zmienilem sposb przygotowywania tego piasku", niespodziewanie juz po tygodniu owce i kozy zaczely go jesc z wielka przyjemnoscia. W calosci skupilem wiec uwage wlasnie na tych zwierzetach. Po dwch dniach przekonalem sie, ze zarwno owce, jak i kozy wola te mieszanke od reszty jedzenia. Skladala sie ona z siedmiu i pl czesci piasku, dwch czesci mielonej baraniny i polowy czesci zwyczajnej soli. Na poczatku wszystkie zwierzeta poddane doswiadczeniu, wlaczajac w to owce i kozy, tracily codziennie od pl do dwch i pl procenta wagi; jednakze od dnia, w ktrym owce i kozy zaczely jesc moja mieszanke, nie tylko przestaly tracic na wadze, lecz zaczely nawet przybierac od jednej do trzech uncji dziennie. W wyniku tych eksperymentw twierdze ponad wszelka watpliwosc, iz w piasek mozna wykorzystac jako pokarm dla kz i owiec, zakladajac, ze wymiesza sie go z odpowiednia iloscia ich wlasnego miesa. Moge zatem przedstawic wam dzisiaj nastepujaca propozycje: Aby przezwyciezyc glwna trudnosc naszej wyprawy przez pustynie, musimy zakupic kilkaset owiec oraz kz i stopniowo, wedlug potrzeb, zabijac je, wykorzystujac ich mieso zarwno jako pokarm dla nas, jak i do przygotowywania wspomnianej mieszanki, majacej sluzyc jako pasza dla pozostalych zwierzat. Nie musimy sie obawiac, ze zabraknie nam odpowiedniego piasku, poniewaz wszystkie zgromadzone przeze mnie dane wskazuja, iz w niektrych miejscach jest on zawsze dostepny.

Jesli chodzi o wode, to by zabezpieczyc wystarczajacy zapas, potrzeba nam bedzie duzo - dwa razy wiecej niz zwierzat - owczych i kozich pecherzy lub zoladkw, ktre po przerobieniu na churdziny napelnimy woda, a nastepnie zaladujemy po dwa na kazda owce i koze. Sprawdzilem juz, ze bez trudu i nie wyrzadzajac sobie zadnej szkody, owca jest w stanie uniesc taka ilosc wody. Poza tym mj eksperyment i obliczenia wykazaly, iz ta ilosc wody wystarczy zarwno dla nas, jak i dla zwierzat, zakladajac, ze w ciagu dwch lub trzech pierwszych dni bedziemy uzywac jej oszczednie. Nastepnie, wykorzystujac wode niesiona przez zwierzeta, ktre pzniej zabijemy, bedziemy mogli w pelni zaspokoic potrzeby nasze i pozostalych zwierzat. Kiedy Karpenko skonczyl swoja relacje, glos zabral dr Sari-Ogle, ktrego poznalem i z ktrym zaprzyjaznilem sie piec lat wczesniej. Urodzil sie on we wschodniej Persji, ale ksztalcil sie we Francji. Byc moze kiedys napisze o nim bardziej szczeglowo, poniewaz byl to naprawde wybitny i niezwykly czlowiek. Relacja dr Sari-Ogle brzmiala mniej wiecej tak: - Co sie tyczy pierwszej czesci mojego wystapienia, to po wysluchaniu geologa Karpenki powinienem powiedziec: pas", poniewaz uwazam, ze nic lepszego nie da sie juz wymyslic. Jednakze, przechodzac do drugiej czesci sprawozdania, dotyczacej znalezienia srodkw, ktre pomoglyby nam przezwyciezyc trudnosci zwiazane z poruszaniem sie po pustyni w czasie burzy piaskowej, pragne przedstawic wam moje przemyslenia i wyniki przeprowadzonych doswiadczen. Sadze, ze wnioski, ktre wyciagnalem, jak i uzyskane doswiadczalnie dane, bardzo dobrze uzupelnia propozycje Karpenki. Powinienem zatem je wam przedstawic. Na tutejszych pustyniach bardzo czesto trzeba sie przebijac przez wichury i burze, podczas ktrych wszelki ruch ludzi i zwierzat staje sie czasami niemozliwy. Dzieje sie tak dlatego, ze wiatr unosi w gre masy piasku i kolujac nim, tworzy wzniesienia tam, gdzie jeszcze przed chwila znajdowaly sie kotliny. Pomyslalem wiec, ze te wiry piaskowe moga zahamowac nasza podrz. Nastepnie stwierdzilem, iz piasek, ze wzgledu na wage, nie powinien sie unosic zbyt wysoko i ze prawdopodobnie istnieje pewna granica, ponad ktra nie moze wzbic sie nawet jedno ziarnko piasku. Kontynuujac w tym duchu rozwazania, postanowilem wyznaczyc owa hipotetyczna granice. W tym celu zamwilem w tutejszej wiosce bardzo wysoka skladana drabine; nastepnie wyruszylem na pustynie z dwoma wielbladami i jednym jezdzcem. Po calym dniu podrzy, kiedy wlasnie przygotowywalismy sie do rozbicia obozu na noc, niespodziewanie zerwal sie wiatr, ktry w ciagu godziny przerodzil sie w tak gwaltowna burze, ze z powodu unoszacego sie w powietrzu piasku nie dalo sie ustac w miejscu ani wrecz oddychac. Z wielkim wysilkiem zaczelismy ustawiac drabine, ktra ze soba zabralem, i uzywajac do tego celu nawet wielblady, umocowalismy ja najlepiej, jak sie dalo; nastepnie wspialem sie po niej i wyobrazcie sobie moje zdziwienie, gdy na wysokosci najwyzej siedmiu metrw nie znalazlem w powietrzu ani jednego ziarnka piasku. Moja drabina miala okolo dwudziestu metrw; nie wspialem sie nawet na jedna trzecia wysokosci, gdy wynurzylem sie z piekla. W poswiacie ksiezyca zobaczylem nad soba przepiekne rozgwiezdzone niebo. Dokola panowala cisza i spokj, jaki rzadko sie spotyka nawet u nas, we wschodniej Persji. W dole nadal dzialo sie cos nieprawdopodobnego i mialem wrazenie, jakbym znalazl sie na wysokiej skale nad brzegiem morza i ogladal z gry najstraszniejszy sztorm. Kiedy stalem na drabinie podziwiajac przepiekne niebo, burza powoli ucichla i po plgodzinie zszedlem na dl. Tam jednak czekalo na mnie nieszczescie. Mimo ze wiatr byl teraz o polowe slabszy, towarzyszacy mi mezczyzna w dalszym ciagu uciekal przed wichura idac, zgodnie ze zwyczajem, po grani wydm i ciagnac za soba tylko jednego wielblada; powiedzial mi, ze drugi wyrwal sie wkrtce po tym, jak wspialem sie na drabine, i uciekl nie wiadomo dokad. O swicie wyruszylismy na poszukiwanie wielblada i niebawem niedaleko miejsca, w ktrym stala drabina, ujrzelismy jego kopyta wystajace z wydmy. Nie prbowalismy go odkopac, poniewaz niewatpliwie byl juz martwy, a poza tym zakopany gleboko w piasku. Natychmiast wyruszylismy w droge powrotna, pozywiajac sie w

siodle, aby w ten sposb zyskac na czasie. Tego samego dnia wieczorem dotarlismy do naszej wioski. Nastepnego dnia zamwilem w rznych miejscach - zeby uniknac podejrzen - kilka par krtszych i dluzszych szczudel. Zabrawszy jednego wielblada obladowanego zapasami zywnosci i kilkoma artykulami pierwszej potrzeby, ponownie wyruszylem na pustynie; tam zaczalem trenowac chodzenie na szczudlach - najpierw na niskich, a potem stopniowo na coraz wyzszych. Chodzenie na szczudlach po piasku okazalo sie w miare proste po przymocowaniu do nich zelaznych okuc, ktre sam zaprojektowalem i - znowu zachowujac ostroznosc - zamwilem gdzie indziej niz szczudla. W czasie gdy cwiczylem chodzenie na szczudlach po pustyni, jeszcze dwa razy rozpetala sie burza piaskowa. Pierwsza, prawde mwiac, byla w miare lagodna, ale i tak przy uzyciu zwyklych srodkw ani poruszanie sie, ani jakiekolwiek rozeznanie w terenie nie byloby mozliwe. Jednakze dzieki szczudlom w trakcie obu burz przechadzalem sie po piasku w dowolnym kierunku, tak jakbym znajdowal sie we wlasnym pokoju. Na poczatku czesto sie potykalem, poniewaz, szczeglnie w trakcie burzy, wydmy maja rzne wzniesienia i dolki. Ale na szczescie szybko odkrylem, ze nierwnosci w grnej warstwie powietrza nasyconego piaskiem dokladnie odpowiadaja nierwnosciom terenu; tak wiec chodzenie na szczudlach znacznie ulatwil mi fakt, ze po zarysach tej warstwy moglem wyraznie odrznic, gdzie konczy sie jedna wydma, a zaczyna druga. W kazdym razie - podsumowal dr Sari-Ogle - udalo nam sie dowiesc, ze warstwa powietrza nasyconego piaskiem jest ograniczona i stosunkowo cienka oraz ze kontury grnej warstwy powietrza zawsze dokladnie odpowiadaja wglebieniom i wypuklosciom powierzchni samej pustyni; nie ulega wiec watpliwosci, ze podczas czekajacej nas podrzy powinnismy skorzystac z tego odkrycia. Trzecia relacje zlozyl jezykoznawca Jelow. Swoja wypowiedz rozpoczal jak zwykle w osobliwy i dosadny sposb: - Jesli panstwo pozwola, to zacytuje naszego szanownego ucznia Kskulapa, odnoszac sie do pierwszej czesci jego wystapienia, i powiem: pas". Jednoczesnie pasuje takze, jesli chodzi o wszystko, co wymyslilem i nad czym medrkowalem przez ostatni miesiac. To, co dzisiaj zamierzalem wam przedstawic, jest tylko dziecinna igraszka w porwnaniu z pomyslami geologa Karpenki i mojego przyjaciela doktora Sari-Ogle, wyrzniajacego sie nie tylko pochodzeniem, lecz takze zdobytym dyplomem. Niemniej jednak wlasnie przed chwila, kiedy dwaj poprzedni mwcy przedstawiali swoje propozycje, zrodzily sie we mnie pewne nowe pomysly zwiazane z nasza podrza, ktre byc moze uznacie za dopuszczalne i pozyteczne. A mianowicie: Zgodnie z propozycja doktora, w najblizszym czasie bedziemy cwiczyc sie w chodzeniu na szczudlach rznej wysokosci; jednakze szczudla, ktrych uzyjemy w czasie podrzy i ktre kazdy z nas bedzie musial zabrac ze soba, maja co najmniej szesc metrw dlugosci. Z drugiej strony, jesli skorzystamy z pomyslu Karpenki, to bedziemy mieli bardzo duzo owiec i kz. Uwazam, ze w czasie, gdy szczudla nie beda nam potrzebne, zamiast je dzwigac, mozemy bez trudu wykorzystac do ich niesienia owce i kozy. Jak wszyscy dobrze wiecie, stado owiec podaza zawsze za pierwsza owca, nazywana przewodnikiem stada; wystarczy wiec pokierowac owcami zaprzezonymi do pierwszej pary szczudel, a reszta pjdzie za nimi w dlugim rzedzie, jedna za druga. Uwalniajac sie w ten sposb od koniecznosci dzwigania szczudel, mozemy jednoczesnie wykorzystac owce do tego, zeby niosly nas samych. Pomiedzy umieszczonymi rwnolegle szesciometrowymi szczudlami mozna z latwoscia zmiescic siedem rzedw owiec, po trzy w rzedzie, czyli razem dwadziescia jeden owiec, a dla tylu owiec ciezar jednego czlowieka to doprawdy igraszka. Powinnismy wiec zaprzac owce do szczudel, zostawiajac w srodku pusta przestrzen, w przyblizeniu pltora metra dlugosci i metr szerokosci, gdzie przymocujemy wygodna kanape. W ten sposb kazdy z nas, zamiast meczyc sie i pocic pod ciezarem szczudel, bedzie mgl sie wylegiwac jak Muchtar Pasza w swoim haremie lub jak bogaty pasozyt jadacy w prywatnym powozie alejkami Lasku Bulonskiego. Pokonujac pustynie w takich warunkach, bedziemy nawet mogli w trakcie podrzy nauczyc sie wszystkich jezykw,

ktre sie nam przydadza w przyszlych wyprawach. Po dwch pierwszych wystapieniach i koncowej wypowiedzi Jelowa nie potrzebowalismy juz zadnych innych propozycji. To, co uslyszelismy, wprawilo nas w takie zdumienie, ze niespodziewanie wszystkie przeszkody zwiazane z przeprawa przez pustynie Gobi wydaly sie przesadzone, czy nawet wymyslone jedynie po to, zeby odstraszyc podrznych. Przystajac wiec na te propozycje, wszyscy bez dyskusji zgodzilismy sie, ze na razie bedziemy trzymac w tajemnicy przed miejscowymi nasza rychla wyprawe na pustynie - w w swiat glodu, smierci i niepewnosci. Postanowilismy, ze profesor Skrydlow poda sie za smialego rosyjskiego kupca, ktrego przywiodlo w te strony jakies szalone przedsiewziecie handlowe. Celem jego wizyty mial byc zakup owiec przeznaczonych na transport do Rosji, gdzie owce sa w cenie, a nie tak jak tutaj, sprzedawane za grosze. Jednoczesnie Skrydlow mial rzekomo zorganizowac eksport mocnych, dlugich a zarazem cienkich zerdzi do rosyjskich fabryk, gdzie miano je przerabiac na ramy do rozciagania perkalu. Tego rodzaju twarde drzewo jest w Rosji nieosiagalne, a tamtejsze ramy szybko sie niszcza w wyniku nieustannego ruchu maszyn; innymi slowy, zerdzie z takiego drzewa mozna sprzedawac po wysokiej cenie. I wlasnie z tych powodw nasz odwazny kupiec podjal sie tej ryzykownej operacji handlowej. Po uzgodnieniu wszystkich szczeglw nabralismy takiego wigoru, ze zaczelismy rozmawiac o czekajacej nas podrzy tak, jakby w gre wchodzilo co najwyzej przejscie przez plac Zgody w Paryzu. Nastepnego dnia przenieslismy sie nad brzeg rzeki i niedaleko miejsca, w ktrym jej wody znikaja w bezdennych otchlaniach pustyni, rozbilismy namioty przywiezione jeszcze z Rosji. Mimo ze nasz obz znajdowal sie w poblizu wioski, okolica byla pusta i istnialo male prawdopodobienstwo, ze komus przyjdzie do glowy wybrac sie do tego miejsca polozonego u samych wrt wypalonego piekla. Niektrzy z nas, podajac sie za pracownikw lub sluzacych ekscentrycznego rosyjskiego kupca Iwanowa, odwiedzali okoliczne bazary, gdzie kupowali cienkie zerdzie rznej dlugosci, a takze owce i kozy; wkrtce wiec zgromadzilismy w obozie cale stado. Nastepnie zaczelismy intensywnie trenowac chodzenie na szczudlach; najpierw na krtkich, a potem stopniowo na coraz dluzszych. Pewnego pieknego poranka, dwanascie dni pzniej, nasz niezwykly orszak wyruszyl na pustynie przy dzwiekach beczacych owiec i kz, szczekajacych psw, rzacych koni oraz ryczacych oslw, ktre kupilismy na wszelki wypadek. Caly orszak szybko przeksztalcil sie w dluga procesje lektyk przypominajaca imponujace pochody starozytnych krlw. Jeszcze dlugo slychac bylo nasze radosne piesni i wzajemne nawolywania z czesto oddalonych od siebie, prowizorycznych lektyk. Oczywiscie uwagi Jelowa jak zawsze wywolywaly wybuchy smiechu. Mimo ze spotkalismy po drodze dwie straszliwe burze piaskowe, to kilka dni pzniej, wypoczeci, zadowoleni i wladajacy juz potrzebnym nam jezykiem, dotarlismy niemal do samego serca pustyni, w poblize miejsca, ktre bylo zasadniczym celem wyprawy. Wszystko potoczyloby sie zgodnie z naszymi przewidywaniami, gdyby nie wypadek Solowiewa. Podrzowalismy glwnie w nocy, korzystajac z umiejetnosci naszego przyjaciela, doswiadczonego astronoma Dasztamirowa, ktry bezblednie orientowal sie w terenie wedlug gwiazd. Ktregos dnia zatrzymalismy sie o swicie, zeby cos zjesc i nakarmic owce. Bylo jeszcze bardzo wczesnie; slonce dopiero zaczynalo sie rozgrzewac. Zasiedlismy wlasnie do swiezo przygotowanej baraniny z ryzem, kiedy niespodziewanie na horyzoncie pojawilo sie stado wielbladw. Od razu sie domyslilismy, ze sa to dzikie wielblady. Solowiew, zapalony mysliwy i doskonaly strzelec, zlapal natychmiast za strzelbe i pobiegl w kierunku miejsca, gdzie ujrzelismy sylwetki wielbladw; my zas, smiejac sie z pasji Solowiewa do mysliwstwa, zasiedlismy do przygotowanego w tych niespotykanych warunkach, niezwykle smacznego i goracego posilku. Powiedzialem: niespotykanych, poniewaz - biorac pod uwage fakt, ze czasami na przestrzeni setek kilometrw nie spotyka sie nawet kawalka saksauta [drzewo albo krzew drzewopodobny rosnacy na piaskach] - sadzi sie, iz na piaskach daleko w glebi

pustyni nie mozna rozpalic ognia; my jednak rozpalalismy ognisko co najmniej dwa razy dziennie, zeby przygotowac posilek i zaparzyc kawe lub herbate, i to nie tylko zwykla herbate, lecz rwniez herbate tybetanska, parzona w wywarze z kosci ubitych owiec. w luksus zawdzieczalismy wynalazkowi Pogosjana, ktry wpadl na pomysl zbudowania ze specjalnych patykw siodel sluzacych do zaladowywania na owce pecherzy z woda; i teraz, w miare jak zabijalismy owce, mielismy codziennie wystarczajaca ilosc drewna na rozpalenie ogniska. Uplynelo pltorej godziny od chwili, kiedy Solowiew pobiegl za wielbladami. Szykowalismy sie juz do dalszej drogi, on jednak ciagle nie wracal. Odczekalismy jeszcze pl godziny. Znajac punktualnosc Solowiewa, ktry nigdy nie pozwalal na siebie czekac, i obawiajac sie, ze zdarzylo sie jakies nieszczescie, wszyscy z wyjatkiem dwch osb zabralismy strzelby i wyruszylismy na jego poszukiwanie. Wkrtce ponownie zobaczylismy w pewnej odleglosci sylwetki wielbladw i podazylismy w ich kierunku. Kiedy sie do nich zblizylismy, wielblady, najwyrazniej wyczuwajac nasza obecnosc, uciekly na poludnie. My jednak kontynuowalismy poszukiwanie. Uplynely cztery godziny od znikniecia Solowiewa. Nagle ktos z nas spostrzegl czlowieka lezacego kilkadziesiat metrw dalej; podeszlismy blizej i wtedy rozpoznalismy Solowiewa; byl juz martwy i lezal z szyja przegryziona prawie do polowy. Ogarnal nas przejmujacy smutek, poniewaz wszyscy kochalismy tego wyjatkowo dobrego czlowieka. Na noszach zrobionych ze strzelb zanieslismy cialo Solowiewa do obozu. Tego samego dnia w samym sercu pustyni, pod kierunkiem Skrydlowa pelniacego obowiazki ksiedza, bardzo uroczyscie pochowalismy Solowiewa i niezwlocznie opuscilismy to przeklete miejsce. Mimo ze poszukiwania legendarnego miasta, ktre mielismy nadzieje odkryc w trakcie tej podrzy, byly juz zaawansowane, zmienilismy wszystkie plany i postanowilismy natychmiast opuscic pustynie. Skierowalismy sie wiec na zachd i po czterech dniach dotarlismy do oazy w Keriji. Stamtad wyruszylismy w dalsza droge, tym razem jednak bez drogiego nam wszystkim Solowiewa. Pokj Twojej duszy, uczciwy i zawsze wierny przyjacielu wszystkich przyjacil! Ekim Bej Niniejszy rozdzial pragne poswiecic czlowiekowi, ktrego uwazam rwniez za postac wybitna, a ktrego dorosle zycie - czy to za sprawa przeznaczenia, czy tez dzieki prawom dzialajacym w autonomicznie rozwinietej indywidualnosci" - pod kazdym wzgledem ulozylo sie analogicznie do mojego. Przyjmujac zwykly punkt widzenia, jego stan zdrowia mozna uznac obecnie za dobry, ale mwiac miedzy nami, moim zdaniem dotyczy to tylko jego ciala fizycznego. Warto zwrcic uwage na fakt, ze wbrew oglnie przyjetemu pogladowi, iz ludzie dwch rznych narodowosci - od wiekw uwiklanych w walke na tle rasowym - powinni czuc wobec siebie instynktowna wrogosc, a nawet nienawisc, juz od naszego pierwszego spotkania we wczesnej mlodosci, spotkania, ktre mialo miejsce w calkiem niezwyklych okolicznosciach, miedzy Ekimem Bejem i mna stopniowo zawiazala sie przyjazn. Pzniej zas, kiedy dzieki rznym drobnym zdarzeniom nasze swiaty wewnetrzne zblizyly sie do siebie jak dwa przejawy tego samego zrdla", mimo rznicy w wychowaniu, tradycji rodzinnej oraz odmiennych przekonan religijnych, czulismy do siebie to co bracia. W tym rozdziale opisze moje pierwsze, przypadkowe spotkanie z doktorem Ekimem Bejem, czlowiekiem szanowanym zarwno przez wszystkie powazne osoby, ktre mialy okazje go poznac, jak i przez prostych ludzi, uwazajacych go za wielkiego maga i czarodzieja. W skrcie opowiem takze o kilku istotnych zdarzeniach, ktre mialy miejsce podczas naszych wedrwek w glab Azji i Afryki. Obecnie, otrzymawszy w uznaniu za dotychczasowe zaslugi liczne i, jak sie okazalo, wysokiej rangi" odznaczenia, Ekim

Bej - obdarzony tytulem Wielkiego Paszy tureckiego - spedza swoje ostatnie lata w nieduzej miescinie w Egipcie. Nalezy zaznaczyc, ze chociaz stac by go bylo na zamieszkanie tam, gdzie tylko mu sie spodoba, jak i na korzystanie ze wszystkich nowoczesnych wygd, postanowil on spedzic stare lata w tym odludnym miejscu, glwnie dlatego, zeby uniknac wscibstwa natretnych nierobw - owej cechy niegodnej czlowieka, ktra nieodlacznie towarzyszy prawie wszystkim ludziom wsplczesnym. Kiedy po raz pierwszy spotkalem Ekima Beja, byl jeszcze bardzo mlody. Studiowal wwczas w szkole wojskowej w Niemczech i jak co roku przyjechal wraz z ojcem na wakacje do Konstantynopola. Mial tyle samo lat co ja. Zanim opisze okolicznosci, ktre towarzyszyly naszemu spotkaniu, musze powiedziec, ze w okresie przed moja pierwsza wizyta w Eczmiadzynie i przed spotkaniem z Pogosjanem - opisanymi w jednym z poprzednich rozdzialw - czyli wwczas, gdy gonilem wszedzie jak nekany pies, szukajac odpowiedzi na pytania rodzace sie w mojej glowie - ktra zdaniem ludzi wsplczesnych cierpiala na psychopatie - trafilem takze do Konstantynopola, zwabiony pogloskami o licznych cudach dokonywanych tam ponoc przez miejscowych derwiszy. Po przybyciu do Konstantynopola zatrzymalem sie w dzielnicy Pera, a nastepnie zaczalem odwiedzac klasztory rznych zakonw derwiszy. Calkowicie pochloniety derwiszomania", nie zajmowalem sie niczym pozytecznym i myslalem jedynie o najrzniejszych derwiszowych bzdurach; az pewnego smutnego dnia, pozbawiony wszelkich zludzen, zdalem sobie sprawe, ze lada chwila zostane bez tak zwanego szmalu". Uswiadomiwszy sobie w fakt, przez kilka dni chodzilem daleki od beztroski, zas pod moja czaszka, jak ulubione muchy mulw hiszpanskich, roily sie mysli o tym, w jaki sposb mglbym zdobyc troche tej godnej pogardy rzeczy, ktra dla czlowieka wsplczesnego stanowi niemalze jedyny bodziec do zycia. Ktregos dnia, pelen tego rodzaju zmartwien, stalem na duzym moscie rozciagajacym sie miedzy Pera i Istambulem. Oparty o balustrade, zaczalem rozmyslac nad sensem i znaczeniem ruchu obrotowego wirujacych derwiszy, ktry na pierwszy rzut oka wydaje sie zupelnie automatyczny i pozbawiony jakiegokolwiek udzialu swiadomosci. Pod mostem oraz w jego poblizu nieustannie przeplywaly parowce i we wszystkich kierunkach kursowaly ldki. Na brzegu Galaty, zaraz obok mostu, znajdowala sie plywajaca przystan dla parowcw kursujacych miedzy Konstantynopolem i przeciwnym brzegiem Bosforu. Kolo niej, w poblizu przyplywajacych i odplywajacych parowcw, zobaczylem chlopcw, ktrzy nurkowali w poszukiwaniu monet wrzuconych do rzeki przez pasazerw. Wzbudzilo to moja ciekawosc. Podszedlem blizej i zaczalem sie przygladac. Chlopcy, bez zadnego pospiechu i niezwykle sprawnie, wylawiali w rznych miejscach rzeki wszystkie bez wyjatku wrzucone do wody monety. Dlugo stalem podziwiajac ich swobode ruchu i zrecznosc. Wiekiem znacznie rznili sie miedzy soba, mieli od osmiu do osiemnastu lat. Nagle przyszla mi do glowy mysl: Przeciez ja tez mglbym obrac ten zawd! Czyz jestem gorszy od tych chlopcw?"... i juz nastepnego dnia poszedlem nad brzeg Zlotego Rogu, to znaczy do miejsca polozonego ponizej budynku admiralicji, zeby nauczyc sie nurkowac. Cwiczac nurkowanie, natrafilem nawet przypadkowo na nauczyciela, pewnego greckiego eksperta, ktry chodzil tam sie kapac. Z wlasnej inicjatywy wyjasnil mi niektre tajniki owej wielkiej wiedzy", a reszte wyciagnalem z niego wlasciwym mi juz wtedy podstepem, kiedy po kapieli pilismy kawe w pobliskiej kafejce greckiej. Oczywiscie nie bede sie rozwodzil nad tym, kto zaplacil za kawe. Na poczatku nurkowanie sprawialo mi duzo trudnosci. Trzeba bylo schodzic pod wode z otwartymi oczami, a woda morska, szczeglnie w nocy, draznila zrenice powodujac ostry bl. Szybko jednak moje oczy sie przyzwyczaily i widzialem w wodzie rwnie dobrze jak w powietrzu. Dwa tygodnie pzniej dolaczylem do wspomnianej grupy miejscowych chlopcw i zaczalem zarabiac" na zycie wylawiajac monety w poblizu parowcw. Oczywiscie na poczatku bez specjalnego powodzenia, ale bardzo szybko ja takze przestalem pudlowac. Musze zaznaczyc, ze moneta zaraz po wrzuceniu do wody bardzo

predko opada na dno, ale im dalej od powierzchni, tym jej ruch staje sie wolniejszy; a zatem, jesli woda jest dostatecznie gleboka, uplywa duzo czasu, zanim moneta w koncu opadnie na dno. Wystarczy wiec przed nurkowaniem wypatrzyc dokladnie miejsce, w ktrym moneta wpadla do wody, a odnalezienie i wylowienie jej przestaje byc takie trudne. Ktregos dnia pewien gleboko zamyslony pasazer wychylil sie za burte, obserwujac malych poszukiwaczy monet, kiedy nieumyslnie wypadl mu z reki rzaniec - przedmiot stanowiacy nieodlaczny atrybut kazdego szanujacego sie mieszkanca Wschodu w chwilach, kiedy nie jest on zajety wypelnianiem obowiazkw zyciowych. Pasazer natychmiast zawolal mlodych nurkw, zeby wylowili rzaniec; niestety, mimo wysilkw nie potrafili go odnalezc, poniewaz znajdowali sie dosyc daleko od statku i nie zauwazyli, w ktrym miejscu wpadl do wody. Najwidoczniej rzaniec mial bardzo duza wartosc, bo pasazer obiecal, ze zaplaci znalazcy dwadziescia piec funtw tureckich. Jeszcze dlugo po odplynieciu parowca chlopcy kontynuowali poszukiwania, jednakze ich wysilki nie przyniosly zadnego skutku. Woda byla gleboka i, jak stwierdzili, przetrzepanie dna" okazalo sie niemozliwe. Zawsze na duzej glebokosci trudno jest dotrzec do dna: tak jak na powierzchni woda z latwoscia unosi zywe cialo, tak samo stawia ona silny opr przy prbie opuszczenia sie na dno. Kilka dni pzniej w tym samym miejscu wylapywalem monety. Jeden z pasazerw rzucil monete tak daleko, ze zanim do niej doplynalem, zniknela juz z mojego pola widzenia. Poniewaz tego dnia mialem slaby polw", postanowilem za wszelka cene ja odnalezc. W momencie, gdy do niej dotarlem, katem oka ujrzalem cos, co wygladalo jak rzaniec. Wyplynawszy na powierzchnie, przypomnialem sobie o rzancu, za ktrego znalezienie obiecano dwadziescia piec funtw. Zapamietalem dobrze miejsce i nikomu nic nie mwiac, ponownie zanurkowalem; zdalem sobie jednak sprawe, ze w zwykly sposb nie uda mi sie dotrzec do dna i nazajutrz przynioslem kilka ciezkich mlotw, ktre pozyczylem od kowala. Przywiazalem je wokl ciala i z tym obciazeniem opuscilem sie na dno. Szybko znalazlem rzaniec; okazalo sie, ze jest zrobiony z bursztynu i inkrustowany malymi diamentami oraz granatami. Tego samego dnia dowiedzialem sie, iz pasazerem, ktry zgubil rzaniec, jest Pasza N, byly naczelnik malej gminy polozonej niedaleko Konstantynopola, ktry obecnie mieszka po przeciwnej stronie Bosforu, w poblizu Skutari. Poniewaz w ostatnim czasie czulem sie nie najlepiej i mj stan zdrowia pogarszal sie z dnia na dzien, postanowilem, ze nazajutrz nie bede lowic monet, tylko odniose rzaniec wlascicielowi, a przy okazji odwiedze cmentarz w Skutari. Rano bez trudu znalazlem dom paszy. Byl u siebie, gdy poinformowano go, iz pewien wylawiacz monet nalega, zeby osobiscie sie z nim zobaczyc; najwyrazniej szybko sie domyslil, o co chodzi, i wyszedl mnie przywitac. Kiedy wreczylem mu rzaniec, jego szczera radosc i bezposredniosc tak mnie wzruszyly, ze za zadne skarby nie chcialem wziac obiecanej nagrody. Poprosil mnie, bym przynajmniej przyjal zaproszenie na obiad, czego mu nie odmwilem. Zaraz po obiedzie wyszedlem, zeby zdazyc na przedostatni parowiec. Ale po drodze poczulem sie tak slabo, ze musialem usiasc na schodkach jakiegos domu, gdzie stracilem przytomnosc. Przechodnie zwrcili uwage na mj stan, a poniewaz znajdowalem sie niedaleko domu paszy, szybko dotarla do niego wiadomosc, ze zaslabl jakis chlopiec. Dowiedziawszy sie, iz to ten sam, ktry przynisl mu rzaniec, pasza przybiegl ze swoimi sluzacymi i zarzadzil, zeby zaniesiono mnie do jego domu i wezwano lekarza wojskowego. Szybko odzyskalem przytomnosc, nie bylem jednak w stanie sie ruszac, wobec tego postanowilem zatrzymac sie w domu paszy. Tej samej nocy na calym ciele zaczela pekac i nieznosnie mnie piec skra; najwidoczniej, nieprzyzwyczajona do dlugiego zanurzenia w morzu, zareagowala w ten sposb na dzialanie soli. Ulokowano mnie w jednym ze skrzydel domu i opieke nade mna powierzono starej kobiecie imieniem Fatma Badzi. Pomagal jej syn paszy, student niemieckiej szkoly wojskowej. Byl to Ekim Bej, ktry pzniej stal sie moim serdecznym przyjacielem. W trakcie mojej rekonwalescencji rozmawialismy i

gawedzilismy na wszystkie tematy; stopniowo jednak skupilismy sie na problemach filozoficznych i kiedy wyzdrowialem, bylismy juz dobrymi przyjacilmi. Od tamtej chwili nieprzerwanie utrzymujemy korespondencje. W tym samym roku Ekim Bej porzucil szkole wojskowa w Niemczech i wstapil do akademii medycznej. W ten sposb dal wyraz zmianie swoich przekonan wewnetrznych, ktre sklonily go do zrezygnowania z kariery oficerskiej i obrania zawodu lekarza wojskowego. Uplynely cztery lata. Pewnego dnia na Kaukazie otrzymalem od niego list. Pisal w nim, ze uzyskal juz dyplom lekarza i chcialby sie ze mna spotkac, a przy okazji odwiedzic Kaukaz, ktry interesuje go od dawna; pytal, gdzie i kiedy moglibysmy sie umwic. Spedzalem wtedy lato w miescie Surami, gdzie zajmowalem sie produkcja przedmiotw z gipsu. Wyslalem wiec mu telegram z wiadomoscia, ze niecierpliwie czekam na jego przyjazd i kilka dni pzniej byl juz na miejscu. Tego samego roku Pogosjan, Jelow oraz mj przyjaciel z czasw dziecinstwa, Karpenko, przyjechali na lato do Surami. Ekim Bej szybko zzyl sie z moimi kolegami i czul sie jak w gronie starych przyjacil. Spedzilismy w Surami cale lato, czesto organizujac krtkie, zazwyczaj piesze wycieczki. Wspielismy sie na gre Surami, a takze zbadalismy okolice Borzomi i Michailowa, szukajac ludzi, do ktrych nie dotarl jeszcze wplyw nowoczesnej cywilizacji; udalo sie nam rwniez odwiedzic slynnych Chewsurw, ktrzy doprowadzaja do obledu wszystkich uczonych etnografw. Kilka miesiecy zycia z nami swoimi rwiesnikami, nafaszerowanymi po uszy donkiszoteria - w takich warunkach i uczestnictwo w naszych dyskusjach spowodowaly, ze Ekim Bej chcac nie chcac stal sie ofiara naszej psychopatii" i tak samo jak nas palilo go teraz pragnienie, zeby przeskoczyc wlasne kolana". Nasza czwrka: Pogosjan, Jelow, Karpenko i ja, toczyla wwczas liczne dyskusje na temat planu, ktry przedstawil nam niedawno ksiaze Jurij Lubowiecki. Proponowal on, zebysmy dolaczyli do niego i grupy jego przyjacil udajacych sie na duza piesza wyprawe, prowadzaca z miasta granicznego Nachiczewan, przez Persje, az do Zatoki Perskiej. Nasze rozmowy i perspektywy, ktre otwierala ta podrz, zafascynowaly Ekima Beja do tego stopnia, iz poprosil, abysmy wstawili sie za nim u ksiecia, proszac o przyzwolenie na jego udzial w wyprawie; sam jednoczesnie zaczal zastanawiac sie nad tym, w jaki sposb uzyskac zgode ojca i pozwolenie od przelozonych na roczny urlop. W rezultacie - - po zalatwieniu wszystkich niezbednych spraw droga pocztowa lub osobiscie, kiedy pojechal do domu, zeby przygotowac sie do tej dlugiej podrzy - Ekim Bej po raz pierwszy wzial udzial w naszej duzej wyprawie, ktra wyruszyla z Nachiczewanu pierwszego stycznia nastepnego roku. Wystartowalismy o plnocy i juz nastepnego dnia rano stalismy sie ofiarami madrosci" owych dwunoznych mieszkancw naszej planety, nazywanych straza graniczna, ktrzy wszedzie na swiecie osiagneli rwnie wysoki poziom w sztuce dawania wyrazu swojej bystrosci i wszechwiedzy. Bylo nas dwadziescia troje, w tym wszyscy koledzy i przyjaciele, ktrym postanowilem poswiecic oddzielne rozdzialy w niniejszym cyklu moich dziel. O trzech z nich, Pogosjanie, Jelowie i ksieciu Lubowieckim, juz napisalem. W tym rozdziale zapoznam czytelnikw z doktorem Ekimem Bejem, a dwa nastepne poswiece inzynierowi Karpence i profesorowi archeologii Skrydlowowi. Podrz do Tabryzu zajela nam dziesiec dni i przebiegla bez zadnych przygd. Ale zaraz po opuszczeniu tego miasta doszlo do zdarzenia, ktre opisze bardzo szczeglowo, i to nie tylko dlatego, ze Ekim Bej czynnie w nim uczestniczyl i bardzo byl nim poruszony, lecz takze dlatego, ze postawilo ono do gry nogami moja koncepcje swiata. Jeszcze w Tabryzie mielismy okazje wysluchac wielu opowiesci o pewnym perskim derwiszu, rzekomo prawdziwym cudotwrcy. Te opowiadania rozbudzily nasza ciekawosc. Troche pzniej znowu uslyszelismy o nim od pewnego ksiedza ormianskiego i mimo ze wspomniany derwisz mieszkal z dala od szlaku naszej podrzy, postanowilismy zmienic trase i zobaczyc na wlasne oczy, kim jest i co robi. Po trzynastu dniach meczacej wedrwki, w czasie ktrej nocowalismy w malych osadach albo w szalasach perskich i

kurdyjskich pasterzy, dotarlismy w koncu do wioski, gdzie mieszkal derwisz. Tam skierowano nas do jego domu oddalonego troche od wsi. Natychmiast udalismy sie we wskazanym kierunku; zastalismy go w poblizu domu, w cieniu drzew, gdzie mial zwyczaj rozmawiac z ludzmi, ktrzy go odwiedzali. Na ziemi siedzial po turecku bosy i odziany w lachmany starszy mezczyzna. Otaczala go grupa mlodych Persw, ktrzy, jak sie pzniej okazalo, byli jego uczniami. Podeszlismy blizej, proszac go o blogoslawienstwo, a nastepnie rwniez zasiedlismy na ziemi, otaczajac go plkolem. Zaczelismy rozmowe: my stawialismy pytania, on odpowiadal, po czym sam nas wypytywal. Na poczatku przyjal nas dosyc chlodno i zdradzal mala ochote do rozmowy; pzniej jednak, gdy sie dowiedzial, ze odbylismy dluga podrz specjalnie po to, aby z nim porozmawiac, stal sie bardziej serdeczny. Wyrazal sie prymitywnie, mial nieokrzesany jezyk i na poczatku - przynajmniej na mnie - sprawial wrazenie analfabety, czy mwiac inaczej, czlowieka niewyksztalconego, w europejskim znaczeniu tego slowa. Rozmowa z derwiszem toczyla sie po persku, ale w szczeglnym dialekcie, ktry rozumielismy tylko ja, dr Sari-Ogle i czesciowo jeszcze jedna osoba z naszej grupy. Tak wiec Sari-Ogle i ja stawialismy pytania i na biezaco tlumaczylismy pozostalym wszystko, co zostalo powiedziane. Dzialo sie to w porze obiadowej. Jeden z uczniw przynisl derwiszowi posilek - ryz w misce zrobionej z tykwy. Nie przerywajac rozmowy, derwisz zaczal jesc. Poniewaz nie jedlismy nic od wczesnego ranka, to jest od chwili, kiedy wstalismy i wyruszylismy w droge, otworzylismy plecaki i rwniez zaczelismy jesc. Musze wam przypomniec, ze w owym czasie bylem zapalonym uczniem slynnych joginw hinduskich i bardzo scisle przestrzegalem wszystkich wskazwek tak zwanej hatha-jogi; jedzac prbowalem jak najlepiej przezuwac pokarm i dlugo po tym, jak wszyscy, wlacznie ze starcem, skonczyli swj prosty posilek, dalej jadlem powoli, prbujac, zgodnie z zasadami, przezuwac kazdy kes. Widzac to, derwisz zapytal mnie: - Powiedz mi, mlody przybyszu, dlaczego jesz w ten sposb? To pytanie - ktre wydalo mi sie bardzo dziwne i swiadczace nie najlepiej o jego wiedzy - wprawilo mnie w takie zdumienie, ze nie mialem nawet ochoty na nie odpowiadac i uznalem, iz niepotrzebnie nadlozylismy tyle kilometrw, jedynie po to, zeby spotkac sie z czlowiekiem, ktrego nie warto traktowac powaznie. Patrzac mu w oczy, czulem nie tylko litosc, lecz wrecz bylo mi za niego wstyd; odpowiedzialem wiec pewny siebie, ze dokladnie przezuwam pokarm, aby lepiej przyswoily go jelita, i powolujac sie na dobrze znany fakt, iz wlasciwie strawione jedzenie dostarcza organizmowi wiecej kalorii potrzebnych do wypelniania kazdej z naszych funkcji, powtrzylem wszystko, czego sie dowiedzialem z rznych ksiazek na ten temat. Potrzasajac glowa, starzec powoli i z przekonaniem w glosie zacytowal nastepujace, znane w calej Persji powiedzenie: Niechaj Bg zabije tego, kto sam nie wie, a osmiela sie innym wskazywac droge do wrt Jego Krlestwa. Nastepnie Sari-Ogle zadal derwiszowi pytanie, na ktre starzec krtko odpowiedzial, po czym ponownie zwracajac sie w moja strone, spytal: Powiedz mi, mlody przybyszu, pewnie robisz tez gimnastyke? Rzeczywiscie, intensywnie wtedy cwiczylem, ale nie wedlug dobrze znanych mi metod polecanych przez joginw hinduskich, lecz w oparciu o system Szweda Miillera. Odpowiedzialem wiec derwiszowi, ze faktycznie uprawiam gimnastyke i uwazam, iz nalezy robic to dwa razy dziennie: rano i wieczorem, a nastepnie opisalem w skrcie wykonywane cwiczenia. - To wszystko sluzy wylacznie do rozwoju rak, ng i w ogle zewnetrznych miesni ciala - powiedzial starzec - ale my mamy tez miesnie wewnetrzne, na ktre twoje mechaniczne ruchy wcale nie dzialaja. - Tak, to prawda - odrzeklem. - Dobrze, wrcmy teraz do twojego sposobu przezuwania jedzenia - mwil dalej starzec. - Jezeli robisz to dla zdrowia albo zeby miec z tego jakas inna korzysc, to jesli naprawde chcesz wiedziec, co ja o tym mysle, powiem ci, ze wybrales najgorszy sposb. Jezeli zujesz jedzenie powoli, to twj zoladek slabo pracuje. Teraz jestes mlody i wszystko dziala jak trzeba, ale jesli przyzwyczaisz zoladek do lenistwa, to kiedy sie zestarzejesz, twoje miesnie, ktre nie mogly normalnie

pracowac, zanikna. Jezeli bedziesz dalej w ten sposb przezuwal, na pewno tak sie stanie. Wiesz, na stare lata nasze miesnie i cale cialo robia sie slabsze. Wiec jak bedziesz stary, to bedziesz jeszcze slabszy przez to, ze odzwyczailes swj zoladek od pracy. Czy wyobrazasz sobie skutki? Przeciwnie, wcale nie trzeba zuc jedzenia powoli. W twoim wieku lepiej go w ogle nie przezuwac; trzeba lykac cale kawalki, a jak sie da, to nawet kosci, zeby zmusic zoladek do pracy. Ludzie, ktrzy ci poradzili, zebys jadl w ten sposb, i ci, co pisza o tym ksiazki, slyszeli, jak to sie mwi, ze bija w dzwony, ale nie wiedza, w ktrym kosciele". Te proste, dobitne i logiczne slowa wypowiedziane przez starca zupelnie zmienily moja poczatkowa opinie na jego temat. Dotychczas pytalem ze zwyklej ciekawosci, ale od tej chwili wzbudzil moje zainteresowanie i z najwieksza uwaga zaczalem sie przysluchiwac wszystkiemu, co mwi. Nagle zrozumialem calym swoim byciem, ze idee, ktre uwazalem do tej pory za niepodwazalne, okazaly sie bledne. Uswiadomilem sobie, ze dotychczas wszystko widzialem tylko od jednej strony. Teraz wiele rzeczy ujrzalem w zupelnie nowym swietle i w moim umysle zrodzily sie setki pytan na ten temat. Doktor i ja, przejeci rozmowa z derwiszem, zupelnie zapomnielismy o pozostalych kolegach i przestalismy im tlumaczyc, o czym jest mowa. Oni zas, widzac nasze wielkie zaciekawienie, bez przerwy przerywali nam pytaniami: Co powiedzial?", O czym mwi?", a my za kazdym razem zbywalismy ich, obiecujac, ze pzniej wszystko dokladnie opowiemy. Kiedy derwisz skonczyl mwic o sztucznym przezuwaniu, o rznych metodach przyswajania pokarmu i o jego automatycznym przeksztalcaniu zachodzacym w naszym organizmie, powiedzialem: - Ojcze, badz tak dobry i wyjasnij mi, co sadzisz o tak zwanym oddychaniu sztucznym. Wierzac, ze jest ono pozyteczne, stosuje je zgodnie ze wskazwkami joginw, a mianowicie, po wdechu zatrzymuje powietrze na pewien czas i nastepnie powoli je wydycham. Byc moze tego takze lepiej byloby nie robic? Derwisz, widzac, ze mj stosunek do tego, co mwi, zupelnie sie zmienil, zrobil sie zyczliwszy i wyjasnil mi, co nastepuje: - Jesli zujac w ten sposb jedzenie czynisz sobie krzywde, to tysiac razy bardziej szkodliwe jest takie oddychanie. Wszystkie cwiczenia oddechowe opisane w ksiazkach i nauczane dzisiaj w szkolach ezoterycznych czynia tylko szkode. Oddychanie, jak to powinien zrozumiec kazdy zdrowo myslacy czlowiek, to rwniez proces odzywiania sie, tylko ze innym jedzeniem. Powietrze, kiedy znajdzie sie w ciele i zostanie strawione, tak samo jak nasz zwykly pokarm rozpada sie na wiele skladnikw. Te skladniki tworza potem nowe zwiazki, i to zarwno miedzy soba, jak i z odpowiednimi pierwiastkami niektrych substancji znajdujacych sie w ciele. Wlasnie tak udaje sie wyprodukowac niezbedne nowe substancje, ktre ciagle sie zuzywaja w rznych procesach zyciowych organizmu czlowieka. Na pewno wiesz, ze aby otrzymac nowa substancje, trzeba wymieszac w dokladnych proporcjach jej skladniki. Oto bardzo prosty przyklad. Masz upiec chleb. Musisz wiec najpierw przygotowac ciasto, ale do tego potrzebna jest odpowiednia ilosc maki i wody. Jesli dodasz za malo wody, to zamiast ciasta otrzymasz cos, co przy pierwszym dotknieciu sie rozkruszy. Jesli dolejesz za duzo wody, to wyjdzie z tego papka, ktra nadaje sie na pasze dla bydla. Ani za pierwszym, ani za drugim razem nie zrobisz ciasta, z ktrego mozna upiec chleb. Dokladnie tak samo jest ze wszystkimi substancjami, ktrych potrzebuje nasz organizm. Ich skladniki musza byc wymieszane w odpowiednich proporcjach, i to jesli chodzi o ilosc, jak i jakosc. Kiedy normalnie oddychasz, to robisz to mechanicznie. Organizm bez twojej pomocy pobiera z powietrza potrzebne mu substancje. Pluca sa przyzwyczajone do pracy z okreslona iloscia powietrza. Ale jesli zwiekszysz te ilosc, to sklad substancji przeplywajacych przez pluca sie zmieni, co z kolei na pewno wplynie na wewnetrzne procesy mieszania sie i rwnowazenia tych substancji. Jesli nie znasz dokladnie praw, ktre rzadza oddychaniem, to oddychajac sztucznie, moze powoli, ale za to skutecznie sam sobie zaszkodzisz. Pamietaj, ze w powietrzu oprcz substancji potrzebnych organizmowi znajduja sie tez inne, niepotrzebne lub

wrecz szkodliwe. A wiec oddychanie sztuczne, czyli wymuszona zmiana oddychania naturalnego, pozwala na przedostanie sie w glab organizmu wielu znajdujacych sie w powietrzu, szkodliwych dla zycia substancji; a to oczywiscie zaklca rwnowage ilosciowa i jakosciowa substancji pozytecznych. Przy sztucznym oddychaniu zmienia sie tez stosunek ilosci pozywienia otrzymanego z powietrza do ilosci pozywienia otrzymanego ze wszystkich innych rodzajw pokarmu. Jezeli wiec zwiekszasz lub zmniejszasz ilosc wdychanego powietrza, to powinienes odpowiednio zwiekszyc lub zmniejszyc ilosc pozostalych pokarmw. Tylko znajac na wylot swj organizm, bedziesz w stanie zachowac wymagana rwnowage. Ale czy ty znasz siebie az tak dobrze? Na przyklad, czy wiesz, ze zoladek potrzebuje pokarmu nie tylko, zeby sie zywic, lecz rwniez dlatego, iz jest po prostu przyzwyczajony do otrzymywania pewnej ilosci jedzenia? Jemy glwnie dla smaku i po to, zeby poczuc w zoladku wypelnionym pokarmem parcie, do ktrego juz sie przyzwyczailismy. W sciankach zoladka znajduja sie tak zwane nerwy ruchome, ktre zaczynaja dzialac, gdy brakuje odpowiedniego nacisku, i ktre powoduja doznanie nazywane glodem. Istnieja wiec rzne rodzaje glodu: tak zwany gld cielesny albo fizyczny, a takze - jesli mozna tak powiedziec - gld nerwowy lub psychiczny. Wszystkie nasze narzady dzialaja mechanicznie i kazdy z nich, zgodnie z jego wlasciwosciami i nawykami, ma wlasny rytm funkcjonowania; te rytmy funkcjonowania rznych narzadw znajduja sie w okreslonym stosunku do siebie nawzajem. W organizmie istnieje wiec pewna rwnowaga. Jeden narzad zalezy od drugiego. Wszystko jest wzajemnie powiazane. Sztucznie zmieniajac oddychanie, zmieniamy przede wszystkim rytm funkcjonowania naszych pluc; a poniewaz dzialanie pluc wiaze sie, miedzy innymi, z dzialaniem zoladka, wiec najpierw tylko troche, a potem coraz bardziej zmienia sie rwniez rytm funkcjonowania zoladka. Zoladek potrzebuje pewnego czasu na strawienie pokarmu; powiedzmy, ze pokarm musi pozostac w nim przez godzine. Ale jesli tempo, w jakim pracuje zoladek sie zmieni, to jednoczesnie zmieni sie tez czas, przez jaki pokarm sie w nim znajduje: moze on stac sie tak krtki, ze zoladek zdazy wykonac tylko czesc swojej pracy. To samo dzieje sie z innymi narzadami i dlatego jest tysiac razy bezpieczniej nic nie robic z naszym organizmem. Lepiej zostawic go w spokoju, nawet jesli jest uszkodzony, niz bez odpowiedniej wiedzy prbowac go naprawic. Powtarzam, nasz organizm to bardzo skomplikowany aparat. Jest on zbudowany z wielu narzadw, ktrymi kieruja procesy o rznych rytmach i potrzebach. Musisz zmienic wszystko albo nic. W innym razie, zamiast sobie pomc, mozesz wyrzadzic sobie krzywde. Oddychanie sztuczne jest przyczyna wielu chorb. Czesto prowadzi do powiekszenia serca, zwezenia tchawicy, uszkodzenia zoladka, watroby, nerek i nerww. Prawie zawsze ludzie uprawiajacy oddychanie sztuczne czynia sobie nieodwracalna krzywde. Unikaja tego losu tylko ci, ktrzy potrafia zatrzymac sie w pore. Kazdy, kto przez dlugi czas stosuje oddychanie sztuczne, wczesniej czy pzniej jest narazony na oplakane skutki. Dopiero gdy poznasz juz kazda najmniejsza srubke, kazdy najmniejszy sworzen swojej maszyny, bedziesz wiedzial, co masz robic. Ale jesli wiesz tylko troche i zaczynasz eksperymentowac, to bierzesz na siebie wielkie ryzyko, poniewaz twoja maszyna jest bardzo skomplikowana. Znajduje sie w niej wiele malutkich srubek, ktre latwo moze zlamac jakis silny wstrzas, a nie da sie ich pzniej kupic w zadnym sklepie. Wiec - skoro mnie o to pytasz - radze ci: zaprzestan swoich cwiczen oddechowych. Nasza rozmowa z derwiszem ciagnela sie jeszcze dlugo. Zanim go opuscilismy, zdazylem uzgodnic z ksieciem, co powinnismy robic dalej; podziekowawszy derwiszowi, powiedzialem mu, ze planujemy zatrzymac sie w okolicy dzien lub dwa; zapytalem go tez, czy moglibysmy sie z nim spotkac jeszcze raz. Wyrazil zgode, a nawet powiedzial, ze jesli chcemy, to mozemy go odwiedzic nastepnego wieczoru po kolacji. Zamiast planowanych dwch dni zatrzymalismy sie tam caly tydzien i kazdego wieczoru chodzilismy porozmawiac z derwiszem; nastepnie do pzna w nocy Sari-Ogle i ja powtarzalismy kolegom tresc calej

rozmowy. Kiedy po raz ostatni udalismy sie do derwisza, zeby mu podziekowac i sie z nim pozegnac, Ekim Bej, ku naszemu wielkiemu zdziwieniu, z niezwykla dla niego pokora w glosie, niespodziewanie zwrcil sie do starca po persku: - Drogi Ojcze! W ciagu tych kilku dni calym soba przekonalem sie, ze Ty... - Przerwawszy, pospiesznie poprosil Sari-Ogle i mnie, zebysmy sie nie wtracali i poprawiali go jedynie wtedy, jesli uzywane przez niego zwroty maja w lokalnym dialekcie specjalne znaczenie, ktre moze zmienic sens jego slw. Nastepnie kontynuowal: - .. .ze jestes czlowiekiem, ktrego, kierowany intuicja, szukalem; czlowiekiem, ktremu moge powierzyc piecze nad swoim swiatem wewnetrznym, aby w ten sposb uporzadkowac i zneutralizowac walke, ktra ostatnio rozpetala sie we mnie miedzy dwoma przeciwstawnymi dazeniami. Jednoczesnie jednak liczne, niezalezne ode mnie okolicznosci zyciowe nie pozwalaja mi zamieszkac w Twoim poblizu, tak bym w razie potrzeby mgl Cie odwiedzac i pelen czci wysluchiwac Twoich wskazwek oraz rad na temat tego, jak powinienem zyc, aby polozyc kres temu zmaganiu wewnetrznemu, ktre tak mnie dreczy, i przygotowac sie do osiagniecia bycia godnego czlowieka. Dlatego wiec prosze Cie, jesli to mozliwe, zebys nie odmwil mi teraz kilku krtkich wskazwek dotyczacych zasad, ktrymi czlowiek w moim wieku powinien sie kierowac w zyciu. w czcigodny starzec, perski derwisz, odpowiedzial na te nieoczekiwana i grnolotnie brzmiaca prosbe Ekima Beja bardzo precyzyjnie i szczeglowo. Nie bede tutaj, w drugim cyklu moich dziel, odtwarzal jego wyjasnien, poniewaz uwazam, ze dla powaznych czytelnikw byloby to posuniecie przedwczesne, ktre mogloby zaklcic ciaglosc postrzegania moich idei, a nawet mialoby szkodliwy wplyw na dazenie do osiagniecia autentycznego rozumienia. Tak wiec z czystym sumieniem postanowilem wylozyc kwintesencje tych wyjasnien dopiero pzniej, w odpowiednim rozdziale trzeciego cyklu moich dziel, zatytulowanym: Cialo fizyczne czlowieka; jego potrzeby i mozliwosci manifestowania sie w zgodzie z istniejacymi prawami". Nastepnego dnia po ostatniej wizycie u derwisza, wczesnym rankiem, znowu wyruszylismy w droge. Zboczylismy jednak z wytyczonej trasy i nie udalismy sie w kierunku Zatoki Perskiej, lecz skierowalismy sie na zachd, w strone Bagdadu. Spowodowal to pogarszajacy sie z dnia na dzien stan zdrowia dwch uczestnikw wyprawy: Karpenki i ksiecia Nidzeradze, ktrzy dostali wysokiej goraczki. Przybylismy do Bagdadu i po spedzeniu tam miesiaca rozjechalismy sie w rznych kierunkach. Ksiaze Lubowiecki, Jelow i Ekim Bej udali sie do Konstantynopola; Karpenko, Nidzeradze i Pogosjan postanowili dotrzec do zrdel Eufratu, a nastepnie pokonac gry i przekroczyc granice rosyjska; doktor Sari-Ogle i ja uzgodnilismy z pozostalymi, ze wrcimy do Persji, zmierzajac w kierunku Chorasanu, i dopiero tam podejmiemy decyzje co do ostatniego etapu naszej podrzy. Wsrd wielu powracajacych wspomnien o Ekimie Beju nie moge pominac milczeniem jego pasji do wszystkiego, co wiazalo sie z hipnotyzmem. Szczeglnie interesowaly go zjawiska, ktre wsplnie okresla sie terminem moc mysli ludzkiej" i ktrych badaniem zajmuje sie specjalna galaz wsplczesnej nauki o hipnozie. Jego osiagniecia praktyczne, zwlaszcza we wspomnianej dziedzinie, byly doprawdy bezprecedensowe. Glwnie dzieki eksperymentom, ktre przeprowadzal na rznych osobach w celu zbadania pod kazdym mozliwym katem rozmaitych przejaww mocy mysli ludzkiej, cieszyl sie on w swoim otoczeniu slawa groznego magika i czarodzieja. Doswiadczenia, ktre w tymze celu przeprowadzal na swoich przyjaciolach i znajomych, spowodowaly miedzy innymi, ze niektrzy ludzie po spotkaniu z nim, lub nawet tylko dowiedziawszy sie o jego istnieniu, zaczynali sie go bac, podczas gdy inni, wrecz przeciwnie, okazywali mu przesadny szacunek i nawet, jak to sie mwi, zaczeli lizac go po nogach. Uwazam, ze podstawowa przyczyna falszywego wyobrazenia, jakie ludzie wyrobili sobie na jego temat, byla nie tyle doglebna wiedza i osiagniety przez niego niespotykany poziom rozwoju sil wewnetrznych, co po prostu jego zrozumienie jednej z wlasciwosci funkcjonowania organizmu czlowieka, ktra byc moze do pewnego stopnia wiaze

sie ze sluzalczoscia ludzkiej natury. Ta nieodlaczna i niezalezna od wieku czy pozycji spolecznej wlasciwosc prawie kazdego przecietnego czlowieka wsplczesnego polega na tym, ze kiedy mysli on o jakiejs konkretnej, znajdujacej sie na zewnatrz niego rzeczy, jego miesnie natychmiast sie napinaja, to znaczy wysylaja wibracje w kierunku, w ktrym podazaja jego mysli. Na przyklad, jesli czlowiek mysli o Ameryce i jego mysli zwrcone sa w kierunku, gdzie wedlug niego znajduje sie Ameryka, to niektre jego miesnie, zwlaszcza te bardziej delikatne, wysylaja wibracje w tym samym kierunku; innymi slowy, napinaja sie tak, jakby chcialy go popchnac w tamta strone. Tak samo, jesli czlowiek znajdujacy sie na parterze mysli o drugim pietrze, to powoduje to pewne, skierowane w gre napiecie jego miesni; w skrcie, ruchowi mysli w okreslonym kierunku zawsze towarzyszy napiecie miesni zwrcone w tym samym kierunku. To zjawisko zachodzi nawet u tych, ktrzy sa swiadomi jego istnienia i wszelkimi znanymi sobie sposobami prbuja mu sie przeciwstawic. Prawdopodobnie kazdy z czytelnikw mial okazje zobaczyc w jakims teatrze, cyrku lub innym miejscu publicznym, jak rozmaici tak zwani hinduscy fakirzy, magicy, cudotwrcy i inni wybitni posiadacze tajnikw wiedzy nadprzyrodzonej wprawiaja ludzi w zdziwienie swoimi sztukami magicznymi, znajdywaniem ukrytych przedmiotw lub odgadywaniem tego, jakiego dzialania z ich strony zyczy sobie widownia. Wspomniani magicy, aby dokonac tych cudw", trzymaja za reke jednego z widzw, ktry oczywiscie mysli o uzgodnionym wczesniej przez publicznosc posunieciu, i po prostu, dzieki nieswiadomym wskazwkom albo drganiom przekazywanym przez reke widza, zgaduja", a nastepnie robia to, czego od nich oczekiwano. Swj sukces zawdzieczaja nie jakiejs niezwyklej wiedzy, lecz wylacznie temu, ze znaja tajemnice wspomnianej wlasciwosci ludzkiej. Kazdy posiadacz tej tajemnicy przy odrobinie praktyki moze zrobic dokladnie to samo. Wystarczy bowiem skupic uwage na rece drugiego czlowieka i wychwycic jej drobne, niemal niezauwazalne ruchy. Dzieki wytrwalosci i praktyce zawsze mozna, tak jak czarodziej, odgadnac cudze mysli. Na przyklad, jesli widz wie, ze magik powinien podniesc kapelusz znajdujacy sie na stole, to nawet jezeli zna te sztuczke i usiluje z calych sil myslec o butach stojacych pod kanapa, nieswiadomie nadal bedzie myslal o kapeluszu, zas miesnie obserwowane przez magika nateza sie w jego kierunku, poniewaz bardziej podlegaja one podswiadomosci niz swiadomosci. Jak juz wczesniej zaznaczylem, Ekim Bej przeprowadzal tego rodzaju eksperymenty na swoich przyjaciolach po to, by lepiej poznac ludzka psychike i okreslic w ten sposb przyczyny oddzialywan hipnotycznych. Jedno z doswiadczen, ktre przeprowadzal w tym celu, bylo tak niecodzienne, ze wprawialo niewtajemniczonych w wieksze zdumienie niz wszystkie sztuczki fakirw. Wygladalo ono tak: Na kartce papieru w kratke Ekim Bej wypisywal po kolei caly alfabet, a w ostatniej linijce umieszczal cyfry od jednego do dziewieciu i zero. W ten sposb przygotowywal kilka kartek, wypelniajac kazda alfabetem innego jezyka. Siedzac za stolem, kladl przed soba, po lewej stronie, jedna z kartek, zas w prawej rece trzymal olwek; potem sadzal po swojej lewej stronie, dokladnie na wprost alfabetu, ochotnika, na przyklad osobe, ktra prosila go, zeby przepowiedzial jej przyszlosc. Nastepnie bral w lewa reke prawa reke tej osoby i zaczynal mwic mniej wiecej, co nastepuje: - Najpierw dowiemy sie, jak pan ma na imie... Potem, jakby mwiac do siebie, kontynuowal powoli: - Pierwsza litera panskiego imienia to - i kladl na alfabecie reke osoby, ktra pragnela poznac swoja przyszlosc. Dzieki wspomnianej ludzkiej wlasciwosci reka, przesuwajac sie po literze, od ktrej zaczynalo sie imie, odruchowo drgala. Ekim Bej, zdajac sobie sprawe ze znaczenia tego ruchu, odnotowywal go i mwil: Panskie imie zaczyna sie od litery... - i wypowiadal litere, przy ktrej reka zadrzala, a nastepnie zapisywal ja na papierze. W ten sam sposb odkrywal kolejne litery imienia, po czym zgadywal cale imie; na przyklad, majac litery S, T i E, mgl sie domyslic, ze chodzi o Stefana. Mwil wiec: - Ma pan na imie Stefan. Teraz musze sie dowiedziec, ile ma pan lat - i przesuwal reke po

cyfrach. Nastepnie odgadywal, czy mezczyzna jest zonaty, ile ma dzieci, imie kazdego dziecka, imie najwiekszego wroga, najblizszego przyjaciela itp. Po kilku tego rodzaju wrzbach" jego klienci byli wprowadzeni w takie oslupienie, ze zapominali o calym swiecie i sami dyktowali Ekimowi Bejowi wszystko, czego chcial sie dowiedziec. Wystarczalo wiec, ze powtarzal tylko to, co mu powiedzieli, a oni wierzyli juz potem we wszystkie wymysly jego wyobrazni na temat ich przyszlosci i cali w strachu sluchali kazdego slowa. Wszystkie osoby, na ktrych Ekim Bej przeprowadzil swj eksperyment, mwily pzniej o tym przy kazdej mozliwej okazji i oczywiscie dodawaly od siebie tak niestworzone rzeczy, ze sluchaczom wlosy stawaly na glowie. Tak wiec ci, ktrzy go znali lub o nim slyszeli, stopniowo stworzyli obraz Ekima Beja w aureoli maga. Nawet jego imie wypowiadano szeptem i z drzeniem w glosie. Wielu ludzi, i to nie tylko z Turcji, lecz takze z innych, glwnie europejskich krajw, pisalo do niego listy i zawracalo mu glowe najrozmaitszymi prosbami. Niektrzy blagali go, zeby przepowiedzial im przyszlosc na podstawie charakteru pisma; inni, zeby znalazl lekarstwo na nie odwzajemniona milosc, a jeszcze inni, zeby ich wyleczyl na odleglosc. Dostawal listy od paszw, generalw, oficerw, mullw, nauczycieli, ksiezy, kupcw, od kobiet w kazdym wieku, szczeglnie zas od mlodych panienek wszystkich narodowosci. Jednym slowem, otrzymywal tyle prsb, ze nawet gdyby chcial wysylac w odpowiedzi tylko puste koperty, musialby zatrudnic co najmniej piecdziesiat sekretarek. Ktregos dnia, kiedy bylem z wizyta w domu jego ojca w Skutari, nad brzegiem Bosforu, pokazal mi niektre z tych listw; pamietam, jak niemal pekalismy ze smiechu na widok takiej naiwnosci i glupoty ludzkiej. W koncu jednak to wszystko tak go zmeczylo, ze porzucil nawet umilowana prace lekarza i opuscil miejsca, gdzie byl znany. Jego doglebna wiedza na temat hipnotyzmu i wszystkich automatycznych wlasnosci psychiki przecietnego czlowieka okazala sie niezwykle przydatna w trakcie jednej z naszych podrzy, kiedy udalo mu sie wyciagnac nas z bardzo trudnej sytuacji. Pewnego razu Ekim Bej i ja wraz z kilkoma kolegami znalezlismy sie w miescie Jingisza na poludniu Kaszgaru, skad zamierzalismy wyruszyc w doliny Hindukuszu. Odbywalismy wlasnie jeden z naszych tradycyjnych dlugich postojw, kiedy Ekim Bej otrzymal wiadomosc od wuja z Turcji, ze zdrowie jego ojca gwaltownie sie pogarsza i ze prawdopodobnie jego dni sa policzone. Ta nowina tak nim wstrzasnela, iz postanowil przerwac podrz i jak najszybciej wrcic do Turcji, aby spedzic czas u boku ukochanego ojca, zanim bedzie za pzno. Poniewaz nieustanna wedrwka i towarzyszacy jej stres zaczely mnie meczyc, ja rwniez zapragnalem odwiedzic moich rodzicw. Postanowilem wiec zaniechac dalszej podrzy i towarzyszyc Ekimowi Bejowi az do Rosji. Opuscilismy naszych kolegw i podrzujac przez Irkesztam udalismy sie w kierunku Rosji. Omijajac uczeszczane szlaki prowadzace z Kaszgaru do Osz, po wielu przygodach i licznych trudnosciach dotarlismy w koncu do miasta Andizan w obwodzie Ferganskim. Postanowilismy podazac szlakiem prowadzacym przez ten niegdys kwitnacy obszar, aby odwiedzic tam ruiny kilku starych miast, o ktrych wiele sie nasluchalismy, a ktre zamierzalismy odnalezc, opierajac sie glwnie na logicznych wnioskach wyciagnietych z pewnych danych historycznych. Znacznie wiec wydluzylismy trase podrzy i dopiero w poblizu Andizanu wrcilismy na glwna droge. W Margelanie kupilismy bilety kolejowe do Krasnowodzka i kiedy siedzielismy juz w pociagu, zrozpaczeni zdalismy sobie sprawe, ze nie starczy nam pieniedzy ani na dalsza podrz, ani nawet na jedzenie nastepnego dnia. Co wiecej, w czasie podrzy przez Kaszgar nasze ubrania tak sie wystrzepily, ze nie moglismy sie w nich pokazac w zadnym miejscu publicznym; potrzebowalismy wiec takze pieniedzy na nowe ubrania. W tej sytuacji postanowilismy, ze nie pojedziemy do Krasnowodzka, tylko w Czerniewie przesiadziemy sie na pociag do Taszkentu, skad bedziemy mogli wyslac telegram z prosba o pieniadze i gdzie jakos przezyjemy do czasu ich nadejscia. Tak uczynilismy. Po przyjezdzie do Taszkentu wynajelismy pokj w tanim hotelu

niedaleko stacji i od razu poszlismy wyslac telegramy. Poniewaz wydalismy w ten sposb prawie wszystkie pieniadze, udalismy sie na bazar, zeby sprzedac reszte swego dobytku: strzelby, zegarki, krokomierz, kompas, mapy - slowem, wszystko, co moglo przyniesc jakis zysk. Wieczorem przechadzalismy sie ulica tak przybici nasza sytuacja, zastanawiajac sie, gdzie w tej chwili znajduja sie adresaci telegramw i czy wpadna na pomysl, zeby natychmiast wyslac nam pieniadze, ze nawet nie spostrzeglismy, jak znalezlismy sie w Starym Taszkencie. Zasiedlismy w sartyjskiej czajchanie, dalej rozmyslajac o tym, co zrobimy, jesli pieniadze dotra do nas z opznieniem; po dlugiej naradzie i zbadaniu rznych mozliwosci postanowilismy, ze Ekim Bej poda sie w Taszkencie za hinduskiego fakira, ja zas za polykacza mieczy i czlowieka, ktry moze spozyc dowolna ilosc substancji trujacych. Zaczelismy nawet robic sobie zarty. Nastepnego dnia rano udalismy sie najpierw do dzialu ogloszen lokalnej gazety, gdzie przyjmowano rwniez zamwienia na najrzniejsze plakaty. Pracowal tam sympatyczny Zyd, ktry przyjechal niedawno z Rosji. Po krtkiej pogawedce ustalilismy z nim, ze nasze ogloszenia znajda sie we wszystkich trzech gazetach taszkenckich, i zamwilismy ogromne plakaty informujace o przybyciu pewnego fakira hinduskiego - nie pamietani w tej chwili, jak nazwal siebie Ekim Bej, ale mysle, ze Ganez lub Ganzin - ktry wraz ze swoim asystentem Salakanem nastepnego dnia wieczorem w sali klubowej da pokaz eksperymentw hipnotycznych i wielu innych zjawisk nadprzyrodzonych. Urzednik wystaral sie rwniez o zezwolenie policji na rozlepienie plakatw w calym miescie. I tak nastepnego dnia plakaty informujace o nieslychanych cudach przykuwaly wzrok mieszkancw Nowego i Starego Taszkentu. Juz wczesniej znalezlismy dwch bezrobotnych, ktrzy przybyli do Taszkentu z glebi Rosji, i najpierw ich wyslalismy do lazni miejskiej, zeby sie wyszorowali, a potem zaprowadzilismy do naszego hotelu i przygotowalismy do udzialu w seansach hipnotycznych. Ostatecznie udalo sie nam wprowadzic ich w stan tak glebokiej hipnozy, ze mozna bylo wbic im w klatke piersiowa ogromna szpilke, zaszyc usta i ulokowawszy ich miedzy dwoma krzeslami, z glowa na jednym, a stopami na drugim, polozyc im na brzuchu olbrzymie ciezary; nastepnie, kazdy, kto chcial, mgl do nich podejsc i wyrywac im wlosy z glowy... Najbardziej jednak zadziwilo wszystkich uczonych lekarzy, prawnikw i innych to, ze Ekim Bej - dzieki opisanej metodzie - potrafil odgadnac ich imiona albo wiek. Innymi slowy, po zakonczeniu pierwszego seansu oprcz pelnej kasy otrzymalismy setki zaproszen na obiad, nie wspominajac juz nawet o tym, ze wszystkie kobiety, bez wzgledu na status spoleczny, puszczaly do nas oko. Urzadzalismy seanse przez trzy kolejne wieczory i zarobiwszy wiecej pieniedzy, niz potrzebowalismy, niezwlocznie opuscilismy miasto, zeby uciec od uciazliwych wielbicieli. Piszac ten rozdzial, ktry odswiezyl wspomnienia naszych wypraw i wedrwek przez Azje, droga skojarzenia pomyslalem o dziwnym wyobrazeniu, jakie o tym kontynencie ma wiekszosc Europejczykw. Zyjac od pietnastu lat na Zachodzie i bedac nieustannie w kontakcie z ludzmi wszystkich narodowosci, doszedlem do wniosku, ze nikt w Europie nie zna ani nie ma zadnego pojecia o Azji. Wiekszosc Europejczykw i Amerykanw sadzi, ze Azja to jakis wielki kontynent graniczacy z Europa, zamieszkany przez niecywilizowane lub w najlepszym razie na wpl cywilizowane skupiska ludzi, ktrzy znalezli sie tam przypadkowo i zaczeli dziczec. Ich pojecie na temat wielkosci Azji jest bardzo mgliste; zawsze sa gotowi porwnywac ja z krajami europejskimi, nie zdajac sobie sprawy, ze kontynent azjatycki pomiescilby niejedna Europe i ze zamieszkuja go narodowosci, o ktrych nie tylko Europejczycy, ale nawet sami Azjaci nigdy nie slyszeli. Ponadto, wsrd tych dzikusw" niektre nauki, na przyklad medycyna, astrologia, nauki przyrodnicze itd., wolne od przemadrzalstwa i wyjasnien hipotetycznych, juz dawno temu osiagnely poziom doskonalosci, na ktry cywilizacja europejska wzniesie sie byc moze dopiero za kilkaset lat.

Piotr Karpenko Kolejny rozdzial poswiecam Piotrowi Karpence, mojemu przyjacielowi z dziecinstwa, ktry dzieki wlasnym osiagnieciom - a nie jedynie dzieki dyplomowi - zostal wybitnym geologiem i ktry rozstal sie juz z zyciem... Niechaj jego dusza osiagnie Krlestwo Niebieskie! Sadze, ze aby stworzyc obraz wszystkich aspektw indywidualnosci Piotra Karpenki i jednoczesnie osiagnac cel, ktry wyznaczylem sobie w tym cyklu moich dziel - to znaczy przekazac czytelnikowi naprawde pouczajace i pozyteczne informacje - wystarczy, jesli rozpoczne niniejszy rozdzial od opisu okolicznosci, w jakich poznalismy sie z bliska, a nastepnie przedstawie perypetie jednej z naszych wypraw, w trakcie ktrej mial miejsce w nieszczesliwy wypadek prowadzacy do jego przedwczesnej smierci. Poniewaz poczatki naszej przyjazni siegaja jeszcze czasw dziecinstwa, sprbuje wiec jak najdokladniej opisac wszystko, co zdarzylo sie wtedy miedzy nami, majac nadzieje, ze byc moze rzuci to swiatlo na pewne oglne cechy psychiki mlodych nicponi, ktrzy czasami wyrastaja pzniej na wybitnych ludzi. Mieszkalismy wwczas w Karsie, a ja bylem jednym z czlonkw chru katedry przy cytadeli. Najpierw musze zaznaczyc, ze od momentu, kiedy mj nauczyciel Bogaczewski wyjechal z Karsu, a mj pierwszy wychowawca, dziekan Borsz, poszedl na urlop zdrowotny, odczuwalem dotkliwy brak obu tych mezczyzn, ktrzy byli dla mnie prawdziwymi autorytetami, i nie chcialem juz dluzej zostac w tym miescie. Poniewaz jednoczesnie w mojej rodzinie mwilo sie o mozliwosci rychlego powrotu do Aleksandropola, zaczalem marzyc o przeniesieniu sie do Tyflisu, zeby dolaczyc tam do Chru Archidiakona - co wielokrotnie mi proponowano i co bardzo schlebialo mojemu mlodzienczemu samolubstwu. Wlasnie w tamtym okresie zycia, kiedy tego typu marzenia stanowily srodek ciezkosci mojej nie w pelni jeszcze rozwinietej zdolnosci myslenia, ktregos wczesnego poranka podbiegl do mnie jeden z chrzystw katedry, kwatermistrz wojskowy. Stal sie on moim przyjacielem glwnie dlatego, ze czasami przynosilem mu dobre papierosy, zwedzone ukradkiem - jak musze wyznac z papierosnicy wuja. Caly zdyszany powiedzial mi, ze niechcacy podsluchal rozmowe komendanta cytadeli, generala Fadiejewa, z dowdca policji konnej o aresztowaniu i przesluchaniach kilku osb w zwiazku z pewnym wydarzeniem na poligonie; w trakcie rozmowy wymieniono moje nazwisko jako jednego z podejrzanych. Ta wiadomosc bardzo mnie zaniepokoila, poniewaz, jak to sie mwi, mialem na sumieniu cos nie bez zwiazku z poligonem; pragnac wiec uniknac wszelkich nieprzyjemnosci, postanowilem nie zwlekac i juz nastepnego dnia wyjechalem z Karsu. To wlasnie ten wypadek na poligonie, dzieki ktremu zrodzil sie w mojej psychice czynnik wywolujacy wyrzuty sumienia i ktry spowodowal w przyspieszony wyjazd, zapoczatkowal moja serdeczna przyjazn z Piotrem Karpenka. W tamtym czasie mialem duzo kolegw, zarwno rwiesnikw, jak i sporo starszych ode mnie. Do tych pierwszych nalezal pewien bardzo mily chlopiec, syn producenta wdki. Nazywal sie Riauzow albo Riaizow, nie moge sobie teraz przypomniec. Czesto zapraszal mnie do siebie do domu, a czasami zdarzalo sie, ze zjawialem sie tam bez zaproszenia. Rodzice bardzo go rozpiescili. Mial oddzielny pokj, gdzie wygodnie moglismy odrabiac lekcje. Na jego biurku prawie zawsze stal talerz wypelniony swiezo upieczonymi ciastkami francuskimi, ktre bardzo mi wtedy smakowaly. Ale prawdopodobnie najwazniejsze bylo to, ze Riauzow mial dwunasto- albo trzynastoletnia siostre, ktra w czasie moich wizyt czesto przychodzila do pokoju. Zaprzyjaznilismy sie i nie spostrzeglem nawet, kiedy sie w niej zakochalem. Wygladalo na to, ze ja tez nie bylem jej obojetny. Krtko mwiac, nawiazal sie miedzy nami milczacy romans. Przychodzil tam rwniez inny z moich przyjacil, syn oficera artylerii, ktry tak jak my przygotowywal sie w domu do egzaminw wstepnych do jakiejs szkoly; wczesniej nie przyjeto go do korpusu kadetw,

poniewaz okazalo sie, ze niedoslyszy na jedno ucho. Byl to wlasnie Piotr Karpenko. On rwniez zakochal sie w siostrze Riauzowa, ktra najwyrazniej darzyla go sympatia. Byla mila dla niego chyba dlatego, ze czesto przynosil jej slodycze i kwiaty, zas dla mnie, poniewaz dobrze gralem na gitarze i potrafilem rysowac wzory na chusteczkach, ktre bardzo lubila haftowac; potem zreszta mwila, ze sama je wymyslila. Tak wiec obaj zakochalismy sie w dziewczynie i powoli, ze tak powiem, w naszych rywalizujacych sercach rozgorzal plomien zazdrosci. Pewnego razu, po wieczornym nabozenstwie w katedrze, na ktrym byla rwniez owa wladczyni serc", wymyslilem jakas wiarygodna wymwke i poprosilem kierownika chru, zeby pozwolil mi wyjsc troche wczesniej, tak bym zdazyl odnalezc ja przy wyjsciu i odprowadzic do domu. Przy drzwiach katedry znalazlem sie twarza w twarz z moim rywalem. Mimo ze palalismy wzajemna nienawiscia, odprowadzilismy nasza dame" do domu jak prawdziwi rycerze. Jednakze w drodze powrotnej nie moglem juz dluzej sie powstrzymac i poklciwszy sie z nim o byle co, sprawilem mu porzadne lanie. Jak zwykle nastepnego wieczoru wybralem sie z kilkoma kolegami do dzwonnicy na wiezy katedry. W tamtym czasie w obrebie katedry nie bylo jeszcze prawdziwej dzwonnicy. Dopiero ja budowano i dzwony zawieszono w prowizorycznej konstrukcji drewnianej z wysokim dachem, przypominajacej osmiokatna budke straznicza. W przestrzeni miedzy dachem i belkami, na ktrych wisialy dzwony, znajdowal sie nasz klub", gdzie niemal codziennie sie spotykalismy; tam wlasnie, siedzac okrakiem na belkach albo na biegnacej wzdluz scian pod dachem waskiej krawedzi, palilismy papierosy, opowiadalismy sobie dowcipy, a nawet odrabialismy lekcje. Pzniej, kiedy ukonczono budowe kamiennej wiezy i zawieszono w niej dzwony, prowizoryczna konstrukcje rzad rosyjski podarowal nowo budujacemu sie kosciolowi greckiemu, ktry, jak sie wydaje, korzysta z niej do dzisiaj. Tamtego wieczoru oprcz regularnych czlonkw klubu obecny byl rwniez Pietia, mj przyjaciel z Aleksandropola, ktry przyjechal z wizyta do Karsu. Pietia byl synem Kerenskiego, kontrolera pocztowego, ktry polegl pzniej w randze oficera podczas wojny rosyjsko-japonskiej. Na wiezy znajdowal sie takze chlopiec z greckiej dzielnicy Karsu, przezywany przez nas Fechi, ktry naprawde nazywal sie Korchanidi i pzniej stal sie autorem wielu podrecznikw szkolnych. Przynisl on ze soba grecka chalwe domowej roboty, ktra jego ciotka podarowala nam, chrzystom, wzruszona do glebi naszym spiewem. Siedzielismy wiec jedzac chalwe, palac papierosy i prowadzac rozmowy, kiedy to w towarzystwie dwch rosyjskich chlopcw, nie bedacych czlonkami klubu, pojawil sie Piotr Karpenko z zabandazowanym okiem. Podszedl do mnie, domagajac sie wyjasnien, dlaczego go zniewazylem poprzedniego wieczoru. Bedac typem mlodzienca, ktry czyta duzo poezji i lubi uzywac grnolotnych slw, wyglosil dluga oracje, niespodziewanie konczac ja nastepujacym kategorycznym oswiadczeniem: - Ziemia jest zbyt mala dla nas obu, dlatego jeden z nas musi umrzec. Sluchajac owej napuszonej tyrady, od razu chcialem wybic mu te bzdury z glowy. Jednakze w momencie, gdy moi przyjaciele zaczeli mnie przekonywac, ze tylko ludzie nie tknieci przez kulture wsplczesna, na przyklad Kurdowie, wyrwnuja rachunki w taki sposb, natomiast ludzie godni szacunku stosuja bardziej cywilizowane metody, moja duma zaczela domagac sie swoich praw. A zatem, zeby nie nazwano mnie analfabeta albo tchrzem, podjalem powazna dyskusje na temat tego wydarzenia. Po dlugiej wymianie zdan, ktra nazwalismy debata", okazalo sie, ze kilku chlopcw stanelo po mojej stronie, a kilku innych po stronie mojego przeciwnika. Owa debata chwilami przeksztalcala sie w ogluszajaca wrzawe i w rezultacie bylismy niebezpiecznie blisko zrzucenia jeden drugiego ze szczytu wiezy. Na koncu postanowiono, ze musimy stoczyc pojedynek. Wtedy pojawilo sie pytanie: skad zdobyc bron? Znalezienie pistoletw albo szabli nie wchodzilo w rachube, tak wiec cala sytuacja stala sie klopotliwa. Wszystkie nasze emocje, ktre moment wczesniej osiagnely granice rozgoraczkowania, skupily sie nagle wokl tematu: jak pokonac te trudnosc. Byl wsrd nas mj

przyjaciel, chlopiec nazwiskiem Turczaninow, mwiacy bardzo piskliwym glosem, ktry wszystkim wydawal sie bardzo smieszny. Kiedy tak siedzielismy rozmyslajac, co by tu zrobic, niespodziewanie zaszczebiotal, wykrzykujac: - Trudno jest o pistolety, ale latwo o dziala armatnie. Wszyscy, jak zawsze, gdy otwieral usta, parskneli smiechem. - Z czego tak sie smiejecie, banda szatanw! - odpowiedzial ostro. - Jestem pewien, ze do waszego celu mozna uzyc dzial. Jest tylko drobny klopot. Postanowiliscie, ze jeden z was musi umrzec, ale w pojedynku na dziala mozecie zginac obaj. Jesli sie zgodzicie na to ryzyko, to nie ma nic prostszego na swiecie. Turczaninow zaproponowal, zebysmy obaj poszli na poligon, polozyli sie tam, a nastepnie, schowani gdzies pomiedzy dzialami i tarczami strzelniczymi, czekali na nasza zaglade. Ten, ktry zginie trafiony odlamkiem, umrze z wyroku przeznaczenia. Wszyscy bardzo dobrze znalismy ten poligon. Polozony byl niedaleko, u podnza gr otaczajacych miasto; obejmowal spory kawalek ziemi, od pietnastu do dwudziestu kilometrw kwadratowych, na ktry w sezonie strzeleckim wstep byl surowo wzbroniony i ktrego strzezono wwczas ze wszystkich stron. Czesto, szczeglnie noca, chodzilismy tam za namowa dwch starszych chlopakw, Ajwazowa i Denisenki - do pewnego stopnia sprawujacych nad nami wladze - zeby zbierac, lub raczej krasc, miedziane czesci wystrzelonych pociskw i olowiane odlamki porozrzucane po wybuchach, ktre nastepnie po dobrej cenie sprzedawalismy na wage. Mimo ze samo zbieranie odlamkw, nie wspominajac nawet o sprzedazy, bylo ostro zakazane, radzilismy sobie wykorzystujac swiatlo ksiezyca i przeprowadzajac akcje w chwilach, gdy straznicy byli mniej uwazni. W wyniku nowej debaty nad propozycja Turczaninowa wszyscy obecni stanowczo postanowili zrealizowac jego pomysl juz nastepnego dnia. Zgodnie z warunkami podyktowanymi przez sekundantw" - po mojej stronie Czemuranwowa, Kerenskiego i Chorkanidi, a po stronie mojego przeciwnika Ornitopulo i dwch nieznanych chlopcw przyprowadzonych przez Karpenke - mielismy sie udac na poligon wczesnym rankiem przed rozpoczeciem strzelania, polozyc sie w pewnej odleglosci od siebie w jednym z duzych lejw, mniej wiecej sto metrw od tarcz, gdzie nikt nie bedzie nas widzial, i mielismy pozostac tam az do zmroku. Ten, ktry przezyje, bedzie mgl wtedy wstac i pjsc tam, gdzie mu sie spodoba. Sekundanci postanowili pozostac przez caly dzien w poblizu poligonu, nad brzegiem rzeki Kars, a wieczorem odszukac nas w lejach, zeby sie dowiedziec o wynik pojedynku. Gdyby sie okazalo, ze jeden z nas lub obaj odnieslismy tylko rany, to wwczas sami sie nami zajma; jesli natomiast sie okaze, ze obaj zginelismy, to rozpowiedza wsrd wszystkich, ze poszlismy zbierac miedz i olw, nie wiedzac, iz beda tego dnia strzelac, i w ten sposb zostalismy zalatwieni". Nastepnego dnia rano o swicie, zaopatrzeni w prowiant, udalismy sie wszyscy nad rzeke Kars. Tam otrzymalismy od sekundantw przydzial jedzenia i nastepnie dwch z nich odprowadzilo nas na poligon, gdzie polozylismy sie w oddzielnych lejach. Sekundanci wrcili potem nad brzeg rzeki, do czekajacej na nich reszty grupy, i zajeli sie lowieniem ryb. Do tego momentu wygladalo to jak zart, ale kiedy zaczela sie strzelanina, wszystko przestalo byc smieszne. Nie mam pojecia, jaka forme obraly i w jakiej kolejnosci plynely subiektywne doswiadczenia oraz skojarzenia umyslowe mojego przeciwnika, ale doskonale wiem, co sie dzialo we mnie od chwili, w ktrej padly pierwsze strzaly. To, czego doswiadczylem i co czulem wwczas, gdy zaczely latac i wybuchac nad moja glowa pociski, pamietam dzisiaj tak, jakby zdarzylo sie to wczoraj. Na poczatku bylem zupelnie oszolomiony; wkrtce jednak intensywnosc przeplywajacych przeze mnie uczuc i moc logicznej konfrontacji mysli tak bardzo sie wzmogly, ze w dowolnej chwili myslalem i doswiadczalem wiecej niz w ciagu calego roku. Rwnoczesnie po raz pierwszy zrodzilo sie we mnie calkowite doznanie siebie - ktre z chwili na chwile stawalo sie coraz silniejsze - wraz z pelnym uswiadomieniem sobie faktu, ze dzieki wlasnej bezmyslnosci znalazlem sie w sytuacji niemalze pewnej zaglady, poniewaz moja smierc wydawala sie wtedy nieunikniona. W obliczu

owej nieuchronnosci cale moje bycie ogarnal taki lek, iz otaczajaca mnie rzeczywistosc zdawala sie zanikac, pozostawiajac jedynie nieprzezwyciezony zwierzecy strach. Pamietam, ze chcialem stac sie jak najmniejszy, zeby schowac sie za kopcem ziemi, i nic nie slyszec ani o niczym nie myslec. Dygotanie, ktre ogarnelo cale moje cialo, osiagnelo tak przerazajace natezenie, ze zdawalo sie, iz kazda tkanka wibruje niezaleznie; pomimo huku dzial bardzo wyraznie slyszalem bicie serca, a zeby szczekaly mi tak mocno, jakby za chwile mialy sie polamac. Przy okazji wspomne tutaj, ze moim zdaniem, wlasnie dzieki owemu zdarzeniu z czasw mlodosci po raz pierwszy pojawily sie w mojej indywidualnosci pewne dane, ktre w wyniku rozmaitych swiadomych oddzialywan wywieranych na mnie przez niektrych normalnie wyksztalconych ludzi, przybraly pzniej okreslona forme; te dane zawsze chronily mnie od zaburzen wywolywanych zyciowymi problemami, wynikajacymi jedynie z moich egoistycznych interesw; pozwolily mi one takze na usprawiedliwianie oraz doswiadczanie wylacznie prawdziwego strachu, umozliwiajac mi przy tym - bez zadnych uniesien lub zludzen zrozumienie leku, jaki odczuwa drugi czlowiek, i wejscie w jego polozenie. Nie pamietam, jak dlugo lezalem w tym stanie; moge tylko powiedziec, ze jak zawsze i we wszystkim, i tym razem nasz najwspanialszy, nieublagany Wladca, Czas, nie omieszkal dojsc wlasnych praw; zaczalem wiec przywykac zarwno do tej ciezkiej prby, jak i do huku dzial oraz wybuchajacych wkolo mnie pociskw. Powoli natarczywe mysli o mozliwosci mojego smutnego konca zaczely ustepowac. Mimo ze strzelanie podzielone bylo jak zwykle na kilka czesci, nie dalo sie uciec w czasie przerwy, glwnie dlatego, ze grozilo to pochwyceniem przez straznikw. Nie pozostawalo wiec nic innego, jak tylko spokojnie lezec w miejscu. Po zjedzeniu posilku, nie zdajac sobie z tego sprawy, zdolalem nawet zasnac. Najwyrazniej mj system nerwowy byl tak wyczerpany intensywna praca, ze domagal sie odpoczynku. Nie wiem, jak dlugo spalem, ale kiedy sie obudzilem, bylo juz ciemno i wkolo panowala cisza. Kiedy w pelni doszedlem do siebie i uswiadomilem sobie przyczyny mojej obecnosci w tym miejscu, z wielka radoscia upewnilem sie, ze jestem caly i zdrowy; dopiero wwczas, gdy to egoistyczne zadowolenie opadlo, przypomnialem sobie nagle o Karpence i poczulem niepokj o los mojego towarzysza w nieszczesciu. Wyczolgalem sie wiec po cichu z leju i dobrze rozejrzawszy sie wkolo, podszedlem do miejsca, w ktrym powinienem go znalezc. Przerazilem sie widzac, ze lezy bez ruchu, chociaz bylem calkiem pewny, iz po prostu zasnal. Kiedy jednak ujrzalem nagle na jego nodze krew, zupelnie stracilem glowe i cala nienawisc z poprzedniego dnia zamienila sie we wsplczucie. Strach, jakiego wwczas doswiadczylem, w niczym nie ustepowal temu, jaki czulem kilka godzin wczesniej, kiedy lekalem sie o wlasne zycie. Przykucnalem, tak jakbym instynktownie ciagle jeszcze sie chowal. Tkwilem wciaz w tej samej pozycji, kiedy sekundanci podeszli do mnie na czworakach. Widzac, jak dziwnie sie przygladam rozpostartemu na ziemi Karpence, a nastepnie ujrzawszy krew na jego nodze, poczuli, ze zdarzylo sie cos potwornego, i tak samo skuleni jak ja, gapili sie na niego jak wryci. Pzniej powiedzieli mi, ze oni rwniez byli calkiem pewni, iz nie zyje. Z tego stanu otepienia i hipnozy przypadkowo wyrwal nas Kerenski. Jak nam pzniej wyjasnil, siedzac caly skurczony i wpatrzony w Karpenke, poczul po pewnym czasie, ze boli go odcisk i pochyliwszy sie troche do przodu, zeby zmienic pozycje, zauwazyl, jak kraj plaszcza Karpenki podnosi sie miarowo. Podczolgal sie blizej i zobaczyl, ze Karpenko oddycha, o czym poinformowal nas niemalze krzykiem. Natychmiast sie ocknelismy i podczolgalismy sie blizej. Otoczywszy w rowie nieruchomego Karpenke, zaczelismy, ciagle sobie przerywajac, zastanawiac sie, co robic dalej. Potem nagle, w wyniku jakiejs milczacej zgody, zanieslismy rannego nad rzeke na zrobionym z naszych dloni krzeselku. Zatrzymalismy sie przy ruinach starej fabryki cegiel, gdzie w pospiechu zrobilismy z naszych ubran prowizoryczne lzko, na ktrym polozylismy Karpenke; nastepnie zaczelismy uwaznie badac jego rane. Okazalo sie, ze odlamek

zadrasnal tylko jedna noge i ze rana nie jest grozna. Poniewaz Karpenko nadal nie odzyskiwal przytomnosci i nie wiedzielismy, co poczac, jeden z nas pobiegl do miasta, zeby odszukac naszego kolege, pomocnika chirurga, ktry rwniez byl czlonkiem katedralnego chru; inni w tym czasie obmyli i opatrzyli rane. Pomocnik chirurga szybko przybyl malym powozem. Wyjasnilismy mu, ze wypadek zdarzyl sie, gdy zbieralismy miedz, nie wiedzac, ze rozpocznie sie strzelanie. Zbadawszy rane, powiedzial, ze nie jest grozna i ze Karpenko zemdlal z powodu utraty krwi. I rzeczywiscie, kiedy dal pacjentowi do powachania troche soli, w natychmiast doszedl do siebie. Oczywiscie blagalismy go, zeby nikomu nie powiedzial, jak doszlo do wypadku, poniewaz ze wzgledu na surowy zakaz wchodzenia na teren poligonu niewatpliwie znalezlibysmy sie w ogromnych tarapatach. Karpenko, jak tylko oprzytomnial, popatrzyl na wszystkich obecnych; kiedy zatrzymal wzrok na mnie dluzej niz na innych i usmiechnal sie, cos sie we mnie poruszylo i ogarnely mnie wyrzuty sumienia oraz wsplczucie. Od tamtej chwili zaczalem darzyc go braterska miloscia. Zanieslismy pacjenta do domu i wyjasnilismy jego rodzinie, ze kiedy, w drodze na ryby, szedl wawozem, od sciany oderwal sie glaz i spadl raniac mu noge. Rodzice uwierzyli w nasza opowiesc i pozwolili mi spedzac przy chorym kazdy wieczr, az do dnia, kiedy zupelnie wyzdrowial. Dopki byl slaby i lezal w lzku, opiekowalem sie nim jak kochajacy brat i rozmawialismy o najrzniejszych sprawach. Tak wlasnie zawiazala sie miedzy nami przyjazn. Jesli chodzi o przyczyne calego zajscia, czyli milosc do naszej damy", to zarwno z Karpenki, jak i ze mnie owo uczucie niespodziewanie szybko wyparowalo. 0 Gdy tylko wyzdrowial, rodzice zabrali go do Rosji, gdzie pzniej dostal sie na politechnike. Przez kilka lat po tym wydarzeniu nie widzialem sie z nim, ale regularnie na kazde imieniny i urodziny otrzymywalem od niego dlugi list. Karpenko zwykle zaczynal od szczeglowego opisu swojego wewnetrznego i zewnetrznego zycia, a nastepnie pytal mnie o zdanie na temat wielu interesujacych go zagadnien, dotyczacych glwnie religii. Powazne zainteresowanie wsplnymi nam ideami przejawilo sie u niego po raz pierwszy siedem lat po opisanym pojedynku. Pewnego lata w czasie wakacji Karpenko, podrzujac do Karsu dylizansem pocztowym - na tym obszarze nie kursowala jeszcze wwczas kolej - przejezdzal przez Aleksandropol, a dowiedziawszy sie, ze tam mieszkam, postanowil sie zatrzymac. Latem przenioslem sie wtedy do Aleksandropola, zeby w samotnosci i spokoju przeprowadzic pewne eksperymenty praktyczne zwiazane z problemami, ktre wwczas szczeglnie mnie interesowaly, a ktre dotyczyly wplywu wibracji dzwiekowych na ludzi rznego typu oraz na inne formy zycia. W dniu jego przyjazdu zjedlismy razem obiad; nastepnie zaproponowalem, zebysmy udali sie do wielkiej stajni, zamienionej w osobliwe laboratorium, w ktrym spedzalem wszystkie popoludnia. Karpenko dokladnie obejrzal cale wyposazenie i tak bardzo zainteresowal sie tym, co robilem, ze tego samego dnia, wyjezdzajac do rodziny do Karsu, postanowil, ze wrci za trzy dni. Po powrocie spedzil ze mna prawie cale lato, tylko czasami wyjezdzajac na dzien lub dwa do rodziny w Karsie. Pod koniec lata dolaczylo do mnie w Aleksandropolu kilku czlonkw naszej nowo powstalej grupy Poszukiwaczy Prawdy; chcielismy przeprowadzic wykopaliska w ruinach Ani, dawnej stolicy Armenii. Byla to pierwsza wyprawa, w ktrej wzial udzial Karpenko. Kilkutygodniowy kontakt z rznymi czlonkami grupy sprawil, iz stopniowo zaczely go interesowac te same zagadnienia, ktre pasjonowaly nas wszystkich. Po zakonczeniu wyprawy powrcil do Rosji i wkrtce potem uzyskal dyplom inzyniera grnictwa. Znowu nie widzialem go przez trzy lata, ale dzieki korespondencji pozostawalismy w stalym kontakcie. W tym czasie Karpenko utrzymywal rwniez kontakt listowny z innymi czlonkami grupy Poszukiwaczy Prawdy, ktrzy stali sie jego przyjacilmi. Pzniej zostal pelnoprawnym czlonkiem naszego oryginalnego stowarzyszenia i uczestniczyl w kilku powaznych wyprawach do rznych zakatkw Azji i Afryki. Wlasnie w czasie jednej z tych wielkich wypraw, ktrej celem bylo przejscie przez Himalaje z Pamiru do Indii, zdarzyl sie

wypadek bedacy przyczyna jego przedwczesnej smierci. Od samego poczatku wedrwki napotykalismy wielkie trudnosci. Kiedy sie wspinalismy po plnocno-zachodnich zboczach Himalajw, w trakcie pokonywania stromej przeleczy, spadla na nas ogromna lawina, ktra pokryla nas sniegiem i lodem. Z wielkim wysilkiem wszyscy oprcz dwch osb wygrzebalismy sie spod sniegu. Mimo ze jak najszybciej ich odkopalismy, okazalo sie, ze byli juz martwi. Pierwszym z nich byl baron X, zapalony okultysta, a drugim nasz przewodnik Karakir-Chajnu. W wyniku tej katastrofy stracilismy wiec nie tylko serdecznego przyjaciela, ale rwniez przewodnika, ktry bardzo dobrze znal okolice. Musze powiedziec, ze caly ten obszar, gdzie zdarzyl sie wypadek, rozciagajacy sie miedzy Hindukuszem i wielkim lancuchem Himalajw, to labirynt waskich, przecinajacych sie wawozw; wsrd wszystkich formacji, przez ktre przyszlo nam wedrowac, powstalych na skutek rznych kataklizmw na powierzchni naszej planety, nigdy nie spotkalismy rwnie zdumiewajacej. Mozna by sadzic, ze Wyzsze Moce sprzysiegly sie, zeby uczynic te rejony tak uciazliwymi i zawilymi, by zaden czlowiek nie odwazyl sie przez nie przedostac. Po tym wypadku, ktry pozbawil nas przewodnika, uwazanego nawet przez swoich za najlepszego znawce wszystkich zakatkw i meandrw owego obszaru, przez kilka dni wedrowalismy szukajac wyjscia z tego niegoscinnego miejsca. Niewatpliwie kazdy czytelnik zapyta: - Czyz nie mieli ze soba mapy albo kompasu? Mapa, jak zwykl mawiac mj przyjaciel Jelow, nazywa sie w pewnym jezyku chormanupka, co znaczy madrosc"; w tym samym jezyku slowo madrosc" tlumaczy sie w nastepujacy sposb: Dowd umyslowy, ze dwa razy dwa rwna sie siedem i pl, minus trzy i jeszcze troche". Moim zdaniem, przy korzystaniu z map wsplczesnych byloby rzecza niezwykle pozyteczna zastosowanie w praktyce pewnego rozsadnego powiedzenia, ktre mwi: Jesli chcesz osiagnac dowolny cel, popros o rade kobiete i zrb dokladnie na odwrt". Tak samo jest w tym wypadku: jesli chcesz znalezc wlasciwa droge, sprawdz na mapie i pjdz w przeciwnym kierunku, a na pewno dotrzesz do celu. Byc moze te mapy przydaja sie ludziom wsplczesnym, ktrzy siedzac w gabinetach i nie majac czasu ani mozliwosci udania sie dokadkolwiek, musza czytac najprzerzniejsze ksiazki podrznicze i przygodowe. Rzeczywiscie, dla tych ludzi te mapy to cos wymarzonego, poniewaz dzieki nim maja wiecej wolnego czasu na zmyslanie swoich fantastycznych opowiesci. Mozliwe, ze istnieja dobre mapy niektrych okolic, ale wsrd wszystkich, na ktre natrafilem - poczawszy od starozytnych map Chin, a skonczywszy na specjalnych topograficznych mapach wojskowych nie znalazlem ani jednej, ktra okazala sie przydatna w chwili, gdy naprawde byla mi potrzebna. Niektre mapy moga czasami pomc podrznikom zorientowac sie jakos w gesto zaludnionych terenach; ale na bezludziu, czyli tam, gdzie najbardziej sa potrzebne, na przyklad w Azji Srodkowej, lepiej byloby, zeby, jak juz powiedzialem, w ogle nie istnialy, poniewaz wypaczaja rzeczywistosc do granic absurdu. W wypadku prawdziwych podrznikw takie mapy moga spowodowac liczne niepozadane i przykre konsekwencje. Na przyklad przypuscmy, ze zgodnie ze wskazaniami mapy nastepnego dnia czeka cie przeprawa przez duze wzniesienie, gdzie oczywiscie spodziewasz sie niskiej temperatury powietrza. W nocy, pakujac bagaze, wyciagasz cieple ubrania oraz wszystko, co chroni przed zimnem, i odkladasz to na bok. Zwiazawszy pozostale rzeczy, ladujesz je na zwierzeta - konie, jaki itp. - a cieple ubrania kladziesz na wierzch, zeby miec do nich latwy dostep. Otz prawie zawsze sie okazuje, ze nastepnego dnia, wbrew temu, co pokazuje mapa, idziesz przez doliny i niziny, a zamiast oczekiwanego oziebienia jest taki upal, ze chcesz doslownie rozebrac sie do naga. Cieple ubrania, ktre nie sa ani spakowane, ani dobrze przymocowane do grzbietw zwierzat, zeslizguja sie i przesuwaja przy kazdym kroku, zaklcajac rwnowage i drazniac nie tylko zwierzeta, ale takze samych podrznikw. A co to znaczy przepakowywac sie w drodze zrozumie tylko ten, kto choc raz doswiadczyl tego w czasie calodziennej wedrwki po grach. Oczywiscie, jesli chodzi o organizowane w jakichs celach

politycznych podrze rzadowe, na ktre przeznacza sie duze sumy pieniedzy, albo o wyprawe finansowana przez wdowe po bankierze, zapalona teozofke, to mozna wynajac wtedy dowolna liczbe tragarzy, ktrzy beda pakowac i rozpakowywac bagaze. Ale prawdziwy podrznik musi wszystko robic sam; i nawet gdyby mial sluzacych, bedzie zmuszony im pomc, poniewaz w obliczu trudw podrzy trudno jest normalnemu czlowiekowi bezczynnie przygladac sie zmaganiom innych. Mapy wsplczesne sa takie, a nie inne najwidoczniej dlatego, ze przygotowuje sie je w sposb, ktremu mialem okazje sie przyjrzec. Bylo to w trakcie mojej podrzy z kilkoma czlonkami grupy Poszukiwaczy Prawdy przez Pamir, droga prowadzaca przez szczyt Aleksandra III. W poblizu szczytu znajdowala sie wtedy glwna siedziba inspektorw Wojskowego Oddzialu Topograficznego. Dowdca tego oddzialu byl pewien pulkownik, przyjaciel jednego z uczestnikw wyprawy; postanowilismy wiec zatrzymac sie tam, zeby zlozyc mu wizyte. Pulkownik mial kilku pomocnikw w postaci mlodych oficerw sztabowych. Wszyscy przywitali nas z wielka radoscia, poniewaz od kilku miesiecy przebywali w miejscach, gdzie w promieniu kilkuset kilometrw trudno bylo znalezc zywa dusze. Chcac dobrze wypoczac, zatrzymalismy sie w ich namiotach przez trzy dni. Kiedy szykowalismy sie do drogi, jeden z mlodych oficerw zwrcil sie do nas z goraca prosba, zebysmy pozwolili mu dolaczyc do naszej grupy; okazalo sie, ze mial zrobic mape okolicy polozonej w odleglosci dwch dni drogi w tym samym kierunku, w ktrym zmierzalismy. Do pomocy zabral ze soba dwch szeregowcw. W jednej z dolin natrafilismy na obz koczowniczego plemienia Karakirgizw i nawiazalismy z nimi rozmowe. Towarzyszacy nam oficer rwniez mwil w ich jezyku. Wsrd koczownikw byl starszy mezczyzna, najwyrazniej czlowiek z duzym doswiadczeniem. Oficer, jeden z moich przyjacil i ja zaprosilismy go na wsplny posilek, majac nadzieje, ze uda nam sie wykorzystac jego wiedze i uzyskac od niego potrzebne informacje. Jedlismy i palilismy papierosy. Przynieslismy ze soba torby zrobione z baranich zoladkw, ktre napelnilismy wysmienita kowurma; oficer mial takze wdke, ktra przywizl z Taszkentu i ktra cieszy sie wielkim powodzeniem wsrd koczownikw, szczeglnie wwczas, gdy inni czlonkowie plemienia nie widza, co takiego oni pija. Wlewajac w siebie wdke, stary Karakirgiz przekazal nam rzne informacje na temat okolicy i powiedzial, gdzie sie znajduja pewne godne uwagi miejsca. Wskazujac na pokryty wiecznym sniegiem szczyt gry, ktra juz wczesniej zauwazylismy, spytal: - Widzicie ten wierzcholek? Otz zaraz za nim znajduje sie... a potem... tam wlasnie polozona jest slynna jaskinia Iskandera. Oficer narysowal to wszystko na papierze. Przy okazji wspomne, ze byl calkiem utalentowanym artysta. Kiedy posilek dobiegl konca i Karakirgiz wrcil do swojego obozu, popatrzylem na szkic narysowany przez oficera i zauwazylem, ze umiescil on wszystkie miejsca opisane przez starca nie za gra, to znaczy tam, gdzie Karakirgiz je wskazal, lecz przed nia. Zwrcilem mu uwage na te niezgodnosc; okazalo sie, ze oficer pomylil slowa przed" i za", ktre w tamtejszym jezyku brzmia prawie tak samo: bu-ti i pu-ti, i ktos, kto nie jest w nim biegly, bardzo latwo moze je pomylic, szczeglnie kiedy wymawia sie je szybko w srodku zdania. Na moja uwage oficer zareagowal slowami: - Ach, do diabla, jakie to ma znaczenie! - i zamknal z trzaskiem szkicownik. Juz od dwch godzin rysowal te mape i oczywiscie nie chcialo mu sie zaczynac wszystkiego od nowa, tym bardziej ze szykowalismy sie juz do drogi. Jestem przekonany, ze w szkic znalazl sie pzniej na mapie dokladnie w takiej formie, w jakiej narysowal go oficer. Tak wiec drukarz, ktry nigdy nie byl w tych stronach, umiescil wszystkie detale nie po wlasciwej stronie gry, lecz po przeciwnej, i oczywiscie nasi bracia podrznicy tam wlasnie beda ich szukac. Z nielicznymi wyjatkami wszystko, co wiaze sie z robieniem map, dzieje sie dokladnie w ten sposb. Kiedy wiec mapa wskazuje, ze zblizasz sie do rzeki, nie zdziw sie, jezeli wlasnie wtedy staniesz w obliczu jednej z okazalych crek Ich Wysokosci Himalajw". Przez kilka nastepnych dni kontynuowalismy wiec

podrz na slepo, bez przewodnika, bardzo uwazajac, zeby nie natrafic na jedna z band rozbjnikw, ktrzy w tamtym czasie bynajmniej nie darzyli cieplymi uczuciami zlapanych Europejczykw; uroczyscie zatrzymywali ich jako jencw i pzniej, z nie mniejszym ceremonialem, wymieniali z jakims innym plemieniem zamieszkujacym te czesc powierzchni naszej drogiej planety za dobrego konia, najnowszy model strzelby lub po prostu mloda dziewczyne, oczywiscie takze trzymana w niewoli. Przemieszczajac sie z miejsca na miejsce, dotarlismy do malego strumienia i postanowilismy isc jego brzegiem, uznawszy, ze musi nas gdzies w koncu doprowadzic. Nie wiedzielismy nawet, czy zmierzamy na plnoc, czy na poludnie, poniewaz znajdowalismy sie na obszarze wododzialu. Szlismy brzegiem strumienia tak dlugo, jak dlugo bylo to mozliwe, ale juz wkrtce stal sie on tak stromy i praktycznie nie do przebycia, ze bylismy zmuszeni isc samym korytem. Przeszlismy zaledwie kilka kilometrw, kiedy okazalo sie, ze strumien, zasilony woda z licznych malych doplyww, wezbral do tego stopnia, ze nie mozna bylo dluzej isc po dnie; musielismy wiec sie zatrzymac i powaznie sie zastanowic na tym, co robic dalej. Po dlugiej dyskusji postanowilismy zarznac kozy sluzace nam jako zwierzeta pociagowe oraz zrdlo pozywienia i zrobic z ich skr burdiuki, ktre po napompowaniu mielismy przymocowac do tratwy, zeby poplynac dalej w dl rzeki. Do zrealizowania naszego zamiaru wybralismy wygodne miejsce niedaleko strumienia, gdzie w razie niebezpieczenstwa latwo moglismy sie bronic; tam tez rozbilismy obz. Bylo juz za pzno, zeby zabrac sie do pracy; po rozbiciu namiotw rozpalilismy wiec, w przepisowy sposb, ogniska, zjedlismy posilek i polozylismy sie spac, oczywiscie ustaliwszy wczesniej, kto i w jakiej kolejnosci bedzie trzymal w nocy warte. Nastepnego dnia ze spokojnym sumieniem zwyrodnialym jak u wszystkich ludzi wsplczesnych i dokladnie odpowiadajacym wymaganiom stawianym w piekle - w pierwszej kolejnosci zabilismy wszystkie kozy, ktre jeszcze wczoraj byly naszymi prawdziwymi przyjacilkami i towarzyszkami dzielacymi trudy podrzy. Po tym godnym podziwu chrzescijansko-muzulmanskim postepku jeden z nas zaczal kroic mieso na male kawalki, zeby nastepnie je upiec i wypelnic nimi czesc skr; inni zajeli sie przygotowywaniem burdiukw i napelnianiem ich powietrzem; jeszcze inni skrecali kozie jelita, zeby zrobic z nich liny sluzace do zwiazania tratwy i przymocowania do niej burdiukw, a pozostali, w tym ja, wzieli siekiery i wybrali sie na poszukiwanie twardego drzewa potrzebnego do budowy tratwy. Szukajac drzewa oddalilismy sie znacznie od obozu. Potrzebny nam byl rodzaj platana, nazywanego tam karagacz, i wlknista brzoza. Naszym zdaniem, sposrd wszystkich gatunkw okolicznych drzew tylko te dwa byly w stanie wytrzymac zderzenia ze skalami i glazami znajdujacymi sie w waskich korytach oraz na bystrzach. Niedaleko obozu natrafilismy przede wszystkim na figowce i inne gatunki drzew, za miekkie jak na nasze wymagania. Kiedy szlismy tak, sprawdzajac po kolei drzewa, ujrzelismy nagle siedzacego na ziemi mezczyzne, ktry nalezal do jednego z lokalnych plemion. Uzgodnilismy miedzy soba, ze podejdziemy do niego i zapytamy, gdzie mozna znalezc potrzebne nam drzewa. Z bliska zobaczylismy, ze mezczyzna ma na sobie lachmany, a z wyrazu jego twarzy wywnioskowalismy, iz jest to ez-ezunawuran, to znaczy czlowiek, ktry pracuje nad soba, zeby zbawic wlasna dusze, lub, jakby nazwali go Europejczycy, fakir. Poniewaz uzylem slowa fakir", uwazam, ze nie bedzie przesada, jesli pozwole sobie na mala dygresje i rzuce troche swiatla na to slynne slowo. Rzeczywiscie, jest to jedno z wielu pustych slw, ktrym przypisuje sie bledne znaczenie i ktre, szczeglnie ostatnio, oddzialuja automatycznie na wsplczesnych Europejczykw, stajac sie jedna z glwnych przyczyn postepujacego zaniku ich zdolnosci myslenia. Mimo ze znaczenie, jakie Europejczycy nadaja slowu fakir", jest nie znane mieszkancom Azji, niemniej jednak samo slowo jest tam powszechnie uzywane. Zrdlem slowa fakir", lub mwiac poprawnie), fachr, jest turkmenskie slowo zebrak" i wsrd prawie wszystkich narodowosci zamieszkujacych Azje,

ktrych jezyk wywodzi sie ze starozytnego turkmenskiego, slowo to oznacza obecnie oszusta" albo hochsztaplera". Tamtejsi ludzie uzywaja dwch rznych slw w znaczeniu oszust" lub hochsztapler", pochodzacych ze starozytnego turkmenskiego. Jedno to fakir", a drugie lun. Pierwsze oznacza oszusta, ktry podstepnie wykorzystuje dla swoich celw religijne uczucia innych ludzi, a drugie czlowieka, ktry po prostu wyzyskuje ludzka glupote. Wspomne, ze imie lun nadaje sie miedzy innymi wszystkim Cyganom, zarwno jako narodowi, jak i poszczeglnym osobom jako przydomek. Oglnie mwiac, Cyganie zyj a wsrd wszystkich narodowosci i wszedzie prowadza koczowniczy tryb zycia. Zajmuja sie glwnie handlem konmi, naprawa garnkw, spiewaniem na festynach, wrzeniem itp. Z reguly rozbijaja obozy w poblizu duzych skupisk ludzkich i uciekajac sie do najprzerzniejszych podstepw, oszukuja naiwnych mieszkancw miast i wiosek. W rezultacie juz od dawna w Azji uzywa sie slowa lun, pierwotnie oznaczajacego Cyganw, do nazwania kazdego oszusta lub hochsztaplera bez wzgledu na jego rase. Znaczenie, ktre Europejczycy mylnie przypisuja slowu fakir", oddaje kilka innych slw uzywanych przez mieszkancw Azji; najbardziej rozpowszechnione to ez-ezunawuran, wywodzace sie z mwionego turkmenskiego, a oznaczajace tego, ktry bije siebie". Sam mialem okazje przeczytac i uslyszec liczne wypowiedzi Europejczykw na temat tak zwanych fakirw, w ktrych twierdzi sie, ze ich sztuczki maja cechy nadprzyrodzone i cudowne; podczas gdy w rzeczywistosci, w opinii wszystkich w miare normalnych Azjatw, autorami owych sztuczek sa pozbawieni skrupulw oszusci i najwyzszego rzedu szalbierze. Zeby czytelnik zrozumial, jakie zamieszanie spowodowalo bledne uzycie tego slowa przez Europejczykw, sadze, iz wystarczy, jesli powiem, ze chociaz w czasie moich podrzy odwiedzilem prawie wszystkie kraje, w ktrych, zdaniem Europejczykw, powinni znajdowac sie fakirzy, nie spotkalem tam ani jednego. Ostatnio jednak mialem okazje poznac autentycznego fachra, w znaczeniu nadawanym temu slowu przez mieszkancw Azji, i to nie w jednym z krajw, ktry, w opinii Europejczykw, zamieszkuja fakirzy, na przyklad w Indiach, ale w samym sercu Europy, w Berlinie. Ktregos dnia przechadzalem sie po Kurfursten Damm, zmierzajac w kierunku glwnego wejscia do Ogrodu Zoologicznego, kiedy na malym wzku stojacym na chodniku zauwazylem kaleke bez ng, ktry nakrecal przedpotopowa pozytywke. W Berlinie, stolicy Niemiec, jak we wszystkich wielkich aglomeracjach miejskich reprezentujacych rzekomo kwintesencje cywilizacji wsplczesnej, nie wolno bezposrednio prosic o jalmuzne; kazdy za to moze zebrac, nie obawiajac sie interwencji policji, jesli gra na starej katarynce, sprzedaje puste pudelka od zapalek, nieprzyzwoite pocztwki i rozmaita pokrewna literature. Wspomniany zebrak ubrany byl w mundur niemieckiego zolnierza i nakrecal swoja pozytywke, ktrej brakowalo polowy nut. Przechodzac obok, rzucilem mu kilka drobnych monet; kiedy jednak przypadkowo na niego spojrzalem, jego twarz wydala mi sie znajoma. O nic go nie zapytalem, trzymajac sie zasady, ze z moim lamanym niemieckim nigdy nie ryzykuje rozmowy w pojedynke z nieznajomymi, zaczalem sie jednak zastanawiac, gdzie go juz wczesniej widzialem. Po zalatwieniu wszystkich spraw wracalem ta sama ulica. Kaleka siedzial tam gdzie przedtem. Zblizylem sie bardzo powoli i dobrze sie mu przyjrzalem, prbujac bez skutku sobie przypomniec, dlaczego jego twarz wydaje mi sie taka znajoma. Dopiero po dojsciu do Romanisches Cafe" uswiadomilem sobie nagle, ze w mezczyzna to nie kto inny, jak maz pewnej damy, ktra kilka lat temu w Konstantynopolu przybyla do mnie z listem polecajacym od mojego przyjaciela i prosba o pomoc medyczna. Maz owej damy, byly oficer rosyjski, zostal ewakuowany z Rosji do Konstantynopola wraz z armia Wrangla. Nastepnie przypomnialem sobie, ze mloda dama zjawila sie u mnie ze zwichnietym ramieniem i posiniaczonym cialem. Kiedy nastawialem jej ramie, powiedziala mi, ze zostala pobita przez meza za to, ze nie chciala sie sprzedac za pokazna sume pewnemu Zydowi z Hiszpanii. Z pomoca doktorw Wiktorowa i

Maksymowicza udalo sie mi nastawic jej ramie, po czym dama wyszla. Dwa albo trzy tygodnie pzniej siedzialem wlasnie w restauracji rosyjskiej Czarna Rza" w Konstantynopolu, kiedy ujrzalem, jak podchodzi do mnie owa dama. Kiwajac glowa w kierunku towarzyszacego jej mezczyzny, powiedziala: - Oto on, mj maz. - i dodala: - Znowu sie z nim pogodzilam. To naprawde calkiem dobry czlowiek, chociaz czasami nad soba nie panuje. Powiedziawszy to, szybko odeszla. Przez dlugi czas siedzialem i uwaznie przygladalem sie twarzy tego oficera, poniewaz bardzo zainteresowal mnie ten rzadki okaz. I oto teraz ten sam oficer, kaleka bez ng w mundurze zolnierza niemieckiego, nakrecal pozytywke i zbieral drobne monety. W ciagu jednego dnia wielu zyczliwych przechodniw rzucalo tej nieszczesnej ofierze wojny mase drobniakw! Moim zdaniem, w mezczyzna byl prawdziwym fachrem, w znaczeniu, jakie nadaja temu slowu wszyscy Azjaci; a jesli chodzi o jego nogi, niechaj Bg da mi rwnie zdrowe i silne! Ale skonczmy juz z tym tematem i powrcmy do rozpoczetej wczesniej opowiesci... Podeszlismy wiec do wspomnianego ez-ezunawurana i po odpowiednim przywitaniu usiedlismy obok niego. Zanim zadalismy mu pytania na interesujace nas tematy, zgodnie z obowiazujacym wsrd miejscowych ceremonialem grzecznosciowym zaczelismy od zwyklej rozmowy. Warto zauwazyc, ze psychika ludzi zamieszkujacych te obszary zupelnie sie rzni od psychiki Europejczykw. Ci ostatni prawie zawsze maja na jezyku to, co chodzi im po glowie. Wsrd Azjatw rzecz ma sie inaczej - w ich przypadku rozdwojenie psychiki jest daleko posuniete. Kazdy z tubylcw, obojetne, jak bardzo na zewnatrz uprzejmy i przyjacielsko nastawiony, moze w duchu cie nienawidzic i myslec o tym, jak by ci zaszkodzic. Wielu Europejczykw, ktrzy spedzili kilkadziesiat lat wsrd Azjatw, nie pojmujac tej osobliwosci i oceniajac ich w oparciu o wlasne normy, duzo w ten sposb traci i prowokuje mnstwo niepotrzebnych nieporozumien. Mieszkancy Azji sa pelni dumy i samouwielbienia. Kazdy z nich, niezaleznie od zajmowanej pozycji, wymaga, zeby wszyscy przyjmowali wobec niego jako jednostki pewna postawe. Azjaci zawsze trzymaja najwazniejsza rzecz na zapleczu i trzeba podprowadzic do niej rozmwce niby przypadkowo; inaczej, w najlepszym wypadku skieruja cie na prawo, podczas gdy powinienes skrecic na lewo. Z drugiej strony, jezeli postepujesz zgodnie z obowiazujacymi zasadami, to nie tylko wskaza ci wlasciwa droge, lecz nawet, jesli tylko beda mogli, sami z wielka ochota pomoga ci dotrzec do celu. A zatem, podchodzac do tego czlowieka, nie spytalismy go od razu o to, czego chcielismy sie dowiedziec. Bron Boze, zebysmy, nie przestrzegajac na wstepie przyjetych zasad grzecznosciowych, pozwolili sobie na cos podobnego! Siedzac obok niego mwilismy o urokach krajobrazu, o tym, ze po raz pierwszy jestesmy w tych stronach; zapytalismy go, jak sie czuje, czy odpowiadaja mu tutejsze warunki itd. I dopiero o wiele pzniej, jakby mimochodem, wspomnialem: - Potrzebne jest nam do czegos takie a takie drzewo, ale nigdzie w okolicy nie udalo sie nam go znalezc. Odpowiedzial, ze jest mu bardzo przykro, lecz nie moze nam pomc, poniewaz mieszka tutaj od niedawna, ale byc moze jego nauczyciel bedzie wiedzial cos na ten temat. Byl to zacny starzec, ktry od wielu lat mieszkal w grocie za wzgrzem i bardzo dobrze znal cala okolice. Nastepnie mezczyzna wstal, zeby pjsc do niego, ale doktor Sari-Ogle zatrzymal go i zapytal, czy sami mozemy zobaczyc jego czcigodnego nauczyciela i zapytac go o potrzebne nam drzewo. - Oczywiscie, chodzmy razem - odpowiedzial. - Mj nauczyciel to prawie swiety, zawsze jest gotw przyjsc kazdemu z pomoca. Juz z daleka ujrzelismy na lace mezczyzne siedzacego pod drzewem; nasz przewodnik, nie czekajac na nas, podbiegl do niego i powiedziawszy mu cos, dal nam znak, zebysmy podeszli. Po tradycyjnym wzajemnym powitaniu usiedlismy kolo niego. W tym momencie zjawil sie jeszcze jeden tubylec, ktry zasiadl obok nas. Pzniej sie okazalo, ze on rwniez jest uczniem tego czcigodnego ez-ezunawurana. Twarz starca wydala sie nam tak zyczliwa i odmienna od twarzy zwyklego czlowieka, ze bez zadnych stereotypowych manipulacji wstepnych i niczego nie ukrywajac, powiedzielismy mu, co nas

spotkalo oraz jak zamierzamy sie wydostac z tej okolicy. Poinformowalismy go rwniez, co jest powodem naszej wizyty. Wysluchal nas z wielka uwaga i po chwili namyslu powiedzial, ze potok, nad ktrym sie zatrzymalismy, jest doplywem rzeki Czitral bedacej doplywem rzeki Kabul, ktra z kolei wpada do Indusu. Dodal, ze z tego rejonu mozna sie wydostac wieloma drogami, ale wszystkie sa dlugie i wyczerpujace. Jezeli bylibysmy w stanie podrzowac zgodnie z planem i gdyby szczesliwie udalo sie nam uniknac nabrzezy zamieszkanych przez ludzi wrogo nastawionych do obcych przybyszw, w takim wypadku trudno byloby o lepszy pomysl od naszego. Co sie tyczy drzewa, jakiego szukamy, to jego zdaniem nie nadaje sie ono do naszego celu; najlepszy bylby deren. Dodal, ze po lewej stronie sciezki, ktra przyszlismy, znajduje sie dolina zarosnieta gestymi kepami tych drzew. Nagle uslyszelismy w poblizu dzwiek, od ktrego kazdemu przeszlyby ciarki po grzbiecie. Starzec spokojnie odwrcil glowe i swoim starczym glosem wydal osobliwy okrzyk. Po kilku chwilach, w calej swojej krasie i mocy, wyszedl z zarosli ogromny szary niedzwiedz, ktry trzymal cos w pysku. Kiedy sie zblizyl do nas, starzec ponownie zawolal i niedzwiedz, spogladajac na nas blyszczacymi oczami, podszedl do niego i polozyl u jego stp przedmiot, ktry nisl w pysku; nastepnie sie odwrcil i czlapiac ociezale, zniknal znowu w zaroslach. Wprawilo nas to, w pelnym tego slowa znaczeniu, w oslupienie, a drzenie, ktre ogarnelo nasze ciala, bylo tak silne, ze zaczelismy szczekac zebami. Starzec uprzejmie nam wyjasnil, ze niedzwiedz jest jego przyjacielem i czasami, jak wlasnie dzisiaj, przynosi mu czungari [gzungari to rodzaj kukurydzy, ktra rosnie w tej okolicy i ktrej uzywa sie zamiast pszenicy]. Nawet po tych slowach zapewnienia nie potrafilismy w pelni dojsc do siebie; patrzylismy po sobie w glebokim milczeniu, a na naszych twarzach malowalo sie kompletne oszolomienie. Starzec, wstajac ociezale ze swojego miejsca, wyrwal nas z oslupienia mwiac, ze codziennie o tej porze udaje sie na spacer, wiec jesli chcemy, to moze zaprowadzic nas do doliny, w ktrej rosna derenie. Nastepnie, odmwiwszy modlitwe, ruszyl przed siebie, a my i jego uczniowie podazylismy za nim. W dolinie rzeczywiscie znalezlismy wiele kep dereni; wszyscy, wlaczajac w to starca, od razu zabrali sie do scinania potrzebnych nam drzew, wybierajac te najwieksze. Kiedy gotowe juz byly dwa duze ladunki, uznajac, ze to powinno wystarczyc, zapytalismy starca, czy zgodzi sie odwiedzic nasz znajdujacy sie niedaleko obz i czy pozwoli jednemu z naszych przyjacil wykonac za pomoca specjalnej niewielkiej maszyny jego wierny portret, co nie powinno zajac duzo czasu. W pierwszej chwili starzec odmwil, ale jego uczniowie pomogli nam go przekonac i zabierajac drzewo udalismy sie nad brzeg strumienia, gdzie wczesnej zostawilismy przy pracy pozostalych uczestnikw wyprawy. Na miejscu szybko wszystko wyjasnilismy; profesor Skrydlow zrobil starcowi zdjecie swoim aparatem fotograficznym i natychmiast zabral sie do jego wywolywania. My tymczasem zgromadzilismy sie wokl starca w cieniu drzewa figowego. Towarzyszyla nam wtedy Witwicka, ktra miala owinieta szyje, poniewaz od wielu miesiecy cierpiala na bolesne, czesto dokuczajace ludziom w grach schorzenie gardla, ktre przejawialo sie w postaci wola. Na widok bandaza starzec zapytal, co jej jest. Po wysluchaniu naszych wyjasnien poprosil, zeby Witwicka podeszla do niego; uwaznie zbadal opuchlizne i powiedzial, zeby polozyla sie na plecach; nastepnie rznymi metodami zaczal masowac opuchlizne, jednoczesnie wypowiadajac szeptem jakies slowa. Jakiez bylo nasze zdziwienie, gdy po dwudziestu minutach masazu ogromna opuchlizna na szyi Witwickiej zaczela znikac na naszych oczach, a po nastepnych dwudziestu minutach nie pozostal po niej nawet slad. W tej samej chwili wrcil do nas profesor Skrydlow, ktry przynisl wywolane zdjecie starca. On rwniez byl bardzo zdumiony i gleboko sie klaniajac, z obca sobie pokora, usilnie poprosil starca, zeby w usmierzyl ostry bl spowodowany dlugotrwalym schorzeniem nerek, ktry nekal go od kilku dni. Ez-ezunawuran spytal o kilka szczeglw choroby i natychmiast poslal jednego ze swoich uczniw, ktry wkrtce wrcil z korzeniem

nieduzego krzewu. Dajac go profesorowi, starzec rzekl: - Wez jedna czesc tego korzenia i dwie czesci kory z drzewa figowego, ktre rosnie tutaj prawie wszedzie; ugotuj z nich wywar i codziennie przez dwa miesiace pij szklanke tego plynu przed snem. Potem z uczniami obejrzal zdjecie przyniesione przez profesora, ktre szczeglnie zadziwilo tych ostatnich. Nastepnie zaprosilismy starca na wsplny posilek skladajacy sie z koziej kowurmy i plackw zrobionych z pochandu [pochand tomaka zrobiona z prazonego jeczmienia, z ktrej wypieka sie bardzo smaczny chleb], czego nam nie odmwil. W trakcie rozmowy dowiedzielismy sie, ze sluzyl kiedys jako top-baszi, czyli dowdca artylerii emira Afganistanu; ze rzadzacy obecnie emir jest jego wnukiem, a takze, ze kiedy mial szescdziesiat lat, zostal ranny w czasie buntu Afganczykw i Beludzw przeciw jednemu z mocarstw europejskich, po czym powrcil do rodzinnego Chorasanu. Kiedy zupelnie wydobrzal, czujac swoje lata, postanowil porzucic sluzbe wojskowa i poswiecic reszte zycia na zbawienie wlasnej duszy. Najpierw nawiazal kontakt z perskimi derwiszami; nastepnie, tylko na krtko, stal sie baptysta, a jeszcze pzniej wstapil do klasztoru w poblizu Kabulu. Kiedy zrozumial juz wszystko, co bylo mu potrzebne, i przekonal sie, ze moze sie obejsc bez innych, zaczal szukac ustronnego, polozonego z dala od ludzi miejsca. Znalazlszy to miejsce, osiedlil sie tutaj w towarzystwie kilku osb, ktre pragnely zyc zgodnie z jego wskazaniami i teraz, majac juz dziewiecdziesiat osiem lat, czeka na smierc, poniewaz w dzisiejszych czasach rzadko komu udaje sie przekroczyc setke. Kiedy starzec szykowal sie juz do drogi, Jelow zwrcil sie do niego z pytaniem, czy bylby tak uprzejmy i poradzil mu, co ma zrobic ze swoimi oczami. Jelow kilka lat temu nabawil sie na Zakaukaziu jaglicy i mimo rozmaitych prb leczenia do tej pory nie wyzdrowial, a sama choroba stala sie chroniczna. - Chociaz oczy powiedzial - nie zawsze sprawiaja mi klopot, niemniej jednak codziennie rano sa zaropiale i nie moge ich otworzyc; poza tym przy kazdej zmianie klimatu albo podczas burzy piaskowej bardzo mnie bola. Stary ez-ezunawuran poradzil Jelowowi, zeby zmielil bardzo drobno troche siarczanu miedzi i codziennie wieczorem, przed snem, slinil igle, a nastepnie zanurzal ja w siarczanie i przeciagal miedzy powiekami. Powinien robic to regularnie przez jakis czas. Powiedziawszy to, czcigodny starzec wstal i robiac w kierunku kazdego z nas gest, ktry w tamtej okolicy oznacza to, co nazywamy blogoslawienstwem, ruszyl w strone swojej siedziby; wszyscy, nawet nasze psy, odprowadzilismy go do domu. W drodze znowu zaczelismy z nim rozmawiac. Nagle Karpenko, bez uzgodnienia z nami zwrcil sie do niego po uzbecku: - Swiety Ojcze! Skoro z woli przeznaczenia spotkalismy Cie w tak niezwyklym miejscu, wszyscy, bez cienia watpliwosci, jestesmy przekonani, ze Ty, bedac czlowiekiem o ogromnej wiedzy i bogatym w doswiadczenia w zakresie zycia codziennego, jak i te dotyczace przygotowania sie do egzystencji, ktra czeka nas po smierci, nie odmwisz i doradzisz nam, oczywiscie na tyle, na ile to jest mozliwe, jak powinno wygladac nasze zycie i jakich idealw powinnismy sie trzymac, bysmy w koncu mogli zyc w sposb godny ludzi i w zgodzie z tym, co zaplanowano w Grze. Starzec, zanim odpowiedzial na to dziwne pytanie Karpenki, rozejrzal sie, jakby czegos szukal, a nastepnie podszedl do pnia zwalonego drzewa. Usiadl na nim i kiedy sie usadowilismy, niektrzy na pniu obok niego, a inni po prostu na ziemi, zwrcil sie do nas i powoli zaczal mwic. Jego odpowiedz, ktra byla bardzo interesujaca i gleboka, przerodzila sie w dlugie kazanie. Slowa wypowiedziane wwczas przez tego starego ez-ezunawurana zamieszcze dopiero w trzecim cyklu moich dziel, w rozdziale zatytulowanym: Galo astralne czlowieka; jego potrzeby i mozliwosci manifestowania sie w zgodzie z istniejacymi prawami". Na razie wspomne tylko o wynikach leczniczych osiagnietych przez tego zacnego czlowieka, ktre mialem okazje sprawdzic na przestrzeni wielu lat. Od tamtego czasu Witwicka nie miala zadnego blu ani najmniejszego objawu nawrotu choroby, na ktra uprzednio cierpiala. Profesor Skrydlow nie wiedzial, jak wyrazic swoja, prawdopodobnie dozgonna, wdziecznosc dla starca, ktry wyleczyl go z dolegliwosci

dokuczajacych mu przez dwanascie lat. Co sie tyczy Jelowa, to po miesiacu jaglica zniknela bez sladu. Po tym waznym dla nas wszystkich wydarzeniu zatrzymalismy sie tam jeszcze przez trzy dni, w trakcie ktrych obrobilismy drzewo, zbudowalismy tratwe i poczynilismy wszystkie niezbedne przygotowania. Czwartego dnia, wczesnym rankiem, spuscilismy nasza prowizoryczna tratwe na wode i poplynelismy w dl rzeki. Na poczatku nasz osobliwy statek nie zawsze unosil sie z pradem i czasami musielismy go popychac, albo wrecz niesc na rekach; jednakze, im woda w rzece stawala sie glebsza, tym latwiej tratwa plynela sama i zdarzalo sie, ze mimo calego obciazenia, gnala doslownie jak opetana. Nie mozna powiedziec, ze mielismy pelne poczucie bezpieczenstwa, szczeglnie w chwilach, kiedy tratwa plynela waskim korytem i uderzala o skaly; pzniej jednak, gdy juz sie przekonalismy o jej wytrzymalosci i o skutecznosci urzadzenia wymyslonego przez inzyniera Samsanowa, poczulismy sie calkiem bezpiecznie i nawet zaczelismy opowiadac dowcipy. w genialny pomysl inzyniera Samsanowa polegal na przymocowaniu zarwno z przodu, jak i po bokach tratwy dwch burdiukw, ktre przy uderzeniu o skaly sluzyly jako zderzaki. Drugiego dnia podrzy w dl rzeki doszlo do wymiany ognia z banda tubylcw, ktrzy najwidoczniej nalezeli do jednego z plemion zamieszkujacych tereny przybrzezne. W czasie strzelaniny Piotr Karpenko zostal powaznie ranny. Zmarl dwa lata pzniej w bardzo mlodym wieku, w jednym z miast Rosji centralnej. Pokj Twojej duszy, niezwykly i prawdziwy przyjacielu! Profesor Skrydlow Chce teraz wspomniec o jednym z najblizszych przyjacil mojej esencji. Byl nim o wiele starszy ode mnie profesor archeologii Skrydlow, ktrego poznalem w pierwszych latach mojego odpowiedzialnego zycia, a ktry zaginal bez wiesci w okresie wielkiego podniecenia umyslw w Rosji. Moje pierwsze spotkanie z nim, ktre opisalem w rozdziale poswieconym ksieciu Lubowieckiemu, mialo miejsce wwczas, gdy zatrudnil mnie jako przewodnika po Kairze i okolicach. Wkrtce potem spotkalem go ponownie w starozytnych Tebach - czyli koncowym punkcie mojej pierwszej wsplnej wyprawy z ksieciem Lubowieckim - gdzie profesor dolaczyl do nas, zeby poprowadzic jakies wykopaliska. Przez trzy tygodnie mieszkalismy razem w jednym z grobowcw i nasze rozmowy, prowadzone w czasie przerw w pracy, skupialy sie na rozmaitych tematach abstrakcyjnych. Mimo rznicy wieku, stopniowo tak bardzo sie zaprzyjaznilismy, ze kiedy ksiaze Lubowieckiwyjechal do Rosji, postanowilismy sie nie rozstawac, lecz razem wybrac w dluga podrz. Z Teb wyruszylismy w gre Nilu, az do jego zrdel; pzniej udalismy sie do Abisynii, gdzie zatrzymalismy sie na trzy miesiace. Nastepnie, po pokonaniu Morza Czerwonego, przedostalismy sie przez Syrie i w koncu dotarlismy do ruin Babilonu. Po spedzeniu tam czterech miesiecy profesor Skrydlow postanowil zatrzymac sie dluzej i kontynuowac swoje wykopaliska, a ja, w towarzystwie dwch perskich kupcw dywanw, ktrych przypadkowo spotkalem w malej wiosce niedaleko Babilonu i z ktrymi zaprzyjaznilem sie dzieki wsplnej pasji do starych dywanw, udalem sie przez Meszhed do Isfahanu. Moje nastepne spotkanie z profesorem Skrydlowem mialo miejsce dwa lata pzniej, kiedy wraz z ksieciem Lubowieckim zjawil sie w Orenburgu. Wlasnie stamtad mielismy wyruszyc na wielka wyprawe przez Syberie; cel wyprawy wiazal sie z programem wytyczonym przez te sama grupe Poszukiwaczy Prawdy, o ktrej wspominalem juz kilka razy. Po zakonczeniu podrzy przez Syberie czesto sie spotykalismy, zeby odbyc krtsze lub dluzsze wedrwki do odleglych miejsc polozonych glwnie w Azji i Afryce, albo na krtka rozmowe, kiedy czulismy potrzebe wzajemnej konsultacji; zdarzalo sie tez, ze spotykalismy sie zupelnie przypadkowo.

Opisze teraz, najdokladniej jak potrafie, jedno z naszych spotkan i dluga podrz, w ktra nastepnie wyruszylismy, poniewaz wlasnie w czasie tej podrzy w zyciu wewnetrznym profesora Skrydlowa nastapil punkt zwrotny: poczawszy od tamtej chwili jego psychika zaczela dzialac nie tylko pod wplywem mysli, lecz takze instynktu i uczuc. Te ostatnie zaczely nawet dominowac i, jak to sie mwi, przejmowac inicjatywe. Spotkalem go wtedy calkiem przypadkowo. Dzialo sie to w Rosji, zaraz po mojej wizycie u ksiecia Lubowieckiego w Konstantynopolu. W drodze na Zakaukazie, w ktryms z bufetw dworcowych konczylem wlasnie w pospiechu jeden ze slynnych kotletw wolowych", zrobionych z koniny, w ktre Tatarzy kazanscy zaopatruja stacje kolejowe w Rosji, gdy niespodziewanie objal mnie stojacy za mna mezczyzna. Obrcilem sie: byl to mj stary przyjaciel Skrydlow. Okazalo sie, ze jedzie tym samym pociagiem w odwiedziny do crki, ktra mieszkala wwczas w miejscowosci wypoczynkowej Piatigorsk. Spotkanie sprawilo nam ogromna radosc i postanowilismy spedzic razem pozostala czesc podrzy; profesor, chcac dolaczyc do mnie, z przyjemnoscia zrezygnowal z miejsca w wagonie drugiej klasy - jak sie rozumie samo przez sie, ja podrzowalem w trzeciej - i przez cala droge rozmawialismy. Powiedzial mi, ze po opuszczeniu ruin Babilonu wrcil do Teb, w poblizu ktrych kontynuowal wykopaliska. W ciagu tych dwch lat dokonal wielu cennych odkryc, ale w koncu, steskniony za rodzinna Rosja i swoimi dziecmi, postanowil zrobic sobie wakacje. Po powrocie do Rosji udal sie wprost do Petersburga, a nastepnie do Jaroslawia, gdzie mieszkala jego starsza crka. Obecnie jechal z wizyta do drugiej crki, ktra pod jego nieobecnosc sprawila" mu dwjke wnukw. Jak dlugo zatrzyma sie w Rosji i co zrobi potem, tego nie potrafil jeszcze powiedziec. Nastepnie ja opowiedzialem mu, co robilem w ciagu ostatnich dwch lat: jak wkrtce po naszym rozstaniu zainteresowalem sie islamem; jak przezwyciezajac liczne trudnosci i stosujac najrozmaitsze podstepy, dotarlem do Mekki i Medyny - gdzie chrzescijanie nie maja wstepu - z nadzieja zglebienia tajemnego serca" tej religii i, byc moze, znalezienia odpowiedzi na niektre pytania, ktre uwazalem za najistotniejsze. Jednakze wszystkie moje wysilki poszly na marne; nic nie znalazlem i pojalem jedynie, ze jezeli w tej religii cos sie kryje, to powinienem szukac tego nie, jak sie wierzy i powszechnie twierdzi, w Mekce i Medynie, lecz w Bucharze, miescie, w ktrym od samego poczatku skupiala sie wiedza tajemna islamu i ktre stalo sie jej glwnym osrodkiem oraz zrdlem. Poniewaz nie stracilem ani zainteresowania, ani nadziei, postanowilem wiec udac sie do Buchary z grupa Sartw, ktrzy wracali do domu po odbyciu pielgrzymki do Mekki i Medyny, i celowo nawiazalem z nimi przyjacielskie kontakty. Nastepnie opisalem okolicznosci, ktre spowodowaly, ze nie pojechalem wprost do Buchary; opowiedzialem wiec o tym, jak po przybyciu do Konstantynopola spotkalem ksiecia Lubowieckiego, ktry poprosil, zebym towarzyszyl pewnej osobie w drodze do posiadlosci jego siostry w obwodzie Tambowskim, skad wlasnie wracalem; teraz zas zamierzalem udac sie na jakis czas na Zakaukazie, zeby odwiedzic rodzine, a nastepnie ponownie skierowac kroki w kierunku Buchary i dotrzec tam... - ...z twoim starym przyjacielem Skrydlowem - dokonczyl za mnie. Dodal, ze w ciagu ostatnich trzech lat czesto marzyl o podrzy do Buchary i w okolice Samarkandy, aby sprawdzic tam pewne dane na temat Tamerlana, potrzebne mu do rozwiazania jakiegos zagadnienia archeologicznego, ktre niezmiernie go pasjonowalo. Ostatnio znowu o tym myslal, ale obawial sie wyruszyc w podrz samotnie; slyszac wiec teraz, ze wybieram sie w tamta strone, uznal, ze z najwieksza przyjemnoscia do mnie dolaczy, jesli nie mam nic przeciwko temu. Dwa miesiace pzniej zgodnie z umowa spotkalismy sie w Tyflisie. Stamtad wyruszylismy za Morze Kaspijskie z zamiarem dotarcia do Buchary, jednakze po przybyciu do ruin Starego Merwu zatrzymalismy sie tam na mniej wiecej rok. Zeby wyjasnic, jak do tego doszlo, musze powiedziec, ze na dlugo przed podjeciem decyzji o wsplnej podrzy do Buchary wielokrotnie rozmawialismy o mozliwosci przedostania sie do Kafirystanu, kraju, do ktrego Europejczycy nie mieli wwczas

wstepu. Chcielismy tam dotrzec glwnie dlatego, ze ze wszystkich informacji, jakie uzyskalismy w czasie rozmw z rznymi ludzmi, wynikalo, iz wlasnie tam bedziemy mogli znalezc odpowiedzi na wiele interesujacych nas psychologicznych i archeologicznych pytan. W Tyflisie zaopatrzylismy sie we wszystko, wlaczajac listy polecajace, co nalezalo zabrac w podrz do Buchary; spotkalismy sie tez i rozmawialismy z wieloma ludzmi, ktrzy znali te okolice. Pod wplywem tych rozmw i wyciagnietych z nich wnioskw ogarnelo nas takie pragnienie przedostania sie do niedostepnego dla Europejczykw Kafirystanu, ze postanowilismy dotrzec tam za wszelka cene zaraz po opuszczeniu Buchary. Wszystkie nasze wczesniejsze zainteresowania jakby zniknely bez sladu i przez cala droge do Turkmenii myslelismy i rozmawialismy wylacznie o tym, jakie kroki bedziemy musieli podjac, zeby zrealizowac w smialy projekt. Jednakze dopiero przypadek sprawil, iz nasz plan przedostania sie do Kafirystanu przybral konkretna forme. Stalo sie to w nastepujacych okolicznosciach: W czasie postoju na stacji Nowy Merw, polozonej na trasie kolei srodkowoazjatyckiej, poszedlem do bufetu po goraca wode na herbate i wracajac do naszego wagonu, niespodziewanie znalazlem sie w objeciach mezczyzny ubranego w strj Turkmenw tekinskich. Tym mezczyzna okazal sie mj stary dobry przyjaciel, Grek nazwiskiem Wasiliaki, z zawodu krawiec, ktry od wielu lat mieszkal w Merwie. Dowiedziawszy sie, ze jade do Buchary, usilnie prosil, zebym przerwal podrz i zatrzymal sie na jedna noc w Merwie, poniewaz wlasnie tego dnia wieczorem mialo sie odbyc wielkie swieto rodzinne z okazji chrzcin jego pierwszego dziecka. Jego prosba byla tak szczera i wzruszajaca, ze nie moglem zwyczajnie odmwic i powiedzialem, zeby chwile na mnie poczekal. Zdajac sobie sprawe, ze pociag ma zaraz odjechac, pobieglem najszybciej jak moglem, zeby poradzic sie w tej sprawie profesora, i przy okazji wylalem na siebie wrzatek. Kiedy w korytarzu z trudem przeciskalem sie przez tlum pasazerw wsiadajacych i wysiadajacych z wagonu, profesor na mj widok dal mi znak reka i wykrzyknal: - Biore juz swoje rzeczy. Szybko wracaj na peron, zebym mgl ci je podac przez okno. Najwidoczniej byl swiadkiem mojego przypadkowego spotkania i domyslil sie, co mi zaproponowano. Kiedy rwnie szybko wrcilem na peron i zaczalem odbierac przez okno bagaze, okazalo sie, ze nasz pospiech byl zupelnie zbyteczny, poniewaz pociag musial stac jeszcze przez dwie godziny, czekajac na spznione polaczenie z Kuszki. Wieczorem przy kolacji, juz po zakonczeniu religijnej ceremonii chrztu, przysiadl sie do mnie stary turkmenski koczownik, przyjaciel gospodarza i wlasciciel duzego stada owiec karakulowych. W trakcie rozmowy wypytywalem go oglnikowo o zycie koczownikw oraz o rzne plemiona Azji Srodkowej, az w pewnym momencie poruszylismy temat niezaleznych plemion, ktre zamieszkuja obszar Kafirystanu. Po kolacji, ktra oczywiscie obfitowala w rosyjska wdke, kontynuowalismy rozmowe i starzec, mimochodem i jakby mwiac do siebie, wyrazil opinie, ktra zarwno ja, jak i profesor Skrydlow potraktowalismy bardzo powaznie; w oparciu o te wlasnie opinie ulozylismy konkretny plan, majacy sluzyc zrealizowaniu naszego zamierzenia. Starzec powiedzial, ze mimo niemal organicznej niecheci mieszkancw tego regionu do kontaktw z ludzmi nie nalezacymi do ich plemion, prawie u kazdego z tubylcw, bez wzgledu na to, z jakiego pochodzi plemienia, rozwinelo sie cos takiego, co w naturalny sposb wzbudza w nim uczucie szacunku, a nawet milosci do ludzi wszystkich ras, ktrzy oddaja sie sluzbie bozej. Po tym, jak - byc moze tylko dzieki dzialaniu rosyjskiej wdki - ten przypadkowo spotkany koczownik uczynil wspomniana uwage, wszystkie rozwazania, jakie snulismy tej samej nocy i nastepnego dnia, opieraly sie na zalozeniu, ze bedziemy mogli dostac sie do Kafirystanu nie jako zwykli smiertelnicy, lecz pod postacia osb, ktrym okazuje sie tam specjalny szacunek i ktre moga wszedzie swobodnie sie poruszac, nie budzac zadnych podejrzen. Nastepnego dnia wieczorem, ciagle jeszcze zastanawiajac sie nad naszym planem, siedzielismy w jednej z tekinskich herbaciarni Nowego Merwu, gdzie dwie

grupy turkmenskich kobiet wolnych obyczajw folgowaly sobie w kifle ze swoimi baczi, czyli mlodymi tancerzami; glwne zajecie tych niewiast - aprobowane przez prawo lokalne, a takze uznane przez prawodawstwo wielkiego Imperium Rosyjskiego, sprawujacego wwczas protektorat nad tym panstwem - wyglada dokladnie tak samo jak zajecie, ktremu, rwniez legalnie, oddaja sie w Europie kobiety z zltymi biletami". Wlasnie w takiej atmosferze postanowilismy kategorycznie, ze profesor Skrydlow przebierze sie za zacnego derwisza z Persji, a ja bede udawal potomka Mahometa w prostej linii, czyli seida. Zeby przygotowac sie do tej maskarady, potrzebowalismy sporo czasu, jak rwniez spokojnego i odosobnionego miejsca. Dlatego wlasnie postanowilismy zamieszkac w ruinach Starego Merwu, ktre odpowiadaly naszym wymaganiom i gdzie w ramach wypoczynku moglismy czasami prowadzic wykopaliska. Nasze przygotowania polegaly na uczeniu sie na pamiec ogromnej liczby swietych piesni perskich i pouczajacych starozytnych maksym, a takze na zapuszczaniu wystarczajaco dlugich wlosw, abysmy wygladali na osoby, za ktre chcielismy sie podac; w tym wypadku charakteryzacja nie wchodzila w gre. Spedzilismy w ten sposb mniej wiecej rok. Kiedy w koncu poczulismy sie usatysfakcjonowani zarwno naszym wygladem, jaki znajomoscia wersetw oraz psalmw religijnych, pewnego wczesnego poranka opuscilismy ruiny Starego Merwu, ktre staly sie niemal naszym domem. Doszlismy pieszo az do stacji Bajram Ali, polozonej na trasie kolei srodkowoazjatyckiej; tam wsiedlismy do pociagu jadacego do Czardzou, skad nastepnie poplynelismy lodzia w gre Amu-darii. To wlasnie nad brzegami Amu-darii, nazywanej w czasach starozytnych Oksus i czczonej przez niektre narody Azji Srodkowej jako bstwo, pojawil sie na ziemi zarodek kultury wsplczesnej. W czasie mojej podrzy z profesorem Skrydlowem w gre tej rzeki mialo miejsce zdarzenie - niezwykle dla kazdego Europejczyka, za to bardzo charakterystyczne dla nie naruszonej jeszcze przez cywilizacje wsplczesna, miejscowej moralnosci patriarchalnej - ktrego ofiara byl pewien przesadnie dobroduszny stary Sart. Na wspomnienie tego wydarzenia czesto ogarniaja mnie wyrzuty sumienia, poniewaz z naszego powodu w zyczliwy starzec stracil, byc moze na zawsze, swoje pieniadze. Pragne zatem jak najdokladniej opisac ten etap naszej podrzy do tego niedostepnego dla Europejczykw kraju. W tym celu sprbuje posluzyc sie stylem, ktrego nauczylem sie jeszcze w mlodosci - stylem pewnej szkoly literackiej, ktra, jak sie wydaje, powstala i kwitla nad brzegami tej wielkiej rzeki - a nazywanym tworzeniem obrazw bez slw. Glwne zrdlo Amu-darii, ktra w grnym odcinku nosi imie Piandz, znajduje sie w Hindukuszu. Obecnie wplywa ona do Jeziora Aralskiego, ale wedlug pewnych danych historycznych w przeszlosci wpadala do Morza Kaspijskiego. W okresie, ktrego dotyczy moja opowiesc, owa rzeka przeplywala przez granice wielu panstw: dawnej Rosji, chanatw chiwanskiego i bucharskiego, Afganistanu, Kafirystanu, Indii brytyjskich itd. Dawniej podrzowano po niej specjalnymi tratwami, ale po podbiciu regionu przez Rosje spuszczono na rzeke flotylle plaskodennych parowcw, ktre prcz pewnych zadan militarnych sluzyly do zeglugi pasazersko--towarowej miedzy Jeziorem Aralskim i grnymi odcinkami rzeki. Tak wiec teraz - po prostu po to, zeby odpoczac - oddam sie elukubracjom w stylu wspomnianej przed chwila, pradawnej szkoly literackiej. Amu-daria... wczesny pogodny poranek. Wierzcholki gr zloca sie w promieniach niewidocznego jeszcze slonca. Wieczorna cisza i monotonne szemranie rzeki stopniowo ustepuja miejsca swiergotowi zbudzonych ptakw, rykom zwierzat, ludzkim glosom i klekotowi sterw parowca. Po obu brzegach znowu rozpala sie wygasle w ciagu nocy ogniska; z komina kuchni okretowej zaczynaja unosic sie kleby dymu, ktre mieszaja sie z dusznym, wszechobecnym dymem mokrego saksaula [drzewo, ktre rosnie na piaskach]. Przez noc oba brzegi bardzo sie zmienily, mimo ze statek nie ruszyl sie z miejsca. Minelo juz dziewiec dni od wyplyniecia w droge z Czardzou do Kerki. Przez pierwsze dwa dni nasz statek plynal bardzo powoli, ale bez zadnych postojw;

jednakze trzeciego dnia utknal na mieliznie i zatrzymal sie na dzien i cala noc, az do chwili, gdy Amu-daria sila wlasnego pradu wymyla lawice piaskowa i umozliwila nam dalsza podrz. Dokladnie to samo zdarzylo sie trzydziesci szesc godzin pzniej i teraz uplywa juz trzeci dzien, od kiedy parowiec utknal w miejscu, niezdolny do dalszej drogi. Pasazerowie i zaloga cierpliwie czekaja, az kaprysna rzeka sie zlituje i zezwoli im na dalsza podrz. W tych stronach zdarza sie to dosyc czesto. Amu-daria prawie nieustannie plynie po piaskach. Przy silnym pradzie i zmieniajacej sie ilosci wody rzeka czasem wymywa niepewne brzegi, innym znw razem gromadzi na nirh piasek; jej koryto ciagle sie zmienia, a tam, gdzie jeszcze wczoraj znajdowaly sie glebokie wiry, formuja sie lawice piaskowe. W niektrych porach roku lodzie plynace w gre rzeki poruszaja sie bardzo powoli; za to w dl leca wtedy jak opetane, prawie w ogle nie uzywajac silnika. Nigdy, nawet w przyblizeniu, nie mozna z gry okreslic, ile czasu zajmie podrz z jednego miejsca do drugiego. Wiedzac o tym, ludzie udajacy sie w gre rzeki na wszelki wypadek zabieraja ze soba zywnosc na kilka miesiecy. Ze wzgledu na niski poziom wody pora roku, w ktrej odbywa sie nasza podrz w gre Amu-darii, to okres najmniej sprzyjajacy. Zbliza sie zima, dobiegla konca pora deszczowa, a w grach, gdzie znajduje sie glwne zrdlo rzeki, skonczyly sie juz roztopy. Sama podrz tez nie jest specjalnie przyjemna, poniewaz wypadla w okresie, kiedy przewozi sie najwiecej towarw i ludzi. Wszedzie zakonczyly sie zbiory bawelny; w zyznych oazach wysuszono juz owoce i warzywa; owce karakulowe posegregowano i wszyscy mieszkancy przybrzeznych wiosek wyruszaja teraz w podrz w dl albo w gre rzeki. Niektrzy wracaja do domu; inni zawoza sery na targ, by wymienic je na artykuly, ktrych beda potrzebowali w ciagu krtkiej zimy; jeszcze inni wyruszaja na pielgrzymki albo udaja sie z wizyta do krewnych. Dlatego wlasnie statek, na ktry wsiedlismy, jest tak przepelniony. Wsrd pasazerw znajduja sie Bucharczycy, Chiwanczycy, Turkmeni tekinscy, Persowie, Afganczycy oraz przedstawiciele wielu innych narodowosci azjatyckich. W tym malowniczym i pstrokatym tlumie wiekszosc stanowia kupcy; jedni przewoza towary, drudzy udaja sie w gre rzeki po nowa dostawe serw. Oto Pers, kupiec suszonych owocw; a oto Ormianin jadacy kupic kirgiskie dywany; obok niego nabywca bawelny z Polski, przedstawiciel firmy Poznanskiego; oto rosyjski Zyd, kupiec skr karakulowych, i litewski komiwojazer, ktry wiezie wzory ramek do obrazw zrobione z papier-mache oraz rozmaite ozdoby z pozlacanego metalu, z osadzonymi, sztucznie barwionymi kamieniami. Sa tutaj rwniez Uczni urzednicy i oficerowie sluzby granicznej, strzelcy i saperzy Pulku Zakaspijskiego wracajacy z przepustek albo opuszczajacy swoje posterunki. Oto karmiaca niemowle zona zolnierza, w drodze do meza, ktremu przedluzono sluzbe. Oto ksiadz w delegacji", jadacy wyspowiadac zolnierzy katolikw. Na pokladzie statku znajduja sie takze kobiety: zona pulkownika ze swoja wysoka i chuda crka, powracajaca z Taszkentu, dokad odwiozla syna udajacego sie na studia w Szkole Kadetw w Orenburgu. Oto zona kapitana kawalerii z gwardii granicznej, ktra pojechala do Merwu, aby zamwic u miejscowego krawca kilka sukienek; a oto zona lekarza wojskowego z Aszchabadu, eskortowana przez jego ordynansa; jedzie wlasnie w odwiedziny do meza, ktry odbywa sluzbe w samotnosci, poniewaz tesciowa nie potrafi zyc bez towarzystwa", ktrego brak w miejscu, gdzie stacjonuje jej ziec. Oto tega kobieta z ogromna fryzura, niewatpliwie zrobiona ze sztucznych wlosw; na palcach ma liczne pierscionki, a na piersi przypiete dwie olbrzymie broszki; towarzyszy jej para bardzo ladnych dziewczynek, ktre mwia do niej ciociu" - nietrudno jednak sie domyslic, ze nie sa jej siostrzenicami. Oto liczni przyszli i byli rosyjscy tacy to a tacy", ktrzy jada Bg wie dokad i po co. Jest tu rwniez wedrowna trupa muzykw ze swoimi skrzypkami i basami. Juz pierwszego dnia po wyplynieciu z Czardzou wszyscy jakby sami sie porozdzielali; tak zwana inteligencja, burzuazja oraz chlopi uformowali oddzielne grupy i zaraz po zawarciu nowych znajomosci kazdy czul sie jak wsrd dobrych przyjacil. Ludzie nalezacy do danej grupy zaczeli

spogladac na innych pasazerw z gry i z pogarda, albo wrecz odwrotnie, traktowali ich niesmialo i usluznie; jednoczesnie zupelnie im to nie przeszkadzalo w zorganizowaniu wszystkiego wedle wlasnych zyczen oraz nawykw, i stopniowo tak bardzo przywykli do swojego otoczenia, ze zdawalo sie, iz zaden z nich nigdy nie kosztowal innego rodzaju zycia. Ani opznienie parowca, ani jego zatloczenie nikomu nie przeszkadzaly; wrecz przeciwnie, wszyscy urzadzili sie tak wygodnie, ze cala podrz sprawiala wrazenie serii piknikw. Gdy okazalo sie, ze tym razem parowiec ugrzazl na dobre, prawie wszyscy pasazerowie zeszli na lad. Pod koniec dnia na obu brzegach pojawily sie rzedy napredce postawionych namiotw. Z wielu ognisk zaczal unosic sie dym, a po upojnym wieczorze przy muzyce i spiewie wiekszosc pasazerw postanowila spedzic noc na ladzie. Rankiem ich zycie powrcilo do rytmu z poprzedniego dnia. Niektrzy rozpalaja ogniska i robia kawe, inni gotuja wode na zielona herbate, jeszcze inni udaja sie na poszukiwanie pali saksaulowych, szykuja do wyprawy na ryby, odplywaja i przyplywaja na malych ldkach, przywoluja sie na przemian z ladu lub z parowca, albo tez z jednego brzegu na drugi; a wszystko to odbywa sie spokojnie, bez pospiechu; kazdy wie, ze gdy tylko bedzie mozna ruszyc w dalsza droge, to godzine przed odplynieciem parowca zacznie bic wielki dzwon i wszyscy beda mieli dosyc czasu, zeby wrcic na poklad. W naszej czesci statku, tuz obok nas, usadowil sie stary Sart. Najwyrazniej byl czlowiekiem zamoznym, poniewaz wsrd jego bagazy znajdowalo sie wiele workw wypelnionych pieniedzmi. Nie wiem, jak jest dzisiaj, ale w owym czasie w Bucharze i w okolicy nie bylo zadnych wartosciowych monet. I tak na przyklad w Bucharze jedyna moneta posiadajaca jakakolwiek wartosc nazywala sie tenga - byl to nierwno wyciety kawalek srebra, mniej wiecej rwnowartosc polowy franka francuskiego. Dlatego kazda sume wieksza od piedziesieciu frankw trzeba bylo przewozic w specjalnych workach, ktre okazywaly sie bardzo nieporeczne, szczeglnie w podrzy. Jesli wiec ktos mial w tych monetach rwnowartosc kilku tysiecy frankw i musial podrzowac z pieniedzmi, to do ich przewozenia z miejsca na miejsce potrzebowal, doslownie, stada wielbladw lub koni. Tylko bardzo rzadko stosowano nastepujaca metode: pewnemu Zydowi z Buchary przekazywano jakas sume teng, ktra chciano przewiezc; on w zamian dawal kartke z pokwitowaniem dla swojego znajomego, takze Zyda, ktry mieszkal w miejscu, do ktrego udawal sie podrzujacy; tam, po odliczeniu stosownej kwoty za fatyge, miejscowy Zyd wyplacal klientowi te sama sume teng. A zatem po przybyciu do Kerki, koncowego przystanku na trasie statku, opuscilismy nasz parowiec, przesiedlismy sie do wynajetego kobzira [kobzir to rodzaj tratwy, ktrej deski przymocowane sa do burdiukw, czyli nadmuchanych kozich skr]i ruszylismy w dalsza droge. Bylismy juz dosyc daleko od Kerki, kiedy w trakcie postoju w Termezie - gdzie profesor Skrydlow zszedl na lad z kilkoma sartyjskimi robotnikami, zeby w pobliskiej wiosce zrobic zakupy - do naszego kobzira zblizyl sie inny kobzir zpiecioma Sartami na pokladzie, ktrzy bez slowa zaczeli wyladowywac na nasza tratwe dwadziescia piec workw wypelnionych tengami. W pierwszej chwili nie pojalem, o co chodzi; dopiero po zakonczeniu przeladunku dowiedzialem sie od starego Sarta, iz byli oni pasazerami tego samego statku i po naszym zejsciu na lad znalezli worki teng w zajmowanym przez nas wczesniej miejscu. Przekonani, ze po prostu o nich zapomnielismy, i dowiedziawszy sie, w jakim kierunku poplynelismy, postanowili sprbowac nas dogonic i oddac nam tengi, o ktrych w calym rozgardiaszu najwidoczniej zapomnielismy przez roztargnienie. Dodal nastepnie: - Postanowilem za wszelka cene was dogonic, poniewaz kiedys zdarzylo mi sie cos podobnego i doskonale wiem, co to znaczy przybyc do nieznanego miejsca bez zapasu teng. Poza tym nic sie nie stanie, jesli dotre do mojej wioski tydzien pzniej; to po prostu tak, jakby nasz parowiec jeszcze raz utknal gdzies po drodze. Nie wiedzialem, co mam odpowiedziec temu dziwnemu czlowiekowi; bylem tak zaskoczony, ze potrafilem jedynie udawac, iz bardzo slabo znam jego jezyk i czekac na powrt profesora. Tymczasem poczestowalem go i jego towarzyszy

kieliszkiem wdki. Kiedy ujrzalem powracajacego Skrydlowa, szybko pobieglem na brzeg, udajac, ze chce pomc mu niesc zakupy, i od razu opowiedzialem mu o wszystkim. Postanowilismy nie odmwic przyjecia pieniedzy i wziac adres tego nie zepsutego jeszcze czlowieka, aby w wyrazie wdziecznosci za jego trud wyslac mu pesz-kesz; nastepnie planowalismy przekazac tengi najblizszemu rosyjskiemu posterunkowi granicznemu, podajac nazwe statku i date jego ostatniego kursu oraz jak najdokladniej opisujac wszystkie szczegly mogace pomc zidentyfikowac Sarta, naszego towarzysza podrzy, ktry zostawil te worki na statku. Tak tez uczynilismy. Wkrtce po tym zdarzeniu, ktre moim zdaniem nigdy nie mogloby miec miejsca wsrd wsplczesnych Europejczykw, dotarlismy do slynnego miasta - nazwanego od imienia Aleksandra Macedonskiego - bedacego obecnie tylko zwyklym portem afganskim. Tutaj zeszlismy na brzeg i przybierajac ustalone wczesniej role, kontynuowalismy podrz pieszo. Podazajac z jednej doliny do drugiej i napotykajac najrozmaitsze plemiona, dotarlismy w koncu do glwnej osady plemienia Afrydw, polozonej na obszarze uznawanym za samo serce Kaflrystanu. Po drodze zachowywalismy sie jak prawdziwi derwisz i seid: ja spiewalem po persku piesni religijne, a profesor, lepiej lub gorzej, wybijal odpowiedni rytm na tamburynie, do ktrego nastepnie zbieral jalmuzne. Nie bede opisywal pozostalej czesci podrzy i zwiazanych z nia wielu niezwyklych przygd, przejde natomiast od razu do relacji z przypadkowego spotkania z pewnym czlowiekiem, ktre mialo miejsce w poblizu wspomnianej osady - spotkania, ktre nadalo nowy kierunek naszemu zyciu wewnetrznemu i spowodowalo, ze wszystkie nasze oczekiwania, zamierzenia, a nawet sam plan dalszej podrzy, ulegly zmianie. Z osady Afrydw zamierzalismy udac sie w kierunku Czitralu. Na placu targowym w pierwszej wiekszej miescinie, ktra spotkalismy po drodze, podszedl do mnie starzec ubrany jak tubylec. Cichym glosem powiedzial najczystszym greckim: - Prosze sie nie bac. Calkiem przypadkowo dowiedzialem sie, ze jestes Grekiem. Nie chce wiedziec, kim jestes ani co tutaj robisz; sprawiloby mi jednak wielka przyjemnosc, gdybym mgl z toba porozmawiac i pooddychac tym samym powietrzem co mj rodak, poniewaz uplynelo juz piecdziesiat lat, odkad ostatni raz widzialem czlowieka, ktry urodzil sie na tej samej ziemi co ja. Glos i wyraz oczu tego starca wywarly na mnie takie wrazenie, ze natychmiast zaufalem mu jak wlasnemu ojcu i rwniez po grecku odpowiedzialem: - Sadze, ze niezrecznie jest rozmawiac w tym miejscu. Ja w kazdym razie narazam sie na wielkie ryzyko; musimy wiec sie zastanowic, gdzie spokojnie moglibysmy sie spotkac, nie obawiajac sie nieprzyjemnych konsekwencji. Byc moze jeden z nas wpadnie na jakis pomysl albo znajdzie odpowiednie miejsce. Na razie chce tylko powiedziec, ze niezmiernie ciesze sie z tego spotkania, poniewaz czuje sie krancowo wyczerpany, majac nieustannie od tylu miesiecy do czynienia z ludzmi obcej krwi. Nic nie odpowiadajac, starzec poszedl w swoja strone, a profesor i ja wrcilismy do naszych zajec. Nastepnego dnia pewien czlowiek, tym razem ubrany w habit dobrze znanego w Azji Srodkowej zakonu klasztornego, zamiast jalumuzny wlozyl mi do reki kartke. Przeczytalem ja pzniej w aszkanie, gdzie wstapilismy na obiad. Z listu napisanego po grecku dowiedzialem sie, ze takze spotkany poprzedniego dnia starzec jest jednym z, jak ich nazywano, zywych-wyzwolonych" mnichw nalezacych do tego zakonu i ze mozemy odwiedzic ich klasztor, poniewaz darzy sie tam szacunkiem wszystkich ludzi, niezaleznie od ich narodowosci, ktrzy daza do Jednego Boga, Stwrcy wszystkich bez wyjatku ludw i ras. Nastepnego dnia udalismy sie do tego klasztoru. Przyjelo nas kilku mnichw, a wsrd nich znajomy starzec. Po zwyczajowej wymianie pozdrowien zaprowadzil nas na troche oddalone od klasztoru wzgrze; zasiedlismy tam nad stromym brzegiem malego potoku i zaczelismy spozywac jedzenie, ktre przynisl ze soba. Kiedy usiedlismy, powiedzial: - Nikt nas tutaj nie widzi ani nie slyszy, mozemy wiec spokojnie rozmawiac o wszystkim, co nam serce dyktuje. W trakcie rozmowy okazalo sie, ze jest Wlochem; greckiego sie nauczyl, poniewaz jego matka byla

Greczynka i w dziecinstwie nalegala, zeby niemal wylacznie mwil tym jezykiem. W przeszlosci byl misjonarzem chrzescijanskim i spedzil wiele lat w Indiach. Pewnego razu, prowadzac dzialalnosc misyjna w Afganistanie, w trakcie pokonywania jednej z przeleczy grskich zostal wziety do niewoli przez ludzi z plemienia Afrydw. Nastepnie, przekazywany z rak do rak jako niewolnik, zyl wsrd rznych miejscowych grup etnicznych, nim znalazl sie tutaj na sluzbie u pewnego czlowieka. Poniewaz w trakcie dlugiego pobytu w tych odizolowanych rejonach zaslynal jako czlowiek bezstronny, ktry z pokora przystosowuje sie i podporzadkowuje wszystkim ustalonym na przestrzeni wiekw lokalnym warunkom zycia, jego pan, ktremu w jakis sposb bardzo sie przysluzyl, postaral sie, zeby darowano mu calkowita wolnosc i pozwolono swobodnie poruszac sie po okolicy, jak kazdemu czlonkowi miejscowych wladz. Tak sie zlozylo, ze wlasnie wtedy przypadkowo nawiazal kontakt z adeptami Bractwa Swiatowego, ktrzy dazyli do tego, o czym on marzyl przez cale zycie. Zostal przyjety do ich bractwa i od tego czasu zamieszkal z nimi w klasztorze, wyzbywajac sie na zawsze pragnienia, zeby szukac innego miejsca. Poniewaz zaufanie, jakim darzylismy Ojca Giovanniego - nazwalismy go tak, dowiedziawszy sie, ze byl kiedys ksiedzem katolickim i we wlasnym kraju nosil imie Giovanni nieustannie roslo, uznalismy, ze powinnismy mu wyjawic, kim naprawde jestesmy i dlaczego ukrywamy sie w przebraniu. Wysluchawszy nas z wielkim zainteresowaniem i najwyrazniej chcac nas zachecic do dalszych wysilkw w naszych dazeniach, zamyslil sie na chwile, a nastepnie z zyczliwym i niezapomnianym usmiechem rzekl: - Bardzo dobrze... z nadzieja, ze z wynikw waszych poszukiwan skorzystaja rwniez moi rodacy, zrobie wszystko, co w mojej mocy, aby pomc wam w osiagnieciu celu, ktry sobie postawiliscie. Dotrzymal slowa i jeszcze tego samego dnia uzyskal zgode na to, zebysmy zatrzymali sie w klasztorze do czasu, gdy wyjasnia sie nasze plany i zadecydujemy, co i w jaki sposb bedziemy robic dalej w tej okolicy. Nastepnego dnia wprowadzilismy sie do czesci mieszkalnej klasztoru i w pierwszej kolejnosci zazylismy odpoczynku, ktrego bardzo potrzebowalismy po tylu miesiacach intensywnego zycia. Moglismy robic tam wszystko, na co tylko mielismy ochote, i swobodnie poruszac sie wszedzie z wyjatkiem jednego budynku - bedacego siedziba glwnego szejka - do ktrego codziennie wieczorem mieli dostep tylko ci adepci, ktrzy osiagneli juz wstepne wyzwolenie. Niemal kazdego dnia zasiadalismy z Ojcem Giovannim w tym samym miejscu, co podczas naszej pierwszej wizyty w klasztorze, i odbywalismy tam dlugie rozmowy. W czasie tych rozmw Ojciec Giovanni przekazal nam wiele informacji na temat zycia duchowego braci zakonnych i zwiazanych z owym zyciem regul codziennej egzystencji. Pewnego razu, mwiac o licznych bractwach powstalych przed wiekami w Azji, dodal kilka szczeglw na temat Bractwa Swiatowego, do ktrego mgl wstapic kazdy, bez wzgledu na wyznawana wczesniej religie. Jak sie pzniej przekonalismy, wsrd adeptw tego klasztoru znajdowali sie chrzescijanie, zydzi, muzulmanie, buddysci, lamaisci, a nawet wyznawca szamanizmu. Wszystkich laczyl Bg Prawda. Braci zamieszkujacych w tym klasztorze, niezaleznie od sklonnosci i cech charakteryzujacych przedstawicieli rznych religii, laczylo uczucie tak wielkiej przyjazni, ze ani profesor Skrydlow, ani ja nie potrafilismy nigdy rozpoznac, wyznawca jakiej religii byl uprzednio ten czy w z braci. Ojciec Giovanni przekazal nam takze duzo informacji o zasadach wiary i celach stawianych sobie przez rozmaite bractwa. To, co powiedzial na temat prawdy, wiary i mozliwosci przeistoczenia w sobie owej wiary, brzmialo tak dosadnie, wyraziscie i przekonujaco, ze ktregos razu profesor Skrydlow, gleboko poruszony, nie mgl sie powstrzymac i wykrzyknal zdumiony: - Ojcze Giovanni! Nie rozumiem, dlaczego spokojnie tkwisz tutaj, zamiast wrcic do Europy, zeby przekazac tamtejszym ludziom chocby jedna tysieczna tej przenikajacej wszystko wiary, ktra wzbudzasz teraz we mnie. - Ach! Mj drogi profesorze odpowiedzial Ojciec Giovanni - najwyrazniej nie rozumiesz psychiki ludzkiej tak dobrze, jak

znasz archeologie. Wiary nie mozna czlowiekowi dac. Wiara nie rodzi sie w czlowieku i nie wzmaga swojego dzialania w nim w wyniku mechanicznej nauki, to znaczy w rezultacie skonstatowania wysokosci, szerokosci, grubosci, ksztaltu i ciezaru, ani tez dzieki postrzeganiu czegokolwiek wzrokiem, sluchem, dotykiem, zapachem lub smakiem, lecz bierze sie ona z rozumienia. Rozumienie stanowi esencje tego, co czlowiek otrzymuje z intencjonalnie zdobytych informacji oraz z najrozmaitszych doswiadczen, przez ktre sam przeszedl. Na przyklad, gdyby w tym momencie przyszedl do mnie mj ukochany brat i usilnie mnie blagal, zebym przekazal mu chocby jedna dziesiata mojego rozumienia, to nawet gdybym pragnal tego calym swoim byciem, i tak nie mglbym mu przekazac jednej tysiecznej mojego rozumienia, poniewaz nie ma on ani tej wiedzy, ktra calkiem przypadkowo zdobylem, ani tego doswiadczenia, ktrego nabylem w trakcie mojego zycia. Nie, profesorze, jak powiedziano w Ewangeliach, sto razy latwiej jest wielbladowi przez dziure igielna przejsc", niz przekazac drugiemu czlowiekowi rozumienie, ktre sie w nas uformowalo. Kiedys myslalem podobnie jak ty i nawet poswiecilem sie dzialalnosci misjonarskiej, aby uczyc wszystkich wiary w Chrystusa. Chcialem, by wiara w nauczanie Chrystusa dala wszystkim tyle samo radosci co mnie. Jednakze pragnac zaszczepic wiare slowami, to tak, jakby chciec nakarmic czlowieka chlebem, jedynie na niego patrzac. Jak juz wczesniej powiedzialem, rozumienie uzyskuje sie z wszystkich informacji zebranych intencjonalnie i z osobistych doswiadczen; sama wiedza jest tylko automatycznym przypominaniem sobie slw ulozonych w pewnej kolejnosci. Nie tylko nie mozna - nawet jesli goraco sie tego pragnie - przekazac drugiemu czlowiekowi wlasnego rozumienia wewnetrznego, ktre uksztaltowalo sie w ciagu zycia dzieki wymienionym czynnikom, ale nawet, jak ostatnio ustalilem z kilkoma bracmi zakonnymi, istnieje prawo gloszace, ze jakosc tego, co dana osoba postrzega, gdy ktos do niej mwi, zalezy, zarwno z punktu widzenia wiedzy, jak i rozumienia, od jakosci danych, ktre uksztaltowaly sie w osobie mwiacej. Abys lepiej zrozumial, co przed chwila powiedzialem, przedstawie ci jako przyklad okolicznosci, ktre wzbudzily w nas pragnienie przeprowadzenia badan i doprowadzily do odkrycia tego prawa. Musze ci powiedziec, ze do naszego bractwa nalezy dwch bardzo starych braci zakonnych; jeden nazywa sie Brat Al, a drugi Brat Sez. Ci bracia dobrowolnie wzieli na siebie obowiazek odwiedzania co jakis czas wszystkich klasztorw naszego zakonu, aby wyjasniac tam rozmaite aspekty esencji boskosci. Nasze bractwo ma cztery klasztory. Pierwszy z nich to nasz, drugi znajduje sie w dolinie Pamiru, trzeci w Tybecie, a czwarty w Indiach. Tak wiec bracia Al i Sez nieustannie podrzuja od klasztoru do klasztoru i wyglaszaja tam kazania. Odwiedzaja nas raz albo dwa razy do roku. Ich przyjazd zawsze uwazamy za wielkie wydarzenie. W czasie pobytu ktregokolwiek z nich wszyscy doswiadczamy uczuc czystej niebianskiej rozkoszy i czulosci. Jednakze kazania tych braci, z ktrych kazdy moze sie niemal rwnac ze swietymi i mwi o tych samych prawdach, maja rzny wplyw na wszystkich naszych braci, szczeglnie zas na mnie. Kiedy mwi Brat Sez, to tak, jakby spiewaly rajskie ptaki; to, co mwi, przeszywa czlowieka na wylot i powoduje, ze sluchacz wpada prawie w trans. Mowa Brata Seza jest jak szemranie" strumyka i nie chce sie juz nic wiecej od zycia, jak tylko sluchac jego glosu. Jesli chodzi o Brata Ala, to jego mowa wywoluje skutek niemal odwrotny. Mwi zle i niewyraznie, niewatpliwie z powodu wieku. Nikt nie wie, ile ma lat. Rwniez Brat Sez jest bardzo stary - ma ponoc trzysta lat - ale nadal jest krzepki, podczas gdy u Brata Ala oznaki starosci sa juz bardzo widoczne. Im silniejsze wrazenie wywieraja w danej chwili slowa Brata Seza, tym szybciej sie ono ulatnia, az w koncu nie pozostaje po nim nawet slad. W przypadku Brata Ala, jego slowa na poczatku nie wywieraja na sluchaczu prawie zadnego wrazenia, ale pzniej istota jego wypowiedzi z dnia na dzien przybiera coraz bardziej okreslona forme i w calosci przenika w glab serca, gdzie zostaje juz na zawsze. Kiedy zdalismy sobie z tego sprawe, postanowilismy odkryc, dlaczego tak sie dzieje, i doszlismy

do jednomyslnej konkluzji, ze kazania Brata Seza pochodza w calosci z jego umyslu, oddzialuja wiec na nasze umysly, podczas gdy kazania Brata Ala wywodza sie z jego bycia i oddzialuja na nasze bycie. Tak, profesorze, wiedza i rozumienie bardzo sie od siebie rznia. Tylko rozumienie moze poprowadzic do bycia, podczas gdy wiedza to jedynie zjawisko przelotne. Nowa wiedza zastepuje stara i w rezultacie przypomina to przelewanie z pustego w przne. Nalezy dazyc do rozumienia; tylko to moze poprowadzic nas do Boga. Aby zrozumiec zachodzace wokl nas zjawiska przyrody, zarwno te zgodne, jak i te niezgodne z prawem, trzeba przede wszystkim swiadomie postrzegac i przyswajac sobie ogrom informacji odnoszacych sie do prawdy obiektywnej oraz do prawdziwych wydarzen, ktre w przeszlosci mialy miejsce na ziemi; ponadto, nalezy nosic w sobie rezultaty wszystkich dobrowolnych i mimowolnych doswiadczen. Odbylismy z Ojcem Giovannim jeszcze wiele innych, rwnie niezapomnianych rozmw. Ten osobliwy czlowiek, ktremu podobnych trudno byloby dzisiaj spotkac, spowodowal, iz pojawilo sie w nas wiele niezwyklych pytan - jakie nie przyszlyby nawet do glowy ludziom wsplczesnym - a nastepnie poddal je doglebnej analizie. Jedno z jego wyjasnien, udzielone w odpowiedzi na pytanie profesora Skrydlowa, postawione dwa dni przed naszym wyjazdem, powinno szczeglnie zainteresowac wszystkich, a to ze wzgledu na glebie zawartych w nim mysli i na znaczenie, jakie moze ono miec dla ludzi wsplczesnych, ktrzy osiagneli juz odpowiedzialny wiek. Owo pytanie profesora Skrydlowa wyrwalo sie z glebi jego bycia w momencie, gdy Ojciec Gkwanni powiedzial, ze zanim czlowiek bedzie mgl liczyc na znalezienie sie w obrebie wplyww i dzialan sil wyzszych, musi najpierw miec dusze, ktra mozna posiasc jedynie dzieki wolicjonalnym i mimowolnym doswiadczeniom oraz informacjom zebranym intencjonalnie, a dotyczacym prawdziwych wydarzen, ktre mialy miejsce w przeszlosci. Dodal z przekonaniem, ze to z kolei mozliwe jest niemal wylacznie w okresie mlodosci, kiedy okreslone dane, otrzymane od Wielkiej Przyrody nie sa jeszcze zmarnowane na przne i nierealne cele, ktre sprawiaja wrazenie pozytecznych jedynie w swietle anomalnych warunkw ludzkiego zycia. Slyszac te slowa profesor Skrydlow gleboko westchnal i zawolal glosem pelnym rozpaczy: - Cz zatem mozna zrobic i jak mamy dalej zyc? Ojciec Giovanni zamilkl na chwile, a nastepnie wyrazil te godne uwagi mysli, ktre czuje sie zobowiazany odtworzyc, na ile to mozliwe, doslownie. Poniewaz dotycza one zagadnienia duszy, czyli trzeciej niezaleznej czesci zbiorczej obecnosci czlowieka, zamieszcze je w rozdziale zatytulowanym: Cialo boskie czlowieka; jego potrzeby i mozliwosci manifestowania sie w zgodzie z istniejacymi prawami". w rozdzial bedzie zawarty w trzecim cyklu moich dziel; uzupelni on dwa inne rozdzialy tego cyklu, ktre postanowilem i obiecalem poswiecic wypowiedzi zacnego derwisza perskiego na temat ciala, czyli pierwszej niezaleznej czesci zbiorczej obecnosci czlowieka, oraz wywodom starego ezezunawurana dotyczacym drugiej niezaleznie uksztaltowanej czesci czlowieka, a mianowicie jego ducha. Ojciec Giovanni, ktry roztoczyl nad nami ojcowska opieke, zapoznal nas rwniez z innymi czlonkami bractwa. W trakcie naszego pobytu zaprzyjaznilismy sie z nimi i odbylismy wiele rozmw. Spedzilismy w tym klasztorze okolo szesciu miesiecy i postanowilismy wyjechac stamtad nie dlatego, ze nie moglismy lub nie chcielismy juz dluzej zostac, lecz jedynie z tego powodu, ze bylismy w koncu tak przepelnieni suma doznanych wrazen, iz zdawalo sie, ze odrobina wiecej, a zwariujemy. Nasz pobyt przynisl nam tyle odpowiedzi na interesujace nas psychologiczne i archeologiczne pytania, iz wydawalo nam sie wwczas, ze przez dlugi czas nie mamy juz czego szukac. Zrezygnowalismy wiec z dalszej podrzy i wrcilismy do Rosji prawie ta sama droga, ktra tam dotarlismy. W Tyflisie rozstalismy sie. Profesor pojechal Gruzinska Droga Wojenna do Piatigorska, aby odwiedzic tam starsza crke, a ja udalem sie do Aleksandropola, gdzie mieszkala moja rodzina. Przez wiele lat nie mialem okazji spotkac sie z profesorem, ale utrzymywalismy ze soba regularny kontakt listowny. Ostatni raz widzialem go w drugim roku

pierwszej wojny swiatowej, w Piatigorsku, gdzie przyjechal w odwiedziny do crki. Nigdy nie zapomne naszej ostatniej rozmowy, ktra odbyla sie na szczycie gry Besztau. Mieszkalem wtedy w Jessentuki. Pewnego dnia, gdy spotkalem go w Kislowodsku, zaproponowal, zebysmy na pamiatke starych dobrych dni wspieli sie na szczyt gry Besztau, polozonej w poblizu Piatigorska. Jednego pieknego poranka, mniej wiecej dwa tygodnie po tym spotkaniu, zaopatrzeni w prowiant, wyruszylismy pieszo z Piatigorska w kierunku gry i zaczelismy sie wspinac po skalach od trudniejszej strony, to znaczy tej, u ktrej stp znajduje sie dobrze znany klasztor. Kazdy, kto przebyl te droge, wie, jak trudne jest to podejscie; i rzeczywiscie, nie bylo ono latwe, ale dla nas - po tylu grach i wzniesieniach, ktre pokonalismy w czasie licznych podrzy po wertepach Azji Srodkowej - bylo ono tylko dziecinna igraszka. Niemniej jednak wspinaczka przysporzyla nam wiele radosci i czulismy, ze po monotonnym zyciu w miescie znalezlismy sie wreszcie w srodowisku, ktre stalo sie niemal naszym naturalnym zywiolem. Mimo ze gra Besztau jest stosunkowo niewysoka, kiedy wspielismy sie na jej szczyt, roztoczyla sie przed naszymi oczami rozlegla i nieprawdopodobnie piekna panorama calej okolicy. Daleko na poludniu ujrzelismy majestatyczny, pokryty sniegiem wierzcholek gry Elbrus, z rysujacym sie po obu stronach lancuchem Wielkiego Kaukazu. W dole rozposcieraly sie miniaturowe osady, miasta i wioski prawie calej okolicy Mineralnych Wd, a na plnocy, tuz pod nami, znajdowaly sie rzne dzielnice Zeleznowodzka. Wszedzie wokl panowala cisza. Na szczycie nie spotkalismy zywej duszy; zreszta mielismy pewnosc, ze nikt nie zmierza w te strone, poniewaz prowadzaca od plnocy, utarta i latwa droga rysowala sie jak na dloni na przestrzeni wielu kilometrw i nie bylo widac na niej nikogo. Co sie zas tyczy zdobytej przez nas sciany poludniowej, to rzadko spotyka sie smialkw, ktrzy odwaza sie na taka wspinaczke! Na wierzcholku gry znajdowala sie mala chatka, najwidoczniej sluzaca do sprzedazy piwa i herbaty, ktra tego dnia stala jednak pusta. Usiedlismy na glazie i zaczelismy sie pozywiac. Oczarowani wspanialoscia krajobrazu, obaj pograzylismy sie we wlasnych myslach. Nagle moje spojrzenie padlo na twarz profesora Skrydlowa i zobaczylem, jak z oczu plyna mu lzy. - Co ci jest, stary przyjacielu? - zapytalem. - Nic - odpowiedzial wycierajac oczy, a nastepnie dodal: Mwiac oglnie, w czasie ostatnich dwch lub trzech lat moja niezdolnosc kontrolowania automatycznych przejaww podswiadomosci oraz instynktu osiagnela taki poziom, ze zachowuje sie prawie jak histeryczka. To, co stalo sie przed chwila, przydarzylo mi sie w tym czasie wielokrotnie. Bardzo trudno jest wyjasnic, co sie we mnie dzieje, kiedy widze lub slysze cos majestatycznego, co niewatpliwie jest dzielem Naszego Stwrcy i Autora - za kazdym razem jednak plyna mi z oczu lzy. Placze, a raczej to placze we mnie, nie z zalu, na pewno nie, lecz jakby z czulosci. Ta reakcja rozwinela sie we mnie stopniowo po spotkaniu z Ojcem Giovannim, ktrego, jak sobie przypominasz, na moje doczesne nieszczescie spotkalismy w Kafirystanie. Po tym spotkaniu mj wewnetrzny i zewnetrzny swiat ulegl calkowitej przemianie. W pogladach, ktre zakorzenily sie we mnie w ciagu calego zycia, doszlo jakby samorzutnie do przetasowania wszystkich wartosci. Przedtem bylem czlowiekiem bez reszty pochlonietym osobistymi zainteresowaniami i przyjemnosciami, jak rwniez zainteresowaniami i przyjemnosciami moich dzieci. Zawsze bylem zajety mysleniem o tym, jak najlepiej zaspokoic swoje i ich potrzeby. Mozna by rzec, ze uprzednio cale moje bycie bylo opanowane przez egoizm. Wszystkie moje manifestacje i doswiadczenia wyplywaly z prznosci. Spotkanie z Ojcem Giovannim polozylo temu kres i od tamtego czasu stopniowo rozwinelo sie we mnie to cos", co calego mnie doprowadzilo do niezachwianego przekonania, iz oprcz prznych podniet dostarczanych przez zycie istnieje cos innego", co musi stac sie celem i idealem kazdego w miare myslacego czlowieka - i tylko to cos innego" moze go uczynic prawdziwie szczesliwym oraz przekazac mu rzeczywiste wartosci, a nie iluzoryczne dobra", ktre w zwyklym zyciu, zawsze i wszedzie,

wypelniaja go po brzegi. Kwestie finansowe smego kwietnia 1924 roku, w dniu otwarcia w Nowym Jorku oddzialu Instytutu Harmonijnego Rozwoju Czlowieka, przyjaciele oraz kilku francuskich uczniw Georgija Gurdzijewa wydali obiad na jego czesc w jednej z restauracji rosyjskich. Po obiedzie prawie wszyscy obecni udali sie do mieszkania pani R. na 49 Ulicy. Tutaj, przy filizance kawy serwowanej przez sympatyczna gospodynie i kieliszkach likworu zdobytego w jakis sposb przez dr B., kontynuowano rozmowe az do sniadania nastepnego dnia rano. Gurdzijew mwil glwnie za posrednictwem tlumaczy, pana Lilyantza i pani Wersilowstej, odpowiadajac na nasze pytania, ktre prawie bez wyjatku dotyczyly kwestii filozoficznych. W trakcie krtkiej przerwy, kiedy jedlismy arbuza z Buenos Aires, stanowiacego o tej porze roku, nawet w Nowym Jorku, rarytas, dr B., wlasciciel duzego i modnego sanatorium, cieszacy sie reputacja czlowieka praktycznego, niespodziewanie zwrcil sie do Gurdzijewa z nastepujacym pytaniem: - Czy mglby pan powiedziec nam, skad pochodza srodki na utrzymanie Instytutu i jaki jest jego roczny budzet? Ku naszemu zdziwieniu, odpowiedz Gurdzijewa przybrala forme dlugiej opowiesci. Poniewaz owa opowiesc ujawnila pewien aspekt zmagania, ktre Gurdzijew toczyl przez cale zycie, a ktrego istnienia nikt nie podejrzewal, podjalem sie odtworzenia jej mozliwie jak najwierniej. Skorzystalem takze z uwag innych uczniw, ktrzy, podobnie jak ja, sluchali tej opowiesci z tak wielkim zainteresowaniem i uwaga, ze zapamietali ja prawie we wszystkich szczeglach. Poza tym porwnalem mj tekst z notatkami pana F., stenotypisty, ktry spisywal wszystkie wypowiedzi i wyklady Gurdzijewa w Ameryce. Robil to po to, by ludzie stawiajacy pytania, ktre juz wczesniej zadano, mogli po prostu przeczytac, co Gurdzijew powiedzial na ten temat, i w ten sposb zaoszczedzic jego czas. Gurdzijew zaczal tak: - Zadane przez pana pytanie, szanowny panie doktorze, zawsze interesowalo wielu ludzi, ktrzy mieli ze mna jakis kontakt; ale do tej pory, uznajac za zbyteczne wtajemniczanie kogokolwiek w moje sprawy osobiste, albo w ogle unikalem odpowiedzi, albo wykrecalem sie jakims dowcipem. Co wiecej, powstalo juz na ten temat wiele komicznych legend, wyraznie swiadczacych o wszechstronnym idiotyzmie ich twrcw, ktre z dnia na dzien obrastaja w nowe fantastyczne szczegly, puszczane w obieg przez innych, rwnie glupich pasozytw i nierobw obu plci. Twierdzi sie, na przyklad, ze otrzymuje pieniadze od jakiegos osrodka okultystycznego w Indiach; ze Instytut jest utrzymywany przez pewna organizacje Czarnych Magw albo przez legendarnego gruzinskiego ksiecia Muchranskiego; lub ze posiadam miedzy innymi tajemnice kamienia filozoficznego i ze za pomoca procesw alchemicznych moge wyprodukowac dowolna sume pieniedzy; albo nawet, jak mwi sie ostatnio, ze otrzymuje dotatcje od bolszewikw - poza tym krazy jeszcze tysiace innych podobnych historii. I rzeczywiscie, do dzisiejszego dnia nawet najblizsi mi ludzie nie wiedza, skad wlasciwie wziely sie pieniadze na pokrycie ogromnych kosztw ponoszonych przeze mnie w ciagu wielu lat. Uwazalem, ze nie musze udzielac powaznej odpowiedzi na to pytanie dotyczace materialnej strony funkcjonowania Instytutu, poniewaz nie mialem zludzen co do mozliwosci uzyskania zewnetrznej pomocy i uznalem rozmowy na ten temat za czysta strate czasu lub, jak sie mwi, za przelewanie z pustego w przne. Dzisiaj jednak, nie tylko zartujac, ale tez z pewna doza szczerosci, pragne z takiego lub innego powodu odpowiedziec na to tak czesto stawiane mi pytanie, ktre wystarczajaco juz mi sie uprzykrzylo. Wydaje mi sie i jestem tego prawie pewien, ze to odczuwane dzisiaj pragnienie udzielenia powaznie brzmiacej odpowiedzi bierze sie stad, iz stawszy sie zrzadzeniem losu (lub raczej w wyniku glupoty posiadaczy wladzy w Rosji) biedny

jak mysz koscielna, wyruszylem do tego kraju kwitnacego dolarami" i tutaj, oddychajac powietrzem nasyconym wibracjami ludzi, ktrzy sieja i zbieraja dolary z prawdziwym mistrzostwem, jestem - jak rasowy pies mysliwski - na tropie murowanej i grubej zwierzyny. I nie moge przepuscic takiej okazji. Siedzac teraz wsrd was, ludzi tuczonych tak zwanym tluszczem dolarowym", i czujac sie pobudzony automatyczna absorpcja owych dobroczynnych emanacji, zamierzam za pomoca mojej odpowiedzi, by tak rzec, obedrzec" troche niektrych z was ze skry. Tak wiec, w tej milej i rzadko spotykanej dzisiaj atmosferze goscinnosci stworzonej przez pania domu, wykorzystam sprzyjajace okolicznosci do zmobilizowania zarwno wszystkich potencjalw mzgu, jak i umiejetnosci mojej maszyny do mwienia" i odpowiem na to ponownie postawione mi dzisiaj pytanie w taki sposb, ze w kazdym z was powinno zrodzic sie podejrzenie, iz moja kieszen jest sama w sobie zyzna gleba do zasiania nasion dolarowych i ze kielkujac tam, owe dolary nabeda wlasciwosci dostarczania ich siewcom tego, co moze okazac sie w sensie obiektywnym ich prawdziwym szczesciem w zyciu. A zatem, moi drodzy posiadacze dolarw, ktrych, jak dotad, bezgranicznie szanuje!... Jeszcze na dlugo przed zastosowaniem moich idei w praktyce, to znaczy w czasie, gdy obmyslalem we wszystkich szczeglach program mojego Instytutu, uwaznie zastanawialem sie nad kwestia materialna, ktra, chociaz drugorzedna, niemniej jest bardzo istotna. Poniewaz spodziewalem sie, ze moje wysilki wprowadzenia w zycie idei psychologicznych, na ktrych mialaby sie opierac owa niezwykla w dzisiejszych czasach firma, natrafia na wiele trudnosci, czulem, iz musze stac sie niezalezny, przynajmniej pod wzgledem materialnym; tym bardziej ze doswiadczenie nauczylo mnie, iz ludzie zamozni nigdy nie interesuja sie tymi problemami na tyle powaznie, by wspierac finansowo tego rodzaju prace, a inni, nawet ci wykazujacy wielkie zainteresowanie i pragnienie, nieduzo w tej sprawie moga zdzialac, poniewaz tego typu przedsiewziecie wymaga ogromnej sumy pieniedzy. Dlatego tez pelne wprowadzenie w zycie mojego planu wymagalo w pierwszej kolejnosci, jeszcze przed zastanowieniem sie nad realizacja zadan psychologicznych, rozwiazania problemu od tej strony. Tak wiec, postawiwszy sobie za cel zdobycie w wyznaczonym okresie kapitalu wystarczajacego na przeprowadzenie tego przedsiewziecia, zaczalem poswiecac o wiele wiecej czasu na zarabianie pieniedzy. Najprawdopodobniej to, co przed chwila powiedzialem, musialo wprawic niemal wszystkich z was, Amerykanw - obecnie wszedzie na kuli ziemskiej uwazanych za znakomitych biznesmenw - w wielkie zaklopotanie. Dziwicie sie zapewne, jak mozna z taka latwoscia zarobic owe, ponoc ogromne sumy pieniedzy, i dlatego tez na pewno macie wrazenie, ze mwie z pewna fanfaronada. Oczywiscie, rozumiem was: faktycznie to wszystko moze wydawac sie wam bardzo dziwne! Zebyscie chocby w przyblizeniu mogli pojac, dlaczego i w jaki sposb potrafilem tego dokonac oraz gdzie nabylem takiej pewnosci siebie, musze najpierw wyjasnic, ze w poprzednich okresach mojego zycia uczestniczylem w rozmaitych przedsiewzieciach handlowych oraz finansowych i bylem uwazany za bardzo bystrego czlowieka interesu przez wszystkich ludzi, ktrzy zetkneli sie ze mna na tym polu. Teraz chce powiedziec wam cos o wychowaniu, ktre otrzymalem w dziecinstwie, a ktre z punktu widzenia mojego dotychczasowego doswiadczenia jest najblizsze idealu, jaki uksztaltowal sie w mnie na ten temat. Dzieki owemu wychowaniu potrafilem w przeszlosci - i byc moze w razie potrzeby mglbym jeszcze dzisiaj - zakasowac wszystkich ludzi interesu, wliczajac w to nawet was, amerykanskich biznesmenw. Poniewaz zgromadzilismy sie dzisiaj, zeby swietowac otwarcie instytucji, ktrej podstawowym zadaniem jest wlasciwa i harmonijna edukacja czlowieka, uwazam za szczeglnie pozadane przekazanie wam precyzyjnych informacji na temat otrzymanego przeze mnie wychowania; tym bardziej ze wspomniana instytucja funkcjonuje w oparciu o dane doswiadczalne zebrane i na przestrzeni wielu lat doglebnie przeze mnie sprawdzone - to znaczy przez czlowieka, ktry niemal cale swoje zycie osobiste poswiecil na

zbadanie zywotnej kwestii wychowania, tak dotkliwej w naszych czasach, i ktry, otrzymawszy wychowanie od ludzi z normalnie rozwinietym sumieniem, zawsze, bez wzgledu na okolicznosci, potrafi byc bezstronny. Sposrd wplyww wywieranych na mnie intencjonalnie najsilniejszy byl wplyw mojego ojca, ktry mial bardzo osobliwa koncepcje wychowania. Kiedys nawet zamierzam napisac cala ksiazke poswiecona bezposrednim i posrednim metodom wychowawczym mojego ojca, ktrych podstawe stanowily jego oryginalne poglady na ten temat. Od chwili, w ktrej pojawily sie we mnie pierwsze oznaki w miare poprawnego rozumowania, ojciec zaczal opowiadac mi, miedzy innymi, rzne niesamowite historie, konczac je zawsze seria przygd pewnego kulawego ciesli imieniem Mustafa, ktry wszystko potrafil zrobic, a pewnego dnia zbudowal nawet latajacy fotel. Za pomoca takich srodkw oraz innych systematycznych zabiegw" mj ojciec rozwinal we mnie, wraz z pragnieniem, by stac sie podobnym do tego ciesli, nieodparta potrzebe robienia zawsze czegos nowego. Wszystkie moje dzieciece zabawy, nawet te najbardziej pospolite, wzbogacalo wyobrazenie, ze jestem kims, kto wszystko robi nie tak jak inni, lecz w sobie tylko wlasciwy, specjalny sposb. Ta nie doprecyzowana jeszcze sklonnosc, ktra ojciec zaszczepil posrednio w mojej naturze od najwczesniejszych lat, pzniej, w okresie mlodosci, przyjela bardziej okreslona forme. Wynikalo to z faktu, ze koncepcja wychowania wyznawana przez mojego pierwszego wychowawce pod pewnymi wzgledami bardzo jej odpowiadala; tak wiec oprcz wypelniania obowiazkw szkolnych poznawalem pod jego bezposrednim nadzorem rozmaite rzemiosla. Metode wychowawcza mojego pierwszego nauczyciela charakteryzowalo przede wszystkim to, ze w momencie, kiedy widzial, iz zdobylem juz wprawe w danym rzemiosle i zaczynam je lubic, natychmiast kazal mi je zostawic i przejsc do nastepnego. Jak pzniej zrozumialem, jego celem nie bylo to, zebym opanowal najrozmaitsze rzemiosla; chodzilo mu o to, bym rozwinal w sobie umiejetnosc pokonywania trudnosci, jakie stwarza kazda nowa praca. I faktycznie, od tamtego czasu kazda praca nabiera dla mnie znaczenia i zaczyna mnie interesowac nie sama w sobie, lecz tylko na tyle, na ile jej nie znam i nie potrafie wykonac. Innymi slowy, ci dwaj mezczyzni, ktrzy swiadomie lub nawet nieswiadomie - co w tym wypadku nie ma znaczenia - wzieli na siebie obowiazek przygotowania mnie do odpowiedzialnego wieku, dzieki swoim oryginalnym pogladom na temat wychowania zasiali w mojej naturze pewna wlasciwosc subiektywna, ktra stopniowo rozwinela sie na przestrzeni lat i ostatecznie przyjela forme nieustannej potrzeby zmieniania zawodu. W rezultacie, chocby tylko automatycznie, zdobylem zarwno teoretyczne, jak i praktyczne umiejetnosci wykonywania rznych prac rzemieslniczych i prowadzenia interesw. A zatem, wraz z poszerzeniem sie moich horyzontw w rozmaitych dziedzinach wiedzy, stopniowo wzrosla rwniez moja zdolnosc rozumowania. Dodam nawet, ze jesli w rznych krajach uwaza sie mnie obecnie za czlowieka naprawde kompetentnego w wielu kwestiach, to w czesci zawdzieczam to mojemu wczesnemu wychowaniu. Rozwiniete we mnie dzieki wlasciwej edukacji: pomyslowosc, szerokie poglady i, ponad wszystko, zdrowy rozsadek, pozwolily mi z wszystkich informacji, ktre w pzniejszym okresie zycia zgromadzilem zamierzenie lub przypadkowo, wychwycic prawdziwa istote kazdej dziedziny nauki, a nie tylko nazbierac bezuzytecznych smieci, jak to sie nieuchronnie dzieje wsrd ludzi wsplczesnych w rezultacie powszechnego zastosowania owej slynnej metody wychowawczej nazywanej: wkuwanie na pamiec". Tak wiec juz bardzo wczesnie bylem dobrze przysposobiony do zycia i potrafilem zarobic wystarczajaca sume pieniedzy, konieczna do zaspokojenia moich podstawowych potrzeb. Jednakze, poniewaz kiedy bylem jeszcze calkiem mlody, zaczalem sie interesowac zjawiskami sklaniajacymi do pytan o sens i cel zycia, poswiecajac im caly swj czas i uwage, nie uczynilem wiec z umiejetnosci zarabiania pieniedzy jedynego celu mojej egzystencji, celu, na ktrym, w wyniku anomalnej edukacji, koncentruja sie wszystkie swiadome" i instynktowne dazenia ludzi

wsplczesnych, a szczeglnie was, Amerykanw. Jedynie od czasu do czasu poswiecalem sie temu zajeciu, i to tylko po to, zeby zaspokoic moje zwykle potrzeby zyciowe i latwiej osiagnac cele, jakie sobie postawilem. Pochodzac z biednej rodziny i nie majac wiec oparcia finansowego, dosyc czesto zmuszony bylem uciekac sie do zdobywania tych doprawdy szkodliwych i godnych pogardy pieniedzy, potrzebnych mi do zabezpieczenia podstawowych potrzeb. Jednakze sam proces zarabiania pieniedzy nigdy nie zajmowal mi duzo czasu, poniewaz dzieki pomyslowosci i zdrowemu rozsadkowi, rozwinietym we mnie dzieki wlasciwej edukacji, w kazdej nowej sytuacji zyciowej okazywalem sie juz prawdziwym ekspertem, przebieglym jak stary lis. Chcac dac typowy przyklad moich zdolnosci w tym kierunku, opowiem teraz jeden epizod z mojego zycia, kiedy to, zeby wygrac maly zaklad, otworzylem na poczekaniu bardzo osobliwy warsztat. Szczegly tego wydarzenia byc moze wydluza moja opowiesc, niemniej jednak sadze, ze dzieki temu cudownemu trunkowi - cudownemu, pozwole sobie nadmienic, poniewaz wyprodukowano go nie w zwyklych warunkach stworzonych w tym celu na ladzie, lecz na starej barce, z dala od wybrzeza amerykanskiego - nie wyda sie wam ona zbyt nudna. Dzialo sie to niedlugo przed ostatnia wielka wyprawa do Pamiru i Indii, zorganizowana przez zalozone przez nas stowarzyszenie pod nazwa Wsplnota Poszukiwaczy Prawdy, do ktrego nalezalem od samego poczatku. Mniej wiecej dwa lata przed wyruszeniem wyprawy czlonkowie bractwa wyznaczyli na punkt zborny zakaspijste miasto Czardzou. Wszystkie osoby zamierzajace uczestniczyc w wyprawie mialy sie tam spotkac drugiego stycznia 1900 roku, a nastepnie rozpoczac wspinaczke wzdluz brzegu Amu-darii. Mialem wiec jeszcze sporo czasu do wyznaczonej daty, nie dosc jednak, by wybrac sie w dluga podrz. Odbywalem wwczas jedna z krtkich wizyt u rodziny w Aleksandropolu i po spedzeniu tam wyznaczonego czasu, wbrew mojemu zwyczajowi, nie udalem sie tym razem w daleka podrz, lecz zatrzymalem na Kaukazie, kursujac miedzy Aleksandropolem i Baku. Powodem moich czestych wizyt w Baku bylo znajdujace sie tam stowarzyszenie, zlozone glwnie z mlodych Persw zajmujacych sie starozytna magia, do ktrego nalezalem od wielu lat jako czlonek korespondent. Wydarzenia stanowiace tlo epizodu, ktry zamierzam wam opowiedziec, mialy miejsce wlasnie w Baku. Ktrejs niedzieli poszedlem na bazar. Musze wyznac, ze zawsze mialem slabosc do wlczenia sie po wschodnich bazarach i kiedy tylko docieralem do miejsca, gdzie sie taki znajdowal, nigdy nie omieszkalem go odwiedzic. Szczeglnie lubilem szperac w rznych starociach, zawsze liczac na to, ze wypatrze cos niezwyklego. Tamtego dnia kupilem jakas stara haftowana tkanine i opuszczalem juz targ z ciuchami, kiedy nagle ujrzalem elegancko ubrana, ale bardzo smutnie wygladajaca mloda dame, ktra miala cos do sprzedania. Wszystko wskazywalo na to, ze nie byla to zwykla przekupka i niewatpliwie sprzedawala swoje towary z koniecznosci. Podszedlszy blizej zobaczylem, ze miala wystawiony na sprzedaz fonograf Edisona. Smutne spojrzenie, ktre bilo z jej oczu, wzbudzilo we mnie litosc i mimo ze mialem bardzo malo pieniedzy, bez zastanowienia kupilem te bezuzyteczna maszyne wraz ze wszystkimi akcesoriami. Zanioslem to brzemie do karawanseraju, w ktrym sie zatrzymalem. Na miejscu, otworzywszy pudlo, znalazlem w srodku liczne walki, prawie wszystkie polamane. Wsrd tych, ktre byly jeszcze sprawne, tylko niektre okazaly sie nagrane, pozostale byly czyste. Zostalem w Baku przez kilka nastepnych dni. Moje zapasy finansowe byly na wyczerpaniu i musialem zastanowic sie nad tym, jak je uzupelnic. Pewnego pochmurnego poranka siedzialem na lzku jeszcze nie ubrany i myslalem o tym, co powinienem zrobic, gdy przypadkiem spojrzalem na fonograf. Wtedy wlasnie zaswital mi w glowie pomysl, ze mglbym go wykorzystac, i od razu przygotowalem caly plan dzialania. Zamknalem wszystkie moje interesy i jeszcze tego samego dnia wsiadlem na pierwszy statek plynacy na druga strone Morza Kaspijskiego. Piec dni pzniej, w Krasnowodzku, zaczalem uzywac fonografu do zarabiania pieniedzy. Trzeba zaznaczyc, ze w tamtym rejonie fonograf byl jeszcze

nie znany i okoliczni mieszkancy po raz pierwszy mieli okazje zobaczyc to cudo. Jak juz wspominalem, fonograf mial kilka nie nagranych walkw; szybko wiec znalazlem pewnego Turkmena tekinskiego, ulicznego grajka, ktrego poprosilem, zeby zaspiewal i zagral kilka ulubionych utworw miejscowej ludnosci, zas na pozostalych walkach sam nagralem po turkmensku serie pikantnych historyjek. Nastepnie do czterech istniejacych juz tub przymocowalem dwie dodatkowe - byc moze pamietacie, ze pierwsze fonografy wyposazone byly w tuby do sluchania - i udalem sie na bazar, gdzie otworzylem swoja wlasna firmowa budke. Liczylem po piec kopiejek od sluchacza i bedziecie w stanie wyobrazic sobie rezultat, jesli wam powiem, ze przez caly okres mojego pobytu, szczeglnie w dni targowe, od rana do wieczora prawie wszystkie tuby byly zawsze zajete. Pod koniec dnia suma uzbierana z pieciokopiejkowych oplat byla prawdopodobnie nie mniejsza niz dochd najwiekszego przedsiebiorstwa w tym miescie. Z Krasnowodzka udalem sie do Kizil-Arwatu, gdzie ciagle zapraszano mnie z moja maszyna do domw zamoznych Turkmenw mieszkajacych w okolicznych wioskach. Za te goscinne wystepy" otrzymywalem znaczna sume teng, a ktregos razu nawet dwa wysmienite dywany tekinskie. Uzbierawszy ponownie pokazna sume, wsiadlem do pociagu jadacego do Aszchabadu, gdzie zamierzalem dalej prowadzic interes; w wagonie spotkalem jednak jednego z czlonkw naszego bractwa, z ktrym poszedlem o zaklad bedacy bezposrednia przyczyna zaniechania przeze mnie kariery fonograficznej. Moja towarzyszka podrzy byl nie kto inny, jak niezrwnana i nieustraszona Witwicka, ktra zawsze nosila meskie ubrania. Byla ona uczestnikiem wszystkich naszych niebezpiecznych wypraw w glab Azji, Afryki, a nawet Australii i okolicznych wysp. Witwicka miala wziac udzial rwniez w nadchodzacej wyprawie i dysponujac kilkoma miesiacami wolnego czasu, postanowila przyjechac z Warszawy do Andizanu, gdzie mieszkala jej siostra, zona przedstawiciela zakladw wlkienniczych Poznanskiego. Tam wlasnie zamierzala odpoczywac do czasu naszego spotkania w Czardzou. W drodze duzo rozmawialismy i w trakcie tej rozmowy opowiedzialem jej miedzy innymi o moim ostatnim przedsiewzieciu. Nie pamietam, w jaki sposb ani z jakiego powodu wywiazal sie miedzy nami spr; w kazdym razie zakonczyl sie on zakladem. Aby go wygrac, musialem w scisle okreslonych warunkach i przed wyznaczona data zarobic ustalona sume pieniedzy. w zaklad tak powaznie zainteresowal Witwicka, ze nie tylko postanowila do mnie dolaczyc, zeby zobaczyc, jak sie z niego wywiaze, ale zaofiarowala nawet swoja pomoc. Tak wiec, zamiast pojechac do Andizanu, wysiadla razem ze mna z pociagu w Aszchabadzie. Musze przyznac, ze to nie zaplanowane i bardzo skomplikowane zadanie, do ktrego wykonania sie zobowiazalem, tak bardzo mnie zafascynowalo, ze owladnal mna zaciety upr, zeby bez wzgledu na okolicznosci sie z niego wywiazac i nawet przekroczyc ustalona w zakladzie sume. Jeszcze w pociagu obmyslilem oglny plan dzialania i natychmiast rozpoczalem jego realizacje od zredagowania nastepujacego ogloszenia: UNIWERSALNY WARSZTAT OBJAZDOWY zatrzyma sie tutaj przejazdem tylko na bardzo krtki czas Pospieszcie sie z waszymi zamwieniami i przyniescie wszystko, co sie nadaje do naprawy lub przerbki. Reperujemy maszyny do szycia, maszyny do pisania, rowery, gramofony, pozytywki, przyrzady elektryczne, fotograficzne, medyczne i inne; lampy naftowe i gazowe; zegary; wszelakie instrumenty muzyczne: akordeony, gitary, skrzypce, tary itp. Naprawiamy zamki i wszystkie rodzaje broni. Reperujemy, przebudowujemy i lakierujemy kazdy rodzaj mebli, a takze zmieniamy tapicerke w naszym warsztacie albo w twoim domu. Naprawiamy, lakierujemy, stroimy pianina, fortepiany i fisharmonie. Zakladamy oraz reperujemy oswietlenie elektryczne, dzwonki i telefony. Cerujemy parasole i pokrywamy je nowa tkanina. Naprawiamy zabawki dzieciece i lalki oraz wszystkie przedmioty zrobione z gumy. Pierzemy, czyscimy i cerujemy dywany, szale, obicia scienne, futra itp. Wywabiamy wszelkiego rodzaju plamy. Restaurujemy obrazy, porcelane i wszystkie antyki. Warsztat dysponuje

znakomicie wyposazona pracownia galwanoplastyczna, sluzaca do pozlacania, posrebrzania, cynowania, brazowania i oksydowania. Pobielamy kazdy przedmiot. Cynujemy i niklujemy samowary w 24 godziny. Przyjmujemy zamwienia na dowolne hafty i wyszywanki: sciegiem krzyzykowym, atlasowym, kordonkiem, z paciorkami, pluszem itd. Wytlaczamy, co tylko sobie zyczycie, na drzewie, skrze i tkaninie. Warsztat przyjmuje zamwienia na odlewy z alabastru i gipsu, na przyklad: posazki, zwierzeta dzikie i domowe, owoce itd., itp.; wykonujemy rwniez maski posmiertne. Realizujemy zamwienia na sztuczne kwiaty z ciasta chlebowego, wosku, aksamitu i kolorowego papieru; na wience, bukiety, damskie kapelusze oraz butonierki dla mistrzw ceremonii. Kaligrafujemy, drukujemy i ozdabiamy wizytwki, karty z zyczeniami, laurki oraz zaproszenia. Przyjmujemy zamwienia na gorsety, pasy przepuklinowe; przerabiamy rwniez stare na nowe. Szyjemy kapelusze damskie wedlug najnowszych krojw paryskich. Itd., itp. Zaraz po przyjezdzie do Aszchabadu znalazlem kwatere i uzyskalem pozwolenie miejscowej policji na druk i rozwieszenie ogloszen. Nastepnego dnia wynajalem w centrum miasta lokal przeznaczony na warsztat, ktry skladal sie z jednego duzego pomieszczenia z wejsciem od ulicy i dwch malych pokojw na zapleczu; poza tym znajdowalo sie tam jeszcze cos w rodzaju szopy i male podwrko. Zakupiwszy niezbedne narzedzia i po pospiesznym zbudowaniu ogniwa bunsenowskiego oraz przerobieniu starych miednic na kadzie do galwanoplastyki, powiesilem nad wejsciem duzy napis z czerwonych liter na bialym pltnie, ktry oznajmial: AMERYKANSKI WARSZTAT OBJAZDOWY z bardzo krtka wizyta produkuje, przerabia i wszystko naprawia Nastepnego dnia, kiedy afisze byly juz gotowe, masowo rozlepilem je na murach z pomoca ulicznego urwisa, a reszte rozdalismy ludziom do rak. I wwczas zaczela sie zabawa. Juz od pierwszego dnia ruszyla cala procesja mieszkancw Aszchabadu ze swoimi rzeczami do naprawy. O Boze! Czego to oni nie przynosili! Wiele przedmiotw nie tylko widzialem po raz pierwszy na oczy, ale tez nigdy o nich nie slyszalem. Doprawdy znajdowaly sie tam najnieprawdopodobniejsze rzeczy, jak na przyklad aparat do wyrywania siwych wlosw, maszyna do wyjmowania pestek z czeresni przeznaczonych na konfitury, maszynka do mielenia siarczanu miedzi, ktrym nastepnie posypywano miejsca na ciele wydzielajace pot, specjalne zelazko do prasowania peruk itd. Zeby stworzyc sobie lepszy obraz tego, co sie tam dzialo, musicie, chocby w malym stopniu, zapoznac sie z panujacymi w tamtej okolicy warunkami. Dopiero kilkadziesiat lat temu cudzoziemcy zaczeli sie osiedlac w tej czesci rejonu zakaspijskiego i w przylegajacym do niej kawalku Turkmenii. Nowe osiedla powstaly glwnie na peryferiach starych miast i w rezultacie prawie wszystkie miasta na tym obszarze dziela sie na dwie czesci: stare miasto, nazywane azjatyckim, i nowe, czyli miasto rosyjskie - kazde zyjace niezaleznym zyciem. Ludnosc zamieszkujaca te nowe miasta sklada sie z Ormian, Zydw, Gruzinw, Persw i przede wszystkim Rosjan - w wiekszosci bylych urzednikw panstwowych i zolnierzy, ktrzy przeszli w stan spoczynku po odbyciu sluzby w tym rejonie. Dzieki bogactwom naturalnym tego obszaru oraz uczciwosci lokalnych mieszkancw, nie zepsutych jeszcze przez cywilizacje wsplczesna, owi przybysze bardzo szybko sie wzbogacili; jednakze na skutek braku jakichkolwiek oddzialywan kulturalnych ze strony wladz, skladajacych sie z niewyksztalconych urzednikw, od chwili przyjazdu nie przybylo im ani za grosz kultury. Tak wiec rozkwitowi handlu, ktry przynisl dobrobyt materialny, nie towarzyszylo nic, co mogloby wplynac na rozwj ktregos z aspektw ich umyslowosci lub wiedzy technicznej. Cywilizacja europejska, ktra wszedzie indziej rozprzestrzeniala sie w niebywalym tempie, prawie w ogle nie dotknela miejscowej ludnosci, a to, czego dowiadywano sie o niej z gazet i czasopism, docieralo do ludzi w zupelnie wypaczonej formie; dzialo sie to za sprawa fantastycznych wyolbrzymien bedacych tworem dziennikarzy, ktrzy generalnie - a w tamtych czasach szczeglnie w Rosji - nie byli i nie sa w stanie nawet w przyblizeniu zrozumiec prawdziwej istoty tego, o czym pisza. Ci

nowobogaccy, jak przystalo na prawdziwych parweniuszy, nasladowali wszystko, co kulturalne" i modne" - czyli w danym wypadku wszystko, co europejskie. Jednakze, czerpiac informacje na temat owej kultury oraz mody wylacznie z prasy rosyjskiej, bedacej dzielem rwnie niekompetentnych w tych sprawach osb, obraz, jaki sobie stwarzali mieszkancy Aszchabadu, sprawial na bezstronnym obserwatorze wrazenie komicznej i jednoczesnie smutnej karykatury. Tak wiec tamtejsi mieszakancy, cieszacy sie wielkim dobrobytem materialnym, pozbawieni byli sladu kultury, nawet tej elementarnej, i jak dzieci bawili sie w ludzi cywilizowanych. Nigdzie indziej nie sledzono z taka uwaga mody: kazdy czul, iz musi pokazac, ze we wszystkim trzyma reke na pulsie. Co wiecej, chetnie kupowano lub zamawiano zewszad droga pocztowa najprzerzniejsze nowe wynalazki oraz wszystko, co uwazano za stosowne dla swiatlego dzentelmena" - oczywiscie kierujac sie jedynie informacjami zawartymi w ogloszeniach prasowych. Znajac ten ich slaby punkt, wszyscy kupcy zagraniczni, szczeglnie Niemcy, pozbywali sie tam calej masy bezuzytecznych towarw i produktw, ktre bardzo szybko sie psuly albo ulegaly zniszczeniu. Ta farsa siegala tak daleko, ze wsrd reklamowanych urzadzen mozna bylo znalezc nawet specjalna maszyne do zapalania zwyklych zapalek. Poniewaz zamwione przedmioty od razu okazywaly sie bezwartosciowe albo rozpadaly sie na kawalki przy pierwszym uzyciu, a w calej okolicy nie bylo ani jednego punktu naprawczego, kazda rodzina zdazyla nagromadzic stos zepsutych przedmiotw. Istnial jeszcze jeden powd, dla ktrego znalazla sie tam tak wielka liczba rzeczy nadajacych sie do naprawy. W tamtej epoce na Wschodzie, a szczeglnie w azjatyckiej czesci Rosji, istnial zwyczaj, ze nigdy nie wyrzucalo sie ani nie sprzedawalo zakupionych rzeczy, nawet wwczas, gdy nie byly juz potrzebne lub sie rozlecialy. Co wiecej, gdyby ktos zdecydowal sie je sprzedac, to i tak nie znalazlby kupca; oprcz tego zwyczaj trzymania w domu rznych staroci na pamiatke byl tam bardzo rozpowszechniony. A zatem strychy i szopy kazdego domostwa wypelnial zadziwiajacy stos bezuzytecznych przedmiotw, przekazywanych z ojca na syna. W konsekwencji, dowiedziawszy sie o istnieniu warsztatu, ktry wszystko naprawia, ludzie przynosili mi Bg wie co, z nadzieja, ze przywrce do stanu uzywalnosci zalegajace od dawna, niepotrzebne przedmioty, na przyklad: fotel dziadka, okulary babci, balalajke pradziadka, zegar prababki, neseser otrzymany w prezencie od ojca chrzestnego, koc, pod ktrym spal biskup, kiedy zatrzymal sie w ich domu, Order Gwiazdy przyznany ojcu przez szacha Persji itd., itp. A ja to wszystko naprawialem. Nigdy nie odmwilem przyjecia zadnego przedmiotu i nie oddalem ani jednej nie zreperowanej rzeczy. Nawet wwczas, gdy proponowano mi zaplate zbyt drobna w stosunku do czasu, jaki musialem poswiecic na naprawienie jakiegos przedmiotu, jesli bylo to dla mnie cos nowego, nie odmawialem; w takim wypadku nie chodzilo mi o pieniadze, lecz o przezwyciezenie trudnosci, jakie stwarzal nie znany mi jeszcze rodzaj pracy. Oprcz zepsutych i naprawde bezuzytecznych rzeczy przynoszono mi rwniez wiele przedmiotw zupelnie nowych, wcale nie uszkodzonych, z ktrych wlasciciele nie mogli korzystac tylko dlatego, ze nie wiedzieli, jak sie nimi poslugiwac; powodem tego byla ich ignorancja oraz brak chocby podstawowej wiedzy technicznej, czyli jednym slowem: glupota. W owym czasie najnowsze wynalazki w postaci maszyn do szycia, rowerw, maszyn do pisania itd. rozchodzily sie wszedzie w blyskawicznym tempie. Zamawiano je i kupowano z pelnym entuzjazmem; nastepnie jednak, w wyniku wspomnianego przeze mnie braku elementarnej wiedzy technicznej oraz na skutek niedoboru miejscowych warsztatw i specjalistw, gdy zepsula sie w nich nawet najdrobniejsza rzecz, odstawiano je na bok jako bezuzyteczne. Dam wam teraz kilka charakterystycznych przykladw tej ignorancji i naiwnosci, ktre, przyznaje, wykorzystalem z pelna premedytacja, nie czujac z tego powodu zadnych wyrzutw sumienia. Przypominam sobie, jak ktregos dnia pewien bogaty, gruby Ormianin, zdyszany i oblany potem, przynisl do naprawy maszyne do szycia. Pojawil sie u mnie w towarzystwie crki, ktra miala

dostac te maszyne, zakupiona na targu w Dolnym Nowogrodzie, w wyprawie slubnej. Na poczatku, jak sam przyznal, maszyna do szycia okazala sie prawdziwym skarbem. Nie sposb bylo ja przecenic - tak dobrze i szybko szyla; nagle jednak, ni stad, ni zowad i ku jego utrapieniu, zaczela dzialac, jak sie wyrazil, na wstecznym biegu". Zbadalem maszyne i uznalem, ze jest w pelni sprawna. Byc moze wiecie, ze w niektrych maszynach do szycia obok dzwigni regulujacej szew znajduje sie inna, sluzaca do zmiany kierunku, to znaczy, ze przestawiajac ja, zmienia sie kierunek, w ktrym przesuwa sie material. Najwyrazniej ktos niechcacy poruszyl te dzwignie i material, zamiast przesuwac sie do przodu, zaczal sie cofac. Od razu pojalem, ze w maszynie wystarczy tylko przestawic dzwignie, co moglem uczynic na poczekaniu. Widzac jednak, iz mam do czynienia z chytrym starym szubrawcem, i dowiedziawszy sie, ze handluje on karakulami, poczulem pewnosc - poniewaz dobrze znalem takich osobnikw - ze wypchal sobie kieszenie oszukujac niejednego Turkmena tekinskiego lub Bucharczyka, ktrzy sa latwowierni jak dzieci, i postanowilem mu odplacic pieknym za nadobne. Opowiedzialem mu dluga historie o tym, co popsulo sie w jego maszynie, i dodalem, ze naprawa bedzie wymagala wymiany kilku kl zebatych; jednoczesnie przez caly czas rzucalem wszelkie mozliwe obelgi na tych lajdakw, dzisiejszych producentw. Mwiac krtko, zdarlem z niego dwanascie rubli i piecdziesiat kopiejek, obiecujac, ze naprawie maszyne w ciagu trzech dni; oczywiscie zaraz po jego wyjsciu nastawilem ja jak nalezy i z odpowiednim numerkiem umiescilem wsrd naprawionych przedmiotw. Pamietam tez dobrze, jak innym razem wszedl do mojego warsztatu pewien oficer i powiedzial z wielka powaga w glosie: - Pjdz do biura komendanta regionu i powiedz referentowi, ze rozkazuje mu - wspomne przy okazji, iz w tamtych czasach oficerowie rosyjscy otwierali usta wylacznie po to, zeby wydawac rozkazy - pokazac ci maszyny do pisania. Po ich obejrzeniu powiadom mnie, co w nich nie dziala. I jak sie pojawil, tak zniknal. Jego bezceremonialny i rozkazujacy ton mnie zadziwil, a nawet do pewnego stopnia rozzloscil. Postanowilem wiec natychmiast udac sie pod wskazany adres, glwnie po to, zeby odkryc, co to za ptaszek" z tego oficera, i byc moze znalezc sposb, zeby wystrychnac go na dudka, co - jak przyznaje - zawsze sprawialo mi przyjemnosc, poniewaz, ukrywajac sie za fasada naiwnego niewiniatka, potrafilem bardzo jadowicie ukarac ludzi za tego typu bezczelnosc. Jeszcze tego samego dnia poszedlem do onego biura, przedstawilem sie referentowi i wyjasnilem przyczyne swojej wizyty. Dowiedzialem sie, ze moim gosciem byl sam adiutant. Kiedy ogladalem wszystkie trzy maszyny do pisania, gadatliwy urzednik, ktrego przyjazn zdobylem juz za pomoca papierosa i pikantnej anegdoty z zycia oficerw, wyjasnil mi, co nastepuje: Maszyny, sprowadzone niedawno temu z Petersburga, dzialaly na poczatku bez zarzutu; szybko jednak, jedna po drugiej, popsuly sie w ten sam sposb: tasma przestala sie odwijac. Adiutant, kwatermistrz i inni prbowali je naprawic, ale mimo najlepszych checi nikomu to sie nie udalo i od trzech dni wszystkie dokumenty pisano recznie. Sluchajac opowiesci referenta, obejrzalem maszyny do pisania i wiedzialem juz, na czym polega klopot. Niewatpliwie niektrzy z was pamietaja, ze dawniej w niektrych typach maszyn do pisania szpulka z tasma odwijala sie dzieki naciskowi sprezyny umieszczonej na dole, w specjalnym pudelku z tylu maszyny, i zwijano ja z powrotem, przekrecajac samo pudelko. Poniewaz tasma przesuwala sie powoli, dluga sprezyna potrzebowala na rozkrecenie sie sporo czasu; czasami jednak trzeba bylo nawinac ja z powrotem. Najprawdopodobniej, kiedy przywieziono maszyny, sprezyny byly zwiniete do oporu, ale z uplywem czasu sie rozkrecily i teraz nalezalo je ponownie skrecic. Poniewaz jednak nie bylo ani kluczyka, ani raczki, ludziom, ktrym nie udzielono zadnych wskazwek i ktrym brakowalo najprostszej wiedzy technicznej, trudno bylo odgadnac, w jaki sposb mozna ponownie nawinac szpulki. Oczywiscie nic nie powiedzialem o tym urzednikom, tylko przyjalem ich zaproszenie na obiad i po zjedzeniu dobrego rzadowego kapusniaka oraz kaszy udalem sie prosto do domu na

moim przedpotopowym rowerze i na tym, co zostalo z jego opon. Tego wieczoru ponownie zjawil sie w moim warsztacie adiutant i tym samym wynioslym tonem zapytal: - No wiec co? Czy odkryles, dlaczego te zupelnie nowe maszyny do pisania nie dzialaja? Juz dawno stalem sie prawdziwym specem od odgrywania rznych rl. Tak wiec, nadajac twarzy wyraz nazywany przez prawdziwych aktorw pelna szacunku niesmialoscia i wstydliwym powazaniem" oraz stosujac specjalne pompatyczne zwroty, zapozyczone z rozmaitych rosyjskich prac technicznych, zaczalem wychwalac pod kazdym wzgledem doskonalosc maszyn do pisania owej marki, z wyjatkiem jednego elementu, ktry niestety wymagal skomplikowanej i trudnej przerbki. Koszt naprawy wycenilem na prawie jedna czwarta pierwotnej ceny maszyn. Nastepnego dnia te w pelni sprawne maszyny uroczyscie dostarczyl mi prawie caly oddzial wojskowy, z adiutantem na czele. Od razu ich przyjalem i bardzo powaznie oznajmilem, ze maszyny beda gotowe nie wczesniej niz za dziesiec dni. Zdenerwowany oficer blagal mnie, zebym, jesli to tylko mozliwe, naprawil je szybciej, poniewaz praca w biurze utknela praktycznie w martwym punkcie. Ostatecznie, po dlugich przetargach, zgodzilem sie pracowac w nocy i dostarczyc pierwsza maszyne za dwa dni; w zamian jednak poprosilem, zeby byl tak dobry i rozkazal swoim zolnierzom, aby przynosili z kasyna wojskowego resztki jedzenia dla moich prosiaczkw, ktre niedawno kupilem i trzymalem teraz na podwrku. Dwa dni pzniej jedna z tych nienagannie dzialajacych maszyn byla gotowa" i obiecalem, ze dwie pozostale dostarcze przed koncem tygodnia. Oprcz podziekowania i osiemnastu rubli otrzymanych za naprawe kazdej maszyny, zolnierze codziennie przynosili jedzenie dla moich prosiakw i opiekowali sie nimi przez trzy miesiace mojego pobytu w Aszchabadzie, w czasie ktrego te oseski zamienily sie w wyrosniete wieprze. Oczywiscie wyjasnilem urzednikom, co nalezy zrobic, gdy sprezyny sie rozkreca; najwyrazniej jednak nigdy nie pojeli, na czym polegala moja naprawa". Takie same zdarzenia mialy miejsce w Merwie, do ktrego przenioslem warsztat i gdzie przez nastepne dwa miesiace prowadzilem podobna dzialalnosc. Ktregos dnia odwiedzil mnie wizytator z miejscowego technikum lub liceum - sam juz nie pamietam - i poprosil, zebym naprawil maszyne elektryczna, przeznaczona do przeprowadzania eksperymentw na lekcjach fizyki. Byla to zwykla maszyna elektrostatyczna, ktra po wprawieniu w ruch wydziela iskry i ktra z jakiegos powodu zarwno w tamtych czasach, jak i dzisiaj kazda szkola czuje sie zobowiazana wlaczyc do swojego wyposazenia. W trakcie tych slynnych lekcji tak zwanej fizyki nadeci nauczyciele, zachowujac sie, jakby odprawiali swiety rytual, przeprowadzaja za pomoca tej maszyny pouczajace doswiadczenia, ktre polegaja jedynie na tym, ze obraca sie okragle plyty i zmusza dzieci do tego, by po kolei dotknely malych metalowych galek butelki lejdejskiej. Grymasy blu pojawiajace sie na twarzach dzieci dotykajacych galki zawsze powoduja wybuchy smiechu, ktre zdaniem owych pedagogw bardzo dobrze wplywaja na trawienie"; i na tym zazwyczaj konczy sie tak zwana lekcja fizyki. Wspomniany wizytator zamwil i otrzymal w czesciach jedna z takich maszyn, wyprodukowana w Petersburgu przez niemiecka firme Siemens & Halske. Z pomoca swoich kolegw, innych nauczycieli, zlozyl maszyne zgodnie z zalaczona instrukcja, ale mimo wysilkw nie udalo sie wydobyc z niej ani jednej iskry i w koncu wizytator zmuszony byl zwrcic sie o pomoc do mnie. Natychmiast spostrzeglem, ze wszystko jest w porzadku, z wyjatkiem tego, ze dwa krazki stanowiace podstawowa czesc maszyny sa troche niedokladnie ustawione. Wystarczylo wiec po prostu poluzowac nakretke na osi, a nastepnie lekko przesunac jeden z krazkw, co zajeloby mi najwyzej minute. Zmusilem jednak owego zacnego pedagoga, ktry uczyl innych tego, czego sam nie wiedzial, zeby w czasie, gdy rzekomo naprawialem jego maszyne, wrcil do warsztatu jeszcze cztery razy, a takze zaplacil mi dziesiec rubli i siedemdziesiat piec kopiejek za naladowanie butelki lejdejskiej, ktra oczywiscie nie wymagala zadnego ladowania. Podobne wypadki zdarzaly sie prawie codziennie przez caly okres istnienia

mojego warsztatu. Zawsze idac na reke biednym, nie uwazalem za grzech czerpac zyski z glupoty tych, ktrzy niezasluzenie, jedynie dzieki przypadkowo zdobytej pozycji, stali sie miejscowa inteligencja, ale ktrzy z punktu widzenia prawdziwej inteligencji znajdowali sie o wiele stopni nizej niz ludzie im podlegajacy. Jednakze najoryginalniejszym i zarazem najbardziej dochodowym przedsiewzieciem okazal sie interes z gorsetami. W tamtym sezonie moda na gorsety w Paryzu ulegla gwaltownej zmianie; zamiast bardzo wysokich, zaczeto teraz nosic gorsety bardzo krtkie. Dzieki zurnalom wiesc o tym ostatnim krzyku mody szybko sie rozeszla po okolicy, jednakze same gorsety nie pokazaly sie jeszcze w sprzedazy na tym odleglym terenie; w rezultacie wiele kobiet zaczelo mi przynosic swoje stare gorsety, z pytaniem, czy mglbym je przerobic zgodnie z obowiazujaca moda. I wlasnie w interes z gorsetami okazal sie dla mnie istna zyla zlota. Oto jak do tego doszlo: Pewnego razu potrzebowalem troche fiszbinu, zeby skrcic i poszerzyc gorset tegiej Zydwki, ktrej talia podlegala procesowi nieustannego wzrostu. Po dlugim i bezowocnym poszukiwaniu, w kolejnym sklepie, ktry nie mial na skladzie fiszbinu, pomocnik wlasciciela poradzil mi, zebym kupil caly, przestarzaly juz gorset, ktry wlasciciel niewatpliwie zgodzi sie sprzedac za cene samego fiszbinu. Udalem sie wiec wprost do wlasciciela. Ale w trakcie pertraktacji dojrzal w mojej glowie inny plan i zamiast, jak pierwotnie zamierzalem, jednego gorsetu, kupilem od niego wszystkie, jakie mial, czyli szescdziesiat piec staromodnych gorsetw po dwadziescia kopiejek od sztuki, zamiast po normalnej cenie czterech albo pieciu rubli. Nastepnie w pospiechu wykupilem gorsety w pozostalych sklepach w Aszchabadzie, placac nawet jeszcze mniej, poniewaz wszyscy chetnie pozbywali sie zapasw tych zupelnie bezuzytecznych artykulw. Nie poprzestalem na tym i nastepnego dnia wyslalem starego Zyda - ojca dwch chlopcw, ktrzy u mnie pracowali - z instrukcja, zeby wykupil przestarzale gorsety we wszystkich miastach polozonych wzdluz trasy kolei srodkowoazjatyckiej; ja natomiast, za pomoca obcegw i nozyczek, zabralem sie do robienia modnych gorsetw. Bylo to bardzo proste: zaznaczalem olwkiem linie, wzdluz ktrej cielo sie gorset, zostawiajac wiecej do wyciecia na grze, a tylko troche w dolnej czesci; potem lamalem fiszbin obcegami i cialem material nozyczkami wzdluz narysowanej linii. Nastepnie dziewczeta pracujace pod nadzorem Witwickiej odpruwaly lamwki, przycinaly je i naszywaly z powrotem na skrcone gorsety. Wystarczylo jeszcze tylko nawlec polowe starych koronek i cr set mignon, uszyty wedlug najnowszej mody paryskiej, byl gotowy do sprzedazy. Produkowalismy w ten sposb okolo stu gorsetw dziennie. Najsmieszniejsze bylo to, ze wlasciciele sklepw, dowiedziawszy sie o metamorfozie swoich starych gorsetw, w obliczu wielkiego popytu zmuszeni byli odkupic je ode mnie z tak zwanym zgrzytaniem zebw; tym razem jednak nie za dziesiec albo dwadziescia kopiejek, lecz za trzy i pl rubla od sztuki. Wyobrazcie sobie: w ten sposb wykupilem i sprzedalem w Krasnowodzku, Kizil-Arwacie, Aszchabadzie, Merwie, Czardzou, Bucharze, Samarkandzie i Taszken-cie ponad szesc tysiecy gorsetw. Osiagniety zysk, nieproporcjonalny do skali przedsiewziecia, byl rezultatem nie tylko niewiedzy i naiwnosci, ze tak sie wyraze, pstrokatych" tubylcw oraz mojej wysoce rozwinietej bystrosci i umiejetnosci przystosowania sie do kazdej sytuacji, lecz przede wszystkim bezlitosnej postawy wobec tych slabosci - istniejacych we mnie tak samo jak we wszystkich ludziach - ktre w rezultacie ciaglego ulegania im tworza w czlowieku to, co nazywa sie lenistwem. Jest godnym uwagi fakt, ze w funkcjonowaniu mojej zbiorczej obecnosci pojawil sie w tamtym okresie proces niezrozumialy z punktu widzenia zwyklej nauki, ktry powtrzyl sie jeszcze kilkakrotnie w trakcie mojego zycia. w proces przejawial sie w postaci regulacji tempa doplywu i odplywu energii, co pozwolilo mi tygodniami, a nawet miesiacami, na korzystanie z bardzo nieduzej ilosci snu, przy jednoczesnym prowadzeniu dzialalnosci, ktrej natezenie nie tylko nie malalo, ale wrecz przeciwnie, roslo. Przy ostatnim powtrzeniu sie owego stanu to zjawisko tak bardzo mnie zafascynowalo, iz nabralo dla

mojej zbiorczej obecnosci takiej samej wagi jak pewne pytania, powstale we mnie juz dawno temu, ktrych rozwiazanie stalo sie celem i sensem mojego zycia. Kiedy juz ureguluje wszystkie sprawy zwiazane z podstawowym programem dzialania Instytutu - czyli wwczas, gdy znowu bede mial mozliwosc poswiecenia polowy czasu na wlasne subiektywne zainteresowania zamierzam umiescic wyjasnienie tej kwestii na pierwszym planie. Owa niezrozumiala jeszcze dla mnie wlasciwosc oglnego dzialania mojego organizmu ujawnila sie w tamtym okresie bardzo wyraznie w sytuacji, ktra chce teraz opisac. Od rana do nocy przeplywal przez mj warsztat nie konczacy sie potok klientw, ktrzy przescigajac sie w gadatliwosci, przynosili mi do naprawy rzeczy albo przychodzili odebrac te juz zreperowane; wiekszosc czasu poswiecalem wiec na przyjmowanie i odsylanie zamwien. W krtkich przerwach, nawet przy najwiekszym pospiechu, bylem w stanie jedynie zakupic nowe czesci oraz najrzniejsze potrzebne materialy. Sama praca odbywala sie wiec w nocy. Przez caly okres istnienia warsztatu dzielilem mj czas w nastepujacy sposb: dzien przeznaczony byl dla klientw, a cala noc na prace. Musze powiedziec, ze bardzo pomagala mi w tym Witwicka, ktra szybko stala sie specjalistka od pokrywania parasolek, przerabiania gorsetw i kapeluszy damskich, a szczeglnie od produkcji sztucznych kwiatw. W pracy pomagali mi rwniez dwaj chlopcy, synowie starego Zyda, ktrych zatrudnilem juz na samym poczatku; starszy czyscil i przygotowywal do galwanizacji przedmioty metalowe, a nastepnie je polerowal; mlodszy zas biegal na posylki, rozpalal ogien w kuzni i dal w miechy. Poza tym pod koniec sluzylo mi rwniez pomoca, i to calkiem niezle, szesc dziewczat z miejscowych rodzin patriarchalnych. Ich rodzice, pragnac zapewnic crkom pelne wyksztalcenie", wysylali je do mojego warsztatu, aby doskonalily sie tam w robtkach recznych. Nawet na poczatku, kiedy pracowalismy tylko w czwrke, sadzac po liczbie wykonywanych napraw, mozna bylo odniesc wrazenie, ze za drzwiami prowadzacymi na zaplecze, na ktrych oczywiscie widnial napis: Obcym wstep surowo wzbroniony", pracuje przynajmniej kilkudziesieciu fachowcw. Warsztat dzialal w Aszchabadzie przez trzy i pl miesiaca; w tym czasie zarobilem piecdziesiat tysiecy rubli. Czy wiecie, co w tamtych czasach oznaczala taka suma pieniedzy? Dla porwnania powiem wam, ze miesieczna pensja przecietnego urzednika wynosila wwczas trzydziesci trzy ruble i trzydziesci trzy kopiejki, i ze za te sume potrafil wyzyc nie tylko kawaler, ale rwniez ojciec wielodzietnej rodziny. Pensje wyzszego urzednika panstwowego, wahajaca sie od czterdziestu do piecdziesieciu rubli, uwazano za ogromna sume pieniedzy i marzyl o niej kazdy mlody czlowiek. Funt miesa kosztowal wtedy szesc kopiejek, chleb - dwie albo trzy kopiejki, dobre winogrona - dwie kopiejki. Poniewaz jeden rubel rwna sie stu kopiejkom, zatem piecdziesiat tysiecy rubli stanowilo prawdziwy majatek! W czasie istnienia warsztatu czesto pojawialy sie mozliwosci dodatkowego zarobku na lewo. Jednakze jednym z warunkw zakladu z Witwicka bylo to, ze pieniadze maja byc zarobione wylacznie praca wlasnych rak albo w wyniku zwiazanych z nia drobnych transakcji handlowych, ani razu wiec sie nie skusilem. Zaklad wygralem juz dawno temu i pieniadze zarobione w Aszchabadzie czterokrotnie przewyzszyly ustalona pierwotnie sume. Niemniej jednak, jak juz powiedzialem, postanowilem kontynuowac te dzialalnosc w innym miescie. Prawie caly interes zamknalem, Witwicka pojechala do siostry, a ja szykowalem sie do czekajacego mnie za trzy dni wyjazdu do Merwu. Sadze, ze wysluchawszy wszystkiego, co wam powiedzialem, zrozumieliscie juz w pewnym stopniu, co chcialem wam uswiadomic poprzez te historie: a mianowicie, ze owa osobliwa cecha charakteryzujaca psychike zbiorcza czlowieka, ktra wy, Amerykanie, uwazacie za prawdziwy ideal i nazywacie natura handlowa", istnieje (wraz z innymi naturami, ktrych wy, Amerykanie, nie macie) i nawet jest bardziej rozwinieta wsrd ludzi zyjacych na innych kontynentach. Tak wiec, zeby to lepiej opisac i przekazac wam pelniejszy obraz mojej wczesnej dzialalnosci, opowiem wam o jeszcze jednej operacji handlowej, ktra przeprowadzilem przed

samym wyjazdem z Aszchabadu. Musze wam powiedziec, ze zaraz po otwarciu warsztatu oglosilem, iz skupuje wszelkiego rodzaju starocie. Zrobilem to z dwch powodw: po pierwsze, liczylem, ze w ten sposb uda mi sie znalezc czesci, ktrych potrzebowalem do rznych napraw uprzednio w sklepach i na bazarach wykupilem juz wszystko, co moglo mi sie przydac - a po drugie, mialem nadzieje, ze wsrd rzeczy przyniesionych do warsztatu albo znalezionych u ludzi w domu natrafie - jak juz nie raz sie zdarzylo - na cos rzadko spotykanego i cennego. Jednym slowem, stalem sie rwniez antykwariuszem. Kilka dni przed wyjazdem spotkalem na bazarze Gruzina, ktrego poznalem jeszcze w Tyflisie, gdzie byl wlascicielem bufetu na stacji linii zakaukaskiej. Obecnie pracowal jako dostawca dla wojska i zaproponowal mi kupno kilku lzek zelaznych, ktre mial na zbyciu. Odwiedzilem go jeszcze tego samego wieczoru i razem zeszlismy do piwnicy, zeby obejrzec lzka; panowal tam jednak tak nieznosny fetor, ze prawie nie bylem w stanie go wytrzymac. Obejrzawszy w pospiechu lzka, jak najszybciej pobieglem na gre i dopiero na ulicy zaczalem sie targowac. Dowiedzialem sie wtedy, ze zrdlem smrodu jest dwadziescia beczek sledzi, ktre Gruzin zakupil w Astrachaniu dla miejscowego kasyna oficerskiego. Po dostarczeniu i otwarciu dwch pierwszych beczek okazalo sie, ze sledzie sa zepsute, co spowodowalo odmowe przyjecia towaru. Gruzin, w obawie o swoja reputacje, nie chcial sprzedac ich gdzie indziej; wzial je wiec z powrotem i umiesciwszy tymczasowo w piwnicy, prawie o nich zapomnial. Dopiero teraz, po trzech miesiacach, kiedy caly dom zaczal nimi cuchnac, postanowil jak najszybciej sie ich pozbyc. Dreczyla go mysl, ze nie tylko stracil na tym interesie pieniadze, ale musi jeszcze zaplacic za wywiezienie sledzi na wysypisko, poniewaz nie chce, zeby dowiedziala sie o nich komisja sanitarna, ktra moze ukarac go grzywna. Sluchajac go, moje mysli, zgodnie z uksztaltowanym wwczas we mnie zwyczajem, zaczely intensywnie pracowac i zadalem sobie pytanie, czy przypadkiem nie da sie jakos zarobic na tej imprezie. Zaczalem liczyc: Ma dwadziescia beczek sledzi, ktre trzeba wyrzucic. Ale kazda beczka jest warta co najmniej rubla. Gdyby tylko udalo mi sie jakos je oprznic za darmo! W innym razie transport wyniesie prawie tyle samo, co cena beczek..." Niespodziewanie przyszlo mi wtedy do glowy, ze sledzie - zwlaszcza zepsute - musza sie nadawac na nawz. Pomyslalem wiec, ze kazdy ogrodnik zgodzi sie przyjechac po te beczki, oprznic je, wyplukac i odwiezc do mojego warsztatu, jesli dam mu za darmo tak wysmienity nawz. Beczki, po okopceniu, na pewno szybko sprzedam, poniewaz istnieje na nie wielkie zapotrzebowanie; w ten sposb w ciagu pl godziny zarobie dwadziescia rubli. Jednoczesnie nikt na tym nie straci, lecz wrecz przeciwnie, wszyscy zyskaja, nawet Gruzin, ktry co prawda stracil na kupnie towaru, ale teraz zaoszczedzi na koszcie wywozu. Po tych przemysleniach powiedzialem do Gruzina: - Jesli opuscisz troche cene lzek, zorganizuje ci za darmo przewz beczek. Zgodzil sie, a ja obiecalem, ze nastepnego ranka uwolnie go od zrdla tej infekcji. Zaplacilem za lzka, zaladowalem je na wz i zabralem ze soba jedna, nie otwarta jeszcze beczke sledzi, zeby pokazac ja ogrodnikowi. Po powrocie do warsztatu rozladowalismy wz i zanieslismy wszystko do szopy. Wlasnie o tej porze zwykl przychodzic stary Zyd, ojciec zatrudnionych przeze mnie chlopcw, zeby porozmawiac z synami, a czasami nawet pomc im w pracy. Siedzialem na podwrku palac papierosa, gdy nagle zaswitala mi w glowie mysl, zeby dac troche sledzi do zjedzenia moim swiniom - byc moze sie okaze, ze beda im smakowaly - i bez zadnych wyjasnien poprosilem starca o pomoc przy otwarciu beczki. Kiedy podnieslismy wieko, stary Zyd pochylil sie wdychajac zapach i ozywiony wykrzyknal: - To sa prawdziwe sledzie! Takich sledzi nie widzialem juz od dawna, prawde mwiac, od czasu, gdy przybylem do tego przekletego kraju! Bylem zaintrygowany. Zyjac glwnie w Azji, gdzie nie jada sie sledzi, nigdy, nawet po skosztowaniu nie potrafilbym odrznic dobrych sledzi od zlych. Wszystkie mialy dla mnie ten sam drazniacy zapach. Musialem wiec dac wiare stanowczemu oswiadczeniu starego Zyda, tym

bardziej ze w przeszlosci, kiedy mieszkal w Rosji, prowadzil w Rostowie sklep rzezniczy, w ktrym sprzedawal rwniez ryby. Nie bylem jednak jeszcze zupelnie przekonany i upewnilem sie, czy sie nie myli, ale on, gleboko urazony, odpowiedzial: - Co za bzdury! To sa najprawdziwsze solone... takie a takie... sledzie! (Nie pamietam juz, jak je wtedy nazwal.) Ciagle jeszcze majac watpliwosci, powiedzialem mu, ze przypadkowo zakupilem cala dostawe tych sledzi i ze, miedzy nami mwiac, to dobry znak, jesli czesc towaru uda sie sprzedac zaraz po otwarciu beczki, poniewaz oznacza to, ze cala sprzedaz dobrze pjdzie. Powinnismy wiec teraz, nie czekajac do rana, sprzedac przynajmniej kilka sledzi. I poprosilem go, zeby od razu sprbowal to zrobic. Chcialem w ten sposb sie upewnic, czy starzec powiedzial mi prawde, i w zaleznosci od tego ustalic, co zrobie dalej. Niedaleko mojego warsztatu mieszkalo wielu Zydw, w wiekszosci sklepikarzy. Poniewaz zapadl juz zmrok, prawie wszystkie sklepy byly zamkniete. Ale dokladnie na wprost warsztatu mieszkal zegarmistrz, niejaki Friedman. On wlasnie przybyl jako pierwszy i z miejsca kupil caly tuzin, placac bez zadnego targowania sie pietnascie kopiejek za pare. Nastepnym nabywca okazal sie wlasciciel naroznej apteki, ktry od razu kupil piecdziesiat sledzi. Z radosci, jaka okazywali klienci, wynikalo, iz starzec mial racje. Nastepnego dnia o swicie wynajalem wozy i przewiozlem do siebie wszystkie beczki, z wyjatkiem dwch otwartych wczesniej, w ktrych sledzie byly naprawde zepsute i z ktrych zional okropny smrd. Natychmiast odeslalem je na miejskie wysypisko. W pozostalych osiemnastu beczkach znajdowaly sie sledzie nie tylko dobrej, ale wrecz najwyzszej jakosci. Najwidoczniej zarwno zaopatrzeniowiec kasyna, jak i gruzinski kupiec urodzony w Tyflisie, gdzie nie jada sie sledzi, wiedzieli o nich tyle samo co ja, czyli po prostu nic; osobliwy zapach tych ryb przekonal ich, ze sa zepsute, i Gruzin pogodzil sie juz ze swoja strata. W ciagu trzech dni z pomoca starego Zyda, ktremu placilem pl kopiejki od sledzia - co sprawilo mu ogromna radosc - sprzedalem wszystkie sledzie, hurtowo i detalicznie. Do tego czasu zlikwidowalem juz wszystkie interesy i w przeddzien wyjazdu zaprosilem wspomnianego Gruzina oraz wielu innych znajomych na pozegnalna kolacje. Przy stole opowiedzialem mu, jak potoczyla sie cala sprawa, i wyciagajac z kieszeni pieniadze, zaproponowalem podzial zysku. Jednakze Gruzin, wierny zasadzie obowiazujacej wsrd starych mieszkancw Zakaukazia oraz terenw zakaspijskich, odmwil przyjecia pieniedzy. Powiedzial, ze oddajac mi towar, byl przekonany, iz nie ma on zadnej wartosci; jesli okazalo sie, ze sie mylil, to moje szczescie, a jego pech. Uwaza wiec, ze nie wypada mu skorzystac z mojej uprzejmosci. Co wiecej, nastepnego dnia, juz po wyjezdzie do Merwu, wsrd moich rzeczy w przedziale znalazlem buklak z winem, podarowany przez Gruzina. Od chwili zamkniecia tego osobliwego warsztatu uplynelo kilka lat, w czasie ktrych nieustannie pracowalem, dazac do przygotowania warunkw koniecznych do osiagniecia podstawowego celu mojego zycia. Jednoczesnie w tym samym okresie dosyc czesto bylem zmuszony szukac rznych sposobw zarobienia pieniedzy. Mimo ze wiele przygd i niespodziewanych zdarzen, ktre mialy wwczas miejsce, moze was zainteresowac zarwno z psychologicznego, jak i praktycznego punktu widzenia, nie chcac odbiegac od podjetego dzis wieczorem tematu, nic o nich nie powiem; tym bardziej ze tamtym latom i innym podobnym okresom mojego zycia zamierzam poswiecic oddzielna ksiazke. Dodani tylko, ze zanim jeszcze wytyczylem sobie cel zgromadzenia okreslonego kapitalu, zdobylem juz duze doswiadczenie i pewnosc siebie. Dlatego tez w chwili, gdy postanowilem wykorzystac swoje zdolnosci w celu zarobienia pieniedzy - niezaleznie od faktu, ze w aspekt ludzkiego zmagania sam w sobie nigdy mnie nie interesowal - czynilem to w taki sposb, by rezultaty mogly wzbudzic zazdrosc nawet najlepszych amerykanskich specw od dolarowych interesw. Uczestniczylem w rznych, czasem nawet bardzo duzych przedsiewzieciach. Na przyklad: zawieralem zarwno prywatne, jak i rzadowe kontrakty na budowe sieci kolejowych oraz drg; otworzylem wiele sklepw,

restauracji i kin, ktre po rozkreceniu sprzedalem; robilem interesy w rolnictwie; zabezpieczalem transport bydla z rznych krajw, glwnie z Kaszgaru do Rosji; zajmowalem sie wydobyciem ropy naftowej oraz polowem ryb; zdarzalo sie tez, ze prowadzilem kilka tego typu przedsiewziec naraz. Jednakze moim ulubionym zajeciem, ktre nigdy nie wymagalo ustalonej ilosci czasu ani stalego miejsca zamieszkania, a ktre jednoczesnie przynosilo duze zyski, byl handel dywanami i rznymi antykami. Tak wiec po czterech lub pieciu latach goraczkowej dzialalnosci zlikwidowalem wszystkie interesy i pod koniec 1913 roku, kiedy przyjechalem do Moskwy, zeby przejsc do praktycznej realizacji tego, co wytyczylem sobie jako swiete zadanie, zgromadzilem juz milion rubli, a oprcz tego bylem wlascicielem dwch bezcennych kolekcji, jednej skladajacej sie z dywanw, a drugiej - z porcelany i chinskich chisonne. Wydawalo sie wwczas, ze taki majatek uwolni mnie od trosk finansowych i pozwoli na wdrozenie idei, ktre przyjely juz okreslona forme w mojej swiadomosci i ktre mialy stanowic podstawe przyszlego Instytutu, a mianowicie: pragnalem stworzyc wokl siebie warunki, ktre nieustannie przypominalyby czlowiekowi o sensie i celu jego istnienia, poprzez nieuchronne tarcie miedzy sumieniem i automatycznymi przejawami jego natury. Dzialo sie to mniej wiecej rok przed wybuchem pierwszej wojny swiatowej. Najpierw w Moskwie, a troche pzniej w Petersburgu zorganizowalem serie wykladw, ktre przyciagnely wielu intelektualistw i naukowcw, szybko wiec krag osb zainteresowanych moimi ideami zaczal sie powiekszac. Nastepnie, zgodnie z przyjetym planem, podjalem kroki zmierzajace do utworzenia mojego Instytutu. Przygotowywalem powoli wszystko, czego wymagala realizacja tego projektu, a wiec nabylem miedzy innymi pewna posiadlosc, zamwilem z rznych krajw europejskich to, czego nie mozna bylo dostac w Rosji, zakupilem tez niezbedne materialy i przyrzady. Zaczalem nawet przygotowywac sie do wydawania wlasnej gazety. Kiedy znajdowalem sie w wirze pracy organizacyjnej, wybuchla wojna, wszystko musialem wiec odlozyc na bok, majac jednak nadzieje, ze bede mgl wznowic prace, gdy tylko sytuacja polityczna troche sie ustabilizuje. Polowe zgromadzonego kapitalu wydalem juz wtedy na przygotowania organizacyjne. Poniewaz wojna rozgorzala na dobre, a nadzieja na szybki pokj stawala sie coraz bardziej watla, musialem opuscic Moskwe i udac sie na Kaukaz, gdzie czekalem na zakonczenie dzialan wojennych. Chociaz uwaga wszystkich skupiala sie na wydarzeniach politycznych, w niektrych kregach spolecznych zainteresowanie moja praca nieustannie roslo. Do Jessentuki, gdzie wwczas sie osiedlilem, zaczeli zjezdzac ludzie, ktrzy naprawde chcieli poznac moje idee. Przybywali nie tylko z najblizszej okolicy, ale rwniez z Petersburga i z Moskwy, stopniowo wiec pod wplywem okolicznosci bylem zmuszony do zorganizowania wszystkiego na miejscu, nie czekajac juz na powrt do Moskwy. Jednakze wkrtce wydarzenia potoczyly sie w taki sposb, ze pod znakiem zapytania stanela nie tylko mozliwosc pracy, ale nawet samo przetrwanie; nikt nie wiedzial, co przyniesie jutro. Rejon Mineralnych Wd. w ktrym mieszkalismy, stal sie centrum wojny domowej i znalezlismy sie doslownie w srodku wymiany ognia. Miasta przechodzily z rak do rak: jednego dnia w rece bolszewikw, nastepnego - kozakw, a jeszcze nastepnego bialogwardzistw albo jakiejs nowo utworzonej partii. Czasami, wstajac rano z lzka, nie wiedzielismy, ktremu rzadowi podlegamy, i dopiero wychodzac na ulice dowiadywalismy sie, jakie dzisiaj nalezy glosic poglady. Dla mnie osobiscie byl to okres najwiekszego napiecia nerwowego, jakiego doswiadczylem w trakcie pobytu w Rosji. Przez caly czas musialem nie tylko myslec i martwic sie o to, jak zdobyc nieodzowne do zycia podstawowe artykuly - ktre staly sie niemal nieosiagalne - ale takze nieustannie troszczyc sie o przetrwanie prawie stu osb, ktrymi postanowilem sie zaopiekowac. Najbardziej niepokoila mnie sytuacja okolo dwudziestu moich uczniw - jak sami zaczeli sie wtedy nazywac - ktrzy byli w wieku poborowym. Codziennie brano do wojska mlodziencw, a nawet mezczyzn w srednim wieku - jednego dnia

przychodzili po nich bolszewicy, nastepnego biali", a jeszcze nastepnego jakas inna frakcja. Tego nieustannego napiecia nie dalo sie juz dluzej wytrzymac; nie zwazajac na cene, musielismy znalezc jakies rozwiazanie. Ktrejs nocy, kiedy wywiazala sie szczeglnie ostra strzelanina i z przyleglych pokoi dobiegly mnie dzwieki niespokojnych rozmw moich towarzyszy, zaczalem bardzo powaznie sie zastanawiac. Szukajac wyjscia z tego impasu, droga skojarzenia przypomnialem sobie jedno z powiedzen madrego mully Nassr Eddina, ktre juz dawno temu stalo sie moja idee fixe, a mianowicie: We wszystkich okolicznosciach zyciowych zawsze staraj sie pogodzic przyjemne z pozytecznym. Musze w tym miejscu wspomniec, ze przez wiele lat interesowalem sie archeologia i do wyjasnienia niektrych szczeglw potrzebowalem jak najwiecej informacji o polozeniu i sposobie rozmieszczenia prastarych monumentw nazywanych dolmenami, ktre dzisiaj mozna znalezc w pewnych charakterystycznych miejscach na prawie wszystkich kontynentach. Mialem konkretne informacje, ze takie dolmeny znajduja sie w wielu miejscach na Kaukazie i opierajac sie na oficjalnych zrdlach naukowych, znalem nawet przyblizone polozenie niektrych z nich. Mimo ze nigdy nie mialem dosyc czasu na przeprowadzenie systematycznych badan owych miejsc, niemniej jednak - w chwilach wytchnienia od poscigu za moim glwnym celem - w trakcie licznych podrzy przez grskie tereny Kaukazu i Zakaukazia nie przepuscilem ani jednej okazji, zeby je zobaczyc. To, co zdolalem odkryc, wyraznie mi pokazalo, ze na obszarze miedzy wschodnim wybrzezem Morza Czarnego a lancuchem Kaukazu - zwlaszcza w okolicach pewnych przeleczy, ktrych nie mialem jeszcze okazji odwiedzic - mozna bylo natrafic na pojedyncze albo ustawione w malych grupach dolmeny specjalnego typu, ktre bardzo mnie interesowaly. Tak wiec, odciety od swiata i przekonany o tym, ze w wyniku zaistnialej sytuacji moja dzialalnosc znalazla sie w martwym punkcie, postanowilem wykorzystac oddany mi do dyspozycji czas na przeprowadzenie specjalnej wyprawy do wspomnianego regionu Kaukazu, aby odszukac i zbadac owe dolmeny, a jednoczesnie znalezc bezpieczne miejsce zarwno dla siebie, jak i dla swoich podopiecznych. Nastepnego dnia rano zebralem wszystkie sily oraz srodki i z pomoca kilku na wpl swiadomie lub zupelnie nieswiadomie oddanych mi ludzi, ktrzy weszli w jakies uklady z rozmaitymi chwilowymi posiadaczami wladzy, zaczalem sie ubiegac o oficjalne pozwolenie na zorganizowanie wyprawy naukowej w gry Kaukazu. Uzyskawszy to pozwolenie, wszelkimi mozliwymi sposobami zaczalem gromadzic rzeczy potrzebne do tego rodzaju wyprawy. Z grona moich uczniw wybralem tych, dla ktrych pobyt w rejonie Mineralnych Wd mgl sie okazac szczeglnie niebezpieczny, zas pozostalym zabezpieczylem srodki do zycia; nastepnie podzielilismy sie na dwie grupy, ktre mialy sie spotkac w umwionym miejscu. Pierwsza grupa uczestniczaca w tej wyprawie naukowej skladala sie z dwunastu osb i wyruszyla z Piatigorska; druga, w ktrej znalazlem sie rwniez ja, liczyla dwadziescia jeden osb i startowala z Jessentuki. Oficjalnie, obie grupy prowadzily niezalezna dzialalnosc i nie mialy ze soba nic wsplnego. Bez prawdziwej znajomosci panujacych tam wwczas warunkw tylko ktos obdarzony wyjatkowo plodna wyobraznia moze miec jakies pojecie o tym, co w tamtych czasach oznaczalo zorganizowanie naukowej i do tego oficjalnej wyprawy. Opuszczajac Jessentuki, planowalem najpierw poprowadzic ekspedycje przez zaludnione obszary ciagnace sie az do gry Indur, polozonej niedaleko Tuapse, i dopiero stamtad rozpoczac poszukiwania w kierunku poludniowo-wschodnim, wzdluz linii oddalonej czterdziesci do stu kilometrw od wybrzeza Morza Czarnego. Po wielkich trudnosciach na pierwsza czesc wyprawy udalo mi sie zdobyc od znajdujacego sie wwczas u wladzy rzadu bolszewikw dwa wagony kolejowe; przypominam, ze dzialo sie to w czasach, gdy z powodu nieustannego przemieszczania sie wojsk bylo nie do pomyslenia, zeby nawet samotny czlowiek bez bagazu podrzowal pociagiem. Upchnawszy w tych wagonach dwadziescia jeden osb, dwa konie, dwa muly i trzy wzki dwukolowe, nie

wspominajac nawet o calym wyposazeniu zakupionym na wyprawe, czyli namiotach, zywnosci, rznych narzedziach i broni, wyruszylismy w droge. Dojechalismy w ten sposb do Majkop; tam jednak okazalo sie, ze dalej podklad kolejowy zostal calkowicie zniszczony poprzedniego dnia przez nowo powstala grupe powstancza, ktra nazwala sie Zieloni, czy jakos podobnie; zmuszeni wiec bylismy kontynuowac wyprawe pieszo oraz na wzkach, i do tego nie w kierunku Tuapse, jak pierwotnie zamierzalem, lecz w strone tak zwanej przeleczy nad rzeka Biala. Aby dotrzec na pustkowie, musielismy najpierw pokonac obszary zaludnione, a takze co najmniej piec razy przedostac sie przez linie frontu bolszewikw i bialogwardzistw. Przypominajac sobie te prawie nie dajace sie opisac trudnosci teraz, gdy pozostalo po nich juz tylko wspomnienie, znw ogarnia mnie uczucie prawdziwego zadowolenia z tego, ze udalo mi sie je wwczas pokonac. Rzeczywiscie, wtedy wydawalo sie, iz wspomagaly nas nawet cuda. Epidemia fanatyzmu i wzajemnej nienawisci, ktra szerzyla sie wsrd ludzi z naszego otoczenia, ominela nas: mozna by wrecz powiedziec, ze ja i moi towarzysze pozostawalismy pod jakas nadprzyrodzona opieka. Nasza postawa wobec kazdej z frakcji byla bezstronna, tak jakbysmy nie nalezeli do tego swiata; i tak samo inni uwazali nas za osoby zupelnie neutralne, co zreszta bylo zgodne z prawda. Otoczony przez rozwscieczone ludzkie bestie, gotowe za najmniejszy lup rozerwac przeciwnika na kawalki, poruszalem sie w srodku tego bezladu calkiem jawnie, bez strachu, niczego nie ukrywajac ani nie uciekajac sie do zadnych podstepw. I mimo ze grabieze nazywane rekwizycjami" byly w pelnym toku, nic nam nie zabrano; nie wzieto nawet dwch beczek alkoholu, ktre z powodu panujacego niedostatku byly przedmiotem oglnej zazdrosci. Kiedy dzisiaj wam o tym opowiadani, poczucie sprawiedliwosci, bedace wynikiem mojego zrozumienia psychiki ludzi narazonych na takie wydarzenia, zmusza mnie do zlozenia holdu zarwno czerwonym", jak i bialym" ochotnikom - prawdopodobnie w wiekszosci juz niezyjacym ktrych zyczliwa postawa wobec mojej dzialalnosci, choc nieswiadoma l czysto instynktowna, przyczynila sie do pomyslnego zakonczenia tego niebezpiecznego przedsiewziecia. Faktycznie, to, ze wydostalem sie z owego w pelnym tego slowa znaczeniu piekla, nie bylo jedynie wynikiem mojej wysoko rozwinietej zdolnosci rozrzniania i wykorzystywania najmniejszych wahniec w slabosciach ludzkiej psychiki, zachodzacych w sytuacji tego rodzaju psychozy. W warunkach, ktre towarzyszyly spomnianym wydarzeniom, nawet zachowujac pelna czujnosc w dzien i w nocy, nie mglbym wszystkiego przewidziec ani tez przedsiewziac odpowiednich krokw. Moim zdaniem udalo sie nam wydostac bez szwanku, poniewaz w zbiorczych obecnosciach tych osb - mimo ze znajdowaly sie one w szponach stanu psychicznego, w ktrym zanika nawet ostatnie ziarno rozsadku - zachowal sie jeszcze wrodzony wszystkim ludziom instynkt, pozwalajacy w obiektywny sposb odrznic dobro od zla. Dlatego tez, instynktownie dostrzegajac w mojej dzialalnosci zywe ziarno owego swietego impulsu, ktry jako jedyny moze przyniesc ludzkosci szczescie, z calych sil wspomagali oni proces realizacji tego, czego sie podjalem na dlugo przed rozpoczeciem wojny. W naszych kontaktach z bolszewikami i bialogwardzistami nigdy nie doszlo do sytuacji, z ktrej nie potrafilbym znalezc jakiegos wyjscia. Przy okazji wspomne, ze jesli nadejdzie taka chwila, w ktrej zycie ludzi zacznie plynac w miare normalnie, i jesli pojawia sie wwczas specjalisci badajacy wydarzenia podobne do tych, ktre mialy miejsce w Rosji, w takim wypadku rzne dokumenty, wydane mi przez obie walczace strony, a majace zapewnic ochrone moim interesom i dobytkowi, beda stanowic dla nich bardzo pouczajace swiadectwo niezwyklych wydarzen, do jakich moze dojsc w czasie tego typu masowych psychoz. Na przyklad, wsrd licznych dokumenw znajduje sie jeden, nastepujacej tresci: Obywatel Gurdzijew upowazniony jest do noszenia rewolweru: kaliber... numer... Poswiadczono podpisem i przybito pieczec: Przewodniczacy delegatw wojskowych i robotniczych RUCHADZE Miejsce

wydania: Jessentuki Data wydania: ... Sekretarz SZANDAROWSKI Na odwrotnej stronie tej samej kartki czytamy, co nastepuje: Niejaki Gurdzijew upowazniony jest do noszenia rewolweru oznaczonego numerem podanym na odwrotnej stronie. Poswiadczono podpisem i przybito pieczec: Z upowaznienia generala Denikina GENERAL HEJMAN Szef sztabu GENERAL DAWIDOWICZ NASINSKI Wydano w Majkop, dnia ... Po ogromnych wysilkach podjetych w celu przezwyciezenia wielu niespodziewanych przeszkd przedostalismy sie przez spustoszone wioski kozackie i dotarlismy wreszcie do Chamiszek, ostatniej osady przed pustkowiem gr Kaukazu. Tu konczyly sie wszystkie uczeszczane szlaki. W Chamiszkach w pospiechu zaopatrzylismy sie we wszelka dostepna jeszcze w sprzedazy zywnosc; nasze wozy zostawilismy na pastwe losu, zaladowalismy prawie wszystkie bagaze na konie i muly, i niosac reszte na plecach, zaczelismy wspinaczke po tych wieczystych grach. Dopiero po pokonaniu pierwszej przeleczy odetchnelismy z ulga, czujac, ze najwieksze niebezpieczenstwa mamy juz za soba; okazalo sie jednak, ze prawdziwe trudy podrzy dopiero wtedy sie zaczely. O samej wyprawie w glab Kaukazu, prowadzacej z Chamiszek do Soczi przez przelecz nad rzeka Biala, trwajacej dwa miesiace i pelnej dziwnych, a nawet niezwyklych przygd, nic juz wiecej nie powiem, poniewaz wedlug uzyskanych przeze mnie informacji opis tej ucieczki ze srodka na brzeg piekla", przez prawie niedostepne pustkowia tamtejszych gr, jak rwniez sprawozdanie z udanych badan dolmenw oraz wszystkich widocznych i ukrytych bogactw tego regionu, napisali juz i z pewnoscia, wkrtce opublikuja niektrzy czlonkowie tej osobliwej wyprawy naukowej, ktrzy wrcili pzniej do Rosji i teraz sa odcieci od reszty swiata. Calkiem nieoczekiwanie grupa towarzyszaca mi w tej wyprawie skladala sie z ludzi tak rzniacych sie typem i zdobytym wyksztalceniem, ze lepiej nie mozna by tego wymyslic. Byli wsrd nich dobrzy fachowcy oraz znawcy rznych dziedzin nauki: archeologii, astronomii, zoologii, medycyny, a takze grnictwa i robt inzynieryjnych, ktrzy bardzo skutecznie pomogli mi w rozwiazaniu tajemnicy dolmenw. Dodam tylko, ze sposrd wszystkich wrazen zebranych w czasie tej podrzy najbardziej utkwilo mi w pamieci piekno terenw rozciagajacych sie miedzy Chamiszkami i Soczi, zwlaszcza na odcinku od przeleczy do morza. Rzeczywiscie zasluguja one na te grnolotnie brzmiaca nazwe: raj na ziemi", ktrej tak zwana inteligencja uzywa w odniesieniu do innych czesci Kaukazu. Mimo ze wspomniane obszary nadaja sie pod uprawe oraz na zdrojowiska i leza w poblizu duzych skupisk ludzkich, to wbrew rosnacemu zapotrzebowaniu na takie tereny, z jakiegos powodu pozostaja one nie zamieszkane i nie zabudowane. W przeszlosci mieszkali tam Czerkiesi, ktrzy czterdziesci albo piecdziesiat lat temu przeniesli sie do Turcji; od tamtej pory caly teren lezy opuszczony i nie ma tam sladw ludzkich stp. Czasami po drodze spotykalismy dawne tereny uprawne i wspaniale sady, ktre, chociaz zarosniete, dostarczaly tyle owocw, ze mozna by wyzywic nimi tysiace ludzi. Tak wiec dopiero po dwch miesiacach, wyczerpani ze zmeczenia i z konczacymi sie zapasami zywnosci, dotarlismy do miasta Soczi, polozonego nad brzegiem Morza Czarnego. Poniewaz niektrzy uczestnicy wyprawy w czasie tej Drogi krzyzowej" nie staneli na wysokosci zadania i przejawili wlasciwosci niezgodne z postawionym sobie przez nas celem wyzszym, postanowilem rozstac sie z nimi i wyruszyc dalej w towarzystwie pozostalych czlonkw grupy. Podrzujac teraz zwyklymi drogami, dotarlismy do Tyflisu, gdzie, jak na te niespokojne czasy, panowal jeszcze w miare normalny porzadek, zaprowadzony przez gruzinski rzad demokratw mienszewickich. Od zalozenia Instytutu w Moskwie do chwili przyjazdu do Tyflisu uplynely cztery lata. Z czasem pieniadze stopniowo sie wyczerpaly, tym bardziej ze pod koniec tego okresu moje wydatki obejmowaly nie tylko dzialalnosc samego Instytutu, ale rwniez wiele innych rzeczy, ktrych nie uwzgledniono w pierwotnych obliczeniach. Problem polegal na tym, ze katastrofalne wydarzenia w Rosji, wielkie wstrzasy zwiazane z wojna swiatowa i wojna domowa spowodowaly kompletny zamet; wszystko

tak sie pomieszalo i obrcilo do gry nogami, ze ci, ktrzy wczoraj byli bogaci i pewni jutra, dzisiaj znajdowali sie bez zadnych srodkw do zycia. Tak wlasnie wygladala sytuacja wielu osb, ktre porzucily wszystko, zeby ze mna pracowac i ktre w tamtym okresie, dzieki swojej szczerosci oraz zachowaniu, staly mi sie bardzo bliskie; w rezultacie musialem teraz utrzymywac ponad dwiescie osb. Wielu czlonkw mojej rodziny znajdowalo sie w jeszcze gorszej sytuacji. Bylem zobowiazany nie tylko wspierac ich finansowo, lecz takze musialem zapewnic im oraz ich rodzinom mieszkanie; wiekszosc z nich zyla na Zakaukaziu w miejscowosciach, ktre zostaly zupelnie zniszczone i spladrowane albo przez Turkw, albo w czasie wojny domowej. Zebyscie mogli wyobrazic sobie panujacy wszedzie horror, opisze teraz jedna z wielu scen, ktrych bylem swiadkiem. Dzialo sie to w czasie mojego pobytu w Jessentuki, kiedy zycie toczylo sie tam jeszcze w miare spokojnie. Mialem wtedy na utrzymaniu dwa domostwa" skupiajace czlonkw mojej rodziny oraz adeptw moich idei: jedno, dla osiemdziesieciu pieciu osb, w Jessentuki, a drugie, dla szescdziesieciu, w Piatigorsku. I tak juz wysokie koszty utrzymania rosly z dnia na dzien. Nawet dysponujac duzymi sumami pieniedzy, coraz trudniej bylo zdobyc zywnosc dla tylu ludzi, ledwo wiec wiazalem koniec z koncem. Ktregos deszczowego poranka, siedzac przy oknie z widokiem na ulice i myslac o tym, w jaki sposb zdobede to, tamto i jeszcze cos, zobaczylem, jak przed drzwiami zatrzymal sie dziwnie wygladajacy pojazd, z ktrego powoli wynurzyly sie jakies cieniste ksztalty. W pierwszej chwili nie potrafilem nawet rozpoznac, co to takiego, kiedy jednak moje podniecenie troche opadlo, zdalem sobie sprawe, ze sa to ludzie, czy tez mwiac dokladniej, szkielety ludzkie, w ktrych tla sie jeszcze tylko oczy; ubrani byli w strzepy i lachmany, a bose stopy pokrywaly im rany i wrzody. Cala grupa liczyla dwadziescia osiem osb, w tym jedenascioro dzieci w wieku od roku do dziewieciu lat. Ci ludzie okazali sie moimi krewnymi; byla wsrd nich nawet moja rodzona siostra i jej szescioro malych dzieci. Mieszkali w Aleksandropolu, jednym z miast zaatakowanych dwa miesiace wczesniej przez Turkw. Poniewaz nie dzialala wwczas poczta ani telegraf, miejscowosci byly zupelnie od siebie odciete i mieszkancy Aleksandropola dowiedzieli sie o zblizajacym sie ataku, kiedy Turcy byli juz u wrt miasta. Owa wiesc wywolala nieopisana panike. Wyobrazcie sobie tylko, co musza czuc zmeczeni i wyczerpani do ostatnich granic ludzie w momencie, gdy sie dowiaduja, ze silniejszy i lepiej uzbrojony wrg wkroczy nieuchronnie do miasta, gdzie bezlitosnie i na oslep wyrznie nie tylko mezczyzn, ale rwniez kobiety, starcw i dzieci - co bylo wtedy na porzadku dziennym. Tak wiec moi krewni, jak wszyscy pozostali, dowiedzieli sie o najezdzie tureckim tylko z godzinnym wyprzedzeniem i ogarnieci panika, uciekli przerazeni tak jak stali, nie zatrzymujac sie nawet, zeby zabrac ze soba jakies rzeczy. Calkiem zdezorientowani, uciekajac w poplochu, pobiegli najpierw w zlym kierunku. Dopiero wwczas, gdy zmeczenie zmusilo ich do postoju, dochodzac troche do siebie spostrzegli swj blad i skierowali sie w strone Tyflisu. Po dwudziestu dlugich i bolesnych dniach wedrwki przez gry, idac szlakami prawie nie do przebycia, czasami nawet czolgajac sie na czworakach, glodni, zmarznieci i ledwo zywi dotarli do Tyflisu. Tam dowiedzieli sie, ze mieszkam w Jessentuki. Poniewaz polaczenie miedzy tymi dwoma miastami nie bylo jeszcze przerwane, z pomoca przyjacil wynajeli dwa kryte powozy i powoli posuwajac sie wzdluz tak zwanej Gruzinskiej Drogi Wojennej, wyladowali w koncu przed moimi drzwiami, jak juz powiedzialem, w takim stanie, ze nie mozna bylo ich nawet rozpoznac. Wyobrazcie sobie moja sytuacje, kiedy ich ujrzalem. Mimo wszystkich istniejacych wtedy trudnosci czulem, ze jestem jedyna osoba, ktra moze i powinna udzielic im schronienia, ubrac ich, zadbac o nich i jednym slowem, postawic ich na nogi. Te wszystkie nieprzewidziane wydatki, jak rwniez koszt samej wyprawy oraz pieniadze przeznaczone na utrzymanie grupy, ktra zostala w rejonie Mineralnych Wd, wyczerpaly moje zapasy finansowe, jeszcze zanim z calym orszakiem przyjechalem do Tyflisu. Bylem zmuszony wydac nie tylko gotwke, ale

spieniezylem takze rzne kosztownosci, ktre mnie i mojej zonie udalo sie ocalic w czasie naszych nieustannych przeprowadzek. Jesli chodzi o inne cenne przedmioty, ktre zgromadzilem na przestrzeni wielu lat, to z wyjatkiem paru rzeczy sprzedanych na samym poczatku chaotycznych wydarzen w Rosji przez kilku moich uczniw, ktrzy wraz z rodzinami przyjechali z dwch stolic, zeby dolaczyc do mnie w Jessentuki, cala reszta, wliczajac w to dwie wspomniane wczesniej kolekcje, zostala w Piotrogrodzie oraz w Moskwie i nie mialem zielonego pojecia, co sie z nia stalo. Dwa dni po przyjezdzie do Tyflisu zostalem bez grosza w kieszeni. Bylem wiec zmuszony poprosic zone jednego z moich ludzi, zeby pozyczyla albo po prostu dala mi swj ostatni pierscionek z malym diamentem, wazacym troche ponad karat. Natychmiast go sprzedalem, zebysmy wieczorem mieli co jesc. Sytuacje utrudniala choroba, ktrej nabawilem sie w czasie przeprawy przez gry Kaukazu, gdzie wystepuja ogromne rznice temperatur miedzy dniem i noca. Mj stan sie pogarszal, poniewaz nie moglem polozyc sie do lzka, tylko z czterdziestostopniowa goraczka biegalem po miescie, zeby za wszelka cene znalezc jakies wyjscie z tej rozpaczliwej sytuacji. Zapoznalem sie z mozliwosciami miejscowego swiata interesw i zdawszy sobie sprawe, ze mimo oglnego kryzysu gospodarki na calym Zakaukaziu nadal kwitnie tam handel nowymi i starymi dywanami ze Wschodu, z miejsca postanowilem przedsiewziac cos w tym kierunku. Sposrd uczniw i czlonkw mojej rodziny, ktrzy mieszkali tam od dlugiego czasu, wybralem kilka bardziej obrotnych osb i nauczywszy je, jak maja mi pomagac, bardzo szybko zorganizowalem powazne przedsiebiorstwo handlu dywanami. Kilku moich pomocnikw obchodzilo Tyflis i okoliczne miasta, szukajac i skupujac najrzniejsze dywany; druga grupa myla je i czyscila, a trzecia naprawiala. Nastepnie przeprowadzano selekcje dywanw, w wyniku ktrej niektre sprzedawano detalicznie, inne zas hurtowo miejscowym kupcom albo na eksport do Konstantynopola. Po trzech tygodniach cale przedsiewziecie zaczelo przynosic taki dochd, ze pieniedzy starczalo nie tylko na biezace wydatki, ale nawet udalo sie nam zaoszczedzic pokazna sume. Wobec takich zarobkw i oczywistych perspektyw dalszego rozwoju zrodzilo sie we mnie pragnienie otworzenia tymczasowo Instytutu w Tyflisie i postanowilem nie czekac juz na zawarcie pokoju i powrt do Moskwy, tym bardziej ze zawsze nosilem sie z zamiarem otworzenia w Tyflisie jednego z oddzialw Instytutu. Kontynuujac sprzedaz dywanw, zajalem sie jednoczesnie organizacja Instytutu; szybko jednak okazalo sie, ze w sytuacji istniejacego wwczas w Tyflisie ogromnego kryzysu mieszkaniowego sam nie bede w stanie znalezc potrzebnych do tego celu pomieszczen; zwrcilem sie wiec o pomoc do rzadu gruzinskiego. Moja prosba spotkala sie z zyczliwym przyjeciem; burmistrzowi Tyflisu nakazano, zeby sluzyl mi wszelka pomoca w poszukiwaniu budynku godnego instytucji tak waznej dla calego kraju", a po jego znalezieniu oddal go calkowicie do mojej dyspozycji. Burmistrz oraz kilku zainteresowanych moja praca radnych bardzo wytrwale szukalo odpowiednich pomieszczen. Jednakze, mimo calej dobrej woli, nie udalo sie im nic znalezc. Zaproponowali mi wiec lokum tymczasowe, obiecujac, ze wkrtce bedziemy mogli sie przeprowadzic do lepszego i stalego juz miejsca. A zatem juz po raz trzeci zabralem sie do organizowania Instytutu i jak zwykle zaczalem od rozwiazania tego samego nieuniknionego problemu, a mianowicie zdobycia potrzebnych mebli i urzadzen. Wielu mieszkancw Tyflisu silnie zareagowalo na zmiane warunkw zycia i odczuwalo teraz potrzebe zwrcenia sie ku innym wartosciom. W rezultacie tydzien po otwarciu Instytutu wszystkie klasy specjalne, ktre odbywaly zajecia w tymczasowej siedzibie Instytutu, byly juz pelne, a dwa albo trzy razy tyle osb zapisalo sie na zajecia, ktre mialem nadzieje rozpoczac zaraz po przeniesieniu sie do wiekszego budynku. W tych prowizorycznych pomieszczeniach - ktre w zaden sposb nie odpowiadaly naszym wymaganiom - i na przekr nazbyt ciezkim prbom, na jakie wystawialy nas okolicznosci, praca nad soba zaczynala nabierac zycia. Dzieki podzialowi uczniw na oddzielne grupy i

zorganizowaniu godzin pracy rano, po poludniu, wieczorem, a nawet pzno w nocy, zajecia odbywaly sie przez kilka miesiecy. Jednakze wladze co tydzien odkladaly na pzniej sprawe obiecanego budynku i brak odpowiednich pomieszczen powodowal, ze kontynuowanie naszej pracy stawalo sie praktycznie niemozliwe. A kiedy w wyniku ofensywy bolszewikw w Gruzji wszystkie uciazliwosci zycia codziennego wzrosly, grozac destabilizacja rzadu gruzinskiego, uznalem, ze juz pora przestac marnowac czas i energie na zmaganie sie z istniejacymi warunkami. Postanowilem nie tylko zamknac wszystkie sprawy w Tyflisie, ale tez zerwac wszelkie dotychczasowe wiezi z Rosja i wyjechac za granice, zeby otworzyc swj Instytut w jakims innym kraju. Sprzedalem za grosze cale wyposazenie Instytutu w Tyflisie i przekazawszy srodki na zycie tym, ktrzy zostali, po pokonaniu ogromnych trudnosci wyruszylem do Konstantynopola w towarzystwie trzydziestu osb. Dzieki sprzedazy dywanw w chwili wyjazdu z Tyflisu dysponowalem pokazna suma pieniedzy. Obliczylem, ze nawet po odjeciu sumy przeznaczonej na utrzymanie osb, ktre zostaly, i odliczeniu kosztw podrzy, powinnismy po przybyciu do Konstantynopola jeszcze przez dosyc dlugi czas miec wystarczajace srodki do zycia. Niestety, nie uwzglednilismy w rachunku Gruzinw! To wlasnie przez nich nie moglismy wykorzystac pieniedzy, ktre zarobilismy doslownie w pocie czola. Okazalo sie, ze lokalna waluta nie miala wtedy zadnej wartosci poza granicami kraju i byla niewymienialna; podrzujacy za granice zamiast pieniedzy zabierali wiec ze soba diamenty albo dywany. Ja postapilem tak samo i zapakowalem kilka kamieni szlachetnych oraz dwadziescia rzadkich okazw dywanw, ktre po oplaceniu cla wywozowego rozdalem towarzyszom podrzy. Jednakze przy wyjezdzie z Batumi, choc mielismy dokumenty stwierdzajace, ze zaplacilismy juz nalezne cla i podatki, tak zwany specjalny oddzial gruzinski", uzywajac jakichs wybiegw, calkiem nielegalnie skonfiskowal, rzekomo tylko czasowo, prawie wszystkie dywany, ktre rozdalem towarzyszacym mi ludziom. Pzniej w Konstantynopolu, kiedy prbowalismy je odzyskac, Batumi zajeli juz bolszewicy; lajdacki oddzial i jego dowdcy przepadli bez wiesci, a po naszych dywanach oczywiscie nie pozostal nawet slad. Z dwudziestu udalo sie nam ocalic tylko dwa, ktre finski czlonek Instytutu przewizl w bagazu dyplomatycznym, powierzonym mu przez konsula finskiego. Tak wiec po przyjezdzie do Konstantynopola znalazlem sie prawie w takiej samej sytuacji, jak w chwili przybycia do Tyflisu. Caly mj majatek skladal sie z dwch malych diamentw i dwch ocalalych dywanw. Nawet gdybym sprzedal je po dobrej cenie, to i tak te pieniadze wystarczylyby tylko na bardzo krtko na utrzymanie takiego tlumu, tym bardziej ze wszyscy potrzebowalismy ubran. W Tyflisie nigdzie nie mozna bylo kupic ubran i cala nasza odziez tak sie wystrzepila, ze nie moglismy chodzic w niej po miescie, gdzie zycie toczylo sie w miare normalnie. Ale szczescie mnie nie opuscilo i z miejsca przeprowadzilem kilka pomyslnych transakcji handlowych. Miedzy innymi z moim starym przyjacielem i rodakiem zorganizowalem odsprzedaz wielkich dostaw kawioru; oprcz tego uczestniczylem w sprzedazy pewnego statku i moja sytuacja finansowa znowu ulegla poprawie. Juz w Tyflisie porzucilem raz na zawsze pomysl, zeby w Rosji znajdowalo sie stale centrum mojej dzialalnosci, nie mialem jednak wwczas wystarczajacego pojecia na temat warunkw zycia w Europie, aby podjac decyzje w sprawie przyszlego miejsca pobytu. Jednakze po zastanowieniu uznalem, ze Niemcy, dzieki swojemu centralnemu polozeniu geograficznemu i poziomowi kultury, o ktrym tyle sie nasluchalem, okaza sie krajem najbardziej odpowiednim do realizacji moich celw. Ale z powodu odwiecznej kwestii pieniedzy, tak dokuczliwej dla tych, ktrzy nie maja wujka w Ameryce, ugrzazlem w Konstantynopolu i przez kilka miesiecy zmuszony bylem zajmowac sie rznymi transakcjami handlowymi, zeby uzbierac wystarczajaca ilosc gotwki na dalsza podrz. Jednoczesnie, chcac zapewnic towarzyszacym mi ludziom mozliwosc kontynuowania rozpoczetej ze mna pracy, wynajalem jedyne duze pomieszczenie, jakie udalo sie mi znalezc w

Perze, dzielnicy Konstantynopola, gdzie mieszkaja prawie wszyscy Europejczycy. W chwilach wolnych od zajec handlowych prowadzilem tam lekcje ruchw, ktre rozpoczalem juz w Tyflisie, zas co sobote przygotowywalem pokazy publiczne, zeby moi uczniowie przestali sie krepowac obecnoscia ludzi z zewnatrz. Miejscowi Turcy i Grecy, ktrzy tlumnie przychodzili ogladac te pokazy, bardzo interesowali sie ruchami oraz specjalnie skomponowana do nich muzyka, jak rwniez rznymi pracami prowadzonymi przez moich ludzi w ramach przygotowan do przyszlej dzialalnosci Instytutu w Niemczech. Nieustannie tez rosla Usta gosci, ktrzy wyrazili chec czynnego uczestnictwa. Z drugiej strony, oglna sytuacja panujaca w Europie byla niepewna; z powodu wzajemnej nieufnosci miedzy rzadami uzyskanie wiz do obcych krajw stalo sie niezwykle trudne; kursy wymiany walut zmienialy sie z dnia na dzien i wszystkie moje plany stanely pod znakiem zapytania. Postanowilem wiec poszerzyc zakres mojej dzialalnosci w Konstantynopolu, organizujac odczyty publiczne majace na celu naswietlenie rznych aspektw moich podstawowych idei, a takze prowadzac zajecia poswiecone badaniom trzech rodzajw ludzkich przejaww, to jest: ruchowi, muzyce i malarstwie, ujetym w odniesieniu do nauki obiektywnej. Ponownie wiec rzucilem sie w wir goraczkowej pracy. Na tysiac rznych sposobw zarabialem pieniadze w Konstantynopolu oraz w Kadikoy, po przeciwnej stronie Bosforu, dokad prawie codziennie przeprawialem sie ldka. Reszte czasu w calosci poswiecalem zorganizowanym przez siebie klasom, w ktrych przybylo wielu nowych uczniw. Czas na przygotowanie serii wykladw, ktre nastepnie mieli czytac specjalnie wyszkoleni uczniowie, znajdowalem jedynie w trakcie podrzy promem albo w tramwaju. Przez prawie rok bytem pochloniety ta goraczkowa praca, az w koncu nadeszly oczekiwane z utesknieniem wizy. Tak sie zlozylo, ze tymczasem udalo mi sie jakos zatkac chroniczna dziure w mojej kieszeni wywiercona bystrym strumieniem przeplywajacych pieniedzy - i w zakladkach uzbieralo sie nawet troche gotwki. Poniewaz wymadrzania sie mlodoturkw zaczely przybierac wtedy osobliwa won, wiec nie czekajac na rzne rozkosze, ktre nieuchronnie musialy nastapic w konsekwencji owych wymadrzan, postanowilem ratowac wlasna skre i jak najszybciej ulotnic sie z moimi ludzmi. W pospiechu przenioslem zajecia do Kadikoy, gdzie ich prowadzenie przekazalem kilku najbardziej wykwalifikowanym sposrd nowych uczniw, a nastepnie wyjechalem do Niemiec. Po przybyciu do Berlina rozlokowalem w rznych hotelach wszystkie towarzyszace mi osoby i wynajalem w dzielnicy Schmargendorf duza sale, w ktrej zamierzalem kontynuowac przerwana prace. Nastepnie wybralem sie w podrz po Niemczech, odwiedzajac rzne miejsca, gdzie moi znajomi znalezli pomieszczenia na ewentualna siedzibe Instytutu. Po obejrzeniu kilku budynkw wybralem dom w Hellerau niedaleko Drezna, ktry specjalnie zaprojektowano i wyposazono nie szczedzac srodkw, z mysla o glosnym ostatnio nowym ruchu kulturalnym, znanym pod nazwa system Dalcroze'a". Uznajac, ze zarwno dom, jak i jego wyposazenie nadaja sie z grubsza do zalozenia tam glwnej siedziby Instytutu i jego dalszego rozwoju, postanowilem kupic cala posiadlosc. Jednakze w trakcie pertraktacji z wlascicielem dotarla do mnie oferta grupy Anglikw zainteresowanych moimi ideami, ktrzy proponowali otwarcie Instytutu w Londynie; jednoczesnie zobowiazali sie do pokrycia wszystkich kosztw i wziecia na siebie spraw organizacyjnych. W obliczu niepewnej sytuacji finansowej, spowodowanej nieustannym kryzysem oglnoswiatowym, ktry dal sie we znaki zarwno mnie, jak i moim partnerom handlowych, ta oferta byla kuszaca; udalem sie wiec do Londynu, zeby na miejscu ocenic sytuacje. Poniewaz przykladalem ogromna wage do postepw w pracy, ktra kierowalem w Berlinie, i kazda dluzsza nieobecnosc uwazalem za szkodliwa, a jednoczesnie nie bylem w stanie szybko rozwiazac wszystkich kwestii zwiazanych z oferta angielska, postanowilem wiec, ze co dwa lub trzy tygodnie bede jezdzil do Londynu na kilka dni; za kazdym razem udawalem sie tam inna trasa, aby w ten sposb poznac rzne kraje europejskie.

Obserwacje przeprowadzone w trakcie tych podrzy doprowadzily mnie do jednoznacznego wniosku, ze najlepszym miejscem na zalozenie Instytutu nie sa Niemcy ani Anglia, lecz Francja. Mialem odczucie, ze Francja jest bardziej ustabilizowana politycznie i gospodarczo niz inne kraje; jej stolice, Paryz, mimo ze geograficznie zajmuje on mniej centralna pozycje niz Niemcy, uwazano wwczas za stolice swiata. Francja sprawiala wiec wrazenie rozdroza wszystkich ras oraz narodowosci i w rezultacie uznalem, ze najlepiej sie nadaje na grunt do szerzenia moich idei. Anglia, polozona na wyspie, nie pozwolilaby pod tym wzgledem na zaden rozwj; zalozony tam Instytut mialby waski charakter instytucji lokalnej. Dlatego tez w czasie jednej z wizyt w Londynie ostatecznie odmwilem zalozenia tam glwnej siedziby Instytutu; zgodzilem sie jednak przyslac specjalnie przygotowanych instruktorw, a takze grupe moich uczniw, ktrzy mieli tam pozostac do czasu otwarcia angielskiego oddzialu Instytutu. Jednym slowem, latem 1922 roku przybylismy do Francji. Po oplaceniu wszystkich kosztw podrzy okazalo sie, ze mam do dyspozycji tylko sto tysiecy frankw. W Paryzu zorganizowalem czasowe lokum dla moich uczniw, a nastepnie wynajalem szkole Dalcroze'a, zeby na razie kontynuowac prace w tamtejszej sali; jednoczesnie zaczalem szukac domu oraz srodkw na otwarcie Instytutu. Po dlugim poszukiwaniu uznalem, ze sposrd wielu posiadlosci, jakie odwiedzilem pod Paryzem, najbardziej odpowiada mi majatek o nazwie Prieure, polozony niedaleko slynnego Chateau de Fontainebleau. Wlascicielka, ktra dostala posiadlosc w spadku po znanym adwokacie i z powodu ogromnych kosztw utrzymania chciala sie jej pozbyc jak najszybciej, byla bardziej zainteresowana jej sprzedaza niz wynajeciem. Prowadzac jednoczesnie pertraktacje z kilkoma potencjalnymi nabywcami, przeciagala negocjacje ze mna, przejawiajac przy tym sklonnosc okreslana przez wsplczesnych meteorologw slowami: mozliwe opady sniegu albo deszczu, a moze jedne i drugie". Mnie z kolei, jak dobrze rozumiecie, wyczerpane zasoby pieniezne nie pozwalaly na zakup wspomnianego miejsca. Ostatecznie, po dlugim owijaniu w bawelne i z licznymi zastrzezeniami, wlascicielka zgodzila sie odlozyc sprzedaz posiadlosci o rok i wynajac mi ja na ten czas za szescdziesiat piec tysiecy frankw, dajac mi jednoczesnie szesc miesiecy na podjecie decyzji w sprawie zakupu; po uplywie tego czasu mogla sprzedac majatek komus innemu, zmuszajac mnie do bezzwlocznej wyprowadzki. Juz nastepnego dnia po podpisaniu umowy wprowadzilem sie do Prieure z piecdziesiecioma uczniami. Dzialo sie to l pazdziernika 1922 roku. Poczawszy od tamtego dnia, w calkiem obcych mi, specyficznie europejskich warunkach rozpoczal sie jeden z najbardziej szalonych okresw mojego zycia. Kiedy przekroczylem wrota Chateau de Prieure, poczulem, jakby tuz po starym dozorcy przywitala mnie pani Trudna Sytuacja. Moje sto tysiecy frankw zdazylo tymczsem sie ulotnic co do ostatniego centyma. Pochlonely je wydatki na zycie podczas mojego trzymiesiecznego pobytu w Paryzu z tak liczna grupa ludzi. Teraz zas, oprcz koniecznosci dalszego utrzymywania towarzyszacej mi ferajny, stanalem w obliczu pilnej potrzeby znalezienia nastepnej duzej sumy pieniedzy na Umeblowanie i sprzet; ani meble, ani przedmioty codziennego uzytku znajdujace sie na miejscu nie byly przewidziane na taka liczbe osb, do ktrej nalezalo jeszcze dodac duza grupe zapowiedziana z Anglii, poniewaz ostatecznie nie doszlo do otwarcia oddzialu w Londynie. Moja sytuacje utrudnial fakt, ze w chwili przybycia do Paryza nie mwilem zadnym jezykiem zachodnioeuropejskim. Ta kwestia jezykw zaczela mnie niepokoic juz w momencie wyjazdu z Batumi. Jednakze w Konstantynopolu nie musialem sie o nic martwic, poniewaz uzywano tam glwnie tureckiego, greckiego i ormianskiego, czyli jezykw, ktre dobrze znam. Ale zaraz po opuszczeniu Konstantynopola i przyjezdzie do Berlina zaczalem napotykac w tym zakresie wielkie trudnosci. Teraz zas w Paryzu, bedac ponownie zmuszony do zdobycia srodkw na pokrycie kolosalnych wydatkw, odczuwalem jak nigdy dotad potrzebe poznania jezykw europejskich, nie majac jednoczesnie ani jednej wolnej chwili na nauke. Prowadzenie interesw

za posrednictwem tlumaczy bylo praktycznie niemozliwe, szczeglnie gdy w gre wchodzily transakcje handlowe, gdzie trzeba bylo wyczuc nastrj potencjalnego kontrahenta, zeby grac na jego psychice. Nawet jak sie ma dobrego tlumacza, dlugie przerwy przeznaczone na tlumaczenie burza caly efekt wypowiedzianych slw, nie wspominajac o trudnosciach zwiazanych z przekazaniem tonu glosu, tak istotnym zawsze w tego rodzaju pertraktacjach. A ja nie mialem nawet dobrego tlumacza, poniewaz wszyscy ludzie, ktrzy ewentualnie mogliby mi pomc, pochodzili z innych krajw i znali francuski tak, jak znaja go cudzoziemcy, zwlaszcza zas Rosjanie, to znaczy wystarczajaco na prowadzenie rozmw salonowych - ale nie we Francji podczas gdy ja nieustannie potrzebowalem precyzyjnego francuskiego, niezbednego do prowadzenia powaznych pertraktacji handlowych. Z pewnoscia ilosc energii nerwowej, jaka w trakcie dwch pierwszych lat zuzylem w chwilach, kiedy czulem, ze to, co powiedzialem, jest tlumaczone blednie, wystarczylaby na obdzielenie stu poczatkujacych maklerw pracujacych na gieldzie nowojorskiej. Zaraz po przybyciu do Prieure potrzebowalismy znacznej sumy pieniedzy na zakup wyposazenia; poniewaz nie mialem wtedy zadnej mozliwosci szybkiego zarobku, zaczalem wiec starac sie o uzyskanie pozyczki na pokrycie najpilniejszych potrzeb. Zamierzalem na razie zorganizowac prace Instytutu w taki sposb, zebym mgl poswiecac polowe swojego czasu na zarabianie pieniedzy i stopniowo splacac zaciagniety dlug. Pozyczke zalatwilem w koncu w Londynie, gdzie zadluzylem sie u rznych osb zainteresowanych moja praca. Tak wiec po raz pierwszy odstapilem od podstawowej zasady, jaka narzucilem sobie pietnascie lat wczesniej, a mianowicie, ze wezme na siebie cala odpowiedzialnosc za realizacje mojej pracy, nie przyjmujac zadnej pomocy materialnej z zewnatrz. Moge kategorycznie stwierdzic, ze do tego czasu, mimo ogromnych wydatkw, niepowodzen i strat spowodowanych nie z mojej winy, lecz przez okolicznosci polityczne i gospodarcze minionych lat, nikomu nie bylem winny ani grosza: wszystko bylo owocem mojej wlasnej pracy. Przyjaciele i zyczliwi ludzie, ktrzy okazali zainteresowanie moimi ideami, wielokrotnie proponowali mi pieniadze, zawsze jednak, nawet w ciezkich chwilach, odmawialem, uwazajac, ze wole pokonac trudnosci wlasnym wysilkiem, niz zdradzic swoje zasady. Zaspokoiwszy dzieki wspomnianej pozyczce najpilniejsze potrzeby w Prieure, zabralem sie z zapalem do pracy. Moje wczesne zadanie bylo rzeczywiscie, ze tak powiem, nadludzkie. Czasami musialem pracowac doslownie dwadziescia cztery godziny na dobe: cala noc w Fontainebleau i caly dzien w Paryzu, albo vice versa. Nawet przejazdy pociagiem w obie strony wykorzystywalem na pisanie listw lub rozmowy handlowe. Praca rozwijala sie pomyslnie, ale nadmierne napiecie, jakie mi towarzyszylo w ciagu tych miesiecy ktre nastapily bezposrednio po osmiu latach nieustannych zmagan - wyczerpalo mnie do tego stopnia, ze zaczalem szwankowac na zdrowiu i wbrew moim pragnieniom i staraniom nie bylem w stanie prowadzic jej z taka sama intensywnoscia. Mimo przeszkd, ktre utrudnialy i ograniczaly moja prace: slabego stanu zdrowia, trudnosci w prowadzeniu interesw bez znajomosci jezyka, liczby moich przeciwnikw, ktra zgodnie z dawno ustalonym prawem rosla proporcjonalnie do liczby przyjacil, potrafilem jednak w ciagu pierwszych szesciu miesiecy wykonac prawie wszystko to, co zaplanowalem. Poniewaz dla wiekszosci z was, wsplczesnych Amerykanw, jedynym skutecznym sposobem pobudzenia nurtu mysli jest zestawienie bilansowe, pragne zatem po prostu wyliczyc wydatki, ktre ponioslem od chwili wprowadzenia sie do Prieure do momentu mojego wyjazdu do Ameryki. Oto przyblizona lista: polowa ceny ogromnej posiadlosci plus znaczna suma wplacona tytulem zakupu przylegajacego do niej mniejszego terenu; koszt wstepnego wyposazenia i urzadzenia Instytutu, wliczajac w to naprawy, przerbki i zagospodarowanie calego miejsca; zakup rznych materialw, narzedzi, sprzetu rolniczego, aparatury i przyrzadw przeznaczonych dla dzialu medycznego itd.; zakup zywego inwentarza: koni, krw, owiec, swin, drobiu itd. Do tego wszystkiego nalezy dodac wysoki koszt

budowy, wyposazenia i dekoracji budynku, nazywanego przez niektrych Study House, a przez innych teatr, przeznaczonego, miedzy innymi, do cwiczenia ruchw oraz na pokazy. Na zakonczenie dodam, ze chociaz przez caly czas mialem na utrzymaniu uczniw i gosci Instytutu, udalo mi sie jednak splacic w tym okresie czesc zaciagnietej pozyczki. W ciagu tych miesiecy jednym z moich najlepszych zrdel dochodu bylo psychologiczne leczenie niektrych ciezkich przypadkw alkoholizmu i narkomanii. Powszechnie uwazano mnie za jednego z najlepszych specjalistw na tym polu i rodziny owych nieszczesnikw ofiarowywaly mi czasami znaczne sumy za to, ze zgodzilem sie poswiecic im czas. Szczeglnie dobrze pamietam pewne bogate malzenstwo amerykanskie, ktre oddalo mi pod opieke swojego syna - uznanego za nieuleczalny przypadek - i ktre widzac, ze zostal wyleczony, z radosci spontanicznie podwoilo uzgodniona stawke. Poza tym przystapilem do splki z pewnymi biznesmenami i przeprowadzilem z nimi serie operacji finansowych. Na przyklad, znaczne zyski przyniosla mi odsprzedaz, po niespodziewanie wysokiej cenie, calego pakietu akcji pewnego koncernu naftowego. Zrobilem dobry interes otwierajac ze wspornikiem dwie restauracje na Montmartrze, ktre w ciagu kilku tygodni postawilem na nogi i sprzedalem zaraz po ich uruchomieniu. Dziwie sie, ze z taka latwoscia wyliczam dzisiaj rezultaty moich wysilkw z taniego okresu, pamietajac, iz zawsze towarzyszyly im doswiadczenia wewnetrzne, ktre wstrzasaly mna na wylot i wymagaly niezwyklego natezenia moich sil. W czasie opisywanych miesiecy zaczynalem prace o smej rano, a konczylem dopiero o dziesiatej lub jedenastej wieczorem; pozostala czesc nocy spedzalem na Montmartrze, nie tylko z powodu interesw zwiazanych z prowadzeniem restauracji, ale rwniez po to, zeby leczyc pewnego alkoholika, ktry co noc upijal sie w tej dzielnicy i sprawil mi wiele trudnosci, poniewaz nie chcial sie uwolnic od nalogu. Warto wspomniec, ze w okresie, kiedy wszystkie noce spedzalem na Montmartrze, moje zycie zewnetrzne dostarczalo wielu ludziom, ktrzy mnie znali, widzieli lub slyszeli o mnie, bogatego materialu do plotek. Niektrzy zazdroscili mi okazji do beztroskich biesiad", inni mnie potepiali. Jesli chodzi o mnie, to nawet najbardziej zawzietemu wrogowi nie zyczylbym takich zabaw. Innymi slowy, pilna potrzeba znalezienia trwalego rozwiazania problemw finansowych Prieure i nadzieja, ze wreszcie uwolnie sie od chronicznych trosk materialnych, jak rwniez pragnienie, zeby mc sie calkowicie oddac rzeczywistej pracy, to znaczy nauczaniu moich idei i metod, w oparciu o ktre powstal Instytut - pragnienie, ktrego realizacja z powodu okolicznosci niezaleznych ode mnie odkladana byla z roku na rok - wszystko to razem sprawilo, ze zmuszony bylem do podjecia nadludzkich wysilkw, nie zwazajac na zgubne konsekwencje, jakie mogly z tego wyniknac. Ale wbrew mojej niecheci do zatrzymywania sie w pl drogi", znowu zostalem zmuszony do przerwania wszystkiego, i to tuz przed stworzeniem warunkw niezbednych do wypelnienia podstawowych zadan Instytutu. W trakcie ostatnich miesiecy stan mojego zdrowia tak sie pogorszyl, ze musialem zmniejszyc liczbe godzin pracy. Kiedy jednak zaczalem cierpiec na pewne nie znane mi do tej pory schorzenia, przyznaje, ze sie zaniepokoilem i postanowilem zawiesic wszelka aktywna prace, zarwno umyslowa, jak i fizyczna; niemniej realizacje tej decyzji wciaz odkladalem na pzniej, az do dnia, w ktrym potworne dreszcze chcac nie chcac zmusily mnie do przerwania wszystkiego. Warto opisac towarzyszace temu okolicznosci: Pewnego wieczoru skonczylem prace w Paryzu wczesniej niz zazwyczaj, to znaczy okolo dziesiatej. Nastepnego dnia rano musialem niezawodnie stawic sie w Prieure, gdzie spodziewalem sie wizyty pewnego inzyniera, z ktrym chcialem przedyskutowac plany i kosztorys specjalnej lazni parowej, jaka zamierzalem zbudowac; postanowilem zatem pojechac tam od razu, pjsc wczesnie do lzka i dobrze sie wyspac. Tak wiec, nie zatrzymujac sie nawet w moim mieszkaniu w miescie, wyruszylem do Fontainebleau. Powietrze bylo wilgotne. Zamknalem okna w samochodzie i w czasie podrzy czulem sie tak wysmienicie, ze nawet

zaczalem planowac budowe na terenie Instytutu pieca do wypalania ceramiki, w stylu dawnych piecw perskich, z czym nosilem sie juz od dawna. Zblizajac sie do lasu w Fontainebleau pomyslalem, ze wkrtce dojade do miejsca, gdzie pzno w nocy przy wilgotnej pogodzie czesto unosi sie mgla. Spojrzalem na zegarek: byla jedenasta pietnascie. Wlaczylem dlugie swiatla i nacisnalem na gaz, zeby jak najszybciej przejechac to nieprzyjemne miejsce. Potem nic juz sobie nie przypominam... ani jak jechalem, ani co sie wydarzylo. Kiedy sie ocknalem, zobaczylem nastepujacy obraz: siedzialem w samochodzie, ktry stal prawie na srodku drogi; wszedzie wkolo szumial las; prazylo slonce. Na wprost samochodu ujrzalem duza furmanke zaladowana sianem; woznica stal kolo mojej szyby i stukal w nia batem, co wlasnie wyrwalo mnie ze snu. Wygladalo na to, ze wieczorem po spojrzeniu na zegarek przejechalem jeszcze kilometr, a nastepnie mimowolnie zasnalem, co do tej pory nigdy mi sie nie zdarzylo. Spalem tak do dziesiatej rano. Szczesliwie samochd zatrzymal sie po prawej stronie drogi - niemal w zgodzie z francuskimi przepisami ruchu - i rano wszystkie samochody przejezdzaly obok, nie zaklcajac mi snu. Jednakze furmanka nie mogla sie zmiescic i woznica musial mnie obudzic. Mimo ze w tych dziwnych warunkach bardzo dobrze mi sie spalo, przeziebienie, ktrego sie nabawilem tamtej nocy, okazalo sie tak ciezkie, ze jeszcze teraz odczuwam jego skutki. Od tamtego dnia jest mi niezwykle trudno, nawet uzywajac w stosunku do siebie przymusu, wymagac od mojego ciala zbyt wytezonego wysilku. Chcac nie chcac musialem zamknac wszystkie swoje interesy. Sytuacja Instytutu stala sie wiec naprawde krytyczna. Nie dosc, ze nie mozna bylo podolac niezbednym zadaniom, to wszystkiemu, co do tej pory osiagnieto, grozila ruina; zblizal sie termin platnosci rachunkw i nikt nie byl w stanie uregulowac ich za mnie. Musialem cos wymyslic. Pewnego dnia, siedzac na tarasie slynnej wsrd cudzoziemcw Grand Cafe" i myslac o biezacych interesach, a takie o tym, jaki wplyw ma na nie mj stan zdrowia, zauwazylem, co nastepuje: Poniewaz w obecnym stanie nie moge i - przynajmniej przez jakis czas - nie bedzie mi wolno pracowac z intensywnoscia, jakiej wymaga tego rodzaju wielkie zadanie, tylko wrecz przeciwnie, bede zmuszony pozwolic sobie, chocby tylko czasowo, na zupelny odpoczynek, dlaczego wiec nie mialbym skorzystac z okazji i przystapic do natychmiastowej realizacji planu podrzy do Ameryki, nie czekajac nawet na zakonczenie wszystkich przygotowan do wyjazdu? Tournee po rznych stanach Ameryki Plnocnej i zwiazana z nim nieustanna zmiana zarwno miejsca, jak i niezwyklego dla mnie otoczenia, beda ciaglym zrdlem nowych wrazen i stworza warunki, ktrych - zgodne z moja subiektywna natura - potrzebuje, zeby calkowicie wypoczac. Tym bardziej ze bede znajdowal sie z dala od miejsca, na ktrym skupiam obecnie cala uwage i na chwile uwolnie sie od pewnej cechy mojego charakteru, ktra znam az za dobrze z doswiadczen w czasie licznych podrzy przez dzikie kraje. Rzecz w tym, ze za kazdym razem, gdy ulegam wplywom .dobrodusznych przejaww' czworo - lub dwunoznych stworzen bozych, bez wzgledu na to, jakie spuszcza mi lanie, jesli tylko poczuje sie troche lepiej, owa cecha charakteru zawsze mnie zmusza, zebym z powrotem jakos sie podzwignal i natychmiast zabral do realizacji kolejnego przedsiewziecia." Zebyscie zrozumieli, co mam na mysli mwiac: nie czekajac nawet na zakonczenie wszystkich przygotowan do wyjazdu do Ameryki", musze wam powiedziec, ze juz na samym poczatku dzialalnosci Instytutu we Francji zaczalem zbierac materialy do serii wykladw, ktre mialy zapoznac szersze grono z podstawowymi ideami Instytutu oraz ich zastosowaniem w rznych dziedzinach, na przyklad: psychologii, medycynie, archeologii, sztuce, architekturze, a nawet w odniesieniu do rznych tak zwanych zjawisk nadprzyrodzonych. Poza tym zaczalem przygotowywac uczniw do serii pokazw, ktre chcialem zaprezentowac podczas tournee po Europie i Ameryce. Moim celem bylo to, by idee ktrych nigdy do tej pory nie ujawnilem, oparte na materiale zgromadzonym w rznych niedostepnych dla zwyklych smiertelnikw czesciach Azji - przeniknely w glab procesu zycia

codziennego ludzi; jednoczesnie chcialem pokazac praktyczne rezultaty, do jakich moga one doprowadzic. W wyniku tych przemyslen na tarasie Grand Cafe" postanowilem podjac ryzyko natychmiastowego wyjazdu, zadowalajac sie tym, co zdazylem do tej pory przygotowac. Dalem sobie nawet slowo, ze od chwili wyjazdu z Francji az do samego powrotu nie bede zajmowal sie niczym powaznym, tylko dobrze jadl, duzo spal i czytal wylacznie ksiazki, ktrych tresc oraz styl sa bliskie zarwno duchem, jak i charakterem opowiadaniom mully Nassr Eddina. Bylem gotowy podjac ryzyko takiej przygody, poniewaz zaczynalem miec nadzieje, ze moi uczniowie beda juz w stanie sami, bez mojego udzialu przygotowac w Ameryce rzne wyklady i pokazy. Jedno z glwnych niebezpieczenstw wprowadzenia w zycie tej naglej decyzji, ktra podjalem z dwch powodw: koniecznosci odzyskania zdrowia i polepszenia sytuacji finansowej Instytutu - owego dziecka, ktre poczalem i zrodzilem za cene niezwyklych wyrzeczen i ktre dopiero teraz zaczynalo samodzielne zycie - polegalo na tym, ze powodzenie calej wyprawy wymagalo, abym zabral ze soba co najmniej czterdziesci szesc osb, ktre oczywiscie w Ameryce, tak samo jak we Francji, beda calkowicie na moim utrzymaniu. Byl to jedyny sposb na rozwiazanie bolesnych problemw materialnych; jednoczesnie musialem jednak wziac pod uwage fakt, ze w wypadku niepowodzenia sytuacja oglna sie pogorszy i wszystko moze nawet zakonczyc sie zupelna katastrofa. Co oznaczalo sfinansowanie podrzy do Ameryki w towarzystwie czterdziestu szesciu osb, wy, ze swoja pasja do czestych podrzy z tego kontynentu do Europy, latwo zrozumiecie, i to nawet nie wdajac sie w wasze ulubione dyskusje. Jeszcze bardziej docenicie wage tego postrzelonego posuniecia, jesli wezmiecie pod uwage prosty fakt, ze wy, podrzujac, wymieniacie dolary na franki, natomiast ja, przeciwnie, musialem wymienic swoje franki na dolary. W chwili podjecia decyzji o wyjezdzie mialem w zapasie tylko trzysta tysiecy frankw, ktre zebralem i odlozylem na zaplacenie raty naleznej pietnastego lutego, to jest w dniu, kiedy akt zakupu Chateau de Prieure mial byc ostatecznie podpisany. Pomimo to postanowilem zaryzykowac wydanie tych pieniedzy na podrz i w pospiechu rozpoczalem przygotowania do wyjazdu. Przygotowujac wszystko, czego wymaga taka podrz, czyli kupujac bilety, zalatwiajac wizy, nabywajac ubrania, szyjac stroje do pokazw tanca itd., jednoczesnie skupilem cala uwage na klasach ruchw i zwiekszylem czestotliwosc prb, ktre odbywaly sie w ukonczonym juz Study House. Zauwazywszy, jak bardzo moi uczniowie krepowali sie obecnoscia ludzi z zewnatrz, postanowilem, tuz przed data wyplyniecia, przeprowadzic kilka pokazw w Theatre des Champs-Elysees w Paryzu. Chociaz zdawalem sobie sprawe, ze to podjete w ostatniej chwili przedsiewziecie moze mnie sporo kosztowac, nie podejrzewalem jednak, iz w gre bedzie wchodzic tak astronomiczna suma. W rzeczywistosci pokazy paryskie, bilety na parowiec, oplacenie najpilniejszych rachunkw, zapas pieniedzy dla tych, ktrzy zostali w Europie, jak rwniez pewne nieprzewidziane i niemal niezauwazalne wydatki, pochlonely jeszcze przed moim wyjazdem cala sume trzystu tysiecy frankw. Tak wiec na chwile przed odjazdem znalazlem sie w jedynej w swym rodzaju supertragikomicznej" sytuacji. Mimo ze wszystko bylo gotowe do wyjazdu, nie moglem wsiasc na statek. Jakze mglbym wybrac sie z tyloma ludzmi w tak dluga podrz, nie dysponujac zadna gotwka na wypadek naglej potrzeby? Wspomniana sytuacja objawila sie w pelnej krasie trzy dni przed data wejscia na statek. I wlasnie wtedy, jak juz nieraz bywalo w krytycznych chwilach mojego zycia, zdarzylo sie cos zupelnie nieoczekiwanego. Mysle, ze w tym wypadku w gre wchodzil taki rodzaj posrednictwa, ktry ludzie zdolni do swiadomego myslenia - zarwno obecnie, jak i w dawnych epokach - uwazali zawsze za znak opatrznosci Sil Wyzszych. Jesli chodzi o mnie, to powiem, ze byl to prawowity rezultat niezachwianej wytrwalosci czlowieka w dostosowywaniu wszystkich swoich przejaww do zasad, jakie swiadomie przyjal w zyciu, po to by osiagnac zamierzony cel. Wspomnianemu zdarzeniu towarzyszyly nastepujace okolicznosci: Siedzialem w moim pokoju w Prieure,

szukajac w umysle wyjscia z tej niesamowitej sytuacji, kiedy nagle otworzyly sie drzwi i stanela w nich moja stara matka. Przybyla tutaj zaledwie kilka dni temu razem z innymi czlonkami rodziny, ktrzy zostali na Kaukazie po moim wyjezdzie z Rosji; dopiero ostatnio, po licznych tarapatach, udalo mi sie sprowadzic ich do Francji. Matka podeszla do mnie, wreczyla mi maly pakunek i powiedziala: - Prosze, uwolnij mnie od tego przedmiotu; jestem zmeczona ciaglym wozeniem go ze soba. W pierwszej chwili nie wiedzialem, o czym mwi, i odruchowo otworzylem zawiniatko. Kiedy jednak zobaczylem, co bylo w srodku, prawie podskoczylem i zatanczylem z radosci. Zanim wam wyjasnie, co to za przedmiot wywolal we mnie w tej rozpaczliwej chwili uczucie tak wielkiego zadowolenia, musze najpierw powiedziec, ze w okresie mojego pobytu w Jessentutkiniepokj umyslw ogarniajacy cala Rosje wzbudzal w swiadomosci kazdego mniej lub bardziej wrazliwego czlowieka przeczucie nadciagajacych zlowieszczych wydarzen; dlatego tez poslalem wtedy po moja stara matke znajdujaca sie w Aleksandropolu, zeby przyjechala i zamieszkala ze mna. Pzniej, kiedy wyjechalem na wspomniana wczesniej wyprawe naukowa, powierzylem ja opiece tych, ktrzy zostali w Jessentut. Musze tez powiedziec, ze w roku 1918 na Kaukazie i w calej Rosji wartosc rubla malala z dnia na dzien; tak wiec wszyscy, ktrzy mieli pieniadze, kupowali przedmioty powszechnego uzytku oraz te majace trwalsza wartosc, jak na przyklad kamienie i metale szlachetne, rzne unikaty itd. Ja rwniez zamienilem caly majatek na kosztownosci, ktre zawsze nosilem przy sobie. Jednakze przed wyjazdem wyprawy z Jessentuki, w obliczu grabiezy szerzacych sie wszedzie pod pretekstem rewizji i rekwizycji, noszenie tych rzeczy przy sobie stalo sie bardzo ryzykowne. Rozdalem je wiec w czesci moim kolegom, z nadzieja, ze nawet jesli zostaniemy obrabowani, to byc moze niektrym z nas uda sie cos ocalic; reszte podzielilem miedzy tych, ktrzy zostali w Jessentutki i Piatigorsku. Znajdowala sie tam rwniez moja matka, ktrej dalem, miedzy innymi, brosze; kupilem ja niewiele wczesniej w Jessentutki, od pewnej wielkiej ksieznej, ktra na gwalt potrzebowala pieniedzy. Dajac matce brosze powiedzialem, zeby szczeglnie dobrze sie nia zaopiekowala, poniewaz ma bardzo duza wartosc. Bylem przekonany, iz rodzina, zmuszona okolicznosciami, sprzedala brosze zaraz po moim wyjezdzie; a jesli nie, to ze ukradziono jaw czasie ciaglych przenosin, poniewaz wszystkie miasta znajdowaly sie wwczas w rekach band rozbjnikw wyzbytych szacunku dla kogokolwiek i czegokolwiek; albo ze po prostu sie zgubila, co w trakcie podrzy moglo sie zdarzyc przynajmniej dwadziescia jeden razy. Krtko mwiac, zupelnie zapomnialem o tej broszy i mysl o tym, zeby ja uwzglednic w obliczeniach, nigdy nawet nie zrodzilaby sie w ktryms z zakatkw mojego mzgu. Okazalo sie jednak, ze kiedy przekazalem brosze matce, proszac ja, zeby specjalnie o nia dbala, matka pomyslala, ze musi to byc jakas bardzo cenna pamiatka osobista, ktra powinna mi oddac. Przez te wszystkie lata strzegla jej jak oka w glowie, nie pokazala nikomu z rodziny i zawsze nosila ze soba jak talizman, zaszyta w malej torebce. Teraz wiec ucieszyla sie, ze moze mi ja wreszcze oddac i pozbyc sie w ten sposb czegos, co bylo powodem jej nieustannego zmartwienia. Czy potraficie wyobrazic sobie ulge, jaka poczulem rozpoznajac te brosze i z miejsca pojmujac, w jaki sposb bede mgl ja wykorzystac? Nastepnego dnia, z brosza w kieszeni, bez wahania pozyczylem od przyjaciela dwa tysiace dolarw; jednakze sam cenny przedmiot zabralem ze soba do Ameryki, poniewaz w Paryzu zaproponowano mi za niego tylko sto dwadziescia piec tysiecy frankw, podczas gdy moim zdaniem byl on wart o wiele wiecej; i nie pomylilem sie, o czym sie przekonalem sprzedajac go tutaj, w Nowym Jorku. Gurdzijew przerwal w tym punkcie swoja opowiesc i z charakterystycznym usmiechem zapalil papierosa. W pokoju panowala cisza, gdy nagle pan H. wstal ze swojego miejsca, podszedl do niego i powiedzial: - Panie Gurdzijew, wysluchawszy tych wszystkich dowcipnych uwag na temat spraw materialnych, naprawde nie wiem, czy z powodu specjalnego porzadku, w jakim opowiedzial pan dzisiaj swoja historie, czy

tez mojej naiwnosci albo podatnosci na sugestie, w kazdym razie w tym momencie bez cienia watpliwosci jestem w pelni gotw zrobic wszystko, co tylko moze ulzyc temu ogromnemu brzemieniu, jakie dobrowolnie wzial pan na swoje barki. I byc moze bede blizszy prawdy, jesli powiem, ze w impuls zrodzil sie we mnie dzieki dobitnemu wrazeniu, jakie mialem w czasie calej panskiej opowiesci, a mianowicie, ze biorac na siebie tak doniosle zadanie, zadanie przekraczajace sily zwyklego czlowieka, zawsze do tej pory byl pan zupelnie osamotniony. Pozwole sobie zlozyc w panskie dlonie czek, ktry obejmuje wszystko, czym obecnie rozporzadzam. Jednoczesnie, w obecnosci wszystkich zgromadzonych zobowiazuje sie przez reszte mojego zycia dostarczac panu corocznie taka sama sume, niezaleznie od tego, gdzie i w jakich okolicznosciach bedzie sie pan znajdowal! Kiedy pan H. skonczyl mwic i nie ukrywajac wzruszenia, wycieral czolo chusteczka do nosa, Gurdzijew wstal i kladac mu reke na ramieniu, popatrzyl na niego swoim niezapomnianym przenikliwym, lagodnym, pelnym wdziecznosci wzrokiem i powiedzial po prostu: - Dziekuje mojemu bratu, ktrego zeslal mi dzisiaj Bg! Jednakze najbardziej przekonywajacym dowodem wielkiego wrazenia, jakie wywolala opowiesc Gurdzijewa, bylo oswiadczenie niejakiej Lady L., bedacej tylko przejazdem w Nowym Jorku, ktra zjawila sie tego wieczoru jako gosc pana R. Lady L. niespodziewanie odezwala sie glosem pelnym szczerosci: - Panie Gurdzijew, przypadek zrzadzil, ze znalazlam sie na tym spotkaniu zorganizowanym z okazji otwarcia nowojorskiego oddzialu panskiego Instytutu i moglam wysluchac panskiej opowiesci, ktra wzbudzila we mnie ogromne zainteresowanie. Juz wczesniej kilkakrotnie mialam okazje slyszec o pana dzialalnosci i o zbawiennych ideach, ktre panski Instytut powolal do zycia; udalo mi sie nawet dostac na jeden z pokazw ogranizowanych przez pana co tydzien w Study House w parku w Prieure i zobaczyc na wlasne oczy niektre uderzajace przyklady panskich dokonan. Nie zdziwi wiec pana, jesli powiem, ze wiele razy myslalam o panskiej pracy i zawsze pragnelam okazac sie panu w jakis sposb przydatna. Teraz, wysluchawszy opowiesci o panskich niestrudzonych wysilkach i wyczuwajac dzieki kobiecej intuicji prawde, jaka przynosi pan ludzkosci, rozumiem, jak bardzo paralizuje panska dzialalnosc brak tego, co w dzisiejszych czasach stalo sie sila napedowa w zyciu ludzi - a mianowicie, pieniedzy. Wobec tego ja takze postanowilam wniesc udzial do panskiej Wielkiej Pracy. W porwnaniu z wiekszoscia ludzi, moje dochody sa z pewnoscia niemale, jestem wiec w stanie przekazac panu dosyc znaczna sume. W rzeczywistosci jednak ledwie mi one wystarczaja na zaspokojenie wszystkich wymagan, jakie stawia moja pozycja spoleczna. Przez caly wieczr zastanawialam sie nad tym, co moge dla pana zrobic i pomyslalam o pieniadzach, ktre po trochu zaoszczedzilam i zdeponowalam w banku na czarna godzine. Wierzac, ze w przyszlosci bede mogla zrobic cos wiecej, na razie postanowilam przekazac do panskiej dyspozycji polowe tej sumy bez oprocentowania, do czasu gdy - bron Boze - jakis powazny wypadek nie zmusi mnie do siegniecia po oszczednosci; nikt przeciez nie wie, co go jeszcze czeka! Gdy Lady L. mwila te z glebi serca plynace slowa, Gurdzijew uwaznie przysluchiwal sie jej z zyczliwym i powaznym wyrazem twarzy. Nastepnie odpowiedzial: - Dziekuje pani, szanowna Lady L. Szczeglnie cenie sobie pani szczerosc i jesli mam przyjac te pieniadze, ktre niewatpliwie beda stanowic wielka pomoc dla mojej obecnej dzialalnosci, ja rwniez musze pani szczerze odpowiedziec. Zagladajac na chwile w przyszlosc, z ogromna wdziecznoscia moge pani powiedziec, iz bede w stanie oddac te sume dokladnie za osiem lat, czyli w momencie, gdy - chociaz w pelni zdrowia - moze pani najbardziej potrzebowac tego, co, jak slusznie pani zauwazyla, stanowi obecnie sile sprawcza calego procesu zycia czlowieka. Gurdzijew, jakby pograzony w ponurych myslach, zamilkl na dlugi czas. Niespodziewanie wygladal na zmeczonego. Jego wzrok spoczal przez chwile na kazdym z nas. * * * Przegladam wlasnie ten rekopis zredagowany przez moich uczniw, siedzac w restauracji Child's" w Nowym Jorku, na rogu Piatej Alei i 56 Ulicy, czyli dokladnie w takich

samych warunkach, jakie zawsze towarzyszyly mojej dzialalnosci pisarskiej w ciagu ostatnich szesciu lat. Przyczyna tego jest fakt, ze rzne miejsca publiczne, takie jak kawiarnie, restauracje, kluby albo dancingi, stanowia scene przejaww - przeciwnych mojej naturze i niegodnych czlowieka - ktre najwyrazniej maja dobroczynny wplyw na wydajnosc mojej pracy. I sadze, iz nie bedzie przesada, jesli wyszczeglnie jeden fakt, ktry mozecie uznac za czysty zbieg okolicznosci albo nawet wynik nadprzyrodzonej opatrznosci, a mianowicie, ze niezamierzenie i byc moze po prostu dlatego, ze w mojej pracy pisarskiej zawsze przestrzegam precyzyjnego porzadku, skonczylem dzisiaj poprawiac powyzszy tekst w tym samym miescie, w ktrym dokladnie siedem lat temu odbylo sie opisane spotkanie. Zeby uzupelnic te opowiesc, dodam tylko, ze chociaz moja pierwsza podrz do Ameryki byla przedsiewzieciem co najmniej ryzykownym - jesli uwzgledni sie to, ze towarzyszyla mi wwczas trupa ludzi bez grosza w kieszeni, nie znajacych ani slowa w miejscowym jezyku, i ze program planowanych pokazw byl jeszcze nie dopracowany oraz ze przybylismy tam bez zadnej reklamy, ktra jest rzecza powszechnie stosowana, szczeglnie w Ameryce - to sukces tego tournee, majacego na celu zaprezentowanie wynikw pracy Instytutu, przeszedl moje oczekiwania. Moge smialo oswiadczyc, ze gdyby nie powazny wypadek, ktry mialem kilka dni po powrocie do Francji, a ktry uniemozliwil mi zaplanowany szesc miesiecy pzniej powrt do Ameryki, wszystko, czego dokonalem na tym kontynencie z pomoca towarzyszacych mi osb, pozwoliloby mi nie tylko na splacenie dlugw, ale nawet na finansowanie przyszlej dzialalnosci wszystkich oddzialw Instytutu Harmonijnego Rozwoju Czlowieka, zarwno tych, ktre juz istnieja, jak i tych, ktre zamierzalem otworzyc w nastepnym roku. Ale czy warto o tym teraz mwic? Opisujac ten okres mojego zycia, mimowolnie przypomina mi sie pewne powiedzenie naszego kochanego mully Nassr Eddina: Nie warto wylewac tez, wspominajac piekne wlosy skazanca! Kiedy pisalem te ostanie slowa, ktos wszedl i usiadl przy moim stoliku. Wszyscy bez wyjatku moi znajomi znaja warunek obowiazujacy kazdego, kto przychodzi sie ze mna spotkac, a mianowicie, ze nalezy czekac, az skoncze pisac i sam zaczne rozmowe. Pozwole sobie przy okazji wspomniec, ze chociaz zawsze spelniano w warunek, jednak bardzo czesto czulem, ze niektre osoby, skrupulatnie przestrzegajac zasad, zgrzytaly jednoczesnie zebami, tak jakby chcialy mnie utopic w lyzce modnego ostatnio lekarstwa. Kiedy skonczylem pisac, zwrcilem sie w strone przybysza; jego pierwsze slowa wywolaly we mnie serie refleksji i wnioskw, ktre w sumie doprowadzily mnie do powziecia kategorycznej decyzji. Gdybym teraz, dobiegajac konca, uchylil sie od powiedzenia czegos na temat tej kategorycznej decyzji oraz refleksji, ktre mnie do niej przywiodly, postapilbym wbrew podstawowym zasadom, ktre jak czerwona nic snuja sie przez cala niniejsza opowiesc. Zeby pojac moja sytuacje, musicie wiedziec, ze osoba, ktra zasiadla przy moim stole, a nastepnie odeszla, otrzymawszy ode mnie wskazwki, to nie kto inny, jak mj tajny wsplnik w hurtowej sprzedazy antykw. Powiedzialem tajny", poniewaz nawet najblizsi mi ludzie nic nie wiedza o tych kontaktach handlowych. Nawiazalem je szesc lat temu, kilka tygodni po moim wypadku. Bylem wwczas bardzo slaby fizycznie, ale odzyskawszy juz normalna zdolnosc myslenia, zaczalem w calej jaskrawosci uswiadamiac sobie swoja sytuacje materialna, czesciowo spowodowana ogromnymi kosztami podrzy do Ameryki, a czesciowo wydatkami zwiazanymi z powaznymi chorobami mojej matki i zony. Poniewaz przeciagajace sie lezenie w lzku stawalo sie dla mnie coraz bardziej nieznosna udreka moralna, zaczalem odbywac przejazdzki samochodem, by ulzyc temu cierpieniu poprzez przyswajanie rznych wrazen, a jednoczesnie zwietrzyc jakis interes, ktrego mglbym sie podjac w moim wczesnym stanie. Z kilkoma osobami, ktre zawsze mi towarzyszyly, zaczalem odwiedzac najprzerzniejsze miejsca, szczeglnie zas te, w ktrych spotykali sie w Paryzu uchodzcy rosyjscy. I tak wlasnie pewnego dnia w jednej ze slynnych kawiarni paryskich podszedl do mnie czlowiek, ktrego w

pierwszej chwili nie rozpoznalem. Dopiero w trakcie rozmowy przypomnialem sobie, ze spotkalem go wiele razy w rznych miastach na Kaukazie, Zakaukaziu i terenach polozonych za Morzem Kaspijskim. Podrzujac z miasta do miasta, zajmowal sie on sprzedaza antykw. Poznalismy sie kiedys, poniewaz prawie w calej Azji uznawano mnie za eksperta w dziedzinie antykw i doskonalego kupca dywanw, chinskiej porcelany oraz cloisonne. Dowiedzialem sie wiec miedzy innymi, ze udalo mu sie ocalic z katastrofy rosyjskiej pewien kapital i ze korzystajac ze znajomosci angielskiego, prowadzi jakies interesy w Europie. Opowiadajac mi o swoich interesach skarzyl sie, ze w Europie glwna trudnosc polega na tym, iz rynek zalany jest przerznymi falsyfikatami, i nagle zapytal: - Przy okazji, mj drogi rodaku, czy nie chcialbys przystapic ze mna do splki? Mglbys na przyklad badac i wyceniac antyki. W wyniku rozmowy zawarlismy umowe, zgodnie z ktra mialem byc jego wsplnikiem przez cztery lata. Przed zakupieniem jakiegokolwiek antyku mial przynosic mi go do zbadania, a gdyby sie zdarzylo, ze dany przedmiot znajduje sie w miejscu polozonym w poblizu trasy ktrejs z licznych podrzy, jakie z rozmaitych przyczyn odbywalem w okresie mojej dzialalnosci pisarskiej, to sam obejrze go wtedy na miejscu i w uzgodniony sposb przekaze mu swoja opinie. Przez pewien czas tak to wlasnie wygladalo. On przez caly rok podrzowal po Europie, odgrzebujac i skupujac rzne unikaty, ktre nastepnie przywozil tutaj, do Ameryki, i sprzedawal antykwariuszom, glwnie w Nowym Jorku. Ja zajmowalem sie tylko ich wycena. Jednakze w zeszlym roku, kiedy kryzys w mojej sytuacji materialnej Osiagnal zenit, podczas gdy w interes rozwijal sie pomyslnie i otworzyly sie liczne rynki zbytu, zas Europa byla przepelniona towarem tego rodzaju, wpadlem na pomysl, zeby wykorzystujac te sytuacje, wzmocnic moje zasoby finansowe. Postanowilem wiec maksymalnie rozszerzyc skale operacji prowadzonej przez wsplnika. W tym celu, zamiast - jak to czynilem w ciagu ostatnich lat - odpoczywac zarwno przed meczacymi podrzami, jak i po nich, zaczalem poswiecac caly wolny czas na organizowanie pozyczek od ludzi, ktrzy darzyli mnie zaufaniem i z ktrymi utrzymywalem z jakiegos powodu kontakty. Zebrawszy w ten sposb kilka milionw frankw, zainwestowalem cala sume we wspomniany interes. Mj wsplnik, zachecony rozwojem przedsiewziecia i perspektywa znacznych zyskw, nie szczedzac sil zdobywal towar i zgodnie z umowa przybyl w tym roku do Ameryki z cala swoja kolekcja, szesc tygodni przed moim przyjazdem. Niestety, akurat wtedy zaczal sie oglny kryzys gospodarczy, ktry szczeglnie dotkliwie dal sie odczuc w tej branzy, nie moglismy wiec liczyc na zadne zyski ani nawet na odzyskanie naszego kapitalu. I wlasnie dzisiaj przyszedl, zeby mi o tym powiedziec. Jakich slw powinienem uzyc do opisania sytuacji materialnej, w ktrej niespodziewanie sie teraz znalazlem, skoro przed chwila, mwiac o zeszlorocznym kryzysie, powiedzialem, ze osiagnal on zenit? Nie potrafie wyrazic tego lepiej niz mulla Nassr Eddin, ktry - jak w tej chwili dokladnie sobie przypomnialem - powiedzial kiedys: Nic w tym dziwnego, ze najstarsza panna we wsi i ten lotr mulla maja lysa crke! Ale jesli pluskwie wyrosnie glowa slonia i ogon malpy, to dopiero bedzie cos! Nie trzeba byc magistrem, zeby pojac, dlaczego moja sytuacja materialna znalazla sie w takim kryzysie. W zeszlym roku, kiedy wpadlem na pomysl zajecia sie na duza skale handlem antykami w Ameryce, po przeprowadzeniu obliczen bylem w pelni przekonany, ze w projekt nie tylko przyniesie dochd wystarczajacy na splacenie wszystkich dlugw, ale umozliwi mi rwniez samodzielna publikacje pierwszego cyklu moich dziel, ktry, jak sadzilem, uda mi sie juz wtedy skonczyc; nastepnie zamierzalem poswiecic caly swj czas na napisanie drugiego cyklu. Ale niestety, w nieprzewidziany kryzys amerykanski wepchnal mnie, jak powiedzialby mulla Nassr Eddin, do srodka tak glebokiego kalosza", ze dzisiaj, wygladajac z niego, z trudem dostrzegam pojedyncza smuge swiatla. Przez szesc lat - chcac przygotowac material do trzech cyklw ksiazek, ktre zamierzalem napisac - zawsze, wszedzie, we wszystkich warunkach i okolicznosciach musialem pamietac siebie oraz pamietac o postawionym sobie

zadaniu, poprzez spelnienie ktrego pragnalem - i nadal pragne - dowiesc sensu oraz celu mojego zycia. Doswiadczajac rozmaitych uczuc, musialem nieustannie zachowywac bardzo wysoki poziom aktywnosci wewnetrznej, aby w ten sposb z niczym sie nie utozsamic. Zmuszony bylem takze opierac sie - przyjmujac wobec siebie bezlitosna postawe - kazdej zmianie w automatycznie plynacym procesie skojarzen umyslowych i emocjonalnych, odpowiadajacych tematycznie myslom, ktrymi zajmowalem sie w tym czasie. I w koncu musialem zmusic sie do tego, by nie zaniedbac ani nie pominac niczego, co moze dotyczyc, logicznie odpowiadac albo zaprzeczac dowolnej z niezliczonych serii niezaleznych idei, ktre wziete razem, stanowia substancje moich dziel. W trosce o wyrazenie mysli w formie dostepnej dla innych, moje skupienie psychiczne wielokrotnie osiagalo taki poziom, ze przez wyjatkowo dlugie okresy zapominalem nawet o swoich najbardziej podstawowych potrzebach. Jednakze najbolesniejsza obiektywna niesprawiedliwoscia bylo to, iz w okresie wewnetrznego skupienia calej mojej sily w celu przekazania zarwno ludziom wsplczesnym, jak i tym, ktrzy pojawia sie w przyszlosci, prawdziwego poznania, czesto musialem wyrywac sie z tego stanu i kosztem ostatniego zapasu energii - zgromadzonej z wielkim trudem w krtkich przerwach miedzy godzinami wytezonej pracy - wymyslac rzne skomplikowane kombinacje, zeby przesunac date uiszczenia jakiejs naleznosci albo splacenia ktregos z moich dlugw. W czasie tych szesciu lat moje zmeczenie doszlo do punktu wyczerpania nie tyle z powodu pisania, przepisywania i ponownego poprawiania kolejnych wersji licznych rekopisw nagromadzonych w piwnicy, ktra specjalnie zaadaptowalem na archiwum, ile w wyniku tej okresowej koniecznosci przewracania na rzne strony w glowie wszystkich mozliwych sposobw pokrycia tych wiecznie rosnacych dlugw. Jeszcze do niedawna, ilekroc potrzebowalem od innych pomocy - precyzyjnie wyrazanej slowem pieniadze" - w rozwiazaniu problemw finansowych, ktre nie powinny zabierac mojego drogocennego czasu, potrzebnego na rzeczy o wiele wiekszej wagi, i jej nie otrzymalem, moglem sie z tym jakos pogodzic, poniewaz rozumialem, ze znaczenie mojej dzialalnosci nie moze byc dla wszystkich jasne. Jednakze teraz, gdy dzieki temu, czego dokonalem w ciagu ostatnich szesciu lat, kazdy moze pojac jej wage i cel, nie zamierzam juz dluzej tego wytrzymywac; wrecz przeciwnie, uwazam, iz z zupelnie czystym sumieniem mam prawo wymagac, aby kazdy, kto sie do mnie zwraca, bez wzgledu na rase, wyznanie, pozycje materialna albo spoleczna, chronil mnie jak oka we wlasnej glowie, by w ten sposb zaoszczedzic moje sily i czas, potrzebne na dzialalnosc odpowiadajaca mojej indywidualnosci. Wspomniana kategoryczna decyzja, ktra podjalem, w zgodzie z zasadami, po wyjsciu mojego tajnego wsplnika z restauracji Child's" byla nastepujaca: Znajdujac sie tutaj wsrd ludzi, ktrzy nie poniesli katastrofalnych konsekwencji ostatniej wielkiej wojny i ktrzy obecnie przyczynia sie - oczywiscie niezamierzenie - do tego, ze poniose znaczne straty, jeszcze raz, zupelnie sam, biore inicjatywe we wlasne rece i nie uciekajac sie do zadnych srodkw, ktre moglyby kiedys wywolac u mnie wyrzuty sumienia, skorzystam z pewnych umiejetnosci, ktre wyksztalcily sie we mnie dzieki wlasciwemu wychowaniu, jakie otrzymalem w dziecinstwie, i zdobede taka sume pieniedzy, ktra pokryje wszystkie moje dlugi, a oprcz tego umozliwi mi powrt na kontynent europejski i dostatnia egzystencje przez dwa albo trzy miesiace. Realizujac w plan, ponownie doswiadcze najwyzszego zadowolenia danego czlowiekowi przez Naszego Wsplnego Ojca, ktre w starozytnosci egipski kaplan, pierwszy nauczyciel Swietego Mojzesza, wyrazil slowami: Samozadowolenie zrodzone w wyniku osiagniecia wlasnego celu w sposb pomyslowy i ze swiadomoscia czystego sumienia. Dzisiaj jest dziesiaty stycznia. Wedlug starego kalendarza, za trzy dni o plnocy przywitamy Nowy Rok; o plnocy, czyli godzinie, ktra utkwila mi w pamieci jako chwila mojego przyjscia na swiat. Zgodnie ze zwyczajem, ktry przyjalem jeszcze w dziecinstwie, zawsze, poczawszy od tej godziny, zaczynalem dostosowywac moje zycie do

ulozonego wczesniej nowego programu, niezmiennie opartego o okreslona zasade, ktra wymagala, bym we wszystkim jak najwiecej pamietal siebie, a takze rozmyslnie kierowal moje przejawy i reakcje na przejawy innych ludzi w taki sposb, by osiagnac cele, jakie obralem na nadchodzacy rok. W tym roku moim zadaniem bedzie skupienie wszystkich zdolnosci obecnych w mojej indywidualnosci na tym, by przed polowa marca, czyli przed proponowana data mojego wyjazdu z Ameryki, z obyc wlasnymi srodkami sume potrzebna na splacenie wszystkich moich dlugw. Nastepnie, po powrocie do Francji, znowu zabiore sie do pisania, ale tylko pod warunkiem, ze wolny od wszelkich trosk materialnych, bede mgl prowadzic tryb zycia na pewnym ustalonym poziomie. Jesli jednak z jakiegos powodu nie uda mi sie wypelnic postawionego sobie zadania, bede wwczas zmuszony uznac iluzoryczny charakter wszystkich idei przedstawionych w tym opowiadaniu, jak rwniez ekstrawagancje mojej wyobrazni, i wierny moim zasadom, wczolgam sie z podwinietym ogonem - jak powiedzialby mulla Nassr Edin - do najglebszych ze starych kaloszy, jakie kiedykolwiek nosily spocone stopy. I jesli tak sie stanie, to wwczas kategorycznie postanowie, ze opublikuje tylko te rekopisy, ktre juz poprawilem, to znaczy pierwszy cykl moich dziel i dwa rozdzialy drugiego; ze na zawsze przestane pisac i ze po powrocie do domu rozpale na trawniku pod oknami wielkie ognisko, a nastepnie wrzuce do niego reszte moich prac. Co uczyniwszy, rozpoczne nowe zycie, wykorzystujac posiadane przeze mnie zdolnosci tylko w jednym celu, a mianowicie do zaspokajania wlasnego egoizmu. Plan dzialalnosci, jaka bede prowadzil w takim zyciu, rysuje sie juz w moim oblakanym umysle. Widze siebie, jak organizuje nowy Instytut" z wieloma oddzialami, tym razem jednak nie w celu harmonijnego rozwoju czlowieka", lecz po to, by uczyc innych ludzi nie odkrytych dotychczas sposobw osiagania samozadowolenia. I wierzcie mi, ze taki interes zawsze bedzie szedl jak po masle.