You are on page 1of 291

uny Bieszczadach

Jan Gerhard

Losy ludzkie s krte jak drogi i cieki w Bieszczadach, zawsze jednak los czowieka zaley od drugiego czowieka.

Zamiast wstpu
Noc krtkofalowe radiostacje dziaaj w grach gorzej ni w dzie. czno daje si naleycie utrzyma tylko midzy szczytami. W dolinach jest kiepska. Przeszkod stanowi jonizacyjne dziaanie atmosfery i staa ekranizacja fad terenowych. Wiedz o tym wszyscy radiotelegrafici i od zmroku do witu rezygnuj z posugiwania si mikrofonem. Przechodz na klucz, jakkolwiek i to nie jest atwe. Pewnej zimowej nocy 1945 roku obaj dyurni radiotelegrafici dowdztwa odcinka Wojsk Ochrony Pogranicza drzemali jak zwykle. Nie spodziewali si adnych komunikatw od placwek rozmieszczonych wzdu niedawno przywrconej granicy RP. W nocy nigdy nie byo komunikatw. Co najwyej, od czasu do czasu jaki znudzony kolega pyta kluczem o godzin, czynic to po prostu dla wprawy. Z gry, od wyszego dowdztwa, noc rozkazy te nie nadchodziy. W Krakowie i jeszcze wyej - w Warszawie - spano o tej porze i nie drczono podwadnych. Tak przynajmniej uwaali wszyscy w niedawno utworzonym dowdztwie odcinka WOP. Ta noc bya w miasteczku jasna i cicha. Mrz srebrzy chodniki i dachy domw. Ksiyc otoczony mglist aureol zapowiada rychy nieg. Ulice byy puste. Wartownik przed budynkiem dowdztwa przytupywa dla rozgrzewki. By to jedyny odgos ycia w tej ciszy. Okoo pierwszej oficer dyurny - porucznik Siemiatycki - obchodzi posterunki. Rzuci kilka cierpkich uwag pod adresem wartownika, ktry tkwic na posterunku przy skadzie materiaw pdnych nie do szybko schowa w rkaw tlcego si papierosa. Porucznik obieca mu solennie, i oberwie za to wykroczenie, ale wiedzia, e i tak nic z tego nie bdzie. onierze przyjechali tu wprost z frontu, kpili z przepisw suby garnizonowej i nie potrafili si im podporzdkowa. Karanie nic nie pomagao. Klnc pod nosem, wszed do budynku dowdztwa. - Tama leci. Dlaczego nie odbieracie? - szarpn za rami radiotelegrafist kaprala Hermana. Stary aparat Morsea istotnie stuka na stole. Pasek papieru spywa powoli na podog. Skrca si w nieforemny splot pod stoem. Herman przetar oczy. Stumi ziewnicie, przepdzajc niechtnie sen. Ze zoci da sjk w bok swemu pomocnikowi, starszemu strzelcowi Kwapiskiemu. - Ju odbieramy...

Przygadzi wosy i zacz odczytywa wybite na papierze kreski i kropki. - To Krosno - mrukn. - Co? - zdziwi si nagle. - Ka natychmiast przej na odbir radiowy. S niepokojce wiadomoci z granicy. Znieksztacone. Pytaj, co my stamtd mamy, obywatelu poruczniku... Herman otrzsn si cakowicie ze snu. Patrzy uwanie w twarz przeoonego. Kwapiski, nie czekajc rozkazu, zaoy suchawki radiostacji. Kluczem wywoywa placwki graniczne. - Bandy... - powiedzia w zamyleniu porucznik Siemiatycki. - Pewnie bandy... - Zapali papierosa i wpi si wzrokiem w obu radiotelegrafistw. W pokoju zapanowaa kompletna cisza, wypunktowana tylko miarowym stukaniem klucza radiostacji i niecierpliwego aparatu Morsea. Placwka w Smolniku odezwaa si dopiero okoo drugiej w nocy. Tre depeszy, odczytanej przez radiotelegrafist dowdztwa odcinka Wojsk Ochrony Pogranicza kaprala Jana Hermana porucznikowi tego dowdztwa, brzmiaa mniej wicej tak:

Od dwch godzin jestemy pod ostrzaem. Bandyci... stop. Modzierze, rusznice ppanc... stop. Dziury w budynku... stop. Zapalio... spodziewamy... jeeli zaatakuj... stop. Poleciem... zabici... stop. Prosimy...

W tym miejscu i tak kiepska czno z placwk w Smolniku zostaa przerwana. Radiostacja dowdztwa wywoywaa j tej nocy ju bezskutecznie. Placwki w Mokrem, Kulasznem, Szczawnem i Rzepedzi milczay. Dopiero po jakim czasie udao si nawiza czno z Komacz.

Atak bandytw - donosi tamtejszy radiotelegrafista - znaczna przewaga nieprzyjaciela... stop. Prosz o pomoc... stop.

Zaalarmowany i wyrwany ze snu dowdca odcinka kaza si poczy z Krakowem. Telefon jednak nie dziaa. Linia bya uszkodzona. Umilk take telegraf z Krosna. - Bandyci musieli przeci druty - skonstatowa szef sztabu dowdztwa i poleci dwm radiostacjom nawizanie cznoci z Krakowem i Warszaw. Udao si to z duym trudem. W kadym razie okoo trzeciej nad ranem wysze dowdztwa Wojsk Ochrony Pogranicza wiedziay ju, e na odcinku bieszczadzkim wydarzyy si niedobre rzeczy. Nikt nie zna jednak szczegw. Niewiele wniosy w t spraw niemal cakiem znieksztacone meldunki placwek granicznych w Wetlinie i Woli Michowej. Te rwnie byy zaatakowane. Dowdca z Woli Michowej podawa, e widzi du un na niebie. By to ostatni meldunek uzyskany od placwek granicznych tego odcinka WOP. O czwartej nad ranem wystartoway z Krakowa dwa samoloty rozpoznawcze. Nic wicej nie mona byo zrobi poza wysaniem w kierunku zaatakowanych placwek alarmowej kompanii WOP i plutonu z Krosna. Oddziay te zaadoway si na stare ZIS-y, majce cay wojenny szlak bojowy za sob. Wysuone ciarwki ruszyy drogami na Lesko-Baligrd.

Samoloty wykonay swoj misj sprawnie. Przeleciay wzdu linii kolejowej Mokre - Nowy ukw i nad Sanem. Nic wicej nie musiay bada. Wyldoway na lotnisku pod Krosnem, ktre tymczasem po naprawieniu linii przewodowych przywrcio czno z dowdztwem odcinka. Lotnicy widzieli poary. Na caej trasie przelotu poary. Pony placwki w Mokrem, Kulasznem, Szczawnem, Rzepedzi, Komaczy, Osawicy, Nowym upkowie, Woli Michowej, Maniowie, Kalnicy, Wetlinie i Smolniku. W kilku miejscach lotnikom wydawao si, e widz lady walki. Na sygnay rozpoznawcze dawane umownymi rakietami zielonymi adna z placwek nie odpowiadaa. Bandyci ostrzelali ich w dwch miejscach. Jeden z samolotw mia nawet w skrzydach kilka otworw po pociskach. Dowdca odcinka WOP - podpukownik Karol Kowalewski - czowiek nerwowego usposobienia, grzmoci w cakowitej bezsilnoci pici w st. Gniew wyadowa na poruczniku Siemiatyckim za to, e go zbyt pno zaalarmowa. Uwagi porucznika, e i tak nie byoby si, aby placwkom pomc, nie przyj do wiadomoci. Szef sztabu wpatrywa si milczco w map. Radiotelegrafici wci bezskutecznie wywoywali kryptonimy placwek. Dzie wstawa pochmurny i brzuchate chmury suny nisko nad ziemi. W dzie czno krtkofalowych radiostacji nawet w terenie grskim si poprawia. Tym razem jednak nie byo adnej cznoci. I wszyscy zdawali sobie spraw, e tej nocy dwanacie placwek WOP w trjkcie granicznym o wierzchokach Komacza - Ustianowa - Sianki przestao istnie. O tym, co si stao z obsad tych placwek, nikt nie mia na razie najmniejszego pojcia. W kadej znajdowao si omiu - dwunastu onierzy z oficerem lub podoficerem na czele; razem stu dwudziestu kilku ludzi. Wysane ze spnion odsiecz samochody brny gdzie w tak zwanym terenie, czsto naprawiajc defekty w silnikach i nawalajce dtki. Byo rzecz oczywist, e ich pomoc jest wicej ni iluzoryczna. - Trzeba by podj jak decyzj - poradzi okoo poudnia szef sztabu. Dowdca ofukn go gniewnie. Sam ju o tym myla od kilku godzin. Nie zdy teraz odpowiedzie podwadnemu, bo wanie wezwaa, go Warszawa. Zblad i podszed do telefonu, poprawiajc pas po drodze. Mwi Genera. Swoim z lekka nosowym gosem zapyta najpierw dowdc, czy ma jakie nowe wiadomoci o tym, co si zdarzyo tej nocy. Negatywn odpowied pozostawi bez uwag i kaza podpukownikowi zameldowa si w Warszawie w cigu najbliszej doby. Na tym rozmowa si skoczya. Peen najgorszych przeczu zasiad dowdca odcinka WOP przy stole obok radiostacji i wpatrzy si w skal fal. W mylach zacz ukada swj raport. Pierwsza wiadomo od kompanii alarmowej nadesza przed zmrokiem. Dowdca kompanii kapitan Wieczorek dotar do Komaczy. Z piciu placwek, jakie min po drodze, zostay tylko dopalajce si zgliszcza. Wszdzie widzia na wp zwglone trupy ludzi z obsady. Zabra trzech onierzy z placwki w Mokrem. Ocaleli, bo w chwili natarcia bandytw znajdowali si na patrolu. Znalaz te ciko rannego Strzelca Karasiskiego z placwki w Komaczy. Bandyci wzili go do niewoli, potwornie okaleczyli i pozostawili na miejscu. Rannym zaopiekowaa si rodzina Kuminw z Komaczy. Kapitan mwi: potwornie okaleczony, ale nie wyjania jak. Rannego, ktry jest przytomny, opatrzy lekarz kompanii. Karasiski twierdzi, e w chwili ataku na placwk sta na posterunku przed budynkiem. Zosta oguszony jakim tpym narzdziem. Kiedy odzyska przytomno, stwierdzi, e ley dokadnie skrpowany sznurami i jest pod stra. Sysza gst strzelanin. Odrnia ogie karabinw maszynowych i modzierzy. Trwao to kilka godzin; ile dokadnie - Karasiski nie potrafi powiedzie. Widzia poar i zdawa sobie spraw, e ponie budynek placwki. Utrzymuje, e bandytw byo bardzo duo - stu, moe nawet wicej. Skonstatowa to, gdy ju ucicha strzelanina, kiedy napastnicy zbierali si na polanie. Potem olepiono

go wiatem kilku latarek elektrycznych, gdzie przeniesiono i tam okaleczono. Wtedy Karasiski znw straci z blu przytomno. Jak znalaz si w domu Kumina, oczywicie nie wie. Byo to wszystko, co mg zameldowa kapitan Wieczorek, dowdca kompanii alarmowej WOP. Krosno otrzymao w tym samym mniej wicej czasie podobne wiadomoci od wysanego w teren plutonu. Placwki, do ktrych pluton dojecha, pooone bardziej na poudniowy wschd, nie istniay. Zostay ubiegej nocy spalone. Ich obsada bya wymordowana. Dowdca plutonu donosi o zwglonych trupach, nigdzie nie znalaz ywej duszy. Teraz dowdca odcinka WOP mg skonkretyzowa swj raport. Nada do przeoonych w Krakowie (obowizywaa droga subowa i dowdca nie mg si bezporednio czy z Warszaw) do chaotyczn depesz, bdc waciwie mieszanin meldunku subowego i interpretacji wydarze, w celu zmniejszenia wasnej odpowiedzialnoci. Z depeszy wynikao, e grasujce w tym rejonie od zakoczenia dziaa wojennych bandy tak zwanej Ukraiskiej Powstaczej Armii - UPA - dokonay zapewne krytycznej nocy koncentracji, po czym w duych grupach zaatakoway przewaajcymi siami dwanacie placwek Wojsk Ochrony Pogranicza. Placwkom z braku odpowiednich odwodw ruchomych oraz rodkw transportowych nie mona byo przyj z naleyt pomoc. Znajdujce si w tym terenie, oprcz jednostek WOP, mae garnizony wojskowe dywizji pukownika Sierpiskiego byy zdekompletowane. Z ich skadu osobowego stworzono niedawno oddziay Wojsk Ochrony Pogranicza. Musiay w tym celu odkomenderowa sporo onierzy. adnych uzupenie nie otrzymay. Podobnie jak WOP miay mao rodkw transportowych. Zreszt peniy ochron szeregu wanych punktw i linii kolejowych. Nie byy zdolne do powaniejszych dziaa. W tej sytuacji placwki ulegy przewadze nieprzyjaciela. Zostay zlikwidowane. Nastpowao wyliczenie przypuszczalnych strat i tumaczenie, e w warunkach dziaalnoci band trzeba by zastosowa inn metod strzeenia granic ni t, ktra polega na rozmieszczeniu nieruchomych placwek, cakowicie izolowanych w grzystym terenie i niezdolnych do skutecznej obrony ze wzgldu na nik liczebno zag. W nieco gderliwym tonie dowdca odcinka WOP pozwala sobie przypomnie, e wysya na ten temat rne propozycje... Depesz przeczytano uwanie w Krakowie i Warszawie. Genera podkreli czerwonym owkiem zdanie o koniecznoci zastosowania nowych metod. Myla ju o tym od pewnego czasu, ale nie wszystko, o czym myla, mg od razu wciela w ycie. W wyszym dowdztwie krakowskim i w jeszcze wyszym w Warszawie przyjto wiadomo o tym, co si stao w Bieszczadach, o wiele spokojniej od dowdcy odcinka WOP. Podpukownik Kowalewski - jak kady dowdca - widzia przede wszystkim swj teren dziaania i przejmowa si gwnie tym, co si na jego odcinku dziao. W Krakowie widziano ju sprawy szerzej, w Warszawie - jeszcze szerzej. Ludzie ginli wtedy codziennie. Ginli pojedynczo i grupami. Wojskowi i cywile. Strzay huczay w dzie i w nocy, w lasach, w grach, na drogach i liniach komunikacyjnych. Szczeglnie trudna sytuacja bya w wojewdztwach biaostockim, lubelskim i rzeszowskim. Bandy NSZ, WiN, UPA i inne dziaay, gdzie si tylko dao. Codziennie komunikaty donosiy o ich wyczynach mniej lub wicej alarmujcych. Komunikat odcinka WOP zwrci jednak uwag dowdztwa: Bieszczady i w ogle Karpaty mogy dziki sprzyjajcym warunkom terenowym sta si rezerwuarem i wan baz wypadow bandytw. Naleao si temu przeciwstawi. Tak te postanowiono.

Ciszewski szed Marszakowsk w kierunku placu Zbawiciela. Ulica bya ciemna, przy sabym wietle rzadko rozstawionych latar gronie majaczyy ruiny domw. Ostry wiatr zacina deszczem i rozwiewa poy sfatygowanego paszcza. Z okutego daszka czapki woda nieprzyjemnie spywaa na skronie. Na rogu Hoej kilku mczyzn z oywieniem rozmawiao z prostytutkami. Stojcy we wnce bramy milicjant zasalutowa Ciszewskiemu, ktry niechtnie odpowiedzia na ukon. Wbrew regulaminowi trzyma rce w kieszeniach paszcza i nie chciao mu si ich stamtd wyciga. Ulica, mimo panujcych ciemnoci i deszczu, pena bya ludzi. Warszawiacy nie mieli zamiaru opuszcza ruin swego miasta. Wrcz przeciwnie - wygnani przeszo rok temu przez Niemcw, teraz tumnie wracali. Migotay rczne latarki przechodniw. Parokrotnie Ciszewskiego olepi snop wiata. Kl wtedy pod nosem i mruy oczy. Raz po raz wydua krok, omijajc liczne kaue. Potkn si o wystajcy krawnik, ale nie zwrci na to uwagi. wiat wydawa mu si dzi przeklcie szary nie tylko z powodu pogody. Nie ma nic pewnego; moe sobie czowiek planowa, co chce, a wszystko zmienia si niezalenie od niego w mgnieniu oka - powtarza w duchu wstp do rozmowy z Barbar. Ukada t rozmow od rana, cile - od jedenastej, kiedy; si dowiedzia od komendanta Centrum Wyszkolenia Piechoty w Rembertowie, e na mocy wyszego rozkazu ma przerwa przygotowania do kursu i najdalej jutro wyjecha do Sanoka. Co si tam popsuo z bandami - powiedzia komendant. cigaj uzupenienia, macie te doczy. Zaleao mi na kursie, poza tym chciaem si oeni prbowa oponowa Ciszewski, ale komendant wzruszy ramionami. To s wasze prywatne sprawy mrukn. - Na kurs kiedy wrcicie, a oenek te nie ucieknie: zreszt rozkaz jest cakiem wyrany. Ciszewski spiesznie poegna si z kolegami, bezadnie spakowa manatki i odebra rozkaz wyjazdu. Wszystkie te czynnoci byy mu obojtne. Jedna myl koataa pod czaszk: wyjazd! Nie chodzio wcale o ten kurs w Centrum. Gwizda na kurs. Mg go skoczy albo nie, podobnie jak wcale nie musia by w wojsku. Ongi - zdawao si, e wieki od tego czasu upyny - zacz malowa. Niele zapowiada si jako malarz. Tak przynajmniej twierdzili ludzie, ktrzy si na tym znali. Wojna pomieszaa wszystko. Miotaa Ciszewskim jak milionami innych jemu podobnych. Zastaa go w Paryu, kiedy usiowa szkicowa wskie uliczki Montmartreu, tyle razy i przez tak wiele pokole artystw uwieczniane. Na front pomaszerowa niechtnie, raczej z obowizku, ktry dyktowaa wychowawcza tradycja jego generacji, ni z gbokiego przekonania. Na linii Maginota odamek granatu przygwodzi go do ziemi i kosztowa kilka miesicy niewoli niemieckiej. Uciek z tej niewoli dziki inicjatywie jednego ze wsptowarzyszy jenieckich, kiedy transportowano ich od szpitala do szpitala, i wrd do zwyczajnych jak na owe czasy przygd przedosta si do Anglii, posiedziawszy jeszcze par miesicy po drodze w osawionym obozie hiszpaskim Miranda de Ebro. Wojsko znw si nim zaopiekowao. By w Afryce, we Woszech, lodowa we Francji i skaka z rozpitym spadochronem pod Arnhem. Zapomnia w tym czasie o malowaniu. Wojna niosa go na swoich rozhukanych falach i jeeli nie roztrzaskaa w tak zwany drobny mak - by to tylko przypadek. Taki sam przypadek, jakiemu spora cz uczestnikw tej niezwykej imprezy midzynarodowej zawdziczaa ycie, mimo e nauka, technika oraz caa wszechludzka pomysowo uczyniy, co tylko si dao, aby ich tego ycia pozbawi.

Barbar pozna Ciszewski w Paryu. Przyjechaa tam z wycieczk w sierpniu 1939 roku. Nagroda za pomylnie zdan matur. Pary, Montmartre, gorce lato, mody, dobrze zapowiadajcy si plastyk i dziewczyna, patrzca na wiat swoimi szeroko rozwartymi brzowymi oczami, w ktrych po tysic razy dziennie rozpala si ogie podziwu. Nigdy tego nie potrafi zapomnie. Pocaowa j pierwszy raz obok Ogrodu Luksemburskiego na bulwarze zalanym socem, w godzinie, w ktrej elazne

sztachety okalajce trawniki rzucaj dugi, rwny cie. Jadcy trotuarem w maym wzku beznogi inwalida umiechn si do modej pary. Szli mocno przytuleni do siebie i waciwie przetrwali wrd takich uciskw cay czas jej pobytu w Paryu. Pod koniec sierpnia Barbara wyjechaa do Warszawy. Ciszewski egna si z ni na Gare de lst. Pamita, e byo to w sobot 26 sierpnia. Barbara dostaa depesz od rodzicw, e ma natychmiast wraca. W Polsce spodziewano si wybuchu wojny. Moda para miaa si z tego. Umwili si na Boe Narodzenie w Warszawie. Postanowili si jak najprdzej pobra. Decyzja - jak zwykle w ich wieku - nieodwoalna. Dworzec kipia od ruchu. Nawoywania podrnych i obsugi kolejowej, gwizdki i syk pary lokomotyw. Oni jednak syszeli i widzieli tylko siebie. - Przyjed koniecznie na Boe Narodzenie - powiedziaa Barbara. - Dugie rozstania nie sprzyjaj mioci - dodaa z umiechem. - Przyjad na pewno i ju zostan z tob... W niespena tydzie pniej wybucha wojna. Przez kilka miesicy Ciszewski wci myla o jasnowosej, brzowookiej dziewczynie. Jak wielu innych sdzi, e wojna skoczy si do Boego Narodzenia, a on bdzie mg dotrzyma danej Barbarze obietnicy. Wojna jednak nie sprzyjaa prywatnej punktualnoci. Z biegiem czasu Ciszewski-onierz musia si zaj wieloma sprawami, nader odlegymi od Barbary. Myla o niej coraz rzadziej, ale e mia malarsk pami, na zawsze pozostay mu obrazy tych letnich dni trzydziestego dziewitego roku z tkwic w ich centrum dziewczc postaci o rozemianych ustach, ktre tak arliwie potrafiy oddawa pocaunki. Na szlakach wojny nie byo trwaych mioci. Wierno Ciszewskiego i stao w stosunku do Barbary nie ucierpiay od przygodnych mskich wyczynw - jednonocnych, czy nieporwnanie krtszych podbojw kobiet z kantyn wojskowych, domw publicznych, sub pomocniczych i tym podobnych instytucji, uatwiajcych onierzom rozwizanie problemw seksualnych. Natychmiast po zakoczeniu dziaa wojennych mody czowiek napisa do dziewczyny krtki wstpny list. Krtki, bo prawd mwic nie spodziewa si wcale, e j odnajdzie. Dozna prawdziwego wstrzsu, kiedy nadesza odpowied. Barbara bya w Warszawie. Wrcia do stolicy z pierwsz powrotn fal mieszkacw miasta. Nie pisaa o swoich przeyciach. Stwierdzia na zakoczenie, e skoro, Jureczku, spni si na Boe Narodzenie 1939 roku, moesz jeszcze zdy na to samo wito w 1945. Ciszewski znalaz si w kraju z pocztkiem listopada. Nie chciano go wczeniej zwolni z jednostki, ktrej dowdca twierdzi, e porucznik (w tym stopniu Ciszewski zakoczy wojn) jest kiepskim wariatem, skoro chce jecha do komunistw i on - major - musi mu da, choby przymusowo, czas do namysu przed zrobieniem tego kroku. Ciszewski jednak nie zmienia decyzji, ktra okazaa si zaraliwa, bo kilku innych jeszcze oficerw i sporo szeregowych zoyo podobne raporty. Major zlk si tego wywrotowego wpywu i odesa Ciszewskiego, nie podajc mu na znak pogardy rki. Wbrew swoim nadziejom Jerzy nie zosta z wojska zwolniony. Zbyt wielu oficerw zgino na froncie, a nowych jeszcze nie wyszkolono. Potrzebowano tych, ktrzy ocaleli. Ciszewski pozosta w mundurze, na ktrego patkach pojawia si trzecia gwiazdka. Malowanie musiao jeszcze poczeka. Najwaniejsze byo odzyskanie Barbary. Od dwch tygodni spotykali si regularnie wieczorami. Barbara koczya studia. Mieszkaa z koleank. Dziewczyna niewiele si zmienia. Jej rysy stay si troch surowsze, ale brzowe oczy

miay si jak wtedy w Paryu, wosy opaday tym samym cikim wzem na kark, a twarz umiaa przybiera ten sam, co wwczas, wyraz skupienia, kiedy Ciszewski o czym opowiada. Byli oboje cakiem sami. Matka Ciszewskiego umara jeszcze, gdy by dzieckiem, ojca pochono powstanie. Samotno, mier najbliszych i aobny smutek pierwszej powojennej jesieni zbliyy ich jak ongi Pary. Ciszewski nie pyta o przeycia Barbary w latach ich rozki, sam nie opowiada o swoich przygodach z kobietami, nie liczyy si, nie pamita nawet twarzy tych kobiet. Ju na trzeci dzie po jego przyjedzie zadecydowali, e si pobior. Uwaali ten krok za cakiem zrozumiay. Postanowienie paryskie byo wice. Okolicznoci zdaway si sprzyja ich planom. Ciszewski mia po kursie rembertowskim zosta wykadowc w Centrum Wyszkolenia Piechoty i przekazywa swe frontowe dowiadczenia modemu narybkowi oficerskiemu. Z biegiem czasu powinni go byli z wojska zwolni. Wtedy mgby si wreszcie bez adnych przeszkd zaj malowaniem. W kadym razie nie grozi mu aden wyjazd, a tym samym nowe rozstanie z Barbar. Tak sdzi do dnia dzisiejszego i utwierdza w tym przekonaniu Barbar, ktra niczego nie baa si bardziej od rozki. - Rozstania, szczeglnie te dugie, nie sprzyjaj mioci - powtarzaa nieodmiennie swj paryski pogld. - Nie chciaabym ciebie straci, Jureczku. Stwierdzi u niej rzeczywisty lk przed rozstaniem. Ten lk odczuwao wwczas wiele ludzi, ktrzy przeyli okupacj i pamitali, e kade odejcie moe oznacza zniknicie na zawsze. Barbara nie moga si pozby tego wraenia. Okupacja ugruntowaa jej dawny pogld. Do rodzicw te miaa przecie wrci za godzin, a nie zobaczya ich nigdy wicej. W podobny sposb odeszo wielu jej przyjaci i znajomych - tumaczya Ciszewskiemu. Baa si zosta sama. Jerzy by najbliszym jej czowiekiem, wiatem odzyskanych nadziei. Tuli j do siebie i zapewnia, e nigdy si nie rozcz. Dzi szed do niej z fataln wiadomoci. Jak jej to powiedzie? - myla z rozpacz i mimo woli czu si tak winny, jakby dziewczyn wiadomie okama.

Obok podziurawionego pociskami mrocznego kocioa Zbawiciela przeszed na drug stron Marszakowskiej. Zwolni kroku i zgarbi si jeszcze bardziej. Na rogu Litewskiej zderzy si w ciemnoci z przechodniem. Zakl po frontowemu i nagle otrzewia. Sta przed domem, w ktrym mieszkaa Barbara. Klatka schodowa bya wypalona, ale mury ocalay, podobnie jak cae skrzydo duej, ongi czynszowej kamienicy. Ciszewski orientowa si tu po omacku i bez trudu dobrn do drzwi Barbary. Syszaa jego kroki i otworzya, zanim zdy zapuka. Tak byo codziennie. Zmruy oczy od wiata, w ktrym si teraz znalaz. W tej chwili cae jego pole widzenia wypenia twarz Barbary. Rce dziewczyny oploty mu kark, na ustach mia jej ciepy oddech, czu zapach jej wosw. Tak witaa go co wieczora. Stara si odwzajemni tak sam spontanicznoci, ale jako to nie wychodzio. By od Barbary o wiele mniej impulsywny, wolniejszy w reakcjach i - jak sdzi - bardziej zamknity w sobie. Bola nad tym w gbi ducha, nie mg jednak zmieni wasnej natury. Uwolnia go od ucisku. Zdj czapk i powoli rozpina paszcz. Kiedy zobaczy moj twarz, od razu si domyli. Wiedzia, e nastroje wypisyway si zawsze wyranie na jego twarzy. Nie potrafi tego nigdy przed nikim ukry, a co dopiero przed Barbar. Zgad.

- Co si stao? Dlaczego jeste taki blady? - zapytaa, kiedy wita si z jej koleank Zosi, energicznym, pulchnym dwudziestopicioletnim stworzeniem, ktre potrafio wystrzeliwa sowa z szybkoci karabinu maszynowego i we wszystkich dziedzinach, poza seksualn, miao pogldy sprzed p wieku. Waciwie by Barbarze wdziczny za to pytanie. Ogromnie uatwio mu ca spraw. Rozprostowa na wieszaku nie istniejce fady paszcza, starannie ulokowa przemoczon czapk i pas z cik kabur rewolweru. Ruchy jego byy bardzo wolne. Celowo nie patrzy na Barbar, ale czu na sobie jej wzrok i wiedzia, e czeka na odpowied. - Prosz do stou, panie Jurku - zawiergotaa Zosia. - Napije si pan herbaty. Co za pogoda! Doprawdy i ona si po tej wojnie zmienia. Zzib pan pewnie strasznie! Usiad przy Barbarze na kanapie przykrytej kilimem. Jak zwykle z przeciwlegej ciany spoglda na nich wielki portret barczystego, krtko ostrzyonego mczyzny w mundurze kontradmiraa marynarki wojennej. By to zmary w 1936 roku dziadek Zofii. Nikt dobrze nie wiedzia, na czym ten wilk morski pywa. W kadym razie bra udzia w kilku przegranych wojnach i suc wiernie w obcych szeregach, tskni za ojczyzn. By dum rodziny i martyrologicznym okazem patrioty cierpicego w dostatku na wyynach swego stanowiska. W jakim okresie ycia zosta przyjacielem i doradc wsatego Marszaka. Zmar na parali postpowy wywoany chorob, o ktrej tradycja rodzinna wolaa nie wspomina. Portret jakim cudem ocala i dziwacznie kontrastowa z ciasnot tego lokum skadajcego si z miniaturowego pokoiku i kuchni, jedynej pozostaoci duego ongi apartamentu, podzielonego obecnie, wobec chronicznego braku mieszka, midzy trzy rodziny. - Powiesz nareszcie, co si stao? - zniecierpliwia si Barbara. - Nie mcz pana, koteczku. Co si miao sta? Widzisz przecie, e chopak jest zmczony... Dlaczego drczysz nieszczsnego? - znw zawiergotaa Zosia. Ciszewski zrozumia, e musi jej wreszcie co powiedzie. - Mam nieprzyjemn nowin, Basiu. Nic strasznego, ale nieprzyjemn... Zmarszczya brwi. - Otrzymaem rozkaz i musz na jaki czas wyjecha. Poczu nag ulg. - Na dugo? - zapytaa spokojnie, ale rka jej wpia si palcami w kilim i skurcz ten nie uszed uwagi Ciszewskiego. - Chyba na kilka tygodni... - Na kilka tygodni - powtrzya. - Z Boego Narodzenia znw nici - powiedziaa potrzsajc gow. Nie mamy jako do tych wit szczcia, Jureczku. Na przyszo bdziemy sobie musieli ustali inny termin rendez-vous. - A co bdzie z waszym lubem? - zaatakowaa frontalnie Zosia. Bya t spraw bezporednio zainteresowana. Ciszewski z Barbar wietnie wiedzieli dlaczego. Chciaa dysponowa mieszkaniem. Obecno Barbary bya krpujca. Utrudniaa powanie realizacj sercowo-cielesnych spraw Zosi, ktra susznie spodziewaa si, e po lubie Barbara opuci jej mieszkanie. - Nie widz adnych przeszkd. Wemiemy lub przed wyjazdem Jerzego - owiadczya Barbara.

Patrzya pytajco na Ciszewskiego, ktry w tej chwili poczu zimny dreszcz. Z trudem przekn lin. - Musz wyjecha najdalej jutro rano - wybka. - Taki jest rozkaz. Zosia desperacko klasna w donie. - A nie mwiam! Barbara wstaa. Przesza si kilka razy po pokoju. Jej koleanka runa do ataku istn lawin sw, ale nikt jej nie odpowiada. Trwao to do dugo, a wreszcie Ciszewski uzna, e powinien interweniowa. - Sdz, e naprawd rycho wrc - powiedzia spogldajc bagalnie na Barbar. - Jednego nie mog zrozumie - odezwaa si dziewczyna, puszczajc mimo uszu jego zapewnienie dlaczego tak nagle i w takim alarmowym trybie musisz wyjecha. Nie ma przecie wojny. - S bandy. Barbara spojrzaa pytajco. Wida byo, e zmaga si z sob. Przestaa kry midzy ustawionymi ciasno meblami i znw znalaza si przy Ciszewskim. Usiada na kanapie. - Wobec tego znw jedziesz na wojn, Jureczku - powiedziaa mikko. - To nie jest wojna - zaprzeczy. Czu, e go nie sucha. - Bratobjcza walka! - jkna Zosia. - Czy nie mogabym pojecha z tob? - zapytaa Barbara. Rozoy bezradnie rce. - To s bardzo ruchome dziaania. Bdziemy si zapewne wci przenosi z miejsca na miejsce. Zreszt twj uniwersytet... - Czuj, e nie zobaczymy si tak prdko, Jurek. Sam wiesz dobrze, ten wyjazd nie jest na kilka tygodni - mwia to z wyrazem skupienia, ktrego u niej nie zna. Bya w jej sowach bolesna obco, cie, ktry zmrozi Ciszewskiego. Rozlego si pukanie do drzwi. Zosia przybraa najbardziej czarujcy wyraz twarzy. Bez wysiku stara z niej poprzednie wite oburzenie. Z umiechem przekrcia klucz w zamku. Weszo dwch mczyzn. Jeden, nieco niszy od Ciszewskiego, brunet w szarym paszczu o podniesionym konierzu, wylewnie przywita si z Zosi i Barbar. Skrupulatnie ucaowa ich donie, serdecznie potrzsn rk Jerzego. Potem nie przestajc mwi przetar zapotniae okulary i nie czekajc na zaproszenie usiad przy stole. Drugi zachowywa si skromnie. Pistolet - pomyla o nim Ciszewski. Okrelenie to dobrze pasowao do przybysza. By znacznie wyszy od Ciszewskiego, smuky i mia jakie rzucajce si w oczy gibkie ruchy sportowca. W dobrze skrojonym ubraniu wyglda bardzo elegancko. Niedbaym ruchem rki lekko przygadzi jasn czupryn i szurn nogami, przedstawiajc si Barbarze. Nie pocaowa jej w rk, jak to uczyni jego starszy towarzysz. Zachowa ten gest tylko dla Zosi, szanujc widocznie jej pogldy. - Zbicki jestem - powiedzia wyranie, ciskajc mocno do Ciszewskiego. - Pozwoliem sobie tu przyprowadzi inyniera Zbickiego. Przyjecha dzi z odzi i nie ma si absolutnie gdzie podzia. Opiekuj si nim - tumaczy brunet, czoowy amant Zosi, o czym Ciszewski

wiedzia od Barbary. Nie interesowa si nigdy t postaci tytuowan mecenasem. Wszystko, co dziao si w tym domu, mao go obchodzio. Chcia std zabra Barbar jak najszybciej. Staoby si tak oczywicie, gdyby nie ten wyjazd... Zosia i brunet grzechotali sowami. Dzwoniy yeczki od herbaty. Ciszewski i Barbara milczeli pogreni w niewesoych mylach. Zbicki odzywa si rzadko, zawsze z umiarem. Na wiadomo o majcym nastpi wyjedzie Ciszewskiego brunet zarzdzi odkorkowanie butelki czystej. Kapitan pi duo, sekundujc Zosi i mecenasowi. Barbara nie daa si na wdk namwi, Zbicki by jak we wszystkim powcigliwy. Wspaniay pistolet - myla Ciszewski, ktrego coraz bardziej ogarniay opary alkoholu. W ostrym wietle lampy nieprzyjemnie si zaznacza ciemny zarost kapitana. Z popiechu nie zdoa si dzi ogoli. By rano zbyt przygnbiony, aby przywizywa do tego wag. Nieco wdki rozlao si na jego mundur. Siedzia swym zwyczajem troch zgarbiony, na kanapie i lekko zazawionymi, szarymi oczami patrzy wci na Barbar. Dziewczyna unikaa jego bagalnego wzroku i gdyby Ciszewski zna jej myli, natychmiast by wytrzewia. W gruncie rzeczy nie wiedzia o Barbarze absolutnie nic, podobnie jak w ogle niewiele wiedzia o kobietach. Barbara pozostaa dla Jerzego ow dzieweczk, naiwnie i ufnie spogldajc na wiat, poznan przed szeciu laty w Paryu. Zewntrznie przecie mao si zmienia. Kapitan nie mia pojcia, czym byo jednak tych sze lat dla ludzi, ktrzy przeyli je pod okupacj w kraju. Nie zdawa sobie sprawy, e Barbara z roku 1945 nie jest t sam Barbar, ktr caowa ongi w soneczny dzie przy sztachetach Ogrodu Luksemburskiego. Nigdy nie zastanawia si nad tym. Ju na wp drzema, kiedy mecenas i Zbicki sprowadzili takswk i kazali odwie go do Rembertowa. Zbyt mocno szumiaa mu w gowie wdka, aby mia odczu chodny, poegnalny pocaunek Barbary. Wybekota, e bdzie do niej pisa i szybko wrci. Jego sowa utony w ochrypym klekocie silnika starego samochodu.

Mocno wstawiony kapitan Jerzy Ciszewski i pena gorzkich myli Barbara nie przeczuwali nawet, e w ten sam wieczr, o kilka zaledwie ulic od domu, w ktrym znajdowao si mieszkanie Zosi, zapaday decyzje dotyczce sprawy krzyujcej tak bardzo ich plany. Dziao si to w gabinecie Generaa. Gabinet jak gabinet. Mia cikie mahoniowe biurko, ktre kiedy byo ozdob jednego z paacw junkierskich obok Olsztyna, lampk z tradycyjnym zielonym kloszem, rozlewajc agodny, ciepy krg wiata, kilka zawieszonych tu przez usunego kwatermistrza - raczej drugorzdnych - obrazw Chemoskiego, puszysty dywan na pododze, poduny st do narad, otoczony omioma krzesami, i drugi duy, prostoktny, z rozpit na nim map. Genera nie lubi obrazw Chemoskiego, ale najbardziej irytowao go biurko. Jest zbyt pompatyczne - zyma si, kiedy je wstawiono. Wytumaczono mu, e tego wymaga reprezentacja w czasach pokojowych. Musia to wyjanienie przyj do wiadomoci, zgadzajc si w duchu, e nie jest w tej dziedzinie kompetentny. W yciu swoim nie zazna zbyt wiele czasw pokoju, a od 1936 roku, kiedy wybucha wojna w Hiszpanii, by waciwie, z dwuletni przerw, wci w polu. Jak mia zakwalifikowa okres obecny, jeszcze nie wiedzia. Biurko, obrazy i dywan byy niewtpliwie akcesoriami reprezentacji pokojowej, mapa jednak z wyrysowan na niej sytuacj a nazbyt dobitnie mwia o toczcej si walce. Sprzeczno, nad ktr Genera zastanawia si w rzadkich chwilach wolnych od zaj. Mapa Generaa bya raczej oryginalna. Na prno szukaoby si na niej linii frontu, zarysw koncentracji wojsk czy skupisk sprztu technicznego. Rzucay si przede wszystkim w oczy

rnokolorowe kka. Niebieskie, czarne, te, fioletowe, zielone. W niektrych miejscach czyy je przerywane i cige linie tyche kolorw, krzyoway si jakie strzaki z wypisanymi obok tuszem cyferkami. Liczbami pokryte te byy marginesy mapy. Midzy kkami widniay rozmaitych ksztatw chorgiewki czerwonego koloru - trjktne, prostoktne, kwadratowe. Od nich rwnie biegy krte linie i strzaki, zawsze jednak wymierzone w tamte kka, czasem je przekrelajc. Ponadto cae poacie mapy zacieniowane byy barwnymi owkami. Wszystko to wygldao jak plan niezwykego labiryntu, w ktrym orientowa mg si tylko wtajemniczony. Bya to mapa walk z bandami dziaajcymi w tym powojennym ju czasie na terenie kraju i Genera orientowa si w niej doskonale. Kolorowe kka oznaczay bandy rnej maci, linie cige - rozpoznane trasy najczstszych ruchw tych band, linie przerywane - ruchy przypuszczalne. Czerwone chorgiewki byy to oddziay wojska, Wojsk Bezpieczestwa Wewntrznego, Wojsk Ochrony Pogranicza, milicji, ochotniczych jednostek cywilnych walczcych przeciw bandom. Czerwone linie i strzaki oznaczay dziaania owych formacji podlegajcych Generaowi, kka skrelone - bandy zlikwidowane, liczby - daty walk, zamachw, straty stron, zacieniowane tereny - rejony dziaania. Najwicej kek pokrywao wschodnie i poudniowo-wschodnie obszary Polski, nie brako ich jednak i na innych. Trd na ciele Rzeczypospolitej - powiedzia pewnego dnia patrzc na map stary przyjaciel Generaa, nalecy podobnie jak on do Naczelnego Dowdztwa. Trd jest podobno nieuleczalny, a t chorob z pewnoci przegnamy - sprostowa porwnanie Genera. Przyjaciel zanotowa metafor w pamici i postanowi wykorzysta j w najbliszym przemwieniu do onierzy, bardzo bowiem lubi przemawia. Jedyna jego przywara, gdy poza tym by cakiem dobrym dowdc. Genera nie lubi przemawia. Kiedy wyjeda w ktry z tych tak mocno zakrelonych na jego mapie rejonw, a czyni to wielokrotnie, spotyka si z onierzami w zakopconych dymem kwaterach, w lasach, gdzie organizowali zasadzki przeciw bandytom, na biwakach oddziaw wyczerpanych bezustannym marszem, przy maych stacyjkach kolejowych, gdzie strzegli torw. Grza wraz z nimi rce nad ogniskami, dawa rady przy wypiekaniu ziemniakw, pokazywa, jak skrca jedn rk papierosa, a take, w jaki sposb mona zawsze udowodni kapralowi, e karabin jest czysty. Utarte zwyczaje inspekcji niezbyt go obchodziy. Zdarzao si, e znika po prostu z oczu swemu otoczeniu, wprawiajc je w prawdziw panik. Wraca potem i okazywao si, e na przykad spdzi noc z kawalerzystami na sianie lub z kierowcami kolumny samochodowej majcymi wspania kwater na jakim strychu. Genera nie liczy si z ustalonymi formami, ale zdziwieni, czsto wrcz zgorszeni jego zachowaniem inni czonkowie Naczelnego Dowdztwa musieli przyzna, e rozporzdza po takich wyjazdach wiksz iloci danych o yciu i potrzebach jednostek ni ktokolwiek inny. Nawet naj zoliwsi nie mogli wysun przeciw niemu zarzutw, e postpuje w opisany wyej sposb dla zdobycia taniej popularnoci wrd onierzy. Genera mia cik rk, potrafi kade przewinienie drobiazgowo ciga i pniej dotkliwie delikwenta kara. Omielonych nazbyt jego zachowaniem i posuwajcych si do granic poufaoci te umia osadzi, najczciej ironi. Z czasw walk frontowych pamitano, e by odwany. Czsto osobicie naraa si na niebezpieczestwo. Brano go wic takim, jakim by, i o wiele bardziej szanowano, ni krytykowano, co w wyszych dowdztwach wojskowych nie zdarza si tak czsto. Genera nieraz pochyla sw ys jak kolano czaszk nad wspomnian ju map. Bywao, e wpatrywa si w ni godzinami. Wydyma wtedy swe pene, nieco zmysowe wargi lub pogwizdywa ktrkolwiek z hiszpaskich melodii - flamenco. Czyni to czsto w obecnoci osb trzecich, co uwaano za jedno z jego dziwactw. Tych chwil kontemplacji nie wolno mu byo przerywa. Nikt nie mia wwczas dostpu do gabinetu. Adiutant strzeg drzwi i odbiera telefony. Czekajcy w ssiednim pokoju na przyjcie oficerowie ziewali, wypalali due iloci papierosw, klli w duchu, ale nic na to nie mogli poradzi. Ci, ktrzy dobrze znali Generaa, wiedzieli, e za zamknitymi drzwiami zapadaj decyzje w wielu sprawach, wanie ich dotyczce. Czas wyczekiwania nie by wic stracony.

Tak byo w ten wieczr. Tgi pukownik o ydach gladiatora, ktrych potnych ksztatw nie mogy ukry nawet szerokie cholewy polowych butw, major w okularach i gadko wygolony podpukownik, ostrzyony na jea, tkwili w poczekalni prawie godzin, zanim otwary si drzwi gabinetu. Przekroczyli je kolejno, zgodnie z hierarchi stopni wojskowych. Kolejno te zwarli obcasy i zameldowali swe przybycie. Genera umiechn si znad mapy. Jego szeroka, nieco nalana i chmurna twarz rozjania si od razu. Wyczuwa zniecierpliwienie oficerw wywoane czekaniem. Umiechem usprawiedliwia si przed nimi. Przybyszom trudno byo si temu umiechowi oprze. Gestem zaprosi ich do mapy. Szkem powikszajcym oprawnym w mosidz zakreli nad ni krtki uk. - Tu musz si w cigu piciu dni znale posiki dla waszego wojska, pukowniku - powiedzia. Dowdca dywizji pukownik Sierpiski skoni gow i wycign rk o zaskakujco dugich palcach, w ktre uj lecy na mapie cyrkiel. Nki cyrkla rozpoczy teraz spacer od okolic Wrocawia do Sanoka. Pukownik poruszajc bezgonie wargami oblicza odlego. - Jeeli kolej nie zawiedzie, bdzie to moliwe, obywatelu Generale. Gos mia z lekka ochrypy, twardo akcentujcy pocztkowe sylaby sw. - Miejmy nadziej, e nie zawiedzie - Wtrci gadko wygolony podpukownik. - Czy mona zapali, obywatelu Generale? - Naturalnie. Bardzo przepraszam, e nie poczstowaem was moimi... - Genera podszed szybko do biurka. Wrci z pudekiem papierosw i zapakami. Major w okularach szczkn du, poow zapalniczk, wykonan z mosinej uski pocisku. - Tylko jeden czowiek umia robi tak znakomite zapalniczki... - westchn Genera. - Ogniomistrz Kale - podpowiedzia major. - Tak jest. - Genera ma doskona pami - pospieszy z komplementem podpukownik. Zacignli si dymem z papierosw. Tgi pukownik i major patrzyli na map. Podpukownik wyj z teczki zeszyt i owek. Genera przeszed si kilka razy po mikkim dywanie, po czym nie przestajc chodzi, zacz mwi: - A wic tak... Zabieramy si powanie do likwidacji band UPA i WiN w rejonie Bieszczadw. Najwyszy ju czas... Uganialimy si za bandziorami w Lubelskiem i Biaostockiem, tamci w Bieszczadach tymczasem mieli spokj. Rozzuchwalili si. Podpukownik Kowalewski (rzuci krtkie spojrzenie w kierunku gadko wygolonego podpukownika) przekona si o tym na wasnej skrze. W cigu jednej nocy jego odcinek WOP straci prawie stu dwudziestu ludzi. Spalono stranice graniczne... Sprawy te znacie i trzeba im pooy kres. Genera charakterystycznym dla niego ruchem rki przeci powietrze. Zatrzyma si przy mapie. Patrzc teraz tylko na ni, mwi dalej: - Dywizji pukownika Sierpiskiego powierzam to zadanie bardzo niechtnie. Wojna si skoczya, onierze powinni si szkoli. Zasada - zasad, ale niestety na jej realizacj nie moemy sobie pozwoli. WBW - prawie w caoci zajte zwalczaniem band i strzeeniem obiektw w innych rejonach, formacje milicji s za sabe liczebnie. Musimy wysa wojsko. Opnia si zwolnienie onierzy frontowych. Diabli czowieka bior, ale co mona zrobi?

Retoryczne pytanie zawiso w powietrzu. aden z trzech oficerw nie przerywa monologu Generaa. Znali zreszt przedstawion przez niego sytuacj. - Powiem krtko - wrci Genera do sprawy. - Wiem: onierze bd klli, e si ich nie demobilizuje, e si nie puszcza do domw. Maj racj, ale wy przedstawcie im nasz racj. Jest silniejsza. To wasze zadanie, majorze Preminger, ale nie powinni o nim zapomina wszyscy dowdcy. Nie mona zwala caego obowizku tumaczenia onierzom naszych racji tylko na oficerw politycznych, pukowniku Sierpiski... Kark Generaa poczerwienia. Bya to u niego oznaka nerwowego napicia. - Uczcie si walczy z bandami. Nie ma na to gotowych recept, a te z frontu s diaba warte. Z biegiem czasu nabierzecie dowiadczenia... Wasz plan, Kowalewski, jest zatwierdzony. Granic bdziemy strzec przy pomocy oddziaw ruchomych. Ich punkty wypadowe bd w Komaczy, Cisnej i Wokowyi. Zaopatrzymy je w konie. Maych placwek nie bdziemy ju tworzy. Rozkazy pisemne w tej sprawie otrzymacie. Podpukownik Kowalewski podnis gow znad zeszytu, w ktrym przed chwil szybko zanotowa wymienione przez Generaa punkty. Zdenerwowanie, z jakim jecha do Warszawy, ustpio ju po pierwszym spotkaniu z Generaem przed kilku dniami. Teraz zniko cakowicie. Genera nie czyni mu adnych wyrzutw. Popenilimy bd rozmieszczajc w ten sposb mae placwki graniczne; bd tym wikszy, e nie docenialimy nieprzyjaciela - stwierdzi wwczas Genera i z miejsca zaaprobowa plan Kowalewskiego. Obecnie to potwierdzi. - Wy, pukowniku - zwrci si z kolei do Sierpiskiego - macie przed sob dziwny front. Widzicie, jak to na mapie wyglda... Bandyci s ruchliwi, bdcie jeszcze bardziej ruchliwi od nich. Sdz, e sens tego, co mwi, zrozumiecie do razu tam, w terenie. A onierzom powiedzcie, e im szybciej skocz z bandami, tym prdzej wrc do domu. To chyba najlepsze haso chwili, co, Preminger? Major umiechn si z zakopotaniem. Zawsze oniemielay go nage zwroty mylowe Generaa. Nie wiedzia, kiedy artuje, kiedy mwi powanie. - Obywatelu Generale, czy dostaniemy buty? onierze maj naprawd cakiem zniszczone - odezwa si pukownik Sierpiski. Jego jasnoniebieskie oczy skrzyoway si ze spojrzeniem piwnych oczu Generaa. Sierpiski wyczyta w tym spojrzeniu ca odpowied. Nie licz na to tak szybko, bracie - mwi twardy wzrok Generaa. Nie mamy butw, cho wiemy, e brak ich w jednostkach. Wiem te, ile ci to sprawia kopotw, ale co na to poradz? Nie ma butw. W pokoju zapanowao milczenie. Wszyscy obecni wiedzieli, e brako nie tylko butw, ale rwnie porzdnego umundurowania, ciepej bielizny, skarpet. Wojsko donaszao rzeczy, ktre miao na froncie. Stan ekwipunku by wicej ni opakany. Genera przesta kry po pokoju. Zatrzyma si za biurkiem. W krgu lampy z zielonym abaurem znalazy si tylko jego rce. Gowa tona w cieniu. Wydawa si na skutek tego wyszy, ni by w rzeczywistoci. - Czy s jeszcze jakie pytania? Gos Generaa zabrzmia teraz sucho, oficjalnie. By bardziej nosowy ni zwykle. - Chciabym wiedzie, czy dostan uzupenienia na miejsce ostatnich strat? - zapyta dowdca odcinka WOP.

- Trzy grupy operacyjne. Wszystko, co moemy da, pukowniku - odpowiedzia Genera. - Jakie s jeszcze pytania? Rozleg si ostry dwik telefonu. Genera pooy rk na suchawce, ale jej nie podnosi. Dwik powtrzy si, natarczywy, uparty. - Nie ma adnych pyta. Wobec tego, prosz... Wyszed zza biurka. Nie zwraca uwagi na dzwonicy telefon. Twarz jego staa w wyrazie zmczenia. Zawsze tak byo, kiedy si czym zirytowa. Sierpiski poruszy wyjtkowo draliw spraw butw. Genera nie znosi bezsilnoci. W tej sprawie by jednak bezradny. Mocno ucisn rce trzech oficerw. - Nos do gry, Preminger, i prosz nie zgubi okularw - zamia si, z wysikiem wracajc do rwnowagi. Szybkim ruchem pospieszy do telefonu. - Rycho si zobaczymy! - rzuci wychodzcym ju oficerom. Zarejestrowa umiech majora Premingera, ktry bdc tu najniszy stopniem wyszed ostatni i cicho zamkn za sob drzwi.

Komunikacja kolejowa nie bya w tych czasach rzecz prost. Miaa trzech wrogw gwnych: przestarzay i zniszczony wojn tabor, sfatygowane tory i urzdzenia sygnalizacyjne oraz bandy. Rozkady jazdy byy na skutek tego wicej ni problematyczne. Pocigi wolno posuway si naprzd i z trudem docieray do celu. Psuy si parowozy, zacieray osie wagonw, semafory i zwrotnice odmawiay nagle posuszestwa, bandy zryway tory i zatrzymyway pocigi. Kolejarze robili, co leao w ich mocy, aby jako te przeszkody pokonywa, nie zawsze si im to jednak udawao. Biedni byli kolejarze, cierpieli pasaerowie. Pukownik Sierpiski, przyrzekajc Generaowi, e uzupenienia dotr w cigu piciu dni z okolic Wrocawia do Sanoka, musia wszystkie te trudnoci wzi pod uwag. Stara si te rozkaz dokadnie wykona. Czym jest jednak najlepsza nawet wola dowdcy wobec tego, co si wwczas dziao na kolejach. Skd miay wadze kolejowe wytrzasn wagony w iloci potrzebnej pukownikowi Sierpiskiemu? Nie pomagay najbardziej formalne polecenia. Skady pocigw podstawiano w rejon Wrocawia powoli, wagon po wagonie. W rezultacie transporty rozcigny si na torach od Wrocawia do Krakowa i dalej, a do Sanoka. O przybyciu na miejsce w oznaczonym terminie nie mogo by mowy: pierwszy transport wyruszy dopiero po piciu dniach, to jest wtedy, gdy powinien si by znajdowa u celu. Dzwoniy rozklekotane wagony na szynach. W dzie byy mokre od deszczu, w nocy okrywa je lnicy pancerz z lodu. onierze, owinici w podszyte wiatrem paszcze, dygotali z zimna. Wartownicy marzli do koci przy ustawionych na lorach dziaach i samochodach. Z powodu popiechu nie zdoano przystosowa wagonw do transportu wojsk: nie byo adnych piecykw, adnych urzdze do ogrzewania. Tylko na postojach zapalay si wzdu torw ogniska, a zzibnici onierze wycigali rce nad pomieniami. Te ogniska byy utrapieniem oficerw i podoficerw. Przedsibiorczy onierze frontowi uywali na podpak wszystkiego, co tylko wpado w ich rce i nadawao si do rozpalenia ognia. Szy wic na ten cel zapasowe progi kolejowe, znajdujce si w pobliu torw drewniane ogrodzenia i drzewo ze stacyjnych magazynw. Sypay si upomnienia, kary, ktrymi groono

przyapanym na gorcym uczynku winowajcom, przy czym dochodzio do wymiany zda, ktrej najagodniejsze nawet okrelenia nie nadaj si do druku. Postoje, przymusowe postoje na maych stacyjkach, bocznych torach lub w szczerym polu byy plag transportw. Cigny si w nieskoczono. Godziny upyway, pocig nie rusza. Oficerowie raz po raz biegali do odpowiednich przedstawicieli wadz kolejowych. Interweniowali. Wymachiwali im przed nosem urzdowymi papierami, rozmaitymi rozkazami i zarzdzeniami. Wymylali. Nic nie pomagao. Kolejarze rozkadali rce. W jednym miejscu zatrzyma pocig defekt parowozu, w innym naprawiano zerwany wczoraj przez bandytw tor, w jeszcze innym trzy wagony transportu wyskoczyy z szyn... Przyczyna bya zawsze istotna. Tymczasem onierze rozbierali pot stacji na podpak. Wtedy denerwowali si kolejarze. Dowdcy przywracali porzdek i spr o uruchomienie pocigu zaczyna si od nowa. Oficerowie i szeregowi mieli fioletowe lub blade od zimna, zaronite twarze, przekrwione oczy, ochrype gosy. Twarze te rozjaniay si tylko wtedy, gdy zapowiadano odjazd pocigu. Natychmiast zawierano pakt przyjani z kolejarzami. Zapalay si ogniki papierosw, ktrymi si wzajemnie czstowano. Paday obietnice zatuszowania sprawy spalonych potw i opnienia transportu. Podawano zgrabiae z zimna rce i pocig rusza. Rozgrzani chwilowo onierze piewali, a gosy ich mieszay si z klekotem wagonw i szczkiem rozwieszonego na cianach ekwipunku. Potem gosy cichy, zamykano wazy wagonowe i pocig toczy si jak dugi, wielosegmentowy w wrd oszronionych pl. Sztab dywizji i oddziay jego obsugi z pukownikiem Sierpiskim na czele ledziy z Sanoka limacze tempo posuwania si uzupenie. Sierpiski wraz z szefem swego sztabu podpukownikiem Rojewskim i zastpc do spraw polityczno-wychowawczych majorem Premingerem tkwili przy radiostacji i telefonach. Wszyscy trzej ochrypli, tak samo jak dowdcy owych transportw, ale niewiele mogli zdziaa. Ruch transportw, sobie tylko znanymi drogami, ledziy rwnie bandy. Wykorzystay sytuacj, w ktrej mogy jeszcze swobodnie reagowa: most kolejowy tu za Nowym Zagrzem wylecia w powietrze, podobnie jak ten na Sanie, pod Leskiem. Droga kolejowa na poudnie od Sanoka zostaa w ten sposb odcita. Wysadzenie mostu na szosie miao mniejsze znaczenie. Rzek mona byo przej nawet pieszo. San w tych okolicach nie jest wcale gboki i nie takie przeszkody wodne forsowali na froncie jadcy w te okolice onierze. Otyy pukownik Sierpiski mia flegmatyczne usposobienie. Kaza si telefonicznie poczy z Generaem w Warszawie i cakowicie opanowanym gosem zameldowa mu o wyczynie bandytw. Nie by to pierwszy tego rodzaju meldunek pukownika Sierpiskiego z terenu Bieszczadw. Dywizja skadajca si z si mocno przerzedzonych na froncie przebywaa tu od lipca 1945 roku. Majc walczy z bandami, czynia w tym kierunku, co moga, ale jej siy po stratach poniesionych na froncie i przekazaniu znacznej liczby onierzy nowo sformowanym jednostkom ochrony pogranicza byy nike. Strzeenie caego mnstwa wanych obiektw i miejscowoci przygwadao dywizj do ziemi. Dopiero teraz sytuacja miaa ulec zmianie. Przybyway uzupenienia. Genera przyj nadan przez Sierpiskiego wiadomo jak zwykle spokojnie. Postanowi natychmiast: dywizja otrzyma w najbliszych dniach do dyspozycji pocig pancerny dla strzeenia torw, linia Nowy Zagrz - Komacza musi by uruchomiona. Pukownik Sierpiski owiadczy po tej rozmowie obu swym najbliszym wsppracownikom, e teraz Genera przywizuje naprawd szczegln wag do likwidacji band w tym rejonie. Wysanie pocigu pancernego jest przecie nie byle jakim krokiem.

Kapitan Ciszewski podrowa indywidualnie, pocigami pasaerskimi. Przesiad si od chwili wyruszenia z Warszawy raz w Kielcach, drugi raz w Krakowie. Poczenia mia zupenie dobre: w Kielcach czeka na swj pocig sze, w Krakowie osiem godzin. Nie okaza z tego powodu adnego zniecierpliwienia. Wcale mu si nie spieszyo. Pierwszy etap drogi, do Kielc, przedrzema. Poprzedniego dnia, kiedy egna si z Barbar, wypi stanowczo za wiele wdki. Gow mia teraz cik, myli otpiae i nieodpart skonno do spania. W przedziale byo gorco nie dziki ogrzewaniu (to bowiem nie funkcjonowao), ale na skutek toku. Dziesi osb zajmowao miejsca na awkach, dwie ulokoway si na pkach, baga upchano na pododze. Nikt nie mg si ruszy. Fioletowy dym z papierosw zasnu wszystko gstym caunem, mieszajc si z zapachami ludzkiego potu, mokrych paszczy i drobiu, wiezionego w chopskich koszykach. Rozmowy toczyy si na temat szabru i cen rnych artykuw. Ciszewski zna te sprawy z wypowiedzi ciotki Zofii. Nigdy go one nie zajmoway. Zasn szybko i jego cika od wczorajszego przepicia gowa agodnie opada na rami siedzcej obok tgiej blondynki. Kobieta nie odtrcia modego czowieka. Mg spokojnie spa a do Kielc. Wilgotny zib przej go dreszczem zaraz po wyjciu na zatoczony peron. Ciszewski obcign wymity paszcz i przeciskajc si przez ludzk cib dobrn do bufetu. Przez trzy godziny wysuchiwa tam opowiadania jakiego staruszka o swym synu, ktry mia niezliczone kopoty przy urzdzaniu gospodarstwa na Ziemiach Odzyskanych. Dwie godziny kleci list do Barbary. Godzin - ju po napisaniu listu - przechadza si po peronie, bo ada chwila mia nadej jego pocig. List do Barbary, napisany na wyrwanych ze subowego bloku kartkach, mia j uspokoi, e rozstanie ich nie bdzie tym razem dugie. Ciszewski zapewnia dziewczyn, i wszystko si uoy. Przychodzio mu to z ogromn trudnoci. Nie mia adnych argumentw, nigdy nie potrafi pisa listw. Czu, e po wczorajszym wieczorze winien jest Barbarze jakie wyjanienia, nie znajdowa jednak odpowiednich sw i konstatowa z rozpacz, e zadanie przekracza jego siy. Rozdraniony, podar zapisane kartki i zrezygnowa ostatecznie z wysania tego listu. Do Krakowa jecha stojc w cakowicie zatoczonym korytarzu. Przyby tam w nocy i do rana przesiedzia w poczekalni. Usiowa spa, ale mu si to nie udao. Rozdranienie wzio gr i odpdzao sen. Pod wieczr nastpnego dnia wysiad na dworcu w Sanoku. Owiao go ostre grskie powietrze. Wciga je w puca z przyjemnoci po zaduchu panujcym w wagonach. Na peronie byo lisko. Grudniowa gooled. Idca przed Ciszewskim kobieta stracia nagle rwnowag. Byaby upada, gdyby kapitan jej nie podtrzyma. Usysza dwiczne dzikuj bardzo! i w sabym wietle latarki dworcowej zdoa dojrze zwrcon ku niemu twarz o mocno sklepionych ciemnych ukach brwi i maych z lekka skrzywionych od chwilowego blu ustach. Zasalutowa i skierowa si ku wyjciu. Poczu nagle pustk w sercu. By bardzo samotny. Tak wygldao waciwie cae jego ycie i nigdy nie potrafi si z tym pogodzi. Teraz nie by pewny, czy to uczucie spowodowane jest tylko tsknot za Barbar.

Oddzia ubryda lea od samego witu w zasadzce przy szosie obok Leska. Miejsce byo doskonale wybrane. Na samym szczycie ysej Polany. Droga opadaa std serpentynami z obu stron: ku Zagrzowi i w kierunku Sanu. Cay teren widoczny by w promieniu co najmniej szeciu kilometrw. Pozwalao to na swobodne obserwowanie ruchu na szosie i aden zbliajcy si samochd, adna furmanka chopska nie mogy uj uwagi ludzi, ktrzy rozoyli si szerokim pkolem obok spalonej jeszcze w czasie wojny karczmy Goldbluma. Nie dalej ni rok temu bronia si tu przed Rosjanami grupa onierzy niemieckich i wgierskich. Trzymaa si kilka dni i gdyby nie celny ogie modzierzy, ktre tamci specjalnie sprowadzili, mogliby trwa w tym miejscu znacznie duej. Ludzie ubryda zajli stare wgierskie i niemieckie wnki strzeleckie, odgrzebali nieg i czekali. Dowdca pozwoli im pali, a nawet rozmawia. Nic tu nie ryzykowali. Cicho zachowywa si musieli tylko Jastrzb i Piorun - ukryci w krzakach przydronych, mieli ograniczon obserwacj. Wszystko byoby dobrze, gdyby nie zimno. Dawao si we znaki od samego rana. W czasie marszu byo jeszcze jako tako, ale teraz, kiedy od kilku godzin ludzie nie mieli adnego ruchu, zaczli marzn. Klli po cichu, tym bardziej e dowdca kategorycznie zakaza im nawet yku alkoholu. Ten zwyczaj wprowadzi od kilku tygodni: podczas akcji nie wolno byo pi. Przedtem, w okresie formowania oddziau, ubryd by lepszy. Pozwala innym na przepukiwanie garda i sam wdk nie gardzi. Obecnie pili jedynie po akcji, na biwaku. Nie bardzo im si to podobao, ale w duchu przyznawali dowdcy racj. Zbyt wiele wojska zaczo napywa w te okolice. Wymagao to czujnoci. ubryd sta pod zrban przez pocisk artyleryjski sczernia sosn i raz po raz uwanie patrzy w kierunku Zagrza. Mia na sobie krtk kawaleryjsk burk wgiersk i wysokie polskie buty. Jego okrg twarz o nieco wydtych policzkach i wargach, ozdobion maym angielskim wsikiem, ocienia lnicy daszek czapki oficerskiej z odznakami majora. Czapka bya nowa. Zaledwie dziesi dni temu przywioza j z Krakowa czniczka: zaraz po nadejciu nominacji. ubryd wci si t nominacj napawa. Przed wojn, kiedy by prostym kapralem zawodowym, nigdy nie mgby si takiego zaszczytu spodziewa. Nawet w cigu caej okupacji, mimo bardzo skrupulatnie penionej w Narodowych Siach Zbrojnych suby, doczeka si jedynie awansu na starszego sieranta. A teraz nagle... major. Myl o tym nie opuszczaa go ani na chwil. Budzi si z ni i zasypia. Mia oto ten sam stopie co ongi w Grudzidzu jego najwyszy przeoony major Peka - dowdca szwadronu. Byo to tak wspaniae i wstrzsajce zarazem, e ubryd z najwyszym trudem utrzymywa rwnowag. Widocznie przeoeni tam, w dalekim Monachium, nie zwracali ju uwagi na brak cenzusu, ktry uniemoliwia mu awans nawet w NSZ. A wic nareszcie zaczto docenia jego zasugi. Czy nie by na tym terenie dowdc na miar dziaajcego w Nowotarskiem Ognia? Obaj byli podoficerami przed wojn. Teraz mieli stopnie oficerskie. Wysoko dzieryli sztandar polskoci w bolszewizujcym si kraju. Nie wypucili broni z rki, zebrali wok siebie ludzi i walczyli dalej. Bd tak trwali a do wyzwolenia. Tego ubryd by pewien. Na wspomnienie Ognia serce jego przenika zawsze chd zazdroci. Ogie by sawniejszy od niego. Musia to zawsze w duchu przyzna. Akcje Ognia, jego rozmach, pomysy i wyczyny rozchodziy si echem po caym kraju. Wasne konto bojowe ubryda byo znacznie skromniejsze. Prawda, e dziaa krcej ni tamten z Podhala. Nie byo to jednak usprawiedliwieniem. Musia dorwna Ogniowi, ktrego wskazywano mu zreszt z Monachium jako przykad. Jego ambicj byo dorwnanie Ogniowi, przecignicie Ognia, zdobycie sawy i rozgosu na ca Polsk. Wtedy mianuj go moe podpukownikiem, pniej pukownikiem, a nawet generaem. Dlaczego nie? Zosta przecie awansowany od razu ze starszego sieranta na majora... Od rozwaa tych krcio si ubrydowi w gowie odwykej od intensywniejszego mylenia w cigu lat suby koszarowej, a nastpnie na do podrzdnych stanowiskach wykonawczych. Stara si przynajmniej zewntrznie naladowa majora Pek. By jak tamten nieprzystpny dla podwadnych, porozumiewa si z nimi za pomoc krtkich urywanych zda, nie pozwala na adne dyskusje.

Niestety, znajdowa si w trudniejszej od majora Peki sytuacji. Tamten mia do dyspozycji wspaniae koszary w Grudzidzu, do ktrych wstpowa niezwykle rzadko. onierze ledwie znali jego twarz, podoficerowie widzieli go tylko na wikszych uroczystociach i nieczstych odprawach. Major Peka spoglda na nich wtedy z wysokoci koskiego sioda albo bryczki zaprzonej w dwa gniadosze, w ktrej rozsiada si jak na tronie. Dziki temu mg utrzyma odpowiedni wobec podwadnych dystans. ubryd nie mia ani koszar, ani bryczki, konia za posiada (musia to przyzna jako byy kawalerzysta) - poal si Boe - gralskiego wochatego kucyka, nadajcego si raczej do dyszla ni pod wierzch. Musia te ubryd ze swoimi ludmi wci przebywa razem. To ich spoufalao. Szemrali, kiedy na postojach oddziau zacz sobie wybiera lepsze kwatery i wzi ordynansa. Wiedzieli, e przed wojn by tylko kapralem zawodowym. Jak w takich warunkach utrzyma dystans? ubryd nie poddawa si jednak tym gorzkim rozmylaniom. Wprowadzi do oddziau niemal koszarow dyscyplin. Ustanowi hierarchi stopni wojskowych, da oddawania honorw, wiczy w lesie ze swymi podwadnymi musztr, kara surowo wykroczenia Z czasem zacz ich przyodziewa w mundury zdobyte na wojsku i milicji. A e wojska tego i milicji byo w rejonie Sanoka dotd niewiele, w swych akcjach wymierzonych przeciw mizernym, powstajcym dopiero spdzielniom samopomocy chopskiej, jakim samotnym dziaaczom nowych wadz i tym ludziom, ktrzy mu si osobicie nie podobali, uzyska raczej powodzenie. Dzisiejsz zasadzk zorganizowa na samochd, wiozcy zaopatrzenie dla kopalni ropy naftowej w Wakowej. Spodziewa si obfitego upu, czas by przedwiteczny, a na Boe Narodzenie ci z kopalni powinni chyba dosta co lepszego od ledzi zdobytych przez oddzia ostatnim razem. Akcja bya bardzo istotna ze wzgldu na konieczno wyprawienia wigilii w oddziale. Ludzie domagali si od niego urlopw na wita. Chcieli je spdzi w swych domach. ubryda diabli brali. Jak tym durniom wytumaczy, e nie wolno im i do domw? Mogliby przecie zdekonspirowa cay oddzia. Jakby ich zreszt potem zebra? Nie wdawa si w dugie dyskusje Przedwczoraj w rozkazie dziennym odczytanym przed frontem batalionu Serca Gorejcego (tak nazywa si studwudziestoosobowy oddzia ubryda) przez jego zastpc kapitana Piskorza stwierdzi, e nikt nie dostanie witecznego urlopu. Wigili oraz Nowy Rok spdz razem i godnie je wyprawi. Urlopy bd niedugo... po zwycistwie. Major ubryd przetar starannie chusteczk szka swojej polowej lornetki i przyoy j do oczu. Nie byo to w tej chwili potrzebne, bo i tak goym okiem mg zobaczy, e na szosie nie ma adnego ruchu. Wydawao mu si jednak, e patrzc przez lornetk podkrela swj autorytet dowdcy. Tym razem namaszczenie, z jakim t czynno wykonywa, zepsu mu cakowicie Piskorz. - Nie baznuj - trci w okie dowdc. - Nie ma tego przekltego samochodu. Wida to i bez twojej lunety. Lepiej by pogada z ludmi, bo ich szlag trafia z zimna i ze zoci o te wita... ubryd z niechci spojrza na drobn twarz Piskorza, zadarty nos i jasne kosmyki wosw, wymykajce si spod czapki. Czu si zawsze wobec swego zastpcy skrpowany. Piskorz mia wysze wyksztacenie, by z zawodu dziennikarzem i posugiwa si wyraeniami, ktre ubryd chcia sobie nieraz przyswoi, ale mu to nie wychodzio. Przysano tego zastpc ubrydowi z Krakowa trzy miesice temu. Od razu zacz si w oddziale rzdzi jak szara g. Wszyscy si z nim liczyli. Wyczuwali w tym czowieku jak przyczajon, napit energi i bali si go wicej od ubryda, ktry sam w mylach zalicza Piskorza do tej samej kategorii ludzi co majora Pek, a wic do tych nawykych od urodzenia do wydawania rozkazw.

Godno dowdcy nie pozwalaa mu teraz natychmiast pj za rad podwadnego. Skrzywi si z lekka i rozgrzeba nieg kocem buta. - Nie ma co tyle z nimi gada. Musz si lepiej nauczy sucha - powiedzia. - Koszarowymi trickami nie nauczysz ich posuchu - zamia si zoliwie Piskorz. - Zapominasz, w jakich czasach yjemy. Partyzantka to nie wojsko, a obecne czasy - nie okupacja niemiecka. Jeeli nie zyjesz si z twoimi ludmi, zaczn ci si wymyka. Pewnego dnia oddzia stopnieje jak na wiosn ten nieg, w ktrym teraz wiercisz butem. ubryd rozemia si szczerze i tak wesoo, e kilku partyzantw lecych w pobliskich wnkach podnioso z zaciekawieniem gowy. - Dobry jeste, Piskorz, naprawd kapitalny - przygadzi doni wsiki i wygodnie opar si plecami o pie sosny. - Przecie nie wiesz, co wygadujesz. Mj oddzia - przeszed na powany, prawie uroczysty ton - powikszy si w cigu ostatnich piciu miesicy; mam dzi dwa razy tyle ludzi, co w chwili zakoczenia wojny, i napyw ochotnikw nie ustaje. A ty mwisz o rozleceniu si batalionu... Jeste przecie inteligentnym czowiekiem! Piskorz popatrzy na swego przeoonego przecigle, w kcikach oczu zamigotay mu iskierki ironii. Szybko odwrci wzrok od twarzy ubryda i podobnie jak tamten, oficjalnym, sztucznym tonem wycedzi: - Przykro mi, ale ja, zdaje si, widz nieco dalej... To wszystko si dopiero zaczyna. Musimy tak dziaa, aby odnie zwycistwo. Poza tym... - uci wp sowa i zmruywszy jasne oczy patrzy w kierunku Zagrza. - Zdaje si, e co tam jedzie... ubryd nie potrzebowa teraz przykada lornetki do oczu. W ich stron pi si wolno samochd ciarowy. Drog mia trudn. Musia pokona krt i strom serpentyn, wylizgan z powodu gooledzi. - onierze, uwaga! - krzykn ubryd. - Poda po linii: przygotowa si do szturmu! Bagnet na brooo! Z luboci wsuchiwa si w swj gos wydajcy komendy. - Panie kapitanie, prosz wysa goca do Jastrzbia i Pioruna. Niech ostrzee ich, e samochd si zblia. W wanych chwilach przechodzi z Piskorzem na oficjalny ton. Wtedy zwraca si do niego per pan. - Mamy jeszcze co najmniej dziesi minut czasu, zanim samochd tu podjedzie, a poza tym przy tak czystym powietrzu ci dwaj na szosie sysz ju z pewnoci warkot motoru - nie mg powstrzyma si od uwagi Piskorz. - Prosz wysa goca! - hukn ze zoci ubryd. Wyj z kabury pistolet, obejrza go i wci jeszcze rozdygotany gniewem, gwatownym ruchem zarepetowa, wprowadzajc pocisk do lufy. Potem podszed kilka krokw naprzd i przyklkn za krzakami jaowca, twarz zwrcony w kierunku szosy. Widzia plecy znikajcego w jarze goca. Z pewnym zadowoleniem dostrzeg te, jak Piskorz naladuje go i rwnie trzyma ju w garci gotowe do strzau parabellum. Sierant Zawieja - zwaliste czarne chopisko spod Krosna - opar o kolano rakietnic. Wystrzelona z niej czerwona raca miaa by sygnaem do szturmu. Nie byo to wprawdzie potrzebne, ale ubryd lubi takie wojenne dekoracje.

Spoza zakrtu wyonia si teraz zielona maska samochodu. Silnik dysza ciko. A tutaj dochodzi zgrzyt zmienianych przez kierowc biegw. Wida byo, e samochd z najwyszym wysikiem pokonuje stromizn. Pierwszy strza hukn od strony szosy. Zgodnie z rozkazem ubryda Jastrzb mia w ten sposb zatrzyma samochd. Jednoczenie Piorun powinien by opuci zaimprowizowany i dobrze zamaskowany w zarolach szlaban z tablic stop. Wszystko odbywao si wedug programu. - Naprzd, onierze! Wolno i Ojczyzna! Skook, biegiem marsz! - wykrzykn penym gosem ubryd. Poderwali si natychmiast. Nareszcie mogli rozprostowa cite zimnem ciaa. W nienej kurzawie, wznoszonej wasnymi nogami, gnali po spadzistej ce w d ku szosie, byskajc bagnetami w promieniach zimowego soca. Hura! - nis si ich okrzyk powtarzany wielokrotnym echem gr. ubryd pdzi na lewym skrzydle z pistoletem w rce, sztywno wycignitej przed siebie. By teraz w mylach przez mgnienie oka panem Woodyjowskim, z ktrym - od kiedy w Grudzidzu przeczyta t powie - bardzo lubi porwnywa sw ma posta, a zwaszcza wsiki. W rodku tyraliery bieg kapitan Piskorz. Zosta nieco w tyle, bo zbyt czsto patrzy pod nogi. Ba si przewrci na jakiej nierwnoci gruntu. - Naprzd! Naprzd! - krzycza ubryd. Odpowiadao mu nie milknce hura! oddziau. Dobiegali do szosy. ubryd nie do dokadnie oceni szeroko przydronego rowu, ktry chcia przeskoczy, zawadzi nog o jego krawd i run jak dugi w nieg. Wzmogo to tylko jeszcze bardziej jego gniew i bojow zawzito. Szturm powid si doskonale, tym bardziej e od strony zaatakowanego samochodu nie pad ani jeden strza. Nie otworzyli te ognia podwadni ubryda. Pierwsza faza zasadzki skoczya si na ostrzegawczym wystrzale Jastrzbia. Otoczyli gromad stojc na szosie ciarwk. - Wszyscy wyazi natychmiast! - zakomenderowa ubryd. Z szoferki wyszed kierowca w zniszczonej kurtce skrzanej i wytartej futrzanej czapce. By to starszy ju mczyzna o twarzy penej fioletowych plamek. Znak, e musia lata cae spdzi w kopalniach nafty. Niedbale podnis rce do gry. Wida byo, e jest raczej zaciekawiony ni przestraszony. Obok niego stana moda kobieta po miejsku ubrana. Gow owina ciepym szalem, tak e nie byo wida wosw. Zwracay tylko uwag ciemne, mocno sklepione uki brwi nad bkitnymi oczami i mae, bardzo czerwone usta. Bya blada i nie moga powstrzyma lekkiego drenia, ktre sprawiao wyran przyjemno nie odrywajcemu od niej oczu Piskorzowi. Jedenacie osb wygramolio si kolejno spod okrywajcej ciarwk brezentowej pachty. Wzrok ubryda lizga si badawczo po ich twarzach. Dowdca batalionu Serca Gorejcego stara si za wszelk cen ukry wcieko i rozczarowanie. Spostrzeg ju, e w samochodzie nie byo adnego adunku, a ludzie, ktrych mia przed sob, s zapewne chopami z tych okolic lub robotnikami z kopal w Wakowej i Ropience. - Gdzie jest adunek? - zapyta kierowc. - Jaki adunek?

- Nie rb wariata, stary. Mielicie dzi wie zapasy na wita. - Mielimy, ale nie przyszy. - Panie majorze! Dodawaj: panie majorze, ole jeden. Nie widzisz, z kim mwisz? - wtrci si do rozmowy Piorun, ktry zawsze stara si w jaki sposb przypodoba ubrydowi. Wykrzywi teraz w grymasie zoci swoj niemal dziewczc twarz i potrzsa bagnetem przed nosem kierowcy. - Panie majorze... - zgodliwie powiedzia stary. - No wic, co jest z tym adunkiem? - Nie przyszed z Warszawy, panie majorze! - A kiedy bdzie? - A bo ja wiem? - Dodawaj: panie majorze, bo oberwiesz w zby - sykn znw Piorun. Byo rzecz oczywist, e adunku nie wieli. ubryd zaspi si. Czu, e zasadzka ta omiesza go wobec oddziau, i musia si teraz z caej historii jako z honorem wycofa. Nie mia tylko pojcia, jak to zrobi, i pytajcym wzrokiem spojrza na kapitana Piskorza. - Sierancie Zawieja, prosz sprawdzi papiery tych osb - powiedzia kapitan Piskorz. Z satysfakcj zauway, e stojca obok kierowcy moda kobieta jeszcze bardziej zblada. - Mczyni na lew, kobiety na praw stron drogi - zakomenderowa tubalnym gosem Zawieja. Nie wiedzia, po co wydaje to zarzdzenie, ale kiedy, podczas okupacji, zaobserwowa, e tak robili Niemcy. W ten sposb postpowa te zwykle ubryd. Trzy kobiety pozostay same wrd ludzi z oddziau ubryda, mczyni znaleli si po przeciwnej stronie szosy. - Wszyscy rce do gry! - krzycza Zawieja. - Kapral Piorun! Do mnie! Podeszli wraz z Piorunem do grupy dziewiciu mczyzn. Bezceremonialnie rozpinali im paszcze i kouchy, brutalnie przetrzsali zawarto kieszeni. Leciay na nieg chopskie guziki, zmitoszone chustki do nosa, woreczki z tytoniem, fajki. Zawieja z pogard depta po tych przedmiotach. Ca uwag skupi na zawartoci portfeli. Pienidzy zgodnie z rozkazem ubryda nie tkn. Byy to zreszt bardzo nike kwoty. Pilnie przeglda tylko dokumenty, ale - jak na zo - nie znajdowa w nich nic ciekawego. Z rosnc irytacj rzuca je pod nogi rewidowanych. Stali, tpo patrzc przed siebie, coraz bardziej opaday im rce, z ktrych caa krew spywaa w d. - Rce zaoy na karki! - krzykn im askawie. Z ulg wykonali ten rozkaz. Pobienie przejrza star kennkart kierowcy. Zbliy si do ostatniego pasaera mczyzny. - Pan nie z tych okolic? - zapyta przecigle. Unis w gr zadrukowany arkusz papieru i ze znaczcym przymrueniem oka wycign ten dokument w kierunku ubryda. Wcale nie czeka na odpowied pytanego. - Zapalimy ptaszka, panie majorze! - zawoa do zbliajcego si dowdcy. - Pan Natan Wasser, repatriowany - wyjani wrczajc papier ubrydowi. - A, pan Wasser...

ubryd z udanym wspczuciem pokiwa gow. - Ma pan wielkiego pecha, emy si spotkali... Pokd pan tak zda, jeli mona wiedzie? - Oczy ubryda, szare i zwykle nieco zamglone, teraz byszczay radoci. Operacja si udaa. Bd co bd zapali yda, a to nie taka czsta gratka. - No wic? - Jad do crki, do Leska - odpowiedzia zapytany spokojnym niskim gosem. Zdawa sobie doskonale spraw z powagi sytuacji. Cakowicie podziela zdanie ubryda, e ma pecha. Rzeczywicie, wpa w rce tych bandziorw o kilka kilometrw od celu, co za pech! - myla z rozpacz. Stara si opanowa nerwowe drenie ng. Naby ju w tej dziedzinie pewnej wprawy w okresie okupacji. Nie myla zreszt o sobie. eby tylko jej nie wykryli! - powtarza w duchu. - eby tylko jej nie... Gorczkowo rozwaa, co ma teraz uczyni. - Takecie wszyscy ocaleli? Niemcy was nie znaleli, co, ydzie? - indagowa ubryd podnoszc gos. - Byem za Bugiem. Chopi mnie ukryli... - A crka? - Cay czas spdzia w Lesku... - S wic w Lesku tacy, ktrzy ukrywali ydw. Znajdziemy ich jeszcze - zagrzmia ubryd. Przez chwil panowaa cisza. Pasaerowie zatrzymanego samochodu i ludzie z oddziau z napiciem wpatrywali si w twarze dowdcy i indagowanego. Czuli, e za chwil co si stanie. - Nie dojedzie pan do crki, szanowny panie Wasser - powiedzia ze sztuczn uprzejmoci. - Niech pan sobie jeszcze dobrze obejrzy ten wiat boy... Zblia si koniec, panie Wasser... Bra go! - rykn z caego garda, ale byo ju za pno. Wasser odwrci si nagle, przesadzi rw przydrony i zacz ucieka w kierunku Zagrza. Nogi przeszo pidziesicioletniego mczyzny, odwyke od wysiku w cigu kilku lat siedzenia bez ruchu w rozmaitych ciasnych kryjwkach, zesztywniae teraz z zimna od tego stania na szosie, nie mogy go zanie daleko. Wasser od razu wiedzia, e im nie ujdzie. Pojmowa, e i tak go rozstrzelaj; chcia tylko odwrci ich uwag od niej... Skaczc przez rw, zgubi czapk. Jego siwa gowa chwiaa si niezdarnie na ramionach. Z ust wydobywa si wiszczcy oddech. Raz po raz potyka si o bruzdy zoranego pola. Dlaczego nie strzelaj? - myla biegnc, i to oczekiwanie na salw wydawao mu si bardzo dugie. ubryd istotnie natychmiast si zorientowa, e Wasser nie zdoa uciec. mia si do rozpuku patrzc na jego skoki i podrygi. Ciemne plecy uciekajcego byy doskonaym celem. Salwa nie bya wcale potrzebna. Skin rk w kierunku oddziau i umierzy powstae zamieszanie. Da znak Jastrzbiowi, ktry podbieg do niego z pistoletem maszynowym. - Strzelaj! - rozkaza spokojnie. Jastrzb przyklk, zarepetowa bro, mierzy przez chwil. Puci wreszcie krtk seri w plecy Wassera. Uciekajcy od razu stan. Podnis gow w gr, jakby dostrzeg na niebie co niezmiernie wanego, i osun si wolno na ziemi. W tej chwili w grupie kobiet da si sysze rozdzierajcy krzyk, wycie, pene blu, ktre przeszo w dugie zawodzenie. Byo to tak przejmujce, e zbledli nie tylko stojcy wci z rkami zaoonymi

na karkach chopi, ktrzy niejedn ju rzecz w tych okolicach podczas okupacji widzieli, lecz take ludzie ubryda. Kapitan Piskorz nie straci jednak gowy. Mocnymi palcami jak w kleszcze uj rami krzyczcej kobiety. Drug rk wymierzy jej gwatowny policzek. Zachwiaa si i upada. Zawodzia dalej, ale Piorun uspokoi j kilkoma kopniakami. Zamilka. Zdawao si, e stracia przytomno. Teraz dopiero przyjrzeli si jej uwanie. Bya to starsza, z chopska odziana kobieta. Chustka, ktr osaniaa gow, opada w czasie szamotania. Wida byo przyprszone siwizn wosy, wydatny nos i drgajce w spazmatycznym skurczu policzki. Sierant Zawieja przeglda dokumenty lecej. - ona Wassera, panie majorze - zameldowa, podajc ubrydowi taki sam arkusz papieru, jaki przed kilkunastu minutami znaleli u zastrzelonego. ubryd gwizdn przez zby. - Ale si zakonspirowali! Patrzcie, yd nic nie powiedzia. Nie zdradzi ani jednym sowem. Myla widocznie, e jej nie wykryjemy. Dotkn czubkiem buta lecej.- Wykoczcie t suk - poleci. - Tylko pociskw szkoda... - doda po chwili namysu. Trzech ubrydowcw zepchno kobiet do rowu. Nie opieraa si. Bya cakowicie nieprzytomna. Piorun podszed do niej spokojnie, bez popiechu. Zgrabnie, zeskoczy do rowu. Chustk, ktr leca miaa przedtem na gowie, uwanie owin kolb karabinu. eby si nie powalaa - objani patrzcym strzelcom. Nastpnie wznis karabin w gr i wykona ruch, jakim kamieniarze umacniaj w jezdni brukowce. Powtrzy go parokrotnie. Gowa kobiety zamienia si pod uderzeniami kolby w nieforemn miazg. Jej ciao tylko raz rozpryo si i znieruchomiao. Wtedy Piorun nog zrzuci z kolby zakrwawion, opryskan mzgiem chustk i wygramoli si na szos. - Rozkaz wykonany, panie majorze! - zameldowa. - Bez uycia amunicji - doda przymilnie. Kontrola dokumentw obu pozostaych kobiet nie przyniosa nic ciekawego. Jedna bya on gospodarza z Ropienki, druga - ta, ktra tak dalece zainteresowaa kapitana Piskorza - okazaa si now nauczycielk jadc do Baligrodu. - Niech si pani uspokoi - powiedzia do niej ciepo kapitan. - Nic pani przecie nie grozi. Nie naley si nas ba, Ewa... Uy teraz jej imienia. Byo poudnie. Wesoo skrzy si nieg w socu. ubryd spojrza na zegarek. Chcia koniecznie zdy przed wieczorem do Niebieszczan, gdzie melinowa oddzia w okresie zimowym. Mia jeszcze do zaatwienia dwie drobne formalnoci. Za to, e nie zameldowae, i wieziesz ydw - zwrci si do kierowcy - dostaniesz teraz pi kijw. Nastpnym razem znajdziemy ci odpowiedni ga... Stary ruszy wsami i nic nie odpowiedzia. Bez oporu pooy si na kupie przydronego tucznia i tylko z cicha, zaciskajc mocno szczki, pojkiwa, kiedy Zawieja swoj cik ap wymierzy mu wyciorem od karabinu wyznaczon kar.

Potem kilkoma strzaami zniszczono silnik samochodu. Stary kierowca patrzy na to z takim alem, e a kapitan Piskorz wyrazi przypuszczenie, i boli go to wicej od otrzymanych razw. Nie przypuszcza nawet, do jakiego stopnia ma racj. - Do widzenia, Ewo - powiedzia, kiedy oddzia wycign si ju dugim wem i rozpocz wspinaczk na wzgrze, z ktrego niedawno atakowa samochd. - Do widzenia! - powtrzy serdecznie. Postaram si z parn zobaczy. Sdz, e pamita mnie pani jeszcze z naszych kursw? - szepn tak cicho, aby inni nie syszeli. - Odwiedz pani na pewno. - Odwrcia gow. Nie doczeka si odpowiedzi. Skin jej rk na poegnanie i pody za oddziaem.

Gromadka napadnitych posza pieszo w stron Leska. Chopi cignli przedtem z pola zabitego Wassera i uoyli go w rowie obok ony. Oba trupy przykryli zdjt z samochodu pacht, przeegnali si i ruszyli w drog podtrzymujc saniajcego si na nogach kierowc. Zostawili za sob spalon karczm Goldbluma, ze miejsce, w ktrym w cigu ostatnich lat wydarzyo si niemao budzcych groz rzeczy. Dumny z udanej akcji major ubryd, jego inteligentny zastpca kapitan Piskorz, wszyscy ich podwadni posuwajcy si teraz szybkim marszem w kierunku Niebieszczan, podobnie jak pozostae przy yciu ofiary napaci, nie mieli pojcia o jednym. Opisane wyej wydarzenia - zajcie przez oddzia stanowisk w zasadzce, egzekucja maestwa Wasserw, odejcie ubrydowcw - bacznie obserwowa kto trzeci. By nim dowdca andarmerii batalionu, czyli kurina Rena - Berkut w otoczeniu swych ludzi. Od wczorajszego wieczora nie opuszczali oni ubryda. W pitnacie koni, ktrym kopyta skrztnie owinito szmatami, szli krok w krok za oddziaem. Dzi rano ukryli konie w lesie za plecami ubrydowcw i uoyli si w odlegoci nie wikszej ni sto pidziesit, dwiecie metrw od oddziau. Berkut skonstatowa przy tej, okazji z pogard, e ubryd nie myli o zabezpieczeniu swych tyw i skrzyde. Karygodne niedbalstwo, ktrego nigdy nie dopuciaby si Ukraiska Powstacza Armia. Co to jednak mogo obchodzi Berkuta? Kurinny Ren da mu rozkaz ledzenia ruchw ubryda. Chodzio o to, e dowdca polskiego oddziau bezustannie narusza rejony zastrzeone dla dziaa UPA. Postpowa tak mimo zupenie jasnego wytyczenia w Monachium granic obszarw polskich i ukraiskich oddziaw konspiracyjnych, mimo powiadomienia o tym odpowiednich dowdcw przez cznika jeszcze trzy miesice temu. Brak dyscypliny wykazywany przez ubryda i Mciciela wywoywa nie tylko baagan (mogli si przecie wzajemnie z UPA powystrzela przy jakim przypadkowym spotkaniu), lecz przede wszystkim wprowadza zamieszanie w systemie zaopatrzenia w ywno misternie zmontowanym przez Rena. Chopi naprawd nie wiedzieli ju, kogo maj sucha i komu oddawa nakazan rekwizycjami ywno, ubrydowi, Mcicielowi, Kosakowskiemu, Woyniakowi czy dowdcom sotni kurina Rena - Hryniowi, Birowi i Stachowi. Zirytowany brakiem lojalnoci sprzymierzecw, ktrzy w ogle nie odpowiadali na jego listy wysyane przez cznikw lub w rzadkich odpowiedziach kamali w ywe oczy, Ren postanowi zebra odpowiednie dowody i wysa do Monachium skarg na ubryda i innych dowdcw WiN. Materiaw do tej skargi mia dostarczy Berkut ze sw andarmeri. Zbiera on fakty naruszenia granic rejonw UPA przez batalion Serca Gorejcego i inne grupy WiN-owskie, rejestrowa ich niezgodne z umow rekwizycje i akcje. Dzisiejsza akcja ubryda naleaa do tej wanie kategorii. Jego oddzia, zamiast operowa wzdu osi Sanok - Krosno, poszed na poudnie i w bezczelny sposb zorganizowa akcj na terenie sotni Hrynia.

Berkut, siedzc na citym pniu drzewa, skoczy opis tej akcji w bloku raportowym, zatrzasn notatnik i wsun owek do grnej kieszeni munduru. - Gotowe - powiedzia do andarma Piki, ktrego zabra na punkt obserwacyjny. Ruszyli utartym szlakiem przez ys Gr, Gruszk i Gabry Wierch w kierunku poudniowym, na las Chryszczata. Zniecierpliwione dugim postojem konie wyryway si naprzd, jedcy pofolgowali im jednak dopiero za grzbietem ysej Gry, gdzie na wysokoci Tarnawy, kiedy si rozgrzay. Podnoszc kurzaw niegu przegalopowali nad Dziurdziowem. W czystym powietrzu gr a tu doszed do ich nozdrzy smakowity zapach gotowanej w chatach strawy. - Podjadby sobie czowiek! - westchn gono andarm Mak, ktrego siwy ko szed eb w eb z wierzchowcem Berkuta. - Zjemy w obozie. Chciabym tam przed wieczorem zdy - odpowiedzia dowdca. Pochylili si w siodach i przyspieszyli biegu. Wszyscy chcieli zdy jeszcze przed wieczorem. Trasa bya jednak nierwna. Gry. W pobliu Nowosiek by duszy podchd. Konie, przysiadajc na tylnych koczynach i napinajc z wysikiem minie, zaczy pokonywa stromy stok. Z prawej strony mieli zwart cian lasu, z lewej - gboko w dole - wie i szos mao odcinajc si wrd onieonych p. Patrzyli w lewo, w kierunku wsi, z ktrej domw unosiy si wziutkie struki dymw. We wszystkich wsiach gotowano o tej porze obiad. Berkut doskonale wiedzia, o czym jego podwadni teraz myl. Ogarniaa ich tsknota, zwyka tsknota lenych ludzi za normalnym yciem. Sam a nazbyt czsto doznawa tego uczucia. Nie lubi takich momentw ani u siebie, ani - tym bardziej - u podwadnych. Aby odpdzi sabo, zawoa: - Pika i Mak, czterysta metrw naprzd! Obserwowa tras! Reszta za mn, rzdem! Odlegoci midzy komi - pitnacie metrw! Koniec baaganu! Zwinli szyk i posusznie wykonali rozkaz. Dochodzili wanie do wzgrza 514. Std znw bdzie mona rozpuci konie. - Pane komandir! - rozleg si nagle dwiczny gos Piki. Pdzi w ich stron, ale gow zwrci ku szosie. W tym kierunku wycign te rk. - Co si stao? Pytanie byo niepotrzebne. Berkut zada je najzupeniej machinalnie. Jednoczenie ze swymi andarmami dostrzeg ju to, na co zwraca jego uwag Pika. Spomidzy domw Nowosiek, jak potny jzyk wezbranej rzeki, wylewa si na szos potok ludzi. Rs coraz bardziej, wydua si, wypenia dokadnie drog, posuwajc wci naprzd na poudnie. Mia zielonawobrunatn barw pen metalicznych byskw. Nie byo w nim przerw. Metr po metrze pochania nien biel szosy. - Wojsko! - powiedzia zdyszany andarm Pika. - Wojsko - powtrzy jak echo Berkut i w tej chwili przypomnia sobie, e powinien wyda jaki rozkaz. - Kierunek: las... Kryj si! - krzykn stumionym gosem, jakby si ba, e go tamci w dole usysz. Sprawnie wykonali polecenie, zawracajc komi na zachd. Byskawicznie dopadli sosnowych drzew, wsikli w ich zielony gszcz, stali si niewidzialni.

Berkut wykona manewr znacznie wolniej. Zsiad nastpnie z konia, przyklkn i dopiero wtedy wyj, z futerau lornetk poow. Wiedzia, e z posuwajcej si szos kolumny nie mog ich w aden sposb dostrzec na tej wysokoci, chcia jednak przyzwyczai ludzi do bojowego zachowania i zamaskowa w jaki sposb wasne zaskoczenie. Nigdy jeszcze w tych okolicach nie widzieli takiej masy wojska. Przez szeciokrotnie powikszajce szka lornetki Berkut widzia teraz nieprzyjaciela bardzo dokadnie. Piechota sza czwrkami, marszem nie ubezpieczonym. Z rytmicznego kroku domyli si, e onierze zapewne piewaj, a zatem cel ich drogi nie jest daleki. Poruszajc bezgonie wargami, zacz liczy czwrki, plutony, kompanie, wreszcie bataliony. Kiedy czoo kolumny dochodzio do Zahoczewia, spostrzeg nadjedajce samochody ciarowe z przyczepionymi do nich dziaami i jeszcze dalej dwie baterie artylerii konnej, cikie modzierze, wreszcie jakie tabory. - Puk piechoty - szepn sam do siebie. - Zakwateruj si albo w Baligrodzie, bo to jest jedyna miejscowo, mogca na ich trasie pomieci tak liczb ludzi, albo w kilku wioskach. W kadym razie mamy teraz ssiadw - mrucza, mylc o lesie Chryszczata. Wsta. Pedantycznie strzepn nieg z kolana i schowa lornetk. Potem spojrza na zegarek. Do zmierzchu pozostawaa tylko godzina. Trzeba si byo spieszy. - Pika i Zub do mnie! Podeszli do niego pochyleni, zameldowali si przyciszonymi gosami i przyklkli. Stwierdzi z zadowoleniem, e zachowuj si bojowo. Mieli za sob - jak wszyscy andarmi UPA - dobr szko w SS-Galizien. Wyczuwa niemniej, e widok tej kolumny wojska wywar na nich due wraenie. Postanowi je jako zatrze. - Wstacie, bo przemoczycie spodnie na tym niegu - powiedzia artobliwie. - Niestety nie pojedziecie z nami na kluchy do obozu. Lachy dali nam na dzi robot... Pojedziecie za t kolumn, a si gdzie zatrzyma. Idzie chyba niedaleko, najwyej do Baligrodu, ale trzeba to sprawdzi. Takie jest wasze zadanie. Potem wrcicie do Chryszczatej i zoycie meldunek. Zrozumiane? - Tak jest, pane komandir! Patrzy za nimi przez chwil, jak znikali w jarze strumienia spadajcego ku szosie baligrodzkiej, jeszcze raz obejrza si na kolumn, po czym da rk znak reszcie andarmw, dosiad konia i w milczeniu wskaza kierunek na stok Gawgania.

Wielki masyw leny Chryszczata by w tym czasie twierdz sotni Hrynia i Stacha, jak okolice Pooniny Wetliskiej domen sotni Bira. Cay ten obszar podlega dowdcy kurina - Renowi, ktry przebywa na przemian przy jednej ze swych sotni. Obecnie, ju od trzech dni, by gociem Hrynia. Czu si tu zawsze najpewniej. Obz lea na cakowicie zalesionym Wzgrzu Magurycznem, mia doskonae drogi dojcia do Mikowa i Smolnika na zachodzie oraz Rabego na wschodzie, co zapewniao mu stae zaopatrzenie w ywno i czno ze wiatem zewntrznym. Chryszczata otaczaa ten obz gstym mieszanym borem cigncym si na przestrzeni wielu kilometrw we wszystkich kierunkach. Br chroni przed zaskoczeniem z ziemi i wszelk obserwacj z powietrza. Dwa strumienie, przepywajce u stp Magurycznego, dostarczay obozowi wody. Te naturalne warunki obrony wzmocni Hry caym zespoem urzdze fortyfikacyjnych. W promieniu dwch kilometrw

wok obozu rozciga si acuch okopanych czujek. Obok drg z Mikowa, Smolnika i Rabego znajdoway si trzy skady min, z ktrych w razie zasygnalizowanego niebezpieczestwa mona byo natychmiast stworzy trudne do przebycia zapory. Sie roww strzeleckich opasywaa te stoki Magurycznego. Wyloty tych roww prowadziy poza obz, aby mona si byo z niego wydosta nawet w wypadku nieprawdopodobnego w tych warunkach okrenia przez nieprzyjaciela. Ziemianki, w ktrych mieszkaa sotnia, byy gbokie, ciepe i przestronne. Kada miaa zaimprowizowany piec, naftowe owietlenie i prycze z dobrze wypchanymi siennikami. Nie zapomniano te o odpowiednich pomieszczeniach dla kilkunastu koni uywanych przez sotni w celach zwiadowczych, o magazynach z zapasami ywnoci, maym mynie dla przemiau zboa, i, na razie pustym, szpitalu dla rannych. By to wzorowy obz, synny na cay Zakierzoski Kraj, czyli Polsk, przykad dla innych sotni i kurinw - Berkuta (nie miesza z dowdc andarmerii), Bajdy i eleniaka, dziaajcych na obszarach od Hrubieszowa i Tomaszowa Lubelskiego po Sianki oraz od Jasa - Krosna po Przemyl. W tym obozie mona byo miao doczeka majcej lada miesic wybuchn nowej wojny wiatowej. Dziaaliby std bezpiecznie na tyach bolszewickich oddziaw Lachw, Czechosowakw i Rosjan, przeciw ktrym zreszt te walczyy w tej chwili jednostki Ukraiskiej Powstaczej Armii. Obz sotennego Hrynia by przykadem dla caej Grupy UPA - Zachd dziaajcej na terenie Polski. Tak sdzi Ren i tego zdania byli inni dowdcy: Orest stojcy na czele Grupy San i sam krajowy prowidnyk OUN Stiah - teoretyk ruchu, autor wielu prac na temat ich walki i przyjaciel Stefana Bandery, kierujcego teraz tym wszystkim z dalekiego Monachium. Tego dnia wieczorem Ren i Hry spokojnie jedli kolacj w ziemiance dowdztwa. Byli weseli i podnieceni obecnoci Marii, ktr przyprowadzi z niedalekiego Mikowa rejonowy prowidnyk Ihor - kierownik tutejszego ugrupowania OUN, Organizacji Ukraiskich Nacjonalistw, politycznej podstawy banderowcw. May, pulchny Ren ju kilkakrotnie otar pot z czoa. Byo mu gorco. Rozpi ciemn wywatowan marynark i z zadowoleniem bawi si zot dewizk kieszonkowego zegarka. Nosi, podobnie jak Ihor, cywilne ubranie i jak tamten wyglda na spokojnego urzdnika, ktry tylko przypadkiem zabka si w to otoczenie. Rzadkie szpakowate wosy przylepiy mu si do rowej czaszki, jasne oczy rzucay wesoe byski w kierunku Marii i siedzcego obok niej Hrynia. Z kieszonki kamizelki wyj ebonitow wykaaczk i operowa ni zrcznie, przysaniajc sobie usta doni. Plecami opiera si o wzorzysty kilimek, zawieszony na cianie ziemianki, nogi wycign w kierunku rozpalonego elaznego piecyka. - Oni s najpikniejsz par, jak znam! - powiedzia rejonowy prowidnyk Ihor, zwracajc si z umiechem do Rena, ktry skin tylko gow, nie chcc przerywa manewrw wykaaczk. Nie obdarzy te Ihora adnym spojrzeniem. Wola patrze na Mari. Co za rasa! - myla obserwujc jej wysok, krzepk posta, mocno osadzone ramiona, podobnie jak piersi twardo rysujce si pod cienk zielon bluzk. Bezceremonialnie zatrzyma wzrok na jej kolanach, ktre na prno usiowaa ukry, nacigajc przykrtk spdniczk. Hry gadzi praw rk jasne wosy tej kobiety o niezwykle regularnych rysach i nie zwracajc uwagi na otoczenie patrzy w jej niebieskie oczy, w ktrych chyba wszystkie chabry karpackich pl zoyy sw barw. Ordynans Mikoka wnis piecze z zajca. Maria nie moga si powstrzyma od westchnienia ulgi. Nowe danie uwolnio j od krpujcych spojrze mczyzn i pieszczot Hrynia, ktry mg si we wszystkich czynnociach posugiwa tylko jedn rk. Lew mia bezwadn. Pamitka z akcji w Zamojszczynie, kiedy jako dowdca oddziau zorganizowanej przez Niemcw policji zosta postrzelony, najzupeniej zreszt przypadkowo, przez wasnego podkomendnego. Strza okaza si fatalny i Hry nigdy nie odzyska wadzy w rce. Sta si na skutek kalectwa jeszcze bardziej ponury

ni przedtem, ni przed wojn, gdy by fornalem w majtku pana Czerwiskiego pod Tarnopolem. Jego smaga twarz nie rozpogadzaa si nigdy. Na wskich wargach Hrynia, przecitych od dziecistwa blizn, nikt chyba nie widzia umiechu. Oczami o szarym poysku zdawa si widrowa kadego, z kim rozmawia, i mao byo ludzi, ktrzy pod ciarem tego wzroku nie czuliby si nieswojo. Hry nie uznawa rozrywek. W odrnieniu od swych rwienikw nie nauczy si taczy i na wiejskich zabawach siadywa zawsze na awie pod cian, ponuro patrzc na wirujce pary. Pi w czasie tych zabaw na umr, po czym bra udzia w tradycyjnych wsiowych bjkach, w ktrych wyrnia si rzadkim okruciestwem. W czasie jednej z takich bjek rozpata siekier gow swemu ojczymowi, wyprawiajc go straszliwym ciosem na tamten wiat. Byo to w 1928 roku. Sprawa cigna si dugo. Hrynia wczono po rozmaitych wizieniach i zwolniono wreszcie, w ktrej tam instancji, z braku dowodw winy. W celi zetkn si z nacjonalistami ukraiskimi. Ich ideay znalazy wietn poywk w jego mtnym, przeartym nienawici bie. Sta si faszyst na dugo przed wojn. W tym okresie pozna te Rena, ktry wwczas nazywa si Iwan Mizerny i mia si z biegiem lat okaza jednym ze sprawcw zamachu na ministra spraw wewntrznych Pierackiego. Konto Hrynia byo znacznie skromniejsze. Poczu swe powoanie dopiero z nadejciem Niemcw. Pierwszym jego czynem byo wtedy rozpatanie siekier gowy panu Czerwiskiemu. Wzi te udzia w kilku pogromach antyydowskich, co w sumie zapewnio mu do koca okupacji sub w niemieckiej policji, a nawet stopie podoficerski w tych formacjach. W czasie przewlekej historii z rk pielgnowaa go Maria - crka dowdcy dystryktu policyjnego, a przed wojn adwokata i dziaacza UND (Ukraiskiej Narodowej Demokracji). Miaa siedemnacie lat i uwaaa ponurego, lecz przystojnego Hrynia za bohatera. Uparte milczenie doskonale kryo bezdenn pustk jego czaszki. Zabiegi Marii poruszyy jak strun w sercu, unikajcego dotd konsekwentnie kobiet, Hrynia. Wykaza inicjatyw tak dalece skuteczn, e wkrtce dziewczyna zasza w ci. Wzili lub tym atwiej, e ojciec Marii, ktry mgby si takiemu rozwizaniu przeciwstawi, zosta pewnego dnia zdmuchnity z powierzchni ziemi celnym strzaem partyzanta-patrioty. Odtd Maria bya zwizana z Hryniem i dzielia jego los. W 1944 roku, ju na szlakach odwrotu Wehrmachtu, odnalaz ich Ren. Kaza organizowa sotni, ktr Niemcy zaopatrzyli w bro i pozostawili w okolicach Drohobycza. Byo tam nader gorco - dziaajce tam oddziay radzieckie o wiele lepiej daway sobie rad z banderowcami ni jednostki organizujce-go si dopiero pastwa polskiego. Wanie dlatego sotnia znalaza si w lesie Chryszczata; Mari umieci Hry w Mikowie, gdzie wraz z ich kilkumiesicznym synem miaa zapewnione wszelkie wygody i nie musiaa dzieli trudw lenego ycia oddziau. Odwiedzaa ma w obozie swobodnie i czsto. - Twoje zdrowie, lena rusako! - zawoa Ren, wznoszc w gr kieliszek napeniony znakomitym niebieskawym samogonem, pdzonym w obozowej bimbrowni Hrynia. Hry posusznie podnis swoj szklank w gr, rejonowy prowidnyk Ihor chcia co powiedzie, ale tylko wystajca grdyka drgna mu miesznie i nie mg wykrztusi sowa. Usta mia pene jedzenia, a rce wysmarowane tuszczem pieczeni. Oderwa je skwapliwie od misa i te porwa kieliszek. Maria umiechna si z przymusem. Jej jednej ta ziemianka nie wydawaa si przytulna. Byo tu zbyt gorco i a mroczno od dymu tytoniowego. Poza tym, ilekro znajdowaa si z dala od syna, ogarnia j jeszcze silniejszy ni zwykle niepokj, od ktrego nie potrafia si uwolni. Baa si. Strach towarzyszy jej od urodzenia dziecka. Nie pic po nocach, marzya o tym, aby nareszcie skoczya si wojna. Kiedy to jednak nastpio, strach pozosta, a nawet si zwikszy. Nigdy nie miaa zbyt wielkiego pojcia o polityce, ale w wietle wiadomoci, jakie napyway rwnie do Mikowa, nowa wojna wydawaa si jej mao prawdopodobna. A przecie na t wojn czeka Ren, Ihor, jej m, Berkut, Bir - oni wszyscy. Jeeli nie wybuchnie, to bd zgubieni. Pewni byli, e wybuchnie. Jeli to jednak nie nastpi? Co wtedy bdzie? I teraz nadchodzia najgorsza myl: powiedzmy, e dojdzie do

nowej wojny. Bdzie ona znw trwaa cae lata. Nie okae si chyba krtsza od ostatniej... I nigdy ju nie zazna spokojnego ycia z dzieckiem i mem. Przeraao j to. Miaa przeczucie katastrofy. Za kadym razem jechaa do obozu sotni w Chryszczatej po zastrzyk nadziei i zawsze wracaa jeszcze bardziej przytoczona ni przed odjazdem. - Dlaczego nic nie mwisz, Mario? Drgna. Ruchliwe oczy Rena wpatryway si w ni natarczywie, jak zawsze z ostentacyjnym, krpujcym zachwytem. - Zamyliam si. - Staraa si nada swemu gosowi jak najspokojniejsze brzmienie. - Czy mona wiedzie nad czym, rusako? Rejonowy prowidnyk Ihor zachichota i napeni jej kieliszek. - A tak, tak, nad czym? - powtrzy. - Mylaam o Boym Narodzeniu, ktre nadchodzi - skamaa. - Jak spdzimy te wita? - Drogi doktorze, w tej sprawie pan powinien zabra gos... Ren przesadnie okrgym gestem skin doni w kierunku rejonowego prowidnyka. Wiedzia, e Ihor lubi, aby si do niego zwracano w ten sposb. Tytuu naukowego uywa jeszcze kilkanacie miesicy temu, przed odejciem Niemcw, jako lekarz w niedalekiej Turce nad Stryjem. By przed wojn, podobnie jak ojciec Marii - adwokat Lewicki - czynnym dziaaczem UND. Dowdztwo UPA - Zachd powierzyo mu prac nad organizacj siatki cywilnej w rejonie operacyjnym Rena. Przyj t godno bez entuzjazmu, ale nie mia adnego wyboru. W Turce i okolicy wszyscy wiedzieli, e wyda w rce gestapo przywiezionych do jego gabinetu w pewn grudniow noc 1943 roku dwch ciko rannych partyzantw. Nazwisko doktora Zhorlakiewicza figurowao teraz na licie zbrodniarzy wojennych aktywnie poszukiwanych po obu stronach granicy. Trzeba byo przybra pseudonim i wykonywa rozkazy Oresta, zastpcy Stiaha - Orana, Rena i im podobnych. Ihor - Zhorlakiewicz - znalaz w tych okolicach dobr kryjwk dla ony, sam za kry po okolicznych wioskach i organizowa siatk. Mia lokalnych prowidnykw w kadej niemal miejscowoci, za ich porednictwem kierowa zakonspirowan grup informatorw, charczowych, zajmujcych si zbieraniem kontyngentw ywnoci wyznaczanych przez Rena, cznikw, stranikw punktw pocztowych UPA, ludzi gromadzcych lekarstwa i pienidze. Robota konspiracyjna ciya mu nieznonie. By przyzwyczajony do wygodnego ycia, pyncego spokojnym, sennym nurtem w maym miasteczku. Zmarnowa je stawiajc na zwycistwo niemieckie. Wyda rannych nie tylko zreszt dlatego. Natura nie obdarzya go odwag ani nadmiarem skrupuw. Posa partyzantw na mier z obawy o wasn skr. Suy banderowcom z tego samego powodu. y pod dziaaniem permanentnego strachu. Cige napicie nerwowe spowodowao, e wychud, rce mu si trzsy i nieraz apa si na tym, e rozmawia sam z sob. Mimo swoich czterdziestu lat wyglda na pidziesit kilka. Dawi go al za przytulnym mieszkaniem i dobrze urzdzonym gabinetem lekarskim w Turce, za cakiem niez klientel i perspektywami bogacenia si w przyszoci. Wszystko to straci. Nie by przecie zabijak w rodzaju Hrynia czy zawodowym terroryst-wczg typu Rena. Z obecnym trybem ycia nie potrafi si pogodzi. By na tyle inteligentny, e zdawa sobie spraw, i UPA nie miaa dotychczas w tym rejonie przeciwnika. Wiedzia, e waciwe walki s jeszcze przed nimi, a wybuch trzeciej wojny wiatowej nie taki znw pewny, jak utrzymywa w swych przemwieniach, wygaszanych na zebraniach konspiracyjnych rnych ogniw siatki. Marzy tylko o jednym: wyrwa si std do UHWR - Ukraiskiej Gwnej Rady Wyzwoleczej do Monachium. O ile spokojniej mona by tam y! Wyobraa sobie, jak w dalekiej centrali ruchu zabysnby talentem organizacyjnym, jak wydawaby stamtd dyrektywy

i zarzdzenia, powoli przygotowujc si do emigracji gdzie za ocean, do ktrego z tych rozlegych krajw Ameryki aciskiej, gdzie nikt nie znaby jego dziaalnoci. Tam mgby zacz nowe ycie, kto wie nawet, czy nie jako lekarz. Jak dotd Stefan Bandera nie zamierza jednak widocznie powoywa rejonowego prowidnyka Ihora do swego sztabu i Zhorlakiewicz nie by pewny, czy wdz w ogle wie o jego istnieniu. Trzeba byo suy tutaj. Nie widzia innego wyjcia. - Wigilia jest przygotowana zgodnie z pask instrukcj - powiedzia mikko do Rena, rzucajc jednoczenie przymilne spojrzenie w stron Marii. Z on tego ponurego Hrynia, ktry budzi w nim zawsze instynktowny, nieokrelony lk, stara si zawsze y jak najlepiej. - Sotni komandira Hrynia podejmowa bd mieszkacy Mikowa, sotni Bira ci z... - Stop! - Ren stukn lekko doni w st, po czym pooy swj tusty palec wskazujcy na wargach. - Zapomina pan, doktorze, o tym, e komandira Hrynia nie moe nic obchodzi, gdzie spdzi Wigili sotnia Bira. Konspiracja. Prawda? Skonfundowany rejonowy prowidnyk zaczerwieni si po same uszy. Czu si jak uczniak przywoany do porzdku przez nauczyciela. Spotka nagle twarde spojrzenie milczcego Hrynia i poczu, e jest zupenie obcy w tym towarzystwie. Aby pokry zmieszanie, znw si umiechn z przymusem, wycign z kieszeni chustk i z haasem otar ni spiczasty, dugi nos, bdcy najbardziej charakterystycznym fragmentem jego chudej i pozbawionej okrelonego wyrazu twarzy. - Mieszkacy Mikowa przygotowali wszystko - zacz mwi konstatujc z ulg, e Ren przeszed ju do porzdku nad tym naruszeniem konspiracyjnej reguy i nie zamierza mu przeszkadza. - Bd choinki, upominki dla naszych onierzy i dobra kolacja. Zaproszono te troch dziewczyn, bo przecie ich towarzystwa w lesie najbardziej brakuje - zachichota. - Tak, Mario, bdzie to naprawd taka familijna Wigilia - odezwa si Ren. Hry chrzkn. Byo to oznak, e chce zabra gos. - Nie lubi, kiedy moja sotnia styka si z cywilami i zazi do wiosek. Gos Hrynia przedziwnie kontrastowa z jego postaci. By cienki, brzmia niemal jak dyszkant. Wszystkich rozmwcw tego czowieka zastanawiao, w jaki sposb z tej szerokiej, potnie sklepionej piersi moe wydobywa si tak saby gos. - Zbytek surowoci - rozemia si Ren, a rejonowy prowidnyk Ihor zawtrowa mu niepewnie. - Oddzia rozkleja si po takich wizytach - upiera si Hry. Byo mu widocznie gorco, bo gwatownym ruchem rozpi konierz bluzy niemieckiego munduru z prymitywnie wycitymi w cienkiej blasze odznakami banderowskiego trjzbu na patkach. - Raz do roku z okazji wit mona przecie... - wtrci niemiao Ihor, patrzc badawczo w oczy Rena. - Oczywicie. Ty te si troch rozruszasz, Hry. - Ja? - dowdca sotni skrzywi wargi, ale natychmiast nada swej twarzy poprzedni wyraz. - Czy on i z tob jest zawsze taki maomwny, Mario? - Ren prbowa wcign mod kobiet w rozmow. - Zawsze. Jest jak jego pseudonim: Hry - Chrzan - ostry jak chrzan i gorzki...

Mwia z umiechem, ale w sowach jej wyczuwao si jaki wyrzut i al, e m jest wanie taki. - To niedobrze. Kobiet trzeba czsto zapewnia, e si j kocha. Mio wymaga sw - upomina artobliwie swego podwadnego dowdca kurina. - Mioci dowodz czyny - podj rejonowy prowidnyk, ktry potrafi ongi w gronie swych przyjaci w Turce - z tamtejszym aptekarzem i sdzi powiatowym oraz ich onami - w nieskoczono prowadzi tego rodzaju rozmowy. Hry poruszy si niespokojnie i zacz nasuchiwa. Z zewntrz dochodziy odgosy jakiej rozmowy i skrzypienie niegu pod nogami wikszej liczby ludzi. W tej chwili rozlego si pukanie do drzwi ziemianki. - Wej! - krzykn Hry. Szarpnite energicznym ruchem drzwi otworzyy si szeroko. Pochylajc si w nieco niskim ich obramowaniu, wszed okutany w kouch wartownik. Praw rk przytrzyma koyszcy si na piersi pistolet maszynowy, lew wycign sztywno wzdu boku. - Pane komandir, melduj, przyjecha komandir Berkut i chce si pilnie zobaczy. - Wpuci! Wartownik usiowa si sprycie obrci na picie, ale brak byo odpowiedniej przestrzeni. Zakl z cicha, zawadzajc okciem o cian, do ktrej musia si mocno przycisn, aby zrobi miejsce wchodzcemu Berkutowi. - Siadaj, Berkut. Jak zdrowie? - uprzejmie zwrci si do dowdcy andarmerii Ren, ale oczy jego czujnie widroway twarz przybysza. Berkut zdj furaerk z tak sam odznak trjzbu jak te, ktre mia na patkach konierza Hry, rozpi dugi paszcz wgierskiego artylerzysty i sign po lece na stole papierosy. Przy ruchu tym rozbysn na jego prawej piersi czerwony emaliowany emblemat SS-Galizien ze zotym wizerunkiem witego Wodzimierza. - Czy mog zapali? - zapyta, a jednoczenie wskaza wzrokiem na wartownika. - Moesz odej - powiedzia do tamtego Hry. - Teraz mw, Berkut - nalega Ren. Dowdca andarmerii zacign si dymem papierosa, przygadzi falist czupryn i namyla si przez chwil unoszc grn warg, co pozwolio obecnym na obejrzenie kilku jego zotych zbw i dziwnie ostrych siekaczy. - Mam duo nowin, ale zaczn od pocztku... - Moe zacznie pan od najwaniejszego - zaproponowa Ihor. - Wszystko jedno. Niech ju mwi - przerwa mu szorstko Hry. Berkut wyj z kieszeni blok raportowy, kartkowa go przez chwil, po czym zacz: - ubryda ledziem, jak byo nakazane... By ze swoim oddziaem w Wielopolu, Tarnawie, Czaszynie i Huzelach. Wszdzie zbiera ywno i kaza j podwodami zwozi do lasu pod ukawic. Naszego

prowidnyka w Czaszynie zbi po gbie, kiedy ten oponowa przeciw rekwizycjom. Wlepi te kadej z tych wiosek kontrybucj pienin. Termin jej wypaty drugiego stycznia. - Tego nie bdzie! - mrukn Ren. - To s nasze rejony, do diaba! - zakl Ihor. Dowdca andarmerii potrzsn gow. - Prosz pozwoli... - Mw. - W Huzelach powiesi ubryd gow w d gospodarza Majewskiego, bo ten podobno wygadywa co na oddzia Serca Gorejcego. Nie interweniowaem, bo Majewski jest Polakiem. - Wszystko jedno, to si stao w naszym rejonie i ubryd nie ma prawa tu dziaa - nie wytrzyma Ihor. - Prosz nie przerywa, doktorze - upomnia go Ren. - Na drodze z Zagrza do Leska zatrzymali ubrydowcy samochd kopalni z Wakowej-Ropienki i rozstrzelali jakie dwie osoby, mczyzn i kobiet. O co chodzio, nie wiem. Bdziemy o tym i tak mieli wiadomoci przez siatk prowidnyka Ihora. To wszystko, jeli chodzi o dziaanie ubryda w cigu ostatnich trzech dni. Teraz jego oddzia pocign do Niebieszczan. Tam pewnie spdzi wita. - Z tym ubrydem trzeba si bdzie rozmwi jeszcze raz - wycedzi w zamyleniu Ren. - Ustalimy termin spotkania, doktorze. Czy moe z nim pan nawiza kontakt jak najszybciej? - Nic prostszego, pane komandir. - Co masz jeszcze, Berkut? - Przechodz do najwaniejszego... - Prosz. - Pod Nowosikami widziaem wojsko. - Ochrona pogranicza? W tej chwili Maria zblada. Czua, jak caa krew odpywa jej z twarzy, a serce zamiera w piersi. Opucia oczy pod karccym spojrzeniem ma. On jeden wyczuwa jej stan. Nieraz zwierzaa mu si ze swych obaw. Teraz jednak nikt nie patrzy na Mari. Wszyscy wiedzieli, e Berkut powie zaraz co bardzo wanego. Lene ycie wyrobio w nich instynkt. Znali si zreszt a nazbyt dobrze i zarwno Ren, jak Ihor, a nawet prymitywny Hry zdawali sobie spraw, i Berkut rozkoszuje si t chwil milczenia i faktem, e jest orodkiem zainteresowania. - To byo zwyczajne wojsko. W kolumnie znajdoway si dziaa, samochody, tabory. Spotkalimy j na poudnie od Nowosiek. Posuwaa si w kierunku Baligrodu. Sdz, e to by cel jej marszu. - Ile byo tego wojska? Co za kolumna? Melduj porzdnie, do jasnej cholery! - zniecierpliwi si nagle Ren. - Kolumna liczya okoo dwch tysicy onierzy, czterdzieci osiem samochodw ciarowych, dwadziecia cztery dziaa, troch koni, wozw, modzierzy - meldowa nie zmieszany Berkut. - Puk piechoty - wycedzi przez zby Hry.

- Na stopie frontowej - uzupeni Ren. - Dokd szed ten puk? - Pozostawiem dwch onierzy, ktrzy mu towarzysz. Powtarzam, e moim zdaniem, szed do Baligrodu. Znw milczenie zapanowao w ziemiance. Obaj dowdcy przeuwali w mylach otrzyman wiadomo, rejonowy prowidnyk Ihor by tym, co usysza, zbyt oszoomiony, aby w ogle mg myle. Wiedzia tylko jedno: z tak iloci wojska nie mieli tu jeszcze nigdy do czynienia. Rachityczna po dziaaniach frontowych i waciwie tylko z nazwy dywizja, przebywajca w tych okolicach, musiaa dosta posiki. Ren powoli napeni bimbrem swoj szklank. Zdawao si, e czynno ta pochania ca jego uwag. Raptem przypomnia sobie, e nie jest sam, przeprosi wzrokiem Mari i zbliy butelk do jej kieliszka. Odmwia energicznym ruchem gowy. Wtedy nala kolejno wedug starszestwa zajmowanych stanowisk: Ihorowi, Hryniowi i Berkutowi. Wychylili zawarto szklanek w skupieniu, jakby chodzio o akt niezmiernie doniosej wagi. - Nie ma si czym przejmowa - odezwa si wreszcie Ren, kiedy ju zagryli i zapalili. - Ten puk to nic wielkiego. Co to za sia na nasz obszar operacyjny? Bd nas szuka jak szpilki w stogu siana, a my tymczasem bdziemy ich szarpa i nka podjazdowymi dziaaniami, nie przyjmujc adnych otwartych bitew. Dokadny plan jeszcze sobie opracujemy po otrzymaniu cilejszych danych o nieprzyjacielu. - A co bdzie, jeeli ten puk nie jest jedyny? Jeeli s tu jeszcze wiksze siy? - zapyta Berkut, ktry mia sporo dowiadczenia frontowego zwiadowcy z niemieckiej szkoy. - Duo wicej tych si tu by nie moe. Komunici maj kopoty w Lubelskiem i Biaostockiem. Tamte tereny s dla nich waniejsze ni gry. - Hm - mrukn Hry i nie wiadomo byo, czy oznacza to aprobat, czy negacj wywodw Rena. - Nie bdziemy sobie tym wszystkim zaprzta dzi zbytnio gowy - zakonkludowa dowdca kurina. Zobaczymy, jak rozwinie si sytuacja. W kadym razie trzeba bdzie przybyszom zada jaki dobry cios. Taki - naladowa pici uderzenie maczugi - miadcy cios. To jest bardzo wane. Pogadamy o tym jutro. Zaatwmy teraz kilka pilnych spraw. Natychmiast - zwrci si do Hrynia - naley wysa cznika z meldunkiem do Oresta. Po drodze niech zawiadomi komandira Bajd. Inny cznik pojedzie do Bira i Stacha. Polecenia dla tych dwch zaraz napisz. Berkut zajmie si przygotowaniem do dalszej obserwacji wojska. Gdyby liczba ludzi, ktrymi rozporzdza, okazaa si niewystarczajca, komandir Hry przydzieli mu uzupenienie ze skadu swojej sotni. We wszystkich sotniach ogaszam stan alarmowy. Musimy jednak dziaa szybko. Spraw naszego prestiu wobec wasnych ludzi i ludnoci cywilnej jest wykazanie, e panujemy na tym terenie i mamy nad wojskiem przewag, e nie boimy si adnego przeciwnika i jestemy potg. Uruchomimy w tym celu odpowiednie siy. - Przeprowadzimy koncentracj, jak przy likwidacji placwek WOP? - zapyta Ihor. - Pomyl o tym, ale pan, doktorze, musi si zaj swoimi sprawami. Trzeba wzmc akcj uwiadamiajc w wioskach. Chopi mog upa na duchu wobec przybycia wikszej iloci onierzy. Prosz o tym pamita. Nasi informatorzy z paskiej siatki musz te zacz jako ywiej pracowa. Prosz o wiksz energi, panie rejonowy prowidnyku. Ren mwi teraz twardym gosem. Jowialny wyraz znik z jego twarzy. Wida byo, e myli intensywnie i szybko ukada lini postpowania. Ihor wiedzia, e najwaniejsza bya sprawa tego prestiu, o ktrej wspomnia dowdca kurina. W istocie rzeczy tylko niewiele osb, i to wycznie

z najwyszego kierownictwa UPA, orientowao si, jakimi siami organizacja bojowa faktycznie rozporzdza. Dowdztwo Grupy San starao si wyrobi w swych oddziaach i w wioskach przekonanie, e podlegaj mu tysice bojowcw. Zwycistwa nad nielicznymi dotd i maymi jednostkami strzegcymi granicy uatwiay propagand. Dowdcy poszczeglnych sotni, nie mwic ju o szeregowych czonkach UPA, nie orientowali si w stanie liczebnym caej organizacji dziki cile przestrzeganym zasadom konspiracyjnym i znali tylko wasny oddzia. Przy koncentracjach do wikszych akcji zapewniano ich, e jest to wycznie nika cz si UPA. Ihor te niewiele wiedzia. Zna podlegy mu rejon; o tym, co si dziao w innych, nie mia pojcia. Domyla si jednak, e sprawa tej potgi nie przedstawia si zapewne pod wzgldem liczebnym najlepiej. Dlaczego na przykad Hen, ktrego kurin skada si z trzech sotni, majcych razem okoo czterystu ludzi, kaza wszdzie rozgasza, e jest ich pi razy tyle? Wmawiano to nie tylko chopom w wioskach, lecz take wasnym sotniom. Jeeli tak miaa si rzecz i z innymi siami UPA, a Ihor nie znajdowa podstaw, aby w to wtpi, wwczas propaganda o potdze armii mijaa si z rzeczywistoci. W czasie gdy Ren wydawa swe zarzdzenia, Ihor myla o sytuacji. Jego pierwsze zdenerwowanie ju osabo. Spokj Rena zawsze dziaa na niego w magiczny sposb, ale tylko wtedy, gdy by razem z dowdc kurina. Sam pada nieuchronnie ofiar przygnbiajcych myli. Teraz trzyma si jednak dobrze. Rozprostowa nawet przygarbion posta i nadajc swemu gosowi wojskowe brzmienie, wyrecytowa sakramentalnie: - Postaram si, aby wszystko byo dobrze, pane komandir! Zaproponowa, e natychmiast opuci obz, aby zaj si poleceniami Rena. Dowdca kurina zaaprobowa t decyzj. - Szkoda, Mario, e wieczr ten tak si koczy, ale co moemy na to poradzi? - powiedzia do ony Hrynia, przerywajc potok wymowy rejonowego prowidnyka. - To jest wojna - mwi dalej do patrzcej na niego z niepokojem kobiety. - Na wiecie si ona chwilowo skoczya, ale tu jest front. Bd zdrowa, Mario. Zobaczymy si z pewnoci w Wigili. Wsta, pogadzi j doni po policzku. Nastpnie zacz wciga podany mu usunie przez Berkuta kouch. Hry zapina mundur. Tylko Ihor wytwornym, nabytym od lat gestem poda Marii paszcz i cierpliwie czeka, a osoni gow ciepym, biaym szalem. Wyszli w ciemn, mron noc, pod rozgwiedone grudniowe niebo. Las Chryszczata zdawa si spokojnie spa w nieprzeniknionej ciszy, tak ywo kontrastujcej z mylami tej pitki. Spaa i sotnia Hrynia. Tylko z jednej ziemianki dochodzi dwik ustnej harmonijki. - Dobranoc, Mario, dobranoc, panowie - powiedzia dowdca kurina Ren. - Dobranoc, pane komandir... Maria nie odezwaa si ani sowem. Chodnym municiem warg skwitowaa poegnalny pocaunek ma i w kilkanacie minut pniej jechaa saniami zaprzonymi w par koni do Mikowa. Staraa si nie sucha tego, co bezustannie mwi do niej rejonowy prowidnyk. Miaa dzi a nadto wiele do mylenia. Tej nocy Renowi nie byo dane zazna spokoju. Dwukrotnie budzili go cznicy, jeden od dowdcy Grupy San - Oresta, drugi od komandira ssiedniego kurina - Bajdy. Przywiezione przez nich wiadomoci nie byy wesoe: nowe oddziay wojskowe rozkwaterowyway si w Olchowcach i Lesku. Orest nie potrafi dokadnie okreli siy tych wojsk. Pyta, czy w rejonie kurina Rena nie

zaobserwowano adnych ruchw nieprzyjaciela. Bajda uwaa, e oddzia w Lesku to batalion piechoty. Stawia Renowi to samo pytanie co Orest. Ren po duszym namyle oceni sytuacj. Sprawa bya o wiele powaniejsza, ni pocztkowo myla. Kaza budzi Hrynia, ktry spa zreszt w ubraniu i dziki temu zjawi si bardzo szybko. Poleci mu wysanie nowych gocw do tych samych co przedtem adresatw. Nie tai przed swym podwadnym obecnej sytuacji, niemniej wyrazi przekonanie, i wszystko bdzie dobrze. Hry wysucha dowdc kurina jak zwykle w milczeniu. Stukn obcasami i poszed wykona rozkaz.

3
Kapryna bya bieszczadzka zima na przeomie 1945 i 1946 roku. Pod koniec grudnia mrozy w grach nagle ustpiy, cienka pokrywa niena stopniaa, powia niby to wiosenny wiatr nioscy obudne, wilgotne ciepo. Od czasu do czasu zza chmur wyaniao si soce. Ziemia potem parowaa, na zboczach gr bkay si poszarpane oboki mgie, a przykry, lepki chd wazi przemoc pod paszcze brncych w bocie ludzi. W jeden z takich dni przyby do Baligrodu na trzscej si i szeroko rozchlapujcej kaue ciarwce kapitan Ciszewski. Kierowca zatrzyma si na rynku miasteczka. - Jad teraz w prawo, a droga panw wypada w lewo, w skos. Stanem w jedynym suchym miejscu na tym wspaniaym placu. Prosz korzysta - powiedzia do Ciszewskiego i majora Premingera, ktry z polecenia dowdcy dywizji mia sprawdzi, jak si puk zainstalowa, i przy okazji przedstawi Jerzego podpukownikowi Tomaszewskiemu. Wygramolili si kolejno z ciasnej szoferki. Podczas gdy Ciszewski odbiera sw waliz od onierzy jadcych pod brezentow pacht w pudle wozu, Preminger przytupywa cierp nog. - Prosz uwaa, obywatelu majorze - zamia si kierowca - pobudzicie machabeuszw! Major spojrza na niego pytajco. Nie rozumia dowcipu. - Prosz spojrze, na czym taczycie... To s przecie pyty nagrobkowe. Umorusany smarami palec wycign w kierunku ziemi. Preminger popatrzy pod nogi. Sta istotnie na kamiennych pytach z napisami hebrajskimi. - Dzieo Niemcw - objani onierz wygodnie oparty okciem o okno szoferki. - Mieli cay rynek wybrukowa kamieniami z ydowskiego cmentarza, ale jako nie zdyli czy zarzucili ten projekt. Mlasn jzykiem z obrzydzeniem i zatoczy rk uk wok rynku. - Poda dziura! Nie Baligrd, ale Diabligrd. Wszystko tu cuchnie krwi - powiedzia z przekonaniem. - Przesadzacie - zaoponowa Ciszewski. - Rozpiecilicie si na Ziemiach Odzyskanych. - Przesadzam? - Oburzy si kierowca. - Przeszo tysic pomordowanych ley na ce, za tymi wypalonymi domami naprzeciw nas, w niezbyt gbokim dole, zamaskowanym tylko darnin. Rozstrzelani w 1942 roku. Mczyni, kobiety, dzieci. Potem przez ca okupacj nie byo tygodnia, aby kogo tu Niemcy nie rozwalili. Grzebali w rowach przydronych. Po co mieli si fatygowa. Jeszcze rok temu banderowcy urzdzili Baligrodowi rze. Z kadego prawie domu zabrali kogo i wykoczyli.

Razem czterdzieci sze osb. Tych ludzi, ktrych uwaali za swoich przeciwnikw. Byo im obojtne - Polacy czy Ukraicy. Teraz co miesica kto w tej dziurze ginie. Przedwczoraj te chopa w lesie powiesili. Za co? Diabe ich wie... To jest Diabligrd, obywatelu kapitanie. Wszyscy tu razem le w ziemi: religijne zrwnanie katolikw, mojeszowych i grekokatolikw - zamia si sarkastycznie. Preminger i Ciszewski milczeli. Zapuszczony gwatownie silnik nierwno zaomota. Rozbryzgujc boto, samochd ruszy przez wyboisty rynek. Kierowca, jakby sobie przypomnia o respekcie nalenym oficerom, wychyli si przez okno, przepisowo obracajc gow w lewo. - Powodzenia w Diabligrodzie! - wykrzykn. - Oni s naprawd rozpuszczeni - powtrzy Ciszewski, kiedy zostali sami z Premingerem. Major jednak potrzsn tylko gow. Nie odrywa oczu od kamieni nagrobkowych. By wyranie przejty. - Moi rodzice te zginli w jednym z takich miasteczek jak Baligrd. I obie mae siostry. I dziewczyna, z ktr miaem si oeni... - powiedzia nieco zduszonym gosem, nie wiadomo, do siebie czy do Ciszewskiego. - Takich tragedii jest duo. Mj ojciec zgin w powstaniu... - mrukn Jerzy. Odczuwa zniecierpliwienie. Chcia czym prdzej odby formalnoci zwizane z przydziaem do puku i znale si w swojej kwaterze. Dwa tygodnie przewasa si w Sanoku przy sztabie dywizji, czekajc na przydzia. Mia ju tego do. - Musimy poszuka sztabu puku - zaproponowa Premingerowi. - Nie ustawili naturalnie adnych drogowskazw - doda z nagan. Pora bya obiadowa, rynek wieci pustkami. Jeden jego bok wytyczaa szosa, ktr przybyli z Sanoka, obrzeona niskimi domami o wypalonych wntrzach. Na przeciwlegych kracach mona byo dojrze dugi, ponury budynek zrujnowanej synagogi z XVIII wieku, o wyrwanych framugach okien, odsaniajcych ceg zrudzia jak wieo zascha krew oraz, idc po przektnej, drewnian bry kopulastej, otoczonej drzewami cerkwi. Nieco dalej sta murowany kociek z dzwonnic. W rodku trjkta utworzonego przez kocioy trzech wyzna, w samym centrum rynku, sta na kamiennym postumencie may czog: pomnik wzniesiony przez onierzy armii, przybyej ze wschodu i nie ochronionej adnym godem religijnym, ktra niemniej zdoaa przepdzi sprawcw baligrodzkich nieszcz. Mieszkacy miasteczka, sdzc po zewntrznym wygldzie symboli czterech rnych przekona, nie wierzyli ju w nic. Synagoga bya tylko ruin i nie miaa komu suy, drzwi cerkwi zabite zostay na gucho gwodziami przez ksidza, ktry przyczy si do przechodzcej tdy sotni Hrynia, kociek robi wraenie dziwnie osamotnionego i opuszczonego, pomnik za ton wrd kau; lufa czogu spogldaa bezradnie ku niebu, pamitkowy napis dawno znik z blachy przeartej rdz. Wszystkie domy, stojce wzdu prostopadych do szosy bokw rynku, spony. Zosta tylko drugi rzd budynkw, ktre ustawione byy tyem, jakby chciay unikn przykrego widoku pustego placu. W rzeczywistoci domy te miay frontowe ciany, skierowane ku innym ulicom, rwnolegym do rynku. Nigdy nie pretendoway do miejsca na rynku. Dopiero poar Baligrodu, a raczej kilka poarw w okresie okupacji podnioso ich rang. Jeden tylko szereg domw - po przeciwnej stronie placu, dokadnie naprzeciw szosy - ocala. Stao ich kilka. Ze cian opada tynk, framugi butwiay od deszczu, zamiast wybitych tu i wdzie szyb wstawione byy kawaki kartonu lub dykty, dachy przekrzywiy si i wykolawiy. Ciszewski podszed do jednego z tych domw. Zaomota pici w drzwi. - Czy jest tu kto?

Odpowiedziao mu milczenie. Powtrzy pytanie i wspi si na palcach, aby zajrze w zamtniae szybki okienne. - Jestecie gusi?! - denerwowa si. - Co si tu dzieje? Spoza zrujnowanej synagogi wyszed onierz. Mia na gowie zrudzia od deszczu powk, odziany by w paszcz z wypalon na wysokoci kolana dziur wielkoci doni. Przez rami przerzuci niedbale karabin z nasadzonym na bagnetem. - O co chodzi, obywatelu kapitanie? - zapyta flegmatycznie, zbliywszy si do Ciszewskiego. - Nie ma potrzeby omota w drzwi. I tak nie odpowiedz. Oni tu si wszystkich boj. - Gdzie jest sztab puku? - Sto pidziesit metrw std, idc wzdu szosy, w willi notariusza. - Nie moglibycie tego jako porzdnie zameldowa! - wybuchn Ciszewski. onierz spojrza na niego ze zdziwieniem. - Tak jest, obywatelu kapitanie - powiedzia z ironi. Ciszewski przebrn przez kilka kau i podszed do Premingera. - Wiem ju, gdzie jest sztab, majorze. Moemy i. A swoj drog, takiego puku jeszcze nie widziaem. Ci onierze... - Nauczycie si ich ceni, kapitanie. - Preminger umiechn si po raz pierwszy, od kiedy tu si znaleli, i Ciszewski zobaczy, e major ma bardzo miy, dobry umiech. Do willi notariusza dotarli bez trudu. By to duy, pomalowany na niebiesko budynek z kilkoma oszklonymi werandami, stojcy w ogrodzie, oddzielonym od szosy drucian siatk. Farba elewacji mocno przyblaka, siatka miaa wiele dziur, ale na og willa przedstawiaa si, jak na Baligrd, wyjtkowo okazale. Drog przed budynkiem przecina szlaban pilnowany przez wartownika, ktry na widok oficerw wypry si na baczno. - Paskie oko konia tuczy! - rozemia si Ciszewski. - Przed sztabem przynajmniej salutuj. - Nie dajcie si zwie pozorom - szepn do niego Preminger tak, aby wartownik nie usysza. Oficer dyurny sztabu, nie ogolony porucznik z duym rewolwerem u pasa, wyszed do nich na schody wiodce do willi. Premingera pozna natychmiast, zameldowa, e peni sub, w czasie ktrej nic wanego nie zaszo. Ciszewskiego obdarzy chodnym uciskiem doni i leniwym spojrzeniem. - Dowdca puku je obiad. Zaraz mu zakomunikuj..; - Dzikuj. Jeeli mona, pjdziemy do niego. Sami te nie jedlimy jeszcze - skin gow major. Podpukownik Tomaszewski znajdowa si w kasynie. Bya to dua mroczna izba o drewnianej, pomalowanej na czerwono pododze, bielonych cianach i niskim suficie. Oficerowie siedzieli przy kilku stoach rnego ksztatu. Bufet z mosin balustrad i stare pki z desek wskazyway, e ongi mieci si w tych murach jeden z baligrodzkich szynkw. Nad bufetem wisia jeszcze oleodruk, przedstawiajcy jelenia z bem uniesionym w kierunku ciutkiego ksiyca. Podobnie jak bufet i pki - pozostao po szynku. - Witam w moich wociach! Prosz si czu jak u siebie w domu.

Tomaszewski podnis si wawo z krzesa i wycign do majora Premingera do szerok jak opata. By to krpy blondyn o bystrym spojrzeniu i nieco nerwowych ruchach. Mundur lea na nim opity, bez jednej fadki. Dba o fason - pomyla o swym przyszym dowdcy kapitan Ciszewski, zdziwiony, e wygld zewntrzny podpukownika tak bardzo kontrastuje z zaniedbaniem onierzy. - Siadajcie, panowie - zaprasza Tomaszewski. - Zaraz podadz wam co do jedzenia. Przeprowadzani penymi zaciekawienia spojrzeniami oficerw siedzcych przy ssiednich stoach, zajli miejsca po obu stronach podpukownika. Czwart osob przy ich stole by chudy jak tyka, wysoki, czarnowosy oficer w okularach, ktrego Tomaszewski przedstawi jako kapitana Winiowieckiego, szefa wydziau zwiadowczego sztabu puku. - Jak zainstalowalicie si, pukowniku? - zapyta Preminger po wymianie pierwszych grzecznoci. - Przy stole nie naley rozmawia o sprawach subowych. Przekonaem si z wasnego dowiadczenia, e to szkodzi trawieniu - rozemia si dowdca puku. - Prosz spojrze, jak wyglda kapitan Winiowiecki: wysuszyo go na pergamin. To wanie od tego... On zawsze chce przy jedzeniu omawia wszelkie kopoty. Zwiadowca odpowiedzia swemu przeoonemu ledwie uchwytnym ironicznym spojrzeniem, uj w rk butelk Pery i milczco napeni podane przez usugujcego onierza kieliszki. Nic w tych czasach nie odbywao si bez wdki. - Koledzy, przedstawiam wam nowego dowdc drugiego batalionu kapitana Ciszewskiego zagrzmia podpukownik Tomaszewski. - Na jego cze wznosz ten kielich! Ciszewski wsta i ukoni si z lekka jak aktor na scenie. - Na zdrowie! - powiedzia do niego pgosem Winiowiecki. - Macie tu, pukowniku, cae nasze wojsko? - zapyta Preminger. - Nie. W Baligrodzie stoj dwa bataliony. Jeden - trzeci - pozostawiem w Lesku. Sam urzdziem si tutaj... Ale co, do diaba, ju rozmawiamy na tematy subowe! Ech, majorze! - Mamy niewiele czasu. - Zawsze do na nocne rodakw rozmowy. Prosz zwrci uwag na pstrgi. S naprawd wietne... Ciszewski rozglda si po kasynie. Oficerowie byli lepiej ubrani od spotkanych dotychczas szeregowych, ale mundury mieli rwnie bardzo podniszczone. Przeszli w nich zapewne szmat drogi wojennej, tysice kilometrw szlaku bojowego puku, a do ostatniego starcia pod Budziszynem. Twarze tych oficerw byy mode, rysy jednak dziwnie wyostrzone i surowe. Moe zreszt tylko tak wygldao przy wietle kilku naftowych lamp. - W moim puku najstarszy oficer ma dwadziecia osiem lat - powiedzia Tomaszewski, jakby odgadujc tok myli nowo przybyego kapitana. - Prcz mnie. Ja jestem nieco starszy. - Chyba nie tak bardzo - zaoponowa Preminger. - Mgbym by ich ojcem - zamia si znw podpukownik. - Czterdzieci osiem lat to nie arty. Z tego dwadziecia dziewi w mundurze! - Zaczynajc, bylicie tak modzi jak oni, pukowniku. - Ale bardziej zdyscyplinowany.

- Nie ich wina. Uczyli si wszystkiego w warunkach polowych... Nie maj za sob koszar. - Wanie... Zabrzmiao to jak wyrzut, z ktrym Ciszewski zgodzi si w duchu. Sam przeszed dug sub garnizonow w Anglii. Wci jeszcze nie potrafi si przyzwyczai do wycznie frontowych manier spotykanych w kraju kolegw. - Armie rewolucyjne zawsze s takie - podj Preminger. Tomaszewski skrzywi si nieznacznie. - Wojsko pozostaje wojskiem. S pewne reguy. - A jednak wojn w 1939 roku przegralimy wbrew ustalonym reguom. Nasze wojsko musielimy tworzy z materiau ludzkiego, jaki by pod rk, znw wbrew reguom, bo tego wymagaa toczca si wojna, partyzantka dziaaa te niezgodnie z tak zwanymi reguami, a to, co nas czeka, te zapewne adnym reguom nie podlega - broni swego stanowiska major. Dowdca puku nie znajdowa widocznie nowych argumentw. W milczeniu wypili jeszcze jedn kolejk Pery. Kasyno zaczo si tymczasem oprnia. Oficerowie wychodzili pojedynczo lub parami. Ruchy ich byy powolne, leniwe. - Co oni bd teraz robili? - zapyta Preminger. - Pokrzycz na apelu wieczornym kompanii i plutonw, sprawdz posterunki, a potem wrc do Pery, pograj w karty i wreszcie pjd spa. To jest Diabligrd, szanowny obywatelu majorze. Opery do dyspozycji nie mamy. Tu wanie diabe mwi dobranoc... Wielka izba wyduaa si w mroku. Krgi wiata, rzucanego przez ustawione na stoach lampy naftowe, wycinay w tym mroku jasno wysepki. Winiowiecki przymkn powieki. Zdawa si drzema. Preminger myla nad czym intensywnie. Tomaszewski patrzy na niego zaczepnie, w widoczny sposb oczekujc repliki. Ciszewski zajty by sob. Czu, e pogra si w grzzawisku, z ktrego nie wida adnego wyjcia. Ten Baligrd znajdujcy si na kocu wiata, milczce gry, w ktrych kryje si niewidzialny przeciwnik, puk wygnacw, zagubionych w tym otoczeniu, i on sam wrd wysczajcych Per, znudzonych na mier oficerw... Wiedzia, e droga do normalnego ycia, do Barbary i malowania jest bardzo daleka. Moe w ogle nie ma adnej drogi? - Pjdziemy i porozmawiamy o sprawach subowych - przerwa milczenie podpukownik Tomaszewski. - Obywatelu kapitanie, prosz zawoa szefa sztabu - zwrci si do Winiowieckiego. Jego gos straci ironiczny ton. Wydawa si Ciszewskiemu smutny i zrezygnowany. Pokj subowy dowdcy puku znajdowa si w dawnym gabinecie notariusza. - Kwaterowali tu kolejno: dowdca niemiecki, jaki major wgierski, pukownik radziecki, dowdca banderowski, major WOP, znw dowdca banderowski, major radziecki i ja. Notariusz dosta od tych wizyt rozstroju nerwowego i po drugiej wizycie bandziora z UPA zwia do Krakowa, uwoc z sob to oto pikne zjawisko - objania Tomaszewski tonem przewodnika po muzeum, wskazujc teatralnym gestem du fotografi dziewczyny, niezwykle podobnej do Barbary. - Creczka notariusza - westchn. - Nie ma tu takich kobiet i nie bdzie chyba w ogle. Klska dla wojska i tak dalej... Przynie jeszcze jedn lamp! - poleci onierzowi, ktry ukaza si przed chwil w drzwiach. - Nieszczcie z tym wiatem. Trzeba zapomnie o elektrycznoci. Oby tylko nafty nie zabrako!

Rozwin rulon map wyjtych z solidnej szafy notarialnej. - Oto nasz teren. Granice Rzeczypospolitej ukadaj si tu, jak panowie widzicie, w dziwny trjkt, o mikko zwichrowanym wierzchoku. Czy on panom nic nie przypomina? - Nie - powiedzia krtko Preminger w widoczny sposb zniecierpliwiony gadulstwem dowdcy puku. - Czy pan te nie ma adnych skojarze, kapitanie? - zagadn Tomaszewski swego nowego podwadnego. - Nie mam, obywatelu pukowniku. - Brak wam wyobrani, panowie - z udanym smutkiem pokiwa gow podpukownik. - To jest przecie wyranie lepa kiszka. Wyrostek robaczkowy. Widzicie ten mikki wierzchoek trjkta obok Sianek? - Trafne porwnanie! - rozemia si Preminger. - Naturalnie. Jestemy wic w wyrostku robaczkowym, w lepej kiszce Rzeczypospolitej. Wyrostek jest chory, zaropiay. Wyci go nie moemy. Jestemy penicylin, ktra ma go wyleczy - cign mentorskim tonem Tomaszewski. - Trzeba znale drog do bakterii - wtrci Preminger. - Wanie. W tej chwili wszed kapitan Winiowiecki w towarzystwie drugiego, rwnie wysokiego jak on majora. - Szef sztabu puku major Pawlikiewicz - przedstawi si przybyy. Ten ma chyba nie wicej ni dwadziecia trzy lata - pomyla Ciszewski, patrzc na chopic twarz i wesoe, ywe oczy majora o barach atlety. - Uprasza si nie przeszkadza - fukn Tomaszewski i wrci do swego wykadu. - Susznie zauway szanowny major ze sztabu dywizji, e trzeba znale drog do bakterii, to jest do bandziorw. Niezwykle suszna uwaga... Tylko jak t drog znale? W tym sk i szkopu sprawy, nad ktrym gowi si od przybycia w te bajeczne strony. Niestety w lepej kiszce ciemno jest i duszno... Jak panowie widzicie, moja mapa pozostaje dziewiczo czysta. Penicylina ma dziwny front przed sob. Gdzie jest przeciwnik? Jak go szuka? Jakie ma siy? Jak te siy pokona? - oto pytania, ktre sobie stawiam. Nie mona tu wyrysowa adnej sytuacji. Na froncie wszystko byo jasne. Tu byy nasze pozycje, tam nieprzyjaciela. Front mia jaki ksztat i skada si z zespou danych, do ktrych dostosowywalimy nasze dziaania. Tu nie ma nic. Przyznaj otwarcie, e jestem w kropce... Jaki obra kierunek uderzenia i dokd i? Nie wiem. Teren jest ogromny. lepa kiszka ma u swej podstawy okoo stu pidziesiciu kilometrw, jej boki wynosz kady o jedn trzeci wicej. Powierzchnia terenu dziaania puku obejmuje blisko pitnacie tysicy kilometrw kwadratowych. Grskiego terenu, panowie! Ile mog zrobi z moimi ludmi dziennie? Powiedzmy trzydzieci, czterdzieci, pidziesit kilometrw... To jest nic. Bdziemy si babra w prni, uderza nosem o gry i lasy nie wiedzc, gdzie s bandziory... Oto problem dziaania przeciw bandom: mamy szuka szpilki w stogu siana. Preminger zabbni palcami po stole. Przypomnia sobie, co kilka tygodni temu mwi w Warszawie Genera.

- Nie ma adnych recept na t walk, obywatelu pukowniku - powiedzia. - Jestecie przecie dowiadczonym oficerem... - Mam za sob dwadziecia dziewi lat suby, dwie wojny i kilkanacie kampanii. - Co zamierzacie wic zrobi? - napiera Preminger. - Co zamierzamy zrobi, panowie? - zwrci si Tomaszewski do Pawlikiewicza i Winiowieckiego. - Bdziemy zbiera wiadomoci o nieprzyjacielu i na podstawie tych danych uderza - odpowiedzia pierwszy zwiadowca. - Zorganizujemy demonstracj siy, polegajc na przemarszu przez wioski i rwnoczesnym pokazaniu naszych jednostek w wielu punktach, co powinno wzmc zaufanie ludnoci do nas oraz, z drugiej strony, spowodowa osabienie zewntrznego prestiu nieprzyjaciela i jego wasnego morale uzupeni Pawlikiewicz. Recytuj jak wyuczon lekcj - pomyla Ciszewski, ktry zdawa sobie w peni spraw z niejasnoci sytuacji. - Trzeba bdzie oprcz tego da ochron tym mieszkacom wiosek, ktrzy chc si przenie na Ziemie Odzyskane lub wyjecha do Zwizku Radzieckiego - odezwa si Preminger, pomijajc milczeniem przedstawiony mu przed chwil mizerny - wedug oceny Ciszewskiego - plan dziaania. - Wiem. Otrzymaem w tej kwestii rozkaz pukownika Sierpiskiego. Dodatkowy serwitut dla wojska: niaczenie cywilw, bab, dzieci i ich krw - skrzywi si dowdca puku. - Sprawa jest powana. Bandyci zarwno z UPA, jak z WiN rozrzucili ulotki groce spaleniem dobytku i mierci tym wszystkim, ktrzy odwayliby si na wyjazd z tych stron, wszystko jedno, na Ziemie Odzyskane czy do Zwizku Radzieckiego - z naciskiem powiedzia Preminger. - Ale to da nam wietny punkt zaczepienia! - oywi si nagle Winiowiecki. - Nieprzyjaciel bdzie chcia atakowa przesiedlecw i na tym go przyapiemy! - Nie jestem tego taki pewny. Wszdzie nie moemy si przecie rwnoczenie znajdowa zaoponowa Tomaszewski. Lampa stojca na stole zacza kopci. Tomaszewski wpatrzy si w portret crki notariusza, jakby w twarzy tej nieznanej dziewczyny szuka natchnienia. - Mam trzy bataliony - mwi jakby do siebie - jeden w Lesku i dwa tutaj. Mam jeszcze artyleri. Trzeba to bdzie wszystko puci w ruch. Zaczyna si zabawa w lep babk. Czuj si tak, jakby mi zawizano oczy i kazano apa za poy kogo, kto nie myli wcale stosowa regu gry... Ciekaw jestem, co zrobi inni dowdcy pukw z naszej dywizji? - S w tym samym pooeniu, co wy, obywatelu pukowniku, a nawet w gorszym - odpowiedzia Preminger. - Dlaczego w gorszym? - Bo wy macie do pomocy konn grup manewrow WOP z Cisnej i placwk z Wokowyi, a oni nie. - Wielka mi rzecz - WOP!

- Bardzo prosz bez antagonizmw. Oni maj ju w tym terenie niemae dowiadczenie... - ...ktre im bandziory wygarbowali na tyku. - To te co warte. - Dowdcy tych grup podlegaj mi pod wzgldem operacyjnym, jeli si nie myl? - Tak jest. Tomaszewski mrukn co pod nosem. Winiowiecki zapyta, czy moe zapali. - Raczej nie - powiedzia kwano podpukownik. - Lampa i tak ju do kopci w tej budzie. - Wy, kapitanie - zwrci si teraz do Ciszewskiego - obejmiecie, jak ju powiedziaem, dowdztwo drugiego batalionu. Wasz poprzednik da si zarba Ogniowi w czasie przejazdu przez Chabwk. Poleg zupenie jak idiota, bo zamiast strzela do bandytw, wda si z nimi w targi, czy powinien ciga buty, czy nie. Oni tam rozbieraj onierzy, bo brak im mundurw. To nigdy nie by dobry oficer, ale bd co bd strata. Wydawa mi si zawsze nazbyt rozmarzony. Myliciel. Podobno literat. Rozpuci onierzy jak dziadowski bicz. Oni tylko czekaj na takich dowdcw. Ciekaw jestem, czy wy bdziecie lepsi od niego. W oczach te si wam co mgli niepokojcego, przynajmniej dla mnie. Czym waciwie jestecie z zawodu? - Chciaem by plastykiem - powiedzia Ciszewski.- Czym prosz? - skrzywi si dowdca puku. - Chciaem malowa. - To jest prawdziwe nieszczcie - pokiwa ze smutkiem gow podpukownik. - Nieszczcie dla mnie i dla tego batalionu, ktry z rk literata przechodzi pod rozkazy, za przeproszeniem, plastyka. Od artysty do artysty. Typowa tragedia wojny, kiedy w szeregach armii zjawiaj si chmary cywilw, dostaj gwiazdki i wydaje si im, e mog dowodzi. - Obywatelu pukowniku, melduj, e ca wojn przebyem na rnych frontach - zdenerwowa si Ciszewski. - Ale teraz chciaby pan wrci do domu i... malowa? - Tak jest. - Zupenie to samo, co z tym literatem - westchn Tomaszewski. Uzna widocznie temat za wyczerpany, a dalsz dyskusj za beznadziejn. Machn rk i znw spojrza na portret crki notariusza. - Nic na to wszystko nie poradzimy... Jutro rano obejmie pan batalion. Kapitan Winiowiecki zaprowadzi pana na kwater. Nie wiem, czy jest jeszcze co wolnego w tej dziurze, ale ten zwiadowca zawsze potrafi wyszpera miejsce do spania. Zreszt nie bdzie si pan wiele wylegiwa na kwaterze. Pjdziemy szuka bandziorw.. Przejecha palcem po mapie. - Zostawcie nas teraz, panowie, samych z majorem i szefem sztabu. Dobrej nocy i przyjemnych marze ycz z caego serca. I oby nie byo pluskiew!

Ciemno na dworze bya gsta, jednolita i lepka od wilgoci. Nie przedzierao si przez ni ani jedno wiateko z okien domw, ktre Ciszewski widzia, idc do willi notariusza. W powietrzu by jaki nienaturalny bezruch, jakby wszystkie istoty ywe wymary dokoa. - Ani pies nie zaszczeka - zauway Ciszewski. Szef wydziau zwiadowczego parskn miechem. - Nie ma tu psw. Bandy zakazay trzymania ich we wszystkich wioskach? - ??? - No tak. Psy ostrzegayby przecie o kadym zblianiu si obcych. Ciszewski zakl, wpadajc w gbok kau. - Daleko ta moja kwatera? - zapyta. - Nie mam pojcia o adnym lokum. Idziemy do wjta. On wam co z pewnoci znajdzie. Starali si stpa ostronie, aby nie wdepn w kaue, z ktrych kada bya jak miniaturowa studnia. Sigaa dobrze powyej kostek. Ciszewskiemu nieznonie ciya walizka. Jego ciao przebiegay lekkie dreszcze. O niczym nie marzy bardziej ni o nie. - Stj! - rozdar powietrze chrapliwy okrzyk. Zatrzymali si, owietleni blaskiem kilku latarek elektrycznych. - Swj - odpowiedzia Winiowiecki. - Zbliy si dla podania hasa! - rozkaza gos w ciemnoci. - Patrol z waszego batalionu - objani Winiowiecki i poszed naprzd, aby wykona polecenie. - Przejcie wolne - powiedzia ju spokojnie dowdca patrolu. - Dlaczego on tak rycza, zatrzymujc nas? - zapyta Ciszewski, kiedy minli czterech onierzy z kapralem na czele. - Rozkaz pukownika. Gronymi gosami wartownicy i patrole maj wzbudzi respekt wrd ludnoci i przerazi bandyckich informatorw, ktrych zapewne w Baligrodzie nie brak. - Zrywaj sobie garda - mrukn niechtnie Ciszewski. Skrcili na jakie podwrze. Winiowiecki zakoata w drzwi. Dugo czekali, zanim si otwary. Ciszewski pewny by, e mieszkacy domu pi, ale zwiadowca uspokoi go. Siedz zapewne w ciemnoci, oszczdzajc nafty. Mia racj. Po jakim czasie w oknach bysno sabe wiateko, nastpnie kto zacz si mocowa z zamkiem i wreszcie z lekka uchyli drzwi. Buchno ckliwe ciepo, przepojone zapachem ni to mleka, ni zwierzt, a moe mokrych szmat. - Nie zapraszam do rodka, panowie oficerowie wybacz, ona mi choruje - tumaczy si wjt. Przysonita doni wieca owietlaa jego obrzk twarz, nie golon od wielu chyba dni. Na ramionach mia narzucon wytart kurtk barani. Oczy przysaniaa mu czapka ze zamanym przez rodek daszkiem.

- Kwatera? Dla pana kapitana? Ojej! Gdzie ja co znajd? Tylu panw jest... Ale naturalnie pomylimy... Zaraz bd, tylko w buty wskocz. Panowie poczekaj askawie - mwi monotonnym gosem, wyranie niezadowolony. - Eks-granatowy z Krosna - wyjani Winiowiecki, kiedy czekali na ubierajcego si wjta. Bezpieczniaki z Leska twierdz, e zachowywa si podczas okupacji przyzwoicie. Nie ci na nim adne zarzuty. W kadym razie trzeba go bdzie mie na oku, tego pana Trzebnickiego... - Byle tylko znalaz mi kwater - powiedzia Ciszewski, ktrego mao obchodziy biograficzne dane wjta Baligrodu. Poczapali za nim w ciemnoci. Ciszewski grzmotnby najchtniej swoj walizk o ziemi, tak bardzo mu ju ciya. Na szczcie nawin si znw ten sam patrol i jeden z onierzy wzi na polecenie Winiowieckiego nieszczsn walizk. W towarzystwie caego patrolu szli dalej. - Wolny pokj by u ksidza, ale teraz zajmuje go od kilku dni siostra proboszczowej gospodyni, przybya z Gry Kalwarii. U Szponderskiego zamieszkaa nowa nauczycielka, a we dworze peno wojska... Wszdzie indziej - panowie oficerowie. Nie ma rady: musimy i do pani Rozwadowskiej. Nie chciaem tam nikogo dawa, bo mnie prosia. Ale co mam robi? - rozwaa pgosem wjt. - Przyjechalimy was broni przed bandziorami, powinnicie nas wita z otwartymi ramionami powiedzia wyniole Winiowiecki. - Oczywicie, panie kapitanie, my - te z caego serca... Tylko, e pani Rozwadowska... - Nic nas nie obchodz humory pani Rozwadowskiej! Musimy gdzie mieszka. Przepdzimy bandytw i pjdziemy std. To nie potrwa dugo. - Daby Bg! - westchn wjt. Dom pani Rozwadowskiej sta przy bocznej drce, prowadzcej ku rzece, ktrej monotonny plusk dochodzi tu wyranie. By to jeden z nielicznych w Baligrodzie normalnie owietlonych domw. - Przyjemny domek - powiedzia onierz nioscy waliz Ciszewskiego, kiedy stanli na werandzie i wjt delikatnie zapuka do drzwi. Poniewa nikt nie odpowiada, pchn je, lekko naciskajc klamk. Byy otwarte. - Moe ja sam najpierw pjd? - bagalnym, jak si Ciszewskiemu wydawao, gosem zaproponowa wjt. - Prosz - zgodzi si Jerzy marzc w duchu, aby te wszystkie wystpne formalnoci zwizane z zajciem kwatery trway jak najkrcej. Odbyy si szybciej, ni myla. Wjt wrci wrcz byskawicznie. - Pani Rozwadowskiej, chwaa Bogu, nie ma - owiadczy. - Posza po mleko. Jest tylko pan Janek. Jej syn. Zgodzi si od razu. Pan kapitan moe zajmowa swj pokj. To chyba jeden z najlepszych w Baligrodzie. Prosz tdy - wskaza Ciszewskiemu drog do obszernego przedpokoju. - Nie jestemy ju wam potrzebni, kapitanie. Prosz si dobrze wyspa. Jutro zaczyna si normalny dzie baligrodzki - powiedzia Winiowiecki. - Dobranoc. Wasz batalion stoi we dworze. Droga nietrudna do znalezienia... Ucisnli sobie donie. onierze z patrolu, nie zwracajc uwagi na obecno oficerw, flegmatycznie zapalili papierosy. Ciszewski sucha przez chwil ich oddalajcych si krokw.

- Prosz tdy - powtrzy wjt. Pochwyci stojc w przedpokoju lamp i przekroczy prg drzwi, wiodcych na prawo. Ciszewski poszed za nim. Od razu rzucio mu si w oczy umeblowanie tego pokoju: szerokie biurko na wygitych nkach, tego typu fotel w stylu Ludwika XV, masywne dbowe oe z zawieszon nad nim kopi Zwiastowania Memlinga i niska pokraczna szafa o ciarze chyba kasy ogniotrwaej. Na pododze leaa dua skra niedwiedzia. Pod oknem przesonitym szar portier pry sztywne licie fikus w drewnianej, pomalowanej na zielono donicy. - Wspaniay pokj! - zachwyca si wjt. - Komu go zabieram? - zapyta, rozejrzawszy si, Ciszewski. - Nikomu, panie kapitanie. Ten gabinet nalea do pana wicestarosty Rozwadowskiego, gdy tu mieszka.- To jest m gospodyni? - Tak, ale on przebywa teraz stale w S. Oni ju z sob od dawna nie yj... Czy mog odej, panie kapitanie? - Powinienem si przedstawi gospodarzom - powiedzia Ciszewski. - Zrobi to pan, jak wrci pani Rozwadowska. Dobranoc, panie kapitanie. - A syn? Wjt wykona nieokrelony ruch rk. - Dobranoc, panie kapitanie - powtrzy. Ciszewski zosta sam. Podszed do wiszcego na fioletowym sznurze lustra w zoconych ramach, obejrza swoj twarz z sicami pod oczyma, niezadowolony przygadzi zmierzwione wosy. Wygldam jak upir - skonstatowa. Postanowi si umy i czym prdzej pooy spa. Z irytacj stwierdzi, e nie zdoa tego uczyni: w pokoju nie byo wody, na ku - pocieli. Nawizanie kontaktu z gospodarzami okazao si konieczne nie tylko ze wzgldw grzecznociowych. Zdecydowa si zaatwi to natychmiast. Krytycznym spojrzeniem obrzuci swoje zabocone buty i wymity mundur. Namyla si chwil, czy nie doprowadzi stroju do porzdku. Odrzuci ten pomys i wyszed z pokoju. Zapuka do drzwi, przez ktrych szpar przesczaa si wska smuga wiata. - Prosz - usysza dwiczny mski gos. Przy stole, w krgu wiata lampy ocienionej jedwabnym rowym abaurem, modnym chyba w dwudziestych latach, siedzia mczyzna w wieku Ciszewskiego, odziany w granatowy szlafrok. Spokojnie pali papierosa. Na widok oficera utkwi w nim dziwnie nieruchomy wzrok. Ciszewskiego uderzyo to od razu bardzo nieprzyjemnie. Zaskakujce byy te cakowicie siwe wosy mczyzny, niezwyke przy jego modej, energicznej twarzy, przecitej dwiema skonymi bliznami na prawym policzku. - Pan jest tym kapitanem, ktry ma u nas mieszka? - zapyta. - Tak jest, nazywam si Ciszewski - potwierdzi szorstko Jerzy. Czu si do ywego dotknity: gospodarz nie raczy nawet spojrze na wycignit w jego kierunku rk.

- Prosz, niech pan siada. - Dzikuj, czuj si do zmczony. Chciaem si tylko pastwu przedstawi i uprzejmie prosi o wskazanie, gdzie mgbym si umy, jak rwnie o pociel na ko, jeeli to moliwe, oczywicie. Nie bd duej przeszkadza. - Moje nazwisko Rozwadowski. Jan Rozwadowski - powiedzia siwowosy. - Wcale pan nie przeszkadza. Miejsca mamy do. Wod do mycia trzeba niestety przynie ze studni. Rury nawaliy zeszej zimy i nie ma komu ich naprawi. Co si tyczy pocieli, da j panu matka. Ona tu lada chwila bdzie. Patrzy wci w jeden punkt, gdzie ponad gow Ciszewskiego. Przedstawiajc si, nie poda mu rki. Popi z papierosa spad na kap okrywajc st, ale Rozwadowski zdawa si nie przywizywa do tego najmniejszej wagi. - Spali pan kap! - wykrzykn Ciszewski, kiedy tamten pooy rk z trzymanym w niej papierosem na st w sposb wyjtkowo niezrczny. - Przepraszam - powiedzia agodnie Rozwadowski. Nerwowy skurcz przebieg mu po twarzy. Ciszewski spostrzeg, e mocno zacisn szczki. Na dworze rozlegy si szybkie kroki. Skrzypny drzwi wejciowe. Kto zakrztn si w przedpokoju. Po chwili w otwartych drzwiach stana kobieta lat okoo pidziesiciu, o rysach bdcych niemal wiern kopi twarzy Rozwadowskiego, i, podobnie jak on, siwych wosach. - Spotkaam po drodze wjta. Mwi mi, e zakwaterowa pana u nas - zwrcia si do Ciszewskiego. Zaraz pociel panu ko - uprzedzia jego prob. Podaa mu wsk, chodn do, ale nie obdarzya adnym spojrzeniem. Z napiciem wpatrywaa si w twarz syna. - Nie pal tyle, Janku - powiedziaa mikko. - Znw nie bdziesz mg spa. - Dobrze, mamo. Wyja mu z palcw agodnym ruchem papierosa i starannie zgasia niedopaek w popielniczce. Rozwadowski nie oponowa. - Kapitan Ciszewski prosi o wod, mamo. O wod do mycia... - Zaraz przynios dla wszystkich. - Pjd sam po t wod, prosz pani - owiadczy z naciskiem Ciszewski. Oburzyo go, e siwowosy tak si daje obsugiwa. Wiadra stay w przedpokoju. Ciszewski chwyci oba i wyszed do ogrdka. Z atwoci odnalaz studni. Rozwadowska wrcia i wskazaa mu azienk. ko zostao pocielone w kilka minut. Jerzy wypakowa walizk, postawi na biurku fotografi Barbary, westchn i z ulg wycign si pod mikk puchow pierzyn. Zasn, ukoysany jednostajnym szumem niedalekiej rzeki.

Odpoczynek nie by jednak widocznie sdzony tej nocy strudzonemu kapitanowi Ciszewskiemu. Zdawao mu si, e zaledwie przed chwil przyoy gow do poduszki, kiedy obudzi go haas dobiegajcy z zewntrz domu. Przez chwil, senny jeszcze, wsuchiwa si w te odgosy, po czym jednym skokiem stan na rwne nogi. Wstrzsn si z zimna. Pokj chyba od miesicy by nie

opalany. Nie traci czasu na uruchamianie lampy naftowej. Niepewnymi na skutek popiechu rkami zacz si ubiera. Spoza szczelnie zasonitych okien sysza miarowe serie odlegych karabinw maszynowych, cakiem blisk komend i pomieszane gosy ludzi. - Alarm! - krzykn kto tu pod samym oknem. Rozleg si metaliczny dwik, znany Ciszewskiemu a nadto dobrze z frontu. Uderzano w szyn czy rur metalow na alarm. Klnc pod nosem, wsun nogi w od wczoraj wilgotne buty, zapi mundur, obcionym kabur rewolweru pasem cign paszcz i wcisn czapk na gow. Machinalnie spojrza na zegarek. Fosforyzujce wskazwki pokazyway drug po pnocy. Na werandzie od razu poj przyczyn alarmu. Baligrd sta skpany w jasnorowej powiacie. Zajmowaa ona cae niebo, ktre zupenie zmienio barw. Na jej tle ostro rysoway si kontury domw i dalej falista linia gr. Spod lasu bysna seria wietlistych smug. Jednoczenie da si sysze tpy, jednostajny werbel, jakby kto grzmoci kijem w dno pustego garnka. Strzela karabin maszynowy. Zawtrowa mu inny, po drugiej stronie Baligrodu. Po chwili duet zamieni si w trio. Trzeci cekaem musia by gdzie daleko za domami, bo byskw nie byo wida. Karabiny gray razem lub na przemian, systematycznie w odstpach kilkuminutowych, jak na wiczeniach. Innej broni nie byo sycha. Zapatrzony w gr, Ciszewski omal nie wpad przy furtce na stojc w przejciu posta kobiec. Pozna pani Rozwadowsk. - Ale una - powiedzia. - Nie wie pani, co si tak pali? - Chyba Huczwice... Mwia cichym gosem, bardzo spokojnie. - To daleko std? - Nie. Kilkanacie kilometrw. - Moe si pani przezibi - ostrzeg, stwierdzajc, e narzucia tylko paszcz na szlafrok i nie okrya nawet gowy. - Jestem przyzwyczajona. - Co si tam dzieje, mamo? - dobieg ich z domu gos Rozwadowskiego. - Wracam ju, wracam! - Oto przywizanie dzieci - zamia si sucho Ciszewski. - Syn wysya pani na zwiady, a sam siedzi w domu... Mgby si pan sam przekona, co si dzieje! - krzykn pod adresem Rozwadowskiego. Dziwna nieruchomo poznanego wczoraj modego czowieka wyprowadzia go teraz z rwnowagi. Zdbia poczuwszy nagle zaciskajc si jak kleszcze na jego ramieniu do kobiety. - Jak pan mie! - sykna. - Jak pan mie miesza si w nie swoje sprawy! Czy pan nie widzi, e on nie moe wyj, e nie ma po co wyj! On jest niewidomy! Rozumie pan? Niewidomy! Szarpniciem ramienia wyzwoli si z ucisku jej rki. Przeszed go nagy dreszcz, kiedy zobaczy w krwawym wietle uny wykrzywion niewypowiedzianym blem twarz Rozwadowskiej. W oczach jej byszczay zy.

- Id, Janeczku, ju id do ciebie! - zawoaa w kierunku domu. Staraa si swemu gosowi nada jak najspokojniejsze brzmienie. - Przepraszam - wybka Ciszewski. Nie zwrcia na to najmniejszej uwagi. Szybko przeszed przez furtk i ruszy wprost przed siebie. Nie mia pojcia, gdzie zbieraj si onierze, stara si przypomnie sobie drog, jak odby wczoraj ze sztabu puku. Topografia Baligrodu nie bya na szczcie skomplikowana i Ciszewski atwo doszed do gwnej szosy, wiodcej wprost w kierunku willi notariusza. Skpani w rowym blasku uny onierze ustawiali si kompaniami wzdu szosy. Poar zdawa si nie wywiera na nich zbytniego wraenia. Jedni spierali si o co gderliwymi gosami, rozdranieni widocznie, e ich zbudzono. Drudzy stali pdrzemic i czekajc na dalsze rozkazy. Jeszcze inni dopinali rne rzemienie ekwipunku, uzupeniajc czynnoci, ktrych nie zdoali przedtem w popiechu wykona. Od czasu do czasu rozlegay si odgosy komend, poruszajce z lekka senn mas oniersk; niczego zdecydowanego jednak nie podejmowano. Ciszewski min kilka grupek oficerw, patrzcych w kierunku pnocno-zachodnim, gdzie niebo byo najbardziej czerwone. Tam musiao si znajdowa ognisko poaru. Karabiny maszynowe odzyway si rzadziej. Nikt nie zwraca na nie najmniejszej uwagi. Jerzy czu si niewyranie. Krpowao go, e nie mia przy tym alarmie nic do roboty, swego batalionu jeszcze nie zna, nie wiedzia nawet, , gdzie jest w dwr, w ktrym podlegli mu onierze kwaterowali. By dzi tylko biernym widzem. Przed will notariusza zobaczy podpukownika Tomaszewskiego, majorw Pawlikiewicza i Premingera, kapitana Winiowieckiego oraz kilku innych oficerw, ktrych nie zna. Jego przyjcia prawie nie zauwaono. Tylko Preminger skin mu gow. - Paskie samochody najchtniej cisnbym w ten ogie, aby ich ju wicej nie widzie! - pieni si dowdca puku. Przed nim sta niewysokiego wzrostu porucznik zaciskajcy szczki w nie ukrywanej irytacji. By to, jak mona si byo domyli z awantury, szef suby samochodowej puku. - Obywatel pukownik wie przecie, jakie mamy wozy... Wymagaj remontu po froncie. Tak od razu nie rozruszam silnikw. Co ja mog na to poradzi? Meldowaem... - usiowa si tumaczy porucznik. Tomaszewski nie da mu dokoczy. Owiadczy, e chtnie kazaby porucznikowi Osieckiemu przenie na wasnych barkach wraz z ca zakichan kompani transportow wszystkich onierzy puku do poncych Huczwic, aby samochodziarzy raz na zawsze nauczy, e motory musz si krci. Objani nastpnie zebranym, e kompania transportowa zajmuje si wicej poszukiwaniem dziwek i bimbru ni stanem samochodw, czemu jednak teraz bdzie ju pooony kres. Wreszcie, wyczerpany, zapyta: - Kiedy wic podjad te samochody, poruczniku Osiecki? - Najdalej za dwadziecia minut, obywatelu pukowniku. - Za dwadziecia minut! Czy pan myli, e bandziory bd czeka, a raczymy si zjawi na miejscu? Ja was wszystkich oddam pod sd! - jkn Tomaszewski. W nagej pasji tupn nog w szos. Bryzgi bota ochlapay paszcz Premingera, patrzcego w milczeniu na ca scen.

- Bandyci napadli na Huczwice - informowa Ciszewskiego szeptem major Pawlikiewicz. - Tu pod naszym bokiem. Wykonali grob. Za dwa dni miao stamtd wyjecha kilka rodzin na Ziemie Odzyskane i do Zwizku Radzieckiego. Bezczelna napa. Chc im wykaza, e jestemy bezsilni. .- Co to za karabiny maszynowe prowadz ogie? - Nasze, z trzech bunkrw straniczych, ktre zbudowalimy na wzgrzach otaczajcych Baligrd. Strzelaj na postrach z rozkazu pukownika. Jerzemu wydawao si, e w gosie szefa sztabu puku drga lekko ironiczna nuta. Istotnie, co mogy zrobi nieprzyjacielowi karabiny maszynowe strzelajce z tej odlegoci w powietrze, na postrach? Ciszewski zdawa sobie spraw z bezsensownoci tego ognia. Samochody kompanii transportowej nadjechay wczeniej, ni si tego spodziewa jej dowdca. Wielkie, rozklekotane ZIS-y i studebackery, charczc, syczc i sapic toczyy si szos z pozapalanymi reflektorami. Byo ich kilkanacie. Przesuny si przed will notariusza. Stany wrd warkotu silnikw, ktrych kierowcy nie gasili, bojc si widocznie trudnoci z powtrnym uruchomieniem. - Batalion majora Grodzickiego na samochody! - zawoa podpukownik Tomaszewski. Zapanowa nieopisany harmider. onierze pakowali si na wozy wrd okrzykw podoficerw, usiujcych wprowadzi porzdek. Przeklestwa krzyoway si z rozkazami. Niektrzy szeregowcy biegali od samochodu do samochodu, nie wiedzc, gdzie maj wsi, inni opuszczali zajte ju miejsca i zeskakiwali z wozw. Olepieni przez reflektory, wpadali na siebie, potrcali si wzajemnie, odpychali i znw zwierali w bezadnym popiechu. - Gdyby tak teraz bandziory zechcieli nas ostrzela z tych gr, daliby nam bobu! - powiedzia kapitan Winiowiecki. Major Preminger i Ciszewski porozumieli si wzrokiem. Myleli o tym rwnie. Po kilku minutach onierze siedzieli ju w samochodach. Kolumna zoona z dwudziestu ZIS-w i studebackerw ruszya naprzd. Jeden po drugim wozy przesuway si przed podpukownikiem Tomaszewskim, ktry sta na szosie salutujc. Na tle uny rozwietlajcej niebo, w obramowaniu ponuro milczcych gr, odbiera mimowoln defilad batalionu jadcego do poncej wioski. Ostatnie cztery samochody cigny za sob dziaa. - Niech widz, e mamy artyleri: to ich nauczy moresu - powiedzia spokojnie Tomaszewski, kiedy kolumna znikaa na zakrcie. Jego zo mina. By prawie zadowolony. Nagle drgn, jakby co sobie przypominajc. - Czy siedemdziesitkiszstki stoj na stanowiskach, majorze? - zwrci si do Pawlikiewicza. - Naturalnie, obywatelu pukowniku. - wietnie. Wobec tego prosz natychmiast przekaza porucznikowi Nalewajce, e ma ostrzela Huczwice picioma seriami po pi pociskw. To bdzie nasze przygotowanie artyleryjskie. Zanim kolumna dojdzie do wioski, pociski spadn bandytom na by. Zobacz, e mamy dugie rce. Zapanowaa konsternacja. Oficerowie spojrzeli po sobie. - Obywatelu pukowniku, przecie w Huczwicach s mieszkacy. Jak mamy pewno, e pociski wanie ich nie trafi zamiast bandytw? - zdziwi si major Preminger.

Przy krwistofioletowym blasku uny, nadajcym wszystkim przedmiotom podobn barw, nie dojrzeli, jak dalece spsowiaa twarz podpukownika. - Zdaje si, e ja tu dowodz, obywatelu majorze? - wykrztusi Tomaszewski. - Bdzie pan uczy mnie, starego onierza, co mam robi? Pan, obywatelu majorze, nie rozumie widocznie, e tu toczy si walka. A w walce nie mona zwraca uwagi na takie szczegy. Nie mona si cacka. Gdzie rbi drwa, tam wiry lec! W ciszy, jaka po tym zdaniu nastpia, sycha byo tylko szum porannego wiatru, atakujcego cian lasw nad Baligrodem. - Prosz wykona rozkaz, majorze Pawlikiewicz! - zabrzmiay twarde sowa dowdcy puku. - Obywatelu pukowniku, w imieniu dowdcy dywizji, biorc na siebie pen odpowiedzialno, zawieszam wykonanie tego rozkazu - owiadczy spokojnie major Preminger. Tomaszewski patrzy w twarz zastpcy dowdcy dywizji, jakby rozwaajc, czy ma go udusi, czy te zastrzeli na miejscu. Widocznie odrzuci obie te ewentualnoci, bo westchn z udan rezygnacj i zimnym ju tonem powiedzia: - Wycign z tego konsekwencje, obywatelu majorze, przekona si pan o tym... Obrci si na picie i skierowa energicznym krokiem do budynku sztabu puku. Preminger wolno poszed za nim. - Co mam teraz robi? - zwrci si Ciszewski do Pawlikiewicza. - Prosz pj spa. Jest trzecia. Paski batalion i tak nie bierze udziau w akcji, a do pobudki pozostay cztery godziny czasu. Zreszt niepotrzebnie zerwa si pan na ten alarm. Jeszcze pana nie dotyczy. - Wobec tego dobranoc. - Jak si panu podoba nasz stary? - szef sztabu puku mia widocznie ochot na pogawdk. - Jest do nieopanowany w swoich reakcjach - powiedzia dyplomatycznie Ciszewski. - To cakiem porzdny chop. Na froncie by odwany i wiedzia zawsze, co ma robi. Tu jako traci gow... Nikt z nas, prawd mwic, nie byby mdrzejszy. Rodzaj walki jest inny. Diabli wiedz jaki. - Gdzie znik kapitan Winiowiecki? - zmieni temat Ciszewski. - Jak to, nie zauway pan? Wskoczy na ostatni samochd i pojecha z batalionem Grodzickiego. On ze skry wyazi, aby si czego o bandziorach dowiedzie. Ten ma zapas energii! Zobaczy pan... Chwil stali, obserwujc w milczeniu nie zmniejszajc si un na pnocnym zachodzie. Rozeszli si, jeszcze raz yczc sobie dobrej nocy, jakkolwiek spa mia tylko Ciszewski. Pawlikiewicz poszed do radiostacji, odbierajcej informacje od batalionu majora Grodzickiego. Drog powrotn Jerzy odnalaz z atwoci. Dom, w ktrym mieszka, lea zupenie blisko willi notariusza. Odlego tylko z pocztku wydawaa si wiksza. Drzwi otworzya mu Rozwadowska. Zdziwi si, e tak szybko podesza. Widocznie nie spaa. Zdoby si na kilka sw usprawiedliwienia. Poszo niesporo. Przykro mu byo, e nie spostrzeg od razu kalectwa jej syna i tak j zdenerwowa wychodzc z domu. By teraz zaenowany. Kobieta nie

odpowiedziaa mu ani sowem. Osaniajc doni szko lampy naftowej, owietlia mu drog do pokoju. Wlizn si tam popiesznie i cicho zamkn za sob drzwi. Odsun portiery, aby si rano atwiej obudzi. Nie zapalajc wiata, znw si rozebra. W krwistej powiacie uny byo dostatecznie widno. Postanowi, e natychmiast zanie, ale sen nie nadchodzi. Jerzy niespokojnie rzuca si z boku na bok. Odpdza atakujce go myli. Nawet szum rzeki stawa si nieznony, uniemoliwia zanicie. Narasta, potnia, wypenia cay dom. Porywa Jerzego coraz dalej i dalej od Baligrodu. Rozstania nie uatwiaj mioci - sysza sowa Barbary. Widzia jej sylwetk, ale nie potrafi odszuka twarzy. Staa odwrcona do niego tyem. Plecy jej wstrzsao kanie. Chcia si do niej zbliy ze sowami pocieszenia, ale w tej chwili spostrzeg, e to jest niemoliwe. Barbara odchodzia. Sza nieznan ulic zupenie bezludn. Jerzy wiedzia, e ta ulica znajduje si w Paryu. Pena bya soca, odbijajcego si od kopuy Sacr-Coeur. Ciszewski chcia zawoa dziewczyn, ale gos uwiz mu w krtani. Ani rusz nie mg go wydoby. lepy! lepy! Cakowicie lepy! - wyo co w nim. Pogry si w gstej ciemnoci. Barbara znika. Czu tylko jej obecno za t cian ciemnoci, zwartej, nieprzejrzystej, jakby ulepionej z galaretowatej czarnej masy. Nie rozrnia nawet sylwetki dziewczyny. Miota si bezsilny, zrozpaczony. Mia co tak wanego do powiedzenia Barbarze. Nie znajdowa jednak sw. Zapomnia wszystkie. Nie widzia te nic i peen zgrozy wiedzia, e nigdy jej ju nie zobaczy. Obudzi si zmczony, z blem gowy, ale te i z uczuciem ulgi, e wszystko to byo tylko snem. Postanowi jeszcze dzi napisa list do Barbary. Batalion sta w dwuszeregu przed dworem dawnych wacicieli Baligrodu. Lekki wiatr nis zapach gnijcych lici lenego poszycia i spalenizny. Poar Huczwic widocznie nie zgas albo zgliszcza tliy si jeszcze. Wycignity jak struna porucznik Rafaowski - dowdca pierwszej kompanii - meldowa stan batalionu. Ciszewski przyoy urkawicznion do do daszka czapki. - Czoem, ... telu ... anie! - huknli onierze, a echo gr gdzie znad rzeki drwico powtrzyo ten okrzyk. Okolicznociowe przemwienie, wygoszone z okazji objcia dowdztwa batalionu, podobao si przede wszystkim samemu Ciszewskiemu. Nawiza w nim do poncych Huczwic, mwi o umczonej Rzeczypospolitej, walce z faszyzmem, koniecznoci ochrony ycia i mienia obywateli, szczytnych tradycjach puku i caego wojska w ogle, niechybnej i szybkiej likwidacji bandytw. onierze chrzkali, pokaszliwali, kichali i pocigali nosami. Byo im zimno. Zsiniaymi domi przyciskali do prawego boku karabiny. W drugim szeregu dyskretnie przytupywali dla rozgrzewki nogami. Nie usiowali nawet udawa, e przemwienie Ciszewskiego wywiera na nich jakiekolwiek wraenie. Ich nieco nonszalancka postawa, obojtne miny, sposb trzymania karabinw lepiej jeszcze ni zdarte buty, zniszczone mundury i zawadiacko noszone czapki wskazyway na to, e maj za sob frontow szko, Gadaj zdrw! - zdawao si mwi ich milczenie. Mamy si bi i nie ma na to rady. Po co nas nudzisz? Nie wiemy, co za jeden. Na froncie z nami nie bye. Jeste tu nowy. Jaki bdziesz, to si pokae... Ciszewski zamilk, strapiony. Czu, e jego sowa nie docieraj do onierzy. Zarzdzi defilad. Szybko przedefiloway przed nim kompanie porucznikw Rafaowskiego i Wierzbickiego oraz Zajczka. onierze miarowo przybijali butami na nierwnej drodze i odrzucali gowy w prawo przed wzgrkiem, na ktrym sta ich nowy dowdca. Ciszewski salutowa sprycie. Otaczaa go gromadka dzieciakw wiejskich, szczerze i najbardziej zainteresowanych widowiskiem. Wiatr wzmg si.

Zapach spalenizny by teraz intensywniejszy ni przedtem. Jerzy odczu przemon ch zakoczenia jak najszybciej caej ceremonii. Kaza kompaniom odmaszerowa do swych zaj, dowdcom pozosta. - Co moecie mi powiedzie o sytuacji w batalionie, poruczniku? - zwrci si do Rafaowskiego, kiedy zostali sami. Zapytany, niski szatyn, mwicy piewnym wileskim akcentem, wzruszy tylko z lekka ramionami. Wyd wargi i umiechn si drwico. - Sytuacja w batalionie jest taka, jak w caym puku. onierze maj wszystkiego do. Chcieliby wraca do domw. Wojna si skoczya, wic to jest zrozumiae. Tych ze wsi cignie do robt wiosennych. Chopaki z miast te maj swoje powody. - Czy nie mona by jako wpyn na te nastroje? Podporucznik Zajczek zamia si sucho i zajrza Ciszewskiemu w oczy. Przewysza go o gow, jakkolwiek Jerzy nie nalea do niskich. - Urzdzamy pogadanki, obywatelu kapitanie - powiedzia z ironi. - Sprawa jest o wiele powaniejsza - cign dalej Rafaowski. - Mamy ju kilka dezercji. Okazao si, e czterech onierzy zdezerterowao z puku na trasie przejazdu spod Wrocawia do Sanoka, dwch zniko po przybyciu na miejsce. Wrd dezerterw znajdowa si rwnie strzelec z batalionu Ciszewskiego. - Oni wszyscy bd si starali najprawdopodobniej wrci do swych domw, istniej jednak podejrzenia, e s i tacy, ktrzy przycz si do band - stwierdzi dobrodusznie wygldajcy blondyn, dowdca drugiej kompanii, porucznik Wierzbicki. - Skd te podejrzenia? - Bandy WiN prowadz energiczn propagand. Nie dalej jak przedwczoraj bylimy zasypani ulotkami odbitymi na powielaczu, nawoujcymi onierzy do dezercji - objani Rafaowski. - Co oni pisz w tych ulotkach? - Graj na nastrojach. Twierdz, e nigdy nie bdzie demobilizacji, bo wojna za pasem, e teraz jest tylko taka krtka przerwa w dziaaniach i onierze powinni z niej korzysta, aby zobaczy si z rodzinami, e wreszcie musz wybra, po czyjej stronie stoj, bo jak si Amerykanie do nas wezm ze swoimi bombami atomowymi, to tylko wiry polec i raz-dwa bdzie z nami wszystkimi koniec. - A onierze w to wierz? - S i wrd oficerw tacy, co wierz. - Drastwo! - Pewnie e tak, ale ludzie s zmczeni, obywatelu kapitanie. Uwaaj, e naley powoa nowe roczniki, bo oni zrobili ju swoje na froncie. Poza tym WiN-owcy gosz, e Polak nie powinien strzela do Polaka... To te dziaa - rozkada rce Rafaowski. - Trzeba by wcign tych onierzy w akcj. Nie ma nic gorszego od wyczekiwania - powiedzia w zamyleniu Ciszewski. - Ba! - parskn krtkim miechem porucznik Zajczek. - Wszyscy jestemy tego zdania, tylko e frontu nie mamy przed sob, a nieprzyjaciel jest jak mga: wyrniesz w niego, to si rozwiewa.

Ciszewski chcia odpowiedzie, ale w tej chwili dojrza ze wzgrza niezwyky ruch na drodze. Z miejsca, w ktrym si znajdowali, wida byo jak na doni cay Baligrd i zakrt szosy, skrcajcej do Mchawy. Stamtd wanie wyania si powoli pochd-karawana, kbowisko furmanek, ludzi, obcionych jakimi toboami, i byda. Wypenia ca szos, przelewa si poza ni, wskimi odnogami pyn polem po obu jej stronach. - Pogorzelcy z Huczwic - skonstatowa Wierzbicki. Szybko ruszyli w tym kierunku. Nie opodal sztabu puku spotkali podpukownika Tomaszewskiego, majora Premingera i jeszcze kilku innych oficerw. Dalej szli ju razem. Przystanli dopiero w pobliu kocioa i patrzyli, jak z wolna rynek baligrodzki wypenia si pogorzelcami. Byli to chopi z tych stron. Tylko nieliczni mieli furmanki zaprzone w mae wochate koniki, wikszo niosa toboy na wasnych plecach. Ubogi chopski dobytek wyziera z tych tobow: jakie poobtukiwane emaliowane naczynia kuchenne, blaszane wiadra, rne narzdzia, szmaty. Wszystko pomieszane razem, bezadnie, wskazywao na popiech, z jakim ludzie ci opucili rodzinn wie. Na twarzach mczyzn i kobiet zastyg wyraz tpego cierpienia. Nikt nie paka, nie krzycza, nie zawodzi ani si nie skary. Nawet maym dzieciom, ktre pltay si w cibie, udzieli si widocznie nastrj dorosych. Przyciskajc do piersi szmaciane lalki i drobne, drewniane zabawki, dziewczynki i chopcy wpatrywali si w twarze rodzicw, starajc si dokadnie naladowa ich zachowanie. Tylko tu i wdzie zakwilio opatulone w chusty niemowl. Najwiksze zamieszanie wnosiy cignite za postronki lub popdzane luzem krowy. Ryczay, wpaday na ludzi, przewracay ustawiony ju na ziemi dobytek. Sporo energii przy ich poskramianiu wykazywali onierze z batalionu majora Grodzickiego eskortujcy ten pochd oraz ci z obecnego batalionu Ciszewskiego, ktrzy teraz nadbiegli. Jerzy nie bez zdziwienia stwierdzi, e z twarzy onierzy znik wyraz dotychczasowej obojtnoci. W ich oczach wida byo wspczucie. Do grupy oficerw podszed czowiek w dugich zaboconych butach z cholewami i rozpitym baranim kouchu. Odsoni ys czaszk, uchylajc kapelusza przed podpukownikiem Tomaszewskim. Spojrza na niego badawczo ciemnymi oczami. Mimo wyranego zmczenia czai si w nich upr i zdecydowanie. - Dowdca puku? - zapyta i otrzymawszy twierdzc odpowied przedstawi si: - Drozdowski, sekretarz komitetu powiatowego partii. - Tomaszewski. Bardzo mi przyjemnie... Zaryzykowa pan jazd a do Huczwic? - zdziwi si podpukownik. - Ryzyko niewielkie. Jechalimy we trzech i mamy karabiny. - Gdybycie tak wpadli na bandziorw!... - Zawsze tak jedzimy. Oficerowie, nie wyczajc dowdcy puku, z zainteresowaniem spojrzeli na czowieka, ktry z takim spokojem mwi o przebyciu w tym terenie kilkunastokilometrowej trasy w towarzystwie trzech cywilw, uzbrojonych tylko w karabiny z niewielk iloci amunicji. - Czym mog panu suy? - zapyta Tomaszewski. - Chodzioby o zajcie si tymi ludmi, pukowniku - Drozdowski wskaza rk na uchodcw. - C, wsi na razie im nie odbudujemy - wzruszy ramionami dowdca puku.

- Oni te od was tego nie oczekuj - odci si sekretarz. - Ze swej strony prosibym tylko o danie im eskorty do Zagrza. Tam podstawimy wagony. Prawie wszyscy chc wyjecha na Ziemie Odzyskane albo przej granic radzieck. Tu nie maj ju nic... Zapanowao przykre milczenie. Tomaszewski zmarszczy czoo. W widoczny sposb nad czym si zastanawia. Musiaby zwariowa, gdyby odmwi - pomyla Ciszewski. Zdawa sobie spraw, e nie mona pogorzelcw puci samotnie w drog do stacji kolejowej, odlegej o dwadziecia przeszo kilometrw. Ludzie ci mieli zreszt po swej stronie cakowite wspczucie wszystkich. Przed chwil do uszu Ciszewskiego dobiega krtka rozmowa dwch onierzy. Ech, braciszku - mwi jeden z nich gdyby tak twoj wiosk urzdzili, jak te Huczwice, co by powiedzia? Skr bym z takich upi! odpar drugi. Nieli obaj w kocu kilkanacie bochenkw chleba dla mieszkacw Huczwic. Zebrali je widocznie spontanicznie, gdy nikt nie wyda takiego zarzdzenia. Ich koledzy krztali si po gospodarsku, z widoczn znajomoci rzeczy, wok ywego inwentarza uchodcw. Uspokajali rozhukane krowy, podrzucali siana koniom, dawali fachowe rady strapionym gospodarzom. - Jeeli zajm si niaczeniem pogorzelcw, to nie bd mia si dyspozycyjnych do pocigu za bandziorami - upiera si dalej Tomaszewski. Sekretarz potrzsn gow. Zaspi si i nieco bezradnie spojrza na twarze oficerw otaczajcych podpukownika, jakby u nich szuka pomocy. - Nie znam waszych moliwoci, pukowniku - powiedzia. - Bdziemy si wobec tego musieli jako sami zaj ochron tych ludzi... cign milicjantw std i z Hoczwi. Troch ich mao, ale to dzielni chopcy. - Energicznym ruchem nacisn kapelusz na czoo i wmiesza si w kbowisko pogorzelcw. Zebra wok siebie gromadk mczyzn i co do nich mwi, pomagajc sobie gestami rk. Suchao go uwanie rwnie sporo onierzy. - Sdz, obywatelu pukowniku, e jednak trzeba bdzie posa troch wojska z tymi uchodcami odezwa si major Preminger po odejciu sekretarza. Szczupy, przystojny, o lekko siwiejcych skroniach i wesoym spojrzeniu major Grodzicki, ktry dzi w nocy wyprawi si do Mchawy, popar ywo zastpc dowdcy dywizji. - Nie moe by inaczej, obywatelu pukowniku! Nie wolno nam tych ludzi zostawi - mwi gorco. eby obywatel pukownik wiedzia, co si tam dziao, co oni przeyli! Dwanacie rodzin zostao osieroconych. Bandyci mieli jakie porachunki. Kapitan Winiowiecki to bada. Wieszali na oczach on i dzieci. To musiay by straszne rzeczy. Caa wioska spalona. Ani jeden dom nie zosta. Sowo daj, nie nale do mikkich ludzi, obywatel pukownik mnie przecie zna, ale to, co widziaem, byo jednak wstrzsajce. Kiedymy przyjechali, z domw zostay ju tylko kominy. Pukownik wie, jak te drewniane domy si pal... Bandyci okazali si dokadni. Do tych mieszkacw, ktrzy chcieli gasi poar, strzelali. Zabili przy tej okazji dwie kobiety i jak dziewczynin - sierot wioskow. Ja to nie po porzdku opowiadam, bo oni najpierw wieszali. Zebrali mieszkacw na drodze. Kazali przytrzyma rodziny skazanych, aby si kto nie wyrwa i nie przeszkadza. Zagrozili, e w takim wypadku wystrzelaj wszystkich... Za szubienic suyy im wierzby przydrone... Powiesili tych, ktrzy mieli agitowa za wyjazdem na Ziemie Odzyskane czy do Rosji. Wioska zostaa spalona tytuem represji... Wieszali, a ludzie przytrzymywali ony i dzieciaki tych mordowanych. Kobiety zasaniay im oczy, aby nie patrzyy na ten widok... Niech to szlag trafi! Koszmar! - Wysokie stadium zbydlcenia - zawyrokowa lekarz puku, major doktor Pietrasiewicz, czowiek odzywajcy si tylko wtedy, gdy mia co wanego do powiedzenia, o ktrym wiedziano, e codziennie rano wychyla szklank wdki. Twierdzi, e w ten sposb atwiej mu przebrn przez

wszystko, co przey od 1939 roku. Dziaania przeciw bandom uwaa za przeduenie operacji wojennych. - Trzeba im pomc, obywatelu pukowniku - nalega major Grodzicki. Tomaszewski zatrzepota niecierpliwie rkami. - Dziurawi mi pan uszy tym swoim trzeba i trzeba. Sam wiem, co mam robi... Wydzieli pan, obywatelu majorze Grodzicki, kompani, ktra bdzie eskortowaa tych z Huczwic, jak dugo si to okae konieczne. Pascy onierze cakiem si od tej historii rozkleili... - Nie rozkleili si. Zaczynaj pojmowa, o co tu idzie. S pierwszymi w tym puku, ktrzy zaczynaj rozumie - wyrczy Grodzickiego w odpowiedzi major Preminger, a Ciszewski czu, jak wielk zastpca dowdcy dywizji ma racj. Rzeczy, ktre widzieli w nocy onierze z batalionu Grodzickiego, byy bardziej przekonujce od stu takich przemwie jak to, ktre dzi rano wygosi do swych podkomendnych. Wrcili do sztabu puku. Po drodze Grodzicki zapewnia Ciszewskiego, e dowdca puku jest naprawd dobrym czowiekiem i dzielnym onierzem, ma tylko takie szusy i jest niezwykle uparty. Czasem to jest dobre, a czasem ze - twierdzi. - Teraz pukownik jest zdenerwowany, bo podobnie jak i my wszyscy nie wie, co ma robi, jak dziaa przeciw bandytom, jak ich chwyta. Ale to si przetrze zapewnia. - Czy nie prbowalicie i w pocig za band, ktra napada na Huczwice? - dopytywa si Ciszewski. Grodzicki potrzsn gow. Okazao si, e po bandytach nie byo ju ladu. Batalion zbyt pno wyruszy. Nieprzyjaciel musia si wycofa w gry. Major mia pewne przypuszczenie co do obranego przez band kierunku. Udaa si ona wedug jego hipotezy do masywu lenego Chryszczata. Byy to najwiksze lasy w tej okolicy i najbardziej niedostpne. Meldowa o tym przez radio pukownikowi, ale ten zakaza niepewnego pocigu, zwaszcza e adnych konkretnych ladw nie znaleziono. - Czym zreszt mielibymy ich ciga? Samochodami? Ale tu jest kompletne bezdroe! I do tego jeszcze z naszymi dziaami! - mwi Grodzicki. - Po co z dziaami i po jakiego diaba samochodami, a piechot nie aska? - wmiesza si nagle w ich rozmow doktor Pietrasiewicz. Zamruga nerwowo oczami i pykn par razy z krtkiej fajeczki. W sztabie oczekiwaa podpukownika Tomaszewskiego przykra sprawa. Zameldowa si kapitan Winiowiecki, ktry przyprowadzi wanie przed chwil chorego Ksika - chuderlawego blondyna w wytartym paszczu artylerzysty. Chory skonfiskowa pogorzelcom jakie dwa kilimy, ktre usiowa sprzeda na pniu Szponderskiemu, wacicielowi baligrodzkiego szynku. Winiowiecki dowiedzia si o tej transakcji, odda kilimy wacicielom. Ksika za cign doranie do raportu. Tomaszewski z punktu wpad w straszliwy gniew. Potrzsajc pici przed nosem chudzielca, krzycza: - Zachowa si pan jak cierwo, obywatelu chory! Nie jak oficer. Jak skoczona szmata! Ja pana, obywatelu, oddam pod sd wojenny! Nie cierpi maruderstwa w moim puku. Garbowaem skr szabrownikom na froncie i elazn pici zlikwiduj to ajdactwo tutaj. Rozumie pan, obywatelu chory Ksiek? Nie cierpi szubrawcw w swoim otoczeniu. Na ludzkiej biedzie pan eruje, obywatelu? A czym si pan rni od bandziorw, draniu jeden? W polskim mundurze omiela si pan rabowa, obywatelu chory. Plami ten mundur? Ten mundur!

Zaperzy si, straci prawie oddech. Twarz mu nabrzmiaa, skra na karku zdawaa si grozi pkniciem pod naporem krwi. Ksiek sta poblady, oczy wbi w podog. Nie mia nic na swoje wytumaczenie. Dowdca puku opanowa si po kilku minutach. Stan przed chorym, szeroko rozstawiajc nogi. - Zgodnie z prawem bdzie pan odpowiada przed sdem, obywatelu chory. Tam rozstrzygn o paskiej winie. Do tego czasu bdzie pan przebywa pod aresztem domowym. Majorze Pawlikiewicz - zwrci si do szefa sztabu puku - prosz odebra choremu pistolet. Ksiek bez sowa zdj pas, obciony kabur pistoletu. W pokoju zapanowao przykre milczenie. Dowdca puku wpatrzy si w portret crki notariusza i trwa tak jeszcze wtedy, gdy chory, stuknwszy obcasami, zameldowa swoje odejcie. Dopiero, kiedy drzwi si za nim zamkny, powiedzia do Ciszewskiego: - Zdaje si, e uwolniem paski batalion od niemaej zakay, obywatelu kapitanie. Ten Ksiek nie przynisby panu szczcia... Ciszewski nie zdoa odpowiedzie. W tej chwili oficer dyurny zameldowa, e pan Dwernicki chciaby si widzie z dowdc puku. - Akurat teraz mam czas na rozmowy z cywilami - achn si Tomaszewski. - Prosz powiedzie, e pogadamy innym razem. Ciszewski zbliy si do okna. Za szybami widzia, jak oficer co tumaczy wysokiemu mczynie, na ktrego twarzy wyranie malowa si zawd z powodu odmowy. Twarz i caa posta Dwernickiego uderzay niezwykoci. Barczysty olbrzym musia mie dobrze ponad pidziesit lat. Mia na sobie szary paszcz podbity futrem, niecodziennego kroju, rodzaj upana zapinanego na ptelki, ozdobionego szerokim baranim konierzem, mocno wcitego w pasie. Na gowie nosi Dwernicki barani siw papach zawadiacko zsunit na ucho. Na nogach mia mikkie buty z cholewami, dzi ju przez nikogo nie noszone. Zwracay uwag jego staropolskie wsy, czarne jak smoa, niebywaych rozmiarw. Oczy ocieniay krzaczaste brwi, nadajce tej szerokiej fizjonomii niezwyke marsowy wygld. - Wypisz - wymaluj, szlachciura z siedemnastego wieku - szepn Preminger obserwujcy Dwernickiego podobnie jak Ciszewski przez okno. - Jakby zstpi ze stronic Sienkiewicza - zamia si Jerzy. Tymczasem Dwernicki oddala si w kierunku furtki. Kilka razy obejrza si za siebie, potrzsajc gow, jakby oczekiwa, e go jeszcze zawoaj. Potem przyspieszy kroku. - Sowo daj, brak mu tylko karabeli u boku - stwierdzi Ciszewski. - Szkoda, e go obywatel pukownik nie przyj. Ciekawe, czego on mg chcie? - Nie zawracajcie mi gowy! - mrukn dowdca puku. - Prosz o troch uwagi. Przystpujemy do omwienia planu dziaa. Czas ruszy w pocig za bandziorami, panowie oficerowie! Zacz wyuszcza swj plan. Przede wszystkim trzeba przywrci spokj i bezpieczestwo na drogach. Bandy, moim zdaniem, bd zimoway w wioskach, no bo czy chciaoby si im tkwi w zimie po lasach? W zwizku z tym puk bdzie skrycie podchodzi do rozmaitych wsi, jak najodleglejszych oczywicie, spadajc na nie znienacka. To powinno da jakie rezultaty. - Przy tej okazji natrafimy z pewnoci na konkretniejsze lady bandytw i dowiemy si, gdzie s - perorowa. Sam niezbyt by przekonany o skutecznoci tego planu, ale od czego trzeba przecie zacz.

Oficerowie pochylali si nad mapami, notowali szlaki planowanych przemarszw, zadawali rne pytania. Odprawa cigna si dobr godzin, kiedy zameldowa si oficer informacji puku kapitan Matula. Prosi o przerwanie na chwil narady, gdy - jak twierdzi - chodzio mu o nader wan spraw. Podpukownik Tomaszewski spojrza z niechci na maego kapitana o jajkowatej gowie, zakoczonej miedzianowos szczotkowat czuprynk. - Melduje si pan, jak zwykle, w niedopitym paszczu, obywatelu kapitanie. Mimo swoich funkcji jest pan przecie wojskowym i regulamin pana obowizuje - zareagowa kwano na prob Matuli. - No wic... Niech pan mwi, ale szybko! Oficer zapi, wcale si nie pieszc, haftk konierza. Zdj zapotniae okulary. Mia wyblake oczy z lekko czerwonymi obwdkami. - Pan pukownik aresztowa chorego Ksika. Chodzio podobno o te kilimy... Ja wanie w zwizku z t spraw... Mam wraenie, e aresztowanie byo niesuszne. Chory Ksiek jest bardzo lojalnym oficerem... - Z czyjego punktu widzenia? - przerwa mu Tomaszewski. - Z oglnego. Znam go od dawna. Rcz, e zaszo tu jakie nieporozumienie. - Czego pan wobec tego chce? - dziwnie spokojnie zapyta dowdca puku. - Prosibym pana pukownika o rozpatrzenie tej sprawy jeszcze raz. Tomaszewski wsta, przeszed si tam i z powrotem po pokoju, po czym zatrzyma si przy oknie, za ktrym mtnia ju uchodzcy dzie. Dopiero wtedy, nie odwracajc si, powiedzia: - Panie Matula, jako oficer informacji ma si pan zajmowa sprawami kontrwywiadu. Nie znam przyczyn paskiej interwencji. Dla mnie aresztowany chory jest oficerem mojego puku. Podlega normalnym reguom dyscypliny obowizujcym wszystkich. Zachowa si haniebnie. Maruderstwa tego rodzaju nie zamierzam tolerowa. Dlatego wanie wlepiem mu areszt domowy. O samym przestpstwie zadecyduje sd. Nie zmieni tej decyzji. Rozumie pan, obywatelu kapitanie Matula? Oficer informacji nie odpowiedzia. W ciszy jeszcze raz rozlegy si sowa podpukownika Tomaszewskiego. Mwi jakby do siebie: - W wojsku musi by jednolita wadza. W puku ja rozkazuj, bo jestem jego dowdc. Informacja powinna mi pomaga. Ma mi pomaga w zwalczaniu nieprzyjaciela. W swoim zakresie. Kapitan Matula wyszed. Odprawa potoczya si dalej. Ciszewski czu, jak midzy porywczym podpukownikiem a jego oficerami wytworzya si naraz jaka blisza, cieplejsza atmosfera. Matula musia tu by widocznie nie ubiany. Tego samego dnia wieczorem Jerzy uda si zgodnie z regulaminem na kwater chorego, aby stwierdzi, czy ten w myl rozkazu dowdcy puku odbywa areszt domowy. Ksika nie byo. Na stole Ciszewski znalaz krtki list z wieloma bdami ortograficznymi. W zdaniach przeplatanych niewybrednymi inwektywami pod adresem podpukownika Tomaszewskiego i caego wojska, chory zawiadamia, e przechodzi na waciw stron i bdzie odtd walczy przeciw bolszewikom. Tomaszewski przyj meldunek w tej sprawie z cakowitym spokojem, mimo e Ksiek by ju pitym dezerterem z jego puku.

- miecie odpada i w rny jeszcze sposb bdzie od nas odpada - powiedzia. Major Preminger poczy si telefonicznie z dowdc dywizji pukownikiem Sierpiskim i prosi go o mono pozostania jeszcze w Baligrodzie. Uzyska pozwolenie dziaania z pukiem, jak dugo uzna za stosowne.

4
Sotnia Hrynia uroczycie obchodzia Boe Narodzenie. Striciw podzielono z okazji wieczerzy wigilijnej wedug narodowoci i do chat poszczeglnych mieszkacw kierowano osobno, grupami, Ukraicw, Niemcw, kilku Francuzw z dawnego Legionu Antybolszewickiego Ptaina, dwch Belgw z SSWallonia Hauptsturmfhrera Degrellea, szeciu Wgrw z policji Szellasyego, Rumunw z bojwek Horii Simy. W skad wszystkich tych grup wchodzili zaufani ludzie Berkuta, aby obcoplemiecy nie wygadywali po chaupach gupstw, gdy sobie pa zalej - jak si wyrazi ostrony rejonowy prowidnyk Ihor. Sotys Mikowa osobicie podejmowa w swej chacie dowdztwo: sotennego Hrynia z Mari, rejonowego prowidnyka Ihora, czotowych, czyli dowdcw plutonw, Rezuna, Uklej i Stienk, lekarza sotni eks-stabsarzta z 212 Panzergrenadierregimentu doktora Franza Kemperera oraz charczowego, tj. kwatermistrza kurina, Demiana. Przyby take ksidz greckokatolicki - kapelan kurina Rena Maotyja. Cakowite bezpieczestwo byo zapewnione. andarmeria Berkuta i kilkunastu ludzi z czot czuwao na okolicznych wzgrzach. W jasno owietlonych, ciepych chatach panowaa mia witeczna atmosfera. Pyny koldy we wszystkich jzykach, ktrymi posugiwali si strici. ciskano przy stoach kobiety i dziewczta, na co troch krzywym okiem patrzyli gospodarze, nie mwili jednak nic, wierzc, e pod czujnym okiem Hrynia i innych komandirw granice przyzwoitoci nie zostan przekroczone. Nastrj byby w ogle idealny, gdyby nie to, e aden z modych mikowian nie zjawi si na wita w rodzinnej wiosce. Cz gdzie daleko zagnaa wojna i nie zwracaa tym stronom, gdy droga powrotna zawsze jest trudna, cz wcieli do swych szeregw Ren, a regulamin UPA nie pozwala, aby odwiedzali wie, z ktrej pochodzili (ciepo wasnych chat mogo si im spodoba wicej od ognisk lenych biwakw), cz - lepiej byo o tym w Mikowie nie wspomina - suya w wojsku polskim. Rodzice i bliscy przyzwyczaili si do tego, ale w Boe Narodzenie wraca al, robio si troch markotno na duszy i niejedna za spadaa do szklanki z niebieskawym bimbrem.

Niechaj wiczna bude sawa, e prez szabli majem prawa!

Nis si piew w kurnych chatach Mikowa. Bya to piosenka sawnego hetmana Iwana Mazepy, z ktrego tradycjami Stefan Bandera mia dokadnie tyle wsplnego, ile Adolf Hitler z... Bohdanem Chmielnickim. O wiele czciej rozbrzmieway pieni petlurowskie. I nie byo w tym nic dziwnego. UPA miaa przecie to samo godo tryzuba, co w sawny, aczkolwiek pokonany wier wieku temu, ataman. Nieprzyjaciel te pozosta ten sam: komunici. Petlurowska

tradycja zostaa najdokadniej przejta przez Bander. Marksistowscy filozofowie twierdzili, -e historia si nie powtarza, ale omylili si sromotnie. Oto znw bolszewicy mieli przeciw sobie niezwyciony tryzub, misternie spltany monogram Wadimira i Olgi - patronw Ukrainy. Znw, jak tyle lat temu, walczce pod tym godem oddziay stworzone zostay przez pobitych Niemcw. Bj trwa. Tym razem musia by ukoronowany zwycistwem. Nowa wojna wiatowa wybuchnie lada miesic, ju na wiosn, najdalej w jesieni, po zbiorach (wojny zawsze wybuchaj po zbiorach), i komunici zostan zmieceni z powierzchni kuli ziemskiej. Ukraiska Powstacza Armia rozwinie swoje sztandary u boku zachodnich aliantw. Spyn sotnie z tych gr na stepy Ukrainy jak potoki rwce, ktre rycho zamieni si w rzeki, a te urosn do rozmiarw oceanu. Miliony maszerowa bd pod znakiem tryzuba, ktry zaopoce na nieograniczonych przestrzeniach od Dunajca po Wog i Morze Kaspijskie. Jak dobrze i atwo marzy si przy raz po raz napenianych szklankach niebieskawego bimbru! Sowa rejonowego prowidnyka Ihora, trzech czotowych i ksidza Maotyi, obchodzcych chaty, w ktrych wici si Wigili, mikko zapadaj w przytpion wiadomo striciw. Haj ywe pan sotennyj Hry! Haj ywe Bandera! Haj ywe pan rejonowyj prowidnyk! Zwycistwo wydaje si pewne. zy pijackiego wzruszenia pyn po rozpalonych twarzach, mieszajc si z obfitym potem. Chaty trzs si od okrzykw ura! Rozdziawione usta ukazuj rzdy zbw, podryguj czaszki yse, siwe, czarno i jasnowose. Wznosz si rce, zaciskajce szklanki pene pynu, ktry znacznie lepiej od sw, cho na krtko, budzi otuch. Prcz z Lachamy, ydamy i komunistamy! Nad malekim Mikowem, zagubion bieszczadzk wiosk, unosi si duch wyimaginowanej wielkoci. Ludziom z sotni Hrynia wydaje si, e s potg, ktrej nic si nie oprze. Stabsarzt Kemperer tumaczy sowa dowdcw Niemcom i innym obcokrajowcom. Stanowi bd co bd jedn trzeci oddziau. Entuzjazm wrd nich jest znacznie mniejszy. Mona powiedzie, e nie ma go wcale. Kemperer nie potrafi widocznie przemawia z takim ogniem, jak pozostali czonkowie dowdztwa oddziau. Szczeglnie sabo, wrcz niepokojco, reaguj wsprodacy stabsarzta. S dzi nastrojeni sentymentalnie, bez krzty boj owoci. Bimber spowodowa w ich wntrzu inn reakcj. Obudzi wszystkie wtpliwoci, istniejce ju od dawna. W co si waciwie wpltali? Jak si skoczy ta niezwyka awantura? Jeeli nawet nowa wojna miaaby wybuchn, o ile lepiej byoby na ni czeka we wasnym kraju! Niestety front odci ich o taki szmat ziemi od Niemiec, e mowy nie byo o przeskoczeniu tej przestrzeni. Zreszt - jak zapewniao dowdztwo UPA - musieliby po drodze wpa w rce nieprzyjaciela. Eks-wehrmachtowcw czekay w takim wypadku obozy jenieckie, byych esesmanw za - trybunay sdzce zbrodniarzy wojennych. Pooenie bez wyjcia. Jak byo faktycznie? Diabli wiedz. Odcici od gazet i radia, znajc bardzo sabo jzyk tego kraju, nie wiedzieli, co si dzieje w wiecie. Ich sumienia byy zbyt obcione, aby mieli nie dawa wiary temu, co mwili banderowcy. Tsknota za ojczyzn gryza jednak nieznonie. Tyle lat nie widzieli swoich domw. I co ich jeszcze czeka? Przyszo bya ciemna, nieprzejrzana, jak grona gbia tych lasw. Banderowcami gardzili z caej duszy, ale nie mieli odwagi tego ujawnia. Mogo to drogo kosztowa. Niemniej trudno byo bra powanie i naprawd uznawa za dowdc panalfabet Hrynia, a za swych kolegw uwaa tych brudnych, prymitywnych Untermenschen z jego sotni.

Podejrzliwie patrz Niemcy na doktora Kemperera, wygaszajcego propagandowe przemwienie. W chaupach jest diabelnie gorco. Porozpinali stare bluzy mundurowe. Drapi si we wochate piersi, podparli brody na doniach. Wodz smtnym wzrokiem po cianach, na ktrych pretensjonalnie rozpary si naiwne portrety wsiowych witkw. Brodaty Heinz dubie bezmylnie zapak w zbach. Modziutki, pozbawiony niemal zarostu Rudi przesuwa rk po biodrze siedzcej obok dziewczyny. Czynno ta pochania go cakowicie. Nie zwraca uwagi ani na sowa stabsarzta, ani na niechtny wzrok gospodarza, ojca dziewczyny. Inni cign bimber. Maj coraz bardziej mglisty, bezmylny wzrok. - Hoch! Die Ukrainische Aufstndische Armee, hoch! Ura! - krzycz niemrawo w odpowiedzi na toast Kemperera. Oczy Hrynia, ktry towarzyszy stabsarztowi w tym obchodzie chat, te oczy o cikim, miadcym spojrzeniu widruj niemieckich striciw badawczo i gronie. Dowdca sotni wie, o czym myl jego obcojzyczni podwadni, wie rwnie, e musz go sucha, bo innego wyjcia nie maj. Ongi byli przeoonymi, teraz s niczym. Strzpy wczorajszego szacunku i podziwu dla niemieckiej mocy i potgi mieszaj si z dzisiejsz pych: oto jest ich dowdc! Pogard odpaca za pogard. Teraz moe sobie na to pozwoli.

Stille Nacht, heilige Nacht...

Sentymentalna kolda egna wychodzcych z ostatniej chaty Hrynia i Kemperera. Tam gdzie siedz Belgowie i Francuzi - podobny nastrj. Mniej odwitny, ale za to rwnie aosny. Nikt nie wznosi nawet okrzykw. Siedz w jednej chacie z Rumunami, ktrzy nie mog cierpie Wgrw i w sotni zawsze ci ku swym aciskim pobratymcom. Przewodzi tu krostowaty Ren z Lyonu. Musia w swym rodzinnym miecie zdrowo nabroi, bo sam twierdzi, e gdyby si tam zjawi, zdjto by mu gow z karku jak amen w pacierzu. Towarzystwo w tej chacie nie myli przynajmniej o powrocie w ojczyste strony. Kady z tych striciw jest mniej wicej w pooeniu Rengo. Nie usuwa to jednak ich tsknoty za domami. Urnli si bimbrem tak dalece, e nie byo po co wygasza do nich przemwienia. Hry i Kemperer postali chwil wrd nich, wysuchali pieprznej anegdoty opowiedzianej przez Rengo i wyszli. Wgrzy poodsuwali stoy i awy. Taczyli przy dwikach ustnej harmonijki, na ktrej z prawdziwym mistrzostwem gra rudowosy Sandor, dowiadczony przemytnik przed wojn. Furczay spdnice taczcych dziewczt, izba zdawaa si rozlatywa od tupotu ng. Stojcy pod cianami chopi z Mikowa patrzyli z powag na te plsy. Ich twarze byy zamknite, pozbawione wyrazu. Nie wiadomo, ganili czy chwalili? Hry zmarszczy brwi. Nikt nie zwrci uwagi na jego wejcie z Kempererem. Byo rzecz jasn, e nie warto traci sw dla tych ludzi tak wietnie si bawicych. Lepiej byo pozostawi zabaw swemu biegowi. Ogldali kilka minut dziwn mieszanin czardasza z emkowskim hopakiem, po czym wycofali si z chaty. Okoo dziesitej w nocy Mikw mia niespodziewan i niezwyk wizyt. W kilkanacie koni eskorty, wydzielonej przez kawaleryjsk sotni Stacha, przyjecha kurinny Ren w towarzystwie dwch angielskich dziennikarzy: Johna Curtissa i Derek Robinsona.

Okutani w kouchy, zawinici w ogromne weniane szale, w kopulastych lisich czapach i podbitych futrem butach, obaj Anglicy wygldali, jakby mieli si wybra na wypraw podbiegunow. Byo to tym zabawniejsze, e na dworze panowaa zgoa niezimowa pogoda. Od szeregu dni termometr nie schodzi poniej zera. Tote miali si po cichu strici, ktrzy wybiegli z chat na wie o przybyciu goci, umiechali si pod wsem chopi z Mikowa. Ciemno krya te umiechy i ironiczne spojrzenia. Wprowadzono ich od razu do chaty sotysa, zdjto futra i poczstowano bimbrem. Wysoki, jasnowosy Curtiss skrzywi si bolenie po wypiciu ognistego pynu. - Krepko! - powiedzia. Przypadkiem zna kilka sw rosyjskich. Potem zagada co szybko do chuderlawego Robinsona, ktry milczco obserwowa otoczenie. - Uroczysty to dla nas moment, strici - zabra gos kurinny Ren. - Ci oto Anglicy, nie ogldajc si na trudy i niebezpieczestwa podry, przybyli a tu, aby pozna nasze ycie i pisa o walce, ktr toczymy. S to wielcy dziennikarze, znani w swoim kraju i na caym wiecie. Przyjechali, aby napisa o nas ksik... Pokaemy im wszystko, co ich interesuje, i bdziemy podejmowa gocinnie, aby czuli si u nas jak najlepiej. Anglicy uli tymczasem kuti, rzucajc ciekawe spojrzenia na siedzcych przy stole Hrynia, rejonowego prowidnyka Ihora, ksidza Maotyj, stabsarzta Kemperera, Mari, Rena, ktrego ju znali, i co przedniejsz chopsk starszyzn Mikowa, zebran w chacie sotysa. Rozmowa zacza si toczy po niemiecku, gdy ten jzyk obaj Anglicy jako tako znali. Poza tym rejonowy prowidnyk i Kemperer popisywali si sw angielszczyzn. Wywierao to z pewnoci dodatnie wraenie na przybyszach. - Mister Orest mwi mi, e paska sotnia, mister Hry, jest najdzielniejsz z jego wojsk - wykrztusi zapchanymi kuti ustami Robinson, niemiosiernie przekrcajc pseudonim sotennego. Hry skoni si w milczeniu. Nie wiedzia, co ma powiedzie. Wyrczy go Ren, ktry zapewni, e istotnie ta sotnia naley do najlepszych, ale wszystkie s nader waleczne. Na tym konwersacja chwilowo si urwaa. Robinson rozsmakowa si widocznie w bimbrze, bo nagle wla w siebie ca szklank i nawet nie bardzo si skrzywi. By wyranie odporniejszy od swego kolegi. - Jak oni do nas dotarli? - zapyta Rena szeptem rejonowy prowidnyk. - Nie nasza sprawa jak. Przysali ich Stiach i Orest. To wszystko - odpowiedzia surowo dowdca kurina. Curtiss tymczasem wbi wzrok w Mari. Przystojna ona sotennego bardzo mu si podobaa. Dowiedziawszy si, kim jest, powiedzia: - To bardzo romantyczna historia. Bd musia o tym napisa. Mio wrd gr i niebezpiecznej walki. Nasi czytelnicy pasjonuj si takimi rzeczami. Hry by innego zdania. Pomyla do logicznie, e komunici te czytaj angielskie gazety i mog w ten sposb wykry Mari. Albo ten Anglik jest durniem, albo mnie bierze za takiego - przeleciao przez gow sotennemu. - On nas jeszcze swoj pisanin zdekonspiruje. Poczu do Curtissa niech. Ani jeden musku nie drgn jednak na jego twarzy, z ktrej nic nie mona byo wyczyta. Postanowi tylko pomwi o tej sprawie z Renem. - W przeomowym momencie przyjechali panowie do nas - sysza gos rejonowego prowidnyka Ihora. - Bolszewicy skupili przeciw Ukraiskiej Powstaczej Armii znaczne siy, ale okazuje si, e wszystko to na nic. Ju te pierwsze dwa tygodnie pokazay, i dajemy sobie z nimi rad rwnie dobrze jak

dotychczas. S cakiem bezradni wobec naszych dziaa. Zwycisko rozwijamy jedn akcj za drug. Wojsko nie potrafi nas znale. Bawimy si z nim w ciuciubabk, przy czym w zabawie tej caa inicjatywa jest w naszym rku. Oni tu, my tam... Oni tam, my tu... - przesun na stole kromk chleba. Anglicy grzecznie kiwali gowami. Curtiss nie spuszcza oczu z Marii. Ta udawaa, e tego nie dostrzega. Nie moga jedynie ukry rumieca, wykwitajcego na jej policzkach. Chopi z zainteresowaniem obserwowali manewry rejonowego prowidnyka. Z dworu dobiega chralny piew Niemcw i jakie krzyki z chat, w ktrych witowali Ukraicy. Ksidz Maotyja delikatnie dotkn rki kurinnego Rena. - Jeeli teraz nie zaczniemy, obawiam si, e nie bdzie z kim zaczyna - powiedzia mikkim gosem, czynic wymowny gest w kierunku okien. - Tak. Te winie zalej si doszcztnie - zgodzi si Ren. - Panowie - zwrci si do zebranych - czas przystpi do naszej uroczystoci. Cieszymy si, e i gociom bdziemy mogli co ciekawego pokaza skoni cik gow ku Anglikom. Hry wsta. Czotowi Rezun, Ukleja i Stienka porwali si od stou, narzucili paszcze i wybiegli na dwr. Zaraz potem rozlegy si ich podniesione gosy. Wydawali komendy. Caa sotnia zbieraa si na dworze. Ksidz Maotyja wycofa si wrd niskich ukonw z izby. Musia si przebra w liturgiczne szaty. Anglicy, ktrym pomagali Ihor i Kemperer, opatulali si znw w swoje futra. Oczy mieli zamglone i nie bardzo przytomne. Widocznie bimber dziaa na nich zbyt gwatownie. Tymczasem na dworze, w dwch rzdach, ustawili si ludzie z pochodniami. W ich wietle sotenny Hry odebra meldunek dowdcy pierwszej czoty - Rezuna, skadajcego raport w imieniu caego oddziau. Strici stali w dwuszeregu na baczno. Nie prezentowali broni, bya bowiem ogromnie rnorodna i nie nadawaa si do musztry zwartej. Dononym gosem zoy z kolei Hry meldunek dowdcy kurina Renowi. Ucisnli sobie donie. Korpulentny Ren sprawnie odwrci tuw frontem do dwuszeregu. - Dobryj weczer, chopci! - krzykn. - Bandera! Bandera! Bandera! - odpowiedzieli trzykrotnie chrem. Hry obj komend. Sotnia wykonaa obrt w prawo i dwjkami pomaszerowaa na miejsce uroczystoci. Zgromadzia si tam ju caa wioska. Chopi w kouchach, kobiety i dziewczta owinite w chusty stali pod cian drewnianej cerkiewki, wsiowa starszyzna ustawia si naprzeciw, w osobnej gromadzie, sotnia uformowaa czworobok na lewo od dzwonnicy, pod ktr przy czym w rodzaju otarzyka polowego czeka samotnie ksidz Maotyja. Tu obok, na ustawionych w dwa rzdy krzesach, zasiedli: Ren, Hry, Ihor, charczowy Demian, stabsarzt Kemperer, Curtiss i Robinson. Mczyni z pochodniami utworzyli pkole, starajc si jak najlepiej owietli teren. Zapanowaa cisza. Odwrcony plecami do zebranych, ksidz Maotyja modli si w skupieniu. Kobiety egnay si nabonie. Maotyja rozkada rce i skada w jakiej arliwej dyskusji z Opatrznoci. Parokrotnie przyklkn, wtedy w szeregach sotni powstawao zamieszanie: jedni strici naladowali ksidza, inni przesuwali si, robic tamtym miejsce. Kto czka gono, prawdopodobnie ktry z Niemcw lub Francuzw, odnoszcych si zawsze do uroczystoci religijnych raczej obojtnie. - Strici Ukraiskiej Powstaczej Armii! - zawoa wreszcie ksidz Maotyja ze stopni otarza. - W ten wigilijny wieczr zebralimy si tu dla podniosego obrzdu. Za chwil wzniesiemy Krzy Zwycistwa,

ktry upamitni nasz walk. Skromny to pomnik, bo na inny nie sta nas jeszcze dzi, ale kiedy w tym miejscu i wielu innych stanie kamienny obelisk, po wsze czasy opowiadajcy; o nas pokoleniom, ktre przyjd... Dalsze przemwienie ksidza byo waciwie powtrzeniem tego, co strici syszeli przy kadej okazji, a take dzi wieczorem podczas obchodu chat przez swych dowdcw. Bya wic mowa o przyszym niechybnym i rychym zwycistwie, o powiceniu, Stefanie Banderze, o aliantach zachodnich, pamitajcych o UPA, byy te aluzje do obecnoci dwch Anglikw, co miao ow uwag aliantw zachodnich potwierdza. Wymienieni sennie obserwowali ceremoni. Kiwnli gowami, kiedy Kemperer przetumaczy im sowa ksidza, ale nie raczyli wcale okaza, e wzmianki pod ich adresem wywary na nich jakiekolwiek wraenie. Kazanie przeplatane byo licznymi cytatami z Pisma witego, ktre daway si nagi do tej okolicznoci, jak do kadej innej. - Strici Ukraiskiej Powstaczej Armii! - grzmia ksidz Maotyja - oto akt niezmiernie doniosej wagi, ktry teraz oddamy tej witej ziemi naszej... Z namaszczeniem uj w swe krtkie donie wypoyczon od sotysa drewnian tac, przykryt zgrzebnym rcznikiem, na ktrym spoczywaa zakorkowana butelka od piwa i niewielki zwitek papieru. Odda tac czotowemu Uklei, ktry przyklkn na pierwszym stopniu otarza. Sam rozwin rulonik i zacz czyta:

Dan w Mikowie, Roku Paskiego 1945, w dniu witej Wigilii przez wojsko raba Boego Oresta, kurin Rena, sotni Hrynia, rycerzy nieskazitelnych w wojnie przeciw mocom piekie... Tym aktem strici wielkiej Ukraiskiej Powstaczej Armii wieczn wierno swej sprawie lubuj. Krew i ycie odda za ni lubuj. Mce adnej na tej ziemi nie podda si lubuj. Rozkazy dowdcw zawsze i lepo wykonywa lubuj. A do zwycistwa... A oto teraz swej ojczystej ziemi akt ten powicaj, aby po wsze czasy w niej pozosta i wiadectwem ich wiernoci by. A zarazem ten to dokument wity niech bdzie dowodem, e na wolnej ju ziemi rzecz si odbywaa, gdzie bolszewicka Polska i Rosja na zawsze pogrzebane zostay, jako ten akt wanie potwierdza... Tak bdzie i tu, i wszdy, od Dunajca po Morze Kaspijskie, od Czarnego Morza po Prype... Tak nam Boe dopom. Amen.

Ren, Ihor i Hry podeszli kolejno do otarza. Przyklkali i przygotowanym specjalnie gsim pirem skadali swe podpisy pod odczytanym przez Maotyj tekstem. Piro zanurzali w buteleczce napenionej krwi zarnitego uprzednio specjalnie w tym celu jagnicia. Do podpisu wezwano nastpnie sotysa, trzech najbogatszych, a wic majcych najwiksze znaczenie we wsi, gospodarzy i, po namyle, stabsarzta Kemperera. Powolnym ruchem zwin Maotyja papier w rulon, ucaowa go ze czci, odkorkowa butelk po piwie i przez jej szyjk z pewnym trudem wsun akt do rodka. Zakorkowa, postawi butelk na tacy, ktr znw uj w rce, i trzymajc przed sob ruszy wzdu szeregw sotni. Kady ze striciw pochyla gow i kornie caowa szko butelki. A e bojowcy byli nie nazbyt trzewi i do mocno poruszeni tajemniczym obrzdem, w ktrym brali udzia, zalinili butelk tak dalece, e Francuzi, Belgowie i Niemcy tylko z najwyszym obrzydzeniem dopenili obowizku.

- Gemeine Barbaren!1 - usysza Maotyja czyj szept w szeregach. Byo jednak zbyt ciemno, aby mg dostrzec rysy twarzy tego, ktry to powiedzia. Otar szko ze liny rcznikiem, ktrym taca bya przykryta, oszczdzajc Wgrom i Rumunom przykroci, jakiej doznali ich poprzednicy. Potem caowali butelk chopi i egnajce si ze strachem kobiety. Maotyja wrci do otarza. Ludzie z pochodniami zbliyli si, owietlajc teraz do gboki d, wykopany tu za dzwonnic. Ksidz uwiza u szyjki butelki postronek, na ktrym ostronie opuci j w d. Hry zakomenderowa baczno! Dwch striciw okryo butelk niebiesko-t flag ze znakiem tryzuba porodku, dwch innych zaczo szybko d zasypywa. Wrd kobiet rozleg si szloch. Zdawao si im, e s na pogrzebie. Poza tym panowaa cisza. Ksidz modli si, cicho mamroczc pod nosem. Szeciu chopw zbliyo si do na wp zasypanego dou. Sapic ciko, przydwigali ogromny krzy brzozowy - Krzy Zwycistwa. Z trudem wnieli go i wstawili w d. Strici zaczli jeszcze energiczniej macha opatami. Nad doem i wok krzya rs kopiec ziemi. By coraz wyszy. Maotyja wznis zazawione od bimbru i rzeczywistej egzaltacji oczy ku chmurnemu nocnemu niebu. Ze sw wystajc brdk, w czworoktnym liturgicznym birecie na gowie wyglda jak gniewny prorok, ktry ywcem zstpi z kart Starego Testamentu. Trwa tak przez chwil, oblany krwawym blaskiem poncych pochodni. Strici tymczasem elacami opat ubijali ziemi na kopczyku. Ksidz da im znak, aby si usunli. Rcznikiem, ktry dotd spoczywa na tacy, owiza trzon krzya. Mruczc co pod nosem obszed trzykrotnie kopiec, spryskujc go krwi jagnicia z butelki. Nastpnie przytkn gsie piro do jednej z pochodni. Spono natychmiast. - Ptno na Krzyu Zwycistwa, strici - zagrzmia zwracajc si do sotni i wskazujc na rcznik - to nierozerwalny wze czcy was z wielk spraw wyzwolenia, krwi niewinnego jagnicia, ktra wsika teraz w ten kopiec, dokonane zostay nasze wieczyste zalubiny z Ziemi; nieprzyjaciel za niechaj rozproszony zostanie jako ten popi z pira, roznoszony przez wiatr! - krzykn histerycznie. Wrd metalicznego chrzstu broni strici uklkli. W lad za nimi poszli chopi i wci szlochajce kobiety. Maotyja krtkimi rkami zakreli nad ca gromad trzykrotny znak krzya. Stara si wyglda przy tym jak najbardziej majestatycznie, ale czy to na skutek wypitego alkoholu, czy bota polizn si nagle i jak dugi rozcign na ziemi. - Zy znak! - powiedzia jeden ze starych gospodarzy do sotysa. O tyle gono, e sowa te dosysza Ren i rejonowy prowidnyk Ihor. Szybko podbiegli do ksidza i postawili go na nogi. - Schlae si, ty winio! - szepn mu Ren. Ksidz potrzsn przeczco gow. - Poczujcie smak naszej ziemi ojczystej, o strici! - zawoa i umazan botem rk przytkn do jzyka. Na dany przez Hrynia znak kady z banderowcw uj w palce szczypt ziemi dotykajc jej wargami. - Oto dokonaa si wasza przysiga na wierno tej ziemi, o strici! - miota si Maotyja. - Kto t przysig zamie, niech zginie, niech pochon go moce piekielne, niech spotka go duga i najstraszniejsza mier! Czy przysigacie, o strici? - Bandera! Bandera! Bandera! - hukna sotnia.

Zwykli barbarzycy.

Ceremonia bya skoczona. Lekki, ciepy wiatr poudniowy koysa pomienie pochodni. Mitoszc lepkie boto, ludzie w milczeniu rozchodzili si do domw. Sotnia pod dowdztwem Hrynia odmaszerowywaa do lasu. Kilkunastu pijanych wieziono na furmankach. Reszta rozochocona bimbrem, w zawadiackim nastroju egnaa si okrzykami z przedstawicielkami nadobnej pci Mikowa. Na drodze do boru Chryszczata, w ciemnociach, jakie zapanoway po zgaszeniu pochodni, z wolna niky oddalajce si gowy striciw. Nie wszyscy pooyli si we wsi od razu spa. W chacie sotysa otoczya Rena i Ihora starszyzna mikowska. Gospodarze siedzieli w milczeniu pod cianami. W zadymionej izbie ostro kopciy dwie lampy naftowe. Wyduone cienie ludzkie koysay si na suficie. - Jak to bude, pane komandir - przerwa milczenie najstarszy wiekiem gospodarz i waciciel wodnego myna w Mikowie Stanicki - rycho-li pobijecie komunistw? Ren rozemia si swobodnie i niefrasobliwie. - Sam przecie widzisz, e jestemy panami w tym terenie. Komunici nie potrafi da sobie z nami rady. Zgromadzili tu peno wojska... I co z tego? Spokojnie witujemy Wigili. Robimy, co chcemy. Za kilka miesicy bdzie wojna i wtedy koniec z tym wszystkim. Stanicki pokrci siw gow i mocno zacign si dymem z krtkiego cybuszka. - Pane komandir... Ot, z nami mwcie nie tak, jak do waszych striciw. Powiadacie, e wojsko nie moe sobie da rady, cho jest go tyle tutaj... Na razie to jest prawd, ale ja myl tak: wielki kamie myski rozkrca si duej od maego chopskiego arna. Im kamie wikszy, tym duej trzeba go rozkrca, ale jak si ju rozpuci, to miele a hej! Tak i z tym wojskiem... To jest bardzo wielki kamie i on si jeszcze nie rozkrci. A kiedy si to stanie, jak go zatrzymacie? - Zanim to nastpi, wojna wybuchnie - wtrci Ihor. - Ju tyle razy wam to mwiem! Sotys Mikowa odgarn z czoa dugie wosy, natarte sonin do poysku. Umiechn si, ukazujc poszczerbione zke zby. - A jeli wojna nie wybuchnie tak szybko? - zapyta. - My czytamy gazety - doda dziesiciohektarowy gospodarz Nazar - nic tam o wojnie nie stoi. Ruscy rozmawiaj z Anglikami i Amerykanami, urzdzaj si w Niemczech. Tu w Polsce komunici wszdzie dziel ziemi. Powiadaj, e koo Wrocawia, Olsztyna mona dosta za darmo gospodarstwa jeszcze lepsze ni tu i wiksze. Co z t wojn nie takie proste. - Czytacie gazety komunistyczne, a te kami - wzruszy ramionami Ren. - Czego zreszt chcecie? Wadzy komunistw tutaj? Odbior wam ziemi i majtki, wszystko bdzie pastwowe, nie wasze. Chcecie tego? - zapyta gwatownie. - Tego nie chcemy, ale sprawa nie jest cakiem taka, jak mwicie, pane komandir - odezwa si znw Stanicki. - Komunici z Leska rozparcelowali tu kilka majtkw. Ziemi rozdali gospodarzom w Hoczwi, Jabonkach, Wetlinie. Na wasno. Pakt. Rna biedota ma teraz prac take w gospodarstwach pastwowych. Fabryka wagonw w Sanoku przyjmuje nowych robotnikw. Kopalnie nafty w Ropience i Wakowej te. - Tych, co wzili ziemi z parcelacji, bdziemy pali - przerwa mciwie Ren. Stanicki pokiwa gow z dezaprobat.

- Nie gniewajcie si, pane komandir... Wycie tu przyszli z daleka. Moe nie znacie tych stron. Chopi tu s biedni. Gospodarstwa mae. Duo takich ludzi po wioskach, co w ogle nic nie mieli. Oni chc ziemi. Nie ich wina, e bior, kiedy kto daje... - Z tym paleniem jest wielka bieda, pane komandir - wtrci Nazar. - Ludzie buntuj si, jak im pali domy... Po wioskach mwi te, e niedobrze robicie wieszajc tych, co chc i pracowa do fabryk albo jecha do swoich rodzin po rosyjskiej stronie czy na tych ziemiach, jak im tam? - aha odzyskanych... - Wic czego waciwie wy chcecie? - zapyta chmurnie, zmuszajc si do spokoju dowdca kurina. Chopi spogldali przed siebie. W ich oczach nic nie mona byo wyczyta. Krtkie cybuszki dymiy flegmatycznie, cienie kiway si na suficie. W chacie byo nieznonie parno. - Polsk i Rosj atwo w butelce zakopa i krzy nad nimi postawi - przerwa znw milczenie sotys. Wy si nie boczcie, pane komandir, my przecie wasi przyjaciele, Mikw od pocztku wioska dla was gocinna i posuszna... Tylko my tak z wami rozmawiamy, co bdzie dalej? Powiadacie wojna. No dobrze. My ludzie nieuczeni... Ale komunici przecie t ostatni wojn wygrali, Niemcw pobili. - Wojny z Ameryk nie wygraj - odezwa si Ihor. - Ameryka wielka sia, ale jest daleko - westchn z powtpiewaniem Nazar. - Na razie nam ciko - zabra gos sotys. - Sotnie karmi trzeba, komunici te wyznaczyli kontyngenty, a tej wojny nie wida. Zreszt - ciszy gos - ja wam powiem, pane komandir, co ludzie mwi... Oni nie chc wojny. Tyle si tu popalio i poniszczyo w tej ostatniej wojnie! Jak przyjdzie nowa - powiadaj - wszystko pjdzie z dymem. Ludzie chc spokoju, pane komandir. - Tak mwi zdrajcy, a wy, sotysie, powinnicie nam ich wskaza - achn si Ihor. - Uspokoimy tych politykw od siedmiu boleci. Stanicki pokrci gow i przecign si, a zatrzeszczay stawy w potnych barach. - Za duo byoby tych do uspokajania - mrukn i w gniewnym grymasie zacisn wargi na ustniku cybuszka. - Pytam jeszcze raz, czego wy chcecie - warkn Ren. - Dobrze jest wiedzie, czego si chce - odezwa si dziobaty gospodarz Siemienko - ludzie jednak rzadko to wiedz... My tak z niepokoju pytamy, pane komandir. Ot, widzicie, by w tych stronach taki czas, dawno ju temu, kiedy tu w Bieszczadach i dalej w Gorganach, w Czarnohorze dziaa Oeksa Dowbusz - Dobosz. Chop to by z naszych stron. Zebra sotni i chodzi z ni po grach. Przyczaja si na drogach. Na karetki pocztowe napada, kupcw z Wgier jadcych z towarw i zota oskubywa. Sprawiedliwy by chop... Co zabra bogaczom, biednym oddawa. Do chopskiej krzywdy nie dopuszcza. Panw, ktrzy chopw katowali, pali i cina. Niejeden dwr puci z dymem. By dobry. Mwi, e paszczyzna powinna by zniesiona, a paska ziemia podzielona midzy chopw. Wiedzia, czego chcia. Mwi o tej sprawiedliwoci dla biedakw jeszcze wtedy, gdy ju sta pod szubienic. Austriacy za prawd go powiesili... - Co ma Dobosz i ta caa klechda do nas? - zdziwi si szczerze Ren. - Iii... Nic, pane komandir. Ja tylko tak opowiadam, bo komunici teraz mwi to samo, co Dobosz. A ludzie chtnie suchaj, zwaszcza e t ziemi z majtkw paskich to oni naprawd dziel, a w tych stronach nikt za duo ziemi nie ma. Najwikszy majtek chopski - najwyej dziesi hektarw. To ju u nas bogacz! Syszaem sam zeszej niedzieli w Lesku, jak sekretarz partii Drozdowski przemawia i wylicza, gdzie przesza parcelacja.

- My te damy ziemi - przerwa niecierpliwie Ihor. Chopi zgodliwie kiwali gowami. Stanicki szepn tak cicho, e dosyszeli go tylko dwaj najblisi ssiedzi: - Komunici ju j daj... - Czeka nas jeszcze duga droga - mrukn Nazar. - Wasza lojalno bdzie nagrodzona - zapewni Ren. Chopi wstawali. Jeden po drugim ciskali z powag donie dowdcy kurina i rejonowego prowidnyka. Gboko zatopieni w mylach, wychodzili na dwr. Kiedy wszyscy opucili izb, sotys podszed do Rena. - Czy widzielicie to, pane komandir? - Trzyma w rce zadrukowany arkusz papieru. Ren zaoy okulary i zacz czyta pgosem, a Ihor zaglda mu przez rami.

Do ludnoci wojewdztwa rzeszowskiego! - czyta dowdca kurina. - Walka przeciw bandom UPA i WiN, trapicym niektre okolice Rzeszowa, Przemyla, Brzozowa, Krosna i Sanoka, wchodzi w faz decydujc. Rzd Polski Ludowej skupi obecnie odpowiednie siy i rodki dla pooenia kresu bandytyzmowi. Wszystkich mieszkacw terenw objtych dziaalnoci band wzywa si do udzielania wadzom w ich akcji jak najszerszej pomocy. Ley to w interesie ludnoci. Bandyci mordujcy lojalnych wobec pastwa obywateli, grabicy ich mienie, cigajcy nielegalne kontrybucje, palcy wsie i miasteczka przeszkadzaj w powrocie do pokojowego ycia, w przywrceniu normalnej sytuacji. Mieszkacy wojewdztwa rzeszowskiego! Nie dajcie si terroryzowa przez bandytw UPA i WiN. Nie wierzcie ich kamliwej propagandzie. Przystpujcie do odbudowy zniszcze wojennych, do pracy na waszej ziemi i przy warsztatach, wojna si skoczya, a bandyckie wyczyny rycho bd ukrcone...

Ren spojrza porozumiewawczo na Iiora, przeskoczy dwa akapity i czyta dalej:

...wszystkich udzielajcych bandom UPA i WiN pomocy ostrzega si jednoczenie przed odpowiedzialnoci karn. Bandyci schwytani z broni w rku odpowiada bd przed sdami doranymi. Wszelkie morderstwa i podpalenia karane bd mierci...

Dowdca kurina przerwa lektur, zdj okulary, i przesadnie akcentowanym, leniwym ruchem odoy ulotk na st. - To nie pierwsza tego rodzaju odezwa - ziewn. - Prawda pane komandir - zamruga oczami sotys - ale teraz mamy inn sytuacj. - ??? - Jest peno wojska i ludzie to inaczej czytaj. Widz si, a przedtem jej nie widzieli. Poza tym chc spokoju. Zmczenie...

- Gupstwa gadacie - zaperzy si Ren. Sotys skoni si nisko i rozoy rce. Rejonowy prowidnyk Ihor zaproponowa, by uda si na spoczynek. Propozycja zostaa przyjta. O tej pnej nocnej porze nie spano jeszcze tylko w chacie bdcej tymczasow kwater obu brytyjskich dziennikarzy. Doszcztnie zmoony trudami dugiej konnej podry i bimbrem Robinson chrapa ju od dawna, ale modszy od niego Curtiss rozmawia z Mari. Mwili po niemiecku. Dziennikarz by pod wraeniem urody ony dowdcy sotni. Jasna topola w karpackiej guszy - tak nazwa j w mylach i tym okreleniem zamierza operowa w reportaach, ktre z tych okolic napisze. Wiedzia, e podoba si kobietom. By pewny swej przewagi nad ponurym Hryniem, ktrego - wraz z innymi banderowcami - uwaa za dzikiego barbarzyc. Sen od niego odlecia. Siedzia z Mari w przytulnej, wyoonej kilimami izbie, w ciepym krgu naftowej lampy, z otwartych drzwiczek pieca bucha ar, igray krwiste pomienie. Maleki syn Marii spa w drewnianym eczku. Curtiss trzyma rce kobiety w swych doniach. Nie usuwaa ich. By pewny zwycistwa majcego wzbogaci jego wraenia z tej wyprawy. Ale Maria unikaa rozmowy na miosne tematy. - Pan przybywa z Anglii, Herr Curtiss - mwia - niech pan powie, co bdzie z nami? - Patrzya na niego pena niepokoju. - Jestem skromnym dziennikarzem, darling - umiecha si, jego rwne biae zby lniy w pmroku nie mam nic wsplnego z prorokami... Myl jednak, e bdzie okay, pani ma tak liczne rce i oczy... - Pomoecie nam, czy zostawicie wasnemu losowi, jak tylu innych? - Po co taka liczna gwka ma si biedzi nad polityk? - przekomarza si dziennikarz. - Z t urod pani przecie nie moe przepa... - Ja pytam powanie, Herr Curtiss. - Czym mam odpowiedzie, jak nasi mowie stanu? Rzd Jego Krlewskiej Moci z uwag ledzi rozwj sytuacji w tej strefie - artowa. - Chc, eby pan odpowiedzia szczerze, co pan o tym myli. - Anglia nigdy nie zapomina o swych sprzymierzecach. adnej powaniejszej odpowiedzi nie potrafia z niego wydoby. Zoy gow na jej kolanach. W zamyleniu gaskaa jasne wosy Anglika i patrzya w roztaczone pomyki na palenisku pieca. - Co pan myli o nas, Herr Curtiss? - zapytaa po chwili milczenia. - Oh! - nie podnoszc gowy westchn dziennikarz. - Pani jest naprawd cudowna! A to wszystko takie egzotyczne... - Jak u Buszmenw - zamiaa si sucho. Nie zwrci uwagi na ironi. Delikatnie pieci rk jej kibi. Wiedzia, e jest coraz bliszy zwycistwa. Ale kobieta nagle wstaa. Uczynia to tak gwatownie, e Curtiss omal nie straci rwnowagi i nie upad. Podesza do eczka dziecka. Wyprostowaa si, mikkim ruchem rk poprawia wosy. Przez chwil odwrcona tyem do dziennikarza wsuchiwaa si w spokojny oddech picego chopczyka. Curtiss zbliy si do Marii i pooy rk na jej ramieniu. Odsuna si, ale zaraz potem stana twarz w twarz naprzeciw mczyzny, tak e czu na swoich ustach jej ciepy oddech.

- Niech pan sucha, Herr Curtiss - powiedziaa ostrym szeptem. - Ja panu powiem, w nic nie wierz, wszyscy kamiecie i okamujecie si wzajemnie! Ju dawno w nic nie wierz i te historie, ktre si tu dziej, s mi obojtne. Kocham tylko jednego czowieka - gos jej nabra gorcego brzmienia, wycigna rk w kierunku picego dziecka - jego! Chc ocali to malestwo. On nic nie wie i jest tak bezbronny! Powinien y i by jeszcze kiedy szczliwy. To jest jedyny mj cel... Paski kraj ma ju wojn poza sob, Herr Curtiss - kaleczya niemiosiernie szkoln niemczyzn. - Na wiecie jest chyba teraz spokj. Tylko tu wojna, i ta si le dla nas skoczy. Niech mi pan nie przerywa... Jestem tego pewna i pan te to wie. Dla niego - znw wskazaa dziecko - gotowa jestem na wszystko. Pan jest przecie dentelmenem... Czy pomoe mi go pan uratowa?... Anglik spowania. - Czego pani da? - zapyta. Zawahaa si. Przez chwil badaa wzrokiem jego twarz. - Prosz, niech to zostanie midzy nami... Chc, aby pan umoliwi mi wydostanie si std z synem za granic - wypalia jednym tchem. - Kiedy? - Prosz si nie ba! - zamiaa si z lekk gorycz. - Wcale nie teraz. To jeszcze troch potrwa, ta... ta... komedia. Pan by mi tylko przygotowa odpowiednie papiery, abym moga wyjecha, gdy zajdzie potrzeba. Czy moe to pan dla mnie zrobi? - Sprbuj, Mario. - Przyrzeka pan? - Tak. - W jaki sposb odebraabym te dokumenty? - Wska pani drog W odpowiednim czasie. Skina gow. Nie bronia si, kiedy j obj i zacz niecierpliwie rozpina guziki jej sukni. Odsuna go tylko agodnie, aby zdmuchn pomyk lampy. Na cianie pozosta rozdygotany odblask ognia padajcego z otwartych drzwiczek pieca.

Miejsce spotkania Rena z dowdc batalionu Serca Gorejcego organizacji Wolno i Niepodlego majorem ubrydem ustalone zostao przez rejonowego prowidnyka Ihora w klasztorze Sistr S. miejscowoci R. Dowdca kurina zda tam z Ihorem i swoimi brytyjskimi gomi pod czujn opiek andarmw Berkuta, tras przez Jaworne, Jabonki, opiennik wzdu rzeczki Solinki na Poom i Toust. Jechali rano, wesoo. Pogoda bya wci ciepa, prawie wiosenna. Dobrze odkarmione konie niosy lekko, bez wysiku. Curtiss i Robinson mogli si przekona, e Ukraiska Powstacza Armia opanowaa ten teren cakowicie. Nigdzie nie spotkali adnego wojska. W pobliu Jabonek zatrzyma ich patrol z konnej sotni Stacha. Strici poznali swego dowdc i pozdrowili go przyjanie. Z ciekawoci wpatrywali si w Anglikw. Nad Solink musieli poda haso straom sotni Bira. Znajdowali si teraz w jej rejonie operacyjnym. Samego komandira tej sotni nie byo. Na czele dwch czot wyprawi si na Tworylne. Jedn czot pozostawi bardziej dla celw reprezentacyjnych ni dla ochrony - nie byo tu

bowiem adnego niebezpieczestwa; od czasu kiedy placwki WOP zostay zlikwidowane, adne oddziay wojskowe nie zapuszczay si w te strony. Klasztor by niewielkim, schludnym, biaym budynkiem. Gospodarstwo rolne i warzywnictwo sistr syno w caej okolicy. Ju przed wojn uwaano je za wzorowe. Okupacja i przesuwajcy si front jako oszczdziy R. nie wyrzdzajc tu adnych szkd. Z ziemi tryskaa tu biaa ropa, miejscowo miaa wic zapewnion przyszo. Zaraz po wojnie zjawia si w niej ekipa wiertaczy z Wakowej w celu zbadania rde ropononych, znajdujcych si na samej powierzchni gruntu. ubryd wytumaczy im dobitnie, e nie maj tu czego szuka, inynier zosta oblany t wanie bia rop i ywcem spalony, dwch wiertaczy powieszono, tylko jednego puszczono wolno, aby mg opowiedzie o wszystkim, co si stao. Po raz drugi grnicy wrcili w czasach dziaalnoci placwki WOP. Kiedy jednak ta znika, nikt ju nie prbowa wydobywa biaej ropy. Wskimi strumykami przenikaa na powierzchni ziemi, w ktr nastpnie bezuytecznie wsikaa. Tylko klasztor prosperowa spokojnie i zatrudnia na swych polach i w ogrodach wikszo mieszkacw R. Przywitanie obu dowdcw byo bardzo uroczyste. Dowdca kurina Ren, majcy po lewicy ubryda. a za sob rejonowego prowidnyka Ihora i kapitana Piskorza, przeszed wolno przed frontem batalionu Serca Gorejcego WiN oraz ustawionej naprzeciw czoty honorowej z sotni Bira. - Czoem, onierze! - pozdrowi po polsku ubrydowcw i wygosi do nich krtkie przemwienie, w ktrym stwierdzi, e obecnie trzeba, aby wszelkie rnice polityczne dzielce oba zgrupowania WiN i UPA - zeszy na drugi plan, gdy cel walki jest przecie wsplny: zagada bolszewizmu. Jestemy te - doda - w jednym wielkim obozie aliantw zachodnich, ktrzy nam pomagaj i pomaga bd a do zwycistwa. - Mwi dobrze po polsku, co wywaro dodatnie wraenie na czonkach batalionu Serca Gorejcego. Niemaego splendoru dodao te Renowi zjawienie si w towarzystwie dwch Anglikw. ubrydowcy pochaniali ich wrcz oczami i snuli rne domysy co do waciwej roli tych niezwykych goci. U progu klasztoru obu dowdcw witaa siostra przeoona Modesta. W starczych, pomarszczonych rkach trzymaa obszyt ozdobn frdzl poduszk z fioletowego pluszu, na ktrej spoczywa symboliczny klucz od budynku. Kilka lat temu wysza w podobny sposb naprzeciw niemieckiego oberfeldfebla, ktry zjawi si w R. na czele czterech onierzy. Dao to wwczas znakomity efekt. Teraz nie byo jednak najszczliwszym krokiem. Ren i ubryd rwnoczenie wycignli rce po klucz. Modszy i zwinniejszy dowdca batalionu Serca Gorejcego okaza si szybszy. Wyrwa siostrze przeoonej poduszk z rk i pierwszy, wszed do klasztoru. Obrady toczyy si w duym, jasnym refektarzu. Wok stou, na obitych skr krzesach z wysokimi oparciami, przyniesionych specjalnie z kaplicy klasztornej, zasiedli: kurinny Ren, rejonowy prowidnyk Ihor, major ubryd, kapitan Piskorz i obaj Anglicy w charakterze goci-obserwatorw. ciany pokoju byy nagie, surowe. Gosy zebranych uroczycie odbijay si od wysokiego sklepienia, nadawao to powany charakter spotkaniu. Niemniej incydent z kluczem odbi si na atmosferze zebrania. Dowdcy sprzymierzonych oddziaw byli nastroszeni i sztywni. Rejonowy prowidnyk Ihor, ktry podj si roli tumacza, postanowi informowa Anglikw ostronie i nie o wszystkim. Pierwszy zabra gos Ren, ktry od razu przeszed do sedna sprawy. Stwierdzi, e zjawienie si w tych okolicach znacznych iloci wojska wymaga od oddziaw UPA i WiN cilejszego uzgadniania akcji i lepszego wspdziaania. Podkreli, e domaga si tego komitet porozumiewawczy w Monachium.

Dowdca kurina zauway cierpko, i obecna sytuacja nie jest zadowalajca, gdy pan major ubryd lekceway sobie wytyczone granice rejonw akcji, co wywouje baagan i zamieszanie. Dowdca batalionu Serca Gorejcego zabbni niecierpliwie palcami po stole i z wyrazem pogardy na twarzy ruszy kilkakrotnie wsikami. Kapitan Piskorz zawzicie protokoowa sowa Rena. Kiedy ten skoczy wyraajc nadziej, e obecne spotkanie bdzie owocne w sensie okrelenia dalszej wsplnej linii postpowania oraz przywrcenia normalnej sytuacji w rejonach operacyjnych UPA i WiN, kapitan podnis gow znad swych papierkw i powiedzia: - Batalion Serca Gorejcego wraz z podlegym mu oddziaem Mciciela znalazy si w nieco trudnej sytuacji. Rejony naszego dziaania le w zasadzie po obu stronach linii Krosno-Sanok. Teren tam jest paski, sabo pocity, a to z kolei bardzo ogranicza moliwoci manewrowe. Jest rzecz naturaln, e w tych warunkach oddziay WiN d do przeniesienia swych akcji na dogodniejsze pole walki, rozcigajce si w kierunku poudniowym od wymienionej linii... Owiadczenie to zachwiao rwnowag Rena, ktry podniesionym gosem stwierdzi, e tereny wymienione przez kapitana Piskorza podlegaj Ukraiskiej Powstaczej Armii. Wywoao to kontrowersj z ubrydem. Dorwawszy si wreszcie do gosu i nie zwracajc uwagi na zalecajce mu zimn krew sygnay wzrokowe Piskorza, dowdca batalionu Serca Gorejcego przypomnia zjadliwie, e UPA nigdzie nie wykupia prawa na sporne obszary, a poza tym on, dowdca kurina Ren, i jego ludzie, a take sam ich szef Orest s w tych stronach, delikatnie mwic, przybyszami. Znaleli si tu przecie po przetrzepaniu ich przez Rosjan, w ucieczce na zachd... Powinni zrozumie, e gospodarzem tych obszarw jest organizacja WiN, jedyna wadza w wydawaniu wszelkich rozkazw... ubryd mwi ordynarnie, podniesionym gosem. Cakowicie zapomnia o godnoci majora. Ren spsowia. Ostentacyjnie wbi wzrok w sufit. Nie patrzc na ubryda, wycedzi: - Jeli mamy dalej rozmawia w tym tonie, to lepiej... rozejdmy si. Dowdca batalionu Serca Gorejcego mia tak min, jakby chcia zagwizda. - Panowie, na lito bosk, nie kmy si! - interweniowa rejonowy prowidnyk Ihor, zwracajc si wyranie do kapitana Piskorza, w ktrym wyczuwa bratni dusz czowieka z lepszej sfery. - Czy kady z panw nie mgby spokojnie przytacza swych argumentw? - pyta pojednawczym tonem. Zapanowao przykre milczenie, podkrelone szeptem Anglikw, domagajcych si od rejonowego prowidnyka, aby im przetumaczy, o co idzie. Kiedy Derek Robinson dowiedzia si przyczyny sporu, poprosi szanownych dentelmenw o wybaczenie mu dziennikarskiej ciekawoci i wyjanienie, dlaczego obaj dowdcy przywizuj tak wielk wag do podziau rejonw operacyjnych. - Sprawa jest prosta - odpowiedzia ze sztucznie dobrodusznym umiechem na okrgej twarzy pyknika kurinny Ren. - Po pierwsze - mwi rozcapierzywszy swe serdelkowate palce - ludno danego rejonu musi wiedzie, kogo ma sucha i komu skada wiadczenia. Po drugie, nasze oddziay, wykonujce rajdy w tym samym rejonie, mog si nie rozpozna i wzajemnie wystrzela... Po trzecie, kiedy my na przykad podejmujemy jak akcj, a batalion Serca Gorejcego o tym nie wie lub, co gorsza, nastawi si na ten sam cel, moe doj do baaganu o nieobliczalnych wrcz skutkach. Po czwarte, wchodz w rachub sprawy polityczne: walczymy przeciw temu samemu wrogowi, ale ze wzgldu na dalsze cele w przyszoci posugujemy si innymi hasami. Dziaajc w tym samym rejonie wywoamy mtlik w umysach ludnoci, co w rezultacie moe da jeden tylko skutek utrat naszego prestiu. W danym rejonie hasa musz by jednolite. Jest poza tym caa jeszcze masa wzgldw technicznych...

- A nie moglibycie si, panowie, czciej widywa i zawsze ustala wspdziaanie? - pyta dalej Anglik. ubryd i Piskorz jednoczenie potrzsnli gowami. Ren umiechn si pobaliwie. - I tak widujemy si za czsto - powiedzia. - Zarwno ze wzgldu na naszych onierzy, jak i na ludno nie jest to zbyt wskazane. czy nas teraz wsplny cel, ale ostatecznie dymy do rnych rzeczy... - Ten wsplny cel jest najwaniejszy! - z emfaz wykrzykn Ihor. Derek Robinson splt donie na brzuchu i zawzicie krci mynka kciukami. Oczy mia przymknite. Gdyby nie jego ruch palcw, zdawaoby si, e drzemie. - Mam kompromisow propozycj - spokojnie ju odezwa si Piskorz. - Podzielmy rejony pod wzgldem wiadcze ze strony ludnoci. Aby sobie nie wchodzi w parad, ustalmy znaki rozpoznawcze oraz cele zasadnicze; co do poszczeglnych posuni bdziemy si porozumiewa. Innego wyjcia nie widz... Panowie, zachowajmy wsplny front wobec naszych sojusznikw! zaapelowa gorco. Peen wyczekiwania wpatrywa si w twarz Rena. Dowdca kurina milcza chwil. Nastpnie odchrzkn i powiedzia: - Prosz o czas do namysu. Do wjta z tym na pewno nie pjdziemy - zamia si krzywo. - Na razie ustalmy te cele zasadnicze, o ktrych mwi pan kapitan. To jest najwaniejsze. Czy mgby je pan wymieni, kapitanie Piskorz? Robinson otworzy oczy. Curtiss pyta o co szeptem Ihora i notowa. Zastpca ubryda zacz mwi. Wyrazi przekonanie, e szanowny pan kurinny Ren zgodzi si zapewne, i oglnym celem gwnym UPA i WiN jest zarwno w tym rejonie, jak i wszdzie utrzymanie stanu napicia, ktry nie pozwoli komunistom na trwae zainstalowanie si i wprowadzenie swych urzdze. - Naley wykaza, e wojna wcale si nie skoczya - skin gow Ren. - Dla realizacji tego celu gwnego musimy - cign dalej kapitan Piskorz - przede wszystkim pokrzyowa wszelkie podejmowane przez bolszewikw prby uruchomienia tutejszych kopal ropy naftowej i fabryki wagonw w Sanoku. Innych powaniejszych obiektw przemysowych w naszym rejonie nie mamy - stwierdzi z pewnym alem. - Dalej konieczna jest likwidacja, i to dorana, rozmaitych tak zwanych spdzielni samopomocy chopskiej, pastwowych gospodarstw rolnych oraz tych chopw, ktrzy wzili ziemie przesiedlecw. Sprawa bardzo wana. Nie wolno te dopuci do uruchomienia rozmaitych mynw i tartakw... To byaby jedna strona akcji. Drug, niemniej wan, jest likwidowanie wszelkich dziaaczy komunistycznych i ich poplecznikw. Wobec osb poddajcych si wpywom czerwonej propagandy i wyjedajcych na sawetne Ziemie Odzyskane stosowa musimy represje. To samo odnosi si do ochotnikw na repatriacj do Rosji jako jawnych zwolennikw komunizmu. Pretekstu, e chc si poczy z rodzinami, nie moemy przyjmowa do wiadomoci... Co si tyczy spraw politycznych, hasem naczelnym pozostaje tymczasowo wadzy komunistw. Stwierdzamy, e rycha wojna pooy tej wadzy kres. Ludzie nie powinni jednak, ze zrozumiaych wzgldw, wiedzie, e cokolwiek czy oddziay WiN i UPA. Dyskrecja jest tu naprawd niezbdna. - W obustronnym interesie - przytakn rejonowy prowidnyk. - Zapomnia pan o akcjach przeciw ruchowi na liniach kolejowych i szosach - zwrci si Ren do kapitana Piskorza.

Ten skin skwapliwie gow. - No i co, panie majorze ubryd, jako dochodzimy do zgody - zamia si pojednawczo, patrzc jednak przy tym na Anglikw. Na stole obrad zjawiy si mapy. Z drobiazgow dokadnoci ustalali sprzymierzeni dowdcy przysze akcje. Dugo rozmawiali o sposobach zwalczania wsplnego nieprzyjaciela. Ren wyrazi pogld, e czonkw PPR, pracownikw bezpieczestwa i milicji, a take posterunki tej ostatniej naley likwidowa, z wojskiem natomiast lepiej unika wikszych potyczek, ktre dla sabszych liczebnie oddziaw UPA i WiN mogyby si le skoczy. Przedstawiciele batalionu Serca Gorejcego zgodzili si z tym zdaniem, ale major ubryd zwrci uwag zebranych na fakt, e wojsko jest podminowane; do batalionu WiN zgosio si ostatnio kilku dezerterw, jeden z nich jest oficerem, nazywa si chory Ksiek. Ren potrzsn sceptycznie gow, ale wiadomo bardzo zainteresowaa Anglikw, ktrzy prosili o mono skomunikowania si z tym oficerem. Rozmowy cigny si dugo. Byy coraz bardziej rzeczowe. W ssiedniej izbie siedziaa siostra przeoona w towarzystwie swej zaufanej, siostry Beaty. Nie uroniy ani sowa z narady. Jej waniejsze punkty zanotoway, Byo to dla nich z wielu wzgldw istotne. Obiad zjedzono w refektarzu. Klasztor syn ze znakomitej kuchni. Ciche i pokorne siostrzyczki, poruszajce si bezszelestnie w filcowych pantoflach, sprawnie usugiway, podajc coraz to nowe potrawy. Curtiss i Robinson wypytywali z zainteresowaniem zaproszonego do stou chorego Ksika o koleje jego losu. Czu si tym nader zaszczycony. Rejonowy prowidnyk Ihor, ktry tumaczy Anglikom sowa chorego, skonstatowa, e oficer jest raczej ograniczony. Gono z nikim nie dzieli si tym spostrzeeniem. Wiedzia zreszt, e major ubryd nie jest mdrzejszy od swego nowego podwadnego Kierunek rozmowy przy stole denerwowa rejonowego prowidnyka. Ani rusz nie potrafi zwrci na siebie uwagi brytyjskich goci. A tak mu na tym zaleao. Moe oni mieliby co do powiedzenia w sprawie jego wyjazdu do upragnionego Monachium? Pod koniec obiadu wzniesiono toasty na intencj przyszego ostatecznego zwycistwa. Siostra Modesta pokazaa zebranym przy stole bkitny proporzec z wizerunkiem Serca Gorejcego, haftowany w klasztorze dla batalionu majora ubryda. Proporzec by na ukoczeniu. Mia by gotw za kilka miesicy. Na wniosek najstarszego wiekiem Rena zaczli si wczenie rozchodzi na spoczynek. Ta noc nie naleaa jednak do spokojnych. Majca na wszystko oko siostra przeoona zaobserwowaa, e do celi zajmowanej przez Anglikw odbyway si prawdziwe pielgrzymki. Gociom brytyjskim zoy najpierw wizyt kapitan Piskorz. Kurinny Ren dwukrotnie zawraca w tym czasie od drzwi owej celi, zastpca dowdcy batalionu Serca Gorejcego wci w niej jeszcze przebywa. Po dwch godzinach z okadem Piskorz, skradajc si na palcach, poszed do ubryda. Nieco pniej konferowa z Anglikami Ren. Trwao to prawie godzin. Potem odwiedzili ich ubryd i Piskorz razem. Zaledwie wyszli, po kamiennych pytach korytarza przecwaowa na czubkach palcw w dziwacznych piruetach rejonowy prowidnyk Ihor. Siostra przeoona Modesta i pobona siostra Beata nie bez zdziwienia stwierdziy, e rozmwcy Anglikw ukrywaj si wzajemnie przed sob. Skrupulatnie zanotoway w pamici ten szczeg. Naleao to do ich obowizkw. Okoo pnocy do drzwi klasztoru zakoata konny goniec z sotni komandira Bira. Przynosi wan wiadomo: sotnia zdobya dziao i wycia w pie jego obsug. Na wp przytomny z radoci

dowdca kurina stuka kolejno do wszystkich drzwi - Anglikw, Ihora, ubryda i Piskorza, przekazujc im wie o zdobyciu dziaa. Bya jeszcze gboka noc, kiedy cichy klasztor Sistr S. w R. opustosza. Anglicy pod eskort andarmerii Berkuta odjedali w sobie tylko znanym kierunku. Ren z czot Bira udawali si do sotni. Ihor mia co do zaatwienia w okolicy, batalion Serca Gorejcego wymaszerowa tras na Ropienk. Major ubryd nie zapomnia jednak, suchajc rady Piskorza, wysa za Anglikami sieranta Zawiej w towarzystwie sprytnego kaprala Pioruna. Warto byo wiedzie, co dalej czyni bd gocie brytyjscy... Naturalnie ludzie Berkuta prawie natychmiast dostrzegli obu ubrydowcw ledzcych Anglikw. Nie spuszczali odtd zwiadowcw zaprzyjanionego batalionu WiN z oczu. Bawia ich ta gra w ciuciubabk. Batalion Serca Gorejcego mia strae o wiele mniej czujne. Nie wykryy one wcale, e w lad za nimi, jak zwykle, posuwa si may patrol Berkuta, systematycznie rejestrujcy kady ruch oddziau majora ubryda. Byo to tym atwiejsze, e w nocy zmienia si pogoda. Dotychczasowy poudniowozachodni wiatr zluzowany zosta przez pnocny. Spad nieg.

5
Z tym dziaem zdobytym przez banderowcw byo tak. Kiedy podpukownik Tomaszewski upora si jako ze skutkami poaru Huczwic, odprowadzi uchodcw na odlege dworce kolejowe w Nowym Zagrzu i Sanoku oraz zakoczy remont swego tak wiele pozostawiajcego do yczenia taboru samochodowego, puk ruszy na akcj. Rozpoczy si obmylone przez Tomaszewskiego dziaania demonstracyjne. Bya to waciwie wielka defilada puku przez wioski, marsz bez okrelonego celu taktycznego manifestacja siy. Przodem sza stra przednia w sile kompanii wydzielonej z batalionu majora Grodzickiego. Wioda z sob kilka modzierzy batalionowych i dwa dziaa czterdziestosiedmiomilimetrowe. Wyposaona bya dla celw pocigowych w trzy samochody ciarowe - studebackery. Za ni postpoway trzy czogi rednie, przysane przez puk pancerny z Tarnowa. Kady z pukw dywizji pukownika Sierpiskiego otrzyma w tych dniach po kilka czogw... W odpowiedniej, przewidzianej regulaminem odlegoci posuwa si batalion majora Grodzickiego, szykiem bojowym, dwoma dugimi acuchami po obu stronach drogi. Przy tym batalionie jechali konno dowdca puku podpukownik Tomaszewski, zastpca dowdcy dywizji major Preminger, szef sztabu major Pawlikiewicz, oficer zwiadu kapitan Winiowiecki i lekarz Pietrasiewicz. Dalej maszeroway w takim samym szyku - cignity z Leska 3 batalion kapitana Gorczyskiego i 1 batalion kapitana Ciszewskiego. Kolumn zamykao kilka dzia cignitych przez samochody, ktre co par kilometrw przystaway, a nastpnie doganiay puk. Z tymi dziaami od samego pocztku by kopot: nie wolno ich byo umieci na pocztku kolumny ze wzgldu na miny, ktre bandyci mogli ka na trasie marszu. rodek kolumny te nie wchodzi w rachub, gdy dziaa zmotoryzowane psuyby cay porzdek - przylepione bezporednio do tyu kolumny samochody nie mogy rozwija naleytej szybkoci i przegrzeway silniki. Pozostawao jedno rozwizanie - artyleria musiaa si posuwa kilometrowymi skokami za kolumn. System ten czsto stosowano w marszach przyfrontowych, tote nie budzi niczyich wtpliwoci.

Puk rozciga si na przestrzeni dobrych piciu - szeciu kilometrw. Wyglda imponujco. Mieszkacy ernicy, Woli Matiaszowej, Berenicy, Rybnego i Wokowyi z podziwem patrzyli na przesuwajce si przed nimi wojsko. Podpukownik Tomaszewski z zadowoleniem spoglda na grupki chopw przed domami i twarze przylepione do szyb. - Teraz widz, co zgromadzilimy przeciw bandziorom! - mwi do jadcych obok oficerw. Przestan si ba terroru tych lenych obszarpacw! Wszystko szo dobrze a do Terki, gdzie znaleli si pod wieczr pierwszego dnia. Tam okazao si, e czogi nie przejd. May mostek nad strumieniem, przepywajcym przez wiosk, zatrzeszcza zowrogo pod gsienicami pierwszego z nich. Jasne byo, e zaraz runie. Czog ledwie si wycofa. Pancerniacy odbyli krtk narad i owiadczyli, e dalej nie pojad. Teren stawa si coraz trudniejszy. Na przybycie do tego tylko miejsca zuyli tak ilo paliwa, e grozio im rycho cakowite unieruchomienie, nawet jeliby pokonali wszystkie te amliwe mostki i strome stoki. Wobec tego postanowiono odesa czogi do Baligrodu. Podpukownik Tomaszewski podj t decyzj bez entuzjazmu. Odejcie czogw osabiao efekt demonstracji siy. Nocleg wypad w Terce i okolicznych wioskach. - Jedno mnie tylko niepokoi - powiedzia przed zaniciem major Grodzicki do Premingera i Ciszewskiego - maszerujemy tak, jakbymy si spodziewali, e bandytw znajdziemy wanie na drogach publicznych... By moe, wzbudzimy w mieszkacach tych wiosek wiadomo, e istniej siy, ktre rozprawi si z bandami, ale sam t demonstracj niewiele zrobimy nieprzyjacielowi. - A jak wy bycie postpowali, majorze? - zapyta Preminger. Grodzicki szczup doni przygadzi swoje siwiejce na skroniach wosy. - Ja bym si stara pomaca bandziorw tam, gdzie s - mrukn mocujc si z butem. - Ale gdzie oni s? - zamia si Ciszewski. - Wanie nad tym trzeba by si zastanowi - westchn Grodzicki. Preminger by tego samego zdania, ale gnbia go jeszcze inna kwestia. Wiedzia, e bez penego poparcia ze strony chopw nie da si pobi bandytw. Zaufanie do wojska, zblienie si onierzy do mieszkacw wiosek w tych okolicach miao ogromne znaczenie. Tymczasem wszdzie, podobnie jak w Baligrodzie, ludzie patrzyli na wojsko nieufnie. Rozmawiali z onierzami tylko w czterech cianach domw, gdy nie widzieli tego ssiedzi. Chopi bali si siebie wzajemnie. Bandyci obiecywali surowe kary za sympati dla wojska. Przychodzicie tylko i odchodzicie... My tu mieszkamy i zostajemy. Co bdzie, gdy wrc bandyci? mwili chopi. - Jak przeama strach, wywoany terrorem bandytw? - pyta Preminger. - Dopki nie sprawimy bandziorom dobrego lania, nie przeamiemy strachu - odpowiedzia Grodzicki. Pooyli si na wymoszczonej som pododze izby. Dugo jeszcze rozmawiali o do odlegych sprawach. Ciszewski wsuchiwa si w parskanie koni, ktre onierze poili na dworze. Szyby podzwaniay lekko od podmuchw wiatru. Kto powiedzia tu pod oknem: - Jutro chyba nieg spadnie...

Rzeczywicie nazajutrz brzuchate, typowo niene chmury zalegy cay horyzont. Ruszyli w tym samym porzdku, co wczoraj, w kierunku poudniowym, na Buk, Ryczyw i Przysup. Porucznik Rafaowski stwierdzi w rozmowie z Ciszewskim, e onierze s w doskonaym nastroju. Cieszyli si, e nareszcie skoczyy si ponure nudy w Baligrodzie. Marsz oznacza dla nich jakie dziaania. Obudzia si stara, frontowa wczgowska yka. Znw szli naprzd, mijali wsie, poznawali nowych ludzi, nowe krajobrazy. - W kadym czowieku tkwi co z Kolumba - mwi Rafaowski swoim wileskim akcentem. - W onierzu cecha ta jest szczeglnie rozwinita. Lubi zmienia miejsce postoju. To jest jego poezja... - Poczekaj, zobaczysz poezj, kiedy mrz chwyci ich za palce w tych dziurawych butach! - mia si sarkastycznie dowdca 3 kompanii, porucznik Zajczek. Gdy batalion mija Strubowiska i zagbia si w las pod Kalnic, usyszeli ostr, urywan strzelanin. Strzay dochodziy gdzie z tyu, z do duej odlegoci. Kolumna od razu stana. onierze flegmatycznie przysiedli na bokach drogi. Ogie nie wywar na nich najmniejszego wraenia. Nie taki syszeli na froncie. Po kilku minutach od czoa puku przycwaowali na koniach major Grodzicki, major Preminger i kapitan Winiowiecki. - Kapitanie Ciszewski - zawoa dowdca puku - prosz natychmiast wysa jedn kompani w kierunku tych strzaw. Powinien by pan ju wyda w tej sprawie rozkazy nie czekajc na mnie doda gderliwie. Ciszewski pomyla, e szyk marszowy zamyka przecie artyleria, a nie jego batalion, zrezygnowa jednak z polemiki i kaza ruszy kompanii porucznika Zajczka. Sam razem z ni pocwaowa konno. Pod Ryczywoem, gdzie znaleli si w cigu pitnastu minut, stay dwa samochody z cikimi studwudziestomilimetrowymi modzierzami, nieco dalej trzy inne z dziaami. Jednego samochodu z siedemdziesiciomilimetrowym dziaem brakowao. Mocno przyblady dowdca artylerii pukowej porucznik Nalewajko owiadczy, e samochd ten nie doczy. - Co musiao mu nawali w silniku - wyjania Ciszewskiemu. - Dlaczegocie go zostawili? - denerwowa si kapitan. - Pojcia zielonego nie miaem, e si zepsu. By ostatni w kolumnie... Kapitan Matula, ktry jecha na przedostatnim wozie, powinien by to zauway, ale nie da adnego znaku. - Nie moja rzecz wam o tym donosi, poruczniku - twardo stwierdzi Matula. - Mam inne zadania i nie jestem waszym podkomendnym. Znajdowaem si na wozie jako pasaer. - Ale ja obywatelowi kapitanowi mwiem, e ten samochd zosta - wtrci krpy ogniomistrz o jasnych oczach i zawadiacko zsunitej na ucho czapce poow j. - Obywatel kapitan powiedzia wtedy, e oni nas dogoni... Matula zaperzy si nie na arty. - Nikt was o to nie pyta, ogniomistrzu Kale, sami powinnicie byli zameldowa o wypadku waszemu dowdcy - zapia wysokim dyszkantem. - Obywatel kapitan zakaza mi wstrzymania kolumny - upiera si ogniomistrz. Wyzywajco patrzy w oczy Matuli.

Cay ten spr nie opnia bynajmniej posuwania si naprzd onierzy Ciszewskiego. Kompania porucznika Zajczka biega t sam drog, ktr puk przeby dzi rano, maszerujc z Terki. onierze minli po lewej stronie Ryczyw, przeskoczyli na wp rozwalony most nad strumieniem obok wzgrza, ktre Ciszewski zidentyfikowa na swojej mapie jako 778, i zbliali si do skrzyowania pod Doyc. Strzelanina tymczasem dawno ju ustaa. Samochd dostrzegli nagle za zakrtem drogi. Sta ukosem, drzwi szoferki byy z obu stron otwarte, maska silnika podniesiona. Dokoa - ywej duszy. Dziao zniko. Dwch zabitych odkryli w rowie, tu obok samochodu. Leeli na wznak, gowy mieli cakowicie zmiadone, widocznie od uderze kolb. Kierowca i jego pomocnik zginli w zarolach po prawej stronie drogi. Tam musieli si prawdopodobnie schroni przed napastnikami. Byli podziurawieni pociskami z pistoletw maszynowych jak rzeszoto. Jeszcze jeden onierz lea o kilkanacie metrw od samochodu z podernitym gardem. Nieco dalej inny - ze zgruchotan czaszk. aden z zabitych nie mia broni. - Byo ich szeciu z obsugi dziaa, kierowca i jego pomocnik - wyszepta porucznik Nalewajko.Brakuje dwch - stwierdzi rwnie pgosem Ciszewski. To, co si tu rozegrao, byo oczywiste. Bandyci napadli na onierzy w chwili, gdy kierowca i jego pomocnik mozolili si nad uruchomieniem silnika. Atak by cakowicie nieoczekiwany. onierze bronili si bezadnie, ale szybko ulegli przemocy. Napastnicy wymordowali ich w bezporednim starciu wrcz, rannych prawdopodobnie dobili. Dwch onierzy i dziao uprowadzono. - Idziemy w pocig, obywatelu kapitanie - gorczkowa si porucznik Nalewajko. - Oni nie mog by daleko. Ciszewski spojrza na zegarek. Od momentu, kiedy usysza strzay, do chwili obecnej upyna godzina. Nie byo czasu do namysu. Ogniomistrz Kale odkry dwie gbokie bruzdy w mikkim gruncie na skraju lasu. - Tdy uprowadzili dziao. S lady k. - Wskazywa rk w kierunku pnocno-zachodnim. Ciszewski stoczy krtk wewntrzn walk. Co powie Tomaszewski na jego samowoln decyzj? Czy moe traci czas na porozumiewanie si z dowdc puku? Jak postpi? Nie ulegao dla niego wtpliwoci, e pocig jest konieczny. Chodzio jednak o to, jak zechce Tomaszewski przeprowadzi t akcj. - Ruszamy, obywatelu kapitanie? Porucznik Zajczek utkwi w twarzy swego dowdcy drwice spojrzenie. - Jeeli si tak bdziemy grzeba, dziao zniknie jak kamfora - mrukn. onierze co szeptali, patrzc na trupy kolegw, uoone teraz rzdem obok samochodu. Dokoa panowaa cisza, przerywana tylko miarowym postukiwaniem dzicioa gdzie w gbi lasu. Kapitan spojrza na krg otaczajcych go twarzy. Trzeba byo powzi decyzj. - Poruczniku Nalewajko, prosz powiedzie dowdcy puku, e znalelimy lady i ruszyem po tropie wraz z kompani porucznika Zajczka. Jeeli pukownik Tomaszewski uzna to za stosowne, dobrze by byo, aby reszta mego batalionu te podesza. Jedn kompani nie otocz bandy... Prosz o nawizanie ze mn cznoci radiowej w godzinach parzystych. Gdybym mia co do zakomunikowania, bd meldowa. T drog te spodziewam si od dowdcy puku dalszych rozkazw. To chyba byoby wszystko.

Ciszewski mwi gosem spokojnym, opanowanym. Czu, e nie moe inaczej postpi, cho demonstracja siy zorganizowana przez podpukownika Tomaszewskiego braa definitywnie w eb, skoro najpierw kompania Zajczka, a za ni cay batalion miay odej. - Czy mog wzi udzia w pocigu, obywatelu kapitanie? - usysza gos ogniomistrza Kalenia. - Jeeli porucznik Nalewajko nie ma nic przeciw temu... Dowdca artylerii puku skin gow. Milczco zasalutowa Ciszewskiemu, ktry z kolei da rk znak porucznikowi Zajczkowi. Szybko zagbili si w las. Ogarna ich chodna wilgo przesycona charakterystycznym zapachem gnijcego poszycia. Zajczek rozcign kompani w tyralier majc trzy rzuty: przodem, po samym ladzie, szed ogniomistrz Kale z picioma onierzami, ktrzy zgosili si na ochotnika, w odlegoci okoo dwudziestu piciu metrw postpoway gwne siy kompanii, dwa plutony szerok tyralier, onierz od onierza w cznoci wzrokowej, w tym rzucie znajdowa si te Ciszewski wraz z obydwoma radiotelegrafistami z ich sprztem, za tyralier posuwa si dwjkami pluton odwodowy. - Jeeli natkniemy si na bandytw, to bdziemy mieli dziki tyralierze jaki szerszy front. Uzyskujemy te w ten sposb mono zamarkowania manewru okrajcego w stosunku do bandytw. Odwd rzucimy w zalenoci od sytuacji - wyjani Ciszewskiemu jego podkomendny. - Niele pomylane - pochwali kapitan. Zajczek zamia si tylko sucho i nic nie odpowiedzia. Szli szybko, w miar jak na to pozwala teren grzski i grzysty. - lady k - sygnalizowa z przodu ogniomistrz Kale - nadal widoczne. Prowadziy na pnocny zachd po zboczach opieninki, Durnej i Berda. Mijay godziny. Na zboczach Berda onierze lewego skrzyda tyraliery odkryli trupa mczyzny. Ciszewski kaza si zatrzyma. Trup by zupenie nagi. Gow mia prawie odrban od tuowia, jak tamten znaleziony na drodze obok samochodu, rce zwizane drutem na plecach, genitalia wycite. Stali nad nim, zmartwiali ze zgrozy. Ogniomistrz Kale powiedzia: - To chopak od nas, z artylerii, bombardier ucki... Trupa uoono na kocu, ktry ponieli onierze z odwodu. Zdaniem Zajczka artylerzyst zabito, poniewa nie mia si lub nie chcia i dalej z bandytami. Musiao si to sta niedawno, krew bya jeszcze wiea. Siady k skrcay na Jabonk, gdzie kompania dotara okoo trzeciej po poudniu. - Kawaleria z prawej! - rozlegy si gosy w tyralierze. - Padnij! - pobiego wzdu linii strzelcw. Pooyli si za pniami drzew. onierze z wpraw wybierali jak najdogodniejsze do strzau stanowiska. Przywarli do ziemi i czekali. Przed sob, w dole, mieli jak na doni szos z Cisnej do Baligrodu. Stamtd wanie dochodzi rosncy coraz bardziej ttent koni. Po upywie kilkunastu minut wszystko si wyjanio. Zobaczyli rogatywki z zielonymi otokami. Konna grupa manewrowa Wojsk Ochrony Pogranicza z Cisnej.

Teraz dopiero pocig nabra rozmachu. - Gdybycie tak z nami bliej wspdziaali! - mwi porucznik Siemiatycki, wysoki brunet, dowdca kawalerzystw. - Moglibymy o wiele atwiej zada bandytom bobu. A tak, wy osobno, my osobno, kady sobie rzepk skrobie i nic z tego nie wychodzi... Podlegamy niby to pod wzgldem operacyjnym pukownikowi Tomaszewskiemu, ale czy mymy kiedy dostali od niego jaki rozkaz? A przecie nie masz to jak kawaleria przeciw bandom! - Mielicie jakie sukcesy? - informowa si Ciszewski. - Bez piechoty sama kawaleria nie moe mie sukcesw - zauway Zajczek. - Ale ecie wy dziao stracili! - wytkn im Siemiatycki. - Wy te nie tak dawno jeszcze dostalicie porzdnie w d... Bandyci zlikwidowali wam te placwki graniczne. Co tak wydziwiacie, obywatelu poruczniku? - zirytowa si Zajczek. Dowdca kawalerzystw spojrza na niego z gry i nic nie powiedzia. Konna grupa wysforowaa si naprzd. Niezmordowanemu ogniomistrzowi Kaleniowi oddano do dyspozycji wierzchowca. Mia do tego prawo. Pierwszy bd co bd odkry lad. Ciszewski poczy si drog radiow z podpukownikiem Tomaszewskim. - Wysaem za panem reszt batalionu, obywatelu kapitanie - owiadczy wysuchawszy jego meldunku. - Na tych z WOP prosz uwaa. To byo nasze dziao i my powinnimy je odebra. Jeeli uczyni to WOP, zrobi na ten temat rejwach, jakby Bg wie jak przysug nam oddali. Bd na cay wiat gosili, e si bez nich nie potrafimy oby - gdera przez mikrotelefon. yczy Ciszewskiemu powodzenia i poleci, aby po skoczonej akcji wraca do Baligrodu. Prosz pamita, kapitanie, e mymy tu przyjechali wyciga WOP z kabay i nie powinno by odwrotnie! - dwiczay Ciszewskiemu w uszach sowa zwierzchnika. Rzeczywicie dalecy jestemy od wspdziaania - myla. Na szczcie porucznik Siemiatycki nie usysza sw dowdcy puku Strzelcw Budziszyskich i z caym zapaem prowadzi swj oddzia w pocigu za band. Siady znw skrcay, tym razem na poudniowy zachd. Z trudem wspili si na Jaworne. Tam zaskoczy ich zupeny mrok. Pocig kontynuowano przywiecajc sobie latarkami rcznymi. - Oni nie mog by daleko! - gorczkowa si ogniomistrz Kale. - lady s wiee. Przejedali tdy najwyej przed godzin. Bandyci istotnie nie byli daleko i z dziaem mieli powane kopoty. Sotnia Bira, ktra napada pod Doyc na obsug zajt reperowaniem zepsutego samochodu, uprowadzia dziao, zaprzgajc do niego par koni. Armata bya cika, konie nie wprawione. Dziao grzzo w mikkim gruncie, obijao si o drzewa, konie robiy bokami na wzniesieniach i ju po godzinie paday wrcz ze znuenia. Chuderlawy sotenny Bir, eks-kleryk z Trembowli, na prno pogania swoich striciw. Szybciej nie mona byo i. Dowdca sotni zdawa sobie na domiar spraw, e ma za plecami pocig. Armatnie koa pozostawiay lady i Bir o tym wiedzia. Powrt do obozu sotni w okolicach Suchych Rzek, w rejonie Pooniny Wetliskiej, nie wchodzi w rachub, tam bowiem kierowa si wanie puk Tomaszewskiego, a sotenny nie mg przewidzie, co uczyni przeciwnik. Gdyby nie dziao, sotnia przyczaiaby si gdziekolwiek i obserwowaa ruchy nieprzyjaciela. Teraz jednak trzeba byo zabezpieczy zdobycz.

Ucieczka spychaa Bira w kierunku rejonu dziaania Hrynia. Rzecz wysoce niewskazana. Rejony operacyjne poszczeglnych sotni byy cile podzielone, granic ich w zasadzie nie wolno byo przekracza. Poza tym, cignc to przeklte dziao, naprowadza wojsko na Hrynia. Na porzucenie armaty nie mg si zdecydowa. Bya zbyt cenn zdobycz i kto wie, jak oceniby taki krok dowdca kurina Ren. Mgby go kaza po prostu rozstrzela. Kurinny umia kara tchrzostwo. Z tego Bir te sobie zdawa spraw. Kluczy przeto z dziaem, jak mg. W pobliu Berda tylna stra sotni usyszaa cigajce ich wojsko. Znajdowao si w niewielkiej odlegoci. Na rozkaz Bira strici umiercili jednego z uprowadzonych onierzy. Zrobiono to szybko i sprawnie. Bir przewidywa, cakiem zreszt susznie, e znalezienie trupa cho na pewien czas zahamuje pocig. Drugiego onierza pdzono nago obok dziaa (mundury zdarto z nich od razu, bo byy potrzebne sotni). Bezporednio za Jabonkami do sotni umiechno si szczcie. Natkna si na czot Uklei podleg Hryniowi. Bir w telegraficznym skrcie wyjani czotowemu sytuacj. Konie, cignce armat, znajdoway si u kresu si. On sam, Bir, i jego ludzie dziaali ju nie w swoim rejonie. Nic tu nie mieli do roboty, terenu dobrze nie znali. Dziao musi wobec tego przej Ukleja i gdzie ukry. Na dyskusj nie byo czasu. Ukleja mia w swej czocie par koni dla zwiadowcw. Zaprzono je do dziaa. Bir wykrci ze sw sotni na pnoc. Odsapn z ulg i wysa goca z triumfalnym meldunkiem do dowdcy kurina Rena, znajdujcego si w tym dniu w R. Ukleja ruszy z armat na poudniowy zachd. Jeca zabra rwnie. Nie upyna nawet godzina, kiedy strici z czoty Uklei - sami prawie Niemcy - donieli swojemu dowdcy, e w niewielkiej odlegoci za ich plecami, na ssiednim wzgrzu, jest nieprzyjaciel. Syszeli parskanie koni, widzieli byski latarek elektrycznych. Byo rzecz oczywist, e pocig jest tu, tu... Brodaty Heinz zdenerwowanym gosem radzi, aby dziao po prostu porzuci. Zabijanie jeca nie miao najmniejszego sensu, gdy w ciemnoci cigajcy mogli nawet nie wykry trupa. Ukleja - nauczyciel z zawodu, uchodzcy za jednego z inteligentniejszych banderowskich dowdcw myla intensywnie nad tym, co mu w tej sytuacji wypada czyni. Na porzucenie dziaa nie mg si zdecydowa z tych samych powodw co Bir, znalaz jednak rozwizanie, ktre go w kadym razie kryo wobec przeoonych, gdyby zdobyczy adn miar nie udao si utrzyma. Postanowi wymontowa z dziaa zamek i natychmiast gdzie ukry. Jeliby dziao trzeba byo porzuci, to nieprzyjaciel odzyska je w stanie niezdatnym do uytku, jeeli natomiast zdoaj je zachowa, wwczas wrc tu po zamek choby jutro. Trzscymi si ze strachu i popiechu rkami wymontowa Heinz wraz ze swymi dwoma rodakami zamek siedemdziesitkiszstki. Szybko zanieli go w zarola i wsunli pod jaki sprchniay pie... - Czy dobrze zapamitalicie to miejsce? - zapyta Ukleja, kiedy wrcili. - Jawohl, Herr Tschotowy... - odpowiedzieli bez namysu. Czota pognaa naprzd... Teraz dopiero Ukleja spostrzeg, e pada nieg. Musia ju pada od jakiego czasu, bo ziemia dokoa pobielaa. - Idioci! - hukn czotowy. - Ten nieg zasypuje lady. Oni nas teraz nie znajd! - Wcieky by, e tak pochopnie kaza wyj zamek. Pociesza si tylko, e przecie jutro po niego wrc.

Pocigu ju za swoimi plecami nie syszeli. Pn noc dotarli do obozu sotni pod Magurycznem w lesie Chryszczata. Wymontowanie zamka doprowadzio do pasji sotennego Hrynia. Mia racj. Tej czci armaty sotnia nigdy nie odzyskaa. Heinz i pomagajcy mu w ukryciu tego najistotniejszego mechanizmu dziaa kamraci nie zapamitali miejsca, gdzie schowali zamek. Wielokrotnie szukali go na prno. Stao si to nawet z biegiem czasu swego rodzaju obsesj caej sotni. Za kar Hry zbi na osobnoci po twarzy czotowego Uklej, Heinza za i dwch innych Niemcw kaza owiczy bykowcem. Armata siedemdziesicioszeciomilimetrowa staa si rekwizytem obozu pod Magurycznem i znajdowaa si tam a do zdobycia Hryniowej twierdzy przez wojsko. Nie uprzedzajmy jednak wypadkw. Wrd ciemnoci i pod rosnc warstw niegu kapitan Ciszewski oraz porucznicy Zajczek i Siemiatycki zgubili lady uprowadzonego dziaa, a zarazem nieszczsnego, pozostaego jeszcze przy yciu jeca bandytw. Przez radio okrelili podpukownikowi Tomaszewskiemu swoje pooenie i poprosili o decyzj, co maj dalej czyni. Odpowied przysza nad ranem. Dowdca puku kaza skoro wit kontynuowa pocig i dziao za wszelk cen odnale. Miaa si tym zaj kompania z batalionu Ciszewskiego. On sam ma zabra konn grup manewrow WOP i natychmiast wyruszy do Baligrodu. Reszta jego batalionu zostaa ju zawrcona z drogi. Tomaszewski domaga si popiechu. Stwierdzi, e jaka banda zaatakowaa wanie posterunek milicji w Hoczwi. Batalion Ciszewskiego by najbliej tej miejscowoci. Tomaszewski z reszt puku zabrn, jak si okazao, a do Berechw Grnych. O zaatakowaniu posterunku donosia radiostacja w Baligrodzie. Pozostaa tam tylko niewielka ochrona, ktrej nie wolno si byo ruszy z miejsca. Trzech milicjantw bronicych si w Hoczwi mogo wic liczy wycznie na odsiecz konnej grupy WOP i ewentualnie dwch kompanii Ciszewskiego. Kompanie owe maszeroway teraz na pomoc oblonym, majcym do dyspozycji jedynie rczny karabin maszynowy i swoje karabiny. Najszybciej bdzie chyba ta kawaleria graniczna - przyznawa nie bez ubolewania w gosie podpukownik Tomaszewski. - Mona oszale, czowieku, po prostu mona oszale - zakoczy rozmow dowdca puku. Ciszewski wyda instrukcj Zajczkowi, poegna si z nim i z ogniomistrzem Kaleniem, nastpnie ruszy wraz z Siemiatyckim na czele grupy manewrowej. Peni najgorszych przewidywa jechali znw na przeaj w kierunku Jabonek. By ju jasny dzie, kiedy dotarli do drogi. nieg sypa nieprzerwanie. Chmury nisko suny po niebie. Zaczynaa si prawdziwa zima. Okoo smej cwaowali przez Baligrd, gdzie tymczasem znalazy si obie kompanie Ciszewskiego, ktre - jak si okazao - maszeroway ca noc. - Jakie wiadomoci z Hoczwi? - zapyta Ciszewski porucznika Rafaowskiego. - Od pocztku adnych. Oni tu syszeli tylko gst strzelanin i co w rodzaju wybuchu. To wszystko... Ciszewski zakl i spi konia. Za nim pomkno stu osiemdziesiciu kawalerzystw w rogatywkach z zielonymi otokami. Posterunek w Hoczwi zaatakowany zosta tego dnia przed kilku godzinami przez batalion Serca Gorejcego, wracajcy z opisanego ju spotkania dowdcw WiN i UPA. Decyzj w sprawie tej akcji podj ubryd niespodziewanie. Wpado mu na myl, e z atwoci rozbije maleki trzyosobowy posterunek milicyjny, cakowicie samotny i pozbawiony wszelkiej skutecznej obrony. Akcja miaa tym wiksze znaczenie, e milicjanci chronili w Hoczwi nowo zaoone, przeksztacone z dawnego majtku prywatnego gospodarstwo rolne. Takie gospodarstwa ubryd z upodobaniem likwidowa. - Rozbije si posterunek i puci z dymem majtek - owiadczy dowdca batalionu Serca Gorejcego swemu zastpcy kapitanowi Piskorzowi. Nie napotka sprzeciwu.

Posterunek by jednopitrowym budynkiem, wzniesionym przez wacicieli Hoczwi dwa wieki temu. Mocne kamienie rzeczne tworzyy ciany tej budowli o sklepionych murach i maych, kwadratowych okienkach. Nikt nie pamita, jakie byo pierwotne przeznaczenie tego obiektu. Przed wojn zamieszkiwali go dworscy oficjalici, potem suy za dodatkowy magazyn paszy. Milicjanci doprowadzili go do porzdku i zainstalowali si wraz ze swoimi rodzinami. Wszyscy trzej pochodzili z tych stron, podobnie jak ich ony. Penili swoj sub od kilku tygodni i mieli jak najdalej idce zaufanie do otrzymanych karabinw oraz erkaemu. Tej nocy gocili na posterunku sekretarza powiatowego partii Drozdowskiego i specjalist od hodowli koni, ktry w tej sprawie odwiedzi Hoczew, Krzysztofa Dwernickiego. Okoo szstej rano zbudzio ich gwatowne omotanie w drzwi. Dowdca posterunku plutonowy Kolanowski pochwyci oparty o szaf tu obok ka karabin i ostronie zbliy si do okna. Najmodsze z jego trojga dzieci, dwu i pletnia Joasia, zapakao, matka zacza je ucisza. - Otwierajcie! - krzycza czowiek przed domem. - Jestem ranny. Bandyci postrzelili mnie na szosie... Jcza przy tym i zawodzi, jakby pod wpywem ostrego blu. Kolanowski widzia w gstym jeszcze mroku czerniejc na niegu posta, zgit wp, trzepoczc rkami. - Zaraz schodz - zapewni, cofn si nieco od okna i obserwowa dalej. By nieufny. Bandyci zlikwidowali ju w powiecie kilka posterunkw MO, przy czym zawsze posugiwali si jakim podstpem. Patrzy w kierunku zeschego ywopotu okalajcego dom. Tam mg si przyczai nieprzyjaciel. Biel niegu, ktry spad tej nocy, rozjaniaa nieco okolic. Na dworze bya cisza. Patki niegu spaday ukosem, gnane lekkim pnocnym wiatrem. Ranny jcza pod drzwiami rozdzierajco. To nie wiatr potrzsn jednak w tej chwili ywopotem. Plutonowy by tego pewny. ywopot wyda mu si poza tym w jednym miejscu grubszy ni w innych. Jakby przywaro tam kilku ludzi. W gruncie rzeczy nic nie ryzykuj - pomyla Kolanowski. - Nie bj si - uspokoi pgosem on. - Ja tylko raz strzel dla sprawdzenia... - Stojc w gbi pokoju zoy si uwanie w kierunku tego zgrubienia w ywopocie. Bysno krtko. Pokj napeni si dymem. Spod ywopotu odezwa si peen blu okrzyk. - Zabieraj dzieci i skacz do piwnicy! - krzykn Kolanowski do ony. Widzia, jak ten spod bramy rzuca si do ucieczki. Posa za nim nowy pocisk, ale chybi. W tej chwili ywopot rozbysn na caej dugoci niebieskimi ognikami strzaw. Zaterkotay rczne karabiny maszynowe. Z brzkiem wyleciay z okien szyby. - Szybciej! Szybciej! - przynagla Kolanowski on. Omioletnia Marysia z powag przyciskaa do boku lalk, modszy od niej o dwa lata Wadek nie chcia i, ciekawiy go czynnoci ojca. Joasia wci pakaa. Z ssiedniego okna odezwa si tymczasem erkaem milicjantw. Strzela z niego kapral emko, przeszo czterdziestoletni chop z Mikowa, ktry w czterdziestym czwartym roku zgosi si ochotniczo do wojska i zaledwie kilka miesicy temu wrci w te strony z naszywkami podoficerskimi. Do mieszkania Kolanowskiego wpad z karabinem w rce sekretarz Drozdowski. - Obstawcie to okno z tyu domu - rozkaza mu komendant posterunku. - Duo macie amunicji? - Z pidziesit sztuk. - Cholernie mao... Oszczdzajcie.

Trzeci milicjant kapral Rogala zaj stanowisko w oknie na parterze, tu przy drzwiach wejciowych. W dolnej kondygnacji znajdoway si na szczcie, jak w wielu starych budynkach, tylko dwa okna po obu stronach drzwi, a waciwie mocnej dbowej, nabitej elaznymi wiekami bramy. Okna parterowe byy od niepamitnych czasw okratowane. - Panie Dwernicki - zawoa plutonowy w kierunku klatki schodowej - niech pan sprbuje poczy si z Baligrodem albo z Sanokiem. Jeeli tylko linia dziaa - mrukn do siebie. - Do usug, askawy panie - rozleg si basowy gos Dwernickiego. - Prbowaem ju przed chwil, ale nie ma sygnau. Nasi gocie raczyli widocznie przerwa czno... Id do pana. Atakujcy strzelali tymczasem bez przerwy. W pokoju rozpryso si w drobne kawaki lustro, z trzaskiem rozleciaa si szafa. Napastnicy cofnli si od ywopotu, ktry nie dawa im adnej osony przed pociskami, i zajli stanowiska za grubymi pniami stuletnich wizw dawnego parku hoczewskiego oraz w rnych zagbieniach terenu. Milicjanci odpowiadali znacznie rzadziej. Musieli oszczdza amunicj. Obustronna strzelanina trwaa ju prawie p godziny. - Czy macie, panowie, duo amunicji? - spyta komendanta posterunku Dwernicki. Nie mia adnej broni, usiad wic spokojnie na starym pluszowym fotelu w osonitym od pociskw miejscu. Podgi upan, zaoy nog na nog i w zamyleniu gadzi swoje dugie wsy. Tylko oczy jego byszczay w pmroku. - Jeeli ta pukanina potrwa jeszcze z p godziny, nie bdziemy mieli czym strzela - odpowiedzia Kolanowski, nie odwracajc twarzy od okna. - Oni chyba przejd do natarcia... - Zapewne. - Czy przygotowa pan hakownic? - Jak znw hakownic? - zdziwi si Kolanowski. - No t armat, ktr mi pan pokazywa ze dwa tygodnie temu - zniecierpliwi si Dwernicki. - Ach, t rur! - Pan si mieje... - Dwernicki potrzsn gow. - Z takich armat nasi przodkowie pod Chocimiem i w setkach innych wielkich bitew gromili taatajstwo, a wiry leciay! No wic? Ma pan hakownic czy nie? Mwiem przecie, e w razie opresji... Z rozbitej przedtem szafy znw posypay si drzazgi. Kolanowski strzela dwukrotnie w kierunku bandytw. Potem dopiero powiedzia: - T hakownic, jak pan mwi, zabawia si kapral Rogala. On co tam przygotowa... Dwernicki sprycie poderwa si z fotela i zbieg na d. Kapral Rogala poinformowa go, e istotnie szesnastowieczne dziao, a waciwie sama lufa znaleziona przez milicjantw w tym domu na strychu, jest przygotowane do prowadzenia ognia. Raczej dla zabawy Rogala napeni prochem myliwskim trzy papierowe torebki. W innych mia tuczone szko, kawaki elaza i stare hufnale. Skrci take lont z nasmoowanej szmaty. - cile, jak pan radzi, panie Dwernicki - zapewnia. - Ja te czytaem, e pod Chocimiem i w innych bitwach... - mwi powanie, zamocowujc tymczasem nowy dysk na erkaemie. - Gdzie ta hakownica? - zapyta Dwernicki.

- Tu obok. W sieni. Dwernicki wyskoczy, po chwili, sapic i postkujc, wcign cik luf armaty-staruszki do pokoju, zajtego przez komendanta posterunku. Zerwa z ka pierzyn, pochwyci dwie poduszki, wpakowa to wszystko na st i na tej mikkiej piramidzie dopiero z niemaym trudem uoy dziao. Potem posugujc si drzewcem od mioty wsun w luf najpierw woreczek z prochem, pniej drugi z tuczonym szkem i elaziwem, ktre nazywa mitrali. Przybi spor pigu ze starych gazet. Pieczoowicie wkrci lont. - Hakownica jest gotowa do oddania strzau, komendancie. Czekam na rozkazy szanownego pana powiedzia uroczycie. Kolanowski potrzsn gow. Daleko mu byo do miechu. - Zdaje si, e oni co szykuj - mrukn. Po stronie napastnikw strzay zamilky. Na dworze byo ju cakiem jasno. - Suchajcie, czerwoni! - rozleg si ostry gos zza jednego z wizw. - Nie macie amunicji. Wasz koniec nadszed. Daj wam ostatni szans: jeeli si poddacie, daruj wam ycie. Licz do stu. Macie wywiesi bia pacht. W przeciwnym razie idziemy do ataku. Pamitajcie o waszych onach i dzieciach. Na adn ask w razie dalszego oporu nie liczcie. Pomocy te si nie spodziewajcie. Wojsko z Baligrodu i Leska jest daleko. Macie najlepszy dowd, e jestemy tu i mimo dnia nie przerywamy oblenia. Poddajcie si, uratujecie ycie. - Niech to szlag trafi! Nie mamy ju wiele amunicji - zakl z cicha Kolanowski. - Przygotowa granaty! Kady ma po jednym granacie... - poinformowa z westchnieniem Dwernickiego. Ten jednak wcale nie sucha. Zbliy si do okna, blady z gniewu, i stentorowym gosem zagrzmia w kierunku napastnikw: - Wic to ty jeste, hultaju, pachoku bezprawnie tytuujcy si majorem! Suchaj, ybryd: poznaem ci po tym pijackim gosie, psi synu, bandyto spod ciemnej gwiazdy, kamco i oszucie. Podejd no tu bliej, ajdaku! Wypiszemy ci odpowiednie wiadectwo na twoim zdradzieckim tyku, tchrzliwy zbrodniarzu, morderco kobiet i dzieci, gwacicielu, rezunie, tpy analfabeto! Omielie si da twoim obwiesiom znak Serca Gorejcego, ty otrze. Skalalicie ryngraf Najwitszej Panienki, bandyci! Bdziecie dyndali na szubienicy. To wy powinnicie si podda. Jedyna droga ratunku dla was, ciemna zgrajo. Ale waszemu hersztowi aski nie obiecujemy. Komi kaemy go wczy, tego powsinog, niedonoska i bkarta... Rzeczpospolita zawsze dawaa sobie rad z takimi jak wy. Nieraz hultajstwo na Ni rk witokradcz podnioso. Nie jestecie pierwsi, szubrawcy. Suchaj, ubryd, rzezimieszku... Dwernicki mgby zapewne mwi jeszcze duej, gdyby w tej chwili spod wizu nie doszed ten sam gos co przedtem: - Poznaj ci, stary wariacie. Zaraz sobie porozmawiamy, Dwernicki. Zmawiaj ostatni pacierz. Tak, to ja, major ubryd. Doliczyem do stu. Naprzd, wiara! - Panie Drozdowski! Niech mi pan pomoe. Id psubraty! - zawoa Dwernicki i zacz mocowa si ze swym dziaem. Sekretarz szybko wbieg do izby. Obaj z Dwernickim przysunli st z hakownic bliej okna. Grad pociskw posypa si na budynek.

- Hura! - krzyczeli ubrydowcy. Szli lun tyralier w kierunku bramy. Kilku z nich nioso potn belk, ktr zamierzali wysadzi drzwi wejciowe. Inni uzbrojeni byli w drgi elazne. Zbliali si coraz bardziej. - Oszczdza amunicji! - zaleca Kolanowski. - Strzela, kiedy bd cakiem blisko. Dwernicki przeegna si. Cicho mamrota pacierze. Wydoby z kieszeni pokanych rozmiarw mosin zapalniczk. - W imi Boe, sekretarzu - powiedzia do Drozdowskiego. - Ju czas. Ta hakownica pod Chocimiem i w innych bitwach... Przytkn zapalniczk do lontu. Pomie szybko pomkn po nasmoowanym lnie. Dwernicki jeszcze raz si przeegna. Potny huk targn budynkiem. Z lustra stojcego w rogu pokoju sypny si z brzkiem ostatnie odamki. W pokoju uczynio si ciemno od dymu. Co cikiego grzmotno o podog. - ywo! ywo, sekretarzu! - woa Dwernicki. - Dziao spado z lawety... chciaem powiedzie ze stou. Trzeba je ustawi i nabi. - Chyba nie trzeba - sabym nieco gosem odezwa si spoza kbw przerzedzajcego si dymu plutonowy Kolanowski. - Popatrzcie: oni uciekaj! Istotnie ubrydowcy porzucili belk. W najwyszym popochu kryli si za drzewami. Zza okien dochodziy bolesne jki. - Trzech wierzgao nogami na ziemi - komunikowa dalej Kolanowski, podczas gdy Dwernicki i sekretarz powiatowego komitetu partii znw ustawiali hakownic na osobliwej lawecie zoonej ze stou wymoszczonego piernatami, nalecymi do osobistego gospodarstwa komendanta posterunku MO w Hoczwi. Armata, powtrnie nabita, bya gotowa do strzau. - Sprbujcie jeszcze raz, opryszki! Nue do ataku, tchrzliwa hooto! ubryd, wisielcze, dlaczego milczysz? Moe ci grzbiet przetrcio, psi synu? Prosimy bardzo: atakujcie, szmatawcy! - drwi Dwernicki kryjc si przezornie za solidn framug okna. Batalion Serca Gorejcego nie podejmowa wyzwania. Mia straty: dwch zabitych i piciu rannych. Hakownica nie wyrzdzia ubrydowcom specjalnych szkd (straty ponieli gwnie od poprzedniej strzelaniny), ale efekt huku starej armaty by piorunujcy. Poza tym trzech ludzi bd co bd krwawio po wystrzale tej niezwykej broni, ktrej nawet otrzaskani z ogniem czonkowie oddziau nie potrafili zidentyfikowa. - Musimy si wycofa, i to szybko - radzi kapitan Piskorz. - W Baligrodzie na pewno syszano strzay. Oni tam zrobi wszystko, co moliwe, aby spa nam na kark. ubryd spojrza na zegarek. Bya sidma trzydzieci. Splun i da znak do odwrotu. Siedzc ju na koniu krzykn w stron posterunku: - Wrcimy tu jeszcze! Z tob, stary wariacie, policz si osobicie. Odszukam pana, panie Dwernicki... W odpowiedzi usysza now tyrad. Przeciwnik bez wtpienia growa nad nim wymow. - Prdzej! - przynagla kapitan Piskorz. - Patrz, co si dzieje... - wskaza na szalejc zadymk. Istotnie nie byo wida dalej ni na kilka metrw. Padajcy wci nieg zasypywa lady bandytw i uniemoliwia pocig za nimi.

- Jezusie kochany! Co za nieporzdki! - biadaa ona komendanta Kolanowskiego, kiedy wrcia do zdemolowanego mieszkania. Wtrowaa jej ona kaprala emki. Tylko dzieci bawiy si niefrasobliwie odamkami rozbitego lustra. Dwernicki tumaczy si, skonfundowany, z powodu osmolenia pierzyny przez hakownic. By tym szczerze zmartwiony. - Szanowna pani dobrodziejka zechce wybaczy - mwi caujc w rk on Kolanowskiego - ja naprawd nie miaem innej lawety, a takie dziao bez lawety ani rusz... - By pan wspaniay! - powiedzia do niego z podziwem Drozdowski. Przed budynkiem zebraa si spora gromada chopw z Hoczwi i robotnikw gospodarstwa rolnego. - Alecie si bronili! - mwi jeden z nich. - Peno tu krwi dookoa - wskazywa na podwrze. Kolanowski i jego obaj podkomendni byli dumni ze swego zwycistwa. Tylko Dwernicki krci si niespokojnie. - Oni pewnie wcale jeszcze nie napoili koni - zwrci si do Drozdowskiego, wskazujc grup pracownikw gospodarstwa rolnego z oywieniem komentujc wydarzenia wraz z milicjantami. Bd ich musia za to zdrowo ochrzani. No c, sekretarzu, id teraz do swojej pracy, a pan zapewne do swojej. Poza tym zrobi jedn rzecz, ktrej pan chyba nie uczyni... Pjd podzikowa Bogu za to, e pozwoli nam odpdzi bandytw. Zd jeszcze... - Spojrza na potn srebrn cebul z herbem rodowym, ktr z namaszczeniem wydoby z kieszeni. Drozdowski pochyli gow i mocno ucisn wycignit do Dwernickiego. - Jest pan wyjtkowo porzdnym czowiekiem. - Od niepamitnych czasw wszyscy Dwerniccy speniali swj obowizek wobec kraju i tych gr odpar chmurnie pan Krzysztof. W tej chwili z gstej nieycy wychyli si konny oddzia WOP z kapitanem Ciszewskim i porucznikiem Siemiatyckim na czele.

Wlok si dni zimowe. S dugie i monotonne. nieg pada teraz prawie codziennie. Zasypuje drogi tak dokadnie, e trudno je odnale wrd napierajcych zewszd biaych paszczyzn. Gry wygldaj jak zastygy, abstrakcyjny odlew gipsowy. Lasy stoj zwarte, nieruchome, przytoczone ciarem nienej masy. Natura zdaje si dy do niwelacji wszelkich nierwnoci terenu, do zagodzenia za pomoc grubego biaego caunu poszarpanych zwykle linii horyzontu i zespolenia go w jedn cao z brzuchatymi, oowianymi chmurami. nieg przysypa wiee mogiy onierzy - pierwszych zabitych w tych stronach. Trumny - drewniane sosnowe puda - nios na barkach koledzy. Koysz si na tle szarego nieba mae statki niebytu. Przybyli tu z frontu, aby na wyzwolonej ziemi zgin od kul bandyckich - wygasza major Preminger sowa, ktre stay si sakramentaln formu. Wypowiada si je wszdzie nad grobami onierzy. S a nazbyt czsto uywane, ale wobec powagi mierci maj swoj wymow. Na krzyach wisz wytarte czapki - polwki zabitych. Przyjedaj zawiadomieni depeszami rodzice. Popakuj nad mogikami swoich synw. Oficerowie ciskaj im donie. Rodzice milcz i siorbi zup w baligrodzkim kasynie. Czy chc, aby odesa im zwoki? - pyta nieodmiennie z obowizku podpukownik Tomaszewski lub ktry z dowdcw batalionu. Niech le ze swymi kolegami - odpowiadaj starzy, zmczeni ludzie. Strapieni, oniemieleni egnaj ywych i martwych, po czym opuszczaj Baligrd. Oficerowie gromadz si w kasynie.

Kopc naftowe lampy, kiwaj si cienie na cianach. nieg sypie cigle. Leniwie, obojtnie, uparcie. Wiatr potrzsa zwisajcym z dachu kawakiem blachy, wciska si w kad szpar i smtnie gwide w kominie. Drzwi cicho drgaj od podmuchw tego wiatru, podzwaniaj szyby w oknach. Cay dom wydaje si statkiem pyncym niepewnie przez bezkresny biay ocean, wrd ciemnoci, w ktrych nie sposb dostrzec celu. Wieczory s dugie - zdaj si cign w nieskoczono. Zke, w wietle kopccych lamp naftowych twarze wygldaj jak z wosku. Oficerowie ziewaj pod cianami, przechadzaj si z kta w kt, tu i wdzie graj w karty lub szachy, zajci s czytaniem albo rozmow. Gdzieniegdzie w zielonkawych butelkach poyskuje metalicznie sawetna Pera szczeglnie ohydna wdka tych czasw - bimber w legalnej sprzeday, po ktrym bl rozsadza czaszk, a w ustach jest sucho, jakby je kto klejem stolarskim pocign. - Co tam czytasz? - pyta major Grodzicki Ciszewskiego. - Krzyakw. - To ma w naszych warunkach szczegln wymow. - Tak - oywia si Ciszewski. - Te o tym mylaem. Krzyackie okruciestwo opisywane przez Sienkiewicza... Piset lat temu si te rzeczy dziay, a tymczasem dzi okruciestwo, z jakim tu mamy do czynienia, jest wcale nie mniejsze. - U Swetoniusza take pan znajdzie opisy niebywaego bestialstwa, kronikarze Napoleona i innych wodzw w rnych epokach rwnie tych rzeczy nie kryj. Zncanie si czowieka nad swym blinim ley w jego naturze - wtrca doktor Pietrasiewicz. - A jednak to przeraajce - stwierdza Ciszewski. - Wieki mijaj, czowiek zdobywa coraz to nowe horyzonty we wszystkich dziedzinach, rozwija si kultura i cywilizacja, ale przy lada okazji wyazi z niego bestia. - Cywilizacja! - parska gniewnie Pietrasiewicz. - Co ma do tego cywilizacja? Czy pan myli, e dzisiejsza publiczno, wyjca dziko na rozmaitych stadionach sportowych, wpadajca w sza przy muzyce jazzowej, oklaskujca do utraty przytomnoci bokserw rozkrwawiajcych sobie nosy piciami i tak dalej, czy sdzi pan, kapitanie, e ta publiczno nie przygldaaby si z takim samym zachwytem walkom gladiatorw? Jestem pewny, e ludzie szaleliby z radoci. Widzia pan kiedy walki bykw? Skrwawione zwierz pdzce wok areny, padajce pod ciosami pikadorw, przebite wreszcie po dugiej mce szpad matadora. Albo tego matadora przygwodonego rogiem byka do areny? S kraje - Hiszpania, pastwa Ameryki aciskiej, nawet poudniowa Francja - gdzie takie widowiska ciesz si olbrzymi popularnoci. A przecie to s kraje naszej cywilizacji XX wieku. Ludzie przyjedaj na te widowiska z domw, w ktrych dziaa elektryczno, graj aparaty radiowe, funkcjonuj lodwki. Ci ludzie wysiadaj z najnowoczeniejszych samochodw, odwiedzaj teatry, czytaj gazety. Maj dyplomy, s inynierami, lekarzami, artystami, twrcami kultury i cywilizacji. Nie przeszkadza im to jednak wcale w oklaskiwaniu barbarzyskich widowisk w rodzaju walk bykw, popisw piciarskich czy innych w tym gatunku. Powiadam panom, cywilizacja i kultura nie maj najmniejszego wpywu na prabestialstwo tkwice w czowieku - koczy z przekonaniem doktor i zaciga si dymem papierosa. - Istotnie ciekawe, e caa historia ludzkoci tak pena jest okruciestwa - mwi w zamyleniu Grodzicki.

- S pisarze, ktrzy twierdz, e czowiek jest z natury dobry i tylko warunki mu nie sprzyjaj - wcza si do rozmowy major Preminger. - Sdz, e w odpowiednich warunkach okruciestwo mogoby zosta wyeliminowane... - I co z tego? - oponuje Pietrasiewicz. - Przy pierwszej nadarzajcej si okazji, w jakichkolwiek sprzyjajcych okolicznociach znw bestia wylazaby z czowieka. Preminger potrzsa gow. Nie jest wcale przekonany. Jego zdaniem okruciestwo czy si z tchrzostwem, z obaw przed utrat wadzy, z wtpliwej wartoci walk o utrzymanie autorytetu. - A walki bykw, ring, publiczka w cyrku z zapartym tchem, ale i z dreszczykiem emocji ledzca ewolucje tancerki na linie, rozpitej wysoko pod kopu, czy ekwilibrystyk motocyklisty na tak zwanej cianie mierci? Czy tu nie wyziera w caej beznadziejnej prawdzie wrodzone okruciestwo ludzkie? Podejmuj si zacytowa dziesitki przykadw tego rodzaju - upiera si lekarz. - Naturalnie - dodaje po chwili - wszystko to jest wietnie zamaskowane, zgodnie z dobrym tonem wymaganym przez nasz tak zwan cywilizacj. Przyzwyczailimy si do tego... Ale oto zjawiaj si okolicznoci: wojna. I w tej chwili ta sama publiczka zaczyna wyzwala swoje instynkty... Ostatnia wojna pokazaa nam Niemcw - nard bd co bd o najwyszej kulturze technicznej i cywilizacji. Przekonalimy si, do czego byli zdolni nasi okupanci. Preminger chce co powiedzie, ale doktor nie dopuszcza go do gosu. - Uprzedzam pask odpowied, majorze, i stwierdzam, e w przypadku Niemcw kultura i cywilizacja nie potrafiy si przeciwstawi faszyzmowi. To fakt! Twierdz, midzy innymi take na tej podstawie, e postp techniczny nie ma nic wsplnego z prainstynktami. - Za pozwoleniem, doktorze, wielu prainstynktw ju si czowiek pozby. Jeeli wic znikn okolicznoci sprzyjajce okruciestwu? - naciera Preminger. - Wracajc do tutejszych bandytw sdz, e ich krwawe wyczyny maj na celu utrzymanie ludnoci w ryzach drog terroru. Nic poza tym nie moe wchodzi w rachub - popar go major Grodzicki. - To wcale nie eliminuje tego, co powiedziaem - broni si Pietrasiewicz. - Zapewniam was, panowie, e wiele jeszcze wody w Sanie upynie, zanim z natury czowieka wytrzebi si t atwo, z jak potrafi si on znca nad swoim blinim. Bestialstwo jest przecie takie proste: wystarczy raz uderzy kogo w twarz, aby pniej powtarza ten gest przy lada okazji, wystarczy raz zabi, aby za nastpnym poszo to ju bez adnych hamulcw. Kwestia treningu i wprawy. Moglimy to widzie na froncie... - Przygna pan, doktorze, e przecie u wikszoci ludzi to wszystko budzi odraz - mwi major Preminger. - Drogi majorze, zaoybym si, e w gbokiej staroytnoci i we wszystkich innych epokach takie rzeczy u wikszoci ludzi budziy wstrt, a jednak przetrway wraz z gatunkiem ludzkim... - Jestemy na dobrej drodze z chwil, kiedy ohyda dotara do wiadomoci ludzkiej. - Dotara ju bardzo dawno temu: pogldy filozofw staroytnych, chrzecijastwo, idee miosierdzia - to nie s rzeczy nowe... Dyskusja utyka na martwym punkcie. Ciszewski przypomina sobie paryskie wykady z etyki. Odwieczna walka dobra ze zem. Gdyby samo dobro miao zapanowa, na czym polegaoby kryterium za? Odrnienia istniej tylko dziki przeciwstawnym pojciom. Zo mona wic powstrzyma, mona nie dopuci do przenikania za na powierzchni ycia, ale w jakich okolicznociach?

Wiatr ze zdwojon si uderza w dom. Urwana blacha zgrzyta przeraliwie. - Kapitanie, czy wierzycie w duchy? To kapitan Winiowiecki pyta, umiechajc si zagadkowo i mruc za okularami piwne oczy o niezwykle dugich rzsach. - Bzdura, nie wierz - mieje si Ciszewski. - A w waszym domu nie straszy? - Mam twardy sen i raczej boj si ludzi ni duchw. - Ciekawa rzecz - mwi Winiowiecki - ogniomistrz Kale, ktry wczoraj przechodzi z patrolem obok waszego domu, zapewnia mnie, e widzia tam jak bia zjaw. Sza od rzeki i wsika w ogrodzie tego domu. Kale jest na og trzewym czowiekiem. Nie wierzy w duchy. - A wy wierzycie? - Ja te nie wierz i wanie dlatego pytam. Co to s za ludzie ci wasi gospodarze, kapitanie? - Pani Rozwadowska, lat pidziesit cztery, nie yjca z mem wicestarost w S., oraz jej syn, byy lotnik, inwalida, ktry kilka miesicy temu wrci ze szpitala klinicznego w odzi, ociemniay wyrecytowa Ciszewski. - Ciekawa rzecz, ona wicestarosty z S. - mruczy Winiowiecki i potrzsa gow zdetonowany. - Chyba ten ogniomistrz Kale wypi zbyt wiele Pery... Ale cay patrol twierdzi, e zjawa bya. - Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko wierzy w duchy - mieje si Ciszewski. - Syszycie, kapitanie, jak wiatr wyje? W takie noce duchy lubi chodzi... Winiowiecki nie podejmuje rzuconej mu rkawicy. Z uwag zaczyna obserwowa pajka odbywajcego spacer po suficie. Pajk, obudzony ze snu zimowego, idzie wolno, co pewien czas przystaje, jakby si nad czym gboko zastanawia, i znw rusza. Jest duy, szarobrunatny, ociay. Podpukownik Tomaszewski przegra wanie parti szachw z majorem Pawlikiewiczem. Jest wyranie rozdraniony porak. Kilku oficerw mieje si ukradkiem. Tomaszewski ma ambicj i twierdzi, e jest dobrym szachist, ale z reguy przegrywa. - Panowie, powiedzcie co dowcipnego, ruszajcie si;.za moich czasw w kasynie... - wzdycha. Porucznik Zajczek opowiada. - To bya kobieta, mwi wam, panowie... - cmoka jzykiem z zachwytu... - Miaa wosy i oczy... - ...rce, nogi i tak dalej - przerywa mu smagy podporucznik Stefan Daszewski, o wosach czarnych jak smoa i oczach penych byskw. - Nie rozweselaj si. O dwudziestej obejmujesz sub... Czy mog zje szklank, obywatelu pukowniku! - pyta niespodziewanie. - Prosz bardzo. Stary kawa, ktry pan ju wiele razy pokazywa, ale zawsze lepszy ni ta martwota... - wzdycha jeszcze raz dowdca puku. Podporucznik Daszewski synny jest z tej sztuki w caej dywizji. Potrafi zgruchota w zbach szko i sobie tylko znanym sposobem przekn je.

Oficerowie otaczaj go teraz zwartym krgiem. Rozlegaj si okrzyki zachty. Daszewski staje na krzele. Cyrkowym ruchem pokazuje widzom, e szklanka jest caa i nienaruszona. Potem przystpuje do dziea. Zdrowymi, biaymi zbami chwyta brzeg szklanki. Rozlega si zgrzyt, od ktrego niejednemu z zebranych ciarki przechodz po plecach. Szko pka. Kawaek po kawaku znika w ustach Daszewskiego. Zgrzyt nie ustaje. Oczy podporucznika byszcz. Szczki pracuj zaciekle. Twarz jego czerwona jest z wysiku. Proszkuje szko w ustach, ktre kilkakrotnie szeroko otwiera, aby pokaza, e nic ju w nich nie ma. Wreszcie zostaje tylko grube dno szklanki. Oficerowie klaszcz w donie. Daszewski kania si nisko. Kto mwi: - To lipa! ?Nie zjad dna. - Jak zjesz to co ja, wwczas przekn i dno - odcina si podporucznik. Kr o nim w puku legendy. Na froncie podkrada si tu do stanowisk Niemcw i kiedy tylko trzeba byo jzyka, zawsze sprowadza jeca. W rnych atakach, w walce wrcz by stale pierwszy. Mistrzowsko strzela z karabinu, jedzi konno i rzuca granatami. Lubi opowiada o swoich przygodach. Nikt nigdy nie wiedzia, co z tego byo prawd, a co tworem jego nieograniczonej fantazji. Sam rozpuci pogoski o swoim cygaskim pochodzeniu. Jak byo w istocie, nikt nie potrafi powiedzie. Daszewski wpada czasem w niebyway gniew, graniczcy z furi. Stawa si wtedy nieobliczalny. Kocha saw. Zebra najwysze odznaczenia, ale to mu nie wystarczyo. Lubi zadziwia. Mwi otwarcie, e dla sawy zrobiby wszystko. Szuka jej na froncie i w yciu codziennym. Pytany, po co to robi, odpowiada: - Chc, aby o mnie mwiono. Sprawia mi to przyjemno. To mj konik. Bez niego ycie byoby nudne. Majorzy Grodzicki i Pawlikiewicz oraz kapitan Winiowiecki maj innego konika. Stale rozprawiaj o taktyce, sztuce operacyjnej i strategii. Wszyscy trzej spieraj si prawie co wieczr, dyskutujc nad rozmaitymi zagadnieniami ze swej ulubionej dziedziny. Zapalaj si, kc, a czasem obraaj na siebie. - Wojsko to wielka gra - mwi major Grodzicki. - Pasjonujca gra, ktrej romantyk jest zwiad - wzdycha Winiowiecki. - Sztab, jego planowanie i prace organizacyjne nadaj tej grze harmonii - dorzuca major Pawlikiewicz. S to poeci wojska w praktyce ycia codziennego. Major Grodzicki grywa poza tym z upodobaniem w bryda, ale jako bez wikszego powodzenia. - To nic - pociesza go ze zrozumieniem kiepski szachista podpukownik Tomaszewski. - Napoleon te podobno nie mia szczcia w kartach, ale za to w mioci... Ho! Ho! Grodzicki krzywi z wyrazem niechci swoj przystojn twarz. Jego ona jest w Warszawie. Otrzymuje od niej listy nader rzadko. Gnbi go ta sprawa. Nie jest taki pewny swego powodzenia w mioci. W przeciwlegym kocu sali wybucha nagy miech. Sycha gos dowdcy kompanii transportowej porucznika Osieckiego, blondyna o jasnych, z angielska przycitych wsikach, gibkich ruchach i zielonkawych, kocich oczach. - Miaa takie spojrzenie, e czowieka - powiadam wam - a dreszcze przechodziy... Mwi wic jej... - gos Osieckiego, ktrego koledzy nazywaj pierwszym amantem puku z racji jego rozmaitych

przygd, przechodzi w szept. W tym momencie interweniuje podpukownik Tomaszewski, zirytowany, poniewa nie moe dosysze dalszego cigu opowiadania. - Gdyby pukowe samochody tak si ruszay, jak te kobiety w paskich historiach, byoby lepiej, obywatelu poruczniku! Ociecki podnosi gow. Mruy filuternie oko, odrzuca w ty jasn czupryn. - W kasynie nie ma rozmw na tematy subowe, obywatelu pukowniku - naladuje wiernie gos dowdcy puku. - Wrcimy do tego tematu jutro w subowej rozmowie - obiecuje Tomaszewski. Midzy stoami prawie bezszelestnie przesuwa si onierz rozlewajcy herbat do szklanek. Jaki podporucznik z batalionu majora Grodzickiego pochrapuje w kcie. Ma twarz dziecka, ktre ufnie zasno. - I pomyle, e s gdzie miasta, w ktrych yj normalnie ludzie przy lampach elektrycznych, chodz do kina czy teatru, tacz na dansingach i ciskajc dziewczyny gadaj o mioci... - wzdycha porucznik Rafaowski. - Marzyciel! - cedzi ironicznie przez zby Zajczek. Rozpar si wygodnie w krzele wycignwszy przed siebie swoje dugie nogi. - Kady jest troch marzycielem - spieszy koledze z pomoc porucznik Wierzbicki. - To nasze ludzkie prawo. Otwieraj si drzwi wejciowe. Bucha zimnem. Lodowaty podmuch przebiega sal, pochyla pomyki lamp naftowych. Onieony oficer staje w progu, salutuje. - Jaki cywil, obywatel Dwernicki, chciaby... to jest prosi o przyjcie go przez dowdc puku melduje. - Prosz mu powiedzie, e sprawy subowe zaatwiam w sztabie. Niech przyjdzie jutro - odpowiada podpukownik Tomaszewski. - On twierdzi, e jest ju trzeci raz, obywatelu pukowniku.- No to przyjdzie po raz czwarty. Jest ju pny wieczr. Obok baligrodzkiego rynku, w lokalu pana Hilarego Szponderskiego zabijaj czas podoficerowie i szeregowcy. Wodzi tu rej ogniomistrz Kale - krpy, o grubo ciosanej twarzy i torsie atlety. Ma zwykle agodne spojrzenie, ale jak sobie podpije, zdolny jest do wyczynw, ktre zawsze go drogo kosztuj. Gra teraz na harmonii. Zawadiacko zsun - swoim zwyczajem - czapk na bok i piewa jak piosenk, w ktrej kada zwrotka koczy si okrzykiem hopla-bum. onierze postukuj do taktu kuflami i szklankami. Szponderski, brunet o czerwonej jak wiea szynka twarzy, ozdobionej par czarnych wsikw, przesuwa si midzy stoami. Jest ochoczy, gotowy do usug. Pomaga mu tga dziewczyna - panna Krysia - cel zabiegw wielu strzelcw budziszyskich, magnes cigajcy ich do lokalu na rwni z Per i rzadkim w tych stronach, ze wzgldu na trudny transport, piwem. Na dworze wartownicy otulaj si w dugie kouchy, przytupuj dla rozgrzewki nogami i wytaj wzrok w ciemnoci. Patrol pod dowdztwem dugonosego porucznika Nalewajki przesuwa si przez rynek. Obchodzi synagog, mija cmentarz, wraca na szos obok dawnego i zrujnowanego dzi domu Strzelca. Potem przystaje obok szkoy, ale zaraz idzie pod sztab puku w willi notariusza i nie

zatrzymujc si, a do kwater batalionu kapitana Ciszewskiego we dworze albo pod kapliczk, zamykajc Baligrd od poudnia. To jest caa jego trasa. - Czy obywatel porucznik wie, e wczoraj ogniomistrz Kale widzia tak bia zjaw przed domem, ktry zajmuje kapitan Ciszewski? - pyta jeden z onierzy patrolu. - Nie gadajcie gupstw - zyma si porucznik Nalewajko - duchy nie istniej. - Czuje si jednak nieswojo i podejrzliwie patrzy w mleczn ciemno. Przenika go dreszcz. To wiatr wciska si natrtnie pod paszcz. - Maszerujmy, bo zmarzniemy - mwi do onierzy. W taki wieczr radiostacje prowadz midzy sob intensywne rozmowy. Radiotelegrafista z Cisnej donosi, e konna grupa manewrowa wrcia z obchodu rejonu Smolnika. W terenie nic nowego. Radiostacja WOP w Wokowyi melduje kluczem: U nas spokj. Droga do Leska cakowicie zasypana niegiem. cznoci telefonicznej nie mamy. Prawdopodobnie przewody pky. Jutro sprawdzimy. Co u was? Baligrd ma czno telefoniczn z Leskiem. Podpukownik Tomaszewski rozmawia ze swym podwadnym, dowdc stojcego tam 3 batalionu, kapitanem Gorczyskim. Tusty, krtkonogi, dobroduszny kapitan mwi, e nic nowego w jego rejonie. Koczy si jeden z rzadkich spokojnych wieczorw. Ciszewski wraca do domu. Zanim przekroczy furtk, przystan i badawczo rozglda si dokoa. W starym domostwie co skrzypi i pojkuje. To wiatr potrzsa nadpsutymi gontami. Od rzeki cignie chd. Pusto jest tam i biao. Szumu wody nie sycha, bo zamarza. Dom stoi na uboczu, ciemny, ponury. Ciszewskiemu wydaje si nagle, e z tej ciemnoci patrz na niego czyje oczy. Odczuwa to z tak sugestywn si, e mimo woli odpina kabur. Dreszcz przebiega mu po plecach jak niedawno porucznikowi Nalewajce. Gonty trzeszcz. Ciszewski patrzy w tym kierunku. Nie moe si pozby wraenia, e jest obserwowany, To te kretyskie historie Winiowieckiego - myli ze zoci. Oglda si jeszcze raz i powoli przekracza furtk. Na werandzie wosy je mu si dosownie z niespodziewanego strachu. W drzwiach tarasuje przejcie biaa posta. Kapitan bez wahania dobywa pistoletu. - Kto tam? - To ja, panie kapitanie - syszy gos Rozwadowskiej. - Furtka tak zaskrzypiaa, wic poszam wyjrze na werand... Co za szczcie, e ona nie widzi w ciemnoci tego pistoletu - myli Ciszewski. - Prosz wybaczy, nie wiedziaem, e to pani... W swoim pokoju wraca do rwnowagi. Potem pisze list. Wie, e dugo bdzie czeka na odpowied. Barbara kae mu zawsze dugo czeka.

Odprawa w dowdztwie dywizji w Sanoku odbywaa si w atmosferze, ktr najpogodniej nawet usposobionemu obserwatorowi trudno byoby nazwa beztrosk. - Moi drodzy - zagai to spotkanie sztucznie ojcowskim tonem pukownik Sierpiski - ju przeszo dwa miesice szwendamy si w tym terenie, ale nasze sukcesy, powiedzmy sobie szczerze, rwnaj si zeru. - Niechtnie ypn okiem w kierunku siedzcego za stoem w niedbaej pozie dowdcy odcinka WOP podpukownika Kowalewskiego, na ktrego ustach bka si ledwie dostrzegalny, ironiczny

umieszek. - A wic powtarzam, sukcesy rwnaj si zeru, s adne... - Koniuszki uszu zarowiy mu si z lekka. - Nie mog - zniy gos do szeptu - uwaa za osignicia podlegych mi pukw tego, e z powodzeniem konwojuj rodziny pragnce wyjecha na Ziemie Odzyskane czy do ZSRR. Nie jest te osigniciem, i jak dotd bandy nie omielaj si atakowa wikszych oddziaw wojska. Doprawdy nie mamy si czym chlubi, moi drodzy! Mamy niewtpliw przewag nad bandami, a jednak nie potrafimy ich rozgromi, ba! nawet zada im jakich dotkliwszych ciosw. W Biaostockiem czy Lubelskiem tymczasem oddziay WBW gromi bandytw, ile wlezie, i ju wkrtce bdzie tam chyba koniec z tym wszystkim. Dowdca puku kwaterujcego w Sanoku podpukownik Chmura, rudowsy, ylasty mczyzna, pozwoli sobie wtrci, e w wymienionych wojewdztwach teren uatwia spraw. Pukownik Sierpiski machn niecierpliwie rk. - Dywizja nasza - mwi - ktra tak chwalebnie spisaa si na froncie, zostaje tu okryta miesznoci. Nie waham si uy tego sowa, moi drodzy. miesznoci. W beznadziejny sposb jeden z pukw straci dziao nie oddawszy ze ani jednego strzau. Pocig za bandytami nigdy si nam dotychczas nie uda... Tymczasem okazuje si, e mona ich gromi, i to z powodzeniem. May posterunek milicji w Hoczwi potrafi si obroni sam i przepdzi ca, po zby uzbrojon band ubryda. Wstyd, moi drodzy... Podpukownik Chmura twierdzi, e w Biaostockiem i Lubelskiem nie ma gr, co upraszcza walk z bandytami. Nie szukajmy usprawiedliwie. Musimy sobie da rad tutaj. Jeszcze raz stwierdzam, e sytuacja jest powana. Od kiedy tu jestemy, bandyci z UPA i WiN spalili sze wiosek, wymordowali czterdzieci dziewi osb, stracilimy w dywizji trzynastu onierzy, sami natomiast nie weszlimy nawet w styczno z nieprzyjacielem. Zabbni nerwowo palcami po stole. W pokoju panowaa cisza. Szef sztabu dywizji podpukownik Rojewski pochyli ys gow nad lecymi przed nim papierami. Podpukownik Chmura pochrzkiwa nerwowo. Z ust Kowalewskiego nie schodzi ironiczny umiech, ktry zdawa si mwi: widzicie, jak to wyglda; z Wojsk Ochrony Pogranicza atwo byo sobie pokpiwa! Major Grodzicki z napiciem patrzy w twarz najwyszego przeoonego dywizji. Wida byo, e chce co powiedzie, ale czeka jeszcze na odpowiedni moment. Ciszewski spoglda na dobrodusznego kapitana Gorczyskiego, ktry po sowach pukownika Sierpiskiego potakujco kiwa gow. Na twarzach wikszoci obecnych malowa si wyraz niezdecydowania. Diabelnie trudna historia. Dowdca dywizji mia racj, ale co robi? Podpukownik Tomaszewski ostentacyjnie ziewn. - Pukowniku, myl, e to jest co najmniej dziwne... - powiedzia dowdca dywizji surowo. Tomaszewski rzuci mu jasne, niewinne spojrzenie, po czym stwierdzi, e niegi paraliuj w chwili obecnej ruchy wojska. onierze chodz w dziurawych butach i zniszczonych mundurach. Marzn. Szukanie bandytw jest wobec ogromu grzystego i lesistego terenu uganianiem si za szpilk w stogu siana. - Oczywicie - mwi - musimy si nauczy szuka szpilek w sianie. Na to trzeba jednak czasu. Nie mam konkretnych wnioskw. Gdybym je mia, nie ziewabym. Uwaam, e powinnimy szpera w terenie. Prdzej czy pniej natrafimy w ten sposb na lady bandytw, ustalimy dane typowe dla przeciwnika i na podstawie wysnutych std uoglnie znajdziemy metod zwalczania go. Odprawa cigna si dugo. Zabiera gos nawet milczcy zwykle szef sztabu dywizji. Major Grodzicki zmarkotnia. By z przebiegu narady niezadowolony.

Po kilku godzinach zebrani z pukownikiem Sierpiskim na czele doszli do wniosku, e akcje demonstracyjne w rodzaju przemarszw przez wioski nie maj najmniejszego sensu. - Trzeba czesa lasy, moi drodzy - apelowa dowdca dywizji. - Niestety rozciga wojsko w tyralier i i przez las ogldajc kady metr terenu. W ten sposb wpadniemy na lady bandytw, na ich kryjwki. Musimy przetrzsa jeden las po drugim, bada stoki wszystkich gr... Oto nowa metoda, ktrej sprbujemy. - Lasw i gr jest diabelnie duo, panie pukowniku - wtrci Tomaszewski. - Sami mwilicie, obywatelu pukowniku, e trzeba cierpliwoci - odci si dowdca dywizji. O gos poprosi major Grodzicki. Od razu okazao si, e nie jest mwc, ale to, co powiedzia, wydawao si Ciszewskiemu i wielu innym spord zebranych nader logiczne. - Mam wraenie - jka si Grodzicki, a na jego przystojnej twarzy malowa si niezwyky wysiek - e powinnimy wiedzie, gdzie szuka. Szperanie wszdzie - to diabelna strata czasu, a przede wszystkim si. Prcz tego bandyci bd w najlepsze dziaali wanie wtedy, gdy my bdziemy brnli tam, gdzie ich nie ma... Chc przez to powiedzie, e nie uchwycimy inicjatywy taktycznej, pozostawiajc j w rkach przeciwnika... - To jest negacja. Co proponujecie, majorze? - sucho zapyta Sierpiski. - Przejcie inicjatywy dziaa w nasze rce. - Zdobycie konkretnych danych o bandach - doda kapitan Winiowiecki. - Opracowanie planu akcji przeciw bandytom w oparciu o te dane - popar go major Pawlikiewicz. Dowdca dywizji rozoy rce gestem wyraajcym zdziwienie i powiedzia: - Ale, moi drodzy, nikt was w tym wszystkim nie krpuje. Pozostawiem pukom jak najdalej idc inicjatyw w ich rejonach dziaania. To, co proponujecie, jest w waszych rkach. Realizujcie zaoenia, o ktre wam chodzi. Jedno tylko utrzymuj w mocy: koniec z demonstracyjnymi pochodami, obowizuje przeczesywanie lasw. Gdzie i w jakiej kolejnoci, w oparciu o jakie dane, to wasza sprawa. Po dowdcy mwi jeszcze major Preminger. Wyrazi przekonanie, e wojsko musi si jak najbardziej zbliy do ludnoci cywilnej w tych okolicach. To jego hobby - szepn Ciszewski majorowi Pawlikiewiczowi, mimo woli uywajc przywiezionego z Anglii wyraenia. Sam by zdania, e najpierw trzeba rozpdzi bandytw. Wtedy zblienie bdzie atwiejsze. Preminger sta na innym stanowisku. Uwaa, e obie sprawy s cile zwizane i dopeniaj si wzajemnie. Nie pobijemy band bez zaufania i poparcia ludnoci - twierdzi. Teraz rozwija t tez. Suchano go uwanie. - Ten wkada serce w swoj argumentacj! - usysza Ciszewski gos kapitana Winiowieckiego. Istotnie, major Preminger mia ogie w oczach, kiedy mwi. Potrafi te z niezwyk si przekonywa. Od przyjazdu w te strony schud jeszcze bardziej, broda mu si zaostrzya, bkitne yki wystpiy na skroniach. Musia by porzdnie zmczony. Wszyscy wiedzieli, e nie opuci ani jednej akcji. W odrnieniu od innych oficerw nie dosiada w czasie przemarszw konia. Szed pieszo wraz z szeregowymi. Z dowdcw batalionw i kompanii w puku Tomaszewskiego postpowa podobnie jeszcze tylko major Grodzicki. Wieczorami, w Baligrodzie czy na postojach w wioskach, godzinami przesiadywa Preminger w kwaterach onierzy. Zna niemal wszystkich z imienia i nazwiska, a nawet ich osobiste kopoty. Mia zadziwiajc pami. Nalea do najpopularniejszych i najbardziej ubianych oficerw dywizji.

- Czy mona odczyta kolegom list Generaa? - zapyta Preminger pukownika Sierpiskiego koczc swe wystpienie. Dowdca dywizji skin na szefa sztabu. Podpukownik Rojewski poda Premingerowi arkusz papieru. - Nie chc, abycie odeszli std, moi drodzy, w przekonaniu, e to wszystko, co robimy, jest beznadziejne... - powiedzia dowdca dywizji, zanim Preminger zacz czyta. - Posuchajcie tego listu. - Tym razem zwrot moi drodzy zabrzmia jakby przepraszajco za wszystkie wypowiedziane na tej odprawie osche sowa. Pukownik Sierpiski nadawa temu zwrotowi wymow zalen od okolicznoci. Raz pobrzmiewa on ironi, to znw napomnieniem, przestrog lub wrcz czuoci. Major Preminger czyta:

W nowej fabryce istnieje taki termin jak rozruch. Kada nowa fabryka musi mie czas na w rozruch. Zdaje si, e odnosi si to take do powanych dziaa wojskowych. Jestecie w nowym terenie, wobec nieprzyjaciela do specjalnego rodzaju nawet w porwnaniu z bandami dziaajcymi w innych czciach kraju. Teren Waszych operacji jest nieatwy, przeciwnik wyjtkowo rozzuchwalony. Dlatego i rozruch jest duszy... Ponielicie rne poraki. Kada z nich - jeeli dobrze zostay zrozumiane jej przyczyny i wysnute odpowiednie wnioski - moe stanowi podstaw przyszych sukcesw. Wierz, e tak bdzie i w Waszym przypadku. Nie chc dawa Wam rad na odlego. Powinnicie si orientowa w sytuacji. Musimy sami odnale drog najskuteczniejszych dziaa. ycz powodzenia...

- Dalej jest tu mowa ju o innych sprawach. Genera zapowiada nadejcie nowego umundurowania i butw dla onierzy. Pisze, e bdzie si stara do nas przyjecha. Preminger odda list podpukownikowi Rojewski emu. Oficerowie wstawali, szurali krzesami, skadali papiery i mapy. Odprawa bya skoczona. Przed sztab dywizji zajeday samochody z ochron. Na kadej ciarwce siedziao po kilku onierzy uzbrojonych w pistolety maszynowe i granaty. Na dachach szoferek rozstawione byy erkaemy. Podr z jednostek do sztabu dywizji nie naleaa do bezpiecznych.

Postanowienie w sprawie przeczesywania lasw atwiej byo powzi ni wykona. Jak susznie przewidzia major Grodzicki, akcja puku wci zalena bya od inicjatywy bandytw. Z pocztkiem lutego batalion Serca Gorejcego zaatakowa gbok noc tereny prbnych wierce. Bandyci wysadzili przy okazji w powietrze znajdujcy si w Ropience zbiornik z wieloma hektolitrami surowca. Olbrzymia una owietlia w promieniu kilkunastu mil krajobraz. Wszcz si alarm. Radiostacje WOP i wojska, telefony posterunkw milicji i stacji kolejowych przekazyway sobie gron wiadomo: Ropa ponie! Uwaga! Ropa ponie! Dla wszystkich byo rzecz oczywist, e jeli si poar przerzuci na lasy, moe nastpi prawdziwa katastrofa. W kierunku Ropienki ruszyy natychmiast dwa najblisze garnizony: batalion kapitana Gorczyskiego z Leska i niewielka jednostka WOP kapitana Wieczorka z Wokowyi. Nieco dusz drog miay oba bataliony puku Strzelcw Budziszyskich z Baligrodu i konna grupa manewrowa WOP z Cisnej. Wszystkie te jednostki szy spiesznym marszem. Konie gnay, wyrzucajc fontanny niegu spod kopyt

i robic bokami z wysiku. W lad za nimi posuwaa si piechota. onierze dyszeli ciko. Z trudem wycigali nogi z zasp. W mronym powietrzu pot la si z nich strugami, przenika bielizn, mundury i paszcze, zamarzajc na suknie w postaci srebrnego szronu. Nie byo odpoczynkw, nie byo wytchnienia. Olbrzymia purpurowa pochodnia ognia i krwistoczerwone niebo stanowiy bodziec lepszy od wszelkich rozkazw. ubryd nie przewidzia rozmiarw alarmu, jaki wywoa. Bez specjalnego popiechu rozprawia si z robotnikami. Na jego rozkaz chory Ksiek i sierant Zawieja zebrali, kogo si dao, z pracownikw kopalni przed barakiem mieszkalnym grnikw. Mieszkacy wsi mieli si przypatrywa egzekucji. By to zwyky rytua. W gronym blasku poaru chory Ksiek wasnorcznie zawiesi na belkach werandy baraku sze postronkw ze stryczkami. Zawieja przyprowadzi skazanych. Byli to czonkowie niedawno powstaej w kopalni organizacji partyjnej. Ustawiono ich rozebranych do pasa, z rkami zwizanymi na plecach, twarzami w kierunku gromady mieszkacw. Krtkie przemwienie okolicznociowe wygosi kapitan Piskorz. - Taki oto los - powiedzia - spotka wszystkich czerwonych. Chcielicie wydobywa rop dla komunistw, chcielicie zakada tu bolszewickie jaczejki... Widzicie, e czuwamy. Kopalnie wysadzilimy w powietrze, czerwonych wysyamy do pieka... Wykrzywi w umiechu swoj szczurz twarz i zamruga bezrzsymi powiekami. - Radz wam - cign dalej - nie przykada wicej rki do odbudowy kopalni. S wrd was, jestecie bowiem w wikszoci ajdakami i my to wiemy, tacy, ktrzy myl sobie moe teraz, e nie wszystkich komunistw wyapalimy, e jak sobie pjdziemy, to zaczniecie dalej prowadzi wasz drask robot. Ci, co tak myl, niech wiedz, e w razie potrzeby wrcimy choby jeszcze dziesi razy, a zapanuje tu porzdek... W gromadce mieszkacw rozleg si szloch. - Jzek! Jzek! Jezusiczku ty mj miy... Miejcie miosierdzie, ludzie! Tatusiu! Tatusiu! - sycha byo gosy kobiece i dziecice. Skazani rozgldali si niespokojnie. Pocili si intensywnie. Moe z aru bijcego od ognia, moe z ludzkiego strachu, od ktrego nikt nie jest wolny. Jednemu z nich, bardzo jeszcze modemu, zy jak groch toczyy si po policzkach. Drugi, jego rwienik zapewne, zamkn oczy, izolujc si w ten sposb od otoczenia. Czterech innych byo starszymi ju robotnikami. Mieli siwe wosy, ogorzae twarze, na ktrych malowa si wyraz znuenia. Badawczo spogldali w kierunku mieszkacw wsi. Moe mieli jeszcze nadziej, e stamtd przyjdzie pomoc, e co ich ocali. Czowiekowi niezmiernie trudno jest uwierzy we wasn mier. - Wykona wyrok! - krzykn ubryd. Kapitan Piskorz zasalutowa i da znak choremu Ksikowi. W gromadce rozlego si gone zawodzenie. Sierant Zawieja wspomagany przez kilku najenergiczniejszych ubrydowcw uciszy haas. Rozleg si strza. Kto osun si bez jku na ziemi. Tymczasem Ksiek zaoy skazanym stryczki na szyj. Przechodzc od jednego do drugiego, mocnym kopniakiem wytrca im krzesa spod ng. Charczc w najwyszej mce koysali si na sznurach. Dowdcy batalionu Serca Gorejcego odbyli kratk narad. - Chopakom naley si troch rozrywki, panie majorze - przekonywa Ksiek ubryda. - Prosz spojrze, jakie tu s kobietki!

- Mona by si istotnie troch z nimi zabawi. To by zajo najwyej p godziny - zastanawia si rzeczowo major ubryd, ale kapitan Piskorz, prawdziwy gos rozwagi tego oddziau, energicznie zaoponowa. - Oszalelicie - mwi ze zoci. - T pochodni wida na pewno w promieniu kilkudziesiciu kilometrw. Zapalimy tu zaledwie nik cz komunistw i ani jednego inyniera. Wszystkie oddziay wojska w okolicy s ju z pewnoci zaalarmowane. Bdziemy szczliwi, jeeli si std wydostaniemy. Wyrywajmy, nie tracc ani chwili czasu. Na baby przyjdzie kolej innym razem... pociesza. W p godziny pniej na miejscu egzekucji znalaz si batalion kapitana Gorczyskiego. onierze milczco ogldali szeciu zamordowanych lecych na werandzie budynku administracyjnego. Obnayli gowy. Ciko oddychali zmczeni marszem. Gromadka mieszkacw opowiadaa kapitanowi Gorczyskiemu o tym, co si tu rozegrao. Zbiornik pon. Krwawe jzory plsay dziko, strzelay pod niebo. Na szczcie wiatr by niewielki i kierowa pomienie w stron przeciwn od lasw. Rozszerzenie si poaru nie grozio. Pnadzy robotnicy wspomagani przez mieszkacw wsi krztali si wok ognia. Gorczkowo skopywali ziemi. Na wszelki wypadek. Wiatr mg si zmieni. Tylko rodziny pomordowanych zgromadziy si przy zwokach. Kilka kobiet, jaki starzec, rozgldajce si penymi zgrozy oczami dzieci. Pacz miesza si z trzaskiem ognia. - Nigdy nie cierpiaem na nadmiar wyobrani - powiedzia Gorczyski do jednego z oficerw - ale tak chyba musiaoby wyglda pieko... Batalion ruszy natychmiast w pocig za ubrydowcami. lady na niegu byy a nadto wyrane. Oddzia Serca Gorejcego ucieka w kierunku poudniowozachodnim. Kapitan Gorczyski poczy si drog radiow z podpukownikiem Tomaszewskim i sztabem dywizji. Poda swoje pooenie, kierunek wycofywania si ubrydowcw i prowizoryczny plan wasnego pocigu. Na podstawie tych danych podpukownik Chmura zacz kombinowa, jak odci bandytom drog. Trasa, jak obra ubryd wskazywaa, e powinien on przeci szos Lesko - Ustianowa. Cay wysiek naleao skierowa na to, aby zdy temu przeszkodzi. Milczcy wsal podpukownik Chmura zdawa sobie spraw, e musi na czas rozcign swoich onierzy wzdu szosy, gdzie w okolicy Olszanicy, jednoczenie za Gorczyski powinien bez przerwy nastpowa bandytom na pity, wciskajc ich swym pocigiem w ten wanie rejon. Ciemna noc i gboki nieg utrudniay operacj. onierze brnli przez zaspy. Puca pracoway jak miechy. Ze skrzywionych od najwyszego wysiku ust dobywa si wiszczcy oddech. Twarze ociekay potem, ktry zamarza na wosach, brwiach i policzkach. nieg wazi w rkawy, za konierze mundurw, do butw. Bro ciya nieznonie. Rce drtwiay, oczy zasnuway si mg zmczenia. Straszny jest pocig przez noc i nieg w grach. Kady metr terenu trzeba pokonywa jak zaciekego nieprzyjaciela. W tych warunkach nie mona i szybciej ni kilometr - dwa na godzin. ubrydowcy mieli nad wojskiem p godziny przewagi. Byoby to niewiele na szosie, stanowio ogromnie duo natomiast w tej sytuacji. - Prdzej, chopcy! Prdzej! - przynagla podpukownik Chmura. Jego wsy sterczay jak dwa sople lodu. Ko okryty zeszroniaym, srebrzystym potem robi bokami i chrapic w mce wydobywa si z zasp sigajcych mu miejscami po brzuch. onierze wywijali karabinami jak wiosami, torujc sobie drog w morzu bieli. - Musimy dopa sk...synw! ywo! ywo! Gramolcie si tam jeden z drugim! - pokrzykiwa ze swej strony kapitan Gorczyski.

Midzy tymi dwiema grupami wojska przekopywa si ubryd. - Cud bdzie, jeeli z tej bryndzy wyjdziemy - mrucza kapitan Piskorz. Z niepokojem oglda si za siebie. Spodziewa si niebezpieczestwa raczej z tyu. Wzrok jego napotka jednak tylko nieprzejrzan, ciemn cian nocy i obojtn biel niegu. W pobliu wzgrza 461 strzelec Kozio siedemnastoletni chopiec, pochodzcy gdzie spod Tarnowa - upad i owiadczy, e nie moe i dalej. Lea na boku, pojkujc cicho. Po jego twarzy spyway zy. - Nie zostawiajcie mnie samego! - baga. - Panie kapitanie, co bdzie? Co si ze mn stanie? Piskorz i Ksiek pochylili si nad nim. Sanitariusz oddziau, plutonowy Wola orzek, e Kozio ma zaman lub zwichnit nog. - Zostawimy ci w tych zarolach. Nie znajd... Zachowuj si spokojnie. Jutro po ciebie wrcimy pociesza go Ksiek. - Nie wrzeszcz! Jeste onierzem... - szorstko uspokaja Koza kapitan Piskorz. Jednoczenie ucisn porozumiewawczo rami sieranta Zawiei. - Wykoczy bez haasu - szepn. - Jeeli zostanie, wygada o nas wszystko, co wie. Zawieja uj kontuzjowanego pod pachy. Oddzia zacz ju schodzi ze wzgrza. - Nie pacz, Kozio... Zaraz przestanie ci bole. Poczekasz do jutra. Przyjdziemy... - z wysikiem wlk chopca w kierunku krzakw. Tamtemu zy, spyway po twarzy. Nie mwi nic. Kiedy znaleli si w krzakach, Zawieja opar go w pozycji siedzcej o pie drzewa. Odsapn. - Wygodnie ci, Kozio? - zapyta. Nie otrzyma adnej odpowiedzi. Chopak patrzy na niego rozszerzonymi z przeraenia oczami. Sierant byskawicznym ruchem wydoby zza pasa toporek, ktrym zwykle rba drwa na biwakach. Straszliwy cios spad na gow Koza. Z jego ust wydobyo si rzenie. Zawieja kopn nog osuwajce si na bok ciao zabitego. Szybko wcisn je w gboki nieg. Przysypa, posugujc si domi jak opatami. Oczyci toporek i przerzuci sobie przez rami karabin zabitego. Nie ogldajc si za siebie, pogna naprzd, aby doczy do oddziau. Wzgrze 461 spywa lasem a po Olszanic, du wie ze stacj kolejow na linii Zagrz - Ustrzyki Dolne. W tym miejscu ubryd postanowi si przelizn ze swoim oddziaem przez szos. Chcc omin wie, szed zachodnim skonem wzgrza nad strumieniem, wpadajcym do rzeczki Olszanicy. Kiedy szperacze batalionu Serca Gorejcego zbliyli si do toru kolejowego, ubryd zatrzyma oddzia. Szperacze weszli na nasyp. Ich ciemne sylwetki ostro rysoway si na tle nocnego nieba. Wzniesionymi w gr karabinami dali umwiony znak: droga wolna. W chwil potem zaczli schodzi z toru w kierunku szosy. ubrydowcy posunli si tymczasem do nasypu. Znw si zatrzymali, i mieli szczcie. Za szos rozszczeka si nagle karabin maszynowy. Cisza pierzcha jak sposzony ptak nocny. Ciemno zaroia si od pdzcych z gwizdem rnokolorowych pociskw. Kilka rakiet wytrysno w gr, oblewajc okolice upiornym zielonym i czerwonym wiatem. Szperacz agodny, przeszyty wizk pociskw z kaemu, bez jku osun si na ziemi, jego przeoony kapral Balon dogorywa. Ogarnici panik ubrydowcy, lecy przed chwil za nasypem kolejowym, rzucili si do bezadnej ucieczki. - Sta! Sta! - rycza kapitan Piskorz. - Dokd uciekacie! Sta! - powtarzali za nim ubryd i Ksiek.

Na prno. Czonkowie oddziau Serca Gorejcego otrzsnli si z nagego paroksyzmu strachu dopiero na stokach wzgrza 461, ktre niedawno opucili. Strzay od strony szosy umilky. Na nasypie kolejowym rysoway si sylwetki onierzy. Bya to jedna z kompanii podpukownika Chmury, zamykajca w tym miejscu przejcie bandytom. ubryd odby gorczkow narad ze swymi podwadnymi. Decyzja musiaa by szybko podjta. - Strumie ma tu dwie odnogi - wskazywa na map chory Ksiek. - Jedn z nich, na pnoc, powinien ruszy kapitan Piskorz z poow oddziau, drug odnog skrcajc na zachd - major ubryd z reszt batalionu. Obeszlibymy wzgrze 485, a potem na pnoc od Leska w dotychczasowym kierunku. - Ale do czego maj suy strumienie? - zniecierpliwi si ubryd. - To jasne. Idc wod, zatrzemy lady - stwierdzi Piskorz, ktry od przybycia Ksika do oddziau zawsze pozostawia mu decyzj w sprawach wojskowych i jeszcze bardziej ni przedtem lekceway umiejtnoci ubryda w tej dziedzinie. - Ja bym nie dzieli naszych si - oponowa dowdca oddziau Serca Gorejcego. Kapitan Piskorz rzuci mu niechtne spojrzenie. - A ja bym dzieli - przedrzenia w zdenerwowaniu gos swego szefa. - W takim wypadku pocig musi si rozdwoi... Nie tramy czasu, do cholery cikiej, Ksiek ma racj. Nie widz innego wyjcia... Nad torem kolejowym znw wzbiy si w gr rakiety. Ciko zagwizday w powietrzu pociski modzierzy. W lesie za plecami ubrydowcw rozlega si seria wybuchw. - Macaj nas na olep - wyjani Ksiek. - Gdyby wpad w ich rce, skr by z ciebie zdarli! - zakpi pod jego adresem Piskorz. - Myl o tym od czasu do czasu - chodno powiedzia chory-dezerter. Obaj z Piskorzem dumni byli z zimnej krwi, jak umieli zachowa w niebezpieczestwie. - Jazda, jazda! - irytowa si ubryd. - Te znalelicie czas na rozmwki. Kilka pociskw wybucho do blisko. ubrydowcy instynktownie przywarli do ziemi. Potem poderwali si i na eb, na szyj zaczli zbiega ze stromego stoku w kierunku strumienia. Nie wiedzieli, e czyni to w ostatniej chwili. W tym momencie batalion kapitana Gorczyskiego znajdowa si ju na szczycie wzgrza 461. W kwadrans pniej otar si niemal o bandytw, zanurzajcych si w lodowatej wodzie, min ich, gubic lady, i doszed do nasypu kolejowego, gdzie Gorczyski spotka si z podpukownikiem Chmur. - Zgubilicie lad, kapitanie - zgryliwie owiadczy wsal. Gorczyski rozoy bezradnie rce. - Oni nie mog by daleko. - Zapewne. Ukatrupilimy dwch na szosie. Prawdopodobnie szperacze. Czekaem na was, kapitanie, sdzc, e wemiecie ich od tyu. - Przeczesz moim batalionem wzgrze 461. Bandyci mogli przyczai si tylko w lesie zaproponowa strapiony Gorczyski. Podpukownik Chmura mrukn co, co wyraao sceptyczn aprobat... ubrydowcy tymczasem wykonywali plan Ksika Szli gsiego w lodowatej wodzie strumieni grskich. lizgali si na kamienistym dnie, przewracali, ale brnli naprzd. Zmoczone ubrania zamarzay

sztywniejc jak drewno. Rce, zsiniae z zimna, ledwie utrzymyway bro. Strach jest jednak najlepszym motorem w takich okolicznociach. Wiedzieli, e marsz ten jest dla nich jedyn desk ratunku. Szarzao, kiedy grupa dowodzona przez ubryda i Ksika znalaza si pod ukawic. We mgle na torze rysoway si bryowate sylwetki wagonw. - W zeszym tygodniu banderowcy wysadzili dwa mostki na linii Glinnego. To chyba bdzie pocig, ktry tu wtedy utkwi - powiedzia dzwonic zbami z zimna i ze zdenerwowania dowdca oddziau Serca Gorejcego. W ciszy zaczli schodzi w kierunku wagonw. - Stj! Kto idzie? - usyszeli nagle gos wartownika. Sierant Zawieja odpowiedzia bez wahania seri ze swego pistoletu maszynowego. Wartownik w granatowym mundurze Stray Ochrony Kolei zwali si na ziemi. ubrydowcy przebiegli piesznie przez tor. Ale oto milczce wagony oyy. Twardo i skrztnie zagaday karabiny maszynowe. Z cikim jkiem poleciay pociski z dzia. - Jezus Maria! Pocig pancerny! - krzykn ubryd. - Naprzd! Naprzd! - komenderowa Ksiek. - Nie zatrzymywa si! Przeskakiwa tor i w las! Naprzd! Zaoga pocigu pancernego, skadajca si z plutonu onierzy i maego oddziau SOK, strzelaa bez wytchnienia. Wiee z dziaami i karabinami maszynowymi wypluway sw mordercz zawarto w lad za uciekajcymi bandytami. Run ze strzaskanym krgosupem Piorun o dziewczcej twarzy, skopywa ziemi nogami w przedmiertnych drgawkach plutonowy Bystry, czoga si ciko ranny kapral Fala, przewrci si z rozwalon odamkiem pocisku rk k strzelec Zawisza, dwch jego kolegw leao bez ycia na samym skraju zbawczego lasu. Ogarnici najwyszym strachem ubrydowcy gnali przed siebie bezadn kup. Trzech erkaemistw porzucio w panice bro, wielu innych zdzierao w biegu zesztywniae, cikie od zamarznitej wody paszcze, krpujce ruchy. ubryd zeskoczy z konia raonego odamkiem w zad, wierzgajcego z przeraliwym kwikiem i krccego si bezradnie w kko Ucieka pieszo, przecigajc swych podkomendnych. Biegli tak, mimo e ju nie syszeli strzaw, Zaoga pocigu pancernego bya nie do liczna, aby ich ciga. W panice nie wpado to ubrydowcom na myl Biegli przeszo godzin. Zatrzymali si dopiero na stokach ysej Gry pod Wielopolem. Niedaleko stamtd mieli si spotka z drug czci oddziau, dowodzon przez kapitana Piskorza. W napiciu oczekiwali go do wieczora. Dygotali z zimna, ale ubryd, nie zwracajc uwagi na perswazje Ksika, zakaza rozpalania ognisk. Kilku ludzi gucho kaszlao. - Nie obejdzie si bez zapalenia puc - przepowiada ponuro sanitariusz, plutonowy Wola. Piskorz nadcign w pnych godzinach wieczornych. Cay dzie przesiedzia ze swoj grup w lesie na pnocny wschd od Leska. Nie odwaa si ruszy. Salwy pocigu pancernego, ktre sysza, wywary niezwykle demoralizujce wraenie na jego ludziach. Stwierdzi to bez osonek. Poza tym widzia duy ruch wojska na szosie Lesko - Olszanica.

- Ropienka kosztowaa nas dziesiciu ludzi. - Potrzsn gow. - W Hoczwi stracilimy czterech. To nie s sukcesy, ubryd. Banimy si, do jasnej cholery! - Ludzi moemy mie, ile chcemy - zapewnia dowdca batalionu Serca Gorejcego. - Zreszt do wiosny niedaleko i zblia si wojna... Kapitan Piskorz popatrzy na niego przecigle. Nad ranem wrci goniec wysany do Niebieszczan Nie mogli tam pj, jak robili to dotd, na odpoczynek. We wsi bya grupa manewrowa WOP. Przetrzsna wszystkie domy, aresztowaa sotysa i dwch najlepszych informatorw ubryda spord miejscowych chopw. - Zawisza musia ich wsypa - zauway Ksiek. - On dosta tylko w rk. Widziaem w tym lesie pod ukawic... Wobec wytworzonej sytuacji postanowili przej odtd wycznie na leny tryb ycia.

Tymczasem na terenie szybw poar zosta zlokalizowany. onierze z batalionw Grodzickiego i Ciszewskiego wyrbali wraz z robotnikami kawa lasu, skopali ziemi na znacznej przestrzeni i trwali w czujnej gotowoci, aby w razie rozszerzenia si ognia mc natychmiast zareagowa. Na szczcie nie byo to potrzebne. Bezwietrzna pogoda stanowia najlepsz gwarancj rychego wyganicia poaru. - Zamieniamy si powoli w stra ogniow - zrzdzi podpukownik Tomaszewski. - Pdzimy od poaru do poaru. Rejestrujemy trupy, a bandyci tak czy owak wywijaj si nam z rk. Co tu nie jest w porzdku. - Bandy narzucaj nam swoj inicjatyw, obywatelu pukowniku. Musimy im narzuci nasz, wtedy sytuacja si zmieni - powtrzy swj pogld major Grodzicki. Przechadzali si w pobliu budynku administracji kopal odprowadzani ciekawymi spojrzeniami mieszkacw, ktrzy nie widzieli tu jeszcze tak duej iloci wojska. - No wic, co wedug pana, obywatelu majorze, mamy robi? - irytowa si Tomaszewski. - Szuka bandytw. - Czesa lasy, jak radzi dowdca dywizji. licznie. Tylko kto bdzie pilnowa takich obiektw, jak te kopalnie na przykad? - Sami bdziemy ich pilnowali - rozleg si nagle dwiczny gos, tak e obaj oficerowie odwrcili si i dojrzeli szerok, otwart twarz sekretarza Drozdowskiego, ktry jak zwykle by ju od kilku godzin na miejscu katastrofy. - Bardzo nie lubi, kiedy cywile mieszaj si do spraw, o jakich najmniejszego pojcia mie nie mog owiadczy kwano podpukownik Tomaszewski. - Drgami i cepami bdziecie pilnowali, zacny sekretarzu. - Zorganizujemy ochron uzbrojon w karabiny. Mamy na to zezwolenie. - A umiecie strzela? Drozdowski nie odpowiedzia. Mrugn tylko okiem.

Tomaszewski rozemia si i klepn sekretarza po plecach, a si rozlego. - wietny pomys. To nam rozwie rce - cieszy si Grodzicki. Sekretarz przedstawi im przyszego dowdc ochrony kopalni. - Byy kierowca samochodu kopalnianego, Lubiski. Ma osobiste porachunki z bandytami. ubryd zniszczy mu wz pod Leskiem... Starszy mczyzna o twarzy penej fioletowych plamek, ozdobionej par powych wsw, mogcych konkurowa tylko z tymi, jakie kultywowa podpukownik Chmura, uchyli wytartej futrzanej czapki. - Dostaem wtedy jeszcze kilka batw od ubryda - doda wycigajc potn jak opata do do Tomaszewskiego. Nadszed kapitan Ciszewski. - Linia telefoniczna jest ju naprawiona, obywatelu pukowniku - zameldowa. - Mamy czno z dowdc dywizji. Tomaszewski skin gow i ruszy do budynku administracji. Na progu sta kapitan Matula. - Obywatelu pukowniku, czy to prawda, e robotnicy maj sami zorganizowa ochron kopalni? pyta. - Przed chwil dowiedziaem si o tym od sekretarza. - Wydanie tym ludziom broni uwaam za nonsens - zaperzy si Matula. - To jest olbrzymie ryzyko. Kto nam zagwarantuje, e wrd mieszkacw Ropienki nie ma bandziorw? A jeeli te karabiny zwrcone zostan przeciw wojsku? Wykazujemy kardynalny brak czujnoci, zgadzajc si na uzbrajanie cywilw w tych stronach. To pomys tego nieodpowiedzialnego idioty, szefa powiatowego urzdu bezpieczestwa i sekretarza. Bd protestowa, obywatelu pukowniku. Czujno rewolucyjna. Tomaszewski patrzy na niego uwanie. cign krzaczaste brwi, z lekka zacisn wargi, na ktrych zastyg rodzaj pumiechu. - Pan ma zawsze oryginalne pogldy na sprawy dla innych ludzi raczej proste, obywatelu kapitanie Matula. Podziwiam te pask czujno rewolucyjn. Zawsze j podziwiaem. Wydaje mi si niemniej, e bez zaufania do ludzi trudno byoby y. Czy pan nie odczuwa takich trudnoci? Matula nad si i poczerwienia. Oczy zamigotay mu zoliwie za okularami. - Obywatel pukownik mieje si ze mnie? - Nigdy bym sobie na to nie pozwoli! Olniony jestem oryginalnoci paskiego stanowiska, Matula. Proponuj panu rozmow z Drozdowskim i ewentualnie z tym, jak pan go nazywa, nieodpowiedzialnym idiot, szefem powiatowego urzdu bezpieczestwa. - Nie bd si do niego znia. Chciabym tylko zna zdanie obywatela pukownika. - W sprawie uzbrojenia robotnikw? W stu procentach jestem za tym. Matula zasalutowa w milczeniu. Stukn obcasami i wyszed na werand. Tomaszewski patrzy za nim z nie ukrywan ironi. Po chwili kaza si poczy z dowdc dywizji, pukownikiem Sierpiskim.

Ciszewski obserwowa krztajcych si robotnikw. Pod kierunkiem porucznika Zajczka i Drozdowskiego rozcigali wanie zasieki z drutu kolczastego. Dugonogi Zajczek przechadza si jak czapla i wszdzie wcibia nos. - Nacigajcie ten drut porzdnie - pokrzykiwa. - To nie postronek do wieszania bielizny. - Polak zawsze mdry po szkodzie! - zwrci si do Ciszewskiego. - Gdybymy mieli te zasieki i zorganizowan ochron kopal, ubrydowcy nie odwayliby si na napa. Kto zawoa Drozdowskiego. Sekretarz otar czoo z potu, rozpi kurtk i pochylajc si, aby nie zaczepi o drut, podszed do modego robotnika, ktry wrczy mu jak kartk. - Dwudziestu trzech ludzi zgosio si wczoraj z prob o przyjcie do partii - powiedzia oficerom, podnoszc wzrok znad papieru. - Prosz bardzo, oto na co si zdaje terror bandytw! - Osobicie wol da im odpowied w postaci dobrego ognia karabinowego - zamia si Ciszewski. Zapewnia to przynajmniej skutek bezporedni, nie sdzicie, sekretarzu? - Jedno czy si z drugim, a w kadym razie strzela trzeba z przekonaniem. - Do tego nie musi si by czonkiem partii. - Naturalnie - oywi si Drozdowski - ale kto musi kierowa ogniem, e tak powiem, i przekonywa drugich, e ogie ten jest potrzebny. - Nie wierz... chciabym raczej powiedzie, e odnosz si z rezerw do takich spontanicznych zgosze pod wpywem jednego bodca emocjonalnego.- To nie jeden bodziec. Ludzie zaczynaj mie bandytw powyej uszu... Po wtre, spontaniczne zgoszenia do udziau w walce maj swoj warto. A jak byo podczas okupacji, kapitanie? Czy pod wpywem terroru niemieckiego nie rosy z godziny na godzin szeregi konspiracji? Mamy tutaj analogiczne zjawisko. Mieszkacy tych okolic staj po naszej stronie, protestujc w ten sposb przeciw terrorowi bandytw. Dlatego te ronie liczba czonkw partii. Zjawisko normalne. Ciszewski pochyli gow na znak zgody. - Mimo wszystko znalezienie sposobu szybkiego rozgromienia bandytw wydaje mi si co najmniej rwnie wane. - Z kadym dniem grunt usuwa si bandom coraz bardziej spod ng, i to jest najistotniejsze! z zapaem powiedzia Drozdowski. - Pierosko wolno si ten grunt usuwa - wtrci Zajczek, miesznie poruszajc wystajc grdyk. Podpukownik Tomaszewski koczy rozmow z dowdc dywizji. Sierpiski zapowiada wielk akcj wszystkich trzech pukw. Miaa ona obj znaczny szmat terenu i doprowadzi do wykrycia bandyckich siedzib. Ze wzgldu na moliwo podsuchu telegraficznego nie chcia swemu podwadnemu poda szczegw. Nadejd poczt subow. - Tym razem z pewnoci wyrwiemy bandziorom z rk inicjatyw! - owiadczy z moc i wypowiedziawszy tradycyjn formu czoem! - koniec rozmowy, zawiesi suchawk. Tomaszewski wyszed na werand. Dugo sta patrzc na krztajcych si przy zasiekach robotnikw i onierzy. Przyglda si ustawionej w do swobodny dwuszereg gromadce ochotnikw do przyszej ochrony kopalni, z ktrymi omawia jakie szczegy stary Lubiski. Z daleka dochodzio monotonne zawodzenie kobiet. Zapewne opakiway pomordowanych wczoraj mw. W suchym zimowym

powietrzu rozlega si ostry stuk motkw uderzajcych w stalow blach zbiornika, nieczynnego od czasw okupacji. To techniczna suba kopalni badaa, czy nie uda si go uruchomi. Zastpiby te, ktry wysadzili w powietrze bandyci.

6
Mrok by tak gsty, e posta Jana Rozwadowskiego, ktry siedzia w gbi pokoju, roztapiaa si prawie na tle cian wyduonych - zdawaoby si - w nieskoczono. Na obecno niewidomego wskazywa tylko arzcy si rubinow czerwieni ognik papierosa. Wszystkie przedmioty zatraciy realne ksztaty. Resztki wiata zimowego dnia oywiay jedynie szyby okna, przecite ostro zarysowanym krzyem ram. - Jerzy, jak wygldaj dzi gry? - zapyta Rozwadowski. Odwrcony do niego plecami i oparty ramieniem o framug okna Ciszewski opisywa: - S barwy sinofioletowej, miejscami przechodzcej w granat. Waciwie lasy s granatowe. Tam ju jest wieczr. Wszystkie linie zagodniay... Na tym wierzchoku w kierunku Stnicy pozosta jeszcze may zoty krek otoczony cieniami. Refleks soca. nieg na zboczach jest stonowany, pastelowy. Im bliej doliny, tym wikszy mrok. Wyglda jak topiel, ktra musi pochon gry i podchodzi coraz wyej... - Potrafiby namalowa taki obraz? Ciszewski rozemia si, zanim odpowiedzia. - To byby landszaft do knajpy pana Szponderskiego. Jako oficer musz by realist, w sztuce skaniam si ku innemu kierunkowi. Mwiem ci ju o tym. Rozwadowskiego nie interesoway malarskie pogldy Jerzego. Zapali nowego papierosa. Bysk zapaki owietli jego surow twarz przecit bliznami, rysy cignite w tym szczeglnym skupieniu niewidomych, ktre nadaje im tak charakterystyczny wyraz. - Jakie to dziwne... - mwi. - Dawniej nigdy nie interesowaem si krajobrazem, barwami, wygldem otoczenia. Te sprawy byy mi obojtne. - Zamia si sucho. - Dzi zanudzam ciebie i Ew probami o opisy. Prbowaem prosi o nie i mam, ale ona widzi wiat niemal jak ja, sam mrok. Nie chce, abym si drczy. Ja tymczasem chciabym jako zatrzyma kolory. Czuj, e one odchodz ode mnie. Wspomnienia zacieraj si coraz bardziej. Nie jestem ich ju pewny. Jakie to gupie, e czowiek poznaje naprawd warto czego, gdy tego odzyska nie moe! - urwa nage. - A teraz, jak wyglda na dworze, Jerzy? - Cakowity mrok. Granat przechodzi w czer. Nad Baligrodem dolin zasnuwa lekka mgieka, wiesz jak caun odcinajcy nas od gr. To ju wieczr, przednia stra nocy. Niewidomy poruszy si w fotelu. Ciszewski widzia tylko arzcy si ognik papierosa. - Przed wojn - powiedzia - znaem w Paryu malarza, ktry straci wzrok, podobnie jak ty. Zdajesz sobie spraw, co to znaczy dla malarza. Mia on przyjacik, tak sobie midinetk, dziewczyn niczego, owszem, no i solidn. Nie opucia chopa w biedzie... Malarz dugi czas rozpacza. Uwaa, e jest skoczony.

I wyobra sobie pewnego dnia wpad na pomys, poprosi t swoj Zizi, o ile pamitam, tak t dziewczyn nazywa, aby mu mieszaa farby. Dawa jej cise wskazwki. Techniki nie zapomnia przecie, a w wyobrani wiedzia, czego chce. Wzi pdzel i zacz malowa. Dugi czas szo niesporo. Potem coraz lepiej. Ona nauczya si ustawia jego rk w rnych miejscach ptna. Malarz wrci do rwnowagi. Znw pracowa, i to byo najwaniejsze... Z czego si miejesz? - Wyobraam sobie te dziea lepego pdzla! - zamia si nieszczerze Rozwadowski. - Gupstwa gadasz. Obrazy cieszyy si powodzeniem. Byy nie gorsze od pcien innych abstrakcjonistw. Kupowano je. - Ze snobizmu. - Wikszo obrazw ludzie kupuj ze snobizmu. W tym wypadku malarz, podobnie jak jego patrzcy otwartymi oczami na wiat koledzy, odtwarza swoj rzeczywisto... - To byy sploty ciemnych barw przecinanych byskami bieli i czerwieni - przerwa mu Rozwadowski. Linie szarpane i amane przedstawiajce chaos katastrofy lub krzyw wci skaczcej temperatury. Szalestwo kolorw atakujcych si wzajemnie. Pulsujca rzeka blu i zawiedzionych nadziei, ktrych adne sowa istniejce w ludzkim jzyku ani adne przedmioty realne z codziennego ycia wyrazi nie mog - umilk wyczerpany. Ciszewski spojrza na niego z nagym zainteresowaniem. Rozwadowski oddycha ciko. Jerzy odszed od okna i agodnie pooy kalece rk na ramieniu. - Skd wiesz, e tak wyglday obrazy niewidomego malarza? - Musiay tak wyglda. To jest i mj wiat... - Chwilami wydaje mi si, e taki jest wiat nas wszystkich. Umilkli obaj. Jerzy zastanawia si nad wypowiedzianymi przed chwil sowami. W jakim wiecie istotnie y? Na tle poncych niemal codziennie wsi koysay si trupy powieszonych, krzepa krew mordowanych, zabijanych na najrozmaitsze sposoby. Wczoraj skoczya si wojna, ale w wielu punktach ziemi nie przestawano do siebie strzela. Doktor Pietrasiewicz ma racj, adne wynalazki, odkrycia nauki, postpy kultury i cywilizacji nie zmniejszay w niczym okruciestwa i szalestwa ludzi. Kiedy i gdzie zostanie przerwane to kolisko chaosu? Wydao mu si nagle, e on sam, podlegy mu batalion, puk Tomaszewskiego, dywizja i bandy, ktre zwalczali, bior udzia w jakim zawrotnym wariackim tacu, w onieonym, mronym wiecie. Pdz korowodami wrd gr, w wietle poarw, potykajc si o zgliszcza i trupy. Dokd gnaj? Oczywicie, aby zdoby chwil wytchnienia, dwadziecia, trzydzieci, pidziesit lat, aby mona byo budowa, spokojnie y... A potem? Znw iskra spadnie na prochy i znw zacznie si to samo? Major Preminger wierzy, e szalestwo niszczenia i zabijania mona wyeliminowa na zawsze. Ale aby do tego doj, trzeba przecie zabija! Wic? - Obraz stanie si janiejszy, kiedy zlikwidujemy bandy - powiedzia gono. - Przynajmniej u nas stanie si janiejszy... - W zwizku z czym to mwisz? - zapyta Rozwadowski. - Z nasz rozmow i tym, o czym mylaem. - Podszed do stou, aby zapali lamp. - Zostaw... - poprosi go Rozwadowski. - Tak jest dobrze... Jerzy zrozumia, e niewidomy woli przebywa z nim w ciemnoci. Stawiao to ich niejako na tej samej paszczynie. Byli sobie blisi. Znw zatopi si w mylach. Preminger ma niewtpliwie racj. Nie

mona si bawi w proroctwa i tworzy obrazu przyszego wiata na podstawie przey wasnego pokolenia. Trzeba i od punktu do punktu starajc si eliminowa to zo, ktre si samemu przeyo. Wstrzsany dotd chorobami, wiat nie zawsze przecie musi by obrazem chaosu, ktry on sam Ciszewski - podobnie jak jego koledzy przedstawia ongi na swych abstrakcyjnych ptnach, mocno przekonany, e jest kronikarzem epoki. Tak: i od punktu do punktu. Oto wszystko, co mona zrobi! - Syszysz? - przerwa mu nagle tok myli Rozwadowski. - Tss! - szepn ostro. - Nic nie sysz. O co chodzi? - zdziwi si Ciszewski. Niewidomy mocno schwyci go za rk, nakazujc milczenie. Dopiero po duszej chwili westchn ciko. - Przeklta rudera! - mrukn. - Od jakiego czasu stale wydaje mi si, e co tu trzeszczy i chwieje si, jakby kto azi wzdu tych murw, przewraca si z boku na bok, a nawet jcza. Diabli wiedz, co to jest. Nie potrafi tych odgosw zdefiniowa... - Zdaje ci si. To pewno wiatr potrzsa gontami. - By moe. Uszy mam pene rnych dwikw. Nie nauczyem si ich jeszcze klasyfikowa. Za krtko jestem lepy, tylko wiesz, te odgosy s jakie szczeglne. Nie umiem ci powiedzie, na czym to polega. Zaskrzypiaa furtka od ogrodu. Obaj drgnli. - O! Znany odgos! - radonie zawoa Ciszewski. - Nareszcie Ewa! Zapalam lamp. ty pomyk agodnie rozwietli pokj. Od razu jakby pocieplao, stao si przytulnie i mio. Jerzy podkrca wanie knot i umocowywa szkieko, kiedy otworzyy si drzwi. Z przyjemnoci ogarn wzrokiem szczuplutk sylwetk przybyej. - Dobry wieczr, pani profesor! - Znw prowadzilicie zapewne filozoficzne rozmowy? - z udan surowoci cigna wskie ciemne brwi i zmarszczya may, nieco zadarty nosek. - Nakurzylicie te, ile wlezie! To ju twoje dzieo, Janek. - Podaa wsk rk o dugich nerwowych palcach niewidomemu, ktry wsta z fotela i umiecha si. Jego twarz dziwnie przy tym zagodniaa. Nie dodaway jej surowoci nawet dwie gbokie blizny. Rozwadowski cofn si, gorczkowym ruchem sign do kieszeni granatowego szlafroka, wyj par ciemnych okularw, ktre szybko naoy. Ewa odwrcia gow. - Pani profesor karci nas jak uczniakw - artowa Ciszewski. Usiowa przytrzyma jej do w swojej. Pokiwaa mu palcem i przygadzia krtko przycite czarne wosy. - Co sycha w szkole? - zapyta Rozwadowski. - Kiepsko. Na lekcjach nie mam wicej ni poow dzieci. Nie przychodz. Sama nie wiem, co robi. - Wszystko to si ureguluje - zapewnia Jerzy, ktry w obecnoci Ewy stawa si zawsze optymist. - Wiem, jak pobijecie bandy... Tylko e tymczasem dzieci strac rok. - Wierz w pani. Pani pokona wszystkie trudnoci, podobnie jak byo z tym zwycistwem nade mn ironizowa Ciszewski, ktrego niezmiernie mao obchodzio, czy dzieci naleycie uczszczaj do baligrodzkiej szkoy, czy nie. Aluzja odnosia si do zwycistwa, jakie Ewa - nauczycielka i kierowniczka szkoy w jednej osobie - odniosa istotnie nad nim. Przed dwoma tygodniami chcia

w budynku szkolnym zorganizowa odpraw oficerw i podoficerw podlegego mu batalionu. Niewiele mylc wszed z nimi do klasy, rozpi map na tablicy i zacz odpraw. Po kilkunastu minutach wesza Ewa. Do ostro owiadczya Ciszewskiemu, e za chwil rozpoczynaj si lekcje i chciaaby dysponowa pomieszczeniem. Wzrok umundurowanych mczyzn siedzcych na awkach szkolnych i ostra replika kapitana o zmierzwionych wosach, stojcego butnie przy tablicy, wcale nie stropiy dziewczyny. Odpowiedziaa Ciszewskiemu, e szkoa to nie koszary i na tym terenie ona dowodzi. W chwili gdy Jerzy szuka nowych argumentw, zaperzony nie na arty, szczuplutka nauczycielka zmarszczywszy swoim zwyczajem brwi daa znak rk. Gromadka dzieci z haasem wdara si do izby. Na polecenie Ewy malcy stanli przy swoich awkach. Kadra sawnego batalionu Ciszewskiego bya speszona. Jerzy czu, e zosta pobity. Zdj z tablicy map, spiorunowa wzrokiem dziewczyn i gestem rki nakaza swym podwadnym opuci klas. Dzieci uczciy zwycistwo radosn wrzaw. Ostatnim razem by pan grzeczniejszy wobec mnie, kapitanie - powiedziaa Ciszewskiemu Ewa, gdy j mija ewakuujc stracon pozycj. Nie wiem, kiedy by ten ostatni raz odburkn - o ile pamitam, nie miaem przyjemnoci zna pani profesor - doda z ironi. Prosz sobie wobec tego przypomnie - zamiaa si, cakowicie go rozbrajajc, i zatrzasna mu drzwi przed nosem. Przypomnia sobie tego samego dnia wieczorem. Ewa bya t dziewczyn, ktr podtrzyma na dworcu w Sanoku w dniu swego przybycia z Warszawy do sztabu dywizji. Zidentyfikowa j sobie w swojej malarskiej pamici wzrokowej dziki tym ciemnym ukom brwi i maym, niezwykle czerwonym ustom. Na drugi dzie uda si z przeprosinami, ktre zostay pozytywnie przyjte. Przy tej okazji dowiedzia si, e pani Rozwadowska prosia Ew, aby od czasu do czasu przychodzia czyta jej niewidomemu synowi. Odtd modziutka, dwudziestodwuletnia, przygotowana do swego zawodu na konspiracyjnych kompletach, nauczycielka bya codziennym gociem w domu Rozwadowskich, To wanie spowodowao, e kapitan coraz rzadziej odwiedza pukowe kasyno, a kad woln chwil stara si spdza w swej subowej kwaterze. Czu, e nie bardzo jest w porzdku wobec Barbary, otrzymywa od niej jednak listy tak rzadko, i mg nie ywi zbytnich skrupuw. Ewa pocigaa go swoj samodzielnoci i wrcz promieniujc z jej drobnej postaci energi. Nie bya na pewno tak adna jak Barbara, ale miaa wicej charakteru. Ta cecha zawsze imponowaa Jerzemu, ktry sam by raczej impulsywny ni konsekwentny i biernie poddawa si od szeregu lat kolejom losu. Podziwia u drugich jasno celw, ku ktrym zmierzali. Dla niego nic nie byo proste. Chcia malowa, ale nie umia o to walczy, mia si oeni z Barbar - nic z tego nie wyszo - nawet nie by pewny ich wzajemnej mioci, bola te nad tym, e nigdy nie potrafi by dziewczynie wierny zgodnie z oglnie przyjtymi oficjalnymi wymogami etyki w tych sprawach. Walczc przeciw Niemcom, ze zdziwieniem stwierdza, e nie umie wykrzesa z siebie tej bojowej nienawici, jak zionli jego koledzy. To samo byo tutaj. Imponoway mu gboko ugruntowane przekonania Premingera, ale nie mg si na nie zdoby. Nie podziela te taktycznych zamiowa majora Grodzickiego czy drapienej ciekawoci zwiadowcy Winiowieckiego. Daleki by na koniec od suchej onierskiej dyscypliny, cechujcej podpukownika Tomaszewskiego, lub od poetyzowania suby, jak to czyni major Pawlikiewicz. Dawa si nie przez prd ycia. Byy chwile, kiedy czu do siebie samego gbok antypati. Mia ju trzydzieci lat. Ile straconego czasu! Nie przecenia swoich wojskowych osigni i wartoci na stanowisku w mundurze. Chcia malowa, ale wiedzia, e osignicia w dziedzinie sztuki s wypadkow wrodzonych zdolnoci plus wprawa. Ongi twierdzono, e ma talent. Bez wprawy to niewiele znaczyo. Kiedy mia opanowa rzemioso? Lata uciekay, a on nie bra pdzla do rki, nic prawie nie czyta, straci wszelki kontakt ze rodowiskiem plastycznym. Nie umia o to wszystko walczy. By dowdc batalionu w zapomnianym Baligrodzie. W lepej kiszce kraju ugania si za bandytami. To jeszcze mogo potrwa diabelnie dugo. Nawet powanie martwi si tym nie potrafi. Szuka tylko janiejszych chwil w trybie ycia, jaki teraz pdzi. Znajdowa je w towarzystwie Ewy i niewidomego -Jana Rozwadowskiego.

Chcia wanie powiedzie Ewie, e licznie wyglda w nowym jasnozielonym sweterku, ktry sama sobie zrobia, ale ugryz si w jzyk. Przy Rozwadowskim nie naleao mwi o wraeniach wzrokowych, jeeli o to sam nie prosi. - Dawno ju pani nie widziaem - stara si nawiza rozmow. - Nie z mojej winy. Nie byo pana w Baligrodzie. Ja odwiedzaam pana Janka codziennie. Czytalimy razem Klimaty Maurois. - Oddawaem si mniej miemu zajciu. ubryd zatrudnia nas w rejonie Ropienki. - Z jakim skutkiem? Wyczu w jej pytaniu mimowoln ciekawo. Umiechn si i spojrza na ni przecigle. - Nie chce pani chyba, abym narusza tajemnic subow? - nada swemu gosowi urzdowe brzmienie i przymruy oko. - Mog tylko powiedzie, e rycerze Serca Gorejcego tym razem troch oberwali. Odwrcia si, aby nie dostrzeg rumieca na jej twarzy. W urzdzie bezpieczestwa w Lesku przesuchiwano j, podobnie jak inne ofiary napaci ubrydowcw na samochd kopalni z Ropienki. Mwia o szczegach zamordowania Wasserw, ale ani sowem nie wspomniaa, e z Piskorzem czya j znajomo jeszcze z czasw konspiracyjnych. To nie ma nic wsplnego z tym, co si tu rozgrywa - pocieszaa si w mylach, nie bya jednak pewna, czy ma racj. Zbliya si do stojcego w rogu pokoju fortepianu. Odkrya klawiatur i przesuna po niej palcami. - Niech pani nam co zagra - poprosi Rozwadowski. wiato lampy odbijao si w szkach jego ciemnych okularw. Oywiao tak dalece rysy niewidomego, e mona byo zapomnie o jego kalectwie. Spod dugich palcw dziewczyny popyny dwiki nokturnu Szopena. Rozwadowski sucha z pochylon gow. Muzyka wywieraa na nim olbrzymie wraenie. Stawa si pod jej wpywem spokojniejszy. Nie myla o trapicym go blu. Mniej wraliwy Ciszewski nie spuszcza oczu z twarzy Ewy. Dziewczyna przy fortepianie stanowia dla niego na tle tego pokoju cao kompozycyjn, doskonay obraz peen nastroju. Tony wydobywane z instrumentu byy tylko dopenieniem harmonii obrazu. Nie zdawali sobie sprawy, jak dugo graa. Drgnli dopiero na dwik gosu Rozwadowskiej, ktra z progu pokoju zapytaa, czy moe poda herbat. Czar prys. Ewa wrcia do stou. - Kiedy pani gra, wszystko zdaje si wygadza, jest prostsze - skonstatowa Ciszewrski. - O tak! - gorco popar go Rozwadowski. - Przepdza pani muzyk te rozmaite przeklte trzaski i haasy naszej rudery, odgosy nieznanej natury, ktrych nie mog rozpozna. Jaka szkoda, e te chwile tak szybko mijaj. - Jutro bdziemy przecie znw grali, panie Janku - powiedziaa agodnie. - Poza tym musimy skoczy nasz ksik. Jerzy odprowadza j, zgodnie z tradycj ich wieczorw, do domu. nieg skrzypia pod nogami. Baligrd spa pod biaym caunem, w gbokim mroku. Tylko z szynku Szponderskiego dobiega haas. Bawili si tam jeszcze widocznie podoficerowie, ktrzy woleli to miejsce od nieco sztywnej atmosfery wietlicy pukowej. W domu tym mieszkaa Ewa.

- Jak pani moe wytrzyma przy tych haasach? - zapyta j Ciszewski. - Przyzwyczajenie, panie kapitanie. Podczas okupacji byam kelnerk w nie lepszej budzie i miaam swj pokj nad salk, w ktrej do biaego rana rozlegay si wrzaski. Podaa mu rk. Usiowa przytrzyma jej do. Odnis wraenie, e cofa j mniej skwapliwie ni zwykle. Zarejestrowa to jako sukces i w wesoym nastroju wraca do swojej kwatery. Zblia si wanie do furtki, kiedy nagle wydao mu si, e biaa czapa jednej z wydm nienych, gsto rozsianych nad rzek, uniosa si przedziwnie w gr i szybko opada. Ciszewski postanowi tym razem dziaa energicznie. Udajc, e nic nie widzia, wszed do domu, min pust sie i drugimi drzwiami przedosta si na podwrze. Dom osania go od strony wydm, do ktrych wzdu potu mg si teraz swobodnie przybliy. Ze zdziwieniem spostrzeg przy tej okazji, i cae podwrze cznie z ogrodem jest dokadnie zdeptane nogami. Po co pani Rozwadowska tyle tu spaceruje pomyla mimo woli, obserwujc jednoczenie przez szpar w pocie niene pole, opadajce agodnie ku rzece. Wzrok go przedtem nie omyli. Jedna z wydm wyranie si poruszaa raz w gr, to znowu w d. Ciszewski nie wierzy w duchy. Z rewolwerem w garci poczoga si na skraj ogrodu. Od podejrzanej wydmy dzielio go std tylko par krokw. Pot o rozchwianych i zbutwiaych deskach nie stanowi dla kapitana adnej przeszkody. A nazbyt mocnym kopniciem rozwali go w pobliu ruchomej wydmy i przypadajc natychmiast do ziemi rykn potnym gosem- Wstawaj, draniu! Rce do gry! Biaa posta posusznie wykonaa rozkaz. Ciszewski osupia, syszc spokojnie wypowiedziane sowa. - Niech pan tak nie krzyczy, kapitanie. Cay Baligrd si zbudzi. Zaraz panu wyjani... - Padnij! - komenderowa Ciszewski. - Twarz do rzeki! Tak le i nie prbuj ucieka! Nieznajomy speni i te polecenia. Jasne przecierado, ktrym by okryty, zsuno mu si z ramion. Przed Ciszewskim lea w niegu may czowieczek w ciemnym palcie. - Panie kapitanie, prosz mnie dopuci do gosu - prosi. - Nie masz nic do gadania. Zaraz bdzie koniec historii z duchami, ty draniu! - G...no koniec, panie kapitanie! - zawoa z tak moc jeniec, e mimo podniecenia Ciszewskiego to zastanowio. - Prosz nie podnosi alarmu. Jestem szefem urzdu bezpieczestwa. Moje nazwisko Turski. Porucznik Turski. - Jaki mam dowd, e to prawda? - zapyta dla formalnoci Jerzy. Spokojne zachowanie czowieka bardziej go przekonywao od sw. - Widziaem wszystkie paskie manewry - perswadowa lecy - a przecie nie reagowaem. Mogem pana bez trudu zastrzeli. Nie uczyniem tego. Prosz mi wierzy, e jestem Turski. Pokazabym panu legitymacj, ale w tej pozycji nie mog. - W ktrej kieszeni ma pan bro? - Ciszewski zmieni ton na grzeczniejszy. - W prawej. - Uwaga, najmniejszy, podejrzany ruch i rozwalam panu gow - ostrzeg prawie cakiem uprzejmie Jerzy. Przyklkn i wyj ze wskazanej kieszeni paszcza pistolet TT. - Prosz wsta - zezwoli askawie. - Reszt wyjanimy sobie w sztabie puku.

Prowadzi jeca, nie wypuszczajc z doni odbezpieczonego rewolweru. - Czy wolno mi poszuka kalosza w niegu? - przypomnia sobie po kilkunastu krokach Turski. Jerzy odmwi. - Moe pan sobie by od jutra szefem urzdu bezpieczestwu w Lesku, ale te czynnoci tu s podejrzane. Ostatecznie dziaa pan bez najmniejszego porozumienia z nami. Jest to co najmniej dziwne - powiedzia. - Musiaem tak postpowa, szanowny kapitanie - broni si jeniec. - Wasz oficer informacji, kapitan Matula, nie odczuwa jako do mnie specjalnej sympatii. Nie chciaby ze mn wsppracowa. To troch trudny czowiek. - Bez poufaoci! - mrukn Ciszewski, mimo i w gbi ducha mia o Matuli wyrobione zdanie. - Zaraz si wszystko wyjani. May szef bezpieczestwa nie mia tego wieczora szczcia. Pierwsz osob, na ktr si natkn wchodzc pod eskort Ciszewskiego do sztabu puku, by wanie wspzawodniczcy z nim na trudnej niwie kontrwywiadowczych zmaga kapitan Matula. Dzisiejsza poraka Turskiego bya dla rdem drobnego, lecz rozkosznego triumfu. Z niemaym wysikiem stara si ukry swoj satysfakcj. - Okazuje si, e wierzycie w duchy, poruczniku Turski - potrzsn gow z udanym wspczuciem. Gestem rki uciszy niespokojny ruch swego konkurenta, ktry otworzy usta dla wygoszenia repliki. Jakie to zabawne! - chichota. - Byem przekonany, e jestecie marksist, poruczniku Turski. Tymczasem widz, e dajecie posuch babskim bajdom i ulegacie wpywom ciemnego otoczenia. Wiara w istnienie duchw - podnis palec w gr - jest jednak nie tylko zabobonem - przybra dydaktyczny ton. - Odwraca was ona od waciwych przestpcw, Turski! Kieruje na manowce! Ciekawa rzecz, mylaem, e oficerowie suby bezpieczestwa s powanymi ludmi. Wy tymczasem wykazalicie, e ulegacie Ciemnogrodowi. Tak, tak... - Z zadowoleniem przygadzi swoj szczotkowat czuprynk, ozdabiajc ma gow o ksztacie jajka. Wyblake, szare oczy utkwi w twarzy Turskiego. Przekonany by, e milczenie tamtego jest przyznaniem si do poraki. Okrglutki szef bezpieczestwa postanowi zachowa zimna krew. Wiedzia, e jedynie takie zachowanie daje mu przewag nad Matul. By z wyksztacenia prawnikiem. Swj obecny zawd obra ochotniczo i z prawdziwego zamiowania. Mia poza tym osobiste porachunki z bandytami. Podczas okupacji, kiedy sam przebywa w jednym z lenych oddziaw partyzanckich, banda NSZ wymordowaa mu ca rodzin dowiedziawszy si, e ojciec Turskiego mia rewolucyjn przeszo. Porucznik Roman Turski wymg na swych przeoonych, by wysano go w te okolice, mimo e chcieli go zostawi w Centrali, w Warszawie. Ministerstwo rozporzdzao wwczas niewielu oficerami na jego poziomie. Okrgymi jasnobkitnymi oczami spokojnie odparowa spojrzenie kapitana Matuli, a kiedy ten dalej napawa si swym triumfem, powiedzia: - Zapewniam was, kapitanie, e nie wierz w duchy. Wanie dlatego tu si znalazem. Matula drgn jak ko ukuty ostrog. - Nie mielicie do tego prawa, poruczniku! - wykrzykn. - To jest mj teren. - Jestem szefem powiatowego urzdu bezpieczestwa, Baligrd mnie podlega - zaoponowa spokojnie Turski.

Spr wszed na skomplikowane tory kompetencyjne. Obaj oficerowie cytowali wydane w tej kwestii oklniki, zarzdzenia i rozkazy, komentujc je kady na swj sposb. Ciszewski ziewa znudzony. Wreszcie Matula postanowi ostatecznie zgnbi maego porucznika. - Wrcimy jeszcze do tej sprawy - powiedzia wyniole - na razie chciabym przy okazji zawiadomi was, poruczniku, e zoyem oficjaln skarg w innej kwestii dotyczcej dziaalnoci waszego urzdu... - Uczyni efektown pauz i cign dalej: - Chodzi o to wydanie karabinw cywilom w Ropience. Z waszej inicjatywy powsta tam jaki oddzia ochrony kopal. Uwaam to za szalestwo, za ryzyko graniczce ze zbrodnicz wrcz lekkomylnoci. W ten sposb mona si tylko przyczyni do wzmoenia dziaalnoci band. To ma by czujno, poruczniku? - Umilk widzc umiech na drobnej twarzy swego antagonisty. - Naprawd nie ma si z czego mia, Turski! - przestrzeg surowo. - Nie macie zaufania do robotnikw? - zapyta tamten wci umiechnity. - Demagogia! Turski wzruszy nieznacznie ramionami. - Caa wasza skarga jest niewypaem, obywatelu kapitanie - powiedzia zimno i Ciszewski zdziwi si, e dziecice oczy szefa urzdu bezpieczestwa potrafi nabra tak twardego wyrazu. - W wydaniu zarzdzenia w sprawie Ropienki byem tylko ogniwem porednim. Wy chyba nie czytacie gazet, Matula... - Co chcecie przez to powiedzie? - Szef informacji by niemile dotknity tonem Turskiego. Nagle stao mu si duszno. Czu, e popeni jak gaf, ktr tamten wykorzysta. - Wyszed taki dekret urzdowy o utworzeniu ORMO, czyli Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej, zoonej wanie z cywilw. Na tej podstawie otrzymali bro robotnicy z Ropienki. Podobne oddziay bdziemy tworzy, gdzie si tylko da. Turski mwi zimnym, rwnym gosem. Nie patrzy nawet na Matul. Wiedzia, e cios by celny. - Wygupiem si... - jkn kapitan i rozpi dwa grne guziki swego munduru. W mylach ca zo obrci teraz przeciw podpukownikowi Tomaszewskiemu. Czu, e dowdca puku zakpi z niego, i nie posiada si z wciekoci. Nieszczsna skarga wysana do Warszawy nie przysporzy mu laurw w oczach przeoonych. Trzeba byo teraz za wszelk cen ratowa presti. Zacz gorczkowo przemyliwa nad posuniciem, ktre mogoby go zrehabilitowa. Na razie musia jeszcze skoczy uciliw dyskusj z Turskim. - Wracajc do tematu, poruczniku - powiedzia - prosz z caym naciskiem, abycie w Baligrodzie adnych oww na duchy nie urzdzali. Sam bd tu sobie dawa rad. Dobrze? - Czy zajmiecie si wobec tego spraw ducha? - zapyta uparty szef bezpieczestwa. - Mam waniejsze zagadnienia od metafizycznych bredni! - z godnoci stwierdzi kapitan Matula. - Szkoda... - westchn Turski, ale kapitan nie podj ju rzuconej mu rkawicy. Spojrzawszy na zegarek owiadczy, e jest pno i lepiej si wyspa, po czym zimno ucisnwszy do porucznika i nie zapinajc munduru, co dla niektrych oficerw informacji wwczas w armii byo podkreleniem ich niezalenoci, wyszed z pokoju. Tego momentu z najwysz niecierpliwoci oczekiwa oficer zwiadowczy puku kapitan Winiowiecki. On rwnie mia do pogadania z maym szefem powiatowego urzdu bezpieczestwa. Znajdujc si za cienk cian w ssiednim pokoju, Winiowiecki sysza ca rozmow. Zagadnienia

wywiadu, czyli zbieranie wiadomoci o zewntrznym nieprzyjacielu, cile cz si z problematyk kontrwywiadu, to jest zwalczaniem przeciwnika grocego od wewntrz. Turski zajmowa si jako szef bezpieczestwa jedn i drug stron problemu. Winiowiecki pozna go przelotnie zaraz po przybyciu puku w te strony. Pniej wiele sysza o inteligencji Turskiego, uporze i zamiowaniu, z jakim may czowieczek o dziecicym spojrzeniu ciga bandytw. - Wierz, podobnie jak wy, poruczniku, e z tym duchem co jest - owiadczy po przywitaniu si z Turskim, od razu dobrze go tym do siebie usposabiajc. Porucznik umiechn si. - Bardzo mnie to cieszy - powiedzia - ale nie mam zamiaru kruszy kopii z kapitanem Matul. W naszej prcy wany jest przede wszystkim spokj wewntrzny... Do sprawy ducha jeszcze zapewne kiedy wrcimy. Z przestpcami jest jak z chorob: objaww nie musi si cign za wosy, z biegiem czasu same coraz intensywniej daj zna o sobie. Tak bdzie i z duchem. - Skd dowiedzielicie si o tym, poruczniku? - pyta Winiowiecki. - Wydawao mi si dotd, e bya to tylko historia krca w naszym puku, od kiedy ogniomistrz Kale spostrzeg bia posta w czasie suby wartowniczej. Turski nie uwaa za stosowne skada szerszych wyjanie. - Moj rzecz jest wiedzie jak najwicej, a i tak wiem niewiele. - Czy nie moglibymy wprowadzi jakiej szerszej wymiany naszych wiadomoci o bandach? - oywi si Winiowiecki, wykorzystujc odpowied Turskiego, aby zbliy si do celu rozmowy, ktry sobie postawi. Szefa bezpieczestwa z Leska te taka wymiana interesowaa. Z wewntrznej kieszeni marynarki wydoby postrzpion na brzegach map, ktr rozpostar na stole. - W gruncie rzeczy strasznie mao wiem o bandytach - powtrzy. - No, i niestety, strategiem te nie jestem. Mam tylko ma wasn hipotez... - Pieszczotliwym ruchem wygadzi map, nad ktr pochyliy si gowy Ciszewskiego i Winiowieckiego. - Od kilku miesicy notuj skrztnie wszystkie punkty, w ktrych zaobserwowano pojawienie si band. - My to samo robimy - ze zniechceniem w gosie zauway Winiowiecki. - Mam nawet tak map pen dat i kolorowych punktw. To nic nie daje... - Za pozwoleniem... - Turski przecign si leniwie. - Ja na swojej mapie staram si wszystkie te punkty czy. Uzyskuj w przyblieniu prawdopodobne trasy przesuni band. To jednak jest co. - W jakim sensie? - Prosz spojrze. Trasy powtarzaj si do czsto. Wyglda na to, e istniej pewne stae szlaki przemarszw uywane przez bandytw. - Czy to jest wasza hipoteza, poruczniku? - z rozczarowaniem w gosie zapyta Ciszewski, ktry dotd ani jednym sowem nie wtrca si do rozmowy. Winiowiecki by rwnie zawiedziony. Wyjani, e znajomo tras przemarszw niewiele daje, poniewa czstotliwo uywania danej trasy przez nieprzyjaciela jest tak rna, i zasadzka zorganizowana na takim szlaku musiaaby tkwi w miejscu tygodniami, co ze wzgldu na konieczno dostarczania onierzom choby ywnoci nie mogoby uj uwagi bandytw. Zreszt zwiadowca puku te mia na swojej mapie te trasy. Odkrycie dokonane przez szefa urzdu bezpieczestwa z Leska nie byo adn rewelacj.

Turski spokojnie wysucha uwag obu oficerw. - Nie pozwolilicie mi skoczy mojego wywodu - umiechn si agodnie. - Same trasy istotnie niewiele daj, cho znajomoci ich nie naley lekceway. Podobnie jak was interesuje mnie gwnie sprawa, gdzie wrd tej caej gmatwaniny gr i lasw przebywaj bandyci, gdzie znajduj si stae ich kryjwki. Do tego zmierzam. Znw zaciekawieni przytaknli skwapliwie. Porucznik tymczasem wodzi palcem po wystrzpionej mapie. - Wydaje mi si, e istniej pewne stae punkty przecicia si tras. Na razie mam na to jeszcze za mao materiau. Jeeli jednak tak jest, to wwczas te stae punkty mog si okaza siedzibami bandytw. Bada wzrokiem reakcj obu oficerw. Oczy jego byszczay podobnie jak wtedy, gdy odcina si Matuli. - Kuszca hipoteza! - wykrzykn Winiowiecki. - Udowodnienie jej wymaga czasu - ostudza zapa kolegi Ciszewski. Turski by zdania, e naley gromadzi jak najwicej wiadomoci o bandach. Winiowiecki skary si, e puk nie wzi dotychczas ani jednego jeca banderowskiego. Schwytanego przez zaog pocigu pancernego pod ukawic ubrydowca Zawisz przesuchiwa bez skutku od kilku dni. Chopak nie mia wiele do powiedzenia. Poda rysopisy innych czonkw bandy i ich pseudonimy. Rzeczy te znane byy ju dawno zwiadowcom Wojsk Ochrony Pogranicza podobnie jak fakt, e oddzia Serca Gorejcego czsto kwaterowa w Niebieszczanach. Jasne byo, i teraz do tej wsi ju nie wrci. Inne jednostki dywizji miay jecw banderowskich i z grup WiN, co jednak niezbyt posuwao spraw naprzd. Jecy dostarczali informacji przestarzaych, przewanie nie sprawdzanych, lub pletli dosownie, co im lina przyniosa na jzyk. Czasem wrcz odmawiali zezna. Byli twardzi, mieli tupet i pewno siebie. Byo rzecz oczywist, e dopki bandy nie zaczn ponosi powanych klsk, zachowanie jecw nie ulegnie zmianie. - Chwilami wydaje mi si, e mamy do czynienia z problemami kwadratury koa - westchn Winiowiecki. - Chcc wydoby z jecw i miejscowych ludzi, ktrzy te sporo wiedz o bandach, jakie wiadomoci, musimy zacz zwycia... Aby si to stao, musimy mie odpowiednie informacje. Kko si zamyka. Szlag czowieka trafia! - Na wszystko trzeba czasu - powiedzia Turski, skadajc map. - Mam pewien plan. Trzeba stanowczo wprowadzi naszych ludzi do band. Wtedy zaczniemy otrzymywa informacje. - Wallenrodyzm! - parskn Ciszewski. - To nie bdzie proste. - Nic nie jest proste... Czy mgbym was prosi, kapitanie, o zwrot mego rewolweru? - zmieni nagle temat. Zacz si egna z obu oficerami, wkadajc swoje wytarte, ciemne palto. - Psiakrew, e te zmusilicie mnie, kapitanie, do pozostawienia na tym polu kalosza! - zakl naprawd strapiony. Troskliwie owin szyj popielatym wenianym szalem, nacisn na uszy beret. - Do zobaczenia! Jednak szkoda, e nie mog si zaj tym duchem. - Wydawa si szczerze zmartwiony. roda bya dniem targowym. W jaki czas po usadowieniu si wojska w Baligrodzie mieszkacy miasteczka i okolicznych wsi wskrzesili t tradycj. Kapitan Winiowiecki, ktry wcale nie kad si tej nocy spa na skutek dugiej rozmowy z porucznikiem Turskim, sta teraz w oknie swego subowego pokoju, w dawnej willi notariusza i patrzy na ludzi, cigncych w kierunku rynku. Opatuleni w grube baranie kouchy chopi,

w futrzanych czapach na gowach, zakutane w chusty kobiety i podobniejsze raczej do pakunkw ni do ywych istot dzieci jechali saniami, zaprzonymi w mae wochate koniki. Ranie podzwaniay metalowe brzkadeka uwieszone przy sznurkowej uprzy. Chopi pokrzykiwali ochrypymi gosami, trzaskajc z batw. nieg skrzy si w socu barwami delikatnej masy perowej, posiekanej w miriady okruchw. Pogoda bya sucha, bezwietrzna. Winiowiecki niechtnie odwrci si od okna. - No wic? Zdecydujesz si nareszcie na powiedzenie mi czego ciekawego? - Stara si nada swemu gosowi surowe brzmienie, ale czu, e mu to nie wychodzi. By zbyt znuony i zniechcony jaowym ledztwem, ktre prowadzi od kilku dni. - O wszystkim ju mwiem, panie kapitanie. Nic wicej nie wiem. - Od dwch dni Zawisza powtarza waciwie w kko to samo zdanie. Siedzia na krzele naprzeciw biurka Winiowieckiego. Na pucoowatych, pozbawionych zarostu policzkach dwudziestolatka, nie tknitych przez mydo od Bg wie jak dawna, wrosy plamy brudu. Owinity by w bandae, w podartych spodniach i buciorach, z ktrych zabrano mu sznurwki. Mia jasne, zmierzwione wosy, oczy bez okrelonego wyrazu i czoo nigdy chyba nie zmcone adn myl. Winiowiecki patrzy na niego z odraz. - Czy chciaby ocali eb, Karbowski? - w ledztwie uywa jego prawdziwego nazwiska, pseudonim jeca nalea ju do przeszoci, za ktr bdzie musia zapaci. - Jeste mody, powinno ci zalee na wyniesieniu z tych opaw gowy - perswadowa sennie. - Na to jest jedyny rodek. Musisz wykaza dobr wol. W przeciwnym razie bdziemy ci musieli rozwali, Karbowski. Zostae zapany z broni w rku. Wiesz sam, co to oznacza... - przerwa. Tyle razy ju to powtarza. Moe on rzeczywicie powiedzia wszystko, co wie? Ostatecznie poda rysopisy czonkw oddziau Serca Gorejcego, wymieni uzbrojenie, jakim ubrydowcy rozporzdzali, wskaza Niebieszczany jako ich kryjwk, opowiada o akcjach, w ktrych bra udzia. Niestety o planach bandy na przyszo nic nie wiedzia albo nie chcia mwi, a przecie to byo najwaniejsze. - Nic wicej nie wiem. - Jeniec nawet si nie stara zmieni tonacji gosu. Powtarza wci jedno i to samo. Wczoraj obecny przy przesuchaniu podporucznik Daszewski pokci si o to z Winiowieckim. - Aby stawia pytanie, musisz sam co wiedzie, mie jakie punkty zaczepienia - stwierdzi Daszewski. - W przeciwnym razie jeste w takiej wanie aosnej sytuacji. Starasz si od tego durnia wybaga odpowied, ale on po kilku dniach ledztwa orientuje si ju dobrze, e o niczym pojcia nie masz, i nawet jeli co wie, to robi z ciebie waa. - Gdyby nie by ranny, wzibym si do niego inaczej - oponowa Winiowiecki. - Dobry kij rozwizuje usta takim typom. - Bzdura! Inne jednostki maj jecw zdrowych i caych, magluj ich kijami, ile wlezie, a te nic nie wychodzi - zaperzy si podporucznik i zaproponowa Winiowieckiemu zakad, e przesuchanie za pomoc kija do niczego nie prowadzi. - Ciekaw jestem, jak mi to udowodnisz? - zainteresowa si kapitan. - Udowodni! - zapewni Daszewski w obecnoci wielu oficerw w kasynie, gdzie toczya si dyskusja. Potem ju nie odzywa si ani sowem, wyranie nad czym medytujc. Winiowiecki zacz wdrwk dokoa izby. Zawisza opuci powieki. Zdawa si drzema. Za oknem wci rozlega si dwik dzwonkw sa, zdajcych na targ.

Ewa skoczya lekcje przed jedenast. Z trudem przecisna si przez rynek cakowicie zapchany saniami i ubijajcymi rne interesy chopami. W pobliu domu dziewczyna przypomniaa sobie, e nie wzia dzi rano klucza od klatki schodowej, wychodzcej na rynek, i musi wobec tego przej przez szynk. Dobiegay stamtd, jak zawsze w dni targowe, haas pijackich okrzykw, brzk szka i wrzaskliwe przypiewki. Na samym progu odurzy j kwaskowaty zapach piwa i wdki pomieszany z charakterystyczn woni wydzielan przez kouchy i juchtowe buty plus amalgamat dymu tytoniowego i potu. Opary tego wszystkiego byy tak gste, e jedynie z najwikszym trudem dawao si odrni twarze siedzcych przy stoach i oblegajcych bufet goci. Knajpiarz Szponderski orientowa si jednak w swoim lokalu jak dobry dowdca na polu walki. Wiedzia nie tylko, kto ile wypi, ale take, jaki jest stan kieszeni poszczeglnych konsumentw i jak naley spreparowa rachunek, aby z tych kieszeni odpowiedni zysk wycisn. Sta za kontuarem, poyskujc lnico biaymi zbami i rwniutko przyklejon do czaszki hebanow fryzurk z artystycznym przedziakiem. Operowa butelkami z wpraw cyrkowca, wydajc byskawiczne a niechybne polecenia pannie Krysi, niezmordowanie obsugujcej goci. Jej miao rysujce si pod nie najpierwszej czystoci bluzk piersi i tgie poladki stanowiy istotn reklam przedsibiorstwa pana Szponderskiego. Nie kademu pozwalaa si po nich klepa. Mieli ten przywilej podoficerowie od plutonowego wzwy, z cywilw za tylko wjt Trzebnicki i nieliczni bogatsi gospodarze. Przedstawicieli miejscowej inteligencji przyjmowaa Krysia w godzinach wolnych od pracy w szynku. Zoliwi twierdzili, e raz w tygodniu myje podog u miejscowego proboszcza. Przenikliwe oko Szponderskiego od razu dostrzego Ew przeciskajc si przez zason dymn. Skin na Krysi, ktra energicznym ruchem strzsnwszy rk gocia, spoczywajc na pontnej wypukoci jej ciaa, szybko zbliya si do modej nauczycielki. - Kto na pani czeka. Mczyzna - umiechna si porozumiewawczo. - Siedzi ju dobr godzin wykonaa gow ruch w kierunku ssiedniej izby stanowicej przeduenie lokalu pana Szponderskiego. - Jak si nazywa? - zapytaa Ewa. Nie miaa tu adnych znajomych poza Rozwadowskim i Ciszewskim. Rodzice uczniw przychodzili ze swoimi sprawami do szkoy. Serce jej cisn nagy chd. - A bo to ja wiem, jak si nazywa - usyszaa gos Krysi. - Tyle tu teraz obcych! A jeszcze w dzie targowy! Nazjeda si kupcw, handlarzy rnych, gospodarzy, kto by tam zna ich nazwiska. - Prosz go przysa do mnie na gr - polecia kelnerce. Za drzwiami, w korytarzu, opara si o cian. Odetchna gboko, starajc si opanowa bicie serca. Spokj! Za wszelk cen spokj! To przecie nie musi by on - perswadowaa sobie. W pokoju poprawia wosy przed lustrem i zapalia papierosa. Spostrzega, e jest blada. Opanowaa si niemaym wysikiem woli. Usyszaa kroki na schodach. Kto wszed, nie spieszc si, stawiajc stopy pewnie, twardo. Rozlego si pukanie. - Prosz! - powiedziaa Ewa. W drzwiach stan umiechnity kapitan. Piskorz. Mia na sobie kurtk z szarej weny z czarnym barankowym konierzem, dugie buty-oficerki, na gowie za popielaty kapelusz filcowy. Strj noszony przez wiele ludzi w tym czasie, niczym nie zwracajcy uwagi. Obie rce wycign w gecie penym serdecznoci do dziewczyny.

- Dzie dobry, Ewo! Widz, e sprawiem ci niespodziank. Dlaczego jeste tak zmieszana? Powiedziaem przecie, e si zobaczymy. Zawsze staram si dotrzymywa przyrzeczenia. Sowo dentelmena jest wite! - Nie znajdujc wieszaka, pooy kapelusz i kurtk na porczy ka. Usiad odsunwszy krzeso od stou. Swobodnie zaoy nog na nog, z kieszeni marynarki wydoby srebrn papieronic. - Co sycha, Ewuniu? Jak ci si tu powodzi? - z wyran przyjemnoci zacign si dymem papierosa. - Jestem nauczycielk, pracuj... - odpowiedziaa machinalnie. - Wiedziesz spokojny ywot w czasie, gdy my - leni ludzie... tak, tak! - westchn w teatralny sposb. Spostrzeg, e spojrzenie jej stwardniao, a czarne brwi niemal si zeszy. - Nie pochwalasz tego? - zapyta umiechajc si wskimi wargami. - Nie - odpowiedziaa bez wahania. - Dlaczego, Ewuniu? Pamitasz nasze komplety w Warszawie, podczas okupacji? Rwaa si wtedy do dziaania. Bya jedn z moich najlepszych suchaczek na wykadach historii. A powstanie pamitasz? Zawsze bya przecie z nami... - Dobrze pan wie, e to si dziao w innych czasach. - Jak to w innych? Walka trwa. Moesz si o tym codziennie przekona. - Czego pan chce ode mnie? - Bya teraz cakiem spokojna. A j to sam dziwio. Zdenerwowanie zniko. Czua, e nie wolno jej si podda temu czowiekowi, e musi si z nim raz na zawsze rozprawi. Piskorz nie odpowiada. Przymruy jasne oczy, jakby go razio wpadajce przez okno wiato soneczne. Nie patrzy na dziewczyn. Mogo si wydawa, e ca jego uwag pochaniaj smugi dymu z papierosa. Puci kilka misternych kek i obserwowa, jak si rozwiewaj na tle sufitu. Potem zacz mwi: - Nie potrafi zapomnie o tobie, Ewa. Miaem ci przed oczami od rozki po powstaniu, widziaem twoj posta w dzie i w nocy. Byem wstrznity naszym spotkaniem w tych stronach i musiaem tu przyj, naraajc si na sto niebezpieczestw. Wiesz dobrze, e ciebie kocham. Stao si to od pierwszej chwili. Jeszcze wtedy, gdy bdc prawie dzieckiem suchaa moich wykadw historii. Draem o ciebie w czasie powstania. Nie miaem chwili spokoju w cigu tych dugich miesicy, kiedy nie wiedziaem, co si z tob dzieje... Dzi odzyskaem ci nareszcie i postanowiem wyzna ci wszystko. Nie mam nic wicej do powiedzenia. Po prostu ci kocham i jestem szczliwy, e znalazem si przy tobie. By wietnym aktorem. Gos jego mia mikkie, agodne brzmienie, drga wzruszeniem i tkliwoci. W tym momencie Piskorz sam prawie uwierzy w to, co mwi. Doskonale wczuwa si w rol zakochanego. Na Ew jednak nie patrzy. Nie mia zaufania do swoich oczu. Wiedzia, e ich zawsze zimny, ironiczny wyraz moe go zdradzi. Czeka na efekt caej tyrady z pochylon pokornie gow, jakby wyczerpany tym, co powiedzia. Z rynku dobiega gwar gosw ludzkich, zlewajcy si z haasem rozsadzajcym ciany knajpy pana Szponderskiego. - Nie znajdujesz dla mnie adnego sowa, Ewuniu? - zniecierpliwio go jej milczenie. Czu si lekko zdetonowany.

- Jestem zaskoczona. Chciaabym, aby mnie pan pozostawi w spokoju. - Staa odwrcona do niego plecami. Patrzya na rynek. Postanowi zagra inaczej. - Masz kogo? Jeste zajta? Mogem si tego spodziewa. Gardzisz mn, bo jestem w lesie i nic nie mam poza karabinem! - Jednym skokiem znalaz si przy dziewczynie, pooy jej rce na ramionach i zmusi do odwrcenia w jego stron. Twarz wykrzywia mu bolesny grymas. Po mistrzowsku gra scen zazdroci. Ewa poczua jego przesiknity wdk i tytoniem oddech. Ramiona bolay j od kleszczowego ucisku palcw mczyzny. Zrobio jej si mdo. Blada twarz Piskorza o rysach znieksztaconych wciekoci miaa w sobie co odpychajcego. Dziewczyna intuicyjnie czua, e jej go nie jest szczery. Odepchna go, a si zatoczy. - Czy panu nie wstyd? - Oczy iskrzyy si jej oburzeniem. - Kocham ci i ty mnie kochasz, Ewo - powiedzia znw siadajc na krzele. Udawa, e si z wolna uspokaja i z wysikiem opanowuje rozedrgane nerwy. - To nieprawda. Jeszcze raz pytam, czego pan chce ode mnie? - nie dawaa si zbi z tropu. - Mam dowody, e mnie kochasz, Ewo. Przecie nie powiedziaa ani sowa o naszej znajomoci podczas dochodze w sprawie zasadzki na samochd z Ropienki. Prawda? - Wcale nie by pewny, e tak byo. Chcia si o tym przekona. - Nie potrafiam si na to zdoby, ale prosz mi nie wmawia uczu, ktrych do pana nie ywi. Zreszt to, cocie tam zrobili, zabjstwo dwojga starych ludzi, byo czym okropnym. Nie znajduj sw na okrelenie tego czynu. - To byli tylko ydzi, Ewo... - powiedzia zimno. - Nie odbiegajmy jednak od tematu. Czy wiesz, maleka, e zatajajc fakt naszej znajomoci przed wadzami popenia co, co ci ludzie okrelaj jako przestpstwo? Utrzymujesz, e nie postpia tak z mioci dla mnie. Bardzo to bolesne, bardzo.. - Przez krtk chwil udawa smutek, ale zaraz wrci do twardego tonu. - Tak wic masz waciwie z bezpiek na pieku, Ewuniu. I jeszcze jedno, czy ujawnia twoj konspiracyjn przynaleno? - Nie naleaam do adnej organizacji. Uczszczaam tylko na konspiracyjne komplety pedagogiczne, przygotowujc si do zawodu nauczycielki. O tym wszyscy wiedz. - A powstanie? - Byam w nim ochotniczo sanitariuszk. Nic poza tym. - Bardzo nacignite rozumowanie. - Do czego pan zmierza? - Ewa czua, e ten czowiek otacza j jak mistern sieci, lepk i gron. Znw wrcio dawice uczucie lku. - Chc ci wykaza, Ewuniu, e wci jeszcze jeste naszym czowiekiem. Zataia przed wadzami znajomo ze mn, nie powiedziaa nic o twojej dziaalnoci konspiracyjnej. Zgodnie z panujcym teraz w tym kraju prawem podlegasz karze. Moesz by najzwyczajniej w wiecie wtrcona do wizienia. Wyobraasz to sobie, kochanie? Czy zdajesz sobie spraw, e w wizieniu twoja modo zostaaby zamana, postarzaaby si przedwczenie, byaby zniszczona? Mylaa o tym? Obud si,

Ewa! Nie bd naiwna. Przyszedem do ciebie z wycignit pomocn doni, bo ci kocham, bo widz groce ci niebezpieczestwo. Pragn ci uratowa, Ewuniu. Jestem tu dla twego dobra... Otoczona zewszd przez wrogw, masz jednak przyjaci. Jestemy nimi my - leni ludzie, ja przede wszystkim. Rozumiesz? W zdenerwowaniu zwara palce, a zatrzeszczay w stawach. Teraz ju wiedziaa, do czego Piskorz zmierza. Go spostrzeg jej zmieszanie i postanowi przystpi do generalnego ataku. - ycie jest czasem twarde, moje dziecko - powiedzia z wywoan bez trudu nut wspczucia w gosie. - Toczymy wielk walk. Jeste z nami zwizana przeszoci i teraniejszoci. Mam na myli twoje postpowanie wobec wadz... Zaofiarowaem ci uczucie czyste i bezinteresowne. Niestety, na razie mnie nie kochasz. Moe to z czasem przyjdzie... Nie o to w tej chwili idzie. Nasze prywatne sprawy musz ustpi wobec waniejszych celw - przerwa i bacznie obserwowa dziewczyn. Staa z pochylon gow oparta o st. - Mieszkasz tu, Ewuniu, w do wanym garnizonie wojskowym. Masz zapewne znajomoci wrd oficerw, a jeeli nie, moesz je przy twojej aparycji - umiechn si - z atwoci nawiza. Przez takie znajomoci dowiesz si niejednego, co mogoby nas interesowa. Co pewien czas, nie za czsto oczywicie, zgosi si do ciebie kto od nas, moe nawet ja, i odbierze wiadomoci. Jest to proste i nieskomplikowane zadanie. Nasze dziewczta nieraz je podczas okupacji wykonyway. Na kompletach w Warszawie tak bardzo marzya o wziciu udziau w tych sprawach. Bya wtedy za moda i nie mogem speni twojej proby. Dzi czyni to z prawdziw przyjemnoci. Nic chyba przeciw temu nie masz? Nie narzucam ci swojej mioci. Te rzeczy s znacznie waniejsze, Ewa. Nic nie mwisz? Zdziwi si, kiedy podniosa gow. Jej spojrzenie byo zimne i pene nienawici. - Prosz std wyj natychmiast! - Bo co? Czy to jest twoja odpowied, Ewuniu? A moe chcesz zawoa bezpiek albo ktrego ze znajomych oficerw? - mia si zupenie swobodnie, szczerze ubawiony. - Prosz std wyj! - powtrzya. Kapitan Piskorz wsta. Swobodnym ruchem wycign w stron dziewczyny otwart papieronic. Kiedy nie zwrcia na to uwagi, zapali sam, odchrzkn i nie przestajc si umiecha powiedzia: - al mi ciebie, Ewa. Naprawd zachowujesz si jak dziecko. Gdyby prbowaa mnie wyda, mogoby ci spotka sporo przykroci. Wyobra sobie, co by si stao, gdyby wadze dowiedziay si o tym, co przed nimi zataia? Mj wpadunek spowodowaby to nieuchronnie. Jeste dostatecznie dojrzaa, aby te rzeczy rozumie. I jeszcze jedno, by moe, przyjdzie ci do gwki, e dobrze byoby opuci te strony, abymy zgubili twj lad. Wykazaaby wtedy niezwyk naiwno. Bez naszej opieki straciaby wszelk oson i wadze mogyby si dowiedzie o tobie takich szczegw, za ktre musiaaby zosta pocignita do odpowiedzialnoci. Znikajc z naszego horyzontu, straciaby i nasze wspczucie, byaby zdana na ask i nieask komunistw. Nie mielibymy adnego interesu w oszczdzaniu ciebie. Wrcz przeciwnie. - Operujecie prcz szantau i denuncjacj w razie potrzeby - uzupenia Ewa. Jej policzki paay. Z trudem opanowaa drenie kolan. - Co za brzydkie sowo! - wykrzykn Piskorz. Zbliy si do dziewczyny i obj j wp. Nie opieraa si. Bya jak odurzona. Czua rce mczyzny przesuwajce si po jej ciele. Odepchna go ostatkiem si. - To chyba nie naley do moich obowizkw! - szepna, stajc po drugiej stronie stou.

- Sdz, e z biegiem czasu zmikniesz, moja panno - powiedzia chmurnie Piskorz. Bez sowa sign po kurtk i kapelusz. W drzwiach skoni si z przesadn elegancj. - Do zobaczenia, Ewa. I... dobrych wynikw w pracy! Rzucia si na ko. Ciki, bolesny szloch wstrzsn ca jej postaci.

Ogniomistrz Kale szed sprystym krokiem szos, stanowic jeden z bokw rynku, a zarazem gwn ulic Baligrodu. Mruy oczy od soca wieccego prosto w twarz, nieco olepiony biel niegu. Rano mu byo na duszy. Lubi gwar dni targowych tak bardzo oywiajcy zaspane zwykle miasteczko. Min mia zadzierzyst, podkrelon jeszcze zawadiacko nasunit na ucho czapk. Pas mocno cisn, fady paszcza uoy z drobiazgow dokadnoci. W pobliu kocioa energicznie zasalutowa kapitanowi Matuli, ktry z zielonym skoroszytem pod pach godnie kroczy w kierunku sztabu puku. - Nic nie macie dzi do roboty, ogniomistrzu? - rzuci mu w przejciu oficer. Nie znosi artylerzysty jeszcze od czasw frontowych i wiedzia, e Kale odwzajemnia mu si tym samym uczuciem. - Wrcz przeciwnie, obywatelu kapitanie - odpowiedzia ogniomistrz - wrcz przeciwnie... Bd dzi mia pene rce roboty! Zabrzmiao to tak dwuznacznie, e nawet oficer informacji wyczu drwin, jakkolwiek nigdy nie by pewny, czy Kale z niego kpi, czy mwi powanie. Odprowadzi go wzrokiem i spostrzeg, e ogniomistrz skrca w jedn z bocznych uliczek przylegajc do rynku. Matula zaniepokoi si. Czyby pani Stefania? Owszem, moga by pani Stefania. Na Ziemiach Odzyskanych bya przecie Irma i Erna, we Wrocawiu - Ludka, a potem Jadwiga. Kale zawsze wchodzi mu w parad. Wygldao, e postpuje tak umylnie. Ilekro on - kapitan Matula - znajdowa jaki obiekt - powiedzmy - swego serca, tyle razy na horyzoncie pojawia si ogniomistrz Kale. Zgodnie ze znanym okreleniem byli wielokrotnymi szwagrami. Artylerzysta, nie majc adnego respektu dla rnicy stopnia, z upodobaniem przyprawia kapitanowi rogi. To wanie byo zreszt powodem ich nie koczcych si star. Cay puk bawi si t walk. Teraz ogniomistrz wszed w uliczk, przy ktrej mieszkaa Stefania. Ze przeczucie drczyo serce Matuli. Jaka szkoda, e musia uda si natychmiast do sztabu puku. Sam by sobie winien. Umwi si przed godzin z podpukownikiem Tomaszewskim, ktrego prosi o przyjcie. Dowdca puku nie znosi spnie. Matula zakl pod nosem i jeszcze bardziej nadty przypieszy kroku. Ogniomistrz Kale szed tymczasem wawo ku swemu celowi, ktrym rzeczywicie bya pani Stefania, ognista brunetka o wspaniaych rubensowskich, ale zmodyfikowanych do kryteriw dwudziestego wieku ksztatach, ona baligrodzkiego weterynarza. Dzie targowy by prawdziwym witem jej szalestw. M pochonity od rana do wieczora koskimi transakcjami, przy ktrych musia asystowa, nie zjawia si wtedy w domu. Pani Stefania moga si wic oddawa temu, co zawsze uwaaa za istot swego ycia, mioci. Miaa na tym polu nieprzecitn wpraw. May, zahukany weterynarz od wier wieku maestwa z pani Stefani uchodzi w Baligrodzie i okolicach za najpotniejszego rogacza Karpat. Od przybycia do Baligrodu sawnego puku strzelcw moliwoci pani Stefanii niepomiernie wzrosy. I jeeli kapitan Matula sdzi, e jedynym jego konkurentem do serca nadobnej ony weterynarza jest tylko ogniomistrz Kale, myli si srodze, jak zwykle, jak w wielu innych powaniejszych sprawach wchodzcych w zakres jego czynnoci subowych.

Ogniomistrz mia w yciu dwie namitnoci: wojsko i kobiety. Stara si jako je godzi, ale nie zawsze mu si to udawao. Co pewien czas popada w sprzeczno ze swoimi obowizkami na jednym lub drugim polu i musia ponosi niemie konsekwencje bd ze strony obiektw miosnych zapdw, bd ze strony przeoonych. Mnie pokonywa te przeciwnoci i z pogod bra, co mu los dawa. Pani Stefania przyja go z szeroko rozwartymi ramionami. Dosownie i w przenoni. Nigdy nie lubia traci czasu, tym bardziej e nie miaa go wiele. Zbliajce si popoudnie naleao do kapitana Matuli. Ogniomistrz Kale zdawa sobie z tego spraw. Oparty potem wygodnie na pulchnym ramieniu ony weterynarza z zajciem kontemplowa jedyny promyk soca przenikajcy przez opuszczon rolet i jak ostrze szabli rozcinajcy mrok. Stefania gaskaa go po wosach. Ogniomistrz Kale myla, e dzi w nocy ma randk z pann Krysi od szynkarza Szponderskiego i musi wobec tego oszczdza si. Stumiony gwar dochodzcy z rynku dziaa na niego usypiajco.

Kompania porucznika Wierzbickiego wyruszaa na akcj. Miaa przeszuka okolice Smolnika. Lotnik obserwator z Sanoka, dostrzeg tam wczoraj kilka grup ludzi, poruszajcych si na skraju jednego z lasw. Prawdopodobnie banda. Naleao to zbada. Moe przecie natrafi si na jakie lady przeciwnika. Wtedy porucznik Wierzbicki daby wiadomo przez radio. Zostayby uruchomione wiksze siy. onierze szli w socu po obu stronach szosy dugimi acuchami. nieg trzeszcza. By tu dobrze ubity pozami sa. Tam dalej bd jednak z pewnoci zaspy. Nie uda si tak atwo i. Porucznik Wierzbicki salutowa z sioda na poegnanie swemu dowdcy, kapitanowi Ciszewskiemu, ktry sta wyprostowany przy kapliczce u wylotu z Baligrodu. Myla, e waciwie w ogle nie zna tego Wierzbickiego. Taki dziwny, maomwny chopak o marzycielskim usposobieniu. Nie rzucajcy si w oczy. Zupenie inny od zadzierzystego porucznika Zajczka lub czsto perorujcego porucznika Rafaowskiego. Wolne chwile czsto spdza z onierzami. Ukada im listy do dziewczt, bierze udzia w ich osobistych kopotach. Lubi go za to. Przypomina troch w sposobie postpowania majora Premingera. Ma Virtuti Militari i Krzy Walecznych. By podobno odwany na froncie. Umiechn si jeszcze raz do Ciszewskiego i ju znik na zakrcie za mostem. Ten zakrt powoli wchania ca kompani. Ostatni znika obciony toboami gral Gsienica, chopisko prawie dwumetrowej wysokoci, popisujce si czasem skrcaniem podkw koskich. W drodze powrotnej Ciszewski spotka idcego naprzeciw niego goca batalionowego w towarzystwie jakiego cywila. Dopiero z odlegoci kilku krokw rozpozna znanego mu z warszawskiego poegnalnego wieczoru mecenasa. Co ten tu robi? - zaniepokoi si Jerzy. Ba si, e niespodziewany go przynosi mu jakie ze wieci od Barbary. Ale may, ruchliwy brunet szybko umierzy jego obawy. - Wszystko w najlepszym porzdeczku, panie kapitanie! - mwi rozpromieniony, drepcc drobnymi kroczkami po szosie. - Basia tskni za panem, biedactwo, ale jest zdrowa i ma si dobrze. Przywiozem licik od niej... A jake! - grzeba w kieszeniach futra. - Zosia te zdrowa. Wspominamy pana codziennie. Wspominamy i tak nam al! - Nie mg jako znale listu od Barbary. - A jak pan Zbicki? - wyrwao si mimo woli Jerzemu, ktry czsto, zwaszcza gdy nie byo listw od Barbary, myla o modym inynierze poznanym w jej domu w ostatni wieczr warszawski. Zy by na siebie, e teraz postawi to pytanie wanie mecenasowi. Otrzyma zapewnienie, e pan Zbicki te

ma si dobrze i dosta wietn posad w Instytucie Geologii. Ani mnie to zibi, ani grzeje przeleciao Jerzemu przez gow, ale jednoczenie zdziwi si, jak bardzo go ta wiadomo obesza. - Ale pan kapitan marnie wyglda! - biada mecenas. - Strasznie pana cigno! Klimat nie suy czy co? - Wanie... - mrukn Ciszewski. Ogarniao go coraz wiksze zniecierpliwienie. W pobliu kwater batalionu odprawi goca. - Nie przyjecha pan chyba, mecenasie, specjalnie, by mi wszystko to powiedzie? - zwrci si szorstko do maego bruneta. Tamten stropi si wyranie i poczerwienia. - Mam tu pewien interes - wyjania niepewnie. - O! - ucieszy si nagle. - Znalazem list! Ciszewski wyj z nie zaklejonej koperty arkusik papieru pokryty rwnym duym pismem Barbary. By to wanie list polecajcy dla mecenasa, ktry mia przedstawi Jerzemu swoj spraw. Tre listu poza tym bya jeszcze bardziej banalna i mniej osobista ni zwykle. Nic dziwnego, list wysaa w otwartej kopercie. Nie chciaa, aby ten tutaj czyta - pocieszy si, uwiadamiajc sobie zarazem, e Barbara waciwie nigdy inaczej nie pisaa. Suche, w kiepsko maskowanym popiechu nakrelone zdania, zawsze te same tchnce niecierpliwoci zwroty o tsknocie i wreszcie zapewnienia, e o nim myli i czeka. Zna na pami te listy, jeden podobny by zawsze do drugiego. Przychodziy zreszt tak rzadko! - Sucham pana, panie... - Jerzy uwiadomi sobie, e nawet nie zna nazwiska swego gocia. - Charkiewicz! Wacaw Charkiewicz, do usug, panie kapitanie - skwapliwie przedstawi si mecenas. Zachcony powtrnie przez Ciszewskiego do wyjanienia celu swej wizyty w Baligrodzie, Charkiewicz zaplta si najpierw w zawiym wstpie o trudnociach obecnej egzystencji. Czsto powtarza zdanie wypowiadane w formie retorycznego pytajnika, e kady musi jako y, no nie? oraz my - Polacy, powinnimy sobie wzajemnie pomaga. Kapitan potakiwa, gdy nie mona byo tym pewnikom zaprzeczy. Zachcony mecenas przeszed do sedna sprawy. Dowiedzia si mianowicie, e na terenach objtych walk z bandami chopi sprzedawali za bezcen bydo domowe, szczeglnie konie i nierogacizn. Jedni dlatego, e nie mogli wywie wszystkiego na Ziemie Odzyskane lub do Zwizku Radzieckiego, a potrzebowali pienidzy na zagospodarowanie si, drudzy pogorzelcy - byli do tego zmuszeni ndz, w jakiej si znaleli, jeszcze inni obniali ceny z powodu stagnacji handlu na tych terenach. - Kupujc tu i sprzedajc w centralnej Polsce - mwi z zapaem Charkiewicz - mona si znakomicie szybko dorobi. Cudowna okazja! Pan, kapitanie - napiera na Ciszewskiego swoim okrgym brzuszkiem - mgby mi ogromnie pomc. Jako wojskowy uzyskaby pan atwiej transport od kolei. Poza tym majc od pana jak przepustk, co w tym rodzaju, taki papierek, poruszabym si swobodnie w terenie, co niestety dla cywila nie jest na tych obszarach proste... O te uatwienia pozwalam sobie uprzejmie pana prosi. Naturalnie niczego za darmo nie chc! My, Polacy... - z uwag patrzy Jerzemu w twarz. Ciszewski nie by nawet oburzony. Kombinatorw w rodzaju Charkiewicza przyjedao tu sporo. Wykorzystywali sytuacj. Typ, ktrego mia przed sob, zjawia si jednak z listem polecajcym Barbary. To tylko ubodo Ciszewskiego. - Panie mecenasie, jak nazywaj si takie transakcje wedug litery prawa? - zapyta z umiechem Charkiewicza.

- Ale panie kapitanie! - Mj dowdca - mwi spokojnie Ciszewski - zamyka spekulantw w piwnicy willi notariusza. Niestety nie mamy tu bardziej komfortowego kryminau. Byoby mi niezmiernie przykro, gdyby tak bliski znajomy Basi, jak pan, zawdrowa do tej piwnicy. Nie miabym wtedy adnej moliwoci interweniowania. - Nazywa mnie pan spekulantem?! - oburzy si mecenas. - Radzibym panu opuci jak najszybciej te strony. Dalszy paski pobyt tutaj moe si okaza bardzo niezdrowy. Istniej do uzasadnione podejrzenia, e rni ludzie, zajmujcy si form handlu, o jakiej pan przed chwil mwi, zaopatruj rwnie bandy dostarczajc im lekarstw, starych mundurw, nawet broni. W zamian za to otrzymuj zrabowane u chopw bydo. Dlatego te tacy handlowcy dostaj si do piwnicy, o ktrej wspomniaem. - Obraa mnie pan, kapitanie! - Czy pan mecenas jest skonny wyjecha std moliwie szybko? Bybym prawdziwie wstrznity, gdybym musia wycign konsekwencje z tego, co mi pan powiedzia o swoich zamiarach... Stadko kawek kryo z haasem wokoo wiey kocioa. Ciszewski z ostentacyjnym zainteresowaniem patrzy na ptasi sejmik. Nie byo mu wesoo na duszy. Oczami wyobrani widzia Charkiewicza, powtarzajcego ich rozmow Zofii i Barbarze. Wiedzia, e odprawa, jak da mecenasowi, nie spotka si z aprobat obu kobiet. Trudno. Wszystko sprzysigao si widocznie na pogbienie rozdwiku midzy nim a Barbar. Mecenas co mwi, ale jego sowa nie dochodziy ju do Ciszewskiego. Spostrzeg wanie podporucznika Daszewskiego, pdzcego konno penym galopem w kierunku Stnicy. Podporucznik odbywa codziennie takie przejadki. Oddala si przy tym na znaczn odlego od Baligrodu, nie zwaajc na ryzyko wpadnicia w rce bandytw. Ten Daszewski nawarzy kiedy piwa sobie i nam... W ogle dlaczego on tak zajeda konia? - pomyla w nagym przypywie irytacji Jerzy. Charkiewicz przerwa swj monolog spostrzegszy widocznie, e kapitan go nie sucha. - Czy mam co powiedzie Basi? - zwrci si do Ciszewskiego tonem tak przymilnym, jakby nie byo adnego spicia midzy nimi. - Prosz powiedzie, co pan zechce - odburkn oficer. Opucio go poprzednie opanowanie. Obuda Charkiewicza przeamaa tam jego cierpliwoci. Poegna si z mecenasem w pobliu szkoy. Powinienem go by przynajmniej zaprosi do siebie, troch dyplomacji nigdy nie zawadzi - pomyla, gdy znalaz si sam.

Kapitan Matula siedzia naprzeciw zabarykadowanego potnym biurkiem podpukownika Tomaszewskiego, ktry od dobrych kilku minut z uporem wpatrywa si w wiszcy na przeciwlegej cianie portret crki notariusza. W pokoju panowaa krpujca cisza. Obie mocno owosione donie dowdcy puku spoczyway na pask na przyniesionych przez Matul zapisanych arkuszach papieru. Tomaszewski ledwie raczy rzuci na elaborat okiem. Jego usta wykrzywi lekki, nic dobrego nie wrcy umieszek. Kapitan kaszln, podpukownik westchn ciko, ale nie przestawa si umiecha. Wyranie napawa si skrpowaniem Matuli. Przerwa milczenie w momencie, kiedy zniecierpliwienie kapitana doszo do zenitu.

- Paski pomys jest znw genialny, obywatelu kapitanie Matula - powiedzia. - Tym razem przeszed pan samego siebie. - Obywatel pukownik ironizuje, a sprawa jest powana. - Bagam, niech mi pan wybaczy, obywatelu kapitanie! Nie moja wina, e mam taki ton. Jestem za stary, aby pokona ten fatalny nawyk... Do rzeczy jednak! Czy istotnie sdzi pan - wskaza rk na rozpostarte papiery - e powinienem zada usunicia z puku tych oficerw? - przesta si umiecha. Jego jasne oczy widroway Matul, zdaway si przenika go na wskro. - Bezwarunkowo! - energicznie stwierdzi kapitan. - Bdc w walkach z bandami UPA i WiN nie moemy mie w naszych szeregach ludzi, ktrzy kiedy suyli w AK, przybyli z Zachodu lub s Ukraicami. - Ton gosu Matuli by suchy, rzeczowy. - Ale oni si doskonale spisywali na froncie - oponowa podpukownik. - Taki Wierzbicki na przykad... Nigdy nie przypuszczaem nawet, e jest Ukraicem. Zreszt co to ma do rzeczy, u licha! Chopak ma Virtuti i Krzy Walecznych, by dwa razy ranny. Peni tu sub z caym oddaniem. Niech si pan zastanowi, obywatelu kapitanie! Lewicki te Ukrainiec wedug paskiej listy. To wietny oficer. Nie widz powodu... Z paskiego zestawienia wynika, e mamy kilku Ukraicw w puku. No i co z tego? Nie walczymy tu przecie z Ukraicami, lecz z bandytami, kapitanie. Ja to przynajmniej tak rozumiem. W bandach UPA jest - wszystkie dane zwiadowcze na to wskazuj - spory procent ludzi najrozmaitszych narodowoci. Co maj bandy wsplnego z narodem ukraiskim? Nie wolno nam przenosi nacjonalistycznej demagogii bandziorw na teren wojska. Byoby to naszym najwikszym bdem. Kilku innych oficerw chce pan usun, bo naleeli do AK, kapitana Ciszewskiego za to, e wojn spdzi na Zachodzie. Drogi panie kapitanie! Czy ci ludzie ukrywali przed nami swoj przeszo? Wzilimy ich, jakimi s. Nosz polski mundur, s naszymi kolegami... - Tu nie mog wchodzi w rachub sentymenty, obywatelu kapitanie - zaperzy si Matula. - W takiej walce jak ta, w kadej walce, jak prowadzimy - poprawi si dowdca puku - musz wchodzi w gr sentymenty. Jak zwykle jestemy innego zdania. A ci dwaj ydzi, ktrych mamy w puku? Pan radzi ich usun, aby nieprzyjacielowi wytrci argument o tak zwanej ydokomunie. Czy powinnimy caemu Ciemnogrodowi i na rk, Matula? Mamy w Polsce i uznajemy w wojsku, jak wynika z ostatniego rozkazu ministra, dwadziecia dwa wyznania. ydzi s jednym z nich. Dlaczego w stosunku do ydw mamy prowadzi odrbn polityk? Wszyscy ci ludzie s naszymi obywatelami, kapitanie. Doprawdy mocno pan przesadzi tym razem... Przerwa i gboko zamylony patrzy na portret crki notariusza. - Zaskocz pana czym, obywatelu kapitanie - mwi dalej. - Majc przed sob t list, tak pilnie przez pana zestawion, doszedem przed chwil do wniosku, e dobrze jest, i mamy w puku tych Ukraicw, a obok nich ludzi z AK i z Zachodu... Niech si pan nie umiecha. Dobrze jest! powtarzam. To nadaje naszej walce jaki oglniejszy sens. Jest i odtrutk na zaraz nacjonalistyczn, rozsiewan przez bandziorw z UPA, i odpowiedzi na polityczne haseka tych drabw z WiN. Czy pan to rozumie, Matula? - Nie. - al mi pana, obywatelu kapitanie. Pewne rzeczy dochodz do pana z opnieniem. Taki spniony zapon...

- Obywatel pukownik czyni aluzje do sprawy Ropienki? - Choby do sprawy Ropienki. - Obywatel pukownik nie powiedzia mi nic o dekrecie w kwestii ORMO. Obawiam si, e po to, aby mnie skompromitowa i omieszy. - Ma pan spaczony sposb mylenia, drogi kapitanie. Wtedy nic o tym dekrecie nie wiedziaem. Myl wydawaa mi si suszna. Nie powinnimy si ba ludzi. Wikszo z nich jest na pewno z nami. Dlatego sdziem, e mona da bro robotnikom z Ropienki. - Czy moglibymy wrci do sprawy tych oficerw? - przerwa Matula. - Oczywicie. Zapewniam pana, obywatelu kapitanie, e nie wyl adnego wniosku o usunicie z puku Ukraicw, ydw i ludzi z AK czy z Zachodu. - Apeluj do obywatela pukownika w imi czujnoci. - le pan rozumie to pojcie. - Mam swoje kryteria. Tomaszewski ziewn. Wsta, obcign bluz munduru i strci jaki niewidoczny pyek z rkawa. Potem uj delikatnie w dwa palce wnioski kapitana Matuli i trzyma je przed sob w taki sposb, jakby si ba zabrudzi. - Zgodnie z regulaminem powinien pan wsta, obywatelu kapitanie - powiedzia - kiedy czyni to oficer starszy od pana stopniem. Matula poczerwienia i wsta. - Jak to adnie, e pan ma dzisiaj zapity konierz! - kpi Tomaszewski. - Wida nauka nie idzie w las. Powoli doszlifuje si pan, kapitanie... Prosz teraz posucha, co panu powiem. - Spojrza na papiery. Mwi spokojnie, ze wzrokiem twardo wbitym w twarz stojcego przed nim oficera: - Niech si pan to stara dobrze zapamita, obywatelu kapitanie. Pki ja tym pukiem dowodz, nigdy tego rodzaju wnioski nie zostan wysane. Nigdy! Nie pjd na nacjonalistyczne czy innego rodzaju dyskryminacje. - Przedar papiery Matuli na cztery czci, zoy je uwanie i jeszcze raz przedar. - To wistwo nie zasuguje na inne traktowanie. Powinienem je wrzuci do kosza, ale w imi czujnoci oddaj te confetti panu dla spalenia ich w swoim piecu. Kto, kto by te wnioski ze strzpkw odcyfrowa, mgby pana jeszcze zawstydzi, Matula. Zdaje si, e to byoby ju wszystko... Czy zaatwilimy spraw, obywatelu kapitanie? - Tak jest. Matula rozdygotanymi ze zdenerwowania rkami wiza zielony skoroszyt, zawierajcy teraz strzpki podartych wnioskw. Wykona przepisowy pobrt w lewo i wyszed, odprowadzony rozbawionym spojrzeniem dowdcy puku. Ochon dopiero na dworze pod wpywem mronego powietrza sonecznego dnia zimowego. Postanowi najblisz poczt wysa wnioski po wasnej linii - jak okrela to specjalny jzyk, ktrym posugiwali si oficerowie jego suby. Winszowa sobie w duchu, e przecie nie wszystkie wnioski pokaza Tomaszewskiemu. Postpowa ostronie. W zielonym skoroszycie lea jeszcze wniosek w sprawie zwolnienia z jednostki ogniomistrza Kalenia. Kapitan Matula zarzuca mu pijastwo i naruszanie tajemnicy wojskowej pod wpywem alkoholu. Ale by stary piernik skaka, gdyby i ten

wniosek zobaczy! - pomyla Matula pod adresem dowdcy puku i zacz ukada raport do swych przeoonych. Skarga na Tomaszewskiego miaa zaj poczesne miejsce w tym dokumencie. Kapitan przekonany by, e ma suszno. Jego wnioski wiadcz o wyszym typie gboko politycznego mylenia. Wierzy, e racja zostanie mu przyznana i odniesie zwycistwo. Na razie zbliaa si godzina jego odwiedzin u pani Stefanii. Przypomniawszy sobie o tym, Matula odzyska dobry humor.

- I to ma by obiad, ty ofiaro! Major Grodzicki z pospn min miesza chochl w kotle penym brunatnego pynu. Starszy kucharz i jego dwaj pomocnicy stali obok w postawach wyraajcych zakopotanie i bezradno. - atwiej byo chyba Kolumbowi odkry Ameryk ni mnie znale w tej cieczy kawaek misa - unosi si major. - Miabym szczer ochot wrzuci was samych do tego kota. Czym wy karmicie kolegw? Gdzie jest tuszcz? Gdzie podziao si miso? Co si stao z kartoflami? - To nie nasza wina, obywatelu majorze - tumaczy si kucharz. - Niczego prawie nie dostajemy. Grodzicki ze zoci cisn chochl do kota. Spojrza znaczco na Ciszewskiego. Obaj wiedzieli, e kucharz powiedzia prawd. Wyywienie byo fatalne. Transporty nie dochodziy na czas i byy systematycznie rozkradane przez spekulantw. Kwatermistrze zmieniali si jak w kalejdoskopie, wdrowali za kraty, ale ich nastpcy znw kradli. Ci spord nich, ktrzy byli uczciwi, musieli prowadzi bezustann walk ze zodziejami w ogniwach podlegych i na liniach komunikacyjnych. W drodze do jednostek przepaday lub przychodziy zdekompletowane cae wagony ywnoci. Worki z cukrem i mk byy nieraz do poowy wypenione piaskiem, zamiast dobrych jarzyn adowano zgnie, tuszcz dociera zjeczay albo nie dochodzi wcale. Sawna bya historia pierwszego kwatermistrza puku, majora Kosacza, ktry ze stu dwudziestu krw, zakupionych na ubj, przygna do Baligrodu tylko dwie. Utrzymywa, e reszta zdecha po drodze. Kosaczem zaj si prokurator, ale puk dugo nie mia misa. Bandy spekulantw byy nie mniej grone od lenych. Daway si najbardziej we znaki oddziaom walczcym w odlegych okolicach kraju, do ktrych droga transportu bya duga i trudna do pilnowania. - Przeraenie mnie ogarnia - mwi major Grodzicki - kiedy patrz na onierzy. S nie tylko obdarci, ale i nie dojadaj. Diabli wiedz, jak oni to wytrzymuj! Ciszewski te nie wiedzia jak. Major Preminger twierdzi, e spekulacja jest tylko jednym z frontw walki toczcej si obecnie w kraju i e trzeba wytrzyma rwnie ciosy z tej strony. Byo to wyjanienie zjawiska, ale nie rodek zaradczy. Tkwic w tych grach, na prno takiego rodka szukali. Niewidzialne bandy spekulantw osaczay tyy codziennie, niezmordowanie. Doktor Pietrasiewicz konstatowa u badanych onierzy spadek si, ubytek na wadze, wyczerpanie, zdarzay si wypadki anemii, a nawet szkorbutu. Podpukownik Tomaszewski kl, przyjmujc meldunki lekarza, i wysya ostre raporty do dowdcy dywizji. Podobna sytuacja bya w owym czasie take w innych pukach i dywizjach zaangaowanych w walkach z bandami, nie majcych staych garnizonw i dobrze strzeonych baz zaopatrzenia. Spekulantw tpiono, ale wyrastali znw jak grzyby po deszczu. - Ta walka musi si toczy przy pustych odkach. To jest, zdaje si, jedn z jej cech charakterystycznych i nieodcznych, jak objaw choroby - powiedzia Ciszewski.

Major Preminger westchn. Obaj dowdcy batalionw obserwowali onierzy, ustawiajcych si teraz z menakami przy kotle z rzadk brunatn ciecz - jedynym daniem na obiad.

Kapitan Winiowiecki wezwa dyurnego podoficera i kaza mu odprowadzi Zawisz do celi zaimprowizowanej w piwnicy notariusza. Mia poczucie absolutnie zmarnowanego czasu. Nie wydoby od jeca ani jednego szczegu, ktry mgby stanowi jak wskazwk dla bezporedniego dziaania przeciw bandytom. Zniechcony i zy szed w kierunku kasyna na obiad. W zamyleniu zderzy si z jakim cywilem. Przeprosi go, unoszc rk do daszka. Cywil uchyli z gracj kapelusza. - Tak si stukn w Baligrodzie to sztuka! - zamia si. - Zupenie jak na wielkomiejskim bulwarze, panie kapitanie. Winiowiecki mia przed sob par jasnych oczu o ostrym wyrazie i drobn, szczup twarz ozdobion zadartym nosem. Wskie usta cywila odsaniay w umiechu rwne, z lekka poke zby. - Najmocniej przepraszam! - powiedzia jeszcze raz kapitan. Patrzy przez chwil za oddalajcym si jegomociem, odzianym w szar wenian kurtk z baranim konierzem i dugie buty-oficerki. Skd mia wiedzie, e zderzy si z zastpc ubryda - Piskorzem, ktrego dokadny i raczej wierny rysopis poda mu nie dalej jak wczoraj Zawisza. Niestety, los lubi takie sytuacje. Piskorz zreszt te nie wiedzia, jakiego niebezpieczestwa unikn. Mona si nienawidzi nie znajc swoich twarzy. A swoj drog znajomo rysopisw nie zawsze doprowadza do ujcia przestpcw. To, co si przytrafio doskonaemu zwiadowcy, kapitanowi Winiowieckiemu, spotykao wielu innych. Rynek baligrodzki pustosza. Sanie jedne po drugich wysuway si z miasteczka. Tylko nad wie kocioa wci kryy sejmikujce kawki i z szynku pana Szponderskiego dobiega nie milkncy haas...

7
Wyduaa si lista wyczynw tych z lasu. Zdawao si, e UPA i WiN rozpoczy prawdziwe wspzawodnictwo, kto wicej spali, wymorduje i zniszczy. Kurin Rena dziaa na poudnie od Sanoka w osawionej lepej kiszce: - sotnia Hrynia spalia Habkowice i Tyskow; - sotnia Bira - Sawkowczyk, Tworylne i Krywe; - sotnia Stacha pucia z dymem Liszn. Kurin Bajdy pustoszy ziemie na obszarach midzy Sanokiem a Przemylem: - sotnia astiwki mordowaa i palia w okolicach Birczy; - sotnia Kryacza czynia to samo pod Dynowem; - sotnia Chromenki - pod Przemylem.

Kuriny Berkuta i eleniaka szalay w Hrubieszowskiem, Tomaszowskiem i Lubaczowskiem. Kurinom UPA wawo sekundoway bandy WiN: - oddzia ubryda ozdabia trupami drzewa pod Wielopolem, Mokrem i Tyraw Woosk; - oddzia Mciciela terroryzowa ludzi w okolicach Krajny i Rybotycz; - oddzia Woyniaka grabi w powiecie brzozowskim; - oddzia Kosakowskiego pali zagrody chopskie w rejonie migrodu. Wszdzie laa si krew. Ludzkie ycie nie miao adnej wartoci, zaleao od chwilowej fantazji bandytw. Wadza pastwowa dewaluowaa si na tych obszarach, podobnie jak los mieszkacw. Rzdzi i decydowa w danej wiosce czy miasteczku ten, kto w nim akurat przebywa. Dzi mogo to by wojsko, jutro - banda UPA czy WiN. Ludzie dla witego spokoju wykonywali polecenia jednych i drugich. Byli najnieszczliwsi, bo zawsze zostawali na miejscu. Ci, ktrzy nie wytrzymywali nerwowo tej sytuacji, wyjedali pod ochron wojska na Ziemie Odzyskane lub do ZSRR. Byo takich coraz wicej. Szczeglnie wyludniay si tereny na poudnie od Sanoka. ycie zamierao. nieg szybko zasypywa zgliszcza opuszczonych wsi, po ktrych zostaway jedynie nazwy na mapach. Jednostki wojska wci przesuway si od poaru do poaru, od jednego miejsca pogromu dokonanego przez band do drugiego. Wikszych star nie byo. Bandyci pozostawali nieuchwytni. Ogromne zaspy niene utrudniay wszelki pocig. Wojsko, wysane w te strony przeciw bandom UPA i WiN, nie byo przygotowane do dziaa w zimie, w warunkach grskich. W pierwszych miesicach 1946 roku nieg by nadal sprzymierzecem tych z lasu. Mg si o tym przekona porucznik Wierzbicki, ktry w poowie marca brn wraz z podleg mu kompani znanym szlakiem przez Koonice w kierunku Smolnika. Czym jest taki oddziaek wrd bezmiaru okrytych niegiem gr? W chodnym ucisku lasu Chryszczata onierze poczuli si bardzo samotni. Dozna tego kady, kto kiedykolwiek wdrowa zim w grach. Przemarsz przez ten las wywiera szczeglne wraenie. Setki bukw i jode, nieprzejrzana gstwa drzew zdaje si w ogle nie koczy. Biaa cisza przytacza i niepokoi. Koalicja przestrzeni, czasu i niegu prowadzi milczce natarcie na psychik onierza. Szperacze, rozstawieni w tyralier, szli w odlegoci czterdziestu - pidziesiciu metrw przed kompani z bagnetem na broni. Nie napotykali adnego ladu nieprzyjaciela. Znajdowane lady naleay tylko do zwierzt. Droga wolna! - meldowali co pewien czas. Ani oni, ani dowdca, ani aden z onierzy nie przypuszczali, e przemarsz kompanii ledzony jest przez banderowcw ju od ubnego, gdzie wczoraj nocowali. Siatka informatorw rejonowego prowidnyka Ihora dziaaa sprawnie. Noc charczowy z ubnego pogna skrycie do Koonic, gdzie przekaza swemu kontaktowi wiadomo: Wojsko idzie! Dokadnie okreli przy tym liczebno kompanii porucznika Wierzbickiego. Dowiedzia si tych danych od sotysa, ktry rozmieszcza onierzy na nocleg. Z Koonic konny goniec zoy meldunek przedstawicielowi andarmerii Berkuta w Habkowicach. Stamtd wiadomo dotara nad ranem do Hrynia, z ktrym jak zwykle przebywa dowdca kurina Ren. Rozkazy szybko zostay wydane. Sotnia Hrynia podesza na Jaworne, oskrzydlajc kompani Wierzbickiego od pnocy. Sotnia Bira, znajdujca si na nieszczcie dla tej kompanii przypadkiem pod Cisn, skierowaa si forsownym marszem na Woosa, to jest w kierunku poudniowym od osi, po ktrej szli onierze. Konny goniec dotar te do Stacha. Jego sotnia przyczaia si na stokach

Krglicy. Kompania porucznika Wierzbickiego znalaza si w worku. Nieprzyjaciel, rozporzdzajcy prawie piciuset ludmi, mia nad ni przeszo czterokrotn przewag. Odtd wszystkie trzy sotnie kurina Rena towarzyszyy jak grony cie maemu oddziakowi wojska. onierzom czsto zarzuca si brak wyobrani. Moe to i prawda, niemniej faktem jest, e frontowi onierze maj wysoce rozwinity instynkt, ktry ostrzega ich przed niebezpieczestwem. Porucznik Wierzbicki te nie czu si dobrze, cho stara si tego nie okazywa. By dowdc, a to zobowizuje. Widzia, jak onierze ogldaj si niespokojnie na boki i ciskaj karabiny w garci. Zna ich dostatecznie, aby zdawa sobie spraw, e pragn jednego: jak najszybciej wyj z lasu i znale si na otwartej przestrzeni. Ale drzewom nie byo koca. W rejonie Jaworne - Krglica - Woosa teren pocity jest ca mas wwozw. Krzaki tworz tu istny mur, napierajcy ze wszystkich stron. Dziewiczy nieomal las Chryszczats moe wzrusza mionikw gr, turystw i myliwych, inaczej jednak patrzyli na onierze. Dla nich by to jedynie teren ewentualnej walki. Pyny godziny. Wierzbicki nie wiedzia, gdzie si dokadnie znajduje. Mapa w lesie, pozbawionym wyranych punktw orientacyjnych, nie na wiele si zdaje. Kompas wskazywa, e id w kierunku pnocno-zachodnim, a wic zgodnie z marszrut. Czego ja si waciwie boj? - zyma si w duchu Wierzbicki. - Wszdzie cisza i spokj... Gdybymy nawet zostali napadnici, moemy si bardzo skutecznie broni. Teren tego lasu sprzyja nie tylko zasadzkom, ale i obronie. Przywarowalibymy na brzegu ktrego z tych wwozw i nic by nam bandyci nie mogli zrobi. Mamy nad kad sotni przewag ogniow. Amunicji jest do. onierze mog si odstrzeliwa godzinami. Tymczasem zaalarmowalibymy radiem choby grup WOP w Cisnej... W tej chwili przypomnia sobie, e na pomoc tego oddziau nie moe liczy. Mgby, gdyby wykona cile rozkaz podpukownika Tomaszewskiego, ktry wyznaczy kompanii inny szlak przemarszu do Smolnika. Miaa i szos do Cisnej, tam poczy si z grup manewrow WOP i razem kontynuowa marsz wzdu linii kolejki wskotorowej przez ubracze, Maniw i Wol Michow. Wierzbicki chcia skrci drog. Poprowadzi kompani przez br Chryszczata. Kontakt radiowy z Cisn nawiza nie, jak mu polecono, z Baligrodu, ale dopiero dzi rano, kiedy by ju w gbi lasu. Niestety, grupa manewrowa o niczym nie wiedzc ruszya we wrcz przeciwnym kierunku, na Poonin Wetlisk. W Cisnej zostaa tylko ochrona. Na WOP nie mona wic byo liczy. Pozostawa jedynie puk w Baligrodzie, ale piechota musiaaby zuy na dotarcie do nich co najmniej jeden dzie. Bzdura! Takiej potrzeby nie bdzie - mrukn sam do siebie porucznik Wierzbicki. Gnbia go jednak myl, e nie postpi dokadnie tak, jak poleci dowdca puku. Byleby tylko wyj ju z tego przekltego lasu! - powtarza w duchu. Banderowcy tymczasem nie mieli wcale zamiaru atakowa w lesie. Wiedzieli, e drzewa i wwozy umoliwiaj wprawdzie zaskoczenie, ale i uatwiaj obron. Rozumowali tak samo jak porucznik Wierzbicki. Uoyli inny plan. May oddziaek wojska sam szed w puapk. - Koniec lasu! - krzyknli nagle szperacze i zabrzmiao to zupenie jak okrzyk ziemia!, ktry wydaj marynarze po dugiej, niebezpiecznej egludze na wzburzonym morzu. Wierzbicki powesela. onierze skrcali papierosy, pado kilka dowcipnych uwag na temat pietra, jakiego mieli, i cykorii. onierze frontowi nigdy nie wstydz si przyzna do przeytego strachu.

Teraz byli spokojni. Nikt nie ba si starcia z nieprzyjacielem w otwartym polu. Banderowcy zawsze tego unikali. Koncentracji trzech sotni Wierzbicki nie bra pod uwag. W zimie taka operacja, ze wzgldu na trudnoci wyywienia i lady pozostawiane na niegu bya - jego zdaniem - mao prawdopodobna. Z pojedyncz sotni zawsze dadz sobie rad. Na skraju lasu do porucznika Wierzbickiego podeszli trzej dowdcy plutonw, podporucznik Jasiski, wieo przybyy ze Szkoy Oficerskiej sierant-podchory Wolski, sprysty i modzieczo surowy blondynek, tryskajcy zapaem do zawodowej suby wojskowej, oraz chory Wacek - najlepszy w puku lekkoatleta. Dowdca kompanii ogarn spojrzeniem agodnie opadajc w kierunku Smolnika poonin. Oba jej brzegi byy gsto zaronite jaowcowym zagajnikiem. W rodku znajdowaa si ka, z ktrej wiatry odmioty nieg. Podobna bya do ysiny olbrzyma, przecitej gbok blizn - wwozem penym niegu. Godzina czwarta po poudniu. Ostatnie promienie zachodzcego soca ukosem pieciy k. - Zejdziemy kolumienkami plutonw, ktem w ty. Zamyka sierant Wolski - poleci Wierzbicki. - Czy nie wylemy ubezpieczenia do zagajnikw? - zapyta podporucznik Jasiski. Wierzbicki wzruszy ramionami. - Mona to zrobi, jakkolwiek tu od miesicy nie byo ywej duszy. Cisza, a w uszach dzwoni! - Skin rk. Dowdcy plutonw zasalutowali. Po chwili kompania zacza schodzi w d szykiem nakazanym przez dowdc. Nie przebya nawet dwustu metrw, kiedy na skraj lasu, dopiero co przez ni opuszczony, cicho jak duchy podeszli strici sotni Stacha. Sotnie Hrynia i Bira ju od p godziny leay w obu oskrzydlajcych kompani jaowcowych zagajnikach. Czota Rezuna zamykaa dostp do wioski. Piercie okrenia by kompletny. Znajdowao si ich tu blisko szeciuset przeciw stu dziesiciu onierzom kompanii porucznika Wierzbickiego. Szperacze plutonw podporucznika Jasiskiego i chorego Wacka natknli si pierwsi, prawie rwnoczenie, na lecych za krzakami banderowcw. Zostali skoszeni krtkimi seriami z pistoletw maszynowych; nie zdyli nawet odda strzau. Natychmiast caa polana zatrzsa si od huku. Pociski z przeraliwym gwizdem pruy powietrze. Banderowcy walili do onierzy, ktrzy na tej otwartej przestrzeni stanowili ywe tarcze strzeleckie. Kompania staraa si broni, ale teren w najmniejszym stopniu nie nadawa si do tego. onierze, czogajc si, szukali nierwnoci gruntu. Daremnie. Miejsc przydatnych na stanowiska ogniowe, poza tymi, ktre obsadzi przeciwnik, nie byo. Osaczeni szybko zdali sobie spraw, e s skazani na mier. Z rozpacz strzelali w kierunku niewidzialnych banderowcw. Umierali, nie wypuszczajc z rk karabinw i pistoletw maszynowych. Tak byo lepiej. W huku strzaw z wasnej broni nie syszeli pociskw, od ktrych ginli. Pluton sieranta-podchorego Wolskiego zamyka szyk kompanii i by na razie poza zasigiem ognia. Znajdujcy si przy nim porucznik Wierzbicki od razu oceni katastrofalne pooenie kompanii. Stara si niemniej przyj z pomoc obu pozostaym plutonom, oskrzydlajc prawy zagajnik. Przekrzykujc huk pociskw dowdca kompanii wyda odpowiednie rozkazy. - Skook! Biegiem marsz! - woa jak na placu wicze modziutki podchory. onierze porwali si naprzd. Nie zwaali na ogie sotni Hrynia i gnali w kierunku zajmowanego przez ni zagajnika.

W tej chwili ruszya sotnia Stacha. Kontratakujcy usyszeli za plecami ttent koni. Odwrcili si i zobaczyli pdzcych szerokim wachlarzem banderowcw pieszych i konnych. Byli ju tak blisko, e mona byo rozrni ich zaronite, czerwone z wysiku i wciekoci twarze. Koniec! - przemkno przez myl Wierzbickiemu. Wyj z przytroczonego do sioda chlebaka granat rczny, odbezpieczy go i cisn z rozmachem. Zobaczy, e onierze plutonu Wolskiego robi to samo. Wrd nacierajcych upowcw powstay wyrwy. Kilka koni, obalonych na ziemi, wierzgao rozpaczliwie kopytami, kilka innych sadzio bez jedcw w stron wwozu. Ale oto atakujcy ju starli si z onierzami. Zbili si w jedn gromad. Nie mona byo teraz w ogle odrni walczcych przeciwnikw. Wierzbicki poczu nagle, e ko jego si chwieje. Chcia wysun nogi ze strzemion. Za pno. Lecia w d. Ogarna go czarna noc. Straci przytomno. Podporucznik Jasiski zdawa sobie spraw, e z jego onierzy niewielu pozostao przy yciu. Komend nikt i tak w tym zgieku nie sysza. Dokoa tryskay w gr mae fontanny ziemi i niegu, podrywane przez padajce zewszd pociski. Jakim cudem nie by jeszcze trafiony. Spostrzeg, e znajduje si do blisko wwozu. Zacz w tym kierunku pezn. By coraz bliej. Jeszcze tylko par metrw... W takich okolicznociach wydaj si one milami. Jasiski poczu nagle ostre szarpnicie. Jego prawa rka zwisa bezwadnie. Zrozumia, e jest trafiony. Mg jednak triumfowa. Stoczy si do wwozu ciko, jak worek wypeniony piaskiem. Po szyj zagbi si w zaspie mikkiego niegu. Bya tu cisza. Pociski nie dochodziy. Zobaczy kilku onierzy tkwicych w zaspach podobnie jak on. aden z nich si nie porusza. Jasiski sprbowa dwign si z zaspy. Poj, e nie moe tego uczyni, i ogarna go zgroza. Nie zgin, ale by jecem banderowcw. Wiedzia, e to byo najgorsze, co mogo go spotka. Chory Wacek obra inn drog. Wraz z kilkunastoma onierzami wyrwa si spod morderczego ognia i ile si w nogach pdzi w d pooniny, ku wsi. Ta strona wydawaa si wolna. Wydostali si z kleszczy obu zioncych pociskami zagajnikw. O dziwo, nikt ich nie ciga. Widzieli ju domy Smolnika, kiedy gwatowny ogie zacz ci ukosem z lewa. To czota Rezuna strzelaa. Pado trzech onierzy, potem jeszcze dwch. Reszta, naladujc chorego Wacka, skrcia w prawo. Za garbem wzgrza odetchnli. Znw strzay do nich nie dochodziy. Gdybymy si wszyscy nie zatrzymali tam w grze, a prbowali przedrze si przez ogie bandytw t drog, moglibymy si uratowa pomyla chory. Dugie nogi lekkoatlety niosy go znakomicie. onierze dotrzymywali mu kroku. Ale co to? Przed biegncymi wyrosy nagle mae czerwone tabliczki. Wiedzieli, co oznaczaj. Pole minowe! Stare, jeszcze z czasw wojny. To WOP ustawi te tabliczki. Byo rzecz zrozumia, dlaczego banderowcy nie zamknli piercienia z tej strony. Zimny pot wystpi choremu na czoo. Biegli wzdu acucha tabliczek ostrzegawczych. Pole zdawao si nie mie koca. Za plecami syszeli chrapliwe okrzyki banderowcw. Strzay cakowicie umilky. Tragedia tam, na grze, musiaa si ju dokona. Wacek obejrza si w ty. Poonin zbiega ogromny tum upowcw. Jacy jedcy zbliali si do uciekajcych. Byli tu, tu... - Nie mamy innego wyboru! - krzykn jeden z onierzy. Wszed na pole minowe. Nie ogldajc si w ty, bieg przed siebie. - Tyralier, chopcy! Tyralier! Jak najdalej jeden od drugiego! - zakomenderowa chory. Jeeli to s miny przeciw piechocie, od wybuchu pojedynczej zginie tylko ten, ktry na ni nastpi - pomyla. Stosowali si do jego polecenia. Toczyli teraz dziwn gr ze mierci ukryt podstpnie pod ich stopami.

Pierwszy wybuch rozszarpa na sztuki kaprala z plutonu podporucznika Jasiskiego. W chwil pniej zgin onierz idcy w odlegoci moe trzydziestu metrw od chorego Wacka. Inni zatrzymali si przeraeni. Banderowcy podeszli do skraju pola minowego. Wacek sta zwrcony twarz w ich stron. Wiedzia, e na pole nie wejd. Mogli go co najwyej zastrzeli. Byo mu obojtne. Zarepetowa karabin. Od przeladowcw dzielia go odlego nie wiksza ni pidziesit metrw. Kilku znajdujcych si na polu minowym onierzy zatrzymao si rwnie. - Suchajcie, wy, tam na polu! - krzykn jeden z banderowcw. - Wracajcie albo idcie naprzd. I nie prbujcie do nas strzela, bo rozwalimy jecw! Teraz dopiero chory Wacek spostrzeg, e w gromadzie nieprzyjaci znajduje si kilku onierzy. Z osupieniem rozpozna wrd nich porucznika Wierzbickiego, podporucznika Jasiskiego i podchorego Wolskiego. - Nie suchaj ich! Strzelaj, Wacek! Strzelaj! - usysza gos dowdcy kompanii. Tum banderowcw rozbieg si jak na komend. Uoyli si za fad wzgrza. Od czasu do czasu pokazyway si tylko ich gowy. Znajdowali si jak w loy teatralnej. Ludzie na polu minowym dostarczali im widowiska. Dowdca kurina Ren mwi do zwizanych kablem telefonicznym oficerw, wzitych do niewoli: - Zaraz zobaczycie, panowie, niezrwnane przedstawienie. Wasi koledzy zatacz dla nas i dla was na tym miym plku minowym. Oni myleli, e uciekn! Idioci! Przed nami nie ma ucieczki. Rk da znak Hryniowi. Zagrzechota rczny karabin maszynowy. Jeden z onierzy na polu minowym run na ziemi. Inni poruszyli si niespokojnie. Ranny podporucznik Jasiski zamkn oczy. Porucznik Wierzbicki i podchory Wolski patrzyli jak urzeczeni. Karabin znw strzela. Tamci na polu minowym zaczli si porusza. Z odlegoci wygldao to rzeczywicie na taniec. Padali, przysiadali, czogali si i znw wstawali czepiajc si okruchw ycia, jakiej absurdalnej nadziei ocalenia. Jeden z onierzy krzykn przeraliwie, odwrci si plecami do przeladowcw i pogna naprzd. Czarny sup dymu wskaza miejsce wybuchu miny, ktra go zabia. Banderowcy zanosili si miechem. Dwch innych onierzy sploto rce w ucisku. Kulejc szli w stron bandytw. Widocznie jeden z nich by ranny, bo przystawali co chwila. Ren kaza przerwa ogie. Metr po metrze onierze zbliali si do skraju pola. Za chwil wydostan si z niego. W piersi porucznika Wierzbickiego zamaro serce. Wolski by blady jak ciana. Nawet banderowcy wstrzymywali oddech. Nagy huk rozdar powietrze. W miejscu, gdzie przed chwil znajdowali si onierze, leay tylko ich drgajce kaduby bez gw i koczyn. Znw na znak Rena rozszczeka si erkaem. Na polu minowym pozosta tylko chory Wacek i dwch onierzy. Jeden z nich upad twarz do ziemi. Musia zosta trafiony przez banderowca prowadzcego ogie z karabinu maszynowego. - Durniu! - upomnia swego podwadnego surowo Hry. - Miae tak strzela, aby skakali, a nie zabija ich. - Psuje przedstawienie - skary si Ren. Stojcy najbliej niego banderowcy miali si usunie.

Chory Wacek zbliy si do onierza. Spostrzeg, e tamtemu dr kolana i zy spywaj po policzkach. - Chod! Pjdziemy - powiedzia agodnie. Nigdy tak nie mwi do onierzy. W subie by raczej szorstki. - Przesta si maza! Oni mogliby zobaczy... Chod may! - powtrzy widzc, e onierz si waha. - We dwjk bdzie nam raniej. - Wycign rk. Do onierza bya chodna, spocona. Szli trzymajc si za rce w stron wsi. Banderowcy pozostali za nimi. Oficera i szeregowca to nie obchodzio. Wszystko, co byo za ich plecami, nie miao ju najmniejszego znaczenia. Nad chatami Smolnika unosiy si rwne, smuke kolumienki dymu. Mieszkacy gotowali wieczerz. Ich ycie toczyo si na pozr zwykym trybem. Udawali cakowity brak zainteresowania strzelanin. Tak byo najbezpieczniej. Krajobraz tchn przedwieczornym spokojem. Na zboczach gr kady si fioletowe cienie. Byo mrono, czysto, przejrzycie. - Boj si! - wyszepta onierz. Chory Wacek cisn jego do. Chcia mu powiedzie, e mier jest mniej straszna od umierania, ktre czasem nie od razu przychodzi, ale nie zdoa tego uczyni. Jego gardo ciska stalowymi kleszczami bl. Uwiadomi sobie, e wcale nie wie, czym jest mier, cho tyle razy na ni patrzy. Zdawao mu si, e id strasznie dugo. W istocie byy to tylko minuty. Szuka sw pocieszenia dla onierza, ale nie potrafi uoy adnego zdania. Kady z nich musia sam za siebie umrze. Huk wybuchu jest szybszy od gosu. Ci, ktrzy gin, nie sysz zabijajcej ich eksplozji. Runli obaj w czarn bezdenn otcha niewiadomoci. Jedyne dobrodziejstwo wspczesnej mierci na polu walki stao si udziaem ostatniej sekundy tych, ktrzy zginli na polu minowym pod Smolnikiem.

Leeli w samej tylko bielinie na ubitym klepisku duej szopy bez okien. Kabel telefoniczny, ktrym byli zwizani, wpija si bolenie w ciao. Najgorsze byo jednak zimno. Zdrtwieli od niego cakowicie. Byo ich razem czternastu: trzech oficerw - porucznik Wierzbicki, podporucznik Jasiski i sierantpodchory Wolski - oraz jedenastu szeregowych. Jedyni ocaleni z fatalnego starcia pod Smolnikiem. Ocaleni tylko po to, aby zgin inn mierci. Co do tego nie mieli najmniejszych wtpliwoci. - Zimno mi - powiedzia jeden z onierzy. - Ciekaw jestem, jak dugo ta cholerna komedia bdzie jeszcze trwaa? - Nie martw si. Tak od razu nie dadz ci zdechn. To s specjalici od wyprawiania na tamten wiat mrukn strzelec Gsienica z Zakopanego. Podchory Wolski uwaa, e powinien podtrzymywa morale onierzy. By subist do ostatniej chwili. - Nie macie innego tematu? - zapyta z surow przygan w gosie. - Ten nas jako najwicej interesuje - westchn Gsienica i umilk. Zatopili si we wasnych mylach, tylko podporucznik Jasiski mamrota co pod nosem. By ranny. Musia mie wysok gorczk. Od wczoraj nie przestawa majaczy. - Joasiu, nie masz racji! - krzykn nagle. Byo to imi jego dziewczyny z Kielc, do ktrej dwa razy na tydzie pisywa marzycielskie wiersze. Gorczka przenosia go w inny wiat, bardzo daleki od tej szopy i tego, co ich czekao. - Jak obywatel porucznik myli: rozstrzelaj nas? - zapyta Wierzbickiego szeptem podchory Wolski.

- Staram si o tym nie myle - skama zagadnity. W rzeczywistoci wci si zastanawia, jaki rodzaj mierci jest im sdzony. - Chciabym, eby si to ju skoczyo - doda. - Zimno i ten smrd s naprawd nie do zniesienia. Kaue moczu zamarzay wok kadego z nich. Oddawali go bezwiednie raz po raz, z zimna i dlatego, e nie mogli zapanowa nad nerwami. Wszystko sprawiao bl, i drut wpijajcy si w ciao, i mrz, i najdrobniejsze wypowiadane zdanie. - Czy czowiek czuje bl, kiedy umiera, obywatelu poruczniku? Lecy pod przeciwleg cian strzelec Baraski zwrci gow w kierunku Wierzbickiego. Biaka jego oczu byszczay w mroku. - Nic nie czuje. Nerwy zostaj przecite i wiadomo znika. To s uamki sekundy - zapewnia. Jednoczenie pomyla, e nikt jeszcze nie zbada, co si odczuwa w momencie mierci. Nigdy zreszt si nad tym nie zastanawia. Ten problem wyoni si dopiero teraz. - Najwicej al mi rodzicw. Pisaem im, e dostan urlop na Wielkanoc... Niech to krew zaleje! Zawiod si - mwi jaki onierz. - Po co kamae? Wiesz przecie, e urlopw nie ma - strofowa go inny. - U mnie co innego. Zrobiem dzieciaka babie i miaem si eni. Kapitan Ciszewski obieca mi urlop. W takich historiach to musowe. Dostaem ju z gminy zawiadczenie... - Co nas obchodz twoje z...ne sprawy! - zirytowa si Gsienica. - Wszyscy mamy rne kopoty. Albo to teraz wane? Milczeli. Istotnie nic nie miao ju znaczenia. Porucznik Wierzbicki pomyla, e ma dwadziecia trzy lata i waciwie jeszcze w ogle nie y. Jak daleko siga pamici, bya wok niego tylko wojna i mier. Zna wycznie t stron ycia. Nauczy si zabija i widzia, jak zabijano. Ale to przecie jest jedna strona medalu. O tej drugiej nie mia pojcia. Nigdy te jej nie pozna. Przypomnia sobie matk. Czu jakby wyrzut, e oto teraz ginie, a matka tak liczya na jego powrt. Na tamie wspomnie wyonio si przed nim dziecistwo, sceny i wydarzenia, o ktrych nigdy nie myla. - onierz polski nie boi si mierci - doszed go gos podchorego Wolskiego. Te znalaz por na wygaszanie przemwie! - zirytowa si w duchu Wierzbicki. - To zreszt nieprawda. Boimy si wszyscy tego, co nas czeka. Kady odczuwa lk przed mierci, kiedy ta tu, tu przed nim staje. Ten Wolski ma dziewitnacie lat - tumaczy sobie. - Naszpikowali go w szkole oficerskiej formuami o bohaterstwie i teraz gdacze... Czy on faktycznie w to wierzy? eby przynajmniej zechcia zamkn gb! - Pocig odchodzi o jedenastej trzydzieci... - wyranie powiedzia Jasiski. Nie przestawa majaczy. Z kta szopy dobiego kanie. Jeden z onierzy paka jak dziecko. Co chwila mocno pociga nosem. - Przestaniesz si maza, ty gwniarzu! - krzykn ostro strzelec Gsienica. - Dajcie mu spokj - interweniowa Wierzbicki. - Zwariowa mona od tego chlipania! Uszy nam amie ta szmata cholerna! - wcieka si gral. Pjdcie tu, zasrace, cholery banderowskie, bandziory! - miota si w swoich wizach. Ogarn go jaki sza. Pry potny, muskularny tors, wygi w uk nogi w kolanach, gow uderza w drewnian cian, piana wystpia mu na usta.

onierze zaczli co krzycze bezadnie. Kilku z nich za przykadem Gsienicy bio gowami w cian. Rzucali si jak wyjte z wody ryby. W tym momencie otworzyy si drzwi szopy. Na szarym tle nieba zarysoway si trzy sylwetki. Snop wiata latarki elektrycznej przesun si po lecych. Wszyscy od razu si uspokoili. Lodowata woda z wiadra chlusna na ich. Drgnli jak pod ciosem bata. Znw woda. Cia do szpiku koci. Na dworze byo kilka stopni mrozu. Temperatura w szopie niewiele wysza. - Mamy rodki, aby was uciszy - rozleg si gos dowdcy kurina Rena. Przechodzi wzdu szeregu lecych wiecc im latark w twarze. - Ktry z was jest porucznikiem Wierzbickim? - zapyta. - Ja - odezwa si dowdca kompanii. Czu, e jest mokry nie tylko od wody. Pot miesza si z moczem. Przeklte nerwy! - pomyla porucznik. - eby nie wiem jak czowiek chcia, nie potrafi nad nimi zapanowa! Skierowana wprost w twarz latarka olepiaa go. - Z twoich papierw wynika, e urodzie si w Trembowli. Znaem tam rodzin Wierzbickich. Twj ojciec nazywa si Aleksander. By Ukraicem. Czy jeste z tej rodziny? - pyta Ren. - Tak. - Zamkn oczy. wiato latarki jak wider dryo czaszk. - Od kiedy suysz w wojsku? - Od 1940 roku. - To znaczy bye w armii rosyjskiej? - Tak. - Potem w polskiej? - Tak. - Czym jeste? - onierzem. - Odczu przeraliwy bl w lewym boku. But Rena zdawa si miady mu ebra. - Jeste bezczelny. Moe nie zrozumiae pytania? Jeszcze raz powtarzam: czym jeste, skoro twj ojciec by Ukraicem? - Jestem Ukraicem - antyfaszyst. - Czeka na nowe kopnicie, ale nie nastpio. - Bolszewik? - Jestem komunist. Grad bolesnych ciosw. Cikie buty miad brzuch i ebra oficera. W ustach czuje sodkawy smak ciepej krwi. Nie krzycze, tylko nie krzycze - jego ostatnia myl. Ale skowyt wydobywa si z piersi. Nie ma nic ludzkiego w tym gosie. Po chwili milknie. Porucznik Wierzbicki straci przytomno. Nie sysza ju sw Rena. - Ty czerwona winio! Chciaem ci da szans... wiato latarki znw przesuwa si po twarzach lecych. - Prosz im ogosi wyrok, doktorze! - rozkazuje dowdca kurina. Rejonowy prowidnyk Ihor chrzka. Zascho mu w ustach i w gardle. Jego system nerwowy z trudem znosi takie sceny jak ta, ktra si tu rozegraa. Opanowuje si z wysikiem.

- Wyrokiem sdu polowego Ukraiskiej Powstaczej Armii zostalicie wszyscy skazani na mier. Wykonanie wyroku nastpi o wicie - mwi Ihor. - Kiedy w tych szparach zobaczycie wiato dnia, przygotujcie si na mier - uzupenia Ren. - Nie jestemy barbarzycami. Czy kto z was chce ksidza? - Jestemy zwizani i w takim wypadku niestety bdziemy twemu klesze mogli tylko plun w jego tust gb! - odzywa si w panujcej ciszy dwicznym gosem sierant-podchory Wolski, ktry dostrzeg ksidza Maotyj, gdy zamykano ich w tej szopie. Ren owietla latark modziutk twarz podchorego. - Jestecie bezczelni bolszewicy. Zobaczymy, jak bdziecie jutro zdychali. Zostay ju waciwie tylko minuty - mwi. Hry zblia si do Wolskiego i starannie odmierzonym kopniciem nogi rozcina mu czoo. Potem wszyscy trzej wychodz. - Ja bym si tam nawet wyspowiada - powiedzia potem jeden z onierzy. - Przed kim? Przed tym bandziorem w sutannie? - przemagajc bl, irytowa si podchory. - Bawan jeste! - odezwa si Gsienica pod adresem onierza. - Mylisz, e Bg potrzebuje takiego porednika jak ten sk...syn, ich banderowski ksidz? I tak pjdziesz prosto do nieba. Prawda, obywatelu podchory? W mce umieramy przecie. Podchory Wolski milcza. Po co tym, ktrzy wierz, odbiera nadziej? - pomyla. - Ostatecznie, wszystko jedno... - Jeeli po tamtej stronie jest niebo, to z pewnoci w nim si znajdziemy - zapewni. - Obywatelu poruczniku! - zawoa, ale Wierzbicki nie odpowiada. Jeszcze nie odzyska przytomnoci. Czas straci zwyke wymiary. Pyny minuty, ktre wydaway si godzinami, tak wiele kbio si myli w gowach skazanych na mier ludzi. Wreszcie w szparach midzy belkowaniem szopy ukazao si szare wiato wstajcego dnia.

Stali na niegu przebierajc palcami bosych ng, z ktrych zdjto im drut, aby mogli przyj na miejsce egzekucji. Tylko porucznik Wierzbicki siedzia na citym pniu drzewa, kaszlc co chwila i spluwajc krwi. Obok niego lea cigle nieprzytomny podporucznik Jasiski. Dygotali z zimna, wyczerpania i niewtpliwie pod wpywem strachu nie oznaczajcego tchrzostwa, strachu, ktrego najodwaniejszy czowiek nie potrafi opanowa, gdy stanie twarz w twarz ze mierci. Sotnia komandira Hrynia ustawia si w pkole, ktrego rodek stanowi pieniek, jakiego w gospodarstwie uywa si do rbania drzewa, z wbitym we duym ciesielskim toporem. Wok otwieraa si pusta przestrze. Poonina ostro spywaa w d, w kierunku lasu. Dzie by mrony, soneczny. Ren, Hry i Ihor zajli miejsce na prawym skrzydle sotni. Dowdca kurina wystpi przed dwuszereg. - Strici! - krzykn dononym gosem. - Do cicia gw tym oto Lachom wybraem najmodszych z was. Takich, ktrzy jeszcze nie popisali si w boju. Niech zawr przymierze krwi z naszymi bohaterskimi bojownikami. Niechaj oka si was godni! Musz nam udowodni, e rka ich nie zadry, wznoszc topr nad wraym karkiem! Pamitajcie, e ten tylko jest prawdziwym onierzem

naszej powstaczej armii, kto osobicie zabi nieprzyjaciela. Uwaga, strici! Ci, ktrych nazwiska wymieni, maj wystpi. Zacz odczytywa nazwiska. System egzekucji nie by nowy. Dowdztwo UPA uwaao, e nic tak nie wie, jak bezporednio popeniona zbrodnia. Dlatego te im bya krwawsza, tym lepiej. Przelana krew obciaa osobicie i w myl wychowawczych kanonw ustalonych przez Adolfa Hitlera hartowaa. Dowdztwo UPA miao sprawc w rku. Zbrodnie wszystkich razem i kadego z osobna stanowiy spjni banderowcw. Ren porusza ten temat nieraz na licznych odprawach ze swymi podwadnymi. Twarze onierzy majcych umrze byy prawie tak biae jak nieg. Mimo zimna czuli gorcy pot na caym ciele. Sierant-podchory Wolski zachowywa nadal hart ducha. Przypomnia sobie konfederatw barskich, Romualda Traugutta, komunardw paryskich, stojcych z umiechem przed plutonami egzekucyjnymi. Takie obrazki wisiay w szkole oficerskiej. Chcia o tych bohaterach opowiedzie jeszcze onierzom, ale nie byo ju czasu. Wyszepta tylko: - Odwagi, chopcy! To jest szybka mier. Zbliy si do pieka pierwszy, energicznym ruchem odrzucajc z czoa jasn czupryn, ale Ren kaza mu wrci na miejsce. - Oficerowie na kocu - powiedzia. W tej chwili wybucho zamieszanie. Jeden z onierzy zemdla. Dwch banderowcw zawloko go nieprzytomnego na miejsce kani. Topr opad z guchym mlaniciem. Rejonowy prowidnyk Ihor poczu, e robi mu si sabo. Zamkn oczy. Gromadka onierzy topniaa. Byli jak sparaliowani groz. Jaki strzelec nie chcia uklkn. Rozwalono mu gow na stojco. Oprawcy spieszyli si. Im rwnie nerwy zaczynay odmawia posuszestwa. Hry zdawa sobie z tego spraw. Wasnorcznie zastrzeli nieprzytomnego podporucznika Jasiskiego. Z rewolwerem w rce podszed do dowdcy kompanii. Wierzbicki mia zgruchotane ebra i zaman szczk. Jego oczy zapuchy tak dalece, e prawie nic nie widzia. Mogo si wydawa, e to, co si dziao, nie dochodzi ju do jego wiadomoci. W storturowanym ciele myl bya jednak jeszcze ywa. Sysza woanie onierzy wleczonych na egzekucj, wrzaski banderowcw, strza, ktrym Hry zabi podporucznika Jasiskiego, i zaraz potem okrzyk nieustraszonego sieranta-podchorego Wolskiego: Wy bdziecie znacznie gorzej zdychali, katy przeklte! W nocy, kiedy Wierzbicki odpowiada na pytania Rena, opuci go strach przed mierci i ju nie wrci. Teraz jego zmiadon pier rozpierao poczucie dumy. Strach by pobity. Niezwyka istota, jak jest czowiek, potrafi pokona nawet instynkt ycia. Jedynym, co jeszcze czyo Wierzbickiego z tak zwanym wiatem, bya mio do umierajcych, ostatnich onierzy kompanii, ktr dowodzi, i bezbrzena nienawi do ich oprawcw. Mio i nienawi - dwa najbardziej graniczce z sob uczucia - tak pokrewne jak ycie i mier. Porucznik wcale nie zdawa sobie sprawy, e w ostatniej chwili swego istnienia jest jedn z tych postaci, ktre w drtwych czytankach szkolnych i nie zawsze wybrednych pogadankach dydaktycznych dla onierzy okrelane s mianem bohaterw. Mia zbyt dugie dowiadczenie frontowe, aby w heroiczn mier wierzy. Tu jednak byo co innego. Banderowcy urzdzili sobie widowisko. Rozdzielili role, ktrych odtwrcy stanli na wysokoci

zadania: oprawcy byli prawdziwymi mordercami; gincy toczyli z nimi walk do koca. Jej wyrazem mogo by w tej sytuacji tylko nieokazywanie strachu. Wierzbicki rozumia to podobnie, jak przedtem chory Wacek na polu minowym, jak sierant-podchory Wolski i inni onierze. Strza z pistoletu Hrynia zabrzmia cicho, jak trzask uamanej suchej gazi. Gowa porucznika Wierzbickiego drgna i opada na pier. Nie y. Przez chwil uwaga caej sotni zajta bya tylko tym fragmentem egzekucji. Moment wystarczajcy dla Strzelca Gsienicy. Ju kiedy prowadzono go wraz z innymi na miejsce kani, poczu, e kabel, ktrym zwizano mu rce na plecach, nie trzyma si zbyt mocno. W cigu kilkunastu minut rozluni go jeszcze bardziej. Wiedzia, e istnieje jedna szansa na milion, aby ucieczka moga si uda. Nie mia jednak nic do stracenia. Jeszcze piciu strzelcw wraz z podchorym Wolskim miao zosta citych. Banderowcy, oszoomieni potwornym widokiem spadajcych pod ciosami topora gw i obficie barwicej nieg krwi, stracili orientacj na skutek zmiany biegu egzekucji przez Hrynia, ktry zastrzeli obu oficerw, i nie patrzyli na topniejc gromadk skazanych. Moe zreszt uwaali wszelk ucieczk ludzi storturowanych, o zwizanych rkach i skamieniaych ze zgrozy za niemoliw. Energicznym ruchem pchn jeniec stojcego obok stranika tak mocno, e strie straci rwnowag i run w nieg. Potem na swoich migych gralskich nogach zacz Gsienica gna w d, w kierunku lasu. Nie wiadomo, skd bra na to siy. Ucieczka jego bya tak naga, e w sotni pocztkowo nikt nie mg si poapa, co zaszo. Gsienica odsadzi si od miejsca egzekucji na dobrych sto pidziesit metrw, gdy pady pierwsze strzay. By to najwikszy bd jego przeladowcw. Strzelali, zamiast go ciga. Celowanie jest jednak w grach utrudnione, ocena dugoci w popiechu zawodzi o wiele bardziej ni na rwninie. Poza tym bro banderowska bya mocno sfatygowana i zuyta. Jej stan techniczny, a co za tym idzie, celno - pozostawiay wiele do yczenia. Tote aden pocisk nie drasn nawet sadzcego potnymi susami onierza. Mia szczcie, w pobliu miejsca egzekucji nie byo banderowskich koni. Wszystkie znajdoway si w Smolniku. Kilku striciw rzucio si do bezadnego pocigu pieszego, gdy gral by ju w lesie. Dzieli go od nich spory dystans. Bieg jak szalony. Instynkt ycia obudzi si w nim z ca przepotn si. Nie istniao nic poza wol ocalenia. Nie zwraca uwagi na to, e do koci kaleczy bose stopy, e gazie drzew i krzakw zerway z niego bielizn i pozosta nagi przy kilkustopniowym mrozie. Z jego piersi ze wistem wydobywao si powietrze. Puca pracoway jak miechy. Przebywa wwozy i wzniesienia. Wpada w zaspy niene, przewraca si na wystajcych korzeniach, wstawa i znw bieg. Nie czu zimna. Nie zdawa sobie sprawy, e ocieka potem zmieszanym z krwi, spywajc z rozcitego jakim konarem czoa i zalewajc mu oczy. Jak przedtem dla skazanych, tak obecnie dla Gsienicy czas przesta istnie. Nie wiedzia, ile godzin biegnie i czy ucieka we waciwym kierunku. Wytrzymao fizyczna czowieka ma jednak swoje granice. Nadszed moment, kiedy gral nie mg ju biec. Przed oczami latay mu rnobarwne paty. W skroniach waliy moty. Z piersi dobywa si skowyt podobny do tego, jaki wydawa katowany przez Rena porucznik Wierzbicki. Gsienica wlk si noga za nog. Coraz czciej przewraca si i coraz trudniej byo mu si podnie. Od dwch dni nic nie mia w ustach. To, co przey, wstrzsno jego systemem nerwowym. Dochodzi do kresu si. wiat ciemnia mu przed oczami. Posuwa si naprzd metr po metrze. Szperacze batalionu kapitana Ciszewskiego, ktrzy spostrzegli nagiego czowieka zalanego krwi, wspinajcego si midzy drzewami na wzgrze 816, myleli pocztkowo, e maj przed sob zjaw. Najpierw przywarli do ziemi i obserwowali uwanie niezwyk posta. Potem zwrcili si do niej z regulaminowym wezwaniem, aby stana.

Czowiek nie reagowa. Wtedy szperacze podeszli bliej i jeden z nich rozpozna strzelca Gsienic. Gral nie potrafi wymwi sowa. Wzrok mia bdny, z ust jego dobywao si ni to rzenie, ni to szloch. - Szok nerwowy - powiedzia doktor Pietrasiewicz. - On ma cakiem siwe wosy! - stwierdzi jaki onierz. Istotnie, dwudziestoletni Gsienica, ktry kilka dni temu by ciemnym szatynem, mia obecnie wosy biae jak mleko. W cigu czterdziestu omiu godzin postarza si o dziesitki lat. - Czy on otrznie si z tego stanu, doktorze? - zapyta kapitan Ciszewski. - Chyba tak. O ile w ogle z takich rzeczy naprawd si wychodzi... - odpar Pietrasiewicz. Spotkanie batalionu Ciszewskiego z Gsienic nie byo przypadkowe. Wie o klsce kompanii porucznika Wierzbickiego dotara do Baligrodu przed kilkunastu godzinami. Przynioso j piciu onierzy tej kompanii, ktrzy podczas walki pod Smolnikiem zdoali zagrzeba si w niegu, na dnie wwozu, przecinajcego ow polan - miejsce zasadzki banderowcw. Bandyci jako ich nie znaleli, mimo e przez szereg godzin kryli w tym miejscu obdzierajc trupy i poszukujc ewentualnych uciekinierw. Dopiero nazajutrz po walce onierze wyszli ze swych kryjwek i wrcili do Baligrodu. Tak wic ze stu dziesiciu onierzy kompanii porucznika Wierzbickiego ocalao wraz z Gsienic szeciu. Oni wanie opowiedzieli o caym przebiegu wypadkw, ktre rozegray si pod Smolnikiem. Bya to jedna z najciszych klsk, poniesionych przez wojsko w walkach z bandami w Bieszczadach. Batalion Ciszewskiego nie doszed wtedy do Smolnika. Na radiowy rozkaz dowdcy puku zawrci do Baligrodu. Sztab dywizji koncentrowa oddziay wojskowe do zapowiedzianej podpukownikowi Tomaszewskiemu jeszcze w Ropience wikszej akcji, w ktrej pukownik Sierpiski zamierza rozprawi si z bandami. Mocno owinitego w koce, wci nieprzytomnego strzelca Gsienic transportowano na noszach. Gsienica odzyska zmysy dopiero za dwa dni, przejdzie cikie zapalenie puc z komplikacjami mzgowymi, ale rogata gralska natura zwyciy. Pozostan tylko siwe wosy. Nigdy te Gsienica nie bdzie si tak beztrosko mia, jak przed t wypraw pod Smolnik. O wieku czowieka decyduj przeycia. Konna grupa manewrowa WOP wracaa z Pooniny Wetliskiej. Wypraw naleao uwaa za udan. W pobliu cerkwi w Wetlinie kawalerzyci natknli si na trzech uzbrojonych banderowcw. Wezwani do poddania si, zaczli ucieka. Ogie z broni maszynowej pogranicznikw pooy ich trupem. Porucznik Siemiatycki - dowdca grupy manewrowej - aowa tylko, e nie wzi adnego jeca. Bd co bd daoby si z nich moe co wydoby. W pobliu Woli Grzaskiej szpica WOP-istw zasygnalizowaa samotnego jedca, zbliajcego si od strony Stnicy. Siemiatycki kaza swemu oddziaowi zjecha z drogi. Jedziec zmierza w ich kierunku, nie zachowujc adnych rodkw ostronoci. Byo to do dziwne, ale porucznik w cigu dugiej suby w wojsku dawno ju przesta si czemukolwiek dziwi. - Jeeli ktry z was strzeli do niego bez rozkazu, bdzie mia ze mn do czynienia - ostrzeg swych podwadnych. Chcia koniecznie wzi jeca. Przez lornetk spostrzeg, e kawalerzysta ma na sobie oficerski paszcz i czapk poow. Bandyci czsto nosili mundury polskie. W to, e jedziec nie moe by wojskowym, Siemiatycki nie wtpi ani przez chwil. onierzom wszystkich stopni nie wolno byo porusza si w tym rejonie pojedynczo.

- Sta! - krzyknli gromko onierze, kiedy jedziec znalaz si naprzeciw zaroli, w ktrych byli ukryci. Kawalerzysta zatrzyma si posusznie. Na patkach paszcza mia odznaki stopnia podporucznika. Nie okazywa adnego zaniepokojenia. Jego ciemne oczy zimno lustroway wyaniajcych si z krzakw jedcw. Cer mia smag, ogorza. Na koniu trzyma si prosto, zyty widocznie z wierzchowcem od dawna. - Rce do gry! - krzykn porucznik Siemiatycki. - Najmniejsza prba ucieczki - strzelamy! - ostrzeg nieznajomego, ktremu jeden z onierzy wyjmowa wanie pistolet z kabury. - Kim pan jest? - indagowa dowdca grupy manewrowej. - Podporucznikiem - odpowiedzia zapytany. Lekki umieszek przewin si przez jego cienkie wargi. - Nie mamy czasu na arty - zniecierpliwi si Siemiatycki. - Jakim podporucznikiem? Skd si pan tu wzi? Prosz odpowiada powanie, do diaba! - Czy cigle mam trzyma rce podniesione w gr? Cholernie przykra pozycja... - Moe pan opuci. Jeszcze raz pytam... - Znacie mnie, panowie, dobrze - przerwa mu zatrzymany - mj pseudonim bojowy brzmi Hry. Jestem dowdc dziaajcej tu sotni Ukraiskiej Powstaczej Armii - powiedzia spokojnie patrzc przecigle na dowdc grupy manewrowej. Delektowa si min tamtego i wyrazem, jaki przybray twarze stojcych wok onierzy. Malowao si na nich nieopisane zdumienie. Przez chwil stracili mow. - Rce do gry! - krzykn po chwili z przejciem porucznik Siemiatycki. - Jaki mamy dowd, e mwisz prawd? - zapyta surowo, przechodzc na ty. Ca si woli stara si nie okazywa emocji. Czyby to byo moliwe, aby krwawy bandyta Hry tak po prostu wpad w ich rce? W tej dziwacznej wojnie wszystko jednak byo moliwe i Siemiatycki przypomnia sobie, e me powinien si dziwi. - Dowd naley do was - mrukn obojtnie jedziec. - Przedstawiem si wam tylko, jak tego wymaga grzeczno; niczego wicej nie oczekujcie. Nie powiem ani sowa... - Zamknij gb! Odtd bdziesz j otwiera wycznie na nasze polecenie - upomnia go dowdca grupy manewrowej. Lekki bysk ironii w oczach jeca nie uszed jego uwagi. Kaza pojmanemu zwiza rce, ktre nastpnie za pomoc dugiego sznura przymocowano do kulbaki jednego z jedcw. - Spucisz z tonu, jak sobie troch pobiegasz u koskiego ogona - powiedzia Siemiatycki. - Kiedy jestem zmczony, chce mi si spa, wtedy staj si cholernie maomwny. Nie wiem wobec tego, panie poruczniku, czy ten pomys z bieganiem jest taki celowy - owiadczy Hry. Chcia jeszcze co doda, ale w tym momencie otrzyma potny cios pici pod brod od najbliej stojcego onierza. Zachwia si i upad w nieg. - To tylko zadatek - oznajmi flegmatycznie onierz. Ruszyli od razu na Radziejow i Jabonki - najkrtsz drog do Cisnej. Porucznik Siemiatycki myla przez chwil, e powinien o wziciu znacznego bd co bd jeca zawiadomi pobliski Baligrd, ale szybko doszed do wniosku, i w takim wypadku zachanny podpukownik Tomaszewski odbierze mu

Hrynia i sawa zwizana z sukcesem przepadnie. Postanowi wobec tego zameldowa o tym, co zaszo, dopiero po wstpnym przesuchaniu jeca. A do Jabonek, ca tras przez stoki Tyskowej, jeniec bieg, a miejscami brn pod gr za koniem, do ktrego by przywizany. Kilka razy pada, podnosi si jednak sam i szed dalej bez sowa skargi. Twarda sztuka - myla o nim z uznaniem Siemiatycki. Musia przyzna, e z tej pierwszej prby si midzy nimi jeniec wyszed zwycisko. Nie zaama si, nie wyglda na specjalnie zmczonego, ale za to, idc nawet szybkim tempem piechot, opnia posuwanie si naprzd caego oddziau. Porucznikowi spieszyo si do przesuchania jeca. Wiedzia, e od szybkoci zdobycia informacji zaley wykorzystanie sukcesu. Chcc nie chcc musia wobec tego zmieni poprzedni decyzj: kaza pojmanego wsadzi na konia. Rce Hrynia przywizano do sioda, tak e jego gowa opieraa si niemal na koskiej szyi; nogi jeca skrpowano sznurem przechodzcym pod brzuchem wierzchowca, wzdu poprgu. Teraz grupa manewrowa WOP wspia si krt serpentyn szosy za Jabonkami i pokonawszy wzniesienie pognaa z kopyta do Cisnej, gdzie znalaza si jeszcze przed wieczorem. ledztwo rozpoczo si od razu. Prowadzi je osobicie porucznik Siemiatycki, wspomagany przez swego zastpc, podporucznika Teodora Walczaka - modego czowieka majcego metr osiemdziesit centymetrw wzrostu, stopy legendarnego Waligry i pici, ktrych nie powstydziby si zapewne aden z mistrzw cikiej wagi bokserskiej. Pici podporucznika Walczaka odgryway zasadnicz rol w przesuchaniu. Natychmiast po wejciu do izby jeniec otrzyma pierwszy cios. Rozpaszczy si na cianie, ktra zatrzsa si tak mocno, e spad z niej obrazek. - Skd si wzie pod Wol Grzask? Gdzie znajduje si obecnie twoja sotnia? W jaki sposb doszede do wojskowego konia, na ktrym jechae? Gdzie jest Ren, gdzie Stach i Bir ze swymi bandami? - zasypywa jeca pytaniami Siemiatycki. Walczak szykowa pici do nowego ciosu. Hry jednak milcza. Z podbrdka spywaa mu maa struka krwi. Jaki zb musia ucierpie. Jecowi to nie przeszkadzao. Umiecha si pogardliwie. Wyranie nie mia zamiaru odpowiada na pytania. - Mw, faszystowski bydlaku! - hukn zniecierpliwiony dowdca grupy manewrowej. - Czy sdzisz, e w nieskoczono bdziemy z tob czas traci? Chcesz opni dochodzenie, aby ratowa skr twoich bandyckich kamratw, aby umoliwi im ocalenie. Znamy si a nadto dobrze na takich kawaach. Suchaj, Hry, przewlekajc ledztwo pogarszasz tylko swj wasny los. Zastanw si... - Tracicie czas ze mn - mrukn jeniec. - Walczak! - porucznik Siemiatycki skin rk. Tym razem stare krzeso z majtku hrabiny Skarbkowej, oddane wraz z innymi meblami do dyspozycji dowdztwa grupy manewrowej WOP przez sotysa Cisnej, rozleciao si na drobne kawaki pod ciarem ciaa jeca uniesionego w gr przez Walczaka i z nadmiern energi osadzonego z powrotem. Siemiatycki spojrza z wyrzutem na swego podkomendnego. Hry zamia si drwico. - Bdziemy mogli porozmawia, kiedy rozlec si wszystkie meble w tym pokoju - powiedzia. - Otworzy ci si ta parszywa gba znacznie wczeniej - owiadczy z godnoci dowdca grupy manewrowej.

- Bardzo wtpi - mia si spuchnitymi wargami jeniec. - Stosujecie przecie tylko prodki. Po pierwsze, nie wiecie, jak i o co mnie pyta. Pojcia nie macie, jak mnie przyprze do muru jakimi dorzecznymi pytaniami. Sysz same oglniki. Po drugie, nawet porzdnych tortur nie potraficie stosowa... U nas w sotni przywizano by takiego jeca za kutasa do klamki od drzwi i stojcego na czubkach palcw walono by po tyku. Wyobraacie sobie, panowie, co by to byo? Trudno si nawet schyli z obawy przed urwaniem tak wanej czci ciaa. Mona by mnie rwnie powiesi na przykad gow w d na kilka godzin albo za kciuki - nadzwyczajna metoda! Mona i zakopa po szyj w ziemi lub wsadzi do kpieli w lodowatym potoku na kilkustopniowym mrozie. Nieze jest te, cho mao oryginalne, wbijanie szpilek za paznokcie i przypalanie elazem... Ale co z tego. Wam tych metod stosowa nie wolno. Nawet walenie w gb jest zakazane. Musicie si trzyma przepisw. Nie martwcie si, panowie. Zapewniam was, e i rodki, ktre wymieniem, niczego nie daj, jeeli si nie wie, o co pyta. Mgbym wam przecie wymyli dowoln historyjk, wskaza jakiekolwiek miejsce postoju sotni, skierowa w gry na bdne aenie i poszukiwania, ktre do niczego by nie doprowadziy. Nie chc tego robi. Ani wasze bicie w gb, ani inne pomysy pokrewne nic nie dadz. Postanowiem nie otwiera ust i nie bd ich otwiera. Jedyn odpowiedzi na to przemwienie by nowy cios wymierzony jecowi przez podporucznika Walczaka. Dla odmiany atletyczny oficer zaaplikowa przesuchiwanemu tak zwany prawy sierpowy w wykonaniu jak najbardziej klasycznym. Jeniec mia ju podbite oko i rozcit brew. Porucznik Siemiatycki schowa przezornie do szafy z aktami gipsow figurk Wenus. Pyny godziny. Mundur jeca by w wielu miejscach podarty. Jego twarz pona. Z nosa i warg cieka krew. Siemiatycki czu, e ogarnia go senno. Walczakowi robio si sabo z obrzydzenia. - Ktra godzina? - zapyta swego zwierzchnika. - Druga - westchn Siemiatycki. - Strasznie pno! - wtrci ze wspczuciem w gosie jeniec. - Stul przynajmniej swj bezczelny pysk! - upomnia go leniwie dowdca grupy manewrowej. - Mam zamiar rozstrzela ci o wicie. - I poszlibymy si wyspa - dorzuci porucznik Teodor Walczak. - Nie moecie mnie rozstrzela, przynajmniej na razie. Jestem zbyt wanym obiektem dla was i ju od dawna powinnicie o mnie zameldowa wyszemu dowdztwu - powiedzia jeniec. - Jeste z pewnoci najbezczelniejszym bandziorem, jakiego w ogle spotkaem - przyzna Siemiatycki. - Prosz mnie nie wbija w dum. - Mgbym ci kaza zaraz zamkn t gb, ale w tej chwili mi si to znudzio... Walczak, zosta z nim kilka minut, ja podejd do telefonu. - Chciabym jeszcze zoy krtkie zeznanie - przerwa mu jeniec. - Prosz - zdziwi si Siemiatycki. - Zanim, obywatelu poruczniku, udacie si zoy meldunek podpukownikowi Tomaszewskiemu, a potem zgodnie z drog subow dowdcy odcinka WOP w Przemylu podpukownikowi Kowalewskiemu, przyjmijcie do wiadomoci, e wcale nie jestem Hryniem.

W pokoju zapanowaa cisza. Siemiatycki czu, e senno uchodzi ze nagle jak powietrze z przekutego balonika. Zastpia j pustka, piekca jak oparzelina. Ponis porak. To byo oczywiste. - Kim wobec tego jeste? - zapyta guchym gosem. - Widzicie, jak mao wiecie? Nie potrafilicie mi nawet wykaza, e nie jestem Hryniem. Czepilicie si tej myli, bo sam j podsunem. Wasnej koncepcji nie mielicie w ogle. - Jeszcze jedno sowo i - Ju mwi... Jestem podporucznik Stefan Daszewski z puku w Baligrodzie. Siemiatycki wszystkiego oczekiwa oprcz tego wyznania. Byo ono tak nieprawdopodobne, e wybuchn miechem. Teodor Walczak zawtrowa mu niskim basowym rechotem. - Uwaasz nas za idiotw? - zapyta gronie dowdca grupy manewrowej, przerywajc niestosowny wybuch wesooci. - Wol nie mwi, co o was myl, zwaszcza e odnosi si to i do mnie samego. Niestety, o bandytach na razie bardzo niewiele wiemy. Powiedziaem wam jednak prawd. Jestem oficerem puku kwaterujcego w Baligrodzie. - Dlaczego wic gra t komedi? - Zaoyem si z oficerem zwiadowczym naszego puku kapitanem Winiowieckim, e nasze metody dochodzeniowe s niewiele warte. Chciaem mu to na wasnym przykadzie udowodni. Zatelefonujcie do Baligrodu, przekonacie si, e mwi prawd. Porucznikowi Siemiatyckiemu wydawao si, e przeywa trzsienie ziemi. Ze zoci odrzuci nog resztki rozbitego obrazka i trzaskajc drzwiami wyszed z pokoju, aby zatelefonowa do podpukownika Tomaszewskiego. Na drugi dzie rano kapitan Ciszewski zosta za porednictwem goca wezwany do dowdcy puku. Tomaszewski mia cienie pod oczami, policzki mu zapady, nawet mundur nie by tak starannie opity jak zwykle. Strata wymordowanej pod Smolnikiem kompanii bya dla starego onierza cikim ciosem. To, co si tam stao, nastpio bez jego winy, gdyby bowiem porucznik Wierzbicki poczy si zgodnie z rozkazem z grup manewrow WOP i poszed zlecon tras, z pewnoci uniknby klski. Banderowcy nie odwaali si atakowa wojska, jeli nie rozporzdzali zdecydowan przewag. Nie chodzio jednak nawet o problem winy. Poraka bya porak i dowdca puku bolenie przeywa mier tylu dobrych onierzy. Teraz, jakby tego jeszcze byo mao, wynika ta historia z podporucznikiem Daszewskim. Delikwent sta obok Ciszewskiego. Jego twarz pokryway liczne plastry, jedno oko mia zabandaowane. Dopiero przed godzin wrci z Cisnej pod eskort gsto sumitujcego si podporucznika Walczaka. - Chtnie bym pana wsadzi do mamra, obywatelu poruczniku, ale niestety, puk ponis straty, przygotowuje si dua akcja i potrzebujemy kadego czowieka, nawet takiego jak pan - powiedzia Daszewskiemu dowdca puku, wysuchawszy jego wyjanie. - Paska pomysowo moe doprowadzi do rozpaczy - doda po chwili odprawiajc oficera niechtnym skinieniem rki. - Ludzi czepia si wariacja. Beznadziejno tego ycia wywiera swj wpyw - tumaczy postpowanie podwadnego kapitan Ciszewski.

Zwierzchnik popatrzy na niego i skrzywi si. - G...no prawda, obywatelu kapitanie - zaoponowa. - Nic pan z tego wszystkiego nie rozumie. Nie jest pan nawet zdolny tych rzeczy poj. Paska artystyczna duszyczka nie obejmuje takich horyzontw. To, co uczyni Daszewski, jest dzieem fantazji, prawdziwej kawalerskiej fantazji. Nie wszyscy jestemy do niej zdolni. Takie wyczyny jak ten, ktrego si on dopuci, musz by zgodnie z regulaminem karane, ale pozostaj w pamici onierskiej. Nadejdzie czas, bandy bd pobite i znikn na zawsze. Przetrwaj natomiast wrd wielu naszych wspomnie rwnie i takie historie. Daszewski zosta bohaterem jednej z anegdot. Bd j sobie nieraz wieczorami w kasynach dalekich garnizonw opowiada modzi oficerowie naszej armii. To te jest pewn stron tradycji. Prosz mi wierzy, kapitanie. - Warto takich wyczynw moe budzi pewne wtpliwoci - wzruszy ramionami Ciszewski. - al mi pana, artysto. Na polu walki konieczna jest fantazja, podobnie jak w sztuce. Myli pan, e Kozietulski rozwaliby Hiszpanw pod Somosierr, gdyby nie mia odrobiny fantazji? - Kozietulski by zalany, podobnie jak wikszo jego uanw, to fakt historyczny - rozemia si Jerzy. - Wanie dlatego wybraem ten przykad, obywatelu esteto. W ogle pan zdaje si wtpi w fantazj wojskowych? - Tak jest. - Jeszcze raz stwierdzam, e nic pan nie rozumie, obywatelu kapitanie... A przecie w tej dziwacznej wojnie, jak tu prowadzimy, fantazja, pomysowo i tym podobne rzeczy s wrcz niezbdne. - Nie wykazujemy ich w nadmiarze. Tomaszewski zaspi si. - Rzadko si zdarza, aby pan mia racj, teraz musz j panu jednak przyzna. Na pomysowo i fantazj jeszcze si zdobdziemy. Przekona si pan, obywatelu kapitanie. - Milcza przez chwil, patrzc na portret crki notariusza, po czym suchym ju i oficjalnym tonem powiedzia: - Chciaem pana, obywatelu kapitanie, zawiadomi, e podporucznik Stefan Daszewski obejmie dowdztwo nowej kompanii, jak sformujemy po nadejciu uzupenie na miejsce tej, ktra zgina pod Smolnikiem. Reszta ich rozmowy dotyczya wielkiej akcji przeciw bandom, przygotowywanej przez dowdztwo dywizji. Akcja rozpocza si pod koniec marca. Jednostki dywizji pukownika Sierpiskiego rozcigny si wzdu linii szosy od Soliny poprzez Polaczyk, Wokowyj, Terk, Doyc a do Cisnej dugim wem-tyralier, wijc si na przestrzeni wielu kilometrw. Oddziay powinny byy przej w tym niezwykym szyku ca przestrze a do gry Halicz, wciskajc si niejako w trjkt utworzony przez granice pastwa, zwany ze wzgldu na swj ksztat lep kiszk. Wszystkie lasy, wwozy i zbocza grskie miay by przeczesane. aden bandyta nie powinien by umkn przed tyralier o tak szerokim froncie. Tak przynajmniej sdzio dowdztwo dywizji. Liczne odwody zapewniay swobod manewru na wypadek spotkania z wiksz band. Artyleria, ktra te braa udzia w akcji, dawaa wojsku cakowit przewag ogniow. Bandy, znajdujce si w tym rejonie, musiay zosta zmiadone.

Zgromadzenie i rozstawienie takiej iloci wojsk zabrao cay dzie. Szybko i tak rekordowa. Potem jednostki czekay na brzask nastpnego dnia. Przeciwnik, majcy w terenie dobrze zorganizowan obserwacj i sprawnie dziaajc sie informatorw, patrzy na te przygotowania ze szczytw gr. Banderowcy widzieli zajcie podstaw wyjciowych przez wojsko, zorientowali si co do kierunku przeczesywania przez nie wybranego obszaru. Mieli a nadto czasu, aby zagroony teren opuci i nawet zamaskowa lady swojej w nim bytnoci. Drobnymi grupami przeszli na pnoc od Soliny i na poudnie od Cisnej w cigu nocy poprzedzajcej wielk akcj na tyy wojsk. Tam byli ju spokojni. Jednostki dywizji pukownika Sierpiskiego ruszyy naprzd. Niebywale duga tyraliera gia si, amaa i gubia czno w pocitym, grzysto-lesistym terenie. Od razu stao si rzecz oczywist, e tak wielka jednostka nie zdoa dokadnie przeszuka ogromnego obszaru objtego akcj. Zabraoby to zbyt wiele czasu Wkrtce tyraliera rozczonkowaa si na dziesitki segmentw, skracajcych sobie drog i omijajcych naturalne przeszkody w postaci gr oraz wwozw. J oczywicie nie moga wykona zadania. Artyleria utkwia cakowicie w zaspach i bezdrou. Trzeba byo z niej po kilku godzinach zrezygnowa. Rozkaz jest jednak rozkazem. Jednostki szy naprzd. Ich dowdztwa i sztaby przesuway si od miejscowoci do miejscowoci, odbierajc smtne meldunki radiowe. Nieprzyjaciel by nieuchwytny. Po upywie doby pukownik Sierpiski wiedzia ju, e jego akcja jest kompletnym fiaskiem. Nieco pniej utwierdzili si w tym przekonaniu dowdcy pukw. Jedynie si rozpdu operacja toczya si do koca. O brzasku trzeciego dnia wielkiej akcji jednostka podpukownika Tomaszewskiego znalaza si naprzeciw gry Halicz. Wszystkie lornetki skieroway si na roziskrzony w promieniach soca, lnicy w nienej szacie wierzchoek. - Co tam widzicie, kapitanie? - zapyta Ciszewskiego major Grodzicki. - Dwie szubienice. - A na nich? - Dwch wisielcw. - Zgadza si. P dnia wspinali si na szczyt. Towarzyszy im szef urzdu bezpieczestwa z Leska, may porucznik Turski, ktry z kilkoma swymi wsppracownikami bra udzia w caej wyprawie. Powieszonych rozpoznano bez trudu. W mronym powietrzu byli doskonale zakonserwowani. - Ten wyszy by moim pracownikiem. Sierant Jzef Hareka. Pochodzi z tych stron, z tutejszych Bojkw. W trzydziestym drugim roku bi si z granatowymi pod Telenic. Stary antyfaszysta. Siedzia w Berezie. Sze tygodni temu zgosi si z propozycj, e pjdzie do banderowcw i bdzie u nich dziaa od wewntrz. Odtd nie da znaku ycia. Musieli go rozpozna - powiedzia Turski. Drugiego zamordowanego nie mg zidentyfikowa. Rozpozna go ogniomistrz Kale. Drugi powieszony nazywa si Kumin. By gospodarzem z Komaczy. Kilka miesicy temu udzieli schronienia ciko rannemu onierzowi WOP strzelcowi Karasiskiemu. Obaj zabici byli nadzy. Odcito ich ze sznurw. Szubienice zrbano.

Na rozkaz dowdcy dywizji sierantowi Harece i chopu z Komaczy Kuminowi urzdzono wojskowy pogrzeb na stokach gry Halicz. Sporo kopotw byo z wykopaniem grobw w zmarznitej i kamienistej glebie, jako si z tym jednak uporano. Saperzy wyciosali dwa krzye brzozowe. Kompania porucznika Rafaowskiego oddaa w powietrze salw honorow. Ustawiono krzye, ubito ziemi. onierze w zaszarganych paszczach i butach, ktrych podeszwy czsto przywizane byy do cholewek kablem telefonicznym lub kawakami sznurka, onierze o twarzach ogorzaych od wiatru i mrozu, o rkach zsiniaych z zimna prezentowali bro i milczeli o wiele duej, ni wymaga tego rozkaz, polecajcy, aby trwao to tylko minut. Nie byo adnych przemwie. W gstniejcym mroku wieczornym puk schodzi z Halicza. Akcja bya skoczona. Zacz d wiatr poudniowo-zachodni. Nis z sob wyranie wyczuwalne ciepo. - Wiosna idzie - powiedzia porucznik Turski. Oficerowie popatrzyli na niego z niedowierzaniem. Zdawao im si, e ta zima nigdy si nie skoczy. W nocy pukownik Sierpiski meldowa Generaowi przez telefon wynik akcji. - Kompletne fiasko, Generale - przyzna szczerze na zakoczenie. - Spodziewaem si tego - usysza opanowany gos Generaa. - Moe bymy si wszyscy spotkali w najbliszym czasie? - proponowa Genera. - Niezmiernie auj, e nie mog przyjecha do Sanoka, chciabym niemniej porozmawia z wami, pukowniku, i waszymi oficerami. Zgoda? Genera uywa czsto w rozmowach z podkomendnymi trybu warunkowego. Sierpiski zna swego zwierzchnika zbyt dobrze, aby nie wiedzie, e ta odprawa jest ju cakowicie postanowiona. Tryb warunkowy by wyrazem grzecznoci. - Kiedy i gdzie ma si odby odprawa, Generale? - zapyta pukownik Sierpiski. - Miejsce i termin ustalimy w najbliszym czasie, pukowniku, a na razie dobranoc. Sdz, e rycho pjdzie nam lepiej. Wiosna idzie... Sierpiski odwiesi suchawk i podszed do okna. Otworzy je, poczu na twarzy ciepe tchnienie wiatru. - Wiosna si zblia, majorze - powiedzia do swego zastpcy. Major Preminger umiechn si. - Wiosna zawsze budzi nowe nadzieje. Szepn to tak cicho, e wychylony przez okno Sierpiski sw tych nie dosysza. Obaj patrzyli teraz w wilgotn ciemno, jakby w oczekiwaniu tych nowych nadziei, ktre miaa zici kroczca jeszcze w mroku wiosna.

8
Wiosna przysza rwnie nagle, jak przedtem zima. Ludzie ani si obejrzeli, kiedy ze zboczy grskich ustpi nieg i ukazaa si ziele coraz bardziej wiea i odwitna. San, Osawa, Solinka, Nasiczniaski, Hoczewka, Hylaty i wiele innych rzek, rzeczek, potokw zahuczao nadmiarem wd, torujcych sobie drog wrd blokw skalnych, midzy obsuwiskami i spadzistymi cianami

wwozw. W wioskach bano si powodzi, ale obawy te okazay si ponne. Na niebie, cakowicie pozbawionym chmur, kryy czujne ory grskie. onierze patrolujcy rne okolice donosili o pojawieniu si dzikw i rogaczy w nieprawdopodobnych ilociach. Kawalerzyci z Cisnej twierdzili, e widzieli niedwiedzia, ale podpukownik Tomaszewski uzna t wiadomo za wytwr ich fantazji: wiadomo, e kawalerzyci i zwiadowcy czsto donosz o rzeczach, ktre innym nawet si nie niy. Wszyscy poweseleli, raniej jako byo na duszy. Od poowy kwietnia onierze paradowali w wypowiaych drelichowych mundurach, mniej sfatygowanych od zwisajcych w strzpach paszczy zimowych. Ju to samo dodao im animuszu. Byli mniej chmurni i wykazywali wzmoone zainteresowanie dziewczynami w Baligrodzie, Lesku i wszystkich wioskach, przez ktre w czasie subowych przemarszw przechodzili. Do kapitana Jerzego Ciszewskiego wiosna przybraa posta modej kobiety w jasnogranatowym kostiumie, ozdobionym biaym konierzykiem. Kobieta miaa zgrabne i dugie nogi, pantofle na wysokim obcasie i krtko przycite czarne wosy. W jej oczach, pod czarnymi ukami brwi, odbija si cay bkit nieba. W nich wanie Ciszewski widzia wiosn. Chcia to Ewie niejednokrotnie powiedzie, ale przypomnia sobie Barbar i milcza. Jak wikszo mczyzn, nie zdawa sobie sprawy, e Ewa i tak doskonale rozumie jego milczenie. Zreszt rzadko znajdowali si sam na sam. Przewanie cay czas spdzali we trjk z niewidomym Janem Rozwadowskim. Siadywali niedaleko jego domu na citym pniu drzewa, lecym nad rzeczk Jabonk. agodny szum wody miesza si z ich sowami. - Co pani zrobi, Ewo, kiedy skoczy si walka z bandami? - zapyta w jedno z takich wiosennych popoudni Ciszewski. Spostrzeg, e Rozwadowski zacisn wargi i odwrci gow. Ruch ten by zbyt gwatowny, aby Ewa moga go nie zauway. - Mj pobyt tutaj, panie Jurku, nie jest zwizany z t walk. Nie mam adnych planw. Sdz, e bd dalej nauczycielk w Baligrodzie. To wszystko - odpowiedziaa dziewczyna. Ciszewski gwatownie zaoponowa. Stwierdzi, e Ewa nie pasuje do tych okolic, e nie moe przecie y choby bez wiata elektrycznego, bez rozrywek i jakiego towarzystwa. - To jest grb, Ewo. Grzebie si pani ywcem pozostajc w tej dziurze. - Nie podzielam tego zdania - stwierdzia chodno. Ciekawa jestem zreszt, jakie s paskie plany? Jerzy musia przyzna, e nie wie, co bdzie robi. Od wielu lat przyzwyczai si tylko do wykonywania rozkazw. Kiedy si jednak wojna skoczy (jak wszyscy onierze biorcy udzia w walkach z bandami uwaa je za dalszy cig dziaa wojennych), wyjedzie std na pewno do jakich kulturalnych okolic - zapewnia. - Nigdzie na wiecie nie jest tak piknie jak tu! - nienaturalnie grubym gosem odezwa si nagle Rozwadowski. - Pamitam to jeszcze z okresu przed wojn. Miaem wtedy oczy. Teraz te obrazy wracaj. Co do elektrycznoci... Pewny jestem, e jak si uspokoi z bandami, bdziemy tu mieli normalne wiato. Towarzystwo te si chyba znajdzie. Umilk widocznie wyczerpany. Ewa delikatnie przesuna czubkami palcw po jego doni. Ciszewski pomyla: ma dziewczyna serce, i uwiadomi sobie po raz nie wiadomo ju ktry, e w mylach od dawna Barbar zdradza. Zmiesza si i zacz ciska kamieniami w rzek. Wybiera same paskie i gadkie, aby mogy si lekko odbija od powierzchni wody. Czynno t nazywa w dziecistwie puszczaniem kaczek i mia w niej du wpraw. Z iloci odbi stara si ongi wywry sobie, jak otrzyma w szkole cenzur. Teraz zadecydowa: jeeli kamie odbije si parzyst ilo razy, to mam u

Ewy szanse, jeeli nieparzyst, to szans nie mam. Kamyk podskoczy na falach trzy razy. Ciszewski znw sprbowa. Pi razy. Zakl pod nosem i uzna, e wszelkie wrby s idiotyczne. W tej chwili usysza, e go kto woa. Odwrci si. Obok Ewy i Rozwadowskiego sta porucznik Zajczek. - Dowdca puku was wzywa, obywatelu kapitanie - powiedzia. - Nie wiecie, czego ode mnie chce? - Obywatel kapitan ma jecha do Krakowa; poza tym wybucha wielka chryja z chorym Garlickim. - Co si znw stao? - Okazuje si, e ubrydowcy wcale go nie napadli i nie zabrali mu transportu cukru. Ca t histori sam wymyli, a cukier zamelinowa, aby go sprzeda spekulantom. Ciszewski gwizdn przez zby. Kilka dni temu oficer ywnociowy puku chory Garlicki wyjecha do Sanoka po transport cukru dla puku. Wrci tego samego dnia i zameldowa, e po drodze zosta napadnity przez oddzia Serca Gorejcego. Wedug podanej przez niego wersji bandyci zatrzymali samochd i przeadowali cay cukier na furmank. Uporawszy si z t czynnoci pucili oficera wolno. Bya to dziwna historia, ale ostatecznie takie rzeczy si zdarzay. wiadkw nie byo adnych, bo Garlicki czsto - wbrew wszelkim rozkazom dowdcy puku - sam prowadzi samochd. Twierdzi, e zbyt mao ma ludzi do dyspozycji, co zreszt byo zgodne z prawd i powodowao, i na jego postpowanie patrzono przez palce. Kapitan Matula spisa protok i wdroy dochodzenia, ktre w tych okolicznociach musiay utkwi na martwym punkcie. - W jaki sposb sprawa zostaa wykryta? - zapyta Ciszewski. - To jest wanie najzabawniejsze - umiechn si Zajczek. - Podpukownik Tomaszewski otrzyma dzi rano list, ktrego nieznany autor zdemaskowa Garlickiego i radzi mu, aby przypomnia sobie, gdzie schowa cukier, bo napad ubrydowcw wymyli. Chory poszed za t rad. Pacze teraz przed Tomaszewskim i Matul, ktry podskakuje z radoci, bo nareszcie ma jak spraw. Garlicki tumaczy si, e do tej mistyfikacji namwi go jaki mecenas Wacaw Charkiewicz z Warszawy. Amator taniego cukru. Jeden z tych spekulantw krccych si tutaj masowo. Ciszewski tak by przejty wiadomoci o Charkiewiczu, e nawet nie spostrzeg, jak bardzo Ewa przyblada. Nie uszo to uwagi Zajczka. - Czy pani jest sabo? - zwrci si do niej. - Zimno tu... Taki chd cignie jeszcze od rzeki - odpowiedziaa. - Idziemy - powiedzia szorstko Ciszewski do swego podwadnego. Szybko poegna si z dziewczyn i niewidomym. Stara si dotrzyma Zajczkowi kroku, co nie byo rzecz atw, bo porucznik niezmiernie szybko posuwa si na swoich bocianich nogach. - Ciekawy jest ten list - mwi Zajczek. - Kto te mg go napisa? Turski z UB i nasz Matula wydzieraj ju sobie ten papier z rk. Kady z nich ma oczywicie inn tez. Faktem jest, e list podrzucono tu, na miejscu w Baligrodzie. Kto to mg zrobi? Bandziory nigdy nie byli tacy honorni... - Po co mam jecha do Krakowa? - przerwa mu Ciszewski. - Tego nie wiem. Z pewnoci jaka odprawa w okrgu.

- Serdecznie dzikuj, poruczniku. Jestecie cholernie domylni. Pewny byem, e zapraszaj mnie na tort z poziomkami - achn si Jerzy, ktry nie przestawa myle o Charkiewiczu. Wiedzia, e spekulant zostanie prdzej czy pniej aresztowany i wtedy z pewnoci bdzie si powoywa na znajomo z nim. Nietrudno byo przewidzie, do jakich wnioskw dojdzie na tej podstawie kapitan Matula. - Obywatel kapitan jest w kiepskim humorze? - usysza gos porucznika Zajczka. Ciszewski spj ra na niego takim wzrokiem, e tamten postanowi o nic wicej ju nie pyta. W sztabie puku podpukownik Tomaszewski wezwa swoich najbliszych wsppracownikw i oznajmi im krtko, e podczas jego nieobecnoci obowizki dowdcy peni bdzie szef sztabu major Pawlikiewicz. Do Krakowa wyjedali dowdcy batalionw: major Grodzicki i kapitanowie Gorczyski oraz Ciszewski. - Wkrtce zaczniemy dawa bandytom w skr - owiadczy podpukownik Tomaszewski. - Jeeli Genera wzywa nas w tej kwestii na odpraw, to sprawa jest tak pewna, jak to, e teraz wieci soce - doda z przekonaniem. Odjechali w godzin potem wielkim samochodem artyleryjskim; przy kierownicy zasiad ogniomistrz Kale.

Samochd wawo toczy si w kierunku Leska. Soce przypiekao, ale pd powietrza chodzi twarze jadcych. Podpukownik Tomaszewski nie lubi milczenia. Ju po kilku kilometrach zwrci si do oficerw: - Zarzdzam wiczenie fizyczne jzykw. Jest ono w tej samej mierze wane co na przykad gimnastyka poranna czy szermierka na bagnety. Oficer musi umie posugiwa si jzykiem jak broni. Sia perswazyjna w stosunkach z podkomendnymi zaley od sw. Zawsze byem zdania, e nie moe dobrze w polu dowodzi ten, kto nie umie mwi. Wobec powyszego zaczynamy... Pierwszy ma gos kapitan Ciszewski. Artysto - umiechn si do Jerzego - pan z pewnoci co wie o tych okolicach. Prosz si tym z nami podzieli. Suchamy. Ciszewski odchrzkn. Istotnie, w wolnych chwilach interesowa si histori Bieszczadw. Sporo na ten temat opowiedzia mu Rozwadowski. Przeglda te stare ksigi parafialne w Hoczwi, w ktrych figuruj zapiski o powinnociach chopw paszczynianych w cigu dwch minionych stuleci. W bibliotece szkolnej znalaz poky maszynopis z 1935 roku. Zawiera histori tych stron skrupulatnie i z pewnym talentem spisan przez baligrodzkiego adwokata Sommera, zamordowanego przez Niemcw podczas okupacji. Szkoda, e praca ta nie bya dokoczona i brakowao w niej wielu stron. Zacz mwi: - Ziemie te skolonizowane zostay jeszcze za czasw Kazimierza Wielkiego, cho pierwsze lady ludzkie znalezione tu przez archeologw pochodz sprzed dwu i p tysicy lat. Za czasw rzymskich cigny tdy karawany kupieckie... - Zdaje si, e zala pan, obywatelu kapitanie; legiony rzymskie nigdy nie przekroczyy Karpat przerwa podpukownik Tomaszewski.

- Melduj, e nie mwiem o legionach, lecz o kupcach. Wpywy gospodarcze i kulturalne w kadej epoce sigay dalej ni wojsko - powiedzia Ciszewski z tak wyran satysfakcj w gosie, e jego zwierzchnik si umiechn. - Jeden do zera na pask korzy, obywatelu kapitanie. Mw pan dalej Jeeli to nawet nieprawda, to jednak ciekawe jest z pewnoci. - Wiadomoci te s absolutnie prawdziwe. W Czarnej, niedaleko Ustrzyk, znaleziono narzdzia krzemienne; tu w Stefkowej - bransolety, naramienniki i, co sprawi obywatelowi pukownikowi przyjemno, miecze oraz inn bro. W Cisnej, Szczawnem, Kalnicy wykopano monety rzymskie. - Ogniomistrzu Kale, czy ten silnik nie mgby pracowa troch ciszej? To wszystko jest bardzo ciekawe, ale kapitan zerwie sobie puca, przekrzykujc wasz motor - zwrci si do kierowcy Tomaszewski. - Obywatelu pukowniku, melduj, e to jest artyleryjski cignik, a nie rolls-royce. Ten motor musi haasowa. Ja si w ogle dziwi, e on tak dobrze pracuje, a obywatel pukownik jest niezadowolony - zdenerwowa si ogniomistrz. - Dobrze ju, dobrze... Jestecie wraliwy jak dziewica. Ju nic wicej nie mwi. - Jeeli obywatel pukownik bdzie cigle przerywa, to Ciszewski nie skoczy nawet do Krakowa odezwa si major Grodzicki. - Albo ja przerywam? - zdziwi si Tomaszewski. - Wy sami wci si kcicie i to najbardziej przeszkadza. Kapitanie Ciszewski, ma pan gos. - Szy tdy - cign Jerzy - wyprawy Celtw z zachodu i Scytw ze wschodu. Niejeden raz pony osiedla ludzkie w dzisiejszych Bieszczadach... Jak pisze Nestor, w 981 roku Wodzimierz I zaj te okolice. Potem odebra je Bolesaw Chrobry. Siady jego grodzisk mona znale w pobliu Hoczwi, Szczawnego, upkowa i Rajskiego... - Dziwna rzecz, wszdzie tam byem, a tych ladw nie widziaem - mrukn podejrzliwie podpukownik Tomaszewski. - Melduj, e to nie jest specjalno obywatela pukownika - uprzejmie, ale z naciskiem powiedzia major Grodzicki. - Naprawd lepiej si nie kmy - zaproponowa kapitan Gorczyski i Ciszewski kontynuowa: - Cigny tdy hordy tatarskie w XIII wieku i oddziay wgierskie w XV... Wracam do Kazimierza Wielkiego. Przy kolonizacji tych ziem najznaczniejsz rol odegra rd pochodzenia wgierskiego Balowie. Od ich nazwiska pochodzi nazwa naszego garnizonu - Baligrd. Im wanie - braciom Piotrowi i Pawowi Balom - nada krl Kazimierz te ziemie. Zakadali wsie na prawie niemieckim, a pniej wooskim... W XVI wieku pierwsze skrzypce, e tak powiem, zacza tu gra rodzina Kmitw. Z tych czasw pochodzi dobry tuzin, a moe i wicej miejscowoci - te nad Sanem, jak Tworylne, Hulskie, Krywe, dalej Zatwarnica, Smerek, Wetlina, Berehy Grne, Dwernik, Doyca... Zb uprawiano tu mao. Hodowano raczej owce i kozy. Nic dziwnego: wczesne metody uprawy byy jeszcze bardzo prymitywne. Poza tym ci pierwsi osadnicy, ludzie pochodzcy z Wooszy, a wic przodkowie dzisiejszych Rumunw, Bugarw, Serbw, Albaczykw, byli pasterzami od pokole i wdrowali ze stadami od pastwisk do pastwisk.

- Prosz o gos! - nie wytrzyma podpukownik Tomaszewski. - Tym razem, obywatelu kapitanie, wydaje mi si, e pan naprawd zalewa. Skd i po co miaaby si tu wzi taka zbieranina. Jakie s na to dowody? - Byy to ludy koczownicze, obywatelu pukowniku. Wdrwka zwizana bya z ich bytem. Poza tym czsto musieli ucieka ze swych ojczystych stron przed rozmaitego rodzaju uciskiem. W XI i XVI wieku byy na przykad na Wgrzech powstania chopskie. Obywatel pukownik pyta o dowody. Naukowcy znajduj je w tutejszym zdobnictwie podobnym do bakaskiego, w muzyce, budownictwie, obyczajach, konstrukcji sprztw, nazwach miejscowoci. Wszystko to krzyowao si zreszt z istniejcymi od najdawniejszych czasw wpywami polskimi, ruskimi, wgierskimi i sowackimi. Napywowe elementy wooskie - pasterskie - poczyy si z miejscowymi - rolniczymi. Z biegiem wiekw uksztatoway si dwie grupy ludnoci: Bojkowie i emkowie. Granica midzy nimi jest bardzo pynna. Zasadniczo przebiega przez Woosa i Chryszczat do Turzaska i Rzepedzi. Na wschd od tej linii mieszkali Bojkowie. Mwi - mieszkali, bo wszystko to naley ju do przeszoci. Dzi zostay tylko lady tej odrbnoci. Na przykad dugie, wypuszczane na spodnie koszule, due kapelusze z kresami opadajcymi w d, lniane biae zapaski, spdnice z samodziau i chustki wizane na karku nosili Bojkowie. Kapelusze somiane z kresami do gry, niebieskie kamizelki, serdaki, kolorowe spdnice i chustki wizane pod brod nosia ludno emkowska. Obie grupy trudniy si pasterstwem i rolnictwem, z tym e pasterstwem zajmowali si gwnie Bojkowie. Mieli oni midzy innymi pikn hodowl wow w pobliu Halicza, handlowali komi w Baligrodzie i Lutowiskach... - Dojedamy do Hoczwi - zakomunikowa ogniomistrz Kale. - Prosz si przyjrze temu kocioowi z pocztku XVI wieku - mwi gosem zawodowego przewodnika Ciszewski. - Zbudowali go Balowie. Tu take urodzi si ojciec Aleksandra Fredry, a sam Aleksander opisa t wie w Trzy po trzy. W Hoczwi znajduje si zabytkowa karczma, przed ktr stoi wanie mny dowdca tutejszego posterunku MO plutonowy Hipolit Kolanowski ze swym zastpc kapralem Oeks emko. - Prosz zatrzyma samochd, ogniomistrzu! - rozkaza podpukownik Tomaszewski. Wyprony jak struna, plutonowy Kolanowski meldowa, e na posterunku nic wanego nie zaszo, ale dowdca puku go nie sucha. - Skd pan pochodzi, obywatelu plutonowy? - zapyta. - Z Wieliczki, obywatelu pukowniku - zameldowa Kolanowski, nie okazujc adnego zdziwienia, by bowiem zdyscyplinowanym onierzem. Tomaszewski machn rk i z nateniem wpatrzy si w rysy twarzy kaprala emki. - Jest pan, obywatelu kapralu, niewtpliwym potomkiem Serbw, Bugarw, Chorwatw, Albaczykw, Rumunw, Wgrw, Sowakw, Rusinw, no i oczywicie Polakw, ktrzy zawsze we wszystkim maczali palce - powiedzia dowdca puku. - Na rozkaz, obywatelu pukowniku! - hukn emko. - Co to znaczy na rozkaz? Czy wie pan, o czym mwi? - Melduj, e nie wiem, obywatelu pukowniku - owiadczy kapral. - Jest blondynem, ma bkitne oczy, nic bakaskiego w sobie... - stwierdzi z rozczarowaniem w gosie Tomaszewski i spojrza z wyrzutem na kapitana Ciszewskiego.

- Trudno, eby po tylu latach... - zacz Jerzy. - Ale on nazywa si emko i pochodzi, o ile wiem, z tych stron - upiera si dowdca puku. - Czy moglibymy jecha dalej? - wtrci major Grodzicki. - Obawiam si, e etnograficzne badania obywatela pukownika s nieco powierzchowne i brak im pewnych podstaw naukowych... - Spocznijcie - rozkaza dowdca puku obu milicjantom. Ogniomistrz Kale zapuci motor, Kolanowski i emko znowu stanli na baczno. Zachowali niewzruszony, kamienny wyraz twarzy. Salutowali. Oficerowie odpowiedzieli na ukon. Podpukownik Tomaszewski nie spuszcza wzroku z kaprala emko i mrucza co pod nosem. - Niech pan opowiada dalej, obywatelu kapitanie - powiedzia po chwili. - Musz si nieco cofn z powodu tej dygresji hoczewskiej. - Bardzo prosz... - A wic tak... W Bieszczadach, podobnie jak w ogle w Karpatach, kwito w minionych wiekach zbjnictwo. Gromadzili si tu zbiegowie z wsi paszczynianych, ludzie uciekajcy przed wyrokami krlewskich i magnackich trybunaw, pasterze miujcy ponad wszystko wolno i nie chccy si podda adnym zarzdzeniom wadz. Nazywano ich beskidnikami. Napadali karawany oraz podrujce dwory. Najwikszym z tych zbjnikw by Oeksa Dowbusz, zwany popularnie Doboszem, dziaajcy w caych wschodnich Karpatach w pierwszej poowie XVIII wieku. Znane s take nazwiska innych beskidnikw - Rogaczki, Bronisza, Solinki, Czepca Zakliki, Jaworowskiego, Kardasza. Ich watahy napaday nawet na due miejscowoci. W XVIII wieku udao si im zaj i spali Smolnik, Solink, Szczerbanwk, Komacz, Woosate, Cisn, Doyc, Ustrzyki Grne. Zagraali nawet Sanokowi. Jeszcze przedtem, w XVII wieku, ruchy te czyy si z powstaniem chopskim Kostki Napierskiego na Podhalu i walk toczon przez Bohdana Chmielnickiego, w ktrej wzili udzia mieszkacy wsi Woosate. Z biegiem lat pogbiaa si ndza wsi bieszczadzkiej, znana ndza galicyjska. Pragnienie wolnoci spowodowao, e wielu chopw z tych stron brao udzia w rozmaitych niniejszych i wikszych ruchach przeciw zaborcy i szlachcie. W 1846 roku jednak akcja Dembowskiego spalia na panewce. Powstanie, jak wiadomo, ograniczyo si tylko do Krakowa i okolic. Intrygi austriackie i magnackie wywoay zamieszanie wrd chopw. Ruch Jakuba Szeli te obj te tereny. Pony dwory szlacheckie... Uwaszczenie z 1848 roku nie przynioso ulgi chopom. Gospodarstwa rozdrabniay si, ndza bya coraz dotkliwsza. Nie uratoway przed ni chopw powstajce tu tartaki, huta elaza, zaoona przez Fredrw w Cisnej, czy hamernia w Rabem, ani te rozwijajcy si w ostatnim dwudziestoleciu ubiegego wieku przemys naftowy. Wyzysk stosowany w tych przedsibiorstwach by rwnie ostry, jak na roli. Pierwsza wojna wiatowa spowodowaa w Bieszczadach wiele zniszcze. Potem przysza w 1918 roku niepodlego. Niewiele daa tym stronom. Wyczytaem w przedwojennym roczniku statystycznym, ktry znalazem w bibliotece baligrodzkiej, e jeszcze w 1931 roku 60 procent mieszkacw Bieszczad nie umiao czyta ani pisa. W okresie wielkiego kryzysu szalao tu bezrobocie. Kopalnie redukoway grnikw. Bezrolni i maorolni przymierali godem. W 1932 roku wybucho powstanie leskie. Chopi, zmuszeni do bezpatnej naprawy i budowy drg w ramach akcji zwanej witem pracy, nie wytrzymali i 23 czerwca ruszyli na swoich przeladowcw - policj, rnych komornikw, sekwestratorw i, oczywicie, wacicieli ziemskich. Znw polaa si krew. - Jest rzecz zadziwiajc, ile razy ta ziemia dosownie spywaa krwi - powiedzia major Grodzicki.

- Mona do tego doda i okupacj, ktra w tych wszystkich wsiach i miasteczkach pochona ca hekatomb Polakw, Ukraicw, ydw - dorzuci kapitan Gorczyski. - Lesko przed nami - zakomunikowa ogniomistrz Kale. Szosa biega teraz nad Sanem. Na mocie w Huzelach stali wartownicy z batalionu kapitana Gorczyskiego. Bezporednio za mostem droga pia si w gr. Ukazay si potne mury leskiego zamku. Widnia na nich wielki, wapnem wykonany napis: Gosuj trzy razy tak! Przekrzykujc huk silnika, ktry z wysikiem pokonywa wzniesienie, kapitan Ciszewski powiedzia: - Ten zamek wznieli Kmitowie, podobnie jak koci w Hoczwi. Zbudowali go z pocztkiem XVI wieku. Zamek pali si kilka razy. W 1701 roku byli w nim Szwedzi, ktrzy zabawili w Lesku zaledwie sze dni, ale wyjedajc pucili go z dymem. Jeszcze przedtem kry si w tych murach diabe acucki, Stanisaw Stadnicki, z pocztkiem XVII wieku. Zgin on zreszt niedaleko std, pod Tarnaw, zabity przez kozaka Anny Ostrowskiej. Po rodzinie Stadnickich objli zamek w posiadanie Krasiccy. Jeden z nich - Edmund, porucznik szwoleerw z 1831 roku - prbowa tu w 1848 stworzy kompani i przyczy si do rewolucji. W tym zamku pisywa swe wiersze Wincenty Pol, ktry kaza go te zreszt przebudowa wedug wczesnej mody woskiej. W jednej z komnat zmar tu Franciszek Puaski - konfederat barski, brat Kazimierza. Wyzion ducha od ran odniesionych w boju pod Hoszowem... - Pan jest istn kopalni wiadomoci historycznych, obywatelu kapitanie - stwierdzi z podziwem podpukownik Tomaszewski. - Ma pan ich o wiele wicej ni wojskowych - doda po chwili namysu. Sdz te, e po rozgromieniu band zamiast wraca do malowania lub, co byoby fatalne dla wojska, pozosta w jego szeregach, mgby si pan powici zawodowi przewodnika w tych okolicach. Bdzie tu z pewnoci duy napyw turystw... A swoj drog, oficerowie podlegego mi puku maj stanowczo zbyt wiele czasu! Ile go pan straci, zbierajc te wszystkie wiadomoci? - Mniej, ni zmarnowabym w kasynie na nie zawsze wybrednych rozmowach - odparowa Ciszewski. Dowdca puku zachichota zoliwie. Samochd zatoczy uk i stan przed sztabem batalionu kapitana Gorczyskiego. Mieli std zabra w dalsz drog majora Premingera, ktry zatrzyma si w Lesku przejazdem. Preminger mia nieweso nowin. Przed kilku dniami banderowcy zamordowali on i dwoje maych dzieci sekretarza powiatowego komitetu partii Drozdowskiego. Stao si to pod Bircz. ona sekretarza udaa si tam w odwiedziny do krewnych. Bandyci zatrzymali furmank, ktr jechaa. - Zakuto ich po prostu noami - opowiada Preminger. - Dzieci miay pi i siedem lat. - Jak Drozdowski przyj t wiadomo? - zapyta major Grodzicki. - Nic nie powiedzia. Wczoraj wrci stamtd, ju po pogrzebie. Teraz jest przy budowie tego mostu na drodze do Sanoka. Niesamowicie twardy czowiek. Kale pokiwa gow w milczeniu i splun przez burt samochodu. Major Preminger usiad obok podpukownika Tomaszewskiego. Wz ruszy ostro, pozostawiajc za sob niebiesk smug spalin. W cigu kilku minut byli nad Sanem, ktrego ptla przecinaa szos do Leska. Z inicjatywy Drozdowskiego kilka tygodni temu przystpiono tu do odbudowy zniszczonego mostu. Sekretarz sta po kolana w wodzie. Nogawki spodni odwin wraz z kalesonami, szare szelki wpijay si w jego potne ramiona. Trzewiki, marynarka i karabin leay na brzegu, gdzie zreszt onierze

batalionu kapitana Gorczyskiego ustawili cekaem z luf wymierzon w kierunku zaroli, cigncych si po przeciwlegej stronie rzeki. Kilkunastu robotnikw krztao si przy budowie. Ogniomistrz Kale wprowadzi samochd do rzeki. Koa zaczy si lizga po kamienistym dnie. Zbliali si do Drozdowskiego, ktry osoniwszy doni oczy patrzy w ich kierunku. Zatrzymali si tu pyzy nim. - Dzie dobry, sekretarzu - powiedzia podpukownik Tomaszewski. - Nie bardzo wiem, jak si zachowa w takich okazjach, ale prosz przyj ode mnie wyrazy wspczucia... Ucisnli mu rk. Drozdowski mia zmczony wygld. Wyranie schud. Jego ciemne oczy zapady w gb czaszki, policzki byy wklse, podbrdek si zaostrzy. - Jak idzie budowa? - zapyta kapitan Gorczyski. - Na pitnastego maja bdziemy gotowi. - Co ma pan zamiar robi dalej? - zwrci si do niego Tomaszewski. - Chciabym si zaj tym mynem w Lesku. Jako opieszale posuwa si tam robota. - Pozostajecie w tych okolicach? - zdziwi si major Grodzicki. Na twarzy sekretarza odmalowao si szczere zdumienie. - Nie rozumiem tego pytania. A co miabym robi? - Zdawao mi si, e po tych przejciach zechcecie zmieni otoczenie. Czowiek nie jest przecie z elaza. Tutaj wiele rzeczy przypomina wam o blu. Zmiana okolic czsto pomaga w zaleczeniu takich ran - tumaczy si Grodzicki. Drozdowski potrzsn gow. Westchn z wysikiem, jakby jego pier przytacza ogromny ciar, i nie patrzc na oficerw powiedzia: - Swj bl kady nosi w sobie. Nic tu adne ucieczki nie pomog. Przed sob nikt przecie nie umknie. I do czego by doszo, gdyby tak czowiek mia ucieka? Suchajcie... czternacie lat temu, w trzydziestym drugim roku, w tak sam wiosn jak dzi, pamitam, bilimy si z granatowymi w Brzegach Dolnych, potem pod obozwi, Telenic Oszwarow, Ustianow i Bbrk. Z pitnacie tysicy chopa Polakw i Ukraicw stano jak mur. Mielimy tylko drgi, siekiery, widy, kosy i strzelb myliwskich tyle co kot napaka... Wysano granatowym na pomoc strzelcw podhalaskich z Sanoka. Stoczylimy bitw na Jaworze. Krwaw bitw. Wtedy tu dziaali Piotr Madej, Stanisaw Lenkiewicz, Wadysaw Nowicki, Mikoaj Maecki, Stanisaw Drozd, Iwan Bunio, Antoni Pacawski. To wszystko trwao tylko szesnacie dni, ale kilkuset chopw zgino. Potem bya pacyfikacja. Wiecie sami, jak si to odbywao... Ludzie ginli, szli do wizie, na poniewierk. Rodziny rozwalay si, przestaway istnie. Byem wtedy o tych czternacie lat modszy, ale ju pogrzebaem ojca i najlepszego przyjaciela. A przecie to by dopiero pocztek. Tu niejeden z naszych, Polak czy Ukrainiec, zgin przed trzydziestym dziewitym rokiem albo przejecha si do Berezy. Przysza okupacja. Znw grzebao si bliskich. aziem tu z partyzantk. Porucznik Turski te by z nami. Zapytajcie go, czy opuciby te strony. Jego on i dzieci zamordowali NSZ-owcy. Takich jak on czy ja jest tu sporo... Nie zapomina si tych, co polegli, kiedy samemu wynosi si ca gow. Wtedy trzeba zosta i prowadzi rzecz dalej. Tak mi si wydaje. To jest takie nie podpisane zobowizanie. Teraz zreszt sprawa jest atwa. Tylko patrze, bdzie koniec z bandami i wtedy inaczej wszystko si potoczy. Naprawd tak wiele jest tu do roboty i tyle rozmaitego cierpienia, e atwiej mona znosi bl ni gdzie indziej.

Woda cicho przelewaa si przez koa samochodu. W promieniach soca bya zupenie przezroczysta. Dokadnie wida byo dno rzeki pene pracowicie wytoczonych w cigu setek tysicy, a moe milionw lat kamieni. San mieni si srebrem. piewa monotonn i odwiecznie obojtn na ludzkie losy pie. Ogniomistrz Kale pochyli si nad kierownic. Zawarcza silnik i koa zaczy si lizga po kamienistym dnie rzeki. Wkrtce posta sekretarza zmalaa, wz wspi si na drog wiodc do Zagrza, min karczm Goldbluma i nabrawszy szybkoci pogna przed siebie. Pozostay za nim gste kby mlecznobiaego pyu. Oficerowie przenocowali w Sanoku, po czym ruszyli dalej tras przez Krosno i Tarnw. Pikna pogoda utrzymywaa si nadal. Nic nie zdawao si zakca spokoju. Wszdzie na polach i w ogrodach pracowali ludzie. Skowronki unosiy si w gr i jak korale nanizane na niewidzialne sznurki opaday nagym ruchem w d. Bocian powanie przechadza si na jakiej podmokej ce. Przypomina tak dalece porucznika Zajczka, e Ciszewski mimo woli musia si rozemia. Podpukownik Tomaszewski spojrza na niego podejrzliwie i powiedzia z niechci: - Dusza artystyczna si budzi; myltka skacz pod wiosennym podmuchem, co, kapitanie? Ciszewski umiechn si roztargniony. Wszdzie wida byo napisy: Trzy razy tak albo Dwa razy tak, raz nie. - Szykuje si wielka bitwa - mwi major Preminger. - Referendum. Za dwa miesice zmierzymy si z PSL-owcami. Sprawa nie bdzie atwa. - Jak brzmi pytania tego referendum? - zapyta Tomaszewski. - Obywatel pukownik wbrew instrukcjom Gwnego Zarzdu Polityczno-Wychowawczego nie czyta gazet - zamia si major Grodzicki. - Rzadko. Nie lubi zajmowa si plotkami. No wic... Jak brzmi pytania? - S proste. Mamy wszyscy odpowiedzie, czy chcemy w przyszej konstytucji utrwalenia ustroju opartego na unarodowieniu przemysu i reformie rolnej, czy jestemy za utrwaleniem granic Polski na Odrze i Nysie oraz czy pragniemy zniesienia tego zmurszaego i wywoujcego zawsze reakcyjny baagan senatu. PSL agituje, by na to ostatnie pytanie odpowiedzie przeczco. Mikoajczykowcy uruchomili cay swj aparat w tym kierunku. - Bandytw te - mrukn podpukownik Tomaszewski. - Zapaem instrukcj ubryda. Kae gosowa w myl wskazwek PSL albo bojkotowa referendum stwierdzi kapitan Gorczyski. - Banderowcw niby to nie obchodzi, ale zakazuj gosowania wedug programu PPR i s raczej za bojkotem referendum - doda major Grodzicki. Preminger oczekiwa wzmoonego terroru ze strony band w okresie poprzedzajcym gosowanie. - Bandyci bd si za wszelk cen starali ratowa Mikoajczyka. Z naszej strony musimy zapewni ludziom jak najspokojniejsze warunki gosowania - powiedzia. - G...no bandziory i Mikoajczyk uzyskaj, obywatelu majorze - niespodziewanie odezwa si znad kierownicy ogniomistrz Kale. - Oni si teraz cholernie zdemaskowali, e id z sob rka w rk. To ju jest dla kadego jasne.

- Jak wy si wyraacie, ogniomistrzu? - surowo zgromi go podpukownik Tomaszewski i doda: - Istotnie, ja te sdz, e zdemaskowanie tej ku- ...skiej spki jest bodaj e najwaniejszym osigniciem referendum. W tym samym zawiera si zwycistwo jeszcze przed ostatecznym wynikiem. - Wszystko jedno, walka bdzie cika - upiera si Preminger. - Pozostawienie senatu daoby mikoajczykowcom bro do rki i mogoby przekreli wszystko inne. - Iii! Wadzy i tak nie wypucimy z rk - wzruszy ramionami ogniomistrz Kale i jakby podkrelajc swoj pewno, energicznie zatrbi na stadko kaczek, czapicych w poprzek drogi. Napisy 3 x tak i 2 x tak, 1 x nie ukazyway si na murach domw, potach, supach przydronych i wraz z nimi uciekay w ty. Samochd pochania tam szosy. Na liczniku sumoway si kilometry. Oficerowie drzemali. Krakw zblia si coraz bardziej.

St nakryty by oliwkowozielonym suknem, jak wszystkie stoy w wyszych dowdztwach wojskowych. Z wiszcych na cianach portretw patrzyy zatroskane twarze Czarnieckiego, Kociuszki, Dbrowskiego, ksicia Jzefa, Bema, Traugutta. Jest rzecz zaskakujc, jak wiele kopotw mieli zawsze, w cigu caej historii, rozmaici nasi przywdcy. Trudno znale wrd nich takiego, ktry by po prostu zwycia, nie opacajc tego niezwykymi tarapatami. Moe zreszt jest to los wodzw na caym wiecie? Nader rzadko si nad tym zastanawiamy. Polacy uwielbiaj cierpitnictwo wojskowe. Nic nas tak nie wzrusza, jak martyrologia na rnych polach bitew, w ktrych bd dostawalimy w skr, bd okupywalimy zwycistwo najwyszymi cenami. Czsto mamy nawet pretensje do przedstawicieli innych narodw, e tego nie uznaj i w adnej dziedzinie nie chc nam z tej racji udzieli kredytu. Zapominamy, e wiat lubi zwycizcw, nie bohaterw... myla Ciszewski, podczas gdy Genera mwi: - Zwycistwo drogo kosztuje i nie dostaje si go za darmo. Musimy je sono opaci rwnie w walkach z bandami WiN, UPA czy NSZ. Odziany by jak zwykle w mundur bez adnych wstek orderw, uszyty z szorstkiego onierskiego sukna, w bryczesy i wysokie buty z cholewami. W cigu tej zimy twarz jego nieco poszarzaa i bya jeszcze bardziej pobrudona ni dawniej, ciemne oczy byszczay jednak po dawnemu energi i humorem, ruchy pozostay ywe, prawie modziecze. Maskoway one skutecznie gnbice Generaa troski i zmczenie, ktremu nie chcia si podda. Patrzc na t twarz, Ciszewski mimo woli porwnywa j z tymi na portretach, ozdabiajcych ciany sali odpraw. Podobnie jak na tamtych, w kcikach ust Generaa czai si ledwie uchwytny wyraz goryczy przey i dozna, z ktrymi musia si sam rozprawia. Oczy maskoway byskiem humoru nieustajce napicie wewntrzne zwizane z ogromn odpowiedzialnoci, od tylu ju lat cic na tym czowieku. Wzi przecie udzia w najwaniejszych wojnach ostatniego trzydziestolecia. W wielu bitwach i kilku kampaniach dowodzi dziesitkami tysicy onierzy. Nie zawsze spotykay go za to honory i zaszczyty. By czas, e musia odpiera najbardziej bezsensowne zarzuty i walczy o wasn, elementarn godno czowiecz. Znajdowa si ju na wozie i pod wozem. Przey wszystko, co mona byo przey. Rzecz charakterystyczna, e nigdy nie usiowa imponowa, stajc na cokole, jak to czyni ten i w dowdca, ktry wypchnity na aren wielkich (czasem jedynie jego zdaniem) wydarze dziejowych zachowuje si jak aktor na scenie teatralnej, przybiera pozy ma opatrznociowego i domaga si oklaskw. Genera by czowiekiem prostym. Wyczyny wojenne przeplatay si u niego z rozmaitymi historiami miosnymi, w ktrych celowa i ktrych bynajmniej nie usiowa kry. Przyczyniao mu to sporo

kopotw. Nic sobie z nich nie robi. Bra ycie na gorco. Interesowa si mnstwem problemw i zadziwia piszcych o nim nieraz literatw i dziennikarzy wiadomociami z kilku dziedzin, nie majcych nic wsplnego z wojskiem, takich jak literatura, muzyka, malarstwo. Nawet podczas wojny zwiedza stare zamki, grzeba w bibliotekach, nakada kilometrami drogi, aby obejrze jaki synny obraz. Jedni uwaali go za dziwaka, inni utrzymywali, e pozuje, inni jeszcze zarzucali mu lekkomylno na polu walki i w yciu prywatnym; ogromna wikszo tych, ktrzy znali Generaa bliej, i caa olbrzymia masa onierska pena bya dla niego podziwu. Ludzie patrzcy jeszcze dalej i szerzej twierdzili, e jest jedn z najciekawszych postaci naszych czasw. By z pewnoci jedn z najczystszych i najbardziej bezinteresownych. Wiedziano, e przejmowa si bardzo losem onierzy, ktrych wysya do walki. To rwnie rnio go od wielu innych generaw, ktrzy w warunkach wspczesnej wojny przyzwyczaili si do wycznie statystycznego ujmowania strat. Moe wanie dlatego nawet jeden z wielkich pisarzy amerykaskich, bardzo daleki od jakichkolwiek sympatii dla komunizmu, w swojej powieci, osnutej na tle wojny w Hiszpanii, przesadnie krytykujcy generaw tej kampanii, o Generale wyraa si ciepo i serdecznie. Kapitan Ciszewski obserwowa Generaa na odprawie w krakowskim okrgu wojskowym i myla o tym wszystkim suchajc jednoczenie jego sw. Jerzy mia na wskro sceptyczny stosunek do wojska i rozciga go oczywicie na generaw. Widzia ich podczas wojny i nic bardziej go nie przeraao ni wadza, ktr mieli nad ludmi. Bya to wadza polegajca na prawie zabijania po obu stronach frontu: zabijania nieprzyjacielskich i wysyania na mier wasnych onierzy. Wadz t miaa w ogle caa hierarchia wojskowa, ale im wyszy by jej szczebel, tym bardziej to umasowione prawo skupiao si w rkach jednego czowieka - sternika koszmarnej machiny mielcej w ogniu koci i miso ludzkie. Przy takim zakresie wadzy zachowanie poczucia odpowiedzialnoci byo ogromnie trudne. Genera - jak gosia fama podawana sobie z ust do ust przez onierzy dwch generacji poczucie to posiada. Jerzy nigdy nie suy bezporednio pod jego rozkazami, wiedzia jednak, e wiadectwo wystawiane przez prostych szeregowych swoim dowdcom jest o wiele wicej warte od roztaczanej wok nich oficjalnej aureoli. Ten pewnik znaj wszyscy starzy frontowi onierze. Ich zdanie nie zawodzi. Za oknami wida byo ozocone socem mury Wawelu. Do pokoju wpad zabkany chrabszcz. Brzcza nad stoem i gowami blisko trzydziestu oficerw, dowodzcych jednostkami, ktre walczyy w Bieszczadach przeciw bandom UPA i WiN. Potem zmczony przysiad na ciemnozielonej portierze stanowicej obramowanie jednego z okien. Genera mwi: - Ta przeklta zima wiele nas kosztowaa. Za wszystko trzeba niemniej paci. W naszym zawodzie paci si niestety yciem, uzyskujc w zamian dowiadczenie. Trudno to oczywicie powiedzie rodzicom, onom, dzieciakom i dziewczynom tych, ktrzy zginli w rok po wojnie i wci jeszcze codziennie gin. Nie wiem, czy w ogle mona komu sowami wytumaczy mier bliskiego mu czowieka. Jedno jest w kadym razie pewne: nie my wywoalimy te walki. Narzucili nam je bandyci. Nikt bardziej od nas nie pragnie, aby wreszcie zapanowa spokj. Ley to tak dalece w naszym interesie, e tylko skoczony bawan albo bandyta mgby temu zaprzeczy. Narzucon walk musielimy przyj i musimy j doprowadzi do koca. Genera przerwa na chwil i ledzi lot chrabszcza, ktry z impetem opuci sw baz na portierze i, zapewne w gwatownym poszukiwaniu wyjcia z pokoju, upn w przeciwleg cian. - Przechodz do naszych dowiadcze - cign dalej Genera. - Zastanawialimy si sporo, minister, jego zastpca, moi wsppracownicy i ja, nad wnioskami z dziaa przeprowadzonych w Karpatach tej zimy. Popenilimy rozmaite bdy. Dziaalimy raz duymi formacjami wojska, na przykad caymi pukami, a na-wet, jak to byo w ostatniej akcji pukownika Sierpiskiego, dywizj, to znw zbyt

maymi oddziakami o siach nie przekraczajcych kompanii. W pierwszym wypadku nieprzyjaciel mia czas zaobserwowa ruchy tych wielkich, cikich jednostek i usun si spod ich uderzenia, w drugim - otacza mae grupy wojska i likwidowa je. Genera zacisn pi i z lekka uderzy ni w st. Pukownik Sierpiski poruszy si niespokojnie. Major Grodzicki trci lekko w bok kapitana Gorczyskiego, jakby chcia mu powiedzie: dokadnie to samo mwiem. - Wleklimy na nasze akcje cay ciki sprzt: dziaa, modzierze, samochody ciarowe i diabli wiedz co jeszcze. Prbowano nawet szczcia z czogami. - Genera pokiwa gow w stron podpukownika Tomaszewskiego, ktry uda, e tego nie widzi. - Czesalimy lasy, zajmujc godzinami podstawy wyjciowe. Bandyci spokojnie przypatrywali si naszym limaczym ruchom i bez wysiku... wiali. Mao tego. Zamiast przej w swoje rce inicjatyw, pozostawialimy j bandom. Gnalimy tylko od wzniecanego przez nie jednego poaru do drugiego, od jednego miejsca mordu do nastpnego. Prowadzilimy wtpliwej wartoci pocigi, w ktrych bandyci zawsze rozporzdzali dostateczn przewag czasu nad nami, aby si wymiga od walki. Nie bylimy najzupeniej przygotowani do dziaa zimowych w grach. Nie mielimy naleytego umundurowania, a przede wszystkim nart, biaych strojw maskujcych i tym podobnych rzeczy... Wreszcie sprawa najwaniejsza: nie potrafilimy znale siedzib bandytw, ich biwakw, ich kryjwek grskich. Nie umielimy wywnioskowa, gdzie si przeciwnik chowa. To pozwolio mu na zachowanie inicjatywy dziaa i w poczeniu ze wszystkimi naszymi bdami dao mono swobodnego niemal grasowania w terenie. O tym wszystkim bya ju mowa setki razy - myla z pewnym rozczarowaniem Ciszewrski. - Ciekaw jestem, jaka na to moe by rada? Wyczuwa rosnce napicie siedzcych przy stole oficerw. Ci, ktrzy lepiej od niego znali Generaa, wiedzieli, e nie wypominaby tego, o czym mwi, jako bdw, gdyby nie mia poda sposobu ich zwalczania. Genera tymczasem podnis do ust szklank z wod. Pijc ledzi lot upartego chrabszcza, ktrego zdenerwowanie i zmczenie rosy. Owad coraz czciej przysiada. Nie potrafi znale otwartego okna, przez ktre uprzednio wlecia do pokoju. - Ale upa! - powiedzia Genera odstawiajc szklank. Umiechn si z roztargnieniem i mwi dalej: - Bdy, ktre wymieniem, trzeba bdzie teraz czym prdzej naprawi... Zaczniemy dziaa inaczej. Jednostk dajc nam zasadniczo przewag nad nieprzyjacielem jest batalion. Mniejsze mog przy odpowiedniej koncentracji si bandytw zosta otoczone i zniszczone, wiksze mog dziaa tylko w akcjach zakrojonych na powaniejsz skal. Batalion pozwala na skuteczne zwalczanie band, moe si nie obawia ich napaci, potrafi samodzielnie otacza i niszczy grupy przeciwnika. Bataliony jednego puku powinny z sob wspdziaa na kierunkach rwnolegych, zbienych lub przy okraniu nieprzyjaciela. Podstawowa czno midzy nimi - radiowa... Zapowiadam z caym naciskiem - gos Generaa zabrzmia nagle twardo, metalicznie - koniec z zabieraniem na akcje cikiej broni. Artylerzyci bd walczyli z karabinami w rku, czogici wrc do swoich garnizonw i bd si szkoli. Nie maj nic do roboty w walce z bandami. Najwaniejsza jest obecnie ruchliwo. Musicie by szybcy, o wiele szybsi od bandytw. Jestecie od nich znacznie lepiej uzbrojeni, bardziej zdyscyplinowani. Musicie t przewag wykorzysta. Jestecie znacznie liczniejsi. Trzeba te bdzie zapomnie o pewnych frontowych nawykach dziaa. W walkach z bandami wojsko musi przej na metody partyzanckie. Przesuwajcie si lekko, szybko, skrycie... Podkrelam: skrycie! Oni nie mi obserwowa waszych ruchw. Powinnicie wyrasta przed nimi nagle, zawsze tam, gdzie si was nie spodziewaj; nka ich tymi ruchami, nie dawa chwili spokoju. To bdzie dla nieprzyjaciela rwnie mczce jak sama walka. - Musimy przesuwa si noc! - wypali nagle major Grodzicki, ktry od pewnego czasu krci si niespokojnie na krzele.

- Brawo, Grodzicki! - powiedzia Genera. - Wanie o to mi chodzio: musicie przesuwa si noc. Wtedy adna obserwacja nie pomoe bandytom. W jaki sposb on zapamituje tyle nazwisk? - myla z podziwem Ciszewski. - Najwaniejsz kwesti jest jednak sprawa znajdowania bandytw - sysza gos Generaa. - Dugomy si nad tym w Warszawie gowili, zanim kto wpad na rozwizanie tego problemu. Bandyci musz przecie je i pi. Do obu tych czynnoci niezbdna jest woda. aden biwak, adne lene obozowisko nie mog istnie bez wody. Bez niej nikt nie ugotuje obiadu, nie ugasi pragnienia, nie zachowa jakiej takiej higieny osobistej. Czowiek nie moe y bez wody. Nad ni te, nad strumieniami czy rzeczkami grskimi, musz si znajdowa kryjwki nieprzyjaciela... Czemu krcicie gow, Tomaszewski? - przerwa Genera. Podpukownik Tomaszewski poczerwienia. Genera umiechn si do niego zachcajco. - Tylko wtpliwoci pomagaj w prawdziwym rozwizaniu trudnych zagadnie. Walcie miao, pukowniku! - O tej wodzie ju mylelimy, Generale. Rzecz w tym, e w grach s setki, a moe i tysice strumieni i rde. - Wiem o tym, ale nie nad kadym z nich mog si usadowi bandyci... Oni musz mie jednoczenie drogi dojazdu dla dowozu ywnoci albo przynajmniej jakie przejcia dla przyniesienia jej na barkach. Dalej, wybrane przez nich na obz miejsce musi posiada warunki dogodne do obrony i wycofania si w razie koniecznoci, warunki pewnej obserwacji i cznoci midzy bandami i informatorami, zamieszkujcymi wioski. Takich miejsc, i do tego pooonych nad wod, nie ma w nadmiarze nawet w tych skomplikowanych Bieszczadach. Przy uwanym studiowaniu mapy zdoacie sporo wydedukowa... Tym razem Genera trafi w sedno. W milczeniu, jakie zapanowao po jego sowach, dawa si wyczu najwyszy podziw. Ale to proste! - entuzjazmowa si w duchu kapitan Ciszewski. Oficerowie spogldali po sobie i umiechali si, ale Genera zachowa powag. - Kiedy z pocztkiem zimy zeszego roku rozmawiaem w Warszawie z pukownikiem Sierpiskim, Kowalewskim i jeszcze kilku innymi oficerami na temat dziaa przeciw bandom UPA i WiN w Bieszczadach, powiedziaem, e nie daj adnych recept. Zdawaem sobie spraw, e musimy nabra dowiadczenia i wszelkie teoretyzowanie mogoby w takim wypadku by tylko szkodliwe. Teraz sytuacja jest inna. Niemaym kosztem okupione dowiadczenie mamy. Wiemy ju, czego si trzyma. Dlatego te - gos Generaa znw zabrzmia ostro - to, o czym mwiem, prosz traktowa jako ogln, ale obowizujc dyrektyw. Dostosowujc si do konkretnej sytuacji, powinnicie osign naleyte rezultaty. Zmczony chrabszcz spad nagle do tu obok stojcej przed Generaem karafki z wod. Ten pochyli si nad owadem, ostronie pooy go sobie na doni i podszed do otwartego okna. Chrabszcz rozpostar skrzydeka i nabrawszy widocznie nowych si, wystartowa nad skpany w socu zielony skwerek uliczny. Genera patrzy za nim przez chwil. Kiedy si odwrci, twarz jego rozjania umiech. - Jeszcze kilka optymistycznych sw... Mam wraenie, e sytuacja gwatownie zmienia si na nasz korzy. Bandy WiN i NSZ przeywaj powany kryzys. W Lubelskiem i Biaostockiem s ju prawie cakowicie wytpione, a raczej rozleciay si. Ich czonkowie wracaj do domw. Maj do wczgi. Chopi nie chc powrotu wacicieli ziemskich, masa biedakw chce si usamodzielni ostatecznie,

coraz bardziej zaczyna wierzy w nasz trwao i wie, e tylko my dajemy im mono normalnego ycia. Ci ludzie odwracaj si od band. Nie widz interesu w ich popieraniu. Bandy pozbawione chopw, skadajce si wycznie z rnych obwiesiw, ktrzy nie maj drogi powrotnej z racji zbrodni okupacyjnych czy innych przestpstw, oraz grupy majcych mtlik w gowie chopaczkw z tak zwanych dobrych domw i rozmaitych pgwkw, nie pozwalajcych szarga witoci otarzy, nie s w ogle grone ze wzgldu na sw ma liczebno i kompletny brak poparcia ze strony ludnoci. Zostan zmiecione z powierzchni ziemi bardzo szybko... To zjawisko rozlatywania si band obserwujemy wanie w Lubelszczynie i Biaostocczynie. Inna sprawa z UPA. Faszyci ukraiscy s zbrodniarzami wojennymi w penym tego sowa znaczeniu. Nie maj nic do stracenia. Bd ratowali skr, jak dugo si da. Ich wraz z caym tym taatajstwem hitlerowskim z rnych krajw Europy, ktre zgromadzili, trzeba bdzie po prostu zniszczy... Nie rokuj im jednak dugiego ywota. Odcite w Karpatach, odizolowane od wszelkiej pomocy z zewntrz i wspdziaania z bandami WiN, bd musiay zgin. Potem Genera mwi o referendum i zadaniach wojska w zwizku z gosowaniem. Odprawa cigna si do pnych godzin nocnych. Oficerowie stawiali pytania. - Jak bdzie z urlopami, obywatelu Generale? - zapyta pukownik Sierpiski. - Mamy oficerw i szeregowych, ktrzy nie widzieli rodzin od lat. - Urlopy moemy dawa niestety tylko w ograniczonej iloci - powiedzia Genera. - Nie wolno ich jednak oczywicie kasowa w ogle. Z drugiej strony rodziny mog miao odwiedza onierzy w waszych garnizonach. Musimy dy do normalizacji ycia, tym bardziej e bandyci pragn czego przeciwnego. Poruszylicie istotny problem, pukowniku... Nie mam nic przeciw temu, aby oficerowie sprowadzili rodziny. Uwaam to nawet za wskazane. Poza tym prosz dy do jak najwikszego zblienia z miejscow ludnoci. Pomagajcie chopom w pracy, interesujcie si ich yciem, urzdzajcie wsplne zabawy z modzie wiejsk wszdzie, gdzie si to tylko okae moliwe. Bieszczady nie mog by upoledzon czci kraju, jakby tego chcieli panowie z UPA czy WiN. Walka o normalne ycie jest tak samo wana, jak ta, ktr toczymy z bandami w polu. Trzeba j bdzie wygra... - Moemy wic sprowadzi nasze ony! - krzykn z zachwytem major Grodzicki. Genera skin gow. W tej chwili otworzyy si drzwi. Adiutant z koyszcymi si na piersi srebrnymi sznurami podszed do dowdcy okrgu i pochyli si nad jego uchem. Ten zmarszczy brwi i z zatroskanym wyrazem twarzy zwrci si do Generaa. Kilka minut mwi co do niego szeptem. Kark Generaa poczerwienia. Nieomylna oznaka zdenerwowania. Podnis rk, uciszajc zebranych, ktrzy z oywieniem komentowali spraw przyjazdu rodzin. - Za wiadomo, pukowniku Sierpiski. - Gos Generaa by przytumiony, bardziej nosowy ni zwykle. - Co si stao? - Wasz szef sztabu podpukownik Rojewski zosta zabity przez ubrydowcw pod samym Sanokiem. W pokoju zapanowaa cisza. Skromny wrcz do przesady i pracowity Rojewski by przez wszystkich ubiany. Zaatwia zawsze rozmaite draliwe sprawy, jeeli go pukownik Sierpiski do nich dopuszcza, szef sztabu znany by bowiem z tego, e nie potrafiby skrzywdzi muchy. Nigdy nikogo nie kara i nie uywa mocnych swek jak inni dowdcy. Jego autorytet opiera si na dobroci, rzadko spotykanej wrd ludzi w mundurach. Prawdopodobnie wanie dziki niezwykoci tego zjawiska mia wrd podwadnych wikszy posuch ni inni.

- Jeszcze jedna ona i dwoje dzieci osieroconych - mrukn podpukownik Tomaszewski. - Jak do tego doszo? - informowa si pukownik Sierpiski. - Rojewski wraca z Olchowiec. Samochodem. Bandyci siedzieli w zasadzce. Otworzyli ogie z pistoletw maszynowych. Podziurawili Rojewskiego i kierowc pociskami jak rzeszoto. mier ich musiaa by momentalna... - wyjani swym tubalnym gosem dowdca okrgu. Genera patrzy przez okno w noc spowijajc ju ulice. Potem, nieco przygarbiony, wrci na swoje miejsce przy stole. - Znaem Rojewskiego, kiedy mia nie wicej ni siedemnacie lat. To by taki marzyciel o wijcych si blond wosach. Pozosta nim do koca, mimo wszystkiego, co przey w cigu czterdziestu piciu lat swego ycia. Niech to szlag trafi! Najlepsi ludzie gin! - zakl niespodziewanie. Po chwili cign dalej: - W zwizku ze mierci podpukownika Rojewskiego musimy dokona pewnych przesuni... Stanowisko jego obejmie teraz podpukownik Tomaszewski. Dowdc puku na miejsce Tomaszewskiego zostanie major Grodzicki. - Nie nadaj si do sztabu. Nie potrafi siedzie za biurkiem - pospnie zaoponowa podpukownik Tomaszewski. - Przyzwyczaicie si, obywatelu pukowniku - zapewni go Genera. - Ta zmiana zreszt i tak by nastpia. Mielimy zamiar przenie Rojewskiego do sztabu generalnego. Niestety, ubryd nas uprzedzi... - Zostaj przeniesiony z powodu bdw, jakie popeniem w zimie - powiedzia jeszcze bardziej pospnie Tomaszewski. - Gdyby tak byo, nie ukrywabym tego przed wami, obywatelu pukowniku. Znacie mnie przecie dostatecznie dobrze i nie od dzi. Nie lubi bawi si w dyplomacj w wojsku. Wszyscy ze mn na czele dopucilimy si na terenie Bieszczadw wielu bdw tej zimy. Nie mog mie o to do nikogo pretensji. Twarz Tomaszewskiego rozjania si. - Bd chyba mg dalej bra udzia w akcjach przeciw bandom wraz z moim dotychczasowym pukiem, z ktrym tak bardzo si zyem? - zapyta. - Powinnicie to nawet czyni. Poza tym wasz puk w najbliszym czasie bardzo si zmieni, Tomaszewski. Musimy sporo onierzy odesa do domw. Kilka rocznikw odejdzie. Nie moemy tych ludzi w nieskoczono trzyma w wojsku... - Demobilizacja frontowych onierzy w tej chwili bdzie dla nas fatalna - zaniepokoi si pukownik Sierpiski. - Nowi przyjd na ich miejsce. - Ale bez dowiadczenia tych z frontu. - Nabd tego dowiadczenia... Zreszt nie wszyscy frontowcy odejd. Odprawa koczya si. Oficerowie rozmawiali jeszcze w maych grupkach i egnali si z Generaem, kiedy ten nagle zawoa: - Do diaba, zapomniabym na mier! Kapitanie Ciszewski, prosz do mnie na chwil...

Jerzy, zdziwiony niespodziewanym wymienieniem swego nazwiska, podszed do Generaa. Wiedzia, e w walkach niczym specjalnym si nie wyrni, ale na nagan te nie zasugiwa. Czego mg Genera chcie od niego i skd ten obdarzony zadziwiajc pamici czowiek zna jego nazwisko? Ciemne, badawcze oczy Generaa spoczy na twarzy Ciszewskiego. - Wasza dziewczyna nazywa si Barbara Romaska, czy tak kapitanie? Osupiay Jerzy potwierdzi. - adna dziewczyna - bez umiechu pokiwa gow Genera. - Niedawno bya u mnie ze swoj koleank Zofi Lenkiewicz. Opowiedziay mi wszystko... O waszej mioci, dugim rozstaniu, perypetiach i tak dalej. Barbara prosia, aby wam umoliwi powrt do Warszawy. Jestecie podobno niele zapowiadajcym si malarzem. Jaki kierunek? - Abstrakcjonizm. - Nieatwa droga. Mao kto rozumie, e w tych obrazach nie ma nic do rozumienia, jak w muzyce, jak w mioci, jak w barwach wiata, ktre mona po prostu lubi lub nie. Ciszewski milcza. - Czy chcecie wraca do Warszawy, opuci wojsko i zabra si z powrotem do malowania? - Nie wiem, czy bd jeszcze umia malowa. - ycie byoby nudne, gdybymy wszystko z gry wiedzieli... Przyrzekem pani Romaskiej, e z wami porozmawiam i na podstawie odpowiedzi, jakiej mi udzielicie, podejm decyzj. Koczy si ju czas karabinu, zaczyna o wiele duszy okres pdzla, smyczka, pira i diabli wiedz jakich jeszcze cywilnych narzdzi... No wic, co bdzie z t Warszaw? Ciszewski spojrza w kierunku wychodzcych z sali oficerw. Wszyscy oni wracali w gry, przed nim jednym, nie wiadomo dlaczego, na skutek - zdawaoby si beznadziejnej - interwencji Barbary otwieraa si droga spokojnego ycia. Uwiadomi sobie, e w cigu ostatniej doby ju trzeci raz jest mowa o opuszczeniu Bieszczadw. Zobaczy wyranie twarze Ewy i Drozdowskiego. Potem zabitego dzi podpukownika Rojewskiego, Wierzbickiego, Wacka, Jaboskiego, onierzy jego batalionu wymordowanych pod Smolnikiem, wszystkich innych polegych tej zimy, mieszkacw wiosek powieszonych przez bandytw, zabijanych dziesitkami sposobw. Stanowili cay tum, a sprawa wcale nie bya skoczona. ywi musieli j doprowadzi do koca. Jego koledzy. On jeden mg teraz odej... Dlaczego ten dziwny czowiek, Genera, kae mu samemu decydowa? Dlaczego przenika go teraz na wskro swoimi ciemnymi oczami, w ktrych migoc jakie ni to ironiczne, ni to ciepe byski? - Prosz mi pozostawi czas do namysu, obywatelu Generale - powiedzia Ciszewski. Teraz tamten umiechn si szeroko swoimi grubymi wargami i nie ukrywajc zadowolenia potar doni ysin.- A swoj drog adna dziewczyna ta Barbara! Mogaby was odwiedzi w Baligrodzie. - Mogaby, ale nie pali si do tego - mrukn Jerzy. Genera obrzuci go krytycznym spojrzeniem. - Wojna, jak zawsze, od pierwszego pocaunku do rozstania, prowadzimy z kobietami, wymaga pewnej strategii. Jeeli si tego nie potrafi, to trzeba cierpie... Midzy kobiet a mczyzn toczy si walka o hegemoni w mioci; tylko od czasu do czasu przerywaj t walk krtkie rozejmy i pakty o nieagresji. Dugo jednak nie trwaj. Prosz to sobie zapamita, mody czowieku. Dziwne, ecie

si tego nie nauczyli w Paryu. Barbara mwia mi, e tam zaczlicie si kocha. Dla mnie poudniowe strony Europy byy w tej dziedzinie doskona szko, dla was widocznie nie. - Nie miaem czasu. - Szkoda. Na to zawsze warto znale czas. - Tak jest, obywatelu Generale - stwierdzi bez przekonania Ciszewski. - A wic, kiedy si namylicie, czy pozosta w puku, czy wraca do Warszawy, napiszcie mi bezporednio albo via Barbara. Ona moe mi przynie wasz odpowied. Nie bdziecie zazdrosny? - Nigdy nie byem zazdrosny. - To znaczy, e w ogle nie wiecie, co to znaczy kocha. al mi was, Ciszewski - westchn Genera. To jest trudniejsze od malowania i wojska. Obudcie si, kapitanie! - krzykn prawie na Jerzego i mocno klepn go doni po plecach. Na ulicy czekali na Ciszewskiego podpukownik Tomaszewski, majorzy Grodzicki i Preminger oraz kapitan Gorczyski. Mieli razem odby powrotn drog. Jerzy myla, e zasypi go pytaniami na temat rozmowy, jak odby z Generaem, i z gry ukada sobie wersj, ktr mia im zamiar poda. Tymczasem okazao si, e jego towarzyszy podry trapi inny kopot: ogniomistrz Kale przepad jak kamie w wod. Samochd sta przed budynkiem okrgu, ale ogniomistrza nie byo. Podpukownik Tomaszewski szala. - Kale rozpuci si jak dziadowski bicz! Ledwie zobaczy due miasto, ju go ponioso! On ma nas wszystkich gdzie - powtarza ze zoci. Spraw wyjani adiutant dowdcy okrgu. Kale wywoa w niezbyt trzewym stanie piekieln awantur w jakim nocnym lokalu. Dla uspokojenia andarmeria wojskowa wsplnie z milicj wpakowaa go do ula. - Trzeba byo do tego celu dwch andarmw i trzech milicjantw - stwierdzi z niesmakiem adiutant, czowiek elegancki, kulturalny i posugujcy si nader wyszukanymi zwrotami. - Kady z moich onierzy wymagaby takiej albo jeszcze wikszej liczby pogromcw - owiadczy chepliwie podpukownik Tomaszewski, zapominajc, e przed chwil miota gromy na ogniomistrza. - W wojsku zaczyna si pewien upadek dyscypliny, obywatelu pukowniku - powiedzia oglnikowo adiutant. - G...no pan moe wiedzie o wojsku, obywatelu kapitanie! - hukn Tomaszewski. - Czy nie wypucilibycie Kalenia, abymy mogli odjecha? - odezwa si major Preminger, chcc zapobiec dalszej utarczce sownej midzy adiutantem a nowym szefem sztabu dywizji. - Chtnie bymy to uczynili, ale obawiam si, e w obecnym stanie ogniomistrz Kale nie byby zdolny do prowadzenia wozu - skonstatowa lodowatym tonem adiutant dowdcy okrgu. Podpukownik Tomaszewski mrukn pod nosem, e na froncie nie w takim stanie ogniomistrz Kale ju jedzi, ale adiutant uda, i tego nie syszy, i zaproponowa oficerom bony do Hotelu Francuskiego, odjazd za nastpnego dnia. Musieli si na to zgodzi. Podczas gdy w sali krakowskiego okrgu wojskowego toczya si wyej opisana odprawa oficerw, ogniomistrz Kale, krc bez celu po ulicach Krakowa, spotka swego starego przyjaciela plutonowego broni pancernej Alojzego Rczk. Nie widzieli si od stycznia 1945 roku, kiedy to

Alojzego wycignito pod Warszaw z poncego czogu i dziki najwyszemu wysikowi caego grona lekarzy gwatem powstrzymano od podry na tamten wiat, aby mg dalej suy ojczynie. Wysoki jak tyka, chudy i ylasty plutonowy rzuci si Kaleniowi na szyj i owiadczy z naciskiem, e takie spotkanie naley obla, gdy w przeciwnym razie zabraknie tego uczciwego akcentu, bez ktrego rodacy nasi nie mog si obej w wanych, wesoych czy smutnych momentach ycia. Ogniomistrz przysta na t propozycj z pewnym ociganiem. - Wioz sam mietank naszej sawnej jednostki - powiedzia - i nie mog jej naraa na ldowanie w rowie. - Nie poznaj ci, Hipolit - zasmuci si Rczka. - Musiae si bardzo postarze! Czy to raz jedzie, majc w czubie, ty sflaczaa kicho? Czy raz bye w rowie? Podnosi si wtedy samochd i szura dalej. Nie podrujecie chyba lemuzyn na biaych gumach? - Zaprowadzisz mnie do jakiej obskurnej knajpy i bdziemy chla Per... Wielkie mecyje. Mog to mie codziennie w zakichanym Diabligrodzie u obywatela Szponderskiego - zmik ogniomistrz Kale, na ktrego ambicj przymwki Rczki mocno podziaay. Alojzy zapewni go, e aden ndzny szynk nie wchodzi w rachub. - Idziemy do pierwszorzdnego lokalu. Dansing. Kobity... - wykona pynny ruch rk. - Od samych perfum ju krci si we bie. - Zobaczymy - skrzywi si z powtpiewaniem Hipolit, co z kolei podniecio ambicj jego przyjaciela. Kale jako zdyscyplinowany onierz wstpi jeszcze do okrgu i wymieni dyurnemu podoficerowi nazw lokalu, do ktrego si udawa. Gdyby si odprawa skoczya przed jego powrotem, prosi, by go wezwa. Alojzy Rczka nie przesadzi w swych zapowiedziach. Ogniomistrzowi Kaleniowi wydawao si, e nigdy w yciu nie widzia takiego lokalu. Na lnicym parkiecie wiroway pary - mczyni czysto, porzdnie odziani i kobiety w zachwycajcych sukniach, ktre odsaniay leciutko powyej kolan najzgrabniejsze nogi, najsmuklejsze szyje, najbardziej krge ramiona, uduchowione twarze i najpikniejsze fryzury, jakie Kale kiedykolwiek oglda. Kolorowe wiata reflektora agodnie muskay w pmroku taczcych. Muzyka graa tak, e serce ogniomistrzowi tajao. Siedzia z plutonowym Rczk przy stoliku, nakrytym nienobiaym obrusem. Jad kolacj, ktr tamten zamwi cznie z prawdziw czyst (niebieska nalepka) i winem dla podkrelenia uroczystoci chwili. Wcale nie zwrci uwagi na nieco ironiczne, protekcjonalne zachowanie si kelnera ani na podobne spojrzenia goci, zajmujcych miejsca przy ssiednich stoach, pa i panw, ktrzy krzywili si na widok poatanych mundurw i srodze kolawych, sfatygowanych butw obu onierzy. Atmosfera lokalu rozbieraa go wraz z wypit wdk i winem, zapachy perfum, dwiki muzyki, widok tylu mikkich, ciepych cia kobiecych - oszoamiay. Alojzy penym szczcia wzrokiem wpatrywa si w twarz przyjaciela. Czas pyn zupenie niepostrzeenie.

Jak pantera, co w zotej klatce pi...

Refrenista piewa rozmarzonym gosem tekst przedwojennego szlagiera. Spleceni w ucisku tancerze koysali si na parkiecie. Byo coraz cieplej. Twarze kobiet pony nie tylko od purpurowego wiata,

rzucanego -przez reflektor, po szyjach mczyzn spywa pot. Tu i wdzie rozlegay si pijackie okrzyki. Kto pooy cik gow na obrusie. Sycha byo gardowy miech kobiecy.

To jest Ameryka, ach, to jest Uesa!

Refrenista zmieni program. Ogniomistrz Kale wsta. Nie trzyma si zbyt mocno na nogach. - Zaprosz t blondynk do taca - owiadczy plutonowemu Rczce, wskazujc na pulchn dziewczyn, siedzc przy ssiednim stoliku. - Wzio ci! - powiedzia zachwycony Alojzy. Blondynka wydawaa si zdumiona, kiedy krpy i barczysty podoficer zwar przed ni obcasy w najdworniejszym ukonie wojskowym, na jaki potrafi si w tej chwili zdoby. Szepna co do swego towarzysza, niskiego bruneta w ciemnym garniturze. Ten chmurnie popatrzy na Kalenia i potrzsn gow. - Pani jest zmczona i nie moe taczy. Ogniomistrz przeprosi i odwrci si na picie. Podszed do innego stou, przy ktrym siedziao wiksze towarzystwo. Fokstrot nabiera coraz szybszego tempa. Towarzystwo miao si. Znw szepty. - Moe zakurim? - zaproponowa jeden z mczyzn Hipolitowi. Uj w dwa palce papierosa i chcia poda go przez rami onierzowi. Cofn gwatownie rk, widzc, e ten marszczy brwi. Odmowa spotkaa Kalenia przy trzecim, czwartym i pitym stole. Ale ogniomistrz nie dawa za wygran. Kry midzy stolikami i kania si jednej kobiecie po drugiej. Wszystkie mu odmawiay. Twarz jego bya teraz niemal kredowoblada, minie szczk chodziy nerwowo. W skroniach czu szum. Mcio mu si w oczach, ale by jeszcze o tyle przytomny, by spostrzec, e blondynka, ktra pierwsza daa mu kosza, taczy z jakim ysym jegomociem w popielatych bryczesach i butach-oficerkach. Kiedy fokstrot przebrzmia, ogniomistrz Kale wrci do swego przyjaciela. - To s zwyczajne k...wy - powiedzia. Plutonowy Rczka milcza. Zamwi jeszcze p litra wdki, ktr wypili w alarmowym tempie. Wtedy si zaczo. Brunet w ciemnym garniturze zbliy si do orkiestry i szepn co saksofonicie wsuwajc mu w do banknot.

Rozszumiay si wierzby paczce, Zapakaa dziewczyna ma...

Odurzone alkoholem gowy zwrciy si w kierunku orkiestry. Oczy zasnuy si tskno-pijack mgiek. Na sali panowaa cisza. Tylko jaka para usiowaa taczy, ale peen oburzenia brunet przepdzi j z parkietu.

- Wsta! - rozleg si nagle czyj gos. Z wielu stron podjto ten okrzyk. - Baczno! - komenderowa ysy facet w bryczesach. Chwiejce si na nogach postacie usioway wykona polecenie. Przy stolikach wstawano. Gdzie z haasem runo krzeso, przewrcia si butelka i wino splamio obrus. - Mog mnie pocaowa... - owiadczy plutonowy Alojzy Rczka. - Oni to graj nie dla partyzanckich wspominek, ale na cze tych, ktrzy teraz s w lesie - objani. - Bydlaki! - mrukn Kale i poczstowa przyjaciela papierosem. Obaj siedzieli, nie ruszajc si z miejsc. - Wsta, wy tam! - rykn pod ich adresem brunet. Kale bez sowa pokaza mu pi rozmiarw niezego bochenka chleba. Gdy orkiestra skoczya gra, wsta i zbliy si do saksofonisty. - Jak patriotyzm, to patriotyzm - powiedzia do niego. - Gralicie Wierzby, to teraz dawajcie Ok. Jazda! - poda mu tysiczotowy banknot. Tamten wzruszy ramionami. - Za mao? - zdziwi si ogniomistrz i poszperawszy w kieszeni wycign w kierunku grajka ca gar papierowych banknotw. - Nie o to idzie - rozemia si saksofonista. - Nie umiemy tego gra. Kale pokiwa ze zrozumieniem gow. Zastanowi si chwil i wszed na estrad. - Na tej fujarce si nie znam - owiadczy wskazujc na saksofon - ale akordeonik to moja specjalno. - Wzi od zdumionego akordeonisty jego instrument, usiad i zagra:

Pynie, pynie Oka, jak Wisa szeroka...

Wrd publicznoci rozlegy si gwizdy. - Precz z nim! Chcemy si bawi! - krzyczano. Powsta niebyway haas. Towarzystwo, ktre jeszcze kilka godzin temu wydawao si Kaleniowi tak wytworne, grzmocio piciami w stoy, uderzao trzonkami noy o butelki, gwizdao, wyo, byle tylko zaguszy akordeon. Ogniomistrz poj, e nikt ju nie syszy jego muzyki, odda akordeon i mruczc co pod nosem wrci na miejsce. - To s wiksze s...syny, ni mylaem - powiedzia do Alojzego Rczki. W tym momencie orkiestra znw zagraa Wierzby. Publiczno bia oklaski. Brunet sta w rodku parkietu i rycza. - Niech yje Stanisaw Mikoajczyk! - Mi-ko-aj-czyk! Mi-ko-aj-czyk! Mi-ko-aj-czyk! - skandowano ze wszystkich stron na sali. Tego ju byo Kaleniowi za duo.

- Alojzy! Kryj mnie od strony skrzyde! - zakomenderowa. - Teraz przynajmniej wiemy, z kim mamy do czynienia. Jednym skokiem znalaz si przy brunecie. Zanim tamten zdy si spostrzec, chwyci go swoj potn doni za marynark na piersiach, cofn dla nabrania rozmachu i ca si cisn midzy stoy, ktre runy wrd brzku tuczonego szka. Rozleg si histeryczny krzyk kobiecy. Kale nie bez zadowolenia zauway, e wydaa go pulchna blondynka. Nie mia czasu si tym cieszy. Zosta ze wszystkich stron zaatakowany. Alojzy Rczka stara si wydoby przyjaciela z opresji. Uderzeniem pici pod brod znokautowa sprawnie ysego jegomocia w bryczesach. Kelnera, ktry chcia mu w tym przeszkodzi, wyrn w doek neutralizujc go do koca walki. Jakiego modzieca o bardzo sportowym wygldzie chwyci za wosy i mocnym kopniciem posa w gromadk kobiet. Kubekiem od szampana rozbi gow drugiemu kelnerowi. Potem skorzysta z zamieszania, porwa krzeso i wywijajc nim gronego myca zacz torowa sobie drog do walczcego jak lew ogniomistrza Kalenia. Hipolit by w o wiele gorszym pooeniu. Rozpocz walk i od razu zwrci na siebie uwag. Poza tym znajdowa si w rodku parkietu i nie mia adnych naturalnych punktw oparcia w postaci stow, krzese czy walcych si z ng przeciwnikw. Mg pracowa tylko piciami. Dokonywa te nimi prawdziwych cudw. Najpierw zwali z ng faceta o wysoko podgolonym bie, majcego wygld zreformowanego waciciela ziemskiego. Saksofonicie, ktry wmiesza si do walki w obronie tamtego, zaaplikowa lewy sierpowy, podbiegajcemu akordeonicie - prawy sierpowy. Dwch goci unieszkodliwi zrcznie wymierzonymi kopniakami. Liczba przeciwnikw wci jednak rosa. Wkrtce obaj przyjaciele znaleli si w gstych koliskach i zostali cile odizolowani. W rkach atakujcych mczyzn pojawiy si krzesa i butelki. Piski kobiet rozdzieray powietrze. Niektrzy gocie kryli si za poprzewracanymi stoami. Inni cisnli si do garderoby, chcc czym prdzej opuci lokal. Nagle w drzwiach co si zakotowao. Jak pancernik na rozhukanym morzu torowa sobie w cibie drog patrol Milicji Obywatelskiej. Za nim ukazao si w drzwiach dwch barczystych andarmw wojskowych. - Do nas koledzy! Do nas! - krzykn w ich kierunku ogniomistrz Hipolit Kale. By to jego ostatni okrzyk, zanim straci przytomno, uderzony butelk w gow. Zdoa jeszcze tylko dostrzec, jak mny plutonowy broni pancernej Alojzy Rczka ama krzeso na barkach oprzytomniaego i wracajcego do walki ysonia w bryczesach. Powrt z Krakowa do Baligrodu by raczej smtny. Przy kierownicy wozu siedzia ogniomistrz Kale z podbitym okiem i zabandaowan gow. Podpukownik Tomaszewski nie przestawa czyni bojowemu artylerzycie cikich wyrzutw. - Okry pan hab puk i ca dywizj, obywatelu ogniomistrzu - mwi surowo. - Ca noc nie zmruyem oka przez pana. Taki skandal, psiakrew! - Melduj, e ja te nie spaem w tym ich dziadowskim mamrze - zakomunikowa Kale. - Jeszcze pan mie si uskara?! - krzykn podpukownik. - Zasuguje pan, obywatelu ogniomistrzu, na sd poowy. - Wielkie rzeczy! Zgodnie z regulaminem nie wolno mi si lka nieprzyjaciela, a miabym ba si wasnego sdu.

- Zapamitam paskie zuchwalstwo, obywatelu ogniomistrzu. Sta si pan cywilem, ajz i zawalidrog. Rozwydrzy si pan w rzadkim stopniu. - To, co si stao w Krakowie, nastpio z winy obywatela pukownika. Tomaszewski na chwil zaniemwi z wraenia. - Z mojej winy - wy bka. - Oszala pan chyba? - Obywatel pukownik nie dopuci mnie do Generaa, a tak chciaem si z nim zobaczy. Znam go jeszcze z frontu. Czsto omawialimy rne dziaania i Genera bardzo si liczy z moim zdaniem. Chciaem i teraz z nim pogada. Przywiozem zreszt dla niego now zapalniczk. Ju p roku j nosz, ale nie mam okazji spotkania si z Generaem. Kiedy par miesicy temu pukownik Sierpiski i major Preminger pojechali do Warszawy, te o mnie zapomnieli. Zapalniczka, ktr daem Generaowi na froncie, na pewno ju nie dziaa tak dobrze... Miaem wic wczoraj cholerny al. By tak blisko Generaa i nie mc si z nim zobaczy! Tote jak mi si podwinli pod rk ci zakichani cywile na dansingu z ich Wierzbami paczcymi i Mikoajczykiem, nie wytrzymaem. Tak mam natur. Musiaem si wyadowa. - Opowie pan te bajdy sdowi, obywatelu ogniomistrzu - powiedzia agodniej ju Tomaszewski. - Mam gdzie cay sd - mrukn Kale i doda gazu, a silnik zarycza bolenie, jadcych za odrzucio w ty. Potem ogniomistrz zacz si zwierza siedzcemu obok kapitanowi Ciszewskiemu. Owiadczy, e nigdy wicej nie pojedzie do zakichanego Krakowa. - Dojada mi ta banda - skary si. - eby obywatel kapitan widzia mord jednego takiego bruneta! monologowa. - Parszywy pysk. Nigdy tej gby nie zapomn. Moe j jeszcze spotkam... Albo ta k...wa, z ktr si bawi. Spucibym jej na ten pulchny zadek dobre lanie. To nauczyoby j pewnie szacunku dla onierzy. mierdziay im moje buty, zas...com! Nie pojad do Krakowa - powtrzy z moc. - A co bdziecie robi, kiedy skocz si waki z bandami? - zapyta Ciszewski. - Mylaem ju o tym... W wojsku nie zostan. O byle co ochrzaniaj czowieka, jakby by gwniarzem czy jakim wiecznym zasmarkacem - wykona nieznaczny ruch gow w kierunku podpukownika Tomaszewskiego, na jego twarzy odmalowaa si gorycz. - Osiedl si chyba w Bieszczadach. Ta Krysia od Szponderskiego to nieza dziewczyna. Zabior j z tej budy i bdziemy gospodarzy... - Jego oczy przybray agodniejszy wyraz. - Znacie si na rolnictwie? Czym bylicie waciwie przed wojn, ogniomistrzu? - Nie mam pojcia o rolnictwie, ale tego si mona nauczy. Przed wojn niczym nie byem. Miaem szesnacie lat, kiedy wybucha. Mj ojciec ma kuni pod Sosnowcem. - Moglibycie mu przecie pomc. Kale potrzsn gow. - Nie. W domu jest macocha i jej dzieci. One odziedzicz kuni. Stary cakiem dla tej baby zbarania. Nie miaem u nich lekkiego ycia i nie chc tam wraca. Zostan choby w tym Baligrodzie. Krysia... umilk i zatopi si we wasnych mylach.

Samochd gna. Wiatr wygrywa na drutach telefonicznych niezmienn, lekk melodi. Jaskki krtkimi zakosami ciy bkitne niebo. Ciszewski myla, e on te nie ma dokd wraca i wcale nie wie, co bdzie robi po zakoczeniu tych walk. Podpukownik Tomaszewski omawia z majorem Grodzickim spraw przekazania puku. Major Preminger i kapitan Gorczyski drzemali. Kilometr po kilometrze oficerowie wiezieni przez ogniomistrza Kalenia zbliali si do Sanoka. Zatrzymali si tu tylko na chwil i poegnali z majorem Premingerem, ktry pozostawa w sztabie dywizji. Po upywie czterdziestu minut dojechali do Leska. Jakie byo ich zdumienie, kiedy okrajc rynek miasteczka spostrzegli nagle podporucznika Daszewskiego. Sta nie opodal sztabu kapitana Gorczyskiego i rozmawia z postawn brunetk. - Zaraz znw dowiemy si o jakiej chryi, skoro tu jest Daszewski - westchn nowy szef sztabu dywizji. - Z takimi asami jak on albo Kale nie bdzie pan mia atwego ycia, Grodzicki - powiedzia i kaza zatrzyma samochd. Ogniomistrz, ktry usysza ostatnie zdanie, zahamowa tak gwatownie, e oficerowie omal nie spadli z siedze. Tomaszewski z umiechem mrugn porozumiewawczo do majora wskazujc kciukiem na plecy Kalenia. Potem przybra powany wyraz twarzy i skin na Daszewskiego. - Co pan tu robi, obywatelu poruczniku? - zapyta. - Zdawao mi si, e garnizonem paskim jest Baligrd i mamy stae pogotowie bojowe. - Melduj, e wanie z tego rodzaju zadaniem przybyem wczoraj do Leska, obywatelu pukowniku. - Pewnie chodzi o jak now grand, Daszewski. Prosz o wyjanienia. - Wysa mnie tu major Pawlikiewicz - stwierdzi z godnoci Daszewski. - Po co? - Byo tak... - zacz opowiada podporucznik. - Wczoraj przed poudniem do sztabu puku nadszed list, nie wiadomo przez kogo napisany. Zawiera ostrzeenie, e ubrydowcy chc zabi pann Wasserwn i maj to uczyni jeszcze tego samego dnia wieczorem. Major Pawlikiewicz nie chcia tego zlekceway, zwaszcza e przekonalimy si ju raz, przy sprawie Garlickiego z tym cukrem, i autor listw pisze prawd... - To nie wyjania paskiej obecnoci w Lesku. Trzeba byo zawiadomi o tej historii batalion kapitana Gorczyskiego - przerwa podpukownik Tomaszewski. - Zgosiem si na ochotnika, obywatelu pukowniku - powiedzia Daszewski. - Krci pan, i do tego nieudolnie... Nie zamierza pan, obywatelu poruczniku, w charakterze ochotnika obsugiwa wszystkich naszych jednostek? - Pann Wasserwn znam osobicie - szepn Daszewski, opuci gow i poczerwienia. - Bdny rycerz! - natrzsa si podpukownik i chcia powiedzie co jeszcze, ale Kale opar si na klaksonie. Rozleg si dwik tak dugi i donony, e para chopskich koni stojcych obok w zaprzgu stana dba. - Obywatelu ogniomistrzu, ja znam si na paskich kawaach - kwano zauway Tomaszewski, gdy Kale si usprawiedliwia. - Niech pan mwi dalej, poruczniku. Dlaczego ubrydowcy chcieli zabi Wasserwn? - Bo jest ydwk. Oni zamordowali przed kilku miesicami jej rodzicw.

- No wic, jak to byo? - Tomaszewski sucha wyjanie oficera, patrzc rwnoczenie na dziewczyn, ktra staa w pewnej odlegoci od samochodu. Twarz podpukownika zagodniaa. - Wskoczyem na konia i przygnaem do Leska... - Sam? - Tak jest. - Bdzie pan za to ukarany. Mwiem ju, e nie wolno tu jedzi samemu po drogach. Kale ostrzegawczo pooy rk na klaksonie. - Jeszcze jeden dwik tej trby jerychoskiej, ogniomistrzu, i ka pana zamkn - stwierdzi Tomaszewski. Podporucznik Daszewski opowiada dalej: - Zameldowaem si u zastpcy kapitana Gorczyskiego Da mi kilku ludzi i zorganizowalimy zasadzk w pobliu domu Eli... Chciaem powiedzie panny Wasserwny... - Czy ona o tym wiedziaa? - Nie.. Czekalimy pi godzin. Okoo pierwszej w nocy zauwayem trzech ludzi zbliajcych si w kierunku domu. Powiedziaem przedtem, aby bandytw bra ywcem. Niestety, jeden z onierzy mia katar i akurat zachciao mu si kichn. ubrydowcy rzucili si do ucieczki. Trzeba byo strzela... Dwch zostao zabitych, jeden zwia. Potem by alarm. Szuka cay batalion, alemy bandziora nie znaleli. To wszystko. - Nastpnie opowiedzia pan ca histori Wasserwnie? - Musiaem jej wyjani strzelanin pod oknami. - Mio! Sowo daj, mamy nawet romantykw w tym puku - parskn Tomaszewski. Ogniomistrz Kale z niebywaym haasem uruchomi silnik. - Jeszcze nie jedziemy, obywatelu ogniomistrzu! - zawoa, przekrzykujc huk motoru, szef sztabu dywizji. - Co pan teraz zamierza uczyni z t dziewczyn, Daszewski? ubrydowcy mog przecie ponowi prb zgadzenia jej? - zapyta. Podporucznik dosta wypiekw na twarzy. - Wanie w tej sprawie chciabym si do obywatela pukownika zameldowa. W puku mamy etat maszynistki. Ela, to jest panna Wasserwna, umie pisa na maszynie. Czy nie mona by jej zatrudni? - Dla paskiej wygody? Ogniomistrz Kale zacz gwizda Rozszumiay si wierzby paczce. Tomaszewski spojrza na niego i skrzywi si. - Decyzja w tej sprawie nie naley ju do mnie. Dowdc puku jest od wczoraj major Grodzicki powiedzia podpukownik i doda: - Moe pan ju przesta gwizda, Kale. Sdziem, e nie lubi pan tej pieni? - Zaley kto, kiedy, gdzie i w jakim celu j piewa? - odci si artylerzysta.

- Sdz, e bdziemy mogli zatrudni pann Wasserwn - owiadczy Grodzicki. - Niech si jutro zgosi u majora Pawlikiewicza. - Lepiej jej tu nie zostawiajmy. Wemy j z sob, bo jak dojedzie jutro do Baligrodu? zaproponowa ogniomistrz. - To jest prawdziwe nieszczcie: puk zamienia si w jaki warcholski sejmik. Kady ma gos, kady daje rady i wskazwki, kady przewiduje i dowodzi. Burdel! - gdera Tomaszewski. Skoczyo si na tym, e Wasserwna pojechaa z oficerami do Baligrodu. Siedziaa midzy Grodzickim a Daszewskim. Jej walizka ugniataa kolana Jerzego. Podpukownik Tomaszewski zaj miejsce obok ogniomistrza Kalenia i spiera si z nim o co przez ca drog. Ciszewski obserwowa dziewczyn. Miaa delikatny profil, cho nieco ostre i zbyt regularne rysy. Jej ciemne oczy patrzyy powanie i troch smutno. Nad nosem rysowaa si prostopada zmarszczka; czoo byo wysokie, wypuke. Mikkimi falami wiy si nad nim ciemne wosy. Dugimi palcami przytrzymywaa poy paszcza, ktre czasem rozchylajc si odsaniay jej smuke nogi. adna dziewczyna - pomyla Jerzy i westchn, bo przypomniay mu si jego wasne sprawy.

9
W klasztornym ogrodzie kwity jaminy i bzy. Ich wo mieszaa si z odurzajcym zapachem kadzide. Spokojnie, uroczycie rozbrzmiewaa muzyka organw. Bkitny dymek przesania mgiek otarz i umczon twarz rozpitego na krzyu Zbawiciela. Biae kornety sistr pochylay si jak kielichy lilii nad terakotow posadzk. Starcze palce przesuway poke kartki nabonych ksiek. Przywide wargi w skupieniu szeptay sowa modlitwy. Od czasu do czasu pene ez oczy wznosiy si w gr i napotykay wzrok Tego, ktry wzi na siebie cierpienia ludzi, aby odkupi ich winy. Przez otwarte drzwi kaplicy wida byo drzemice w przedwieczornej ciszy Bieszczady: na zachodzie, grzbiety Otrytu i Toustej, na wschodzie Ostrego. Soce smukym grzebieniem ukonych promieni przeczesywao lasy zasuchane w pynce pod niebo dwiki organw. Te Deum laudamus - Ciebie, Boe, chwalimy. Promienie soneczne odbijay si od zoce otarza, od ornatu ksidza i sczerniaych obrazw, przedstawiajcych wszystkie fazy Mki Paskiej, ktra powtarzaa si zawsze wrd ludzi w niezliczonych wariantach. Oto religijna poezja kojca ludzkie tsknoty, przynoszca spokj. W takich chwilach czuje si panowanie wiosny - powowosej, jasnookiej dziewczyny - obecnej wrd rozmodlonych ludzi. Dobro. Przebaczenie. Pogoda. Rado jest prawem wszelkiego stworzenia. Oddzia Serca Gorejcego znw przebywa w R. Po naboestwie siostra przeoona wrczya majorowi ubrydowi pracowicie wykonany w cigu zimy proporzec. Kapitan Piskorz dwicznym gosem wyda komend. Ludzie stojcy w dwuszeregu przyjli postaw zasadnicz. Proporzec zaopota na wieczornym wietrze. Przybyy z Przemyla kanonik wygosi okolicznociowe przemwienie o walce, zwycistwie, przywizaniu do wiary witej i potpieniu, ktre spotka bolszewikw w postaci klsk na ziemi oraz wiecznego ognia w piekle. Suchacze krcili si w dwuszeregu, ziewali i myleli o kolacji. Kiedy ksidz skoczy, z gromady mieszkacw R., stanowicych publiczno, wysun si niespodziewanie may chopina w odwitnym czarnym ubraniu - najbogatszy gospodarz w R.,

wyprbowany przyjaciel klasztoru - Romuald Wodzicki. Skoni si nisko ubrydowcom i zacierajc rce owiadczy: - Chciabym i ja... ee... uczci dzi... e... to nasze dzielne wojsko... Dar wity pragn ofiarowa... ee... oddziaowi naszego... Serca Gorejcego. Wszyscy wiedz, e - gos jego drgn i nabra uroczystego brzmienia - cudem wielgim bardzo wioska nasza uraczona bya... ee... w dzie Boego Ciaa roku 1941. Miaem-ci ja, panowie onierze... w ogrodzie moim grusz tak cit, bo uscha. Miao si tak pod wieczr jak dzi, pamitam. Wyszem se na ogrd dla gospodarskiego obrzundku i patrz, a tu... ee... od tej gruszy taka ci wiato jaka bije, e mi a oczy zamglio. Spogldam i myl: co si takiego dzieje, Matko Przeczysta! Przeegnaem si i id ku tej wiatoci. A tu granie anielskie sysz i szum... ee... niby skrzyde. Padem na kolana i modle sie cicho, bo em zrozumia, e co wielgiego si dzieje. W tej chwili widz, e ona wiato rozstpuje si, a za ni... ee... o Boe ty mj, stoi sam Chrystus Pan w biaej szacie takiej fadzistej. Z oczu Mu zy ciurkiem lec, a rk ma podniesion i dwa palce zoone. Bogosawi... ee... - mwi - ten klasztor i ciebie, Romualdzie Wodzicki... W drodze jezdem po ziemi, bo moc zych rzeczy sie dzieje. Ino se tu krzynk spoczn i ide dalej. Tak tedy nie dziw si zbytnio; ludziom, jako byo, opowiedz, bo tu som poczciwe ludzie i bardzo witobliwe siostry. A komunistw to... ee... ni ma i nigdy nie bdzie. Byo dwch, ale ich Niemce wywieli i dobra jest. Mdlcie si ludzie i o kociele nie zapominajcie, bo od tego najgorsze zo. Tak to... ee... Pon nasz do mnie przemwi i przysiad se na tym citym pniu gruszy. Patrz, a tu ta wiato jako przyblada, robi si coraz mniejsza i mniejsza. Granie anielskie oddalao si... ee... i Pana naszego ju nie widziaem... Zaraz te wielgiego krzyku narobiem, ludzi zwoaem i mwi im, com widzia. Som na to wiadki. Caa wie i nasze tu oto siostry przywiadcz, e tak byo. Zarazem te te grusze zabra ze sadu i jako wit relikwi przechowuj... Prosili mnie rne ludzie o kawaki tego drzewa witego. Na boleci jest dobre i od choroby chroni, bo jest cudowne, jako e Pan na nim se spoczywa. Nawet Niemce przyjedali i te prosili. Po kawaku dawaem pobonym ludziom. Teraz tym oto... ee... onierzom Serca Gorejcego chce te po kawaku da, bo o wit nasz wiar z bolszewikami wojuj. To em... ee... chcia powiedzie dla tego uroczystego momentu. Otar wielk chust pot z czoa i maymi oczkami spod krzaczastych brwi bada wraenie, jakie wywar na ubrydowcach. Ci stali bez sowa, peni napicia. Twarze wielu z nich wyraay ekstaz. Cudowne drzewo, na ktrym Chrystus Pan odpoczywa! - oto czego trzeba im byo dla ochrony przez z kul, ran, niespodziewan mierci...Kapitan Piskorz spojrza na ubryda. Dostrzeg rozegzaltowany wzrok dowdcy i zacisn wargi. Poczerwienia. Si woli zachowywa powag. Gdyby go kto w tej chwili obserwowa, musiaby dostrzec, e Piskorz z najwyszym trudem hamuje miech. Tymczasem na skinienie Wodzickiego spord gromadki widzw wysuna si tga kobieta, dwigajca przed sob wiklinowy kosz peny maych kawakw drzewa. Postawia kosz na ziemi. Ludzie z oddziau Serca Gorejcego kolejno wystpowali z szeregw, podchodzili do kosza, przyklkali, egnali si i z czci chowali drzazgi na piersi. W podobny sposb postpili ubryd i Piskorz. Zapad wieczr. Na ce panowaa cisza. Dowdca oddziau Serca Gorejcego ciska rk Wodzickiego. - Nigdy panu tego nie zapomnimy - powiedzia. - Ino bycie dobrze grzali komunistw - mwi pan Romuald, ktry jka si tylko w publicznych wystpieniach. - Nie pozwalajcie im zbiera z dworskiej ziemi ani z grontw tych przesiedlecw, bo to by bya wielga obraza boska... A tych jeich pastwowych gospodarstw ty nie pozwalajcie robi... To dopiero jest obraza boska. Parobki chcom ca ziemi gospodarzom zabiera, kobiety i dziewczyny, eby byy wsplne jak w Rosyi u bolszewikw. W was nasza nadzieja...

Odcign ubryda na bok. - Panie majorze, jak z tymi komi? - zapyta. - Bo mam kupca. - Konie bd - zapewni go dowdca, ktry jeszcze nie ochon z mistycznego nastroju tego wieczoru. - Wanie ruszamy po te konie. Tylko kolacj zjemy. A kupiec jest dobry, panie Wodzicki? - Doskonay. Z samej Warszawy. - Po ile paci? Wodzicki wymieni jak sum. ubryd skrzywi si, ale machn rk. - Do wjta nie pjdziemy - uspokoi go pgosem pan Romuald. Kolacja podana przez siostry w refektarzu klasztornym bya - jak zwykle - znakomita. ubryd, Piskorz i Ksiek siedzieli wraz z ksidzem na honorowych miejscach. Czonkowie oddziau jedli na dworze. - Czy ten cud, o ktrym opowiada Wodzicki, jest uznany przez Koci? - zapyta Piskorz. - Koci dugo bada takie zjawiska - odpar dyplomatycznie ksidz. - W kadym razie widzenie Romualda Wodzickiego jest powszechnie znane w okolicy i wywaro na mieszkacach due wraenie. - Dlaczego by Chrystus mia ukaza si wanie w R., i to Wodzickiemu? - napiera eks-dziennikarz. - A dlaczego zszed do Betlejem, wioski jeszcze mniejszej od R., i obra sobie ma stajenk, a za otoczenie pasterzy? - umiechn si penymi jedzenia ustami ksidz. ubryd rzuci Piskorzowi wcieke spojrzenie. - Przestaby ju pyta. Zwtpieniem moesz na nas cign gniew boy. W cuda trzeba wierzy powiedzia ostro. - W kadym razie ten Wodzicki musia zrobi na tym drzewie niebyway interes, jeeli od czterdziestego pierwszego roku do dnia dzisiejszego sprzedaje kawaki tej gruszy - szepn kapitan do Ksika, ktry zamia si krtko. Kolacj jedli z popiechem. Jeszcze tej nocy ubryd chcia przeprowadzi akcj, do ktrej przywizywa du wag. - Jak referendum? - zapyta ksidz. - My zrobimy swoje - zapewni ubryd. - Chodzi o to, abycie wy nie zawiedli. - Boj si, e sprawa nie bdzie atwa w tych stronach. Jest tu duo hooty, a ta ciy do komunizmu. Ci, ktrzy nie mieli ziemi przed wojn, chtnie j teraz bior albo id pracowa do pastwowych gospodarstw czy fabryk. Gospodarze te chc ju spokoju. Niczego nie mog sprzeda, od kiedy panuje to zamieszanie. Nie jestem pewny, jak ci ludzie bd gosowali. - Mikoajczyk moe wic przegra? - Wszystko w rku Boga, panie majorze - powiedzia kanonik, nabierajc sobie na talerz biaego sera, szczypiorku i rzodkiewek. - Zdawao mi si, e ksidz, przemawiajc do naszych onierzy, by bardziej optymistycznie nastawiony - skrzywi si kapitan Piskorz.

- Trzewa ocena sytuacji jest jednym z warunkw sukcesu, panie kapitanie... Zreszt trzeba wierzy. Wiara nieraz ju dziaaa cuda. To byo gwnym motywem mego wystpienia. - Czy ksidz wierzy w wybuch nowej wojny? - Bdzie, jak Bg zechce, moi panowie... - Daleko z tym nie zajedziemy - mrukn Piskorz. - Koci przetrwa ju niejedn burz, stawi czoo najwikszym nawanicom i ostatecznie zawsze zwycia - owiadczy ksidz i podnoszc siwe brwi, rwnoczenie obserwowa st, peen najgbszego namysu, co jeszcze wybra do jedzenia. - Ale co si stanie z nami? - denerwowa si kapitan Piskorz. - Przesta mczy ksidza - z przymilnym umiechem pod adresem kanonika odezwa si ubryd. - Ja si tam polityk nie interesuj. To nie onierska rzecz. My si mamy bi. Taki jest rozkaz. I bdziemy si bili. O referendum si nie boj. Zrobimy po wioskach porzdek... A wojna, skoro nie wybucha na wiosn, to z pewnoci bdzie na jesie, po zbiorach. My moemy tu choby cale lata wytrzyma patrzy oczami wiernego psa w twarz pochonitego jedzeniem ksidza. Ten tylko pokiwa siw gow, jakkolwiek doskonale zauway pogardliwy wzrok Piskorza, jakim ten obrzuci dowdc oddziau Serca Gorejcego. - Odrzucicie nas jak stare, zuyte kalosze, jeeli naprawd nie bdzie wojny - powiedzia twardo zastpca ubryda. Ostentacyjnie odsun od siebie talerz. Ju od duszej chwili nie jad. - Wicej pokory, mj synu - usysza agodny glos kanonika. - Jestecie przecie wszyscy mieczem Chrystusowym... C moe si wam przytrafi zego? Siostry Modesta i Beata, stojce dotd przy drzwiach ze skrzyowanymi na piersiach ramionami, przeegnay si nabonie. Kapitan Piskorz gwatownie wsta od stou. - Ju czas... - zwrci si do ubryda. Ksiek jednym haustem wychyli szklank wdki. Dowdca oddziau Serca Gorejcego ciska rk kanonika, z respektem pochylajc gow. Po nim uczyni to samo Ksiek. Tylko Piskorz wyszed z refektarza bez sowa. Kanonik zbliy si do okna i patrzy na odmarsz oddziau. Kiedy za ucichy odgosy komend i ubrydowcy zniknli wrd opotkw wioski, gestem wskaza siostrze Modecie miejsce przy stole. Beata jak cie bezgonie wysuna si z refektarza. - Przywiozem - powiedzia znionym gosem kanonik - wane wskazwki. Prosz je dobrze zapamita... Naley postpowa, droga siostro, bardzo ostronie i umiejtnie z tymi zapalecami, ubrydem i innymi. Tacy jak oni przychodz i odchodz; Koci zostaje. Nie chcemy straci tego klasztoru... Czy siostra mnie rozumie? Spojrza na jej zacinite starcze wargi i patrzce bez adnego wyrazu, wyblake oczy. Siedziaa na krzele wyprostowana jak onierz. Uosobienie twardej, zdecydowanej woli. Wiedzia, e na siostrze Modecie mona byo polega. - Wzrok Kocioa siga daleko, siostro - mwi dalej. - Dziki swemu dowiadczeniu dostrzega horyzonty, ktrych inni, by moe, jeszcze nie widz. Wszystko poza Kocioem jest na tej ziemi chwil, dusz czy krtsz, ale tylko chwil. Ludziom maej wiary rne postanowienia nasze - sug Kocioa - mog wydawa si dziwne. To jednak nie ma adnego znaczenia.

Podmuch wiatru wieczornego lekko poruszy rogami jej kornetu. Kanonik wsta. Mia prawie dwa metry wzrostu. Pochyli siw gow nad siostr Modest, rkami opar si o st. - Komunici nie powinni mie do klasztoru pretensji, siostro Modesto - powiedzia z naciskiem. Musz posiada o nim jak najlepsz opini. Choby wszystko w tych okolicach spali mia gniew boy, klasztor musi pozosta! S ku temu najlepsze dane: macie dobre stosunki z partyzantami, moecie mie podobne z wadz czerwonych... - Za jak cen? - Gos jej zaskrzypia starczo i tak nieprzyjemnie, e a kanonik drgn. - Za godziw cen, oczywicie, siostro... - Jestem na to od dawna przygotowana. - Tak sdziem. - Czy sprawa jest ju przegrana? - Historia Kocioa uczy, e trzeba patrzy daleko. Poza sprawami wiary wszystko jest przecie tylko chwil, Modesto. Jestemy miertelni, a to, co podejmujemy, przemija. Budowle Kocioa s jednak naszymi twierdzami. Ich zaoga zmienia si co p wieku i walczy o wiar w sercach ludzkich. Na tym polega nasza sia. Dlatego te nie moemy straci klasztoru w R. z jego pikn gospodark, sadami, ogrodami. Ile wydarze ludzkich przesuno si ju pod murami Jasnej Gry, siostro? A przecie klasztor ten trwa. Musi tak by i tutaj, choby nie wszyscy pojmowali nasze postpowanie. Trzeba przetrwa burz, siostro Modesto. Czy si rozumiemy? - Ju czas na naboestwo wieczorne, ksie kanoniku - stwierdzia po prostu i poprawia kornet ruchem onierza, sprawdzajcego przed walk, czy hem dobrze si trzyma na gowie. - Noc jest duga - powiedzia ksidz. - Bdziemy jeszcze mogli porozmawia. Wyszli do chodnego kamiennego korytarza klasztoru, owietlonego ma lampk naftow. Ich cienie, niby grone, mroczne ptaki nocy, szybko przebiegy po cianach.

Droga oddziau Serca Gorejcego bya tym razem niedaleka. O kilkanacie zaledwie kilometrw od R. rozkwaterowa si ze sw hodowl koni zarzdzajcy ni Krzysztof Dwernicki, byy waciciel ziemski z tych okolic, teraz specjalista od hodowli. Funkcj t peni od roku nie tylko ze wzgldw materialnych. Konie byy pasj jego ycia. One spowodoway, e ju przed wojn zaniedba cakowicie sw gospodark, zaduy si i doprowadzi j prawie do ruiny. Podczas okupacji z naraeniem ycia ukrywa przed Niemcami ulubione zwierzta. Sporo ich zreszt w tym okresie straci. Kiedy przyszo wyzwolenie, Dwernicki bez cienia alu rozsta si ze swym niewiele ju wartym majtkiem ziemskim. I tak nigdy nie zdoaby go dwign wasnymi siami. Pozwolono mu si zaj hodowl koni i odda si temu zajciu caym sercem, ca dusz. Z nastaniem wiosny zaczyna koczowa na czele swej stadniny, skadajcej si z czterdziestu piciu koni, pilnowanych przez kilkunastu starych pastuchw. Modziey mskiej nikt by w tych stronach nie znalaz. Krya si przed przymusowym werbunkiem idc do band w innych czciach kraju, suya w wojsku, nie wrcia jeszcze ze szlakw wojennych lub wdrowaa po grach z bandami. Na pooninach pod R. rosy doskonae, soczyste trawy. Dwernicki zamierza tu dugo zabawi. Napaci ze strony band si nie ba. On i jego ludzie nie byli uzbrojeni, konie za, mode i jeszcze nie ujedone, nie nadaway si do potrzeb lenych oddziaw.

Tego wieczora nadzorowa wanie pojenie zwierzt, kiedy krzyczc i gestykulujc nadbieg jeden z pastuchw. Wycign rk w kierunku ssiedniego wzgrza. Ksiyc sta w peni, widoczno bya dobra. Na tle jasnego, rozgwiedonego nieba spostrzeg Dwernicki to, co tak zaniepokoio pastucha: sylwetki uzbrojonych jezdnych i pieszych. - Przesta si drze! - uspokoi swego podwadnego. - Wojsko albo banda... - mrucza, stojc na rozkraczonych nogach. Klepn po szyi konia i pouczy pastucha: - Zjawisko, ktrego wyjanienie za chwil nastpi, nie jest straszne. Tylko oczekiwanie jest straszne... Nieznany oddzia rozproszy si w tyralier i z okrzykiem hura, gwizdami i pohukiwaniem zacz zbiega w dolin. - Banda - skonstatowa Dwernicki. - Wojsko nie wykonywaoby ani tych niepotrzebnych ruchw, ani takiego haasu... Nawet banderowcy dziaaliby jako sprawniej. To musi by haastra ubryda powiedzia do pastuchw, ktrzy teraz ca gromadk zbili si za jego plecami. W chwil potem wszyscy, razem z komi, zostali otoczeni przez oddzia Serca Gorejcego. - Dobry wieczr, panie Dwernicki - rozleg si przesadnie uprzejmy gos ubryda. - Zaley dla kogo dobry... - chmurnie odpowiedzia olepiony kilkoma latarkami kierownik hodowli koni. - Jakiej okazji mam zawdzicza t wizyt? - Jak to, nie cieszy si pan? - baznowa dowdca oddziau Serca Gorejcego. - Tak dawno ju si nie widzielimy. Ostatnim razem chyba to byo w... Hoczwi. Co, panie Dwernicki? Pan by wtedy bardzo nieuprzejmy. Bardzo! Ale teraz pan jest grzeczniejszy, prawda? Dwernicki milcza. Kolisko ubrydowcw zacieniao si. Konie zaniepokojone obecnoci tylu nieznanych ludzi zaczy strzyc uszami i krci si w miejscu. - Rce do gry, stary draniu! - krzykn nagle ubryd i Dwernicki poczu przy skroni luf pistoletu. Spotkalimy si nie po to, aby prawi sobie grzecznoci, ty pachoku czerwonych - rycza dowdca oddziau Serca Gorejcego. - Zaraz powiesimy ci gow w d, a zdechniesz jak kundel! Mylisz, e zapomniaem, co wtedy w Hoczwi wygadywa? Zapacisz teraz za to! Byy waciciel ziemski nie usucha rozkazu: nie podnis rk do gry. Wyprostowa si i zacisn pici. Krew w nim zagraa. - Zabierz to elazo, gwniarzu, bo zimno mi w gow i mog si przezibi - powiedzia stumionym gosem, z trudem wymawiajc poszczeglne wyrazy tak bardzo lataa mu szczka. Opanowa si i mwi dalej do osupiaego ubryda: - Kim jeste, ciemny bandyto, watako obszarpany, e omielasz si mnie napastowa? Mylisz, e boj si twoich grb? Moe mam pa na kolana przed tob, kanalio? Czy wiesz, gwniarzu, e na tej ziemi moi przodkowie jeszcze za krla Kazimierza Wielkiego lasy karczowa kazali? Setki lat walczyli tutaj o t ziemi i nigdy nie wiedzieli, co to strach. Bandziorw takich jak ty w Sanoku na hakach za ebra wieszali, komi kazali ich wczy albo na pal wbija... Zatracony przybdo, skd i po co tu przylaze? Ludzie chc spokojnie y. Wojna si skoczya, a ty wci azisz z t swoj haastr i azisz... Wyno si std natychmiast! Chcesz mnie zabi? Rb swoje, ale nie otwieraj tej parszywej gby, bo mdo si robi od zepsutego powietrza. Marsz, bydlaku! - zakoczy tak wadczo, e ubryd mimo woli drgn. Nic na to nie mg poradzi: gos Dwernickiego tak dalece przypomina mu krzyk majora Peki, e dowdca oddziau Serca Gorejcego czu si przez mgnienie oka znw kapralem

z tamtych koszarowych czasw grudzidzkich, kiedy przeoeni nieraz odzywali si do niego w podobny sposb. - Powiesi tego starego! - rozkaza otrzsajc si z osupienia. Sierant Zawieja, Jastrzb i kilku innych zbliyli si, aby wykona polecenie. Kierownik hodowli zapi kouszek. Kipiaa w nim taka wcieko, e nie odczuwa strachu. Postanowi pokaza tej hoocie, jak idzie na mier ostatni z Dwernickich. W tej chwili ubryd poczu na ramieniu rk swego zastpcy. - Czy mog prosi o chwil rozmowy? szepn Piskorz. - Pilnuj starego! - rozkaza ubryd sierantowi Zawiei, po czym niechtnie uda si za kapitanem Piskorzem. Kiedy wydostali si z krgu ludzi, kapitan zwrci si do dowdcy: - Czy powanie nosisz si z zamiarem powieszenia Dwernickiego? - Najpowaniej w wiecie. - Nie zrobisz tego - owiadczy Piskorz. - Ciekaw jestem, kto mi przeszkodzi? - Durniu! - zasyczal kapitan. - Czy nie pojmujesz, e cignby na nas najwiksz bied? Teraz, przed referendum, chcesz zamordowa byego waciciela ziemskiego? eby wszyscy naprawd uwierzyli, e jestemy tylko zwyczajnymi bandytami, jak twierdz komunici? Tak? A poza tym, czy pomylae, e ten Dwernicki ma kup krewnych w kraju i w samym Londynie? S do mocni, aby dosta twoj skr, idioto. - Ale Dwernicki pracuje dla czerwonych - sabo zaoponowa ubryd, ktrego przytoczyy argumenty zastpcy. - Wszyscy gdzie pracuj. Z czego on miaby y? Przesta ju ze mn dyskutowa, zabierajmy konie i zjedajmy std czym prdzej - irytowa si Piskorz. Wrcili do oddziau. - Jstrzb, prosz odprowadzi Dwernickiego do koliby - rozkaza Piskorz. ubrydowcy patrzyli, jak stary czowiek wspina si ze zwieszon gow po pochyoci ki. wiato ksiyca jakby aureol otaczao jego wynios posta. Eskortujcy go uzbrojeni ludzie czynili wraenie karw wok olbrzyma. Przy caym prymitywizmie swej natury dowdca oddziau Serca Gorejcego czu, e ponis porak, a jego i tak niezbyt duy autorytet znw zosta zachwiany. - Chory Ksiek, prosz si zaj komi - rozkaza, gdy Dwernicki i jego eskorta znikli. Polecenie szybko zostao wykonane. Przy pomocy sterroryzowanych pastuchw, wierzgajcym i zaciekle bronicym si koniom zarzucono postronki na szyj. Dziesi brzemiennych klaczy nie nadawao si do drogi. Zastrzelono je po odprowadzeniu innych koni na odpowiedni odlego.- Jak my sobie z tymi komi damy rad, doprawdy sam nie wiem - troska si Piskorz. - Osiem kilometrw std przygotowane jest ogrodzenie. Doskonale zamaskowane. Reszta nas nie obchodzi. Niech si kupiec martwi. My inkasujemy fors - mwi ubryd.

Wkrtce ka opustoszaa. Kilku pastuchw pobiego, aby uwolni z koliby Dwernickiego i opowiedzie mu o tym, co zaszo. Wysucha ich spokojnie. Dygota tylko z lekka, ale oni kadli to na karb poprzedniego zdenerwowania napadem. W mroku nie mogli dostrzec, jak bardzo zmieniy si rysy jego twarzy. Nagle odepchn ich i zbieg poonin w d do rda, przy ktrym niedawno pojono konie. Przechodzi od klaczy do klaczy. Przy kadej klka przykadajc ucho do jej serca, jakby si spodziewa, e dobdzie ze jeszcze jak iskierk ycia. Gdy obszed wszystkie dziesi zastrzelonych klaczy, podszed do wodopoju i run na kolana. Jego twarz mokra bya od ez. - Wszystko zniszczyli... Wszystko... - szepta. Potem zacz wygasza zgoa niezwyk modlitw. - Panienko Przeczysta! - porusza niemal bezgonie wargami. - Jak si to sta mogo? Dlaczego dopucia do tej zbrodni? Moe to grzech, e kiedy ludzie gin, ja zaprztam Ci t spraw, ale przecie zwierzta to te stworzenia boe i one s najbardziej bezbronne. Nikomu nie uczyniy krzywdy. Panienko Przeczysta, wiesz o tym dobrze... Jak mona zabi brzemienn klacz, w ktrej dokonuje si cud ycia?! Wybacz mi, Panienko. Nie wiem, co si ze mn dzieje... Nikogo nie miaem i nie mam. Kochaem konie. Dlaczego - zaomota piciami po skroniach - nigdy nie udaje mi si ich duej zatrzyma, patrze, jak rosn, wychowa? Panienko Najwitsza, za co mnie karzesz? Nigdy nie zapominaem o ludziach, wykonywaem przykazania boskie, niczego dla siebie nie daem. W czasie okupacji ukrywaem u siebie Rozenfeldw z ich dwojgiem maych dzieci, przeprowadzaem innych na Wgry, nie daem zabi Ludwickiego bulbowcom i uchroniem tych trzech Ukraicw od zemsty naszych partyzantw. Zawsze wierzyem i wierz w Boga, ale przestaj rozumie, co si tu dzieje... Panienko, daj mi jaki znak! Dlaczego pozwalasz, aby bandyci, osaniajc si Twoim godem, palili i mordowali? Obojtne wiato ksiyca odbijao si w szemrzcej cicho i poyskujcej srebrem wodzie rdlanej. Gwiazdy migotay jak diamenty na aksamitnym paszczu nocy. Pytanie zawiso w powietrzu, rozpyno si w przestrzeni, penej niezrozumiaych zjawisk i niepojtych rzeczy. Dwernicki otar zy, spywajce mu po policzkach na staropolskie wsy, i szepta dalej: - Jestem starym czowiekiem. Zapewne stoj ju przed t ostatni drog, ktrej nikt z nas nie uniknie. Posuchaj mnie, Panienko... Bior na siebie ten grzech, cho wiem, e nie Tobie, Najsodsza, powinienem zoy to lubowanie, ale tak jest, i my - ludzie - tu, na ziemi, zaatwia musimy nasze sprawy. Wiedz przeto, Panienko, e teraz jeden tylko cel mam przed sob. lubuj ci: nie spoczn, pki nie znios z powierzchni wiata otra i obwiesia ubryda wraz z jego band. Bd ich ciga wszdzie, nawet sam jeden, a sczezn. Tak mi dopom, Boe i Ty, Przenajwitsza Sodka Panienko, bo nie moesz - wierz - patrzy obojtnie na to, co si tu dzieje. I przysigam jeszcze, e o nic nigdy ju Ci prosi nie bd... Amen... Przeegna si i zanurzy twarz w chodnej wodzie rdlanej. Przynioso mu to ulg. Wsta. Chwiejc si jeszcze na nogach podszed do pasterzy.- Id - powiedzia chrapliwym gosem. - Nic tu ju nie mam do zrobienia. Ruszy przed siebie, jak sta, w rozpitym pkouszku i rozchestanej na piersiach koszuli. Pasterze odprowadzali go chwil wzrokiem, po czym zaczli za nim i w pewnej odlegoci. Szli mikkimi, niby drogocenny dywan, trawami, wrd zapachw zi. Zadumane Bieszczady, ktre w cigu wiekw widziay ju tyle rzeczy, rejestroway jeszcze jedn ludzk spraw.

O wszystkim, co wydarzyo si koniom z hodowli Krzysztofa Dwernickiego w pobliu R., zoy dowdcy andarmerii kurina Berkutowi meldunek andarm Mak, ktry wraz ze swym koleg Zubem ledzi skrupulatnie, jak zawsze, ruchy oddziau Serca Gorejcego. Pozostawiwszy Zuba na czatach, Mak dotar nad ranem do staej siedziby andarmerii - obozu w maej dolince pod Zawojem. Miejsce to byo wietnie wybrane i andarmi czuli si w nim bezpiecznie jak nigdzie. Na Poomie urzdzili sobie punkt obserwacyjny. Znajdujcy si tam wartownik widzia ca okolic: na pnocy Terk, na zachodzie Polanki i szos Wokowyja-Cisn, na wschodzie i poudniu spory kawa grzbietu Pooniny Wetliskiej i jej oba stoki. O tym, eby ktokolwiek mg w dzie podej do tego obozu, nie mogo by mowy. W nocy nieprzyjaciel nie dokonywa przesuni. Las wietnie maskowa szaasy przed obserwacj lotnicz. Wody dostarczaa rzeczka Wetlinka. Z siedzibami ludzkimi zapewniaa czno zaronita, stara droga wiodca przez Zawj, Jaworzec i Kalnic. Berkut z du irytacj przyj meldunek. Bysn swoimi zotymi zbami i zakl: - Znw Lachy-sobaki na naszym terenie rozrabiaj! Konie pewnie na handel zabrali... Ech, poigrabym ja sobie z nimi, gdyby Ren pozwoli! Woy swoj star niemieck bluz mundurow, palcami przygadzi rozwichrzone wosy. Budzi si zawsze wczenie. Nie mg spa - wynik staego napicia nerwowego. Egzekucja wikszoci ferowanych przez Rena i innych komandirw wyrokw nie spyna po nim bez ladu. Co tydzie wiesza opornych chopw, wyraajcych si le o Ukraiskiej Powstaczej Armii, rozstrzeliwa tych, ktrzy odmawiali skadania obowizkowych danin w postaci ywnoci i pienidzy, pali ich gospodarstwa lub, w najlepszym wypadku, kaza chosta do krwi, utraty przytomnoci, a czasem ycia. Podobne kary stosowaa andarmeria UPA wobec kadego niezdyscyplinowanego stricia. Gospodarze, wyraajcy ch przeniesienia si na Ziemie Odzyskane wzgldnie do ZSRR, karani byli jeszcze surowiej. Nie byo chyba rodzaju tortury moralnej i fizycznej, ktrego by Berkut nie zna i nie zastosowa. Niby si do tego wszystkiego od dawna przyzwyczai, bo przecie jeszcze w SS-Galizien on i jego ludzie stosowali te rzeczy... Widocznie jednak trzeba byo za to paci. Nerwy andarmw byy bardzo nadwerone. Przyczyniaa si do tego rwnie otaczajca ich powszechna niech striciw. Bano si ich, ale i nienawidzono rwnoczenie, cho byli najwierniejszymi z wiernych i najbardziej oddanymi z oddanych w szeregach UPA. andarm Mak zdj but i przewija onuc. Berkut wyszed przed szaas z sosnowych gazi. Przecign si, a zatrzeszczay stawy. - adny dzie bdzie dzi - powiedzia. - Czeka nas znw robota... Trzeba bdzie pojecha do Hulskiego. Mocno tam na nas pyskuj ostatnio. - Czy zbudzi andarmw? - zapyta Mak. Berkut spojrza na zegarek. - Niech jeszcze popi. Dopiero czwarta godzina... Popatrzy w kierunku skraju lasu, porastajcego Poom, i nagle zdrtwia. Z niewielkiej odlegoci, najwyej pidziesiciu metrw, prociutko naprzeciw niego sta onierz w penym uzbrojeniu i rozglda si po okolicy. Berkut dostrzega wyranie ora na polowej czapce onierza, ktry w tej chwili zwrci gow w ich stron. Dowdca andarmerii sta jak skamieniay. Zdawao mu si, e ni, tym bardziej i onierz odwrci si i, niby senne zjawisko, rozpyn w porannej mgle.

Pierwsza salwa pozwolia Berkutowi na odzyskanie rwnowagi: Gry zatrzsy si od huku, zwielokrotnionego echem idcym wzdu Pooniny Wetliskiej. Przeraeni andarmi wybiegli z szaasw pojedynczo, w bielinie lub na p ubrani. Szybko wracali po bro. Wiedzieli, e staa si dla nich rzecz straszna: nieprzyjaciel podszed noc pod obz, omin czy zlikwidowa wartownika na Poomie i teraz atakuje. Nigdy si im jeszcze w tych stronach taka rzecz nie zdarzya. Sprawnie zajli stanowiska. Nie ulegli panice, jakkolwiek kady z nich zdawa sobie spraw, e przeciwnik ma ogromn przewag, zarwno pod wzgldem liczebnoci, jak panujcych nad obozem pozycji. andarmw byo zaledwie pitnastu, onierzy, jak si Berkut domyla - co najmniej batalion. Istotnie batalion kapitana Ciszewskiego skadajcy si z dwch kompanii atakowa obz andarmw UPA w maej dolince pod Zawojem. Uzupenie na miejsce onierzy porucznika Wierzbickiego jeszcze puk nie otrzyma. Bya to pierwsza akcja wojska po krakowskiej odprawie Generaa. Puk zacz przeszukiwa miejsca w grach dogodne do zakadania obozw ze wzgldu na wod, drogi dojcia i obron. Takim podejrzanym rejonem byo oysko Wetlinki. Tam skierowa nowy dowdca puku major Grodzicki batalion kapitana Ciszewskiego. Jerzy wyruszy na czele swych onierzy noc. Jak si tego spodziewa Genera, obserwacja banderowska, tak sprawnie zazwyczaj dziaajca, tym razem cakowicie zawioda. Informatorzy z siatki rejonowego prowidnyka Ihora nie byli nastawieni na nocne czuwanie, Ciszewski za skrztnie omija wioski i nigdzie nie zatrzymywa si na duszy czas, jak to uczyni w zimie porucznik Wierzbicki, ktrego zgubi nocleg w ubnem. Na Poomie szperacze batalionu zakuli bagnetami ju o wicie drzemicego wartownika banderowskiego, ktry w ostatniej chwili si obudzi i usiowa odda strza alarmowy. Nabrali wtedy pewnoci, e s w pobliu jakiego obozu. Ciszewski pierwszy raz widzia swoich onierzy w bezporednim starciu z nieprzyjacielem. Kompanie porucznikw Zajczka i Rafaowskiego utworzyy kt ostry nad obozem, zamykajc go z dwch stron; podporucznik Daszewski z jednym plutonem przesun si na poudnie, aby uniemoliwi przeciwnikowi wycofanie si w tym kierunku. Berkut ze swoimi andarmami znalaz si w samym rodku gronego trjkta. Wszystkie te ruchy odbyway si w zupenym spokoju. onierze, ktrzy w garnizonie penili sub z tak nonszalancj, tu skadali dowody najbardziej celowej dyscypliny. - Gotowe! - zameldowali gocy od Zajczka, Rafaowskiego i Daszewskiego. - Ja San, ja San... Czy syszysz mnie, Wiso?, Wiso, czy mnie syszysz? - komunikowa si Ciszewski za porednictwem swej krtkofalwki z majorem Grodzickim, wspinajcym si w tym samym czasie ze swoim dawnym batalionem na Poonin Wetlisk, tras przez Jawornik. Okryem bandytw...wsprzdne... liczebno nieprzyjaciela na razie ni znana. Przechodz do natarcia. Czy syszaa mnie, Wiso? Wiso - powiedz, jak mnie syszaa? - Tu Wisa, tu Wisa... Powodzenia San. Powodzenia! - mwi major Grodzicki. - yczymy sukcesu, San... yczymy sukcesu! Tu Warta - wczaa si wielka nasuchowa radiostacja dywizji. Ciszewski podnis rk. Stojcy obok podoficer z trzaskiem zamkn rakietnic. Poleciaa w gr kolorowa raca. Wtedy hukna pierwsza salwa.

andarmi Berkuta, bronicy si w swoim obozie, byli od samego pocztku w beznadziejnym pooeniu. Przede wszystkim na skutek mgy porannej w ogle nie widzieli nieprzyjaciela. Mogli prowadzi ogie tylko na olep. Strzay onierzy byy coraz precyzyjniejsze. Przygwaday banderowcw do ziemi, nie dajc si im poruszy. andarm Mak lea z roztrzaskan gow przy szaasie dowdcy. Nie zdy woy buta. Pad twarz na rozwinit onuc i barwi j teraz krzepnc ju krwi. Oparty o drzewo, kona z brzuchem rozprutym seri erkaemu andarm Pika. Szklistymi oczami patrzy w niebo andarm Rozucz. Najgorsze byo, e przeciwnik wci zmienia kierunek ognia: raz strzay paday z prawej strony, to znw z lewej, na koniec gdzie z dou, od strony Zawoju. Berkut i wszyscy jego ludzie zrozumieli wymow tej makabrycznej zabawy. Byli okreni. mier otulona w biay paszcz mgy schodzia do nich z gr. Miaa jednak dla andarmw kurina Rena Ukraiskiej Powstaczej Armii o wiele wicej wyrozumiaoci ni oni dla swych ofiar. Nie kazaa Berkutowi i jego ludziom dugo na siebie czeka. Ciszewski i podlegli mu onierze zorientowali si zaraz po pierwszej wymianie strzaw, e maj przed sob sabego liczebnie nieprzyjaciela. Przeduanie starcia nie miao celu. Kompania porucznika Rafaowskiego ruszya do szturmu. Przestrze do przebycia miaa tak niewielk, e w kilku skokach dopada banderowcw. andarmi nie poddawali si, nie prosili o ask. Nie wpado im to nawet na myl. Wiedzieli, e konto ich jest zbyt obcione zbrodniami, aby mogli si spodziewa lepszego wyjcia od szybkiej mierci. Do ostatka prowadzili ogie. Porucznik Rafaowski mia dwch zabitych i trzech rannych. Rozwcieczyo to tylko jeszcze bardziej pozostaych onierzy kompanii. Patrzcy spod lasu na ostatni faz boju Ciszewski nie mg si nadziwi zaciekoci swych podwadnych. To, co si dziao tam w dole, nie byo ju walk. To bya rze. Szala nawet spokojny i agodny zwykle Rafaowski. Banderowcw dosownie rozniesiono na bagnetach. Obficie broczcego krwi i sigajcego po granat rczny Berkuta zastrzeli dowdca kompanii. Bj by zakoczony. Ciszewski przeglda papiery znalezione w torbie polowej Berkuta. Wiedzia, e sprawi nimi du przyjemno kapitanowi Winiowiecki emu. Potem zameldowa przez radio dowdcy puku o wyniku starcia. Odebra gratulacje od niego i dowdcy dywizji. Kaza podpali obz bandytw. Szybko, z lekkim trzaskiem pony lene szaasy. Lea wrd nich szczerzc zote zby i ostre, niby ky wilcze, siekacze, z poyskujc na piersi odznak SS-Galizien komandir andarmerii Berkut. Dla niego i pozostaych zabitych ju si wojna skoczya. onierze nie wydawali si wcale zbytnio rozgorczkowani walk. Wikszo z nich przysiada teraz z obojtnymi minami czekajc na nowe rozkazy. Dalsza droga batalionu wioda wzdu Wetlinki do szosy Wokowyja - Cisna. Trzeba si byo spieszy ze wzgldu na rannych. Zabitych onierzy wieziono na furmance, dostarczonej przez sotysa Zawoju, ktry otrzyma jednoczenie polecenie zajcia si pogrzebaniem cia Berkuta i jego andarmw. Niedaleko od szosy, w pobliu miejsca, w ktrym Wetlinka wpada do Solinki, szpica batalionu zatrzymaa trzech mczyzn w cywilu, nie uzbrojonych. Znajdowali si w pobliu ogrodzenia, zamykajcego przeszo trzydzieci koni. Zatrzymanych przyprowadzono do Ciszewskiego. - Jestemy... ee... Polacy. Nie mamy nic... ee... z bandami wsplnego. Pan kapitan nas... ee... puci prosi niski czeczyna, rzucajcy niespokojne spojrzenia spod krzaczastych brwi. - Co robilicie w lesie?

- Przy koniach, panie kapitanie. - Dlaczego tu je trzymacie i skd wzilicie a tyle koni? - Nale do rnych... ee... gospodarzy z tych wiosek. Ukrylimy je w lesie przed... ee... bandytami, panie kapitanie. - Tu obok obozu bandytw? Twarz czeczyny wyraaa najwysze zdumienie. - Syszelicie strzelanin? - Tak jest, panie kapitanie. Balimy si... ee... bardzo. - Wasze nazwiska i skd jestecie? - Romuald Wodzicki jestem, a to moi ludzie - Mikoaj Derecki i Mateusz Fiaka. Przychodzimy z R. - Ostrzegam ca trjk - ostro powiedzia Ciszewski - jeeli skamalicie, bdzie to was drogo kosztowao. Pjdziemy teraz wszystko sprawdzi. Pokaecie mi, jakie konie nale do ktrych gospodarzy. - Dziwna rzecz, e w tych wioskach ludzie maj chyba tylko same mode i adne koniki. Nigdzie tu tak bogatych chopw nie widziaem - ironizowa porucznik Zajczek, ktremu nie podobay si rozbiegane oczy i przymilny ton Wodzickiego. - Ja tam nie wiem, czyje s te konie... - mrukn z rezygnacj Derecki. - Ja ty nie - stwierdzi szybko Fiaka. - Jak to nie wiecie? Z tych okolic jestecie i nie wiecie? - zdumia si Ciszewski. - To jakie krtactwo, obywatelu kapitanie - zawoa Zajczek. - Niech si pan namyli, panie Wodzicki. Moe pan te nie wie, skd si wziy te konie? - zamia si Ciszewski. Czeczyna milcza. Jerzy nie mia ju teraz adnych wtpliwoci, e zatrzymany kamie. Ca trjk odda pod stra. Kilkunastu onierzy zaopiekowao si komi i batalion zwikszony o stadnin Krzysztofa Dwernickiego ruszy w dalsz drog. W ten sposb zrabowane przez ubrydowcw konie w jakie dwanacie godzin potem rozpoczy powrt do swego opiekuna.

Kady okres ma swoich bohaterw. O ile regua ta nie ulega adnej wtpliwoci, o tyle dokonanie wyboru, kto jest bohaterem danego okresu, okazuje si czasem trudne. Kto by nim w latach 1945-1947? Ci, ktrzy odbudowywali ze zgliszcz miasta i wsie? Ludzie wprowadzajcy si do piwnic zniszczonych domw? Ludzie podnoszcy mosty wysadzone przez nieprzyjaciela podczas wojny, ludzie atajcy z trudem ruch kolejowy albo ci, ktrzy z niczego klecili fabryki, z pustk w brzuchu zjedali do kopal czy stali przy wielkich piecach? A moe wreszcie tak zwanymi bohaterami okresu byli ci, ktrzy przeywali go z broni w rku?

Im bardziej napity i peen wydarze jest okres, tym trudniejszy okazuje si wybr bohaterw. Lata 1945-1947 byy bardzo napite. I jeeli wiele osb zasugiwao w tym okresie na pompatyczne, zbytnio naduywane i na skutek tego troch drtwe, z zaenowaniem wymawiane miano bohaterw, to na pierwsze miejsce wysuwali si ludzie jedcy od wioski do wioski, od miasteczka do miasteczka, wchodzcy do najodleglejszych zagrd chopskich i chat smolarskich w lasach. Bez broni, bez adnej ochrony, ktra mogaby sw obecnoci podway do nich zaufanie, ludzie ci mwili o tym, co si dopiero zaczynao - o nowej wadzy, jej celach, deniach i perspektywach. Bya to wwczas w wielu czciach kraju jedyna droga. Radio i gazety nie wszdzie dochodziy. Zreszt ywa rozmowa, dyskusja na wiejskim zebraniu zawsze byy lepsze. Od razu odpowiadao si na pytania, przytaczao argumenty, brao - jak mwi - byka za rogi. Reforma rolna, kwestia kontyngentw i obowizkowych dostaw, zagadnienia religii, sprawy midzynarodowe, bdzie wojna czy jej nie bdzie?, wszystkie te problemy i wiele jeszcze innych stanowiy przedmiot dyskusji. Przed referendum 1946 roku kraj zblia si do szczytowego punktu zmaga. Nowa wadza czy stara? Mikoajczyk czy komunici? uk walki napi si tak, e a trzeszcza. Do ludzi bez broni i bez ochrony, samotnie jadcych po odlegych drogach, wystpujcych na zebraniach i przemawiajcych za komunistami nieraz strzelano. Bandy uwaay ich za najniebezpieczniejszych przeciwnikw. Wiedziay, e sw postaw imponuj. Strzay zawsze byy celne. C atwiejszego od zabicia czowieka, ktry nie ma si czym broni? A jednak ludzie, jadcy od wioski do wioski z zadaniami komitetw partyjnych, nie cofali si. Nie byo dnia, aby gazety w tych latach nie donosiy o mierci ktrego z nich. Szli naprzd potn aw, tylko na pozr pojedynczo. Obejmowali cay kraj. Byli najbardziej naraeni na mier. Mieli j wci dokoa i nie cofnli si. Oni chyba s bohaterami tego okresu. Major Preminger, ktry podobnie jak wielu innych oficerw wojskowego aparatu politycznego bra ywy udzia w przygotowaniach do referendum, nie bra z sob wyjedajc do wiosek adnej ochrony. Uwaa, e zjawienie si w otoczeniu uzbrojonych onierzy na dyskusyjne zebrania moe wywrze na chopach najgorsze wraenie. Na uwagi pukownika Sierpiskiego, e si naraa, odpowiada: - Zebrania nie s z gry zapowiadane. Dlaczego musz koniecznie natkn si na bandytw? W kocu teren jest duy i prawdopodobiestwo spotkania ograniczone. Sami co o tym wiemy na podstawie naszego uganiania si za bandami, pukowniku! - mia si beztrosko. W ten dzie major Preminger uda si do kilku wsi w rejonie Wokowyi. Zacz od Radziejowej. Chopi zebrali si w komplecie przed domem sotysa. Przyszy i kobiety z dziemi na rkach. Wiksze zbiy si w osobn gromadk i, z jeszcze bardziej ostentacyjn ni doroli ciekawoci, obserwoway niecodziennego przybysza. Preminger mwi o referendum, starajc si~ rwnoczenie wiza ten problem z lokalnymi sprawami. Z pyta, jakie mu stawiano, czu, e ludzie chc spokoju, maj do band i... obecnoci wojska. - Czy po rozbiciu lenych pjdziecie sobie std? - zapyta jeden z gospodarzy. - Wrcimy do staych, normalnych garnizonw - zapewni major. - A dlaczego pragniecie, ebymy odeszli? - Nie chcemy ju oglda ludzi z broni. Zawsze gdy si zjawiali w naszych stronach, nic dobrego nie wynikao. W cigu kilku ostatnich miesicy zmalaa obawa mieszkacw wiosek przed bandytami. Nie dlatego, e terror si zmniejsza. Dla Premingera oczywiste byo inne zjawisko: chopi przestawali wierzy

w wybuch trzeciej wojny wiatowej. Bandyci, okrelajcy stale niezbyt odlege terminy tego wybuchu, sami si kompromitowali w oczach mieszkacw. Wiosn 1946 roku w Bieszczadach ludzie bali si jeszcze band, ale ju nie wierzyli w moliwo ich zwycistwa. Pyta byo niewiele. Ssiad lka si ssiada. Siatka informatorw banderowskich i winowskich dziaaa. Jakiekolwiek doniesienie mogo kosztowa ycie, a w najlepszym razie bolesn chost. Tu nie byo gorcych i zaciekych dyskusji czy polemik, od ktrych w owych czasach trzsy si orodki miejskie i wsie, mogce liczy na sta ochron wadz. Mieszkacy Radziejowej i innych podobnych, zagubionych w Bieszczadach wiosek musieli prowadzi wasn polityk. Wiedzieli, e w kadej chwili dekoracja moe ulec zmianie: w godzin po odejciu wojska przychodzili bandyci i na odwrt. Instynkt ycia nakazywa rozwag. Nie zdradzano w tych wioskach planw osobistych, nie wypowiadano bardziej okrelonego zdania i nie stawiano pyta, ktre mogy zgubi. Umiano natomiast sucha. O tym major Preminger wiedzia i nie uwaa swego czasu za stracony. Chcia ju zakoczy zebranie, kiedy ujrza na drodze zbliajcego si wielkimi krokami w kierunku domu sotysa mczyzn susznego wzrostu, odzianego w buty z cholewami mikkimi, do niezwykego kroju, pkouszek chopski i czapk barani. Preminger nie mg sobie przypomnie, skd zna twarz mczyzny, szerok, o krzaczastych brwiach i ogromnych czarnych wsach. Pewny by tylko, e tego czowieka kiedy widzia. Tamten podchodzi, machajc rkami i mruczc co do siebie. Nie stara si kry oznak zdenerwowania. W pewnej odlegoci za nim postpowaa gromadka starszych chopw. - Pan Dwernicki i jego pastuchy - powiedzia sotys do Premingera. - Ciekawe, co ich tu moe sprowadza? Odpowied na to pytanie otrzyma niemal natychmiast. W sowach penych blu, nie klejcymi si zdaniami, poykajc wyrazy i krztuszc si z irytacji, opowiedzia Dwernicki o napaci ubrydowcw na jego hodowl koni. - Klacze rebne zastrzelili ci otrzy, obwiesie spod ciemnej gwiazdy, rozumiecie?! - zawoa w pewnej chwili do chopw i Preminger czu, e przybysz tym jednym zdaniem wicej zdziaa w umysowoci chopw ni on caym swym wystpieniem. Czy istnieje bowiem na wiecie gospodarz, ktremu wstrzsajc potwornoci nie wydawaoby si bezmylne zastrzelenie klaczy rebnej? Mieszkacy Radziejowej zatrzli si na t wiadomo ze zgrozy. Znali wiele banderowskich i winowskich okruciestw, kade byo jednak jako lepiej lub gorzej umotywowane. W tym nie dopatrywali si adnego uzasadnienia. - Ludzie, czy bandyta i szubrawiec ubryd przechodzi tdy z moimi komi? - zapyta Dwernicki. Odpowiedziano mu przeczco. - Nigdzie ich nie widziano... - jkn aonie, po czym przypominajc sobie o obecnoci Premingera zacz si skary: - Tyle razy, panie majorze, chciaem si dosta do dowdcy puku, tyle razy o to prosiem! Nigdy mnie nie przyj. Nie mia czasu. A teraz stao si... Bandyci gr... Miaem zamiar stworzy konny oddzia przeciw bandziorom. Znaleliby si ochotnicy. My znamy kad ciek w tych stronach. Rcz, e wytropilibymy bandy. Moglibymy powanie pomc wojsku. O wszystkim tym chciaem mwi z dowdc puku... Gdyby si zgodzi, nic by si moim koniom nie stao. - Nie wiedziaem o tej sprawie. Bd interweniowa - zapewni major Preminger. - Pewny jestem, e to zostanie pozytywnie zaatwione.

- Przysigam - uroczycie stwierdzi Krzysztof Dwernicki - e w takim wypadku bandyta ubryd nie bdzie dugo chodzi po tej ziemi. Preminger umiechn si. Chopska furmanka miaa go przewie do Wokowyi. Zaproponowa wyranie wyczerpanemu Dwernickiemu, aby z nim pojecha. Wkrtce trzli si obaj na rozklekotanej furce, pokonujcej niezliczone dziury i wyboje nie naprawianej od lat drogi. Dwernicki si zwierza: - Miaem przed wojn w tych okolicach majtek ziemski. Zaprzepaciem go z powodu namitnoci do koni. Pochony wszystko. Tor wycigowy jest rwnie grony jak wdka. Cofajcy si Niemcy spalili mj dom. Syn zgin jeszcze w 1939 roku. Bylimy sobie zawsze obcy. Nie rozumielimy si. Wkrtce po nim umara moja ona. Zdradzaa mnie, uwaaa za dziwaka, mieszne indywiduum, w kocu znienawidzia. Kochaem tylko konie, i to mi pozostao. Teraz jednak nie mam ju nic. Jestem cakiem sam. - Ja te jestem sam - powiedzia Preminger. - Ca moj rodzin wymordowali Niemcy. Niemniej s pewne rzeczy, w ktre wierz. One nadaj sens mojemu yciu. Staram si nie myle o przeszoci. - To jest niemoliwe! - zaoponowa Dwernicki. - Jestemy ulepieni z przeszoci, ktra jak cie idzie za nami. Czy mona zgubi wasny cie? - Mona o nim nie myle. - Ale cie pozostaje. Preminger nie zgadza si. Dzielia go od Dwernickiego przeszo gboka jak grskie obsuwisko, przeszo szlachcica z dziada pradziada i ydowskiego inteligenta z maego miasteczka, ale czya ich teraniejszo. Obaj byli rwnie samotni, obaj mieli tego samego nieprzyjaciela - bandytw i identyczny cel: pokonanie przeciwnika. Cie przeszoci nie mg w tej chwili gra roli. Preminger powiedzia to Dwernickiemu. - Nikt tak do mnie jeszcze nie mwi - umiechn si stary czowiek. Pomyla, e czasem wystarczy tylko niewiele sw i odpowiednie okolicznoci, aby kto przed chwil spotkany sta si naraz bardzo bliski. - Wierz, e bdziemy yli w przyjani, majorze - owiadczy Premingerowi. - Niezbyt rozumiem modych ludzi obecnych czasw, z panem jednak rozmawia si inaczej. Preminger umiechn si. On te polubi starego. Sympatia od pierwszego wejrzenia zdarza si midzy nader rnymi ludmi. W pobliu Woli Grzaskiej droga sza nad maym potokiem, pyncym wzdu lasu. W tym miejscu otoczyo furmank czterech jezdnych. Na lewej piersi kadego z nich widnia emblemat Serca Gorejcego. Spite gwatownie przez wonic konie zaryy si kopytami w piaszczysty grunt. - ubrydowcy! - krzykn z bezbrzen nienawici Dwernicki. - Znw si spotykamy, bandyci! zawoa. - Co zrobilicie z moimi komi, zodzieje?!... - Stul pysk, stary wariacie - odpowiedzia zimno chory Ksiek, ktry z polecenia dowdcy oddziau mia odebra w Woli Grzaskiej pienidze od kilku bogatszych chopw i dlatego obra t wanie drog. Od razu rozpozna majora Premingera. Nie zwracajc uwagi na miotajcego si Dwernickiego, patrzy przyblady na zastpc dowdcy dywizji.

- A wic spotykamy si, ydzie! - powiedzia znionym gosem. - Padaj na kolana i mdl si do Jehowy. Twoja ostatnia godzina wybija. Preminger milcza. Nieznacznym ruchem sign po rewolwer, ale zauway to jeden z ubrydowcw, rzuci si na majora i po krtkim szamotaniu, wspomagany przez drugiego kamrata, wyrwa oficerowi bro. - Bandyci, mordercy! - rykn Dwernicki starajc si pomc majorowi. - Jeszcze jedno sowo, a zastrzel was obu - zimno owiadczy chory Ksiek. Preminger patrzy na chuderlaw posta dezertera w wytartym paszczu artylerzysty, mimo upau zapitym pod szyj. Widzia par pozbawionych wyrazu oczu, may cofnity podbrdek, lekko drgajce w sadystycznym spazmie usta. Mia przed sob zwierz w ludzkiej postaci, tylko dziki wyjtkowemu fenomenowi natury obdarzone zdolnoci prymitywnego mylenia. Lufa trzymanego przez Ksika rewolweru podniosa si na wysoko czoa majora. Preminger czu, e jego okulary zasnuwaj si mgiek. Z brwi cieka na nie pot. - Z pewnoci nie uklkn przed panem, Ksiek - powiedzia. - Mj rachunek jest czysty. Ze swego bdzie pan jeszcze zdawa spraw... W tej chwili hukn strza. Konie zaprzone do furmanki szarpny gwatownie. Z lufy pistoletu Ksika unis si may, bkitny dymek. W powietrzu rozszed si zapach spalonego prochu strzelniczego. Wierzchowce kamratw chorego przysiady na zadach. Ciao Premingera drgno i opado ciko w bok, na kolana Dwernickiego. - Ruszaj! - krzykn Ksiek do wonicy. Ten zaci konie i nie ogldajc si za siebie pogna wyboist drog. Dwernicki, miertelnie blady, zdj pkouszek i okry nim troskliwie ciao nieyjcego ju majora Premingera. Pod Tworylnem sotnia Bira ostrzelaa kolumn okolicznych mieszkacw, przechodzcych granic Zwizku Radzieckiego: mczyzn, kobiety, dzieci, starcw, furmanki zaadowane dobytkiem, krowy, konie, owce, kosze z kurami, toboy statkw domowych, wory z zeszorocznym ziarnem. Dla czonkw sotni Bira by to bardzo atwy cel. Leeli na wzgrzu pod bkitnym niebem, po ktrym egloway szybkie brzuchate oboczki, i prali z karabinw. wietne wiczenie dla striciw. Rczne karabiny maszynowe sotni rozdzieray ciaa ludzi i zwierzt na przemian z piernatami. W powietrzu fruwao jak nieg biae pierze, przylepiajc si po opadniciu na ziemi do czerwonych kau krwi. Ludzie, konie, krowy - wszystko, co yo - biegali jak w obdzie. Pozostaway cinite w miejscu toboy z resztkami dobytku, worki z ziarnem i mk. Pozostaway te trupy i ranni. Echo nioso krzyk ludzi i odgosy strzaw. Zza Sanu otworzyli do bandytw ogie radzieccy onierze stray granicznej. Osaniali przesiedlecw. Kolumna przechodzia pod ogniem San. Pogranicznikw byo mao. Sotnia czua swoj przewag. Przeszo godzin trwaa masakra. Spokojnie, systematycznie kierowa ni eks-kleryk Bir. Jego strici znakomicie wykonali zadanie. Wszystko byo w porzdku: kady mieszkaniec Bieszczadw, wyraajcy chociaby ch wyjazdu do ZSRR, karany by mierci. Ostrzelanie kolumny przesiedlecw byo zgodne z prawem Ukraiskiej Powstaczej Armii.

ubrydowiec Zawisza-Karbowski zosta zabity przez strzelca Karasiskiego w czasie transportu z Baligrodu do Leska. Zawisza by jeszcze zim wzity do niewoli w starciu pod ukawic. Kapitan Winiowiecki kaza go dzi odwie do dyspozycji porucznika Turskiego z urzdu bezpieczestwa. Nie dojecha, zosta zabity. Bagnet Strzelca Karasiskiego przeszy mu na wylot krta. - Jak to si stao? - pyta zirytowany kapitan Winiowiecki. - Eskortowalimy go we dwch, Rudzki i ja - tumaczy si ponuro Karasiski. - Samochd trzs bardzo... - W pewnej chwili upuciem z rk automat... chciaem powiedzie, pistolet maszynowy. Patrz: a tu ten sk...syn Zawisza pochyla si i chce chapn bro. Wtedy pchnem go bagnetem... Musiaem. Pewnie chcia nas kropn i wia... Kapitan Winiowiecki patrzy na pociemniae od nienawici oczy onierza. Wiedzia, e kamie. Z pewnoci sam specjalnie upuci pistolet maszynowy. Jak jednak do tego doj? Fakt by faktem. Strzelec Rudzki podawa dokadnie t sam wersj wypadku. - Dlaczego nie zwizalicie rk jecowi? Karasiski wzruszy ramionami. - Nie pomylelimy o tym. - Moecie odej. Stuknicie obcasami. Obaj onierze wyszli. - Co o tym sdzicie, poruczniku? - zapyta Winiowiecki Turskiego. - Karasiski zosta wzity przez bandytw do niewoli podczas likwidacji placwek WOP w zeszym roku. Wykastrowali go wtedy i dla odstraszenia innych pucili wolno. Odmwi odejcia do cywila. Suy jako ochotnik. Nie moe im tego zapomnie. Sdz, e popenilicie bd, polecajc mu eskortowanie jeca. - Czy bd jakie dochodzenia? - Na pewno. Prokurator tej okazji nie przepuci, a kapitan Matula te nie zrezygnuje ze ledztwa. Ale co to pomoe? I tak do niczego nie dojd. Karasiski bdzie w kko powtarza swoje, a Rudzki potwierdza. Dochodzenia utkn na martwym punkcie i po jakim czasie, kiedy przyzwoitoci stanie si zado, bd musieli wszystko umorzy przyjmujc wersj obu onierzy... Dziwi to was, kapitanie? - Czy Rudzki bdzie podtrzymywa swoje zeznania? - Z pewnoci. Oni s bardzo twardzi. W pojciu onierzy, ilu ich jest w tym puku, Karasiski ma prawo do zemsty. Prastare prymitywne pojcie sprawiedliwoci. Karasiski mia narzeczon. Spodziewa si demobilizacji jak inni i planowa swj lub. Teraz z tego nici. Chopak wstydzi si wraca do wioski. Znw stoimy wobec swoistych kryteriw wstydu... Moecie mu do jutra mwi, e w czasie wojny tysice onierzy odnioso takie i gorsze rany... Ta bdzie go palia do koca ycia i nigdy tego bandytom nie zapomni. Zreszt Zawisza mia sporo na sumieniu. Mordowa i znca si nad ludmi jak wszyscy bandyci. Zapalimy go z broni w rku. Nie ma si nad czym zastanawia. Mwmy o czym innym... Widzielicie przedstawiciela PSL? - Tego, ktry zatrzyma si u Szponderskiego?

- Tak. Nazywa si Wacaw Charkiewicz. Z Warszawy. Handlarz. Macza podobno palce w tej sprawie kradziey cukru przez Garlickiego. - Pjdziemy posucha? Ju prawie godzin gada. Mecenas Charkiewicz przemawia, stojc na furmance. Wymow mia gadk. Chopi suchali go z uwag. - Jeden jest lud rolny - mwi - wielki i zjednoczony. Od setek lat chopi uprawiaj ziemi i nikt im jej nie wyrwie. To nieprawda, e na wsi jest jaka walka. Te bzdury wymylaj ludzie, ktrym obce jest dobro chopa. Pan Bg stworzy biednych i bogatych; trzeba si podda Jego woli. Musimy by zjednoczeni i i razem. Nie moemy dawa si oszukiwa. Kto dzieli chopw wedug posiadanych hektarw czy koni, nie jest ich przyjacielem. Uprawa ziemi-ywicielki czy nas i jednoczy. Idmy za jej gosem. Musimy natomiast da, aby pastwo dostarczao nam narzdzi, nawozw, budulca. S tacy, ktrzy twierdz, e przemys jeszcze si nie rozkrci i na skutek zniszcze wojennych nie ma u nas tych rzeczy. Moemy je wobec tego sprowadzi z zagranicy. Stany Zjednoczone i Anglia oferuj nam wszystko, czego dusza zapragnie. Prezes Mikoajczyk przyjecha z Zachodu. Cieszy si tam prestiem i uznaniem. Moe dla chopw sprowadzi, co trzeba. Pamitajcie o tym podczas referendum. Prezes Mikoajczyk... W tej chwili wybucho zamieszanie. Na baligrodzki rynek wdaro si nagle, z trudem powstrzymywane przez luzakw, stado koni. Za nimi postpowali prawie biegiem onierze batalionu kapitana Ciszewskiego. Osobn grup stanowia eskorta wiodca aresztowanych Romualda Wodzickiego, Mikoaja Dereckiego i Mateusza Fiak z R. Konie, i tak ju zdenerwowane przejciami, znarowiy si cakiem na widok tumu zalegajcego rynek. Ray, krciy si w kko, cofay blokujc drog batalionowi. Przeklestwa onierzy mieszay si z okrzykami luzakw. Kapitan Ciszewski, porucznicy Zajczek, Rafaowski i inni oficerowie oraz podoficerowie batalionu usiowali na prno zaprowadzi porzdek. Nad chaosem growaa jedynie posta stojcego na furmance agitatora PSL - mecenasa Wacawa Charkiewicza. Kapitan Winiowiecki i porucznik Turski pospieszyli z pomoc kolegom w tej niezwykej opresji. Ale oto uwag ich zwrcio inne zjawisko. Z wprost przeciwnego kierunku, od strony Leska, nadjedaa furmanka. Siedzcy na niej za plecami wonicy potnego wzrostu mczyzna, w ktrym Turski bez trudu pozna Krzysztofa Dwernickiego, zerwa si na rwne nogi, wyskoczy w biegu z pkoszka i jak szalony popdzi naprzd. - Moje konie! - krzycza. - Moje konie! Nagle, przypominajc sobie co widocznie, stan, chwyci si za gow i zawoa: - Major Preminger zabity! Z okrzykiem tym skrzyowa si w powietrzu drugi wydany piskliwym falsetem przez Romualda Wodziekiego: - To on! Poznaj go! Koniokrad! Kupiec koni. On namwi mnie do tego wszystkiego. Nie bd za niego odpowiada! Nie bd! Palec Wodzickiego skierowany by na Charkiewicza. Porucznik Zajczek doskonale zrozumia okrzyk aresztowanego. Mocnymi okciami zacz torowa sobie drog do mwcy, starajcego si teraz czym prdzej opuci zaimprowizowan trybun. Porucznika uprzedzi jednak nadbiegajcy wanie od pani Stefanii ogniomistrz Kale, ktry korzysta z obecnoci weterynarza na peeselowskim wiecu. Zwabi

go niezwyky haas panujcy na rynku. Pierwsz osob, ktr dojrza, by zacy z trybuny Charkiewicz. - To mj stary znajomy z Krakowa - zawoa ogniomistrz do Zajczka. - Ja si nim zajm, ...telu ...niku! W kilku susach dopad mecenasa, pochwyci go za konierz i bezceremonialnie cign z mwnicy. - Poznajesz mnie? - sykn. Charkiewiczowi zamaro serce.

Przy radiostacji dowdztwa puku siedzia major Grodzicki. - Warta, Warta, jak mnie syszysz? Jak mnie syszysz? Ja Wisa, ja Wisa. Melduj: major Preminger zabity przez ubrydowcw. Morderc jest chory Ksiek, dezerter Ksiek... Pod Tworylnem banderowcy ostrzelali kolumn przesiedlecw. Siedemnacie osb cywilnych zabitych, dwadziecia jeden rannych... Aresztowalimy przedstawiciela PSL Wacawa Charkiewicza za inicjatyw w napaci ubrydowcw na hodowl koni pod R. Oddzia andarmerii Berkuta zlikwidowany przez pierwszy batalion... Jak mnie syszelicie, Warta? Ja Wisa, ja Wisa. To wszystko na dzi. Wszystko... Pisemny meldunek wysyam. Koniec. Koniec. Czoem! Major Grodzicki si myli. To nie byo wszystko. Pod Wrblikiem Szlacheckim na torach leay dwie potne kody. Maszynista pocigu pasaerskiego z Krakowa w ostatniej chwili zatrzyma parowz. - Banderowcy czy WiN? - zapyta go flegmatycznie palacz. - UPA... - stwierdzi maszynista, wskazujc na stojcych ju pkolem przed parowozem ludzi w mundurach rnych armii ozdobionych tryzubami. Dwch banderowcw uzbrojonych w pistolety maszynowe wgramolio si do lokomotywy. Maszynista i palacz podnieli rce do gry. Napastnicy obmacali ich pobienie, czy nie maj broni, kazali opuci rce i usi na pododze. Zastosowali si do tych ycze. Znali ju na pami cay repertuar takich napadw. Powtarzay si kilka razy w miesicu w rnych punktach linii. Raz urzdzali je banderowcy, to znw WiN- owcy. Ci drudzy szczeglnie specjalizowali si w tego rodzaju akcjach. Ostatnio konkurowaa z nimi UPA. Do kadego wagonu weszo po kilku banderowcw. Pozostali stanli wzdu pocigu. Kontroli poddawany by przedzia za przedziaem. Podrni bez wzgldu na pe byli dokadnie obmacywani. Chopi z ponurymi minami patrzyli, jak strici szczeglnie dugo badaj, czy ich ony i crki nie ukryy broni pod spdnicami. Banderowcy miali si przy tej okazji, wymieniajc rne uwagi na temat anatomii badanych kobiet. Te piszczay i chichotay, nie wiadomo - z rozbawienia czy ze strachu. Z przedostatniego wagonu wyprowadzono milicjanta i robotnika, u ktrego znaleziono legitymacj partyjn. Milicjantowi kazano zdj mundur, robotnikowi zje legitymacj. Obaj odmwili. Bito ich po twarzy, przewracano na ziemi, kopano, podnoszono i znw obalano, ale oni nie chcieli wykona polecenia. Wiedzieli, e i tak zgin. Zastrzeli ich osobicie sotenny Stach, postawiwszy tyem do pocigu na brzegu nasypu. Potem kilku chopw wycignitych z wagonw musiao odwali lece na szynach kody, obaj wartownicy zeskoczyli z parowozu i pocig ruszy. Na stacji zostay tylko trupy zamordowanego milicjanta, ktry nie chcia zdj munduru, i robotnika, ktry odmwi zjedzenia legitymacji partyjnej.

- Ostatnim razem byo gorzej - stwierdzi maszynista. - Zabili cztery osoby, nawet tego onierza, co ich tak na klczkach prosi, eby mu darowali... - A jak ubrydowcy zabrali t dziewczyn, pamitasz? Pocig nabiera prdkoci. Obsuga i pasaerowie komentowali incydent, wspominali podobne, ktrych byli wiadkami lub o ktrych syszeli. Pukownik Sierpiski i jego szef sztabu podpukownik Tomaszewski w Sanoku omawiali rwnie to wydarzenie. Dowdca dywizji uwaa, e wzmoenie napaci na pocigi spowodowane jest zbliajcym si referendum. - Bandyci wiedz, e nic tak dotkliwie nie podwaa naszego prestiu, autorytetu wadzy, jak te napady na liniach kolejowych - powiedzia pukownik Sierpiski. Nastpnie wyuszczy Tomaszewskiemu swj plan. - Czy mog wykonanie zadania powierzy memu dawnemu pukowi? - zapyta szef sztabu dywizji. - Ten puk nie ma w swoim rejonie adnej linii kolejowej o ruchu pasaerskim. - Ale ma czowieka idealnie nadajcego si do takich zada. - Nazwisko? - Podporucznik Stefan Daszewski.

Pogrzeb majora Premingera odby si w trzy dni po opisywanych wydarzeniach. Nad otwartym grobem na cmentarzu w S. mia przemawia podpukownik Tomaszewski. Okazao si jednak, e nie jest najlepszym mwc. Ze wzruszenia sowa nie potrafi wykrztusi. Mocno tylko zacisn pici i zawoa: - To by czowiek, onierze! To by czowiek! Zebrani oficerowie, urzdnicy administracji, lokalne osobistoci, milicjanci, onierze formacji wojskowych i WOP czekali, ale dalszego cigu przemwienia nie byo. Salwa kompanii honorowej rozdara trzykrotnie powietrze. W ciszy, jaka potem zapanowaa, da si jedynie sysze agodny, kojcy i daleki zarazem dwik organw. W kociele parafialnym odbywao si jedno z naboestw majowych. Przez otwarte wrota, ponad gowami rozmodlonych ludzi, patrzy w przestrze, z wysokoci swego krzya, Zbawiciel. Bkitny dymek kadzide snu si nad otarzem. Ich wo mieszaa si z zapachem bzw i jaminw, ktrych wszdzie peno jest o tej porze roku. Miosierdzie, wybaczenie, pokj i zgoda - dzwoni kocielny dzwonek. Ksidz pochylajc si do stp Chrystusa rozkada rce: - Panie, wybacz nam nasze winy... Nad grobem majora Premingera nie byo nikogo. Wszyscy rozeszli si do normalnych zaj. Tylko przez otwarte wrota kocioa pyna melodia organw.

10
Wiosna odchodzia spadzistymi jarami, spywaa rwcymi potokami, przelizgiwaa si wrd koysanych ciepym wiatrem bukw i jode. Maszerowao lato. W Bieszczadach meldowao si w onierskim mundurze rozchylonym na piersi, zawadiacko przekrzywionej polowej czapce nad ogorzaym czoem, z karabinem w rce. Ogniomistrz Hipolit Kale wasnorcznie wymalowa i rozwiesi na ce przed sztabem puku wielki transparent z napisem: Jeeli bandy bd dziaa, pozostaniesz w wojsku do 1950 roku. Gosuj trzy razy tak! onierze podchodzili do urny. Wrzucali kartki. Patrzyli na transparent i kiwali gowami bez umiechu. Z bandami trzeba byo skoczy jak najszybciej. Referendum. Jechay sznurem furmanki jak na jarmark. Nie uda si proklamowany przez bandy bojkot gosowania. Pozostawaa im jeszcze tylko nika nadzieja, e ludzie wypowiedz si za hasem Mikoajczyka. Ale wieczorem i ta nadzieja prysa. Ju wstpne obliczenia wykazay, e olbrzymia, przytaczajca wikszo mieszkacw Bieszczadw gosowaa trzy razy tak. Terror i represje stosowane przez UPA i WiN zawiody. Ludzie znalazszy si u urn poza gronym koliskiem strachu, stworzonym przez bandytw, zadali im klsk o wiele cisz, ni ta, ktr mogli ponie na polu bitwy. - Szkoda, e major Preminger nie doczeka tego dnia - mwi dowdca puku Grodzicki do przybyego z Sanoka podpukownika Tomaszewskiego. - Szkoda... - powtrzy jak echo szef sztabu dywizji. - Czy pan wie, obywatelu majorze, e ubrydowcy rozkopali przedwczoraj grb Premingera, wyrzucili jego trumn poza mur cmentarza i zostawili na miejscu kartk z napisem: Nie bdzie ydowsko-komunistyczne cierwo spoczywa na katolickim cmentarzu! - Nawet zmarych nie zostawiaj w spokoju! - oburzy si Krzysztof Dwernicki, czekajcy w sztabie puku na decyzj w sprawie utworzenia jego oddziau konnego, ktry na zasadach ORMO mia walczy przeciw bandom. - Cocie wobec tego zrobili? - zapyta major Grodzicki. - Ano nic. Jeszcze raz pochowalimy Premingera w tym samym miejscu i dowdca dywizji kaza ustawi przy grobie wartownika. Naturalnie w nieskoczono nie moemy cmentarza pilnowa. - Ja bd pilnowa! - odezwa si Dwernicki. - Ciekaw jestem, jakimi siami? - Nie siami, ale sposobem - powiedzia a powag Dwernicki i doda enigmatycznie: - Mumie faraonw strzegy si same; kto omieli si zakci ich spokj, gin... - Pojcia nie mam, co pan ma na myli, ale z chci przekaemy panu spraw pilnowania grobu Premingera, aby go ju wicej nie profanowano - owiadczy Tomaszewski. - Czy mj oddzia bdzie zatwierdzony? - dopytywa si stary mionik koni, nie ukrywajc zdenerwowania. - Wszyscy si na to zgadzamy, porucznik Turski w imieniu urzdu bezpieczestwa ju zatwierdzi projekt. Pozostaje tylko Matula, ale to zaraz zaatwimy.

- Idzie kapitan Matula - odezwa si major Grodzicki. Oficer informacji zblia si lekkim krokiem z teczk pod pach. Pod wpywem soca twarz jego bya zarowiona. Przybraa barw konserwowej poldwicy. Liczne piegi urzdziy sobie rejon koncentracji wok perkatego nosa Matuli, na ktrym zaczepnie sterczay przekrzywione druciane okulary. Trzcinow szpicrzg oficer uderza nonszalancko po cholewach wysokich butw. - Jak zawsze cakowicie nie dopity - mrukn pod adresem nadchodzcego podpukownik Tomaszewski. - Musi pan tego bubka pilnowa, obywatelu majorze - powiedzia do Grodzickiego w przeciwnym razie, pozbawiony mojej czuej opieki, rozpuci si w nieodwracalny sposb. Kapitan Matula stan w drzwiach. - Dwernicki, czy mgby nas pan zostawi samych? - zwrci si do hodowcy koni. - Chciabym omwi kilka spraw z pukownikiem Tomaszewskim i majorem Grodzickim... Kiedy jego yczeniu stao si zado, rozoy przyniesione papiery na stole i chcia mwi dalej, ale uprzedzi go szef sztabu dywizji: - Kapitanie Matula, nigdy nie nauczy si pan chyba dobrych wojskowych manier, ustalonych przez nasz wiaty regulamin... To my z panem mamy do pogadania, a nie na odwrt. Dobrze? Oficer informacji gadko przekn piguk. Owiadczy, e nie zgadza si na projekt Dwernickiego. - Nie wolno nam - perorowa - powierza broni byemu obszarnikowi. Skd moemy wiedzie, w jaki sposb on si ni posuy? Gboko suszna idea ORMO zostanie wypaczona, jeeli elementy reakcyjne i klerykalne bd zaopatrywane w bro... Nie rozumiem, jak porucznik Turski mg wyrazi na to zgod. Moje sumienie nie dopuszcza takich kompromisw i tego rodzaju lekkomylnoci... Odmawiam i domagam si, aby Turski, a take sztab dywizji zastanowi si nad bdn decyzj podjt w tej kwestii. Podpukownik Tomaszewski spojrza na Grodzickiego rozbawionym wzrokiem, ktry natychmiast przenis na Matul. Potem patrzy ju tylko na portret crki notariusza. - Obywatelu kapitanie - powiedzia Grodzicki - my tego Dwernickiego znamy nie od dzi. Pan te wie, jak on si zachowa podczas obrony posterunku w Hoczwi. Hodowl koni rwnie prowadzi wzorowo. Przed referendum nie tai swoich sympatii do nas. W wielu miejscach publicznie i nader ostro wyraa si o bandytach. Chce nam pomc od dawna i zasuguje, by mu to umoliwi. - Tak sdzicie, obywatelu majorze? - zamia si krtko Matula. - Wobec tego prosz mi odpowiedzie na pytanie, dlaczego bandyci zastrzelili majora Premingera, a Dwernickiemu wos z gowy nie spad? ubrydowcy mieli ich przecie obu w rku. Czy nie wydaje si to wam podejrzane? - Dwernicki jest ysy. aden wos nie mg mu spa - powiedzia Tomaszewski. - Trudno mi roztrzsa postpowanie bandytw - doda Grodzicki. - Oni maj swoj polityk w tych zabjstwach. Twierdz nadal, e Dwernicki zoy sporo dowodw lojalnoci... Nie powinnimy zraa ludzi, ktrzy chc walczy o likwidacj band. Dyskusja trwaa bardzo dugo. Obie strony powtarzay w kko te same argumenty. W kocu znaleziono kompromis. Matula zgodzi si, aby Dwernicki i jego przyszy oddzia otrzymali tylko bia bro. Palna bya im zakazana. - Szable w dwudziestym wieku! - umiechn si z gorycz major Grodzicki. - Co oni bd mogli t broni zdziaa i skd w ogle j wezm?

Matula rozoy rce i napuszy si, dumny ze swej nieustpliwoci, ale wezwany do wysuchania ostatecznej decyzji Dwernicki nie okaza adnego zakopotania. - Szabla jest broni kawalerii - powiedzia - pikn broni. Bdziemy grzmoci bandytw szablami. Nasi przodkowie dokonywali nimi cudw walecznoci. - Ale teraz mamy rok 1946 i poza tym skd, u diaba, pan wemie szable? - zauway Grodzicki. - Wojna, ktr toczymy - odpar z powag stary mionik koni - i tak nie ma nic wsplnego ze wspczesnymi metodami walki. Strzela si tu wprawdzie z nowoczesnych karabinw, ale te wszystkie podchody, zasadzki i fortele plus okruciestwa bandytw s nie z tej epoki. Dlaczego wic nie maj si pojawi szable? Prosz si nie kopota, skd je wezm. Po wioskach jest ich jeszcze do z rnych epok. Ja sam zachowaem t, z ktr mj dziadek w 1848 wyprawia si na Wgry. Matula patrzy na starego podejrzliwie. Tomaszewski i Grodzicki gorco ucisnli jego rk. Dwernicki wyszed zapowiadajc, e w cigu tygodnia oddzia konnicy bdzie gotw do dziaa. Przez otwarte okna dobieg ich chrapliwy warkot silnika samochodowego. Na szosie podnis si obok pyu. - Przyjechay - powiedzia Grodzicki niespokojnie spogldajc na zegarek. Tomaszewski skin gow. Moe si pan jako zapnie, obywatelu kapitanie Matula, na przywitanie ony paskiego dowdcy i on innych kolegw? - zaczepi zoliwie swego wiecznego antagonist. Do Baligrodu przyby nowy transport on oficerw. Wysiaday teraz z ciarwek, ktrymi przyjechay z Sanoka, gdzie w tym czasie urywaa si komunikacja kolejowa. Przyjeday od kilku dni dziki decyzji Generaa, ktry chcia, aby ycie w terenach objtych walkami przeciw bandom stawao si jak najbardziej normalne. Major Grodzicki tuli w ramionach ma blondyneczk o zadartym nosku, duych, nieco naiwnych oczach i policzkach ozdobionych kilkoma filuternymi pieprzykami. Jego ona. Nareszcie mia j przy sobie i mg by spokojny. Zna a nadto dobrze zamiowanie Ireny do flirtu, aby lekceway ich dug rozk. Prowadzi j do willi notariusza, zaenowany spojrzeniami podwadnych, ale szczliwy. Irena szczebiotaa obrzucajc go rozkochanym wzrokiem i jednoczenie strzyga wok oczami. Porucznik Osiecki, ktry przyprowadzi samochody, szed teraz z on i park licznych dzieciakw picioletnim moe chopczykiem i o rok modsz dziewczynk. Uwiesiy si u ramion. Odpowiada na ich pytania i jednoczenie z oywieniem rozmawia z on. - To ma by pierwszy amant puku! - parskn miechem porucznik Zajczek, ktry sta obok Ciszewskiego. - Zawsze byem pewny, e kto duo miele ozorem na temat swych wyczynw z kobietami, ten w ogle dobrze nie wie, jak baba wyglda... Major Pawlikiewicz prowadzi do urzdzanego od kilku dni z najwysz trosk mieszkania swoj on, przystojn szatynk, ktra z punktu wzia go do galopu za jak niedokadno w podaniu czasu przyjazdu do Baligrodu. Surowy, zimny i cisy sztabowiec tumaczy si jak przed dowdc dywizji. - Jeszcze jeden bohater! - komentowa Zajczek. - Czowiek moe sobie tylko pogratulowa, e jest kawalerem. - Wcale nie jestem tego zdania - stwierdzi kwano Ciszewski. - Iw ogle, obywatelu poruczniku, wydaje mi si, e batalion ma na dzi zaplanowane jakie zajcia...

Odeszli obaj w kierunku rzeki, gdzie w wyznaczonych miejscach poszczeglne kompanie odbyway zajcia zgodne z programem szkoleniowym. To rwnie obowizywao w czasie walk z bandami. onierz ani przez chwil nie powinien si nudzi. Za plecami obaj oficerowie syszeli miech przybyych kobiet, wci nowe powitalne okrzyki, nawoywania dzieci. - Zycie si normuje - mrukn Zajczek. Ciszewski nie odpowiedzia. Rozumia, e Zajczek, podobnie jak on, czuje si teraz podwjnie samotny. Byli jednymi z tych, do ktrych nie mia kto przyjecha. Na szosie znw ukaza si w biaych kbach pyu samochd. - Jeszcze baby - mia si nieszczerze porucznik Zajczek. Jerzy spojrza w tym kierunku i zdbia. - Barbara! - krzykn i jak szalony puci si biegiem w stron powrotn. Zajczek patrzy za nim przez chwil. Zakl i z surow min skierowa si do swej kompanii.

Nie zwracajc uwagi na otoczenie, Jerzy caowa j jak za najlepszych czasw paryskich. Szli przytuleni do siebie w kierunku jego kwatery, nie przestajc wymienia pocaunkw. Ciszewski w jednej chwili najzupeniej zapomnia o caym rozgoryczeniu, jakie odczuwa z powodu braku listw od Barbary, o wtpliwociach gnbicych go na temat szczeroci uczu dziewczyny, o wszystkim tym, co rzucao cie na ich wzajemny stosunek. By szczliwy. Tak bardzo szczliwy, e Barbara nie od razu omielia si zakomunikowa mu, i nie przyjechaa sama, lecz w towarzystwie Zosi oraz (wyznaa to z pewnym ociganiem) inyniera Zbickiego. - Oni id za nami, Jureczku... Nawet tego nie zauwaye - umiechna si przymilnie. Ciszewski spospnia. Rzeczywicie nie spostrzeg Zbickiego i Zosi. Nikogo nie widzia poza Barbar. Jej przybycie oszoomio go tak dalece, e wszystkie inne osoby i przedmioty rozpyny si jak we mgle. Obejrza si. W odlegoci kilkunastu metrw za nimi postpowa obarczony waliz Zbicki. Obok niego dreptaa, stawiajc z trudem stopy obute w pantofle na wysokim obcasie, pulchna Zosia. Oboje zajci byli rozmow i z ciekawoci rozgldali si po okolicy. Cel wizyty zosta w domu cakowicie wyjaniony. Zosia paplaa jak najta: - Przyjechaam wydosta Wacawa. Jego aresztowanie to niesychana historia. Taki porzdny, uczciwy czowiek! Czycie tu wszyscy oszaleli? Co on wam zrobi? Muchy by przecie nie potrafi skrzywdzi. Musi mi pan dopomc, Jerzy. Tak go pan surowo potraktowa, kiedy si do pana zgosi... Dlaczego? Pisa mi o tym. Obie z Basi omal si nie popakaymy. Gdzie on teraz jest? - Siedzi w pace - odburkn niegrzecznie Ciszewski. By wcieky. Kaza przywoanemu onierzowi odprowadzi Zbickiego i Zosi do Szponderskiego. - Ubierasz mnie w podejrzane historie - powiedzia, kiedy zostali sami.- Przesadzasz, jak zwykle stwierdzia sucho Barbara. Rozczesywaa przed lustrem swoje jasne wosy i wydawaa si Jerzemu pikniejsza, ni pozostaa w jego pamici.

Podszed do dziewczyny i pocaowa j. - Wrcisz do Warszawy? - zapytaa. - Mwiam z Generaem. Prosiam go. Zgodzi si. Tskni za tob. Mamy przecie prawo by szczliwi jak inni ludzie... - Pomwimy jeszcze o tym. Nie wyjedasz przecie w tej chwili... Zostawi j sam. Mia si zgosi w dowdztwie puku w zwizku z demobilizacj kilkudziesiciu najduej sucych onierzy. Szed w kierunku willi notariusza, rozmylajc nad sowami Barbary. Ostatecznie miaa racj. W kocu mieli prawo do szczcia. Ca wojn wasa si po rnych ktach. Akurat diabli nadali bandytw. Nie wszyscy jednak byli zajci t walk. Wikszo ludzi zapominaa ju o wojnie. Nie ma co si waha. Trzeba z tym skoczy - myla. Przed sztabem puku stali w dwuszeregu kandydaci do cywila. Chop w chopa, barczyci, ogorzali, z zadzierzystymi minami frontowych zabijakw. Przechadza si przed nimi major Pawlikiewicz z plikiem papierw pod pach. W pewnej odlegoci stali podpukownik Tomaszewski i major Grodzicki. - Mamy kopot - powiedzia do Ciszewskiego dowdca puku. - Niespodzianka - wskaza kciukiem na onierzy. - Oni nie chc na razie i do cywila. - Jest rozkaz odesa was do domw - mwi tymczasem Pawlikiewicz do stojcych w dwuszeregu. Nie wolno nam was zatrzymywa. Odsuylicie swoje. Wrd onierzy wybucho zamieszanie. Zaczli co mwi jeden przez drugiego. - Spokj! - hukn Tomaszewski. - Jestecie jeszcze w wojsku. - Niech kady mwi we wasnym imieniu - doda szef sztabu puku. Jeden z onierzy wystpi naprzd. - Nie mog wraca teraz do domu - owiadczy. - Jestem z tej samej wsi co Ratajczyk, ten, ktrego zabili pod Smolnikiem. Z bandytami nie ma jeszcze koca. Co ludzie powiedz? Chc zosta na ochotnika... - Suma by moim dobrym koleg. Zosta zabity pod Berechami Grnymi. Ja tu musz by - powiedzia drugi. - Na wojnie co innego... i tu co innego... - zacz trzeci. - My nie jestemy adne mitusy, a koledzy. Mamy swoje porachunki z bandziorami. Z frontu bym odjecha, bo to inna sprawa... Tu mamy wasne porachunki z bandytami za tych, co nam pomordowali. Nie wiem, jak inni, ale mnie prosz zostawi. Kolejno wystpowali przed dwuszereg inni. Kady przedstawi podobne powody. By onierz, ktremu w Lubelszczynie bandyci spalili dom. Jeszcze innemu banderowcy podczas okupacji wymordowali ca rodzin za Bugiem... Nastpny straci brata w WBW. - Co z nimi zrobi? - zapyta Pawlikiewicz podpukownika Tomaszewskiego. - Niech was diabe cinie! - zwrci si szef sztabu dywizji do stojcych znw z obojtnymi minami onierzy. - Nikt si nie wyzna, co w was siedzi... Zawsze tylko pyskujecie, kury kradniecie, baby macacie i adnej w was dyscypliny nie ma. Cholera wie, co z wami robi? Ja bym was najchtniej porozpdza na cztery wiatry... Wojowa im si zachciao. Tylko z tym kopot bdzie i duo pisaniny gdera.

Skoczyo si na tym, e major Pawlikiewicz kaza onierzom napisa odrbne raporty. - Zobaczymy, co z tego wyjdzie - powiedzia. - Teraz marsz na zajcia! - rozkaza podpukownik Tomaszewski. - Nigdy nie nauczycie si porzdnie wykonywa rozkazw. Kiedy wam mwi si tak, to wy siak. Zawsze inaczej, byle nie wedug rozkazu. Jak tu jechali, gby si im od pyskowania nie zamykay. Ka im wraca do domw, znw miel jzorami. Wojsko witej Jadwigi! Twarz podpukownika promieniaa. Ciszewskiemu wydawao si, e w oczach szefa sztabu dywizji dostrzeg mgiek wzruszenia. Moe jednak razio go tylko ostre wiato soneczne. onierze maszerowali, podnoszc nogami smug kurzu. Znad rzeki dochodzi ostry gos porucznika Zajczka, wydajcego komendy. Na maym wzniesieniu podporucznik Daszewski wiczy swoj now kompani. Przed kilku dniami przybyy uzupenienia. Rekruci zaprawiali si do czekajcych ich trudw. Kapitan Ciszewski wolno wraca do domu. Dlaczego to si akurat dzisiaj zdarzyo? - myla. Rzeczywicie licho jakie nadao tych onierzy! Wszystko sprzysiga si przeciw mnie... Zbiorowa egzaltacja? Histeria bohaterstwa jak w dydaktycznych czytankach frontowych dla wojska? - zoci si. A jednak to byo ycie. onierzy nikt nie agitowa, aby zostali. Oni sami, jak wszyscy frontowi onierze, miali si z pouczajcych czytanek. Ta walka musiaa by jaka inna, skoro nie chcieli jecha do domw. Co tkwio w niej, e odpychaa, a rwnoczenie przycigaa jak magnes? Drozdowski czy Turski, to bya inna sprawa. Oni mieli przekonania, ktre musiay ich wiza. Tomaszewski, chcc koniecznie pozosta w liniowej subie, by zupakiem. Dla niego nic poza tym nie istniao, ale onierze? Gboko zatopiony w mylach Ciszewski nie spostrzeg nawet, e stoi ju przed domem Rozwadowskich. Ockn si i przekraczajc furtk wiedzia cakiem dokadnie, jak da odpowied Barbarze w sprawie powrotu do Warszawy. Zbicki i Zosia znw naradzali si z Barbar. Na widok Ciszewskiego mody inynier wsta i poczerwienia. Umiechn si niezrcznie. - Czy nie mgby, Jureczku, przej si z Zosi do twego dowdcy? Chcia pozosta troch z Barbar, ale nie potrafi nigdy odmwi, gdy go o co prosia. Wyszed z Zosi mylc, e zupenie inaczej wyobraa sobie spotkanie z Barbar. Usta Zosi nie zamykay si po drodze. Ciszewski sucha tej lawiny sw, przewiadczony, e wszystko ma swj koniec, a wic i jego interlokutorka bdzie musiaa kiedy umilkn. Nastpio to prdzej, ni si spodziewa. Moda kobieta stana nagle jak wryta. Miaa potwarte usta, jej oczy zaokrgliy si z niekamanego przeraenia. Jerzy spojrza w lad za wzrokiem Zosi i zobaczy ogniomistrza Kalenia. - Gra z gr si nie zejdzie - powiedzia ogniomistrz - ale w Bieszczadach to przysowie widocznie nie jest prawdziwe... askawa pani raczya zaszczyci nasze skromne progi? Kto by si spodziewa? Pkniemy z wraenia... - cedzi sowa Hipolit Kale. - Jaka pomyka, ogniomistrzu. Pani... - przerwa Ciszewski, ale Kale nie da mu skoczy. - Melduj, e adna pomyka nie wchodzi tu w rachub, obywatelu kapitanie. My si znamy z dansingu w Krakowie. Ta pani - sykn - jest dobr znajom innego naszego przyjaciela, kiblujcego w piwniczce pod sztabem, pana Wacawa Charkiewicza. Ogromnie si ciesz, e gocimy j w naszym sawnym miasteczku.

- Co za bezczelno! - Madame, tu si trzeba liczy ze sowami - odparowa ogniomistrz. - To nie Krakw... Wiem, e zatrzymaa si pani z jakim facetem u pana Szponderskiego. Strasznie si ciesz. Dzi wieczorem zataczymy w tym wytwornym lokalu albo nie nazywam si Hipolit Kale. - Cokolwiek by midzy wami zaszo, przywouj was do porzdku, obywatelu ogniomistrzu interweniowa Ciszewski. - Melduj, e to s nasze prywatne sprawy. Dzi wieczorem u Szponderskiego. Pani jest mi winna jeden taniec jeszcze od czasw krakowskich... Zasalutowa z przesadn uprzejmoci najpierw Ciszewskiemu, potem Zosi i oddali si sprystym krokiem. - Jaka dzicz ci wasi onierze! Banda! Poskar si pukownikowi... - Nie radzibym tego czyni. I tak ma pani do niego skomplikowan prob - uspokoi j Jerzy. Major Grodzicki wysucha Zosi zimno i uprzejmie. - Osoby aresztowane s w gestii kapitana Matuli - powiedzia. - Zaraz ka go zawoa. Kapitan Matula zachowywa si wobec modej kobiety z uprzedzajc grzecznoci, ale rozoy rce. - Co wam ten nieszczsny czowiek uczyni? - zapakaa Zosia. - Nie mog pani na to pytanie odpowiedzie - dwornie skoni si kapitan. - My w ogle nie udzielamy takich wyjanie. Nie chciabym, aby pani wprowadzaa w bd nasza nazwa. Informacja nie suy do udzielania informacji, lecz do ich zbierania - rozemia si zachwycony wasnym dowcipem. By twardy. Nie zamierza ustpi. Po raz pierwszy od kiedy si znali, Jerzy poczu do niego co w rodzaju sympatii. Matula podj si odprowadzi Zosi, Ciszewskiego zatrzyma jeszcze podpukownik Tomaszewski. - Prosz przygotowa swj batalion, kapitanie. Pojutrze puk przejdzie do rejonu Ustrzyk Grnych. Stamtd sprbujemy szczcia - zakomunikowa. - A Baligrd? - zapyta Jerzy, apic si na tym, e nagle pomyla o Ewie. - Tu zostanie wycznie ochrona z porucznikiem Nalewajk na czele. Czemu pan tak posmutnia? Jerzy nie odpowiedzia. Zameldowa swoje odejcie. - Niech mi pan przyle porucznika Daszewskiego, obywatelu kapitanie! - krzykn za nim Tomaszewski. - Mam dla niego ciekaw robtk: trzeba raz na zawsze oduczy bandziorw od atakowania pocigw. Ciszewski, peen niewesoych myli, powlk si nad rzek. onierze jego batalionu jak szaleni zbiegali wanie z brzegu rozbryzgujc wod, przechodzili na przeciwn stron i pdzili pod gr. W poowie drogi zatrzymywa ich ostry i tncy jak bat gos porucznika Zajczka. Zawracali w miejscu, potykajc si schodzili w d ze stromego stoku, zaywali kpieli w penym umundurowaniu, zajmowali poprzedni postaw wyjciow i znw powtarzao si cae to niezwyke wiczenie.

Jerzy zmarszczy czoo i przyspieszy kroku. Szybko podszed do Zajczka, ktry wanie po raz trzeci wydawa t sam komend. - Co si tu dzieje, poruczniku? - z irytacj zapyta Ciszewski. - Wie pan dobrze e zncanie si jest zakazane. - To s wiczenia na temat: Forsowanie przeszkody wodnej i natarcie w terenie grzystym wyjani porucznik. - Bzdura! Kto zarzdzi takie wiczenie? - Ja. - Prosz o wyjanienie i o natychmiastowe zaprzestanie tych idiotyzmw. onierze usiedli z satysfakcj na brzegu. Niektrzy pooyli si na wznak suszc w promieniach soca przemoczone mundury. - Przyszli do nas ci nowi, rekruci z kompanii Daszewskiego. Od razu zaczy si dyskusje ze starymi objani Zajczek. - Gby si im nie zamykay. W dzie i w nocy jedno i to samo - co byo waniejsze: bitwa pod Monte Cassino czy forsowanie Odry i Nysy. Nawet do mnie po kilka razy z tym pytaniem przychodzili. Mwiem do nich po dobremu: optao was, chopcy, czy jaka cholera? Oni swoje. Wci tylko dyskusja i dyskusja... Zduo mnie to wreszcie. Powiedziaem im: zaraz si jeden z drugim przekonacie, co jest waniejsze... Ta rzeka, ktr tu widzicie, to jest Odra i Nysa zarazem, a to wzgrze za ni - Monte Cassino. Teraz bdziecie forsowali Odr i Nys, a potem zdobywali Monte Cassino... Jak sobie to wiczenie kilka razy powtrzycie, bdziecie na zawsze wiedzieli, e krew i pot polskiego onierza wszdzie miay jednakow barw i taki sam smak. Skocz si te cholerne dyskusje... - Nie wolno si znca, poruczniku - powtrzy Jerzy, zdumiony wychowawczymi metodami swego podwadnego, i zawiadomi go, e pojutrze puk odmaszeruje do Ustrzyk Grnych. - Chwaa Bogu! Nareszcie skoczy si ten galimatias - ucieszy si Zajczek. - Czy to nie wszystko jedno? - zdziwi si Jerzy, ktry by odmiennego zdania. - Nie. Te baby tutaj dziaaj mi na nerwy. - Jeli macie na myli ony oficerw, owiadczam wam, e one jad rwnie do Ustrzyk. Porucznik Osiecki otrzyma ju odpowiednie rozkazy, przewiezie kobiety i dzieci samochodami. Porucznik Zajczek posmutnia. Ciszewski zawiadomi o wymarszu kolejno Rafaowskiego i Daszewskiego, ktry uda si natychmiast do sztabu puku. W domu Barbara, Zosia i Zbicki odbywali gorczkow narad wojenn. - Musimy zatelefonowa do wicestarosty. On te jest z PSL. Niech ratuje Wacawa - proponowa inynier. Ciszewski siedzia w gbi pokoju. Swoim zachowaniem dawa caej trjce do zrozumienia, e nic go ta sprawa nie obchodzi. Prawdopodobnie, aby Jerzego ugaska, Barbara spowodowaa zmian tematu. Obie na przemian z Zosi i Zbickim opowiadali o yciu, jakie prowadzili w Warszawie. Paday nazwiska i imiona, ktrych Ciszewski nie zna. Caa trjka mwia o jakich herbatkach i wieczorkach tanecznych, o tym, kto z kim i kiedy, o skandalach towarzyskich i gafach, majcych rzekomo dla kogo

tam fatalne skutki, wreszcie o tym, kto i na czym zrobi fortun, kupi sobie samochd, sprowadzi z Parya najnowsz toalet swojej dziewczynie i jak ona w tym wygldaa... Jerzy ziewn kilka razy, nie kryjc, e go to nudzi. Nie dawa si wcign w rozmow. - Stae si jeszcze wikszym dziwakiem, ni bye, Jureczku - powiedziaa nadsana Barbara. Ciszewski pomyla, e ona te si zmienia. Czu si wrd tej trjki najzupeniej obco. Nawet z Barbar nie znajdowa wsplnego jzyka. Pomidzy ich yciem a nim pozostaa gboka przepa. Nie potrafili jej przeskoczy. Zwroty, ktrymi si posugiwali, dwu-znaczniki, dowcipy - wszystko to byo dla Ciszewskiego niezrozumiae. Znalaz si tu jak na patrolu, w nieznanym otoczeniu. W kadym momencie mg pa strza. Moe ja naprawd zdziczaem i nie potrafi ju z ludmi rozmawia? stawia sobie w duchu pytanie. Myl o powrocie do Warszawy i znalezieniu si w wiecie Zosi, Zbickiego, Barbary i Charkiewicza wydawaa mu si zupenym absurdem. Wesza pani Rozwadowska. Postawia lamp na stole. Zajta rozmow trjka i Jerzy nie spostrzegli, e na dworze zapad wieczr. Kto stojcy przed domem zawoa kapitana Ciszewskiego. Jerzy wyszed. Ksiyc - niestrudzony wartownik - sta ju na posterunku. Domy rzucay gbokie cienie. Gdzie daleko zawarcza krtko silnik samochodu i umilk, jakby zawstydzony, e niewczesnym haasem zakci uroczyst cisz. Bieszczady dumay potne i obojtne. Jerzy na skutek kontrastu otoczenia poczu w tej chwili, e jest z tymi okolicami na zawsze zwizany, e jaka jego czstka tkwi ju korzeniami w tych grach i w nich pozostanie. Porucznik Zajczek zapyta go o kilka szczegw zwizanych z wymarszem batalionu. Zdziwi si, e kapitan tak dugo i mocno ciska na poegnanie jego rk. Kiedy odszed, Ciszewski spojrza na okno swego pokoju. Za firank rysoway si dwie sylwetki: mczyzny i kobiety. Jerzego przeszed dreszcz. Mczyzna pochyli si nad kobiet i gaska j po gowie, potem obie gowy zbliyy si do siebie i zwary - nie ulegao wtpliwoci - w pocaunku. T kobiet nie bya korpulentna i raczej niska Zosia. Ciszewski nie mia adnych zudze. Opanowa si i wrci do pokoju. Zosia i inynier egnali si. Chcieli jeszcze telefonowa do wicestarosty. Zbicki skoni si ceremonialnie. Jerzy uda, e czego szuka w biurku, i nie poda mu rki. Nastpnie postanowi przej do natarcia. - Bardzo zaprzyjanilicie si z Zbickim, prawda, Basiu? - zapyta. - To przemiy i nadzwyczaj usuny czowiek. Nie masz pojcia, jaki dobry - odpowiedziaa stajc przed lustrem i poprawiajc wosy. - egnaa si z nim raczej serdecznie. - Ciszewski rzuci na st swoj gwn kart. - Podgldae przez okno? - W jej gosie nie dao si wyczu najmniejszego zmieszania. - Trudno ci zarzuci nadmiar taktu, Jureczku. Chciaabym ci po raz ostatni zapyta, czy bdziesz si stara o wyjazd do Warszawy. W pokoju zapanowaa cisza. Jerzy czu, e musi da teraz decydujc, ostateczn odpowied. Postanowienie jego zapado jednak ju dawno. Moe jeszcze wtedy, gdy porucznik Wierzbicki i caa jego kompania polegli pod Smolnikiem, moe wwczas, gdy na zboczach Halicza chowano zamordowanego onierza i gospodarza Kumina z Komaczy, moe wrd spalonych wiosek, w ktrych leay zamarznite zwoki, a ludzie jak oszaleli grzebali w zgliszczach, a moe pniej,

podczas rozmw z Ew, sekretarzem Drozdowskim czy na pogrzebie majora Premingera. Kiedykolwiek to byo, dzi utwierdzili go w tym przekonaniu ci onierze odmawiajcy demobilizacji i wszystko, co zaszo midzy nim a jego gomi z Warszawy. - Zostan tu do koca, Basiu. - Gos jego zabrzmia teraz agodnie, kobieta wyczua w nim jednak tak stanowczo, e nie podejmowaa dalszej dyskusji. - Mwiam ci, e rozstania nie sprzyjaj mioci - przypomniaa. Okoo pierwszej goniec z batalionu przybieg po Ciszewskiego. Wokowyja donosia, e prawdopodobnie Zawj si pali. Trzeba tam byo wysa ze dwie kompanie. Grupa manewrowa WOP znajdowaa si ju w drodze. Jerzy uspokoi Barbar, e takie rzeczy tu si czsto zdarzaj, i odszed. By zadowolony, i mg zostawi j sam. Przymusowe sam na sam bardzo im obojgu ciyo.

Nazajutrz pada deszcz. Wartownicy przechadzali si okryci brezentowymi pachtami. Gry tony w mgach. Pani Rozwadowska przyniosa niadanie. Barbara miaa sice pod oczami. Okoo dziesitej zjawili si Zbicki i Zosia. Najniespodziewaniej w wiecie przyprowadzili Charkiewicza. - Zwolnili Wacia - owiadczya triumfalnie Zosia. - Musieli to zrobi. Pan starosta interweniowa. Jeszcze oberw za to, e go tak dugo trzymali. Wacaw Charkiewicz wyglda nieszczeglnie. By przyblady i osowiay. Jerzy zostawi ca czwrk i wymkn si do sztabu. Nie chcia przebywa w towarzystwie Charkiewicza i Zbickiego. Dziwi si te, e mg tak dugo znosi obecno Zosi w pobliu Barbary. W willi notariusza zasta Tomaszewskiego, Matul i Grodzickiego. Ela Wasser stukaa na maszynie. - adny kopot z tym paskim Charkiewiczem! - powita Ciszewskiego szef sztabu dywizji. - Mielimy telefon od pukownika Sierpiskiego. Kaza natychmiast wypuci tego sk...syna. Podobno wstawi si za nim wicestarosta Rozwadowski. Szycha z PSL. Zakazano nam z powodu jednego spekulanta robi zamieszanie... Pukownik by wcieky. Moemy mie jeszcze z tego powodu dalsze nieprzyjemnoci. Ten Rozwadowski to zacieka sztuka. - Utrzymuje, e zamknlimy Charkiewicza, bo agitowa za PSL w zwizku z referendum. Nadaj caej historii polityczne zabarwienie, jak zwykle... - doda major Grodzicki. Kapitan Matula spoglda podejrzliwie na Jerzego. Grodzicki bbni palcami po zapakanych szybach. Tomaszewski patrzy uporczywie na El. Udawaa, e tego nie dostrzega. - Za moich czasw w tym puku - powiedzia - musiaem si gapi na portret crki notariusza. Wy macie ywy egzemplarz i to w lepszym wydaniu. Sytuacja si poprawia... Ciszewski zapyta, czy nie ma nowych rozkazw w zwizku z wymarszem puku. Otrzyma przeczc odpowied i wyszed. Na dworze zgrabna, maa blondyneczka w paszczu przeciwdeszczowym zapytaa go, ktrdy idzie si na rynek. Szorstko wskaza jej drog. Zarejestrowa nieco zbyt natarczywe spojrzenie duych, naiwnych oczu i umiech odsaniajcy dwa rzdy biaych zbkw. Wzruszy ramionami. Co go to obchodzio. Mia swoje kopoty.

Charkiewicz z godziny na godzin coraz bardziej wraca do rwnowagi. Z pewnym humorem opowiada o swoich przejciach. - O ktrej odchodzi pocig krakowski z Sanoka, panie Jurku? - zapytaa Zosia. - Chcecie pastwo dzi wyjecha? - zwrci si Ciszewski do Barbary. - Musimy. Pan Wacaw jest tak wyczerpany! Mamy poza tym okazj. Kilka waszych ciarwek jedzie w tym kierunku. To si podobno niecodziennie zdarza - uprzedzi dziewczyn w odpowiedzi Zbicki. Jerzy stwierdzi, e trzeba si wobec tego spieszy, bo podporucznik Daszewski z trzydziestoma ludmi ma wyjecha tymi ciarwkami najdalej za godzin. - Nie macie pojcia, jak jestem szczliwa, e nareszcie opuszczam te strony - szczebiotaa Zosia. - To jest Meksyk. Prawdziwy Meksyk. Dzicy ludzie, dzikie twarze, dzikie obyczaje... Wczoraj ten straszny typ, wiesz Waciu, ktry wywoa wtedy na dansingu w Krakowie awantur, zmusi mnie, podczas gdy jedlimy kolacj w tej tutejszej bandyckiej tawernie, abym z nim taczya. Baam si wrcz odmwi... Wyglda, jakby chcia nas zabi. Jak pan moe z tymi drabami wytrzyma, panie Jurku? Pozostawi jej pytanie bez odpowiedzi. Cierpliwie czeka, a wysza z Charkiewiczem i Zbickim. Barbara ukadaa swoje rzeczy. Zatrzasn jej walizk. Spi rzemie. Woya paszcz i znanym mu charakterystycznym ruchem poprawia wosy przed lustrem. Skurcz ciska mu gardo. W gowie czu pustk. Barbara pogaskaa go agodnie. - Powiniene myle troch o sobie, Jurek. Spjrz, jak wygldasz. Twarz ci zapada. Postarzae si. Bye kiedy przystojnym chopcem. Masz peno siwych wosw. Stracie to pogodne usposobienie, ktre tak zjednywao ci ludzi. Pamitasz? Uciekaj std, Jureczku. Porzu to okropne ycie. Zdziczelicie wszyscy. Spalacie si jak wiece i jeeli to duej potrwa, bdziecie straconymi ludmi. Patrz, jak si nasze ycie rozleciao. Wszyscy myl o sobie. Takie teraz czasy. Tylko gupcy postpuj w ten sposb jak ty. Ocknij si. Moesz jeszcze wiele naprawi... Podszed do wielkiego lustra na fioletowym sznurze. Wpatrzy si we wasne odbicie. Barbara miaa racj. Jego czoo przeoray gbokie bruzdy. Usta skrzywiy si w jakim ni to bolesnym, ni to drwicym grymasie. Policzki byy zapadnite, podbrdek zaostrzy si. Tylko oczy stwardniay. Byy szare i obojtne. Patrzyy spod zmierzwionych powych wosw, gsto przyprszonych siwizn. W cigu caej wojny Ciszewski nie zmieni si tak jak podczas minionej zimy. - Sdz, e nie bdziesz mnie le wspomina? - zapytaa. Na dworze zacina uparty kapuniaczek. Mgy jak kbki waty szy raz w gr, to znowu w d czepiajc si lasw. Trzy samochody byy gotowe do drogi. Podporucznik Daszewski pokrzykiwa na onierzy, mokncych w pudach wozw. Wrd artw i miechw zaadowano walizki dziewczt. One same ulokoway si w szoferkach. Charkiewicz i Zbicki wleli do puda ostatniego samochodu. - Jeeli bdziemy mieli szczcie - mwi Daszewski do Jerzego - to przydybiemy bandytw za pierwszym razem: jeeli nie, to bdziemy musieli odbywa przejadki pocigiem a do skutku. Pomys Tomaszewskiego jest genialny. Warto poczeka. Wspaniaa maskarada! - Przesa rk causa stojcej w oknie willi notariusza Eli. W oczach mia ciepy blask.

Ciszewski nie sucha swego podwadnego. Za mokr szyb szoferki widzia twarz Barbary. Stara si zapamita jej rysy. Po raz pierwszy, od kiedy trwaa ich znajomo, nie oznaczali sobie adnego terminu spotkania. Jerzy wiedzia, e nigdy si ju nie zobacz.

Podporucznik Daszewski przebiera si wraz ze swymi onierzami w sztabie dywizji. W somianym kapeluszu i wypuszczonej na spodnie koszuli wyglda jak najbardziej autentyczny Bojko. onierze spogldali po sobie ze miechem. Wszyscy przedzierzgnli si w chopw z tych okolic. Ci, ktrzy mieli najgadsze policzki, przywdzieli stroje kobiece. Pukownik Sierpiski obejrza ich i by zadowolony. Pojedynczo udawali si na dworzec. W toboach, zawinitkach i koszach dwigali bro. Nikt nie zwraca na nich najmniejszej uwagi, co wiadczyo dobitnie, e przebranie si udao. Pocig sta ju przy peronie. Niewielkimi grupami zajli miejsca w wagonie. Daszewski zauway najpierw wsiadajce do pocigu towarzystwo, ktre przybyo z nimi z Baligrodu - Barbar, Zosi, Charkiewicza i Zbickiego - chwil potem za, z pewnym zdziwieniem Ew. Tamci jechali drug klas, moda nauczycielka - trzeci. - Nie miaa kiedy si wybra - powiedzia pgosem do przebranego za wiejsk babin kaprala Matyska. - Id do jej przedziau i pilnuj... Matysek skrzywi si. Porusza si ociale. Przeszkadza mu przytroczony do lewej nogi, pod kilkoma spdnicami pistolet maszynowy, ciy koszyk, w ktrym pod warstw jajek leay granaty rczne. Wykona jednak polecenie i wszed do przedziau Ewy. Po drodze mrugn do dwch milicjantw jadcych na wabia. Byo ich w caym pocigu wicej. Pukownik Sierpiski przypuszcza, e bandyci zostan przez swych sanockich informatorw o tym zawiadomieni, chwyc przynt i zaatakuj pocig. Kolejarz w czerwonej rogatywce da znak. Parowz gwizdn, sykn i zachysn si par. Ruszy z niemaym wysikiem. Ewa udawaa si do Krakowa po podrczniki dla dzieci, potrzebne w rozpoczynajcym si we wrzeniu roku szkolnym. Przymkna oczy i staraa si drzema. Wzrok siedzcej naprzeciw niej chopki by dziwnie natarczywy i irytujcy. Moda kobieta czua si le pod ciarem tych spojrze. Mam stanowczo zbyt rozdygotane nerwy - pomylaa. Przypomniaa sobie Piskorza i posmutniaa. Myl o tym czowieku nigdy jej, od pamitnego dnia, kiedy zjawi si w domu Szponderskiego, nie opuszczaa. By u niej jeszcze dwa razy, wcieky, e informacje, ktre przekazywaa, absolutnie si nie potwierdzay. Kpisz z nas, Ewo - mwi - zastanw si... Moe ci to drogo kosztowa. ya w cigym niepokoju. Na pozr nic si nie zmienio: udzielaa lekcji, odwiedzaa niewidomego Jana Rozwadowskiego, rozmawiaa z Ciszewskim i miaa ci z niewybrednych dowcipw pana Szponderskiego, ale wci w jakiej komrce mzgu tkwia myl o wicym j zobowizaniu. Twarz kapitana Piskorza ukazywaa si jej w dzie i w nocy. To ju nie byo ycie... Powag i skupieniem maskowaa strach, ktry j drczy. Czua, e w cigu kilku miesicy przybyo jej wiele lat. Ich ciar przytacza nieznonie. Nie widziaa wyjcia z matni. Pocig wlk si limaczym tempem. Przystawa na jakich stacyjkach, sapa i gwizda. Deszcz zacina w ciany wagonw. Ewa odczytywaa nazwy stacji i dziwia si, e wci s jeszcze tak blisko Sanoka. - Znw semafor - westchna Ewa, kiedy zatrzymali si po raz nie wiadomo ktry. Wychylia si przez okno i cofna gwatownie w gb przedziau. Babina drgna, zmarszczya brwi, po czym jakim zgoa niekobiecym ruchem wyjrzaa na dwr.

- Bandziory! - powiedziaa mskim gosem. - Niech si panienka odsunie, bo tu bdzie gorco. Do wagonw wdrapywali si ubrydowcy. Tym razem oni zatrzymali pocig. Sycha byo odgosy wydawanych rozkazw. Ostry, przenikliwy krzyk kobiecy rozdar powietrze. Strza hukn tak cicho, jakby kto rozbi pusty dzbanek gliniany. Potem pady inne. Drugi... Trzeci... Czwarty... W przedziale milicjantw kto si szamota. W drzwiach ukazaa si gowa ubrydowca. Na jego lewej piersi widnia emblemat Serca Gorejcego. Osupiaa ze zdumienia Ewa zobaczya, jak jej towarzyszka podry byskawicznie wyciga spod spdnicy pistolet maszynowy i wali do ubrydowca. Posypay si odamki szka, leciay drzazgi ze ciany wagonu. Bandyta, nie mniej oszoomiony od Ewy, wyrn zakrwawionym bem o podog. - Padnij! Padnij! - krzyczaa babina do Ewy. - Niech si pani schowa, do cholery jasnej. Szybko podkasaa spdnic i zaoya j za pasek od... onierskich spodni. Pwychylona przez okno praa teraz w kierunku k. Cay pocig zia ogniem na wszystkie strony. Ewa nie posuchaa rady kaprala Matyska. Zbliya si do niego i nie zwracajc uwagi na niebezpieczestwo, patrzya. W oknach pocigu stali chopi i baby. W ich rkach wida byo pistolety maszynowe. Rozszczeka si nawet erkaem, ktry plu ogniem w kierunku bandytw. Wikszo z nich uciekaa w pole. Nie wszyscy jednak mieli to szczcie. Ci, ktrzy przedtem wsiedli do wagonw, nie mogli si teraz tak atwo wycofa. Cz zgina w przedziaach, cz dopiero wyskakiwaa. Moda nauczycielka zobaczya nagle pdzcego na olep, z rkami wzniesionymi nad gow, kapitana Piskorza. Musia by ranny, bo utyka i twarz mia we krwi, ktra zlepia mu jasne wosy. W prawej rce zaciska rewolwer. Bieg wzdu wagonw, sdzc widocznie, e uwaga onierzy skupia si na uciekajcych w pole. Podnis gow i w tej chwili zobaczy Ew. Bezbrzene zdumienie odmalowao si w jego oczach. Wycign swobodn rk, jakby si spodziewa od dziewczyny ratunku. Przez krtki jak byskawica moment mierzyli si wzrokiem. Moe to wanie zdumienie zgubio bandyt, a moe i tak by stracony. Kapral Matysek skierowa na niego swj pistolet maszynowy. Seria pociskw przestbnowaa marynark kapitana Piskorza, rozerwaa mu szyj i rozwalia gow. Osun si w kurzu, wzniesionym z pokrytej ulem cieki przy torowej, pod koa wagonu. Wtedy dopiero Ewa cofna si w gb przedziau, u ktrego drzwi lea na wznak, szczerzc zby, w kauy krwi czowiek z emblematem Serca Gorejcego na lewej piersi. Gdy ubrydowcy zatrzymali pocig i w drzwiach przedziau ukazaa si twarz jednego z nich, mecenas Charkiewicz umiechn si uprzejmie, nie okazujc najmniejszego zaniepokojenia. Nie mia powodu ba si tych z lasu. Jakie byo jednak jego zdumienie, gdy zobaczy, e drzemicy dotd spokojnie pod oknem drwal odwija ze szmat, ktre pieczoowicie uoy pod okciem, oksydowan luf pistoletu maszynowego i kadzie nie mniej osupiaego ze zdziwienia ubrydowca trupem. Nie troszczc si o kobiety i Zbickiego, mecenas da natychmiast nura pod awk. Zosia dostaa spazmw, ale nikt si ni nie przejmowa. Zbicki tuli skamienia z przeraenia Barbar w ramionach i - trzeba to przyzna - zachowywa wzgldny spokj. Cae towarzystwo syszao, jak kto ostrym mskim gosem woa: ywcem go bra! ywcem! Na korytarzu wagonu smagy, czarnooki chop szamota si z jakim ubrydowcem. Dwie babiny furkoczc spdnicami pospieszyy czarnookiemu z pomoc. W ich rkach byszczay pistolety maszynowe. ubrydowiec oberwa kilka razy kolbami w eb i osun si bezwadnie na podog. Zosta nastpnie przewleczony do przedziau drugiej klasy i cinity na kolana omdlewajcej Zosi, ktra na widok bladej twarzy bandyty i jego zlepionych krwi wosw stracia przytomno. Gowa i ramiona ubrydowca znalazy si na wysokoci lecego pod awk Charkiewicza. Mecenas spostrzeg gwiazdki na patkach munduru oguszonego. Wzili do niewoli oficera - pomyla logicznie.

Strzelanina oddalaa si. Napastnicy uciekali w pole., Chopi i wiejskie kobiety strzelali wciekle, prowadzc regularny ogie pocigowy. Wreszcie wszystko umilko. Charkiewicz wylaz spod awki i za przykadem Zbickiego zaj si paczc Zosi. We drzwiach przedziau stan czarnooki chop i przedstawi si swobodnie: - Podporucznik Daszewski. Miaem przyjemno wie szanownych pastwa z Baligrodu. Bardzo przepraszam za ten haas, ale trzeba byo zrobi troch porzdku... Drwal i dwie kobiety wycignli jeca na korytarz. Chlunito wod z menaki na twarz. Oprzytomnia. Zamglonym wzrokiem potoczy wokoo. - Jak si pan ma, chory Ksiek! - przywita go Daszewski. - Nareszcie znw jestemy razem. Przez tyle miesicy nie dawa pan znaku ycia, a si zaniepokoilimy o paskie zdrowie... - Wspaniay rezultat! - unosi si Charkiewicz. - Panowie naprawd znakomicie rozprawilicie si z tymi bandytami. - Mogo by lepiej - powiedzia skromnie podporucznik - maj czternastu zabitych i chyba jakich rannych. Niestety, tej kategorii jest niewiele. Nasi onierze s cholernie zaciekli. Wyadowuj cae magazynki. Ledwom uratowa pana Ksika. Mamy z nim osobne porachunki. To dezerter... wic pastwo rozumiecie... W Kronie onierze wysiedli. Na poegnanie kapral Matysek powiedzia do Ewy: - Pani to nie ma stracha. Sowo daj, w yciu nie widziaem takiej kobity. Powinna pani suy w naszym puku. Najlepszy puk w caej Polsce - doda z przekonaniem i pocaowa j w rk. Zebrani na peronie pasaerowie patrzyli ze zdumieniem na wieniakw obojga pci, uzbrojonych po zby, otaczajcych ponurego Ksika, i uoone pokotem na czarnym ulu dworcowym ciaa ludzi w polskich mundurach z odznak Serca Gorejcego na lewej piersi.

Deszcz przesta pada. Powietrze byo rzekie i czyste. Tcza przecinaa jak wielobarwny wiadukt wetlisk dolin. Puk min wczoraj Cisn i zblia si do Kalnicy. Szpica czesaa swoimi szperaczami pobocza trasy. onierze wykonujcy to zadanie klli, bo teren by nierwny, mczcy, a w trawie zroszonej dugim deszczem szybko przemakay buty. W kolumnach batalionowych wolno jechay samochody ciarowe z dobytkiem puku i dopiero co przybyymi onami oficerw. Ciszewski szed zatopiony w niewesoych mylach. Od wyjazdu Barbary nie potrafi wrci do rwnowagi. - Jak si ten szczyt nazywa, panie kapitanie? - zapytaa go miym sopranem Irena Grodzicka, idca obok w spodniach, z aparatem fotograficznym przewieszonym przez rami. Jerzy spojrza na map. - Wysokie Berdo, prosz pani. Nie zareagowa na jej sowa zachwytu. Od duszej chwili obserwowa zawieszony na niebie may samolot rozpoznawczy. Aparat brzcza jak waka i pracowicie zatacza koa nad lasami. Dowdztwo okrgu i dowdztwo Grupy Operacyjnej Rzeszw, majce od kilku miesicy koordynowa walk przeciw bandom, z uporem prowadziy tego rodzaju rozpoznanie, jakkolwiek nigdy nie uzyskiway t

drog adnych rezultatw. Teoria uczya, e tak trzeba postpowa, wic realizowano j w praktyce. Lotnik flegmatycznie odwala swoj dzisiejsz porcj. - Takiemu to dobrze - westchn porucznik Rafaowski. - Dzi wieczorem pjdzie sobie z dziewczynk do kina w Krakowie! - I bdzie j jeszcze bajerowa, e wykona zadanie bojowe - mia si major Pawlikiewicz. Silnik samolotu zaomota nagle nierwno. Aparat gwatownie zmieni kierunek. - Z nudw zachciao mu si ewolucji - powiedzia Rafaowski. Samolot jednak zblia si coraz bardziej do kolumny puku systematycznie zmniejszajc wysoko. Motor umilk. - Co mu si jednak stao - stwierdzi oficer ewidencji, porucznik Rapski. - Usiad! Usiad za lasem! - woali onierze. Wszyscy zobaczyli go dopiero na podmokej ce w pobliu Smereku. Mia strzaskane migo i kilka przestrzelin w skrzydach. Pilotowi i obserwatorowi na szczcie nic si nie stao. - Ostrzeliwali nas, s...syny! - meldowa pilot majorowa Grodzickiemu. Pospnym wzrokiem patrzy na samolot. - Martwi si, e nie pjdzie dzi do kina z dziewczynk - szepn Rafaowskiemu porucznik Zajczek. Z aparatu wymontowano silnik i zaadowano na samochd. Kadub kukurunika spalono. Pilot i obserwator powdrowali z pukiem do Ustrzyk Grnych. - Czy wie pan, e Amerykanie przeprowadzili now prb z bomb atomow? - mwi doktor Pietrasiewicz do majora Grodzickiego. - Gdzie? - Syszaem t nazw przez odbiornik naszej radiostacji, ale nie rcz za dokadno. Zdaje si, e w jakim Bikini... Zreszt to wszystko jedno. Dzika historia! Czy naprawd wojna nie przestanie zagraa wiatu? - Kiedy si odbya ta prba, doktorze? - przerwa dowdca puku. - To zapamitaem. Prosz sobie wyobrazi, e dokadnie w dniu naszego referendum, w niedziel 30 czerwca.

11
Dowdca kurina Ren wrci ze spotkania z wyszymi dowdcami Ukraiskiej Powstaczej Armii w Zakierzoskim Kraju. Gow mia jeszcze pen tego, co mwili podczas narady: krajowy prowidnyk Stiah, jego zastpca Oran, komandir Grupy San - Orest, prowidnyk Suby Bezpieczestwa Dalnycz i inni dowdcy. Sytuacja bya powana. Nieprzyjaciel zmieni taktyk. Jednostki Wojsk Bezpieczestwa Wewntrznego Wojska Polskiego i Wojsk Ochrony Pogranicza stay si bardzo ruchliwe. Przesuway

si wycznie noc, nie zatrzymyway po wioskach, bezustannie zmieniay kierunki marszu i coraz bardziej niepokoiy sotnie UPA. Kuriny eleniaka i Berku ta, operujce czci si na terenach nizinnych, miay znaczne straty. Orest wtpi nawet, czy bd mogy kontynuowa dziaalno na dotychczasowych obszarach. Obozy Chromenki i astiwki z kurina Bajdy zostay zaatakowane przez WOP oraz wojsko z Rzeszowa i zniszczone, same za sotnie ledwie uszy cao, pozostawiajc na pobojowisku sporo trupw. Zwikszya si liczba rannych, ktrych przenoszono z miejsca na miejsce. Leczenie ich w lenych warunkach przedstawiao ogromne trudnoci. Ren szczegowo opisa likwidacj swej andarmerii pod Zawojem. Dowdcy kiwali gowami. Wszdzie wystpoway te same objawy; przeciwnik stosowa inne metody. Organizacja Ukraiskich Nacjonalistw - OUN - a wraz z ni UPA traciy presti. Krajowy prowidnyk mia wiadomoci, e chopi staj si oporni. Zhardzieli. Prowidnycy rejonowi i lokalni coraz czciej donosili, e trudno im zbiera kontrybucje. Informacje o ruchach wojsk i zarzdzeniach wadz staway si rzadsze, wielokrotnie byy bdne. Prowidnyk Suby Bezpieczestwa Dalnycz dopatrywa si w tym objaww zej woli. Ludzie milczeli. To byo najgorsz oznak ich nastrojw. Tymczasem z zagranicy nadchodziy za porednictwem Krajowego Orodka Kurierskiego OUN - Hoodomore - wci nowe rozkazy. Ukraiska Gwna Rada Wyzwolecza - UHWR - domagaa si energicznych dziaa. Komendant Orodka, etun, komunikowa, e sotnie powinny wzmc natarcie. Nie wolno byo pozostawia przeciwnika w spokoju. Naleao go nka bezustannie. Oczekiwano alarmujcych wiadomoci z Polski. wiat powinien by wiedzie, e walka przeciw komunistom wre. Tylko w ten sposb mg Stefan Bandera rozporzdza w swej akcji odpowiednim zasobem argumentw. Czonkowie UHWR denerwowali si. Wieci o porakach sotni UPA niepokoiy ich w najwyszym stopniu. Wyniki narady podsumowa Stiah. Komandir Orest wyda szereg zarzdze. Dowdcy kurinw mieli je wcieli w ycie. Na wezwanie Rena do Mikowa przybyli sotenni: Hry, Stach i Bir. Sotnia Hrynia obstawia wie. Skoczyy si czasy, kiedy mona byo spokojnie obradowa i zbiera si po wioskach caymi kurinami. Teraz wojsko mogo si zjawi w kadej chwili. - Przechodzimy do nowej fazy dziaa - mwi Ren. - Wiecie dobrze, e Lachy zmienili taktyk. a po grach bezustannie. Trudno ich obserwowa, bo przesuwaj si tylko noc. Nie mona przewidzie kierunkw uderze, gdy po kilka razy w jednej akcji je zmieniaj. Ta ich ORMO krci si po wsiach, bezpieka wszdzie ma swoich ludzi... Uzbroili robotnikw przy szybach naftowych, nawet mae posterunki milicji zamienili w punkty oporu. Nie oznacza to, e w tej sytuacji bdziemy siedzieli z zaoonymi rkami... Zadania s te same, co przedtem, i trzeba je wykonywa. Abymy jednak mogli dziaa, musimy sami by zabezpieczeni. W tym celu dowdztwo Grupy San rozkazuje... - wydoby z kieszeni kilka arkuszy zadrukowanej gstym pismem bibuki i zacz czyta:

Wszelkie obozy w postaci skupisk szaasw czy domkw lenych musz znikn. Naley je zastpi podziemnymi bunkrami cile zamaskowanymi. Miejsce obozu nie moe by widoczne dla nieprzyjaciela, nawet jeli si w nim znajdzie... Bunkry budowa pod ziemi w dwch kondygnacjach. Kad maskowa. Jeeli przeciwnik wejdzie do jednej, nie powinien wykry drugiej... We wsiach opuszczonych przez mieszkacw, ktrzy wyjechali na zachd lub do Rosji, kontynuowa bunkry pod podogami, paleniskami lub w drugiej kondygnacji pod piwnicami domw. Zaleca si te budow pomieszcze, do ktrych wejcie prowadzioby przez ciany studni wiejskich... Zaczone rysunki objaniaj dokadnie typy bunkrw... Kady kurin skonstruuje poza tym jeden szpital podziemny. (Patrz rysunek...) Przewidujc, e dowz ywnoci moe by utrudniony z powodu dziaa przeciwnika i wzmagajcej si akcji

przesiedleczej, polecamy gromadzi zapasy w specjalnych bunkrach-magazynach, rozmieszczonych w caym terenie operacyjnym kurinw. Kada sotnia ma mie osobne zapasy na co najmniej trzy miesice. Jest to szczeglnie wane ze wzgldu na zim... Rozkazuje si dalej: zbiera i magazynowa wszelk amunicj pozosta z okresu wojny, lec dotd w lasach. Dowz amunicji te moe by utrudniony...

Ren czyta monotonnym gosem dug instrukcj. W chacie sotysa byo parno. Ze wzgldu na konieczno zachowania treci narady w tajemnicy nie otwierano okien. Roje much o metalicznie poyskujcych odwokach brzczay pod sufitem, siaday na rkach i twarzach sotennych. Hry i Stach nie mogli powstrzyma si od palenia. W izbie nie byo czym oddycha. - daj od nas olbrzymiej pracy! - westchn eks-kleryk Bir. - A ycie jest ci mie? - zapyta go dowdca kurina. Sotenni uwanie studiowali plany bunkrw. - Nigdy jeszcze adna partyzantka nie skonstruowaa takich budowli - z dum powiedzia Ren. - Rosjanie je mieli... Nawet tu, w Chryszczatej, s jeszcze ich bunkry z czasw wojny - mrukn Hry. - Nie budowali jednak w dwch kondygnacjach. - Nie musieli. Wiedzieli, e przyjdzie koniec wojny - zauway ponuro Stach i doda: - Ciekaw jestem, gdzie ja umieszcz konie? Czy te w bunkrach? - Wykonujcie rozkaz... I adnych dyskusji - warkn Ren. - Pamitajcie, e kto si do tych zarzdze nie zastosuje, bdzie mia grube nieprzyjemnoci. W instrukcji jest specjalny punkt na ten temat... Wyszed przed dom zostawiajc sotennych samych. Rozpi czarn kamizelk, na ktrej koysaa si zota dewizka od zegarka. Na dworze byo prawie rwnie gorco jak w chacie. W cieniu rozoystej jaboni Maria usypiaa swego synka. Nog wprawiaa w ruch drewnian koysk. Co pewien czas odpdzaa muchy, natrtnie atakujce twarz dziecka. Skra na jej ramionach miaa barw szlachetnego, jasnego brzu. Ciemnobkitne oczy patrzyy z powag przed siebie. W powietrzu rozchodzi si zapach niedawno skoszonego siana. Obok modej kobiety lea na trawie John Curtiss. Zjawi si przed kilku dniami w Mikowie wraz z Derek Robinsonem. Tym razem przyprowadzi ich cznik orodka kurierskiego Krywonis. - Zjawiacie si panowie, w przeomowym dla nas momencie - powiedzia do Curtissa kurinny Ren. - Wymaga tego nasz zawd - umiechn si dziennikarz, nie odrywajc wzroku od Marii. - Dlaczego uwaa pan obecny moment za przeomowy, mister Ren? - zapyta Robinson, ktry goli si wanie przed maym lusterkiem, zawieszonym na pniu jednego z drzew. - Wzmagamy walk z nieprzyjacielem, Herr Robinson - odpowiedzia dowdca kurina. - Zastosujemy rwnoczenie nowe metody, ktrych nie znaa dotd adna partyzantka. Schodzimy dosownie pod ziemi i stamtd bdziemy atakowali - mwi chepliwie. - To bardzo interesujce. Bardzo... Ponielicie ostatnio due straty, mister Ren? - Propaganda komunistw wyolbrzymia je.

Anglik z niebywa uwag bada palcami skr na swych policzkach. Uzna, e jest dostatecznie gadka, opuka pdzel i oczyci brzytw z mydlin. Na wiecie mogy istnie wszelkiego typu maszynki do golenia, ale Derek Robinson uywa brzytwy. Opuci rkawy koszuli, zapi mankiety i woy marynark. Z dobrze maskowan wyszoci spojrza na poccego si Rena. On sam doskonale wytrzymywa upa. Nawet w Afryce nosi zawsze marynark i krawat. - Czy mona bdzie napisa o waszych nowych metodach, mister Ren? - zapyta. Dowdca kurina skoni si na znak aprobaty. Usiedli obaj w cieniu. Ren opowiada, Anglik notowa. - Wszystko jest zaatwione, Mario... - mwi tymczasem Curtiss do modej kobiety. - W razie potrzeby prosz si zgosi w naszym konsulacie w K. Bezporednio u konsula... Jest pani zadowolona? Kiwna gow, ale wyraz jej oczu si nie zmieni. - Jaka jest naprawd sytuacja? - informowa si. - Czy rzeczywicie tak kiepsko z wami? - Dobrze bdzie, jeeli przetrzymamy t zim. yjemy jak zwierzta... Dnia ani godziny spokojnej nie mamy. Musz si std wydosta. Musz... - szepna. - Ma to pani zapewnione. Wszystko zaatwiem. - Ja tak... ale oni? Mj m, inni? - To s onierze, Mario. Sama to pani rozumie... Odwrcia gow, aby nie dostrzeg bysku nienawici w jej oczach. Dziennikarz jednak nie patrzy na ni. Wygodnie uoony pod drzewem, obserwowa bezchmurne, bkitne niebo. Za kilka dni mia by w Londynie. Rozpoczyna urlop. W tym roku pojedzie z Maud do Woch. W Pradze otrzyma jej depesz. Mieli ju zarezerwowane pokoje w Cortinie. Co go obchodziy sprawy tych dzikusw bieszczadzkich? Hry wrci dzi wieczorem z pewnoci do lasu, a on bdzie spa z Mari. Taka jest normalna kolej rzeczy. Zaatwi jej przecie spraw w konsulacie. Bdzie moga std uciec, jeeli zechce. Jest dentelmenem i dotrzymuje przyrzecze... W Niemczech do jest dipisw. adna kobieta da sobie rad. Szkoda tylko, e ma dziecko... To utrudnia ycie. Nic na to nie mona poradzi... Maud. Maria. Cortina. Londyn. Mikw. Bkitne niebo. Gry. Woskie gry. Pachn pomaracze i siano. Niedojrzae jabka te pachn. Dobrze jest by modym i mc podrowa. Myli mieszaj si. Muchy brzcz i zakcaj bieg myli. Curtiss zasypia, ale przedtem syszy jeszcze gos Robinsona: - W rejonach Lublina i Biaegostoku jest ju chyba koniec, mister Ren. Partyzanci ponieli tam due straty. Niewiele o nich sycha. Wy jestecie obecnie najwaniejsi. mieszny ten Robinson... Zawsze chce poucza. Kto tu jest najwaniejszy? Czy istotnie na tym malutkim skrawku ziemi dziej si jakie wane rzeczy? John Curtiss umiecha si w pnie pobaliwie. Marszczy nos, po ktrym posuwa si dua, lnica mucha. Maria odgania j. Teraz pi obaj: Anglik i jej syn. Kurinny Ren mia jeszcze w tym dniu kopotliw spraw do zaatwienia. Przywoa go rejonowy prowidnyk Ihor, ktry od trzech godzin boryka si w leniwej, ale zaciekej dyskusji z sotysem. Chodzio o stricia Woosa. Sze tygodni temu Berkut ze swymi andarmami wy chosta ojca tego stricia - chopa z niedalekich Preukw. Stary nie wytrzyma batw. Chorowa, plu krwi, skary si, e go co w boku kuje, i wreszcie przed kilku dniami umar. Stabsarzt Kemperer zapewnia, e nie od bicia, ale chopi nie wierzyli. Diabli wiedz, dlaczego oni s tu wszyscy krewnymi. Caa starszyzna

wioski awanturowaa si nie wiadomo o co. Na prno rejonowy prowidnyk Ihor tumaczy im, e Berkut te ju nie yje i nie ma kogo kara. Zaszo zwyke nieporozumienie. wie Panie nad dusz starego i Berkuta za jednym zamachem. Chopi potrzsali gowami. Niby to chodzio im o ojca Woosa, ale zjechali na cakiem inne problemy. Ihor prosi w zwizku z tym Rena o interwencj. - Co to za porzdki? - potrzsa siw gow sotys Mikowa. - Ludzi si nie szanuje. Woos w sotni suy. Krew przelewa, a tu jego ojca na mier... Jak to jest, pane komandir? - Mwiem wam ju, e Berkut zabity. Gdyby y, ukaralibymy - zniecierpliwi si rejonowy prowidnyk. Grdyka podskakiwaa mu nerwowo. - Haahan zosta dowdc andarmerii na miejsce Berkuta i wcale nie jest lepszy. Trzy dni temu pobi ludzi w Duszatynie - odezwa si Stanicki. - Pobi, bo chcieli kosi na kach przesiedlecw - wyjani Ren. - Wic jak jest? Nie wolno tego robi czy co? Tyle dobra ma si zmarnowa? - pyta Stanicki. Ihor spojrza znaczco na dowdc kurina. - Zarzdzenia w tej sprawie dawno ju znacie. Chcecie zbiera z pl przesiedlecw i dostarcza komunistom. Nie wolno - surowo powiedzia Ren. - Dlaczego od razu komunistom? Nam samym te siano i zboe potrzebne. - Macie swoje. - Od przybytku gowa nie zaboli - wtrci Nazar. - Tu naprawd wytrzyma nie mona - irytowa si Siemienko - komunici ka zbiera, wy zabraniacie. Co mamy robi, hospodi pomyuj?! - Macie nas sucha, inaczej czerwonego kura moemy puci - niby to artem ostrzeg Ren. - Za duo wy tego kura puszczacie, oj za duo - westchn sotys. - Ludzie uciekaj. Tu nie mona y. Jak tak dalej pjdzie, nikt na emkiwszczynie ani na Bojkiwszczynie nie zostanie. - Nie tobie, durniu, o tym sdzi! - krzykn dowdca kurina. - Naprawd nie znacie si na polityce - doda nieco agodniej Ihor. Chopi mikowscy zbyt wiele konszachtw mieli z banderowcami, aby ich mona byo tak atwo uciszy. Sotys przekn obelg i pokornym gosem zaatakowa z innej strony: - Ludzie mwi - powiedzia - e te konie, cocie nam, pane komandir, jeszcze w zeszym roku obiecywali, te, ktre konfiskujecie przesiedlecom, wcale nie id na cele Ukraiskiej Powstaczej Armii, a s sprzedawane rnym kupcom... - Do tego Lachom - uzupeni Nazar. - Zwariowalicie! - zirytowa si rejonowy prowidnyk. - Oj, nie, pane! Oj nie! - potrzsn gow sotys. - Ja sam widziaem takiego kupca. Charkiewicz nazywa si... Mwi, e i starosta Rozwadowski handluje... Czy to w porzdku, pane komandir? - Musimy mie pienidze na zakup lekarstw - wyjani Ren. - Chciabym te wiedzie, kto o tych koniach tak gada?

- We wszystkich wioskach mwi, pane komandir. We wszystkich. - Skr bdziemy upi z tych, co za duo miel ozorami! - rykn dowdca kurina tracc panowanie nad sob. - Trudno wam przyjdzie y, pane komandir, jak wszystkich bdziecie tylko upi i upi. Nasza wioska wam przyjazna, a jak nas traktujecie? Mamy co z tego, e pomagamy sotni, lubimy was, gocimy? mwi Stanieki. - Dalimy wam ca mas krw - interweniowa Ihor. Chopi spojrzeli na niego z nie ukrywanym politowaniem. Umiechali si i potrzsali gowami, jakby powiedzia co niezmiernie wesoego. - Z czego si miejecie? - zapyta Ren. - Co to za krowy, pane komandir? miech nie krowy. Strici przez gry je gnali, nie karmili, jak trzeba, i nie doili tygodniami. Straciy mleko. Nawet sprzeda na miso nie ma gdzie. Kto kupi? Ot i wasze krowy! - Sotys splun i ostentacyjnie patrzy na gry. - Pane komandir - zabra gos Siemienko - powiedzcie nam, co bdzie? Siana zbiera z k przesiedlecw nie wolno, zboa te. Ich chaty i dobytek palicie. Coraz mniej jest wiosek. Ludzie uciekaj. Tu niedugo - przeegna si - sama pustynia zostanie... - Powiedzcie, pane komandir: jak dugo to jeszcze potrwa? Jak si skoczy? Ren popatrzy na starego spode ba. Zna te pytania. Stawiano je ostatnio coraz czciej we wszystkich wioskach. Nic nie pomagay wyjanienia dawane w wydawnictwach redakcji Peremogi. Na prno biedzili si redaktorzy Pewny i Sota w swych artykuach odbijanych na powielaczu, w ulotkach i odezwach. Chopi uparcie domagali si faktw. Ren uwiadomi sobie w tej chwili, e podobne pytania stawiali strici rojowym i czotowym, ci nagabywali sotennych, a sotenni z trosk w gosie zwracali si o odpowied do kurinnych. Myla o tym i krajowy prowidnyk Stiah, i jego zastpca Oran, i prowidnyk Suby Bezpieczestwa Dalnycz, redaktorzy Peremogi, ludzie z orodka kurierskiego Hoodomore i technicznego Wulkan, wreszcie twardy jak gaz i zahartowany w walkach dowdca Grupy San - Orest. On sam, Ren, pyta dzi o to Robinsona. Jak si ta sprawa skoczy? Pytanie gryzo ich, gnbio, wci wisiao w powietrzu. Cae dowdztwo UPA i kierownictwo polityczne OUN w Zakierzoskim Kraju wiedziao dobrze, i pyta takich nie stawia si cigle, gdy si wierzy w zwycistwo. To byo pewne. Kurinny Ren powid wzrokiem po twarzach otaczajcych go chopw. - Wojna si zblia - powiedzia. - Amerykanie wyprbowali bomb atomow na Bikini. Syszelicie? Teraz ju bez wtpienia uderz... - Jesieni czy na wiosn? - zapyta Siemienko i Renowi wydawao si, e w gosie jego drga ironiczna, ledwie uchwytna nutka. Nie zareagowa na ni. Poczu si zmczony upaem i ca sytuacj. Byway chwile, e mia wszystkiego do. - Pane komandir, czy to prawda, e mamy ry bunkry pod chaupami? Komandir Hry kaza... dosysza pytanie sotysa. - Bdziemy teraz y jak krety - zamia si Stanicki. - Kada wioska zamieni si w kretowisko. Ren oddala si od chopw. Nawet w Mikowie nie byo ju tej atmosfery co dawniej.

- Kretowisko? - dobieg go miech innego chopa. - Jakie tam kretowisko! Czy nie rozumiecie, ludzie, e my kopiemy sobie groby?! Cmentarzysko, nie kretowisko, ot co! - natrzsa si kto za plecami dowdcy, kurina. Ren nie rozpozna gosu dowcipnisia. Obejrza si i zobaczy stojcych z powanymi minami chopw. W ich twarzach nic nie mona byo wyczyta. Dowdca kurina wezwa rejonowego prowidnyka Ihora. Musia mu jeszcze wyda kilka zarzdze. Tego jeszcze -dnia wieczorem Hry i Bir otrzymali odpowiednie rozkazy. Nawet pochonita budow bunkrw UPA nie moga przerwa normalnej dziaalnoci. Dwie sotnie ruszay w pole, Stach ze swymi ludmi pozosta w dyspozycji dowdcy kurina.

Zadanie sotennego Hrynia byo proste. Od kilkunastu dni midzy Ustrzykami Grnymi a Cisn i Baligrodem odbywa si ruch kolumny samochodowej, zaopatrujcej w ywno puk, ktry obra sobie za baz dziaania Ustrzyki. Kolumna miaa stosunkowo nieliczn ochron i stanowia atwy cel. Jej zniszczenie mogo by istotne z punktu widzenia praktycznego i propagandowego. Puk, pozbawiony czci taboru, napotkaby znaczne trudnoci w organizacji dowozu. Poza tym wie o zniszczeniu kilku samochodw rozeszaby si po okolicy i podniosa presti kurina. Tak rozumowa Ren i kaza si Hryniowi zaczai z sotni gdzie na trasie kolumny, poczeka cierpliwie na jej przejazd, nastpnie zaatakowa, wytuc, ilu si da, onierzy i zniszczy wozy. Nowo utworzony oddzia andarmerii, dowodzony teraz przez Haahana, ledzi ruchy transportw od duszego czasu. Zdaniem Haahana samochody powinny przejeda w tych dniach. - Przy okazji moecie si, chopcy, zabawi - powiedzia dowdca andarmw do Hrynia i jego czotowych. - W tej kolumnie jad czsto po zakupy ony oficerw... Kobitki a mio. Wemiecie do niewoli i sotnia bdzie miaa uciech. Hry ponuro ypn okiem, czotowi artowali wesoo. Haahan mia opini znawcy kobiet. Derek Robinson kaza sobie dokadnie wytumaczy zadanie Hrynia i zainteresowa si objanieniami Haahana. Potem stwierdzi, e od dawna chciaby osobicie obejrze jak akcj, poegna si z Curtissem, przekaza za jego porednictwem pozdrowienia znajomym w Londynie i ruszy wraz z Hryniem. Obaj byli milczcy, obaj rwnie ponurzy. Jechali na czele sotni tu za szperaczami. Noc bya jasna, ksiycowa. Robinson patrzy na cienie drzew i striciw, sucha dwikw niezrozumiaej dla niego mowy ukraiskiej, ale adnych pyta nie zadawa. Hry by z tego zadowolony. Wszelka rozmowa sprawiaa mu trudnoci. Dowdca sotni wybra miejsce zasadzki midzy Ryczywoem a Doyc, niedaleko skrzyowania drg, na ktrym kilka miesicy temu Bir zdoby dziao. Uwaa powodzenie kolegi za dobr dla siebie wrb. Zreszt niezalenie od wszelkich wrb samo miejsce byo doskonae. Las dochodzi tu do szosy, obejmujc j z obu stron. Byo gdzie si ukry i skd prowadzi ogie. Wycofanie te nie mogo sprawi wikszych trudnoci. Wszystko to Hry wzi pod uwag i kiedy odpoczywali za Jaworem, wyjani sytuacj czotowym. Ukleja przeoy sowa dowdcy sotni Robinsonowi. Posuwali si szybko szlakiem przez Jaworne, Woosa, Sasw. Obeszli Cisn od pnocy. - Grupa manewrowa WOP jest teraz pod Bukowcem - wyjani Ukleja Robinsonowi, dodajc, e kawalerzystw granicznych zatrzyma kilka poarw, ktre wznieci Bir i Stach. W ten sposb sotenny Hry bdzie mg swobodnie dziaa tu pod Cisn - sta siedzib grupy manewrowej.

- Zawsze tak robimy - chepi si Ukleja. Ludzie i konie brodzili korytem Solinki. Dla zatarcia ladw. Po prawej rce leaa szosa. Upiornie pusta i cicha w wietle ksiyca. Tdy miay nadjecha samochody. Hry przezornie zatrzyma sotni. Najpierw miejsce zasadzki musieli zbada szperacze. Trzech striciw, nisko pochylonych, z karabinami tu przy ziemi, pobiego naprzd. Wyszli na szos. Robinson obserwowa ich czarne sylwetki. Hry zdawa si drzema. Sotnia zastyga w bezruchu. Jeden z koni parskn nagle nerwowo. Z lasu nad szos odpowiedziao mu przecige renie. Dowdca sotni drgn. Strici na drodze znieruchomieli. - Co si stao? - zapyta szeptem Robinson. Czotowy Ukleja, stojcy przy jego strzemieniu, cisn mu nog w kostce. - Spokj! - odpowiedzia rwnie znionym gosem. Rj czerwonych, zielonych, bkitnych wietlikw z przecigym wyciem rozdar powietrze. Pociski. Piropusz srebrzystej racy janiejszej wielokrotnie od ksiyca wzbi si pod granatowe niebo. Karabin maszynowy rwa cisz na strzpy. Rozleg si akompaniament pistoletw maszynowych. Rusznica przeciwpancerna guchym hukiem markowaa tempo. wietliki. Setki wietlikw gnajcych we wszystkich kierunkach. Barwne fontanny mierci. ta raca. Zielona raca. Karabin maszynowy zachystywa si ogniem. Szala we wciekym popiechu. Cisza pka jak rozbity garnek. Noc uciekaa w popochu. Rczne karabiny maszynowe pracowicie pruy jej granatowy paszcz. W miejscu, gdzie znajdowaa si sotnia, zapanowao pieko. Robinson zobaczy w wietle rac banderowcw biegncych w d potoku. Sysza, jak kto krzycza po niemiecku: Hilfe! Hilfe! Kameraden! Usiowa zawrci konia, ale mu si to nie udawao. Wierzchowiec skrci tylko w lewo i instynktownie uciekajc przed pociskami wdar si w gste zarola na brzegu. Kotowao si tam od striciw, ale kule nieprzyjaciela miay do nich wci jeszcze zupenie swobodny dostp. Anglik przypomnia sobie w tej chwili Gran Chaco. Wojna Boliwii z Paragwajem. By wtedy cakiem modym korespondentem. Obie armie wytukiway si wzajemnie w takich wanie zarolach. W dungli Robinson nieraz znajdowa si w opaach. Potrafi zachowa zimn krew. W Gran Chaco czy w Bieszczadach... Musia teraz myle o sobie. Nie sucha chrapliwego gosu Hrynia, wydajcego jakie niezrozumiae dla niego komendy. Poczu, e jego ko chwieje si na nogach. Zrcznie zeskoczy na ziemi i pobieg w las wprost przed siebie. Nie zapomnia o swoim maym neseserze podrnym. W takich okazjach nigdy nie traci gowy. Ogie napastnikw zmieni obecnie kierunek. Wytyczay go bardzo dokadnie barwne tory trasujcych pociskw, mkncych na pnocny zachd. Robinson szed na wschd. Gosy uciekajcych striciw oddalay si. Trzeszczay gazie, amane du iloci butw. Dziennikarz domyli si, e oddzia wojska posuwa si za ludmi Hrynia. W wietle jednej z rac dostrzeg stary rw strzelecki, zapewne pozostao wojenn. Przysiad na jego dnie. Skonstatowa, e jest lekko spocony. Zdenerwowaem si - pomyla z pewnym zdziwieniem. Jego zegarek wskazywa drug po pnocy. Przypomnia sobie, e go nie nakrci, i natychmiast wykona t czynno. Strzay byy coraz rzadsze. Anglik pdrzemic doczeka witu. W pierwszym brzasku dnia przedosta si na szos i ruszy w kierunku Przysupa. Nie szed dugo. Tu przed wsi zatrzymali go onierze. Jeeli maj jakich jecw od Hrynia, bd mia kopoty - wpado mu na myl. Wiedzia, e jecy zeznaliby, i by w Mikowie. Nie przejmowa si tym. I tak by si wytumaczy. Wojsko nie wzio jednak adnych jecw. W tym okresie w zwyczaj

by niezmiernie rzadko stosowany. Banderowcy mieli omiu zabitych. Leeli przykryci pachtami na skraju wioski. Robinson rzuci na nich z ukosa obojtne spojrzenie. Jeden z onierzy bezradnie oglda paszport dziennikarza, w ktrym Jego Krlewska Mo - The King of Great Britain and Ireland - osobistym podpisem zoonym pod specjaln uwag zobowizywa si do opieki nad swymi poddanymi. Podszed oficer w rozpitym paszczu z odznakami kapitana. Mia zaczerwienione od bezsennoci oczy i zmierzwione, mocno poprzetykane siwizn wosy. Odebra paszport od onierza. - Co pan tu robi? - zapyta po angielsku. - Wyszedem na porann przechadzk. Zdaje si, e bdzie dzi adnie? - umiechn si Derek Robinson. Kapitan nie mia jednak ochoty do artw. Dziennikarz wyjani, e ze wzgldu na brak rodkw transportowych ju drugi dzie idzie piechot z Sanoka. Chcia zwiedzi ten teren, porozmawia z mieszkacami. Wizy na jego paszporcie byy w porzdku. Mg si swobodnie porusza po caym terytorium RP. - Gdzie pan nocowa po drodze? - W oczach kapitana czaio si zmczenie. - W polu. Teraz jest lato. Najzdrowiej pi si pod goym niebem. - Dokd pan idzie? - Przed siebie... Chciabym dotrze do Ustrzyk Grnych - z trudem wymwi t nazw przekrcajc j niemiosiernie. - Tam jest jakie wojsko. Tocz si walki... To bardzo ciekawy materia dla moich reportay. - W Lesku i Baligrodzie te mia pan wojsko. Dlaczego wybra pan akurat Ustrzyki? Robinson wzruszy ramionami. Owiadczy, e chciaby si dosta w gb prawdziwych gr, gdy tam jest zapewne ciekawiej. Ciszewski zwrci mu paszport. - Jeszcze jedno pytanie, mister - powiedzia. - Gdzie pan by tej nocy? - O dwa kilometry std. Syszaem gwatown strzelanin i ukryem si w lesie. Mielicie starcie z bandytami, sir? Ciszewski popatrzy na niego badawczo i kiwn gow. Anglik z powag przypatrywa si trupom banderowcw. Kiedy batalion ruszy w kierunku Kalnicy, Robinson wykaza, e jest dobrym piechurem. Dugim, rwnym krokiem szed obok Jerzego. Od czasu do czasu przerzuca z rki do rki swoj walizeczk. Nie stawia adnych pyta. W pobliu Berechw Grnych batalion Ciszewskiego min kolumn samochodow, jadc po ywno do gwnej bazy puku w Baligrodzie. Podporucznik Daszewski szczerzy zby w umiechu do Jerzego. Midzy nim a kierowc siedziaa w szoferce Ela. Kapitan kwano odpowiedzia na umiech swego podwadnego. Od zerwania z Barbar wszelkie objawy czyjego tak zwanego szczcia dziaay mu na nerwy. W nastpnym samochodzie jechaa Irena Grodzicka. Ostentacyjnie odwrcia gow na widok Ciszewskiego i zacza rozmawia z barczystym lotnikiem, ktry teraz dopiero wraca do swej jednostki, odwoc w pudle wozu wymontowany silnik samolotu. Urzdzi sobie kilkutygodniowe

wakacje w Ustrzykach i romansowa do tego z t zachann bab - pomyla niechtnie Jerzy. Wlepibym mu par dni aresztu domowego za to siedzenie na wsi. onierze eskorty rozstawili erkaemy na dachach szoferek. Mieli znudzone miny. Droga bya duga i mudna. Porucznik Osiecki pochyla si nad jednym z silnikw. - Skaranie boskie z tymi samochodami! - zawoa do Ciszewskiego. Robinson popatrzy na stare ZIS-y i studebackery, dziwic si, jak mog pokonywa takie drogi. Domyla si, e t kolumn powinien by zaatakowa Hry.

Dowdca sotni nie mia wcale zamiaru rezygnowa z realizacji danego mu przez Rena zadania. Kurinny nie lubi lekcewaenia swoich rozkazw. Zreszt nie byo ku temu adnego powodu. Rozproszeni w pobliu Doycy strici zebrali si na stokach opiennika. Otrzymali tak instrukcj jeszcze przed akcj. Wyruszajc w pole, banderowcy zawsze ustalali punkty zborne i przezorno ta, wypywajca z dugiego dowiadczenia, bya w peni uzasadniona. Hry podsumowa straty. Mia omiu zabitych i trzech lekko rannych, ktrych odesa pod eskort jednego ze Sowakw do obozu w lesie Chryszczata. Strici byli troch zmczeni ucieczk i wytrceni z rwnowagi zasadzk, w ktr wpadli, ale poza tym ich zdolno bojowa w niczym nie ucierpiaa. Sukces dobrze sotni zrobi po tej ani - rozumowa Hry i zachodnimi stokami Durnej oraz Berda poprowadzi swj oddzia pod Bystre. - Jeeli kolumna jeszcze nie przejechaa, to tu zdoamy j zatrzyma - owiadczy czotowym. Strici zajli stanowiska na zboczu Berda, za potokiem Jabonka. Panowali std nad szos Cisna Baligrd, ktr widzieli na znacznej przestrzeni. Stok stromo opada ku potokowi. Czota Uklei znajdowaa si na lewym, Stienki za na prawym skrzydle. W centrum umieci si Rezun ze swoimi ludmi. Hry obszed pozycje, da kilka wskazwek i stan na punkcie obserwacyjnym obok Uklei. - Nie wiesz, co si stao z Anglikiem? - zapyta czotowego. - A didko jeho znajet! - obruszy si Ukleja. - Przepad gdzie, jak si tylko zacza strzelanina... Nie zginie, stary lis! Dzie by parny. Przesczajce si midzy konarami wierkw promienie soca ostro grzay w plecy. Wikszo striciw drzemaa. Hry nie kaza ich budzi. Na alarm zawsze jest czas. Niech odpoczn po tej przekltej nocy. Mijay godziny. Tylko dwie furki chopskie przejechay w cigu caego dnia pust szos. Dowdca sotni zacz si niepokoi. Moe samochody nie pojad? Moe miny to miejsce nad ranem, zanim si tu znaleli? W takim wypadku mgby wprawdzie zaatakowa kolumn w drodze powrotnej, ale wtedy trzeba by dugo czeka - dzie, dwa, a on chcia si jak najszybciej zabra do budowy bunkrw w obozie. Niecierpliwi si i zyma. Skrzycza Rezuna za ze ustawienie erkaemu. Stienk za za wzicie zbyt maej iloci amunicji. Nie przynioso mu to ulgi. W kocu przesta patrze na szos. Zrezygnowany u w zbach dbo trawy. Przymkn oczy i Uklei wydawao si, e jego dowdca drzemie, jakkolwiek tej sztuki cierpicy na bezsenno Hry absolutnie nie mgby dokona. Kolumna istotnie bya spniona. Powaniejszy defekt jednego z samochodw zatrzyma j w Cisnej kilka godzin. Ruszya z tej miejscowoci dopiero przed zachodem soca.

Odlego z Cisnej do Bystrego wynosi kilkanacie kilometrw. Szosa poprawia si za serpentyn pod Jabonkami. Osiem sfatygowanych ciarwek mogo tu rozwin wiksz szybko. Jechay w odstpach ponad stumetrowych. Porucznik Osiecki surowo nakaza kierowcom, aby przestrzegali tych odstpw. - W razie jakiej zasadzki bandytw - powiedzia - bdziemy mieli dostatecznie szeroki front. Dugo kolumny wynosia dziki temu zarzdzeniu przeszo kilometr i bya znacznie wiksza ni odcinek zajty przez sotni Hrynia. Sotenny obserwujc zbliajce si samochody od razu zauway ten szczeg. Zrozumia, e rwnoczesne ostrzelanie wszystkich wozw jest niemoliwe. Byo jednak za pno, aby cokolwiek zmienia. Hry da rk znak Uklei. Erkaemista Heinz, pseudonim Falke, pierwszy rozpocz ogie. Za wczenie. Nawet pierwszy samochd nie znalaz si jeszcze naprzeciw ukrytych striciw. Dowdca sotni z wciekoci kopn w bok Heinza. - Co robisz, suczysynu!? Co robisz? Strici ju jednak strzelali. Erkaemy Rezuna i Stienka biy w kierunku samochodw, ktre stany. Wida byo otwierajce si drzwiczki szoferek i wyskakujcych przez burty onierzy. Hry jeszcze raz mg si przekona, e bezporednie starcie z regularnym wojskiem nie byo atwe. onierze kadli si w rowach przydronych, sprawnie rozstawiali nki erkaemw i rozpoczynali ogie. Na szosie pozostay tylko samochody. W zasigu swego wzroku Hry mia ich trzy. Ile byo poza tym, nie wiedzia. By zaniepokojony. W ogle bj rozwija si dla sotni niepomylnie. Przeciwnicy prali do siebie wzajemnie z broni rcznej i maszynowej, ale co moga da ta strzelanina? Chodzio przecie o zaatakowanie i zniszczenie kolumny. Sotenny nerwowo obgryza paznokcie. Poderwa sotni do szturmu czy nie? Ile jest samochodw? Jak si rozporzdza nieprzyjaciel? Wszystko byo niejasne. Po wczorajszych cigach Hry nie mia ochoty na dalsze straty. Zdawa sobie spraw, e przeciwnik jest po zby uzbrojony i jeeli zdoa otrzsn si z pierwszego zaskoczenia, to trudno go bdzie pokona. I oto sotenny sta za grubym pniem wierku, nie wydajc adnego rozkazu. Obustronna pukanina trwaa. Strici marnowali cenn i ostatnio coraz trudniejsz do uzyskania amunicj. Po stronie zaatakowanych istotnie nie byo paniki. Jadcy w pierwszym samochodzie porucznik Osiecki lea w rowie przydronym i spokojnie kierowa ogniem dwch erkaemw. Jednym z nich posugiwa si obecnie przymusowo spieszony pilot. By to jego wasny rczny karabin maszynowy wymontowany z samolotu. Irena Grodzicka, ktra przykucna tu obok, ledzia roziskrzonymi oczami modego podporucznika. Osiecki konstatowa z podziwem, e ona dowdcy puku zachowuje nie tylko spokj, ale jest wrcz podniecona sytuacj. Zachwycao go to. Pierwszy amant notowa mimo woli szczegy do jednego ze swych opowiada o niezwykych kobietach. Irena z pewnoci do nich naleaa. onierze zajli stanowiska wzdu rowu. Oparszy o jego brzeg pistolety maszynowe i karabiny, systematycznie zmieniali magazynki i ostrzeliwali las, w ktrym przyczaili si bandyci. Najzacieklej prali kierowcy pragnc wykaza, e nie s gorsi od strzelcw. Nie mieli ku temu dotd zbyt czstych okazji. Uwaali, e nikt nie docenia naleycie ich zasug. Tyle si namczyli przy wiecznie psujcych si samochodach. Mao tego. Nie byo dnia, aby nie obrywali za rne defekty i spnienia. Zamiast odznacze stale spotykay ich wyrzuty. W obecnej strzelaninie dawali wyraz caej swej goryczy.

Pi samochodw znajdowao si poza zasigiem ognia. Okoo szedziesiciu onierzy ochrony, nie liczc kierowcw i Eli, zajo wyczekujce stanowiska w rowie. Podporucznik Daszewski z marsowym wyrazem twarzy zastanawia si, jak wykorzysta te siy. Widzc, e Ela go obserwuje, puszy si i przybiera pozy wielkiego dowdcy. onierze trcali si ukradkiem okciami. Wyczekawszy kilka minut, Daszewski powzi decyzj. - Kapralu Matysek - rozkaza surowo - zostaniecie tu w odwodzie z dwiema druynami i w razie gdyby bandyci zaatakowali, a mog to uczyni tylko przebiegajc t k, pucicie im ogie w bok. Ja wezm reszt ludzi i sprbuj pomaca ich od lewego skrzyda. Zrozumielicie? Matysek niechtnie powtrzy zadanie. Co sobie ten Daszewski wyobraa? Rekrutem jestem czy co? Nie takie rzeczy si robio... Popisuje si przed swoj bab. Jedna kobieta tu jest, a ju galimatias myla, ale obejrza cignc si midzy nimi i napastnikami k, wskaza stanowiska celowniczym erkaemw i sam ulokowa si tak, aby mcc obserwowa nieprzyjaciela i rwnoczenie wydawa rozkazy swym podkomendnym. - Uwaajcie na ni - szepn mu na odchodnym Daszewski. Matysek tylko westchn, podporucznik za rzuci dziewczynie pene mioci spojrzenie i ruszy naprzd. Podporucznik Daszewski poprowadzi swj oddziaek szerokim ukiem. Przekroczy potok Jabonk za grzbietem niewielkiego wzniesienia i wraz z onierzami skry si wrd drzew lasu, ktry zajmowa Hry. W ten sposb bandyci zostali oskrzydleni. Dowdca sotni niepokoi si tymczasem coraz bardziej. Postanowi sprbowa szczcia przynajmniej czci swoich si. - Ukleja - zwrci si do podwadnego - poderwiesz czot i zapozorujesz atak. Nie wysuwaj si tylko zbyt daleko. Zobaczymy, co oni zrobi... Z wyciem, pohukiwaniem i dziwacznym zawodzeniem, ktre zapoyczyli banderowcy podczas wojny od Niemcw, poskoczyo naprzd pidziesiciu striciw Uklei. Ogie przeciwnika wzmg si. Prowadzcy uwan obserwacj Hry skonstatowa, e strzay padaj rwnie z lewej strony. Twarz jego na chwil si rozpogodzia. Uzna, e w kocu wie, gdzie zaja stanowiska reszta ochrony kolumny. Teraz mg by spokojny. Przeciwnik nie podejmowa adnych ruchw. Zaleg po prostu w dwch grupach. Jedna skadaa si z onierzy jadcych w trzech pierwszych wozach, druga z zaogi pozostaych samochodw. Ilu - tego Hry nie wiedzia. Haahan poinformowa go, e kolumny licz zwykle po pi do szeciu ciarwek. Na tym te si dowdca sotni opiera. Zdecydowa si zagra va banque. Kaza ordynansowi Mikoce wystrzeli w gr czerwon rac. Na ten znak caa sotnia ruszya do szturmu. Strici nie przebiegli jednak nawet kilkunastu metrw, gdy nagle gwatowna strzelanina z tyu przygwodzia ich do ziemi. Hry spostrzeg dwch swoich podkomendnych rzucajcych si jak ryby wyjte z wody. Kto wy bolenie tu za nim. Czota Stienki w panice pierzchaa do lasu, biegnc wzdu potoku, w prawdziwym szpalerze ognia. Kilku banderowcw przewrcio si i ju nie wstao. Cay szyk bojowy sotni zaama si. Czota Rezuna sza ju ladem striciw Stienki. Ludzie Uklei nie mogli si przez dusz chwil w ogle podnie. Znajdowali si pod najgorszym ogniem. Wreszcie pojmujc, e pozostanie na miejscu oznacza pewn zgub, zaczli wymyka si pojedynczo. onierze strzelali do nich jak do kaczek. Hry, rozdajc na prawo i lewo razy i kopniaki, zdoa zatrzyma grup uciekajcych i zorganizowa ogie, ktrym kry wycofanie si reszty striciw. On jeden zdawa sobie spraw, e grupa napastnikw

nie moe by liczna. Ogie przeciwnika by w gruncie rzeczy saby, ale poniewa spad na banderowcw od tyu, osign zamierzony skutek. Wywoa panik w sotni. Panik nie do opanowania. onierze podporucznika Daszewskiego, podnieceni osignitym rezultatem, prali tymczasem do bandytw zza pni drzew, ile wlezie. Nie przerywali ognia rwnie ludzie porucznika Osieckiego. Irena Grodzicka wyprosia od jednego z onierzy pistolet maszynowy i siaa nim przed siebie, pakujc wikszo pociskw w k, a leciaa w powietrze wyrwana trawa i ziemia. Nikt nie mg uj z yciem. W Bieszczadach obowizywaa bezlitosna regua wojny domowej. Strici pojedynczo przeskakiwali szos poza zasigiem strzaw. Ostatni przeszed Hry z grup, ktr zebra. Rozproszona po raz drugi w cigu doby sotnia uchodzia przez Koonice w br Chryszczata. Nikt jej nie ciga. Na to siy kolumny byy za sabe. Jeszcze tego samego dnia wieczorem sotenny Hry zoy osobicie meldunek dowdcy kurina. Bdzie zwala win na Haahana, ktry udzieli mu bdnych informacji o kolumnach samochodowych puku. Nie panujc nad sob nawet w obecnoci Curtissa, Ren zdegraduje niefortunnego dowdc andarmerii, spierze go po twarzy i kae wymierzy dziesi uderze w pity wyciorem od karabinu, a nastpnie powiesi gow w d, aby si przesuszy. Dugo w noc bdzie si dowdca kurina naradza z rejonowym prowidnykiem Ihorem. Obaj dojd do wniosku, e ataku na zwarte oddziay wojska naley bezwzgldnie unika, i napisz raport w tym sensie do dowdcy Grupy San - Oresta. John Curtiss, obejmujc Mari, bdzie - podobnie jak inni mieszkacy Mikowa - sysza jki Haahana. Uspokoi si to wszystko dopiero pn noc, kiedy stabsarzt Kemperer kae odci ze sznura nieprzytomnego ju dowdc andarmerii i opatrzy mu zmasakrowane pity. Wtedy John Curtiss zanie z gow zoon na ramieniu Marii. Ostatni myl powici Maud i wakacjom w Cortina dAmpezzo. Tacy bowiem s mczyni, e zdradzajc kobiety, ktre kochaj potrafi rwnoczenie o nich myle. Kobiety s zreszt takie same. Sotenny Bir mia wicej szczcia od swego kolegi Hrynia. Polegao ono na tym, e Ren nie kaza mu atakowa wojska. Eks-kleryk poprowadzi ekspedycj karn do jednej z wsi, ktrej mieszkacy skosili traw na kach przesiedlecw i gruntach byej wacicielki tych stron - hrabiny Skarbkowej. W cigu kilku godzin wie przestaa istnie. Mieszkacw pci mskiej zamknito w jednej szopie, osoby pci eskiej - w drugiej. Pierwszych rozstrzelano prujc karabinami maszynowymi przez ciany. Strzelano tak dugo, a z wntrza dochodziy ju tylko sabe jki. Wtedy strici zgromadzili odpowiedni ilo somy i szop podpalili. Wrd kobiet sotenny Bir kaza przeprowadzi selekcj. Modszym i adniejszym polecano szop opuci, starsze lub brzydsze oraz dzieci zamknito powtrnie w szopie i rozstrzelano tak samo jak przedtem mczyzn. Mode kobiety i dziewczta pmartwe ze zgrozy strici zagnali do kilku domw, po czym odbyo si to, co stabsarzt Kemperer nazywa kwadransem higieny seksualnej. Strzelanina z pistoletw maszynowych do ofiar owego kwadransa pooya kres caej zabawie. Strici skrupulatnie przeszukali na zakoczenie operacji wszystkie izby w chatach, strychy i piwnice. Wrd oglnej wesooci zadgano bagnetami jak staruszk, ktra ukrya si z dzieckiem w stercie somy. Dziecko wrzucono z rozmachem w ogie dopalajcej si szopy.

Zadanie zostao wykonane nader cile i zgodnie z obowizujcymi reguami. Sotenny Bir by pewny, e nikt si nie wymkn. Nie darmo kaza na samym pocztku akcji otoczy wie gstym kordonem. Zreszt strici zdoali zaskoczy mieszkacw o wicie, kiedy wszyscy jeszcze spali. Rozstrzelany zosta i spalony nawet sam wsiowy prowidnyk OUN. To rwnie byo zgodne z regu: prowidnyk nie by ju potrzebny, skoro wie przestawaa istnie; musia by ukarany, bo le si wywizywa ze swych obowizkw, nie naleao zostawia, w miar monoci, wiadkw takich akcji. Sotenny Bir i jego strici w wesoym nastroju wracali do obozu pod Suchymi Rzekami. Mieli poczucie pracowicie spdzonego dnia i dobrze spenionego obowizku. We wszystkich wsiach Bieszczadw i lasach, w ktrych obozoway sotnie, ryto w cigu najbliszych tygodni lata 1946 roku bunkry. Pracowano w dzie i w nocy pod czujnym nadzorem Suby Bezpieczestwa prowidnyka Dalnycza. Pod co drug chat powstawaa inna - podziemna. Kada wie budowaa jeszcze jedn - podziemn. W lasach konstruoway sotnie bunkry jedno-, dwui wicejkondygnacyjne. Budowano bunkry mieszkalne, szpitalne, ywnociowe, amunicyjne, podziemne obozy, gwne i zapasowe. Bieszczady pokryy si kretowiskami.

12
Dni lata ukaday si jak pastelowe pocztwki w szufladzie z pamitkami. Widoczki pene soca i barw. Wyawia si je po upywie dugiego czasu i rozwija w mozaik wspomnie. Puk kwaterowa w Ustrzykach Grnych. Poza nazw na mapie byo to w owym czasie ju tylko zbiorowisko krytych strzech chat. wiadectwo, e ongi mieszkali tu ludzie. Wynieli si jeszcze jesieni, zaoszczdzajc sobie mnstwa przykroci, ktre nie ominy innych wsi. W chacie sotysa, majcej komin i bielone ciany, miecio si dowdztwo puku. Oficerowie onaci zajli co lepsze domy; kawalerowie - mae, kurne chaupiny w rodzaju kolib pasterskich. Wszystko to ocalao jedynie dlatego, e zim, gdy nie byo tu wojska, w domach Ustrzyk Grnych czsto kwaterowaa sotnia Bira. Nad Woosatk cigny si szaasy onierskie. Byo tu: powietrze, bieca woda potoku, wiato soneczne w dzie i ksiycowe w nocy - oto wszystko. Komfort nie mia wikszego znaczenia. Puk prawie zawsze by w drodze. Po zerwaniu z Barbar kapitan Ciszewski w czasie pozasubowym pociesza si malowaniem i romansem z Iren Grodzick. Do malowania zasiada przed swoj chat, rozstawia zaimprowizowane sztalugi i pokrywa gadko wypolerowane deski farbami sporzdzanymi z sadzy, mki, tek, proszku do czyszczenia zbw i tym podobnych ingrediencji. Sam nie wiedzia, skd si wzia u niego nagle ta przemona ch malowania. Nie mia nawet pdzli. Barwniki przenosi na deski za pomoc maych drewienek. By cakowicie pochonity swoim zajciem i cieszy si, e daje mu ono odprenie. W godzinach malowania siadywaa przy nim, wygodnie podkurczajc nogi i grzejc si jak kot na socu, Irena Grodzicka. W ustrzyckiej bazie nosia przewanie letnie, granatowe spodnie i bia bluzeczk, o tyle przejrzyst, aby kady mg sobie obejrze jej row bielizn. Romans midzy nimi zacz si w dniu, w ktrym moda kobieta po odprowadzeniu na sanocki dworzec pilota o wskich biodrach i szerokich barach wrcia pena nieukojonych tsknot do Ustrzyk Grnych. Natychmiast

ostro zabraa si do lamazarnego kapitana. Wzity w ogie jej spojrze, umiechw, niespodziewanych wizyt, drobnych usug, troskliwoci i tkliwoci Ciszewski skapitulowa. Jeden z dowdcw batalionw zawsze peni sub ochrony Ustrzyk, podczas gdy dwaj inni znajdowali si w akcji, zazwyczaj pod osobistym kierownictwem dowdcy puku majora Grodzickiego. Przy takich okazjach Jerzy zastpowa swego dowdc - w dzie jako onierz, noc jako m. Nie mia przy tym adnych wyrzutw sumienia, a jego drobne skrupuy Irena uspokajaa z przedziwn atwoci. Stale twierdzia, e o ile spanie z on kolegi byoby nielojalnoci - o tyle to samo z on przeoonego jest obowizkiem. - Nic nie rozumiem z twoich obrazw, Jerzy - mwia, dsajc si Irena. - Po co patrzysz na gry, skoro malujesz co zupenie innego, jak pltanin ksztatw i kolorw, ktrej nikt jeszcze w yciu nie widzia? Te obrazy s rwnie dziwne jak ty sam... Popatrzy na jej okrg twarz, doki w policzkach, okrge bkitne oczy dziecka, przykryte dugimi rzsami, swobodnie spoczywajce ramiona. Uosobienie sodyczy i niewinnoci. - Wszyscy jestemy dziwni, Ireno - powiedzia. - Ty nie stanowisz wyjtku. Mylisz, e jeste tak bardzo zrozumiaa? Kobiety uwielbiaj, gdy rozmowa schodzi na ich temat, a zwaszcza gdy si je udziwnia. Irena nie stanowia wyjtku. Uniosa si na okciach i zatrzepotawszy z du wpraw rzsami zadaa od Jerzego, aby wytumaczy, czego u niej nie rozumie. Jest przecie tak prosta i nieskomplikowana. - Wcale nie twierdz, e jeste skomplikowana - zapewni ku rozczarowaniu modej kobiety kapitan Ciszewski. - Powiedz mi tylko, dlaczego ty waciwie zdradzasz ma? - Jeste beznadziejnie gupi... - ziewna Irena ukadajc si z powrotem na trawie. - eby tu by kto ciekawszy od ciebie! - westchna. - Wszyscy jestecie rwnie nudni... - Twj m wydaje mi si idealnym czowiekiem - cign tymczasem Jerzy, uwanie mieszajc mk z sadz i tkiem - jest powany, przystojny, miy, posiada wiele wiadomoci, jest z nim o czym pogada, nie ma naogw i nie przypominam sobie, aby si nawet kiedy specjalnie interesowa innymi kobietami poza swoj on, co ju jest najbardziej wybaczaln msk przywar... Ma wikszo cech, ktrymi ja si nie mog popisa. Niepojte, dlaczego zdradzasz takiego czowieka! I ty twierdzisz, e moje obrazy s niezrozumiae! Irena znw ziewna. Nie zmieniajc pozycji i nie otwierajc oczu, wycedzia: - Wszystkich was, mczyzn, czy jedna cecha: lubicie si upaja sowami. Wygaszacie dugie przemwienia, w ktrych skuteczno sami tylko wierzycie. Dlatego wanie przyprawiam memu mowi od czasu do czasu rogi. O nie! - podniosa gos. - Nie sd, e po innym mczynie spodziewam si jakich sensacji. Po prostu zmieniam pyt. W pierwszym okresie kady amant dostarcza muzyki, a potem zaczyna przemawia. Teksty s troch rne. Przez pewien czas yje si zmian. Muzyka, przemwienia, muzyka i znw przemwienia... Potem zostaj tylko przemwienia i trzeba szuka nowego amanta. Mj m cigle chce mnie poucza. eby ty wiedzia, jakie to nudne! Jerzy milcza. Chciaby mie wiatopogld Ireny, jeeli istotnie to, co mwia, byo prawdziwe, jeeli tylko nie zgrywaa si. On sam wzdycha jeszcze cigle za Barbar, myla wiele o Ewie, a spa z Iren. Spojrza na zegarek i otar rce. - Za par minut powinien by, Ireno... - powiedzia.

Wstaa natychmiast. Przylot samolotu z poczt i gazetami by w Ustrzykach Grnych sensacj dnia. Pilot zrzuca worek na specjalnie do tego celu przeznaczon k i za pomoc kotwicy opuszczanej z aparatu zabiera korespondencj odchodzc, ktr zawieszano midzy dwiema wysokimi erdziami. Kto mg, przypatrywa si ewolucjom samolotu. Piloci zmieniali si. Czasem przylatywaa sympatia Ireny. Wtedy z burty aparatu powiewaa barwna apaszka. Podporucznik dawa zna, e pamita. Dzi nie powiewaa. Irena posmutniaa. Ciszewski zoy sztalugi i uda si do chaty Osieckich. By przez nich zaproszony na obiad. Utar si zwyczaj, e rodziny opiekoway si troch kawalerami. Oto ycie rodzinne! - myla Jerzy. Synek Osieckiego wdrapa mu si na kolana i usiowa chwyci za wosy. Dziewczynka obserwowaa te manewry z zazdroci. Chata pena bya miechu dzieci. Osiecki roztacza plany na przyszo. Kiedy skocz si walki z bandami, otworzy sobie gara wraz ze stacj obsugi samochodw. Naturalnie zwolni si z wojska. Ma do suby, mimo e przed wojn wychowywa si w wojskowej szkole dla maoletnich, gdzie przygotowywano kadry podoficerw. - Lubi wojsko, ale jak si ma rodzin, trzeba myle o niej. W cywilu lepiej mona zarobi - mwi Osiecki, Jerzy za cigle si dziwi, jak ten przystojny blondyn z angielskim wsikiem zmienia si w obecnoci ony. Czy on jest sob w skrze pierwszego amanta puku, czy w tym wcieleniu ojca rodziny? zastanawia si Ciszewski nad rnorodnoci ludzkiej natury. ona Osieckiego agodnie strofowaa dzieciaki. Pytaa, czy Ciszewskiemu smakowa obiad, proponowaa, aby zdj bluz munduru i zachowywa si jak u siebie w domu. Jerzy czu w swoich doniach mae apki dzieci, ktre w kocu udao mu si pogodzi. Szczcie jest w spokoju, w bezwzgldnym spokoju i bezruchu - myla ogarnity poobiedni sennoci. Nagle drgn. - Basiu! Basiu! - woa kto na dworze. Jerzy poderwa si z miejsca. - Co ci si stao? - pyta zaniepokojony Osiecki. Ciszewski opad na krzeso. Gupie zudzenie! To tylko Pawlikiewiczowa woaa swoj omioletni creczk. - Nic gniewaj si, stary, troch nadwerone nerwy - tumaczy si koledze. Twardo postanowi jak najszybciej zapomnie o Barbarze.

W sztabie puku kapitan Winiowiecki przesuchiwa w spokoju, w bezwzgldnym spokoju i bezruchu - Niemca z sotni Stacha. - Reinecke - powiedzia uywajc nazwiska, ktre poda jeniec - masz przed sob dwie drogi. Jedna prowadzi do obozu jecw wojennych, skd, jak inni twoi koledzy, pojedziesz niedugo do domu, druga natomiast jest krtsza. Seria z pistoletu maszynowego w twj skudaczony i zawszony eb... We wasnym interesie mw wic prawd. Ona daje ci bilet na pierwsz drog. Jeniec skwapliwie skin gow. Siedzia na taborecie, w smudze wiata sonecznego, padajcej ukosem przez okno. Jego mundur by w strzpach; kolana wyaziy przez dziury w spodniach. Nerwowo przebiera palcami bosych, bardzo brudnych stp. Gsta szczecina porastaa jego posiniaczone policzki.

- Gdzie znajduje si teraz obz sotni Stacha? - zapyta kapitan. - Sotnia ze wzgldu na pastwiska przeniosa si w okolice Wysokiego Gronia, Matragony i Hyrlatej, ale bunkry na stae buduje gdzie czota Marka. - Reinecke! - krzykn ostrzegawczo Winiowiecki. - Przysigam, Herr Hauptmann, e nie wiem gdzie to jest. Nikt z nas nie wie. Czota zostaa odesana jeszcze miesic temu... Moe si pan atwo przekona, e mwi prawd. Wasi onierze z pewnoci znajd ca sotni na pastwiskach, ktre wymieniem. Winiowiecki wsta i swoim zwyczajem przeszed si kilka razy po izbie. Potem powiedzia: - Przekonam si jeszcze wczeniej, czy mwisz prawd... Przywoa onierza i kaza mu pj po kapitana Matul. Oficer informacji nie kaza na siebie dugo czeka. Zbliy si do jeca. W wycignitej rce trzyma fotografi. - Poznajesz tego pana, Reinecke? Niemiec rzuci tylko okiem na zdjcie. Stara si umiechn. - Naturalnie, Herr Hauptmann - powiedzia tym razem do Matuli - fotografia przedstawia tego Anglika, ktry by w Mikowie. Staem na posterunku niedaleko ich domu. Widziaem wyranie twarze. - Jakich ich? - Byo dwch Anglikw, Herr Hauptmann. Drugi by modszy, mia takie jasne wosy. - Skd wiesz, e to byli Anglicy? - Wszyscy w sotni tak mwili. - Jak nazywali si ci Anglicy? Tego jednak Reinecke nie wiedzia. Nie potrafi te udzieli odpowiedzi na pytanie, kiedy Anglicy przyjechali do Mikowa i jakie byy tematy ich rozmw. Zezna jedynie, e spotkali si z dowdc kurina Renem i rejonowym prowidnykiem Ihorem. Niemniej kapitan Matula by zadowolony. Susznie postpi, skoro w lipcu podczas wizyty Anglika pozwoli mu zabawi tylko dwa dni w Ustrzykach Grnych. Potem owiadczono dziennikarzowi, e ze wzgldu na bezpieczestwo jego osoby wadze polskie byyby mu nader wdziczne, gdyby zmieni miejsce pobytu. Anglik oznajmi bez zmruenia oka, e nie przywizuje zbytniej wagi do dalszego pobytu w Ustrzykach Grnych, gdzie wobec braku jakiejkolwiek restauracji (!) ywi si z onierskiego kota. Wyrazi ch natychmiastowego odejcia i powrotu na piechot do Sanoka. Kapitan Matula stwierdzi, e na to nie pozwala dowdcy puku staropolska gocinno. Robinsona odwieziono ciarowym samochodem, ktry wchodzi w skad jednej z kolumn transportowych puku. - Jeeli ten Anglik jeszcze kiedy si u nas zjawi - powiedzia Matula szeptem do Winiowieckiego, aby jeniec nie sysza - zapytamy go, czego szuka w towarzystwie bandziorw w Mikowie. - Anglika nie mamy, ale Mikw jest. Gdyby dowdca puku si zgodzi, warto by tam sond zapuci. Ciekawe, e nigdy nie bylimy jeszcze w tej dziurze - odpar oficer zwiadowczy i zwrci si do jeca: Reinecke, czy potrafiby poprowadzi nas na te pooniny, gdzie Stach popasa z sotni?

- Jawohl, Herr Hauptmann! - ochoczo odpowiedzia Niemiec. Major Grodzicki i kapitan Pawlikiewicz siedzieli w drugiej izbie, po przeciwnej stronie sieni. Gowy ich pochylay si nad map. Winiowiecki wszed, nisko pochylajc gow, aby nie wyrn o framug drzwi... - Wysoki Gro... Hyrlata... - zastanawia si major Grodzicki wodzc palcem po mapie. - Stanowczo za daleko dla nas. To rejon Cisny. Przekaemy t akcj grupie manewrowej WOP, sami natomiast poskoczymy na Suche Rzeki. Wszystko wskazuje na to, e tam jest Bir ze swoj band... Dowdca puku nie snu adnych przypuszcze. Ostatnio wojsko miao coraz wicej wiadomoci o bandach. Dostarcza ich pracujcy wolno, ale uparcie porucznik Turski, przynosili jecy, brani do niewoli obecnie czciej ni przedtem, i chopi, ktrzy opuszczajc te tereny nie bali si ju zemsty bandytw. Mapy - zwiadowcza kapitana Winiowieckiego i dziaa bojowych majora Pawlikiewicza zapeniay si z dnia na dzie wiksz iloci kek i kresek, z ktrych obaj ci oficerowie wraz z dowdc puku wysnuwali wnioski, decydujce o dalszych dziaaniach. - wietnie si skada - mwi Grodzicki - kawaleria WOP zajmie si Stachem, my - Birem. Potem razem zainteresujemy si Hryniem, ktry pewnie lie rany po ostatnich cigach. Gboko osadzone oczy majora Grodzickiego byy zawsze pene smutku, nawet wwczas, gdy si umiecha. Wtedy jednak surowa jego twarz rozpogadzaa si. Zmarszczki znikay z czoa, zacinite zwykle w lekk podkwk wargi odsaniay zby w dobrym umiechu. Pod codziennie przywdziewan mask surowoci kry major Grodzicki prawdziw koleesk dobro. Na akcje, jak ongi major Preminger, szed obecny dowdca puku piechot wraz z szeregowcami. Nigdy nie dosiada konia, gdy puk maszerowa pieszo, i nie zezwala na to innym oficerom. Na biwakach spa okryty onierskim paszczem, nie dajc dla siebie specjalnych przywilejw, mimo e mia do nich prawo. Zjednywao mu to popularno wrd szeregowych. Inaczej przedstawiaa si sprawa stosunkw midzy Grodzickim a oficerami. Dowdca puku atwo dawa si wyprowadzi z rwnowagi. Najmniejsze uchybienie, niedokadne lub niezgodne z jego instrukcjami wykonanie jakiego rozkazu doprowadzao go niemal do furii. Potrafi wtedy zbeszta oficera najostrzejszymi sowami. Zdaniem Grodzickiego, w kadym niemal przypadku naruszenia dyscypliny przyczyn poredni stanowi jakie niedopatrzenie ze strony oficera. Przysparzao mu to wrogw, jakkolwiek Grodzicki sam potem aowa swoich wybuchw. Jeeli jednak dostrzega gdzie z wol czy naprawd uparte lekcewaenie obowizkw, ciga delikwenta nieubaganie, a do pozbycia si go z puku. Grodzickiego otaczaa w istocie bezwzgldna sympatia ze strony szeregowych oraz mieszanina szacunku, obaw i ironii ze strony oficerw. Bano si go, bo w gniewie nie zawsze by sprawiedliwy. W poszukiwaniu bandytw dowdca puku wykazywa niespoyt energi. By wraz z onierzami bezustannie w akcji. Przemierza gry we wszystkich kierunkach. Wasne, osobiste ycie nie istniao dla niego w tym okresie. Dosta za to od swych przeoonych awans i order, od ony za - wcale pokane rogi, ktre nosi, jak wielu innych bohaterw wspczesnych i dawnych, zupenie si tego nie domylajc. Nie mia czasu zastanawia si nad wasnym yciem prywatnym. Akcje... Akcje... Akcje... Niezwyka wojna przybiera coraz to nowe formy. Kapitan Gorczyski ze swoim batalionem dopad czot Soroki z sotni Bira na Krywani. Rwa Soroka co si w nogach ze swoimi stricami, Gorczyski za nim z onierzami. Jedni i drudzy zatrzymywali si co pewien czas, aby do siebie bezskutecznie popuka. Kapitan stara si czot okry, ale odlego

midzy batalionem a uciekajcymi bya zbyt wielka; onierze nie nadali. Mogli tylko biec, nie spuszczajc z oczu banderowcw. Wszystko na nic. Pod Radziejow nagle jakby si w ziemi zapadli. Gorczyski kl onierzy i siebie samego, zwymyla oficerw, rozda kilka kar, ale to nie zmienio sytuacji. Soroka i jego ndzna, bo liczca nie wicej ni pidziesiciu ludzi, grupa znikli z horyzontu. Najdosowniej znikli. Dowdca batalionu zarzdzi nocleg w Radziejowej. Sotys kania si nisko, mieszkacy czstowali onierzy mlekiem. Dla oficerw kobiety ubiy jajecznic ze stu dwudziestu jaj. Zjedzono j w nietgim nastroju, bo Gorczyski nie przestawa si przy kolacji zoci na swych podkomendnych. - Nie widzielicie tu, dziadku, bandziorw dzisiaj ? - zapyta w kocu sotysa. - Ba! pane, bihme! Ju ich tu ze trzy miesice nie byo - umiechn si poczciwie sotys. Gorczyski sykn, jakby mu kto na nagniotek nadepn, kaza rozstawi wartownikw i poszed spa. Jego podkomendni spali w innych chatach Radziejowej. Nazajutrz batalion ruszy w dalsz drog. - Gdybym by przesdny - opowiada potem Gorczyski dowdcy puku - kazabym odprawi egzorcyzmy. Jak oni znikli? Czy mona tak przepa bez diabelskiej pomocy? Spraw wyjani dopiero jeniec wzity w tydzie pniej do niewoli. Czota Soroki ukrya si w bunkrach wykopanych pod domami Radziejowej i spdzia w tej wsi noc wraz z batalionem Gorczyskiego, tyle e spaa pitro niej. Odtd zaczto szuka bunkrw. Wykrywano je w wioskach i po lasach. Mwic szczerze - czasem wykrywano, a czasem nie... andarm Zub - ostatni z oddziau Berkuta - schwytany ze strzaskanym goleniem na stokach Halicza, zezna, e pewnego razu wraz z dwoma swymi kolegami zdy si schroni do bunkra niedaleko Wielkiej Rawki w ostatniej chwili, gdy oddzia wojska by tu, tu... Wejcie do bunkra maskowao drzewo majce zamiast korzeni dobrze ukryt desk-drzwi. onierze, stwierdzi Zub, przemaszerowali po dachu bunkra wydeptujc na nim ciek. Ani si domylili, e pod nogami maj trzech bandziorw, ukrytych w maym bunkrze straniczym. O bunkrach donosili wszyscy jecy i wiadomoci te potwierdza porucznik Turski. - Sprawa jest bardzo trudna - mwi major Grodzicki. - Bunkry zbudowano nie tylko w lasach. S one we wszystkich niemal wsiach. Ich mieszkacy musz pod terrorem milcze i nic na to nie poradzimy. Jak znale bunkier? Diabli wiedz. Bez rozbierania domu to jest prawie niemoliwe, bo wejcia do bunkrw i ich rozmieszczenie s bardzo rne. Rozbiera wszystkich domw nie moemy... Skoczyo si na wysaniu raportu do pukownika Sierpiskiego. Dowdcy wszystkich jednostek pisali wwczas na ten temat, zjedali si na narady i odprawy, nie znajdujc adnego radykalnego wyjcia. - Istnieje tylko jedno wyjcie - powiedzia podczas jednej z takich narad porucznik Turski. - Trzeba by obstawi na stae wszystkie bez wyjtku wioski i wtedy przeszukiwa lasy, moe nawet z psami milicyjnymi... - Nie mamy na to takich iloci wojsk - westchn pukownik Sierpiski. - Przynajmniej na razie nie mamy... Pod Wysokim Groniem znalaza grupa manewrowa WOP ludzi Stacha pilnujcych koni.

Rozleg poonin wid porucznik Siemiatycki swoich kawalerzystw do ataku. Wyskoczyli z porannej mgy, zatoczyli uk i sunli zboczem w trzech grupach - kada na innej wysokoci. Dali tylko jedn salw, a potem puszczali wycznie krtkie serie z pistoletw maszynowych. Siemiatycki aowa, e tak adna szara marnuje si dla dziadowskiego przeciwnika: banderowcw byo kilkunastu, same koniuchy. Na widok kawalerii porzucili pasce si konie i usiowali dopa lasu. Odcia im drog najniej jadca grupa wopistw. - Jecw zostawi! Wzi kilku jecw! Sucha komend, do jasnej cholery! - zdziera sobie gardo porucznik Siemiatycki, ale nie mg uciszy bezlitosnego ognia onierzy, ktrzy kadli trupem zaskoczonych i przeraonych bandytw. Ocaleli tylko banderowcy znajdujcy si w cibie koni. Kawalerzyci graniczni zbyt lubili konie, aby mieli je niepotrzebnie zabija. - To jest kwatermistrz kurina Demian; hhere Persnlichkeit! - przedstawia jednego z jecw, wysokiego trzscego si na skutek porannego chodu i zdenerwowania mczyzn Reinecke, ktry zaprowadzi kawalerzy stw na pastwisko Stacha. - A reszta? - zapyta porucznik Siemiatycki. - Lumpenbande. Gesindel. Same potki - mwi Niemiec o swoich wczorajszych towarzyszach broni. Ci patrzyli na niego z nieopisan nienawici. Jest tu tylko jeden porzdny czowiek, ein Deutscher, Panzermechaniker - Willibald Moehrle - niestety ranny... Przy Demianie znaleziono map upstrzon dziesitkami drobnych punkcikw. - Co to jest? - zwrci si do banderowskiego kwatermistrza Siemiatycki. Demian odwrci gow i zacisn wargi. Nie chcia odpowiedzie. - Willibald Moehrle nam moe powie, Herr Oberleutnant - zaproponowa, czujcy si coraz pewniej, Reinecke. Istotnie Willibald Moehrle, ktremu pocisk przebi udo, doskonale wiedzia, co oznaczaj punkty na mapie Demiana. - Das sind Verpflegungsbunker, Herr Oberleutnant - zameldowa sprycie byy Panzermechaniker, ktry nalea do specjalnej ekipy Demiana zajmujcej si przygotowaniem bunkrw ywnociowych. - Mamy w rku wszystkie prawie konie sotni Stacha i map z oznaczeniem bunkrw ywnociowych kurina Rena. Osiemdziesit pi zdobycznych koni, dziewiciu banderowcw zabitych, dwch rannych, piciu w niewoli, midzy nimi kwatermistrz kurina Demian - meldowa przez radio pukownikowi Sierpiskiemu, a nastpnie Kowalewskiemu porucznik Siemiatycki. W tym dniu konna dotychczas sotnia Stacha przeksztacia si w piesz. Rozpoczo si systematyczne, codzienne niszczenie na podstawie mapy Demiana banderowskich bunkrw ywnociowych. Willibald Moehrle posun nawet sw gorliwo dalej. Wskaza, gdzie czota Marko budowaa bunkry dla sotni. Kawalerzyci udali si tam jeszcze tego samego dnia. Bunkry byy znakomicie zamaskowane, ale puste. Porucznik Siemiatycki i jego zastpca podporucznik Walczak z zainteresowaniem ogldali solidne belkowania puapw, mocne podpory stropw, sprytnie odprowadzone wyloty kominw. W obozie by nawet bunkier-studnia dla zaopatrywania sotni w wod.

- Niech ich szlag trafi! To jest sprytne! - wykrzykn, nie mogc powstrzyma si od podziwu, podporucznik Teodor Walczak. - Trzeba bdzie wywali to wszystko w powietrze - owiadczy dowdca grupy manewrowej. Grupa nie zabraa - jak si po chwili okazao - dostatecznej iloci trotylu. Wystarczyo go tylko na obalenie belkowa i zniszczenie urzdze wewntrznych w dwch bunkrach. adunek wybuchowy wstrzsn pierwszym bunkrem. Rozlega si gucha, podziemna eksplozja. - Sprawdzimy skutek, a potem trzaniemy drugi bunkier. Jutro rozprawimy si z pozostaymi powiedzia Siemiatycki. Snop latarki elektrycznej przeci ciemno panujc w bunkrze. - Poruczniku - odezwa si nieswoim gosem Walczak - albo zwariowaem, albo oczy odmawiaj mi posuszestwa. Siemiatycki odsun na bok swego podwadnego i zajrza sam w otwr wejciowy. W bunkrze, ktry przedtem by prny - mogli na to przysic - wi si w mce jaki czowiek wycigajc przed siebie czarny, okrwawiony kikut rki. Widok by tak okropny, e dowdca grupy manewrowej zblad, podobnie jak przedtem jego podwadny. Posany do wntrza bunkra Reinecke wycign rannego. Oprcz niego znaleziono jeszcze dwch banderowcw. Tamci jednak nie yli. Wybuch trotylu zawali nie tylko belkowania, ale i boczn cian kryjc drugi bunkier, poczony z pierwszym. Skryte przejcie do tego bunkra umieszczone zostao za jedn z drewnianych podpr stropu. Konstruktor susznie si domyli, e jeli kto nawet odkryje pierwszy bunkier i bdzie szuka drugiego, nie odway si usuwa belek podpierajcych strop, aby mu nie spad na gow. Belka, ktr naleao usun, bya jednak tylko fikcyjn podpor. Prawdziwa zostaa zamaskowana ziemi. Trzej banderowcy ukryli si w bocznej kondygnacji bunkra. Konstruktor nie przewidzia, e odkryte bunkry bd wysadzane. Eksplozja rozwalia cian i porazia kryjcych si bandytw. Z innych bunkrw onierze konnej grupy wydobyli jeszcze szeciu banderowcw. Czotowy Marko i wikszo jego ludzi znajdowali si przy Stachu. aden z jecw nie wiedzia, gdzie tamci s. Urzdzono na nich zasadzk przy bunkrach i jeszcze tej samej nocy ostrzelano, ale z niewielkim rezultatem. Nocne zasadzki s bardziej haaliwe ni skuteczne. Akcja grupy manewrowej WOP powikszya wiedz wojska o banderowskich bunkrach. Stanowio to cenn zdobycz, ale wiedza ta - jak si pniej okazao - jeszcze nie bya kompletna.

Szli onierze w wysokiej, nie koszonej, spalonej przez soce trawie. Bagnety byszczay jak kosy. Hura! - nis si saby, przytumiony przez cian doliny okrzyk. Maszerowali rytmicznie wybijajc, jak na placu wicze, rytm nogami. Z daleka mona ich byo wzi za pracowitych kosiarzy. Byli kosiarzami mierci. Bj pod Suchymi Rzekami. Sotnia Bira osaniaa si jedn czot, podpalia w ucieczce wie i staraa si znikn za kbami dymu. Kapitan Ciszewski podnis batalion do szturmu. Rzut osonowy banderowcw pierzch. onierze

zbliali si do nielicznych striciw, prowadzcych jeszcze ogie. Podporucznik Daszewski atakowa, porucznicy Rafaowski i Zajczek obchodzili wie. Moe uda si jeszcze odci drog bandytom? Chaty w Suchych Rzekach wylatyway w powietrze. Wybuchay pociski modzierzy, granaty rczne, miny przeciwczogowe, amunicja karabinowa i rewolwerowa, ukryte w strzechach domw. Domy wszystkich wsi w tych okolicach byy takimi arsenaami. Kady poar przeksztaca je w ziejce odamkami metalu i miotajce miliardy iskier, huczce kratery. Przed piersiami banderowcw bagnety onierzy, za plecami pieko poncej wsi. Nie ma adnego wyjcia. Umierali w skwarze sonecznego dnia letniego, w arze buchajcym z opotkw Suchych Rzek. Niektrzy woleli mier w ogniu. Znikali w kbach dymu i wicej si nie pojawiali. Czota Soroki przestaa istnie. Bir uchodzi w kierunku Pooniny Wetliskiej. Ciszewski zarzdzi odpoczynek. Kilku onierzom byo to obojtne. Leeli martwi, sztywno wycignici pod pelerynami przeciwdeszczowymi. Ogie banderowcw te by skuteczny. W kadej prawie potyczce trupy paday po obu stronach. Wie si dopalaa. Jake szybko znikaj z powierzchni ziemi mae grskie wioski drewniane! onierze kpali si w potoku. Jeeli zdejmie si z czowieka mundur, przestaje by grony - myla Jerzy patrzc na nagie postacie kpicych si. Trudno byo sobie wyobrazi, e ci sami ludzie zaledwie kilka godzin temu stoczyli zaciek walk, w ktrej zabijali i ginli sami. Nadzy wygldali niewinnie i bezbronnie: modzi chopcy w kpieli pod promieniami pnego letniego soca. Spalona wie, trupy wasne i nieprzyjaciela wydaway si czym nierealnym, jakim przypadkowym nieporozumieniem. A jednak aden z obrazw tego lata nie by zudzeniem. Pastelowe barwy widoczkw nikogo nie powinny wprowadza w bd. Puk nie zna w tych dniach wytchnienia. Zapeniay si karty dziennika dziaa bojowych majora Pawlikiewicza. Rs rejestr zabitych i rannych onierzy, prowadzony przez zimnego, zawsze zrwnowaonego i systematycznego porucznika Rapskiego - oficera ewidencji puku. Gstniay czerwone i niebieskie znaki na mapach oficerw. Czerwone - nasze wojska; niebieskie - nieprzyjaciel. rednia miesicznego przemarszu onierzy w terenie grskim wynosia piset pidziesit kilometrw! Szybko zdary si nowe mundury i buty, ktre zgodnie z zapowiedzi Generaa nadeszy we waciwym czasie. Soce, deszcze, burze i wiatry zostawiy swoje nieubagane pitno nie tylko na mundurach. Twarze onierzy byy po miesicach letnich jeszcze bardziej ogorzae i pobrudone. W ich oczach zawary si widoki un barwicych niebo, setek poarw i mierci w najbardziej rnorodnej postaci. W cigu lata mieszkacy wielu wiosek opucili Bieszczady. Opustoszay cao obszary. Jeszcze raz potwierdzao si, e ludzkie losy krte s niczym drogi i cieki w grach. Potomkowie wdrownych pasterzy-koczownikw, ktrzy ongi przywdrowali w te strony, udawali si teraz - w poowie XX wieku - w now wdrwk. Bujna rolinno grska szybko porastaa zgliszcza domw. Tylko sterczce tu i wdzie kominy wskazyway jeszcze lady ludzkiego ycia. Soce suszyo trawy, ktrych nikt nie kosi. Wiatr wyuskiwa ziarno z dojrzaych kosw. Armie chwastw atakoway ogrody. W wielu miejscach Bieszczady zaczynay wraca do postaci sprzed setek lat, sprzed czasw Kazimierza Wielkiego oraz kolonizacji na prawie niemieckim czy wooskim. Z ywych mieszkacw opuszczonych wiosek pozostay jedynie koty - dziwne zwierzta - prowadzce wasn polityk, zawierajce z czowiekiem przymierze na okrelonych warunkach i przywizane bardziej do miejsca pobytu ni do swego opiekuna. Koty umiay si dostosowa do zmienionej sytuacji. Zaczynay polowa, rozrastay si, dziczay. Powstawa nowy gatunek lenego drapienika.

Po bezdroach tuky si samochody porucznika Osieckiego. Kolumnom transportowym nie zawsze powodzio si tak dobrze jak wtedy pod Bystrem. W rejestrze sumiennego porucznika Rapskiego figuroway nazwiska kierowcw zabitych w walkach z bandami. Sporo byo tych nazwisk... W adnym jednak rejestrze nie zanotowano zaciekej walki toczonej przez owych kierowcw z psujcymi si silnikami, samochodami, ktre nieraz zsuway si z pochyych, wylizganych drg polnych wzgldnie grzzy po osie w bocie, maszynami przejedajcymi rzeki i potoki, doy i jary, suncymi nad przepaciami i gronymi obsuwiskami. Ilu kierowcw porucznika Osieckiego unikno pociskw przeciwnika, ale za to zwalio si na dno tych przepaci? Mona by to zbada. Wszelka mier nie od kuli czy bagnetu notowana bya w rubryce nadzwyczajnych wypadkw. Wrd kierowcw duo byo nadzwyczajnych wypadkw. Po linii horyzontu, na tle bkitnego nieba i jak dekoracje teatralne rozstawionych gr maszerowaa piechota, cwaem sza kawaleria i jechay samochody.

Na mapie dowdcy puku majora Grodzickiego ukazaa si czerwona strzaka. Kierunek: Baligrd. Wobec zbliajcej si jesieni wojsko wracao do staych garnizonw. Lato unosio si ju tylko na biaych cieniutkich niciach pajczych. Gry budziy si okryte siwizn szronu. Lasy paradoway w jesiennym umundurowaniu, penym brzu i krwistej czerwieni. W pachncej ywic chacie kapitan Jerzy Ciszewski trzyma w ramionach on swego dowdcy. W tych dniach baza w Ustrzykach Grnych przestawaa istnie. Jutro major Grodzicki wraca z akcji niszczenia banderowskich bunkrw ywnociowych. - Przywizaem si do ciebie, Ireno - mrucza Ciszewski, zanurzony twarz w jej wosach. - Trudno mi si bdzie z tob rozsta. - A kto mwi o rozstaniu, guptasie? - rozemiaa si swobodnie. - Baligrd nie jest niczym gorszy od Ustrzyk. - W Baligrodzie, jak w kadym maym miasteczku, wszyscy natychmiast si dowiedz, co robisz, Ireno. - Nie mwiby tak, gdyby mnie kocha. - Odsuna si od niego. - Powiedz, e mnie kochasz! nalegaa. - Ireno, w rzeczywistoci, w ktrej yjemy, wobec tego, co si wok nas dzieje, nie potrafi doprawdy... Zreszt wiesz doskonale, e jest mi z tob dobrze. Odtrcia go jednym ruchem i wyskoczya z ka. - Spjrz na mnie, niedogo! - zawoaa. - Patrz: ja jestem jedyn rzeczywistoci. Nie ma innej. Wszystkie pozostae s zudzeniem. Jestem mioci, ktra zawsze zwycia i triumfuje ostatecznie. Zrozum to wreszcie, idioto! Staa zupenie naga w smudze ksiycowego wiata. Gow odrzucia w ty, rce zgite w okciach zoya na karku, cae ciao lekko przegia uwydatniajc mae ksztatne piersi. - Renoir mgby ci teraz malowa, wa jednak lepiej pod kodr, bo si przezibisz - powiedzia Jerzy.

13
Jesie niecierpliwie przegldaa si w kauach baligrodzkiego rynku, jakby tylko oczekujc chwili, kiedy wreszcie zamarzn i zima przyjdzie j zluzowa. Na razie deszcz smaga szybki kolawych domw, a wiatr zoliwie prbowa wytrzymaoci ich garbatych, pokracznych dachw. Soce ukazywao si rzadko, chyba jedynie po to, aby da ludziom znak, e czuwa. W takich chwilach na rynek wybiegay dwie mae dziewczynki i gray w klasy. Bruk z ydowskich nagrobnych kamieni doskonale si do tej zabawy nadawa. Nie trzeba byo rysowa kred. Krawdzie kamieni oddzielay od siebie poszczeglne klasy, czyciec, niebo i pieko. Mae stopki dzieci wybijay rytm na penych mdroci sentencjach hebrajskich, wykutych w piaskowcu i granicie. Pdzone wiatrem chmury rway si w strzpy, zaczepiajc o lasy, i powieway nad miasteczkiem jak siwe brody rabinw, ktrzy ongi drzemali pod tymi kamieniami. Stare cmentarze przepadaj w taki czy inny sposb i ustpuj miejsca nowym cmentarzom. W adnej epoce dotychczas nie brak byo okazji do tworzenia cmentarzy. Na Wszystkich witych powicony zosta w Baligrodzie cmentarz onierzy polegych w walkach z bandami. Soce askawie zaszczycio sw obecnoci t skromn oniersk uroczysto. ywi stali w czworoboku wzdu cmentarnego murku, martwi spoczywali w mogikach, ktrych rozstawienie wiernie przypominao szyk marszowy. Symetria i jednolito s regu wszystkich cmentarzy wojskowych. Nieboszczyk w mundurze zastyga na zawsze w pozie symbolizujcej dyscyplin. Na baligrodzkim cmentarzu nie zdoano zebra wszystkich zabitych. Wikszoci z nich nie udao si nigdy odnale. Nieobecnych, ktrych koci spoczywaj w rnych, nie odkrytych jeszcze, bezimiennych grobach, rozsianych na caym obszarze Bieszczadw, reprezentoway jedynie tabliczki z nazwiskami. Tabliczki te kilkoma piercieniami otaczay niewielki kopiec, w ktrym tkwi duy brzozowy krzy z napisem:

Przechodniu! Spjrz na ten krzy: onierze polscy wznieli go wzwy, cigajc faszystw przez gry i skay Dla Ciebie Polsko i dla Twej chway.

Wiersz nie by oryginalny, ale lepszego nikt w puku, a nawet w sztabie dywizji nie potrafi wymyli. W kocu podpukownik Tomaszewski sparafrazowa napis, ktry ongi figurowa na krzyu wzniesionym przez legionistw na Przeczy Pantyrskiej, w pobliu Rafajowej. W tamtym napisie bya mowa o wszystkim, tylko nie o faszystach, ktrych oczywicie legionici nie mogli zna. Baligrodzki proboszcz pokropi groby, pukownik Sierpiski i major Grodzicki wygosili przemwienia. Zerwa si mocny wiatr. Zniecierpliwione soce owino si paszczem z chmur i zniko. Deszcz zaci biczem po plecach obecnych. Pada komenda. ywi odmaszerowali. Martwi zostali. Nie wszyscy martwi mogli spoczywa w spokoju. Majora Jakuba Premingera ubrydowcy po raz drugi wyrzucili z cmentarza w S.

Krzysztof Dwernicki uda si w zwizku z tym do podpukownika Tomaszewskiego i przypomnia mu, i w staroytnym Egipcie witokradzka rka, ktra naruszaa spokj zmarych, zawsze bywaa karana... Szef sztabu dywizji przymruy oko i da Dwernickiemu najzupeniej woln rk. - Id o zakad - powiedzia - e bandziory zechc przed Zaduszkami znw wywali za mur zwoki Premingera. - To im si chyba nie uda - mrukn Dwernicki. Trumna byego zastpcy dowdcy dywizji do spraw politycznych przeniesiona zostaa na cmentarz pod wieczr. Dwernicki wraz ze starym komendantem ORMO naftowcw Lubiskim poczyli t trumn drutem z niemieck min talerzow ukryt w cianie grobu. Takich min byo w Bieszczadach sporo; ich znalezienie nie przedstawiao najmniejszej trudnoci. Grb zosta dokadnie zasypany. Rozbit przez hieny cmentarne pyt nagrobkow zastpiono prowizorycznym napisem: Tu spoczywa major WP Jakub Preminger. y -30 lat. Polega w walce z bandami UPA i WiN. Dwernicki przyklk i zmwi krtk modlitw. - Jak pan myli - zapyta Lubiskiego - czy on - wskaza na grb Premingera - moe mi mie za ze, e zakcam mu spokj t min? Stary wzruszy ramionami. - Major - powiedzia - za swego ycia zawsze stara si dawa bandytom w skr. Gdyby mg widzie to, comy przygotowali, na pewno by nas pochwali. Niestety, tego widzie ju nie moe, bo nie yje. - Nie spierajmy si na ten temat: moe czy nie moe... - zaproponowa pojednawczo Dwernicki. Mnie chodzi o to, e major Preminger, wie Panie nad jego dusz, nie bdzie si mg stawi w swojej powoce cielesnej na Sdzie Ostatecznym, bo szcztki jego zostan przez wybuch rozerwane - kopota si Dwernicki. - O to niech pana gowa nie boli - uspokaja go Lubiski. - Jeeli nawet jaki Sd Ostateczny istnieje, to tamtejsze wadze musiay co zmieni w swoich przepisach. W przeciwnym razie bd miay szalone kopoty, bo po ostatniej wojnie takich porozrywanych w kawaki jest bardzo duo... Grunt, eby bandziorom odechciaa si ich robota. Przewidywania podpukownika Tomaszewskiego byy suszne. Tu przed pierwszym listopada czterech ubrydowcw istotnie usiowao rozkopa grb Premingera. Potny wybuch Teller-miny obudzi mieszkacw miasteczka. Oficer dyurny sztabu dywizji zjawi si z patrolem na cmentarzu. Zasta tam ju Dwernickiego, Lubiskiego i kilku ormowcw. Trumna bya rozerwana na strzpy. Wok wyrwanego eksplozj dou walay si poszarpane ciaa czterech napastnikw. Ich resztki byy cakowicie zmieszane ze szcztkami majora Premingera. Ograniczono si do segregacji gw, koczyn i tuowi. Bya to segregacja nader powierzchowna i formalna. Znaleli si ludzie, ktrzy wyrazili z tego powodu oburzenie, ale grb majora Premingera pozostawiono odtd w spokoju. Tak jest do dnia dzisiejszego. W krtki czas po Zaduszkach odbya si egzekucja dezertera Ksika, skazanego na mier przez sd wojskowy. Dezertera wieziono otwartym samochodem ciarowym. Siedzia midzy dwoma onierzami, tpo wpatrzony w ziemi. Jasna szcze porastaa jego zapadnite policzki. Podbrdek zdawa si by jeszcze bardziej cofnity ni zwykle.

onierze ustawieni byli kompaniami na rynku, ktry tyle ju okropnoci oglda. Ich twarze nie wyraay najmniejszego napicia czy zainteresowania. Zmarzli i nie bardzo si krpujc przytupywali w szeregach. Kto odczytywa formaln sentencj egzekucji. onierze ziewali i myleli o wasnych sprawach. mier w takiej czy innej postaci nie moga by w Bieszczadach sensacj Anno Domini 1946. Ksidz zbliy si do dezertera, ktry ucaowa krzy. - Zawsze mwiem, e ten Ksiek tak skoczy - szepta kapitan Matula do kapitana Winiowieckiego. - S chwile, kiedy lepiej jest by niewidomym jak Janek Rozwadowski - powiedziaa Ewa do Ciszewskiego i odwrcia gow. Ksikowi kazano stan na krawdzi puda wozu. Strzelec Krasiski zarzuci mu stryczek na szyj. Pani Stefania krzykna histerycznie. Silnik samochodu zakaszla, Wz ruszy naprzd. Ciao dezertera zawiso na sznurze. Krasiski podskoczy, uchwyci si ng wisielca i rozhuta wraz z nim. Ksiek wypry si. Nie y. Bataliony rozchodziy si do miejsc zakwaterowania. Doktor Pietrasiewicz urzdowo stwierdzi mier dezertera. Wiatr miota nien krup i pryska wod z kau na rynku. Byo bardzo chodno. - Stskniem si za pani, Ewo - mwi Jerzy idc z mod nauczycielk gwn ulic Baligrodu. - W Ustrzykach bezustannie o pani mylaem. Mona si tam byo urwa z nudw. Co u pani sycha? - W Baligrodzie ycie nie zmienia si tak szybko. Wci mam wraenie, e wyjecha pan std dopiero wczoraj. Chcia uchwyci jakie jej cieplejsze spojrzenie, ale wyraz, oczu dziewczyny si nie zmienia. Na jego pytania odpowiadaa najbardziej stereotypowo. Znw czu ciar samotnoci, tym wikszy, e do Baligrodu jecha z pewn nie uzasadnion nadziej i naprawd myla o Ewie. Nic mi si nie udaje - pomyla z gorycz. Stara si szybko poegna z Ew. - Przychodzi pani nadal do Rozwadowskiego? - zapyta. - Naturalnie. Bdzie pan dzi wieczorem? Tskni za tymi wieczorami od dawna, powiedzia jednak, e wtpi, czy uda mu si przyj, bo ostatnio ma wiele zaj. Nie nalegaa. Opuci j gboko rozgoryczony. W sztabie puku stawa do raportu karnego ogniomistrz Hipolit Kale. Chodzio o grubsz awantur. Ze sztabu dywizji przyjecha podpukownik Tomaszewski i prokurator. Major Grodzicki siedzia blady za stoem; pod oczami mia sine obwdki. Dowdca artylerii pukowej, porucznik Nalewajko, niespokojnie patrzy na ogniomistrza Kalenia, ktry wydawa si jeszcze spokojniejszy od oficera ewidencji, porucznika Rapskiego, rozkadajcego na stole jakie papiery. Przy maszynie do pisania siedziaa Ela Wasserwna. Miaa protokoowa. Podpukownik Tomaszewski wpatrywa si w ni bez przerwy. Tylko od czasu do czasu rzuca okiem na portret crki notariusza, jakby porwnujc go z El. - Kapitan Matula ma gos - powiedzia prokurator Kotecki, mody grubas, odznaczajcy si zawsze zadowolon z siebie min i pobien znajomoci paragrafw. - Prosz przedstawi zajcie, obywatelu kapitanie... Oficer informacji wsta, poprawi okulary. Napotka drwicy wzrok ogniomistrza Kalenia, wyprostowa si z godnoci i zacz mwi:

- Incydent mia miejsce dziesi dni temu pod Nasicznem. Bataliony kapitanw Gorczyskiego i Ciszewskiego przeczesyway las i miay wyj w kierunku wsi, pod ktr specjaln zapor tworzya artyleria porucznika Nalewajki... - Jak to artyleria? - zdziwi si prokurator kapitan Kotecki. - Bierzecie dziaa na akcje? Przecie to zakazane... - Mwic artyleria, kapitan Matula ma na myli artylerzystw uzbrojonych w karabiny, obywatelu prokuratorze - wtrci podpukownik Tomaszewski i doda uszczypliwie: - Gdyby si pan wicej interesowa akcjami, uniknlibymy tych pyta. Prokurator umiechn si. Przebieg akcji nigdy go nie zajmowa. Mg dziki temu zachowa cakowit bezstronno przy rozpatrywaniu wszelkiego rodzaju przewinie zwizanych z akcjami. Ignorancja jest lepsza od tendencyjnego nastawienia. Tak uwaa prokurator Kotecki i od pocztku do koca swej dziaalnoci na terenie Bieszczadw nie oglda adnej akcji przeciw bandom. Wiedzia o nich tyle, co czytelnicy gazet w dalekiej Warszawie. By z tego dumny, gdy nawet jego przyjaciel, kapitan Matula, z ktrym obaj co sobot urzdzali caonocne pijatyki w Sanoku, zosta w kocu zmuszony przez pukownika Sierpiskiego i Tomaszewskiego oraz majora Grodzickiego do wymarszu w pole. Jego, Koteckiego, nigdy nie zamano. Oskara innych, wykazywa im bdy, prowadzi dochodzenia, uzyskiwa wyroki skazujce, ale wojsk w walce nie widzia. adnemu z prokuratorw poza Koteckim nie udao si tego osign. - Prosz mwi dalej, kapitanie Matula. - W grupie artylerzystw, ktra, jak to ju stwierdziem, zaja stanowiska pod Nasicznem, znajdowa si podejrzany Kale. W tej chwili zerwaa si burza. Ogniomistrz Kale wsta i owiadczy, e protestuje przeciw nazywaniu go podejrzanym. - To s dochodzenia, nie adne ledztwo - powiedzia. - W ogle okae si jeszcze kiedy, kto tu jest bardziej podejrzany: ja czy obywatel kapitan Matula. Teraz protestowa oficer informacji. Major Grodzicki spiera si o co z podpukownikiem Tomaszewskim, a chuderlawy porucznik Nalewajko naciera jak kogut na prokuratora Koteckiego. Zdawao si, e lada chwila przebije go swoim dugim nosem. Dopiero po kilku minutach zapanowa porzdek. Kapitan Matula zgodzi si nie nazywa na razie ogniomistrza Kalenia podejrzanym. - Dzie by chodny, pochmurny - opowiada dalej oficer informacji - i onierze zapory pod Nasicznem marzli, czekajc na zakoczenie akcji. Znajdujc si niedaleko od artylerzystw, ktrymi dowodzi ogniomistrz Kale, spostrzegem w pewnej chwili, e on sam jest nieobecny. Zaintrygowany tym, e dowdca opuci stanowisko bojowe... - G...no prawda! - mrukn Kale. - Obywatelu ogniomistrzu, jeeli nie przestaniecie przerywa, to trzeba was bdzie std na czas wypowiedzi kapitana Matuli usun - zauway surowo prokurator Kotecki. - Tak tedy, zaintrygowany - rozlega si ostry gos Matuli - znikniciem Kalenia, zapytaem jednego z onierzy, gdzie przebywa ich dowdca. Strzelec wskaza mi najbliej stojc chat. Podszedem do okna... Patrz: wewntrz byo troch mroczno, ale nie tak znowu, abym nie zdoa dostrzec, co robi ogniomistrz.

W tym miejscu kapitan Matula przerwa i zza okularw rzuci zoliwe spojrzenie podoficerowi. Hipolit Kale ziewn ostentacyjnie. - No i co tam robi? - zapyta podpukownik Tomaszewski. - Gwaci kobiet - z naciskiem przecigajc sowa powiedzia Matula. - Akurat: gwaci! - zamia si drwico ogniomistrz. - Nie macie teraz gosu, Kale - upomnia prokurator. - Co wtedy uczynilicie, kapitanie? - zwrci si do Matuli. - Po dokadnym zidentyfikowaniu haniebnych czynnoci ogniomistrza zapukaem w szyb, domagajc si, aby mnie wpuci do chaty. W odpowiedzi obrzuci mnie stekiem wyrazw, ktrych wol nie powtarza ze wzgldu na obecno kobiety - skoni si w kierunku Eli. - Nie rozumiem, po co pan chcia wej do rodka, obywatelu kapitanie? - przerwa Tomaszewski. - Miaem zamiar pooy kres temu, co wyprawia ogniomistrz Kale. - Dlaczego pan nie wyama okna? - Nikt mnie do tego nie upowani. - Czy gwacona wzywaa paskiej pomocy? - Nie moga tego uczyni. Znajdowaa si pod terrorem Kalenia. - Peuh! - parskn miechem ogniomistrz Kale. - Co byo dalej? - zapyta prokurator Kotecki. - Kiedy podejrz..., chciaem powiedzie ogniomistrz Kale, skoczy swe niecne zncanie si nad dziewczyn w dolnej izbie, ruszy na strych. Jak si pniej okazao, znajdowaa si tam druga dziewczyna, siostra tej z dou. J rwnie ten potwr zgwaci. Podpukownik Tomaszewski, major Grodzicki, kapitanowie Gorczyski i Ciszewski, porucznicy Rapski i Nalewajko, a nawet sam kapitan-prokurator Kotecki z niekamanym podziwem spojrzeli na ogniomistrza Hipolita Kalenia. Ela zaciekle protokoowaa. - Skd pan wie, co si dziao na strychu? - pyta zaintrygowany Tomaszewski. - Kale sam mi powiedzia, zanim poszed na gr: Zrobiem przyjemno jednej, teraz kolej na drug, a ty, capie, moesz si tylko gapi i zazdroci... Dosownie tak si wyrazi. - Jestecie panowie na ty? - Jeszcze w czasach frontowych popeniem nieostrono dopuszczenia ogniomistrza do takiej poufaoci. - Bzdura! - zamia si Kale. - adna mi poufao. Kapitan Matula ma zawsze gust na te same baby co ja. Nie wiadomo na skutek jakiego cholernego przypadku mamy te same upodobania. Jestemy ju od lat wielokrotnymi szwagrami... Oto poufao. Prokurator zapyta teraz kapitana Matul, dlaczego nie wszed do chaty, kiedy Kale znik na strychu, a zgwacona przez niego dziewczyna pozostaa chyba na dole.

- Wcale nie pozostaa. Odmwia otwarcia drzwi, dajc mi znakami do zrozumienia, e obawia si ogniomistrza. Nastpnie przywoana przez tego potwora te posza na strych... To by byo wszystko, obywatelu prokuratorze. Zarzucam ogniomistrzowi Kaleniowi dwa przestpstwa: zejcie z posterunku bojowego i podwjny gwat - zakoczy energicznym gosem oficer informacji. Kale mia si dugo i serdecznie. Prokurator kapitan Kotecki surowo przywoa go do porzdku: - Czy macie jakie wyjanienia, Kale? - Wszystko, co powiedzia kapitan Matula, jest od a do z lip. Jeszcze nigdy w yciu adnej kobiety nie zgwaciem, a wielu, ktre tego chciay, musiaem odmwi. Posterunku bojowego wcale nie opuszczaem. Urzdziem sobie w chaupie punkt obserwacyjny w kierunku nieprzyjaciela. Najpierw punkt by na parterze, a pniej ulepszyem stanowisko, przenoszc si na strych. Mogem stamtd widzie, co si dziao na ewentualnym polu walki, a jednoczenie dowodzi onierzami. Wicej adnych wyjanie nie mam - owiadczy z godnoci Kale. - A gwat, obywatelu ogniomistrzu? Zapomnielicie o gwacie - powiedzia prokurator. - O czym takim nic nie wiem. W chacie, ktr ze wzgldu na rozwijajc si akcj bojow przeksztaciem w punkt obserwacyjny, znajdoway si dwie mode kobiety. Nie miaem prawa ich wyrzuca, wobec tego za, e zostay, a nieprzyjaciel nie nadchodzi, pozwolilimy sobie na pewne urozmaicenie czasu... Kapitan Matula by na tyle niedyskretny, e nie chcia odej od okna. Trzeba si byo przenie na strych, bo twarz kapitana z tym jego nosem rozpaszczonym na szybie wcale nie stanowia przyjemnego widoku. Sprawa cigna si dugo. Sprowadzone specjalnie na ten dzie do Baligrodu obie siostry z Nasicznego nie miay zamiaru oskara ogniomistrza Kalenia o gwat. Przywitay si z nim nawet cakiem serdecznie. - We wstpnych dochodzeniach mwiycie przecie, e to by gwat! - zdenerwowa si prokurator, ktry chcia ocali presti kapitana Matuli. - Ee... Wstyd o takich rzeczach mwi, panie kapitanie - powiedziaa jedna z dziewczt. - Gwat, nie gwat. Pan ogniomistrz Kale to bardzo dobry czowiek, a pan kapitan to nam wszystkie krliki pozabiera... - Jakie znowu krliki? - jkn Kotecki. - Po podwrzu dwa krliki aziy, tom je do wiadra wpakowa, aby kucharze przyrzdzili na kolacj wybka Matula. - Nie dwa, a trzy krliki - sprostowa Kale. - I te gryzonie on mi kaza nosi po akcji. Powiedziaem mu, e jestem podoficerem, nie ordynansem i ten, kto krliki skombinowa, niech je nosi. - Cisn we mnie tym wiadrem z krlikami! - zawoa Matula. - Kapitan powiedzia mi wtedy, e bd wobec tego odpowiada za gwat i zejcie z posterunku uzupeni ogniomistrz. - Gdzie s krliki? - guchym gosem zapyta cakowicie wyprowadzony z rwnowagi major Grodzicki. - Wrciy do domu - pisna jedna z dziewczt. - Mamy wobec tego wszystko wyjanione, panowie - zakonkludowa podpukownik Tomaszewski i skrycie pokaza zacinit pi Kaleniowi.

- Obywatelu ogniomistrzu, jeeli nie powcigniecie waszych instynktw erotycznych, le skoczycie upomnia artylerzyst wci jeszcze zdenerwowany major Grodzicki. Oficerowie wychodzili na dwr. Sota jesienna w ostatnim stadium zapowiadaa ryche nadejcie zimy. Sprawy pomniejsze, jak zawsze w yciu, przeplatay si z innymi, wikszej wagi. W tych dniach ogoszona zostaa amnestia dla czonkw konspiracyjnych ugrupowa. Obejmowaa rwnie wszelkie lene oddziay poza Ukraisk Powstacz Armi, uznan za organizacj zbrodniarzy wojennych. Wiatr i deszcz chostay amnestyjne afisze. Szybsza od wiatru wie biega od wioski do wioski, docierajc do najdalszych zaktkw grskich i najgbszych lasw. Pocztkowo z pewnym ociganiem, a pniej coraz wawiej i liczniej zgaszali si na posterunkach MO i w urzdach bezpieczestwa ci z lasu. Decyzj ich przyspieszay: perspektywa nowej zimy w lasach i beznadziejno pooenia. Topniay w byskawicznym tempie lene watahy. W tych jesiennych dniach 1946 roku rozleciay si doszcztnie bandy Kosakowskiego i Mciciela, ktrych czonkowie ujawnili si w caoci. Z bandy Woyniaka pozosta tylko trzon skadajcy si z wodza oraz kilku najbardziej skompromitowanych opryszkw. Przeksztacili si w ma grup rabunkow, ktra odtd bojaliwie grasowaa po Rzeszowszczynie. Z dnia na dzie kurczy si i oddzia Serca Gorejcego. Ludzie majora Antoniego ubryda wymykali si chykiem w dogodnych momentach i zabierajc zgodnie z zarzdzeniem bro, zgaszali u wadz. Nic nie mogo ich od tego kroku powstrzyma. Po raz pierwszy pewni byli, e w tym roku spdz wita Boego Narodzenia w domu. W kocu ubryd zosta z trzydziestk podwadnych i jak upir straszy jeszcze w okolicach Sanoka. Kapitan Winiowiecki otrzyma list od dwch dezerterw z puku - strzelcw Makowskiego i Garuby ktrzy w 1945 roku uciekli do bandy ubryda. Teraz proponowali swe usugi. Nie chcieli si ujawnia z prnymi rkami. Pragnli zniszczy resztki oddziau Serca Gorejcego, ktrego dowdca zamierza dalej prowadzi walk. Przedstawiali cay system skrzynek pocztowych, majcych im suy do przekazywania informacji o ruchach i poczynaniach ubrydowcw... Byo rzecz oczywist, e los oddziau Serca Gorejcego jest przesdzony. Ewa zgosia si pewnego popoudnia u porucznika Turskiego. Nie okaza zdziwienia, kiedy mu powiedziaa, e bya w kontakcie z kapitanem Piskorzem. W jego zawodzie nie naleao si nigdy dziwi. Bardzo zdenerwowana, opowiadaa moda kobieta, jak zmagaa si z sob, czy pj do Turskiego. Piskorz nie y przecie, ona za z nikim z oddziau nie utrzymywaa kontaktw. W kocu zdecydowaa si pj. Nie udzielia ubrydowcom ani jednej rzeczowej informacji. W wiadomociach, ktre skadaa pod kamieniem za kaplic, zmylaa wszystkie szczegy. Piskorz przejrza jej postpowanie. Szantaowa i grozi... Od niego dowiedziaa si, e oficer ywnociowy puku Garlicki zmyli histori ze zrabowanym przez oddzia Serca Gorejcego cukrem. Napisaa w tej sprawie list do dowdztwa puku. Ona rwnie ostrzega wojsko przed zamachem na El Wasserwn. Turski kiwa gow i notowa. Kiedy dziewczyna podpisaa protok i wysza na mokr od deszczu, oblepion zeschymi limi ulic, poczua tak sam ulg, jak wtedy, gdy kapral Matysek uwolni j na zawsze od Piskorza. Bya tak szczliwa, e - co si jej rzadko zdarzao - z pogodnym umiechem i bez zwyczajnego zmarszczenia brwi odpowiedziaa na ukon kapitana Ciszewskiego, ktry wychodzi gdzie ze swym batalionem w gry. Zmiana pory roku nie wstrzymaa akcji przeciw bandom. Deszcz na przemian ze niegiem chosta bezlitonie onierzy, wiatr rozwiewa ich peleryny. Nieraz byli przemoczeni do suchej nitki. Na

rozmokych stokach gr nie mona byo si posuwa naprzd, tak dalece lizgay si stopy. Pewnego razu Ciszewski skonstatowa ze zdumieniem, e w cigu szeciu godzin nocy batalion przeby... dwa kilometry. Pod Zatwarnic batalion natkn si na ludzi z sotni Bira. Wie bya ju w tym czasie przesiedlona. Banderowcy bronili si z kilku domw i cerkwi. Z obu stron sypay si gsto pociski zapalajce. Terkotay karabiny maszynowe, huczay granaty. Wkrtce wie staa w kbach dymu, z ktrego wystrzeliway potne jzyki ognia. Jak zawsze, wylatyway w powietrze somiane strzechy z ukryt w nich amunicj. Pona stara zabytkowa cerkiew z XVIII wieku. - Psiakrew, taka cerkiew! Taka pikna cerkiew si pali... Czy zastanawiacie si nad tym, obywatelu poruczniku? - mwi Ciszewski do Zajczka. - Nie - przyznawa szczerze zapytany. - Banderowcy umiecili karabin maszynowy w kopule. Musimy ich stamtd wykurzy. Kiedy odchodzili z Zatwarnicy, cerkiew ju si dopalaa. Ten sam los spotka jej rwienice w Stuposianach, Smereku i wielu innych miejscowociach . Od duszego czasu batalionom puku majora Grodzickiego towarzyszya ochotnicza kawaleria Krzysztofa Dwernickiego. Uzbrojona tylko w szable, nie moga dziaa samodzielnie. Jej czonkowie oddawali jednak ogromne usugi wojsku. Nikt w tym stopniu co oni nie zna gr. Prowadzili onierzy najbardziej ukrytymi przejciami. Byli nieocenieni noc. W starciu ruszali do ataku pod oson ognia onierzy i biada przeciwnikowi, ktry dosta si pod ich szable. Byy to grone, szerokopleczyste chopy, przewanie po pidziesitce. Wikszo suya ongi w kawalerii. Jedzili konno z powag, prawie z namaszczeniem. Bardzo dbali o postaw. W swoich dugich paszczach i sukmanach, wysokich butach i futrzanych czapkach sprawiali - zwaszcza jeli si spojrzao na ich marsowe twarze ozdobione sumiastymi wsami - wraenie staropolskiej konnicy, nie wiadomo, w jaki sposb wyczarowanej w XX wieku. Po otrzymaniu zdobycznych koni banderowskich, odebranych sotni Stacha, kawaleria Dwernickiego rozwina si do przeszo osiemdziesiciu szabel. Byo to najmniej kosztowne, najbardziej ochotnicze i ogromnie poyteczne wojsko. Paszy dla koni znajdowao si w Bieszczadach wszdzie pod dostatkiem, odu nie otrzymywao, kawalerzyci natomiast z du szybkoci ostrzegali oddziay wojska o pojawieniu si bandy w danych okolicach, sobie tylko znanymi drogami przeprowadzali rozpoznanie nieprzyjaciela i zawsze byli gotowi do akcji. Stary Krzysztof Dwernicki jecha stpa obok Ciszewskiego. - Wczenie mamy zim w tym roku powiedzia. W powietrzu wiroway biae patki niegu. Ciszewski pomyla, e ju rok upyn od chwili, kiedy przyby w te okolice i wcale nie wida byo jeszcze kresu walk z bandami. Patrzy na zasnuty mg horyzont. Serce ciskao mu si bolenie. W szeregach onierskich buchna wesoa piosenka.

Nie ogoleni, nie ostrzyeni... Bandziorw diabli wzieni!

By to w tych dniach szlagier wojska. Nie wiadomo, gdzie ta piosenka powstaa i kto j uoy. Pewne jest tylko, e nie zaleca jej aden z oklnikw polityczno-wychowawczych. Sza z ust do ust i bya popularna. Jak wahado dobrze nakrconego wielkiego zegara, bataliony puku majora Grodzickiego wyruszay w gry i wracay do Baligrodu, w ktrym ycie stawao si coraz bardziej normalne. Na Sylwestra puk urzdzi huczn zabaw. W Domu Ludowym taczona przy lampach naftowych. Z podogi wznosi si kurz tak gsty, e prawie nie wida byo wiata. Tancerzom jednak to nie przeszkadzao. Orkiestra, ktrej organizatorem i czoowym animatorem by podporucznik Daszewski, grzmiaa bez przerw. Kapitan Ciszewski by w smtnym nastroju. Taczy kolejno ze wszystkimi onami swoich kolegw. - Uwielbiam ci, Jureczku - mwia do niego Irena Grodzicka, z ktr wci sypia w dogodnych momentach.- Bzdura! - mrucza, czujc, e wdka coraz bardziej szumi mu w gowie. Stara si odnale wzrokiem Ew, ktr obtacowywa porucznik Zajczek. To jednak bezczelny typ - myla o nim Jerzy. Irena tulia si do niego, obrzucana penymi dezaprobaty spojrzeniami on innych oficerw. Jej m major Grodzicki - taczy z on swego szefa sztabu, na wasn nie zwraca uwagi. Zazdro trapia go tylko wtedy, gdy bya daleko. Kiedy znajdowali si razem, by Ireny absolutnie pewny. - Nie kochasz mnie, Jurek? - szeptaa. - Nudna jeste. - Poniam si dla ciebie... Nie lekcewa tego. Sama nie wiem, co si ze mn dzieje. - Za kadym razem nie wiesz, co si z tob dzieje. Kiedy miaa pilota, te szalaa. Co ty zreszt we mnie widzisz? Przypatrz si dobrze mojej zapijaczonej gbie i zastanw, czy nie mwisz gupstw! Znca si nad sob i nad ni, dajc wyraz swemu rozgoryczeniu. - Nigdy si nie wie dlaczego si kogo kocha. To jest regua. Z chwil gdy zaczynasz szuka uzasadnie w mioci, oznacza to, e si ona skoczya. Nie mam pojcia, co mi si stao. Myl o tobie bezustannie. Moe jeszcze kiedy zo ci dowody, e mwi prawd. - Prosz ci bardzo, tylko nie to. Skadasz ju dostateczne dowody... Uwaaj. Patrz na nas. Odprowadzi j do stolika, skoni si Grodzickiemu i zacz kry po sali. - Sytuacja si stabilizuje, prosz pastwa - usysza gos doktora Pietrasiewicza. - Prosz spojrze, mamy ju prawdziw czyst, Pera znika. Zaczyna si nowa epoka. Podporucznik Daszewski siedzia obok Eli i trzyma w swych doniach jej rk. - Sielanka! - powiedziaa drwico, wskazujc na t par, wysoka jak tyka pasierbica wjta Trzebnickiego. Ciszewski porwa j do taca. Celowo przyciska do siebie to kociste ciao, wygasza paskie dowcipy, gra rol cynicznego cwaniaka, takiego, co to umie postpowa z kobietami i wie, czego od nich wymaga. Pi coraz wicej. Krcio mu si ju w gowie. Podszed do Zajczka i Ewy. Zaprosi j do taca, skadajc przesadny ukon przed swym podwadnym. - Czy podoba si pani ten typ, Ewo? - zapyta j w trakcie fokstrota.

- Jaki typ? - Porucznik Zajczek. - Jest bardzo zabawny. - Tylko ja nie jestem dla pani zabawny - westchn w pijackim wzruszeniu. Zacz si nad sob roztkliwia. Opowiada jej, jak cierpi i jak bezustannie myli o niej. - Ludzie, ktrym wdka szumi w gowie, naprawd przestaj by zabawni - powiedziaa, wracajc do porucznika Zajczka. Ogniomistrz Kale nie opuszcza pani Stefanii. Kapitan Matula spi si w irytacji do cakowitej utraty kontroli nad sob i pyta przewodniczcego powiatowej rady narodowej: - Czy to prawda, e pan by przed wojn dziaaczem endeckim i denuncjowa wszystkich postpowych ludzi w powiecie? - Wierutne kamstwo! - oburza si przewodniczcy. - Kto rozpowszechnia takie ajdackie pogoski? - Nie martw si, najdroszy - pociesza go wrd czkawki Matula. - W kocu co w tym zego? Wielka mi rzecz: dziaacz endecki! Sdzia by przecie w SS- Galizien i jako yje... A taki wjt Trzebnicki na przykad... granatowym by podczas okupacji... No i co? Nic. W ogle wszyscy tu jestecie dobrzy. Po prostu galernicy. - Kto wam nagada takich idiotyzmw, obywatelu kapitanie?! Wrogowie szkaluj wadze powiatu, a wy, idziecie na lep tych nonsensw. - Milcze! Matula hukn pici w st i gronym wzrokiem potoczy dokoa. - Wszyscy jestecie dobrzy, cywile! Powinien pan przyj do wiadomoci - powiedzia konspiracyjnym szeptem - e waciwie co drugi cywil jest osobnikiem podejrzanym... Bo w gruncie rzeczy, kto to s cywile? Po co istniej? Czym si cay dzie zajmuj? Trudno do tego doj. Kady z nich ukada sobie tryb ycia, jak chce, a to ju jest niebezpieczne... Cywilw naleaoby skoszarowa, ustali dla nich porzdek dnia i zaj cznie z pobudk i apelem wieczornym. To umoliwioby opracowanie jakiego systemu kontroli. Jeeli tego nie zrobimy, diabli wiedz, co si w gowach cywilw zalgnie. Poowa z was to rzeczywici, a druga poowa - to potencjalni szpiedzy... Ogniomistrz Kale przeprosi pani Stefani. Od duszej chwili z wyrazem duego zainteresowania na twarzy przysuchiwa si temu, o czym mwi kapitan Matula. Teraz szybko podszed do kapitana Winiowieckiego i wskaza na oficera informacji puku. Matula, wzity pod ramiona przez szefa zwiadu i mnego artylerzyst, zosta delikatnie wyprowadzony z Domu Ludowego i pooony do ka. - Cywilw naleaoby zlikwidowa - perorowa po drodze. - Wszyscy do koszar! - krzycza. - Niech yj koszary! Hip, hip, hura! Gdyby cywile dostali mundury, przestaliby by cywilami, co ogniomistrzu? Mundury dla cywilw! Hura! Zabawa trwaa. Coraz bardziej kopciy naftowe lampy, coraz ciemniej byo w wielkiej drewnianej sali zasnutej kurzem podnoszcym si z podogi. - Czy wiesz - mwi kapitan Winiowiecki do Ciszewskiego - e w pobliu twego domu patrol znw widzia bia posta?

- Ducha? - Umwilimy si, e nie wierzymy w duchy. - Boj si, e patrol by zalany. Od wiosny nic o duchu nie syszelimy - stwierdzi Ciszewski. - To jest wanie najdziwniejsze. Widocznie mamy do czynienia z zimowym duchem. Jerzy obserwowa Ew, taczc teraz z majorem Pawlikiewiczem. Znw serce cisno mu si bolenie. Osiecki - pierwszy amant puku - siedzia przy swojej onie, major Grodzicki mwi co ze miechem do Ireny, kapitan Gorczyski rozmawia z Pawlikiewiczow i wasn on, podporucznik Daszewski nie opuszcza Eli, ogniomistrz Kale taczy teraz z Krysi od Szponderskiego. Ciszewski poczu si opuszczony przez wszystkich, nikomu niepotrzebny. Jednym haustem wychyli ca szklank czystej. W tej chwili napotka wzrok pasierbicy Trzebnickiego. - Jak pani ma na imi? - zapyta patrzc na jej brzydk, przywid twarz i pretensjonaln orchide przypit do sukni. - Barbara... - usysza odpowied. Zakl i chwyci j za rk tak mocno, e krzykna z blu. - Chod - powiedzia brutalnie. - Ju pno. Odprowadz ci do domu. Posza z nim posusznie i spdzia w jego pokoju reszt nocy, wcale si nie domylajc, e Ciszewski mci si tylko za wszystkie swoje niepowodzenia.

W chodny i mglisty ranek dociera major ubryd ze swoim, ju tylko trzydziestoosobowym, oddziaem Serca Gorejcego do R. Klasztor sistr S. ukaza si na tle gr, jak biaa, cicha oaza pokoju. - Nareszcie odpoczniemy! - zwrci si do byego sieranta Zawiei, ktrego po utracie Piskorza i Ksika mianowa swym zastpc w stopniu kapitana. - W takim stanie siostry wylej ci na zbity pysk, a nas z tob. Znw uchlae si jak winia! eby ty wiedzia, jak wygldasz... - zoci si Zawieja, ktry traktowa swego dowdc dokadnie tak samo jak przedtem kapitan Piskorz. ubryd napuszy si, ale nic nie powiedzia. By nie ogolony i brudny. Dawno ju straci swoj zgrabn wgiersk burk i rogatywk z odznakami majora. Nosi teraz postrzpiony waciak i chopsk futrzan czapk, do ktrej przyczepi orzeka. Twarz mia obrzk, sinaw i due worki pod oczami. Ostatnio wiele pi. Nie zakazywa tego rwnie swoim podwadnym. Oddzia rozprzga si z dnia na dzie coraz bardziej. Ostry kryzys zacz si natychmiast po mierci kapitana Piskorza, ale decydujc klsk okazaa si dla ubrydowcw amnestia. Zostaa ich garstka, ale i ta nie bya pewna. O adnej dyscyplinie nie byo mowy. Czonkowie oddziau Serca Gorejcego nie suchali rozkazw swego dowdcy. Wszelkie akcje omawiali zbiorowo i chcieli wykonywa tylko takie, ktre przynosiy bezporednie zyski materialne, inaczej mwic - akcje rabunkowe. C, kiedy i te nie byy atwe. Chopi mieli prawie wszdzie w tych stronach ukryt pod strzechami bro. Wiedzieli, e ubrydowcy s sabi. Odmawiali im kontrybucji, a nawet ywnoci. Nieraz wychodzili batalionowi na spotkanie z karabinami... Po wsiach kryy pogoski, e oddzia Serca Gorejcego zebra wielki majtek. Nie wiadomo, kto je rozpuszcza i skd si bray. Faktem jest, e tydzie temu chopi zastrzelili sanitariusza oddziau plutonowego Wol, kiedy ze swymi sakwami penymi lekarstw

i opatrunkw przechodzi samotnie obok jednej wsi. Myleli, e w tych sakwach s dolary... Sytuacja bya fatalna. Podwadni nie tylko lekcewayli ubryda. Nie ufali mu i opowiadali sobie o nim niestworzone rzeczy. Twierdzili midzy innymi, e dowdca oddziau Serca Gorejcego schowa u swej kochanki pienidze, przysane z zagranicy na cele batalionu. Opowiedzieli mu o tym Brzoza i Mot - eks-strzelcy puku kwaterujcego w Baligrodzie, Makowski i Garuba. Stanowili teraz jego przyboczn gwardi. Tylko do nich mia zaufanie. Potwierdzili je, nie ujawniajc si podczas amnestii jako dezerterzy; takim postpowaniem ogromnie pogarszali swoje pooenie. Nie mieli obecnie, podobnie jak ubryd, absolutnie nic do stracenia... Poinformowali go, e Zawieja snuje intrygi. Mia namawia czonkw oddziau, by zdetronizowali majora. Sam chcia obj dowdztwo. W oddziale powstaa atmosfera wzajemnych podejrze, intryg, oglnej nieufnoci. Czonkowie batalionu podejrzewali si wzajemnie o rozmaite prywatne plany ucieczki z oddziau, akcje rabunkowe na wasn rk, ukrywanie czci upw... Raz po raz wybuchay ktnie i bijatyki. Dwa, trzy razy prbowa ubryd zmieni sytuacj i poderwa oddzia do walki. Skoczyo si to niepowodzeniem. Przy usuwaniu zwok majora Premingera z cmentarza w S. zgino od wybuchu miny czterech ludzi. Nie powid si atak na sklep spdzielczy w Tyrawie Wooskiej. Pluton Jastrzbia, ktry t akcj przeprowadza, ledwie uszed cao. W pobliu sklepu wojsko urzdzio zasadzk. Trzech ubrydowcw szperaczy zostao zabitych. Kiedy oddzia Serca Gorejcego obozowa pod Ropienk, zaatakowali go ormowcy starego Lubiskiego... Wrd czonkw oddziau zaczy kry pogoski, e kto sypie i wskazuje nieprzyjacielowi kady ich ruch. Ostrzeony przez Makowskiego i Garub, major ubryd zacz si pilnowa. Znika z oczu swym podwadnym i jedynie w towarzystwie obu wiernych eks-strzelcw udawa si do Wandy Jagielskiej, wacicielki sklepu z galanteri w Sanoku, mioci swego ycia. Dom Wandy lea na uboczu, do daleko od miasta i ubryd czu si w nim bezpiecznie. Pojcia nie mia, e nieprzyjaciel zna kady jego krok i to zarwno dziki informacjom Makowskiego i Garuby, jak cisym meldunkom samej Wandy. Ale may porucznik Turski nie chcia jeszcze dowdcy oddziau Serca Gorejcego aresztowa. Spodziewa si, e posuwajc si jego ladami dotrze do kurinnego Rena lub pochwyci jednego z zagranicznych cznikw. To byy wiksze i cenniejsze ryby ni ubryd... Przy Wandzie Jagielskiej dowdca oddziau Serca Gorejcego przeywa w wyobrani swoje odrodzenie. W pijanym bekocie zapowiada ogln mobilizacj ludzi w wioskach, reorganizacj si WiN w tych okolicach i nowe, wielkie, grone akcje przeciw komunistom. Ciekawa rzecz: wszyscy niemal dowdcy tych z lasu koczyli wrd podobnej scenerii, obok zdradzajcych ich kochanek i podwadnych, wrd pijackich roje o nowych bojach, przy zaskakujcej wrcz ignorancji sytuacji. Nie ma tu adnego przypadku. Dzikie zwierzta osaczone przez myliwych zachowuj si zawsze w atwy do przewidzenia sposb, ktrego opis mona znale w rnych podrcznikach owieckich. Zwierzta nie maj zbytniej inwencji; s tylko zwierztami. Ludzie typu ubryda schodzili z widowni ycia rwnie wedug pewnego schematu, wsplnego dla wszystkich watakw. Mona byo z gry przewidzie, co zrobi. Prymitywizm rozmaitych ubrydw o wiele bardziej zblia ich do zwierzt ni do ludzi. Od Jagielskiej wycign pewnego dnia ubryda jego zastpca Zawieja. - Trzeba si porozumie z UPA i postanowi, co robimy dalej - owiadczy swemu dowdcy. - Ludzie si niecierpliwi. Jeeli bdziesz si tak jeszcze kilka dni zachowywa, oddzia si rozleci. W przypywie nagej pijackiej energii ubryd postanowi, e pojad do R. W zaprzyjanionym klasztorze doprowadz oddzia do porzdku i z tej bazy moe si im uda nawiza kontakt z kurinnym Renem. To bya teraz jedyna deska ratunku. Wszelka mobilizacja nowych ludzi do oddziau Serca

Gorejcego nie wchodzia w rachub bez ewentualnej pomocy UPA - jedynej, mogcej jeszcze wywrze odpowiedni nacisk na ludno. ubryd obcign swj waciak. Przeszed go dreszcz. Zimno byo. Wia lodowaty, pnocny wiatr. Poprawi czapk na gowie... - Skocz z t toalet! - zniecierpliwi si Zawieja. - I tak, z tob na czele, wygldamy na haastr... Wal naprzd! Dowdca oddziau Serca Gorejcego podszed do wrt klasztornych. Jego podkomendni ustawili si o kilkanacie metrw dalej. Jake ndznie przedstawiaa si ta gromadka uzbrojonych obdartusw w porwnaniu z wygldem oddziau w okresie jego chway. ubryd myla o tym, dugo omoczc do drzwi, ktrych nikt nie otwiera. Klasztor i wie czyniy wraenie wymarych. - Czy jest tu kto?! - zawoa wreszcie zniecierpliwiony ubryd. Wcieky nie na arty, zacz wali nog w dolne metalowe okucie wrt. Musia jednak poczeka jeszcze kilka minut, zanim mu je otworzono. Zobaczy przed sob barczyst, wynios posta kanonika. - O! Ksidz znw w tych stronach? - ucieszy si. - Co si stao, panie majorze? Strasznie panowie jestecie niecierpliwi. - Ksidz mierzy uwanym spojrzeniem ubryda, zerka na jego podwadnych i zaciera rce, nie zaprasza jednak goci do wntrza klasztoru. Swoj szerok postaci barykadowa drzwi. - Zimno tu - powiedzia ochrypym gosem dowdca oddziau Serca Gorejcego - czy nie mgby mi ksidz powici kilku minut? Chciabym te porozmawia z siostr Modest. - Stara si mwi spokojnie, ale gniew rozpiera go coraz bardziej. Nie tak ich dawniej w R. przyjmowano. - Sprawa jest niebezpieczna, panie majorze - sowa ksidza pyny mikko i melodyjnie jak podczas kazania czy spowiedzi. - Wczoraj byo tu wojsko. Oni si teraz wci krc w okolicy. Zdarza si, e po dwa razy dziennie s w R. Ich kapitan spa nawet w tej gocinnej celi, ktr pan zwykle zajmowa. Z onierzami byli take ci kawalerzyci cywilni pana Krzysztofa Dwernickiego... Mwi panu, jak jest. Czy w tych warunkach uwaa pan, majorze, za bezpieczne... - Nie bdziemy przecie rozmawiali na dworze! - przerwa ubryd. Tracc panowanie nad sob, odepchn ksidza i wszed do sieni klasztornej. Zdy w gbi zauway znikajcy kornet siostry Modesty. - Widz, e nie jestemy dzi podanymi gomi - zamia si sucho. Nie doczeka si zaprzeczenia. Ksidz sta jak posg ze skrzyowanymi na piersiach rkami w klasztornym korytarzu. Nie zaprasza ubryda ani do refektarza, ani do adnej z izb. ubryd popatrzy na niego z ukosa i skrzywi si. - Ksie kanoniku, powiem krtko, o co mi chodzi - mwi szybko, z oczami wbitymi w kaflow posadzk. Gorycz dawia go tak dalece, e z trudem dobiera sowa. - Musz nawiza jak najszybciej kontakt z kurinnym Renem. Od dawna ustalilimy midzy sob, e tu mam zostawia dla niego wiadomoci. Gdyby siostra Modesta zechciaa postawi wiech w okienku wieyczki, cznik od Rena byby tu w cigu doby. To mj znak dla niego. Sprawa jest ogromnie wana, ksie kanoniku, i pilna... To wszystko. Chciaem jeszcze prosi o gocin dla siebie i ludzi, ale z tego rezygnuj. By tak zdenerwowany, e zapomnia o dobrych manierach i rkawem waciaka z haasem otar nos. Cakowicie osupiay, usysza gos ksidza: - Nie moemy dla was nic uczyni, panie majorze.

- Wywiesimy wiech sami, ksie kanoniku! - twardo powiedzia ubryd. - Nieco pokory, mj synu. Byaby to z waszej strony przemoc! - Jest mi obojtne, jak ksidz to nazwie. - Klasztor nie moe by wcigany w wasze sprawy, panie majorze. - Ale kiedymy zwyciali, dawa si wciga, co, ksie kanoniku?! Wtedy jako mg... Jeszcze w maju ksidz wygosi do ludzi z mego oddziau przemwienie, a klasztor ofiarowa nam proporzec. Ksidz pamita? Wtedy zreszt kapitan Piskorz, witej pamici nieboszczyk, powiedzia, e odrzucicie nas jak zuyte kalosze, gdy tylko sytuacja si zmieni. Mia racj, a ja, dure, jeszcze go uciszaem. Kichn i znw wytar nos rkawem waciaka. Od upadku oddziau coraz bardziej zatraca dawny fason. Nie mia ju nawet manier, jakich nauczono go w koszarach grudzidzkich. By obecnie znw sanockim drapichrustem, synem miejscowego pedla szkolnego, walcego on i zalewajcego sobie systematycznie pa. - Bol mnie paskie sowa - mwi ksidz. - Serce si kraje, kiedy czowiek patrzy na to, co si z wami wszystkimi stao. Jestemy jednak bezradni... Czy naley jeszcze powiksza klsk? Sysza pan, majorze: komunici bd przymusowo przesiedla z tych okolic osoby udzielajce pomocy lenym oddziaom. Sdzi pan, e zawahaliby si przed likwidacj klasztoru, gdyby nam mieli co do zarzucenia? - Ludzie gin, a ksidz o klasztorze! - z gorycz zamia si ubryd. - Krtki ma pan wzrok, mj synu. Koci przey ju wiele zmian. Nie mamy prawa trwoni Jego majtku! Wy przychodzicie i odchodzicie. Koci pozostaje. Tak byo i bdzie. Majtek Kocioa jest witym dobrem. Nie wolno nam dopuci do straty klasztoru. - Wic co mamy robi?! - wykrzykn ubryd. - Sytuacja si zmienia. Soce skryo si za chmury, ale to nie oznacza, e ju nie wyjrzy z powrotem... Powinnimy wszyscy by pokorni i cierpliwi, mj synu. aska Paska jest bezgraniczna. Musicie w Ni wierzy i modli si. - Mielibymy wrci do domw? Ujawni si? Nic nie rozumiem, co ksidz ma na myli? - Jestem kapanem i osob postronn, mj synu. Nie moja rzecz udziela wam rad w sprawach wieckich. W kadym razie sdz, e kady dach dobry jest dla ochrony przed burz, byle nie przecieka. - Czy ksidz zgodzi si ostatecznie, abymy wystawili t wiech? - Poprosz siostr Modest, aby jeszcze ten jeden raz ustpia i zgodzia si na to, panie majorze. Ale to jest naprawd ostatni raz! Zawieja i pozostali czonkowie oddziau Serca Gorejcego byli na dobre zirytowani przeduajc si nieobecnoci dowdcy, kiedy ubryd wreszcie si zjawi. Z pobladej twarzy majora wyczytali natychmiast, e nie przynosi dobrych wiadomoci. Odwoa na bok Zawiej, Brzoz i Mota. - W klasztorze nie chc nas przyj. Spietrali si wojska - powiedzia, udajc, e nie przejmuje si t odmow. - Musimy tu jednak gdzie w pobliu zaczeka na cznika od Rena. - Zdechniemy, cholera, z mrozu... Gdzie bdziesz czeka w to zimno? - denerwowa si Zawieja.

ubryd wzruszy ramionami. Jak si ten Zawieja zmieni. Przedtem by tak zdyscyplinowany! Przechodzc przez R., zatrzymali si przed domem Romualda Wodzickiego. Nie ugili si ani przed jego energicznymi protestami, ani nie ulkli zapowiedzi kary boskiej. Wodzicki musia zdj spodnie i pooy si na klepisku. Zawieja wymierzy mu dziesi uderze wyciorem, oczywicie po uprzednim oznajmieniu delikwentowi, e cae to traktowanie spotyka go za oszustwo. ubrydowcy uwaali, e wszystkie nieszczcia zaczy na nich spada po otrzymaniu owych cudownych drewienek z gruszy Wodzickiego. Obicie pana Romualda byo ostatnim czynem bojowym oddziau Serca Gorejcego. Nie objta amnesti Organizacja Ukraiskich Nacjonalistw i podlega jej Ukraiska Powstacza Armia otrzymay polecenie wykazania, e s ugrupowaniami demokratycznymi. Tak uchwa podja Ukraiska Gwna Rada Wyzwolecza ze Stefanem Bander na czele. Naleao t uchwa zrealizowa w jak najszybszym tempie. Byo rzecz niedopuszczaln, aby komunici mogli w dalszym cigu wykazywa caemu wiatu, i w szeregach OUN i UPA su nie tylko faszyci ukraiscy, lecz rwnie najautentyczniejsi hitlerowcy niemieccy i innych narodowoci. Zarzuty, e onierze UPA Ukraicy s faszystami, mona byo odeprze, po prostu im zaprzeczajc. Gorzej byo z Niemcami, ktrzy znaleli si pod znakiem tryzuba. Powiedzie, e ich w UPA nie ma, byo rzecz wykluczon. Zbyt wiele ludzi, midzy innymi dziennikarzy zagranicznych, mogo stwierdzi obecno ekshitlerowcw w Ukraiskiej Powstaczej Armii. Puci ich z powrotem do Niemiec te nie byo mona. Wtedy opowiadaliby o swej subie w UPA, udzielaliby wywiadw prasowych i ogaszali pamitniki. Wieczne wiadectwo udziau onierzy fhrera w banderowskim ruchu nacjonalistycznym. Kompromitacja. Czonkowie UHWR - Gwnej Rady Wyzwoleczej - nie zastanawiali si dugo. W takich sprawach mieli ogromne dowiadczenie. Postanowili: Niemcy i inni cudzoziemcy nalecy do UPA musz znikn. Dosownie. Musz przepa tak, aby nie mona byo nawet udowodni, e kiedy stanowili pokany odsetek w sotniach. Wszelki lad tych obcych przybdw musi zosta wypalony. Niech nikt nie zarzuca ukraiskiemu ruchowi nacjonalistycznemu, e jest faszystowski i skupia pod swymi sztandarami byych hitlerowcw. Za porednictwem kurierskiego orodka OUN Hoodomore dotara wiadomo do krajowego prowidnyka Stiaha. Po krtkiej naradzie ze swym zastpc Oranem i dowdc Grupy San Orestem ustali, e Niemcw i innych cudzoziemcw naleao zlikwidowa we wszystkich sotniach rwnoczenie, nader dyskretnie i tylko przy pomocy najbardziej oddanych striciw. Likwidowanych bdzie si kadorazowo oskarao o rne cikie wykroczenia, na przykad o organizowanie zbiorowych dezercji, planw poddania si nieprzyjacielowi, sabota rozkazw. Przy dobrze przemylanych prowokacjach otwarte masowe egzekucje nie byy wykluczone. W caej sprawie, zgodnie z decyzj UHWR, zakazane byo wydawanie jakichkolwiek pisemnych instrukcji czy rozkazw. Od samej uchway poczwszy, a na zarzdzeniach dla najniszych wykonawcw skoczywszy, wszystko miao i tylko drog ustn. Termin wykonania: najdalej do poowy stycznia 1947 roku. cznik Wyr przywiz ustn decyzj w powyszej sprawie kurinnemu Renowi, ktry natychmiast przekaza instrukcje swoim sotennym. - Ukraiska Powstacza Armia jest organizacj demokratyczn i nie moemy mie w swych szeregach adnych hitlerowcw - owiadczy dowdca kurina Hryniowi, Birowi i Stachowi. Pokaza im nastpnie ciekawe artykuy-ulotki napisane w zwizku z tym przez Orana i redaktora Peremogi - Pewnego. Autorzy donosili, e UPA likwiduje na obszarach swej dziaalnoci byych

hitlerowcw i przestpcw wojennych rnych narodowoci, ukrywajcych si midzy innymi w Karpatach. Byo to bardzo sprytne. Uprzedzao ewentualne ataki z czyjejkolwiek strony, uzasadniao planowan likwidacj i za jednym zamachem wykazywao, e banderowcy s organizacj postpow, demokratyczn. - Ot chytre! - zachwyca si Bir. - Jeszczemy ich nie zlikwidowali, a artykuy ju s. - Liczba striciw w sotniach si zmniejszy - powiedzia Hry. - Nie szkodzi. I tak arcia za duo nie mamy. Lachy wci likwiduj magazyny. Na wiosn zrobimy now mobilizacj - uspokoi go Stach, szczupy jegomo o pakowatych nogach dokeja, o twarzy wiecznie skrzywionej jakim wewntrznym cierpieniem. Ren powiadomi nastpnie swych podkomendnych, e w likwidacji maj by oszczdzani lekarze. S zbyt wanymi specjalistami, aby Ukraiska Powstacza Armia moga ich traci. Wszyscy oni zostan w zwizku z tym skierowani natychmiast do szpitala UPA i odseparowani od innych Niemcw. Przez kilka miesicy trzeba ich bdzie trzyma z dala od sotni. Potem ju wymyli si jaki pretekst. - Denerwujca historia - powiedzia do Rena po tej odprawie rejonowy prowidnyk Ihor. - Wci jeszcze nie nabra pan hartu, drogi redaktorze - klepn go po plecach Ren. - Ale mam dla pana wietn wiadomo... - Rozkoszowa si przez chwil zainteresowaniem, jakie wzbudzi w tamtym, po czym powiedzia, uwanie badajc efekt swych sw. - W drugiej poowie stycznia obejmie pan funkcje szefa sekretariatu krajowego prowidnyka Stiaha! Ihor z pocztku zaniemwi ze wzruszenia. Oto wreszcie uczyni krok naprzd. Nie by to wprawdzie jeszcze wyjazd do zachodniej centrali ruchu, ale zawsze z sekretariatu Stiaha, ktry kierowa OUN w caym Zakierzoskim Kraju, bliej byo do UHWR ni z dalekiego kurina Rena. Twarz Ihora rozbysa szczciem. Wczoraj spad nieg. Teraz - myla dowdca kurina - sotnie nareszcie bd mogy odetchn. Zima bya w zeszym roku sprzymierzecem UPA, dlaczego nie miaaby nim by i w tym roku? - Musz o mojej nominacji zawiadomi on! - gorczkowa si Ihor. - Po likwidacji Niemcw bdzie pan mg osobicie do niej pojecha - zapewni go Ren.

Likwidacja odbya si zgodnie z planem. Stabsarzt Kemperer zosta odesany do nowego podziemnego szpitala UPA pod Krglic. Mia go pokaza Johnowi Curtissowi, ktry po swym urlopie ju trzeci raz bawi w tych stronach. W sotni Hrynia demokratyzacja przesza gadko. Brodaty Heinz rozstrzelany zosta za okradanie kolegw, jakkolwiek przysiga, e nigdy nie dopuci si adnych kradziey. Ren z Lyonu otrzyma kul w eb za nabawienie si choroby wenerycznej (wiadomo byo, i mia j jeszcze, zanim suy w sotni). Omiu Niemcw, oskaronych o planowanie zbiorowej dezercji, powieszono. Ogem pod rozmaitymi pretekstami pozby si Hry czternastu osb. Sowacy, Wgrzy i Rumuni, na swoje szczcie, jeszcze latem i jesieni zdezerterowali z UPA i, nie zwaajc na ryzyko, wrcili do swych krajw. W sotni Stacha byo do zabicia jedynie omiu Niemcw. Bir mia ich dwunastu. Obie sotnie wykonay rozkaz bez zarzutu.

Na szczycie gry Halicz pojawiay si tej zimy co kilka dni nowe banderowskie szubienice. Wojsko wyprawiao si po wisielcw. Na szyjach ich wisiay kartonowe tabliczki z napisem objaniajcym, e tak oto karani s przez UPA faszystowscy przestpcy. Jecy kapitana Winiowieckiego i porucznika Siemiatyckiego rozpoznawali w trupach najwierniejszych i najbardziej dotd oddanych striciw Ukraiskiej Powstaczej Armii - Niemcw i innych cudzoziemcw. W ten zadziwiajco prosty sposb UPA staa si organizacj demokratyczn. Dla uniknicia wszelkich nieporozumie dodatkowe, ju pisemne rozkazy zabraniay noszenia odznak SS-Galizien, swastyki, orderw i medali hitlerowskich. Zakazane zostao nawet uywanie takich pseudonimw, jak Rezun, Hajdamaka i innych, zbyt racych sw krwaw treci. Opornych karano chost, wieszaniem za nogi, zanurzaniem w lodowatej wodzie. Organizacja Ukraiskich Nacjonalistw ostro zabraa si do zacierania ladw przeszoci. Ostro, ale za pno. Dowdca kurina Ren si omyli. W tym roku zima bya sprzymierzecem wojska. Karta odwrcia si od Ukraiskiej Powstaczej Armii. onierze nie brnli ju w gbokich zaspach nienych, ktre poprzedniej zimy paralioway cae jednostki, w najwyszym stopniu utrudniajc im ruchy. Wojsko zostao obecnie wyposaone w narty i biae stroje maskownicze. Proste posunicie, ktre z miejsca zapewnio onierzom przewag nad nieprzyjacielem. Najlepszym trenerem narciarskim w puku okaza si porucznik Zajczek. Przypiwszy deski do swoich bocianowatych ng, sta na szczycie wzgrza zwanego od czasu pamitnych wicze karnych Monte Cassino i stamtd dyrygowa onierzami, ktrzy na jego rozkaz uczyli si arkanw nieatwej sztuki narciarskiej. Caymi godzinami zjedali pojedynczo i zbiorowo z olej czki, wdrapywali na gr, przewracali, przyzwyczajali oporne z pocztku nogi do kristianii i telemarkw. Potem przysza kolej na jazd z jednym tylko kijkiem i bez kijka w ogle, z karabinami przez rami i w rku, na pokonywanie zawiych lenych holwegw, zwijanie i rozwijanie szykw oskrzydlajcych nieprzyjaciela i zajmowanie stanowisk strzeleckich z deskami u ng. Ostry gos porucznika Zajczka ci mrone powietrze i chosta trenujcych onierzy od witu do zmroku. W stosunkowo krtkim czasie kompanie opanoway now sztuk o tyle dobrze, i mogy ju uzupenia edukacj w toku bezporednich dziaa przeciw nieprzyjacielowi. Odziane na biao bataliony suny grami jak pochody widm. O szarym wicie i o zmroku byy prawie niewidzialne. Nabray szybkoci i zwrotnoci. Przestrze nie ciya ju tak nieznonie jak w lecie czy poprzedniej zimy. Na nartach o wiele lej pochaniao si kilometry. Ruchy przeciwnika byy teraz bardziej utrudnione. nieg jest jak czysta karta, na ktrej kady lad daje si odczyta. Nieprzyjaciel musia pozostawia lady, ktrymi z kolei posuwao si wojsko, nie tracc tyle co dawniej czasu na pocig. Tote banderowcy mieli coraz wiksze straty. Tropiono ich bezustannie, dopadano i likwidowano. Wkrtce nie mogli si prawie zupenie porusza. Tkwili w lasach, starajc si jak najmniej z nich wychyla. Byli jeszcze pod jednym wzgldem w trudnej sytuacji. Dziki wykryciu bunkrw ywnociowych baza aprowizacyjna przeciwnika zostaa podkopana. Do obozw sotni Rena, Bajdy, Berkuta i eleniaka zajrza grony wrg: gd. Ilo zamieszkanych wiosek znacznie si w cigu ubiegego roku zmniejszya. Wikszo bya opuszczona przez przesiedlecw, reszta spona w walkach lub akcjach represyjnych UPA. Kuriny nie miay skd bra ywnoci. Wyczerpyway si ostatnie jej zapasy.

Wraz z godem pojawiy si choroby. Najobfitsze niwo zbiera w wioskach i sotniach tyfus plamisty. Umierali na t chorob chopi i strici. Szczepionka, dostarczana przez wojskowych lekarzy, docieraa jeszcze jako tako do wiosek, ale banderowcy jej nie mieli. Kilka transportw lekw dla lenych oddziaw wpado w rce pracownikw bezpieczestwa na kolejach. Nowe nie nadchodziy. Wojsko, gd i choroby trapiy Ukraisk Powstacz Armi. Jej sytuacja stawaa si bardzo cika. Kurinny Ren omyli si cakowicie. Zima bya obecnie sprzymierzecem czerwonych. cznik z kurierskiego orodka Hoodomore do kurinnego Rena wpad w rce onierzy batalionu kapitana Jerzego Ciszewskiego pod Tyskop. Dosownie wpad. W gstej zadymce nienej w ogle nie dostrzeg wojska. Wezwany do zatrzymania si, chwyci za pistolet maszynowy. Uprzedzi go kapral Matysek. Banderowiec run w nieg, obficie barwic go na czerwono. Trupa obszukano i znaleziono przy nim napisany na bibuce list. Prowidnyk Suby Bezpieczestwa UPA Dalnycz ostrzega w nim kurinnego Rena przed nawizaniem jakichkolwiek kontaktw z dowdc oddziau Serca Gorejcego majorem ubrydem. Dalnycz stwierdza, e po amnestii nie mona mie do grup organizacji WiN adnego zaufania. Wszystko - zdaniem prowidnyka SB - wskazywao na zaamanie si konspiracji WiN i tym samym kontakty mogy zaszkodzi Ukraiskiej Powstaczej Armii. Szybko mkn sowa w eterze. Drog radiow przekaza kapitan Ciszewski tre listu majorowi Grodzickiemu. W sztabie puku po porozumieniu si z porucznikiem Turskim wycignito wniosek z treci listu: ledzc ruchy oddziau ubryda, nie uda si - jak dotychczas sdzono - doj do Rena. Wobec tego dalsze pozostawianie ubrydowskich niedobitkw w spokoju nie miao ju sensu. Oddzia Serca Gorejcego mona byo zlikwidowa. Jego dokadne pooenie, fakt, e czeka w pobliu R. na spotkanie z Renem byy znane dziki ostatniemu meldunkowi Makowskiego i Garuby. Kapitan Ciszewski otrzyma odpowiednie rozkazy. - Czy macie kontakt z Dwernickim? - zapyta go przez radio porucznik Turski. - Nie mam - brzmiaa odpowied. - To szkoda - zatroska si may porucznik - likwidacja ubrydowcw sprawiaby staremu ogromn satysfakcj. Tak dugo na ni czeka! - Co wobec tego robi? - Bez sentymentw! Wykonywa rozkaz - wmiesza si do rozmowy major Grodzicki.

Szur... szur... szur... Sun narty po niegu. Piset par desek tnie bia paszczyzn. onierze w swoich maskowniczych strojach wygldaj jak biae ptaki. Kompaniami rozsypuj si na pooninie. Spadaj w d setkami torw. Podnosi si srebrzysta kurzawa. Powietrze wiszcz w uszach. Pd dawi oddech. Drzewa lasu, rosncego na skraju ki, uciekaj w ty. Biaa mier zblia si do oddziau Serca Gorejcego. Jest coraz bliej i bliej. ubryd ze swoimi ludmi czeka na wiadomo od Rena. Zajli trzy opuszczone chaty nad brzegiem strumienia. W dzie nie wychylali z nich nosa. Nabierali powietrza w puca tylko noc. ywno im si koczya. Trzech ludzi byo chorych. Diabli wiedz na co. Mieli wysok gorczk. Bredzili i trzli si od dreszczy. ubryd cierpia z powodu braku wdki. Chcia si po ni wyprawi z Makowskim i Garub do najbliszej wsi, odlegej o dwanacie kilometrw, ale Zawieja si temu sprzeciwi. Pokcili si. Patrzyli na siebie spode ba. Nie byo na to

rady. Naleao doczeka si cznika. Jedynie UPA moga teraz dopomc niedobitkom oddziau WiN. W pmroku byszczay niespokojnie oczy ubrydowcw. Oczy szczutych zwierzt. Byy w nich czujno i niepokj zarazem. Najgorsze jest czekanie. Nerwy czonkw oddziau Serca Gorejcego znajdoway si w stanie najwyszego napicia ju od miesicy. Obecnie napicie doszo do szczytu. Byo tak due, i winowcy odczuli ulg usyszawszy pierwszy strza, ktry rozwali ram okienn jednej z chat. Kompania podporucznika Daszewskiego rozpocza systematyczny ogie. onierze leeli na szczycie maego wzgrza naprzeciw chat i systematycznie wyprniali magazynki swoich pistoletw maszynowych. Erkaemy bray na cel jedn chat po drugiej. Daszewski spokojnie obserwowa, jak ubrydowcy wybiegaj na dwr i zajmuj stanowiska na rozlegej ce nad potokiem. Kompanie porucznikw Rafaowskiego i Zajczka podeszy skrycie do maego zagajnika. onierze odpili narty i wbili je w nieg. Na karabinach bysny w promieniach zimowego soca bagnety. Obie kompanie przyklky jak do przysigi. Bagnety pochyliy si naprzd. onierze byli gotowi. - Nie bdziemy si z bandziorami dugo bawi - powiedzia Ciszewski do oficerw. - Na wystrza rakietnicy ruszamy. - Przygotowa si do szturmu! - pobiego woanie po linii. Ciszewski da znak strzelcowi Rudzkiemu, ktry trzyma gotow do strzau rakietnic. onierze pochylili si naprzd jak zawodnicy na bieni. W tej chwili jednak kapitan Ciszewski poczu, e kto chwyta go za okie. By to porucznik Zajczek. Wycignit rk wskaza na las. Jerzy spojrza w tym kierunku. Strzelec Rudzki opuci rakietnic i te tam patrzy. Midzy drzewami lasu szykowaa si do szary kawaleria Krzysztofa Dwernickiego. Porucznikowi Turskiemu jednak udao si j zawiadomi o wyprawie na niedobitkw oddziau Serca Gorejcego. Stary mionik koni przyby na miejsce w ostatnim momencie, aby wykona swj lub. Ciszewski skin na dowdcw kompanii. - Damy im pierwszestwo - powiedzia, wskazujc na kawalerzystw. Bagnety wyprostoway si. Dwernicki mrucza pod nosem modlitw dzikczynn. Twarz jego biaa bya prawie jak nieg. Nadchodzia godzina, na ktr dugo czeka. Opatrzno okazaa si dla niego askawa. Ze wzruszenia sowa nie mg wymwi. Opanowa si z trudem. Otar z, ktra zamglia mu spojrzenie. Przez chwil patrzy na nieprzyjaciela, od ktrego dzielia go przestrze kilkuset metrw. ka opadaa w d. nieg by tu wymieciony przez wiatr, ziemia stwardniaa od mrozu. Idealne warunki do szary. Przeciwnik nie mg widzie stojcych midzy drzewami kawalerzystw. ubrydowcy wci odstrzeliwali si Daszewskiemu, nie podejrzewajc nawet, e z lewej strony czyhaj na nich w zagajniku kompanie piechoty, z prawej za, na wzgrzu w lesie - kawalerzyci. Krzysztof Dwernicki stan w strzemionach, ze wistem doby szabli. Jego osiemdziesiciu ludzi powtrzyo ten ruch. Konie strzygy niespokojnie uszami. Szabla Dwernickiego wzniosa si w gr. Przeci ni powietrze, czynic dwukrotnie znak krzya: nad gowami swoich kawalerzystw i w kierunku pola, na ktre mieli run. Ciszewski po raz drugi skin na strzelca Rudzkiego. Raca z sykiem prua powietrze. Daszewski przerwa ogie. Dwernicki krzykn wysokim gosem:

- Naprzd, w imi boe! Ciko omocc kopytami ruszyli konni przed siebie. Z oguszajcym hura wypadli spomidzy drzew. Szerok fal pynli polan w d. Zawieja dopad erkaemu. Jak optany gruchn seri w kierunku kawalerzystw. Zobaczy, e dwch spord nich spado z koni. Chcia zmieni dysk, ale nikogo ju przy nim nie byo. Ogarnici panik ubrydowcy uciekali bezadnie. Ludzie Dwernickiego dopadli ich w mgnieniu oka. Rozniesiono na szablach Zawiej. Dwernicki osobicie rozpata gow Jastrzbiowi. Mot-Garuba, byy dezerter, ktry rehabilitowa si donoszc o ruchach ubryda, ucieka w kierunku onierzy Daszewskiego. Liczy, e w ten sposb uratuje swoje ycie. Dla onierzy by jednak tylko bandziorem. O jego dziaalnoci z ostatniego okresu, po amnestii, nic nie wiedzieli. Zgin przeszyty seri z pistoletu maszynowego. Rozprawa bya byskawiczna. W cigu paru minut przeszo poowa bandytw nie ya. Kilkunastu porzucio bro i podnioso rce w gr. Kompania porucznika Rafaowskiego musiaa ruszy naprzd, aby wyrwa ich z rk rozjuszonych wsatych kawalerzystw. Oddzia Serca Gorejcego organizacji Wolno i Niepodlego przesta istnie. Oddzia - tak, ale jego dowdca - nie. ubryd zdoa w oglnym zamieszaniu ukry si w chaszczach nad potokiem. Nikt tego nie zauway, nawet szukajcy go wszdzie Dwernicki. Bandyta wskoczy do wody i brodzc w niej po szyj, raz po raz dajc nura, przekrad si poza otaczajce jego ostatnie obozowisko wojska. Bieg za nim tylko drugi dezerter Brzoza-Makowski, ktry widzia mier Garuby i wola zaczeka na lepsze okolicznoci do poddania si. Szli dugo, nie wychodzc z wody. Dziki temu staremu sposobowi nie zostawiali adnych ladw. Wkrtce zapada noc i skrya ich ucieczk. Dwernicki by z powodu ucieczki ubryda zrozpaczony, Ciszewski i inni oficerowie wciekli. Jedynym ich usprawiedliwieniem byo to, i dowdca oddziau Serca Gorejcego tak si zmieni, e istotnie trudno go byo pozna. W meldunku radiowym, wysanym do sztabu puku, Ciszewski poda rezultat akcji. Porucznik Turski podszed do mikrofonu. - O ubryda prosz si nie martwi - powiedzia do Jerzego. - Teraz to ju moja sprawa. Jedni odnosz sukcesy w polu, inni za biurkiem. Kapitan Winiowiecki, ktry od tygodni niezmordowanie przesuchiwa charczowego, czyli kwatermistrza renowskiego kurina - Demiana - mg si wreszcie pochlubi nie byle jakim osigniciem. Banderowiec okreli cile i wskaza na mapie miejsce obozu sotni Hrynia. W obozie Bira Demian nigdy nie by i mg tylko w przyblieniu wskaza, gdzie si on znajduje. Sprawa bya tak wana, e akcja przeciw Hryniowi podjta zostaa bez zwoki. Zaangaowano do niej wiksze siy. Noc pocig pancerny przerzuca oddziay podpukownika Chmury do Komaczy. Stamtd szy one pod Duszatym i od razu zagbiay si w las Chryszczata. Major Grodzicki prowadzi swoje bataliony przez Roztoki, Huczwice i Rab. Cel: Wzgrze Maguryczne. Sotnia Hrynia bya jedyn, ktra nie -zmienia miejsca postoju, tylko przystosowaa je do nowych warunkw. Ruchy oddziaw odbyway si wycznie o zmroku i w ciemnociach nocnych. onierze sunli na nartach jak lepcy. Potykali si i przewracali raz po raz.

- Co wam jest, do jasnej cholery? - zapyta ze zoci porucznik Zajczek kaprala Matyska. Zapomnielicie jazdy na deskach czy co? Kapral potrzsn gow i westchn. - Diabli wiedz, co nam jest... Nic nie widzimy... - Jak to nic? Jest przecie zupenie jasna noc, nieg, widno jak w dzie - napiera porucznik. - By moe, ale co nam we wzroku mci. Jak tylko robi si troch ciemniej, przestajemy dobrze odrnia przedmioty. Czowiek staje si taki niepewny... - tumaczy z zakopotaniem podoficer. Podobnie czua si wikszo onierzy. Cae kompanie szy chwiejc si na nogach. W oczach narciarzy czai si lk. Trzymali si za rce, podpierali wzajemnie, starali przyj sobie z pomoc, gdy ktry upad. - lepy kur, czyli kurza lepota - zawyrokowa doktor Pietrasiewicz, patrzc na idcych. - Teraz mszcz si cae miesice kiepskiego odywiania, brak witamin, niedosypianie, oglne wyczerpanie organizmu... Kiedy oni waciwie pi? Nocami maszeruj, w dzie id do walki i tylko czasem, cakiem nieregularnie, api godziny snu. To si musi przecie odbi na organizmie... - Jak mona temu zaradzi? - zapyta major Grodzicki. Nie chcia si przyzna, e on sam ju od duszego czasu zaobserwowa u siebie zanik zdolnoci wzrokowej o zmroku. Nie wiedzia, e przeszo poowa oficerw te na t chorob cierpiaa, nikt jednak o tym nie mwi. - Bdziemy dawali witaminy - powiedzia Pietrasiewicz i zamyli si ponuro. Zdawa sobie spraw, e najwaniejsz rzecz jest lepsze ni dotychczas jedzenie, ale czy mona byo na akcje w grach bra kuchnie polowe, wory z prowiantem i przestrzega zasady urozmaicania jadospisu? onierze dwigali cay prowiant, zabierany nieraz na szereg dni akcji, na wasnych barkach. Prcz tego obcieni byli broni i amunicj. Uzbrojenie waniejsze byo od prowiantu. Przestrzeganie tej zasady musiao kosztowa. Sztab puku zatrzyma si na noc w Mikowie. W tym samym czasie bataliony zajy ju stanowiska na wzgrzach 640 i 689. Podpukownik Chmura rozmieci swych onierzy na wierzchokach 913, 906, 816. Grupa manewrowa WOP z Cisnej znalaza si na poudnie od Magurycznego. Obz Hrynia by okrony. W cigu nocy doszo parokrotnie do krtkiej wymiany strzaw. Banderowskie patrole baday sytuacj. Kurinny Ren zda sobie na podstawie ich meldunkw spraw, e obz zamknity jest w piercieniu wojsk. Pooenie byo niewesoe. Na Magurycznem kwateroway w bunkrach sotnie Hrynia i Stacha. Ta druga musiaa si tu przenie po stracie wasnego obozu zniszczonego przez wopistw. Tak tedy dwie trzecie kurina byy okrone. - Wydostawalimy si ju nie z takich opaw - pociesza Ren obu sotennych i szeciu czotowych. Poda im plan walki i wyjcia z okrenia. Wysuchali go w milczeniu. Tylko Stach krzywic si powiedzia: - Niejeden ze striciw nie zobaczy jutro zachodu soca... - Nie kracz! - skarci go Ren... Ostatnia odprawa oficerw odbywaa si w zarekwirowanej chacie sotysa Mikowa, oprnionej z mieszkacw. Z zadania, ktre omawiali obaj wspdziaajcy dowdcy, wynikao, e do natarcia na obz pjd dwa bataliony puku majora Grodzickiego i jeden - podpukownika Chmury. Reszta wojsk

tworzy miaa elastyczn zapor, ktra by atakowaa w miar potrzeby i zmian zachodzcych w przebiegu walki. Trzon zapory stanowia grupa manewrowa WOP, zamykajca samodzieln ewentualn drog odwrotu bandytw na poudnie. Drog najprawdopodobniejsz, bo wiodc w d, w kierunku dolin. Odprawa skoczya si o pnej godzinie nocnej. Nie rozeszli si tylko artylerzyci. Ci z pocigu pancernego mieli przejecha pod Osawic i z torw zbombardowa obz, przygotowujc natarcie. Podobne zadanie miay poczone w jedn grup modzierze obu pukw. Ich baterie zajy stanowiska na szczycie 824. - Ostrzegam przed spaniem w chatach - mwi doktor Pietrasiewicz. - Tu jest tyfus... Nocn cisz przeryway krtkie serie z pistoletw maszynowych. Patrole obu stron macay si wzajemnie. Co pewien czas gdzie daleko wytryskiway w gr kolorowe race. Wojsko czuwao, aby banderowcy nie przedarli si pod oson ciemnoci. Kurinny Ren nie chcia jednak tego czyni. Ba si rozproszenia sotni i pogubienia striciw. Poza tym zbyt mao na razie wiedzia o nieprzyjacielu. Wybr miejsca przeamania zalea od gbokoci szyku bojowego, ktry otacza obz. Piercie trzeba byo przerwa tam, gdzie by najcieszy, o ile monoci w kierunku najmniej oczekiwanym przez przeciwnika. T regu walki kurinny Ren doskonale zna. Do doktora Pietrasiewicza podszed, gnc si w ukonach, jaki chop. W ciemnoci rozleg si jego chrapliwy, starczy gos: - Mwili, e jest tu pan doktor... U nas dziecko chore. Wnuczek. Crka doprasza si aski pana doktora. Ja Stanicki si nazywam. Tutejszy. Gospodarz mikowski... Pietrasiewicz westchn. Te proby powtarzay si we wszystkich wsiach. Niewiele mg pomc. Do zapadych grskich zaktkw nie docieray w tym czasie lekarstwa. mier zabieraa ludzi bez pardonu. - Prowadcie, ojcze - powiedzia do chopa. Ciszewski poszed z nimi. Nie mia ochoty ka si, jak to uczynili niektrzy, na niegu i prbowa spa. Nie chcia te zosta sam. Z otwartych drzwi izby buchno im w twarze gorce, zepsute powietrze. Ciszewski cofn si odruchowo, ale Pietrasiewicz miao wkroczy za chopem do rodka. Jaka wysoka posta kobieca podniosa si od drewnianego eczka dziecinnego. Podesza do lampy wiszcej na cianie i podkrcia knot. Zrobio si widniej. Jerzy nie odrywa wzroku od kobiety. Miaa jasne blond wosy, miao zarysowan pier, ktra zdawaa si rozsadza jej sweter z grubej owczej weny. Oczy kobiety byy ciemnobkitne; w wietle lampy poyskiway jak oksydowana stal. Rysy twarzy miaa surowe, czoo zmarszczone trosk. - Przyszed pan doktor, Mario - powiedzia Stanicki. Skonia si w milczeniu. Pietrasiewicz podszed do eczka, pochyli si nad dzieckiem, ktre zapakao bolenie. Lekarz wyj z torby polowej stetoskop. Przez kilka minut wsuchiwa si w oddech malca, nie przestajcego paka. - Ile on sobie liczy, prosz pani? - Dwadziecia sze miesicy. Co mu jest, panie doktorze? Od wczoraj gorczkuje, nie chce je ani spa... Czy to jest...? - Gos kobiety by niski, drga w nim niepokj.

- Tyfus, myli pani? Trudno powiedzie. Na razie nic takiego nie widz. - Co robi, panie doktorze? Co robi? - zaamaa rce. Pietrasiewicz usiad na krzele. - Prosz zagotowa wod - rozkaza. - Dam mu zastrzyk, ale radzibym, jeeli pani moe, zawie go do szpitala w Sanoku. Powinien by pod obserwacj. Pobyt tutaj jest dla niego niebezpieczny. Milczaa. Stanicki krzta si przy palenisku. Pomie strzeli wysoko i lizn okopcony imbryk z wod. Daleko na dworze rozlegay si miarowe serie z erkaemw. Growa nad nimi pracowitym klekotem jaki ciki karabin maszynowy. Z gwizdem przelecia pocisk z dziaa. Widocznie artyleria pocigu pancernego zacza si wstrzeliwa w wyznaczone cele. - Kiedy powinnam go odwie? - zapytaa Maria. Ciszewski zauway, e z napit uwag wsuchuje si w odgosy kanonady. - Jak najszybciej. Choby jutro - mrukn Pietrasiewicz, nabierajc surowicy do strzykawki. Maria wzia malca na rk. Rozleg si bolesny krzyk dziecka. Kobieta skrzywia si, jakby to jej wbijano ig w ciao. Potem troskliwie uoya swego syna w eczku. - Bandyci was tu nie nkaj, ojcze? - zapyta lekarz Stanickiego. - Jestecie ich najbliszymi ssiadami. - Do wioski nie przychodz... Ju z pi miesicy, jak ich nie byo - skama gospodarz. - A nie boicie si tu trzyma crki? Gdzie jest jej m? - Dokd ma kobieta ucieka, panie doktorze? Bdzie, jak Bg zechce... A jej ma to banderowcy jeszcze w czterdziestym pitym zabili. Nie chcia i do sotni... Ciszewski spotka zimny, obojtny wzrok Marii. Musiaa w tej chwili by daleko od nich swoimi mylami. - Z nimi, tam... - wskazaa rk za siebie w kierunku lasu - koniec, panie doktorze, prawda? - zapytaa nagle. - Raczej tak. Jeeli nie dzi, to jutro - powiedzia, patrzc na ni badawczo. - Wojny nie bdzie... - odezwa si jakby do siebie Stanicki. - Nie - stwierdzi Pietrasiewicz. - Nie bdzie. Wypisa zlecenie na przyjcie dziecka do szpitala i wrczy je Marii. - Kiedy pani jedzie? - zwrci si do niej. - Jak najszybciej, panie doktorze. - Gos jej by teraz twardy, zdecydowany. Znw wsuchiwaa si w rzadk pukanin na dworze. Wyszli z chaty i z rozkosz wcigali w puca mrone powietrze. Ksiyc wdrowa obojtnie w mglistej pomaraczowej kurtce-obwdce. Strzay umilky. - Ona jest crk tego starego, jak ja synem Hirohity - mrukn doktor Pietrasiewicz. - Zauway pan, jak si ta kobieta wyraa, kapitanie? - I jak wyglda - doda Ciszewski.

Obaj nie domylali si, e swoj wizyt przyspieszyli decyzj Marii, ony Hrynia, opuszczenia tych stron. Z ciemnoci wyoni si ogniomistrz Kale. - Wszystko gotowe do rozpoczcia ognia - powiedzia. - Ale damy za kilka godzin upnia bandziorom! - Dlaczego wasacie si po wiosce, ogniomistrzu? - surowo zapyta lekarz. - By wyrany rozkaz, e tego czyni nie wolno. - Chciaem si tylko popatrzy. Jestemy zreszt szczepieni... Chyba ta caa wioska wykituje. We wszystkich domach Machabeusze. Wygldaj jak szkielety. Czarni. Straszni. Smrd potworny. Zdaje si, e w niektrych chatach le ju trupy. Nikt ich nie grzebie. Ci, co jeszcze yj, nie maj siy si rusza. Nie byem dotd w takiej zapowietrzonej wsi. - Wioska zadumionych - pgosem powiedzia doktor. Ciszewski po raz pierwszy widzia Kalenia wstrznitego.

O wicie zahuczay dziaa pocigu pancernego. Zaraz potem odezway si modzierze. Pociski z wyciem i warkotem wdzieray si w las. Przygotowani do natarcia onierze obserwowali byski ognia wrd drzew. Dzie by mglisty, mroczny. Podpukownik Chmura przechodzc przez wylizgan, oblodzon kadk straci rwnowag i wpad do wody. Siedzia potem wcieky na punkcie obserwacyjnym, owinity w koce. Jego rzeczy, rozwieszone nad ogniem, paroway intensywnie. onierze miali si. Pukownik strzyg rudymi wsikami. - Z czego si miejecie, durnie - powiedzia gniewnie - macie zason dymn. Powinna wam pomc w natarciu. Radiostacja pukowa gorczkowaa si. - Ja Achilles, ja Achilles, woam Agamemnona, woam Agamemnona... Jak mnie syszysz? Jak mnie syszysz? Zero czterdzieci osiem rozkaza... raca ty dym... raca ty dym... wykona osiemdziesit sze... wykona osiemdziesit sze - denerwowa si radiotelegrafista. - Ja Agryppa, ja Agryppa - odpowiada jego kolega lecy obok majora Grodzickiego. - Uwaajcie na synchronizacj... uwaajcie na synchronizacj... - Tu Agamemnon... tu Agamemnon... wykonaem osiemdziesit sze... wykonaem... Przechodz do dziewidziesit dwa... - Ja Artemida... ja Artemida - przedstawiaa si radiostacja grupy manewrowej WOP, zgaszajc swoje pretensje do Apolla, czyli radiostacji dowdcy dywizji, i porozumiewajc si rwnoczenie z Asmodeuszem, czyli pocigiem pancernym. W eterze rozlegay si gosy Kasjopei, Kaliope, Ksantypy, Polihymnii, Polluxa, Parysa radiostacji batalionw. Caa mitologia i historia staroytna. Zgodnie z pomysem szefa sztabu dywizji podpukownika Tomaszewskiego. Podpukownik Tomaszewski sta teraz w towarzystwie dowdcy dywizji i oficerw sztabu na wzgrzu 906 na wprost obozu Hrynia. Wiatr poranny rozwiewa ich brezentowe peleryny. Sylwetki oficerw wyglday we mgle jak postaci legendarnych rycerzy karpackich.

Major Grodzicki usiowa ze swego punktu obserwacyjnego na wzgrzu 689 dojrze co w rozcigajcym si poniej lesie. Mga utrudniaa jednak widoczno. Dowdca puku na prno przeciera szka lornetki. Major Pawlikiewicz wpatrywa si w map, ktr rozpostar wraz z kapitanem Winiowieckim. Porucznik Rapski flegmatycznie przerzuca swoje notatki. - Za dziesi minut koczy si przygotowanie artyleryjskie - powiedzia Pawlikiewicz. Major Grodzicki by blady. Zawsze mia w takich wypadkach trem jak aktor przed wyjciem na scen. Tymczasem banderowcy nie wychodzili z bunkrw. Na rozkaz Rena mieli zaj stanowiska dopiero po zakoczeniu ognia artylerii. Strici nerwowo ciskali w garci karabiny. Czuli si jak osaczone zwierzta, ale te jak one byli zdeterminowani. Wiedzieli, e musz stoczy walk o ycie. - Sawa Bohu, e nie ma Ihora. Ten by si trzs ze strachu - mwi kurinny Ren do Hrynia. Stara si jak mg okaza podkomendnym, e kpi sobie z nieprzyjaciela i zachowuje zimn krew. - Szkoda, e Kemperer jest w tym szpitalu. Przydaby si tutaj - stwierdzi sotenny. Sanitariusze uwijali si przy rannych i zabitych. Pociski artylerii i modzierzy zawaliy dwa bunkry. Kurin mia dziewiciu zabitych i trzynastu rannych. - Co z nimi zrobimy? - zapyta Stach. Ren wykona nieokrelony ruch rk. W tej chwili artyleria umilka. Strici wyskoczyli z bunkrw i rozbiegli si na stanowiska strzeleckie. Zamarli w oczekiwaniu. onierze szli wolno lun, szerok tyralier z bagnetami wysunitymi przed siebie. Kby mgy snuy si midzy drzewami. nieg skrzypia rozgniatany setkami par butw. Trzeszczay poamane gazie. Ciszewski widzia, jak porucznik Zajczek z karabinem w rce wskazuje co idcym obok onierzom. Rafaowski umiechn si do niego. Mia zarowione policzki dziecka. Na jego twarzy nie zna byo najmniejszego napicia. Daszewski sun z pistoletem maszynowym przycinitym do boku. Ruchy mia gibkie jak kot. Uwanie wpatrywa si w zarola. Lawin ognia otrzymali nagle. W sam twarz. Grad pociskw. Odupyway drzazgi z drzew, podnosiy fontanny niegu, pruy ciaa onierzy. Kto jcza i wzywa pomocy. W kilku miejscach ukazay si szkaratne plamy na niegu. onierze momentalnie zalegli. Prali przed siebie z karabinw i broni maszynowej. Ogarna ich gucha wcieko, podsycana obaw o ycie. Teraz ju widzieli przeciwnika. Banderowcy strzelali ukryci za pniami drzew i we wnkach, ktre wykopali w cigu nocy. Zgodnie z planem Rena nie mieli si dugo broni. To nie miaoby sensu, bo z regularnym wojskiem, rozporzdzajcym do tego ogromn przewag ogniow i liczebn, musieliby przegra. Chodzio tylko o zatrzymanie nieprzyjaciela, oszoomienie go i przedarcie si przez piercie okrenia. Metoda czsto przez sotnie stosowana. Ale przeciwnik te j zna. Podczas gdy bataliony Ciszewskiego i Gorczyskiego wizay banderowcw ogniem, podpukownik Chmura pchn swych onierzy do szturmu. Tradycyjne hura utono wrd drzew i zasp nienych. Nacierajcy zwarli si z sotni Stacha, ktra bronia prawego skrzyda ugrupowania Rena. Bagnet zazgrzyta o bagnet. Wzniosy si w gr kolby karabinw. Gwatowne starcie trwao zaledwie kilka minut. Banderowcy rzucili si do ucieczki, pozostawiajc na miejscu zabitych i rannych. Leeli teraz pospou z polegymi i rannymi onierzami.

Strici z sotni Hrynia dostrzegli nadbiegajcych ludzi Stacha. Nie byo na co czeka. Kurinny Ren da rozkaz. Czotowi poderwali swych podkomendnych formujc klin. W przodzie szed Ukleja ze swoj czot, nieco z tyu, po bokach Stienka i Rezun, ktry od ostatniego zarzdzenia nazywa si Dnipr. Za nimi bez adnego porzdku gnaa rozproszona sotnia Stacha. Klin wbi si w przerw midzy batalionami kapitanw Ciszewskiego i Gorczyskiego. Banderowcy wycofywali si w najmniej - zdawaoby si - wygodnym dla nich kierunku: nie na poudnie, w stron dolin, ale wrcz przeciwnie - na pnoc, pod gr. Byo to nader sprytne, gdy pukownik Sierpiski i dowdcy pukw oczekiwali ucieczki przeciwnika ku zaporze, stworzonej przez ruchom konn grup manewrow WOP porucznika Siemiatyckiego i pocig pancerny. Klin banderowski przeciska si wrd szpaleru ognia. Oba bataliony - kapitanw Ciszewskiego i Gorczyskiego - ziay ogniem. Coraz bardziej i gciej barwi si nieg na czerwono. Ciszewski widzia, jak porucznik Zajczek rozwala kolb gow uciekajcego Dnipra. Kapral Matysek wbi z tak moc bagnet w bok jakiego strica, e ten upadajc pocign za sob karabin onierza. Strzelec Karasiski rzuci granat w cib banderowcw. Trysna w gr ziemia zmieszana ze niegiem. Kilku bandytw czogao si z bolesnym skowytem w zarolach. Podporucznik Daszewski dopad sotennego Stacha. Ten zoy si z pistoletu maszynowego, ale bro nie wypalia. Moe si zacia, a moe bandyta wystrzeli przedtem ca amunicj z magazynka. Daszewski z byskiem nieopisanej furii w oczach skierowa bagnet w pier sotennego. - Pomyujte, pane! - rykn Stach, zdjty przedmiertnym strachem. Oficer potrzsn gow. Wykona pchnicie wedug wszelkich regu szermierki na bagnety. Stach zwali si na ziemi i skrci w kbek jak strcona w locie osa. Pakowate nogi banderowca wierzgay przez chwil, rozkopujc nieg. Potem pokraczne ciao zastygo w bezruchu na tle wielkiej czerwonej plamy. Rozkazy Ciszewskiego tony w huku strzaw i wrd okrzykw obu stron. Banderowcy pdzili z okrzykiem ura, gsto si odstrzeliwujc. W samym rodku klina znajdowa si kurinny Ren. Hry, biegnc obok Uklei, prowadzi pierwsz czot. Jerzy spostrzeg, e celowniczy erkaemu, ktry dotd prowadzi obok niego ogie, nie yje. Wyj bro z martwych rk onierza i sam zacz wyadowywa jeden magazynek po drugim. Uciekajcy banderowcy byli jednak coraz dalej. Na prno usiowa porucznik Rafaowski przeci im drog na czele swej kompanii. Mga i gstwina lena Chryszczatej kryy doskonale odwrt nieprzyjaciela. W eterze krzyoway si rozkazy. Radiotelegrafici miotali si przy swoich aparatach. Ochrypymi gosami przekazywali decyzj dowdcw. Agamemnon mia pooy ogie zaporowy na drodze ucieczki bandytw, Achilles, czyli puk Chmury, rusza w pocig, Apollo - kryptonim dywizji - sa na jednej fali zarzdzenia dla pocigu pancernego - Asmodeusza - i rozmaitych radiostacji batalionowych. Las pon w kilku miejscach. Dowdcy - dywizji i pukw - widzieli ze swoich punktw obserwacyjnych due supy dymu nad drzewami. Strzelanina powoli saba i oddalaa si na pnoc. Sanitariusze zbierali rannych. W jednym miejscu ukadano pokotem zabitych. onierze z bagnetem na broni pilnowali kilkunastu jecw, wrd ktrych uwija si kapitan Winiowiecki.

Ciszewski ruszy wraz z kompaniami porucznika Zajczka i podporucznika Daszewskiego do obozu Hrynia. Panowa tu bezad pozostay po nagym opuszczeniu tego miejsca przez dotychczasowych mieszkacw. W jednym z budynkw jczeli ranni - ofiary pierwszego ostrzau artylerii i modzierzy. Leeli z ponurym wyrazem twarzy, brudni, obszarpani, dziko zaronici, nie goleni od tygodni. Ciaa ich byy wysuszone od godu. Rozgorczkowane oczy z przeraeniem ledziy ruchy onierzy. Tajemniczo rysoway si wejcia do innych, pustych bunkrw. Porucznik Zajczek wszed do jednego z nich. W tej chwili nagy huk targn powietrzem. W otworze wazowym bunkra ukazay si kby dymu. Dwch sanitariuszy wbiego do rodka. Nie mieli ju kogo ratowa. Wybuch miny rozszarpa na strzpy porucznika Zajczka. Cay obz by zaminowany. Banderowcy uczynili to w cigu nocy, przygotowujc si do ucieczki. Miny znajdoway si we wszystkich bunkrach. Wezwani saperzy znaleli je w cile zamaskowanym mynie, w obozowej garbarni, nawet w lazarecie, w ktrym leao trzech bandytw zmarych na tyfus. Kilku onierzy ogarnitych wciekoci porwao za pistolety maszynowe. Pobiegli do rannych banderowcw. Daszewski zatrzyma ich w ostatnim momencie. - Oszalelicie, do diaba, czy co? - krzycza, mocujc si z wysokim kapralem, ktrego biay kombinezon maskowniczy zbryzgany by krwi...- Pozabijam tych sk...synw! - miota si kapral. - Za naszego porucznika! Dlaczego nie ostrzegli? Zmasakrowane do niepoznania zwoki Zajczka nieli sanitariusze w brezentowej pachcie. Saperzy wysadzali jeden po drugim bunkry, systematycznie niszczc obz Hrynia. Ciszewski wolno wspina si na czele batalionu pod gr, opuszczajc las Chryszczata. Czoo kapitana przecinaa gboka, pionowa bruzda. Nie mg si oswoi z myl, e Zajczek nie yje, nie idzie ju ze swoj kompani, nie strofuje w rubaszny sposb onierzy i nigdy ju nie bdzie im dawa narciarskich wskazwek. Mrok szybko zapada i otula pobojowisko caunem ciszy.

Tej nocy, gdy puk znajdowa si jeszcze w marszu, do kapitana Winiowieckiego przyprowadzono jednego z banderowskich jecw, ktry domaga si od onierzy eskorty, aby skomunikowano go z kim z dowdztwa. Szef zwiadu puku przesucha jeca. Okaza si nim striec Woos. W wietle elektrycznej lampki wskaza dokadnie na mapie pooenie szpitala kurina Rena pod Krglic. - Dlaczego to robisz? - zapyta go zaciekawiony Winiowiecki. - andarmeria Rena zawiczya mego ojca na mier - powiedzia jeniec. - Przysigem, e za to zapac. Kapitan Winiowiecki owietli blad, zaciek twarz modego chopca. W jego oczach wyczyta bez trudu, e nie kamie. - Dobrze - mrukn - zapamitam twoj postaw. Moe ci ona tylko pomc. - Nie zaley mi na tym - odpar jeniec. - Wszystko jedno, jak si to sobacze ycie skoczy... Oficer wzruszy ramionami. Major Grodzicki prze-kaza wiadomo drog radiow dowdcy konnej grupy manewrowej WOP, ktra znajdowaa si najbliej Krglicy. - Nareszcie co nam dajecie do roboty - ucieszy si porucznik Siemiatycki. - Dzi rano wyznaczylicie nam miejsce zupenie bezsensowne.

- Zawsze przekazujemy wam wiadomoci o bandytach - broni si dowdca puku. - Nie chowamy ich przecie dla siebie... Przypomnijcie sobie, poruczniku, obz Stacha. - Wykrylimy go sami - zabrzmia dumnie w mikrotelefonie gos Siemiatyckiego. - Wycie wskazali nam tylko pastwisko koni tej sotni. - Dobrze ju, dobrze... Nie kmy si, poruczniku - agodzi spr Grodzicki. - Bardzo prosz, ruszajcie natychmiast. - Tego onierzom Wojsk Ochrony Pogranicza nie trzeba powtarza. Nie jestemy piechot, obywatelu majorze. O wicie bdziemy na miejscu... Major Grodzicki westchn. Dowdca grupy manewrowej by czowiekiem draliwym na punkcie honoru jego macierzystej formacji.

Puk wrci do Baligrodu, ale nie wszystkim onierzom dany by odpoczynek. Porucznik Turski niecierpliwie czeka na kapitana Winiowieckiego. Dzi rano zjawi si u niego Romuald Wodzicki, gospodarz z R., znany z afery z komi Dwernickiego, w ktrej dochodzenia, jak si czsto zdarza, utkny na martwym punkcie. Pan Romuald przyjecha furmank. Ledwie si rusza. Owiadczy, e niedawno ciko pobili go ubrydowcy, i chcia nawet pokaza porucznikowi Turskiemu zmasakrowan cz ciaa. Doda, i chce si zrehabilitowa i wykaza lojalno wobec wadz, jakkolwiek nie to jest gwnym powodem jego nieoczekiwanej wizyty. Pragn odpaci ubrydowi za despekt, jaki go spotka. Zezna, e moe wskaza kryjwk dowdcy oddziau Serca Gorejcego. Byo to nader istotne, gdy od rozgromienia tej bandy urwa si Winiowieckiemu kontakt z dezerterem Makowskim. ubryd ukrywa si w jednym z domw R. Pi tam na umr wraz z Makowskim i Jagielsk, ktrzy jednak nie dawali o sobie zna, jakkolwiek dezerter zobowiza si do tego pamitnym listem, przesanym w okresie amnestii kapitanowi Winiowieckiemu, Wanda Jagielska za komunikowaa si dotychczas regularnie z Turskim. Obaj oficerowie nie domylali si, jakie byy powody nagej nielojalnoci tej dobranej pary. W istocie sprawa bya prosta. Wrd pijanego bekotu eks-dowdca oddziau Serca Gorejcego wyzna swym kompanom, e jednak ma ukryte pienidze, ale uparcie odmawia podania kryjwki. Makowski i Jagielska starali si, kady na wasn rk, wydoby ten szczeg od ubryda, aby najpierw zawadn pienidzmi, a pniej dopiero zastanowi si, co uczyni z samym bandyt. Do R. wyprawia si kompania porucznika Rafaowskiego. Dziki nartom dotara tam jeszcze tego samego dnia pod wieczr. Przybya jednak za pno. Ostatnia kryjwka ubryda pona. Mieszkacy wsi bezskutecznie usiowali gasi poar. Domem wstrzsay wybuchy amunicji. Jak wszystkie niemal chaty w tych okolicach, by swojego rodzaju arsenaem. Ledwie trzymajcy si na nogach z powodu emocji czy wypitego alkoholu Mot - Makowski, ostatni ubrydowiec, bekocc opowiada porucznikowi Rafaowskiemu, co zaszo. Przed kilku godzinami ubryd wskaza, gdzie znajduj si pienidze oddziau Serca Gorejcego, i poda, w jaki sposb za podaniem odpowiedniego hasa mona je odebra. Makowskiemu wicej nie byo trzeba. Postanowi puci si natychmiast w drog, ale na to nie zgodzi si zarwno ubryd, jak Wanda Jagielska. Rozgorzaa gwatowna sprzeczka. Eks-dezerter owiadczy porucznikowi Rafaowskiemu, e chcia odda swego szefa w rce wadz, przekazujc jednoczenie wiadomo o kryjwce z pienidzmi. Kamstwo byo przejrzyste i w pniejszym ledztwie Makowski je

sprostowa. W rzeczywistoci plan jego by inny. Postanowi zgadzi ubryda i Jagielsk, aby pozby si niewygodnych wsplnikw, odebra pienidze, ukry je gdzie powtrnie, a dopiero potem zameldowa si w wojsku czy na milicji i owiadczy, e zmuszony by do zabicia swego szefa oraz jego kochanki. O pienidzach w razie mierci tych dwojga nie musiaby w ogle wspomina. Zamiar ten powzi od dawna i dzi go wykona. Zabjstwo doskonale si udao. Pijany jak bela ubryd nie zdoa nawet sign po rewolwer. Jagielsk dopad Makowski w kuchni i tam zastrzeli. Jedna z jego kul musiaa trafi w bak z bia rop, ktr przechowywali gospodarze. Dom tu przed nadejciem wojska zacz pon jak sterta somy. Porucznik Rafaowski wysucha zawiych objanie dezertera, kaza go wzi pod stra i opuci R. W przejciu podziwia drzemicy w nienej ciszy, spokojny klasztor Sistr S. - wzorowe gospodarstwo rolne i warzywnicze, synne na ca okolic. Zdawao si, e wszystko, co si dziao wkoo, nie zdoa tymi murami wstrzsn. Poncy dom, miotajcego si Makowskiego i odmarsz kompanii obserwowaa zza okiennic klasztornych pobona siostra przeoona Modesta i barczysty kanonik z Przemyla. Siostra przeegnaa si w zadumie. Pnym wieczorem do wrt klasztornych zakoata pan Romuald Wodzicki i zoy kanonikowi dokadne sprawozdanie z przebiegu swej wizyty w Baligrodzie. O tej porze bogobojne siostry ju spay, nabierajc si do nocnego naboestwa. Mogy spa spokojnie. adne burze nie groziy wicej klasztorowi. Konna grupa manewrowa WOP - oddzia, z ktrego susznie porucznik Siemiatycki mg by dumny, jedna z najlepiej wytrenowanych w walkach grskich grup wopistw - dotara pod Krglic w oznaczonym czasie. By nowy, szary wit zimowy, kiedy onierze, pozostawiwszy konie u podna gry, okryli podziemny szpital i podporucznik Teodor Walczak dononym gosem wezwa cay personel sanitarny do opuszczenia tego obiektu. W odpowiedzi otrzyma seri z rcznego karabinu maszynowego. Jeden z wopistw chwyci si za gow i zwali pod nogi oficera. Wszyscy padli jak na komend. Szpital kurina Rena na zboczach Krglicy by najbardziej wzorow budowl tego typu w caej Ukraiskiej Powstaczej Armii. Stanowi waciwie system czcych si z sob bunkrw operacyjnego, dwch wypoczynkowych, kuchennego, mieszkalnego dla sistr lekarza oraz magazynu z zapasem ywnoci. Mia nawet biec wod: may strumyk zaopatrujcy bunkier operacyjny, kuchni i zmywajcy nieczystoci z zainstalowanego pod ziemi ustpu. W sumie by to szczyt kretowiskowego komfortu banderowcw, jeli wzi jeszcze pod uwag, e wiato dzienne przedostawao si do tej podziemnej budowli przez znakomicie zamaskowane wietliki, dajce mono obserwacji i - w razie potrzeby - prowadzenia ognia. Stabsarzt Kemperer, ktry opracowa plany szpitala, wybra miejsce na jego budow i czuwa nad jej realizacj, mg by dumny ze swego dziea. Przed kilku tygodniami oprowadza po tych bunkrach Johna Curtissa. Anglik by zachwycony. Owiadczy, e tak wspaniaego materiau do reportau z pobytu w UPA nigdy jeszcze nie zebra. W chwili gdy grupa manewrowa WOP z Cisnej okrya szpital, znajdowao si w nim czternastu rannych i chorych banderowcw, trzech ludzi ochrony z przeniesionym tu karnie na nisze stanowisko Haahanem na czele, doktor Kemperer i dwie sanitariuszki. W magazynie - co miao si dla mieszkacw bunkrw okaza fatalne - przechowywano od dawna paczki z detonatorami i kilkaset kilogramw kostki trotylowej, ktrej sotnia uywaa do wysadzania torw kolejowych. Umieszczono tu materia wybuchowy, poniewa w obozie na Magurycznem nie byo ju dla miejsca.

Atmosfera w szpitalu bya bardzo napita. Przez cay wczorajszy dzie syszano tu strzelanin, dochodzc z gbi lasu, od strony Magurycznego. Stabsarzt Kemperer i inni banderowcy zdawali sobie spraw, e obz zosta zaatakowany przez powane siy. Niepokoio ich to, ale o szpital byli spokojni. Tylko dowdca kurina i sotenni znali jego pooenie. Trotyl przenosio wprawdzie z Magurycznego kilku striciw, ale jak zapewnia Haahan, ktry ich tu przyprowadzi, wybrani przez niego ludzie naleeli do najpewniejszych. Zjawienie si wopistw i wezwanie porucznika Walczaka wywoao w bunkrach najpierw konsternacj, potem panik. Haahan zareagowa w najprostszy sposb. Wykorzystujc jeden ze wietlikw jako ambrazur, ostrzela onierzy z erkaemu. - Was machst du, verfluchter Idiot?! - miota si Kemperer. - Wiesz przecie, e nie mamy si czym broni! Byy dowdca andarmerii odepchn go z tak si, e stabsarzt wpad w ramiona struchlaych sanitariuszek. Trzej banderowcy z ochrony zajli stanowiska przy innych ambrazurach i rozpoczli ogie, naladujc swego szefa. Ranni i chorzy banderowcy zwlekli si z prycz. Kryli si pod cianami bunkra wypoczynkowego, kuchni i ustpu. Przeciwnik na razie milcza. - Szpital, ktry otwiera ogie, nie jest szpitalem wedug norm midzynarodowych - owiadczy porucznik Siemiatycki swemu zastpcy. - Jestem tego samego zdania - zgodzi si podporucznik Teodor Walczak i zapyta: - Czy moemy wobec tego odpowiedzie tak sam monet? Dowdca grupy manewrowej zamyli si. - Mamy wszelkie prawo - mrukn - ale zaraz banderowcy rozwrzeszcz si na cay wiat, e mordujemy rannych, i znajd si na Zachodzie dziennikarze, ktrzy szeroko bd to opisywali, pomijajc cakowicie postpowanie bandziorw. - Nie jestem specjalist od wielkiej polityki - stwierdzi podporucznik Walczak, spogldajc z nagym respektem na swego dowdc. - Sprbujemy ich z tych bunkrw po prostu wykurzy. Race s niewinnym rodkiem. Kropniemy im ze dwie, trzy do wntrza. Magnezja olepi ich i oszoomi... Wykorzystamy ten moment i wemiemy bandziorw bez strzelaniny. - Wspaniale! - pokrci gow Walczak. - Obywatel porucznik opracowa cakiem now metod zdobywania bunkrw. - Pomysy s moj specjalnoci - owiadczy skromnie dowdca grupy manewrowej WOP. Dwch onierzy z rakietnicami wysuno si naprzd. Kilkunastu innych miao natychmiast po wypuszczeniu rac wedrze si do bunkrw. Wejcia byy dziki zeznaniom Woosa doskonale onierzom znane.- Pal! - zakomenderowa porucznik Siemiatycki. Z luf trysny barwne we rac. Z sykiem zagbiy si w otwory wietlikw. W tej samej niemal chwili potny wybuch zakoysa lasem. W miejscu gdzie si znajdowa podziemny szpital, ziemia wzda si na oczach osupiaych onierzy, poleciay w gr kamienie i odamki drzewa. Wszystko to trwao zaledwie uamki sekund, po czym wopici spostrzegli dugi lej peen drgajcych cia ludzkich, potrzaskanych desek, jakich naczy, spltanych szmat i trudnych do rozpoznania przedmiotw.

- Wysadzili si w powietrze! - wykrzykn podporucznik Teodor Walczak. Pomyk wyjani dogorywajcy stabsarzt Kemperer, ktry mia urwane obie nogi, ale by cakowicie przytomny. Trzs si z zimna i prosi, aby go okryto kocami. Zanim skona, opowiedzia o trotylu i nie mg ochon z gniewu na gupot Haahana. Trzech innych, lej rannych, banderowcw przetransportowano do Cisnej. W ten sposb wraz z obozem Hrynia przesta rwnie istnie szpital kurina Rena na stokach Krglicy.

Po opisanych wyej wydarzeniach puk majora Grodzickiego nie zabawi dugo w Baligrodzie. Z rozkazu dowdcy dywizji sztab puku i dwa bataliony przeniosy si na stae miejsce postoju do Leska. W dawnym MP puku pozosta tylko jeden batalion, nowo przybyego z Warszawy kapitana Wiesawa Muszyskiego. Zmiana dyslokacji puku podyktowana bya sytuacj. W rejonie na poudnie od Baligrodu istniay ju jedynie nieliczne wioski. Nie byo kogo chroni. Bandy po otrzymanych ciosach bkay si po lasach i szukajc nowych kryjwek przesuway si bardziej na pnoc, w kierunku gciej zaludnionych obszarw. Wszystko to wymagao skupienia wikszych si raczej w pobliu Leska i Sanoka ni - jak przedtem Baligrodu i Cisnej. Ktrego wieczora Ciszewski poegna si z Ew i Janem Rozwadowskim. Ciko mu byo na sercu, ale stara si tego nie okazywa. Ewa unikaa wyranie jego spojrze. - Lesko jest tak blisko, e bdziemy si mogli czsto widywa - pocieszaa go w ten ostatni wieczr. Odmaszerowa na czele swego batalionu, bardziej przygaszony ni zwykle. Nie tylko Jerzy znajdowa si w nastroju przygnbienia. Jego podwadny, podporucznik Daszewski, by od kilku dni w stanie naprawd godnym poaowania. Ela Wasserwna ciko zachorowaa. Miaa wysok gorczk, majaczya i doszo do tego, e przestaa rozpoznawa otoczenie. Daszewski wpad w rozpacz. Jego gorca, nie dajca si okiezna natura buntowaa si przeciw wszelkim yciowym trudnociom, szczeglnie tym, na ktre nie byo rady. Kad woln chwil spdza przy chorej. Schud jeszcze bardziej, oczy zapady mu w gb czaszki, przesta prawie zupenie je, jego piersi wstrzsa suchy kaszel. - Jeeli Eli si co stanie - powiedzia do Ciszewskiego - koniec ze mn. Jest mi wszystko jedno. Nikogo poza ni nie mam i mie nie chc. Sw Jerzego nie sucha. Podpukownik Tomaszewski, ktry zatrzyma si w tym dniu przejazdem w Lesku, owiadczy: - Daszewski histeryzuje... Dla strapionego oficera najlepszym pocieszeniem jest suba. Naley mu dawa jak najwicej zaj. Wtedy przyjdzie do siebie. Wobec tego podporucznik otrzymywa coraz to nowe zadania subowe. Ale metoda Tomaszewskiego nie na wiele si zdaa. Daszewski spdza noce przy gorczkujcej dziewczynie i w kadej wolnej chwili atakowa doktora Pietrasiewicza. - Co jej jest, doktorze? - pyta po raz setny. - Trudno powiedzie... Tyfus to chyba nie jest. Raczej cika grypa. Nie sdz, aby chora bya w wielkim niebezpieczestwie. Mody organizm powinien takie skoki gorczki wytrzyma.

- Trudno powiedzie... Raczej... Nie sdz... - przedrzenia go zdenerwowany i wyczerpany bezsennoci Daszewski. - Co warta jest caa ta wasza medycyna? Nic nigdy nie wiecie. Nauka w powijakach. W ogle nie nauka! Zwyka lipa. Z polecenia majora Grodzickiego Ciszewski dawa Daszewskiemu czsto sub na posterunku przy mocie na Sanie, w pobliu ysej Gry. Kontrolowano tam przejedajce sanie i pieszych. Pewnego dnia podporucznik Daszewski zatrzyma sanie, w ktrych jecha wysoki, barczysty ksidz i dwie siostry zakonne. Po sprawdzeniu dokumentw okazao si, e jest to kanonik z Przemyla oraz siostry Modesta i Beata z R. Podporucznik zwrci im papiery, ale nie kaza onierzom podnie szlabanu zamykajcego drog. - Czy moemy jecha dalej? - zapyta niecierpliwie stary ksidz. - Zaraz... - mrukn oficer; w mylach przez chwil co rozwaa i podjwszy ostateczn decyzj zwrci si do siwowosego kapana. - Prosz ksidza - powiedzia patrzc w jego surow twarz - czy jeli si Boga o co mocno poprosi, zostanie to spenione? Kanonik umiechn si. - Modlitwa jest zawsze mia Bogu, a tym samym skuteczna, mj synu. - Nawet jeli kto nie jest wierzcy? - Ten, kto si modli, jest wierzcy, jeli jednak zgrzeszy kiedykolwiek zwtpieniem, to powinien odby pokut. - To nie dla mnie - mrukn Daszewski. Ksidz przyjrza mu si badawczo. - Ma pan jakie zmartwienie, mody czowieku. - Ksidz zgad, ale nie o tym chciaem mwi. Wy, duchowni, macie swoje kontakty z Opatrznoci, czy ksidz nie mgby jej wspomnie o moich sprawach? Teraz umiech wykwit nie tylko na twarzy surowego kanonika, ale zarowi nawet policzki siostry Modesty. - Oczywicie mgbym... - stwierdzi ksidz. - Jednake ty sam te potrafisz z pewnoci to uczyni, mj synu. - Nie mam pojcia o modlitwach. Nigdy mi to nie byo potrzebne, ale teraz wariacja mnie si chwyta i ci idioci lekarze nic pomc nie potrafi. - Daszewski przesun rk po czole, na ktre wystpiy kropelki potu. - W ogle nie znam sw... - Mona si modli wasnymi sowami, poruczniku. Kada modlitwa dociera do Stwrcy. - Ksidz wspomnia o pokucie... - Nieraz westchnienie z prob o ask wystarczy - szepna siostra Beata. - Do adnych westchnie nie jestem zdolny - skonstatowa samokrytycznie Daszewski.

- Czyn dokonany na intencj aski te miy jest Bogu - potrzsn gow kanonik. - Trudno zreszt powiedzie, co powiniene uczyni, mj synu - mwi ju z lekkim zniecierpliwieniem w gosie. Wszystkie religijne przepisy uoyli jedynie ludzie natchnieni przez Pana, my tu na ziemi nie wiemy jednak, jak Wszechmocny ocenia nasze intencje. Jego te rzecz bdzie osdzi to, co podejmujesz... Czy moemy ju jecha, mody czowieku? - Czyn... mwi ksidz. Czyn? To jest w kadym razie atwiejsze od innych rzeczy - wymamrota, nie wiadomo do siebie czy pod adresem podrnych, Daszewski i kaza podnie szlaban. Siostra Beata zacia konie i sanie pomkny naprzd. - Rozumiesz co z tego wszystkiego? - zagadn podporucznik stojcego obok onierza o zaronitej twarzy pirata. Zapytany wzruszy ramionami i splun. - Masz racj - monologowa oficer. - Lipa, dokadnie taka sama jak wiedza medyczna. Nikt nic nie wie. Mga i dziadowski pic. Znikd adnej pomocy. Doktor Pietrasiewicz wart kanonika, a kanonik Pietrasiewicza... Czego si gapisz?! - hukn nagle na onierza i odszed odprowadzony zdziwionym spojrzeniem swego podwadnego. Zdarzyo si jednak, e jeszcze w ten sam wieczr podporucznik Daszewski mg dokona swego czynu. Okoo godziny smej zauway niky bysk wiateka na stoku ysej Gry. Kto szed widocznie przez las, usiujc omin szos i most. - Pjd tam - owiadczy podporucznik onierzom. - Jaki facet ma widocznie nieczyste sumienie, skoro tak bardzo nie chce si z nami spotka. - Sam obywatel porucznik idzie? - zdziwi si jeden z onierzy. - al ci? Mylisz, e bez ciebie nie dam sobie rady, fujaro? - zgromi go Daszewski. - Moe by kompani alarmow... - zaproponowa podwadny. - Akurat! Dla jednego zakichanego achmaniarza ca kompani bdziemy stawia na nogi! Za dobrze wam si powodzi - gdera. - Syszelicie zreszt, co ten klecha dzi po poudniu mwi. Moe teraz to bdzie mj czyn? Nie zwlekajc zagbi si w las. Szed tak szybko, e wkrtce usysza przed sob trzask amanych gazi. Rozdranienie spowodowane chorob Eli, gniew wywoany wasn bezradnoci, kipica w nim niespoyta energia - wszystko to razem zoyo si na postpowanie modego oficera, ktry zapomnia o jakiejkolwiek ostronoci. .- Hej, wy tam! - krzykn. - Sta, do cholery jasnej! W odpowiedzi buchna z ciemnoci niebieskopurpurowa byskawica i nad gow Daszewskiego przeleciaa seria z pistoletu maszynowego. Ogarna go wcieko. Wyj zza pasa rakietnic. Czerwona alarmowa raca wzbia si pod niebo. Natychmiast potem oficer otworzy ogie ze swego automatu. Jednoczenie zacz stentorowym gosem wydawa komendy, jakby dowodzi wiksz liczb onierzy. - Kompania naprzd! - dar si do utraty tchu, nie przestajc strzela. - Pierwszy pluton w lewo! Bra ich od gry! Szybko! Bieegieem mmaarrsz!

Wypuci jeszcze jedn rac i na olep, wprost przed siebie, cisn granat rczny, ktry eksplodowa z oguszajcym hukiem. W dole usysza gosy nadbiegajcych onierzy kompanii alarmowej. Wtedy wanie, w wietle trzeciej racy, zobaczy dwch ludzi, stojcych o kilka krokw od niego z podniesionymi w gr rkami. - Padnij! - poleci im Daszewski. Banderowcy posusznie wykonali rozkaz. Gdy nadesza kompania alarmowa, podporucznik by panem sytuacji. Bandyci znalazszy si w sztabie puku natychmiast przystpili do skadania zezna. Owiadczyli, e s cznikami od Rena do rejonowego prowidnyka Ihora. Zgodnie z otrzymanym rozkazem mieli przyprowadzi rejonowego prowidnyka do miejsca postoju sotni Bira. - Gdzie znajduje si rejonowy prowidnyk Ihor? - zapyta banderowcw major Grodzicki. - W jednym z domw w Baligrodzie. - Czy znacie ten dom? - Bylimy w nim kilkakrotnie jeszcze w zeszym roku. Tam mieszka ona rejonowego prowidnyka i on j co pewien czas odwiedza. - Moecie pokaza dom? - Tak, pane. - Wiecie, kto jest wacicielem domu? - Nie. - Dobrze. onierze pojad z wami do Baligrodu. Pokaecie im t kryjwk Ihora. Jeeli kamiecie... - Nie kamiemy, pane. Bihme! Dalsze zeznania banderowcw dotyczyy miejsca obozu sotni Bira. - Oni s straszliwie zdemoralizowani - stwierdzi kapitan Winiowiecki. - Dawniej nie skadali tak atwo zezna... Mia racj. Od pewnego czasu jecy banderowscy sypali bez skrupuw swoich wsptowarzyszy. Widomy znak rozkadu Ukraiskiej Powstaczej Armii. - Do Baligrodu ruszy kapitan Ciszewski z plutonem onierzy z kompanii porucznika Rafaowskiego. - Prosz tam pojecha osobicie - powiedzia do Jerzego major Grodzicki. - To jest jaka delikatna sprawa. Bdzie na pewno zatarg z cywilami... Kapitan Muszyski nie ma jeszcze dowiadczenia w takich historiach. - e te rejonowy prowidnyk Ihor obra sobie za siedzib akurat Baligrd, garnizon wojskowy! Niesychane! - dziwi si major Pawlikiewicz. - Wszystko jest moliwe - mrukn porucznik Turski, ktry wybiera si w drog wraz z Ciszewskim. Major Grodzicki beszta tymczasem podporucznika Daszewskiego. - Wiecznie sprawiacie nam kopoty waszym zachowaniem, poruczniku! - irytowa si. - Moglicie przecie zgin. Bezmylne naraanie si na niebezpieczestwo jest przestpstwem ze strony

onierza. Jeeli nawet dowdca dywizji zechce was za ten dzisiejszy wyskok odznaczy, wpierw zostaniecie przeze mnie ukarani. - Mnie jest wszystko jedno - owiadczy melancholijnie Daszewski. - Nie ma pan racji - westchn siedzcy dotd milczco pod cian doktor Pietrasiewicz. - Podczas gdy pan, poruczniku, szala w tym lesie, odwiedziem pewn chor osob, na ktrej, zdaje si, panu nieco zaley. Gorczka spada. Chora osoba ma si lepiej... Daszewski popatrzy na niego nieprzytomnie. - Naprawd? - wybka. - Cud... Cud si zdarzy! - Cud jak cud... Mwiem panu, e wczoraj dostalimy penicylin i zaczem stosowa zastrzyki. Pan nie chcia tego sucha. W ogle niech pan nigdy nie mwi: na niczym mi nie zaley. Czowiekowi zawsze na czym zaley... Ale podporucznika nie byo ju w pokoju. Przesadzajc na klatce schodowej po kilka stopni, gna do Eli. Pietrasiewicz westchn ciko i mrukn, e mio te jest pewnym stanem chorobowym, na ktry warto by wymyli lekarstwo. Kapitanowie Ciszewski i Winiowiecki przybyli wraz z porucznikiem Turskim oraz onierzami do Baligrodu po pnocy. Miasteczko spao. Wysiedli z samochodw na rynku. - Teraz prowadcie do tej kryjwki Ihora - rozkaza Jerzy obu banderowcom. - To niedaleko - powiedzia jeden z nich. - My zawsze przychodzimy tu z innej strony. Tym jarem, opadajcym ku rzece. Zatrzymali si na rogu uliczki, wiodcej ku domowi, ktry w cigu roku by kwater Ciszewskiego. cznicy Rena skrcili w tym miejscu bez wahania. Jerzy zaniemwi. Zbliali si do domu Rozwadowskich. - Tu jest tylko jedna willa, wicestarosty Rozwadowskiego - odezwa si surowo kapitan Winiowiecki. - Czy przypadkiem nie zmylilicie drogi? - zapyta cznikw. - O nie, pane! - zaprzeczyli ywo. - My nie wiemy, czyj to dom, ale to ten. Ot, ju go wida. Zatrzymali si o kilkanacie metrw od domu Rozwadowskich. - To niemoliwe, ajdaki - wybuchn Jerzy. - ecie. - Bihme, pane! - uderzali si w piersi banderowcy. - My tu jeszcze w zeszym roku przychodzili... I rejonowy prowidnyk przychodzi... W rodku my nie byli, pane. Nie. To prawda, ale taka siwa pani do nas wychodzia i poczt odbieraa. Rejonowy prowidnyk by w rodku. on odwiedza... My si tu niejeden raz podkradali w takich biaych chaatach z ptna. Tych samych, co wy nam dzi przy rewizji zabrali... Bihme, pane. My prawd mwimy. May porucznik Turski ucisn okie Jerzego. - Tutaj niczemu nie naley si dziwi, kapitanie - powiedzia agodnie. Ciszewski przypomnia sobie pogoski o duchu krcym w pobliu jego domu i dreszcz przebieg mu po plecach.

Kapitan Winiowiecki zastuka do drzwi. Po chwili ukazaa si pani Rozwadowska. - To ona... Ta siwa, co od nas poczt dla rejonowego prowidnyka odbieraa - szepn jeden z jecw. - Ogromnie nam przykro, prosz pani - mwi tymczasem Winiowiecki. - Czy nie ma u pani osb obcych? onierze okrali dom. Nadszed jeszcze jeden pluton z batalionu kapitana Muszyskiego. Zjawi si te on sam, zaciekawiony niezwyk histori. Rozwadowska energicznie zaprzeczaa wiadomociom, jakoby w domu znajdowa si ktokolwiek poza ni i synem. - Jak panowie mi! - oburzaa si. - Mj syn jest oficerem lotnictwa, inwalid. Straci wzrok na wojnie. yjemy spokojnie i nikomu nie wchodzimy w drog. My mielimy ukrywa jakich bandytw? Szaleczy pomys! Mj m jest wicestarost. Co panowie sobie wyobraacie?! Swoj postaci tarasowaa drzwi wejciowe. Kapitan Winiowiecki bezradnie obejrza si na pozostaych oficerw. Ciszewski sta w ciemnoci. Nie chcia, aby Rozwadowska go zobaczya. Porucznik Turski wysun si naprzd. - Musimy speni swj obowizek, prosz pani - powiedzia twardo. - Przeprowadzimy rewizj. Weszli do rodka. Rewizja nie daa adnych rezultatw. Przejrzano pokoje, piwnice i strych, zagldano do szaf i pod ka. Poza star kobiet i niewidomym, ktry siedzc na ku niespokojnie nasuchiwa, nikogo nie znaleziono. Skrupulatne zbadanie piwnicy - a onierze mieli ju w tym czasie sporo dowiadczenia w takich sprawach - nie wykazao istnienia jakiegokolwiek bunkra. - Zaczynam wierzy, e rejonowy prowidnyk posiada czapk niewidk - westchn kapitan Winiowiecki. Rozwadowska triumfowaa. - To skandal! - krzyczaa. - Napisz do ma. Bd si domagaa satysfakcji na drodze sdowej. Prosz natychmiast opuci mj dom! - Wreszcie zobaczya Jerzego. Spowodowao to nowy wybuch. - I pan tu jest z nimi, panie kapitanie Ciszewski! By pan gociem w moim domu, a oto teraz mamy wdziczno... Kapitan Muszyski by mocno zaniepokojony. - Narobi nam baba bigosu. - Wyadowa zo na obu banderowcach, ale ci zapewniali, e rejonowy prowidnyk Ihor jest w tym domu. Porucznik Turski znw wkroczy na widowni. - Nie mamy adnej rady - owiadczy spokojnie Rozwadowskiej. - Bdziemy rozbierali dom, prosz pani... Kapitan Winiowiecki i zdenerwowany do najwyszych granic Jerzy spojrzeli na niego z niedowierzaniem. Odwoa ich na bok. - Banderowcy nie kami - stwierdzi. - Przesuchiwaem ju setki takich bandziorw. W tym co musi by... Bior na siebie odpowiedzialno. Prosz zaczyna od strychu.

Rozwadowska zblada tak bardzo, e dao si to zauway nawet przy wietle naftowej lampy i nie uszo bystrych oczu maego porucznika. Kilku onierzy wdrapao si na strych. Po chwili rozleg si trzask amanych desek. onierze zrywali strychow podog. Rozwadowska opada na krzeso. Ustami z trudem chwytaa powietrze. - Ciepo... ciepo... - seepn porucznik Turski i zadar gow do gry. Wszyscy nasuchiwali. Nagle caym domem wstrzsn guchy odgos detonacji. Kto zawy bolenie na strychu. Potem pad drugi i trzeci strza. Porucznik Turski rzuci si na drabin. - ywcem ich bra! - krzycza. - ywcem! Ze strychu dochodziy jakie krzyki, dudnia podoga, jakby si po niej tarzao kilka cia. Kto kl gono i jcza. Wreszcie we wazie strychowym ukazay si czyje bose nogi... Chuderlawy mczyzna w kalesonach tylko i w koszuli stoczy si po drabinie i wpad wprost w ramiona toczcych si w sieni onierzy. - Rejonowy prowidnyk Ihor! - zawoa z ulg jeden z banderowcw. Chudzielca obezwadniono bez trudu. Nie stawia zreszt najmniejszego oporu. Krtkowzrocznymi oczami rozglda si po otoczeniu. Nagle zachwia si i upad. Na jego koszuli ukazaa si dua plama krwi. W tym momencie Rozwadowska osuna si z krzesa. Stracia przytomno. Ostronie opuszczano po drabinie rannego onierza. Potem ciao martwej pnagiej kobiety. - Zastrzeli j i chcia popeni samobjstwo - powiedzia porucznik Turski, wskazujc na Ihora i jego nieyjc ju on. - Rani poza tym onierza... Nad ranem ekspedycja wrcia do Leska. - Tak wic skoczya si historia naszego ducha - umiechn si porucznik Turski. Mia gbokie cienie pod oczami, ale twarz jego promieniaa zadowoleniem. Kapitan Matula wysucha ze znudzonym umiechem opowiadania swego kolegi z bezpieczestwa i owiadczy, e zawsze mu si sprawa ducha wydawaa podejrzana. - Pamitacie, poruczniku - mwi - t nasz rozmow wtedy, w Baligrodzie, gdy usiowalicie przyapa ducha? Obaj bylimy wwczas peni podejrze, ktre okazay si obecnie suszne. Tak, tak... Czujno jest niezbdna... A propos, kapitanie - zwrci si nagle z byskiem w oku do Jerzego jak to moliwe, e wy niczego nie spostrzeglicie, mieszkajc tak dugo u Rozwadowskich? To dziwne. Bardzo dziwne... Odszed ukadajc w mylach swj raport o caym zajciu. Mia wiele wnioskw, ktre powinny byy zafrapowa jego przeoonych. Rana rejonowego prowidnyka Ihora okazaa si zupenie powierzchowna. - Jako lekarz powinien pan by wiedzie - wyjania mu podczas opatrunku doktor Pietrasiewicz - e nigdy nie naley strzela sobie w serce praw rk. Powstaje w takim wypadku midzy luf a sercem kt, ktry powoduje odchylenie toru pocisku i sprawa koczy si na powierzchownej ranie.

Dowiadczony samobjca strzela zawsze lew rk, cho trzymanie rewolweru w ten sposb jest niewygodne. Trzeba naciska jzyk spustowy kciukiem... Ihor - Zhorlakiewicz bez oporu skada zeznania. Ani razu nie sprawi kopotu kapitanowi Winiowieckiemu i porucznikowi Turskiemu. Owiadczy, e z Rozwadowskim czya go wieloletnia przyja. Znali si jeszcze ze studenckich czasw ze Lwowa. Poza tym jego ona bya rodzon siostr Rozwadowskiej. - Dlaczego zabilicie on? - zapyta Turski. - Nie chciaem, aby ya po mojej mierci z innym mczyzn. Miaa trzydzieci pi lat. Zreszt nasze wsplne samobjstwo byo w wypadku wpadnicia przewidziane - odpar Ihor. Opisa potem dokadnie, w jaki sposb, odziany w biay chaat maskowniczy, przekrada si do domu Rozwadowskich w miesicach zimowych. Aby nie zauwaono na podwrzu ladw, Rozwadowska specjalnie zadeptywaa nieg. W lecie jego komunikacja z on bya jeszcze atwiejsza. Mg si czoga w wysokiej trawie i wrd nierwnoci gruntw. Dostp do domu Rozwadowskich by atwy. Gboki jar schodzi do samej rzeki. onierze z bunkrw straniczych nie mieli go pod obserwacj. Ihor opowiedzia o wszystkich swoich przejciach w UPA. aowa, e nie zdoa wyjecha za granic. Wierzy, e by ju bliski tego. Otrzyma przecie nominacj na kierownika sekretariatu krajowego prowidnyka Stiaha. Mwi o wszystkim utrzymujc, e po mierci ony nie zaley mu na yciu. Mio do ony bya jedyn ludzk stron tego krwawego i sabego jednoczenie bandyty. Dziwna mio, splatajca si cile ze zbrodni, skoro ostatnim wyczynem rejonowego prowidnyka byo zamordowanie kobiety, ktr kocha.

Tej zimy 1947 roku zosta jeszcze przetrzepany Bir - zniszczono jego obz pod Bukowym Berdem. Do obozu Hrynia trzeba byo wrci, bo jecy banderowcy wskazali nie odkryt za pierwsz bytnoci wojska kryjwk, w ktrej Hry schowa zabrane pod Doyc dziao. Znaleziono je w opakanym stanie, bez zamka. Kapitan Ciszewski by przy okazji wyprawy po dziao w Mikowie. Marii, ktra go bardzo zaintrygowaa, ju nie zasta. Zgodnie z powzitym postanowieniem wyjechaa wraz z dzieckiem, ale nigdy nie zgosia si do szpitala w Sanoku. Z jej punktu widzenia byo to o tyle suszne, e w krtki czas potem kapitan Winiowiecki dowiedzia si od banderowskich jecw, kim bya naprawd. Poszukiwano jej intensywnie, ale bezskutecznie. Moe skorzystaa z usug Johna Curtissa, o ktrych innymi drogami zdoby informacj may porucznik Turski. Mg si on zreszt popisa jeszcze jednym sukcesem. Definitywnie aresztowa pobonego pana Romualda Wodzickiego z R. Za jego domem, w sadzie, gdzie rosa niezwyka grusza, znaleziono cae cmentarzysko ludzi, ktrzy prbowali podczas okupacji uciec na Wgry. Pan Romuald podejmowa si przeprowadzenia ich przez granic. Wcignitych w puapk, jak by jego dom, zabija wsplnie z bratem i obrabowywa. Koci oficerw, obawiajcych si obozu jecw, modych zapalecw marzcych o subie w dalekiej armii Sikorskiego i tropionych przez hitlerowcw ydw pospou uyniay ziemi. Wanym wydarzeniem zimowym byy te pierwsze wybory do sejmu RP. W Bieszczadach przeszy one rwnie spokojnie jak w caym kraju. Bandy WiN byy ju w tym rejonie zlikwidowane. ubryd, Kosakowski, Woyniak i Mciciel nikogo wicej nie straszyli. Banderowcy mieli wasne, wcale niemae kopoty. Tote ludzie mogli w t niedziel 19 stycznia bez adnych obaw uda si do urn. Jedyn przeszkod stanowi obfity nieg, ale frekwencja bya dua, bodaj czy nie wiksza ni w wielu innych czciach Polski. Amerykask not protestacyjn, podajc w wtpliwo legalno tych wyborw,

not, ktrej tre usyszeli radiotelegrafici puku we wtorek 28 stycznia, przyjto w bieszczadzkich wioskach i w jednostkach wojskowych z sarkastycznym umiechem. Tu wszyscy a nadto dobrze wiedzieli, jak wygldaaby legalno, ktrej za porednictwem Biaego Domu da Mikoajczyk i ci z lasu. Zima dobiegaa koca. Promienie soneczne coraz intensywniej topiy niegi. Obie strony walczce nie udziy si jednak, e zapasy s skoczone. Dowdca Grupy San - Orest, wyda snisty rozkaz, w ktrym poleca sotniom przejcie do natarcia, to jest wykonanie akcji, podnoszcych morale striciw. Samopoczucie banderowcw byo w wyniku zimy raczej kiepskie. Wojsko, gd, mrozy, tyfus i inne choroby mocno przetrzebiy ich szeregi. Kuriny nie miay ju nawet poowy stanw osobowych z poprzedniego roku. Wikszo wiosek bya spalona i opuszczona, baza ywnociowa podcita. Niemniej dowdcy kurinw przygotowywali si do nowych bojw. Tego domaga si Orest na danie krajowego prowidnyka OUN Stiaha, monitowanego z kolei przez Ukraisk Gwn Rad Wyzwolecz i samego Stefana Bander. Za nimi stali potentaci nie znajcy wprawdzie dokadnie pooenia Bieszczadw na mapie, ale zainteresowani, aby w Zakierzoskim Kraju tak szybko nie doszo do spokoju. Wojsko rwnie przygotowywao si do walki. W sztabie puku major Pawlikiewicz pracowicie wykrela barwne znaki na mapach. Obok niego siedzia powiatowy sekretarz partii Drozdowski i podawa nazwy wsi, ktre przestay istnie. Dane te konieczne byy Pawlikiewiczowi do jakiego sprawozdania, ktrego dao wysze dowdztwo. - Huczwice, Rabe, Habkowice, Bystre, Koonice, Balnica, Roki, Wola Grzaska, Radziejowa, opienka, Tyskowa, Buk, Polanki, Ryczyw, Przysup, Strubowiska, Smerek, Zawj, Jaworzec, Wetlina, Berehy Grne, Woosate, Tworylne, Tworylczyk, Krywe, Hulskie, Zatwarnica, Ryskie, Dwernik, Nasiczne... - wylicza monotonnym gosem sekretarz, a szef sztabu puku pracowicie skrzypia owkiem po papierze. - ycie skupia si teraz wzdu gwnych drg i linii kolejowych - powiedzia sekretarz. - Tu si ju chyba utrzyma, a pniej, gdy zapanuje spokj, wrci w tamte strony. Wyglda na bardzo zmczonego. - Najbardziej tragiczn postaci tych walk jest bieszczadzki chop - doda w zamyleniu, jakby do siebie. - Tego, co si tu dzieje, nie mona byo unikn. To jest nie tylko walka o wadz. Chodzi o zupenie inne stosunki midzy ludmi. Za to wanie pacimy, bo wszystko ma swoj cen. Na mapie Pawlikiewicza wykrelone czarnym owkiem kka otaczay nie istniejce wsie. - Niestety, to si jeszcze nie skoczyo, sekretarzu - mrukn szef sztabu puku, ktry myla w tej chwili o nowej akcji przeciw Hryniowi. Nie wiedzia, e sotenny, oszalay z blu po ucieczce Marii, powiesi Stanickiego i trzech innych gospodarzy mikowskich. Potem pi do utraty przytomnoci przez dwa dni. Banderowcy odwieli go nieprzytomnego furmank do lasu. W nocy naskoczyli na nich kawalerzyci konnej grupy manewrowej porucznika Siemiatyckiego. Caa eskorta Hrynia pierzcha, pozostawiajc sotennego na asce losu. Wopici pognali za uciekajcymi. Niestety nie zainteresowali si furmank, w ktrej spa zagrzebany w sianie, spity jak bela sotenny. Przedrzema w ten sposb spokojnie do rana, po czym wrci do sotni. Porucznik Siemiatycki dowiedzia si, e mia w rku Hrynia, dopiero w kilka dni pniej od jednego z jecw. Dugo nie mg si dowdca grupy manewrowej otrzsn z gniewu. Aby sobie uly, ukara pod jakim pretekstem swego zastpc podporucznika Teodora Walczaka. Przez tydzie nie odzywali si do siebie.

Dni byy coraz dusze. Wiosna nadchodzia jak dobry, dalekobieny pocig, wedug kalendarzowego rozkadu jazdy. Kapitan Jerzy Ciszewski wrci z granicy czechosowackiej. Pod Okrglikiem spotka si z kapitanem sztabowym armii CSR - Josefem Mohad, z ktrym omwi rne sprawy, dotyczce wspdziaania obu wojsk przy zwalczaniu band. Wsppraca rozwijaa si doskonale od szeregu miesicy. Banderowcom byo coraz cianiej. Major Grodzicki rozmawia w tym samym czasie z dowdc nadgranicznej jednostki radzieckiej pukownikiem Diergaczenk. W Ustrzykach Dolnych uzgadniali plan wzajemnej pomocy w akcjach wiosennych. Byo to nader wane i zajo kilka dni czasu. Irena potrafia wykorzysta nieobecno swego maonka. Cay wolny czas spdzaa u Jerzego. - Kocham ci - mwia. - Gupia sprawa, ktra zdarza mi si przy takich przygodach po raz pierwszy. Nic na to jednak nie poradz... Dlaczego milczysz, gupcze? - irytowaa si. - Spjrz na mnie: jestem jedynym jasnym punktem w tym piekle. Czy naprawd tego nie rozumiesz, marny malarzu i jeszcze ndzniejszy onierzu! - Obraaa go i obrzucaa wyzwiskami na przemian z pieszczotliwymi wyrazami. - Skoro uwaasz, e jestem gupcem, dlaczego twierdzisz, e mnie kochasz? - pyta Ciszewski. - Zrozum, idioto, e jeli si kogo kocha, nigdy nie wie si, dlaczego tak jest - powtarzaa. Za oknami chodzili miarowo wartownicy. Czasem na niebie wykwitaa czerwona una poaru. W eterze krzyoway si rozkazy, w grach przesuway si jednostki wojskowe, huczay karabiny. Mce ludzkiej nie byo koca. Na poudniowo-wschodnich obszarach kraju wci przechadza si w poniemieckich achmanach chocho mierci z krwawym tryzubem na czapce i siga po nowe ofiary. Z nadejciem wiosny banderowcy przystpili do ulubionego rodzaju dziaa i zasadzek na szosach.

14
Telefon zadzwoni nagle, ostro, urywanie. Od razu sen pierzch. Major Grodzicki przecign si na ku, pomyla z zadowoleniem, e Irena jest od dwch dni w Krakowie i dziki temu nie zostaa w tej chwili obudzona. Nic jej tak nie wyprowadzao z rwnowagi jak natarczywe dwiki telefonu polowego w nocy. Dowdca puku podnis suchawk. - Mwi 048. Kto przy aparacie? - zaskrzecza gos dowdcy dywizji pukownika Sierpiskiego. - 012, melduj si - odpowiedzia machinalnie Grodzicki, przyzwyczajony do takich nocnych dzwonkw, swego rodzaju specjalnoci dowdcy dywizji. - picie ju? - dziwi si Sierpiski. - O tej porze! - Nigdy nie potrafi pogodzi si z myl, e kto moe spa w czasie, gdy on tego nie czyni. - Zdrzemnem si troch... Dzi u nas spokojnie - usprawiedliwia si, tumic ziewnicie dowdca puku.

- Prosz si wic rozbudzi - zagdera rozmwca. - Jest dopiero dziesita. mieszna pora! Chc wam co wanego poda. - Nie pi przecie! - mrukn major Grodzicki. Szuka jednoczenie zapaek, aby zawieci stojc obok na stoliku lamp naftow. - Suchajcie, 012, bdziecie mieli jutro goci. Odwiedz Lesko i Baligrd. Chciabym, aby wszdzie by porzdek. W zakwaterowaniach u was ostatnio byo nie bardzo. Pamitajcie, niech to jako wyglda. Od kiedy bandy zostay troch przetrzebione, wracay w jednostkach dobre koszarowe obyczaje. Zaczto od onierzy wymaga, aby si golili, ukadali rzeczy w kostk, sprycie salutowali. Wojsko jest wojskiem... - Rozkaz. Bdzie wygldao. O ktrej przyjad? - uspokoi przeoonego Grodzicki. - Okoo szstej rano. Przyjad razem z nimi. - Tak wczenie? - No to co, e wczenie. Spiesz si. Musz by ju okoo poudnia z powrotem w Sanoku. Jeeli nie macie adnych pyta wicej, to koniec. Czoem! - Odmeldowuj si. Koniec. - Czoem! - westchn major. Nareszcie znalaz zapaki. Lampa zakopcia. Krg wiata zataczy na suficie. Grodzicki przekrci korbk aparatu telefonicznego. Zgosi si oficer dyurny. Dowdca puku poleci mu zawezwa majora Pawlikiewicza. Barczysta sylwetka szefa sztabu zdawaa si wypenia ca przestrze pokoju. - Inspekcja! - umiechn si, ironicznie przecigajc to sowo. - Znw przyjad faceci z Krakowa albo z Warszawy i bd nam zawraca gow. Porzdek koszarowy. Czysto. Regulamin... Tumacz im, e tu jest co w rodzaju wojny! - To krtka inspekcja, majorze - stara si go uspokoi Grodzicki. - Wszystko jedno, bdzie zawracanie gowy - upiera si Pawlikiewicz. - Prosz, aby by porzdek w zakwaterowaniach; ostatnio tam jako nie bardzo... - mwi dowdca puku. - Kompania honorowa ze szkoy podoficerskiej niech si stawi jutro na szst. Maj woy nowe czapki. Ze skadu tej kompanii wydzielimy te ochron dla inspekcji przy przejedzie do Baligrodu. Na tras prosz poza tym wysa patrole jeszcze dzi w nocy... - Melduj, e wszystko to jest mi wiadome. Zawsze tak postpujemy - powiedzia niecierpliwie Pawlikiewicz. - Prosz te zawiadomi kapitana Muszyskiego. - Tak jest. Czy mog wiedzie, kto przyjeda? Major Grodzicki skrzywi si. - Czy ja wiem, kto przyjeda? Nie sdzicie chyba, obywatelu majorze, i dowdca poda mi to przez telefon. Bdziemy mieli po prostu jak inspekcj. Machn rk zrezygnowany.

- Wszystko bdzie w porzdku. Czy mog odej? Kroki wartownika miarowo rozlegay si na bruku przed budynkiem sztabu. W jednym z okien tajemniczo poyskiwao niebieskie wiateko radiostacji. Byo jedynym widomym znakiem ycia wrd czarnej jak sadza nocy, otulajcej Lesko, gry, rozstawione wrd nich placwki - cay ten wiat zamary w ciemnociach. Major Grodzicki zdmuchn pomie lampy, przez chwil obserwowa jarzce si jeszcze na knocie rubinowe ogniki, po czym zapad w gboki, twardy sen. Obudzi si o szarym wicie. Domy Leska, stary zamek Kmitw, gotycki koci parafialny z XVI wieku skpane byy w czerwonej powiacie wstajcego dnia. Na szczytach gr ani ladu niegu. Powietrze byo rzekie, chodne i pachniao wiosn. - Jaki adny dzie dzisiaj! - krzykn Grodzicki do Pawlikiewicza. - Byby adny, gdyby nie inspekcja - westchn szef sztabu i zameldowa: - Kwatery onierzy wygldaj jak sale w Luwrze, kompania przygotowana, ciarwki dla ochrony te; pojedzie trzech oficerw, piciu podoficerw i czterdziestu eleww ze szkoy; patrole wysane, kapitan Muszyski zawiadomiony; reszta w rku waszych domowych duszkw, ktre oby nam sprzyjay. Kompania honorowa zadudnia butami po bruku. Sprawnie okrya plac i zacza si wyciga w dwuszereg. - Nie ustawiajcie ich twarz do soca! - zawoa Pawlikiewicz. - Tyle razy ju na to zwracaem uwag! Potem wykrzywiaj si, jakby ich zby bolay. - Rozkaz! - krzykn porucznik Rafaowski, ktry od pewnego czasu dowodzi szkoln kompani. onierze podreptali w miejscu i stanli bokiem do soca, ktrego promienie odbijay si teraz na ich byszczcych daszkach i lniy na oksydowanych lufach karabinw. Grodzicki spojrza na zegarek, stwierdzi, e jest jeszcze do czasu, i wszed do budynku sztabu. onierze z kompanii honorowej stali na spocznij w dwuszeregu. Skupieni w ma gromadk oficerowie rozmawiali. Dowdca puku poczy si telefonicznie z Baligrodem. Kapitan Muszyski by gotw. - U mnie inspekcja dobrze wypadnie, majorze - owiadczy. - Jest porzdek a mio! Ale wiosna, co? - Wiosna... Przyjad do was. Czoem! Oficerowie sztabu puku ustawili si pod ktem prostym do dwuszeregu kompanii honorowej. Wszyscy przy broni bocznej, w rkawicach. Porucznik Osiecki - szef suby samochodowej - sprawdza co przy stojcym z boku ZIS-ie, ktrym miaa pojecha eskorta. - Niepotrzebnie wycignlimy tak wczenie t kompani - powiedzia major Pawlikiewicz. - Inspekcja si spnia - doda z przeksem. - W wojsku poow ycia si czeka - mrukn kapitan Ciszewski. Wartownik, czuwajcy na wiey zamku leskiego, w ktrym kwaterowaa artyleria puku, zamacha kilkakrotnie chorgiewk. By to umwiony znak. Jad! W chwil potem ukaza si zielony opel dowdcy dywizji i dwa samochody dodge z ochron. Nadjeday z Sanoka. Zakrciy na placu i stany. Jak trzask bicza rozlega si komenda. Hukny zwierane rwnoczenie obcasy onierskich butw. Kompania honorowa prezentowaa bro.

Z opla wysiad przysadzisty czowiek w paszczu z dystynkcjami generalskimi. W miar jak zblia si do kompanii, rozjaniay si twarze. Nawet twarz szefa sztabu majora Pawlikiewicza. Genera! Na placu panowaa cisza. Sycha w niej byo tylko kroki Generaa i idcych za nim dowdcw Okrgu Wojskowego oraz dywizji. Major Grodzicki drgajcym lekko z emocji gosem skada meldunek. Genera umiechn si. - Czoem, onierze! - Czoem, ...telu ...ale! - Nie przyjechaem na adn inspekcj - owiadczy Genera, kiedy kompania stana na spocznij. Chc tylko z wami porozmawia, usysze, jak si wam yje i czego potrzebujecie... Od razu pk paradny szyk. Krg onierzy otoczy Generaa. Rozmawia z nimi spokojnie, rzeczowo. - Dzie dobry, szanowny ogniomistrzu! Co za spotkanie! - powiedzia spostrzegajc nagle Hipolita Kalenia, ktrego twarz stana w psach. - Obywatel Genera mnie jeszcze pamita... - wybka. - A wy mnie pamitacie, Kale? Po co stawiacie takie pytania? Pod Zgorzelcem, kiedy szy czogi niemieckie, bylicie jako bardziej rozgarnici... Prosiem was wtedy o ogie i dostaem cakiem niez zapalniczk, ale mi j ordynans-fujara gdzie niedawno zapodzia. - Mam dla obywatela Generaa now zapalniczk - owiadczy artylerzysta. - wietnie. Kobiety was jeszcze nie zgubiy? - Melduj, e nie, ...telu ...ale. - Pojedziemy razem do Baligrodu i pogadamy sobie po drodze. Pod Budziszynem raczej poprawnie prowadzilicie samochd. Nie stracilicie chyba dotd tej umiejtnoci? Genera wszed do sztabu puku. Zaproponowano mu niadanie, ale machn rk. Przez chwil zamyli si nad wielk, rozpit na stole map operacyjn. Podnis gow i dostrzeg Ciszewskiego. - No i jak, kapitanie? - zwrci si do Jerzego. - Nie otrzymaem od was tej proby o przeniesienie do Warszawy. Dlaczego? - Sprawa jest nieaktualna, obywatelu Generale. - Z Barbar skoczone? - Raczej tak. - Mae sprawy s czsto przyczyn wielkich decyzji - mrukn do siebie i rzuci okiem na zegarek. Jedmy do tego Baligrodu - powiedzia. - Mamy niewiele czasu... Musz si jeszcze zatrzyma w Sanoku i pogada z robotnikami z wagonwki. Spieszmy si. - Jest zmczony. Objecha cae Rzeszowskie. Z Warszawy parokrotnie go ju wzywali. Ma mas spraw... - objania pukownik Sierpiski majorowi Grodzickiemu, gdy w lad za Generaem kierowali si w stron samochodw.

Kompania jeszcze raz sprezentowaa bro. onierze z ochrony adowali si na wozy. Genera skin rk stojcym w dwuszeregu elewom szkoy podoficerskiej. Przodem ruszyy dwa dodgey, za nimi opel, z tyu ZIS, przy ktrego kierownicy zasiad porucznik Osiecki. Chcia dzi sam czuwa nad sfatygowanym samochodem, mimo e wybra najlepszy w puku. Jeden z dodgew prowadzi ogniomistrz Hipolit Kale. Zastpi szofera, ktry przyjecha z Sanoka. - Teraz ja bd wiz Generaa - oznajmi szoferowi. - Wiem, jak lubi jecha, a ty nie masz o tym pojcia... Kierowca zaprotestowa, ale Kale spojrza na niego miadcym wzrokiem. - Synku - powiedzia dobitnie - syszae, jak Genera ze mn rozmawia? Nie sprzeciwiaj si jego i mojej woli, bo naprawd al nam ciebie bdzie... Samochody miny zakrt obok zamku. Podnis si obok kurzu, ktry przesoni egnajc Generaa kompani i grup oficerw ze sztabu puku. Za mostem nad Sanem wozy nabray szybkoci. Huk silnikw zwabi do okien milicjantw posterunku w Hoczwi. Plutonowy Kolanowski, kaprale emko i Rogala wypryli si na baczno. Powanie skoni gow stary Krzysztof Dwernicki, krztajcy si przy koniach w jednej z zagrd. Jego kawaleryjski oddzia ju w tym czasie nie istnia. Nie by wicej potrzebny i Dwernicki wrci do umiowanego zajcia: hodowli koni. W Baligrodzie, przed will notariusza - znw wycignita w dwuszereg kompania z batalionu kapitana Muszyskiego. I jeszcze jedna rozmowa Generaa z onierzami. - Czy to jest ostatni garnizon wojskowy w tej lepej kiszce? - zapyta Genera, uywajc popularnego okrelenia. - Bardziej na poudnie od nas znajduje si jeszcze konna grupa manewrowa Wojsk Ochrony Pogranicza w Cisnej - zameldowa jeden z oficerw. - To znaczy najdalszym w kierunku poudniowym garnizonem jest Cisna? - upewni si Genera. Trzeba by tam pojecha - mrukn. - Nie mamy czasu, Generale. A Sanok? - zatroska si pukownik Sierpiski. - Zdymy, pukowniku, zdymy... - powiedzia spokojnie Genera. - Grupa manewrowa jest, o ile wiem, na akcji. Nie ma tam prawie nikogo - wtrci kapitan Muszyski. - Zreszt trasa nie jest strzeona; bywaj na niej zasadzki. Jazda do Cisnej nie bya przewidziana... - Oczywicie, Generale: trasa nie jest strzeona, droga w fatalnym stanie, jazda ryzykowna... - popar swego podwadnego major Grodzicki. Inni oficerowie wtrowali zgodnym chrem. Widocznie, mimo wszystko, nie znali dostatecznie Generaa. Ich perswazje zwikszyy jeszcze bardziej jego upr. - Miabym si cofn przed odwiedzeniem najdalej wysunitego garnizonu? Co te szanowni panowie wygaduj! - zniecierpliwi si. - Trasa nie strzeona, zasadzki... A czy w Warszawie cega nie moe przechodniowi spa na gow? Wolne arty! Jedziemy. - On zawsze by taki - mwi ogniomistrz Kale do kapitana Ciszewskiego i porucznika Osieckiego. Kiedy chodzio o odwiedzenie onierzy na froncie, nigdy si nie waha. Tam te trasy nie byy strzeone. Samochody, obrcone ju motorami w kierunku drogi powrotnej do Leska, zakrciy na szosie. W kierunku Cisnej. Zielony opel musia pozosta. Nie wytrzymaby drogi na odcinku Baligrd-Cisna.

Genera zaj miejsce w dodgeu obok kierowcy - ogniomistrza Kalenia. W pudle wozu zasiedli: dowdca Okrgu Wojskowego, pukownik Sierpiski, major Grodzicki, kapitan Ciszewski, porucznik dywizyjnego batalionu i dwch onierzy z rcznym karabinem maszynowym. Przodem ruszy drugi dodge z onierzami ochrony przybyymi z Sanoka. Ma kolumn zamyka ZIS prowadzony przez porucznika Osieckiego, wiozcy porucznika Rafaowskiego z elewami szkoy podoficerskiej. Pocztkowo szosa bya dobra. Zy odcinek zaczyna si dopiero za Bystrem i Jabonkami. Samochody jechay szybko. Do Cisnej miay wszystkiego koo dwudziestu kilometrw. Genera by w doskonaym humorze. Bezustannie przekomarza si z Kaleniem wspominajc czasy frontowe. Potem przeszed na powaniejszy ton. - Dugo ju nie pozostaniecie w tych okolicach - owiadczy. - Przygotowujemy wielk akcj przeciw bandom. Walki w Lubelszczynie i Biaostocczynie s niemal definitywnie skoczone. Przerzucimy tu due iloci wojska i zlikwidujemy UPA. Sdz, e t wielk akcj bdziemy mogli zacz za kilka tygodni. Do jesieni musi i tu zapanowa spokj. - Najwikszym problemem s bunkry w wioskach, Generale - powiedzia pukownik Sierpiski. Pozostae jeszcze zapade wsie w grach daj bandom schronienie i dostarczaj ywnoci. Mieszkacy dziaaj czciowo pod terrorem, ale s i tacy, ktrzy sprzyjaj bandytom. Te wsie stanowi gwn opor sotni UPA. - Przewidzielimy to - stwierdzi Genera. - W niektrych wypadkach trzeba bdzie stosowa przymusowe przesiedlenie. Nie ma rady. Sprawa jest bolesna, ale tego rodzaju posunicie konieczne. Przesiedlecy otrzymaj pene odszkodowanie i wiksze ni tu, bardziej komfortowe, nowoczesne gospodarstwa na Ziemiach Odzyskanych. Zreszt nie my jedni uciekamy si do przesiedlania. Na caym wiecie postpuje si tak z wsiami lecymi na trasach planowanych linii kolejowych, zapr wodnych czy innych wielkich inwestycji przemysowych. W Bieszczadach powodem przesiedlenia bdzie walka z bandami. Przyczyna a nadto uzasadniona. Genera przerwa. Jadcy przodem dodge stan, zatrzymujc pozostae dwa wozy. Kierowcy wyskoczyli na szos. Wszyscy trzej pochylili si nad unieruchomionym silnikiem. Genera nie ukrywa zniecierpliwienia. Raz po raz spoglda na zegarek. Wreszcie zdecydowa si: - Jedziemy dalej, oni nas dogoni. - Generale... - prbowa oponowa pukownik Sierpiski. - Jedziemy! Dodge, prowadzony przez ogniomistrza Kalenia, wymin zepsuty wz. ZIS z porucznikiem Osieckim ruszy ze zgrzytem. Soce przygrzewao tak mocno, e oficerowie rozpili paszcze. Na kach wida byo pierwsz, niemia jeszcze ziele wiosenn. Samochody zbliay si do Bystrego. Miejsce o niedobrej sawie. Tu zaatakowali bandyci przed rokiem konny patrol WOP. Przy szosie lea jeszcze szkielet zabitego wwczas konia. Kilka miesicy temu Hry zorganizowa w tym miejscu zasadzk na kolumn transportow puku. Osiecki i Daszewski dali mu wtedy upnia. Dokoa absolutna pustka. Bystre i Jabonki istniej tylko jako nazwy na mapie. Domy ju dawno spony. Droga wciska si tu w wsk gardziel. Po prawej stronie, cakowicie odkryty, stromy stok wysokiej gry, po lewej - polanka przecita strumieniem Jabonka i zaraz za nim znw stok gry, pokryty gstym szpilkowym lasem; z przodu zakrt strumienia, mostek na szosie i mocno pofadowany teren.

Kiedy samochody zbliyy si do mostku, w powietrzu rozleg si piewny gwizd pociskw. Wyy cieniutko, natrtnie, przenikliwie. Bolenie dary cisz pogodnego dnia. Ogniomistrz Kale gwatownie zahamowa. Dalsza jazda byaby lekkomylnoci: mostek mg by zaminowany. Bandyci nieraz tak postpowali organizujc zasadzki. Genera, oficerowie i ogniomistrz Kale wyskoczyli z wozu. Ostry ogie ze wzgrza po prawej rce i od przodu. Kilka pociskw trafio samochd. Poleciay drzazgi z prawej burty. Oficerowie pochyleni przywarli do stoku gry. Jednoczenie elewi szkoy podoficerskiej rozwinli si, nie zwaajc na ogie, w tyralier i wspinali si pod gr, w kierunku pozycji bandytw. Mieli dowiadczenie w tej walce. Przeciwnik prowadzi zacieky ogie. Szczkay lekkie karabiny maszynowe, niemieckie MG, w ktre uzbrojona bya banda. onierze doskonale znali ich gos. Ju tyle razy rozlega si w rozmaitych starciach. Na jego podstawie mona byo dokadnie okreli, kto zorganizowa zasadzk. - Banda Hrynia plus ludzie od Stacha. Sto osiemdziesit bagnetw - powiedzia major Grodzicki do Ciszewskiego. Stu osiemdziesiciu ludzi przeciw naszej trzydziestce - pomyla Jerzy. - Byoby nas wicej, gdyby ten przeklty dodge si nie zepsu! - Generale, prosz si pooy! - woa bagalnym gosem pukownik Sierpiski, ktry lea o par metrw od Grodzickiego. Pognali obaj w pierwszym zapdzie za tyralier i teraz utknli na stoku. Ogie bandytw dosownie przygwodzi ich do ziemi. Tyraliera eleww te nie moga si dalej posuwa po tym zupenie odkrytym zboczu. - Generale! - woa dowdca Okrgu Wojskowego. - Prosz si pooy. Ciszewski odwrci gow. Spojrza w d w kierunku szosy, na ktrej pozostay samochody. Genera sta tam cakowicie wyprostowany. Rce zaoy w ty, zadar gow i patrzy na grzbiet wzgrza obsadzony przez band. On jest przecie najzupeniej, ale to najzupeniej odsonity - przeleciao Ciszewskiemu przez myl. - Prosz si pooy, Generale! - woali na przemian jeden po drugim oficerowie. Porucznik Osiecki podnis si nagle, odpi klap kabury pistoletu i pochylony pobieg naprzd. Wtem stan i po chwili zwali si twarz ku ziemi. - Porucznik Osiecki zabity! - pobiego woanie wzdu tyraliery onierzy. Strzelali systematycznie w kierunku banderowcw. Amunicyjni zmieniali dyski rcznych karabinw maszynowych. Maa dolina huczaa od strzaw i powtarzanego wielokrotnie w grach echa. Ogniomistrz Kale nie spuszcza wzroku z Generaa. Widzia, jak wok niego pociski pruj nawierzchni szosy, wyrzucajc w gr wir i kamienie. Usiowa odkry erkaem bandytw, ktry obra sobie za ce Generaa. Teraz wiedzia ju, gdzie si ten karabin znajduje. Postanowi go zmusi do milczenia. Banderowski celowniczy lea nieco wyej na zboczu, o kilkanacie metrw od niego. Zacz si w tym kierunku czoga z granatem w doni. By coraz bliej przeciwnika. Za chwil cinie granat... Niestety wrg spostrzeg niebezpieczestwo. Wizka pociskw z MG przeszya ogniomistrza. Hipolit Kale pad me wydawszy jku. - Strzela! Strzela! - krzycza porucznik Rafaowski. By ranny. Oberwa w praw nog, w sam kostk. Nie czu blu. Mam chyba zmiadony nerw - pomyla. onierzom nie trzeba byo zachty, Strzelali bez przerwy.

- Rozcign tyralier! Zwikszy odstpy midzy strzelcami! - komenderowa z szosy Genera. - Zwikszy odstpy! - powtarzali machinalnie onierze. Ciszewski odczu mocno uderzenie w praw nog i zaraz potem piekcy bl. Mia rozerwany but. Z nogawki spodni sczya si struka krwi. By raczej zdziwiony ni przestraszony. Przywar mocniej do ziemi. Ogie szed pasko nad jego gow. Dokoa podnosiy si mae fontanny ziemi. Znajomy widok. W dole pona gdzieniegdzie sucha zeszoroczna trawa. Bandyci strzelali widocznie pociskami zapalajcymi. Genera wci sta na szosie. Rozpi teraz paszcz i bluz mundurow. Pochyli gow i z uwag oglda jaki punkt poniej piersi. Ciszewski, nie zwaajc na ostry bl w nodze, zsun si ze wzgrza. W mgnieniu oka znalaz si na szosie. - Czy Genera ranny? - zapyta. - Musno mnie tylko... Prosz si mn nie zajmowa. - Tyraliera, ognia! Ognia! - komenderowa Rafaowski. - Genera jest ranny! - woa ktry z onierzy. - Gupstwo! Nie jestem wcale ranny! - rozleg si dwiczny gos Generaa, przedziwnie panujcy nad hukiem pociskw. Dranity co najwyej - powiedzia do Ciszewskiego. Zapi mundur. Znw sta wyprostowany, tyle e teraz przeszed na lew stron szosy i co stamtd woa do lecych na stoku onierzy. Ciszewski i oficer saperw byli w rowie przydronym o par metrw od niego. Ogie banderowcw wyranie wzmg si na lewym skrzydle. Czyby usiowali nas okry? zastanawia si major Grodzicki. Ale oto ju doszed go gos Generaa: - Zostawcie na stoku oson i przechodcie z ludmi za strumie. Szybko! Szybko! onierze zaczli si zsuwa ze wzgrza. Jeden po drugim przebiegali szos oraz wci jeszcze ponc tu i wdzie polan; w dugich susach dopadali brzegu strumienia, odwracali si i znw prowadzili ogie, kryjc przejcie kolegw. Niebezpieczne byo to przejcie, bo polana znajdowaa si pod swobodnym ostrzaem bandytw. Na stoku pozosta tylko kapral Matysek z picioma elewami i rcznym karabinem maszynowym. Stanowili oson zmiany stanowisk i rodzaj pierwszego rzutu w tej walce. Porucznik Rafaowski kutyka ostatni, podtrzymywany przez jednego z onierzy. Ciszewski sam ledwie trzymajc si na nogach szed za Generaem. W chwili gdy ten dochodzi do niewielkiego zagajnika leszczynowego nad strumieniem, nagle drgn i osun si na ziemi. Ciszewski przypad do niego. - Generale! - krzykn bagalnie. - Generale! Nie otrzyma adnej odpowiedzi. Otwartymi ustami Genera ciko chwyta powietrze. Twarz jego bya kredowo blada. Oczy mia zamknite. onierze zajli stanowiska przy brzegu strumienia, ktrego koryto stanowio dla nich rw strzelecki. Stali po pas w wodzie i prowadzili ogie. Ranny strzelec Rudzki pojkiwa gucho. Karasiski wali nieprzerwanie z erkaemu. Zmarszczy czoo i z napiciem mierzy w jaki punkt na wzgrzu. - Dobrze celuj, synku, dobrze... - mwi do niego dowdca Okrgu Wojskowego. - Masz jeszcze amunicj?

- Starczy - kiwn gow onierz. Jerzy brodzc w wodzie dobrn do majora Grodzickiego. - Genera jest powanie ranny - powiedzia cicho. - Boj si, e umiera... - W chwili gdy to mwi, by prawie tak samo blady jak Genera. - To straszne! Straszne! - wyszepta dowdca Okrgu Wojskowego. - Moe si pan jednak myli? zapyta z nag nadziej w gosie. Ciszewski potrzsn gow. Z trudem przekn lin. - Nie myl si. Zosta trafiony drugi raz. Doszed do leszczyny o wasnych siach. Tam upad. Zostawiem przy nim tego oficera saperw. - Prosz wrci do Generaa - rozkaza major Grodzicki. Gboka bruzda przecinaa jego czoo. Wecie erkaem. Generaa i innych rannych trzeba std natychmiast wywie. Jerzy oddali si w towarzystwie elewa z rcznym karabinem maszynowym. Ogie nie milk. Strzelali onierze, rozcignici wzdu strumienia, i pozostali na stoku elewi z kapralem. Utrzymywali w szachu bandytw, ktrzy mimo ogromnej przewagi liczebnej nie odwayli si ruszy do szturmu. Porucznik Rafaowski by ju ranny w drug nog. Nie mg si rusza. Wydawa rozkazy lec na brzuchu w leszczynowych zarolach. - Musimy ewakuowa Generaa, i to natychmiast - powiedzia Grodzicki. - Trzeba by odwrci jeden z samochodw w kierunku Baligrodu. - Zgosi si szofer, strzelec Niebylski. Ten sam, ktrego przedtem usun od kierownicy ogniomistrz Kale. Niebylski by szczupy, wysportowany, zwinny. - Sprbuj - mrukn, zdejmujc pas dla wikszej swobody ruchw. Wyczoga si na brzeg strumienia i zacz peza przez polan ku samochodom. Chcia wykona beznadziejne zadanie. Jeeli nawet przebrnie przez polan, jak zdoa pod ogniem bandy obrci samochd? - myla major Grodzicki. Dwadziecia kilka par oczu z najwyszym napiciem ledzio ruchy Niebylskiego. Wysiek kierowcy nie zda si na nic. Zaledwie wychyli si na polan, znieruchomia. Jego prawe rami zwisao bezwadnie. Otrzyma postrza w rk. Wtedy, w tym wanie momencie, wszyscy usyszeli warkot silnika samochodowego. Szos nadjeda wreszcie naprawiony dodge z pozostaymi onierzami eskorty. Zatrzyma si przezornie u wylotu kotliny. onierze wyskoczyli z wozu i pdem ruszyli na wzgrze obsadzone przez band. Wprost na jej lewe skrzydo. Ogie banderowcw umilk jak ucity noem. Hry wzi samochd za nadchodzc wojsku odsiecz. Nakaza odwrt. Teraz rozlega si tylko ogie onierzy. Genera ju tego nie widzia. Od kilkunastu minut nie y. Miejsce ostatniej bitwy, ktr stoczy, wypado w Bieszczadach. Jego ciao zoono na tym samym dodgeu, ktrym wiz go ogniomistrz Kale. Ostatnia bitwa i ostatnia podr. Ogniomistrz spoczywa obok Generaa wraz z porucznikiem Osieckim. Na drugim wozie jechali ranni: kapitan Ciszewski, porucznik Rafaowski, strzelcy Rudzki i Niebylski.

Reszta onierzy z kontuzjowanym od wybuchu pocisku majorem Grodzickim sza za tymi samochodami. Trawa w kotlinie dopalaa si z suchym trzaskiem. W sercach wszystkich przeraliwa pustka. Bl by tak wielki, e nie potrafili go jeszcze ogarn. Zdawali sobie spraw z jednego: ta zasadzka okazaa si najwiksz klsk wojska w walkach z bandami. Zgin w niej Genera. W drodze powrotnej do Baligrodu onierze spotkali batalion kapitana Muszyskiego. Szed w pocig za Hryniem.

Bandy UPA wci jeszcze potrafiy szczerzy zby i ksa. W kilka zaledwie dni po mierci Generaa sotenny Bir, wykonujc sawetny rozkaz Oresta w sprawie akcji podnoszcych morale striciw, zaatakowa transport chorych i rannych onierzy grupy manewrowej WOP. Zasadzka zostaa znw zorganizowana pod Bystrem. W nierwnej walce upowcy wymordowali trzydziestu onierzy. Przyspieszyo to realizacj wielkiej ofensywy przeciw banderowcom. Tej samej, o ktrej mwi podczas swej ostatniej podry Genera.

Hry nie by zadowolony z przebiegu walki w kotlinie. Jej wynikw nie zna. Jeden z erkaemw, ktry umieci po przeciwnej stronie szosy za plecami zaatakowanych onierzy, nie otworzy ognia. Trzech banderowcw obsugi utrzymywao, e karabin si zaci. Sotenny nie wierzy w ich wyjanienia. Uwaa, susznie zreszt, i tylko dziki temu onierze uniknli wzicia w dwa ognie, co z kolei uatwio im obron. W ogle sotnia zachowaa si - jego zdaniem - nader bojaliwie: o poderwaniu jej do szturmu nie mogo by mowy. A przecie w innych zasadzkach potrafili atakowa! Rozwcieczony dowdca sotni postanowi dla przykadu powiesi trzech ludzi z obsugi erkaemu. Wyrok ten nie zosta wykonany. Delikwentw uaskawiono, bo w kilka dni po boju kurinny Ren przesa swemu podkomendnemu gazety, zawierajce wiadomo o mierci Generaa w walce z band Hrynia. Wataka by teraz dumny ze swego wyczynu. Dumne byo te cae dowdztwo UPA, kierownictwo OUN w Zakierzoskim Kraju i UHWR za granic. Rado ich bya jednak bardzo krtka. Zblia si w nieubaganym tempie koniec krwawej banderowskiej awantury.

15
Rana, ktr odnis kapitan Jerzy Ciszewski, nie bya cika, ale leczenie si wloko. Mijay tygodnie, a Jerzy nie opuszcza szpitala. Nie byo mu tu le. Po raz pierwszy od lat mg naprawd odpocz. ycie szpitalne tylko na pozr wydaje si monotonne. Ranni, zajci swoimi dolegliwociami, inaczej mierz czas. Jest on dla nich funkcj zmniejszajcego si lub wzrastajcego cierpienia. Kada zmiana opatrunku, kada wizyta lekarza jest wydarzeniem, dostarczajcym tematu na cae godziny. Regularne pory posikw dziel dni na rwne odcinki, wypenione wiadomociami ze wiata zewntrznego. S poza tym jeszcze odwiedziny ludzi spoza murw szpitalnych... Jeeli wic rana nie jest cika i ostateczne wyleczenie pewne, mona taki tryb ycia doskonale znie. Pewnej niedzieli odwiedzi rannych dowdca dywizji, pukownik Sierpiski. Przynis spore pudeko orderw. Na szpitalnej pidamie Ciszewskiego zabysn krzy.

Jerzy przyjmowa rwnie inne wizyty. Wpadli na godzin dwaj koledzy: kapitanowie Gorczyski i Muszyski, major Grodzicki, major Pawlikiewicz, kapitan Winiowiecki i porucznik Rapski. Przynosili mas wiadomoci ze wiata. Od kilku tygodni rozwijaa si zapowiedziana przez Generaa wielka akcja Grupy Operacyjnej Wisa. Szsta, sidma, sma, dziewita dywizje piechoty, kombinowane puki z czwartej i dwunastej dywizji, duy odwd operacyjny, skadajcy si z Milicji Obywatelskiej, puki saperw i samochodowy, eskadra lotnicza - wszystkie te siy rzucone zostay przeciw bandytom. Pojawiy si te w Bieszczadach te otoki onierzy ze sawnej 1 Dywizji Kociuszkowskiej i granatowe - Wojsk Bezpieczestwa Wewntrznego. Akcj kierowa sztab ludzi, majcych due dowiadczenie w walkach z bandami. Ludzi, ktrzy zlikwidowali uprzednio bandytyzm na innych obszarach kraju. Jednostki wojskowe przeszukiway teraz kady kilometr kwadratowy terenu. Tropiono bandy w rejonach Radziejowej, Jabonek, Cisnej, Baligrodu, Krywego, Hulskiego, Tworylnego, Dobrej, Malawy, Leszczawy, Kunicy, omny, Prijcy, Jamy Dolnej i Grnej - wszdzie... Wydany zosta jednoczenie nakaz cakowitej ewakuacji ludnoci z porytego podziemnymi bunkrami, dajcymi schronienie bandytom, obszaru poudniowo-wschodniego cypla powiatu Lesko - owego smutnej sawy wyrostka robaczkowego, lepej kiszki, ktra zawsze przyczyniaa tyle kopotu. Ewakuowano ludno i z innych terenw objtych dziaalnoci OUN i UPA. Pocigi, ktre przywoziy wojsko, zabieray w drodze powrotnej mieszkacw ewakuowanych obszarw na Ziemie Odzyskane. Akcja przebiegaa sprawnie. Trudnoci komunikacyjne, ktre tak bardzo day si ongi we znaki dywizji pukownika Sierpiskiego, obecnie ju nie istniay. Za jednym zamachem likwidowano baz materialn bandytw - wsie, dostarczajce im ywno i schronienie, oraz same sotnie. Kuriny Rena, Bajdy, eleniaka i Berkuta topniay z dnia na dzie jak nieg na wiosn. Na sotnie Hrynia, Bira, Buraka, astiwki, Chromenki, Kryacza, Brodycza, Szuma, Tuczy, Kaynowicza, Kruka, Jara, Czausa, Dudy, Dawyda i Woodi spaday miertelne ciosy. Rozlatywaa si grona, terroryzujca wioski Suba Bezpieczestwa prowidnyka Dalnycza. Przestawaa istnie pocita na sztuki siatka rejonowych prowidnykw w OUN. Proces likwidacji bandytyzmu na poudniowo-wschodnich obszarach kraju postpowa wrd walk, tak dobrze znanych onierzom, ktrzy przebywali w tych terenach od dwch lat. Byy to te same nocne podchody, przemarsze grskie, ataki o wicie, we mgle porannej. Przed oczami lecego w szpitalu Jerzego przesuway si sceny bojw, o ktrych opowiadali odwiedzajcy go koledzy. Banderowcy nie mieli nic do stracenia. Bez adnej ju nadziei na zbawcz wojn dyli teraz tylko do jednego: utorowania sobie drogi na Zachd, przedostania si do amerykaskiej strefy okupacyjnej w Niemczech. By to ostatni cel strategiczny Ukraiskiej Powstaczej Armii. Wielokrotni przestpcy wojenni usiowali ratowa wasn skr. Starali si temu przeciwstawi ci, ktrzy kierowali akcj Wisa. Po obu stronach padali ranni i zabici. W poniedziaek 11 sierpnia do szpitala przywieziono kilkunastu rannych onierzy spod Dohobyczowa. Dziewiciu ich kolegw pado w tym boju. W tydzie pniej zgino siedmiu onierzy z dziewitego puku. W pitek 22 sierpnia w zaciekym starciu z jedn z band stracio ycie osiemnastu onierzy, trzydziestu czterech za odnioso rany. Zapeniay si sale szpitalne. Lej ranni opowiadali o toczcych si walkach. Mwiy o nich te oficjalne komunikaty GO Wisa. W tyme miesicu sierpniu tylko grupy operacyjne smego i dziewitego puku piechoty oraz Wojsk Bezpieczestwa Wewntrznego zabiy czterdziestu dziewiciu bandytw, wziy do niewoli pidziesiciu dziewiciu. Zdobyto kilka modzierzy, dwadziecia erkaemw, pidziesit cztery pistolety maszynowe, dwadziecia tysicy sztuk amunicji, tysic sto min, trzy i p tysica pociskw artyleryjskich, radiostacj i inny sprzt. Bezustannie trway aresztowania ludzi z siatki cywilnej OUN. Ogem wszystkie oddziay walczce przeciw bandom przeprowadziy likwidacj tysica

piciuset dziewiciu ich czonkw, co stanowio siedemdziesit pi procent stanu bojowego Ukraiskiej Powstaczej Armii. Na obszarach od Lubaczowa, Hrubieszowa i Tomaszowa Lubelskiego na pnocy a po Sianki na poudniu; od Krynicy, Jasa i Krosna na zachodzie po Przemyl na wschodzie pony wsie. Tysice gospodarstw podpalanych przez zdeterminowanych bandytw szo z dymem. Tak koczya sw dziaalno zbrodnicza organizacja Stefana Bandery. Kuriny ju waciwie nie istniay. W toku akcji Wisa ulegay coraz wikszemu rozdrobnieniu. Ren, Bajda, eleniak i Berkut tworzyli coraz mniejsze sotnie, zdawali sobie spraw, e wielkich nie mog utrzyma wobec nacisku wojsk. Dawno znik w UPA cisy podzia na obszary operacyjne. Wszystko si pomieszao. Zaciska si elazny piercie wojsk. Jednostki radzieckie i czechosowackie dokadnie obstawiay granice. Oddziay armii CSR niszczyy grupy banderowcw, chccych przej przez teren Czechosowacji do strefy okupacyjnej USA w Niemczech zachodnich. Do szpitala docieray wiadomoci o tym wszystkim. Pewnego dnia Jerzy dowiedzia si o mierci maego porucznika Turskiego. Zgin po wykryciu archiwum sztabu dowdcy Grupy San - Oresta. Archiwum miecio si w bunkrze, do ktrego wejcie prowadzio przez... studni. Zjedao si tam w wiadrze do czerpania wody. Waz do bunkra znajdowa si w bocznej cianie studni. By zaminowany. Wybuch miny rozszarpa Turskiego, ale dane, ktre ten niezmordowany wywiadowca uzyska przed mierci, pozwoliy na ujcie Oresta, czyli Jarosawa Onyszkiewicza, starego dziaacza UPA, jednego z pierwszych jej organizatorw jeszcze w 1943 roku. W lad za Onyszkiewiczem aresztowani zostali inni przywdcy banderowcw. Bandom odrbano w ten sposb eb. W tych letnich dniach 1947 roku zgin rwnie podpukownik Tomaszewski. Samochd, ktrym zda do Komaczy, zderzy si na przejedzie kolejowym z pocigiem pancernym. Ciszewski by coraz bardziej zniecierpliwiony pobytem w szpitalu. Rana goia si powoli, ale samopoczucie kapitana jako nie ulegao poprawie. Napisa krtki list do Barbary. Zawarte w nim zdania byy lakoniczne, ale adunek nadziei potny. Na list nie nadesza adna odpowied. By to dla Jerzego mocny cios. Ewa, o ktrej czsto myla, zoya mu tylko raz wizyt. Moda nauczycielka miaa teraz wakacje. Wybieraa si z Janem Rozwadowskim do Kudowy. Duo mwia o planach urlopowych. Sprawami Ciszewskiego interesowaa si w sposb grzeczny i tak zdawkowy, e co do jej uczu nie mg mie adnych wtpliwoci. Czsto przychodzia tylko Irena. Bardzo si zmienia. Siadywaa obok Ciszewskiego na awce w szpitalnym ogrodzie i penym powagi wzrokiem patrzya na Jerzego. Miaa duo czasu. Major Grodzicki maszerowa bezustannie ze swymi onierzami po tropach banderowcw. W Lesku nie byo go prawie nigdy. - Jak trudno jest uzyska w yciu to, czego si chce - mwia. - Zdawao mi si nieraz, e kogo kocham, ale dzi wiem: myliam si. Naprawd pokochaam tylko ciebie i wanie ty mnie nie znosisz... Jerzy przyznawa jej w duchu racj, e w yciu trudno jest uzyska to, czego si pragnie, gono za zapewnia, i ma dla niej duo sentymentu. Wiedziaa, e kamie. Odczuwaa to samo co on, gdy rozmawia z Ew. Irena zaciskaa wargi. Z wysikiem powstrzymywaa napywajce do oczu zy. Mnie znosia ciosy, jakie zadawa jej ambicji. Czasem po dawnemu wpadaa w gniew i nazywaa Jerzego marnym malarzyn, niczym, czowiekiem, ktry nie wie, czego chce. Potem go przepraszaa. Ciszewski by po jej wizytach zmczony i osowiay.

- Powinnicie si czym zaj, kapitanie - mwi do niego porucznik Rafaowski, ktry wiedzia, e dugo jeszcze nie bdzie mg chodzi, a moe nawet cae ycie pozostanie kalek. - Jakie s waciwie wasze plany, gdy si to wszystko skoczy? Jerzy nie mia adnych planw. Z zazdroci patrzy, jak Rafaowski studiuje ksiki medyczne. Przynosi mu je porucznik Rapski. Obaj dyskutowali godzinami na temat przyszych studiw. Chcieli zosta lekarzami. To jedno ich interesowao. Pewnego dnia odwiedzi rannych sekretarz powiatowego komitetu partii Drozdowski. Kilkanacie minut zatrzyma si przy ku Jerzego. - Sekretarzu, chciaem wam zada jedno pytanie - powiedzia Ciszewski. - Interesowaem si histori Bieszczadw... Dawno, bardzo dawno temu przybyli tu, gnajc przed sob stada byda, ludzie koczownicy z dalekich stron. Przeksztacili si w cigu setek lat w osiadych emkw i Bojkw. Dzi ci ludzie odchodz. Pozostaje pustka, dokadnie taka sama jak ta sprzed tysica lat. Czym wic jest tysic lat w historii czowieka, skoro dzi moe do tego doj? Co bdzie dalej, sekretarzu? Na naszych oczach przepadaj przecie pewne grupy etniczne, jak ongi przed wiekami znikli Jadwingowie czy Prusowie. Ten proces jest o wiele gbszy ni sprawa likwidacji band UPA... Patrzy w ciemne, gbokie i mdre oczy Drozdowskiego. Opar si na okciach i z napiciem oczekiwa odpowiedzi. Czoo sekretarza przecia gboka bruzda. - Poza emkami i Bojkami jest jeszcze cay kraj, kapitanie - zacz mwi Drozdowski. - Tragedia mieszkacw bieszczadzkich jest ogromna, ale kraj potrzebuje spokoju. Zreszt patrzycie zbyt pesymistycznie na to wszystko. Przesiedlona zostaje tylko cz ludnoci. Ta, ktra zwizaa si dobrowolnie lub na skutek terroru z bandami. Nie ruszamy wsi na osiach Lesko - Baligrd, Wielopole upkw, Hoczew - Terka, Uherce - Wokowyja i innych. One stanowi bd zalek przyszego zaludnienia tych obszarw. Pytacie, czym jest tysic lat w dziejach czowieka... Trudno na to pytanie odpowiedzie. Wieki bd przecie jeszcze pyn, a historia cywilizacji ma w ogle nie wicej ni pi - sze tysicy lat. Zmienia si jednak wiadomo czowieka. Zdaje si, e nie bierzecie tego pod uwag, kapitanie. wiadome ksztatowanie spoeczestwa. wiadome, a nie jak dawniej w minionych wiekach ywioowe budowanie ycia. Kilkanacie tysicy ludzi odchodzi dzi std wobec konkretnej koniecznoci historycznej. Jestemy tego wiadomi. Ta sama wiadomo spowoduje kiedy, w niedalekiej zapewne przyszoci, gdy ostatecznie zapanuje tu spokj, zasiedlenie tych obszarw. Planowe i systematyczne, nie majce nic wsplnego z dawnymi ywioowymi wdrwkami koczowniczych plemion. Jestem tego pewny - umiechn si i od razu surowe rysy jego twarzy zagodniay. Przez okno wpaday wielkie nocne my i tuky si wok lampy. Porucznik Rafaowski wertowa jaki skrypt medyczny. Dwch rannych oficerw grao w warcaby. Sekretarz wycign do Jerzego do szerok jak opata. - Cierpliwoci, kapitanie - powiedzia. - Cierpliwoci i nieco wicej zaufania. Postaramy si go nie zawie... Ciszewski czu si ju prawie cakiem dobrze, kiedy do szpitala przybya delegacja miejscowej organizacji kobiet, opiekujcej si onierzami. Wrd rannych zapanowao due oywienie. Kobiety szczebiotay, siaday przy kach, wrczay onierzom paczki ze sodyczami. Nie bez pewnego zdziwienia rozpozna Jerzy znan mu z Baligrodu pani Stefani. Dziaalno spoeczna otworzya przed ni nieoczekiwanie moliwoci. Miaa obecnie do dyspozycji nie tylko dni targowe, w ktrych weterynarz bywa bezapelacyjnie zajty. Moga znika z jego horyzontu znacznie czciej. Korzystao

z tego wielu onierzy, a wrd nich dzielny kapitan Matula, towarzyszcy jej nawet podczas tej wizyty w szpitalu. Nie by on ju zreszt kapitanem. Otrzyma od swych przeoonych awans na majora. Ciszewski i Rafaowski zoyli mu serdeczne gratulacje, ktre przyj ze skromnym umiechem. Zauwayli, e ma rozpity konierz od munduru. Mg sobie na to spokojnie pozwoli: jego wieczny antagonista podpukownik Tomaszewski nie y. Nadszed dzie wyjcia Ciszewskiego ze szpitala. - Moemy wysa was, kapitanie, do sanatorium - powiedzia mu ordynator. - Jest sezon. We wszystkich miejscowociach kuracyjnych peno ludzi. Zabawi si pan, rozerwie - mwi z zacht w gosie. Ciszewski przeczco potrzsn gow. Przypomnia sobie spotkanie z Barbar, Zosi, Zbickim i Charkiewiczem. Rozmowy z nimi. Lka si powrotu do tamtego, normalnego ycia. Tu czu si wrd swoich, a tam nie mia nic do powiedzenia. Pamita jeszcze, jak obcy wydawa mu si wiat ludzi, o ktrych mwiy Barbara i Zosia. Ba si tego wiata, sam nie wiedzc dlaczego. - Docz do puku - owiadczy lekarzowi. - Troch odpoczynku przydaoby si wam z pewnoci. Kobietki s teraz opalone, rozebrane, przychylne... - artowa ordynator szpitala. - W takich miejscowociach kuracyjnych... - umilk napotkawszy puste, surowe spojrzenie kapitana i szybko wypisa mu skierowanie do jednostki.

Puk przedziera si przez br Chryszczata. Na lewym skrzydle szli onierze pierwszej dywizji Wojsk Bezpieczestwa Wewntrznego. Od kilku dni dobijano w tym rejonie resztki band Hrynia, Bira, Stacha, Buraka, astiwki, Kryacza i Chromenki. Sotnie pomieszay si cakowicie. Banderowcy uciekali pojedynczo i grupami ku granicy czechosowackiej, tropieni jak dzikie zwierzta. Soce zachodzio. Batalion kapitana Jerzego Ciszewskiego szed szerok tyralier. W lesie raz po raz rozlegay si strzay. Oparty o pie drzewa banderowiec, ktrego brzuch rozpru bagnet onierza, patrzy w osupieniu na wypywajce spomidzy szmat poszarpanego niemieckiego munduru wasne wntrznoci. Obok niego sta sanitariusz wojskowy i co rannemu tumaczy. Z otwartej torby sanitariusza wypaday na ziemi opatrunki. Nikt na t par nie zwraca uwagi. Od czasu do czasu paday komendy. onierze przypieszali kroku. Zbliali si do Smolnika. Tyraliera wysza na t sam k, na ktrej ongi rozgromiona zostaa w zasadzce kompania porucznika Wierzbickiego. Jaki otyy banderowiec biegi jak szalony w d, w kierunku nie istniejcej ju w tym czasie wsi. - Wariat! - powiedzia wskazujc na banderowca podporucznik Daszewski. - Daleko nie ujdzie. Gna wprost na pole minowe. Szli naprzd, systematycznie przetrzsajc zagajnik jaowcowy. Uciekajcy banderowiec stan nagle bezradny. Krci si w jednym miejscu, w kko, jakby noga jego utkwia w niewidzialnym potrzasku. - A nie mwiem! - zamia si Daszewski. - Teraz on wie, e jest wrd min. To pole ma ze dwa kilometry szerokoci i co najmniej kilometr gbokoci. onierze skupili si w gromad na wprost pola. Stali o kilkanacie metrw od bandziora. - Uwaga! On moe strzela! - ostrzeg major Grodzicki. - Cofn si tam natychmiast w ty! - rozkaza.

onierze wykonali polecenie. Znaleli si za fad terenu, w miejscu, z ktrego sotnia Hrynia obserwowaa w zimie ubiegego roku powoln i straszn mier niedobitkw kompanii Wierzbickiego. - Akurat w gowie mu strzelanie - mrucza Daszewski zapalajc papierosa. - On si teraz zastanawia, jak z tego wybrn. Nie moesz uwaa, do cholery jasnej! - krzykn nagle na jednego z onierzy, ktry przepychajc si gwatownie naprzd wytrci mu z rki papierosa. onierz nie odpowiedzia. Oficer chwyci go za ramiona, ale natychmiast opuci rk. Dostrzeg rozszerzone bezbrzen nienawici oczy tamtego wpatrzone w banderowca. - Co si wam stao, Gsienica? - zapyta Daszewski. - To jest kurinny Ren... - wyszepta gral o zupenie siwych wosach. Wrd ciszy, jaka zapanowaa na ce, zblia si do Rena. Kurinny zobaczy onierza. Obaj mierzyli si wzrokiem. Gsienica powoli zarepetowa pistolet maszynowy. Zabraniam wam strzela! - krzykn major Grodzicki. - Jego naley wzi ywcem. - Nie chc strzela - wycedzi gral. - On musi teraz potaczy. - Zabraniam! Syszycie? - powtrzy dowdca puku. Ren upad na kolana. Rozdygotanymi rkami maca traw. Chcia si przekona, czy nie ma min pod nogami. Prny wysiek Miny byy dobrze zamaskowane Niemcy umieli konstruowa pola minowe. - Hej, ty tam! - krzykn do banderowca kapitan Winiowiecki - zachowuj si spokojnie. Nadejd saperzy, to ci wycigniemy. I tak nie unikniesz stryczka - doda po cichu. Ren skin gow na znak, e rozumie. Gsienica nie spuszcza z niego wzroku. Stali naprzeciw siebie, samotni na rozlegej polanie. Dwaj osobici, miertelni wrogowie. Kurinny nie poznawa zapewne grala, ten jednak go pamita a nadto dobrze. Muskuy szczk drgay mu nerwowo. W rkach zaciska pistolet maszynowy tak mocno, e a palce zbielay. Czeka. Kilkadziesit metrw za jego plecami onierze siedzieli lub leeli na trawie, mao interesujc si osobliwym pojedynkiem midzy tymi dwoma. Nikt z nich nie wiedzia, co si dzieje w duszy grala. On tymczasem jeszcze raz przeywa momenty tego zimowego wieczoru, kiedy na teje czce rozlega si miech Rena, a mier igraa z ostatnimi ludmi nieszczsnej kompanii porucznika Wierzbickiego. Rozpamitywa wszystkie te sceny. Widzia Rena rozdajcego kopniaki w szopie, w ktrej spdzali noc przed egzekucj, sysza jego znienawidzony gos i obrzydliwe mlanicia topora na polanie pod Smolnikiem. Zdawao mu si chwilami, e syszy gosy swoich mordowanych towarzyszy. Najwyszym wysikiem woli opanowywa si, aby go nie zastrzeli. Ren poruszy si nagle niespokojnie. By miertelnie znuony ucieczk. Od kilku dni nie jad. Nie pamita, kiedy ostatni raz spa. Opanowaa go przemona ch pooenia si na ziemi. Chcia to uczyni bardzo ostronie... Przyklkn. Opar na trawie najpierw jedn do, potem drug. Zgi okcie... Wybuch targn powietrzem. Wznis si czarny dym. Gsienica drgn, ale si nie cofn. Wszyscy onierze poderwali si z miejsca. Ren jeszcze y. Wybuch miny urwa mu obie nogi, wyszarpa rce do okci i straszliwie pokiereszowa twarz. Bya to teraz krwawa, osmolona maska, w ktrej biel poyskiway tylko zby. - Ludzie! - krzykn kurinny. - Ludzie! - wycharcza jeszcze raz. Przez chwil opiera si na kikutach rk, po czym opad i zamar w bezruchu.

W ostatniej chwili ycia jeden z najwikszych zbrodniarzy wrd bandytw UPA wzywa ludzi. Widok by tak okropny, e zahartowani od lat w walkach onierze odwrcili gowy. Tylko Gsienica dugo jeszcze sta naprzeciw pola minowego i wpatrywa si w szcztki dowdcy kurina Rena.

Tej nocy resztki sotni Chromenki przedary si przez granic czechosowack. Przeszy j rwnie niedobitki band Hrynia i Buraka z nimi samymi na czele. By mglisty, chodny ranek - zapowied rychej jesieni. Kapitan sztabowy armii CSR Mohada mia sub w pobliu granicy. On i jego onierze byli solidnie zmczeni. Ca noc trwaa wymiana strzaw midzy ich batalionem a banderowcami. Teraz bandytw cigay inne jednostki. Batalion kapitana sztabowego Mohady zamyka przejcie pod lasem, opadajcym stromym urwiskiem ku strumieniowi. onierze byli dobrze ukryci. Mimo wyczerpania uwanie obserwowali teren. Przed godzin ujli trzech banderowcw z sotni Hrynia. Inni mogli te przechodzi w tym samym miejscu. Przypuszczenie okazao si suszne. Okoo smej jaka posta w dugim paszczu niemieckim wyjrzaa nad urwiskiem. Uspokojony widocznie panujc cisz, bandyta zacz si opuszcza w d. Czyni to wyjtkowo niezrcznie, podpierajc si tylko jedn rk. Druga zwisaa mu bezwadnie. Ranny albo kaleka - pomyla Mohada i kiedy tamten znajdowa si w poowie osuwiska, dononym gosem wezwa go do odrzucenia broni. Banderowiec przystan. Z kieszeni paszcza wyj granat, zbami wyrwa zawleczk. Kapitan sztabowy Mohada nie czeka duej. Jeden z onierzy nacisn jzyk spustowy rcznego karabinu maszynowego. Seria z erkaemu i huk granatu rozlegy si rwnoczenie. Ciao banderowca runo w d. Jecy bez trudu rozpoznali zabitego. By nim ich sotenny - Hry, czowiek o bezwadnej lewej rce. Szereg jeszcze dni jednostki esko-Slovenskej Armady cigay banderowcw, chccych za wszelk cen przedrze si przez terytorium Czechosowacji do amerykaskiej strefy okupacyjnej w Niemczech zachodnich. Burak i Chromenko zostali zabici. Ten sam los spotka wikszo ich podwadnych. Na posterunkach granicznych US-Army zameldowao si w rezultacie tylko kilkunastu niedobitkw. W poowie wrzenia kapitan Jerzy Ciszewski wybra si do Baligrodu. Formalnie - ze wzgldw grzecznociowych, aby si poegna ze znajomymi. Faktycznie dlatego, i mia jeszcze cigle nadziej... W tym czasie bandy byy ju prawie zlikwidowane. Patrole WBW, MO i WOP wyapyway jeszcze tylko pojedynczych bandytw. Jerzy odszuka Ew w szkole. Szli gwn ulic w kierunku rynku. Ciszewski by bardzo zakopotany. Czu si jak przed atakiem na sotni banderowsk. Po wielu zdawkowych i zawiych wstpnych zdaniach ruszy wreszcie do szturmu. - Ewo - powiedzia - nie chciabym std odjecha nie usyszawszy od pani, czy... Kontratak dziewczyny nastpi wczeniej, ni si tego biedny kapitan spodziewa. - Nie ma sensu - przerwaa mu. - Bardzo pana lubi, kapitanie, ale nic poza tym. Jestem zreszt zaangaowana. Czy pamita pan histori z niewidomym malarzem, ktr ongi opowiada pan Jankowi? To bya prawdziwa historia, Jerzy? - Nie. Zmyliem j. Nigdy nie syszaem o niewidomym malarzu.

- Tak te mylaam, ale Janek wzi j powanie. Ja rwnie. Oczywicie on nie bdzie malowa, mam jednak zamiar - jak si mwi - pj z nim razem przez ycie. Tak postanowilimy w Kudowie. - Lito nie jest dobr podstaw mioci - mrukn Ciszewski. - Nie ma mowy o litoci. Kocham go od dawna. - Ale dlaczego? - wyrwao si Jerzemu, ktry nie mg poj, e moda i adna kobieta chce polubi niewidomego. Popatrzya na niego z umiechem politowania. - Nigdy si nie wie, dlaczego si kogo kocha - zabrzmiay w ustach Ewy dobrze znane Jerzemu sowa Ireny. Szli dalej w milczeniu. Rozmowa si nie kleia. Wiatr gna suche licie opade z drzew. Bieszczady przechodziy na zimowe umundurowanie. W jednej z bocznych uliczek rozlegy si rozpaczliwe krzyki. Jaka kobieta z rozwianym wosem wpada na Jerzego i Ew. - Ratujcie dzieci! - krzyczaa. - Ratujcie! Z wypowiedzianych przez ni bezadnie sw dowiedzieli si, e jej starszy syn Pietrek znalaz gdzie granat rczny i z ca gromadk malcw uda si nad rzek, aby go wyprbowa. Powiedziaa jej o tym przed chwil dziewicioletnia creczka, ktr chopcy wyczyli z zabawy. Biegli razem z kobiet, co si w nogach, w kierunku rzeki. Wprawnym okiem dostrzeg Ciszewski, jak jeden z chopcw mocuje si z granatem. Jednym zdecydowanym ruchem odtrci Ew i matk Pietrka. - Padnij! - krzykn na nie jak na onierzy. Sam porwa w pdzie stojc pod potem grub desk, run midzy chopcw i trzymajc kawa drewna przed sob, caym ciaem przykry granat. By ju najwyszy czas. Rozleg si potny huk eksplozji. Chopcy rozbiegli si jak stadko wrbli po wystrzale z floweru. adnemu z nich nic si nie stao. Tylko Ciszewski lea nieprzytomny w kauy krwi, wrd drzazg rozwalonej deski.

Sanitarka jednostki WBW kwaterujcej teraz w Baligrodzie przewioza Jerzego do szpitala, ktry przed kilku tygodniami opuci. - A mwiem mu, eby pojecha do sanatorium... Co za ludzie! - zyma si ordynator. Tym razem rana okazaa si bardzo cika. Kilku lekarzy, w tym doktor Pietrasiewicz, operowao Ciszewskiego. Porucznik Rafaowski informowa si o jego stanie. - Jeeli krgosup nie jest naruszony, to moe si wykaraska - owiadczy mu Pietrasiewicz. Po kilku dniach Jerzy odzyska przytomno. By po transfuzjach krwi, do ktrych wrd innych oficerw zgosi si major Grodzicki. Irena, nie zwracajc uwagi na ma, przebywaa przy rannym bez ustanku. Grodzicki zreszt jak kady m nie domyla si absolutnie, e jego on moe z kapitanem czy co wicej ni zwyka, zrozumiaa sympatia.

Ciszewski czu si le. Lekarze te nie rokowali adnych nadziei. Ranny by jednak cakiem przytomny. - Nie pacz - mwi do Ireny. - Nie znosz paczcych kobiet. Inni gorzej zdychali ode mnie... Nic mnie nie boli. mier bez blu wcale nie jest straszna. Zreszt, po co paczesz? Jestem zmczony... Nareszcie bd si mg wyspa. Poza tym wielka mi szkoda! Oto umiera marny malarzyna i jeszcze marniejszy onierz. Sama mi to nieraz mwia. Wyobra sobie, e podzielaem twoje zdanie. Nic porzdnego w yciu nie zrobiem. Byem takim - ot wczg, ktry nie wiedzia, dokd i po co idzie... - Zwyky rozstrj nerwowy po wypadku - konstatowali lekarze. - To si czsto zdarza u rannych. Trzeba koniecznie wyrwa go z tego stanu. - Mwiam bzdury! - szlochaa Irena. - Nigdy nie mylaam tak o tobie. Jeste doskonaym malarzem. Bardzo lubi twoje obrazy. Zawsze mi si podobay, Jureczku. I co mnie obchodzi, jakim jeste onierzem? W nosie mam wszystkich wojskowych. Wiesz o tym dobrze. Ciszewski lea z oczami wbitymi w sufit. Krzywa jego temperatury wygldaa jak grone turnie tatrzaskie. Z dnia na dzie traci siy. W jak niedziel podyktowa siostrze szpitalnej rodzaj testamentu. Pamitki z Parya kaza przekaza w wypadku swej mierci Barbarze. Bya tam miniaturka wiey Eiffla, kilkanacie ich wsplnych zdj z sierpnia 1939 roku i bilety z jakiego teatralnego przedstawienia, na ktrym byli razem z Barbar. Swego colta, przywiezionego jeszcze z Holandii, poleci przekaza podporucznikowi Daszewskiemu. Wiedzia, e mu tym sprawi przyjemno. Kilka obrazw przeznaczy dla Ireny. Jerzy nie potrafi sobie odmwi tej drobnej zoliwoci. Doktor Pietrasiewicz dowiedzia si o testamencie, zbeszta Jerzego i odby decydujc rozmow z ordynatorem szpitala. Postanowili, e ranny zostanie w tych dniach przetransportowany do Warszawy. Moe tam znajd rad. Do Krosna Ciszewski mia jecha wagonem sanitarnym jednego z transportw puku, ktry odchodzi w gb kraju do staych garnizonw. Z Krosna zabraby kapitana samolot, ewakuujcy od pewnego czasu rannych z terenw walk.

Zblia si wieczr. Pocig mia za chwil odjecha. Ciszewski lea na koi przy samym oknie. Widzia skrawek nieba, przecitego na ukos lini grzbietow wzgrza i rysujce si na nim sylwetki jedcw. Byy cakowicie nieruchome. Wyglday jak wykute ze spiu. To kawalerzyci konnej grupy manewrowej WOP z Cisny patrzyli na odjedajcy pocig. Porucznik Siemiatycki salutowa. Jego zastpca, wysoki podporucznik Teodor Walczak, wycign rk, pokazujc co swemu dowdcy. Coraz to nowi jedcy wyaniali si na wzgrzu. Jerzy patrzy na nich jak urzeczony, jakby na zawsze chcia zachowa w pamici widok, ktry tyle razy oglda: sylwetki jedcw na tle gr i seledynowego, wieczornego nieba. Poegnanie. Czy nic nie uda si zatrzyma ze wszystkich tych obrazw? - myla Ciszewski. - Czy nigdy nie dojdzie do tego, w jakim wymiarze pozostaj myli czowieka, ktry odszed? Czy nie dowiemy si, gdzie przepadaj mio i nienawi, bl i strach, sowa wyraajce zwtpienie i nadziej, okrzyki mki i triumfu, wezwania i ostrzeenia? Skoro nic w naturze nie ginie, musz one przecie gdzie istnie. Jest chyba taki czwarty wymiar, w ktrym pozostaj. Moe go kiedy czowiek odkryje. Nie wszystko przecie da si zachowa w postaci pisma, nagranej tamy albo zdj fotograficznych.

By taki zaabsorbowany swoimi mylami, e nie usysza zbliajcych si krokw doktora Pietrasiewicza. - Jak si czujemy? - zapyta lekarz. W pmroku zalegajcym wagon dostrzeg byszczce oczy rannego i jego bezgonie poruszajce si wargi. - Prosz by dobrej myli. Jutro znajdzie si pan w Warszawie - powiedzia Pietrasiewicz. Zobaczy, e tamten potrzsn gow. - Doktorze - usysza nagle wyrany szept rannego - niech mi pan powie, czy istnieje na ziemi taka idea, w imi ktrej jedni ludzie maj prawo pozbawia drugich ycia? Oczy kapitana Ciszewskiego byy teraz jak dwa pomienie. Skupio si w nich cae uciekajce ycie rannego. Lekarz wyczuwa ogromne napicie, z jakim jego pacjent czeka na odpowied. - Siostro, prosz przygotowa zastrzyk - poleci Pietrasiewicz pielgniarce. - On zaraz straci przytomno. Ranny z wysikiem stara si unie gow. Parowz wyda przeraliwy gwizd. Z peronu, awansowany niedawno na plutonowego, radiotelegrafista Herman sa w eter wraz ze swym pomocnikiem kapralem Kwapiskim meldunek. - Ja Berdo, ja Berdo... Woam Bieszczady. Woam Bieszczady... Ostatni transport odchodzi kierunek Krosno... Melduj: Ostatni transport... Odchodzi... Powtarzam: ostatni transport. Czy syszelicie mnie? Lekarz z wyrazem troski na twarzy pochyli si nad Ciszewskim. - Nie ma takiej idei, w imi ktrej wolno zabija -powiedzia surowo Pietrasiewicz. - Jeeli jednakpojedynczy czowiek czy caa grupa ludzi mordem i ogniem mci spokj innym i sieje mier, to musi si na to reagowa, postpujc tak, jak postpuje si wobec zwykych zbrodniarzy. Dalsza cz odpowiedzi doktora utona w stuku k wagonu. Ciszewski nie odrywa oczu od znikajcego obrazu sylwetek kawalerzystw na tle gr. Gorczka mcia wzrok rannego. Wydao mu si nagle, e wzdu pocigu sunie caa masa cieni. Szed Genera w rozwianym przez wiatr paszczu, czapa na koniu le trzymajcy si w siodle, krtkowidzcy major Preminger, potrzsali gowami podpukownicy Rojewski i Tomaszewski, wielkimi krokami sadzi na swoich bocianich nogach porucznik Zajczek. Tumem walili za nimi inni: porucznik Wierzbicki na czele kompanii onierzy, pierwszy amant puku - porucznik Osiecki, ogniomistrz Hipolit Kale, may porucznik Turski i znw onierze, cae masy onierzy. Wiatr rozwiewa ich postrzpione paszcze, skrzypiay przeraliwie zdarte buty, ostrymi szpikulcami rysoway si bagnety. Kaniay si bezszelestnie piropusze ognia i dymu poncych wsi. Miarowo, jak wahada dziwacznych zegarw, koysali si wisielcy na szczycie Halicza. Nie koczcym si pochodem cigny tumy chopw z grami tobow na furmankach. Gdzie pod tym wszystkim kbiy si jak czarne chmury sotnie ze znakami tryzubw i serc gorejcych. Ciszewski krzykn przeraliwie. Na czole poczu chodny dotyk rki lekarza. Szeroko otworzy oczy i zobaczy szczyty Bieszczadw owietlonych ostatnimi promieniami zachodzcego soca. Pietrasiewiczowi wydawao si, e na ustach rannego wykwit umiech. Moe istotnie tak byo, ale w tej chwili kapitan Ciszewski straci przytomno.

Epilog
Co ostatecznie si stao z bohaterami opisanych w tej ksice tragicznych wydarze, ktrych widowni byy Bieszczady w latach 1945-1947? Przede wszystkim gwny bohater... Kapitan Jerzy Ciszewski nie umar, jak si to mogo wydarzy. Jego krgosup nie by naruszony. Cika rana goia si kilka miesicy, ale ostatecznie Jerzy opuci szpital. Mia mocny organizm i po jakim czasie odzyska rwnowag. Z wojska odszed. Do malowania nie wrci. Jest dzi wyszym urzdnikiem w jednej z instytucji kultury. Z du pewnoci siebie wyraa si o rnych szkoach malarskich i modzi plastycy skar si, e jest zbyt apodyktyczny. Nie oeni si ani z Barbar, ani z Ew, ani z Iren. Historia jego lubu jest do zabawna. Pewnego dnia spotka w przedziale kolejowym kobiet, ktrej twarz wydaa mu si znajoma. W rozmowie dowiedzia si, e pasaerka bya crk notariusza z Baligrodu. Jej portret wisia stale w sztabie puku i czsto by podziwiany przez podpukownika Tomaszewskiego. Jerzego uderzyo podobiestwo dziewczyny do Barbary. Po lubie podobiestwo to okazao si czysto zewntrzne. Crka notariusza potrafia powcign trapice Ciszewskiego wtpliwoci w rozmaitych dziedzinach. Trzyma go krtko, co Jerzemu wychodzi raczej na dobre. Maj dwoje dzieci. Prowadz uregulowany tryb ycia. Ciszewski czsto wspomina Bieszczady, ale jego on to nudzi. Wskutek tego wspomnienia Jerzego zacieraj si coraz bardziej. Barbara wysza oczywicie za inyniera Zbickiego, ktry napisa ostatnio gon prac naukow i zosta docentem. Mecenas Charkiewicz jest dyrektorem coraz to nowych instytucji handlowych. Nie schodzi poniej dyrektorskiego stanowiska. W pogodne dni mona go zobaczy z Zosi w piknym nowym fiaciku, ktrym przejedaj ulicami Warszawy. Ewie powiodo si gorzej. Jan Rozwadowski zosta w dwa lata po ich lubie przejechany przez samochd w Krakowie. Ewa nie wysza dotd po raz drugi za m i chyba ju nie wyjdzie. Jest nadal nauczycielk w jednym z naszych miast. Irena wcale nie rozwioda si z mem. Major Grodzicki dziki pilnej i pracowitej subie doszed dzi do stopnia generaa. Szkoli si dalej i powiksza zasb swej wiedzy wojskowej. Irena kontynuuje dawn lini postpowania. W ich mieszkaniu mona zobaczy kilka obrazw Jerzego. Jest to jedyne miejsce, w ktrym s wystawione. W wojsku pozostali rwnie major Pawlikiewicz, podporucznik Daszewski i kapitan Winiowiecki. Wszyscy trzej awansowali. Daszewski oeni si naturalnie z El. S uwaani za szczliwe maestwo. Maj jedno dziecko, dziewczynk, z ktrej s bardzo dumni. Kapitan, przepraszam, major Matula pozosta widocznie pod wpywem tych samych gustw co ogniomistrz Kale: oeni si z kelnerk Krysi od pana Szponderskiego. Z wojska wylecia z trzaskiem, gdy aparat Informacji oczyszcza si z ludzi jego pokroju. Porucznicy Rafaowski i Rapski ukoczyli medycyn. Obaj s dzi lekarzami. Rafaowski nigdy nie odzyska normalnej wadzy w nogach. Obaj s pogodni, zrwnowaeni. Maj ony i dzieci. Sekretarz Drozdowski umar w 1949 roku. Zawa serca przy jego trybie ycia nikogo nie zaskoczy. Nie yje te stary pan Krzysztof Dwernicki. Zmar wkrtce po opisanych wydarzeniach. Szkoda, bo z pewnoci ucieszyaby go wiadomo, podana przez jeden z naszych popularnych tygodnikw, o tak

zwanych cowboyach bieszczadzkich wypasajcych konie na pooninach pod Terk. By przecie ich prekursorem. Pani Stefania jest dzi nader powan osob. yje w pewnym rozdwiku z otoczeniem, ktre ma wtpliwoci co do jej wieku. Jest to oczywisty nonsens, kobiety bowiem nie starzej si nigdy. Pani Stefania czsto peroruje przeciw zepsuciu, jakie, jej zdaniem, szerzy si wrd obecnej modej generacji. Wiele osb podziela te pogldy. Doktor Pietrasiewicz praktykuje w jednym z maych miast powiatowych. Powodzi mu si dobrze. John Curtiss zgin podczas wojny w Korei. Mia mniej szczcia od Robinsona, ktry zamieszka na stae w Londynie, nigdzie ju nie wyjeda i publikuje sniste artykuy pene rad dla rzdu Jej Krlewskiej Moci, krlowej Elbiety. Nie wiadomo, co si stao z Mari. Nikt jej nigdy nie widzia. Turyci zatrzymujcy si w Baligrodzie bd mile widziani przez pana Szponderskiego, ktry nadal prowadzi swj lokal. Musi niele zarabia, bo ostatnio postawi wcale adny murowany budynek i chce w nim wynajmowa pokoje letnikom. W Bieszczadach ycie wraca z wolna do normy. Z kadym rokiem zjawia si wicej osadnikw. Sekretarz Drozdowski mia zupen racj, przewidujc taki bieg rzeczy. W tej piknej i penej niezwykego uroku czci naszego kraju osiedlio si sporo onierzy jednostek, ktre tu ongi walczyy, midzy innymi kapral Matysek i strzelec Karasiski. Gsienica jest dorokarzem w Zakopanem. Chtnie opowiada ceprom o walkach w Bieszczadach, nigdy jednak nie wspomina tragedii pod Smolnikiem. Po burzy wygadzaj si fale. Pozostaj tylko wspomnienia, ale i te z czasem bledn jak stare fotografie. Trudno przewidzie, jak dalej toczy si bdzie ycie bohaterw ksiki. Losy ludzkie s krte jak drogi i cieki w Bieszczadach

Posowie
Ksik t napisaem w oparciu o wasne wspomnienia. W latach 1945-1947 byem oficerem jednego z pukw walczcych przeciw bandom UPA i WiN. Jednostka, w ktrej suyem, dziaaa w rejonie Lesko-Baligrd-Cisna. Byem dziki temu wiadkiem tragedii Bieszczadw niemal od pocztku do koca. uny w Bieszczadach jest powieci tylko, jeli chodzi o niektre osobiste przeycia i myli jej bohaterw. Wydarzenia opisane w tej ksice s prawdziwe. Z ycia wziem sylwetki bohaterw, ludzi, ktrych znaem w tamtych latach. Stron banderowsk i winowsk opisywaem na podstawie zezna licznych jecw oraz dokumentw, jakie wpady w nasze rce. Powanie pomogy mi w pracy prowadzone ongi osobiste notatki. Podkrelam niemniej, e wszelk zbieno nazwisk, funkcji wojskowych i cywilnych oraz intymnych przey ludzi wystpujcych na stronicach tej ksiki uwaa naley w wikszoci wypadkw za przypadkowe. Pseudonimy i nazwiska strony przeciwnej, tj. bandytw, s niemal wszystkie historyczne. Zgodnie z rzeczywistoci s nawet wydarzenia majce cakowicie pozory anegdot. Na przykad historia z duchem. W domu jednego z wicestarostw pod Sanokiem ukrywaa si przez prawie dwa lata ona rejonowego prowidnyka Ihora (pseudonim autentyczny). M czsto j odwiedza.

Kryjwka miecia si pod podog strychu. Zostaa wykryta cile w opisanych przeze mnie okolicznociach. Mao tego. W 1947 roku, gdy sztab puku, w ktrym suyem, przebywa jaki czas w Wakowej, pod podog domu zajmowanego przez trzech oficerw znajdowa si bunkier kryjcy banderowca o pseudonimie Wyszyski. Z powodu naszej obecnoci banderowiec nie mg si z bunkra wydosta przez kilka tygodni. Ujty zosta nieco pniej w czasie walki i dopiero z jego zezna dowiedzielimy si o istnieniu kryjwki. Wypadkw takich byo wicej. Ilustruj one dobitnie charakter toczonej walki. Autentyczne s take fakty dotyczce postaci Krzysztofa Dwernickiego, podporucznika Daszewskiego czy kombinatora Romualda Wodzickiego. Postaciami historycznymi s midzy innymi Antoni ubryd - syn pedla szkolnego z Sanoka, kurinny Ren, kapitan Piskorz, Hry, Bir, Stach, doktor Kemperer, rejonowy prowidnyk Ihor, jakkolwiek nazwiska tego ostatniego nie jestem pewny. Ciekawostka nie bez znaczenia: ostatnie szare kawaleryjskie na terenie naszego kraju odbyy si nie, jak si na og sdzi, w 1939 roku, ale jeszcze w 1947 w Bieszczadach. Ludzie z konnych grup manewrowych WOP i ochotniczych oddziaw kawaleryjskich mogliby o tym wiele powiedzie. Opis ceremonii zakopywania Polski zaczerpnem z zezna jecw banderowskich. Niejeden taki grb zreszt odkopalimy. Tekst osobliwego dokumentu umieszczonego w butelce odtworzyem z pamici. Historyczne s fakty dotyczce wsppracy UPA i WiN. Nie wymieniem nawet wszystkich, bo rozmiary ksiki i kompozycja fabuy na to nie pozwalay. Znany jest na przykad fakt wsplnego napadu band WiN i UPA na Hrubieszw w maju 1946 roku... W ogle ograniczyem si do przedstawienia wycznie faktw, z ktrymi zetknem si osobicie i dotyczcych tylko samych Bieszczadw. W rezultacie ksika zawiera dzieje walk jednego puku przeciw kurinowi Rena i bandzie WiN Antoniego ubryda. Nie naley jednak zapomina, e walki toczyy si na znacznie wikszym obszarze, obejmujc inne jeszcze jednostki wojskowe oraz liczne bandy ukraiskie i rodzimego pochodzenia. Dla orientacji Czytelnika podaj pokrtce zarys tych walk. Tak zwana Ukraiska Powstacza Armia (UPA) stworzona zostaa przez znan sprzed wojny Organizacj Ukraiskich Nacjonalistw (OUN) w 1943 roku. W okresie okupacji niemieckiej UPA zajmowaa si tumieniem partyzantki polskiej i radzieckiej. Na czele tego caego ukraiskiego ruchu nacjonalistycznego sta Stefan Bandera kierujcy Ukraisk Gwn Rad Wyzwolecz (UHWR). Bezporednim dowdc UPA, podporzdkowanym Banderze, by niejaki Taras Czuprynka (Roman Szuchiewicz), ktremu podlegay Gwny Sztab Wojskowy (HWS) i Wojskowe Sztaby Krajowe (KWS), UPA Wschd (Podole), UPA Zachd (wojewdztwa: lwowskie i stanisawowskie), UPA Pnoc (Woy i Polesie), UPA Poudnie (Ukraina Zakarpacka). W Polsce, ktr banderowcy nazywali Zakierzoskim Krajem (od tzw. linii Curzona wytyczajcej granice RP), dziaay jednostki UPA Zachd (od padziernika 1945 r.). Jednostki te wchodziy w skad okrgu nr 6 dzielcego si na podokrgi: emko (powiaty: przemyski, sanocki, leski, nowosdecki); Bastion (w granicach - San na zachodzie, bya granica polsko-radziecka z 1939 r. na wschodzie, pnocna cz powiatu przemyskiego); Danyliw (zachodnia cz powiatu Tomaszw Lubelski, powiaty: wodawski, hrubieszowski i biaopodlaski). W podokrgu emko dziaay sotnie: Bira, Brodycza, Buraka, Chromenki, Hrynia, Kryacza, astiwki i Stacha. Podokrg Bastion rozporzdza sotniami: Bryla, Kaynowicza, Kruka, Szuma i Tuczy. W podokrgu Danyliw wystpoway sotnie: Czausa, Dawyda, Dudy i Jara. Kada z sotni liczya od 80 do 180 striciw. Dzielia si na trzy cztery czoty, tj. plutony, kady po trzy roje - druyny. Sotnie poczone byy w kuriny - bataliony. W skad kurina wchodziy 3-4 sotnie. Na czele okrgw i podokrgw stay dowdztwa skadajce si z dowdcy, szefa sztabu, tzw. polit-wychiwnyka, czyli referenta politycznego, sekretarza sztabu oraz

maego oddziau ochrony. Dowdztwa kurinw i sotni skaday si z dowdcw, referentw politycznych, kwatermistrzw, czyli charczowych, oraz instruktorw wojskowych. Kuriny i sotnie rozporzdzay grupami andarmerii.

Polityczn organizacj OUN w Zakierzoskim Kraju kierowa Krajowyj Prowid, w ktrym zasiadali: krajowy prowidnyk, wojskowy dowdca UPA, obejmujcy referat organizacyjny, propagandowy, gospodarczy, propagandy i Suby Bezpieczestwa (specjalnej policji politycznej terroryzujcej ludno i zmuszajcej j do prawomylnoci). Krajowemu prowidowi podlegali rejonowi i lokalni prowidnycy OUN. Cao bya cile zakonspirowana. O skadzie osobowym UPA i OUN wspominam w wielu miejscach ksiki. Ogem organizacja wojskowa liczya okoo 2500, za cywilna 3500 do 4000 ludzi. W 1945 roku jednostki UPA dziaajce na terenie Polski zostaj skupione w tzw. Grupie San. Na jej czele staje Jarosaw Onyszkiewicz, jeden z organizatorw armii w 1943 roku. Ma on liczne pseudonimy, z ktrych najpopularniejszy brzmia Orest. Krajowym prowidnykiem by Jarosaw Staruch (Stiah), za prowidnykiem Suby Bezpieczestwa Piotr Fedoriw (Dalnycz). Zarwno dziaalno UPA, jak i naszych si podzieli mona na trzy okresy. W pierwszym (lato 1944wiosna 1946) bandy dziaay niemal cakiem otwarcie, panoway na caych obszarach, wcale si prawie nie kryjc, mieszkay w lenych szaasach, dokonyway koncentracji, schodziy do wiosek itd. W drugim okresie (lato 1946 - wiosna 1947) bandyci ponieli szereg cikich poraek i zmuszeni zostali do wycofania si w lasy. Nie byo ju mowy o panowaniu nad jakimi terenami administracyjnymi. Bandyci stworzyli wwczas ca mistern sie podziemnych bunkrw w lasach i w wioskach, wzmogli konspiracj i terror. By to okres kretowisk (nazwa pochodzi od wykopanych przez UPA specyficznych bunkrw). Trzeci wreszcie okres cignie si od wiosny 1947 do koca tego roku. Nastpia wwczas ostateczna likwidacja band w akcji Wisa. O trudnociach zwizanych ze zwalczaniem band, zmianach naszej taktyki i innych posuniciach pisz szeroko w ksice. Od kwietnia 1946 roku obszary walk podzielone zostay przez wadze polskie na wojewdzkie strefy operacyjne, na ktrych czele stany Wojewdzkie Komitety Bezpieczestwa podlege Pastwowemu Komitetowi Bezpieczestwa. W ich skad wchodzili przedstawiciele WP, Wojsk Bezpieczestwa Wewntrznego, Urzdw Bezpieczestwa Publicznego i Milicji Obywatelskiej. Strefy wojewdzkie dzieliy si na strefy odpowiedzialnoci, w ktrych dziaay jednostki WBW, WP, MO, WOP i inne. Od kwietnia do padziernika 1946 r. akcj przeciw bandom UPA i WiN kierowaa Grupa Operacyjna Rzeszw (8 i 9 dywizje WP). Dziaalno grupy okazaa si niewystarczajca do likwidacji band. Tote w dniu 17 kwietnia 1947 r., po tragicznej mierci generaa Karola wierczewskiego (28 marca 1947) pod Jabonkami, powoana zostaje do ycia Grupa Operacyjna Wisa dowodzona przez generaa Stefana Mossora. Kilka dywizji wojska i WBW ostatecznie rozbijaj i niszcz kuriny Rena (powiat sanocki, kronieski i jasielski), Bajdy (sanocki i leski), eleniaka (przemyski i lubartowski) oraz Berkuta (hrubieszowski i tomaszowsko-lubelski). Do koca 1947 roku bandy UPA i organizacja polityczna OUN przestay istnie. Jednostki Wojsk Bezpieczestwa Wewntrznego i Milicji Obywatelskiej wsplnie z ORMO wyapyway niedobitki band do marca 1948 roku, kiedy to wreszcie na poudniowo-wschodnich obszarach Polski zapanowa spokj.

Czoowych przywdcw UPA Stiaha i Dalnycza aresztowano. Wielu z nich zgino. M.in. - wedug pewnych danych zwiadowczych - pad na polu minowym w okolicach lasu Chryszczata dowdca kurina Ren - jeden z najkrwawszych bandytw dziaajcych w Bieszczadach, organizator potwornej egzekucji kilkudziesiciu onierzy 34 puku Strzelcw Budziszyskich, citych na jego rozkaz. mier

Rena (Iwana Mizernego - wspzamachowca na sanacyjnego ministra spraw wewntrznych Pierackiego), ktr opisuj w mojej ksice, nie zostaa w stu procentach potwierdzona. Jedyny ocalay z masakry pod Smolnikiem onierz twierdzi jednak, e banderowiec, ktry zgin na tym polu minowym, by Renem. Historia band WiN jest lepiej znana od dziejw UPA, dlatego pomijam j w tym posowiu. Walki staczane z bandami UPA i naszymi rodzimymi nie powinny pj w niepami. Ronie mode pokolenie najzupeniej nie znajce tych spraw. Bieszczadzkimi szlakami wdruj turyci. Co rok sun modzi narciarze Tras Generaa Waltera. Odnajduj w grach od dawna ju zarose bujn rolinnoci lady spalonych wsi. Przechodz przez miejsca, w ktrych huczay karabiny i laa si krew. Patrz na bezimienne mogiy onierzy, ktrych zasug jest to, e nikomu ju sylwetki szubienic na grze Halicz nie mc piknych widokw. Chciabym, aby wszyscy oni wiedzieli, jak byo w Bieszczadach. Niech si o tym dowiedz rwnie ludzie z kadym rokiem coraz liczniej osiedlajcy si w tych wspaniaych grach i wszyscy, wszyscy inni. Niech jeszcze bardziej i mocniej pokochaj Bieszczady. Oto myl, ktra w znacznej mierze przywiecaa mi przy pisaniu tej ksiki.

Jan Gerhard

Projekt obwoluty, okadki i strony tytuowej M. Zdrodowski-Zdrozdowski Ksika zatwierdzona przez Ministerstwo Owiaty i Szkolnictwa Wyszego jako lektura w liceach oglnoksztaccych, technikach i zasadniczych szkoach zawodowych WYDAWNICTWO LUBELSKIE LUBLIN 1989 Wydanie XI. Nakad 30 000+ 272 egz. Ark. wyd. 26. Ark. druk. 36,5. Papier offsetowy kl. V, 70 g, 82X184 cm. Druk z matryc. Podpisano do druku 30 sierpnia 1980 r. Druk ukoczono w grudniu 1980 r. Cena z 54,Druk: Rzeszowskie Zakady Graficzne, Rzeszw, ul. Marchlewskiego 19. Zam. 2378/80