You are on page 1of 57

332

Rozdział III – Lato

Na Monte
Grzegorz Hajduk: Areszt śledczy w Krakowie w latach Polski „ludowej” i obecnie, jest przy ul. Montelupich 7. Ulicę nazwano ku pamięci włoskiej rodziny kupiecko-bankierskiej Montelupich, przybyłej do Krakowa w XVI w., m.in. założycieli pierwszej poczty w Rzeczypospolitej; w Krakowie pozostał po nich dwór, późniejsza siedziba Radia Kraków oraz kamienica na Rynku Głównym pod nr 7, tzw. Dom Włoski. Od 1905 r. funkcjonował tam, przeniesiony z Wawelu przez władze austriackie, Rejonowy Sąd Wojskowy. Na mocy rozkazu ministra spraw wojskowych z 29 października 1919 r. powstało tam także wojskowe więzienie śledcze. Według przepisów wojskowych

Areszt śledczy przy Montelupich (widok obecny). Skrzyżowanie ulic: Kamiennej (w lewo) i Montelupich (w prawo). Wjazd do aresztu znajduje się przy ul. Montelupich, ok. 50 metrów od skrzyżowania. Budynek wzdłuż ul. Kamiennej stanowi krótsze skrzydło pawilonu więziennego mającego kształt litery L. Na końcu dłuższego skrzydła tego pawilonu znajdował się oddział specjalny, czyli „getto”. Fot. Grzegorz Hajduk

Na Monte

333

stan uwięzionych wojskowych nie powinien przekroczyć ok. 350-400 osób. Obok były koszary 1. Pułku Saperów. W czasie okupacji hitlerowskiej znajdowało się tutaj więzienie Komendy Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa w dystrykcie Kraków. Oficjalna nazwa to „Polizei-gefängnis Montelupich” (Więzienie Policyjne Montelupich); zwano je też „Sichergefängnis Krakau” (Więzienie Policyjne Kraków). Polacy mówili na nie: „Montelupich”, „Monte” lub – w żargonie – „Mantelupa” (ta ostania nazwa obecnie jest rzadko spotykana). W koszarach zaś rozlokowała się Orpo (Policja Porządkowa). We wrześniu 1941 r. stan więźniów wynosił 500-600 osób i liczba przetrzymywanych nadal rosła. Z tego powodu w tym czasie w bocznym prawym skrzydle budynku Zakładu dla Ubogich im. Helclów powstał oddział kobiecy więzienia Montelupich: „Sicherheitspolizeigefängnis – Montelupich Kloster” (Więzienie Policji Bezpieczeństwa – Klasztor Montelupich) lub „Kloster”; mieszkańcy Krakowa mówili „Klasztor” albo „Helclów”. W GG „Monte” stało się w 1942 r. jedynym więzieniem, gdzie część pomieszczeń przystosowano do czynności śledczych, czyli głównie do przesłuchań. To, co się działo w pokojach zwanych Vernehmungszimmer oraz opisy mordów na Polakach i Żydach, mogą zmrozić krew w żyłach. Tak więc służby RSHA pełną parą pracowały przy ul. Pomorskiej 2 (katownia gestapo), na Monte oraz w „Klasztorze”, wypluwając coraz to transporty do kacetów albo na tamten świat. Ale i czasem to było mało – w 1943 r. zaczęto usuwać z zakładu pensjonariuszy i siostry szarytki, by zrobić więcej miejsca dla SD i Sipo. W czasie okupacji hitlerowskiej (a potem stalinowskiej) na jego terenie odbywały się egzekucje więźniów, czasem przyjmując formę masowych rozstrzeliwań. To tam już po „wyzwoleniu” przez Armię Czerwoną zamordowano strzałem „katyńskim” 14 września 1949 r. m.in. niezłomnego ks. Władysława Gurgacza SJ oraz „Żołnierzy Wyklętych” z oddziału Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowców. O ile Historia w pewien sposób uczyniła zadość Sprawiedliwości i w 1948 r. wykonano w więzieniu 22 wyroki kary śmierci przez powieszenie na oprawcach niemieckich z KL Auschwitz (skazanych w tzw. I procesie oświęcimskim), to sowieccy okupanci i kaci z NKWD i WUBP mogli cieszyć się bezkarnością. Dzięki wiadomościom zebranym przez Dariusza Gorajczyka z Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Krakowie można prześledzić losy Monte po wejściu do Krakowa Sowietów: tuż po wkroczeniu Armii Czerwonej więzienny gmach został zajęty na potrzeby NKWD (tu zbierano więźniów deportowanych do łagrów w ZSRS – takich transportów było co najmniej siedem), zaś w sąsiadującym kompleksie koszar zainstalowały się oddziały sowieckie. Więzienie Montelupich oddano WUBP dopiero w lutym 1946 r., przy czym pełne zasiedlenie tego więzienia nastąpiło w połowie tegoż roku. Więźniowie polityczni byli osadzani w więzieniu św. Michała, które z uwagi na rangę Krakowa w strukturze policyjno-sądowej nazywane było więzieniem wojewódzkim. Trafiały tam bowiem osoby ze szczególnie ważnych spraw z terenu całego województwa, a także przybywały transporty więźniów spoza jego terenu. Zapewne w celu rozładowania św. Michała do funkcji więzienia przysposobiono poaustriacki fort tzw. Bastion IVa przy ul. Kamiennej 16 (tzw. Luneta Warszawska położona kilkaset metrów od Monte), jako filię św. Michała. Żołnierzy i działaczy Polskiego Państwa Podziemnego oraz tych Polaków, których z różnych innych względów uznano za niebezpiecznych dla nowej władzy, przetrzymywano na Monte wraz z jeńcami niemieckimi i volksdeutschami. W okresie, który nastąpił po zakończeniu masowych deportacji, tj. od kwietnia 1945 r. do maja 1946 r., więzienie

334

Rozdział III – Lato

Montelupich było wykorzystywane przez armię sowiecką, rozlokowaną od stycznia 1945r. w wojskowej części przedwojennych koszar przy ul. Montelupich i w gmachu zakładu dla ubogich im. Helclów. W lutym 1946 r. Sowieci przekazują więzienie WUBP (koszary w czerwcu przejmuje Dowództwo Okręgu Wojskowego w Krakowie). W tym momencie zostaje ono zaludnione więźniami i załogą likwidowanego więzienia w Bastionie IVa (w tym bastionie wykonywano także egzekucje). Podporządkowane zostaje też kierownictwu św. Michała. Dopiero od 1 lipca 1946 r. więzienie Montelupich zostaje wydzielone jako samodzielne. Po rozbiciu więzienia przy ul. Senackiej 3, w biały dzień w niedzielę, 18 sierpnia 1946r., więźniów politycznych kieruje się do Montelupich, któremu nadano funkcje Więzienia Centralnego. Zostaje też poddane modernizacji i przebudowie w latach 1946-1947. Św. Michał w 1949 r. zostaje zamknięty. W rękach UB pozostaje Centralne Więzienie Karno-Śledcze Montelupich.

Areszt śledczy przy Montelupich – końcowa część dłuższego skrzydła pawilonu więziennego, mającego kształt litery L (widok obecny). Na parterze 6 okien oddziału specjalnego - „getta”. Dwie cele mają okna przysłonięte blendami. W latach 80. blendy były na wszystkich oknach, składały się z trzech kawałków blachy, w położeniu uniemożliwiającym jakikolwiek kontakt wzrokowy więźnia ze światem zewnętrznym - nie było widać nawet skrawka nieba. W piwnicy tej części budynku była łaźnia, magazyny bielizny, pralnia. Cela, w której wykonywano wyroki śmierci, była po drugiej stronie korytarza i nie miała okna na dziedziniec. Po tej drugiej stronie budynku jest tzw. „pas śmierci” oddzielający budynek od muru zewnętrznego. Do więźnia, który by wszedł na ten pas, strażnik miał prawo strzelać. Fot. Grzegorz Hajduk

Na Monte

335

Areszt śledczy na Montelupich – wejście na główna klatkę schodową za bramą główną (widok obecny). Za kratą, schodami i kolejną kratą jest cela przejściowa i dyżurka. Po prawej jest korytarz, który prowadzi do „getta”. Fot. Grzegorz Hajduk

*** Od roku 1944 więziennictwo w Polsce podlegało Ministerstwu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a po jego likwidacji w 1954 roku – Ministerstwu Spraw Wewnętrznych. W tym czasie funkcjonariusze Straży Więziennej (od 1954 – Służby Więziennej) brali aktywny udział w bezprawnych działaniach prowadzonych przez Departament Śledczy Urzędu Bezpieczeństwa. Polegały one m.in. na torturowaniu więźniów, stosowaniu prowokacji oraz innych bezprawnych metod (opartych na wzorach sowieckich) w celu wydobycia od więźniów i aresztantów informacji. Wiele relacji z okresu stalinowskiego (zarówno z więzień i łagrów sowieckich, jak i z więzień i aresztów w PRL) wspomina o więźniach-konfidentach, którzy stosowali różne metody prowokacji w celu wydobycia od współwięźniów informacji mających znaczenie śledcze. Sytuacja zmieniła się w roku 1956. Więziennictwo (w tym areszty śledcze) zostały podporządkowane Ministerstwu Sprawiedliwości. Deklarowano rezygnację z działań pozaprawnych i przestrzeganie zasad „socjalistycznej praworządności”. Deklaracje miały niewiele wspólnego z rzeczywistością. Funkcjonowanie do końca PRL w aresztach śledczych wydzielonej części, którą zarządzała Służba Bezpieczeństwa, podporządkowana przecież ministrowi spraw wewnętrznych, a nie ministrowi sprawie-

336

Rozdział III – Lato

dliwości, było jawnym złamaniem zasad prawa i nawiązaniem do stalinowskich wzorców, czego w czasach późnego PRL zwykle starano się unikać. Pracą operacyjną w aresztach przy ul. Mogilskiej oraz przy Montelupich zajmowała się w latach 80. Sekcja Operacyjna Wydziału Śledczego, kierowana przez kpt. SB Zbigniewa Ziobrę. W krakowskiej bezpiece Wydział Śledczy funkcjonował od kwietnia 1958 r. do końca, tj. do 1990 roku. Był kontynuacją powstałego wiosną 1945 r. w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Krakowie Wydziału Więzień i Obozów oraz działającego w latach 1946-55, okrytego ponurą sławą, Wydziału Śledczego WUBP. Co charakterystyczne, podczas popaździernikowej odwilży obniżono znacznie rangę pionu śledczego. Działała tylko Samodzielna Sekcja Śledcza, ale już po roku rozbudowano ją do takich rozmiarów, że nadano jej rangę Wydziału i powrócono do dawnej, używanej w czasach stalinowskich nazwy. Reorganizacja struktur krakowskiej bezpieki w latach 1956-57 spowodowała, że ubowcy służący w podległych jej obozach, np. tuż po wojnie w Oświęcimiu, w Centralnym Obozie Pracy w Jaworznie czy później w Progresywnym Więzieniu dla Młodocianych w Jaworznie, trafili do więziennictwa, także do aresztu przy Montelupich. Widać tu nie tylko ciągłość metod pracy, ale też personalne związki z czasami stalinowskiego UB. *** W Oddziale II Aresztu Śledczego, w tym samym korytarzu, co „getto”, siedzieli więźniowie skazani na karę śmierci (karę śmierci wykonywano w Krakowie właśnie przy Montelupich). W „getcie” trzymano tymczasowo aresztowanych, rozpracowywanych przez Wydział Śledczy SB, których poddawano nadzwyczajnym metodom pracy operacyjnej. Przed wprowadzeniem stanu wojennego byli to głównie groźni przestępcy kryminalni (np. zbrodniarze, aferzyści), oraz podejrzani o szpiegostwo. Po 13 grudnia 1981 r. – głównie „przestępcy polityczni”, tj. aresztowani działacze „Solidarności”, KPN, NZS i innych niezależnych organizacji. Byli tam poddawani intensywnej inwigilacji i prowokacjom ze strony agentury celnej. Wszystko to musiało się dziać za wiedzą i akceptacją administracji aresztu śledczego. Jeśli nawet nie znali szczegółów, to musieli wiedzieć, że łamane jest tam prawo. Musieli wiedzieć np., że politycznych, w tym młodocianych, umieszcza się w celach ze skazanymi na śmierć bandziorami, musieli wiedzieć, że rozpracowuje się ich za pomocą prowokacji. Musieli wiedzieć, bo każde przemieszczenie więźnia z celi do celi odbywało się za aprobatą podległego im Działu Rozmieszczenia. Wystarczy prześledzić losy kolejnych śledztw z udziałem tymczasowo aresztowanych, którzy trafiali do „getta”, aby przekonać się, jak skuteczne były metody stosowane przez Sekcję Operacyjną Wydziału Śledczego SB. Bardzo szybko po pierwszych aresztowaniach następowały kolejne, a później wyroki skazujące. Można zaryzykować hipotezę, że te sukcesy SB zawdzięczała głównie metodom stosowanym w „getcie”. *** Działania operacyjne w „getcie” cechowała nadzwyczajna efektywność. Dlatego warto przyjrzeć się bliżej zasadom jego funkcjonowania. Tajni współpracownicy celni (TWC) to kategoria TW, której samo nawet istnienie było ścisłą tajemnicą. Faktu istnienia takiej kategorii osobowych źródeł informacji nie potwierdza żadna instrukcja pracy operacyjnej obowiązująca w peerelowskim MSW. Jej opisu nie znajdziemy w żadnym z licznych opracowań wydanych przez IPN. Choć

Przy ponownym werbunku. bramy. oddziałowi – „klawisze” zajmujący się przeprowadzaniem więźniów po terenie więzienia (na spacer. choć najprawdopodobniej była formalnie „na stanie” MO (mimo że opłacano ją z funduszu operacyjnego bezpieki). podlegała Wydziałowi Śledczemu SB. był kierowany przez Służbę Więzienną. do łaźni. Służby użyczały też sobie wzajemnie agentów. którego było częścią. to przekazywano ją natychmiast SB – przykład takiej sytuacji w następnym podrozdziale). w tym znajdujące się już „za blachą” cele po lewej stronie korytarza. Formalna przynależność esbeckiej agentury celnej do pionu milicyjnego jest najprawdopodobniej powodem tego. którzy wcześniej siedzieli w więzieniu i pracowali w charakterze TWC. w których siedzieli tzw.in. była grupą elitarną. budynki). Z zachowanej szczątkowo dokumentacji wynika pewność. do spraw które prowadzili. prowadząca celną agenturę. zabezpieczającego mury. wykonując polecenie z góry. na przesłuchanie czy widzenie). kopie raportów TWC przydatnych do ich pracy. w tym cała agentura działająca w „getcie”. już na wolności. Funkcjonariusze SB nie wchodzili do cel. że część agentury więziennej. Zastępcy szefa ochrony do spraw ochrony wewnętrznej podlegali komendanci pawilonów – odpowiedzialni za poszczególne oddziały aresztu. W „getcie” faktycznie rządziła SB. odnotowywano w aktach ich konfidencką przeszłość. W „getcie”. W tym czasie na Monte nie było kapelana. Niektórzy dostawali jedynie od swoich szefów. nie mieli do nich w ogóle kluczy. wraz z całą dodatkową dokumentacją pracy operacyjnej. zatrudniano absolwentów psychologii lub pedagogiki). ani jednej instrukcji operacyjnej na ten temat. Dziś ich biogramów próżno szukać w opasłym tomie „Twarze krakowskiej bezpieki”. psycholodzy oraz pracownicy kulturalno-oświatowi. W praktyce wszystkie te służby wymieniały się informacjami (np. To oni prowadzili agenturę celną SW i całą jej dokumentację. to nawet ich oficjalnie o tym nie informowano. z Centralnego Zarządu Zakładów Karnych. Agenci celni Służby Więziennej byli prowadzeni przez dział ochrony wewnętrznej – wyspecjalizowaną część SW. choć ten proces był zwykle jednostronny – SB korzystała z TWC ochrony więziennej czy agenta pionu kryminalnego. działającą wewnątrz każdego więzienia i aresztu (obok działu ochrony zewnętrznej. że istnieją agenci celni. ani jednego zapisu ewidencyjnego. W warunkach stanu wojennego było to głównie rozpracowanie działaczy politycznych i związkowych. jeżeli agent Wydziału Kryminalnego zdobył informację o działalności politycznej. że w archiwach IPN nie ma ani jednej teczki pracy TWC. o subkulturach więziennych czy też o planach buntów lub samookaleczeń). Obok nich. wieżyczki. Sekcja Operacyjna Wydziału Śledczego. obok . informować o konfliktach między więźniami. Oprócz agentów SB na Monte operowali też agenci Wydziału Kryminalnego oraz Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KW MO (zajmowali się głównie zbieraniem informacji o przestępstwach kryminalnych) oraz – najliczniejsza grupa – agenci celni Służby Więziennej (mieli zapewnić spokój wewnątrz więzienia. teczki tajnych współpracowników SB. podlegały w pełni Służbie Więziennej. Większa część II Oddziału. kaesiacy. sprawdzaniem zabezpieczeń i stanu osobowego cel. Funkcjonariuszami SW o zupełnie innym charakterze pracy byli wychowawcy (od końca lat 60. Źródłem naszej wiedzy na ten temat są m. Jej zadaniem było wspieranie działań śledczych SB. stąd konieczność współdziałania ze Służbą Więzienną. ale cały II Oddział. do której włączano zaufanych i sprawdzonych funkcjonariuszy. nie odwrotnie. na każdym oddziale byli tzw. Właśnie oni te wszystkie teczki pracy agentury spalili w połowie grudnia 1989 roku w kotłowni aresztu.Na Monte 337 wszyscy funkcjonariusze SB wiedzieli.

Nieoficjalnie mówiono „za blachą” lub „getto” (nazwa niemile traktowana przez szefostwo aresztu i funkcyjnych). zwłaszcza oddziałowi oraz wychowawca.. nie byli tam mile widziani. Fot. był kpt. SB Tadeusz Katolik. Ci ostatni mieli utrudnione poruszanie się po „getcie”. ale on w stanie wojennym rzadko gościł przy Montelupich. w których zamknięto opozycjonistów z Krakowa. Także prowokacje agentury celnej. Kpt. pobicia. że ta część Oddziału II nie miał formalnie żadnej nazwy. szefem Sekcji Operacyjnej Wydziału Śledczego KWMO. „Getto” było tak zakonspirowane. zapamiętali go natomiast internowani z Załęża. Dzisiejsza dyrekcja odmawia jej podania ze względu na ochronę danych osobowych. w których zamknięto opozycjonistów z Krakowa.338 Rozdział III – Lato funkcjonariuszy SB pracowali więc na co dzień funkcjonariusze SW. Zbigniew Ziobro – szef Sekcji Operacyjnej Wydziału Śledczego KWMO. bo udawano. a jego zastępcami – Jan Dziewoński i Stanisław Twardowski (dwaj pierwsi pełnili wysokie funkcje w więziennictwie także w III RP). Pod nieobecność Ziobry kierował pracą operacyjną „na getcie”. Oficerem politycznym był Jan Gross. Bez jego wiedzy nie działo się tam nic. bo w tym czasie był odpowiedzialny za zorganizowanie i poprowadzenie pracy operacyjnej w terenie – w ośrodkach internowania. Ustalenie personalnej obsady aresztu z 1982 roku nie jest łatwe. że tego nie ma. „gettem” faktycznie kierował por.. SB Por. psycholog i pracownik kulturalno-oświatowy. oficjalnie nie mówiono nic. Fot. Lista może być . Więźniowie „getta” z 1982 roku nie pamiętają Ziobry. więc pozostaje żmudne odtwarzanie danych z ksiąg ruchu i innych dostępnych dokumentów. W stanie wojennym rzadko bywał przy Montelupich. W 1982 r. bo w tym czasie był odpowiedzialny za zorganizowanie i poprowadzenie pracy operacyjnej w terenie – w ośrodkach internowania. SB Naczelnikiem aresztu przy Montelupich w stanie wojennym był Eugeniusz Zawada (do 1984 roku). Jego zwierzchnikiem. podsłuchy. Tadeusz Katolik. SB Zbigniew Ziobro.

wyślij gryps!”.in. Günter Herzog. jego zastępcami – Stanisław Karcz (ochrona zewnętrzna) i Stanisław Korzeniowski (ochrona wewnętrzna). Julian Prządo. Włodzimierz Skirliński. Jerzy Stasiak. Esbek brał nowego więźnia do biblioteki i próbował od niego coś wyciągnąć. SW Zbigniew Godula – oddziałowy „na getcie”. Komendantami pawilonu w „getcie” byli: m. SW Tadeusz Batiuszczak – komendant pawilonu m. Tadeusz Batiuszczak. Nie ma też pewności. Współpracował z esbekami. Piotr Grudnik. Jako oddziałowi pracowali: Zbigniew Godula. Agent celny namawiał współwięźnia: „Stary. Eugeniusz Zawada – naczelnik Aresztu Śledczego w latach 1980-1984. „na getcie”. Jerzy Stasiak. Kierownikiem Działu Ochrony był Stanisław Oleksy. Godula mówił do nowego więźnia. który jeszcze nie wiedział. kto jest kim w więzieniu: „Wychowawca zaprowadzi was do biblioteki”. tylko przez miesiąc. czy poszczególni oddziałowi lub komendanci pełnili wymienione funkcje przez cały rok 1982. SW . „A co ja z nim mogę zrobić?”. wyciągał grypsy z butów i dawał esbekom. Fot. Zbigniew Cacała. Esbecy „na getcie” nieraz udawali wychowawców. Fot. Fot. czy np. A potem Godula szedł.Na Monte 339 niekompletna. jak będziesz wystawiał buty na noc przed celę”.in. „Włóż go do buta.

Sposób zapisu. „Szmaragd”. gdzie napisano wprost: Fundusz „O” KW MO wykorzystywany był do opłacania TWC [tajnych współpracowników celnych] oraz OZ [osób zaufanych]. bo w początkach stanu wojennego praca agentury nie była jeszcze tak rozwinięta. „Opel”. Z drugiej strony. To podwojenie liczby agentów w porównaniu do poprzednich lat było spowodowane uwięzieniem w stanie wojennym wielu politycznych. Średnia w kolejnych miesiącach była zapewne wyższa. z 30 września 1982 r. Potwierdza to. tj. To kategoria współpracy nieujęta w żadnej instrukcji pracy SB. Wypłaty księgowano pod pseudonimem będącym nazwiskiem współpracownika. że od stycznia do połowy maja tego roku SB otrzymywała w „getcie” miesięcznie ponad 40 meldunków. zatrudniony w oddziale szpitalnym). „Jastrząb”. stosowana w pionie kryminalnym oraz w wydziałach pomocniczych SB. we współpracy z prokuraturą wojskową. zaklasyfikowano ich jako OZ – osoby zaufane. Do Sprawozdania o stanie Funduszu „O” [Operacyjnego] Wydziału Śledczego KW MO na dzień 31 grudnia 1982 dołączono załącznik nr 2 – „Opisowa część polityki finansowej”. Wynika stąd. W sprawozdaniu o stanie Funduszu „O” pojawiają się także wielokrotnie upominki o wartości 1-2 tysięcy złotych dla naczelników aresztu. np. dostawali zwykle jednorazowo miesięczną wypłatę w wysokości 1500 zł. „Daniel”. nawet w takim . Pierwszy znany nam meldunek TWC „Hiszpana” z 17 maja 1982 roku nosi numer 186/82.: upominek dla OZ „Jan Dziewoński” nie pozostawia wątpliwości. byłoby sprzeczne z zasadami obowiązującymi w SB. jak później. współpracujących z tutejszym Wydziałem”. że SB działała w „getcie” w Areszcie Śledczym w Krakowie za wiedzą i zgodą kierownictwa aresztu. że współpracujący z SB w „getcie” funkcjonariusze SW byli przez nich wynagradzani i traktowani formalnie jako współpracownicy. Andrzej Fischer oraz Witold Tukałło). następni TWC: „Rubin” i „Cichy” i OZ „Mieczysław Marewicz”. np. *** Relacje aresztowanych w „getcie” w pierwszych miesiącach stanu wojennego dowodzą. oddziałowych zatrudnionych na Oddziale II. – kolejni TWC: „Tomasz”. mógł to być pracownik cywilny aresztu. W dokumencie tym podano także. Bień” oraz „Piotr Grudnik”. a z 31 grudnia 1982 r. że relatywnie łatwo było im zdemaskować agenta w celi (opowiadają o tym: Wiesław Grudniewicz. W 1982 r. że w areszcie przy Montelupich „przeciętna ilość obsługiwanych TWC wzrosła do 6”. W raporcie kasowym załączonym do „Sprawozdania o stanie Funduszu „O” Wydziału Śledczego KW MO na dzień 31 marca 1982” występuje 6 agentów celnych („Czernik”. wziętym w cudzysłów. że prezent od bezpieki finansowany z funduszu operacyjnego dostał także prokurator wojskowy – płk Jerzy Drabik. „Hiszpan”) oraz 3 OZ – „Zbigniew Godula”. W raporcie z 30 czerwca 1982 roku pojawiają się nowi agenci celni („Combi” oraz „Wacek”) oraz nowy OZ – „Romaniuk” (nie udało się ustalić funkcjonariusza SW o takim nazwisku. Ponieważ werbowanie funkcjonariuszy innej służby mundurowej (a na dodatek jeszcze członków PZPR!) jako TW. co do traktowania kierownictwa aresztu jako współpracowników SB. O intensywności pracy agentury celnej świadczyć mogą sygnatury wewnętrzne na donosach niektórych TWC. „Misiek”. „P.340 Rozdział III – Lato Ponadto ograniczony wstęp na „getto” mieli także: psychologowie – Maciej Szaszkiewicz i Jerzy Trebusznyj oraz pracownik kulturalno-oświatowy – Andrzej Kręcioch. Z dokumentu wynika. Ustaliliśmy. Ogółem w sprawozdaniach za cały rok 1982 pojawiają się więc pseudonimy 12 agentów celnych oraz nazwiska 5 pracowników aresztu współpracujących z SB i rejestrowanych jako współpracownicy SB.

że bezpieka dysponuje obciążającymi ich informacjami (a były to często informacje z „getta”. a jej treść dostarczała śledczym cennych informacji. na co wskazują meldunki „Hiszpana” na jego temat). Wydaje się. Korespondencja lądowała oczywiście na biurku funkcjonariusza SB. w 1954 r.15 marca 1982 roku. które podał przesłuchiwany. zanim dochodziło do demaskacji. w 1944 r. kogo w grypsie ostrzegano. Że cały ten system jest dość sprawny. Można przypuszczać.). gdy dzisiaj czyta się protokoły przesłuchań w sprawach prowadzonych w roku 1982 (przede wszystkim akta dotyczące podziemnej „Solidarności”. SB uzyskiwała adres tego. Stosowali oni często taktykę „syp zasypane”. Głowacki. Gdy się z nim rozmawia. polegająca na nakłanianiu współwięźniów do pisania grypsów do siedzących w innych celach kolegów lub na zewnątrz. Prowokator dysponował zwykle legendą. Dodatkowym ułatwienie dla agentury celnej były informacje operacyjne SB (których z każdym miesiącem przybywało) oraz – tam. Poza tym rozszyfrowanie w celi agenta. polecając „wysprzątanie” mieszkania. czego SB oczywiście nie ujawniała przesłuchiwanym) potwierdzali je do protokołu i opowiadali później o „wszechwiedzy SB”. nastąpiła tutaj specjalizacja. który wdał się w celi w rozmowę z kapusiami i w ten sposób przyczynił się pośrednio do wpadki jeszcze jednego człowieka. który umieszczany był w jednej celi z działaczami KPN (Grudniewicz. Żak. Osobnym sposobem pozyskiwania informacji była prowokacja.Na Monte 341 wypadku. obszerniejszy artykuł o metodach pracy stosowanych w „getcie” ukazał się w „Niepodległości” z 6 września 1982 roku. np. co ułatwiało mu orientację i zrozumienie nieistotnych z pozoru wiadomości od współwięźniów. która uprawdopodobniała możliwości przekazania takiego grypsu. że SB udało się utrzymać w tajemnicy metody pracy stosowane w „getcie” i były one stosowane z dużym powodzeniem przez cały rok 1982. Chodziło prawdopodobnie o Jana Miętkę (ur. że oddział II jest nafaszerowany kapusiami. Miętka został zatrzymany 23 lutego a Ciuła . to ten zwykle . Mało kto przypuszczał.kapusiów: Kucharczyk. świadczy casus Miętki z HiL (wpadł za ulotki). więziennemu donosicielowi udawało się pozyskać cenne informacje (np. Dowodem artykuł w podziemnym „Serwisie Informacyjnym” nr 9 z 21 maja 1982 roku: Kraków . Gdy orientowali się. Charakterystyczne jest. łączyło się najczęściej z osłabieniem czujności wobec drugiego współwięźnia – nierzadko także współpracującego z SB. polegająca na przypisaniu agenta celnego do jednego środowiska. Tukałło. Stasiak. że w celi może być dwóch czy nawet trzech donosicieli.) i Wojciecha Ciułę (ur. Oprócz kapusi w celach znajdują się urządzenia podsłuchowe. Powtarzają się doniesienia. bo przebywając z kolejnymi więźniami politycznymi zdobywali coraz więcej informacji o specyfice środowisk opozycyjnych i coraz łatwiej było im podszywać się pod działaczy podziemia. Podaje się następujące nazwiska więźniów . Z czasem wiarygodność więziennych konfidentów wzrastała. Toś. którzy 16 kwietnia 1982 roku zostali skazani za kolportaż „Biuletynu Małopolskiego” na kary po 3 lata pozbawienia wolności. mimo że czasem informacje na ten temat przeciekały na wolność. to znajdujemy tam zaskakująco wiele szczegółów. Przykładem może być TWC „Hiszpan”. że główną przyczyną milczenia na ten temat samych aresztowanych było skuteczne wyciągnięcie od nich przez SB „potwierdzenia” informacji z „getta” w czasie przesłuchań. Bik).więzienie na Montelupich. Stąd. gdzie to było możliwe – dysponowanie portretem psychologicznym współwięźnia i znajomość jego słabych punktów (co będziemy mogli prześledzić na przykładzie rozpracowania Witolda Tosia). od Wiesława Grudniewicza. w przypadku KPN przykładem są protokoły przesłuchań Stanisława Papieża). że podobną specjalizację stosowano także w stosunku do środowiska NZS czy RKW „Solidarność”. Jak się wydaje. W przypadku grypsu adresowanego na zewnątrz aresztu. Kolejny. Koenig.

dostarczające SB cenne informacje. Szaszkiewicz: Katolik to był taki miły. Taki. zawsze sprawiali w więzieniu najmniej kłopotów – to są na ogół spokojni ludzie). Zdarzało się. ale także w swoich wewnętrznych papierach (dostępnych dzisiaj w IPN) często ukrywała prawdziwe źródła swojej wiedzy. Ukrycie tego mechanizmu było tym łatwiejsze. Tylko wybrani funkcjonariusze więzienia wiedzieli. Milczenie katów i ofiar powodowało. jaki powinien być wzorowy ubol. że jedynie potwierdził to. kiedy są egzekucje. *** Maciej Szaszkiewicz pracował przy Montelupich jako psycholog – wychowawca. to o kluczowej roli „Hiszpana” nie ma ani słowa. którzy wykonywali wyroki śmierci (z reguły dwóch panów). Jednak. co taki ubek myśli i co mówi. a za nią pokoje służbowe. że tajemnica „getta” jest do dziś mało znana. Kręcioch pracował przez całe lata 80. Funkcjonariusze SB. że jest tam drugi pion dowodzący tym oddziałem. psychologowi. urzędowali codziennie na tym oddziale. Trudno się dziwić – Celban wolał przypisać sobie sukcesy i nie był zainteresowany w podkreślaniu roli innych. że w więzieniu. Na tych drzwiach było napisane „Radiowęzeł”. że mają w celi kapusia. Szli prosto do naczelnika. wchodzili do więzienia nie legitymując się. to po prawej pokój esbeków (najbliżej drugiej kraty i cel więziennych) oraz pokoje przesłuchań. A mnie. o której wcześniej nie wiedziałem. gdy czytamy raporty por. Obydwaj w stanie wojennym utrzymywali kontakty z opozycją. niejawną. że w więzieniu była filia MSW. co SB już wcześniej wiedziała. Obaj tam pracowali do końca. Maciej Szaszkiewicz: Formalnie „getto” to był normalny oddział więzienia przeznaczony dla niebezpiecznych. na oko bardzo miły [prawdopodobnie chodzi o Leszka Szczepkowicza]. a także dwie cele przerobione na pokoiki. zabójców (którzy. które stanowiły studio i pokój nagrań. a nie MSW. Gdy idzie o pokoje służbowe. że dali się podejść konfidentowi w celi. wysoki (185 cm) blondynek. po służbie. A tu się okazywało. Potem „getto” zlikwidowano i oni zniknęli z Monte. to zdążyli już wcześniej przekazać mu jakieś informacje lub wysłać z jego pomocą grypsy. wesoły. tacy jak Zbigniew Ziobro czy Tadeusz Katolik. było może łatwiej. Kręcioch: Ziobro w pewnym momencie zniknął z więzienia. Tuż po wyjściu na wolność (a także później) było im po prostu głupio przyznać się. pion ubecki. Ludzie. np. zwłaszcza dzięki nadzwyczajnej skuteczności TWC „Hiszpana”.342 Rozdział III – Lato twierdzi. Nawet jeżeli w pewnym momencie orientowali się. Andrzej Kręcioch: Na parterze po prawej stronie od wejścia była krata. Po lewej był mój punkt biblioteczny. czyli gdzieś do 1989 lub 1990. a potem do gabinetu komendanta. życzliwy człowiek. szliśmy z ubekami do świetlicy i tam piliśmy. Celbana na ten temat. niż komuś innemu wniknąć w to. A mianowicie. o czym uprzedzał naczelnik. Andrzej Kręcioch – jako wychowawca kulturalno-oświatowy. że „getto” ma drugą funkcję. W ten sposób dowiedziałem się o wykonywanych potajemnie wyrokach śmierci. Ukrycie tego mechanizmu było też możliwe dzięki milczeniu więźniów „getta”. że SB nie tylko wobec przesłuchiwanych. Szaszkiewicz odszedł w październiku 1982 roku. Więzienia podlegały Ministerstwu Sprawiedliwości. Dobrze widać to na przykładzie KPN – większość informacji o podziemnej działalności II Obszaru Konfederacji SB uzyskała w wyniku pracy agentury celnej. Skazani na karę śmierci siedzieli właśnie „na getcie”. Potem była druga krata i cele więźniów. Egzekucje były nie wcześniej niż po 100 . Dopiero po latach pracy zorientowałem się. bo inaczej to by nic nie zwojował. Potem „na getcie” rządził Katolik i jeszcze jakiś taki młody. nawiasem mówiąc. Przy tej okazji dowiadywałem się różnych rzeczy.

tak na wszelki wypadek. Szaszkiewicz: Ubecy „na getcie” mieli świetne efekty. gdy dzienni pracownicy poszli już do domu. Szaszkiewicz: Główny kapuś. żeby rozeznawać nastroje w areszcie – czy więźniowie nie przygotowują jakiegoś buntu albo ucieczki. którego rozpracowywał. dostawał do wglądu esbeckie akta tego człowieka. Jednak główną robotę odwalali kapusie. kazano mi siedzieć przez ok. To była część Służby Więziennej ściśle powiązana z SB. że ja tu prowadzę jakąś audycję historyczną albo puszczam muzykę. a podobno w niektórych – nawet kamery. w piwnicy (rozstrzeliwano też na podwórku). Jeżeli nawet więzień nie był w ciemię bity i nie mówił nic istotnego. dalej introligatornia. Ciekawiło mnie. to ci dwaj go łapali. Idąc od głównego wejścia. to zawsze coś gadał. to wiedziałem. Gdy miałem dyżur po południu. Skazany był jeszcze kilka razy wzywany do komendanta. Sygnałem było np. W tym czasie odsunięto mnie też od wypożyczania tam książek. A potem ubecy to wszystko . z tego. Delikwenta wyprowadzano z celi niby do adwokata albo do lekarza. czy więźniowie nie mają jeszcze „za uszami” jakichś innych spraw.. Kręcioch: Egzekucje na Monte były już w czasach hitlerowskich i stalinowskich. tylko z innego regionu. Wszystko to odbywało się po 15. Kręcioch: „Na getcie” w ciągu dnia nie było głośników w celach (prawdopodobnie dlatego. byli umieszczani w celi na tym oddziale i otaczani kapusiami. potem pralnia. Czułem się bardzo dziwnie. A pewnego razu.00. tzw. co mówił więzień. który namawiał go: „Napisz jeszcze odwołanie. Na przykład mówił. Dawano im głośniki dopiero około godziny 19. Na przykład. godzinę w bibliotece i z niej nie wychodzić.00 – na dziennik. że będzie wykonywany wyrok. to. Odbywały się. Najczęściej pisał codzienne raporty. którzy byli w zainteresowaniu ubecji. Ci ludzie często nadużywali swojej roli i wykorzystywali tych kapusiów do rozeznania. że był nad morzem na wakacjach u cioci i była heca. Strasznie przeżyłem jedną egzekucję. Po prawej była kuchnia. a nie tylko zasadnicze rzeczy. bo na jedną babę wylało się wino. a na końcu korytarza – cela śmierci. gdzie się odbywały egzekucje i tam go wieszali.. Były wtedy podejmowane szczególne środki ostrożności. Więźniowie. Komendanci mieli za główne zadanie werbowanie spośród więźniów donosicieli po to. co wiem. po co kapusie musieli pisać wszystko. Mieli za zadanie zdobycie informacji o dowodach i zaraz zgłaszali to ubolom. Po lewej była kuchnia dietetyczna. zaciągali go do celi z zapadnią. Werbowali ich funkcjonariusze więzienni. ale też mieli luksusowe warunki: podgląd. który musiał być obecny przy egzekucji.00. bo w czasie egzekucji prowadziłem audycje w radiowęźle.Na Monte 343 dniach od dnia. to cela śmierci była także w piwnicy. że te audycje są szkodliwe).. podsłuch i kapusiów. Gdy pracowałem „na getcie”. Wyroki wykonywano późnym popołudniem i wieczorem. że utrudniałyby nagrywanie rozmów w celach). że w więzieniu zjawiał się prokurator. Bo w celach „na getcie” były podsłuchy. Przy egzekucji był także obecny naczelnik więzienia. Tak mu radził. to sam udawał opozycjonistę. napisz dodatkowe uzasadnienie”. Tam akurat mnie zamknięto. Znał wszystkie szczegóły. gdy więzień przychodził na taką rozmowę. Np. zdobyć jego zaufanie. który rozpracowywał danego więźnia. Jeżeli rozpracowywał opozycjonistę.. a piętro niżej wieszają człowieka. czy dany więzień nie popełnił jeszcze kiedyś innego przestępstwa. I od tego czasu z „gettem” nie miałem już kontaktu. skręcało się na prawo. Chyba w 1983 w ogóle zrezygnowano z głośników w celach „na getcie” (być może ze strony esbeckiej agentury celnej poszła informacja. komendanci pawilonów. którzy wchodzili w skład działu ochrony w areszcie. w którym Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski. a zabierano o godzinie 21. I brano go na egzekucję. Dobry kapuś potrafił się wkupić w łaski więźnia.

który ostrzeże o próbie buntu czy o jakichś konfliktach. Esbecy „na getcie” nieraz udawali wychowawców. bo widziałem jego teczkę. i wypowiadał się o nowej rzeczywistości jak zatwardziały komunista. to więzień się nie połapał. „A co ja z nim mogę zrobić?”. Zasada była taka. Spotkałem go kiedyś na Plantach. czy ty się przyznasz. a potem postanawiał się przyznać do tego..in. wypiskę. Zwłaszcza że ubecy nie mówili mu na przesłuchaniu świeżych opowieści. już po 1989 roku. m. W „normalnych” celach. A potem Godula szedł. co jakiś czas pod innym nazwiskiem. w tym swoim łajdactwie. który jeszcze nie wiedział. Kręcioch: Agenci celni byli nie tylko „na getcie”.. tylko dawniejsze. który był tak dobry. Agent celny namawiał współwięźnia: „Stary. żeby ukryć coś innego. Miał na imię Zygmunt. Nie szedł już w zaparte. kto jest kim w więzieniu: „Wychowawca zaprowadzi was do biblioteki”. to co dopiero. gdy idzie o sprawy zasadnicze!”. ale po latach trochę się uzbierało. Czyli poszukiwał też wyższych wartości w tym. żeby to nie budziło podejrzeń u innych. to nie ma dla nas żadnego znaczenia. więc nie miał wyrzutów sumienia. Bo my i tak o tobie wszystko wiemy. warunkowe zwolnienie oraz wszelakie ulgi w więzieniu: paczki. Kręcioch: Klawisz Godula „na getcie” współpracował z esbekami. Tam już następowało rozluźnienie i wtedy mogli się jeszcze czegoś dowiedzieć. tzw. Miał szczególny dar. o subkulturach więziennych. Tłumaczył sobie. na którego kablował. że był zabierany przez esbeków na Mogilską. jak „beton”. W pełni utożsamiał się z tymi. I przesłuchiwany myślał. którym służył.. wręcz śmiesznie niskie stawki. na Monte. Takie szczegóły mu mówili. czyli możliwość kupna papierosów czy herbaty. wyciągał grypsy z butów i dawał esbekom. bo takich drobiazgów się nie pamięta.”. że on znajdował się nagle na wolności (bo go nieoczekiwanie spotkałem na Rynku)! Równocześnie miał jakieś inklinacje malarskie i potem. My cię już od lat obserwujemy. jak to było inteligentnie zrobione. co robił. Ciągle wracał do więzienia. Mówił. Brnął coraz głębiej… Kapusie za donoszenie mieli różne nagrody. to przychodził ubek jako ksiądz. wyślij gryps!”. widzenia. Widywałem go przez całe lata 80. jak będziesz wystawiał buty na noc przed celę”. bo był im potrzebny na Monte. Najpierw chciał zorientować się. Godula mówił do nowego więźnia. Siedział tam długo. to mówili mu tak: „Słuchaj! To. co oni właściwie wiedzą. to przychodził do celi ubek i mówił: „Jestem psychologiem”. No i przede wszystkim w banku na koncie rosła odpowiednia kwota pieniędzy za to donoszenie. żeby wydobywać informacje od więźniów. na innych oddziałach też byli kapusie. że ten opozycjonista. A potem wracał „na getto”. Być może starali się go szybko zamknąć za byle co. Były też okresy. żeby w każdej celi był jeden przynajmniej pewny człowiek. a nie funkcjonariusz... I taki więzień sobie myślał: „Jak oni o mnie takie rzeczy wiedzą. znalazł się na IV oddziale i tam malował takie przejaskrawione obrazy. A kiedyś pamię- .. że oni wszystko wiedzą. czy nie. po kilku latach. poprosił o księdza. Zwłaszcza. Esbek brał nowego więźnia do biblioteki i próbował od niego coś wyciągnąć. Szaszkiewicz: Ponadto SB robiła tam takie numery. Szaszkiewicz: Był „na getcie” jeden gość szczególnie sprytny. Popatrz! Byłeś na wakacjach w zeszłym roku nad morzem u cioci i na jakąś babę wylało się wino. Nieduża. I zmieniał taktykę. że to wrogowie opanowali Polskę. A to wszystko było wtedy reglamentowane. aby uniknąć dekonspiracji. Kręcioch: Wiem o jednym agencie celnym. To był na pewno więzień. że jak więzień prosił o kontakt z psychologiem. straszne knoty. Słyszałem na przykład o takim numerze.344 Rozdział III – Lato o nim zbierali i jak brali go na przesłuchanie. Musiał tylko odpowiednio manewrować. że sam to mówił wcześniej w celi. tylko usiłował z nimi coś ugrać. Ale pewnie ci agenci celni w „zwykłych” celach donosili też na politycznych. „Włóż go do buta. co już i tak wiedzą. to wróg narodu.

„Na getcie” była taka izolacja. psycholog fałszywy. Ja o tym kompletnie nic nie mogę powiedzieć. gdzie strażnik wypełniał specjalną obiegówkę. kontaktu z kimkolwiek poza śledczym i kilkoma wyselekcjonowanymi klawiszami. Szaszkiewicz: Więzień „na getcie” miał małe szanse wyjścia z tego zwycięsko. A przeżywał przecież różne rozterki.. kazali mi ubrać bieliznę więzienną. na trzecim piętrze). Tadeusz Katolik. czego dotyczył ten wycięty . Nie było widzeń. *** 30 czerwca 1982 roku Marek Bik i Witold Toś zostali przewiezieni do aresztu przy ul. która znajdowała się na tzw.Na Monte 345 tam. Jeżeli tak było. Gdy później byłem już na III oddziale. którą widziałem „na getcie”. To było gdzieś w 1982 lub 1983 roku. Niech pan z nim pogada. Dostałem pościel i inne przedmioty niezbędne w więzieniu. Marka Bika i Witolda Tosia i – jak wynika z dekretacji na meldunkach agentów celnych – dobrze orientował się w metodach pracy stosowanych przez SB w „getcie”: Nie pracowałem nigdy na Monte. Niech pan rozmawia z moimi szefami. jak opróżnili cele na piątym oddziale (czyli tym na najwyższym. gdzie człowiek był otoczony wrogami przez 24 godziny na dobę.. Kuliś polecił: Uzgodnić z Wydziałem Śledczym zabezpieczenie ich poprzez agenturę celną. Montelupich. że na biurku obok leżała teczka z imieniem i nazwiskiem „Stanisław Handzlik”. Wszystkie rzeczy osobiste (portfel. W klatce zwanej „tygrysówą” (o podobnej powierzchni jak winda) należało rozebrać się do naga. którzy prowadzili prace operacyjną na Monte. że jest poza ich zasięgiem.. W ten sposób dowiedziałem się. Poza tym więzień „na getcie” był cały czas izolowany od świata zewnętrznego.. klucze) musiałem oddać do depozytu. że poszedłem tam w ogóle do roboty. Odszukaliśmy żyjących jeszcze funkcjonariuszy SB. sprawdziłem tę samą gazetę. musiał mieć chwile słabości. którą później wkładał do mojej teczki. że na tych wyższych piętrach łatwo było się zorientować. najgorsze czekało go właśnie tutaj. kpt. co będą z nią wyrabiać. że Handzlik. A tak naprawdę.. listów. co teraz wiemy. Żałuję. Marek Bik: Na Monte nas rozdzieli. ale psychicznie było to bardzo trudne w więzieniu. Mój przyjaciel. że to był stracony czas. Leszek Szczepkowicz. I wtedy uważało się na to. to wszystko było robione u Tadka Katolika. Kątem oka zauważyłem. Witka wzięli do celi przejściowej. wyprowadzili ludzi na spacer i zainstalowali tam podsłuch – takie było przekonanie wśród funkcjonariuszy więziennych. siedzi. przy czym uzyskane informacje będą wykorzystane do dalszego rozpracowania struktury KPN i osób działających na jej rzecz. Człowiek wracał z przesłuchania do celi i myślał. który pod nieobecność Zbigniewa Ziobry kierował „gettem”: Ma pan tam naczelników więzienia – niech pan z nimi rozmawia. Wymazałem te sprawy z pamięci kompletnie! Doszedłem do wniosku. Ksiądz fałszywy. co się mówi w celi przy takiej osobie. że nawet partyjna „Gazeta Krakowska” miała powycinane przez więzienną cenzurę artykuły. W planie czynności operacyjno-śledczych z 7 lipca 1982 r. Zwłaszcza że ubecy na przykład zatrzymywali jego żonę i opowiadali mu. Na Monte umieścili mnie najpierw w celi nr 118. Nie pamiętam żadnej gry grypsami. którego znałem. Byłem ciekaw. Tadek Katolik może powiedzieć więcej.. że najgorsze minęło. kto jest „ucho”. Piotr Szatkowski. że dzieckiem nie będzie miał kto się opiekować. Mówiło się w konspiracji. gdyby wiedział to wszystko. Do depozytu trafiła też moja bielizna. który przesłuchiwał więzionych w „getcie” konfederatów. Miałby większe. getcie. chyba tylko wtedy. Ja wielu rzeczy już nie pamiętam. a mnie od razu do punktu przyjęć. żeby nie gadać nigdy nic nikomu. mówił.

Dyżurek w tej części „getta” było kilka. że pobyt w więzieniu to jest jakby drugie życie. Była to też swoista nobilitacja więźnia. bo niewielu na Monte dostępowało tego zaszczytu. że wycięto informację o zatrzymaniu Handzlika. że przed otwarciem jakiejkolwiek kraty wewnątrz tego oddziału. gdy już trafił na zwykły oddział. w których siedziały osoby skazane na karę śmierci i oczekiwały na egzekucję. to pobyt w „getcie” należałoby określić jako trzecie życie. kolejne dwa pomieszczenia to były pokoje. Przed kratą w 1982 r. Po drugiej – sześć cel. następnie ścianą z ocynkowanej blachy (w tej ścianie były drzwi z wizjerem). Pierwsze pomieszczenie po prawej to był. aby nie dopuścić do kontaktu między nimi. od strony bocznej klatki schodowej). które wyglądały jak dyżurki. przy którym były drzwi do 13 cel po dwóch stronach korytarza: południowej i północnej. że prowadzi więźnia. Następnie była krata i wchodziło się na korytarz. „Getto” oddzielone była od klatki schodowej kratą. Po jednej stronie – sześć cel. Ta sama procedura obowiązywała przy wyprowadzaniu na spacer i przy powrocie ze spaceru. prowadzący więźnia klawisz uderzał kluczem kilka razy o metalowy pręt kraty. pokój przesłuchań. była jeszcze blacha. Innym świadectwem izolacji było to. Zaraz za nią znajdowały się pomieszczenia nie będące celami. w których Sekcja Operacyjna Wydziału Śledczego prowadziła pracę przy pomocy podsłuchów i agentury celnej. Okazało się. informując w ten sposób innych klawiszy o tym. W celach od strony północnej siedzieli – jak się później dowiedziałem – skazani z wyrokami śmierci. Fot.346 Rozdział III – Lato artykuł. a metr dalej była znowu krata. Za nią znajdowało się 12 cel. Było ich tam pełno. gdy wprowadzono stan wo Areszt śledczy przy Montelupich – korytarz „getta” (widok obecny. Grzegorz Hajduk . Jeżeli mówi się nieraz. bo 13 grudnia 1981. jak się potem okazało. siedem z jednej i sześć z drugiej (plus jedna cela przerobiona na łaźnię). To był dla nich sygnał. że należy schować innego prowadzonego więźnia.

można było zabrać ubranie i ubrać się. Do tego był zjełczały. Zbudowana była chyba na początku stanu wojennego. 6 rano. Pachniała świeżością. Łaźnia w „getcie” była elegancka. jak czterech funkcjonariuszy wynosiło kogoś z celi naprzeciwko w kocu. widziałem. czy nie jest nadpiłowana. Podobno to były zapasy wojskowe. Marian Stach i Kazimierz Kowalówka z KPN i z „Solidarności” oraz Staszek Handzlik czy Zbigniew Fijak z „Solidarności”). Ta w podziemiach pamiętała chyba czasy gestapo – drewniane pomosty na betonowej wylewce. póki głodował). które po pół roku wojsko wymieniało. Aby dostać się do kraty. robił się cały żółty i trafiał do szpitala. Po dźwięku poznawał. że widziałem. półmrok i ze 30 pryszniców pociąganych za sznurki. że drzwi się otwierały. Około ósmej było śniadanie. Do tej łaźni zawsze chodziłem sam. Strażnik codziennie sprawdzał kratę. w lipcu. która znajdowała się w podziemiach. Było w nich zakratowane okno. ja i – jak się potem okazało – także Witek Toś. Zaczęto ponownie wieszać w 1983 roku. który prowadził długą głodówkę. A w więzieniu panicznie wszyscy się bali tego wirusowego zapalenia wątroby typu B. Współwięzień mi później opowiedział. Wynoszono go do łaźni. że to dobry chleb. uderzając w nią specjalnym młotkiem na długim trzonku. żeby go nie powiesili (nie mogli tego zrobić. jak z kawałka margaryny więźniowie potrafili sobie wyhodować „mechaniczną żółtaczkę”. kiedy stan wojenny zawieszono. wysoko pod sufitem. Nie było noży. Dolna to „szuflada”. Z więźniami skazanymi na karę śmierci nie miałem bezpośredniego kontaktu. Po prostu po kilku dniach „hodowli” więzień zjadał tę margarynę. niedostępnej dla „zwykłych” więźniów). Dostawało się na cały dzień jeden chleb na dwie osoby. wmurowane w ścianę. Do picia dawali kawę zbożową czarną lub herbatę (albo raczej popłuczyny po herbacie. łącznie z drzwiami mojej celi. Liczyłem zakratowane bramy i drzwi. W celach od strony południowej siedzieli rozpracowywani (w tym czasie byłem to m. Potem była poranna toaleta (zlew z zimną wodą był w celi). Do tej łaźni chodziły całe cele kilkunastoosobowe lub ponaddwudziestoosobowe. Apel wyglądał w ten sposób. szynę (wywijało się prześcieradło na zakładkę w taki sposób. aby trafić na oddział szpitalny. W porównaniu do łaźni. Na końcu korytarza była kolejna krata. strażnik musiał stanąć na taborecie. śmierdzące. w celi musiała się palić żarówka. Jan Pacula. żeby go umyć. a za nią schody. Obecnych – dwóch”. Koc musiał być naciągnięty. Prycze w celi były piętrowe. Pobudka ok. którym wychodziła para na zewnątrz. . stawał w nich oficer dyżurny i klawisz. Monte miało własną piekarnię. tak jakby to były zwłoki. które wiodły na spacernik (więźniowie z „getta” korzystali z odrębnej klatki schodowej. Raz jednak. Plan dnia w „getcie” był następujący. czyli zakaźnej żółtaczki. dzięki czemu klawisz poznawał. obrzydliwe). to i tak było zasłonięte trzema blendami z ocynkowanej blachy i nawet w ciągu dnia. czy to żółtaczka mechaniczna. najwyższa – „jaskóła”. czy ktoś w ciągu dnia nie siedział albo nie leżał na łóżku (nie wolno było tego robić od apelu porannego do apelu wieczornego). Cele w „getcie” były trzyosobowe. Mimo że okno było tak wysoko. Klawisz otwierał celę.Na Monte 347 jenny. że z obu stron koca były białe „szyny”). Margaryna była tak obrzydliwa. gdy lipo mojej celi było odsłonięte. Łóżko ścieliło się w tzw.in. Jeden z więźniów meldował: „Stan celi – dwóch. Budził nas dzwonek na korytarzu. które dzieliły moją celę od wolności. ale czasami się trafiało w nim na jakieś śmieci. Naliczyłem ich osiem. że to był jakiś zabójca milicjanta w Gliwicach. czy zakaźna (typu B). małe okienko. żółty smalec albo margaryna. Był w niej tylko prysznic i umywalka. łaźnia w „getcie” była naprawdę luksusowa. więc chleb kroiło się zaostrzonym trzonkiem łyżki. Bez badań nie można było stwierdzić. to Jaruzelski ogłosił moratorium na wykonywanie kary śmierci. więc mówiono.

Grzegorz Hajduk . „Masz szczęście. Grzegorz Hajduk Areszt śledczy przy Montelupich – widok przez lipo do celi „na getcie”. W 1982 w tej celi siedziało wielu więźniów politycznych – działaczy Solidarności i KPN.348 Rozdział III – Lato Areszt śledczy przy Montelupich – drzwi celi od wewnątrz. którzy byli rozpracowywani przez agenturę celną. Kot to seryjny morderca skazany na karę śmierci w 1968 roku. Fot. przez które strażnik mógł zajrzeć do celi. W latach 80. Grzegorz Hajduk Areszt śledczy przy Montelupich – drzwi celi nr 118 „na getcie” (od zewnątrz). Widać „lipo” oraz otwieraną klapę. Fot. Fot. nie było w otworze metalowej blachy z dziurkami. W tej celi siedział Karol Kot” – powiedział klawisz do Marka Bika. tylko gruba szyba.

prycze były trzypiętrowe. W latach 80. metra. Żartowaliśmy wtedy. aby wiedzieć. w których podawano jadłospis na następny dzień. Wolałem być głodny.in. To było wyczekiwanie. którego akurat nie przeczytałem w szkole. a przed apelem wieczornym. co jest na obiad. całego Wańkowicza. Pod tym względem w więzieniu było podobnie jak w biurze. Warto było zapamiętać. . Najlepsza była najniższa . Fot. zgodnie z powiedzeniem „obiad zjedzony. Potem nogami przesuwał książki do następnej celi.„szuflada”. prycze musiały być zaścielone „w szynę”. W latach 80. że pewnie wykoleił się gdzieś wagon z zapasami tych serków. gdzie np. Z tym. niż tknąć coś takiego. Czwarty rozkładał materac wprost na betonie („na sianku”). Za kącikiem sanitarnym znajdował się niewielki stolik oraz trzy taborety. było karane. Micha zupy i jakaś breja. Jako pierwsze wybrałem „Wesele” Wyspiańskiego. Na podłe jedzenie nie zwracałem uwagi. a leżenie na nich po rannym apelu. Po obiedzie. który wyglądał makabrycznie. m. na podłodze leżało 10 tytułów i można było sobie wybrać trzy. Najgorsza była najwyższa . Więźniowie na małej przestrzeni mogli siedzieć na taboretach lub spacerować pojedynczo na niewielkiej przestrzeni od okna do drzwi. a schodzenie polegało na zeskakiwaniu z wysokości. nie wiadomo kiedy i o której. Na przykład obrzydliwa breja na talerzu wg jadłospisu nazywała się „risotto z jarzynami”. Po obiedzie nie było żadnych zajęć..„jaskóła”. Spacernik był na dachu. jak to wykwintnie nazwać. że w celach było ciemno nawet w słoneczny dzień i od apelu do apelu świeciła u sufitu słaba żarówka. Można było słuchać radia przez radiowęzeł (zwykle transmitowano Program 1 Polskiego Radia) albo czytać książki. zamiast widocznej po prawej ścianki i drzwi przesuwnych oddzielających ubikację od reszty celi. w takiej celi trzymano często czterech więźniów. W latach 80. No i do obiadu czekało się na przesłuchanie (a przesłuchania nie odbywały się codziennie). gdzie po 16 następuje uspokojenie.Na Monte 349 Areszt śledczy przy Montelupich – wnętrze celi w getcie. Co wieczór były komunikaty przez „betoniarę” (czyli przez radiowęzeł). że siedzą w piwnicy.. Blindy w oknach powodowały.. W latach 80. że ciągle pospieszał: „Szybko. dzień zaliczony” była już tylko monotonia więzienna.. co było w więzieniu w Strzelinie. była tylko tafla pleksi o wysokości ok. szybko! Pospiesz się!”. Albo przez dwa tygodnie codziennie karmiono nas czarnym salcesonem. Otwierał drzwi. Stąd niektórzy mieli wrażenie. Grzegorz Hajduk Przed obiadem był jeszcze spacer. Obiad był wcześnie – koło 13-14. że mnie będą w areszcie jakoś specjalnie karmić. W więzieniu przeczytałem mnóstwo książek. przez tydzień na śniadanie był ser topiony i na kolacje też był ser topiony. Jedzenie na Monte oceniam jako nie najgorsze w porównaniu z tym. bo nie spodziewałem się. bo tam był największy zaduch. Książki dostarczał klawisz.

byli czasami złośliwi. tylko się uśmiechnął. że miałem podwójną zmianę i mogłem kombinować: np.20 metra. widzeń. dwie ścierki. którzy budzili szacunek. czyli dwie miski do jedzenia (płaską i głęboką) oraz „kuban” czyli kubek. a nie oddziałowy. trochę z nudów. że to żart. poduszkę. czy prześcieradło nie jest urwane. „Na getcie” były to zawsze nowe rzeczy. który otoczony był parawanem z pleksi o wysokości 1. Ponadto w więzieniu dostawało się aluminiową łyżkę. Pozostali mogli dostać rzeczywiście nowe rzeczy z metką (jeżeli dali więźniowi wydającemu te rzeczy paczkę papierosów) albo wyprane. Czasami te „nowe” ścierki były tak brudne. Platery myło się w zimnej wodzie i pucowało dwoma ścierkami. Był to element kącika parasanitarnego. Czaj można było też zagotować za pomocą żyletek (ale o te było trudniej w więzieniu. zwija się szczelnie. W więzieniu prześcieradło ma dodatkowe funkcje. Zrobiliśmy wtedy taki żart z Witkiem Tosiem (gdy już siedzieliśmy razem na III oddziale w celi 259 na Monte). które dawali do jedzenia). którzy wydawali bieliznę. bo za swoje niedoświadczenie lub nieuwagę trzeba było w więzieniu zawsze płacić jakąś cenę. przymocowanym do metalowego kątownika. Liczył drugi raz i też mu się nie zgadzało. to jej nie używałem. W nocy co godzinę zapalali światło. Chleb. paczek itp). gdy dali mi „nową” ścierkę mocno już zużytą.350 Rozdział III – Lato Kolacja była około 18. Najlepszej jakości rzeczy dostawali więźniowie. którzy byli np. ale używane już przez innych więźniów. że weszliśmy razem do jednego podkoszulka (ja stanąłem za Witkiem. że wolałem mieć dwa tygodnie tę samą „starą” ścierkę. którą kładło się na taboret. a ja ważyłem 60. Potem za papierosy załatwiłem sobie tak. Obdziera się jego skraj. kostka). aluminiowe „platery”. W specjalnym okienku wydawali „stare” rzeczy i dawali „nowe”. I dopiero jak wystawiłem głowę z tego podkoszulka. więc dobre mycie w więzieniu polegało zwykle na dobrym wycieraniu. a nie ciemnoziemistoszare. To samo buty. Układało się trzy zapałki na krzyż. robi się specjalną konstrukcję z taboretu i pustej puszki i powstaje tzw. Wieczorem wszystkie ubrania układało się w kostkę. żeby dostać ścierki białe. na platerach i na łyżce grawerowało się długopisem jakieś litery. Ponieważ był to oficer dyżurny. knot. kawałek smalcu. W ten sposób w platerze (czyli w aluminiowej misce do jedzenia) gotuje się wodę na czaj – mocny napar herbaty. podkoszulek i spodenki. bo można było dostać karę za cudze sprawki. to nie ukarał nas za to. bez oka albo „wydziarani” na twarzy. nasącza się tłuszczem (najczęściej tym obrzydliwym smalcem albo margaryną. kto ważył 150 kilo. gdy wydawali pościel w więzieniu. z metką. Dlatego. Obiady były zwykle bardzo tłuste. dwa koce. Na innych oddziałach było inaczej. to zorientował się. a więc tacy. Czasami trzeba się było o to wykłócać przy klawiszach z więźniami. którzy wydawali przydział. Jak klawisz był złośliwy to – gdy robili kipisz – za utargane prześcieradło można było dostać raport (kara więzienna polegająca na pozbawieniu korespondencji. zwana też „jaruzelem” (ubikacja). kawa albo herbata. tylko miałem drugą czystą. to trzeba było sprawdzić. W celi była „bardacha”. dwa prześcieradła. Ja wygrawerowałem sobie „KPN”. które dostawało się z przydziału co tydzień. W więzieniu raz w tygodniu dostawało się przydział osobisty – dwa ręczniki. bo on był wyższy). Około godziny 21 gasili światło przyciskiem. to mu wyszło. Ci. który dostaliśmy rano. Dlatego ważne było przy cotygodniowej wymianie przydziału pilnowanie. który był na korytarzu. Po kostce był apel. Potem. tak aby te blaszki czy żyletki się nie . Na przykład dostałem kiedyś bieliznę dla kogoś. bo żyletka to jest także broń i przedmiot służący do samouszkodzeń) albo z blaszek powycinanych z konserw. I jak klawisz liczył więźniów na apelu wieczornym. zapasową. a taboret wystawiało się na korytarz (tzw. albo „ze stopniem”. że jednego brakuje.

bo w metalowym prąd by poraził. ale w celi dał się podejść kapusiowi i jemu opowiedział ze szczegółami o naszej działalności. do każdej blaszki doprowadzało się przewód. bo wszyscy „siadali na fazę”. bo przez ramię zaglądał mu i czytał to. że to kapuś. Tomek. Był to numer milicyjny. blisko lampy przy suficie. że to pismo Tomka. że Tomek sypie. Zwłaszcza że kapuś w celi przekonywał mnie: „Tomek sypie. Kupczyk opowiadał mi tak drobiazgowe informacje. Piło się zwykle wieczorem. Wiedział na przykład dokładnie. gotowało się w szklanym naczyniu. tylko rozmawiali. gdzie lakier był odrapany – to było tzw. że Tomek sypie”. ale dałem numer telefonu. Ten wyjmował z teczki powoli różne przedmioty i między innymi wyjął plik kartek papieru zapisanego ręcznym pismem. Stąd kapuś znał tyle szczegółów i stąd gra bezpieki na to. Potem do słoika wsypywało się herbatę. Oczywiście. Mówił mi też. mimo że miał poważnie chorą na serce mamę . jak przekazywał klawiszowi informacje na kartce pod miską przy wydawaniu jedzenia. że „czaj lubi bajery” – więźniowie po wypiciu czaju długo nie spali. do czego Tomek rzekomo się przyznał. Rzeczywiście. że ten numer przekazano mi na wolności jako numer kontaktowy w razie wpadki. po wystawieniu „kostek”. bo słój z wodą trzeba było trzymać wysoko nad ziemią. co jest formalnie zabronione. Chyba chodziło . Wymagało to nie tylko umiejętności elektrycznych. wszystko się zgadzało. że będzie miał wkrótce sprawę w sądzie. po tym. *** Andrzej Fischer trafił „na getto” już 24 marca 1982 r. opowiadał bardzo szczegółowo. Szybko zorientowałem się. wiązało się to nicią. Czaj przygotowywało się przed apelem. gdy więźniowie zostawali w samej bieliźnie (czyli w spodenkach gimnastycznych i w podkoszulku z pieczątką „ZK”). Potem okazało się. na który miał zadzwonić i przekazać ustnie informację. Wtedy powstawała hydroliza. Gotowanie wody na czaj było zakazane. Zauważyłem. że żarówki świeciły słabiej. Powiedziałem. Poznałem. że bezpieka musiałaby mieć w piwnicy kamerę. ale także akrobatycznych. choć nie mogłem szczegółowo przeczytać tego. Potem zostałem wezwany na przesłuchanie do ubeka Dwuraźnego. poczucie uczestniczenia w czymś. niczego im nie powiedział. Na dodatek mówiło się. że siedział wcześniej z Tomkiem i że on się załamał i opisał bezpiece całą naszą działalność. Opowiadał. Fischer: Trzymali nas z Tomkiem Strutyńskim najpierw na Mogilskiej. na oddział II. które miały przekazać MO informacje w sprawie jakiegoś przestępstwa. aby zasugerować mi. kiedy ktoś robił czaj. Kupczyk miał znać treść tych jego zeznań. Numer wziąłem z gazety. Daj mi jakiś kontakt. Z drugiej strony był to cały rytuał. Znaczenie gotowania czaju było podwójne. Przydały mi się moje doświadczenia z pierwszej wpadki [zob. W celi miałem najpierw jednego współwięźnia. Jeden przewód doprowadzało się do górnego łóżka metalowego (w miejscu. Mówił. podany dla osób.Na Monte 351 stykały. zero) i to wszystko podłączało się do lampy przy suficie (trzeba było znaleźć odsłonięty przewód). to ostrzegę ludzi. ale klawisze to tolerowali. Powstawała taka smolista. Nie dałem mu grypsu. że kazali Tomkowi napisać swój szczegółowy życiorys i właśnie pierwszą stroną tego pliku kartek był życiorys Tomka. Nieraz w celi aż się robiło ciemno. Widać było. to dostanie wyrok w zawiasach. Człowiek był podekscytowany. że jest z Komisji Krajowej „Solidarności”. gdzie leżały różne przedmioty w tej piwnicy. tom I]. aby znać takie szczegóły. zakręcało i zawijało szczelnie w koc. co tam było. nielegalne. a potem przewieźli na Monte. Przedstawił mi się jako Kupczyk czy Kucharczyk. co on napisał. Aby to potwierdzić. co oni już i tak wiedzą”. Potwierdź im to. gęsta ciecz. gdy jeszcze był prąd w celi. Odmawiałem jakichkolwiek zeznań. Z jednej strony powodował on odurzenie podobne do wypicia kilku mocnych kaw. to nie wyjdziesz z więzienia do śmierci. „Będę miał okazję przekazania grypsu na zewnątrz. Jak ty nie będziesz zeznawać. (cztery dni po zatrzymaniu 20 marca).

Siedziałem kolejno w celach: 118. którzy byli pracownikami Wytwórni Silników Wysokoprężnych. w swojej dyspozycji papierosy i herbatę. Innych więźniów nie przesłuchiwano tak często. nieprawdopodobne. rozpytać. Poza tym oni mieli zawsze. Była nim zapewne ta osoba.. które oni stosowali. Bił po piersiach i po głowie. czy to ja go oszukałem. 116 i 120. z Adamem Kramarczykiem) [Kramarczyk to jeden z zatrzymanych 25 stycznia 1982 roku po wpadce lokalu przy ul. bo obawiałem się o swoje życie. co było nietypowe. Potem przenieśli mnie na górne piętro. ale pierwszy raz w życiu zobaczyłem przysłowiowe gwiazdy przed oczami. Jeden z nich trafił do naszej celi i „mój” kapuś zaczął się do niego dobierać i ciągnąć go za język. Na drugi dzień rano Kupczyk rzucił się na mnie: „Sugerujesz. Jednak ich historie były niespójne. Załuski: Na Monte siedziałem najpierw „na getcie”. Wiedzieli. Długiej]. ale rewizja ta nie została uwzględniona]. Po pewnym czasie przywieźli do nas ludzi z ZNTK z Nowego Sącza. to powiedział z kwaśną miną: „Z tym telefonem to ktoś musiał cię zrobić w konia”. Moimi współwięźniami byli działacze „Solidarności” z Nowego Sącza. które było w celi. Tam w każdej celi był konfident. jako do politycznego. W więzieniu mówiło się. że zabił milicjanta. domagając się… 4 lat więzienia dla autora karykatury. Wtedy już nie próbowali mnie przesłuchiwać. Ciężko mnie pobił. W nocy usiłowałem ostrzec tego nowego więźnia przed Kupczykiem. Kiedy Kupczyk wrócił z rozprawy. Jednym ze sposób. Przez kilka pierwszych nocy nie spałem. który [17 grudnia 1981] na odwrocie dekretu o stanie wojennym namalował karykaturę Jaruzelskiego [którą następnie wywiesił w miejscu ogólnie dostępnym] i za to [już 14 stycznia 1982] dostał karę 1 roku więzienia (którą potem mu złagodzili za dobre sprawowanie do trzech kwartałów). aby mieć nową sprawę i przedłużyć sobie życie. internowanych wcześniej w Załężu. Ci wścibscy więźniowie byli codziennie przesłuchiwani. oraz z Andrychowa. którzy byli pracownikami Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego. czy to była prawda. Potem w czasie wydawania posiłku Kupczyk dał kartkę strażnikowi pod miską i zabrali mnie z tej celi. w których było 6 łóżek (po trzy po obu stronach). *** Andrzej Załuski trafił „ na getto” po aresztowaniu 13 kwietnia 1982 r. że zostało im niewiele życia i chcieli wykorzystać każdą chwilę. Siedziałem też z pracownikiem posterunku energetycznego z Mszany Dolnej. Ci ludzie skazani na karę śmierci byli bardzo pogodni. czy też może ktoś mnie oszukał. Pięściami i krzesłem. W każdym razie dał mi już spokój. który chciał wszystko wiedzieć. Cele były różnej wielkości. Potem okazało się. aby zdobyć sobie zaufanie. Nie wiem.352 Rozdział III – Lato o znalezienie świadka tego zdarzenia.in. bo nie było miejsca. W celi dwuosobowej było nas czterech. Były tam cele dwuosobowe. że to nieprawda i pobyt w tej celi wspominam bardzo miło. bez ograniczeń. Trafiłem na drugą stronę korytarza do kaesiaków. Do mnie. to nie można było na ziemi nawet rozprostować nóg w czasie spania. Taki brat-łata. że kaesiacy zabijają współwięźniów. ale były też cele. Widać nie był pewien. była taka niby konspiracja. którą rzekomo tworzyli „na getcie”. Nie . Kilka dni wcześniej siedzieli tam przywódcy „Solidarności” Gil i Nowak. Jeden mówił. odnosili się bardzo życzliwie. która starała się zaprzyjaźnić. Nazywał się Staszek Szendera [Prokurator zaskarżył ten wyrok do Sądu Najwyższego. Siedziałem z działaczami „Solidarności” (m. Nie straciłem przytomności. a w maju 1982 doszedł jeszcze jako piąty Andrzej Załuski. za co zostali skazani. Jej przejawem było porozumiewanie się między celami za pomocą stukania. ale nie wiem. Jak on przyszedł. ale ten to zauważył.. że ja jestem kapusiem! Ty skurwysynie!”. na normalny oddział.

Natomiast kilka razy byłem przesłuchiwany przez prokuratora Malinę. jak mnie przesłuchiwano. Może dlatego że cały czas udawałem ucznia szkoły średniej. Zdaje się. Po kilku dniach „przystojniak” wydał mi się podejrzany – ciągle wychodził niby na przesłuchania. że zaskarbiłem sobie w ten sposób sympatię innych więźniów. który włożył ją do ust. że jest więziennym fryzjerem i może przekazać dalej gryps. Czułem się więc nie tyle uczestnikiem. Trafiłem do celi z dwoma skazanymi na śmierć. W drugiej połowie kwietnia 1982 zostałem przeniesiony na górę na III oddział. Ja tej sytuacji nie pamiętam. że traktowali mnie jako urozmaicenie. a na jego miejsce trafił do naszej celi działacz „Solidarności” z Andrychowa – Arkadiusz Pyzio [Ur. co mogłoby dać SB jakąś wiedzę: „Andrzej! Wpadłem u Ciebie na kotle. ciężko ruszający się mężczyzna koło pięćdziesiątki. Ja tam trafiłem jako trzeci. pewnego rodzaju atrakcję. Te przesłuchania odbywały się na dole. że przyznawał się. jaką miał legendę. w pokoju przesłuchań. Przypuszczam.. gdzie było już dwóch więźniów. Ponadto miałem takie podejście do tej sytuacji. otyły. Potem ten sznurek zostaje przetrawiony. Zachowywał się jak osoba „nie z tego filmu”. nawet kapusiów. Nie pamiętam. Na górze spotkałem się z Andrzejem Fischerem. Tam już nie miałem ani jednego esbeckiego przesłuchania. A papierosy w więzieniu to była bardzo twarda waluta. jak się robi połyki sprężyn z łóżka. więc mnie specjalnie nie prześladowali. Starałem się być wobec wszystkich w celi przyjazny. za śpiewanie w celi pieśni patriotycznych. I wtedy więzień osiąga swój cel i trafia do szpitala. Być może wtedy Marek Bik słyszał. „na getto”. dosyć cherlawy. Napisałem więc jeden gryps do Andrzeja Załuskiego. Potem zabrali „fryzjera”. Początkowo byłem w celi przedostatniej od końca po prawej stronie. że nikogo nie znam. miał dietę. Należy je odpowiednio związać i połknąć.! Witek”. *** Witold Tukałło znalazł się w „getcie” po wpadce 14 kwietnia 1982 r. który miał ukryć samochód i za to mieli go zamknąć (szczupły. „Przystojniak” zwinął kartkę.Na Monte 353 pamiętam. w którym nie napisałem niczego. zdrowy „byczek”. koło trzydziestki. który znalazł się tam przez przypadek i twierdziłem. miał dużo papierosów.. Nie spotkałem się z żadną agresją z ich strony. Drugi mówił. 1947. Było to za karę. W kolejnej celi kapusiem był prawdopodobnie bardzo duży. Psychicznie takie nastawienie było bardzo pomocne. aby namawiali mnie do pisania grypsów.: Po kilku dniach od zatrzymania przewieźli mnie na Monte. niewysoki. „na getcie”. sprężyna się prostuje i przekłuwa żołądek. Opowiadali też. która miała go uwiarygodnić. Potem jeszcze na parę dni trafiłem na dół. Była to cela dwuosobowa. jak się robi zacierkę do oka. On już siedział w celi 203 czy 208. ile obserwatorem tych wydarzeń. które kupowałem w więzieniu na kartki. na zasadzie wzajemnego wspomagania się. rozmów. Należało zgnieść szkło z żarówki do postaci drobnego pyłu i zasypać tym proszkiem oko. Trzymaj się! Mama jest z Ciebie dumna! Jeszcze nie zginęła. Tam trafiłem „na getto”. W pierwszej celi kapusiem był chyba niby-kierowca z KRH. więc dzieliłem się papierosami. który miał już ślady na brzuchu po okaleczeniach – udawał kapeenowca. Nie paliłem. Opowiadali mi. jeżeli dobrze pamiętam – blondyn). Jeden – przystojniak. Dotknęło to kilka osób z naszego oddziału. że w normalnych czasach nie miałbym okazji tego wszystkiego obserwować. że jest więźniem kryminalnym. do celi kaesowców. Cały czas namawiał mnie do pisania grypsów. zachowań się ludzi. zafoliował i przekazał „fryzjerowi”. skazany później za druk i kolportaż bibuły na . Odnosiłem wrażenie.

bo ci nie odpowiem. bo jak żeście specjalnie zostawili rurkę w ścianie. Gdy w celi nie było „przystojniaka”. Zasada zaklął. zaczął mi opowiadać przez rurkę o swojej sprawie. Byłem tam już czwartym więźniem. gdy trafiłem do nowej celi. Powiedziałem mu wtedy: „Zamknij się! Ty masz kapusia w celi tego a tego. Tam były duże cele. On mnie posłuchał. Po tym. której to dotyczyło (nazywała się Kiecana. uznałem. który zabił całą swoją rodzinę. skuwali im ręce i nogi. które miałem dzień czy dwa przed jej aresztowaniem. I wzięli mnie z tej celi do „tygrysówy” po drugiej stronie korytarza. Po tygodniu pobytu w „tygrysówie” zabrali mnie na wyższe piętro. trochę żartując: „Niech szlag trafi taką rodzinę!”. Mniej więcej po dwóch tygodniach od czasu. aby to odwołał. Kiecanę w końcu puścili. bo ja tu mam śledztwo przez 24 godziny na dobę! Nie pytaj mnie o pierdoły. Gdy szedłem raz na przesłuchanie do Zasady. jak to powiedziałem do niego przez rurkę. W ten sposób zorientowałem się. Ewa jej nie spotkała osobiście. Gdy wyszedł na wolność. To był rolnik i wciąż pieprzył coś o jakiś zbożach. martwią się o ciebie”. jesteś kapuś!”. Nawet zgodził się na moje widzenie z Ewą. Rozmawialiśmy o sprawach rodziny. Byłem więc już spokojny. Już był kompletnym wariatem. krzyknęła: „Witek! Witek!” i pokazał mi ręką znak „V”. to odwołaj te zeznania. bo to mnie strasznie męczyło. Siedziałem w niej chyba tydzień. gdy „przystojniak” coraz bardziej nachalnie mnie wypytywał. powiedziałem mu: „Przestań mnie śledzić. to sobie pogadałem”. od dnia. na oddział piąty. Gdy Zasada prowadził mnie po tym widzeniu do celi (trzeba było przejść przez więzienne podwórko). Później Kiecana zaprosiła nas na uroczysty obiad do Andrychowa. I ja mam na pewno kapusia w celi!”. Dziewczyna. to Ewa. że zasypał jakąś dziewczynę. Mimo że przypuszczałem. Tam byłem sam w celi. przyszedł do mnie. który przyszedł na moje miejsce do poprzedniej celi. Nie był agresywny ani nachalny. Ten więzień. Namówiłem go. to się zrobił alarm jak skurczybyk! Po półgodzinie wpadli klawisze do celi razem ze śledczym z okrzykiem: „Pogadaliście!”.354 Rozdział III – Lato 2 lata więzienia]. Tymczasem do mojej pierwotnej celi trafił inny więzień. to Pyzio zwierzył mi się. Jednym z nich był znany mi ubek . Ewa tylko mi powiedziała: „Kuzyni. Przez rurkę rozmawiałem z jakimś wariatem z sąsiedniej celi. nie pamiętam imienia). co szpital więzienny. gdy trafiłem do tej celi. Współpracujesz z SB. który znajdował się w tym samym budynku. „Na getcie” przesłuchiwał mnie esbek Antoni Zasada. przy drzwiach na dodatkową klatkę schodową dla więźniów „getta”). Po pewnym czasie drzwi się otworzyły i klawisz zabrał mnie do celi obok (czyli ostatniej w korytarzu po prawej stronie. Siedzieliśmy w dwunastu. który znajdował się w „getcie” za kratą i przyglądali mi się. żebyś później nie miał wyrzutów sumienia!”. to ubecy stali w drzwiach pokoju. Widzenie było w obecności Zasady w pokoju. żeby można było podsłuchiwać więźniów. Mniej więcej po tygodni. że Marek Bik i Maciek Kuś są na wolności. Pyzio dostał dwa lata. gdy na kilka dni przewieźli tam Ewę. Potem mi dziękował. które osłaniały rury centralnego ogrzewania. Chyba specjalnie tak to zrobiono. że muszę jakoś mu pomóc. że nie wpadła drukarnia. Marek i Maciek. Byli tam głównie ludzie z „Solidarności” i jacyś młodociani sprawcy wypadków. „Jak cię wezmą na przesłuchanie. Wtedy rzucił się na mnie i zaczęliśmy się bić. Powiedziałem im: „Pogadaliśmy. działacz z „Solidarności”. zwolniono go w amnestii w 1983. że w celi jest podsłuch. A ja pokazałem jej zaciśniętą pięść. siedziała później w Myślenicach. która była już za kratą po drugiej stronie dziedzińca więziennego. Kilka miesięcy po moim zwolnieniu z więzienia przeczytałem w prasie. ale „kryminałki” na spacerniku powiedziały jej o niej. Sporo krat (w drzwiach i w oknie) robiło przygnębiające wrażenie. że go powiesili. Kaesiaków wyprowadzali osobno na spacernik. rozmawiałem z tym nowym więźniem przez rurki między celami.

Później mi powiedział. Tukałłą. że to jej przekazał i żebym się nie martwił. Zygmunt mnie zapytał: „Znacie się?”. co za Krzysztof (. Obok nich zauważyłem w tym pokoju aparaturę podsłuchową. Dokwaterowali go pierwszego dnia (30 czerwca 1982) wieczorem. Oto jego fragment: Wiadomo mi. gdzie pracuje w/w psycholog. Tukałło prosił mnie. mówiąc o warunkach bytowych i socjalnych.. Ja nie chciałem. jaki miał miejsce w tym ośrodku i represjach. Szaszkiewicz. gdybym miał rozmowę z psychologiem z Kobierzyna z Anną Piekarską. ale bardzo porządny człowiek. Niestety. a zamieszkały w tym czasie w Oświęcimiu). polegającą na wydawaniu ulotek i udzielaniu wywiadów dziennikarzom zachodnim. W. który wypytywał mnie o mój stan zdrowia i chciał mnie zabrać do szpitala więziennego. Odpowiedziałem: „Tak. że miał nieprzyjemności. który obecnie pracuje w szpitalu psychiatrycznym w Kobierzynie. który został aresztowany razem z W. który jest świadectwem pracy operacyjnej SB w stosunku do Witolda Tukałły.). który przedstawił mi się jako Tokarski – Wiesiek albo Zbyszek. że gdy kapuś w celi usiłował mnie „przesłuchać”. to wyłączał radio w celi. która ma pracować z w/w niewidomym. Jest to młody mężczyzna. Przez niego przekazałem Ewie informacje dotyczące spraw bytowych: żeby wzięła moją premię z pracy i zamówiła węgiel na zimę. Po powrocie podjął nielegalną pracę. jako psycholog. *** W aktach SOS „Kawiarze” zachował się dokument. On nam pomaga”. to mam jej przekazać słowa: „Żeby w/w niewidomy pozdrowił Krzysztofa od niego”. który mieszkał w bloku koło niego. Zwróciłem też uwagę. Ze słów W. jakie miały stosować oddziały ZOMO. Przyszedł też do mnie lekarz więzienny. że w/w Witold Tukałło. W „getcie” znałem jednego z klawiszy (nazywał się Kozioł) i przez niego miałem kontakt z domem. gdy był z w/w w Kobierzynie u jego koleżanki. Tukałły ulotki te miały być przechowywane w pracowni psychologicznej. gdyż ten miał mu dostarczać ulotki. brunetka. Tukałło miał kontakt z w/w członkiem. Nie wiem. którzy pracowali na Monte. Psycholog. W. Pomógł mi też dyrektor u mnie w pracy – Stanisław Maćkała (urodzony we Lwowie. gdyż Czyż miał skontrolować [prawdopodobnie chodziło o słowo – skonstruować] odbiornik specjalny do słuchania stacji zachodnich. mająca jedno dziecko. „Nie chcę iść do szpitala. będąc na wolności miał bliski kontakt z członkiem KPN. bo w domu wszystko jest w porządku. bo jak się siedzi w więzieniu. że traktował mnie ze zbyt dużym szacunkiem. Mnie zamurowało. Ponadto w/w niewidomy był bliskim kolegą Czyża. Przecież to jest esbek!”.. Po wprowadzeniu stanu wojennego był internowany w Załężu. o buncie. . jakie panują w Załężu. to się myśli o rodzinie – jak sobie radzą. Partyjny. bo ktoś doniósł. bo wszyscy ludzie. Dwa dni po moim zwolnieniu z więzienia przyszedł do mnie Zygmunt Łenyk z tym lekarzem.Na Monte 355 nazwiskiem Katolik. niewidomy. *** Marek Bik: W „getcie” siedziałem najpierw w celi z człowiekiem. mój przyjaciel. To mój przyjaciel. Tak powiedziałem. Jest to młoda kobieta zamężna.. Do wyroku mógł mi zgodnie z prawem wypłacać wynagrodzenie i skorzystał z tej możliwości. skąd został zwolniony dzięki Kościołowi. nie podano pseudonimu agenta celnego. Ostatnio otrzymał je na początku kwietnia br. na czym to miało polegać. Wszystko jest dobrze”. Nie wiem. Raz mnie odprowadzał do kraty i opowiadał mi później. Jest to wyciąg z informacji operacyjnej nr 173/82 z 10 maja 1982 roku. Jego żona pracowała ze mną na stopniu „Kościuszko”. wydawali mi się podejrzani: „Nie obawiaj się. Bardzo mi to pomogło.

że jest za dobrze! Zastanawiałem się. bez murowanego sufitu (tylko kraty). Jest to kilka cel połączonych w jedną. Przesłuchiwał mnie śledczy esbek – ppor. ani kolportażem ulotek. więźniowie z „getta” chodzili na spacer osobno poszczególnymi celami i używali bocznej klatki schodowej. Do KPN ani nie należałem. Również nigdy nikogo nie nawiałem do pracy konspiracyjnej. Nie zajmowałem się w tym czasie ani drukowaniem. ani nie należę. co się wydarzy. Wymiary spacernika: 15. Fot.. stanie na baczność 12 godzin? Nie było nawet groźby tortur. Również przed kwietniem br. ale przez cały pierwszy tydzień milczałem w celi. ani nie dawałem nikomu sprzętu do drukowania. Nie okazywał żadnych emocji.75 metra. Zadawałem sobie pytanie – jak to będzie wyglądać? Różne myśli kłębiły się po głowie. że w tym musi być jakiś podstęp. że ten sam Tokarski rozpracowywał także Mariana Stacha.5 na 3. nic takiego nie robiłem. Każdy zgrzyt zamka powodował u mnie niepokój. Szczepkowicz. tom I]. Z uwagi na izolację. Jego zadaniem było wyciąganie od nas informacji. bardzo młody facet. Marek Bik: Wyszliśmy – ja do celi. tylko że jemu podał inne nazwisko. światło w oczy do rana. Uznałem. Co to jest? Zastanowiło mnie to do tego stopnia. a drugi esbek. Z protokołu przesłuchania podejrzanego Marka Bika (2 lipca 1982. że uznałem. tak aby nie doszło do kontaktu z innymi więźniami. . Żyłem w stresie. siedzenie na nodze od krzesła.356 Rozdział III – Lato Areszt śledczy przy Montelupich – jeden ze spacerników znajdujących się na trzecim piętrze pawilonu więziennego w kształcie litery L (w dłuższym skrzydle). Jak to? A gdzie to wyrywanie paznokci? Gdzie ściskanie jąder szufladą. mówił mi. Sitoramka. Grzegorz Hajduk Później okazało się. Moje pierwsze przesłuchanie na Monte miałem dopiero po dwóch lub trzech dniach. żadnego zdenerwowania. Byłem zaskoczony. gdy jeden zarośnięty esbek z ryjem jak orangutan co chwila wpadał do pokoju i chciał mnie bić. on do domu. w okularkach. o co tu może chodzić? Pamiętałem wcześniejsze przesłuchanie przez SB na Batorego [zob. Nigdy nie drukowałem żadnych ulotek. godzina 13. Przez ten czas niecierpliwie czekałem na to.15): Od kwietnia 1982 przygotowywałem się przez cały czas do matury (…). która znajdowała się u mnie była niezdatna do użytku i zdekompletowana. o wyglądzie inteligenta. że to może teraz mnie zabierają.

pomimo że utrzymywał z nim kontakty. Przebywający ze mną w celi w dniu wczorajszym. Niektóre są podpisane „Hiszpan”. natomiast odpowiedź załączam do oświadczenia (.). znany nam już agent celny „Hiszpan”. Katolika.. rozpracowywał Witolda Tosia.). powierzchni mniej więcej jednego lub dwóch biletów tramwajowych. Fragment kolejnego donosu z tego samego dnia: [Witold Toś] postanowił napisać do Bika jeszcze jeden gryps. że ma gryps od Witka Tosia. Ten konfident nie tylko wyciągał informacje od współwięźnia. Jeżeli zaszłaby konieczność wcześniejszego zapoznania go z tymi materiałami. Oto fragmenty donosów z 2 i 4 lipca. do jakiej doszło w sprawie Grudniewicza. mówi. Wszystkie są napisane pismem maszynowym. ale także udzielał rad bezpiece. Wówczas Grudniewicza natychmiast przeniesiono do innej celi. że nie miał do niego zaufania... to należy to robić ostrożnie. sugerował dalsze metody śledcze. Można w jakiś sposób dać do zrozumienia. jak ma zeznawać (.. dopiero gdy Toś odejdzie z mojej celi. dopóki przebywa on ze mną w celi. prawdopodobnie przez por. tj. Uwaga! Raczej na pewno coś dojdzie. Po przeczytaniu Toś go spalił. Jako dowody mogą być wykorzystane. do czego może się M. że on się ze mną dogada i wszystko załatwi. że były przewodniczący Solidarności w ich zakładzie na niego zeznaje. w którym podaje. Ta uwaga prawdopodobnie spowodowana jest sytuacją. Należy na razie jeszcze zachowywać ostrożność przy przesłuchaniu.). W aktach wyłączonych z SOR „Konspiratorzy” zachowały się donosy „Hiszpana”. żeby nie obciążał go (Tosia).. niczym doświadczony oficer! Należy niezwłocznie zająć się Adamem Nowocieniem zatrudnionym w „Bonarce”. w sobotę postanowił napisać gryps do Bika. Prokurator wojskowy pokazał mu grypsy. Następnie odnośnie Z. bo otrzyma odpowiedź [rzekomo od Bika] na swój gryps. które dobrze pokazują naturę „Hiszpana”. W grypsie tym daje do zrozumienia Bikowi. zwinięta w rulon. Gryps to mała kartka papieru. Toś boi się wyraźnie jego. jak to uczynił Papież. *** Marek Bik: Gdzieś po tygodniu Tokarski powiedział mi. aby nie obciążał Łenyka. mimo że zachowane w postaci mikrofilmu są prawie nieczytelne – pewnie tylko dlatego przetrwały akcję niszczenia archiwów SB.Na Monte 357 że wszystko w porządku. Uwaga! Obydwa grypsy mogą być wykorzystane przy słuchaniu Papieża. należy tak postąpić. Fragmenty tych grypsów udało nam się odczytać.. Przedstawiając Tosiowi pewne informacje z mojego oświadczenia o działalności Komitetu Pomocy dla Uwięzionych. Bik przyznać. Napisanie grypsu spowodowałem przez napisanie grypsu [do Tosia] rzekomo ręką Bika. Już 5 lipca „Hiszpan” donosił o tym. zapisana drobnym tekstem. natomiast [przeciwko] Tosiowi – nie. Łenyka to prosi Bika.. W grypsie wyraźnie pisze Bikowi. że wyjaśnił o tym Nowocień (.. *** Tymczasem w sąsiedniej celi.). które ten wysyłał za pośrednictwem „Hiszpana” i doprowadził do dekonspiracji agenta. który je przyjmował. ale nie wiadomo. zawinięta folią przypaloną zapal- . To dziwne zachowanie śledczego wzmogło moją czujność. czy ręką „Hiszpana”. że nakłonił Tosia do pisania grypsów do osadzonego w innej celi Marka Bika. a czego nie ma mówić (.

że to on pisze. Sprawa stała się dla mnie jasna. Na wolności prowadziłem archiwum kapeenowskie. Marek Bik: Potem treść tych grypsów „od Witka” trochę się zmieniła. więc on musiał potem udawać.). jak i jego sprawy. To nie było pismo Witka. jak też [który] zajmował się bezpośrednio M. „Ale o niego mogę być spokojny. że nic nielegalnego razem nie robiliśmy. co jest nieprawdą. Zaznaczam. Tukałły.. gdyż w rozmowie wypowiadał się. komuś. Postanowiłem jednak udawać. tj. Łenyka. że coś z nim mam. *** Fragmenty donosu „Hiszpana” z 7 lipca: W tym grypsie Toś pisze do Bika. Moje odpowiedzi dla Witka foliowałem przy Tokarskim. że pisząc ręcznie na tekście do „Niepodległości” złamał zasady konspiracji. Także i te . Z tych 300 sztuk Bik przyznał. gdy nas wieźli na Monte! Zdrowy rozsądek też mi podpowiadał. Toś przyjmuje w przekonaniu. to przed oczami od razu stanęły mi odręczne życzenia Witka „Szczęść Boże drukarzom!”. aby mnie skłonić do tego. do drukowania wspólnie z Papieżem jednego numeru „Niepodległości” w nakładzie około 300 sztuk w mieszkaniu w Prokocimiu. co SB wiedziała na podstawie pierwszych zeznań Papieża. jak go dostałem) i żeby Witek powiedział prawdę. Uwaga! W momencie. który miałem przy sobie – nie pamiętam. że ja o niczym nie wiem (papier miałem z zeszytu 16-kartkowego. artykuły do „Niepodległości”. Ale mnie akurat to w więzieniu uratowało. to najpierw pragnę. że opiekował się synem swego kolegi. że dużo ten chłopak zrobił dla Solidarności oraz dla KPN. bym zaufał komuś nieznajomemu. jak Tukałło opowiadał mi.358 Rozdział III – Lato niczką (aby była szczelna tak. że zna W. gdy Toś będzie miał być słuchany.. żeby można było gryps ukryć w ustach. Odpisałem Witkowi. które potem przepisywano na matryce. Jest to konieczne! *** 8 lipca miało miejsce (na Monte) kolejne przesłuchanie Marka Bika przez ppor. to grypsy od Tosia. pomimo iż on w swojej szkole zajmował się werbowaniem uczniów do rozprowadzania ulotek (. Było tam napisane: „Musisz szybko ostrzec strukturę! Podaj szybko namiary na Korczyńskiego!”. a nawet połknąć. że po to mnie izolują w „getcie”. że wierzę. Bik przyznał się wówczas do tego. kogo zupełnie nie znałem. bez jego zniszczenia). które dawał mi Tokarski. Zeznał natomiast: Nie jest mi nic wiadomo na temat działalności Tosia w KPN. bo oni i tak wszystko wiedzą. kiedy był ze mną na celi. Bik (…). Tam gromadziłem np. ponieważ jest to człowiek znający bardzo dobrze Z. Najlepiej się przyznać”. I natychmiast poznałem. Na jednym z artykułów Witek Toś dopisał ręcznie „Szczęść Boże drukarzom!” Zwróciłem na to uwagę i zapamiętałem jego charakter pisma. Szczepkowicza. że miał zabrać ze sobą 50. cenzurują nawet partyjne gazety i nie pozwalają zobaczyć twarzy innych więźniów. aby funkcjonariusz prowadzący sprawę skontaktował się ze mną celem uzgodnienia niektórych aspektów dotyczących się samego Tosia. że nie zna W. Upominałem nawet Witka. tj. Bikiem – pomagał mu w przygotowaniu się do matury. Przypominam sobie. które miał rozdać znajomym. a poza tym nie tak się z nim umówiliśmy w suce. przy czym wypowiadał się. Nikomu nie przyjdzie do głowy. Tukałło. że nie zna treści moich grypsów. że grypsy. że grypsy pisane do Tosia niby ręką Bika. że to nie jego pismo! Teksty rzekomych grypsów od Witka brzmiały mniej więcej tak: „Powiedz wszystko. Dostałem ten gryps od Tosia (był starannie zafoliowany – Tokarski wyjął go z zębów czy z dupy – już nie pamiętam).

który na bieżąco informował członków KPN-u. wydane przez żonę Tosia. lecz – jeżeli posiada jakieś świeże materiały – to ma również przekazać temu czlowiekowi. z Krzyśkiem [chodzi o Krzysztofa Stolarczyka]. abym mógł w odpowiednim momencie wykorzystać sposobność. W odpowiednim momencie klient. znajduje się do dnia dzisiejszego. niemal codziennie zabierano mnie na przesłuchanie. W tym czasie. jak w grypsie. że nakłonił Tosia do napisania grypsów do ludzi z zewnątrz: [Witold Toś] postanowił nawiązać kontakt z ludźmi przebywającymi na wolności. to jest jeden z członków KPN.. ale mam nadzieję. tym bardziej że polecenie to przekazał – za pośrednictwem żony – sam Witek. gdyż [nieczytelne słowa. która nawiąże kontakt z żoną [nieczytelne słowo] sama [nieczytelne słowo. w jaki sposób ma skontaktować człowieka z Krzyśkiem. Jak się orientuję. Toś z nim wspólnie pracował. Toś powie. z tym jednak. [Konieczne jest] wykonanie spotkania z żoną Tosia. prawdopodobnie „wskaże”] hasło. gdyż posiadali człowieka pracującego na Mogilskiej. dając Krzyśkowi termin wykonania tego jeden tydzień. że „jest to sztywny chłopak. bo wówczas uzyska się materiały dowodowe przeciw Tosiowi. Odpowiedź miał Krzysztof dostarczyć przez człowieka. Najlepiej będzie. Zygmunta Łenyka (…). to „Krzysiek nigdy go nie zawiedzie”. Należy stosować się [do poleceń Tosia] tak. W liście dokładnie instruuje żonę. rozpowszechniał wrogie materiały na szkodę PRL. aby Krzyśkowi nakazała. aby skontaktować osobę. Za dużo nie mogę pytać. że go sypię”. że [w końcu] sam powie. bo może myśleć. w którym Toś [nieczytelne słowo. O to [nieczytelne słowo. gdy esbecy zapoznali się z donosem „Hiszpana” z 9 lipca: Co do informacji o krokach ze strony SB. Toś wypowiada się. który dostarczył mu gryps. a przy tym jednak trochę może być przestraszony. że nie wolno niczego pominąć. prawdopodobnie „każe żonie”]. W sumie było około 5 wymian grypsów między mną a „Witkiem”. na jego rozkaz wykonają wszystkie polecenia. że mógłby mi pomóc niby w ustaleniu faceta (podałem mu przy tym dane fikcyjne). . aby uzyskać od Tosia szerszych informacji. że to jest pewny człowiek. Krzysiek ten wykona każde polecenie. które ma później służyć przy kontakcie z Krzyśkiem. Prawdziwa bomba musiała wybuchnąć na Mogilskiej. to Toś częściowo opowiadał mi. Napisał dwa listy.). I tak opowiada. Ten pracownik na Mogilskiej. Uwaga! Koniecznie muszę wiedzieć. Jak sam Toś wypowiada się. Odnośnie jeszcze tego Krzyśka. Wówczas Toś oświadczył mi. Jeden do ob. że człowiek pracujący na Mogilskiej.Na Monte 359 grypsy nie przyniosły SB żadnego rezultatu. Dlatego Toś prosił mnie. aby nawiązał kontakt z człowiekiem z Mogilskiej. co to za człowiek o nazwisku Korczyński. Sprawa wygląda dobrze. Mówi.. Następny list jest dłuższy. to za wiele ich nie ma. prawdopodobnie „milczy”] z jakichś powodów. po moim aresztowaniu. jak do tej pory nie zawiódł organizacji. aby osoba. Więc podszedłem go w rozmowie. nie dała powodu do jakichś obaw. który ma spotkać się z Krzyśkiem (. która nawiąże kontakt z Krzyśkiem. Toś prosi żonę. jakie podejmuje SB przedsięwzięcia. I w tym momencie Toś napisał do Krzysztofa. która dostarczy te listy. to najmniej się obawiali. że Krzysiek. aby dostarczył nie tylko statut więźnia politycznego. że nie ma problemu. prawdopodobnie „mniej”] się boję. tj. *** W donosie z 8 lipca „Hiszpan” informuje. Jego ludzie. gdy osoba. by zlikwidować działalność KPN i innych organizacji.

co mówi Toś. pod każdym względem!!). jak też jego wygląd zewnętrzny. że [to] do niczego dobrego nie prowadzą takie metody. że Papież – „Czesław” sypie. lecz nie zgłosił się w umówionym terminie w kościele św. gdyż nie wiadomo było co ten „szmata” (ma na myśli Papieża) zezna.. że] w dniu. Przy tym mówi. że na razie nie jest tak prowadzona sprawa. Anny. że w dniu. Bika każe mu odmawiać składania jakichkolwiek wyjaśnień? Wydaje mi się. Odnośnie kanału na Mogilskiej Toś nawiązał w trakcie rozmowy. że Krzysiek będzie wiedział co zrobić z zawartością. Tischnera [To nie jest prawdziwa informacja. to [Toś powiedział. też adresowany jest do Krzysztofa (. Toś wyraźnie akcentuje. co ma dostarczyć grypsy – kto je będzie dostarczał. i tak: „Statut więźnia politycznego”. Krzysiek powiadomił mnie na czwarty dzień po aresztowaniu Papieża – „Czesława”. jak należy. aby ją rozegrać. musi dobrze znać wszystko. Opisuje. kiedy . to Toś twierdzi. jako jego rozkaz. Lecz tak nie powinno być. co ma Krzysztof mu dostarczyć. że śledczy mu nie każe składać zeznań? To lepiej dla niego (mam na myśli podejrzanego). że Krzysztof musi to wykonać. Dlatego należy przy kontaktowaniu się z tym Krzysztofem zachować pełną ostrożność. że za dużo nie powiedział (…). Odnośnie kanału informacyjnego na Mogilskiej. Bika. ponieważ pomimo że jest aresztowany nadal czuje się jako jego przełożony. druga kartka (mniejsza) o treści nawiązującej do załatwienia „kanałem z Mogilskiej” danych.. Papież miał przyjść na spotkanie z Tischnerem. że do oświadczenia załączam gryps [Tosia] do Krzyśka i tak: jeden gryps wielkości kartki z zeszytu. Po odkopaniu Toś twierdzi. Na tej podstawie ks. [dane te są] fikcyjne (M. jak najszybciej spowodował odkopanie torby z zawartością opisanych materiałów. gdyż wówczas po co mamy wydobywać materiały. Nadmieniam. mówiąc iż z tym człowiekiem miał bezpośredni kontakt właśnie Krzysiek. Uspokoili się. Sprawa jest warta. Między innymi w tonie rozkazującym musi dostarczyć wszystkie najnowsze materiały. Na przykład. Należy więc przy realizowaniu spotkań za pomocą grypsów pisanych do Krzyśka lub żony „Czeremcha” zachować ostrożność po linii rozeznania całej sprawy. Wówczas on tym bardziej ze mną na tematy sprawy nie będzie chciał rozmawiać. Nie do mnie zresztą należy opinia.). Prosi Krzysztofa w tym grypsie o jak najszybsze zorganizowanie następujących materiałów i dostarczenie je przez tego niby „Listonosza” (takie miano nadał Toś temu. że Papież został aresztowany (. ażeby Krzysztof po wyjściu żony Tosia.). „Natomiast konkretnie [o tym] co zeznał Papież. że wiadomość o aresztowaniu Papieża otrzymali od ks. którzy zaliczają się do czołowych działaczy KPN. Tischner doszedł do wniosku. było to na drugi dzień po aresztowaniu Papieża.360 Rozdział III – Lato Następny gryps. „Memoriał” pisany przez Moczulskiego Leszka do generała Jaruzelskiego. dlaczego funkcjonariusz Dwuraźny przesłuchujący M. że „człowiek z Mogilskiej” przekazywał konfederatom ważne informacje: Jeśli chodzi o aresztowanie Tosia. że Toś „Turnia” jest jednym z tych na terenie miasta Krakowa. Nie wiem. jakie tylko są obecnie przez nich wydawane. Dwa donosy z 11 lipca potwierdzają. [Nieczytelne słowa] Gdy tylko Krzysiek dał cynk o Papieżu. kiedy Krzysiek poinformował Tosia o tym.. jak taki człowiek mówi.. Dziadowczyk) – oraz mała karteczka zawierająca adres do pracy Krzyśka. wszyscy ludzie oczyścili mieszkania z kompromitujących materiałów. że źródłem informacji był pracownik KW MO]. W donosie z 10 lipca „Hiszpan” donosi także na jednego z esbeków z Wydziału Śledczego! Jeszcze raz podkreślam. Z kolejnych meldunków wynika. ponieważ mogą ulec zniszczeniu. Bo widzę. a także List do Józefa Glempa. czy zostanie to dobrze rozegrane. Między innymi powraca w tym grypsie. Papieża.

Z donosu z 24 lipca dowiadujemy się. w jaki sposób „Combi” uwiarygodnił się wobec Tosia: Moja legenda. umacniając w nim przekonanie. Pomimo tego zamknęli mnie. to rano w czasie pracy wyszedł na przepustkę i udał się do Krzyśka celem zorientowania się. Jest nim TW „Combi”. Krzysiek okazał zdziwienie. *** W aktach wyłączonych z SOR „Konspiratorzy” pojawiają się meldunki jeszcze jednego agenta. Nie spodziewałem się. Nawiązałem kontakt przypadkowy z grupą Grudniewicza i wraz z tą grupą zostałem aresztowany. że należy do organizacji opozycyjnej. kto to był. które zdobył „Hiszpan”. na które już się wcześniej powoływaliśmy. jak i z innymi ugrupowaniami w celu koordynacji działań politycznych oraz umożliwi szerszą działalność poligraficzną. celem tej gry było nakłonienie Tosia do podania namiarów bezpośrednio na „Korczyńskiego”. że kanał grypsowy z wolnością funkcjonuje sprawnie w obie strony. która dysponuje dużymi możliwościami materialnymi i która ma nawiązać współpracę z KPN. Wynika z nich. Kolejny meldunek TW „Combi” jest niedatowany i fragmentami zupełnie nieczytelny. że Toś. Meldunki „Combi” (w przeciwieństwie do meldunków „Hiszpana”) pisane są ręcznie i ich czytelność jest bardzo słaba. Dalej „Combi” zapewnia. Gdy wspomniałem Tosiowi o kserografie. Nakazano mi nawiązać kontakt z KPN z kierownictwem w celu przekazania […] czystych blankietów paszportowych i […] aparatów fotograficznych do dokonywania zdjęć z […] lub materiałów tajnych PZPR. „Combi” występuje jako TWC. ale z treści jego meldunków wynika. Toś obiecał to dokładnie opisać. że to tak szybko nastąpi. Prawdopodobnie „Combi” zastąpił w celi „Hiszpana”. Organizacja. „Gdy wróciłem [opowiedział Toś] rzeczywiście już czekano na mnie w zakładzie. „Combi” przekonał Tosia. Prawdopodobnie chodzi więc o agenta celnego. pokrywa się w dużej mierze z informacjami. że będziesz aresztowany”. Udało się je odczytać jedynie w części. który moja organizacja chce przekazać KPN. Jak się zaraz przekonamy. mówiąc do niego: „To ty jeszcze jesteś. o której donosi „Combi”. ma do mnie zaufanie. Nie wiadomo. wyposażając te grupy w odpowiedni sprzęt. „będący na kontakcie Wydziału Śledczego” (jak napisał kpt Andrzej Więckowski w uzupełnieniu do „Planu” z 31 lipca 1982). Dalej – mówi – byłem spokojny. Wynika stąd. dzięki grypsom. Powiedziałem. a nie trzy litery (TW a nie TWC). Jak wynika z odczytanych fragmentów. Wiedza. do której należę. Zawiera jednak kolejne cenne informacje o metodach stosowanych przez agenta SB.Na Monte 361 go aresztowano. „Combi” melduje: zgodnie z otrzymanymi instrukcjami prowadzę z Tosiem grę. jaką posługuję się w rozmowach z Tosiem brzmi: Przyjechałem do Krakowa z polecenia emigracyjnej organizacji popierającej wszelkie grupy opozycyjne w Polsce. poprzez podarowanie KPN-owi rzeczy przeze mnie przywiezionych chce współpracować z KPN. ten zapalił się do tej [propozycji] – dalsza część meldunku jest czytelna jedynie we fragmentach. że on również siedział w jednej celi z Tosiem. gdyż nie posiadałem nic kompromitującego mnie. które dostarczano Tosiowi. że SB fabrykowała jakieś grypsy z zewnątrz. bo wczoraj mi powiedział człowiek z Mogilskiej. jak wygląda sprawa. Poprzez współdziałanie [nieczytelny fragment] na rzecz KPN [nieczytelny fragment]. które wysyła i otrzymuje. Przy jego pseudonimie Więckowski podał tylko dwie. że muszę poznać strukturę organizacyjną oraz ideowo-polityczną KPN. jednak w dokumentach kasowych. Gdy zjawił się u niego. że „Combi” i Toś uzgadniali szczegóły współpracy KPN .

Jeżeli nie nastąpiły aresztowania wśród […] Tosia. Dwa – po doręczeniu tego grypsu […] Tosia. które Toś po przeanalizowaniu rzuca na papier. których Toś ostrzega. owa „legalizacja” miała przede wszystkim na celu ukrycie rzeczywistego źródła wiedzy operacyjnej SB o krakowskiej KPN (źródłem była agentura celna) przez potwierdzenie tych informacji w formie zaprotokołowanych zeznań podejrzanych. pod donosem „Hiszpana” z 11 lipca. Gąciarza. Efektem tego jest gryps Tosia do Krzyśka. że Papież ma kontakt z jakąś organizacja. Znałem ich tylko z widzenia.in. Uważam. to ostrzeżenie takie jest dla nich [b. Toś zeznał m. Dodatkowo SB uzyskiwała w ten sposób materiał procesowy. *** Polecenie mjr. Szczepkowicza. Prowadził je ppor. KW PZPR. a właściwie do „Swarożyca”. a zatem nie będzie im można niczego udowodnić. Szczepkowicz w obecności prokuratora wojskowego kpt. że nawet gdybym […] […] na wolności.. Jak można sądzić. którą później okazał się KPN. w którym Toś informuje go o przebiegu sobotniego przesłuchania i ostrzega ludzi o tym. . W rozmowie z Tosiem staram się. że ludzi swoich KPN ma w takich miejscach jak KW MO. Toś wierzy. Sugeruję mu niektóre sprawy przez rzucanie luźnych uwag. Raz – że ludzie. Potrzebę kontaktu z kierownictwem Obszaru II KPN umotywowałem tym.. z pracy w MKZ. skierowane było do ppor. a które mogą przekazać członkowie KPN mający do takich materiałów dostęp. Z kolei – meldował „Combi” – organizację moją interesują materiały kompromitujące PZPR […] […] i ZOMO.362 Rozdział III – Lato z nieistniejącą organizacją. Nogiecia. itd. który prowadził przesłuchania podejrzanych w sprawie drukarni przy Findera. że artykuł ten ukaże się w środkach masowego przekazu na Zachodzie. że ma on prawdopodobnie kontakty z którąś z nielegalnych organizacji oraz techniczne możliwości drukowania materiałów (…). co SB wie od Papieża o niektórych członkach KPN i zaleca ostrożność. która miała mieć możliwości przekazywania informacji do zachodnich mediów oraz miała dysponować własną siatką szpiegowską. które mogą być przydatne do ich wydrukowania (. nie obawiałbym się z nim spotkać. że jest to możliwe i jako przykład podaje. poczta. który mógł zostać wykorzystany w postępowaniu karnym. Bywając u Gośki.). cenne?] […] […] […] jest przekonany do mojej „legendy”. dotyczące „legalizacji grypsów”. są już dawno [poinformowani?] i ostrożni. aby wszelkie pomysły dotyczące przyszłej współpracy wychodziły od niego. Toś wierzy w możliwości mojej organizacji – napisał artykuł o KPN informujący o KPN jako partii politycznej i o działaniach KPN na polu propagandowo-ideowym. datowane na 13 lipca. Wiedziałem.: Podczas pierwszego przesłuchania nie znałem z nazwiska ani też z imienia Marka Bika i Stanisława Papieża. Wcześniej domyślałem się. Wysiłki SB przyniosły tylko częściowy efekt. powinna zostać przełamana bariera nieufności wobec osoby utrzymującej kontakt z KPN. Toś oświadcza. kilkakrotnie spotkałem Papieża i zorientowałem się. że nie możemy narażać ludzi posiadających olbrzymie możliwości techniczne i materialne na ryzyko kontaktu z osobami nieodpowiedzialnymi. że materiały te będą sygnowane przez KPN. W związku z tym postanowiłem opracować materiały. że gryps ten ma kapitalne znaczenie w wypadku prowadzenia dalszych kontaktów z KPN. Pierwsze przesłuchanie Witolda Tosia na Montelupich miało miejsce dopiero 13 lipca. Byli oni tam plakaciarzami (…).

niska szatynka. a także podał drugi pseudonim Tosia – „Konrad”. Elżbieta. dokładnego numeru nie znam. że ja. 21 lipca podał także informacje o akcji ekspropriacyjnej. W czasie tych przesłuchań Papież potwierdził SB swój pseudonim konspiracyjny – „Czesław” oraz pseudonim Tosia – „Turnia”. która we wcześniejszych zeznaniach . Bik nie potwierdził tych zeznań i podtrzymał w całości swoje wcześniejsze wyjaśnienia. którym przewodniczył Toś. opisał jej wygląd (około 20 lat. że to Toś utrzymywał kontakty z KAB. Papież podtrzymał swoje zeznania obciążające kolegów. Przyznał. W sprawie akcji ekspropriacyjnej „odwrócił role”. wysoki. szatyn. bo miałem praę społeczną w szkole i gdy przyszedłem na miejsce. obecnie chyba bym tam nie trafił). Można więc przypuszczać. 23 lipca ppor. Szczepkowicz przesłuchiwał Bika niemal 4 godziny. „Kruszyna” i Krzysiek mieliśmy obstawić to miejsce. średniego wzrostu. że jest już po akcji. a także przekazywał materiały do druku). że metoda przesłuchania.Na Monte 363 14 lipca ppor. przypisał Papieżowi rolę. 60-70 cm. Potwierdził pseudonim „Rita” oraz podał jej imię (Małgorzata). a Bik z osobą załatwioną przez siebie miał wejść i ukraść papier. byłem raz u niego z Tosiem. co wiem. „Rita”. Wyjaśnienia złożone przeze mnie są zgodne z prawdą. to kłamią. Miało to miejsce w kwietniu lub w maju br. zamieszkała w Łagiewnikach). W czasie tych męczących. polegała na wielokrotnym zadawaniu przesłuchiwanemu tych samych pytań i zmuszaniu go do wielokrotnego opowiadania od początku do końca tej samej historii. Podał także dane dotyczące innych członków KPN z grupy Tosia: pseudonim Krzysztofa – „Damian” (podał. które Papież podał wcześniej. czarny. 170 cm wzrostu. jako że zjawiłem się tylko ja i „Rita”. 15 lipca przeprowadzono konfrontację Bika z Papieżem oraz Tosia z Papieżem. że w Filmotechnice na ul. licealista. Szczepkowicz przesłuchał ponownie Bika: Powiedziałem już wszystko i nie mam nic do dodania. Na drugi termin spóźniłem się. długie jasne włosy. mieszka blisko Tosia na os. Całe to przedsięwzięcie był to pomysł Tosia i Bika. mającej na celu zdobycie papieru do drukowania: Podczas jednego ze spotkań. że był on łącznikiem Tosia i informował o spotkaniach. że u niej w domu odbywały się zebrania. które podał wcześniej „Hiszpan” lub też ich rozszerzenie czy uzupełnienie. który można bez problemu wynieść. że w marcu 1982 roku złożył przysięgę przed Tosiem i wtedy otrzymywał od niego zadania do wykonania. Protokoły z tych przesłuchań w dużej części zawierają te same informacje. była to tylko jedna akcja. studentka AGH) oraz podał jej dokładny adres przy ul. Z tego. raczej chudy. Toś powiedział. a ci podtrzymali swoją wersje wydarzeń. Ujejskiego. czytając mu fragmenty kolejnych zeznań Papieża. Krzyża leży papier. okazało się. Było go na wysokość ok. które go obciążały. Zaplanowaliśmy akcję w ten sposób. gdzie ono miało miejsce. Za pierwszym razem nie doszło do skutku. „Książę” (chyba ma na imię Wojciech. którą kierował Toś (SIP – Sekcja Informacji i Propagandy) a także podał informację. św. „Maks” (20-22 lata. ok. potwierdzając. która stosował Szczepkowicz. Jeżeli Papież lub Toś mówią co innego. który w przyszłym roku ma zdawać maturę). wielogodzinnych przesłuchań – jak można przypuszczać – esbek umiejętnie wykorzystywał wiedzę zdobytą przez „Hiszpana” i „Combi” na Monte i uzyskiwał od Papieża potwierdzenie na protokół informacji. Złotego Wieku. Równolegle trwały wielokrotne przesłuchania Papieża na Mogilskiej. innymi słowy można go ukraść bez żadnego ryzyka. Bik pokazywał mi u siebie w domu skradziony papier. w tej chwili nie pamiętam. tzn. Potwierdził nazwę komórki KPN. Odbyła się ona z pozytywnym skutkiem. która nosiła pseudonim „Kruszyna” (23-24 lata.

którą pokazano Papieżowi 28 lipca. o kim SB miała wówczas wiedzę. Ze składu TTKAB. SB . Z opisu zdjęć można się zorientować. Fot. wiedzieli tylko o Pyziku.364 Rozdział III – Lato Tablica z 24 zdjęciami.

Na Monte 365 .

366 Rozdział III – Lato .

− Myślisz. wśród których rozpoznał on m. Potem zrobili rewizję u mojego kolegi Kazimierza Kowalówki z MPK (który. Po 10 minutach – dzwonek do drzwi. którym miało być obalenia przemocą ustroju Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej w nielegalnej organizacji występującej pod nazwą „Konfederacja Polski Niepodległej”). W tym miejscu odczytano podejrzanemu fragment wyjaśnień złożonych przez St. „Maksa” (fotografia nr 4 przedstawiała Krzysztofa Kwiatkowskiego. gdy przypadkowo w pracy. A tak. że była u nich rewizja SB i że znaleźli u nich bibułę. nie było w tym dniu w pracy (pracowała też w Miejskiej Służbie Porządkowej – odpowiednik dzisiejszej Straży Miejskiej). gdyż jest to nierealne. Podejrzany wyjaśnia. Ja mu dawałem bibułę. Razem z nim siedział Marian Stach (członek „Solidarności” i KPN. a zakończony słowami „na wysokości około 60-70 cm”. Poszedłem do Filmotechniki i zobaczyłem jak jest złożony ten papier. 2 dekretu o stanie wojennym). kurwa. Gdyby mnie uprzedziła. W drzwiach stoi czterech facetów. Stach był oskarżony o kolportaż bibuły solidarnościowej (art. choć początkowo prokuratura postawiła mu także zarzut z art. a nie od razu zawiadamiać SB!]. która była siostrą jego żony. Nie brałem nigdy udziału w kradzieży papieru. bo początkowo usiłowano jego i mnie „podpiąć” pod KPN. *** Witold Toś siedział w tym czasie w celi nr 119. 123 kk (podjęcie – wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami – czynności przygotowawczych do urzeczywistnienia celu. znaleziona została bibuła solidarnościowa. Wcześniej. Papież nie rozpoznał na jednej z okazanych mu fotografii Ryszarda Pyzika. że wraz z dwoma kolegami z innych liceów w Krakowie skradli papier z Filmotechniki. Miałem papier u siebie w domu. Stach wpadł w banalny i głupi sposób. 128 par. Zapewniła mnie. Otwieram.in. Był to stary papier. zdaje się. Jej. z art. Kowalówka musiał dawać bibułę między innymi Halinie Bogusz. ps. 48 ust. Kowalówka miał chyba także bibułę kapeenowską.Na Monte 367 Papież przypisał jemu. po paru dniach przyszli do mnie. jego żona powiedziała mi. że nie powiedziała SB od kogo jej mąż brał bibułę. tak jak ja. Przyszliśmy na przeszukanie. że wiedzą o mnie. Marian Stach: Wszystko zaczęło się kilka dni wcześniej. − O co chodzi? − Służba Bezpieczeństwa. Papieżowi nigdy nie pokazywałem tego papieru. działał i w „Solidarności”. to bym dom „posprzątał”. ps. ktoś zajrzał do jej biurka i znalazł trefne materiały [Mamy kolejny przykład donosicielstwa „zwykłych” ludzi. pracownik HPR). „Maks”) oraz „Damiana” (fotografia nr 16 przedstawiała Krzysztofa Stolarczyka. byśmy powtórzyli to jeszcze raz. „Damian”). 1 w zw. gdzie łowił ryby). że nie będę brał udziału w tej kradzieży. − To na pewno pomyłka. Papieża w dniu 21 lipca br. a właściwie już po tej kradzieży proponował mi. po czym oświadczyłem Papieżowi. Papież powiedział mi kiedyś. i w KPN). który leżał od dawna u mnie w domu. Gdy byłem później w mieszkaniu Kowalówki (nie było go w domu – był na urlopie na Mazurach. zaczynający się od słów „Podczas jednego ze spotkań”. w szufladzie Haliny Bogusz. którą dostawałem od Józefa Polaka i od Henryka Kowala. prawdopodobnie od Michała Żurka. Była to bibuła solidarnościowa. żeśmy tu przyszli przez pomyłkę? Mylisz się! . Tymczasem na przesłuchaniu 28 lipca Papieżowi pokazano 24 fotografie. 6 sierpnia 1982 przed trzecią wróciłem z pracy. Przecież można było schować tę bibułę albo ją zniszczyć. z którym razem pracowali w MPK.

Kowalówka – rok i 6 miesięcy. Więc szybko zacząłem pisać gryps do Józefa Polaka.368 Rozdział III – Lato Siedzieli do 19. Mówił. dostarczyć do Józefa Polaka. Napisałem ten gryps i dałem go temu drugiemu więźniowi. jak mieliśmy 17-18 lat”. Jak tam poszedł.00). a Szadzińskiego. Siedziałem na oddziale II w celi nr 119 razem z Witkiem Tosiem oraz z jeszcze jednym więźniem. 5 września 1982 roku zatrzymany został Jan Szadziński. że było to 15 sierpnia 1982]. Relacja Mariana Stacha potwierdza. Relacja ta . Napisałem też gryps do Kazimierza z pretensjami. Tymczasem Kazimierz Kowalówka wrócił z urlopu i dostał zaraz wezwanie na Mogilską. Andrzeja Machela. głównie „Solidarności”. Za jego pośrednictwem Witek wysyłał grypsy poza więzienie. Postępowanie przeciwko Wajdzie umorzono z uwagi na brak dowodów. przyznałem się. Kowal. Henryka Kowala. Brałem ulotki od Józefa Polaka. Władysława Brzeskiego. co było napisane w tym grypsie. Pozdrawia cię. mniej więcej tej treści: „Józefie. kto mógł wynieść grypsy na zewnątrz. do którego miał zaufanie. Pracował chyba w pralni. a stamtąd na Monte [Stach trafił na Monte 13 sierpnia]. Po kilku dniach. to go zamknęli [Z dokumentów wynika. Sprawę Polaka połączono ze sprawą Paculi i innych. Gdy pisałem ten gryps. przez pośrednika. Kowalówka nie znał jednak jego nazwiska ani adresu. Dopiero jak przeszli do kuchni to znaleźli bibułę. który do niczego się nie przyznał – uniewinniono. Witek do tego drugiego więźnia miał pełne zaufanie. 8 czerwca 1983 roku Rada Państwa skorzystała z prawa łaski i skazanym na kary więzienia warunkowo zawiesiła resztę kary. Sprawy przeciwko pozostałym osobom aresztowanym w tej sprawie prokuratura umorzyła z braku dostatecznych dowodów. bo ten więzień miał kogoś. usłyszałem szmer pod drzwiami naszej celi i głos (nie wiem czyj). W grypsie było napisane mniej więcej tak: „Marian. a ponadto żona Mariana Stacha i kolektyw pracowniczy zakładu. już po kolacji. Z wnioskiem o prawo łaski wystąpili sami skazani. Na ławie oskarżonych zasiadł Stach. że nie powiedziałeś. Stanisława Wajdę. co robiliśmy razem. Władysława Smagałę. Prosi. ja i Kazimierz Kowalówka przebywamy na Monte. z którymi miałeś kontakt! Kazimierz”. I obaj zaczęli mnie namawiać. Wzięli mnie na Mogilską. Trzeba ostrzec człowieka!”. 29 sierpnia 1982 roku zatrzymano: Tadeusza Bagińskiego. Napisałem mniej więcej tak: „Szkoda. że braliśmy ulotki od kolejarza z Kozłówka. Józefa Polaka. który powiedział: „Marian! Masz gryps od kolegi Kazimierza. Ten gryps przeczytał Witek i ten drugi więzień. Wtedy ten drugi więzień poprosił klawisza: „Bądź pan tak dobry i nie gaś pan światła jeszcze przez 15 minut. Feliksa Rosenstraucha. Wyrok ogłoszono 3 grudnia 1982 roku. 20 września – Tadeusz Szyrszeń. Józef Tupta i Kazimierz Wiśniowski. Z Kazimierzem znaliśmy się od czasów szkolnych. w którym pracował Kazimierz Kowalówka. I klawisz zostawił nam światło na kwadrans. Kowalówka. To. Stach dostał 3 lata. który był pracownikiem PKP i mieszkał na Kozłówku. że Witold Toś pisał w więzieniu grypsy na zewnątrz i że wysyłał je za pomocą współwięźnia. Czuje się fatalnie. klawisz zgasił światło (była już 21. W efekcie SB schwytała jeszcze 12 osób. Ten drugi więzień wychodził każdego dnia na kilka godzin z celi. W pokojach nic nie znaleźli. Miałem z 500 sztuk różnych ulotek. Posprzątaj mieszkanie! Marian Stach”. Smagała i Wajda. że też jest z opozycji. który miał go. bo my tu mamy ważną sprawę. abyś mu odpisał”. To już było przygotowane na obchody 31 sierpnia. Kowal i Smagała – kary grzywny. to była prawda. abym jak najszybciej uprzedził tego człowieka. Ostrzeż tych ludzi.

Gdy przestał. że „ma dojście do Bujaka”. Czy esbecy pracujący w „getcie” mogli o tym nie wiedzieć? Leszek Szczepkowicz (esbek. W pierwszy wieczór powiedział coś bardzo głupiego. że oni mają do wykonania zadanie – mają wymusić na mnie informacje. że miał za zadanie mnie rozruszać i zmobilizować do gadania. Dla mnie wyglądał na faceta. ale dość fachowo. Jak długo jeszcze mam brać udział w tej „zabawie”? Wiedziałem. Przy tym nowym więźniu Tokarski zgrywał inteligenta. Wywróciłem się. Był to także konfident. aby nie było opuchlizny. który przesłuchiwał Bika na Monte) mówi dzisiaj: Nic nie wiedziałem o pobiciu Marka Bika. SB zdekonspirowała część siatki kolportażowej powiązanej z RKW Małopolska i aresztowała 14 osób. że dzięki współpracy z SB wyjdzie wcześniej? A Włodek miał język z knajacką naleciałością i miał typowy wygląd złodzieja. ale zastanawiałem się. że traciłem oddech i nie mogłem krzyczeć. Zaczął mnie okładać. których nie wymusił śledczy. Powiedział mianowicie. że usiłuje się na mnie w więzieniu wymusić przyznanie do winy za pomocą fałszywych grypsów. Na następny dzień klawisz wywołał Włodka. a ja współpracuję z prokuraturą.Na Monte 369 pokazuje także. Mówił. że je targam i niszczę). Cały czas musiałem kłamać. które sobie zatrzymałem (przy Włodku i Tokarskim udawałem. nie wypuszczali mnie na spacer ani nie brali na przesłuchanie do czasu. Czułem się wtedy jak w potrzasku. który załączyłem w liście do prokuratora. Rzucił się na mnie. Przez kilka dni. aż ślady pobicia zniknęły. Potem przyszedł klawisz i kazał się im obu pakować. jak wybrnąć z tej sytuacji. bo miał całe ręce pocięte od samouszkodzeń. Postanowiłem to przerwać. gdyby kombinacja esbecka z grypsami w pełni się powiodła. Podjąłem ją. że jestem konfidentem. Może zabił żonę i liczył. Skuliłem się. Na chwilę straciłem przytomność. Przyniósł mi też kolejny gryps. Przecież nie byłem z nim w celi! Ja go tylko przesłuchiwałem. o co chodzi. gdy byłem opuchnięty. trafiłem łukiem brwiowym w kant łóżka i rozbiłem okulary. coś. a ja odzyskałem przytomność. ale miał kościec inteligenta. to Tokarski zaczął mi robić zimne okłady na twarz. który przedstawił się jako „Włodek”. jakie mogły być rozmiary dekonspiracji w środowisku KPN w sytuacji. że muszę szybko działać. Psychicznie było to bardzo wyczerpujące. Po pewnym czasie Włodek wrócił z grypsem. wystawiłem wieczorem na taborecie przed celą. Napisałem list do prokuratora. . ale to były tego typu gadki. on mnie podniósł i dalej bił. Napisałem do prokuratora. to do naszej celi trafił jeszcze jeden więzień. *** Marek Bik nie był jedyną osobą pobitą w „getcie” przez zdemaskowanego agenta celnego. a ja jestem niewinny i nie wiem. Nie pamiętam dokładnie. Sądzę. bo on czegoś się dowiedział i przeze mnie inni wpadną. W wyniku braku dostatecznej czujności członków „Solidarności”. co od razu wzbudziło moją nieufność. Ich gra była dla mnie jasna. Ale byłem coraz bardziej zmęczony tą sytuacją. żeby nie było śladu. Uderzał w taki sposób. do którego załączyłem dwa grypsy „od Witka”. Zarzucił mi. bo on chce ratować KPN. To samo przecież spotkało innego licealistę – Andrzeja Fischera. który już długo siedział. w odklejonej kopercie (nie wolno było zaklejać listów z aresztu). ale był zupełnie niewiarygodny. jako korespondencję. *** Marek Bik: Gdy ta gra SB nie przyniosła w stosunku do mnie żadnego rezultatu. Kłamałem przed śledczym i kłamałem przed współwięźniami w celi. List.

czy rzeczywiście otworzą się drzwi i oni wpadną. niby do siebie. oni zawsze mówią. Podkręcał też atmosferę i mówił na przykład tak: „Ciekawe. za co siedzisz. Ppłk Chwiałkowski zupełnie mnie zignorował. a może pół godziny. Powiedział też: „Zaraz otworzą się drzwi. Po pobiciu skończyły się grypsy.. gdy już zniknęły ślady pobicia. ale usiłowano mnie złamać w inny sposób. W końcu trafiłem do prokuratora. Gdy klawisz wywołał mnie na przesłuchanie. Ja nikomu krzywdy nie zrobiłem. wydostały się do prokuratury wojskowej. Prokurator przyszedł dopiero po paru dniach [z akt postępowania doraźnego. widzę. nosił przetłuszczoną . W tym czasie otworzą się drzwi. Byłem zmęczony. Zawsze jestem daleki od takich spraw. Nie wszystko było tylko czarne. Ja wrócę i znajdę trupa. Cały czas wmawiałem sobie. Zrobiłem sobie notatki. że skoro strażnik współpracuje z konfidentami. ale tak. Powiedział. Udawałem. ale lepiej zrobisz. to szczegółowo mnie zrewidował. Nic się nie odzywał. Siedziałem na taborecie i też się nie odzywałem. który wyglądał trochę na podstarzałego hipisa. ale bez grypsów. *** Marek Bik: Potem się okazało. Pełna kultura. że mój list do prokuratora jednak doszedł. Gdy i ten sposób okazał się nieskuteczny. A to nie jest tak do końca prawda. że słyszałem: „O. to mogą tu w „getcie” zrobić ze mną. Dlatego mówię ci. Szukał. co zechcą. aby to się wszystko jak najszybciej skończyło. Jarmarczne występy i nic więcej! To była jedyna metoda obrony. Spodziewałem się jeszcze gorszych rzeczy niż pobicie. idź się lepiej przyznaj! Oni i tak wszystko wiedzą!”. Przedstawiał się jako Stasiak. Chciałem mu je odebrać i zaczęliśmy się szarpać. Teraz to wszyscy są bohaterami. przygotowałem się do rozmowy z nim. Po chwili otworzyło się lipo. miałem dość i chciałem. Zostałem sam w tej klitce. Miał włosy rude jak marchew. czy nie mam jeszcze schowanych innych grypsów. Nie rozumiem. tylko chodził tam i z powrotem. bo ty jesteś załamany. Byłem trochę otępiały. czy kogoś będą dzisiaj huśtać?” [Huśtanie w gwarze więziennej znaczyło egzekucję przez powieszenie]. Czy oni nie wrócą? Tego samego dnia do mojej celi wrzucili typa z zajęczą wargą. że nie chcieli. I powiem prawdę. aby mnie powiesić. wynika. przeniesiono mnie do celi nr 117. co się wydarzy po zgaszeniu światła. Kryminaliści to są kryminaliści. To mnie rozśmieszyło i uspokoiło. który kierował „gettem”): Nikogo nawet palcem nie tknąłem ani nikomu nie kazałem nikogo bić. W czasie tej szarpaniny zrzuciłem mu czapkę na ziemię. Klawisz mi powie – Do śledczego! Ja pójdę do pokoju przesłuchań. Zupełnie się rozluźniłem. Po jakimś czasie otworzyły się drzwi i klawisz wywołał mojego współtowarzysza: „Na przesłuchanie!”. jak wszystko im powiesz!”. że nie interesują go nasze wewnątrzwięzienne porachunki. Tam siedziałem ze starszym więźniem. czy tylko białe. Czekałem. Zrobią śledztwo. To trwało może trzy minuty. który miał fryzurę jak Bobby Charlton. W czasie procesu na sali sądowej już nic nie mówiłem o tej sprawie. że było to 11 sierpnia]. że patrzę w sufit.370 Rozdział III – Lato Tadeusz Katolik (esbek. jak ktoś może mieć do mnie pretensje.. Sami bohaterowie. Nie wiedziałem.. aby metody stosowane przez SB w „getcie”. wpadnie czterech klawiszy i powieszą cię na prześcieradle na kracie. spłaszczonym nosem i długimi włosami.. Nigdy na nikogo nawet głosu nie podniosłem w czasie przesłuchań. Miałem świadomość. Przypuszczam. że z tobą jest poważna sprawa! Idź się lepiej przyznaj! Mnie nie interesuje. bo w ogóle odmówiłem składania wyjaśnień. I tak przez cały dzień. W końcu on zaczął mówić nerwowo. że niewinnie zostali ukarani. Oni to robią w 15 sekund. dotyczących Bika i Tosia. że to są ich jarmarczne występy. Klawisz znalazł moje notatki i zabrał. czy nie. Zapytają mnie – Jak się zachowywał? Powiem im – Był załamany.

Znałem go. I mówił: „Nie ma sensu tu siedzieć. poza protokołem. Dostałem przez „przelotkę” informację od Witka (przelotka polegała na tym. Jednym słowem. bo ja jestem za mały. który wyglądał jak karykatura Żyda – chudy. a potem zapytał: „Długo znasz Witka?”. bo prosiłem ich. ale przed 13 grudnia. Witek pisał do mnie: „Nie przyznawaj się!”. Na wolności jest wszystko. Trochę sobie z nich jaja robiłem. że w ten sposób SB chciała przeprowadzić nieformalną konfrontacje między nami – chcieli wiedzieć. ale musi jeszcze coś napisać i do czegoś się przyznać prokuratorowi. czy się znamy. Mówił też. A oni chcą nam wmówić. On miał wtedy zakończenie śledztwa. Sądzę. abym się przyznał. Próbowali mnie zwerbować na paszport. Niechluj straszny. co piękne! Chcesz? Dam ci papier i pisz. do środka wkładało się gryps i przeciskało się wokół rury od centralnego ogrzewania do sąsiedniej celi). że zaraz wyjdzie na wolność. W celi czułem się kompletnie osaczony. Interesowała ich Kadrówka w 1981.. Przesłuchiwał mnie z reguły jeden i ten sam esbek – Szczepkowicz. Mówił. Pisz do śledczego! Pisz do śledczego!”. ale kątem oka go widziałem (a on mnie). Do dziś pamiętam. że był u adwokata. o swoich kochanych dzieciach i o tym. Ponieważ wymienił jego imię. to ja się zastanowię. Byłem już tak zmęczony tym ciągłym nagabywaniem. W końcu zaczęto mi odczytywać zeznania innych. czarny z garbatym nosem. że on tę drogę przyznania się wybrał. chciał mnie przekonać. że teraz popełniliśmy jakieś przestępstwo”. które mnie obciążały. buty „szpicory” na obcasach – przebój stanu wojennego wyrabiany przez szewców spod Kalwarii. że jest także z konspiracji. Miał książeczkę do nabożeństwa i ostentacyjnie się modlił. bo to źle wpływa na psychikę. do tego brązowy garnitur z bistoru. Mnie posadzono przy stoliku po jednej stronie. że robiło się rulon z gazety. Cały czas odmawiałem składania zeznań. że odmawiam składania zeznań.. Opowiadał. Siadał i dalej pisał. a swoją niewinność udowodni na sali sądowej. którego ja nie wymieniłem. że raz w czasie przesłuchania doszło do dziwnej sytuacji. Dawał do zrozumienia. Pokazywali mi jakieś zdjęcia z pierwszego Marszu. usiłowali mnie przesłuchiwać dwaj inni esbecy. Gdy już się zmęczył tym pisaniem i gadaniem. to mówił. mały. co wiem. Tam spotkałem człowieka. pisz i przyznaj się! Przyznaj się i będziesz miał wszystko z głowy. do prokuratora. Używał smalcu ze śniadania do układania tych włosów z przodu. żeby mi dali te zdjęcia do celi. że nie może mnie wtajemniczać. że działa w porozumieniu z adwokatem. Siadaj. W trakcie przesłuchania słyszałem strzępy przesłuchania przy drugim stoliku i doszedłem do wniosku. to się modlił. w sierpniu 1982. aby mógł mi to wszystko opowiedzieć. że go wrobili. Cały czas mówił o swojej kochanej żonie. a przy stoliku po drugiej stronie równocześnie przesłuchiwano inną osobę. że wyjście do śledczego odczuwałem jako odprężenie i kontakt ze światem zewnętrznym. kto na nich jest. Zdemaskowałem go jako konfidenta bardzo szybko. dbał wyłącznie o swoją zaczeskę. Pamiętam. W pokoju przesłuchań stoliki były ustawione przy jednej i przy drugiej ścianie (wchodziło się środkiem). Jak go zabierali z celi i wracał. Kusili mnie: „Wyjedzie pan za granice i zacznie nowe życie. Proponowali mi. Nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy. aby zakrywała mu łysinę. Nie można tak się męczyć. że osobą przesłuchiwaną musi być Załuski. A oni i tak wszystko wiedzą. abym ujawnił to. Siedzieliśmy bokiem do siebie.Na Monte 371 zaczeskę. Nikt nie będzie . tylko jest tak ważną postacią. Odpowiedziałem: „Za jakąś sprawę z Tosiem. Mój współwięzień chodził chwilę po celi. że kraina szczęśliwości jest na wyciągnięcie ręki – wystarczy tylko się przyznać. że miał powyciągany podkoszulek. którą cały czas poprawiał. Oprócz tych opowieści cały czas siedział i pisał: do żony. a nawet odmawiałem podpisu pod oświadczeniem. Raz. pojedzie na wakacje i że wolność jest piękna. Współwięzień zaczął mi zaglądać przez ramię i pytać: „Za co siedzisz?”. to miałem sprawę jasną – kolejny! Potem przenieśli mnie do celi nr 121. a w zamian dostanę paszport i zgodę na wyjazd do Stanów albo dokąd będę chciał.

372 Rozdział III – Lato wiedział. Po dwóch miesiącach w getcie skończyła się ta gra i 30 sierpnia 1982 roku przenieśli mnie na trzeci oddział. że esbek pokaja się i poprosi o wybaczenie. to nie można było wstać. nawet jak się pan dostanie na studia. że wygrałem z nimi potyczkę – mimo takiego specjalnego traktowania.in. którzy wyjeżdżali za granicę prosto z więzienia. czy z niego „drę łacha”. to pan studiów nie skończy. kwaśny smród papierosów przemieszany z oddechami ludzi. Czułem. Szczególnie perfidne metody prowadzenia śledztwa przeciwko Handzlikowi opisuje Paweł Smoleński: Krakowską „Solidarnością” zajmował się niezwykle gorliwy esbek [Chodzi o Kazimierza Kasprzyka. Opowiadała mi potem Wiesia Ciesielska. Okazało się. Najbardziej zdeterminowani tropiciele agentów nie oczekują. gdy byłem na oddziale II. ogromne przepełnienie aresztów śledczych. że na tzw. Zadawał pytania i badał. Też na Mogilskiej siedział ze mną inny – wielkie chłopisko. Stanisław Handzlik: W celi na Mogilskiej spotkałem Stasia Maciejewskiego. sugerując. życie pana będzie nieciekawe”. to uderzył mnie niesamowity smród – specyficzny. . że zna zasady wahadełka i że może rozpoznać. że współpracował z SB. Palmowskiego. że ma dobry kontakt z różnymi ludźmi i może coś przekazać. mówiło się. a kiedy kłamię. że wielu z nich było potem agentami wśród Polonii. Dzisiaj nikt nie może nakazać mu publicznego wyznania wszystkich niegodziwości. że to kapuś. Wymieniał różne nazwiska. bo wzięli go za Jasia Ciesielskiego. V krakowskiej SB]. a w tym czasie siedziało ich na Monte 1600-1800! Tłok był przeogromny. Ze mną zaczął od tego. m.. że w celi sześcioosobowej siedziało nas dziesięciu – czterech spało na podłodze.. Był uznawany za świetnego fachowca – drukarza. że pan nam coś ujawnił. Trochę z nim się zabawiałem i robiłem go w konia. przekażę”. że ją też podchodził. Jak podaje Paczkowski. Tak mi wywróżyli. On na mnie popatrzył. więzienie było przepełnione. W końcu powiedział: „Dobra. które mówiło mi. który był u mnie drukarzem w Hucie (z ZR wyrzucono go za pijaństwo). Jak pan odmówi. niczego się ode mnie nie dowiedzieli. jakbym wyszedł na wolność! Jak wszedłem do tej celi. Mówił. Niech chłopaki na wydziale zbudują rakietę zdalnie sterowaną i przypierdolą w Belweder. Jak się rozłożyło sienniki. ks. Pojemność mieliśmy 700-800 osób. to dostanie pan co najmniej rok. ludzie spali na betonie. Na Monte zdarzało się też. Jego relacja rozpoczyna się 25 czerwca 1982 roku. że wcześniej. bo nie wiedział. Trafiłem do celi nr 259. kiedy mówię prawdę. który znajdował się na trzecim piętrze. a w ogóle. trafił „na getto” Stanisław Handzlik. Potem patrzyłem dość podejrzliwie na tych. że został aresztowany. sianku. Po pobycie w „getcie” czułem się tam. że to prowokacja.. zwłaszcza na Górnym Śląsku. Przepełnienie było takie. Na spacerniku nie mogłem się od niego wprost uwolnić. zastępcę szefa Wydz. W końcu mu powiedziałem: „Mam pomysł na Jaruzelskiego. A były też przypadki przepełnienia sięgającego 250%! Wtedy zrozumiałem.. gdy Handzlik po kilkunastogodzinnym przesłuchaniu trafił do celi milicyjnego aresztu w KW MO. co na to wahadełko. zostałem potraktowany specjalnie – siedzieliśmy we dwóch w celi trzyosobowej! Zrozumiałem też. *** Dokładnie w tym samym czasie co Toś i Bik. Typowy numer. tak nudził. Przestrzegał mnie przed Maciejewskim. było wówczas normą w Polsce. Dziś się okazuje. Koniecznie chciał złapać kontakt na Janka Ciesielskiego. Kręcioch: W 1982 r. Nie załatwi tu nic żaden apel nowohuckich działaczy. że w celi 9-osobowej było 17 osób. Stary! Przejdziemy wszyscy do historii!”. czy zwariowałem.

czego należałoby się obawiać. posadzili przed weneckim lustrem.. to one mu się całkiem rozlazły. Leżałem na samej górze. Najpierw siedziałem tam z facetem skazanym na karę śmierci w ostatniej lub przedostatniej „tygrysówce” po lewej stronie. Podobno jak był sam w celi. Grozili jej biciem. może wystraszona baba namówi go do kolaboracji. Raz dostał w paczce buty. . że więzienie było wyjątkowo wszawe. on na środku. a potem przesłuchiwano przez 16 godzin bez przerwy. lecz nie wypuszczali Handzlika do toalety. Opowiadał mi całą tę historię. Wezwali więc na przesłuchanie jego żonę. pokłuł sobie źrenice agrafką. a na dole – Wolnicki. który pożyczał nam dobre książki). co mówił. który był zwyrodnialcem. Handzlik: Po paru dniach zabrali mnie z Mogilskiej i zawieźli na Monte „na getto”. zostało dowiedzione. gdzie ma najsłabszy punkt. Uważał. może najbardziej głośnym zwycięstwem. trochę przypadkowo. Prześladowani działacze „Solidarności” nazwali go „Szczur”. Nie znając ich funkcji. by Staszka budzono w celi po godzinie snu. a w radiu na okrągło i bardzo głośno leciała piosenka pod tytułem „Abrakadabra”. na beton. niech się ten robol zeszczy w spodnie. Dziwna historia. być może w Krakowie byłoby mniej złamanych życiorysów. trumienne. wychudzony i zmarnowany. Na stole w pokoju przesłuchań „Szczur” zawsze stawiał szklankę z herbatą. Nazywał się Henryk Wolnicki. Nie zmiękł. nie tylko ze względu na gębę. ale też wredne metody. Przycisnęło go do ziemi. Ja leżałem na łóżku i czytałem Conrada (tam na Monte był fajny gość w bibliotece. W tym sensie esbek może dziś zacierać ręce i cieszyć się ostatnim. by nie pokazać. Ten popatrzył na mnie spode łba. Gdyby to.Na Monte 373 A przecież.. dzieciaki poślemy do ochronki”. Ale zauważyłem potem. Wychyliłem się. że Wolnicki nie mogąc doczekać się na informację. Te jego ekscesy były nie do wytrzymania. Gdy ten drugi założył je i poszedł na spacer. On i kaesiak grali w szachy i zaczęli się o coś kłócić. ja na niego. Siłą rzeczy polubiłem tego Wolnickiego. Pozbieraliśmy się. którego nazwiska nie pamiętam. A on stawał na głowie. że to były buty dla umarłego. to osiem razy uderzył agrafką w każdą źrenicę. czy mu uchylili tę karę śmierci. ubliżali: „Zgnoimy ciebie. Potem przyszedł inny. pozbył się ich. Esbecy namawiali do picia. zamiast wezwać pogotowie. gdyby nie on. Kaesiak pisał listy do kurii i czasami dostawał stamtąd jakąś paczkę. Bali się konsekwencji. Nawet nie próbowała namówić. głośno onanizującym się całymi nocami. zgnoimy twojego męża. Spadłem akurat na tego napakowanego. jak bardzo boi się o najbliższych. Spacyfikowałem go. Lecz za to nie ma żadnej kary. Potem przyszedł taki napakowany osiłek i zaraz chciał u nas swoje rządy wprowadzać. A klawisze. Nie widziałem w jego zachowaniu niczego takiego. Mówili więc Staszkowi: „Tę twoją ześwirowaną żonę zamkniemy w wariatkowie”. że to go nauczyło respektu. że dostał zbyt surowy wyrok. Dał je temu drugiemu. Powiedziałem mu: „Sorry! To niechcący. Po tym samookaleczeniu Wolnicki ledwo co widział. Siedział z nami jeszcze jeden facet. bo zostawili go samego i dopuścili. Pomagałem mu pisać te listy. a za szybą Staszek. żeby zobaczyć. pochodził z Sanoka. to rzeczywiście powinien dostać łagodniejszą karę. dali go na 24 godziny do izolatki. to wtedy zmięknie. Potem dowiedziałem się. Zapewne Szczur zaordynował. Handzlik pamięta. że miał agrafkę w celi. co oni tam na dole robią i spadłem. „Szczur” nie może dowiedzieć się. stary!”. Okazało się. Podobno zabił jakieś kilkuletnie dziecko. Miał dużą nogę i na niego nie pasowały.

kiedy dostał przepustkę i odwiedził mnie w domu. bo wiedziała. że on widział. w której było kilka pudełek. Mnie trafił szlag. czy następnego) zrobili w celi kipisz. Zajrzałem do tej paczki z zapałkami i grypsu już nie było. bo za takie leżenie były kary: odbierali prawo do paczki. I tam u niej miał podobno metę. Ale jeden z tych moich grypsów przechwycił gość. Czytał z wielkim trudem. a ja widziałem. Usiłowali mnie tam trochę przygłodzić. Paczkę odłożyłem. to nic nie będę mówił. łączącej nasze cele. Za jakiś czas (nie pamiętam. Siedziałem kolejno w różnych celach. Po przeczytaniu grypsu od Witka zaraz wyrzucałem go do bardachy. Wokół rurki instalacji c. Można było tam wcisnąć kartkę zawiniętą w gazetę i myśmy do siebie coś pisali. że zrobił głodówkę w mojej sprawie. wyciągnąłem jedno pudełko z tej paczki i w to miejsce włożyłem gryps. Później byłem w celi po drugiej stronie „na getcie”. to wyraźnie seplenił. W warunkach więziennych to było nieszczęście. że ja coś napisałem. które mu masakrowały nos. tylko wiadro. z którym Witek siedział. przez Czechosłowację i w czasie tej roboty wpadł. Po samookaleczeniu miał minus 18 i nosił okulary z bardzo grubymi szkłami. Prosił mnie o załatwienie mu Biblii (w celi podczytywał moją. że przemycał jakieś materiały propagandowe przez granicę. broda rzadka. że współpracował z Marianem Kanią (o którym mówił „Marianek” czy „Maniuś”). Prowadziłem tam korespondencję z Witkiem Tosiem. bo były bardzo ciężkie.374 Rozdział III – Lato W końcu mu karę śmierci zamienili na wieloletni wyrok. Zacząłem powłóczyć lewą nogą. Wzrost 170-175.. to przyjdź do mnie”. Miał widoczne braki w uzębieniu. Tak samo robił Witek. Po kilku tygodniach wzięli mnie ponownie na Mogilską [Było to 12 lipca 1982]. był utrudniony dostęp do bieżącej wody. które wtedy kosztowały fortunę. kto to jest. Przepisał mi jakieś leki i pozwolił leżeć w celi w ciągu dnia.. że dopóki będę siedział na dołku. Potem ta choroba się za mną wlokła przez całe więzienie. I ten gryps był nawet potem cytowany na moim procesie. Wziąłem paczkę zapałek. I podałem adres. to Stasiak zgotował mi powitanie i opowiadał.c. który miał kawałek płytki tytanowej w czaszce. rzadkie wąsy i prawie wyłysiały. ale jak nam robili kipisze (z reguły co dzień) albo przy roznoszeniu obiadów. Stachowicz. A w ogóle trudnił się kontrabandą. do korespondencji. Mówiłem mu w celi: „Jakbyś czegoś potrzebował. Kiedyś napisałem gryps przed spotkaniem z adwokatem. Odezwały się problemy z kręgosłupem. co jest grane! Stasiak opowiadał. a będziesz na wolności. tylko takie ogólne. bo tam warunki były o wiele gorsze niż na Monte – przez okna szczelnie zasłonięte blendami nie było widać słońca. W Czechosłowacji miał mieć dziewczynę.o. Ten Stasiak to była przedziwna postać. Ciężko było. usiłował mnie przesłuchiwać. Nie brali go szczególnie często na przesłuchania. pocałował mnie w rękę i poszedł. Wiedziałem. ale w końcu dostałem się do lekarza. do wypiski. Przenosili mnie nawet na górę. kartka po kartce). było trochę luzu. W czasie jego wizyty moja żona z dziećmi siedziała w drugim pokoju jak mysz pod miotłą i bała się wyjść. Za czaj zrobiłby wszystko.. Wziął je. która miała na imię Lea. To było ważne. On powiadomił swojego szefa i na drugi dzień znowu byłem na Monte [Handzlik wrócił z Mogilskiej po tygodniu – 19 lipca]. że nie może tam być nic konkretnego. nie było w celach w. . No i było już wiadomo. który był w sąsiedniej celi.. Jak wróciłem na Monte. Przyszedł gdzieś w 1984. Jak mówił. Taki Chrystusek – pociągła twarz. Bardzo lubił czaj. Wtedy siedział ze mną Stasiak i drugi więzień. czy tego samego dnia. Byłem już na wolności. to on mógł coś szepnąć oddziałowemu. Opowiadał. I tam taki młody esbek. Pomogłem mu załatwić lekkie szkła plastikowe. Powiedziałem mu. On widział.

Handzlik: Gryps Kani wydaje mi się fałszywy. Są to ich maszynowe odpisy. Dopiero po paru dniach dowiedziałem się. cośmy uzgodnili? Człowiek. Nazywaliśmy go „Chyży ruj”. na które nie ma miejsca w tym opracowaniu. Przedstawione niżej fakty nie pozwalają na zrozumienie wszystkich elementów esbeckiej gry. Widziałem go tylko raz. Tak zaangażowany. Dowodzą jednak. Co z tym.Na Monte 375 Potem siedziałem z jeszcze jednym kaesiakiem.1982. który Ci to dostarczy. że pod podłogą są jakieś mikrofony. ale potem został doręczony Wiesi Ciesielskiej przez faceta. który oni skserowali. Jej przebieg i sens wymagałby szczegółowych ustaleń. że zaglądał mi do gęby i wpychał palce: „Pokażcie. że nie tylko środowisko KPN rozpracowywano w ten właśnie sposób. Napisałem jej. co było określeniem znanym z gry półsłówek. że ten gryps zaniósł. To już była końcówka mojego siedzenia. Sprawę i okoliczności wyjaśniamy. jak wyglądały oryginały. że „pod celą” to znaczy „w celi” i że nie chodzi o to.7” oraz „Marian” dopisano długopisem drukowanymi literami]. a my wiedzieliśmy. ale widać było. Zaprzeczaj wszystkiemu. że to kawał skurwysyna. adresowany do Wieśki Ciesielskiej.. Rozprawę miałem 3 sierpnia. Handzlik: Wysłałem jeden gryps z „getta”. Jak pan będzie uważał. przed samym procesem. To był pierwszy klawisz. Kawał sukinsyna. Dwa tygodnie potem pojechałem do więzienia. Nigdy nie pomógł. Obawiam się kontaktu z Władkiem. Całą rodziną rozjechali ciągnikiem inną rodzinę. Oleksy się nazywał. Przesyłałem go przez adwokata. Był rudawy. Kolejny gryps to odpowiedź na gryps przedstawiony wyżej. Organizujemy obronę. że chodzi o Jacka Marchewczyka). a jego nadawcą był Marian Kania: Staszek! Z bólem przyjęliśmy wiadomość o Twoim aresztowaniu. Jego przeciwieństwem był inny klawisz – ten. który klawisze zabrali mu z celi (ukryty w pudełku zapałek). który przy przyjęciu na Monte brał ode mnie depozyt. On również nie zachował się w aktach SOR „Znicz”. nie wiemy. Stanisław Handzlik potwierdza autentyczność tylko jednego swojego grypsu (akurat jego treść nie zachowała się w aktach SB). Kraków 10. Mogę być śledzony. Był jeszcze drugi gryps. którego spotkałem. *** W stosunku do Stanisława Handzlika bezpieka zastosowała prowokację w postaci grypsów wysyłanych na zewnątrz. mieszkał w Kalwarii Zebrzydowskiej. Był z Sądeckiego. Tu już był Gil. był Nowak. to będzie się panu dobrze siedzieć. Zachowały się natomiast inne grypsy od i do Stanisława Handzlika. Chcemy w dniach Twojego procesu zorganizować manifestację. Tylko trzeba uważać.7. Jeden z klawiszy „na getcie” szczególnie dawał nam się we znaki. Nie martw się o swoich bliskich. Czekam na wiadomość. Powiedział mi szeptem: „Niech pan się nie martwi. Marian [„10. Jak był kipisz. Pierwszy z grypsów jest adresowany do Stanisława Handzlika. Ten gryps przejęła bezpieka. który napisał własnoręcznie Handzlik – ten. który miał ręce umalowane tatuażami i kazał sobie jeszcze zapłacić za to. tylko żeby uważać na współwięźniów. żeby nic nie mówić pod celą”. że bardzo się interesują J-23 (dla bezpieki to mogła być zagadka. jest dobrze opłacony.. to trzeba było się rozbierać i tyłek przed nim wypinać [Chodzi o Zbigniewa Godulę]. Jego fragmenty są jakby powtórzeniem wcześniejszego grypsu (chodzi o jakieś uzgodnienia między oboma dzia- . Prawdopodobnie zostały sfałszowane przez SB. co tam macie!”. Trzymaj się twardo. Lubił grać w szachy.

Oto jego treść: Marian. Przygotujmy Związek na wypadek konieczności ogłoszenia we wrześniu 1982 strajku generalnego. gorączkowo szukając pretekstów uniemożliwiających przyjazd Papieża do ojczystego kraju. jest osobą zaufaną i jest czy też powinien być dobrze opłacony). a więc sugeruje dalsze podtrzymanie łączności grypsowej. Monte. Nie podpisywałem żadnych ulotek. jak Mietka i Edka. zdyscyplinowania. kto przekazuje gryps. jedności. Piszę ten list z aresztu na Monte. S. W dniu 24 czerwca 1982 zostałem ujęty przez UB w Rynku Dębnickim w momencie opuszczania zatrzymanego przygodnie samochodu. Wykazały niespożytą siłę Solidarności i nieskuteczność represji. abyś przekazał zaufanym kolegom z Kombinatu treść mojego listu. Zapomnijmy o waśniach i podejrzeniach inspirowanych przez UB. będę mógł z niego korzystać. [Dopisano długopisem: /podpis jak na oryginale/] Stanisław Handzlik: Już po wyjściu na wolność spotkałem się z Marianem Kanią. Oczekujemy w zamian zwolnienia wszystkich internowanych i amnestionowania uwięzionych. Będzie jednocześnie dowodem naszej gotowości do porozumienia. Kanał ten powinien być dobrze opłacony. Nie działałem. który .[„11 lipca” oraz „S” napisano ręcznie długopisem]. Osobiście uważam. gdyż nie posiadam na to wiarygodnych dowodów. Stanisław Handzlik. że w przyszłości do czasu wywiezienia mnie z Krakowa tak. Do tego grypsu dołączony jest apel: Do kolegów i sympatyków NSZZ Solidarność. Trzymam się dotychczas twardo. sprawności organizacyjnej i odporności na prowokacje. 46 i 48 kk. Poza tym zawiera prośbę o odpowiedź. że autor odpowiedzi nieudolnie naśladował pierwszy gryps. jak powracająca fala. Zawieszenie strajków i marszów w dniach 13 i 16 będzie dowodem naszej siły. czy to jest aktualne. Ze smutkiem stwierdzam. które były podpisywane jego nazwiskiem (co mogło wywołać nieprzychylne dla niego reakcje pozostających na wolności kolegów). że kwestionują go niektóre regiony. o czym żeśmy rozmawiali.376 Rozdział III – Lato łaczami – każdy z nich w grypsie pyta drugiego. Wysyłam go przez życzliwą dla nas osobę. co może sugerować. że dotychczasowe środki i formy protestu wobec WRONy spełniły swoją rolę. jak refren powraca też zapewnienie. 11 lipca 1982. Przewieziony zostałem do siedziby UB na ul. Po 2-ch dniach Prokurator Wojskowy przedstawił mnie zarzut z art. że Handzlik uchyla się od odpowiedzialności za komunikaty KRH. Hardkiem i ze mną. Jakie jest Twoje na ten temat zdanie? Chciałbym. Projekt apelu RKW uzgodnił z W. W tym grypsie jest też wzmianka. Uznaliśmy bowiem. Winą za to ujęcie nie obarczam nikogo. Na przesłuchaniach pytają o Ciebie. Naszym obowiązkiem jest stwarzanie warunków umożliwiających godne przyjęcie Papieża Jana Pawła II w naszym kraju. Mogilską. Tekst przesłano Tymczasowej Komisji Krajowej NSZZ Solidarności. Jesteśmy „jak kamienie rzucane przez Boga na szaniec”. czy przyjąłem właściwą linie obrony. że powinieneś się wstrzymać z tym. Skonsultuj. Okres zawieszenia strajków i manifestacji wykorzystujmy z całą mocą do wzmocnienia i rozbudowy struktur organizacyjnych. W dniu 18 czerwca 1982 RKW opracowało projekt „Apelu do społeczeństwa” o zawieszeniu do końca sierpnia strajków i manifestacji. Tadka i Władka oraz Janka i jeszcze innych z naszego grona. Zalecam jednak wszystkim ścisłe przestrzeganie instrukcji zachowaniu zasad konspiracji. Junta obawia się wizyty. że ten. Najważniejszy fragment grypsu to prośba o przekazanie zaufanym kolegom treści załączonego listu (apelu). Otworzy to możliwość zawieszenia przez Solidarność strajków na dalszy okres. gdyż uważam. Ukrywałem się z obawy przed odpowiedzialnością za strajk w Kombinacie. nie rozumiejące wyższych racji związku.

Przeczuwałem. Prawdopodobnie bezpieka liczyła. zaś w fałszywym grypsie Handzlika mowa jest o „końcu sierpnia”. że to fałszywka. Jak podaje Friszke („Solidarność podziemna 1981-1989”) TKK postanowiła władzom dać czas na ewentualne zweryfikowanie postawy. na którym mógłby być przedstawiony projekt kompromisu. omawiając znalezione w archiwum IPN we Wrocławiu sprawozdanie Ewy Kulik: o trwających za zgodą Bujaka od lipca rozmowach „przedwojennych” członków zarządu regionu Mazowsze Stanisława Rusinka i Krzysztofa Łypacewicza z przedstawicielami kierownictwa związków autonomicznych (. Brak mi Ciebie. a przede wszystkim Hardka? Wprawdzie do zawieszenia strajków i demonstracji doszło już wcześniej decyzją TKK (apel z 26 czerwca). . Czy nie była to próba wbicia klina między członków prezydium RKW i próba skompromitowania Handzlika. Postanowiłem osobiście wyjaśnić tę sprawę. Zawiadomiony o tych działaniach Frasyniuk w liście do Bujaka ostro sprzeciwił się podejmowaniu. Hardkiem i ze mną”. a ja nie mam nic do stracenia. tyle wybuchów. na którą nie ma miejsca w tej książce. Treść nie jest moja. dążąc do publikacji podanego powyżej. żeby móc oskarżyć ich o prowokację. co było niezbędne przy podejmowaniu ogólnopolskich akcji protestacyjnych. Być może ich tłem było planowane na lipiec posiedzenie Sejmu. bo tam były słowa „przedstawił mnie zarzut”. w każdym razie Jan Pacula nie pamięta dziś takiej uchwały. głównie Władek. wiemy o szczegółach podjętych wtedy decyzji. W lipcu 1982 roku we władzach podziemnej „Solidarności” toczyły się gorące dyskusje o taktyce. fałszywego grypsu Handzlika? Z pewnością konieczne jest szczegółowa analiza. Jestem bezpieczny. aby ta zaniechała protestów w drugą rocznicę podpisania Porozumień Gdańskich. Jak łatwo się zorientować. ale nie wiem. Niewiele. a ja tak nie mówiłem. niestety. Przeczytałem. że ten gryps pójdzie w prasie podziemnej. że coś się stało. kapitulanckich inicjatyw. Niech popamiętają. W każdym razie TKK zawiesiło strajki i masowe demonstracje do 22 lipca. ale w tym dokumencie wyznaczony był inny. Marian dał mi ten gryps na pamiątkę i opowiedział. Były też i inne sposoby.. niby ode mnie i spytał: „Znasz to?”. A zrobię to tak. Jak podaje Friszke („Solidarność podziemna”) można postawić tezę. w jaki sposób go dostał.. Nie przyszedłeś. Tam są jakieś idiotyzmy”. jednocześnie zamierzano go wykorzystać do uporządkowania i umocnienia struktur podziemia. W aktach SOR „Znicz” jest ponadto gryps rzekomo od Jana Ciesielskiego do Stanisława Handzlika. Jego treść stanowi oczywistą prowokację: Staszek! Czekałem na Ciebie. Przyjąłem zasadę: na ile lat Cię skażą. Nawet po pijaku bym czegoś takiego nie napisał. warto jednak zwrócić uwagę. Być może fałszywy gryps Handzlika był jednym ze sposobów. Ale on to zachował dla siebie i nie puścił dalej. Z treści grypsu wynika. że „projekt apelu RKW uzgodnił z W. termin końcowy tego jednostronnego „rozejmu”. W odwet przygotowuję fajerwerk w Hucie i na jednym z lichych posterunków. powiedziałem: „Podpis jest jakby mój. Nie potrafię powiedzieć. Trochę przeszkadzają mi w tym inni. Co SB chciała osiągnąć. Trzymaj się mocno. a więc bez udziału Paculi i Ciesielskiego. jaką winien przyjąć Związek 31 sierpnia. Może też brano pod uwagę rozmowy kościelno-państwowe związane z planowaną na sierpień pielgrzymką Jana Pawła II do Polski.). Winowajca poniesie zasłużoną karę.Na Monte 377 z jakiejś książki wyjął ten gryps. o czym pisze Friszke. że wbrew treści grypsu nie było uchwały RKW „o zawieszeniu do końca sierpnia strajków i manifestacji”. różnica dotyczy kluczowej daty – 31 sierpnia. że decyzja o wezwaniu do masowych protestów została podjęta wbrew poglądom i ocenom sytuacji doradców bliskich Kościołowi. Wyczuł. w jaki SB usiłowała wpłynąć na TKK. niż to podano w fałszywym grypsie. jak pisał.

Zaraz się wyjaśni i nas wypuszczą”. Funkcjonariusze znający dobrze esbeckie areszty mówią zgodnie jedno – szansa na przesłanie stamtąd grypsu bez kontroli SB była równie wysoka. Zbyt grubymi nićmi szyte. a trochę kapował. że Wagner zostanie wypuszczony i dał mu gryps. powiedział: „No to chodź. Odpowiedziałem: „Człowieku. przenosił w celu rozpowszechniania nielegalne pisma ulotne o treści zawierającej fałszywe wiadomości mogące wywołać niepokój publiczny lub rozruchy”. w ogóle mnie nie interesuje. Handzlik: Edka Nowaka przyłapali też na jakimś grypsie. On wysyłał go przez Zdzisława Wagnera. Dałem mu do zrozumienia. działaczy „Solidarności”. które u niego znaleźli w biurku w pracy i opowiadał. gdy Stanisław Handzlik. że istota działań SB w każdym z tych wypadków była podobna. Jan Pacula: Wkrótce po przesłuchaniu przy Rakowickiej przewieziono mnie do aresztu śledczego przy Montelupich. został aresztowany. drukowanymi literami]. Wysłałem przez niego grypsy. Ja odpowiadałem mu: „No to dokładnie tak jak ja! Ja też jestem zupełnie niewinny. więc kapowali czasem na dwie strony. za co siedzę! Niewinny jestem!”. a drugi i trzeci nie. nie zdając sobie jednak do końca sprawy z ich faktycznej roli: To byli złodzieje. Nie przyznałem nawet. drugim był kapuś. W celi były już dwie osoby. do celi nr 117. szczupły. *** Na oddział II aresztu śledczego przy ul. za co siedzę. Można jednak przypuszczać. NZS i innych organizacji. młody chłopak zatrudniony w Hucie [Jan Rojek był członkiem KZ w HPR. 11 listopada skazany na 2 lata więzienia za to. Opowiadał coś o jakichś ulotkach. Dopiero dokładna analiza każdej z tych sytuacji pozwoliłaby ustalić szczegóły prowokacji i ich skutki. po co bezpieka go sfabrykowała. wywołując mnie na przesłuchanie. ale jednocześnie nienawidzili tych ubeków. A gryps od razu wpadł w ręce SB. używający nazwiska Stasiak]. lekko łysiejący brunet. w dżinsach „Paris”. Było to w październiku 1982 roku. On mi trochę pomagał. jak szansa ucieczki. 5 stycznia 1983 r. Po trzech dniach wymienili kapusia. Pierwszy dotarł do domu. Marek Bik i Witold Toś byli już po procesie. Z materiałów SB wiemy. daj mi spokój! Nie wiem. że „wychodząc z terenu Kombinatu Huty im. że jest niewinny. Handzlik: Tego „terrorystycznego” grypsu od Janka Ciesielskiego nigdy nie widziałem. który miał charakterystyczne długie włosy i zajęczą wargę [To ten sam więzień. o którym wspominają wyżej Marek Bik i Stanisław Handzlik. że nie chcę z nim rozmawiać w celi i że to. co on mówi. które – jak mówił – są najlepsze na świecie!) działał rzekomo w „Solidarności” w Regionie Podbeskidzie i miał być łącznikiem między tamtym regio- . Od razu trafiłem do „getta”. Edek wiedział. Dopiero klawisz. Oni kapowali. 2 październiku 1982 r. solidarnościowcu” i w ten sposób oficjalnie współwięźniowie dowiedzieli się. człowieka z KRH. Lenina w Krakowie. że jestem więźniem politycznym.378 Rozdział III – Lato Janek [Podpis ręczny. Ten nowy (wysoki. że grypsy były wysyłane także przez innych więźniów „getta”. że mam coś wspólnego z „Solidarnością”. Jednym był Jasiu Rojek. Jasiu Rojek mnie poznał i zadawał mi więcej pytań. „Hipis” pytał się mnie. wyspecjalizowani w wyciąganiu informacji. został ułaskawiony w wyniku decyzji Rady Państwa]. Prowokacja z użyciem grypsów stosowana była także wobec innych więźniów na Monte. W grudniu 1981 r. którzy nakłonili go do pisania grypsów już na Mogilskiej. długopisem. Także Zbigniew Fijak opowiadał w wywiadzie prasowym o agentach celnych. Montelupich 7 trafił także Jan Pacula. Nie wiem. uczestniczył w strajku w HPR.

który mnie wyprowadzał. Ja siedziałem z Heniem. że on siedzi obok mnie w celi. Ale kilka dni później Leszek (który był niepoprawny) podszedł znowu do okna i powiedział: „Zabrali mi kabla i przenieśli go prawdopodobnie dwie cele dalej w twoją stronę”. jak ostrzegłem Fijaka. Kuzaj podszedł do okna (klapy – jak się mówiło) i powiedział: „W celi 118 siedzi Leszek Kuzaj!” Podszedłem do klapy i powiedziałem: „Cześć Leszek! W celi obok ciebie – Janek Pacula!”. nie wiem. Zdążyłem Fijakowi powiedzieć (wskazując na współwięźnia): „Zbyszek. Był to klawisz z innego oddziału. aby go sprawdzić. Gdy otworzył mi drzwi (myśląc. Zaraz zrobiło się jakieś zamieszanie (porozumiewanie się przez klapę było zabronione) i na tym rozmowa się skończyła. W założeniu byli to więźniowie niebezpieczni. Na Monte złapałem w sumie 8 kar dyscyplinarnych za naruszenie regulaminu. że to musi być cela obok mojej. dowiedziałem się kilka dni później. Wychodziło. Drzwi i okna tych cel miały dodatkową kratę od wewnątrz. Miał do tego dorobioną „legendę”. Była to informacja nieprawdziwa. kaesiakiem. Potem przyszedł oddziałowy i powiedział mi: „Pacula. które Fijak kupił sobie na Zachodzie. Sądzę. Miał wyrafinowany sposób wyciągania informacji. że – gdy się ukrywałem – wysłałem do Szczecina dziewczynę i jestem bardzo zadowolony z tego. oraz interesował go Janek Ciesielski. że to moja cela. gdy Jasiu szybko usypiał (miał znakomity sen). ale niektórzy klawisze na to zezwalali). jak się wkrótce okazało – do celi Leszka Kuzaja [Przewodniczącego „Solidarności” na UJ w 1980 roku i członka Prezydium ZR Małopolska]. gdy był na stypendium w Londynie – w smutnym i szarym PRL takich trampek nie było. to on zaczynał opowieści. Skorzystałem z okazji i zatrzymałem się przed drzwiami do celi Fijaka. a potem wracał z papierosami. to były charakterystyczne trampki marki Dunlop. Można było nawet wyjść na korytarz (choć to było wbrew regulaminowi. Mówił. Wtedy miałem już pewność. więc taka kara nie była dla mnie zbyt dotkliwa. gdzie siedzieli skazani na KS (kara śmierci). Gdy następnego dnia szedłem korytarzem na spacer i przed celą sąsiednią zauważyłem charakterystyczne trampki Fijaka (wiedziałem. szybko zorientował się w moim podstępie. Karą było np. Zacząłem się śmiać w twarz esbekom: „Takie numery robicie ze mną. Gdy wracałem ze spaceru. aby wciągnąć mnie w rozmowę. Czułem się za niego odpowiedzialny i postanowiłem go ostrzec. No i przenieśli tego kapusia do innej celi. masz w celi kabla!”. odprowadzał mnie inny klawisz niż ten. przenieśli mnie do „tygrysówy”. który go regularnie odwiedzał i częstował papierosami. Drugim był . Codziennie wywoływano go z celi. Po tym. to brało się miskę i stawało w drzwiach celi. W celach po lewej stronie było to niemożliwe. Za to wykroczenie wymierzyli mi jakąś karę. stąd nazwa tych cel. że je nosił.Na Monte 379 nem a Krakowem. Gdy wydawano posiłki po prawej stronie korytarza. bo była ta dodatkowa krata od wewnątrz. bo przez pewien czas ukrywałem się w jego mieszkaniu. Zorientowałem się więc. masz następną karę!”. czemu te trampki były przed celą w ciągu dnia. No to ja opowiedziałem mu. aby dać się na to nabrać! Weźcie go ode mnie!”. Po tygodniu w czasie przesłuchania esbecy zaczęli mnie o tę dziewczynę i o Szczecin pytać. Był bardzo ciekawy i zadawał mi różne pytania. o którym opowiadał. Błyskawicznie mnie zabrali do mojej celi. że to jest „kabel”. że poznał to po odgłosie otwieranych drzwi do cel. Ponieważ wtedy nie paliłem. O tym. skoro przed nią się zatrzymałem). Ale w nocy. panowie! Ja jestem za stary. Cały dzień był spokój. Miał dużą wiedzę o Staszku Handzliku. Odpowiedział: „Dwie cele dalej siedzi Tadek Piekarz”. czyli do celi po drugiej stronie korytarza. którą mu podałem. co mi przywiozła. że ma brata księdza. że Fijak siedzi w celi z kablem. powinny być tylko w nocy). pozbawienie wypiski (to jest prawa do robienia zakupów w sklepie co dwa tygodnie).

więc musiałem spać na betonie. Wiadomość o tym rozchodziła się szybko po „getcie”. to w czasie jedzenia wydłubał sobie do zupy łyżką jedno i drugie oko. Natomiast. Materac rozłożyłem sobie na podłodze. W dniu egzekucji kolacja była o 15. która była obok mojej. Odpowiedziałem : „Trudno”. to miałem przy sobie lekarstwa. Bardzo szybko proponowali mi czaj. co ci pozostaje? Walnij głodówkę i cześć! Będę głodował z tobą!”. Wtedy się okazało. I zgłosiliśmy oddziałowemu głodówkę. Przysłali do mnie lekarza. to później się dowiedziałem. Miałem więc codziennie bardzo dobry chleb i plastereczek mięsa na obiad (w piątek – gotowaną makrelę). jedziemy teraz na tym samym wózku. Gdy w „getcie” nie udało im się nic ze mnie wycisnąć za pomocą kapusiów. aby ten sobie nic nie zrobił. z którym razem siedzieliśmy w jednej celi. ale przenieśli mnie na drugą stronę korytarza. Proszę sobie brać. aby opróżnić korytarze. to miałem jedno widzenie z żoną. Został „kabel” i dokooptowali do nas Józefa Polaka. Gdy siedziałem „na getcie”. Powiedziałem mu: „No to. Trzecim więźniem w „tygrysówie” był mężczyzna nazwiskiem Kowal. to powiedziałem: „Panowie. Sądzę. który pilnował Henia. Gdy byłem „na getcie” i dostałem jedną paczkę. ale także. Tyle zyskałem. Władze ustąpiły i Józef Polak w wyniku naszej głodówki trafił do szpitala. Wtedy pojawił się naczelnik więzienia – Zawada. że mam nie tylko podagrę. że gdy Heniowi przyklepali w II instancji ten wyrok. bo więźniowie kryminalni porozumiewali się między sobą za pomocą stukania. To jest do zjedzenia!”. że choruję na podagrę. kto na co ma ochotę. Wkrótce dostałem ostrego ataku podagry. Ponieważ do tej celi przyszedłem ostatni. Wtedy zabrali Henia Kowala na badania. Proszę dać mi te lekarstwa. Heniu bowiem uważał. Chodziło o to. co mi w tych zastrzykach podacie. że przepisano mi dietę. W czasie rozmowy towarzyszyli nam esbek i strażnik. . Nie wychodziłem na spacery. bo mój zakład zatrudniał więźniów i do moich obowiązków należało kontaktowanie się w tej sprawie z naczelnikiem Monte. skazany za kolportaż bibuły. Polak lubił gadać i być może SB doszła do wniosku. Na dzień go składałem i opierałem obok ściany. Zabrali facetów z celi.380 Rozdział III – Lato kapuś. Ja postępowałem inaczej. gdy został wyznaczony termin mojej rozprawy. gdzie dokonywano egzekucji. W 1983 nie było już moratorium na wykonywanie kar śmierci. Był bardzo zastraszony i do wszystkiego się przyznał. jakby nie wiedział. bo jak mnie złapali. gdzie siedzieliśmy we dwóch z kapusiem. SB wiedziała. że zrobiono to celowo. Na trzeci dzień klawisz nam zapowiedział: „będziecie karmieni!”. że został skazany niewinnie i miał skłonności samobójcze. Powiedziałem: „Nie chcę żadnych zastrzyków. Na „widzeniówce” opowiadał później znajomy więzień. odbyły się co najmniej dwie egzekucje. Jak dostał paczkę. że mam fatalne EKG. Zupełnie się pogubił. Spałem na betonie przez 6 tygodni. żebym nie liczył na żadne ulgi. Mimo że Polak był poważnie chory. spróbowali wywrzeć na mnie presję poprzez moją chorobę. Przedstawiłem mu nasze żądania. Do szpitala trafiłem dopiero wtedy. była niedaleko pomieszczeń kuchennych. Zawada już wcześniej dał mi do zrozumienia. nie puszczano go do szpitala. Zaczął rozważać głodówkę. W szpitalu zostałem więc przez trzy miesiące – cały proces i resztę czasu. bo nie wiadomo. Byłem dla nich git-człowiek. Trwało ono 15 minut. bo cela z zapadnią. że to on mnie sprowokuje do rozmowy. Lekarstwa mi zabrali przy zatrzymaniu. które miałem w torbie przy zatrzymaniu!”. Potwierdził to też kapuś. Doszło do tego. Nie dali jednak lekarstw. gdzie jest. gdy byłem więziony na Monte. że w ogóle nie mogłem się ruszać. chociaż siedzimy za co innego. po czym umieścili go w innej celi. Kiedy tam siedziałem. który mnie zbadał i zaordynował mi zastrzyki. Znałem go z pracy. że w mojej sprawie interweniował także kardynał Macharski. gdy idzie o mnie. to nie dzielił się z kaesiakami.

a przyznał się w czasie gry w szachy! Potem Jaworski zeznawał na procesie Staśka i opowiedział tę historię. Chciał trafić do szpitala okulistycznego na . to byli konfidenci. sześć osób zajebałem. Nie można nic nie mówić. ale Witek mi wtedy nie uwierzył. jak jeden ze współwięźniów wbijał sobie igłę w oko. Stasiek tak się zdenerwował. w „normalnej” części aresztu. że takich grypsów do niego nie wysłałem. że nie można tak żyć. też było dwóch kapusiów. bo mieliśmy w celi konfidentów. *** Stanisław Handzlik: Po pobycie w „getcie” doszedłem do tego. gdy tam przyszedłem. Na przykład siedziałem ze Staśkiem ze Starego Sącza. Ja mu powiedziałem. którzy proponowali mu usługi przesyłania grypsów. Czy to się później śni po nocach? Minęło 30 lat i już na szczęście rzadko. Nie wiedziałem. Siedziałem w jednej celi razem z Witkiem Tosiem i Marianem Stachem. że ciebie nie zajebię?”. W celi na trzecim oddziale rozmawiałem z Witkiem o grypsach. Boisz się. ale zaraz mnie o tym ostrzeżono. od razu głośno zawołał: „Jan Kowalski jest kapusiem!”. Była duża rotacja i więźniowie kryminalni często się zmieniali. że wysyłał do mnie grypsy. ale większość więźniów to byli kryminalni. aż mu oczy wyszły na wierzch i krzyczał: „Co kurwa. Stasiek został ponoć skazany w procesie poszlakowym i zmarł w więzieniu. że otrzymywał także grypsy ode mnie. Przytrzymałem mu przy ścianie rękę. a Kowalski nie zdążył jeszcze nawet wysiąść z więźniarki! W celi nr 259 na Monte. Przez trzy lata śledztwa i procesu nie chciał się przyznać do popełnienia tej zbrodni. tylko chciałem. żeby w nocy nic nie powiedzieć przez sen. nie można ciągle uważać na każde słowo. o co chodzi. skuteczna gra przy użyciu kapusiów była praktycznie niemożliwa – wiadomość o kapusiu rozchodziła się po celach błyskawicznie. gdy on powiedział do mnie: „Przytrzymaj mi rękę!”. Popadasz w rodzaj schizofrenii i przestajesz sam sobie ufać. Kiedyś grał w szachy z niejakim Jaworskim. W czasie gry Jaworski chciał cofnąć ruch. że współwięźniowie. „Na getcie” było to nie do pomyślenia. Los takiego człowieka w zwykłej celi był nie do pozazdroszczenia. Większość to byli jacyś drobni przestępcy. Był oskarżony o spalenie 6 osób. nie można w ogóle nie odpowiadać na pytania współwięźniów. aby się przyznał. a wódka była wtedy na kartki) i dostałem kilka paczek po 7-8 kg każda (wg regulaminu paczka mogła ważyć 3 kg). aby potwierdził. On to potwierdził. a on nabił sobie na nią oko. to gdy wyszedł na dziedziniec pierwszy więzień. to myślisz. Potem uświadomiłem sobie. który później został ponoć skazany na 15 lat więzienia za gwałt ze szczególnym okrucieństwem na nieletniej. gdy przyjechaliśmy do Raciborza (a był z nami w budzie kapuś..Na Monte 381 W szpitalu było już łatwiej.. powiedzmy. ale zdarzali się także groźni bandyci. Nie chciał wierzyć także w to. że „Jan Kowalski”). Nie bardzo było można porozmawiać swobodnie. Wytworzył się we mnie silny odruch obronny. który tam wysiadał. Kilka miesięcy później. Słychać było z cel wołania: „Dawać nam go tutaj!” Całe więzienie już czekało na kapusia Jana Kowalskiego. że nie mogłem ufać sam sobie. Jaworski był jednym z konfidentów. Z kryminalnymi nie mieliśmy specjalnych problemów. nie pamiętam jego nazwiska. *** Wróćmy do relacji Marka Bika: Poza „gettem”. Żona przekupywała strażnika (dawała mu pół litra wódki. I wtedy całe więzienie ożyło. Nie stawiałem Witkowi zarzutów. A ponadto twierdził. Na dzień dobry zobaczyłem. W więzieniu na porządku dziennym były samouszkodzenia. w której trzymał igłę. w których miałem go namawiać do tego. że chwycił go za szyję.

którego podstawa . z którymi nie utrzymywało się stosunków. Po wyroku miałem bardzo dużo papierosów i mogłem częstować innych. Zapowiedziałem. że jest po sprawie i poszedłem do celi. to dostał trzy lata. ale jednak musiało go porządnie boleć. na kartki. jak ktoś się skrada i nagle usłyszałem huk. Podnieśli materac i pod materacem znaleźli tę paczkę. A w tym czasie w celi nikt inny nie miał papierosów.. którzy okradali współwięźniów. którzy handlowali walutą na linii A-B. Powiedziałem głośno: „Nie ma moich fajek”. O osobach. Nade mną spał Cygan. Przed więzieniem prawie w ogóle nie paliłem. bez żadnych podtekstów seksualnych. Jednym z nich był Robert. mówi się. Ja mu odpowiedziałem: „To ty sobie je weź!” i zrzuciłem mu te papierosy na podłogę. ale rzucał kamieniami. bardzo złośliwy wobec więźniów. Żurek po widzeniu zrobił mi rewizję. że zdemolował i podpalił klub „Oczko – 21” na rogu placu Biskupiego i ul. Ale wieczorem Żurek wywołał mnie z celi już po apelu. że się „funflują”. Odmówiłem i wtedy kazali mi się rozebrać i wepchnęli mnie do celi dźwiękochłonnej. to go złapali. zwłaszcza w więzieniu. tylko ja. Był to młody chłopak. Więc palacze musieli „kombinować”. Dostałem paczkę z kurii. które są w ten sposób związane ze sobą. jak się kroi cebulę. I nagle dało się wyczuć zapach tytoniu i zobaczyć smugi dymu. przez siatkę (bo pierwsze widzenie miałem przez ściankę z pleksi i przez słuchawkę – bezkontaktowe) matka podała mi kilka papierosów przez oczko w siatce. przysługiwało 12 paczek papierosów miesięcznie. Położyłem raz rozpieczętowaną paczkę Klubowych na stole. Do wieczora zapaliłem papierosa tylko ja. Byli też w celi ludzie. Nie był związany z opozycją. Powiedziałem: „Nie ma!”. Kazał mi skakać żabkami. Potem powiedział mi: „Teraz możesz sobie je zabrać!”. Dzięki temu Robertowi poznałem potem lepiej środowisko cinkciarzy. Otóż. Wziął nóż i poszatkował mi te papierosy tak. a ponieważ miał ręce jeszcze brudne od kamieni. Oddziałowym na trójce był człowiek nazwiskiem Żurek. nastała cisza. Wszyscy położyli się spać. że zniknęły. A w tym czasie było o nie trudno. cinkciarz. Ktoś go zrzucił na podłogę i kilku więźniów zaczęło go kopać. a na noc nikomu papierosa nie dałem i sam też nie zapaliłem. Pod ich wpływem zacząłem wtedy palić bardzo dużo. Trzecim był mój sąsiad z kamienicy. To jest cela w celi. gdy idzie o jedzenie. gdy siedziałem w celach 20-osobowych. ale w więzieniu konfidenci mieli zawsze dużo papierosów i mnie ciągle częstowali. Współwięźniowie chcieli się upewnić: „Na pewno?”. Gdy byłem na drugim widzeniu. bo papieros w więzieniu jest walutą. że nie będę częstował innych papierosami. Robert i ktoś jeszcze. zabrał mi te papierosy i powiedział: „Muszę sprawdzić. Rzeczami z paczki nie dzieliło się z każdym z celi. Sprawa była poważna. Na przykład na Monte miałem w celi trzech „funfli”. Na korytarzu było jeszcze dwóch funkcjonariuszy. Na wolności. w więzieniu. Drugim był jakiś chłopak złapany na demonstracji 31 sierpnia 1982. w Witkowicach (w szpitalu więziennym nie było oddziału okulistycznego). zwłaszcza później. gdzie miałem schowany zapas papierosów – nie było. Sprawdziłem za poduszką. kogo poczęstowałem. ale nikt nie spał. Takich wypadków w więzieniu było więcej. Siedział za to. Łobzowskiej. którego zamknęli za kolportaż ulotek. W więzieniu jest system męskiej przyjaźni. Myślałem. Gdy poszedł się za róg wysikać. jeden z dwóch charakterystycznych bliźniaków. czy tam nie ma grypsów”. dopóki się ta paczka nie znajdzie. I potem już Cygan nie dostawał papierosów w ogóle. a po pewnym czasie zauważyłem. Nie ma tam łóżka ani krzesła – prostopadłościan. Andrzej Witwinowski. Słyszałem. Wprawdzie bosymi stopami.382 Rozdział III – Lato zewnątrz więzienia. Na przykład tacy. zaczęły się paczki i było łatwiej.. Gdy przenieśli mnie na III oddział. Była to też jakaś metoda radzenia sobie z napięciem nerwowym. co wiązało się z jakimiś porachunkami w tym środowisku.

*** Monotonię więziennego życia na Monte dobrze oddają zachowane zapiski Andrzeja Załuskiego. 29 lipca: był mój adwokat. Po obiedzie wizyta u naczelnika i rozmowa nt. Przynajmniej dowiedzieliśmy się. 22 lipca: na tramwajach flagi [musiałem gdzieś jechać na miasto]. Potem wizyta pedagoga. Nie wiem.[nieczytelne słowo]. Można chodzić. „Żur” wszedł do celi. Józek dostał paczkę od mamy. Potraktowałem to jako kolejne więzienne doświadczenie. 26 lipca: i znów u siebie. Aktu oskarżenia dalej nie ma.Na Monte 383 miała wymiary mniej więcej 2 na 3 metry i dwa metry wysokości. spisane na gorąco w więzieniu (w nawisach kwadratowych dzisiejsze komentarze autora): 20 lipca: 8. ile godzin tam byłem. a poza tym dbał o to. 25 lipca: napisałem list do mamy (to już siódmy list. bo z 19 lipca. Już 50 dni bez widzenia. Zatrzymali w sądzie mój list do mamy. Komentarz był wybitnie „uszatkowaty”. . Skończyła się izolacja.. abyśmy dostawali świeże gazety]. jakie dostałem. że był łysy] w celu zapoznania swoich podopiecznych. a Malina mówił. „Belfegor” [tak przezywaliśmy jednego z klawiszy. przez które klawisz może cały czas więźnia obserwować. żeby już się z nami nie spotkać. Ciekawe co się dzieje na wolności. że „na sprawie” [czyli na rozprawie w sądzie] będzie jego zastępca i że może nie być mamy. a Józek na III piętrze. Mieliśmy dwa spacery: jeden na dwójce i jeden na trójce [chodzi o numery oddziałów]. wysilał się. ale jest zimno. 27 lipca: obok komentarza „Uszatka” [tak przezywaliśmy Urbana. Odwiedził nas wychowawca. duże uszy] do przemówienia Reagana. Na pół godziny dali nas na przejściówkę (cela nr 243). że nie robi żadnych trudności. 30 lipca: Józek miał widzenie z siostrą.00 – wyjazd na badanie w szpitalu wojskowym. 24 lipca: kąpiel na II oddziale [mieliśmy kąpiel co trzeci dzień]. przyniósł jednak trochę. Człowiek jest jakby zamknięty w windzie. Pierwszy dzień ponad setkę w więzieniu. Szybko zrobiono nam wypiskę. Wody na herbatę dalej nie dają.00 – powrót [ze szpitala].. Nawiasem mówiąc. Jak dotąd to najszybsze listy. z uwagi na odstające. były tam bardzo ciekawe audycje. Ciekawe ile jeszcze? 23 lipca: listy od mamy i od wujka z Warszawy. „Rudy” [Godula – jeden z klawiszy „na getcie”] dał nam na pożegnanie chleb. na 233! Triumfalny powrót na III oddział. Akt oskarżenia w sądzie zaginął [!]. Korespondencja z radiowęzłem [mam bardzo dobre zdanie o człowieku. mam nadzieję. szczególnie nielubiany przez więźniów]. Dostałem paczkę. to nikt go nie usłyszy. bo zdaje się. 21 lipca: kipisz z „wycieczką” UFO [tak nazywaliśmy w więzieniu atandę służby więziennej przypominającą ZOMO]. „Żur” się ucieszył i dał do wyboru wrzątek lub . Według słów Żurka [jeden z najostrzejszych oddziałowych. że więcej już nie będę musiał pisać!). 14. a właściwie miotać się jak w ciasnej klatce. Można siedzieć w kucki. co mówił Reagan. Wybraliśmy oczywiście brak wrzątku. Powiedział. potem na swoje. zostałem przeniesiony karnie z celi 233 (oddział III) do celi 136 (oddział II) [za śpiewanie patriotycznych pieśni w celi]. „Kojak” pożyczył nam gazety. nic ciekawego. 13 lipca [cały czas chodzi o śpiewanie pieśni patriotycznych]. Ma świadomość. „Kojaka” [tak go przezywaliśmy. że choćby nie wiem jak krzyczał. pytając o Józka. Ciekawe. Z boku jest okno. To już 18 dni od zakończenia śledztwa. co nawiązywało do popularnego filmu „Belfegor – upiór z Luwru”] dał nam wody bez proszenia. do czego się przyczepili. Na spacerniku oglądają nas nowi funkcjonariusze – młodzi chłopcy wystraszeni bardziej niż my. który go prowadził.

*** Fragment wiersza „Przekonania” Kornela Filipowicza. Przed zatrudnieniem na Monte byłem zawodowym bibliotekarzem i historykiem równocześnie (na Monte przyszedłem z Biblioteki Wojewódzkiej). nawet w takim miejscu jak Monte. Już wiem. postawę. W nim tylko i wyłącznie wiersz „Przekonanie” z Tygodnika Powszechnego z 1 sierpnia. ale faktycznie ciągnąłem dwa etaty. jeden dostał 14 dni. 116. czasami się zacierał.384 Rozdział III – Lato 31 lipca: musieli naprawić siatkę [osłaniającą okno w celi] i przenieśli nas na 220 („tygrysówa”). Zastałem stalinowski chłam. a potem wszystkich nas trzech (czyli Staszka. W 1982 byłem ciągle jeszcze młodym podporucznikiem. która w tym trudnym okresie dawała im nadzieję i ułatwiała przetrwanie trudnych chwil. Wielu aresztantów pamięta do dziś jego pozytywistyczną pracę w areszcie. Uruchomiłem bibliotekę w areszcie śledczym. *** Jedną z najjaśniejszych postaci na Monte był wspomniany już Andrzej Kręcioch. Wymiana książek. W niedziele odmówili posiłku. Na Monte zacząłem pracować w 1979 roku. 120). Staszek mu przygadał. 2 sierpnia: Janka i Tadka [z WSW Andrychów] wywieźli do Ruszczy. bo byłem także bibliotekarzem. Po południu Żurek przyszedł i powiedział Szenderze: „Ten zły człowiek ci wodę przyniósł”. ale stopniowo udało mi się zgromadzić duży księgozbiór. opublikowanego w „Tygodniku Powszechnym” nr 31 z 1 sierpnia 1982 roku: Moje przekonania odporne są na zniszczenie Na ścieranie zginanie ściskanie i bicie Na kwasy i zasady Na temperatury wysokie i niskie Odporne są także na cudze słowa a nawet szyderstwa Tak nawet na szyderstwa Bo gdy ktoś z moich przekonań szydzi Nie niszczy ich i nie osłabia Umacnia je tylko we mnie (…) Jestem człowiekiem prostym Trwałości moich przekonań Nie zawdzięczam wielkiej wiedzy ani wysokiemu morale Raczej tylko uporowi i nadziei. Jego relacja pokazuje. Dzisiaj naczelnik z wielką ulgą na ich prośbę zmienił zarządzenie i ich z kabaryny wycofał. Dwóch dostało 7 dni kabaryny. Kaowiec przyniósł nam „Tygodnik Powszechny”. Moja praca obejmowała cały areszt śledczy. Józka i mnie) przenieśli na 207 (to już moja trzecia cela na III oddziale. 3 sierpnia: O 6 po południu dostałem akt oskarżenia. że Tatarynowicz (na dwójce) był konfidentem. Miałem dzisiaj dyżur w celi. 6 sierpnia: Dowiedziałem się. że podział na my i oni. Byłem zatrudniony jako wychowawca kulturalno-oświatowy. Przyleciał Kaligula z naczelnikiem. 4 sierpnia: Rozmowa z wychowawcą o kapelanie. Trzech kolegów wróciło z kabaryny. na II oddziale też miałem trzy cele – 118. którzy „towarzysze” wiedzieli i korzystali z sytuacji. 1 sierpnia: Wysłałem list do mamy (nr 8). Przez znajomości w antykwariatach . Żurek zabrał podczas mszy świeczki.

Potem wygospodarowano jeden pokoik „na getcie” (po lewej stronie. Myślę. „Elita”. np. Na pierwszym piętrze były gabinety dyrektorów. Gdy szedłem „na getto”. niektóre piosenki z festiwalu „Solidarności” z hali Oliwii. W ciągu dnia dyżur w radiowęźle mieli wybrani więźniowie. kiedy następował capstrzyk. Z tym wózkiem jeździłem od celi do celi. Dopiero po kilku latach kazano mi to zdjąć. że „na getcie” po prawej siedzą polityczni. o Powstaniu Kościuszkowskim. na którym mieściło się ok. Potem się dowiedziałem. Spisywałem tylko nazwiska tych. że te wieczorne audycje były dla więźniów atrakcyjne i dawały im wytchnienie. niektóre piosenki Kaczmarskiego („Murów” nie puszczałem.Na Monte 385 i księgarniach zdobywałem wspaniałe książki. to zastępowali mnie więźniowie pracujący w radiowęźle. To byli zwykle bardzo inteligentni ludzie. wiedząc. bo to by było znęcanie się nad więźniami). Kazano mi tam zrobić dekoracje: „Wymyśl coś!”. Gdy mnie nie było. a tamci chodzili od celi do celi. Poszedłem do pokoju komendantów i powiedziałem: „Z mordercami nie chcę mieć nic wspólnego!”.: „Pod Egidą”. Wcześniej pisałem konspekt. Wszystkie należało nagrywać. a po lewej – więźniowie niebezpieczni. Miałem około 15 minut. a mnie powoli zaczęto odsuwać od kontaktów z więźniami. to zabierałem ze sobą tzw. o roku 1920. Moje audycje były nadawane po dzienniku radiowym o godzinie 19. Powiesiłem tam wiersz „Virtuti Militari” z tomu poezji „Azja – Afryka”. 17 grudnia 1981 (po „Wujku”) wściekłem się. tak aby potem przełożeni mogli sprawdzić. Albo albo. To był duży wózek (nazywany też „Batorym”). co było emitowane. Dużo opowiadałem o Piłsudskim.10. Trwało to około 45 minut. Woleliśmy „trójkę”. Z kabaretów szły np. 180 książek. Jak była drakońska podwyżka cen w 1982. Było napisane. W tym czasie z reguły była retransmisja Pierwszego lub Trzeciego programu Polskiego Radia. aby przejrzeć wszystkie tzw. I w jego obecności mogłem więźniom polecać książki. walczymy o prawo. to miałem prawdziwe łowy na dobre rzeczy. gdzie był punkt biblioteczny. będzie jakiś kabaret i jakaś audycja wychowawcza. Co najmniej raz lub dwa razy w tygodniu miałem dyżur popołudniowy. Choćby o prawo pójścia pod ścianę”. którą nagrali internowani. Klawisz otwierał i wypuszczał 2-3 osoby. Książki dobierałem. wydanego w Palestynie 1943 roku: „Nie walczymy tylko o zwycięstwo. W tym współpracowałem już z Kurią Krakowską i przekazywałem jej nazwiska więźniów politycznych z Monte. Tam było zwykle 5 punktów. Odkleiłem zdjęcie i oddałem im legitymację partyjną. Oni puszczali zwykle jakieś łzawe piosenki. który zatwierdzał naczelnik. Biblioteka główna była na I piętrze. Miałem kasetę z Łupkowa. wtedy brałem mikrofon i leciałem na żywo. Czasami trafiały się prawdziwe „białe kruki”. Zrobiłem gazetkę ścienna o udziale Polaków w II wojnie światowej. tragę. „Powtórkę z rozrywki” o 13. i po apelu. Do 21. celówki – małe karteczki z imieniem i nazwiskiem więźnia oraz z zarzutem. że będziemy mówić np. Robiłem cykl audycji „Z kalendarza historycznego” – od konfederacji barskiej do 1945 roku. że oficer Służby Więziennej nie jest partyjny. Wziąłem ją z powrotem i oficjalnie dalej należałem do PZPR. Ale czasami działałem na wariackich papierach. Mieliśmy własną listę przebojów. nawet z niej puszczałem niektóre rzeczy – nie te wprost przeciw komunie. A po roku wezwał mnie naczelnik i powiedział: „Panie poruczniku! Nie może tak być. albo pana zwalniamy”. Albo pan przyjmie tę legitymację. będą puszczane piosenki. który był obrzydliwy. „Salon niezależnych”. żeby puszczać Program I (szczególnie dziennik po godzinie 12). Dwa razy w tygodniu chodziłem z piętra do piętra i obstawiałem klawiszy – stałem z kluczami przy kracie. Jeżeli zwycięstwo nie może być dane. był spokój i wtedy puszczałem te audycje. Były naciski z góry. przed drugą kratą). jeszcze o czymś. że pod wpływem Macieja Szaszkiewicza i Włodzimierza Skirlińskiego [szefa całej ochrony wewnętrznej aresztu] ta legitymacja przeleżała w sejfie coś koło roku i nie zrobili z tego afery. którzy mieli zarzut z dekretu o stanie wojennym .

że siedział z tym więźniem mniej więcej dwa tygodnie. W końcu przekazywaliśmy spisy Elżbiecie Turnau. Z władz więzienia nikt nigdy nie zwrócił mi uwagi na to. Sprawozdanie sporządzono 6 kwietnia 1982 roku. Pewną ochronę na Monte zapewniał mi Andrzej Popiołek. 5. że niektórzy komendanci donosili także na funkcjonariuszy Służby Więziennej. że gdzieś tak około 1985 r. od której braliśmy też bibułę. Wziąłem książki Moczulskiego („Rewolucja bez rewolucji”) i Kuronia („Pesymizm błędnych tez”). Pierwsza wypłata z Funduszu „O” dla „Hiszpana” jest zaksięgowana pod datą 29 marca 1982 roku. W 1982 lub 1983 roku kazano mi przeprowadzić szkolenie polityczne dla funkcjonariuszy SW. Każda wypłata dla niego ma miejsce pod koniec miesiąca i stanowi jakby miesięczne wynagrodzenie. żeby zatwierdził. W jednym z donosów. Czasami koledzy ze służby mówili mi: „Fajną audycję dzisiaj miałeś!”. 19 i 20 maja 1982 roku i dotyczą Grudniewicza. któremu ten spis wkładałem do szuflady). a więc do końca maja. mógł współpracować jako TW pod innym pseudonimem). którzy siedzieli na Monte i wyczytane z materiałów SB. Dlatego możliwe jest. Zebraliśmy wszystkie informacje o „Hiszpanie” uzyskane od więźniów.386 Rozdział III – Lato (a więc zarzut polityczny). Kolejne meldunki „Hiszpana” mają daty: 2. 10 i 11 lipca i dotyczą Tosia. że opuścił areszt w grudniu. Pierwsze znane nam raporty „Hiszpana” noszą daty 17. że pieniądze zostały pobrane zaliczkowo i ex post zaksięgowane na konto „Hiszpana”. Polityczni siedzieli nie tylko „na getcie”. *** Czy można dziś ustalić tożsamość tajnego współpracownika celnego SB o pseudonimie „Hiszpan”? Podjęliśmy taką próbę. Byłem wtedy objęty sprawą operacyjnego rozpoznania. Odmówił: „Czyś ty zwariował?!”. Jeszcze nie skończyłem. a potem żona to zanosiła do kurii. W 1982 to było około 50 nazwisk. nie wiem komu. że to jest wentyl bezpieczeństwa? Nigdy nie rozmawialiśmy na ten temat. przed 24. mniej więcej w tym czasie zaczęli mnie odsuwać od wielu spraw w więzieniu. z którym „Hiszpan” w tym czasie siedział w jednej celi. 4. 18. ale także na innych oddziałach. Zaniosłem to do naczelnika. Były jednak granice tolerancji naczelnika. I od tego czasu miałem spokój ze szkoleniami. aby wykorzystać miesięczny czy kwartalny limit. Współpracowałem też z podziemnym pismem „Mała Polska” – pisałem tam artykuły historyczne. że siedzi z Tosiem od 30 czerwca 1982 roku (a więc przez pierwsze . Podejrzewali mnie. Z drugiej strony. Może uważał. a wszystkie wpisy wykonywała jedna osoba w tym samym czasie (na co wskazuje jednakowy kolor długopisu oraz jednakowy charakter pisma). Najpierw to przekazywałem do Franciszkanów (miałem tam znajomego księdza Alana. 7. że po grudniu 1982 roku współpraca TWC „Hiszpana” z SB ustała. Jest to ostatnie wynagrodzenie dla więziennych OZI zaksięgowane w tym miesiącu. Pamiętam. 9. a więc zakładając. jak jeden z komendantów poleciał do naczelnika Zawady i naskarżył na mnie. Brak późniejszych wypłat wskazuje. Ale pamiętam. że Edward Nowak napisał w 1982 roku artykuł (chyba o polskich konstytucjach) do radiowęzła. Grudniewicz podaje. „Hiszpan” melduje. to zaczął pożyczać ode mnie bibułę do poczytania. Być może współpracował dalej. Ostatnia wypłata dla „Hiszpana” nosi datę 24 grudnia 1981 roku. z którym „Hiszpan” w tym czasie przebywa w jednej celi w „getcie”. to „Hiszpan” musiał zostać zwerbowany przed 6 kwietnia 1982 roku. co nadaję. że jestem szefem „Małej Polski”. Przykład ten dowodzi. ale pod innym pseudonimem i nie jako agent celny (jeżeli wyszedł na wolność. 8. który w 1982 lub 1983 roku został zastępcą naczelnika więzienia. że w tym czasie został pozyskany jako TWC. a tylko zgłosił się wtedy po miesięczną wypłatę. co wskazuje.

które było wolne (zwykle to położone najwyżej). Miał mnie nawet w celi uczyć swojego języka. w średnim wieku. Głowacki siedział z tym samym Czechosłowakiem.Na Monte 387 dni pobytu Tosia w areszcie). chociaż siedzieliśmy razem ze dwa tygodnie. wzięli go i już do mnie nie wrócił. który miał niby przekazać na zewnątrz. który wypytywał go o tego poprzedniego. również agent). że siedzą z obywatelem CSRS. Rozmawialiśmy o różnych sprawach. że on jest konfidentem. że „Włodek” mówił z charakterystycznym akcentem. Mówił. Mieli go też straszyć pistoletem i grozić. ale szybko został przez niego zdemaskowany. jakby „wieśz” i „rozumieśz”. Po prostu „Hiszpan” nie mówił im. Na Mogilskiej esbek miał mu powiedzieć: „Nikt nie wie. że jest Czechem. przez którego wysyłałem grypsy z „getta” był Słowakiem albo Czechem. skoro trafił do celi jako ostatni. piętrze). że „Hiszpana” zabrali. a być może była to wymowa polskich słów przez Czechosłowaka. że ma takie możliwości. Wyższy ode mnie. że ma rozprawę. Grudniewicz opowiada. choć. Nie pamiętam. Prawdopodobnie w ten sposób chciał natychmiast uprzedzić SB o dekonspiracji agenta – Czecha i to spowodowało. który wziął za język knajacki. Nie wiemy. co jest zapewne wynikiem niekompletności akt. Grudniewicz: Więzień. od końca maja do 30 czerwca oraz od połowy lipca do grudnia 1982 roku. aby zebrać nasze doświadczenia i wykorzystać je u siebie. który mówił. jak wpadłem i co robiłem. Mówił dobrze po polsku. Mówił z lekkim czeskim akcentem. obok której mieszkał. który później okazał się „Hiszpanem”. z kim siedział „Hiszpan” od końca marca do 17 maja. że jesteś w Polsce. Potem powiedział. Bik dobrze pamięta. tylko przedstawił im inną „legendę”. Głowacki: Na Monte zaraz na początku siedziałem przez pewien czas z jakimś gościem. Dostaniesz w łeb i nikt nie będzie o tobie wiedział”. Na tyle dobrze. że był z Karty 77 i że ma jakąś dziewczynę w Krakowie. że „Włodek” miał częściowy paraliż policzka. Mówił. że ten poprzedni był Czechosłowakiem i że był prawdopodobnie kapusiem. że ani Tukałło. że mieszkał w Ostrawie. Tosiowi i Bikowi „Hiszpan” przedstawił się tym samym imieniem – „Włodek”. ani Bik nie wiedzą. ale w końcu nie zdążył. Do więzienia do Wrocławia z nami już nie pojechał. a ponieważ dobrze mówił po polsku. . „Włodek” charakterystycznie wymawiał np. jak to technicznie wyglądało z moim grypsem. Nie znaleźliśmy jednak w aktach donosów „Hiszpana” na ich temat. szatyn. ci nie zorientowali się. gdy zorientował się. że „Włodek” miał problemy z kręgosłupem i dlatego zaraz jak przyszedł do celi. ten nowy więzień podszedł do kraty i krzyknął: „Czech jest kapuś!”. słowa „wiesz” albo „rozumiesz” – miękko. że siedzieli w celi z Czechem. to zgodnie z obyczajem więziennym przysługiwało mu łóżko. Bik dobrze też pamięta. Grudniewicz przypomniał sobie. o czym powiedział mi już w więzieniu. ale także z Bogdanem Głowackim. Z akt SB lub z meldunków samego „Hiszpana” wynika. Gdy Grudniewicz powiedział mu. Z rozmowy wynikało. Gdy opowiadałem mu o mojej podróży pociągiem z Czeskiego Cieszyna do Pragi w roku 1979 lub 1980. Bik pamięta też. Najpierw on opowiadał o sobie i o swojej działalności. „Hiszpan” siedział następnie kilka dni z Bikiem. to on zwrócił mi uwagę. opowiadał mu w celi. że jest Czechosłowakiem. Przeszedł do Polski przez zieloną granicę. Miał działać w Karcie 77 i przyjechać do Polski. to zażądał najniższego łóżka. Na pewno to nie był Polak. potem ja opowiadałem. że więzień. Witoldem Tukałłą i Markiem Bikiem. że z okien pociągu widać hutę w Ostrawie. że go wyrzucą przez okno (a przesłuchiwali go chyba na 10. Wtedy trafił do niego kolejny więzień (oczywiście. Moim zdaniem naprawdę był Czechem. że jest Czechosłowakiem związanym z tamtejszą opozycją. że na Monte siedział w jednej celi nie tylko z Wiesławem Grudniewiczem i Witoldem Tosiem. że mógł uchodzić za Polaka.

Zwolniono go 10 listopada tego roku. Te. kilka linijek wyżej jest trzeci już wpis Jiriego Vavrušáka. chamski stosunek do kobiet. Pod datą 18 maja 1982 r. Przejrzeliśmy ogromny tom tej ewidencji za rok 1982. Nie udało nam się ustalić jednoznacznie. są napisane przez funkcjonariusza na maszynie i jedynie podpisane ręcznie (podpis. Jiri Vavrušák Próbując ustalić tożsamość „Hiszpana”. Czechosłowaków mających jakikolwiek związek z opozycją czy subkulturami. którzy byli w jednej celi z „Hiszpanem”. Staramy się jednak przedstawić wszystkie informacje na ten temat. którym za wspieranie „Solidarności” groziły poważne represje. że został wpisany drugi raz. gdzie szefem KZ „Solidarności” był Jan Pacula. w roku 1982. szukaliśmy śladów obecności w Krakowie. które mogłyby pasować do obywateli Czechosłowacji. figuruje „Jiri Stanislav”. z adnotacją. które się zachowały w oryginale. ciemne włosy. który bardzo pomógł SB rozpracować krakowską KPN w 1982 roku. w którym znalazła się wypowiedź Stanisława Tatary: W październiku [1981] odbyło się zebranie KOWzaP w PRK-9 przy al. że wpis anulowano. można też zrekonstruować jego wygląd: szczupły. przedstawiciele opozycji z Czechosłowacji.388 Rozdział III – Lato Zapamiętał także jego pogardliwy. figuruje też Milan Rajdoš. byli czechosłowackimi hipisami – Richard Němčok z Ostrawy i Kotouček z Mostu (niestety. pojechaliśmy do Aresztu Śledczego w Krakowie przy ul. Świadkowie mówili. Tosia i Bika. bardzo słabo czytelny). w której wpisywano dane przyjmowanych do aresztu. Dzierżyńskiego (obecnie Lea). jak klęcząc na kobiecie. tym razem bez daty. gdzie zachowała się „Księga ruchu”. kim był „Hiszpan” – agent. Była już o nich mowa w I tomie naszej pracy. zabiedzony. który pobił w celi do nieprzytomności Marka Bika. Pozostali dwaj interesowali się polityką i byli tu znani jako współpracownicy Karty 77. W rubryce „uwagi” jest adnotacja. gdyż Jiri Vavrušák został wpisany wcześniej pod innym numerem. jakie zdobyliśmy. Obecni na nim byli. Szukając „Hiszpana”. zwłaszcza obywateli CSRS. Jego raporty są napisane nieporadnym językiem. wzrost 175-178 cm. Nie znaliśmy ich nazwisk. jako osoba przyjęta do aresztu śledczego. że został zwolniony z tymczasowego aresztu 15 grudnia 1982. jako obserwatorzy. niestety. że nikt wtedy o nazwiska nie pytał. szukając imion i nazwisk. Montelupich. Rzeczywiście. że było ich co najmniej czterech. ponad wszelka wątpliwość. Kiedyś w nocy opowiadał z rozbawieniem. Przy tym drugim wpisie w rubryce „uwagi” zapisano. oddał mocz na jej plecy. jako Jiri Vavrušák pod innym numerem ewidencyjnym i pod inną datą (16 czerwca 1982). Przez pewien czas nosił krótką brodę. Dwóch z nich nie angażowało się w politykę. Pod datą 18 maja 1982 r. nasi rozmówcy nie pamiętają jego imienia). Na podstawie relacji wszystkich. . przyczynił się do skazania Grudniewicza. Ustaliliśmy. Głowackiego. człowiek.