You are on page 1of 60

P6/1 /8PA 8

ISSN 1427-048 BARWY ZDROWIA
M a g a z y n M e d y c z n y
fot. Maciej Bogdański
1
SPIS TREŚCI
4 List do redakcji
5 Alchemia życia
6 Pamiętnik
7 Zdrowo, smacznie, wesoło
11 Indeks i ładunek glikemiczny diety
16 zaczynam od nowa
18 mniejsze zło
19 Pionierskie transplantacje
21 Insulina potrzebna mózgowi
23 Słodka epidemia
26 Terapia za fnansową barierą
28 Gorzki wynik walki z cukrzycą
29 Siła nadziei
30 Dla zdrowia i urody
33 Kult witamin
36 Helisa smaków
42 Miejsce dla dzikiej przyrody
46 Paryskie brzany
48 i taj już zostanie
50 Zatrzymać czas
53 Moc relaksacji

3
Gdyby wszyscy ludzie na świecie nosili w ser-
cach miłość i wdzięczność, Ziemia odzyskała-
by swą pierwotną urodę - mówi Masaru Emoto,
japoński uczony, zajmujący się od lat badaniem
wody z całej planety. W jego kraju, zresztą nie
tylko tam, funkcjonuje zjawisko ducha słów. Lu-
dzie wiedzą, że duch słów oddziałuje na wszyst-
ko, co istnieje i ma moc niemal natychmiastowej
odmiany świata z tym większym skutkiem, gdy
słowo np. modlitwy, wypowiada wspólnie spo-
ra grupa osób. Działa wtedy połączona siła ich
woli.
Dobre słowo – jedno – jest równie cenne.
Jego pozytywne wibracje mają niewyobra-
żalną siłę, zatem przywróćmy mu „codzienną
używalność”.
Jeśli wypowiemy takich słów dużo, świat sta-
nie się lepszy i my będziemy na pewno inni
– z miłością i wdzięcznością w sercach.


Danuta Maria Roszkowska
Redakcja Magazynu „cukRzyca a zdRowie”
wydawca:
wszechnica diabetologiczna
PSd zw w Białymstoku
adres redakcji:
ul. warszawska 23, 15-062 Białystok
tel. 085 741 57 01, tel./fax 085 732 99 74
e-mail: pol_stow_diabetykow@wp.pl
www.cukrzycaazdrowie.pl
Redaktor naczelna:
danuta Maria Roszkowska
z Redakcją wSPółPRacują:
mgr edyta adamska
prof. dr hab. Maria Borawska
prof. dr hab. n. med. ewa otto-Buczkowska
Marek dolecki
dr n. med. joanna Filipowska
mgr Małgorzata Frąś
dr n. med. Hanna Bachórzewska-gajewska
mgr wiesława gołąbek
prof. dr hab. n. med. Maria górska
mgr Michał iwańczuk
prof. dr hab. n. med. ida kinalska
dr n. med. Małgorzata korolczuk-zarachowicz
mgr Bogumiła ławniczak
janusz niczyporowicz
mgr jolanta obidzińska
Renata Saniewska
prof. dr hab. n. med. jacek Sieradzki
anastazja Szachowicz
prof. dr hab. n. med. Małgorzata Szelachowska
Lucyna Szepiel
prof. dr hab. n. med. Mirosława urban
anna worowska
dr n. med. Halina wójcik
Tłumaczenie z języka angielskiego:
Michał iwańczuk
Tłumaczenie z jezyka hiszpańskiego:
Marcin Szachowicz
Redakcja grafczna:
Lucyna Szepiel
wydanie magazynu
zostało dofnansowane
przez Państwowy
Fundusz Rehabilitacji
osób niepełnosprawnych
4
Piszę, ponieważ o Tobie wiem. Mogę wziąć
do ręki numer czasopisma i kolejny raz po-
czuć komfort przekazu treści, wartości, kli-
mat własny, gdyż identyczny z mą chorobą
oraz pokrewny sferom zdrowia, pozostają-
cym mimo niej. Przekonać się, że stale jest
zespół ludzi doskonale znających wszyst-
kie aspekty choroby i zdrowia, tym samym
mnie. Należę bowiem do grona adresatów i
odbiorców. „Cukrzyca a Zdrowie” nie jest
naturalnie jedynym czasopismem w tema-
cie diabetologii. Wybrałam jednak właś-
nie je jako swego szczególnego „przewod-
nika”– zarówno w sferze czysto medycz-
nej jak i duchowej, a są one integralne. Cóż
bowiem zyska człowiek chorujący na cuk-
rzycę insulinozależną, próbując przykła-
dowo doprowadzić do normoglikemii, le-
cząc choroby współistniejące, aplikując so-
bie farmaceutyki, stosując wszelakiego ro-
dzaju środki zewnętrzne, przypuśćmy na
dotkniętą zmianami powierzchnię skóry,
ograniczając się do konwencjonalnych me-
tod? Jeżeli pogłębia się jego poczucie stag-
nacji, zbędności, wręcz nieszczęścia? Re-
zerwując je dla siebie, nie wtajemniczając w
nie nikogo? Efekty terapii będą żadne, a w
najlepszym razie, przy sukcesywności wy-
siłków znikome i niewystarczające. Bariera
bowiem pozostanie.
Ważna w periodyku, poza zawartością
merytoryczną, jest oprawa grafczna. Do-
pełnia ona bowiem przekazu, odbioru czy-
telnika – pacjenta bądź kogoś, kto jest z
nim na co dzień. Już sama okładka może,
jak w przypadku „Cukrzycy a Zdrowia”
zachęcać do zapoznania się z artykułami.
Przez to czyni je wartościowym środkiem
tego, co zewnętrzne, wzrokowe. Jak pej-
zaż, wypełniony warstwami i głębią, sta-
nowiąc wartość sam w sobie. Całościowy
ogląd jest istotny z uwagi na częste stany
przygnębienia, lęku, negacji występujące w
przewlekłej chorobie. Można bowiem sły-
szeć wzrokiem, widzieć umysłem. Specja-
listyczne czasopismo łączy w sobie walory
przekaziciela wiedzy z zakresu medycyny i
oddziaływanie kulturalno-estetyczne, psy-
chologiczne.
Prasa właśnie może być najlepiej przyj-
mowanym medium. Uwzględnia bowiem
wielorakie potrzeby pacjenta, któremu jest
poświęcona. Jego potrzebę indywidual-
nego poznania, samotności, ciszy i spoko-
ju, dyskrecji a nawet dystansu (gdy może
zamknąć, odłożyć gazetę), aby nic mu nie
przypominało o chorobie, o niczym, wie-
dząc, że może powrócić w dowolnym mo-
mencie, w dowolny sposób do wybranego
fragmentu, tematu, artykułu, czy choćby
zdjęcia.
Zanim świat wyeliminuje cukrzycę, co
pozwala dopuszczać dokonujący się po-
stęp w medycynie, osiągnięcia naukowców,
takie czasopisma jak „Cukrzyca a Zdro-
wie” są niezwykle potrzebne. Jak znaki we
mgle, światła w wąskim, ciemnym tunelu
pełnym niebezpiecznych zakrętów. Niech
trwają, aby także dzięki nim diabetycy byli
w możliwie najlepszej formie.
Okrena
List do redakcji
Szanowna Redakcjo!
5
W arkanach ułudy
nikną cudu klejnoty
bogactwo barw
rzeźbi dysonansu kryształy.
Cokolwiek dodam do mej nadziei
cokolwiek z niej odejmę,
złotego piasku
w szkle klepsydry
czas nie przesypie.
Diamenty uczuć:
sztuczne szkła
czy kamienie
rozróżniam dziś
w emocjonalnym mikroskopie.
Energia marzeń mnie prowadzi
i często strąca
w otchłań czarną
ziejącą pustką
esencją mocną
jak czerwień krwi.
Wstaję, by uciec
w krzykliwy przedświt,
ultrafolet czasu i przestrzeni
farbuje moje
fatum niespełnienia
jest tak wyraźne
że nie widzę drogi.
W powietrzu gęstym
od zapachów i barw
głębokim od emocji
jak przestwór.
Jestem sobą
najprawdziwiej – odizolowaniem
od fałszu i prawd świata
w jego jedności
i kontraście
w przepychu
gniewu, nicości.

Harmonię strun powietrza łamie dźwięk,
wypełniający płuca błękit
i jaskrawość
w niewysyceniu zmysłów
hańbi szlachetną czerwień.
Imienia płatki w wiązce koloru
zastygłe lawą intymności
przechodzą intuicją
w tło zdarzeń.
W arkanach języka
jasność jest tylko
drogowskazem w mroku.
Jawą świadomość rozkwita.
Jestem gdzieś pośrodku
wyborem jutra już teraz
jestem całością i częścią
w magii odległego ogrodu.
Kimkolwiek jestem
jeśli kocham – żyję
z mocnej esencji
własnej krwi
wyławiam rubin.
Okrena
Alchemia życia
(fragment)
6
Pamiętnik
Jesień... i ja w jesieni.
Co nas łączy? Pora i czowiek. Naturalna symbio-
za.
Patyna i przezrocze zarazem. Pora przesłania-
jąca wyrazistość, radosną jasność barw i rozkwi-
tu, otwartość ogrodów. W człowieku także zacho-
dzą na siebie cienie, wrzeciona niepokornych od-
czuć i płomiennych myśli, zasnuwają niepokojem
drogi. Zmienia się kolorystyka spojrzenia i stanu
duszy. W orzechowowinnych oczach jesieni prze-
glądają się zielone liście, barwne motyle i kwiaty;
jak marzenia do spełnienia niebo błękitne. Dusza
zmienia kolorystykę nastroju, lecz przywoływane
w niej formy i kolory lata są jak żywe. Ożywia je
właśnie melancholia.
Życie człowieka zdrowego lub wchodzącego w
nie, parafrazując, jest niby wiosna, lato. Ozna-
cza rozwój, daleki horyzont, radość, energię, peł-
nię możliwości. Moja paleta, jako artysty życia
jest inna. Dominuje w niej tonacja popielu. Jak-
że jednak zachwycająco eksponuje ona plamy
złota, purpury. To naturalizowane właśnie jesie-
nią barwy liści drzew, tak mi drogich, ale także
bursztyn, wosk, wino, wrzos, czy płomień świe-
cy. Każdy wie, co oznaczają te nazwy. Dla mnie
są czymś jeszcze...Swego rodzaju symbolami, ma-
pami mego wnętrza, domem mej duszy, współ-
istniejącą rzeczywistością. W człowieku zacho-
dzi tak wiele zmian – najdonioślejsze, najpiękniej-
sze sprawy, momenty, krople wzruszeń krystali-
zują się i zachowują we wspomnieniu żywe formy.
Niby żywica drzew zaklęta w bursztynie. Niczym
kamienie szlachetne, mające być ozdobą wnętrza,
skarbem postrzegania, wiary, barwnymi światła-
mi na wąskich, krętych ścieżkach trudnego życia,
trudnych sytuacji. Grona gniewu, kary, żalu, czy
najwznioślejszych uczuć, zależnie od tego, czy i
jak je w sobie pielęgnuję, przelewam na innych, z
jakiej perspektywy na mnie i na innych oddziały-
wują, czy pozwalam im „oddychać”, przesłaniać
słońce – tworzą koloryt, gęstość, „jakość” krwi.
Serce jest niczym wosk. Jeśli będę potrafła wznie-
cić w nim iskrę odwagi, miłości – zdoła rozświet-
lić mrok bólu, zwątpienia.
Tak więc mam wiele wspólnego z jesienią. To
wiatr...bezwzględna siła odwrotu lecz i złoto-
strunna pieśń, jak emocje. Chociażby różnorakie
stany w chorobie.
Myślę, że mimo całej aury pożegnania, jesień
ma, a na pewno może emanować przejmującym
urokiem.
Szłam ulicą, czułam się źle. Wzmagający się
wiatr był jak ból głowy. Odnosiłam nieodparte
wrażenie, że cieniutkie gałązki łamały się, wygi-
nały w mych stawach i mięśniach, w żyłach kwiaty
tuliły swe płatki, tańcząc do smutnej piosenki. Fi-
zycznie i duchowo byłam chora. Musialam przy-
stanąć, uczynić cokolwiek, aby odnaleźć w sobie
istotę aktywną. Weszłam do małej kawiarenki, o
intymnej aranżacji, wypełnionej akurat nutami
piosenki z nostalgicznym tekstem
„A w górach już jesień(...)”.
Odpoczynek, krople osłodzonej orzechowym
syropem, aromatycznej kawy z wolna przywraca-
ły mi siły, koiły me zmysły, stapiając się z melo-
dią.
I stało się, że była chata we wrzosach, pełna ła-
godnych cieni, które nie znały słów. Przeglądały
się w oknach lśniących kroplą rosy i były jak liście
kolorowe, ciepłe, pachnące i szelestne, oplecione
przędzą babiego lata.
Byłam duchem. Me ciało pozostawiło mi wol-
ność, której potrzebowałam. Byłam daleko, a za-
razem o oddech. Wchłonęła mnie magia jesieni.
Zaabsorbowała mnie tak, że sama stałam się je-
sienią.
Drogi „Pamiętniku” ta karta jest złocistobeżowa
z domieszką bordo, pod inicjałem jesieni. Porzą-
dek liter, tworzących jej nazwę to alfabet dnia. Za-
mknięty i otwarty, jak... memento.
Okrena
7
Zdrowo,
smacznie,
wesoło
Kiedy zakończyło się pierwsze spotkanie,
którym 9 października zainaugurowano
cykl Czwartkowych Obiadów u Diabe-
tyków, w redakcji „Cukrzyca a Zdrowie”
odetchnięto z ulgą. – Udało się. Czas my-
śleć o następnym. Kolejny obiad udał się
jeszcze bardziej.
Gościnny „Capitol”
w Białymstoku
O tym, że cukrzyca jest chorobą, z którą
da się żyć długie lata pod warunkiem za-
chowania pewnej dyscypliny i reżimu –
szczególnie jeśli chodzi o odżywianie się
– nikogo przekonywać nie trzeba. Ale na
pewno warto pokazać, że dieta nie musi
być nudna i nieatrakcyjna; że można odży-
wiać się zdrowo, a jednocześnie smacznie.
Ideą czwartkowych obiadów – podobnie
jak za króla Stasia – jest nie tylko wspólne
spędzenie czasu przy degustacji wcześniej
przygotowanych potraw. Kto wie, czy nie
ważniejsze są w czasie tych spotkań przeży-
cia kulturalne, a także walory edukacyjne.
– Chcieliśmy znaleźć w Białymstoku re-
staurację, która by z nami współpracowała
przy organizacji tych obiadów – mówi Da-
nuta Roszkowska, prezes Podlaskiego Sto-
warzyszenia Diabetyków i redaktor naczel-
na dwóch periodyków. – Pierwszy odbył się
w restauracji „Bicardi”. Wszystko byłoby
w porządku, gdyby nie to, że lokal okazał
się zbyt mały jak na nasze potrzeby. Dla-
tego następny, listopadowy, zorganizowa-
liśmy wspólnie z „Capitolem”. I wszystko
wskazuje na to, że nasza współpraca będzie
trwać dłużej.
Vip przy garach
Jak wygląda scenariusz takiego obiadu
czwartkowego? Najpierw jest deser – dla
ducha. Dwa pierwsze spotkania poprze-
dzał recital rewelacyjnej grupy jazzowo-
folkowej Sarakina. Ich kompozycje z naj-
nowszej płyty, inspirowane muzyką Szope-
na, wprawiły gości w doskonały nastrój, a
gorące bałkańskie rytmy zaostrzyły apety-
ty. Ale jeszcze nie przyszedł czas na obiad
„właściwy”. Poprzedziła go porcja wiedzy
o roli i znaczeniu witaminy A w naszej co-
dziennej diecie. Informacje te przydadzą
się każdemu, nie tylko osobom, które mu-
Czwartkowe
obiady
u króla
Stasia?
Nie,
u diabetyków
8
szą przestrzegać diety cukrzycowej. W nie-
codziennej scenerii goście „Capitolu” wy-
słuchali wykładu prof. dr hab. n. med. Ma-
rii Górskiej „Co z tą cukrzycą”.
Z dużym zainteresowaniem obserwowa-
no kulinarne wyczyny dwóch panów: wice-
prezydenta Białegostoku Tadeusza Arłuko-
wicza i dyrektora Wydziału Spraw Społecz-
nych UM, Adama Kurluty, który tym ra-
zem wystąpił jako młodszy kuchcik.
Panowie przygotowali obiad. Na pierw-
sze danie zupa z dyni z pestkami słonecz-
nika i siemienia lnianego – jako że witami-
na A obecna jest we wszystkich owocach i
warzywach w kolorze żółtym, pomarań-
czowym i czerwonym. A na drugie: kur-
czak po bolońsku z bukietem warzyw i ryż
– przygotowane zdrowo, bo na parze.
Po kilkunastu minutach potrawy były
gotowe. Można było zasiąść przy stołach i
zjeść pyszny obiad.
Bez sponsorów ani rusz
A byli wśród nich:
– życzliwi restauratorzy, którzy są w sta-
nie na zapleczu lokalu „cudownie” roz-
mnożyć przygotowywaną w jednym, nie-
wielkim garnku potrawę i poczęstować nią
ponad stu gości obiadu czwartkowego;
– oraz przedstawiciele frmy AMC, zna-
nego na całym świecie producenta cudow-
nych garnków, a właściwie całego systemu
do szybkiego i zdrowego gotowania.
Bez nich nie udałoby się nam zrealizować
Czwartkowych Obiadów u Diabetyków –
mówi Redaktor Naczelna periodyku „Cuk-
rzyca a Zdrowie”.
Rzeczywiście, system proponowany przez
AMC to marzenie każdej pani domu. Bo
nie dość, że cały obiad można przygotować
w ciągu kilku-kilkunastu minut, to na do-
datek wszystko jest bardzo smaczne, zdro-
we, niepozbawione witamin i minerałów. A
tradycyjne gotowanie, niestety, „wypłuku-
je” wiele substancji odżywczych z warzyw,
kaszy czy ryżu.
DOMA
fot. Marek Dolecki, Maciej Bogdański
Tadeusz Arłukowicz, wiceprezydent Białegostku z Adamem Kurlutą, dyrektorem
Departamentu Spraw Społecznych U. M. zaczynają gotować
9
W niecodziennej scenerii goście „Capitolu” wysłuchali wykładu
prof. dr hab. n. med. Marii Górskiej „Co z tą cukrzycą”.
Jazzowo-folkowa grupa Sarakina
10
Krzyszof Diller, szef marketingu AMC w rozmowie z gośćmi Czwartkowych Obiadów
Okazało się, że ditea cukrzycowa nie jest ani nudna, ani skomplikowania. Po prostu samo zdrowie.
11
Dieta stanowi bardzo istotny element leczenia
cukrzycy. Przestrzeganie zaleceń dietetycznych
wraz z zaleconą farmakoterapią pozwala uzyskać
lepsze wyrównanie metaboliczne. Zrozumienie
zaleceń z pewnością ułatwi wprowadzenie zmian
w diecie osobom chorym na cukrzycę.
W pożywieniu wyróżniamy 3 główne grupy pod-
stawowych składników odżywczych. Są to białka,
tłuszcze i węglowodany. Największy wpływ na po-
ziom glukozy we krwi mają niewątpliwie węglowo-
dany (potocznie nazywane cukrami). Przez wiele
lat opieraliśmy się jedynie na podziale tej grupy na
węglowodany proste i złożone, w zależności od ich
budowy chemicznej. Do węglowodanów prostych
należą m.in. glukoza i fruktoza (występujące głów-
nie w owocach i w miodzie). Węglowodany złożo-
ne możemy zaś podzielić na dwie kolejne „podgru-
py”, mianowicie dwucukry (w tym laktoza – cu-
kier mleczny i sacharoza – zbudowana z glukozy i
fruktozy, jest to cukier, którego używamy do sło-
dzenia) oraz wielocukry ( np. skrobia występują-
ca głównie w ziarnach zbóż i ziemniakach). Wę-
glowodany możemy też podzielić na przyswajalne
przez nasz organizm (np. fruktoza, skrobia) i nie-
przyswajalne, czyli błonnik pokarmowy.
Ponieważ poziom glukozy we krwi zależy prze-
de wszystkim od węglowodanów, czyli cukrów, w
diecie osoby chorej na cukrzycę powinny być one
ściśle kontrolowane, zarówno pod względem ich
ilości, jak też jakości.
Aby określić ilość węglowodanów, wprowadzono
pojęcie wymiennika węglowodanowego (WW). 1
WW jest to taka ilość produktu, w której wystę-
puje 10g węglowodanów przyswajalnych. I tak np.
1 kromka chleba to jest 1 wymiennik węglowoda-
nowy, tzn. zawiera 10g cukrów, 1/3 bułki pszen-
nej to też jest 1 WW, czyli cała bułka, stanowi 3
WW (30g węglowodanów), 1/5 bułki grahamki to
też jest 1 WW, czyli w całej bułce grahamce mamy
aż 5 WW (50g węglowodanów!!!).
Ostatnimi laty skupiamy się jednak bardziej na
wpływie węglowodanów na poziom glikemii.
Otóż węglowodany mogą być trawione i wchłania-
ne w różnym tempie. Niektóre wchłaniają się bar-
dzo szybko, przez co gwałtownie podnoszą po-
ziom cukru we krwi, inne zaś wchłaniają się wol-
niej, przez co poziom glikemii we krwi będzie
wzrastał stopniowo.
Powstała więc nowa klasyfkacja węglowodanów
nazwana indeksem glikemicznym (IG), określają-
ca właśnie tempo ich wchłaniania. Produkty wę-
glowodanowe zostały podzielone na 3 grupy:
– o wysokim IG, tzw. węglowodany galopujące,
których IG >70
– o średnim IG, tzw. węglowodany maszerujące,
których IG = 55-70
– o niskim IG, tzw. węglowodany pełzające, któ-
rych IG <55
wçglowodanow), 1/5 bulki grahamki to tez jest 1 WW, czyli w calej bulce grahamce mamy az
5 WW (50g wçglowodanow!!!).
Ostatnimi laty skupiamy siç jednak bardziej na wplywie wçglowodanow na poziom glikemii.
Otoz wçglowodany moga byc trawione i wchlaniane w roznym tempie. Niektore wchlaniaja
siç bardzo szybko, przez co gwaltownie podnosza poziom cukru we krwi, inne zas wchlaniaja
siç wolniej, przez co poziom glikemii we krwi bçdzie wzrastal stopniowo.
Powstala wiçc nowa klasyIikacja wçglowodanow nazwana indeksem glikemicznym (IG),
okreslajaca wlasnie tempo ich wchlaniania. Produkty wçglowodanowe zostaly podzielone na
3 grupy:
- o wysokim IG, tzw. wçglowodany galopujace, ktorych IG ~70
- o srednim IG, tzw. wçglowodany maszerujace, ktorych IG ÷ 55-70
- o niskim IG, tzw. wçglowodany pelzajace, ktorych IG ·55








Przyjçto, iz glukoza ma indeks glikemiczny 100. Bulka pszenna ma IG 95, czyli wchlania siç
niemalze w takim tempie jak czysta glukoza. IG marchwi gotowanej wynosi 45-90, soku z
marchwi ok. 40, zas surowej marchwi 16-30. Z czego wiçc wynikaja tak znaczne roznice ?
Otoz na wartosc IG ma wplyw wiele czynnikow, m.in.:
•ilosc i rodzaj wçglowodanow
wzrost glukozy we krwi
czas od spozycia posilku
IG ~70
IG 55-70
IG · 55
indeks
i ładunek
glikemiczny
diety
mgr Edyta Adamska
– specjalista dietetyk
12
foto Anna Worowska
Przyjęto, iż glukoza ma indeks glikemiczny 100.
Bułka pszenna ma IG 95, czyli wchłania się nie-
malże w takim tempie jak czysta glukoza. IG mar-
chwi gotowanej wynosi 45-90, soku z marchwi ok.
40, zaś surowej marchwi 16-30. Z czego więc wyni-
kają tak znaczne różnice ? Otóż na wartość IG ma
wpływ wiele czynników, m.in.:
• ilość i rodzaj węglowodanów
• stopień dojrzałości owoców
• zastosowane metody przetwarzania żywności
• posiłki poprzedzające spożycie produktu; po-
siłek o niskim IG może spowodować mniejszy
wzrost poziomu glukozy następujący po spoży-
ciu kolejnego posiłku, tzw. efekt drugiego po-
siłku;
• obecność i skład błonnika pokarmowego; frak-
cje błonnika rozpuszczalne w wodzie (pocho-
dzące np. z nasion roślin strączkowych, owo-
ców, warzyw, jęczmienia i owsa) w przewodzie
pokarmowym tworzą żele, stanowiąc barierę f-
zyczną i zwalniają działanie enzymów trawien-
nych; frakcje błonnika nierozpuszczalne w wo-
dzie (głównie celuloza i lignina) wpływają w
niewielkim stopniu na opróżnianie żołądka i
nie wykazują wpływu na trawienie i wchłania-
nie węglowodanów; w związku z tym dieta wy-
sokobłonnikowa nie zawsze oznacza dietę o ni-
skim IG
• stopień rozdrobnienia produktu i rozluźnienia
lub degradacji struktur ściany komórkowej, np.
pod wpływem działania temperatury, co wpły-
wa na jego dostępność dla enzymów trawien-
nych; podczas gotowania skrobia pęcznieje,
przez co staje się ona bardziej podatna na dzia-
łanie enzymów trawiennych
• obecność w produkcie innych składników od-
żywczych; białka, tłuszcze, kwasy organiczne,
pektyny, taniny i kwas ftynowy – hamują tra-
wienie skrobi
Podsumowując, warzywa i owoce zbudowa-
ne są z komórek. Podczas gotowania, pod wpły-
wem działania temperatury błony komórkowe
są niszczone, przez co ulegają szybszemu trawie-
niu i wchłanianiu. Im dłużej gotujemy, tym bar-
dziej niszczymy struktury błon. I stąd różnica w
IG np. marchewki. Jeśli będziemy ją długo goto-
wali, to jej IG będzie wzrastał. Zasada ta dotyczy
wszystkich produktów gotowanych. Również ma-
karony powinny być przygotowane al dente (pół-
twarde). Bardzo dobrym sposobem przygotowa-
nia produktów, które wymagają gotowania jest go-
towanie na parze. W sokach natomiast, błony ko-
mórkowe zostały zniszczone w sposób mechanicz-
ny. Tak więc, to co nie wymaga gotowania, należy
spożywać w postaci surowej, wtedy nasz organizm
musi trochę „popracować” zanim strawi i wchło-
nie węglowodany. Podobnie sytuacja wygląda np.
z ryżem. Wysoko oczyszczony, czy też w postaci
płatków ryżowych będzie ulegał znacznie szybsze-
mu wchłanianiu niż ryż brązowy, który jest mniej
przetworzony. IG pieczywa pszennego wynosi 70-
95, natomiast chleba z mąki żytniej/ pieczywa peł-
noziarnistego, już nawet 56. Indeks glikemiczny
zależy również od stopnia dojrzałości owoców, im
bardziej dojrzałe tym łatwiej są trawione. Banan,
który jest mocno dojrzały (żółty) może mieć IG 70,
natomiast zielony 52.
Indeks glikemiczny określa jednak tylko tempo
wchłaniania węglowodanów, nie uwzględnia zaś
ich ilości. Nie jest więc wskaźnikiem idealnym.
Dla przykładu, indeks glikemiczny czekolady wy-
nosi ok. 43, co nie oznacza, że należy ją spożywać,
gdyż zawiera duże ilości cukrów. Niski IG w tym
przypadku uwarunkowany jest wysoką zawartoś-
cią tłuszczu, który zwalnia tempo wchłaniania.
Nasuwa się tu wniosek, iż czekolada nie powinna
być spożywana w przypadku hipoglikemii, kiedy
to zależy nam, aby poziom glukozy we krwi wzrósł
jak najszybciej.
Aby jeszcze dokładniej móc przewidzieć wzrost
glukozy we krwi powstało kolejne pojęcie, mia-
nowicie ładunek glikemiczny (ŁG). Bierze on pod
uwagę zarówno tempo wchłaniania jak też ilość
węglowodanów zawartych w produkcie. Możemy
go obliczyć wykorzystując poniższy wzór:
ktore wymagaja gotowania jest gotowanie na parze. W sokach natomiast, blony komorkowe
zostaly zniszczone w sposob mechaniczny. Tak wiçc, to co nie wymaga gotowania, nalezy
spozywac w postaci surowej, wtedy nasz organizm musi trochç ,popracowac¨ zanim strawi i
wchlonie wçglowodany. Podobnie sytuacja wyglada np. z ryzem. Wysoko oczyszczony, czy
tez w postaci platkow ryzowych bçdzie ulegal znacznie szybszemu wchlanianiu niz ryz
brazowy, ktory jest mniej przetworzony. IG pieczywa pszennego wynosi 70-95, natomiast
chleba z maki zytniej/ pieczywa pelnoziarnistego, juz nawet 56. Indeks glikemiczny zalezy
rowniez od stopnia dojrzalosci owocow, im bardziej dojrzale tym latwiej sa trawione. Banan,
ktory jest mocno dojrzaly (zolty) moze miec IG 70, natomiast zielony 52.
Indeks glikemiczny okresla jednak tylko tempo wchlaniania wçglowodanow, nie uwzglçdnia
zas ich ilosci. Nie jest wiçc wskaznikiem idealnym. Dla przykladu, indeks glikemiczny
czekolady wynosi ok. 43, co nie oznacza, ze nalezy ja spozywac, gdyz zawiera duze ilosci
cukrow. Niski IG w tym przypadku uwarunkowany jest wysoka zawartoscia tluszczu, ktory
zwalnia tempo wchlaniania. Nasuwa siç tu wniosek, iz czekolada nie powinna byc spozywana
w przypadku hipoglikemii, kiedy to zalezy nam, aby poziom glukozy we krwi wzrosl jak
najszybciej.
Aby jeszcze dokladniej moc przewidziec wzrost glukozy we krwi powstalo kolejne pojçcie,
mianowicie ladunek glikemiczny (LG). Bierze on pod uwagç zarowno tempo wchlaniania jak
tez ilosc wçglowodanow zawartych w produkcie. Mozemy go obliczyc wykorzystujac
ponizszy wzor:



Sprawdzmy zatem ladunek glikemiczny kilku produktow, bçdacych swietnym przykladem
roznego wzrostu poziomu glukozy.

IG x ilosc wçglowodanow (w gramach)
LG ÷
100
Sprawdźmy zatem ładunek glikemiczny kilku
produktów, będących świetnym przykładem róż-
nego wzrostu poziomu glukozy.
Na początek arbuz. Jego IG wynosi 72. Węglo-
wodany wchłaniają się więc szybko. Lecz w porcji
100g arbuza mamy jedynie 8g węglowodanów.
ŁG arbuza = (72 x 8) : 100 = 5,76
ŁG arbuza wynosi 5,76. Co to oznacza ? Węglo-
wodany wchłoną się szybko (IG 72), lecz poziom
glukozy we krwi nie wzrośnie wysoko gdyż mamy
tylko 8g węglowodanów.
Teraz banan, załóżmy, iż wybieramy niespełna
200-gramowego banana, niezbyt dojrzałego.
13
ŁG banana = (52 x 40) : 100 = 20,80
Teraz przeanalizujmy ten przypadek. IG jest ni-
ski, jednak zawiera aż 40 g węglowodanów, które
będą wchłaniane dosyć wolno jednak podwyższo-
ny poziom glukozy będzie się dłużej utrzymywał z
uwagi na dużą zawartość węglowodanów.
Teraz bułka pszenna.
ŁG bułki pszennej = (95 x 30) : 100 = 28,50
Jaki będzie wzrost glukozy we krwi ? Otóż mamy
aż 30 g węglowodanów, które wchłaniają się niemal
jak czysta glukoza (IG 95), poziom glukozy wzroś-
nie więc szybko i wysoko (z uwagi na dużą ilość
węglowodanów). Po upływie 2 godzin, kiedy w ra-
mach samokontroli zmierzymy poziom cukru we
krwi, ku naszemu zdziwieniu okaże się, że jest pra-
widłowy, więc wysuwamy błędny wniosek, iż mo-
żemy spożywać te produkty. Dzieje się tak dlatego,
iż przy tak szybkim wchłanianiu (wysokim IG),
niezwykle trudne jest uchwycenie wzrostu glike-
mii w ramach samokontroli, a po węglowodanach
np. z bułki pszennej może już nie być śladu. Tylko
jak wysoko wzrósł poziom glukozy wcześniej ?









Spozywanie produktow o wysokim IG moze tez skutkowac wystapieniem hipoglikemii po
posilku. Zwlaszcza u osob stosujacych insulinç. Gdy podana insulina osiaga swoj szczyt
dzialania (po 1,5-2 godz. w przypadku analogow szybkodzialajacych) a w przewodzie
pokarmowym wszystko juz zostalo wchloniçte duzo wczesniej. U osob z cukrzyca typu 2,
kiedy zachowane jest jeszcze wydzielanie insuliny, rowniez moze wystapic podobna sytuacja,
kiedy to sama trzustka ,sprowokowana¨ tak szybko wzrastajacym poziomem glukozy we
krwi, uwolni zbyt duze ilosci insuliny. Czyz nie zdarza siç, ze po posilku wystçpuje
hipoglikemia? Moze warto wtedy zastanowic siç nad IG spozytego posilku? Lub odwrotna
sytuacja 2 godziny po posilku poziom glikemii jest w normie, natomiast przed kolejnym
posilkiem owe normy przekracza. Moze IG produktu byl odpowiednio niski, lecz bylo w nim
zawartych duzo wçglowodanow, przez co poziom glukozy bçdzie wzrastal powoli, lecz dlugo
bçdzie podwyzszony? Czyzbysmy zapomnieli o ladunku glikemicznym?
Broszury z tabelami okreslajacymi zawartosc wçglowodanow w produktach (tabele
wymiennikow wçglowodanowych) dostçpne sa praktycznie w kazdej placowce
diabetologicznej. Coraz szerzej dostçpne sa rowniez materialy okreslajace indeks i ladunek
glikemiczny produktow. Niekiedy dysponujemy rowniez materialami okreslajacymi indeks i
LG
28,50
LG
5,76
LG 20,80
Spożywanie produktów o wysokim IG może też
skutkować wystąpieniem hipoglikemii po posił-
ku. Zwłaszcza u osób stosujących insulinę. Gdy
podana insulina osiąga swój szczyt działania (po
1,5-2 godz. w przypadku analogów szybkodziała-
jących) a w przewodzie pokarmowym wszystko
już zostało wchłonięte dużo wcześniej. U osób z
cukrzycą typu 2, kiedy zachowane jest jeszcze wy-
dzielanie insuliny, również może wystąpić podob-
na sytuacja, kiedy to sama trzustka „sprowokowa-
na” tak szybko wzrastającym poziomem glukozy
we krwi, uwolni zbyt duże ilości insuliny. Czyż nie
zdarza się, że po posiłku występuje hipoglikemia?
Może warto wtedy zastanowić się nad IG spoży-
tego posiłku? Lub odwrotna sytuacja – 2 godziny
po posiłku poziom glikemii jest w normie, nato-
miast przed kolejnym posiłkiem owe normy prze-
kracza. Może IG produktu był odpowiednio niski,
lecz było w nim zawartych dużo węglowodanów,
przez co poziom glukozy będzie wzrastał powoli,
lecz długo będzie podwyższony? Czyżbyśmy zapo-
mnieli o ładunku glikemicznym?
Broszury z tabelami określającymi zawartość
węglowodanów w produktach (tabele wymienni-
ków węglowodanowych) dostępne są praktycznie
w każdej placówce diabetologicznej. Coraz szerzej
dostępne są również materiały określające indeks
i ładunek glikemiczny produktów. Niekiedy dys-
ponujemy również materiałami określającymi in-
deks i ładunek glikemiczny całych potraw czy też
zestawów. Jeśli mamy tabele IG oraz WW, to ŁG
możemy w prosty sposób wyliczyć. Trochę bar-
dziej skomplikowane jest obliczanie indeksu gli-
kemicznego kilku produktów spożytych w jednym
posiłku (gdyż produkt o niskim IG może spowo-
dować wolniejsze wchłanianie innego produktu,
który spożyty oddzielnie miałby wyższą wartość
IG). Jednak proszę śmiało zwrócić się do dietetyka,
który z pewnością odpowie na Państwa pytania.
Dzięki pracy wielu naukowców z całego świa-
ta, możemy bliżej poznać, w jaki sposób produkty
wpływają na wzrost poziomu glukozy i możemy,
choć w pewnym stopniu, zrozumieć dlaczego nasz
dobowy profl glikemii wygląda tak a nie inaczej.
Tabela: wartość IG i ŁG wybranych produktów na
podstawie międzynarodowych tabel IG i ŁG (Fo-
ster-Powell K., Holt S.H.A., Brand-Miller J.: Inter-
national table of glycemic index and glycemic load
values: 2002)
produkt IG
Rozmiar
porcji (g)
Ilość węglo-
wodanów w
porcji
ŁG
porcji
Bagietka, bułka
pszenna
95 ± 15 30 15 15
Chleb pumper-
nikiel
50 ± 4 30 12 6
Ziemniaki goto-
wane (35 min)
88 ± 9 150 18 16
Ryż gotowany 64 ± 7 150 36 23
Ryż paraboiled 47 ± 3 150 36 17
Sok marchwiowy 43 ± 3 250 ml 23 10
Marchew goto-
wana (w zależ-
ności od czasu
gotowania)
od 49 ± 2
do 92 ± 20
80
80
5
6
2
5
Marchew surowa 16 80 8 1
14
Sola w sosie
sola 100g, pietruszka 15g,
seler 10g, olej słonecznikowy 5g,
cytryna 10g, zielona pietruszka 10g,
liść laurowy, goździki,
estragon, pieprz ziołowy,
bazylia
otrzeć skórk z umytej cytryny. goździki utłuc i
wymieszać z posiekanym estragonem oraz skór-
ka cytryny. Przyprawami natrzeć opłukany f-
let soli. oczyszczone, opłukane warzywa zalać
wodą, sporządzic wywar. do wrzącego wywaru
włożyć rybę, ugotować pod przykryciem.
Sos - olej słonecznikowy i wywar przyprawić
sokiem cytrynowym, solą potasową, pieprzem i
zieloną pietruszką.
B=18,79 T=6,60 W=4,65 E=145kcal
Bitki cielęce
w pomidorach
cielęcina bez kośćci 100g
pomidory 100g
jogurt naturalny 25 g
bazylia 5 g
estragon 5g
zielona pietruszka 5g
Mięso umyć, pokroić w plastry w poprzek włó-
kien, rozbic tłuczkiem i włożyć do rondla, podlać
niewielką ilością wody i dusić przez 15 minut. Po-
midory umyć, sparzyć, obrać ze skórki i pokroić w
kostkę oraz dodać zioła. Poddusić ok. 5 min, a na
końcu dodać jogurt naturalny. uwaga: pomidory
można zastąpić pieczarkami bądź papryką.
B=22,11 T=8,74 W=6,05
15
Surówka z jabłek
i chrzanu
chrzan tarty 10g (1/2 łyżeczki)
jedno jabłko 100g
jogurt naturalny 25g (2 łyżki)
cytryna 10g (plastrek)
Ksylitom (zamiast cukru), sól potasowa
chrzan po utarciu skropić sokiem z cytryny.
umyte jabłko pokroic w kostkę lub zetrzeć na tar-
ce o duzych otwaorach, połączyć z chrzanem i jo-
gurtem. dodać przyprawy.
B=2 T=0,99 W=16,41 E=72kcal
Surówka z marchwi
i porzeczek
jedna marchew 100g
porzeczki 25g (2 łyżki)
zielona pietruszka 5g (łyżeczka)
kefr 25g (2 łyżki)
przyprawy
Marchew umyć, obrać i zetrzeć na tarce od-
użych otworach, dodać opłukane porzeczki. ke-
fr połaczyć z przyprawami i wymieszać z pozo-
stałymi produktami.
B=2,35 T=0,77 W=13,78 E=50kcal
16
Niedawno pisaliśmy o rewelacyjnej meto-
dzie chirurgicznego leczenia cukrzycy, sto-
sowanej z powodzeniem w Cleveland Cli-
nic przez prof. Philipa Schauera i dr. Toma-
sza Rogulę. 1 października operację baypas-
su gastrycznego ze wskazań cukrzycowych
przeszedł pierwszy Polak.
Zabieg rozpoczął się o godzinie 9. Przepro-
wadzał go dr Tomasz Rogula, a anestezją
kierował inny polski lekarz, dr Jacek Cy-
wiński. Asystował przez cały czas prof. Phi-
lip Schauer, dyrektor Bariatric & Metabolic
Institut.
– Zdecydowałem, że pierwszego Polaka po-
winien operować Polak. Wszystko miało
„podręcznikowy” przebieg. Pacjent był na
stole dokładnie dwie godziny. Nie było naj-
mniejszych komplikacji – powiedział nam
wyraźnie zadowolony profesor.
dwa lata koszmaru...
Robert W. ma 55 lat i mieszka w Warszawie.
Prowadził zawsze bardzo aktywny tryb ży-
cia. Przy wzroście 173 cm ważył „w najlep-
szych czasach” nawet 125 kilogramów, ale
nadwaga nie przeszkadzała mu. W swoim
laptopie miał wgraną opcję BMI (Body Mass
Index), wskaźnika używanego do kontro-
li normy i patologii związanej z masą cia-
ła. BMI to masa przypadająca na centymetr
kwadratowy powierzchni ciała.
Poniżej wartości 18,5 mamy niedowagę, po-
między 18,5 a 24,9 – normę, od 25,0 do 29,9
– nadwagę, zaś powyżej 30,0 – otyłość. Pan
Robert śledził to na bieżąco. Najwyższy wy-
nik, jaki wyskoczył, to 41,72!
Mówi dr Bożena Norwa-Otto z Instytutu
Kardiologii w Aninie:
– Pan Robert jest moim pacjentem od ponad
10 lat w związku z nadciśnieniem tętniczym
i zaburzeniami lipidowymi. Chorobę wień-
cową szczęśliwie udało się wykluczyć, ale
dwa lata temu pojawiła się cukrzyca o bar-
dzo ostrym przebiegu, wymagająca poda-
wania 240 jednostek insuliny dziennie. Pa-
cjent dzielnie walczył z ograniczeniami ży-
ciowymi wynikającymi z walki ze schorze-
niami i udanie ograniczał wagę ciała. Ale
widać było wyraźnie, że przy jego tempera-
mencie oczekuje jakiegoś radykalnego roz-
wiązania. Któregoś dnia zjawił się u mnie z
W USA zoperowano cukrzycę
u pierwszego Polaka
zaczynam
od nowa
Polaka operował Polak. Zabieg udał
się znakomicie. W piątek pacjent
opuścił oddział chirurgiczny i trafł
na rehabilitację.
Codzienne aplikowanie sobie insuli-
ny ma już z głowy. – Można by do-
konywać takich samych zabiegów u
nas i równolegle prowadzić badania
kliniczne ich skuteczności – mówi
przed wylotem do Cleveland prof.
Jerzy Karski z Uniwersytetu Me-
dycznego w Lublinie.
fot. archiwum
17
artykułem na temat metody chirurgicznego le-
czenia cukrzycy w Cleveland Clinic [autorstwa
niżej podpisanego – przyp. red.] i spytał, co o
tym myślę. Była to dla mnie nowość, ale reno-
ma tego czołowego światowego ośrodka me-
dycznego wykluczała, że może chodzić o jakieś
„niepoważne” poczynania. Zaczęłam studio-
wać dostępne doniesienia naukowe na temat
metody, przedstawiłam panu Robertowi swoją
opinię, pozostawiając jemu ostateczną decyzję.
Zdecydował się niemal natychmiast.
W połowie września br. lądował już w Cleve-
land.
– Brałem cztery rodzaje lekarstw na nadciś-
nienie, które bez nich osiągało 240/120. Dwa
rodzaje na cholesterol i trójglicerydy, których
wartości przekroczone miałem o dobre 20 pro-
cent. Kiedy jeszcze doszło codzienne zmaga-
nie się z cukrzycą (w fazie nieleczonej na po-
ziomie cukru we krwi: 400-450), miałem dość
tego koszmaru.
Artykuł o tym, co robią w Cleveland przyjąłem
niemal jak wybawienie. Szybko zdobyłem tele-
fon do doktora Tomasza Roguli i umówiłem na
przylot... – mówi Robert W.
kogo na to stać?
Na pytanie, jak wyglądało fnansowanie lecze-
nia, polski pacjent mówi, że nie jest ono tanie,
ale dla osób prowadzących własną działalność
biznesową, korzystających z prywatnej służby
zdrowia w Polsce oraz przy dzisiejszym kursie
złotówki do dolara, nie takie znów rujnujące.
Poza tym otrzymał znaczącą zniżkę.
Zabieg kosztuje ok. 25 tys. dolarów, w co wcho-
dzą wszystkie badania przedoperacyjne, po-
operacyjne oraz szkolenie pacjenta do nowego
życia po zabiegu. Większość amerykańskich
ubezpieczeń medycznych nie kwestionuje już
zasadności refundowania kosztów.
Argumentem są osiągane wyniki. Koszt opera-
cji w porównaniu z kosztami leczenia cukrzy-
ka tradycyjnymi metodami zwraca się w ciągu
dwóch lat.
Prof. Jerzy Karski z Lubelskiego Uniwersyte-
tu Medycznego, żywo zainteresowany meto-
dą i niebawem udający się do Cleveland, twier-
dzi, że koszty takiego zabiegu w Polsce byłyby
o wiele niższe. Główny problem widzi w zaak-
ceptowaniu chirurgicznego leczenia cukrzycy
jako pełnoprawnej metody terapeutycznej.
– W Cleveland Clinic prowadzone są badania
kliniczne nad jej skutecznością. Polska mogła-
by się włączyć w ten nurt badań. Można by do-
konywać takich samych zabiegów u nas i rów-
nolegle prowadzić badania kliniczne skutecz-
ności – mówi profesor.
zaczynam żyć
na nowo...
Robert W. zniósł zabieg znakomicie. W czwar-
tek, następnego dnia po operacji, wita się ze
mną informacjami, że poziom cukru we krwi
bezpośrednio po zabiegu spadł mu do 84, a
cztery godziny później do 65. Koło południa
ma wstać już z łóżka i zacząć chodzić.
W piątek opuścił oddział chirurgiczny i prze-
niósł się do części rehabilitacyjnej Cleveland
Clinic, gdzie pod kontrolą lekarzy miał prze-
bywać do końca następnego tygodnia. Potem
leci do Polski. Po trzech miesiącach powrót, ma
się stawić na badania kontrolne.
– Jesteśmy w stałym kontakcie z panią dr Bo-
żeną Norwą-Otto – mówi dr Tomasz Rogula. –
Będzie ona na miejscu w Warszawie monitoro-
wać przebieg rekonwalescencji naszego pacjen-
ta. Jestem o to spokojny, bo to znakomita spe-
cjalistka, dokładnie rozumiejąca komplekso
wość schorzenia, jakim jest tzw. zespół meta-
boliczny, w którym nakładają się na siebie do-
legliwości i konsekwencje medyczne, wynika-
jące z zaburzonej gospodarki lipidowej, cukro-
wej i nadciśnienia. Jestem także pełen uznania
dla jej postawy profesjonalnej, bowiem na żad-
nym etapie konsultowania pana Roberta nie
zniechęcała go do zabiegu, co jest dość typową
formą reagowania na innowacje medyczne.
Dr Rogula dodaje, że wskaźnik BMI u polskie-
go pacjenta wynosił w dniu operacji 33,75. Z
takim wynikiem w Polsce nie mógłby zostać
zoperowany na otyłość. Cukrzyca w ogóle nie
wchodzi w rachubę. W USA BMI poniżej 35
oznacza już tylko wskazania cukrzycowe.
– Zaczynam żyć na nowo... – mówi nam pan
Robert na pożegnanie.
W klinice czekają już na badania przedopera-
cyjne kolejni polscy kandydaci do zoperowania
cukrzycy. Nasz resort zdrowia na temat rewela-
cyjnej metody – póki co – dyskretnie milczy.
Waldemar Piasecki,
Cleveland
Redakcja „Cukrzyca a zdrowie” po-
daje zainteresowanym kontakt z dr
Tomaszem Regulą: e-mail tomro-
gula@yahoo.com oraz tel. kom. do
USA: +1(917) 459-7542. Raz w roku
przez miesiąc obecny jest w krakow-
skim Collegium Medicum UJ pod tel:
(012) 6331995 oraz 602 220 888
18
sze do zniesienia przez lekarza
niż przez pacjenta.
zdaniem profesora, dostępne
w Polsce doustne leki przeciw-
cukrzycowe są bezpieczne, a na-
wet jeśli występują objawy nie-
pożądane, to nie zagrażają one
pacjentom ani w krótszym, ani w
dłuższym czasie.
dyskutując o cukrzycy czy za-
burzeniach gospodarki węglo-
wodanowej, mówimy o proble-
mie, który w Polsce dotyczy ok.
2 mln osób.
najczęściej stosowane w cho-
robie grupy leków to metformi-
na i pochodne sulfonylomocz-
nika. Metformina jest dostępna
na rynku od 30 lat. jej profl ob-
jawów niepożądanych to przede
wszystkim schorzenia przewodu
pokarmowego: biegunka, nud-
ności, osłabienie.
– kiedy spojrzymy na przeciw-
wskazania do stosowania tego
leku, to pojawia się kwasica, nie-
wydolność nerek, podawanie
środków kontrastowych, niewy-
dolność wątroby – wymienia
prof. Franek, zwracając uwagę
przede wszystkim na tendencje
do zakwaszania organizmu.
jego zdaniem, dużo niebez-
pieczniejszym lekiem pod tym
względem była fenformina. w
przypadku metforminy toczy się
dyskusja, czy te przeciwwskaza-
nia nie są trochę na wyrost.
w przypadku drugiej grupy
najczęściej stosowanych leków
przeciwcukrzycowych – pochod-
nych sulfonylomocznika, szcze-
gólnie gliklazydu i glimepirydu –
objawy niepożądane pojawiają
się w formie hipoglikemii, zabu-
rzeń żołądkowo-jelitowych, re-
akcji skórnych, zaburzeń hema-
tologicznych i wzrostu aktyw-
ności enzymów wątrobowych.
Prof. Franek przypomina, że
dzięki tym lekom pacjenci mają
szansę na przeżycie, unikają po-
wikłań cukrzycy, poprawia się
też jakość życia z chorobą.
konferencję o bezpieczeń-
stwie leków przeciwcukrzyco-
wych zorganizował urząd Reje-
stracji Produktów Leczniczych.
Luiza Jakubiak
/Rynek Zdrowia
Mniejsze zło
Leki przeciwcukrzycowe
stosowane w Polsce są bezpieczne
– Mimo że leki insulinowe i
przeciwcukrzycowe powodują
objawy uboczne, to i tak stano-
wią mniejsze zło – uważa prof.
edward Franek, z kliniki chorób
wewnętrznych, endokrynologii i
diabetologii cSk MSwia w war-
szawie. Przypomina, że do 1922
roku, kiedy po raz pierwszy po-
dano pacjentowi insulinę, wszy-
scy chorzy z cukrzycą typu 1
umierali w ciągu kilku tygodni.
dlatego wielu lekarzy akcep-
tuje objawy uboczne przyjmo-
wania leków jako mniejsze zło,
a cierpienie chorego jest łatwiej-
19
T
rzydziestodziewięcioletnia
Iwona Błaszczyk zachorowa-
ła na cukrzycę typu pierw-
szego, gdy miała 15 lat. Przez ćwierć
wieku kilka razy dziennie wstrzy-
kiwała sobie insulinę. W jej trzust-
ce zniszczone zostały komórki wysp
produkujące ten hormon. Gdy po-
ziom cukru niebezpiecznie się pod-
nosi, kobieta czuje się fatalnie. –
Chodzę wtedy nieprzytomna. Kil-
ka razy wpadłam w śpiączkę i stra-
ciłam przytomność – opisuje.
Z powodu powikłań cukrzyco-
wych Iwonie przestały działać ner-
ki. Musiała się dializować. Rok temu
przeszczepiono jej nerkę.
Dwunastego czerwca przeszła ko-
lejną transplantację. Tym razem w
warszawskim szpitalu przy Lindleya
przeszczepiono jej komórki wysp
trzustkowych pobrane od zmarłe-
go dawcy. To pierwszy tego typu za-
bieg w Polsce. – Cieszę się, bo widać
efekty – opowiada Iwona. – Trzy ty-
godnie po operacji potrzebuję już o
połowę mniej insuliny.
Przeszczepione komórki w pełni
powinny pracować po trzech mie-
siącach – wtedy okaże się, czy pro-
dukują wystarczająco dużo insu-
liny. Jeśli nie, będzie można je do-
szczepić. Prof. Piotr Fiedor z In-
stytutu Chirurgii Ogólnej i Trans-
plantacyjnej Warszawskiego Uni-
wersytetu Medycznego podkreśla,
że przeszczepienie wysp trzustko-
wych to najlepszy sposób leczenia
cukrzycy.
– Podawanie insuliny to nie
leczenie, ale zapobieganie
rozwojowi choroby –
podkreśla prof. Fiedor.
– W krajach zachodnich
wyspy trzustkowe
przeszczepia się chorym już
od 20 lat i efekty są bardzo
dobre. Niestety, u nas
usunięte trzustki „wyrzuca
się do kosza”, marnując
cenne komórki, które można
odzyskać w laboratorium i
wszczepić chorym.
Samo przeszczepienie komórek
trzustkowych trwa zaledwie godzi-
nę, natomiast ich odzyskanie zajmu-
je kilka godzin. W Polsce tylko war-
szawski ośrodek przy Lindleya ma
Przeszczep – szansą dla cukrzyków
Pionierskie
transplantacje
Dobra wiadomość dla chorych na cukrzycę.
Po raz pierwszy w Polsce przeszczepiono
wyspy trzustkowe produkujące insulinę.
Niestety, lecznica nie ma już pieniędzy
na kolejne transplantacje.
20
zgodę na wykonywanie tej procedu-
ry. – Po wycięciu trzustki u zmarłej
osoby narząd przenoszony jest do
laboratorium, gdzie za pomocą spe-
cjalnych enzymów uzyskujemy wy-
spy trzustkowe. Liczymy je pod mi-
kroskopem, bo na jeden kilogram
ciała pacjenta potrzebnych jest od 5
do 10 tys. takich komórek.
Prof. Fiedor wszczepianie wysp
trzustkowych porównuje do trans-
fuzji krwi. – Przez układ żylny po-
dajemy choremu komórki trzustki
w zawiesinie. To żółtawy płyn, któ-
ry jest przetaczany jak kroplówka.
Komórki później osadzają się w wą-
trobie, gdzie zaczynają wytwarzać
insulinę – dodaje prof. Fiedor.
Zespół lekarzy z
warszawskiej kliniki już po
raz drugi przeprowadził
transplantację wysp
trzustkowych. 9
maja wykonali tzw.
autoprzeszczep, czyli w
czasie jednej operacji
choremu wycięli trzustkę,
wyizolowali z niej komórki
produkujące insulinę i
wszczepili je w wątrobę
tego samego chorego. Przy
autoprzeszczepach uzyskuje
się bardzo dobre wyniki.
Jeśli trzustka chorego jest
w niezłym stanie, można
z niej uzyskać wiele wysp
trzustkowych. – Ponad 70
procent biorców swoich
komórek nie ma później
cukrzycy – podkreśla prof.
Fiedor.
Warszawska klinika kwalifku-
je pacjentów z całej Polski do prze-
szczepu wysp trzustkowych. Cho-
rzy przyjmowani są we wtorki. Mu-
szą się wcześniej zarejestrować. Do
transplantacji przygotowanych jest
już kolejnych pięciu chorych, a na-
stępnych 25 jest kwalifkowanych
do zabiegu. Niestety, klinika mu-
siała wstrzymać wykonywanie za-
biegów, bo nie ma pieniędzy. Jeden
zabieg z izolowaniem komórek od
zmarłego dawcy kosztuje ok. 120
tys. zł.
Autoprzeszczep jest tańszy o po-
łowę, bo chory nie musi przyjmo-
wać drogich leków zapobiegających
odrzuceniu przeszczepu. Warszaw-
ska lecznica dwie pionierskie trans-
plantacje sfnansowała ze środków
Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa
Wyższego. – Bylibyśmy w stanie
do końca roku przeprowadzić jesz-
cze 10 takich zabiegów – podkreśla
prof. Andrzej Chmura, kierownik
kliniki. Przeszczepy fnansuje Mi-
nisterstwo Zdrowia.
W Narodowym Programie Roz-
woju Medycyny Transplantacyjnej
„Polgraf” mówi się o przeszczepia-
niu komórek trzustkowych jako sku-
tecznej metodzie leczenia cukrzycy.
Czy resort znajdzie na to pieniądze?
– Szpital przy Lindleya otrzymał od
nas środki na modernizację i wy-
posażenie pracowni hodowli wysp
trzustkowych i dopiero po przepro-
wadzeniu tych prac, będziemy mo-
gli przyznać im pieniądze na lecze-
nie – mówi rzecznik Ministerstwa
Zdrowia Jakub Gołąb. Po moder-
nizacji laboratorium będzie można
tu bankować, czyli przechowywać
wysepki trzustkowe pozyskane od
zmarłych dawców. – Odizolowane
komórki można głęboko zamrozić
i miesiącami przechowywać w cie-
kłym azocie, a później doszczepić
choremu – dodaje prof. Fiedor.
Przeszczepianie wysp
trzustkowych wskazane jest:
*dla chorych z chwiejną
cukrzycą, którzy mają
hipoglikemię, czyli gdy
mają za mało glukozy
w organizmie, tracą
przytomność, wpadają
w śpiączkę, która jest
niebezpieczna dla życia;
*dla pacjentów chorych
na cukrzycę typu 1, którzy
już mieli wykonany jakiś
przeszczep i przyjmują
leki immunospresyjne
(osłabiają one odporność
organizmu, a są podawane
chorym po transplantacji,
żeby organizm nie odrzucił
przeszczepionego obcego
narządu);
*dla osób zakwalifkowanych
do usunięcia trzustki z
powodu jej przewlekłego
zapalenia, które nie są chore
na cukrzycę (przeszczepiając
wyspy trzustkowe
zapobiega się powstaniu u
nich cukrzycy).
źródło: Gazeta Wyborcza
Pochrzęst Agnieszka
Foto: Filip Klimaszewski
/ Agencja Gazeta
21
Każdy, kto zetknął się z cukrzycą wie, jak ważnym
hormonem jest insulina. Przede wszystkim poma-
ga komórkom magazynować cukry i tłuszcze, czy-
li materiały energetyczne. Kiedy organizm produ-
kuje jej zbyt mało (cukrzyca typu 1) albo niewłaści-
wie na nią odpowiada (cukrzyca typu 2), pojawia-
ją się zaburzenia metaboliczne szkodliwe dla serca,
naczyń krwionośnych i nerwów obwodowych.
Ale z nowych doniesień uczonych wynika, że in-
sulina jest potrzebna również mózgowi.
Zaburzenia gospodarki tym hormonem mogą
odgrywać rolę w schorzeniach neurodegeneracyj-
nych, takich jak choroba Alzheimera, parkinso-
nizm czy pląsawica (choroba Huntingtona). Nie-
dawno na przykład odkryto, że gen związany z ob-
róbką insuliny jest położony w rejonie genomu po-
wiązanego z podatnością na rozwój choroby Par-
kinsona.
Niegdyś uważano, że insulina jest produkowana
wyłącznie w trzustce, a na ośrodkowy układ ner-
wowy nie działa. I nagle w latach osiemdziesiątych
ubiegłego wieku odkryto obecność insuliny i jej
receptora w mózgu. Okazało się, że nie tylko prze-
nika ona przez barierę krew-mózg, lecz także jest
w tym narządzie wytwarzana, choć w małych iloś-
ciach.
Wkrótce potem ustalono, że insulina ma wpływ
na uczenie się i pamięć. Podana ludziom w zastrzy-
ku lub donosowo, natychmiast zwiększa zdolność
zapamiętywania. Uczenie się zaś podnosi jej po-
ziom: szczury wykonujące ćwiczenia na pamięć
przestrzenną mają w mózgu wyższe stężenie tego
hormonu niż osobniki nieaktywne.
Wyniki te skłoniły neuropatologa Suzanne de la
Monte i jej zespół z Brown University, prywatnego
uniwersytetu w Stanach Zjednoczonych, działają-
cego w Providence, w stanie Rhode Island, do zba-
dania, czy istnieje związek pomiędzy insuliną wy-
stępującą w mózgu a chorobą Alzheimera, w któ-
rej m.in. dochodzi do stopniowej utraty pamięci.
Naukowcy porównali poziom hormonu i recep-
torów insulinowych w próbkach tkanki mózgo-
wej pobranych pośmiertnie od osób chorych na to
schorzenie oraz od niemających schorzeń mózgu.
W przypadku tych drugich średni poziom insuli-
ny w obszarach mózgu odpowiedzialnych za ucze-
nie się i pamięć był nawet czterokrotnie wyższy i
występowało w nich nawet dziesięciokrotnie wię-
cej receptorów insuliny niż u pierwszych.
– To wyjaśnia, że można mieć dokładnie takie
problemy, jak w zwykłej cukrzycy, tylko ograni-
czone do mózgu – twierdzi Suzanne de la Monte,
określając Alzheimera jako „cukrzycę typu 3”. Po-
nieważ na poziom insuliny w mózgu oddziałuje,
za pośrednictwem bariery krew-mózg, jej stężenie
ogólnoustrojowe, chorzy na cukrzycę są bardziej
narażeni na Alzheimera – prawie dwukrotnie bar-
dziej niż ludzie zdrowi. Mają też więcej problemów
z pamięcią i uczeniem się.
Suzanne de la Monte i inni naukowcy, na przy-
kład neuroendokrynolog Ignacio Torres Alemán
z Cajal Institute w Madrycie, znaleźli również po-
wiązanie Alzheimera z niskim mózgowym pozio-
mem insulinopodobnego czynnika wzrostu i jego
receptora – białek budową przypominających in-
Insulina
potrzebna mózgowi
fot. archiwum
22
sulinę i jej receptor. „Zasugerowaliśmy, że choro-
ba Alzheimera wynika z głębokiego niedoboru
IGF1(czynnik wzrostu) w mózgu” – mówi Torres
Alemán.
Niektóre nowe badania wiążą również insuli-
nę i IGF1 z chorobami Parkinsona i Huntingtona.
Wśród cierpiących na tę drugą chorobę, cukrzy-
ca występuje siedmiokrotnie częściej niż w zwy-
kłej populacji, a spośród chorych na parkinsonizm
co najmniej połowa ma zaburzenia metabolizmu
glukozy.
Najważniejszym pytaniem pozostaje, w jaki spo-
sób niedobór insuliny i IGF1 może szkodzić móz-
gowi. To podstawowa sprawa, której poświęcamy
najwięcej wysiłku i czasu – mówi de la Monte.
Niektórzy badacze sądzą, że insulina związana
jest z produkcją złogów białkowych obecnych w
mózgach pacjentów cierpiących na Alzheimera i
parkinsonizm.
Chociaż jak dotąd nie znamy szczegółów, tylko
nieliczni specjaliści powątpiewają w znaczenie in-
suliny i IGF1 w chorobach neurodegeneracyjnych.
Trwają poszukiwania terapii przywracającej nor-
malne działanie insuliny, w nadziei, że pozwoli to
opóźnić lub wyhamować, a może nawet zatrzymać
neurodegenerację, czyli po prostu powolne otępie-
nie i zanik możliwości samodzielnego radzenia so-
bie z problemami codzienności.
Wykazano na przykład, że związki wzmacnia-
jące odpowiedź mózgu i innych narządów na in-
sulinę opóźniają zanik funkcji poznawczych we
wczesnych etapach choroby Alzheimera. Naukow-
cy uważają, że znaleźli wreszcie kierunek, w któ-
rym należy podążać, prowadząc badania nad zna-
czeniem i źródłami insuliny nie tylko w walce z
cukrzycą, ale także chorobami lęgnącymi się w
mózgu, które stopniowo niszczą więzi człowieka
ze światem zewnętrznym i wewnętrznym, pogrą-
żając go w mrokach nieświadomości i wegetacji.
Opr. Janusz Niczyporowicz
Niezdrowy posiłek może pogarszać
pamięć u starszych osób z cukrzycą
typu 2 – informuje pismo „Nutrition
Research”.
Jak wykazali naukowcy z University
of Toronto, chorzy na cukrzycę typu
2, którzy spożywają wysokotłusz-
czowe posiłki mogą tuż po nich mieć
problemy z pamięcią. Cukrzyca wią-
że się z przewlekłym stresem oksy-
dacyjnym – czyli występowaniem
dużych ilości szkodliwych, wolnych
rodników w organizmie. Po niezdro-
wym posiłku ich poziom jeszcze się
podnosi, co – między innymi – zabu-
rza zachodzące w mózgu procesy pa-
mięciowe.
Niekorzystnym skutkom tłustych
posiłków mogą zapobiegać przeciw-
utleniacze, na przykład witaminy C i
E, jednak najlepszą obroną przed ta-
kimi problemami jest zdrowa, bogata
w warzywa i owoce dieta, regularna
aktywność fzyczna i zaangażowanie
w życie społeczne – zaznaczają auto-
rzy badań.
Artykuł pochodzi z serwisu Moja Cuk-
rzyca i jest dostępny pod adresem:
http://www.cukrzyca.akcjasos.pl
Tłuste jedzenie może osłabiać pamięć
23
Od tamtego czasu nastąpił istot-
ny postęp, a osoby chore mogą czuć
się bezpieczne. Tym bardziej, że jak
dodaje prof. Jacek Sieradzki: – Dzie-
je się bardzo dużo w zakresie tworze-
nia nowych analogów insuliny, czy-
li preparatów naśladujących działa-
nie trzustki. Trzustka bowiem poda-
je insulinę w zasadzie prosto do wą-
troby, a insulina podawana sztucz-
nie wstrzykiwana jest podskórnie.
Poszukiwania analogów zmierzają w
kierunku odtworzenia rytmu działa-
nia insuliny ludzkiej.
I mamy już trzy takie analogi szybko
działające, czyli bardzo szybko obni-
żające poziom cukru. Ostatnio znacz-
nym osiągnięciem jest stworzenie
analogu tzw. bezszczytowego. Daje
on zabezpieczenie całodobowego, sta-
łego poziomu insuliny, czego dotych-
czas nie udawało się osiągnąć.
C
ukrzyca nie jest wynalazkiem
czasów nowożytnych. Naj-
starszym odnalezionym do-
kumentem na temat cukrzycy jest opis
jej objawów i leczenia, spisany na pa-
pirusie z ok. 1550 r. p.n.e. Papirus, od-
kryty przez niemieckiego archeologa
Georga Ebersa w 1862 r. świadczy, że
zbliżamy się do trzeciego, milenijnego
etapu rozwoju cukrzycy.
Okazuje się więc, że od 3,5 tys. lat cuk-
rzycy wyleczyć nie można. Jednak dzię-
ki najnowszym postępom nauki może-
my skutecznie łagodzić jej skutki.
Całodobowe
zabezpieczenie
W grudniu 1921 r. Bantig i Best po
raz pierwszy uzyskali wyciąg z trzustki,
który umożliwił obniżenie glikemii u
psów doświadczalnych. Już w styczniu
1922 r. zastosowano insulinę u umie-
rającego z powodu cukrzycy Leonarda
Tompsona, 14-letniego chłopca, który
żył jeszcze przez 13 lat, a zmarł z powo-
du zapalenia płuc.
Dostępny także w Polsce Lantus jest obecnie jedynym
analogiem podawanym wyłącznie raz na dobę i
zapewniającym odtwarzanie podstawowego dobowego
rytmu wydzielania insuliny
Słodka
epidemia
– Prognozy WHO i amerykańskie przewidują, że w 2025 r.
na świecie ma być 300 mln chorych na cukrzycę, a do
2030 r. – już 380 mln – mówi prof. Jacek Sieradzki, prezes
Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego.
fot. Maciej Bogdański
24
Przez całą dobę
Najnowszym preparatem jest Lan-
tus (glargina). Lek opracowany w labo-
ratoriach frmy Aventis zajmuje szcze-
gólne miejsce wśród dostępnych na
świecie preparatów insulinowych. Jest
obecnie jedynym analogiem podawa-
nym wyłącznie raz na dobę i zapew-
niającym odtwarzanie podstawowe-
go dobowego rytmu wydzielania insu-
liny. Niski stopień absorpcji z tkanki
podskórnej po wstrzyknięciu oraz sta-
łe uwalnianie niewielkich ilości z ma-
gazynów w tkance podskórnej wydłu-
ża okres działania preparatu Lantus do
24 godz. Brak szczytu aktywności po-
zwala na wykonywanie zastrzyku o do-
wolnej porze doby (ale codziennie o tej
samej). Taka możliwość istotnie zwięk-
sza komfort terapii i uwzględnia indy-
widualne potrzeby chorego.
Skuteczność
i bezpieczeństwo
Lantus uzyskiwany jest metodą re-
kombinacji DNA z wykorzystaniem
niepatogennych szczepów Escherichia
coli (K 12). Dzięki modyfkacji czą-
steczki insuliny uzyskano podniesienie
punktu izoelektrycznego w kierunku
obojętnego, co spowodowało: całkowi-
tą rozpuszczalność w roztworze o pH
4, przygotowanym do wstrzyknięcia,
zmniejszenie rozpuszczalności prepa-
ratu w obojętnym środowisku tkanki
podskórnej, mikroprecypitację ujaw-
niającą się w momencie wstrzyknięcia
z tworzeniem depot w postaci stabil-
nych heksamerów, opóźnione powolne
wchłanianie z tkanki podskórnej trwa-
jące 24 godz. Istnieje wiele doniesień
naukowych, opublikowanych w wiodą-
cych pismach świata, porównujących
skuteczność i bezpieczeństwo stosowa-
nia preparatu Lantus i stosowanych do-
tychczas insulin o przedłużonym dzia-
łaniu lub długo działających (NPH, len-
te, ultralente). Wyniki prac, publiko-
wane w piśmiennictwie światowym, a
także prezentowane na wielu zjazdach
naukowych międzynarodowych towa-
rzystw naukowych (Międzynarodowa
Federacja Cukrzycowa IDF, Amery-
kańskie Towarzystwo Diabetologiczne
ADA, Europejskie Towarzystwo Badań
nad Cukrzycą EASD) wykazują wie-
le zalet preparatu Lantus. W większo-
ści badań, osiągając taki sam lub lep-
szy poziom wyrównania metabolicz-
nego cukrzycy (oceniany na podsta-
wie stężenia hemoglobiny glikowanej
HbA1c lub glikemii na czczo) uzyska-
no większy stopień bezpieczeństwa po-
przez istotnie mniejszą ilość hipoglike-
mii, szczególnie w godzinach nocnych.
Ponadto w wielu badaniach wykazano,
że przyrost masy ciała, który występu-
je u wielu osób stosujących insulinote-
rapię w przypadku leczenia preparatem
Lantus jest istotnie mniejszy lub nie
występuje wcale. Wiele z publikowa-
nych prac ma dostatecznie długi okres
obserwacji, aby można było uznać, że
nie jest to dziełem przypadku. Ponad-
to wyniki wielu odrębnych prac wyka-
zują spójne dane.
Europejska
rekomendacja
W efekcie National Institute for Clini-
cal Excellence (Narodowy Instytut Do-
skonalenia Klinicznego – NICE) wpro-
wadził następujące rekomendacje do
Korzyści wynikające z zastosowania preparatu Lantus:
• 24-godzinne działanie, wstrzyknięcie raz na dobę,
• bezszczytowy profl działania,
• przewidywalne efekty działania,
• naśladuje fzjologiczny profl podstawowego stężenia insuliny,
• bardziej skuteczna w porównaniu z insuliną NPH w obniżaniu poziomu
HbA1c u dzieci, młodzieży, dorosłych i ludzi w wieku podeszłym,
• mniejsze wahania glikemii na czczo w porównaniu z tradycyjną insuli-
ną NPH,
• mniej objawowych hipoglikemii w porównaniu z insuliną NPH,
• mniej objawowych, nocnych hipoglikemii w porównaniu z insuliną NPH,
• brak zwiększenia masy ciała lub minimalny wpływ.
Podstawowym celem leczenia cukrzy-
cy jest poprawa jakości życia, wydłu-
żenie oczekiwanego okresu przeżycia
oraz zapobieganie ostrym przewlekłym
powikłaniom cukrzycy. Największym
wyzwaniem dla współczesnej diabeto-
logii jest zwalczanie przewlekłych na-
czyniowych powikłań cukrzycy. Spo-
śród osób poddawanych dializom, tra-
cących wzrok, poddawanych amputa-
cjom w obrębie kończyn dolnych, zapa-
dających na udary mózgu i zawały ser-
ca chorzy na cukrzycę stanowią główną
grupę pacjentów. Wyniki wielu badań
prowadzonych na osobach z cukrzy-
cą typu 1 i cukrzycą typu 2 wykazały,
że tylko długotrwałe, dobre wyrówna-
nie cukrzycy może zapobiec rozwojowi
powikłań. Odtworzenie fzjologicznego
rytmu wydzielania insuliny przy użyciu
tradycyjnych mieszanek insulinowych
jest praktycznie niemożliwe. Insulino-
terapia konwencjonalna przy użyciu 2
wstrzyknięć insuliny (mieszanki zawie-
rające insulinę krótko działającą i in-
sulinę o przedłużonym działaniu) daje
czasami trudne do przewidzenia stęże-
nia insuliny we krwi. Tempo wchłania-
nia takich insulin może być modyfko-
wane przez wiele czynników (np. wy-
25
stosowania preparatu Lantus (insuli-
na glargine): Insulina glargine jest za-
lecana jako opcja leczenia u osób z cuk-
rzycą typu 1. Insulina glargine nie jest
zalecana do rutynowego stosowania
u osób z cukrzycą typu 2, wymagają-
cych leczenia insuliną. Leczenie insuli-
ną glargine należy brać pod uwagę wy-
łącznie u tych osób z cukrzycą typu 2,
które wymagają leczenia insuliną i na-
leżą do jednej z poniższych kategorii:
• osoby wymagające pomocy opieku-
na lub personelu opieki zdrowotnej we
wstrzykiwaniu insuliny,
• osoby, których tryb życia jest zna-
cząco ograniczany przez nawracające
objawowe epizody hipoglikemii,
• osoby, które w przeciwnym razie sto-
sowałyby podstawowe (basal) wstrzyk-
nięcia
Na podstawie lokalnych analiz far-
makoekonomicznych, opracowywa-
nych często w oparciu o raport NICE,
a także na podstawie dostępnych ba-
dań klinicznych i doświadczeń prak-
tycznych ze stosowania preparatu Lan-
tus większość krajów UE zdecydowała
się refundować preparat Lantus zgod-
nie z lokalnym systemem refundacyj-
nym. Preparat Lantus refundowany
jest m.in. w Belgii, Czechach, Niem-
czech, Estonii, Finlandii, Danii, Fran-
cji, Irlandii, Włoszech, na Litwie, Cy-
prze, Malcie, Słowacji, w Słowenii, Hi-
szpanii, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii.
Także w Japonii i USA preparat Lantus
jest objęty systemem refundacji.
„Od 3,5 tys. lat cukrzycy wyleczyć nie
można, jednak dzięki najnowszym po-
stępom nauki możemy skutecznie ła-
godzić jej skutki ”
„Celem leczenia jest poprawa jakości
życia, wydłużenie oczekiwanego okre-
su przeżycia oraz zapobieganie ostrym
i przewlekłym powikłaniom cukrzy-
cy ”.
fot. Maciej Bogdański

siłek fzyczny, temperaturę otocze-
nia), a przez to poziomy insuliny we
krwi mogą być trudne do przewidze-
nia. Ten problem dotyczy zarówno
mieszanek zawierających tradycyj-
ne insuliny krótko działające, jak i
mieszanki zawierające krótko dzia-
łające analogi. Wiele opublikowa-
nych badań wykazało, że tego rodza-
ju terapia nie umożliwia osiągnięcia
wyznaczanych celów terapeutycz-
nych. Z tego też względu należy sto-
sować preparat Lantus, który zarów-
no w skojarzeniu z doustnymi leka-
mi hipoglikemizującymi, jak i w sko-
jarzeniu z insulinami krótko i szyb-
ko działającymi w sposób optymal-
ny odtwarza fzjologiczny model wy-
dzielania insuliny, zapewnia obniże-
nie stężenia hemoglobiny glikowanej
HbA1c, zapobiega rozwojowi prze-
wlekłych powikłań cukrzycy, a po-
przez to poprawia jakość i wydłuża
długość życia chorych na cukrzycę.
W 2004 r. opublikowano 2 prace, w
których wykazano, że stosowanie ta-
kiego algorytmu daje identyczne wy-
niki, jak stosowanie pompy insuli-
nowej, dotychczas niedoścignionego
złotego standardu leczenia cukrzycy.
Preparat Lantus jest stosowany we wszystkich typach cukrzycy, gdy zacho-
dzi potrzeba leczenia insuliną. U osób z cukrzycą typu 1 może być stosowa-
ny jako składnik intensywnej insulinoterapii w połączeniu z insulinami krót-
ko działającymi (najlepiej w formie krótko działających analogów). Nie powi-
nien być stosowany u dzieci poniżej 6. roku życia, nie prowadzono badań nad
preparatem Lantus u kobiet ciężarnych i karmiących – z tego względu stoso-
wanie preparatu w tych sytuacjach nie jest zalecane. U osób z cukrzycą typu 2
Lantus może być stosowany jako element intensywnej insulinoterapii. Może
być również stosowany jako element terapii skojarzonej z pochodnymi sulfo-
nylomocznika. Wydaje się, że skojarzone leczenie glarginą i doustnymi leka-
mi hipoglikemizującymi jest szczególnie korzystne u pacjentów z wtórną nie-
skutecznością doustnych leków hipoglikemizujących. Ten algorytm leczenia
jest bardzo skutecznym środkiem opóźniającym wdrożenie monoterapii in-
sulinowej.
26
C
ukrzyca przez wiele lat była
niedocenianym zagroże-
niem dla współczesnego
społeczeństwa. Jednak gdy zaczę-
ła przyjmować rozmiary epidemii,
podjęto intensywne działania ma-
jące na celu ograniczenie jej nisz-
czących skutków. W roku 2007 na
świecie było 246 milionów chorych
na cukrzycę. Szacunki IDF mówią
o 380 milionach w roku 2025. To
przyrost o 55 procent.
W Polsce na cukrzycę choruje we-
dług różnych szacunków od 2 do
2,5 mln ludzi. Jedynie połowa z nich
wie, że jest chora na cukrzycę. IDF
szacuje, że do 2025 roku zapadal-
ność na cukrzycę w Polsce zwiększy
się o 11-14 procent.
Wiadomo, że cukrzyca wiąże się
ze znacznie podwyższonym ryzy-
kiem rozwoju powikłań, głównie ze
strony układu sercowo-naczynio-
wego. Dlatego wszyscy powinniśmy
dołożyć wszelkich starań, aby lecze-
nie cukrzycy stało w Polsce na jak
najwyższym poziomie. Jedynie w
ten sposób będziemy mogli ogra-
niczyć poważne konsekwencje cuk-
rzycy dla naszego społeczeństwa.
W przyjętej przez Polski Rząd De-
klaracji z St. Vincent czytamy: Rzą-
dy i Ministerstwa Zdrowia krajów
Europy powinny przyjąć za swój
obowiązek i stać się odpowiedzial-
nymi za stworzenie warunków, któ-
re umożliwiłyby znaczne ograni-
czenie wielkich strat z powodu cuk-
rzycy i śmierci, jakie ona powoduje.
Kraje te powinny formalnie uznać
znaczenie problemów cukrzycy i
wytworzyć środki do ich rozwiąza-
nia. Należy na szczeblach lokalnych,
krajowych i europejskich stworzyć
oraz formalnie opublikować plany
zapobiegania, rozpoznawania i le-
czenia cukrzycy, a szczególnie jej
powikłań – ślepoty, niewydolności
nerek, zgorzeli i amputacji kończyn
dolnych, nasilenia choroby niedo-
krwiennej serca i udaru mózgu. Po-
winniśmy zatem wszyscy dołożyć
wszelkich starań, aby zrealizować
zadania postawione w cytowanej
deklaracji.
W
dniu 4 grudnia 2007
roku podczas konfe-
rencji prasowej Zarząd
Główny Polskiego Towarzystwa
Diabetologicznego przedstawił do-
kument „Polityka diabetologiczna
w Polsce”, który reprezentuje naj-
pilniejsze potrzeby związane z pre-
wencją i leczeniem cukrzycy w Pol-
sce. Zauważono tam, że: W Polsce
istnieje jedna z najgorszych w Eu-
ropie polityka refundacji leków i
sprzętu diabetologicznego, w prak-
tyce włączająca dostęp polskich pa-
cjentów do nowoczesnego leczenia
(analogi długodziałające, glitazony,
pompy i osprzęt przeznaczony do
nich, opatrunki stosowane w lecze-
niu stopy cukrzycowej ) (…). Jako
jeden z priorytetów działań wymie-
niono bezzwłoczne wprowadzenie
na listy refundacyjne nowoczesnych
leków oraz nowoczesnego osprzętu
medycznego w takich proporcjach,
jak to ma miejsce w innych specjal-
nościach i w innych krajach.
Rozważając dostępność nowoczes-
nych terapii cukrzycy dla pacjentów
w Polsce warto podkreślić, że jeste-
śmy jedynym krajem Unii Europej-
skiej, który do tej pory w żaden spo-
sób nie fnansuje długodziałających
analogów ze środków publicznych.
W większości krajów długodzia-
łające analogi insuliny są refundo-
wane w 100 procentach. Mimo dłu-
goletnich starań, od momentu reje-
stracji tych leków w Polsce do dnia
dzisiejszego, nie uzyskały one re-
fundacji, pomimo kilkakrotnych
weryfkacji wykazów leków refun-
dowanych. Jest to fakt o tyle dziw-
ny, że na całym świecie ta grupa le-
ków znajduje coraz szersze zastoso-
wanie w leczeniu pacjentów z cuk-
rzycą tupu 1, jak i 2.
Analogi długodziałające stosowa-
ne jako insulina bazalna w połącze-
niu z analogami szybkodziałający-
mi w modelu intensywnej insuli-
noterapii (metoda wielokrotnych
wstrzyknięć insuliny) stanowią jak
dotąd najwierniejsze odtworzenie
fzjologicznej insulinemii. Ten mo-
del terapii w niczym nie ustępuje te-
rapii pompami insulinowymi, bę-
dąc od nich rozwiązaniem tańszym
oraz prostszym.
Z kolei zastosowanie analogów
długodziałających jako insuliny
bazalnej w leczeniu cukrzycy typu
2 jest rozwiązaniem polecanym
szczególnie u pacjentów nie uzy-
skujących wystarczającego wyrów-
Dlaczego warto
refundować
analogi
długodziałające
Terapia
za finansową barierą
27
nania podczas leczenia lekami do-
ustnymi. Wspólne zalecenia ADA/
EASD z roku 2006, zaktualizowane
w roku 2008, stawiają insulinę ba-
zalną na równi z innymi lekami do-
ustnymi jeżeli chodzi o możliwość
wczesnego zastosowania w terapii
cukrzycy typu 2. W opracowaniu
tym zwraca się uwagę na wysoką
skuteczność insuliny w obniżaniu
poziomu HbA1C. Insulina bazal-
na jako pierwsza insulina w lecze-
niu cukrzycy typu 2 może doskona-
le sprawdzić się w terapii, przyno-
sząc wymierne korzyści pod posta-
cią poprawy wyrównania cukrzy-
cy, a co za tym idzie ograniczenia jej
powikłań. Co z tego, jeżeli jedyną
dostępną dla pacjentów insuliną ba-
zalną jest w Polsce insulina NPH ze
wszelkimi jej niedostatkami.
Od momentu pojawienia się na
rynku pierwszego analogu długo-
działającego przeprowadzono wiele
badań mających na celu porówna-
nie tej nowej terapii z już istniejący-
mi (szczególnie insuliną NPH). Po-
cząwszy od badań farmakokinetyki
i farmakodynamiki, na badaniach
porównujących kliniczne efekty
stosowania analogów długodzia-
łających kończąc, wskazano liczne
korzyści płynące z ich zastosowa-
nia w cukrzycy. Porównując
właściwości farma-
kokinetyczne
i far-
ma k o -
d y n a mi c z -
ne analogów nale-
ży zaznaczyć znaczący po-
stęp, jaki dokonał się w szczególno-
ści po przeprowadzeniu długodzia-
łającego, bezszczytowego analogu –
glarginy. Możliwość podawania je-
den raz na dobę oraz wyelimino-
wania szczytu działania w zdecydo-
wany sposób poprawiło jakość życia
pacjentów w porównaniu do terapii
insuliną NPH.
A
nalogi wykazują wysoką
skuteczność leczenia mie-
rzoną poziomem HbA1c,
czy też poziomem glikemii na
czczo. Przeprowadzone dotąd ba-
dania były w głównej mierze bada-
niami typu „non inferiority”. Ich ce-
lem było wykazanie, że analogi dłu-
godziałające są co najmniej tak sku-
teczne jak terapia referencyjna. W
większości badań analogi okaza-
ły się rzeczywiście równie skutecz-
ne, a w wielu skuteczniejsze niż in-
sulina NPH.
Warto także przytoczyć wyniki
badań wykazujące wysokie bezpie-
czeństwo terapii opartej o analogi
długodziałające. Dostępne dane wy-
kazują jasno, że zarówno w porów-
naniu do insuliny NPH, jak również
gotowych mieszanek insulin
ludzkich ryzyko hipo-
glikemii jest
z d e -
c y -
d o w a -
nie niższe pod-
czas leczenia analoga-
mi długodziałającymi.
Tak więc stosowanie analogów
długodziałających przyczynia się
do lepszej poprawy podstawowych
wskaźników wyrównania cukrzy-
cy, a także do mniejszej ilości powi-
kłań, jakimi są hipoglikemie. Ana-
logi długodziałające zmniejszają
istotnie statystycznie występowanie
ciężkich i nocnych hipoglikemii, a
poprzez zdolność do uzyskania we
krwi pożądanego poziomu HbA1c
i utrzymania prawidłowej kontro-
li glikemii, redukują ryzyko powi-
kłań mikro- i makroangiopatycz-
nych, także tych odległych w cza-
sie. Redukcja ilości powikłań cuk-
rzycy jest kluczowym czynnikiem
obniżenia kosztów jej leczenia, któ-
re z powodu rosnącej liczby chorych
na cukrzycę są z roku na rok coraz
wyższe.
Biorąc pod uwagę powszechną
obawę pacjentów przed rozpoczę-
ciem leczenia insuliną, zasadnym
jest szerokie zastosowanie analogów,
które są zdecydowanie lepiej tolero-
wane niż insulina NPH, wywołują
mniej objawów niepożądanych pod
postacią hipoglikemii oraz wpływa-
ją pozytywnie na poprawę jakości
życia pacjentów. Dzięki temu moż-
na poprawić skuteczność wyrów-
nania cukrzycy, oferując pacjentom
ł a t w ą do zaakceptowania tera-
pię. Jednak aby było
to możliwe, należy
uczynić te leki do-
stępniejszymi dla
pacjentów. Ba-
riera fnansowa
jest niekiedy je-
dyną przeszko-
dą na drodze do
włączenia tej efek-
tywnej i bezpiecznej te-
rapii. Mając na uwadze Dekla-
rację z St. Vincent wydaje się, że re-
fundacja analogów długodziałają-
cych może przyczynić się do popra-
wy sytuacji chorych na cukrzycę w
Polsce i w perspektywie następnych
lat przynieść wymierne korzyści po-
przez ograniczenie liczby powikłań
cukrzycy i ich społecznych konse-
kwencji.
Jn
28
Tym razem w Euro Consumer Diabetes In-
dex wynik jest wprawdzie nieco lepszy, ale na-
dal oznacza, że opieka zdrowotna w naszym
kraju jest poniżej średniej. W pięciu obszarach
opieki mierzonych 26 różnymi wskaźnikami
Polska zyskała 544 punkty na 1000 możliwych.
Zwycięzcy – Dania i Wielka Brytania – zdoby-
li odpowiednio 837 i 836 punktów. Wyniki za-
prezentowano w Brukseli.
Co mierzono w rankingu? Jakość opieki oce-
niano na podstawie dostępu do informacji
oraz praw pacjenta (tu Polska wypadła słabo),
„szczodrości” systemu (ponownie zostaliśmy
nisko ocenieni), działań prewencyjnych i do-
stępu do procedur medycznych (tu jesteśmy w
okolicach europejskiej średniej), wreszcie wy-
ników leczenia, które – po raz kolejny – są sła-
be. Ogólny wynik sytuuje nas między Słowacją
i Rumunią. Inne kraje naszego regionu Europy
– m.in. Czechy, Łotwa, Litwa, Estonia i Węgry
– wypadły w rankingu znacznie lepiej.
J
edna z autorek rankingu, dr Beatriz Cebol-
la narzeka na obowiązujące w naszym kra-
ju zasady refundacji analogów insuliny oraz
pomp insulinowych. – Trzeba też podjąć dzia-
łania, których celem jest zapobieganie powsta-
waniu powikłań, takich jak zespół stopy cuk-
rzycowej, który jest częstą przyczyną amputa-
cji – mówił o sytuacji w Polsce John Hjertqvist,
szef HCP.
Autorzy zestawienia twierdzą też, że w żad-
nym z analizowanych państw możliwości wal-
ki z cukrzycą nie są w pełni wykorzystywane.
„W wielu krajach nie ma programów systema-
tycznej prewencji i wykrywania cukrzycy na
czas” – piszą dr Cebolla i dr Arne Bjornberg.
W co drugim państwie nie prowadzi się regu-
larnych kontroli cukru we krwi, brak wczesnej
diagnozy i leczenia. To stąd biorą się późniejsze
powikłania, m.in. niewydolność nerek.
„Dobra opieka nad chorymi na cuk-
rzycę to nie jest sprawa pieniędzy,
ale kultury i organizacji” – czytamy
w raporcie. Jego autorzy wskazują,
że najlepsi – Dania i Wielka Bryta-
nia – wcale nie wydają najwięcej,
a kraje przeznaczające na opie-
kę zdrowotną stosunkowo niewie-
le, np. Litwa i Łotwa, osiągają zna-
komite rezultaty. Oba te kraje lepiej
radzą sobie z leczeniem chorych na
cukrzycę niż państwa wydające na
ochronę zdrowia trzykrotnie więcej
– podkreślają autorzy.
Ranking skuteczności leczenia cukrzycy po-
wstał dzięki wsparciu fnansowemu frmy Pf-
zer.
Pełna wersja raportu o leczeniu cukrzycy:
http://www.healthpowerhouse.com
Piotr Kościelniak
źródło: Rzeczpospolita
Polska zajęła dopiero 25. miejsce w rankingu okre-
ślającym poziom opieki nad diabetykami. W czo-
łówce znalazły się Dania i Wielka Brytania.
Dokument przygotowany przez Health Consumer
Powerhouse to kolejne zestawienie oceniające sku-
teczność opieki zdrowotnej na naszym kontynencie.
Przedstawione wcześniej podobne rankingi doty-
czące zdrowia (Euro Health Consumer Index) oraz
opieki kardiologicznej (Heart Index) również loko-
wały Polskę w ogonie Europy – odpowiednio na 27.
i 26. miejscu.
G o r z k i
w y n i k
w a l k i
z cukrzycą
Dobra opieka nad chorymi na cukrzycę nie jest
sprawą pieniędzy, ale kultury i organizacji.
29
james william Quander uro-
dził się w roku 1918 w wa-
szyngtonie, a cukrzycę zdiag-
nozowano u niego sześć lat
później. jest więc najdłużej ży-
jącym z tą chorobą afroame-
rykaninem.
K
iedy James zachorował, niewielu specja-
listów zajmowało się cukrzycą, a w miej-
scowym szpitalu dziecięcym, gdzie go
przyjęto, nie było ich wcale. Dlatego stał się jed-
nym z niewielu dziecięcych pacjentów Freedman’s
Hospital (dzisiaj Szpitala Uniwersytetu Howarda),
placówki zajmującej się byłymi niewolnikami oraz
ich potomkami.
Lekarze uważali, że James nie dożyje wieku lat
dziesięciu, jednak jego rodzice nie mogli zdobyć
się na to, by mu tę wiadomość przekazać. Zamiast
tego powiedzieli, że jest bardzo ciężko chory i bę-
dzie musiał bardzo się starać i włożyć wiele wysił-
ku, żeby żyć tak jak inni.
Z uwagi na segregację rasową panującą w Waszyng-
tonie, od czasu gdy zachorował, aż do roku 1940 (a
także później), James był podwójnie dyskryminowa-
ny. Z powodu swej rasy nie mógł liczyć na lepiej płat-
ną pracę, a choroba – przez wielu uważana wtedy za
zaraźliwą – powodowała, że wielu znajomych i przy-
jaciół się od niego odsuwało.
Starał się o pracę w FBI, ale usłyszał, że ze wzglę-
du na kolor skóry może liczyć co najwyżej na pra-
cę na poczcie. Mimo że zaczynał na samym dole,
w ciągu 33 lat pracy dla rządu federalnego zajmo-
wał stanowiska ekonomisty, statystyka, programi-
sty oraz specjalisty do spraw zasobów ludzkich.
Doczekał się czwórki dzieci – trzech synów i jed-
nej córki – z których żadne nie choruje na cukrzy-
cę (zdrowe są także wszystkie spośród dziesięcio-
rga wnuków i dwójki prawnuków).
Swoją chorobę James utrzymywał w tajemnicy
aż do lat 70., gdy większość ludzi zdała już sobie
sprawę, że nie można się nią zarazić.
W roku 1971 James został wyświęcony na pierw-
szego stałego diakona w Kościele Katolickim. W
roku 1975, gdy udał się z wizytą do Rzymu, odpra-
wił mszę wspólnie z Papieżem Pawłem VI.
Przez całe swoje życie James kierował się pięcio-
ma prostymi słowami. Te słowa to: wiara, nadzie-
ja, miłość, wytrwałość oraz dyscyplina. Zawsze
wierzył w Boga i w swoje własne możliwości. Ni-
gdy nie przestawał mieć nadziei, że cukrzyca zo-
stanie wyleczona jeszcze za jego życia. Miłość da-
wał innym, a także otrzymywał ze strony rodziny
i przyjaciół. Dzięki wytrwałości przetrwał chwile,
gdy choroba szczególnie dawała mu się we znaki.
I wreszcie najważniejsze – dyscyplina – ponad 80
lat nieustannego dbania o zdrowie.
Opr. Michał Iwańczuk
Siła nadziei
Ponad 80 lat z cukrzycą typu 1
30
Propolis jest uważany za pro-
dukt roślinny będący żywiczną wy-
dzieliną pączków liściowych niektó-
rych drzew lub substancją wysięko-
wą wytwarzaną przez rośliny po ich
uszkodzeniu, do której dodawany
jest przez pszczoły wosk oraz nie-
wielkie ilości wydzieliny gruczoło-
wej. W Polsce pochodzi on przede
wszystkim z pączków liściowych to-
poli czarnej.
Jest to mieszanina tzw. kitu
pszczelego zbieranego z roślin i
drzew przez pszczoły do zasklepia-
nia wszelkich szpar w ulu i przy-
mocowywania plastrów), balsamu
pyłkowego (wytwarzanego w wolu
miodnym pszczoły z ziaren pyłku),
wosku pszczelego, pyłku kwiato-
wego i zanieczyszczeń mechanicz-
nych, którymi mogą być fragmen-
ty padłych pszczół, cząstki drewna
itp. Badania nad składem chemicz-
nym propolisu wykazały następują-
ce grupy składników: związki fenoli
(około 70%), fawonoidy (4,4-10,8%),
terpeny (0,8%), substancje lipidowo-
woskowe, tzw. woski roślinne i wosk
pszczeli (w zagęszczonym wyciągu
10,8%), biopierwiastki (ok. 30) oraz
pozostałe inne składniki (witaminy
B1, B2, prowitaminy A; białka – w
tym enzymy, aminokwasy; sachary-
dy (glukoza, fruktoza, sacharoza).
Do najważniejszych grup związ-
ków propolisu typu topolowego na-
leżą: kwasy aromatyczne, estry aro-
matyczne i związki fawonoidowe.
Wśród kwasów aromatycznych wy-
mienia się: cynamonowy, kawowy,
ferulowy, benzoesowy, salicylowy i
2-amino-3-metoksybenzoesowy.
W przypadku fawonoidów (może
być nawet ponad 70), występujących
w propolisie topolowym, do naj-
ważniejszych zalicza się: chryzynę,
pinocembrynę, galanginę, pinoban-
ksynę i jej pochodne, pinostrobinę,
tektochryzynę, kemferol, apigeni-
nę, kwercetynę, naryngeninę i aka-
cetynę. Ostatnio ukazało się wiele
doniesień naukowych, dotyczących
zwłaszcza chryzyny (w polskim
Dla zdrowia i urody
Produkty pszczele
Naturalny miód pszczeli jest szeroko stosowany jako
środek spożywczy i leczniczy, ale często nie wykorzy-
stujemy pozostałych produktów pszczelich (takich jak
propolis, czy mleczko pszczele), które obecnie znowu
są intensywnie badane w poszukiwaniu nowych natu-
ralnych środków leczniczych.
Prof. Maria Borawska
31
propolisie występuje), która hamuje
śmierć (apoptozę) komórek nerwo-
wychi, więc być może stworzy na-
dzieję leczenia choroby Parkinso-
na i Alzheimera. Choroby te pole-
gają na postępującym obumieraniu
komórek nerwowych w niektórych
strukturach układu nerwowego.
Właściwości lecznicze propolisu
są związane z jego działaniem: prze-
ciwdrobnoustrojowym (hamuje
rozwój gronkowca złocistego, dwo-
inki zapalenia płuc, prątków gruźli-
cy, bakterii beztlenowych, grzybów
drożdżoidalnych i także wirusów
grypy i opryszczki), przeciwzapal-
nym, antyoksydacyjnym i immu-
nostymulującym. Wyciągi etanolo-
we propolisu hamują rozwój tkan-
ki nowotworowej, a także zmniej-
szają liczbę przerzutów. Natomiast
w uszkodzonej tkance, np. po głę-
bokich oparzeniach – przyśpieszają
ziarninowanie oraz szybsze gojenie
się ran, wzmagają tworzenie się ko-
lagenu i elastyny co zmniejsza kru-
chość i nadmierną przepuszczal-
ność naczyń krwionośnych. Przy-
śpieszają znacznie odnowę włókni-
stej tkanki chrzęstnej, regenerację
miazgi zębowej, tworzenie kostniny
i wzbogacanie tkanki w sole wapnia
i fosforu.
Etanolowy wyciąg z propolisu (naj-
lepiej 10%-20%) podany doustnie
leczy lub zapobiega chorobie wrzo-
dowej, zwiększa wydzielanie żół-
ci i chroni tkankę wątrobową przed
toksycznym działaniem rozpusz-
czalników organicznych, leków (np.
paracetamolu) i zatruciem metala-
mi ciężkimi, takimi jak ołów, rtęć,
arsen. Poza tym działa przeciwaler-
gicznie i przeciwcukrzycowo, zno-
si nadmierną pobudliwość i wpły-
wa uspokajająco poprzez ośrodko-
wy układu nerwowy, powoduje po-
wolny spadek ciśnienia tętniczego.
Miejscowo ma działanie przeciwbó-
lowe i przeciwpróchnicze, co łatwo
sprawdzić stosując propolis na bo-
lący ząb przed udaniem się do sto-
matologa.
Aktywność propolisu w surowcu
nieprzetworzonym może utrzymy-
wać się nawet do 7 lat , a w przetwo-
rzonych preparatach do 18 miesięcy.
Pyłek kwiatowy pszczoły zbie-
raczki przenoszą do ula w zagłębie-
niach goleni tylnych nóg w postaci
tzw. obnóży. Zebrany pyłek pszczoły
zwilżają śliną, miodem i po upako-
waniu w komórkach plastra i okre-
sie fermentacji mlekowej tworzą do-
brze zakonserwowaną pierzgę.
Zawiera ona nawet do 40% biał-
ka w swojej suchej masie i stanowi
główne źródło białka, niezbędne dla
rozwoju larw i młodych robotnic.
W skład pierzgi wchodzą nie tylko
wszystkie aminokwasy egzogenne
(czyli takie, które musimy dostar-
czać z pokarmem) ale i cukry (glu-
koza, fruktoza, sacharoza), kwasy
tłuszczowe (w tym niezbędne nie-
nasycone kwasy), błonnik pokar-
mowy, witaminy, makroelementy
(potas, magnez, wapń, sód) i mikro-
elementy, czyli pierwiastki niezbęd-
ne w naszej diecie w małych iloś-
ciach (cynk, miedź, mangan, żela-
zo, chrom, itp.). W przeciwieństwie
do miodu pszczelego, pyłek jest bar-
dzo bogaty w witaminy; 100 g ob-
nóży pyłkowych może zawierać aż:
do 17,6 mg% karotenoidów, które są
przekształcane w bezpieczną ilość
witaminy A, witaminy C nawet do
205 mg% i witaminy E do 3,2 mi-
krograma/g. W pyłku stwierdzono
również obecność takich substancji
biologicznie czynnych jak: enzymy,
Jak wykonać nalewkę propolisową? W
ciemnej butelce 100 g kitu pszczelego
zalać 0.5 l spirytusu spożywczego i po-
zostawić w ciemnym, chłodnym miej-
scu na 14 dni, codziennie wstrząsając
zawartość. Potem delikatnie zlać roz-
twór propolisu znad osadu do mniej-
szej butelki z kroplomierzem.
Podawać codziennie rano na czczo
najlepiej z 1/2 łyżeczki miodu, powoli
połykając go. Według ludowych prze-
pisów możemy przyjmować tyle kropli,
ile mamy lat, lub 20-35 kropli rano i
wieczorem w przypadku infekcji lub
bólu żołądka na tle zapalnym.
fot. archiwum
32
hormony, olejki eteryczne. Warto
jednak zwrócić uwagę, aby nie był
zapleśniały, gorzki, nie miał obcego
posmaku, nie zawierał szkodników,
martwych pszczół i ich części.
Zaleca się, by kuracja pyłkowa
trwała, co najmniej miesiąc. Zaczy-
namy od kilku gramów pyłku (czu-
bata łyżeczka do herbaty zawie-
ra 8 g suchych obnóży), stopniowo
zwiększamy do 30-35 g na dobę, ale
w następnych miesiącach nie prze-
kraczamy 20 g/dobę. Najlepiej spo-
żywać pyłek pszczeli przed śnia-
daniem i kolacją; można mieszać
go z miodem, serem, mlekiem, so-
kiem owocowym, płatkami owsia-
nymi na mleku. Jeżeli chcemy wy-
pić go z wodą, to można pyłek wie-
czorem zalać letnią przegotowaną
wodą i rano wypić. Dzieciom moż-
na podawać dopiero po ukończeniu
1 roku życia.
Przeciwwskazaniem do stosowa-
nia pyłku pszczelego jest uczulenie
na ten produkt. Jednocześnie nale-
ży zaznaczyć, że uczulenie na pył-
ki (np. wywołujące katar sienny) nie
jest równoznaczne z uczuleniem na
obnóża pyłkowe, co zdarza się rzad-
ko.
Nie zaleca się kuracji pyłkowej ko-
bietom w pierwszym trymestrze
ciąży.
Mleczko pszczele wytwarza-
ne jest od 7-14 dnia życia pszczoły
przez gruczoły gardzielowe pszczół
do karmienia larw robotnic i trutni
w ciągu ich 3 dni życia oraz matki
pszczelej w okresie stadium larwal-
nego i czerwienia. Ma zabarwienie
białawe, smak cierpki, lekko gorzki,
kwaśny i różni się składem w zależ-
ności, dla kogo jest w ulu przezna-
czone. Jego skład to przede wszyst-
kim cukry, białka, aminokwasy,
tłuszcze, składniki mineralne i wi-
taminy oraz woda (55-65%).
Mleczko pszczele regeneruje siły
witalne, wzmaga energię, przywra-
ca dobre samopoczucie i sprawność
umysłową, poprawia procesy ucze-
nia, przypominania i pomaga leczyć
owrzodzenie dwunastnicy oraz ob-
niża zbyt wysokie, a podnosi niskie
ciśnienie krwi.
Szczególnie polecany jest dla
ozdrowieńców, ludzi słabych, i dzie-
ci z opóźnionym rozwojem fzycz-
nym. Jednak bardzo szybko ulega
unieczynnieniu nawet w temp. 2-
4
0
C i jedynie lioflizowanie mlecz-
ka pszczelego jest efektywnym spo-
sobem jego utrwalenia. Obecne na
rynku preparaty mleczka pszcze-
lego różnią się obecnością wolnych
aminokwasów, które mogą pocho-
dzić z resztek pszczół.
Osoby chore na ostre choroby za-
kaźne, alergiczne i nowotworowe nie
powinny go stosować. Należy pamię-
tać, że mleczko może uczulać, powo-
dować bóle głowy, bóle brzucha, bie-
gunkę oraz alergie skórne i dlatego
przyjmowanie wszelkich produktów
z mleczkiem pszczelim należy zaczy-
nać od minimalnych ilości.
Wosk pszczeli nie jest przezna-
czony do spożycia, a jedynie może-
my żuć kawałki plastra, a szczegól-
nie wieczka z plastra; co jest dobrym
sposobem na wzmocnienie dzią-
seł, lepsze wydzielanie śliny, a tak-
że działa zapobiegawczo w astmie.
Stanowi on materiał budulcowy w
ulu, który wydzielają pszczoły-ro-
botnice z gruczołów woskowych do
budowania i zasklepiania plastra z
miodem. Świece woskowe w trakcie
spalania jonizują ujemnie powie-
trze i roztaczają aromatyczny za-
pach; nie wyginają się wtrakcie pa-
lenia, co obserwujemy w przypad-
ku świec wykonanych z mieszaniny
parafny i wosku. Wosk stosowany
jest do maści, kremów ochronnych,
maseczek i także do dobrej jakości
past do butów.
Kuracja pyłkowa wzmaga kondycję,
podnosi sprawność umysłową, a tak-
że wpływa korzystnie na odporność
organizmu, uzupełniając witaminy
oraz makro- i mikroelementy. Znane
jest działanie lecznicze pyłku w przy-
padkach problemów z gruczołem kro-
kowym, cewką moczową, miażdżycą
i zaburzeniami trawienia i przemiany
materii. Pyłek ze względu na właści-
wości odżywcze można podawać przy
niedoborach wagowych, wypadaniu
włosów, łamliwości paznokci oraz w
niedożywieniu starczym.
fot. archiwum
33
W
supermarkecie sieci Vita-
min Shoppe w miasteczku
Fairfax pod Waszyngtonem
półki uginają się od koktajli, batonów,
słodyczy i napojów witaminowo-mine-
ralnych. Są preparaty dla kobiet przed
ciążą, w ciąży, w połogu, karmiących
i przekarmionych. Dla tych o słabych
kościach i o słabych nerwach. Dla leni-
wych nastolatków i nadpobudliwych
dzieci, dla żarłoków i niejadków. Dla
panów z kłopotami… i z potencjalny-
mi kłopotami, np. z łysiną.
Dla kulturystów i anemików, wegeta-
rian i mięsożerców. Skoro 30 mln ame-
rykańskich psów dostaje co roku pod
choinkę witaminy, w sklepie Vitamin
Shoppe nie może ich zabraknąć. Pi-
gułka witaminowa jest tu rzeczą tak
oczywistą jak hamburger w porze lun-
chu i futbol w niedzielny wieczór. We-
dług danych Centrum Kontroli i Pre-
wencji Chorób prawie 70 proc. Amery-
kanów łyka witaminy, z czego 40 proc.
robi to regularnie. Można je kupić w
supermarkecie, w aptece i drogerii, w
kiosku i na stacji benzynowej, a przede
wszystkim w sieciach sklepów specja-
listycznych, np. Vitamin Shoppe czy
General Nutrition Center. W zeszłym
roku Amerykanie kupili takich prepa-
ratów za prawie 10 min dol. Czy słusz-
nie?
Dziękuję, nie biorę
Lekarze są zgodni; warto łykać kwa-
sy omega 3, bo zmniejszają ryzyko
chorób serca i są dobrotliwe dla cuk-
rzyków, wapń w połączeniu z witami-
ną D wzmacnia kości, więc jest zale-
cany kobietom w okresie menopauzy
i starszym panom. Dodatkowa daw-
ka żelaza przyda się młodym mamom
i dziewczynom anemicznym, obfcie
miesiączkującym. Kwas foliowy tym,
które planują zajście w ciążę.
A co z multiwitaminą? – Sęk w tym
– tłumaczy Mary Francus Picciano,
dietetyczka z Narodowego Instytutu
Zdrowia – że nie ma wystarczających
dowodów naukowych na to, by powie-
dzieć tym, którzy witaminy łykają, by
przestali. Ani zbyt wiele dowodów na
to, by powiedzieć tym, którzy nie łyka-
ją, by zaczęli.
Dr Ruth Kava z Amerykańskiej Rady
Nauki i Zdrowia mówi: – Kiedy pa-
cjenci pytają, jakie witaminy biorę i
słyszą, że ich nie łykam, patrzą podej-
rzliwie, nie wierząc, że jestem specja-
listką od żywienia!
Natomiast dr Benjamin Caballero,
szef amerykańskiego Instytutu Ży-
wienia, podkreśla: Nie ma znanej mi
choroby, przed którą zabezpieczała-
by multiwitamina. I dodaje, że typo-
wa pigułka multiwitaminowa zawie-
ra składniki wymieszane, które już na
wstępie zwalczają się nawzajem: jed-
ne minerały osłabiają wchłanianie in-
nych, cynk rywalizuje z żelazem, a że-
lazo z wapniem.
Prasa naukowa jest dla witamin co-
raz hardziej bezlitosna. Już pięć lat
temu „New York Times” w artykule
„Co za dużo, to niezdrowo” przestrze-
gał: „Coraz więcej ekspertów obawia
się, że Amerykanie przedawkowują
witaminy. 70 proc. łyka je w przekona-
Kult
witamin
Proszę bardzo: sok pomarańczowy w tabletkach,
brokuły w pigułce, kapsułki „Raz Dziennie”, które
według producenta wystarczy połknąć właśnie
raz, zamiast się męczyć, chrupiąc warzywa i
owoce.
fot. archiwum
34
niu, że uczynią nas zdrowszymi, ale ba-
dania pokazują, że witaminy w pigułce
nie zastąpią zdrowego odżywiania i nie
zapobiegną chorobom. A ich przedaw-
kowanie może to ryzyko zwiększyć”.
Wszystko z umiarem
Dwa lata później uważana za zabez-
pieczającą przed rakiem, chorobami
serca i przedwczesnym starzeniem się
witamina E została przebadana przez
prof. Edgara H. Millera z Johns Hop-
kins Schools of Medicine. Wykazał on,
że w dużych dawkach większych niż
400 jednostek międzynarodowych (UI)
– zwiększa ryzyko śmierci u osób star-
szych i schorowanych. – Witamina E
może być sprzedawana i promowana
jako źródło zdrowia bez żadnych dowo-
dów. Firmy nie muszą wykazywać i jej
skuteczności. To kompletnie nieuregu-
lowany rynek – grzmiał profesor Mil-
ler. Postulował przebadanie łatwo do-
stępnych witamin i suplementów, a dla
rodaków miał jedną radę: „Zamiast wy-
dawać pieniądze na witaminy, zacznij-
cie ćwiczyć i jeść więcej warzyw i owo-
ców”.
Dwa lata temu na zjeździe pod prze-
wodnictwem dr. J. Michaela McGinni-
sa z Institute of Medicine jasno stwier-
dzono: milionom Amerykanów wie-
rzących w siłę witamin należą się rze-
telne badania, tym bardziej że łykają jej
za dużo, a nic ma wiarygodnych dowo-
dów na to, że zabezpiecza ona przed ra-
kiem czy zawałem serca.
Ba, niektóre witaminy mogą działać
wręcz odwrotnie, np. badania pokaza-
ły, że beta-karoten, zamiast zmniejszać
ryzyko raka płuc, na zdrowych ludzi w
ogóle nie działał, a u palaczy zwiększał
ryzyko zachorowania na nowotwór.
Bardziej szokujące były wyniki badań
przeprowadzonych rok temu przez dr.
Christiana Gluuda i dr. Gorana Bjela-
kowica ze szpitala uniwersyteckiego w
Kopenhadze. Sprawdzili oni 68 progra-
mów badawczych, podczas których po-
dawano witaminy (brało w nich udział
w sumie 232 tys. osób). Okazało się, że
w porównaniu z ochotnikami zażywa-
jącymi placebo osoby łykające witami-
nę E miały o 4 proc., beta-karoten o 7
proc., a witaminę A aż o 16 proc. więk-
sze ryzyko zgonu! Bezpieczne okazały
się tylko witamina C i selen, który jako
jedyny zmniejszał ryzyko śmierci.
Do badań Duńczyków sceptycznie
odnieśli się prof. Meir Stampfer z Har-
vard School of Public Health i Donald
Berry, kierujący departamentem staty-
styki na Uniwersytecie w Teksasie. Ber-
ry zarzucił im nieścisłość i zbytnie ge-
neralizowanie: – Choć Duńczycy prze-
konali mnie, iż przeciwutleniacze nie
chronią zdrowia, nie zgadzam się, że
mogą zwiększać ryzyko śmierci. Przy
tego typu analizach istnieje zbyt wiele
możliwości interpretacji.
W kremach
– jak najbardziej
Ale kosmetolodzy są zgodni: witami-
ny nałożone na skórę działają odmła-
dzająco i ujędrniająco. Firmy kosme-
tyczne po latach lansowania wątpli-
wych cud-nowości w rodzaju pseudo-
botoksu, roślinnego DNA, czy złota ko-
loidalnego znów po nie sięgają. W wy-
sokich stężeniach używają ich derma-
tolodzy podczas zabiegów odmładzają-
cych, redukujących przebarwienia, siń-
ce czy trądzik.
Królową witamin w kosmetykach jest
retinol, czysta postać witaminy A. Udo-
wodniono jej działanie odmładzające,
łagodzące trądzik, pobudzające pro-
dukcję kolagenu.
Laboratorium badawcze dr Ireny Eris
od lat prowadzi badania nad folacyną
– witaminą z grupy B. Ma ona właści-
wości regenerujące, podczas radiotera-
pii chroni skórę przed szkodliwym pro-
mieniowaniem.
Wysokie „CE”
Od lat na topie w kosmetykach jest wi-
tamina C. Przełomowe wydaje się od-
krycie dr. Sheldona Pinnela z Duke
University z 1992 roku, wskazujące jas-
no, że cytrynowa witamina redukuje
zniszczenia skóry spowodowane pro-
mieniowaniem UVR.
fot. archiwum
35
Od niedawna na polskim rynku do-
stępne są profesjonalne kosmetyki ame-
rykańskiej marki Skinceuticals (należą-
cej do L’Oreal) oparte na czystych wi-
taminach, a wymyślone przeszło 11 lat
temu właśnie przez amerykańskiego
dermatologa. Ponieważ zawierają wy-
sokie stężenia witamin, używane są
podczas zabiegów odmładzających skó-
rę. Po zabiegu lekarz może zalecić kon-
tynuację kuracji w domu.
Witamina E chroni skórę przed słoń-
cem, wymiata wolne rodniki, wzmac-
niając barierę ochronną skóry. Witami-
na B3 chroni skórę przed utratą wody,
nadaje jej jednolity koloryt, pobudza
mikrokrążenie i przeciwdziała trądzi-
kowi.
Kosmetyki z witaminą K ułatwiają re-
generację skóry ciała i twarzy, np. po ope-
racjach plastycznych. Warunkuje ona
p r a -
widło-
wą krzepli-
wość krwi, po-
prawia koloryt skóry z po-
szerzonymi i pękającymi naczynkami
krwionośnymi oraz zniszczoną w wy-
niku opalania. A ostatnie badania po-
kazują, że odgrywa rolę w utrzyma-
niu elastyczności skóry, walczy więc ze
zmarszczkami.
Co z tabletką na urodę?
Polacy co roku wydają 800 mln zł na
witaminy i suplementy diety. Z badań
OBOP-u wynika, że 54 proc. osób po-
wyżej 15 roku życia sięga po multiwita-
miny. Popularne wśród kobiet są tablet-
ki na urodę, które mają nawilżać, odży-
wiać i ujędrniać skórę od wewnątrz. Te
preparaty można kupić w aptece bez re-
cepty. Zachęcają do tego reklamy.
Najnowsze badania wskazują, że po
nutrikosmetyki należy sięgać ostroż-
niej, bo jak tłumaczy dr Benjamin Ca-
ballero, szef amerykańskiego Instytutu
Żywienia: „Je-
śli ktoś prawidłowo się odży-
wia, dostarcza organizmowi wystar-
czająco dużo witaminy A i dodatkowo
bierze drugą dawkę w postaci tabletki,
może spowodować, że witamina A za-
cznie się odkładać w organizmie, po-
wodując szkody, np. zwiększy ryzyko
osteoporozy”. Poza tym – co podkre-
ślają lekarze – witaminy A, B6, BJ2, C,
E, K, a także wapń, magnez, żelazo czy
cynk mogą wchodzić w reakcje z leka-
mi, także tymi sprzedawanymi bez re-
cepty. Trzeba więc uważać, aby nie ły-
kać ich za dużo.
Moja czteroletnia córka buszuje wśród
witaminowych lizaków i cukierków
w sklepie Vitamin Shoppe. Kapituluję
przed multiwitaminowymi misio-żel-
kami. Wystarczy zjeść dwa dziennie,
by zaspokoić zapotrzebowanie dziecka
na witaminy i minerały. 70 misiów za 8
dol. Na opakowaniu napis: „Trzymać z
dala od dzieci”. No właśnie, tylko jak!?
Katarzyna Bosacka (GW) – Wa-
szyngton (opr. J.N)
36
C
o to za dieta? Otóż
taka, w której nie
ma żadnych ograni-
czeń. Możemy jeść wszystko,
ale w niewielkich ilościach.
Warzywa i owoce koniecz-
nie cztery, pięć razy dzien-
nie. Jeśli dodamy do tego
dwie i pół godziny ruchu ty-
godniowo – długie życie bez
ciężkich chorób mamy nie-
mal gwarantowane.

To chyba najprostsza dieta, jaką kie-
dykolwiek zalecali nam specjaliści od
żywienia. Aż nie chce się wierzyć, że
może być też skuteczna. Jednak wyni-
ki analiz, opublikowanych kilka tygo-
dni temu w piśmie „American Journal
of Medicine” nie pozostawiają co do
tego żadnych wątpliwości. To pierwsze
badania przeprowadzone z tak dużym
rozmachem – wzięło w nich udział aż
15,5 tys. pacjentów. Niemłodych – od
45 do 65 lat – a więc obarczonych już
podwyższonym ryzykiem zachorowa-
nia na serce czy raka. Każda z osób bio-
rących udział w badaniu spotkała się
z lekarzem, który wyjaśnił podstawo-
we zasady zdrowej diety: urozmaicanie
posiłków, jedzenie świeżych owoców i
warzyw kilka razy dziennie. Zachęcał
też do ruchu, a palaczy namawiał do ze-
rwania z nałogiem. Czy pacjenci sko-
rzystali z tej wiedzy, nikt nie kontrolo-
wał. Kiedy jednak po czterech latach le-
karze sprawdzili, co dzieje się z uświa-
damianymi przez nich ludźmi, okaza-
ło się, że śmiertelność wśród nich – w
porównaniu z grupą kontrolną – spad-
ła aż o 40 proc.
Konserwator genów
Dlaczego dieta pomaga uniknąć kosz-
maru, jakim są ciężkie choroby, i wy-
dłuża życie, wyjaśniają badania mole-
kularne oraz nutrigenomika, nauka,
Koniec z podziałem na jedzenie dobre i złe. Trzeba jeść
wszystko. Im więcej w diecie składników i smaków, tym
lepiej dla naszych genów i zdrowia. Dzięki diecie można
uniknąć aż 80 proc. chorób serca, udarów i cukrzycy typu
2 oraz wyeliminować 50 proc. nowotworów, ogłosili właś-
nie eksperci Światowej Organizacji Zdrowia.
Helisa
smaków
fot. archiwum
37
która zajmuje się wykrywaniem zależ-
ności między składnikami pożywienia
a genami. To jedna z najszybciej roz-
wijających się ostatnio dziedzin nauki.
Kiedy niespełna dwa lata temu pisali-
śmy o leczeniu jedzeniem („Newsweek”
25/2006), naukowcy sądzili, że tylko
niektóre składniki pożywienia mogą
wpływać na geny. – Dziś wydaje się, że
genom jest bardziej czuły na związki
zawarte w żywności, niż przypuszcza-
no. W naszej diecie nie ma takich, które
byłyby dla niego obojętne – mówi prof.
Marek Naruszewicz z Zakładu Farma-
kognozji AM w Warszawie, członek In-
ternational Atherosclerosis Society i
wykładowca na konferencjach świato-
wych poświęconych problemom żywie-
nia i chorobom układu krążenia.
Geny mogą zmieniać aktywność, włą-
czać się lub wyłączać. U zdrowego czło-
wieka pozostają one jednak w rów-
nowadze sprzyjającej zdrowiu. Dieta
utrzymuje ten korzystny dla nas stan
– jest swoistym konserwatorem geno-
mu. U 70 proc. ludzi nie ma w nim żad-
nych zmian sprzyjających nowotwo-
rom, chorobom układu krążenia czy
neurologicznym. 30 proc. osób takie
zmiany ma, ale nawet w ich przypad-
ku ujawnienie choroby następuje do-
piero wtedy, gdy na genom zadziałają
dodatkowe niekorzystne czynniki, np.
palenie spowoduje uszkodzenie łań-
cucha DNA albo doprowadzi do uak-
tywnienia niekorzystnych dla nas zapi-
sów. Dieta może temu skutecznie zapo-
biegać, przeciwdziałając chorobotwór-
czym mutacjom.
Niestety, epidemia zachorowań na
choroby układu krążenia czy nowo-
twory wyraźnie pokazuje, że nasz spo-
sób odżywiania nie wpływa stabilizu-
jąco na genom. Chociaż coraz częściej
unikamy tłuszczy zwierzęcych, jemy
więcej nabiału i witamin, naturalnych
lub w tabletkach, nie widać wyraźne-
go spadku zachorowań na te najgroź-
niejsze choroby. To oznacza jedno – na
naszych talerzach może jest mniej kalo-
rycznie, ale wciąż za mało różnorodnie.
Jemy wciąż to samo – pieczywo, mię-
so, jajka, nabiał, więcej słodyczy niż wa-
rzyw. Taki sposób odżywiania zaspo-
kaja potrzeby energetyczne organizmu,
ale nie chroni zdrowia.
– Jedzmy połowę tego, co jemy. W ten
sposób zrobi się miejsce na talerzu dla
nowych produktów. Wzbogacajmy die-
tę o nowe smaki – radzi prof. Narusze-
wicz. To ważne, bo im więcej rozmai-
tych składników odżywczych znajdzie
się na talerzu, tym większe szanse, że
dieta zadziała ochronnie na geny. Jak
się bowiem okazuje, ich utrzymywa-
nie w stanie równowagi to gra zespoło-
wa, w której biorą udział setki rozmai-
tych związków zawartych w żywności.
W tym zespole nie wszystkie składni-
ki pełnią taką samą rolę. Głównymi za-
wodnikami są te, które działają bezpo-
średnio na DNA. Do nich należy wiele
aktywnych związków roślinnych, kwa-
sy omega 3, krótkołańcuchowe kwa-
sy tłuszczowe – propionowy czy mle-
kowy. Ale składniki z tej grupy często
nie działają w pojedynkę. Potrzebu-
ją całej armii pomocników. To związ-
ki, których zadaniem jest m.in. utrzy-
mywanie aktywności tych najważniej-
szych, wchodzących w reakcje z DNA.
Tak więc nie ma w żywności elementów
obojętnych. Wszystkie – bezpośrednio
fot. archiwum
38
albo pośrednio – mają wpływ na nasze
geny.
Dobrane pary,
czyli jedz curry
Reakcje pomiędzy składnikami poży-
wienia naukowcy ujmują jednym sło-
wem – cross-talking. Ten termin ozna-
cza rozmowę między poszczególnymi
elementami diety, której efektem jest
sumowanie – wzmocnienie aktywno-
ści składników działających aktywnie
na genom. Przykład: likopen w pomi-
dorach nasila działanie przeciwnowo-
tworowych związków indolowych za-
wartych w brokułach. Korzystny dla
naszego zdrowia duet likopen tworzy
też z siarczkiem alilu, najważniejszym
składnikiem czosnku. Łączenie pomi-
dorów z czosnkiem czy brokułami nie
jest niczym oryginalnym. To typowe na
przykład dla diety śródziemnomorskiej.
Jednak dopiero teraz, dzięki badaniom
molekularnym odsłania się cała jej mą-
drość. Przykłady korzystnej dla zdro-
wia interakcji między składnikami na-
ukowcy wykrywają zresztą także w in-
nych kuchniach. Popularna curry to nic
innego jak mieszanka przypraw, które
wzajemnie wzmacniają swoje działanie.
W kuchni indyjskiej tradycją jest, aby
po daniu z dodatkiem curry wypić zie-
loną herbatę. I to także okazuje się do-
brym posunięciem. Kurkumina zawar-
ta w curry tworzy dobraną parę z epiga-
lokatechiną, związkiem, któremu zielo-
na herbata zawdzięcza swoje zdrowot-
ne właściwości. Ten specyfczny duet
ma niewiarygodne wręcz działanie. Ba-
dania na komórkach nowotworowych
wykazały, że aż w 80 proc. hamuje ich
podział. Wiadomo także, że w obecno-
ści pieprzu kurkumina tysiąckrotnie
zwiększa swoją aktywność.
Specjaliści od nutrigenomiki są ostat-
nio zafascynowani tą przyprawą. Jej
nadzwyczajne właściwości omawiano
podczas światowego kongresu żywie-
niowego w Tel Awiwie, który odbył się w
październiku. Naukowcy zainteresowa-
li się kurkuminą, bo z badań epidemio-
logicznych wynikało, że w Indiach za-
chorowalność na nowotwory jest mini-
malna. Zaczęto podejrzewać, że właśnie
ta tradycyjna przyprawa chroni Hindu-
sów przed rakiem. Potwierdziły to ba-
dania molekularne i kliniczne z udzia-
łem ludzi. Chyba najbardziej szczegó-
łowe zrobił Hiroyuki Shibata z Taroku
University. Japoński naukowiec prowa-
dził eksperymenty z udziałem palaczy,
którzy najbardziej ze wszystkich są na-
rażeni na ryzyko powstawania nowo-
tworów. Wystarczyło przez 30 dni do-
dawać im do posiłków łyżeczkę kurku-
miny, aby ilość niebezpiecznych związ-
ków, zdolnych do uszkadzania DNA,
istotnie spadła (na to wskazywały wy-
niki badań próbek moczu). Oznacza to,
że ryzyko niepożądanych zmian w ma-
teriale genetycznym u obserwowanych
palaczy wyraźnie się zmniejszyło. Ja-
pońskie badania pokazały, że kurku-
mina nie tylko zapobiega nowotworom,
ale może nawet wspomagać ich leczenie
fot. archiwum
39
– hamuje postęp choroby, na przykład
zmuszając rozwijające się komórki raka
do samobójczej śmierci, czyli apoptozy.
Kurkumina zwalcza dodatkowo bakte-
rie Helicobacter pylori odpowiedzialne
za wrzody żołądka. Zapobiega też cho-
robom układu krążenia.
Wszystko, byle mało
Nowe obserwacje i odkrycia skłoni-
ły żywieniowców do zmiany myśle-
nia. Jeszcze do niedawna skupiali się
oni głównie na tym, co w nadmiarze
nie powinno znaleźć się na naszym ta-
lerzu. Za najważniejsze uznawali wy-
kluczenie tłuszczy zwierzęcych, zale-
cając niekiedy ich zastępowanie wę-
glowodanami. – Dieta niskotłuszczo-
wa czy wysokowęglowodanowa jesz-
cze teraz zalecana przez lekarzy to nie-
porozumienie, bo nie prowadzi do zbi-
lansowania składników odżywczych –
krytykuje prof. Naruszewicz. – Podob-
nie jak dzielenie produktów na zdrowe
i niezdrowe – dodaje. Nic, co je się w
bardzo małych ilościach, nie może za-
szkodzić. Chodzi tylko o to, by nie jeść
tygodniami tego samego. By korzystać
z całej rozmaitości warzyw, owoców,
ziół i przypraw. Bo w świetle nowych
badań nawet szczypta dodająca sma-
ku może mieć ogromne znaczenie dla
zdrowia.
– Gdybyśmy jak Hindusi dodawali do
potraw kurkuminę albo curry, też by-
śmy rzadziej zapadali na choroby ukła-
du krążenia i nowotwory – przypuszcza
prof. Naruszewicz. Jej dodatek w naszej
kuchni rzeczywiście byłby przydatny,
bo przez większość roku jesteśmy po-
zbawieni świeżych owoców i warzyw,
które są jednym z najważniejszych źró-
deł związków chroniących DNA przed
niszczeniem. Należą do nich witaminy
E, C, beta-karoten oraz tzw. fawonoi-
dy, barwniki, dzięki którym pomidory
są czerwone, a jabłka rumiane.
Nazywa się je ogólnie antyoksydan-
tami lub prościej – przeciwutleniacza-
mi, bo zapobiegają ubocznym skutkom
procesów utleniania w organizmie. Po-
wstają wtedy agresywne cząstki tle-
nu, zwane wolnymi rodnikami, które
uszkadzają komórki oraz obecne w nich
DNA. To prowadzi do rozwoju chorób.
– Aż 80 proc. z nich, od nowotworów
po prozaiczne, mniej groźne schorze-
nia, przypisuje się właśnie działaniu
wolnych rodników – mówi prof. Naru-
szewicz. Roślinne antyoksydanty unie-
szkodliwiają agresywne cząstki, dlatego
od dawna uznawano je za wyjątkowo
cenne w walce o dobre zdrowie. Dopie-
ro teraz okazało się jednak, że mogą one
oddziaływać także wprost na genom. A
dokładniej na te jego odcinki, które ko-
dują tzw. enzymy drugiej fazy. Prosto
mówiąc, te enzymy to broń, za pomocą
której komórki pozbywają się atakują-
cych je rakotwórczych związków. Anty-
oksydanty – poprzez działanie na geny
– pobudzają produkcję tych specyfcz-
nych enzymów, przez co akcja obronna
przebiega sprawniej. Ryzyko mutacji i
rozwoju nowotworów maleje.
Antyoksydanty to wyjątkowo sil-
ne związki biologicznie. Jak mogą być
szybkie i skuteczne w działaniu, moż-
na się przekonać nawet na własne oczy.
Kiedy przekroimy jabłko na pół, szyb-
ko ściemnieje na skutek utleniania. Je-
śli jednak skropimy je sokiem z cytry-
ny, w której jest witamina C o silnych
właściwościach antyutleniających, nie
fot. archiwum
40
zmieni barwy. Podobnie działają tak-
że przeciwutleniacze dodawane do ho-
dowli komórkowych. Naukowcy wyli-
czyli, że niektóre fawonoidy roślinne są
trzy do pięciu razy silniejsze w działa-
niu od przeciwutleniających witamin E
i C. Spodziewali się, że taką samą ak-
tywność zachowują w ludzkim organi-
zmie. Jeszcze do niedawna byli przeko-
nani, że im więcej będziemy ich zjadać,
tym lepiej. Takie myślenie było jednak
błędne, wynika z badań zakończonych
w marcu tego roku przez naukowców z
Instytutu im. Linusa Paulinga w Orego-
nie (ich wyniki zostały opublikowane w
specjalistycznym piśmie „Free Radical
Biology and Medicine”). Nie potrzebu-
jemy dużych, ale regularnych dostaw.
Z przewodu pokarmowego wchłania
się tylko część tych związków. W do-
datku te zaabsorbowane do krwi szyb-
ko tracą swoją aktywność. – Organizm
traktuje je jak coś obcego, metabolizu-
je i wydala – mówi prof. Balz Frei, dy-
rektor Instytutu Linusa Paulinga. Nie
zmienia to jednak faktu, iż fawonoidy
robią swoje. Tylko ich gra w organizmie
jest bardziej subtelna, niż wcześniej są-
dzono.
Niezdrowa góra zdrowej
żywności
Wniosek narzuca się sam – tylko fa-
wonoidy stale dostarczane do orga-
nizmu w niewielkich ilościach uru-
chamiają w komórkach mechanizmy
obronne przed chorobami. Dlatego
owoców i warzyw, które są głównym
ich źródłem, nie można się najeść na
zapas. Trzeba spożywać je systematycz-
nie, najlepiej cztery, pięć razy dziennie.
– Istnieje ścisły przedział terapeutycz-
ny, w którym działanie fawonoidów, a
także innych antyoksydantów jest ko-
rzystne – podkreśla prof. Naruszewicz.
Dostarczane w dawkach zbyt niskich
nie chronią organizmu przed choroba-
mi, a w zbyt dużych – tracą swoje właś-
ciwości albo nawet mogą mieć niepożą-
dane działania. Jako przykład prof. Na-
ruszewicz podaje kawę, która zawie-
ra ogromną ilość związków antyoksy-
dacyjnych. Ile fliżanek kawy dziennie
sprzyja zdrowiu? Od jednej do pięciu.
To pokazało badanie Iowa Woman’s
Health Study z udziałem 40 tys. ko-
biet, trwające 15 lat. Jego wyniki opub-
likowano w „Te American Journal of
Clinical Nutrition” w połowie ubiegłe-
go roku. Autorzy Lene Frost Andersen
i David Jacobs wyliczyli, że w grupie
uczestniczek pijących od jednej do pię-
ciu kaw dziennie śmiertelność spadła
aż o 30 proc. Natomiast wśród najwięk-
szych amatorek, pijących sześć lub wię-
cej fliżanek, wzrosła.
Kawa nie uchodzi za najzdrowszy na-
pój, dlatego nie dziwi zbytnio, że jej
picie w dużej ilości może obracać się
przeciwko nam. Jednak nawet produk-
ty uważane od zawsze za zdrowe też
mogą w nadmiarze szkodzić. Na przy-
kład beta-karoten z marchewki. Nasila
on aktywność niektórych genów i jeśli
będziemy dostarczać go organizmowi
za dużo, może powodować nowotwory.
Na nadmiar tego składnika są narażone
zwłaszcza dzieci. Niektóre mają aż żół-
tą skórę od soków marchwiowych ku-
fot. archiwum
41
powanych w sklepie, co jest widocznym
objawem przedawkowania. – Dzieci po-
chodzące z rodzin obciążonych gene-
tycznie i przekarmiane sokami napraw-
dę mogą znaleźć się w niebezpieczeń-
stwie – ostrzega prof. Naruszewicz.
Naukowcy mają dowody także na to,
że nadmiar witaminy E, która jest jed-
nym z najważniejszych ochroniarzy ge-
nomu, może prowadzić do niekorzyst-
nych zmian w materiale genetycznym.
Pojawiają się wyniki badań, z których
płynie szokujący wniosek, że bioak-
tywne składniki wykazują chorobo-
twórcze działanie. Codzienne jedze-
nie grejpfruta może zwiększyć ryzyko
zachorowania na nowotwór piersi nie-
mal o jedną trzecią, donosili na począt-
ku tego roku amerykańscy naukowcy w
„British Journal of Cancer”. Przebadali
50 tysięcy kobiet w wieku pomenopau-
zalnym, które – jak wynikało z ankie-
ty dietetycznej – zjadały codziennie te
owoce. Grejpfruty są groźne, bo powo-
dują wzrost stężenia estrogenów, co sty-
muluje rozwój niektórych postaci raka,
przypuszczają naukowcy.
Nawet najbardziej znana z właściwo-
ści prozdrowotnych zielona herbata jest
bezpieczna tylko wtedy, gdy wypija się
jej do 10 kubków dziennie, stwierdził
Chung Yang z Uniwersytetu Stanowego
New Jersey. To akurat nie jest znaczą-
ce ograniczenie – mało kto bowiem pije
aż tyle herbaty. Jednak tej wiadomości
nie powinni lekceważyć ci, którzy za-
żywają suplementy zawierające polife-
nole z zielonej herbaty. Jedna tabletka
może zawierać bowiem tyle tych związ-
ków, co 50 fliżanek herbaty. Efekty po-
łykania takich preparatów mogą – jak
twierdzi Yang – prowadzić do zatrucia.
Karmione przez niego megadawkami
polifenoli szczury zdychały na skutek
uszkodzenia wątroby (wyniki ekspery-
mentów opublikowano w piśmie „Che-
mical Research in Toxicology”).
– Łykanie tabletek z antyoksydantami
nie tylko nie musi przynosić korzyści
dla zdrowia, ale może być nawet ryzy-
kowne – ostrzega prof. Frei. Z badań na
poziomie molekularnym jasno wyni-
ka, że megadawka antyutleniaczy bra-
na wieczorem czy rano nie jest w stanie
dobrze chronić naszych genów. Podob-
nie zresztą jak góra jedzenia, które po-
chłaniamy raz czy dwa razy dziennie. –
Tylko bardzo urozmaicone i rozłożo-
ne na 4-5 posiłków menu ze świeżymi
owocami i warzywami w roli głównej
(w sumie powinniśmy ich zjadać 0,6 kg
dziennie) jest w stanie dostarczać pro-
zdrowotne składniki w optymalnych
dawkach, bez ryzyka przedawkowania,
chroniąc nas przed problemami z ser-
cem, cukrzycą, nowotworami, a także
innymi chorobami – podkreśla profe-
sor Naruszewicz.
Niestety, wielu z nas jest opornych na
takie proste rady. Dlatego dr Muin Kho-
ury z Center for Disease Control and
Prevention w Atlancie mówi to samo,
tylko dosadniej: – Jedzenie jest jak le-
karstwo, które trzeba dozować. Tyle tyl-
ko że przyjmuje się je przez całe życie.
Jolanta Chyłkiewicz
fot. archiwum
42
Od 1996 roku 50-kilometro-
wy odcinek Doliny Narwi mię-
dzy Surażem a Rzędzianami, o
powierzchni 7350 ha, chroni Na-
rwiański Park Narodowy. Siedzibą
Parku jest zabytkowy dwór w Ku-
rowie, otoczony starym parkiem
z licznymi pomnikami przyrody.
Celem Parku jest ochrona unika-
towego systemu rzecznego Narwi
i środowisk roślinnych. W krajo-
brazie Parku dominują trzcino-
wiska, szuwary i turzycowiska.
Lasy i zakrzewienia zajmują tylko
niecałe 5% powierzchni.
Narew była arterią, wokół której
koncentrowało się wiele przenikają-
cych się kultur – jaćwieska, pruska,
krzyżacka, polska, litewska, ruska,
żydowska. Wytworzyło to swoistą
mozaikę wyznaniową, społeczną
i kulturową. Nad brzegami Narwi
powstały miejscowości, wśród któ-
rych większe lub ważniejsze to: Na-
rew, Kaniuki, Strabla, Suraż, Łapy,
Waniewo, Kurowo, Choroszcz, Mo-
rusy, Tykocin, Góra Strękowa, Wi-
zna, Drozdowo, Łomża, Nowogród,
Ostrołęka, Różan, Pułtusk, Serock.
Narew wywodzi swój rodowód
ze źródeł leśnych prastarej Pusz-
czy Białowieskiej. Szybko opusz-
cza puszczę, by płynąć powoli przez
krainę podmokłych łąk, dalej sze-
roką bagnistą doliną, tworząc wie-
le odnóg, rozwidleń i koryt. Każ-
dej wiosny w czasie topnienia śnie-
gów niezwykłym zjawiskiem jest
utrzymujące się wiele tygodni wiel-
kie narwiańskie „morze”. Bagien-
na część doliny na wiosnę kwitną-
ca kobiercami kaczeńców, latem po-
rośnięta gęstym płaszczem grzybie-
nia, jest ostoją ryb i ptaków wodno-
błotnych. Od ujścia Biebrzy zmie-
nia swój charakter płynąc jednym
korytem, które wije się na dnie jaru
otoczonego wzgórzami. Narew jest
piątą co do długości rzeką w Polsce.
Zbiera wody rzeki Narewki, Orlan-
ki, Supraśli, Biebrzy, Pisy, Szkwy,
Rozogi, Omulewa, Orzyca, Wkry i
Bugu. Po 484 km łączy się z Wisłą.
Narew płynęła uformowaną przez
tysiące lat doliną do lat 70. XX wie-
ku. Od Rzędzian do ujścia Biebrzy
uregulowano rzekę, osuszono bag-
no Wizna i bagna pod Tykocinem.
DOLINA NARWI
Miejsce
dla dzikiej
przyrody
43
Protesty społeczeństwa i przyrod-
ników przerwały dalsze prace me-
lioracyjne. Następnym ciosem była
budowa, w górnej Narwi, zbiorni-
ka wodnego Siemianówka. Zagra-
ża on wodom gruntowym Puszczy
Białowieskiej i niekorzystnie wpły-
wa na stan wód całej Narwi. Polski
fotografk przyrody, Włodzimierz
Puchalski pisał: ... „Był to jeden z
najpiękniejszych zakątków polskie-
go egzotyzmu. Tysiące strug, morze
trzcin i szuwarów i skrzydlaty świat
wzbogacony każdej wiosny o tysiące
batalionów.... Obawiam się, że to już
nigdy się nie odtworzy i przyroda
nie powróci do dawnego cudowne-
go stanu. A wraz z ubożeniem przy-
rody zuboży się psychika człowieka
i jego życie.”
Ocalałym i najcenniejszym frag-
mentem rzeki jest południowa część
Doliny Górnej Narwi. Dolina jest tu
płaska i szeroka na kilka kilome-
trów. Rzeka płynie wieloma koryta-
mi, które rozdzielają się i łączą, pły-
ną w różnych kierunkach, krzyżu-
ją, czasem kończą ślepo w ścianie
roślinności, tworząc unikalny wi-
doczny z lotu ptaka, wodny labirynt,
z mozaikowym układem rozlewisk,
siedlisk lądowych i bagiennych. Sieć
krętych koryt rzecznych otaczają
bagna. Ten szczególny, najrzadziej
występujący system wodny nosi na-
zwę anastomozującego (wielokory-
towego). Jest to jedyna taka rzeka w
Europie. Podobnie wyglądają rze-
ki tropików: Amazonka w Amery-
ce Południowej, Kongo i Okawango
w Afryce, Ob w Rosji i Saskatche-
wan w Kanadzie. Podmokły teren,
otwarta przestrzeń, gąszcz bagien-
nych roślin, łąk i zakrzewień wierz-
bowych jest jednym z najmniej do-
stępnych miejsc w Polsce.
44
WIgRy
Utworzony w 1989 roku Wigierski
Park Narodowy leży na styku naj-
piękniejszego polskiego krajobra-
zu polodowcowego Suwalszczyzny
i największego zwartego kompleksu
leśnego Niżu Środkowoeuropejskie-
go Puszczy Augustowskiej. Ukształ-
towanie geomorfologiczne północ-
nej części parku jest zróżnicowa-
ne dzięki bogatej konfguracji tere-
nu. Tworzą ją gliniaste wysoczyzny
polodowcowe, urozmaicone wzgó-
rzami i wałami moren czołowych
osiągających do 40 m wysokości.
Część południowa parku jest rów-
niną. Polodowcowy pejzaż wzbo-
gacają rynnowe i nieckowate zagłę-
bienia wypełnione wodami jezior i
rzek. Wodne bogactwo parku two-
rzy jedno z najpiękniejszych jezior
w Polsce, największe jezioro Suwal-
szczyzny – Wigry i 42 mniejsze je-
ziora, a także rzeki Czarna Hańcza,
Wiatrołuza, Kamionka. Powierzch-
nia parku wynosi 15086 ha, w tym
9464 ha to grunty leśne, 2908 ha –
wody i 2714 ha inne tereny, głównie
użytkowane rolniczo. Ochroną ści-
słą objętych jest 623 ha, w tym 283
ha lasów. Obszary zagospodarowa-
ne rolniczo objęte są ochroną kra-
jobrazową. Siedziba parku znajduje
się w miejscowości Krzywe, a stam-
tąd niedaleko już do Półwyspu Wi-
gierskiego, gdzie w wodach jeziora
przegląda się kościół i klasztor po-
karmelicki z XVIII wieku. Sprowa-
dzony przez Zygmunta III Wazę w
1667 roku zakon kamedułów za-
łożył większość wsi i folwarków w
okolicy.
Jezioro Wigry ma 2177 hektarów
powierzchni, a jego głębokość do-
chodzi do 73 m. Położone jest wśród
wzgórz. Sama nazwa wskazuje na
piękną formę jeziora (wigry zna-
czy kręty). Jezioro ma kształt litery
S. Jego 75-kilometrowa, w większo-
ści zalesiona linia brzegowa jest nie-
zwykle urozmaicona licznymi za-
kolami i półwyspami. Na jeziorze
jest 14 wysp. Poprzez przesmyki i
kanały Wigry łączą się z innymi je-
ziorami, które oddzieliły się na sku-
tek zarastania. Przez Wigry prze-
pływa Czarna Hańcza, rzeka, któ-
ra w początkowym swym biegu po-
dobna jest do rzek górskich. Tak jak
inne rzeki tej krainy ma kamieni-
ste dno i szybki nurt. Wypływając z
Wigier zmienia oblicze. Płynie pod-
mokłą bagienną równiną wśród łąk
i lasów Puszczy Augustowskiej. Po-
łowę powierzchni parku stanowią
lasy. Przyroda polubiła ten cudowny
zakątek i osiedliła niemal wszystko,
czym dysponowała na niżu środko-
45
wej Europy. Chodny klimat sprzyja
rozsiewaniu się świerków. Charak-
terystyczne dla wschodniego klima-
tu kontynentalnego są także: wielo-
sił błękitny, wełnianka alpejska, wie-
le gatunków mchów i porostów.
Osobliwością parku są małe śród-
leśne jeziorka zwane sucharami. Na-
zwa suchar jest nazwą regionalną,
oznacza „suchy”, pusty, bez ryb, jak
również to, że wokół sucharów wy-
stępują obumarłe, suche drzewa. Su-
chary są zbiornikami dystrofczny-
mi, czyli ubogimi w pierwiastki oraz
związki chemiczne niezbędne do ży-
cia wielu organizmom, szczególnie
roślinom. Ich woda ma brunatne za-
barwienie, gdyż zawiera duże ilości
kwasów humusowych powstających
z rozkładu igieł, liści otaczających la-
sów. W sucharach występują liczne
larwy ważek, chrząszczy, muchówek,
pająki wodne – topiki, natomiast
brak jest charakterystycznej roślin-
ności wodnej. Suchar otacza pło –
nasuwający się od lądu w kierunku
środka zbiornika pierścień pływają-
cych roślin torfowiskowych. Budu-
ją go m.in. mchy torfowe, żurawi-
na, modrzewnica, przygiełka biała.
Pło jest również miejscem występo-
wania roślin owadożernych: rosicz-
ki okrągłolistnej i długolistnej, któ-
re wzbogacają roślinność pła w fo-
sfor pochodzący z rozkładu schwy-
tanych zwierząt. Z czasem brzegi je-
ziorek zarastają mchami, krzewinka-
mi żurawin, bagna zwyczajnego, bo-
rówki bagiennej i małymi drzewami.
W ostatniej fazie w miejsce jeziora
wyrasta bór bagienny złożony z so-
sen i brzóz.
Zróżnicowane ekosystemy krainy
Wigier: wody, torfowiska, gliny, zwa-
ły, piaski porasta 900 gatunków ro-
ślin naczyniowych, wśród których
50 podlega ochronie. Symbolem par-
ku są bobry. Na terenie parku spoty-
ka się wilki, rysie, wydry, łosie i za-
jące bielaki. Bielaki występują tylko
w niewielu miejscach na północno-
wschodnich krańcach Polski. Prefe-
rują środowisko leśne. Zimą zmie-
niają barwę futra na białą, co ozna-
cza przystosowanie do życia w zim-
nym klimacie. Mozaika jezior i la-
sów stwarza dogodne warunki by-
towania rzadkich ptaków drapież-
nych, w tym orła bielika, kani czar-
nej rdzawej, rybołowa, puszczyka. W
wodach żyją 32 gatunki ryb, w tym
rzadko spotykana sieja, sielawa i troć
jeziorna. Na terenie parku występuje
bardzo rzadki owad, latająca w dzień
ćma sówka.
Wigry to osobliwa kompozycja kra-
jobrazowa, kształtów i barw. Wraz z
otaczającymi jezioro lasami, torfo-
wiskami, źródliskami, bogatą fo-
rą i fauną oraz pełnym uroku krajo-
brazem tereny te są jedynymi z naj-
cenniejszych miejsc przyrodniczych
Polski.
Opracowanie i fotografe
Anna Worowska
46
Z
aproszenie na ryby nad rzekę
Seine brzmi egzotycznie. Ale
to po prostu Sekwana, dru-
ga, co do wielkości po Loarze rzeka
Francji. Tyle, że prawdziwej egzotyki
dodaje fakt, iż owe ryby mam łowić
w… Paryżu!
Francuzi tak drastycznie zaostrzyli przepisy –
mówi mój przyjaciel Grzegorz, który mieszka tu
ponad dwadzieścia pięć lat – za zanieczyszczanie
rzeki nałożyli na frmy tak potężne kary, że w krót-
kim czasie Sekwana odżyła.
Mimo upałów i stałej żeglugi Sekwana w Pary-
żu zdumiewa czystością wody, dwa, trzy metry od
brzegu widać pływające ryby.
– Co będziemy łowić?
– Sumy, brzany, karpie.
Chciałem się upewnić, że na pewno tu, w Pary-
żu?
– Tak, koło mostu Pont Piteaux, obok jednej z
najdroższych dzielnic Paryża, między barkami, na
których normalnie mieszkają ludzie.
Zbliża się późne popołudnie. Upał. Jest parno.
Wędziska karpiowo-sumowe zbroimy w haki wę-
gorzowe z zadziorami, obowiązkowo plecionka i
przelotowe ciężarki denne od 80 do 120 gramów,
gdyż uciąg Sekwany jest duży i trzeba uważać, żeby
zestaw nie został ściągnięty pod barkę. Spytałem,
na co będziemy łowić?
– Na kurczaki i na ser.
We Francji wszystko jest możliwe. Słońce roz-
świetla widoczny w oddali Paryż. Pierwszy ze-
staw z kawałkiem fleta z piersi kurczaka lądu-
je w wodzie. Na drugi zakładam dwie kostki – o
boku 2 cm – twardego sera, stugramowy przelo-
towy płaski ciężarek, przypon długości około me-
tra i wszystko to kładę jakieś dwadzieścia metrów
od brzegu, na pograniczu głównego nurtu. Koło-
wrotek z wolnym biegiem ustawiam tak, aby uciąg
wody nie wybierał plecionki.
I tak zaczęło się polowanie na słynne paryskie
brzany, w których legendę trudno mi ciągle uwie-
rzyć, bo przecież realia, w których łowię, zdają
się przeczyć dzikiemu charakterowi tej wspania-
Paryskie
brzany
47
łej ryby, tym bardziej, że po rzece ciągle pływa-
ją motorówki, a wokół, na pokładach swoich pły-
wających domów, hałasują rozbawieni Francuzi.
Po dwóch godzinach wyczekiwania „coś” zaczyna
wybierać plecionkę z kołowrotka. Jest to właściwie
podszarpywanie i wreszcie moja cierpliwość koń-
czy się. Zacinam. Nie czuję zejścia ryby, ale sera na
haku nie ma.
Zestaw ląduje znowu na dnie Sekwany. Nag-
le szczytówka lekko drgnęła, a za chwilę plecion-
ka zaczęła powoli wysnuwać się z kołowrotka;
szpula obracała się coraz szybciej. Zaciąłem i po-
czułem cudowny, pulsujący opór. Czułem ją wy-
raźnie, gięła szczytówkę bez pardonu. Po chwili
pierwszy odjazd na hamulcu. Wiem, że ryba nie
jest mała, za chwilę drugi odjazd, wybieram ple-
cionkę, ryba robi spory wir kilka metrów od na-
brzeża i już mam pewność, że to brzana. Przyjaciel
wysuwa podbierak przed siebie do wody i złotołu-
ska po kilku zrywach na boki ląduje w siatce. Ma
jakieś półtora kilograma.
Francuzi na barce przerwali na chwilę balangę,
stają na rufe, krzyczą: très bien, très bien! I biją
brawo.
Na kolejne emocje nie czekałem długo. Gwał-
towne przygięcie szczytówki i ucieczka w kierun-
ku nurtu. Wspaniała walka. Nie mam wątpliwości,
że to brzana, nie mniejsza od poprzedniej. Rybka
wraca do wody.
Z
estaw sumowy jakby zaczarowany, ani
drgnie. Przerzucam go jeszcze raz. Zaczy-
na się paryska noc, czyli łuna nad miastem,
wymieszana ze światłami na Pont Piteaux i skrzą-
cą się Sekwaną. Do jedenastej w nocy łowię jesz-
cze dwie brzany, jakby z jednego rocznika. Potem
przerwa do północy.
Gwałtowny gwizd kołowrotka. Zacinam i czuję,
że zestaw staje jakby w miejscu. Dwa, trzy obro-
ty korbką, już wiem, że mam rybę i to niemałą. Je-
śli to brzana, to naprawdę duża. Przestrzeni mię-
dzy barkami miałem niezbyt wiele, więc musiałem
wyeliminować wszelkie manewry. Drugi odjazd
jest już dosyć długi, potem jeszcze jeden i ryba wy-
pływa na powierzchnię. To sazan! Dzikus z Sek-
wany! Podbierak zatrzeszczał, trzeba go ciągnąć
po pochyłości nabrzeża. Ważymy karpia, ma rów-
niutko pięć kilogramów. Połakomił się na…ser!
Pięć brzan w tym jedna dwukilogramowa i karp.
Smakował wybornie pod białe wino. Ślimaki i
mule – wysiadka!
Przyjechaliśmy następnego dnia późnym popo-
łudniem. Odpuściliśmy sobie piersi z kurczaka,
pokładając całe zaufanie we francuskich serach.
Ja zająłem swoje poprzednie stanowisko, Grze-
gorz poszedł między inne barki. Ledwie ogarnę-
liśmy się na łowisku na jednej z jego wędek dzwo-
nek sygnalizuje branie. Niewymiarowy sumek po-
łakomił się na…ser!
– No przecież ci mówiłem.
Pół godziny później sytuacja powtarza się. Nie-
wymiarowy sum znowu skusił się na dwie kost-
ki ementalera. Przez trzy godziny na moich ze-
stawach panuje absolutna cisza. Świętuje jednak
Francja. Wszędzie wokół zaczęła się kanonada fa-
jerwerków, istne feerie różnokolorowych iskier,
girland i ognistych kul. No cóż, w końcu rocznica
zburzenia Bastylii.
I
nagle w tym zgiełku, zapachu prochu i dymu,
mam cudowne branie! Zacinam i zaczyna się
walka. Ryba ucieka pod rufę barki. Potem nag-
le skręca i kieruje się w pas podwodnej roślinno-
ści. Biorąc pod uwagę huk, ogień i dym wokół oraz
moją adrenalinę mam swoje Austerlitz, Jenę i Ma-
rengo razem wzięte oraz wszystkie zwycięskie bi-
twy Cesarza Francuzów. Unoszę wędzisko nad
głowę i próbuję nie dopuścić ryby do zaczepów.
Odjeżdża bardzo ostro, robi pod powierzchnią pi-
ruet i znowu odjeżdża. Po krótkim holu wiem, że
mam naprawdę piękną brzanę. Przy brzegu słab-
nie i wprowadzam ją do podbieraka. Śliczna! Waga
pokazuje równo trzy kilogramy czterysta gramów!
To w Polsce spokojnie wystarczyłoby na srebrny
medal.
Kiedy głaszczę jej piękne, ciemnozłote i srebrne
łuski, na wędzisku Grzegorza „bije dzwon”. Widzę
jak szczytówka pięknie wygina się i zaczyna pul-
sować. Czekam z podbierakiem i po chwili na po-
wierzchni ukazuje się długi cień. Sum nie ma za-
miaru wyprowadzać się z Sekwany i dwukrotnie
wymyka się z podbieraka. Wreszcie jest nasz! Sie-
dem kilogramów i równo metr długości. Oczywi-
ście wziął na ser!
Tej nocy złowiłem jeszcze kilka brzan, które wró-
ciły do Sekwany. Położyłem się spać o czwartej nad
ranem. W ciągu trzech dni wędkowania złowiłem
dziewięć brzan i karpia.
Sekwana żyje i warto w niej pomoczyć nieraz
kija.
tekst i fot. Janusz Niczyporowicz
48
Niewidomej dziewczynce z Lasek
Pierwiosnki w Twoich oczach
zakwitły łzą
zawilec skulił się
gdy spadł deszcz
Dzień wyfrunął z gniazda
lecz Ciebie ogarnął cień
odtąd nazywasz dłońmi
wszystko
snując nimi marzenia
patrząc
prosto w oczy…
Pierwsze wiersze Pani Zofi zostały wydrukowane w
„Świerszczyku” w roku 1979. Od tamtej pory autor-
ka poprzez poezję wyrażała silną potrzebą zaprezen-
towania swojego spojrzenia na rzeczywistość. Niezwy-
kle osobiste wiersze mówią o ludziach związanych z ży-
ciem poetki, o miejscach, w których była. Jej utwory ob-
ftują w bogatą metaforykę i zaskakujące porównania.
Pozwala czytelnikowi odbyć podróż do krainy dzieciń-
stwa, odradza nas, a swoim subtelnym gestem wydo-
bywa przestrzeń dawno zapomnianą, niemal mitycz-
ną. Jak za pociągnięciem pędzla rodzą się obrazy przy-
jazne człowiekowi. Przenosimy się w góry, nad wodę,
zadajemy pytania światu. Dlaczego smutek do szy-
by puka? Kto się przygląda księżycowi z bliska? Jaki
jest uśmiech rosy? Autorka dostrzega wszystkie odcie-
nie rzeczywistości. Nie unika pytań trudnych, nie omi-
ja kłopotliwych tematów. Wszystko, czego doświadcza
opisuje słowem. I tak właśnie rodzą się osobliwe por-
trety ludzkie – samotnych, kalekich, starych, nad któ-
rymi warto się pochylić. Czas, istnienie, miłość stają się
głównymi wyznacznikami tej liryki.
– Staram się dostrzegać świat przez odczucia – mówi
pani Zofa. Pisanie wierszy wynika z potrzeby ducha.
Moje wiersze są jak obrazy, ukazują słowem malowni-
czość świata. Ukazują go w różnych odcieniach, prze-
de wszystkim jednak w odcieniach radości. Są to liryki
nasączone optymizmem, bo wierzę, że świat ma nam
naprawdę dużo do zaoferowania. Musimy jedynie się
nauczyć czerpać z jego piękna. Docenić to wszystko, co
nas otacza i przede wszystkim odnaleźć spokój w so-
bie.
W czasach współczesnych, którymi rządzą media, cza-
sach zaniku wartości poetka ukazuje metafzyczną
stronę życia, o której pod natłokiem spraw codziennych
po prostu zapominamy.
i tak
już
zostanie
– Lubię nade wszystko przyrodę, jej odcienie
zieleni, lubię spacerować po lesie, tam szu-
kam czułej samotności która koi, uspokaja.
Nade wszystko lubię wrzosowiska, delikat-
ne kołysanie się brzozy na wietrze i zapach
mięty. A góry były i ciągle są moim umiło-
waniem, a wiosną liliowe, majowe krokusy
wykąpane w słońcu na tatrzańskich stokach.
I jeszcze uwielbiam tęczę, która rozświetla
duszę człowieka. – tak mówi o sobie Zofa
Olek-Redlarska, adiunkt na wydziale Peda-
gogiki i Psychologii w Białymstoku. Jej poe-
zję cechuje liryczno-refeksyjny charakter.
Autorka tomików: „Dlaczego mam tyle py-
tań do świata”, „I tak już zostanie”, „Portre-
ty imion dziecięcych”, uważana jest za osobę
niezwykle otwartą, która nigdy nie przejdzie
obojętnie obok człowieka. Uczestniczy w im-
prezach charytatywnych. Swoich studentów
zabiera do różnych ośrodków w Polsce, któ-
re zajmują się wspieraniem dzieci i młodzie-
ży niepełnosprawnej. Uświadamia im w ten
sposób różny wymiar człowieczeństwa.
49
Miłość
jest dźwiękiem naszych ust
psalmem naszych rąk
gorejącym piaskiem
i krzewem
szlakiem nieznanym
na mapie marzeń
konstelacją gwiazd
łzą
i poezją
Gdzie się spieszysz?
Popatrz jak tańczy
wiatr na jezdni
z białym papierkiem,
który wturlał się
między krawężnik,
a buty przechodniów.
Papierek rozgadany
jak list z życzeniami.
Biegnie pospiesznie,
by zdążyć do wszystkich
na czas powitań.
Papierek wodzi rej
między butami
i walizami podróżnych,
których radość stała się
nowym, wesołym listem.
A może i Ty zobaczysz
uśmiechnięty papierek
na szarej jezdni?
To na pewno ten sam
z moich podróży na dworzec.
* * *
Zdaje się, że pamiętał swoje imię
uśmiechał się do wszystkich
do Ciebie też
na stopach miał miękkie kapcie
nosił koszulę w kratę,
w której było mu do twarzy
nie słyszał dźwięków
w dzień roznosił zupę
gdy jedli, cieszył się
lubił bawić się na strychu
otwierał tajemnicze kufry i skrzynie
huśtał się na koniu na biegunach
wkrótce zginął
za pajęczyną życia
z tęsknoty
fot. Anna Worowska
50
Wczesne rozpoznanie obecności
zespołu metabolicznego u dzieci i
młodzieży jest pierwszym, najważ-
niejszym krokiem do skuteczniej-
szego zapobiegania przedwczesnym
incydentom naczyniowym w śred-
nim wieku i zmniejszenia prawdo-
podobieństwa wystąpienia otępie-
nia naczyniowego w starości.
Istniejące obecnie metody prof-
laktyki i leczenia przeciwmiażdży-
cowego nie chronią w odpowied-
ni sposób populacji dzieci i mło-
dzieży, tworząc swoistą generacyjna
„lukę promiażdżycową”. Z kolei nie-
rozpoznany zespół metaboliczny, w
świetle aktualnej wiedzy, jest zespo-
łem przyspieszonego starzenia.
Kilka rad dla osób marzących o tym, aby osiągnąć 90. rok życia
Zatrzymać czas
90-latkowie z grupy trzeciej rzadko chorują, bo mają szczegól-
ny genom utrzymujący przez długi czas aktywność ich ukła-
dów i narządów na ponadprzeciętnym poziomie. Zazwyczaj są
to osoby pogodne, w większości szczupłe, tolerujące różnorod-
ne diety, gustujące w oszczędnym jedzeniu.
Stosunkowo niewielu ludzi może żyć sto i więcej lat. Choć teo-
retycznie możliwe jest, że człowiek może żyć 120 lat. W rzeczy-
wistości, jeśli ktoś ma lat dziewięćdziesiąt i cieszy się względnie
dobrym zdrowiem, jak na ten wiek, to już to – samo w sobie –
godne jest pozazdroszczenia. Jak to osiągnąć?
51
– Problem zbyt późnego rozpozna-
nia i leczenia zespołu metaboliczne-
go wydaje się być jednym z kluczo-
wych problemów zdrowia publicznego
w XXI wieku – uważa dr Jarosław De-
rejczyk, wicedyrektor jedynego w Pol-
sce Szpitala Geriatrycznego (w Kato-
wicach).
90-latkowie
sklasyfkowani
Geriatrzy mają swoją klasyfkację
kondycji zdrowotnej osób, które żyją
już więcej niż 90 lat.
Do grupy pierwszej zaliczają „oso-
by pozostające przy życiu w tym wie-
ku, ale obciążone bardzo dużą ilością
chorób, które powodują u nich widocz-
ną niesprawność zależność i inwalidz-
two”.
W grupie drugiej klasyfkowane są
„osoby, które mimo obecności czynni-
ków ryzyka chorób sercowo-naczynio-
wych, zadziwiająco dobrze znoszą ich
obecność i nie mieszczą się w znanych
kategoriach przyczynowo-skutkowych
i w znanych mechanizmach działania
szkodliwych czynników”. O ludziach z
tej grupy mówi się, jako o osobach to-
lerujących stan chorobowy.
W ostatniej – niestety, najmniej licz-
nej – mieszczą się „osoby długowiecz-
ne, pozostające jedynie z fzjologicznie
słabszymi rezerwami funkcjonalnymi
narządów bez obecności chorób”.
Dieta może pomóc
– Stosowanie diety chroniącej naczy-
nia, bogatej w oleje roślinne, ryby mor-
skie, czerwone wino jest w pierwszej
grupie zalecane. Im wcześniej rozpo-
czniemy leczenie dietą tym pewniejsze
prawdopodobieństwo osiągnięcia efek-
tu zatrzymania stopnia pogarszania się
kondycji. W tej grupie bez udziału me-
dyków w rozpoznaniu i leczeniu wy-
stępujących chorób nie osiągniemy za-
mierzonego celu, jakim jest utrzymy-
wanie samodzielności – podkreśla dr
Derejczyk.
– Nadal dążymy do korekty wagi cia-
ła do należnej, wyrównywania para-
metrów przemian tłuszczowej, pury-
nowej i węglowodanowej, ściśle kory-
gujemy wartości ciśnienia krwi, prze-
strzegamy licznych zaleceń terapeu-
tycznych. Powszechnie stosujemy też
usprawnianie ruchem, unikając bez-
ruchu – wylicza dr Derejczyk. – Efekty
działania suplementów dietetycznych
są w tej grupie widoczne wyraźniej
niż w dwu pozostałych. Spotykamy tu
często osoby z niewydolnością mózgu,
serca, zależne od opiekunów. W popu-
lacji osób długowiecznych ta grupa jest
najliczniejsza...
Dłuższe życie
w gorszej jakości
Dziewięćdziesięciolatkowie z gru-
py drugiej rzadziej ujawniają głębokie
niewydolności narządowe, wykazują
szybką reakcję leczniczą na wyrówny-
wanie stwierdzanych nieprawidłowo-
ści. Także słabiej reagują na leczenie
wzmagające potencjał układów chro-
niących tkanki przed konsekwencjami
produktów kumulowanych jako od-
padkowe w przemianie materii. Spe-
cjaliści uważają, iż leczenie antyoksy-
dantami, immunostymulatorami – w
tym dietetycznymi – i lekami hormo-
nalnymi przynosi w tej grupie efek-
ty, jednak nie tak spektakularne jak w
pierwszej.
– U tych osób radykalne wyrówny-
wanie glikemii w przypadku obecno-
ści cukrzycy, precyzyjne obniżanie ciś-
nienia krwi w przypadku nadciśnie-
nia, surowe nakazy dietetyczne u osób
z nadwagą i otyłością, nie pozostaną
najczęściej w związku z oczekiwaną
długością życia, a mogą obniżyć jego
jakość – wyjaśnia dr Derejczyk. – Za-
zwyczaj są to osoby utrzymujące włas-
ną aktywność ruchową mimo obec-
ności chorób. Nie zbadano czynników
ochronnych, odpowiedzialnych za
unieszkodliwianie powszechnie uzna-
nych za szkodliwe czynniki ryzyka
chorób, jakie występują w tej grupie.
Lista niektórych obecnie żyją-
cych ludzi z wiekiem przewyższa-
jącym sto lat:
1. Edna Parker (ur. 20 kwietnia
1893) – obecnie najstarszy czło-
wiek,
2. Maria de Jesus (ur. 10 września
1893) – najstarsza Europejka,
3. Gertrude Baines (ur. 6 kwietnia
1894) – najstarsza Afroamery-
kanka,
4. Catherine Hagel (ur. 28 listopa-
da 1894) – najstarsza osoba w
stanie Minnesota,
5. Beatrice Farve (ur. 30 kwietnia
1895) – najstarsza mieszkanka
stanu Georgia,
6. Tomoji Tanabe (ur. 18 września
1895) – obecnie najstarszy męż-
czyzna,
7. Henry Allingham (ur. 6 czerwca
1896) – najstarszy Europejczyk i
najstarszy weteran,
8. Augusto Moreira de Oliveira (ur.
6 października 1896) – najstar-
szy Portugalczyk,
9. Ruby Muhammad (ur. 20 marca
1897) – Afroamerykanka, waż-
na postać ruchu religijnego i po-
litycznego Naród Islamu,
10. Leila Denmark (ur. 1 lutego
1898) – amerykańska lekarka,
11. Apolonia Lisowska (ur. 18 lute-
go 1900) – długowieczna Pol-
ka,
12. Frederica Sagor Maas (ur. 6 lip-
ca 1900) – amerykańska scena-
rzystka flmowa pochodzenia
rosyjskiego,
13. Waldemar Levy Cardoso (ur. 4
grudnia 1900) – wojskowy,
14. Hugues Cuenod (ur. 26 czerwca
1902) – śpiewak szwajcarski,
15. Johannes Heesters (ur. 5 grud-
nia 1903) – holenderski aktor,
piosenkarz,
16. Zofa Morawska (ur. 13 listo-
pada 1904) – polska działaczka
społeczna,
52
17. Leopold Engleitner (ur. 23 lipca
1905) – najstarszy żyjący ocala-
ły z obozów koncentracyjnych
Buchenwald, Ravensbrück i
Niederhagen,
18. Emilio Navarro (ur. 26 wrześ-
nia 1905) – portorykański ba-
seballista,
19. Antoine Nguyên Van Tien (ur.
13 marca 1906) – wietnamski
duchowny, obecnie najstarszy
biskup katolicki na świecie,
20. Francisco Ayala (ur. 16 marca
1906) – hiszpański pisarz, kry-
tyk, socjolog,
21. Antonio Rosario Mennonna
(ur. 27 maja 1906) – obecnie
drugi najstarszy biskup katoli-
cki na świecie,
22. Eugeniusz Waniek (ur. 28 paź-
dziernika 1906) – polski ma-
larz, honorowy profesor Aka-
demii Sztuk Pięknych w Kra-
kowie,
23. Hans Kleppen (ur. 16 marca
1907) – norweski skoczek nar-
ciarski,
24. Run Run Shaw (ur. 4 paździer-
nika 1907) – chiński producent
flmowy
25. Oscar Niemeyer (ur. 15 grudnia
1907) – brazylijski architekt,
26. Jan Oderfeld (ur. 19 lutego
1908) – profesor, matematyk,
inżynier, konstruktor silników
lotniczych,
27. Zygmunt Syrokomski (ur. 23
lutego 1908) – wychowawca
młodzieży, pedagog, instruktor
harcerski, harcmistrz,
28. Mieczysław Michalski (ur. 2 lip-
ca 1908) – działacz turystyczny,
członek honorowy PTTK,
29. Stefan Wesołowski (ur. 16 sierp-
nia 1908) – polski urolog, autor
publikacji specjalistycznych i
pamiętnikarskich.
Nieodkryta
część prawdy
Grupa trzecia, zasadniczo po-
zbawiona chorób, ma szczególny
genom utrzymujący przez długi
czas aktywność ich układów i na-
rządów na ponadprzeciętnym po-
ziomie. Zazwyczaj są to osoby po-
godne, w większości nie cierpiące
na otyłość, tolerujące różnorodne
diety, gustujące w oszczędnym je-
dzeniu.
Według teorii zależnego od wie-
ku remodelowania metabolicz-
nego, osoby z grupy trzeciej dys-
ponują naturalnymi, bardzo sku-
tecznymi mechanizmami obro-
ny tkankowej. One to ogranicza-
ją niekorzystne zmiany w starzeją-
cym się organizmie i tym można
częściowo tłumaczyć wyśmienitą
kondycję tych osób.
To tylko część prawdy, którą
chcielibyśmy poznać. Nad ujaw-
nieniem reszty pracują sztaby na-
ukowców z najpoważniejszych w
świecie uczelni...
Źródło:wikipedia.pl
fot. Marek Dolecki
53
c
o dzień rano ruszamy w ko-
lejne starcie z otaczającym
światem. co dzień rano roz-
poczyna się nasz wyścig z życiem
biegnącym szybkim nurtem. Prze-
mieszczamy się z zawrotną pręd-
kością pomiędzy setkami ludzi, rze-
czy i spraw, tak jest niemal każdego
dnia. To zawrotne tempo mogłoby
wpędzić w kompleksy nawet takie-
go sprintera jak struś.
kiedy w miarę upływu dnia nasz
bieg powoli zbliża się ku końcowi,
zastanawiamy się, co pomoże nam
odzyskać utracone siły, przywrócić
spokojny puls i zregenerować bar-
dzo zmęczone ciało i umysł. odpo-
wiedź jest tak prosta i oczywista,
że prawie jest jest niedostrzegalna.
Rzadko który człowiek uzmysławia
sobie, jak doskonałym sposobem
relaksu jest...kąpiel.
już w czasach starożytnych ludzie
doceniali zalety kąpieli. Przypomnij-
my sobie choćby łaźnie parowe w
Rzymie – wspaniałe budowle, do-
skonałe pod względem architekto-
nicznym, z pięknymi salami nie tyl-
ko do kąpieli. Były one miejscem
odpoczynku i relaksu. obywatele
spędzali tam długie godziny, korzy-
stając z luksusów i rozrywek rzym-
skich term. zapominali o trudach i
znojach w łaźniach parowych i su-
chych, regenerowali organizm w sa-
lach masażu, w których namaszcza-
no ich ciała wonnymi olejkami.
w dzisiejszych czasach niepotrzeb-
ne są olbrzymie kompleksy, każdy z
nas może sobie zorganizować rzym-
skie termy we własnej, nawet nie-
wielkiej łazience. wystarczy wanna
i odpowiednie olejki, a trudy minio-
nego dnia ulecą z parującą wodą.
kąpiele relaksacyjne działają po-
zytywnie zarówno na ducha, jak
i na ciało, zapewniają relaks, roz-
luźnienie mięśni, lepszy przepływ
krwi i działanie pobudzające, w za-
leżności od użytych olejków. czy-
ste olejki eteryczne leczą zmia-
ny skórne, zaś substancje czynne
przyswojone i wchłonięte przez
pory skóry do krwiobiegu wpływa-
ją korzystnie na cały organizm. ką-
piel powinna trwać od 15 do 30 mi-
nut i zawierać około 10 kropli mie-
szaniny olejków na wannę. działa-
nie kąpieli ziołowych lub kwiato-
wych uzależnione jest od sposobu
ich przygotowania i oczywiście od
użytych olejków.
ciepła woda delikatnie masuje
wyczerpane mięśnie, ożywia prze-
pływ krwi, pobudza proces dostar-
czania odżywczych substancji do
miejsc, w których są one niezbęd-
ne. w połączeniu z odpowiedni-
mi olejkami potraf czynić cuda.
każdy z olejków ma inne działa-
nie. dla przykładu eukaliptusowy
pobudza i zmniejsza przekrwie-
nie, sosnowy działa dobrze na od-
prężenie po ciężkim dniu, lawen-
dowy działa antydepresyjnie, gera-
niowy łagodzi stany lękowe, a roz-
marynowy poprawia pamięć. Moż-
na także eksperymentować z mie-
szankami olejków. Pamiętajmy jed-
nak, szczególnie dotyczy to alergi-
ków aby sprawdzić, czy ekstrakty
nie spowodują u nas reakcji uczu-
leniowych. najlepiej jest odrobi-
nę rozcieńczonego olejku nanieść
na skórę przedramienia i odczekać
około 12 godzin. jeżeli w tym cza-
sie nie pojawi się wysypka lub swę-
dzenie, to znaczy, że można nale-
wać wodę do wanny.
a oto dwa przykłady kąpieli:
– na dobry sen: 2-4 łyżki soli mor-
skiej, 4 krople lawendowego olej-
ku, 3 krople olejku z majeranku i
tyle samo kropel olejku z cytryny.
usypiająco i uspokajająco dzia-
łają również olejki: lipowy, róża-
ny, rumiankowy oraz z kwiatów
gorzkiej pomarańczy
– na rozluźnienie się: 3 krople lejku
ylang–ylang (z kwiatów wonne-
go jagodlinu), 5 kropli lawendo-
wego oraz 2 krople olejku z ber-
gamotki i ½ szklanki gorzkiej soli.
oczywiście zamiast olejków moż-
na także używać suszonych ziół.
zanim jednak zaczniemy ekspe-
rymenty z olejkami eterycznymi,
przy ich zakupie zapytajmy sprze-
dawcę, co stosować i w jakiej ilości,
ponieważ kąpiel tylko wtedy na-
prawdę nam pomoże, jeśli będzie-
my wiedzieć, czego dolać lub do-
sypać do wody.
Opr. Iza Staranowicz
Moc
relaksacji