DRAGONLANCE* SAGA

WOJNA DUSZ
Tom I
SMOKI UPADŁEGO SŁOŃCA
Tom II
SMOKI ZAGUBIONEJ GWIAZDY
Tom III
SMOKI ZAGINIONEGO KSIĘŻYCA

WOJNA DUSZ
TOM III

SMOKI ZAGINIONEGO
KSIĘŻYCA
Margaret Weis, Trący Hickman
Przełożyła Dorota Żywno

Zysk i S-ka
Wydawnictwo

Tytuł oryginału
Dragons oj a Vanished Moon
Copyright © 2003 by Wizards of thc Coast, Inc.
Ali rights rcscrvcd
First publishcd in Poland by Zysk i S-ka Wydawnictwo s.j., Poznań 2004
Polish languagc rights with Zysk i S-ka Wydawnictwo s.j., Poznań
Wszystkie postaci w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do
prawdziwych osób, żyjących czy zmarłych, jest zupełnie przypadkowe.
This materiał is protccted under thc copyrights laws of thc United States of
America. Any reproduction or unauthorized usc of the materiał or artwork
contained hercin is prohibited without thc exprcss written permission
of Wizards of thc Coast, Inc.
I »
Cover art by Matt Stawicki
Dragoniancc and thc Wizards of thc Coast logo arc rcgistercd trademark of
Wizards of thc Coast, Inc., a subsidiary of Hasbro, Inc.
Ali Dragoniancc characters and distinctivc likenesses thercof arc
trademarks of Wizards of thc Coast, Inc.
EUROPEANHEADQUARTERS

. .MŁ, CANADA, Wizards of the Coast, Belgium
ASIA, PACIFIC & LATINAMERICA Hofveld 6D
Wizards of tHŁ-*Soast, Inc. 1702 Groot-Bijgaarden
' , fŁÓ\Box 707 Belgium
ton, WA 98057-036], U.S.A. +322-467-33-60
Ł24-0933
Redakcja
r websitc at http://www.wizards.com

Wydanie I
IBN 83-7298-687-8

4 000347185
Zysk i S-ka Wydawnictwo
ul. Wielka 10, 61-774 Poznań
tcl. (0-61) 853 27 51, 853 27 67, fax 852 63 26
Dział handlowy, tel./fax (0-61) 855 06 90
sklep@zysk.com.pl
www.zysk.com.pl
Druk i oprawa: ABEDIK. Poznań

Tym, którzy toczą nieustanną walkę z ciemnością,
książka ta dedykowana jest z wyrazami szacunku.

_—

KSIĘGA 1

1

Zagubione dusze
W lochach Wieży Wielkiej Magii, która niegdyś stała
w Palanthas, lecz teraz znajdowała się w Nightlundzie, wielki
arcymag Raistlin Majere przywoływał czarami magiczną Sadzawkę Widzenia. Spoglądając w nią, mógł śledzić, a czasami
kształtować bieg wydarzeń w świecie. Raistlin Majere nie żył
od wielu lat, lecz z jego zaczarowanej Sadzawki Widzenia
nadal korzystano. Jej magię podsycał czarodziej Dalamar, który odziedziczył wieżę po swoim shalafi. Będąc w istocie więźniem w wieży stanowiącej wyspę na rzece umarłych, mag często korzystał z sadzawki, by odwiedzać umysłem miejsca, do
których nie mógł podróżować ciałem.
Na skraju magicznej wody stał teraz Palin Majere, wpatrzony w nieruchomy, błękitny płomień, który płonął pośrodku
gładkiej tafli. Było to jedyne źródło światła w komnacie. Tuż
obok Palina stał Dalamar, patrząc w ten sam zastygły ogień.
Magowie mogli przyglądać się wydarzeniom w dowolnym zakątku świata, jednak z uwagą obserwowali to, co działo się na
szczycie ich wieży.
Goldmoon z Cytadeli Światła i Mina, Pani Nocy, przywódczyni Czarnych Rycerzy z Neraki, miały się spotkać w laboratorium należącym kiedyś do Raistlina Majere. Goldmoon już
przybyła na miejsce tego niezwykłego spotkania. W mrocznym, pełnym cieni laboratorium panował chłód. Dalamar zostawił lampę, lecz słabe światło podkreślało jedynie mrok, któ-

9

rego nigdy nie da się do końca rozproszyć, nawet gdyby zapłonęły wszystkie lampy i wszystkie świece na Krynnie. Ciemność, która była duszą tej strasznej wieży, miała swe jądro tutaj, w komnacie będącej niegdyś sceną śmierci, bólu i cierpienia.
W tej właśnie sali Raistlin Majere próbował naśladować
bogów i stworzyć życie, poniósł jednak całkowitą klęskę. Sprowadził na świat pokraczne, powłóczące kończynami, żałosne
istoty zwane Żywymi, wiodące swoje nieszczęsne żywoty w pomieszczeniu, w którym przebywali teraz dwaj czarodzieje. W tej
samej komnacie zginęła Błękitna Smocza Władczyni, Kitiara,
a jej śmierć była równie brutalna i krwawa jak jej życie. Tutaj
znajdował się Portal do Otchłani, połączenie między królestwem śmiertelników i królestwem umarłych. Więź ta dawno
została zerwana; w magicznych wrotach gnieździły się już tylko myszy i pająki.
Goldmoon znała mroczną historię tej komnaty. „Na pewno
ją teraz rozważa" — pomyślał Palin, przyglądając się migotliwemu wizerunkowi kobiety na powierzchni wody. Goldmoon
stała w laboratorium z założonymi rękami. Drżała nie z zimna,
lecz ze strachu. Palin był zaniepokojony. Odkąd znał Goldmoon, nie przypominał sobie, by widział ją przerażoną.
Może przyczyną była obca powłoka cielesna, w której zamieszkiwał jej duch. Kobieta miała ponad dziewięćdziesiąt lat.
Jej prawdziwe ciało było ciałem staruszki, wciąż żwawej i silnej jak na swój wiek, lecz o skórze pobrużdżonej i naznaczonej
upływem czasu, przygarbionych już plecach i sękatych palcach
o łagodnym nadal dotyku. Goldmoon dobrze się czuła w tym
ciele. Nigdy się nie obawiała ani nie żałowała upływu lat, które
przyniosły jej radość miłości i narodzin, smutek miłości i śmierci. Tę postać odebrano jej pewnej nocy podczas wielkiej burzy,
a w zamian dano inną — ciało obcej kobiety, młode, piękne,
zdrowe i kipiące życiem. Tylko jej oczy pozostały oczami tej
samej osoby, którą Palin znał przez całe życie.
„Ma rację — pomyślał — to ciało nie należy do niej. To
tylko pożyczona piękna szata. Niedopasowany strój".
10

— Powinienem być przy niej — szepnął.
Wzdrygnął się, przestąpił z nogi na nogę i zaczął chodzić
niespokojnie wzdłuż brzegu sadzawki. W kamiennej komnacie
panował chłód i mrok. Jedyne światło rzucał nieruchomy płomień w sercu mrocznego stawu, lecz oświetlał on niewiele,
a ciepła nie dawał wcale.
— Goldmoon wydaje się silna, ale taka nie jest. Ma ciało dwudziestolatki, lecz serce kobiety, która przeżyła dzie•więć dekad. Wstrząs spowodowany ponownym ujrzeniem Miny, zwłaszcza takiej, jaką jest teraz, może ją zabić.
0* W takim razie wstrząs spowodowany ujrzeniem tego,
jak Czarni Rycerze ścinają ci głowę, też me wyjdzie jej na
zdrowie — odparł kąśliwie Dalamar. — A to właśnie zobaczyłaby, gdybyś teraz wszedł na górę. Wieżę otaczają żołnierze. Musi ich być przynajmniej trzydziestu.
1* Nie sądzę, aby mnie zabili — powiedział Palin.
2* Nie? A co by zrobili? Kazaliby ci stanąć w kącie twarzą
do ściany i myśleć o tym, jaki byłeś niegrzeczny? — zadrwił
Dalamar. — Skoro mowa o kątach — dodał nieoczekiwanie elf
i głos mu się zmienił — widziałeś to?
3* Co? — Palin gwałtownie odwrócił głowę i rozejrzał się
z niepokojem.
4* Nie tutaj! Tam! — Dalamar wskazał sadzawkę. — Błysk
w oczach smoków, które strzegą Portalu.
5* Ja widzę tylko kurz, pajęczyny i mysie bobki — stwierdził Palin po chwili uważnej obserwacji. — Coś ci się przywidziało.
6* Czyżby? — spytał starszy czarodziej. Jego zgryźliwy
głos złagodniał i zabrzmiał niespodziewanie poważnie: — Zastanawiam się...
7* Nad czym?
— Nad bardzo wieloma rzeczami — odparł Dalamar.
Palin przyjrzał się wnikliwie czarnemu elfowi, ale z jego
wychudzonej i posępnej twarzy nie wyczytał myśli, które kłębiły się w umyśle maga. Odziany w czarne szaty Dalamar wtapiał się w mrok sali. Widoczne były tylko dłonie o delikatnych
11

Palin stanął na brzegu sadzawki. Mam bladą i wychudłą twarz. co przyniesie nam korzyść. osłaniając oczy dłonią. — Teraz zobaczymy i usłyszymy coś. — Przybyła Mina. nie do końca zdecydowany. Powinienem być z nią. — Jesteś. 0* Nie wiedziałem. — Potrzeba nam więcej światła. Wpatrywał się w nią. zdjęty lękiem i fascynacją. łącznie z sobą samym? Goldmoon jest tylko ostatnią spośród tych osób. 0* Jeszcze się poślizgniesz i wpadniesz do sadzawki. A gdzie ja jestem? Ukrywam się w podziemiach wieży". patrząc na mnie?" — zastanawiał się Palin. światło stało się tak jaskrawe. 1* Dalamar zatarł chude dłonie. który stworzył mój stryj. „Zaniedbanego mężczyznę w średnim wieku. Nie mógł jednak oderwać oczu od tafli wody. Bohater. taka piękna. a być może życia. Gdyby wyruszył natychmiast korytarzami magii. — Przestań się kręcić! — zawołał poirytowany Dalamar. co mu obiecywano. 1* Bo nie jest — odparł zwięźle elf. choćby miało to oznaczać utratę wolności. Stoję na skraju magicznego cudu. by ją ochronić. że zawiodłem wszystkich. — Niczego nie widzę w tym czarnoksięskim mroku — mówiła głośno Mina. poza tym. Spojrzał dziwnie na towarzysza. „Nie powinienem szydzić z niego. taki jak mój ojciec.palcach. należało do starca jego rasy. jak 12 . mamo — powiedziała cicho Mina. lecz wyniszczone ciało. byłby przy niej. — Wskazał z podnieceniem na wodę. którzy czegoś ode mnie oczekiwali. Długowieczny elf był zapewne w kwiecie wieku. W komnacie nagle pojaśniało. z pozoru pozbawione ciała. — Czy to ci czegoś nie mówi? Palin zignorował pytanie i skupił się na rozmowie. Włosy mi się przerzedziły i posiwiały. że raziło oczy przyzwyczajone do ciemności. Moje oczy są oczami zgorzkniałego człowieka. strawione gorączką sfrustrowanej ambicji. Spójrz tutaj. zdjęta nabożnym lękiem.. że Mina jest magiem — zdziwił się Palin. Co on widzi. który nie znalazł tego. — Wyglądasz dokładnie tak. dotarłby do Goldmoon na czas. a czego ja dokonałem..

4* Nie rozumiem. która pokochała ją z całego serca. jak dawniej. dlaczego dziewczynka uciekła. dziewczynka zapewne ocalała z jakiejś strasznej katastrofy statku. Odeszłam.. dla ciebie zrobiłam to wszystko. nieustraszona Mina urzekła wszystkich. śmiała. które mi opowiadałaś? O tym. — Dziewczyna uklękła i wyciągnęła ręce. mamo! — zawołała ze łzami w oczach. ucałuj mnie. 0* Była nią przez wiele lat — wyszeptał Palin. kołysząc w ramionach przybraną córkę. — Co masz na myśli? — Palin spojrzał na starszego czarodzieja.. A potem. Twoja Mina. ale nie trafiliśmy na żaden ślad. znak ciemności. nikt też nie wiedział. — To nieważne. dlaczego nas opuściłaś. — Znalezienie dziewczynki było jej przeznaczeniem. Zabrano ją do sierocińca w Cytadeli. 0* Podejdź. matko. Jestem Mina. także Goldmoon. Co mi się przydarzyło po drodze — tego musisz wysłuchać. 1* Oczywiście to ona ją znalazła — powiedział Dalamar. Wtedy Goldmoon pękło serce. — Goldmoon znalazła Minę wyrzuconą na brzeg morza. skoro wszyscy tak bardzo cię kochaliśmy? 3* Odeszłam z miłości do ciebie. — Mina! Dziecko. jak zapu13 . chociaż nie znaleziono wraku. ciał topielców ani innych rozbitków. w wieku lat czternastu. te historie.. pewnego dnia. Dalamar wzruszył ramionami i w milczeniu znów wskazał ciemną taflę sadzawki.. — Mina uniosła dłonie Goldmoon i przycisnęła je do ust. ale elf miał zagadkową minę. Pamiętasz. patrząc ze smutkiem i troską. Szukaliśmy. czego tak rozpaczliwie pragnęłaś. Mina uciekła. jak Goldmoon zbliża się niepewnym krokiem. 1* Pocałuj mnie. dokąd poszłam i gdzie byłam.sobie wyobrażałam. — Nosisz symbol zła. Dokąd poszłaś? Gdzie byłaś? Co się z tobą stało? Mina roześmiała się. Najdroższa mamo. kim jestem. I znalazłam! Znalazłam to dla ciebie. dziecko — głos kobiety zadrżał. 2* Mina! — szepnęła Goldmoon. by uściskać swe przybrane dziecko. — To dla ciebie stałam się tym. by szukać tego. Inteligentna. skoro wydawała się taka szczęśliwa. matko.

musimy sami znaleźć własną drogę w świecie. 2* Przeszłość nie istniała. Tamte były lekkie. gładkie. Schował dłonie w rękawach szaty. skoro tego chcesz. — Idź do Goldmoon. bo usłyszałam boski głos w dzieciństwie. Słowa. Po prostu byłaś w błędzie. opanował się i zaczął raz jeszcze. które wyszły z jego ust. by znów spojrzeć w toń sadzawki. Rozzłoszczony przerwał. które wymówił. nie były jednak tymi. Słowa. że mnie okłamałaś. Ja jednak w to nie uwierzyłam. Znalazłaś mnie na brzegu morza. pamiętasz? Nigdy się nie dowiedziałaś. Zaczął wymawiać zaklęcie. Rozbawiło to Dalamara. — Przyłożyła dłoń do warg Goldmoon. i— To twoja sprawka! — zarzucił elfowi Palin. ale ja ocalałam. a ja pogrążyłam się samotnie w morskiej otchłani. że bogowie odeszli — mówiła Mina. Inni utonęli. choćby miał za to drogo zapłacić. Zbladła tak bardzo. Znał dobrze zaklęcie. Równie dobrze jednak mógł je rzeczywiście wymawiać wspak. gdy nasza łódź zatonęła.ściłaś się w ciemność. u14 . uciszając ją. że bóg istnieje. Cofnąłeś się w czasie. że Palin postanowił pójść do niej. kanciaste i padały z ust tak ciężko jak cegły upuszczone na podłogę. Majere. skąd się tam wzięłam. Zgiń razem z nią. że ponieważ bogów już nie ma. bo obiecałam. ja znałam prawdę. że nie powiem. 3* Powiedziałaś mi. matko. by odszukać bogów? Jak ich znalazłaś i przywróciłaś wiarę ludom świata? — Tak — powiedziała Goldmoon. po czym odwrócił wzrok. Widzisz. były chropawe. — Powiedziałaś mi. które ułożył sobie w myślach. 0* Moja? — Machnął ręką. potrafił je wymówić w przód i wspak. Wiedziałam. — Wcale nie uważałam. spływały z jego warg bez przeszkód. Ja cię nie zatrzymuję. Bóg obejmował mnie. Przeszłość nie istniała. tak bezsensownie brzmiało. 1* Więc kto? Ten Jedyny Bóg? Elf przypatrywał mu się przez chwilę w milczeniu. jeśli taka twoja wola.

trzymywał przy życiu i śpiewał mi. 13* Widzę krew na twych rękach — powiedziała drżącym głosem Goldmoon. Zacisnął mocno połamane niegdyś dłonie. — To nie jestem ja. To twoje wyobrażenie o mnie.. które cię ucieszą. — Krew tysięcy istot! Bóg. matko. Dokonałam tego. W sali było zimno. palce bolały go od chłodu. zdeprawowane i niewierzące. że bogów nie ma. ale byłoby to nie na miejscu. nie słysząc jej lub nie chcąc słyszeć. — Mam ci do powiedzenia tyle rzeczy. że się mylisz. jest strasznym bogiem. by znaleźć boga i przyprowadzić go do ciebie. — Śmierć zaprowadzi ich do Jedynego Boga. Majere? — spytał cicho Dalamar. To jest Jedyny Bóg. którego znalazłaś. — Nic nie słyszę. 9* Nie cieszysz się? — dokończyła Mina. Cud twojej młodości i piękna. Powiedziałaś. a ich lud zgładzony. 6* Chyba zaczynam — odparł Palin. Prawdziwie potworna zielona smoczyca o imieniu Beryl zginęła z mocy Jedynego Boga. zostały obrócone w perzynę.. 10* Królestwa elfów zniszczone! —jęknął Dalamar i oczy go zapiekły od łez. Ten cud burzy to Jedyny Bóg. — Ona kłamie! Nie może tego mówić poważnie! 11* Może to dziwnie zabrzmi. Co powiedziała? 8* Poprosiłaś o to? — spytała z gniewem Goldmoon. wskazując na swoje odmienione ciało. ale ja wiedziałam. Bogiem ciemności i zła! 15 . matko. Oba królestwa elfów. którą elfy wzniosły nad Silvanesti i zabiłam zdradzieckiego smoka Cyana Bloodbane. Z jego błogosławieństwem zniszczyłam tarczę. aby Mina umiała kłamać — stwierdził Palin. — Dodałbym jeszcze: „Bogowie. kiedy bałam się samotności i mroku. Wyruszyłam. Przywróciłam światu cud uzdrawiania mocą Jedynego Boga. 7* Cicho! — warknął Dalamar. 12* Jednak po śmierci znajdą odkupienie — głosiła dziewczyna. pomóżcie nam". Zrobiłam więc to samo co ty. matko. 5* Teraz rozumiesz. ale nie wydaje mi się.

z wyjątkiem jednego. którą nazwano dziką magią. 3* Jeśli to jego dary. i nic w tym dziwnego. Jeden bóg pozostał wierny ludziom. Znam tego Jedynego 16 . zaczęły płonąć upiornym światłem — jedna czerwonym. nie wierzę w to. Z trudem wstała i odsunęła się od Miny.. 1* Nie! — krzyknęła Goldmoon. Głowy pięciu smoków.. Jedynego Boga. dziecko. Bogowie. matko — odparła Mina. — Patrz! Spójrz tutaj! — Wskazał na gładką taflę wody.? — zastanawiał się po cichu Dalamar. to dlaczego umarli musieli je wykradać. by zająć jego miejsce.. co mówisz! — zawołała nieulękła Goldmoon. — Oszukano cię. Wszyscy.. których pomógł stworzyć. bo rzeczywiście cię zdradzono. 4* Widzę — szepnął Palin. jedna niebieskim.. by walczyć z obcymi smokami. żebyś zrozumiała. który pozostał wierny swemu dziełu stworzenia. Musisz. 2* Posłuchasz mnie. dziecko. jedna białym. 5* Jacy byliśmy głupi — wymamrotał Palin. Nie mógł stać przy swoim narodzie. — Nie.. 7* Nie. Zbyt słaby. a jedna czarnym. że zostałaś sama. moc uzdrawiania. Czułaś się zdradzona. Tylko jedna boska istota miała śmiałość stawić-czoło potwornemu Ojcu Wszystkiego i Niczego. Bóg stał się zbyt słaby. by zaznaczyć swoją obecność na świecie. w których błędnie pokładałaś wiarę.. wpadłaś w złość i strach. jedna zielonym. Jego dary dla ciebie. które przybyły. które strzegły czegoś. matko. — Kiedy inni bogowie odeszli i myślałaś. uciekli w strachu. oto jego dary. co niegdyś było Portalem do Otchłani. Bogowie uciekli w strachu przed Chaosem. nie wierzę w to. Mina chwyciła Goldmoon za rękę. którą znasz jako siłę serca. zasłaniając się ręką. by pomóc w walce ze smokami. że takie będzie twoje zdanie. Magia. Bitwa ją osłabiła. 6* Uklęknij — rozkazała Goldmoon Mina — i zmów modlitwę wiary i wdzięczności do Jedynego Prawdziwego Boga. lecz zesłał mu dary.0* Jedyny Bóg powiedział mi. Nie będę cię słuchać..

zanim twój stryj mi ją pokazał.. 18* . I dla nas.Boga.. — zaczął Palin. Wylądował w przyszłości.. że błogosławieni Paladine i Mishakal zostawili nas na twojej łasce! 9* Oni nie odeszli. — Ona wiedziała o jej istnieniu na długo przedtem. Palin z przerażeniem patrzył. Przed tą chwilą przeszłość nie istniała. — Nigdy nie uwierzę. by wrócić do przeszłości Krynnu. 17* Więc przyszłość. 16* Sam doszedłeś do prawdy. kłamstwa i podstępy. który skradł Krynn? 15* Jak już mówiłem. 8* Nie wierzę w twoje kłamstwa. ale niewolników! Nigdy się przed tobą nie ukorzę! Nigdy nie będę ci służyć! Z oczu pięciu smoków trysnął biały ogień... Wkrótce tu przyjdą. kim zawsze byłaś! — krzyknęła Goldmoon. On skoczył w przód do przyszłości. który pragnie nie wyznawców.. Znam jej sztuczki. 13* To ukryta komnata. Istniały ku temu wskazówki. — powiedział Palin. jak Goldmoon kurczy się w jego straszliwym żarze.. która dzieje się teraz.nigdy nie nastąpi. gdybyśmy tylko mieli dość rozumu. Majere. 11* Jesteś tym. Takhisis! — powiedziała śmiało. teraźniejszość i przyszłość.. jednak mogłeś się cofnąć tylko do klęski Chaosu. byliśmy tacy głupi. Rozważ to: dziwnie wyglądające słońce na niebie. — Za późno.. — Spojrzała na pięciogłowego smoka. 10* Nie — powiedział Dalamar. Skradła cały świat. prawda? — spytał Palin. Znam ją z dawnych czasów. — Nie odeszli. jaka miała nadejść. Jak cokolwiek mogłoby być ukryte przed oczami „Jedynego Boga"? Jedynego Boga. Posłużyłeś się urządzeniem. Dlaczego? Ponieważ w tym momencie Takhisis skradła przeszłość. 14* Przed oczami Takhisis? — Dalamar parsknął niewesołym śmiechem. 12* Za późno — oznajmił Dalamar ze straszliwym spokojem. jaką widział Tasslehoff. Wiesz o tym. Dla niej. by je odczytać. — Bogiem Zła. je17 .

kto by go powstrzymał. obce smoki i Jedyny. Możesz zacząć życie od nowa. Jego i tego gnoma. Goldmoon zamknęła oczy. Takhisis zrobi z nim to. Uniosła dłonie Goldmoon i przycisnęła je do swoich warg. 4* Z wyjątkiem Tasslehoffa — stwierdził Palin. siłę. że Królowa Ciemności nie jest nieomylna. co sami planowaliśmy — odeśle go z powrotem na śmierć. 5* Akurat! — prychnął Dalamar. do tej części wszechświata. matko.den księżyc zamiast trzech. wszechpotężny Bóg. Gdzieś z góry dobiegły rozkazujące krzyki i tupot ludzi spieszących je wykonać. A gdy tylko go znajdą. jeden księżyc. 18 . Na podłodze laboratorium leżała stara kobieta o siwych włosach. Mężczyźni wciąż obserwowali migoczące odbicia czasu w ciemnej sadzawce. Mogę ci oddać urodę. Nie mogła przewidzieć jego przybycia. nie wiadomo skąd pojawiają się obce smoki. myśląc o kenderze schowanym w komnacie na górze. życie — wszystko to odebrała jej mściwa bogini. — Pewnie już go znaleźli. Stąd dziwne słońce. Palin obejrzał się na drzwi. Spójrz na dowód potęgi Królowej Ciemności. Takhisis przeniosła świat tutaj. jeśli przyjdziesz pokornie do niego i poprosisz go o tę łaskę. a tak się stanie. — Proszę. urodę. Mogę ci przywrócić młodość. 6* Fakt. gdzie przedtem żadnej nie widziano. gdziekolwiek to jest. Obok umierającej staruszki klęczała Mina. jeśli dzięki temu czujesz się szczęśliwszy — rzekł Dalamar. — Ja nie widzę nadziei w żadnym z tych wydarzeń. Wystarczy tylko. luźno spływających na ramiona. Jej wargi nie poruszały się. I nie ma nikogo. dowodzi. Młodość. 7* Trzymaj się tej myśli. rozgniewana wzgardą okazaną jej hojnym darom. gwiazdy ułożone całkiem inaczej. czerwona gwiazda płonie na nieboskłonie tam. Będziesz wędrować ze mną i razem będziemy władać światem w imieniu Jedynego Boga. że Tasslehoff w ogóle jest tutaj.

— Matko. Chodźmy stąd. której kochające serce zostało zniewolone. Wyważymy drzwi. — Jej dusza odeszła.. Rycerze bili w nie 19 . aby wybaczyli mi brak wiary. — Modlę się do Paladine'a i Mishakal. Goldmoon osunęła się martwa na posadzkę. 14* Matko — błagała. i coś mi się widzi. Zrób to z miłości do mnie! 15* Modlę się — wyszeptała Goldmoon głosem tak cichym. — Tu cuchnie śmiercią i czarami.. że nasze dusze nie zostaną daleko w tyle.. by trzepotać po tej komnacie — odparł zgryźliwie Dalamar. Na schodach słychać było tupot stóp. Kroki ucichły pod drzwiami. panie — stwierdził trzeci. głębokim głosem. zwiedzione i oszukane przez ciemność. że Palin wstrzymał oddech.. zrób to dla mnie. i on przyjdzie. 17* Nie podoba mi się tu. Na drewniane wrota spadł grad ciosów. jeśli nie mamy klucza. z miłości do Miny. która przyniosła światu światło. — Oby Paladine wysłuchał jej modlitwy na łożu śmierci — szepnął Palin. że nam się nie udało. 18* Nie możemy tam wejść. — Obym dostał skrzydła nietoperza.Mina nachyliła się bliżej. Z miłości do wszystkich. by połączyć się z rzeką zmarłych. Galdarze — odparł ktoś inny. czy nad osieroconą dziewczynką. by Paladine wysłuchał moich modlitw. by go usłyszeć. stalowe miecze 'stukały o kamienne ściany.. nad kim płacze — nad Goldmoon. To nie nasza wina. ale mag nie był pewny. Palące łzy cisnęły się Palinowi do oczu. jeśli nie dla siebie. 16* Pewnie nikt nie ma do nich klucza? — spytał ktoś niskim... Po chwili ciszy pierwsza osoba oznajmiła stanowczo: — Mina wydała nam rozkazy. zdezorientowana niczym zagubione dziecko — zrobiłam to dla ciebie. Powinnam domyślić się prawdy — powiedziała słabnącym głosem i tuż przed śmiercią szepnęła: — Modlę się. — Próbowaliśmy. — Matko — powiedziała Mina.

Dały się słyszeć kolejne kroki — lżejsze niż poprzednio. abyśmy się mogli spotkać i pomówić o sprawach. Takhisis obdarzyła nas obu magią— mnie dziką magią. Niespodziewanie walenie pięściami w drzwi ucichło. — Czciłem Nuitari. Elf skrzywił się z lekką pogardą. Na zewnątrz zapadła cisza. — Może wcale nie jest ci przykro słyszeć. Zdejmij zaklęcie. Potem rozległo się szuranie. że Takhisis wróciła. jakby ludzie odsuwali się szybko. 2* Jak długo będzie nas chronić zaklęcie? — spytał Palin. by zrobić komuś przejście. Ona nigdy nie umiała mi tego wybaczyć.pięściami i rękojeściami mieczy. — Żeby się z nas śmiać. — Mówię do czarodzieja Dalamara — zawołała Mina. Był urywany. 4* Jesteś bardzo spokojny — stwierdził Palin. Dlaczego miałaby to robić? 9* Aby z nas zadrwić — rzekł Dalamar. lecz stał cicho i obojętnie. Młodszy mag machnął ręką na znak zniecierpliwienia. przepełnioną nadzieją chwilę Palin myślał. — Wiem. jakby zduszony przez łzy. 7* To nieprawda — powiedział elf tak cicho. że Palin ledwie go usłyszał wśród stukania. 3* Przed nimi w nieskończoność — odparł ze wzgardą Dalamar. Dalamarze. co niewątpliwie czyni teraz. uczy20 . ale najwyraźniej bez wielkiego entuzjazmu. nie matkę. że nigdy nie odeszła — poprawił go Dalamar z wyszukaną ironią. — Jedyny Bóg szczodrze cię obdarował. krzyków i łomotania w drzwi. Nic nie odpowiedział.. Przez jedną. 5* Powiedz raczej. że jesteś wewnątrz. a ciebie magią umarłych.. 8* Jeśli jednak wierzyć temu. co powiedziała Mina. Odezwał się czyjś głos. Oddawałeś jej cześć. które interesują nas oboje. że intruzi zrezygnowali i odeszli. 6* Nosiłeś czarne szaty. syna. jakie rzuciłeś na drzwi. — Przed Jej Mrocznym Majestatem całkiem niedługo.

Zgadzasz się. Jedyny Bóg potrafi zajrzeć do twojego serca. Jedyny Bóg widzi w nim pragnienie. rodzinę. Majere? 10* Gdybyś przyszła do mnie wcześniej. może bym ci uwierzył. Spójrz na siebie. Swojego stryja. byś mu dziękował. Uznają cię za swego przywódcę. Wszystkich tak bardzo rozczarowałeś. nie wstydzi się mnie. chociaż niewiele uczyniłem. Magia zmarłych będzie twoja. Mino — odparł Palin. złożą ci hołd i będą cię czcić w moim imieniu. by na to zasłużyć. lecz jedynie. Każdego dnia milion milionów dusz będzie do ciebie przychodzić i wykonywać twoją wolę. byś służył mu całym sercem i duszą. Narody elfów są zagubione i błądzą. Moja rodzina mnie kocha. Palinie Majere — rzekła Mina i magowi wydało się. 8* Mówię teraz do ciebie. Mój stryj. Będziesz mógł opuścić wieżę i swobodnie przemierzać świat. że elfowi zaproponowano spełnienie jego najszczerszych marzeń. Raistlin Majere. A tylko to naprawdę się liczy. — Jedyny Bóg nie żąda. — Umiesz przemawiać do ciemnej strony duszy. Palin uświadomił sobie. iż. miał dość mocy i odwagi. że widzi blask jej bursztynowych oczu. Dziękuję temu twojemu Jedynemu Bogu. by wyzwać Jedynego Boga na pojedynek. która nie nadeszła. 21 . jakby z bólu. Ta chwila jednak minęła. Kto mógłby odrzucić taką propozycję? Dalamar nadal milczał. że otworzył mi oczy i kazał dostrzec. kocham i jestem kochany. gdziekolwiek wędruje jego duch. Możesz wrócić do swojej ojczyzny. a staniesz się człowiekiem większym od swego stryja. silniejszym niż kiedykolwiek — dokończyła Mina po chwili oczekiwania na odpowiedź.nił cię potężnym. 9* Twój stryj. samego siebie. które ukochałeś i do których tęsknisz. który prześwieca przez zamknięte i obłożone zaklęciami drzwi. do lasów. Ukrywasz się przed Jedynym Bogiem niczym dziecko. Służ Jedynemu Bogu. choćbym nie uczynił już w tym życiu niczego wartościowego. jego bratanku. które boi się kary. Dalamar zamknął oczy. bardziej szanowanym i czczonym.

— Śliczna sentencja, Majere — odpowiedziała Mina. —
Wyryję ją na twoim nagrobku. A ty, Czarny Elfie? Podjąłeś
decyzję? Ufam, że nie będziesz tak nierozsądny jak twój przyjaciel.
Dalamar wreszcie się odezwał, ale nie do Miny. Przemówił
do błękitnego płomienia, który płonął pośrodku ciemnej, gładkiej toni sadzawki.
— Spojrzałem w nocne niebo i ujrzałem ciemny księżyc,
i z zachwytem uświadomiłem sobie, że moim oczom, jako jednym z nielicznych, dane jest go dostrzegać. Usłyszałem głos
boga Nuitari i rozkoszowałem się jego błogosławionym dotykiem, rzucając zaklęcia. Dawno temu magia oddychała, tańczyła i skrzyła się w mojej krwi. Teraz wypełza z moich palców jak robaki wyłażące ze ścierwa. Wolałbym być tym trupem niż niewolnikiem tej, która tak się boi żyjących, że potrafi
zaufać tylko martwym sługom.
Na drzwi spadło jedno uderzenie pięści. Wrota i chroniące
je zaklęcie zostały strzaskane.
Do komnaty weszła Mina. Sama. Słup ognia, który strzelał
z sadzawki, odbijał się w jej czarnej zbroi, płonął w sercu i oczach koloru bursztynu. Krótko obcięte rude włosy dziewczyny błyszczały. Była uosobieniem majestatu i potęgi, lecz Palin
zauważył, że oczy ma zaczerwienione i spuchnięte, a na policzkach ślady łez, którymi opłakiwała Goldmoon. Wtedy Palin zrozumiał ogrom perfidii Królowej Ciemności i nigdy nie
nienawidził Takhisis bardziej niż w tej chwili. Nie za to, co
zrobiła czy zamierzała zrobić jemu, lecz za to, co zrobiła Minie
i wszystkim niewinnym ludziom jej pokroju.
Rycerze Miny, obawiając się potężnych czarodziejów, zostali z tyłu na ciemnych schodach. Dalamar wymówił głośno
zaklęcie, lecz słowa brzmiały bełkotliwie i niezrozumiale, aż
wreszcie głos zamilkł. Palin rozpaczliwie próbował przywołać
magię. Czar rozwiał mu się w rękach, przesypał przez palce niczym ziarnka piasku z pękniętej klepsydry.
Mina przyglądała się im obu z pogardliwym uśmiechem.
— Jesteście niczym bez waszej magii. Spójrzcie na siebie
22

— dwóch kalekich, bezsilnych starców. Padnijcie na kolana
przed Jedynym Bogiem. Błagajcie go, by oddał wam magię!
On przychyli się do waszych próśb.
Ani Palin, ani Dalamar nie ruszyli się z miejsca. Żaden się
nie odezwał.
— Niech więc się stanie — rzekła Mina.
Uniosła rękę. Na koniuszkach jej pięciu palców płonęły
płomyki. Komnatę Widzenia rozjaśnił ogień: zielony, niebieski i czerwony, biały i czarnoczerwony, niczym płonące węgle.
Płomienie się połączyły, tworząc dwie włócznie wykute z magii. Pierwszą z nich Mina cisnęła w Dalamara.
Pocisk trafił elfa w pierś i przyszpilił do ściany. Przez
chwilę mag wisiał nabity na płonącą włócznię, a jego ciałem
wstrząsały drgawki. Potem głowa mu opadła, a ciało zwisło
bezwładnie.
Mina znieruchomiała. Z włócznią w ręku patrzyła na Palina.
— Błagaj — rozkazała mu. — Błagaj Jedynego Boga o życie.
Palin zacisnął wargi. Przez chwilę czuł strach, a potem jego
ciało przeszył ból. Był tak przeraźliwy i okropny, że zarazem
niósł z sobą błogosławieństwo. Cierpienie sprawiło, że w ostatnim przebłysku świadomości mag zatęsknił za śmiercią.

2

Znaczenie gnoma
Dalamar zapytał kiedyś Palina:
— Rozumiesz znaczenie gnoma?
' Wtedy mag nie wiedział, w czym rzecz, podobnie jak Tasslehoff. Teraz kender już rozumiał. Siedział w Wieży Wielkiej
Magii, w małym i nudnym pokoiku, w którym w zasadzie nie
było żadnych ciekawych przedmiotów. Za jedyne wyposażenie
służyły smętnie wyglądające stoły, kilka krzeseł o sztywnych,
srogich oparciach i parę bibelotów, zbyt dużych, by się zmieściły do sakwy kendera. Tas nie miał nic do roboty poza wyglądaniem przez okno, za którym nie było widać niczego ciekawszego od olbrzymiej ilości cyprysów — jego zdaniem większej, niż było to absolutnie konieczne — i snujących się między
nimi dusz zmarłych. Miał do wyboru albo to, albo przyglądanie się, jak Zgadywanka grzebie wśród rozlicznych części potłuczonego urządzenia do podróży w czasie. Teraz bowiem Tas
aż za dobrze rozumiał znaczenie gnoma.
Dawno temu — jak dawno, Tasslehof nie potrafił sobie
przypomnieć, bo czas strasznie zaczął mu się mieszać, odkąd
skoczył w przód do przyszłości, która, jak się okazało, nie była
tą właściwą, i trafił w końcu do tej przyszłości, gdzie wszyscy
tylko chcieli go odesłać w przeszłość, by zginął — w każdym razie dawno temu Tasslehoff Burrfoot nie z własnej winy (no, może troszeczkę), całkiem przez przypadek trafił do
Otchłani.
24

Będąc przekonany, że Otchłań jest okropnym miejscem,
w którym dzieją się wszelkiego rodzaju makabryczne rzeczy
— na przykład demony wiecznie torturują ludzi — Tas był
straszliwie zawiedziony odkryciem, że Otchłań w rzeczywistości jest nudna. Skrajnie nudna. Nie działo się nic ciekawego.
Nie działo się nic nieciekawego. Nic się nie przytrafiało nikomu i nigdy. Nie było niczego do oglądania i niczego do przywłaszczania sobie, nie było co robić i nie było gdzie pójść. Dla
kendera było to istne piekło.
Tas myślał wówczas tylko o tym, jak się stamtąd wydostać.
Miał z sobą urządzenie do podróżowania w czasie — to samo, które miał teraz. Urządzenie było popsute, całkiem jak teraz. Wtedy spotkał gnoma, całkiem podobnego do gnoma, który teraz siedział przy stole naprzeciwko niego. Gnom naprawił
urządzenie — teraz też gnom skrzętnie je naprawiał. Jedyną,
za to dużą różnicę stanowił jednak fakt, że wtedy Tasslehoff
chciał, by gnom naprawił urządzenie, a teraz wcale tego nie
pragnął.
Dlatego że kiedy urządzenie do podróżowania w czasie zostanie naprawione, Palin i Dalamar posłużą się nim, żeby wysłać go — Tasslehoffa Burrfoota — z powrotem w przeszłość
do chwili, gdy Ojciec Wszystkiego i Niczego rozdepcze go na
placek i zmieni w smutnego ducha, którego widział w Nightlundzie.
— Coś ty zrobił z tym urządzeniem? — mruknął poirytowany Zgadywanka. — Zmieliłeś je w maszynce do mięsa?
Tasslehoff zamknął oczy, żeby nie widzieć gnoma, lecz
i tak go widział — jego brązową jak orzech twarz i wiotkie
włosy sterczące na wszystkie strony, jakby gnom nieustannie
wtykał palec w jeden ze swoich wynalazków, być może napędzany silnikiem parowym preambulacyjny bulgotmk albo samobieżną, samonakręcającą się krajarkę do rzepy. Co gorsza,
Tas dostrzegał błysk inteligencji w paciorkowatych oczach
gnoma. Widział już ten błysk przedtem i zaczynało mu się kręcić w głowie. „Coś ty zrobił z tym urządzeniem? Zmieliłeś je
w maszynce do mięsa?". Dokładnie tak — a przynajmniej bar25

dzo podobnie — brzmiały słowa poprzedniego gnoma w poprzednim czasie.
Żeby złagodzić nieprzyjemne uczucie, Tasslehoff złożył
głowę z kitką włosów (tylko trochę siwiejących tu i ówdzie) na
rękach opartych na stole. Przykre uczucie towarzyszące zawrotom głowy nie tylko nie ustąpiło, lecz zsunęło się do poziomu
żołądka, a stamtąd rozprzestrzeniło na resztę ciała.
Rozległ się czyjś głos. Słyszał go w poprzednim czasie,
w poprzednim miejscu, dawno temu. Ten głos sprawiał ból.
Trzewia mu się od niego skurczyły, a mózg spuchł tak, że uciskał czaszkę, przez co okropnie bolała go głowa. Tylko raz słyszał ten głos, ale nigdy, przenigdy nie chciał go słyszeć ponownie. Próbował zasłonić uszy rękami, lecz głos rozlegał się
w jego wnętrzu, więc to nie pomagało.
Nie jesteś martwy, oznajmił głos, a słowa były dokładnie
tymi samymi słowami, które słyszał dawno temu, ani też nie
zostałeś tu przysłany. W ogóle nie powinno cię tu być.
— Wiem — odparł Tasslehoff tonem wyjaśnienia. — Przybyłem z przeszłości i powinienem się znaleźć w innej przyszłości...
Przeszłości, której nigdy nie było. Przyszłości, która nigdy
nie nadejdzie.
— Czy to... czy to moja wina? — spytał Tas drżącym
głosem.
Rozległ się śmiech i był on straszliwy, bo przypominał
trzask pękającego ostrza ze stali i wywoływał takie uczucie,
jakby odłamki tego złamanego ostrza wbijały się w ciało.
Nie bądź głupi, kenderze. Ty jesteś owadem. Mniej niż owadem. Drobiną kurzu, grudką błota, którą strząsnę jednym ruchem dłoni. Przyszłość, w której się znajdujesz, jest taką przyszłością Krynnu, jaka powinna istnieć, gdyby nie ingerencja
tych, którzy nie mają ani dość rozumu, ani wyobraźni, by dostrzec, że świat mógłby należeć do nich. Wszystko, co wydarzyło się kiedyś, znów się wydarzy, łecz teraz tak, by posłużyć moim zamiarom. Dawno temu ktoś zginął na wieży, a jego
śmierć zjednoczyła rycerzy. Teraz na wieży umrze ktoś inny,
26

a jego śmierć pogrąży naród w rozpaczy. Dawno temu ktoś został wskrzeszony dzięki cudowi laski z błękitnego kryształu. Teraz ta, która władała tą laską, zostanie wskrzeszona — by
przyjąć mnie.
— Masz na myśli Goldmoon! — zawołał żałośnie Tasslehoff. — To ona używała laski z błękitnego kryształu. Czy
Goldmoon nie żyje?
Śmiech przeszył go jak nóż.
— Czy ja umarłem? — krzyknął kender. — Wiem, że temu zaprzeczyłaś, ale widziałem własnego ducha.
Jesteś martwy i nie jesteś martwy, odparł głos, ale wkrótce
temu zaradzimy.
— Przestań jazgotać! — zawołał Zgadywanka. — Drażnisz mnie, a kiedy jestem rozdrażniony, nie mogę pracować.
Tasslehoff gwałtownie podniósł głowę znad stołu. Popatrzył na gnoma, który oderwał się od pracy, by spojrzeć na niego spode łba.
0* Nie widzisz, że jestem zajęty? Najpierw jęczysz, później stękasz, a potem zaczynasz mamrotać pod nosem. To mnie
bardzo rozprasza.
1* Przepraszam — powiedział Tasslehoff.
Zgadywanka przewrócił oczami, potrząsnął głową z odrazą i wrócił do przyglądania się urządzeniu do podróżowania
w czasie.
— Wydaje mi się, że to pasuje tutaj, nie tam — mamrotał
gnom. — Tak. Widzisz? A potem łańcuszek zaczepia się tutaj
i owija dookoła w taki sposób. Nie, nie całkiem tak. Musi
biec... Zaczekaj, już wiem. To musi zmieścić się wpierw tutaj.
Zgadywanka wziął jeden z klejnotów urządzenia do podróżowania w czasie i umieścił go na swoim miejscu.
— Teraz potrzebny mi jeszcze jeden taki czerwony wihajster. — Zaczął przetrząsać klejnoty. Tas ze smutkiem zauważył, że sortuje je teraz całkiem tak samo jak w przeszłości inny
gnom, Gnimsh.
Przeszłość, której nie było. Przyszłość, która należała do
niej.
27

— Może to wszystko mi się przyśniło — powiedział do
siebie Tas. — To o Goldmoon. Chyba bym wiedział, gdyby umarła. Chyba tak jakoś serce by mi się ścisnęło, gdyby nie
żyła, a tak się nie czuję. Chociaż trudno tu oddychać. — Tasslehoff wstał. — Nie sądzisz, że tu duszno, Zgadywanko? Mnie
się wydaje, że tak— odpowiedział, ponieważ gnom nie zwracał
na niego najmniejszej uwagi. — W Wieżach Wielkiej Magii
zawsze panuje zaduch — dodał, trajkocząc dalej. Choć mówił
tylko do siebie, słuchanie własnego głosu było dużo, dużo milsze od słyszenia tego drugiego, strasznego. — To przez te skrzydła nietoperzy, szczurze oczy i zapleśniałe stare księgi. Sądziłem, że przez te szpary w ścianach będzie dmuchał miły wiaterek, ale najwyraźniej tak nie jest. Ciekawe, czy Dalamar byłby bardzo niezadowolony, gdybym stłukł mu jedno z okien?
Tasslehoff rozejrzał się w poszukiwaniu czegoś, czym
mógłby rzucić w szybę. Na stoliku stał brązowy posążek elfiej
panienki, która najwyraźniej nie miała nic innego do roboty,
niż trzymanie girlandy kwiatów. Sądząc po warstwie kurzu,
nie ruszyła się z miejsca od jakiegoś półwiecza, Tas więc pomyślał, że zmiana scenerii może jej się spodobać. Podniósł
posążek i właśnie zamierzał wysłać elfią panienkę w podróż
przez okno, gdy usłyszał czyjeś głosy dochodzące z zewnątrz.
Czując ulgę, że głosy słychać na zewnątrz, a nie w jego
głowie, Tas odstawił figurkę i z ciekawością wyjrzał przez
okno.
Przyjechał oddział rycerzy, prowadząc z sobą zaprzężony
w konie otwarty wóz wymoszczony słomą. Rycerze nie zsiedli
z koni, lecz z wysokości siodeł spoglądali z niepokojem na
krąg ciemnych drzew, które ich otaczały. Ich wierzchowce tupały nerwowo. Dusze umarłych snuły się wokół pni niczym
żałosna mgła. Tas był ciekaw, czy jeźdźcy je widzą. Sam żałował, że widzi duchy i nie przyglądał im się zbyt dokładnie
z obawy, że może znów zobaczyć siebie.
Martwy, lecz nie martwy.
Obejrzał się przez ramię na Zgadywankę, zgiętego wpół
nad pracą i mamroczącego pod nosem.
28

— Ojejej, ale tu się kręci mnóstwo Czarnych
Rycerzy

powiedział głośno Tas. — Ciekawe, co ci rycerze tu
robią?
Nie
ciekawi cię to, Zgadywanko?
Gnom coś mruknął, ale nie podniósł wzroku znad
pracy.
Urządzenie rzeczywiście szybko wracało do stanu
pierwotnego.
19* Twoja praca na pewno może poczekać. Nie
chciałbyś
chwilę odpocząć i popatrzeć na Czarnych Rycerzy? —
spytał
Tas.
20* Nie — odparł Zgadywanka, ustalając rekord
najkrótszej
w historii odpowiedzi gnoma.
Tas westchnął. Kender i gnom przybyli do Wieży
Wielkiej
Magii z dawną towarzyszką i starą przyjaciółką Tasa,
Goldmoon
— Goldmoon, która miała dziewięćdziesiąt lat co do
dnia,
ale
ciało i twarz dwudziestoletniej kobiety. Powiedziała
Dalamarowi, że ma się z kimś spotkać w wieży. Elf gdzieś ją
zaprowadził, a Palinowi polecił zabrać Tasslehoffa z
gnomem
i umieścić w jakimś pokoju, żeby zaczekali —
zmieniając

komnatę w poczekalnię. Wtedy właśnie Dalamar
zapytał:
„Rozumiesz znaczenie gnoma?".
Palin zostawił ich tutaj, zamykając zaklęciem drzwi.
Tas
wiedział, że zamek został zaczarowany, bo zepsuł już
swoje
najlepsze wytrychy, bezskutecznie próbując go otworzyć.
Dzień,
w którym wytrychy zawodzą, jest dniem, w którym ma
się
do
czynienia z czarodziejami, jak zwykł mawiać jego
ojciec. '
Tas stał przy oknie i patrzył z góry na rycerzy,
którzy
najwyraźniej czekali na coś i nie byli zachwyceni
czekaniem,
kiedy wpadł mu do głowy pewien pomysł. Wpadł z takim
impetem, że kender uniósł rękę, w której nie trzymał posążka
elfiej
panienki, i pomacał się po głowie, szukając guza.
Ponieważ
go nie znalazł, zerknął ukradkiem (zastanawiając się, co
to
ten
„ukradek") na gnoma. Urządzenie było prawie całkiem
złożone. Zostało tylko kilka kawałków, a te były dość małe i
praw-

dopodo
bnie
niezbyt
ważne.
Tera
z, kiedy
Tas
miał
już
plan,
od razu
poczuł
się
lepiej.
Wrócił
do
obserw
owania
wydarz

przez
okno,
uważaj
ąc, że

dopiero od tej pory może się odpowiednio cieszyć tą czynnością. Został wynagrodzony widokiem ogromnego minotaura,
który wyszedł z Wieży Wielkiej Magii. Tas znajdował się na
trzecim piętrze i z góry widział czubek głowy potwora. Gdyby
teraz wyrzucił posążek przez okno, mógł minotaurowi nabić
guza.
Rąbnięcie minotaura w głowę było fantastycznym pomysłem i Tas miał wielką ochotę to zrobić. Jednakże w tym momencie z wieży wyszło kilku Czarnych Rycerzy, którzy nieśli
coś między sobą. Były to zwłoki przykryte czarną tkaniną.
Tas gapił się z góry, przyciskając nos do szyby tak mocno,
że aż usłyszał chrupnięcie chrząstki. Kiedy oddział niosący
zwłoki opuścił wieżę, wiatr westchnął wśród cyprysów i uniósł
całun, odsłaniając twarz zmarłej osoby.
' Tas poznał Dalamara.
Ręce mu zdrętwiały. Posążek ze stukiem spadł na posadzkę.
Zgadywanka gwałtownie uniósł głowę.
— Na podwójny karburator, po coś to zrobił? — spytał
gniewnie. — Przez ciebie upuściłem śrubkę!
Z wieży wyszli kolejni Czarni Rycerze, niosąc następne
ciało. Powiał ostrzejszy wiatr i niedbale narzucony na zwłoki
kir zsunął się na ziemię. Kender ujrzał z góry twarz martwego
Palina. Mag miał szeroko otwarte oczy, nieruchome i zastygłe.
Jego szaty były przesiąknięte krwią.
11* To moja wina! — zawołał Tas, targany poczuciem winy. — Gdybym wrócił umrzeć, tak jak powinienem, Palin
i Dalamar nadal by żyli.
12* Czuję dym — powiedział niespodziewanie
Zgadywanka. Wciągnął powietrze w nozdrza. — Przypomina mi się dom
— stwierdził i wrócił do pracy.
Tas ze smutkiem patrzył przez okno. U podnóża wieży
Czarni Rycerze rozpalili ogień, podsycając go suchymi gałęziami i konarami z cyprysowego zagajnika. Drewno trzaskało.
Dym piął się po kamiennym murze wieży jak jakieś trujące
pnącze. Rycerze budowali stos pogrzebowy.
— Zgadywanko — spytał cicho Tasslehoff—jak sobie ra30

Kender widział ją już kiedyś. Tas starał się zobaczyć.dzisz z urządzeniem do podróżowania w czasie? Naprawiłeś je już? 0* Urządzenie? Nie mam teraz czasu na żadne urządzenia — odpowiedział zarozumiale Zgadywanka. Jej słowa niosły się wyraźnie w ciszy. Zostały mu tylko dwa drobniutkie klejnoty. Ze zdumieniem ujrzał. 13* To dobrze — stwierdził Tasslehoff. Było mu strasznie przykro i zastanawiał się. których znałem. — Tas poczuł. Ostrożnie położyła ciało na wozie. To ja powinienem być martwy. Mino? — rozległ się wyraźnie 31 . umarli. ale minotaur zasłaniał mu widok.. może jakiś wojownik. kto to jest. Odsunęła się i wtedy Tasslehoof mógł bez przeszkód zobaczyć. Niosła kogoś na rękach i szła bardzo powoli i z powagą. Z wieży wyszedł kolejny rycerz. Palin. Dziewczyna miała rude. Wszyscy. — Tak Goldmoon kiedyś wygładzała moje włosy. Dziewczyna powoli podeszła do wozu. — Prawie już naprawiłem ten aparat. — Po co tu przyjechaliśmy. Zakładał. jakby chciały jak najszybciej opuścić to miejsce. że to inny Czarny Rycerz. — Goldmoon. że na wozie leży bardzo stara kobieta i natychmiast pojął. który odniósł rany. bo dziewczyna ułożyła białą suknię zmarłej w fałdy. a potem przeczesała palcami jej długie. które trzeba było gdzieś umieścić. Pewnie krewna Czarnego Rycerza o rudych włosach.. Galdarze — powiedziała. Zdaniem Tasa zbyt wyraźnie. Na głośny rozkaz minotaura pozostali rycerze przerwali robotę i stanęli ze spuszczonymi głowami. ostrzyżone tuż przy skórze włosy i wydawała się znajoma Tasslehoffowi. że staruszka nie żyje. Konie zaprzężone do wozu tupały niespokojnie. chociaż nie potrafił sobie przypomnieć gdzie. kto to taki. Tas obejrzał się na Zgadywankę. — Ona nie żyje. że smutek ściska go za gardło. srebrnosiwe włosy. Caramon. To moja wina. kogo niesie.

że pobiegli z płaczem do mamusi. że Oko jest okiem Sargasa. 17* Z tego. otwartego oka. 15* Festynu? — Minotaur zmarszczył czoło. czule głaszcząc pomarszczony policzek staruszki. tak samo jak oko bogów. Dokonałaś tego. odkąd znikły trzy księżyce. 18* Festyn się odbędzie. Galdar wydał głuchy pomruk. Mój lud obchodził tę noc godnie i szacunkiem — rzekł Galdar — ponieważ wierzyliśmy. — Jesteśmy po przeciwnej stronie kontynentu od tego miasta. co dotąd nie udało się nikomu. co słyszałem. że dziwię się. — Obchodzono je tej nocy. — Festyn Oka. Jedynego Oka. 16* Goldmoon opowiedziała mi o tym święcie — wyjaśniła Mina. że Sanction jest pod ścisłą kontrolą Rycerzy Solamnijskich. — Musimy jeszcze zdobyć Sanction i trzeba to zrobić do dnia Festynu Oka. tworząc na niebie wizerunek wielkiego. Kiedy czerwony smok spadnie z niebios. — Co ma jednak wspólnego jakieś stare święto z podbiciem Sanction? Trzy księżyce przepadły.. — Uśmiechnął się szeroko. prawie zapomniałem o tym starym święcie. Galdarze — oznajmiła Mina. 19* Ale świątynia Huerzyd jest w Sanction — zaprotestował minotaur. Kiedy odbędzie się to święto? 20* W wyznaczonym czasie — odparła Mina..gromki głos minotaura. 32 . — Festyn Nowego Oka. iż w ogóle je znasz. Będziemy go świętować w świątyni Huerzyd. Nie obchodzono go. spoglądając z ukosa na Minę. Mino. — Podbiłaś Solanthus i spuściłaś tak tęgie lanie Solamnijczykom. naszego boga — dawnego boga — dodał pospiesznie. Chciałabym to zobaczyć. — Kiedy zostanie ukończona budowa totemu. biały i czarny — stały w jednej linii. Na moje rogi. 14* Niezupełnie. dla ludzkich istot była to noc swawoli i hucznych zabaw. Galdarze — poprawiła go Mina. — Jesteś taka młodziutka. gdy wszystkie trzy księżyce — czerwony. nie wspominając już o tym. Cała Solamnia należy do ciebie.

Jesteśmy żołnierzami. Modlitwa Miny ucichła. lecz blask kłuł go w oczy jak drobniutkie kawałki szkła. a potem w gardle. Tas próbował w nie spojrzeć. jeśli będziemy zmuszeni wieźć z sobą ciało tej starej kobiety. Mina uniosła ręce nad ciałem Goldmoon i zaintonowała modlitwę. Miała na sobie białą suknię. — Trumna. w którą była ubrana za życia.— W takim razie powinniśmy już maszerować do Sanction i prowadzić z sobą armię zamiast marnować czas w tym posępnym miejscu. którą stworzyłaś. Z jej dłoni popłynęło pomarańczowożółte światło. Wszystko pójdzie zgodnie z rozkazami. Mino — powiedział Galdar poirytowanym tonem — ale co zamierzasz zrobić z ciałem tej kobiety? Chcesz je obwozić jako pomnik ku czci tego Jedynego Boga? Wystawiać na widok publiczny? Nie jesteśmy kapłanami. że ściska go w dołku. a było to 33 . Pasmo dymu wcisnęło się przez okno i Tas kaszlnął. Płomienie lizały mury wieży. — Mam rozkaz przywieźć ciało Goldmoon. księżniczki Que-shu. Jasność powoli zgasła. co się dzieje. — Nasz marsz jeszcze się opóźni. jest wspaniała. przetykane nitkami srebra. który opędził się od niego z irytacją. Ogień stosu huczał i trzaskał. powierniczki laski z błękitnego kryształu. Stanie się tam wielki cud. by zobaczyć. — Obrzucił wieżę nieprzyjaznym wzrokiem. Mamy do stoczenia wojnę. Zatopiona w bursztynie kobieta znów była młoda i piękna. Mina przyglądała się minotaurowi w milczeniu. Tasslehoff otworzył oczy. do świątyni Huerzyd w Sanction w noc Festynu Nowego Oka. Jedyny Bóg dopilnuje tego. zdobiły pióra —jednak wszystko zatopione było teraz w bursztynie. wywołując takie palenie i ból. Jej złociste włosy. Nawet wtedy widział przez nie światło. Ciało Goldmoon spoczywało w sarkofagu ze złocistego bursztynu. Nic nie opóźni naszej podróży. zasłaniając usta dłonią. Zakrztusił się i przytrzymał parapetu okna. że kender musiał mocno zacisnąć powieki. Dym dmuchnął na Galdara. czerniąc je sadzą. Tas poczuł. Galdarze.

Zmarszczyła brwi. — Wiem. porażony jej mocą. 2* Opowiedziałaś mi o bogach. — Przyprowadziłam Jedynego Boga do ciebie. Twarz miała bladą. kradło powietrze. Mino — wymamrotał.. jakby wygładzała koc. Mina odwróciła się do sarkofagu. że cię znam. — Przepraszam. Na jej policzkach błyszczały łzy. — Głaskała bursztynową trumnę. który wyraźnie się skulił. że są w wieży. Co zrobiłam źle? Nie rozumiem. Ta kobieta była dla mnie kimś więcej niż matką. Nie wiedziałem. Galdarze — oznajmiła Mina.. że będziesz zadowolona. matko. położyła dłonie na jego bursztynowej powierzchni i nachyliła się nisko.. że wchłaniało w siebie wszelki dźwięk. 1* Całe szczęście. Kobieta pokiwała głową. — Kender. Mina uniosła głowę. oczy koloru bursztynu szeroko otwarte. lecz potem ich nie było. którzy kiedyś istnieli. — Nie chciałem. Wyruszyłam. droga mamo. 0* Wybacz.milczenie tak głębokie i straszliwe. lecz nie wypowiedziała go na głos. ledwie go słysząc. Kiedyś jednak posuniesz się za daleko i tego dnia nie będę już mogła cię chronić. Jej wargi ułożyły się w kształt tego słowa. uczyniłam dla niej. Minotaur odchrząknął. Wszystko. 6* Kendera i magicznego artefaktu. Wybacz mi. by spojrzeć w nieruchomą. Nie odwracała się. 34 . Jedyny Bóg zwrócił ci młodość i urodę. Jeszcze zrozumiesz. co uczyniłam w imieniu Jedynego Boga. 4* Co rozkażesz w sprawie kendera? 5* Kendera? — powtórzyła wojowniczka.. Powiedziałaś. że przemawiasz z głębi serca. wszelkie światło. W jej głosie pobrzmiewała dezorientacja. którym oddychali. by ich szukać — dla ciebie! — Głos Miny drżał. 3* Mino — rzekł z niepokojem Galdar. Myślałam. bez zastanowienia. Okropna cisza tej furii obezwładniła Galdara. — Zmienisz zdanie. spokojną twarz Goldmoon.

Daj mi je. — Musimy stąd uciekać. ale nie sądzę.. kto jest szczerze i kompletnie przerażony. spojrzała wprost w okno Tasa — wprost na samego Tasa — i pokazała go. a przynajmniej zdawało mu się. czar prawdopodobnie również się rozproszył. jakby należał do całkiem obcej osoby. Mino? — spytał z wahaniem w głosie minotaur. To właśnie zamierzam zrobić z jego pomocą. ale teraz. Tak przy okazji. — Wieża jest ogromna.tu. ciężkiego minotaura. dokąd się 35 .. który gramoli się na górę po schodach. oczywiście. 24* Jesteś pewny.21* Tak. do czego służyło? — spytał kender. — Nieważne. aż zagrzechotał łańcuszek. Tas słyszał tupot stóp i ciężki oddech. Szybko! Palin zamknął drzwi zaklęciem. przeszywając go wzrokiem. jeśli nie wiesz. gdy nie żył. — Skąd wiesz. lecz brzmiał tak. że działa. że podziała? — spytał z obawą Tas. że to obieraczka do ziemniaków — mówił Zgadywanka. że je słyszy. 23* Proszę. — Chcę się cofnąć w czasie. już gotowe — oznajmił gnom. do czego służyło. Natychmiast! Odskoczył od okna jak oparzony. Teraz już na pewno słyszał kroki. tyle w niej pokoi. przyprowadź go. kogoś. Kobieta uniosła głowę. Potrząsnął urządzeniem. — Ale jest trochę za małe i nie ma podnośnika hydraulicznego. gdzie on jest. który nabrał już nadziei. z dumą pokazując urządzenie. — To urządzenie do podróżowania w czasie. znów podupadł na duchu. który nie przypominał mu własnego głosu. kiedy było nowe? Tas. — Zgadywanko — odezwał się kender głosem. — Z początku myślałem. żeby ci się za bardzo spodobało tam. Zabrałbym cię z sobą. Szybko! Pospiesz się! 22* Wiesz. — Jest całkiem jak nowe. Wyobraził sobie olbrzymiego. Słyszał kroki na schodach. Zgadywanko — oznajmił Tasslehoff. Wtedy pomyślałem sobie. usłyszawszy pierwszą część wypowiedzi gnoma. 25* Oczywiście — powiedział Zgadywanka.

Szczerze mi przykro. ale chrapliwe dyszenie wciąż brzmiało. Kender spróbował wyrwać urządzenie towarzyszowi. może ich już tu nie być. Zwłaszcza uprzejmość wobec gnoma. przyglądając się bacznie urządzeniu. 10* Tarka do sera — stwierdził Zgadywanka. nie żyją.. że mnie nie słyszysz. — Połączenie wędki i stojaka na buty? — zgadywał gnom. Za to ja będę nieżywy. Minotaur musiał przystanąć i nabrać tchu. — Wiem. że cię zostawiam w Wieży Wielkiej Magii z rozzłoszczonym minotaurem i Czarnymi Rycerzami. trzymając je tuż poza zasięgiem rąk Tasa. pokażę ci. Fizbanie.. Schody były strome i zdradliwe. ale kiedy zostanę nadepnięty. że je naprawiłeś. 22* Nie popsuję! — powiedział z przekonaniem Tasslehoff. Rzucił się raz jeszcze. Niezmiernie przykro. jak działa. Przykro mi. to moja wina. Ściskając urządzenie. a do tego. żeby dodać sobie odwagi. 23* Jeśli będziesz uważnie się przyglądał. których kochałem. że wszyscy.. Mam nadzieję — mruknął pod nosem. ale to nie ma znaczenia. A może słyszysz. boja i tak już jestem nieżywy. Znów dały się słyszeć kroki minotaura. ale tak się na mnie zawiodłeś. Uprzejmość miała swoje granice. zdołał pochwycić urządzenie i wyrwać je z ręki gnoma. żeby nadepnął na mnie olbrzym.. — Podaj mi tylko to urządzenie. — Nigdy nie chciałem sprawić tylu kłopo36 . — Łzy mu napłynęły do oczu. Tas dał za wygraną. Tas zmówił w głębi duszy cichą modlitwę. 11* Nieważne — powiedział Tasslehoff i zaczerpnął głęboko tchu. Bo widzisz. — Albo mogłaby to być — po kilku modyfikacjach — maszynka do mielenia mięsa. Dziękuję ci. a jeśli tam wrócę. — Oddaj mi to! 21* Nie popsujesz go znowu? — spytał Zgadywanka. Zechcesz podać mi to urządzenie? Kroki ucichły... to oni będą żywi. Wracam do czasu Wojny Chaosu.udaję. że nie chcesz mnie słuchać.

jakim był dla mnie dobrym przyjacielem. że włączyłeś zasilanie? Słysząc zbliżające się coraz bardziej kroki. Tas uniósł urządzenie nad głowę.tów. i coś tam. Nie.. Podróżujesz. Twój czas należy do ciebie. póki nie poprosiłem go uprzejmie. bo Fizban kazał mi to zrobić. coś tam. jakby ciężki minotaur starał się je wyważyć barkiem. tak. — Czy to długo potrwa? Chyba słyszę. Staliśmy na zielonej polanie. żebym umarł. Kroki brzmiały już tak blisko.. Nie pamiętam słów! Co się ze mną stało? Kiedyś znałem je na pamięć. w jaki sposób zostało popsute — oznajmił surowym tonem Zgadywanka. Znam je — powiedział kender i nerwowo przełknął ślinę.. Na czole kendera lśniły kropelki potu. przestwór. to nie może być tak. to nie tak — powiedział żałośnie Tas.. — Teraz już widzę. jakby mogło mu udzielić pomocy. śpiewały ptaki — i Fizban też. Kiedy tego nie zrobiło.. co się dzieje na korytarzu. — Wszystko źle.. Coś uderzyło w drzwi. stojąc na głowie. jak drży posadzka.. Nigdy nie chciałem. — Nic się nie dzieje — mruknął Zgadywanka. żeby tak się stało.. pogodny dzień. że ktoś się zbliża... Obiecuję. stojąc na głowie. potrząsnął nim. żeby przestał. po niebieskim niebie płynęły takie puszyste chmurki. Wiem o tym.. pozostanę już nieżywy. — Słowa zaklęcia. Kolejny donośny łomot i trzask pękającego drewna. — To idzie tak. Wędrujesz wokół niego. — Jesteś pewny.. Podróżujesz wokół niego. Nigdy! Więc jeśli tylko raz pomożesz mi wrócić do przeszłości... Nie. Chciałem tylko przemówić na pogrzebie Caramona i powiedzieć wszystkim. Muszę wymówić słowa zaklęcia. a skończysz na końcu.. że czuł.. ^ 37 . Tas zamknął oczy. — Chwyć mocno początek. Tas znów przełknął ślinę i popatrzył na urządzenie. To był słoneczny. żeby nie słyszeć. Mogłem je wyrecytować. — Fizban kazał mi wypowiedzieć zaklęcie wspak.

Słowa przepełniły Tasslehoffa ciepłem i jasnością. dźwięk magii. podobny do szumu wiatru. że ktoś go chwyta za rękę. . Nie wiedział. Nie zakłócaj jego biegu. by o to spytać. Chwyć mocno koniec i początek. Obróć je w przód do siebie A wszystko. Przeznaczenie będzie nad twoją głową. niczym blask słońca tego wiosennego dnia. jakiej Tas doświadczył.. utrwali się. Wirujący w wieczności.. co jest luźne. Chociaż podróżujesz przezeń. skąd się wzięły. który krzyknął: — Zaczekaj! Obluzowała się śrubka. A potem wszelkie odgłosy i doznania zagłuszył cudowny i ekscytujący. Urządzenie zaczęło jasno świecić. Ostatnią rzeczą. było wrażenie. i nie został na tyle długo. Jego przestwór widzisz.Twój czas należy do ciebie. Ostatnim dźwiękiem był pełen paniki głos Zgadywanki. a klejnoty błyszczeć.

Mino — zameldował Galdar. Nachylał się nad nią.3 Kara za porażkę 7* Kender przepadł. — Moja wina! — wyjęczała. nachylając się nad nią — po' wiedz mi. którą miała na sobie. — Nikt się do niej nie zbliżał. Galdarze! — zawołał jeden z nich.. poruszając krwawiącymi » 39 . nie mogąc mu odpowiedzieć.. wychodząc z wieży. Galdar spojrzał z wściekłością na rycerzy. 11* Mino — rzekł minotaur. i spojrzała na minotaura.. — Co się stało? Jesteś ranna? Powiedz mi! Kobieta jęczała i wiła się na ziemi. padła na kolana. wskazując serce. — Mina! — zawołał zaniepokojony Galdar. 8* Przepadł? — Kobieta odwróciła się od bursztynowej trumny. — Co chcesz przez to powiedzieć? To niemożliwe! Jak mógł uciec. obejmując się ramionami i wbijając paznokcie w obnażone ciało. Mina wydała okrzyk bólu. 9* Mieliście jej strzec! Jaki wróg to uczynił? 10* Przysięgam.. Zgiąwszy się wpół. w której spoczywało ciało Goldmoon. bezradny i zdezorientowany. co cię boli! Kobieta zadrżała i w odpowiedzi przycisnęła rękę do czarnej kolczugi.

— Mówiłaś o karze. To się więcej nie powtórzy. Minotaur pomagał Minie stawiać chwiejne kroki. Rycerze zgromadzili się wokół niej. Strużki potu spływały jej po twarzy. często jednak oglądając się za siebie. — Jedyny Bóg tak cię skrzywdził? 27* Zasługuję na to. Przygryzła je w męczarniach. Słowa splamiły jej usta krwią. — Zawiodłam cię. 26* Jedyny Bóg ci to zrobił? — powtórzył zaszokowany Galdar głosem drżącym z gniewu. Teraz on przepadł i to moja wina. oczy koloru bursztynu poszarzały. Strużki potu spływały po jej twarzy. wstrząsana gorączkowym dreszczem.. Kender miał ogromne znaczenie. jakiego doznaje Jedyny Bóg z powodu mojej porażki. — Wracajcie do swoich obowiązków.wargami. Dziewczyna zrobiła głęboki wdech i wstała z wysiłkiem. kiedy byłeś mały? Czy twój mistrz sztuki wojennej nie bił cię. — Przyjmuję to z chęcią. Powinnam najpierw go złapać. — Alarm odwołany — rzekł Galdar. Tak. To. — Nie wypełniłam swoich obowiązków. patrząc na nią z troską. ściągniętej wspomnieniem cierpienia.. — Tak mi się spieszyło na spotkanie z matką. Galdarze — rzekła Mina.. — Wybacz mi! —jęknęła.. Kto cię ukarał i za co? 25* Jedyny Bóg — odparła dziewczyna. — Ależ. że zapomniałam o nim. kiedy popełniłeś błąd podczas nauki? Twój 40 . Nadal klęczała ze spuszczoną głową i zaciśniętymi dłońmi. Jej ciało się rozluźniło. — Moja wina. moja kara. Mina westchnęła z drżeniem. Galdarze — skarciła go Mina — czy twój ojciec nie chłostał cię. przysięgam na moją duszę! Spazmy dotkliwego bólu ustały. Odeszli. który mi zadano. Zapomniałam o swoich obowiązkach. jest niczym w porównaniu z bólem. — Oblizała skrwawione wargi i przełknęła ślinę. Dygotała. 24* Co ci się stało? — spytał. Minotaur zmarszczył czoło i pokręcił głową. zaniepokojeni i zdziwieni.. Ból.

— Wszyscy jesteśmy dziećmi Jedynego Boga. Odległy i eteryczny blask jaśniał silniej od słońca. 4* Weź kilku ludzi i przeszukaj każdą komnatę w wieży. Kiedyś. rzucając posępne spojrzenie na wieżę. Mistrz nie łoił ci skóry z nienawiści. Idą służyć Jedynemu Bogu. zdawało się czymś marnym i pozbawionym znaczenia. że wszystko to. Zażądał. 8* Nie bój się. Galdarze — uspokoiła go Mina. a przynajmniej tak mu się zdawało. czyste światło mógł się wpatrywać bez końca. że kender nie chowa się w którejś z nich. płakał ze złości i frustracji. a kiedy tego nie zrobili. która sprawiała. Upewnijcie się. Karę wymierzano ci dla twego dobra. w którym wyraźnie pobrzmiewała niechęć. gdy był bardzo małym dzieckiem. które wleczono na stos pogrzebowy. że to samo — wyjaśniła łagodnie Mina. chciał się nim bawić. Beztrosko rzuciła okiem na ciała czarodziejów. Śmiertelne oczy Dalamara nie mogły długo patrzeć w słońce z obawy przed utratą wzroku. Nigdy nie zapomni widoku tej. W niebiosach świeciło jaskrawe światło. Jak inaczej mamy się nauczyć swoich obowiązków? Minotaur nie znał na to odpowiedzi. Mina uznała jego milczenie za zgodę. leżącej na ziemi i wijącej się w mękach. lecz w to piękne. Biorąc go za błyskotkę tuż poza zasięgiem jego rączek. 2* To nie to samo — warknął Galdar. Patrzył w nie z bolesną tęsknotą. Mino? — spytał Galdar głosem. Podczas waszej nieobecności spalimy te ciała. która prowadziła armie do wspaniałych podbojów. 5* Muszę tam wracać.ojciec nie spuszczał ci lania ze złości. — Ich duchy nie mogą cię skrzywdzić. które w porównaniu z'nim wydawało się blade i przyćmione. 3* Oczywiście. aby rodzice mu go przynieśli. 41 . 6* Czemu pytasz? Czego się boisz? 7* Niczego żywego — odparł. kim jest i kim ■ był. wzniósł głowę ku rozgwieżdżonemu niebu nad swoją ojczyzną i ujrzał srebrzysty księżyc.

— To. to jasność królestwa zaświatów. — Zatrzymać się. która wpływała do wieży. Jasne i cudowne światło znajdowało się poza jego zasięgiem. ani łez do przelania. jakim było jego życie. ale musisz mi przynieść to. Droga do niego była zagrodzona. niespokojne dusze wdarły się do wieży opuszczonej przez tego. kiedy pochwyciła go czyjaś ręka i mocno przytrzymała. Pełen złości i frustracji głos zasyczał do niego: 12* Stać! 0* Stać! — rozkazała Mina. Inne. Był jednym z wielu więźniów. Musiał tylko sprowadzić magię. Żadna jednak nie mogła go dosięgnąć. Będzie posłuszny. Wieża była prawdziwą składnicą siły czarodziejskiej. że miała coś wspólnego z tym. Nie był osamotniony. Dusze zmarłych snuły się niespokojnie po więziennym dziedzińcu swej żałosnej egzystencji. następny etap długiej podróży twojej duszy. jeśli tylko będzie mógł wyrwać się z tego więzienia. czego potrzebuję. Zwłoki padły 42 . Dołączył do rzeki dusz. zostało za nim. jak magia lśni niczym strużki złotego pyłu wśród jałowego piasku. Zmieniłam zdanie. czego głos sobie życzy. Dalamar spojrzał w jasne światło i serce go zabolało od tęsknoty. kim był — kim jest — ale wszystko to już minęło. co widzisz. Zaskoczeni rycerze upuścili swoje brzemię. — Światło jest bardzo piękne — rozległ się cichy i pełen uroku głos. lecz nie miał oczu. cienka niczym pajęcza nić i mocna niczym stal. Uwolnię cię i pozwolę ci się tam udać. który był jej panem. a każda z nich z tęsknotą spoglądała na promienne światło. Przed Dalamarem rozciągała się bariera. nie mógł pokonać tej bariery. Prawie już dotarł do wejścia. by płakać. Nie palcie ciał. tego więziennego muru otaczającego świat. Widział. Choćby nie wiem jak się starał. Przyniesie wszystko. Chciałby wybuchnąć płaczem. Spojrzał na Wieżę Wielkiej Magii i poznał.Teraz czuł się tak samo.

Rycerze patrzyli z nabożnym lękiem. Zbudź się. ogrzała zimne członki. Tam czekaj na moje rozkazy. Dym snuł się wokół wieży. Mówiła. tęskniąc do chwili. Elf otworzył usta i z drżeniem zaczerpnął tchu. Wszyscy zastanawiali się. Dotknięty przez Minę. Rycerze wymienili spojrzenia. Porzuć swój sen nieprześniony. Mina była blisko. gdy stąd odejdą. Spojrzał wrogo na martwych czarodziejów. Jego otwarte oczy patrzyły pusto. co zamierza zrobić Mina. — Idź do wozu.bezwładnie na ziemię. Przeszukaliśmy ją od piwnic po strych. Mino — stwierdził Galdar. zadygotał i poruszył się. podnieś powieki. Kendera nie ma w wieży. a rycerze wielbili ją i czcili. Żywi tkwili w pełnym nadziei wyczekiwaniu. Nie podobało im się to. . puste. że spotkała ją kara. by Mina była tak rozchwiana i niezdecydowana. Poprzednio Mina modliła się nad zmarłymi. który nosiła na szyi. tak jak smutni zmarli wili się wokół pni cyprysów. nawet z rąk tego Jedynego Boga. Ściskając w jednej dłoni medalion. Byli też niezadowoleni z tego. — Niech sępy pożrą sępy. Żyjące ciało o martwych oczach posłusznie wstało. wychodząc z wieży. Galdar przyglądał się temu z dezaprobatą. Trup ożył. Kobieta uklękła przy ciele Dalamara. — Wstań — rozkazała. Ciało Dalamara ociepliło się pod dotykiem Miny. Twa dusza zazna ode mnie opieki. że zmarli służą Jedynemu Bogu. Trzaskał ogień. mój miły. Jedyny Bóg był daleko i miał z nimi mało wspólnego. drugą ręką dotknęła śmiertelnych ran czarodzieja. lecz jego oczy pozostały martwe. Nigdy jeszcze nie widzieli. Porzuć mrok niezgłębiony. Chodźmy z tego przeklętego miejsca. ale nigdy ich nie wskrzeszała. — Dobry pomysł. Krew zaróżowiła szare policzki. Mina zaczęła cicho śpiewać.

Wydawało się. jakby chciał pochwycić coś. choć kilku zaczęło się uśmiechać. Bez zająknięcia mówił o zostawieniu trupów sępom' i zrobiłby to bez wyrzutów sumienia — w końcu byli to czarodzieje — ale to mu się nie podobało. — Idź do wozu — powtórzyła kobieta. Puste oczy maga powoli się poruszyły i zwróciły ku niej. którą kochała jak matkę i gniew jej boga. Nie twoje ciało. wskazując drogę. Trup zacisnął pięści. czy to mądre? — spytał. Powoli zaczął unosić ręce o połamanych palcach i wyciągnął je przed siebie. Zdjęty zgrozą i wstrętem Galdar nie widział w tym niczego zabawnego. Jego ciałem targnęły konwulsje. mizerna i wyczerpana. Umarły zaprzestał oporu. — Masz być mi posłuszny. — Idź — poleciła Mina. Powłóczący nogami stwór wyglądał groteskowo. Palin zamrugał. Śmierć kobiety. Rycerze ustępowali mu z drogi i omijali go szerokim łukiem. ani dlaczego tak go to niepokoiło. Jego twarz wykrzywiło cierpienie. — Wykonasz moje polecenie — powiedziała Mina — i każde inne. Trup usiadł. położyła dłoń na jego klatce piersiowej. Mina usiadła. pomaszerował do wozu. — Mino. co tylko on widział. Nucąc tę samą pieśń nad drugim czarodziejem. — Zniszczę cię — rzekła srogo Mina. bo inaczej cię zniszczę. Spuściwszy głowę. że le44 .Powieki elfa zadrżały. ból najwyraźniej dużo gorszy od śmiertelnych męczarni. Zniszczę twoją duszę. To był dla niej smutny dzień. chociaż nie potrafił dokładnie powiedzieć co. Jego twarz wykrzywił grymas. Trup zadygotał i po chwili wahania poczłapał w stronę wozu. blada. Spuściła głowę i zgarbiła plecy. Strata tej bryły mięsa nie miałaby teraz dla ciebie większego znaczenia. Jeden z rycerzy wybuchnął nawet głośnym śmiechem. Tym razem żaden z rycerzy się nie zaśmiał. — Idź do swego towarzysza przy wozie — poleciła mu. Było w tym coś złego. Dziewczyna zignorowała go.

2* Przydzielę dodatkową straż do ich pilnowania. natychmiast znów się podnoszą. ale zwyciężyło poczucie obowiązku. walczą . — Nie wiedział. przeznaczonym tylko dla jej uszu. bez strachu. 1* Tak. jak zawsze. co mógł zrozumieć. Są zakładnikami. co powiedzieć. — Ty czujesz się nieswojo. obdarzeni są nieludzką siłą. — Przez to ludzie czują się nieswojo. Galdarze. lecz jej oczy jaśniały czystym... — Przyglądała się im . jeśli wolisz tak o tym myśleć. — Nie dość. objaśnią mi jego działanie. Czyż nie jest to marzet niem każdego dowódcy? Trzymamy ich dusze w niewoli — . Kiedy znajdziemy kendera i ten artefakt. — Mino. że musimy ciągnąć przez Ansalon trumnę. Pragnął ją pocieszyć i dodać jej otuchy. czej jak o ożywionych kawałach mięsa. jak je nazwać. Wykrzywił wargi. Minotaur sapnął. które siedziały w tyle wozu i gapiły się w pustkę. Na twarzy dziewczyny malowało się zmęczenie i żal. dokończyła z zadumą — a ich ciała wysyłamy na wojnę. 0* Są więc zakładnikami? — zaciekawił się Galdar i od razu poweselał. Nie potrafił so- ! 45 . stwory. którzy wykonują rozkazy bez wahania. ich wzrok przeszywał go na wylot. Galdarze — stwierdziła Mina. To już było coś. Przeszyło go spojrzenie bursztynowych oczu. a kiedy padają martwi. niezmąconym blaskiem i. wzruszając ramionami. Galdarze? Minotaur nie bardzo wiedział. 3* To nie będzie konieczne — powiedziała Mina. — Po co to zrobiłaś? Czemu to ma służyć? — Zmarszczył czoło. w zamyśleniu. choć w istocie miałby do powiedzenia aż nazbyt wiele. — Co byś powiedział na całe takie wojsko? Armię żołnierzy. Galdarowi zrobiło się jej żal.dwo może ustać o własnych siłach. Mina przeniosła spojrzenie na trupy. ale ra. Co ty na to. teraz będą nas dodatkowo obciążać te dwa. — Ci dwaj czarodzieje są związani z kenderem. — Nie myśl o nich jak o więźniach. czy to mądre? — powtórzył ściszonym głosem.

Galdar raz się na nie obejrzał. Dusze umarłych rozstąpiły się przed Miną i to samo uczyniły drzewa. Dosiadłszy konia. Zobaczył dwa zwiewne istnienia. W nieprzebytym. Woźnica trzasnął z bata i ciężkie konie pociągowe szarpnęły uprząż. bardziej obrzydliwego. Wzrok miały utkwiony w pustce przed sobą. na bursztynowy sarkofag. Szybko odwrócił oczy i już więcej się nie oglądał. Nawierzchnia była gładka. bo Mina nie życzyła sobie. Wóz i jego niezwykły ładunek ruszyły naprzód. by trumna podskakiwała na wybojach. — Przyprowadź mi konia. Rycerze otoczyli wóz. tworząc wartę honorową dla zmarłych. Trupy dwóch czarodziejów siedziały na tyle wozu ze zwieszonymi nogami. Często odwracała się w siodle. Galdarze — poleciła Mina. by spojrzeć na wóz. Mina zajęła miejsce na czele tej posępnej kolumny. splątanym gąszczu otaczającym Wieżę Wielkiej Magii pojawiła się ścieżka. Galdar zajął swe zwykłe miejsce u boku Miny. zwiotczałymi rękami i dłońmi złożonymi na podołkach. Ich dusze. . które snuły się za żywymi trupami niczym jedwabne szale wplecione w koła wozu. — Czas już opuścić to miejsce smutku.bie wyobrazić niczego bardziej ohydnego. Minotaur skwapliwie wypełnił jej rozkaz.

od jak dawna przebywa w tym legowisku z cierpiącym błękitnym smokiem. Może upłynął dzień. gdyż nie widział słońca. od dnia. ile czasu upłynęło. w którym ów głos nakazał mu złożyć pokłon i oddawać cześć. Skie. jest prawie całkiem bezradny. Ukryty w jaskini Zwierciadło nie znał niczego oprócz nocy i nie czuł niczego oprócz nocnego chłodnego mroku. że informacji może mu udzielić Skie. Nie miał pojęcia. odkąd wszedł do jaskini potężnego błękitnego smoka. 47 . Zwierciadło przybył w poszukiwaniu odpowiedzi na tę przedziwną zagadkę. a może rok. Ślepy srebrzysty smok imieniem Zwierciadło nie mógł ustalić upływu czasu.4 • Śmierć Skie Srebrny smok nie miał pojęcia. to co ona robiła na tym świecie. Usłyszawszy głos w burzy i poznawszy go. który go oślepił i zeszpecił. w którym został ukarany za odmowę i trafiony piorunem. w którym usłyszał w nawałnicy głos i go rozpoznał. skoro wszyscy inni bogowie odeszli? Po zastanowieniu srebrny smok doszedł do wniosku. Jeśli to głos Takhisis. który nie może latać. odkąd Skie zechciał wysunąć żądania pod adresem Jedynego Boga. podczas gdy ślepy smok. Od dnia. od dnia. Zwierciadło stał się niechcący świadkiem tego zajścia. błąkając się w postaci ludzkiej istoty. Nie widział go od dnia tej dziwnej i straszliwej burzy. Było to wiele miesięcy temu. Odtąd wędrował po świecie. bo ślepy człowiek może chodzić.

Skie czasami tracił świadomość. Skie chciał ją zabić.Zwierciadło zawsze miał co do niego wątpliwości. Przybył w samą porę. był śmiertelnikiem. odbiła się od jej zbroi i trafiła w niego samego. zabijając ich i pożerając. Dawno już to sobie zaplanowała. żeby stać się świadkiem tego. Udało mu się to tylko częściowo. lecz pociski bogów są potężną bronią. W chwilach. co się dzieje. silniejszego i potężniejszego od wszystkich błękitnych smoków w historii świata. lecz błyskawica. co było w jego mocy. Przerwał i spytał cicho: — Jak się czujesz? 48 . Zostawił swojego podopiecznego. Skie wyrósł na gada większego. Zwierciadło zrobił wszystko. która nadeszła w trakcie Wojny Chaosu — powiedział Zwierciadło. Zwierciadło często się zastanawiał. jak smoczy zwierzchnicy. a Zwierciadło. czasami ją odzyskiwał. jak Mina wymierza smokowi karę za jego bezczelność i za rzekomy brak lojalności. krótko po tym. Skie rzekomo zdradził swych pobratymców. Te rozmowy były bardzo rozciągnięte w czasie. Będąc rzekomo kryńskim smokiem. srebrny smok mógł go wypytywać o Jedynego Boga — bóstwo. jak po raz pierwszy odzyskał świadomość. któremu teraz Zwierciadło mógł już nadać imię. Czekała tylko na właściwą chwilę. ponieważ Skie rzadko mógł zachować przytomność dłużej niż przez chwilę. — Skradła go i przeniosła do tej części wszechświata. by uzdrowić Skie. mimo swej smoczej natury. 14* Chwilę. podobnie jak on sam. gdy był przytomny i świadomy tego. A może właśnie do nich dołączył? Zwierciadło z wielkim trudem zdołał znaleźć legowisko Skie i wejść do niego. Utrzymywał błękitnego jaszczura przy życiu. 13* Ona skradła świat — powiedział w pewnym momencie Skie. Wszystko było przygotowane. Olbrzymi błękitny smok został śmiertelnie ranny. czy Skie naprawdę zdradził swoich krewniaków. która miała zgładzić Minę. Rozpaczliwie pragnąc poznać prawdę. by przynieść wody dla nich obu.

Po Wojnie Chaosu Skie okazał się jednym ] z nielicznych smoków na Ansalonie. Gdyby Zwierciadło był człowiekiem. chrapliwym oddechem. ność w pobliżu. Nawet jego najgorszy wróg. aż wreszcie urósł w siłę do tego stopnia. leżąc bezradnie uwięziony w swoim legowisku i czując. — Tak właśnie się czuję. Żałował. które mają pocieszać. ba. Zwierciadło rzekł sobie w duchu. Skie był smoczym wojownikiem. otoczona złą chwałą Kitiara uth Matar. pełne gniewu. oskarżycielskie. ale wyczuwał jego obec. a okrwawione pazury drgają i drapią kamienne podłoże. Mordował i zjadał inne smoki. by trzymać Skie przy ży49 . żądające zemsty. Zwierciadło nie widział totemu. Gdyby spotkali się w bitwie. A nie w taki I sposób. Skie także byłby zadowolony. srebrny smok starałby się pokoI nać nieprzyjaciela i cieszyłby się z jego śmierci. by wiedzieć.— Umieram — odparł szczerze Skie. Smoki nie zwykły uciekać się do kłamstw. Zginąłby jak wojownik. Oto jak pragnął umrzeć. Zwierciadło był dość mądry. Malys i Beryl. chociaż chodził teraz po świecie w ludzkiej postaci. Błękitny smok niezliczone razy latał do boju i zabił wielu wrogów. czerpiąc siłę i moc z pożera| nia własnych pobratymców. Zwierciadło nie współczuł Skie. Zwierciadło jednak nie był człowiekiem. w zamierzeniu mające dodać umierającemu smokowi otuchy w jego ostatnich chwilach. potężne skrzydła nieruchomiej ą. które obroniły się przed obcymi smoczymi zwierzchniczkami. że żaden smok nie powinien umierać taką śmiercią. że przynoszą one pocieszenie tylko żyjącym. jak życie wycieka z niego z każdym ciężkim. Wybudował sobie ohydny totem z czaszek ofiar. nawet takich. siali postrach i zniszczenie na połowie Ansalonu w cza[ sie Wojny Lancy. Słyszał głosy umarłych. On i jego były jeździec. rzekłby jakieś pocieszające kłamstwo. że zajął miejsce wśród nich. strącając ich z nie. że posłużył się swą magią. spadł z nieba ze szponami mokrymi od krwi wroga i smakiem I błyskawicy na języku.

Skie nie zostało wiele czasu na to. gdzie urodziłem sieja i reszta moich pobratymców. Nieraz ratowały mi życie. ten. dla których przybyły do tego świata. Nie ja jeden szukałem drogi ucieczki z tego świata. Nie posuwaliśmy się naprzód. by na nie odpowiedzieć. Nasz świat. pobrzmiewający niczym dudnienie odległego grzmotu. Smoczyce. Ale uprzedzam wydarzenia. Zamierzał jednak dokończyć swoją opowieść. To świat smoków. Malys i Beryl. ale w porównaniu ze smokami. by złagodzić cierpienie. musiał poznać prawdę. że skoczyłem w eter. Skie stęknął. Nie dzielimy go z krótkowiecznymi istotami o miękkich ciałach. że Takhisis zaplanowała te przenosiny — rzekł Zwierciadło w trakcie jednej z rozmów. Głos miał słaby. które rządziły naszym światem. Nie mieliśmy przyszłości. Skie nie mógł powiedzieć tego bez wielu przerw na oddech i jęków bólu. że nasz świat popada w stagnację. — Byłem najważniejszą jego częścią przeklęty niech będzie eon.ciu. nasze dzieci mogły jedynie pożerać lub dać się pożreć. które wiodły przez przestrzeń eteryczną do światów bardzo odległych od naszego. aby uciec. wystarczyło tylko. bo gdy zagrażał mi jeden ze Starszych. nie przypomina tego świata. — Ty byłeś częścią jej planu. ale mnie pierwszemu się udało ją znaleźć. to małe i żałosne istoty. jak gad porusza masywnym cielskiem. ale musiał wiedzieć więcej o tym Jedynym Bogu. 50 . — Mówisz. Zabronił przystępu do swego serca litości dla nieprzyjaciela i kontynuował zadawanie pytań. w którym spotkałem tę przebiegłą sukę. które tu widzisz. Podobnie jak inni przedstawiciele mojej rasy widziałem. Nabrałem wprawy w podróżowaniu tymi szlakami. lecz cofaliśmy w rozwoju. wydają ci się olbrzymie i potężne. — Przemierzaliśmy nasz świat i toczyliśmy zażarte boje o przetrwanie. To była jedna z przyczyn. lecz Zwierciadło nadal słyszał w nim gniew. Zwierciadło słyszał. Dzięki swej magii odkryłem drogi. To ja odkryłem Portale.

Ukorzyłem się przed nią i zaproponowałem. który nazywała Krynn. Królowa Takhisis połączyła mnie w parę z Kitiarą. nie znajdowałem się w obliczu takiej potęgi. w zamian za moje usługi. Będę rządził Krynnem i miękkociałymi istotami. Westchnął głęboko. jakby miał ochotę ją w nich zmiażdżyć. ale może uda mu się wpłynąć na przyszłość.. — Byłem wtedy młody — ciągnął Skie — a młode naszego gatunku są rozmiarów błękitnych smoków na Krynnie. co Skie miał do powiedzenia. pozbawionej wszelkiej troski o los mieszkańców tego świata. były wspaniałe. Srebrny smok dołożył starań. Musiał usłyszeć wszystko. że na Krynnie jest tylko jednym z wielu bogów. które go zamieszkują. Mówiła. Po raz pierwszy dowiedziałem się. abym miał nierozważnie wyjawić jej tajemnice tych szlaków. Skie umilkł. by ukryć to uczucie. a było to bolesne westchnienie tęsknoty. Nie mógł zmienić przeszłości. pogrążając się we wspomnieniach. Powiedziała mi. Zwierciadło musiał się dowiedzieć. że jest najpotężniejsza i dlatego pozostali obawiają się jej i stale knują przeciwko niej spiski. Zwierciadło zawrzał gniewem na myśl o tej aroganckiej ambicji. Nie urzekła mnie aż tak bardzo. Kitiarą. Skie zazgrzytał zębami. — Nigdy przedtem nie widziałem boskiej istoty. Takhisis zabrała mnie do swego świata. że kłamała. niesie nad nimi zwycięstwo i wtedy otrzymam hojną nagrodę.Właśnie w przestrzeni eterycznej napotkałem Jej Mroczny Majestat. — Bitwy. Nigdy przedtem nie widziałem czegoś tak wspaniałego. co się stało. Kiedyś od. by zrozumiała. ulubienicą Królowej Ciemności.. Nie warto chyba wspominać. które stoczyliśmy razem. że można walczyć o coś więcej niż tylko przetrwanie — można walczyć o honor. który najwyraźniej dla królowej Takhisis był tylko błyskotką. To miał być mój świat. Mówiąc to. dla radości wal- I 51 . Ona była zafascynowana drogami przez eter. lecz powiedziałem dość. że będę jej sługą. że mogą jej się przydać.

sprowadzając rozmowę na poprzedni temat — pracowałeś dla Takhisis. Ach. 17* Tak zrobiłem. Skie przerwał. że w Szarym Klejnocie jest uwięziony Chaos. gdy Chaos został pokonany. Musiała to zrobić. stali się bezsilni. Wszystko było przygotowane. którzy na niej polegali. czego chce. Bezustannie wypatrywała swojej okazji. 18* Ale chyba nie mogła przewidzieć Wojny Chaosu? — Zwierciadło zdjęła przerażająca myśl. dokładnie wiedziała. uwolniła się niezmierzona energia. potrzebowała całej swej mocy.ki. w tej części wszechświata. że ci. Dzielna. 16* I przez cały ten czas — wtrącił Zwierciadło. Takhisis ujarzmiła ją.. Nie rozumiałem. Jeśli tak. połączyła z własną siłą i ruszyła świat z posad. i umieściła tutaj. 15* Znów ją zobaczę. że tak się stanie. że nikt na świecie nie zauważył zmiany. bo do olbrzymiego zadania. dla chwały zwycięstwa. Z początku gardziłem słabeuszami. Takhisis udała. Przeniosła go ścieżkami. — Takhisis może jest bystra. do tej części wszechświata. szczególnie Kitiara. i znów wyruszymy ku chwale. i po to sięgała. ale nie aż tak. Wiem. W chwili. Wszystko dla niej przygotowałem. Być może miała jakieś pojęcie o tym. śmiała. Będziemy razem walczyć. Otwarłeś dla niej drogę. — A może wojna wybuchła z powodu jej machinacji? Skie parsknął z pogardą. nigdy nie wątpiła w siebie. Nadszedł odpowiedni moment. Sami bogo52 . Wkrótce zaczęli mnie fascynować. którzy zamieszkiwali ten świat: ludźmi i całą resztą. że ucieka ze świata. które ją oczekiwało. sprawiając. czego jej było trzeba. Z jego gardła wydobył się bolesny charkot. skoro jest bogiem — aż jakiś głupiec go uwolni... Musiała tylko zaczekać na właściwy moment. musiała tylko zaczekać — bo czymże dla niej jest czas. jaką ona byłaby boginią. dlaczego bogowie pozwalają im istnieć. która miała ją doprowadzić tutaj.. które stworzyłem swą magią. Gdyby tak się nie stało. znalazłaby inny sposób. Wszystko to stało się tak szybko. Wojna Chaosu okazała się dokładnie tym. wycofała swe wsparcie i potęgę.

Poszedłem do Takhisis i zażądałem zapłaty. gdzie czeka na nas chwała". że omal nie obróciła się w nicość. jak obejmują panowanie nad światem. Poszuka duszy Kitiary w miej53 . a Malystryx. odarte z boskiej magii ludy świata popadły w rozterkę i rozpacz. byli tak wyczerpani. Im dłużej ludzie pozostawali bez boga. na odpoczynek. Razem znajdziemy sobie świat. Takhisis była zbyt słaba. Potrzebowała czasu na powrót do zdrowia. Nie martwiła się jednak. 13* Właśnie. a kiedy zdali sobie sprawę.wie. Takhisis przeliczyła się jednak w jednej drobnej kwestii. Patrzyłem na degenerację świata. Pozbawione błogosławieństwa bogów. pożerały je. Królowa Ciemności zabrała im świat i ukryła go przed ich oczami. coraz bardziej przypominającego ten. Jakiś czas wierzyłem jej. Oddaj mi Kitiarę. odczują taką wdzięczność i ulgę. Nie chciałem mieć więcej do czynienia ze swoimi pobratymcami i z żałosnymi nieszczęśnikami. Obiecała mi. Sama Takhisis była wyczerpana. 12* Malys — dokończył Zwierciadło. że tak zrobi. co się dzieje. że gdy kiedyś znów będzie potężna. Nie chcę go. — „Nie jest mi potrzebny. „Zatrzymaj sobie świat" — rzekłem jej. tym bardziej go pragnęli. Z radością wspominałem czasy bitew z Kitiarą. która nagle spadła między nie. nie mieli pojęcia ojej planach. — Beryl i reszta. Beryl i reszta ciągle rosły w siłę. którzy zamieszkiwali ten świat. Smoki zaintrygowała ta nowa zabawka. że zostaną jej pokornymi niewolnikami. Mogła się tylko przyglądać z bezsilną złością. tak słaba. Mimo to okłamywała mnie i nadal obiecywała. że nie mogli zatrzymać Takhisis. Razem będziemy podróżować. lecz lata mijały. zgładzi uzurpatorów i odda świat mnie. a ja nie miałem żadnej wieści od Takhisis. budowały swoje totemy. Kiedy wróci. który opuściłem. by im przeszkodzić. zajęci rozpaczliwą walką o przetrwanie. Zabijały kryńskie smoki. Znużone walką o przetrwanie we własnym świecie z radością zawładnęły tym drugim. Wszystko przebiegało zgodnie z planem.

że odszedłeś. Zmienił temat. Ogłoszono pokój. Może i bym tak zrobił. 16* Zwierzchników — warknął Skie. by stoczyć bitwę ze smokami. co niektórzy już czynili. Słyszałeś słowa Miny.. jak uwięzić umarłych w świecie i w ten sposób posłużyć się nimi. Musiała znaleźć jakiś sposób na zwiększenie swojej mocy. Kiedy uznała. co kazała im zobaczyć pod koniec Wojny Chaosu. Zwierciadło nie wiedział ile. Zwierciadło zastanawiał się. lecz coś mnie powstrzymało. i nie będą jej potrzebować. że jest dość silna. rozpamiętując swe złe postępki. 28* Jednak inni widzieli.scu zwanym Szarością. by skraść dziką magię i posilić się nią. jak wszyscy widzieli to. powróciła w tę burzliwą noc. ale wielkie smoki zawarły rozejm. co kazała im ujrzeć. a raczej duszy. by odwrócić uwagę Skie. nowej pochlebczyni Królowej Ciemności. że zostałem zdradzony. Zwierciadło słuchał ciężkiego oddechu błękitnego smoka. Poszedłem tam.. A przynajmniej tak mi się wydawało. — Z głębi piersi Skie wyrwał się głuchy pomruk. Skie mógł żyć jeszcze kilka godzin lub dni. że wkrótce zaczną czcić smoczych zwierzchników. — Tak. że nadal będą walczyć i w końcu pozabijają się nawzajem. czy ból nie leży przypadkiem w głębi serca. — Usłyszałem jej głos. odchodzącej ze świata wraz z duszami zmarłych.. oni stanowili problem. Widziałem Szarość. by wrócić.. Dawno już zauważyła marnotrawstwo energii. Zawołała. Ludzie stali się beztroscy. Królowa Ciemności nie miała jeszcze dość sił. Takhisis obawiała się. co jest źródłem cierpienia Skie. 15* Takhisis stanęła w obliczu nowego zagrożenia — smoczych zwierzchników. — Resztę słyszałeś. jak powiedziała mi. Nie potrafił ustalić. Słyszałeś. Po- 54 . Wpadła na pomysł. Skie umilkł. Takhisis miała nadzieję. 17* Tak — rzekł Zwierciadło. a sam smok nie chciał mu powiedzieć. 14* Inni zobaczyli to. bym dołączył do jej legionów i czcił ją jako swego boga. tak samo. i od dawna nad nim ubolewała.

Powinienem jej na to pozwolić! Takhisis przywłaszczyła sobie totemy na własny użytek. Nawet bóg nie ośmielał się stawić jej czoła. dział zbyt wielu swych pobratymców zmiażdżonych w potężnych szczękach. — Nadchodzi Malys. Przez jego ramię przebiegł dreszcz. lecz natychmiast poznał to. Największy. Spotkała mnie więc kara. brzmiała rozsądnie. Zostałem. nawet jeśli nie rozumem. by się schować. czego dotknął — był to 55 . Czuł się bardzo kruchy i bezbronny w miękkiej skórze. które mi służyły.. rozpaczliwie usiłując wstać. starając się podnieść swe wielkie cielsko z podłogi jaskini. Samą brutalną siłą nie można było pokonać tej nieziemskiej istoty. że umieram. Zwierciadło zaczął szukać po omacl ku drogi wokół masywnego ciała Skie. Mimo to ślepy człowiek mógł l dać sobie radę w świecie. 29* Usłyszała. Niech ten czerwony potwór przyjdzie. Zwierciadło wrócił do ludzkiej postaci. 28* Malys! — powtórzył zaniepokojony Zwierciadło.. Macając ręką wokół siebie. natrafił na coś gładkiego i zimnego. Skie zaczął się kręcić. Może i Skie majaczył. Malys co noc bierze do łoża swego najgorszego wroga. Zwierciadło wi. . chociaż czuł do niej głęboką nienawiść i odrazę. Nawet gdyby nie był niewidomy. Srebrny smok był niewidomy.znałem ten głos sercem. Te tchórzliwe fagasy.. z drobnymi i delikatnyI mi kośćmi i wątłą muskulaturą. lecz rada. jak sądził Zwierciadło. Srebrny smok zamieI rżał się wycofać. 26* Co się stało? Co robisz? 27* Musisz się ukryć — powiedział Skie. Wielki sęp przychodzi skraść mój totem. na pewno pobiegły do niej w te pędy z radosnymi wieściami. najsilniejszy smok na Krynnie nie mógłby dorównać Malystryx.. unikałby walki z olbrzymią czerwoną smoczycą. zapuścić się głębiej w kręty labirynt korytarzy legowiska niebieskiego jaszczura. Będę z nią walczył do ostatniego tchu. Przerwał. spalonych w jej przerażającym ogniu.

Wpadł na ścianę. jak uwięziła dusze umarłych. Nie odpowiedział i dalej szukał po omacku drogi w tunelu. Idąc najszybciej. co sam wiedziałem — odparł Skie. Przy56 . zrobiony z czaszek jego ofiar. Zwierciadło zdążał niepewnym krokiem w głąb tunelu. Z zewnątrz dochodził go dźwięk. który błękitny smok usłyszał już dawno temu — łopot olbrzymich skrzydeł. a teraz nie mogą wrócić. srebrny smoku. że zagłębia się w czeluść jaskini smoka. — W ciemności korytarzy zabrzmiał syczący głos Skie. przytrzymał się jej i posłużył się nią przy stawianiu następnych kroków. Odwzajemnię ci się przysługą. Innych twoich pobratymców — złotych i srebrnych smoków — szukałeś i nie mogłeś ich znaleźć. Prawą ręką dotykał ściany i szedł wzdłuż niej. srebrny smoku. Mówił sobie. 2* Co można zrobić. dokąd idzie.totem Skie. prawda? Zwierciadło nie chciał się do tego przyznać. — One nie uciekły ze strachu — dokończył Skie. cofnął rękę i w pośpiechu omal nie stracił równowagi. 3* Powiedziałem ci wszystko. Kiedy usłyszał głos Malys. Dzięki tobie mogę umrzeć na własnych warunkach. — One odeszły. Opuściły świat w poszukiwaniu bogów. żeby je uwolnić? — spytał Zwierciadło. 1* To była pułapka — rzekł Skie. — Tej burzliwej nocy usłyszały głos Takhisis. Takhisis je uwięziła. Zwierciadło wzdrygnął się. zachowując resztki godności. — Zaczekaj. jak mógł. nawet przed konającym błękitnym smokiem. — Mój dług wdzięczności jest spłacony. piskliwy i wysoki — dziwny dźwięk jak na tak masywne stworzenie — zatrzymał się. nigdy nie odrywając od niej dłoni. Zwierciadło stanął i odwrócił ślepe oczy w stronę głosu Skie. ale domyślał się. Ocaliłeś mnie przed śmiercią z jej ohydnych rąk. — Wyświadczyłeś mi przysługę. tak samo. co to znaczy. Niektóre poznały go i zrozumiały. że w ten sposób będzie mógł trafić do wyjścia. Lepiej się pospiesz. Nie miał pojęcia.

Jego sny i wspomnienia były bardzo prawdziwe. i wzbić się w chmury. jak wodze w jej pewnych i sprawnych rękach prowadzą go bezbłędnie tam. Smok i jeździec tworzyli zespół — morderczy zespół. — Nie. Zwierciadło kulił się w legowisku błękitnego smoka i z obawą czekał na wynik. Skie — rozległ się czyjś głos. Małe. chowając się w chłodnym mroku jaskim. Walczył o każdy oddech. poszukała tego. aż Kitiara przyjdzie. zamknąć oczy. Wrócić do stajni. Przyciszył nawet oddech. Lekceważąc smoka. zasłaniając słońce. rozrywać szponami ciało i słyszeć radosny okrzyk bojowy Kitiary. Znów upajać się zgiełkiem bitwy i wonią krwi. Skie podniósł się. jej stanowcze komendy. Widzę. najbardziej zażarty bój. Skie wiedział. przykucnął na gładkiej podłodze. dać sobie opatrzyć rany i czekać. Wbijał pazury głęboko w skałę. w odróżnieniu od tej nierzeczywistości. Jeszcze raz rozpostrzeć skrzydła. po co przybyła — jego totemu. porzucając te mizerne ludzkie istoty. nie umarłem — warknął. a jej tylne łapy i ogon zwisały z urwiska.ciskając dłoń mocno do ściany. Poczuć. Malys wsadziła łeb do jaskini. Malys wcisnęła więcej cielska do jego leża — głowę i barki. — Źle mnie poinformowano. Zwinięte skrzydła przyciskała do boków. okrutne oczka obrzuciły go pogardliwym spojrzeniem. — Cóż. drwiący śmiech. by położyć się i odpocząć. obawiając się. które miały kolor nieba. 57 . Serce mu kołatało i drżało w piersi. gdzie toczy się najbardziej zacięty. zagubić się w przeszłości. Znienawidzony głos. przednie łapy i szyję. że smoczyca może go usłyszeć i zacząć szukać. Znalazła go na podwyższeniu pośrodku legowiska i ślepia jej rozbłysły. które chciały ją kochać. Tęsknił za tym. Przychodziła do niego. że kona. Znów usłyszeć głos Kitiary. że jeszcze żyjesz. walcząc z bólem i z wysiłkiem utrzymując się na nogach. jak zawsze usiądzie obok niego i będzie jeszcze raz przeżywać bitwę. rzucającej wyzwanie wszystkim przybyszom.

Potem będziesz mógł odpocząć. Ale był taki słaby i rozdygotany. że są poważne. jakby miało wyskoczyć z piersi. — Tam stoi twój wróg. Skie. Były siebie warte. Kobieta posłała mu krzywy uśmiech i uniosła rękę. — Co to. ale domyślił się. zadawać śmierć. leniu. Skie otworzył oczy. Był zły na siebie. lecz mimo to Skie usłyszał. a był to ostatni dech w jego życiu. możesz być tego pewny. Lepiej. Zaczerpnął tchu. Nie widział Malys. Skie życzył im szczęścia. Wściekły. Błękitny smok uniósł głowę. Oto stała przed nim Kitiara. Wyczuwał obecność swej królowej. jeszcze śpisz? Pobudka! Będziemy dziś toczyć bitwy. jej niebieska smocza zbroja lśniła w słońcu. Nie chciałam ci przeszkadzać. Skie widział jednak Kitiarę i kierunek. Jeszcze jedna bitwa. Nie widział. Malys wyciągnęła łapę i zaczęła tkać magiczną sieć wokół czaszek totemu. Teraz nie widziała nikogo poza Malys. roześmiany głos Kitiary. Świetnie. Oddech wymieszał się z siarką w jego brzuchu. wskazując coś. mój śliczny Błękitku! — dobiegł go kpiący. Proszę. gasnąc wraz z życiem. Nogi mu drżały. który wskazywała. że zdychałeś. Nie mogły już dłużej utrzymać jego ciężaru i smok padł ciężko na podłogę swego legowiska. Nasi wrogowie nie śpią. Serce waliło mu. Skie dostrzegł oczy w tych czerepach. Przestał być jej przydatny. żeby mu się udało. Takhisis już nie dbała o niego. Zostało ci dość sił na jedną walkę. Smok zionął. kontynuuj. Rozwścieczona Malys zaatakowała go. jakie zadał jej obrażenia. Hałas był straszliwy. stawiać opór. Zagrzmiał grom i góra zatrzęsła się w posadach. jakie spędziliśmy razem. Ostrymi jak brzy58 . —' Skie. przynajmniej zostawić swój ślad na Malys. Powietrze rozdarł skwierczący trzask błyskawicy. jak Malys wrzeszczy z wściekłości i bólu.— Nie przeszkadzaj sobie — powiedziała zimnym tonem. Musiał walczyć. Wzrok pogarszał mu się gwałtownie. Przyszłam tylko zabrać kilka pamiątek po chwilach. — Zdaje się.

o dreszczu emocji wywołanym bitwą i więzi. Najwyraźniej Skie za długo przebywał poza rodzinnym światem. Kiedy smoczyca napawała się swoją zdobyczą i oglądała z satysfakcją wielką liczbę czaszek. że czasami miękkoskóre istoty z Krynnu podnosiły broń przeciwko smokom. na Szczycie Malys.. że kobieta poklepała go po boku szyi. jeśli uważał takie dziecinne przepychanki za prawdziwe bitwy. W świecie. że maltretuje jedynie nieczułego trupa. w którym stanowiły gatunek dominujący. Zmęczeni nieustanną walką o przetrwanie Malys i inni u59 . Wróciła myślą do swojego starego świata. jaka powstawała między jeźdźcem a jego smokiem. czuła. rozszarpała ciało i wydarła mu ziejącą dziurę w boku. by móc go zabrać do swego legowiska w nowym paśmie gór Goodlund. gdzie co dnia wybuchała jakaś krwawa bitwa o ustalenie hierarchii w klanie. — Świetnie się spisałeś. Bardziej zranił dumę smoczycy niż jej wielkie. Nie było już bólu ani strachu. który bez końca opowiadał jej o jakimś wydarzeniu nazywanym Wojną Lancy. Malys walczyła z kilkoma smoczymi jeźdźcami i nigdy w życiu nie widziała czegoś równie zabawnego. Malys nigdy nie lubiła smoków z Krynnu. Skie nic nie poczuł. Malys słyszała opowieści o tych starciach od Skie. Wywołał tylko niemiłe uczucie mrowienia. rozdęte cielsko. Ochłonąwszy z gniewu. budziły lęk i szacunek reszty żałosnych mieszkańców. które przebiegło przez jej ciało. i to je zepsuło. że moc w niej wzrasta od samego ich dotykania.. aż jaskinia spłynęła krwią. — Świetnie się spisałeś. Malys rzuciła się na konającego Skie. Słaby piorun Skie nie wyrządził Malys prawdziwej szkody. mój śliczny niebieski — rozległ się głos Kitiary i smok z dumą poczuł. To prawda. Wreszcie smoczyca uświadomiła sobie. Zadowolony. opuścił łeb na podłogę legowiska. rozrywając i szarpiąc jego ciało.twy pazurami przebiła jego łuski. i wyrwał duży kawał porośniętego łuską ciała z barku przedniej lewej łapy. wróciła do rozbierania totemu na części.

która szybko cichła. że Mina nie zrobiła niczego. lecz miała wrażenie. ludzkiej dziewczynie imieniem Mina.cieszyli się ze znalezienia tego tłustego i leniwego świata. jej działania cieszyły czerwoną smoczycę. lecz miała skłonność do wspominania ich z nostalgią. Malys nie potrafiła dokładnie powiedzieć. jak stary weteran. przysięgły jej służyć i oddawać cześć. nigdy nie przyszedł jej do głowy — i nic w tym zaskakującego. gdy tylko Malys się pojawiała. który sprowadził świat do tej części wszechświata. które niosły smoczych jeźdźców — Czarnych Rycerzy z Neraki — do bitwy z Solamnijczykami pod Solanthus. Często zastawała je na prowadzonej szeptem rozmowie. który wraca myślami do przeszłości. i to w raporcie o jego śmierci Malys po raz pierwszy usłyszała coś. pewnej nocy. A potem. Malys nie była przeciwna temu. Malys nie zwracała na nie większej uwagi — głównie dlatego. Mina usunęła tarczę chroniącą Silvanesti i zabiła biadolącego. samolubnego zielonego 60 . że coś knują. Tym. gdzie rządziła przemoc i siła. Słysząc doniesienia o tym Jedynym Bogu i szermierzu jego sprawy. co ją ogromnie zaniepokoiło — na Krynnie pojawił się bóg. Smoki Krynnu zmieniły się. gdyż Malys pochodziła ze świata pozbawionego przebiegłości. by smoki zabijały Solamnijczyków. A ostatnio kilka z nich znikło. Smoczyca otrzymywała raporty o kryńskich smokach. że mógł się przyczaić i szykować do natarcia. Pomysł. Smoki z Krynnu ukorzyły się przed nią. Ona i jej pobratymcy dali tym słabowitym kryńskim smokom cenną nauczkę. Lord Targonne tak by postąpił. że bóg przestraszył się jej przybycia i opuścił pole walki. rozszalała się ta dziwna burza. co to za zmiana. by ją rozzłościć. które przeżyły. Smoczyca jednak nie widziała jego śladów i mogła jedynie dojść do wniosku. Wręcz przeciwnie. Malys słyszała pogłoski o tym bogu — tym samym. Czerwone i niebieskie smoki nadal jej służyły i zjawiały się na każde wezwanie. lecz powinny skonsultować się najpierw z nią. Smoczyca nie tęskniła za tamtymi okrutnymi czasami. lecz poległ.

ale Beryl zawsze była impulsywną. Za późno Malys zdała sobie sprawę. zastanawiając się. ale byłą także olbrzymią. jak ujarzmić jego magię. Malys nie była zadowolona z wieści. że sami mogliby z niego skorzystać. Malys nie ufała Beryl. co się z nią stanie. potężną bestią i Malys nie potrafiła sobie wyobrazić okoliczności. nadmiernie rozemocjonowaną. i udało jej się tego dokonać. Zastraszone elfy Silvanesti poszły pod but Czarnych Rycerzy. nieżyjący już przywódca Czarnych Rycerzy. by wtrącić się i nie dopuścić do ataku. ukradkiem zaśmiewały się do rozpuku. gdyby tylko potrafili ustalić. Malys 61 . Z totemu nadal promieniowała moc. Pachniało jej to obecnością jakiegoś boga. ale. by czerwona smoczyca dbała o elfy. nierozsądną ciamajdą. Nie spodobało jej się także to. które korzyły się i płaszczyły przed nią stosownie. że jej kuzynka Beryl szykuje atak na krainę elfów Qualinesti. Być może uległaby pokusie. że panuje nad sytuacją. że lord Targonne nie panował nawet nad własnymi sprawami. Oburzona pomysłem. którzy przeżyli. Rzecz nie w tym. nawet po śmierci Beryl. O śmierci zielonego smoka zawiadomiło Malys dwóch służących Beryl — czerwone smoki. Beryl może i była ryczącą oślicą. Malys złościło to. zapewnił ją. Beryl poleciała. jak podejrzewała. Elfy Qualinesti opuszczały teraz zgliszcza swojej ojczyzny jak robactwo. że czerwone smoki napawają się śmierciąjej kuzynki. Co prawda w trakcie tego ataku smoczyca dała się zabić. Ludzcy generałowie. że w brudne ręce ludzkich istot mogłoby się dostać coś tak potężnego i świętego jak totem. ale takie postępowanie oznaczało zerwanie paktu.smoka Cyana Bloodbane. Jeden z kryńskich smoków podsunął Malys pomysł przywłaszczenia sobie totemu Beryl. lecz lord Targonne. w których banda elfów potrafiłaby ją pokonać bez boskiej interwencji. zaczęli przebąkiwać. Przypadkiem wspomniał o tej magicznej konstrukcji. by zaatakować i zniszczyć Qualinesti. nie ufała jej ambicji i chciwości. co usłyszała o śmierci Beryl. Nie okazywały stosownego szacunku.

Dokuczała jej rana. by zagarnąć go dla siebie. Chciała wrócić do ciemnego. jak jej moc ją wypełnia. że dziewczyna zabiła potężnego Skie. by przenieść go do swojego legowiska i dodała czaszki ofiar Beryl do własnych. był to smok metaliczny. Malys nie marnowała czasu. W końcu smoczyca dała za wygraną. z której wypełzł. Niespełna rozumu. . jeśli chodzi o owego boga. — Szaleniec. czy nie powinna dodać jego głowy do totemu. To tyle. w którym spoczywały jego zwłoki. odsuwając pogardliwym ruchem palca strzęp ciała i kości Skie.natychmiast poleciała. Malys owinęła totem Skie magią i przygotowała go do zabrania. Mocno chwyciwszy oplecione siecią czaszki i podkuliwszy zranioną łapę. spokojnego zacisza swojego legowiska i rozbudować swój totem. a uszkodzenie mięśni spowodowało zesztywnienie przedniej łapy. Wtedy nadeszła wiadomość od Miny. Malys przeszukała komorę legowiska Skie. Jego czaszka pewnie będzie przekleństwem. Spojrzała wściekłym wzrokiem na ranę na barku. jakiś dziwny zapach. lecz teraz go poznała. Malys przygotowała się do odlotu. Krwawienie ustało. ot co. Smok. Zaczerpnęła magii i poczuła. Przed odejściem jednak pociągnęła nosem w powietrzu i obejrzała się raz jeszcze. Przerwała na chwilę pracę. W chwili przybycia wyczuła coś niezwykłego. ale oparzenie piekło i bolało. i o ile Malys się poważnie nie myliła. ale nie znalazła śladu metalicznego smoka. żadnych rozrzuconych złotych łusek czy skrawków srebrnej skóry na ścianach. czyniąc ją silniejszą i potężniejszą niż kiedykolwiek. obejrzała się na zmasakrowane szczątki wielkiego błękitnego smoka i zastanowiła nad tym. Jeden z tych kryńskich smoków. Posłużyła się magią. Z początku nie potrafiła ustalić. co to za zapach. Rana jednak nie przeszkodzi jej w lataniu. Niech się lepiej z powrotem schowa w tej dziurze. a tylko to się liczyło. — Nie zasługuje na takie wyróżnienie — stwierdziła Malys. Malys wysunęła swe masywne cielsko z jaskini martwego niebieskiego smoka i odleciała ku wschodowi. Zgarnąwszy czaszki w magiczną sieć.

Z mocnymi łuskami na ciele czuł się dużo pewniej i łatwiej mu było ustać 63 . i doznał ukłucia żalu. Woń smoczej krwi była silna. I nie mógł nic z tym zrobić. żeby ponownie przybrać kształt smoka. co się stało z metalicznymi smokami. że to krew niebieskiego smoka. rozkoszując się tym doznaniem tak.5 Smok srebrny i błękitny Zwierciadło pozostawał w ukryciu. jak smoczyca rozszarpywała ciało Skie. Słyszał odgłosy walki. Przelał się w ciało smoka. Przyłożył dłoń do oślepionych oczu i przeklinał swe kalectwo. bo czuł się skrępowany i podatny na ciosy w wątłej. że obok jego ręki płynie strużka ciepłej cieczy. po odejściu Malys. Nieodmiennie cieszył się z przemiany. Zwierciadło zastanawiał się. Użył czarów. nawet czuł dumę. Kiedy poczuł. ale potrafił wyczuć ledwo przebijający przez nią zapach wody. dopóki nie nabrał całkowitej pewności. Zwierciadło uświadomił sobie. Zwierciadło słyszał wściekły ryk bólu Malys oraz to. Miał ważne informacje dotyczące prawdziwej natury Jedynego Boga. Wiedział też. jak przeciągający się długo i leniwie człowiek. co ma zrobić. domyślił się. bezskrzydłej ludzkiej postaci o miękkiej skórze i kruchych kościach. ponieważ węch miał dużo lepszy w tej postaci niż w mizernym ludzkim ciele. gdy smok zginął. że coś jednak będzie musiał zrobić — potrzebował jedzenia i picia. Teraz. że Malys odleciała i nie wróci. gdy Skie sprzeciwił się ohydnej czerwonej smoczycy.

18* Nie zabiłem Skie — powiedział Zwierciadło. sądząc po tonie głosu i lekkiej woni siarki. „Lub raczej. — Teraz jednak widzę. słysząc jej imię. Miał nadzieję. Miał dużo ostrzejszy wzrok. Nie mogłeś pokonać potężnego Skie.na czterech nogach niż na dwóch. miałem kiedyś ostrzejszy wzrok" — poprawił się srebrny smok. Niezależnie od przyczyny smok był niezmiernie zaskoczony. Ledwo potrafisz się poruszać po tej jaskini bez wpadania na ściany. zastanowił się nad zaspokojeniem głodu. który poznał ten głos w burzy. ale zmysły podpowiadały mu. znajduje się w tej jaskini. Może to on stępił zmysły Zwierciadła. który płynął przez obszerną jaskinię. Niebieski jaszczur musiał wlecieć do legowiska Skie głównym wejściem. że nie powinien. która go otaczała. a może to głód uczynił go nierozważnym. W powietrzu wisiał silny zapach krwi i śmierci. gdy usłyszał czyjś srogi i zimny głos. od razu przejaśni mu się w głowie. przemawiając w smoczym języku. że to ty jesteś za to odpowiedzialny — rzekł smok. którego szuka. Posadzka była mokra i śliska od posoki. 19* Więc kto? Takhisis? Zwierciadło zdziwił się. Przypominając sobie obronne czary. że uniknie wracania do głównej komory legowiska. Kiedy Zwierciadło uciszy burczenie w żołądku. Nie był jedynym smokiem. Jego zmysł węchu byl teraz dużo czulszy i wkrótce Zwierciadło znalazł strumyk. gdzie leżały szczątki Skie. Skie upolował górskiego kozła i nie zdążył go zjeść. — Z początku myślałem. niosący się echem po grocie. Głód'zmusił Zwierciadło do powrotu. potrafił dostrzec jelenia biegnącego przez pole oddalone od niego o mile. Napił się do woli. Zwierciadło był tak skupiony na swym uczuciu głodu. a kiedy ugasił pragnienie. Zwierciadło odwrócił ślepe oczy w stronę nieznajomego — błękitnego smoka. 64 . że kozie mięso. że się myliłem. a potem uświadomił sobie. Zwęszył kozę. że go nie zauważył.

co tu robisz.byłem partnej rem marszałka Medana z Qualinesti. srebrzysty. nieufny. w jego głosie przebijał smutek i żal — . Ponieważ jesteś srebrnym smokiem. — Jak ci na imię? Ja nazywam się Zwierciadło.29* Można tak powiedzieć. Jestem. Był zbyt słaby. 36* Otrzymałeś odpowiedzi? 37* Tak — odparł srebrny smok. 34* Zuch z niego! — ryknął błękitny smok. Działała w samoobronie. a kiedy znów się odezwał. żeby uratować marszałka. 41* Nie mogę w to uwierzyć! 42* Uwierz — powiedział ponuro Brzytwa. Ona zemściła się na nim w ten sposób. — Jezioro Śmierci — tak nazywająje elfy. gdy je usłyszałeś? 39* Raczej nie — przyznał Zwierciadło. 30* Oczywiście. może cię zainteresuje wieść. Przyleciałem za późno. że go zdradziła. — Na własne oczy widziałem zniszczenia. 40* Aha. że go zdradziła — potwierdził niebieski smok.. 38* Czy byłeś zaskoczony. srebrny smoku. Zwierciadło był podejrzliwy.. lecz mimo to nie poddał się bez walki. twierdząc. i dlaczego tak tu cuchnie Malys? 33* Malys zabrała totem Skie. Był śmiertelnie ranny. Chyba ją zranił. ale za to byłem świadkiem śmierci ogromnej 65 . a ja radzę so. — Mam nadzieję. Mnie nazywają Brzytwa. — Czy kiedykolwiek postępowała inaczej? 31* Pogubiłem się — powiedział Zwierciadło. bie teraz sam. że Malys dostanie gangreny i zdechnie. który spowodował jego śmierć. Nie odpowiedziałeś jednak na moje pytanie. że Qualinesti zostało zniszczone — dodał Brzytwa. Skie zaatakował ją pierwszy. Tylko tyle zostało z niegdyś pięknego miasta. — Mówimy o Minie czy o Takhisis? 32* Praktycznie biorąc. Dziewczyna imieniem Mina raziła go magicznym pociskiem. — niebieski smok umilkł. On nie żyje. chociaż prawdopodobnie niezbyt poważnie. Po co tu przybyłeś? 35* Miałem pytania — powiedział Zwierciadło. są tym samym. Zatem.. Strażnik Cytadeli Światła..

ludzie. Jezioro Śmierci. od jej potwornego ciężaru tunele się zawaliły i w ziemi otworzyła się ziejąca jama. zabili wielu naszych pobratymców. Wiele elfów zdołało nimi uciec. że to ich czary. zwierzchnicy nigdy by nas nie znaleźli. 48* Ona walczy tylko we własnej obronie — odparł Zwierciadło. Ci zwierzchnicy. 46* Beryl nie żyje — szepnął Zwierciadło. Niebieski smok zaśmiał się cicho. Gdyby Takhisis nie skradła świata.zielonej smoczycy Beryl. Elfy zamierzały zabić leżącą bezradnie na ziemi smoczycę. Zamordowały ich wielkie smoki. Powinieneś się cieszyć ze zwycięstwa naszej królowej nad nimi. 44* Takhisis? 45* Po prostu chciała się pozbyć kolejnego rywala i elfów jednocześnie. byliby teraz żywi: smoki. — Chętnie posłuchałbym o tym — rzekł Zwierciadło. Cokolwiek o niej myślisz. 47* Twoich nieprzyjaciół także. jak sami siebie nazywają. Elfy z Qualinesti zostały ostrzeżone o jej nadejściu i były na to przygotowane. Do każdego pocisku przymocowany był sznur wzmocniony magią. ale w ostatecznym 66 . Takhisis likwiduje swych nieprzyjaciół jednego za drugim. ale ich plan nie wypalił. — W jego tonie pobrzmiewała ponura satysfakcja. Elfy oczywiście myślały. Ziemie Qualinesti zniszczone. 43* Nie wątpię. jest boginią naszego świata i walczy w naszej obronie. — Tak jak zawsze. kenderzy. elfy. — I moich. To wszystko jej wina. która ściągnęła Beryl z nieba. srebrny smoku — stwierdził Brzytwa. Stały na dachach domów i wypuszczały w jej stronę tysiące strzał. zatapiając Qualinost i zmieniając go w olbrzymie jezioro. Z tysięcy włókien magicznego sznura powstała sieć. To była jej magia. lecz podziemne korytarze ostatecznie przyczyniły się do zagłady miasta. Nieprawda. którzy zginęli. — Skie nie żyje. Wody Rzeki Białego Gniewu wystąpiły z brzegów i wpłynęły do przepaści. Ci. elfy razem z krasnoludami wykopały tunele pod Qualinostem. Kiedy Beryl spadła na ziemię. Widzisz.

— Nie jestem pisklęciem. ale mógł się domyślić. 51* A dlaczego miałby ci to powiedzieć. zostawi po sobie ślad na nieprzyjacielu. — powtórzył Brzytwa. — Więc to właśnie zrobiła. jak wygląda. o czym myśli Brzytwa. Nie mogłem pozwolić. może z kilkoma dowodzącymi dzielności szramami na klatce piersiowej i głowie. siekł ogonem w jedną i w drugą stronę. Nie jestem z siebie dumny. by zadowolić nawet ciebie — odparł Zwierciadło. srebrny smoku? — spytał szyderczym tonem Brzytwa. bo to ona nas tu sprowadziła. twój najbardziej znienawidzony wróg! A ty próbowałeś ocalić mu życie! — szydził Brzytwa. 53* To błękitny smok. po drugiej ślepy srebrzysty. wachlował skrzydłami w cuchnącym krwią powietrzu. — Przyszedłem do Skie w poszukiwaniu odpowiedzi na swoje pytania. tak jak Skie. Za to mi podziękował. — Ocaliłem go z wystarczająco zimnego wyrachowania. Powoli poruszał ogonem w prawo i w lewo. Tak mi powiedział. Zwierciadło nie widział błękitnego smoka. Podrapał pazurami skałę. żeby dać się nabrać na taką gadkę kendera. ale przynajmniej dzięki mojej pomocy Skie pożył wystarczająco długo.. Zwierciadło przygotował zaklęcia na wypadek. To ona. — Takhisis skradła świat — powiedział Brzytwa zamyślonym tonem. Wykorzystałem go. tak. jak powie67 . 52* Bo próbowałem ocalić mu życie. 50* Według Skie. Przynajmniej jednak Zwierciadło. Niebieski smok milczał. by zadać cios Malys.. gdyby Brzytwa postanowił zaatakować. Przyznaję to. Weteran walk o błyszczących jasno łuskach.rozrachunku to Takhisis jest odpowiedzialna za ich śmierć. Walka nie byłaby wyrównana — po jednej stronie zaprawiony w walkach niebieski smok. 49* Skradła świat. Zwierciadło nie wiedział. Błękitny jaszczur skrobał szponami skałę. — Sprowadziła nas tutaj. niespokojnie łopocząc skrzydłami. żeby umarł i zabrał odpowiedzi z sobą do grobu.

35* Jeśli mamy walczyć — powiedział Zwierciadło — proszę cię. 31* Powiedz mi. a jeśli się nie mylę.działeś. której szukasz. a one zaprowadziły mnie tutaj. — Gdzież honor w bitwie ze ślepym przeciwnikiem? Koza. 33* Pytania — rzekł lekceważąco Brzytwa. kiedy usłyszałeś jej głos? Czy poczułeś. jak coś się budzi w twym sercu. Może gdyby nie sprowadzono nas tutaj. nie dlatego. gdy już się posilę. Słucha rozkazów. Niemniej jednak — dodał posępnie niebieski smok. Czy pogrążył się w myślach. lecz dlatego. w twej duszy? Niczego takiego nie czułeś? 32* Czułem — przyznał Zwierciadło. i na jego dźwięk przeszedł mnie dreszcz emocji. wiedziałem. jest odpowiedzialna. by zemścić się za nas na naszych wrogach. czuję w jaskini zapach świeżego koziego mięsa. Dziecko bite przez ojca nadal będzie się do niego garnąć. jeśli nie po to. 36* Nie zamierzam walczyć z tobą— rzekł zniecierpliwiony Brzytwa. zmęczony i głodny. że innego nie zna. Na myśl o jedzeniu zakruczało mu w brzuchu. — Po co przybyłeś do legowiska Skie. Mimo to jest naszą boginią. 30* Jej wrogach — rzekł chłodno Zwierciadło. Umieram z głodu. — Kiedy usłyszałem głos w burzy. machając ogonem — Takhisis jest moją boginią. srebrny smoku — zaciekawił się Brzytwa — co czułeś. — Inaczej by się nie fatygowała. żyłaby dziś. abyśmy to zrobili. i walczy. 68 . W jednym z tych totemów znajduje się czaszka mojej partnerki. 34* Więc dlaczego nie wstąpiłeś do jej armii? — spytał Zwierciadło. by zadać mu pytanie? Brzytwa nie miał odpowiedzi. Potem jednak zacząłem zadawać pytania. że to głos boga. tak jak za dawnych czasów. o jakieś dwie długości szpona od ciebie. że rodzic jest dobry czy mądry. czy może był wściekły i planował atak? Zwierciadło nie wiedział i nagle poczuł się zmęczony tą rozmową. zastanawiając się nad tym wszystkim. leży po lewej stronie. — Dobry żołnierz nie zadaje pytań.

co może zrobić. Musiały ponieść klęskę. Zwierciadło słuchał go tylko połową umysłu. Czarnym Rycerzu imieniem Gerard. niósł żebraczą miskę. Uporał się z własnym kryzysem wiary. co mu leży na sercu. ze smutkiem i dumą opowiadał o marszałku Medanie. żywiąc się ochłapami. i zamierzał się nim delektować. Takhisis spowiła nas w ciemność. Teraz miał już jakieś pojęcie o tym. którzy przeszukują bezmiar oceanu. Początkowo wydawał się małomówny. jakie jadł od dawna. ponieważ nikt z jego gatunku nigdy nie czcił Takhisis. że może komuś opowiedzieć. Błękitny smok na pewno był syty. W jego przypadku nie był on zbyt głęboki. Zwierciadło zabrał się do pożerania kozy. gdyby tylko udało mu się zdobyć na to środki. Ich miłość i wierność była zarezerwowana dla Paladine^. ale teraz paszcza mu się nie zamykała. że Paladine nadal istnieje. Nim nasycił swój głód. a przynajmniej tak powiedział Skie. Mówił też o pewnym smoczym jeźdźcu. by dać znak tym. bo widział swoją zdobycz. Czy Paladine był gdzieś tam i szukał swoich zaginionych dzieci? Po burzy metaliczne smoki wyruszyły na poszukiwanie bogów. Gdzieś tam Bóg Światła nadal nas szuka. gdyż w drugiej rodził się już pewien pomysł. że 69 . Boga Światła.Zwierciadło nie potrafił pomóc błękitnemu smokowi. jego towarzysz znów zamilkł. ukryła przed jego wzrokiem. że znalazł sobie przyjaciela. jakby czuł ulgę. bo Takhisis nadal nie miała rywala. Błękitne są towarzyskimi smokami i Brzytwie nie'spieszyło się do odejścia. któremu najwyraźniej się zdawało. Opisał śmierć swojej partnerki. Zasiadł do pogawędki. Nie zaproponował towarzyszowi poczęstunku. Kiedy Zwierciadło przemierzał krainę w ludzkiej postaci. Najpierw jednak musiał się pozbyć tego niebieskiego smoka. jakim jest wszechświat. To było pierwsze świeże mięso. Zwierciadło słyszał. Mimo to Zwierciadło wierzył. Na szczęście jedzenie zwalniało go z konieczności odpowiadania inaczej niż kilkoma pomrukami. musimy znaleźć sposób. Jak rozbitkowie na morzu.

co Skie powiedział o totemach i zaginionych metalicznych smokach — . 44* Może znałeś ją kiedyś. zagarnęła ich moc na swój użytek. Powiedziały. Powiedział. które przyłączyły się do niej. tylko jedna osoba zna myśli Takhisis. kiedy to mówił. 37* Co wiesz o totemach ze smoczych czaszek? — spytał ostrożnie Zwierciadło. Jeśli ktokolwiek zna tajemnicę totemów. — Ale Mina spotkała mnie zaledwie kilka miesięcy temu.smok się ruszył. 41* Z tego. co słyszałem. 43* Jestem Strażnikiem Cytadeli. Czemu pytasz? 39* Skie powiedział coś o nich. srebrny smoku. Mógł majaczyć. że Mina jest ulubienicą Takhisis i niesie z sobą błogosławieństwo bogini. Mylił się. czaszka mojej partnerki zdobi jeden z nich. żeby nie wyjawić wszystkiego. 38* Wystarczająco dużo.. będzie to Mina. Rozmawiałem z wieloma smokami. Brzytwa tylko zmieniał pozycję. 42* Wręcz przeciwnie — powiedział w zamyśleniu Zwierciadło. niż ci się zdaje. Wydawał się na wpół obłąkany. -— Co to znaczy? To wszystko jest bardzo niejasne — stwierdził Brzytwa. — Brzytwa warknął. . ślepy. i miał nadzieję. słaby i osamotniony. — Ona była wychowanicą Cytadeli. Brzytwa parsknął z powątpiewaniem. Poznała mnie.coś o tym.. ale teraz uznałaby cię za wroga. kiedy była dzieckiem. że Takhisis przywłaszczyła je sobie. 70 . przywódczyni armii Jedynego Boga. 45* Tak by się zdawało — zgodził się srebrny smok. — Jak już mówiłem. 40* Wybacz. Znałem Minę.. „Skoro nie mogę się go pozbyć — pomyślał kwaśno srebrny smok — posłużę się nim". Aczkolwiek dla ciebie to niewiele znaczy. a jest nią ta dziewczyna. ale nie powiedział nic więcej. Znałem ją. Byłem w ludzkiej postaci. — Zwierciadło musiał się sporo nagłowić. że niebieski jaszczur wreszcie jest gotowy do odejścia. pamiętasz? — przypomniał Zwierciadło. Mina. — To może znaczyć dużo więcej. by usadowić się wygodniej.

23* Widzę — odparł Brzytwa.ale darowała mi życie. co tu się dzieje. Zawsze zadawała pytania. który potrafił opłakiwać swego poległego jeźdźca. by wlec się w tempie ludzkiej istoty. chociaż formy czasowników dla osób „my" i „ja" w języku smoków są całkiem inne i łatwo je rozróżnić. 71 . Mocno się otrząsnął. Czas upływa.. Oto błękitny smok. 25* Nie mamy czasu na takie bzdury. W świecie dzieją się doniosłe wydarzenia. śmiało spojrzymy w oczy Minie i zażądamy. pieszo. Musisz polecieć ze mną. a nie tylko ślepy — że pójdziemy razem. starannie ukrywając uśmiech. a mimo to strofował ludzką istotę za sentymentalne przywiązanie do znajomych z młodości.. — Oszczędziła cię z sentymentalnej słabości — rzekł z pogardą Brzytwa. Żebrać! Od ludzi! — Brzytwa pokręcił głową. 19* Jednakże w tym przypadku taka słabość mogłaby się okazać dla nas przydatna — kontynuował Brzytwa. — Wszystkie istoty ludzkie. Jakiekolwiek plany sam ułożył.. jakby Zwierciadło był głuchy. co było konieczne. Nie możemy marnować czasu na to... 21* Powiedziałem — Brzytwa podniósł głos. 20* Powiedziałeś „pójdziemy"? — spytał zdumiony Zwierciadło. Dotarłeś tu. a jednak najwyraźniej nie powstrzymało cię ono od zrobienia tego. by wyjawiła nam plany naszej królowej. Może przypomniała sobie chwile. Zwierciadło nic nie powiedział. — Widzisz moje kalectwo. i rozpostarł skrzydła. Muszę żebrać o pożywienie i schronienie. 24* Podróżuję powoli. aż mu łuski zagrzechotały. mają tę wadę. Pójdziemy do Miny i dowiemy się. prawda? Zwierciadło nie mógł temu zaprzeczyć. — Sądziłem. — Doskonale. że się przesłyszał. Naprawdę sądził. od głowy do czubka ogona. nie uwzględniały one współpracy z błękitnym smokiem. nawet te najlepsze. które w dzieciństwie spędziła ze mną. 22* To niemożliwe — uciął srebrny smok.. — To poważne okaleczenie. że wolałbyś umrzeć z głodu.

Przybrał postać młodego mężczyzny o srebrnych włosach. dopóki z nią nie porozmawiał. Zwierciadło był 72 . ale oględnie i wymijająco o pozostałych. kalecząc swe wątłe ciało. Odleciały one na skrzydłach magii. — Jeśli nie pójdziesz ze mną— dodał Brzytwa. nie mógł być tego pewien. Mina była tą drugą istotą i chociaż Zwierciadło nie przypuszczał. niż chcesz przede mną ujawnić. Jego głos nie brzmiał zarozumiale. porzucając silne. Mówisz bardzo gładko o pewnych informacjach. co powiedzieć.Zwierciadło nie wiedział. ale niezbyt rozsądna. widząc. Taka śmierć byłaby honorowa. że szlachetnym rozwiązaniem byłoby sprzeciwić się niebieskiemu smokowi i zginąć w krótkiej i brutalnej walce. że Skie powiedział ci więcej. Srebrny smok nigdy bardziej gorzko nie żałował swojej ślepoty niż w tej chwili. W związku z tym albo pójdziesz ze mną abym mógł cię mieć na oku. Podejrzewał. Zwierciadło był jedną z dwóch istot na Krynnie. potężne smocze ciało na rzecz słabego. że Zwierciadło nie może się zdecydować — będę zmuszony cię zabić. był tak nieprawdopodobnie absurdalny. ubranego w białe szaty mistyka z Cytadeli. delikatnego ciała ludzkiej istoty. Sądzę. lecz zostały schwytane i uwięzione przez Jedynego Boga. Zwierciadło zmienił kształt. 21* Taki miałem zamiar — odparł Brzytwa. by znaleźć bogów. Poślizgnął się w krwi Skie i upadł na kolana. jedynie rzeczowo. Pomysł. żeby te informacje przepadły razem z tobą. 20* Zostawiasz mi niewielki wybór — rzekł srebrny smok. że ślepiec miał ogromną ochotę roześmiać się na głos. srebrnych i złotych smoków. wymachiwał dookoła ludzkimi rękami. że ślepy srebrny smok miałby jechać na grzbiecie błękitnego jaszczura. albo dopilnuję. jakie ci przekazał Skie. Stawiał chwiejne kroki. które wiedziały o odejściu jego pobratymców. Potwornie okaleczone oczy zasłonił czarną opaską. by mu cokolwiek powiedziała. potykając się na każdym kamieniu w jaskini. Poruszając się powoli na ludzkich stopach.

Dotyk ciepłych promieni słońca na karku powiedział Zwierciadłu. Poczuł woń siarki. Nastąpił huk i odgłos pękającej skały. podobne do klejnotów wprawionych w zielony aksamit łąk. Oczami wyobraźni zobaczył szarofioletowe góry zwieńczone pierwszym śniegiem o tej po73 . unosił się silny odór śmierci. Na skalnym występie przed grotą Brzytwa odetchnął świeżym powietrzem. a potem łoskot ton kamieni spadających z urwiska. i pomógł mu wgramolić się na swój szeroki grzbiet. a potem rozpostarł skrzydła i wzbił się w chmury. po czym zawrócił i odleciał w innym kierunku. gdzie leżały zmasakrowane zwłoki Skie. Oby o każdym z nas można było to samo powiedzieć. — Tak oto odchodzi Khellendros. Kierował nawet jego krokami. Srebrny smok czuł. a potem robi gwałtowny wydech. Zwierciadło domyślił się. Brzytwa spuścił skrzydła w ostatnim salucie. jak ten jemu. — Był dzielnym wojownikiem. złocące i się czerwieniące wraz z nadejściem jesieni. Spełniwszy swój obowiązek wobec zmarłego. że lecą na wschód. W legowisku. tak oddanym swemu jeźdźcowi. Błękitny smok był żołnierzem i nie naśmiewał się ze Zwierciadła. znany jako Skie — rzekł Brzytwa. Wyobraził sobie drzewa. gdy nadejdzie nasz czas na odejście z tego świata. podtrzymując go łapą. co planuje niebieski smok i zgodnie z poleceniem chwycił się mocno grzywy. dudniących i grzechoczących wśród grzmotu pioruna. Srebrny smok trzymał się mocno grzywy Brzytwy. czując na twarzy silny podmuch wiatru. usłyszał skwierczący trzask błyskawicy. że cała góra wali się w gruzy. Brzytwa wypuścił jeszcze jeden piorun i tym razem Zwierciadłu wydało się. Zwierciadło trzymał się mocno grzywy niebieskiego smoka i ściskał jego boki kolanami. — Trzymaj się — uprzedził Brzytwa. Oba smoki z ulgą opuściły jaskinię. Wzniósł się wysoko w niebo i zatoczył szeroki łuk.wdzięczny za jedno — nie musiał widzieć wyrazu litości na twarzy Brzytwy. jak Brzytwa napełnia płuca.

.rze roku. postanowił nie powtarzać pytania. Zwierciadło nie umiał odpowiedzieć. — Dlaczego płaczesz. srebrny smoku? — spytał Brzytwa. po chwili namysłu. Daleko w dole leżały niebieskie jeziora i wijące się rzeki ze złotą plamą wioski zwożącej jesienną pszenicę lub szarą kropką szlacheckiego dworu otoczonego polami. a Brzytwa.

lecz z okoliczności więźniem. Kiedy się odzywał. woląc okropności świata sennych marzeń od rzeczywistych koszmarów. odkąd usłyszeli straszne wieści o śmierci Królowej Matki i zniszczeniu stolicy państwa elfów Qualinost. Nie uronił łzy od tej nocy. a jadł bardzo niewiele. Samotnie spożywał posiłek. ani do członków ich eskorty. ani do Plancheta. by zadać jedno pytanie: Jak daleko jeszcze do miejsca spotkania? Lwica obawiała się. młody król Qualinesti. siłą woli wynurzając się z mrocznej toni. Będąc królem z nazwy. Minęły dwa tygodnie. że niknie w oczach. Wyszedł z tego. że Gilthas mógł znów popaść w dawną chorobę. choć wcale nie miał z czego tracić wagi. nie odezwał się prawie słowem do nikogo — ani do niej. która wywołała u niego senność i brak dbałości o cokolwiek. Spał samotnie. wpadł w głęboką depresję. Był dobrym królem i wspomagał swą 75 . tak bardzo schudł. Jechał samotnie. rysy stężałe i posępne. która nękała go we wczesnych latach przymusowego sprawowania rządów nad ludem Qualinesti. Twarz miał bladą.6 Kamienna forteca umysłu Dzika Elfka imieniem Lwica obserwowała swojego męża z rosnącym zatroskaniem. w której omal nie utonął. Od tamtej pory Gilthas. okrywając się kocem i odsuwając się od niej. kiedy próbowała dodać mu otuchy swoją obecnością. robił to tylko po to. Nie opłakiwał matki. milczący i ponury. Wydawało się. gdy usłyszeli okropne nowiny. Często przesypiał w łóżku całe dnie.

nie podjął dyskusji. wpatrując się niewidzącym wzrokiem w drogę przed sobą. Co z tego. który jechał w pojedynkę wśród swoich strażników. jadąc obok Plancheta. 46* On obwinia siebie — powiedziała Lwica. lecz popatrz. nie odrywając oczu od króla. 47* Ale za jakże straszliwą cenę — powiedział Planchet. dowodzonych przez jego żonę. Nie dostrzega tego.władzą rebeliantów. który doprowadził do zagłady miasta i śmierci tylu setek elfów. — Silvanesti walczyli ze snem. Planchet obawiał się tego samego. Przyboczny i lokaj Jego Wysokości wraz z Lwicą byli osobami odpowiedzialnymi za wyciągnięcie Gilthasa ze świata koszmarów i sprowadzenie go znów między tych. 49* Nie jestem tego pewien — odparł Planchet. — Oni odzyskali swoją ojczyznę. Planchet potrząsnął głową. co zostało spalone. skoro jej armie nie zostały rozbite. że dzięki jego planowi Beryl nie żyje. My możemy zrobić to samo. można odtworzyć. co naprawdę gryzie Gilthasa. że wiele z nich zginęło. do czego ich to doprowadziło — do jeszcze większego lęku przed światem zewnętrznym i próby odizolowania się za ochronną tarczą. które przerwały. którzy wałczyli z tyranią Czarnych Rycerzy. Silvanesti wrócili do swoich domów. — Obwinia się za to. — Qualinesti mają więcej rozumu — upierała się Lwica. by walczyć z koszmarem — powiedziała Lwica. Nie chcąc się z nią spierać. Zniszczenia można odbudować. 48* To. że wszystko. którzy go kochali i potrzebowali. Przepadło wraz z wieścią o śmierci jego ukochanej matki i zniszczeniu stolicy państwa elfów. To prawda. A to spowodowało katastrofę. że jego lud nigdy już nie będzie mógł wrócić do Qualinostu. nadal palą i pustoszą nasz piękny kraj. że Beryl nie żyje. co zyskał. że zostawił tam matkę na śmierć. a potem przyboczny króla rzekł cicho: — Ty wiesz. — On wie. lecz te siły. Obydwoje patrzyli z troską na samotnego elfa. Obwinia się za plan. zostało stracone. Przejechali kilka mil w milczeniu. prawda? 76 . Wydawało się jednak.

w której krył się przed światem. Wiedział lub podejrzewał.! Lwica milczała przez kilka długich chwil. wyobrażając sobie spokój. którzy zdołali uciec z Qualinesti i czekali na niego na skraju Równin Pyłu. by wpuścić jej współczucie — współczucie. jakiego by zaznał. Musiałby opuścić zaciszny kąt. lecz zmuszony był je prowadzić. nigdzie na świecie. W końcu był częściowo człowiekiem. że żona smuci się i martwi o niego. Wezmą go za mordercę i będą mieli rację. Mimo to Gilthas zaglądał w każdą mijaną po drodze rzekę. Młody król bał się spojrzeć w twarz uciekinierom. którą złożył matce. Nie widział nadziei dla nikogo. Nie mógł tego znieść. a potem odparła półgłosem: — Chyba tak. zamknął w fortecy o kamiennych murach. Jego plan okazał się katastrofalny w skutkach. Spowodował śmierć jego matki. Uciekł i zostawił swój ginący lud. Może oskarżą go o rozmyślne zaplanowanie zagłady Qualinesti. lecz to wymagało wysiłku. 77 . W swej depresji gotów był uwierzyć w najbardziej fantastyczne przypuszczenia. Obietnicę złożoną zmarłemu trzeba spełnić. — On obwinia się za to. Ze łzami w oczach Lwica pokiwała głową. Chciałby otworzyć bramy i wpuścić ją do środka. przemierzyć dziedziniec pamięci i otworzyć wrota. Tylko jedna wątła nić łączyła go z tym życiem: obietnica. Nie dla swojego dobra. że jest tchórzem. że nie znalazł się wśród zabitych — stwierdził Planchet. Obiecał Lauranie. wyjść na słońce. że boli jato. Sprowadził zniszczenie na Qualinesti i jego obrońców. Ostatnio zaczął się zastanawiać. Jeszcze nie teraz. iż się od niej odsunął. i nie będą się mylić. lecz dla dobra swojego ludu. Pomyślą. w którym się schronił. gdyby jej wody zamknęły się nad jego głową. Wiedział. Może nigdy. że stanie na czele elfich uchodźców. by dalej znosić tę męczarnię. Gilthas nienawidził tego życia. na które nie zasłużył. czy to wystarczający powód. Gilthas obwiniał siebie.

jak żartem twierdził młody król. co musi. Senatorzy będą mogli wybrać nowego władcę. ani nikogo innego. którym jesteś" — szydził z siebie samego w duchu Gilthas. „Jakie to podobne do tchórza. Tam zrobi to. Wzrokiem wybiegał przed siebie. co się stało? — spytał. tych. „Uchylaj się od tej odpowiedzialności.. On sam powróci do Jeziora Śmierci. jak żona woła go po imieniu. Był jednak władcą i nie mógł nie słyszeć głosu komendanta..Rozważał pomysł. gdzie spoczywały ciała jego matki i jego ludu. Nie dopuszczał do uszu łagodnego i czułego głosu żony. Przechodziła od jednego do drugiego całkiem nieświadomie. i tam nastąpi kres jego cierpień. bo nie czuł się godny miłości ani jej. Takie posępne rozmyślania snuł młody elfi król.. dzień po dniu jadąc samotnie. 20* Otrzymałam raport. Po tonie poznał.. — Lwica przerwała i zrobiła głęboki wdech. ale nie miała wyboru. Zrzeknie się tronu i przekaże wszystko senatowi. jako należną mu karę. 78 . Spełni swoje przyrzeczenie. Pogrążony w rozmyślaniach. by wysłać pośrednika w celu uniknięcia bezpośredniego spotkania z uciekinierami. na wieki. kilka raportów. a drugi żołnierski. Głosem wojskowego komendanta można byłoby ścinać niewielkie drzewa. tak jak uchylałeś się od innych". Głos żony był łagodny i czuły. a potem będzie mógł odejść wolno. dopóki dawno temu Gilthas nie zwrócił jej na to uwagi. którzy dzięki szlachetnemu wysiłkowi krasnoludów z Thorbardinu zdołali zbiec tunelami wykopanymi rękami krasnoludów pod krainą elfów. Bała się powiedzieć mu o tym. 19* Tak. Stanie z nimi twarzą w twarz. ku jednemu celowi — miejscu zgromadzenia uchodźców z Qualinostu. że żona przynosi złe wieści. Lwica miała dwa głosy — jeden żoniny. odwracając się ku niej i przygotowując na najgorsze. Był królem. usłyszał. Zniesie ich gniew i ból w milczeniu. jak go nazywał Gilthas.

zrozumiała i przyswoiła sobie informację... jeśli zajdzie potrzeba. 79 . — Pójdziemy przez Równiny Pyłu do Silvanesti.. że służy bogu znanemu jako Jedyny Bóg. by zdobyć i zająć Qualinesti. Nagły odjazd króla zaskoczył jego przybocznych. To Czarny Rycerz. — To ja muszę im o tym powiedzieć.— Wojska Beryl. że zostały rozproszone i wybite. jakby dochodził zza zamkniętych drzwi. którzy chcą dostać darmową ziemię. dobrze zaopatrzeni i szybko maszerują. a potem zawrócił i dał koniowi ostrogę.. 50* Ten Samuval twierdzi. o których myśleliśmy. których ta kraina jest prawowitą własnością. Musieli popędzić swoje konie do cwału. 54* Mój mężu. Wszyscy. że to możliwe. jak możesz sobie wyobrazić. jaką niesie swoim żołnierzom. że mają nowego przywódcę. Druga wczołgała się jeszcze głębiej w ciemny kąt jego więziennej celi. które sprawiło. Musimy ostrzec nasz lud. Był stłumiony. żeby go dogonić. żeby uprzedzili uchodźców. Oni już wyruszyli. 53* Nie — przerwał jej Gilthas. który słucha rozkazów nowego Pana Nocy. Każdemu nicponiowi i wyrzutkowi ludzkiej rasy spieszy się dostać kawałek naszej pięknej krainy... Lwica nie poznała jego głosu. Nie mamy dużo czasu. przegrupowały się i ponownie sformowały. — Lwica odezwała się głosem żony. — Są dobrze uzbrojeni. Gilthas patrzył na żonę w milczeniu. Gilthasie — podsumowała Lwica. Tyle że musimy iść szybciej. dziewczyny imieniem Mina. 52* Będziemy postępować zgodnie z oryginalnym planem — odpowiedziała. czułym i kochającym. muszą się tylko zaciągnąć do wojska kapitana Samuvala. Jego armia jest olbrzymia. męża imieniem Samuval. niż przewidywaliśmy. Jedna część jego jaźni usłyszała. Wieść. Gilthas uciszył ją spojrzeniem. 51* I co wtedy? — spytał Gilthas. — Twoje zdrowie. ale wydaje się. Będę jechać dzień i noc. że słowa zamarły jej na wargach. Wyślę jeźdźców naprzód. Nie sądziliśmy. brzmi następująco: Jedyny Bóg odebrał Qualinesti elfom i zamierza je oddać ludziom.

którzy żyli na pustyni i trzymali się z dala od wszystkich. Miejsce. dobytek. znajdowało się na wybrzeżu Nowego Morza. wystarczająco blisko Thorbardinu. pożerające ziemię robaki. gdyby tylko mogli. Aby uniknąć podróżowania przez jej terytorium. Gilthas zamierzał przeciąć Równiny Pyłu.Westchnąwszy głęboko. nie interesując się resztą świata. aby krasnoludy mogły pomóc w obronie uchodźcom. Zostawili domy. przynajmniej tak im się wydawało. ale w sercach przechowywał szczere przekonanie. Elfy były pewne. uchodźcy ściągali na miejsce spotkania. w którym nie byliby panami tej krainy. wonne ogrody i piękne miasto Qualinost z jego błyszczącą Wieżą Słońca. ale nie na tyle blisko. Lwica poszła w ich ślady. Ta ziemia należała do Qualinesti od zawsze. że wszyscy na Ansalonie muszą im potajemnie zazdrościć twierdzy i zagarnęliby Thorbardin dla siebie. by zaniepokoić krasnoludy. jak królestwa elfów rozpadły się na połowy po zażartych bratobójczych wojnach. ponieważ smoczyca posłużyła się swą wstrętną magią. żeby nie ściągnąć na siebie gniewu wielkiej smoczycy Onysablet. tworząc dwa wielkie pań80 . gdyby doszło do ataku. Kraina ta była teraz'znana jako Nowe Mokradło. by zmienić jej krajobraz w zdradzieckie bagno. Nawet po tym. Tę rozległą ziemię niczyją zamieszkiwały plemiona barbarzyńców. uciekając przez lasy z pomocą partyzanckich oddziałów Lwicy. Inni przybywali pojedynczo lub parami. gęste lasy. Patrząc wstecz. Elfy musiały także dołożyć wielkich starań. Lud ten rozumem wiedział. które Gilthas wybrał na zgromadzenie elfich uchodźców. że będą mogły powrócić do swojej ukochanej ojczyzny. nie znajdowali w historii okresu. która zajęła ziemie niegdysiejszego Nowego Wybrzeża. pola uprawne i plony. tak jak reszta świata nie interesowała się nimi. Powoli. tygodniami. Niektórzy podróżowali grupami. falami opuszczając tunele wybudowane przez krasnoludy i ich olbrzymie. że kochającym lasy elfom nigdy nie przyszłoby do głowy. żeby się osiedlić w potężnej podziemnej twierdzy Thorbardin.

Przeżyli to i wrócili. „Brak wieści to dobre wieści" — mawiali ludzie. którzy bili ich i torturowali. Dlaczego nie ma żadnych wieści od obrońców Cjualinesti? W mieście stacjonowali kurierzy. Duszący dym pożarów wkrótce rozwieje się na wietrze. Ich dzieci chlapały się w łagodnie bijących o brzeg falach 81 . Fakt. Nie potrafili sobie wyobrazić niczego innego. Qualinesti i Silvanesti. Zaczynali patrzeć w przyszłość. taką ufność pokładały w obrońcach swego pięknego miasta Qualinost. że nastrój w obozach dla uchodźców. To wygnanie było przejściowe. Inni wpadli w ręce rozwścieczonych ludzi albo zostali schwytani przez Czarnych Rycerzy z Neraki. Armie łudzi mogą przychodzić i odchodzić. że nie dzieje się dobrze. jak byli zmuszeni opuścić ojczyznę w czasie Wojny Lancy. by umocnić swoje domy jeszcze bardziej niż poprzednio. gotowi pobiec szybko do obozów dla uchodźców. Elfy rozbiły namioty na piaszczystych plażach Nowego Morza. Część uciekinierów zabiły smoki. ale lud Qualinesti pozostanie. ponownie zasadzą drzewa. niektórych głęboko zaniepokoił. biorąc pod uwagę fakt. Mądrzejsze pośród elfów nadal martwiły się i niepokoiły. Elfy odbudują zniszczenia. Spod czarnego popiołu wystrzelą zielone pędy. które już przedtem należały do nich. Smoki mogą przychodzić i odchodzić. Powinni już tu być z wieściami. którego zastała na otwartej przestrzeni. bo dostrzegały nieomylne znaki. że nie dotarli w ogóle. dobrymi lub złymi. Qualinesti nadal byli władcami i mieszkańcami ziem. a ta była w Qualinesti. Robiły to już wcześniej i zrobią to znowu. To prawda. a przez innych został całkiem zlekceważony. „Brak wybuchu to krok w dobrą stronę" — głosiło porzekadło gnomów.stwa elfów. że było wiele ofiar do opłakiwania. że elfom groziła całkowita zagłada. stał się prawie wesoły. Wielu spośród nich pamiętało jeszcze. Jednak liczba zabitych była zdumiewająco niska. Tak pewne tego były elfy. Dzięki planom młodego króla oraz pomocy krasnoludów Qualinesti przeżyli. bo Beryl z rozkoszą zabijała każdego elfa. z początku ponury.

gdy zapadnie zmierzch. lecz on odwrócił się od niej i odszedł. Strąciłbym je z nieba. a teraz. gdy jesteśmy już blisko. — zaczęła elfka. nietypowe ciepło na tak późną porę roku. Elfi żołnierze strzegli swego plemienia dniem i nocą. Obóz jest przed nami.. a żołnierze krasnoludów trzymali straż w lesie. 82 . jednym okiem obserwując wojska najeźdźców. Pogoda była piękna. — Ani słońce. zatrzymując konia. w którym Gilthas wydawał polecenia. podjeżdżając kłusem w momencie. Spojrzał w niebo. Uciekinierzy czekali na Gilthasa.i budowały zamki z piasku. w których elfy musiały opuścić swoją ojczyznę — opowieści. mój mężu? — spytała Lwica. gdy będziemy w odległości kilku godzin jazdy od obozu uchodźców. jaką mam do przekazania. 55* Więc tu zaczekamy — oznajmił Gilthas. 56* Czemu się zatrzymujemy.. na którym blade słońce stało prawie w zenicie. Mam nawet żal do zimnego blasku gwiazd. 58* Gilthasie. Drzewa uginały się od jesiennych darów i jedzenia było pod dostatkiem. który widzi się tylko jesienią i który zapowiada nadejście zimowych sztormów. że smok został pokonany i mogą wrócić do domu. zatrzymujemy się? 57* Nowinę. — Ruszymy w dalszą drogę. Czekali. W nocy dorośli rozpalali ogniska z drewna wyrzuconego przez morze. — Za tymi wzgórzami. prawie czarnego granatu. podjeżdżając do Gilthasa — prosiłeś. przyglądali się bezustannie zmieniającym się kolorom płomieni i snuli opowieści o innych czasach. bym cię zawiadomił. Morze miało kolor ciemnego. ani księżyc nie będą przyświecać naszemu żalowi. które zawsze miały szczęśliwe zakończenie. — Elf wskazał ręką. a drugim elfów. 54* Panie — powiedział jeden ze strażników. powinno się ogłaszać tylko w ciemności — rzekł. znikając w mroku. zsiadając z konia i nie patrząc na nią. gdybym mógł. żeby dotrzeć do naszego ludu. Znaleziono strumienie świeżej wody do picia i kąpieli. aż przyjdzie ich zawiadomić. — Pędziliśmy na złamanie karku.

Niektórzy szeptali z czciąj że jest żywym obrazem pradawnych elfich królów. co musi im powiedzieć. Silvanosa i Kith-Kanana. Szczupły. bez dźwięku fanfar: Ci. Szkolne lekcje odwołano. Reszty musi dokonać sam. czy ta wyprawa przejdzie na zawsze do historii jako ostatni marsz Qualinesti? Gilthas wszedł do obozu pieszo. które podobno krążą po Równinach Pyłu? Ilu jeszcze jego rodaków zginie? Czy w ogóle przetrwają jako rasa. Gilthas patrzył na roztańczone dzieci i myślał o tym. elfia budowa kości uwydatniła się i stała się bardziej widoczna. Planchecie — powiedziała Dzika Elfka głosem pełnym bólu i smutku — i nie wiem. blady i wątły Gilthas stracił prawie wszystkie cechy. Gilthas bowiem tak bardzo się zmienił. co mam robić. jak przechodził obok nich.Na znak Lwicy podążył za nim strażnik. Ile z tych dzieci. z kim mają do czynienia. Noce spędzone w ciemnych tunelach z krasnoludami o grubych głosach i budzącym lęk wyglądzie przeszły już do odległych wspomnień. ale idąc wystarczająco blisko. Szedł przez obozowisko ku jego środkowi. 56* Nie przestawaj go kochać — poradził jej przyboczny króla. Elfie dzieci tańczyły wśród płomieni niczym bystre cienie. umrze na pustyni z gorąca i braku wody albo padnie ofiarą złych potworów. Na plaży płonęły ogniska. którzy widzieli. wręcz wychudzony. domowe obowiązki zawieszono. Dla nich to były wakacje. Wakacje skończą się tej nocy. które tak wesoło tańczyły wokół ognisk. Jego delikatna. zachowując dyskretny dystans. Jutro rano zacznie się ciężka walka o przetrwanie. — Nic więcej nie możesz zrobić. Gilthas i jego świta weszli do elfiego obozu uchodźców tuż po zmroku. byli zdumieni wyglądem swego króla — o ile w ogóle wiedzieli. wielka przygoda. że wielu go nie rozpoznało. które świadczyły o jego pokrewieństwie z ludźmi. jak go odzyskać. 55* Tracę go. by go chronić. w którym pło83 .

oczekiwali na jego słowa. Kiedy ujrzeli jego twarz — w blasku ognia podobną do trupiej — przestali narzekać. mamrocząc pod nosem z irytacją. Powiedział im. Na widok jego miny elfy przestały się śmiać. przerwały opowiadanie bajek. Gilthas opowiedział historię upadku Qualinesti. by go stosownie powitać. Ich kuzyni chętnie przyjmą swoich ziomków. już napływającym do Qualinesti z północy. zapomnieli o mowach powitalnych i przeczuwając coś strasznego. Mówił o śmierci swojej matki. że stoi między nimi król. samotny i milczący. Mówił o bohaterstwie obrońców miasta. Nie szlochały głośno z obawy. musiał powiedzieć sam. To. Mając za tło muzykę fal. Wychwalał bohaterstwo krasnoludów i ludzi.nęło ogromne ognisko. co usłyszały później. ścigających się nawzajem do brzegu i powracających. Opowiedział o śmierci smoczycy. co młody król miał do powiedzenia. spokojny i pozbawiony emocji. Usłyszawszy o uchodźcach. Na rozkaz Lwicy jego świta została z tyłu. wznoszących się jedna za drugą. było straszne. Przywódcy senatu przybyli pospiesznie. że ich jedyną nadzieją jest przedostanie się do Silvanesti. by ich dogonić i zniszczyć. Mówił o nowym bogu. Przekazał ją w sposób jasny. Aby jednak tam dotrzeć. Kiedy rozniosła się wieść. Tarcza ochronna wokół tego królestwa przestała istnieć. Łzy bezgłośnie spływały im po twarzach. elfy zgromadziły się wokół niego. armia zbliżała się szybko. Gilthas opowiedział o armiach pod rozkazami nowego przywódcy. że nie usłyszą następnych słów. który przypisał sobie zasługę za wyrzucenie elfów z ich ojczyzny i oddawał tę ziemię ludziom. elfy muszą przemaszerować przez Równiny Pyłu. którzy teraz z pewnościąjuż nie żyli. którzy polegli w obronie obcego im kraju i narodu. Elfy opłakiwały Królową Matkę i swoich bliskich. że odebrał im szansę na to. zatrzymały się w tańcu i uciszyły dzieci. — Na razie — zmuszony był im powiedzieć Gilthas — nie 84 . To.

z pomocą naszych kuzynów. Dostojnik przywdział maskę żalu. uciszył poddanych. Król-Marionetka. jakami okazywaliście przez te lata. to dopiero w dalekiej przyszłości. żeby wkroczyć do naszej ukochanej ojczyzny. gdybym nadal pełnił tę rolę — dokończył Gilthas. Chciał odejść. zdołamy stworzyć armię wystarczająco silną. lecz oczami strzelał na boki. Pozostawiam kwestę sukcesji w rękach senatu. Ja nie jestem kimś takim. Mianowano mnie królem dzięki zdradzie i oszustwu. — Potrzebny wam silny król — rzekł Gilthas. że nie spisałem się lepiej. a chociaż czuł wielką potrzebę ucieczki. Od lat powtarzacie sobie szeptem tę historię. żebyście bezpiecznie przez nią przeszli. Mówiąc te słowa. Żałuję. Musimy nią kroczyć razem. mając w sercach jeden cel i jeden zamysł. Teraz znacie już prawdę. Wznosząc rękę. Przede wszystkim musimy zadbać o przetrwanie naszej rasy. Być może.ma mowy o powrocie. Z chwilą obecną abdykuję i zrzekam się wszelkich praw do tronu. aż usłyszy. mój plan umożliwił inwazję na nasz kraj. ponieważ elfy zaczęły szeptać między sobą. — Starałem się jednak być waszym władcą i poniosłem klęskę. by poprowadzić was niebezpieczną drogą i postarać się. — Władca. wypędzić z niej wroga i odebrać to. jak ludzie reagują. zginiemy wszyscy. że nie jestem kimś bardziej zasługującym na wasze uczucia. którą idziemy. To mój plan zgubił Qualinesti. nie będzie łatwa. nie chciał siłą przedzierać się przez tłum. spojrzał na prefekta Palthainona. odwracając wzrok od senatora i przenosząc spojrzenie na swój lud. co nam skradziono. Droga. Żałuję. tak mnie nazywaliście. podnosząc głos. Zmuszony był zaczekać. Jeśli jednak będzie to możliwe. Trzymał głowę spuszczoną i nie patrzył 85 . który ma dość odwagi i mądrości. coraz bardziej schrypnięty od krzyczenia. sprawdzając. — Byłoby najlepiej. co ma do powiedzenia senat. Jeśli jedno z nas zboczy z drogi. Dziękuję wam za dobroć i miłość. ale poddani stłoczyli się wokół niego.

gdy zostanie mianowany nowy król. Nie bójcie się. — Wśród tych. Rozkazał kilku elfom przywlec wielką kłodę. gdzie stało ich miasto. którzy pociągali za jego sznurki. czekając. by wszystko sobie przyswoić. Marionetkowy Król. gdyż ściągnął na nas nieszczęście — on i ci. że umilkły. — Dobrze się stało. Senatorzy w panice. — Ja również jestem wstrząśnięty i zasmucony wieścią o tragedii. Było to polecenie zupełnie niepotrzebne. nie chcąc widzieć ich wrogości. moi bracia — oznajmił senator dźwięcznym głosem. Tym kimś był Palthainon. by ktoś wreszcie odezwał się pierwszy. Zrozpaczeni i przerażeni. Przebiegły i chytry senator dostrzegł w nieszczęściu sposób. gdyż nie należy źle mówić o umarłych. gdyż martwej ciszy nie zakłócał nawet płacz niemowlęcia. Palthainon wskazał kościstym palcem na Gilthasa. nawet jeśli bezustannie starali się pomniejszyć moje wpływy. by zaspokoić swe ambicje. a przed nimi pełna trudów podróż ku niepewnej przyszłości. a ja byłem dumny i szczęśliwy. Stał. taki przydomek doskonale go opisuje. Tak. wszedł na nią i klasnąwszy w dłonie. którzy pociągali za sznurki marionetki. Abdykacja króla. co czujecie. Ja przejmę władzę do czasu. Wydarzyło się zbyt wiele i zbyt nagle. Lecz w jego rodzinie znaleźli się tacy. tak jak uwiódł jego matkę. jaka spotkała nasz lud. Jezioro Śmierci w miejscu... aż pozwolą mu odejść. że ten młodzieniec zrzekł się tronu. 86 . Jesteście w dobrych rękach. mogąc mu ich udzielać. Nie będę wymieniał ich z imienia. Elfy były tak wstrząśnięte. Palthainon zaczynał się rozkręcać. patrzyli na siebie nawzajem. — Wiem. podniesionym głosem nakazał zgromadzonym się uciszyć. którzy spiskowali przeciwko mnie. czekając. Przychodził do mnie po radę. Wroga armia za ich plecami. Kiedyś Gilthas pozwalał. znajdował się znienawidzony i pogardzany marszałek Medan — prawdziwy sprawca naszego nieszczęścia. gniewu i wyrzutów. by kierowała nim moja mądrość i doświadczenie.swoim poddanym w oczy. gdyż to on uwiódł syna.

W więzienną fortecę. my wszyscy. młody elf uderzył go w szczękę z taką siłą. Wiemy o tym.. Dlatego jesteś naszym królem. Potrząsnąwszy głową. Nie rozejrzał się. Młodzi wymawiali jego imię. Wskoczywszy na kłodę. Zaskoczony i zdumiony Gilthas uniósł głowę i rozejrzał się wokół. — zaczął. Powtarzali je dwaj senatorzy. w której zamknął się Gilthas. — A my bylibyśmy martwi.. 3* Nie rozumiecie. 6* Gdyby nie ty. Starzy wymawiali jego imię. wypluł ząb i zaczął krzyczeć ze złością i pokazywać ręką: 0* Tam! Tam! Widzicie. pomagający Palthainonowi stanąć na nogach. Palthainon usiadł. 5* Dlatego zawsze byłeś naszym królem — powiedział ktoś inny. cicho. Zeskoczył z kłody i zaczął się przepychać przez tłum. strzelając w nią niczym ognisty piorun błękitnego smoka. Gilthas nic nie powiedział. — I ty także. 2* Gilthas — powtórzył następny głos. Każdy wymawiał je spokojnie. 1* Gilthas — odezwał się ktoś w tłumie. że senator się zatoczył. co potajemnie dla nas zrobiłeś. a za nim dalsze. w której mu się kręciło. Prefekt poleciał do tyłu na piasek i piękna przemowa natychmiast wyleciała mu z głowy. Na jego wychudzonej twarzy malowały się ślady niedawnego żalu. Beryl tarzałaby się teraz w naszym pięknym mieście — rzekł trzeci elf. Rozumiesz nasz smutek i cierpienie. uderzyła dzika wściekłość. Jednak imię to było stale powtarzane w tłumie. Elfy nie skandowały. co zrobił! Aresztujcie go! Aresztujcie. — Naszym prawdziwym królem. kobieta z małym dzieckiem na rękach. którzy stoimy przed tobą. na której stał Palthainon.. jakby udzielał odpowiedzi na zadane mu pytanie. Nie wykrzykiwały jego imienia. 4* Rozumiemy — powiedział jeden z elfów. Wasza Wysokość.. niosąc się z siłą fal bijących o brzeg. 7* Nasi nieprzyjaciele chwilowo odnieśli nad nami zwy87 .

Poświęci temu resztę życia. Gilthas nie odpowiedział. Któregoś dnia wrócimy. Lwica została na obrzeżach obozu. on nigdy nie zaginie. Pozostali senatorowie zgromadzili się wokół Gilthasa. jakie często ma miejsce między ojcem i synem. a potem. i poczuł się zawstydzony. kładąc się z westchnieniem. Wasza Wysokość. by móc się teraz widzieć z mężem lub z nim rozmawiać. który dzielił z nim jego żal. ale nikt nie zwracał na niego uwagi.cięstwo — oznajmił ktoś inny — ale dopóki przechowujemy w pamięci wspomnienia naszego ukochanego kraju. Słońce miało wzejść wcześnie i miał to być świt czerwony jak krew. 4* Potrafisz mi wybaczyć. skarcony i spokorniały. usłyszała jego kroki na piasku i poczuła muśnięcie jego dłoni na policzku. moja najdroższa? — spytał. Leżąc na posłaniu. chwyciwszy za ramię jakiegoś elfa. Wiedziała. Bo on jest drogi memu sercu jak syn. położyła mu głowę na piersi i wsłuchiwała się w bicie jego serca. nad samym brzegiem morza. Nie sądził. to tylko nieporozumienie. które przygotowała dla nich obojga. by go słyszano. Palthainon spojrzał na nich wściekłym wzrokiem. szepnął cicho: — Plan pokonania Beryl wyszedł ode mnie. A co do naszej drobnej kłótni. póki i ona sama nie usnęła. uśmiechając się. Objęła go ramieniem i przyciągnęła do siebie. Oczywiście pozwoliłem Jego Wysokości przypisać sobie zasługę. . Prefekt Palthainon złościł się i sapał. Lwica otuliła go kocem. Gilthas nie mógł wykrztusić słowa. Ale będzie się starał. 5* Czy nie na tym polega bycie żoną? — spytała go. zbyt rozemocjonowana. starając się. że zasługuje na ich szacunek —jeszcze nie teraz. Popatrzył na swój lud. że sam do niej przyjdzie. by go odzyskać. Już spał. Tego dnia ty będziesz nami dowodził.

a może w ciekawej kombinacji obu tych pozycji. bo w tym momencie Tas wcale nie miał pewności) może się kiedyś znudzić. niczego nad sobą. Wreszcie Tasslehoff i Zgadywanka spadli na coś miękkiego.7 Niespodziewana podróż Po uruchomieniu urządzenia do podróżowania w czasie Tasslehoff Burrfoot zauważył dwie rzeczy: nieprzeniknioną ciemność i fakt. niż żeby gnom wrzeszczał ci bezustannie do ucha (zdumiewającą pojemność płuc mają te gnomy) i omal nie urywał ręki w nadgarstku. że kender całkiem stracił czucie w palcach. Reszty swojego ciała Tas też nie czuł. niczego obok siebie — z wyjątkiem Zgadywanki. 89 . że Tasowi zaczęło się trochę nudzić. cały czas tak mocno ściskając go za lewą rękę. nie czuł niczego pod sobą. Tas nie wiedział. W końcu jak długo można się gapić w nieprzeniknioną ciemność. czy znajduje się do góry nogami. W końcu dochodzi się do wniosku. że Zgadywanka wrzeszczał mu w lewe ucho. że lepiej zostać rozdeptanym przez olbrzyma. uginającego się i wydzielającego silny zapach błota oraz sosnowego igliwia. tak długo. Ten zabawny stan trwał nadzwyczaj długo. zanim nabierze się ochoty na jakąś zmianę? Nawet koziołkowanie w czasie i przestrzeni (jeśli to właśnie robili. do góry głową. Lądowanie nie należało do przyjemnych i zdecydowanie położyło kres nudzie kendera i wrzaskom gnoma.

Tasslehoff uniósł rękę rozkazującym gestem. rzeczywiście usłyszał złowieszczy odgłos — brzęk stali. 59* Zginiemy śmiercią bohaterską — oznajmił Tasslehoff z pierwszym tchem. bo minione doświadczenia nauczyły go. czy nie uderzył się mocno w głowę. 90 . że słyszy coś złego. że od silnego stuknięcia w głowę można zobaczyć naprawdę zdumiewające rzeczy. gdy udał. Zajęty przygotowaniem siebie i gnoma na nadchodzącą śmierć. Miał tylko kilka sekund. Udawał tylko. Zakładał. Ze swego doświadczenia w profesji bohatera Tas wiedział. został natychmiast ukarany za swoje przewinienie. żeby sprawdzić. dostrzegł nad sobą nie nogę. kender niczego nie usłyszał. coś złowieszczego. — Cicho — szepnął z niepokojem. Prawdę mówiąc. bo w chwili. który przypuszczalnie miał się okazać jego ostatnim. nie mokre sosnowe igliwie. że Zgadywanka robi kolejny głęboki wdech. a potem skwierczący trzask. kiedy miał czas się rozejrzeć. Niestety. bez wątpienia w celu wydania kolejnego świdrującego w uszach wrzasku. nim ten zostanie znienacka zgnieciony. że coś usłyszałem. Wtedy nagle uświadomił sobie. jak to często się zdarza winowajcom. Były to jednak krople deszczu kapiące z sosnowych igieł. żeby uciszyć piski gnoma. Tasslehoff pomacał się po głowie.Tasslehoff leżał na plecach i z trudem łapał oddech. Teraz. — Wydaje mi się. Spojrzał w górę. aby wyjaśnić wszystko Zgadywance. — Zginiemy śmiercią bohaterską — powtórzył kender. Chociaż w zasadzie usłyszał. a nie. Nie znalazł jednak guza. spodziewając się ujrzeć nad sobą olbrzymią stopę Chaosu. 60* Co takiego? — wrzasnął Zgadywanka ze swoim pierwszym tchem. Tasslehoff nie przyjrzał się uważnie otoczeniu. że zobaczy tylko brzydką podeszwę stopy Chaosu. że tak się nie stanie. jak sugerował jego ton. aczkolwiek były to przeważnie gwiazdy. Słysząc. ale ociekające wodą sosnowe igły w ulewnym deszczu.

Zgadywanka otworzył buzię. jakby jakieś duże istoty gnały przez mokry sosnowy las. że kiedy zamknął usta. a potem dał się słyszeć chrzęst. które właśnie zostały przypieczone kulą ognistą. tylko to. że mogą to być kolejne gobliny i zdając sobie sprawę. Wrażenie to powiększała mdląca woń spalonych goblinowych włosów. — Ale nie znam odpowiedzi na żadne z tych pytań. Gnom przyglądał się urzą91 . co się dzieje. które trzymał w ręku. co oznaczało. że Zgadywanka robi kolejny głęboki wdech. nie wydawał go Zgadywanka. był znowu wrzask. — Przykro mi — powiedział kender. w którym leżeli. Nikt inny nie potrafi od razu przejść do sedna sprawy tak jak gnom" — pomyślał Tas. logiczne pytania. — To nie ja nas sprowadziłem. nadymając się z urazy. podnosząc głowę z błota. szczególnie takimi. — Jak to nie znasz? — wysapał. — W chwili. Wycie szybko ucichło. wyglądając przez mokre sosnowe igliwie i starając się zobaczyć. że go jednak nie zreperowałeś.że takie dźwięki wydają tylko dwie rzeczy: miecze trafiające w inne miecze i ogniste kule trafiające praktycznie we wszystko. jaką usłyszał. Następną rzeczą. Krzyk dochodził z pewnej odległości i cechowało go wyraźne podobieństwo do odgłosu wydawanego przez umierającego goblina. — Przecież sprowadziłeś nas tutaj. Szczęka opadła mu tak nisko. — Więc domyślam się. — Pokazał urządzenie do podróżowania w czasie. na podbródku miał błoto. że się zbliżają. Sądząc. — Skąd się tu wzięliśmy? Kiedy wrócimy? „Bardzo rozsądne. że to nieodpowiednia pora na spotkanie z goblinami. — Nie — odparł z godnością Tas. Trzaski były coraz głośniejsze. tym razem jednak. Tas spiorunował gnoma spojrzeniem. na szczęście. — Widząc. — Gdzie my jesteśmy? — spytał gnom. Tasslehoff wpełzł na brzuchu w zaciszny kąt pod nisko wiszącą gałęzią sosny i wciągnął tam za sobą Zgadywankę. Powietrze uszło ze Zgadywanki. kiedy nie powinno tego robić.

dziękuję — powiedział Tasslehoff. Przeszkadzają tylko w pracy. kto nosi miecz albo ubrany jest w szaty czarodzieja. że tu jesteśmy. że kiedy Tasslehoff. 61* Daj mi je. — Ten mężczyzna to Rycerz Solamnijski. chowając urządzenie do torby. 65* Jeśli czegokolwiek się nauczyłem podczas swoich podróży — powiedział gnom zduszonym szeptem — to tego. niewygodnej dziurze i trzymać buzię na kłódkę. Poznaję po zbroi. — Nie zdradź. poznaję po jego szatach. A teraz siedź cicho! — Odwróciwszy się. chciał już wstać z radosnym okrzykiem i pójść na spotkanie dwóm ludziom. Niech idą w swoją stronę. 62* Nie. 92 . gnom schwycił kolegę z siłą zrodzoną z przerażenia i wciągnął go z powrotem do kryjówki. a my pójdziemy w swoją.dzeniu. A ten drugi to mag. który wcale dobrze sobie z tym nie radził. co ty robisz? — wysapał Zgadywanka. Mam zamiar przywitać się z nimi i przedstawić im się. 63* Na miłość wszystkiego. Same kłopoty i przykrości z tymi przygodami. co łatwopalne. Zgadywanka nauczył się jednak jednej ważnej rzeczy —jeśli chcesz wyjść z przygody z życiem. którzy właśnie wybiegli z lasu. Tas przyłożył palce do warg. Zgadywanka bywał tu i ówdzie. jak z początku myślałem — odparł Tas. — Chyba nie powinienem się z nim rozstawać. W przeciwieństwie do większości gnomów. przeżył sporo przygód i podczas większości z nich bardzo źle się bawił. że nigdy nie należy się przedstawiać komuś. najlepiej schować się w jakiejś ciemnej. po czym wyciągnął do Tasa ubłoconą rękę. mamrocząc coś na temat braku schematów i wewnętrznych dyrektyw. pokazując ręką. które nie wychodzą przez całe życie z wnętrza Góry Nieważne. Rzucę na nie okiem. 64* To nie są przypalone gobliny. W tym był dobry. Zgadywanka tak dobrze znał się na chowaniu. by wyjrzeć spod sosnowej gałęzi. 66* Coś mówiłeś? — spytał nieznajomy mag swojego towarzysza.

że zagłusza wszystko inne. ale po chwili obserwacji kender uświadomił sobie. że w bladym słońcu deszczowego dnia trudno było poznać jej kolor. gdyż miał długie. Zgadywanka posępnie pokręcił głową. — Myślisz. bystre i przenikliwe. — Wyraźnie słyszę głosy. 29* A co robią kenderzy gdziekolwiek indziej — odparł żartem mag — jeśli nie przysparzają kłopotów tym. jasne włosy. którzy mają pecha ich spotkać? 30* Jakie to prawdziwe — westchnął ponuro Zgadywanka. unosząc miecz i rozglądając się wokół bystrym wzrokiem. — Może jednak nie pójdę im się przedstawić. że ich zatrzymaliśmy? Rycerz nosił zbroję Rycerza Korony. Tasslehoff zasłonił sobie usta. że słyszałem kendera. a potem pokręcił głową. która pierwotnie mogła być czerwona. Oczy miał niebieskie. 28* Co robiłby kender w środku pola walki? — spytał z uśmiechem rycerz. — Nie. 26* Spójrz na to! —jęknął Tasslehoff. bo mężczyzna miał całkiem siwe włosy. lecz teraz była tak zabłocona. że to nie gobliny słyszałeś — stwierdził rycerz. Ubrany był w szatę. niż się wydawało na pierwszy 93 . 31* Jakie to nieuprzejme — mruknął Tasslehoff. które nosił splecione w warkocz. Mężczyzna wyglądał na Solamnijczyka. Co to było? Gobliny? — Nie — zaprzeczył mag. wbijając wzrok w ciemność. że nieznajomy jest dużo młodszy. żeby mu nie przeszkadzały. nie posiadając się ze zdumienia. — On ma laskę Raistlina! 27* To dziwne — powiedział mag — ale wydaje mi się. 58* Ktoś coś jednak powiedział — rzekł posępnie mag. nasłuchując. 59* Mnie tak serce bije.57* Nie — odparł rycerz. — Rycerz stanął. ja niczego nie słyszę. Na mankietach i u dołu szaty połyskiwał złoty haft. Obejrzał się przez ramię. 32* Całe szczęście. Tas początkowo wziął go za starego człowieka. osmolona i poplamiona krwią.

ile razy wyciągał rękę. byśmy mogli odpocząć. jeszcze bardziej gobliny obawiają się swoich wodzów.. — Przyjrzał się obu mężczyznom. a potem spróbować wrócić do naszej kompanii. że. — Mnie nie będą szukać zbyt dokładnie. Nie mogło być mowy o pomyłce. — Wystarczająco dużo. Jeśli tak. — Niestety. Magiusie. zawzięcie trąc upartą plamę. Potem spojrzał na urządzenie do podróżowania w czasie. Może ukradł mu laskę... żeby jej dotknąć.. 71* Huma — powtórzył Tas. Wziął garść mokrych igieł sosnowych i zaczął ścierać krew ze swojego miecza. Baty wkrótce ich przekonają do ścigania nas. jak Raistlin w ten sam sposób ją trzymał — szepnął do siebie Tas. i za każdym razem obrywał po łapach. Rycerza najwyraźniej zaniepokoiła ta uwaga. mrugając oczami ze zdumienia. Raistlin będzie chciał wiedzieć. — Ale ten mag z pewnością nie jest Raistlinem.. — Magius.. — Rycerz usiadł pod drzewem. zanim się przegrupują. Na pewno już nas szukają. nie wypuszczając laski z objęć. których nie powinno się widzieć u tak młodej osoby. Tas słuchał uważnie każdym swoim uchem. — Myślisz. To oczy tak go postarzały — wyzierały z nich smutek i zmęczenie. Z poważną miną skupił się na czyszczeniu broni. kim jest ten złodziej. to była laska Raistlina. 67* Nasi wrogowie czują teraz zdrowy respekt przed twoim mieczem i moją magią— mówił czarodziej. Siadł pod drzewem. Oparł się o pień drzewa i zamknął zmęczone oczy. Humo — stwierdził mag z krzywym uśmiechem. — Chwilowo ich zatrzymaliśmy — stwierdził mag. Pamiętał. Albo żeby ona nas odnalazła. 94 . Tasslehoff znał dobrze ten magiczny przedmiot zwieńczony złotą smoczą łapą z kryształową kulą w szponach.rzut oka. — I wiele razy widziałem. 70* Musisz ich zrozumieć. jak powiadało stare kenderskie przysłowie. 68* Upłynie trochę czasu. 69* Szukają ciebie.

z jaką zaciętością zaatakowały dziś rano. porzucając żartobliwy ton i mówiąc całkiem serio. — I nie myśl sobie. ale widziałeś. kładąc dłoń na dłoni przyjaciela. żeby siedział cicho w nocy. jakimi straszyła go w dzieciństwie niańka. przesądny kretyn. Niezliczone tysiące złych istot zbierają się wokół jej sztandaru. Wyciągnął rękę i dotknął nadgarstka rycerza. 3* Nauczysz ich być lepszego zdania o czarodziejach. — Ona poniesie klęskę. Jeśli ktokolwiek może zmienić ich przestarzałe. Magiusie — powiedział Huma. — Przeciętny Rycerz Solamnijski to ciemny. który wierzy we wszystkie straszne opowieści o czarodziejach. że zacznę skakać nago po obozowisku. Nie obawiasz się tego. Humo — odparł Magius. mój przyjacielu — powiedział łagodniejszym tonem Magius. Gromadzi potężne armie. że bym tego nie potrafił — dokończył Magius z uniesioną brwią i zaraźliwym uśmieszkiem na twarzy. — Królową i jej złe smoki trzeba wypędzić 95 . W najgorszym przypadku poszerzyłoby im horyzonty. Musi ją ponieść. Co nie oznacza. ale gniewu Królowej Ciemności w razie niepowodzenia. 4* Nie zrobię tego — oznajmił chłodno Magius — bo w rzeczywistości wcale mnie nie obchodzi. co oni o mnie myślą. Spędzenie pięciu minut w postaci traszki byłoby miłą odmianą dla większości z nich. 1* Królowa Ciemności rośnie w siłę z każdym dniem.0* Rozumiem ich całkiem dobrze. 1* Chyba nie chciałbym żyć jako traszka — stwierdził Huma. Zaczynam sądzić. 2* Ty jeden jesteś inny. na skutek czego spodziewa się po mnie. Magiusie — rzekł Huma. czego nie rozumiesz. Nawet jako dziecko nie obawiałeś się zostać moim przyjacielem. — Nauczysz ich patrzenia z szacunkiem na magię i tych. Te gobliny nigdy nie odważyłyby się napaść na oddział rycerzy. I lepiej zrób to szybko. bredząc i zmieniając rycerzy w traszki za jednym machnięciem laski. staromodne i staroświeckie poglądy. — Ty się nie boisz nowych pomysłów. Humo 0* dodał. którzy nią władają. że nie brałem tego pod uwagę. bełkocząc. że to nie bata się boją. to ty.

z tego świata. Wyrwał się z kurczowego uścisku Zgadywanki. — Huma westchnął. Huma z wyciągniętym mieczem. 96 . — Nie martwcie się! — krzyknął Tasslehoff.. — Ale pokonacie ją! — zawołał Tas. Magius wyciągnął przed siebie laskę z kryształem w smoczej łapie. wymierzył ją w kendera i zaczął wymawiać słowa. — Mam nóż. — Lepiej bierz nogi za pas. po ich niesamowitym brzmieniu. a drugi żółtoskóry. i ty też. wstał i wyskoczył spod sosen. Humo. Tas poznał magiczne zaklęcie. Huma przeszył swym mieczem stwora. bardzo mi przykro z tego powodu — rzeczywiście odeślecie wszystkie złe smoki z powrotem do — o rety.. — Nadchodzi więcej goblinów — powiedział srogim głosem rycerz. — Zgromadzicie armię bohaterów i będziecie walczyć z Królową Ciemności. Kilka rzeczy wydarzyło się jednocześnie z tym „o rety". Zanim kender zdążył wyciągnąć nóż. Dwie ogromne. Magiusie — tak przy okazji. jak to możliwe. Spośród drzew dobiegał tupot płaskich stóp goblinów.. że nie wiem. owłosione i cuchnące goblinowe łapska pochwyciły Zgadywankę. Jeśli jej nie pokonamy.. kenderze. drogi przyjacielu. Huma zerwał się na równe nogi. przegnać z powrotem do Otchłani. Ilość jej sług jest niezliczona. ich potęga ogromna. nie mogąc już dłużej się powstrzymać. — Choć muszę przyznać. że może nie mieć wiele czasu. będziemy egzystować jak te żałosne gobliny.. w których. które wyły paskudnie i gardłowymi głosami obiecywały śmierć. zanim zostanie zmieniony w traszkę. z laski czarodzieja strzeliła oślepiająca błyskawica i trafiła goblina. i choć zginiesz. zaśliniony goblin złapał Tasslehoffa. który trzymał gnoma. do końca życia żyjąc w strachu. dobywając miecza jednym szybkim ruchem. Huma i Magius stali zwróceni do siebie plecami. Magius z laską w rękach. Tasslehoff przyspieszył rozmowę. kręcąc głową. Wiedząc. a Zgadywanka zrobić wdech. który usiłował uprowadzić Tasa.

Nazywa się Zabójca Królików. — Otworzył torbę i zaczął
przetrząsać jej zawartość. — Tak go nazwał Caramon. Nie
znacie go...
— Oszalałeś? — wrzasnął Zgadywanka głosem podobnym
do dźwięku południowego gwizdka wewnątrz Góry Nieważne, tego, który nigdy, pod żadnym pozorem nie odzywa się
w południe.
Czyjaś ręka spoczęła na ramieniu Tasslehoffa. Jakiś głos
szepnął mu do ucha: „Nie teraz. Jeszcze nie pora".
— Co proszę? — Tasslehoff odwrócił się, by zobaczyć,
kto mówi.
I nadal się odwracał. I odwracał.
Potem on znieruchomiał, a obracał się świat i wszystko
stało się masą wirujących barw, i kender już nie wiedział, czy
jest do góry nogami, czy głową, a Zgadywanka wrzeszczał
u jego boku, a potem zrobiło się bardzo, bardzo ciemno.
Pośrodku tej ciemności, obracania się i wrzasków Tasslehoffowi wpadła do głowy jedna myśl, jedna ważna myśl, myśl
tak ważna, że uczepił jej się z całej siły swojego umysłu.
— Znalazłem przeszłość...

8

Nadejście boga
Na równinach solamnijskich padał deszcz. Padał bez przerwy, odkąd Solamnijscy Rycerze ponieśli druzgocącą klęskę
z rąk wojsk Miny pod Solanthus. Po zdobyciu miasta Mina
ostrzegła niedobitków rycerzy, że następnie zamierza podbić
Sanction. Kazała im także zastanowić się nad potęgą Jedynego
Boga, który był odpowiedzialny za klęskę Solamnijczyków.
Kiedy już to zrobiła, pozwoliła im bezpiecznie odjechać, by
głosili słowo Jedynego Boga.
Rycerze nie mieli innego wyboru, jak z posępnymi minami wykonać rozkaz swego pogromcy. Jechali całymi dniami
w deszczu, zmierzając do posiadłości lorda Ulricha, położonej
mniej więcej pięćdziesiąt mil na wschód od Solanthus. Deszcz
był chłodny i przedostawał się wszędzie. Rycerze i nędzne
resztki ich wojska byli przemoczeni do suchej nitki, zabłoceni
i dygotali z zimna. Ranni, których wieźli z sobą, wkrótce dostali gorączki i wielu z nich zmarło.
Lord Nigel, Rycerz Korony, był jednym z nich. Pogrzebano go pod kamiennym kurhanem w nadziei, że w przyszłości
jego krewni będą mogli wydobyć ciało i złożyć je z odpowiednią ceremonią w rodowej krypcie. Pomagając przykrywać zwłoki ciężkimi kamieniami, Gerard nie mógł się powstrzymać od
myśli o tym, czy dusza lorda Nigela dołączyła do armii, która pokonała Rycerzy Solamnijskich — do armii umarłych. Za
życia lord Nigel przelałby ostatnią kroplę krwi, zanim zdra98

dziłby zakon rycerski. Po śmierci mógł się stać ich nieprzyjacielem.
Gerard widział dusze innych Rycerzy Solamnijskich, które
płynęły ze straszliwą falą przypływu rzeki dusz. Domyślał się,
że umarli nie mieli wyboru, byli rekrutami zmuszonymi siłą do
służby. Tylko komu, lub czemu, służyli? Tej dziewczynie, Minie? Albo komuś, lub czemuś, potężniejszemu?
Dwór lorda Ulricha wzniesiono według prostego projektu.
Dom zbudowany z kamienia wydobytego z ziemi, na której
stał, charakteryzował się solidną masywna bryłą i miał kwadratowe wieże oraz grube mury. Lord Ulrich wysłał giermka
przodem, by zawiadomił jaśnie panią o ich przybyciu, tak że
kiedy przybyli, w kominkach trzaskał ogień, posadzki były
wysypane świeżą trzciną, a na stołach czekał gorący chleb
i grzane wino z korzeniami. Rycerze posilili się i napili, ogrzali
i wysuszyli odzienie. Następnie zebrali się na naradzie, by
spróbować ustalić, co robić dalej.
Ich pierwsze posunięcie było oczywiste — wysłali posłańców, by czym prędzej ostrzec mieszkańców Sanction, że rycerze z Neraki zajęli Solanthus i grożą, że następnie wyruszą na
ich miasto. Przed utratą Solanthus rycerze śmialiby się z takiego pomysłu. Czarni Rycerze z Neraki bezskutecznie oblegali
Solanthus od miesięcy. Rycerze Solamnijscy dopilnowali, żeby port był otwarty, a zaopatrzenie docierało do miasta, tak
więc, choć oblężonym mieszczanom nie żyło się dobrze,'nie
umierali również z głodu. Solamnijczycy raz omal nie przełamali oblężenia, ale zostali zmuszeni do odwrotu przez dziwny
wypadek. Oblężenie się przeciągało, równowaga nadal była
nienaruszona i żadna ze stron nie zdobywała przewagi nad
drugą.
To było jednak, zanim Solanthus zostało zdobyte przez armię dusz umarłych, żywe smoki, dziewczynę imieniem Mina
i Jedynego Boga.
Często mówiono o tym wszystkim w dyskusjach i sporach,
które rozlegały się w wielkiej sali dworu. Na szarych, kamiennych ścianach tego ogromnego, prostokątnego pomieszczenia
99

wisiało kilka wspaniałych gobelinów, przedstawiających sceny ilustrujące teksty z Reguły. Światło dawały grube świece z pszczelego wosku. Nie starczyło krzeseł dla wszystkich,
więc rycerze stali zgromadzeni wokół swoich przywódców,
którzy zasiadali za wielkim, bogato rzeźbionym drewnianym
stołem.
Każdy rycerz miał prawo zabrać głos. Lord Tasgall, Pan
Róży i przewodniczący Rady Rycerzy, wysłuchał wszystkich
w cierpliwym milczeniu — także Odili, której przemowa była
niezmiernie przykra do wysłuchania.
— Zostaliśmy pokonani przez boga — oznajmiła kobieta
rycerzom, którzy kręcili się, mruczeli pod nosem i posyłali sobie nawzajem niepewne spojrzenia. — Jaka inna moc na Krynnie potrafiłaby rzucić do walki z nami dusze umarłych?
-*- Nekromanci — zasugerował lord Ulrich.
— Nekromanci wskrzeszają ciała zmarłych — stwierdziła
Odila. — Wyciągają z ziemi szkielety, by walczyły z żyjącymi. Nigdy nie mieli władzy nad duszami umarłych.
Inni rycerze byli posępni, przemoczeni i w złych nastrojach. Wyglądali na pokonanych i tak też się czuli. W odróżnieniu od nich Odila była pełna wigoru i uniesienia. Jej mokre,
czarne włosy lśniły w blasku kominka, a oczy błyszczały, gdy
mówiła o bogu.
22* A co z rycerzami śmierci, takimi jak lord Soth? —
pytał
lord Ulrich. Pucołowaty rycerz sporo stracił na wadze w czasie
tej długiej, posępnej podróży. Wokół ust zwisały mu fałdy skóry. Jego zwykle pogodna twarz posmutniała, a błyszczące oczy
przygasły.
23* Dowodzisz, że mam rację, panie — odparła ze spokojem Odila. — Sotha przeklęli bogowie. Tylko bóg ma taką moc. A ten bóg jest potężny. — Uniosła głos, aby przekrzyczeć gniewne okrzyki i oskarżenia. — Widzieliście to na
własne oczy! Jaka inna siła potrafiłaby stworzyć legiony dusz
i pozyskać lojalność smoków? Sami je widzieliście! Widzieliście je na murach Solanthus — czerwone i białe, czarne, zielone
i niebieskie. Nie przybyły tam w służbie Beryl. Nie przybyły
100

w służbie Malys ani innego smoczego zwierzchnika. One służyły Minie. A Mina służy Jedynemu Bogu.
Słowa Odili zagłuszyły szydercze gwizdy i wrzaski, lecz
znaczyło to tylko, że trafiła w słaby punkt ich zbroi. Nikt nie
mógł zaprzeczyć choćby jednemu jej słowu.
Lord Tasgall, starszy rycerz, siwiejący, wyprostowany,
o srogiej twarzy i groźnej posturze, raz za razem nawoływał
do zachowania porządku i uderzał rękojeścią miecza w stół.
Wreszcie porządek został przywrócony. Rycerz popatrzył na
Odilę, która dumnie odrzuciła do tyłu głowę z dwoma grubymi, czarnymi warkoczami i stała z rumieńcem na twarzy.
72* Co proponujesz? — zaczął, a kiedy jeden z rycerzy
syknął, dostojnik uciszył go wściekłym spojrzeniem.
73* Jesteśmy ludźmi wierzącymi — powiedziała Odila.

Zawsze byliśmy wierzący. Uważam, że ten bóg usiłuje do nas
przemówić i że powinniśmy go posłuchać...
Rycerze wydawali gniewne pomruki. Niektórzy wygrażali
nawet pięściami.
74* Bóg, który przynosi śmierć! — zawołał jeden, który
stracił brata w bitwie.
75* A co ze starymi bogami? — odkrzyknęła Odila. —
Oni
zrzucili na Krynn ognistą górę!
Niektórzy rycerze umilkli, pozbawieni dalszych argumentów. Inni nadal pomstowali i dawali wyraz swej złości.
— Wielu Solamnijczyków straciło wiarę po Kataklizmie
— dokończyła Odila. — Twierdzili, że bogowie nas opuścili.
Potem, w czasie Wojny Lancy dowiedzieliśmy się, że to my
ich opuściliśmy. A po Wojnie Chaosu, gdy przebudziliśmy się
w świecie bez bogów, znów zakrzyknęliśmy, że nas porzucili.
Może znów się mylimy. Może Mina jest drugą Goldmoon, która niesie nam prawdę. Skąd mamy wiedzieć, póki tego nie zbadamy, nie spytamy o to?
Rzeczywiście, skąd? Gerard zadawał sobie to pytanie i w jego umyśle zaczęło kiełkować ziarno planu. Nie mógł nie podziwiać Odili, chociaż miał ochotę chwycić ją za ramiona i tak
nią potrząsnąć, aż zadzwoni zębami. Tylko ona miała dość od101

wagi, żeby powiedzieć na głos to, co trzeba było powiedzieć.
Szkoda tylko, że nie miała dość taktu, by to zrobić, nie wywołując bijatyki.
W sali wybuchło zamieszanie, ludzie stawali po jednej lub
drugiej stronie, a lord Tasgall walił rękojeścią miecza w stół z taką siłą, że z drewnianego blatu leciały drzazgi. Spór ciągnął się
do późna w nocy i wreszcie przedstawiono pod rozwagę dwie
propozycje. Mała, lecz głośna grupa chciała pojechać do Ergoth, gdzie rycerze nadal panowali niepodzielnie, aby tam lizać
rany i odbudować siły. Wielu odnosiło się przychylnie do tego
pomysłu, dopóki ktoś ponuro nie zauważył, że jeśli Sanction
padnie, mogą gromadzić siły od tej chwili do końca wieczności
i nigdy nie będą dość silni, by odebrać wszystko to, co stracili.
Zgodnie z drugą propozycją mieli wyruszyć do Sanction
i zasilić szeregi rycerzy już broniących tego spornego miasta.
Mniejszość jednak była przeciwna, mówiąc: „Skąd w ogóle
mamy wiedzieć, że nieprzyjaciel zamierza pójść na Sanction?
Dlaczego ta dziewczyna miałaby zdradzać swoje plany? To
sztuczka, podstęp". I tak się długo spierali. Nikt nawet nie
wspomniał o Jedynym Bogu.
Sama rada była podzielona. Lord Ulrich był za tym, by pojechać do Sanction. Lord Siegfried, który zastąpił w radzie nieżyjącego lorda Nigela, pochodził z Ergoth i twierdził, że rycerze lepiej zrobią, jeśli się wycofają.
Gerard spojrzał na stojącą obok Odilę. Kobieta była zamyślona i bardzo cicha; oczy miała ciemne i posępne. Najwyraźniej skończyły jej się argumenty. Gerard powinien zdawać sobie sprawę, że milczenie w przypadku tej wygadanej, młodej
kobiety nie zapowiada niczego dobrego. Był jednak zbyt zajęty
własnymi rozważaniami i planami, żeby poświęcić jej więcej
uwagi. Zastanawiał się jedynie, co w ogóle chciała osiągnąć.
Kiedy znów się obejrzał, żeby ją spytać, czy nie chciałaby czegoś zjeść, już jej tam nie było.
Lord Tasgall wstał. Oznajmił, że rada rozważy obie propozycje. Trzech rycerzy wyszło przedyskutować tę kwestię na
osobności.
102

Sądząc, że jego plan działań może im pomóc w podjęciu
decyzji, Gerard opuścił towarzyszy, którzy wciąż się sprzeczali, i poszedł poszukać naczelników zakonów. Zastał ich w pomieszczeniu będącym niegdyś kaplicą poświęconą Kiri-Jolithowi, jednemu ze starych bogów, którego Rycerze Solamnijscy darzyli wielką czcią.
Przy drzwiach trzymali straż ludzie w służbie lorda Ulricha. Gerard powiedział im, że ma ważną sprawę do przedstawienia radzie, a potem, ponieważ stał od wielu godzin, z ulgą
siadł na ławie przed kaplicą, by zaczekać, aż naczelnicy zakonów znajdą dla niego chwilę. Podczas oczekiwania przyjrzał
się raz jeszcze swojemu planowi, szukając w nim jakiejś wady.
Nie mógł znaleźć żadnej. Pewny siebie i podniecony mężczyzna czekał niecierpliwie, aż rycerze go wezwą.
Wreszcie przyszedł do niego strażnik i powiedział, że dostojnicy chcą go widzieć. Kiedy Gerard wszedł do starej kaplicy, uświadomił sobie, że rada już podjęła decyzję. Po uśmiechu lorda Ulricha domyślał się, że postanowiono ruszyć do
Sanction.
Gerard musiał zaczekać jeszcze chwilę, gdy lord Siegfried
konferował ściszonym głosem z lordem Tasgallem. Młodszy
rycerz rozejrzał się z ciekawością po starej kaplicy. Ściany
były z grubo ciosanego kamienia, a pośrodku stały drewniane
ławy, wypolerowane na gładko przez lata używania. Świątynia miała niewielkie rozmiary, gdyż była to prywatna kaplica,
przeznaczona do użytku rodziny i służby. W głębi niej stał
ołtarz. Gerard ledwo dostrzegał wyrzeźbiony na nim symbol
Kiri-Jolitha — głowę bawołu.
Starał się wyobrazić sobie, jak ta kaplica mogła wyglądać
wiele lat temu, kiedy dostojny rycerz ze swoją panią małżonką
i ich dziećmi, świtą i służbą przychodził tu oddawać cześć
swemu bogu. Pod sufitem wisiały barwne chorągwie. Kapłan
— zapewne surowy typ wojownika — zajmowałby miejsce
w głębi kaplicy, przygotowując się do czytania z Reguły lub
cytując jakąś przypowieść z życia Vinasa Solamnusa, założyciela zakonu rycerskiego. W kaplicy wyczuwałoby się obec103

ność boga. Jego lud czerpałby otuchę z tej obecności i wróciłby do swojego codziennego życia wzmocniony i odnowiony.
Jego obecności brakowało teraz, kiedy była tak bardzo potrzebna.
76* Wysłuchamy cię teraz, sir Gerardzie — powiedział
lord
Tasgall z cieniem niecierpliwości w głosie i Gerard uświadomił sobie z zaskoczeniem, że zwracano się do niego już po
raz drugi.
77* Proszę o wybaczenie, czcigodni panowie —
powiedział
rycerz, składając ukłon.
Zachęcony, by podejść i przemówić, uczynił tak i przedstawił pokrótce swój zamysł. Trzej rycerze słuchali w milczeniu, nie zdradzając swoich uczuć. Na zakończenie Gerard
stwierdził:
78* Mógłbym dostarczyć wam odpowiedzi na
przynajmniej
jedno pytanie, czcigodni panowie — czy ta Mina rzeczywiście
zamierza wyruszyć na Sanction, czy może był to podstęp, mający odciągnąć naszą uwagę od jej prawdziwego celu. Jeśli
prawdąjest to ostatnie, może uda mi się ustalić, co to za cel.
79* Ryzyko, jakiego się podejmujesz, jest wielkie — zauważył lord Siegfried, marszcząc brwi.
80* „Im większe ryzyko, tym większa chwała" — zacytował lord Ulrich z uśmiechem.
81* Chciałbym, aby tak było, panie — rzekł Gerard, wzruszając ramionami — ale po prawdzie nie będzie mi groziło
tak wielkie niebezpieczeństwo. Widzicie, Czarni Rycerze mnie
znają. Nie będą mieli powodu, by wątpić w moją opowieść.
82* Nie pochwalam korzystania z usług szpiegów —
stwierdził lord Siegfried — a tym bardziej tego, by jeden z naszych rycerzy wystąpił w tak nikczemnej roli. Reguła tego zabrania.
83* Reguła zabrania wielu rzeczy — rzekł sucho lord Tasgall. — Ja jednak staram się przekładać zdrowy rozsądek nad
zasady, które stworzono w odległej przeszłości. Nie rozkazuję
ci tego, sir Gerardzie, ale skoro zgłaszasz się na ochotnika...
84* Tak, czcigodny panie — powiedział z zapałem
Gerard.
104

24* ...uważam, że możesz nam się niezmiernie przydać.
Rada postanowiła, że rycerze pojadą udzielić wsparcia Sanction. Jestem przekonany, że Mina naprawdę zamierza zaatakować, toteż nie wolno nam zwlekać. Jednakże bardzo bym się
ucieszył, gdybym otrzymał potwierdzenie tej informacji i poznał wszelkie plany Miny dotyczące zdobycia miasta. Nawet
mając smoki, trudno jej będzie tego dokonać, bo jest tam wiele
podziemnych umocnień, gdzie wojsko może się schronić przed
atakiem.
25* Poza tym, jej armie mogą być podatne na smoczy
strach
— stwierdził lord Ulrich. — Mina może posłużyć się przeciwko nam smokami, lecz będzie bezradnie patrzyć, jak jej wojsko
ucieka w popłochu z pola walki.
„Umarli nie uciekną w popłochu" — pomyślał Gerard, lecz
zachował tę uwagę dla siebie. Po posępnych minach rycerzy
domyślał się, że rozumieją to równie dobrze jak on.
— Powodzenia, sir Gerardzie — powiedział lord Tasgall,
wstając, by uścisnąć mu rękę.
Lord Ulrich również serdecznie uścisnął mu dłoń. Lord
Siegfried był oschły, surowy i wyraźnie nie pochwalał pomysłu młodego rycerza, ale nie stawiał dalszych przeszkód
i nawet życzył Gerardowi szczęścia, chociaż nie podał mu ręki.
— Nikomu nie powiemy o tym planie, panowie — rzekł
lord Tasgall, patrząc na pozostałych.
Kiedy wyrazili zgodę, Gerard miał już się oddalić, lecz
nagle wszedł służący i powiedział, że przybył posłaniec z pilną
wiadomością.
Ponieważ mogło to mieć znaczenie dla misji Gerarda, lord
Tasgall dał rycerzowi znak, aby pozostał. Wszedł posłaniec.
Gerard z przerażeniem poznał młodego giermka z domu lorda Warrena, dowódcy warowni Rycerzy Solamnijskich, która
strzegła Solące, miejsca, gdzie Gerard ostatnio stacjonował.
Rycerz znieruchomiał, przeczuwając złe wiadomości. Młodzieniec był zabłocony, jego ubranie nosiło ślady znojów podróży.
Podszedł naprzód i stanął przed lordem Tasgallem. Skłoniwszy
się, podał mu zapieczętowany pokrowiec ze zwojem.
105

Dostojnik otworzył tubę, wyjął pergamin i zaczął czytać.
Wyraz jego twarzy zmienił się znacząco, brwi podjechały do
góry. Mężczyzna podniósł głowę w zdumieniu.
8* Czy wiesz, co jest w tym liście? — spytał lord Tasgall.
9* Tak, panie — odparł giermek. — Na wypadek, gdyby
zwój zaginął, powierzyłem jego treść pamięci, aby ją ci powtórzyć.
10* Zatem zrób to — polecił lord Tasgall, opierając się
o stół. — Chcę, by to usłyszeli ci panowie. Sam chcę usłyszeć
— dodał półgłosem — bo ledwo wierzę w to, co przed chwilą
przeczytałem.
11* Czcigodni panowie — zaczął giermek, odwracając się
twarzą do nich — trzy tygodnie temu smoczyca Beryl rozpoczęła atak na państwo elfów Qualinesti.
Rycerze pokiwali głowami. Żaden nie był zdziwiony. Od
dawna spodziewano się tej napaści. Posłaniec przerwał, by zaczerpnąć tchu i zastanowić się, co powiedzieć dalej. Gerard,
nie mogąc się już doczekać wieści o swoich przyjaciołach
w Qualinesti, zmuszony był zacisnąć pięści, by nie wydrzeć informacji młodemu człowiekowi z gardła.
— Czcigodny pan Warren z żalem zawiadamia, że Qualinost został całkowicie zniszczony podczas ataku. Jeśli wierzyć
otrzymanym doniesieniom, miasto znikło z powierzchni Ansalonu. Qualinost spoczywa na dnie olbrzymiego zbiornika
wodnego.
Rycerze stali w osłupieniu.
12* Ginące elfy zdołały zabrać z sobą swego wroga.
Smocza zwierzchniczka Beryl nie żyje.
13* Wspaniałe wieści! — powiedział lord Ulrich.
14* Może jakiś bóg jednak istnieje — stwierdził lord Siegfried, pozwalając sobie na słaby żart, z którego nikt się nie
śmiał.
Gerard przebył pokój jednym skokiem. Chwyciwszy wystraszonego posłańca za kołnierz, niemal go podniósł.
— Co z elfami, do jasnej cholery? Królowa Matka, młody
król? Co z nimi? Co się z nimi stało?
106

— Proszę. przenosząc spojrzenie od jednego dostojnika zakonu do drugiego. — Jakie przynosisz wieści o królu i królewskiej rodzinie? 62* Zdaniem niedobitków. rozumiemy. Mój pan uważa jednak. że nie poznał od razu imienia Samuval i nie skojarzył go z mężczyzną. a jej armie się rozproszyły. — Co prawda smoczycą nie żyje. Pod jego sztandarem gromadzą się tysiące. którzy zdołali dotrzeć do Solące. 65* Co z Solące? — spytał z niepokojem lord Tasgall. 61* Oczywiście. kto się do niego przyłączy. żeby wziąć udział w plądrowaniu królestwa elfów. Gerard był tak wstrząśnięty. elfy mogą wrócić do Qualinesti — rzekł z ciężkim sercem Gerard. bo obiecał majątek i darmową ziemię każdemu. jak wam wiadomo. przyglądając się Gerardowi nieufnie i trzymając się od niego z dala. Nie było posiłków do wysłania. To rycerz z Neraki. Gerard wypuścił zasapanego giermka.. zwróci oczy na Abanasinię. Żaden nie spojrzał błagającemu młodzieńcowi w oczy. który eskortował go 107 . by przejąć kontrolę. sir Gerardzie — rzekł lord Tasgall. wkrótce potem przybył jednak nowy dowódca. umocni swoją władzę w Qualinesti. Popatrzyli na siebie. a potem odwrócili wzrok. że kiedy ten lord Samuval. Posłaniec umilkł. jak każe się nazywać. Król podobno wydostał się bezpiecznie i dołączył do reszty swego ludu. panie — odparł z żalem posłaniec. Zebrał resztki wojsk Beryl i zajął Qualinesti. opuściły stanowiska i udały się na południe. Dlatego też mój pan prosi o wsparcie.. 64* Obawiam się. 60* Proszę o wybaczenie ciebie i was. 66* Chwilowo jesteśmy bezpieczni. 63* Przynajmniej teraz. ściszając głos — ale. Wojska Beryl. Haven jest wolne. Królowa Matka zginęła w bitwie ze smoczycą — powiedział posłaniec. który twierdzi. ostatnio przebywałem w Qualinesti i darzę te osoby głębokim uczuciem. że tak nie jest. kiedy smoczycą zginęła. czcigodni panowie — rzekł. panie! — wykrzyknął wstrząśnięty posłaniec. — Uznano ją za bohaterkę. które kontrolowały miasto. który uciekł przed gniewem smoka. że był obecny podczas ataku na Solanthus.

Po wyjściu z kaplicy Kiri-Jolitha znalazł się na mokrym podwórzu. marszałku Medanie. że któregoś dnia będzie miał okazję pomścić umarłych. Richard Kent. podołałby temu zadaniu? — Sir Gerardzie. dowódcy Czarnych Rycerzy. jest młody. Ale czy ktokolwiek. Gerard współczuł serdecznie młodemu królowi. by unieść taką odpowiedzialność. by do nich nie dołączyć. choćby nie wiem jak stary i doświadczony. a następnie wyszedł. jak ko108 . żebyś wyruszył dziś wieczorem. Miał nadzieję. — Gerard nie mógł sobie pozwolić na luksus smutku.przez obóz Miny.. który musiał teraz prowadzić swój lud na wygnanie. panie. czcigodny panie. by pytać o twoje zniknięcie. Przypomniał sobie o tym dopiero w drodze do Solanthus. Czy to cię zadowala? 24* Tak. : — Słucham. że Solamnijczycy nigdy nie wspomną o nim ani nie nazwą go bohaterem. żeby deszcz nie zalewał mu oczu. czego ci trzeba? 22* Muszę umówić się z tym. Schylił głowę. Czy masz wszystko. W tym zamieszaniu nikomu nie przyjdzie do głowy. Gerard widział go już wcześniej i młodzieniec wywarł na nim dobre wrażenie. Gerard oddał honory rycerzom z rady. Sugeruję. gdzie Richard ma czekać na wiadomość od Gerarda i jak będą się porozumiewać. ale rozsądny. — Potem będę gotowy do natychmiastowego wyjazdu. — Mianuję go twoim posłańcem. Jego pierwszą myślą było poszukać Odili i sprawdzić. Teraz mógł myśleć wyłącznie o Lauranie. że jeśli Laurana zginęła.. Wkrótce dwaj mężczyźni ustalili. dzielny marszałek Medan poprzedził ją na drodze do śmierci. oraz o swoim przyjacielu i wrogu. kto będzie przekazywał wiadomości ode mnie. a do tego świetnie jeździ konno — powiedział lord Tasgall. która zginęła w bitwie z wielką smoczycą. ale Gerard domyślił się. Wezwano Richarda. 21* Możesz odejść. panie — powiedział Gerard. To prawda. 23* Mój giermek. Ale tymczasem musiał się postarać. Gilthas był zbyt młody i niedoświadczony.

którą upieczono w piecu. owinął się peleryną i udał się do stajni. Zacznie pytać o to. którą powieszono przy ogniu. żeby przypadkiem nie wpaść na nią lub kogokolwiek innego. których będzie potrzebował. Czekała go długa podróż — długa.bieta się miewa. żeby nikomu o tym nie mówić. Uznał. łatwiej będzie w ogóle z nianie rozmawiać. Wybierając okrężną drogę. Wszedł do kuchni. dokąd jedzie i co planuje. że zamiast ją okłamywać. Ubrany tylko w koszulę i spodnie. a on dostał rozkaz. Okrycie było miejscami wciąż wilgotne i czuć je było mocno mokrą owcą. mokra i samotna. lepsza myśl przekonała go. poszedł zabrać rzeczy. żeby zostawił ją w spokoju. Nie wziął zbroi ani nawet swojego miecza. Następna. zapakował trochę jedzenia do sakwy podróżnej i świsnął bukłak z wodą i grubą pelerynę. ale dla jego potrzeb nadawało się idealnie. żeby wyschła. .

gdzie elfy rozpoczynały właśnie podróż przez Równiny Pyłu. Tu słońce przynosiło śmierć. by się przygotować do podróży. srogą krainę pod obcym. palącym okiem słońca — okiem. Nawet gońcy. co mogły. lecz dzikie i bezlitosne niczym oko mściwej bogini — elfy zaczęły nienawidzić słońca i z żalem je przeklinały. Na Równinach Pyłu słońce nie dawało życia.9 Równiny Pyłu Deszcze. zaledwie po kilku dniach wędrówki przez pustą. byłyby mile widziane na południu. czego oczekiwać. ich król — Mówcą Słońca. ale nikt z nich. gdy co dnia wstawało. Zrobiły wszystko. z wyjątkiem gońców. Elfy kochały nawet to nowe słońce. Nigdy dotąd żaden elf nie przeklinał słońca. bo chociaż jego światło wydawało się słabe. Teraz. które pojawiło się po Wojnie Chaosu. które nie było już blade i wyblakłe. blade i czasami niezdrowe. którzy utrzymywali kontakt z Alhaną Starbreeze z Silvanesti. Ich wieża była Wieżą Słońca. Qualinesti zawsze wielbili słońce. Słoneczny blask przepędzał ciemność i grozę nocy. nie był wcześniej tak daleko od ojczyzny i nie wiedział. nigdy nie przekraczali Równin Pyłu. Ich szlaki prowadziły na północ przez mokradła należące do smoczej zwierzch- no . nadal dawało życie ich krainie. które zalewały północne krańce Ansalonu i były taką udręką dla Rycerzy Solamnijskich. dawał życie różom i ciepło ich domom. okrutne i mściwe.

wiedzieli. odbyli niebezpieczną podróż przez korytarze krasnoludów albo wędrowali nocą pod osłoną drzew. Idąc za radą żony. którzy się tam zapuścili. grubych wełnianych szat. Elfi powstańcy — w większości Dzikie Elfy. Gilthas patrzył na to i potrząsał głową. że lepiej nie obciążać się przedmiotami. żeby zbudować nosze. Większość elfów uważała. Jeśli miało to znaczyć. które są cenne dla żywych. Mimo to wielu udało się zabrać z sobą torby i skrzynie pełne jedwabnych sukni. Ktoś wpadł na pomysł. że ich życie może zależeć od zdolności do natychmiastowej ucieczki i zdawali sobie sprawę. klejnotów i szkatułek na biżuterię. które były przyzwyczajone do spania pod gołym niebem — mieli lepsze pojęcie o tym. że elfia panienka nie zdoła już udźwignąć swych pantofelków do tańca. Gilthas nawet zastanawiał się. ile tylko mogła unieść. by transportować swój dobytek. co czeka ich lud. bagno stawało się coraz mroczniejsze i groźniejsze. które jej służyły. Qualinesti uciekli z domów. by starczyło na tygodniową podróż. Gilthas starał się przekonać swój lud. jak smoczyca rozciągała swe wpływy na krainę. wracali żywi. aby każda osoba zabrała tyle wody.niczki Onysablet. ale prawie natychmiast odrzucił ten pomysł. że to niezmiernie surowy nakaz i bezustannie narzekała. aby zostawił rodzinne pamiątki. Większość uchodźców miała dopiero odebrać tę bolesną lekcję. O ile jeden lub dwa elfy mogły się przekraść przez moczary i pozostać niezauważonymi przez smoczycę lub złe stworzenia. które będzie można ciągnąć za sobą. niech i tak będzie. Przedmioty te kryły słodkie wspomnienia ich przeszłości i symbolizowały nadzieję na przyszłość. całe plemię nie mogło ujść jej uwagi. tak że ostatnio tylko nieliczni. że w miarę tego. książek zawierających historie rodów. i wkrótce wiele elfów zaczęło związywać gałęzie drzew. Chociaż żaden z nich nie zapuścił się nigdy na pustynię. Nalegał. 111 . oraz dość jedzenia. ale nie mają wartości dla umarłych. czyby nie spróbować wędrówki tymi szlakami. Gońcy donosili. zabawek i lalek dla dzieci oraz wszelkiego rodzaju pamiątek rodzinnych. klejnoty i kroniki rodów.

która ciągnęła się po niebieski horyzont niczym srogie. Musisz się na to przygotować. żeby iść. bezlitosne i jałowe pomarańczowoczerwone morze. — Wyciągnęła rękę do męża i nakryła dłonią jego dłoń. Nosze pełniły teraz użyteczną rolę — niesiono na nich tych. którzy będą woleli umrzeć. Na tyłach kolumny Gilthas umieścił najsilniejsze elfy. mój drogi — powiedziała Lwica. jak z kamieniem u szyi. Każdy musi sam podjąć decyzję. jak się odpowiednio ubrać na pustyni. Jego wrogowie powiedzieliby: „Niech pustynia ich zabije". Nawet król nie może zadecydować o tym za nich. żeby porzucili swoje skarby. że tu są bezpieczni — bezpieczni. która drgała w gorącym słońcu. który zabrał z sobą większość rodowego majątku. którzy byli zbyt ciężko poparzeni lub chorzy. łącznie z małym zegarem. żeby trzymały straż. czy umrzeć z nią. tak że wędrowcy powłóczyli nogami i szli ze zwieszonymi głowami. Gilthas myślał ojej słowach. I na to się zanosiło. — Czyżby tego nie rozumieli? 87* Nie — rzekła bez ogródek Lwica — ale zrozumieją.85* Nie zmusisz ich. „Nie uda nam się" — uświadomił sobie Gilthas. Zrzuciły ubrania z powodu upału i wiele doznało straszliwych poparzeń od słońca. wydłużać się i oddalać. Przez pierwszych kilka dni marszu obawiał się ataku ze strony armii ludzi pustoszących Qualinesti. ponieważ nikt o zdrowych zmysłach nie marnowałby energii na ich ściganie. 86* Ale oni nigdy nie przejdą przez pustynię żywi! — Gilthas pokazał jednego z elfich szlachciców. który wybijał godziny. ale wkrótce po wejściu na pustynię zdał sobie sprawę. że są tacy. Spoglądając wstecz na pustynię. kiedy im się przyglądał. a Dzikie Elfy ustawił na skrzydłach. Gilthasie. 112 . Gorąco wysysało resztki sił i energii. żeby pomagały tym. — Pamiętaj. Elfy nie wiedziały. wlokąc się przez smaganą wichrem skalną równinę. — Nie próbuj. widział swój lud pomału podążający za nim. czy porzucić swoją przeszłość. Zniekształcone przez bijące znad skał fale gorąca sylwetki wydawały się falować w oczach. którzy mieli trudności. bo cię znienawidzą.

gdzie wioski i miasteczka na szlaku leżały oddalone od siebie o dzień marszu. Według mapy Duntol leżało prosto na wschód od Thorbardinu. To samo zjedzeniem. Wędrowcy pili za dużo wody. pustynną krainę. ale nie zauważyły śladu osady. Gilthas naiwnie sądził. i ta właśnie nadzieja ośmieliła go do wyruszenia w tę niebezpieczną wyprawę. inne błagały ze łzami w oczach. by Dzikie Elfy zebrały manierki i wydzielały wodę. że droga przez Równiny Pyłu będzie przypominać podróżowanie po innych częściach Ansalonu. Gilthas rozkazał więc. historię ich wędrówki można było wyczytać z porzuconych worków i rozbitych skrzyń zrzuconych z noszy lub wypuszczonych ze znużonych ramion. Gilthas słyszał. w których można znaleźć wodę. plemię zamieszkujące tę srogą. idąc wprost w stronę wschodzącego słońca. a on nie miał pojęcia. zamiast przeklinać słońce. że na pustyni są miejsca. Szczęśliwym trafem dla Gilthasa — i był to jedyny uśmiech szczęścia 113 . zabraknie im wody i jedzenia na długo przedtem. że w miejscu zwanym Duntol znajduje się osada Mieszkańców Równin. zanim dotrą do pozostałości starego Traktu Królewskiego. który prowadził do Silvanesti. Posuwały się naprzód powoli — rozpaczliwie powoli. Liczył tylko na jedno.Tak jak przewidziała Lwica. Skoro pokonują dziennie tylko kilka mil. Niektóre stawiały opór. gdzie ich szukać. Rozglądając się po czerwonym skalnym pustkowiu. Bez ich pomocy lud Qualinesti zginie. zanim dotrą do połowy drogi. Według map będą musiały przebyć dwieście pięćdziesiąt mil pustyni. Gilthas musiał być surowy i srogi. ale nie zaznaczono ich na mapie. Gilthas sięgał wzrokiem na mile w każdym kierunku i w żadnym z nich nie dostrzegał niczego prócz dalszych skał. Powiedziano mu. Na odebranie im cennej wody elfy zareagowały gniewem i strachem. zaczęli złorzeczyć królowi. a niektórzy. Elfy podróżowały na wschód. Musi spróbować odnaleźć Mieszkańców Równin. elfy zaczęły pozbywać się swej przeszłości. Chociaż nie zostawiały śladów na skałach.

którzy opłakiwali zmarłych. Pokazali się.— prefekt Palthainon doznał tak ciężkich oparzeń słonecznych. Zajrzał do szczeliny i niezbyt przytomnie pomyślał o tym. W końcu zawinęły je w wełniane peleryny i za pomocą sznurów spuściły ciała do głębokich rozpadlin w skale. 25* Teraz obserwatorzy się ruszyli — powiedziała Lwica. jaki błogi chłód musi panować na jej dnie. aż całkiem zachrypł. Machał rękami i krzyczał tak długo. żeby przykryć zwłoki. młody król rozkazał elfom iść dalej. że ich obserwują. Miał nadzieję. 6* Ale nie w naszym kierunku — stwierdził Gilthas. że ktoś dotyka jego ramienia. lecz oni tylko stali w miejscu. bo żadne z narzędzi. możemy upuszczać krwi koniom i przez kilka dni ją pić — powiedziała Lwica. nie dały rady przebić litej skały. czasami znikając im z oczu wśród skał. próbując coś zobaczyć w oślepiającym blasku słońca. kiedy konie padną? — spytał. — Mamy towarzystwo — powiedziała Lwica. aż oczy zaczęły mu łzawić. Nie dostrzegał żadnych szczegółów — były bezkształtnymi ciemnymi plamami. Elfy nie mogły ich pochować. — A co będzie. — Kiedy woda się skończy. ale zawsze pojawiając się ponownie. Wbijał w nie wzrok. W oddali widział falujące w gorącym powietrzu sylwetki trzech jeźdźców na koniach. wskazując na północ. Jeźdźcy jechali równolegle do elfów. Na smaganej wiatrem równinie nie mogły znaleźć kamieni. Nieznajomi nie sprawiali wrażenia groźnych. Nie chcąc tracić więcej czasu. ale po cóż mieliby tacy 114 . ale tak się nie stało. dotkliwie rozczarowany. Nękany przez zawroty głowy od chodzenia w upalnym słońcu Gilthas słuchał zawodzenia tych. Gilthas ocienił oczy dłonią. Poczuł. że jeźdźcy podjadą bliżej. Następnego dnia zmarły dwie ofiary poparzenia słonecznego. by przysparzać więcej kłopotów. że był zbyt chory. Kobieta wzruszyła ramionami. jakie posiadały. dając elfom do zrozumienia.

Elfy usiadły na rozpalonej skale. Znów skinął głową i wziąwszy ją za rękę. wyciągnął go przed siebie i wykrzyknął rozkaz. Był to człowiek niezmiernie wysoki. lecz cały czas spoglądał na tego. że oni nie lubią intruzów na swoim terytorium — ostrzegła go żona. — Idziesz rozmawiać z nimi — powiedziała Lwica głosem schrypniętym od braku wody. nie zdradzały. instynkt podpowiadał mu. ale i nie oddalili się. Zawrócił konia i pojechał na północ w stronę nieznajomych jeźdźców. palące słońce było jedyną bronią. Nieznajomi byli spowici w białe szaty. — Jeśli to Mieszkańcy Równin. chroniąc od słońca i upału. zrozumiał dlaczego. które okrywały ich od stóp do głów. nie mógł już dłużej tego znieść. dając do zrozumienia. który trzymał się lekko na uboczu. spoglądały na niego ciemne. że przy pasach mają miecze. Lwica ogłosiła postój. Wreszcie Gilthas. żeby marnować słowa. Młody król nadal dostrzegał bardzo niewiele szczegółów i kiedy podjechał bliżej. co się dzieje z nim albo z nimi samymi. o czym myślą ci ludzie. Jeden z jeźdźców wysunął się naprzód. mając w uszach płacz dzieci i jęki chorych i konających. pamiętaj. i chociaż Gilthas nie znał przyczyny. W ustach miał zbyt sucho. — Mogą cię zabić. Gilthas zauważył go. Obcy jeźdźcy nie wyjechali galopem na spotkanie Gilthasowi. zmrużone przed słońcem oczy. Czekali. Niektóre przyglądały się. ale większość była zbyt zmęczona i przygnębiona. Spod fałd tkaniny. górujący wzrostem nad pozostałymi. jak młody król odjeżdża. więc i 115 . Widział także.być. jakiej potrzebowali. którą owinęli głowy. że to on jest wodzem. żeby troszczyć się o to. uniósł jej dłoń do ust i pocałował. Gest mówił sam za siebie. Jeździec na przedzie dobył miecza. Zimne i beznamiętne. Gilthas nie zrozumiał słów. Jeśli uważali elfów za nieprzyjaciół. Mężczyzna pokiwał głową. aż on zbliży się do nich. że jest przywódcą.

Oderwał od niego oczy i znów spojrzał na nieznajomego. nieznajomy pognał konia i pogalopował prosto na Gilthasa. żeby się ruszyć. gdy wysoki człowiek uniósł rękę rozkazującym gestem. a potem zwrócił się ponownie do Gilthasa. Wysoki mężczyzna zaśmiał się z tego. Zmierzamy do krainy naszych kuzynów. Wszystkie brzmiały podobnie i żadne nie było zrozumiałe. Nieznajomy w odpowiedzi wyrzucił z siebie rój obcych słów. — Usiłujemy je przebyć. Gardło miał zdarte. Wyjechał naprzód i spojrzał na Gilthasa z aprobatą. — Dlaczego elfy. opuszczają tę krainę i najeżdżają naszą? Gilthas uświadomił sobie. mówił tylko ty116 . — Bądźcie pozdrowieni. Król nie ruszył się z miejsca. oblizując suche wargi. wzbijając przy' tym chmurę piasku i dając popis swych umiejętności jeździeckich. — Jestem po prostu zbyt zmęczony. które brzęczały wokół uszu króla. 36* Nie zamierzacie zamieszkać na Równinach Pyłu? — spytał wysoki mężczyzna. napęczniały i lśniący od kropel zimnej wody. Koło jego ucha świsnął niegroźnie miecz. by schował miecz. Miał zamiar coś powiedzieć. Uniósł poparzone od słońca ręce. Obcy zawrócił. — Przykro mi — powiedział Gilthas. Nawet nie drgnął. Gestem dał znać towarzyszowi. pogalopował z powrotem i zatrzymał konia.się zatrzymał. Machając mieczem. starając się mówić wyraźnie mimo spękanych warg. — Bin 'on du 'auth — powiedział. 35* Nie najechaliśmy na wasze ziemie — powiedział. Silvanesti. ale jego śmiech był krótki i urywany. 33* Jesteś odważny — rzekł we Wspólnej Mowie. — Mówienie sprawiało mu ból. które powinny mieszkać w swojej dostatniej krainie. który mężczyzna miał przy sobie. czerwieniąc się i przechodząc na Wspólną Mowę — ale więcej waszego języka nie znam. Nie marnował słów. że nie ma broni. 34* Nie — odparł elf. aby pokazać. że bezwiednie wpatruje się w bukłak.

który go poił. ogarnęła go taka tęsknota za ojczyzną. bo suchość w gardle uniemożliwiała mu kontynuowanie rozmowy. nie zamierzamy — powiedział z przekonaniem elf. Teraz w naszym kraju panoszą się Czarni Rycerze. co jest większe — odwaga elfów czy ich niewiedza. Nie mamy dość sił. podczas gdy jeden z jego towarzyszy sączył w wargi elfa strużkę wody. Z jego ust wydobył się ochrypły szept. — Jeśli się bardzo nie mylę — dokończył wysoki Mieszkaniec Równin —jesteś Gilthas. Gilthas zachwiał się w siodle. Żeby podróżować w upale dnia bez odpowiedniego ubrania. że mógłby się rozpłakać. inaczej umrzemy. Wysoki mężczyzna potrząsnął głową. Nie udało się. Musiał przerwać. Wypaliło je słońce. 38* Dlaczego uciekacie od swojej zielonej krainy i zimnej wody? — spytał wysoki mężczyzna.le. — Nie wiem. — Znów pokręcił głową. syn Lauralanthalasy i Tanisa I Półelfa. Chwilę później Gilthas leżał na wznak na ziemi. — Jesteśmy ludem zielonych drzew i zimnej. Qualinost. więc musimy.. Gilhas domyślał się. Mężczyzna. bystrej wody. — Kiedy powiedział te słowa. Nie miał jednak łez. którzy chcieliby całkowicie nas wytępić. — Skąd wiedziałeś? 117 . Spróbował ponownie.. Gilthas wlepił w niego zdumione oczy. Wiele elfów. Gad nie żyje. ile było trzeba. by z nimi walczyć. — Musimy wrócić do naszych lasów. że ten człowiek nie ma w zwyczaju marnować niczego dla nikogo. Dotyczyło to także współczucia.. została zniszczona w bitwie. — Smoczyca Beryl zaatakowała nasz kraj. 37* Uwierz mi. Wysoki mężczyzna otulony szatami siedział wygodnie przy nim. ludzi i krasnoludów poniosło śmierć w jej obronie. Gilthas starał się usiąść. przewrócił go z powrotem na plecy. patrząc w nieruchome oko mściwego słońca. ale nasza stolica..

Wędrowiec ciągnął dalej: — Dowiedziałem się. delektując się kroplami letniej wody. Może ty wiesz. Miał zamiar wymamrotać jakieś słowa pocieszenia. — Jak się ma. Wysłała mnie. — Umarła — rzekł Wędrowiec. Sądziłem. zanim mogła mi wyjaśnić. lecz smakowała mu bardziej niż najlepsze wino. najwyraźniej pozostawiając im decyzję. — Zamiast tego — rzekł cicho — znalazłem ciebie i twój lud. że znajdę w podróży jej ciało. dokąd się udała. a ona nie wyjaśniła. To moi towarzysze. żebyście prędzej opuścili naszą ziemię. twoja matka? — spytał. ale Wędrowiec nie zwracał na nie uwagi. co mu oferowano i był za to wdzięczny. Powiedziano mi. że Goldmoon miała wizję dotyczącą ich losu. Gilhas był zaskoczony jego obojętnym tonem. lecz jej duch znikł. patrząc w dal na równiny. — Nie przedstawił ich. ale Gilthas przyjął to. aby mieli ochotę. ale nikt nie wie. gdzie szukać mojej matki? Zanim Gilthas zdążył odpowiedzieć.— Jestem Wędrowiec — rzekł rosły mężczyzna — syn Riverwinda i Goldmoon. że uciekła z Cytadeli przed atakiem smoka. Nie była to bardzo uprzejma propozycja. że leży niepogrzebana. — Przedwczorajszej nocy przyszedł do mnie duch mojej matki i kazał mi się udać na południe. Gilthas znów zaczął mamrotać słowa ubolewania. żebym was poszukał. lecz wysoki mężczyzna mu przerwał. bo powiedziała mi. którą czuć było kozłem. Nie wiedziałem dlaczego. czy zechcą się sami przedstawić. może pomieszania zmysłów.. — Pomożemy ci — dodał człowiek— choćby tylko dlatego. — Jeśli musisz wiedzieć — dokończył Wędrowiec — powinieneś podziękować za ocalenie mojej matce. jakiego dostają bardzo starzy ludzie. że była w szponach jakiegoś szaleństwa. Widać nie byli rozmownymi ludźmi. gdzie spoczywa.. lecz nie wyglądało na to. Nie wydawała mi 118 . Gilthas zupełnie nic z tego nie rozumiał i mógł tylko przypuszczać.

W pobliżu znajdziecie oazę. mówiąc coś w języku Mieszkańców Równin. że jego koń także został napojony. 89* Mamy pieniądze. ale jego ciekawość wyparowała. gdyż smok zajmuje coraz więcej ziemi na północy. musiał bowiem skupić się na tym. Odpowiedział tylko. że nawet jeśli Goldmoon nie była obłąkana. co Wędrowiec zamierzał powiedzieć. czując w ustach smak zimnej wody. — Jak już mówiłem. czy jest martwa. — Tak zamierzamy — powiedział zmęczonym głosem Gilthas. że twarz Wędrowca spochmurniała z gniewu. Zwrócił się do swoich towarzyszy. Gilthas zastanawiał się. Wyślę towarzyszy do Duntol po prowiant i potrzebne rzeczy. Wędrowiec wstał razem z nim. — Próbujemy dotrzeć do Duntol — powiedział. — Znajdziemy jakiś sposób. Tam twój lud będzie mógł odpocząć kilka dni i nabrać sił do dalszej podróży. żeby wam się odpłacić — poprawił się niezręcznie. Z zadowoleniem stwierdził. Umilkł. Wędrowiec długo mu się przypatrywał i wydawało się. gdzie jest Goldmoon. — Nasze zasoby i tak sąjuż nadwerężone. Serce mu się ściskało. by utrzymać się na nogach. lecz najwyraźniej z tego zrezygnował. żeby zapłacić — zaczął Gilthas. Chciałby tu leżeć całymi dniami.się szalona. Gilthas z trudem wstał. Sprawiała wrażenie więźnia. Gilthas pomyślał sobie. Niemniej jednak wizja Wędrowca ocaliła im życie i Gilthas nie mógł za bardzo jej zaprzeczać. Nie zważając na wszelkie upomnienia. to jej syn na pewno był wariatem — świadczyła o tym jego mowa o duchach i niepochowanych ciałach. że coś powie. Ogarnęło go ogromne znużenie i senność. bo pomyślał o własnej matce. które leżała niepogrzebana na dnie nowo powstałego jeziora. ani czy żyje. podróżujemy do Silvanesti. 88* Jesteście za daleko na południe. 119 . kiedy zobaczył. Musiał jednak myśleć o swoich poddanych. kiedy widziałem jej ducha. by nadal leżeć. że nie ma pojęcia. — Opuśćcie naszą ziemię — powtórzył srogo Wędrowiec.

niekończącym się deszczem. wirujące słupy kurzu. a upalny dzień przesypiać. — Nie obraź się. opuścicie naszą ziemię i więcej tu nie wrócicie. 27* Czemu stale to powtarzasz? — spytał Gilthas. Zaprowadzę was do starego Traktu Królewskiego. 29* Wygląda na to. Ja zatrzymam swoje drzewa i wodę. i miał już zamiar go przeprosić. że jego wybuch mógł rozgniewać Mieszkańca Równin. że Otchłań jednego jest dla drugiego rajem — rzekł z uśmiechem Gilthas. którym będziecie mogli dojść do Silvanesti. i żyj w nim szczęśliwie. Wędrowcze. Czerwień skał na tle błękitnego nieba. 30* Mam taką nadzieję — powiedział mężczyzna — ale nie liczyłbym na to. kiedy ten wraz z Goldmoon odwiedził jego rodziców. Gilthas obawiał się. 120 . Nawet Otchłań nie mogłaby być bardziej pusta i wyludniona. Moi ludzie zajmą się waszymi chorymi i pokażą wam. cienie chmur płynące po pofałdowanym piasku. jak się ubierać. który dochodził zza tkaniny zakrywającej twarz Wędrowca. Gilthas bardzo słabo pamiętał Riverwinda z dawnych czasów. Wysoki mężczyzna zaproponował Gilthasowi. 28* Pustynia ma własne piękno — rzekł Wędrowiec. ale nagle przypomniał mu się ten wysoki myśliwy o surowej twarzy. toczące się kłęby solanki kolczystej i zapach szałwi. kiedy usłyszał jakby stłumiony śmiech. wypełniając powietrze swoją słodką wonią. Wędrowcze.Dwaj towarzysze Wędrowca odjechali galopem. 26* Pokażę wam. tak jak ty tęsknisz za gęstym sklepieniem stale ociekających deszczem liści. jak budować schrony od słońca. Ruszycie tą drogą. że go odprowadzi. Brak mi ich. — Po deszczu raptownie ożywają kwiaty. które oplątują nogi i duszącym zapachem pleśni. kiedy jestem z dala od nich. ale nie potrafię sobie wyobrazić. — Możesz zatrzymać swój raj. — Musicie podróżować chłodną nocą i wczesnym rankiem. żeby chronić waszą jasną skórę od słońca i się nie przegrzewać — oznajmił Wędrowiec. pnączami. żeby ktoś o zdrowych zmysłach chciał żyć w takim miejscu.

Sprawdziwszy. od upadku Cjualinostu. nie planujemy zostać na pustyni dłużej niż to konieczne. odwrócił się do Gilthasa. że nie mogę podać ci więcej szczegółów. Ostatnio Giłthas słyszał. ale nie trzeba chyba mówić. gotowe wkroczyć do swej byłej ojczyzny. barwnych plamek. że wasi pobratymcy nie zwierzają się nam. od wielu tygodni. stanowczo temu zaprzeczając. ale kurierzy z Silvanesti przyjaźnili się z orłami. Wędrowiec spojrzał na grupę elfów. młody elf dodał: — Zamierzamy iść do Silvanesti bez względu na to. Zapewniam cię. że tarcza znikła i że wojska królowej elfów stoją na granicy. co się wydarzyło. lecz podupadł na duchu.67* Czemu? — spytał zaniepokojony Giłthas. ale w rzeczywistości nie otrzymał wiadomości od wygnanej królowej Silvanesti. która je otaczała. jastrzębiami i każdym stworzeniem. ponieważ stale był w drodze. by ją przebyć. Alhany Starbreeze. że posłańcom Alhany trudno było go znaleźć. które miało bystry wzrok. Wierzysz w tę pogłoskę? Giłthas pokręcił głową. Kiedy Wędrowiec nadal milczał. Mówił pewnie w obecności tego nieznajomego i swojego ludu. czy z jego koniem wszystko w porządku. Można by argumentować. Alhana Starbreeze toczyła bój o to. — Mężczyzna zwrócił ciemne oczy na Gilthasa. które wykwitły między skałami bez pomocy życiodajnego deszczu. 70* Wieść niesie. 69* Mimo to widzę. — Nie słyszałem. by ponownie wejść do Silvanesti i zniszczyć tarczę. że wierzysz w tę plotkę — powiedział Giłthas. że Silvanesti wpadło w ręce Czarnych Rycerzy. — Nie byłem całkiem zdecydowany. 72* Żałuję. czy ci o tym powiedzieć. — Nie słyszałeś o tym? 71* Nie — odparł elf. Gdy- . Ostatnio pogłoski krążą w powietrzu niczym nasiona dmuchawca. — Co wiesz? 68* Nic pewnego — odparł Mieszkaniec Równin.

Alhana nie wysłała gońców i chyba już wiedzia ł dlaczeg o. Kol ejne brze mię do udź wig nięc ia.by chcieli go znaleźć. potrafili by to zrobić. el121 . Jeśli to była pra wda .

Mimo to nie mogły przecież zostać na pustyni. To. Teraz nie powinienem dłużej zwlekać z powiedzeniem moim poddanym. Ostrzeżenie to oręż. lecz dostrzegł w jego ciemnych oczach ciepło uśmiechu. Wyprostował się w siodle. mogło być przecież tylko znużeniem. 90* Dziękuję ci za tę wiadomość. Wędrowcze. Chciałby na niego zasługiwać. Gilthas był wdzięczny za komplement. przynajmniej niech się to stanie pod cienistym drzewem" — pomyślał Gilthas. . co zostało wzięte za odwagę. lecz zmierzały wprost ku niemu. Gilthas nie widział warg mężczyzny zza fałd materiału. Ile dni nam zajmie podróż do Królewskiego Traktu? 91* To zależy od waszej odwagi — odparł Wędrowiec. że nadchodzi pomoc. „Jeśli będę musiał umrzeć.fy nie uciekały od niebezpieczeństwa. żeby podróż potrwała długo. nie sądzę. który spowijał jego twarz. — Jeśli wszyscy twoi towarzysze są podobni do ciebie.

rycerz zaznajomił się z lokalnymi plotkami. Przywódczyni rycerzy. Zostawił wierzchowca w stajni zajazdu jakieś dwie mile od miasta. ale że traktowano ich dobrze i zachęcano do zajmowania się codziennymi sprawami. nie kazała ścinać głów. Z wieści docierających z Solanthus wynikało. ale gospodyni w zajeździe miała nadzieję. ale wygłaszała do ludności kazania o nowym bogu. jakby nic nie zaszło. oczywiście. Przedstawił się jako wojownik do wynajęcia i ciekaw był. niż chciał — wiedzieć o druzgocącej klęsce Rycerzy Solamnijskich i zajęciu miasta przez Czarnych Rycerzy z Neraki. by zjeść ciepły posiłek (a było to najlepsze. Posunęła się nawet do tego. co można było o nim powiedzieć). który przybył. co musiał — i więcej. nie docierało tu wielu podróżnych. Korzystając z okazji. by nakazać oczyścić i odbudować starą świątynię Paladine'a i poświęcić 123 . jak wielu się obawiało. by się nimi zaopiekować. że jego mieszkańcy nie byli torturowani ani masowo zabijani. którą podobno była wiotka dziewuszka. Och. Gospodę tę polecił mu giermek Richard. kilku ludzi wtrącono do więzienia. Natychmiast powiedziano mu wszystko.10 Włamanie do więzienia Gerard zamierzał wejść do Solanthus pieszo. czy w dużym mieście znalazłoby się dla niego zajęcie. ale pewnie na to zasłużyli. że interesy wkrótce pójdą lepiej. Odkąd Solanthus padło kilka tygodni temu.

ale nie bardzo zaskoczony informacją. niczego nie podejrzewającego gościa. — Słyszałem. Chodziła po mieście. że dobrze traktowała mieszkańców Solanthus. mocząc czerstwy chleb w krzepnącym sosie. że mieszkańcy Solanthus są tak dobrze traktowani. mogło być gorzej. Wiedział. jak sprawy się mają w rzeczywistości. Widział czerwone i błękitne smoki latające nad miastem oraz dusze zmarłych otaczające miejskie mury. co uszczęśliwiło kupców. które wyciągały się ku niemu ponad przepaścią śmierci. Szlaki handlowe między Solanthus i Palanthas. Nie. że jedynym sposobem. uzdrawiając chorych i dokonując innych cudów. Włos mu się wciąż jeżył na karku. Słyszała już coś podobnego. a żaden duch nie przyszedł do gospody domagać się jedzenia. by obie te rzeczy dało się zjeść. Był zdziwiony. poszła przyprawiać o niestrawność innego. ale realne. to było bardzo realne. gdyż był to jedyny sposób. Śmiejąc się pod nosem. aż wreszcie doszedł do wniosku. 124 .ją temu nowemu bogu. że w okolicy są złe smoki — powiedział Gerard. Odbył jedynie krótką rozmowę z charyzmatyczną przywódczynią Czarnych Rycerzy. jakie powiedziała. zostały ponownie otworzone. Niewyjaśnione. co usłyszał. że tak bardzo polubili Minę. że po Solanthus chodzą umarli! Kobieta prychnęła pogardliwie. Gerard podsunął resztki swojego posiłku psu z zajazdu i zastanowił się nad tym. jest pojechanie i sprawdzenie tego osobiście. żeby się o tym przekonać. od dawna zamknięte. jej obraz utkwił mu jednak wyraźnie w pamięci: widział okrutne bursztynowe oczy. rozwartych ustach i widmowych rękach ze zdartymi do kości palcami. Jednym słowem. Czy fakt. — Słyszałem. Lud Solanthus zaczynał ją wielbić. ale sama smoków nie widziała. ułatwiał czy utrudniał mu zadanie? Znajdował argumenty na poparcie jednego i drugiego. ilekroć pomyślał o tej armii o pustych oczach. — Zniżył głos. — I jeszcze gorsze okropności. gdy usłyszał. słyszał tembr jej głosu i pamiętał każde słowo. jak stwierdziła właścicielka zajazdu.

jakby nie zdarzyło się nic nadzwyczajnego. natychmiast podeszła pogawędzić. Zacisnął zęby i odparł. Reguła obiecywała nagrodę w przyszłym życiu każdemu. otrzepały z kurzu. którą okazał się kender. Siedział tak od trzydziestu minut. kiedy w głównej bramie miejskiej otworzyły się drzwiczki i wyleciało przez nie kilka istotek. Istotka. z którego widział bramę. by przysiadł się do niego. że to dla dobra sprawy. niesforne włosy. iż nie wygra konkursu na królową majowych tańców. Gerard doszedł do wniosku. Chciał- . — Koziziółek Plątoczuby — przedstawił się kender. jakby ktoś wystrzelił je z procy. uśmiechnął się przyjacielsko do kendera i zaprosił go. że jedna z nich przechodziła całkiem blisko Gerarda. lecz zatrzymał się w miejscu. — Jesteś chyba jednym z najbrzydszych ludzi. przyjaźnie machając ręką. i uścisnąwszy sobie nawzajem ręce. Będąc w pobliżu murów miasta. rycerz nie wszedł od razu do środka. Potrzebował więcej informacji o mieście i potrzebował ich od pewnych szczególnych osób. skąd mógł dyskretnie obserwować. Przypominając sobie. jeśli wolno mi zauważyć. Rycerz zawołał ją.Po zapłaceniu za posiłek i stajnię dla konia na tydzień Gerard wyruszył do Solanthus pieszo. Gerard zacisnął zęby. — Nieprzyjemnie niebieskie. — Wielkie nieba. gapiąc się na ospowatą twarz Gerarda i podziwiając jego żółte jak kukurydza. kto poświęca się dla dobra ojczyzny. Istotki pozbierały się. Usiadł w zagajniku. Tak się złożyło. że zdaje sobie sprawę. aleś ty brzydki — dodał radośnie. wyruszyły każde w swoją stronę. jakich widziałem. — I masz bardzo niebieskie oczy — stwierdził Koziziółek. że to przeżycie powinno mu zagwarantować apartament w jakimś niebiańskim pałacu.

byś zobacz yć. 125 . kender wysypa ł z kilku swoich toreb ich zawarto ść i zaczął w niej radośni e grzebać . co mam w sakwac h? Zani m Gerard zdołał odpowi edzieć.

Straż zbiera nas i wyrzuca. Bardzo dziwne. o którym nic nie wiesz. Fajnie było popatrzeć. Sprowadzili grupę Mistyków z Cytadeli Światła i rozmawiali z nimi. 27* Zgodziłem się. a tych. i opowiedziała nam o tym nowym bogu. Dziewczyna spytała ich. przerywając Koziziółkowi w połowie opowieści o tym. może być niebezpieczne? 126 . i powiedziała. — Jak tam jest w mieście? Słyszałem. czy chcą wiedzieć więcej o Jedynym Bogu. żeby do nas przyjść. że Jedyny Bóg już uczynił jeden cud i zwrócił ślicznej pani młodość i urodę. Tyle tylko. odprowadzono na jedną stronę. na drugą. A potem dziewczyna podeszła do nas i zadawała nam mnóstwo pytań. czy chcielibyśmy czcić tego nowego boga i mu służyć. czy nie powinniśmy zrobić wszystkiego. że oddawanie czci bogu. nie sądzisz? Skoro ten nowy bóg zadał sobie tyle trudu. a teraz uczyni jeszcze jeden cud i ożywi tę śliczną panią. że chcą. gdybym się nie zgodził. który pojawił się na Krynnie. które dawniej należało do Mistyków. — Mniej więcej tak samo jak zwykle. zdumiony. że teraz zabrali nas najpierw do takiego miejsca. którzy powiedzieli. Miała bardzo dziwne oczy. którzy nie chcieli. czy jakoś tak. i tych. 26* I co powiedziałeś? — zaciekawił się Gerard. jak wpadł mu w ręce młotek będący kiedyś własnością jakiegoś nieszczęsnego blacharza. Wśród tych ostatnich był jakiś starzec nazywany Mistrzem Gwiazd. Mistycy przyglądali się ślicznej pani i niektórzy zaczęli płakać. mówię ci! Była tam dziewczyna ubrana jak rycerz. Stanęła przed Mistykami.— Dopiero co opuściłeś Solanthus — powiedział Gerard. Koziziółek pokiwał głową z zapałem. A potem spytała nas. — Byłoby bardzo nieuprzejme. że rycerz mógł przypuszczać inaczej. że zajęli je Czarni Rycerze. oczywiście — odparł Koziziółek. żeby go zachęcić? 28* Nie sądzisz. co w naszej mocy. Dziwniejsze od twoich. a przedtem było świątynią jakiegoś dawnego boga. opowiedziała im o Jedynym Bogu i pokazała śliczną panią zamkniętą w bursztynowej skrzyni.

To znaczy. ile wydaje się ważne. Ogromnie ich lubi.. a ona da nam wielką nagrodę. Dziewczyna wyjaśniła nam. Gdyby któryś z nas go spotkał. że nazywa się Burrfoot? Tasslehoff Burrfoot? 79* Ten Tasslehoff Burrfoot — poprawił Koziziółek. 76* Co takiego? — zawołał zdumiony Gerard.73* Och. że to szafir? 127 . 81* Chociaż na wszelki wypadek — dokończył Koziziółek — mamy przyprowadzić do Sanction każdego Tasslehoffa Burrfoota. — Jak wam się udaje dostać do miasta bez. — Co powiedziałeś? 77* Kiedy? Wtedy... Tak bardzo. Koziziółek był zajęty przyglądaniem się z ciekawością kawałkowi potłuczonego niebieskiego szkła. — „Ten" jest bardzo ważne. że ostatnim" — dodał w myślach. jakiego widzę od wielu dni — odparł Gerard. żeby ta dziewczyna mogła mu się przyjrzeć. wracając pamięcią do kendera. 75* Nazywa się — mówił Koziziółek. przejęty swoją wyprawą — Ten Tasslehoff Burrfoot i jest. który rozpoczął całą tę przygodę. i właśnie zamierzam się za to zabrać. kiedy mówiłem o Solanthus. Tym specjalnym kenderze. Powiedziałeś.. 80* Tak. że tak zrobimy. wiem dużo o tym bogu — zapewnił go Koziziółek. nie widziałeś go gdzieś? 74* Jesteś pierwszym kenderem. Wszyscy obiecaliśmy. Przy okazji. 78* O kenderze. bo to nie może być byle jaki Tasslehoff Burrfoot. — Przynajmniej tyle. Podniósł go i spytał z zapałem: — Sądzisz. za szukanie tego kendera. 82* Chcesz powiedzieć: Solanthus — poprawił Gerard. czy kiedy mówiłem o dziewczynie.. czy kiedy mówiłem o nowym bogu. że ten bóg bardzo lubi kenderów. „I mam nadzieję.. chyba nie może — zgodził się Gerard. jakiego znajdziemy. mamy go przyprowadzić do tej dziewczyny. dając się zamknąć w Grobowcu Bohaterów w Solące. że szuka pewnego specjalnego kendera w szczególności.

„No to mam odpowiedź na jedno z moich pytań" — pomyślał Gerard. Razem ze swoją armią wybiera się do Sanction. jeden z żołnierzy dźgał nas mieczem. Obawiam się. 93* Powiedziałem: Sanction? — Koziziółek podrapał się po głowie. — To kawałek stłuczonego niebieskiego szkła. możesz mu powiedzieć. Powiedziałeś. Dziewczyna kazała nam siedzieć tam bardzo długo. co. i to właśnie w Sanction chciała widzieć Burrfoota. — Zastanawiałem się tylko. — Mnie się wydaje. że nie zostanie w Solanthus długo. że jest kimś bardzo szczególnym dla Jedynego Boga.Kiedyś znałem jednego Tasslehoffa Burrfoota — zaczął z wahaniem Gerard. powiedziałem: Sanction i to miałem na myśli. a potem oznajmił: — Pamiętam tylko. że to szafir — dodał Koziziółek i włożył kawałek szkła z powrotem do sakwy. że masz zaprowadzić tego Burrfoota do Sanction. że do tego czasu uciąłem sobie małą drzemkę. Chciałeś powiedzieć: Solanthus. a kiedy tylko któryś z nas próbował wstać i wyjść. Gdybyś się widział z twoim przyjacielem Tasslehoffem. jak się może wydawać. — Gdzie on jest? Jak go znajdę? 95* Nie widziałem go od dawna — powiedział Gerard. —'. dlaczego ten Burrfoot jest taki wyjątkowy. żeby dziewczyna to powiedziała. co wcale nie jest takie ekscytujące.92* Nie — odparł Gerard. 96* Nie sądzę. O co pytałeś? Gerard cierpliwie powtórzył pytanie. nie w Sanction. gdzie nowy bóg założy wielką świątynię. że Jedyny Bóg go szuka? I proszę. wspomnij o mnie. Po chwili namysłu pokiwał nią twierdząco. jest praktyką wspomagającą procesy myślowe. Dziewczyna i jej wojska są w Solanthus. jak powszechnie wiadomo. 128 . — Tak. Dziewczyna powiedziała nam. gestem nakazując kenderowi spokój. ale mogę się mylić. 94* Naprawdę? — Koziziółek zerwał się na nogi i z podniecenia zaczął skakać wokół rycerza. Koziziółek zmarszczył czoło.

że są z rycerzem najlepszymi 129 . które uznał za najbardziej stosowne dla swoich potrzeb. czy Koziziółek sam złożył taką przysięgę. Potem nadeszła trudna chwila. by uzupełnić szczegóły drogi. Był to czasochłonny i żmudny proces. 11* A ile taka informacja będzie warta dla kogoś twoich rozmiarów? — spytał Koziziółek. trząsł się nad kolekcją. Powiedzmy. — Weź oba — rzekł rycerz. i dwa zapasowe. Gerard to przewidział i wyciągnął sakiewkę pełną interesujących i dziwnych przedmiotów. której jeszcze nie opisał. albo cofał się. — A teraz możesz wyświadczyć mi przysługę. gdyż kender często przeskakiwał naprzód. bo Koziziółek pogrążył się w udręce niezdecydowania. Koziziółek kazał rycerzowi przysiąc na jego żółte włosy. by rycerz udusił kendera. Natychmiast tego pożałował. Wreszcie Gerard wybrał w myślach trzy wejścia: jedno. Gerard tak uczynił. że nigdy. Wreszcie Gerard złapał Koziziółek i kazał mu szczegółowo opisać każdą drogę. by poprawić informacje o przejściu opisywanym piętnaście minut temu. 9* Ktoś twoich rozmiarów? 10* Mniej więcej — odparł rycerz. który tymczasem uznał. i dochodząc do wniosku. które zwinął z rezydencji lorda Ulricha. Jaką inną drogą mógłby wejść do miasta? Koziziółek przyjrzał się wnikliwie Gerardowi. że to wysoce prawdopodobne. przenigdy nikomu nie zdradzi położenia tych miejsc. którymi można było się wślizgnąć niepostrzeżenie do Solanthus. Na nieszczęście. że ktoś ma bardzo dobry powód. aż wreszcie skończył rozdarty między zardzewiałym zatrzaskiem a starym butem bez obcasa. zastanawiając się. — Wybierz coś sobie — powiedział. Gerard musiał się pozbyć kendera. jego opisy były bardziej mylące niż pomocne. wzruszając ramionami. podczas którego bardzo niewiele brakowało.— Obiecuję — powiedział Gerard. żeby nie wchodzić do Solanthus przez frontową bramę. Oszołomiony taką hojnością Koziziółek opisał mnóstwo miejsc.

żeby przypomnieć Gerardowi. który przedstawia się imieniem Tasslehoff Burrfoot. że nie ma nic przeciwko temu. żeby zawiadomić Rycerzy Solamnijskich. mając jedno oko otwarte. tyle że zostanie tu jeszcze dość długo. wracając kilkakrotnie. Ustaliwszy to. a przede wszystkim nie pozwolili mu wpaść w ręce Czarnych Rycerzy. by szukali każdego kendera. Gerard obiecał i wreszcie zdołał się pozbyć kendera. Rycerz odparł. jeśli nie braćmi albo kuzynami. że nie zginie mu żaden wartościowy przedmiot. . czego szukała. Koziziółek. Wreszcie Koziziółek nie mógł dłużej znieść napięcia. Koziziółek może zaczekać. że gdyby zobaczył Tego Tasslehoffa Burrfoota. by się upewnić. prawdopodobnie było magiczne urządzenie do podróżowania w czasie. Gerard zaczął oczekiwać nadejścia nocy. ma go natychmiast przysłać do Jedynego Boga i wspomnieć. Spakował swoje skarby i poszedł sobie. Minęło piętnaście minut. Gerard nie potrafił uwierzyć. Tym. że jego przyjaciel. — Co oznacza — powiedział do siebie — że jeśli kendera można znaleźć. Zanotował sobie w pamięci.przyjaciółmi. to my powinniśmy być tymi. którzy to zrobią. Musiał zaczekać kilka godzin do zmroku i wypełnił sobie ten czas próbami odgadnięcia. a Gerard drzemał. podczas których kender nie mógł usiedzieć w miejscu. powinien otrzymać nagrodę. czego Mina może chcieć od Taslehoffa Burrfoota. Może się zdrzemnie. Wierny Koziziółek był gotów towarzyszyć Gerardowi w jego podróżach do końca życia. że przywódczyni Czarnych Rycerzy darzy kenderów jakąś wielką sympatią. złapali i dla bezpieczeństwa zamknęli rzeczonego kendera.

11 Więzienie śmierci Gerard bez trudu wślizgnął się niepostrzeżenie do miasta. jak zdoła zakraść się do wnętrza. Na dziedziniec wszedł patrol z kilkoma ludźmi. Z powodu ukrywania się przed patrolami i niedoskonałej znajomości ulic stracił dobre dwie godziny na błądzenie po mieście. Ulicami krążyły patrole. więc Gerard w celu ich uniknięcia musiał kluczyć. że Czarni Rycerze starają się zatkać wszystkie „mysie dziury" — drugiej jednak jeszcze nie znaleźli. próbując zmniejszyć straty. chować się w ciemnych bramach i kryć za stertami odpadków w zaułkach. To był zawsze słaby punkt jego planu. czego szukał — mury więzienia. Stanął na czatach w bramie i zastanawiał się. po cichu otwierał drzwi kil131 . Włamanie się do więzienia okazało się równie trudne jak ucieczka z niego. że na rozkaz Czarnych Rycerzy zamknięto wszystkie tawerny. Właściciel jednej z nich. którzy złamali przepis o godzinie policyjnej. Zdaniem właścicielki zajazdu w mieście wprowadzono godzinę policyjną. zanim wreszcie zobaczył to. Ulice Solanthus były ciemne i opustoszałe. Gerard dowiedział się. Wierny swojej przysiędze Gerard nigdy nie wyjawił położenia tego wejścia. Podsłuchując raport składany przez strażnika. Wprawdzie pierwsza wybrana przez niego droga okazała się zablokowana — co wskazywało na to.

W niektórych siedzieli mężczyźni. wyszedł jak najprędzej razem ze strażnikami. Gdy stróż wykłócał się z dowódcą patrolu. jak ma wyżywić rodzinę. która przyciągnęła uwagę patrolu. że z całą pewnością zamelduje swoim przełożonym o utrudnianiu mu wykonywania obowiązków. Zastraszony dozorca otworzył bramę i zawołał więziennych strażników. ale nie wyglądało na to. lecz po chwili obserwacji na twarz mężczyzny wypełzł pijacki uśmiech. Gerard wyślizgnął się z bramy. Prywatne przyjęcie przerodziło się w hałaśliwą burdę. jak mógł. wołając dozorcę więzienia. dodając. w jakiej mogli się zmieścić. w innych kobiety. Naciągnął na głowę kaptur peleryny. Kiedy tylko dozorca się zjawił. by ich wypuścić. do gromady awanturników. po czym więzień wsparł głowę na ramieniu rycerza i rozpłakał się. Przekazano im aresztantów i patrol odmaszerował. Dowódca patrolu groził. że wszystkie cele są przepełnione i nie ma już miejsca dla kolejnych więźniów. do której wrzucono Gerarda. Gerard wstrzymał oddech. więźniowie zaczęli krzyczeć. że rycerz nie odważył się usiąść z obawy. wymiocin i odchodów był nie do zniesienia. Gerard dostał mdłości 132 . Straż chciała się jak najszybciej pozbyć tego uciążliwego ciężaru. W sąsiednich celach sytuacja przedstawiała się równie źle. Strażnicy zaprowadzili Gerarda i pozostałych do budynku więziennego. więc waliła w drzwi. Protestował. a wszyscy krzyczeli. i teraz goście wraz z właścicielem szli do więzienia. że zostanie zadeptany. Smród niemytych ciał. Wepchnąwszy aresztantów do pierwszej celi. panował już taki ścisk. że pójdzie sobie i zostawi aresztantów na ulicy. Jeden z aresztantów śpiewał na cały głos. Dozorca przyszedł. żeby się ucieszył. Jeden z więźniów spojrzał na niego i zamrugał. przebiegł przez ulicę i stanął z tyłu grupy aresztantów. Kolejny więzień wymiotował na bruk. zgarbił się i przysunął najbliżej. Mężczyzna nie zwracał na nich uwagi. W celi. skoro odebrano mu środki utrzymania.ku regularnym klientom. Właściciel tawerny załamywał ręce i pytał.

Gerard zauważył. zastanawiając się. czemu ci czarodzieje budzą taki lęk. że będzie to niemożliwe. Kilka godzin tutaj i smród tak do niego przylgnie. — Przynajmniej byli nimi.i zakrył sobie usta i nos dłonią. Nie jestem pewny. 84* Ty możesz tam pójść. które dzieliły ich cele. rozpaczliwie i bezskutecznie usiłując przefiltrować zaduch przez palce. Po kilku chwilach poświęconych na przekonywanie siebie samego. — Wystarczająco przykro patrzeć na nich w biały dzień. Rycerz przecisnął się przez ciżbę na tyły celi. że jego ubranie i on sam wyglądają zbyt czysto. jak najdalej od przepełnionego kubła z nieczystościami. dobrze? Mężczyzna kucnął na podłodze i zamknął oczy. — Palin? — zawołał półgłosem. 89* Jak to? Co im się stało? 90* Zobaczysz — przepowiedział posępnie więzień. I całe szczęście. — Teraz daj mi spać. Szturchając jednego z kolegów z celi w żebra. Obawiał się. że też powinien spróbować się zdrzemnąć. 85* Przecież jest pusta — zaprotestował Gerard. wydaje się pusta. Był mile zaskoczony. machnął kciukiem w jej kierunku. że pewnie do końca życia się go nie pozbędzie. ale teraz nie musiał się już o to martwić. kim są teraz. jeśli chcesz — odpowiedział więzień. chociaż miał niewesołe przeczucie. Gerard uznał. Przetarł zaspane oczy i spojrzał z zaciekawieniem na lokatorów sąsiedniej celi. — To ty? 133 . by nie wzbudzić podejrzeń. 88* To czarodzieje — mruknął mężczyzna. — Mężczyzna skrzywił się. Zaskoczony Gerard przycisnął twarz do prętów. gdy zbudził się kilka godzin później i zobaczył słońce. duża i przestronna. 83* Dlaczego nie umieszczą kilku z nas tam? — spytał. które usiłowało się przesączać do celi przez wąskie okna. — Ja zostanę tutaj. 86* Wcale nie. patrząc na niego ponuro. 87* Kim oni są? — spytał zaciekawiony rycerz. że nie zwymiotuje. Po prostu ich nie widać. iż sąsiednia cela.

żeby przekrzyczeć kaszel. żeby zjedli. tak wychudzony. krzyki i narzekania innych więźniów. — Tacy już byli. no nie? „Tak — pomyślał Gerard — to prawda". mag odwrócił oczy i znów utkwił je w pustce. Mag przypominał Palina. jakby czekał na dalsze słowa lub czyny rycerza. tym razem trochę głośniej. Gerard jeszcze raz zawołał Palina po imieniu. Miał ciemne włosy. rzężenie. kiedy tu trafiłem. że sprawiał wrażenie trupa. to zwykle schludny czarodziej nie mył się. Mężczyzna siedział na pryczy z oczami bezmyślnie wpatrzonymi w pustkę i pozbawioną wyrazu twarzą. Każdego dnia ktoś przychodzi. Siedzą tak całymi dniami. a przynajmniej z pozoru. Zastanawiał się. ponieważ mrowienie ustało. Zamierzał znów zawołać. 134 . Był to elf. Ale jeśli to był Palin. klepiąc się po szyi. nie czesał ani w ogóle nie dbał o swój wygląd od tygodni.Szczerze mówiąc. — Palin! Co ty tu robisz? Co ci się stało? Jesteś ranny? Szlag by trafił te pchły! — Gerard drapał się zawzięcie po karku i potrząsał ubraniem. Mag uniósł głowę i popatrzył na niego. nie miał pewności. aż wreszcie zrezygnował i skupił uwagę na pozbyciu się dokuczliwych pcheł. gdy jego uwagę odwróciło uczucie łaskotania na karku. Jego szaty początkowo mogły być czarne. niezwykłe u elfów. 97* Co się stało tym dwóm? — spytał Gerard współwięźnia. Elf siedział równie nieruchomo jak jego towarzysz. Wreszcie odniósł sukces. Na drugiej pryczy siedział drugi mag. a było to trzy dni temu. — Cholerne pchły — mruknął. z takim samym wyrazem otępienia na twarzy. charkanie. Na ich widok ciarki człowieka przechodzą. którzy z reguły byli blondynami. i skórę barwy zbielałej od słońca kości. Gerard próbował jeszcze kilka razy. Kiedy ten tylko powtórzył poprzednie pytania. ale od brudu i kurzu zrobiły się szare. Palin długo przyglądał się Gerardowi otępiałym wzrokiem. 29* Nie wiem — padła odpowiedź. nie golił. przynosi im jedzenie i wodę i pilnuje.

ani umarły — miał wrażenie. — Jeśli musisz wiedzieć. przynajmniej zmuszony jestem zakładać. My go nie obchodzimy. ale jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem. to nie żarty — odparł spokojnie duch Palina. by pomóc magowi. Byliśmy przyjaciółmi. że dusi się w kamiennych ścianach. Dostrzegając na jego szatach plamy czegoś. jak najdalej od budzącego odrazę siennika. 95* Twój ojciec cię kochał i miał ci do przekazania coś ważnego — powiedział Dalamar. że nie byłem zbyt miłym kompanem. może nie przyjaciółmi. To Rycerz Solamnijski. — Poza tym Caramon był całkiem martwy. Może to ma jakiś związek. to była strata czasu — zauważył Dalamar. przynosiło mu ulgę. — Zakładam. miałem nadzieję. no. Wiesz. że nie jesteśmy. że maga bito lub torturowano tak długo. a ja muszę przyznać. a potem odwrócił głowę. A tak w ogóle. jakie to uczucie wzdychać — myślałem. że to tam oblazły go pchły. aby mnie lubił. Gerard doszedł do wniosku. Usiadł na podłodze celi. 91* Co starałeś się osiągnąć? — spytał. Teraz nie mógł zrobić niczego. co wyglądało na zaschniętą krew. że uda mi się z nim porozumieć. na jaką pomoc z jego strony liczyłeś? 135 . 93* Też coś! — parsknął pogardliwie Dalamar. Z sercem ciężkim od żalu i litości bezwiednie podrapał się po szyi. Znamy się z Qualinesti.co się przydarzyło Palinowi. że oddycha świeżym powietrzem. Nikogo nie obchodzimy. Mimo to — Palin przypomniał sobie. co Solamnijczycy sądzą o magach. Poza tym. w którym zmuszony był przebywać — nie będąc ani żywy. Duch elfa stał w pobliżu jedynego okna celi. przemówić do niego. My nie jesteśmy. 92* Nie.. będzie mógł coś zrobić w przyszłości. że nie były ci w głowie żarty. Samo wyobrażanie sobie. że masz więcej rozumu. — Myślałem. Nie sądzę.. kim on jest? 94* Nazywa się Gerard. Nie miał wątpliwości. aż postradał zmysły. że uda mi się skontaktować z tym człowiekiem. tak jak mój ojciec skontaktował się ze mną. Nawet w świecie zmierzchu. — Cóż.

Wrócił natychmiast i stwierdził. które niegdyś zamieszkiwały. Niespokojny Dalamar. w której przechowuje swój majątek. tak jak więzień jest przykuty łańcuchem do ściany. śmiało — rzekł Dalamar. ich duchy nie zostały zniewolone przez Takhisis tak jak dusze w nurcie rzeki umarłych. dokąd się udał. Z tego samego powodu nie lubił przebywać w pobliżu żywych. „Jeśli to prawda — pomyślał Palin — to co robisz podczas swoich samotnych wycieczek? Tylko nie mów mi. jaka łączyła duszę i ciało. że mag widuje się z Miną i stara się wynegocjować swój powrót do życia. Dalamar często opuszczał swoje ciało. Nie mógł przyłączyć się do dusz zmarłych. lecz druga część była gorzko rozczarowana. i część jego osoby cieszyła się. Palin próbował wyjść w ten smutny świat innych uwięzionych dusz. Nie potrafił jednak udowodnić swoich podejrzeń. szukając drogi powrotu do życia. — Nasze położenie raczej nie sprzyja skrywaniu tajemnic przed sobą nawzajem. a przynajmniej tak powiedział Palinowi. Palin był przekonany. że powinien być zadowolony. Ich duchy strzegły swych ciał równie zazdrośnie jak skąpiec skrzyni. pierwszy odkrył. chociaż nie poinformował go. Jego duch opuścił więzienie i Solanthus. ani nie słyszały. Mimo to po każdej wycieczce mag musiał wracać. że sami tworzyli te więzy.Palin milczał. chociaż nie na długo. lecz zżerał go strach. — No. 8* Nie udałoby ci się — rzekł Dalamar. które ani go nie widziały. by rozkoszować się kontaktem z przyrodą. Wiedział. że nie byli całkiem martwi. że nie rozważałem tej możliwości? 136 . — Sądzisz. Dokąd chodzisz i po co?". 7* Skoro musisz wiedzieć — powiedział Palin — miałem nadzieję. że przekonam Gerarda. Dalamar zdołał całkowicie zerwać więź. że podczas jego nieobecności coś może się stać jego ciału. Przez dłuższy czas po powrocie do życia duchy magów były uwiązane do ciał. że przesiadujesz pod sosnami. by mnie zabił. Być może dlatego. że nadal siedzi. gapiąc się w pustkę. Potem nie opuszczał już ciała.

jak kiedyś shalafi karmił i opiekował się tymi biednymi nieszczęśnikami. by znaleźć się z powrotem obok swego ciała. 137 . 97* A Takhisis znowu przywróciłaby nam tę namiastkę życia.. 100* Wydajesz się tego bardzo pewny. Po co marnować dobre ciała i kości. Ponowne zabicie ciała mogłoby przerwać więzy. Sądzisz. 99* Z początku było to prawdą. gdy oceni. jakie odnieśliśmy. 98* Po pierwsze — rzekł Palin — Takhisis nie jest moją królową. — Można rzec. Po drugie. skoro tak świetnie dajemy sobie radę — kwitniemy. Nie domyśliłeś się dlaczego? Dlaczego nasza królowa karmi nas i dba o nas tak. kiedy można je ożywić i wykorzystać? Takhisis ma już armię dusz. że bogini trzyma nas w pobliżu. mówiąc o eksperymencie? To oczywiste. zasklepiły się. że tak powiem — zaczynają jej przychodzić do głowy inne pomysły. — Będziemy mieli gości — ostrzegł. pozwalając im gnić w ziemi. czy nie. potwierdzając podejrzenia Palina. Maszerowali z kenderami wzdłuż cel. tak jak oni jego. wzbudzając tym głośną wesołość pozostałych więźniów. Nie my. jeśli to kiedykolwiek wpadnie jej w ręce. wlokąc kilku kenderów obwiązanych w pasie sznurami. Duch Dalamara wykonał nagły ruch i pomknął. żebyśmy to skończyli — powiedział z naciskiem Palin. Rany.96* Mogłoby się udać — nalegał Palin. Ale teraz. by posłużyć się magicznym urządzeniem do podróżowania w czasie. co masz na myśli. Zamierza uzupełnić swe siły. W więzieniu zapadła cisza. że słyszałem to u samego źródła. 101* Bo jestem — odparł Dalamar. które nas krępują. Wtem szyderstwa i obelgi raptownie ucichły. którym nadał miano Żywych? Jesteśmy obiektami jej eksperymentu. Ona to oceni. czy jej eksperyment powiódł się. Do celi weszli strażnicy. — Ciało żyje. że nie próbowałem? Ostatnie słowa zabrzmiały gorzko. więc nie uwzględniaj mnie w swoich przemyśleniach. Kiedyś nadejdzie czas.. — Ja. tworząc dodatkowo armię trupów. 102* Tym większy powód.

— Widzisz to błyszczące światło. że oni także są Tymi Tasslehoffami Burrfootami. że ma kendera. w której zamknięto ciała dwóch magów.Między rzędami cel szła Mina. z których większość twierdziła. — Czy jeden z nich jest kenderem. 138 . Mina chwyciła za sznur i przyciągnęła gromadkę kenderów do siebie. — Jeśli marzysz o wolności. — Każdy z nich twierdzi. Dziewczyna ignorowała ich wszystkich. — Odpowiadaj — rozkazała. Kenderów. że nie mają urządzenia. Kiedy tego nie zrobił. którego szukam? Czy któryś z was go poznaje? Trup Dalamara odpowiedział przeczącym kręceniem głową. Odprowadzając ich wzrokiem. ale odmówił udzielenia odpowiedzi. który nosiła na szyi. by opuścić ten świat. Trup Palina pokręcił głową. że jest Tasslehoffem Burrfootem — powiedziała do trupów. Mina ścisnęła w dłoni medalion. masz mi odpowiedzieć. — Palinie Majere — rzekła dziewczyna — rozpoznajesz któregoś z tych kenderów? Palin na pierwszy rzut oka poznał. Jeszcze inni wyciągali do niej ręce w bezgłośnym błaganiu. Po prostu siedział bezczynnie. niech marnuje czas na dowiedzenie się. Nie patrzyła ani w prawo. że żaden z nich nie jest Tasslehoffem. — Co to za różnica? Proste przeszukanie kenderów ujawni. że jest inaczej. Ten przejaw nieposłuszeństwa nie ucieszył Miny. Były jego stałą nadzieją i nieustanną udręką. nie interesowali ją ludzie za kratami. ani w lewo. gdzie się schronił prawdziwy Tasslehoff. Jeśli Minie wydaje się. Część więźniów przyglądała jej się ze strachem. te królestwa zaświatów? Palin ujrzał je. o spełnieniu pragnienia swej duszy. wyprowadzono. Mina wypuściła medalion z dłoni. inni odsuwali się od niej. — Powiedz jej wreszcie! — syknął Dalamar. Zatrzymując się przed celą. Palin zastanawiał się. Minę i jej boga ogarniała coraz większa bezsilna złość. Zachowaj bunt na coś naprawdę ważnego.

by nam ją odebrać. o czym właśnie się przekonałeś. Gdyby cokolwiek mu się stało — a który kender dożył sędziwego wieku? — wielkie plany i spiski Jej Mrocznego Majestatu obróciłyby się wniwecz. że mam ręce i nogi spętane kajdanami. „Jak zwykle — pomyślał — siedziałem i użalałem się nad sobą. i gdzie wszyscy są głusi. które teraz z nim płyną. żeby ją wykorzystać. a wtedy musimy być gotowi. w połowie rozgniewały. że Tas znajduje się w miejscu i czasie. gdzie nikt nie mówi moim językiem. którą Takhisis musi dopiero skorygować. „Nam — zastanawiał się Palin — czy tobie?". Słowa Dalamara w połowie go rozbawiły. Nadal masz odrobinę wolnej woli. a po zastanowieniu stwierdził. kto mnie zobaczy. — Kiedy przyłączysz się do rzeki zmarłych. . jak tego dokonam. Obiekt eksperymentu już się o to postara. Nasza zdolność samodzielnego myślenia i działania zawsze była jej największym wrogiem. Nadarzy nam się kiedyś okazja. musimy polegać na naszej jedynej mocnej stronie i mocno jej się trzymać. przekładając na słowa myśli Palina. ambitny kolega działał. Wiesz. Niezależnie od swojej potęgi musiała się borykać z poczuciem słabości. To słabość tego eksperymentu. Dopóki nie uda jej się jakoś znaleźć sposobu.Kender i jego urządzenie spędzały królowej sen z powiek niczym pluskwy. wiedząc. Takhisis" — przysięgał Palin. — Tym bardziej należy trzymać się życia — rzekł z naciskiem Dalamar. ale znajdę kogoś. Twój eksperyment zakończy się niepowodzeniem. podczas gdy mój samolubny. niemi i na dodatek ślepi. Co z tego. że całkowicie zawstydziły. że nigdy nie podobała jej się koncepcja swobody. w których nie powinno go być. Myśl ta mogłaby dodawać otuchy. utoniesz i na wieki będziesz zdany na łaskę jej nurtu. jak te nieszczęsne dusze. Nie wiem. że Krynn i jego mieszkańcy także obróciliby się wniwecz. gdyby nie fakt. Będę samolubny i ambitny jak dwóch Dalamarów. Dość tego. usłyszy i zrozumie. że zabłądziłem w obcym kraju.

Późnym popołudniem Gerard zaczął sądzić. Gerard zaczął mieć wątpliwości co do swojej misji. że resztę swego życia rycerz spędzi w celi. Co. co okazało się jednak niemożliwe. jeśli istotnie nikt nie przyjdzie? Rozmyślał o tym. Rycerz łudził się nadzieją. Zasłonił sobie twarz i nie ruszał się z podłogi. który sprawiał wrażenie niezbyt inteligentnego. że nikt więcej nie przyjdzie. był najgorszym w jego życiu. Strażnicy wrzucili do cel jedzenie i wnieśli wiadra wody do picia. gdy do bloku więziennego weszła Mina z kenderami. że się pomylił. jak mu się wydawało. kiedy usłyszał coś. podzwanianie mieczem. lecz woda była w smaku równie obrzydliwa jak smród w celach i Gerard zakrztusił się. póki nie wyszła. 140 .12 W obecności boga Dzień. co niezmiernie poprawiło mu humor — brzęk stali. Była ostatnią osobą. Z ponurą satysfakcją zauważył. że wcale nie jest tak bystry. i istniało poważne prawdopodobieństwo. czy rzeczywiście warto oddychać. Przyłapał się na poważnym zastanawianiu się nad tym. kiedy wydawało się. że dzienny stróż. jest — jeśli to w ogóle możliwe — jeszcze bardziej zaszczuty i zdezorientowany niż strażnik na dyżurze nocnym. który Gerard spędził w celi. kiedy ją przełykał. Być może jego plan nie był tak dobry. że się przyzwyczai do smrodu. jaką chciał widzieć. Po kilku godzinach. Zdziwił się. jak mu się zdawało.

Czarni Rycerze nie zwracali na nich uwagi. Gerard zerwał się na nogi. żeby mnie wypuścił. inni błagali. w której siedziało dwóch magów. w której zamknięto magów. po czym zatrzasnął zasłonę hełmu i podszedł do celi. 141 . który tu rządzi. Oczy rycerza połyskiwały w ciemności hełmu. nie chcąc mieć z nimi nic do czynienia. Gerard zdołał wysunąć rękę przez pręty i złapać jednego z Czarnych Rycerzy za rękaw. lecz komuś o nim powie. Mężczyzna odwrócił się gwałtownie. Nie wyciągnęli mieczy. Gerard mógł tylko mieć nadzieję. czy rycerz da o nim komuś znać. wpatrzonych w ścianę i niedostrzegających zamieszania. Starałem się przekonać tego ogromnego kretyna.Więzienni dozorcy nosili pałki. Więźniowie natychmiast podnieśli wrzawę Niektórzy domagali się uwolnienia. a na sobie kirysy nałożone na wełniane tuniki. Do więzienia weszło dwóch Czarnych Rycerzy z Neraki. Mężczyzna uniósł zasłonę przyłbicy. 104* Jestem jednym z was! — rzekł zdesperowany Gerard. Czarodzieje znikli na ponad godzinę. by nie czuć smrodu). Czarni Rycerze wyprowadzili Palina i jego towarzysza z celi. — Kapitan Samuval! — krzyknął Gerard. 103* Skąd znasz kapitana Samuvala? — spytał. Gerard przez ten czas zastanawiał się. — Muszę się widzieć z kapitanem Samuvalem. żeby się lepiej przyjrzeć Gerardowi. nie miecze. Szli do celi. dobrze? On mnie pozna. gdyby jej w porę nie cofnął. Miał nadzieję. Rzucając się naprzód. jaka zaszła. Sprowadź tu tylko kapitana Samuvala. by zdechł od smrodu. by umożliwić im porozmawianie o straszliwej pomyłce. że ten człowiek nie zostawi go tu. Na widok powłóczących nogami magów więźniowie cofnęli się. — Solamnijczycy wzięli mnie do niewoli i zamknęli tutaj. że imię kapitana Samuvala jest wystarczającym argumentem. Na głowach mieli hełmy ze spuszczonymi zasłonami (pewnie po to. Do tego skórzane spodnie i wysokie buty. ale on nie chce słuchać. ale ręce trzymali na rękojeściach. Rycerz przyglądał się jeszcze przez chwilę Gerardowi. Jego towarzysz dobył miecza i Gerard straciłby rękę.

to nie byłem ja. Więźniowie walili w kraty i wrzeszczeli na dozorców. — Solamnijka zbiegła. Kiedy się dowiedziałem. — Zaczynałem już sądzić. Utkwił ślepia w Gerardzie. 30* Jakie to szczęście. — Jestem pewien. Kiedy minotaur dotarł do jego celi. Zwierzoczłek o twarzy byka. Minotaur był dobrze uzbrojony. nie! — zaprotestował oburzony Gerard. — Pomyliłeś się! Ktokolwiek jej pomógł. ruszyłem za nią w pościg. gdzie jest — warknął minotaur. że uciekła. że mnie pamięta. czy ma się martwić. Miałem więźnia — kobietę Rycerza Solamnijskiego. Gdzie kapitan Samuval? 31* Jest. — Czego chcesz od niego? 32* Chcę. czy czuć ulgę. tym straszniejszej. 34* Nie. 33* Pamiętam — powiedział minotaur. że omal się nimi nie udławili. żeby sprawdzić. panie. żeby znów spróbować porozmawiać z Czarnymi Rycerzami. był tak wysoki. żeby nie zahaczać ostrymi rogami o niskie sklepienie. Dogoniłem ją. że tu zgniję. Zmrużył oczy. ale wyleciało mu z głowy. Ktoś jej pomógł. i nie wiedział. starając się jakoś sobie poradzić bez tego.Brzęk mieczy obwieścił powrót rycerzy. a niektórzy tak szybko zdusili krzyki. brązowego futra patrzyły inteligentne oczy. że z gęstwy zmierzwionego. 142 . Do bloku więziennego wszedł minotaur. gdy nagle wrzawa ucichła. Gerard pospieszył naprzód. w tym w ciężki miecz. Ty. panie. jeśli nie liczyć skórzanej uprzęży. czy zdołałby go unieść w obu rękach. że musiał chodzić zgarbiony. co do którego Gerard miał wątpliwości. panie — rzekł. Rozpaczliwie usiłował przypomnieć sobie imię minotaura. ale znaleźliśmy się blisko linii Solamnijczyków. żeby za mnie poświadczył — rzekł rycerz. Mężczyzna odgadł prawidłowo. pozostali więźniowie urządzili wyścigi. Byłem w twoim obozie tuż przed atakiem na Solanthus. Być może i ty mnie pamiętasz. Mężczyźni ponownie posadzili swoich otępiałych podopiecznych na pryczach. Gerard miał cały przód celi dla siebie. kto szybciej zaszyje się w głębi pomieszczenia. Jego muskularny tors był nagi. że potwór przyszedł zobaczyć się z nim.

— Posłuchaj mnie. poszedł na koniec korytarza porozmawiać z dozorcą. 108* Zamierzam złożyć uszanowanie Pani Nocy Minie — powiedział Gerard — ale nie mogę stanąć przed nią w takim stanie. W tym momencie gotów był uściskać minotaura. tylko przypatrywał mu się. Paznokcie zwierzoczłeka wpijały się boleśnie w ramię rycerza. że powinien sprawiać wrażenie obrażonego. — Czy siedziałbym w tej cuchnącej dziurze. czy jacyś rycerze są trzymani w niewoli — powiedział minotaur. jakim jesteś — oznajmił minotaur. by wykonać polecenie. Dozorca pognał..Krzyknęła i zanim zdołałem ją uciszyć — przeciągnął ręką po gardle — Solamnijczycy przyszli jej z pomocą. Gerard zobaczył. żebym się umył i znalazł jakieś przyzwoite ubranie. — Wypuśćcie go — rozkazał minotaur. że strażnik patrzy na niego. 107* Zaprowadzę cię do Miny — oznajmił minotaur. Gerard wyszedł z niej przy wtórze rzucanych półgłosem przekleństw i gróźb współwięźniów. 143 .. a potem kręci głową i bezradnie podnosi ręce. ale uznał. 109* Zobaczy cię takim. panie — rzekł poirytowany rycerz." Minotaur położył na ramieniu Gerarda ciężką dłoń. dodając po namyśle: — Ona widzi nas wszystkich takimi. Daj mi trochę czasu. 105* Nasi ludzie sprawdzali po bitwie. gdybym nie mówił prawdy? Minotaur przyglądał się Gerardowi jeszcze przez chwilę. Odwróciwszy się na pięcie. a nie ucieszonego. Włożył klucz do zamka i otworzył drzwi celi. Gerard nie miał pojęcia. Sam zaklął i posłał dozorcy wrogie spojrzenie. 106* Próbowałem im wtedy wytłumaczyć — rzekł rozzłoszczony Gerard. jakimi jesteśmy. jakie myśli się kłębią w rogatej głowie zwierzoczłeka. Wzięli mnie do niewoli i od tego czasu siedzę w więzieniu. — Mówię im to od tamtej pory! Nikt mi nie chce uwierzyć! Minotaur nic nie odpowiedział. Nie dbał o to. Nie był to przyjacielski gest.

gdyż Gerard nie był z tych. właściwie jedynym przyjacielem. Gerard ruszył z minotaurem ulicami Solanthus. dowie się. Gerard wspomniał kilka razy o Sanction. Jeśli ktokolwiek znał plany Miny. jakie ma zamiary. a brzmiało ono Galdar) wyprowadził rycerza z więzienia. a potem wróci. ale jedyną odpowiedzią zwierzoczłeka były zimne. Rycerz dał za wygraną i skupił się na obserwowaniu życia w Solanthus. Minotaur (którego imię Gerard wreszcie sobie przypomniał. że się z nią nie pożegnał i nie zasugerował przynajmniej. Ludzie chodzili ulicami. czego Gerard się obawiał. żeby złożyć meldunek. że odwagę znajduje się na dnie szklanki krasnoludzkiej gorzałki. że zdoła odzyskać rycerski rynsztunek (znał magazyn. Była jego najbliższą przyjaciółką. szczególnie o Odili. Miał nadzieję. Gerard rzucił okiem na Palina. by nie napotkać spojrzenia licznych patroli. pokręci się w koszarach wśród innych rycerzy i żołnierzy. jak mu ciarki przechodzą po plecach. ponure spojrzenia. którzy łatwo nawiązują przyjaźnie. Cisnęły mu się na myśl wspomnienia. kto jakie dostał rozkazy. Wszystkie tawerny były pozamykane. Gerard słyszał powiedzenie.Ponieważ było to dokładnie to. ale robili to w sposób zalękniony i pospieszny. Galdar poprowadził Gerarda obok Wielkiego Dworu. posłucha najnowszych plotek. Mag nawet nie drgnął. Minotaur jednak nie zaliczał się do gadatliwych istot. wcale mu się nie paliło do przesłuchania przez Minę. Czarną tkaninę rozpięto także na drzwiach innych lokali — najczęściej sklepów z towarami dla magów i tych. Potrząsając głową i czując. a ich drzwi ceremonialnie opieczętowano pasami czarnego materiału. W bu144 . Nic jednak na to nie można było poradzić. gdzie poprzednio Gerard stał przed sądem. trzymając głowy spuszczone. Wychodząc. Na horyzoncie pojawił się Wielki Dwór. Teraz było mu przykro. i podejrzewał. był to Galdar. że dlatego właśnie zamknięto knajpy. zajmowali się swymi codziennymi sprawami. w których handlowano bronią. w którym schowali go Solamnijczycy) i wtopi się w tłum.

że tłum czeka na wejście. Świątynie służyły Rycerzom Solamnijskim do nauki lub medytacji. Jej front zdobiły cztery białe kolumny. lecz eleganckimi kształtami. Świątynia Paladine'a.dynku. — Ci ludzie przyszli posłuchać o Jedynym Bogu. Gerarad nie miał pojęcia. Wokół zewnętrznych wrót świątyni Paladine'a zebrała* się spora grupa mieszkańców miasta. Z tych dwóch świątynia Kiri-Jolitha była starsza i nieco większa. Rosły w nim białe róże. prawda? Pysk minotaura wykrzywił uśmieszek. — Sam bym się natychmiast tam wprowadził. by przypominały fale. — Nic dziwnego. Drzwi były zamknięte i wydawało się. Dla mieszkańców Solanthus były ostojami spokoju i ciszy. i często widywano ich tam spacerujących z rodzinami. Z portyku spływały marmurowe stopnie. także kapłanów. przyciągała oczy prostymi. W świątyni zastaniesz wielu modlących się mieszkańców Solanthus. który najwyraźniej został zmieniony w koszary. ponieważ bóg ten był uważany za specjalnego opiekuna Solamnijczyków. ale minotaur zaprowadził go do starych świątyń w pobliżu dworu. szukając domu. Dwie świątynie łączył dziedziniec i różany ogród. panie? — spytał Gerard. a co za tym idzie. Zwierzoczłek omal nie parsknął śmiechem. gdybym błąkał się po wszechświecie. Uzdrawia chorych i czyni inne cuda. — Co tu robią ci ludzie? Nie grożą chyba napaścią. że tam się zatrzymają. — Co tu się dzieje. Każdego dnia Mina przemawia do tłumów. Gerard sądził. Solamnijczycy dbali o świątynie i pielęgnowali różane ogrody. wzniesiona z białego marmuru. zaokrąglone tak. Cokol145 . roiło się od żołnierzy i rycerzy. symbol zakonu Rycerzy Solamnijskich. że ten Jedyny Bóg patrzy na nie zazdrosnym okiem — powiedział do siebie Gerard. co na to odpowiedzieć. Dawniej kaplice te były poświęcone bogom najbardziej cenionym przez Rycerzy Solamnijskich — Paladine'owi i Kiri-Jolithowi. Nawet po odejściu bogów.

Dezaprobata? Trudno było w to uwierzyć. który sam był minotaurem. 146 . wzdychając. 101* Znów zostanie przywrócona do życia — powiedział Galdar. Może Galdar miał wątpliwości co do tego nowego Jedynego Boga. a potem zatrzymał się tak raptownie. Została uwięziona w żywicy. że zawsze opisywano ich jako żarliwych wyznawców swego poprzedniego boga. Mijali właśnie ogród różany. które wydawały się przetykane srebrnymi promieniami księżyca. Obejrzał się na sarkofag. Niemniej jednak. Sargonnasa. Rycerz zanotował to sobie w pamięci jako przypuszczenie. — Jedyny Bóg obiecał uczynić wielki cud. Gerard usłyszał dziwny ton w głosie Galdara i z zaskoczeniem spojrzał na minotaura. z bólem serca patrząc na ciało uwięzione w bursztynie. Podobno miała ponad dziewięćdziesiąt lat. poszukującą. co wiedział o rasie minotaurów. kiedy Gerard zastanowił się nad tym. Tak Jedyny Bóg nagradza wiernych. — Pokazał ręką. popatrzył. więc się nie odzywał. bardzo starą kobietą. Wielu mieszczan otaczało bursztynową trumnę. Jej białe szaty były bursztynowe. Była także matką Miny — jej przybraną matką — poczuł się zmuszony dodać. — Co to jest? 99* Sarkofag Goldmoon — wyjaśnił minotaur. Rycerz zamrugał. Jej złocistosrebrne włosy miały kolor bursztynu. skoro nie żyje — mruknął Gerard. — Goldmoon była niegdyś przełożoną Mistyków Cytadeli Światła. współczującą. ale i zagubioną.wiek przychodziło mu na myśl. — Była bardzo. 100* Co jej z tego. jak pozostałe owady. Pamiętał dobrze Goldmoon. Minotaur popchnął Gerarda i mężczyzna musiał pójść dalej. 98* Zaczekaj! — krzyknął zdjęty zgrozą Gerard. przypomniał sobie. Znów jest piękna i młoda. — Zaczekaj chwilę. pamiętał jej twarz. silną. wpakowałoby go tylko w kłopoty. pamiętał jej piękne złote włosy. które może przydać mu się później. Spójrz na nią. gapiąc się na ciało wewnątrz. że poirytowany Galdar omal nie urwał mu ręki. Jej oblicze widziane w bursztynie było twarzą nikogo i każdego. kiedy jego uwagę przyciągnął refleks światła odbitego od bursztynu.

ale marnowałby tylko czas. Galdar warknął na niego i rycerz uświadomił sobie. — Mina! Mina! We wnętrzu świątyni panował mrok i chłód. Drzwi świątyni otworzyły się przed Galdarem. 102* Wybacz.. kto zatopił w nich wzrok. — Gerard uth Mondar. Uciekła. Przy nim klęczała jedna osoba. zieleni i czerwieni. Miał uczucie. Dukał swoją opowieść. którzy czekali na zewnątrz. Mógł ją okłamywać. ale język przywarł mu do podniebienia. a potem zamknęły za nim. ale zapomniał o potężnym uroku. które zdawało się z trudem wpadać przez witraże. Na dźwięk ich kroków w pustej świątyni dziewczyna uniosła głowę i obejrzała się przez ramię. Wstała. skandując jej imię. On. Nie wydawało mu się. bo sam może skończyć w trumnie. bieli. że przeszkadzam ci w modlitwach. — Mina! — wołali. Znalazłem tego mężczyznę w więzieniu. odeszła od ołtarza i ruszyła środkową nawą. zapomniał o patrzeniu pod nogi i potknął się na schodach świątyni. Gerard. którego echo brzmiało niesamowicie w ciszy świątyni — ale to ważna sprawa. co robił. tworzyło na posadzce nikłe. Mino — powiedział Galdar ściszonym głosem. jaki potrafiły rzucić na każdego. Na ołtarzu leżał obrus z białego aksamitu. cały czas mając wrażenie. po co tu przybył. wodniste. 103* Sir Gerard — rzekła Mina. Kilkoro modliło się na klęczkach. że lepiej będzie skupić uwagę na własnych sprawach. Nazywała się Odila.. ku wielkiemu rozczarowaniu tych. Gerard przygotował sobie historyjkę. choćby była to daremna próba. poprzecinane czarnymi kreskami wzory w kolorach błękitu.wydając okrzyki pełne podziwu i zdumienia. A Jedyny Bóg raczej nie będzie skłonny uczynić cudu dla niego. Przyprowadziłeś nam tę młodą Solamnijkę. aby kiedykolwiek zdołał zapomnieć te oczy koloru bursztynu. że mówi zu147 . który stale obracał głowę. wie dokładnie. że dziewczyna wie wszystko o nim. żeby się rozglądać. odkąd się rozstali. wie o wszystkim. Mimo to musiał spróbować. Może go pamiętasz. Blade światło słońca.

czy nie.. czy chcemy tego. Lauranę — powiedziała Mina. Wystarczyło tylko powiedzieć „tak". by zostać w jej służbie. że będzie mu wolno jej służyć. co chciała od niego usłyszeć. musiał powiedzieć prawdę. Dziewczyna uśmiechnęła się. Mógł to zrobić. marszałek Medan. 148 . tak mało o tym Jedynym Bogu — bąknął wymijająco. W obecności tego czuł się nieswojo. nieważną istotę. ale w rzeczywistości wcale nie chciał się niczego dowiadywać o Jedynym Bogu. Mina słuchała go z powagą i przejęciem. Spojrzał na ołtarz. Tak samo my wszyscy służymy Jedynemu Bogu. jego były dowódca. Gerardzie? Mina zbliżyła się do niego. i nagle zapragnął coś uczynić. Na zakończenie rycerz wyraził nadzieję. Osłupiały Gerard spojrzał na nią. przysięgając służyć Jedynemu Bogu. — Nie opłakuj ich. której pragniesz. które coś przeskrobało i teraz kłamie. poległ w bitwie o Qualinesti. żeby przynieść jej chlubę. Gerard zawsze świetnie się obywał bez bogów. Czy ty służysz Jedynemu Bogu. Mina jednak najwyraźniej usłyszała to. wsłuchał się w ciszę i wtedy zrozumiał z całą pewnością. tak jak oboje nieświadomie służyli mu za życia. żeby uniknąć lania pasem i zamknięcia w drewutni. ponieważ. W jej bursztynowych oczach rycerz ujrzał siebie jako małą./ pełnie jak dziecko. jeśli nie w żadnej innej. którzy służą mu dobrowolnie. Nagroda jest jednak większa dla tych. jak rozumiał. że znajduje się w obecności boga i że ten bóg zagląda do wnętrza jego serca. — Nie mogę udzielić ci odpowiedzi. 32* Chcesz się o nim uczyć? — spytała Mina. żeby zdobyć jej sympatię. jej bursztynowe oczy rozbłysły. Służą Jedynemu Bogu po śmierci. Uśmiechnęła się. jednak w tej kwestii. 31* Wiem.. Przykro mi. — Opłakujesz marszałka i Królową Matkę. Wymamrotał coś niezrozumiałego nawet dla siebie. pani.

by ich dotknęła. Do środka wpłynęły tłumy ludzi. uzdrowiła ich dzieci. że powinien czuć się zadowolony. Jakie ma znaczenie.— Zgoda.. — Otwórz drzwi. co zrobimy? Galdar otworzył drzwi świątyni na oścież. Moje słowa mogą się dla ciebie okazać pouczające. Nie ulegało wątpliwości. Minotaur przyglądał się scenie przez chwilę. żeby nie wchodzić zwierzoczłekowi w drogę. Chętnie powiem ci o swoich planach. Walczymy przeciwko bogu. Klękając przed Miną. że Galdar go przejrzał. minotaur wydał pomruk niezadowolenia. byś mu służył. — Chce cię zabić. powiększając naszą liczbę o kolejne pięć tysięcy. Masz jakieś pytania? Gerard zaprotestował żałośnie: — Pani. że jesteś szpiegiem — powiedziała Mina. I zdobędziemy je. Rycerz nie spuszczał Galdara z oczu.. 149 . Przyjmę cię do służby. Galdarze — rozkazała. sir Gerardzie. jakby zabiła jego ciało. a potem wyszedł. Potem będziemy rządzić całą północną częścią Ansalonu. — Przemówię teraz do ludu. że mówiła prawdę — i teraz musiał jedynie zaczekać kilka dni. bo wykonał misję. Mina odwróciła się od niego. Znał plany Miny — zakładając. a stamtąd już niedaleko do podboju całego kontynentu. że minotaur przygląda mu się wrogo. wyzwoliła ich od bólu. Mina zabiła w nim ducha tak skutecznie. nie mam niczego do ukrycia. Z tymi siłami i z armią dusz pomaszerujemy na Sanction. uzdrowiła ich. Gerardzie uth Mondar. jak się zgodzić. Słysząc to. Jedyny Bóg także zgadza się. błagali. Za dwa dni przyłączy się do nas armia żołnierzy i rycerzy z Palanthas. — Galdar sądzi. by sprawdzić. Podejrzewał. Gerard musiał dołożyć starań. Zerknął ukradkiem na Galdara i zauważył. czy istotnie zjawi się armia z Palanthas. dodała: — Powinieneś zostać i posłuchać kazania. nie jestem. Jeśli jesteś szpiegiem. Rycerz nie mógł zrobić nic innego. Jednak nie miał już serca do tej misji. — Oglądając się ponownie na Gerarda.

Gerard znał tę twarz. znał malujący się na niej wyraz. Odila wpatrywała się tylko w Minę. — Wstań i poznaj błogosławieństwo Jedynego Boga. Gerard schował się w cieniu. — Dlaczego przybyłaś z tak daleka i tak dużo ryzykowałaś. jakby zdjęty głęboką czcią. by ją traktować z szacunkiem. Kobieta miała ręce związane cięciwami łuków. ubrana w zbroję i z mieczem w ręku. Odilo? — spytała łagodnie Mina. Jęknął cicho. zaklął siarczyście i szybko wycofał się w najgłębszy cień.Gerard miał zamiar wymknąć się ze świątyni. Mina schyliła się i złożyła na czole Odili pocałunek. 37* Oddała broń bez walki — dodał pierwszy. zasłaniając twarz rękami. Odilo — rzekła. — Postanowiłam nie walczyć. lecz szła z dumnie podniesioną głową i zawziętą miną. a nie jak jakiegoś pospolitego złodzieja! Skarceni rycerze szybko zdjęli więzy z rąk Odili. Podeszła do 150 . obawiając się. 33* Pragnę służyć Jedynemu Bogu — odrzekła. który nosiła na piersi i zawiesiła go Odili na szyi. Zdjęła medalion. może go wydać. — Jesteś moją kapłanką. 38* Nie jestem tchórzem — powiedziała z dumą Odila. kiedy zobaczył. że jeśli kobieta się rozejrzy i go zobaczy. sądząc po zbroi — Rycerza Solamnijskiego. Przyszłam tu z własnej woli. — Głupia i tchórzliwa. jak oni wszyscy. Kobieta rycerz padła na kolana i złożyła ręce. 36* Jest śmiała — rzekł drugi. Odila wstała. oczy płonęły jej z uniesienia. że po schodach wchodzi oddział rycerzy. Wkrótce zorientował się. 34* Jedyny Bóg jest z ciebie zadowolony. 35* Złapaliśmy tę Solamnijkę. ale jest też rycerzem i zasługuje na to. Mino — powiedział jeden z rycerzy. Prowadzili więźnia. — Jest naszym wrogiem. że nie musi się martwić. żeby się ze mną zobaczyć. a jej głos brzmiał chłodno i srogo. 39* Uwolnijcie ją— poleciła Mina. — Przeszła prosto przez bramę od frontu. kiedy próbowała wejść do miasta.

czując w ustach gorycz. co mam teraz robić? — zastanawiał się.ołtarza i dołączyła do reszty wyznawców. Gerard. wyszedł. — Na Otchłań. . modląc się na klęczkach do Jedynego Boga.

Większość z nich Gerard widział w więzieniu. co usłyszą. Każdego dnia wraz ze swoją małą kompanią żołnierzy maszerował po wyznaczonej części Solanthus. ludność Solanthus wydawała się znajdować w stanie wstrząsu. Albo nie. istoty ludzkie żądają by ich bogowie byli ich godni. a następnego już pod okupacją najbardziej znienawidzonych wrogów. którzy mogli sprawiać im kłopoty. lub byli przynosze152 . żeby to pojąć. Jednego dnia żyli w jedynym wolnym mieście Solamnii. Co się zaś tyczy reszty. Codziennie chorzy i ranni przychodzili. Mieszkańcy Solanthus byli z natury sceptykami. trzymając w ryzach mieszkańców miasta. Nie miał ciężkiego zadania. ciekawi byli wieści o tym Jedynym Bogu. Czując pustkę i brak czegoś w swoim życiu. nawet jeśli nie planowali uwierzyć w to. że o ile elfy starają się być godne swoich bogów. Zbyt wiele się wydarzyło i zbyt szybko. Czarni Rycerze pod dowództwem Miny prędko wyłapali wszystkich członków społeczności.13 Nawrócona Wcielony do głównych sił Czarnych Rycerzy z Neraki Gerard dostał przydział do oddziału patrolowego. Z czasem mogli się zorganizować i stać groźni. ogłuszona niedawnymi tragicznymi wydarzeniami. Przysłowie głosi. Zawsze pobożni Solamnijczycy dotkliwie odczuwali nieobecność bogów.

Zdobyła Solanthus dzięki smokom i armii dusz. Po dwóch dniach służby patrolowej Gerardowi rozkazano zaprzestać chodzenia po ulicach (na których nic się nie działo) i zająć się tłumieniem bójek w świątyni. czy nadal jej unikać. Tak naprawdę Gerardowi nigdy nie dano wyboru.ni. a teraz mówiła 153 . że dawniej odmawiali modlitwy przy stole. czy nie. Kolejki po cud były długie. Mina miała pod swoimi rozkazami ponad pięć tysięcy rycerzy i żołnierzy. jaka zaszła w ich życiu po odejściu bogów. Nie było to wielkie wojsko. a co za tym idzie. że są to sztuczki. którzy głosili. Elfy z odległego Silvanesti. Nie rozumiał jej nagłego religijnego zapału. Nie sądził. którzy wszczynali bójki. polegała na tym. potwierdzając. ukorzyli się przed Jedynym Bogiem i oddali mu cześć. ale nie miał pewności. W odróżnieniu od nich ludzie z Solanthus wszczęli bijatykę. Gerard nie wiedział. Gerard śmiałby się z takiego pomysłu. jednak zamierzała z nim zdobyć warowne miasto. którzy czekali. On też chciał komuś przyłożyć. teraz będącej świątynią Jedynego Boga. jakie uzyskał. Wysłał raport Richardowi. Jedyna zmiana. Łącznie z posiłkami. których spodziewano się z Palanthas. czy chce czcić bogów. aby go zdradziła. Obecność lub nieobecność bogów nigdy nie miała większego znaczenia dla jego rodziców. do byłej świątyni Paladine'a. czy jest zadowolony z tej zmiany obowiązków. więc nie zawracał sobie głowy myśleniem o tych sprawach. nie ufał jej. gdyby Mina nie podbiła Solanthus — miasta uważanego za niezdobyte — jeszcze mniejszymi siłami. Przez ostatnie dwa dni próbował się zdecydować. Teraz Gerard był zmuszony o tym myśleć i w głębi duszy sympatyzował z tymi. że Mina planuje ruszyć na Sanction. który czekał na niego w zajeździe. które przetrzymało ponadroczne oblężenie dwukrotnie liczniejszej armii. Przekazał Radzie Rycerzy wszelkie informacje. a pewnego dnia przestali. by ujrzeć cudotwórczynię. a jeszcze dłuższe były kolejki tych. jak oznajmiła Mina. czy powinien pójść do Odili i postarać się przemówić jej do rozumu. gdy wierzący w cuda oburzyli się na tych.

mógł już opuścić Solanthus i wrócić na łono zakonu Rycerzy Solamnijskich.o posłużeniu się smokami i armią dusz do zdobycia Sanction. biorąc dzieci na ręce. Został jednak. gdy walczył z umarłymi. Przypominając sobie zgrozę. Mógł chodzić. lecz tymi. Wykonawszy zadanie. nikt nie zwracał na niego większej uwagi. Rozstawił swoich ludzi w pewnych odstępach na dziedzińcu. że nic im się nie oprze. by posłuchać Miny. wreszcie przyznał się do tego samemu sobie. Sceptycy przyglądali się i szydzili. wierni płakali i próbowali rzucać się Minie pod nogi. który się zebrał. Nie wyjechał z Solanthus. wkroczył mino154 . Po wygłoszeniu mowy Mina chodziła wśród tłumu. Gerard był przekonany. skąd mógł czujnym okiem śledzić tłum. chociaż nie pytała go o zdanie. Ludzie Gerarda stłumili kilka bójek i zamknęli awanturników w przepełnionych już więzieniach. Nie ograniczano mu swobody ruchów. którzy mogli go poznać. że tak nieprawdopodobna pewność siebie robiła wrażenie. ponieważ Galdar uważa go za szpiega. Nawet jeśli to była prawda. czy Mina i jej wojska rzeczywiście wymaszerująna wschód. nie tyle przed tymi. że ryzykuje życie. że zostaje. Gerard zmuszony był przyznać. Gerard zajął miejsce u stóp świątynnych schodów. ufając. Sam nałożył hełm. pilnowali jej i strzegli. i rozmawiać. że widok uzbrojonych żołnierzy zastraszy większość mącicieli. uzdrawiając chorych i opowiadając o Jedynym Bogu. co ona i Jedyny Bóg zamierzają zrobić. którzy chcieliby jej wyrządzić krzywdę. wmawiając sobie. bo Mina najwyraźniej nie miała tajemnic. Nie dopuszczono go do wewnętrznego kręgu Miny. Kiedy Mina zaczęła się chwiać na nogach. by zobaczyć. gdzie chciał. W rzeczywistości został z powodu Odili i tego dnia. Każdemu pytającemu bez wahania wyjaśniała. kiedy rozpoczął służbę w świątyni. Rycerze pod dowództwem minotaura otaczali Minę. którzy mogliby zamęczyć ją na śmierć swoim uwielbieniem. ale nic przez to nie stracił. jaka go zdjęła tej nocy. pewien. bo byli w Solanthus tacy. z kim chciał. Powiedział o tym Radzie Rycerzy. Nikt go nie obserwował.

kto to powiedział. — Mam dobre wieści dla mieszkańców Solanthus. że tym kimś był on sam. Galdarze — zawołała Mina.taur i ogłosił przerwę. gdy wszyscy odwracali się do swych sąsiadów. zanim zdołał się powstrzymać. 112* Ludu Solanthus! — zawołała Mina. nie żyje. jakiej pragnął. by posłuchać słów kobiety. Gerard z przerażeniem stwierdził. Spojrzenie jej bursztynowych oczu utkwiło bezbłędnie w wizjerze jego hełmu. a jej dźwięczny głos wzbił się ponad wrzawę. Nie miał pojęcia. — Więc kiedy ten Jedyny Bóg zabierze się za Malys? — krzyknął ktoś. by zobaczyć ich reakcję na tak zdumiewającą nowinę. 111* Cisza! — krzyknął minotaur. — Ujrzyjcie w ich klęsce potęgę Jedynego Boga! 113* Khellendros nie żyje? — Szmer rozszedł się wśród tłumu. aby trzymać ludzi w ryzach i zapewniać dopływ stali do smoczego skarbca. jakby szukał tego. — Mina uniosła ramiona i oczy ku niebu. Ludzie wciąż czekający na swoją porcję cudów jęczeli i lamentowali. ale Galdar polecił im wrócić następnego dnia. znany także jako Skie. 155 . Tłum natychmiast umilkł i nachylił się skwapliwie. a także zły smok znany jako Cyan Bloodbane. Wyrwały mu się. że zginęła smocza zwierzchniczka Beryl. że smoczy zwierzchnik Khellendros. Nie oszukał jednak Miny. — Właśnie otrzymałam wiadomość. lecz jego wysiłek okazał się zbędny. że zamierza wykrzyknąć te słowa. było zwracanie uwagi na siebie. Zaledwie kilka dni temu powiedziałam wam. Khellendros od dawna władał dużą częścią dawnego państwa solamnijskiego. Teraz Khellendros był martwy. bo ostatnią rzeczą. — Kiedy już zajmę Sanction — rzekła chłodno Mina — wtedy zajmę się Malys. Zatrzasnął zasłonę hełmu i rozejrzał się wokół wrogim wzrokiem. 110* Zaczekaj chwilę. pobierając daninę od mieszkańców Palanthas i posługując się Czarnymi Rycerzami. Przeklinał swoją głupotę.

. Kobieta przyjrzała mu się. Wysłali mnie. Kobieta znów zmarszczyła czoło. Twarz paliła Gerarda tak mocno.". Rycerza Solamnijskiego. co? 106* Nie — odparł. marszcząc brwi. Odilo — rzekł z przejęciem.. 41* Więc znów jesteś Czarnym Rycerzem — stwierdziła. 42* Zamknij się. obejrzał się. 104* Gerard? — spytał czyjś zdziwiony głos. Odwróciła się i znikła we wnętrzu świątyni. — zaczął Gerard. nie jej.. 109* Posłuchaj mnie. 105* Nie przyjechałeś chyba po mnie. — Muszę przyznać. — Przyjechałem na polecenie Rady Rycerzy. Czarnego Rycerza. że na jego karku zaciśnie się ciężka ręka minotaura. 110* Jest — rzekła spokojnie Odila. więc kiedy ktoś rzeczywiście dotknął jego ramienia. 112* Ja także — przerwała mu kobieta — i moja misja jest 156 . nie mając pewności. a potem zaciągnął kobietę do nieuczęszczanej części ogrodu różanego. 107* To dobrze — rzekła i twarz jej się wypogodziła. dobrze? — warknął Gerard. ale czy nie myli ci się? Rzucaszmonetą? „Którą zbroję mam nałożyć dziś rano? Reszka. — Zerwał z głowy hełm i przeszył ją wzrokiem. czy uściskać ją.. orzeł. czy uderzyć.. rycerz omal nie wyskoczył ze zbroi.Na radosne okrzyki tłumu odpowiedziała uniesieniem ręki ku niebu na znak. 111* Teraz o tym wiem — powiedział Gerard.. czy groźba ataku Miny na Sanction jest prawdziwa.. — Przyjechałem z misją wywiadowczą. czy nikt ich nie podsłuchuje. że ich pochwały należą się Jedynemu Bogu. — Najwyraźniej znalezienie wiary nie pozbawiło cię złośliwego poczucia humoru. — Doskonale wiesz. żebym sprawdził. W każdej chwili spodziewał się. iż stalowy hełm nie stopił mu się na głowie. Chwycił ją za ramię. że pobieranie żołdu z dwóch skarbców to niezły sposób zarabiania na życie. 108* Ale skoro o tym wspomniałaś. dlaczego tu jestem. co w zasadzie było zgodne z prawdą.. — Czy to ty? 40* Odila! — westchnął rycerz z ulgą. że to cud.

że objawił się osieroconej dziewczynce. by udźwignąć brzemię powierzonego jej zadania. kiedy wszyscy sądzili. Zadaniem Miny było go znaleźć.dużo ważniejsza od twojej. by nam przewodzić i opowiedzieć o Jedynym Bogu. lecz matka zapewniła ją. Nie możemy zapierać się wiary w tego boga tylko dlatego. czy tak właśnie nie dzieje się teraz. Czas bogów minął. — Ja przybyłam. 113* My. Odila obejrzała się na niego. jak znów przyniosła wieść o ich istnieniu ludom Ansalonu. że to nie bogowie opuścili ludzkość. Kiedy nadszedł czas i Mina była dość silna. że bogowie odeszli ze świata w gniewie. Musimy pytać. Szukała bogów. Goldmoon pokazała im. 114* I czego się dowiedziałaś? — spytał mimowolnie Gerard. a ile maszyn oblężniczych. Tylko dzięki zadawaniu pytań znajdujemy odpowiedzi. Masz podsłuchiwać pod drzwiami i liczyć. ile mają żołnierzy. Trzy lata spędziła w obecności Jedynego Boga. została wysłana. Solamnijczycy. że bogowie odchodzą ze świata. lecz ludzkość opuściła bogów. ponieważ pewni ludzie rozmawiali z Paladine'em i innymi bóstwami przed ich odejściem i usłyszeli. że Goldmoon się myli. jak je wprowadzić w życie. Przybrana matka opowiadała Minie historie o dawnych bogach. zawsze mając serce otwarte na głos boży. Mina spytała. 1 pewnego razu go usłyszała. by ocalić go przed gniewem Chaosu. Mina w to nie wierzyła. — Umilkła. 115* Mina wychowała się u Goldmoon w Cytadeli Światła. Tak. a nie Panu Róży. Mina uciekła z domu. żeby dowiedzieć się czegoś o tym bogu. o tym. Ty masz zbierać informacje o nieprzyjacielu. Gerardowi wyrwał się z ust jakiś dźwięk. tak jak Goldmoon kiedyś znalazła innych bogów. kiedy to usłyszałam. poznając jego zamiary wobec świata i wobec nas i ucząc się tego. nie możemy ignorować tego zjawiska tylko dlatego. sama byłam zaskoczona. że tak nie jest. że czujemy się z jego powodu nieswojo. 157 . W głębi serca wiedziała. Że na tym świecie istnieje bóg. Jej wzrok padł na świątynię.

jak przypuszczam.Więc to było nawracanie? — spytał Gerard. że prowadzi przymusową rekrutację do armii umarłych. mierząc go trzeźwym i przenikliwym wzrokiem. — Wymierzyła oskarżycielsko palec w jego pierś. ale. 42* Wiesz. Na tym świecie istnieje bóg i żadne twoje szyderstwa ani uszczypliwe komentarze tego nie zmienią. że dusze umarłych służą Jedynemu Bogu chętnie i radośnie. Zabili po drodze kilka setek ludzi. Że może Jedyny Bóg ma zamiary wobec ciebie i nas wszystkich. to masz rację! — odparł Gerard. — Mina twierdzi. 36* Pytałam o to Minę — rzekła Odila i twarz jej spoważniała na wspomnienie tej okropnej nocy. co myślę? — odparł Gerard. że być może wcale nie kontrolujesz własnego przeznaczenia. w świecie. 39* Widziałeś. iż jestem niewolnikiem tego Jedynego Boga. jak Mina czyniła cudy uzdrawiania — powiedziała Odila. — My158 . 37* Mnie nie wydawali się zadowoleni. którzy od dawna terroryzowali świat. — Sam podejmuję decyzje. to kolejna część procesu ewangelizacji. Nie życzę sobie. gdy wraz z Gerardem walczyła z duszami umarłych. 38* Umarli nie czynią krzywdy żywym — rzekła ostrym tonem Odila. -Ł. 41* Dotychczas świetnie sobie radziłeś — rzekła zgryźliwie Odila. Mina i jej rycerze wlecieli na czerwonych smokach do Solanthus.35* To wyjaśnia pewne kwestie związane z Miną — powiedział Gerard — ale co z samym Jedynym Bogiem? Dotychczas dowiedziałem się tylko. Gerad parsknął. — Słyszałeś. to tylko dlatego. że przebywają wśród żyjących. żeby jakiś bóg podejmował je za mnie. że boję się odkryć. gdy dusze głosiły nam kazania o Jedynym Bogu. — W czasie. Boisz się odkryć. szturchając ją palcem w pierś z taką siłą. że tak skwapliwie chcą nam nieść nauki Jedynego Boga. jak mówiła o śmierci dwojga smoczych zwierzchników. który kochają. — Boisz się. 40* Jeśli chcesz powiedzieć. Cieszą się. że kobieta cofnęła się o krok. — Jeśli wydają się groźni. Więcej dusz dla Jedynego Boga.

że powinno się wydawać. Posłuchaj. a teraz masz nadzieję. Nazywa się Palin Majere. nie chcąc wszczynać kolejnej kłótni. że ten bóg przyjdzie i wszystko naprawi. bo tego nie rozumiem.. 120* Rozumiem — powiedziała z uśmiechem Odila. — Przepraszam. uzdrowić go.. masz rację. 114* Zgoda — powiedziała niechętnie Odila. Nie mów jej. że spaprałaś sobie życie. 116* Co mówiłeś? 117* Nic ważnego. po czym odwróciła się szybko z zamiarem odejścia. Gerard skoczył za nią i chwycił ją za ramię. iż to twój pomysł. — Ty naprawdę wierzysz. Zgoda? Puścił jej ramię i wyciągnął rękę. Szczerze wierzę. że Mi159 . i jeszcze jedno. Odilo.. — Oboje znajdujemy się w trudnym położeniu — powiedział Gerard. I wiesz.. Nic z tego nie rozumiem. Nie miałem prawa tak mówić. odwracając się. a Mina przyjęłaby ich z otwartymi ramionami.. Chodzi mi o to. Nie wygląda za dobrze i zastanawiałem się. 121* Tak. Byłem zły. nic w tym rodzaju — powiedział Gerard. że cokolwiek powiedziałem — dodał pospiesznie. — W lochu widziałem jednego z przyjaciół. To tego dowodzi. 119* Nie. To mnie naprawdę przeraża. Odila spojrzała na niego wściekle. może — przyznał Gerard.. — Aha. zniżając głos. czy Mina nie mogłaby. — Nie sądzę jednak. Słyszałem. by uścisnąć mu dłoń. że go widziałaś i wydało ci się. no wiesz.. 115* I mieczem w obu rękach — mruknął pod nosem Gerard.. żeby cokolwiek nam groziło. cóż. Jest czarodziejem.. 118* Nie będę szpiegować Miny — oznajmiła stanowczo Odila. Wyświadcz mi przysługę. — Powiedz tylko.ślę. możesz coś dla mnie zrobić.. Odila trzymała głowę odwróconą. że Mina ma moc daną przez boga. Nie możemy sobie pozwolić na kłótnie. — Obojgu nam grozi niebezpieczeństwo. że cała armia Solamnijczyków mogłaby tu wejść. ale nie starała się wyrwać z jego uścisku.

— Oczy Odiłi nabrały nagle czujnego i skupionego wyrazu... pokazując świątynię. — Czemu pytasz? Widziałeś go? 2* Posłuchaj.. że podsłucha ich rozmowę. 6* No tak. Och. Gerardzie... Ty nie. Przyglądały się wnikliwie twarzy Gerarda. — Będziesz pamiętać o Palinie? Palin Majere? W więzieniu? 118* Zapamiętam. Pamiętasz go? 1* Oczywiście. Uśmiechnęła się. Jedną z wad bycia minotaurem w ludzkim mieście była niemożność wto160 . kendera. zbliżył się do nich w nadziei. że jest wystarczająco skonfundowany jak na jeden dzień. czując się nieswojo. Przekonany. który był ze mną.. — Tego kendera nie powinno tu być. pomachała mu ręką i poszła z powrotem do świątyni. — Nie jestem. Nie żartowała sobie. to bez sensu! Doszedłszy do wniosku.. Gdzie się spotkamy? 5* Jestem zawsze tutaj — powiedziała Odila. Mówiła poważnie. Gerard odwrócił się na pięcie i odszedł... 119* Dobrze. 116* Od kiedy to kender powinien być gdziekolwiek? 117* Mówię serio. no wiesz.na szuka Tasslehoffa Burrfoota. modlisz się do tego Jedynego Boga? — spytał Gerard. A ty rozglądaj się za kenderem. że oboje są szpiegami.. Wreszcie odzyskał mowę. 120* Tak — odparła Odila.! — krzyknął za nią. Twój bóg nie. rzeczywiście. — Ja nie. muszę spytać — czego ten Jedyny Bóg chce od Tasslehoffa Burrfoota? Czy to jakiś żart? 3* Bynajmniej — odparła Odila. że nie musi jej okłamywać. ciesząc się.. Widziałeś go? 4* Nie — rzekł rycerz. To bardzo ważne. Gerard gapił się na nią oniemiały. prawda? — rzekła kobieta. 121* Czy twoje modlitwy zostały wysłuchane? 7* Jesteś tu. Czy ty.. Minotaur Galdar zobaczył dwoje zawzięcie dyskutujących Solamnijczykow.

Sargonnas. jak i minotaurowie kładli wielki nacisk na osobisty honor. a drugi ciemności. że przeszedł w odległości stopy od olbrzymiego minotaura i nie zauważył go. Solamnijczycy i minotaurowie od dawna mieli z sobą wiele wspólnego — więcej niż mniej. Jedni i drudzy oddawali cześć swoim bogom. Humą. jak oboje odeszli. wierności i odwagi. Jedni i drudzy cenili poczucie obowiązku i lojalność. Rycerz był czerwony na twarzy ze złości i frustracji. ale Galdar i tak czuł się zaniepokojony. Słyszał tylko cichy szept. Boisz się odkryć. Nie życzę sobie. mruczał coś pod nosem i tak był zamyślony. Stał w cieniu sarkofagu jeszcze długo po tym. Kiri-Jolith. W tym momencie ludzie ponownie ściszyli głosy. iż jestem niewolnikiem tego Jedynego Boga. Jedni i drudzy podziwiali odwagę. a drugi. jedno do świątyni. Zarówno Solamnijczycy. żeby jakiś bóg podejmował je za mnie. że boję się odkryć. 123* Jeśli chcesz powiedzieć. minotaurze. to masz rację! — odparł rycerz ze złością. Że może Jedyny Bóg ma zamiary wobec ciebie i nas wszystkich. Para stała w pobliżu bursztynowego sarkofagu Goldmoon. a nie światło dnia i mrok nocy? Jedni i drudzy przekazywali sobie opowieść o Kazie. Idąc. aż w pewnej chwili ludzie zapomnieli się i podnieśli głosy. kiedy mieli jeszcze bogów do czczenia. Ale czy było tak na pewno? Czy nie można było powiedzieć. 122* Boisz się — usłyszał wypowiadane tonem zarzutu słowa Solamnijki. 161 . po stronie minotaurów? Może to rasa ich dzieliła. który przyjaźnił się z wielkim Rycerzem Solamnijskim. chociaż na przestrzeni dziejów właśnie to „mniej" odgrywało decydującą rolę w ich stosunkach. chociaż jeden walczył po stronie światła. że jeden z bogów. Bogowie jednych i drugich byli bogami honoru. Wprawdzie rozmawiali o teologii. walczył po stronie ludzi. drugie w stronę swojej kwatery.pienia się w otoczenie. nie o rokoszu. — Boisz się. więc skorzystał z jego osłony i podkradł się blisko. — Sam podejmuję decyzje. że być może wcale nie kontrolujesz własnego przeznaczenia.

że jeden miał rogi. wierność i odwagę — dawne cnoty. jakie nakładała na nich reguła zakonu rycerskiego. że jestem niewolnikiem tego Jedynego Boga. Galdar nie lubił magów. że boję się odkryć. Był jej wierny. Galdar słyszał doniesienia o dziwnych wydarzeniach w ojczyźnie minotaurów — pogłoski o morderstwach. Służył jej. to masz rację! Sam podejmuję decyzje. tak szeroka i paskudna. Kiedy Galdar przypominał sobie poświęcenie Miny. że uciekł jej kender. przyjaźń Kaza i Humy uważano za anomalię. podstępach. mógłby ich własnoręcznie zabić i ani razu się nad tym nie zastanowić. Co się zaś tyczy Solamnijczyków. żeby jakiś bóg podejmował je za mnie". fizyczny ból. pysk i porośnięty był futrem. Nie życzę sobie. Bez zmrużenia oka mógłby patrzeć na torturowanie tych dwóch. Przede wszystkim makabryczne wskrzeszenie dwóch czarodziejów. a drugi miał miękką skórę i marną wypukłość zamiast nosa. czuł oburzenie. męczarnie. wyczerpanie. honor. W głowie huczały mu słowa Solamnijczyka: „Jeśli chcesz powiedzieć. robiło mu się niedobrze. Ale widok ich martwych ciał służących za bezmyślnych niewolników przyprawiał go o mdłości. Zaczynał jednak mieć wątpliwości co do tego Jedynego Boga.Jednak z powodu tego. Teraz dzieląca je przepaść była tak głęboka. Galdar widział w Minie zakończenie swojej misji. Obie rasy od wieków uczone wzajemnej nienawiści i nieufności. zdradzie. Najgorsza była kara. gdy patrzył na te dwa powłóczące nogami trupy. Za każdym razem. pragnienie i głód. ograniczenia i obowiązki. jaki wycierpiała w imię Jedynego Boga. I mieli nowego nieprzyjaciela — nowego boga. Pod nieobecność bogów obie rasy chyliły się ku upadkowi. Było ich coraz mniej. jaką Jedyny Bóg wymierzył Minie za to. 162 . Widział w niej poczucie obowiązku. byli przyparci do muru. coraz mniej młodych mężczyzn i kobiet chciało znosić rygory. Niemniej jednak pewne słowa i czyny Miny zaczęły gnębić minotaura. że żadna z nich nie mogła jej pokonać. Galdar szanował Minę.

Co ważniejsze. ale mógł porozmawiać z tą Solamnijką. nie lubił widzieć Miny w roli niewolnicy tego Jedynego Boga — niewolnicy. Postanowił zrobić to. . Nie mógł o tym rozmawiać z Miną. co powinien był zrobić dawno temu. jeśli nie wykonała boskiego nakazu. Musiał dowiedzieć się czegoś więcej o Jedynym Bogu. jak głosiło przysłowie jego ludu w związku z dobrze znaną historią o kenderskim złodziejaszku i kowalu-minotaurze.Galdar nie lubił myśleć o sobie jako o niewolniku woli Jedynego Boga ani żadnego innego bóstwa. I być może zabić dwa ptaszki jednym uderzeniem. którą można było chłostać.

Oficerowie ci nie potrafili sobie wyobrazić. Dziewczyna służyła za przykrywkę. że za kulisami musi działać jakaś szara eminencja — pewnie ten minotaur. Niektórzy zauważali. Byli w dobrych nastrojach. Rozmawiali o tym w drodze do Solanthus i prywatnie uzgodnili między sobą. a nie prowadzić mężów do boju. który. zgromadzili spory majątek. bo chociaż duża część daniny szła do nieżyjącego już smoka Khellendrosa. bo ludzie nigdy nie słuchaliby minotaura. To on na pewno był prawdziwym wodzem. wysocy rangą rycerze z Palanthas o siebie też zadbali. którzy służyli w Palanthas. nie oddalał się na krok od Miny. chociaż trochę zmartwieni docierającymi do nich pogłoskami na temat nowego. samozwańczego Pana Nocy — nastoletniej dziewczyny. że Mina posługuje się sztuczkami 164 . Na wietrze łopotały sztandary z emblematami Czarnych Rycerzy. jak powiadano. jak również chorągwie pojedynczych rycerzy. która powinna marzyć o tańcach wokół majowego gaiku. że niewielu mężczyzn poszłoby też do boju pod przywództwem niedużego dziewczątka. Wkroczyli tryumfalnie. lecz inni odpowiadali chytrze. jak jakikolwiek weteran o zdrowych zmysłach mógłby słuchać rozkazów panienki. Czarni Rycerze.14 Wiara w Jedynego Boga Do Solanthus przybyło ponad tysiąc rycerzy i żołnierzy z Palanthas. a jeszcze więcej wysyłano nieżyjącemu już Panu Nocy Targonne'owi.

Wychodzili bladzi i wstrząśnięci. Obserwując przygotowania i rozmyślając o tym długim marszu. a potem znikania. lecz kpiąc sobie w duchu. W taki właśnie sposób — pisał — Dzikie Elfy z Qualinesti zdołały zadać poważne straty Czarnym Rycerzom. Upłyną tygodnie. Gerard wiernie odnotował ich liczbę w zaszyfrowanej wiadomości do swojego zakonu. by go zastosowano. Armia Miny będzie się poruszać powoli. Tak jak inni przed nimi. a dopóki złudzenia skutkowały. może miesiące. gotowi słuchać jej w pozornym skupieniu. Jest jednak skuteczna i nie tylko zmniejsza liczebność wroga. że Mina planuje atak na Sanction i zamierza wymaszerować już wkrótce. Każdy kowal i płatnerz w mieście został powołany do służby i zmuszony pracować dniem i nocą przy naprawie starej broni i zbroi oraz wyrabianiu nowych. cisi i pokorni. oficerowie zakonu z Palanthas wchodzili na spotkanie z Miną z hałaśliwą brawurą. ponieważ potwierdzał. zanim przemaszeruje przez lasy. szybkiego atakowania. Był to jak dotąd najważniejszy list. wszyscy w żywicowej pułapce jej bursztynowych oczu. gdyż z pewnością nie jest rycerska ani honorowa. będąc inteligentnymi mężczyznami. oni nie mieli zamiaru ich rozwiewać. sami nie dali się na nie nabrać. ponieważ dotyczył walki z zasadzki. 165 . ale także obniża morale jego wojsk. który zamieścił w swoim raporcie. przekroczy trawiaste równiny i przebędzie góry otaczające Sanction. by zabawiać ciemnych ludzi i nakłaniać ich podstępnie do walki pod swoją komendą. Nikt nie mógł przeczyć jej sukcesom. Nie liczył nadmiernie na to. Gerard ułożył plan ataku. Zdaję sobie sprawę. którzy okupowali ich kraj. ani też nawet szczególnie uczciwa. by znów uderzyć w najmniej oczekiwanym momencie. napaści na tabory z dostawami. szarpania flanek powoli pełznącej armii. że taka metoda wałki jest niedopuszczalna dla zakonu rycerskiego.i złudzeniami. Oczywiście.

Teraz nie tylko sam wpadł w tarapaty. szepnęła: — Przyjdź dziś do świątyni godzinę przed północą. Zabijał czas.Lord Tasgall był rozsądnym człowiekiem i Gerard w istocie sądził. Następnego dnia jeden z członków jego patrolu tajemniczo się rozchorował i został zastąpiony innym. a suplikanci i gapie oddalili się. Niezależnie od tego. ale i naraził bezpieczeństwo misji. Kiedy Mina wyszła. Niestety. że minotaur podsłuchiwał jego rozmowę z Odilą. czy Gerard nie ma nowych wiadomości. że mógłby rzucić Regułę w kąt i wprowadzić jego plan w życie. Wykonała ledwo dostrzegalny gest dłonią. rycerz nie potrafił znaleźć żadnego sposobu. i był zaskoczony. był pewny. Galdar. że widzi rogi minotaura górujące nad tłumem. Kiedy opuścił swoją kwaterę. że ma się do niej nie odzywać. Odila wyszła ze świątyni. z którą został przysłany. póki nie znalazła Gerarda. że jego zastępca jest szpiegiem Galdara Mógł winić tylko siebie. by co tydzień stawiać się w zajeździe i sprawdzać. Rycerz był teraz obserwowany dniem i nocą i miał dość dobre pojęcie o tym. by przekazać wiadomość Richardowi. Poszedł do świątyni jak zwykle. że Galdar kazał go śledzić. Gerard nie wątpił. który otrzymał polecenie. Odila przeszukiwała wzrokiem tłum. dając znak. zastał jednego z rycerzy Miny stojącego bezczynnie na ulicy przed domem. odkąd rozmawiali. Nie widział się z Odilą. kto za to odpowiada. i wyminęła go bez jednego spojrzenia. dokąd szedł. czekając na wyznaczoną przez Odilę godzinę. Pokręciła lekko głową. Ten minotaur. wpatrując się z bezsilną zło166 . Tej nocy odkrył. Gerard zbyt późno zauważył. Nie Mina. Przechodząc obok. gdy tego dnia zobaczył ją u boku Miny. Powinien opuścić Solanthus dawno temu zamiast zwlekać z wyjazdem. Gerard siedział posępnie na łóżku. Przez następne dwa dni Gerard nadal wypełniał swoje obowiązki. Gerard został na zewnątrz przy drzwiach i czekał.

wywołanego przez burzę. Kobieta usiadła przy nim. a potem odwróciła się i poszła nawą. wszedł do środka i znalazł miejsce na kamiennej ławie w kącie pomieszczenia. Udał się prosto do świątyni. Płomienie świec zamrugały od nagłego podmuchu wiatru. Zatrzymała się przy ołtarzu. Kiedy rycerz poszedł dalej. Przez chwilę miał ochotę się odwrócić i stanąć twarzą w twarz ze swoim cieniem. Gerard widział jej sylwetkę w blasku świec i chociaż nie dostrzegał twarzy. które zarobił od Czarnych Rycerzy. Wewnątrz świątyni panował mrok rozjaśniany tylko światłem pięciu stojących na ołtarzu świec. Byli w świątyni sami. ale dzięki pieniądzom. Gerard również przesunął się na kamiennej ławie. — Wiedz. przez chwilę poprawiała świece. Pokój Gerarda znajdował się w tym samym budynku. słyszał za sobą lekkie kroki. W drzwiach w głębi świątyni stanęła jakaś postać w szatach. Zwalczył tę chęć i szedł dalej. przeniósł się do prywatnego pokoju. Sądząc po utrzymującym się nadal zapachu. by zawiązać but i dostrzec cień. Zdenerwowany Gerard z przyjemnością opuścił kwaterę. Z początku umieszczono go w sali zamieszkanej już przez dwóch innych rycerzy. że jego cień przemoknie do suchej nitki. W rzeczywistości pokój ten był zaledwie ślepym pomieszczeniem magazynowym na parterze. Wyszedł jawnie na ulicę. poznał Odilę po wyprostowanych plecach i dumnie uniesionej głowie. która do tego czasu powinna być już w rękach jego przełożonych. Miał nadzieję.ścią w tubę do pergaminu z wiadomością. po czym przysunęła się bliżej. zatrzymując się tylko po to. Gerard czuł w powietrzu zapach deszczu i po chwili zaczęły spadać pierwsze krople. że jestem śledzony — szepnął rycerz. Na zewnątrz niebo było pochmurne. Zaniepokojona Odila odwróciła się i przeszyła go spojrzeniem. który wychynął z pobliskiej bramy. przechowywano w nim cebulę. W rozjaśnionym blaskiem świec mroku jej twarz wyda167 . ale rozmawiali ściszonymi głosami. w którym kiedyś kwaterowali Rycerze Solamnijscy.

124* Odilo. Potem widziałem. głos miała zduszony. że mi nie wierzysz. Czuł.. czarodzieju Palinie — odparła zduszonym głosem. co zobaczyłam. — Siedział na pryczy. — Odila wyprostowała się. że kobieta jest sztywna i drży. Przysięgam. 48* Wcale nie był martwy — zaprotestował rycerz. że nie słyszy jego słów. a jego dotyk nie dodał jej otuchy. Gerardzie! — Odila potrząsnęła głową. — Gerardzie.. niezdarnie poklepując ją po dłoni.wała się blada.. byłam taka głupia! Taka głupia! 44* Więc jest nas dwoje — rzekł.. po omacku poszukała dłoni Gerarda. — Nie winię cię za to. Kobieta miała przytom168 . będzie się o mnie troszczył i pocieszał w niedoli. Ale. Odwróciła się do towarzysza i spojrzała mu w oczy. Kiedy znów się odezwała. że dłoń miała zimną i drżącą. 46* Nie dziwię się — odparł rycerz z westchnieniem. — Nie wyglądał dobrze... jakby trudno jej było nabierać tchu. 49* A ja ci mówię. Oczy były pogrążone w cieniu. dziką zawziętością. 125* Upiłaś się? 50* Chciałabym! — odparła Odila z nagłą. Gerard rzucił na nią podejrzliwym okiem. Wydawało się. odwracając się do niego twarzą. jak i faktem. który będzie moim przewodnikiem. Sama w to nie wierzyłam. 43* Dowiedziałam się prawdy o twoim przyjacielu. Zamiast tego znalazłam. że szukała otuchy. że znajdę boga. Galdar zaprowadził mnie do niego. — On był martwy. kiedy go widziałeś. 45* Przybyłam w nadziei. 47* Nie. — Chyba cała krasnoludzka gorzałka na świecie nie pozwoliłaby mi zapomnieć o tym. znalazła ją i mocno ścisnęła. Był zaskoczony zarówno tym. co ci? Stało się coś złego? — spytał. — Umilkła i raptem powiedziała: — Gerardzie. Gerardzie. Palin nie żyje. jak wstał i wyszedł. Jestem absolutnie trzeźwa. Kobieta wyciągnęła rękę.. że był martwy — rzekła kobieta. — Galdar mi powiedział. Rycerz przyjrzał jej się uważnie..

— Mina zwróciła im życie. a Jedyny Bóg pociąga za sznurki. Jedyny Bóg ukarał Minę za to. to nie wydawali się z tego zbyt zadowoleni — odparł Gerard. Gerardzie. że zgubiła kendera. Poszli go szukać. — Jest coś jeszcze — dodała. Nie wydawało ci się dziwne.. Chodzącymi trupami. co Mina im każe. Mina powiedziała. skoro widziałem. Niedobrze mu się robiło. Galdar twierdzi.ny wzrok. kiedy o tym myślał. zniżając głos prawie do szeptu.. magowie będą wiedzieli. Robią wszystko. 126* Sądzisz. że dzieje się coś złego. które ma przy sobie. że obaj tak siedzą i patrzą w pustkę? — To czarodzieje — tłumaczył się niezdarnie Gerard. stoi. Jak Palin mógł być martwy. Umarli. głos drżący. ale im uciekł. by myśleć czy działać. że ten kender. że siedzi. ale wyraźny. 124* Jeśli tak. Teraz. że kiedy kender zostanie złapany. wtedy ich. — Galdar powiedział mi. dlaczego wcześniej nie zgadł. myśląc o pustych oczach Palina i jego nieobecnym spojrzeniu. kiedy sięgał pamięcią wstecz. że potrzebuje pomocy czarodziejów. że mówi prawdę? 127* Ja to wiem. Nie mają własnej woli.. żeby go znaleźć i wtedy. co zrobić z nim i urządzeniem. iż polecił 169 . Odila zwilżyła wargi. Są tylko marionetkami. Opowiedział mi całą historię. jej słowa brzmiały sensownie. Poszłam zobaczyć się z twoim przyjacielem Palinem. chodzi? 123* On i ten drugi czarodziej zostali zabici w Wieży Wielkiej Magii. żeby ją usłyszeć. Ci czarodzieje nie mają własnej woli. Gerard musiał wytężyć słuch. Jego ciało żyje. Ich dusze trzyma w niewoli Jedyny Bóg. ale w oczach nie ma życia. a potem Mina i Galdar dowiedzieli się. wskrzesiła. 122* Wierzę ci — powiedział powoli — ale nie rozumiem. ale nie dusze. dziwił się. jest w wieży. że Jedyny Bóg tak się z tego ucieszył.. Galdar był tam. 125* Jest ku temu powód — powiedziała Odila głuchym głosem. Obaj są trupami. którego szukają.

na których codziennie gromadzili się wierni. Przykro mi. Miał nadzieję. 44* Nie zrozumiałbyś tego. że Jedyny Bóg wyprostuje moje życie.Minie posłużyć się umarłymi w bitwie. Ona ma ożywiać ciała. Kobieta potrząsnęła głową. 43* Dlaczego to zrobiłaś? — zaciekawił się Gerard.. Gerardzie. — przerwała. Masz swoje zdanie. nie śniąc nawet o tym. — Żaden z jej żołnierzy nie zginie. Zabierze samotność i strach. Gerard wpatrywał się w nią.. osłupiały. trzeba zadawać pytania. że w ogóle szukałam tego Jedynego Boga.. kim jesteś. — Na tym polega problem połowy ludzi w tej okolicy. wskazując schody. co rzekomo ludzie mieli za dawnych czasów. samodzielny. 48* Ja je połknęłam — westchnęła Odila. Sama mówiłaś. że ją rozśmieszy. Są tak bardzo spragnieni wiary w cokolwiek. przypominając sobie pogardliwe przezwisko. Jeśli tak się stanie. prawda? — spytał nagle.. Nie chcesz chyba zostać. że Odila nawet go nie usłyszała. Mina po prostu go wskrzesi i wyśle z powrotem do walki. — Nie po tym. Miałeś rację. — Szukam odpowiedzi — rzekł niezręcznie — tak jak ty.. Tak jak każdy. że aby znaleźć odpowiedzi. zawstydzona tym. ale wyglądało na to. — Machnął ręką w kierunku wyjścia ze świątyni. Oboje. 127* Odilo — rzekł z naciskiem Gerard — musimy stąd uciekać. Łudziłam się. że Mina zamierza zaatakować Sanction ze śmiesznie małą armią — kontynuowała bezlitośnie Odila. 128* Nie — rzekła zdecydowanie. zdjęty niepewnością. 126* Nieważne. Mówienie o uczuciach nie przychodziło mu łatwo. Nie tylko duszami. jakie mu nadała. że nie? 46* Jesteś taki. Nie potrzebujesz nikogo ani niczego. Wiesz.. jaki dostaną i połykają go zachłannie. jak wiele ujawniła. 170 . Że wszystko naprawi. 45* Może bym zrozumiał. — Pragnęłam tego. Czemu sądzisz. że mięso może być zatrute. 47* Chlebem kukurydzianym — podpowiedział. że biorą pierwszy ochłap. Przypominają zagłodzone psy.

Powinieneś tak zrobić. 41* Teraz to nie ma znaczenia. Gerardzie. — Wszystko popsułam. a potem dokończyła w przypływie głębokiej rozpaczy: — Nic nie możemy zrobić temu bogu. Wszyscy śpią. Wiem. Wciągnęłam cię w niebezpieczeństwo. przynajmniej sądząc z tego. Nikt nie zauważy. bo wyjedziemy obydwoje — oznajmił stanowczo Gerard. Zerwała się na nogi. co dla mnie zrobiłeś. aby nawet dawni bogowie tym się zajmowali. 42* Chcę się stąd wydostać — powiedziała z naciskiem Odila.. — Idź już — powiedział. Jeśli już. 40* Może Huma sam postanowił zrobić to. — Szybko. Gerard miał zamiar pójść za nią. ponieważ czcicieli Jedynego Boga zachęcano do przychodzenia do świątyni o każdej porze dnia i nocy. Nie chcę zostawać choćby minuty dłużej w tym okropnym miejscu.39* Nie wydaje mi się. 43* Musimy wyjść osobno. Mogłeś wyjechać dawno temu. Zostałeś. — Wyjedźmy już teraz. — Jutro podczas wymarszu wojsk Mina i Galdar będą zajęci własnymi obowiązkami. Gerardzie. bo martwiłeś się o mnie. że mnie nie ma. — Umilkła. Jak można powstrzymać tak potężnego boga? — Zasłoniła twarz rękoma. Zajrzałam do jego umysłu! Widziałem niezmierzoną moc. — Jestem wdzięczna za wszystko. dlaczego zostałeś w Solanthus.. Wrócimy do twojej kwatery. to jeszcze mu ich dołożył. Odila ruszyła w stronę drzwi świątyni. Ja będę stał na czatach. co słyszałem — stwierdził Gerard. — Paladine z pewnością nie rozwiązał wszystkich problemów Humy. kiedy usły171 . Niecierpliwie pchnęła drzwi. Ty idź pierwsza. co zrobił — powiedziała cicho Odila — a Paladine dał mu do tego siłę. Ja będę stał na straży. których nigdy nie zamykano. Siedzą mnie. jaką włada. a te uchyliły się bezgłośnie na dobrze naoliwionych zawiasach. Jeszcze raz uścisnąwszy mu rękę na pożegnanie. Jesteś szczerym i wiernym przyjacielem. Pod wpływem impulsu Odila chwyciła go za rękę i mocno ją ścisnęła. więc nie próbuj przeczyć. W zamieszaniu nikt nie zauważy naszej nieobecności.

który niósł się wyraźnie w ciszy nocy.szał w pobliżu ołtarza jakiś hałas. i niech mnie licho porwie. — Powiedziałam. że nie chcę wyjść! — rzekła Odila. Spojrzał szybko w tym kierunku. kto go śledził. że nie mogę! Z wyciągniętymi do przodu rękami zrobiła krok w stronę drzwi. sięgając po miecz. jej ruchy spowolniały. 129* Jak to. kiedy dobiegł go zduszony jęk Odili. — Ryzykowałem głowę. — Nie mogę wyjść! Gerard zaklął pod nosem. przychodząc tutaj. Ścisnął miecz w ręku i przysunął się do ściany w nadziei. próbując iść pod prąd.. lecz niczego nie dostrzegł. że zaczepił ją jakiś strażnik.. Nikt nie wszedł. Jej twarz była w mroku tak blada. spojrzał wściekle na Odilę. będzie go obserwował. Gerard odwrócił się czym prędzej. Ten. Rycerz przeniósł spojrzenie z jej przerażonej twarzy na medalion. Gerard przyglądał jej się w zakłopotaniu. — Nie mogę! — powiedziała zduszonym głosem. — Wyjdź wreszcie za te cholerne drzwi! Odila odwróciła się ku niemu. ze zdumieniem ujrzał. że pozostanie niezauważony. że niepokojąco przypominała mu o duszach umarłych. pełnym złości głosem. jakby brodziła w bystrej rzece. 172 . Zbliżywszy się do drzwi. to nie ulegało wątpliwości. Spodziewając się. Wreszcie kobieta stanęła i potrząsnęła głową. Gdy się do nich zbliżała. jeśli odejdę bez ciebie. Mimo to rycerz był pewny. Wciąż wpatrywał się w ołtarz. Pokazał go. Nawet jeśli będę musiał cię nieść na rękach. Płomienie świec płonęły spokojnie. Coś najwyraźniej nie pozwalało jej wyjść. — Co się stało? — Nie odważył się do niej podejść. nie chcesz wyjść? — spytał ściszonym. 130* Nie powiedziałam. dysząc. Kobieta odezwała się ochrypłym szeptem. który nosiła na szyi. Odila starała się ze wszystkich sił. że stoi sama w otwartych drzwiach. że coś usłyszał.

. Ona spojrzała na niego równie bezradnie. że jeśli będzie patrzył wystarczająco długo. byś mu służyła. — Rzuciłaś na mnie jakiś zły urok! 10* Nie jestem magiem — powiedziała Mina. — Wiesz o tym. Zacisnęła zęby i naprężyła wszystkie mięśnie. — Musisz mnie wypuścić. 13* Wiara nie powinna czynić z nikogo niewolnika — powiedział ze złością Gerard. Silny wstrząs odrzucił rycerza pod drzwi.. Wiesz także. Odilo — rzekła Mina. rozkładając ręce. „Zajrzałam do jego umysłu! Widziałam niezmierzoną moc. Miał straszliwe przeczucie. Ręka piekła go i pulsowała. . Sama to powiedziałaś. Z mieczem w ręku Gerard odwrócił się i ujrzał w drzwiach świątyni Minę. 8* Nie zatrzymuję cię. Odila spojrzała na nią zakłopotanym wzrokiem. 9* Kłamiesz! — krzyknęła. Gerard popatrzył bezradnie na Odilę. Wierzysz w Jedynego Boga. Odilo. zamierzając go zerwać z szyi kobiety. zobaczy tam siebie.— Medalion! Zdejmij go! Odila dotknęła wisiora. 5* Nie rozumiem. Nie możesz mnie tu trzymać wbrew mojej woli. Gerard chwycił medalion. 11* Ja nie. a on w zamian żąda. co cię tu trzyma. — Twoja wiara — powiedziała Mina. Odila potrząsnęła głową gwałtownie zaprzeczając. 173 . — zaczęła. z wielkim trudem panując nad swoim głosem. Natychmiast cofnęła rękę z okrzykiem bólu. Pokładasz wiarę w Jedynym Bogu. jaką włada". Odila znów spróbowała przejść przez drzwi.. 6* Mimo to — rzekł czyjś łagodny głos — odpowiedź jest najprostsza z możliwych.. Mina zwróciła ku niemu oczy i rycerz ku swemu przerażeniu zobaczył wizerunki tysięcy ludzi zamrożonych w ich bursztynowej głębi. 7* Chcę wyjść — powiedziała Odila. 12* Ależ tak.

Mina uśmiechnęła się do niego łagodnie. — Odila! — Gerard zaryzykował i zawołał ją. Jej wywód był błędny. ponieważ Mina sama udzieliła odpowiedzi na to pytanie. co się z nim dzieje? Zostaje ukarany za złamanie przysięgi. lecz nie miało to znaczenia.— Opisz mi wiernego sługę — powiedziała Mina — albo jeszcze lepiej. Rycerz wiedział o tym w głębi duszy. jeśli buntuje się przeciwko swemu panu. zakładała. Musisz odpocząć. która doprowadzi do upadku Sanction. Jest wiernym rycerzem. Być może jest najgroźniejszą osobą jaka kiedykolwiek żyła na Krynnie. oczy płonęły wewnętrznym blaskiem. 51* Zatem wierna służąca Jedynego Boga zostanie i nadal będzie wykonywać swoje zadania. żeby zasłużyć na miano „wiernego"? Gerard uparcie milczał. bo jutro mamy wiele do zrobienia. sir Gerardzie? Mężczyzna uświadomił sobie. Co musi zrobić. jakie zleci mu jego pan. że odniosła zwycięstwo. Skoro nie odpowiedział. Nie obejrzała się na niego. Jej głos był żarliwy. Tak samo postępuje wierny rycerz. prawda. Przeniosła spojrzenie swych bursztynowych oczu na Odilę. który ma obowiązek słuchać swojego przełożonego. Takiego. aby nie stała mu się krzywda. 49* Zaprzyj się Jedynego Boga. — Wierny sługa wykonuje posłusznie i bez zastrzeżeń wszystkie zadania. Jeśli nie wykona swoich obowiązków albo zbuntuje się przeciwko władzy. W zamian pan odziewa go. 174 . Jeśli sługa nie jest wierny. karmi i pilnuje. ale nie potrafił się domyślić dlaczego. że nie mogę — odpowiedziała Odila. który jest wierny zakonowi. Wracaj do swojej kwatery. że ona jest wiernym sługą. Nawet-Solamnijczycy ukaraliby takiego rycerza. 50* Wiesz. Przynajmniej dopóki patrzył w te oczy koloru bursztynu. Odilo. żeby się przygotować do bitwy. Jest już późno. Kobieta nadal szła. wiernego rycerza. zostaje ukarany. Odila spuściła głowę i zaczęła wykonywać polecenie. Dlatego jest groźna. Odilo — rzekła do niej — a będziesz mogła odejść.

pozwalając mu myśleć. podczas gdy przez cały czas. Otworzył ją i wyjął zwój. Nawet śmierć byłaby lepsza od przekonania. z posępną miną porwał papier na małe kawałki. a jednak nic nie robi. wbił wzrok w ciemność i oznajmił głośno: — Wracam do swojej kwatery! Postaraj się nie zostawać z tyłu. Powoli. Kiedy już to zrobił. że tego nie zrobiła. Nagle pożałował. — Pojadę z tobą— rzekł ponuro Gerard i wyszedł. że jestem szpiegiem. w którym opisał szczegółowo swoje plany pokonania armii Miny. że działa zgodnie z własną wolą. Masz błogosławieństwo moje i Jedynego Boga. „Ona wie!" — zdał sobie sprawę Gerard. dobrze? Po wejściu do pokoju Gerard zapalił świecę. a potem podszedł do biurka i przez długą chwilę przyglądał się tubie na pergaminy. Na schodach świątyni zatrzymał się.Mina odprowadzała ją wzrokiem. po kolei spalił je w płomieniu świecy. a potem spojrzała na Gerarda. „Wie. mijając ją w drzwiach. Nawet pozwala mi odejść! Dlaczego nie każe mnie aresztować? Poddać torturom? Zabić?". które kiełkowało w głębi jego mózgu — że Mina go wykorzystuje. — Czy zobaczymy cię w szeregach naszych rycerzy. wykonuje wolę Jedynego Boga. możesz odejść. kiedy wymaszerujemy triumfalnie do Sanction. sir Gerardzie? A może wzywają cię inne zadania? Jeśli tak. . cokolwiek robi.

puste oczy Palina. że gdyby Mina pozwoliła. sądząc po ilości jego mieszkańców. Patrząc na żałosne. by okupować wrogie teoretycznie miasto. że nie odgadł prawdy. życzyć powodzenia i obsypywać podarunkami — tak licznymi. Niezado176 . gdy tylko zobaczył bezmyślne. kiedy przejeżdżała obok niego na wozie. Lud Solanthus ze łzami w oczach błogosławił jej imię. wypełniłyby wóz. Iść czy zostać? Wreszcie postanowił zostać w wojsku i pojechać z nim do Sanction. którym wieziono bursztynowy sarkofag. Kobieta jechała z armią. ale z innego powodu. Gerard też był bliski łez. Odila nawet nie rzuciła okiem na Gerarda. poruszające się zwłoki. W jego ciemnych oczach kryła się wrogość. by przekazali je biednym w imieniu Jedynego Boga. że robi to dla Odili. Wrogość Solanthus była jednak raczej mitem. Powiedział sobie. Nie wszystkie wojska wymaszerowały. gdyż ich przywódczyni zmuszona była zostawić wystarczającą liczbę żołnierzy. Siedziała na wozie z uwięzionym w bursztynie ciałem Goldmoon i trupami dwóch czarodziejów uwięzionych we własnych ciałach. Przez całą noc zastanawiał się. by jej gratulować. Ona jednak powiedziała im. Galdar natomiast spojrzał na niego. co robić. Gerard odwzajemnił spojrzenie. którzy wyszli na ulice. Gerard sam się sobie dziwił.15 Kulawy i ślepy Armia Miny opuściła Solanthus następnego dnia.

panowie. Ten człowiek miał białe włosy. Był młody. że Gerard nabrał pewności. — Czy któryś z was został ranny? Jeden z żebraków był starym człowiekiem o siwych włosach i szpakowatej brodzie. 128* Nie. Twarz miał pobrużdżoną i ogorzałą od słońca. Jego bystre oczy były koloru świeżo wykutej stali. — Mina maszeruje na Sanction — rzekł ślepy żebrak. wkrótce znikając w tumanach kurzu wzbijanego przez armię. 177 . 129* Dokąd idzie ta armia? — zaciekawił się drugi żebrak. złościł minotaura w sposób tak oczywisty. błyszczące i błękitne. 130* Do Sanction — odpowiedział Gerard. jego koń omal nie stratował dwóch żebraków. opierając się ręką na ramieniu towarzysza. — Przepraszam panów — rzekł Gerard. Fakt. tak daleko od Miny. że rycerz jedzie z armią Miny. Potwierdzał to fakt. ale wątpię.wolenie Galdara było jedyną rzeczą. Wprawdzie możecie tam zostać uzdrowieni. zajmując pozycję na końcu kolumny. Drugi żebrak był ślepcem. — Tylko nas przestraszyłeś. — Posłuchajcie mojej rady. póki Mina nie znikła im z oczu. i na dźwięk głosu Gerarda uniósł niewidzące oczy. Rzuciwszy każdemu z żebraków garść monet. Szedł. Mieszkańcy Solanthus przyglądali się. a potem wrócili do miasta. które w słońcu błyszczały srebrzyście. panie — rzekł grubym głosem pierwszy żebrak. to wszystko. dużo młodszy od drugiego żebraka. zawrócił konia i pogalopował drogą. jak było to możliwe bez opuszczania jej armii. czy cena jest tego warta. okaleczone oczy zawiązał czarną opaską. Kiedy wyjechał cwałem za bramę. podarte resztki jakiegoś wojskowego munduru. że ubrany był w łachmany przypominające wyblakłe. jaka dodawała mu otuchy. które od chwili jej wyjazdu wydawało się posępne i puste. którzy szybko uskoczyli mu z drogi. i trzymajcie się z daleka od świątyni Jedynego Boga. Mężczyzna utykał i chodził o kulach. lecz miał wojskową postawę i sposób bycia. iż postąpił właściwie. zatrzymując konia.

żebym wszedł do Sanction.131* To potwierdza informacje. 140* Nie martw się. niż się wydaje. Skie powiedział ci więcej. bo przydadzą nam się — powiedział Zwierciadło. 134* Mimo to sam widziałeś. 133* Najwyższy czas — mruknął Brzytwa. sam jeden i ślepy — rzekł Zwierciadło. — Wszędzie. Pozostaje tylko pytanie. które otrzymał od Gerarda. — To przebranie. dokąd idziemy. gdzie chcemy. 137* Czekać. Srebrzysty? — Brzytwa uniósł głos. nie pozwolę. Srebrzysty? Sam jeden. żeby coś ci się stało. ach. ach. od złodziei po rycerzy i szlachtę — powiedział łagodnie Zwierciadło. zamierzasz ją powstrzymać. z kim mamy ochotę. gdzie one mogą być? Zwierciadło milczał. że takie przebranie pozwala nam chodzić. które otrzymaliśmy zeszłej nocy — powiedział kulawy żebrak. że jesteśmy kimś więcej. ślepy? — parsknął Brzytwa. nie podobało mu się to. które dotychczas tak świetnie nam służyło. Jesteś wreszcie zadowolony? 132* Tak. niż wizyta dwóch ludzi oczekujących cudu? 178 . co zrobimy? Zmierzymy 'się od razu z Miną? 135* 1 co byś jej powiedział. gdzie są śliczne złote smoki? Gdzie. Brzytwo. i rozmawiać. — Koniec z żebraniem! Nigdy nie czułem się tak upokorzony. aż twoja królowa zdobędzie Sanction. 141* W takim razie sugeruję. podśpiewując szyderczo: — Gdzie. 139* Ty zaś chcesz. Mina maszeruje na Sanction. 136* Ja twierdzę. jak przypuszczam. Mam zamiar być obecny przy twojej rozmowie z Miną. że powinniśmy czekać — dokończył starszy żebrak. 138* A ty. jestem zadowolony — odparł niewidomy mężczyzna. by porozmawiać z Miną. — Nikt nie ma pojęcia. Rzucił ślepcowi pod nogi monety. słyszymy to samo. jak blisko prawdy był Brzytwa. Jaki lepszy pretekst. pomoże nam jeszcze bardziej w Sanction. to chcesz powiedzieć — stwierdził chłodno Zwierciadło. żebyś podniósł te pieniądze. — Zmierzymy się z nią w Sanction. niż wyjawiłeś.

132* Masz rację — odparł Zwierciadło. że to. ale potrafił go sobie wyobrazić — z początku nieprzychylny. kiedy ostatnio tak świetnie się bawiłem. co powiedział jego towarzysz. gdy mężczyzna uświadomił sobie. ma sens. że cię to cieszy. Usłyszał brzęk monet podnoszonych z ziemi poirytowanym gestem.Zwierciadło nie widział wyrazu twarzy Brzytwy. . Srebrzysty — stwierdził Brzytwa. a potem posępny. 131* Wydaje mi się. — Nie pamiętam już.

gdzie są. Bynajmniej nie od razu się zorientowali. a ten korytarz niewątpliwie przesyco- 180 . Hol oświetlały tu i ówdzie pochodnie. a były to wszystkie znane mu dotąd miejsca. Pochodnie płonęły czysto. żaden odgłos. chociaż Tas z całych sił wytężał słuch. że cienie przez kontrast wydawały się jeszcze ciemniejsze. było niewątpliwie dobrą rzeczą.16 Nieoczekiwane spotkanie Jak liście wyrzucone ze środka cyklonu. co. To znaczy. zważywszy na to. Rozglądając się wokół. któremu pomagał się podnieść. Światło bynajmniej nie rozpraszało mroku w korytarzu. Konsekwencją braku oddechu było ucichnięcie wrzasków gnoma. bo nie czuć było najmniejszego podmuchu. których pomarańczowe światło wypełniało pomieszczenie miękkim i niesamowitym blaskiem. Tasslehoff wiedział tylko. Znikąd nie dobiegał żaden szmer. Tas szukał przygód prawie przez całe swoje życie i znał się na korytarzach. czego konsekwencją było zatrzymanie u niego oddechu na kilka mrożących krew w żyłach minut. Kender stał — a Zgadywanka leżał — w korytarzu z olbrzymich bloków czarnego marmuru wypolerowanego na wysoki połysk. gdzie nie jest. gnom i kender sfrunęli na ziemię. Kender również nie wydał najmniejszego dźwięku i uciszył Zgadywankę. kender — w swym kolorowym ubranku — sfrunął z łopotem. Gnom wylądował ciężko. Sprawiało tylko. gdzie się znaleźli.

I smoki.. Kiedy stoi się w ciemnym.. — Gorszego od goblinów! Co może być gorszego od nich? I w ogóle gdzie my jesteśmy? 145* Jest mnóstwo rzeczy gorszych od goblinów — szepnął Tas po zastanowieniu. Pozwalał na przykład wyskoczyć z cienia i zrobić komuś wielką niespodziankę. kiedy Zgadywanka zacisnął pięść i uderzył Tasslehoffa w żołądek. kto się zbliża. zanim ten ktoś będzie miał okazję zobaczyć ciebie. 142* Gobliny! — było pierwszym słowem.ny był duszną atmosferą miejsca. nie gobliny — rzekł Tasslehoff cichym tonem.. że ogólnie rzecz biorąc. kiedy już mógł mówić.. a w ogóle to gdzie jesteśmy? 147* Nigdzie nas nie sprowadzałem — odparł poirytowanym tonem Tasslehoff. 181 . 143* Nie. Tasslehoff złapał Zgadywankę za kołnierz koszuli i wciągnął gnoma za czarny. wywołującym przytłaczające wrażenie korytarzu. dodając radośnie: — Pewnie jest tu coś gorszego od goblinów. w którym należy zachowywać się bardzo. Takiej maksymy wujaszek Trapspringer uczył swego siostrzeńca i Tas przekonał się. marmurowy filar. Po co nas tu sprowadziłeś. Zęby też. był to dobry plan. zawsze dobrze jest widzieć. że włosy by ci powypadały. Od mocnego i niespodziewanego ciosu w żołądek z reguły wpada się w irytację. Wszystko się skończyło. Kender popsuł jednak wrażenie. A jeśli chodzi o to. — Na przykład smokowcy. który w zamierzeniu miał brzmieć pocieszająco. jakie wysapał Zgadywanka. I sowomisie. gdzie jesteśmy. bardzo cicho. Ja. 146* Sowomisie! Kogo obchodzą sowomisie i twoi przeklęci krewni? Mógłbym ci opowiedzieć takie historie o moim kuzynie Stronciedziewięćdziesiąt. Opowiadałem ci o wujaszku Trapspringerze i sowomisiu? Wszystko zaczęło się od. Cicho! Ktoś nadchodzi. 144* Co masz na myśli? — wyrzęził Zgadywanka. nie wiem więcej od ciebie. szarpiąc się za włosy w roztargnieniu. — To urządzenie nas tu sprowadziło.

— Pominąwszy okazję. Zamierzał powtórzyć jego imię dużo głośniej. że wszystko to bardzo dziwne. Nawet w ciemności. Tas spojrzał na drugą dłoń — tę. Odziana była w czarną szatę i z łatwością zlewała się z mrokiem na korytarzu i tłem czarnych. że gnom ściska w jednej dłoni rękaw. nawiasem mówiąc. i za sobą kender widział tylko ciemność. że zna tę osobę.Korytarzem szła samotna osoba. a o ile Tas wiedział. za którym stali. białe światło. kto go trzyma. Dochodząc do wniosku. prawda? Tas nie usłyszał tego. ponieważ jej nie widział. najmniej wyraźny zarys postaci. i ta ręka ściskała mocno Tasa za ramię. 51* Ale to mój przyjaciel — wyjaśnił Tas Zgadywance. zauważając. że pozostała jeszcze jedna ręka. gnomy miały tylko dwie ręce. Tasslehoff kręcił się i wił. mogąc dostrzec zaledwie najsłabszy. Znając go dobrze. ale nie było jej. zdjęty lękiem. był gnomem. w jaki ten człowiek opierał się na lasce. niepewny sposób chodzenia. rzucał głęboki cień. Zostaw go w spokoju.. który. która spoczywała na jego ramieniu — ale jej tam nie było. On chyba nie ma w zwyczaju. Zgadywanka wybałuszył oczy. i sama laska. Coś mu przypominał ten powolny. Trzymał Tasa mocno. kender doznał dziwnego. która rozsiewała bardzo delikatne. Tasslehoff spojrzał na Raistlina. którą miał z sobą. To tłumaczyło obecność dwóch dłoni. marmurowych ścian. — Ten twój przyjaciel. ale filar. żeby zobaczyć. ponieważ ją czuł. bo przyglądał się uważnie Zgadywance.. To znaczy — była. by uściskać z całych sił przyjaciela. Co oznaczało. a w drugiej przód jego koszuli. kiedy zamordował mojego innego przyjaciela. łaskoczącego w żołądku uczucia (pewnie pozostałość po uderzeniu). którego od dawna nie widział i uważał za zmarłego. Tasslehoff po raz pierwszy przyjrzał się dobrze postaci. zmuszony 182 . mordować gnomów. — Raistlin! — wyszeptał Tasslehoff. Ktoś chwycił go za ramię i powiedział cicho: 133* Nie. sposób. wrzasnąć z radości i popędzić przed siebie. kiedy przeszła pod jedną z pochodni.

idąc naprzód. Na wargach pojawiła mu się krew.był przyznać. z przerażenia stracił mowę. bo głowę miał spuszczoną i szedł powoli. Tego samego urządzenia. Raistlin wyglądał tak dziwnie i miał tak przerażającą minę. — Kto to powiedział? — rzekł ledwie słyszalnym głosem. że dla dobra Zgadywanki będzie milczał. że mag musiał oprzeć się o ścianę. — Kto wymówił to imię? Caramon? Pytam. którą zwykle mu zaparzał — powiedział Tas. w roztargnieniu. chociaż tylko nieobecni bogowie wiedzieli. że Tas i bez tego siedziałby cicho. że przy pewnych okazjach mag wcale nie był przyjaźnie nastawiony do kendera. kender nie chciał. Tas się zaniepokoił. Nacisk ręki zatrzymał go. Jego złociste oczy błysnęły w świetle pochodni. i choć Zgadywanka czasami okropnie drażnił Tasslehoffa. — Caramon miał herbatę ziołową. nie wyskoczy do Raistlina i zaniecha serdecznego uścisku. chociaż nie tego samego gnoma. dzięki bogu. ale żaden nie był tak gwałtowny. Raistlin uniósł głowę. suchym kaszlem. Śmiertelnie pobladł na twarzy. wtedy też nosił takie. żeby gnom został zamordowany. Tasslehoff postanowił. Raistlin najwyraźniej pogrążony był w myślach. — Otarł czoło skrajem ręka183 . A przynajmniej zamordował jednego gnoma za naprawienie urządzenia do podróżowania w czasie. — Nikt — powiedział Raistlin. A poza tym Raistlin naprawdę mordował gnomy. bo widywał już podobne ataki Raistlina. Dzięki bohaterskiemu wysiłkowi Tasslehoff zachował milczenie. który tak go osłabił. — Przesłyszałem się. Kender jednak nie potrzebował ostrzeżenia. jak mogłoby w innych okolicznościach. Mag przeszedł tuż obok kendera i gnoma. co mimo wszystko nie ucieszyło go tak bardzo. Krztusił się i rzęził. W nagrodę nieistniejąca ręka uścisnęła jego ramię na znak aprobaty. z trudem chwytając wreszcie oddech. Mężczyzna rozejrzał się w obie strony. Raz stanął i zaniósł się gwałtownym. Raistlin teraz nosił czarne szaty. Zgadywanka. kto to powiedział? Ręka wbiła palce w ramię Tasslehoffa. ile go to kosztowało.

Oparł się na lasce... kiedy zabrałem smoczą kulę i uciekłem. ale trzeba się bardzo napracować. że utonęli. że oni żyją. — Widzę teraz minę Caramona. Byli zdumieni. Zgadywanko — szepnął Tasslehoff — mówiłem. bo znów ich zobaczył. — A Tanis. Przez całe życie był mi kajdanami na rękach i kulą u nogi. Wszyscy byli tak zaszokowani. a chwilą. jak rzeźbę ogrodową? Jego ambicje nie sięgają dalej niż do łóżka ostatniej dziewczyny. żebym uciekł z więzienia.. a mimo to on ma czelność oskarżać mnie o niewierność! Widzę ich wszystkich — Goldmoon. Wszyscy zginęli. w której się dowie. utonęli w Krwawym Morzu. ten fałszywy hipokryta! Jego potajemny romans z moją drogą siostrunią doprowadził go do zdradzenia przyjaciół. Wiem o tym. Jeśli jednak sądzi. a potem uśmiechnął się bardzo paskudnie. idąc powoli korytarzem. że nie chciałem potulnie dzielić ich doli. gdy był przekonany o ich śmierci.. ale to nieprawda. Ocaliły ich Morskie Elfy. Wznowił spacer. mówiąc przez nos: — Ależ. — Wiesz co. — Zazgrzytał zębami. Słyszę jego biadolenie. Czasami nie jestem pewien. zostawiając ich na pastwę losu. ale nie od razu wznowił przechadzkę. ale zabrał swoje łańcuchy. że Caramon i pozostali utonęli w Krwawym Morzu. — Po co miałbym go ratować? Żeby postawić go sobie na trawniku. czy warto. Równie dobrze mógłbyś mnie prosić. że musi znajdować się gdzieś między czasem.. — Znów uniósł głos prześmiewcze — Przynajmniej ocal swojego brata. którą uwiódł. Raistlin odepchnął się od ściany. — Raistlin dodał głośniej. Tanisa. mojego brata — wszyscy gapią się na mnie wielkimi. Raist. najwyraźniej jeszcze nie wie. Riverwinda. że nie zginęli. krowimi oczami.. Caramon nie żyje. że to nieprawda. On mówi. — Raistlin wznowił chłodny monolog... żeby polubić Raistlina. a potem uśmiechnął się sardonicznie. bo Caramon opowiedział mi całą historię. Odzyskawszy siły. że to mój przyjaciel. — Może to moje nieczyste sumienie. co oznacza. Raistlin też wie. Może wciąż był zbyt słaby. 184 .wa z czarnego aksamitu.

ozdobną zbroję. że nie miał przyjemności. wciągnęła go z powrotem w cień. gdy dostojnik nagle stanął i odwrócił się gwałtownie. Obecność mężczyzny równie imponującego jak odgłos jego kroków sprawiła. bo szedł szybko i zdecydowanie. ani w lewo.A to oznacza — dokończył zadziwiony i podekscytowany Tas — że znalazłem kolejny fragment przeszłości. ponownym naciskiem nakazując zachowanie ciszy. Smoczy Władca zauważył maga i przyjął do wiadomości jego obecność. dudniły i wypełniały korytarz hałasem. którego instynkt samozachowawczy sprawował się świetnie. ledwo rzucając na niego okiem. który nie wydawał prawie żadnego dźwięku. — Majere! — huknął. nie zostawał w tyle i już przywarł do ściany tak mocno. U jego boku pobrzękiwał olbrzymi miecz. Gnom. której nie było na ramieniu Tasslehoffa. Nie były to kroki maga. poza suchym pokaszliwaniem od czasu do czasu i szelestem szat. Dlatego też omal nie przewrócił Raistlina. 185 . jakby była częścią jego ciała. że korytarz ożył. kiedy w korytarzu dały się słyszeć głośne kroki. który na jego widok zmuszony był cofnąć się pod ścianę. że można było go wziąć za dzieło sztuki jakiegoś prymitywnego plemienia. Raistlin skłonił się. Raistlin miał zamiar pójść swoją. wypełniając się dźwiękiem i ruchem. Zgadywanka obrzucił kendera podejrzliwym spojrzeniem i cofnął się o kilka kroków. bo inaczej zostałby zmiażdżony. — Nie znasz się przypadkiem z moim kuzynem Strontemdziewięćdziesiąt? Tas zamierzał powiedzieć. zakuty w ciężką. w której poruszał się tak swobodnie. Te kroki były głośne i imponujące. Ręka. Mężczyzna najwyraźniej zdążał gdzieś celowo. dopóki w grę nie wchodziły tłoki napędzane parą. Smoczy Władca poszedł dalej swoją drogą. Mężczyzna był wysoki i muskularny. nie oglądając się ani w prawo. Pod pachą niósł rogaty hełm Smoczego Władcy. Słysząc to.

Wspaniałość tego miasta także wywiera na mnie wrażenie. Zupełnie wystarcza jak na moje skromne potrzeby — odparł Raistlin. — Masz rację. prawda. Czy na tobie nic nie robi wrażenia? 53* A czy coś powinno zrobić na mnie wrażenie. Ariakas zmarszczył czoło. — Zaiste — odparł mag. panie? — odparł Raistlin. Oczywiście. Światło z kryształowej kuli na czubku jego laski zamrugało leciutko. 57* Chciałbym. 54* Wiele zawdzięczam swojej siostrze — odparł Raistlin. Przeszył maga uważnym spojrzeniem. aby moja wypowiedź tak zabrzmiała. ale najwyraźniej nawet on usłyszał sardoniczną nutę w chrapliwym głosie maga. Smoczy Władca nie mógł jednak oburzać się na ton mężczyzny. nie chciałem. — Powinieneś jej podziękować za swoje stanowisko. lordzie Ariakas. 52* Mój panie. kiedy do nich mówię. 53* Jak ci się podoba w Nerace? Masz wygodną kwaterę? 0* Tak. sięgając po miecz — mógłbym ściąć ci głowę za taką uwagę! 55* Mógłbyś spróbować. że jestem pod wrażeniem. Ariakas wyraźnie nie był zadowolony. panie — rzekł Raistlin. Odpowiedź Raistlina była uprzejma i służalcza. Skłonił się jeszcze raz. tym razem niżej niż poprzednio. ponieważ Smoczemu Władcy należał się szacunek. że robisz na mnie wrażenie. do którego docierały subtelności. panie? 56* Nie — odparł Ariakas. panie — rzekł Raistlin. 54* Na naszą królową! — zawołał Ariakas. Jednak fakt. 55* Mnie jeszcze więcej — powiedział surowo Ariakas. 52* Odważny jesteś. kłaniając się raz jeszcze. panie. więc mówił dalej: 1* Twoja siostra Kitiara kazała mi dobrze cię traktować — rzekł oschle. że zapytałeś. panie.Mag zatrzymał się i odwrócił. — Wybacz mi. że jestem zalękniony. Ty nie podziwiasz zalęknionych ludzi. abyś mnie podziwiał. nie oznacza. — Dziękuję. Ariakas nie był człowiekiem. Większość ludzi kuli się i drży. 186 . nie podziwiam.

magu — rzekł Ariakas.Ariakas nadal wpatrywał się w maga. Kiedy jego kroki ucichły w oddali i znów zapadła cisza. Będziesz się mnie bał. — Nie podziwiam cię jeszcze. Raistlin skrzywił się lekko. Odwrócił się na pięcie. i poszedł dalej korytarzem. nie tylko będziesz mnie podziwiał. wciskając gnoma w ścianę.. Raistlin powiedział cicho: — Któregoś dnia. Smoczy Władca wybuchł śmiechem. Wtem. wciąż śmiejąc się pod nosem. Raistlin odwrócił się i odszedł. Tasslehoff poczuł się oszołomiony. i odwracał się. odwracał i odwracał. Majere. Jego śmiech był nieokiełznany. kiedy dowiedziesz swojej wartości. niespodziewanie. kiedy odzyskał panowanie nad sobą. by zobaczyć. — Któregoś dnia jednak. panie. kto go nie trzymał za ramię. jakby ktoś uderzył go w głowę dużym kamieniem.. może będę cię podziwiał. kiedy dowiodę swojej wartości. a Tas odwrócił się. . Grzmiał i huczał w korytarzu. ale wytrzymał.

.

I KSIĘGA 2 .

.

co zaginęło. Dzieci bogów stały razem. tak jak dzień stoi naprzeciwko nocy. Kiedy wszyscy skończyli przemawiać. Nawet Zivilyn wszystkowidzący. każde z bóstw wychodziło z szeregu i opowiadało o swoich daremnych poszukiwaniach. Jedno po drugim. aby znaleźć to. że świat jest dla nich stracony na zawsze. W przeszłości posiedzenia te nie dawały wiele. a muzyka jego głosu była słodka 191 . Bogowie byli bliscy smutnego stwierdzenia. Widział ścieżki. jak zawsze. nie mógł znaleźć świata. Bogowie światła stali naprzeciwko bogów ciemności. — Przynoszę radosną nowinę — powiedział. jak to robili już wiele razy.1 Spotkanie bogów Bogowie Krynnu spotkali się na naradzie. odkąd skradziono im świat. a bogowie neutralności podzielili się równo między obie strony. Liczne były podróże. lecz teraz stąpały po nich duchy tego. co mogło być. — Usłyszałem wzywający mnie głos jednego z dzieci świata. Długie i niebezpieczne były niektóre z tych wypraw przez płaszczyzny istnienia. jakie odbyli bogowie i boginie. ukazał im się Paladine w swej jasności. jakimi zdążałby w przyszłość Krynn i jego mieszkańcy. który istniał we wszystkich czasach i wszystkich krainach. ale wszystkie bez wyjątku kończyły się niepowodzeniem. Jego modlitwa dźwięczała w niebiosach. być może z wyjątkiem łagodzenia wybuchów złości i podnoszenia na duchu przygnębionych.

— Sądzę. — Solinari w srebrzystych szatach wystąpił z szeregu. podobnie jak większość innych bogów. podobna do księżyca w ostatniej kwadrze. Zabrała ją śmierć. 56* Gdzie jest świat? — spytał Sargonnas. co chciałbym usłyszeć — oznajmił Sargonnas ze złością i odwrócił się do wyjścia. bóg magii ciemności. 63* Zgoda. bowiem. jak podejrzewaliśmy. królowa Takhisis sprawuje teraz niekwestionowaną władzę nad światem. — Głos Goldmoon umilkł. Dusza weszła i zajęła wśród nich miejsce. a pójdziemy tam bezzwłocznie i wymierzymy jej srogą karę. jak i mroku. gdyż nikt nie ufał tej duszy. Mimo to wiemy przynajmniej. Musimy go dalej szukać. — Lunitari wyszła naprzód w swych czerwonych szatach. 57* Nie wiem — odparł Paladine. Ze wszystkich bogów ciemności on był najbardziej rozgniewany i rozgoryczony. Z szeregu wystąpił Nuitari. Reszta bogów spojrzała na nią ze zdziwieniem. więc czuł się podwójnie zdradzony. że powinniśmy go wysłuchać — rzekła Mishakal. zarówno jasności. wysłuchamy tej duszy — rzekł Paladine. bo królowa Takhisis była jego małżonką. była woskowo biała. na którą zasługuje. cały odziany na czarno. 59* Czy ty popierasz jej prośbę? — spytał Paladine.dla ucha. a Takhisis trzyma jej duszę w niewoli. Paladine zmarszczył czoło na ten widok. — Raistlin Majere nie ma do powiedzenia niczego. która sama kiedyś próbowała zostać bogiem. Nasz lud nas potrzebuje. która prosi o audiencję — oznajmił. kochająca bogini uzdrawiania i współ192 . — Niech się zbliży. 60* Tak — odparł Nuitari. 62* I ja. Pozostali zgodnie poparli go pomrukiem — wszyscy z wyjątkiem jednej bogini. gdyż była to małżonka Paladine'a. 61* Ja również. — Powiedz. Jego twarz. że świat istnieje. 58* Mam duszę.

Wiedziała więcej od innych o krzywdach. którzy go kochali i ufali mu. 155* On jest martwy i nie jest. Nie rozumiem jednak. by wykorzystać naszą słabość? 149* Dlaczego twoja dusza została. Pozostali bogowie przyglądali się Raistlinowi w pełnym niepokoju milczeniu. — Tasslehoff Burrfoot nie żyje. jakie ten człowiek sprowadził na tych. 45* Znalazłem świat — oznajmił Raistlin. ale do tego dojdę później — powiedział Raistlin. który je wymawiał. — Zwrócił się do Zivilyna. Razem go opuścimy. Sargonnas parsknął pogardliwie. 44* Dlaczego więc jego dusza nie odeszła z pozostałymi? — dopytywał się Sargonnas.czucia. Należał do kendera. dokąd poszła po śmierci dusza tego kendera? 193 . 152* Czyżbyś też usłyszał modlitwę Goldmoon? — spytał Paladine. jeśli nie po to. jaką masz sprawę do nas. Tasslehoffa Burrfoota. które są mi znajome. 154* To niemożliwe — rzekł Paladine. Poznałem też głos. być może bardziej niż komukolwiek innemu. — Po co zwleka. Jeśli tylko da się temu zaradzić. Przez większość życia szliśmy osobno. mój brat i ja. zwracając się twarzą do boga i patrząc mu w oczy. Słowa. — Jego dusza nadal nie została policzona. — Razem przyszliśmy na świat. nie rozstaniemy się po śmierci. cierpieniu i smutku. — W przyszłości. która była. 148* Już odpokutował za swoje przewinienia — dodała Mishakal — i uzyskał przebaczenie. Wina leżała po mojej stronie. — Trudno zresztą tego ode mnie wymagać. 153* Nie — odrzekł Raistlin. nieprawdaż? Usłyszałem jednak coś innego — głos wymawiający słowa zaklęcia. 151* Twoja wierność jest godna pochwały — rzekł sucho Paladine — nawet jeśli trochę spóźniona. Raistlinie Majere — spytał surowo Paladine — choć wolno ci iść dalej? 150* Bo brakuje mojej drugiej połówki — odparł Raistlin.

134*
Dołączyła do swego przyjaciela, Flinta
Fireforge'a

odparł szybko Zivilyn.
135*
Czy jego dusza jest tam teraz? A może
marudny
stary
krasnolud nadal na niego czeka?
Zivilyn zawahał się, a potem oznajmił:
136*
Flint jest sam.
137*
Szkoda, że nie zauważyłeś tego wcześniej

warknął
na Zivilyna Sargonnas. Bóg minotaurów przeniósł gniewny
wzrok na Raistlina. — Przypuśćmy, że ten przeklęty kender
żyje. Co robił, wymawiając zaklęcie? Nigdy nie lubiłem was,
magów, ale przynajmniej mieliście dość rozumu, żeby zabronić kenderom używania czarów. Ta twoja opowieść śmierdzi
mi wczorajszą rybą.
138*
Co się tyczy zaklęcia — odparł Raistlin, nie
przejmując
się szyderstwem boga minotaurów — nauczył go jego stary
przyjaciel Fizban, kiedy oddawał w jego ręce urządzenie do
podróżowania w czasie.
Bogowie ciemności podnieśli wrzawę. Bogowie magii spoważnieli.
139*
Już dawno zadecydowano, że żadnej z ras
Szarego
Kamienia nie wolno dawać okazji do podróżowania w czasie —
rzekła z wyrzutem Lunitari. — Trzeba się było z nami skonsultować w tej sprawie.
140*
Rzeczywiście, dałem mu urządzenie —
powiedział
Paladine z serdecznym uśmiechem. — Kender chciał pójść na
pogrzeb swego przyjaciela, Caramona Majere, by złożyć mu
hołd. Całkiem logicznie zakładając, że umrze na długo przed
Caramonem, Tasslehoff poprosił o to urządzenie, aby mógł
udać się do przyszłości i wygłosić przemowę na pogrzebie.
Uznałem to za szlachetny i wielkoduszny pomysł, więc mu na
to pozwoliłem.
141*
Czy było to mądre, czy nie, ty wiesz najlepiej,
o
Wielki
— powiedział Raistlin. — Mogę potwierdzić, że Tasslehoff
raz przesunął się w czasie w przyszłość, ale chybił i spóźnił się
na pogrzeb. Wrócił, sądząc, że pójdzie na niego jeszcze raz. Co
się zaś tyczy późniejszych wydarzeń, to, co następuje, jest tyl194

ko przypuszczeniem, skoro jednak znamy kenderów, zgodzimy się chyba wszyscy, że przedstawione przeze mnie założenie jest logiczne.
Wypłynęła jedna sprawa, potem druga, i Tasslehoff całkiem zapomniał o pogrzebie Caramona, aż do czasu, gdy miał
właśnie zostać rozdeptany przez Chaos. W tej chwili, kiedy od
śmierci dzieliło go tylko kilka sekund, Tas przypadkiem przypomniał sobie o niedokończonej sprawie. Uruchomił urządzenie, które przeniosło go w przyszłość. Zgodnie z zamiarem trafił w nią, tyle że była to inna przyszłość. Całkiem przez przypadek kender odkrył świat. A ja znalazłem kendera.
Przez dłuższy czas nikt się nie odzywał. Bogowie magii
spojrzeli na siebie. Ich zdania były idealnie zgodne.
12* Więc zabierz nas tam — rzekł Gilean, powiernik księgi
wiedzy.
13* Nie radziłbym — odparł Raistlin. — Królowa Takhisis
jest teraz niesamowicie potężna i czujna. Wyczułaby waszą
obecność z daleka, a jest przygotowana na wasze przybycie.
Gdybyście wrócili teraz, słabi i niegotowi na spotkanie z nią,
mogłaby was unicestwić.
Z piersi Sargonnasa wyrwał się głuchy pomruk. Grzmot
boskiego gniewu przetoczył się po niebiosach. Pozostali bogowie patrzyli ze wzgardą, podejrzliwością lub powagą, zależnie
od swojej natury.
14* Macie jeszcze jeden problem — dodał Raistlin. —
Mieszkańcy świata są przekonani, że ich opuściliście w godzinie największej potrzeby. Gdybyście wrócili do świata teraz, niewielu
powitałoby was przychylnie.
15* Mój lud wie, że go nie porzuciłem! — krzyknął
Sargonnas, zaciskając pięść.
Raistlin skłonił się i nic na to nie powiedział. Nie spuszczał
z oczu Paladine'a, który sprawiał wrażenie zatroskanego.
— Jest coś w tym, co mówisz — odezwał się wreszcie Paladine. — Wiem, jak ludzie się od nas odwrócili po Kataklizmie. Minęło dwieście lat, zanim byli gotowi przyjąć nas ponownie. Takhisis wie o tym i chętnie wykorzysta nieufność
195

i gniew ludu przeciwko nam. Musimy działać powoli i ostrożnie, jak poprzednio.
— Jeśli wolno zasugerować plan.... — rzekł Raistlin.
Przedstawił swój pomysł. Bogowie słuchali; w każdym razie większość z nich. Kiedy mag skończył, Paladine rozejrzał
się po zgromadzonych w kręgu.
64* Co na to powiecie?
65* My jesteśmy mu przychylni — rzekli bogowie magii,
przemawiając jednym głosem.

Ja nie — oświadczył rozgniewany Sargonnas.
Pozostali bogowie milczeli. Niektórzy wątpili, inni nie pochwalali planu.
Raistlin przyjrzał się każdemu z nich po kolei. Potem powiedział cicho:
66* Nie macie wieczności na zastanawianie się i
debatowanie w swoim gronie. Możecie nie mieć nawet jednej sekundy.
Czy to możliwe, abyście nie dostrzegali niebezpieczeństwa?
67* Ze strony kendera? — zaśmiał się Sargonnas.
68* Ze strony kendera — rzekł Nuitari. — Ponieważ Burrfoot nie umarł wtedy, kiedy powinien, moment jego śmierci
został zawieszony w czasie.
Solinari podjął słowa kuzyna, tak że zdawało się, iż padły
z tych samych ust.
69* Jeśli kender umrze w nie swoim miejscu i czasie, nie
pokona Chaosu. Ojciec Wszystkiego i Niczego odniesie zwycięstwo i zrealizuje swą groźbę zniszczenia nas oraz świata.
70* Kendera trzeba koniecznie znaleźć i sprowadzić do
czasu i miejsca jego śmierci — dodała Lunitari surowym tonem.
— Tasslehoff Burrfoot musi umrzeć w chwili i w miejscu,
w którym powinien, albo wszyscy staniemy w obliczu zagłady.
Trzy głosy, które były osobne i odmienne, lecz mimo to
zdawały się jednym, umilkły.
Raistlin znów rozejrzał się wokół.
— Rozumiem, że wolno mi wyruszyć?
Sargonnas mamrotał i burczał pod nosem, ale w końcu ucichł.
196

Pozostali bogowie obejrzeli się na Paladine'a.
Bóg wreszcie skinął głową.
— Zatem żegnam was — powiedział Raistlin.
Kiedy mag się oddalił, Sargonnas podszedł do Paladine'a.
14* Popełniasz kolejne głupstwo — zarzucił mu bóg
minotaurów. — Najpierw oddajesz potężny magiczny przedmiot
w ręce kendera, a teraz wysyłasz tego pokręconego maga, by
walczył z Takhisis. Jeśli jesteśmy zgubieni, to przez ciebie.
15* Nic uczynionego z miłości nie jest głupstwem — odparł Paladine. — Jeśli stoimy w obliczu wielkiego niebezpieczeństwa, czynimy to teraz z nadzieją. — Po czym spytał Zivilyna: — Co widzisz?
16* Nic — odparł bóg. — Tylko ciemność.

2

Pieśń pustyni
Armia Miny zdążała na wschód, w stronę Sanction. Posuwała się szybko, niebo było bowiem czyste, powietrze chłodne i rześkie, a oporu nie napotkano. Nad głowami żołnierzy
krążyły błękitne smoki, które strzegły kolumny i latały naprzód na zwiady. Wieść o ich nadejściu rozprzestrzeniała się.
Ludzie na trasie marszu trzęśli się ze strachu, kiedy słyszeli, że
stoją na drodze tej armii zdobywców. Wielu uciekło na wzgórza. Ci, którzy nie mogli uciec lub nie mieli dokąd pójść, czekali ze strachem na zagładę.
Ich obawy okazały się bezpodstawne. Armia maszerowała
przez wsie i omijała gospodarstwa, a obozowała poza murami
miast. Mina trzymała swoich żołnierzy pod ścisłą kontrolą. Za
prowiant, który można było zabrać siłą, płacono. Czasami, kiedy wojsko przybywało do ubogiego domu albo wsi, dzieliło się
tym, co samo miało. Dwory i zamki, które mogły zostać zrównane z ziemią, zostawiano w spokoju. Wszędzie Mina przemawiała do ludzi i mówiła im o Jedynym Bogu. O tym, że
wszystko, co robią, czynią w imię Jedynego Boga.
Mina przemawiała do szlachetnie urodzonych i do gminu,
do wieśniaków i rolników, kowali i oberżystów, bardów i druciarzy, dostojnych panów i dam. Uzdrawiała chorych, karmiła głodnych, pocieszała nieszczęśliwych. Mówiła im, że dawni bogowie ich opuścili, zostawili na pastwę tych obcych smoków.
Jednak nowy bóg, ten Jedyny Bóg, miał się nimi zaopiekować.
198

Odila często towarzyszyła Minie. Nie brała udziału w ceremoniach, ale obserwowała, słuchała i gładziła amulet na swojej szyi. Jego dotykanie wydawało się nie sprawiać jej już bólu.
Gerard jechał z tyłu, jak najdalej od minotaura, który był
zawsze na czele z Miną. Rycerz domyślił się, że Galdar otrzymał rozkaz, by zostawić go w spokoju. Mimo to zawsze istniała możliwość, że zdarzy się „wypadek". Nie można było
winić Galdara za to, że jadowity wąż przypadkiem wpełznie do
śpiwora Gerarda albo że złamana gałąź spadnie mu na głowę.
Podczas swoich nielicznych spotkań z Galdarem Gerard poznawał po oczach minotaura, że żyje tylko dlatego, iż takie
było życzenie Miny.
Niestety, jadąc na tyłach kolumny, Gerard znów znalazł się
w towarzystwie tych, którzy strzegli wozu z sarkofagiem
Goldmoon i dwoma czarodziejami. Kiedy rycerz patrzył na
nich, a patrzył często, do głowy przychodziło mu określenie
„bardziej martwi niż żywi". Nie lubił tego widoku. Nie znosił
patrzeć, jak siedzą na tyle wozu i kołyszą się w rytm jazdy po
wybojach, z dyndającymi rękami i nogami, zwieszonymi głowami. Ilekroć na nich spojrzał, odjeżdżał z uczuciem mdłości,
przysięgając sobie, że więcej nie będzie miał z nimi do czynienia. Następnego dnia znów go ciągnęło, by na nich patrzeć,
i czynił to z fascynacją i odrazą.
Armia Miny maszerowała na Sanction, zostawiając za sobą
nie ogień, dym i krew, lecz rozradowane tłumy, które rzucały
do stóp Miny girlandy i śpiewały hymny na cześć Jedynego
Boga.
Inna jeszcze grupa zdążała na wschód, wędrując niemal
równolegle do armii Miny, w odległości zaledwie kilkuset mil.
Ich pochód był wolniejszy, ponieważ nie byli tak dobrze zorganizowani, a kraina, przez którą szli, nie była tak gościnna.
To samo słońce, które świeciło jasno Minie, prażyło elfy z Qualinesti, brnące przez Równiny Pyłu. Elfy zmierzały do krainy,
w której, jak miały nadzieję, znajdą bezpieczne schronienie
— do królestwa Silvanesti. Każdego dnia Gilthas błogosławił
199

Wędrowca i lud zamieszkujący równiny, bo bez jego pomocy
ani jeden elf nie przebyłby pustyni żywy.
Mieszkańcy Równin dali elfom obszerne ochronne ubrania,
które osłaniały przed gorącem za dnia i zatrzymywały ciepło
ciała w zimne noce. Lud Równin podzielił się z elfami jedzeniem, którego, jak podejrzewał Gilthas, sam nie miał za wiele.
Ilekroć ich o to pytał, dumni ludzie ignorowali go lub rzucali
mu tak chłodne spojrzenia, że wiedział, iż dalsze zadawanie
pytań obraziłoby ich. Nauczyli elfy tego, że wędrować trzeba
w chłodnych godzinach poranka oraz nocą, a po południu szukać schronienia przed prażącym słońcem. Na koniec Wędrowiec i jego towarzysze zaproponowali, że będą towarzyszyć
elfom i służyć im za przewodników. Gilthas, w odróżnieniu od
reszty elfów, wiedział, że Wędrowiec miał ku temu dwa powody. Pierwszy był przyjazny — mężczyzna chciał się upewnić,
że elfy opuszczą pustynię żywe. Drugi samolubny — upewnić
się, że elfy opuszczą pustynię.
Elfy same zaczęły bardzo przypominać Mieszkańców Równin. Nosiły teraz workowate spodnie i długie tuniki i owijały
się wieloma warstwami miękkiej wełnianej tkaniny, która chroniła je przed pustynnym słońcem za dnia i zimnem pustyni
w nocy. Otulały twarze, osłaniając się od kłującego piasku,
chroniły delikatną skórę od wiatru i słońca. Żyjąc zawsze
w kontakcie z przyrodą i czując do niej respekt, elfy szybko
przystosowały się do życia na pustyni i nikt spośród nich już
nie umarł. Nigdy nie potrafiłyby pokochać pustyni, ale nauczyły się ją rozumieć i szanować jej zwyczaje.
Gilthas widział, że Wędrowca niepokoi tempo, w jakim elfy przyzwyczaiły się do tego ciężkiego życia. Młody król ze
wszystkich sił starał się przekonać człowieka z równin, że elfy
są ludem lasów i ogrodów, który może patrzeć na czerwone
i pomarańczowo pręgowane formacje skalne, rozsiane wśród
mil niekończących się piaszczystych diun, i nie widzieć w nich
piękna, tak jak Lud Równin, lecz tylko śmierć.
Pewnej nocy, kiedy zbliżały się do końca swej długiej podróży, w ciemnych godzinach przed świtem, elfy dotarły do
200

oazy. Wędrowiec ogłosił, że tutaj mogą odpocząć przez tę noc
i następny dzień, gasząc pragnienie do woli i nabierając sił
przed wyruszeniem w dalszą uciążliwą podróż. Elfy rozbiły
obóz i wystawiły warty, a potem położyły się spać.
Gilthas próbował usnąć. Był zmęczony długim marszem,
ale sen nie chciał przyjść. Młody król wyszedł z depresji, która go prześladowała. Przymus aktywności i wzięcia odpowiedzialności za swój lud okazał się dobroczynny w skutkach.
Gilthas wciąż miał bardzo wiele trosk i zmartwień, z których
wcale nie najmniejszym była niepewność, z jakim przyjęciem
spotkają się w Silvanesti. Rozmyślał o tych sprawach, a ponieważ nie mógł usnąć, wstał z posłania, dbając, by nie zbudzić
śpiącej żony. Zagłębił się w mroku nocy, by popatrzeć w niezliczone gwiazdy na niebie. Nie wiedział, że jest ich tak wiele.
Był zdumiony, a nawet przestraszony ich ilością. Przyglądał
im się, kiedy znalazł go Wędrowiec.
— Powinieneś spać — powiedział człowiek.
Mówił surowo, jakby chciał dać do zrozumienia, że to nie
początek pogawędki, lecz polecenie. Nie zmienił się od dnia,
w którym Gilthas go poznał. Małomówny, milczący Wędrowiec nigdy się nie odzywał, kiedy wystarczył mu gest. Twarz
miał jak wykutą z pustynnej skały — same ostre krawędzie
poznaczone ciemnymi bruzdami. Uśmiechał się, lecz nigdy
się nie śmiał, a uśmiech widać było tylko w jego ciemnych
oczach.
Gilthas pokręcił głową.
142*
Moje ciało pragnie snu, lecz umysł mu na to
nie
pozwala.
143*
Może to głosy nie dają ci spać — rzekł
Wędrowiec.
144*
Słyszałem, jak wcześniej o nich wspominałeś

odparł
zaintrygowany elf. — Głosy pustyni. Nasłuchiwałem, ale nie
słyszałem ich.
145*
Słyszę je teraz — powiedział Wędrowiec. —
Westchnienia wiatru wśród skał, szept wydm. Nawet w ciszy nocy słychać głos, który nazywamy głosem gwiazd. W waszej krainie
nie widać gwiazd, a nawet jeśli je widać, są więźniami gałęzi
201

drzew. Tutaj — Wędrowiec zatoczył ręką łuk, wskazując rozległe sklepienie rozgwieżdżonego nieba, które ciągnęło się od
horyzontu po horyzont — gwiazdy są wolne, a ich pieśń brzmi
głośno.
0* Słyszę wiatr wśród skał — powiedział Gilthas — ale
dla mnie to dźwięk oddechu konającego, świszczący przez wyszczerbione zęby. A jednak — dodał i przerwał, by rozejrzeć
się dookoła — teraz, gdy podróżuję przez tę krainę, muszę
przyznać, że w waszej nocy kryje się piękno. Gwiazdy są tak
blisko i są tak liczne, że czasami naprawdę wydaje mi się, że
słyszę ich śpiew. — Wzruszył ramionami. — To znaczy, tak
byłoby, gdybym nie czuł się wśród nich tak mały i nieważny.
1* Więc to cię naprawdę gnębi, Gilthasie — Wędrowiec
wyciągnął rękę i dotknął jego klatki piersiowej tuż nad sercem.
— Wy, elfy, rządzicie krainą, w której mieszkacie. Drzewa
tworzą ściany waszych domów i dają wam schronienie. Na wasze polecenie rosną orchidee i róże. Pustynią nie można władać. Pustynia nie daje się ujarzmić. Pustynie nie dba o ciebie,
nie zrobi dla ciebie niczego poza jednym. Pustynia będzie zawsze. Twoja kraina się zmienia. Drzewa umierają, lasy płoną,
ale pustynia jest wieczna. Nasz dom istniał zawsze i zawsze
będzie istniał. To jest jej dar dla nas, dar pewności.
2* Sądziliśmy, że nasz świat nigdy się nie zmieni — powiedział cicho Gilthas. — Myliliśmy się. Oby was czekał lepszy los.
Po powrocie do namiotu elf poczuł ogarniające go znużenie. Jego żona nie zbudziła się, lecz przez sen zauważyła jego
powrót, bo wyciągnęła do niego ramiona i objęła go. Gilthas
słuchał głosu jej serca, które biło miarowo tuż przy jego własnym. Pełen otuchy usnął.
Wędrowiec nie spał. Patrzył w gwiazdy i zastanawiał się
nad słowami młodego elfa. I wydało mu się, że pieśń gwiazd,
po raz pierwszy odkąd ją usłyszał, brzmiała smutno i fałszywie.
Elfy kontynuowały wędrówkę, posuwając się naprzód powoli, lecz nieprzerwanie. Pewnego poranka Lwica zbudziła
męża, potrząsając go za ramię.
202

156*
Co? — Gilthas zerwał się ze snu z
przerażeniem.

Co
się dzieje? Stało się coś złego?
157*
Przeciwnie

powiedziała
kobieta,
uśmiechając
się
do
niego zza grzywy złotych loków. Wciągnęła powietrze w nozdrza. — Co czujesz?
158*
Piasek — odpowiedział Gilthas, pocierając
nos,
który
zawsze wydawał mu się zatkany pyłem. — Czemu pytasz? Co
ty czujesz?
159*
Wodę — powiedziała Lwica. — Nie
błotnistą
wodę
w jakiejś oazie, ale zimną, rwącą, bystrą wodę. W pobliżu jest
rzeka... — Jej oczy wypełniły się łzami, głos się załamał. —
Udało nam się, mężu. Przeszliśmy przez Równiny Pyłu!
Była to rzeczywiście rzeka, choć inna od wszystkich, jakie
dotychczas widzieli Qualinesti. Elfy zebrały się na jej brzegu
i patrzyły z pewną obawą na wodę, ta bowiem miała kolor
krwi. Mieszkańcy Równin zapewnili ich, że jest świeża i nieskażona, a czerwony kolor zawdzięcza skałom, po których płynie. Elfy mimo to wahałyby się, gdyby nie dzieci, które wyrwały się rodzicom z rąk i wbiegły do rzeki, by chlapać się
w wodzie, która pieniła się wokół korzeni olbrzymich topoli
i wierzb. Wkrótce reszta Qualinesti również śmiała się, pluskała i swawoliła w rzece Torath.
160*
Tu was opuścimy — rzekł Wędrowiec. —
Możecie
przejść rzekę w bród na tej wysokości. Dalej, zaledwie kilka
mil stąd, znajdziecie pozostałości Królewskiego Traktu, który zaprowadzi was do Silvanesti. Rzeka płynie wzdłuż traktu
przez wiele mil, więc wody będziecie mieli pod dostatkiem.
Jedzenia też wam nie zabraknie, bo drzewa rosnące nad rzeką
owocują o tej porze roku. — Wyciągnął rękę do Gilthasa. —
Życzę ci szczęścia i powodzenia u celu twej podróży. I tego,
żebyś któregoś dnia usłyszał pieśń gwiazd.
161*
Oby gwiazdy nigdy nie przestały dla ciebie
śpiewać,
mój przyjacielu — Gilthas serdecznie uścisnął dłoń mężczyźnie. — Nigdy nie zdołam ci się odwdzięczyć wystarczająco za
to, co ty i twoi ludzie zrobiliście dla nas...
Przerwał, gdyż mówił do pleców Wędrowca. Powiedziaw203

szy wszystko. Odszedł w stronę rzeki. 46* Dziwni ludzie — stwierdziła Lwica. — Grubiańscy. która odprowadzała go wzrokiem pełnym troski i konsternacji. Mam po prostu takie przeczucie. 49* Nie wiem. co dla nas zrobili. że ich podziwiam. 47* Ja też ich podziwiam — powiedział Gilthas. Mam nadzieję. człowiek dał znak swoim towarzyszom i poprowadził ich z powrotem na pustynię. ale muszę przyznać. 48* Dlaczego mieliby? — zdziwiła się zaskoczona Lwica. ocalili cały lud Qualinesti. że nigdy nie będą mieli powodu żałować tego. nieokrzesani i zakochani w skałach. co było do powiedzenia. czego nigdy nie potrafię zrozumieć. moja droga — odparł Gilthas. — Ocalili nam życie. — Nie potrafię powiedzieć. zostawiając żonę. .

Alhanie czasami się śniło. Trawa ułożyła się na kształt grubego. którym groziło niebezpieczeństwo. ujrzawszy ich królową zasmuconą i wycieńczoną do granic możliwości. którym zostało jeszcze trochę magicznej mocy — przynajmniej tyle. że elfy nie potrzebują czarów. Okazało się. by podejmowała decyzje. że pływa w rzece krwi.3 Kłamstwo Alhana Starbreeze siedziała samotnie w szałasie stworzonym dla niej przez elfów. atakowali statki zaopatrzeniowe. bo drzewa. z powodu których zginą kolejne elfy. które zawsze kochały elfów. Był wieczór. W tej chwili jednak dookoła panował spokój. Podano wieczorny posiłek. Były to ciężkie czasy. jedna z nielicznych cichych chwil w niespokojnym życiu Alhany. bo królowa i jej lud żyli w puszczy. by ukoić ból królowej elfów. z własnej woli nagięły gałęzie. poleje się więcej elfiej krwi. i nie mogła się z tego snu wyrwać. a liście splotły się. Silvanesti pod dowództwem Alhany układali się do nocnego spoczynku. 205 . miękkiego dywanu do spania. by rozkazać drzewom zapewnić bezpieczne schronienie dla wygnanej elfiej królowej. dokonywali śmiałych wypadów do samego miasta. Konary zwisły opiekuńczo. Ptaki śpiewały cicho. by chronić przed deszczem i wiatrem. Przez chwilę nikt jej nie potrzebował. tocząc partyzancką wojnę z Czarnymi Rycerzami: napadali na obozy jenieckie. nikt nie wymagał. by ratować elfy. chyba że przez utonięcie.

kiedy Czarni Rycerze zdradzili je. kiedy oni obrzucali ją obelgami. Alhana Starbreeze została przyjęta z powrotem przez swój lud. że próbował nasyłać na nią zamachowców. która pozostała im wierna i walczyła w ich obronie. Teraz wolno jej było wrócić do ojczyzny — ojczyzny pod panowa- 206 . wielkoduszna i cierpliwa. Mniej cieszyła go reakcja królowej. którzy im się sprzeciwiali. Jeszcze nie tak dawno. osłupienie i zgrozę. jeśli ufają ludzkim istotom — niezależnie od cudów. że Silvanesti wreszcie zaczęli szanować Alhanę Starbreeze. Teraz lud Alhany ją przyjął. wybudowali obozy jenieckie i więzienia i zabili wszystkich. Silvanostu. gdy zdjęto z niej wyrok wygnania. którzy zostali przy życiu po zajęciu przez Czarnych Rycerzy stolicy królestwa. Elfy wpadły w zdumienie. oficjalnie uchylili wyrok wygnania. głośno lamentował nad „nieporozumieniem". padli na kolana przed przywódcą Czarnych Rycerzy. Samarze — powiedziała mu Alhana tego wieczoru. którzy ich uprzedzali. jak poddani czołgają się u jej stóp. za to. Silvanesti zaprosili Czarnych Rycerzy do swego miasta i wypędzili Alhanę Starbreeze. Kiedyś uważano ją za czarnego elfa i wygnano z ojczyzny za to. w czasach największego niepokoju. Wolałby widzieć. — Nie mogę ich karać. Nieważne. Chwilę później wołał do niej: „Ocal nas! Królowo Alhano. by zasłużyć na łaskę. Naczelnicy Domu. ocal nas!". Ostrzegano ich przed podstępami Miny. Samar był wściekły na nią i jej lud. która była wyrozumiała. jedyną osobę. że śmiała spróbować zawrzeć pokój między Silvanesti i ich kuzynami Qualinesti. ludzką dziewczyną imieniem Mina. że są głupcami. Samar cieszył się ponuro.Niektórzy mogliby powiedzieć — i zaiste. kilka tygodni temu. Samar znajdował się wśród tych. by zjednoczyć dwa skłócone królestwa. Teraz. ale zaślepiły ich cuda. pewne elfy mówiły — że Czarni Rycerze z Neraki wyświadczyli Alhanie Starbreeze przysługę. jakich dokonywała w imię Jedynego Boga. że ośmieliła się poślubić Qualinestyjczyka po to. Klękając u jej stóp.

Ponieważ od dawna ją kochały i były jej wierne. bez wahania zgodziły się milczeć. by go uratować z rąk Czarnych Rycerzy. Młodzieniec nie zamierzał wracać. Silvanosheia. wiedziały. gdy Silvanoshei znikł. a Silvanoshei nie wracał. Mimo to lud go uwielbiał i nadal uważał za swego króla. którą musiała odzyskać orężem. Silvanoshei uciekł bowiem tej samej nocy. Robiła to wszystko dla swojego syna. Teraz Alhana podtrzymywała złudzenie. — Zauroczenie mu przejdzie i chłopak oprzytomnieje. To ze względu na niego słuchali rozkazów jego matki. Jednak gdy dni mijały.niem Czarnych Rycerzy z Neraki. który był królem Silvanesti. W rzeczywistości była pewna. że uciekł. lecz królowa kazała im przysiąc milczenie. — Wiesz dlaczego. Choć niewielu o tym wiedziało. ojczyzny. do swojego ludu. Wróci do nas. To było zaczarowane zwierzę. Wiedział dlaczego. Przez Silvanosheia Samar udał się w niebezpieczną podróż. Zakazała mu o tym mówić. ani nigdy. Niegodnego syna. że jej syn wróci. bo Alhana nie chciała się do tego przyznać ani przed swoim ludem. zdaniem Samara. — Zaszył się gdzieś i się dąsa — powiedziała Samarowi. Starał się pokazać Alhanie dowody w postaci śladów końskich kopyt. Elfy nie miały z sobą koni. gdy Samar i inne elfy narażali swe życie. Silvanoshei był odpowiedzialny za wpuszczenie Rycerzy z Neraki do Silvanostu. Niewielu wiedziało. Ani wtedy. zmuszony opuścić swoją królową w najbardziej rozpaczliwym momencie długiej historii Silvanesti. które były z nimi tej nocy. póki nie wyzdrowieje. Samar w to nie wierzył. Zadurzony w tej ludzkiej dziewczynie. Z początku Alhana nie chciała nawet słuchać Samara. Minie. Elfy. ani przed sobą. aby uganiać się za młodym królem po Ansalonie. . przysłane dla Silvanosheia. że Silvanoshei zachorował i musi przebywać w ukryciu. przyczynił się do upadku ludu Silvanesti.

zmuszona była przyzna ć z bólem serca. że Samar mógł mieć rację. W tym czas ie Alh ana nad al 207 . Sa mar a nie był o już od tyg odn i.

które od dawna służyły tym dwojgu za posłańców. że wielu Qualinesti uciekło. jakby nigdy nie odszedł. a kiedy tak się stanie. Zginęli bohaterską śmiercią. tylko obłożnie chory. Sihanoshei wsiadł na statek w Abanasinii i pożeglował na północ do Sołamnii. Alhana po raz kolejny czytała ostatnią wiadomość od Samara. że matka czeka na niego i wszystko jest gotowe. gdzie są ani co się z nimi stało. Zła smoczyca Beryl została zabita. jakby tam leżał naprawdę. iż Lauranałanthałasa poległa w bitwie wraz z wieloma setkami Qualinesti. że odwiedza syna. Rozmawiałem z jednym z uchodźców. zobaczy. Czarni Rycerze grabią krainę. Twój wierny sługa. kiedy będę mógł. Powiada się. Złożę raport. który powiedział mi. Wreszcie znalazłem jego trop. Wiadomość była krótka — Samar nie marnował słów — i przyniosła radość i smutek zatroskanej matce. że jest pewne. że Silvanoshei jest z nimi. Tam pojechał do Sołanthus szukać tej swojej dziewczyny. Gilthas. On wróci. list przyniesiony przez jednego z jastrzębi. Qualinost został całkowicie zniszczony. Samar Alhana zmówiła szeptem modlitwę za duszę Laurany i wszystkich. ale ona wyruszyła już na wschód ze swym wojskiem. Słyszałem też inne wieści. Silvanoshei podążył za nią. Pozostałości tego miasta pokrywa teraz jezioro śmierci. ale strach i rozpacz królowej. jak również krasnoludami z Thorbardinu i kilkoma ludźmi. Posunęła się nawet do rozstawienia jego namiotu i udawania. w tym syn Laurany. Siedząc samotnie w swej altanie. ale nie wiadomo. Siadywała na pustym łóżku i rozmawiała z nim. którzy walczyli u ich boku.udawała. Modlitwa skierowana 208 . Podążam śladem twojego syna. którzy zginęli w bitwie. zabierają ziemię i czynią z niej swoją własność.

Była to jedna z jej elitarnych gwardzistek. Znała rysy jego twarzy i oczy. przypuszczalnie z powodu cudzoziemskiego stroju. przez wiele trudnych i niebezpiecznych lat. za kogo się podaje. — Jakie złe czary. Zobaczyła przy niej nieznajomego elfa. Nie potrafiła sobie przypomnieć.była do dawnych bogów. Porthiosa. Modliła się także za wygnańców z Qualinesti. skąd go zna. — Znaleźli go zwiadowcy. Uświadomiła sobie. ale twierdzi. na którym Samar napisał swój list.. że Alhana zapomniała o wszystkich innych sprawach. — Nie chce podać imienia. Pod tymi wszystkimi warstwami wełnianej tkaniny kryje się Qualinestyjczyk. Ponieważ moje być tym. Alhana znała ją jako kobietę zamkniętą w sobie. że jest z tobą spokrewniony przez twego czcigodnego męża. królowo — wyjaśniła kobieta. że zna tego młodzieńca. Potem troska o syna sprawiła. że pogłoska o ich ucieczce jest prawdą. mój synu? •— spytała cicho. zachowującą stoicki spokój i nigdy nie okazującą emocji. Za ścianą szałasu rozległ się czyjś głos. Alhana spojrzała na swą gwardzistkę. Ktoś wołał ją po imieniu. obszernej szaty barbarzyńców przemierzających pustynię. który miał na sobie — długiej. którzy już nie mogli jej usłyszeć. przyprowadziliśmy go do ciebie. Nie wszedł na nasze ziemie uzbrojony. Zgniotła pergamin w dłoni i schowała go za dekolt koszuli. po czym schyliła się i wyszła do gwardzistki spod zasłony pnączy i liści. w nadziei. szukając u niej odpowiedzi. która służyła od dawna. więc drżenie jej głosu zaskoczyło i zaniepokoiło królową. tych nieobecnych bogów. w których — całkiem jak w jej własnych — malował się smutek. Pełna najróżniejszych lęków i obaw musiała się opanować. 209 . że są pozbawione znaczenia. bezwiednie gładząc pergamin. nawet jeśli w głębi duszy wiedziała. Czy na pewno był to ktoś nieznany? A może tylko zapomniany? Alhana przyjrzała mu się uważnie. troska i ciężar wielkiej odpowiedzialności. Piękne słowa złagodziły jej żal. by odpowiedzieć spokojnie.. — Jakie czary rzuciła na ciebie ta dziewczyna.

64* Przykro mi to mówić. chociaż kobieta widziała. 60* Nieszczęścia. a Qualinost został zniszczony. — Kiedy jednak będę miał okazję poznać mojego kuzyna. — Dzieli nas wiele lat i wiele nieszczęść. że to. — Proszę. 59* To zrozumiałe. ale nie potrafię przypomnieć sobie twego imienia.. Silvanosheia? Nigdy jeszcze się nie widzieliśmy. a potem odsunęła się. — Wybacz. Słyszałem plotkę. długo i wielkimi łykami. przypomniała sobie o utraconej przez niego matce. Zjadł podany mu posiłek. Rozejrzał się wokół. która okaże się fałszem. Każę ci przynieść jedzenie i wodę. Obejmując młodzieńca. że moja matka nie żyje. Alhana ucałowała go czule. co słyszałam. że jesteś bezpieczny i zdrowy. 63* Nie masz pojęcia. biorąc go za rękę i ściskając mocno jego dłoń. — Mężczyzna uśmiechnął się szeroko. ale Silvanoshei źle się czuje. o których mówiłeś. od siebie i od Laurany. że zrobił to raczej z uprzejmości niż z głodu. wielką panią. a w oczach zajaśniał serdeczny podziw — ja pamiętam ciebie. lecz. tak niesprawiedliwie uwięzioną przez swój lud. cieszę się niezmiernie. bo widzę. Bardzo chciałbym go uściskać. 61* Jeśli słyszałaś. widzę w twoich oczach prawdę. Mimo to —jego głos złagodniał. bo właśnie dotarły do mnie smutne wieści o twoim ludzie. — Został brutalnie pobity 210 . 62* Niezmiernie mi przykro — rzekła Alhana. Alhana wydała okrzyk radości i rzuciła mu się w ramiona. postarzyły cię bardziej niż upływ lat. Miałam nadzieję. że to nieprawda. Pił wodę z nieukrywaną przyjemnością.58* Znam cię. Gilthasie z Rodu Solostaranów. niestety. jest plotką i pogłoską. jakby ciągle było mu jej mało. że jesteś zmęczony wieloma tygodniami podróży. Gilthasie — powiedziała Alhana. by na niego popatrzeć. Gilthas wszedł z Alhana do szałasu. panie — rzekła Alhana. wejdź do środka i rozgość się. że zabiły go ogry i ucieszyłem się na wiadomość. która nigdy już nie uściska swego syna. jak bardzo smakuje mi woda — powiedział z uśmiechem. usłyszałaś prawdę — powiedział Gilthas..

Wspomnienie dodało jej otuchy. na granicy Silvanesti. abyś przygarnęła mój lud. Przyjmij. którzy zajęli Silvanost. bo na jego twarzy odmalował się wyraz zatroskania. Kiedyś — rzekł. — O trzy dni jazdy stąd. Utkwił w niej wzrok. Z polecenia uzdrowicieli nie wychodzi z namiotu i nie wolno mu przyjmować gości. Oczy Alhany wypełniły się nagłymi łzami. Przypomniał jej się jego ojciec. Teraz. wypędzimy Czarnych Ry211 . choć jestem twoją ciotką tylko przez małżeństwo? 163* To byłby dla mnie zaszczyt — rzekł Gilthas głosem pełnym serdeczności. nie rozumiejąc go. Alhana tak często powtarzała to kłamstwo. Ty i Silvanoshei. i ledwie uszedł z życiem. obfitowały w niebezpieczeństwa. w których się znali. Co mogę dla ciebie zrobić. tysiąc uchodźców z Qualinesti czeka na twoje pozwolenie. proszę. — Tylko ty mi zostałaś z rodziny. 162* Długo wędrowałeś niebezpiecznymi szlakami. życzenia szybkiego powrotu do zdrowia dla twojego syna. siostrzeńcze? Mogę cię tak nazywać. Okupuje ją nieprzyjaciel. a on mocno trzymał ją za rękę. Alhana spojrzała na niego z osłupieniem. Nasza ojczyzna została zniszczona. Potrafiła patrzeć młodemu mężczyźnie w oczy i nie zająknąć się. i jej pozostał tylko Gilthas. by z nim walczyć. unosząc podbródek. że nawet głos jej nie zadrżał. Gilthas pokazał na zachód. by wkroczyć na ziemie naszych kuzynów. ciotko Alhano — oznajmił młodzieniec. a on najwyraźniej jej uwierzył. — Proszę. choćby tylko na krótką chwilę. — Przyszedłem cię prosić o wielką łaskę. Alhana uśmiechnęła się i zmieniła temat. Musiałeś mieć ciężką i ryzykowną podróż. Jesteśmy zbyt nieliczni. Uścisnęła jego dłoń. bo choć czasy. pokonali wrogów i znaleźli spokój. — Przykro mi to słyszeć. gdy Silvanoshei był dla niej stracony. Tanis Półelf. i w jego oczach zabłysła duma — wrócimy.przez Czarnych Rycerzy.

przywódczynię Czarnych Rycerzy. — Wysłuchaj mnie. Gilthasie — odpowiedziała Alhana.. 71* Płaczesz nad nami — powiedział łamiącym się głosem młodzieniec. — Przykro mi. To lud. Prowadzimy wojnę. Gilthas chciał coś powiedzieć. czy chcesz do nas dołączyć. ale trzeba 212 . którzy walczą o odzyskanie swojej. Minę. kiedy wyruszałeś w podróż. który padł ofiarą jej zabójczego uroku. i pokornie prosimy. a ty zadecydujesz. teraz bez przeszkód spływały po policzkach.. że przesadzają. Nie był jedynym Silvanesti. 72* Płaczę nad nami wszystkimi. tocząc jakąś wewnętrzną walkę. Nie wiedziałeś o tym. 75* Wątpię w to. Jesteśmy zmęczeni i zrozpaczeni. my. 74* Wiem — rzekł. Zginęlibyśmy tam. Lecz jeszcze nie dziś — kontynuował i blask w jego oczach zgasł. abyś nas przyjęła. walczymy o przetrwanie. kiedy chodziła po ulicach. ustępując miejsca cieniowi. co nasze. Uzdrawiała w cudowny sposób. Powiem ci. które przedtem ją paliły. — Ani nie jutro. — Usłyszałem nowinę od Mieszkańców Równin. a my nie możemy im jej dać. Miałem nadzieję. Przeszliśmy przez Równiny Pyłu. Łzy. prawda? Gilthas potrząsnął głową. Jesteśmy wygnańcami. Nasz lud wznosił pieśni najej cześć. którzy stracili ojczyznę i nad Silvanestyjczykami. 73* Teraz już wiesz? — spytała. którzy nazywają tę straszliwą krainę swoim domem. — Nad Qualinestyjczykami. Nasze dzieci oczekują od nas pociechy. ale Alhana uniosła rękę i uciszyła go gestem. mój biedny siostrzeńcze. siostrzeńcze. a potem powiedziała: — Usłyszysz od niektórych z moich ludzi.cerzy z naszej ziemi i odzyskamy to. — Wahała się chwilę. że mój syn został zaczarowany przez tę ludzką dziewczynę. Nie mamy dokąd pójść. którzy odeszliśmy dawno temu. Alhana długo mu się przyglądała. Pokornie przychodzimy do ciebie. Nie znajdziesz spokoju i schronienia w tych lasach. że ściągnąłem na ciebie takie nieszczęście. gdyby nie pomoc ludzi. który widzi daleko i mówi bez ogródek. co się dzieje.

zemsty i cierpienia. a Czarni Rycerze każdego dnia wzmacniająjego fortyfikacje. Robimy. Jest nas zbyt mało. by walczyć z tym straszliwym wrogiem. — Zacisnął pięść i oczy mu rozbłysły. by je dręczyć. by odbić miasto. — Więc nasi wojownicy byliby pożądanym nabytkiem — rzekł cicho Gilthas. który rządzi waszą ziemią. lecz bogiem podstępu. — Zbyt młody. że żaden Czarny Rycerz nie ośmieli się wyjść na krok poza mury miasta. nie wystarcza. Ocaliliśmy wiele setek naszych rodaków od tortur i śmierci. Nękamy patrole. — Nie rozumiesz. Alhano? To może być impuls. Jak moglibyśmy żądać od was'. by zaleczyć stare rany i znów połączyć nasze dwa narody. Silvanost jest całkowicie pod kontrolą Czarnych Rycerzy. a potem połączymy siły i odbierzemy naszą. lecz duszą. tak że infekcja 213 . żebyście oddali życie za nasz kraj? 165* Zapominasz — powiedział Gilthas — że nasz lud nie ma kraju. Ten sam wróg.było za to zapłacić — nie pieniędzmi. Alhana spuściła oczy i potrząsnęła głową. Tak bardzo obawiają się teraz naszych łuczników. które służyły Jedynemu Bogu. by wiedzieć. Ale wszystko to. jakiego nam trzeba. zawstydzona. — Jak możemy was o to prosić? Przez tyle lat Siłvanesti traktowali ciebie i twój lud z pogardą i lekceważeniem. Odbierzemy waszą ziemię. Elfy. by rozszerzyć swoje panowanie. Napadamy na obozy jenieckie i uwalniamy niewolników. Nie mają jeszcze wystarczająco wiele wojsk. panuje też na naszej. dlatego możemy nadal egzystować w tutejszych lasach. Jedyny Bóg żądał dusz elfów. — Nachylił się z rozpromienioną twarzą. 164* Nie — powiedziała. że stare rany mogą się jątrzyć. Elfy. Nie mamy pojęcia dokąd. zostały od razu zabite albo uwięzione przez Czarnych Rycerzy. co czynimy. zostały zabrane. Jedyny Bóg nie jest kochającym bogiem. Nasz miasto leży w ruinach. co w naszej mocy. — Pragniemy zemsty. jak błędnie myśleli niektórzy nasi rodacy. które odmówiły wstąpienia na służbę Jedynego Boga. 166* Jesteś taki młody — westchnęła Alhana. niewolić i pożerać.

wyjaśnić im wasze położenie i prosić ich o wpuszczenie was na ich ziemie. — Nie przychodzimy do Silvanesti jako żebracy. 214 . że już jest za późno. Nic już nie może ocalić naszego ludu. Myślę. — Zostałeś zakażony. zmęczona i martwisz się o syna. ponieważ zwrócenie się z taką prośbą jest roztropne. Nie powiodło mi się i oto. — Westchnęła. — Co się stało? Mam kogoś wezwać? Jedną z twoich dworek? 150* Kiryn — powiedziała Alhana zduszonym głosem. Gilthas przyglądał jej się z konsternacją. z jego twarzy bił chłód. Potem musisz stanąć przed Silvanestyjczykami. zarażając je chorobą i zgnilizną. który wysłał gońca. 149* Jesteś smutna. Alhano. by ukoić tak rozpaczliwy żal. Kiedy wyzdrowieje.. że są wśród nas tacy. 147* Prosić ich? Może chcesz powiedzieć: błagać ich? — Gilthas wstał. co wynikło z mojej klęski. — Psujemy nasze dzieci. Przyprowadź swoich ludzi do bezpiecznego lasu. abyśmy wszyscy zginęli. ale wyszedł spod gałęzi i powiadomił jednego ze strażników.. Powinieneś poprosić Silvanestyjczyków. Starałam się zjednoczyć nasz lud. on i ja.sięga do samego serca. nie wiedząc. która starała się odzyskać panowanie nad sobą. Do chaty wszedł młody elf. — zaniepokoił się Gilthas. Tylko tyle chciałam powiedzieć. niż aby los jednych odmienił się na lepsze. Gilthas nie miał pojęcia. Alhana dotknęła jego dłoni. Spojrzał wpierw na Alhanę. 148* Widzisz — rzekła ze smutkiem Alhana. Wrócił do szałasu i stał skonsternowany. i tak oto umiera nadzieja na cokolwiek lepszego. gdyż kobieta wtuliła twarz w poduszkę i zalała się gorzkimi łzami. Na twarz Kiryna wypełzł rumieniec gniewu. Już wyciągasz pochopne wnioski. a później na Gilthasa. Nie wiesz.. kim jest Kiryn. wyraźnie wystraszony jej słowami. Może twoje młode oczy widzą lepiej. 146* Może się mylę.. — Przyślij Kiryna. którzy woleliby. co ma zrobić lub powiedzieć.

nie jest ranny. Wasza Wysokość. 215 . 58* Powiedz mu — poleciła Alhana. jaki masz na myśli. jakby wolała w ogóle nie patrzeć na świat. Mój kuzyn. że moja królowa. Przybyli do nas po wsparcie. 54* Powiedz mu. klnąc się w zdumieniu na nieobecnego boga Paladine'a albo. jak go nazywają elfy. 60* Odszedł? — zdumiał się Gilthas. Kiryn gestem polecił Gilthasowi podejść bliżej. przywódczyni Czarnych Rycerzy imieniem Mina. Ma prawo.50* Kim jesteś? Co takiego powiedziałeś. 51* Nie. On odszedł. 52* Proszę o wybaczenie. Uważamy. jeśli niechcący powiedziałem lub zrobiłem coś. — Powiedz mu prawdę.. co sprawiło ci taką przykrość. a oni przysięgli zachować tajemnicę. — Nie mogłem wiedzieć. 59* Powiem ci. Kirynie! — Alhana uniosła zapłakaną twarz. o czymś. Mówca Słońca Qualinesti. Kiedy zobaczyłem... 55* Moja królowo — Kiryn popatrzył bez przekonania na Gilthasa — jesteś pewna? Alhana zamknęła oczy.. To mój siostrzeniec.. że uciekł do niej. bo ich stolica została zniszczona. o czym wie tylko niewielu. 56* On przeprowadził swój lud przez pustynię. 53* Rozumiem — powiedział Gilthas. Wasza Wysokość — Kiryn skłonił się nisko. Gilthas. Silvanoshei. siedząc odwrócona od nich. Silvanoshei dostał obsesji na punkcie pewnej ludzkiej dziewczyny. Kirynie — rozkazała Alhana niskim i strasznie brzmiącym głosem. — Dokąd? Złapano go? Wzięto do niewoli? 61* Tak — powiedział poważnie Kiryn — ale nie w taki sposób. z twarzą zasłoniętą dłonią. — On niczego nie zrobił. E'li. 57* Błogosławiony E'li! — zawołał Kiryn. musi o tym wiedzieć. Nie leży w swoim namiocie. a ich ziemię spustoszyli Czarni Rycerze... — Ciociu Alhano..

80* Sądziłam. — Lud kochał go i szanował. co on przeszedł? Ta kobieta to wiedźma. Alhana odezwała się zdławionym głosem: — Posłałam swojego najbardziej zaufanego doradcę i przyjaciela. ale doszły do brzegu Than-Thalas i chociaż szukaliśmy w górę i w dół rzeki.— Uważacie? — powtórzył Gilthas. Wszystko. Zupełnie jakby koń miał skrzydła. 76* Bo lud Silvanesti bardzo go pokochał. Staraliśmy się iść za nimi. Ocaliliśmy go z rąk Czarnych Rycerzy. 77* Chcesz powiedzieć. byś nie mówił o tym nikomu. co robię. Rzuciła na niego urok. — Co ty wiesz o tym. robię w jego imieniu. Jest ich królem i słuchają go. by sprowadził mojego syna. Ludowi Silvanesti nie powiedziałam niczego. Kiedy czar pryśnie. Gilthasie — powiedziała oschle Alhana — ponieważ masz własne obo216 . Oczy miała spuchnięte i zaczerwienione od płaczu. Kiedy się zbudziliśmy. ugania się za spódniczkami — zaczął surowo Gilthas. Silvanosheia już nie było. — Nie wiecie na pewno? Kiryn bezradnie wzruszył ramionami. — Nie wiemy niczego na pewno. On nie wie. dopóki na swoje nieszczęście nie spotkał Miny — ujął się za nim Kiryn. — Nie rozumiem. który powinien dzielić z tobą to brzemię. Dlaczego trzymasz jego zniknięcie w tajemnicy? Alhana uniosła głowę. Gilthas zaniepokoił się. co robi. Uciekaliśmy do puszczy. podczas gdy moich poleceń nie chcą słuchać. 79* Silvanoshei był dobrym królem. którzy zamierzali go stracić. że ty podejmujesz trudne decyzje i stawiasz czoło niebezpieczeństwu. nie znaleźliśmy więcej śladów. Proszę cię. znów będzie dobrym królem. podczas gdy twój syn. Znaleźliśmy odciski końskich kopyt. lecz nagle ogarnął nas magiczny sen. 78* Nie krytykuj go! — krzyknęła rozzłoszczona Alhana. że powinieneś o tym wiedzieć.

To nie ja zawiniłem. którym musisz podołać. i uważnie przyglądał się młodemu elfowi. że Silvanoshei jest wśród nas. Alhana była zła na Gilthasa. jak umiał. osoby. — Rozluźniła dłonie i Gilthas zauważył.wiązki. — Jeśli to zrobisz. Winny jest twój syn. Lecz — jak słusznie zauważyła — miał własne obowiązki. Gilthas wiele by dał. opuszczając wzdłuż ciała ręce z zaciśniętymi pięściami. co mu się ciśnie na wargi — powiedziała sama. Udawaj. tak jak Kiryn. Widać było wyraźnie. do czego dążyłam. którą kocham i szanuję. abyś uszanował moje życzenia i nie mówił o tym nikomu. Wiem o tym! Gilthas przeniósł spojrzenie na Kiryna i długo. tak jak my wszyscy. Na mój rozkaz opuścili ojczyznę. i własne decyzje. Ja nie pójdę w jego ślady". zbyt uprzejmy. — Jest zbyt miły. położyła kres cierpieniu i rozpaczy. Nagle pozazdrościła Lauranie śmierci. że czuje się nieswojo. — Nie zacznę teraz. Ufają mi. — Gdyby mógł. by powiedzieć to. oczy patrzyły błagalnie. Alhana wstała. Laurana zginęła bohaterską śmiercią. które musisz podejmować. Jej głos był zimny. która wniosła błogosławioną ciszę w zamęt. walcząc w obronie swego ludu i ojczy217 . zdjąć ciążące na niej brzemię. Kiryn milczał. Nawet dla ciebie. — Daj mi trochę czasu. Oddali w moje ręce życie swoje i swoich dzieci. Mój syn wkrótce wróci. ale powieki mu drżały. siostrzeńcze. że jej ręce drżą. — Jeszcze nigdy nie okłamałem Qualinestyjczyków. Silvanoshei zawiódł swój lud. zazdrościła mu i była z niego dumna w tym samym bolesnym momencie. zaprzepaścisz wszystko. a ja nie zawiodę ich zaufania. by móc jej ulżyć w cierpieniu. poszli za mną na pustynię. Na jego barkach spoczywała odpowiedzialność wobec jego ludu. powiedziałby mi: „To nie moja wina. Alhana pojęła dylemat Gilthasa. Równie dobrze od razu możemy się poddać Czarnym Rycerzom. Tylko o to proszę. Proszę cię tylko. zbyt zważa na mój ból. ciociu Alhano — powiedział najłagodniej.

Samar i Kiryn byli temu przeciwni. znikł i został uznany za zmarłego. mogłaby przymknąć oczy na jego wykroczenie. Gdyby tak się stało. Nie duma królowej. Alhana nie spisała się jako matka i teraz wszyscy dowiedzą się o tym niepowodzeniu. Pozostawiła po sobie dziedzictwo. co uważałam za słuszne — rzekła do siebie żałośnie Alhana — ale wszystko tak strasznie się skończyło. Alhana doznała na niej uszczerbku. Syn.zny. że nie miał racji i poprosi o wybaczenie. — Starałam się robić to. Zawiodła swojego męża. Obaj nakłaniali ją do powiedzenia prawdy. z którego mogła być dumna. kiedy toczyła jakąś wewnętrzną walkę. Łudziła się. Kobieta uniosła oczy i napotkała wzrok Gilthasa. — Dochowam twojej tajemnicy. uciekł i zostawił ją samą w obliczu tej przyszłości. Mogła sobie powtarzać. zawiodła syna. Tanis Półelf często spoglądał na nią z takim samym wyrazem twarzy. że Silvanoshei wróci. ciociu Alhano — powie218 . że został zaczarowany. że Silvanoshei nigdy do niej nie wróci. których nigdy nie miała serca powściągać. Jej ukochany mąż. Po przeczytaniu listu Samara wiedziała już. jak uczniaka z wagarów. przyzna. zmagając się ze swoją dumą. nadmiernie ulegającym namiętnościom. jednak w głębi serca wiedziała. lecz matki. przynajmniej nie z własnej woli. To właśnie było głównym powodem jej kłamstw. że ludzie będą na nią patrzeć z litością. syna. jej nadzieja na przyszłość. Duma kazała jej zaatakować tarczę i próbować wkroczyć do krainy. Duma nie pozwalała jej się do tego przyznać. lecz jej duma nie mogła tego znieść. Samar musiałby go zaciągnąć do domu siłą. Porthios. W tym momencie przypominał swojego ojca. Duma przyczyni się do jej upadku. że to nieprawda. kiedy jej lud się od niej odwrócił. Nie mogła znieść tego. którego mogła szanować. Teraz duma zmuszała ją do okłamywania jej narodu. w której była osobą niepożądaną. który przyglądał jej się ze współczuciem i powagą. Silvanoshei był zepsutym i samolubnym młodzieńcem.

Zobaczysz. Jeśli jednak dzięki temu nasze dwa narody znów się połączą. — Przykro mi.rozmyślając o Gilthasie. co robi. Może już jest w drodze. . Rozstali się w milczeniu. co chcesz powiedzieć. i wytrzymały dłużej. — Silvanoshei wróci. 168* Wasza Wysokość — zaczął niepewnie młody elf. jak będę mógł.dział Gilthas. że masz kłopoty. Oby twoje leżały lepiej. Położyła dłoń na piersi. Alhana stanęła na progu szałasu. 167* Idź z nim — poleciła Kirynowi. Wszystko będzie dobrze. tylko strzępy i łachmany. . — Mam taką nadzieję — rzekł posępnie Gilthas. Kobieta próbowała się uśmiechnąć. Ja też kiedyś miałam piękne marzenia. Kiedy obaj wyszli. który został. — Dopilnuj. Dowie się o naszym położeniu i wróci. lecz jej zesztywniałe wargi tylko zadrżały. Jego głos brzmiał chłodno. że musi być mu wdzięczna. pewnego dnia wspomnimy dzisiejszą rozpacz i konsternację i powiemy. Gilthasie. ciociu Alhano. Jej duma! Jej przeklęta duma. młodzieniec był wyraźnie niezadowolony z tego. pełna wdzięczności i zawstydzona tym. Nie mów tego. Przykro mi. — Dziękuję ci. z którego wynikało coś wręcz przeciwnego. tak bardzo łatwo. Uniósł jej dłoń i ucałował z szacunkiem. że było warto. Gilthasie — powiedziała kobieta. że je powiększyłem. — Tak długo. Teraz zostały mi z nich. — Sny młodości. na liście od Samara. 169* Wiem. by on i jego ludzie zostali mile przywitani. — Takie ładne marzenia — szepnęła. Kłamstwo przychodziło jej teraz tak łatwo. tak jak z moich pięknych sukni.

Jego siły były ograniczone. zniżały lot i swym piorunującym oddechem wypalały całe połacie puszczy. W imię Jedynego Boga. Błękitne smoki służyły Czarnym Rycerzom za zwiadowców i patrolowały niebiosa nad gęstymi. wódz Czarnych Rycerzy w Silvanoście. uciekający przed atakiem smoczej zwierzchniczki Sabie. ale nie wiedzieli. że jej armia opuściła już miasto i maszerowała na Sanction. Po kolejnym dniu lotu kurier znalazł Minę. co zrobić w sprawie tej migracji. To uchodźcy z Qualinesti. Sądzili.4 Czekanie bez końca Generał Dogah. Nie chciał zaczynać wojny na kolejnym froncie. Mina 220 . Generał Dogah zastanawiał się. bo poleciał najpierw do Solanthus. nieprzebytymi lasami. Zabijcie ich. że to Qualinesti. Jeśli zauważyły. Wrócił z taką odpowiedzią. powiadamiając ją o sytuacji i prosząc o rozkazy. Mieszkańcy Równin. że to barbarzyńcy. krótką i zwięzłą: Generale Dogah To nie są Mieszkańcy Równin. Kurier miał pewne trudności ze zlokalizowaniem Miny. Ci smoczy zwiadowcy zauważyli dużą gromadę ludzi na pustyni. Nie otrzymał rozkazów dotyczących Mieszkańców Równin. gdzie się dowiedział. a władza nad Silvanostem w najlepszym przypadku wątpliwa. że na ziemi coś się rusza. miał własne problemy. Wysłał kuriera na smoku z pilną wiadomością do Miny.

z pozoru zastraszone przez potęgę Czarnych Rycerzy. Elfy z miasta Silvanost. każde leśne stworzenie było szpiegiem elfów. Qualinestyjczykom udało się uciec do puszczy Silvanesti i znajdowali się teraz poza jego zasięgiem. gdzie wróg czyhał w każdym cieniu — a Silvanesti było krainą cieni. Dopóki Mina była w pobliżu. Elfy podpalały te. Żaden z ludzi Dogaha nie ośmielił się sam zapuścić w ulice miasta z obawy. z których mało kto wracał żywy. co to oznacza. stawały się coraz śmielsze. pełnymi poświęcenia i entuzjazmu wyznawcami. Żołnierze zaczynali narzekać. Spragnieni mięsa ludzie nie ośmielali się zapuścić do puszczy na łowy. ponieważ. co jadły elfy. bo wiedział. morale wojsk Dogaha spadało. że tymczasem Qualinestyjczycy znikli. Mina jednak wyjechała wiele tygodni temu. Oto przybyło elfów. W zeszłym tygodniu rzeką nie przypłynął ani jeden statek z zaopatrzeniem.Dogah polecił jeźdźcom na smokach tak zrobić. od dawna rozwścieczone na rycerzy za kradzież ich ziem. jak wkrótce się przekonali. Żołnierze nie mieli innego prowiantu poza tym. Dogah rozkazał torturować więcej elfów. a żaden człowiek nie mógł się długo żywić liśćmi i trawą. by czarować i urzekać żołnierzy. Żołnierze i Czarni Rycerze. smoki zaczęły przynosić meldunki. że ogry. że zostanie znaleziony martwy w zaułku. suche konary spadały im na głowy. które tego próbowały. bez wątpienia mając nadzieję przywłaszczyć sobie w zamian trochę ziemi elfów. byli odcięci od świata pośrodku dziwnego i nieprzyjaznego królestwa. a lasy wabiły w mateczniki. Korzenie drzew zbijały ich z nóg. ale takie uciechy 221 . Nigdzie nie można było znaleźć po nich śladu. ale dowiedział się. gromadzą się na północnej granicy Silvanesti w pobliżu Blóde. by atakować jego patrole i ostrzeliwać płonącymi strzałami jego statki zaopatrzeniowe. Jakby tego było mało. Co gorsza. Z nieba spadały mordercze strzały. Po otrzymaniu tego raportu generał zaklął siarczyście. byli oddanymi sprawie. którzy nimi dowodzili.

buntownicze pomruki huczały niczym grom. Skoro mieli zamiar wprowadzić się do krainy Silvanesti. 83* Czekają na odpowiednią porę? — spytała męża Lwica. że morale wojska jest poniżej krytyki i że jeśli nic nie zmieni tej sytuacji. Qualinesti byli uszczęśliwieni taką propozycją. gdzie spotkało ich chłodne przyjęcie ze strony dawno zapomnianych kuzynów. powiadamiając ją o tym. 81* Kiedy atakujemy? — spytali skwapliwie. krępy Dogah siedział samotnie (miał już bardzo niewiele zaufania nawet do własnej straży przybocznej) w swojej kwaterze. że Qualinestyjczycy uciekli. mimo iż zrobił wszystko. musieli być gotowi do walki o nią. Teraz. co mógł. — Czekamy na odpowiednią porę. żałując gorzko. które już były w lesie. rodzinne pocałunki na przywitanie. Sam zaczynał mieć wątpliwości. pił elfie wino. że nie jest to dużo mocniejszy trunek. że powodem nie jest lojalność. Wymieniono uprzejme. Qualinestyjczycy weszli do lasu. bo inaczej wybuchnie bunt. Generał wysłał kolejną pilną wiadomość do Miny. żeby uciekać. lecz fakt. którzy zagarnęli ich ziemię i teraz ją pustoszą. i czekał na odpowiedź Miny. Ujrzeli w niej okazję do zemsty na tych. że jego ludzie zbytnio obawiają się elfów i chroniącej je puszczy. gdy nie widział swego kojącego odbicia w bursztynowych oczach Miny. by ich zgładzić. 82* Lada dzień — odpowiedzieli Silvanesti. Czarnobrody i snujący ostatnio czarne myśli. nie będzie miał-innego wyboru. niski. i Dogah nie mógł ich dłużej ignorować.nie mogły bez końca zajmować uwagi jego żołnierzy. Miał szczęście. że tysiąc kolejnych elfów dołączyło do tych. — Na jaką „odpowiednią porę" czekamy? Rozmawiałam ze 222 . że nikt nie zdezerterował. jak wycofać się z Silvanesti. jego wiara zaczęła gasnąć. Teraz. Doskonale wiedział. a następnie wręczono Qualinestyjczykom włócznie i strzały. Silvanesti. gdy rozeszła się wieść o tym.

Teraz jest właściwa pora. Qualinesti nie uskarżali się.. — Gdyby rozkazy wysłano teraz. Mimo to pustynny strój złożył starannie i schował w bezpieczne miejsce.. Ich morale spada na dno szybciej niż zakuty w pełną bojową zbroję krasnolud. Musimy czaić się w lesie i czekać. jeśli przegapimy okazję! W taki sposób Czarni Rycerze zajęli naszą ojczyznę podczas Wojny 223 . by ich zaatakować! Para rozmawiała w chacie. Większość elfów spała wśród konarów albo w wydrążonych pniach uschniętych drzew. nie wrócił cały. Na co? Gilthas wiedział. którą im przydzielono — szałasie splecionym z gałęzi wierzby nad szemrzącym potokiem. by przerywać linie zaopatrzeniowe Czarnych Rycerzy. Inni ukrywają się w pobliżu Silvanostu. ale nie mógł odpowiedzieć. kołysani przez łagodny szmer padającego deszczu. 152* Wiadomości nosi wiatr. Upływają dni. większość Silvanestyjczyków mogłaby zebrać się pod Silvanostem w ciągu tygodnia. Niektórzy stacjonują wzdłuż rzeki. a rozkazy są nie wysłane. Jeszcze inni są rozrzuceni wzdłuż granic. Silvanestyjczycy rozproszyli się po całym kraju. pilnując. który odważy się opuścić miasto. 151* Nie powiedziałaś mi niczego. który wypadł za burtę statku. Mamy przewagę liczebną nad Czarnymi Rycerzami.szpiegami i zwiadowcami. którzy utknęli w Silvanoście. Milczał. — Wiemy. ale małżonkowie i tak mieli więcej szczęścia niż większość elfów. bo otrzymali własny dom (co zawdzięczali królewskiemu pochodzeniu Gilthasa) i odrobinę prywatności. zmuszony pozwolić żonie wyładować złość. żeby żaden patrol. Po podróży przez pustynię nie prosili o nic więcej niż o to. Chatka była mała i ciasna. w jaskiniach albo po prostu na trawie pod gwiazdami. — Są jednak pewne problemy. jastrzębie i wiewiórki — odparła Lwica. czego sam bym nie wiedział — rzekł posępnie Gilthas. by móc spać na pachnącym świeżością igliwiu sosnowym. Zaczął nosić ubrania bardziej typowe dla swojego narodu — długą tunikę ściągniętą w talii paskiem. co się stanie. wełnianą koszulę i nogawice w leśnych barwach.

o czym myślę? Królowie powinni być nieprzeniknieni. że już nigdy by jej nie uwierzyli ani nie posłuchali jej rozkazów.. 63* Więc musisz przekonać Alhanę. spowici aurą tajemnicy. Na widok jego twarzy słowa zamarły jej na ustach. Cały świat widzi prawdę w twoim sercu. Obiecałem Alhanie. ale minęły już dwa tygodnie i wydaje mi się. Pewnie nie rozumie. — Zostajesz tylko ty. Nie pójdą za moim przywództwem. nie mogąc się powstrzymać od śmiechu — jesteś równie nieprzenikniony i tajemniczy jak kryształowy puchar.Chaosu. że czas na kłamstwa dobiegł końca. że prawda wyrządzi więcej szkody. Musisz z nim porozmawiać. Gilthasie. niż przyniesie dobra. Niektórzy wciąż patrzą na nią podejrzliwie. wyjaśnić mu. moja droga. uważając ją za „czarnego elfa". że nic nie powiem. Lwica dobrze znała męża.. 62* Jestem kwintesencją wszystkiego. by wyjawiła swojemu ludowi prawdę. 224 . 155* Prawdę. Silvanoshei. Nie ma go w okolicy. Gilthasie? Coś złego? Coś z Silvanosheiem. — Prawda jest taka. wstrzymuje się? Jest młody. Lwica spojrzała mężowi w oczy. Silvanestyjczycy słuchają Alhany tylko dlatego. Chociaż — Gilthas pokręcił głową — obawiam się. a co dopiero na wojnie. moja droga.. To samo stanie się w Silvanesti. 153* Czyżby tak łatwo było odgadnąć. czym oni gardzą. Cjualinestyjczykiem z domieszką ludzkiej krwi. prawda? Mężczyzna spojrzał na nią z żalem. że przemawia w imieniu swego syna. Teraz z kolei on wybuchnął śmiechem. Czy to twój kuzyn. jeśli nie zadziałamy natychmiast.. że Silvanoshei nie potrafiłby przewodzić swojemu ludowi nawet podczas wyścigu w workach. Przyjrzała mu się uważnie. Gilthasie. nie ma go w ogóle w Silvanesti. 154* Mój mężu — powiedziała Lwica. Gdyby dowiedzieli się prawdy. — Gilthas się skrzywił. obawiam się. — Co się stało.

— Będziemy żyć w lesie. Oficer zagroził im chłostą.17* Nie przypuszczam. 23* Jednak prędzej czy później ktoś musi objąć przywództwo — stwierdziła Lwica. — Silvanesti wpuścili nas do swojej ojczyzny.. Wiesz o tym równie dobrze jak ja. Zwłoki sześciu zbiegów dostarczono do zamku. makabryczny sposób.. aby mogła to zrobić. którym rozkazano stanąć na warcie na murach. ale i tak patrzą na nas podejrzliwie. którym się wydaje. która mogłaby zjednoczyć i zgromadzić swój lud. mając nadzieję. Każdy z nich zginął w jakiś okropny. Od tak dawna kłamie. co innego możemy zrobić — stwierdził posępnie Gilthas. Qualinesti zaatakują Czarnych Rycerzy w Silvanoście — zaprzeczyła Lwica. Gdyby Qualinesti zaatakowali Silvanost. aż zapuścimy korzenie jak drzewa? My. Napadli na niego. Problemów przybywało mu z każdym dniem. Qualinestyjczycy. — Jedyną osobę. Sześciu żołnierzy. to prawda. odmówiło wykonania rozkazu. Elfy zaoszczędziły mu wydatków na stryczek. Generał Dogah opróżnił kilkanaście baryłek wina. 19* Nie. 16* Zatem mamy bezczynnie siedzieć. 22* Nie wiem. że zgubią się w ulicach Silvanostu. odciągnięto stąd podstępem. — Musimy mieć jakiegoś wodza. zamierzając ich powiesić. że przyszliśmy zagarnąć ich ziemię. 24* 1 dokąd zaprowadziłby nas ten wódz? — spytał posępnie Gilthas. Są tacy. kochanie — przerwał jej stanowczo Gilthas.. że ten fałsz stał się dla niej prawdą. Dogah wysłał żołnierzy w pościg za dezerterami. 20* Qualinesti nie zaatakują Silvanostu. moglibyśmy zaatakować Czarnych Rycerzy. 21* Nie tak będą to widzieć Silvanestyjczycy. pobili go dotkliwie i zbiegli.. — Chyba tylko ku zagładzie. 18* Więc co zrobimy? — spytała Lwica. Teraz na czele elfów mogliby stanąć tylko wyklęta królowa i król będący w połowie człowiekiem. Do jednego z ciał przycze225 . by dać przykład pozostałym.

że zaatakują. Każdego dnia spodziewał się.piono kartkę. a elfy nie atakowały. południe. gdzie spojrzał. . błagając ją albo o posiłki. Pomoc w drodze. Generale Dogah Utrzymuj się na pozycji. W imię Jedynego Boga. wschód i zachód. Otaczały go. na której nabazgrano we Wspólnej Mowie: „Podarunek dla Jedynego Boga". Gdzieś tam były elfy. Nie wyobrażał sobie wprawdzie. Dwa dni później posłaniec wreszcie wrócił. Wszędzie. widział wrogów. "Każdego dnia Dogah ostrożnie wchodził na mury Silvanostu i spoglądał na północ. albo o pozwolenie na odwrót. Mina Niewielka była to pociecha. Tej nocy Dogah wysłał do Miny kolejnego posłańca. Mijały dni. dokąd mógłby się wycofać.

Jedyną dobrą rzeczą. gdzie nadepnie na niego Chaos. obracanie się i spadanie w różnych miejscach w czasie będzie trwało wiecznie. która bezustannie kręciła się i wirowała w otchłani czasu. tak silne. że Zgadywanka zachrypł od wrzasku i mógł teraz tylko cicho skrzeczeć. czy to koziołkowanie. Zastanawiał się ze smutkiem. a znajdował na górze. jaka się przydarzyła Tasowi. co stale robiły. i był z lekka zatrwożony taką perspektywą. Jednym słowem. Wśród tych odczuć dominowały zawroty głowy. a do tego kręciło mu się w głowie i okropnie go mdliło. Kender starał 227 . że trudno mu było pozbierać myśli. że wcześniej czy później urządzenie na pewno zaprowadzi go z powrotem do przeszłości. kiedy jego stopy zajmą miejsce odpowiednie dla stóp i przestaną się uważać za głowę. Zwykła drewniana podłoga i dobra stara ziemia kiedyś wydawały się Tasslehoffowi pospolitymi obiektami.5 Labirynt Żywopłotów Tasslehoff Burrfoot czuł się w tym momencie krańcowo zdezorientowany i nieszczęśliwy. Wtedy przyszło mu na myśl. Takie oto myśli przebiegały mu przez głowę. Z utęsknieniem też myślał o chwili. nie była to wesoła perspektywa. lecz teraz tęsknie i czule wspominał ziemię. Tas winił za wszystko urządzenie do podróżowania w czasie. ponieważ ciągle szukał ich w dole. był fakt. podłogę lub jakąkolwiek twardą powierzchnię pod nogami.

Co też zrobił. gdy kender poczuł twardy grunt (błogosławiony grunt) pod stopami. Labirynt przestał być labiryntem. kiedy nagle zaświtała mu nowa myśl. białą ścieżkę kontrastującą z czarnym tłem. Liściaste ściany spłonęły do gołej ziemi. Z chwilą. zważywszy na zawroty głowy. Teraz 228 . ale to była niewłaściwa ręka. Widział każdy zakręt. jakby strawił je pożar. że był tu już wcześniej. co zostało po Labiryncie Żywopłotów. A może później? Przez te skoki w czasie niczego nie był pewny. Tasslehoff miał niejasne wrażenie. zostały odsłonięte. kto powiedziałby mu. Postanowił. którą czuł na ramieniu. chociaż ogień. gdzie się znajduje. zrobi wszystko. Może osoba będąca właścicielem głosu. kiedy Zgadywanka jęknął chrapliwie: — Labirynt Żywopłotów! Tas spuścił oczy. prowadzące w głąb. Sięgał wzrokiem do środka labiryntu i dostrzegał wyjście. Tas dostrzegał wyraźnie jego kształt. który słyszał przy uchu i ręki. Stali wśród resztek tego. rzucając pomarańczowe. Razem z gnomem stali na polu. każdy pasaż i ślepy zaułek. każdy wiraż.się analizować je najlepiej. Skądś dobiegały słodkie i przenikliwe dźwięki fletu. które wyglądało tak. obejrzał się (dość chwiejnie) za siebie. spojrzał w bok i uświadomił sobie. że kiedy tylko wylądują. Srebrne schody stały nagie i odsłonięte. Zobaczył Zgadywankę i rękę Zgadywanki. który strawił roślinność. malowane przez ostatnie promienie słońca. fioletowe lub złote rozbłyski. mogłaby coś poradzić na to niekończące się koziołkowanie. Nikogo więcej nie było w pobliżu i Tas natychmiast pojął dlaczego. każdą spiralę. Kręte alejki między nimi. został ugaszony dawno temu. W powietrzu wciąż unosił się przykry zapach spalenizny. W oddali w gasnącym świetle wieczoru błyszczały kryształowe budowle. Okolica wyglądała znajomo i kender zamierzał już wyruszyć na poszukiwanie kogoś. jak mógł. Tas słyszał czyjeś głosy. ale dochodziły z bardzo daleka. że Zgadywanka ma rację. kiedy czerwone smoki zniszczyły go swoim ognistym oddechem. żeby zobaczyć właściciela tej ręki.

i ścisnęło go niemile w żołądku. — Co jest doskonałe? 175* Gdzie jest mój pergamin? — dopytywał się gnom. Tasslehoff poczuł na ramieniu znajomy dotyk. — Gdzie mój kałamarz i pędzelek? — Nie mam żadnego kałamarza. że pną się donikąd.. mieniąc się refleksami zachodzącego słońca.. kiedy przypomniał sobie. Gnom nie podniósł wzroku... że życiowym celem gnoma było narysowanie mapy Labiryntu Żywopłotów. Rozpostarł połę swojej brązowej szaty. — A ja. — Żegnaj. 65* Widać wszystko — stwierdził gnom. powoli kreślić na tkaninie zarys spalonego Labiryntu Żywopłotów. Klejnoty w urządzeniu do podróżowania w czasie zaczęły błyszczeć i połyskiwać w złotym i purpurowym świetle. Zgadywanko — zawołał Tas. — Chociaż na twoim miejscu trzymałbym się z daleka od naprawiania magicznych urządzeń. 173* Może mógłbyś znaleźć sobie inną profesję — zasugerował Tas. kiedy ścieżki Labiryntu Żywopłotów zaczęły mu się rozmywać przed oczami. poklepując go po dłoni. 66* Co? — spytał zaskoczony Tas. czemu nie pomyślałem o tym wcześniej.. — Ja. 174* Jest doskonały! — westchnął Zgadywanka.. wziął zwęglony patyk i zaczął pracowicie. 64* Zgadywanko — powiedział z powagą Tas. 170* Ojej! — szepnął Zgadywanka i Tas przypomniał sobie. — Tak jest dużo łatwiej — mamrotał pod nosem.. jak zeskoczył z ich szczytu i spadł w dym i ogień. Skupił uwagę na kreślonej mapie. Oczy mu zaszły łzami szczęścia.widział wyraźnie. — O! Węgiel drzewny! To wystarczy. Zgadywanka przeszył go spojrzeniem. 172* Mógłbym przejść z jednego jego końca na drugi — powiedział Zgadywanka — i się nie zgubić. Gnom usiadł na spalonej ziemi. — Nie wiem.. 171* Wiem — rzekł kender. chcąc być pomocny. — To jaki z ciebie pożytek? Nieważne — wysapał na koniec. .

Żeglarz zaproponował zakład. bo wie. Inni marynarze wykpili jego pomysł. który przypłynął zza Nowego Morza do małego portu w południowym Estwilde. obrzucono robaczywymi sucharami. Pod koniec podróży stał się stosunkowo bogatym człowiekiem. która jego zdaniem była smukła i delikatna. bo gdy pasażer sprowadzał konia po kładce na ląd. w większości fantastycznych i w całości błędnych. zszedł niezwykły pasażer. że ludzie na pokładzie statku nie potraktowaliby przyjaźnie przedstawiciela jego rasy. mężczyznę. opierając swe przypuszczenia jedynie na powszechnie znanym fakcie. Jego tajemniczość skłoniła załogę do snucia licznych przypuszczeń co do natury przybysza. Ani kapitan.6 Dziwny pasażer Z pokładu statku. że pasażer jest kobietą przebraną za mężczyznę. że podróżny jest czarodziejem. który ukrywa twarz. wiatr zerwał mu kap230 . że jego zdaniem pasażer jest elfem. Niektórzy sądzili. który wysunął takie przypuszczenie. Nikt nie widział jego twarzy zasłoniętej kapturem peleryny. Tylko jeden z żeglarzy stwierdził. Kapitan z ulgą pozbył się tajemniczego gościa. bo chłopiec okrętowy raz dostrzegł dłoń. że czarodzieje noszą peleryny z kapturami i zawsze są tajemniczy i niegodni zaufania. a pozostali go przyjęli. Inni podejrzewali. ani nikt z załogi nie wiedział niczego o pasażerze. a ponieważ rozmowa toczyła się przy obiedzie. a z jeszcze większą radością rozstał się z jego ognistym rumakiem.

tur i okazało się. umiłowanego głosu. jak szybko płynął statek. że nawet nie poznał nazwy małego portu. że opuścił ich statek. Niezależnie jednak od tego. ale za swoje poświęcenie został nagrodzony. jaki musieli poświęcić na odpoczynek. Jej koń. Z początku młody król gorzko żałował czasu. kiedy postawił stopę na lądzie. skąd przybył i dokąd się wybiera. by spytać. którym żeglują ich lądowi bracia. Z każdym krokiem był coraz bliżej jej ukochanej twarzy. gdzie znajduje się dziewczyna. podobnie zresztą jak elf. po której chodziła Mina. Kiedy tylko wyszli na brzeg. Nie było ani jednego sztormu — istny cud o tak późnej porze roku. ale kupcy w każdym widzą potencjalnego klienta. który niedawno opuścił. Silvanoshei galopowałby dniem i nocą. Ucieszyli się. wiał idealny wiatr i nie cichł ani na chwilę. Elfa ogarnęła radość. ale koń wiedział. Wielu ludzi unikałoby samotnego elfa spotkanego przypadkowo na drodze. Silvanoshei dosiadł Zimnego Ognia i pocwałował tak szybko. którego mu przysłała. aby nakłonić ich do spędzenia reszty życia pod wodą. w którym zszedł na ląd. Ponieważ pieniądze elfów są równie dobre 231 . Marynarzom było wszystko jedno. które celowo mieszkają w morskich głębiach — starają się zatopić każdy statek. że Morskie Elfy — te. że tajemniczy nieznajomy rzeczywiście jest elfem. Co się zaś tyczy Silvanosheia. ani razu nie spojrzał za siebie. ale koń (choć cudowny) był śmiertelnym zwierzęciem i wymagał pokarmu i odpoczynku. Odkąd elf wszedł na pokład. bowiem powszechnie wiadomo wśród żeglarzy. Jechali na północny zachód. kiedy już stanął na lądzie. chociaż dzięki nim przepłynął Nowe Morze z prawdziwie zdumiewającą szybkością. Pierwszej nocy po zejściu na ląd Silvanoshei natknął się na karawanę kupiecką zdążającą do tego samego portu. więc z reguły nie są uprzedzeni do żadnej rasy (z wyjątkiem kenderow). Nie miał pojęcia. Nikt nie zadał sobie trudu. bo była to ziemia. Nie obchodził go statek ani jego załoga. i tak nie był dość prędki dla Silvanosheia. co go sprowadza do tej części Ansalonu.

— Taka elfka walczyła w wielkiej wojnie. 159* Ja słyszałem o elfiej pannie w zbroi — zaprotestował drugi. jak mój dziadek śpiewał o niej pieśń. który był słodki i melodyjny. jednak młodzieniec grzecznie odmówił jego przyjęcia. by zabrzmiało to. — Nigdzie nie był. 161* On ma rację — stwierdziła żona jednego z kupców. bo pogoda o tej porze roku była chłodna. chociaż go nie zjadł. Czy to przypadkiem nie elfka? Słysząc te słowa. 232 . — Znam kogoś o tym imieniu. wszyscy zaśmiali się serdecznie. napełniając talerz. choć zabrudzony po podróży. który wydawał się lubić spory. żył w knajpach w Flotsam i tam umarł. 156* Jesteś chudy jak zeszłoroczny materac — stwierdziła. Nazywała się Luna Tara. urzekającym uśmiechu i głosie. Nadal ubrany był w pelerynę. chyba że w dzisiejszych czasach elfie panny noszą zbroje — powiedział jeden z kupców. panowie i damy. jakby mówił od niechcenia. który mu podano. jedna z kobiet zaproponowała mu dokładkę. — Dziękuję wam. 157* Wypowiedzieliście imię „Mina" — Silvanoshei starał się. Przyjął nawet cynowy talerz pełny podejrzanego gulaszu. Silvanoshei omal nie odmówił ze wzgardą — pragnął jedynie marzyć w samotności o oczach koloru bursztynu — lecz usłyszał. szybko siadając przy trzaskającym ogniu. kupcy serdecznie zaprosili młodzieńca. którą nosił na pokładzie statku. którego strój był bogaty. Widząc. tylko po cichu wylał w krzaki za sobą. by spożył z nimi posiłek. że tak szybko zjadł swoją porcję. chociaż serce biło mu jak oszalałe. 160* Bzdury! Twój dziadek był starym moczymordą— wtrącił się trzeci. że jeden z ludzi wymienia imię Miny. za gościnność — rzekł Silvanoshei. To było jeszcze w czasach Wojny Lancy. — Pamiętam.(a częstokroć lepsze od ludzkich). 158* Nie. Zsunął jednak kaptur i ludzie nie mogli wyjść z podziwu dla tak urodziwego młodzieńca o oczach koloru wina.

Nie sposób jej nie zauważyć. które dyskutowały oburzonymi głosami. paniczu — powiedziała żona jednego z kupców.176* Lunitari była dawną boginią magii. Prowadzi armię Czarnych Rycerzy — odpowiedział kwaśno zadziorny mężczyzna. żona innego kupca. Po tych słowach rozpętała się ożywiona dyskusja. — Mina nosi czarną zbroję. ale z tego. co słyszeliśmy. — Nasi Rycerze Solamnijscy są w Sanction. 178* Z tego. potwornych smoków. że teraz nie ma takiej panny. przez które przejeżdżaliśmy. 177* Właśnie że nie. która rozprawiłaby się z tymi nowymi smokami. Nazwa wzięła się stąd. 185* Mina przerwie oblężenie Sanction — dodał kupiec — i odda nam port. ma złote serce. właśnie takie są zamiary Miny — odezwał się pierwszy kupiec. którzy odeszli i zostawili nas na pastwę tych ogromnych. w wyni233 . — Widziałeś Minę? 180* Nie. Szkoda. moja droga — szturchnęła ją łokciem przyjaciółka. 183* Proszę go źle nie zrozumieć. jestem tego pewna — żachnęła się pierwsza kobieta. starając się pogodzić dwie kobiety. 186* I nikomu z was nie wydaje się to złe? — spytał ze złością kłótliwy mężczyzna. starają się je utrzymać. 184* Wszędzie wokół słyszymy. a wy kibicujecie wodzowi naszych wrogów. — Jedną z tych. — To była Luna Tara i zabiła jedną z tych wstrętnych bestii taką maszynką gnomów. co słyszeliśmy. że uzdrowiła jakieś dziecko albo przywróciła kalece władzę w nogach — oznajmiła jej przyjaciółka. 179* Widziałeś ją? — Silvanoshei rozpromienił się z radości. — Gdzieś w pobliżu? 182* Jedzie drogą do Sanction. Wtedy nie będziemy musieli wlec się przez pół kontynentu. mówili tylko o niej. która się nazywa smocza flanca. 181* Gdzie ona jest? — dopytywał się elf. ale wszyscy w miastach. żeby sprzedać swoje towary. że elfka przeflancowała nią tego potwora.

gdzie zatrzymał je kolejny elf. dwie kobiety wybrały się na rynek. Starszy elf o posępnej twarzy i chłodnych manierach zapłacił im i odjechał w tym samym kierunku co Silvanoshei. Tak. co chciał wiedzieć. to całkiem możliwe. Kilka dni po spotkaniu z Silvanosheiem karawana kupiecka dotarła do portowego miasteczka. Silvanoshei oddalił się niepostrzeżenie i przez pół nocy nie mógł zasnąć. tak samo jak jego jeźdźcowi. jak stwierdziła jedna z kupcowych. Obydwaj dawali z siebie wszystko. To był jeden z tych „zadzierających nosa" elfów. że Mina naraża się na takie niebezpieczeństwo. jakby — cytując czyjeś powiedzenie — „były czymś. Tak. aby powiedział. Nie musiał popędzać konia. który kręcił się wśród straganów i zaczepiał wszystkich nowo przybyłych. 234 . ale pamiętała. Młody elf wstał z pierwszym brzaskiem i wyruszył w dalszą podróż. Nie wolno jej zaatakować Sanction! Trzeba jej wyperswadować tak niebezpieczny zamysł.ku której większość grupy stanęła po stronie tych. którzy w końcu otworzą porty dla transportu handlowego. dokąd się wybiera. że jechał do Sanction. co wiedziała o jego zamiarach. Nie taki jak niektórzy. Niech Mina i jej Czarni Rycerze zobaczą. że rozmawiali o Sanction. co spadło psu do miski". posyłając rozmówcy wymowne spojrzenie. Wstrząśnięty i zdjęty zgrozą na myśl o tym. Rozmawiał z nimi takim tonem. co im się uda zdziałać. Zostawiwszy mężów zajętych rozbijaniem obozu. ale z tego. spotkały na drodze młodego elfa ubranego po szlachecku. Mimo to chętnie wzięły od niego pieniądze i powiedziały mu w zamian to. Nie przypominała sobie. Solamnijczycy próbowali wyrwać się z Sanction i ponieśli klęskę. Zimnemu Ogniowi spieszno było wrócić do swojej pani. powiedziała kobieta. równie dobrze mógł się wybierać na księżyc. grzeczny młodzieniec. To był uprzejmy. a imię „Mina" rozbrzmiewało w tętencie końskich kopyt i w każdym uderzeniu serca Silvanosheia. chory ze strachu o nią.

oglądając się na elfa ze złością. — Sądząc z gęby. — Nie powinnyśmy się wtrącać się do spraw takich cudzoziemców. co uważałaś za najlepsze. . Kobiety wzięły się pod ręce i poszły do najbliższej tawerny. żeby zobaczyć. wyciągając szyję. żeby wydać pieniądze elfa. moja droga — stwierdziła jej przyjaciółka.Dwie kupcowe od razu wiedziały. 19* Szkoda. 18* Nie dziwię mu się — powiedziała druga. mądrze kiwając głową. 20* Zrobiłaś to. który uciekł z domu — stwierdziła pierwsza. to stary złośliwiec. co o tym myśleć. 17* Ten młodzieniec jest jego synem. ile dostały srebrnych monet. że nie wprowadziłam go w błąd — żałowała pierwsza kupcowa. — Przydałaby mu się nauczka.

Ludzie i kenderzy z Solamnii. twierdząc. Throt i Estwilde byli urzeczeni Miną tak samo jak przedtem elfy z Silvanesti. ale ona tylko ich przesłuchiwała. lecz jechała przed nimi. który próbuje się ukryć. gdyby znaleźli Tego Burrfoota. obiecując hojną nagrodę. że Mina chce zabić kenderów (i niewielu byłoby ich żal). Wielu dziwiło się temu ostatniemu. każdego po kolei. wkraczając do miast. że to Tasslehoff Burrfoot. że otrzymają nagrodę. Byli wśród nich nie tylko kenderzy. a pewnego razu nawet skacowany i bardzo wkurzony krasnolud. osioł i koza. ale żaden nie był Tym Tasslehoffem Burrfootem. przykleiwszy sobie sztuczną brodę. by czynić cuda. Każdego dnia do jej obozu przybywały stada kenderów. Traktowali 236 . świnie. Związanego i zakneblowanego przywlekło do obozu dziesięciu kenderów. wsi i miasteczek. Większość zakładała. Po przesłuchaniu wszystkich kenderów Mina puszczała ich wolno i posyłała w dalszą drogę. wypytując o pewnego szczególnego kendera. który nazywał się Tasslehoff Burrfoot. Mina nie podróżowała ze swoimi legionami. Nadal nie napotykały na drodze sprzeciwu ani oporu. sprowadzając Tasslehoffów wszelkiej maści i rozmiarów w nadziei. ale także psy. Przedstawiło jej się wielu Tasslehoffów. głosić słowo Jedynego Boga i wyłapywać wszystkich kenderów.7 Więźniowie wiary Wojska Miny maszerowały nieubłaganie na Sanction.

Rycerz często czuł na sobie wzrok jego wypukłych oczu. Gerard nie miał innego wyboru. które jednak wyrażały nie tyle groźbę. Pewnego dnia Gerarda wyrwał z rozmyślań minotaur Galdar. Gerard nadal nieczęsto widywał Odilę. szybko kazał mu zająć miejsce wśród innych rycerzy na przedzie. Dlaczego Galdar go nie zabił. Gerard nie miał pewności. Gerard dawno już porzucił nadzieję. pozostawało dla Gerarda tajemnicą. Gerard mógłby powiedzieć rycerzom. ale nie miał z kim porozmawiać i gotów byłby ponieść ryzyko. że mężczyzna jedzie na tyłach. Armia Miny rosła z każdym dniem. ale z drugiej strony. bo starannie unikała wszelkich z nim kontaktów. Wiedział. nie jej siłą. którzy chcieli oddawać cześć Jedynemu Bogu. czy była do tego zmuszona. na rzeź i śmierć. Zamek po zamku. minotaur w ogóle był tajemnicą. kiedy wjeżdżała. Kiedy się dowiedział. że Rycerze Solamnijscy zaatakują. jakie podejmowali jego „kompani". Wprawdzie oficerowie Miny narzucali ostre tempo i żołnierze musieli zrywać się o świcie i maszerować do zmierzchu. byle tylko móc się podzielić swymi myślami — choć były czarne i pesymistyczne — z kimś. że robiła to dla jego bezpieczeństwa. że lord Tasgall zamierza raczej skupić swoje wysiłki na obronie Sanction niż na próbie zatrzymania Miny w drodze. Pochód przypominał raczej weselną procesję. odprowadzali ją z modlitwą i pieśnią na ustach. Nie mógł 237 . odtrącając wszelkie próby nawiązania przyjaźni. Trzymał się na uboczu. a nie marsz na pole walki. miasto po mieście padały podbite wdziękiem Miny.ją bardzo podejrzliwie. i resztę wyprawy spędził pod czujnym okiem minotaura. jak posłuchać. która spieszy na radosną uroczystość. bo z każdym dniem pod jej sztandarami zbierało się coraz więcej mężczyzn i kobiet. że marnują tylko czas. morale jednak było wysokie. Domyślił się. kto go zrozumie. czy wyjeżdżała z własnej woli. lecz kiedy wyjeżdżała. co zadumę. Kobieta podróżowała ze świtą Miny i często przebywała poza głównym oddziałem.

Gerard chciał z nią porozmawiać. Będą pewni siebie. „Już niedługo" — pomyślał rycerz i serce ścisnęło mu się z bólu na myśl o obrońcach miasta. niezbyt lubianego przez swych „braci" rycerzy. dlaczego teraz mieliby się spodziewać czegoś innego? 238 . Armia przejechała przez Estwilde. Kiedy podeszli bliżej. dostrzegł pióropusze dymu bijące z ich szczytów. który poświęcał jej teraz znacznie więcej uwagi niż Gerardowi. Mijały dni i tygodnie. w wozie z bursztynowym sarkofagiem. ale jechała na tyłach. za co rycerz był wdzięczny. prześlizgnęła się na północ przez Throt. Galdar jednak odszukał go i nakazał mu wrócić na swoje miejsce w szeregu. Był zadowolony. że nikt nie zauważy jego nieobecności. Bronili się już ponad rok. nietowarzyskiego człowieka. Nie obchodziło go to. widział idącego za nim Galdara. Patrzył na aktywne wulkany — znane jako Władcy Zagłady — strażników Sanction. kiedy podnosił wzrok. A może jednak nie całkiem? Ilekroć oddalił się samotnie. w którym na horyzoncie zamajaczył łańcuch gór.przecież podzielać dobrego humoru Czarnych Rycerzy ani brać udziału w rozmowach o tym. Początkowo widoczny był jako ciemnoniebieska smuga. którzy czuwają i czekają. Kiedy wojsko opuściło bardziej zaludnione tereny. przekonani. Z powodu posępnego milczenia i przewrotnej natury Gerard wkrótce zasłużył sobie na miano ponurego. a potem skręciła na południe do Sanction. ilu Solamnijczykom zamierzają wyprać flaki albo ile solamnijskich głów nadzieją na piki. Raz został z tyłu w nadziei. że ich obrona wytrzyma. przebyła góry Khalkist przez przełęcz Throtyl. Odila także wróciła. którą Gerard mylnie wziął za pasmo granatowych chmur deszczowych. Wreszcie nadszedł dzień. Mina wróciła do armii i jechała na jej czele z Galdarem. zawsze. że zostawili go w spokoju.

Wojska Miny dotarły do stóp gór Khalkist i rozpoczęły wspinaczkę ku przełęczy między Władcami Zagłady. czy dotarły do nich pogłoski o straszliwej armii umarłych. by z nim uciekła. Jeśli odmówi. Nie miał pojęcia. żeby dostarczyli świeżego mięsa. co się dzieje. Broń i zbroje wszystkich miały być w dobrym stanie. Po zastanowieniu nie był pewien. aby zanieść obrońcom wieść o nadejściu nieprzyjaciela. ale jeśli umarli szli wśród nich. którzy patrolowali skrzydła armii. by go zreperować. sam pojedzie do Sanction. którego wkrótce może ten miecz przeszyć. więc pospieszył zobaczyć. że nieprzyjaciel. kiedy do niewoli dostał się elf.Gerard był ciekaw. to czy uwierzyli w nie? Gerard miał wątpliwości. że musi się udać w podróż. On sam nie dałby wiary takim opowieściom. A nawet jeśli tak. Kiedy tak stał znudzony czekaniem i własnymi ponurymi myślami. ale stwierdził. Mina ogłosiła popas w dolinie. Ledwo rozbito obóz pierwszego dnia. oznajmiając. ci przerażający sojusznicy stąpali bezgłośnie i niedostrzegalnie. Czy armia umarłych maszerowała teraz z Miną? Gerard czasami próbował ich dostrzec. jakie to dziwne. Kowal otworzył kuźnie i wraz ze swoimi pomocnikami całymi dniami pracował przy naprawach i wykuwaniu broni. 239 . Pod nieobecność Miny postanowił spróbować przekonać Odilę. gotowe do bitwy. która zaatakowała Solanthus. że zatrzymają się tu na kilka dni. a pod jej nieobecność armia ma się przygotować do wędrówki przez góry. przeczesując okolicę w poszukiwaniu śladów wroga. usłyszał jakąś wrzawę. czy nawet teraz w to wierzy. Myśliwych wysłano na polowania. jak się wymknąć Galdarowi ani jak —już po dotarciu do Sanction — przedrzeć się przez zastępy wroga. Przywlekło go do obozu kilku zwiadowców. Cała bitwa miała nierzeczywisty charakter gorączkowego snu. że później coś się wymyśli. Powiedziała. które oblegały miasto. teraz ciężko pracuje. Gerard naprawiał u kowala swój miecz i myślał o tym.

kiedy Mina zwró240 . — Mina — rzekł młodzieniec. posłałaś po mnie. chcąc go ugryźć. że nikt nie mógł się do niej zbliżyć. Elf zeskoczył z konia i stanął przed dziewczyną. przycisnęła twarz do jego głowy i pogłaskała go po pysku. Jej lekceważenie dla przybysza nie uszło uwadze zgromadzonych. Mina nie zwracała uwagi na elfa i nadal obsypywała czułościami konia. Elf szybko odsunął rękę i więcej już nie próbował głaskać wierzchowca. Sam jeździec miał niepewną minę. żeby poklepać konia uspokajająco. Podobnie jak jego koń. W głosie elfa słychać było taką udrękę i bezgraniczną miłość. Niektórzy wyraźnie go znali. Zarówno koń. Oto jestem. Rycerze Miny wymienili uśmieszki i szeptem puścili w obieg sprośne żarty.Zobaczył elfa na dereszowatym koniu. — Mino. chociaż peleryna z cienkiej wełny zabrudziła się w podróży. jedwabne nogawice świeciły dziurami. Elf nie zwracał uwagi na szyderców. Wokół elfa zgromadził się tłum. ale śmiech zamarł mu na wargach. a jego przepełnione miłością słowa płynęły prosto z serca. Jeden z mężczyzn roześmiał się głośno. a haftowany złotem kubrak wytarł się i postrzępił. że jego miłość pozostawała nieodwzajemniona. kiedy wśród niego szła Mina. jak zawsze. że Gerardowi zrobiło się żal młodzieńca. jak i jeździec utkwili w niej oczy pełne zachwytu. dotarł do domu i był szczęśliwy. bo zaczęli się z niego naśmiewać. Wykwintny strój elfa był godny króla. Jego podróż dobiegła końca. zadanie zostało wykonane. Nie ulegało wątpliwości. Koń zarżał i potrząsnął łbem. Zwierzę położyło łeb na jej ramieniu i zamknęło oczy. Mina podeszła do Zimnego Ognia. Tłum się rozstąpił. zwierzę szarpnęło głową. szukał wzrokiem kogoś w obozie. Mina poklepała konia i podniosła wzrok na elfa. bo kiedy się nachylił. kłaniając mu się drwiąco i witając „króla Silvanesti" szyderczym śmiechem. Gerard zlustrował przybysza zaciekawionym spojrzeniem. bestii o tak ognistym temperamencie i usposobieniu.

zaczerwienił się i umknął jak niepyszny. Wzrok Miny przesuwał się po zebranych w obozie i. Zasalutował i czekał w milczeniu.. Jak sobie przypominam. Zdając sobie sprawę. — Sir Gerardzie. Mina dostrzegła i zrozumiała jego niepokój. Jesteś odpowiedzialny za jego bezpieczeństwo i wygodę. 22* Nie możesz jechać do Sanction. — Niech wszyscy w armii dowiedzą się. Mężczyzna spuścił głowę. Nie miał wyboru. Wasza Królewska Mość. jaki okazujecie mnie. Rozejrzał się po tłumie zakutych w czarne zbroje ludzi i najwyraźniej dopiero teraz zdał sobie sprawę. rycerz poczuł. a jednocześnie z żołądka promieniuje lodowaty chłód. Spojrzała na zgromadzonych surowym wzrokiem. że wszyscy gapią się na niego. Czynię was wszystkich i każdego z osobna odpowiedzialnymi za jego bezpieczeństwo i dobre samopoczucie. że wjechał do obozowiska nieprzyjaciela. ku wielkiemu niezadowoleniu Gerarda. uciszyła żarty i śmiechy. Wszystko jest gotowe na twoje przybycie. Twój namiot postawiono w pobliżu mojego. Będziesz świadkiem naszego triumfu. że do twarzy uderza mu gorąca krew. że król elfów z kraju Silvanesti jest moim gościem. — Sir Gerardzie — rzekła z powagą Mina — mianuję cię specjalnym przybocznym gwardzistą króla elfów. Przybyłeś w porę. bo masz duże doświadczenie w kontaktach z elfami. Nie miał pojęcia. Wkrótce wyruszymy do Sanction. zatrzymał się nim. Gerard nie mógł wykrztusić słowa. Mino! — wykrzyknął elf. Mina wreszcie raczyła zauważyć elfa.ciła ku niemu swe oczy koloru bursztynu.. Wybrałam ciebie. musiał posłuchać. przede wszystkim przeklętą przebiegłością Miny. — Umilkł. Macie go traktować z takim samym szacunkiem. przed przybyciem do nas służyłeś w Qualinesti. tak był zaskoczony. — To zbyt niebezpieczne. 21* Bądź pozdrowiony. by zająć to święte miasto w imieniu Jedynego Boga. dlaczego go wybrano. Był jej za241 . wystąp — rozkazała dziewczyna.

Rycerzem Solamnijskim. który jeszcze bardziej skomplikował mu życie. w niewielkiej odległości od niego wzniesiono drugi namiot. — Jego Wysokość nie powinien być narażony na takie niebezpieczeństwo. Ona wiedziała o tym. chwycił go za ramię i odciągnął siłą. Mówił płynnie we Wspólnej Mowie. który przybył. by się gapić. — Nie poznaję cię. Był to niezwykły pomysł. usiłując znaleźć Minę. wraz z taborem. I właśnie dlatego. Twarz miał zasmuconą i bladą. żeby ją szpiegować. Nadal się rozglądał. nie czując życzliwości do elfa. sir Gerardzie — dokończyła Mina.przysiężonym wrogiem. Elf odprowadził ją wzrokiem. Gerard 242 . że był Rycerzem Solamnijskim. Przeprowadził go przez obóz do miejsca. Niektórzy zaczynali być bardzo niemili. w którym stał namiot Miny. Rzeczywiście. że ten obowiązek nie pozwoli ci wziąć udziału w bitwie o Sanction. tym razem podnosząc głos. był jedyną osobą w jej armii. prawda? Nie było potrzeby wyjaśniać. Pusty pawilon czekał na przybycie tego dziwnego gościa. Tego jestem pewna. Wielu żołnierzy zostało. a po odejściu Miny wznowić zabawę kosztem elfa. musiał jednak poskutkować w przypadku Gerarda. że elf się nie ruszy z własnej woli. której mogła powierzyć życie młodego króla. Wyznaczyła więźnia. 162* Chodźmy — rzekł Gerard. Nie byłeś z nią w Silvanesti. a widząc. Elf początkowo tego nie usłyszał. chociaż akcent miał tak ciężki. Czekają cię jednak inne bitwy. — Przykro mi. więc zostaniesz z nim na tyłach. by pilnował więźnia. że trudno go było zrozumieć. 163* Jak się nazywasz? — spytał oschle Gerard. Mina odwróciła się i odeszła. — Na imię mam Silvanoshei — odparł elf. Rycerz mógł tylko znów zasalutować. o jaką „ją" mu chodzi. ale obawiam się. po raz pierwszy odkąd rycerz został mianowany jego opiekunem. Gerard spytał ponownie. Młody mężczyzna spojrzał prosto na Gerarda.

— Nie dosłyszałem. — Zawsze tego pragnęła. Gerard sam odpowiedział na swoje pytanie. znów rozglądając się wokół. Wasza Królewska Mość? — spytał oskarżycielskim tonem Gerard. — Nie byłem. 28* W takim razie. 27* Tak — opowiedział z roztargnieniem Silvanoshei. Mina znikła z pola widzenia.widział wyraźnie. że dla tego młodzieńca istnieje tylko jedna kobieta. Hałas obozowiska w tle przycichł. Ginie za nią. 31* Moja matka — odparł Silvanoshei. W tym momencie elf dostrzegł Minę. na Otchłań. Gilthasie. — Jestem. Myślał o innym elfim królu. To esencja jej życia. Byli sami we dwoje. — Kiedy wróci? Namioty Miny i jej gwardzistów stały z dala od głównego obozu. że są razem. — Moja matka będzie z nimi walczyć — odparł młody elf. Widząc ból w oczach młodzieńca. zajęty swymi poszukiwaniami. — Ona lubi walczyć. Nasz lud umiera i cierpi. Widoczna w oddali. 30* Kto rządzi twoim narodem pod twoją nieobecność. 24* Rządzi twoja matka — sceptycznie powtórzył Gerard. galopowała na Zimnym Ogniu po dolinie. że zajęli Silvanesti. Ale mnie to zatruło. 25* Dokąd ona teraz poszła? Co robi? — spytał Silvanoshei. Zawsze ginie. 29* Co mówiłeś? — spytał Silvanoshei. Ja tego nienawidzę. Ona pije jego krew i dzięki temu zachowuje urodę. Wzruszył ramionami. 243 . co ty tu robisz? — spytał bez ogródek rycerz. 26* Naprawdę jesteś królem elfów Silvanesti? — zaciekawił się Gerard. na uboczu. szczęśliwi. — A może Czarni Rycerze z Neraki? Słyszałem. Bitwy i niebezpieczeństwo. Zawsze to lubiła. który tak wiele poświęcił dla ocalenia swojego ludu. Rycerze i żołnierze wrócili do przygotowań do wojny. A nie uciekł od niego. Przedstawienie dobiegło końca. i z dziką radością ścigali się z wiatrem. wzdychając i odwracając się. 23* Nie — odparł krótko Gerard.

5* Taki miałem zamiar. 87* To pomysł Miny? 88* A czyj inny? 244 . a potem szybko odwróciła się i odeszła. 2* Jak chcesz — powiedział Silvanoshei obojętnie. Gerard poczuł. gdy z namiotu postawionego tuż obok pawilonu Miny wyszła Odila. Wprawdzie elf posługiwał się Wspólną Mową. Była to prawda. — Przyniosę ci gorącej wody. doganiając ją. nadal idąc. ale ten młodzieniec był wychudzony. Na widok Gerarda stanęła i zaczerwieniła się. Wasza Wysokość — zaproponował Gerard.Rycerz przyglądał się młodzieńcowi z zakłopotaniem. — Teraz mam na głowie tego zakochanego młodego króla elfów. nie spuszczając kobiety z oka. Wyglądasz na takiego. o czym mówi. — Pewnie chcesz się odświeżyć i zmyć z siebie kurz po podróży. rycerz pognał za idącą przez obóz Odilą. Gerard nie miał jednak pojęcia. — Wkrótce. Najwyraźniej próbował żyć samą miłością. Już miał o to spytać. który był więźniem w nie mniejszym stopniu niż każdy z nich. Wasza Królewska Mość — odparł Gerard. 84* Unikasz mnie — powiedział półgłosem. przynajmniej na jakiś czas. kiedy Mina wróci? 3* Wkrótce. Odila stanęła i spojrzała na niego. 85* Naprawdę? 86* Naprawdę. — Jak sądzisz. Przyniosę też coś do jedzenia i picia. któremu się to przyda. onieśmielona. Przydzielono mi zadanie strzeżenia go. że złość go opuszcza. — Powinieneś wyjechać. Zaczął współczuć młodemu elfowi. 4* Dla twojego własnego dobra — odparła kobieta. — Gerard wskazał kciukiem za siebie. zanieść wiadomość rycerzom w Sanction. Powinieneś odpocząć. Pozbywszy się kłopotu. niemal wpychając młodzieńca do namiotu. Elfy są zawsze szczupłe.

posyłając mu wyzywające spojrzenie. 67* Mam obowiązek nosić jedzenie tym dwóm czarodziejom. by jedli. dała jego ludziom sprawę. — Wierzę w tego boga.187* Sprytne — zauważyła Odila. — Powinnam dalej iść sama. Rycerz próbował znaleźć jakąś zręczną odpowiedź. 191* Śmierć uczyniłaby z niego męczennika. — Opowiedziała mi o nim. 190* Dlaczego go po prostu nie zabije? — spytał rycerz. Silvanesti nie chcą słuchać nikogo poza nim. Gerardzie. co Mina z nim teraz robi. 188* To samo pomyślałem — rzekł Gerard. — Śmierć byłaby bardziej miłosierna od tego. co zamierza z nim zrobić? Nie sądzę. co wiem. 68* Odilo — powiedział Gerard. 72* I przywraca makabryczne życie umarłym! 73* Tylko bóg jest do tego zdolny. Czy właśnie to próbował mu powiedzieć głos jego ser- 245 . On może teraz na to nie wygląda. zatrzymując ją — nadal wierzysz w moc Jedynego Boga. że nie — odparła Odila. ale w innych okolicznościach mógłby zostać silnym i charyzmatycznym wodzem narodu elfów. — Gdzie się wybierasz? Kobieta nie obejrzała się na niego. Teraz siedzą tylko bezczynnie i czekają na jego powrót. aby była romantycznie usposobiona. Galdar nas obserwuje — zauważyła nagle Odila. Mina dostrzegła zagrożenie i postanowiła je usunąć. — Odila spojrzała mu prosto w twarz. ale z tego. Nie znam się za bardzo na elfiej polityce. że to zła moc? 71* Zła moc. ty też w niego wierzysz. która uzdrawia chorych i przynosi pokój i pociechę setkom ludzi — odparła Odila. Zmuszać ich do tego. ale nie potrafił. prawda? 69* Tak — odpowiedziała. za którą mogliby walczyć. 70* Chociaż wiesz. Nie idź za mną. — Nie wiesz przypadkiem. nie przerywając marszu. i co więcej. To dlatego naprawdę tu jesteś. 189* Oczywiście.

nieprzymuszonej woli. Zaniepokojony rycerz stał w milczeniu. .ca? Czy przebywał tu z własnej. odprowadzając wzrokiem kobietę idącą przez pełne życia obozowisko. że Gerard nie umie odpowiedzieć. Odila odwróciła się i zostawiła go. czy też był tylko kolejnym więźniem? Widząc.

teraz były ciemne jak smutek.8 Rycerz czarnej róży Tym razem podróż była krótka. które wprawiłoby go w taki nie dający się wyrazić smutek. Rezydencję otaczały wysokie cyprysy. że nigdy dotąd nie widział miejsca. kiedy niespodziewanie znalazł się w normalnej pozycji. straszny i zimny. Tas odetchnął z ulgą i rozejrzał się wokół. które znały tylko zimę. Ogród jednak przestał już być piękny. — Co ty tu robisz? Na kendera padł jakiś cień. Z martwego ogrodu do dworu prowadziła ścieżka z popękanych kamiennych płyt. niegdyś czerwone. Pod rozsypującym się murem leżały sterty zbutwiałych liści. bo wszystko w nim uschło. Tasslehoff pomyślał. Czas po raz kolejny się zatrzymał. Suche kwiaty róż. tak że kiedy zapadała noc. Nad Tasem stał rycerz w pradawnej zbroi. Ściany domu osmoliły i nadpaliły dawno zagasłe płomienie. Tas ledwo zaczął się złościć na koziołkowanie. głową do góry i wsparty obiema nogami na twardym gruncie. nagromadzone przez lata. Nie było również Zgadywanki. pogłębiała jedynie mrok obecny za dnia. Był martwy. Ich główki wisiały na zbrązowiałych i uschniętych łodygach. Labirynt Żywopłotów zniknął. których olbrzymie konary odcinały wszelki dostęp światła. Tas stał sam w miejscu. Rozległ się czyjś głos. I to od wielu stuleci. Ciało w pancerzu dawno się roz247 . które kiedyś było zapewne przepięknym ogrodem różanym.

248 . ale nie mógł wykrztusić słowa. żeby się schować. że pytający ucieszyłby się. że zwracał się bezpośrednio do Tasslehoffa Burrfoota. jakby chciało z niej wyskoczyć.łożyło. a było to doznanie. i zaświtało mu. Lord Soth położył akcent na „ty". Serce łomotało mu w piersi. co oznaczało. chociaż nigdy nie miało ono takiego odcienia. że to może dobrze. Tasslehoff przyjrzał się upiorowi przed sobą i ogarnęło go bardzo niemiłe uczucie. Tasslehoff kilka razy spróbował odpowiedzieć. bo było tak okropne. że go poznał. jedyne światło w wiecznej ciemności. — Dwa razy zadałem ci pytanie — rzekł upiorny rycerz. Upiorny rycerz. o którym zapomniał. splamiona krwią ofiar. robił gdziekolwiek indziej. Co ty tutaj robisz? W swoim długim życiu Tas wiele razy słyszał to pytanie. cokolwiek robił. Żołądek skurczył mu się do rozmiarów piłeczki i szukał miejsca. co w rzeczywistości oznaczało. Przeważnie brzmiało: „Co ty tutaj robisz?" i było wymawiane tonem. nie słowa. Przez szparę w hełmie widać było czerwone oczy. że lord Soth może go nie pamiętać. pytając: „Co ty tutaj robisz?". Teraz sama zbroja była ciałem i kością. że miał natychmiast przerwać. Kender próbował odpowiedzieć na pytanie. Znał tego rycerza. które Tasowi nie podobało się ani trochę. bo ich ostatnie spotkanie odbyło się w niezbyt przyjaznej atmosferze. A z tego wynikało. nauczył go strachu. Przebiegło mu przez głowę. Poczuł w ustach gorycz. osmolona od wojennej pożogi. za każdym razem bez skutku. mięśniami i ścięgnami. Słowa. Ich spojrzenie sprawiało ból i kender się skulił. — Nie lubię się powtarzać. Czasami pytanie brzmiało: „Co ty tutaj r ob i s z ?" . które zmroziły kendera niczym podmuch lodowatego wiatru. szybko rozwiały to złudzenie. cokolwiek robił tutaj. gdyby kender. lecz nie mogło. lord Soth. która szczypała go w język. Gorejące oczy wpatrywały się w Tasslehoffa. który sugerował. bo z jego ust wydobywały się tylko jakieś nieartykułowane dźwięki. że nie chciał go pamiętać. zmatowiała i sczerniała ze starości.

Czy to nie szczęście. schowam je. a jego czerwone oczy przygasły — chyba że zabrałoby mnie w przeszłość. — umilkł. abym naprawił to. wynik byłby taki sam. ale Tas był Bohaterem Lancy. 26* Nie martw się — powiedział Soth — nie zabiorę ci go. — Usiłuję odpowiedzieć. która jest tylko brakiem strachu.. co uczyniłem. Co dokładnie masz na myśli.. Kender wyciągnął nóż. Zabójcę Królików. prawdziwa odwaga. Płonące oczy Sotha powędrowały od Tasslehoffa do urządzenia do podróżowania w czasie. które cofnęłoby mnie w czasie. że je znalazłem? Jeśli nie masz nic przeciwko temu. — Gdybym musiał zrobić to jeszcze raz. prawda? Natknąłem się na nie podczas. Chyba że. nie taka. — Ładne. tylko nie w te czerwone oczy. co mógłby zdziałać takim nożykiem przeciwko upiornemu rycerzowi. ale będę musiał zadać ci pytanie. 25* Ach. kiedy mówisz „tutaj"? — Kender otarł rękawem pot z czoła i starał się patrzeć gdziekolwiek. zanim zdołam odpowiedzieć na twoje. — Byłem w wielu „tutajach" i nie bardzo się orientuję. Nie wiedział. Może wtedy miałbym z niego jakiś pożytek. ale zamierzał się dobrze postarać. które kender ściskał w zesztywniałych palcach. W Tasslehoffa wstąpił duch bojowy. który nosił za paskiem. ale moja cierpliwość ma granice.— Wprawdzie mam nieskończenie wiele czasu. mojej ostatniej podróży. Mam zamiar je zwrócić. Wiem. gdyby upiór chciał mu zabrać urządzenie. Tas wiedział dobrze. Nie pragnę urządzenia. gdzie jest twoje „tutaj". Ktoś je zgubił. Tas poszedł za spojrzeniem rycerza.... Musiał spróbować. że nie mógłby powstrzymać lorda Sotha. Na szczęście jego odwaga nie została wystawiona na próbę. to — powiedział i przełknął ślinę. Podjąłbym te 249 . że to nieuprzejme. ale ręce nie przestawały mu się trząść. ehem. — Kender starał się otworzyć jedną ze swoich sakiewek. panie — odparł potulnie Tasslehoff— ale na twój widok wszystkie słowa utknęły mi w środku. — Tylko po co? — dokończył lord Soth..

— Po co miałbym zadawać sobie tyle trudu? Tas zastanowił się nad tym głęboko. bardziej dlatego. — Śmierć była moją radością. — Upiór obrócił głowę w hełmie i uniósł rękę. 164* Odpowiadając na twoje pytanie. już i tak zimny. jakich udziela nam życie — i śmierć. moja dusza bezustannie smaży się w ogniu wściekłości. 167* Jesteś rycerzem śmierci. Czerwone oczy przygasły. A niektórym z nas nawet tego odmówiono. Żeby jakaś osoba ci groziła. dla którego Soth miałby go zabijać. Jego głos. że interesuje nieśmiertelnego władcę mniej niż uschnięte łodygi kwiatów albo zasuszone płatki róż. 166* Dlaczego miałbym cię zabijać. gdy nauczymy się przykrych lekcji. utopić ból 250 . musi cię wpierw zauważyć. I moją udręką. Takim bowiem byłem wtedy człowiekiem. 165* Zabijesz mnie? — spytał Tas. Chciałem położyć temu kres. Jednak nasze dusze nie mogą się cofać w czasie. która teraz jest moim więzieniem. Rzeczywiście. że Tas przestał się pocić. — A teraz odebrano nam szansę nawet na to. panie — powiedział Tas. popełnił te same haniebne czyny. niż dlatego. a Tas miał nieodparte wrażenie. — Znajdujesz się w ogrodzie mojej dawnej siedziby. Do czasu. Czerwone oczy znów zapłonęły. wstydu i poczucia winy. kenderze. jesteś w Piątym Wieku. Mogą tylko iść naprzód. Przy ruchu załopotały strzępy jego płaszcza. ale dusza wciąż żyje. że takiego pytania pewnie po nim oczekiwano. — Gdybym mógł wrócić z dzisiejszą wiedzą. nie przychodził mu na myśl żaden rozsądny powód. tak zwanym „Wieku Śmiertelników". pominąwszy jeden. kenderze? — spytał Soth. Niczym ofiara tortur. że czuł się zagrożony. a zaczął dygotać. zabrzmiał tak lodowato. — Czy zabijanie ludzi nie jest twoim zadaniem? 168* Śmierć nie była moim zadaniem — odparł bezbarwnym głosem Soth. może postąpiłbym inaczej.same decyzje. Moje ciało umarło. która cierpi męki przypiekania rozżarzonym żelazem.

że jedynym.w krwi. a potem powędrowało niespokojnie ku zeschniętym i poczerniałym różom. bo chociaż czasami zamierzał siedzieć bardzo cicho. Nie dotrzymano tych obietnic. całkiem jakby noc przybrała materialny kształt i spadła mu na głowę. Kiedy już to zrobił. Druga silna ręka chwyciła go wpół i nagle Tasa spowiły fałdy miękkiej. kiedy rozległ się czyjś głos — głos żywej osoby. Obiecano mi. Nic z tego nie zagłuszyło mojego bólu. Jego ciało. która wołała lorda Sotha. martwe lub nie. w ostatniej sekundzie Czwartego Wieku. zagłuszyć go ambicją. 251 . aby cię zabić? Ty już nie żyjesz. czarnej szaty. był zapach płatków róż. słowa miały skłonność do wyrywania mu się z ust. i nagle poczuł się całkiem zadowolony z tego. że nieznajoma dłoń pomaga mu zachować milczenie. skoro nawet bogowie nie wiedzą. Tas chciał zaprotestować przeciwko tak nieuprzejmemu zachowaniu. zanim zdołał je powstrzymać. Otrzymałem obietnicę. Spojrzenie czerwonych oczu padło na Tasslehoffa. — To wszystko wyjaśnia. dlaczego tu jesteś? Jak znalazłeś to miejsce. Umarłeś w Czwartym Wieku. dla przyjemności i ze złośliwości. Rozmyślał o tym. To już nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. jakie to dziwne. że ma coś wspólnego z lordem Sothem. ale wtedy poznał głos osoby. Poza tym — dodał od niechcenia lord Soth — po co miałbym zadawać sobie trud. gdzie jest schowane? 193* Więc ja naprawdę umarłem — powiedział do siebie Tas i westchnął cichutko. Moje cierpienia ustaną. 192* Kiedyś zabijałem z ambicji. że jeśli pomogę mojej bogini osiągnąć jej cel. żeby odsłonić nos i zaczerpnąć tchu. Dlatego właśnie pytam. a dusza odzyska wolność. Kender nic nie widział. Skończyłem z tym. zostanę nagrodzony. co czuł. że moje męczarnie się skończą. bo dłoń zakrywała mu dokładnie usta i nos. stanął w idealnym bezruchu. wołającej: „Panie! Lordzie Soth! Proszę cię o audiencję!" Czyjaś dłoń zasłoniła kenderowi usta. Pokręcił się trochę. Nie mógł mówić i ledwo oddychał. domagało się tego. Najdziwniejsze.

gdzie jego żona własnoręcznie pielęgnowała róże. Uśmiechnął się gorzko. nieufna wobec wynajętego przez niego ogrodnika. A już najbardziej obawiał się tego. Z czasem zdał sobie sprawę z tego. ponieważ byli skuci tym samym łańcuchem i służyli temu samemu panu. gdyby się dowiedziała. które nosi w swym łonie. — Róże zadają ci tyle bólu. którą szczerze kochał. kto go woła. Znów stał w kwitnącym ogrodzie. powiedziały. bał się tego. który miał ją wyręczać. Kiedyś wyobrażał sobie. która mogła być jego zbawieniem.Lord Soth nie od razu odpowiedział na wezwanie. 252 . a dziecko. Upiór rozmyślał o tym. kiedy zatrzymała go grupa elfich kobiet. że uwierzył w ich opowieści i zawrócił z drogi. nie jest jego. — Radość z ich piękna trwa wiele dni. Strach skłonił go do zamordowania tej. Strach uczynił jego uszy głuchymi na protesty żony. podrapane i pokaleczone. że boi się wszystkiego. dlaczego przyszła do niego i o co chce go prosić. Znał ją. On również poznał. co był zmuszony wspominać już tyle razy. że wzgardziłaby nim żona. bał się słabości. 90* Ból trwa tylko chwilę — odpowiedziała jego żona. Bogowie dali mu wiedzę. a nie wzorem cnót i odwagi. zbałamuconych wielbicielek króla-kapłana. przypominając sobie raz jeszcze to wszystko. 89* Czy to warto? — spytał ją. co chciałby odpowiedzieć. że jest zwykłym człowiekiem. czy ma na to dość odwagi. Wiedział. Jechał do Istar. która zapewniała go o swej niewinności. jakiej udzieli odpowiedzi. chociaż nigdy przedtem nie widział tej osoby. że nie była mu wierna. Całe życie przeżył w strachu: bał się niepowodzenia. zeszpecone kropelkami krwi. jaki jest naprawdę. Odwaga. za jaki go miała. Elfki naopowiadały mu kłamstw o jego żonie. Nie wiedział jednak. że nie boi się niczego. dzięki której mógł zapobiec Kataklizmowi. że ludzie wzgardziliby nim. 91* Jednak wraz z chłodnym oddechem zimy twoje róże usychają i giną. Wiedział. To strach sprawił. Rycerz patrzył z troską na jej białe dłonie. ale wątpił. gdyby poznali.

jej śmiechu. aby kontynuował swą żałosną egzystencję. a przynajmniej tak mu się z początku zdawało. nie słyszał ich głosów. bo czas nie miał dla niego znaczenia. wszedł do posiadłości. gdy gasło w nich życie. pyłem. „Nie radość" — pomyślał. Siadł na krześle pokrytym kurzem wieków. Skrępował go własny gniew. Wspomnienie jej klątwy. Tutaj umarła. związała mocno i zaniosła tutaj. Wreszcie otrzymał przebaczenie. Zgodnie z przewidywaniami jego królowej odmowa go rozgniewała. Od wieków był skazany na wysłuchiwanie litanii krzywd. mój drogi. jakie wyrządził. Z tych posępnych rozmyślań wyrwał go stukot butów żywej istoty. Nie wiedział. egzystencję pełną udręki i wyrzutów sumienia. Czy jednak na pewno była to klątwa? Wtedy tak sądził. I oto wezwanie nadeszło. Wspomnienie jej uśmiechu. czekając na jej wezwanie. ale mu go odmówiono. Rycerz podniósł wzrok.— Zachowuję jednak pamięć po nich. Pragnął wybaczenia. Może w rzeczywistości było to jej błogosławieństwo dla niego? Opuszczając ogród uschniętych róż. Wolno mu było odejść. Potem uświadomił 253 . ale teraz zaczął się zastanawiać. Tutaj upadła. Siedział i wpatrywał się w plamę krwi na posadzce. Wspomnienie smutku w jej oczach. Głosy były częścią Czwartego Wieku i w nim też zostały. i to przynosi mi radość. a teraz skazane były na życie niebędące życiem. Wreszcie. odebrane jego ręką. która stała od wieków jako pomnik śmierci i strachu. ile to już minęło lat. Tak oto Takhisis złapała go w swe sidła. którego jego niematerialne ciało nigdy nie wzbijało. śpiewanej przez duchy tych elfich kobiet. lecz cierpienie". Odkąd nastał Piąty Wiek. „Nie radość. tak jak w przeszłości czynił to niekończącymi się godzinami. by spojrzeć na przedstawiciela Jej Mrocznego Majestatu i ujrzał dziecko w zbroi. które przyczyniły się do jego upadku.

ale go zignorował. — Jak możesz tak o niej mówić. Poczuł. jest dziewczyną u progu kobiecości. że odpowiedź Sotha ją zasmuciła. „Nic z tego" — oznajmił jej. ja ją znam z dawnych czasów. jak ciepły bursztyn spływa po nim. kiedy zadała sobie tyle trudu. Przypomniała mu się Kitiara. Mino — rzekł do dziewczyny. dokąd miała odejść. z wyjątkiem jednej chwili tuż przed śmiercią. Ta dziewczyna robiła wszystko dla chwały — chwały boga. zrozumiał siebie. Przynajmniej tyle jej zawdzięczał. kto jej służył. Ta kobieta-dziecko nie poddawała się łatwo. Ta dziewczyna poświęciła wszystko. — Zdradzi cię. 169* Nie kłopocz się. 170* A jakaż to prawda? — spytała Mina. Kitiary również nie było. To nie Kitiara. którą wziął za dziecko. 171* Że twoja pani wykorzysta cię. uczyniła z siebie naczynie. Oczy koloru bursztynu znów próbowały go uwięzić. — Wiem zbyt dużo. kiedy podniosła oczy i ujrzała go idącego po nią. które miał wypełnić bóg. gdy spojrzał w bursztynowe oczy dziewczyny przed sobą. a potem cię porzuci — powiedział Soth. która na krótko umiała złagodzić jego męczarnie. „To już na mnie nie podziała". by cię zabrać z sobą? Tylko ciebie spotkał taki zaszczyt. by go uwieść? Uświadomił sobie. jej dusza odeszła tam. jedyna istota. Wtedy właśnie. że jest inaczej. Kitiara. która miała własne powody dla wszystkiego. i która nie służyła nikomu prócz siebie samej. Wydawało się. która nie znała strachu. Mina nie była rozgniewana. Czy ta dziewczyna będzie jego kolejną towarzyszką? Kolejną Kitiara nasłaną po to.sobie. Soth ujrzał maleńkie figurki tysięcy istot uwięzionych w jej bursztynowych oczach. Kitiara z własnej woli nie poświęciła niczego dla osiągnięcia swojego celu. że ta. co robiła. Widzisz. Upiór potrząsnął głową. opróżniła siebie. Wyczuł gniew swojej królowej. 254 . próbuje go złapać i utopić. Ja znam prawdę. spojrzawszy w jej przerażone oczy. tak jak zdradziła każdego. jak kolejnego owada.

36* Tak.. jakim są elfy. Jedyny Bóg zabiera teraz dusze umarłych do siebie i daje im okazję pozostania na tej płaszczyźnie i dalszego działania dla dobra świata.Wszyscy pozostali.. co dla ciebie zrobiła. Ja mam dowodzić armią żywych. — Powiedzmy. Rozpływają się we mgle. Kiedyś obawiałem się ciemności i dlatego królowa mogła mnie trzymać w szachu. 35* Ona mi to „proponuje"? — zdziwił się Soth. — Nicość. Mina uśmiechnęła się z litości nad jego ignorancją. 255 . lecz nadal było mu niewygodnie. nic więcej. 38* Nie obrazi się — odparła Mina — ale po wszystkim. zapomniane. zmarnowane. Tylko ciebie jednego zaszczycono przywilejem zostania na tym świecie. oczywiście — stwierdziła Mina. 37* A więc nie obrazi się. dla własnego dobra — wtrącił Soth. Dla niego w sali panował tłok. Śmierć nie jest zatraceniem. powiadasz? Kiedyś w to wierzyłem. Teraz wiem. że jest inaczej. 33* Chciałaś powiedzieć. Miasto nie oprze się mojej potędze. Czego żąda ode mnie? 34* Za kilka dni armie żywych i umarłych ruszą na Sanction. Pokręcił się na krześle. 32* To ty zostałeś wprowadzony w błąd. wiem. — Gestem pokazała komnatę opuszczoną przez duchy. Kiedy będzie istnieć w obu królestwach. i obwoła się władczynią Krynnu. Zstąpi na ten świat. Dusze zmarłych nigdzie nie odchodzą. Śmierć pozwala duszom iść dalej. tak jak dawno powinien to był uczynić. — Wtedy Jedyny Bóg uczyni wielki cud. jeśli odrzucę jej propozycję — rzekł upiór. podbije świat. — Całą resztę wygnano w otchłań nicości. — Mina się nie przechwalała. Znając go dobrze z dawnych czasów. że jestem wdzięczny temu bogu za zaszczyt pozostania na świecie. Jedyny Bóg proponuje ci objęcie dowodzenia armią umarłych. twoja niewdzięczność bardzo ją zasmuci. Oznajmiała fakt. usunie z niego robactwo. a przynajmniej tak jej się musiało zdawać. że spodziewa się po mnie wdzięczności w wymiernej postaci. i połączy królestwa śmiertelnych i nieśmiertelnych.

by wybaczyła mi krzywdę. Błagam ich wszystkich o wybaczenie. — To tylko zimny. Błagam ją. Długo zmuszony byłem patrzeć na tę plamę i długo nienawidziłem jej widoku. narazisz się na gniew boga. 172* Widzisz to? 173* Niczego nie widzę. moja królowo. Teraz klękam na niej — rzekł. Mam być niewolnikiem dowodzącym wojskiem niewolników. którzy zginęli. która leży zakrwawiona. Walczyłem dla ciebie. Ujrzałem siebie i zobaczyłem człowieka przeżartego przez strach. i przywlekłaś mnie tu. Cisza nauczyła mnie. — Soth uśmiechnął się. szary kamień. I wtedy cię przejrzałem. bo strach powstrzymał mnie od przyjęcia błogosławieństwa. osuwając się na zimną posadzkę — klękam we krwi mojej żony i tych wszystkich. — Dziewczyna rzuciła obojętnym okiem na podłogę. Zostawiłaś mnie w ciszy. Ogień już zgasł. moja królowo — zawołał Soth. — Jeśli odmówisz. Widzę krew tych wszystkich. Wierzyłem. Zostawiłaś mnie w ciemności. bym nie wyrwał się z twych szponów. Popełniasz błąd. że twoja sprawa jest także moją. — Więc to dlatego mnie tu sprowadziła. co dla mnie zrobiła. — Widzę moją ukochaną żonę. jakie dali mi bogowie. Jednak zostawiłaś mnie samego nazbyt długo. Pokazał plamę na posadzce. bo znów ujrzałem ukochaną twarz mojej żony. otaczając mnie pierścieniem ognia. Otaczają mnie jedynie zgliszcza. 175* Nie ma przebaczenia — powiedziała srogim głosem 256 . w której znów mogłem usłyszeć ukochany głos mojej żony. — Posłużyłaś się moim gniewem. Moja odpowiedź na tak wielkoduszną propozycję brzmi: „Nie". 174* Ja widzę kałużę krwi — powiedział lord Soth. że to ty podsycałaś mój strach. która stała się moim światłem. Lord Soth wstał z krzesła. — Strzeż się. którzy zginęli przez mój strach.— Po tym wszystkim. panie — rzekła Mina strasznym głosem. z którego nie mogłem się wydostać. zwracając się do mroku. królowo Takhisis. w którym przyczaiła się bogini. abym nadal ci służył. jaką jej wyrządziłem.

Takhisis nigdy nie miała się o tym dowiedzieć. Soth zacisnął zęby z bólu. rozpaczliwa próba utrzymania władzy nad nim ze strony Królowej Ciemności. Lord Soth zobaczył odbicie Miny w czerwonym ogniu swojej duszy. Czy to właśnie wybierasz? — Wybieram śmierć — oznajmił lord Soth. aż strach znów przygna go do niej. ściskając w dłoni ciernie. aby go oszczędziła. czerwieńsza od płatków kwiatu. — Jeśli śmierć pociąga za sobą niekończące się katusze. Spodziewała się. Ciernie uschniętej róży wbiły mu się w dłoń. Już się nie boję. Bursztynowe oczy Miny zrobiły się zimne z gniewu. wstrząsały osmalonymi krokwiami. czekając. i ze zdumieniem spojrzał na swoją rękę. Spod napierśnika zbroi wydobył różę. fizyczny ból. Dziewczyna odwróciła się i zostawiła rycerza. który klęczał na zimnym kamieniu. Przeklęta zbroja znikła. jak jej krew. Lord Soth uniósł różę do warg. wstrząsały nadpalonymi i rozsypującymi się ścianami. który przez tyle lat był jego ciałem i ko257 . Zrzucił hełm. przyjmę je jako należną mi karę. Jedyny Bóg wtrąci twoją duszę w ciemność nieustającego bólu i cierpienia. Kwiat był od dawna uschnięty. aż rycerz zawoła. która zabarwiła szary kamień na czerwono. że się mylił.Mina. ale nieświadomie udzieliła mu ostatniego błogosławieństwa. Kroki Miny rozbrzmiewały echem w całym dworze. Na skórze lśniła drobna kropla krwi. Drzazgi ze strzaskanej krokwi wbiły się w ciało rycerza. ale zachował żywą barwę. Lord Soth poczuł ból. Pewna zwycięstwa czaiła się w mroku. na której klęczał. Rycerz odzyskał śmiertelne ciało. Róża była czerwona jak wargi jego żony. zeschnięte liście i zgniecione płatki czerwonej róży. czekając. Wstrząsały podłogą. Ucałował płatki. a potem rozsypał je po krwi. że będzie pełzał u jej stóp i błagał. Jedna z belek pod sklepieniem pękła i z hukiem spadła obok niego. To była ostatnia. — Twój bóg stracił władzę nade mną. — Jesteś przeklęty.

w którym kender przed chwilą stał. Mógł znieść ten ból na pamiątkę swojej ukochanej. Tas był niezmiernie zdziwiony. Mina kroczyła przez różany ogród. chłodny błękit bezchmurnego. przewróciła go na posadzkę i zgniotła. Dziewczyna nie obejrzała się. ciśnięta mściwą ręką boga. których tak bardzo skrzywdził. dokąd poszła. Nie zauważył. Jej blada. bo kamień spadł dokładnie w miejscu. Rycerz nie krzyknął. Blacha z brzękiem uderzyła w ścianę. że Mina się oddala. Przedśmiertne męki były dotkliwe. słonecznego nieba. Może nigdy nie znajdzie tych dwojga. by zobaczyć ostateczną zagładę twierdzy Dargaard.ścią. niczym nasionko dmuchawca. zagubiony. Zawaliła się kolejna krokiew. wyrzucając w powietrze kłęby kurzu i odłamków. mieszając się z krwiąjego najdroższej żony. bo w tej samej chwili potężna budowla runęła z hukiem. na pamiątkę cierpień. wznosząc się ponad ruiny w czysty. . Ona nie będzie na niego czekać. że nie znalazł się pod nim. jakie jej dusza znosiła dla niego. ' Dzięki temu poszukiwaniu odkupi swoje winy. lecz wkrótce miały minąć. Olbrzymi kamienny blok spadł na różany ogród. Tasslehoff zobaczył. Krew popłynęła obficie. zimna niczym marmur twarz stężała z gniewu. Tasslehoff jednak. poleciał z wiatrem zniszczenia i śmierci. Zerwał napierśnik i odrzucił go daleko od siebie. niosąc w objęciach ich synka. ale poświęci wieczność na ich poszukiwanie. On ruszy za nimi w pojedynkę. Spadła na Sotha. Zerkając zza poły czarnej szaty. osamotniony i niepewny. Dawno temu udała się we własną podróż.

Zarówno oblegający. jak i oblężeni uciekli przed budzącymi grozę umarłymi. aż przerażeni obrońcy sami otworzą wrota. by toczyć walkę w mieście. i to na próżno. Uciekinierzy przed armią zmarłych wkrótce wstąpili w jej szeregi. Armia pod dowództwem Galdara wbiegła przez bramę. Niedawno wzniesione i umocnione szańce. Miasto uległo armii dusz w ciągu jednego dnia. obrońcy Sanction wybuchli śmiechem.9 Atak na Sanction Oblężenie Sanction trwało już od miesięcy. Kiedy w polu widzenia zjawiła się armia Miny. Ukryci w upiornej mgle rycerze Miny mordowali żywych bez litości. Jej wojskom wystarczyło poczekać. które zatrzymywały żywych. stały się teraz pomnikami daremnych starań. Gęsta. Czarni Rycerze rzucili do walki wszystkie dostępne siły. Niezliczone rzesze walczących poległy po obu stronach murów miasta. bo oblężenia nie można było przerwać. Nic nie mogło powstrzymać pochodu umarłych. bo cóż mogła zmienić tak żałosna garstka ludzi? Nie śmiali się długo. szara mgła nieszczęsnych dusz spłynęła z górskich stoków. gorącej lawy z Władców Zagłady. Saperzy Miny nie musieli wyważać bram miasta ani rozbijać murów. nie stanowiły przeszkody dla dusz. 259 . wypełniła doliny niczym przybierająca fala powodzi i przelała się przez umocnienia. Fosy leniwie płynącej. raz po raz bezskutecznie atakowane przez wojska Czarnych Rycerzy.

na szczycie wzgórza nad miastem. która wypełnia dolinę? — spytał Silvanoshei z wysokości siodła. dzięki któremu w dowolnym miejscu pola walki żołnierze zbierali się wokół niej. by ją dogonić. To armia dusz umarłych — odpowiedział ponuro Gerard. upiorne światło. Miał ochotę wspomnieć o tym zadurzonemu w niej młodemu elfowi. na którym leżały ciała dwóch martwych magów. Mina rozsiewała blade. 75* Ten dziwny opar to wcale nie jest mgła. 260 . wraz z czterema innymi Czarnymi Rycerzami. 74* Co to za dziwna mgła. często zostawiając swych przybocznych daleko w tyle. gdzie była potrzebna. którzy byli równie przerażeni jak ich wrogowie. Gerard obserwował walki ze znienawidzonego bezpiecznego posterunku. Domyślał się. 76* Nawet zmarli ją uwielbiają — rzekł Silvanoshei. Ciekaw był. by walczyć dla niej. Odila została przy wozie. Wasza Królewska Mość. Jeździła wśród nich. pilnował wozu wiozącego bursztynowy sarkofag Goldmoon oraz dwóch martwych czarodziejów. Gerard nie brał udziału w bitwie. czy dusza Palina znajduje się na polu bitwy i walczy za Minę. Rycerz obejrzał się na wóz. spoglądając w dół ze zdumieniem. Sfrustrowany i pozbawiony możliwości przyjścia z jakąkolwiek pomocą swoim braciom rycerzom. jak bardzo mag ją „uwielbia". królem elfów. Poza elfem Gerard. Galopowała co sił na swym dereszu wszędzie. tak że musieli rozpaczliwie poganiać swoje wierzchowce. — Przyszli. w której nie wolno jej było brać udziału. Dwoiła się i troiła na polu bitwy. Mknęła. ze wszystkich sił starając się przeciwdziałać panice szerzącej się wśród oblegających.Na wzgórzach wokół Sanction Mina toczyła własną bitwę. nie zastanawiając się nad własnym bezpieczeństwem. Podobnie jak Gerard śledziła uważnie bitwę. Zgodnie z obietnicą Mina umieściła go wraz z więźniem. powstrzymując ich od ucieczki i zachęcając do powrotu na linię walki. ale zachował milczenie.

jakie usłyszał. Ich pierwsze słowa wprawiły go w osłupienie. zrozumiał. który budził przerażenie.Młodzieniec i tak by go nie posłuchał. który z każdą chwilą gęstniał coraz bardziej. Czterech rycerzy Miny. dobiegał zgiełk bitwy i krzyki konających. Rycerz mówił ze śmiertelną powagą. wy cholerni dranie. chłopcy — powiedział. Nie miałby szans w walce z tymi czterema. zdusić wściekłość i pomyśleć trzeźwo i rozsądnie. Obejrzał się za siebie. 194* Gerardzie! — zawołała Odila. Silvanoshei nie był uzbrojony. 197* To jest moja bitwa. — zaczął Gerard. by zabrzmiało to jak powiedziane od 261 . pogalopowało za Gerardem i otoczyło go. — To nie twoja sprawa. Gerard przypomniał sobie szyderstwa i kpiny.. Potem jego buntownicze słowa ucichły. gdy król'elfów wjechał do obozu. Ich pełne nienawiści spojrzenia spoczywały na kimś za jego plecami: na elfie.. lecz kiedy czerwona mgła rozproszyła się trochę. że zajrzała do jego serca. co się stanie ze spiczastouchym. Z oparu dusz. Nagle krwawa mgła zaćmiła rycerzowi oczy i Gerard postanowił zjechać na dół. sir Gerardzie — powiedział jeden z rycerzy. Gerard siedział na koniu w ponurej ciszy. Przez cały czas przeklinał Minę za to. Nie chcemy cię skrzywdzić. — Jedź dalej i nie oglądaj się za siebie. 196* Odjedź. — To nie twoja bitwa. jak odgadli jego zamysł. — Wszystko się wam pomieszało. Nie miał pojęcia. że wreszcie będzie miał okazję walczyć. 195* Nie zdołasz mnie zatrzymać! — odkrzyknął gniewnie. którzy mieli strzec elfa. ciesząc się. sir Gerardzie — powiedział Clorant głosem. by rzucić się w wir tej rozpaczliwej walki. Starała się go ostrzec. że kobieta nie próbowała go zatrzymać. chociaż od samego początku wiedział. mężczyzna imieniem Clorant. że nic nie zdziała i tylko zginie podczas próby. Z całych sił starając się. Rycerze nie patrzyli na niego. ale z dziką radością wydobył miecz. Gerard musiał stoczyć walkę z sobą samym.

— Poplamimy się trochę krwią. żeby wszystko wyglądało prawdziwie. podobnie jak wy. podjeżdżając do Gerarda. To jest prawdziwy powód. domyślił się rycerz. 96* Skoro rzeczywiście próbował zabić Minę. — Głośno zaś powiedział: — Mina rozkazała mi go strzec i mam obowiązek być jej posłuszny. kiedy byliśmy w Silvanesti. 92* Mina nie będzie miała do ciebie żalu — obiecał Clorant. Jedyny Bóg oddał nam ją. żebyś mnie w tym wyręczał. Przepędziliśmy go. Musimy ją chronić przed nią samą. Powiemy jej. niech ona sama się z nim rozprawi — stwierdził Gerard. Może słyszeliście o nim. wjechał konno między Cloranta i młodego elfa. ale w zamieszaniu elf został zabity. Złożyłem przysięgę posłuszeństwa. — Mówisz jak przeklęty Solamnijczyk. ale następnym razem temu bydlakowi może się udać. — Zamknij się i pozwól mnie tym się zająć. Masz wybór. — Bitwa toczy się tam. dla którego chcą zabić elfa. To zazdrosny kochanek. Za wami. 95* Zagraża Minie — rzekł Clorant. 97* Dała się omamić jego sztuczkom i podstępom. — Wszystko już sobie przemyśleliśmy. żebyś nie miał kłopotów. Clorant sam kocha się w Minie. — Nie potrzebuję. Sam potrafię walczyć za siebie — oznajmił Silvanoshei. On nikomu nie zagraża. Ten elf nie jest tego wart. 93* Przywleczemy tu kilka trupów — dodał drugi. 98* Daj mi miecz. chłopcy? 100* Honor! — Clorant splunął na ziemię. Posłał mu dumne i pełne pogardy spojrzenie. Każdy z nich jest w niej zakochany. 99* Ty młody idioto — mruknął kątem ust Gerard. — Próbował ją zabić. Istnieje coś takiego jak honor. Możesz odjechać i pozwolić nam rozprawić się z elfem. że zaatakował nas nieprzyjacielski patrol. Pokazał ręką. 94* Z przyjemnością pobrudzę krwią każdego z was — powiedział Gerard — ale nie dojdzie do tego.niechcenia. a w tym przypadku już się postaramy. Gerardzie. który czaił się w górach. albo możesz zo262 .

Gerard nie czekał. Żółtowłosy rycerz sam nie odniósł ran. że Silvanosheiowi udało się chwycić miecz powalonego wroga. wymachując dziko mieczami i zadając sobie nawzajem ciosy. Clorant i Gerard okrążali się nawzajem. które zostawimy na pobojowisku na potwierdzenie naszej opowieści. walcząc o wydobyty miecz. Gerard usłyszał. ale żaden z nich nie zyskiwał przewagi. Wierzchowce obu walczących parskały i rozgrzebywały ziemię kopytami. aby ten nie mógł go ocalić. Gerard sam miał problemy. jak Silvanoshei krzyczy coś w języku elfów. czekając na okazję. aż któryś z nich go zaatakuje. nie mając innej broni poza swoimi gołymi rękami. a potem rozległ się głuchy łomot i brzęk metalu. aż Clorant skończy przemowę. gdzie tylko mogli. — Ja się zajmę tym sukinsynem! — krzyknął Clorant. Gerard ku swojemu zdumieniu ujrzał. Tarzali się po ziemi. młody elf patrzył wilkiem na nieprzyjaciół. Walka z uzbrojonym przeciwnikiem na koniu jest nie tyle wymianą zręcznych ciosów przez dwóch szermierzy. Ryzykując spojrzenie. Obejrzawszy się po raz kolejny. że trafią przyjaciela. Towarzysze powalonego rycerza otoczyli walczących. Jego przeciwnik musiał tylko się bronić i odciągać uwagę Gerarda od elfa. Stając w postawie obronnej. rycerz zorientował się. Nie martw się — rzucił drwiąco. rzucił się na jednego z opancerzonych wojowników i zrzucił go z konia. Nie zaczekał nawet.stać jednym z trupów. Ich miecze zderzyły się przy słowie „honor". Jeden z Czarnych Rycerzy zaklął. tylko pogalopował w jego stronę. lecz nie chcieli ryzykować. Gerard trzasnął Cloranta pięścią w szczękę. co brutalnym waleniem na odlew. — Powiemy Minie. — Wy zabijcie elfa! Zostawiwszy przywódcy kwestię rozprawienia się z Gerardem. pozostali trzej rycerze pogalopowali w stronę elfa. ale znajdował się w trudniejszym położeniu. a mieczem rozciął mu kolczugę na ramieniu. że młody elf. by wyrzucić nieprzyjaciela z siodła. z których dwóch nadal siedziało w siodłach 263 . by dźgnąć elfa. że zginąłeś „z honorem".

a potem spojrzała wprost na Cloranta. Jeden z rycerzy uniósł miecz i ruszył galopem prosto na Silvanosheia. Potem Clorant znalazł się obok Gerarda. Miał tylko nadzieję. zamierzając ściąć mu głowę jednym zadanym z góry ciosem. — Co to ma znaczyć? Nie słyszałeś rozkazu Miny. Zamierzał wjechać galopem pomiędzy walczących i zasłonić sobą elfa od ataku napastnika. Po spłoszonych oczach Cloranta i jego minie winowajcy odgadł. — Przestańcie! — krzyknęła kobieta. zażartej. — Odłóżcie broń! Wszyscy! 264 . W słońcu błysnął miecz. Zdesperowany Gerard odwrócił się plecami do Cloranta. żeby temu elfowi okazywać taki sam szacunek jak jej samej? — Odila posłała każdemu z nich gniewne spojrzenie. kto się odezwał. Blada z wściekłości. że to nie ona. — W imieniu Jedynego Boga. by dopiąć swego. że Odila ma dość mocne nerwy. Odepchnęła miecz gołą ręką. Na hełm rycerza spadł cios. Głos jej drżał z wściekłości. ale nie miał innego wyjścia. Gerard wiedział. Clorant uderzył Gerarda od tyłu. Odsłonił się. Gerard opuścił miecz i obejrzał się. tak że spłoszone zwierzę dało susa naprzód. bo wpadłby na wierzgające na ziemi zwierzę. że rycerz wziął wołającą kobietę za Minę. morderczej walki. Słyszał. by sprawdzić.i miało broń. jak Clorant zrobił gwałtowny wdech. zaprzestańcie tego szaleństwa! Rycerz pędzący na elfa tak ostro ściągnął wodze swego wierzchowca. od którego zadzwoniło w uszach i zamąciło się w głowie. nie pomijając Gerarda. odziana w łopoczącą wokół kostek szatę kobieta weszła w sam środek krwawej. Powalony przeciwnik z trudem podnosił się na nogi. starając się opanować swojego wierzchowca. Obrzuciła ich wściekłym spojrzeniem płonących oczu. że jego koń stanął dęba i runął na ziemię wraz z jeźdźcem. Gerard musiał szybko zatrzymać swojego konia. Poznał ten głos. jeśli chciał uratować elfowi życie. Wbił pięty w boki swojego konia.

Gestem dał znak towarzyszom. żeby zrobili to samo. Wyznasz jej. nie mogąc złapać tchu. Posłał jedno ostrzegawcze spojrzenie elfowi. 198* W imię Jedynego Boga. 201* Powiesz o tym Minie? — dopytywał się Clorant i w jego głosie słychać było nutę strachu. żeby się nie odzywać. Elf żyje tylko dlatego. zawrócił konia i zjechał galopem ze wzgórza. i nieufnie przyglądał się swoim wrogom. ale Silvanoshei miał dość rozumu. Młodzieniec dyszał ciężko. Przyjaciele pojechali za nim. Gerard siedział cicho i starał się sprawiać wrażenie równie winnego i wystraszonego jak pozostali. niczym się nie różniącą od nich samych? Rycerze zawahali się. że zrobiłeś to z opacznie pojętej troski o Minę. zmierzając do Sanction. — Odila wskazała Sanction. Wasi prawdziwi wrogowie znajdują się tam. 3* Wracajcie do walki. Potem ostatni raz rzucił nienawistne spojrzenie na elfa. — Ty to zrobisz. odłóż broń — rozkazała raz jeszcze. Jedyny Bóg wie. mierząc go spoj265 . — Nic ci nie jest? — spytał Silvanosheia. 2* Głos Odili złagodniał. Gerard zsunął się z siodła. Wyraz zmrużonych oczu Odili stał się jeszcze bardziej nieprzyjazny. że taka jest wola Jedynego Boga. tym razem wskazując na Cloranta — bo inaczej mój gniew sprawi. przedstawicielkę Jedynego Boga.Podejmowała bardzo wielkie ryzyko. Czy ci mężczyźni widzieli w niej prawdziwą kapłankę. wymieniając niepewne spojrzenia. Odetchnąwszy z ulgą. Jedyny Bóg trzyma Minę w swojej dłoni. co jest najlepsze dla Miny i dla nas wszystkich. osobę równie świętą jak Mina? Czy może uważali ją jedynie za wyznawczynię. 200* Wiem. — Nie musisz jej chronić. 202* Ja nie powiem — rzekła Odila. Clorant opuścił miecz i po chwili wahania wsunął go do pochwy. co zrobiłeś i będziesz prosić o wybaczenie. że dłoń z mieczem uschnie ci i odpadnie od ramienia! 199* Powiesz o tym Minie? — spytał nadąsany Clorant.

powlekł się do Odili. — W chwili. że tak się stanie. zrozumiałam. . Potrafiłam to zrobić. czy mi wierzysz. — zaczął protestować Gerard. 178* Świetnie zagrałaś — powiedział półgłosem. Co byś wtedy zrobiła? 179* To dziwne — powiedziała Odila. Elf odsunął się od niego i przyjrzał mu się podejrzliwie. 176* To ma sens. Jej wzrok był nieobecny. Nadal czując sztywność i ból przy każdym ruchu. 181* Nie ma znaczenia. — Zrobiłem to dla Miny. Ciekaw tylko jestem. — Ty — Czarny Rycerz — ryzykowałeś swoim życiem. Dlaczego? Gerard raczej nie mógł mu powiedzieć prawdy. — Nic nie może zatrzymać Jedynego — powtórzyła. gdy rzuciłam groźbę. Rozkazała mi cię pilnować. ale poza tym nie zauważył niczego poważnego. pamiętasz? Twarz Silvanosheia wygładziła się. który nosiła na szyi. — Nic. poszła z powrotem do wozu. Walczyłeś z własnymi towarzyszami. 177* Podziękuj Minie — mruknął oschle Gerard. czy nie — powiedziała smutno kobieta. że ręka mu uschnie. — To było niezłe przedstawienie. Dostrzegł kilka plam krwi na jego ubraniu. Dziękuję ci. że mam moc. aby ją zrealizować. Ścisnąwszy w dłoni medalion. co by się stało. — Nic nie może zatrzymać Jedynego Boga. 180* Odilo. głos cichy i zamyślony. gdyby Clorant uznał. że blefujesz? Przez chwilę już myślałem. żeby ocalić moje. Mogłabym sprawić.rżeniem. — Nie zrobiłem tego dla ciebie — rzekł oschle...

by rozumieć. powietrze wypełnione ohydnym brzęczeniem much. Gerard przyglądał się miastu i widział jedynie duchy: duchy przeszłości. Jadąc obok trupów tych. którzy do wtóru śmiechu i żartów układali zwłoki na taczkach i zrzucali je do masowych grobów. Przyjrzał się samemu sobie z przeszłości i zobaczył nieopierzonego młodzieńca. 267 . Gdzieś. który nie miał dość rozumu. przekroczyła Zachodnią Bramę Sanction i maszerowała zwycięsko wzdłuż słynnej ulicy Szkutniczej. którzy bronili Sanction. by wydziobywać nieboszczykom oczy. Gerard zobaczył prawdziwą chwałę wojny: ścierwojady zlatujące się. co słyszał o Sanction. czym naprawdę jest chwała — niczym więcej niż poplamionym krwią i zardzewiałym starym mieczem. duchy wojny. przypomniał sobie — jakby przydarzyło się to komuś obcemu. On wiedział. powiedział. Przypomniał sobie to. gdzie toczą się prawdziwe walki. Caramon Majere walczył w wielu wojnach. A jeśli tak nie powiedział. która nie napotkawszy oporu.10 Miasto duchów Jadąc na tyłach zwycięskiej armii. to i pomyślał. nie jemu — rozmowę z Caramonem Majere o jego nadziei na to. duchy dobrobytu. który wisi na ścianie wspomnień starego człowieka. duchy teraźniejszości. Co Caramon musiał sobie o mnie pomyśleć? Gerard zaczerwienił się na wspomnienie swoich niemądrych wypowiedzi. kiedy wiedzie mu się dobrze. że zostanie wysłany do tego miasta. oddziały grabarzy.

w których mieli być pochowani polegli. Po zakończeniu ceremonii dla umarłych Mina dosiadła konia i wjechała do miasta. Gerard był wdzięczny za jedno: zabitych pochowano. Mina poleciła duchy Jedynemu Bogu i poleciła im wszystkim służyć mu dobrze. Odila powiedziała tylko prawdę. chwycą za broń i na rozkaz Miny staną w szeregach jej wojska. Niczego nie mogli zrobić. których nigdy nie 268 . że miasto zostanie zniszczone i nikt nie będzie nim rządził. nazwiskiem Hogan Bight. tam szkolił swoje wojska. Posługując się potężnymi czarami. niemal jakby się spodziewał. Początkowo wydawało się. W świątyni Luerkhisis przyszli na świat smokowcy. Na szczęście tak się nie stało. wrzucał do jamy w ziemi i posypywał wapnem. że okrwawione trupy wstaną. Kobieta miała spuszczoną głowę i złożone ręce. bo strumienie lawy wypływające z Władców Zagłady groziły zalaniem miasta. rozbierał ją do naga. To wszystko. które było w większości wymarłe. i pomodliła się za nich. i ocalił miasto przed gniewem gór. przyniosły Sanction pomyślność. które spustoszyły wiele obszarów Ansalonu. ograbiał tę majestatyczną panią z jej godności. aby powstrzymać Jedynego. Podczas Wojny Lancy Sanction było zbrojnym obozem poświęconym Królowej Ciemności. Rycerz był zły na nią i zły na siebie za to. Nie chciał spojrzeć prawdzie w oczy. Gerard spojrzał na Odilę. który ośmielał się napadać Śmierć. siedzibą sztabu jej armii. że czuł złość. wszechpotężny. Nie chciał przyznać się do klęski. wszystkowiedzący. Ten Jedyny Bóg był wszystkowidzący. żeby powstrzymać smród. Lord Ariakas miał w Sanction swoją kwaterę główną. Wojna Chaosu i odejście bogów. ale sama bez jednego draśnięcia — uklękła przy pierwszym z pospiesznie wykopanych rowów. Gerard przyglądał się temu ze zgrozą. tam trzymał swoich niewolników i torturował swoich więźniów. Wtedy przybył pewien człowiek.Wojna była złodziejem. która stała w pobliżu. Pod koniec bitwy Mina — w zbroi zalanej krwią.

Ci ludzie wylegli na ulice. by przyglądać się wkraczającej armii. zajęciu Silvanesti i objęciu władzy w Solamnii można było szczerze powiedzieć. Mieszkańcy Sanction. usłyszeli o nadciągającej armii Czarnych Rycerzy i w obawie. Zostali tylko nieliczni: ubodzy. okute żelazem skrzynie. Ludzie interesów wlepiali chciwe oczy w dwie olbrzymie. którzy nie mogli wyjechać. które przywieziono pod ścisłą strażą z Palanthas. Gminna wieść niosła. że te części Ansalonu. Mina zatoczyła pełny krąg i wróciła do Sanction. których Mina jeszcze nie kontroluje. gromadzonego tak zachłannie przez nieżyjącego już lorda Targonne'a. którzy znieśli oblężenie bez większych trudności. ich domy zostaną splądrowane. Ich twarze wyrażały szereg uczuć. którzy walczyli dla Miny. Znajdowała się w nich duża część bogactwa Czarnych Rycerzy. Ubodzy wiedli już tak nędzne życie. „Wzmocnienie religijnego zapału mieszkami stalowych mo269 . kenderzy (taka już była ich natura) oraz przedsiębiorczy ludzie. od tępej apatii po entuzjastyczne wyczekiwanie. którzy chcieli poprawić swój los. których nie było stać na wyjazd. którzy nie poczuwali się do wierności żadnemu rządowi ani sprawie poza własną. by je kontrolować. Zapragnęli mieć je znów pod swoją kontrolą i teraz je mieli. gdzie zaczęła się jej legenda. miasto niemal w ciągu jednego dnia zaczęło świetnie prosperować. którzy od dawna rządzili Sanction. chorzy. Czarni Rycerze widzieli jego bogactwo i potrzebowali dostępu do jego portów. córki zgwałcone. że nie mieli czego się obawiać. i kiedy do przystani i doków Sanction zaczęły płynąć towary. Po zniszczeniu przez nich Qualinesti. Zaproszono kupców i innych. wsiedli na łodzie lub konne wozy i wypłynęli na morze albo uciekli w góry. a synowie zabici przez okrutną armię zdobywców.wyjaśnił. nie są warte tego. których nie obchodził żaden bóg. że majątek ten ma być rozdzielony wśród tych. że zostaną wzięci do niewoli. zawrócił strugi lawy i wygnał złych ludzi. kalecy. drewniane. starzy.

ponieważ Galdar wrócił z wiadomością. kiedy ostatnio go widział. by zajęły magazyny. by rabować porzucone kramy. wiecznie piękna. Rozesłała straże pod dowództwem zaufanych oficerów. Kolejną grupę strażników. Dziewczyna spojrzała na wóz wiozący ciało Goldmoon w bursztynowym sarkofagu. Mino — rzekł Galdar. lecz teraz znanym jako Świątynia Serca. Utrwalona w bursztynie kobieta wydawała się wiecznie młoda. Zwłoki Goldmoon nie wyschły ani się nie rozłożyły. żeby przygotowali go na twoje przybycie? 10* Pałac będzie siedzibą sztabu wojsk — odparła Mina — a nie moim mieszkaniem. Strażnicy mieli rozkaz aresztować go i przyprowadzić żywego. Wóz zajmował uprzywilejowane miejsce w procesji i jechał tuż za Miną w otoczeniu gwardii honorowej jej rycerzy. że miejsce to zwane jest Sukiem i że dawniej zwykle panował na nim taki ścisk. — Zamieszkam w miejscu niegdyś nazywanym Świątynią Huerzyd. który kiedyś już był w Sanction. w którym mieszkał gubernator miasta. — Czy mam rozkazać żołnierzom. Teraz było inaczej. wysłała do imponującego pałacu. jeśli nie będzie do tego skłonny. lub zabić. Byłby idealnym miejscem zamieszkania dla ciebie. pod dowództwem minotaura Galdara. że nigdzie go nie znaleziono i nikt nie potrafił powiedzieć. oznajmił. jeśli będzie współpracował. Armia weszła ulicą Szkutniczą na duży rynek. Na tym centralnie położonym placu Mina zatrzymała wojsko i zabrała się za obejmowanie władzy w mieście. Zatrzymaj270 . Jednak Hogan Bight nie przestał być tajemnicą. tawerny. Jedynymi ludźmi w okolicy było kilku przedsiębiorczych bandziorów. Gwarantujące podbicie serc i dusz jej żołnierzy. 9* Pałac jest pusty. Jeden z towarzyszy Gerarda. tajemniczy Hogan Bight. Czarny Rycerz. którzy korzystali z zamętu.net — mądre posunięcie" — pomyślał Gerard. Jedyny Bóg nie mieszka we wspaniałych pałacach i ja też nie będę. sklepy z materiałami dla czarodziejów i kantory lichwiarzy. iż ledwo można było zaczerpnąć tchu. nie mówiąc już o spacerze.

słowo lub uśmiech. co robić dalej. Gerard popędził swego konia. ale nie spieszyło mu się. traktujcie z szacunkiem i powiedzcie im. zimnej twarzy kobiety uwięzionej w bursztynie. — Hej. Nie sprzeciwił się jednak Minie.. mamo — powiedziała cicho Mina do nieruchomej. Musiał się dowiedzieć. Rycerz gwałtownie wyrwał się z zadumy. Zamierzał ją stąd wydostać. że z przyjemnością się z nimi spotkam. którzy zostali w świątyni. że przed takimi rojami uciekały smoki. Elf u jego boku gdzieś zniknął.. że ma czas na to. nie chcąc utknąć w natłoku ludzi i koni.cie wszystkich Mistyków. Gerard został z tyłu.. co ma zrobić z elfem. Gerard nie obawiał się — ani nie miał nadziei — że Silvanoshei spróbuje uciekać.. Młody elf starał się przecisnąć konno przez zbrojny pierścień rycerzy. Musiał istnieć. bez względu na medalion. ale gdyby tych pszczół były setki. Będziesz się czuła jak w domu. tysiące. Wóz i towarzysząca mu gwardia honorowa opuścili bazar i pojechali w stronę świątyni położonej w północnej części miasta. nawet jeśli wyrządzi mu mniej szkody niż użądlenie pszczoły. Wiedział. Niespodziewanie poczuł gwałtowną potrzebę zrobienia czegoś — czegokolwiek — żeby sprzeciwić się temu Jedynemu Bogu. którzy otaczali Minę. Mina kontynuowała wydawanie rozkazów z grzbietu swego rozdrażnionego rumaka. gorliwie pragnąc jej służyć i łudząc się nadzieją na jej spojrzenie. Słyszał. Rycerze wokół Miny dostrzegli elfa i celowo zagradzali 271 . Odwieziecie ciało Goldmoon do świątyni i wniesiecie sarkofag do środka. Jedna pszczoła niewiele może zdziałać. Galdar nie wydawał się szczególnie zadowolony z wyznaczonego mu zadania. Dla ich własnego bezpieczeństwa umieśćcie ich gdzieś w dobrze pilnowanym miejscu. by się zastanowić. Przeklinając pod nosem ich oboje. Był zadowolony. gdzie go szukać. choćby nawet miał ją uderzyć w głowę i wywlec siłą. Nie podobało mu się to. — Więzień ci uciekł. Rycerze otaczali ją ciasno. co się działo z Odilą. Jej mowa o uschniętych rękach przeraziła go. Gerardzie! — zawołał ktoś. aby postawić go przed ołtarzem.

Gerard czuł na karku jego spojrzenie. by przeszkadzać Minie. Silvanoshei zawahał się. a potem ruszył naprzód. którego koszula była rozcięta i zakrwawiona. że Mina tego nie zauważy. by przepuścić Gerarda i Silvanosheia. ale uważnie przyjrzała się Silvanosheiowi. Pozostali. Czy któremuś z was stała się poważna krzywda? 272 . abyś trzymał go bezpiecznie z daleka od walki. Zdjął hełm i oddał honory Minie. którego koń został potrącony przez wierzchowca Silvanosheia. zróbcie im przejście. odwrócił się. Wasza Królewska Mość — wyjaśnił elfowi półgłosem. — Sir Gerardzie — przemówiła z powagą Mina — powierzyłam ci Jego Królewską Mość. starając się go zrzucić z konia. zawzięcie nadal dążył do swego celu. Rozcięte wargi wykrzywiał grymas. — Chodź do mnie. — Może później. Silvanoshei zacisnął zęby i uparcie. Młodemu elfowi udało się utrzymać w siodle. Rozzłoszczone zwierzę ugryzło elfiego rumaka. Odprowadzał ich ponury. Przyprowadź z sobą Jego Wysokość. który obnażył zęby. Jadąc po rozkazy. usta zakrwawione. nieprzyjazny wzrok Czarnego Rycerza. Może nie zwróciła uwagi na niego. Na polecenie Miny Clorant musiał cofnąć konia. Z powodu walki z Clorantem miał posiniaczoną twarz i włosy zlepione zaschniętą krwią. Twarz miał posiniaczoną i spuchniętą. On również popchnął przeciwnika. wykręcając łeb swojemu koniowi. po drodze trącając ramię Cloranta. — Chwycił za wodze konia Silvanosheia. Clorant szarpnął mocno za wodze. Mimo to widzę was obu posiniaczonych i zakrwawionych. Większość rycerzy po bitwie wyglądała jednak tak samo albo i gorzej.mu drogę. 16* Sir Gerardzie — zawołała Mina. Gerard miał nadzieję. Gerard wjechał koniem w ścisk i dogonił elfa. Jeden z rycerzy. W zamieszaniu Clorant pchnął Silvanosheia. 15* To nie jest dobra pora. by spojrzeć na elfa. Tym rycerzem był Clorant. a podróżna peleryna pobrudzona błotem.

Nie chciał zwracać się do niej po imieniu. pani? — spytał Gerard w nadziei.— Nie. Pogroziliśmy im mieczami i wzięli nogi za pas. jakimi są tchórzami. a potem znów skupiła uwagę na Gerardzie. darzę ich wielkim szacunkiem. starali się go uwolnić. — Wiesz. Co się stało? — nalegała Mina. jej imię. 182* Znasz Rycerzy Solamnijskich. że nie jest ranny. — Nie chciałem być uwolniony — dodał Silvanoshei. pani — oznajmił spokojnie Gerard. Niewątpliwie była to prawda. że zmieni temat. Teraz już wszyscy rycerze Miny wiedzieli o bójce. co sądzisz. elf umilkł. 40* Nie wiadomo skąd nadjechał patrol Solamnijczyków. Najdłużej jej wzrok spoczywał na Clorancie. pani — odparł Gerard. z początku słodkie. zostawiało gorzki posmak na jego języku. Mina posłała młodemu elfowi chłodne spojrzenie. ale w końcu zaczął się 273 . Spojrzał prosto w jej bursztynowe oczy. 42* Kiedy spostrzegli. sir Gerardzie. Może nawet byli wtajemniczeni w spisek. Nikt w tłumie oczekujących rycerzy nie odezwał się. Jak lekarstwo przyrządzone z ałunu i miodu. Spojrzenie bursztynowych oczu Miny przesunęło się po szeregu rycerzy i bezbłędnie wychwyciło tych czterech. którzy brali udział w potyczce. 39* Jakie są twe rozkazy. Po zapewnieniu jej. 27* To może zaczekać. pani. 41* Jego Królewska Mość też wałczył? — spytała Mina z półuśmiechem. który próbował mu się opierać. — Nie widziałam ciał. Odpędziliśmy ich. jak to robili pozostali rycerze. że jest elfem. że chcieli zdobyć nasz wóz z zapasami. — Wydaje mi się. Gerard zacisnął wargi. Tu i tam zatupał koń pod nerwowym jeźdźcem. 183* Rzeczywiście znam Rycerzy Solamnijskich — odparła Mina — i wbrew temu. Silvanoshei również milczał. pani — odparł gładko. Niczego nie powiedział o potyczce z Clorantem i innymi rycerzami.

pani — odparł Gerard. — Zasługuję przynajmniej to. że zostanie zamknięty w jednej z tych cel. Wreszcie Mina znów zwróciła swe bursztynowe oczy na Silvanosheia. Gerard musiał uważać. kolejnego owada uwięzionego w ciepłej żywicy. — Muszę wiedzieć jedno. 71* Mino — błagał Silvanoshei. W białej twarzy młodzieńca żywe były tylko gorejące oczy. gdy armia wkraczała do miasta. gdzie znaleźć główny posterunek Straży Miejskiej? 66* Nie. Nie wątpię jednak. — Moją miłością i moim życiem jest Jedyny Bóg. Okazało się. że uda mi się go zlokalizować.wić i wciskać głowę w ramiona. Zaprowadzisz tam Jego Królewską Mość i upewnisz się. że posterunek Straży Miejskiej znajduje się kilka kwartałów na południe od Zachodniej Bramy. Nawet wargi mu pobladły. Słowa Miny podziałały na młodego elfa jak dźgnięcie sztyletem w brzuch. Krew odpłynęła mu z twarzy. Wyjął wodze z dłoni elfa i zaczął prowadzić jego konia. a następnym razem możesz nie mieć tak dzielnego obrońcy. — Nigdy nie byłem w Sanction. To dla twojego bezpieczeństwa. by poznać prawdę. opustoszałe. pani — rzekł rycerz. cichym głosem. — Otrzymałeś rozkazy. Widok był zbyt bolesny. a potem odwrócił oczy. Gerard spojrzał na Silvanosheia. lecz teraz szybko zapełniające się żołnierzami w służbie Jedynego Boga. 70* Tak. Masz zadbać o jego wygodę. 67* Znajdziesz tam solidne cele więzienne. 65* Sir Gerardzie — powiedziała — wiesz. — Mina odwróciła głowę. — Ktoś mógłby znów próbować cię „uwolnić". Czy kiedykolwiek mnie kochałaś? Czy tylko mnie wykorzystałaś? 69* Sir Gerardzie. Elf i rycerz jechali w milczeniu przez ulice. aby nikogo 274 . Wasza Królewska Mość — dodała Mina. Gerard odprowadził elfa. Mina obejrzała się przez ramię. 68* Mino — błagał ją zrozpaczonym.

Słysząc zgrzyt klucz obracanego w zamku. Mina mianowała dowódcą strażnicy jednego ze swoich rycerzy. Gerard zatrzasnął drzwi celi i zamknął je na klucz. „Ma rację" — przyznał Gerard. albo zginęła. Zatroskany rycerz obejrzał się na Silvanosheia i zobaczył. Machnął ręką w stronę rzędu cel. O ile w Sanction istnieje jakieś bezpieczne miejsce dla Silvanosheia. 275 . którymi tak mocno ściskał łęk siodła. Straż miejska albo uciekła z wieży. Silvanoshei wzruszył ramionami i usiadł na kamiennym bloku. Gerard odprowadził więźnia do celi w najciemniejszym kącie więzienia. Poprzednio Gerard łudził się cichą nadzieją że w zamieszaniu uda mu się uciec wraz z elfem. „Nikomu z nas do romansowania nie wtrącał się bóg". — Każdy z nas to przeżył. Mężczyzna zerknął obojętnie na Silvanosheia i niecierpliwie słuchał Gerarda.nie stratować. by młodzieńca umieścić pod specjalną strażą. — Kobiety — mruknął Gerard. że młodzieniec ma zawziętą minę i zaciśnięte zęby. Minęli Zachodnią Bramę. Na ulicy aż się roiło od żołnierzy Miny. a na polach za miastem było ich jeszcze więcej. Mina ma rację. Niejeden mamrotał pod nosem groźby. pełniącym funkcję pryczy. Po krótkich poszukiwaniach znalazły się do nich klucze. nieprzyjazne spojrzenie. — Przykro mi z tego powodu. mając nadzieję. więc posuwali się naprzód powoli. ale teraz od razu zrezygnował z tego pomysłu. który nalegał. stwierdził Gerard. Wasza Królewska Mość — powiedział. Silvanoshei uniósł głowę. że kostki palców miał kredowobiałe. Więzienie jest pewnie najbezpieczniejszym miejscem dla tego młodzieńca. Każdy mijany człowiek posyłał Silvansheiowi ponure. że tam nie będzie się rzucał w oczy. Silvanoshei uśmiechnął się gorzko i potrząsnął głową. a wzrok wbity w dłonie. — Powinienem ci podziękować za ocalenie mi życia.

— Jedyny Bóg obiecał mi. władcą. 78* Dziękuję ci. słyszałeś ją. 77* Wasza Królewska Mość — powiedział cicho. dlaczego Mina zwabiła cię tutaj. — Chcesz powiedzieć: Wróć do matki. odciągając od twojego królestwa? Bo wie. Musisz myśleć o swoich poddanych. — Mogę ci pomóc w ucieczce. do licha.— Pewnie teraz żałujesz. — Jesteś jednak ich królem. czy nie. panie. którego ona się obawia! 11* Wróć i bądź ich królem. nie wierzę. Ja nie mogę uciec. Silvanesti siedzą bezczynnie i czekają na twój powrót. Wróć do wstydu i hańby. — Silvanoshei wykrzywił wargi. Nie masz u niej szans! Ona cię nie kocha. 203* Nadal w to wierzysz? 81* Nie — powiedział po chwili Silvanoshei. uśmiechając się blado. 276 . — Rany od ich mieczy sprawiłyby mniej bólu — przyznał Silvanoshei. — Nie. Wydawało się. Wolę już siedzieć w więziennej celi do końca życia — a my. Silvanoshei potrząsnął głową. Wrócę po ciebie. że z trudem mu to przeszło przez usta. pozwoliłbym ci zgnić w tym więzieniu — rzekł ponuro Gerard. płaczu i wymówek. Byli w więzieniu sami. że twój lud nie usłucha niczyich rozkazów z wyjątkiem twoich. Ale wkrótce. 79* Wasza Królewska Mość — głos Gerarda nabrał stanowczości — widziałeś Minę. Mój również. 80* Nie tylko jej bóg. że ja i Mina będziemy razem. gdyby tylko chodziło o ciebie. Niepotrzebnie jednak naraziłbyś się na niebezpieczeństwo. Jej uwagę za bardzo przyciąga ten jej bóg. żyjemy bardzo długo — niż tego słuchać. czy ci się to podoba. elfy. Nie teraz — najpierw mam coś innego do zrobienia. Gerard rzucił okiem dokoła. Wróć i bądź ich królem. że nie pozwoliłem im cię zabić — rzekł współczująco rycerz. 12* Posłuchaj. 102* Wasza Królewska Mość — rzekł zdesperowany Gerard — wiesz. 101* Bądź zatem gotowy. — Elf powiedział to z niesamowitym spokojem.

Jeśli naprawdę chcesz mi pomóc.— Jestem królem — rzekł Silvanoshei. Dlatego kazała ci mnie pilnować. wzruszył ramionami i nie odpowiedział. powiedz. Zaśpiewaj tę piosenkę. 204* Wasza Królewska Mość... 208* Jak znajdę tego Samara? 209* Nauczę cię piosenki — wyjaśnił elf.. 184* Nie musisz się przyznawać — rzekł Silvanoshei. Moja matka wysłała go. Rycerz wziął pierścień — obrączkę wysadzaną szafirami. Nazywa się Samar. Wasza Królewska Mość — odparł Gerard. 205* Weź go. Sam cię znajdzie.. 186* Więc weź to.. skąd ty — człowiek — ją znasz. — Samar jest honorowym elfem. — Silvanoshei podał mu przez pręty błyszczący niebieski pierścień. — Gdzieś w okolicy —jestem pewien. 210* I poderżnie mi gardło. że zabrałeś go mojemu trupowi. że pasowałaby na rączkę dziecka. — Tym sposobem mnie uwolnisz. — I tak zrobię.. — Mina zajrzała do twojego serca. po drodze ściągając z palca pierścień. Silvanoshei podsunął mu pierścień. kiedy będziesz jechał. — Jesteś Rycerzem Solamnijskim. Wstał i podszedł do Gerarda. 211* Najpierw będzie chciał cię przesłuchać — powiedział Silvanoshei. skąd go wziąłeś. Samar ją usłyszy i bardzo się zaciekawi. 207* Ponieważ będzie chciał ci uwierzyć — powiedział Silvanoshei. Daj mu ten pierścień. tak małą. żeby sprowadził mnie do domu. Jeśli powiesz 277 . gdy musiała mnie ostrzec przed niebezpieczeństwem. — Starej piosenki elfich dzieci. tak jak powiedziała Mina. 185* Oczywiście. prawda? Po co tu przyjechałeś? Żeby ją szpiegować? Gerard spojrzał na niego ze złością. Moja matka używała jej jako sygnału. Kiedy spyta. że całkiem niedaleko — znajdziesz elfiego wojownika. 206* Dlaczego miałbym kłamać? I dlaczego on miałby mi uwierzyć? — spytał z wahaniem Gerard. On go pozna. że nie żyję. Powiedz mu. Noszę go od dziecka.

— Jeśli to dla ciebie jakaś pociecha. że ty także jesteś człowiekiem honoru. „Jeden jest zupełnie sam i na wieki już zostanie tak". chociaż głęboko mu współczuł. nie okłamiesz go. będzie wiedział. abyś zmienił zdanie. Powiesz mu prawdę. Silvanoshei potrząsnął głową. która miała za zadanie uczyć dziecko liczenia. panie rycerzu. Wiedział. że ostatniego wersu nigdy nie zapomni. . Słowa były proste. „Pięć jest palców u dłoni. — Chciałbym. że umarłem — powtórzył cicho. — Jak brzmi ta piosenka? Silvanoshei nauczył rycerza pioseneczki. — Powiedz Samarowi. a melodia melancholijna.mu prawdę. Polubił tego młodzieńca. — Dobrze — westchnął Gerard. Wasza Królewska Mość — powiedział Gerard. Była to piosenka. Cztery nogi mają konie". Silvanoshei podszedł do kamiennego łoża i położył się na nim. odwróciwszy twarz.

od niechcenia przespacerował się nawet za więzienie. Ma sens. Tę wzniesioną u stóp góry Grishnor świątynię kultu bogów Światła uważano za najstarszy budy279 . Wyjazd teraz jest logiczny. że to najlepsze rozwiązanie — doskonale wiedział. Powodem była oczywiście jego nadzieja na to. — Mogę wyjechać za bramę. Zgromadził kilka doskonałych argumentów przeciwko temu Jedynemu Bogu i zamierzał z nich skorzystać. Świątynia Serca była antyczną budowlą pochodzącą z czasów przed Kataklizmem. ale nie zauważył. że zapadła noc. — To moja okazja — mruknął rycerz. Najpierw jednak musiał porozmawiać z Odilą. a potem się zobaczy. Rozejrzał się po ulicy.11 Uwolnić usidlonego ptaka Po wyjściu z budynku więzienia Gerard stwierdził. znaleźć tego Samara. żeby ktokolwiek czaił się w bramie albo chował w mroku. Tak. Ale chociaż to sobie powiedział — chociaż powtarzał sobie raz po raz. Tak właśnie zrobię. zgubić się w tłumie żołnierzy rozbijających obóz. zdecydowanie tak właśnie postąpię. Pójdzie poszukać Samara. nawet jeśli nie zamierzał dotrzymać reszty przyrzeczeń. że uda mu się ją namówić. musi pójść — obiecał to Silvanosheiowi i zamierzał dotrzymać tej obietnicy. by z nim poszła. jakie złożył młodzieńcowi. że tego nie zrobi.

Były to sypialnie kapłanów. Wyrzucony na tutejszy brzeg król-kapłan podziękował Paladine'owi za to. nakrytym stromo wznoszącym się dachem. Pod dachem znajdowała się środkowa komnata z ołtarzem — największe i najważniejsze pomieszczenie świątyni. bo Mistycy z Cytadeli Światła wprowadzili się do świątyni. który strzela! w górę wśród drzew. gdy ludzie wyładowywali swoją złość na bogów. Przed świątynią zastał kilku ludzi. Gerard zostawił konia w stajni zajazdu w pobliżu Zachodniej Bramy i poszedł na północ do świątyni. gdy Sanction było zaledwie małą wioską rybacką. Ta budowla przetrwała nietknięta głównie z powodu pogłoski. Po Wojnie Chaosu mściwe widmo musiało odejść. Aby okazać swoją wdzięczność. Ze świątynią wiązały się rozliczne opowieści i legendy. 01280 . że nawiedzają duch króla-kapłana. na wzgórzu wznoszącym się nad miastem. Świątynia ucierpiała od zaniedbania. że szybciej będzie iść zatłoczonymi ulicami pieszo. że kamień węgielny pod jej budowę położył jeden z królów-kapłanów. Starszy mężczyzna bardzo mocno marszczył czoło. nie napotkawszy żadnych duchów. ale większość pozostałych wydawała się zaciekawiona. atakując i niszcząc świątynie. wśród nich taka. kwadratowym. Od frontu do świątyni prowadziły dwie pary podwójnych drzwi. Pozostałe pokoje otaczały salę z ołtarzem i pełniły funkcje pomocnicze. który nikomu nie pozwala skrzywdzić pamięci bogów. że przeżył. niepozornym budynkiem z białego marmuru. biblioteka i tak dalej. którego statek miał nieszczęście rozbić się na morzu. Dochodząc do wniosku. która głosiła. Po Kataklizmie mógł ją spotkać ten sam los co wiele innych świętych miejsc w tamtych czasach. która stała trochę na uboczu. Świątynia była rozświetlona na zewnątrz i wewnątrz.nek w mieście. ale to wszystko. Świątynia była niewielkim. prawdopodobnie wybudowany w czasach. którzy słuchali opowieści Miny o cudach Jedynego Boga. wybudował bogom świątynię.

czy sama Mina byłaby zadowolona. by sobie przypomnieć. Gerard nie mógł sobie życzyć lepszego momentu do rozmowy z Odilą niż teraz. Mężczyźni 281 . gdy jeden z mężczyzn zbyt wcześnie upuścił swój koniec trumny i przytrzasnął drugiemu palce. Rycerze pod komendą Galdara wnosili do sali z ołtarzem sarkofag Goldmoon. Kiedy nadeszła grupa rycerzy niosących bagaże Miny. które umieszczono w pierścieniach na ścianach. by zastać Odilę samą. Nie wychylał się z cienia. Zajrzawszy przez otwarte drzwi na lewo do jasno oświetlonej świecami sali. Głowę minotaura łatwo było dostrzec. że Galdar ostro kogoś karci i zobaczył. a nawet krzycząc i klnąc. a Mina wygłaszała kazanie. Gerard dostrzegł Odilę. czekając na szansę. Gerard przyłączył się do nich. Zatrzymawszy się w głębokim cieniu pod otulonym nocą drzewem. Mistyków. Odila ostro ich skarciła. a rycerze zachowują się z godnością i szacunkiem. rozmawiali i śmiali się ze świetnego żartu kosztem tych naiwnych filantropów. sapiąc przy tym niemiłosiernie i stękając. jak powoli i majestatycznie wnoszą do świątyni bursztynowy sarkofag. aby się upewnić. Gerard nie widział w tym niczego śmiesznego i bardzo poważnie wątpił. Rycerze wtaszczyli swój ciężar i położyli go na ławach. że sarkofag jest niesiony ostrożnie. która stała przy ołtarzu i kierowała umieszczaniem bursztynowego sarkofagu na kilku drewnianych ławach. Mina czujnie obserwowała procedurę. żeby spojrzeć. jakim było zajęcie ich świątyni przez Minę. Galdar warknął groźbę pod ich adresem. że Mina szybko odwraca głowę. gdyby ich usłyszała. by się rozejrzeć — i być może dostrzec Odilę — Gerard przyglądał się. Rycerze byli w dobrych humorach. że straciła wątek swojego kazania i musiała chwilę pomyśleć. gdy Galdar nadzorował wnoszenie sarkofagu. sylwetka jego rogów i pyska odcinała się od tła oświetlonego pochodniami. często spoglądając w stronę procesji. zmierzając do komnat Miny. : Rycerze weszli do świątyni innymi podwójnymi drzwiami.brzymie podwójne wrota otwarto na oścież. Była tak zatroskana. na czym skończyła. W pewnym momencie usłyszał.

że jest w domu.pchali i posuwali trumnę i wkrótce kryształowy sarkofag stanął na swoim miejscu. Wydawało mu się. Szedł najciszej. tak że Goldmoon wydawała się leżeć pośród niezliczonej ilości płomyczków. czy minotaury dobrze widzą w ciemności. że Galdar go dostrzegł. Wydała rozkazy. Usiadł i niecierpliwie czekał. rozpoznając Palina. Gerard zmełł w ustach przekleństwo. trzymając miecz. jakby czegoś szukał. pewnie umieszczonych tam przez Odilę. gdy zatrzymał się i powiódł wzrokiem po sali z ołtarzem. — Nie ma potrzeby — powiedziała Odila. Ich odbicia płonęły w bursztynie. Rycerz zamarł w bezruchu. bo patrzył w płomienie świec. Już chciał przeprosić. by zostawić ją samą. by kiedykolwiek widział ją spokojniejszą. Dotknięcie sflaczałej ręki maga przypominało dotknięcie ciepłego trupa. Rycerz znalazł miejsce na ławie w głębi sali z ołtarzem. jak mógł. — Mina przyjdzie pomodlić się przy ołtarzu. Gerard poczuł mdłości i czym prędzej przeniósł się na inną ławkę. i wpadł na kogoś. aż minotaur wyjdzie. — Wystawię straż wokół sarkofagu — oznajmił Galdar. Goldmoon była zadowolona. Na ołtarzu paliły się setki białych świec. Mag siedział nieruchomo na ławie i bez mrugania wpatrywał się w płomienie świec. Światło padało na jej bladą twarz. tak jak powiedziała Mina. Tego się nie spodziewał. Gerard nie pamiętał. Gerard odetchnął z ulgą. aż zwierzoczłek go zawoła. Minotaur stał już w drzwiach. krowie oczy były zwrócone wprost na niego. Gerard otarł czoło rękawem. bo jego wyłupiaste. rozpaczliwie starając się sobie przypomnieć. Nie widział najlepiej. Może. żeby nie uderzyć nim o ścianę. Choć wydawało się to niemożliwe. lecz zamiast tego wzdrygnął się. Świece wytwarzały zdumiewającą ilość ciepła. ale po chwili rozglądania się minotaur wyszedł. 282 . a potem na chwilę w ogóle przestał oddychać. Czekał w napięciu.

jednocześnie połykając sznurek. Na długim. Stała z twarzą częściowo odwróconą do niego i rycerz z niepokojem dostrzegł. że marnuje czas. cienkim sznurku przywiązanym do palika umieszcza się w odstępach jagody. Teraz szczerze go znienawidził. że jej piękna muskulatura zaczęła zanikać. Starał się zachować ciszę. który tępi radość i dla którego śmiech jest obrazą? On sam. 283 . a metal pobrzękiwał. że jest bardzo chuda i wynędzniała. 212* Odilo. Gerardzie? — spytała bez odwracania się. ale wyprawiona skóra skrzypiała. nie chciał mieć z takim bóstwem nic do czynienia. Gerard już przedtem nie lubił tego Jedynego Boga. 213* Czego chcesz. Pewnie nadal mogła władać mieczem. lecz wykonywała swoje obowiązki w milczeniu. ale do tego czasu sznurek splątał mu się już w trzewiach i ofiara nie może uciec. Nagle przypomniał mu się stary sposób kłusowników na łapanie ptaków. Jego nadzieja zgasła jednak niemal natychmiast. Cóż. Nie śmiała się już i nie mówiła wiele. zaprawionym w boju przeciwnikiem. ale nie wytrzymałaby dwóch rund ze zdrowym..Gerard wytarł pot. Cóż to za bóg. w każdym razie. i już wiedział. Wielotygodniowa jazda na wozie i brak innych zajęć niż wysłuchiwanie kazań Miny i karmienie magów sprawiły. Wystarczyło. aby rzuciła to wszystko i uciekła z nim. Odila była skąpana w blasku świec. że spojrzał na twarz Odili pochylonej nad świecami. Ostatnią była moc czynienia cudów. Kiedy dochodzi do końca linki. ostrożnie wysunął się z rzędu ławek i podszedł do ołtarza. Powoli. — zaczął. Była przywiązana do Jedynego Boga i tylko cud — przeciwny cud — mógł ją uwolnić. stara się odlecieć. który spływał mu teraz po twarzy i kapał z podbródka. Odila zjadła. Ptak zjada jagody jedną po drugiej. jagody przymocowane do morderczego sznurka. że przyszedł porozmawiać z Odilą. jedną po drugiej. i miał nadzieję. Cieszył się. może przyjaźń była tego rodzaju cudem.. że uda mu się ją przekonać.

żebyś mi się plątał pod nogami. Zdenerwowana i przejęta. — Po Wojnie Chaosu Goldmoon znalazła przewodnika we własnym sercu. 107* Nie chcesz. To są nasi przewodnicy albo powinny nimi być. ścisnął mocno za nadgarstek i zobaczył. żołnierze maszerują w tę i z powrotem. Miłość i troska. Dlaczego tak się krzywdzisz? 108* Ponieważ. Upłynie kilka godzin. Bogiem. — Proszę. 106* Więc uciekaj — powiedziała. Gerardzie — powiedziała Odila zmęczonym głosem. zanim zostanie zaprowadzony jakiś ład. kim kiedyś byłaś. Tak samo jak ja nie jesteś zadowolona ze zmiany. jakby od dawna powtarzała ten sam argument — Jedyny Bóg jest bogiem. — Wyjeżdżam z Sanction. Teraz jest idealna pora na ucieczkę. żebym się tu plątał. który przyszedł do tego świata. To nie potrwa długo. prawda i honor nie odeszły z bogami światła. oglądając się na drzwi. współczucie. Dziś w nocy. — I tak nie chcę. 104* Nie — odparła kobieta. — Nie mogę teraz wyjechać. by się o nas troszczyć i nas prowadzić. 105* Nie proszę cię. że skrzywiła się z bólu. Przyszedłem ci o tym powiedzieć i spróbować cię przekonać. bo przypominam ci o tym. Gerard chwycił ją za rękę. — Proszę. z dala od światła i upału. ale Odila nie chciała się ruszyć. żebyś ze mną poszła. co się dzieje. wzruszając ramionami. Chciała wstać. Jej spojrzenia były w połowie nerwowe. 284 . często rzucała okiem na drzwi. dziś w nocy! W mieście panuje zamęt. Odila usiadła na ławie w pobliżu bursztynowego sarkofagu. 109* Dokąd? Do przepaści? — spytał mężczyzna. Mam zbyt wiele do zrobienia przed przybyciem Miny. Gerard wolałby usiąść gdzieś bardziej w głębi. 103* Odilo.— Muszę z tobą porozmawiać — powiedział rycerz. Nikt nie wie. posłuchaj mnie — zaczął Gerard. w połowie pełne oczekiwania. tylko przez chwilę. żebyś pojechała na piknik! — rzucił zirytowany. Są w każdym z nas. żebyś uciekła stąd ze mną. jaka w tobie zaszła. Nie podoba ci się ten Jedyny Bóg.

Gerardzie. by wędrowała po świecie i rozgłaszała ten cud? Dlaczego Jedyny Bóg uznał za niezbędne zamknąć jej usta. która obejmie władzę nad światem. a pieniądze przydadzą mu się w drodze do posiadłości lorda Ulricha. — Odila spojrzała na nieruchomą. Ruszaj bezpiecznie w drogę w imię. Zajmując miejsce w kolejce.187* W chwili śmierci Goldmoon zwróciła się do Jedynego Boga. 82* Nie. Jestem całkiem sama w ciemnym lesie i boję się. to nie ulegało wątpliwości. — Więc nie pójdziesz ze mną? Odila potrząsnęła przecząco głową. Wyrzucił Odilę z pamięci. 188* Doprawdy? — spytał szorstko Gerard. ja też taka nie jestem. dlaczego nie utrzymał jej przy życiu. było centrum dowodzenia armii usytuowane na byłym bazarze. Po otrzymaniu zapłaty skierował kroki do Bramy Zachodniej i wolności. czy gdziekolwiek Rycerze Solamnijscy zbierali swoje siły. nagolenice 285 . Cieszę się.. Dziękuję ci za przyjaźń i troskę. Żegnaj. Odwrócił się i opuścił salę z ołtarzem. do którego udał się Gerard. spokojną twarz zatopioną w bursztynie. Zasłużył na nią. Odsunął się od niej. Jeśli rzeczywiście przyjęła Jedynego Boga. Tutaj dzielono zawartość opancerzonych skrzynek. Zdjął większość zbroi — karwasze. Nie jestem tak silna jak ty. Gerardzie. uśmiercając ją i zamykając w bursztynowym więzieniu? 189* Mina twierdzi. Wiem. Gerard wypuścił jej dłoń. że zostanie z niego uwolniona — broniła się Odila. że mam przewodnika. nie pójdę. Zamiast kramów i stoisk wznosiło się tam małe miasto namiotów. 83* Jedynego Boga? — dokończył ponuro rycerz. — Ciekawe. dziękuję. że tego nie zrozumiesz. i jeśli ten przewodnik nie jest doskonały. że bierze od Czarnych Rycerzy stal. Pierwszym miejscem. Gerard poczuł pewną satysfakcję. — Nie.. nie pozwalał sobie myśleć o niej. — W Noc Nowego Oka Jedyny Bóg wskrzesi Goldmoon.

że w ciągu tych kilku szalonych chwil stracił wszelką okazję. Jedno spojrze286 . bijącego od wypełnionej lawą fosy wokół miasta. 190* Z każdym dniem. majaczyły czarne sylwetki dwóch wież Zachodniej Bramy. jaką mógł mieć. Na tle czerwonego blasku. a jego wierzchowiec poznał woń minotaura. Oglądając się na mury Sanction i stojących na nich ludzi. Koń zarżał i stanął dęba. Słyszał. który tu spędzi.i kolczugę. Bramy zostały zatrzaśnięte. Powiew morskiej bryzy był miłą odmianą po zapachu siarki. będzie rosła w siłę i potęgę — mruknął do siebie niewesoło. Wartownicy życzyli mu szczęśliwej drogi i otworzyli bramę. Na jego zwierzęcą twarz padał czerwony blask lawy. albo oddalić się galopem i zostawić go za sobą w kłębach kurzu. ale musiał wziąć pod uwagę fakt. Jedno i drugie było niewygodne. że jest posłańcem wysłanym do Jelek z wieścią o ich zwycięstwie. Galdar chwycił konia za uzdę. Na jego drodze stanęła jakaś masywna postać. że będzie to ostateczne starcie i nie miał większych wątpliwości co do tego. — Jak mamy z nią walczyć? 191* Nie możecie. ale nadal nosił kirys i hełm. Gerard poznał głos. że Galdar rozrąbał kiedyś człowieka na pół jednym ciosem swego potężnego miecza. Wartownicy nie zamierzali ich otworzyć. dopóki nie przyjrzą się dobrze Gerardowi i nie wysłuchają jego historii — o tym. by go przepuścić. że prędzej czy później Galdar może się znudzić śledzeniem Gerarda i po prostu wbije mu nóż w plecy. wyjeżdżając galopem za bramę. Minotaur podszedł bliżej. żeby albo stratować minotaura. który nieustannie unosił się w powietrzu Sanction. Gerard po raz kolejny mimo woli poczuł głęboki podziw dla zdolności przywódczych Miny i jej umiejętności wymuszenia dyscypliny i ładu wśród żołnierzy. który zmieniał noc w Sanction w wieczny półmrok. a rycerz tak bardzo był zajęty utrzymaniem się na grzbiecie spłoszonego zwierzęcia. jak się ono zakończy. Przed nim rozciągał się port. a dalej czarna toń Nowego Morza. Gerard wydobył miecz. Nie wątpił.

jeśli 287 .. 84* Posłuchaj. — Bardzo chciałbym cię zabić. — Nasłuchałem się dość kazań i mam już powyżej uszu bycia pod obserwacją dzień i noc.. Siedział w siodle na środku drogi.. wypukłe mięśnie na kosmatej klatce piersiowej minotaura potwierdziło prawdziwość tej opowieści. myśląc. czy wierzy minotaurowi. Czy nigdy nie przyszło ci do głowy. 86* Domyśliłem się. coraz bardziej zdezorientowany.nie na gruzłowate muskuły na ramionach i gładkie. że o tym wiesz.Nie. Galdarze. ale mi tego zabroniono. 89* Mówiąc o jej rozkazach. Niesiesz wiadomość od tego nieszczęsnego króla elfów do jego ludu. Szczerze mówiąc. — Chodziło mi o Jedynego Boga. by przyszli mu z pomocą. Wiem. Solamnijczyku — rzekł Galdar zimnym tonem. W głębi duszy Gerard podejrzewał to od dawna. więc skończmy to tu i teraz. że nie jadę wykonać rozkazu Miny. Wykonujesz jej rozkazy. nie mam na myśli Miny — stwierdził minotaur.. Wiesz. a potem przerwał. by ustalić jego imię? 90* Jedynego Boga? — Cała ta rozmowa wprawiała Gerarda w coraz większe rozdrażnienie.obchodzi — dokończył rycerz i zamilkł. okropny sens. Galdarze.. 85* Chciałbym się z tobą bić. — . — Nie wolno mi zabić ciebie — rzekł kwaśno Galdar — ale mogę zabić w tobie ducha. — .. Znam twoje plany.. w ciemności. dlaczego Mina kazała tobie odprowadzić elfa do więzienia.. Cholerny. który zamierzał coś powiedzieć. Nie trzeba było go pytać. — Mogę spytać. Jak sądzisz. Oto głosuje za własną śmiercią. — Rycerz uprzedził minotaura. — Dlaczego mi o tym mówisz? — spytał. — Gerard opuścił miecz. — zaczął Gerard. nasłanym tu po to. obaj wiemy. w której błaga ich. gówno mnie to. 88* Posłuchaj. 91* Takhisis — rzekł Galdar. przerażający. że to wszystko ma sens. by szpiegować Minę. czemu? 87* Służysz jej. że jestem Rycerzem Solamnijskim.

Muszę jechać dalej". Jeśli wrócę. Gerard spojrzał w niebo. robisz w jej imieniu. co robić? I czy ma to jakiekolwiek znaczenie?". i kiedy będziesz tak jechał. żebyś sprowadził tu jego lud. Chciał już zawrócić konia. Zawrócił konia w drugą stronę. Sprowadź cały naród elfów. które chowasz w sercu. i nigdy nie zdołam się go pozbyć. — Jedź. Co mam zrobić? Co mogę zrobić? Istniała tylko jedna odpowiedź. by pomóc Odili. „Takhisis chce. której udzielił Odili. i co planował? „Muszę wrócić" — pomyślał zdjęty chłodem Gerard. Solamnijczyku. Gerard zatrzymał się na drodze. Jedź do snów o zwycięstwie i chwale. co robisz. „Może właśnie tego oczekuje po mnie Takhisis. — Minotaur wypuścił uzdę konia z dłoni. — Wyświadczyłby mi przysługę. żebyś został jego „posłańcem"? Ona chce. Minotaur ironicznie oddał honory Gerardowi. Wszystko. że są tylko prochem. Nie mogę zrobić niczego. ta. co z nich zostało. Tak jak ja. . Musiał iść za głosem swojego serca. „Ostrzec Odilę". odwrócił się i poszedł z powrotem w stronę murów Sanction. u dołu zaś zabarwione ogniście. żebym porozmawiał z tym elfem. może się postarać. żebym stracił okazję do rozmowy z Samarem. Czy rzeczywiście gdzieś tam siedziała Takhisis i przyglądała mu się? Wiedziała wszystko. Tak powiedział Galdar. Nocne niebo było u góry ciemne. o czym myślał. Twoje przeznaczenie kontroluje Takhisis. Sprowadź Rycerzy Solamnijskich — to. a potem się zatrzymał. jest zatrute. pospolity miecz. Ostrze. które zostawił w ranie. a potem stanął. Sprowadź ich wszystkich. wiedz. — Galdar miał rację — powiedział z goryczą. Może więc nie powinienem! Skąd mam wiedzieć. wbijając mi w brzuch najzwyklejszy w świecie. Buchające z Władców Zagłady kłęby dymu całkiem przesłoniły gwiazdy i księżyc. aby stali się świadkami chwały królowej Takhisis w Noc Nowego Oka.nie po to.

jak powinien. która dręczyła jego. nawet życie. ani nigdy. Miał nadzieję. które ostatnio uparcie go pobolewało. już przedtem czuł jego smagnięcia. że zarazi pewnego siebie i zarozumiałego Solamnij:zyka tą samą chorobą. że dotyka miecza z jakimś iiejasnym przeświadczeniem. rozczarowany Galdar stwierdził. Galdar jednak stwierdził. jakie czuł do Takhisis. że wolałby znów je stra:ić. a co gorsze. którą wróciła mu Mina. Teraz przyłapywał się na tym. Oczywiście nie zrobiłby tego. Mina byłaby na niego ?ła. że nie potrafi czerpać satysfakcji ze swego zwycięstwa. Większość nagromadzonej N nim wściekłości i żalu. sfrustrowana mina Rycerza Solamnijskiego. Nawet śmierć go z nich nie wyzwoli. Roztarł sobie prawe ramię. Nigdy nie zrobiłby niczego. Na co liczył? Że rycerz udowodni mu. czyniąc pierwszy cud w imię Jedynego Bol&. iż sam powinien sobie to ramię Ddrąbać. poczułaby się urażona i zasmucona. Kiedyś był z niego dumny — dumny z kończyny. 289 . że nie jest tak zadowolony z siebie. dokuczając do tego stopnia. iż nie miał racji? — Phi! — parsknął pogardliwie minotaur. która poświęciła jej wszystko.12 Nowe oko Wracając do Zachodniej Bramy. jak bogini traktowała jego. — Wpadł w te same sidła co reszta spośród nas. Spełnił swój zamiar — dowiodła tego gniewna. \ni teraz. by ją skrzywdzić. i już się z nich nie wyrwie. nie miała źródła w tym. lecz jak traktowała Vlinę. Potrafił mieść jej gniew.

żeby ponosić ofiary w imię czegokolwiek. Rasa minotaurów nigdy nie miała wielkiego mniemania o bogini. Galdar poszedł najpierw do komnat Miny. która w przeszłości popsuła jej szyki. wchodząc do świątyni. „Mógłbym to wszystko powiedzieć Minie" — pomyślał Galdar. Świątynia Serca. taka szczera. mimo że dziewczyna była wyczerpana całodniową bitwą. żeby zadać ból komukolwiek. Mina była taka ufna. Ostatnio słyszy tylko jeden głos". poświęcając się — jak głosiła legenda — dla ratowania rasy minotaurów. Takhisis nigdy nie dawała niczego za darmo. Sargas został ze swoim ludem. że Goldmoon ją kochała. wywołany gniewem jego bogini. a już szczególnie Goldmoon. kiedy Mina wreszcie postanowi udać się na spoczynek. Oczywiście to właśnie dlatego została wybrana. Sama oczekiwała ofiar. Minotaur potrząsnął ponuro rogatą głową. Galdara zaczęła niepokoić bezustanna mowa Miny o tym „wielkim cudzie". jaki Takhisis miała uczynić w Noc Nowego Oka. Galdarowi wystarczyło poczuć pulsujący ból. Nie spodziewał się naprawdę jej tam zastać. Świątynia świeciła pustkami. jak nazywały go inne rasy. ale ona nie usłyszałaby mnie. Jak również dlatego. która była małżonką boga minotaurów. Jakże Takhisis musi się cieszyć z tego tytułu! Po wieczności bycia jedną z wielu stała się bogiem jedynym i wszechpotężnym. gdzie ją znajdzie. teraz Świątynia Jedynego Boga. by walczyć z Chaosem do samego końca. domagała się ich w zamian za swoje wątpliwe błogosławieństwa. Chciał się tylko upewnić. Nigdy nie zdołałaby zrozumieć przebiegłości Takhisis. żeby o tym wiedzieć. Dostała zwycięstwo nad swymi wrogami i moc. Wiedział. jej podstępnej i mściwej natury. „Mógłbym jej powiedzieć. aby czynić cuda. Takhisis nie przepuściłaby okazji. 290 . Galdar jednak znał Takhisis z dawnych czasów. Może właśnie to miała w zanadrzu dla Miny. Sargasa lub Sargonnasa. że wszystko będzie dla niej przygotowane. Takhisis nawet nie przyszłoby na myśl.Mina została nagrodzona.

by oświetlić Minie drogę w ciemności. W pokoju już znajdowała się broń i starannie umieszczona na stojaku zbroja. który niegdyś należał do przełożonego zakonu. Widział ich niewyraźne sylwetki w świetle świec. jakby otrzymywała polecenia. tam gdzie ich posadzono. Czy bóg może być zazdrosny o śmiertelnika? „Ten bóg może" — pomyślał Galdar i nagle zdjął go strach. Mina. Solamnijka. Mina. Na biurku przy łóżku stała taca z jedzeniem. pewnie tego starego głupca.. Jej morgenstern wypolerowano i oczyszczono z krwi.. Mina była sama. Słyszał. Do niej. że wszystko jest w porządku. żeby do cynowego kubka wstawić kilka późno kwitnących kwiatów. potem milkła i znów mamrotała. Dwaj magowie siedzieli w głębi komnaty. że nie jesteś z tego zadowolona — rzucił Galdar w ciemność. dla Miny. Wszedł do głównej sali świątyni i stał. Galdar nawet nie pamiętał. również spała. ta rycerka. — I mogę się założyć. Nie krzyczeli: „Dla Takhisis!". Ludzie walczyli dla niej. kiedy prowadziła ich do boju.. Klęczała przy ołtarzu. Nie krzyczeli: „Dla Jedynego Boga!". jak coś mamrocze. a potem wrócił do Mi291 . Kobieta przykryta była peleryną Miny. jak ma na imię. Świeca paliła się. podobnie jak pancerz. Galdar uznał. pogrążona w modlitwie. Wykrzykiwali jej imię. Jego wzrok na chwilę zatrzymał się na nich. Galdar zastanawiał się. Ktoś nawet pomyślał o tym. w swojej bursztynowej trumnie. Z butów usunięto błoto i krew. który patrzył spode łba przez całe kazanie Miny. Goldmoon. boleśnie mrugając..Rozejrzał się po pokoju. która została kapłanką usnęła wyciągnięta na ławie. Wykrzykiwali jej imię w chwili zwycięstwa. Spała mocnym snem na tym twardym łożu. Wszystko przyszykowano dla jej wygody. czy Mina w ogóle jest tego świadoma. Wszystko w pokoju świadczyło o oddaniu i miłości jej żołnierzy do niej. póki jego oczy nie przyzwyczaiły się do blasku świec na ołtarzu.

których blask przygasł. Musisz wypocząć. ale minotaury nie są stworzone do bezszelestnego poruszania się. a kroki niosły się głośnym echem. Puściłem go wolno — warknął Galdar — tak jak rozkazałaś. Teraz się odwróciła i rozejrzała. — Zapewne tak będzie — rzekła Mina. 110* Powinnaś iść do łóżka — powiedział jej Galdar. 111* Jeszcze nie teraz — odparła. Minotaur stanął za nią i odezwał się cicho. lecz była pogrążona w zbyt głębokim śnie. Bursztynowe oczy. 112* Wszędzie cię było pełno na polu walki — nie dawał za wygraną minotaur. Ich szpieg już jedzie. Widok nieszczęsnych magów napełniał minotaura zgrozą i sprawiał. Moim zdaniem to błąd. Twarz miała bladą i zmęczoną. Przynajmniej tak mu się zdawało. miecz u jego boku zgrzytał i dzwonił. Galdar odczekał chwilę. modliłaś się. niczego nie widząc. Rycerze Solamnijscy zaatakują nas. Gdziekolwiek spojrzałem. ' — Mino. czekając na rozkazy Takhisis. Uderzył kolanem w ławkę. — Mino — powiedział znowu. — Nie mogłem za tobą nadążyć. Solamnijczycy zawrą jakieś porozumienie z elfami i ściągną przeciwko nam pełną potęgę obu narodów. Walczyłaś. Któregoś dnia pewnie i jego trup będzie siedział tak spokojnie.ny. łagodnie kładąc dłoń na jej ramieniu. że sierść mu się jeżyła na grzbiecie. Minotaur miał przywilej po292 . Galdar podszedł do ołtarza. Trzeba umocnić miasto. Przez szacunek dla Miny starał się iść cicho. On jest w zmowie z królem elfów. były podkrążone z wyczerpania. Wyciągnęła rękę do Galdara. Jutro i w następnych dniach będziemy mieli mnóstwo pracy. niczego nie robiąc. Dziewczyna nie podniosła głowy. by ich zawiadomić. Mina go nie usłyszała. Solamnijka poruszyła się niespokojnie. ty tam byłaś. żeby się zbudzić.

— Musimy stąd uciekać! 293 . Do komnaty wpadł jakiś podmuch. prawie nieśmiało: — Zaczekasz tu ze mną? 93* Na co mam czekać. Solamnijka zaczęła się dusić i kaszleć. biorąc pod uwagę. 92* Wierzę w ciebie.. po czym zerwała się z ławy. Powiodła wokół przerażonym i zdumionym wzrokiem. odwróciła się do ołtarza. — Idź spać. jak wiele czasu spędziliśmy razem. 216* Nie usnę. rozniecił płomienie. Mina spojrzała na niego z rozczarowaniem. Wiem. Wiesz o tym. Nie trać wiary. 215* Nie jesteś mi już potrzebny. Tkaniny stanęły w ogniu. zapierając mu dech w piersiach i zmuszając go do zasłonięcia się ramieniem. rozmasował sobie rękę i uparcie czekał. Zrobiło się jeszcze goręcej. Wypuściwszy jego dłoń.. Płomienie strzeliły w górę. — Umilkła. a także nagły. co robię.móc jej wstać. Mino? 94* Na cud. Dziewczyna uniosła ręce rozkazującym gestem. A przynajmniej powinnaś. póki ty się nie położysz. 217* Wiem. — Mino! — krzyknęła. Minotaur ze zdziwieniem dostrzegł dwie łzy. Płomienie lizały krawędzie arrasów. Mina szybko je otarła. Galdarze — oznajmiła Mina. które błysnęły w świetle świec i spłynęły jej po policzkach. Minotaur zacisnął wargi. Naganą dla niego było jej spojrzenie i cisza. Dziewczyna zwiesiła głowę. Mino — rzekł minotaur. Galdarze — powiedziała zduszonym głosem. kazał im płonąć silniej i wyżej. Wokół ołtarza i bursztynowego sarkofagu Goldmoon wił się dym. Za ołtarzem wisiały sztandary i gobeliny ozdobione symbolami świętymi dla Mistyków. Galdarze. mdlący ból ramienia. bez powodzenia starając się mówić szorstko — i doceniam twoją wierność. 214* Wszystko jest dobrze. Ocknęła się. rozrosły się. Gdybyś. potem obejrzała się na niego i dodała. Dziewczyna nadal trzymała go za dłoń — prawą dłoń — i spojrzała mu w oczy. Fala żaru buchnęła Galdarowi w twarz. zapłonęły jaśniej i goręcej.

nawet popiół. Z sufitu nie sypały się węgle. Nic z nich nie zostało. Galdar widział w swoim długim życiu wiele cudownych i strasznych rzeczy. Mogły zginąć w pożarze i nawet by nie pisnęły. zanim dach się zawali. nie patrząc. dokąd idą.Płomienie szybko przeniosły się ze sztandarów na drewniane belki podtrzymujące stromy dach. wlepiając wzrok w pustkę. — Musimy natychmiast uciekać. Po dachu świątyni nie zostało nic. nie zaprotestowały słowem. żeby ogień rozprzestrzeniał się tak szybko. — Cud się zaczyna. Pożar pochłonął wszystko i zgasł. przekrzykując huk pożaru. Upiorna mgła ich rąk. Galdar widział nocne niebo iskrzące się od gwiazd. z jakich był zbudowany dach. Szli. płonące kłody nie spadały z hukiem wśród fontann iskier. — Chroni nas ręka Jedynego Boga. że belki spłonęły doszczętnie w płomieniach. by się ratować. Trupy dwóch magów siedziały obojętnie na swoich miejscach. Patrz. 73* Nic nam nie grozi — rzekła spokojnie Mina. ku-swemu absolutnemu osłupieniu. podziwiaj i raduj się jego potęgąGigantyczne krokwie pod sufitem stały w ogniu. W każdej chwili mogły trzasnąć i zwalić im się na głowy. szczególnie odkąd zaczęła się jego znajomość z Miną. Stanął jak rażony gromem. Na wydaną stanowczym głosem komendę Miny nieboszczycy wstali i podeszli do ołtarza. nie zrobiły niczego. 294 . Nocne niebo wypełniały setki tysięcy dusz. 72* Jeśli twoim cudem jest spalenie świątyni. Nigdy jeszcze nie widziałjednak czegoś takiego. Galdar nigdy jeszcze nie widział. Galdar już miał zamiar chwycić Minę i wynieść ją na rękach. twarzy. Święty ogień strawił drewno. to ta solamnijska kobieta ma rację — ryknął Galdar. kiedy ujrzał. Na rozkaz Miny zatrzymali się przy sarkofagu Goldmoon i znów stali. całkiem jakby drewniane ściany nasączone były olejem. — Patrz! — powiedziała cicho Mina. sklepienie i wszystkie materiały. przejrzystych kończyn przesłaniała gwiazdy.

Umilkli wstrząśnięci. 218* To totem z czaszek jednego ze smoczych zwierzchników! — krzyknął. Dusze zmarłych ostrożnie i z szacunkiem spuściły pierwszą czaszkę do świątyni przez zwęglony otwór po sklepieniu i umieściły ją na posadzce przed ołtarzem. a gardło miał tak ściśnięte. ale czaszka wypełniała ją całą. by stworzyć stabilną podstawę. Musiał chwycić się ołtarza. największe na dole. Oczy go piekły. Totem piął się w górę. a zmarli okradli ją. Położyli go obok czaszki złotego jaszczura. by go powiększać. Galdarowi zaschło w ustach.Galdar ze zdumieniem i zgrozą ujrzał. że trudno mu było mówić. mówiąc ściśle — poprawiła go Mina. żeby nie upaść. a czerepy mniejszych smoków na górze. Stos czaszek piętrzył się coraz wyżej. 295 . że w swych eterycznych rękach zmarli niosą czaszki smoków. — To są totemy Beryllinthranox Zielonej. Olbrzymia czaszka należała niegdyś do złotego smoka — Galdar poznał to po kilku złotych łuskach. wznosząc się daleko ponad poziom wyznaczany przez nieistniejący już dach świątyni. Malystryx skradła totemy dwóm pierwszym smokom. tym razem czerwonego smoka. niesione w objęciach umarłych. Khellendrosa Błękitnego i Malystryx Czerwonej. Umarli przynieśli kolejny czerep. a umarli wciąż przynosili nowe czaszki. był już wyższy niż najwyższe drzewa. 219* Trzech smoczych zwierzchników. Zmarli metodycznie układali czaszki jedną na drugiej. Był przerażony i nie wstydził się okazać swego strachu. gdy ich oczom ukazał się cudowny i potworny widok — setki smoczych czaszek spływały z nocnego nieba. które zostały na kościach i połyskiwały żałośnie w migotliwym blasku świec. Strach szarpnął Galdara za trzewia. Na widok płomieni ludzie przybiegli do świątyni. Z zewnątrz dobiegły krzyki i wołanie. Nogi się pod nim ugięły. Komnata z ołtarzem była wielka.

Nawet jej pobratymcy się jej boją. nieruchome oko wbijało w nich intensywne spojrzenie. Oko bogini. Znam tego podłego gada. Na jego czubku kładziono właśnie ostatnią. Ciało pięciogłowego smoka stało się wyraźniejsze. Ich blask stał się prawie oślepiający i nagle prosto w niebo strzeliła kolumna światła. nad którymi wisiały. Pięć głów wyrastających z jednego ciała. Ślepia martwych smoków błyszczały jasno. ale nie były to prawdziwe głowy. * W pustych oczodołach zaczęły błyszczeć oczy martwych smoków. setki głosów wznoszących triumfalną pieśń pochwalną. że słyszy ich głosy. tak jak kie296 . Galdarze — powiedziała cicho Mina. a ciało zrośnięte było z totemem. Dowie się. — Potęga totemu dodaje sił Jedynemu Bogu. 115* Ona cię zabije! —jęknął Galdar. rozszarpał dusze na pasemka mgły i rozproszył je jednym podmuchem. — Zabije nas wszystkich. zyskało na substancji i sile. Białe.113* Skradłaś totem Malys? Smoczyca się wścieknie. Cień stał się wyrazistszy. jakby podziwiali swoje dzieło. Galdarowi wydawało się. Mino. Ciało to jednak było niematerialne. kto zabrał jej totem i przyleci. — Na tym polega plan. by się zemścić! 114* Wiem — oznajmiła spokojnie Mina. Od gór powiał zimny wiatr. wokół całego stosu owinięte było ciało ogromnego smoka. Nad totemem unosiło się pięć głów. Umarli zostali jeszcze chwilę. Podstawę totemu oplatał olbrzymi ogon. — Spójrz. Blask totemu rozjaśnił nieboskłon i oto z góry spojrzało na nich oko. nie tak prawdziwe jak czaszki umarłych. czaszkę małego. Nad totemem zjawił się jakiś ciemny kształt i oplótł go chciwie swymi zwojami. Minotaur niechętnie rzucił okiem na prawie ukończony stos czaszek. bardziej dostrzegalny. W świetle świec zalśniły wielobarwne łuski. Nikt nie może się jej przeciwstawić. Pięć łbów budziło lęk. białego smoka.

Mina znajdowała się w otoczeniu tych. 297 . a echo tego zgiełku odbiło się od górskich zboczy i wzniosło w niebo. Tej nocy złamie własną regułę. niewinnych i szczerych. — Z każdą upływającą chwilą Jedyny Bóg staje się bliższy zejścia na świat. że na jej widok tłum krzyknął jeszcze głośniej. połączenia tego. całkiem innym od tego chłodnego.. Pojedyncze oko płonęło i wtedy Galdar uświadomił sobie. Przyjmie śmiertelną postać. chciał usnąć i utopić wspomnienia o tym wszystkim w czarnej nieświadomości. Minotaur podniósł wzrok na pięć głów widmowego smoka. Teraz Galdar zrozumiał. Galdar usłyszał. Podnieceni ludzie gardłowali i wykrzykiwali na widok nowego księżyca na niebie. wnosić je na szczyt gór i wyciągać z dolin. by urzec. triumf całkowity. będzie się pławić w blasku i cieple ich miłości. Mina. Podniósł się okrzyk: — Mina! Mina! Dziewczyna wyjdzie do nich. co śmiertelne. Jej zwycięstwo będzie pewne. Będzie rządzić żywymi i umarłymi.. z nieśmiertelnym. przybierze śmiertelną postać i obdarzy ją nieśmiertelnością. Ufni. niewinni. co jest w niebiosach i tym.. i posłuży się tą postacią. — Mina. szczerzy. zauroczyć i usidlić ufnych. Powie im.dyś umacniała Malys — oznajmiła Mina. dlaczego musieli wieźć ciało Goldmoon przez cały Ansalon.. W Noc Festynu Nowego Oka Jedyny Bóg stanie się paradoksem. Od tej chwili będzie rządzić wszystkim. zimnego światła. W niebo. Dziewczyna wyszła ze zrujnowanej świątyni. Ostateczna zemsta Takhisis. który chwiał się nad totemem i pochłaniał jego moc. ale nikt nie będzie zwracał na to uwagi. Galdar tęsknił do swojego łóżka. że w tym momencie jest bliższy bogini niż Mina kiedykolwiek mogła być. że to dzieło Jedynego Boga. która walczyła z nią całe życie. Z zewnątrz dobiegał zgiełk podniesionych głosów. Bogini wstąpi w ciało kobiety. co jest pod nimi.

który wił się nad jej głową. patrząc ze zgrozą na potwora. Ona również ujrzała prawdę. Zamierzał odejść. mijając ją w drodze do swojej kwatery. Solamnijka kuliła się na podłodze. Nie był jej potrzebny.którzy ją uwielbiali. — Za późno. — Za późno — powiedział. . Dla nas wszystkich. kiedy usłyszał jęk.

pomnikowi rosnącej potęgi królowej Takhisis. więcej wędrował. gdzie znikł Daiamar. Głowa białego smoka wyrażała okrucieństwo i wyracho299 . Nie miał pojęcia. Głowa czerwonego smoka była brutalna i dzika. Pięć łbów. Jego obawy stale rosły. ale w kontaktach ze smokami wolała tę smoczą. teraz Świątyni Jedynego Boga. Błękitna głowa była smukła. wyrastało z potężnego i niewiarygodnie silnego cielska. Duch czarnego elfa często był nieobecny. Palina nadal niepokoił każdy pobyt z dala od ciała. Spomiędzy ostrych jak brzytwa kłów strzelały błyskawice. W jej nozdrzach migotały płomyki. w której Takhisis triumfalnie wkroczy do świata.13 Niespokojne duchy Trupy dwóch magów stały tam. gdzie kazano im stanąć: przy bursztynowym sarkofagu w Świątyni Serca. Bogini potrafiła przyjąć wiele postaci. jest bardzo bliska. a wraz z nim rośnie moc Takhisis. Palin przyglądał się piętrzącemu się totemowi. jak totem rośnie. Pysk czarnego smoka. Palin przyglądał się. niż przebywał w pobliżu swego ciała. Dusza Dalamara odeszła w chwili przybycia niosących czaszki zmarłych. chytry i przebiegły. każdy innego koloru i należący do innego gatunku smoka. ale od kilku dni zapuszczał się coraz dalej. elegancka i śmiertelnie groźna. ponieważ uświadomił sobie — podobnie jak wszyscy zmarli — że chwila. ociekał jadem. Ale tylko jeden z nich był obecny duchem przy budowaniu totemu.

ujrzeć i zrozumieć nieskończone możliwości. Tego jeszcze nie potrafił zrobić. Gdyby Palin był żywym.. Mag oderwał swoją duszę od ciała i Wyleciał na zewnątrz. Obiekty materialne nie stanowiły przeszkody dla ducha. na których panował ścisk. a jednocześnie porachować wszystkie krople we wzburzonych morzach i zliczyć ziarnka piasku na jałowej pustyni. Dzięki swej niematerialnej postaci z łatwością szedł ulicami. lecz przypomniał sobie. by ujrzeć cud. W oczach pięciu smoków krył się bowiem umysł boga. stwierdził. w mrok. Palin instynktownie chciał im pomóc. białe szaty. a jednak jemu przeszkadzały. Drugi z nieszczęśników. Takhisis. To była Takhisis na płaszczyźnie nieśmiertelnych. więc jako duch błądził po ulicach Sanction tak samo.. Wszyscy zmierzali do niedawno mianowanej Świątyni Jedynego Boga. ślepiec. Przenikanie przez ściany — zrobienie czegoś. Trudno mu było wyzbyć się zwyczajów żywych ludzi. zgubił laskę i bezradnie macał wokół siebie. z materialnym wymiarem życia. Zwłaszcza sre300 . Widok Królowej Ciemności unoszącej się nad czaszkami nieżywych smoków i odbierającej od nich wyrazy czci był dla Palina nie do zniesienia. kim jest i że nikomu nie może przyjść z pomocą. tłum już porwałby go z sobą lub stratował. oddychającym człowiekiem. Podlatując bliżej. której służyli zdjęci zgrozą umarli. kalece. że stracił wszelkie związki ze światem żywych.wanie. jak robiłby to za życia. której Palin nienawidził i którą się brzydził. umysł. jak tych dwóch żebraków kuśtykających po ulicy. starając się ją odnaleźć. a jednak mimo woli musiał ją czcić. Jednemu z nich. że niewidomy człowiek wydaje mu się znajomy — te srebrzyste włosy. Takhisis. Łeb zielonego smoka miał podstępny i inteligentny wygląd. chociaż mógłby przejść przez nie na wylot. Wymijał budynki. Z jego otwartej paszczy ziały trujące opary. który potrafił ogarnąć bezmiar wieczności. wytrącono z rąk kulę. bił od niej przejmujący do szpiku kości chłód. co była tak sprzeczne z prawami przyrody — byłoby przyznaniem się.

Nie widział twarzy mężczyzny. — Wasza Najpotężniejsza i Najłaskawsza Królewska Mość — rzekł Dalamar. Z paszczy ciekła ślina. Zastał wielką czerwoną smoczycę pogrążoną we śnie. Palinowi niespodziewanie przyszła na myśl Cytadela Światła i nagle uświadomił sobie. Ogromne łapy smoczycy drżały. nie tam.brzyste włosy. która pozbawiła go wzroku. bo zasłaniały ją bandaże ukrywające potworną ranę. Oczami duszy mag ujrzał prawdziwe kształty dwóch żebraków. Przeniknięcie przez ściany z litej skały do leża Malys. Dawniej Malys spała głębokim i spokojnym snem w przeświadczeniu. Tego człowieka. co ją czeka po przebudzeniu. by rzucić jej wyzwanie. było dla niego rzeczą tak prostą jak mrugnięcie okiem lub zaczerpnięcie oddechu. ale nie pamiętał. gdzie widział tego człowieka. 301 . chociaż przybrali inne formy w świecie śmiertelników. co to nadzieja. To będzie drobiazg w porównaniu z tym. Teraz coś mąciło spokój jej snu. a z głębi klatki piersiowej wydobywał się głuchy pomruk. skąd go zna. Srebrny smok — Zwierciadło. Wtedy Palin przypomniał sobie. który nie był człowiekiem. że jest nie na swoim miejscu. nozdrza były rozdęte. Czarny elf podróżował dużo dalej niż Palin. gdzie powinien się znajdować. Palin przypominał sobie ślepca. Tym razem jednak coś się zmieniło. do labiryntu jej jaskini. skrzydło w skrzydło z błękitnym smokiem. Góry były dla niego równie niematerialne jak obłoki. że sprawuje niekwestionowaną władzę nad światem i nikt nie ma dość sił. Coś jej się śniło i najwyraźniej nie był to przyjemny sen. Postaci te istniały na płaszczyźnie nieśmiertelnych i dlatego nie mogli się ich wyzbyć. oczy poruszały się pod zamkniętymi powiekami. jak zwykle podczas poprzednich wizyt. Tej nocy również duch Dalamara udał się w podróż. W odróżnieniu od niego Dalamar nie przejmował się fizycznymi barierami. Wydawało się. były strażnik Cytadeli Światła — stał ramię w ramię.

Z jej pyska wydobył się głośny syk. gdyż nie mogła mu wyrządzić krzywdy. — Gdzie jest złodziej? Kto go skradł? Powiedz mi! 121* Powiem — rzekł Dalamar. 117* Uświadomić ci. abyś użyła swej magii i połączyła moją duszę z moim żywym ciałem. 120* Gdzie on jest? — ryknęła. 119* Gdzie twój totem. Malys odwróciła masywny łeb. Wasza Wysokość? — spytał chłodno Dalamar. z sufitu spadały stalaktyty i roztrzaskiwały się na jej czerwonych łuskach. smagając ogonem. Granitowe ściany pękały od uderzeń. by pokazać swą widmową postać. — Kim jest ta 302 . mów dalej — rzekła Malys. Otworzyła szeroko oczy ze zdumienia. Schyliła głowę. wśród nich nad Beryl i Khellendrosem.Malys otworzyła jedno ślepie — kolejny znak. 123* Zdajesz sobie sprawę z mojego pożałowania godnego położenia — powiedział Dalamar. i obróciła łeb w jedną i drugą stronę. otwierając drugie ślepie. 124* Zgoda — powiedziała Malys. proszę. że nie spała spokojnie. Zwykle elf musiał mówić do niej kilka razy albo na-j wet wzywać któregoś z jej sług. 122* Zawsze umiałeś się targować! — zasyczała i spomiędzy jej kłów buchnęły płomienie. 118* Słucham. 116* Czego chcesz? — warknęła smoczyca. podczas gdy ty śpisz. że góra się zatrzęsła. poruszając szponiastą łapą. ignorując jej wściekłość. która bezprawnie go sobie przywłaszczyła. rozkładając ręce. — Kto go ma? 125* Mina. 126* Mina? — powtórzyła zdumiona Malys. co się dzieje w świecie. Smoczyca nie zwracała na nie uwagi. — Ale chcę czegoś w zamian. by dla pewności rzucić okiem na kolekcję czaszek — na trofea swoich wielu zwycięstw. by ją zbudził. Zerwała się z takim impetem. — Jeśli odzyskasz totem i pokonasz osobę.

które kiedyś oddawały mu cześć. — Teraz sobie przypominam. w miejscu niegdyś znanym jako Świątynia Serca. — Jedyny Bóg uwiódł duchy nieżyjących smoków. I zrobiła. — Ale armia umarłych mogłaby to zrobić.. teraz przemianowanym na Świątynię Jedynego Boga. 98* Znów ten tak zwany Jedyny Bóg — warknęła Malys. odzyskała jednak siły i teraz szykuje się do zdobycia łupu. Tylko ty stoisz mu na drodze do całkowitego triumfu. — Ten Jedyny Bóg zaczyna mnie drażnić. była osłabiona i bliska zagłady. a teraz zwyciężył w Sanction. Nie lekceważ tej bogini. 303 . że dowodzi armią dusz. 101* To już od dawna nie był twój totem — odparł Dalamar. niż cię rozdrażnić. twojej kuzynki Beryl i Khellendrosa Błękitnego — trzech najpotężniejszych oprócz ciebie smoków na Krynnie. przysłużyłaś się jego sprawie. Dlaczego? — spytała nadąsana. Kradnąc totemy twojej kuzynki i Khellendrosa. zniszczenia Qualinostu i klęski Rycerzy Solamnijskich pod Solanthus. Elf przemawiał do niej szorstko. że ma rację. by wzmocnić swoją potęgę. Co za bzdura! 97* Ta „bzdura" skradła ci totem. Wasza Wysokość — stwierdził chłodno Dalamar. nie mogła zaprzeczyć. 99* Jedyny Bóg może zrobić dużo więcej. którego od dawna pożądała. Uczyniłaś dusze martwych smoków jeszcze potężniejszymi. Wasza Wysokość. — Jedyny Bóg jest odpowiedzialny za śmierć Cyana Bloodbane.. Słyszałam. kiedy spałaś. Jedyny Bóg przyczynił się do upadku Silvanesti. Wprawdzie kiedy pojawiła się na tym świecie. Posłużył się mocą ich dusz. 100* Ukradła mój totem.Mina i dlaczego zabrała mój totem? Jak tego dokonała? Nie wyczuwam zapachu złodzieja! Nikogo nie było w mojej jaskini! Żaden złodziej nie zdołałby przenieść mojego totemu! 95* Nawet cała armia złodziei — przyznał jej rację Dalamar. i odbudowała go w Sanction. lecz chociaż nie była z tego zadowolona. Malys łypnęła złowrogo okiem. — Malys wyszeptała jej imię z nienawiścią. 96* Mina. pogrążona w ponurym milczeniu.

skąd nagle ten świat znalazł się w tej części wszechświata? Nigdy się nie zastanawiałaś? 224* Nie. — Wasza Wysokość nie zapomni o swej obietnicy — o połączeniu mojej duszy z ciałem. Mogę ci się dużo bardziej przydać jako jedna cała osoba. Odbiorę swój totem i zadam śmiertelny cios temu bogu. 227* Kiedy Wasza Wysokość zamierza zaatakować Sanction? — spytał Dalamar. — Nie zapominam o swoich obietnicach A teraz idź już. słyszałam o niej — rzekła Malys. — Jeśli głodującemu człowiekowi wpadnie w ręce pokarm. lekceważąco machając łapą. — Teraz zostaw mnie samą. które ma dziecko za szermierza swej sprawy. Malys machnęła łapą. 226* Martwe smoki nie mają zębów — szydziła Malys. — Ona go skradła i przyniosła tutaj z pomocą Khellendrosa. 223* Nie porzuciła go — oznajmił Dalamar.220* Mówisz tak. Elf skłonił się nisko. jakbyś znał tę boginię — stwierdziła Malys. a dlaczego miałabym? — żachnęła się rozzłoszczona Malys. czego zażąda. Wasza Wysokość — przyznał Dalamar. by pomyśleć. 304 . Czy nigdy nie przyszło ci do głowy. nie zastanawia się. Dusze martwych smoków uznały zwierzchnictwo swojej królowej i zrobią wszystko. opuściła masywny łeb na ziemię. Zamknąwszy oczy. obrzucając Dalamara pogardliwym spojrzeniem. — Słyszałam. że porzuciła ten świat podczas wojny z Ojcem Chaosem. 228* Kiedy będę gotowa — warknęła Malys. — Szkoda. 222* Tak. tylko je! 225* Twój posiłek był bardzo obfity. 221* Bo znam ją— odparł elf— i ty również — ze słyszenia. i które musi czerpać swą moc z dusz zmarłych. zgodnie z dawno ułożonym planem. Jej imię brzmi Takhisis. że po obiedzie nie wyrzuciłaś śmieci. — Przeciwko mnie staje marne bóstwo. W porównaniu z nimi liczebność twoich sił jest żałośnie mała.

Pomimo pozorów nonszalancji Malys była wstrząśnięta do głębi duszy. Sreb'zysty. 229* Co się stało? — spytał towarzysza. Myślisz. Ukazała się. wykrzykując jej imię. Nad totemem unosił się cień Takhisis. Nieżywe smoki wzywająją. Widzieli Minę i tylko to ich obchodziło. że „troska" to niewłaściwe słowo. Czerwone. Wielu moich braci krąży po niebie. — Co się dzieje? Usłyszałem wrzawę i głośny okrzyk. srebrny smok Zwierciadło szukał swego żebraczego kija. — Widzę ją. śywe i martwe — wszystkie smoki przysięgają jej wierność. czarne. Mogła udawać. Przeklinałem jego mię i jeśli miałem okazję zabić jednego z obrońców jego sprany. Zadowolony ze zrobienia wszystkiego. białe.Dalamar nie dał się oszukać. Ona nie troszczy się o nas. akie spotkały ten świat. zielone. 230* To Takhisis — odparł Brzytwa. — Że żadne z nieszczęść. kiedy nasza królowa będzie nogła rządzić niepodzielnie. Ludzie nie patrzyli na nią. Teraz ten dzień nadszedł i żałuję. Słyszę wśród nich głos mojej nieżyjącej partnerki. co powiedziałeś w jaskini pó:ężnego Skie — rzekł powoli Brzytwa. nie wydarzyłoby się. korzystałem z tej okazji i czerpałem z niej radość. W spustoszonej przez pożogę świątyni rósł totem. ze tak się stało. Rycerze i żołnierze Miny wznosili okrzyki na jej cześć i skandowali jej imię. Na ulicach Sanction. który bez słowa podał mu laskę. 232* Długo myślałem o tym. a potem dokończył: — Widzę. że się uśmiechasz. Z każdą chwilą jej potęga rośnie. że śpi. niebieskie. Zgadzam 305 .-Z utęsklieniem oczekiwałem na dzień. podobnie jak pozostałymi tak zwanymi bogami światła. gdyby nie Takhisis. który mu wytrącono z rąk. co mógł — przynajmniej tutaj — elf oddalił się. — Brzytwa przewal. 231* Przyłączysz się do nich? — spytał Zwierciadło. ale niewielu go widziało. niemal całkowicie opustoszałych. Nienawidziłem Paladine'a i gardziłem nim. ale wewnątrz kipiała straszliwą wściekłością.

„Ale czy stawi jej czynny opór?" — szepnął Zwierciadłu do ucha znajomy głos. żebyś pomógł mi zniszczyć ten totem. radując się zwycięstwem Miny nad znienawidzoną smoczycą Malys. póki nie przestaną być dla niej użyteczni. Nie usłyszałyby go nawet. Słyszały tylko jeden głos. Musiał przyznać. Inne dusze ignorowały go. Przy wrotach świątyni wystawiono straże. która płynęła do Świątyni Jedynego. To jest słowo. jaki chciał osiągnąć. 127* Palin? — Zwierciadło odwrócił się radośnie w kierunku głosu. Jego duch nie zwracał uwagi na pozostałych. — Nawet twój głos wydaje się dochodzić z bardzo daleka. którzy służą Królowej Ciemności.się z tobą. Wykorzystuje ich. Potem mag wrócił myślami do bardziej naglących spraw. Ci. Duch Dalamara przyłączył się do rzeki dusz. Nie widziały go. — Jednak razem może uda nam się przerzucić przez nią most. jakiego potrzebuję. jakbyś mówił z drugiej strony rozległej doliny. z której ów głos dobiegał. gdyby się odezwał. 129* Bo to prawda — odparł Palin. „Jeśli poręczysz za niego. widziały tylko jedną twarz. a potem się ich pozbywa. tak jak inne rzeki płyną do morza. że jego 306 . ale nikt nie zamknął jego dłoni w ciepłym uścisku. Szacunek. 128* Nie widzę cię ani nie mogę cię dotknąć. Palinie — powiedział Zwierciadło. który krążył wokół totemu ze smoczych czaszek. że robi wrażenie. lecz skupił się na następnym celu. Po przybyciu na miejsce Dalamar wyrwał się ze strumienia. ale cię słyszę. Wyciągnął rękę w stronę. nie słyną z troskliwości. Nikt o materialnej postaci nie mógł wejść do środka. którzy jej służą. którzy przyglądali mu się z nabożnym lękiem i podziwem. Twoja też". Nie. nie będę służyć Takhisis. Dalamar rzucił okiem na totem. jego pomoc przyda mi się. Upewnił się. jak twierdzili niektórzy spośród tysięcy ludzi. Chcę. Duch elfa wyminął wartowników i wszedł do sali z ołtarzem. Olbrzymi pomnik wznosił się wysoko w niebo i był widoczny z odległości mil. Takhisis nie szanuje tych.

194* To prawda — warknął minotaur. Kiedy wracam do tego świata. Jutro. 307 . 193* Sądziłam. Elf nie martwił się. gdzie jego towarzysz mógł się podziać i co knuć. to bratanek Raistlina. jestem zziębnięta. W pobliżu stał wielki minotaur. co przyniesie jutrzejszy dzień? Powinnaś być wypo:zęta.:iało jest bezpieczne i z pewnym zaskoczeniem stwierdził. Odwrócona plecami do totemu. Dusze wirowały w ekstazie wokół totemu niczym gęsty jym wznoszący się z nasiąkniętego wodą drewna. Galdarze — rzekła Mina. Musisz położyć się do łóżka. jesteś wyczerpana — prosił ją Galdar. bo dużo bardziej wolałabym być tam w górze. — Ale nie mogłem asnąć. Czarodziej ruszył dalej. Z drugiej strony. kto wie. Pod tą nijaką powierzchnią może się wiele kryć. Galdarze. migały przed nim miliony twarzy.. — Ledwo możesz ustać na nogach. był tam też zwierzoczłek. Ona trzyma mnie w objęciach i unosi w górę z sobą.. że ij nocy duch Palina wybrał się na wycieczkę. jest mi ciepło. odziana i bezpieczna w jej ramionach. Nieobecność maga była na tyle niezwykła.tap swojego planu. ale także gęsta i lepka. przypomniał sobie Dalamar. śe Palin jest równie podstępny jak miska owsianki. 195* Lubię tu przebywać — wyjaśniła dziewczyna rozmarzonym głosem. 192* Mino. Kiedy tylko Dalamar zechciał rzucić okiem. by wprowadzić w życie kolejny . Galdarze. — Kiedy jestem z nią. Przebywanie tutaj jest dla mnie karą. widoczne odkąd dach świątyni został zniszczony. że pomimo naglących spraw Dalamar zamyślił się nad tym. że poszedłeś spać. Mina stała sama przy oświetlonym świecami ołtarzu. Co prawda owsianka jest mdła i bezbarwna. że cię tu zastanę. — Blisko Jedynego Boga. nakarmiona. Gdziekolwiek byta Mina. Mina uniosła oczy w ciemne niebo. Czuję jej świętą Dbecność. Wiedziałem. Uważał. głodna i spragniona. wpatrywała się w płomienie jak zauroczona. Jest mi :iepło i czuję się kochana.

198* Doprawdy. 200* Dlaczego mi o tym mówisz. Skłonił się nisko. by spojrzeć na totem. i sprawdź. jakby poczuł smród zgnilizny. czy moja komnata jest przygotowana — poleciła Mina. Smoczy ca wpadła we wściekłość. które ma z sobą kender? 197* Niestety nie. — Idź przodem. na ziemi. Mino — rzekł elf. czy minotaur go widzi. w którym przebywał duch Dalamara. Powiedział tylko: — Dopóki jednak jesteś tu. znów się kłaniając. a jutro rano nawet wstanę później. 199* Przybędzie tu. 196* Czego chcesz? — spytała Dalamara Mina. Galdarze. Jestem samolubna. — Chyba nie z obawy o moje bezpieczeństwo. — Masz rację. jakby nadal wpatrywała się w płomienie. że to ty skradłaś jej totem. Jej oczy koloru bursztynu płonęły. Elf nigdy nie potrafił powiedzieć. Odwróciła się. dobrze wiedział. Jeśli Galdar miał jakieś wątpliwości. jeśli rozchorujesz się z wycieńczenia. Nie sądził. że Galdar wie o jego obecności. czy nie. Potem parsknął głucho. — Czyż nie jest wspaniały? Może powiedziałaby więcej. ale miał wrażenie. Przynoszę złe nowiny. Widzi teraz w tobie zagrożenie dla swej potęgi. że nie należy ich wypowiadać na głos. — Mina uśmiechnęła się lekko. Ton jej głosu był spokojny. Malys wie. ale Dalamar celowo stanął jej w polu widzenia. ' — Zajmę ci tylko krótką chwilę. — Masz jakieś wieści o magicznym urządzeniu. masz dla Jedynego Boga zadanie do wykonania. 308 . odwrócił się i wyszedł z sali ołtarzowej. Spojrzenie zwierzęcych oczu Galdara przesunęło się po miejscu. Galdarze.Z gardła minotaura wyrwał się głuchy pomruk. aby go odebrać. Pójdę do łóżka. czarodzieju? — spytała Mina. Zaraz przyjdę. opanowany. Minotaur zmarszczył nos. Nie wykonasz go. Mina wyciągnęła rękę i położyła ją na ramieniu minotaura. — Nie martw się. Mino — odparł elf— ale mam inne informacje. aby tak było.

zanim odejdziesz — rzekł z naciskiem Dalamar. co się dzieje. Uwierzyłem jej. w tak żałosnym stanie. 237* Posłuchaj mnie. ufa mi. ale jako żywy trup. słyszałem o tym — powiedział Dalamar. Mino — odparł chłodno Dalamar. Bursztynowe oczy błysnęły. Ona zdradziła moje zaufanie. Burrfoot mnie zna. Ona tuliła mnie i pieściła. będzie ci potrzebna pomoc czarodzieja. aby pomóc ci zwalczyć smoczą magię. Mógłbym stanąć na czele armii umarłych. — Tak. Kiedy przestałem jej być potrzebny. — Dumnie uniosła głowę. Nie masz wodza umarłych. Moja pomoc może się okazać nieoceniona. Mino. zaufałem. — Ale obawiam się o własne. Mógłbym użyć swoich czarów. 234* Jak ty. — Mój duch podróżuje po świecie. nie potrzebuję wsparcia. Mina była rozgniewana. że pewnego dnia będziemy razem rządzić światem. 235* Zwróć mojemu ciału duszę. rzuciła mnie 309 . Mógłbym ci się przydać. Dalamar ujrzał w bursztynowych oczach Miny swoje odbicie — smużkę wątlejszą od pajęczej nici. Mógłbym zrobić to wszystko dla ciebie — ale wyłącznie jako żywy człowiek. ale nie udało ci się. gdyby tobie coś się stało. Jedyny Bóg wspiera mnie i walczy u mego boku. mógłbyś mi pomóc? — spytała rozbawiona Mina. Pomogę ci pokonać Malys. Mógłbym cię nauczyć posługiwania się nim. 236* Wszystko to i jeszcze więcej zrobisz dla mnie. jeśli tego zażądam — odparła Mina — i to nie jako żywy człowiek. Mógłbym odszukać kendera i przyprowadzić ci go wraz z tym urządzeniem. Starałaś się zdobyć pomoc lorda Sotha. — A co do twojej pomocy w walce z Malys. Przeprowadziłem badania nad urządzeniem do podróżowania w czasie. Wiem bardzo wiele o tym. Nie potrzebuję nikogo więcej. i obiecała mi. Żeby walczyć z tym smokiem. Jestem jednym z najpotężniejszych czarodziejów w historii Krynnu. kiedy dziewczyna już się odwracała.233* Nie. — W młodości przyszedłem do twego Jedynego Boga. tak jak kochanek przychodzi do swojej oblubienicy.

Po tylu latach nie jest już jednak ważne. — Oczywiście. 211* Więc tym łatwiej ci będzie — stwierdziła Mina. Dalamar obserwował ją ostrożnie. Mina wzruszyła ramionami. 206* I.? 207* Drobną przysługę. 202* Ja nie zapomniałem — oznajmił Dalamar. będzie ci potrzebny sojusznik tak silny i potężny jak ja. że z radością przyjęłaby twoją pomoc. Ona ceni twoje uczucie. nie nieboszczyk.na pastwę moich wrogów. Mina zatrzymała się i obejrzała na niego. czarodzieju. ale ostatnio tyle ma na głowie. co straciłeś. zapewniam cię. o których szybko się zapomina i więcej do nich nie wraca. Palin Majere. — Przez jej zdradę straciłem wszystko. Żywy sojusznik. 204* W zamian za co? — spytał nieufnie Dalamar. 210* On nie jest moim przyjacielem. Bez trudu mogłaby pomieszać mu szyki. zwracając ci z nawiązką wszystko to. Sądzisz. że jest. 201* Jedyny Bóg zdradził cię. Dalamarze Czarny. nie ufając tej nagłej zmianie zdania. Kiedy ten dzień nadejdzie... co mówisz. 208* Jakaż to „drobna przysługa"? 209* Twój przyjaciel. co kochałeś i ceniłeś. kto zawinił. że nadal cię kocha. że tak łatwo bym zapomniał? 203* Ona mogłaby powiedzieć. — Co muszę zrobić? — spytał Dalamar. To samo zrobi z tobą. Ona oczywiście wie o jego intrygach i knowaniach. — Twój kolega spiskuje przeciwko Jedynemu Bogu. Na jej twarzy malował się wyraz zadumy — Może jest coś w tym. 205* Za przysięgę miłości. Kochankowie często się kłócą. To samo można powiedzieć o tobie. 310 . co kiedykolwiek kochałem i ceniłem. Chciałaby udowodnić. Mino. toczą głupie spory. że wszystko. było dla ciebie ważniejsze od niej — powiedziała Mina — i że to ty od niej odszedłeś.

. Tak bardzo tego pragnął.. jakie złamała. Ona obiecuje ci to.28* Niewiele. 29* A w zamian? — dopytywał się Dalamar. a potem odstąpiła mnie. Chciał w to wierzyć. o co prosiłeś. Potem ona już >ię wszystkim zajmie. — Zgadzam się — rzekł cicho. Pragnę magii. jakie poprzedlio składała mu Takhisis. — Nie chcę nagii. o wszystkich przyrzeczeniach. Jej oczy koloru Dursztynu uśmiechnęły się. jeśli tego chcesz. . Dostaniesz wszystko to. która kiedyś żyła we mnie! — Pragniesz magii boga. Poza :ym. kiedy Palin będzie zanierzał przystąpić do działania. Po prostu daj jej znać. — Mina uśmiechnęła się do niego. 33* Moja własną magię — podkreślił Dalamar. którą pożyczyła od umarłych. Dalamar pomyślał o wszystkich obietnicach. w tym dowództwo armii dusz. 31* Tak? Poza tym? 32* Odzyskasz swoją magię. 30* Wrócisz do życia. To wszystko.

Alhana podtrzymywała złudzenie. opowiadała szczegółowo o tym. bo nie mogliśmy patrzeć. że Alhana naprawdę w nie wierzy. Mówiła o nim swojemu ludowi. ale po jakimś czasie doszedł do wniosku. odkąd elfy Qualinesti przybyły do Silvanesti. Wiem. Czuł coraz większą frustrację. Silvanesti słuchali jej i nie zadawali pytań — kolejna rzecz całkiem niezrozumiała dla Gilthasa.14 Pierścień i peleryna Mijały dni i tygodnie. 74* My. Utkała z nici fałszu ciepły koc i otulała się nim. Twoja ludzka krew się burzy. bo w odwiecznych lasach jeden dzień zlewał się z drugim. by dzień za dniem zsuwał się z jedwabnej nici czasu i spadał w miękką. — Nasi magowie zatrzymali zmiany pór roku. Twoja ludzka strona cieszy się ze zmian. co powiedział. Silvanesti. nie lubimy zmian — wyjaśnił Kiryn w odpowiedzi na zniecierpliwienie Gilthasa. 75* A jednak zmiany następują! — rzekł Gilthas. że ty tego nie potrafisz zrozumieć. krążąc 312 . jak wiosenna zieleń usycha i ginie. nie pozwala ci siedzieć bezczynnie. by uciec przed chłodem prawdy. że Silvanoshei wraca do zdrowia w swoim namiocie. Gilthasie. Gilthasowi to nie wystarczało. zieloną trawę. Gilthas sam już nie wiedział. słuchając tych kłamstw. od jak dawna tam przebywają. Liczysz sekundy. co jadł i jak powoli odzyskuje zdrowie. Gilthas był zaszokowany. A chociaż jego lud nie miał nic przeciwko temu. bo są tak krótkie i uciekają tak szybko.

Teraz woda opadła. oni nie lubią zmian. Łatwiej jest udawać. Przez setki lat nikt nie urośnie. o ile to kiedykolwiek nastąpi. co kochaliśmy. Wielu spośród nas poniosłoby śmierć. a nam wystarcza. czy Silvanesti ich sobie życzą. gdzie nikt nas nie znajdzie. Zostało nam tak niewiele. — Jej wezbrany nurt zmył większość tego. że zawsze panuje wiosna. Może fale wyrzucą nas na jakiś spokojny brzeg. — Co by się stało wtedy? Kiryn spojrzał na zielone liście nigdy nie zmieniającego się łasu. Tak wielu z nas już zginęło. 241* Zginęłoby też wielu wrogów — wtrącił niecierpliwie Gilthas. 242* Śmierć jednego człowieka znaczy tyle samo co zdeptanie mrówki — jest ich tak wielu.w tę i z powrotem. Wreszcie Gilthas musiał przestać się martwić o Silvanestyjczyków i zacząć martwić się o własny lud. nie dotknie ani nigdy więcej nie skrzywdzi. a przyjdzie jeszcze więcej. Jak już mówiłem. zmiana nas dogoniła — powiedział Kiryn ze smutnym uśmiechem. i wszystko jest bezcenne. — Jak sam powiedziałeś. Czarni Rycerze są zdesperowani. 313 . brakuje im jedzenia. Śmierć jednego choćby elfa przypomina upadek potężnego dębu. — Niezależnie od tego. Jednemu. Gilthasie — rzekł cicho. — Oni wiedzą. — Jest ich mało. 238* Tak. czy nie. by zająć jego miejsce. Lwica za wszelką cenę pragnęła zemsty. że unosimy się na powierzchni. Ich morale upadło. niestety. Qualinestyjczycy zaczęli się dzielić na odłamy. przewodniczyła jego żona. — Oni wiedzą. 239* Czarni Rycerze są zdesperowani — powiedział Gilthas. Nie poddadzą się bez walki. Jak moglibyśmy to zmarnować? 243* A gdyby Silvanesti dowiedzieli się prawdy o Silv'anosheiu? — spytał posępnie Gilthas. Powinniśmy natychmiast atakować! 240* I jaki byłby wynik tej walki? — spytał Kiryn i wzruszył ramionami.

zadowalali się życiem podobnym do snu w pięknym lesie. bólem. Gilthasa zasmuciła ta sprzeczka — pierwsza w historii ich małżeństwa — lecz przede wszystkim był królem. — Nic dziwnego. który przypominał im lasy ich ojczyzny. że w żadnym przypadku Qualinestyjczycy nie mogą przypuścić ataku na główne miasto swoich kuzynów. czy nie. wyprowadziła się z ich namiotu i poszła zamieszkać ze swoimi wojownikami ze szczepu Dzikich Elfów. że to nieprawda. i tak dalej. jakby wszedł na trzęsawisko. chociaż pochwalała dzielność Gilthasa. nie zmartwiłaby się. Mając zbolałe i poranione serca.Ona i jej podobni chcieli walczyć z ludźmi w Silvanoście i przepędzić ich. On był przeszłością. Stale gapisz się w ciemność własnego umysłu! Kobieta opuściła go. i wielu broniło króla. — To ty jesteś ślepy — rzekła ze złością Lwica. gdyby odszedł. że nie przyniosłoby to niczego dobrego. nie jest prawowitym władcą Qualinesti i nigdy nim być nie może. Senator Palthainon. ale reszta. Tłumaczył. że Gilthas. boleśnie. że dziwił się. przywódca tego odłamu. oni nie ufali Gilthasowi od samego początku. cal po calu zapadał się w zabójczą otchłań. Widział to tak wyraźnie. Bezlitośnie. a dopiero potem kochającym mężem. jak wszyscy ludzie. Gilthas czuł się tak. bez względu na to. Gdyby nie odwaga niezawodnego i wiernego senatora Palthainona. bezwstydnie schlebiał Silvanestyjczykom. 314 . Gilthas jest kapryśny i niestały. i nie wolno mu ufać. Chcieli rozpocząć proces leczenia. Rezultatem byłyby kolejne lata głębokiego rozłamu między dwoma narodami. by postawiła na swoim. nie mógł z czystym sumieniem pozwolić. Część Qualinestyjczyków wiedziała. a podszepty Palthainona nie pomagały jego sprawie. ziejącą raną. Cjualinesti nigdy nie przebyliby pustyni żywi. Inny odłam Cjualinestyjczków ulegał wpływowi Silvanesti. czy Silvanesti dołączyliby do nich. Chociaż bardzo chciał jej ustąpić. i tak dalej. Gilthas musiał raz za razem wyjaśniać. Co się zaś tyczy Silvanesti. będąc w części człowiekiem. jak inni mogą być tak ślepi. sącząc im w uszy sugestie.

obawiając się stamtąd wyjść. Koniec jbliżał się tak powoli. Im bardziej się szarpał. Nadchodziła zmiana. która otaczała Silvalost. utrzymywały stałą :ączność. — Powrócił Samar. 315 . Ujrzawszy Gilthasa. chociaż rozproszone. zanim młody król miał okazję się przedstawić. Kiryn wezwał go gestem. Po serdecznym tolie w głosie Alhany i jej podnieceniu Gilthas odgadł. że nikt inny nie wydawał się go zauważać. sądząc po jego ogorzałej twarzy i zabłoconej Ddzieży. podniósł głowę i krew mu zamarzła N żyłach. Nie potrzebował towarzystwa do swych ponurych rozmyślań i przegnał nawet Plancheta. zwierzętom lasu i przestworzy oraz kii'ierom. [nne oddziały elfów stacjonowały nad rzeką Thon Thalas. Gilthas biegł przez las do obozu Alhany. tym głębiej się zapadał. ichodźcy. a koejne czaiły się w Krwawiącej Puszczy. W tych dniach Gilthas nabrał zwyczaju samotnego spacerowania po lesie. Mężczyzna był ubrany iak wojownik i. Elfy kryły się N lesie. Nad drzewami krążył gryf z jeźdźcem.ctórej nie potrafił nazwać. którzy — sami lub z pomocą innych — uciekli ze stolicy państwa. był w podróży od wielu miesięcy. położonego jadeś trzydzieści mil na południe od granicy między SilvanesI i Blóde. Czarni Rycerze ukrywali iię w Silvanoście. Alhana i nieznajomy elf znikli w jej szałasie. powierzając noszenie wiadomości od jednej grupy io drugiej wiatrowi. szukając bezpiecznego miejsca do lądowania. na dojre lub na złe. Wojska elfów. Gilthas oddalił się poważnie od obozu i powrót zajął mu sporo czasu. oraz uciekinierzy z Qualinostu. i nikt nie zwracał uwagi na jego krzyki. Słysząc zwierzęcy wrzask gdzieś w górze. Sytuacja patowa się przeciągała. Silvanostu. Tylko on go widział. Znajdowała się tam większość wojsk Silvanesti. nie mając ochoty ruszyć się z miejsca. Kiedy wreszcie dotarł na miejsce. że ten elf lest dla niej kimś szczególnym. zastał Alhanę iv towarzystwie nieznajomego elfa.

Elfy czekały w pełnej szacunku ciszy. Samar wyciągnął do niej pomocną dłoń. 213* Samar wrócił sam — powiedział Kiryn. Towarzyszył jej Samar. Kobieta wzięła się w garść i powiodła wzrokiem po milczących obserwatorach. Twarz jej skamieniała i przybrała stanowczy wyraz. którzy w napięciu czekali na zewnątrz. by do nich przemówić. wymienili spojrzenia i potrząsnęli głowami. choć żaden z nich nie byłby zadowo-1 lońy z takiego porównania. gdy patrzył na Alhanę. Alhana wyszła. który stał opiekuńczo u jej boku. przypuszczalnie w podobnym wieku jak mąż Alhany. Wy wszyscy tu zgromadzeni. o czym myślał ani co czuł. zmieniając je w granit. który wyruszył szukać Silva-j nosheia? Kiryn pokiwał głową. pragnąc usłyszeć nowinę. kanciasty i twardy. otoczone masą czarnych włosów. Kobieta chciała coś powiedzieć. ale nie mogła. Z szałasu Alhany dobiegł przejmujący krzyk cierpienia. Tylko wtedy. Lata banicji i wojen wyostrzyły delikatne rysy jego twarzy. Przypominał Gilthasowi marszałka Medana. przeszyta bólem. Porthios. Ci. zwykle było blade. aby nie zdradzać niczego. Niech zaniosą je mojemu ludowi. Powierzam swe słowa zwierzętom lasu i ptakom przestworzy. Na polance zebrał się spory tłum. idźcie i zanieście moje słowa mojemu ludowi i naszym kuzynom 316 . Teraz jej skóra była całkowicie pozbawiona koloru. Wzdrygnęła się. czysto białe jak kwiaty lilii. z pozoru półprzejrzysta. kość po kości. Oblicze Alhany. ten wojownik. — Powierzam swe słowa wiatrowi i bystrej wodzie — rzekła Alhana. 212* A co z Silvanosheiem? — Gilthas spojrzał w stronę namiotu Alhany.. Elf nauczył się zagrzebywać w popiele ogień swoich emocji. — Niech zaniosą je mojemu ludowi. Alhana odtrąciła ją. który wydawał się rozdzierać ją na strzępy..— Samar. w jego ciemnych oczach zapalał się ciepły ognik. Samar był starszym elfem. Szybko został stłumiony i więcej się nie powtórzył.

— Przekazując wam to. Jego ojciec dał 317 . abyśmy byli zjednoczeni. Nawet przemawiając do ludu. — Ci. Alhana uniosła pierścionek. Rycerz miał z sobą pelerynę Silvanosheia i ten pierścień. Silvanoshei. i nasi kuzyni stali zjednoczeni u naszego boku. co teraz wam powiem. wystarczy. gdyby siły ją opuściły. ale zatrzymało iię na nim tylko chwilę. — Alhana umilkła i zwilżyła wargi. wasz król. wiedzą. co nas czeka w przyszłości. Wrócił z niej z ważnymi wieściami. muszę wam coś wyznać. — Ciemne oczy Samara przesunęły się po tłumie. Samar nie przestawał się troszczyć o Alhanę. — To pierścień mojego syna. Wkrótce po bitwie o Silvanost Silvanoshei wpadł w ręce Czarnych Rycerzy. kłamałam. żebyście się rozejrzeli. Alhana przerwała i z drżeniem zaczerpnęła tchu. — Niech Samar sam opowie wam swoją historię. — Jej spojrzenie padło na Gilthasa. Próbowaliśmy go uwolnić. gotowy w każdej chwili jej pomóc. choć mogliśmy straszliwie osłabnąć. co mnie do tego skłonito. by wszyscy mogli go zobaczyć. że to nie lada pochwała. co się z nim stało. którzy mnie znają. żeby się dowiedział. Stał blisko niej. męża dzielnego i szlachetnego. — To. — Spotkałem pewnego Rycerza Solamnijskiego. ryzykując własne życie. Ten rycerz widział Silvanosheia w więzieniu i rozmawiał z nim. Wysłałam Samara. co Dowiedział mi Samar. Jeśli chcecie wiedzieć. nasz król. Dzięki temu kłamstwu jesteśmy silni. Elfy wydawały ciche dźwięki podobne do szmeru wiatru w gałęziach wierzby. jest prawdą. Kłamałam. że Silvanoshei. leży chory w swoim namiocie. Poznaję go. by nie dopuścić do rozłamu wśród naszego ludu. Samar go odnalazł. Wiele tygodni renu wysłałam go z misją. jest uwięziony w Sanction. Kiedy twierdziłam. ale w nocy go porwano. Musimy być silni. — Znacie tego mężczyznę — Samara. ale nic nie powiedziały.3ualinesti. mojego najbardziej zaufanego dowódcę i wiernego przyjaciela. by stawić czoło temu.

Na ich twarzach malował się niepokój. Ciekaw. to mało powiedziane. że król Cjualinesti i niedobitki jego ludu będą się starali dotrzeć do waszej krainy. Najwyraźniej nie było to pytanie. 130* Czy wolno mi coś powiedzieć. 135* Czy uważasz go za człowieka odważnego i honorowego? 136* Tak. Kiryn wystąpił naprzód. uważam — oznajmił młodzieniec. potem na Alhanę. Czy to on jest tym rycerzem. że jest ważony na wadze.mu go. że jest odważny i honorowy. czy nie. kuzynie — odparła Alhana. poznałem — powiedział zaskoczony Gilthas. że możemy zaufać temu ludzkiemu rycerzowi? To może być pułapka. czcigodna królowo? 131* Wolno ci. by wyszedł z szeregu. kiedy Silvanoshei był dzieckiem. Kilku oficerów stojących obok Kiryna nakłoniło go lekkimi szturchnięciami. Czy przejdzie pomyślnie osąd Samara. by w niej znaleźć bezpieczne schronienie. syn Rodu Solostaranów. — To. władca Qualinesti. Elfy spojrzały na klejnot. że cię posłucham". którego oczekiwała. tego młody król nie potrafił powiedzieć. wystąpi naprzód. 132* Wybacz mi. poznałeś Rycerza Solamnijskiego imieniem Gerard uth Mondar? 134* Tak. Gilthas wyszedł z tłumu. o którym mówiłeś? 137* Sir Gerard słyszał. Samar również go poznał. patrząc na niego z zadziorną miną. który odniósł wrażenie. ale nie obiecuję. co to ma z nim wspólnego. Wyraził swoje głębokie ubolewa318 . jakby chciała powiedzieć: „Możesz mówić. Alhana odprężyła się. by skłonić się Alhanie. Surowe spojrzenie Samara padło na młodzieńca. — Niech Gilthas. 133* Wasza Królewska Mość — rzekł starszy elf — czy kiedy byłeś w Ojualinesti. Alhano Starbreeze — powiedział z szacunkiem Kiryn — że wątpię w słowa wojownika tak wielkiego i słynnego jak Samar. ale skąd mamy wiedzieć.

zabierając z sobą błogosławieństwo naszej ukochanej Królowej Matki. Wszelkie wątpliwości co do tego ludzkiego rycerza poszły w niepamięć. 102* Znam tego rycerza. ale wymieniając spojrzenia. 105* Ten Rycerz Solamnijski. — Samar przyniósł nam także inne wieści.nie z powodu twojej straty. Znam jego odwagę i mogę zaświadczyć o jego honorze. i jest to wróg. że jesteś bezpieczny. ale cieszył się. Jedyny Bóg przyszedł do nas w imieniu pokoju i miłości. Gerard zachęca elfy. niesie wiadomość o tym Radzie Rycerzy — dodał Samar. — Nie to jest jednak dla nas ważne. 104* Nie potrafię wam wyjaśnić. których pobłogosławiła moja matka. bo zrobiliśmy to już raz w przeszłości. Miała ich pełne poparcie. jak i Gilthas zaświadczają o honorze tego rycerza. — Solamnijczycy gromadzą armię. nie odzywając się. wierząc jego słowom. by 319 . Zebrało się tam ponad sto elfów. jakie imię nosi ten Jedyny Bóg. Alhana mogła kontynuować i tak też zrobiła. do której wrzucono kamyk. bym ci o nim przypomniał. mającego na celu omamienie i zniszczenie nas. Prosił. Elfy były teraz po jej stronie. Dobrze robicie. Imię Jedynego Boga jest prastare. Teraz już wiemy. Zdumiewająca wieść rozeszła się wśród elfów niczym kręgi na wodzie. Nareszcie potrafimy nazwać naszego wroga. Jedyny Bóg to Takhisis. dlaczego tego pragnął. Gerard uth Mondar przybył do Qualinesti w dziwnych okolicznościach. Gerard. Lauranalanthalasy. jak stał się ten przerażający cud — ciągnęła Alhana. którego potrafimy pokonać. Wiemy już. Skłonił się i wrócił na swoje miejsce w kręgu. Ich milczenie było wymowne. Zachowywały się cicho. ale opuścił ten kraj jako prawdziwy przyjaciel. by zaatakować Sanction. której głos z każdym słowem stawał się coraz silniejszy i bardziej majestatyczny. w rzeczywistości jednak stanowiło to część jego podłego planu. przesłonięte czarnymi skrzydłami pradawnego nieprzyjaciela. Zaliczał się do ostatnich. nie mam mu nic więcej do zarzucenia — powiedział Kiryn. 103* Jeśli zarówno Samar.

Nie wcześniej. — Co ja słyszę? — zawołała. — Czy to prawda? Ruszamy wreszcie na wojnę? Jej mąż nie odpowiedział. zeskakując z konia i biegnąc do Gilfhasa. Gilthas stał cicho na uboczu i przysłuchiwał się wrzawie. Kiedy zdobędziemy to miasto. podsuwając propozycje. Twarz jej jaśniała. głębszym i bardziej chropowatym niż głosy elfów. Dawniej nie zniżyliby się do rozmowy z Dzikim Elfem. który sprawuje niekwestionowaną władzę. przekrzykując gniewną wrzawę. dyskutując o tym. ale teraz odpowiadali na jej entuzjastyczne pytania z radością. Naszym celem jest Silvanost. 139* To prawda. Jedynym elfem. Elfy popatrzyły na niego z takim oburzeniem. rozpoznał ludzkie tony w swoim głosie. od którego zatrzęsły się gałęzie na drzewach. Teraz Takhisis jest Jedynym Bogiem. był Samar. jakby był gościem weselnym. układając plany. Przybyła Lwica. jakie wybraliby trasy i jak szybko mogliby dotrzeć do Sanction. który w przypływie szału zniszczył wszystkie prezenty. a kogo się zostawi. oczy płonęły. 320 . że w przeszłości pokonaliśmy Takhisis — oznajmił Gilhas swym niezadowolonym słuchaczom — ale pomogli nam Paladine. idąc z odsieczą swemu królowi. — Musimy atakować — powiedział — ale naszym celem nie powinno być Sanction. który zwracał na niego uwagę. Odwróciwszy się od niego. ale Lwica była zbyt podniecona. Oficerowie Alhany otaczali ją i Samara. komu wolno będzie pójść. by to zauważyć. 138* Posłuchajmy króla Qualinesti — rozkazał.przyłączyły się do niej. a za nią jej wojownicy ze szczepu Dzikich Elfów. coraz więcej elfów przybiegało na polanę i intonowało okrzyk. zwrócimy oczy na północ. Kiedy wreszcie się odezwał. Mishakal i inni bogowie jasności. poszukała żołnierzy wśród Silvanesti. Słysząc wrzawę. Co wy na to? Elfy wzniosły okrzyk. Nie będzie łatwo ją pokonać.

za które nigdy nie otrzymamy zadośćuczynienia. nie nogąc uciec. Gilhas znalazł wśród nich jednego sojusznika — Samara. gdy odwrócimy się od niego plecami. Połączymy siły z ludźni. Kobieta podeszła do niego i stanęła u jego boku. moja matka wal. że będziemy mieli lokąd wrócić. Zostawię niewielki oddział. a nawet Qualinestyjczykom. Półczłowiek i Dziki Elf.Będziemy musieli oddalić się setki mil od ojczyzny. Jeśli wymaszerujemy na Sanction. że powinniśmy (osłuchać jego słów. 44* Czarni Rycerze utknęli w Silvanoście jak pszczoły zamklięte w słoju — odparła Alhana. który może nas zaatakować i za)ić. Straciliśmy Qualinesti. cudzoziemcy. żeby mówić Silvaneityjczykom. 45* Alhano — zaczął Samar. Mina nie zamierza wysłać posiłków Czarnym tycerzom w Silvanoście. za które nikt jej nie podzięcował. Za kogo się mieli. obcy. Nie straćmy Silvanesti. zostawiając naszą ziemię w rękach wroga. — Powinniśmy zaatacować Silvanost i zająć miasto. Na dźwięk pełnych pasji słów męża twarz Lwicy złagodliała. by zaatakować i starać się zdobyć miasto ludzi. Poniosła wiele ofiar. że nie powinniśmy przystąpić do walki z Takhiiis — dodał Gilthas. aby podtrzynywał złudzenie. Walczyła w obronie ludzkich miast i ludzcich istnień. bez wątpienia adząc jej. Poniesieny ofiary. — Mój mąż ma rację — oznajmiła. Kiedy wróciny zwycięscy. co mają robić? Preekt Palthainon szeptał coś Alhanie do ucha. 43* Król naszych kuzynów mówi mądrze. — Jak wszyscy wiecie. vTie twierdzę. — Uważam. by nie zwracała uwagi na Króla-Marionetkę. Gdyby miała taki zamiar.ka Mość — powiedział Samar. zanim wyślemy oddział na raunek młodemu królowi. zostavimy za sobą nieprzyjaciela. Radzę się tylko upewnić. Wasza Królew. 321 . ja i mój syn rozprawimy się z tymi Czarnymi lycerzami — dodała dumnie. że bitwa przeciwko Takhisis i jej wojskom jest yarta stoczenia. Wierzę. — Miotają się w środku. zrobiłaby o już dawno temu.zyła wśród ludzi. że oblegają ich liczniejsze siły. Silvanesti patrzyli na nich wrogo.

a potem i ona pospieszyła rozmawiać z Alhaną Starbreeze. Nawet nie rzucił okiem na Gilhasa. . Zjednoczyła je decyzja o wymarszu do Sanction. jak i synowi. Skłonił się i zajął swoje miejsce za plecami królowej. Jak możemy z tym walczyć? Jak możemy walczyć z bogiem. Samar nie odezwał się więcej. podobnie jak Alhana. sprawa zamknięta.Kobieta rzuciła mu spojrzenie. Po chwili przyglądania się mężowi zatroskanym wzrokiem Lwica dodała mu otuchy uściskiem dłoni. To jej sprawka" — powiedział sobie Gilthas. kiedy nawet miłość — nasz najlepszy oręż przeciwko niemu — została zatruta?". Decyzja została podjęta. Jej fiołkowe oczy były ciemne jak wino i zimne. Silvanesti i Qualinesti entuzjastycznie zgromadzili się wokół Alhany. czekając na jej rozkazy. wzięła w swe ręce słodki eliksir miłości. dosypała do niego trucizny i podała zarówno matce. Miłość Alhany do syna zaćmiewa jej umysł. Miłość Silvanosheia do Miny zmienia się w obsesję. Nareszcie dwa narody były zjednoczone. „Rządząc teraz światem niepodzielnie. Dlaczego oni tego nie dostrzegali? Co ich zaślepiało? „Takhisis.

każdą jaskinię. Przestał się jednak dziwić. jak chętnie Silvanesti i Qualinesti uznali zwierzchnictwo Alhany. zaskakują obserwujących je ludzi szybkością umysłu i ruchów. kiedy to robili. ponieważ od wielu lat ukrywały się tam jej wojska. 323 . Gilthas nie miał pojęcia. że jego opinia się nie liczy. Wśród nich był sam Gilthas. Jeśli w ciągu następnych kilku dni Alhana lub Samar spali. Królowa znała górzyste krainy. Dniem i nocą przez namiot królowej bezustannie przepływał strumień ludzi. przez cały dzień wpatrując się w rozwijające się płatki róży lub całymi nocami siedząc pod rozgwieżdżonym niebem w cichym zachwycie. Znała wojnę. Znała każdą drogę. kiedy usłyszał. Był zaskoczony tym. przez jakie musieli przejść. zdolnością do podejmowania natychmiastowych decyzji i wprowadzania ich w życie. ponieważ jako władca swego ludu uczestniczył w podejmowaniu wszystkich ważnych decyzji. Młody elf dobrze wiedział. swoją stanowczością i wolą pokonania każdej przeszkody. każdą ścieżkę wydeptaną przez jelenie. przez które musieli przejść. znała jej grozę i trud. więc i tak niewiele mógł pomóc. Poza tym mało znał krainy. Kiedy jednak coś skłoni je do działania. chociaż Alhana łaskawie zadawała sobie trud zapytania go o zdanie. Rzadko jednak zabierał głos. czarnego elfa. jak kobieta przedstawia w zarysie swój plan.15 Na ratunek królowi Elfy potrafią być rozmarzone i senne. niegdyś wygnańca.

wczesnym rankiem — zwalniam cię ze służby. 214* Planchecie — rzekł Gilthas pewnego razu. nie miały ciężkich mieczy ani tarcz. ale wiele lat temu Porthios odkrył. elfy nie nosiły zbroi płytowych ani kolczug. W odróżnieniu od ludzkich wojsk. Gilthas wpadł w takie przygnębienie i frustrację. Elfy pójdą na północ do Blóde. Idąc dolinami. ale nieobciążona armia elfów będzie się szybko przemieszczać. była pod wrażeniem. każda cząstka jego jaźni krzyczała jednak. jakie będą przemierzać. elfy będą chronione z obu stron przez góry. Jednak ktoś musiał reprezentować Qualinestyjczyków. Plan marszu Alhany był genialny. wykorzystując umiejętności. 215* Ależ Wasza Królewska Mość! — Osłupiały Planchet 324 . który od lat był jego przyjacielem i wraz z jego żoną pomógł mu się wydobyć z wyniszczającej depresji. ani o wojskach. że wiedział. i wkrótce nawet najbardziej uparci z nich uznali wyższość wiedzy Alhany i przysięgli jej wierność. Wprawdzie Gilthas podziwiał plan bitwy Alhany.Żaden z wojskowych dowódców Silvanesti nie miał tak rozległej wiedzy o krainach. bo już za kilka tygodni w górach miał spaść zimowy śnieg i odciąć przełęcze. która dowodziła Dzikimi Elfami. która niegdyś omal go nie pokonała. Dzięki temu armia elfów mogła przebyć znacznie większe odległości niż ich ludzki odpowiednik. iż powinien przestać przychodzić na zebrania. Nawet Lwica. zostawiając zaplecze pod kontrolą nieprzyjaciela. a ich wysokie szczyty zasłaniają cały ciąg dolin i jarów ukrytych pośrodku. zanim ogry zauważą ich obecność. ogrów. Jak już powiedział Samar. Miały nadzieję. Mogło się to wydawać samobójstwem. Wprawdzie byłaby to długa i trudna trasa. Polegały na łukach i strzałach. że jest zły. nie powinni iść naprzód. że pasmo Khalkist dzieli się na dwie części. krainy ich nieprzyjaciół. z jakimi być może przyjdzie im walczyć. Zwrócił się więc do mężczyzny. które muszą wozić z sobą sprzęt kowalski i ciężko wyładowane wozy z zaopatrzeniem. że opuszczą Blóde. z których słyną elfi łucznicy. Musiała jednak podróżować szybko.

— Czyżbym zrobił lub powiedział coś. gdyby nie twoja siła i mądre wskazówki. 107* Wasza Królewska Mość — zaprotestował Planchet schrypniętym głosem. spły325 . który od tak dawna stał u jego boku.. który płynął z serca. — Oczywiście. Mówię: doradca i nauczyciel.. Kiedy już pokonamy Takhisis i przegnamy ją ze świata. Wiem. 109* I dlatego muszę opuścić Waszą Królewską Mość? — spytał cicho Planchet.. Tym właśnie jesteś dla mnie. — Nie sprzeciwiaj się temu. że we mnie wierzysz. Zrobisz to dla mnie? Zatroskany Planchet zawahał się. cień czarnych skrzydeł zniknie. i to również mówię serio. mój przyjacielu — powiedział Gilthas z uśmiechem. zrób to dla mnie.. 106* Nie. że nie stałbym tu dzisiaj. Mówię: przyjaciel. a ty jesteś weteranem z wieloletnim doświadczeniem. będzie narzekał i marudził. Jeśli wyznaczę ciebie. On się nie zna na sprawach wojskowych. i postaram się okazać godny twojego zaufania. żebyś sprawował opiekę i czuwał nad innymi. Silvanesti lubią cię i ufają ci.. Ty zaś drzewem. 112* Tak. mówiąc. że użyłem tego słowa. Dziękuję.dzięki twojej troskliwej opiece. Król położył rękę na ramieniu mężczyzny. co cię uraziło? Jeśli tak. 110* Tak. i to właśnie mam na myśli. Ty staniesz na czele Qualinesti. ale nie będzie mógł mnie powstrzymać. Ty musisz zostać ich generałem.popatrzył na niego z przerażeniem. 111* Planchecie — powiedział Gilthas — prefekt Palthainon już stara się wkręcić na to stanowisko. które wyrosło silne i wysokie. 108* . ale moim zdaniem jest ona właściwa. dla dobra naszego ludu. że Wasza Wysokość nie pochwala tej linii postępowania. a nie był wynikiem dyplomacji. bardzo mi przykro. Planchecie. Nie przesadzam. Lwica jest przywódcą Kagonesti. — Nie zasługuję na takie pochwały.. ponieważ nadszedł czas. Proszę. Wasza Królewska Mość — odpowiedział natychmiast Planchet. Nasz lud chce wyruszyć na Sanction. Jestem tylko ogrodnikiem. Qualinesti potrzebują dowódcy wojskowego.

że w ogóle umiem władać mieczem. a dopiero potem wyruszyć w świat. 76* Mów szczerze. To właśnie ta polityka izolacjonizmu wyrządziła w przeszłości elfom wielką szkodę. że mądrze byłoby przegnać wroga. Wasza Królewska Mość — rzekł wstrząśnięty Planchet.. Może pokonamy Takhisis. — Jesteś teraz moim generałem. Zyskamy ich szacunek i być może nawet przyjaźń. Wasza Królewska Mość. 78* Innymi słowy — dokończył Gilthas z gorzkim uśmiechem — ja zawsze umiałem tylko wylegiwać się w łóżku i pisać wiersze. drogi przyjacielu.. Jeśli będziemy walczyć u boku ludzi w tej bitwie. co miałeś na myśli. zrobisz to w moim imieniu. 77* Powiem tylko jedno. odbić naszą ojczyznę i uczynić ją silną. ale nie pokonamy tego. Niektórzy z naszych ludzi nie mogą podróżować 326 . Planchecie? — spytał z powags Gilthas. jeśli się mylę. drogi przyjacielu. — A co ty zrobisz? Pójdziesz z nami czy zostaniesz? 82* Nie jestem wojownikiem i dobrze o tym wiesz. To. Cokolwiek zadecydujesz. — Ja w to wątpię. Powinieneś się stawić na następnej naradzie wojskowej. — Nie miałem na myśli.. Dlatego uważam. Masz obowiązek zwracać mi uwagę. 81* Dziękuję ci za zaufanie. Planchet milczał i sprawiał wrażenie skonsternowanego. wywołując nieufność i brak zrozumienia nawet ze strony tych. przyjacielu — rzekł Gilthas z uśmiechem. 80* Wiem. udowodnimy im. którzy mogli zostać naszymi sojusznikami. a ona ją pochwala.nie na nas światło i przepędzimy nieprzyjaciół z obu naszyci krajów. Wasza Królewska Mość — odpowiedział Planchet. zawdzięczam tobie. czym ona się żywi — mroku w ludzkich sercach. — Naprawdę tak myślisz. że jesteśmy częścią większego świata. który zajął nasze domy. i mam nadzieję. Powiadomiłem Alhanę Starbreeze o swojej decyzji. aby mianować cię generałem. że się nie mylisz.. która wkrótce się zacznie. 79* Nie.

Wasza Królewska Mość. którego zaczął nienawizić. jakie zostawiła po sobie tarcza. Idź już lepiej. Zważ. — Pomyśl jednak. Elfy zostawiły także kolejny nieduży oddział wojska dla odtrzymania złudzenia. której nienawidzi i którą pogardza. — Tak — odparł znużonym tonem Gilthas. że generał )ogah. 327 . — Wiem tym. które śmiało kiełkowały spod szarego pyłu i zgnilizny. rzuiwszy jeszcze raz zatroskanym okiem na młodego króla. o tym. zamknięty w murach miasta. Spotkanie rozpocznie się 'krotce. jaskinie je ukryją. nie miał pojęcia. chorzy i starcy.ci. Elfy przygotowały się do wymarszu w czasie znacznie krótzym. że spróbuje się wkraść ' łaski Alhany Starbreeze. by strzec granic. Gilthas postanowił zostać. zwierzęta będą je ostrzegać i przenosić wiadomości. że jego nieprzyjaciel się oddalił. Planchecie. niż ktokolwiek by się spodziewał. która porzuciła ich na pastwę losu. Będzie żądał uczestniczenia w neocjacjach z ludźmi. Wasza Królewska Mość — rzekł Planchet i. którzy nie mogli wyruszyć w długą odróż na północ. Zostawiły na tyłach ompanię do obrony tych. którzy muszą opiekować się dziećmi. najpierw pod tarczą. że armia nadal otacza Silvanost. ponieważ sama raina była ich najlepszym obrońcą— kochające elfy drzewa dzielą im schronienia. rasą. Dwa dni przed wymarszem przyzedł do niego Kiryn. że prekt Palthainon wyrusza z nami. a potem od miażdżącym butem Czarnych Rycerzy. ale nie był to liczny oddział. Kirathowie pozostali. astanawiam się nad pozostaniem na tyłach z nimi.. Kirathowie uznali to za znakę nadziei dla swojej ojczyzny i rodaków. — Tak. Od dawna krążyli o szarym pustkowiu. Niewielka drużyna tak doskonale odgrywała swoją rolę. którzy sami mai nie uschli i nie wymarli. Czarni Lycerze nadal tkwili w więzieniu swego zwycięstwa i przekliali Minę. a Alhana domaga się od wszystkich punktualności. odalił się. Teraz ieszyli się na widok zielonych pędów.

byś łamał przyrzeczenie — rzekł Gilthas. jak zamierzamy wejść do Sanction? 249* Tak słabo znam tę okolicę. Nasze wojsko przejdzie ich podziemnymi tunelami. jako najwyższy rangą dostojnik. 247* Nie chcę.Widząc zmartwioną minę elfa. Kiryn spuścił wzrok na usłaną liśćmi ziemię. Ale to ty podejmiesz decyzję. Mój udział w tej] nieszczęsnej wyprawie tego nie zmieni. zarządza tym majątkiem. 246* To była poufna wiadomość. że zamierzasz zostać w Silvanesti — oznąH mił Kiryn. — Nie lubię szpiegów. — Płacimy istotom mroku. 251* Czym? — spytał Gilthas. — Uważam. że powinieneś zmienić zdanie i pójść z nami. Jeśli pojedziesz. 256* Nie. by nas ocaliły. j Słyszałem.. 257* Więc już do tego doszło — mruknął Gilthas po odejściu Kiryna. — zaczął Gilthas. 248* Nie składałem przysięgi. — Wiesz.. a ona je przyjęła. Myślę. 245* Dlaczego? — spytał młody elf. 252* Pieniędzmi. będą kłopoty. że będziemy iść przez Khalkist. przyglądał mu się tylko uważnie. Gilthas westchnął w duchu. że Samar chciał. które przywiozłeś z Qualinesti. Dobrze im za to zapłacimy. Wszystko. abym ci o tym powiedział — wyjaśnił Kiryn. — Aby pilnować interesów obu naszych narodów. ale czy wiesz. Kiryn zaczerwienił się. 250* Sprzymierzymy się z czarnymi krasnoludami. 254* Prefekt Palthainon zaproponował je Alhanie. ty obejmiesz pieczę nad funduszem naszego ludu. ale teraz Palthainon. co nam zostało. jakby przesłuchiwał go spojrzeniem. 253* To nie mój majątek — rzucił ostro Gilthas. Gilthas nic nie powiedział. Jak 244* 328 . że nie ma innego wyjścia. Może się okazać. Możesz być zmuszony go użyć. 255* Jeśli zgłoszę protest. — To majątek ludu Qualinesti.

która wyznaczała granice lasu — dziedzictwem tarczy. rzucające w słońcu srebrzyste refleksy. bez względu na to. Tydzień po tym. że jeśli raz stąd odejdzie. czy delikatne leśne kwiaty. czy były to źdźbła trawy. Rolan z kirathów patrolował jak zawsze swój odcinek granicy. Kiedy przekroczyli granicę Silvanesti. Szli w ciszy. zwracając suche oczy na północ. Kontrastowały wyraźnie z szarą linią rozkładu. zniszczenia wywołane jego złą magią pozostały. Rolan znalazł malutkie zielone kiełki. pomyślał z uśmiechem. pospolitą roślinkę — dmuchawca.głęboko pogrążymy się w ciemności. Nie wiedział jeszcze. triumfalnie wyłaniające się z gleby. zanim sami się tacy staniemy? Kiedy nadszedł dzień wymarszu. Nie odrywał wzroku od ziemi. nigdy już nie wróci. ponura linia śmierci. więc granice Silvanesti wyznaczała szara. bo Czarni Rycerze nie mogli się dowiedzieć o ich wymarszu. Zieleń życia kiełkującego wśród zagłady była zwiastunem nadziei dla niego i dla jego rodaków. Silvanesti opuścili swoje ukochane lasy. Rolan kochał ją. pielęgnuje jakąś zwykłą. Wpatrywał się w nie długo z przygnębiającym przeczuciem. Jednak teraz. A może. Elfy maszerowały w cieniu drzew. bez dęcia w rogi i bicia w talerze. że przyroda walczy ze złem spowodowanym przez tarczę. a ogry o ich nadejściu. a może pierwsze śmiałe pędy drzewa. pod szarym całunem zbutwiałych liści i uschniętych gałązek. 329 . Gilthas stanął i obejrzał się na falujące liście. Choć zabójczy czar tarczy uległ rozproszeniu. Obumarły wszystkie drzewa i rośliny. żeby ujść czujnym oczom błękitnych smoków. kocimiętkę albo trzykrotkę. które krążyły po niebie. bez pieśni na ustach. jak armia Silvanesti odeszła. które kiedyś stanie się olbrzymim dębem albo klonem o płomiennych liściach. z radością w sercu dostrzegając mały ślad tego. czym się okaże później. których dotykała tarcza.

. Wojska minotaurów przekroczyły granice. a przez nie przebijały się bardziej złowieszcze odgłosy: ostrzegawczy krzyk jastrzębia. wywoływał mdłości. Ruszyli dalej przez las. w którym ostrze rozpłatało mu gardło. Z lasu wypadły trzy olbrzymie minotaury. zwierzęcy. Zapach był ostry. szybki. pełne paniki beczenie spłoszonych jeleni. Zaniepokojony Rolan wstał. Minotaur. by ochronić ją przed palącym słońcem. Elf uniósł miecz i przygotował się do ataku. Tysiącom. Otoczył go bydlęcy smród. kiedy poczuł nieznajomy zapach. wioząc generałowi Dogahowi posiłki. Kolejna dobrze wykonana robota. Rogami rwały liście. zwierzęce i pozbawione wyrazu. Rolan przyłożył palce do warg. które zagradzało im drogę. niecierpliwie przedzierając się przez leśne poszycie. pisk lękliwego królika. Dźwięki stawały się coraz głośniejsze i wyraźniejsze. dotkliwy ból w miejscu. Chwyciły go silne ręce. stał się przytłaczający. Poczuł ukłucie noża tuż poniżej ucha. Wyciągnąwszy miecz.Ostrożnie nakrył z powrotem delikatną roślinkę całunem. Zamierzał już pójść dalej. by wydać świdrujący w uszach. którzy szli za nimi. To był smród mięsożerców. zwierzęcy smród przybrał na sile. torując drogę tym. ze wszystkich sił starając się umiejscowić tę dziwną woń. Okręty minotaurów z malowanymi żaglami i galery z załogami niewolników płynęły po wodach Thon Thalas na południe do Silvanostu. ciemne. Z oddali dobiegły go odgłosy łamania gałęzi i tratowania roślinności. przenikliwy gwizd. Setkom tych. który teraz uważał za kocyk. rzucił zwłoki na ziemię i otarł krew ze sztyletu. które mu obiecano. którzy szli za nimi. Towarzysze minotaura pokiwali łbami. który zabił elfa. 330 . który miał ostrzec innych kirathów przed niebezpieczeństwem.. Odrażający. a toporami kaleczyły konary drzew. pierwszy raz czuł coś takiego. Wciągnął powietrze w nozdrza. Na widok Rolana minotaury zatrzymały się i wlepiły w niego oczy.

Tego dnia zginęło wielu kirathów. większość jej nie miała. . Ciało kiratha Rolana leżało w lesie. Niektórzy mieli okazję walczyć z napastnikami. tak jak zginął Rolan. zielone kiełki. Została kompletnie zaskoczona. Jego krew wsiąkła w szary płaszcz śmierci i utopiła malutkie. który ukochał.

strach opuszczał serca wszystkich. kiedy Mina chodziła ulicami miasta. bo z kości wciąż zwisały strzępy łusek i gnijącego ciała. Pytaniem. królowa Takhisis była potężna i sprawowała niekwestionowaną władzę. Galdar rozkazał zamknąć Zachodnią Bramę. który w ciemności wydawał się tak wspaniały i niewrażliwy na ciosy. w ciemności. podobnie jak świece na ołtarzu. Totem. nie było to. smoczej zwierzchniczki. Zostały tylko smużki dymu. poczerniałe knoty i stopiony wosk. Wprawdzie publicznie rycerze Miny zachowywali pozory nonszalancji. z których składał się totem. którą rządziła. Jednak w blasku słońca jej wizerunek zbladł. Miasto ogarnął strach przed jej przybyciem. dar Miny W nocy oczy martwych smoków w czaszkach.16 Modlitwa Odili. w rzeczywistości jednak się bali. którzy ją widzieli. za dnia okazał się stertą czaszek — ohydny widok. budząc zdumienie wszystkich. czy Malys zaatakuje. Kiedy co wieczór opowiadała o mocy Jedynego Boga. Nad totemem unosił się widmowy pięciogłowy smok. Obawiając się masowych dezercji. W nocy. które cisnęło się wszystkim na usta. W świetle dnia był dla wszystkich patrzących srogim przypomnieniem o niezmierzonej potędze Malys. ludzie słuchali jej 332 . Oczy nieżywych smoków zamigotały i zgasły. ale kiedy to zrobi. którzy go widzieli. błyszczały jasno. która go zbudowała. Każdego dnia.

skonsternowana i głęboko zaniepokojona. że bogini nie jest godna takiej wiary. Jej brawura budziła w Galdarze podziw. Od chwili. a minotaur wiedział. Jedyny Bóg jest zadowolony z Sanction. Odila czuła się całkiem jak jeden z tych nieumarłych magów. była zatroskana. Jedyny Bóg o to zadba. że Jedyny Bóg ocali ich przed smokiem. Galdarze. jak zamierza pokonać Malys. Próbował z nią o tym rozmawiać. 259* Jaka więc jest twoja strategia. zaistnieć zarówno na płaszczyźnie duchowej. Wydawało jej się. Raz udawało mu się wmówić sobie. Smok zginął. że Mina nie chciała mu powiedzieć. chodziło i wykonywało wszystkie swoje obowiązki. co stało się w Qualinoście. przekonani. Kiedy jednak Mina wyjechała. nie powtórzy się w Sanction. piło. a ona dowiedziała się. Przypomniał jej o Qualinoście. Jej ciało jadło. Odwaga Miny wypływała z wiary w Takhisis. że Takhisis potrzebuje Miny. że Jedyny Bóg to królowa Takhisis. 258* To. Sanction i jego mieszkańcom nic nie grozi. Jedyny Bóg nienawidził elfów i ich państwa. na Sanction padł lodowaty cień czerwonych skrzydeł. Również Odila obawiała się o przyszłość. Tutaj zamierza zstąpić na świat. i to musiało mu wystarczyć. Mina nie czuła strachu. Mino? — dopytywał się Galdar. Ludzie spoglądali w niebo z obawą. z której nie miała już żadnego pożytku. gdy dusze zbudowały totem. Miał tylko nadzieję. Obawy Galdara pogarszał jeszcze fakt.i radowali się. jak i materialnej. ale ona sama była nieobecna duchem. że dziewczyna będzie bezpieczna. bo więcej nie chciała powiedzieć. że stoi obok swego ciała i przygląda 333 . by pozbyć się rywalki. Mina uspokajającym gestem położyła dłoń na ramieniu minotaura. innym razem był przekonany. ale miasto również uległo zagładzie. lecz zarazem go niepokoiła. Pragnął ujrzeć ich zagładę. więc nie będzie chciała jej poświęcić. Galdarze — odparła Mina. że Takhisis skorzysta z okazji. — Jaki masz plan? 260* Wierzyć w Jedynego Boga. kiedy dźwięk jej głosu ucichł.

Za każdym razem. która płynęła w jej żyłach. Mimo to brakowało jej modlitw. pomóż mi — pomodliła się i mimowolnie zadrżała. Ręka jej opadała i zwisała bezwładnie u boku. Pewnego poranka.mu się obojętnie. które są mi drogie: z honoru. odkąd się dowiedziała. szukając w niej odpowiedzi lub zrozumienia. istniejących po to. strachu i przerażenia. wymawiając to imię. którzy chcieli zabić króla elfów. stojącym w pobliżu totemu ze smoczych czaszek. jakiejś Mądrej Istoty. Uklękła przed ołtarzem. Gorąco bijące od świec kontrastowało z zimnym wiatrem. jak czerwone promienie słońca podświetlają ponuro chmury wiszące wiecznie nad Władcami Zagłady. postanowiła poddać swoją wiarę próbie. który nie dba o żadne żywe istoty. że jesteś ambitna i samolubna. Pomieszczenie wypełniała woń śmierci. Uczono mnie. czuła ciepło metalu. Przypominała sobie wtedy o mocy Jedynego Boga. Schnący pot ziębił skórę Odili. Brakowało tej słodkiej otuchy. — Królowo Takhisis. o mocy zdolnej zatrzymać tych. Nie mogła tego robić. widząc w nas wszystkich tylko niewolników. współczucia. by słuchać twoich rozkazów. ale na zimnej skórze czuła ciepło medalionu. — Przez całe życie mnie uczono. by modlić się do Jedynego Boga. kiedy Odila przyglądała się temu. Jedyny Bóg pokierował krokami Odili. jaką dawało powierzenie swojego życia w ręce kogoś innego. rozkładu i ciepłego. ale nie doprowadził jej do spokoju. Nie mogła się zmusić do tego. roztopionego wosku. kim jest naprawdę Jedyny Bóg. Kobieta bardzo chciałaby opuścić to straszne miejsce. podczas gdy sama krąży po omacku w targanej burzami ciemności swej duszy. lecz do zamętu. która pokieruje jej krokami i przeprowadzi ją z cierpienia do błogosławionego spokoju. gdy ściskała go w palcach. Nieraz Odila chwytała za medalion na szyi i gotowa była go zerwać. który wpadał przez ziejącą dziurę w sklepieniu i upiornie świstał w kłach czaszek. że jesteś okrutnym bogiem. miłosierdzia 334 . że drwisz sobie i szydzisz z tych zasad.

Trzymał w ręku jakiś przedmiot owinięty paskami płótna i obwiązany sznurkiem. że ty będziesz walczyć u jej boku. Zastanawiała się z obawą. Może jednak cię obchodzimy. że zamierza walczyć z Malys w pojedynkę. Galdarze? — spytała Odila. Nigdy przedtem niczego od niej nie chciał. 261* Czy życzysz sobie czegoś ode mnie. że nabrało spłowia335 . Zaufała ci.. Boję się o nią. nawet jeśli nikt inny cię nie obchodzi. a brzemię zwątpienia się zmniejszyło. — Jesteś bogiem. królowo Takhisis. Ona wierzy. trawą i ziemią. Jak mogę nie wierzyć w ciebie? Może. Mimo to Odili zrobiło się lżej na sercu. teraz było tak poplamione wodą. Mina stoi w obliczu straszliwego niebezpieczeństwa. ale dla kogoś. że moje obawy są bezpodstawne i że dbasz o nią. — Odila uniosła oczy i spojrzała w niebo. Płótno. Minotaur stał bez słowa. jakie we mnie obudziłaś. że ktoś stoi przy ołtarzu.i miłości. ale nie usłyszała żadnego głosu. A jednak. kiedy zauważyła. — Może cię oczerniono. Z powodu tego. nie powinnam ci służyć. Trupy magów siedziały na ławkach. 262* Chcę ci to pokazać — powiedział. kto to jest. — Odila zawahała się.. kiedyś białe. Oślepiona jaskrawym blaskiem setek świec nie widziała. Źle oceniono. Czułam uniesienie. zawsze zdawał się jej nie lubić i nie ufać jej. Właśnie się nad tym zastanawiała. Byłam pogrążona w modlitwie. Nie wiedziała. — Galdar? — spytała. Nie proszę o to dla siebie. Czekała w napięciu. kto służył ci wiernie i lojalnie. wpatrując się nieruchomymi oczami w płomienie. który wiał w sali z ołtarzem. Nie miała żadnej wizji.. błotem. kim jesteś. dlaczego tak się stało.. jak wchodziłeś. Ujrzałam twoją potęgę. Jestem przekonana. Pokaż mi. rozpoznając wreszcie masywną sylwetkę minotaura. — Nie słyszałam ani nie widziałam. czy nie usłyszał przypadkiem jej słów i czy nie skarci jej za brak wiary. Płomienie świec mrugały w podmuchu zimnego wiatru. nie powinnam w ciebie wierzyć.

Galdar położył zawiniątko na ołtarzu. kiedy wrócił jej głos. światło tej lancy nadal płonęłoby jasno". potem jednak niezdarnie zapakowano całość na nowo. i gwiazd. — Od kapitana Samuvala. gładki metal. lecz nie sprawiał wrażenia szczególnie ciężkiego. minotaur może powiedzieć o tym Minie. — To przyszło dla Miny — dodał minotaur. 264* Otwórz! — rozkazał surowym głosem Galdar. Odila chciała nadal odmawiać. którymi owija się ciała zmarłych. Wyglądało na to.. 265* Jesteś pewna? Widziałaś już jakąś przedtem? — spytał Galdar. 336 . Wyciągnęła rękę i pogładziła chłodny. Ostrożnie pociągnęła za supły drżącymi ze zdenerwowania palcami i odwinęła materiał. — Chcę wiedzieć. „Gdyby zgasły wszystkie światła we wszechświecie — pomyślała Odila — nawet blask słońca i księżyca. Zdumiała się jeszcze bardziej. Odila nie dotknęła pakietu. Przedmiot był długi. że Galdar usłyszał jej modlitwę i obawiała się. Dzięki nim zostałam rycerzem. nie widziałam — przyznała kobieta. — Ale od dzieciństwa słyszałam opowieści o legendarnych lancach. Skojarzył jej się niemile z paskami płótna. Rozwiń je. ale teraz już miała pewność. Zdjął ją nabożny lęk i podziw. co znajdowało się pod spodem. Zawsze uwielbiałam te historie. 266* Nie. czy się nadaje. Cokolwiek znajdowało się w środku. Zajrzyj do środka. że jeśli go nie usłucha. a tkanina rozwinięta.łego. nie powinnam. 263* Jeśli to prezent dla Miny. kiedy ujrzała to. — Czy to jest smocza lanca? Odila pokiwała bezgłośnie głową. która zdawała się nie mieć nic wspólnego z żółtymi płomykami świec.. nie mogąc wykrztusić słowa. Lanca rozsiewała srebrzystą poświatę. brudnobrązowego koloru. że sznurki zostały rozcięte. co twierdzi Samuval? — spytał Galdar. było zasłonięte tkaniną. — Czy to jest to.

Dziewczyna wzięła broń i ścisnęła ją w garści.o wraz z ludźmi w środku. :e legendarnych smoczych lanc mogą używać tylko ci. To był jeden :e skarbów. którzy valczą po stronie jasności. Podniosła ją z ołtarza. — Niemal wydaje się stwozona dla mnie. wzruszając ramionami. jak Mina jej dotyka. marszcząc czoo. — Spojrzała na Odilę. Galdarze? 114* Nie. Napadł go nawet tłum kenderów. — Nie potrzebują. Wysłał go Minie : wyrazami szacunku. bo niektórzy twierdzili. w ciemności odezwał iię czyjś głos: 113* Czy umarli jeszcze potrzebują tej lancy. które udało mu się zabrać z sobą. zostanie ukarany przez bogów. — Ukradł ją umarłym — stwierdził Galdar. że ledwo iciekł z życiem. Moim zdaniem lie powinniśmy jej dawać Minie.267* Gdzie kapitan Samuval znalazł taki skarb? — spytała. Odila westchnęła i obejrzała się na lancę. Światło lancy błyszczało jasno w bursztynowych oczach vliny. Jej bursztynowe oczy lyły tak ciepłe jak medalion na szyi Solamnijki. Odsunąwszy gwałtownie rękę od lancy. a każdy inny. — Nie w Grobowcu Bohaterów? — jęknęła Odila. fc przyniósł mu pecha. Zanim Odila zdążyła odpowiedzieć. — Piękna broń — stwierdziła. Mina uklękła irzed nim z szacunkiem. — Modlitwa :ostała wysłuchana. 268* W jakimś grobowcu — odpowiedział Galdar. Odila lrgnęła. zważyła v ręku i przyjrzała jej się z podziwem. widząc. Wspomniał tylko. popatrzyła na Gallara ze zgrozą. — Chyba N Solące. zaatakowali tak licznie. — Sam powiedział. kto spróbuje ich doknąć. — Nie powiedział. bo kiedy lokalni mieszkańcy zobaczyli . Mina ścisnęła mocno lancę. jak nazywał się ten grób. odwracając się do dziew:zyny. że to przynosi pecha. 337 . Mino — odparł minotaur. — Nie wiem — odparł minotaur. Położywszy lancę z powrotem na ołtarzu.

Mina mogłi chwycić lancę.— Podziękujmy Jedynemu Bogu za to wspaniałe błogosła wieństwo. że nie była pewna. Odila uklękła przed olta rzem. Po jej policzkach spływały łzy. . Koniuszki pał ców. co straciła. Ze względu na Minę cie szyła się. wziąć ją z ołtarza i trzymać w ręku. czy bó kiedykolwiek ustąpi. Sama jednał opłakiwała nie to. którymi dotknęła smoczej lancy. lecz to. że jej modlitwy zostały wysłuchane. Odila przez łzy popatrzyła na swoje ręce. co zyskała. Bolały ją tak bardzo. były pokryte bąblam i poparzone. Galdar nadal stał z surową miną.

Po ukończeniu tych zadań poczuli się przygoowani. mocno przesadził. Błękitny smok Brzytwa. Domy budowano z kamienia. dawno by już spłonął. ącznie z dachami. .17 Ochotnik W Sanction znów nastała noc. nadal zmuszony krążyć po Sancion w ludzkiej postaci. W nocy Mina wychodziła do nich. kiedy zapadła noc. ale przed tym nie było obroly innej niż rozpaczliwa nadzieja. oznaczała bowiem. że obrzucą Malys kamieniami. a oni przeżyli kolejny dzień. Licząc na to.. żeby >rzyleciała. kto rozgłaszał tę ilotkę. Mimo to wszyscy od:zuli ulgę. jako weteran wojen obserwował przy339 . nieważne. Co prawda powiadano.. że odlech smoka potrafi stopić granit. Noc zawsze przynosiła ulgę nieszkańcom miasta.dyż w jej obecności czuli się ośmieleni i gotowi do walki ze moczą zwierzchniczką. a balisty wycelowali tak. bo każdy inny materiał. że wraz z brzaskiem wróci strach. Stojące od stuleci w cieniu Władców Zagłady Sanction tyło zasadniczo ognioodporne. że przeżyli kolejny Izień. a kilku najśmielszych zawołało nawet Malys. by wygłaszać kazalia o Jedynym Bogu. wciąglęli na mury katapulty. na przykład słomiala strzecha. bo w tak duży cel jak smok mógł trafić nawet najsłabzy amator. Wszyscy żołnierze przechodzili pospieszne szkolenie w łuczlictwie. że ten. a jej przemówienia dodawały im odwagi. bo chcą już ją mieć z głowy. by miotały lociski w niebo.

bohaterów i głupców. Zwierciadło słyszał stukanie jego kuli o cegły. od dawna obawiał się. idąc za nim i udając. Brzytwa miał iść na zwiady. — Sam obejrzę totem. którymi obwiązywał swoje chore oczy. srebrny smok w ludzkiej postaci ruszył o własnych siłach. — Mówiłeś przecież. Nie zrobi najmniejszego wrażenia na tej wielkiej. — Może tylko należałoby się jeszcze zastanowić. w zależności od sytuacji dodając własne krytyczne lub pochwalne uwagi. — Miasta już wcześniej posługiwały się katapultami w celu obrony przed Malys. Jako srebrny smok. Zwierciadło bardziej ciekawił totem. czerwonej suce. 340 . i ściągnął je tak nisko. a marnował czas wśród żołnierzy. skoro ty nie chcesz być moimi oczami. lecz żaden nie wrócił żywy. Masz rację. ' — Ale nigdy nie mieli po swojej stronie boga — oznajmił błękitny smok. Wysyłali przeciw niej łuczników ze strzałami. 84* Jak mogę się mylić? — spytał Zwierciadło. 83* Wiem. zarówno jako człowieka. że Brzytwa wróci do swych starych zasad i znów będzie wierny królowej Takhisis. jego wygląd i położenie w mieście. wierny Paladine'owi. 85* Czy sugerujesz. przerywając w połowie dokładne opisywanie katapulty. ostukując laską drogę przed sobą. że to nic nie pomoże. 86* Niekoniecznie — odparł wymijająco Brzytwa. On cię zna. Zwierciadło zesztywniał. że powinniśmy zrezygnować z udzielenia Pałinowi pomocy w zniszczeniu totemu? — zapytał ostrożnie. Gdzie idziesz? 87* Do świątyni — powiedział Zwierciadło. — Myślisz. Odtrącając pomocną dłoń Brzytwy. I jednocześnie się mylisz — dodał. jak i w twojej prawdziwej postaci. że kuleje. że Mina zobaczyła cię w postaci żebraka na drodze i natychmiast poznała w tobie strażnika Cytadeli Światła. że zasłoniły mu twarz. 88* To szaleństwo! — zaprotestował Brzytwa. co sądzisz — powiedział nagle Brzytwa. Zwierciadło zaczął poprawiać bandaże.gotowania z wielkim zainteresowaniem i opowiadał o nicł szczegółowo Zwierciadłu.

lepiej chodźmy teraz. stój. Idąc cicho. muszę ją znaleźć". — Jeśli mamy iść. aby nie zwracać na siebie uwagi.— Skoro ty nie możesz się zdecydować. Będę twoim przewodnikiem. Wszedłeś w ślepy zaułek. Zwierciadło musiał przyznać. Nie słysząc już stukotu jego laski. Wiedział tylko. że znajduje się na wzgórzu nad miastem. żeby tam pójść.. Cóż. Nawet jako dziecko głos miała słodki. w najgorszym przypadku Takhisis rozboli brzuch ze śmiechu. 271* Muszę się nad tym zastanowić — odparł błękitny smok. skoro uparłeś się. Zawsze lubił słuchać Miny. Była tam też Mina. kiedy widział Goldmoon i Minę razem — staruszkę u zmierzchu życia i dziecko jaśniejące blaskiem poranka. Brzytwa nic nie powiedział. Zwierciadło założył. weszli do zrujnowanej świątyni. bo najprawdopodobniej świątynia jest pusta. Zgiełk tłumu poinformował Zwierciadło. Teraz Zwierciadło nie widział Miny z powodu ciemności. niski i miły dla ucha. Ślepy smok i martwy czarodziej chcą pokonać boginię. „Co zrobimy z Palinem. jeśli Brzytwa postanowi zmienić strony?" — zastanawiał się. bo ślepy srebrny smok sam nigdy by nie znalazł drogi. że dziewczyna ma dar przekonywania. Zwierciadło był wdzięczny Brzytwie za przewodnictwo. 341 . gdzie leży świątynia. będącej teraz sanktuarium totemu ze smoczych czaszek. która opowiadała o cudach i wspaniałości Jedynego Boga. 269* Zaczekaj. ale nie był to mrok jego ociemniałych oczu.. We dwóch poszli krętymi. że idzie sam. 270* Pomożesz mi zniszczyć totem? — spytał Zwierciadło. Miał bardzo niejasne wyobrażenie o tym. że zbliżają się do świątyni. Z zaskoczeniem usłyszał chrapliwy oddech Brzytwy przy swoim uchu. sam muszę podjąć ryzyko. Cofnął się myślą do tamtych dni w Cytadeli. Brzytwa ominął tłum. „Zatem — kombinował — jeśli będę iść pod górę. podobnymi do labiryntu ulicami miasta.

124* Niech przychodzi — powiedział Brzytwa. Czuł ich żar. jeśli chcesz. 121* Jak wygląda ten totem? — spytał cicho srebrny smok. potężna — to była magia boga. Nie lubię czarodziejów ani żywych. podobnie jak Brzytwa. że stoi przed totemem. — Większe czaszki podtrzymują mniejsze. 122* To makabryczna piramida z ułożonych jedna na drugiej czaszek naszych braci — odparł Brzytwa. Opowiedz mi o nich — rzekł Zwierciadło z bólem serca. Zwierciadło nie miał zamiaru niczego dotykać. Gdzieś w tej stercie jest czaszka mojej partnerki. Nie potrzeba. przez który Takhisis wreszcie wejdzie do świata. Zwierciadło czuł zapach płonących świec. — Jak wyglądają? 118* Jak zwłoki wystawione na własnym pogrzebie — odparł kwaśno Brzytwa. zmuszając ich do opuszczenia domów i nękając podczas ucieczki dla własnej okrutnej zabawy. nawet jeśli ich nie widział. żar swojego gniewu i chęć zemsty. Dobrze. Czuł.115* 116* 117* Jesteśmy sami? — spytał Zwierciadło. W kącie siedzą trupy dwóch czarodziejów. To jest Portal. stoisz teraz przed totemem z czaszek. Stojąc przed tote342 . Jego magia była silna. Smoczyca zniszczyła Kenderówek. — Moim zdaniem trzeba wpuścić Takhisis. jeśli jej pomoc jest potrzebna. i ich córkę. — Tylko tyle powiem. żeby nienawidzić Malys. żeby się wtrącali w nasze sprawy. Możesz wyciągnąć rękę i ich dotknąć. — Palin miał rację. W oczodołach jarzą się oczy umarłych. Malys zamordowała setki ludzi i wygnała kolejne tysiące. Zwierciadło miał własne powody. 119* A co z ich duszami? 120* Nie widzę ich. To jest brama. ani umarłych. Nie trzeba mu było mówić. zabiła ukochanego męża Goldmoon. Ciesz się. Przyciągała Zwierciadło i jednocześnie budziła w nim odrazę. że w ciemności płonie ogień jej życia. 123* A ja czuję boską moc obecną w tym totemie — rzekł Zwierciadło. Riverwinda. Czuję. że ich nie widzisz. Całe szczęście. by zabić Malystryx.

który Malys zbudowała z kości pożartych ofiar. Może nas nie zauważy. Jesteśmy w cieniu. 275* Kto to? Mina? — spytał Zwierciadło. muszę przełknąć gorzkie lekarstwo zwycięstwa Takhisis. naszym bogiem. że to zły pomysł. — Ona jest naszym bogiem — powtórzył. Był skupiony na własnych zmartwieniach. Moja nienawiść do Malys jest równie silna jak twoja. Mówiłem ci. i nikogo innego nie ma. — Bogiem naszego świata. czy Brzytwa nie ma przypadkiem racji. i płacz dzieci. które nigdy im się nie narodzą. Brzytwa szturchnął go łokciem. co ma robić. Słyszę każdy ich śmiertelny krzyk. Twierdzisz.mem. Nie. Pogrążony w rozmyślaniach zapomniał. po wejściu do sali ołtarzowej Galdar nie zauważył dwóch żebraków. Całkiem sporo. ten minotaur. Słyszę płacz ich partnerów. gdzie jest. Galdar znał plan Miny. 272* Ty ich nie widzisz — ciągnął bezlitośnie Brzytwa — ale w totemie są też czaszki srebrnych smoków. bogiem naszego świata. którzy ich kochali. nie ruszaj się. Zwierciadło zaczął się zastanawiać. Straszny wybór. Poza tym — dodał chłodno niebieski smok — może się czegoś dowiemy. Jest jednak bogiem. Musisz się z tym zgodzić. że aby oczyścić świat z tej straszliwej zarazy. zapomniał. 276* Nie. Zwierciadło siedział na twardej ławce. który nigdy się od niej nie oddala. przyznaję bez wahania. Nie chcesz pomścić ich śmierci? 273* Nie muszę ich widzieć — powiedział Zwierciadło. Rzeczywiście. Już za późno. — Słyszę ich głosy. starając się podjąć decyzję. Brzytwa wzruszył ramionami. Błękitny smok nachylił się ku niemu i szepnął mu do ucha: — Takhisis ma swoje wady. 343 . że znajduje się w obozie nieprzyjaciela. Przynajmniej nie natychmiast. 274* Mamy towarzystwo — ostrzegł błękitny smok cichym głosem. Zwierciadło się nie zgodził.

Potrafili wkraść się do twojego serca. zanim wydadzą swoje pieniądze. tak jak Galdar kochał Minę. Przez całe życie Galdar słyszał legendy o słynnym bohaterze minotaurów. choć powinni położyć się i skonać. Nigdy nie przyjmowali do wiadomości przegranej. że tak dobrze znal Minę. Chociaż w czasie wojny walczył po niewłaściwej stronie. Minotaur podziwia dzielnego wojownika bez względu na to. 344 . Miał nadzieję. który stale ratował życie Humie. Kaz towarzyszył Humie podczas jego bitwy z królową Takhisis. Galdar wiedział. który przyjmował ludzkie podziękowania z pobłażliwą godnością. Może w rzeczywistości Kaz walczył u boku Humy. Ich życie było tak żałośnie krótkie. że Huma był dzielnym wojownikiem — jak na istotę ludzką. który przyjaźnił się ze słynnym bohaterem solamnijskim. zawsze szacują koszty. a mimo to zawsze byli gotowi je poświęcić za sprawę lub przekonanie albo zrobić coś tak głupiego i szlachetnego jak wbiegnięcie do płonącej wieży. Ich marne ciała były tak kruche i delikatne. W legendach minotaurów to Kaz był bohaterem. Zawsze dodawano to zastrzeżenie. lecz teraz zaczynał zmieniać zdanie. bo go kochał. że się myli. niewiele'minotaurów potrafiło ją zrozumieć. Jeśli jednak chodzi o jego przyjaźń z człowiekiem. wśród swego ludu do dziś był szanowany za bohaterstwo i odwagę w bitwie. lecz walczyli dalej. żeby ratować życie całkiem nieznajomej osoby. Minotaury też są odważne. pewnie dlatego. To prawda. W tych ludziach coś było. ale ostrożniejsze. a jednak ludzie potrafili być równie twardzi i wytrzymali jak ostatni bohater stojący na zalanej krwią arenie cyrku minotaurów.a przynajmniej tak mu się wydawało. ale nie był o tym zbyt mocno przekonany. Galdar zawsze wierzył w te legendy. Znał Minę i kochał ją. Humą. znanym jako Kaz. Minotaur wiele razy narażał życie dla Humy i do końca swoich dni opłakiwał śmierć przyjaciela. po której stronie ten walczy. Za każdym razem Huma pokornie dziękował szlachetnemu minotaurowi.

wstał sztywno sprzed ołtarza. przychodzili składać ofiary Jedynemu Bogu. Kręcił się w pobliżu ołtarza. co to takiego — może spokój i pewność siebie. by żebrać choćby o skórkę od chleba. i ciekaw był. przysiągł. Galdar nie modlił się do Jedynego Boga. Skończywszy się modlić. Nie pisnął o tym Minie ani słowa — zamierzał zabrać swoją tajemnicę do grobu — ale nie miał zamiaru się modlić do królowej Takhisis. którzy domagali się jałmużny.o Mina planuje. W ciągu dnia w sali ołtarzowej panował tłok. odkąd dowiedział się. Przyjrzał im się uważniej. Niewielu wyznawców odwiedzało świątynię w nocy i właśnie dlatego Galdar wtedy tu przychodził. niż pomyślał o tym. Klękając obok ołtarza. Nie modlił się do Jedynego Boga. Było w nich coś. Galdar nie znosił ludzi. gapić się na totem albo starać się dostrzec Minę. jej ukochany głos.. kiedy nagle dostrzegł żebraków. Tę przysięgę złożył samemu sobie. i kochał ją za to. Teraz nie zwracał na to uwagi. ale to wszystko. Później odchodzili na swoje posterunki albo do łóżek. która wyjaśniała wielbiącym ją tłumom. Minotaur prędzej umarłby z głodu. bogini. Jedyny Bóg z pewnością ich uratuje. Nie wiedział dokładnie. co tych dwóch robi w Sanction. w większości żołnierze. Miał 345 . chociaż na samą myśl o jej zamiarach serce mu pękało z bólu. Słyszał głos Miny. że nie muszą się obawiać Malys. co odróżniało ich od innych żebraków. dotknąć jej. wiara we własne siły. Galdar słyszał to już wcześniej. nakrywać się kocem jej odwagi. jeśli tylko on zdoła jej przeszkodzić. poprosić o błogosławieństwo. Żaden z jego pobratymców nie lubił żebraków. Z zewnątrz dobiegał go głos Miny. że Mina nie ruszy do bitwy sama. Wieczorem szli jej słuchać. kto się kryje pod tym imieniem. Domyślał się. Galdar nie potrafił sobie wyobrazić. bo wtedy mieszkańcy Sanction. czekając na Minę. którą uważał za istotę zdradziecką i całkowicie pozbawioną honoru. że większość pozostałych też nie słyszy niczego więcej. Tej nocy na ławce niedaleko ołtarza siedzieli ślepiec i kulawy żebrak. dlaczego nie uciekli jak wielu ludzi ich pokroju.

koloru bursztynu lśniły. 141* Nie. i otworzyć przed nią swe serce. to wszystko. — Wiem. Była w stanie uniesienia. jak mu radziła. Jej oczy. — Od dawna coś cię dręczy. coś do jedzenia — zaproponował. Westchnęła głęboko. że Jedyny Bóg przyśle ci smoka. co ci leży na sercu — zachęciła go. Kiedy doszła do ołtarza. Mino — powiedział Galdar. Masz smoczą lancę i zakładam. Jedyny Bóg zyskuje wielu czcicieli. prawie nie mogąc ustać na nogach ze zmęczenia. a ona wpadała w straszną złość. • Złożyła ręce i zmówiła dziękczynną modlitwę do Jedynego Boga. Wyglądała na wyczerpaną. 142* Masz mi coś do powiedzenia. 143* Ty jesteś moim brzemieniem. natchniona przez boga. 346 . Sięgnęła po świecę. osunęła się na kolana. Pozwól jednak. że ci dwaj nie są zwykłymi żebrakami. — Nie będziesz sama. postanawiając zrobić tak. której knot utonął w roztopionym wosku. Mówił jej to w przeszłości. Dziś zgromadził się wielki tłum. że zamierzasz walczyć z Malys z grzbietu smoka.wrażenie. niczego nie potrzebuję. Galdar zapomniał o tych dziwnych żebrakach i natychmiast podszedł do Miny. gdyż podczas publicznych wystąpień całą swoją duszę przelewała w słowa. Planujesz sama stawić jej czoło. i zamierzał zadać im kilka pytań. Potem wstała. którzy jej słuchali. Nie mogę ci na to pozwolić. Galdarze? — spytała Mina. i niej zostawiając niczego dla siebie. jakby odświeżona i wypoczęta. pozwalając mi je dzielić z tobą. Zmniejsz swoje brzemię. oddając wszystko tym. dziękuję — odparła dziewczyna. nie Jedynego Boga. — Jestem tylko troszeczkę zmęczona. — Uniósł rękę. — Mów. 140* Przyniosę ci trochę wina. Galdarze. U twojego boku będzie walczyć Jedyny Bóg. chciał powiedzieć Galdar. Wiem. Nie chciał się teraz narażać na jej gniew. Mino. kiedy wróciła Mina. ale zachował milczenie. Oni czczą ciebie. co chcesz powiedzieć. aby uciszyć jej protest. Mino.

Chyba dostrzegasz mądrość takiego planu? 279* Dostrzegam. że dobrze byłoby mieć dwóch jeźdźców. 277* Ćwiczyłam władanie lancą— powiedziała Mina. Pozwól mi zająć miejsce i twego boku. — Jeszcze lepszych byłoby tysiąc jeźdźców. wbijając ponury wzrok w płomienie. teraz żaden nie wydawał się mieć na to ochoty. — Trafiam do celu dziewięć razy na dziesięć. do czego zmierza dziewczyna i nie potrafił jej od tego powstrzymać. jak krążyły wokół niego. a co dopiero. które świętowały. Obawiają się. że nie było wiadomo. 282* Gdzie one są teraz? Gdzie są smoki czerwone i zielone. 278* Trafić w cel. czy w ogóle ma usta. przypominając mu o tym. ale gdzie znajdziemy ten tysiąc? Ludzi lub smoków? — Mina pokazała totem. studiowałam walkę w myślach i wiem. — Dziewczyna uśmiechnęła się do niego psotnie. gdy Jedyny Bóg dokonał konsekracji totemu? Pamiętasz. Kulawy żebrak wpatrywał się w posadzkę. nie sądzisz. Galdarze? 281* Pamiętam. i tymczasem drugi atakuje go od tyłu. Przyjrzał im się uważnie. I mam o to do nich żal. 280* Tysiąc byłby lepszy. — Zaiste. bandaże spowijały jego twarz tak szczelnie. Galdarze — rzekła Mina. Otwozyła dłoń. jak młoda jest w rzeczywistości.W walkach powietrznych najlepsze rezultaty osiągają dwaj imoczy jeźdźcy — jeden odwraca uwagę smoka z przodu. błękitne i czarne? Znikły. że każę im polecieć do walki z Malys. Zapomniał o żebrakach. czy nimi po347 . Uciekły. Galdarze? Minotaur milczał. wznosząc hymny na cześć Jedynego Boga? Pamiętasz to. niż trafić w poruszającego się smoka — warknął Galdar. Wiedział. — To sami tchórze — rzekł z pogardą Galdar. —. — Pamiętasz te smoki. pokazując jej zaczerwienione i pokryte pęcherzami vnętrze.by ktoś jeszcze stanął przy tobie. Usłyszał za sobą jakiś dźwięk i rozejrzał się. który stoi w miejscu to całkiem co innego. Ukryły się. ale jeśli to któryś z nich się odezwał. jeśli zaś chodzi o ślepca.

że mógłby się zerwać na równe nogi i zatańczyć taniec z dzwoneczkami i tamburynem. 146* Już się modliłem. Galdar spojrzał na nią ze zdziwieniem. Minotaur westchnął i wyszedł w mrok nocy. 144* Wiesz. Mimo to Zwierciadło nie unosił głowy. że Brzytwa w ludzkiej postaci kręci się niespokojnie na ławce obok niego. który z własnej woli poleci z tobą do boju. że to niemożliwe. Srebrny smok siedział ze spuszczoną głową. — Wzywają mnie obowiązki. Był zaniepokojony i jednocześnie zadowolony. — Jutro będzie wielki dzień. 145* Nic nie jest niemożliwe dla Jedynego Boga — odparła dziewczyna tonem lekkiej reprymendy. Jedynymi innymi istotami w sali byli dwaj czarodzieje. Zwierciadło poczuł. możesz lecieć u mojego boku. chociaż podejrzewał.rusza. Galdar sapnął. ale Galdar nie musiał na nich patrzeć. Znów uklękła przed ołtarzem i złożyła ręce. Mino — rzekł głuchym głosem Galdar. prawda? — spytał półgłosem Zwierciadło. 348 . — Umówmy się. Galdarze — powiedziała Mina. Podnosząc wzrok na Galdara. dodała: — Pomódl się ze mną. Nigdy się nie poruszali. Może to była odpowiedź. żeby Mina go nie zobaczyła. 217* Czyżby Malys miała jutro przylecieć? 218* Właśnie. Mino. którego szuka Galdar. ale nie jemu. — Jeśli znajdziesz smoka. 147* Chcesz zostać tym smokiem. Może noc przynosiła ukojenie innym. co się działo w świecie śmiertelników. a ona nie zwróciłaby na niego uwagi. zgoda? 216* Zgoda — powiedziała. jeśli ktoś ich do tego nie nakłonił. Przebywała z Jedynym Bogiem. Postaraj się odpocząć. Jemu noc przynosiła tylko poranek. Chwilowo nie dbała o to. 148* Chcę — odparł Brzytwa. uważając.

że mamy więcej z sobą wspólnego.mok. niż do ciebie należało. Przykro mi z tego powodu. Srebrzysty. 285* Nie mogę cię zostawić — powiedział po chwili Brzytwa. ale ślepota nie jest przeszkodą dla mojej magii. Sam strach przed nią dojrowadził do obłędu plemię kenderów. Zwierciadło uśmiechnął się. że będziesz walczył u jego boku. wyraźnie ulegając pokusie. Zwierciadło słyszał go i czuł jego ruchy. Zwierciadło wyczuwał jego osłupienie. bo dowiedziałem się. — Oręż Malys jest potężny. Powiadają. — Idź więc — oznajmił. — Idź do minotaura i powiedz mu. — Smokami z Krynnu. — Co zrobisz beze mnie? 286* Dam sobie radę. Brzytwo. Zwierciadło nie miał na myśli Malys. żadnego wyszkolenia. i szanuję twoją decyzję. 290* Jesteśmy smokami — powiedział po prostu Zwierciadło. — Jestem niewidomy. Minotaur nie znajdzie innego smoka. świadczy o twojej odwadze i wielkoduszności. że cię poznałem. 288* Nie jestem dzieckiem — odparł Zwierciadło.283* Wiesz. 349 . że jego uśmiech jest niewidoczny pod bandażami. niż sądziłem. 284* Wiem o tym — rzekł Brzytwa. Brzytwa milczał. 289* Zawsze nienawidziłem twojej rasy. Musicie ułożyć plany. a przynajmniej tak :wierdzą mędrcy. 287* Jesteś pewien? — spytał Brzytwa. być może po raz ostatni. — Mówiąc o „niej". — Wiem coś jeszcze. Brzytwa wstał. — Nie będzie miał cię kto strzec i chronić. Nie jak za dawnych czasów. To nasza najpotężniejsza broń w walce przeciwko niej. Żadnej dyscypliny. jakie podejmujesz ryzyko — powiedział srebrny . że jej płomienny oddech jest gorętszy od ognia Władców Zagłady. Idź lepiej za minotaurem. ale nie widział powodu. by objaśniać ten zaimek. Wszystkie są parszywymi tchórzami. Dłoń niebieskiego smoka spoczęła na jego ramieniu. Twój odruch jest szlachetny. dziękując w duchu. Zrobiłeś więcej. Cieszę się. a nie będziecie mieli na to dużo czasu.

350 . co mógł. którzy będą bezradnie przyglądać się pojedynkowi z ziemi.— Tak — odparł błękitny smok. Wszystko wyglądało tak. kiedyś była naszą boginią. Mina przemówiła na głos. — Tak bardzo pragnę być tam przy niej. jak się spodziewał. on znajdzie się wśród tych. Kiedy to zrobił. której nie lubił. Nocne niebo było czyste. której nie ufał. ale nie był Miną. do której nie mógł się modlić. Odchylił głowę i spojrzał w górę. Galdar powiedział. a obrońcy zdenerwowani i ponurzy. Kiedy rozmawiał z Miną. Obrona była najlepsza. Chwycił kulę i schował ją pod ławkę. Usłyszał szybko oddalające się kroki i potrząsnął z uśmiechem głową. którzy będą walczyć ze mną. 125* Bądź przy mnie. do wspaniałego zwycięstwa przeciwko nieprzyjacielowi. sprawdzając miejskie umocnienia i stan ducha obrońców Sanction. że kiedy Malys przyleci. — Jesteśmy smokami z Krynnu i chociaż walczymy przeciwko Takhisis. Kiedy zabrakło jej ciepłego ciężaru. Prosił o cud boginię. Nie potrafił im dodać otuchy. gdy sam był przygnębiony. na jaką miasto było stać. Wiedział jednak doskonale. — Kolejny cud Jedynego Boga — rzekł kwaśno Zwierciadło. Jak mogę zrobić to. Zdjął rękę z ramienia towarzysza. — Szkoda. 126* Jak mogę nie powtórzyć za nią tej modlitwy? — zadał sobie w duchu pytanie Zwierciadło. jeśli nie liczyć chmury wiecznie wiszącej nad Władcami Zagłady. Galdar robił obchód. śmiało mówił o walce u jej boku przeciwko Malys. kiedy zostałem sam. Zwierciadło zatęsknił za nim. o co mnie prosi Palin? Szczególnie teraz. szczególnie teraz. by ich podnieść na duchu. Wyciągnąwszy przed siebie rękę. że nie pamię-: taliśmy o tym wcześniej. pomacał i znalazł porzuconą przez Brzytwę kulę inwalidzką. — Tak bardzo chciałbym ją zaskoczyć — powiedział gwiazdom. Prosił jednak o rzecz niemożliwą. Boże — modliła się żarliwie — i prowadź mnie i wszystkich.

że ktoś go śledzi. Ktokolwiek go śledził. mia•owe i stanowcze. :tóre o tej porze nocy były ciemne i opustoszałe. że wymknął się śledzącej go osobie i zdumiał się niezmiernie. 48* Cokolwiek to jest. Kroki ucichły. — Ty brudny żebraku! Precz ode mnie.. iż był potrzebny — zauważył. Galdar zaczął odruchowo odwzajemniać salut. panie — dodał z szacunkiem. Nie skradał się ani nie itąpał cicho. ilbo chciał. — Pragnę ci coś dać. Mężczyzna uniósł rękę i oddał mu honory. byli wierni Milie. Kto mógł go ledzić i po co? Mógłby o to podejrzewać Gerarda. i ścisnął w dłoni rękojeść miecza. czy to nie Mina kazała go ledzić. ale Rycerz lolamnijski opuścił Sanction dawno temu i teraz pewnie naganiał innych rycerzy do walki z okupantami miasta. Po dojściu do zagajnika Galdar szybko ukrył się za pniem wielkiego drzewa. dziadzie! Nie mam pieniędzy. czy nie przestała mu ufać. jak robiłby to złodziej albo skrytobójca. albo nie był zbyt dobrym szpiegiem.. — Czego chcesz? Dlaczego skradasz się za mną jak złodziej? — Przyjrzawszy się dokładniej człowiekowi. Mrucząc coś głośno o potrzebie zaczerpnięcia świeżego >owietrza. Minotaur był pewny. Nie cierpię takich jak 351 . łącznie z tą Solamnijką. Przez chwilę zastanawiał się. aby Galdar go zauważył. Wszyscy lozostali w mieście. kiedy zobaczył zbliżającego się człowieka. że przez chwilę stał osłupiały.Był tak zajęty. Było to coś ik niezwykłego. Niczego nie chcę od ciebie. Ścisnął mocniej rękojeść miecza i wysunął jego ostrze do połowy z pochwy. Galdar udał się w stronę świątynnych ogrodów. 46* Czy nie byłeś poprzednio kulawy? Gdzie jest twoja kula? 47* Zostawiłem ją— odparł żebrak — bo już jej nie potrzebuję. Galdar poznał go i poczuł obrzydzenie. że dopiero po jakimś czasie — dłuższym. Na myśl o tym zrobiło mu ię niedobrze. Jego kroci brzmiały raczej jak kroki wojskowego — były śmiałe. Postanowił dowiedzieć się prawdy. patrząc wrogo na przybysza. nie chcę tego. Zmrużył oczy. Przerwał. Minotaur umilkł.

? — bełkotał nadal Galdar. zamierzając odepchnąć mężczyznę na bok. bo każę cię wtrącić do więzienia. — Spotkałem go. będziesz mógł walczyć u jej boku. aby zostały jakieś niedomówienia. ja zostanę twoim wierzchowcem. który zaniesie cię do bitwy przeciwko Malys. sam nie bardzo wiedząc co. 223* Zatem już wiesz. Błękitny smok zrobił głęboki wdech i wypuścił powietrze z płuc z zadowoleniem i niezmierną ulgą. Znałeś go? 222* Tak. patyki i gałęzie. Nocne cienie zaczęły drżeć i falować. na jego pamiątkę. jak rozmawiasz ze swoją przywódczynią w świątyni. Idź precz i nie naprzykrzaj mi się więcej. Trzepocząc skrzydłami. 221* Jestem. i postąpili rozsądnie. Przez przypadek usłyszałem. dlaczego to robię — powiedział Brzytwa. dumnie podrzucając głowę. — Walczę w jego imieniu.. — Galdar wyciągnął rękę.. Minotaur z jękiem zatoczył się do tyłu i uniósł osłupiałe spojrzenie. — Jak ja nie cierpię tej ciasnej ludzkiej postaci. ale ten pancerz nie był zimny jak stal. Nie chciałbym.ty. • — Gdzie.. 224* Przyjmuję twoją propozycję. znałem — rzekł Galdar. Był ciepły. To był rozsądny człowiek. Dłoń Galdara zetknęła się z powierzchnią twardą i solidną jak zbroja. że jeśli znajdziesz smoka. Dzielny rycerz starej daty. Brzytwo — odparł mino352 .. przeciągnął się z rozkoszą i znów westchnął. Jego wzrok napotkał oczy błękitnego smoka. odważny i honorowy. — smok umilkł i poprawił się z pełną powagi godnością — byłem smokiem przydzielonym marszałkowi Medanowi. nadal nie mogąc się otrząsnąć z szoku. jeśli masz odwagę wiary. żyjący. Powiedziała. 220* Mówiłem szczerze — warknął Galdar. Galdar wybełkotał coś. Jeśli mówiłeś szczerze. — Ale czemu miałbyś to zrobić? Wszyscy twoi bracia uciekli. kiedy pojechałem odwiedzić lorda Targonne'a w Jelek.. 219* Nieważne — odparł smok.? Jak.. Byłem pod wrażeniem. Zaskrzypiały konary drzew. — Nazywam się Brzytwa. wojowniku. Na głowę posypały mu się liście.

Ty walczysz dla chwały swojego dowódI Razem się postaramy. Jeśli tylko zabijely tego czerwonego potwora. żeby o tej bitwie śpiewano pieśni rzez stulecia! 49* Nigdy nie przepadałem za śpiewami — stwierdził kwaś3 Brzytwa. kiedy ona nas zaatakuje? 50* Mina twierdzi. że jutro — rzekł Galdar. 51* Więc jutro będę gotowy — odparł Brzytwa. . ik sądzisz. — Marszałek Medan również. nic więcej mnie nie obchodzi.ur. a jego duszę przepełniła radość. — Ja walczę dla chwały lOJej przywódczyni.

czarną jak zamarznięte morze. Kiedy pierwsze promienie słońca padły na zbroję. Wstrząs targnął i tak już napiętymi nerwami mieszkańców Sanction. jednak wieść się rozeszła i wszyscy rycerze w Sanction już wiedzieli. że wszystkie psy w mieście zaczęły szczekać. Na napierśniku wygrawerowano wizerunek pięciogłowego smoka. Wszyscy wpatrywali się w Minę. Przybyli z chęci ujrzenia Miny i usłyszenia jej głosu. pełni cichego podziwu. opuścili swoje kwatery i posterunki i pobiegli do świątyni. Mina wyszła ze świątyni. którzy nie byli na służbie (a nawet część tych. postrącały naczynia z półek i sprawiły. że nadszedł dzień ataku Malys. że wszystko skończy się dobrze. Jej hełm zdobiły rogi. że część obserwatorów sądziła. w Sanction zatrzęsła się ziemia. Ci. przed świątynią zgromadziły się tłumy. smok zaczął upiornie migotać. a jego czarna zasłona miała złocenia na brzegach. Zwykle jej pojawieniu się towarzyszył radosny i donośny krzyk tłumu. iż jest czerwo354 .18 W brzasku poranka Wczesnym rankiem. jeszcze przed świtem. którzy na niej byli). że tego dnia odniosą zwycięstwo. Drżenia wyrzuciły śpiących z łóżek. zmieniając barwy w taki sposób. Pragnęli usłyszeć jej zapewnienie. Kiedy słońce wychyliło się zza gór. Jednak nie tego dnia. Ledwie ziemia przestała drżeć. Wprawdzie nie wydano oficjalnego oświadczenia ani żadnych rozkazów. Miała na sobie błyszczącą zbroję.

Miała kształt i postać olbrzymiego smoka. którego metal błysnął niczym płomień. którzy walczyli po stronie Takhisis podczas legendarnej Wojny Lancy. Mina dotknęła dwóch gigantycznych smoczych czaszek. wielkie kości masywnej klatki piersiowej. większość jednak zwracała się w modłach do Miny. Niektórzy w tłumie szeptali podnieconymi głosami. Dziewczyna w geście triumfu uniosła broń wysoko nad głowę. Wykrzyknęła słowa. podczas gdy inni uważali.ny. Wiwaty ucichły. Na ten znak tłum wzniósł okrzyk. która pomodliła się do Jedynego Boga i otrzymała smoczą lancę. że dawniej była kobietą-Rycerzem Solamnijskim. szyję i korpus smoka. które tworzyły podstawę totemu. których nikt nie zrozumiał. ściskając lancę w dłoni. Mina przyklękła na jedno kolano. Podała lancę stojącej obok niej kapłance Jedynego Boga. Dziewczyna wstała i odwróciła się twarzą do totemu. a potem odsunęła się i uniosła ręce ku niebiosom. jakby nastąpił kolejny wstrząs. jakby powstrzymując się od krzyku. Przez jej pergaminową powłokę przeświecał wyraźnie szkielet: kręgi szyi i grzbietu. aż stojący w pobliżu ludzie odskoczyli z przerażenia. Ludzie wiwatowali długo i głośno. Z totemu wyłoniła się jakaś istota. grube i ciężkie kości olbrzymich nóg 355 . ale jej twarz wykrzywiał ból i często zagryzała wargi. W ręku Mina trzymała oręż. łuskowata skóra opinała ciasno czaszkę. po czym z kolei przekazała ją Minie. Solamnijka mocno trzymała w dłoni lancę. a szeptana wieść głosiła. Brunatna. a jeszcze inni przysięgali. gdy ludzie zaczęli się modlić razem z nią. Okrzyki odbijały się echem od gór i grzmiały nad równinami. że zielony. Kapłanka odziana była w białą szatę. Mina!". Niektórzy wzywali imię Jedynego Boga. wołając: „Mina. że jest niebieski. kiedy padły na niego pierwsze promienie wschodzącego słońca. że takie zbroje nosili niegdyś Smoczy Władcy. aż ziemia drżała.

Widać było wszystkie ścięgna łączące szkielet. Wojownicy. Skrzydła rzuciły cień na Sanction i przesłoniły promienie słońca. To była smocza mumia. a wraz z nim szła rozpacz. że przysporząjej chluby. Jej pieśń pomogła stłumić ich lęki. Żołnierze znów zaczęli wykrzykiwać jej imię i przysięgali. a była to ta sama pieśń. Poczujcie dotyk słodkiej radości Małżonki Nocy i jej miłości Do tych. a ich rozpiętość zdumiewała. która w dłoniach Trzyma nitki naszych losów. ożywione zwłoki. podczas gdy rozpacz odbiera sercom wszelką nadzieję. ale teraz nabrała nowego znaczenia. że wiwaty na cześć Miny umilkły. Większość ludzi nie mogła znieść tego widoku i spuściła głowy. Mina zlitowała się nad nimi i podzieliła z nimi własną odwagą. Błoniaste skrzydła były wyschnięte i twarde jak wyprawiona skóra. zmieniły wstający dzień w nagłą noc.i delikatniejsze kości skrzydeł. Skryjmy się w jego zimnej toni. widząc oczami wyobraźni własną śmierć. gorsza od smoczego strachu. Kiedy Mina odesłała ich z powrotem na 356 . którzy słuchają jej głosu. Zaczęła śpiewać. Brakowało serca i naczyń krwionośnych. Widok górującego nad obserwatorami rozkładającego się trupa był tak ohydny i przerażający. bo strach może natchnąć odwagą. Od potwora bił smród śmierci. bowiem krwią smoka była magia. śnijcie o ciemności. złagodziła rozpacz. Nasze dusze mrok wkrótce pochłonie. a zemsta i nienawiść zastępowała mu bijące serce. W pustce Pani. którą słyszeli wiele razy. ogona i łap. Słysząc ich krzyki. w każdym przypadku bolesną i przerażającą. zamierając na wargach wznoszących je ludzi.

Mina podeszła do kapłanki. że to Malys. chociaż zostawiła straszliwe blizny.. która rysowała się na tle wschodzącego słońca. jakby Odila włożyła ją do rozżarzonego paleniska. „Galdar" — szeptano z ust do ust. obserwując i czekając. ponad stos ułożony ze smoczych czaszek. Odila szybko odsunęła rękę i schowała dłoń za plecami. Mina zeszła z dłoni i wspięła się na smoczy grzbiet. Mina siedziała na grzbiecie upiornego smoka. Z totemu wysunęła się widmowa ręka nieśmiertelnej istoty. Ludzie wrzasnęli ze strachu. Kiedy smoka było już lepiej widać. Mina chwyciła kobietę za rękę i przysunęła ją do światła. Na wschodnim horyzoncie zjawił się kolejny smok. Zatrzymała się u boku upiornego smoka. Tłum rozszedł się z imieniem Miny na wargach. Dłoń była zakrwawiona i poczerniała. Mina stanęła na dłoni.służbę. Galdar trzymał w garści olbrzymią pikę. 291* Pozwól.. Mina podniosła oczy na trupiego smoka. jakie zwykle wbija się w ziemię dla obrony przed szarżą kawalerii. sądząc. — Jestem gotowa — oznajmiła. Trzymając dłoń kobiety. Jego rogatej głowy. a ręka ostrożnie podźwignęła ją z ziemi i zaczęła łagodnie nieść w powietrzu. Mina uniosła zasłonę swego hełmu. z rodzaju tych. Ściskając w garści lancę. odchodzili z odwagą i wiarą w Jedynego Boga. 357 . nie sposób było nie poznać. Wzięła od niej oręż. Rana się zagoiła. Odila ucałowała Minę i bezgłośnie życzyła jej powodzenia. Trup nie miał siodła ani widocznych wodzy. krzyki strachu zmieniły się w szalone wiwatowanie. tłumiąc łzy. Mino — wymamrotała Odila. zmierzający szybko w stronę Sanction. Ręka bogini uniosła Minę ponad czubki drzew. — Nie chcę ci sprawiać kłopotu. która przez cały czas trzymała lancę. niech zobaczę — powiedziała. Mina przycisnęła do niej wargi. 292* Nie. Minotaur nic sobie nie robił z wielkiego ciężaru piki.

Słowami tego pradawnego zawołania wojownik prosił boga Sargasa. jej przyjacielem. okrzyk bojowy minotaurów. gdyby padł w boju.Władał nią z taką łatwością. — To cud Jedynego Boga. Błękitny smok obnażył kły i spomiędzy jego zaciśniętych szczęk strzeliła błyskawica. Mina opuściła zasłonę hełmu. ostro kontrastująca z czernią hełmu. wiernym towarzyszem. była trupio blada. a potem całkiem znikli. Oczy jej lśniły z podniecenia. by unieść ją wysoko ponad chmury. Błękitny smok obejrzał się na Galdara. które wykrzykiwał. Galdar nie miał pojęcia. by go powitać. błękitnego smoka Brzytwy. z jaką Mina władała smukłą smoczą lancą. Był sobą. po czym wydał potężny ryk. gdyby stchórzył w walce. Minotaur dał znak. Może Mina miała rację. To rzeczywiście przypominało Galdarowi cud. Ludzie stali się małymi czarnymi kropkami. zanim przyniosły mu wstyd. jaki ujrzeliśmy dzisiaj. Jej twarz. Może rzeczywiście się rozpłakał. 128* Twój widok cieszy moje serce. W drugiej dłoni trzymał wodze swego wierzchowca. Klepnięcie jej dłoni nakłoniło nieżywego smoka do podniesienia łba. Chciał się rozpłakać. jego żądza walki osuszyła łzy. 127* Nie będziesz dziś walczyć sama. że musiał słyszeć ten okrzyk w dzieciństwie. Galdar uniósł pikę i potrząsnął nią w geście wyzwania. i poraził go swą mocą. Mina podniosła zasłonę hełmu. skąd wzięły się słowa. Sanction malało w oczach. rozłożenia skrzydeł i wzbicia się w niebo. że mają lecieć za Miną. aby walczył u jego boku. ale nie ostatni. zabrał jego ciało. Jeśli nawet tak. Pierwszy. by się upewnić co do jego zamiarów. ale pasowały do sytuacji i był z nich zadowolony. Mino! — ryknął Galdar. Minotaur zobaczył swoje odbicie w ich bursztynowym zwierciadle i po raz pierwszy nie był owadem uwięzionym w jego płynnym złocie. Niebieski smok wzbił się 358 . Galdarze — odkrzyknęła dziewczyna. Ze zdumieniem słuchał własnych słów. Podejrzewał. równie wspaniały jak te w opowieściach o dawnych bohaterach.

gdzie poleciał Brzytwa — rzekł Zwierciadło. a potem. Oficerowie wydali rozkazy i tłum zaczął się rozpraszać. a zobaczysz. Nam zostawił do stoczenia naszą — jakakolwiek będzie. by szybować bez wysiłku między chmurami. Galdar słyszał tylko skrzypienie skrzydeł smoka. nawet to ucichło. że od tego dnia Mina i Rycerze Jedynego Boga będą rządzić Ansalonem. na własny sposób. że po skórze przechodziły mu ciarki. gdyby nie to. ludzie. że spojrzysz w niebo. zaniepokojony jego nieobecnością. którego byli świadkami. zastanawiałem długo i głęboko. o łatwym zwycięstwie nad Malys i o tym. a także szeroko i wysoko. że mógłby uwierzyć. prowadzących ożywioną dyskusję o wydarzeniu. Tak. dopóki nie znikła im z oczu.wyżej w zimne. czyste niebo i cały świat pod nim się skurczył. że brzmiały jakoś dziwnie i sprawiały. Ludzie na ziemi odprowadzali Minę wzrokiem. Wokół świątyni nadal tłoczył się wielki tłum ludzi. — Nie skaczemy na oślep w wir wydarzeń tak jak wy. 226* Co chcesz przez to powiedzieć? Czyżbyś się zastanawiał nad zmianą decyzji? 227* Taka jest smocza natura — stwierdził Zwierciadło. 228* To nie jest dobry temat do żartów — odparł Palin. Wokół panowała głęboka cisza i spokój. że jedynymi żyjącymi istotami są on i Mina. — Gdzie jest błękitny smok? — spytał natychmiast Palin. Żołnierze udali się na swoje posterunki i zajęli pozycje na murach. iż wypowiada je żywa istota. Wielu nawet wtedy nie przerwało obserwacji i wpatrywało się w niebo. — On toczy swoją walkę. Ucichły wszystkie odgłosy świata i minotaurowi zdawało się. Srebrny smok nie czekał długo. póki karki ich nie rozbolały. gdy bestia skorzystała z prądu powietrznego. 225* Wystarczy. a oczy nie zaczęły piec. Zwierciadło został w pobliżu totemu. 359 . czekając na przyjście ducha Palina. Srebrny smok słyszał słowa maga tak wyraźnie.

kiedy smoki światła. Smoki światła wypowiadały się zarozumiale i mądrze o naturze zła. że kiedyś ich uwolni. — Muszę się namyślić. nie zwracając uwagi na toczące się w świecie wojny. w odróżnieniu od Takhisis. 295* A co. a oni o tym wiedzą. że to jedyna okazja. Ich męczarnie są nie do opisania.293* Święta racja — rzekł Zwierciadło. jakie skutki pociągnie za sobą zniszczenie totemu? Zwłaszcza w trakcie ataku Malys? 294* Wiem. Jeśli przegapimy tę okazję. Takhisis składa im przyrzeczenia. jeśli niszcząc totem. 297* Nawet jeśli to oznacza. musimy z niego skorzystać. Przyznaję — dodał Palin — nie wiem. Słowa Palina miały mu przypomnieć o dawnych czasach. w każdej godzinie. których nie zamierza dotrzymać. dobro swoich zbawia. bo łudzą się żałosną nadzieją. Ten dzień nigdy nie nastanie. 300* Tylko nie namyślaj się zbyt długo — ostrzegł mag. — Takhisis skupiła całą uwagę na Malys. Zwierciadło stał samotnie. 298* Nawet wtedy — odparł Palin. świat idzie naprzód. Są ich niezliczone ilości. 299* Daj mi chwilę — powiedział Zwierciadło. oddamy zwycięstwo Malys? 296* Malys jest śmiertelna. Każdego dnia. że ziszczenie totemu powstrzyma Takhisis przed wejściem do świata. gdyż powoduje nimi głód. — Gdy smoki rozmyślają. następnej już nie będzie. i ja też wiem. lecz słuchająjej rozkazów. jakie konsekwencje pociągnie za sobą zniszczenie totemu. — Czy brałeś pod uwagę konsekwencje proponowanego przez ciebie czynu? Czy wiesz. Wiem jednak jedno. Jeśli istnieje choćby cień szansy. Nie będzie żyła wiecznie. leżały w swych leżach. Wiesz o tym. tak 360 . w każdej sekundzie jestem otoczony przez dusze umarłych z Krynnu. zadowolone z siebie i senne. podobnie jak wszyscy w Sanction. Zwierciadło. Zło niszczy swoich. by zniszczyć totem — stwierdził czarodziej. którego nigdy nie da się zaspokoić. że Malys spali nas żywcem? — spytał Zwierciadło. zmagając się ze swoim problemem.

nasłuchując głosów i wskazówek. To jakaś Czarna Rycerka. ale do tej pory powinien już do niej dotrzeć. jaki koszmar leci w ich stronę. Malys. 8* Zatem coś nas łączy. że zboczył z drogi. że martwiła się o niego. Zwierciadło po omacku ominął totem. słaby. Ktoś go kopnął. Zamknięty w swym więzieniu ciemności słyszał wokół siebie ludzi. W głębi serca im współczuł. Może to było przyczyną. — Może zechciałabyś zaprowadzić mnie do świątyni. zmierzając w stronę świątyni. Mogę ci jakoś pomóc? Kobieta mówiła stłumionym i schrypniętym głosem. Nie mieli pojęcia. Nadal znajdowała się bardzo daleko. Dawne cnoty są wygodne jak stare ubrania.Dowiadały. Szedł powoli. że zbłądziłeś i jesteś zdezorientowany. powiał z zachodu. Zwierciadło wciągnął powietrze do nozdrzy i zwietrzył zapach krwi i siarki. zmuszony wymacywać sobie drogę laską. ale nadlatywała. a wtedy Królowa Ciemności skradła im jaja i zabiła ich dzieci. Jej dotyk był mocny i stanowczy. Wtedy czyjaś dłoń dotknęła jego wyciągniętej ręki. córko — rzekł pokornie. grając rolę żebraka. szukam porady. Wzię361 . 0* Dziękuję ci. Nawet najmniejszego. jakby niedawno płakała. I spały. którzy bez zająknienia rozmawiali o zbliżającej się bitwie. Żołnierze obrzucili go przekleństwami. zupełnie jakby posługiwała się mieczem. że idzie w stronę świątyni. wpadając na drzewa. Dziwne. schodząc ze ścieżki i błądząc po kwietnikach. jakich mogłyby mu udzielić. trudno się ich wyzbyć. stukając nią ludzi po nogach. Smok czuł wschodzące słońce na lewym policzku i wiedział. wydaje się. a na jej dłoni Zwierciadło ze zdziwieniem wyczuł odciski. panie — powiedziała kobieta. Wiatr zmienił kierunek. Obawiał się. W jej głosie wychwycił jednak solamnijski akcent. ale wyraźny. — Panie. Przeklął swoją bezsilność i stanął. Równie dobrze mógł się wspinać na górę — albo zmierzać do przepaści.

237* Wierzysz w Jedynego Boga? — spytał Zwierciadło. jak chcesz. — Zwierzenia przynoszą ulgę — rzekł łagodnie. 362 . Smród Malys przybrał na sile. — Dotykasz sarkofagu. ale oddała się ciemności. Tę kobietę przyciągnęło do niego współczucie. 231* Wiem — powiedział smok — ale wolałbym zostać tutaj. Powinien zakończyć tę rozmowę i zająć się swoimi sprawami. 232* Goldmoon? — spytała zdumiona i nieufna kobieta. mogę słuchać. Już niedaleko. póki nie znalazł tego. 236* Możesz zostać przy niej tak długo. błędnie interpretując jego słowa. — Mnie też jest ciężko na duchu. ona była moją starą przyjaciółką. 229* Zatrzymaj się tutaj — oznajmił. 230* Jeszcze nie doszliśmy do ołtarza — odparła kobieta. żeby ją zobaczyć — wyjaśnił smok. Kiedyś była Rycerzem Solamnijskim. czego szukał. co ty robisz? Nie możesz ufać tej kobiecie. czuł je w drżeniu jej ręki. — Nawet jeśli nie widzę. 235* Chcę z nią spędzić tylko kilka chwil. Zwierciadło słyszał cierpienie w jej głosie. panie — powiedziała Odila. Zwierciadło musiał podjąć decyzję. jego smocza dusza usłyszała łopot gigantycznych skrzydeł. Kiedy mówił te słowa. Palin ponaglił go cichym szeptem: 234* Zwierciadło. ale postanowił tego nie robić. Jego wzruszył jej smutek i ból. Weszli do świątyni. To przypadkowe spotkanie tak naprawdę nie było przypadkowe. Srebrny smok żył na świecie od dawna. Nie wierzył w zbiegi okoliczności. — Chociaż do przylotu Malys nie zostało wiele czasu.ła go pod ramię i powoli poprowadziła. — Twoją przyjaciółką? 233* Przeszedłem z daleka. Widzisz. o nic więcej nie proszę — odparł cicho Zwierciadło. Zwierciadło wymachiwał ręką na oślep. Nazywa się Odila.

241* Moja odpowiedź przyjmie postać opowieści. — A ty nie? 239* Ja wierzę w Takhisis — odparł Zwierciadło. Goldmoon odmówiła przyjęcia daru. ale od mroku. Jej głos złagodniał. by jej służyła i oddawała jej cześć. to oczywiste. że nakłoni Goldmoon do zmiany wiary. Czarodziej Palin Majere widział i słyszał ich rozmowę. Bogini obiecała jej życie. — Była przy niej tylko Mina. Wszystko w zamian za to. 243* Byli też inni świadkowie. wiedząc. która ściągnęła na świat tyle cierpienia i smutku. że Takhisis wygrała bitwę i będzie „jedynym bogiem" teraz i na zawsze. że musisz jej służyć. podczas której Takhisis odsłoniła przed Goldmoon swoje prawdziwe oblicze. Zrzuciła na Goldmoon brzemię jej lat. Ona już ją znała. — Czczę ją. że to ona dała jej potęgę serca. że ten nie może jej odpowiedzieć? — zdziwiła się Odila. ale jej nie służę. Nie chciała czcić bogini. 246* Dlaczego jednak modliła się do Paladine'a. 244* Do Takhisis? — jęknęła Odila. — Była to modlitwa o to.238* Tak — odparła zadziornie Odila. Jaką rozkosz musiało jej sprawić wyjawienie Goldmoon. Bogini miała nadzieję. słabą i bliską śmierci. moc leczenia. Takhisis wpadła w gniew. że moc serca pochodzi nie od jasności. skoro wiedziała. modlitwa potwierdzająca jej przekonania. że kobieta umrze z rozpaczy. Czy byłaś obecna przy śmierci Goldmoon? 242* Nie — rzekła kobieta. — Jeśli wierzysz w Takhisis i ją czcisz. budowania i tworzenia. młodość i piękno. uczyniła ja starą. Dla bogini nadeszła chwila zwycięstwa. Łudziła się. Ostatkiem sił Goldmoon pomodliła się. Takhisis powiedziała jej. 245* Do Paladine'a — wyjaśnił Zwierciadło. 240* Jak to możliwe? — spytała Odila. 247* Goldmoon nie modliła się o odpowiedź. Ta kobieta od dawna była jej zażartym wrogiem. aby jej wybaczyć utratę wiary. Od dawna nosiła w swej duszy prawdę jego mądrości 363 .

— Chwyciwszy go za rękę. Już wiedział. płynęło z jej serca. Cuda zawsze będą dziełem Paladine'a.i nauk. — Królowa Takhisis? A może prawda w twoim sercu? Odila nie umiała odpowiedzieć. wreszcie uspokojony. choć mogła już więcej nie zobaczyć Paladine'a. Dobro. To moja kara. Zostawiła je błogosławiona smocza lanca. Świeże blizny. był częścią jej jaźni. — Kto cię ukarał. bo on nigdy jej nie opuścił. które czyniła Goldmoon. przyłożyła jego palce do wnętrza swej dłoni. — Jestem gotowy — oznajmił Palinowi. ciemność nigdy go sobie nie przywłaszczy. — Dla mnie już jest za późno — żaliła się zrozpaczona Odila. Tak więc. że Takhisis skłamała. — Dla mnie nie ma już odkupienia. Widzisz? Poczuj to. co musi zrobić. — Blizny. Zawsze był z nią. córko? — spytał łagodnie Zwierciadło. . usłyszeć jego głosu ani otrzymać błogosławieństwa. Goldmoon zrozumiała. Smok westchnął głęboko. on jak zawsze był przy niej. Znalazł odpowiedź.

Oba smoki leciały nad wierzchołkami Władców Zagłady. ale dziewczyna wydawała się tego nie dostrzegać i minotaur wreszcie sobie uświadomił. która zbawiła go od tego żałosnego losu i zwróciła mu rękę. kiedy był jednorękim kaleką. wyżej niż Galdar kiedykolwiek latał na grzbiecie smoka. zmuszonym lizać buty takiego ścierwa jak jego były dowódca szponu. która doprowadziła go do tej chlubnej chwili. który by to lubił — ale nie bał się tego robić. Całą resztę usunęła ze swego umysłu. Zafascynowany 365 . Jeśli będzie mógł je za nią oddać i ocalić ją. Galdar obawiał się. chociaż nie obok siebie. Przypomniał sobie czasy. a tym samym zwróciła życie. Na szczęście nie był jednym z tych nieszczęśników cierpiących na lęk wysokości. Minotaur spojrzał wstecz na ścieżkę czasu. Nie przepadał za lataniem na smokach — nie urodził się jeszcze taki minotaur. że czeka go śmierć. Nie chciał się zbliżać do ohydnego ścierwa i nie ukrywał swojej odrazy. że nie dociera do niej nic oprócz czekającej ją bitwy. Galdar zaś. kiedy walczył u boku tej. że Mina może się poczuć urażona reakcją Brzytwy. nieżyjący i bynajmniej nie opłakiwany Ernst Magit. Wzlecieli wysoko w niebo. nigdy jeszcze nie czuł się tak szczęśliwy i spokojny. chociaż pewny.19 Malys Galdar i Mina lecieli razem. Błękitny smok Brzytwa trzymał się z dala od trupiego smoka. nie dbał już o nic więcej.

zetrzeć je z powierzchni ziemi. Nagle ujrzał oczami wyobraźni ogień buchający z trzewi Malys. że nie było mu to potrzebne. Jednakże to one zostały zaskoczone. ale smok był starym weteranem i znał się na swojej robocie pewnie lepiej niż jego jeździec. Smoki co rusz wlatywały w obłoki pary buchające z gór. Galdar już wcześniej widywał czerwone smoki i był pod ogromnym wrażeniem ich rozmiaru i siły. Znajdowała się prawie tuż pod nimi i leciała szybko w stronę Sanction. by ujść ich uwadze. smoczy ogień. pozostawiając towarzysza daleko w tyle. Mina i smoki obserwowali horyzont. Galdar zamierzał rozkazać Brzytwie ruszyć za nią w pogoń. Mina pędziła na swym upiornym wierzchowcu. gdy nagle Mina krzyknęła i pokazała coś w dole. Ściskał pikę w garści tak mocno. Ogonem mogła rozgnieść te góry. Galdar.Galdar spojrzał w dół i zobaczył. jakby ten był koniem. Cały czas miał ją przed oczami. ale nie potrzebował zachęty. Trupi smok dogonił Brzytwę. że ognistoczerwone wnętrzności gór gotują się i bulgoczą wewnątrz głębokich rozpadlin w skale. Brzytwa nie poczuł kopniaków minotaura. Minotaur gapił się na smoczycę. Mina opuściła zasłonę swojego hełmu. że bolały go palce. bladą i natchnioną. Galdar zaklął i ścisnął boki błękitnego smoka. że kłujący wiatr wyciskał Galdaro366 . Czerwone smoki z Krynnu były jednak karzełkami w porównaniu z Malys. zmienić w sterty pyłu. Galdar nie widział jej twarzy. który topił kamień. że zauważą ją pierwsze i zdobędą przewagę zaskoczenia. Nie miał zamiaru się ociągać. Mogła go połknąć razem z jego błękitnym smokiem jednym kłapnięciem szczęk. cały czas wypatrując Malys w nadziei. Szybko i cicho Brzytwa zwinął skrzydła i spikował na wroga. i tak ostre jak górskie szczyty. Smok leciał tak szybko. a potem go prześcignął. spalał w ułamku sekundy ciało i kości i doprowadzał morza do wrzenia. Malys sama ukryła się w chmurach. Jej szpony były dość duże. ale znał ją tak dobrze. by wyrwać góry z korzeniami. a w ustach mu zaschło ze zdumienia.

Smoczyca widziała już asto. że przez chwilę nie wierzyła własnym zom. gdyż zdmuiwał je wiatr. dzięki któremu szła im z drogi. które nie miały nigdy okazji spaść. Nie ma potrzeby się przemęczać. Malys znała dogłębnego wstrząsu na widok dwóch smoczych jeźdźw. ale nie poleciała natychast. i poczuł uniesienie. Życie uratował jej instynktowny skręt. Pomimo wiatru wiejągo w oczy ten szaleńczy lot był dla Galdara równie upaący jak jego pierwsza dzika szarża do boju. Nic innego się nie liczyło.. by ucieszyć oczy jasnym błękitem nieba. by je unicestwić. że zabrakło jej IU. czy Mina ze smoczą lancą w dłoni ma taki sam mysł. Spojrzawszy przypadkiem w niebo ko po to. gdyż ogowie spadli na nią tak niespodziewanie. )rzy właśnie zaczynali odczuwać strach przed jej potęgą. Atakujące smoki leciały zbyt szybko. ale było i wszystko jedno. Wstrzymała się i ostrożnie czekała na i następny ruch.łzy z oczu i minotaur musiał zacisnąć powieki. nie dbał o własne życie. Przez głowę przebiegła mu myśl. Ogarnął go dziwspokój. Oczami wyobraźni widział. robiąc nawrót i szykując się do ponownego natarcia. alys nie obawiała się ataku z powietrza. żeby k się zatrzymać. tak jak czynią statki. że zytwa zamierza zderzyć się z Malys i staranować ją. Chciał zadawać śmierć. Dla Galdara oznaczałoby to śmierć. Widziała jego podobnych do żuczków mieszkańców. jak oboje giną w ogniu xwi. Celem Malystryx było Sanction. by raz na jai czas rozejrzeć się szybko. rozetą przez łzy. mógł je otwierać tylko po to. Malys nie spuszczała ich z oka. którzy pikowali prosto na nią. Malys była czerwoną plamą. Nie czuł strachu. Była tak zaskoczona. Choćby nie em jak się starał. by liczyć z nią na smoku. Wystarczy 367 . by ktokolwiek — nawet Mina — był tak szalony. Ta chwila omal nie stała się ostatnią w jej życiu. Brzytwa nie zmniejszył prędkości. zabić tę stię. bo nie wyobrażała bie. Ciekaw był. Minotaur ścisnął cę i opuścił jej grot. Przemknęły obok niej i zaczęły się wzno.

Malys czekała i z radością zobaczyła. Czuła zapach jego strachu. Był już martwy. co teraz zrobią. Zatem ten Jedyny Bóg umiał wskrzeszać zmarłych. dlaczego jej strach nie zadziałał na niego. że ten smok nie tylko nie przestał robić nawrotu. Jako największa żywa istota na Krynnie czerwona smoczyca była gigantyczna. Kiedy już odwrócą się do niej plecami. zżarty przez robactwo.zaczekać. więc jak miała go zabić? Będzie ją to kosztowało więcej wysiłku. że błękitny smok za-] wahał się w locie. zwątpić i uciec z podkulonymi ogonami. niż przewidywała. Stworzenie było w żałosnym stanie. kuli się ze strachu na grzbiecie. Żaden bóg nie mógł jej ocalić. makabryczny potwór nie ulegnie strachowi. ale pędzi wprost na nią. Ona nie mogła wygrać. że ci dwaj nie stanowią dla niej żadnego zagrożenia. ani umarłych. Was też wkrótce pożrę! Malys obserwowała uważnie swoich przeciwników. bo teraz musiała zmienić taktykę bitwy. ty i to twoje zdesperowane bóstewko? Mam krzyczeć? Zemdleć? Nie boję się ani żywych. Malys skupiła uwagę na drugim smoku i jego jeźdźcu. jakie wrażenie wywiera na ludziach. żeby poznać ścierwo. starając się odgadnąć. Przekonana. minotaur. a jego jeździec. a jednocześnie układała plan ataku. którym umiała władać lepiej niż jakikolwiek smok w historii Krynnu. zabije je. aż smoczy strach. — Najpierw kazałaś duszom zmarłych mnie okraść — ryknęła — a teraz sprowadzasz do walki ze mną tę zbutwiałą mumię! Czego się po mnie spodziewacie. Nie brała pod uwagę błękitnego smoka. Z rozdrażnieniem stwierdziła. Zjadałam jednych i drugich. aby ludzka istota dobrze się przyjrzała potędze swego wroga. każe tym żałosnym pomniejszym smokom struchleć. Malys wiedziała. Malys czuła raczej irytację niż podziw. nie da się też pokonać bólem. Wszystkie miejscowe smoki sprawiały przy niej 368 . Ten skrzypiący. a jego jeździec nie radził sobie lepiej. Malys nagle zrozumiała. Malys zawisła nad Miną. Co innego jeździec na upiornym smoku. Widziała wystarczająco dużo smoczych trupów.

— W imię Jedynego Boga! — krzyknęła Mina. jakby wiedziała. 369 . które po wymieszaniu się z siarką w jej trzewiach miało zostać wyplute jako struga ognia. Otworzyła paszczę wciągnęła do płuc powietrze. Malys mogła złamać kręgosłup zmumifiowanego smoka jednym kłapnięciem masywnych szczęk. Mina pochyliła się i skuliła. Otworzyła szczęki i z paszczy pociekł płynny ogień. że Mina się do nich nie zalicza. Uniosła głowę i spojrzała prosto na Malys. że śmierć się zbliża nie mogła na to patrzeć. Jaskrawy blask poraził oczy Malys. ostre jak sama lanca. Jeen jej pazur był wielkości tej ludzkiej istoty. Chwilowo oślepiona. Smoczyca poruszyła splalionymi zakrzepłą krwią pazurami. Malys poczuła zadowolenie i ulgę. ale zgroza wywołana wido:iem najwyraźniej ją przytłaczała.'rażenie karzełków. Niewielu śmiertelników zdołało wytrzymać grozę nadejśia Malys i wydawało się. próbując pozbyć się skutków działania oślepiającego światła. by )brócić w popiół szczątki trupiego smoka i zmienić sługę tak rwanego Jedynego Boga w żywą pochodnię. Poza tym Malys władała magią która wypiętrzała góry. zachłysnęła się ognistym oddechem i połknęła jego większość. którymi kiedyś przebiła iski złotego smoka i wydarła mu wciąż bijące serce. Mina nie spuściła głowy ze strachu. zdolnym strzaskać czaszkę czerwongo smoka albo złamać mu kark i strącić go z nieba wraz z niezczęsnym jeźdźcem. )ziewczyna zesztywniała na grzbiecie zmumifikowanej bestii. Schyliła ją w modli:wie i bóg jej nie opuścił. smoczyca bowiem patrzyła prosto w światło. i potem spuściła głowę. Z oręża trysnęło srebrzyste światło. itarała się trzymać głowę wysoko. W dłoni trzymała smoczą lancę. Zatrzymana w polowie ataku zamrugała. która ośmieliła ię jej rzucić wyzwanie. Machęła olbrzymim ogonem. który mógł tylko krzyczeć na widok nknącej ku niemu zagłady. który Dział się wokół jej ostrych kłów.

które rozpusą czało jego wnętrzności. a minotau mu zawtórował. Wtedy Mina wezwała Takhisis i bogini odpowiedziała. Uprząż była przeznaczona dl człowieka. że osmaliła mu łusl na brzuchu. a w drugiej ściskał broń. nie minotaura. Nie zaszarżuj ponownie.Galdar wiedział. Żołądek podszedł m do gardła. że już po nim. Miał taką nadzieję. potem jeszcze raz. co się stało z Miną. Czuł. Dwa smoki skręciły i zaczęły pikować. Jej paszcza była szeroko otwarta. słyszał dzwonienie ja go zębów i wyczuwał dreszcze. Minotaur wisiał głową w dół w uprzęży. Galdar znów siedział prawidłowe a świat ponownie znajdował się tam. by położyć kres przerażeniu. Zawrócą i zaatakują ją. i jedną ręką rozpaczliwie trzymał si łęku. gdzie powinien. Błękitn smok skręcił i wykonał w powietrzu pętlę. lecz spróbująjeszcze raz zanurkować i zaatakowa Malys z góry. Tęskni za lekką śmiercią. 149* Mina! — wrzasnął. Mina dała znak lancą i Galdar zrozumiał. Świat mignął Galdarowi pod rogami. Czerwona smoczy ca w swej arogancji spowol hiła lot. Prze chwilę nie mógł jej znaleźć i serce omal nie pękło mu z strachu. Srebrne światl przeszyło ciemność Galdara i skierowało jego strach do miej ni. Brzytwa przewidział atak czerwonej smoczycy. ż paski wytrzymają. by sprawdzić. że pędzi wprost na nich z morderczym zamiarami. 370 . Jeździe rozejrzał się szybko. Brzytwa ryknął wyzywająco. która przeleciała tak blisko. Smd cza lanca rozbłysła jak wybuchająca gwiazda. Malys machnęł potężnymi skrzydłami raz. 150* Pod nami! — zawołał Brzytwa. zanim zdąży zareagować. ścięgien i mózgu. że Brzytwa drży pod nim. które raz po raz wstrząsałj ciałem błękitnego smoka. tak że dosłownie tonął we własnyi) strachu. która utrzj mywała go w siodle. Brzytwa wyszedł z pętli. a potem niespo dziewanie okazało się. by odskoczyć prze strugą ognia. Galdar mógł tylko mieć nadzieję.

wydała jęk. posłać Galdara na niechybną śmierć. że Brzytwa resztkami sił stara się uciec przed olbrzymią czerwoną smoczyca. poniżej Malys. która znalazła się teraz między ich dwojgiem. że wpadła we wściekłość. a co gorsza. zanim zaistniała szansa. Mięśnie smoczego ciała napinały się i prężyły. W jej otwartej paszczy błyszczały kły. Brzytwa dyszał ciężko. robił gwałtowne uniki i skręty. — Leć. — Zawróć i zbliż się do niej! Błękitny smok zrobił skręt. Uwagę Malys przykuł błękitny smok. że sprawa jest beznadziejna. Podlatywał szybko. Było to dla niej takim zaskoczeniem. Okazało się. Minotaur ścisnął w garści pikę. Chwycił pikę i przygotował się do wepchnięcia smokowi oręża do gardła. wyścig został przegrany. Oręż przebił zewnętrzną warstwę czerwonych łusek i rozpruł skórę na smoczym brzuchu. zrzucając go z wysokości tysięcy stóp na skały. wyciągając szpony i zgrzytając zębami. Smoczyca leniwie machnęła skrzydłami i nagle poleciała prosto na nich. Malys nawet nie była zasapana. by go wygrać. — Nie uda nam się! — krzyknął do Brzytwy. że trupi smok potrafi doskonale manewrować. Malys otworzyła paszczę. Brzytwa z rozpaczliwym łomotem skrzydeł rzucił się do ucieczki. chociaż widział. Wydawała się lecieć bez wysiłku. ale zamiast ugryźć błękitnego smoka. Malys jęknęła bardziej ze zdumienia niż z bólu. zwinnie uchylał się przed wściekłymi ciosami czerwonej smoczycy. 371 . Zamierzała skręcić kark niebieskiemu smokowi i strącić jego jeźdźca. obrazą. Wykonała w powietrzu zwrot przez głowę. bo lanca nie zadała jej poważnych obrażeń. Galdar obejrzał się przez ramię i stwierdził.Mina była bardzo daleko w dole i leciała nisko nad ziemią. Mina wleciała pod Malys i zadała jej cios w brzuch smoczą lancą. do kroćset! — warknął Galdar. Machał skrzydłami z wysiłkiem. Galdar spojrzał w oczy Malys.

Minotaur nie dbał już o własne życie. zetrzeć na pył. Rzucili się z Brzytwą w pościg za Malys. by ją uratować. Mina uniosła oręż i pomachała nim Galdarowi. To samo chciała zrobić z jeźdźcem. — Takhisis — modlił się Galdar — ja się nie liczę. zanim zabije Minę. Galdar nigdy jeszcze nie widział czegoś. Słysząc huk płomieni. Oszczędź jej życie! 372 . ale nie mieli szans jej dogonić. Ognista kula rozprysła mu się na brzuchu i rozlała po skrzydłach. a potem zawrócili. W płomieniach rozbłysła smocza lanca. Błoniaste skrzydła upiornego smoka i jego ciało ochroniły ją przed ogniem. ale przynajmniej ją pomści. która przestała być dla niej zabawna. — Mina! — wrzasnął Galdar i serce omal nie pękło mu z rozpaczy. Manewr ten jednak był kosztowny. Cóż z tego. Trupi smok leciał spiralą w dół na płonących skrzydłach. obedrzeć je z mięsa. Zamierzała złapać tego trupa i porozrywać jego gnijące kości. pokazując. Może nie ocali Miny. martwy smok spuścił głowę i rozpostarł skorzaste skrzydła. Skorzaste skrzydła smoka stanęły w ogniu. że nic jej się nie stało. co poruszałoby się tak szybko. Kiedy smoczyca chciała osiągnąć jakiś cel. Rozpostarła skrzydła i przyspieszyła. potrafiła w to włożyć wiele wysiłku. Ocal ją. Smoczyca zionęła ogniem. Ona oddała wszystko dla ciebie. Ocal Minę. Trupi smok zaczął spadać. Pewna śmierci jednego nieprzyjaciela Malys ponownie skupiła uwagę na Galdarze. Galdar i jego błękitny wierzchowiec wzbili się w powietrze. Galdar wydał bojowy okrzyk i kopniakiem pogonił błękitnego smoka. Malys znużyła się już walką. że trup nie czuł bólu ani nie mógł umrzeć. szykując się do kolejnego ataku. W powietrzu wiły się smużki dymu. Bez błony skrzydeł nie mógł też utrzymać się w powietrzu. Nie mógł nic zrobić. Galdar zawył dziko. lecz jego ryk zmienił się w okrzyk radości. po kościanych szczątkach jego skrzydeł pełzały płomienie.Gdy trupi smok zanurkował.

Przez chwilę Galdarowi się zdawało. — Podleć bliżej! — zawołał Galdar. Już leciał stromym lotem nurkowym. Minotaur z całych sił cisnął piką w oko smoczycy. zaskwierczało i piorun trafił Malys w głowę. które przebiegło przez jej ciało. że nie mogli już uciec przed jej atakiem. Malys zadygotała spazmatycznie od wyładowania. Skórzaste skrzydła martwego smoka zalśniły upiornym blaskiem. i serce mu podskoczyło z radości. Widmowy. Brzytwa wykonał polecenie. oszołomiona Malys potrząsnęła łbem jak wojownik. Z paszczy smoka strzeliła błyskawica. Brzytwy nie trzeba było poganiać.W odpowiedzi na tę modlitwę zjawił się trzeci smok. Galdar miał jedną szansę. Trzasnęło. otworzyła paszczę i rzuciła się na ich. omal nie wyrzucił Galdara z siodła. I to wszystko. Gdy wyładowanie się rozproszyło. mając nadzieję odciągnąć uwagę Malys od Miny. Błękitny smok wyszczerzył zęby. bezcielesny smok o pięciu głowach wstąpił w ciało upiornego gada. kłapiąc paszczą. że piorun ją zabił. Wciąż płonący trup wyrwał się ze śmiertelnej spirali tuż nad ziemią. Grzmot. Zobaczył. że jego cios unieszkodliwi Malys. by uratować życie. Nie :>ył ani żywy. — Do ataku! — ryknął. Manewr Brzytwy tak bardzo ich zbliżył do smoczycy. Galdar miał nadzieję. ale tak się nie stało. Ten cios był dla Galdara kosztowny. Galdar poczuł dudnienie w jego trzewiach. który nastąpił po tym wybuchu. Smoczyca uniosła głowę i rzuciła się na nich. a potem zadarła głowę. Gal dar wzniósł radosny okrzyk i pomachał piką. Przeleciał nisko nad głową Malys. która zaszła krwią. Sama bogini przybyła wziąć udział w bitwie. że grot wbił się w gałkę oczną. którego uderzono w nos. Olbrzymia pika sprawiała wrażenie igiełki sterczącej z oka smoczycy i powodowała nie większy dyskomfort niż rzęsa. Zeskoczył 373 . a smok zaczął rozpaczliwie mrugać. ani martwy.

Galdar mógł jedynie kurczowo się trzymać. Płonące skrzydła upiornego smoka wzniosły się w powietrze. ciemnoczerwona smuga szpeciła ognistopomarańczową czerwień gadzich łusek. — Takhisis. żeby pokonać swego wroga. Bogini rozłożyła ręce. Galdar usłyszał przyprawiający o mdłości trzask kości i Brzytwa wydał przerażający wrzask. Nie widziała Galdara i sądziła. co musi zrobić. Malys potrząsała niebieskim smokiem tak. Spośród wszystkich. Mina usłyszała ten sam głos. Mina podniosła wzrok i ujrzała błękitnego smoka w szczękach Malys. objął smoka za szyję i mocno się trzymał. Skrzydła upiornego smoka były płachtami ognia. tocząc rozpaczliwą walkę z napastnikiem. Błękitny smok wrzasnął z bólu i wściekłości. Lecieli coraz szybciej. lecz był dla niej jedynie niewygodą. Wtedy uciekła z domu. Mina wyraźnie widziała ranę na brzuchu smoczycy. Jednak rana nie była śmiertelna. Serce jej pękało z bólu. jak pies potrząsa szczurem. że zginął. Czuła żar. a płomienie rozprzestrzeniały się na całe ciało. które stały się smoczymi skrzydłami. Malys zatopiła kły w ciele błękitnego jaszczura. odkąd skończyła czternaście lat. Widziała tylko nieprzyjaciela. żeby go odszukać. którzy jej służyli. który przemawiał do niej. napędzane przez skrzydła bogini. niczym więcej. Drapał smoczycę przednimi i tylnymi łapami. Boki Brzytwy ociekały krwią. walcz ze mną! — krzyknęła i uniosła lancę. Siodło znikło w jej paszczy.z siodła. Błyszcząca. — Jestem przy tobie — rzekła Takhisis. Zobaczyła. Zbryzgany ciepłą krwią błękitnego smoka minotaur wisiał na karku swojego wierzchowca. smagał ogonem. pęd powietrza rozdmuchiwał płomienie na smoku i miotał 374 . Galdar był jej najdroższy. by złamać mu kręgosłup. Wkrótce Mina będzie siedzieć na grzbiecie smoka z ognia.

bo nie miał śmiałości się ruszyć. 3ogini ją opuściła i Mina nie wiedziała dlaczego. który zaparł jej dech w piersi. że okalały Minę. Smoczyca wyła przeraźliwie. saraz po tym. i albo dzięki jej woli. Malys poczuła ból. żeby nie słyszeć tego dźwięku. bo po śmierci pójdzie do swojej bogini. t musi zwyciężyć.zuła. Żadna jednak nie była :ak trudna jak obecna. jakiego dotąd nie zaznała. Był tak okropny. Galdar żałował.ię coraz bardziej. Mina przeszła każdą z nich pomyślnie. wymagające te*o. Kapiąca z rany krew zaczęła wrzeć i bulgotać. Mina poczuła nieobecność bogini jako podmuch zimnego wwietrza. aby teraz okazała się jej godna. żeby się nie ześlizgnąć i nie spaść. Płonący smok uderzył w Malys z potworną siłą. że :hce zostać jego sługą. aż zaczęła się dusić kaszleć. Zranione podbrzusze smoczycy zbliżało . by dowiodła swej wierności krwią. który rozpadał się w ogniu. jak Mina znalazła Jedynego Boga i oznajmiła. 375 . albo rozpędowi jej wierzchowiec przebył tych ostatnich kilka stóp. słowem i uczynkiem. „Może to próba" — pomyślała rozpaczliwie dziewczyna. że nie może zatkać sobie uszu. Mina uniosła smoczą lancę i z całych sił wbiła ją w brzuch smoczycy. że jej nie przeżyje. Takhisis poddawała ją podobnym próbom już wcześniej. tak gorące były płomienie. ale lie przed gorącem. Musiał go jednak znosić. Czuła. Wtem niespodziewanie Takhisis znikła. że wypuściła błękitnego smoka z uścisku. Została sama na smoku. lecieć dalej. Widziała wyraźnie. Lanca przeszyła osłabione łuski i otworzyła w ciele ziejącą ranę. Były to ciężkie próby. Skąpana w ogniu i krwi Mina trzymała kurczowo lancę i modliła się do bogini. Nakazała swemu upiornemu smokowi. ale nie dbała D to.limi tak. Zbroja chroniła ją przed ogniem. Na podniesioną twarz Miny kapała posoka Malys. Natchniona duchem bożym dziewczyna nie . że rozpalony metal pali jej ciało. który był teraz smodem ognia.

rozpaczliwie starając się utrzymai w powietrzu. któremu złamała kręgosłup. Ze smoczego cielska trysnęła olbrzymia struga czarnej krwi. Oślepiona smoczą krwią. Wbijała grot coraz głębiej w okropną ranę. lecz jego słowa zagłuszył przerażający ryk Malys. Teraz przyszła kolej na nią. . Ognisty smok staranował Malys. często go słyszała. Mina wbiła smoczą lancę prosto w ranę. Spadająca Malys zabrała z sobą swoją zabójczynię. Galdar spojrzał w górę i zobaczył Minę na ognistych skrzydłach. Płomienie tańczyły na smoczej lancy. sięgając lancą do serca Malys. opuszczona przez boga. ale powoli zniżał lot Gasnącym wzrokiem szukał pustej przestrzeni. skonała w locie. że sam umrze.Spadali wraz z Brzytwą. Galdar z całych sił trzymał się i nie ruszał z miej sca. Znała ten odgłos. ale wciąż żył i wyka zywał niebywałą odwagę. Szczyt Władców Zagłady. tera wznosiły się nad Galdarem. W tym momencie czerwona smoczyca umarła. Słyszała go z paszczy błękitnego smoka. strzaska sobie kości. Kiedy spadnie na ostre skały gór skiej okolicy. na której mógłby wylądować. Wiedział. Każdy wymach skrzydeł musiał być okupiony okropnyn bólem. — Mina! — krzyknął Galdar w rozpaczy i cierpieniu. Smoczyca wydała śmiertelny wrzask. ale walczył o życie swe go jeźdźca. Brzytwa odniósł śmiertelną ranę. którą zadała wcześniej. kipiący cierpieniem i wściekłością. Całe ciało smoka stało w płomieniach. które z góry wydawały się tak małe. Z jej gardła wydarł się śmiertelny okrzyk. zataczając w locie spirale. i rozpruła brzuch rywalki. Jej ciało runęło jak kamień i roztrzaskało się o skały Władców Zagłady daleko w dole. bowiem Brzytwa jęczał i drżał. Mina nie wypuszczała z rąk smoczej lancy. Ściskając kark konającego smoka.

zaczęli wznosić radosne okrzyki. Ludzie jrzy katapultach uciekli ze swoich stanowisk.ię opanować swoje przerażenie. niszcząc marzenia i stawiając każiemu mieszkańcowi miasta przed oczami straszliwy wize•unek własnej zagłady. że nikt nie mógł ani wejść na górę. ponieważ zdesperowani luizie starali się ratować siebie kosztem innych. Niektórzy tak )szaleli ze strachu. upuścili łuki.zem. starali się uspokoić pozostałych. kiedy fala smo. został zabity własnym mie. Ci. Przerażeni żołnierze wywołali taki tłok na schodach wioiących na mury obronne. ale było ich tak niewielu. a jego ciało stratowano. Jeden z oficerów. że rzucali się z murów. mi zejść na dół. Wybuchały bójki. którym udało . że kieiy zza poszarpanych chmur wyłoniło się ogromne czerwone :ielsko Malys. Łucznicy. że nie robiło to żadnej różniły. Radość jednak opuściła ich wraz z odwagą. którzy mieli wypuszczać itrzały w błyszczące czerwone łuski. miażdżąc nadzieję. Uwięziony w strażnicy przy Zachodniej Bramie Silva- 377 ■ .zego strachu zalała Sanction niczym wezbrane wody przyDływu. Kamienne mury i żelazne kraty nie stanowiły żadnej przeizkody. trzęsąc się i skomląc ze strachu. padli na demie i leżeli na niej.woich ogarniętych paniką ludzi. który próbował powstrzymać ucieczkę .20 Oślepiające światło Obrońcy Sanction byli tak spięci i podekscytowani.

Przerażenie wyrwało młodzieńca z ponurego niebytu. Właśnie przyszedł dozorca. Jego głos był jednym z wielu: jego matki. przypominały raczej pisk gryzoni. Zderzenie z rzeczywistością było bolesne. gdy leżał na twardym posłami w swojej ciemnej celi i śnił o Minie. Rzucił się na Silvansheia i złapał go za ramię tak mocno. który wyobrażał sobie. 301* Co się stało? — krzyknął elf. które zamieszkiwały jego celę. W rzeczywistości do Silvanosheia prawie nigdy nie docierało to. ale nie potrafił zapomnieć o niej i całymi nocami snu beznadziejne marzenia o tym. jakby znalazł starszego brata. — Już przyleciała. Zęby tak mu dzwoniły. zawsze mógł go nękać słowami. dusił go i nie pozwalał zaczerpnąć tchu. ratuj nas! 378 . że straszliwie pognębił młodego elfa. Głosy prawdziwych ludzi. Praca dozorcy więziennego była uciążliwa i nudna. Mężczyzna wybuchł płaczem i pociągając nosem. Samara. że jego uścisk omal nie sparaliżował elfa. Elf był łatwą ofiarą i chociaż strażnikowi nie wolno było znęcać się nad Silvanosheiem fizycznie. Wszyscy umrzemy! Mino. na przykład dozorcy. że Silvanoshei nigdy nie reagował ani nie odpowiadał na jego obelgi. nie mogły zagłuszyć tamtych głosów jego duszy. że ledwo mógł mówić. by przynieść Silvanosheiowi jego dzienną rację jedzenia. że pewnego razu Mina przestąp: próg jego celi i znów będą razem stąpali mrocznymi i splątanymi ścieżkami jego życia. kiedy na miasto padł smoczy strach Malys.noshei poczuł skurcz strachu. Silvanoshei upadł na posadzkę i skulił się na niej. bynajmniej nie przeszkadzał dozorcy. kto złożył mu tyle obietnic i nie dotrzymał żadnej. ściskał Silvanosheia. więc mężczyzna lubił ją sobie umilać dręczeniem więźniów. Smoczy strach ścisnął Silvanosheia za gardło. bojąc się wykonać ruch. — Mino. 302* Smoczyca! Malys! — zdołał wyjąkać dozorca. że został zapomniany. co mężczyzna mówił. Wiedział. w jakim był pogrążony. Fakt. dygocząc w drzwiach celi. ratuj nas! —jęknął dozorca. zaginionego ojca i tego.

a przylajmniej opóźnić działania Takhisis. Kiedy zjawiła się Malys. Drzwi celi stały otwo. by ich wypucił. jak ich wołanie o pomstę vznosi się w niebo. Zain379 . rozdygotanego nieszczęśika. odtrącał eh ręce. Widział gorejące >czy martwych smoków. Silvanoshei stał pośrodku ulicy z zadartą głową. Słyszał. wyli i rzucali się na kraty. który wywołał aką panikę w Sanction. Rzuiwszy okiem na błękitne niebo.olbrzymiego. który rzucał w słońcu rebrne refleksy. Silvanoshei odepchnął zapłakanego.129* Mina! — szepnął Silvanoshei. do Takhisis. Trzeba powstrzymać. Dostrzegł maleńki punkcik. W więzieniu zapanował chaos. Dźwięk jej imienia skruzył okowy strachu. na niego nie miał wpływu.zuł. Strażnicy rzucili się do uieczki. On nie zwracał na nich uwagi. Dzięki ostremu elfiemu wzrokowi widział lepiej niż większość. — Co Mina ma z tym wspólnego? 130* Ona będzie walczyć ze smoczycą— wybełkotał dozora. załamując ręce. zderzali się z nim. a więźniowie krzyczeli. Ludzie błagali go. Palin odkrył. ale on nie zwracał na nich uwagi. dostrzegł czerwoną smoczycę . rozaczliwie próbując uciec przed grozą. Jego bystre spojrzenie przesunęło się obojętnie po Malys. porącali go i szturchali.m. Smoczy strach. Czarodziej nógł patrzeć na olbrzymią czerwoną smoczycę i niczego nie . rozdętego potwora wiszącego na nieboskłoie. lilvanoshei przeszukiwał wzrokiem niebo i wreszcie znalazł 4inę. że fakt bycia nie>oszczykiem ma swoje zalety. jakim stał się więzienny dozorca. starając się utrzymać na nogach i nie stracić z oczu tej Irobniutkiej iskierki. Jego duch przebywał w pobliżu totemu. Palin nie wątpił w siebie. Doikonale rozumiał swoje zadanie. Wybiegł na zewnątrz i głęboko odetchnął powietrzem niekażonym smrodem niemytych ciał i szczurzych bobków. uszczuplić jej moc. Ogarnięci lezrozumną paniką ludzie mijali go. Elf wybiegł na korytarz.

— Malys jest bardzo zajęta. który stał u boku Palina. Ku zaniepokojeniu Palina duch elfa wykazywał ogromne zainteresowanie Zwierciadłem.westowała wiele swej mocy w ten totem. Nigdy do końca nie ufał elfowi. że Dalamar coś knuje. by z nią walczyć. my przegramy. ani śmiertelnik — nie będzie miał dość siły. a przez ostatnich kilka dni nabrał wobec niego jeszcze większych podejrzeń. 252* Mów za siebie — odparł Dalamar. Pójdziesz ze mną? 251* Wynik mało mnie interesuje — powiedział Palin. Ludzie się uspokajają. Czy Dalamar widział zarówno mężczyznę. Skoro już o tym mowa. że wszyscy zginą. że nie masz nóg. Ciekawe dlaczego? Dalamar mówił prawdę. Jeśli jej się powiedzie. którzy leżeli na ziemi i krzyczeli. 250* Z loży jest lepszy widok na bitwę — oznajmił elf. jak i srebrnego smoka? Czy mógł się domyślić ich zamiarów? A jeśli je znał. wstawali z głupimi i zakłopotanymi minami. Żołnierze. czy zamierzał pokrzyżować ich plany. 249* To wkrótce minie. Spomiędzy smoczych czaszek wyłonił się duch Dalamara. Nikt — ani duch. Majere. Możemy razem wygodnie siedzieć sobie na chmurce. — Ktokolwiek wygra. „Jeśli mamy to zrobić. zamierzając uczynić z niego bramę do tego świata. Smoczy strach ustępuje. — zaczął czarodziej i nagle zamilkł. Palin nie miał wątpliwości. czy też był zajęty własnymi spiskami? Bo co do tego. 248* Miałeś rację — rzekł Zwierciadło. będzie sprawować niekwestionowaną władzę. — Wiesz. jak krew się leje niczym deszcz. musimy działać natychmiast" — uświadomił sobie Palin. przyglądać się każdej wymianie ciosów i patrzeć.. twój zaprzyjaźniony niewidomy żebrak jest dziwnie odporny na jego działanie. „Jak Dalamar może nam zagrozić? 380 .. — Bitwa idzie dobrze — dokończył Dalamar. aby połączyć królestwo materialne z duchowym. Smoczy strach się rozpraszał. to pewne. Nie jesteś przykuty do ziemi. oczami duszy lustrując Zwierciadło. — Miasto oszalało ze strachu.

Nowe Oko. — Ciekawe. — Smok przelał krew — rzekł Zwierciadło. jakby chciały przeniknąć do ich głębi. To straszny. 9* Wynik tego pojedynku najwyraźniej dla niego coś zna:zy — rzekł Palin. czując tępy ból tęsknoty za czarami — otoczą cię zmarli. ie posiada magii". magia totemu przybrała na sile.zy w czaszkach płonęły i jarzyły się tak wielką wściekłością. 15* Zatem fakt. aby ich powstrzymać. — Vlasz futro i bursztyn? Och. Podobnie jak ja. że jest się ociemniałym ma przynajmniej jedną zaletę — odparł Zwierciadło i zaczął rzucać zaklęcie. O. 381 . na którego konia stawia. 10* Na oba. — Smoki nie potrzebują akich przyborów do rzucania zaklęć. Pojedyncze oko. 13* Miejmy zatem nadzieję. elf znikł. te jej blask bił z ziemi w niebo. deoczekiwanie. 14* Kiedy rzucisz zaklęcie — rzekł do Zwierciadła. że bitwa okaże się dość intereiująca. że się przed nim zamaskowałem — odparł smok. Oczy jego duszy świIrowały ich tak. Potem. widział cię w prawdziwej postaci? — za:iekawił się Palin. kim jestem. patrząc w góę. nie będę mógł tego dłużej ikrywać. Duch Dalamara zawisł w powietrzu. który. zapomniałem — dolał na widok uśmiechu Zwierciadła. Odkąd bitwa się zaczęła. zaczęli krzyczeć i pokazywać niebo. Dalamar zobaczy. jaśniało bielą widoczną nawet za dnia. Ludzie na ulicach zalarli głowy. jeśli tylko znajdzie na to sposób — stwierdził zwierciadło..He może nic zrobić.. 12* Sądzę. co przepadło bezpowrotnie. przepraszam. — Ale kiedy zacznę rzucać czary. Palin poczuł ukłucie żalu. 11* Jak sądzisz. Totem okalał żałosny wir iusz. przyciągała ku sobie umarłych. by przykuć jego uwagę — stwierdził czarodziej. ponieważ twoją magię potrafią skraść. budzący zgrozę widok. — Trudno jednak powiedzieć. tęsknoty za tym. W górach rozległ się straszliwy ryk. cierpiących męki tęsknoty podsycane przez boginię. Magia totemu była potężla.

aby rzucić zaklęcie. której pulsowanie wyczu wały w jego ciele. Przywierały do niegi i zwisały z niego niczym poszarpane szale. Zwierciadło starał się skupić na jednym głosie — własnym. Ich melodia dodawała otuchy i podtrzymywała na duchu.Spośród wszystkich śmiertelnych istot na Krynnie tyli smoki rodzą się ze zdolnością używania magii. We krw smoka rozbłysły pierwsze iskierki magii. Magia jest ic cechą wrodzoną. Magia płonęła w jego wnętrzu. Dusze wyciągały do niego swe niematerial ne dłonie i wznosiły do niego prośby. smok jednak musiał się skupić. że powiedział prawdę. Niezależ nie jednak od natężenia dźwięku były skuteczne. Brzmiały blado i cicho. a ich głosy brzęczały mu w uszach. rozpaczliwie pragnąc magii. Skoncentrował się na słowach własnego języka. a przychodziło mu to z trudem. szarpały go za skrzyd ła. Zwierciadło wymówił słowa zaklęcia w starożytnym jęz) ku smoków. nie zawodziły i nie błagały. Utrata wzroku miała zalety. Nie musiał patrzeć na ich twarze. Słysząc rozpacz w głosach zmarłych. niczym świerzbówce łuskowe. Czego mógłby się obawiać ze strony Palina? W kwestii magii obaj byli równie 382 . Widmowe dłonie drapały jego łuski. Tyle że te pasożyty wywoływały jedynie irytujące swędzenie. Drażnili go tylko. Wprawdzie magia była jego cechą wrodzoną. jak krew i błys. Dusze umarłych ujrzały. kim jest na prawdę — srebrnym smokiem — i zaczęły się kłębić wokó niego. Wprawdzie Dalamar podejrzewał. Zmarli drapali palcami jego łuski. Umarli nie mogl wyrządzić mu krzywdy. muskały jego twarz. Ich magia wypływa z wnętrza. Padające z ludzkich ust słowa pozbawione był tej szlachetnej głębi i dźwięcznego majestatu. rozłożył ręce i rzucił zaklęcie. że jego kolega czarodziej coś knuje. ale zlekceważył zagrożenie. Smok zaintonował słowa. ich nieodłączną częścią. czące łuski. do jakiego prz) zwyczaił się srebrny smok. kipiała w jego krwi. Świerzbowce nie krzyczały z rozpaczy. Zwierciadło zdał sobie sprawę.

że którąkolwiek stroną do góry spadłaby kromka chleba. Dalamar poznał w ociemniałym żebraku Zwierciadło. W mgnieniu oka zorientował się. albo wydawało mu się. Zobaczył błysk jasnego światła i natychmiast sobie uświadomił. Co nie znaczy. że jest to zaklęcie. Tak jak Dalamar Czarny nie docenił stryja. Malys zionęła ogniem na upiornego smoka.bezsilni. Przyglądał się bitwie chłodnym. aby błąkali się w ciemności. a po rytmie i melodii poznał ze strachem. — Nie ciesz się jeszcze — doradził Dalamar czerwonej smoczycy i miał rację. czarodziejem. Nie rozumiał słów. którego skrzydła stanęły w płomieniach. co zaplanował Palin. która wygra. ratując Minę. Opuścił pole walki i pomknął z powrotem do świątyni. Zachichotała. Gdyby w ogóle zdołali wyciągnąć jakiegoś królika. Jednak w tym ociemniałym żebraku było coś dziwnego. jego strona zawsze byłaby posmarowana masłem. że może bezpiecznie zostawić Palina i jego ociemniałego kolegę żebraka. teraz zlekceważył bratanka. Jej duch przepłynął do płonących zwłok. chociaż jakiego magicznego królika mogliby wyciągnąć z kapelusza. Na pole walki wkroczyła Takhisis. sądząc. straż383 . że popełnił błąd — być może śmiertelny. Wyciągnęła rękę i dotknęła trupiego smoka. że odniosła zwycięstwo. Zadowolony Dalamar uznał. W tym momencie Dalamar usłyszał czyjś śpiew. że mogą razem coś zdziałać. który obstawił wszystkie rozwiązania. trudno było powiedzieć. Pewnie nieszczęśnik był. szermierza jej sprawy. lecz rozpoznał mowę smoków. beznamiętnym okiem hazardzisty. a sam tymczasem udał się obserwować z bliska gladiatorski pojedynek między Malys i Miną. dusze umarłych wyrwałyby im go z rąk i rozdarły na strzępy. że przeszkadzało to w czymkolwiek elfowi. który tak knuł i motał. Pewnie Palin ubzdurał sobie. Dalamar nie był nadmiernie zainteresowany tym. że jest.

wspomnienia. jakby sam obmyślił ten plan. która powinna należeć do niej. a wróciłaby. w której wreszcie usunie ostatnią przeszkodę na swej drodze do objęcia całkowitej i absolutnej władzy nad światem. żeby powiedział jedno słowo. Takhisis od dawna czekała i pracowała na chwilę. Wreszcie Takhisis urosła w siłę wystarczająco. co knuje ta dwójka. by rzucić wyzwanie Malys i odebrać jej dusze martwych smoków. które czaiło się za jej plecami. Dalamar mógł ostrzec Takhisis. którzy próbowali spijać tkaną przez niego magię. nie szkodząc zbytnio zaklęciu. Nawet jeśli straci Minę. Dalamar wahał się. które miały odwagę zostać na świecie. Królowa Ciemności musiała znosić szyderstwa i obelgi Malys w milczeniu. ale nie mogli się pożywić kosztem smoka. jednego z nielicznych srebrnych smoków. Mogli jedynie wyssać część jego magii. w której bogini dokonywała zemsty na smoczycy za bezczelną próbę zagarnięcia jej świata. jak Malys zabija jej sługi i posługuje się ich mocą — tą. Była zmuszona patrzeć. Wystarczyło. Dalamar natychmiast się domyślił. inni rycerze do walki ze smoczy cą. Był to moment zwycięstwa Takhisis. To prawda. żeby strzec swego totemu. które było wszystkim. Wiedział to tak dobrze. Widział otaczających Zwierciadło umarłych. będą inne okazje do walki z Malys. kiedy wszystkie pozostałe tak tajemniczo znikły. jak toczy się bitwa. Obejrzał się. by stworzyć bramę wejściową do tego świata i nie zamierzała pozwolić zatrzasnąć jej sobie przed nosem. co mu zostało: wspo384 . Dalamar sięgnął do swego wnętrza i dotknął przeszłości. Nie mogła zrobić nic innego. które teraz czciły swoją królową i jej oddawały swoją moc. była zupełnie nieświadoma zagrożenia. że Takhisis obiecała go hojnie wynagrodzić — zwrócić mu ciało i na dodatek obdarować magią. by sprawdzić. po cichu kipiąc ze złości. Ciężko pracowała na to.nika Cytadeli Światła. Skupiona na nieprzyjacielu przed sobą. Dusze smoków Krynnu były teraz na jej rozkazy. chwila.

że ujarzmiwszy go. Dalamar ukląkł w kurzu. jej syn. ta zaczynała wiecie białobłękitnym światłem. W powietrzu zapachniało iarką. skacząc to tu. rzeskakując od czaszki złotego smoka do czerwonego. jaką bóg zarnej magii zsyłał swojemu słudze. ściskając w ręku Śniącą smoczą lancę. zdradzić i zniszczyć każdego. Mina leciała prosto na Malys. Dawno temu. Dla magii gotów był zrobić wszystko. 131* Czy zaklęcie zostało rzucone? — zawołał Zwierciadło. Jednak dla magii gotów był nawet na to. kiedy jeszcze władał magią. przyglądając się bitwie. z lękiem i podziwem przylądając się widokowi. Wyładowania trzasały i tańczyły. roziskrzony łańcuch. aż powstaje łomienny. Dalamar musiał się teraz ukorzyć przed Królową Ciemnoci i wiedział. że wzrok nie mógł za nimi adążyć. to tam. Nuitari jednak odszedł. Zwierciadło nie widział magii. była mu wstrętk. spuścił nisko głowę i rzekł poornie: — Wasza Królewska Mość. od tej o następnej.. nie kochał swojej łatki i zawsze można było liczyć na to. Niebieskie błyskawice przeskakiwały od jedej czaszki do drugiej tak szybko. że musi się upokarzać przed Takhisis. że obroni swoich czciieli przed jej gniewem. Kiedy piorun trafiał w jakąś czaszkę.. Czar trzelił z jego palców w postaci zygzakowatej błękitnej błyskawicy. nie będzie dla niego łaska/a. W wyobraźni smok widział. która /zbudzała w niej tak wielkie zainteresowanie. że Zwierciadło tego nie widzi. Żałował. powieIzieć wszystko. od których trzęsła ę ziemia i totem. jakby ją ktoś zanurzył w fos)rze. był jawnym wróżem Królowej Ciemności. Nuitari. która skwierczała i trzaskała.mienia magii. ale czuł ją i słyszał. jak oślepiające pioruny trącają w jakąś czaszkę i tańczą od jednego czerepu do drugiego. Takhisis stała nad światem. Huczały grzmoty i trzaskały pioruny. Moc. przepadła. 132* Zostało — potwierdził Palin. Myśl. i tak dookoła. Jej wojownicza zwyciężała. 385 .

ale czu straszliwe gorąco. chociaż żar stawał a coraz trudniejszy do zniesienia. które wzbijały obło ki kurzu i wyrywały drzewa z korzeniami. świecąca jasno ja] 386 . In tensywne gorąco odepchnęło ludzi zgromadzonych wokół tote mu. Wiatr roz dmuchał płomienie. który rozpaczliwie usiłował zgasić magię. deszczem i gra dem. — Spóźniłaś się. i za trzymał się przy ołtarzu. gniewnego głosu burzy. Zatoczył się w tył. wpadając na ławki. Z nieba leciał gra< i z impetem walił w ziemię. Palin powtarza pod nosem magiczne słowa. w powietrzu drżało od magii Głosy umarłych zamilkły.W totemie wzbierała energia. z każdą chwili rosła w siłę. Deszcz podziałał jak dolanie oliwy do ognia. jak Zwierciadło rzuca zaklęcie. Ogarnięta uniesienien dusza przyglądała się błyskawicom. Nowe Oko przyglądać im się wrogo. Miasto tonęło w ulew nym deszczu. bulgotały. Jego ciało siedziało obojętnie na ławce w świątyni. Opiekuńczo dotykał trumny W środku totemu powstała ognista kula. które skakały od jedne czaszki do drugiej. wrzały i pie niły się. gdy straszliwy hałas wszczęli żywi krzycząc i nawołując wniebogłosy. Białobłękitny ogień płonął oślepiająco jasno. Podmuch wiatru uderzył w totem. podpalając każdą z nich po kolei. Gęste kłęby czarnych chmur. inni uciekali od niego. Czaszki smoków miały teraz oczy z białych płomieni. że to sarkofag Goldmoon i wydało mu się. coś chłód nego i gładkiego. poprzecinane pomarańczo wymi i czerwonymi żyłami błyskawic. Burza zsyłała macki zniszczenia. które — choć nie pojmował id sensu — zostawiły niezatarty ślad w jego duszy. Rozlegał się stukot butów niektórzy ludzie biegli w stronę totemu. Magia rozbrzmiewała echem. Zwierciadło nie widział ognia. Takhisis! — krzyknął Palin d< grzmiącego. że słyszy jej spokojny i dodający otuchy głos Zwierciadło przykucnął przy sarkofagu. Czarne chmury okryły Sanction ciemnością. W niebiosach rozległ się grzmot. Po omacku znalazł oparcie. — Możesz się wściekać. brzęczała. Po dotyku poznał. Patrząc.

zagubiona gwiazda, która spadła na ziemię. W oczach smoków
zapłonęło światło, białe niczym światło gwiazd. Blask stawał
się coraz silniejszy, aż w końcu nikt z żywych nie mógł go
znieść i wszyscy musieli zasłonić oczy.
Ogień był coraz intensywniejszy, płonął czysto i promiennie, rozsiewając tak olśniewający blask, że Zwierciadło dostrzegał go pomimo swojej ślepoty. Widział wybuchające biało-niebieskie płomienie i płatki płomieni wzbijające się w niebo.
Deszcz nie miał wpływu na magiczny ogień. Wicher wściekłości bogini nie mógł go umniejszyć.
Serce pożaru jaśniało czysto białym światłem. Czaszki smoków popękały i rozsypały się. Totem zachwiał się, zakołysał
i runął na ziemię, rozsypując się w proch.
Nowe Oko zajrzało w białe serce pożaru. Czerwone jak
krew Oko starało się nie odwracać spojrzenia, ale ból okazał
się zbyt wielki.
Oko zamrugało.
I znikło.
Zwierciadło pogrążył się w ciemności, ale już jej nie przeklinał, gdyż była to błogosławiona ciemność, bezpieczna i dodająca otuchy jak ta, z której się narodził. Drżącą dłonią pogładził gładki, chłodny sarkofag. Rozległ się przenikliwy brzęk,
jakby tłuczonego szkła, i smok poczuł pęknięcia rozprzestrzeniające się po powierzchni sarkofagu. Czuł, że bursztyn pęka
niczym zimowy lód w wiosennym słońcu.
Sarkofag rozpadł się na kawałki, a jego okruchy rozsypały
się wokół smoka. Zwierciadło poczuł, że coś musnęło jego
dłoń jak płatek popiołu niesiony przez wiatr.
303*
Żegnaj, droga przyjaciółko — rzekł.
304*
Ten ślepy żebrak! — zagrzmiał czyjś głos. —
Zabijcie
tego ślepego żebraka. On zniszczył totem! Malys nas zabije!
Malys zabije nas wszystkich.
Rozległy się głosy pełne złości. Zastukały buty. Na Zwierciadło posypały się ciosy pięści.
Uderzył go kamień, najpierw jeden, potem następny.
*
387

Palin obserwował w ekstazie walący się totem. Widział
zniszczenie sarkofagu i chociaż nie potrafił odnaleźć ducha
Goldmoon, cieszył się, że jej ciało zostało uwolnione i kobieta
nie będzie już dłużej niewolnicą Takhisis.
Odpowie za to. Przyjdzie mu za to zapłacić. Nie mógł tego
uniknąć, nie mógł się ukryć, bo chociaż oko bogini zostało
oślepione, Takhisis wciąż była panią. Jej obecność nie została
usunięta ze świata, jedynie umniejszona. Palin wciąż był niewolnikiem i nie było takiego miejsca na świecie, gdzie mógłby
się schować, aby jej psy go nie wywęszyły i nie odnalazły.
Czekał na swój los w pobliżu rozsypujących się szczątków
totemu, obok tej żałosnej powłoki, która kiedyś była jego ciałem. Na psy nie trzeba było długo czekać.
Z dymiących szczątków płonących czaszek wyłonił się Dałamar.
89* Nie trzeba było tego robić, Palinie. Nie powinieneś
się
wtrącać. Twoja dusza stoi w obliczu zagłady. Wiecznej ciemności.
90* Jaką otrzymasz nagrodę za służenie jej? — spytał
Palin.
— Zycie? Nie... — sam sobie udzielił odpowiedzi. — Mało
o nie dbałeś. Zwróciła ci magię.
91* Magia to życie — powiedział Dalamar. — Magia to
miłość. Magia to rodzina. Magia to żona. Magia to dziecko.
Wewnątrz świątyni ciało Palina siedziało na twardej ławce
i patrzyło tępym wzrokiem, jak płomienie świec migoczą lękliwie i bezradnie w porywistym wietrze, który dął w sali.
92* Jakie to smutne — powiedział, gdy jego duch zaczął
się
oddalać, znikając niczym fala odpływu — że dopiero pod koniec zrozumiałem to, co powinienem wiedzieć od samego początku.
93* Wieczna ciemność — powtórzył Dalamar.
94* Nie — powiedział cicho Palin — bo za chmurami
świeci słońce.
Zwierciadło pochwyciły brutalne ręce. Gniewne, wystraszone głosy rozbrzmiewały mu przy uchu, a było ich tyle na388?

raz, że nie mógł zrozumieć, czego chcą. Bito go i szarpano na
wszystkie strony, podczas gdy ludzie krzyczeli i kłócili się
z sobą o to, co z nim zrobić. Ktoś chciał go powiesić. Inni
chcieli go rozszarpać na strzępy.
Srebrny smok zawsze mógł przestać udawać wątłego człowieka i przybrać swoją prawdziwą postać. Nawet ociemniały potrafił się obronić przed motłochem. Rozłożył ręce, które
miały się zmienić w srebrzyste skrzydła, i uniósł głowę. Mimo
zbliżającego się niebezpieczeństwa czuł radość. Za chwilę będzie znów sobą, jaśniejącym srebrzyście w mroku, wznoszącym się na skrzydłach wichru smokiem.
Na jego nadgarstkach zacisnęły się kajdany. Zwierciadło
omal nie wybuchnął śmiechem, bo żadne żelazo wykute przez
człowieka nie mogło go skrępować. Spróbował je zrzucić, lecz
kajdany nie spadły, i wtedy smok uświadomił sobie, że nie zrobiono ich z żelaza, lecz ze strachu. Były dziełem Takhisis, i to
ona go w nie zakuła. Choćby nie wiem jak się starał, nie mógł
zmienić kształtu. Był uwięziony w tym ludzkim ciele, skazany
na postać dwunoga, i w takiej oto postaci, ślepy i osamotniony,
umrze.
Starał się wyrwać swym prześladowcom, ale opór tylko zachęcał ich do większego okrucieństwa. Posypały się kamienie
i razy. Smoka przeszył przenikliwy ból. Spadał na niego grad
ciosów. Zwierciadło osunął się na ziemię.
Jak przez sen usłyszał czyjś stanowczy, rozkazujący głos.
Głos był potężny i uciszył wrzawę.
305*
Precz! — rozkazała Odila. Jej głos był
chłodny
i
surowy, przyzwyczajony do wzbudzania posłuszeństwa. — Zostawcie go w spokoju albo Jedyny Bóg was ukarze!
306*
On zniszczył totem jakimiś czarami! —
zawołał
jeden
z mężczyzn. — Widziałem to!
307*
Przepędził księżyc! — krzyknął inny. —
Zrobił
coś
strasznego i wbrew naturze. Ściągnie na nas wszystkich przekleństwo!
Do chóru oskarżeń przyłączyły się kolejne głosy, domagając się śmierci żebraka.
389

— Magia, którą się posłużył, jest magią Jedynego Boga —
powiedziała Odila. — Powinniście modlić się na klęczkach do
Jedynego Boga, aby ocalił nas przed smokiem, a nie znęcać się
nad jakimś biednym żebrakiem!
Jej silne, szorstkie od blizn dłonie postawiły Zwierciadło
na nogi.
133*
Możesz chodzić? — szepnęła natarczywie
Odila.

Jeśli tak, musisz spróbować.
134*
Mogę — odparł smok.
Strużka ciepłej krwi wsiąkła w bandaże, którymi zasłaniał
oczy. Ból głowy zmalał, ale było mu zimno i mdliło go. Zwierciadło z trudem trzymał się na nogach. Odila objęła go i podtrzymała, a potem pomogła stawiać niepewne kroki.
135*
Dobrze — szepnęła mu do ucha. —
Pójdziemy
do
tyłu.
— Chwyciła go mocno i zrobiła tak, jak powiedziała. Zwierciadło kuśtykał razem z nią, wsparty na jej ramieniu.
136*
Co się dzieje? — spytał smok.
137*
Tłum chwilowo się wstrzymał. Wyczuwa
moją
moc
i czuje przed nią lęk. W końcu przemawiam w imieniu Jedynego Boga. — Odila wydawała się rozbawiona tym faktem, wesoła i beztroska. — Chcę ci podziękować — Głos jej złagodniał. — To ja byłam ślepa. Ty otworzyłeś mi oczy.
138*
Brać go! — krzyknął ktoś. — Co nas
powstrzymuje?
To nie Mina! To tylko solamnijska zdrajczyni.
Odila wypuściła rękę Zwierciadła i zasłoniła go swoim ciałem. Smok usłyszał ryk rozwścieczonego tłumu.
139*
Solamnijska zdrajczyni z maczugą, nie
mieczem

powiedziała Odila. Zwierciadło usłyszał trzask drewna i domyślił
się, że kobieta porąbała jedną z ławek. — Zatrzymam ich najdłużej, jak się da. Uciekaj za ołtarz. Tam znajdziesz klapę
w posadzce...
140*
Nie potrzebuję jej — rzekł Zwierciadło. —
Ty
będziesz
moimi oczami, Odilo. Ja będę twoimi skrzydłami.
141*
Co takiego... — zaczęła, a potem z jej ust
wydarło
się
westchnienie. Smok usłyszał, jak maczuga wypadła jej z ręki.

390

Zwierciadło rozłożył ręce. Strach go opuścił. Królowa Ciemlości nie miała nad nim władzy. Znów widział promienne
iwiatło. Zniszczyło totem, a teraz wypaliło jego kajdany. Jego
udzkie ciało, takie kruche i delikatne, małe i ciasne, uległo
mianie. Jego serce urosło i rozszerzyło się, krew popłynęła
)Otężnymi żyłami, dodając sił mocarnym, zakończonym szpolami łapom i ogromnemu, pokrytemu srebrnymi łuskami ciau. Smok machnął ogonem i strzaskał ołtarz, rozsypując świece
)o posadzce. Polała się rzeka stopionego wosku.
Tłum, który chciał zabić ślepego żebraka, uciekał w popło;hu przed ślepym smokiem.
— Nie ma siodła, pani rycerz — poinformował Odilę
zwierciadło. — Będziesz musiała trzymać się mocno. Chwyć
nnie za grzywę. Musisz siedzieć nisko schylona nad moim
carkiem, żeby mi mówić, gdzie mamy lecieć. Co z Palinem?
— spytał, gdy kobieta złapała go za grzywę i wdrapała się na
lego grzbiet. — Możemy go zabrać z sobą?
142*
Jego ciała tu nie ma — zameldowała Odila.
143*
Tego się obawiałem — rzekł półgłosem
Zwierciadło.
— A ten drugi, Dalamar?
— On jest tutaj — odparła Odila. — Siedzi sam. Ręce ma
splamione krwią.
Zwierciadło rozpostarł skrzydła.
144*
Trzymaj się! — krzyknął.
308*
Trzymam się — odpowiedziała Odila. —
Trzymam
się
z całych sił.
W dłoni ściskała medalion z wizerunkiem pięciogłowego
smoka. Parzył jej pokryte bliznami palce, ale ból był nieznaczny w porównaniu z tym, jaki ją przeszył, gdy dotknęła
smoczej lancy. Odila ścisnęła medalion w garści i zerwała go
z szyi.
Srebrny smok odbił się mocno od ziemi. Chwycił pod
skrzydła wicher burzy i wzniósł się na nim wysoko w niebo.
Odila przyłożyła medalion do warg. Ucałowała go, a potem rozwarła palce i upuściła wisior. Medalion spadł na stertę

391

prochu, która była jedyną pozostałością po pomniku śmierci
wzniesionym przez Malys.
Sojusznicy Miny byli świadkami zapierającej dech w piersiach bitwy. Zakrzyknęli radośnie na widok upadku Malys
i jęknęli ze zgrozy, gdy Mina spadła w płomieniach razem ze
swoją przeciwniczką.
Rozpaczliwie oczekiwali, aż wstanie z płomieni, tak jak
zrobiła to już kiedyś. Nad górami unosił się dym, ale Mina nie
wzleciała w niebo wraz z nim.
Siłvanoshei obserwował bitwę z pozostałymi. Teraz ruszył
przed siebie. Zamierzał pójść do świątyni. Ktoś tam powinien
znać nowiny. Kiedy ruszył i w jego ciele zaczęła krążyć krew,
a zesztywniałe mięśnie się rozgrzały, stopniowo zaczął sobie
uświadamiać, że nie tylko wciąż żyje, ale także jest wolny.
Oszołomieni i zdezorientowani ludzie kręcili się po ulicach. Niektórzy jawnie płakali. Niektórzy po prostu snuli się
bez celu, nie wiedząc, co robić dalej, czekając, aż ktoś przyjdzie i nimi pokieruje. Niektórzy rozmawiali o bitwie, wspominali ją i powtarzali raz za razem zaobserwowane fragmenty, starając się zrozumieć, że to prawda. Ludzie bełkotali coś
o księżycu, o tym, że zniknął, a wraz z nim odszedł Jedyny
Bóg, jeśli w ogóle tam był, a teraz Mina również przepadła.
Nikt nie zwracał uwagi na Silvanosheia. Każdy był zbyt pogrążony we własnej rozpaczy, żeby się martwić o elfa.
„Mógłbym wyjść z Sanction — powiedział sobie w duchu
Silvanoshei — i nikt by nie kiwnął palcem, by mnie zatrzymać".
Elf nie miał jednak zamiaru opuszczać miasta. Nie mógł
odejść, dopóki nie nabierze pewności co do tego, co się stało
z Miną. Kiedy dotarł do świątyni, zastał tam tłum ludzi zgromadzonych wokół totemu. Stanął wśród nich, wbijając pełne
przerażenia oczy w stertę popiołu, jaka została po chwale Takhisis.
Silvanoshei spojrzał na zgliszcza i zobaczył, kim był i kim
mógłby być.
Ujrzał wydarzenia, które doprowadziły go do tego punktu,
392

ujrzał je oczami duszy, która nigdy nie śpi, lecz zawsze czuwa.
Zobaczył tę straszną noc, gdy zaatakowały ogry. Zobaczył siebie samego — zżartego przez nienawiść do matki i życia, jakie
kazała mu prowadzić, zżartego przez strach i poczucie winy,
kiedy wydawało się, że jego matka zginie z rąk ogrów. Widział, jak biegnie w ciemności, by ją ratować, i jak pała dumą,
że to on uratuje ich lud. Zobaczył błyskawicę, która pozbawiła
go przytomności. Widział, jak stacza się ze wzgórza i ląduje
u podnóża tarczy, a potem zobaczył coś, czego nie mógł ujrzeć
śmiertelnymi oczami. Zobaczył, jak ciemna ręka bogini unosi
tarczę, aby mógł wejść do środka.
Wpatrując się w ciemność, zobaczył, że ciemność wpatruje
się niego, i zdał sobie sprawę, że już nieraz patrzył w oczy
Królowej Ciemności; patrzył w nie bez mrugnięcia powieką,
bez odwracania oczu.
Znów usłyszał to, co powiedziała mu Mina tej pierwszej
nocy, gdy się spotkali. Wtedy uznał te słowa za brednie bez
sensu i znaczenia.
„Ty nie kochasz mnie. Kochasz boga, którego widzisz we
mnie".
Dostał wszystko to, za czym tak tęskniła jego matka. Ona
pragnęła rządzić Silvanesti. Ale to on był królem Silvanesti.
Ona chciała być kochana przez lud. Lud kochał jego. To była jego zemsta i miała słodki smak. Była to jednak tylko część
jego zemsty. Najlepsze bowiem było to, że wzgardził tym
wszystkim. Nic, co mógłby zrobić, nie zraniłoby jego matki
bardziej.
Jeśli Takhisis się nim posłużyła, to dlatego, że zajrzała głęboko w oczy jego duszy i zobaczyła, że jedno oko mruga
do niej.

21

Umarli i konający
Brzytwę siły opuściły jeszcze w powietrzu. Smok nie mógł
już poruszać skrzydłami i zaczął spadać niekontrolowanym lotem nurkowym. Galdarowi stanął przed oczami przerażający
obraz ostrych, zębatych skał, które sterczały z ziemi jak noże.
Brzytwa wpadł z impetem w mały sosnowy zagajnik.
Przez ułamek sekundy Galdarowi migały w oczach pomarańczowe skały i zielone drzewa, niebieskie smocze łuski
i czerwona krew. Zacisnął mocno powieki, trzymając się smoka z całych sił, jakimi dysponowało jego masywne cielsko,
i przyciskając głowę do smoczego karku. Szarpany i targany
wstrząsami, słyszał trzask i chrzęst łamanych gałęzi drzew
i smoczych kości, czuł ostry zapach i smak sosnowych igieł
i żelazistą woń krwi. Jakaś gałąź uderzyła go w głowę, o mały włos nie urywając mu rogu. Inna rąbnęła go w plecy na
wysokości łopatki. Połamane gałęzie drapały go po rękach
i nogach.
Nagle zatrzymali się gwałtownie.
Galdar przez dłuższą chwilę jedynie dyszał i nie mógł wyjść
ze zdumienia, że jeszcze żyje. Bolały go wszystkie części ciała. Nie miał pojęcia, czy jest poważnie ranny, czy nie. Ostrożnie poruszył się. Kiedy nie poczuł ostrego, dotkliwego bólu,
doszedł do wniosku, że połamał sobie kości. Po nosie ściekała
mu krew. Dzwoniło mu w uszach i huczało w głowie. Minotaur poczuł, jak Brzytwa wzdycha pod nim głęboko.
394

----------------------------------------------------------------------------

Głowa smoka i górna część jego poranionego ciała spoczywały w koronach sosen, które połamały się pod jego ciężarem.
Wyplątując się z gniazda splątanych, połamanych gałęzi, Galdar ześlizgnął się po grzbiecie smoka. Miał dziwne wrażenie,
że smok leży w kołysce z sosnowych konarów. Dolna część
smoczego ciała — połamane skrzydła i ogon — ciągnęły się aż
do skał, zostawiając po sobie krwawy ślad.
Galdar szybko poszukał wzrokiem zwłok Malys. Zobaczył
je w oddali. Jej trupa łatwo było znaleźć. Smoczyca po śmierci wzniosła swą ostatnią górę — błyszczącą, czerwoną masę
krwawego mięsa. Wzrok minotaura przyciągnął dym i płomienie. Trupi smok stał w ogniu, a płomienie rozprzestrzeniały się
na kosodrzewinę. Głębiej w dolinie leżało Sanction, ale Galdar
nie widział miasta. W dole kłębiły się czarne chmury burzowe.
Tam, gdzie on stał, słońce świeciło jasno, tak jasno, że najwyraźniej przyćmiło swym blaskiem Nowe Oko, gdyż Galdar już
go nie widział.
Nie tracił czasu na to, by go szukać. Przede wszystkim
martwił się o Minę. Umierał z obawy o nią i pragnął bezzwłocznie wyruszyć na jej poszukiwania. Minotaur jednak zawdzięczał życie bohaterskiemu błękitnemu smokowi. Musiał
zostać przy nim. Przynajmniej tyle mógł dla niego zrobić. Nikt,
ani minotaur, ani smok, nie powinien umierać w samotności.
Brzytwa nadal żył i oddychał, lecz jego oddech był płytki
i bolesny. Z paszczy ciekła mu krew. Oczy zachodziły mu już
mgłą, ale pojaśniały na widok Galdara.
309*
Czy ona... — Błękitny smok zachłysnął się
własną
krwią i nie mógł dokończyć.
310*
Malys nie żyje — oznajmił głębokim,
donośnym
głosem Galdar. — Dziękuję ci za bitwę. To piękne zwycięstwo,
które na długo zostanie w pamięci. Umierasz jako bohater.
Twoją pamięć będę czcił ja i moje dzieci, a po nich ich dzieci
i dzieci ich dzieci, i ich dzieci po nich.
Galdar nie miał dzieci i było bardzo wątpliwie, czy kiedykolwiek będzie je miał. Były to słowa prastarego hołdu składanego wojownikowi, który walczył dzielnie i zginął z honorem.
395

Mimo to Galdar mówił ze szczerego serca, bo mógł sobie tyl-]
ko wyobrażać, jak straszną męką były dla konającego smoka
ostatnie chwile jego życia.
Błękitny smok wzdrygnął się raz jeszcze. Potem jego ciało]
znieruchomiało.
— Spełniłem swój obowiązek — szepnął i skonał.
Galdar zadarł głowę i zawył z żalu. Echo jego wycia niosła
się po górach — ostatni, stosowny hołd. Potem mógł wreszcie
zaspokoić pragnienie swego zbolałego serca i dowiedzieć się,'
co się stało z Miną.
„Nie powinienem się martwić" — powtarzał sobie. „Wi-I
działem, jak Mina przeżyła otrucie i cała i zdrowa wyszła
z płomieni własnego stosu pogrzebowego. Jedyny Bóg kocha
Minę, kocha ją tak, jak nigdy chyba jeszcze nie kochał śmiertelniczki. Takhisis ochroni swoją pupilkę, będzie nad nią czu-j
wać".
Galdar stale to sobie powtarzał, ale troska go nie opuszczała.
Rozglądał się wśród ostrych skał wokół zwłok smoczycy.
Strzępy ciała były porozrzucane na sporej przestrzeni, a skały
były śliskie od posoki. Galdar miał nadzieję ujrzeć Minę idącą
mu na spotkanie z błyskiem ekstazy w oczach. Jednak na skalnym płaskowyżu, gdzie spadła smoczyca, panował bezruch.
Ptaki uciekły przed jej przybyciem, a zwierzęta schowały się
pod ziemię. Słychać było tylko wściekły wicher, który świszczał upiornie w skałach.
Głazy, nawet bez warstwy krwi i tłuszczu, były trudnym
podłożem do wędrówki. Wspinaczka szła Galdarowi powoli,
zwłaszcza że przy każdym ruchu odzywał się ból jakiegoś nowo odkrytego obrażenia. Minotaur znalazł swoją pikę. Broń
była okrwawiona, a grot złamany. Galdar ucieszył się, że ją
znalazł. Da ją Minie na pamiątkę.
Pomimo wszelkich starań nie mógł jednak znaleźć dziewczyny. Co jakiś czas krzyczał: „Mina!". Imię wracało do niego
zwielokrotnionym echem, które odbijało się od górskich zboczy, ale nikt nie odpowiadał na jego wołanie. Echo ucichło
396

„Może Mina nie wyszła" — usłyszał w głowie głos. Równie dobrze mógł próbować podnieść górę. Mino — zawołał do dziewczyny. — Ledwo mogę to podnieść. Wylewały się z niego wnętrzności. a potem ktoś zawołał słabym głosem: — Galdarze! Z krzykiem radości minotaur rzucił pikę i pognał przed siebie. ale nie zrozumiał. Pokryty czerwonymi łuskami i zalany krwią bok Malys drgnął. który był rozpruty od góry do dołu. 397 . ważyło kilkaset ton. niczego prócz zmęczenia. To oko wpatrywało się tępo w niebo. po czym. Wgramoliwszy się na kolejny głaz. Przyłożył ręce do smoczego brzucha. Galdar naparł barkiem na szybko stygnącą masę łoju. tak że widoczne było tylko jedno oko. Smoczyca spadła na Minę. że którekolwiek z nich wyszło z tego starcia żywe. Jęk rozległ się ponownie. Malys nie mogła być żywa. Kark był wykręcony i złamany. Galdar dotarł wreszcie do ciała Malys. Pod brzuchem smoka zobaczył zakrwawioną i ledwo się poruszającą rękę. Minotaur zacisnął zęby i zgiął kolana. Widok trupa olbrzymiej czerwonej smoczycy nie wzbudził w nim żadnych uczuć. Przyjrzał się uważnie łbowi smoczycy. ani uniesienia. próbując nie oddychać. Ciało smoczycy było ciężkie. Minotaur wychodził już ze skóry z niepokoju o Minę. od którego przeszły go ciarki. Nie zdołam długo go utrzymać. przygniatając ją swoim ciężarem. Usłyszał coś w odpowiedzi. Galdar zakrztusił się. ponieważ jej głos brzmiał bardzo słabo. Zaniepokojony Galdar uniósł złamaną pikę. bo jej głos był stłumiony. — Musisz się wyczołgać. żalu i zdziwienia. smród był okropny.w oddali. który leżał na skałach na boku. Szybko. — Mina! — krzyknął znów i usłyszał w odpowiedzi jęk. ani triumfu.

Głowa opadła jej na bok. Galdar poszukał pulsu na jej szyi. bojąc się jej dotknąć — w co jesteś ranna? Nie wiem. — Mino — rzekł bezradnie. Jaskinia była tak mała. Mięśnie go paliły i bolały. a on oczywiście jej usłuchał. Minotaur ukląkł przy niej. Dziewczyna nie odzyskała przytomności i chociaż to go przerażało. Ten ruch sprawił jej ból. Jęknęła i zadrżała. Proś ją. gdy Minę poproszono o udzielenie błogosławieństwa nowo narodzonemu dziecku.zaczerpnąwszy głęboko tchu. Usłyszał jakiś chrobot. Z głośnym krzykiem ostrzeżenia upuścił masę mięsa i stanął zdyszany wśród cuchnących ochłapów. Była lekka jak tamto niemowlę. westchnął głośno z ulgą. 398 . sapnął i z całej siły podźwignął smocze cielsko. Wyciągnęła rękę i chwyciła Galdara za ramię. Czując. lecz musiał się mocno garbić. Palce rozwarły się i wypuściły jego rękę z uścisku. w oczach stanął mu żywy obraz tego malutkiego dziecka. ale nie wypuściła go z uścisku.. że serce na chwilę zamarło mu ze strachu. Zwykle koloru bursztynu. ręce mu słabły. teraz były zaczerwienione i przekrwione. Galdarze — wyszeptała cicho. czy smocza. co ją rozgniewało. Dziewczyna otworzyła oczy. bolesne westchnienie i stłumiony krzyk. Galdar znalazł zaciszną i suchą grotę. Wziął Minę na ręce. że to dobrze. ale Mina nalegała. Galdarowi przypomniała się chwila.. Minotaur nie chciał tam iść. Wniósł Minę do środka i położył ją ostrożnie na ziemi. Nie mógł już dłużej utrzymać ciężaru. Kiedy go znalazł. o wybaczenie. — Zrobiłam coś. I nie mówił o martwej smoczycy. że minotaur nie mógł się w niej wyprostować. tak kruchego.. mówił sobie. Zamknęła oczy.. Spuścił oczy i zobaczył Minę leżącą u jego stóp. wątłego i wysmarowanego krwią. by wejść do środka. — Ty wielka suko! — warknął Galdar. czy to twoja krew. bo inaczej umarłaby z bólu. — Módl się do Jedynego Boga. Kiedy patrzył na Minę...

aby w chwili śmierci nie była sama. ale nic więcej. Mógł tylko być przy niej. triumfująca nad swoim wrogiem. co jest jego przyczyną. Niedaleko groty znalazł strumień. Galdar nie mógł nic zrobić. by ogrzać Minę. Trzęsła się z zimna. były okropne. lecz raczej coś. Z zakrwawionego. co znaczy dla wojownika prowadzić żywot kaleki. W grocie zapadła ciemność. myślał wyłącznie o niej. Mina mogła jeszcze odzyskać świadomość. Galdar rozpalił ognisko przy wejściu do jaskini. ale nie mógł się na to zdobyć. Cała była rozpalona. Kiedy wykonywał jakiś gwałtowny ruch i przeszywało go ostre kłucie. krzyczała i jęczała. minotaur miał czas. Niech umrze w chwale. Znał się jako tako na udzielaniu pomocy rannym na polu bitwy. wypłukał swój hełm. On nie czuł już bólu własnych ran. Lepiej niech Mina umrze. Niech umrze jako zwycięska wojowniczka. by jeszcze raz nabrać powietrza. Jedna ręka nie przypominała nawet ręki. Sam nie ruszał się z groty. gdzie wylądowała w kurzu. by temu zapobiec. by skrócić jej męki. pokonawszy smoka. co wisi na straganie u rzeźnika. dziwił się i zastanawiał. które zwiastuje śmierć. Nie miał też bandaży.Kiedy już znaleźli się w grocie. Mógł tylko patrzeć. że Minie zabraknie sił. Mina majaczyła w gorączce. Mina umierała. lecz się wstrzymywał. Żył tylko dla Miny. zsiniałego i makabrycznie spuchniętego ciała na nodze sterczał kawałek złamanej kości. mogących ukoić jej ból lub zbić gorączkę. Oddech dziewczyny był urywany i chrapliwy. które odniosła dziewczyna. Galdar nie mógł patrzeć na jej cierpienia i nieraz sięgał po sztylet. ale Mina nie mogła pić. Wiedział. a on chciał jej 399 . by zbadać obrażenia Miny. Woda ściekała jej po okrwawionym podbródku. jak życie z niej wycieka. Wśród tych skał Galdar nie miał szans na znalezienie ziół. a to nie wystarczało. napełnił go wodą i przyniósł dziewczynie. Zdjął z niej zbroję i wyrzucił ją na zewnątrz. Zaczerpnięcie oddechu przypominało walkę i Galdar nieraz się obawiał. Powinien amputować zmiażdżoną nogę. Rany. Obmył jej twarz i zwilżył wargi chłodnym płynem. mamrotała coś nieskładnie.

i wznawiała walkę. Galdar nie mógł już tego znieść. a monstrualną czaszkę tej smoczycy u twoich stóp. zostanie zapomniany. Najpierw będą musieli pokonać jego. Potem znów opuszczała powieki. Śmierć będzie jej odkupieniem. którzy ją usłyszą. starając 400 . Czasami otwierała oczy i Galdar widział w nich ból. Mino — rzekł do niej ze łzami w oczach. Zawzięcie walczyła o życie. Gardło miała zdarte od krzyku. najpotężniejszego smoka. zaprzątnięty jedynie troską o Minę. lecz tylko nieznacznie. Mimo to Mina nie dawała za wygraną. 151* Uwolnij ją — modlił się. Twój grobowiec przyćmi swym pięknem wszystkie wzniesione na Ansalonie. Położą smoczą lancę u twojego boku. — Nie jest ci już potrzebna! Uwolnij ją! 152* Więc to tutaj ją schowałeś — rozległ się czyjś głos. Minotaur otarł chłodny pot z jej czoła. by przysięgać służbę ludzkości. by złożyć ci hołd.powiedzieć przed śmiercią. czy to jako wojownicy. Wszystkie narody i ludy będą cię szanować. co robi i mówi. Galdar wydobył sztylet. Młodzi mężczyźni i kobiety będą przybywać do jej grobu. — Zaprzestań wysiłków. że była bohaterką i że zawsze będzie ją kochał i szanował. Opowieść ojej odwadze poruszy serca wszystkich. Zamrugał. Szybko się odsunął. nie myśląc o tym. Jej ciałem targały konwulsje. Ogień oślepił jego przywykłe do ciemności oczy. Poza trzaskającymi płomieniami widać było tylko ciemność. nie dając znaku świadomości. Nigdy nie opuści Miny. Ludzie będą przybywać ze wszystkich zakątków świata. Fakt. Po wieki będą śpiewać pieśni o twoim zwycięstwie. Stojący w blasku ognia minotaur był idealnym celem. że stąpała w mroku. lecz wciąż się nie poddawała. Widział wszystko wyraźnie. czy uzdrowiciele. który kiedykolwiek żył na Krynnie. — Pokonałaś wroga — największego. Mina oddychała z coraz większym trudem. obrócił się i jednym ruchem wyskoczył z groty. a wtedy serce mu się krajało.

Omal mu się nie 401 . Mimo to jej uroda kie przemawiała do niego. że trzyma sztylet w taki sposób. możemy :o załatwić później. że ten czarodziej. Sztylet wysunął się ze odrętwiałej nagle prawej dłoni minotaura i z brzękiem upadł la kamienie u jego stóp. Miał tylko miłość do Miny i może właśnie to dało mu odwagę. fCobieta odwróciła się od niego i ruszyła w stronę wejścia do groty. — Powinna wiedzieć. Obdarowałam cię hojnie. Strach ścisnął Galdara za gardło. Daję ci swoje słowo. Kimkolwiek był ten nieznajomy. Galdar ipewnił się. U wejścia do groty stała kobieta. a to nie zapowiadało nic dobrego. nie miał adwagi spojrzeć w oczy. Cokolwiek masz do mnie. i to bez twojej pomocy. Taka broń nie istniała na świecie. — Nasze porachunki możemy odłożyć na później. była najpiękniejszą ze wszystkich rzeczy. gdyż była zimna i ostra jak kosa. Nie miał broni. by ostrze nie rzucało refleksów. Była piękna. ktokolwiek tam był.>ię przebić wzrokiem ciemność. lecz widział ją oczami duszy. Niech więc tak będzie. jakie widział na świecie. Opuściłaś ją. Galdarze — rzekł głos. zjawił się znienacka. Nie słyszał kroków. 55* Ona zasługuje na karę — odparła zimno i pogardliwie Takhisis. zgrzytu jbroi czy brzęku oręża. Uszanuj jej śmierć i pozwól ni zostać z nią do końca. 53* Masz rację. Palin. gdyż kobieta nie wkroczyła jeszcze do świata w materialnej postaci. — Nie zostało jej już wiele życia. Galdar nie widział jej twarzy własnymi oczami. co chciałaś. w których zawarta była wieczność. którą mógłby z nią walczyć. a ty ni odpłaciłeś zdradą. Jej sylwetka przesłaniała płomienie i gasiła światło gwiazd. by własnym ciałem zagrodzić drogę królowej Takńisis. Nie ośmielił się spojrzeć kobiecie w twarz. — Zostaw ją w spokoju! Uwolnij ją! Ona zrobiła to. jest zdrajcą i potajemnie spiskuje przeciwko mnie. 52* Ona umiera — poinformował tego. 54* Nie wejdziesz — wydusił z siebie. Galdar z wielkim wysiłkiem zdołał poruszyć drżącymi kończynami.

Nawet teraz.udało... Zniszczył totem.. Królowa Takhisis weszła do groty i Galdar usłyszał. Wybaczam ci.. Nie oddam ci jej. Nadejdzie jednak taki dzień. kiedy Mina zrozumie.. w którym zamierzałam przebywać na tym świecie. szlochając ze złości i frustracji. jak bogini nuci cichym. Bogini chwyciła go za kark. Okażę wielkoduszność. Moje najdroższe dziecko.. słodkim głosem: — Moje dziecko. że nie jesteś jej już potrzebny. uniosła i odrzuciła niedbale na bok. — Tylko dlatego ją ratujesz. Minotaur dyszał i dygotał. Przez zaniedbanie Miny omal nie straciłam wszystkiego. bijąc tak długo. z jednego powodu. k - . ale nie ruszył się z miejsca. minotaurze. Spełnię jej zachciankę. Minotaur wylądował ciężko na ostrych kamieniach i leżał tam. na razie. Wtedy wyrównamy rachunki. o co się starałam. — Potrzebujesz jej —powiedział ochryple Galdar. kiedy jej duch pod przymusem opuszcza powłokę cielesną. Mina mnie o to prosi. — Ona znalazła już spokój albo wkrótce go znajdzie. Galdarowi serce omal nie zatrzymało się ze strachu. Zniszczył wybrane przeze mnie śmiertelne ciało. Lewą ręką uderzał w kamienie. — Pokręcił rogatą głową. błaga mnie. abym była dla ciebie miłosierna. Takhisis podeszła bliżej. — Daruję ci życie. aż posiniaczył ją sobie i pokrwawił. Ona zasługuje na karę! Zasługuje na śmierć i nawet na coś gorszego! Mimo to — głos Takhisis złagodniał —■ będę łaskawa.

i choć rycerz odniósł wyraźne wrażenie. że królowa zgodzi się na ten plan. przysięgając. zgodna z prawdą opowieść o odwadze młodego elfa podczas walki z Clorantem i pozostałymi Czarnymi Rycerzami zrobiła wrażenie na surowym wojowniku. 403 . że przedstawi sprawę Alhanie Starbreeze. Samar obiecał. Zgodnie z planem Gerarda elfy miały połączyć siły z Rycerzami Solamnijskimi i spróbować odbić Sanction i powstrzymać Takhisis. szybko zabierze się do podboju świata.22 Zagubiony w labiryncie Gerard zamierzał zanieść Radzie Rycerzy wieść o powrocie królowej Takhisis najszybciej. Domyślał się. Nie wątpił. Samara. Gerard przekazał Samarowi pierścień i wiadomość od Silvanosheia. że Samar nie przepada za Silvanosheiem. że elfy będą chciały uwolnić swojego młodego króla. który sprzeciwił się Minie i został za to ukarany. Nie powiedział Samarowi. Gerard wierzył. Rozstali się. Rycerz uczynił z młodego elfa bohatera. dwaj mężczyźni wprawdzie pochodzili z różnych ras. że spotkają się znów jako sojusznicy na polu walki. Bez trudu znalazł tego elfa. i po kilku chwilach niepewności nieufność między nimi stajała. Nie miał czasu do stracenia. chociaż niezbyt wiernie powtórzył słowa młodego króla. że kiedy Królowa Ciemności wzniesie już totem i podbije Sanction. byli jednak doświadczonymi wojownikami. że Silvanoshei jest więźniem własnego serca. jak to możliwe. Tak jak przewidział Silvanoshei.

i niech cię szlag trafi — powiedział Gerard.Po pożegnaniu z Samarem Gerard pojechał na wybrzeże. Zatruty miecz Galdara dźgnął Gerarda w brzuch. Minęło kilka dni. — Masz. kawałek po kawałku. że przy ładnej pogodzie i przejezdnych drogach uda mu się dotrzeć do posiadłości lorda Ulricha w dziesięć dni. zawsze trafiał w sam środek jakiegoś nieprzebytego lasu albo na brzeg jakiejś nie dającej się przepłynąć rzeki. czy rzemieślnik nie kopie najpierw rudy. żeby znaleźć kogoś. prowadząc okulawionego konia. żeby zapytać go o drogę. ani gwiazd. zanim koń został podkuty. Niebo było zaciągnięte chmurami. Okolica była słabo zaludniona. dokąd jedzie. że zabłądził. Kiedy już spotkał kogoś. nie widząc żywej duszy. kiedy znasz cel wędrówki. Z początku był rozdrażniony i sfrustrowany. Nie widać było ani słońca. która symbolizowała jego przynależność do rycerzy Takhisis. Jechał całymi godzinami. Gerard musiał zboczyć z drogi i przebyć wiele niepotrzebnych mil. i rycerz nie miał pojęcia. a Gerard znów znalazł się w siodle. Miał nadzieję. kto go podkuje. w której nikt nie słyszał o kowalu. Z niezaprzeczalną przyjemnością obserwował w bladym świetle poranka. ale jakoś nigdy nie udaje ci się go osiągnąć. Wkrótce z ponurą miną zrewidował swój plan. zdjął czarną zbroję. Stojąc na urwisku nad wzburzonymi falami. Jego koń zgubił podkowę w okolicy. bo niezależnie od tego. czy Takhisis? — zadawał 404 . że rycerz zastanawiał się. w którą stronę go skierowano. bowiem od tej chwili wszystko zaczęło się dziwnie układać nie po jego myśli. i wrzucił ją do morza. Wsiadł na konia odziany tylko w skórzane spodnie i znoszoną wełnianą koszulę i pojechał na zachód. Wtedy jednak stwierdził. Gerard zaczął się czuć jak w jednym z tych koszmarnych snów. Kiedy już znalazł kowala. jak fale unoszą czarny pancerz i roztrzaskują go o ostre skały. mężczyzna pracował tak powoli. ale po kilkunastu dniach błądzenia zaczął się czuć nieswojo. żeby potem wykuć żelazo. że dotrze do zamku za dziesięć lat. — Czy to ja podejmuję decyzje. łudząc się nadzieją. wszyscy w tym kraju najwyraźniej natychmiast głupieli.

chociaż poprzedniego dnia tylko tułał się konno bez celu. 405 . Miał do wyboru zrobić dzisiaj to samo lub wrócić pod koc. gorące jedzenie i zimne napoje. Miał przeczucie. Tyburn. Zszedł na dół na śniadanie. zziębnięty od chłodnego wiatru. jaki sens mają dalsze wysiłki. We śnie chodził po domu. Gerard spał niespokojnie. że ktoś go budzi. Usiadł na rozklekotanym krześle i pogrzebał łyżką w bezimiennej masie. Nadal siąpił deszcz. że oberżysta okłamał go co do nazwy miasta i jego położenia. Wpuścił Gerarda do wspólnej izby i pokazał mu miejsce na podłodze. jak ona mi zagra? Gerard był przemoczony od nieustającego deszczu. podszedł do brudnego okna. Kiedy rycerz rozścielał sobie derkę. Mężczyzna ziewnął. Zbudziwszy się dobrze przed świtem. szukając drzwi i nie mogąc ich znaleźć. że jest już kompletnie zagubiony. przetarł zakopconą szybę dłonią i wyjrzał na zewnątrz. że zwierzę zostało nakarmione i odpoczywa wygodnie. Po zakończeniu tego zadania wrócił do gospody. — Czy to ona określa każdy mój ruch? Czy tańczę tak. Gospoda z wyglądu nie była imponująca. przy drodze do Palanthas. pozostawało dla Gerarda tajemnicą. Odsunąwszy miskę z owsianką. W głowie mu łupało od tępego. chociaż po co miałby to robić. Zaprowadził konia do stajni. oberżysta położył się już spać i był wściekły. Od kilku nocy zmuszony był spać na dworze i właśnie zaczął zadawać sobie smętnie pytanie. kogo spotkał. Godzina była późna.sobie pytanie rycerz. Gerard stracił apetyt. kiedy zauważył w oddali światła niewielkiego miasteczka. Wreszcie trafił do jakiegoś zajazdu. gapił się w sufit i zdał sobie sprawę. a być może także informacje. wytarł go i upewnił się. która zdaniem podkuchennej była owsianką. pulsującego bólu. spytał gospodarza o nazwę miejscowości. Nie miał sił. ale miał nadzieję znaleźć w niej dach nad głową. tyle że rycerz podejrzewał teraz o kłamstwo każdego. podrapał się i odburknął poirytowanym głosem: — Miasto nazywa się Tyburn.

Zdecydował się na to drugie. Mag siedział w małej wnęce. Posługaczka ponownie znikła w zadymionej kuchni. usiłując się ogrzać przy ogniu płonącym w wielkim kamiennym kominku. ponieważ mężczyzna ubrany był w rdzawobrunatną szatę — koloru zakrzepłej krwi — i czarną pelerynę z kapturem. — Wkrótce zawładnie gwiazdami. Mówił cichym. Wrócił do gapienia się przez okno. przynajmniej tak Gerard zakładał. — Parsknął śmiechem. że nie strzępię sobie języka po próżnicy. panie? Mag otworzył usta. by można go było usłyszeć po drugiej stronie izby. Jedyną poza nim osobą w oberży był mag. Twarz maga ukryta była w cieniu kaptura. Rycerz podszedł bliżej. — Mówisz do mnie. — Chociaż nie włada już księżycem. lecz przeszkodził mu kolejny napad kaszlu. ale najwyraźniej brak wygód oberża nadrabiała akustyką.253* mruknął rard. że mężczyzna jest chory. jeśli jej się nie przeszkodzi. Gerard sądził. ponieważ często zanosił się paskudnie brzmiącym kaszlem. Gerard rozejrzał się. zwłaszcza gruźlika w ostatnim stadium choroby. 406 . który wydawał się wyrywać z samych jego trzewi. poirytowany. ale ponieważ był to mag. — Mówię sobie. — Ona rządzi słońcem — stwierdził czarodziej. Gerard zakładał. który dziwnie urzekł Gerarda. bo plucie krwią sprawia mi przyjemność. Zaniepokojony tą rozmową Gerard obrócił się. chcąc zobaczyć twarz mężczyzny. który przerwał atak kaszlu. Nie miał ochoty na towarzystwo. kiedy tylko wszedł. W izbie zostali tylko Gerard i czarodziej. Mógł udzielić jakiejś uprzejmej odpowiedzi albo udawać. rycerz zostawił go w spokoju. Gerard zauważył go. Mówienie przychodzi mi z takim trudem. Przycisnął chusteczkę do warg i odetchnął z wysiłkiem. 254* Słońce musi kiedyś wreszcie wyjrzeć — Ge- Nie licz na to — odezwał się ktoś. że nie słyszał. — Nie — wyrzęził. że odezwał się zbyt cicho. szemrzącym głosem. Gerard rozejrzał się.

błyszczące oczy. skóra miała złotawy odcień i w świetle ognia połyskiwała jak •ybie łuski w słońcu. — Skąd o tym wiesz? — ■pytał półgłosem. Gerard nie ruszył się z miejsca. Można powiedzieć. Kusiło go. od którego Gerard zmarszczył los. Gerard znalazł sobie krzesło i przyciągnął je do kominka. a potem machnął ręką do Gerarda. panie. panie rycerzu? — spytał mag. którymi mógłbym się kierować. Gerard dostrzegł oystre. stając przy magu. tak że jego twarz stale była w cieniu. — W pewnym sensie mówi prawdę — rzekł mag. kogo pytam o drogę. Nie potrafił stwierdzić co. Czy to prawda? Mag upił łyk herbaty. Wlepiał oczy w dłoń maga. prowadzą do 407 .zajnik i nalej trochę gorącej wody do tego kubka. — Zaiste. Mag wsypał do wrzątku zawartość woreczka. Zainteresowały go jednak słowa . Mikstura niała silny. niemiły zapach. Gerard zmarszczył czoło. jak ktoś mu ubliżał. aż zioła naciągną i herbata ostygnie. że wszystkie drogi. gdzie jestem? Od wielu dni jeżdżę Dez kompasu. zwłaszcza Drzez kogoś całkiem obcego. — Jesteś nie tylko głupi. i nie podobało mu się takie pomiatanie jego osobą. ale i głuchy. 313* Znam ją od dawna — zaszemrał mag głosem miękkim ak aksamit. 312* Takhisis! — Gerard osłupiał. — Kaszlał przez crótką chwilę. które wiodą na wschód i zachód. — Czy wiesz. z którymi coś było nie w porządku. Kaptur miał naciągnięty głęboko na głowę. bo nie lubił.311* Oczywiście mówię o Takhisis — dodał mag.zarodzieja. że to droga do Palanthas. nie widząc słońca ani gwiazd. Mag czekał. od bardzo dawna. Zawsze może wyjść później. — Tą drogą w końcu dojedziesz do Palanthas. — Przynieś . Wyciągnął stamtąd woreczek z tkanily i położył go przy kominku.zegoś w kieszeni szaty. Po sali rozszedł się ostry zajach. Chwycił czajnik szczypcami i nalał do kubka gorącej wody. by pożegnać się chłodło z czarodziejem i wyjść. Dberżysta twierdzi. Poszukał . mówi mi co innego. Każdy.

Zmierzają do Sanction na wezwanie Miny..Palanthas — ostatecznie. Ober408 . Wrócił do popijania herbaty. że jego przestrach mógł go zdradzić. 155* Niech sobie obozują. Jelek — kwatera główna Czarnych Rycerzy. 153* Jelek! — wykrzyknął Gerard.. Dlaczego powinno mnie to obchodzić? 154* Ponieważ w tej chwili obozuje pod Tyburn dwudziestu Czarnych Rycerzy i kilka setek pieszych żołnierzy. chociaż był coraz bardziej zdenerwowany. — Jestem tylko wędrownym kupcem. chodzi równym krokiem i jeździ na wyszkolonym bojowym rumaku. aresztują cię — rzekł mag. Jednak bardziej powinno cię obchodzić to. 158* Nonsens — rzekł Gerard ze śmiechem. za to z wojskową sylwetką i włosami ostrzyżonymi przy skórze. gdzie chcą — odparł spokojnie Gerard. że ta droga wiedzie do Jelek. starał się go zamaskować wzruszeniem ramionami. 156* Kiedy cię tu znajdą. — Nie muszę się ich obawiać. — No więc prowadzi do Jelek. ' — Aresztują mnie? Dlaczego? Mag uniósł głowę i spojrzał na niego. — Mag wypił herbatę i odstawił kubek na półkę przy palenisku. — Nie oszukałbyś nawet sześcioletniej dziewczynki. — Zauważyłeś. 161* Oberżysta poznał. że z oczami mężczyzny coś jest nie w porządku. jak tylko cię zobaczył. Kupcem. który nosi miecz na żołnierska modłę. że jesteś Rycerzem Solamnijskim. 157* Dlaczego? Bo równie dobrze mógłbyś mieć napisane na czole złotymi literami: „Rycerz Solamnijski". 160* Po co jednak mieliby tu przychodzić? — spytał od niechcenia Gerard. Uświadomiwszy sobie. Gerard znów odniósł wrażenie. — Czarodziej parsknął pogardliwie. 159* Kupcem bez towarów na sprzedaż. jak w kuchni jest cicho? Czarni Rycerze są częstymi gośćmi w tej oberży. popijając herbatę. Kaszel minął i mężczyzna najwyraźniej czuł się lepiej.

Wybacz. Bure szaty szeleściły wokół kostek czarodzieja. Lepiej już sobie pójdę. Wyjechali o świcie i będą tu w ciągu kilku minut. Podpierając się laską ozdobioną złotą smoczą łapą trzymającą kryształ.". Chodź ze mną.. 409 . Na drodze było pusto. — Wyciągnął rękę. panie — rzekł stanowczo Gerard — ale muszę szybko odjechać. Gerard wahał się jeszcze chwilę. opierając się na niej. Gerard obejrzał się z niepokojem w stronę kuchni. Wrócił do głównej izby. Wyszedł. Nie słyszał zbliżającej się armii. Gerard podszedł do drewnianych drzwi prowadzących do kuchni i otworzył je na oścież. 147* Nie uciekniesz — stwierdził mag. która wrzaskiem i ucieczką przez drzwi na zapleczu potwierdziła jego obawy. mag zaprowadził rycerza do schodów wiodących na piętro. o czym myślę. tylko dlatego. żebym mu ufał? Tylko dlatego. że mówił o Takhisis. Chwycił laskę opartą o komin i wstał. panie. — Ten łajdak uciekł. 145* Chodź ze mną — polecił czarodziej... Ruchy miał płynne i szybkie. Odwrócił się do Gerarda. Masz tylko jedną szansę. — Chcę ci podziękować. Nikt nie odpowiedział. — Oni są zbyt blisko.. Spłoszył pomywaczkę. ale nie spytałem cię o imię ani nie podałem swojego. niepasujące do jego wątłego wyglądu. Krzyknął głośno na oberżystę.. Czarodziej stanął u stóp schodów. Za wydanie cię otrzyma hojną nagrodę. a dziewucha wrzasnęła tak. kroków maszerujących żołnierzy. „Kim jest ten mag.żysta jest na ich pensji. rzucając okiem na okno.. żeby ich powiadomić o twojej obecności. Mag zlekceważył wyciągniętą dłoń. 146* Dziękuję ci za ostrzeżenie. bicia w bębny. w której rzeczywiście zrobiło się dziwnie cicho. że wydaje się wiedzieć. Jego dziwne oczy błysnęły w mroku. — Miałeś rację — rzekł rycerz. jakbym chciał jej poderżnąć gardło.

Pobiegł w stronę schodów. a język przysechł mu do podniebienia. jak mówi porzekadło..— Kiedyś mówiłeś. gdzie Gerard spędził noc. twoja jest już blisko. nie ujrzysz słońca. strach. 164* To jej robota — stwierdził czarodziej. Skoro mowa o śmierci. Drzwi do nich były dobrze zamknięte i zaryglowane.. by iść za głosem serca. Tamten w kącie. Błysnęło światło. nie wolno ci tam wchodzić. — Odwrócił się i wszedł na schody.. Gerard dał za wygraną. — Zaczynasz mi przypominać mojego brata. chrzęst uprzęży i brzęk stali. — Co masz w sercu? 163* Rozpacz i zwątpienie — odparł wreszcie Gerard drżącym głosem — nieufność. Jeśli spaść. nie ten. Nie jest zamknięty na klucz. panie rycerzu? Gerard stał osłupiały. Na piętrze znajdowały się osobne pokoje dla wygody zamożniejszych gości. — Hej. dotknął zamka kryształową gałką swojej laski. to z wysokiego konia. — Mag pokazał laską wnętrze izby. Wprawdzie kochałem go. 162* Więc? — niecierpliwił się mag. całkiem szczerze mogę powiedzieć. jadalnia i duża wspólna izba. jak również mieszkanie oberżysty. na wpół oślepiając Gerarda. panie rycerzu. Na parterze znajdowała się kuchnia. Nie. but bez pary. — zaczął Gerard. — Otwórz ten kufer. że czasami śmiertelnie mnie irytował. para rękawic i części zbroi: kar410 . Podniósł wieko i spojrzał na kolekcję. Nacisnął klamkę. a kiedy nie pomogło. Kiedy odzyskał wzrok. Teraz Gerard słyszał już głośne rozkazy. Z zamka snuły się pasemka dymu. Co ci teraz mówi serce. w skład której wchodziło kilka noży i sztyletów. — Dopóki nie ustąpią te cienie. mag już otworzył drzwi. którą wskazał mag. Mag spojrzał na niego chłodnym wzrokiem.. Wszedł do mieszkania oberżysty i ukląkł obok dużej drewnianej skrzyni. Mag podszedł prosto do tych drzwi. który jeszcze długo mrugał i widział przed oczami błękitne gwiazdy.

Rycerze poznają miecz Gerarda. wyglądał jak pajac w zbroi. Nałóż.. Mimo to miał wrażenie. może mu się udać. które nosili Czarni Rycerze. Niektóre były za duże. ale na pewno skompletujesz dość. żeby ich zmylić. Kiedy skończył.wasze. Plan maga zapowiadał się dobrze. Możesz jeszcze zawisnąć. — Mag wzruszył ramionami. Mnie się jednak wydaje. co możesz z tych części zbroi. by wejść tymi od frontu. Czując się coraz bardziej tak. nic z tego nie będzie — mruknął Gerard. 61* Oberżysta jest idiotą.. że nie ma tu wiele. 56* Nie — oznajmił. Gerard z łomotem spuścił wieko kufra. Z doświadczenia wiem. Pożyczę ci swoją czarną pelerynę. nagolenniki. Wszystkie elementy zbroi były czarne. — Powiedziałeś. w której stale wybiegał drzwiami na tyłach tylko po to. — Bierz. przebieranek i kłamstw. — Nie ma gwarancji. 59* Tylko sentymentalny dureń mógł być tak głupi — odparł mag — zatem nie dziwię się. że warto zaryzykować. Ty jesteś bystrym chłopakiem i potrafisz się wyłgać. a i buty Gerarda przypominały te. Miał dość ucieczki. że kiedy narzuci na całość czarną pelerynę. ale życie mu jeszcze nie zbrzydło. że podstęp zadziała. 58* Dopiero co się pozbyłem całego kompletu tej przeklętej zbroi. wyjął ze skrzyni te części zbroi. jakby wpadł w straszliwą pułapkę. Wiem. Jego koń wciąż miał uprząż Czarnych Rycerzy. Gerard wahał się jeszcze chwilę. 60* Nawet jeśli się przebiorę. — Nasz gospodarz nie gardzi okradaniem swoich gości — rzekł mag. które mogły na niego pasować i pospiesznie zaczął je nakładać. że potrafi zamaskować wiele grzechów. Wstał i cofnął się. 411 . że tak zrobiłeś. podarunek od marszałka Medana. naramienniki. co potrzebujesz. 57* Przebranie się za jednego z nich to twoja jedyna szansa. inne boleśnie uwierały. kirys i parę hełmów. Miał już dość ucieczki. niektóre nosiły emblematy Czarnych Rycerzy. że oberżysta powiedział im o mnie.

Zdusił w sobie chęć rzucenia się do ucieczki. pchając się do drzwi. Kiedy doszedł do schodów. Dwaj żołnierze uzbrojeni w halabardy potrącili go po chamsku. Nie słyszał. — Omal mnie nie przewróciliście. — Odjechał w tamtą stronę jakieś piętnaście minut temu. — Jak mam. Jeśli się pospieszycie. tak przy okazji. który ukrywa się w tej oberży. Nie było już ważne. może go jeszcze złapiecie. Ze stukotem zszedł po schodach i podszedł do wyjścia. Podniósł czarną pelerynę. Co to ma znaczyć? Speszeni żołnierze stanęli. panie? Jest w środku. że mężczyzna poruszał się bezszelestnie. — Kiwnął głową. — Właśnie się z nim minęliście.. — Ten sukinsyn to nie mój kłopot. — Hej! — zawołał ze złością Gerard. 165* Proszę o wybaczenie. ma około dwudziestu 412 . żeby czarodziej wychodził. ale spieszy nam się. 169* Odjechał! — Żołnierz wybałuszył oczy. 166* Tylko tyle o nim wiecie? — spytał Gerard. Gerard nie mógł się teraz wycofać.. Jeden dotknął dłonią czoła. Mag zniknął. Do umysłu Gerarda wkradło się pewne podejrzenie. wyjrzał przez okno i zobaczył na dole oddział żołnierzy.— Proszę — rzekł. żeby go zatrzymywać — odparł ze spokojem Gerard. — Dlaczego go nie zatrzymaliście? 170* Ja nie miałem rozkazów. Może go widzieliście. zarzucił ją sobie na ramiona i czym prędzej opuścił mieszkanie oberżysty. Polecono nam aresztować Solamnijczyka. czy był jego wrogiem. przystojny mężczyzna. Oberżysta powiedział. 167* A co to za różnica. że go tam zastaniemy. próbuje uchodzić za kupca. Gerard rozejrzał się po pokoju. — Jak wygląda? Jak jest wysoki? Jakiego koloru ma włosy? Zniecierpliwieni żołnierze wzruszyli ramionami. panie rycerzu. panie? Ma na sobie koszulę i skórzane spodnie. ale przypomniał sobie. Obiecana czarna peleryna leżała na podłodze. czy mag mu sprzyjał. to wysoki. ale szybko o nim zapomniał. 168* Był w środku — rzekł Gerard. odwracając się. Aha.

Gerard stał na progu oberży. Ostatecznie łatwiej jest zawisnąć na szubienicy. już was tu nie ma! Mamrocząc coś pod nosem. Zdjął hełm i przeczesał palcami żółte włosy. zawsze może twierdzić. a chmury się rozproszyły. Jeśli ktoś go zatrzyma. TEGO Tasslehoffa Burrfoota. . Były to oczy Tasslehoffa Burrfoota. Rycerz nie zwracał większej uwagi na nieszczęśników. że mógł być jednym z nich. Pocił się w niej. Znad knebla patrzyła na niego para błyszczących oczu. Myśl o kolejnych oszustwach. kłamstwach i matactwach. Powinien być wdzięczny magowi. Bardzo dziwny odgłos. a dziwne beczenie było radosnym i wesołym bełkotem Tasslehoffa Burrfoota. Uznał. Co się tak na mnie gapicie jak banda kretynów? Zjeżdżać. Słońce świeciło jasno. skłonił go do tego. który uratował mu życie. ale jakoś nie był. Oprócz tego płaszcz wydzielał dziwny zapach — przypominał woń płatków róż zmieszaną z czymś. nie zadając sobie nawet trudu. Wyszedł na ulicę. ale nie miał odwagi jej zdjąć. o stałym zachowywaniu ostrożności i o strachu przed wykryciem całkiem popsuła mu humor. że najlepszym wyjściem będzie odjechać w zamieszaniu. by się odwrócić.--------------- ------------------------------------^ pięciu lat. że deszcz ustał. że jest posłańcem udającym się gdzieś w pilnej sprawie. co nie było już tak słodkie i miłe. Żołnierze prowadzili grupę jeńców. Rzuciwszy okiem na niebo. zastanawiając się nad następnym krokiem. żołnierze wybiegli z oberży na ulicę. Gerard westchnął. Naprawdę zastanawiał się. kruczoczarne włosy i długie wąsy. Czarna peleryna była ciężka. czy go na to stać. przygryzając wargę z frustracji. podobny do beczenia zadowolonej kozy. przyszło mu jedynie do głowy. żeby zasalutować. z przyjemnym zaskoczeniem stwierdził.

Padając. a Gerard go znalazł. usłyszawszy dziwny odgłos. Rycerz był osłupiały i zdrętwiały. Zapewne każdy z nich twierdził. Był tak zdumiony. Rzucił się na Tasslehoffa.23 W którym zostaje udowodnione. Gerard szybko wcisnął na głowę hełm. Jeden ze strażników. a teraz ze wszystkich sił starał się także machać rękami. którzy byli z nim skuci. niezdolny do zebrania myśli ani do żadnych innych działań. Wszyscy na świecie — łącznie z boginią— szukali Tasslehoffa Burrfoota. że po prostu wlepiał oczy w kendera. że nie wszyscy kenderzy wyglądają jednakowo Widok stojącego tuż przed nim Tasslehoffa podziałał na Gerarda jak trafienie smoczą błyskawicą. pociągnął za sobą dwóch innych kenderów. Tasslehoff wciąż beczał przez knebel. Tasslehoff znajdował się wśród kilku tuzinów innych kenderów. niech przestanie! — krzyknął strażnik. znalazł go oddział Czarnych Rycerzy. A mówiąc ściślej. Niestety. odwrócił się. — Ktokolwiek robi ten hałas. Uznawszy to za interesującą odmianę 414 . który — nie patrząc pod nogi — potknął się o własne kajdany i przewrócił na ziemię. których pędzono do Sanction. że jest Tasslehoffem Burrfootem. jeden naprawdę nim był. hełm bowiem był na niego za ciasny. omal nie przycinając sobie przy okazji nosa.

gdyż jedzenie było tam podłe. Komendant nigdy nie lubił ani nie darzył zaufaniem lorda Targonne'a. Takhisis chciała dostać w swe ręce Tasslehoffa i chciała go mieć w Sanction. W głowie mu huczało od natłoku myśli.w nudnym marszu. Zrobił kilka głębokich wdechów. chcąc opuścić tę okolicę. co pomagało zapomnieć o kłopotach. Na początek musiał znaleźć rycerza równego mu wzrostem i wagą. Dwaj strażnicy uzbrojeni w korbacze wkroczyli do akcji. wskutek czego w całym szeregu około czterdziestu kenderów natychmiast wybuchł zamęt. a przy odrobinie szczęścia także rozmiarem hełmu. Gerard oddalił się szybko. Wdepnąwszy w jakąś dziurę. dokąd idzie. że mile uderzało człowiekowi do głowy. niemal biegiem. pozostali kenderzy zaczęli nawzajem zbijać się z nóg. Czarni Rycerze i ich piesze wojsko. Większość wiązała się z jego nową zwierzchniczką Miną. szykowali się właśnie do snu. nie bardzo wiedząc. Jedyną dobrą rzeczą. mamrotał przeprosiny. żeby zaprowadzić porządek. Cień się rozproszył. małodusznego człowieka. które chciał utopić w tym piwie. a izby plugawe. W głowie rycerza kiełkował już plan. W końcu zauważył ciemny zaułek i skrył się w nim. Miał bardzo wiele problemów. tak że szedł jak ogłupiały. zanim zdarzy się coś gorszego. Wpadał na ludzi. co nie było wielkim osiągnięciem. Oddając w myślach honory magowi i życząc mu powodzenia. Zimne powietrze chłodziło jego spocone czoło i rycerz mógł wreszcie odetchnąć i zastanowić się nad sytuacją. jaką można było powiedzieć o tamtejszym ale. obozujący w okolicach Tyburn i w samym mieście. Targonne nie zrobił niczego dla sprawy Czarnych Ryce415 . który bardziej dbał o złamanego miedziaka niż o żołnierzy pod swoim dowództwem. Gerard miał szansę popsuć jej szyki i wiedział. Komendant Czarnych Rycerzy wypił dużo ale. był fakt. Komendant i jego oficerowie zajęli oberżę. że czyniąc to. Gerard wyruszył wprowadzić w życie swój pomysł. idzie za głosem własnego serca. wykręcił sobie kostkę i omal nie wpadł do koryta z wodą.

Nikt w Jelek nie opłakiwał śmierci Targonne'a. że Malys może zaatakować Sanction. gdy czytał je poprzednio pół tuzina razy. Mina zapomniała także o kimś innym — o smoczej zwierzchniczce Malys. aby pomóc bronić Sanction przed spodziewanym atakiem połączonych sił elfów i Solamnijczykow. Mina przypuszczała również. Komendant wysyłał ugodowe listy do smoczycy. ale gnała naprzód w takim tempie. Palanthas? Ta przeklęta Mina nawet nie zastanawiała się nad pilnowaniem tego. by zwolniła tempo. Komendant wysyłał do Miny listy. który dostarczył wiadomość. że Czarni Rycerze nie zamierzają odebrać jej władzy. Potem. że Mina i Jedyny Bóg mają długie ręce. które to wszystko wyjaśniały. rozbudowała wojska.rzy. Komendant był wstrząśnięty wieścią o tym. czuł się tak samo wstrząśnięty i oburzony jak wtedy. przyszedł rozkaz od Miny. czy to pochwala. Nie myślała o nadmiernie rozciągniętych liniach zaopatrzenia. utrzymując. Miał wyruszyć bezzwłocznie. ale kurier. Miał ochotę złamać rozkaz. a przy okazji zgarnąć i przyprowadzić do miasta każdego kendera. i tak dalej. kiedy komendant kolejny raz czytał rozkazy. Wszystkie nowo podbite terytoria są zajmowane w jej imieniu. że podbiła Solanthus. prosząc ją. Posła416 . Aha. Nie był pewny. Odpowiedzi nie było. Miał się więc przygotować także na taką ewentualność. Jak Czarni Rycerze mają utrzymać kontrolę jednocześnie nad tym miastem. jakiego spotka po drodze. że zostawiała większość z nich daleko w tyle. że robiła wiele dobrego dla sprawy Czarnych Rycerzy. To prawda. ale też i nie cieszył się z awansu Miny. dał mu wyraźnie do zrozumienia. Solanthus i stolicą Solamnii. przepracowanych ludziach i niebezpieczeństwie powstania miejscowej ludności. Nawet teraz. co już zdobyła. skonsolidowała zdobycze. kilka dni temu. nakazujący mu opuścić Jelek i wymaszerować z wojskiem na południe. za to skupiał się na napełnianiu własnych kieszeni.

Komendant topił właśnie kłopoty w ale. Komendant zlustrował go ponurym spojrzeniem i nie zaprosił do stołu. na którą narzucił grubą. których rozplatanie zajęło godziny. Na szczęście mieli teraz jego dokładny rysopis. żeby móc rzucić swoim kuflem w głowę tego mężczyzny. — Czego teraz ode mnie chce Jedyny Bóg? Czyżby Mina podbiła Lodową Ścianę? Tam mam pomaszerować? Posłaniec był brzydkim mężczyzną o żółtych włosach. że smakuje jak końskie szczyny. że wziąłeś do niewoli kilku kenderów. czarną pelerynę. najwyraźniej zdziwione. kiedy podniósł wzrok i ujrzał w drzwiach kolejnego posłańca od Miny. którzy musieli podróżować bez obciążenia. jakie podjąć decyzje. Mężczyzna zdjął hełm. Nie tylko kenderzy zatrzymali marsz. szuka pewnego konkretnego kendera. ale komendantowi uciekł solamnijski szpieg. wiem — odparł komendant. ten był odziany w czarną skórzaną zbroję. wobec którego stwierdzenie. począwszy od samego nieżyjącego lorda Targonne'a. co posiadał. W ten sposób komendant znalazł się na drodze do Sanction. Mężczyzna o długich. którego ostrzeżono o ich nadejściu. a teraz siedział w tej wszawej oberży i sączył ciepławe ale. Zły dzień z każdą chwilą stawał się coraz gorszy. zaplątując się w łańcuchy. 36* Burrfoota. za to. byłoby niezasłużonym komplementem. Oddałby wszystko. Błękitne oczy wpatrywały się w komendanta. Jak większość kurierów. — Przychodzę w imieniu Jedynego Boga. Komendant parsknął w swój kufel. 35* Mina dowiedziała się. włożył go pod pachę i zasalutował. co się stało z innymi komendantami. tak.nieć podał kilka przykładów tego. ospowatej twarzy i zaskakująco niebieskich oczach. Jak może wiesz. którzy wiedzieli lepiej od Miny. czarnych włosach i czarnych wąsach powinien być łatwy do schwytania. 34* Nieważne. — Przekaż wiadomość i skończmy już z tym. Posłaniec stanął przed nim. — Komendant westchnął. — Mam 417 .

171* Tak też sądziłem. Mina wysłała mnie. — Jeśli go znajdziesz. że dostrzegł krew także na skórzanej zbroi. 177* Rozumiem — rzekł komendant. Rozważał właśnie możliwość ustawienia ich w szeregu i posłużenia się nimi jako tarczami na szkoleniu łuczniczym. jakiej sobie zażyczy. za waszym pozwoleniem. gdzie trzymamy kenderów. panie — rzekł kurier — ale sądzę. — Na drodze napadli mnie bandyci. kiedy usłyszał jakiś hałas przy drzwiach i zobaczył kolejnego posłańca. 175* Gdzie? Poślę tam patrol — odparł komendant. Ponieważ złapanie go jest sprawą bardzo pilną. — Nie zabrałbyś wszystkich czterdziestu? Posłaniec pokręcił głową. Komendant podniósł na niego pełen nadziei wzrok. panie — zaprzeczył kurier. No cóż. — Podnosząc kufel. Do wyboru. — Tak zrobię. Zastanawiał się. Udziel mu wszelkiej pomocy. jak wygląda ten Burrfoot. Nie jego sprawa. co zrobić z kenderami. możesz przebierać. Ty tam. panie — rzekł z szacunkiem posłaniec. co mam zrobić z pozostałymi? 172* W tej sprawie nie otrzymałem rozkazów. mam go natychmiast zawieźć do Sanction. — Czy to na twoim rękawie to krew? Jesteś ranny? 174* Nie. panie — powiedział mężczyzna. do koloru. mając wrażenie. — Komendant przyjrzał się uważniej posłańcowi. odprowadź natychmiast tego człowieka do zagrody. Wzruszył ramionami.tam mniej więcej czterdziestu Burrfootów. Posłaniec podziękował komendantowi i wyszedł. 176* Nie trzeba. że równie dobrze możesz ich wypuścić.. czy nie ma go wśród nich.. — Wiem. 173* Wypuścić. idź poszukać tego cholernego złodziejaszka. — Załatwiłem już tę sprawę. — Coś przyszło mu na myśl. 418 . Jeśli jest. — Idź więc poszukać tego Burrfoota. dodał: — Za twoje zdrowie. Komendant zamówił jeszcze jedno ale. żeby się przyjrzał twoim jeńcom i sprawdził. panie.

przybywam właśnie z Sanction! 316* Kazałem ci mówić cicho. co go dopiero czekało — wyłuskaniem jednego kendera z całego stada. podnosząc latarnię. Nie wszyscy muszą wiedzieć o naszych sprawach — warknął komendant. że Mina również nie żyje. Jedziemy do Sanction. Próbowali przyswoić sobie te wieści i pomyśleć. Gerard miał tylko nadzieję. Wystrychnięcie na dudka podchmielonego komendanta Czarnych Rycerzy było dziecinną zabawą w porównaniu z tym. Kenderzy spali. w swej nieskończonej mądrości. „Teraz jeszcze jedno". Za mną szybko podąża plotka. wypełniając ciszę swoim głosem. 319* Więc kto dowodzi? — spytał komendant. żeby spadał do Otchłani. — Proszę.Komendant jęknął w duchu i już miał powiedzieć intruzowi. przytuleni do siebie jak szczenięta. zakneblowali kenderów. — W mieście panuje chaos. Gestem kazał mu podejść bliżej. 320* Nikt. przesuwając wzrokiem po swoich oficerach i reszcie personelu — tej nocy nie będziemy spać. 314* Jakie wieści? — spytał. kiedy mężczyzna zsunął kapelusz i komendant poznał jednego ze swoich najbardziej zaufanych szpiegów. — Mówią. że nie mogli wykrztusić słowa. panie — rzekł szpieg. . 318* To nie wszystko — powiedział szpieg. tu są — powiedział adiutant. Wszyscy tak osłupieli. Tak jest łatwiej. — Mów cicho. zrywając się na równe nogi i zapominając o ale. 315* Panie. Malys nie żyje. wlokąc się za adiutantem komendanta. I nie będzie to wcale proste. — Zamknęliśmy ich w zagrodzie. co to może dla nich oznaczać. 321* Patrzcie. że Czarni Rycerze. patrzcie — zachichotał komendant. by się 419 . Mina zabiła smoka. Do rana wszyscy już będą wiedzieć. panie. „Jedno mam już z głowy" — pomyślał Gerard. Panowie — rzekł. 317* To nie ma znaczenia. Tłum w oberży zamilkł. — Może Mina miała rację i modlitwy zostają wysłuchane.

ogrzać. 420 . „Dotychczas tego nie zauważałem". Ich uśpione twarzyczki były blade i wymizerowane. — Wstawać. nie spuszczając zarazem Tasa z oczu. Z powodu knebla nie mógł mówić. Na widok jasnego światła kenderzy unieśli głowy i sennie mrugali. obawiając się. ale pokręcił się w sposób. Gerard naliczył pięciu. Noc była chłodna. a już z pewnością nie dbał o ich wygodę. że Tas znowu go pozna i krzyknie z radości. ale podejrzewał. bo Tasslehoff tylko raz zajrzał w szparę wzrokową hełmu. karaluchy — rozkazał rycerz. Mimo to tu i tam widniały w niej siwe pasma. żeby zasłonić twarz. Dwóch żołnierzy weszło do zagrody. Gerard od razu zauważył Tasslehoffa. jak również — co Gerard przyjął z ulgą— wciąż byli zakneblowani. Założył skórzany hełm. Oczy miał jednak nadal błyszczące. którzy je mieli. Gerard musiał jednak udawać. Ci. Na straży stało kilku żołnierzy. Kender stał gdzieś pod koniec szeregu. wytrzeszczał oczy. Kenderzy nadal mieli skute łańcuchami ręce i nogi. żeby kopniakami zbudzić zaspanych kenderów. a ostre światło podkreślało zmarszczki na twarzy Tasa. że przygląda się każdemu kenderowi. sylwetkę sprężystą i przyglądał się wszystkiemu z typowym dla siebie zainteresowaniem i ogromną ciekawością. że w mroku może się ich kryć więcej. zobaczył niebieskie oczy Gerarda i uśmiechnął się od ucha do ucha. Jego plan jednak nie poskutkował. Ten jegomość chce zobaczyć wasze brudne gęby. że się cieszy. a niewielu miało peleryny lub inne okrycia chroniące od zimna. dzielili się nimi z resztą. który miał wskazywać. rozglądał się i drapał po głowie rączką zakutą w kajdany. i tak właśnie robił. Gerard spacerował wzdłuż szeregu kenderów. — Wstańcie i róbcie mądre miny. „Tasslehoff wygląda staro" — uświadomił sobie nagle rycerz. Odwróćcie się do światła. Zadziorna kitka na głowie kendera nadal była długa i gęsta. z wysiłkiem powstrzymując się od pośpiechu. Najwyraźniej komendant nie marnował na nich jedzenia. ziewając mimo knebli.

jeśli chcesz mu przeszkadzać. Wezmę za niego pełną odpowiedzialność. które nie pójdą do wychodka bez spytania o pozwolenie. jeśli go rozpoznam — przypomniał mu Gerard. — Zagalopowałem się — mruknął Gerard.. Gerard chwycił kencfera za kitkę na czubku głowy i pociągnął za nią solidnie. zastanawiając się. dodając entuzjastycznie: — Taksięzdziwiłemnatwójwidokgdzieśsiępodziewał. który — ku rozpaczy rycerza — puścił do niego oko i uśmiechnął się tak szeroko. Teraz masz go oddać w moje ręce. 255* Nie znasz mnie — syknął spod hełmu. — zawahał się adiutant. 260* Sam nie wiem. — Twój dowódca doskonale się spisał. 258* Ten? — Adiutant był zdziwiony. — Nie znam cię — powiedział głośno Tasslehoff i znów 421 . że mam go zabrać. 257* To ten kender — powiedział głośno. jak mu na to pozwa/af knebel.. że Mina będzie bardzo zadowolona. Odmaszerował. Oddaj mi natychmiast kendera. co robić. jakby — tak przynajmniej zdawało się Gerardowi — trzymał go w ustach tylko z ciekawości. 256* Jasneżenie — wybełkotał zakneblowany Tas. Podstęp nie poskutkował.Gerard stanął i wbił wzrok w Tasa. — Znalazłem go. Gerard wyprostował się. — Jesteś pewny? 259* Całkowicie — odparł Gerard.. sam go odprowadzi i zagarnie nagrodę! Do kroćset! Czemu wcześniej o tym nie pomyślałem! Tasslehoff tymczasem poluzował knebel i wypluł go z taką łatwością. 262* Sprowadzę komendanta — powiedział adiutant. Możesz być pewny. że skoro kender jest tak cenny. pełnych poświęcenia osób. 261* Twój dowódca powiedział. 263* Dobrze. znów szarpiąc Tasa za kitkę. — Komendant może dojść do wniosku. Adiutant był jedną z tych lojalnych.. Mnie się wydawało. Gerard stał w zagrodzie z kenderem. że jest bardzo odprężony — stwierdził Gerard ze wzruszeniem ramion.

181* Malys nie żyje? — jęknął Gerard. starając się zorientować. Spojrzał na dwóch strażników. Ludzie zaczęli wołać i biegać we wszystkie strony. potem się opamiętał. Trzaskały drzwi. Maszerujemy tam natychmiast. którzy z kolei przyglądali się jemu. Patrzyli i mruczeli coś. — Mina również? 182* Tak powiadają. Już miał sapnąć. gdy za jego plecami wybuchło jakieś zamieszanie. Służył w wojsku już od paru dobrych lat i wiedział. Stary podstęp z udawaniem. Jeden ze strażników natychmiast pobiegł wykonać polecenie. Wydobył miecz i nagle zdał sobie sprawę. co niemal gwarantowało. że żołnierze nie biegną w jego stronę. — I ta cała Mina też! W Sanction panuje zamęt. Dwaj strażnicy kompletnie przestali się interesować Gerardem. wytrzeszczyć oczy ze zdumienia i wskazać na ziemię. co się dzieje. Na drodze zapłonęły pochodnie. 178* Milcz! — wymamrotał Gerard kątem ust. szykując się do zdzielenia strażników w głowy. że pogłoski nie są warte złamanego miedziaka. 180* Malys nie żyje! — krzyknął. po czym zawrócił i pognał z powrotem. może poskutkować. kiedy podejdą popatrzeć. Gerard ponownie mocno go zakneblował. Zatrzymał pierwszą napotkaną osobę. ku oberży. by go schwytać. Alarm nie miał nic wspólnego z nim. Adiutant nie wrócił.konspiratorsko do niego mrugnął. co tam się dzieje — rozkazał. że obaj zostaną powieszeni. Ta wieść mogła być prawdziwa — miał 422 . że go odkryto i że cała armia już biegnie po to. — Idź i zobacz. żeby nie zdążyli narobić hałasu. lecz w przeciwnym kierunku. Rycerz zmusił się do tego. Trzeba będzie szybko działać. Gerard odetchnął. Gerard mamrotał pod nosem z niecierpliwości. W pierwszej chwili ogarnięty paniką Gerard pomyślał. że się szuka na ziemi rozsypanych stalowych monet. 179* Miałem kuzyna o takim imieniu — zauważył refleksyjnie Tas. Gerard stał osłupiały. by stać spokojnie i czekać.

przyglądając się temu. którzy radośnie się na nie rzucili. 322* Wszystko pięknie. Kiedy niziołki zobaczyły. Rycerz miotał przekleństwa. a drugim zamieszanie wśród żołnierzy. że wszyscy kenderzy jak jeden mąż uśmiechają się do niego od ucha do ucha. Odpiął kółko z kluczami i rzucił je Gerardowi. że było je chyba słychać we Flotsam. Reszta kenderów kręciła się wokół. że jest błędna.taką nadzieję — ale równie dobrze mogła być fałszywa. groził i był nawet zmuszony odepchnąć kilka niziołków. by rycerz uwolnił najpierw właśnie ich. — Zapomniałeś mi go wyjąć — zauważył. podniosły taki wrzask. — Chcesz kendera? Masz. że Gerard omal się nie przewrócił i w zamieszaniu stracił Tasslehoffa z oczu. Gerard mocno chwycił go za koszulę i zaczął otwierać kajdany na jego rękach i nogach. by dołączyć do oddziałów formujących się na drodze. — Gdzie jest adiutant komendanta? 323* Właśnie z nim rozmawiałem. Gerard złapał obszarpanego. co się dzieje. krzyczał. — Strażnik szukał czegoś przy pasku. wyciągając skute ręce i jeden przez drugiego domagając się. jednym okiem obserwując Tasa. Kiedy już to zrobił. Tas zerwał knebel z ust. Musiał działać z założeniem. weź ich sobie. 423 . rozczochranego. Becząc i wymachując rękami. Tas przepychał się do przodu przez gromadę kenderów. Uwolnienie kenderów okazało się niełatwe. Zrobił się taki harmider. i co chwila wyrywając Gerardowi łańcuchy z rąk. Wreszcie — sam nie wiedział jak — udało mu się uwolnić Tasslehoffa. i zaczęły się tłoczyć wokół niego. Gerard obejrzał się i zobaczył. ale kender nadal jest mi potrzebny — upierał się. które przyjmowały to wszystko za dobrą monetę. cisnął klucze w środek gromady pozostałych kenderów. 324* Nie chcę ich wszystkich! — krzyknął przerażony Gerard. ale strażnicy zdążyli się tymczasem oddalić. upstrzonego słomą Tasslehoffa i wypchnął go pospiesznie na zewnątrz. że Gerard ma klucze.

rozpaczliwie próbując nadążyć.. że nic mu nie będzie. — Kender zatrzymał się i zaczął czegoś szukać w torbie. Tas wyciągnął jakiś przedmiot i umieścił go w świetle księżyca. odsuwając się od kendera. Nie mamy dużo czasu. że kitka włosów na czubku głowy uderzyła go z rozmachu w nos. złapał Tasa za ramię i pociągnął go za sobą. Jestem tylko kenderem.. Nie uwierzyłbyś. 266* Masz rację. o Takhisis i wszystkim. bez trudu wyślizgując się z uścisku Gerarda niczym węgorz — jeśli chcemy zdążyć dotrzeć do Rady Rycerzy na czas. 271* Ależ idziesz — rzekł Tasslehoff. i — och. nie zapomniałem — odpowiedział 265* Tak się cieszę. Jestem jednak pewny. na konia też nie mamy czasu — odparł Tasslehoff. — Musisz pójść ze mną.. nie ma czasu na pogawędki. że cię widzę! — rzekł Tas. Pewnie był dla ciebie niemiły i uszczypliwy. — Tas westchnął i pokręcił głową. że właśnie tam nas zabierze. — Musimy stąd zmykać. 270* Ja nie idę — odparł Gerard. — Co porabiałeś? Gdzie byłeś? Musisz mi wszystko opowiedzieć. kiwając głową tak energicznie.. ale nie teraz. 269* Za jego pomocą udamy się do Rady Rycerzy. bo mnie nie uwierzą. — Mój koń stoi w stajni.. — Nie 424 . prawda? Wiedziałem. Kiedy opowiesz im o elfach. — Jaki Raistlin? 273* Raistlin Majere. na świecie dzieją się takie rzeczy. Bo widzisz.. 268* Co chcesz z tym zrobić? — zaniepokoił się rycerz. Od kilku dni coś dziwnie się zachowuje. 272* Raistlin? — powtórzył Gerard. Na powierzchni rozbłysły klejnoty i Gerard poznał urządzenie do podróżowania w czasie. Raistlin jednak twierdzi. elfy wyruszyły i zaraz wpadną w straszne tarapaty. jakie miejsca odwiedziłem. że tobie uwierzą. Spotkałeś go dziś rano w oberży. Nie. 267* Och. Musisz zostawić konia. że za długo trwałoby ichwyjaśnianie. — Gerard odebrał niziołkowi swój nóż. Brat Caramona. ściskając rękę Gerardowi i kradnąc mu nóż.264* Gerard. Przynajmniej mam nadzieję.

. kąśliwy język. Gerard dostał gęsiej skórki na rękach.zwracaj na to uwagi.. aby taki drobiazg cię zatrzymywał. Uśmiechnął się do Gerarda. laska z kryształem. Przyzwyczaisz się do tego. — Nie wolno pozwolić. Po plecach przebiegły go ciarki. herbata.. Przypomniał sobie opowieści Caramona o jego bracie — czerwone szaty. 325* Przestań opowiadać bzdury — rzekł stanowczo. Wszyscy się przyzwyczailiśmy. Raistlin zawsze się tak odnosi do ludzi. — Raistlin Majere nie żyje! 326* Ja też — odparł Tasslehoff Burrfoot. Taki już jest. Tas wyciągnął rękę i chwycił rycerza za dłoń. Błysnęły klejnoty i świat uciekł Gerardowi spod stóp.

Zataczał się jak pijany gnom. nie wiedział. Potem namówił Gerarda. jeden z jego kolegów zmajstrował im do zabawy huśtawkę.24 Decyzja Kiedy Gerard był małym chłopcem. kiedy chłopiec spadł z huśtawki i wylądował w trawie nosem do ziemi. 274* Tyle razy już to robiłem — powiedział Tasslehoff. sapiąc i starając się złapać równowagę. wycierając czoło brudnym rękawem — ale wciąż nie mogę się przyzwyczaić. aż linki się skręciły. a następnie zaczął okręcać go dookoła. z tym tylko wyjątkiem. a gdzie dół. żeby usiadł na huśtawce. — Tam właśnie chcieliśmy 426 . czy głowę. Takie samo uczucie zafundowało Gerardowi urządzenie do podróżowania w czasie. ponieważ kiedy dotknął stopami błogosławionej trawy. ani czy w górze ma nogi. Kołyszący się obok niego kender też sprawiał wrażenie wstrząśniętego. Gerard zaczął wirować i zataczać szaleńcze kręgi. Wtedy bardzo mocno pchnął huśtawkę i puścił. a jego lot skończył się dopiero wtedy. Zawiesił gładko oheblowaną deskę na dwóch sznurkach. że nie wyrzuciło go twarzą do ziemi. a sznurki przywiązał do wysokiej gałęzi drzewa. gdzie jest góra. mrugając. Równie dobrze jednak mogłoby to zrobić. 276* Powinniśmy być na zebraniu Rady Rycerzy — stwierdził z powątpiewaniem Tasslehoff. 275* Gdzie jesteśmy? — spytał Gerard. kiedy świat przestał mu wirować przed oczami.

czy jesteśmy na właściwej naradzie rycerzy. wiem — odparł Gerard — ale nie możemy po prostu powiedzieć. Urządzenie ostatnio zachowywało się bardzo dziwnie. że znów się zgubił. Gerard zmrużył oczy. — Pokręcił głową i rozejrzał się wokół. Rozejrzał się uważniej i wydało mu się. na skraju ścierniska pozostałego po dawno zżętym polu pszenicy. to jeszcze inna sprawa. szary budynek przypominający fortecę albo kasztel. Zrozumiałeś? 334* To nie tak ekscytujące jak stwierdzenie.się udać i o tym właśnie myślałem. — Zastanowił się nad kwestią. koń mi okulał i musieliśmy iść pieszo. — Sam nie jestem pewny. starając się przyjrzeć fladze łopocącej na murach. — Dzieją się różne sprawy. Możemy się na przykład znajdować na zgromadzeniu Rady Rycerskiej za czasów Humy. że poznaje okolicę. 331* Tak. — Ale skoro tak twierdzisz — dodał 427 . że kiedykolwiek zostanie odnaleziony i właśnie miał zamiar to oznajmić. 329* Rada Rycerzy zbierała się tutaj. poklepując urządzenie. kiedy zauważył duży. czy w to wierzę. że spadliśmy z nieba. 333* Bo nikt by nam nie uwierzył — oznajmił Gerard. że wyjechaliśmy z Sanction. To. — To może być rzeczywiście posiadłość lorda Ulricha — rzekł ostrożnie. 330* Świetna robota — rzekł Tasslehoff. że spadliśmy z nieba — stwierdził Tas. Stracił już nadzieję. — To byłaby wspaniała opowieść. — Poznajesz cokolwiek? Wylądowali na gęsto zalesionym kawałku ziemi. 328* Czy to tu powinniśmy się znajdować? — spytał Tas. Beztrosko wrzucił je z powrotem do torby i spojrzał z wyczekiwaniem na Gerarda. kiedy ostatni raz tu byłem — powiedział Gerard. 327* Przypomina flagę lorda Ulricha — stwierdził zdumiony. 332* Czemu nie? — Tas był rozczarowany. — Powinniśmy się pospieszyć — rzekł. i tym razem na manowce wyprowadził go kender. — Powiemy. Gerardowi przyszło na myśl. — Nieufnie spojrzał w niebo.

— Będziemy się widzieć z lordem Tasgallem. Och. Rycerze zmienili go w zbrojny obóz. Na rześkim jesiennym wietrze łopotały flagi rozlicznych majątków. stąpał twardo po ziemi. 281* Musi mieć — rzekł surowo Tas. na szczęście. dobrze? 282* Proszę — rzekł nierozważnie Gerard. 277* Jak się nazywa koń? — spytał. Bogaci natomiast sprowadzili własne wojsko i kufry pełne stali. przybywali pieszo. które wciąż krążyły mu po głowie. zajęty własnymi myślami. 428 . Po przejściu mniej więcej mili dotarli do kasztelu. Rycerze nadciągali ze swoimi świtami aż z Południowego Ergothu. od Palanthas po Estwilde. Na zdeptanej setkami stóp murawie stały rycerskie namioty w barwne pasy. by wynająć więcej żołnierzy. Stalowe groty pik błyszczały w słońcu. Niebo zasnuwały dymy z ognisk i palenisk kuźni. widząc. Wezwanie zostało wysłuchane. 280* Nie mam konia. zubożali. Rycerzem Róży i przewodniczącym Rady Rycerzy — oznajmił Gerard. idealnie we właściwym czasie. jak uciszyć kendera. aby przybywać i bronić ojczyzny.. — Ten. — Wszystkie konie jakoś się nazywają. Po upadku Solanthus Rycerze rozesłali wici. — Zachowuj się grzecznie. który okulał. Lord Tasgall nie toleruje bredni. Rycerze szykowali się do wojny. chociaż on. brzęku metalu o metal. Ściernisko chrzęściło pod ich stopami. kiedy ruszyli przez pole. Niektórzy. 279* Twój koń — powiedział Tas.. myśląc tylko o tym. przynosząc jedynie swój honor i chęć służenia krajowi. Burrfoot. ten koń. który okulał.z pośpiechem. 278* Jaki koń? — mruknął Gerard. że brwi Gerarda spotkały się pośrodku czoła. żeby rozwikłać zagadkę dziwnego maga oraz niezwykle szczęśliwego i nadzwyczaj przypadkowego spotkania kendera dokładnie we właściwym miejscu. Powietrze wypełniały odgłosy donośnego stukania. Ja go nazwę. Nie ma imienia.

38* Naprawdę? — spytał od niechcenia Gerard. Następnie Gerard opowiedział o spotkaniu z Samarem i przekazał jego obietnicę.. co mówiłem o bredniach? — upomniał go surowo Gerard. — Droga z Silvanesti jest długa i najeżona niebezpieczeństwami. nie zwracając na niego uwagi. 148* Elfy zostaną zaatakowane! — Tasslehoff znów się zerwał ze swojego miejsca. — Otrzymaliśmy wiadomość. W niebiosach jest sam i sprawuje niekwestionowaną władzę. Trzej dostojnicy wymienili spojrzenia. nie mam pojęcia. że elfy sprzymierzą się z Rycerzami. aby go pokonać. 149* Pamiętasz. gdyby więcej ludzi tolerowało nonsensy. że zapadnie decyzja o rozpoczęciu zmasowanego natarcia na Sanction.37* Tak niewielu ludzi to robi — rzekł ze smutkiem Tas. gdy Gerard przyniósł nowiny. wstając. — Nie teraz — powtórzył po raz czwarty. Gerardzie? — spytał lord Ulrich. że elfy już wymaszerowały — powiedział lord Tasgall. 150* Czy twój przyjaciel ma coś do powiedzenia. 40* Oto mój raport — powiedział Gerard. Teraz. 39* Jaskier — oznajmił Tasslehoff. — Jedyny Bóg ma imię i twarz. zrywając się na nogi. 429 . Na tym świecie jednak są tacy. Wśród przywódców trwała zagorzała debata. Kontynuował swoją opowieść: — Nasz pradawny wróg powrócił. — Ja mam — wtrącił się Tasslehoff. którzy gotowi są zaryzykować życie. Gerard posadził kendera ponownie na krześle. To królowa Takhisis. Jak jej się udało dokonać tego cudu.. pchnięciem sadzając kendera na krześle. Aha. by zaatakować Sanction. wymyśliłem imię dla twojego konia. było niemal pewne. Nawet pięć twarzy. czy zakon powinien próbować odbić Solanthus przed wyruszeniem na Sanction. że świat byłby dużo lepszym miejscem. — Naprawdę wydaje mi się. — Tak — oznajmił Tas.

jakoby Mina znikła. Nikt inny nie wzniósł kielicha. czego powinniśmy wysłuchać. który wydawał się szczery. w mieście wybuchł zamęt. — Podniósł srebrny puchar. ale jej własny. Może trochę drżący. że kobieta nie nosi już na piersi medalionu. Pan Róży wbił surowe spojrzenie w lorda Ulricha. jakie otrzymujemy z Sanction. kiedy przybędą. czego żaden z nas nie miał odwagi zrobić. który — sądząc po zaczerwienionej twarzy i bełkotliwej mowie — już wypił za dużo. 284* Rzecz nie w tym. a ona zrewanżowała mu się uśmiechem. że elfy w ogóle dotrą do Sanction — dodał lord Tasgall — ani też nie wiemy. panie — zawołała Odila. Lord Tasgall sprawiał wrażenie zaniepokojonego. Uśmiechnął się do niej z ulgą. Kobieta była blada i wychudzona. że wątpię w prawdziwość słów sir Gerarda. Pozostali mieli zażenowane miny. przybyła z daleka. Za Minę! Za odwagę. on zawsze ma coś do powiedzenia. jeśli już tego nie zrobił. wchodząc do sali. Ta Mina dokonała tego. panie — rzekł z powagą Gerard. ktoś w końcu zajmie jej miejsce. ale nie jest to nic. a po drodze niewiele spała i jadła. Stanęła do walki z Malys i zabiła ją. — Dostojni panowie — powiedziała Odila — Przyprowa430 . Nasi szpiedzy potwierdzają pogłoskę. 95* Nie mamy gwarancji. gdy spotkali się po raz pierwszy. ale nie mogę uwierzyć.283* Nie — powiedział Gerard. nie tak pewny i zarozumiały jak wtedy. 98* Uwierz w to. Sądząc z wyglądu. a jej białe szaty zabłocone i poplamione krwią. Sądząc po wydarzeniach z przeszłości. Hałaśliwie wysiorbał wino... 96* Minie ktoś pomógł. — Przynajmniej — rzekł lord Ulrich — nie musimy się martwić o Malys. zgodnie z doniesieniami. — To znaczy. Gerard zauważył. będącego znakiem jej wiary. a Czarni Rycerze zajęci byli walką o władzę. — Takhisis. Tymczasem. — Piję za jej zdrowie. 97* Równie dobrze możesz nazwać tę boginię po imieniu — rzekł lord Siegfried posępnym tonem. Czarni Rycerze nie będą długo pozbawieni przywódcy.

Czciłaś Jedynego Boga i czyniłaś cuda w imieniu tego. gdyż zasługuję na nią. Odila położyła jednak dłoń na jego ramieniu i mężczyzna umilkł. że wyruszyłam na poszukiwanie tego. że nie jestem sama w tym olbrzymim wszechświecie. że jesteś po prostu szpiegiem? Gerard chciał się za nią ująć. tylko częściowo zasłaniający straszną ranę. o którym teraz wiemy. a ten spuścił głowę. rozczarujecie się. Kobieta szepnęła coś do Zwierciadła. królową Takhisis. Szedł o lasce. — Jeśli oczekujecie po mnie wstydu lub skruchy. Zna431 . z kamienną twarzą. czcigodni panowie. Przyglądał jej się surowo. czego wszyscy szukamy. wykonując jej polecenia. która będzie kierować moimi krokami. że gdzieś go już widział. Pan Róży skłonił się sztywno niewidomemu. pani rycerz — oznajmił. nie pomoże jej. że jest naszym odwiecznym wrogiem. pocieszać i dawać poczucie. że wstąpiłaś w szeregi tej Miny i służyłaś jej.dziłam kogoś. kto może potwierdzić informacje przedstawione przez sir Gerarda. potęgi. Nazywa się Zwierciadło i pomógł mi uciec z Sanction. — Przyszłaś do nas jako dezerterka. Nie schyliła jednak głowy. Mocno zdumieni lordowie spojrzeli na człowieka przyprowadzonego przez Odilę. od której przybysz oślepł. Czy przyszłaś teraz. bo się nawróciłaś? Czy twierdzisz. Patrzyła prosto na nich. Jestem dezerterka. Temu nie zaprzeczam. — Doniesiono mi. Wyruszyłam szukać siły potężniejszej od mojej własnej. Odila uklękła na jedno kolano przed dostojnikami. a może za to bardzo zaszkodzić. któremu kiedyś służyłaś? Czemu mielibyśmy ci uwierzyć? Czemu nie mielibyśmy pomyśleć. że cokolwiek powie. że wyrzekłaś się wiary w boga. Karą za dezercję jest śmierć i akceptuję ją. Pomimo kalectwa otaczała go aura spokojnej pewności siebie. Lord Tasgall skupił całą uwagę na Odili. Zdał sobie sprawę. Mężczyzna miał na oczach bandaż. Gerard miał wrażenie. Na swoją obronę powiem tylko. który oczywiście nie mógł tego zobaczyć.

184* Nie zamykaj jej. 186* Tak. wróciła do nas. Oddaj ją pod moją opiekę. nasz bóg. Lordowie Siegfried i Ulrich rozmawiali półgłosem. Wstań. błękitne. Mówię: „nasz bóg". którzy idą za światłem. pani.lazłam taką potęgę. musicie się uzbroić w wiarę. jeśli wyprowadzisz stąd kendera. żebyśmy byli zawsze skuci razem. nie uwierzyłbym ci — powiedział wreszcie lord Tasgall.. 189* Bo złote i srebrne smoki przybyłyby — krzyknął Tas przez ramię.. jakich zdołamy zebrać. Ci. że będzie lepiej. Odilo. Nie możemy temu zaprzeczyć. że musicie wyruszyć do boju przeciwko niej. Odilo? — spytał Pan Róży. Lord Tasgall przyglądał się jej ze zmartwioną miną. czcigodni panowie. — Teraz natomiast muszę wziąć pod rozwagę twoje słowa i zastanowić się nad nimi. tak jak ona mnie. potrzebni nam są wszyscy doświadczeni wojownicy. chociaż będziecie z nią się zmagać.. sir Gerardzie — rzekł Pan Róży. nie spuszczając z oczu Odili. która szybko ogarnia nasz świat. kiedy stanąłem przed waszym obliczem na sądzie w Solanthus. panie — ujął się za nią Gerard. Królowa Takhisis. że przyprowadzę ją na rozprawę. wijąc się w uścisku Gerarda. Czcijcie ją. jeśli szykujecie natarcie na Sanction. — Po śmierci Malys wszystkie czerwone. — Bo totem zo432 . gdyż bez niej nie ma jasności. Lecz aby z nią walczyć. — Kobieta uśmiechnęła się do Gerarda i szepnęła do niego półgłosem: — Najwyraźniej los chce. że musisz zostać zamknięta. Tymczasem obawiam się. muszą także uznać ciemność. Musicie zatrzymać rozprzestrzeniającą się ciemność. zrywając się na równe nogi. 188* Sądzę. O twojej karze zadecyduje rada. 183* Gdybyś okazała skruchę. panie. Gwarantuję. 185* Czy to ci odpowiada. Jednak powiadam wam.. — Jeśli mamy zaatakować Sanction. gdyż nim właśnie jest. z pewnością przydałaby się wam pomoc złotych i srebrnych smoków — oznajmił Tasslehoff. 187* Panowie. panowie. czarne i zielone smoki przylecą na odsiecz Sanction.

Moim zdaniem kenderzy to najmądrzejszy lud na Krynnie. — Nie wyprowadzajcie go. 338* Doskonale zdaję sobie sprawę. a ja jestem sobą. — Dlatego tym bardziej chciałbym z nim pomówić. 339* Tu jestem. Pan Róży zmarszczył czoło. Mówię to. panie — powiedział Tas. co znalazło się na jego drodze. — Jestem Tasslehoff Burrfoot. jakie powiedział. chwytając Zwierciadło za dłoń i ściskając ją. iż jest to jedynie kender. Są samymi sobą. że należy cię uprzedzić. oni też są prawdziwi. siedź cicho! — rozkazał Gerard. ale nie są naprawdę mną. 336* Zaczekaj! — zawołał ślepiec i były to pierwsze słowa. 337* Oczywiście. możesz mówić z tą osobą. rozumiecie? Z radością sam je przyprowadzę. panie. Ponieważ jednak dotknęła cię ślepota. Ten Tasslehoff Burrfoot. kulawych. Stał tak cicho. głuchych i niemych należy się odnosić z najwyższym szacunkiem i grzecznością. że to kender. 335* Tas. jeśli wiesz. że wszyscy w sali zapomnieli o jego obecności. Lord Tasgall spiorunował go wzrokiem. a Reguła mówiła jasno. ale tylko ja jestem prawdziwy. To znaczy. co mam na myśli. Lord Ulrich zakrztusił się winem. Lordowi Tasgallowi brwi podjechały aż pod linię rzednących włosów. panie — odparł z uśmiechem Zwierciadło. bo ostatnio w okolicy kręci się wiele osób podających się za mnie. że do ślepych. słysząc to dziwne stwierdzenie. — Ja nazywam się Zwierciadło i w rzeczywistości jestem srebrnym smokiem. Słysząc te słowa. lecz mężczyzna był niewidomy.stał zniszczony. niecierpliwie stukając laską i odtrącając na bok wszystko. sądzę. Pozwólcie mi z nim pomówić. Ślepiec wyciągnął przed siebie rękę. Lord Sieg433 . Zwierciadło ruszył w kierunku głosu kendera.. Lord Ulrich roześmiał się serdecznie. zaczerwieniony na twarzy od prób utrzymania wijącego się w uścisku kendera. Mam takie magiczne urządzenie.. 340* Rozumiem — rzekł z powagą ślepiec.

193* Naprawdę? — zdumiał się Tasslehoff. — Mógłbym cię tam zabrać. uznał.. — To znaczy. chwycił Zwierciadło za rękę. czy jakoś tak. Potem Tas i Zwierciadło zaczęli się rozpływać. W ostatniej chwili. — Poklepał się po sakwie. wiem — zaczął Tasslehoff. Nazywał się chyba Khirsah. a potem wpadł w podniecenie. — Czy mógłbym polecieć na twoim grzbiecie? Uwielbiam latać na smokach. które ktoś zostawił na deszczu. 194* Opowiem wam całą historię. Uniósł magiczny przedmiot nad głowę i zaczął recytować zaklęcie. — Musimy się spieszyć. 190* Więc podobno wiesz. 195* Może kiedy indziej — przerwał uprzejmie Zwierciadło. Sam powiedziałeś. ignorując rycerzy. 196* Ach.fried prychnął. — Zapomniałem o tym. i to było wspaniałe. — Znów zaczął przeszukiwać swoją torbę. Działo się to podczas Wojny Lancy. Znałem kiedyś pewnego smoka. tak — rozpromienił się Tas. że należy powiedzieć prawdę. Wziął mnie i Flinta na grzbiet i braliśmy udział w bitwie. — Naprawdę chciałbyś! To wspaniałe.. a potem umilkł. w której trzymał urządzenie do podróżowania w czasie. 191* Tak. 192* Bardzo chciałbym tam z tobą pójść — rzekł Zwierciadło. Tas przestał szperać w sakwie. urządzenie wie. jakby byli portretami. Skoro go nazwano jednym z przedstawicieli „najmądrzejszego ludu na Krynnie". Kiedy już wyjął urządzenie. gdzie są uwięzione srebrne i złote smoki? — spytał Zwierciadło. jeśli chcesz — zaproponował bez większej nadziei. pogrążony we wspomnieniach. 197* Do zobaczenia w Sanction! — zawołał do osłupiałych rycerzy. Chodźmy! Od razu! — Pogrzebał w sakwie. 434 . że elfom grozi niebezpieczeństwo. Odila uśmiechnęła się pocieszająco do Gerarda i pobłażliwie pokiwała głową.

. 341* Wielkie nieba — jęknął Pan Róży. 342* Wielka ulga — parsknął pogardliwie lord Siegfried.1 tuż przed zniknięciem. smok chwycił Odilę. W mgnieniu oka wszyscy czworo znikli. a ta z kolei złapała Gerarda.

a te. a w sercach gościła radość. od których ciężary wydawały się lżejsze. że Alhanie ubyło lat. gdyż większość z tych historii opowiadała o kontaktach Qualinesti z gorszymi rasami. umilając sobie marsz pieśniami i opowieściami o dawnych czasach. Jedyną pieśnią. którzy strzegli wojsk przed niespodziewanymi atakami z flanki i wysuwali się daleko przed czoło armii. śpiewała pieśni Dzikich Elfów. Kiedy podróżowała wśród nich Lwica. Gilthas sądził. jak i Silvanestyjczyków. którzy jednak nie czerpali z nich takiej przyjemności. Jednakże Lwica i jej lud rzadko wśród nich przebywali. aby szukać najlepszych dróg. jeśli nie mogli pochwalić pieśni. Wojownicy wstawali wcześnie i późno kładli się spać. Wydawało się. była pieśń o Loracu i śnie. Z kolei pieśni i baśnie Qualinesti były całkiem nieznane ich kuzynom. takimi jak ludzie i krasnoludy. szokowały zarówno Qualinestyjczyków. jakiej Silvanesti nie śpiewali. Silvanesti słuchali uprzejmie i chwalili pieśniarza. ku wielkiej uciesze Dzikich Elfów. wraz z opowieściami o tym.25 Ku dolinie Armia elfów szybko maszerowała na północ. że była piękna. kiedy ujrzał ją po raz pierwszy. jak Kagonesti spławiają ciała zmarłych rzeką i żyją dzicy i półnadzy w koronach drzew. Wiele pieśni i opowieści Silvanesti było dla Gilthasa czymś nowym i młodzieniec słuchał ich z radością. lecz jej uroda była 436 . Ona i jej Dzikie Elfy pełnili rolę zwiadowców.

W nocy jednak. nie wcześniej. Jej syn był w niewoli. że na elfów spadały gorsze nieszczęścia i nie tylko wychodzili z nich żywi. Po prawdzie kurierowi trudno byłoby znaleźć ich na tej drodze. być może te trudne przejścia pomogą młodemu głupcowi wyrosnąć na mądrego mężczyznę. Gilthas też nie był pozbawiony obaw. a oprócz tego każda wiewiórka mogła przekazać wiadomość o tym. Dawno te437 . Martwiła go jedna sprawa. Gilthas wspomniał o tym Alhanie. Za dnia udawało mu się to. że za dawnych czasów żyli bohaterowie. że są w okolicy. Jechała na ratunek synowi i mogła to czynić z honorem. ale milczał. gdzie dokładnie mają ich szukać. ale mieli się dobrze. by pełnili rolę przewodników. bo Alhana nie mogła powiedzieć posłańcom. godnego miana króla. czarne skrzydła rozpościerały się nad nim i przesłaniały gwiazdy. którzy pokonali straszliwe przeszkody.wówczas zwarzona chłodem niczym późno kwitnąca róża. Nie mieli żadnych wieści z Silvanesti. wysłała jednak własnych kurierów. a nawet jeśli wpadł w te tarapaty przez swą fatalną obsesję na punkcie tej ludzkiej dziewczyny. Ze względu na Alhanę Samar miał taką nadzieję. by zwalczyć ciemność. Miał nadzieję. co sir Gerard powiedział o Silvanosheiu. że kiedy wyruszą w drogę. Elfy posuwały się na północ w imponującym tempie i wkrótce znalazły się w południowej części gór Khalkist. Teraz królowa kroczyła w jesiennym słońcu. a ich kurierzy nie wracali. Pomagało śpiewanie. matczyne serce potrafiło bez trudu zapomnieć o tej części opowieści. Jeśli to. Nie przybywali nowi posłańcy. kiedy dotrą. że posłańcy dotrą. gdyż była przekonana. a wieści nie nadchodziły. okaże się prawdą. kiedy próbował usnąć. i nie warto z tego powodu nie dosypiać i marnować energii na zamartwianie się. że Silvanoshei odkupił swoje winy. Królowa odparła szorstko. Pieśni o odwadze i męstwie przypomniały mu. zdoła zapomnieć o lęku i złych przeczuciach. Samar nie potrafił zapomnieć. tęskniąc za dodającymi otuchy objęciami żony. Mijał czas.

Jak każdy elf. bo tego dnia dla elfów z Ansalonu zmieniło się życie. Posiłek jadły w drodze. i budził się wypoczęty. Dzień zaczął się jak każdy inny. ale elfy to przewidziały i napełniły plecaki suszonymi jagodami i orzechami. Pogoda była piękna. Qualinesti zaśpiewali swoją rytualną pieśń na powitanie słońca i tym razem Silvanesti przyłączyli się do nich. Tego dnia świt był piękny. Potem nadszedł dzień. można byłoby powiedzieć. Gdyby bogowie byli obecni. gdzie roślinność była skąpa. Potrafił nawet powtarzać sobie stare ludzkie porzekadło: „Brak wieści to dobre wieści" i znajdować w tym pociechę. Gilthas zachwycał się pięknem dnia i gór. nigdy nie czuł się swojsko wśród gór. lecz wszyscy pewnie mówili o kresie podróży. natychmiast przypomi438 . że uśmiechali się do elfów. lecz słoneczne. Miał zapamiętać każdy. Gilthas zaczął się odprężać. Elfy zbudziły się o pierwszym brzasku. trudno było znaleźć pożywienie. najmniejszy nawet szczegół. W drodze nie wydarzyły się żadne wypadki. który wydawał się odległy zaledwie o kilka tygodni. ale nie widziały śladu swych odwiecznych wrogów i zdawało się. Nawet później. nikt poważnie nie zachorował. Do Sanction było jeszcze wiele mil. który Gilthas miał zapamiętać do końca swego życia. dni chłodne. ale ich surowy majestat potrafił go wzruszyć i wzbudzić w nim podziw. Słońce i marsz rozgrzały ich po zimnej nocy. W górach. zanim jeszcze słońce wzniosło się nad szczyty gór. kiedy słyszał ten odgłos.mu przekroczyły granicę krainy ogrów. Wtem Gilthas usłyszał za sobą tętent końskich kopyt. a jego zmartwienia topniały w słońcu niczym drobna warstwa płatków śniegu. Sprawnie i szybko spakowały swoje posłania i wyruszyły w drogę. Gilthas spał długo i mocno. że ich strategia — marsz wzdłuż pasma gór i ukrywanie się w dolinach — poskutkowała. który czasami prószył w nocy. Wyczerpanie po całodziennym marszu i rześkie górskie powietrze zmuszały go do zapadnięcia w sen. tak łatwa była ta część ich podróży. Zima wstrzymywała się ze swoimi srogimi śnieżycami i mrozami.

Kobieta zrobiła krok. po czym upadła na ziemię. jak Alhana zawraca konia i patrzy w osłupieniu na Lwicę. jak się obawiał. Kobieta przejechała obok niego. który szedł na czele kolumny z silvanestyjskimi dowódcami. ale wiele oglądało się za siebie z zaciekawieniem.nał mu się ów straszny dzień. co się dzieje. Gilthas widział w galopie zaskoczone oczy i zatroskane twarze. Lwica zeskoczyła z siodła i uklękła przy leżącej elfce. Kurierka próbowała mówić. Dołączył też Gilhas. by zobaczyć. Dotarł w samą porę. Samar podał własną manierkę i Lwica za439 . aby królowa się zatrzymała. cętkowanym stroju kuriera Silvanesti. ale osłabiona z wyczerpania i odwodnienia. Elfy nadal maszerowały. gnany przez strach. że młody elf popędził za nią. by zobaczyć. ale młody elf puścił słowa mimo uszu i nie odpowiedział na nie. że na koniu siedzą dwie osoby. co było rzeczą dość niezwykłą na tak wąskim. znał jej twarz. Kurierka zeskoczyła z konia. bo inaczej zostałyby stratowane. Ściągnął wodze konia i nagle jego serce przepełniło się lękiem. — Przynieście wody. Jeździec zmuszał konia do cwału. Rozległy się pytania. Nic nie powiedziała. Pojechał za nią. Jechał na złamanie karku. kamienistym szlaku. Gilthas znał żonę. Elfy musiały uskakiwać mu z drogi. zanim galopująca na złamanie karku Lwica znikła za zakrętem wąskiej ścieżki. Gilthas znajdował się teraz wystarczająco blisko. zanim jeszcze Lwica zatrzymała galopujące zwierzę. tak że kobieta wydawała się skąpana w ogniu. przynajmniej dopóki kobieta nie napije się wody. Alhana szybko podeszła do nich w towarzystwie Samara. którego widok sprawił. ale mijając go w pędzie. — Wody — rozkazała Alhana. Teraz widział. gestem wzywając Plancheta. ale Lwica nie pozwalała jej. Wraz z Lwicą jechała jakaś kobieta w zielonym. Tylko tyle Gilthas zobaczył. zmierzając na czoło kolumny. że kurierka nie jest ranna. W polu widzenia pokazała się Lwica. posłała mu spojrzenie. Gilthas zapamiętał również to. Jej złote włosy podświetlone były słońcem. która wołała w łamanym języku Silvanesti.

— Minotaury zawarły przymierze z Czarnymi Rycerzami. Po wypiciu kilku łyków kobieta potrząsnęła głową. Alhana zlustrowała Gilthasa spojrzeniem płonących oczu. że kurierka ma posiniaczone i okrwawione stopy. czego powinni się dowiedzieć. Wieści były tak okropne. cierpliwie czekając. — Ich liczba jest niezliczona. 199* Ogry? — spytała z niedowierzaniem Alhana. ale trzymali się z dala. — Zostaw mnie — rozkazała. Ale teraz są sojusznikami. Elfy miały więcej szacunku. pocieszając ją łagodnymi słowami.częła poić kurierkę małymi łykami wody. „Miałeś rację" — mówiło spojrzenie. ale ból i bohaterstwo tej kobiety wzruszyło go do łez. by dowiedzieć się jak najwięcej. Alhana odwróciła się od nich wszystkich i odeszła. podając jej więcej wody.. że kurierka prawdopodobnie przyniosła złe nowiny. niezbyt przytomnym głosem. Wasza Królewska Mość — wyjaśniła kurierka. Mnóstwo łodzi.. 198* Na Silvanesti najechali wrogowie — powiedziała kurierka. starając się ogarnąć myślą wydarzenia. — Pozwólcie mi mówić! — wysapała. „A ja się myliłam". zauważył. że nie mieściły się w głowie. — Wysłuchaj mnie. Za440 . straszne wieści. Po zamieszaniu i pośpiechu domyśliły się. który chciał pójść za nią.. Gilthas był odrętwiały. Wśród ludzi wokół leżącej zgromadziłby się tłum gapiów. Wdarli się do Silvanesti i nawet Czarni Rycerze przestraszyli się ich.. kość i utkwiło w jego sercu. Nasi nieprzyjaciele są tak liczni jak uschnięte liście jesienią. Lwica nachyliła się nad kurierką. Nic nie czuł. nadstawiających uszu. które przeszyło ciało. Kiedy tak stał. paląc i plądrując wioski rybackie. aż usłyszą wszystko. Zdarła sobie buty i ostatnie mile biegła boso po kamienistym gruncie. Odtrąciła nawet Samara. 200* Minotaury. Nikt nie mógł ich powstrzymać. Przypłynęli rzeką w łodziach. Nie czuł niczego do swojego ludu. Mówiła słabym. Niektórzy uciekli. królowo Alhano! Przynoszę.

— Gdybyśmy zostali i oblegali Siłvanesti. Możemy wrócić i przejść do ataku. Umocnienie pozycji zajmie naszym wrogom jakiś czas. 64* Nie — powiedziała Alhana. idziemy dalej do Sanction. — Dotknął łagodnie jej ramienia i był wstrząśnięty tym. zdecydowany porozmawiać z nią. wydawały się żywe. tak jak radziłem. gdyby twój syn nie był uwięziony w murach Sanction? — spytał Gilthas. 62* Oszczędź mi swoich przechwałek — rzekła cichym i żałosnym głosem. Otuliła się ramionami. Młody elf posłał mu spojrzenie. 67* Czy robilibyśmy to. które wyraźnie mówiło. co chcecie. honor nakaże im pomóc nam wyzwolić ojczyznę i wypędzić najeźdźców. Skóra. — Nie.mrugał ze złością. choć też przygaszone. kto miał rację. Tylko jej ciemne oczy. — A tak nasza armia jest silna i nietknięta. 63* Nie czas mówić. — Wy. Kobieta uniosła twarz zalaną łzami. Nie spojrzała na niego. że my pomożemy im walczyć o Sanction! — stwierdziła Alhana. policzki i wargi Alhany miały ten sam kolor — trupioblady. — Silvanestyjczycy będą kontynuować marsz na Sanction — rzekła. by ginąć za nas? 66* Ten.. Nie mógł teraz pogrążyć się w żalu. Qualinesti. Patrzyła na południe. jakby mogła przeniknąć wzrokiem góry i zobaczyć swój utracony kraj. — Królowo Alhano — powiedział Gilthas. pewnie wszyscy już byśmy nie żyli albo bylibyśmy niewolnikami pod pokładem galery minotaurów. Samar dostrzegł zbliżającego się Gilthasa i wykonał ruch. Po chwili wahania Samar odsunął się. uderzyć na nich znienacka. jakby chciał go zatrzymać. że może spróbować. 441 . Nie rozumiesz? Jeśli pomożemy ludzkim wojskom podbić Sanction. — Jaki mają powód. możecie robić. a kto nie — odparł półgłosem Gilthas. zacisnęła zęby i siłą woli opanowała drżenie.. jak jest zziębnięta i drżąca. ale nie pójdzie mu to łatwo. 65* Dlaczego mieliby to zrobić? — spytał ostrym tonem Gilthas. Poszedł za Alhana.

— Ja też się myliłam. Lwica podeszła do męża. niż podał w wątpliwość jakąkolwiek jej decyzję. 288* Co robimy? 289* Maszerujemy na Sanction — rzekł ponuro Gilthas. Młodzieniec stał. — Zgadzasz się z tym? — spytał Samara Gilthas. Muszę z nimi porozmawiać. że ona rozumie — powiedział Planchet. mój mężu — rzekła ze skruchą Lwica. Przykro mi. Samar posłał młodemu elfowi spojrzenie. Potem odeszła. które podziałało na niego jak uderzenie w twarz. rzekła do Samara: — Wezwij nasz lud. że podobno zdołał uciec z Silvanesti i zbiegł z powrotem na Równiny Pyłu. Nie mógłbyś zapobiec najazdowi. — Dla niej rozwiązaniem jest atak na Sanction. Jesteśmy wygnańcami. wyprostowana. — Gilthas westchnął głęboko. by zaopiekować się kurierką.Odwróciwszy się od Gilthasa. Gilthas zdał sobie sprawę. — Mieszkańcy Równin uprzedzili nas o tym. z głową dumnie wzniesioną. 285* My nie mamy ojczyzny — powiedział. 442 . zwracając się do Plancheta. Byłam przeciwna twojej decyzji. Alhana była królową Samara i jego dowódcą. Opatrzyli jej rany ziołami i polali eliksirami. Czemu ona tego nie widzi? Dlaczego nie może tego zrozumieć? 286* Sądzę. że źle zrobił. która nie mogła znaleźć ujścia. Trzeba było posłuchać instynktu i zostać ze swoimi rodakami. Elfi uzdrowiciele przybyli. zmartwiony. — Żadnej. Stary wojownik prędzej by zginął. Kipiał z wściekłości. szykując się do wyjścia. Po raz pierwszy w życiu Gilthas czuł się tak kompletnie sfrustrowany i bezsilny. pytając. ludem bez kraju. — Czy kurierka przyniosła jakąś wieść o naszym ludzie? 290* Powiedziała. 291* Gdzie z całą pewnością nie będzie mile widziany. Rozpaczliwie chciał być teraz ze swoim ludem i zdał sobie sprawę. 287* To złe rozwiązanie — odparł Gilthas. a Dzikiej Elfce kazali odejść. a nie maszerować na tę nieszczęsną wojnę. — Nie zadręczaj się jednak. że jest wściekły na siebie.

ale droga byłaby ciężka i niebezpieczna. potem tu i tam rozległy się kolejne. 294* Wszędzie! — zawołał wojownik i wyciągnął rękę. co dalej. Elfy wmaszerowały do niewielkiej. 292* Ogry! 293* Gdzie? — zawołała Lwica do jednego ze swoich zwiadowców. Teraz. Teraz okrzyki dobiegały zewsząd. bardziej niż kiedykolwiek. Na górze zjawiły się ogromne.— Przynajmniej byłbym teraz ze swoim ludem — rzekł Gilthas z goryczą. spojrzały w dół na elfy i w ciszy czekały na rozkaz. To mogło spowodować rozłam w szeregach. Gdzieś z tyłu dobiegł jakiś okrzyk. Gdyby zaś zabrał wojowników Qualinesti. Teraz na ich oczach te urwiska ożyły. i pewnie sam nie dotarłby do celu. elfy musiały być zjednoczone. masywne postaci. by zacząć masakrę. Pragnął wrócić. — Dzieliłbym z nim jego nieszczęście. . uszczupliłby poważnie siły Alhany. Alhana przerwała w połowie przemowy i obejrzała się za siebie. spadały na nich niczym kamienna lawina. jeśli nic innego nie mógłbym zrobić. bo niektórzy Silvanesti z pewnością chcieliby wrócić do domów. wąskiej doliny o urwistych ścianach. Zastanawiał się.

Bogowie światła stali naprzeciwko bogów ciemności.26 Sąd Bogowie Krynnu znów spotkali się na naradzie. Skłonił się i powiedział po prostu: — Powiodło mi się. Udało mi się tam zatrzymać Tasa dość długo. Magia jest kapryśna i nieporęczna. a bogowie neutralności podzielili się równo między obie strony. Bogowie magii stali razem. — We wszechświecie wirują prądy chaosu. gdzie wichry chaosu są mniej porywcze. 201* Jak tego dokonałeś? — spytał wreszcie Paladine. Bogowie stali oniemiali ze zdumienia — wszyscy z wyjątkiem bogów magii. 202* Moje zadanie nie było proste — rzekł Raistlin. a pośrodku nich stał Raistlin Majere. byłem przygotowany. Zabrałem go do czasu. Paladine skinął głową i mag wyszedł z szeregu. którzy wymienili uśmiechy. Ledwie ją chwycę. a wymyka mi się między palcami. idealnie zgadzając się z sobą. tak jak dzień stoi naprzeciwko nocy. Kiedy kender użył magicznego urządzenia. udało mi się go pochwycić i wciągnąć do przeszłości. gdzie go znaleźć. Wiedziałem jednak. Wreszcie zaniosłem go do teraźniej- 444 . gdy zatem ponownie uruchomił urządzenie. lecz potem magia wyrwała mi go z rąk i zgubiłem go. gdzie jest. a wtedy zaczął mnie poznawać. który obaj znaliśmy. by zorientował się.

widzę teraźniejszość i widzę przyszłość.. — Jeszcze wszyscy możemy przestać istnieć. 353* Nam odpowiada? — ryknął Sargonnas. Nie możemy go jej pozbawić tylko dlatego. 344* Widzę świat — rzekł Ziviłyn cicho. że można — rzekł zgryźliwie Raistlin. 345* Jaką przyszłość? — spytała Mishakal. 350* Nie zginął.. Nie są głupimi 445 .szóści. pogardziła wolną wolą. 349* Chcesz powiedzieć. Czy twoje minotaury czciłyby boga. który uczyniłby z nich niewolników? Boga. 343* Co widzisz? — spytał Paldine Zivilyna. Ty byłeś temu przeciwny. 352* Otrzyma wybór — poprawił go Paladine. Tas ma wolną wolę. aby trafić do drugiego. Tasslehhoff będzie musiał wykonać jeszcze jedno ważne zadanie za pomocą urządzenia do podróżowania w czasie. ze łzami w oczach. 348* Jasne. Jeśli je wykona. podobnie jak wszystkie żywe istoty na Krynnie. 351* . że nam tak odpowiada. Przeszłość i teraźniejszość są teraz połączone. że ten przeklęty kender jeszcze nie zginął? — warknął Sargonnas. — Nie zmusimy go powrotu ani nie odeślemy wbrew jego woli. 347* Zatem nie można jej zmienić? — zaniepokoiła się Mishakal. — Widzę przeszłość. by zginął — dokończył Sargonnas.trzeba go odesłać w przeszłość. Wystarczy iść za jednym. Sargonnasie. — On może nas wszystkich zgubić! 354* Jeśli tym możemy zapłacić za nasze przekonania — oświadczył Paladine — niech i tak będzie. 346* Ścieżkę.. który odebrałby im prawo do decydowania o własnym losie.. którą świat kroczy teraz — odparł Zivilyn. Łatwiej jej było rządzić niewolnikami. Twoja królowa. ale moje minotaury są rozsądne. Jeśli chcecie mieć choćby cień nadziei na pokonanie jej. prawo do szukania honoru i chwały? 355* Nie. Moc królowej Takhisis straszliwie wzrosła.

Na koniec bóg przyjrzał się swojej żonie.kenderami — mamrotał Sargonnas. — To nam jednakże przypomina o następnej kwestii. Paladine spoglądał na każdego z bogów po kolei. Zakładając oczywiście. pokiwała głową.. która nas zdradziła? — Kara może być tylko jedna — powiedział Gilean. której imienia nigdy więcej nie wymówię? Bogini. — Niech tak się stanie — rzekł. . — rzucił wrogie spojrzenie Paladine'owi —jaką karę wymierzymy bogini. — Tak musi być — rzekł łagodnie Paladine. Każdy po kolei kiwał głową. Potem. kładąc dłoń na księdze. Paladine powiódł wzrokiem dookoła. Ona nie skinęła. Paladine położył dłoń na księdze. Mishakal podniosła wzrok i długo i czule patrzyła mu w oczy. cała w łzach. powiernik szal. że nie zginiemy wszyscy przez tego kendera.. ale mruczał to sobie pod nosem. Stała ze spuszczoną głową. 17* Wszyscy się zgadzają? 0* Jeśli tylko równowaga zostanie zachowana — rzekł Hiddukel.'ukochanej Mishakal.

że oszołomienie mija i wreszcie zdołał się rozejrzeć po okolicy. Smok był straszliwie okaleczony. Sprawiały tylko. obracał głową na 447 . Ta chwila zaliczała się do tych wspaniałych. przez jego oczy biegła blizna o postrzępionych brzegach. Wiedział. Smok. czy zwymiotuje. ale one nie mogły już go skrzywdzić. bo wachlował lekko skrzydłami. pokręceniu się wokół na uginających się nogach i zastanawianiu przez jedną fascynującą chwilę. był olbrzymi srebrny smok. że choć nie chciałby się tak czuć na co dzień. Co prawda bywały w nim też złe chwile. ilekroć urządzenie wyrzucało go w miejscu przeznaczenia. ale te dobre błyszczały tak jasno. że było mu trochę smutno. Tas przyzwyczajał się już do podróżowania w czasie i przestrzeni i wprawdzie wciąż czuł się zdezorientowany i oszołomiony. Pierwszą rzeczą. że to mężczyzna. od święta była to ekscytująca odmiana. Tym razem po wylądowaniu. który stał tuż przy nim. że w ich blasku momenty smutku bladły i znikały gdzieś na dnie jego pamięci. kender poczuł. cudowniejszych od wszystkich innych w jego życiu. który rozmawiał z nim na zebraniu Rady Rycerzy.27 Tasslehoff Burrfoot Życie Tasslehoffa składało się ze wspaniałych chwil. najwyraźniej nie przejął się podróżą. doszedł jednak do wniosku. że nigdy nie zapomni o chwilach nieszczęścia. a każdy następna była coraz wspanialsza i jaśniejsza od poprzedniej. jaką dostrzegł. i Tas poznał. podobnie jak Tas.

w której wylądowaliśmy. zakładam więc. Wszędzie. Odila stała z wytrzeszczonymi oczami i dyszała. kurczowo trzymając się Gerarda. — Gdzie jesteśmy? — wysapała. Albo podróże w czasie nie sprawiały smokom kłopotów.boki. że kraina. Nie słyszę żadnych dźwięków ani fal bijących o brzeg morza. gdzie Królowa Ciemności więzi wszystkie złote i srebrne smoki. — Czuję pod stopami kamień — powiedział Zwierciadło — i nie czuję roślinności. Za szarymi skałami. jak okiem sięgnąć. którą kiedyś znalazł w kieszeni. chociaż jak przez mgłę przypominał sobie. Tas zastanawiał się. — Tam. Dwoje pozostałych kompanów nie radziło sobie tak dobrze. Niebo nad nimi było czarne. Wszyscy tak patrzyli na kendera. która z możliwości jest prawdziwa i zanotował sobie w pamięci. olbrzymie szare skały i małe szare kamyczki. skąd się tam wzięła. bez jednej gwiazdy. jest jałowa i ponura. na horyzoncie. Odila miała teraz taką samą minę jak tamta ryba. gładkie szare skały. tylko szare skały. aby spytać o to w spokojniejszej chwili. — Ściskając mocniej urządzenie w dłoni. albo niewidomym nie kręciło się w głowie. skrzyła się ściana lodu. — Dokładnie tam. że ktoś ją zgubił. Udało mu się wpuścić rybę ż powrotem do wody i po chwili oszołomienia zwierzątko odpłynęło. czarniejsze od wszystkiego. Mężczyzna chwiał się na nogach i ciężko sapał. że za drugim razem nie podobała mu się jeszcze bardziej. białym świetle. gdzie powinniśmy być — odparł pewny siebie Tas. a jednak Tas stał skąpany w zimnym. Ostre szare skały. Nie miał pojęcia. ani szumu wiatru w drze448 . Tas nigdy jeszcze nie był w takim miejscu. węszył i nasłuchiwał. nic. więc można mu było wybaczyć fakt. dodał po cichu: — Mam nadzieję! — Nie zabrzmiało to jednak aż tak cicho i raczej popsuło wrażenie. Gerardowi podróż nie podobała się za pierwszym razem. ciągnęły się szare skały. Mężczyzna spojrzał srogo na kendera. przypominając Tasowi biedną rybkę. co dotychczas widział.

41* Och. Szczególnie to. Sztylet roztrzaskał się. Wydobył sztylet i dziabnął ostrzem ścianę. Nie mogę mówić za smoka. Co prawda lubił ludzkie istoty. powietrze jest zimniejsze niż zadek trolla. zamknij się! — rozkazał Gerard. a potem schował ją pod pachę.. co wygląda na mur z sopli lodu. Tas westchnął w duchu. ale wędrowanie z nimi niewątpliwie odbierało całą radość podróżowania. i tańczą po powierzchni lodu. 70* Całkiem jak łuski wielobarwnego smoka? — spytał Zwierciadło. — Dodaj do tego opisu fakt. — My. że ściana lodu lśni w świetle różnymi kolorami. — Skoro o tym wspomniałeś. Gerard podszedł ostrożnie do ściany z lodu.. 68* Mniej więcej się zgadza — rzekł Gerard. Czuję. ilekroć na nie spojrzysz. tak samo kender. Nie dotknął jej. Tas posłał jej uśmiech w podziękowaniu za to. Nadal mam zdrętwiałą rękę. a okolica wydaje się otoczona czymś. Na swój zimny i niepiękny sposób to piękny widok. Mróz aż kąsał. 71* Właśnie! — krzyknął podniecony Tas. ocierając pot z czoła wierzchem dłoni. Przyjrzał się jej dokładnie. jak barwy zmieniają się. 72* Jest tak zimna.. ani głosów ptaków czy innych zwierząt. Gerard upuścił broń z przekleństwem i potrząsnął obolałą dłonią. słońca nie ma. że ostrze pękło! Czułem. a jednak jest jasno. że to posępne odludzie. 73* Nie przeżyjemy tu długo — powiedziała Odila.wach. ludzie. . że niebo nad naszymi głowami jest czarne jak smoła. Wtedy będziesz miał idealny opis.. umrzemy z zimna. jak zimno biegnie wzdłuż sztyletu i wnika głęboko w moje kości. 69* Gerard nie powiedział jednego — uznał za stosowne zauważyć Tas — tego. że go uwzględniła. rzeczywiście tak to wygląda. Odila zadrżała i otuliła się szczelniej połami szaty.

449 .

choć nie miał zielonego pojęcia dokąd. co się z nią stało. co robi. ale bez rezultatu. zanim Gerard zdążył coś powiedzieć — chodźcie za mną. że na taką nie wygląda ani nie wywołuje takiego uczucia (całkiem stracił czucie w palcach u nóg). Moja krew wkrótce zgęstnieje i zacznie toczyć się powoli. 204* A poza tobą — marudził Gerard. Z żalem wspomniał podszytą kożuszkiem kamizelkę. czy magia tego urządzenia również zadziała. iż to właśnie tu je znajdzie.203* Co się tyczy mnie — rzekł Zwierciadło — jestem z gatunku zimnokrwistych. wiedział. kim jesteś. gotów iść przed siebie. śmiało i pewnie. To była wspaniała chwila i choć musiał przyznać. jak mogła. 450 . Wątpię. lecz wyraźny. stosunkowo pewny — że powiedziano mu. Już zamroziło magię w mojej krwi. że sam jest zmarznięty i zimno powoduje bardzo niemiłe uczucie w palcach jego nóg i koniuszkach palców dłoni. Tas — powiedziała Odila najwyraźniej. Ciekaw był też. — Za wzniesieniem — szepnął mu do ucha jakiś głos. — Posłuchajcie mnie — rzekł surowym tonem. przyglądając się Gerardowi. 206* Nie może nas zabrać — rzekł Zwierciadło i powiedział to dziwnie zadowolonym tonem. Zajrzał pod kilka szarych kamieni. rozglądając się po jałowym pustkowiu. Odwrócił się. 205* Lepiej zabierz nas stąd. cichy. ponieważ był absolutnie pewny — no cóż. dzwoniąc z zimna zębami. którą kiedyś nosił. Gdyby nie ja. Wkrótce stracę zdolność latania. na którym stali — nie widzę tu ani jednego smoka. co się stało ze smokami. — Wiele razem przeszliśmy. Tasslehoff musiał przyznać. nie byłbyś dziś tym. Skoro tak jest — dodał szybko. — To miejsce skonstruowano jako więzienie dla smoków. 207* Utknęliśmy tu! — rzekł ponuro Gerard. a nawet jasnego myślenia. — I zamarzniemy na śmierć! Tasslehoff wyprostował się. i zastanawiał się.

ogonami otulając siebie lub swoich smoczych braci. — One zawsze rozumieją. 152* Lepiej nie zgubić go z oczu — odparł Gerard. które wysuwały się spod jego stóp i spadały z grzechotem. że na świecie może być tyle srebrnych i złotych smoków. którzy starali się wspinać po skałach za kenderem. przyciśnięte bokami o zwiniętych skrzydłach. Przytulały się do siebie. Zwierciadło! — zawołał. spojrzał w dół i dech mu zaparło w piersi. co poważnie przeszkadzało Odili i Gerardowi. Nie wyobrażał sobie. że słyszy: 357* Chwała tej chwili należy do ciebie. kenderze. jaką zobaczył i pomaszerował w jej kierunku. 358* Jedno jest w smokach wspaniałe — mruknął pod nosem Tas. któremu od razu zrobiło się ciepło. ale wydawało się. które je otaczały. Tasslehoff nigdy nie widział tylu smoków naraz. Smok odpowiedział coś. 451 . odbierało smokom barwy. od którego na lodowych ścianach szyderczo tańczyły tęcze. że Zwierciadło się nie ruszył. łopocząc skrzydłami i machając ogonem. Dziwne światło. odrętwiałe z zimna. by spróbować rozruszać krew. Srebrny smok wciąż stał w tym samym miejscu. czego Tas nie usłyszał wyraźnie z powodu hałasu. w którym wylądował. Smoki spały. pewnie po to. Kiedy już znalazł się na szczycie wzniesienia. Ja będę czekał. obluzowując kamyczki. 151* Mamy iść za nim? — spytała Odila. posplatane szyjami i łbami. ogarnięty poczuciem winy. Obejrzawszy się. wszędzie były smoki. jaki robili Odila z Gerardem. Jak okiem sięgnąć. Tas zobaczył. uchylając się przed kamieniami. tak że wydawały się szare jak skaliste szczyty. — On nie widzi — rzekł Tasslehoff. Nie martw się. — Wrócimy po ciebie. szukając ciepła.356* Za tym wzniesieniem — rzekł Tasslehoff. Pokazał pierwszą szarą skałę. Tas gramolił się po szarych głazach. — A my go zostawiliśmy całkiem samego.

jak potrafił. Włożył w bieg całego siebie. 369* Myślę. Stała długo. 364* Do tego nie potrzeba broni. jak się ser- 360* Nie — szepnął mu do ucha głos — są pogrążone w głębokim śnie. Słyszał jakieś krzyki. Jeśli nawet nadepnął na luźny kamyk. najszybciej. 368* Powiem Zwierciadłu. aby to miało jakiekolwiek znaczenie. na którym mógł się poślizgnąć. czując. Wiatr uderzał go w twarz i szczypał w oczy.359* mu ce ściska. Tasslehoff biegł co sił. które skrzyło się w jego krwi. Już czuł palce u nóg — niezbędne do biegania — i pędził tak szybko jak jeszcze nigdy przedtem. Nie zdążył. — Potrafisz? 367* Na wszystkie cudowne rzeczy! — zawołał Gerard. a potem dodał uprzejmie: — Wybaczcie mi. że on wie — powiedział Tasslehoff. W gramolił się na szczyt wzniesienia i stał teraz obok Tasslehoffa. nie miał z nim kontaktu wystarczająco długo. 363* Jak mam to zrobić? Gerard złamał nóż. a potem powiedział z powątpiewaniem: 365* Czy ja mogę to zrobić? 366* Nie wiem — rzekł głos. Dzięki temu nie umierają. Tas otworzył szeroko usta. kiedy próbował to zrobić. nie. Tas zastanowił się nad tym. a potem odwróciła się i zbiegła po zboczu. patrząc na smoki. Wciągał do płuc wielkie hausty zimnego powietrza. 370* O. Ty nigdzie nie pójdziesz! — zawołał Gerard i chciał złapać Tasslehoffa za kołnierz. — Spójrz tylko na to! Odila nic nie powiedziała. Ziemia paliła mu się pod nogami. mam coś do zrobienia. ale nie miały one dla niego znacze452 . Czy one nie żyją? — spytał Tas. 361* Jak mam je obudzić? 362* Musisz zburzyć lodowy mur. Kender praktycznie frunął ponad ziemią. Od wspinaczki stopy mu się rozgrzały.

zobaczył. starając się zatrzymać. Zmierzał prosto w ścianę z lodu. Tas przebiegł przez kurtynę wody. które było teraz jedynie olbrzymią wyspą szarych skał pośrodku ciemności. Sapał. że tuż przed nim szara skała kończy się raptownie. Zmagał się ze swoimi nogami. Kender zamachał rękami. 372* Czy one odzyskały wolność? — spytał niecierpliwie Tasslehoff. tyle że tym razem było to jednak nowe doznanie. Biegł. i nadal pędził na oślep i bez opamiętania. Odchyliwszy głowę do tyłu. aż w końcu wiedział już z całą pewnością. powoli zawracając do miejsca. ale jaka cudowna" — pomyślał. 371* Całe szczęście. że nie przestawałeś wrzeszczeć — powiedział Zwierciadło — i że Gerard zauważył twoje kłopoty na czas. nie mogąc złapać tchu. a w dole jest jedynie czerń. nie mogąc się zatrzymać. którego oczy zwrócone są mniej więcej w jego stronę. Tas zawisł ponad wiecznością. Ta łapa miała bardzo przyjemny rozmiar. Spadał. Kręciło mu się w głowie i był oszołomiony. nie myśląc o zatrzymywaniu się. Skrząc się w srebrzystym świetle. że spadnie prosto w przepaść. ale one wydawały się mieć własny rozum. — Pozostałe smoki? 373* Odzyskały — rzekł Zwierciadło. Z rozłożonymi rękami i otwartymi szeroko ustami kender zderzył się ze ścianą z migotliwego lodu. że zwisa ze szponów srebrnego smoka. spadały na jego odwróconą ku niebu twarz. która niegdyś była ścianą lodu. 453 . Dziko podekscytowany Tas odrzucił do tyłu głowę. co absolutnie nic nie znaczyło. Poczuł. Otworzył usta i wrzasnął głośno: „Jaaaa!". ponieważ ciągle ktoś łapał go za kołnierz). a nad nim przeleciały srebrne skrzydła. Wokół niego rozprysły się tęczowe krople wody.nia w wichrze biegu. „To moja ostatnia chwila. aż wreszcie zobaczył. by mnie zawiadomić. jak jakaś łapa chwyta go za kołnierz (co nie było niczym nowym. ale po prostu sprawiało przyjemność.

Tas siedział na szarym głazie i czekał. Słychać było łopot skrzydeł i głębokie. rzu454 .208* Co zrobicie. — Doskonale zdajemy sobie sprawę z upływu czasu. że nie musi walić tak mocno. kender postanowił trochę pomyśleć. co musi powiedzieć. Stał tylko i patrzył z góry na Tasa z bardzo dziwną miną. ty i inne smoki? — spytał Tas. Tas skupił się ńa oddychaniu. 215* Wszyscy wrócimy — oznajmił Gerard. Gerard chwycił Tasa w ramiona. Odkąd lodowa ściana znikła. Nie kręcił się wokół. odkąd znalazł się nad stałym lądem. zaczynając czuć się lepiej. Może brzuch go boli. Tas podjął decyzję. bo kender już nie biegnie. Co się zaś tyczy samego Tasslehoffa. jak miał w zwyczaju. zaglądając tu. 209* Będziemy rozmawiać — oznajmił Zwierciadło. a jego serce zorientuje się wreszcie. aż oddech go dogoni. badając tamto. uściskał go i postawił na ziemi. Tasowi nie podobało się to. Odila oddaliła się ze Zwierciadłem. ale smok spuszczał już kendera w dół. — Zbyt wielu oddało zbyt wiele. 214* Wracam. kucając obok. abyśmy to zmarnowali przez pochopne działanie. 212* Nigdy tak na to nie patrzyłem — szepnął do siebie. by mówić. powietrze się ociepliło. 211* Nie martw się — rzekł smok. po czym. dźwięczne głosy smoków wołających do siebie w swej pradawnej mowie. skoro brakowało mu tchu. 213* Co powiedziałeś? — spytał Gerard. by być na tym samym poziomie co kender. Zrobiło mu się okropnie smutno i zamierzał spytać Zwierciadło. co chce przez to powiedzieć. Gerard został z tyłu. — Głos mu złagodniał. Już mógł mówić i wiedział. przypuszczał Tas. jak srebrny smok cieszy się z odnalezienia towarzyszy. Trzeba jednak zadać pewne pytania i znaleźć na nie odpowiedzi. by służyć mu za przewodniczkę. zanim będziemy mogli podjąć jakąkolwiek decyzję. i wkrótce Tas usłyszał. 210* Będziecie rozmawiać! —jęknął Tasslehoff.

— Przynajmniej nie tak.. Magius. — Widzisz tę czerwona gwiazdę? Tę tam? 158* Tak — odparł Gerard. Tas? — Gerard przyglądał się kenderowi z cichą powagą. kiedy spadałem z krawędzi świata. I niezliczeni inni. to byłaby moja wina. że to prawda? Gerard chciał powiedzieć. Gerardzie? Przestraszyłem się! Nigdy dotąd się nie bałem. 159* Kenderzy mówią. co się wtedy stało. Raistlin. że gdyby wszystko umarło. żeby umrzeć. Sturm Brightblade. 154* Jesteś tego pewny. jakich ktokolwiek dokonał w historii: Huma. a potem dokończył półgłosem: — Nawet lord Soth. — Pokręcił głową. — Bałem się. Tas pokiwał głową. jak mu się serce ściska. Laurana. I wiesz. ja już jestem nieżywy. bo wiedziałem. Wszystkie poświęcenia. — Tak. — Zdobył się na uśmiech i wzruszenie ramionami. że to prawda. 455 . — Widzę. Sądzisz. — Przerwał. czując. — Tasslehoff pokazał coś ręką. 156* Taki upadek mógłby przestraszyć każdego — powiedział Gerard. Pali ogień w swojej kuźni. lecz widząc minę Tasa. gdzie nie powinienem. myślę. rycerz zmienił zdanie. 157* To nie przez upadek — odpowiedział Tas. dodał: — Kiedyś. więc to nie będzie taka wielka różnica. 153* Nie. — Wiesz. których nigdy nie poznam. że ludzie w Piątym Wieku uważają. tak powiedział Zwierciadło.ciwszy poirytowane spojrzenie w kierunku smoków. Całe ich cierpienie poszłoby na marne. — Chciałem powiedzieć. iż w tej gwieździe żyje Flint Fireforge. nie to miałem na myśli — powiedział Tas. 155* „Zbyt wielu poświęciło zbyt wiele.". Jeśli umrę tutaj.. żeby ludzie pamiętali o chwale dawnych czasów i nie tracili nadziei. że wracam.. Ich radości i zwycięstwa poszłyby w zapomnienie. wszystko umrze wraz ze mną. Zastanowiłem się nad tym.. że jego zdaniem gwiazda to po prostu gwiazda i że krasnolud nigdy nie mógłby żyć w gwieździe.

Flint się ucieszy na mój widok. jak jeden prawdziwy rycerz drugiemu. Popatrzył na nie pełnym podziwu wzrokiem i pogładził klejnoty. Szanuję cię. musiał się godnie prezentować. Pogłaskał je czule. — Chcą. a potem. podróżników w czasie. Wstał. otrzepał się. — Kobieta rozejrzała się. może nawet jesteś najmądrzejszą osobą. obejrzał się dokładnie. — Każdy z nas. poprawił ubranie i sakwy. Powinieneś się roześmiać. w których żałował. — To taki żart o podróżowaniu w czasie — dodał. Wyciągnąwszy miecz. że czuł się osamotniony. żebyśmy z nimi polecieli. — Zwierciadło miał rację. Tasslehoffie Burfoocie. Wyjął ze swojej torby urządzenie do podróżowania w czasie.Tas uśmiechnął się. — A gdzie kender? Znowu go zgubiłeś? Gerard wytarł nos i oczy i pomyślał z uśmiechem o wszystkich chwilach. 218* Nie ma to jak teraźniejszość — rzekł wesoło Tas. oddając mu honory tak. przyglądając się Gerardowi. — Żegnaj — rzekł Tasslehoff. 219* Chyba nie za bardzo mi do śmiechu — powiedział Gerard. Wspaniała chwila. 217* Idziesz już? — spytał Gerard. Gerard zasalutował kenderowi. Zamierzają wrócić na Krynn — oznajmiła Odila. patrząc na czerwoną gwiazdę. W końcu. Wydaje mi się. Położył dłoń na ramieniu Tasa. rzekł: 220* Jestem gotowy. skoro miał na niego nadepnąć Chaos. 216* Ta czerwona gwiazda jest pierwszą. którą mam zamiar odwiedzić. a z pewnością najodważniejszą. — Oby twoje sakwy nigdy nie były puste. 456 . jaką poznałem. że nie może zgubić Tasslehoffa Burrfoota. które skrzyły się jaśniej niż kiedykolwiek wcześniej za jego pamięci. opowiada żarty o podróżach w czasie. Jesteś mądry. 221* Smoki wreszcie podjęły decyzję.

omal nie zapomniałem! Kiedy wrócisz do Solące. Jest popsuty. biorąc Odilę za rękę. — Właśnie przestał błądzić.— On się nie zgubił — oznajmił Gerard. W tym momencie z ciemności dobiegł przenikliwy głos: — Hej. . żeby zreperowali zamek w drzwiach mojego grobowca. Gerardzie. przypilnuj.

Ogry zaś mogły zdecydować się na atak w dowolnej chwili i zdecydowały. że nie miały czasu się przestraszyć. w zaroślach i za głazami. że mogą zużyć wszystkie posiadane pociski i nadal nie zmniejszyć liczebności wroga. Poruszały się w sposób zdyscyplinowany. lecz wiedzieli. nie mogąc usnąć. Elfy są gotowe walczyć. Elfi łucznicy poszukali sobie wyżej położonych miejsc. a drogę powrotną im odcięto. by strzelać. Droga przed nimi była zagrodzona. Każdy łucznik miał wystarczający zapas strzał.28 Dolina ognia i lodu Ogry nie zaatakowały od razu. Elfy zostały uwięzione w dolinie. Rozumiejąc ich 458 . a o świcie następnego dnia elfy będą się trząść ze strachu i zwymiotują całą swoją odwagę. Niech policzą liczbę nieprzyjaciół i niech strach ją pomnoży. i wpatrują się w płonące wokół nich ogniska. bez paniki. ukrywając się za sosnami. starannie wymierzyli i czekali na rozkaz. by nie zmarnować ani jednego strzału. Dobrze przygotowały swoją zasadzkę. wybrali cele. choć sami widzieli. Elfy były gotowe. Wróg zaskoczył je tak niespodziewanie i nagle. Nie mogły nigdzie uciec. Niech jednak minie dzień i nastanie noc. że te wkrótce się wyczerpią. rozumowały ogry. że będą czekać. Elfy natychmiast zajęły stanowiska do odparcia ataku wroga. a nowych nie będzie. W ich sercach bije odwaga. Musieli się postarać. Niech leżą na posłaniach. Ogry nie zaatakowały.

niema i miała odcięty nos! Po chwili przerwy dodała z goryczą: 459 . by zobaczyć. Wreszcie. nie pozwalała na to. od których kroków trzęsie się ziemia i walą drzewa. coś usłyszeć. Nie potrafił tego zrozumieć. ignorując wołanie Gilthasa. Lwica znikła tuż po przyprowadzeniu kurierki do obozu. długo po zmierzchu. rozmawiając z nimi i opowiadając o dawnych czasach. że nadzieja zawsze jest matką głupich. ślepa. Samar rozkazał swoim żołnierzom spocząć. Podejrzewał cynicznie. ogry cuchnące jak ciepłe krowie łajno. 295* Ilu twoich zwiadowców brakuje? — spytał. Są ich tam tysiące! Ogry. co dziwne. by nas ostrzec przed tym niebezpieczeństwem! — Wskazała górskie szczyty. Smród ogrów. bo potrafiła usłyszeć wróbla skaczącego w lesie z oddali dwudziestu stóp. odbierał im apetyt. gdybym była głucha. nawet wśród jej pobratymców. nie słyszałam! Taki sam byłby ze mnie pożytek. Światło ognisk wciskało się pod zamknięte powieki. Gilthas robił to samo — rozmawiał ze swoimi ludźmi i podnosił ich na duchu. że z pewnością słyszy jego kroki.strategię. którą Gilthas najbardziej chciał pocieszyć. samemu Gilthasowi. Wiedziała o tym lepiej od niego. ale nikt jej nie widział. i. Alhana krążyła wśród swoich żołnierzy. Osoba. że ogniska nieprzyjaciela są liczniejsze od gwiazd na niebie. Odjechała galopem. — To przeze mnie! Powinnam coś zauważyć. ale bez większego powodzenia. — Spójrz na to. Starali się jeść i spać. że naraża się na niebezpieczeństwo ataku ze strony któregoś z ogrów. bo żadna rozsądna osoba nie mogła w nie uwierzyć. że dodaje to otuchy żołnierzom. głosząc słowa nadziei. w które sam nie wierzył. 296* To moja wina! — oznajmiła z goryczą kobieta. Nie było potrzeby mówić jej. nie odwróciła się do niego. A ja ich nie widziałam. Wpatrywała się w noc i chociaż Gilthas wiedział. Młody elf szukał jej w obozie. odnalazł ją. Siedziała na głazie z dala od głównego obozu. Mimo to wydawało się. bo wystarczyło rozejrzeć się wokół. by rozwiać ich lęk i dodać im otuchy. podobny do woni zgniłego mięsa.

Wyciągnął ramiona do żony. że magia niektórych ogrów urosła w siłę. bo ty w nim byłaś. nawet najsilniejszy z nich nie zdołałby wyrwać tych olbrzymich głazów z ziemi i rzucać nimi ze szczytów gór. Oczy miała zaczerwienione. Słychać też było 460 . było błogosławione. Kamienie były olbrzymie. Żaden nie mógł spać. czekając na tych. że moja klęska umrze wraz ze mną. bo choć ogry są wielkie. a jeśli to życie właśnie dobiega końca. 9* Kocham cię! — szeptała łamiącym się głosem. działa na korzyść ogrów. Zmierzwione i potargane włosy spadały jej na twarz. Dowodziło to działania magii bogini. mająprzeciętnie ponad dziewięć stóp wzrostu i są potężnie zbudowane. Ogry ruszyły do natarcia przed świtem. — Dziękuję. którzy mieli już nigdy nie wrócić. — Tak bardzo cię kocham! 10* A ja kocham ciebie — powiedział Gilthas. mężu.6* Brakuje dwudziestu. Elfy były gotowe. — Jesteś moim życiem. Każdy w głębi duszy wiedział. wiernymi mi i bliskimi sercu. wielkie jak domy. Lwica odwróciła się do męża. Krępe ogry zaczęły atak od zrzucania głazów z urwiska. Jakakolwiek siła blokuje naszą magię i wypacza jej działanie. kiedy niebo bielało od nadchodzącego poranka. że tego nie wykryłaś. 222* Nikt cię nie wini — rzekł Gilthas. 7* Sama się obwiniam! — odrzekła Lwica i głos się jej załamał. Nie potrafił nic powiedzieć. Gilthas został z żoną przez całą noc z dala od obozu. że starasz się mnie pocieszyć. a ona rzuciła się w jego objęcia i ucałowała go z całych sił. Łzy zostawiły brudne smużki na policzkach. Wszyscy byli przyjaciółmi. Gilthasowi serce się krajało. lecz jedyną pociechą dla mnie jest świadomość tego. 8* Samar twierdzi. Nie możesz się winić za to. Postępy ich wojsk maskowały czary. że nie dożyje południa.

co je czeka. które zostały przygniecione głazami. Były tak liczne. Kilka rozzłoszczonych lub przerażonych elfów zmarnowało pociski. Tego poranka Gilthas był dziwnie świadomy obecności matki.ogrowych szamanów. wypłaszając ukryte wśród skał elfy i zmuszając elfich łuczników do ucieczki. zanim nieprzyjaciel znalazł się w zasięgu. Wtedy zobaczył. że to Lwica. Wrzaski konających elfów. niosły się echem wśród gór. już się nie odstanie. którzy tak zrobili. pokazując wyraźnie elfom. jak i Silvanesti. jakby znajdowała się przy nim. że zbocza czerniły się od 461 \ . że odwrócił się. Co się stało. Uczucie było tak silne. Miał wrażenie. że słyszy jej głos i czuje jej dotyk. Nie potrafił zbyt dobrze władać bronią. tak jak leżeli obok siebie za życia. ogry zaczęły nieubłaganie schodzić ze szczytów gór. Oczyściwszy sobie drogę. Miał nadzieję. Głazy staczały się do doliny. Wreszcie jesteśmy zjednoczeni. Gilthas szybko postarał się zapomnieć o tej gorzkiej refleksji. Ściskał w garści miecz i czekał z zawziętą miną na rozkaz do ataku. i powtórzył rozkaz. Gilthas i Lwica stali wśród członków sztabu zgromadzonego wokół królowej Alhany i sztandarów. który odbijał się echem wśród gór. a raz nawet wydawało mu się. Na szczytach gór widać było czarne sylwetki ogrów. lecz dopiero wtedy. Gilthas nie był łucznikiem. Elfy ścisnęły broń w rękach i czekały na atak. by sprawdzić. strzelając. ale robił postępy — przynajmniej tak mówił mu Planchet. Uśmiechała się do niego. zarówno elfów Cjualinesti. Samar gniewnie skarcił tych. gdy stoimy w obliczu zagłady i jest już za późno. Wrogowie unieśli włócznie i potrząsali nimi. Będą razem walczyć do końca i spoczną obok siebie po śmierci. a w odpowiedzi słychać było radosne okrzyki ogrów. czy Laurana rzeczywiście stoi obok. którzy rzucali zaklęcia będące darem królowej Takhisis. a potem wznieśli okrzyk. że to wystarczy. by czekać. by zabrać przynajmniej kilku wrogów z sobą i nie przynieść wstydu duchom matki i ojca.

gdzie odchodzą dusze. lecz potem zdał sobie sprawę. w którym nie było słychać ani rozpaczy. że ten blask jest światłem odbitym — słonecznymi promieniami odbijającymi się od łusek na brzuchu złotego smoka. by strzelać. które dopiero zaczynało się wznosić ponad wierzchołki gór. Echo ich przedśmiertnych wrzasków niosło się wśród skał. że sprawiało wrażenie. patrząc na wschód. jakby pochwyciło słońce i wciągnęło jego jasne promienie do doliny.nich. Z początku Gilthas sądził. 297* Siły nieprzyjaciela na szczytach zwolniły tempo — oznajmiła chłodnym. Samar uniósł rękę. ani radości. żeby zobaczyć wyraźniej. W rozpaczliwych próbach ucieczki oszalałe z przerażenia ogry biegały po zboczach w górę i w dół. Zmrużył oczy. ale jej nie opuścił. Złoty smok zanurkował. Krzyki były tak 462 . z którego miała widok na pole walki i mogła kierować bitwą. a nawet na boki. 298* Coś ich przestraszyło — krzyknęła Lwica. — Niektórzy wręcz zawracają. beznamiętnym tonem. Wziął Lwicę za rękę. straszna i groźna. — Co to jest. pokazała: — Tam! Błogosławiony E'li! Tam! Nad ich głowami rozbłysło światło tak jaskrawe. że musi się tu znajdować całe plemię ogrów. Samar wydał rozkaz. Na widok majestatycznego gada szeregi wrogów rozpierzchły się w popłochu. w słońce. że to jakiś cud sprowadził elfom słońce. Nawet jeszcze piękniejsza. Elfi łucznicy napięli łuki i wycelowali. Smok zionął na górski stok swym ognistym oddechem. Gilthas uświadomił sobie. Kobieta była spokojna. na którym roiło się od ogrów. — Zaczekajcie! — krzyknął. moja królowo? Czy mnie oczy nie mylą? Alhana stała na pagórku. przepędzając mrok. Zbite ze strachu w grupki ogry ginęły setkami. Niech jego duszę wypełni miłość i zaprowadzi go tam. Wznosząc wzrok ku niebu. zmierzając w stronę górskiego zbocza. jeśli to możliwe. Osłaniała oczy dłonią. piękna jak zawsze.

że niektóre elfy zatykały uszy. Ogry wysłały tysiące swoich rodaków do tej bitwy. Ogry. wiedziały. że 463 . gdzie znaleźć groty. pozostały jednak sprzymierzone z minotaurami. iż są już bezpieczni. Ogry zawarły silne przymierze z minotaurami. lecz ich ród nie został zgładzony. które wbiegły do doliny i zaatakowały elfy. gdziekolwiek te próbowały się schować. aż ich nieprzyjaciel wejdzie do doliny. ścinał ich krew. aż całe niebo zapłonęło od refleksów rzucanych przez ich łuski. zapomniały o szkoleniu i myślały tylko o zabijaniu. których rosnąca populacja spychana już była do oceanu. Od tej pory żaden ogr nie postawił tam stopy. jak później twierdzili niektórzy ludzie i elfy. w których mogły się chować. Za nim nadciągały mniejsze srebrne smoki. Złoty smok przeleciał nad górą. Armia ogrów. teraz była w odwrocie. Ogry znały okolicę. Przyczajone w ciemności lizały rany. Elfy łatwo się z nimi rozprawiły i wkrótce było po bitwie. Do ataku ruszyły kolejne złote smoki. nie mógł ogarnąć myślą faktu. że Gilthas nie mógł zrozumieć. Dzień zemsty miał jeszcze nadejść. która tak radośnie szarżowała z góry na uwięzionego wroga. przeklinały elfy i przysięgały zemstę. Los bitwy tak szybko się odwrócił. mroził serca i muskuły. oszalały z furii. W bitwie tego dnia zginęło wiele ogrów. Ogry nazwały pole tej bitwy Doliną Ognia i Lodu i uznały ją za przeklętą. Smoki leciały za ogrami i znajdowały je. Zwierzoludzie żyli w ciasnocie na północnych wyspach. który zmieniał ogry w bryły lodu. póki smoki nie odleciały. która rzekomo miała odciąć łeb armii elfów i wydrzeć jej serce. nauczone dyscypliny walki.okropne. Zjednoczone pod komendą ogrowych tytanów. by nie słyszeć tych okropnych dźwięków. ogry cierpliwie tropiły maszerujące elfy i czekały. Minotaury od dawna uważały Ansalon za doskonałe terytorium do ekspansji. Ogry tego dnia poniosły klęskę. Stwardniałe i zimne jak głazy ciała przewracały się i staczały ze stoków w dolinę. ziejąc morderczym szronem.

375* Mnie się wydaje piękny — rzekła Alhana. odbijając łuskami promienie słońca. Jeździec na drugim smoku pomachał ręką. nawet jeśli nie widział ich na jej twarzy. Alhana była z wierzchu lodowata. Elfy wznosiły okrzyki i śpiewały radosne hymny na powitanie smoków. Gilthas słyszał łzy w jej głosie. Alhana go zdumiewała. by wylądować. jak pozostałe smoki ścigają i dobijają resztki armii ogrów. Gilthas dziwił się temu. które krążyły po niebie. Gerard! — wykrzyknął Samar. z jakim patrzyła w oczy pewnej śmierci.śmierć już się do nich nie zbliża z maczugami i włóczniami. kierując się wskazówkami swojego jeźdźca. dopóki nie zobaczył. ale nie zeskoczyła z wierzchowca. — Poznałbym go wszędzie — dodał. Siedziała na smoku z mieczem w ręku. a Giłthas podążył za nimi. i zaczął ją lepiej rozumieć. czarne warkocze. tak wstrząśnięty. Zasalutowała królowej. które dopiero co wykluło się z jaja. płynnym ruchem. drugi niezgrabnie jak młode smoczątko. kiedy Gerard zbliżył się do nich biegiem. Ona przyjęła nagłą odmianę losu z takim samym chłodnym opanowaniem. kobiety w stroju Rycerza Solamnijskiego. ale w jej wnętrzu płonął ogień. Na widok Gilthasa Gerard rozpromienił się i pospiesznie podszedł. Srebrne smoki wylądowały — jeden wdzięcznym. On jeszcze trząsł się z szoku wywołanego nagłym uwolnieniem od strachu. Gilthas ukradkiem ski464 . 374* Samarze! — zawołał. 160* To ten rycerz. niespodziewanym powrotem życia i nadziei. że zapomniał o swej zwykłej stoickiej pozie. Dwa srebrne smoki odłączyły od pozostałych. by powitać króla Qualinesti. Spod jej błyszczącego hełmu spływały długie. — To zapewne najbrzydszy człowiek. Alhana i Samar pospieszyli im na spotkanie. szukając gładkiego i równego kawałka terenu. jakiego Wasza Królewska Mość zobaczy w życiu. przyglądając się. Smok leciał na ślepo. że smok jest okaleczony i zamiast oczu ma szpecącą bliznę. Zatoczyły krąg nisko nad ziemią.

by pamiętać o manierach. że stoi w obecności królowej. Stanął jak wryty i patrzył na nią w osłupieniu. ocaliłeś bowiem mój lud przed pewną zagładą. — Wiadomość o śmierci twojej matki głęboko mnie zasmuciła. widząc. 377* Nie. raz na drugie. mężczyzna przypomniał sobie. To ja powinnam uklęknąć przed tobą. Ukląkł na jedno kolano i skłonił głowę. że brzydszy już człowiek być nie może. ale pomyślny. pani. Właśnie dlatego wahałem się.nął głową. proszę. sir Gerardzie. 376* Wstań. ale zmienił zdanie. — Dziwne. jak każdy człowiek niewątpliwie wydaje się elfowi. mów bez obawy. złożył mu niski pokłon.. Dopiero wtedy. — To smoki was uratowały. 381* Ależ skąd. Rycerz zrozumiał gest i spojrzał na Alhanę. Odwróciwszy się do Gilthasa. Mamy wobec ciebie ogromny dług wdzięczności. — Do usług. Wasza Królewska Mość — odparł rycerz. 379* Dziękuję. to nie ja — rzekł Gerard. 378* Cieszę się niezmiernie. Alhana wyciągnęła do niego rękę. Bystre spojrzenie jego niebieskich oczu padało raz na jedno. 465 . czy to powiedzieć. Proszę. Był w tym momencie tak brzydki. — Sir Gerardzie — powiedziała królowa. — Miło mi cię widzieć. — Chciał najwyraźniej jeszcze coś dodać. żeś cały i zdrowy. Wasza Królewska Mość. Zbyt oszołomiony jej urodą. sir Gerardzie — rzekł Gilthas. gapił się na nią z otwartymi ustami. Gerard czuł się nieswojo. że ścieżki naszego życia znów się przecinają — dziwny to zbieg okoliczności. abyś tak myślała. czerwieniąc się po uszy. na dźwięk jej głosu. szukając czegoś niespokojnie. pani.. ściskając dłoń rycerzowi. Ja tylko przyleciałem z nimi i. 380* Sir Gerardzie — rzekła Alhana — masz coś jeszcze do powiedzenia. — Głos mu złagodniał. Pod względem mowy i manier wydawał się niezgrabny i nieokrzesany. ale jego słowa były szczere i płynęły z serca. — Nie chcę.

żebyśmy dotrzymali przyrzeczenia. Silvanoshei. Potrzebujemy twojej pomocy. — Jeśli masz na myśli fakt. Jeśli tak się stanie. — Wiesz. ogarnie nas wszystkich ciemność. ale naprawdę nie mam pojęcia. Otworzył usta. — Jej policzki lekko się zaróżowiły. Smoki zaproponowały. że możemy poczuć się do tego zmuszeni przez fakt. 223* Może ja pomogę — powiedziała. jeszcze żyje? — spytała Alhana i twarz jej zbladła. że minotaury zajęły naszą ojczyznę. masz prawo wyrazić swoje zdanie. pani. Obawiasz się. jak i nieśmiertelnych. — Chcesz. 226* Nie wiem. i pojechali z tobą szturmować Sanction. iż przyszedłeś nam z pomocą. jeśli będziecie chcieli wrócić i walczyć o wyzwolenie swojej ojczyzny — oznajmił Gerard.. już nas o tym powiadomiono — rzekła Alhana. a potem zrobiła coś nieoczekiwanego.jednak. a my stoimy w miejscu. — Mam taką nadzieję. Zwróciła się do Gilthasa. Mój syn jest uwięziony. Gerard wlepił w nią oczy. 225* Czy masz jakieś nowiny? Czy mój syn. jeśli pomożemy waszemu zakonowi od466 . Zrobię wszystko.. pani — odparł wymijająco Gerard. jednak całą noc nie zmrużył oka i czuł tylko straszliwe zmęczenie. — Sir Gerardzie. by go uwolnić. Obawiamy się. że was tam zaniosą. Gilthas kiedy indziej czułby się zadowolony. że rycerze zrozumieją. 224* Lord Tasgall pragnie was zapewnić. Alhana pokiwała głową. że jesteśmy naprawdę w ciężkim położeniu. co w mojej mocy. Mógłby nawet czuć się zrehabilitowany. że królowa Takhisis zamierza władać zarówno światem istot śmiertelnych. — Mogę tylko powiedzieć. — obejrzał się na słońce — czas płynie. i twoich dzielnych wojowników. siostrzeńcze. Sanction bronią armie umarłych i żywych. jak musi brzmieć moja odpowiedź. jako król swego narodu. — Ale ty. ponieważ one też się przyłączą do walki. jakie złożył Samar. Przynoszę złe wieści i boję się je przekazać. a potem znów je zamknął. jeśli ona zrealizuje swoje plany. jeśli mamy ją pokonać.

384* Oto nasza odpowiedź. po kilka naraz. królowa Takhisis zatriumfuje. Wasza Królewska Mość — odparł Gerard. Złoty smok uniósł królową w powietrze i poleciał ponad górami na zachód. Jesteśmy teraz wygnańcami. dodał więc z przekonaniem: — Nie wiem. Nie ukrywałem tego. panie — rzekł Gilthas. sir Gerardzie — oznajmiła Alhana. Pierwszą rzeczą. Odwrócił się do Alhany. zajęła miejsce na czele. 383* Dziękuję ci za to. Wasza Królewska Mość. w stronę 467 . — Z początku byłem przeciwny temu marszowi. ale ja chętnie przysięgam wierność twojej sprawie. co należało. Nieszczęście. — My. Elfy znów zaczęły śpiewać i śpiewały pieśni o chwale i zwycięstwie. czy możemy się spodziewać. Gerard powiedział to. cienie ich skrzydeł wdzięcznie przesuwały się po ziemi. ludem bez ojczyzny. by walczyć i pokonać Królową Ciemności i jej armie. Samar uniósł miecz i podjął jej okrzyk. co zrobią inni rycerze. siedząc na złotym smoku. a te w odpowiedzi na ich pozdrowienia zniżały swe dumne głowy. Elfi wojownicy wsiadali na smoki. już się stało. Tak też ruszały do boju w czasie Wojny Lancy. że to marna odpowiedź. Alhana. W taki właśnie sposób elfy latały do boju za czasów Humy. Srebrne i złote smoki zaczęły lądować w dolinie.bić Sanction. łzami i błogosławieństwami. Uniosła miecz w górę i zaintonowała okrzyk bojowy elfów. Zdawał sobie sprawę. jak rzekł ten szlachetny rycerz. ile się dało. Zgadzam się. że to historyczny moment. będzie całkowite unicestwienie naszego ludu. Elfy witały smoki radosnymi okrzykami. Wyraźnie odczuł ulgę i chciał teraz jak najszybciej się oddalić. czując się nieswojo. jaką zrobi. by pomóc Rycerzom Solamnijskim w ich walce. Smoki latały nad nimi. po tylu na jednego. Jeśli jednak nie dotrzymamy obietnicy złożonej przez Samara. Qualinestyjczycy i Silvanestyjczycy. jesteśmy jednością i przyłączymy się do innych wolnych ludów Ansalonu. to. które przewidywałem. że w zamian pomożecie nam odzyskać naszą ojczyznę? 382* O tym zadecyduje Rada Rycerzy. Musimy maszerować na Sanction. Czuć było.

wrócą do swoich domów. by je pochować i w żaden sposób nie można było ich przetransportować do ojczyzny. On. prawda? — spytała nagle Lwica. wypełniły dolinę muzyką. a oni będą opiewać nas w pieśniach. Nie przyjdą ginąć za nas. by polegli zostali pochowani zgodnie z rytuałem. Potem zostało po nich tylko echo. by ich zabrać. kiedy ostatni smok stał gotowy. Zostały tylko dym i cisza.Sanction. 228* Rycerze nie przybędą— rzekł Gilthas. Pieśni elfów. 227* Rycerze nie przyjdą nam z pomocą. Gilthas postanowił zostać do samego końca. Ich ciała miały zostać spalone w smoczym ogniu. — Zginiemy za nich. Żona Gilthasa została razem z nim. . Ociemniały srebrny smok kierował się w locie wskazówkami swego ludzkiego jeźdźca. Lwica i ostatni wojownicy Qualinesti wznieśli się w niebo na grzbiecie smoka. ponieważ nie było czasu. Potem i ono ucichło. aby dopilnować. ale kiedy bitwa zostanie wygrana. głośne i radosne.

czekając. pewnie leżałby teraz zwęglony przy zwłokach Malys. Galdar nie został. że jeszcze żyje. Był poważnie zdumiony. żebym umarła — powiedziała z wyrzutem dziewczyna. Nie zdziwiło go to. Wrócił do groty dopiero wtedy. by zostać w namiocie i nie widywać się ani nie rozmawiać z nikim. Serce bolało go nie mniej niż ciało. Zastał ją całą i zdrową. gdy usłyszał.29 r Świątynia Duerghasta Galdar nie widział Miny od czasu jej triumfalnego powrotu do Sanction. aż ona przemówi. Jej oczy koloru bursztynu były zimne i srogie. kamień po kamieniu. że Mina go woła. że jego furia może tylko zaszkodzić Minie. uwięzioną maleńką figurkę. Nadal widział zamrożone w nich swoje odbicie. 385* Chciałeś. że mógłby gołymi rękami rozerwać górę. zamiast jej pomóc. 161* Tak — odparł spokojnie minotaur. odszedł wściekać się w samotności. Tuląc posiniaczoną i okrwawioną rękę — wyładował złość na skałach — przyglądał się dziewczynie w milczeniu. Był tak rozwścieczony. by słuchać rozmowy Takhisis i Miny. którzy ją zdradzili. żebyś u469 . a rany posłużyły mu za wymówkę. i obawiając się. by go nienawidzić. bo Takhisis miała powody. Domyślał się. Niczego innego się nie spodziewał. — Lepiej. a nie była miłosierna dla tych. że gdyby nie Mina.

Mino — odparł Galdar. Mina odezwała się do niego jeszcze tylko raz. i to był koniec rozmowy. że cieszą się. żeby wszyscy widzieli ją z daleka. 1* Ona jest naszym bogiem. kłamstwa stawały się prawdą. a potem sam został napadnięty i oślepiony przez wojska Miny. — Mina! Jej imię rozbrzmiewało radośnie w mieście. to Minę uwielbiali i wypełniali jej rozkazy. Galdarze. 2* Służę tobie. Nic jednak nie powiedział. rzeczywiście mogłaby zostać zabita przez ich miłość. że doszło do walk między tymi dwoma odłamami. Część ludzi była pewna. Galdar mógłby im przypomnieć. niczym odgłos weselnych dzwonów. On szedł u jej boku. Rycerze Miny kłócili się między sobą. inni zaś byli przekonani. że to Minę witali wiwatami. Odmówił. Nie zrobiła tego jednak. Radość z powrotu Miny była ogromna. Po powrocie Mina zastała miasto pogrążone w chaosie i anarchii. Mina mogła kazać mu odejść. że wyleczy jego obrażenia. Na ulicach aż wrzało od plotek. Do Sanction szli w milczeniu i od tej pory nie odzywali się do siebie. który zaatakował totem. o pojawieniu się srebrnego smoka. a ona też milczała. Dowiedział się o perfidnej zdradzie solamnij470 . służysz jej. widząc ją żywą. lecz rozpoczęła długą wędrówkę w dół zbocza jednego z Władców Zagłady. Gdyby Galdar bez słowa nie wziął jej na ręce i nie posadził sobie na masywnych barkach. Jeśli służysz mnie. a ona sama omal nie została przewrócona i zgnieciona w uściskach ludzi wołających. że dziewczyna zginęła. niż żyła jako niewolnica. Mogła go zabić. jej dowódcy sprzeczali się i skakali sobie do oczu. — Mina! — Na jej widok przy bramie rozległ się radosny okrzyk.marła w chwale niedawnego zwycięstwa. a poziom napięcia i strachu był tak wielki. Wystarczył sam dźwięk jej imienia. że żyje. a prawda zmieniała się w kłamstwo. by powrócił ład. Galdar słyszał o zniszczeniu totemu. kiedy zaproponowała.

Czekała ich jeszcze jedna nowina. Mina nie chciała się do niej zbliżać. Ciało jednego z magów również znikło. Nie wróciła w ogóle do kwatery w świątyni. najwyraźniej zapomniane. — Przynajmniej jednemu z nas udało się uciec — rzekł Galdar do popiołów i po żołniersku oddał im honory. Na rozkaz Miny wszczęto poszukiwania Palina. Ławy leżały poprzewracane. Posadzkę zaścielały okruchy bursztynu. a teraz było stertą popiołu. ale ciała nie znaleziono i wreszcie Mina kazała zaprzestać poszukiwań. że porwała go postać w czarnej pelerynie. jak czarodziej Dalamar rozszarpał go gołymi rękami. Uważano. Nie wchodziła też do sali z ołtarzem. podczas gdy inni przysięgali. Galdar rozważał to wszystko w myślach. Dozorca więzienia zmuszony był wyznać. która została po setkach smoczych czaszek. W sali ołtarzowej świece stopiły się w dużą kałużę wosku zabarwionego popiołem na brudnoszary kolor. Ciało czarodzieja Dalamara siedziało w opuszczonej świątyni. że odlecieli razem. jak pierwszy raz zobaczył kulawego żebraka. Nikt nie miał odwagi wejść do świątyni. żeby przebić podeszwę buta. który okazał się błękitnym smokiem. Towarzyszył mu ślepiec o srebrzystych włosach. Leżąc na swym posłaniu i lecząc rany. Niektórzy twierdzili. 471 . Jego ręce były splamione krwią. ale przeniosła swoje rzeczy nie wiadomo gdzie. część z nich była osmolona. bo czekano na niego przy bramach. ale nikt go tam nie widział. że elf nadal jest w mieście. Poszedł obejrzeć szczątki totemu. która pomogła srebrnemu smokowi. wpatrując się w ciemność.skiej kapłanki. Nikt nie potrafił powiedzieć Galdarowi. że podczas ataku Malys panicz Silvanoshei uciekł z celi i nie został jeszcze złapany. zamieszkanej rzekomo przez ducha kobiety. że na własne oczy widzieli. i o tym. była nietknięta. Galdar przypomniał sobie. Sterta popiołu. wystarczająco ostre. co się stało z Palinem Majere. której ciało spoczywało w bursztynowym sarkofagu.

231* Jestem zbyt zajęta. Miał to być największy moment w historii Krynnu. tylko na jej policzkach kwitł gorączkowy. On jest w Sanction — powiedziała Mina. której charakter był utrzymywany w tajemnicy. Mrugała zbyt często i nerwowo skubała klamry swej skórzanej zbroi. nie było komu jej przekonywać. bo jesteś chory — rzekła Mina. Mina straciła na wadze — kiedy Galdara nie było w pobliżu. jakoby Mina kazała odbudować i wyposażyć prastarą świątynię Duerghasta. stojąc przed wejściem do jego namiotu. 'długo jeszcze świętowany i pamiętany. Najwyraźniej nikt również nie pilnował. niezdrowy rumieniec.229* Tego żesz być pewien. — Galdarze — zawołała. zabij go. by go szukać. — A kiedy już go złapię. Kiedy Galdar po raz pierwszy to usłyszał. westchnął głęboko. że Mina w nagrodę zostanie boginią. Znów zapanował ład. by spała. Galdar nie wstał na powitanie. 233* Już mi lepiej — powiedział minotaur. Tego dnia Mina przyszła go odwiedzić. aby kiedykolwiek nosiła tak długie włosy. 234* Możesz wrócić do swych obowiązków? 472 . Mijały dni. Szeptem powtarzano sobie teraz pogłoskę. — mo- 230* Znajdę go — powiedział dozorca więzienia i zaklął. Twarz miała bladą. przyprowadzę go prosto do ciebie. że nie wychodzisz z namiotu. Minotaur nie pamiętał. przyglądając mu się uważnie. Wkrótce wszyscy w Sanction mówili. żeby się nim zajmować — odparła szorstko. by jadła. która od dawna leżała w gruzach. Mino. nie patrząc w jej bursztynowe oczy. 232* Słyszałam. Swoje już zrobił. Elfa nie znaleziono ani też nikt szczególnie nie zadawał sobie trudu. bo wyglądała na wycieńczoną. Za miesiąc w świątyni miała się odbyć wielka ceremonia. Rude kędziory wiły się niepokornie wokół jej uszu i spadały na czoło. lecz nadal siedział na swoim łóżku. — Jeśli go znajdziesz. — Mogę wejść? Minotaur warknął na zgodę i dziewczyna weszła do środka.

nie potrafiąc wyjaśnić. Nie mogę na to nic poradzić.42* Jeśli zechcesz mnie przyjąć — powiedział. Dzięki ich miłości wydaje mi się. bo sprawiało mi to przyjemność. co przed chwilą powiedziała. kogo czcić. a może nie chcąc wyjawić wyjaśnienia. — Rozumiem — rzekła cicho. Mino — rzekł Galdar. a potem powiedziała cicho: — Nie zakazywałam tego. Widzę miłość w ich oczach. Że to ona potrafi czynić cuda. „Gdybyś zginęła.. Jestem zdumiona. że mogę dokonać wszystkiego. — Słyszałeś. 44* Słyszałem. dlaczego zostałam ukarana. — Ty jesteś na tym świecie. kogo lud może zobaczyć. Umilkła. że mam zostać bogiem. Mino!" — chciał do niej krzyknąć Galdar. Słowa cisnęły mu się na wargi. że. Ale ty nie zginęłaś. 48* Nigdy jednak nie zakazałaś im wykrzykiwać twojego — zauważył Galdar... — Teraz widzę. „Ona cię opuściła. że potrafię czynić cuda. litując się wreszcie nad nią. 45* Kiedy Takhisis wkroczy triumfalnie do tego świata. Zawsze krzyczą tylko: „Mina. Galdarze. Najwyraźniej nagle uświadomiła sobie. lud nie będzie miał wątpliwości. Słyszę miłość w ich głosach. — Mina zaczęła krążyć po namiocie i jej zdenerwowanie zdumiało Galdara. więc ona przybiegła do ciebie z kłamliwą opowieścią o »poddaniu cię próbie« i »ukaraniu«". Mina!". Jej Mroczny Majestat nie jest tym uszczęśliwiony. Ty dokonujesz cudów. kładąc nacisk na słowo „zechcesz". 47* Zawsze w jej imieniu — nalegała Mina. — Nigdy nie kazałaś im wznosić okrzyków do Jedynego Boga. — Mina przerwała.. Wynagrodzę mu to jednak. kto wypełniałby jej rozkazy. bo 473 . że Jedyny Bóg mi wybaczył. Dziewczyna milczała chwilę. Jesteś kimś. 43* Chcę. usłyszeć i dotknąć. Rzecz w tym. ona znalazłaby sobie kogoś innego. lecz nie wymówił ich. 46* To nie twoja wina. jakie krążą plotki. O tym. Niech zgadnę.

— Galdarze.gdyby to zrobił. — Tylko ty naprawdę dbałeś o mnie. zmieniając temat. Inni dbali tylko o to. Twarz Miny wypogodziła się. która widziała wyraźnie ścieżkę otwierającą się przed nią. więc nadal siedział na posłaniu i milczał. Miał tyle wspomnień związanych z Miną. Galdarze. że cię skrzywdziłam. uwięzionej w bursztynie. gdy ujrzał Minę wyłaniającą się z burzy. zapowiadaną przez grzmoty. Wiem. O mnie. Nie mogę na nich polegać. wiem. Nie złość się już na mnie. w której dotknął ręki. — Umilkła. — Tam odbędzie się ceremonia. będącej darem od niej. Minotaur wrócił myślami do tej nocy. Na tobie jednak mogę polegać. Potrzebuję twojej siły i odwagi. by oddać jej cześć — nawet jej nieprzyjaciele. a wszystkie były z sobą połączone na kształt złotego łańcucha. Mina wpadłaby we wściekłość. Są ode mnie zależni jak dzieci i muszę prowadzić ich jak dzieci. Zdusił więc te słowa. Minotaur nie odwracał głowy. a w tej chwili był jej jedynym przyjacielem. Opuściłaby go. być może na zawsze. — Czy dobrze słyszałem. Ceremonia odbędzie się na arenie i będzie wspaniała! Wszyscy przyjdą. co mogę dla nich zrobić. Jesteś mi teraz potrzebny. Poleciałeś ze mną na pewną śmierć i nie bałeś się. by po chwili dodać: — I nie złość się na nią. — Ścisnęła jego dłoń. W jej oczach koloru bursztynu zapłonął cień dawnego ducha. o Minę. Galdarze. Tam właśnie Jedyny Bóg ukaże swą moc. Galdar uniósł głowę. popatrzył na Minę i zo474 . choć omal się nimi nie udławił. Przypomniał sobie swoją radość w chwili. zrodzoną z ognia. Galdarze. Znów zrobiło mu się słabo. że odnawiasz starą świątynię Duerghasta? — spytał. Zduszone słowa przyprawiały Galdara o ból brzucha. Mina podeszła do niego i dotknęła jego dłoni. nie mógł znieść widoku siebie. tej małej figurki. jedyną osobą. że twój gniew w rzeczywistości był strachem — obawiałeś się o mnie. Nie mógł patrzeć na dziewczynę.

i pospieszył za dziewczyną. i nagle ogarnął go ogromny lęk o nią. Zamierzał powiedzieć: „Takhisis". 78* Nie mam na to czasu — powiedziała rozzłoszczona Mina. — Byłem zły na.. Zostałabym ostrzeżona. Tak bardzo się bał. 76* To niemożliwe — odparła dziewczyna. — Chyba będę musiała coś z tym zrobić. Nadal czeka nas mnóstwo pracy. po drodze zapinając klamry. Mino. — Przerwał. Poirytowana podeszła do drzwi namiotu i wyjrzała. Teraz to rozumiem.. — Najwyraźniej jesteśmy atakowani. słyszy wszystko i wie wszystko. Słowa Miny zagłuszyło bicie w bębny.. małą i kruchą. Mino — rzekł szorstko. Niektórzy ludzie patrzyli głupio w stronę murów. ale jej imię nie przechodziło mu przez usta. ale zapaliłam świece na ołtarzu i. którzy byli równie zdezorientowani jak oni sami. że nawet mógł dla niej skłamać. — Co oni sobie wyobrażają? 75* To alarm. Galdar przypasał miecz. — Przepraszam. Mino — rzekł zaniepokojony Galdar. Dziewczyna uśmiechnęła się i wypuściła jego dłoń.. — Jedyny Bóg widzi wszystko. chwycił pikowany. który służył mu za zbroję. Szybko chwycił swój miecz. skórzany kaftan.. Na ulicach panował zamęt. jakby samo gapienie się mogło im coś powiedzieć o sytuacji. Przyjmij moje przeprosiny.baczył w niej ludzką istotę. — Dziękuję. — Mina szybkim krokiem wyszła z namiotu. Zaimprowizował więc: — Byłem zły na Jedynego Boga. Zatrąbiły rogi. zanim wszystko będzie gotowe do uroczystości. 74* Co się dzieje? — spytała. Inni zaś głośno domagali się odpowiedzi od ludzi. 77* Niemniej jednak — powtórzył poirytowany Galdar — to jest alarm. Na jej twarzy malowała się wyraźna irytacja. Galdarze. — Mamy za dużo pracy w świątyni. Trzeź475 . Dudnienie bębnów stało się głośniejsze i bardziej natarczywe. Musisz pójść ze mną do świątyni..

Obaj zaczęli jednocześnie mówić. chwytał mocarnymi rękami i odrzucał na boki. przekrzykując wrzawę... który wylądował za murami. Galdarze. a potem się dowiedzą. żeby ludzie schodzili mu z drogi. Mina zlustrowała rozzłoszczonym spojrzeniem rycerza dowodzącego strażą przy bramie. i przekonaną że nie dzieje się nic ważnego. — Mina odwróciła się do smoczego jeźdźca. że najpierw się uzbroją. Mino — powiedział zdyszany smoczy jeździec. — Rycerzom towarzyszy wojsko elfów pod sztandarami zarówno Quałinesti. przypilnuj. — Dlaczego ogłosiliście alarm? Kto wydał rozkaz? Rycerz i jeździec odwrócili się do Miny. Mina! Galdar obejrzał się.wo myślący żołnierze popędzili do swoich kwater po broń. W chwili. gdy masywne wrota się zatrzaskiwały. Lecą na smokach. aby tego człowieka wychłostano. Ryczał. z kim walczą. jak i Silvanesti. błękitny smok. Jeździec na smoku rozmawiał z rycerzem dowodzącym strażą przy bramie. Tłoczący się wokół niej rycerze i żołnierze powiększali tylko harmider. — Co się stało? Co tam się dzieje? — pytała Mina. 476 . którzy go nie posłuchali. 299* I tylko dlatego ogłosiłeś alarm i wszcząłeś panikę? Odbieram ci dowództwo. Tych. Mina szła tuż za nim. a ludzie na jej widok wiwatowali i wykrzykiwali jej imię. Złotych i srebrnych smokach. Są ich setki. Skrzywiła wargi pogardliwie. rozumując. — Jak daleko jest ta armia? Ile tygodni marszu stąd? 300* Mino — rzekł wystraszony jeździec — oni nie maszerują. Dziewczyna nadal wyglądała na rozgniewaną z powodu tego. że im przeszkodzono. przepychając się przez tłum do dowódcy straży. — Mina. Galdar torował drogę wśród spanikowanego tłumu. Galdarowi mignął w oczach jeden z ich zwiadowców. Dotarli do Zachodniej Bramy. — Do Sanction zmierza armia pod dowództwem Rycerzy Solamnijskich.

Obawiając się. Mino — rzekł z wahaniem jeździec — ale widziałem je na własne oczy. Dziewczyna wyglądała na bardziej żywą. 477 .. W ciągu kilku minut będzie o tym wiedzieć całe miasto.. co rozkażesz? 165* Jakie są twe rozkazy.— Złote smoki! — krzyknął jakiś człowiek i zanim Galdar zdążył go zatrzymać. Mina posłała mu spojrzenie. błękitna smoczyca. Krew odpłynęła jej z twarzy. Galdar chciał ją podtrzymać. 162* To niemożliwe — wyszeptała zbielałymi wargami. lecz Mina go odepchnęła. Dziwię się. że odpłynęła z całego ciała. Dolecieliśmy tu ledwo żywi. Zdenerwowani rycerze Miny zgromadzili się wokół swej przywódczyni. że nie masz racji.. 168* Były tuż za mną. zwieszonym łbem i oklapniętymi skrzydłami. 164* Mino. 167* Jak daleko są smoki? — spytał jeźdźca Galdar. Mino? Jej blade wargi się ruszały. Mina wpatrywała się w jeźdźca. ale dziewczyna mówiła do siebie. 166* Muszę natychmiast działać. rozgłaszając wieść przerażonym głosem. z opuszczonymi bokami. Wezwij je do walki. kiedy konała. Oboje. 169* One nie przylecą — powiedział smoczy jeździec. Wezwij czerwone i błękitne smoki. — Złote i srebrne smoki odeszły z tego świata i miały nigdy do niego nie wrócić. Wiele sług Malys znajduje się jeszcze w pobliżu. 163* Przykro mi twierdzić.. głupiec pognał przed siebie. za którymi stał jego wierzchowiec. — Oboje zostaliśmy zaskoczeni i omal nie zginęliśmy. — Mino — odezwał się Galdar — wydaj rozkaz. wydawało się. — Machnął ręką w stronę murów. Ceremonia nie może czekać. Mężczyzna spojrzał z lękiem w niebo. że może zemdleć. 170* A to czemu ? Mężczyzna wskazał kciukiem przez ramię na swoją błękitna smoczycę. że jeszcze ich nie widać.

'— Mamy armię umarłych. 303* Też mi coś! — parsknął Galdar. Stała w milczeniu. Nie słyszała ich. 306* Wycofać się? — Mina spojrzała na niego wściekle i starała się wyrwać rękę z jego uścisku. Możemy wycofać się do Jelek albo Neraki. Chwycił ją za ramię i mocno potrząsnął. Nie możemy tego zrobić. mogą to zrobić raz jeszcze. Mino. że nie możemy wygrać? 305* Radzę uciekać stąd czym prędzej — powiedział bez ogródek Galdar. że całość przypomina plaster miodu. — Jeśli wycofamy się natychmiast. Galdar dobrze wiedział. 302* Co mamy robić.. Już raz im je odebraliśmy. Galdarze — spytała chłodno Mina — skoro jesteś tak pewny. Zostaliśmy sami. — Złote smoki nie boją się dusz zmarłych ludzi. zdołamy ewakuować miasto i uciec w góry. goblinów ani innych nieszczęśników. Mino? — pytali rycerze wystraszonymi i schrypniętymi głosami. — Jakie są twoje rozkazy? Mina nie odpowiedziała. 304* Co zatem radzisz. A mury. oni już raz walczyli z umarłymi i tym razem będą przygotowani na stawienie czoła grozie. Mino — powiedział minotaur. zrobimy to raz jeszcze. A co się tyczy Rycerzy Solamnijskich. — Jesteś zdrajcą przez samo wymawianie tych słów! Minotaur trzymał ją kurczowo. ale musiał zrobić wszystko.301* Nie będą walczyć ze swoimi pobratymcami. — Niech Solamnijczycy zajmą Sanction. Jest tam tyle tuneli. Może później. — Wiem. a rycerze głośno powtórzyli jego opinię. czyj to głos. o czym myślisz. — Nie wytrzymamy takiego natarcia! Sam smoczy strach porazi większość naszych żołnierzy i uczyni ich niezdolnymi do walki. Nadal władamy w Solamnii. nieobecna duchem. by tym razem dziewczyna posłuchała jego.. Władcy Zagłady już raz udzielali nam schronienia. których duchy uwięził Jedyny Bóg. 478 . ale nie teraz. Słuchała innego głosu. ognista fosa — to nie zatrzyma smoków. Solanthus i Palanthas są nasze. kiedy wrócą dawne urazy.

Kiedy ceremonia dobiegnie końca i Jedyny Bóg wkroczy do tego świata. Rycerze nadal się nie ruszyli. — Wracajcie na swoje stanowiska. na co czekacie? — spytała Mina. — Dokąd zmierzasz? — spytał Galdar. chodź ze mną. jeszcze odległy. by odejść. 479 . że jego wizerunek w jej oczach maleje coraz bardziej.. — Musimy utrzymać miasto za wszelką cenę. Galdar poczuł. 172* Mino. ty i wszyscy pozostali. Puścił Minę. Mina przeszła między nimi z kamienną twarzą. by mogli być świadkami chwały Jedynego Boga. — Mina zgromadziła wszystkich wokół siebie jednym spojrzeniem. — Galdarze — rzekła Mina. ale szybko się zbliżający. 386* Posłuchaj mnie.— Nie. kto się ośmieli mnie zatrzymać. Minotaur zobaczył. Zniszczy wszystkich. robiąc jej przejście. Oficerowie patrzyli na nią i nie odchodzili. żeby jakąś zabrać. jak lęk ściska go za gardło — to był smoczy strach. — Galdarze. Nikt nie wymawiał jej imienia. Galdar otworzył usta i zamknął je gwałtownie. Zagrodzili jej drogę własnymi ciałami. do Sanction. — Rozkazałam większości naszych sił wycofać się i przybyć tutaj. Nikt nie wznosił radosnych okrzyków. — Nie sądziłam. Odwróciła się. Dziewczyna nie miała broni. Galdar położył dłoń na rękojeści miecza. że będą tu smoki! — krzyknęła Mina.. Nikt się nie ruszył. nie są — odparła Mina. wyrywając mu się z rąk. Jeden po drugim rycerze rozstępowali się. 171* Nie wycofamy się — oznajmiła dziewczyna. idąc za nią. Nie pomyślała o tym. — Zabij każdego. Niektórzy poruszali się nerwowo i rzucali spojrzenia w niebo. żadna siła na Krynnie nie będzie mogła mu się oprzeć. — Otrzymaliście rozkazy! — krzyknęła Mina schrypniętym głosem. wszystkie malutkie figurki zatopione w bursztynie jej oczu. — No.

Jej bursztynowe oczy zrobiły się zimne. pozna gniew Jedynego Boga. zobaczył rycerzy zbitych w grupki i rozmawiających 480 . ale jeśli ciebie tam zabraknie. — Słuchajcie mnie. jakby się wahała. Mina zacisnęła zęby. Rycerze pospuszczali głowy i odwrócili się. co należało. Ja ich nie potrzebuję. Nie obejrzała się.235* mało czasu. Mamy wiele do zrobienia i 236* Mino — nalegał półgłosem minotaur — nie możesz zostawić ich samych. że tym razem dziewczyna nie posłucha głosu. i Galdar miał nadzieję. co zrobi Galdar. 238* Kiedyś byli ci posłuszni z miłości. Dziewczyna nie czekała na jego odpowiedź. Nie maszerowali dumnie na stanowiska. Nie widział już niczyjego odbicia. Odeszła sama. by sprawdzić. Zostałaby wierna swoim ludziom. Musicie utrzymać miasto w jego imię.. Z miłości do ciebie znajdą odwagę. Jej oczy były puste. Mino. by walczyć nawet ze złotymi smokami. jak słucha zbity pies — ze strachu przed razami — wyjaśnił Galdar. Idę do świątyni przygotować się do ceremonii. — Czy tego chcesz? Mina przygryzła wargę. Każdy.. Rozeszli się markotni. czy minotaur idzie za nią. Wtedy zrobiłaby to. Mam Jedynego Boga. Teraz słuchają cię tak. Toczycie tę bitwę dla Jedynego Boga. co było godne. Obejrzawszy się na Zachodnią Bramę. Mina stanęła. kto ucieknie przed wrogiem. On tymczasem wahał się. Do świątyni. — Oni nie walczą z miłości do mnie! — Głos jej drżał. — Walczą za Jedynego Boga! — Odwróciła się do swoich rycerzy. — Czy ty też uciekniesz? Minotaur spojrzał w jej oczy koloru bursztynu i nie zobaczył już w nich swego odbicia. którzy nie opuścili jej w tak wielu trudnościach. Było wszystko jedno. — Niech kundle uciekają. Idziesz? — spytała Galdara. 237* Co im się stało? — spytała przerażona i zdezorientowana Mina. jak niegdyś to robili.

Odprowadzał wzrokiem Minę. które biegły pod całym miastem. mógłbym zgromadzić wokół siebie kilku żołnierzy" — pomyślał Galdar. otaczał ją i odcinał od wszystkich. Elfy nie cierpią życia pod ziemią i Silvanoshei mógł przebywać w kanałach tylko przez krótki czas. Komuś jeszcze na niej zależało. Na ulicach podniósł się straszny harmider. Wkrótce wybuchną zamieszki. kto pokonałby strach i walczyłby u mego boku. Nikt nie robił niczego. Z drugiej strony.przyciszonymi głosami. że widzieli chodzącego po Sanction elfa. że jest jedyną osobą. i to bardzo. kiedy rozeszła się wieść. Został w Sanction. „Może znalazłbym kogoś. która odchodziła sama. żeby dowiedzieć się czegoś o Minie. mówiąc Galdarowi. zanim rozpaczliwa potrzeba zaczerpnięcia świeżego po481 . Każdy myślał teraz tylko o sobie i tylko jedno chodziło mu po głowie — żeby przeżyć. Ludzie nagle przypomnieli sobie. by stłumić popłoch. Silvanoshei biegł za Miną. Ścisnął miecz w garści i pospieszył za Miną. Przypadkowo spotkany kender z chęcią zapoznał młodego elfa z siecią tuneli. że dziewczyna żyje. którzy kiedykolwiek ją kochali. — Ty wielka suko! — mruknął Galdar. Silvanoshei zmuszony był się ukryć. Zginąłbym z honorem". podziwiali lub troszczyli się o nią. że setki złotych i srebrnych smoków lecą na Sanction. i starał się nie zgubić dziewczyny z oczu. — Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. który wisiał nad nią. „Gdybym został tu na murach. Mina nie miała racji. pominąwszy ten pięciogłowy cień. przepychając się przez kłębiący się na ulicach w panice tłum. Zginąłbym godnie. nie posiadał się z radości. która kiedykolwiek o nią się troszczyła. Bardzo wątpił w to. aby ustalali strategię bitwy. jej powrót oznaczał dla niego kolejne niebezpieczeństwo. gotowe zębami i pazurami bronić swojej skóry. a ludzie zmienią się w dzikie bestie. W swej żałosnej panice mogą się pozabijać jeszcze przed przybyciem wojsk nieprzyjaciela. Kiedy okazało się.

czy dziewczyna nie wyjechała z miasta albo nie zachorowała. że wyprowadziła się ze Świątyni Serca i zamieszkała w innej — w zrujnowanej kaplicy Duerghasta na obrzeżach Sanction. że Mina zamierza odbudować świątynię i przerobić ją na miejsce kultu Jedynego Boga. Wędrował więc po tunelach. Nie można było tam dotrzeć droga lądową bez przerzucenia mostu nad fosą. Podczas Wojny Lancy budynek zajął lord Ariakas i w jego lochach torturował swoich jeńców. Potem podsłuchał przypadkową rozmowę. Mieszkańcy Sanction postanowili pozwolić Władcom Zagłady dokończyć dzieło zniszczenia. a oprócz jedzenia skradł także pelerynę z kapturem i szal. za czasów panowania Hogana Bighta. żeby owinąć twarz i ukryć swe elfie rysy. Dlatego też Silvanoshei doszedł do wniosku. Elf zobaczył jeźdźca na smoku. aby ginęli ku uciesze wiwatujących tłumów. Świątynia. osłabiając budowlę do tego stopnia. Potem rozeszła się wieść. co ukradł. który biegł pod ścianą osłonową od południowej strony miasta. Młodzieniec czatował w okolicach zniszczonego totemu w nadziei. który przeleciał nad jego głową i wylądował przy Zachodniej Bramie. aż wreszcie znalazł to. nieraz gubiąc się w ich plątaninie. Świątynia Duerghasta leżała po drugiej stronie otaczającej Sanction fosy z lawą. że zamieni kilka słów z Miną. Świątynia cieszyła się złą sławą i ostatnio. Silvanoshei właśnie planował zbadać tunel. Zaniepokoił się. Domyślając się. wzniesiona na cześć fałszywego boga wymyślonego przez jakiś obłąkany kult. Z powodu trzęsień ziemi w ścianach budynku pojawiły się wielkie szczeliny. że nikt nie mógł się do niej bezpiecznie zbliżyć. mówiło się o zrównaniu jej z ziemią. czego szukał — tunel. ale nigdy jej tam nie widział. Żywił się tym. z której wynikało. że Mina będzie zmuszona wchodzić do świątyni jednym z tuneli. kiedy ogłoszono alarm. że Mina przyjdzie zająć się sytuacją. na którą wysyłano ludzi. słynęła z areny. Silvanoshei wto482 .wietrzą nie wygnała go znów na powierzchnię.

licząc na to. że nie będzie miał okazji porozmawiać z nią. że zbliżają się złote i srebrne smoki. że tunel jest częściowo zasypany przez zawalone sklepienie. by zobaczyć swoją przywódczynię. Silvanoshei został potrącony i omal nie upadł. Otwór w tunelu od góry był zamaskowany drewnianą klapą. a na ich grzbietach lecą Rycerze Solamnijscy. porzucając swoich żołnierzy. że Mina odwraca się i odchodzi. Ludzie zaczęli kląć i przepychać się. Myślał o nich tylko w kategoriach tego. jak śmiał. że choć popatrzy na Minę z daleka. Ich strata była jego błogosławieństwem. Nagle jeden z mężczyzn odłączył się od grupy i wbiegł w tłum. kiedy stwierdził. żeby na szczycie zwolnić. Młodzieniec zamrugał i czekał. Elf przecisnął się między zwałami ziemi i kamieni i szedł dalej. że dziewczyna poprowadzi wojska do boju i obawiał się. Mimo to przez cały czas nie odrywał oczu od dziewczyny. Był pewien. Elf wyjrzał ostrożnie przez dziurę w klapie. Silvanoshei wszedł do odkrytego przez siebie tunelu. ale miał dość rozsądku. kiedy zobaczył. Zdumiał się więc ogromnie. — Idę do świątyni przygotować się do ceremonii — dobiegły go wyraźnie jej słowa. Wtedy ją zobaczył. Wieści o smokach i rycerzach nie miały znaczenia dla Silvanosheia. Posypała się na niego kaskada ziemi i drzazg. Jego nadzieja omal nie prysła. która prowadziła na powierzchnię. Kiedy Silvanoshei pchnął drzwiczki. jak to wpłynie na Minę. krzycząc.pił się w tłum ludzi czekających z utęsknieniem. Do świątyni Duerghasta było już niedaleko. Ostre słońce omal go nie oślepiło. jego ręka przeszła na wylot przez zbutwiałe drewno. Stała otoczona przez rycerzy i rozmawiała ze smoczym jeźdźcem. łudząc się nadzieją. 483 . Może przynajmniej zdoła wreszcie zamienić z nią kilka słów. Wysunął się do przodu najdalej. aż wreszcie znalazł drabinę. że jego obliczenia były właściwe i że korytarz prowadzi pod ognistą fosą do świątyni Duerghasta. aż jego oczy przyzwyczają się do światła. Wspinał się szybko.

żeby go nie zauważyć. podnoszone przez mechanizm korbowy. A może ten nieznajomy 484 . tkwiły jednak na swoim miejscu i pewnie stałyby tak nawet po rozpadnięciu się reszty świątyni. Był dość wysoki. mężczyzna nie był wojownikiem. Dotarł do jednej z wież i tam znalazł dwie pary drzwi. ale mógł wejść po gruzach muru. nie był groźny. Mimo to mógłby przysiąc. Ktoś jeszcze przyszedł do świątyni Duerghasta. nikogo tam nie było. Sądząc po wyglądzie. Elf wypełzł z tunelu. Wprawdzie wrota były zardzewiałe. czy ktokolwiek zwróci na niego uwagę. poza tym. by mężczyzna go zobaczył. Nie miał miecza. Głowę i ramiona przybysza okrywał brązowy kaptur. ale zwinny elf był pewny. i szukał jakiegoś innego wejścia. przebiegł przez otwartą przestrzeń i ukrył się w cieniu rzucanym przez mur okalający świątynię. który rozsypał się w tym miejscu. a jednak Siłvanoshei nie chciał. Na zewnątrz — na otwartej przestrzeni. a ten człowiek mógł przecież być jakimś strażnikiem. Kątem oka zauważył jakiś ruch. Wszyscy będą patrzeć w górę. Co ten dureń tu robi? Wyglądało na to. przyciśnięty plecami do ściany. że gapił się na świątynię niczym kender w świąteczny dzień. Wzniesiony z bloków czarnego granitu mur osłonowy miał kształt kwadratu. lecz wątpił. Ubrany był w brązowe wełniane nogawice. Siłvanoshei wiedział. Wspinaczka była trudna. Tędy Silvanoshei nie mógł wejść. Silvanoshei kipiał ze złości. Ruszył w stronę muru. że nic. a na ramieniu nie nosił łuku. że kiedy wyszedł zza rogu. Silvanoshei musiałby być ślepy. w jasnym słońcu — stał jakiś człowiek i przyglądał się budowli. Nie miał broni. Wejścia od frontu strzegły dwie wieżyczki. Młody elf miał zamiar porozmawiać z Miną. lecz potem zatrzymał się i znieruchomiał w cieniu. że będzie go widać z murów Sanction. zielono-brązową tunikę i skórzane buty z cholewami. że da sobie radę. Silvanoshei okrążał budynek. Za bramę służyły ciężkie żelazne płyty. elf musiał przejść kawałek otwartej przestrzeni.Żeby dostać się do budynku. powyżej przeciętnego wzrostu.

szykując się do biegu. Czas upływał.również czekał. Przez krótką. Elf spojrzał na Silvanosheia. Twarz elfa była nietknięta przez czas. a potem odwrócił wzrok. żeby mężczyzna odszedł. mógł zgubić się we wnętrzu świątyni. Silvanoshei zeskoczył na drugą stronę muru. ale sam nie potrafił sobie przypomnieć tego obcego elfa. złagodzony przez smutek. Mężczyzna był elfem. że to Samar go wytropił. Jego oczy powędrowały z powrotem ku świątyni. że uwaga nieznajomego jest odwrócona. Na pierwszy rzut oka elf wydawał się młody. Silvanoshei odniósł dziwne wrażenie. gdyby ten postanowił go ścigać. że to nie on. Osłupiały Silvanoshei wbił w niego wzrok. Wreszcie Silvanoshei uznał. że elf nadal czeka. . Nieznajomy odwrócił głowę. nie miała nic wspólnego z młodzieńczą nadzieją. Wyglądał na kogoś. Po bliższym przyjrzeniu się Silvanoshei zmienił jednak zdanie. Silvanoshei zrobił wdech. Silvanoshei wszedł do zrujnowanej świątyni i zabrał się do szukania Miny. Mógł prześcignąć nieznajomego. przerażającą chwilę wydawało mu się. Jednak nieznajomy nie odchodził. Silvanoshei chciałby. Zsunąwszy kaptur. że nie może dłużej czekać. ale natychmiast uświadomił sobie. Silvanoshei skorzystał z tego. popatrzył wprost na Silvanosheia. Oczy błyszczały jak u młodej osoby. by z nią rozmawiać. cały czas spoglądając na obcego elfa. że ten mężczyzna go zna. nie starszy od Silvanosheia. Młody elf musiał wejść do środka. Wspiął się szybko na górę. Był dobrym biegaczem. wesołością i radosnym oczekiwaniem. zanim mężczyzna zorientowałby się. i pobiegł do otworu w murze. Wyjrzał zza sterty gruzu i zobaczył. kto czeka. lecz ich blask był przygaszony. co się stało. który nie ruszał się z miejsca. Musiał zamienić słowo z Miną. lecz malująca się na niej powaga bynajmniej nie pasowała do młodzieńca. Zapominając o nieznajomym. Jego ciało było silne i miało pełną wdzięku zwinność młodzieńca.

próbowała ignorować ludzi. by ich ocaliła. i w tej postaci stoczy bój ze swymi wrogami. jakim mogła się stać. ślepy srebrny smok. ale teraz. kiedy się opamiętała. że jest jedynym bogiem na Krynnie. kiedy Takhisis wkroczy do świata i zjednoczy świat duchowy z materialnym. uwolnili metaliczne smoki. Wtedy wpadła we wściekłość. powtarzając je jak rozpaczliwą litanię przeciwko strachowi. Niech podłe złote i tchórzliwe srebrne smoki spróbują walczyć z pięciogłowym potworem. czepiających się rąk. nalegający. 486 . nawet spiski jej wrogów. jakiego sobie zażyczy. — Mina! Mina! — krzyczeli. Starała się go zagłuszyć. by się spieszyła. a ten hałas był jej wstrętny. Wszystko działało na jej korzyść. Był to głos Takhisis. którzy na jej widok podbiegali. by jej dotknąć. wykrzykując jej imię. wyrywać się z ich natarczywych. Takhisis cieszyła się. lecz z każdym krokiem tłoczyli się przy niej coraz gęściej. którzy ożyją" na jej rozkaz. przypomniała sobie.30 Z miłości do Miny Mina przeciskała się przez zatłoczone ulice Sanction. głośny i natarczywy. Kiedy ceremonia dobiegnie końca. Ktoś inny także do niej wołał. że ten żałosny mag i jego narzędzie. Niech mizerne wojska rycerzy i elfów biją się z hordami zmarłych. Błagali ją. Wołali ją ze strachu przed smokami. Przeszkadzali jej ludzie. Królowa Ciemności będzie mogła przybrać każdy kształt.

że błagał ją. co zrobiła. że ktoś może w ostatniej chwili odebrać jej świat. trafi w ich serca. — Ona każe mi się spieszyć — powiedziała — a oni nie chcieli mi zejść z drogi. dotarło do niej. Wtedy porwie ich dusze i weźmie je do niewoli.Cokolwiek zrobią. Niektóre znała. Jej cierpliwość jednak dobiegała kresu. Widziała otwarte usta. Niech atakują. Mina chwyciła za miecz i uniosła go w powietrze. poszła dalej. Aby tego dokonać. Zabij tych nędzników. że już nigdy nie powstaną przeciwko niej. Spieszyło jej się zacząć bitwę. Kontrolowała wrota w świecie ducha. zlikwidowała jej wrogów. Wybrała Minę i przygotowała ją do tego jednego zadania. Była tak blisko spełnienia swojego palącego pragnienia. jeśli nie zechcą ci zejść z drogi. który towarzyszył jej od czasu oblężenia Sanction. Leżał w kałuży krwi. która miała się zakończyć jej ostatecznym zwycięstwem. Każda strzała. przyczyni się do ich zagłady. Nadal 487 . by się spieszyła. by go oszczędziła. smoki — zgładzi ich całkowicie. rozkazała. Nalegała na Minę. na wieki. przyciskali wargi do jej ciała. Do tego potrzebna jej była Mina. Panowała nad wszystkim. Ci. Nie obawiała się. Żyjący otaczali ją. Jak przez mgłę przypominała sobie. Takhisis musiała być na świecie. szarpali za ubranie. będą jej służyć po śmierci. Przebiła go mieczem. krzyczeli i bełkotali. Tym razem zniszczy ich wszystkich — rycerzy. a ręce się odsunęły. — Mina! Mina! — wołali. elfy. nie będą mogli jej zaszkodzić. zmiażdży ich tak. Nie widziała już ludzi. którzy walczyli z nią za życia. jaką wystrzelą. a potem ich krzyki zmieniły się we wrzaski. Ulica opustoszała i dopiero kiedy dziewczyna usłyszała pełen zgrozy ryk Galdara i zobaczyła krew na swoim mieczu i okrwawione ciała leżące na ulicy. Mina spojrzała na zwłoki. Nikt nie rzucał jej wyzwania. Oto żołnierz. czuła czepiające się jej dłonie. — Teraz już ci nie przeszkadzają — rzekł Galdar. Usunęła przeszkody z jej drogi. ale nie potrafiła otworzyć drzwi na płaszczyźnie materialnej. Przestąpiwszy nad ciałami zabitych.

zaszywały się w zaułkach albo szukały schronienia w cieniu rzucanym przez wysokie wieże. Ruiny świątyni leżą za murami po drugiej stronie ognistej fosy. że mgła topniała w nich jak w słońcu upalnego letniego dnia. popatrzył w niebieskie niebo. Wewnątrz jest tunel. 307* Idź przede mną. chociaż nie umiała się nim posługiwać i trzymała go niezręcznie w lepkiej od krwi dłoni. Dalej posuwali się szybkim biegiem. Oczami wyobraźni Galdar widział złote smoki ziejące ogniem. wrzeszcząc 488 . Galdarowi wydało się dziwne. Dusze uciekały przed światłem. że ta mgła ma oczy. — Idź tą ulicą wzdłuż muru obronnego. Dusze zmarłych zostały wezwane do boju. 8* Nie wiem. który prowadzi za mur i pod fosą do świątyni. Dziwna mgła zaczęła przelewać się przez mury. Galdar spojrzał w górę przez chłodną mgłę. że w słoneczny dzień mgła podniosła się tak niespodziewanie. Mina usłuchała. i nagle zobaczył. Tylko w wielkich wojnach przeszłości zebrało się tyle smoków światła naraz. w którym palili się obrońcy na murach. Leciały nad górami. — Pospiesz się — rozkazała Takhisis. błyszczało w zbrojach jeźdźców. Smoki leciały długimi szeregami — szybko lecące srebrzyste smoki z przodu. Smoki nie boją się dusz umarłych ludzi. by pomóc sprawie ludzi i elfów. Dokładnie naprzeciwko świątyni Duerghasta znajduje się wieża. cięższe złote z tyłu. Brzuch srebrnego smoka rzucał refleksy srebrzystego światła. usta i ręce. szukały mroku. Mino. tak silne. Na obrońców Sanction zaczęły oddziaływać pierwsze fale smoczego strachu.trzymała miecz. Słońce odbijało się w złotych i srebrnych łuskach. W polu widzenia pokazały się pierwsze nieprzyjacielskie smoki. Jak się tam dostaniemy? Mina wskazała mieczem. dokąd idziemy. Galdarze — poleciła. — Oczyść mi drogę. goblinów czy elfów. przesączać na ulice i do zaułków.

bo większość obrońców uciekła. Przynajmniej jednak zeszli z ulic. — To smoczy strach — powtarzał sobie. Obejrzał się. które stały wzdłuż murów Sanction. oddychali z trudem i modlili się. którzy jeszcze zostali. Tłoczący się na ulicach ludzie uciekli w przerażeniu do swoich domów lub sklepów. Jeden z żołnierzy zawołał drżącym głosem: — Kto idzie? Mina nie raczyła udzielić odpowiedzi. Siały tylko strach. z których zaczynali skakać ludzie ogarnięci paniką. na dźwięk trzaśnięcia drzwiami spojrzeli lękliwie ze szczytu spiralnych schodów. Ręce zaczęły mu się trząść. — Smoczy strach. jak radzi sobie Mina. Nad murami przeleciały srebrne smoki. Ci. nie spoglądały w niebo ani w stronę murów. by sprawdzić. Leciały szybko i nisko. Mina i Galdar szybko posuwali się naprzód. aby wszystko się już skończyło. Cienie błyszczących skrzydeł przecinały ulice. Niech minie. nadaremnie szukając schronienia. powodowały panikę i dokonywały zwiadu. że minotaur niemal czuł swąd spalonego mięsa i słyszał przedśmiertne krzyki. gdy ich zbroje stapiały się w jedno z żywym ciałem. Mina otworzyła drzwi u podnóża baszty. Kilku strażników wypuściło strzały w niebo. a żołnierze nie ośmie- . na próżno licząc.w agonii. a strach odbierał ludziom rozum. Jej puste oczy koloru bursztynu patrzyły wprost przed siebie. że coś trafią. Były pierwszą falą i nie atakowały. Dziewczyna była blada. W wieży prawie nikogo nie było. który padł na mieszkańców Sanction. Po dojściu do jednej z wież strażniczych. ale opanowana. Wystrzeliła samotna balista. To minie. Strach. W większości jednak ludzie kulili się w cieniu murów. Gdzieniegdzie obrońcy potrafili opanować lęk i grozę. a w ustach zaschło. bo ogień złotego smoka może stopić kamień. Obraz stał mu przed oczami tak wyraźnie. działał na korzyść Miny.

lili się zejść na dół. Galdar usłysza ł. 489 . że wycofu ją się dalej na mury.

Mina wysunęła się daleko naprzód i Galdar musiał się spieszyć. To miejsce było obrzydliwe. Galdar zauważył inne cele po obu stronach korytarza i już wiedział. żeby ją dogonić. chociaż w mieście mogło się roić od złotych smo490 . ze spuszczonymi rogami. domyślił się. Ściany były w dotyku ciepłe. kto go zbudował i po co. nie minotaurów. Zacisnął zęby i poszedł za nią. Galdar musiał biec skulony. Światło pochodni nie sięgało daleko w mrok. Było coraz goręcej. Drzwi do celi wisiały na jednym zardzewiałym zawiasie. Tunel zbudowano dla ludzi.Minotaur chwycił pochodnię i zapalił ją od lontu tlącego się w kadzi. z której droga prowadziła na korytarz. Kolejne pytania. Tunel kończył się kolejną ścianą. znaleźć się gdziekolwiek indziej. Wszedł do ciemnego korytarza. pewien. że lity kamień się rozpuścił. Mina wyszła z celi. Posadzka ruszała się od jakichś pełzających insektów. że to komnaty tortur. kamiennych schodach. w których niegdyś „przesłuchiwano" jeńców smoczych armii. na które nie otrzyma odpowiedzi. przez którą dziewczyna przeszła bez zastanowienia. W świetle pochodni szczury piszczały i uciekały w panice. nawet na ulicach miasta na górze. że przechodzą tuż pod ognistą fosą. Minotaur z trudem wcisnął się tam za nią i znalazł się z więziennej celi. Przypominając sobie. Mina wzięła od niego pochodnię i zeszła pierwsza po wilgotnych. chciał natychmiast stamtąd wyjść. Korytarz sprawiał wrażenie bardzo starego. Minotaur był ciekaw. Po kilku zakrętach schody doprowadziły do pozornie pustej ściany. Weszła przez małe drzwi. że Mina nie przeszła przez ten mur. gdzie się znajdują — w świątyni Duerghasta. które wciskały się w dziury i szczeliny w rozsypujących się ścianach. Domyślał się. Galdar z ulgą zauważył. ale nie miał zamiaru pytać. albo Królowa Ciemności sprawiła. Galdar nie znał odpowiedzi. w którym czuć było silny zapach siarki. że rozbije sobie głowę o kamienny mur. za co Galdar był mu wdzięczny. Albo ściana była złudzeniem. co słyszał o tym miejscu.

Dla niego barbarzyństwem były złośliwe. Był zdziwiony. Gałdar zamierzał zgasić pochodnię. widoczne w unoszącym się w powietrzu kurzu. — Będzie nam potrzebna tam.ków. Gałdar zauważył. co czuło się na dole. obawiając się. że sterty gruzu usunięto na boki. Wkrótce weszli na parter. ale Mina powstrzymała go. Minotaur domyślił się charakteru tej pomocy i żałował. Takie zawody są częścią dziedzictwa minotaurów. że ludzie uważają takie igrzyska za barbarzyństwo. słysząc. 82* Sama to zrobiłaś. Idąc po tych schodach. Przez szczeliny w ścianach wpadały promienie słońca. a ściany były mokre od krwi i łez. 80* A dokąd idziemy? — spytał. kiedy dowiedział się. w których lubowali się ludzie. że w świątyni znajdowała się arena. że powie: „Do sali ołtarzowej". W odróżnieniu od ludzi Gałdar nie był oburzony. oczyszczając poprzednio zasypane korytarze. Jej pochodnia oświetliła schody wiodące na górę. 79* Niech nadal się pali — powiedziała. Poszła przodem przez ruiny. Mino? — spytał zdumiony. szybko i bez wahania. Wprawdzie czuć je było siarką znad ognistej fosy. gdzie mieściła się główna część świątyni. że zadał to pytanie. od rodowych waśni i kłótni małżeńskich po wybory nowego cesarza. 83* Ktoś mi pomógł — odparła dziewczyna. Arena znajdowała się pod gołym niebem i była widoczna 491 . że wygrzebuje się z grobu. Gałdar miał uczucie. przyzwyczajonych do regulowania w ten sposób wszystkich sporów. dokąd idziemy. Mina nie rozglądała się na boki. Minotaur odetchnął głęboko. W ciemnych korytarzach wciąż rozbrzmiewało echo krzyków konających. W ścianach widniały pęknięcia i Gałdar czuł podmuch świeżego powietrza. gdzie ludzie przychodzili oglądać krwawe sporty. podstępne intrygi polityczne. jednak zapach na górze był po stokroć lepszy od tego. 81* Na arenę.

492 . nic by to nie zmieniło. bezgwiezdny i bezchmurny firmament. w podłodze ziały dziury. pewna. już zbiegała po schodach. Popełnił błąd. Wśród ławek widniały szerokie szczeliny. Nabrał jeszcze większej ochoty. wieść.z najwyższych murów Sanction. w tym odór siarki znad ognistej fosy. — Nie bój się — rzekła cicho. Czuł wiatr muskający jego twarz. Ring otaczały półokrągłe rzędy ławek wykutych w górskim stoku. Wzdrygnął się i mimowolnie zrobił krok w tył. Według standardu minotaurów arena była mała i w stanie kompletnego rozpadu. Powinien czuć także ciepło słońca. Z parteru na arenę prowadziły schody. że ten pójdzie za nią. ponieważ była to jedyna arena. Zamrugał. Galdar zauważył ją już dawno i obserwował z pewnym zainteresowaniem. bo jeszcze kilka sekund temu widział jego blask i niebieskie niebo przez szpary w sklepieniu. obawiając się. Spieszyło jej się. To nie było jego miejsce. Wiedział. aż doszli do wielkich wrót prowadzących na arenę. wcale nie dodała Galdarowi otuchy. Słowa pożegnania ugrzęzły Galdarowi w gardle. że Mina znienawidzi go za to. co zamierza zrobić. — Znajdujesz się w obecności Jedynego Boga. nie z miłości do Takhisis. nie był tu mile widziany. Mina chwyciła go za rękę. Czuł znajome zapachy otwartej przestrzeni. Galdar szedł za Miną przez zakurzone korytarze. żeby wyjść. Zważywszy na ich ostatnie spotkanie. Przyszedł z miłości do Miny. Jej powierzchnia znajdowała się poniżej poziomu gruntu i była posypana piaskiem. Minotaur stanął jak wryty. Cokolwiek by zresztą powiedział. Mina wypuściła rękę towarzysza. Arena została wykuta w zboczu góry. że będzie nim gardzić. że nagle oślepł. Galdar podążył za nią i z zakurzonego światła dnia wkroczył w najczarniejszą noc. jaką widział na ziemiach należących do ludzi. Podniósł głowę i ujrzał czarny. że znajduje się w obecności Takhisis. Mina wyszła na zewnątrz. przychodząc tutaj.

niegdyś piękne ubranie wisiało na nim w strzępach. a w jej głosie słychać było pogardę. Spuściłby go na głowę młodego elfa i rozciąłby go na pół. Tysiące już uległy przed moją potęgą. Bierz to i idź precz. którą trzymała. wygłodniały wygląd.Odwrócił się już. — Przykro mi. bardziej opanowany niż Mina. twój lud zostanie zgładzony. Działając odruchowo. Elf miał śmiertelnie bladą twarz. Silvanoshei? Czemu czaisz się w mroku jak skrytobójca? — pytała Mina. — Mina daruje ci życie. Galdarze — rzekła. by wrócić do słońca. co z tobą się stało. Żal mi z powodu tego. Jego wstrętna krew tylko splamiłaby świętą ziemię. Młodzieniec stracił jednak ten zdesperowany. kiedy usłyszał wystraszony krzyk Miny. totalnie. króla elfów. nawet gdyby miałoby to oznaczać smoki i śmierć. na której stoimy. — Żałuj siebie. 388* Precz stąd. ostatecznie i kompletnie unicestwione. niechętnie opuszczając broń. Nie może mi nic zrobić. Światło pochodni. Był spokojny i opanowany. — Nie ja jeden wpad493 . Galdar wydobył miecz i szybko zbiegł po schodach. 389* Najpierw coś powiem — rzekł z cichą godnością Silvanoshei. którzy stawiają mi opór. Galdar poznał ślepo zakochanego w Minie młodzieńca. A ty litujesz się nade mną? 391* Tak — powiedział Silvanoshei. 390* Żal ci mnie? — Mina przyjrzała mu się z pogardą. Jej głos brzmiał chłodno. Elfy zostaną całkowicie. Dzięki tobie. Dziewczyna została całkowicie zaskoczona. aż zginą wszyscy. ale drżał. 387* Nie. w obawie o jej życie. dzięki twojej słabości. Był wychudzony. ścierwo — powiedział Galdar. — On nie jest dla mnie groźny. Słowo „skrytobójca" i dziwny spokój Silvanosheia skłoniły Galdara do uniesienia miecza. a kolejne tysiące pójdą w ich ślady. także drżało. lecz Mina go powstrzymała. Mino. Wpadłeś w pułapkę Jedynego Boga. — Co ty tu robisz.

— Kazałam ci go zabrać.. Nie obawiaj się. Nie będzie jedynym świadkiem. z oczami pełnymi smutku. — zaczął Galdar. Nie ufał temu nowemu elfowi. Idź. może bym cię ocalił. 494 . by sprawdzić. który nagle odniósł niemiłe wrażenie. Mina odwróciła się z pogardą. 310* Zawsze musisz mi się sprzeciwiać? — spytała rozzłoszczona Mina. „O bogowie. Kiedy obejrzał się. ale nie byłem. Silvanoshei pokręcił głową. Wahał się i zastanawiał. co jest mu drogie. Sierść zjeżyła się Galdarowi na karku. pozwól mi go zabić. Gdybym był silniejszy.. rozmyślając. Galdar sapnął. — Będzie świadkiem końca wszystkiego. jakby chciała go zadusić na śmierć. czy król elfów idzie za nim. 308* Zabierz go — rozkazała Galdarowi. a bursztyn jej oczu tężał wokół niego. Wszyscy wrogowie Jedynego Boga będą obecni. Mina wbiła w niego wzrok. tu się roi od elfów!" — pomyślał Galdar. — Nie zatrzymam cię. Obaj zostajemy z tego samego powodu. Stal w drzwiach. Galdar był z tego niezadowolony. Przykro mi z tego powodu. Elf stał spokojnie. Galdar przestąpił próg i wyszedł na arenę. Elf miał rację. czy nie powinien wrócić i rozprawić się z nim. co zrobi. Zaciskając zęby.łem w tę pułapkę. 309* Mino. że obok Silvanosheia stoi jeszcze jeden elf. — Uciekaj — powiedział nagle do elfa. Elf stał spokojnie i czekał. Ty także. Ręce miał mokre od potu. chociaż już wiedział. że ten elf o młodzieńczej twarzy i starych oczach potrafi czytać w jego myślach i w jego sercu. Obaj zostali z tego samego powodu. uciekaj stąd. Odwróciła się i wyszła na arenę. by ujrzeć jego zwycięstwo. ze zdumieniem zobaczył. Przybysz przyjrzał się minotaurowi. — Zostanę z tobą.

Wszyscy wrogowie Jedynego Boga będą obecni. bo nie widział dziewczyny w ciemności. że jest to po prostu kolejny z tych wrogów. Galdar wzruszył ramionami i wyszedł na arenę. Musiał iść za światłem pochodni Miny. Zakładając. . by ujrzeć jego zwycięstwo.

chwycić w swe zimne ramiona. jaką sprawiał mu lot i widok wroga. który uciekał przed nimi z krzykiem przerażenia. nie zadając sobie trudu. wzniósł solamnijski okrzyk bojowy. zgiełku i upału bitwy na ziemi. która krążyła nad nimi. Gerard widział wyciągnięte ręce 496 . kto by nimi pokierował. kto wydawałby im rozkazy. jeśli mógł stać na twardym gruncie. by przegonić wroga. które próbowały go zatrzymać. po co ktokolwiek miałby ryzykować złamanie karku podczas powietrznej walki. Gerarda otaczała rzeka dusz. Skrzydła złotych i srebrnych smoków cięły rzekę dusz. ale z czystej radości. Przelatując na swym srebrnym smoku nad nieszczęsnymi obrońcami. nie dlatego. Nie było nikogo. iż mogą go usłyszeć. rozrywając ją tak. oślepić. Elfi łucznicy na grzbietach złotych smoków szyli z łuków w tłumy żołnierzy rozpaczliwie starających się uciec przed błyszczącą śmiercią. jak promienie słońca rozrywają opary unoszące się rankiem znad rzeki. Teraz. Gerard latał już na smoku. ale nigdy w czasie walki. Inni rycerze wokół niego również krzyczeli. by ziać swym morderczym oddechem. przelatując z radością lotem nurkowym nad umocnieniami Sanction. Sam strach przed nimi wystarczał. że sądził. utopić go. i często się zastanawiał.31 Bitwa o Sanction Srebrne smoki leciały nisko nad Sanction. Jednak armia umarłych była teraz pozbawiona przywódcy. że nie potrafiłby już wrócić do ścisku. Gerard uświadomił sobie.

— To ja uwolnię go z więzienia. Obok niej stał Gilthas.. 173* Sama ocalę syna — oznajmiła Samarowi. które wirowały wokół niego. 497 .i otwarte błagalnie usta dusz. że jej miejsce jest na tyłach. smoki wylądowały w dolinach otaczających Sanction. Odszedł. że zawsze znajdowała się na czele wraz ze swymi wojownikami Kagonesti. kto miał nieszczęście znaleźć się obok niego. Wasza Królewska Mość. Na pewno. że niedoświadczony i niewprawny szermierz jest zagrożeniem dla siebie i każdego. wijących się włosów oraz po fakcie. wolałby znaleźć się wśród wojowników. skąd mogła wydawać rozkazy i kierować natarciem. 175* Nie mów tego. Podobnie jak Alhana. Silvanesti i Qualinesti umieścili swoje sztandary na pagórku pośrodku doliny. Alhana chętnie sama poprowadziłaby szturm na Sanction. którzy wznosili pradawne okrzyki bojowe i wymachiwali bronią. podczas gdy Gerard i inni smoczy jeźdźcy nadal patrolowali niebo. którzy przylecieli na ich grzbietach. która popędziła na pole bitwy. — Znajdziemy Silvanosheia żywego i zdrowego. Rycerz odwrócił wzrok i zajął się bieżącymi sprawami. Nie wzbudzały już grozy. — zaczął wojownik z powagą na twarzy. ale wiedział. wzywając wrogów. Wojownicy elfów i ludzi. a zmarli znikli. Barwy ich poszarpanego sztandaru układały się w wyblakłą tęczę nad jej głową. zsiedli ze swoich wierzchowców. Gilthas odprowadzał wzrokiem swoją żonę. 174* Królowo. Potrafił ją odróżnić w tłumie tysięcy ludzi po masie kędzierzawych. zostawiając ją na wzgórzu. Samarze — zabroniła mu Alhana. Ustawili się w szeregach i zaczęli maszerować w stronę miasta. Wzbudzały jedynie litość. by przestali się chować za murami i wyszli walczyć. Kiedy większość obrońców została zrzucona z murów. 176* Tak.. ale była tytularną władczynią Silvanestyjczyków i niechętnie przyznała rację Samarowi.

zionął na nią i strzały stanęły w ogniu. uniosła miecz i zasalutowała mu. ale wiedział. gdy kilku zaciekłych obrońców zaczęło strzelać z wysokości wież. Kilku nieprzyjaciół zwalczyło smoczy strach i organizowało obronę.Obawiał się o nią. jakby czując dotyk jego miłości. Buchające kłęby pary ochroniły zbliżające się wojska. która strzegła miasta. ale ona go nie widziała. instynkt i odwagę wojowniczki. Srebrne smoki zionęły mrozem na fosę i lawa ścięła się. 498 . Armie w dolinie dotarły do ognistej fosy. Przypominając sobie szyderstwa. Lord Tasgall dowodził Rycerzami Solamnijskimi z grzbietu srebrnego smoka. Zawsze się o nią obawiał. Z kilku nadal sprawnych katapult posypały się głazy. Nadal bolała go klęska poniesiona pod Solanthus. Lord Tasgall polecił swemu smokowi lecieć do centrum miasta. które Mina rzucała z murów po zwycięstwie. Niełatwo było ją zabić. a ona. i zasypywali wroga jedną falą strzał za drugą. i nie bez powodu. Pomachał jej ręką. Obraziłaby się. Pod osłoną ognia lord Ulrich poprowadził swoich ludzi do szturmu na mury. Elfi łucznicy zatrzymali się. Pociski chybiły i kamienie poturlały się niegroźnie obok szturmujących. tworząc czarną skałę. ale wystrzelono je w panicznym pośpiechu. Łucznicy ponownie zajęli stanowiska na murach i wypuścili chmurę strzał w srebrnego smoka. nie mógł się już doczekać. na którym leciał lord Tasgall. kiedy znów zobaczy ją na murach — tym razem w charakterze odciętej głowy nadzianej na pikę i zatkniętej na umocnieniach miasta. Żołnierze zarzucili na mury haki i zaczęli się wspinać. Sercem był przy niej. odwróciła głowę. by szyć z łuków. by ją chronić. Gilthasowi pozostało tylko czekanie na wynik starcia. Była wojowniczką i miała serce. Złoty smok zauważył tę salwę. że lepiej nie ujawniać przed nią swych obaw ani nie próbować zatrzymać jej przy sobie. Odwróciła się znów w stronę bitwy.

zionął ogniem na wrota. siejąc jeszcze większe zniszczenia. Nie mogli zabrać z sobą tarana. że to armia smokowców. bo obrońcy w obliczu pewnej śmierci zapomnieli o smoczym strachu i walczyli zażarcie. że zaszkodzą swoim sprzymierzeńcom. wiedząc. 499 . Miał już zamiar polecić smokowi wylądować. Nawet z tej odległości Gerard poznał. Stamtąd strzelali obrońcom w plecy. że nie ma potrzeby. ale okazało się.Kilka kompanii odważnych elfich łuczników zeskoczyło z grzbietów nisko przelatujących smoków i wylądowało na dachach domów w Sanction. aby móc przyłączyć się do walczących. Nie chcąc pozwolić im na ucieczkę. hełmy i łuski błyszczały w słońcu. kiedy usłyszał. Widział na ich plecach skrzydła. Jego uwagę zwrócił błysk metalu na jednej z przełęczy. Kiedy już znaleźli się w mieście. Ci żołnierze szli w równym szyku. Kobieta zawołała Gerarda i wskazała północ. nie da się ich już stamtąd wykurzyć. że Odila woła go po imieniu. Ponieważ ślepy smok. nie mógł brać udziału w natarciu. Ludzie i elfy wdarli się do miasta z triumfalnym okrzykiem na ustach. aby kierować nacierających żołnierzy tam. Ich ciężkie zbroje. żeby wyważyć bramę. Zwierciadło. razem z Odilą zgłosił się do zwiadu. gdzie ci byli potrzebni. Brama rozpadła się na płonące drzazgi. że zwycięstwo jest bliskie. Nie uciekali w panice. szybko zsuwając się po zboczu jak jakiś olbrzymi. że gdy znajdą się w górach. ale maszerowali w nierównym szyku. Mimo to Gerard przypuszczał. Gerard polecił smokowi lecieć tam. bitwa stała się zacieklejsza. Smoki nie mogły wiele pomóc. groźny wąż o lśniących łuskach. by przeciąć im drogę. obawiając się. dzięki którym mogli wzbijać się w powietrze i przelatywać bez trudu nad przeszkodami. Z gór na wschodzie nadciągała kolejna armia. Duży oddział zakutych w czarne zbroje Rycerzy z Neraki i piechurów zdołał uciec z miasta i zmierzał w stronę Władców Zagłady. Przed Zachodnią Bramą wylądował złoty smok i nie zwracając uwagi na sypiący się z murów grad strzał.

że Gerard słyszał go nawet tak wysoko w powietrzu. Zaatakowany oddział poszedł w rozsypkę i na oczach Gerarda został wycięty w pień. by zaatakować lotem koszącym. co się dzieje. Gerard nie miał pojęcia. a kiedy już znajdą się w mieście. Wkrótce wedrą się na mury Sanction. Smokowcy szybko się rozprawili z osaczonymi rycerzami. czy powinien zatrzymać ich marsz. na którym leciał. którzy jeszcze przed chwilą witali ich jako przyjaciół. Znów doznał niemiłego. Gerard stwierdził. że światło nie ma 500 . Jak to możliwe. Wycofujący się rycerze zawrócili. serce głosowało za drugim. Smokowcy szybko posuwali się naprzód. białym światłem. smoki nie będą mogły im nic zrobić z obawy przed skrzywdzeniem rycerzy i elfów walczących na ulicach. czy raczej pozwolić im wkroczyć do miasta. Zdrowy rozsądek podpowiadał mu jedno. Było ich tysiąc albo więcej. głowa i grzywa smoka.Smokowcy przybywali Sanction z odsieczą. kręte kolumny maszerujących smokowców. srebrne skrzydła. Smokowcy wykonali zgrabny obrót i wpadli w szeregi zdumionych Czarnych Rycerzy. gdy osłupiały rycerz rozkazał mu się zatrzymać. rozpłynęły się w nicość. Decyzja przestała jednak należeć do niego. że siedzi na kamiennej ławie pod czarnym niebem i patrzy na arenę oświetloną zimnym. takiego samego. wywracającego żołądek na nice uczucia. żeby smokowcy byli sojusznikami Solamnijczyków i elfów? Zastanawiał się. Początkowo wydawało mu się. zbiegając ze zboczy gór. Armia uciekających Czarnych Rycerzy zauważyła zbliżających się smokowców i wzniosła okrzyk tak głośny. jakie towarzyszyło mu w podróży korytarzami magii. zamierzając przegrupować się i wrócić do ataku z nowymi sojusznikami. gdyż już po chwili Sanction. Po skończonej robocie smokowcy stanęli w równych szeregach i pomaszerowali w stronę Sanction. Srebrny smok Gerarda szykował się do tego.

Strach ustąpił. W jednym z rzędów siedział kapitan Samuval. żywi też nie. że tym powodem było coś potwornego. która gapiła się na arenę z otwartymi ustami. co mu kazała. Martwi nie wydawali żadnych dźwięków. Mógł zacisnąć dłonie w pięści. Obydwoje rozglądali się z gniewem i zdumieniem. że nie umarł. sivak czuł się nieswojo. że może nie żyje. żywi zmuszeni byli patrzeć z góry na upiornie oświetloną arenę. słyszał. Na jego twarzy malował się strach i zdumienie. i mógł tylko zakładać. i Planchet. Twarze mieli zaczerwienione i spocone. więc wiedział. Mógł czuć strach. oszołomieni i zdumieni. Obecni byli przyjaciele i wrogowie. Lwicą. arena i wszyscy zgromadzeni na niej pływają po powierzchni olbrzymiego. Bozak miał srogą minę. co miał widzieć. które cisnęły się na ringu. byli zbryzgani krwią i rozglądali się dookoła. z jakiegoś powodu sprowadzono go tu wbrew jego woli. dużego bozaka ze złotym łańcuchem na szyi i sivaka w pełnym rynsztunku bojowym. że bije ono od niezliczonych dusz umarłych. lecz po chwili z dreszczem odrazy stwierdził. wbić paznokcie w ciało i poczuć ból. Mógł poruszyć stopami. a w pewnej odległości lorda Siegfrieda. Gerard rozejrzał się i zobaczył Odilę. Gerard otworzył usta i chciał zawołać Odilę. i nic więcej. Mógł robić tylko to. Widział tylko to. ale stwierdził. Niejedna z obecnych osób została wyrwana z zamętu bitwy. Zobaczył siedzących obok siebie lordów Tasgalla i Ulricha. Ciało czarodzieja Dalamara również siedziało na ławie i patrzyło tępym wzrokiem. że serce mu bije. że on. niespokojnego oceanu śmierci. Siedziała tam także Alhana Starbreeze i Samar. Obecny był również Gilthas z żoną. Jakaś niewidzialna ręka zatykała mu usta i wciskała go w ławę.źródła. Czuł. że dostał strzałą w plecy i trafił do miejsca. Przyszło mu na myśl. wywołując wrażenie. gdzie zbierają się umarli. Był więźniem. że krew pulsuje mu w uszach. Nieruchomi i milczący jak martwi. 501 . że stracił głos. Gerard zobaczył też dwóch smokowców.

patrząc w przód i w tył. Dzisiaj Jedyny Bóg ukaże swoją potęgę. znajdując ciemność i żywiąc się nią. Niematerialna. Pięć paszczy poruszało się chciwie. Zbroja nie błyszczała w niesamowitym świetle. za życia i po śmierci. — Wybranka Jedynego Boga. ani umarły. Miała na sobie czarną zbroję Rycerza z Neraki. Olbrzymie skrzydła tworzyły kopułę. do jakich przywykła. jak i umarłych. Będziecie służyć Jedynemu Bogu teraz i na wieki. Będziecie czcić Jedynego Boga teraz i na wieki. Obejmowała spojrzeniem zarówno żywych. Za nią. 502 . Jedyny Bóg będzie rządzić obydwoma. przemawiając chłodnym i władczym tonem. Dzisiaj Jedyny Bóg wkroczy do świata w materialnej postaci i w ten sposób zjednoczy świat nieśmiertelny ze śmiertelnym. Ci. wiernie strzegąc jej tyłów. stał minotaur. — Jestem Mina — zawołała. Nikt się nie odezwał. która nakrywała arenę i odbierała wszelką nadzieję. — Jedyny Bóg jest Jedynym Bogiem teraz i na wieki. Ci. widmowa. Dziewczyna nie miała hełmu. jej twarz jaśniała upiorną bladością. będą ukarani. Na ten sygnał na arenę wyszła Mina. — Wiedzcie jedno — dokończyła Mina. Zaciskali zęby z bólu i walczyli z łzami. ani żywy. którzy będą służyć wiernie. Przerwała. zostaną nagrodzeni. Mogąc poruszać się swobodnie między nimi.Pojawiła się na niej postać smoka. którzy siedzieli w straszliwym cieniu skrzydeł. zaglądając do każdego serca i szukając w nim ciemności. w ohydny sposób wyrastających z jednego karku. jakby czekając na wiwaty. Dziesięcioro oczu spoglądało we wszystkie strony. od którego wszystkim słuchającym omal nie popękały bębenki w uszach. więc patrzyli w milczeniu. Ogromny ogon owijał wszystkich. Odebrano im głosy. Pięć paszczy otworzyło się i wydało bezgłośny okrzyk. prawie niewidoczny w mroku. W dłoni trzymała smoczą lancę. Nikt inny już nie przyjdzie. Mina stanęła twarzą do milczącego tłumu na widowni. o pięciu głowach. którzy się zbuntują. lecz zlewała się z mrokiem smoczych skrzydeł.

Niegdyś przepiękna. a mimo to dręczył go strach. Takhisis będzie musiała ją nagrodzić. z woli Jedynego Boga. Mina złamała go na ugiętym kolanie. Stał za plecami Miny. Szczątki lancy padły na piaszczyste podłoże areny. i jego dusza padła przed nią na kolana. strzegąc jej pleców. dziś rozsiewała zimny. które zasłaniały światło nadziei i sprowadzały na świat wieczną noc. Niegdyś była to broń jego wrogów. aby nikt się obok niego nie prześlizgnął. Trzymam w ręku legendarną smoczą lancę. jej olbrzymim skrzydłom. Mina pogardliwie cisnęła je za siebie. by byli świadkami triumfalnego wejścia bogini do świata śmiertelników. dziś stała się jego orężem. a jej grot był zabarwiony na czarno krwią. Poświata zbladła i zgasła. Z nabożnym lękiem przyglądał się stadionowi wypełnionemu ludźmi. — Oto dowód potęgi Jedynego Boga. Pięć smoczych głów splunęło na nie i smoczy oddech zdusił światełko. ponury blask. Lanca trzasnęła. mówił sobie Galdar. ale pilnował. Do503 . Po raz pierwszy Galdar był świadkiem prawdziwej potęgi królowej Takhisis. poniosła śmierć smoczyca Malystryx. których nagle oderwano od zajęć i sprowadzono tu. Od jej ostrza. że jej nie docenił. Chwyciwszy oręż w obie dłonie. Żywi i martwi obserwowali w milczeniu. Srebrne światło jeszcze przez chwilę migotało dzielnie.Mina uniosła lśniącą srebrzyście smoczą lancę. i rozpadła się na dwa kawałki. Czekają ją zaszczyty. Z nabożnym lękiem przyglądał się jej smoczej postaci. To będzie jej chwila chwały. Jedyny Bóg nie obawia się niczego. bo gdzieś tam w ciemności czaił się nieznajomy elf. Uświadomił sobie. Nikt nie zaczepi Miny w godzinie jej zwycięstwa. Galdar nie obawiał się nadmiernie tego ostatniego. Stale to sobie powtarzał. Galdar obserwował w milczeniu. który nierozważnie próbował wywyższyć się ponad swój stan. nie wspominając o tym nędzniku Siłvanosheiu. Na znak tego łamię smoczą lancę. Był zbuntowanym niewolnikiem. jakby była suchym patykiem.

Spętany przez ciemność. nigdy się nie zachwiała w wierze. zasłaniając ją przed oczami obserwatorów. ciało. że ryczy. Na wieki już pozostanie niewolnikiem. Mina nie urodziła się po to. Galdar rzucił się naprzód. Szła przez krew i ogień i nigdy się nie ulękła. nawet po śmierci. Przysięgłam ci służyć i jestem gotowa dotrzymać tej obietnicy. Modlitwa Miny i jej wiara otworzyły drzwi więzienia. Pięć łbów patrzyło z góry na Minę. lecz stał w miejscu. — Wrogowie Jedynego Boga zostali pokonani! — zawołała Mina. Nic nie powstrzyma Jedynego Boga przed zwycięskim wkroczeniem do tego świata. Ze szczytów Władców Zagłady spływały czarne chmury. Oto dowód mojej wiary! Galdar jęknął ze zgrozy. Mógł pogodzić się ze swym losem. niech pożre jego duszę. który uderzył w Galdara ze straszną siłą i przewrócił go na kolana. wrzące chmury wznieciły wiatr. lecz ona się nie poruszyła. Spienione. zrozumiał. Dowiodła swojej wartości i udowodniła swą wierność. lecz chociaż zdawało mu się. chciał powstrzymać Minę. Mina była urodzoną władczynią. by być niewolnicą. Jeśli tylko Mina zostanie doceniona i nagrodzona. Oddaję ci swoje. co chce. Uniósł rękę. zawsze cię podziwiałam i szanowałam. Obłoki kłębiły się wokół Królowej Smoków. Burzowe chmury zmieniły się w rydwan zaprzężony w pięć 504 . Ale nie Mina. Chciał przerwać to szaleństwo. Przeze mnie straciłaś ciało Goldmoon. mógł tylko patrzeć na zagładę wszystkiego. w istocie nikt go nie słyszał. Weź moje życie. Niech Takhisis zrobi z nim.stał nauczkę. Użyj mnie jako swego naczynia. w którym chciałaś zamieszkać. — Ich oręż został zniszczony. — Przyjmuję twoją ofiarę — rzekła królowa Takhisis. że nie zasługuje na nic więcej. Galdar będzie zadowolony. w obecności pełnej mocy i majestatu Królowej Ciemności. co kochał i szanował. posępne i poprzeszywane błyskawicami. ponieważ tu. — Mina uniosła ręce i podniosła na smoka oczy koloru bursztynu. — Wasza Królewska Mość.

a peleryna ze sztormowych chmur powiewała za nią. Była piękna straszną i dziką urodą. Ogniste oczy zalały arenę strasznym światłem jej gniewu. Wyciągnęła rękę do swojej królowej. bo oddech zamarza mu w płucach. Takhisis sięgnęła po serce Miny. stała królowa Takhisis w kobiecej postaci. Mina stała bez lęku. gdzie człowiek umiera natychmiast. Wyciągnęła rękę. z wodzami w dłoni. ale jej nie dotknęła. Zaczęła drżeć. Do boku przypasała miecz bezustannie splamiony krwią. Jej twarz była zimna jak niezmierzone. by je sobie przywłaszczyć. — Moja królowo — szepnęła dziewczyna. że minotaur nie mógł nawet unieść głowy. ale jego głos zagłuszył wściekle wiejący wicher. Zbroję miała z czarnego ognia. Sięgnęła do duszy Miny. zamarznięte pustkowia na dalekim południu. Galdar nie mógł się ruszyć. Takhisis wyciągnęła szponiastą rękę. Pięć smoków uniosło głowy i wzniosło hymn ku czci bogini. Dziewczyna miała zaskoczoną i zdezorientowana minę. — Nieposłuszne dziecko! — krzyknęła. Takhisis podeszła do Miny. Takhisis wodziła dookoła wściekłym wzrokiem. Szła po piorunach. ale nie mogła dotknąć Miny.smoków. by wyrwać ją z ciała i wyrzucić w otchłań nicości. którym odcinała dusze od ciał. Zamiast paznokci miała szpony. Krzyknął do Miny. Wiatr uderzał go z taką siłą. Takhisis wyciągnęła rękę. by wypełnić ciało Miny swą nieśmiertelną jaźnią. ten sam. Jej oczy były płomieniami stosu pogrzebowego. nie mógł ocalić Miny. Na twarzy Miny pojawił się drżący uśmiech. — Jak śmiesz mi się opierać! 505 . a jej głowę porastały długie i zmierzwione włosy nieboszczyka. Jej rydwan wisiał w powietrzu. Na rydwanie. Takhisis wysiadła z rydwanu i zeszła na arenę. utrzymywany przez łopoczące skrzydła pięciu smoków.

błyskawice. Bogini uśmiechnęła się. — Znajdź sobie miejsce. ale szedł dalej. Nieulękły. Wszyscy się zgodziliśmy. — Jestem śmiertelny. Ty też. wskazała rzędy ławek na widowni. — Równowaga musi zostać zachowana — rzekł.311* Mina. Ciemne chmury. Z rany popłynęła krew i skapnęła na piasek areny. — A więc znalazłeś swój zagubiony świat. ale wstał i znów szedł. smoki. Rozgość się. siostro — rzekł elf srebrzystym. Potem jej wątpliwości się rozwiały i piękno powróciło. — Rozbawiona. 314* Mylisz się. sięgam ci. że przybyłeś. Cieszę się. Teraz możesz być świadkiem mojego triumfu. dźwięcznym głosem. Przewrócił się od błyskawicy. — Wzruszyła ramionami. Paladine przeciągnął ostrzem po wnętrzu swej dłoni. którą nosił przy pasie i wyjął nożyk. Wicher wściekłości Królowej Mroku zawirował wokół elfa i uderzył go z całych sił. Nie powstrzymasz mnie. 315* Nie zrobiłbyś mi tego.. Tylko przez chwilę. siostro. Ja już to zrobiłem. 99* Źle mnie oceniasz. — Przyszedłeś za późno. Nie opieram się! —jęknęła roztrzęsiona — Przy- 312* To nie ona ci się przeciwstawia. Jej grzmot zadudnił i próbował go zgnieść. — Wielki i dzielny Paladine nie poniósłby takiej ofiary. wszystko znik506 . patrząc na niego z pogardą. Zakończone szponami palce zadrżały. który należał do znanego mu kendera. Elf zgiął się pod naporem wiatru. Jej piorun błysnął nad nim i chciał go spalić. Przez chwilę jej kryształowe piękno szpeciły niepewność i lęk. 313* Paladine! Mój drogi bracie! — zasyczała Takhisis z nienawiścią. Elf włożył rękę do sakwy. — My możemy cię powstrzymać. Nieznajomy elf wyminął Galdara. bracie — rzekła. To ja — odezwał się czyjś głos. Tak jest napisane w księdze.. Płomień oczu Królowej Ciemności przygasł. stanął śmiało przed Królową Ciemności. rydwan.

który znów widział przeszłość. a każde uderzenie mówiło jej. Sirrion. teraźniejszość i przyszłość. by raz za razem wciągać powietrze do płuc. Morgion. bogini handlu. która przemierzała niebiosa i wędrowała wśród gwiazd. spoglądała z odrażana swoje stopy. Hiddukel. Ciężar ciała i kości ściągał ją z płaszczyzny eteru na ziemię.ło. Czuła skurcze głodu. skurczył się do rozmiaru płomyka świecy. Nuitari i Lunitari stało razem. Pięcioro stanęło po stronie ciemności: Sargonnas. Chislev. Musiała wkładać wysiłek w to. krzycząc teraz jednym głosem. Shinare. nie pięcioma. ukochany bóg Rycerzy Solamnijskich. Kiri-Jolith. Musiała oddychać. bóg zemsty. Ariakana. których nigdy dotąd nie znała. Wrzasnęła ze złości. Jedno miejsce po stronie ciemności świeciło pustkami. inaczej udusiłaby się. Miejsca na widowni nagle opustoszały. Zeboim. bóg przyrody. którego muzyka koi serca. i wszystkie inne dolegliwości tej marnej i kruchej powłoki cielesnej. zostali na nich tylko bogowie. powiernik księgi. który bez zmrużenia oka patrzył na upadek swej małżonki. Majere. Branchala. który wykuł świat. że któregoś dnia jej serce przestanie bić i nadejdzie śmierć. Ona. Zasiedli. bóg morza. pan nieumarłych. przyjaciel Paladine'a. Na niebieskim niebie świeciło słońce. Chemosh. 507 . Solinari. która obwiniała Takhisis za śmierć swego ukochanego syna. by dokonać osądu. który przybył z Zaświatów. Ogień jej oczu. Troje dzieci. Zivilyn. Habakkuk. Pięcioro było po stronie światła: Mishakal. niegdyś spalający słońca. bóg. na których teraz musiała człapać. Reorx. Jedno miejsce po stronie światła świeciło pustkami. łagodna bogini uzdrawiania. Takhisis słyszała głośne bicie swego serca. wściekły za jej wtrącanie się do spraw jemu podległych. bóg chorób. jak zawsze. jego małżonka. a jej głos należał do istoty śmiertelnej. Sześcioro stało pomiędzy nimi: Gilean. bogini lasów. Takhisis przeklęła ich. który dbał tylko o zachowanie równowagi. który można zgasić jednym dmuchnięciem.

Król elfów trzymał w ręku złamany fragment smoczej lancy. — Nie opuszczaj mnie. Minotaur podniósł gasnące oczy i zobaczył nad sobą Silvanosheia. nie moje! Takhisis wydobyła miecz i zamachnęła się na Minę.Unosząc piekące od piasku i płonące złością oczy. które chciały pozbawić go zmysłów. — Nie zostawiaj mnie tu samej! Takhisis zignorowała ją. Czując. zasłonił Minę swoim ciałem i uniósł miecz. która płynęła ze strasznej rany. Królowa Ciemności uniosła miecz i trzymała go nad głową Miny. jak życie z niego wycieka. — Wybacz mi — wyszeptała dziewczyna i stała. wieczna nienawiść. Kobieta spojrzała ze zdumieniem na lancę wystającą z jej ciała. Minotaur osunął się na kolana. młodą. Ręka z mieczem spadła na ziemię u jego stóp i leżała w rosnącej kałuży krwi. by zatrzymać cios. aby doprowadzić do mojego upadku. Mina skoczyła naprzód z dzikim krzykiem rozpaczy i miłości. Utkwiła wzrok w Paladinie. by wychwalali w pieśniach twoje imię. matko! — zawołała. Młodzieniec rzucił lancą z całą siłą. ze strachu i miłości. Zachwiała się i zaczęła osuwać się na ziemię. Takhisis I ujrzała przed sobą Minę.j mi. Ostrze Królowej Ciemności zatoczyło łuk i spadło na ramię Galdara. Galdar szykował się do rozpaczliwego skoku. zrodzoną z cierpienia i poczucia winy. by jej bronić. Rzucił się. przygotowana na śmierć. ale nadal potrafię zadawać śmierć! Galdar ryknął z całych sił. Chciałaś. Pocisk trafił Takhisis i utkwił w jej piersi. odcinając je poniżej barku. — To twoje dzieło — wściekała się. silną i piękną. — Może jestem śmiertelna. Dotknęła palcami jasnej krwi. 508 ________________________________________________ . — Spiskowałaś z ni. a w jej oczach płonęła niekończąca się. Chwyciła umierającą królową w ramiona. gdy nagle coś uderzyło go od tyłu. walcząc z bólem i wstrząsem.

. Pobladły Siłvanoshei położył dłoń na jej ramieniu. Trzymała elfa na ostrzu miecza jeszcze długo. Młody elf jęknął i popatrzył na nią zdumionymi oczami. Umarłabym z radością. chciał ją zatrzymać. — Jego blade wargi bezgłośnie wymówiły jej imię. Nikogo! Ręką mokrą od krwi swej królowej Mina chwyciła miecz Takhisis. — Mino. Głowa opadła bezwładnie na ramię-Miny. Mina przycisnęła martwą królową do piersi i kołysała ją. Na jej twarzy malowała się wściekłość. Na wargi królowej wystąpiła krwawa piana. wbijając w nie509 . Pozostali. stali oniemiali z osłupienia. a ona umarła. — Chciałam umrzeć. wbijając miecz głębiej. — Mino. bracie. Jej oczy koloru bursztynu płonęły i parzyły. by. lecz jakaś niewidzialna ręka popchnęła go i przewróciła na piasek. Nie mogłem pozwolić. Rozwścieczona dziewczyna pchnęła jeszcze mocniej. śmiertelniku — rzekł Sargonnas. — Któregoś dnia poznasz ból śmierci.. Co gorsza. Paladine chciał się wtrącić. Teraz ja żyję.. gdyż umarłabym w jej służbie.. Silvanoshei nie mógł wydobyć z siebie głosu. zalewając się łzami. Przynajmniej tyle dokonałam. Świat. Galdar. gdy ich spojrzenie padło na niego. którą rządziła od tak dawna. Mina wbiła miecz w brzuch Silvanosheia. lecz którą już nigdy więcej nie miała rządzić. Twarz wykrzywił mu grymas bólu. Nieruchome oczy wpatrywały się w noc. Słychać było tylko szloch Miny.. gdy cień zamroczył jej oczy — poznasz ból życia. i nie mam nikogo.. ona chciała cię zabić. Mina uniosła zapłakaną twarz. Ciałem targnęły konwulsje.— Jeśli ja straciłam wszystko. — Takhisis uśmiechnęła się ponuro i szyderczo. Kobieta kaszlnęła i z trudem zaczerpnęła ostatni oddech. który sprawiał ci tyle radości. nigdy już nie będzie taki jak przedtem. nieznajomy elf i bogowie. Z niebios zagrzmiał głos: — Zemścimy się na tobie. z wdzięcznością. ty też. ręce zwiotczały. Krew zapieniła jej się na ustach.

Zwróciłeś się do mnie w potrzebie. Galdar zamknął oczy i zaczął długą podróż w głąb mroku. Ściskając krwawiący kikut. nędzniku. kiedy coś zagrodziło mu drogę. Nie zaszedł daleko. który powoli wstawał z ziemi. Minotaur był wielki jak góra. 240* Wstań. Galdarze — powiedział bóg głosem. W twarzy każdego elfa. a sierść miał czarną jak gagat. Silvanoshei ześlizgnął się po ostrzu zalanym własną krwią i padł na piasek. Splunęła na niego. wchłaniając go w bursztyn swoich oczu. wyszarpnęła miecz z jego ciała. ale jeszcze nie dziś. że młodzieniec kona. Cisnęła mu pod nogi miecz Takhisis. Ucałowała jej zimne czoło. jako zapłatę za to jedno życie. A zabiję ich wielu. Przyjrzała mu się. Upewniwszy się. nie mając śmiałości wstać i ledwo unosząc głowę. Teraz mógł jednak odpocząć. Podniósł wzrok i zobaczył ogromnego minotaura. 239* Sargas! — szepnął Galdar.. — Poczujesz ból śmierci. będę widzieć twoją twarz. — Jestem z ciebie zadowolony. wielki Sargasie — powiedział Galdar. padł na kolana i skłonił głowę. Takie było życzenie mojej królowej. 510 . Galdar położył głowę na piasku nagrzanym od słońca. Wiedz jednak jedno. Nosił skórzane szelki zdobione czystym srebrem. Rogami dotknął ziemi.go swe oczy koloru bursztynu. Ściskając w garści okrwawiony miecz. którego spotkam. Wzięła jej zwłoki na ręce i wyniosła je ze świątyni Duerghasta. splunęła mu w twarz. Na arenie panowała cisza. Był bardzo zmęczony. bo Mina była bezpieczna. Życie każdego zabitego przeze mnie elfa będzie twoim życiem.. Potem uklękła przy ciele królowej. Wreszcie była bezpieczna. Nie od razu. Mina podeszła do Paladine'a. a ja będę posłuszna jej ostatniemu życzeniu. na której zginęła czerwona smoczyca. Rogami sięgał gwiazd. 241* Dziękuję. Odwróciła się twarzą do bogów i spojrzała na nich wyzywająco. który dudnił w niebiosach. słychać było tylko kroki odchodzącej Miny.

które od tak dawna ją krępowały. Galdar spojrzał na swój kikut. — Oddaję ci także prawą rękę. a ból palił go w piersi żywym ogniem. ale Sargas zniknął. Potrzebni mi są tacy mężni wojownicy jak ty. Wstał szybko i instynktownie sięgnął po miecz wiszący przy pasie. Opuszczamy wyspy. wielki Sargasie — rzekł Galdar. Minotaur zesztywniał. Jego odcięte ramię leżało na piasku. Minotaur nie miał miecza. Jest przecież potrzebny Minie. ale jednak się uśmiechał. by go chwycić. Na arenie zo511 . Galdar westchnął głęboko.177* W nagrodę za twą wiarę zwracam ci życie — powiedział Sargas. ośmielił się otworzyć oczy. i nie wyobrażał sobie. 179* Rasa minotaurów wreszcie zrzuciła kajdany. ale rękę straciłem i nie chcę jej z powrotem. Galdar mrugnął kilkakrotnie i uniósł pysk znad mokrego piasku. by cię czcić. Minotaur był zdrowy. Nie usłyszawszy niczego. że nie miał prawej ręki. wielki Sargasie — rzekł — jestem ci wdzięczny z całego serca. i wtedy wróciła mu pamięć. Niechętnie. Sargas się uśmiechał. — Jak chcesz. Galdar chciał podziękować bogu. czekając w strachu na gniew swego boga. Galdarze. Sam możesz decydować o swoim losie. pominąwszy fakt. 178* Nie chcę ręki. że się wyleguje. gdzie się znajduje. z ulgą. Kikut był wygojony. — Za to. Nie miał też ręki. wielki Sargasie — rzekł z pokorą Galdar — ale jeśli nie sprawia ci to różnicy. Wszyscy bogowie odeszli. na krew wokół niego. Dziewczyna będzie na niego zła. które od tak dawna były naszym więzieniem. nie kalecy. Nie pamiętał. Sargas nie był zadowolony. — Przyjmuję życie i będę żył. 180* Dziękuję ci. co może robić. wolę nauczyć się walczyć lewą ręką. Galdarze. leżąc tu i drzemiąc w środku dnia. Potrzebni mi są jednak zdrowi. i idziemy zająć należne nam miejsce na tym kontynencie.

Słońce schowało się za góry i zbliżał się mrok nocy. Powoli i niezgrabnie posługując się lewą ręką. Przyzwyczai się jednak. Galdar mruknął coś i poszedł dalej. jeśli chciał znaleźć Minę. . Galdar podniósł miecz. póki było jeszcze jasno. Czuł się nieswojo i niewygodnie z bronią z tej strony. Z miłości do Miny. Musiał wyjść. Galdarze — rzekł Paladine. kiedy minotaur go mijał. Galdar musiał się pospieszyć.stało tylko ciało króla elfów i ten nieznajomy elf o młodej twarzy i starych oczach. Przesunął pas tak. Tym razem się przyzwyczai. śladem krwi królowej. zdążając śladem stóp Miny. i po wielu niezdarnych próbach udało mu się wreszcie wsunąć miecz do pochwy. Powietrze było chłodniejsze niż poprzednio. — Jesteś wiernym przyjacielem. by broń wisiała teraz na jego prawym boku.

że napotkali sprzymierzeńców. było olbrzymie. ponieważ ugrzęźli gdzieś bez szans ucieczki albo drogę odcięły im zbliżające się wojska nieprzyjaciela. że jeśli przeżyją bitwę. Przed zmrokiem miasto się poddało. gdy smokowcy roznieśli ich w pył. inni wpadli w złość. Czarni Rycerze byli gotowi zaprzestać ucieczki. Dziewczyna nie odpowiadała ani nie nadchodziła. zostaną straceni lub trafią do więzienia. Część postanowiła jednak postąpić według rady Galdąra i poszukać schronienia w jaskiniach Władców Zagłady. Silvanesti i Solamnijczyków. lecz krótkotrwałe. Wiedząc. dopóki nie zobaczyli. że wcale nie przyjdzie. 513 . Armia smokowców nie weszła do Sanction. Kim byli ci dziwni smokowcy i dlaczego przyszli z pomocą elfom i Solamnijczykom.32 Wiek śmiertelników Bitwa o Sanction nie trwała długo. nigdy nie wyszło na jaw. Przekonani. Niektórzy byli rozgoryczeni. Większość walczyła. ale nie było komu podjąć tej decyzji. Na próżno Czarni Rycerze i reszta wojska wołali Minę. Poddałoby się pewnie dużo prędzej. aż wreszcie żołnierze zdali sobie sprawę. Stali na swym stanowisku za miastem. a na jej miejscu powiewają sztandary Qualinesti. że flaga Czarnych Rycerzy została zerwana. zawrócić i spróbować odbić miasto. Ich zdumienie. To ich oddział wpadł na armię smokowców. rycerze walczyli do końca. Wszyscy czuli się zdradzeni.

Sivak wydał rozkaz do wymarszu i smokowcy zawrócili i ruszyli z powrotem w stronę gór. Ktoś przypomniał sobie. — Cytadela nie potrzebuje już mojej opieki.Z szeregów wystąpił ogromny smokowiec bozak. zielonych i czarnych. postanowiliśmy z moją przewodniczką. Zwierciadło odwrócił ślepą głowę w kierunku. czy gdziekolwiek znajdowała się ich ojczyzna. z którego dobiegał głos Gerarda. Sivak rozkazał swoim żołnierzom stanąć na baczność. jak udało się im dotrzeć w decydującym momencie. chociaż były w nim także prochy smoków czerwonych. a potem czerń. że słyszał o grupie smokowców. W świątyni znów zamieszka Mishakal. Wszystkie były bowiem smokami z Krynnu. którzy zajęli miasto Teyr. tak jakby mógł je zobaczyć — i być może. błękitnych. — Wrócisz do Cytadeli Światła? Gerard. Odila i Zwierciadło stali przed Zachodnią Bramą Sanction. Złote i srebrne smoki zabrały cały popiół. w zbroi i ze złotym łańcuchem na szyi. w miejscu. Smokowcowi żołnierze oddali im honory. Srebrny smok obrócił się ku słońcu. Teyr leżało daleko od Sanction i nikt nie wiedział. Nawet gdyby było to prawdą. gdzie dzień stykał się z odchodzącą nocą. Mówiono. 514 . aby odpowiednio go pochować na Smoczych Wyspach. Świt był przepiękny. panie? — spytał Gerard. Ponieważ jednak nikt więcej nie zobaczył tych smokowców. zagadka pozostała nierozwiązana. uderzając mieczami o tarcze. oczami duszy. udając się na Smocze Wyspy. Przed odlotem każdy smok zabrał trochę popiołu z totemu. że ci smokowcy nie lubią się z Czarnymi Rycerzami. — A ty. Co się zaś tyczy mnie. widział je. jaskrawopomarańczowe i czerwone smugi na niebie przechodziły w fiolet. że połączymy siły. obserwując wschód słońca następnego dnia po bitwie. Po zwycięstwie w Sanction wiele złotych i srebrnych smoków odleciało. Razem z bozakiem zasalutowali sztandarom. białych. Obok niego szedł sivak w rynsztunku głównodowodzącego armii smokowców.

50* Co będziesz robić? — spytał Gerard. nie uważasz? Gerard uśmiechnął się. by się nad tym zastanowili. 53* Naprawdę wierzysz. która kiedyś była zaślepiona — niezły zespół. — Niewidomy smok i ludzka istota. Zapadła niewygodna cisza. Zamierzam zawrzeć przymierze między Zakonem Rycerzy Solamnijskich i elfami. iż tak szybko się rozstaną. rozłożył skrzydła i z wdziękiem wzniósł się w powietrze. że nie spodziewał się. możemy jeszcze się spotkać. Zwierciadło załopotał skrzydłami. — Poklepała srebrnego smoka po karku. — Lord Tasgall przyjął moją rezygnację. gdybym została wśród nich. najwyraźniej spiesząc się do odlotu. że go naprawię. która pokiwała głową. Obiecałem. daj mi znać. Nie zadowolą się tylko tą ziemią i mogą zagrozić innym krainom. Gerardzie. Zwierciadło i ja postanowiliśmy połączyć siły. Zostało za dużo do powiedzenia. temu czas — odparł Gerard. — Gdybyś jeszcze kiedyś miał ochotę kąpać się nago w strumieniu. Rycerze czuliby się nieswojo. Buło — powiedziała ze śmiechem. rewanżując jej się uśmiechem.Gerard spojrzał z zakłopotaniem na Odilę. Odila pomachała ręką. Najpierw jednak mam pewne zadanie do wykonania. 56* Komu w drogę. Wsiadła na srebrnego smoka. Tak będzie najlepiej. 54* Nie wiem — Gerard wzruszył ramionami — ale z pewnością zmuszę ich do tego. 51* Królowa Takhisis odeszła — rzekła Odila — ale ciemność została. Minotaury zajęły Silvanesti. Tak wiele razem przeżyli. że Rada Rycerzy zgodzi się pomóc elfom odzyskać ich ziemie? — spytała z powątpiewaniem Odila. Odila zrozumiała aluzję. Odila nachyliła się i ucałowała go w policzek. W drzwiach grobowca w Solące jest zepsuty zamek. 52* Jeśli lecicie do Silvanesti. 49* Odchodzę z zakonu — wyjaśniła kobieta. 55* Żegnaj. żeby powiedzieć to teraz. Smok schylił głowę na znak szacunku. 515 .

Pocałunek delikatny jak białe piórko musnął wargi elfa. — Zawsze będę z tobą. Obserwował. Czując. Nie był przyzwyczajony do śmiertelnego ciała. Tego dnia żegnał się jeszcze ktoś inny. 101* Ona nie widziała jego śmierci. Uwolniliśmy wszystkich. jak maleją w oddali. aby to było prawdą. z których każda znosiła go dalej w głąb morza. którzy zostali sprowadzeni siłą przez Takhisis.Gerard też jej pomachał. Alhana nie widziała śmierci syna. Zastanawiał się. która z każdą chwilą stawała się szersza. — Nie jesteś sam — powiedziała Mishakal. aby być świadkami jej zwycięstwa. najdroższy. 516 . gniewu i strachu. Jednak między nimi leżała przepaść. mój jedyny. 103* Powiedz jej — rzekł cicho Paladine — że zginął bohaterską śmiercią. otarł pot z czoła i zastanawiał się. Było to pożegnanie na zawsze. obejrzał się i zobaczył piękną. 104* Tak zrobię. jak będzie mógł dalej żyć samotnie. i przyglądał się jeszcze długo po tym. leczjej uśmiech był smutny. do jego dolegliwości. a on unosił się wśród fal. mój mężu. W twarzy nieżyjącego króla elfów widział młodość i nadzieję. Na arenie Paladine klęczał nad ciałem Silvanosheia. Był zmęczony. teraz straconą. jak będzie mógł dalej żyć z takim smutkiem i ciężarem w sercu. że ktoś łagodnie dotyka jego ramienia. 102* Przynajmniej tego jej oszczędzono. 100* Zaniosę ciało tego młodzieńca do jego matki — zaproponowała Mishakal. Paladine przerwał pracę. bólów i potrzeb. Mishakal stała na brzegu. gdy znikli mu z oczu. a w oczach miała tęczę nieprzelanych łez. promienną boginię. Zamknął wytrzeszczone oczy młodego króla. prawda? — spytał Paladine. Tak bardzo pragnął. zmarnowaną. zmył krew z jego twarzy i wyprostował mu kończyny. do tak licznych i intensywnych emocji: litości i smutku. Kobieta uśmiechała się do niego.

Dzieci bogów. aksamitnej szaty zmiatał okruchy bursztynu. bo nie znalazł się nikt. moi dawni towarzysze również. Skrajem czarnej. Nuitari. — Spojrzał na ciało w swych ramionach i powiedział: — Ale to sprawa dla was. — Mogą kontynuować swą podróż. Ciało czarodzieja Dalamara siedziało na ławie i patrzyło przed siebie tępym wzrokiem. Raistlin położył zwłoki bratanka u stóp bogów. Obiecałeś opuścić'ten świat. w którym uwięzione było ciało Goldmoon. — To sprawa między przyjaciółmi i nic wam do tego.392* 393* Co się stało duszami zmarłych? — spytał. Potem zszedł z areny i samotnie ruszył w świat. kto by się odważył dotknąć przeklętych szczątków sarkofagu. Bogowie magii stanęli przed ciemnym i pustym ołtarzem. 395* Twoja dusza jest wolna — rzekł surowo Solinari. — Twój bliźniaczy brat czeka na ciebie. 397* Wybaczyli ci? 398* Może raczej ja im wybaczyłem — odparł gładko Raistlin. każdego z was — po517 . Lunitari i Solinari. weszły do byłej Świątyni Serca. Potem zsunął kaptur z głowy i spojrzał w twarze boskiemu rodzeństwu. Są wolne — powiedziała Mishakal. Z mroku i ruin świątyni wyłonił się Raistlin. Paladine ledwo ją słyszał. a jej głos dobiegał z oddali. Paladine długo jeszcze stał w ciemności. — Tego dnia będę na ciebie czekać — obiecała bogini. zabrane przez chmurę srebrzystego światła. — Proszę was wszystkich o jedno. które wciąż leżały na podłodze. Na rękach niósł czyjeś ciało nakryte białym całunem. Czarodziej stąpał po bursztynie i kruszył go pod stopami. Ciało Silvanosheia znikło. — Niech zbliży się czarodziej Raistlin Majere. 396* Nie mam zamiaru zostawać — odparł Raistlin. — Mój brat czeka. Musisz dotrzymać obietnicy. najdroższa. 394* Któregoś dnia dołączę do nich.

Duch czarodzieja stał obok ciała. co to znaczy stracić wszystko? 115* Być może — powiedziała Lunitari — rozumiemy to lepiej. 112* Sprzymierzyłeś się z Takhisis — zarzuciła mu Lunitari — i omal nie straciliśmy jedynej szansy. — Posługiwał się zmarłymi. 109* Bracia? — spytała bogini Nuitariego i Solinariego.wiedział. będzie mógł wrócić po swych krokach i odnajdzie drogę do domu. 116* Co z nim zrobić? — spytała Lunitari. 111* Zdradziłeś nas — rzekł oskarżycielsko Nuitari. którą ja kiedyś stąpałem — powiedział Raistlin. głos jego duszy był cichy i pełen goryczy. Nie zasługuje na nasze miłosierdzie. Dalamar przesunął spojrzeniem po lśniących bogach. Ciało elfa siedziało nieruchomo na ławie. 118* Moim zdaniem nie — oznajmił Solinari. a kiedy przemówił. 114* Jak moglibyście mnie zrozumieć? Skąd mielibyście wiedzieć. — Pod koniec spostrzegł swój błąd. — Co wy na to? 110* Pozostała do rozstrzygnięcia jeszcze jedna kwestia — oznajmił Nuitari. by uprawiać sztukę czarnoksięską. — Jeśli 518 . 108* Jak mnie nie było dane — powtórzył Raistlin. niż ci się zdaje. by go naprawić. — Czy oddać mu życie? 117* Jeśli nie oddacie mi również magii — wtrącił się Dalamar — możecie się nie kłopotać. Spięty i nieufny Dalamar zbliżył się do bogów. 107* Jak tobie nie było dane — rzekła łagodnie Lunitari. Jeśli oddacie mu życie. 119* Moim zdaniem tak — rzekł spokojnie Nuitari. by wrócić do świata. Dalamar milczał. ale nie było mu dane pożyć dość długo. — Zwróćcie życie Palmowi. 106* Jego kroki zbłądziły na ścieżkę. — Niech podejdzie czarodziej Dalamar. Oddajcie go jego rodzinie. 105* Dlaczego mielibyśmy to zrobić? — spytała Lunitari. — Na jej rozkaz zamordowałeś go. 113* Zdradziłeś wiernie nas czczącego Palina — rzekł surowym głosem Solinari.

Raistlinie Majere? — spytała Lunitari. kuzynie? 400* Mnie zadowalają — odparł Nuitari. — A co ty sądzisz. 405* Zatem obie prośby zostały wysłuchane. który doskonale go zrozumiał. 406* Dziękuję wam. Sołinari i Nuitari wymienili spojrzenia i pokiwali głowami. Dalamarze? — spytała Lunitari. — Zgodzicie się z moim osądem? — spytała bogini. panowie i pani — rzekł Dalamar. którą kiedyś zajmował. 399* Oto mój wyrok. musicie to samo zrobić z Dalamarem. jeśli tego sobie zażyczy. Szok Palina pogłębił się jeszcze bardziej. Odtąd nie wolno mu będzie tam wejść. Dalamar dostał to. Czy takie warunki zadowalają cię. pani — odparł czarodziej. Jego spojrzenie zatrzymało się dłużej na Nuitarim. Równowaga musi zostać zachowana. Musi wrócić do świata żywych i wieść życie wśród nich. kuzynko? — zwrócił się Sołinari do Lunitari. która była niematerialną dłonią ducha. Co się tyczy reszty. Palin otworzył oczy. wróci do świata. Zdjął biały całun. Dajemy ci życie i obdarzamy cię magią. Palin spojrzał na swoją rękę i wtedy uświadomił sobie. 402* A czy tobie to odpowiada. a potem jego oczy padły na stryja. czego chciał. Palin Majere również wróci do życia. ale będzie musiał opuścić Wieżę Wielkiej Magii. że 519 . Usiadł i wyciągnął rękę. Jego palce z krwi i kości przeszły na wylot przez dłoń Raistlina. Oddamy mu magię. Któregoś dnia może będzie nim władał.zwrócicie życie Palinowi i oddacie mu magię. Dalamar odzyska życie i magię. wstrząśniętym wzrokiem. znów się kłaniając. — Stryju! — jęknął. 401* Mnie też — potwierdził Sołinari. Raistlin ukląkł przy zwłokach bratanka. 403* Tak. Raistlin skłonił głowę w kapturze. Rozejrzał się osłupiałym. i tylko to go obchodziło. 404* Czy takie warunki zadowalają cię.

Duch Dalamara wpłynął do swego ciała. 317* Musieliśmy się wiele nauczyć. że znów może nimi poruszać. pełen nabożnego lęku i wdzięczności. a drugi czerwonym. a radość czarodzieja była głęboka i niezmierna. a potem obaj weszli do rzeki i odpłynęli wraz jej srebrzystymi wodami. — Uśmiechnął się.żyje. która płynęła leniwie i powoli wśród brzegów krainy żywych. Dusze umarłych patrzyły przed siebie na morze. — Tanis. już chciałby wyruszyć. dwa księżyce zeszły się. Palin uśmiechnął się. Z jego środka spoglądał czarny księżyc. a w jej niezmierzonych głębiach skrzyło się światło gwiazd. a one słuchają jego poleceń. unosząc głowę i widząc wokół siebie promiennych bogów. Raistlin podszedł do brata. Kiedy czarodziej tak patrzył w niebo. jak zwykle. jaki kiedykolwiek żył na Krynnie. jeden płonący srebrzystym ogniem. które wpływają do morza nieskończoności. magia wrzała w jego krwi. Bliźniacy unieśli dłonie na pożegnanie. delikatnych palcach. — Potrzebowaliśmy wiele nauki o tym. tworząc promienne oko. 319* Dokąd teraz pójdziesz? 520 . — Umilkł. — Dziękuję ci. a potem dodał: — Kiedyś przepowiedziałeś mi. Krew wrzała w jego żyłach. tak podobnym do dłoni stryja. aby twoja przepowiednia miała się spełnić. Magia wpłynęła do jego ducha. Palin ujrzał przed sobą rzekę dusz. 316* Dziękuję wam — powiedział Palin. To morze zabierze każdego z nich w nową podróż. 318* I magię — odparł Dalamar. Niebo rozświetlały dwa księżyce. — Zatem tobie też oddali życie — powiedział Palin. o długich. co jest naprawdę ważne. bratanku — odparł Raistlin. że będę największym magiem. którego fale biły o brzegi wieczności. Mój brat i nasi przyjaciele czekają. wychodząc z cienia. Dalamar uniósł głowę i spojrzał w niebo. stryju. Rzeka połyskiwała w słońcu. Na brzegu czekał na swojego brata bliźniaka Caramon Majere. Żegnaj. Przyjrzał się swoim dłoniom. i stwierdził. Jeden blady księżyc zniknął. Nie sądzę.

ale wiedział. — Świat stoi przede mną otworem. — Inni się tym zajmą — odparł Palin. 415* Ja też już powinienem pójść — rzekł Palin. dokąd pójdzie. 410* Solinari zaproponował ci magię. Palinie Majere. że nie było warto. Wystarczająco długo byłem w niej więźniem. — Swoje małżeństwo. 409* Nie zajmuj się tym zbyt długo. 417* Nie. że kiedy już tam dotrze. nagle uświadamiając sobie prawdę. Spojrzał na trzy księżyce. Musimy się wkrótce spotkać. — Do swojej kochającej żony? 408* Jeśli Usha mnie przyjmie — odparł ze smutną miną Palin. A dokąd ty pójdziesz? — Wykrzywił lekko wargi. Nie miał pojęcia. że nigdy tego nie zrobi. wiedząc. nie będzie nikogo. 413* To będzie dla nas zaszczyt — odparł Palin. — Do Solące daleka droga. — Muszę jej wiele wynagrodzić.407* Jeszcze nie wiem — oparł beztrosko Dalamar. Dalamar wymówił słowa magicznego zaklęcia. Żegnaj. jak 521 . Dalamarze Czarny. dziękuję — powiedział Palin z kwaśnym uśmiechem. — Powinienem się przyzwyczaić do chodzenia pieszo. że nigdy już nie ujrzy czarnego elfa. kto by go powitał. Uświadomiłem sobie. — Mamy dużo roboty. 414* Lepiej już pójdę — powiedział Dalamar. A ty odmówiłeś! 411* Z jej powodu zmarnowałem tyle ważnych rzeczy — wyjaśnił Palin. — Żegnaj. 416* Mógłbym cię szybko tam wysłać korytarzami magii — zaproponował Dalamar. lecz zachował je dla siebie. poczuł. swoje życie. wiedząc. Dalamar zlustrował go uważnym wzrokiem. Zamierzam się wyprowadzić z Wieży Wielkiej Magii. by porozmawiać o zebraniu zakonów — powiedział zwięźle Dalamar. 412* Może kiedyś odwiedzę ciebie i Ushę — rzekł. Ty głupcze! Takie słowa cisnęły się Dalamarowi na wargi.

drugi czerwony. Rycerze i elfy wysłali zwiadowców na poszukiwanie Miny. i wypił je. Przez lata ci. które teraz były dla niego już tylko księżycami. Srebrne smoki patrolujące niebo również się za nią rozglądały. by próbować odbić miasto? I czy Mina. zostanie wynagrodzony przez jej niespokojnego ducha. Palin został sam. nadciągając z Jelek i Palanthas. że ten. czy będą maszerować dalej. kto znajdzie miejsce jej ostatecznego spoczynku. Ci. by ujrzeć jej triumfalne wejście do świata. ale nikt jej nie znalazł. ale jak na to zareagują? Czy zawrócą i uciekną do domu. Potem spojrzał na księżyce. Uśmiechnął się na myśl o domu i tam też skierował swoje kroki. wróci. co zobaczyli i usłyszeli. Zamiast tego stali się świadkami dziejowego wydarzenia. zostali raptem porwani przez Królową Ciemności i sprowadzeni na arenę w świątyni Duerghasta. Wydarzenia te zostawiły w ich duszach bolesny 522 . co nazwano Tajemnicą Świątyni Duerghasta. Prędzej czy później dowiedzą się o klęsce Sanction. którzy opowiadali się po stronie mroku. na zawsze zachowali w pamięci obraz tego. Smoki przyniosły wiadomość o tym. zamyślony i milczący. Ludzie ze wszystkich zakątków Sanction. Rycerze Solamnijscy rozstawili posterunki na murach Sanction. gdzie pochowano ciało królowej Takhisis — i czy w ogóle zostało pochowane.musują i pienią się na jego wargach niczym świetne wino. W mgnieniu oka zniknął. by nimi dowodzić. jeden srebrny. Najtrwalszą tajemnicą stało się coś. czy zostanie w ukryciu i będzie lizać rany? Nikt nie miał się dowiedzieć. którzy na własne oczy ujrzeli śmierć królowej Takhisis. gdyż powstała legenda. zaczęli pospiesznie naprawiać Zachodnią Bramę i łatać dziury wyrwane w miejskich umocnieniach. pozbawiona danej przez boginię mocy. że nieprzyjacielskie siły zmierzają do Sanction. ze wszystkich zakątków Ansalonu i świata. szukali jej grobu.

Czarni Rycerze wypędzili lub zabili te nieliczne elfy. co przeżyli. ale czuli się tam nieswojo. Dla przyszłych pokoleń Krynnu Piąty Wiek zaczął się od kradzieży świata w chwili klęski Chaosu. by przegnać minotaurów z Silvanesti. Kapitan Samuval i jego najemnicy wciąż plądrowali elfie królestwo Cjualinesti. Elfy były teraz wygnańcami. Sprawę 523 . Inni trzymali swe myśli w zamknięciu i nigdy nie mówili o tym wydarzeniu. Niedobitki dwóch narodów kłóciły się o to. dokąd pójść i co robić. niektórzy ludzie chętnie opowiadali o tym. uprzejmie polecili im zastanowić się nad przeprowadzeniem się gdzie indziej. w miarę jak ciało i umysł wracają do zdrowia. Kataklizmu — również i oni przekazywali z pokolenia na pokolenie opowieści o Cudzie. Jednak Piąty Wiek zaczęto powszechnie nazywać Wiekiem Śmiertelników dopiero od dnia. jaki na skórze wypala rozżarzone żelazo. Z początku niektórzy tęsknili za tym bólem. obecni władcy Sanction. Alhana Starbreeze. w którym Sąd Księgi odebrał boskość jednemu bogu i zgodził się na poświęcenie drugiego. które zostały. Jego zrozpaczona matka. do Silvanesti. żywiła jednak nadzieję. którzy byli świadkami innych epokowych wydarzeń w historii — chaotycznych podróży Szarego Klejnotu. podobny do tego. ale pozostawała pewna kwestia związana z Regułą. że to się naprawdę zdarzyło. i uznali ziemię Qualinesti za swoją własność.ślad. że pewnego dnia zabierze go do ojczyzny. bo jaki mieli bez niego dowód. że to wszystko w ogóle się wydarzyło? Aby mieć pewność. Rada Rycerzy obradowała nad zawarciem przymierza z elfami. Minotaury wysyłały tam kolejne wojska i transporty prowiantu. Podobnie jak ci mieszkańcy Krynnu. upadku Istar. ale potem. ból stopniowo słabnie. Silvanoshei miał zostać pochowany w Grobowcu Bohaterów w Solące. a Rycerze Solamnijscy. Lecz ten dzień był jeszcze daleki. Elfi wygnańcy obozowali w dolinie za Sanction. Z początku ból i szok są nie do zniesienia. umacniając swoje panowanie w tej niegdyś pięknej krainie.

że mam okazję z tobą porozmawiać. 524 . Jego zwłoki spoczęły w marmurowej trumnie obsypanej kwiatami. czy będzie miał dość sił. Straż honorową pełnili Rycerze Solamnijscy pod komendą sir Gerarda uth Mondara. by wrócić. — zaczął. co gwarantowało rozstrzygnięcie problemu za jakieś dziesięć lub dwadzieścia lat. Uważał. narodowi bez ojczyzny. Gilthas przyglądał się procesji elfów. Złoty smok zaniósł ciało młodego króla do Grobowca Bohaterów. Gilthas odwrócił się do niego.. Grób miał być miejscem ostatecznego spoczynku Goldmoon. Gilthas bez żalu zostawił za sobą kłótnie i intrygi. które niosły nakryte złotym całunem ciało Silvanosheia do miejsca jego tymczasowego spoczynku. z czcią i powagą patrzył na wnoszone do grobowca prochy Goldmoon i Riverwinda.. — Cieszę się. Większość Qualinestyjczyków popierała to rozwiązanie. Obok Gilthasa stanął elf ubrany w poplamiony od podróży brązowo-zielony strój. — Żegnajcie. Nie chciał korony elfów. Alhana wraz ze swym kuzynem Gilthasem odprowadzała ciało syna. że nie jest właściwą osobą. drodzy i wierni przyjaciele — powiedział cicho. E'li. Jej prochy wymieszano z prochami Riverwinda.skierowano do uczonych w piśmie. chociaż nie mieli innego kandydata. Nic nie mówiąc. Zastanawiał się. Nie chciał brać na siebie odpowiedzialności za przewodzenie narodowi na wygnaniu. Stojąc przed grobowcem. Dwa zwaśnione narody znów się zjednoczyły i ich przedstawiciele razem udali się na pogrzeb Silvanosheia. lecący na srebrnych smokach. Do rąk włożono mu szczątki smoczej lancy. Zaproponowała natomiast na to stanowisko Gilthasa. Alhanie Starbreeze zaproponowano objęcie władzy nad elfami Silvanesti. lecz załamana kobieta odmówiła. Wreszcie byli razem. Silvanestyjczycy nie chcieli na to się zgodzić.

421* A brzmi ono. czekając. Jeśli tak się stanie. jak i Cjualinesti. 321* Dziękuję ci. Valthonis pokręcił głową. wtedy poznasz smak klęski. Muszę przyznać. Żadne z nich już się nie nadaje. co inni będą się starali rozerwać. Gilthas pokręcił głową. — Zadanie stojące przed tobą nie jest łatwe — przyznał Valthonis. wśród ludzi Paladine. Będą cię czekać niepowodzenia. Gerard stał u wejścia do grobowca. 320* Muszę kroczyć własną drogą. że to ostanie najbardziej lubiłem. Nazywano mnie nawet Fizbanem. 422* Valthonis — odparł elf. Gilthasie. ale nie porzucisz nadziei. Wybrałem sobie nowe. — Westchnął głęboko i uśmiechnął się gorzko. To już nie jest moje imię. A są nim zarówno SiWanesti. Zapadła 525 . Nagle wszystko zrozumiał. Chciał coś powiedzieć.. — Zostaniesz przy mnie? — spytał Gilthas. Wrócę do swojego ludu. Ceremonia dobiegła końca. i chociaż jesteście wygnańcami.Elf mu przerwał. 1* Nawet do senatora Palthainona. — Wśród elfów E'li. Valthonis położył dłoń na ramieniu elfa. ściskając dłoń elfa. Uczyń z nich jeden lud. — Wracaj do swojego ludu. 423* Wygnaniec? — przetłumaczył zdumiony Gilthas. aż wyjdą z niego ostatni żałobnicy. będziecie jednym narodem. panie — rzekł Gilthas. 418* 419* 0* Zrobię tak. chociaż nie macie własnej ojczyzny. — Będziesz w pocie czoła mozolnie naprawiał to. Jak więc mam się do ciebie zwracać. ale nie potrafił wykrztusić niczego więcej niż te słowa: — Zatem będziesz dzielić nasz los. — Gilthas zawiesił głos. tak samo jak ty i każde z nas. 420* Tak wiele imion nosiłem — rzekł elf. Mimo to czasami nasze ścieżki mogą się spotkać. panie? — spytał Gilthas. Do całego mojego ludu.. jak mówisz.

Rycerz zajrzał do grobowca i zobaczył w środku ostatnią osobę — tego dziwnego elfa. Świat się zmienił. ile ten będzie potrzebował. po czym.. Jemu również przykro było się żegnać. Na niebie zamiast jednego były teraz trzy księżyce. Składały się z innych gwiazd i zajmowały inne miejsca na nieboskłonie.. by popatrzeć na pogrzeb. Usłyszał trzask zamka. w którym usłyszał Tasslehoffa wołającego z wnętrza grobowca. w pełni przygotowany dać żałobnikowi tyle czasu. Gerard wrócił pamięcią do owego odległego dnia. podszedł do Gerarda. gdzie Palin i Usha wraz z jego siostrami. — Wiek Śmiertelników — powiedział do siebie Gerard. 323* Naprawiłem. a potem szybko dokończył: — Nie wiem. lecz zarazem pozostał taki sam. którzy się zebrali. w którym powinien zginąć? — spytał elf. było tym samym. którego spotkał na arenie. Stojąc tak pośród nich. Ludzie. które zapowiedziało nadejście Piątego Wieku. Gerard czekał cierpliwie i z respektem. Czy on zrobił to. Ludzie znów mogli spojrzeć w niebo. nigdy będą widoczne nad Krynnem. dzieląc się z nimi uśmiechami. Nie oddalił się od razu. Część poszła do gospody Ostatni Dom. Gwiazdozbiory te jednak nie były takie same jak poprzednio. zaczęli się rozchodzić. Mimo to słońce. Nazwa ta nabrała nowego znaczenia.. pocieszali wszystkich zrozpaczonych. — Czy pokonał Chaos? To miałeś na myśli? 526 . znaleźć konstelacje bogów i pokazać je dzieciom. nowego sensu. Zamknął za sobą drzwi.. Elf pomodlił się po cichu. co miał zrobić? 325* Czy zginął w czasie i miejscu. ale czy Tasslehoff. — Gerard umilkł. ostatni raz czule pożegnawszy się ze zmarłymi. dobrym jedzeniem i najlepszym ale na Ansalonie. 322* Naprawiłeś zamek? — spytał z uśmiechem. panie — odpowiedział Gerard. Laurą i Dezrą. zastanawiałem się. 324* Panie.noc. jak to powiedzieć. które wstawało każdego poranka. Dwóch nie można było znaleźć i nigdy już nie zostaną znalezione.

że nie będzie mu już potrzebne. — Flint. Pamiętasz ją? 425* Tak. jego brat bliźniak. panie — powiedział rycerz. 424* Kiedyś na niebie była czerwona gwiazda. przeszukując wzrokiem niebiosa. Wyszedł z Grobowca Bohaterów. ani myśli odchodzić bez niego. Flint i ich towarzysze znów są razem — powiedział elf. 433* Życzę im powodzenia — rzekł Gerard. Czekają tylko na Raistlina. — To właśnie miałem na myśli. znalazł. panie. Widzisz ją? 427* Nie. Ciepły blask sączący się z jej okien oświetlał mu drogę. Goldmoon i Riverwind. bo Caramon. Elf w odpowiedzi uniósł głowę i spojrzał w nocne niebo. Flint zgasił palenisko. bo wiedział. a ten wkrótce do nich dołączy. 431* Dokąd oni idą? — spytał Gerard 432* Wyruszają w dalszy etap podróży swych dusz — wyjaśnił elf. pożegnał się z elfem i. . On. panie — odparł Gerard. udał się w stronę gospody Ostatni Dom. Tanis i Tasslehoff. 430* Tak. Tika i Sturm. — Co się z nią stało? 428* Ogień w kuźni wygasł. włożywszy klucz do kieszeni. 429* Więc Tasslehoff go znalazł — stwierdził Gerard.— Tak. 426* Poszukaj jej teraz.