You are on page 1of 532

DRAGONLANCE* SAGA

WOJNA DUSZ
Tom I
SMOKI UPADEGO SOCA
Tom II
SMOKI ZAGUBIONEJ GWIAZDY
Tom III
SMOKI ZAGINIONEGO KSIYCA

WOJNA DUSZ
TOM III

SMOKI ZAGINIONEGO
KSIYCA
Margaret Weis, Trcy Hickman
Przeoya Dorota ywno

Zysk i S-ka
Wydawnictwo

Tytu oryginau
Dragons oj a Vanished Moon
Copyright 2003 by Wizards of thc Coast, Inc.
Ali rights rcscrvcd
First publishcd in Poland by Zysk i S-ka Wydawnictwo s.j., Pozna 2004
Polish languagc rights with Zysk i S-ka Wydawnictwo s.j., Pozna
Wszystkie postaci w tej ksice s fikcyjne. Jakiekolwiek podobiestwo do
prawdziwych osb, yjcych czy zmarych, jest zupenie przypadkowe.
This materia is protccted under thc copyrights laws of thc United States of
America. Any reproduction or unauthorized usc of the materia or artwork
contained hercin is prohibited without thc exprcss written permission
of Wizards of thc Coast, Inc.
I
Cover art by Matt Stawicki
Dragoniancc and thc Wizards of thc Coast logo arc rcgistercd trademark of
Wizards of thc Coast, Inc., a subsidiary of Hasbro, Inc.
Ali Dragoniancc characters and distinctivc likenesses thercof arc
trademarks of Wizards of thc Coast, Inc.
EUROPEANHEADQUARTERS

. .M, CANADA, Wizards of the Coast, Belgium


ASIA, PACIFIC & LATINAMERICA Hofveld 6D
Wizards of tH-*Soast, Inc. 1702 Groot-Bijgaarden
' , f\Box 707 Belgium
ton, WA 98057-036], U.S.A. +322-467-33-60
24-0933
Redakcja
r websitc at http://www.wizards.com

Wydanie I
IBN 83-7298-687-8

4 000347185
Zysk i S-ka Wydawnictwo
ul. Wielka 10, 61-774 Pozna
tcl. (0-61) 853 27 51, 853 27 67, fax 852 63 26
Dzia handlowy, tel./fax (0-61) 855 06 90
sklep@zysk.com.pl
www.zysk.com.pl
Druk i oprawa: ABEDIK. Pozna

Tym, ktrzy tocz nieustann walk z ciemnoci,


ksika ta dedykowana jest z wyrazami szacunku.

KSIGA 1

Zagubione dusze
W lochach Wiey Wielkiej Magii, ktra niegdy staa
w Palanthas, lecz teraz znajdowaa si w Nightlundzie, wielki
arcymag Raistlin Majere przywoywa czarami magiczn Sadzawk Widzenia. Spogldajc w ni, mg ledzi, a czasami
ksztatowa bieg wydarze w wiecie. Raistlin Majere nie y
od wielu lat, lecz z jego zaczarowanej Sadzawki Widzenia
nadal korzystano. Jej magi podsyca czarodziej Dalamar, ktry odziedziczy wie po swoim shalafi. Bdc w istocie winiem w wiey stanowicej wysp na rzece umarych, mag czsto korzysta z sadzawki, by odwiedza umysem miejsca, do
ktrych nie mg podrowa ciaem.
Na skraju magicznej wody sta teraz Palin Majere, wpatrzony w nieruchomy, bkitny pomie, ktry pon porodku
gadkiej tafli. Byo to jedyne rdo wiata w komnacie. Tu
obok Palina sta Dalamar, patrzc w ten sam zastygy ogie.
Magowie mogli przyglda si wydarzeniom w dowolnym zaktku wiata, jednak z uwag obserwowali to, co dziao si na
szczycie ich wiey.
Goldmoon z Cytadeli wiata i Mina, Pani Nocy, przywdczyni Czarnych Rycerzy z Neraki, miay si spotka w laboratorium nalecym kiedy do Raistlina Majere. Goldmoon ju
przybya na miejsce tego niezwykego spotkania. W mrocznym, penym cieni laboratorium panowa chd. Dalamar zostawi lamp, lecz sabe wiato podkrelao jedynie mrok, kt-

rego nigdy nie da si do koca rozproszy, nawet gdyby zapony wszystkie lampy i wszystkie wiece na Krynnie. Ciemno, ktra bya dusz tej strasznej wiey, miaa swe jdro tutaj, w komnacie bdcej niegdy scen mierci, blu i cierpienia.
W tej wanie sali Raistlin Majere prbowa naladowa
bogw i stworzy ycie, ponis jednak cakowit klsk. Sprowadzi na wiat pokraczne, powczce koczynami, aosne
istoty zwane ywymi, wiodce swoje nieszczsne ywoty w pomieszczeniu, w ktrym przebywali teraz dwaj czarodzieje. W tej
samej komnacie zgina Bkitna Smocza Wadczyni, Kitiara,
a jej mier bya rwnie brutalna i krwawa jak jej ycie. Tutaj
znajdowa si Portal do Otchani, poczenie midzy krlestwem miertelnikw i krlestwem umarych. Wi ta dawno
zostaa zerwana; w magicznych wrotach gniedziy si ju tylko myszy i pajki.
Goldmoon znaa mroczn histori tej komnaty. Na pewno
j teraz rozwaa" pomyla Palin, przygldajc si migotliwemu wizerunkowi kobiety na powierzchni wody. Goldmoon
staa w laboratorium z zaoonymi rkami. Draa nie z zimna,
lecz ze strachu. Palin by zaniepokojony. Odkd zna Goldmoon, nie przypomina sobie, by widzia j przeraon.
Moe przyczyn bya obca powoka cielesna, w ktrej zamieszkiwa jej duch. Kobieta miaa ponad dziewidziesit lat.
Jej prawdziwe ciao byo ciaem staruszki, wci wawej i silnej jak na swj wiek, lecz o skrze pobrudonej i naznaczonej
upywem czasu, przygarbionych ju plecach i skatych palcach
o agodnym nadal dotyku. Goldmoon dobrze si czua w tym
ciele. Nigdy si nie obawiaa ani nie aowaa upywu lat, ktre
przyniosy jej rado mioci i narodzin, smutek mioci i mierci. T posta odebrano jej pewnej nocy podczas wielkiej burzy,
a w zamian dano inn ciao obcej kobiety, mode, pikne,
zdrowe i kipice yciem. Tylko jej oczy pozostay oczami tej
samej osoby, ktr Palin zna przez cae ycie.
Ma racj pomyla to ciao nie naley do niej. To
tylko poyczona pikna szata. Niedopasowany strj".
10

Powinienem by przy niej szepn.


Wzdrygn si, przestpi z nogi na nog i zacz chodzi
niespokojnie wzdu brzegu sadzawki. W kamiennej komnacie
panowa chd i mrok. Jedyne wiato rzuca nieruchomy pomie w sercu mrocznego stawu, lecz owietla on niewiele,
a ciepa nie dawa wcale.
Goldmoon wydaje si silna, ale taka nie jest. Ma ciao dwudziestolatki, lecz serce kobiety, ktra przeya dziewi dekad. Wstrzs spowodowany ponownym ujrzeniem Miny, zwaszcza takiej, jak jest teraz, moe j zabi.
0* W takim razie wstrzs spowodowany ujrzeniem tego,
jak Czarni Rycerze cinaj ci gow, te me wyjdzie jej na
zdrowie odpar kliwie Dalamar. A to wanie zobaczyaby, gdyby teraz wszed na gr. Wie otaczaj onierze. Musi ich by przynajmniej trzydziestu.
1* Nie sdz, aby mnie zabili powiedzia Palin.
2* Nie? A co by zrobili? Kazaliby ci stan w kcie twarz
do ciany i myle o tym, jaki bye niegrzeczny? zadrwi
Dalamar. Skoro mowa o ktach doda nieoczekiwanie elf
i gos mu si zmieni widziae to?
3* Co? Palin gwatownie odwrci gow i rozejrza si
z niepokojem.
4* Nie tutaj! Tam! Dalamar wskaza sadzawk. Bysk
w oczach smokw, ktre strzeg Portalu.
5* Ja widz tylko kurz, pajczyny i mysie bobki stwierdzi Palin po chwili uwanej obserwacji. Co ci si przywidziao.
6* Czyby? spyta starszy czarodziej. Jego zgryliwy
gos zagodnia i zabrzmia niespodziewanie powanie: Zastanawiam si...
7* Nad czym?
Nad bardzo wieloma rzeczami odpar Dalamar.
Palin przyjrza si wnikliwie czarnemu elfowi, ale z jego
wychudzonej i pospnej twarzy nie wyczyta myli, ktre kbiy si w umyle maga. Odziany w czarne szaty Dalamar wtapia si w mrok sali. Widoczne byy tylko donie o delikatnych
11

palcach, z pozoru pozbawione ciaa. Dugowieczny elf by zapewne w kwiecie wieku, lecz wyniszczone ciao, strawione
gorczk sfrustrowanej ambicji, naleao do starca jego rasy.
Nie powinienem szydzi z niego. Co on widzi, patrzc
na mnie?" zastanawia si Palin. Zaniedbanego mczyzn
w rednim wieku. Mam blad i wychud twarz. Wosy mi si
przerzedziy i posiwiay. Moje oczy s oczami zgorzkniaego
czowieka, ktry nie znalaz tego, co mu obiecywano.
Stoj na skraju magicznego cudu, ktry stworzy mj stryj,
a czego ja dokonaem, poza tym, e zawiodem wszystkich,
ktrzy czego ode mnie oczekiwali, cznie z sob samym?
Goldmoon jest tylko ostatni spord tych osb. Powinienem
by z ni. Bohater, taki jak mj ojciec, byby przy niej, choby
miao to oznacza utrat wolnoci, a by moe ycia. A gdzie
ja jestem? Ukrywam si w podziemiach wiey".
Przesta si krci! zawoa poirytowany Dalamar.
0* Jeszcze si polizgniesz i wpadniesz do sadzawki. Spjrz
tutaj. Wskaza z podnieceniem na wod. Przybya Mina.
1* Dalamar zatar chude donie. Teraz zobaczymy i usyszymy co, co przyniesie nam korzy.
Palin stan na brzegu sadzawki, nie do koca zdecydowany. Gdyby wyruszy natychmiast korytarzami magii, dotarby
do Goldmoon na czas, by j ochroni. Nie mg jednak oderwa oczu od tafli wody. Wpatrywa si w ni, zdjty lkiem
i fascynacj.
Niczego nie widz w tym czarnoksiskim mroku
mwia gono Mina. Potrzeba nam wicej wiata.
W komnacie nagle pojaniao; wiato stao si tak jaskrawe, e razio oczy przyzwyczajone do ciemnoci.
0* Nie wiedziaem, e Mina jest magiem zdziwi si
Palin, osaniajc oczy doni.
1* Bo nie jest odpar zwile elf. Spojrza dziwnie na
towarzysza. Czy to ci czego nie mwi?
Palin zignorowa pytanie i skupi si na rozmowie.
Jeste... taka pikna, mamo powiedziaa cicho Mina, zdjta nabonym lkiem. Wygldasz dokadnie tak, jak
12

sobie wyobraaam. Dziewczyna uklka i wycigna rce.

0* Podejd, ucauj mnie, mamo! zawoaa ze zami w oczach.


1* Pocauj mnie, jak dawniej. Jestem Mina. Twoja Mina.
0* Bya ni przez wiele lat wyszepta Palin, patrzc ze
smutkiem i trosk, jak Goldmoon zblia si niepewnym krokiem, by uciska swe przybrane dziecko. Goldmoon znalaza Min wyrzucon na brzeg morza; dziewczynka zapewne
ocalaa z jakiej strasznej katastrofy statku, chocia nie znaleziono wraku, cia topielcw ani innych rozbitkw. Zabrano j
do sierocica w Cytadeli. Inteligentna, miaa, nieustraszona
Mina urzeka wszystkich, take Goldmoon, ktra pokochaa j
z caego serca. A potem, pewnego dnia, w wieku lat czternastu,
Mina ucieka. Szukalimy, ale nie trafilimy na aden lad;
nikt te nie wiedzia, dlaczego dziewczynka ucieka, skoro wydawaa si taka szczliwa. Wtedy Goldmoon pko serce.
1* Oczywicie to ona j znalaza powiedzia Dalamar.
Znalezienie dziewczynki byo jej przeznaczeniem.
Co masz na myli? Palin spojrza na starszego czarodzieja, ale elf mia zagadkow min.
Dalamar wzruszy ramionami i w milczeniu znw wskaza
ciemn tafl sadzawki.
2* Mina! szepna Goldmoon, koyszc w ramionach
przybran crk. Mina! Dziecko... dlaczego nas opucia,
skoro wszyscy tak bardzo ci kochalimy?
3* Odeszam z mioci do ciebie, matko. Odeszam; by
szuka tego, czego tak rozpaczliwie pragna. I znalazam!
Znalazam to dla ciebie. Najdrosza mamo. Mina uniosa
donie Goldmoon i przycisna je do ust. To dla ciebie
staam si tym, kim jestem, dla ciebie zrobiam to wszystko.
4* Nie rozumiem, dziecko gos kobiety zadra. Nosisz symbol za, znak ciemnoci... Dokd posza? Gdzie bya? Co si z tob stao?
Mina rozemiaa si.
To niewane, dokd poszam i gdzie byam. Co mi si
przydarzyo po drodze tego musisz wysucha. Pamitasz,
matko, te historie, ktre mi opowiadaa? O tym, jak zapu13

cia si w ciemno, by odszuka bogw? Jak ich znalaza


i przywrcia wiar ludom wiata?
Tak powiedziaa Goldmoon. Zblada tak bardzo, e
Palin postanowi pj do niej, choby mia za to drogo zapaci.
Zacz wymawia zaklcie. Sowa, ktre wyszy z jego ust,
nie byy jednak tymi, ktre uoy sobie w mylach. Tamte
byy lekkie, gadkie, spyway z jego warg bez przeszkd. Sowa, ktre wymwi, byy chropawe, kanciaste i paday z ust tak
ciko jak cegy upuszczone na podog.
Rozzoszczony przerwa, opanowa si i zacz raz jeszcze.
Zna dobrze zaklcie, potrafi je wymwi w przd i wspak.
Rwnie dobrze jednak mg je rzeczywicie wymawia wspak,
tak bezsensownie brzmiao.
i To twoja sprawka! zarzuci elfowi Palin.
Rozbawio to Dalamara.
0* Moja? Machn rk. Id do Goldmoon, skoro tego chcesz. Zgi razem z ni, jeli taka twoja wola. Ja ci nie
zatrzymuj.
1* Wic kto? Ten Jedyny Bg?
Elf przypatrywa mu si przez chwil w milczeniu, po czym
odwrci wzrok, by znw spojrze w to sadzawki. Schowa
donie w rkawach szaty.
2* Przeszo nie istniaa, Majere. Cofne si w czasie.
Przeszo nie istniaa.
3* Powiedziaa mi, matko, e bogowie odeszli mwia
Mina. Powiedziaa mi, e poniewa bogw ju nie ma, musimy sami znale wasn drog w wiecie. Ja jednak w to nie uwierzyam. Przyoya do do warg Goldmoon, uciszajc j.
Wcale nie uwaaam, e mnie okamaa. Po prostu bya
w bdzie. Widzisz, ja znaam prawd. Wiedziaam, e bg istnieje, bo usyszaam boski gos w dziecistwie, gdy nasza d
zatona, a ja pogryam si samotnie w morskiej otchani.
Znalaza mnie na brzegu morza, pamitasz? Nigdy si nie dowiedziaa, skd si tam wziam, bo obiecaam, e nie powiem. Inni utonli, ale ja ocalaam. Bg obejmowa mnie, u14

trzymywa przy yciu i piewa mi, kiedy baam si samotnoci i mroku.


Powiedziaa, e bogw nie ma, matko, ale ja wiedziaam,
e si mylisz. Zrobiam wic to samo co ty. Wyruszyam, by
znale boga i przyprowadzi go do ciebie. Dokonaam tego,
matko. Ten cud burzy to Jedyny Bg. Cud twojej modoci
i pikna. To jest Jedyny Bg, matko.
5* Teraz rozumiesz, Majere? spyta cicho Dalamar.
6* Chyba zaczynam odpar Palin. Zacisn mocno poamane niegdy donie. W sali byo zimno, palce bolay go od
chodu. Dodabym jeszcze: Bogowie, pomcie nam", ale
byoby to nie na miejscu.
7* Cicho! warkn Dalamar. Nic nie sysz. Co powiedziaa?
8* Poprosia o to? spytaa z gniewem Goldmoon, wskazujc na swoje odmienione ciao. To nie jestem ja. To twoje
wyobraenie o mnie...
9* Nie cieszysz si? dokoczya Mina, nie syszc jej
lub nie chcc sysze. Mam ci do powiedzenia tyle rzeczy,
ktre ci uciesz. Przywrciam wiatu cud uzdrawiania moc
Jedynego Boga. Z jego bogosawiestwem zniszczyam tarcz, ktr elfy wzniosy nad Silvanesti i zabiam zdradzieckiego smoka Cyana Bloodbane. Prawdziwie potworna zielona
smoczyca o imieniu Beryl zgina z mocy Jedynego Boga. Oba
krlestwa elfw, zdeprawowane i niewierzce, zostay obrcone w perzyn, a ich lud zgadzony.
10* Krlestwa elfw zniszczone! jkn Dalamar i
oczy
go zapieky od ez. Ona kamie! Nie moe tego mwi powanie!
11* Moe to dziwnie zabrzmi, ale nie wydaje mi si, aby
Mina umiaa kama stwierdzi Palin.
12* Jednak po mierci znajd odkupienie gosia
dziewczyna. mier zaprowadzi ich do Jedynego Boga.
13* Widz krew na twych rkach powiedziaa drcym
gosem Goldmoon. Krew tysicy istot! Bg, ktrego znalaza, jest strasznym bogiem. Bogiem ciemnoci i za!
15

0* Jedyny Bg powiedzia mi, e takie bdzie twoje zdanie, matko odpara Mina. Kiedy inni bogowie odeszli
i mylaa, e zostaa sama, wpada w zo i strach. Czua
si zdradzona, i nic w tym dziwnego, bo rzeczywicie ci zdradzono. Bogowie, w ktrych bdnie pokadaa wiar, uciekli
w strachu...
1* Nie! krzykna Goldmoon. Z trudem wstaa i odsuna si od Miny, zasaniajc si rk. Nie, dziecko, nie
wierz w to. Nie bd ci sucha.
Mina chwycia Goldmoon za rk.
2* Posuchasz mnie, matko. Musisz, eby zrozumiaa. Bogowie uciekli w strachu przed Chaosem. Wszyscy, z wyjtkiem jednego. Jeden bg pozosta wierny ludziom, ktrych pomg stworzy. Tylko jedna boska istota miaa miao stawi-czoo potwornemu Ojcu Wszystkiego i Niczego. Bitwa j
osabia. Bg sta si zbyt saby, by zaznaczy swoj obecno
na wiecie. Zbyt saby, by walczy z obcymi smokami, ktre
przybyy, by zaj jego miejsce. Nie mg sta przy swoim narodzie, lecz zesa mu dary, by pomc w walce ze smokami.
Magia, ktr nazwano dzik magi, moc uzdrawiania, ktr
znasz jako si serca... oto jego dary. Jego dary dla ciebie.
3* Jeli to jego dary, to dlaczego umarli musieli je wykrada...? zastanawia si po cichu Dalamar. Patrz! Spjrz
tutaj! Wskaza na gadk tafl wody.
4* Widz szepn Palin.
Gowy piciu smokw, ktre strzegy czego, co niegdy
byo Portalem do Otchani, zaczy pon upiornym wiatem
jedna czerwonym, jedna niebieskim, jedna zielonym, jedna
biaym, a jedna czarnym.
5* Jacy bylimy gupi wymamrota Palin.
6* Uklknij rozkazaa Goldmoon Mina i zmw modlitw wiary i wdzicznoci do Jedynego Prawdziwego Boga.
Jedynego Boga, ktry pozosta wierny swemu dzieu stworzenia...
7* Nie, nie wierz w to, co mwisz! zawoaa nieulka
Goldmoon. Oszukano ci, dziecko. Znam tego Jedynego
16

Boga. Znam j z dawnych czasw. Znam jej sztuczki, kamstwa i podstpy. Spojrzaa na piciogowego smoka.
8* Nie wierz w twoje kamstwa, Takhisis! powiedziaa miao. Nigdy nie uwierz, e bogosawieni Paladine
i Mishakal zostawili nas na twojej asce!
9* Oni nie odeszli, prawda? spyta Palin.
10* Nie powiedzia Dalamar. Nie odeszli.
11* Jeste tym, kim zawsze bya! krzykna
Goldmoon.
Bogiem Za, ktry pragnie nie wyznawcw, ale niewolnikw! Nigdy si przed tob nie ukorz! Nigdy nie bd ci suy!
Z oczu piciu smokw trysn biay ogie. Palin z przeraeniem patrzy, jak Goldmoon kurczy si w jego straszliwym
arze.
12* Za pno oznajmi Dalamar ze straszliwym spokojem. Za pno. Dla niej. I dla nas. Wkrtce tu przyjd.
Wiesz o tym.
13* To ukryta komnata... zacz Palin.
14* Przed oczami Takhisis? Dalamar parskn niewesoym miechem. Ona wiedziaa o jej istnieniu na dugo
przedtem, zanim twj stryj mi j pokaza. Jak cokolwiek mogoby by ukryte przed oczami Jedynego Boga"? Jedynego Boga, ktry skrad Krynn?
15* Jak ju mwiem, bylimy tacy gupi... powiedzia
Palin.
16* Sam doszede do prawdy, Majere. Posuye si urzdzeniem, by wrci do przeszoci Krynnu, jednak moge si
cofn tylko do klski Chaosu. Przed t chwil przeszo nie
istniaa. Dlaczego? Poniewa w tym momencie Takhisis skrada przeszo, teraniejszo i przyszo. Skrada cay wiat.
Istniay ku temu wskazwki, gdybymy tylko mieli do rozumu, by je odczyta.
17* Wic przyszo, jak widzia Tasslehoff....
18* ...nigdy nie nastpi. On skoczy w przd do
przyszoci, jaka miaa nadej. Wyldowa w przyszoci, ktra dzieje
si teraz. Rozwa to: dziwnie wygldajce soce na niebie; je17

den ksiyc zamiast trzech; gwiazdy uoone cakiem inaczej;


czerwona gwiazda ponie na nieboskonie tam, gdzie przedtem
adnej nie widziano; nie wiadomo skd pojawiaj si obce
smoki. Takhisis przeniosa wiat tutaj, do tej czci wszechwiata, gdziekolwiek to jest. Std dziwne soce, jeden ksiyc, obce smoki i Jedyny, wszechpotny Bg. I nie ma nikogo, kto by go powstrzyma.
4* Z wyjtkiem Tasslehoffa stwierdzi Palin, mylc
o kenderze schowanym w komnacie na grze.
5* Akurat! prychn Dalamar. Pewnie ju go znaleli. Jego i tego gnoma. A gdy tylko go znajd, Takhisis zrobi
z nim to, co sami planowalimy odele go z powrotem na
mier.
Palin obejrza si na drzwi. Gdzie z gry dobiegy rozkazujce krzyki i tupot ludzi spieszcych je wykona.
6* Fakt, e Tasslehoff w ogle jest tutaj, dowodzi, e Krlowa Ciemnoci nie jest nieomylna. Nie moga przewidzie jego przybycia.
7* Trzymaj si tej myli, jeli dziki temu czujesz si
szczliwszy rzek Dalamar. Ja nie widz nadziei w adnym z tych wydarze. Spjrz na dowd potgi Krlowej Ciemnoci.
Mczyni wci obserwowali migoczce odbicia czasu
w ciemnej sadzawce. Na pododze laboratorium leaa stara kobieta o siwych wosach, luno spywajcych na ramiona. Modo, urod, si, ycie wszystko to odebraa jej
mciwa bogini, rozgniewana wzgard okazan jej hojnym
darom.
Obok umierajcej staruszki klczaa Mina. Uniosa donie
Goldmoon i przycisna je do swoich warg.
Prosz, matko. Mog ci przywrci modo. Mog ci
odda urod. Moesz zacz ycie od nowa. Bdziesz wdrowa ze mn i razem bdziemy wada wiatem w imieniu Jedynego Boga. Wystarczy tylko, jeli przyjdziesz pokornie do
niego i poprosisz go o t ask, a tak si stanie.
Goldmoon zamkna oczy. Jej wargi nie poruszay si.
18

Mina nachylia si bliej.

14* Matko bagaa. Matko, zrb to dla mnie, jeli


nie
dla siebie. Zrb to z mioci do mnie!
15* Modl si wyszeptaa Goldmoon gosem tak
cichym,
e Palin wstrzyma oddech, by go usysze. Modl si do
Paladine'a i Mishakal, aby wybaczyli mi brak wiary. Powinnam domyli si prawdy powiedziaa sabncym gosem
i tu przed mierci szepna: Modl si, by Paladine wysucha moich modlitw, i on przyjdzie... z mioci do Miny.
Z mioci do wszystkich...
Goldmoon osuna si martwa na posadzk.
Matko powiedziaa Mina, zdezorientowana niczym
zagubione dziecko zrobiam to dla ciebie....
Palce zy cisny si Palinowi do oczu, ale mag nie by
pewny, nad kim pacze nad Goldmoon, ktra przyniosa
wiatu wiato, czy nad osierocon dziewczynk, ktrej kochajce serce zostao zniewolone, zwiedzione i oszukane przez
ciemno.
Oby Paladine wysucha jej modlitwy na ou mierci
szepn Palin.
Obym dosta skrzyda nietoperza, by trzepota po tej
komnacie odpar zgryliwie Dalamar. Jej dusza odesza,
by poczy si z rzek zmarych, i co mi si widzi, e nasze
dusze nie zostan daleko w tyle.
Na schodach sycha byo tupot stp, stalowe miecze 'stukay o kamienne ciany. Kroki ucichy pod drzwiami.
16* Pewnie nikt nie ma do nich klucza? spyta kto niskim, gbokim gosem.
17* Nie podoba mi si tu, Galdarze odpar kto inny.

Tu cuchnie mierci i czarami. Chodmy std.


18* Nie moemy tam wej, jeli nie mamy klucza, panie
stwierdzi trzeci. Prbowalimy. To nie nasza wina, e
nam si nie udao.
Po chwili ciszy pierwsza osoba oznajmia stanowczo:
Mina wydaa nam rozkazy. Wywaymy drzwi.
Na drewniane wrota spad grad ciosw. Rycerze bili w nie
19

piciami i rkojeciami mieczy, ale najwyraniej bez wielkiego entuzjazmu.


2* Jak dugo bdzie nas chroni zaklcie? spyta Palin.
3* Przed nimi w nieskoczono odpar ze wzgard
Dalamar. Przed Jej Mrocznym Majestatem cakiem niedugo.
4* Jeste bardzo spokojny stwierdzi Palin. Moe
wcale nie jest ci przykro sysze, e Takhisis wrcia.
5* Powiedz raczej, e nigdy nie odesza poprawi go
Dalamar z wyszukan ironi.
Modszy mag machn rk na znak zniecierpliwienia.
6* Nosie czarne szaty. Oddawae jej cze...
7* To nieprawda powiedzia elf tak cicho, e Palin ledwie go usysza wrd stukania, krzykw i omotania w drzwi.
Czciem Nuitari, syna, nie matk. Ona nigdy nie umiaa mi
tego wybaczy.
8* Jeli jednak wierzy temu, co powiedziaa Mina, Takhisis obdarzya nas obu magi mnie dzik magi, a ciebie magi umarych. Dlaczego miaaby to robi?
9* Aby z nas zadrwi rzek Dalamar. eby si z nas
mia, co niewtpliwie czyni teraz.
Niespodziewanie walenie piciami w drzwi ucicho. Na
zewntrz zapada cisza. Przez jedn, przepenion nadziej
chwil Palin myla, e intruzi zrezygnowali i odeszli. Potem
rozlego si szuranie, jakby ludzie odsuwali si szybko, by zrobi komu przejcie. Day si sysze kolejne kroki lejsze
ni poprzednio.
Odezwa si czyj gos. By urywany, jakby zduszony przez
zy.
Mwi do czarodzieja Dalamara zawoaa Mina.
Wiem, e jeste wewntrz. Zdejmij zaklcie, jakie rzucie na
drzwi, abymy si mogli spotka i pomwi o sprawach, ktre
interesuj nas oboje.
Elf skrzywi si z lekk pogard. Nic nie odpowiedzia,
lecz sta cicho i obojtnie.
Jedyny Bg szczodrze ci obdarowa, Dalamarze; uczy20

ni ci potnym, silniejszym ni kiedykolwiek dokoczya


Mina po chwili oczekiwania na odpowied, ktra nie nadesza.
Jedyny Bg nie da, by mu dzikowa, lecz jedynie, by
suy mu caym sercem i dusz. Magia zmarych bdzie twoja.
Kadego dnia milion milionw dusz bdzie do ciebie przychodzi i wykonywa twoj wol. Bdziesz mg opuci wie
i swobodnie przemierza wiat. Moesz wrci do swojej ojczyzny, do lasw, ktre ukochae i do ktrych tsknisz. Narody elfw s zagubione i bdz. Uznaj ci za swego przywdc, zo ci hod i bd ci czci w moim imieniu.
Dalamar zamkn oczy, jakby z blu.
Palin uwiadomi sobie, e elfowi zaproponowano spenienie jego najszczerszych marze. Kto mgby odrzuci tak
propozycj?
Dalamar nadal milcza.
8* Mwi teraz do ciebie, Palinie Majere rzeka Mina
i magowi wydao si, e widzi blask jej bursztynowych oczu,
ktry przewieca przez zamknite i oboone zaklciami drzwi.
9* Twj stryj, Raistlin Majere, mia do mocy i odwagi,
by wyzwa Jedynego Boga na pojedynek. Spjrz na siebie, jego bratanku. Ukrywasz si przed Jedynym Bogiem niczym
dziecko, ktre boi si kary. Wszystkich tak bardzo rozczarowae. Swojego stryja, rodzin, samego siebie. Jedyny Bg
potrafi zajrze do twojego serca. Jedyny Bg widzi w nim pragnienie. Su Jedynemu Bogu, a staniesz si czowiekiem wikszym od swego stryja, bardziej szanowanym i czczonym. Zgadzasz si, Majere?
10* Gdyby przysza do mnie wczeniej, moe bym ci uwierzy, Mino odpar Palin. Umiesz przemawia do ciemnej strony duszy. Ta chwila jednak mina. Mj stryj, gdziekolwiek wdruje jego duch, nie wstydzi si mnie. Moja rodzina
mnie kocha, chocia niewiele uczyniem, by na to zasuy.
Dzikuj temu twojemu Jedynemu Bogu, e otworzy mi oczy
i kaza dostrzec, i, chobym nie uczyni ju w tym yciu niczego wartociowego, kocham i jestem kochany. A tylko to naprawd si liczy.
21

liczna sentencja, Majere odpowiedziaa Mina.


Wyryj j na twoim nagrobku. A ty, Czarny Elfie? Podje
decyzj? Ufam, e nie bdziesz tak nierozsdny jak twj przyjaciel.
Dalamar wreszcie si odezwa, ale nie do Miny. Przemwi
do bkitnego pomienia, ktry pon porodku ciemnej, gadkiej toni sadzawki.
Spojrzaem w nocne niebo i ujrzaem ciemny ksiyc,
i z zachwytem uwiadomiem sobie, e moim oczom, jako jednym z nielicznych, dane jest go dostrzega. Usyszaem gos
boga Nuitari i rozkoszowaem si jego bogosawionym dotykiem, rzucajc zaklcia. Dawno temu magia oddychaa, taczya i skrzya si w mojej krwi. Teraz wypeza z moich palcw jak robaki wyace ze cierwa. Wolabym by tym trupem ni niewolnikiem tej, ktra tak si boi yjcych, e potrafi
zaufa tylko martwym sugom.
Na drzwi spado jedno uderzenie pici. Wrota i chronice
je zaklcie zostay strzaskane.
Do komnaty wesza Mina. Sama. Sup ognia, ktry strzela
z sadzawki, odbija si w jej czarnej zbroi, pon w sercu i oczach koloru bursztynu. Krtko obcite rude wosy dziewczyny byszczay. Bya uosobieniem majestatu i potgi, lecz Palin
zauway, e oczy ma zaczerwienione i spuchnite, a na policzkach lady ez, ktrymi opakiwaa Goldmoon. Wtedy Palin zrozumia ogrom perfidii Krlowej Ciemnoci i nigdy nie
nienawidzi Takhisis bardziej ni w tej chwili. Nie za to, co
zrobia czy zamierzaa zrobi jemu, lecz za to, co zrobia Minie
i wszystkim niewinnym ludziom jej pokroju.
Rycerze Miny, obawiajc si potnych czarodziejw, zostali z tyu na ciemnych schodach. Dalamar wymwi gono
zaklcie, lecz sowa brzmiay bekotliwie i niezrozumiale, a
wreszcie gos zamilk. Palin rozpaczliwie prbowa przywoa
magi. Czar rozwia mu si w rkach, przesypa przez palce niczym ziarnka piasku z pknitej klepsydry.
Mina przygldaa si im obu z pogardliwym umiechem.
Jestecie niczym bez waszej magii. Spjrzcie na siebie
22

dwch kalekich, bezsilnych starcw. Padnijcie na kolana


przed Jedynym Bogiem. Bagajcie go, by odda wam magi!
On przychyli si do waszych prb.
Ani Palin, ani Dalamar nie ruszyli si z miejsca. aden si
nie odezwa.
Niech wic si stanie rzeka Mina.
Uniosa rk. Na koniuszkach jej piciu palcw pony
pomyki. Komnat Widzenia rozjani ogie: zielony, niebieski i czerwony, biay i czarnoczerwony, niczym ponce wgle.
Pomienie si poczyy, tworzc dwie wcznie wykute z magii. Pierwsz z nich Mina cisna w Dalamara.
Pocisk trafi elfa w pier i przyszpili do ciany. Przez
chwil mag wisia nabity na ponc wczni, a jego ciaem
wstrzsay drgawki. Potem gowa mu opada, a ciao zwiso
bezwadnie.
Mina znieruchomiaa. Z wczni w rku patrzya na Palina.
Bagaj rozkazaa mu. Bagaj Jedynego Boga o ycie.
Palin zacisn wargi. Przez chwil czu strach, a potem jego
ciao przeszy bl. By tak przeraliwy i okropny, e zarazem
nis z sob bogosawiestwo. Cierpienie sprawio, e w ostatnim przebysku wiadomoci mag zatskni za mierci.

Znaczenie gnoma
Dalamar zapyta kiedy Palina:
Rozumiesz znaczenie gnoma?
' Wtedy mag nie wiedzia, w czym rzecz, podobnie jak Tasslehoff. Teraz kender ju rozumia. Siedzia w Wiey Wielkiej
Magii, w maym i nudnym pokoiku, w ktrym w zasadzie nie
byo adnych ciekawych przedmiotw. Za jedyne wyposaenie
suyy smtnie wygldajce stoy, kilka krzese o sztywnych,
srogich oparciach i par bibelotw, zbyt duych, by si zmieciy do sakwy kendera. Tas nie mia nic do roboty poza wygldaniem przez okno, za ktrym nie byo wida niczego ciekawszego od olbrzymiej iloci cyprysw jego zdaniem wikszej, ni byo to absolutnie konieczne i snujcych si midzy
nimi dusz zmarych. Mia do wyboru albo to, albo przygldanie si, jak Zgadywanka grzebie wrd rozlicznych czci potuczonego urzdzenia do podry w czasie. Teraz bowiem Tas
a za dobrze rozumia znaczenie gnoma.
Dawno temu jak dawno, Tasslehof nie potrafi sobie
przypomnie, bo czas strasznie zacz mu si miesza, odkd
skoczy w przd do przyszoci, ktra, jak si okazao, nie bya
t waciw, i trafi w kocu do tej przyszoci, gdzie wszyscy
tylko chcieli go odesa w przeszo, by zgin w kadym razie dawno temu Tasslehoff Burrfoot nie z wasnej winy (no, moe troszeczk), cakiem przez przypadek trafi do
Otchani.
24

Bdc przekonany, e Otcha jest okropnym miejscem,


w ktrym dziej si wszelkiego rodzaju makabryczne rzeczy
na przykad demony wiecznie torturuj ludzi Tas by
straszliwie zawiedziony odkryciem, e Otcha w rzeczywistoci jest nudna. Skrajnie nudna. Nie dziao si nic ciekawego.
Nie dziao si nic nieciekawego. Nic si nie przytrafiao nikomu i nigdy. Nie byo niczego do ogldania i niczego do przywaszczania sobie, nie byo co robi i nie byo gdzie pj. Dla
kendera byo to istne pieko.
Tas myla wwczas tylko o tym, jak si stamtd wydosta.
Mia z sob urzdzenie do podrowania w czasie to samo, ktre mia teraz. Urzdzenie byo popsute, cakiem jak teraz. Wtedy spotka gnoma, cakiem podobnego do gnoma, ktry teraz siedzia przy stole naprzeciwko niego. Gnom naprawi
urzdzenie teraz te gnom skrztnie je naprawia. Jedyn,
za to du rnic stanowi jednak fakt, e wtedy Tasslehoff
chcia, by gnom naprawi urzdzenie, a teraz wcale tego nie
pragn.
Dlatego e kiedy urzdzenie do podrowania w czasie zostanie naprawione, Palin i Dalamar posu si nim, eby wysa go Tasslehoffa Burrfoota z powrotem w przeszo
do chwili, gdy Ojciec Wszystkiego i Niczego rozdepcze go na
placek i zmieni w smutnego ducha, ktrego widzia w Nightlundzie.
Co ty zrobi z tym urzdzeniem? mrukn poirytowany Zgadywanka. Zmielie je w maszynce do misa?
Tasslehoff zamkn oczy, eby nie widzie gnoma, lecz
i tak go widzia jego brzow jak orzech twarz i wiotkie
wosy sterczce na wszystkie strony, jakby gnom nieustannie
wtyka palec w jeden ze swoich wynalazkw, by moe napdzany silnikiem parowym preambulacyjny bulgotmk albo samobien, samonakrcajc si krajark do rzepy. Co gorsza,
Tas dostrzega bysk inteligencji w paciorkowatych oczach
gnoma. Widzia ju ten bysk przedtem i zaczynao mu si krci w gowie. Co ty zrobi z tym urzdzeniem? Zmielie je
w maszynce do misa?". Dokadnie tak a przynajmniej bar25

dzo podobnie brzmiay sowa poprzedniego gnoma w poprzednim czasie.


eby zagodzi nieprzyjemne uczucie, Tasslehoff zoy
gow z kitk wosw (tylko troch siwiejcych tu i wdzie) na
rkach opartych na stole. Przykre uczucie towarzyszce zawrotom gowy nie tylko nie ustpio, lecz zsuno si do poziomu
odka, a stamtd rozprzestrzenio na reszt ciaa.
Rozleg si czyj gos. Sysza go w poprzednim czasie,
w poprzednim miejscu, dawno temu. Ten gos sprawia bl.
Trzewia mu si od niego skurczyy, a mzg spuch tak, e uciska czaszk, przez co okropnie bolaa go gowa. Tylko raz sysza ten gos, ale nigdy, przenigdy nie chcia go sysze ponownie. Prbowa zasoni uszy rkami, lecz gos rozlega si
w jego wntrzu, wic to nie pomagao.
Nie jeste martwy, oznajmi gos, a sowa byy dokadnie
tymi samymi sowami, ktre sysza dawno temu, ani te nie
zostae tu przysany. W ogle nie powinno ci tu by.
Wiem odpar Tasslehoff tonem wyjanienia. Przybyem z przeszoci i powinienem si znale w innej przyszoci...
Przeszoci, ktrej nigdy nie byo. Przyszoci, ktra nigdy
nie nadejdzie.
Czy to... czy to moja wina? spyta Tas drcym
gosem.
Rozleg si miech i by on straszliwy, bo przypomina
trzask pkajcego ostrza ze stali i wywoywa takie uczucie,
jakby odamki tego zamanego ostrza wbijay si w ciao.
Nie bd gupi, kenderze. Ty jeste owadem. Mniej ni owadem. Drobin kurzu, grudk bota, ktr strzsn jednym ruchem doni. Przyszo, w ktrej si znajdujesz, jest tak przyszoci Krynnu, jaka powinna istnie, gdyby nie ingerencja
tych, ktrzy nie maj ani do rozumu, ani wyobrani, by dostrzec, e wiat mgby nalee do nich. Wszystko, co wydarzyo si kiedy, znw si wydarzy, ecz teraz tak, by posuy moim zamiarom. Dawno temu kto zgin na wiey, a jego
mier zjednoczya rycerzy. Teraz na wiey umrze kto inny,
26

a jego mier pogry nard w rozpaczy. Dawno temu kto zosta wskrzeszony dziki cudowi laski z bkitnego krysztau. Teraz ta, ktra wadaa t lask, zostanie wskrzeszona by
przyj mnie.
Masz na myli Goldmoon! zawoa aonie Tasslehoff. To ona uywaa laski z bkitnego krysztau. Czy
Goldmoon nie yje?
miech przeszy go jak n.
Czy ja umarem? krzykn kender. Wiem, e temu zaprzeczya, ale widziaem wasnego ducha.
Jeste martwy i nie jeste martwy, odpar gos, ale wkrtce
temu zaradzimy.
Przesta jazgota! zawoa Zgadywanka. Dranisz mnie, a kiedy jestem rozdraniony, nie mog pracowa.
Tasslehoff gwatownie podnis gow znad stou. Popatrzy na gnoma, ktry oderwa si od pracy, by spojrze na niego spode ba.
0* Nie widzisz, e jestem zajty? Najpierw jczysz, pniej stkasz, a potem zaczynasz mamrota pod nosem. To mnie
bardzo rozprasza.
1* Przepraszam powiedzia Tasslehoff.
Zgadywanka przewrci oczami, potrzsn gow z odraz i wrci do przygldania si urzdzeniu do podrowania
w czasie.
Wydaje mi si, e to pasuje tutaj, nie tam mamrota
gnom. Tak. Widzisz? A potem acuszek zaczepia si tutaj
i owija dookoa w taki sposb. Nie, nie cakiem tak. Musi
biec... Zaczekaj, ju wiem. To musi zmieci si wpierw tutaj.
Zgadywanka wzi jeden z klejnotw urzdzenia do podrowania w czasie i umieci go na swoim miejscu.
Teraz potrzebny mi jeszcze jeden taki czerwony wihajster. Zacz przetrzsa klejnoty. Tas ze smutkiem zauway, e sortuje je teraz cakiem tak samo jak w przeszoci inny
gnom, Gnimsh.
Przeszo, ktrej nie byo. Przyszo, ktra naleaa do
niej.
27

Moe to wszystko mi si przynio powiedzia do


siebie Tas. To o Goldmoon. Chyba bym wiedzia, gdyby umara. Chyba tak jako serce by mi si cisno, gdyby nie
ya, a tak si nie czuj. Chocia trudno tu oddycha. Tasslehoff wsta. Nie sdzisz, e tu duszno, Zgadywanko? Mnie
si wydaje, e tak odpowiedzia, poniewa gnom nie zwraca
na niego najmniejszej uwagi. W Wieach Wielkiej Magii
zawsze panuje zaduch doda, trajkoczc dalej. Cho mwi
tylko do siebie, suchanie wasnego gosu byo duo, duo milsze od syszenia tego drugiego, strasznego. To przez te skrzyda nietoperzy, szczurze oczy i zapleniae stare ksigi. Sdziem, e przez te szpary w cianach bdzie dmucha miy wiaterek, ale najwyraniej tak nie jest. Ciekawe, czy Dalamar byby bardzo niezadowolony, gdybym stuk mu jedno z okien?
Tasslehoff rozejrza si w poszukiwaniu czego, czym
mgby rzuci w szyb. Na stoliku sta brzowy posek elfiej
panienki, ktra najwyraniej nie miaa nic innego do roboty,
ni trzymanie girlandy kwiatw. Sdzc po warstwie kurzu,
nie ruszya si z miejsca od jakiego pwiecza, Tas wic pomyla, e zmiana scenerii moe jej si spodoba. Podnis
posek i wanie zamierza wysa elfi panienk w podr
przez okno, gdy usysza czyje gosy dochodzce z zewntrz.
Czujc ulg, e gosy sycha na zewntrz, a nie w jego
gowie, Tas odstawi figurk i z ciekawoci wyjrza przez
okno.
Przyjecha oddzia rycerzy, prowadzc z sob zaprzony
w konie otwarty wz wymoszczony som. Rycerze nie zsiedli
z koni, lecz z wysokoci siode spogldali z niepokojem na
krg ciemnych drzew, ktre ich otaczay. Ich wierzchowce tupay nerwowo. Dusze umarych snuy si wok pni niczym
aosna mga. Tas by ciekaw, czy jedcy je widz. Sam aowa, e widzi duchy i nie przyglda im si zbyt dokadnie
z obawy, e moe znw zobaczy siebie.
Martwy, lecz nie martwy.
Obejrza si przez rami na Zgadywank, zgitego wp
nad prac i mamroczcego pod nosem.
28

Ojejej, ale tu si krci mnstwo Czarnych


Rycerzy

powiedzia gono Tas. Ciekawe, co ci rycerze tu


robi?
Nie
ciekawi ci to, Zgadywanko?
Gnom co mrukn, ale nie podnis wzroku znad
pracy.
Urzdzenie rzeczywicie szybko wracao do stanu
pierwotnego.
19* Twoja praca na pewno moe poczeka. Nie
chciaby
chwil odpocz i popatrze na Czarnych Rycerzy?
spyta
Tas.
20* Nie odpar Zgadywanka, ustalajc rekord
najkrtszej
w historii odpowiedzi gnoma.
Tas westchn. Kender i gnom przybyli do Wiey
Wielkiej
Magii z dawn towarzyszk i star przyjacik Tasa,
Goldmoon
Goldmoon, ktra miaa dziewidziesit lat co do
dnia,
ale
ciao i twarz dwudziestoletniej kobiety. Powiedziaa
Dalamarowi, e ma si z kim spotka w wiey. Elf gdzie j
zaprowadzi, a Palinowi poleci zabra Tasslehoffa z
gnomem
i umieci w jakim pokoju, eby zaczekali
zmieniajc
t
komnat w poczekalni. Wtedy wanie Dalamar
zapyta:
Rozumiesz znaczenie gnoma?".
Palin zostawi ich tutaj, zamykajc zaklciem drzwi.
Tas
wiedzia, e zamek zosta zaczarowany, bo zepsu ju
swoje
najlepsze wytrychy, bezskutecznie prbujc go otworzy.
Dzie,
w ktrym wytrychy zawodz, jest dniem, w ktrym ma
si
do
czynienia z czarodziejami, jak zwyk mawia jego
ojciec. '
Tas sta przy oknie i patrzy z gry na rycerzy,
ktrzy
najwyraniej czekali na co i nie byli zachwyceni
czekaniem,
kiedy wpad mu do gowy pewien pomys. Wpad z takim
impetem, e kender unis rk, w ktrej nie trzyma poska
elfiej
panienki, i pomaca si po gowie, szukajc guza.
Poniewa
go nie znalaz, zerkn ukradkiem (zastanawiajc si, co
to
ten
ukradek") na gnoma. Urzdzenie byo prawie cakiem
zoone. Zostao tylko kilka kawakw, a te byy do mae i
praw-

dopodo
bnie
niezbyt
wane.
Tera
z, kiedy
Tas
mia
ju
plan,
od razu
poczu
si
lepiej.
Wrci
do
obserw
owania
wydarz
e
przez
okno,
uwaaj
c, e

dopiero od tej pory moe si odpowiednio cieszy t czynnoci. Zosta wynagrodzony widokiem ogromnego minotaura,
ktry wyszed z Wiey Wielkiej Magii. Tas znajdowa si na
trzecim pitrze i z gry widzia czubek gowy potwora. Gdyby
teraz wyrzuci posek przez okno, mg minotaurowi nabi
guza.
Rbnicie minotaura w gow byo fantastycznym pomysem i Tas mia wielk ochot to zrobi. Jednake w tym momencie z wiey wyszo kilku Czarnych Rycerzy, ktrzy nieli
co midzy sob. Byy to zwoki przykryte czarn tkanin.
Tas gapi si z gry, przyciskajc nos do szyby tak mocno,
e a usysza chrupnicie chrzstki. Kiedy oddzia nioscy
zwoki opuci wie, wiatr westchn wrd cyprysw i unis
caun, odsaniajc twarz zmarej osoby.
' Tas pozna Dalamara.
Rce mu zdrtwiay. Posek ze stukiem spad na posadzk.
Zgadywanka gwatownie unis gow.
Na podwjny karburator, po co to zrobi? spyta
gniewnie. Przez ciebie upuciem rubk!
Z wiey wyszli kolejni Czarni Rycerze, niosc nastpne
ciao. Powia ostrzejszy wiatr i niedbale narzucony na zwoki
kir zsun si na ziemi. Kender ujrza z gry twarz martwego
Palina. Mag mia szeroko otwarte oczy, nieruchome i zastyge.
Jego szaty byy przesiknite krwi.
11* To moja wina! zawoa Tas, targany poczuciem winy. Gdybym wrci umrze, tak jak powinienem, Palin
i Dalamar nadal by yli.
12* Czuj dym powiedzia niespodziewanie
Zgadywanka. Wcign powietrze w nozdrza. Przypomina mi si dom
stwierdzi i wrci do pracy.
Tas ze smutkiem patrzy przez okno. U podna wiey
Czarni Rycerze rozpalili ogie, podsycajc go suchymi gaziami i konarami z cyprysowego zagajnika. Drewno trzaskao.
Dym pi si po kamiennym murze wiey jak jakie trujce
pncze. Rycerze budowali stos pogrzebowy.
Zgadywanko spyta cicho Tasslehoffjak sobie ra30

dzisz z urzdzeniem do podrowania w czasie? Naprawie


je ju?
0* Urzdzenie? Nie mam teraz czasu na adne urzdzenia
odpowiedzia zarozumiale Zgadywanka. Prawie ju naprawiem ten aparat.
13* To dobrze stwierdzi Tasslehoff.
Z wiey wyszed kolejny rycerz. Dziewczyna miaa rude,
ostrzyone tu przy skrze wosy i wydawaa si znajoma Tasslehoffowi. Kender widzia j ju kiedy, chocia nie potrafi
sobie przypomnie gdzie.
Niosa kogo na rkach i sza bardzo powoli i z powag. Na
gony rozkaz minotaura pozostali rycerze przerwali robot
i stanli ze spuszczonymi gowami.
Dziewczyna powoli podesza do wozu. Tas stara si zobaczy, kogo niesie, ale minotaur zasania mu widok. Ostronie
pooya ciao na wozie. Odsuna si i wtedy Tasslehoof mg
bez przeszkd zobaczy, kto to jest.
Zakada, e to inny Czarny Rycerz, moe jaki wojownik,
ktry odnis rany. Ze zdumieniem ujrza, e na wozie ley
bardzo stara kobieta i natychmiast poj, e staruszka nie yje.
Byo mu strasznie przykro i zastanawia si, kto to taki. Pewnie
krewna Czarnego Rycerza o rudych wosach, bo dziewczyna
uoya bia sukni zmarej w fady, a potem przeczesaa palcami jej dugie, srebrnosiwe wosy.
Tak Goldmoon kiedy wygadzaa moje wosy, Galdarze powiedziaa.
Jej sowa niosy si wyranie w ciszy. Zdaniem Tasa zbyt
wyranie.
Goldmoon. Tas poczu, e smutek ciska go za gardo. Ona nie yje. Caramon, Palin... Wszyscy, ktrych znaem, umarli. To moja wina. To ja powinienem by martwy.
Konie zaprzone do wozu tupay niespokojnie, jakby chciay jak najszybciej opuci to miejsce. Tas obejrza si na Zgadywank. Zostay mu tylko dwa drobniutkie klejnoty, ktre
trzeba byo gdzie umieci.
Po co tu przyjechalimy, Mino? rozleg si wyranie
31

gromki gos minotaura. Podbia Solanthus i spucia tak


tgie lanie Solamnijczykom, e pobiegli z paczem do mamusi.
Caa Solamnia naley do ciebie. Dokonaa tego, co dotd nie
udao si nikomu...
14* Niezupenie, Galdarze poprawia go Mina.
Musimy jeszcze zdoby Sanction i trzeba to zrobi do dnia Festynu
Oka.
15* Festynu? Minotaur zmarszczy czoo. Festyn
Oka.
Na moje rogi, prawie zapomniaem o tym starym wicie.
Umiechn si szeroko. Jeste taka modziutka, Mino, e
dziwi si, i w ogle je znasz. Nie obchodzono go, odkd
zniky trzy ksiyce.
16* Goldmoon opowiedziaa mi o tym wicie
wyjania
Mina, czule gaszczc pomarszczony policzek staruszki.
Obchodzono je tej nocy, gdy wszystkie trzy ksiyce czerwony, biay i czarny stay w jednej linii, tworzc na niebie
wizerunek wielkiego, otwartego oka. Chciaabym to zobaczy.
17* Z tego, co syszaem, dla ludzkich istot bya to noc
swawoli i hucznych zabaw. Mj lud obchodzi t noc godnie i szacunkiem rzek Galdar poniewa wierzylimy, e Oko
jest okiem Sargasa, naszego boga dawnego boga doda pospiesznie, spogldajc z ukosa na Min. Co ma jednak wsplnego jakie stare wito z podbiciem Sanction? Trzy
ksiyce przepady, tak samo jak oko bogw.
18* Festyn si odbdzie, Galdarze oznajmia Mina.
Festyn Nowego Oka, Jedynego Oka. Bdziemy go witowa
w wityni Huerzyd.
19* Ale witynia Huerzyd jest w Sanction zaprotestowa minotaur. Jestemy po przeciwnej stronie kontynentu
od tego miasta, nie wspominajc ju o tym, e Sanction jest
pod cis kontrol Rycerzy Solamnijskich. Kiedy odbdzie si
to wito?
20* W wyznaczonym czasie odpara Mina. Kiedy
zostanie ukoczona budowa totemu. Kiedy czerwony smok spadnie z niebios.
Galdar wyda guchy pomruk.
32

W takim razie powinnimy ju maszerowa do Sanction i prowadzi z sob armi zamiast marnowa czas w tym
pospnym miejscu. Obrzuci wie nieprzyjaznym wzrokiem. Nasz marsz jeszcze si opni, jeli bdziemy zmuszeni wie z sob ciao tej starej kobiety.
Ogie stosu hucza i trzaska. Pomienie lizay mury wiey,
czernic je sadz. Dym dmuchn na Galdara, ktry opdzi si
od niego z irytacj. Pasmo dymu wcisno si przez okno i Tas
kaszln, zasaniajc usta doni.
Mam rozkaz przywie ciao Goldmoon, ksiniczki
Que-shu, powierniczki laski z bkitnego krysztau, do wityni
Huerzyd w Sanction w noc Festynu Nowego Oka. Stanie si
tam wielki cud, Galdarze. Nic nie opni naszej podry. Wszystko pjdzie zgodnie z rozkazami. Jedyny Bg dopilnuje tego.
Mina uniosa rce nad ciaem Goldmoon i zaintonowaa
modlitw. Z jej doni popyno pomaraczowote wiato.
Tas prbowa w nie spojrze, by zobaczy, co si dzieje, lecz
blask ku go w oczy jak drobniutkie kawaki szka, wywoujc
takie palenie i bl, e kender musia mocno zacisn powieki.
Nawet wtedy widzia przez nie wiato.
Modlitwa Miny ucicha. Jasno powoli zgasa. Tasslehoff
otworzy oczy.
Ciao Goldmoon spoczywao w sarkofagu ze zocistego
bursztynu. Zatopiona w bursztynie kobieta znw bya moda
i pikna. Miaa na sobie bia sukni, w ktr bya ubrana za
ycia. Jej zociste wosy, przetykane nitkami srebra, zdobiy
pira jednak wszystko zatopione byo teraz w bursztynie.
Tas poczu, e ciska go w doku, a potem w gardle. Zakrztusi si i przytrzyma parapetu okna.
Trumna, ktr stworzya, jest wspaniaa, Mino powiedzia Galdar poirytowanym tonem ale co zamierzasz
zrobi z ciaem tej kobiety? Chcesz je obwozi jako pomnik ku
czci tego Jedynego Boga? Wystawia na widok publiczny? Nie
jestemy kapanami. Jestemy onierzami. Mamy do stoczenia wojn.
Mina przygldaa si minotaurowi w milczeniu, a byo to
33

milczenie tak gbokie i straszliwe, e wchaniao w siebie


wszelki dwik, wszelkie wiato, krado powietrze, ktrym
oddychali. Okropna cisza tej furii obezwadnia Galdara, ktry
wyranie si skuli, poraony jej moc.
0* Wybacz, Mino wymamrota. Nie chciaem...
1* Cae szczcie, e ci znam, Galdarze oznajmia Mina. Wiem, e przemawiasz z gbi serca, bez zastanowienia.
Kiedy jednak posuniesz si za daleko i tego dnia nie bd ju
moga ci chroni. Ta kobieta bya dla mnie kim wicej ni
matk. Wszystko, co uczyniam w imieniu Jedynego Boga, uczyniam dla niej.
Mina odwrcia si do sarkofagu, pooya donie na jego
bursztynowej powierzchni i nachylia si nisko, by spojrze
w nieruchom, spokojn twarz Goldmoon.
2* Opowiedziaa mi o bogach, ktrzy kiedy istnieli, lecz
potem ich nie byo. Wyruszyam, by ich szuka dla ciebie! Gos Miny dra. Przyprowadziam Jedynego Boga do ciebie, matko. Jedyny Bg zwrci ci modo i urod.
Mylaam, e bdziesz zadowolona. Co zrobiam le? Nie rozumiem. Gaskaa bursztynow trumn, jakby wygadzaa
koc. W jej gosie pobrzmiewaa dezorientacja. Zmienisz
zdanie, droga mamo. Jeszcze zrozumiesz...
3* Mino rzek z niepokojem Galdar. Przepraszam.
Nie wiedziaem. Wybacz mi.
Kobieta pokiwaa gow. Nie odwracaa si.
Minotaur odchrzkn.
4* Co rozkaesz w sprawie kendera?
5* Kendera? powtrzya wojowniczka, ledwie go syszc.
6* Kendera i magicznego artefaktu. Powiedziaa, e s
w wiey.
Mina uniosa gow. Na jej policzkach byszczay zy.
Twarz miaa blad, oczy koloru bursztynu szeroko otwarte.
Kender.
Jej wargi uoyy si w ksztat tego sowa, lecz nie wypowiedziaa go na gos. Zmarszczya brwi.
34

21* Tak, oczywicie, przyprowad go.tu. Szybko!


Pospiesz
si!

22* Wiesz, gdzie on jest, Mino? spyta z wahaniem


w gosie minotaur. Wiea jest ogromna, tyle w niej pokoi.
Kobieta uniosa gow, spojrzaa wprost w okno Tasa
wprost na samego Tasa i pokazaa go.
Zgadywanko odezwa si kender gosem, ktry nie
przypomina mu wasnego gosu, lecz brzmia tak, jakby nalea do cakiem obcej osoby, kogo, kto jest szczerze i kompletnie przeraony. Musimy std ucieka. Natychmiast!
Odskoczy od okna jak oparzony.
23* Prosz, ju gotowe oznajmi gnom, z dum pokazujc urzdzenie.
24* Jeste pewny, e podziaa? spyta z obaw Tas.
Sysza kroki na schodach, a przynajmniej zdawao mu si, e je
syszy.
25* Oczywicie

powiedzia
Zgadywanka,
przeszywajc
go wzrokiem. Jest cakiem jak nowe. Tak przy okazji, do
czego suyo, kiedy byo nowe?
Tas, ktry nabra ju nadziei, usyszawszy pierwsz cz
wypowiedzi gnoma, znw podupad na duchu.
Skd wiesz, e dziaa, jeli nie wiesz, do czego suyo?
spyta kender. Teraz ju na pewno sysza kroki. Niewane. Daj mi je. Szybko!
Palin zamkn drzwi zaklciem, ale teraz, gdy nie y, czar
prawdopodobnie rwnie si rozproszy. Tas sysza tupot stp
i ciki oddech. Wyobrazi sobie olbrzymiego, cikiego minotaura, ktry gramoli si na gr po schodach.
Z pocztku mylaem, e to obieraczka do ziemniakw
mwi Zgadywanka. Potrzsn urzdzeniem, a zagrzechota acuszek. Ale jest troch za mae i nie ma podnonika
hydraulicznego. Wtedy pomylaem sobie...
To urzdzenie do podrowania w czasie. To wanie
zamierzam zrobi z jego pomoc, Zgadywanko oznajmi
Tasslehoff. Chc si cofn w czasie. Zabrabym ci z sob,
ale nie sdz, eby ci si za bardzo spodobao tam, dokd si
35

udaj. Wracam do czasu Wojny Chaosu, eby nadepn na


mnie olbrzym. Bo widzisz, to moja wina, e wszyscy, ktrych
kochaem, nie yj, a jeli tam wrc, to oni bd ywi. Za to
ja bd nieywy, ale to nie ma znaczenia, boja i tak ju jestem
nieywy...
10* Tarka do sera stwierdzi Zgadywanka, przygldajc
si bacznie urzdzeniu. Albo mogaby to by po kilku
modyfikacjach maszynka do mielenia misa, a do tego...
11* Niewane powiedzia Tasslehoff i zaczerpn gboko tchu, eby doda sobie odwagi. Podaj mi tylko to
urzdzenie. Dzikuj ci, e je naprawie. Przykro mi, e ci
zostawiam w Wiey Wielkiej Magii z rozzoszczonym minotaurem i Czarnymi Rycerzami, ale kiedy zostan nadepnity,
moe ich ju tu nie by. Zechcesz poda mi to urzdzenie?
Kroki ucichy, ale chrapliwe dyszenie wci brzmiao.
Schody byy strome i zdradliwe. Minotaur musia przystan
i nabra tchu.
Poczenie wdki i stojaka na buty? zgadywa gnom.
Znw day si sysze kroki minotaura.
Tas da za wygran. Uprzejmo miaa swoje granice.
Zwaszcza uprzejmo wobec gnoma. Kender sprbowa wyrwa urzdzenie towarzyszowi.
Oddaj mi to!
21* Nie popsujesz go znowu? spyta Zgadywanka,
trzymajc je tu poza zasigiem rk Tasa.
22* Nie popsuj! powiedzia z przekonaniem
Tasslehoff.
Rzuci si raz jeszcze, zdoa pochwyci urzdzenie i wyrwa
je z rki gnoma.
23* Jeli bdziesz uwanie si przyglda, poka ci, jak
dziaa. Mam nadziej mrukn pod nosem.
ciskajc urzdzenie, Tas zmwi w gbi duszy cich modlitw.
Wiem, e mnie nie syszysz, Fizbanie... A moe syszysz, ale tak si na mnie zawiode, e nie chcesz mnie sucha. Szczerze mi przykro. Niezmiernie przykro. zy mu
napyny do oczu. Nigdy nie chciaem sprawi tylu kopo36

tw. Chciaem tylko przemwi na pogrzebie Caramona i powiedzie wszystkim, jakim by dla mnie dobrym przyjacielem.
Nigdy nie chciaem, eby tak si stao. Nigdy! Wic jeli tylko
raz pomoesz mi wrci do przeszoci, ebym umar, pozostan ju nieywy. Obiecuj.
Nic si nie dzieje mrukn Zgadywanka. Jeste
pewny, e wczye zasilanie?
Syszc zbliajce si coraz bardziej kroki, Tas unis urzdzenie nad gow.
Sowa zaklcia. Musz wymwi sowa zaklcia. Znam
je powiedzia kender i nerwowo przekn lin. To idzie
tak... tak... Twj czas naley do ciebie... Wdrujesz wok
niego... Nie, to nie moe by tak. Podrujesz. Podrujesz
wok niego... i co tam, co tam, przestwr...
Kroki brzmiay ju tak blisko, e czu, jak dry posadzka.
Na czole kendera lniy kropelki potu. Tas znw przekn
lin i popatrzy na urzdzenie, jakby mogo mu udzieli pomocy. Kiedy tego nie zrobio, potrzsn nim.
Teraz ju widz, w jaki sposb zostao popsute oznajmi surowym tonem Zgadywanka. Czy to dugo potrwa? Chyba sysz, e kto si zblia.
Chwy mocno pocztek, a skoczysz na kocu. Nie, to
nie tak powiedzia aonie Tas. Wszystko le. Nie pamitam sw! Co si ze mn stao? Kiedy znaem je na pami. Mogem je wyrecytowa, stojc na gowie. Wiem o
tym,
bo Fizban kaza mi to zrobi...
Co uderzyo w drzwi, jakby ciki minotaur stara si je
wyway barkiem.
Tas zamkn oczy, eby nie sysze, co si dzieje na korytarzu.
Fizban kaza mi wypowiedzie zaklcie wspak, stojc
na gowie. To by soneczny, pogodny dzie. Stalimy na zielonej polanie, po niebieskim niebie pyny takie puszyste
chmurki, pieway ptaki i Fizban te, pki nie poprosiem
go uprzejmie, eby przesta...
Kolejny donony omot i trzask pkajcego drewna.

37

Twj czas naley do ciebie.


Chocia podrujesz przeze.
Jego przestwr widzisz.
Wirujcy w wiecznoci.
Nie zakcaj jego biegu.
Chwy mocno koniec i pocztek.
Obr je w przd do siebie
A wszystko, co jest lune, utrwali si.
Przeznaczenie bdzie nad twoj gow.
Sowa przepeniy Tasslehoffa ciepem i jasnoci, niczym
blask soca tego wiosennego dnia. Nie wiedzia, skd si wziy, i nie zosta na tyle dugo, by o to spyta.
Urzdzenie zaczo jasno wieci, a klejnoty byszcze.
Ostatni rzecz, jakiej Tas dowiadczy, byo wraenie, e
kto go chwyta za rk. Ostatnim dwikiem by peen paniki
gos Zgadywanki, ktry krzykn:
Zaczekaj! Obluzowaa si rubka...
A potem wszelkie odgosy i doznania zaguszy cudowny
i ekscytujcy, podobny do szumu wiatru, dwik magii.

Kara za porak
7* Kender przepad, Mino zameldowa Galdar, wychodzc z wiey.
8* Przepad? Kobieta odwrcia si od bursztynowej
trumny, w ktrej spoczywao ciao Goldmoon, i spojrzaa na
minotaura. Co chcesz przez to powiedzie? To niemoliwe!
Jak mg uciec...
Mina wydaa okrzyk blu. Zgiwszy si wp, pada na kolana, obejmujc si ramionami i wbijajc paznokcie w obnaone ciao.
Mina! zawoa zaniepokojony Galdar. Nachyla si
nad ni, bezradny i zdezorientowany. Co si stao? Jeste
ranna? Powiedz mi!
Kobieta jczaa i wia si na ziemi, nie mogc mu odpowiedzie.
Galdar spojrza z wciekoci na rycerzy.
9* Mielicie jej strzec! Jaki wrg to uczyni?
10*
Przysigam, Galdarze! zawoa jeden z nich.

Nikt
si do niej nie zblia...
11*
Mino rzek minotaur, nachylajc si nad ni
po' wiedz mi, co ci boli!
Kobieta zadraa i w odpowiedzi przycisna rk do
czarnej kolczugi, ktr miaa na sobie, wskazujc serce.
Moja wina! wyjczaa, poruszajc krwawicymi

39

wargami. Przygryza je w mczarniach. Moja wina. To...


moja kara.
Nadal klczaa ze spuszczon gow i zacinitymi domi.
Struki potu spyway jej po twarzy. Dygotaa, wstrzsana gorczkowym dreszczem.
Wybacz mi! jkna. Sowa splamiy jej usta krwi.
Zawiodam ci. Zapomniaam o swoich obowizkach. To
si wicej nie powtrzy, przysigam na moj dusz!
Spazmy dotkliwego blu ustay. Mina westchna z dreniem. Jej ciao si rozlunio. Dziewczyna zrobia gboki wdech
i wstaa z wysikiem.
Rycerze zgromadzili si wok niej, zaniepokojeni i zdziwieni.
Alarm odwoany rzek Galdar. Wracajcie do swoich obowizkw.
Odeszli, czsto jednak ogldajc si za siebie. Minotaur pomaga Minie stawia chwiejne kroki.
24* Co ci si stao? spyta, patrzc na ni z trosk.
Mwia o karze. Kto ci ukara i za co?
25* Jedyny Bg odpara dziewczyna. Struki potu spyway po jej twarzy, cignitej wspomnieniem cierpienia, oczy
koloru bursztynu poszarzay. Nie wypeniam swoich obowizkw. Kender mia ogromne znaczenie. Powinnam najpierw go zapa. Tak.... Oblizaa skrwawione wargi i przekna lin. Tak mi si spieszyo na spotkanie z matk, e
zapomniaam o nim. Teraz on przepad i to moja wina.
26* Jedyny Bg ci to zrobi? powtrzy zaszokowany Galdar gosem drcym z gniewu. Jedyny Bg tak ci
skrzywdzi?
27* Zasuguj na to, Galdarze rzeka Mina.
Przyjmuj
to z chci. Bl, ktry mi zadano, jest niczym w porwnaniu
z blem, jakiego doznaje Jedyny Bg z powodu mojej poraki.
Minotaur zmarszczy czoo i pokrci gow.
Ale, Galdarze skarcia go Mina czy twj ojciec
nie chosta ci, kiedy bye may? Czy twj mistrz sztuki wojennej nie bi ci, kiedy popenie bd podczas nauki? Twj
40

ojciec nie spuszcza ci lania ze zoci. Mistrz nie oi ci skry


z nienawici. Kar wymierzano ci dla twego dobra.
2* To nie to samo warkn Galdar. Nigdy nie zapomni
widoku tej, ktra prowadzia armie do wspaniaych podbojw,
lecej na ziemi i wijcej si w mkach.
3* Oczywicie, e to samo wyjania agodnie Mina.
Wszyscy jestemy dziemi Jedynego Boga. Jak inaczej mamy
si nauczy swoich obowizkw?
Minotaur nie zna na to odpowiedzi. Mina uznaa jego milczenie za zgod.
4* We kilku ludzi i przeszukaj kad komnat w wiey.
Upewnijcie si, e kender nie chowa si w ktrej z nich. Podczas waszej nieobecnoci spalimy te ciaa.
5* Musz tam wraca, Mino? spyta Galdar gosem,
w ktrym wyranie pobrzmiewaa niech.
6* Czemu pytasz? Czego si boisz?
7* Niczego ywego odpar, rzucajc pospne spojrzenie na wie.
8* Nie bj si, Galdarze uspokoia go Mina. Beztrosko
rzucia okiem na ciaa czarodziejw, ktre wleczono na stos
pogrzebowy. Ich duchy nie mog ci skrzywdzi. Id suy
Jedynemu Bogu.
W niebiosach wiecio jaskrawe wiato. Odlegy i eteryczny blask jania silniej od soca, ktre w porwnaniu z'nim
wydawao si blade i przymione. miertelne oczy Dalamara
nie mogy dugo patrze w soce z obawy przed utrat wzroku, lecz w to pikne, czyste wiato mg si wpatrywa bez
koca, a przynajmniej tak mu si zdawao. Patrzy w nie z bolesn tsknot, ktra sprawiaa, e wszystko to, kim jest i kim
by, zdawao si czym marnym i pozbawionym znaczenia.
Kiedy, gdy by bardzo maym dzieckiem, wznis gow
ku rozgwiedonemu niebu nad swoj ojczyzn i ujrza srebrzysty ksiyc. Biorc go za byskotk tu poza zasigiem jego rczek, chcia si nim bawi. Zada, aby rodzice mu go
przynieli, a kiedy tego nie zrobili, paka ze zoci i frustracji.
41

Teraz czu si tak samo. Chciaby wybuchn paczem, lecz


nie mia oczu, by paka, ani ez do przelania. Jasne i cudowne
wiato znajdowao si poza jego zasigiem. Droga do niego
bya zagrodzona. Przed Dalamarem rozcigaa si bariera,
cienka niczym pajcza ni i mocna niczym stal. Choby nie
wiem jak si stara, nie mg pokona tej bariery, tego wiziennego muru otaczajcego wiat.
Nie by osamotniony. By jednym z wielu winiw. Dusze
zmarych snuy si niespokojnie po wiziennym dziedzicu
swej aosnej egzystencji, a kada z nich z tsknot spogldaa
na promienne wiato. adna jednak nie moga go dosign.
wiato jest bardzo pikne rozleg si cichy i peen
uroku gos. To, co widzisz, to jasno krlestwa zawiatw,
nastpny etap dugiej podry twojej duszy. Uwolni ci i pozwol ci si tam uda, ale musisz mi przynie to, czego potrzebuj.
Bdzie posuszny. Przyniesie wszystko, czego gos sobie
yczy, jeli tylko bdzie mg wyrwa si z tego wizienia.
Musia tylko sprowadzi magi. Spojrza na Wie Wielkiej
Magii i pozna, e miaa co wsplnego z tym, kim by kim
jest ale wszystko to ju mino, zostao za nim. Wiea bya
prawdziw skadnic siy czarodziejskiej. Widzia, jak magia
lni niczym struki zotego pyu wrd jaowego piasku, jakim
byo jego ycie.
Inne, niespokojne dusze wdary si do wiey opuszczonej
przez tego, ktry by jej panem. Dalamar spojrza w jasne
wiato i serce go zabolao od tsknoty. Doczy do rzeki
dusz, ktra wpywaa do wiey.
Prawie ju dotar do wejcia, kiedy pochwycia go czyja
rka i mocno przytrzymaa. Peen zoci i frustracji gos zasycza do niego:
12* Sta!

0* Sta! rozkazaa Mina. Zatrzyma si. Nie palcie


cia. Zmieniam zdanie.
Zaskoczeni rycerze upucili swoje brzemi. Zwoki pady
42

bezwadnie na ziemi. Rycerze wymienili spojrzenia. Nigdy


jeszcze nie widzieli, by Mina bya tak rozchwiana i niezdecydowana. Nie podobao im si to. Byli te niezadowoleni z tego,
e spotkaa j kara, nawet z rk tego Jedynego Boga. Jedyny
Bg by daleko i mia z nimi mao wsplnego. Mina bya blisko, a rycerze wielbili j i czcili.
Dobry pomys, Mino stwierdzi Galdar, wychodzc
z wiey. Spojrza wrogo na martwych czarodziejw. Niech
spy por spy. Kendera nie ma w wiey. Przeszukalimy j
od piwnic po strych. Chodmy z tego przekltego miejsca.
Trzaska ogie. Dym snu si wok wiey, tak jak smutni zmarli wili si wok pni cyprysw. ywi tkwili w penym
nadziei wyczekiwaniu, tsknic do chwili, gdy std odejd.
Wszyscy zastanawiali si, co zamierza zrobi Mina.
Kobieta uklka przy ciele Dalamara. ciskajc w jednej
doni medalion, ktry nosia na szyi, drug rk dotkna miertelnych ran czarodzieja. Jego otwarte oczy patrzyy pusto.
Mina zacza cicho piewa.
Zbud si, mj miy, podnie powieki.
Twa dusza zazna ode mnie opieki.
Porzu mrok niezgbiony.
Porzu swj sen nieprzeniony.
Ciao Dalamara ocieplio si pod dotykiem Miny. Krew zarowia szare policzki, ogrzaa zimne czonki. Elf otworzy
usta i z dreniem zaczerpn tchu. Dotknity przez Min, zadygota i poruszy si. Trup oy, lecz jego oczy pozostay martwe, puste.
Galdar przyglda si temu z dezaprobat. Rycerze patrzyli
z nabonym lkiem. Poprzednio Mina modlia si nad zmarymi, ale nigdy ich nie wskrzeszaa. Mwia, e zmarli su
Jedynemu Bogu.
Wsta rozkazaa.
yjce ciao o martwych oczach posusznie wstao.
Id do wozu. Tam czekaj na moje rozkazy.

Powieki elfa zadray. Jego ciaem targny konwulsje.


Id do wozu powtrzya kobieta.
Puste oczy maga powoli si poruszyy i zwrciy ku niej.
Wykonasz moje polecenie powiedziaa Mina
i kade inne, bo inaczej ci zniszcz. Nie twoje ciao. Strata tej
bryy misa nie miaaby teraz dla ciebie wikszego znaczenia.
Zniszcz twoj dusz.
Trup zadygota i po chwili wahania poczapa w stron wozu. Rycerze ustpowali mu z drogi i omijali go szerokim ukiem, cho kilku zaczo si umiecha. Powczcy nogami
stwr wyglda groteskowo. Jeden z rycerzy wybuchn nawet
gonym miechem.
Zdjty zgroz i wstrtem Galdar nie widzia w tym niczego
zabawnego. Bez zajknicia mwi o zostawieniu trupw spom' i zrobiby to bez wyrzutw sumienia w kocu byli to
czarodzieje ale to mu si nie podobao. Byo w tym co
zego, chocia nie potrafi dokadnie powiedzie co, ani dlaczego tak go to niepokoio.
Mino, czy to mdre? spyta.
Dziewczyna zignorowaa go. Nucc t sam pie nad drugim czarodziejem, pooya do na jego klatce piersiowej.
Trup usiad.
Id do swego towarzysza przy wozie polecia mu.
Palin zamruga. Jego twarz wykrzywi grymas. Powoli zacz unosi rce o poamanych palcach i wycign je przed
siebie, jakby chcia pochwyci co, co tylko on widzia.
Zniszcz ci rzeka srogo Mina. Masz by mi
posuszny.
Trup zacisn pici. Jego twarz wykrzywio cierpienie, bl
najwyraniej duo gorszy od miertelnych mczarni.
Id polecia Mina, wskazujc drog.
Umary zaprzesta oporu. Spuciwszy gow, pomaszerowa do wozu. Tym razem aden z rycerzy si nie zamia.
Mina usiada, blada, mizerna i wyczerpana. To by dla niej
smutny dzie. mier kobiety, ktr kochaa jak matk i gniew
jej boga. Spucia gow i zgarbia plecy. Wydawao si, e le44

dwo moe usta o wasnych siach. Galdarowi zrobio si jej


al. Pragn j pocieszy i doda jej otuchy, ale zwyciyo poczucie obowizku.
Mino, czy to mdre? powtrzy ciszonym gosem,
przeznaczonym tylko dla jej uszu. Nie do, e musimy
cign przez Ansalon trumn, teraz bd nas dodatkowo obcia te dwa... stwory. Nie wiedzia, jak je nazwa. Po
co to zrobia? Czemu to ma suy? Zmarszczy czoo.

Przez to ludzie czuj si nieswojo.


Przeszyo go spojrzenie bursztynowych oczu. Na twarzy
dziewczyny malowao si zmczenie i al, lecz jej oczy janiay czystym, niezmconym blaskiem i, jak zawsze, ich wzrok
przeszywa go na wylot.
Ty czujesz si nieswojo, Galdarze stwierdzia Mina.
Minotaur sapn. Wykrzywi wargi.
Mina przeniosa spojrzenie na trupy, ktre siedziay w tyle
wozu i gapiy si w pustk.
Ci dwaj czarodzieje s zwizani z kenderem.
0* S wic zakadnikami? zaciekawi si Galdar i od razu powesela. To ju byo co, co mg zrozumie.
1* Tak, Galdarze, jeli wolisz tak o tym myle. S zakadnikami. Kiedy znajdziemy kendera i ten artefakt, objani mi
jego dziaanie.
2* Przydziel dodatkow stra do ich pilnowania.
3* To nie bdzie konieczne powiedziaa Mina, wzruszajc ramionami. Nie myl o nich jak o winiach, ale ra; czej jak o oywionych kawaach misa. Przygldaa si im
; w zamyleniu. Co by powiedzia na cae takie wojsko? Armi onierzy, ktrzy wykonuj rozkazy bez wahania, walcz
; bez strachu, obdarzeni s nieludzk si, a kiedy padaj martwi, natychmiast znw si podnosz. Czy nie jest to marzet niem kadego dowdcy? Trzymamy ich dusze w niewoli
, dokoczya z zadum a ich ciaa wysyamy na wojn. Co ty
na to, Galdarze?
Minotaur nie bardzo wiedzia, co powiedzie, cho w istocie miaby do powiedzenia a nazbyt wiele. Nie potrafi so-

45

bie wyobrazi niczego bardziej ohydnego, bardziej obrzydliwego.


Przyprowad mi konia, Galdarze polecia Mina.
Czas ju opuci to miejsce smutku.
Minotaur skwapliwie wypeni jej rozkaz.
Dosiadszy konia, Mina zaja miejsce na czele tej pospnej kolumny. Rycerze otoczyli wz, tworzc wart honorow
dla zmarych. Wonica trzasn z bata i cikie konie pocigowe szarpny uprz. Wz i jego niezwyky adunek ruszyy
naprzd.
Dusze umarych rozstpiy si przed Min i to samo uczyniy drzewa. W nieprzebytym, spltanym gszczu otaczajcym
Wie Wielkiej Magii pojawia si cieka. Nawierzchnia bya
gadka, bo Mina nie yczya sobie, by trumna podskakiwaa na
wybojach. Czsto odwracaa si w siodle, by spojrze na wz,
na bursztynowy sarkofag.
Galdar zaj swe zwyke miejsce u boku Miny.
Trupy dwch czarodziejw siedziay na tyle wozu ze zwieszonymi nogami, zwiotczaymi rkami i domi zoonymi na
podokach. Wzrok miay utkwiony w pustce przed sob. Galdar raz si na nie obejrza. Zobaczy dwa zwiewne istnienia,
ktre snuy si za ywymi trupami niczym jedwabne szale
wplecione w koa wozu.
Ich dusze.
Szybko odwrci oczy i ju wicej si nie oglda.

mier Skie
Srebrny smok nie mia pojcia, ile czasu upyno, odkd
wszed do jaskini potnego bkitnego smoka, Skie. lepy
srebrzysty smok imieniem Zwierciado nie mg ustali upywu czasu, gdy nie widzia soca. Nie widzia go od dnia tej
dziwnej i straszliwej burzy. Od dnia, w ktrym usysza w nawanicy gos i go rozpozna; od dnia, w ktrym w gos nakaza mu zoy pokon i oddawa cze; od dnia, w ktrym zosta ukarany za odmow i trafiony piorunem, ktry go olepi
i zeszpeci. Byo to wiele miesicy temu. Odtd wdrowa po
wiecie, bkajc si w postaci ludzkiej istoty, bo lepy czowiek moe chodzi, podczas gdy lepy smok, ktry nie moe
lata, jest prawie cakiem bezradny.
Ukryty w jaskini Zwierciado nie zna niczego oprcz
nocy
i nie czu niczego oprcz nocnego chodnego mroku.
Nie mia pojcia, od jak dawna przebywa w tym legowisku
z cierpicym bkitnym smokiem. Moe upyn dzie, a moe
rok, odkd Skie zechcia wysun dania pod adresem Jedynego Boga. Zwierciado sta si niechccy wiadkiem tego zajcia.
Usyszawszy gos w burzy i poznawszy go, Zwierciado
przyby w poszukiwaniu odpowiedzi na t przedziwn zagadk. Jeli to gos Takhisis, to co ona robia na tym wiecie, skoro wszyscy inni bogowie odeszli? Po zastanowieniu srebrny
smok doszed do wniosku, e informacji moe mu udzieli
Skie.
47

Zwierciado zawsze mia co do niego wtpliwoci. Bdc rzekomo kryskim smokiem, podobnie jak on sam, Skie
wyrs na gada wikszego, silniejszego i potniejszego od
wszystkich bkitnych smokw w historii wiata. Skie rzekomo zdradzi swych pobratymcw, zabijajc ich i poerajc, jak
smoczy zwierzchnicy. Zwierciado czsto si zastanawia, czy
Skie naprawd zdradzi swoich krewniakw. A moe wanie
do nich doczy?
Zwierciado z wielkim trudem zdoa znale legowisko
Skie i wej do niego. Przyby w sam por, eby sta si wiadkiem tego, jak Mina wymierza smokowi kar za jego bezczelno i za rzekomy brak lojalnoci. Skie chcia j zabi, lecz
byskawica, ktra miaa zgadzi Min, odbia si od jej zbroi
i trafia w niego samego. Olbrzymi bkitny smok zosta miertelnie ranny.
Rozpaczliwie pragnc pozna prawd, Zwierciado zrobi
wszystko, co byo w jego mocy, by uzdrowi Skie. Udao mu
si to tylko czciowo. Utrzymywa bkitnego jaszczura przy
yciu, lecz pociski bogw s potn broni, a Zwierciado,
mimo swej smoczej natury, by miertelnikiem.
Zostawi swojego podopiecznego, by przynie wody dla
nich obu.
Skie czasami traci wiadomo, czasami j odzyskiwa.
W chwilach, gdy by przytomny i wiadomy tego, co si dzieje,
srebrny smok mg go wypytywa o Jedynego Boga bstwo,
ktremu teraz Zwierciado mg ju nada imi. Te rozmowy
byy bardzo rozcignite w czasie, poniewa Skie rzadko mg
zachowa przytomno duej ni przez chwil.
13* Ona skrada wiat powiedzia w pewnym
momencie
Skie, krtko po tym, jak po raz pierwszy odzyska wiadomo. Skrada go i przeniosa do tej czci wszechwiata.
Dawno ju to sobie zaplanowaa. Wszystko byo przygotowane. Czekaa tylko na waciw chwil.
14* Chwil, ktra nadesza w trakcie Wojny Chaosu
powiedzia Zwierciado. Przerwa i spyta cicho: Jak si
czujesz?
48

Umieram odpar szczerze Skie. Tak wanie si


czuj.
Gdyby Zwierciado by czowiekiem, rzekby jakie pocieszajce kamstwo, w zamierzeniu majce doda umierajcemu smokowi otuchy w jego ostatnich chwilach. Zwierciado jednak nie by czowiekiem, chocia chodzi teraz po
wiecie w ludzkiej postaci. Smoki nie zwyky ucieka si do
kamstw, nawet takich, ktre maj pociesza. Zwierciado by
do mdry, by wiedzie, e przynosz one pocieszenie tylko
yjcym.
Skie by smoczym wojownikiem. Bkitny smok niezliczone razy lata do boju i zabi wielu wrogw, strcajc ich z nie; ba. On i jego byy jedziec, otoczona z chwa Kitiara uth
Matar, siali postrach i zniszczenie na poowie Ansalonu w cza[ sie Wojny Lancy. Po Wojnie Chaosu Skie okaza si jednym
] z nielicznych smokw na Ansalonie, ktre obroniy si przed
obcymi smoczymi zwierzchniczkami, Malys i Beryl, a wreszcie urs w si do tego stopnia, e zaj miejsce wrd nich.
Mordowa i zjada inne smoki, czerpic si i moc z poera| nia wasnych pobratymcw. Wybudowa sobie ohydny totem
z czaszek ofiar.
Zwierciado nie widzia totemu, ale wyczuwa jego obec. no w pobliu. Sysza gosy umarych, oskarycielskie, pene gniewu, dajce zemsty. Zwierciado nie wspczu Skie.
Gdyby spotkali si w bitwie, srebrny smok staraby si pokoI na nieprzyjaciela i cieszyby si z jego mierci.
Skie take byby zadowolony. Zginby jak wojownik,
spad z nieba ze szponami mokrymi od krwi wroga i smakiem
I byskawicy na jzyku. Oto jak pragn umrze. A nie w taki
I sposb, lec bezradnie uwiziony w swoim legowisku i czujc, jak ycie wycieka z niego z kadym cikim, chrapliwym
oddechem, potne skrzyda nieruchomiej , a okrwawione pazury drgaj i drapi kamienne podoe.
Zwierciado rzek sobie w duchu, e aden smok nie powinien umiera tak mierci. Nawet jego najgorszy wrg.
aowa, e posuy si sw magi, by trzyma Skie przy y49

ciu, ale musia wiedzie wicej o tym Jedynym Bogu, musia


pozna prawd. Zabroni przystpu do swego serca litoci dla
nieprzyjaciela i kontynuowa zadawanie pyta. Skie nie zostao wiele czasu na to, by na nie odpowiedzie.
Mwisz, e Takhisis zaplanowaa te przenosiny
rzek Zwierciado w trakcie jednej z rozmw. Ty bye
czci jej planu.
Skie stkn. Zwierciado sysza, jak gad porusza masywnym cielskiem, by zagodzi cierpienie.
Byem najwaniejsz jego czci przeklty niech bdzie eon, w ktrym spotkaem t przebieg suk. To ja odkryem Portale. Nasz wiat, ten, gdzie urodziem sieja i reszta
moich pobratymcw, nie przypomina tego wiata. Nie dzielimy go z krtkowiecznymi istotami o mikkich ciaach. To
wiat smokw.
Skie nie mg powiedzie tego bez wielu przerw na oddech
i jkw blu. Zamierza jednak dokoczy swoj opowie.
Gos mia saby, lecz Zwierciado nadal sysza w nim gniew,
pobrzmiewajcy niczym dudnienie odlegego grzmotu.
Przemierzalimy nasz wiat i toczylimy zaarte boje
o przetrwanie. Smoczyce, ktre tu widzisz, Malys i Beryl, wydaj ci si olbrzymie i potne, ale w porwnaniu ze smokami,
ktre rzdziy naszym wiatem, to mae i aosne istoty. To
bya jedna z przyczyn, dla ktrych przybyy do tego wiata.
Ale uprzedzam wydarzenia.
Podobnie jak inni przedstawiciele mojej rasy widziaem, e
nasz wiat popada w stagnacj. Nie mielimy przyszoci, nasze dzieci mogy jedynie poera lub da si pore. Nie posuwalimy si naprzd, lecz cofalimy w rozwoju. Nie ja jeden szukaem drogi ucieczki z tego wiata, ale mnie pierwszemu si udao j znale. Dziki swej magii odkryem drogi,
ktre wiody przez przestrze eteryczn do wiatw bardzo odlegych od naszego. Nabraem wprawy w podrowaniu tymi szlakami. Nieraz ratoway mi ycie, bo gdy zagraa mi jeden ze Starszych, wystarczyo tylko, e skoczyem w eter, aby
uciec.
50

Wanie w przestrzeni eterycznej napotkaem Jej Mroczny


Majestat.
Mwic to, Skie zazgrzyta zbami, jakby mia ochot j
w nich zmiady.
Nigdy przedtem nie widziaem boskiej istoty. Nigdy
przedtem nie widziaem czego tak wspaniaego, nie znajdowaem si w obliczu takiej potgi. Ukorzyem si przed ni
i zaproponowaem, e bd jej sug. Ona bya zafascynowana
drogami przez eter. Nie urzeka mnie a tak bardzo, abym mia
nierozwanie wyjawi jej tajemnice tych szlakw, lecz
powiedziaem do, by zrozumiaa, e mog jej si przyda.
Takhisis zabraa mnie do swego wiata, ktry nazywaa
Krynn. Powiedziaa mi, e na Krynnie jest tylko jednym
z
wielu bogw. Mwia, e jest najpotniejsza i dlatego
pozostali
obawiaj si jej i stale knuj przeciwko niej spiski. Kiedy od. niesie nad nimi zwycistwo i wtedy otrzymam hojn nagrod.
Bd rzdzi Krynnem i mikkociaymi istotami, ktre go zamieszkuj. To mia by mj wiat, w zamian za moje usugi.
Nie warto chyba wspomina, e kamaa.
Zwierciado zawrza gniewem na myl o tej aroganckiej
ambicji, pozbawionej wszelkiej troski o los mieszkacw tego wiata, ktry najwyraniej dla krlowej Takhisis by tylko
byskotk. Srebrny smok dooy stara, by ukry to uczucie. Musia usysze wszystko, co Skie mia do powiedzenia.
Zwierciado musia si dowiedzie, co si stao. Nie mg
zmieni przeszoci, ale moe uda mu si wpyn na przyszo.
Byem wtedy mody cign Skie a mode naszego gatunku s rozmiarw bkitnych smokw na Krynnie. Krlowa Takhisis poczya mnie w par z Kitiar, ulubienic
Krlowej Ciemnoci. Kitiar...
Skie umilk, pograjc si we wspomnieniach. Westchn
gboko, a byo to bolesne westchnienie tsknoty.
Bitwy, ktre stoczylimy razem, byy wspaniae. Po raz
pierwszy dowiedziaem si, e mona walczy o co wicej ni
tylko przetrwanie mona walczy o honor, dla radoci wal-

51

ki, dla chway zwycistwa. Z pocztku gardziem sabeuszami,


ktrzy zamieszkiwali ten wiat: ludmi i ca reszt. Nie rozumiaem, dlaczego bogowie pozwalaj im istnie. Wkrtce zaczli mnie fascynowa, szczeglnie Kitiara. Dzielna, miaa,
nigdy nie wtpia w siebie, dokadnie wiedziaa, czego chce,
i po to sigaa. Ach, jak ona byaby bogini.
Skie przerwa. Z jego garda wydoby si bolesny charkot.
15* Znw j zobacz. Wiem, e tak si stanie. Bdziemy
razem walczy... i znw wyruszymy ku chwale...
16* I przez cay ten czas wtrci Zwierciado, sprowadzajc rozmow na poprzedni temat pracowae dla Takhisis. Otware dla niej drog, ktra miaa j doprowadzi tutaj,
do tej czci wszechwiata.
17* Tak zrobiem. Wszystko dla niej przygotowaem. Musiaa tylko zaczeka na waciwy moment.
18* Ale chyba nie moga przewidzie Wojny Chaosu?
Zwierciado zdja przeraajca myl. A moe wojna wybucha z powodu jej machinacji?
Skie parskn z pogard.
Takhisis moe jest bystra, ale nie a tak. By moe
miaa jakie pojcie o tym, e w Szarym Klejnocie jest uwiziony Chaos. Jeli tak, musiaa tylko zaczeka bo czyme
dla niej jest czas, skoro jest bogiem a jaki gupiec go uwolni. Gdyby tak si nie stao, znalazaby inny sposb. Bezustannie wypatrywaa swojej okazji. Wojna Chaosu okazaa
si dokadnie tym, czego jej byo trzeba. Wszystko byo przygotowane. Takhisis udaa, e ucieka ze wiata, wycofaa swe
wsparcie i potg, sprawiajc, e ci, ktrzy na niej polegali,
stali si bezsilni. Musiaa to zrobi, bo do olbrzymiego zadania, ktre j oczekiwao, potrzebowaa caej swej mocy.
Nadszed odpowiedni moment. W chwili, gdy Chaos zosta
pokonany, uwolnia si niezmierzona energia. Takhisis ujarzmia j, poczya z wasn si i ruszya wiat z posad. Przeniosa go ciekami, ktre stworzyem sw magi, i umiecia
tutaj, w tej czci wszechwiata. Wszystko to stao si tak
szybko, e nikt na wiecie nie zauway zmiany. Sami bogo52

wie, zajci rozpaczliw walk o przetrwanie, nie mieli pojcia


ojej planach, a kiedy zdali sobie spraw, co si dzieje, byli tak
wyczerpani, e nie mogli zatrzyma Takhisis.
Krlowa Ciemnoci zabraa im wiat i ukrya go przed ich
oczami. Wszystko przebiegao zgodnie z planem. Pozbawione
bogosawiestwa bogw, odarte z boskiej magii ludy wiata
popady w rozterk i rozpacz. Sama Takhisis bya wyczerpana, tak saba, e omal nie obrcia si w nico. Potrzebowaa
czasu na powrt do zdrowia, na odpoczynek. Nie martwia si
jednak. Im duej ludzie pozostawali bez boga, tym bardziej
go pragnli. Kiedy wrci, odczuj tak wdziczno i ulg, e
zostan jej pokornymi niewolnikami. Takhisis przeliczya si
jednak w jednej drobnej kwestii.
12* Malys dokoczy Zwierciado. Beryl i reszta.
13* Wanie. Smoki zaintrygowaa ta nowa zabawka,
ktra
nagle spada midzy nie. Znuone walk o przetrwanie we
wasnym wiecie z radoci zawadny tym drugim. Takhisis
bya zbyt saba, by im przeszkodzi. Moga si tylko przyglda z bezsiln zoci, jak obejmuj panowanie nad wiatem. Mimo to okamywaa mnie i nadal obiecywaa, e gdy
kiedy znw bdzie potna, zgadzi uzurpatorw i odda wiat
mnie. Jaki czas wierzyem jej, lecz lata mijay, a Malystryx,
Beryl i reszta cigle rosy w si. Zabijay kryskie smoki,
poeray je, budoway swoje totemy, a ja nie miaem adnej
wieci od Takhisis.
Patrzyem na degeneracj wiata, coraz bardziej przypominajcego ten, ktry opuciem. Z radoci wspominaem czasy
bitew z Kitiar. Nie chciaem mie wicej do czynienia ze
swoimi pobratymcami i z aosnymi nieszcznikami, ktrzy
zamieszkiwali ten wiat. Poszedem do Takhisis i zadaem
zapaty.
Zatrzymaj sobie wiat" rzekem jej. Nie jest mi potrzebny. Nie chc go. Oddaj mi Kitiar. Razem bdziemy podrowa. Razem znajdziemy sobie wiat, gdzie czeka na nas
chwaa".
Obiecaa mi, e tak zrobi. Poszuka duszy Kitiary w miej53

scu zwanym Szaroci. Widziaem Szaro. Poszedem tam.


A przynajmniej tak mi si wydawao. Z gbi piersi Skie
wyrwa si guchy pomruk. Reszt syszae. Syszae sowa Miny, nowej pochlebczyni Krlowej Ciemnoci. Syszae,
jak powiedziaa mi, e zostaem zdradzony...
28* Jednak inni widzieli, e odszede...
14* Inni zobaczyli to, co kazaa im ujrze, tak samo, jak
wszyscy widzieli to, co kazaa im zobaczy pod koniec Wojny
Chaosu.
Skie umilk, rozpamitujc swe ze postpki. Zwierciado
sucha cikiego oddechu bkitnego smoka. Skie mg y
jeszcze kilka godzin lub dni. Zwierciado nie wiedzia ile. Nie
potrafi ustali, co jest rdem cierpienia Skie, a sam smok nie
chcia mu powiedzie. Zwierciado zastanawia si, czy bl nie
ley przypadkiem w gbi serca, a raczej duszy.
Zmieni temat, by odwrci uwag Skie.
15* Takhisis stana w obliczu nowego zagroenia
smoczych zwierzchnikw.
16* Zwierzchnikw warkn Skie. Tak, oni
stanowili problem. Takhisis miaa nadziej, e nadal bd walczy
i w kocu pozabijaj si nawzajem, ale wielkie smoki zawary
rozejm. Ogoszono pokj. Ludzie stali si beztroscy. Takhisis
obawiaa si, e wkrtce zaczn czci smoczych zwierzchnikw, co niektrzy ju czynili, i nie bd jej potrzebowa. Krlowa Ciemnoci nie miaa jeszcze do si, by stoczy bitw ze
smokami. Musiaa znale jaki sposb na zwikszenie swojej
mocy. Dawno ju zauwaya marnotrawstwo energii, odchodzcej ze wiata wraz z duszami zmarych, i od dawna nad nim
ubolewaa. Wpada na pomys, jak uwizi umarych w wiecie i w ten sposb posuy si nimi, by skra dzik magi
i posili si ni. Kiedy uznaa, e jest do silna, by wrci, powrcia w t burzliw noc.
17* Tak rzek Zwierciado. Usyszaem jej gos. Zawoaa, bym doczy do jej legionw i czci j jako swego boga. Moe i bym tak zrobi, lecz co mnie powstrzymao. Po-

54

znaem ten gos sercem, nawet jeli nie rozumem. Spotkaa


mnie wic kara. Zostaem...
Przerwa. Skie zacz si krci, starajc si podnie swe
wielkie cielsko z podogi jaskini.
26*
Co si stao? Co robisz?
27*
Musisz si ukry powiedzia Skie,
rozpaczliwie
usiujc wsta. Nadchodzi Malys.
28*
Malys! powtrzy zaniepokojony
Zwierciado.
29*
Usyszaa, e umieram. Te tchrzliwe fagasy,
ktre
mi
suyy, na pewno pobiegy do niej w te pdy z radosnymi wieciami. Wielki sp przychodzi skra mj totem. Powinienem
jej na to pozwoli! Takhisis przywaszczya sobie totemy na
wasny uytek. Malys co noc bierze do oa swego najgorszego
wroga. Niech ten czerwony potwr przyjdzie. Bd z ni walczy do ostatniego tchu...
Moe i Skie majaczy, jak sdzi Zwierciado, lecz rada, by
si schowa, brzmiaa rozsdnie. Nawet gdyby nie by niewidomy, unikaby walki z olbrzymi czerwon smoczyc, chocia czu do niej gbok nienawi i odraz. Zwierciado wi; dzia zbyt wielu swych pobratymcw zmiadonych w potnych szczkach, spalonych w jej przeraajcym ogniu. Sam
brutaln si nie mona byo pokona tej nieziemskiej istoty.
; Najwikszy, najsilniejszy smok na Krynnie nie mgby dorwna Malystryx.
Nawet bg nie omiela si stawi jej czoa.
Zwierciado wrci do ludzkiej postaci. Czu si bardzo
kruchy i bezbronny w mikkiej skrze, z drobnymi i delikatnyI mi komi i wt muskulatur. Mimo to lepy czowiek mg
l da sobie rad w wiecie. Zwierciado zacz szuka po omacl ku drogi wok masywnego ciaa Skie. Srebrny smok zamieI ra si wycofa, zapuci si gbiej w krty labirynt korytarzy legowiska niebieskiego jaszczura. Macajc rk wok siebie, natrafi na co gadkiego i zimnego.
Przez jego rami przebieg dreszcz. Srebrny smok by niewidomy, lecz natychmiast pozna to, czego dotkn by to

55

totem Skie, zrobiony z czaszek jego ofiar. Zwierciado wzdrygn si, cofn rk i w popiechu omal nie straci rwnowagi.
Wpad na cian, przytrzyma si jej i posuy si ni przy stawianiu nastpnych krokw.
Zaczekaj. W ciemnoci korytarzy zabrzmia syczcy
gos Skie. Wywiadczye mi przysug, srebrny smoku.
Ocalie mnie przed mierci z jej ohydnych rk. Dziki tobie
mog umrze na wasnych warunkach, zachowujc resztki
godnoci. Odwzajemni ci si przysug. Innych twoich pobratymcw zotych i srebrnych smokw szukae i nie moge ich znale, prawda?
Zwierciado nie chcia si do tego przyzna, nawet przed
konajcym bkitnym smokiem. Nie odpowiedzia i dalej szuka po omacku drogi w tunelu.
One nie ucieky ze strachu dokoczy Skie. Tej
burzliwej nocy usyszay gos Takhisis. Niektre poznay go
i zrozumiay, co to znaczy. Opuciy wiat w poszukiwaniu
bogw.
Zwierciado stan i odwrci lepe oczy w stron gosu
Skie. Z zewntrz dochodzi go dwik, ktry bkitny smok
usysza ju dawno temu opot olbrzymich skrzyde.
1* To bya puapka rzek Skie. One odeszy, a teraz
nie mog wrci. Takhisis je uwizia, tak samo, jak uwizia
dusze umarych.
2* Co mona zrobi, eby je uwolni? spyta Zwierciado.
3* Powiedziaem ci wszystko, co sam wiedziaem odpar Skie. Mj dug wdzicznoci jest spacony, srebrny
smoku. Lepiej si pospiesz.
Idc najszybciej, jak mg, Zwierciado zda niepewnym
krokiem w gb tunelu. Nie mia pojcia, dokd idzie, ale domyla si, e zagbia si w czelu jaskini smoka. Praw rk
dotyka ciany i szed wzdu niej, nigdy nie odrywajc od niej
doni. Mwi sobie, e w ten sposb bdzie mg trafi do wyjcia. Kiedy usysza gos Malys, piskliwy i wysoki dziwny
dwik jak na tak masywne stworzenie zatrzyma si. Przy56

ciskajc do mocno do ciany, przykucn na gadkiej pododze, chowajc si w chodnym mroku jaskim. Przyciszy nawet
oddech, obawiajc si, e smoczyca moe go usysze i zacz
szuka.
Zwierciado kuli si w legowisku bkitnego smoka i z obaw czeka na wynik.
Skie wiedzia, e kona. Serce mu koatao i drao w piersi.
Walczy o kady oddech. Tskni za tym, by pooy si i odpocz, zamkn oczy, zagubi si w przeszoci. Jeszcze raz
rozpostrze skrzyda, ktre miay kolor nieba, i wzbi si
w chmury. Znw usysze gos Kitiary, jej stanowcze komendy, drwicy miech. Poczu, jak wodze w jej pewnych i sprawnych rkach prowadz go bezbdnie tam, gdzie toczy si najbardziej zacity, najbardziej zaarty bj. Znw upaja si zgiekiem bitwy i woni krwi, rozrywa szponami ciao i sysze
radosny okrzyk bojowy Kitiary, rzucajcej wyzwanie wszystkim przybyszom. Wrci do stajni, da sobie opatrzy rany
i czeka, a Kitiara przyjdzie, jak zawsze usidzie obok niego
i bdzie jeszcze raz przeywa bitw. Przychodzia do niego,
porzucajc te mizerne ludzkie istoty, ktre chciay j kocha.
Smok i jedziec tworzyli zesp morderczy zesp.
C, Skie rozleg si czyj gos. Znienawidzony
gos. Malys wsadzia eb do jaskini, zasaniajc soce. le
mnie poinformowano. Widz, e jeszcze yjesz.
Skie podnis si. Jego sny i wspomnienia byy bardzo
prawdziwe, w odrnieniu od tej nierzeczywistoci.
Nie, nie umarem warkn. Wbija pazury gboko
w ska, walczc z blem i z wysikiem utrzymujc si na
nogach.
Malys wcisna wicej cielska do jego lea gow i barki,
przednie apy i szyj. Zwinite skrzyda przyciskaa do bokw,
a jej tylne apy i ogon zwisay z urwiska. Mae, okrutne oczka
obrzuciy go pogardliwym spojrzeniem. Lekcewac smoka,
poszukaa tego, po co przybya jego totemu. Znalaza go na
podwyszeniu porodku legowiska i lepia jej rozbysy.
57

Nie przeszkadzaj sobie powiedziaa zimnym tonem.


Zdaje si, e zdychae. Prosz, kontynuuj. Nie chciaam ci
przeszkadza. Przyszam tylko zabra kilka pamitek po chwilach, jakie spdzilimy razem.
Malys wycigna ap i zacza tka magiczn sie wok
czaszek totemu. Skie dostrzeg oczy w tych czerepach. Wyczuwa obecno swej krlowej. Takhisis ju nie dbaa o niego.
Przesta by jej przydatny. Teraz nie widziaa nikogo poza Malys. wietnie. Skie yczy im szczcia. Byy siebie warte.
Nogi mu dray. Nie mogy ju duej utrzyma jego ciaru i smok pad ciko na podog swego legowiska. By zy
na siebie. Wcieky. Musia walczy, stawia opr, przynajmniej zostawi swj lad na Malys. Ale by taki saby i rozdygotany. Serce walio mu, jakby miao wyskoczy z piersi.
' Skie, mj liczny Bkitku! dobieg go kpicy, rozemiany gos Kitiary. Co to, leniu, jeszcze pisz? Pobudka!
Bdziemy dzi toczy bitwy, zadawa mier. Nasi wrogowie
nie pi, moesz by tego pewny.
Skie otworzy oczy. Oto staa przed nim Kitiara, jej niebieska smocza zbroja lnia w socu. Kobieta posaa mu krzywy
umiech i uniosa rk, wskazujc co.
Tam stoi twj wrg, Skie. Zostao ci do si na jedn
walk. Jeszcze jedna bitwa. Potem bdziesz mg odpocz.
Bkitny smok unis gow. Nie widzia Malys. Wzrok
pogarsza mu si gwatownie, gasnc wraz z yciem. Skie widzia jednak Kitiar i kierunek, ktry wskazywaa. Zaczerpn tchu, a by to ostatni dech w jego yciu. Lepiej, eby mu
si udao.
Oddech wymiesza si z siark w jego brzuchu. Smok
zion.
Powietrze rozdar skwierczcy trzask byskawicy. Zagrzmia
grom i gra zatrzsa si w posadach. Haas by straszliwy,
lecz mimo to Skie usysza, jak Malys wrzeszczy z wciekoci
i blu. Nie widzia, jakie zada jej obraenia, ale domyli si,
e s powane.
Rozwcieczona Malys zaatakowaa go. Ostrymi jak brzy58

twy pazurami przebia jego uski, rozszarpaa ciao i wydara


mu ziejc dziur w boku.
Skie nic nie poczu. Nie byo ju blu ani strachu.
Zadowolony, opuci eb na podog legowiska.
wietnie si spisae, mj liczny niebieski rozleg
si gos Kitiary i smok z dum poczu, e kobieta poklepaa go
po boku szyi. wietnie si spisae...
Saby piorun Skie nie wyrzdzi Malys prawdziwej szkody.
Wywoa tylko niemie uczucie mrowienia, ktre przebiego
przez jej ciao, i wyrwa duy kawa poronitego usk ciaa
z barku przedniej lewej apy. Bardziej zrani dum smoczycy
ni jej wielkie, rozdte cielsko. Malys rzucia si na konajcego Skie, rozrywajc i szarpic jego ciao, a jaskinia spyna
krwi. Wreszcie smoczyca uwiadomia sobie, e maltretuje
jedynie nieczuego trupa.
Ochonwszy z gniewu, wrcia do rozbierania totemu na
czci, by mc go zabra do swego legowiska w nowym pamie gr Goodlund, na Szczycie Malys.
Kiedy smoczyca napawaa si swoj zdobycz i ogldaa
z satysfakcj wielk liczb czaszek, czua, e moc w niej wzrasta od samego ich dotykania.
Malys nigdy nie lubia smokw z Krynnu. W wiecie,
w ktrym stanowiy gatunek dominujcy, budziy lk i szacunek reszty aosnych mieszkacw, i to je zepsuo. To prawda,
e czasami mikkoskre istoty z Krynnu podnosiy bro przeciwko smokom. Malys syszaa opowieci o tych starciach od
Skie, ktry bez koca opowiada jej o jakim wydarzeniu nazywanym Wojn Lancy, o dreszczu emocji wywoanym bitw
i wizi, jaka powstawaa midzy jedcem a jego smokiem.
Najwyraniej Skie za dugo przebywa poza rodzinnym
wiatem, jeli uwaa takie dziecinne przepychanki za prawdziwe bitwy. Malys walczya z kilkoma smoczymi jedcami
i nigdy w yciu nie widziaa czego rwnie zabawnego. Wrcia myl do swojego starego wiata, gdzie co dnia wybuchaa
jaka krwawa bitwa o ustalenie hierarchii w klanie.
Zmczeni nieustann walk o przetrwanie Malys i inni u59

cieszyli si ze znalezienia tego tustego i leniwego wiata.


Smoczyca nie tsknia za tamtymi okrutnymi czasami, lecz
miaa skonno do wspominania ich z nostalgi, jak stary weteran, ktry wraca mylami do przeszoci. Ona i jej pobratymcy dali tym sabowitym kryskim smokom cenn nauczk.
Tym, ktre przeyy. Smoki z Krynnu ukorzyy si przed ni,
przysigy jej suy i oddawa cze. A potem, pewnej nocy,
rozszalaa si ta dziwna burza.
Smoki Krynnu zmieniy si. Malys nie potrafia dokadnie powiedzie, co to za zmiana. Czerwone i niebieskie smoki
nadal jej suyy i zjawiay si na kade wezwanie, lecz miaa
wraenie, e co knuj. Czsto zastawaa je na prowadzonej
szeptem rozmowie, ktra szybko cicha, gdy tylko Malys si
pojawiaa. A ostatnio kilka z nich zniko. Smoczyca otrzymywaa raporty o kryskich smokach, ktre niosy smoczych
jedcw Czarnych Rycerzy z Neraki do bitwy z Solamnijczykami pod Solanthus.
Malys nie bya przeciwna temu, by smoki zabijay Solamnijczykw, lecz powinny skonsultowa si najpierw z ni. Lord
Targonne tak by postpi, lecz poleg, i to w raporcie o jego
mierci Malys po raz pierwszy usyszaa co, co j ogromnie
zaniepokoio na Krynnie pojawi si bg.
Malys syszaa pogoski o tym bogu tym samym, ktry
sprowadzi wiat do tej czci wszechwiata. Smoczyca jednak
nie widziaa jego ladw i moga jedynie doj do wniosku, e
bg przestraszy si jej przybycia i opuci pole walki. Pomys,
e mg si przyczai i szykowa do natarcia, nigdy nie przyszed jej do gowy i nic w tym zaskakujcego, gdy Malys
pochodzia ze wiata pozbawionego przebiegoci, gdzie rzdzia przemoc i sia.
Syszc doniesienia o tym Jedynym Bogu i szermierzu jego
sprawy, ludzkiej dziewczynie imieniem Mina, Malys nie zwracaa na nie wikszej uwagi gwnie dlatego, e Mina nie
zrobia niczego, by j rozzoci. Wrcz przeciwnie, jej dziaania cieszyy czerwon smoczyc. Mina usuna tarcz chronic Silvanesti i zabia biadolcego, samolubnego zielonego
60

smoka Cyana Bloodbane. Zastraszone elfy Silvanesti poszy


pod but Czarnych Rycerzy.
Malys nie bya zadowolona z wieci, e jej kuzynka Beryl
szykuje atak na krain elfw Qualinesti. Rzecz nie w tym, by
czerwona smoczyca dbaa o elfy, ale takie postpowanie oznaczao zerwanie paktu. Malys nie ufaa Beryl, nie ufaa jej ambicji i chciwoci. By moe ulegaby pokusie, by wtrci si
i nie dopuci do ataku, lecz lord Targonne, nieyjcy ju
przywdca Czarnych Rycerzy, zapewni j, e panuje nad sytuacj. Za pno Malys zdaa sobie spraw, e lord Targonne
nie panowa nawet nad wasnymi sprawami.
Beryl poleciaa, by zaatakowa i zniszczy Qualinesti, i udao jej si tego dokona. Elfy Qualinesti opuszczay teraz zgliszcza
swojej ojczyzny jak robactwo. Co prawda w trakcie tego ataku
smoczyca daa si zabi, ale Beryl zawsze bya impulsywn,
nadmiernie rozemocjonowan, nierozsdn ciamajd.
O mierci zielonego smoka zawiadomio Malys dwch sucych Beryl czerwone smoki, ktre korzyy si i paszczyy przed ni stosownie, ale, jak podejrzewaa, ukradkiem
zamieway si do rozpuku.
Malys zocio to, e czerwone smoki napawaj si miercijej kuzynki. Nie okazyway stosownego szacunku. Nie spodobao jej si take to, co usyszaa o mierci Beryl. Pachniao
jej to obecnoci jakiego boga. Beryl moe i bya ryczc
olic, ale by take olbrzymi, potn besti i Malys nie potrafia sobie wyobrazi okolicznoci, w ktrych banda elfw
potrafiaby j pokona bez boskiej interwencji.
Jeden z kryskich smokw podsun Malys pomys przywaszczenia sobie totemu Beryl. Przypadkiem wspomnia o tej
magicznej konstrukcji, zastanawiajc si, co si z ni stanie.
Z totemu nadal promieniowaa moc, nawet po mierci Beryl.
Ludzcy generaowie, ktrzy przeyli, zaczli przebkiwa, e
sami mogliby z niego skorzysta, gdyby tylko potrafili ustali,
jak ujarzmi jego magi.
Oburzona pomysem, e w brudne rce ludzkich istot mogoby si dosta co tak potnego i witego jak totem, Malys
61

natychmiast poleciaa, by zagarn go dla siebie. Posuya si


magi, by przenie go do swojego legowiska i dodaa czaszki
ofiar Beryl do wasnych. Zaczerpna magii i poczua, jak jej
moc j wypenia, czynic j silniejsz i potniejsz ni kiedykolwiek. Wtedy nadesza wiadomo od Miny, e dziewczyna
zabia potnego Skie.
Malys nie marnowaa czasu. To tyle, jeli chodzi o owego
boga. Niech si lepiej z powrotem schowa w tej dziurze, z ktrej wypez. Malys owina totem Skie magi i przygotowaa
go do zabrania. Przerwaa na chwil prac, obejrzaa si na
zmasakrowane szcztki wielkiego bkitnego smoka i zastanowia nad tym, czy nie powinna doda jego gowy do totemu.
Nie zasuguje na takie wyrnienie stwierdzia Malys, odsuwajc pogardliwym ruchem palca strzp ciaa i koci
Skie. Szaleniec, ot co. Niespena rozumu. Jego czaszka
pewnie bdzie przeklestwem.
Spojrzaa wciekym wzrokiem na ran na barku. Krwawienie ustao, ale oparzenie pieko i bolao, a uszkodzenie mini spowodowao zesztywnienie przedniej apy. Rana jednak
nie przeszkodzi jej w lataniu, a tylko to si liczyo.
Zgarnwszy czaszki w magiczn sie, Malys przygotowaa
si do odlotu. Przed odejciem jednak pocigna nosem w powietrzu i obejrzaa si raz jeszcze. W chwili przybycia wyczua co niezwykego, jaki dziwny zapach. Z pocztku nie
potrafia ustali, co to za zapach, lecz teraz go poznaa. Smok.
Jeden z tych kryskich smokw, i o ile Malys si powanie nie
mylia, by to smok metaliczny.
Malys przeszukaa komor legowiska Skie, w ktrym spoczyway jego zwoki, ale nie znalaza ladu metalicznego smoka; adnych rozrzuconych zotych usek czy skrawkw srebrnej skry na cianach. W kocu smoczyca daa za wygran.
Dokuczaa jej rana. Chciaa wrci do ciemnego, spokojnego
zacisza swojego legowiska i rozbudowa swj totem.
Mocno chwyciwszy oplecione sieci czaszki i podkuliwszy
zranion ap, Malys wysuna swe masywne cielsko z jaskini
martwego niebieskiego smoka i odleciaa ku wschodowi.

Smok srebrny i bkitny


Zwierciado pozostawa w ukryciu, dopki nie nabra cakowitej pewnoci, e Malys odleciaa i nie wrci. Sysza odgosy walki, nawet czu dum, gdy Skie sprzeciwi si ohydnej
czerwonej smoczycy, i dozna ukucia alu, gdy smok zgin.
Zwierciado sysza wcieky ryk blu Malys oraz to, jak smoczyca rozszarpywaa ciao Skie. Kiedy poczu, e obok jego rki pynie struka ciepej cieczy, domyli si, e to krew niebieskiego smoka.
Teraz, po odejciu Malys, Zwierciado zastanawia si, co
ma zrobi. Przyoy do do olepionych oczu i przeklina
swe kalectwo. Mia wane informacje dotyczce prawdziwej
natury Jedynego Boga. Wiedzia te, co si stao z metalicznymi smokami. I nie mg nic z tym zrobi.
Zwierciado uwiadomi sobie, e co jednak bdzie musia
zrobi potrzebowa jedzenia i picia. Wo smoczej krwi bya
silna, ale potrafi wyczu ledwo przebijajcy przez ni zapach
wody. Uy czarw, eby ponownie przybra ksztat smoka,
poniewa wch mia duo lepszy w tej postaci ni w mizernym
ludzkim ciele. Nieodmiennie cieszy si z przemiany, bo czu
si skrpowany i podatny na ciosy w wtej, bezskrzydej ludzkiej postaci o mikkiej skrze i kruchych kociach.
Przela si w ciao smoka, rozkoszujc si tym doznaniem
tak, jak przecigajcy si dugo i leniwie czowiek. Z mocnymi
uskami na ciele czu si duo pewniej i atwiej mu byo usta
63

na czterech nogach ni na dwch. Mia duo ostrzejszy wzrok;


potrafi dostrzec jelenia biegncego przez pole oddalone od
niego o mile.
Lub raczej, miaem kiedy ostrzejszy wzrok" poprawi
si srebrny smok.
Jego zmys wchu byl teraz duo czulszy i wkrtce Zwierciado znalaz strumyk, ktry pyn przez obszern jaskini.
Napi si do woli, a kiedy ugasi pragnienie, zastanowi si
nad zaspokojeniem godu. Zwszy koz. Skie upolowa grskiego koza i nie zdy go zje. Kiedy Zwierciado uciszy
burczenie w odku, od razu przejani mu si w gowie.
Mia nadziej, e uniknie wracania do gwnej komory legowiska, gdzie leay szcztki Skie, ale zmysy podpowiaday
mu, e kozie miso, ktrego szuka, znajduje si w tej jaskini.
Gd'zmusi Zwierciado do powrotu.
Posadzka bya mokra i liska od posoki. W powietrzu wisia silny zapach krwi i mierci. Moe to on stpi zmysy
Zwierciada, a moe to gd uczyni go nierozwanym. Niezalenie od przyczyny smok by niezmiernie zaskoczony, gdy
usysza czyj srogi i zimny gos, nioscy si echem po grocie.
Z pocztku mylaem, e to ty jeste za to odpowiedzialny rzek smok, przemawiajc w smoczym jzyku.
Teraz jednak widz, e si myliem. Nie moge pokona potnego Skie. Ledwo potrafisz si porusza po tej jaskini bez
wpadania na ciany.
Przypominajc sobie obronne czary, Zwierciado odwrci
lepe oczy w stron nieznajomego bkitnego smoka, sdzc po tonie gosu i lekkiej woni siarki, ktra go otaczaa.
Niebieski jaszczur musia wlecie do legowiska Skie gwnym
wejciem. Zwierciado by tak skupiony na swym uczuciu godu, e go nie zauway.
18* Nie zabiem Skie powiedzia Zwierciado.
19* Wic kto? Takhisis?
Zwierciado zdziwi si, syszc jej imi, a potem uwiadomi sobie, e nie powinien. Nie by jedynym smokiem, ktry
pozna ten gos w burzy.
64

29*
Mona tak powiedzie. Dziewczyna imieniem
Mina
razia go magicznym pociskiem, ktry spowodowa jego mier.
Dziaaa w samoobronie. Skie zaatakowa j pierwszy, twierdzc, e go zdradzia.
30*
Oczywicie, e go zdradzia potwierdzi
niebieski
smok. Czy kiedykolwiek postpowaa inaczej?
31*
Pogubiem si powiedzia Zwierciado.
Mwimy
o Minie czy o Takhisis?
32*
Praktycznie biorc, s tym samym. Zatem, co
tu
robisz,
srebrny smoku, i dlaczego tak tu cuchnie Malys?
33*
Malys zabraa totem Skie. By miertelnie
ranny,
lecz
mimo to nie podda si bez walki. Chyba j zrani, chocia
prawdopodobnie niezbyt powanie. By zbyt saby. Ona zemcia si na nim w ten sposb.
34*
Zuch z niego! rykn bkitny smok.
Mam
nadziej, e Malys dostanie gangreny i zdechnie. Nie odpowiedziae jednak na moje pytanie, srebrzysty. Po co tu przybye?
35*
Miaem pytania powiedzia Zwierciado.
36*
Otrzymae odpowiedzi?
37*
Tak odpar srebrny smok.
38*
Czy bye zaskoczony, gdy je usyszae?
39*
Raczej nie przyzna Zwierciado. Jak ci
na
imi?
Ja nazywam si Zwierciado.
40*
Aha, Stranik Cytadeli wiata. Mnie
nazywaj
Brzytwa. Jestem... niebieski smok umilk, a kiedy znw si odezwa, w jego gosie przebija smutek i al ...byem partnej rem marszaka Medana z Qualinesti. On nie yje, a ja radz so. bie teraz sam. Poniewa jeste srebrnym smokiem, moe ci
zainteresuje wie, e Qualinesti zostao zniszczone doda
Brzytwa. Jezioro mierci tak nazywajje elfy. Tylko tyle zostao z niegdy piknego miasta.
Zwierciado by podejrzliwy, nieufny.
41*
Nie mog w to uwierzy!
42*
Uwierz powiedzia ponuro Brzytwa. Na
wasne
oczy widziaem zniszczenia. Przyleciaem za pno, eby uratowa marszaka, ale za to byem wiadkiem mierci ogromnej
65

zielonej smoczycy Beryl. W jego tonie pobrzmiewaa ponura satysfakcja.


Chtnie posuchabym o tym rzek Zwierciado.
Niebieski smok zamia si cicho.
43* Nie wtpi. Elfy z Qualinesti zostay ostrzeone o jej
nadejciu i byy na to przygotowane. Stay na dachach domw
i wypuszczay w jej stron tysice strza. Do kadego pocisku
przymocowany by sznur wzmocniony magi. Elfy oczywicie
mylay, e to ich czary. Nieprawda. To bya jej magia.
44* Takhisis?
45* Po prostu chciaa si pozby kolejnego rywala i elfw
jednoczenie. Z tysicy wkien magicznego sznura powstaa
sie, ktra cigna Beryl z nieba. Elfy zamierzay zabi lec bezradnie na ziemi smoczyc, ale ich plan nie wypali.
Widzisz, elfy razem z krasnoludami wykopay tunele pod Qualinostem. Wiele elfw zdoao nimi uciec, lecz podziemne korytarze ostatecznie przyczyniy si do zagady miasta. Kiedy
Beryl spada na ziemi, od jej potwornego ciaru tunele si
zawaliy i w ziemi otworzya si ziejca jama. Wody Rzeki
Biaego Gniewu wystpiy z brzegw i wpyny do przepaci,
zatapiajc Qualinost i zmieniajc go w olbrzymie jezioro. Jezioro mierci.
46* Beryl nie yje szepn Zwierciado. Skie nie
yje.
Ziemie Qualinesti zniszczone. Takhisis likwiduje swych nieprzyjaci jednego za drugim.
47* Twoich nieprzyjaci take, srebrny smoku stwierdzi Brzytwa. I moich. Ci zwierzchnicy, jak sami siebie nazywaj, zabili wielu naszych pobratymcw. Powiniene si
cieszy ze zwycistwa naszej krlowej nad nimi. Cokolwiek
o niej mylisz, jest bogini naszego wiata i walczy w naszej
obronie.
48* Ona walczy tylko we wasnej obronie odpar Zwierciado. Tak jak zawsze. To wszystko jej wina. Gdyby Takhisis nie skrada wiata, zwierzchnicy nigdy by nas nie znaleli. Ci, ktrzy zginli, byliby teraz ywi: smoki, elfy, ludzie,
kenderzy. Zamordoway ich wielkie smoki, ale w ostatecznym
66

rozrachunku to Takhisis jest odpowiedzialna za ich mier, bo


to ona nas tu sprowadzia.
49* Skrada wiat... powtrzy Brzytwa. Podrapa
pazurami ska. Powoli porusza ogonem w prawo i w lewo, niespokojnie opoczc skrzydami. Wic to wanie zrobia.
50* Wedug Skie, tak. Tak mi powiedzia.
51* A dlaczego miaby ci to powiedzie, srebrny smoku?

spyta szyderczym tonem Brzytwa.


52* Bo prbowaem ocali mu ycie.
53* To bkitny smok, twj najbardziej znienawidzony
wrg! A ty prbowae ocali mu ycie! szydzi Brzytwa.
Nie jestem pisklciem, eby da si nabra na tak gadk
kendera.
Zwierciado nie widzia bkitnego smoka, ale mg si domyli, jak wyglda. Weteran walk o byszczcych jasno uskach, moe z kilkoma dowodzcymi dzielnoci szramami na
klatce piersiowej i gowie.
Ocaliem go z wystarczajco zimnego wyrachowania,
by zadowoli nawet ciebie odpar Zwierciado. Przyszedem do Skie w poszukiwaniu odpowiedzi na swoje pytania. Nie mogem pozwoli, eby umar i zabra odpowiedzi
z sob do grobu. Wykorzystaem go. Przyznaj to. Nie jestem
z siebie dumny, ale przynajmniej dziki mojej pomocy Skie
poy wystarczajco dugo, by zada cios Malys. Za to mi podzikowa.
Niebieski smok milcza. Zwierciado nie wiedzia, o czym
myli Brzytwa. Bkitny jaszczur skroba szponami ska, wachlowa skrzydami w cuchncym krwi powietrzu, siek ogonem w jedn i w drug stron. Zwierciado przygotowa zaklcia na wypadek, gdyby Brzytwa postanowi zaatakowa. Walka nie byaby wyrwnana po jednej stronie zaprawiony
w walkach niebieski smok, po drugiej lepy srebrzysty. Przynajmniej jednak Zwierciado, tak jak Skie, zostawi po sobie
lad na nieprzyjacielu.
Takhisis skrada wiat powiedzia Brzytwa zamylonym tonem. Sprowadzia nas tutaj. To ona, jak powie67

dziae, jest odpowiedzialna. Mimo to jest nasz bogini, tak


jak za dawnych czasw, i walczy, by zemci si za nas na naszych wrogach.
30* Jej wrogach rzek chodno Zwierciado. Inaczej
by si nie fatygowaa.
31* Powiedz mi, srebrny smoku zaciekawi si
Brzytwa
co czue, kiedy usyszae jej gos? Czy poczue, jak co
si budzi w twym sercu, w twej duszy? Niczego takiego nie
czue?
32* Czuem przyzna Zwierciado. Kiedy
usyszaem
gos w burzy, wiedziaem, e to gos boga, i na jego dwik
przeszed mnie dreszcz emocji. Dziecko bite przez ojca nadal
bdzie si do niego garn, nie dlatego, e rodzic jest dobry
czy mdry, lecz dlatego, e innego nie zna. Potem jednak zaczem zadawa pytania, a one zaprowadziy mnie tutaj.
33* Pytania rzek lekcewaco Brzytwa. Dobry onierz nie zadaje pyta. Sucha rozkazw.
34* Wic dlaczego nie wstpie do jej armii? spyta
Zwierciado. Po co przybye do legowiska Skie, jeli nie
po to, by zada mu pytanie?
Brzytwa nie mia odpowiedzi. Czy pogry si w mylach,
zastanawiajc si nad tym wszystkim, czy moe by wcieky
i planowa atak? Zwierciado nie wiedzia i nagle poczu si
zmczony t rozmow; zmczony i godny. Na myl o jedzeniu
zakruczao mu w brzuchu.
35* Jeli mamy walczy powiedzia Zwierciado
prosz ci, abymy to zrobili, gdy ju si posil. Umieram z godu,
a jeli si nie myl, czuj w jaskini zapach wieego koziego
misa.
36* Nie zamierzam walczy z tob rzek
zniecierpliwiony
Brzytwa. Gdzie honor w bitwie ze lepym przeciwnikiem?
Koza, ktrej szukasz, ley po lewej stronie, o jakie dwie dugoci szpona od ciebie. W jednym z tych totemw znajduje si
czaszka mojej partnerki. Moe gdyby nie sprowadzono nas tutaj, yaby dzi. Niemniej jednak doda pospnie niebieski
smok, machajc ogonem Takhisis jest moj bogini.
68

Zwierciado nie potrafi pomc bkitnemu smokowi. Upora si z wasnym kryzysem wiary. W jego przypadku nie by
on zbyt gboki, poniewa nikt z jego gatunku nigdy nie czci
Takhisis. Ich mio i wierno bya zarezerwowana dla Paladine^, Boga wiata.
Czy Paladine by gdzie tam i szuka swoich zaginionych
dzieci? Po burzy metaliczne smoki wyruszyy na poszukiwanie
bogw, a przynajmniej tak powiedzia Skie. Musiay ponie
klsk, bo Takhisis nadal nie miaa rywala. Mimo to Zwierciado wierzy, e Paladine nadal istnieje. Gdzie tam Bg
wiata nadal nas szuka. Takhisis spowia nas w ciemno,
ukrya przed jego wzrokiem. Jak rozbitkowie na morzu, musimy znale sposb, by da znak tym, ktrzy przeszukuj bezmiar oceanu, jakim jest wszechwiat.
Zwierciado zabra si do poerania kozy. Nie zaproponowa towarzyszowi poczstunku. Bkitny smok na pewno by
syty, bo widzia swoj zdobycz. Kiedy Zwierciado przemierza krain w ludzkiej postaci, nis ebracz misk, ywic si
ochapami. To byo pierwsze wiee miso, jakie jad od dawna, i zamierza si nim delektowa. Teraz mia ju jakie pojcie o tym, co moe zrobi, gdyby tylko udao mu si zdoby na
to rodki. Najpierw jednak musia si pozby tego niebieskiego
smoka, ktremu najwyraniej si zdawao, e znalaz sobie
przyjaciela.
Bkitne s towarzyskimi smokami i Brzytwie nie'spieszyo si do odejcia. Zasiad do pogawdki. Pocztkowo wydawa si maomwny, ale teraz paszcza mu si nie zamykaa,
jakby czu ulg, e moe komu opowiedzie, co mu ley na
sercu. Opisa mier swojej partnerki, ze smutkiem i dum
opowiada o marszaku Medanie. Mwi te o pewnym smoczym jedcu, Czarnym Rycerzu imieniem Gerard. Zwierciado sucha go tylko poow umysu, gdy w drugiej rodzi si
ju pewien pomys.
Na szczcie jedzenie zwalniao go z koniecznoci odpowiadania inaczej ni kilkoma pomrukami. Nim nasyci swj
gd, jego towarzysz znw zamilk. Zwierciado sysza, e
69

smok si ruszy, i mia nadziej, e niebieski jaszczur wreszcie


jest gotowy do odejcia.
Myli si. Brzytwa tylko zmienia pozycj, by usadowi si
wygodniej. Skoro nie mog si go pozby pomyla kwano srebrny smok posu si nim".
37* Co wiesz o totemach ze smoczych czaszek? spyta
ostronie Zwierciado.
38* Wystarczajco duo. Brzytwa warkn. Jak ju
mwiem, czaszka mojej partnerki zdobi jeden z nich. Czemu
pytasz?
39* Skie powiedzia co o nich. Powiedzia... Zwierciado musia si sporo nagowi, eby nie wyjawi wszystkiego, co Skie powiedzia o totemach i zaginionych metalicznych
smokach .. .co o tym, e Takhisis przywaszczya je sobie,
zagarna ich moc na swj uytek.
- Co to znaczy? To wszystko jest bardzo niejasne
stwierdzi Brzytwa.
40* Wybacz, ale nie powiedzia nic wicej. Wydawa si na
wp obkany, kiedy to mwi. Mg majaczy.
41* Z tego, co syszaem, tylko jedna osoba zna myli Takhisis, a jest ni ta dziewczyna, Mina, przywdczyni armii
Jedynego Boga. Rozmawiaem z wieloma smokami, ktre
przyczyy si do niej. Powiedziay, e Mina jest ulubienic
Takhisis i niesie z sob bogosawiestwo bogini. Jeli ktokolwiek zna tajemnic totemw, bdzie to Mina. Aczkolwiek dla
ciebie to niewiele znaczy, srebrny smoku.
42* Wrcz przeciwnie powiedzia w zamyleniu Zwierciado. To moe znaczy duo wicej, ni ci si zdaje.
Znaem Min, kiedy bya dzieckiem.
Brzytwa parskn z powtpiewaniem.
43* Jestem Stranikiem Cytadeli, pamitasz? przypomnia
Zwierciado. Ona bya wychowanic Cytadeli. Znaem j.
44* Moe znae j kiedy, ale teraz uznaaby ci za
wroga.
45* Tak by si zdawao zgodzi si srebrny smok.
Ale
Mina spotkaa mnie zaledwie kilka miesicy temu. Byem
w ludzkiej postaci, lepy, saby i osamotniony. Poznaa mnie,
70

ale darowaa mi ycie. Moe przypomniaa sobie chwile, ktre w dziecistwie spdzia ze mn. Zawsze zadawaa pytania...
Oszczdzia ci z sentymentalnej saboci rzek
z pogard Brzytwa. Wszystkie istoty ludzkie, nawet te najlepsze, maj t wad.
Zwierciado nic nie powiedzia, starannie ukrywajc umiech.
Oto bkitny smok, ktry potrafi opakiwa swego polegego
jedca, a mimo to strofowa ludzk istot za sentymentalne
przywizanie do znajomych z modoci.
19* Jednake w tym przypadku taka sabo mogaby si
okaza dla nas przydatna kontynuowa Brzytwa. Mocno
si otrzsn, od gowy do czubka ogona, i rozpostar skrzyda.
Doskonale. Pjdziemy do Miny i dowiemy si, co tu si
dzieje.
20* Powiedziae pjdziemy"? spyta zdumiony
Zwierciado. Naprawd sdzi, e si przesysza, chocia formy czasownikw dla osb my" i ja" w jzyku smokw s cakiem
inne i atwo je rozrni.
21* Powiedziaem Brzytwa podnis gos, jakby Zwierciado by guchy, a nie tylko lepy e pjdziemy razem,
miao spojrzymy w oczy Minie i zadamy, by wyjawia nam
plany naszej krlowej...
22* To niemoliwe uci srebrny smok. Jakiekolwiek
plany sam uoy, nie uwzgldniay one wsppracy z bkitnym smokiem. Widzisz moje kalectwo.
23* Widz odpar Brzytwa. To powane
okaleczenie,
a jednak najwyraniej nie powstrzymao ci ono od zrobienia
tego, co byo konieczne. Dotare tu, prawda?
Zwierciado nie mg temu zaprzeczy.
24* Podruj powoli, pieszo. Musz ebra o
poywienie
i schronienie...
25* Nie mamy czasu na takie bzdury. ebra! Od ludzi!

Brzytwa pokrci gow, a mu uski zagrzechotay. Sdziem, e wolaby umrze z godu. Musisz polecie ze mn. Czas
upywa. W wiecie dziej si doniose wydarzenia. Nie moemy marnowa czasu na to, by wlec si w tempie ludzkiej istoty.
71

Zwierciado nie wiedzia, co powiedzie. Pomys, e lepy


srebrny smok miaby jecha na grzbiecie bkitnego jaszczura,
by tak nieprawdopodobnie absurdalny, e lepiec mia ogromn ochot rozemia si na gos.
Jeli nie pjdziesz ze mn doda Brzytwa, widzc, e
Zwierciado nie moe si zdecydowa bd zmuszony ci
zabi. Mwisz bardzo gadko o pewnych informacjach, jakie
ci przekaza Skie, ale ogldnie i wymijajco o pozostaych.
Sdz, e Skie powiedzia ci wicej, ni chcesz przede mn
ujawni. W zwizku z tym albo pjdziesz ze mn abym mg
ci mie na oku, albo dopilnuj, eby te informacje przepady
razem z tob.
Srebrny smok nigdy bardziej gorzko nie aowa swojej
lepoty ni w tej chwili. Podejrzewa, e szlachetnym rozwizaniem byoby sprzeciwi si niebieskiemu smokowi i zgin w krtkiej i brutalnej walce. Taka mier byaby honorowa, ale niezbyt rozsdna. Zwierciado by jedn z dwch
istot na Krynnie, ktre wiedziay o odejciu jego pobratymcw, srebrnych i zotych smokw. Odleciay one na skrzydach magii, by znale bogw, lecz zostay schwytane i uwizione przez Jedynego Boga. Mina bya t drug istot
i chocia Zwierciado nie przypuszcza, by mu cokolwiek powiedziaa, nie mg by tego pewien, dopki z ni nie porozmawia.
20* Zostawiasz mi niewielki wybr rzek srebrny
smok.
21* Taki miaem zamiar odpar Brzytwa. Jego gos nie
brzmia zarozumiale, jedynie rzeczowo.
Zwierciado zmieni ksztat, porzucajc silne, potne smocze ciao na rzecz sabego, delikatnego ciaa ludzkiej istoty.
Przybra posta modego mczyzny o srebrnych wosach, ubranego w biae szaty mistyka z Cytadeli. Potwornie okaleczone
oczy zasoni czarn opask.
Poruszajc si powoli na ludzkich stopach, wymachiwa
dookoa ludzkimi rkami. Stawia chwiejne kroki, potykajc
si na kadym kamieniu w jaskini. Polizgn si w krwi Skie
i upad na kolana, kaleczc swe wte ciao. Zwierciado by
72

wdziczny za jedno nie musia widzie wyrazu litoci na


twarzy Brzytwy.
Bkitny smok by onierzem i nie namiewa si ze Zwierciada. Kierowa nawet jego krokami, podtrzymujc go ap,
i pomg mu wgramoli si na swj szeroki grzbiet.
W legowisku, gdzie leay zmasakrowane zwoki Skie,
unosi si silny odr mierci. Oba smoki z ulg opuciy jaskini. Na skalnym wystpie przed grot Brzytwa odetchn
wieym powietrzem, a potem rozpostar skrzyda i wzbi si
w chmury. Zwierciado trzyma si mocno grzywy niebieskiego smoka i ciska jego boki kolanami.
Trzymaj si uprzedzi Brzytwa. Wznis si wysoko
w niebo i zatoczy szeroki uk. Zwierciado domyli si, co
planuje niebieski smok i zgodnie z poleceniem chwyci si
mocno grzywy.
Srebrny smok czu, jak Brzytwa napenia puca, a potem
robi gwatowny wydech. Poczu wo siarki, usysza skwierczcy trzask byskawicy. Nastpi huk i odgos pkajcej skay, a potem oskot ton kamieni spadajcych z urwiska, dudnicych i grzechoczcych wrd grzmotu pioruna. Brzytwa
wypuci jeszcze jeden piorun i tym razem Zwierciadu wydao
si, e caa gra wali si w gruzy.
Tak oto odchodzi Khellendros, znany jako Skie
rzek Brzytwa. By dzielnym wojownikiem, tak oddanym
swemu jedcowi, jak ten jemu. Oby o kadym z nas mona
byo to samo powiedzie, gdy nadejdzie nasz czas na odejcie
z tego wiata.
Speniwszy swj obowizek wobec zmarego, Brzytwa
spuci skrzyda w ostatnim salucie, po czym zawrci i odlecia w innym kierunku. Dotyk ciepych promieni soca na karku powiedzia Zwierciadu, e lec na wschd. Srebrny smok
trzyma si mocno grzywy Brzytwy, czujc na twarzy silny podmuch wiatru. Wyobrazi sobie drzewa, zocce i si czerwienice wraz z nadejciem jesieni, podobne do klejnotw wprawionych w zielony aksamit k. Oczami wyobrani zobaczy
szarofioletowe gry zwieczone pierwszym niegiem o tej po73

rze roku. Daleko w dole leay niebieskie jeziora i wijce si


rzeki ze zot plam wioski zwocej jesienn pszenic lub
szar kropk szlacheckiego dworu otoczonego polami.
Dlaczego paczesz, srebrny smoku? spyta Brzytwa.
Zwierciado nie umia odpowiedzie, a Brzytwa, po chwili
namysu, postanowi nie powtarza pytania.

Kamienna forteca umysu


Dzika Elfka imieniem Lwica obserwowaa swojego ma
z rosncym zatroskaniem. Miny dwa tygodnie, odkd usyszeli straszne wieci o mierci Krlowej Matki i zniszczeniu
stolicy pastwa elfw Qualinost. Od tamtej pory Gilthas, mody krl Qualinesti, nie odezwa si prawie sowem do nikogo
ani do niej, ani do Plancheta, ani do czonkw ich eskorty.
Spa samotnie, okrywajc si kocem i odsuwajc si od niej,
kiedy prbowaa doda mu otuchy swoj obecnoci. Samotnie spoywa posiek, a jad bardzo niewiele. Wydawao si, e
niknie w oczach, tak bardzo schud, cho wcale nie mia z czego traci wagi. Jecha samotnie, milczcy i ponury.
Twarz mia blad, rysy stae i pospne. Nie opakiwa
matki. Nie uroni zy od tej nocy, gdy usyszeli okropne nowiny. Kiedy si odzywa, robi to tylko po to, by zada jedno pytanie: Jak daleko jeszcze do miejsca spotkania?
Lwica obawiaa si, e Gilthas mg znw popa w dawn
chorob, ktra nkaa go we wczesnych latach przymusowego sprawowania rzdw nad ludem Qualinesti. Bdc krlem
z nazwy, lecz z okolicznoci winiem, wpad w gbok depresj, ktra wywoaa u niego senno i brak dbaoci o cokolwiek. Czsto przesypia w ku cae dnie, wolc okropnoci
wiata sennych marze od rzeczywistych koszmarw. Wyszed z tego, si woli wynurzajc si z mrocznej toni, w ktrej omal nie uton. By dobrym krlem i wspomaga sw
75

wadz rebeliantw, dowodzonych przez jego on, ktrzy


waczyli z tyrani Czarnych Rycerzy. Wydawao si jednak, e
wszystko, co zyska, zostao stracone. Przepado wraz z wieci o mierci jego ukochanej matki i zniszczeniu stolicy pastwa elfw.
Planchet obawia si tego samego. Przyboczny i lokaj Jego
Wysokoci wraz z Lwic byli osobami odpowiedzialnymi za
wycignicie Gilthasa ze wiata koszmarw i sprowadzenie go
znw midzy tych, ktrzy go kochali i potrzebowali.
46* On obwinia siebie powiedziaa Lwica, jadc obok
Plancheta. Obydwoje patrzyli z trosk na samotnego elfa,
ktry jecha w pojedynk wrd swoich stranikw, wpatrujc si niewidzcym wzrokiem w drog przed sob. Obwinia si za to, e zostawi tam matk na mier. Obwinia si
za plan, ktry doprowadzi do zagady miasta i mierci tylu
setek elfw. Nie dostrzega tego, e dziki jego planowi Beryl
nie yje.
47* Ale za jake straszliw cen powiedzia Planchet.

On wie, e jego lud nigdy ju nie bdzie mg wrci do Qualinostu. Co z tego, e Beryl nie yje, skoro jej armie nie zostay
rozbite. To prawda, e wiele z nich zgino, lecz te siy, ktre
przerway, nadal pal i pustosz nasz pikny kraj.
48* To, co zostao spalone, mona odtworzy. Zniszczenia
mona odbudowa. Silvanesti wrcili do swoich domw, by
walczy z koszmarem powiedziaa Lwica. Oni odzyskali
swoj ojczyzn. My moemy zrobi to samo.
49* Nie jestem tego pewien odpar Planchet, nie odrywajc oczu od krla. Silvanesti walczyli ze snem, lecz popatrz, do czego ich to doprowadzio do jeszcze wikszego
lku przed wiatem zewntrznym i prby odizolowania si za
ochronn tarcz. A to spowodowao katastrof.
Qualinesti maj wicej rozumu upieraa si Lwica.
Planchet potrzsn gow. Nie chcc si z ni spiera, nie
podj dyskusji. Przejechali kilka mil w milczeniu, a potem
przyboczny krla rzek cicho:
Ty wiesz, co naprawd gryzie Gilthasa, prawda?
76

Lwica milczaa przez kilka dugich chwil, a potem odpara


pgosem:
Chyba tak.
On obwinia si za to, e nie znalaz si wrd zabitych
stwierdzi Planchet.
Ze zami w oczach Lwica pokiwaa gow.

Gilthas nienawidzi tego ycia, lecz zmuszony by je prowadzi. Nie dla swojego dobra, lecz dla dobra swojego ludu.
Ostatnio zacz si zastanawia, czy to wystarczajcy powd,
by dalej znosi t mczarni. Nie widzia nadziei dla nikogo,
nigdzie na wiecie. Tylko jedna wta ni czya go z tym yciem: obietnica, ktr zoy matce. Obieca Lauranie, e stanie na czele elfich uchodcw, ktrzy zdoali uciec z Qualinesti i czekali na niego na skraju Rwnin Pyu. Obietnic zoon
zmaremu trzeba speni.
Mimo to Gilthas zaglda w kad mijan po drodze rzek,
wyobraajc sobie spokj, jakiego by zazna, gdyby jej wody
zamkny si nad jego gow.
Wiedzia, e ona smuci si i martwi o niego. Wiedzia lub
podejrzewa, e boli jato, i si od niej odsun, zamkn w fortecy o kamiennych murach, w ktrej kry si przed wiatem.
Chciaby otworzy bramy i wpuci j do rodka, lecz to wymagao wysiku. Musiaby opuci zaciszny kt, w ktrym si schroni, wyj na soce, przemierzy dziedziniec pamici i otworzy wrota, by wpuci jej wspczucie wspczucie, na ktre
nie zasuy. Nie mg tego znie. Jeszcze nie teraz. Moe nigdy.
Gilthas obwinia siebie. Jego plan okaza si katastrofalny w skutkach. Sprowadzi zniszczenie na Qualinesti i jego
obrocw. Spowodowa mier jego matki. Mody krl ba si
spojrze w twarz uciekinierom. Wezm go za morderc i bd
mieli racj. Pomyl, e jest tchrzem, i nie bd si myli.
Uciek i zostawi swj gincy lud. Moe oskar go o rozmylne zaplanowanie zagady Qualinesti. W kocu by czciowo
czowiekiem. W swej depresji gotw by uwierzy w najbardziej fantastyczne przypuszczenia.
77

Rozwaa pomys, by wysa porednika w celu uniknicia


bezporedniego spotkania z uciekinierami.
Jakie to podobne do tchrza, ktrym jeste" szydzi
z siebie samego w duchu Gilthas. Uchylaj si od tej odpowiedzialnoci, tak jak uchylae si od innych".
Stanie z nimi twarz w twarz. Zniesie ich gniew i bl
w milczeniu, jako nalen mu kar. Zrzeknie si tronu i przekae wszystko senatowi. Senatorzy bd mogli wybra nowego wadc. On sam powrci do Jeziora mierci, gdzie spoczyway ciaa jego matki i jego ludu, i tam nastpi kres jego
cierpie.
Takie pospne rozmylania snu mody elfi krl, dzie po
dniu jadc samotnie. Wzrokiem wybiega przed siebie, ku jednemu celowi miejscu zgromadzenia uchodcw z Qualinostu, tych, ktrzy dziki szlachetnemu wysikowi krasnoludw
z Thorbardinu zdoali zbiec tunelami wykopanymi rkami krasnoludw pod krain elfw. Tam zrobi to, co musi. Speni
swoje przyrzeczenie, a potem bdzie mg odej wolno... na
wieki.
Pogrony w rozmylaniach, usysza, jak ona woa go po
imieniu.
Lwica miaa dwa gosy jeden oniny, jak go nazywa
Gilthas, a drugi onierski. Przechodzia od jednego do drugiego cakiem niewiadomie, dopki dawno temu Gilthas nie
zwrci jej na to uwagi. Gos ony by agodny i czuy. Gosem wojskowego komendanta mona byoby cina niewielkie
drzewa, jak artem twierdzi mody krl.
Nie dopuszcza do uszu agodnego i czuego gosu ony, bo
nie czu si godny mioci ani jej, ani nikogo innego. By jednak wadc i nie mg nie sysze gosu komendanta. Po tonie
pozna, e ona przynosi ze wieci.
19* Tak, co si stao? spyta, odwracajc si ku niej
i przygotowujc na najgorsze.
20* Otrzymaam raport... kilka raportw. Lwica przerwaa i zrobia gboki wdech. Baa si powiedzie mu o tym,
ale nie miaa wyboru. By krlem.
78

Wojska Beryl, o ktrych mylelimy, e zostay rozproszone i wybite, przegrupoway si i ponownie sformoway. Nie
sdzilimy, e to moliwe, ale wydaje si, e maj nowego
przywdc, ma imieniem Samuval. To Czarny Rycerz, ktry
sucha rozkazw nowego Pana Nocy, dziewczyny imieniem
Mina.
Gilthas patrzy na on w milczeniu. Jedna cz jego jani
usyszaa, zrozumiaa i przyswoia sobie informacj. Druga
wczogaa si jeszcze gbiej w ciemny kt jego wiziennej celi.
50* Ten Samuval twierdzi, e suy bogu znanemu jako
Jedyny Bg. Wie, jak niesie swoim onierzom, brzmi nastpujco: Jedyny Bg odebra Qualinesti elfom i zamierza je
odda ludziom, ktrych ta kraina jest prawowit wasnoci.
Wszyscy, ktrzy chc dosta darmow ziemi, musz si tylko
zacign do wojska kapitana Samuvala. Jego armia jest olbrzymia, jak moesz sobie wyobrazi. Kademu nicponiowi
i wyrzutkowi ludzkiej rasy spieszy si dosta kawaek naszej
piknej krainy. Oni ju wyruszyli, Gilthasie podsumowaa
Lwica. S dobrze uzbrojeni, dobrze zaopatrzeni i szybko
maszeruj, by zdoby i zaj Qualinesti. Nie mamy duo czasu. Musimy ostrzec nasz lud.
51* I co wtedy? spyta Gilthas.
Lwica nie poznaa jego gosu. By stumiony, jakby dochodzi zza zamknitych drzwi.
52* Bdziemy postpowa zgodnie z oryginalnym
planem
odpowiedziaa. Pjdziemy przez Rwniny Pyu do Silvanesti. Tyle e musimy i szybciej, ni przewidywalimy.
Wyl jedcw naprzd, eby uprzedzili uchodcw...
53* Nie przerwa jej Gilthas. To ja musz im o tym
powiedzie. Bd jecha dzie i noc, jeli zajdzie potrzeba.
54* Mj mu... Lwica odezwaa si gosem ony, czuym i kochajcym. Twoje zdrowie...
Gilthas uciszy j spojrzeniem, ktre sprawio, e sowa zamary jej na wargach, a potem zawrci i da koniowi ostrog.
Nagy odjazd krla zaskoczy jego przybocznych. Musieli popdzi swoje konie do cwau, eby go dogoni.
79

Westchnwszy gboko, Lwica posza w ich lady.


Miejsce, ktre Gilthas wybra na zgromadzenie elfich
uchodcw, znajdowao si na wybrzeu Nowego Morza, wystarczajco blisko Thorbardinu, aby krasnoludy mogy pomc
w obronie uchodcom, gdyby doszo do ataku, ale nie na tyle
blisko, by zaniepokoi krasnoludy. Lud ten rozumem wiedzia,
e kochajcym lasy elfom nigdy nie przyszoby do gowy, eby si osiedli w potnej podziemnej twierdzy Thorbardin,
ale w sercach przechowywa szczere przekonanie, e wszyscy
na Ansalonie musz im potajemnie zazdroci twierdzy i zagarnliby Thorbardin dla siebie, gdyby tylko mogli.
Elfy musiay take dooy wielkich stara, eby nie cign na siebie gniewu wielkiej smoczycy Onysablet, ktra zaja ziemie niegdysiejszego Nowego Wybrzea. Kraina ta bya
teraz'znana jako Nowe Mokrado, poniewa smoczyca posuya si sw wstrtn magi, by zmieni jej krajobraz w zdradzieckie bagno. Aby unikn podrowania przez jej terytorium, Gilthas zamierza przeci Rwniny Pyu. T rozleg
ziemi niczyj zamieszkiway plemiona barbarzycw, ktrzy
yli na pustyni i trzymali si z dala od wszystkich, nie interesujc si reszt wiata, tak jak reszta wiata nie interesowaa
si nimi.
Powoli, tygodniami, uchodcy cigali na miejsce spotkania. Niektrzy podrowali grupami, falami opuszczajc tunele wybudowane przez krasnoludy i ich olbrzymie, poerajce
ziemi robaki. Inni przybywali pojedynczo lub parami, uciekajc przez lasy z pomoc partyzanckich oddziaw Lwicy.
Zostawili domy, dobytek, pola uprawne i plony, gste lasy,
wonne ogrody i pikne miasto Qualinost z jego byszczc
Wie Soca.
Elfy byy pewne, e bd mogy powrci do swojej ukochanej ojczyzny. Ta ziemia naleaa do Qualinesti od zawsze,
przynajmniej tak im si wydawao. Patrzc wstecz, nie znajdowali w historii okresu, w ktrym nie byliby panami tej krainy.
Nawet po tym, jak krlestwa elfw rozpady si na poowy po
zaartych bratobjczych wojnach, tworzc dwa wielkie pa80

stwa elfw, Qualinesti i Silvanesti, Qualinesti nadal byli wadcami i mieszkacami ziem, ktre ju przedtem naleay do
nich.
To wygnanie byo przejciowe. Wielu spord nich pamitao jeszcze, jak byli zmuszeni opuci ojczyzn w czasie Wojny Lancy. Przeyli to i wrcili, by umocni swoje domy jeszcze bardziej ni poprzednio. Armie udzi mog przychodzi
i odchodzi. Smoki mog przychodzi i odchodzi, ale lud
Qualinesti pozostanie. Duszcy dym poarw wkrtce rozwieje si na wietrze. Spod czarnego popiou wystrzel zielone pdy. Elfy odbuduj zniszczenia, ponownie zasadz drzewa. Robiy to ju wczeniej i zrobi to znowu.
Tak pewne tego byy elfy, tak ufno pokaday w obrocach swego piknego miasta Qualinost, e nastrj w obozach
dla uchodcw, z pocztku ponury, sta si prawie wesoy.
To prawda, e byo wiele ofiar do opakiwania, bo Beryl
z rozkosz zabijaa kadego elfa, ktrego zastaa na otwartej przestrzeni. Cz uciekinierw zabiy smoki. Inni wpadli
w rce rozwcieczonych ludzi albo zostali schwytani przez
Czarnych Rycerzy z Neraki, ktrzy bili ich i torturowali. Jednak liczba zabitych bya zdumiewajco niska, biorc pod uwag fakt, e elfom grozia cakowita zagada. Dziki planom
modego krla oraz pomocy krasnoludw Qualinesti przeyli.
Zaczynali patrze w przyszo, a ta bya w Qualinesti. Nie potrafili sobie wyobrazi niczego innego.
Mdrzejsze pord elfw nadal martwiy si i niepokoiy,
bo dostrzegay nieomylne znaki, e nie dzieje si dobrze. Dlaczego nie ma adnych wieci od obrocw Cjualinesti? W miecie stacjonowali kurierzy, gotowi pobiec szybko do obozw
dla uchodcw. Powinni ju tu by z wieciami, dobrymi lub
zymi. Fakt, e nie dotarli w ogle, niektrych gboko zaniepokoi, a przez innych zosta cakiem zlekcewaony.
Brak wieci to dobre wieci" mawiali ludzie. Brak wybuchu to krok w dobr stron" gosio porzekado gnomw.
Elfy rozbiy namioty na piaszczystych plaach Nowego Morza. Ich dzieci chlapay si w agodnie bijcych o brzeg falach
81

i budoway zamki z piasku. W nocy doroli rozpalali ogniska


z drewna wyrzuconego przez morze, przygldali si bezustannie zmieniajcym si kolorom pomieni i snuli opowieci o innych czasach, w ktrych elfy musiay opuci swoj ojczyzn
opowieci, ktre zawsze miay szczliwe zakoczenie.
Pogoda bya pikna, nietypowe ciepo na tak pn por roku. Morze miao kolor ciemnego, prawie czarnego granatu,
ktry widzi si tylko jesieni i ktry zapowiada nadejcie zimowych sztormw. Drzewa uginay si od jesiennych darw
i jedzenia byo pod dostatkiem. Znaleziono strumienie wieej
wody do picia i kpieli. Elfi onierze strzegli swego plemienia
dniem i noc, a onierze krasnoludw trzymali stra w lesie,
jednym okiem obserwujc wojska najedcw, a drugim elfw.
Uciekinierzy czekali na Gilthasa. Czekali, a przyjdzie ich zawiadomi, e smok zosta pokonany i mog wrci do domu.

54* Panie powiedzia jeden ze stranikw,


podjedajc
do Gilthasa prosie, bym ci zawiadomi, gdy bdziemy
w odlegoci kilku godzin jazdy od obozu uchodcw. Obz
jest przed nami. Elf wskaza rk. Za tymi wzgrzami.
55* Wic tu zaczekamy oznajmi Gilthas, zatrzymujc
konia. Spojrza w niebo, na ktrym blade soce stao prawie w zenicie. Ruszymy w dalsz drog, gdy zapadnie
zmierzch.
56* Czemu si zatrzymujemy, mj mu? spytaa
Lwica,
podjedajc kusem w momencie, w ktrym Gilthas wydawa
polecenia. Pdzilimy na zamanie karku, eby dotrze do
naszego ludu, a teraz, gdy jestemy ju blisko, zatrzymujemy si?
57* Nowin, jak mam do przekazania, powinno si ogasza tylko w ciemnoci rzek, zsiadajc z konia i nie patrzc
na ni. Ani soce, ani ksiyc nie bd przywieca naszemu alowi. Mam nawet al do zimnego blasku gwiazd.
Strcibym je z nieba, gdybym mg.
58* Gilthasie... zacza elfka, lecz on odwrci si od
niej i odszed, znikajc w mroku.
82

Na znak Lwicy pody za nim stranik, zachowujc dyskretny dystans, ale idc wystarczajco blisko, by go chroni.
55* Trac go, Planchecie powiedziaa Dzika Elfka gosem penym blu i smutku i nie wiem, co mam robi, jak go
odzyska.
56* Nie przestawaj go kocha poradzi jej przyboczny
krla. Nic wicej nie moesz zrobi. Reszty musi dokona sam.
Gilthas i jego wita weszli do elfiego obozu uchodcw tu
po zmroku. Na play pony ogniska. Elfie dzieci taczyy
wrd pomieni niczym bystre cienie. Dla nich to byy wakacje, wielka przygoda. Noce spdzone w ciemnych tunelach
z krasnoludami o grubych gosach i budzcym lk wygldzie
przeszy ju do odlegych wspomnie. Szkolne lekcje odwoano, domowe obowizki zawieszono. Gilthas patrzy na roztaczone dzieci i myla o tym, co musi im powiedzie. Wakacje skocz si tej nocy. Jutro rano zacznie si cika walka
o przetrwanie.
Ile z tych dzieci, ktre tak wesoo taczyy wok ognisk,
umrze na pustyni z gorca i braku wody albo padnie ofiar
zych potworw, ktre podobno kr po Rwninach Pyu? Ilu
jeszcze jego rodakw zginie? Czy w ogle przetrwaj jako rasa, czy ta wyprawa przejdzie na zawsze do historii jako ostatni
marsz Qualinesti?
Gilthas wszed do obozu pieszo, bez dwiku fanfar: Ci,
ktrzy widzieli, jak przechodzi obok nich, byli zdumieni wygldem swego krla o ile w ogle wiedzieli, z kim maj do
czynienia. Gilthas bowiem tak bardzo si zmieni, e wielu go
nie rozpoznao.
Szczupy, wrcz wychudzony, blady i wty Gilthas straci
prawie wszystkie cechy, ktre wiadczyy o jego pokrewiestwie z ludmi. Jego delikatna, elfia budowa koci uwydatnia
si i staa si bardziej widoczna. Niektrzy szeptali z czcij
e jest ywym obrazem pradawnych elfich krlw, Silvanosa
i Kith-Kanana.
Szed przez obozowisko ku jego rodkowi, w ktrym po83

no ogromne ognisko. Na rozkaz Lwicy jego wita zostaa


z tyu. To, co mody krl mia do powiedzenia, musia powiedzie sam.
Na widok jego miny elfy przestay si mia, przerway
opowiadanie bajek, zatrzymay si w tacu i uciszyy dzieci.
Kiedy rozniosa si wie, e stoi midzy nimi krl, samotny
i milczcy, elfy zgromadziy si wok niego. Przywdcy senatu przybyli pospiesznie, mamroczc pod nosem z irytacj, e
odebra im szans na to, by go stosownie powita. Kiedy ujrzeli jego twarz w blasku ognia podobn do trupiej przestali
narzeka, zapomnieli o mowach powitalnych i przeczuwajc
co strasznego, oczekiwali na jego sowa.
Majc za to muzyk fal, wznoszcych si jedna za drug,
cigajcych si nawzajem do brzegu i powracajcych, Gilthas
opowiedzia histori upadku Qualinesti. Przekaza j w sposb
jasny, spokojny i pozbawiony emocji. Mwi o mierci swojej
matki. Mwi o bohaterstwie obrocw miasta. Wychwala bohaterstwo krasnoludw i ludzi, ktrzy polegli w obronie obcego im kraju i narodu. Opowiedzia o mierci smoczycy.
Elfy opakiway Krlow Matk i swoich bliskich, ktrzy
teraz z pewnociju nie yli. zy bezgonie spyway im po
twarzach. Nie szlochay gono z obawy, e nie usysz nastpnych sw.
To, co usyszay pniej, byo straszne.
Gilthas opowiedzia o armiach pod rozkazami nowego przywdcy. Mwi o nowym bogu, ktry przypisa sobie zasug
za wyrzucenie elfw z ich ojczyzny i oddawa t ziemi ludziom, ju napywajcym do Qualinesti z pnocy. Usyszawszy o uchodcach, armia zbliaa si szybko, by ich dogoni
i zniszczy.
Powiedzia im, e ich jedyn nadziej jest przedostanie si
do Silvanesti. Tarcza ochronna wok tego krlestwa przestaa
istnie. Ich kuzyni chtnie przyjm swoich ziomkw. Aby jednak tam dotrze, elfy musz przemaszerowa przez Rwniny Pyu.
Na razie zmuszony by im powiedzie Gilthas nie
84

ma mowy o powrocie. By moe, z pomoc naszych kuzynw,


zdoamy stworzy armi wystarczajco siln, eby wkroczy
do naszej ukochanej ojczyzny, wypdzi z niej wroga i odebra to, co nam skradziono. Jeli jednak bdzie to moliwe, to
dopiero w dalekiej przyszoci. Przede wszystkim musimy zadba o przetrwanie naszej rasy. Droga, ktr idziemy, nie bdzie atwa. Musimy ni kroczy razem, majc w sercach jeden
cel i jeden zamys. Jeli jedno z nas zboczy z drogi, zginiemy
wszyscy.
Mianowano mnie krlem dziki zdradzie i oszustwu. Teraz
znacie ju prawd. Od lat powtarzacie sobie szeptem t histori. Krl-Marionetka, tak mnie nazywalicie.
Mwic te sowa, spojrza na prefekta Palthainona. Dostojnik przywdzia mask alu, lecz oczami strzela na boki,
sprawdzajc, jak ludzie reaguj.
Byoby najlepiej, gdybym nadal peni t rol dokoczy Gilthas, odwracajc wzrok od senatora i przenoszc
spojrzenie na swj lud. Staraem si jednak by waszym
wadc i poniosem klsk. To mj plan zgubi Qualinesti; mj
plan umoliwi inwazj na nasz kraj.
Wznoszc rk, uciszy poddanych, poniewa elfy zaczy
szepta midzy sob.
Potrzebny wam silny krl rzek Gilthas, podnoszc
gos, coraz bardziej schrypnity od krzyczenia. Wadca,
ktry ma do odwagi i mdroci, by poprowadzi was niebezpieczn drog i postara si, ebycie bezpiecznie przez ni
przeszli. Ja nie jestem kim takim. Z chwil obecn abdykuj
i zrzekam si wszelkich praw do tronu. Pozostawiam kwest
sukcesji w rkach senatu. Dzikuj wam za dobro i mio,
jakami okazywalicie przez te lata. auj, e nie spisaem si
lepiej. auj, e nie jestem kim bardziej zasugujcym na wasze uczucia.
Chcia odej, ale poddani stoczyli si wok niego, a chocia czu wielk potrzeb ucieczki, nie chcia si przedziera
si przez tum. Zmuszony by zaczeka, a usyszy, co ma do
powiedzenia senat. Trzyma gow spuszczon i nie patrzy
85

swoim poddanym w oczy, nie chcc widzie ich wrogoci,


gniewu i wyrzutw. Sta, czekajc, a pozwol mu odej.
Elfy byy tak wstrznite, e umilky. Wydarzyo si zbyt
wiele i zbyt nagle, by wszystko sobie przyswoi. Jezioro
mierci w miejscu, gdzie stao ich miasto. Wroga armia za
ich plecami, a przed nimi pena trudw podr ku niepewnej
przyszoci. Abdykacja krla. Senatorzy w panice. Zrozpaczeni i przeraeni, patrzyli na siebie nawzajem, czekajc, by kto
wreszcie odezwa si pierwszy.
Tym kim by Palthainon. Przebiegy i chytry senator dostrzeg w nieszczciu sposb, by zaspokoi swe ambicje. Rozkaza kilku elfom przywlec wielk kod, wszed na ni i klasnwszy w donie, podniesionym gosem nakaza zgromadzonym si uciszy. Byo to polecenie zupenie niepotrzebne,
gdy martwej ciszy nie zakca nawet pacz niemowlcia.
Wiem, co czujecie, moi bracia oznajmi senator
dwicznym gosem. Ja rwnie jestem wstrznity i zasmucony wieci o tragedii, jaka spotkaa nasz lud. Nie bjcie
si. Jestecie w dobrych rkach. Ja przejm wadz do czasu,
gdy zostanie mianowany nowy krl.
Palthainon wskaza kocistym palcem na Gilthasa.
Dobrze si stao, e ten modzieniec zrzek si tronu,
gdy cign na nas nieszczcie on i ci, ktrzy pocigali
za jego sznurki. Marionetkowy Krl. Tak, taki przydomek doskonale go opisuje. Kiedy Gilthas pozwala, by kierowaa nim
moja mdro i dowiadczenie. Przychodzi do mnie po rad,
a ja byem dumny i szczliwy, mogc mu ich udziela. Lecz
w jego rodzinie znaleli si tacy, ktrzy spiskowali przeciwko
mnie. Nie bd wymienia ich z imienia, gdy nie naley le
mwi o umarych, nawet jeli bezustannie starali si pomniejszy moje wpywy.
Palthainon zaczyna si rozkrca.
Wrd tych, ktrzy pocigali za sznurki marionetki,
znajdowa si znienawidzony i pogardzany marszaek Medan
prawdziwy sprawca naszego nieszczcia, gdy to on uwid syna, tak jak uwid jego matk...
86

W wizienn fortec, w ktrej zamkn si Gilthas, uderzya dzika wcieko, strzelajc w ni niczym ognisty piorun
bkitnego smoka. Wskoczywszy na kod, na ktrej sta Palthainon, mody elf uderzy go w szczk z tak si, e senator
si zatoczy. Prefekt polecia do tyu na piasek i pikna przemowa natychmiast wyleciaa mu z gowy.
Gilthas nic nie powiedzia. Nie rozejrza si. Zeskoczy
z kody i zacz si przepycha przez tum.
Palthainon usiad. Potrzsnwszy gow, w ktrej mu si
krcio, wyplu zb i zacz krzycze ze zoci i pokazywa
rk:
0* Tam! Tam! Widzicie, co zrobi! Aresztujcie go! Aresztujcie...
1* Gilthas odezwa si kto w tumie.
2* Gilthas powtrzy nastpny gos, a za nim dalsze.
Elfy nie skandoway. Nie wykrzykiway jego imienia. Kady wymawia je spokojnie, cicho, jakby udziela odpowiedzi
na zadane mu pytanie. Jednak imi to byo stale powtarzane
w tumie, niosc si z si fal bijcych o brzeg. Starzy wymawiali jego imi. Modzi wymawiali jego imi. Powtarzali je
dwaj senatorzy, pomagajcy Palthainonowi stan na nogach.
Zaskoczony i zdumiony Gilthas unis gow i rozejrza si
wok.
3* Nie rozumiecie... zacz.
4* Rozumiemy powiedzia jeden z elfw. Na jego wychudzonej twarzy maloway si lady niedawnego alu. I ty
take, Wasza Wysoko. Rozumiesz nasz smutek i cierpienie.
Dlatego jeste naszym krlem.
5* Dlatego zawsze bye naszym krlem powiedzia
kto inny, kobieta z maym dzieckiem na rkach. Naszym
prawdziwym krlem. Wiemy o tym, co potajemnie dla nas zrobie.
6* Gdyby nie ty, Beryl tarzaaby si teraz w naszym piknym miecie rzek trzeci elf. A my bylibymy martwi,
my wszyscy, ktrzy stoimy przed tob.
7* Nasi nieprzyjaciele chwilowo odnieli nad nami zwy87

cistwo oznajmi kto inny ale dopki przechowujemy


w pamici wspomnienia naszego ukochanego kraju, on nigdy
nie zaginie. Ktrego dnia wrcimy, by go odzyska. Tego
dnia ty bdziesz nami dowodzi, Wasza Wysoko.
Gilthas nie mg wykrztusi sowa. Popatrzy na swj lud,
ktry dzieli z nim jego al, i poczu si zawstydzony, skarcony
i spokorniay. Nie sdzi, e zasuguje na ich szacunek jeszcze nie teraz. Ale bdzie si stara. Powici temu reszt ycia.
Prefekt Palthainon zoci si i sapa, starajc si, by go syszano, ale nikt nie zwraca na niego uwagi. Pozostali senatorowie zgromadzili si wok Gilthasa.
Palthainon spojrza na nich wciekym wzrokiem, a potem,
chwyciwszy za rami jakiego elfa, szepn cicho:
Plan pokonania Beryl wyszed ode mnie. Oczywicie
pozwoliem Jego Wysokoci przypisa sobie zasug. A co do
naszej drobnej ktni, to tylko nieporozumienie, jakie czsto
ma miejsce midzy ojcem i synem. Bo on jest drogi memu sercu jak syn.
Lwica zostaa na obrzeach obozu, zbyt rozemocjonowana,
by mc si teraz widzie z mem lub z nim rozmawia. Wiedziaa, e sam do niej przyjdzie. Lec na posaniu, ktre przygotowaa dla nich obojga, nad samym brzegiem morza, usyszaa jego kroki na piasku i poczua municie jego doni na
policzku.
Obja go ramieniem i przycigna do siebie.
4* Potrafisz mi wybaczy, moja najdrosza? spyta, kadc si z westchnieniem.
5* Czy nie na tym polega bycie on? spytaa go, umiechajc si.
Gilthas nie odpowiedzia. Ju spa.
Lwica otulia go kocem, pooya mu gow na piersi i wsuchiwaa si w bicie jego serca, pki i ona sama nie usna.
Soce miao wzej wczenie i mia to by wit czerwony
jak krew.

Niespodziewana podr
Po uruchomieniu urzdzenia do podrowania w czasie
Tasslehoff Burrfoot zauway dwie rzeczy: nieprzeniknion
ciemno i fakt, e Zgadywanka wrzeszcza mu w lewe ucho,
cay czas tak mocno ciskajc go za lew rk, e kender
cakiem straci czucie w palcach. Reszty swojego ciaa Tas te
nie czu; nie czu niczego pod sob, niczego nad sob, niczego
obok siebie z wyjtkiem Zgadywanki. Tas nie wiedzia, czy
znajduje si do gry nogami, do gry gow, a moe w ciekawej kombinacji obu tych pozycji.
Ten zabawny stan trwa nadzwyczaj dugo, tak dugo, e
Tasowi zaczo si troch nudzi. W kocu jak dugo mona si gapi w nieprzeniknion ciemno, zanim nabierze si
ochoty na jak zmian? Nawet koziokowanie w czasie i przestrzeni (jeli to wanie robili, bo w tym momencie Tas wcale
nie mia pewnoci) moe si kiedy znudzi. W kocu dochodzi si do wniosku, e lepiej zosta rozdeptanym przez olbrzyma, ni eby gnom wrzeszcza ci bezustannie do ucha (zdumiewajc pojemno puc maj te gnomy) i omal nie urywa
rki w nadgarstku.
Wreszcie Tasslehoff i Zgadywanka spadli na co mikkiego, uginajcego si i wydzielajcego silny zapach bota oraz
sosnowego igliwia. Ldowanie nie naleao do przyjemnych
i zdecydowanie pooyo kres nudzie kendera i wrzaskom
gnoma.
89

Tasslehoff lea na plecach i z trudem apa oddech, ktry


przypuszczalnie mia si okaza jego ostatnim. Spojrza w gr, spodziewajc si ujrze nad sob olbrzymi stop Chaosu.
Mia tylko kilka sekund, aby wyjani wszystko Zgadywance,
nim ten zostanie znienacka zgnieciony.
59* Zginiemy mierci bohatersk oznajmi Tasslehoff
z pierwszym tchem.
60* Co takiego? wrzasn Zgadywanka ze swoim
pierwszym tchem.
Zginiemy mierci bohatersk powtrzy kender.
Wtedy nagle uwiadomi sobie, e tak si nie stanie.
Zajty przygotowaniem siebie i gnoma na nadchodzc
mier, Tasslehoff nie przyjrza si uwanie otoczeniu. Zakada, e zobaczy tylko brzydk podeszw stopy Chaosu. Teraz, kiedy mia czas si rozejrze, dostrzeg nad sob nie nog,
ale ociekajce wod sosnowe igy w ulewnym deszczu.
Tasslehoff pomaca si po gowie, eby sprawdzi, czy nie
uderzy si mocno w gow, bo minione dowiadczenia nauczyy go, e od silnego stuknicia w gow mona zobaczy
naprawd zdumiewajce rzeczy, aczkolwiek byy to przewanie gwiazdy, nie mokre sosnowe igliwie. Nie znalaz jednak
guza.
Syszc, e Zgadywanka robi kolejny gboki wdech, bez
wtpienia w celu wydania kolejnego widrujcego w uszach
wrzasku, Tasslehoff unis rk rozkazujcym gestem.
Cicho szepn z niepokojem. Wydaje mi si, e
co usyszaem.
Prawd mwic, kender niczego nie usysza. Chocia w zasadzie usysza. Byy to jednak krople deszczu kapice z sosnowych igie, a nie, jak sugerowa jego ton, co zowieszczego. Udawa tylko, eby uciszy piski gnoma. Niestety, jak to
czsto si zdarza winowajcom, zosta natychmiast ukarany za
swoje przewinienie, bo w chwili, gdy uda, e syszy co zego,
rzeczywicie usysza zowieszczy odgos brzk stali, a potem skwierczcy trzask.
Ze swego dowiadczenia w profesji bohatera Tas wiedzia,
90

e takie dwiki wydaj tylko dwie rzeczy: miecze trafiajce


w inne miecze i ogniste kule trafiajce praktycznie we wszystko.
Nastpn rzecz, jak usysza, by znowu wrzask; tym razem jednak, na szczcie, nie wydawa go Zgadywanka. Krzyk
dochodzi z pewnej odlegoci i cechowao go wyrane podobiestwo do odgosu wydawanego przez umierajcego goblina. Wraenie to powikszaa mdlca wo spalonych goblinowych wosw. Wycie szybko ucicho, a potem da si sysze
chrzst, jakby jakie due istoty gnay przez mokry sosnowy
las. Sdzc, e mog to by kolejne gobliny i zdajc sobie
spraw, e to nieodpowiednia pora na spotkanie z goblinami, szczeglnie takimi, ktre wanie zostay przypieczone
kul ognist, Tasslehoff wpez na brzuchu w zaciszny kt
pod nisko wiszc gazi sosny i wcign tam za sob Zgadywank.
Gdzie my jestemy? spyta gnom, podnoszc gow z bota, w ktrym leeli. Skd si tu wzilimy? Kiedy
wrcimy?
Bardzo rozsdne, logiczne pytania. Nikt inny nie potrafi od razu przej do sedna sprawy tak jak gnom" pomyla Tas.
Przykro mi powiedzia kender, wygldajc przez
mokre sosnowe igliwie i starajc si zobaczy, co si dzieje.
Trzaski byy coraz goniejsze, co oznaczao, e si zbliaj.
Ale nie znam odpowiedzi na adne z tych pyta.
Zgadywanka otworzy buzi. Szczka opada mu tak nisko,
e kiedy zamkn usta, na podbrdku mia boto.
Jak to nie znasz? wysapa, nadymajc si z urazy.
Przecie sprowadzie nas tutaj.
Nie odpar z godnoci Tas. To nie ja nas sprowadziem, tylko to. Pokaza urzdzenie do podrowania
w czasie, ktre trzyma w rku. W chwili, kiedy nie powinno tego robi. Widzc, e Zgadywanka robi kolejny gboki wdech, Tas spiorunowa gnoma spojrzeniem. Wic domylam si, e go jednak nie zreperowae.
Powietrze uszo ze Zgadywanki. Gnom przyglda si urz91

dzeniu, mamroczc co na temat braku schematw i wewntrznych dyrektyw, po czym wycign do Tasa ubocon rk.
61* Daj mi je. Rzuc na nie okiem.
62* Nie, dzikuj powiedzia Tasslehoff, chowajc urzdzenie do torby. Chyba nie powinienem si z nim rozstawa. A teraz sied cicho! Odwrciwszy si, by wyjrze
spod sosnowej gazi, Tas przyoy palce do warg. Nie
zdrad, e tu jestemy.
W przeciwiestwie do wikszoci gnomw, ktre nie wychodz przez cae ycie z wntrza Gry Niewane, Zgadywanka bywa tu i wdzie, przey sporo przygd i podczas wikszoci z nich bardzo le si bawi. Same kopoty i przykroci
z tymi przygodami. Przeszkadzaj tylko w pracy. Zgadywanka
nauczy si jednak jednej wanej rzeczy jeli chcesz wyj
z przygody z yciem, najlepiej schowa si w jakiej ciemnej, niewygodnej dziurze i trzyma buzi na kdk. W tym
by dobry.
Zgadywanka tak dobrze zna si na chowaniu, e kiedy Tasslehoff, ktry wcale dobrze sobie z tym nie radzi, chcia ju
wsta z radosnym okrzykiem i pj na spotkanie dwm ludziom,
ktrzy wanie wybiegli z lasu, gnom schwyci koleg z si
zrodzon z przeraenia i wcign go z powrotem do kryjwki.
63* Na mio wszystkiego, co atwopalne, co ty robisz?

wysapa Zgadywanka.
64* To nie s przypalone gobliny, jak z pocztku mylaem
odpar Tas, pokazujc rk. Ten mczyzna to Rycerz
Solamnijski. Poznaj po zbroi. A ten drugi to mag, poznaj po
jego szatach. Mam zamiar przywita si z nimi i przedstawi
im si.
65* Jeli czegokolwiek si nauczyem podczas swoich podry powiedzia gnom zduszonym szeptem to tego, e
nigdy nie naley si przedstawia komu, kto nosi miecz albo
ubrany jest w szaty czarodzieja. Niech id w swoj stron,
a my pjdziemy w swoj.
66* Co mwie? spyta nieznajomy mag swojego towarzysza.
92

57* Nie odpar rycerz, unoszc miecz i rozgldajc si


wok bystrym wzrokiem.
58* Kto co jednak powiedzia rzek pospnie mag.

Wyranie sysz gosy.


59* Mnie tak serce bije, e zagusza wszystko inne. Rycerz stan, nasuchujc, a potem pokrci gow. Nie, ja niczego nie sysz. Co to byo? Gobliny?
Nie zaprzeczy mag, wbijajc wzrok w ciemno.
Mczyzna wyglda na Solamnijczyka, gdy mia dugie,
jasne wosy, ktre nosi splecione w warkocz, eby mu nie
przeszkadzay. Oczy mia niebieskie, bystre i przenikliwe. Ubrany by w szat, ktra pierwotnie moga by czerwona, lecz teraz
bya tak zabocona, osmolona i poplamiona krwi, e w bladym socu deszczowego dnia trudno byo pozna jej kolor.
Na mankietach i u dou szaty poyskiwa zoty haft.
26* Spjrz na to! jkn Tasslehoff, nie posiadajc si
ze
zdumienia. On ma lask Raistlina!
27* To dziwne powiedzia mag ale wydaje mi si,
e
syszaem kendera.
Tasslehoff zasoni sobie usta. Zgadywanka pospnie pokrci gow.
28* Co robiby kender w rodku pola walki? spyta z umiechem rycerz.
29* A co robi kenderzy gdziekolwiek indziej odpar
artem mag jeli nie przysparzaj kopotw tym, ktrzy
maj pecha ich spotka?
30* Jakie to prawdziwe westchn ponuro
Zgadywanka.
31* Jakie to nieuprzejme mrukn Tasslehoff. Moe
jednak nie pjd im si przedstawi.
32* Cae szczcie, e to nie gobliny syszae
stwierdzi
rycerz. Obejrza si przez rami. Mylisz, e ich zatrzymalimy?
Rycerz nosi zbroj Rycerza Korony. Tas pocztkowo wzi
go za starego czowieka, bo mczyzna mia cakiem siwe
wosy, ale po chwili obserwacji kender uwiadomi sobie, e
nieznajomy jest duo modszy, ni si wydawao na pierwszy
93

rzut oka. To oczy tak go postarzay wyzieray z nich smutek


i zmczenie, ktrych nie powinno si widzie u tak modej osoby.
Chwilowo ich zatrzymalimy stwierdzi mag. Siad
pod drzewem, nie wypuszczajc laski z obj.
Nie mogo by mowy o pomyce, to bya laska Raistlina.
Tasslehoff zna dobrze ten magiczny przedmiot zwieczony
zot smocz ap z krysztaow kul w szponach. Pamita, ile
razy wyciga rk, eby jej dotkn, i za kadym razem obrywa po apach.
I wiele razy widziaem, jak Raistlin w ten sam sposb
j trzyma szepn do siebie Tas. Ale ten mag z pewnoci nie jest Raistlinem. Moe ukrad mu lask. Jeli tak, Raistlin bdzie chcia wiedzie, kim jest ten zodziej.
Tas sucha uwanie kadym swoim uchem, jak powiadao
stare kenderskie przysowie.
67* Nasi wrogowie czuj teraz zdrowy respekt przed twoim
mieczem i moj magi mwi czarodziej. Niestety, jeszcze bardziej gobliny obawiaj si swoich wodzw. Baty wkrtce ich przekonaj do cigania nas.
68* Upynie troch czasu, zanim si przegrupuj.
Rycerz
usiad pod drzewem. Wzi gar mokrych igie sosnowych
i zacz ciera krew ze swojego miecza. Wystarczajco duo, bymy mogli odpocz, a potem sprbowa wrci do naszej kompanii. Albo eby ona nas odnalaza. Na pewno ju nas
szukaj.
69* Szukaj ciebie, Humo stwierdzi mag z krzywym umiechem. Opar si o pie drzewa i zamkn zmczone oczy.
Mnie nie bd szuka zbyt dokadnie.
Rycerza najwyraniej zaniepokoia ta uwaga. Z powan
min skupi si na czyszczeniu broni, zawzicie trc upart
plam.
70* Musisz ich zrozumie, Magiusie...
71* Huma powtrzy Tas. Magius... Przyjrza si
obu mczyznom, mrugajc oczami ze zdumienia. Potem spojrza na urzdzenie do podrowania w czasie. Mylisz,
e...
94

0* Rozumiem ich cakiem dobrze, Humo odpar Magius. Przecitny Rycerz Solamnijski to ciemny, przesdny
kretyn, ktry wierzy we wszystkie straszne opowieci o czarodziejach, jakimi straszya go w dziecistwie niaka, eby siedzia cicho w nocy, na skutek czego spodziewa si po mnie, e
zaczn skaka nago po obozowisku, bekoczc, bredzc i zmieniajc rycerzy w traszki za jednym machniciem laski. Co nie
oznacza, e bym tego nie potrafi dokoczy Magius z uniesion brwi i zaraliwym umieszkiem na twarzy. I nie
myl sobie, e nie braem tego pod uwag. Spdzenie piciu
minut w postaci traszki byoby mi odmian dla wikszoci
z nich. W najgorszym przypadku poszerzyoby im horyzonty.
1* Chyba nie chciabym y jako traszka stwierdzi
Huma.
2* Ty jeden jeste inny, mj przyjacielu powiedzia agodniejszym tonem Magius. Wycign rk i dotkn nadgarstka rycerza. Ty si nie boisz nowych pomysw. Nie
obawiasz si tego, czego nie rozumiesz. Nawet jako dziecko
nie obawiae si zosta moim przyjacielem.
3* Nauczysz ich by lepszego zdania o czarodziejach, Magiusie rzek Huma, kadc do na doni przyjaciela. Nauczysz ich patrzenia z szacunkiem na magi i tych, ktrzy ni
wadaj.
4* Nie zrobi tego oznajmi chodno Magius bo
w rzeczywistoci wcale mnie nie obchodzi, co oni o mnie myl. Jeli ktokolwiek moe zmieni ich przestarzae, staromodne i starowieckie pogldy, to ty. I lepiej zrb to szybko, Humo
0* doda, porzucajc artobliwy ton i mwic cakiem serio.
1* Krlowa Ciemnoci ronie w si z kadym dniem. Gromadzi potne armie. Niezliczone tysice zych istot zbieraj si
wok jej sztandaru. Te gobliny nigdy nie odwayyby si napa na oddzia rycerzy, ale widziae, z jak zacitoci zaatakoway dzi rano. Zaczynam sdzi, e to nie bata si boj, ale
gniewu Krlowej Ciemnoci w razie niepowodzenia.
Ona poniesie klsk. Musi j ponie, Magiusie powiedzia Huma. Krlow i jej ze smoki trzeba wypdzi
95

z tego wiata, przegna z powrotem do Otchani. Jeli jej nie


pokonamy, bdziemy egzystowa jak te aosne gobliny, do
koca ycia yjc w strachu. Huma westchn, krcc gow. Cho musz przyzna, drogi przyjacielu, e nie wiem,
jak to moliwe. Ilo jej sug jest niezliczona, ich potga
ogromna...
Ale pokonacie j! zawoa Tas, nie mogc ju duej
si powstrzyma. Wyrwa si z kurczowego ucisku Zgadywanki, wsta i wyskoczy spod sosen.
Huma zerwa si na rwne nogi, dobywajc miecza jednym
szybkim ruchem. Magius wycign przed siebie lask z krysztaem w smoczej apie, wymierzy j w kendera i zacz wymawia sowa, w ktrych, po ich niesamowitym brzmieniu, Tas
pozna magiczne zaklcie.
Wiedzc, e moe nie mie wiele czasu, zanim zostanie
zmieniony w traszk, Tasslehoff przyspieszy rozmow.
Zgromadzicie armi bohaterw i bdziecie walczy
z Krlow Ciemnoci, i cho zginiesz, Humo, i ty te, Magiusie tak przy okazji, bardzo mi przykro z tego powodu
rzeczywicie odelecie wszystkie ze smoki z powrotem do
o rety....
Kilka rzeczy wydarzyo si jednoczenie z tym o rety".
Dwie ogromne, owosione i cuchnce goblinowe apska pochwyciy Zgadywank, a drugi toskry, zaliniony goblin
zapa Tasslehoffa.
Zanim kender zdy wycign n, a Zgadywanka zrobi wdech, z laski czarodzieja strzelia olepiajca byskawica
i trafia goblina, ktry trzyma gnoma. Huma przeszy swym
mieczem stwora, ktry usiowa uprowadzi Tasa.
Nadchodzi wicej goblinw powiedzia srogim gosem rycerz. Lepiej bierz nogi za pas, kenderze.
Spord drzew dobiega tupot paskich stp goblinw, ktre wyy paskudnie i gardowymi gosami obiecyway mier.
Huma i Magius stali zwrceni do siebie plecami, Huma z wycignitym mieczem, Magius z lask w rkach.
Nie martwcie si! krzykn Tasslehoff. Mam n.
96

Nazywa si Zabjca Krlikw. Otworzy torb i zacz


przetrzsa jej zawarto. Tak go nazwa Caramon. Nie
znacie go...
Oszalae? wrzasn Zgadywanka gosem podobnym
do dwiku poudniowego gwizdka wewntrz Gry Niewane, tego, ktry nigdy, pod adnym pozorem nie odzywa si
w poudnie.
Czyja rka spocza na ramieniu Tasslehoffa. Jaki gos
szepn mu do ucha: Nie teraz. Jeszcze nie pora".
Co prosz? Tasslehoff odwrci si, by zobaczy,
kto mwi.
I nadal si odwraca. I odwraca.
Potem on znieruchomia, a obraca si wiat i wszystko
stao si mas wirujcych barw, i kender ju nie wiedzia, czy
jest do gry nogami, czy gow, a Zgadywanka wrzeszcza
u jego boku, a potem zrobio si bardzo, bardzo ciemno.
Porodku tej ciemnoci, obracania si i wrzaskw Tasslehoffowi wpada do gowy jedna myl, jedna wana myl, myl
tak wana, e uczepi jej si z caej siy swojego umysu.
Znalazem przeszo...

Nadejcie boga
Na rwninach solamnijskich pada deszcz. Pada bez przerwy, odkd Solamnijscy Rycerze ponieli druzgocc klsk
z rk wojsk Miny pod Solanthus. Po zdobyciu miasta Mina
ostrzega niedobitkw rycerzy, e nastpnie zamierza podbi
Sanction. Kazaa im take zastanowi si nad potg Jedynego
Boga, ktry by odpowiedzialny za klsk Solamnijczykw.
Kiedy ju to zrobia, pozwolia im bezpiecznie odjecha, by
gosili sowo Jedynego Boga.
Rycerze nie mieli innego wyboru, jak z pospnymi minami wykona rozkaz swego pogromcy. Jechali caymi dniami
w deszczu, zmierzajc do posiadoci lorda Ulricha, pooonej
mniej wicej pidziesit mil na wschd od Solanthus. Deszcz
by chodny i przedostawa si wszdzie. Rycerze i ndzne
resztki ich wojska byli przemoczeni do suchej nitki, zaboceni
i dygotali z zimna. Ranni, ktrych wieli z sob, wkrtce dostali gorczki i wielu z nich zmaro.
Lord Nigel, Rycerz Korony, by jednym z nich. Pogrzebano go pod kamiennym kurhanem w nadziei, e w przyszoci
jego krewni bd mogli wydoby ciao i zoy je z odpowiedni ceremoni w rodowej krypcie. Pomagajc przykrywa zwoki cikimi kamieniami, Gerard nie mg si powstrzyma od
myli o tym, czy dusza lorda Nigela doczya do armii, ktra pokonaa Rycerzy Solamnijskich do armii umarych. Za
ycia lord Nigel przelaby ostatni kropl krwi, zanim zdra98

dziby zakon rycerski. Po mierci mg si sta ich nieprzyjacielem.


Gerard widzia dusze innych Rycerzy Solamnijskich, ktre
pyny ze straszliw fal przypywu rzeki dusz. Domyla si,
e umarli nie mieli wyboru, byli rekrutami zmuszonymi si do
suby. Tylko komu, lub czemu, suyli? Tej dziewczynie, Minie? Albo komu, lub czemu, potniejszemu?
Dwr lorda Ulricha wzniesiono wedug prostego projektu.
Dom zbudowany z kamienia wydobytego z ziemi, na ktrej
sta, charakteryzowa si solidn masywna bry i mia kwadratowe wiee oraz grube mury. Lord Ulrich wysa giermka
przodem, by zawiadomi janie pani o ich przybyciu, tak e
kiedy przybyli, w kominkach trzaska ogie, posadzki byy
wysypane wie trzcin, a na stoach czeka gorcy chleb
i grzane wino z korzeniami. Rycerze posilili si i napili, ogrzali
i wysuszyli odzienie. Nastpnie zebrali si na naradzie, by
sprbowa ustali, co robi dalej.
Ich pierwsze posunicie byo oczywiste wysali posacw, by czym prdzej ostrzec mieszkacw Sanction, e rycerze z Neraki zajli Solanthus i gro, e nastpnie wyrusz na
ich miasto. Przed utrat Solanthus rycerze mialiby si z takiego pomysu. Czarni Rycerze z Neraki bezskutecznie oblegali
Solanthus od miesicy. Rycerze Solamnijscy dopilnowali, eby port by otwarty, a zaopatrzenie docierao do miasta, tak
wic, cho oblonym mieszczanom nie yo si dobrze,'nie
umierali rwnie z godu. Solamnijczycy raz omal nie przeamali oblenia, ale zostali zmuszeni do odwrotu przez dziwny
wypadek. Oblenie si przecigao, rwnowaga nadal bya
nienaruszona i adna ze stron nie zdobywaa przewagi nad
drug.
To byo jednak, zanim Solanthus zostao zdobyte przez armi dusz umarych, ywe smoki, dziewczyn imieniem Mina
i Jedynego Boga.
Czsto mwiono o tym wszystkim w dyskusjach i sporach,
ktre rozlegay si w wielkiej sali dworu. Na szarych, kamiennych cianach tego ogromnego, prostoktnego pomieszczenia
99

wisiao kilka wspaniaych gobelinw, przedstawiajcych sceny ilustrujce teksty z Reguy. wiato daway grube wiece z pszczelego wosku. Nie starczyo krzese dla wszystkich,
wic rycerze stali zgromadzeni wok swoich przywdcw,
ktrzy zasiadali za wielkim, bogato rzebionym drewnianym
stoem.
Kady rycerz mia prawo zabra gos. Lord Tasgall, Pan
Ry i przewodniczcy Rady Rycerzy, wysucha wszystkich
w cierpliwym milczeniu take Odili, ktrej przemowa bya
niezmiernie przykra do wysuchania.
Zostalimy pokonani przez boga oznajmia kobieta
rycerzom, ktrzy krcili si, mruczeli pod nosem i posyali sobie nawzajem niepewne spojrzenia. Jaka inna moc na Krynnie potrafiaby rzuci do walki z nami dusze umarych?
-*- Nekromanci zasugerowa lord Ulrich.
Nekromanci wskrzeszaj ciaa zmarych stwierdzia
Odila. Wycigaj z ziemi szkielety, by walczyy z yjcymi. Nigdy nie mieli wadzy nad duszami umarych.
Inni rycerze byli pospni, przemoczeni i w zych nastrojach. Wygldali na pokonanych i tak te si czuli. W odrnieniu od nich Odila bya pena wigoru i uniesienia. Jej mokre,
czarne wosy lniy w blasku kominka, a oczy byszczay, gdy
mwia o bogu.
22* A co z rycerzami mierci, takimi jak lord Soth?
pyta
lord Ulrich. Pucoowaty rycerz sporo straci na wadze w czasie
tej dugiej, pospnej podry. Wok ust zwisay mu fady skry. Jego zwykle pogodna twarz posmutniaa, a byszczce oczy
przygasy.
23* Dowodzisz, e mam racj, panie odpara ze spokojem Odila. Sotha przeklli bogowie. Tylko bg ma tak moc. A ten bg jest potny. Uniosa gos, aby przekrzycze gniewne okrzyki i oskarenia. Widzielicie to na
wasne oczy! Jaka inna sia potrafiaby stworzy legiony dusz
i pozyska lojalno smokw? Sami je widzielicie! Widzielicie je na murach Solanthus czerwone i biae, czarne, zielone
i niebieskie. Nie przybyy tam w subie Beryl. Nie przybyy
100

w subie Malys ani innego smoczego zwierzchnika. One suyy Minie. A Mina suy Jedynemu Bogu.
Sowa Odili zaguszyy szydercze gwizdy i wrzaski, lecz
znaczyo to tylko, e trafia w saby punkt ich zbroi. Nikt nie
mg zaprzeczy choby jednemu jej sowu.
Lord Tasgall, starszy rycerz, siwiejcy, wyprostowany,
o srogiej twarzy i gronej posturze, raz za razem nawoywa
do zachowania porzdku i uderza rkojeci miecza w st.
Wreszcie porzdek zosta przywrcony. Rycerz popatrzy na
Odil, ktra dumnie odrzucia do tyu gow z dwoma grubymi, czarnymi warkoczami i staa z rumiecem na twarzy.
72* Co proponujesz? zacz, a kiedy jeden z rycerzy
sykn, dostojnik uciszy go wciekym spojrzeniem.
73* Jestemy ludmi wierzcymi powiedziaa Odila.

Zawsze bylimy wierzcy. Uwaam, e ten bg usiuje do nas


przemwi i e powinnimy go posucha...
Rycerze wydawali gniewne pomruki. Niektrzy wygraali
nawet piciami.
74* Bg, ktry przynosi mier! zawoa jeden, ktry
straci brata w bitwie.
75* A co ze starymi bogami? odkrzykna Odila.
Oni
zrzucili na Krynn ognist gr!
Niektrzy rycerze umilkli, pozbawieni dalszych argumentw. Inni nadal pomstowali i dawali wyraz swej zoci.
Wielu Solamnijczykw stracio wiar po Kataklizmie
dokoczya Odila. Twierdzili, e bogowie nas opucili.
Potem, w czasie Wojny Lancy dowiedzielimy si, e to my
ich opucilimy. A po Wojnie Chaosu, gdy przebudzilimy si
w wiecie bez bogw, znw zakrzyknlimy, e nas porzucili.
Moe znw si mylimy. Moe Mina jest drug Goldmoon, ktra niesie nam prawd. Skd mamy wiedzie, pki tego nie zbadamy, nie spytamy o to?
Rzeczywicie, skd? Gerard zadawa sobie to pytanie i w jego umyle zaczo kiekowa ziarno planu. Nie mg nie podziwia Odili, chocia mia ochot chwyci j za ramiona i tak
ni potrzsn, a zadzwoni zbami. Tylko ona miaa do od101

wagi, eby powiedzie na gos to, co trzeba byo powiedzie.


Szkoda tylko, e nie miaa do taktu, by to zrobi, nie wywoujc bijatyki.
W sali wybucho zamieszanie, ludzie stawali po jednej lub
drugiej stronie, a lord Tasgall wali rkojeci miecza w st z tak si, e z drewnianego blatu leciay drzazgi. Spr cign si
do pna w nocy i wreszcie przedstawiono pod rozwag dwie
propozycje. Maa, lecz gona grupa chciaa pojecha do Ergoth, gdzie rycerze nadal panowali niepodzielnie, aby tam liza
rany i odbudowa siy. Wielu odnosio si przychylnie do tego
pomysu, dopki kto ponuro nie zauway, e jeli Sanction
padnie, mog gromadzi siy od tej chwili do koca wiecznoci
i nigdy nie bd do silni, by odebra wszystko to, co stracili.
Zgodnie z drug propozycj mieli wyruszy do Sanction
i zasili szeregi rycerzy ju bronicych tego spornego miasta.
Mniejszo jednak bya przeciwna, mwic: Skd w ogle
mamy wiedzie, e nieprzyjaciel zamierza pj na Sanction?
Dlaczego ta dziewczyna miaaby zdradza swoje plany? To
sztuczka, podstp". I tak si dugo spierali. Nikt nawet nie
wspomnia o Jedynym Bogu.
Sama rada bya podzielona. Lord Ulrich by za tym, by pojecha do Sanction. Lord Siegfried, ktry zastpi w radzie nieyjcego lorda Nigela, pochodzi z Ergoth i twierdzi, e rycerze lepiej zrobi, jeli si wycofaj.
Gerard spojrza na stojc obok Odil. Kobieta bya zamylona i bardzo cicha; oczy miaa ciemne i pospne. Najwyraniej skoczyy jej si argumenty. Gerard powinien zdawa sobie spraw, e milczenie w przypadku tej wygadanej, modej
kobiety nie zapowiada niczego dobrego. By jednak zbyt zajty
wasnymi rozwaaniami i planami, eby powici jej wicej
uwagi. Zastanawia si jedynie, co w ogle chciaa osign.
Kiedy znw si obejrza, eby j spyta, czy nie chciaaby czego zje, ju jej tam nie byo.
Lord Tasgall wsta. Oznajmi, e rada rozway obie propozycje. Trzech rycerzy wyszo przedyskutowa t kwesti na
osobnoci.
102

Sdzc, e jego plan dziaa moe im pomc w podjciu


decyzji, Gerard opuci towarzyszy, ktrzy wci si sprzeczali, i poszed poszuka naczelnikw zakonw. Zasta ich w pomieszczeniu bdcym niegdy kaplic powicon Kiri-Jolithowi, jednemu ze starych bogw, ktrego Rycerze Solamnijscy darzyli wielk czci.
Przy drzwiach trzymali stra ludzie w subie lorda Ulricha. Gerard powiedzia im, e ma wan spraw do przedstawienia radzie, a potem, poniewa sta od wielu godzin, z ulg
siad na awie przed kaplic, by zaczeka, a naczelnicy zakonw znajd dla niego chwil. Podczas oczekiwania przyjrza
si raz jeszcze swojemu planowi, szukajc w nim jakiej wady.
Nie mg znale adnej. Pewny siebie i podniecony mczyzna czeka niecierpliwie, a rycerze go wezw.
Wreszcie przyszed do niego stranik i powiedzia, e dostojnicy chc go widzie. Kiedy Gerard wszed do starej kaplicy, uwiadomi sobie, e rada ju podja decyzj. Po umiechu lorda Ulricha domyla si, e postanowiono ruszy do
Sanction.
Gerard musia zaczeka jeszcze chwil, gdy lord Siegfried
konferowa ciszonym gosem z lordem Tasgallem. Modszy
rycerz rozejrza si z ciekawoci po starej kaplicy. ciany
byy z grubo ciosanego kamienia, a porodku stay drewniane
awy, wypolerowane na gadko przez lata uywania. witynia miaa niewielkie rozmiary, gdy bya to prywatna kaplica,
przeznaczona do uytku rodziny i suby. W gbi niej sta
otarz. Gerard ledwo dostrzega wyrzebiony na nim symbol
Kiri-Jolitha gow bawou.
Stara si wyobrazi sobie, jak ta kaplica moga wyglda
wiele lat temu, kiedy dostojny rycerz ze swoj pani maonk
i ich dziemi, wit i sub przychodzi tu oddawa cze
swemu bogu. Pod sufitem wisiay barwne chorgwie. Kapan
zapewne surowy typ wojownika zajmowaby miejsce
w gbi kaplicy, przygotowujc si do czytania z Reguy lub
cytujc jak przypowie z ycia Vinasa Solamnusa, zaoyciela zakonu rycerskiego. W kaplicy wyczuwaoby si obec103

no boga. Jego lud czerpaby otuch z tej obecnoci i wrciby do swojego codziennego ycia wzmocniony i odnowiony.
Jego obecnoci brakowao teraz, kiedy bya tak bardzo potrzebna.
76* Wysuchamy ci teraz, sir Gerardzie powiedzia
lord
Tasgall z cieniem niecierpliwoci w gosie i Gerard uwiadomi sobie z zaskoczeniem, e zwracano si do niego ju po
raz drugi.
77* Prosz o wybaczenie, czcigodni panowie
powiedzia
rycerz, skadajc ukon.
Zachcony, by podej i przemwi, uczyni tak i przedstawi pokrtce swj zamys. Trzej rycerze suchali w milczeniu, nie zdradzajc swoich uczu. Na zakoczenie Gerard
stwierdzi:
78* Mgbym dostarczy wam odpowiedzi na
przynajmniej
jedno pytanie, czcigodni panowie czy ta Mina rzeczywicie
zamierza wyruszy na Sanction, czy moe by to podstp, majcy odcign nasz uwag od jej prawdziwego celu. Jeli
prawdjest to ostatnie, moe uda mi si ustali, co to za cel.
79* Ryzyko, jakiego si podejmujesz, jest wielkie zauway lord Siegfried, marszczc brwi.
80* Im wiksze ryzyko, tym wiksza chwaa" zacytowa lord Ulrich z umiechem.
81* Chciabym, aby tak byo, panie rzek Gerard, wzruszajc ramionami ale po prawdzie nie bdzie mi grozio
tak wielkie niebezpieczestwo. Widzicie, Czarni Rycerze mnie
znaj. Nie bd mieli powodu, by wtpi w moj opowie.
82* Nie pochwalam korzystania z usug szpiegw
stwierdzi lord Siegfried a tym bardziej tego, by jeden z naszych rycerzy wystpi w tak nikczemnej roli. Regua tego zabrania.
83* Regua zabrania wielu rzeczy rzek sucho lord Tasgall. Ja jednak staram si przekada zdrowy rozsdek nad
zasady, ktre stworzono w odlegej przeszoci. Nie rozkazuj
ci tego, sir Gerardzie, ale skoro zgaszasz si na ochotnika...
84* Tak, czcigodny panie powiedzia z zapaem
Gerard.
104

24* ...uwaam, e moesz nam si niezmiernie przyda.


Rada postanowia, e rycerze pojad udzieli wsparcia Sanction. Jestem przekonany, e Mina naprawd zamierza zaatakowa, tote nie wolno nam zwleka. Jednake bardzo bym si
ucieszy, gdybym otrzyma potwierdzenie tej informacji i pozna wszelkie plany Miny dotyczce zdobycia miasta. Nawet
majc smoki, trudno jej bdzie tego dokona, bo jest tam wiele
podziemnych umocnie, gdzie wojsko moe si schroni przed
atakiem.
25* Poza tym, jej armie mog by podatne na smoczy
strach
stwierdzi lord Ulrich. Mina moe posuy si przeciwko nam smokami, lecz bdzie bezradnie patrzy, jak jej wojsko
ucieka w popochu z pola walki.
Umarli nie uciekn w popochu" pomyla Gerard, lecz
zachowa t uwag dla siebie. Po pospnych minach rycerzy
domyla si, e rozumiej to rwnie dobrze jak on.
Powodzenia, sir Gerardzie powiedzia lord Tasgall,
wstajc, by ucisn mu rk.
Lord Ulrich rwnie serdecznie ucisn mu do. Lord
Siegfried by oschy, surowy i wyranie nie pochwala pomysu modego rycerza, ale nie stawia dalszych przeszkd
i nawet yczy Gerardowi szczcia, chocia nie poda mu rki.
Nikomu nie powiemy o tym planie, panowie rzek
lord Tasgall, patrzc na pozostaych.
Kiedy wyrazili zgod, Gerard mia ju si oddali, lecz
nagle wszed sucy i powiedzia, e przyby posaniec z piln
wiadomoci.
Poniewa mogo to mie znaczenie dla misji Gerarda, lord
Tasgall da rycerzowi znak, aby pozosta. Wszed posaniec.
Gerard z przeraeniem pozna modego giermka z domu lorda Warrena, dowdcy warowni Rycerzy Solamnijskich, ktra
strzega Solce, miejsca, gdzie Gerard ostatnio stacjonowa.
Rycerz znieruchomia, przeczuwajc ze wiadomoci. Modzieniec by zabocony, jego ubranie nosio lady znojw podry.
Podszed naprzd i stan przed lordem Tasgallem. Skoniwszy
si, poda mu zapiecztowany pokrowiec ze zwojem.
105

Dostojnik otworzy tub, wyj pergamin i zacz czyta.


Wyraz jego twarzy zmieni si znaczco, brwi podjechay do
gry. Mczyzna podnis gow w zdumieniu.
8* Czy wiesz, co jest w tym licie? spyta lord Tasgall.
9* Tak, panie odpar giermek. Na wypadek, gdyby
zwj zagin, powierzyem jego tre pamici, aby j ci powtrzy.
10* Zatem zrb to poleci lord Tasgall, opierajc si
o st. Chc, by to usyszeli ci panowie. Sam chc usysze
doda pgosem bo ledwo wierz w to, co przed chwil
przeczytaem.
11* Czcigodni panowie zacz giermek, odwracajc si
twarz do nich trzy tygodnie temu smoczyca Beryl rozpocza atak na pastwo elfw Qualinesti.
Rycerze pokiwali gowami. aden nie by zdziwiony. Od
dawna spodziewano si tej napaci. Posaniec przerwa, by zaczerpn tchu i zastanowi si, co powiedzie dalej. Gerard,
nie mogc si ju doczeka wieci o swoich przyjacioach
w Qualinesti, zmuszony by zacisn pici, by nie wydrze informacji modemu czowiekowi z garda.
Czcigodny pan Warren z alem zawiadamia, e Qualinost zosta cakowicie zniszczony podczas ataku. Jeli wierzy
otrzymanym doniesieniom, miasto zniko z powierzchni Ansalonu. Qualinost spoczywa na dnie olbrzymiego zbiornika
wodnego.
Rycerze stali w osupieniu.
12* Gince elfy zdoay zabra z sob swego wroga.
Smocza zwierzchniczka Beryl nie yje.
13* Wspaniae wieci! powiedzia lord Ulrich.
14* Moe jaki bg jednak istnieje stwierdzi lord Siegfried, pozwalajc sobie na saby art, z ktrego nikt si nie
mia.
Gerard przeby pokj jednym skokiem. Chwyciwszy wystraszonego posaca za konierz, niemal go podnis.
Co z elfami, do jasnej cholery? Krlowa Matka, mody
krl? Co z nimi? Co si z nimi stao?
106

Prosz, panie! wykrzykn wstrznity posaniec.


Gerard wypuci zasapanego giermka.
60* Prosz o wybaczenie ciebie i was, czcigodni panowie

rzek, ciszajc gos ale, jak wam wiadomo, ostatnio przebywaem w Qualinesti i darz te osoby gbokim uczuciem.
61* Oczywicie, rozumiemy, sir Gerardzie rzek lord
Tasgall. Jakie przynosisz wieci o krlu i krlewskiej rodzinie?
62* Zdaniem niedobitkw, ktrzy zdoali dotrze do Solce, Krlowa Matka zgina w bitwie ze smoczyc powiedzia posaniec, przygldajc si Gerardowi nieufnie i trzymajc si od niego z dala. Uznano j za bohaterk. Krl podobno wydosta si bezpiecznie i doczy do reszty swego
ludu, ktry uciek przed gniewem smoka.
63* Przynajmniej teraz, kiedy smoczyc zgina, elfy
mog
wrci do Qualinesti rzek z cikim sercem Gerard.
64* Obawiam si, e tak nie jest, panie odpar z alem
posaniec. Co prawda smoczyc nie yje, a jej armie si rozproszyy, wkrtce potem przyby jednak nowy dowdca, by
przej kontrol. To rycerz z Neraki, ktry twierdzi, e by
obecny podczas ataku na Solanthus. Zebra resztki wojsk Beryl
i zaj Qualinesti. Pod jego sztandarem gromadz si tysice,
bo obieca majtek i darmow ziemi kademu, kto si do niego przyczy.
65* Co z Solce? spyta z niepokojem lord Tasgall.
66* Chwilowo jestemy bezpieczni. Haven jest wolne. Wojska Beryl, ktre kontroloway miasto, opuciy stanowiska i uday si na poudnie, eby wzi udzia w pldrowaniu krlestwa
elfw. Mj pan uwaa jednak, e kiedy ten lord Samuval, jak
kae si nazywa, umocni swoj wadz w Qualinesti, zwrci
oczy na Abanasini. Dlatego te mj pan prosi o wsparcie...
Posaniec umilk, przenoszc spojrzenie od jednego dostojnika zakonu do drugiego. aden nie spojrza bagajcemu modziecowi w oczy. Popatrzyli na siebie, a potem odwrcili
wzrok. Nie byo posikw do wysania.
Gerard by tak wstrznity, e nie pozna od razu imienia
Samuval i nie skojarzy go z mczyzn, ktry eskortowa go
107

przez obz Miny. Przypomnia sobie o tym dopiero w drodze


do Solanthus. Teraz mg myle wycznie o Lauranie, ktra
zgina w bitwie z wielk smoczyc, oraz o swoim przyjacielu
i wrogu, dowdcy Czarnych Rycerzy, marszaku Medanie. To
prawda, e Solamnijczycy nigdy nie wspomn o nim ani nie
nazw go bohaterem, ale Gerard domyli si, e jeli Laurana
zgina, dzielny marszaek Medan poprzedzi j na drodze do
mierci.
Gerard wspczu serdecznie modemu krlowi, ktry musia teraz prowadzi swj lud na wygnanie. Gilthas by zbyt
mody i niedowiadczony, by unie tak odpowiedzialno.
Ale czy ktokolwiek, choby nie wiem jak stary i dowiadczony, podoaby temu zadaniu?
Sir Gerardzie...
:
Sucham, czcigodny panie.
21* Moesz odej. Sugeruj, eby wyruszy dzi
wieczorem. W tym zamieszaniu nikomu nie przyjdzie do gowy, by
pyta o twoje zniknicie. Czy masz wszystko, czego ci trzeba?
22* Musz umwi si z tym, kto bdzie przekazywa
wiadomoci ode mnie, panie. Gerard nie mg sobie pozwoli
na luksus smutku. Mia nadziej, e ktrego dnia bdzie mia
okazj pomci umarych. Ale tymczasem musia si postara,
by do nich nie doczy. Potem bd gotowy do natychmiastowego wyjazdu.
23* Mj giermek, Richard Kent, jest mody, ale rozsdny,
a do tego wietnie jedzi konno powiedzia lord Tasgall.
Mianuj go twoim posacem. Czy to ci zadowala?
24* Tak, panie powiedzia Gerard.
Wezwano Richarda. Gerard widzia go ju wczeniej i modzieniec wywar na nim dobre wraenie. Wkrtce dwaj mczyni ustalili, gdzie Richard ma czeka na wiadomo od Gerarda i jak bd si porozumiewa. Gerard odda honory rycerzom z rady, a nastpnie wyszed.
Po wyjciu z kaplicy Kiri-Jolitha znalaz si na mokrym
podwrzu. Schyli gow, eby deszcz nie zalewa mu oczu.
Jego pierwsz myl byo poszuka Odili i sprawdzi, jak ko108

bieta si miewa. Nastpna, lepsza myl przekonaa go, eby


zostawi j w spokoju. Zacznie pyta o to, dokd jedzie i co planuje, a on dosta rozkaz, eby nikomu o tym nie mwi. Uzna,
e zamiast j okamywa, atwiej bdzie w ogle z nianie rozmawia.
Wybierajc okrn drog, eby przypadkiem nie wpa na
ni lub kogokolwiek innego, poszed zabra rzeczy, ktrych
bdzie potrzebowa. Nie wzi zbroi ani nawet swojego miecza. Wszed do kuchni, zapakowa troch jedzenia do sakwy
podrnej i wisn bukak z wod i grub peleryn, ktr powieszono przy ogniu, eby wyscha. Okrycie byo miejscami wci wilgotne i czu je byo mocno mokr owc, ktr
upieczono w piecu, ale dla jego potrzeb nadawao si idealnie.
Ubrany tylko w koszul i spodnie, owin si peleryn i uda
si do stajni.
Czekaa go duga podr duga, mokra i samotna.

Rwniny Pyu
Deszcze, ktre zaleway pnocne krace Ansalonu i byy
tak udrk dla Rycerzy Solamnijskich, byyby mile widziane
na poudniu, gdzie elfy rozpoczynay wanie podr przez
Rwniny Pyu. Qualinesti zawsze wielbili soce. Ich wiea
bya Wie Soca; ich krl Mwc Soca. Soneczny
blask przepdza ciemno i groz nocy, dawa ycie rom
i ciepo ich domom. Elfy kochay nawet to nowe soce, ktre
pojawio si po Wojnie Chaosu, bo chocia jego wiato wydawao si sabe, blade i czasami niezdrowe, nadal dawao ycie
ich krainie.
Na Rwninach Pyu soce nie dawao ycia. Tu soce
przynosio mier.
Nigdy dotd aden elf nie przeklina soca. Teraz, zaledwie po kilku dniach wdrwki przez pust, srog krain pod
obcym, palcym okiem soca okiem, ktre nie byo ju
blade i wyblake, lecz dzikie i bezlitosne niczym oko mciwej
bogini elfy zaczy nienawidzi soca i z alem je przeklinay, gdy co dnia wstawao, okrutne i mciwe.
Zrobiy wszystko, co mogy, by si przygotowa do podry, ale nikt z nich, z wyjtkiem gocw, nie by wczeniej
tak daleko od ojczyzny i nie wiedzia, czego oczekiwa. Nawet
gocy, ktrzy utrzymywali kontakt z Alhan Starbreeze z Silvanesti, nigdy nie przekraczali Rwnin Pyu. Ich szlaki prowadziy na pnoc przez mokrada nalece do smoczej zwierzch-

no

niczki Onysablet. Gilthas nawet zastanawia si, czyby nie


sprbowa wdrwki tymi szlakami, ale prawie natychmiast
odrzuci ten pomys. O ile jeden lub dwa elfy mogy si przekra przez moczary i pozosta niezauwaonymi przez smoczyc lub ze stworzenia, ktre jej suyy, cae plemi nie
mogo uj jej uwagi. Gocy donosili, e w miar tego, jak
smoczyca rozcigaa swe wpywy na krain, bagno stawao si
coraz mroczniejsze i groniejsze, tak e ostatnio tylko nieliczni, ktrzy si tam zapucili, wracali ywi.
Elfi powstacy w wikszoci Dzikie Elfy, ktre byy
przyzwyczajone do spania pod goym niebem mieli lepsze
pojcie o tym, co czeka ich lud. Chocia aden z nich nie zapuci si nigdy na pustyni, wiedzieli, e ich ycie moe zalee od zdolnoci do natychmiastowej ucieczki i zdawali sobie
spraw, e lepiej nie obcia si przedmiotami, ktre s cenne
dla ywych, ale nie maj wartoci dla umarych.
Wikszo uchodcw miaa dopiero odebra t bolesn
lekcj. Qualinesti uciekli z domw, odbyli niebezpieczn podr przez korytarze krasnoludw albo wdrowali noc pod
oson drzew. Mimo to wielu udao si zabra z sob torby
i skrzynie pene jedwabnych sukni, grubych wenianych szat,
klejnotw i szkatuek na biuteri, ksiek zawierajcych historie rodw, zabawek i lalek dla dzieci oraz wszelkiego rodzaju pamitek rodzinnych. Przedmioty te kryy sodkie wspomnienia ich przeszoci i symbolizoway nadziej na przyszo.
Idc za rad ony, Gilthas stara si przekona swj lud,
aby zostawi rodzinne pamitki, klejnoty i kroniki rodw. Nalega, aby kada osoba zabraa tyle wody, ile tylko moga unie,
oraz do jedzenia, by starczyo na tygodniow podr. Jeli
miao to znaczy, e elfia panienka nie zdoa ju udwign
swych pantofelkw do taca, niech i tak bdzie. Wikszo elfw uwaaa, e to niezmiernie surowy nakaz i bezustannie narzekaa. Kto wpad na pomys, eby zbudowa nosze, ktre
bdzie mona cign za sob, i wkrtce wiele elfw zaczo
zwizywa gazie drzew, by transportowa swj dobytek. Gilthas patrzy na to i potrzsa gow.
111

85* Nie zmusisz ich, eby porzucili swoje skarby, mj


drogi powiedziaa Lwica. Nie prbuj, bo ci znienawidz.
86* Ale oni nigdy nie przejd przez pustyni ywi! Gilthas pokaza jednego z elfich szlachcicw, ktry zabra z sob
wikszo rodowego majtku, cznie z maym zegarem, ktry
wybija godziny. Czyby tego nie rozumieli?
87* Nie rzeka bez ogrdek Lwica ale zrozumiej.
Kady musi sam podj decyzj, czy porzuci swoj przeszo, czy umrze z ni, jak z kamieniem u szyi. Nawet krl
nie moe zadecydowa o tym za nich. Wycigna rk do
ma i nakrya doni jego do. Pamitaj, Gilthasie, e s
tacy, ktrzy bd woleli umrze. Musisz si na to przygotowa.
Gilthas myla ojej sowach, wlokc si przez smagan wichrem skaln rwnin, ktra cigna si po niebieski horyzont
niczym srogie, bezlitosne i jaowe pomaraczowoczerwone
morze. Spogldajc wstecz na pustyni, ktra drgaa w gorcym socu, widzia swj lud pomau podajcy za nim.
Znieksztacone przez bijce znad ska fale gorca sylwetki wydaway si falowa w oczach, wydua si i oddala, kiedy im
si przyglda. Na tyach kolumny Gilthas umieci najsilniejsze elfy, eby pomagay tym, ktrzy mieli trudnoci, a Dzikie
Elfy ustawi na skrzydach, eby trzymay stra.
Przez pierwszych kilka dni marszu obawia si ataku ze
strony armii ludzi pustoszcych Qualinesti, ale wkrtce po
wejciu na pustyni zda sobie spraw, e tu s bezpieczni
bezpieczni, poniewa nikt o zdrowych zmysach nie marnowaby energii na ich ciganie. Jego wrogowie powiedzieliby:
Niech pustynia ich zabije". I na to si zanosio.
Nie uda nam si" uwiadomi sobie Gilthas.
Elfy nie wiedziay, jak si odpowiednio ubra na pustyni.
Zrzuciy ubrania z powodu upau i wiele doznao straszliwych
poparze od soca. Nosze peniy teraz uyteczn rol niesiono na nich tych, ktrzy byli zbyt ciko poparzeni lub chorzy, eby i. Gorco wysysao resztki si i energii, tak e wdrowcy powczyli nogami i szli ze zwieszonymi gowami.
112

Tak jak przewidziaa Lwica, elfy zaczy pozbywa si swej


przeszoci. Chocia nie zostawiay ladw na skaach, histori
ich wdrwki mona byo wyczyta z porzuconych workw
i rozbitych skrzy zrzuconych z noszy lub wypuszczonych ze
znuonych ramion.
Posuway si naprzd powoli rozpaczliwie powoli. Wedug map bd musiay przeby dwiecie pidziesit mil pustyni, zanim dotr do pozostaoci starego Traktu Krlewskiego, ktry prowadzi do Silvanesti. Skoro pokonuj dziennie
tylko kilka mil, zabraknie im wody i jedzenia na dugo przedtem, zanim dotr do poowy drogi. Gilthas sysza, e na pustyni s miejsca, w ktrych mona znale wod, ale nie zaznaczono ich na mapie, a on nie mia pojcia, gdzie ich szuka.
Liczy tylko na jedno, i ta wanie nadzieja omielia go do
wyruszenia w t niebezpieczn wypraw. Musi sprbowa odnale Mieszkacw Rwnin, plemi zamieszkujce t srog,
pustynn krain. Bez ich pomocy lud Qualinesti zginie.
Gilthas naiwnie sdzi, e droga przez Rwniny Pyu bdzie przypomina podrowanie po innych czciach Ansalonu, gdzie wioski i miasteczka na szlaku leay oddalone od siebie o dzie marszu. Powiedziano mu, e w miejscu zwanym
Duntol znajduje si osada Mieszkacw Rwnin. Wedug mapy Duntol leao prosto na wschd od Thorbardinu. Elfy podroway na wschd, idc wprost w stron wschodzcego
soca, ale nie zauwayy ladu osady. Rozgldajc si po
czerwonym skalnym pustkowiu, Gilthas siga wzrokiem na
mile w kadym kierunku i w adnym z nich nie dostrzega niczego prcz dalszych ska.
Wdrowcy pili za duo wody. Gilthas rozkaza wic, by
Dzikie Elfy zebray manierki i wydzielay wod. To samo zjedzeniem.
Na odebranie im cennej wody elfy zareagoway gniewem i strachem. Niektre stawiay opr, inne bagay ze zami
w oczach. Gilthas musia by surowy i srogi, a niektrzy, zamiast przeklina soce, zaczli zorzeczy krlowi. Szczliwym trafem dla Gilthasa i by to jedyny umiech szczcia
113

prefekt Palthainon dozna tak cikich oparze sonecznych, e by zbyt chory, by przysparza wicej kopotw.
Kiedy woda si skoczy, moemy upuszcza krwi koniom i przez kilka dni j pi powiedziaa Lwica.
A co bdzie, kiedy konie padn? spyta.
Kobieta wzruszya ramionami.
Nastpnego dnia zmary dwie ofiary poparzenia sonecznego. Elfy nie mogy ich pochowa, bo adne z narzdzi, jakie
posiaday, nie day rady przebi litej skay. Na smaganej wiatrem rwninie nie mogy znale kamieni, eby przykry zwoki. W kocu zawiny je w weniane peleryny i za pomoc
sznurw spuciy ciaa do gbokich rozpadlin w skale.
Nkany przez zawroty gowy od chodzenia w upalnym socu Gilthas sucha zawodzenia tych, ktrzy opakiwali zmarych. Zajrza do szczeliny i niezbyt przytomnie pomyla o tym,
jaki bogi chd musi panowa na jej dnie. Poczu, e kto dotyka jego ramienia.
Mamy towarzystwo powiedziaa Lwica, wskazujc
na pnoc.
Gilthas ocieni oczy doni, prbujc co zobaczy w olepiajcym blasku soca. W oddali widzia falujce w gorcym
powietrzu sylwetki trzech jedcw na koniach. Nie dostrzega
adnych szczegw byy bezksztatnymi ciemnymi plamami. Wbija w nie wzrok, a oczy zaczy mu zawi. Mia nadziej, e jedcy podjad bliej, ale tak si nie stao. Macha
rkami i krzycza tak dugo, a cakiem zachryp, lecz oni tylko
stali w miejscu.
Nie chcc traci wicej czasu, mody krl rozkaza elfom
i dalej.
25* Teraz obserwatorzy si ruszyli powiedziaa Lwica.
6* Ale nie w naszym kierunku stwierdzi Gilthas, dotkliwie rozczarowany.
Jedcy jechali rwnolegle do elfw, czasami znikajc im
z oczu wrd ska, ale zawsze pojawiajc si ponownie. Pokazali si, dajc elfom do zrozumienia, e ich obserwuj. Nieznajomi nie sprawiali wraenia gronych, ale po c mieliby tacy
114

by. Jeli uwaali elfw za nieprzyjaci, palce soce byo


jedyn broni, jakiej potrzebowali.
Wreszcie Gilthas, majc w uszach pacz dzieci i jki chorych i konajcych, nie mg ju duej tego znie.
Idziesz rozmawia z nimi powiedziaa Lwica gosem
schrypnitym od braku wody.
Mczyzna pokiwa gow. W ustach mia zbyt sucho, eby
marnowa sowa.
Jeli to Mieszkacy Rwnin, pamitaj, e oni nie lubi
intruzw na swoim terytorium ostrzega go ona. Mog
ci zabi.
Znw skin gow i wziwszy j za rk, unis jej do do
ust i pocaowa. Zawrci konia i pojecha na pnoc w stron
nieznajomych jedcw. Lwica ogosia postj. Elfy usiady na
rozpalonej skale. Niektre przyglday si, jak mody krl odjeda, ale wikszo bya zbyt zmczona i przygnbiona, eby troszczy si o to, co si dzieje z nim albo z nimi samymi.
Obcy jedcy nie wyjechali galopem na spotkanie Gilthasowi, ale i nie oddalili si. Czekali, a on zbliy si do nich.
Mody krl nadal dostrzega bardzo niewiele szczegw i kiedy podjecha bliej, zrozumia dlaczego. Nieznajomi byli
spowici w biae szaty, ktre okryway ich od stp do gw,
chronic od soca i upau. Widzia take, e przy pasach
maj
miecze.
Spod fad tkaniny, ktr owinli gowy, spoglday na niego ciemne, zmruone przed socem oczy. Zimne i
beznamitne, nie zdradzay, o czym myl ci ludzie.
Jeden z jedcw wysun si naprzd, dajc do zrozumienia, e jest przywdc. Gilthas zauway go, lecz cay czas
spoglda na tego, ktry trzyma si lekko na uboczu. By to
czowiek niezmiernie wysoki, grujcy wzrostem nad pozostaymi, i chocia Gilthas nie zna przyczyny, instynkt podpowiada mu, e to on jest wodzem.
Jedziec na przedzie doby miecza, wycign go przed siebie i wykrzykn rozkaz.
Gilthas nie zrozumia sw. Gest mwi sam za siebie, wic

115

si zatrzyma. Unis poparzone od soca rce, aby pokaza,


e nie ma broni.
Bin 'on du 'auth powiedzia, starajc si mwi wyranie mimo spkanych warg. Bdcie pozdrowieni.
Nieznajomy w odpowiedzi wyrzuci z siebie rj obcych
sw, ktre brzczay wok uszu krla. Wszystkie brzmiay
podobnie i adne nie byo zrozumiae.
Przykro mi powiedzia Gilthas, czerwienic si i przechodzc na Wspln Mow ale wicej waszego jzyka nie
znam. Mwienie sprawiao mu bl. Gardo mia zdarte.
Machajc mieczem, nieznajomy pogna konia i pogalopowa prosto na Gilthasa. Krl nie ruszy si z miejsca. Nawet
nie drgn. Koo jego ucha wisn niegronie miecz. Obcy zawrci, pogalopowa z powrotem i zatrzyma konia, wzbijajc
przy' tym chmur piasku i dajc popis swych umiejtnoci jedzieckich.
Mia zamiar co powiedzie, gdy wysoki czowiek unis
rk rozkazujcym gestem. Wyjecha naprzd i spojrza na
Gilthasa z aprobat.
33* Jeste odwany rzek we Wsplnej Mowie.
34* Nie odpar elf. Jestem po prostu zbyt zmczony,
eby si ruszy.
Wysoki mczyzna zamia si z tego, ale jego miech by
krtki i urywany. Gestem da zna towarzyszowi, by schowa
miecz, a potem zwrci si ponownie do Gilthasa.
Dlaczego elfy, ktre powinny mieszka w swojej dostatniej krainie, opuszczaj t krain i najedaj nasz?
Gilthas uwiadomi sobie, e bezwiednie wpatruje si w bukak, ktry mczyzna mia przy sobie, napczniay i lnicy od
kropel zimnej wody. Oderwa od niego oczy i znw spojrza na
nieznajomego.
35* Nie najechalimy na wasze ziemie powiedzia,
oblizujc suche wargi. Usiujemy je przeby. Zmierzamy do
krainy naszych kuzynw, Silvanesti.
36* Nie zamierzacie zamieszka na Rwninach Pyu?
spyta wysoki mczyzna. Nie marnowa sw; mwi tylko ty116

le, ile byo trzeba. Gilhas domyla si, e ten czowiek nie ma
w zwyczaju marnowa niczego dla nikogo. Dotyczyo to take
wspczucia.
37*
Uwierz mi, nie zamierzamy powiedzia z
przekonaniem elf. Jestemy ludem zielonych drzew i zimnej, bystrej
wody. Kiedy powiedzia te sowa, ogarna go taka tsknota
za ojczyzn, e mgby si rozpaka. Nie mia jednak ez.
Wypalio je soce. Musimy wrci do naszych lasw, inaczej umrzemy.
38*
Dlaczego uciekacie od swojej zielonej krainy i
zimnej
wody? spyta wysoki mczyzna.
Gilthas zachwia si w siodle. Musia przerwa, bo sucho
w gardle uniemoliwiaa mu kontynuowanie rozmowy. Sprbowa ponownie. Nie udao si. Z jego ust wydoby si ochrypy szept.
Smoczyca Beryl zaatakowaa nasz kraj. Gad nie yje,
ale nasza stolica, Qualinost, zostaa zniszczona w bitwie. Wiele elfw, ludzi i krasnoludw ponioso mier w jej obronie. Teraz w naszym kraju panosz si Czarni Rycerze, ktrzy
chcieliby cakowicie nas wytpi. Nie mamy do si, by z nimi walczy, wic musimy...
Chwil pniej Gilthas lea na wznak na ziemi, patrzc
w nieruchome oko mciwego soca. Wysoki mczyzna otulony szatami siedzia wygodnie przy nim, podczas gdy jeden
z jego towarzyszy sczy w wargi elfa struk wody.
Wysoki mczyzna potrzsn gow.
Nie wiem, co jest wiksze odwaga elfw czy ich niewiedza. eby podrowa w upale dnia bez odpowiedniego ubrania... Znw pokrci gow.
Gilthas stara si usi. Mczyzna, ktry go poi, przewrci go z powrotem na plecy.
Jeli si bardzo nie myl dokoczy wysoki Mieszkaniec Rwnin jeste Gilthas, syn Lauralanthalasy i Tanisa
I Pelfa.
Gilthas wlepi w niego zdumione oczy.
Skd wiedziae?
117

Jestem Wdrowiec rzek rosy mczyzna syn


Riverwinda i Goldmoon. To moi towarzysze. Nie przedstawi ich, najwyraniej pozostawiajc im decyzj, czy zechc si
sami przedstawi, lecz nie wygldao na to, aby mieli ochot.
Wida nie byli rozmownymi ludmi. Pomoemy ci doda czowiek choby tylko dlatego, ebycie prdzej opucili nasz ziemi.
Nie bya to bardzo uprzejma propozycja, ale Gilthas przyj
to, co mu oferowano i by za to wdziczny.
Jeli musisz wiedzie dokoczy Wdrowiec powiniene podzikowa za ocalenie mojej matce. Wysaa mnie,
ebym was poszuka.
Gilthas zupenie nic z tego nie rozumia i mg tylko przypuszcza, e Goldmoon miaa wizj dotyczc ich losu.
Jak si ma... twoja matka? spyta, delektujc si
kroplami letniej wody, ktr czu byo kozem, lecz smakowaa mu bardziej ni najlepsze wino.
Umara rzek Wdrowiec, patrzc w dal na rwniny.
Gilhas by zaskoczony jego obojtnym tonem. Mia zamiar
wymamrota jakie sowa pocieszenia, lecz wysoki mczyzna
mu przerwa.
Przedwczorajszej nocy przyszed do mnie duch mojej
matki i kaza mi si uda na poudnie. Nie wiedziaem dlaczego, a ona nie wyjania. Sdziem, e znajd w podry jej
ciao, bo powiedziaa mi, e ley niepogrzebana, lecz jej duch
znik, zanim moga mi wyjani, gdzie spoczywa.
Gilthas znw zacz mamrota sowa ubolewania, ale Wdrowiec nie zwraca na nie uwagi.
Zamiast tego rzek cicho znalazem ciebie i twj
lud. Moe ty wiesz, gdzie szuka mojej matki?
Zanim Gilthas zdy odpowiedzie, Wdrowiec cign
dalej:
Dowiedziaem si, e ucieka z Cytadeli przed atakiem
smoka, ale nikt nie wie, dokd si udaa. Powiedziano mi, e
bya w szponach jakiego szalestwa, moe pomieszania zmysw, jakiego dostaj bardzo starzy ludzie. Nie wydawaa mi
118

si szalona, kiedy widziaem jej ducha. Sprawiaa wraenie


winia.
Gilthas pomyla sobie, e nawet jeli Goldmoon nie bya
obkana, to jej syn na pewno by wariatem wiadczya
o tym jego mowa o duchach i niepochowanych ciaach. Niemniej jednak wizja Wdrowca ocalia im ycie i Gilthas nie
mg za bardzo jej zaprzecza. Odpowiedzia tylko, e nie ma
pojcia, gdzie jest Goldmoon, ani czy yje, czy jest martwa.
Serce mu si ciskao, bo pomyla o wasnej matce, ktre leaa niepogrzebana na dnie nowo powstaego jeziora. Ogarno
go ogromne znuenie i senno. Chciaby tu lee caymi dniami, czujc w ustach smak zimnej wody. Musia jednak myle
o swoich poddanych. Nie zwaajc na wszelkie upomnienia,
by nadal lee, Gilthas z trudem wsta.
Prbujemy dotrze do Duntol powiedzia.
Wdrowiec wsta razem z nim.
88* Jestecie za daleko na poudnie. W pobliu
znajdziecie
oaz. Tam twj lud bdzie mg odpocz kilka dni i nabra si
do dalszej podry. Wyl towarzyszy do Duntol po prowiant
i potrzebne rzeczy.
89* Mamy pienidze, eby zapaci zacz Gilthas.
Umilk,
kiedy zobaczy, e twarz Wdrowca spochmurniaa z gniewu.
Znajdziemy jaki sposb, eby wam si odpaci poprawi si niezrcznie.
Opucie nasz ziemi powtrzy srogo Wdrowiec.
Nasze zasoby i tak sju nadwerone, gdy smok zajmuje
coraz wicej ziemi na pnocy.
Tak zamierzamy powiedzia zmczonym gosem
Gilthas. Jak ju mwiem, podrujemy do Silvanesti.
Wdrowiec dugo mu si przypatrywa i wydawao si, e
co powie, lecz najwyraniej z tego zrezygnowa. Zwrci si
do swoich towarzyszy, mwic co w jzyku Mieszkacw
Rwnin. Gilthas zastanawia si, co Wdrowiec zamierza powiedzie, ale jego ciekawo wyparowaa, musia bowiem skupi si na tym, by utrzyma si na nogach. Z zadowoleniem
stwierdzi, e jego ko take zosta napojony.
119

Dwaj towarzysze Wdrowca odjechali galopem. Wysoki


mczyzna zaproponowa Gilthasowi, e go odprowadzi.
26* Poka wam, jak si ubiera, eby chroni wasz jasn
skr od soca i si nie przegrzewa oznajmi Wdrowiec.
Musicie podrowa chodn noc i wczesnym rankiem,
a upalny dzie przesypia. Moi ludzie zajm si waszymi chorymi i poka wam, jak budowa schrony od soca. Zaprowadz was do starego Traktu Krlewskiego, ktrym bdziecie
mogli doj do Silvanesti. Ruszycie t drog, opucicie nasz
ziemi i wicej tu nie wrcicie.
27* Czemu stale to powtarzasz? spyta Gilthas. Nie
obra si, Wdrowcze, ale nie potrafi sobie wyobrazi, eby
kto o zdrowych zmysach chcia y w takim miejscu. Nawet
Otcha nie mogaby by bardziej pusta i wyludniona.
Gilthas obawia si, e jego wybuch mg rozgniewa
Mieszkaca Rwnin, i mia ju zamiar go przeprosi, kiedy
usysza jakby stumiony miech, ktry dochodzi zza tkaniny
zakrywajcej twarz Wdrowca. Gilthas bardzo sabo pamita
Riverwinda z dawnych czasw, kiedy ten wraz z Goldmoon
odwiedzi jego rodzicw, ale nagle przypomnia mu si ten
wysoki myliwy o surowej twarzy.
28* Pustynia ma wasne pikno rzek Wdrowiec. Po
deszczu raptownie oywaj kwiaty, wypeniajc powietrze swoj sodk woni. Czerwie ska na tle bkitnego nieba, cienie
chmur pynce po pofadowanym piasku, wirujce supy kurzu, toczce si kby solanki kolczystej i zapach szawi. Brak
mi ich, kiedy jestem z dala od nich, tak jak ty tsknisz za gstym sklepieniem stale ociekajcych deszczem lici, niekoczcym si deszczem, pnczami, ktre opltuj nogi i duszcym zapachem pleni.
29* Wyglda na to, e Otcha jednego jest dla drugiego
rajem rzek z umiechem Gilthas. Moesz zatrzyma swj
raj, Wdrowcze, i yj w nim szczliwie. Ja zatrzymam swoje
drzewa i wod.
30* Mam tak nadziej powiedzia mczyzna ale
nie
liczybym na to.
120

67* Czemu? spyta zaniepokojony Githas. Co


wiesz?
68* Nic pewnego odpar Mieszkaniec Rwnin.
Sprawdziwszy, czy z jego koniem wszystko w porzdku,
odwrci
si
do Gilthasa. Nie byem cakiem zdecydowany, czy ci o
tym
powiedzie. Ostatnio pogoski kr w powietrzu niczym
nasiona dmuchawca.
69* Mimo to widz, e wierzysz w t plotk
powiedzia
Githas.
Kiedy Wdrowiec nadal milcza, mody elf doda:
Zamierzamy i do Silvanesti bez wzgldu na to,
co
si
wydarzyo. Zapewniam ci, nie planujemy zosta na
pustyni
duej ni to konieczne, by j przeby.
Wdrowiec spojrza na grup elfw, barwnych
plamek,
ktre wykwity midzy skaami bez pomocy yciodajnego
deszczu.
70* Wie niesie, e Silvanesti wpado w rce
Czarnych
Rycerzy. Mczyzna zwrci ciemne oczy na
Gilthasa.

Nie syszae o tym?


71* Nie odpar elf. Nie syszaem.
72* auj, e nie mog poda ci wicej szczegw,
ale
nie
trzeba chyba mwi, e wasi pobratymcy nie zwierzaj
si
nam. Wierzysz w t pogosk?
Githas
pokrci
gow,
stanowczo
temu
zaprzeczajc,
lecz
podupad na duchu. Mwi pewnie w obecnoci tego
nieznajomego i swojego ludu, ale w rzeczywistoci nie otrzyma
wiadomoci od wygnanej krlowej Silvanesti, Alhany
Starbreeze,
od wielu tygodni, od upadku Cjualinostu. Alhana
Starbreeze
toczya bj o to, by ponownie wej do Silvanesti i
zniszczy
tarcz, ktra je otaczaa. Ostatnio Githas sysza, e tarcza
znika
i e wojska krlowej elfw stoj na granicy, gotowe
wkroczy
do swej byej ojczyzny. Mona by argumentowa, e
posacom Alhany trudno byo go znale, poniewa stale by w
drodze, ale kurierzy z Silvanesti przyjanili si z orami,
jastrzbiami i kadym stworzeniem, ktre miao bystry wzrok.
Gdy-

by
chcieli
go
znale,
potrafili
by to
zrobi.
Alhana
nie
wysaa
gocw
i chyba
ju
wiedzia

dlaczeg
o.
Kol
ejne
brze
mi
do
ud
wig
nic
ia.
Jeli
to
bya
pra
wda
, el121

fy nie uciekay od niebezpieczestwa, lecz zmierzay wprost


ku niemu. Mimo to nie mogy przecie zosta na pustyni.
Jeli bd musia umrze, przynajmniej niech si to stanie
pod cienistym drzewem" pomyla Gilthas.
Wyprostowa si w siodle.
90* Dzikuj ci za t wiadomo, Wdrowcze.
Ostrzeenie
to or. Teraz nie powinienem duej zwleka z powiedzeniem
moim poddanym, e nadchodzi pomoc. Ile dni nam zajmie podr do Krlewskiego Traktu?
91* To zaley od waszej odwagi odpar Wdrowiec.
Gilthas nie widzia warg mczyzny zza fad materiau, ktry spowija jego twarz, lecz dostrzeg w jego ciemnych oczach ciepo
umiechu. Jeli wszyscy twoi towarzysze s podobni do ciebie, nie sdz, eby podr potrwaa dugo.
Gilthas by wdziczny za komplement. Chciaby na niego
zasugiwa. To, co zostao wzite za odwag, mogo by przecie tylko znueniem.

10

Wamanie do wizienia
Gerard zamierza wej do Solanthus pieszo. Zostawi wierzchowca w stajni zajazdu jakie dwie mile od miasta. Gospod
t poleci mu giermek Richard. Korzystajc z okazji, by zje
ciepy posiek (a byo to najlepsze, co mona byo o nim powiedzie), rycerz zaznajomi si z lokalnymi plotkami. Przedstawi si jako wojownik do wynajcia i ciekaw by, czy w duym miecie znalazoby si dla niego zajcie.
Natychmiast powiedziano mu wszystko, co musia
i wicej, ni chcia wiedzie o druzgoccej klsce Rycerzy
Solamnijskich i zajciu miasta przez Czarnych Rycerzy z Neraki. Odkd Solanthus pado kilka tygodni temu, nie docierao
tu wielu podrnych, ale gospodyni w zajedzie miaa nadziej, e interesy wkrtce pjd lepiej. Z wieci docierajcych
z Solanthus wynikao, e jego mieszkacy nie byli torturowani
ani masowo zabijani, jak wielu si obawiao, ale e traktowano
ich dobrze i zachcano do zajmowania si codziennymi sprawami, jakby nic nie zaszo.
Och, oczywicie, kilku ludzi wtrcono do wizienia, ale
pewnie na to zasuyli. Przywdczyni rycerzy, ktr podobno
bya wiotka dziewuszka, nie kazaa cina gw, ale wygaszaa do ludnoci kazania o nowym bogu, ktry przyby, by
si nimi zaopiekowa. Posuna si nawet do tego, by nakaza
oczyci i odbudowa star wityni Paladine'a i powici

123

j temu nowemu bogu. Chodzia po miecie, uzdrawiajc chorych i dokonujc innych cudw. Lud Solanthus zaczyna j
wielbi.
Szlaki handlowe midzy Solanthus i Palanthas, od dawna
zamknite, zostay ponownie otworzone, co uszczliwio kupcw. Jednym sowem, jak stwierdzia wacicielka zajazdu,
mogo by gorzej.
Syszaem, e w okolicy s ze smoki powiedzia
Gerard, moczc czerstwy chleb w krzepncym sosie, gdy by
to jedyny sposb, by obie te rzeczy dao si zje. I jeszcze
gorsze okropnoci. Zniy gos. Syszaem, e po Solanthus chodz umarli!
Kobieta prychna pogardliwie. Syszaa ju co podobnego, ale sama smokw nie widziaa, a aden duch nie przyszed
do gospody domaga si jedzenia. miejc si pod nosem,
posza przyprawia o niestrawno innego, niczego nie podejrzewajcego gocia. Gerard podsun resztki swojego posiku
psu z zajazdu i zastanowi si nad tym, co usysza.
Wiedzia, jak sprawy si maj w rzeczywistoci. Widzia
czerwone i bkitne smoki latajce nad miastem oraz dusze
zmarych otaczajce miejskie mury. Wos mu si wci jey
na karku, ilekro pomyla o tej armii o pustych oczach, rozwartych ustach i widmowych rkach ze zdartymi do koci palcami, ktre wycigay si ku niemu ponad przepaci mierci.
Nie, to byo bardzo realne. Niewyjanione, ale realne.
By zdziwiony, gdy usysza, e mieszkacy Solanthus s
tak dobrze traktowani, ale nie bardzo zaskoczony informacj,
e tak bardzo polubili Min. Odby jedynie krtk rozmow
z charyzmatyczn przywdczyni Czarnych Rycerzy, jej obraz
utkwi mu jednak wyranie w pamici: widzia okrutne bursztynowe oczy, sysza tembr jej gosu i pamita kade sowo,
jakie powiedziaa. Czy fakt, e dobrze traktowaa mieszkacw Solanthus, uatwia czy utrudnia mu zadanie? Znajdowa
argumenty na poparcie jednego i drugiego, a wreszcie doszed
do wniosku, e jedynym sposobem, eby si o tym przekona,
jest pojechanie i sprawdzenie tego osobicie.
124

Po zapaceniu za posiek i stajni dla konia na tydzie


Gerard wyruszy do Solanthus pieszo.
Bdc w pobliu murw miasta, rycerz nie wszed od
razu
do rodka, lecz zatrzyma si w miejscu, z ktrego widzia
bram. Usiad w zagajniku, skd mg dyskretnie
obserwowa.
Potrzebowa wicej informacji o miecie i potrzebowa ich
od
pewnych szczeglnych osb. Siedzia tak od trzydziestu
minut, kiedy w gwnej bramie miejskiej otworzyy si
drzwiczki
i wyleciao przez nie kilka istotek, jakby kto wystrzeli
je
z procy.
Istotki pozbieray si, otrzepay z kurzu, jakby nie
zdarzyo
si nic nadzwyczajnego, i ucisnwszy sobie nawzajem
rce,
wyruszyy kade w swoj stron.
Tak si zoyo, e jedna z nich przechodzia cakiem
blisko
Gerarda. Rycerz zawoa j, przyjanie machajc rk.
Istotka,
ktr okaza si kender, natychmiast podesza
pogawdzi.
Przypominajc sobie, e to dla dobra sprawy, Gerard
zacisn zby, umiechn si przyjacielsko do kendera i
zaprosi
go, by przysiad si do niego.
Koziziek Pltoczuby przedstawi si kender.

Wielkie nieba, ale ty brzydki doda radonie, gapic


si
na
ospowat twarz Gerarda i podziwiajc jego te jak
kukurydza, niesforne wosy. Jeste chyba jednym z
najbrzydszych
ludzi, jakich widziaem.
Regua obiecywaa nagrod w przyszym yciu
kademu,
kto powica si dla dobra ojczyzny. Gerard doszed do
wniosku, e to przeycie powinno mu zagwarantowa
apartament
w jakim niebiaskim paacu. Zacisn zby i odpar, e
zdaje
sobie spraw, i nie wygra konkursu na krlow
majowych
tacw.
I masz bardzo niebieskie oczy stwierdzi
Koziziek.
Nieprzyjemnie niebieskie, jeli wolno mi zauway.
Chcia-

by
zobacz
y, co
mam w
sakwac
h?
Zani
m
Gerard
zdoa
odpowi
edzie,
kender
wysypa
z kilku
swoich
toreb
ich
zawarto

i
zacz
w niej
radoni
e
grzeba
.
125

Dopiero co opucie Solanthus powiedzia Gerard,


przerywajc Kozizikowi w poowie opowieci o tym, jak
wpad mu w rce motek bdcy kiedy wasnoci jakiego
nieszczsnego blacharza. Jak tam jest w miecie? Syszaem, e zajli je Czarni Rycerze.
Koziziek pokiwa gow z zapaem.
Mniej wicej tak samo jak zwykle. Stra zbiera nas
i wyrzuca. Tyle tylko, e teraz zabrali nas najpierw do takiego
miejsca, ktre dawniej naleao do Mistykw, a przedtem byo
wityni jakiego dawnego boga. Sprowadzili grup Mistykw z Cytadeli wiata i rozmawiali z nimi. Fajnie byo popatrze, mwi ci! Bya tam dziewczyna ubrana jak rycerz. Miaa
bardzo dziwne oczy. Bardzo dziwne. Dziwniejsze od twoich.
Stana przed Mistykami, opowiedziaa im o Jedynym Bogu
i pokazaa liczn pani zamknit w bursztynowej skrzyni,
i powiedziaa, e Jedyny Bg ju uczyni jeden cud i zwrci
licznej pani modo i urod, a teraz uczyni jeszcze jeden cud
i oywi t liczn pani.
Mistycy przygldali si licznej pani i niektrzy zaczli
paka. Dziewczyna spytaa ich, czy chc wiedzie wicej o Jedynym Bogu, i tych, ktrzy powiedzieli, e chc, odprowadzono na jedn stron, a tych, ktrzy nie chcieli, na drug. Wrd
tych ostatnich by jaki starzec nazywany Mistrzem Gwiazd,
czy jako tak. A potem dziewczyna podesza do nas i zadawaa
nam mnstwo pyta, i opowiedziaa nam o tym nowym bogu,
ktry pojawi si na Krynnie. A potem spytaa nas, czy chcielibymy czci tego nowego boga i mu suy.
26* I co powiedziae? zaciekawi si Gerard.
27* Zgodziem si, oczywicie odpar Koziziek, zdumiony, e rycerz mg przypuszcza inaczej. Byoby bardzo nieuprzejme, gdybym si nie zgodzi, nie sdzisz? Skoro
ten nowy bg zada sobie tyle trudu, eby do nas przyj, czy
nie powinnimy zrobi wszystkiego, co w naszej mocy, eby
go zachci?
28* Nie sdzisz, e oddawanie czci bogu, o ktrym nic nie
wiesz, moe by niebezpieczne?
126

73* Och, wiem duo o tym bogu zapewni go Koziziek. Przynajmniej tyle, ile wydaje si wane. Dziewczyna wyjania nam, e ten bg bardzo lubi kenderw. Ogromnie
ich lubi. Tak bardzo, e szuka pewnego specjalnego kendera
w szczeglnoci. Gdyby ktry z nas go spotka, mamy go
przyprowadzi do tej dziewczyny, a ona da nam wielk nagrod. Wszyscy obiecalimy, e tak zrobimy, i wanie zamierzam
si za to zabra. To znaczy, za szukanie tego kendera. Przy
okazji, nie widziae go gdzie?
74* Jeste pierwszym kenderem, jakiego widz od wielu
dni odpar Gerard. I mam nadziej, e ostatnim" doda
w mylach. Jak wam si udaje dosta do miasta bez...
75* Nazywa si mwi Koziziek, przejty swoj wypraw Ten Tasslehoff Burrfoot i jest...
76* Co takiego? zawoa zdumiony Gerard. Co powiedziae?
77* Kiedy? Wtedy, kiedy mwiem o Solanthus, czy kiedy
mwiem o dziewczynie, czy kiedy mwiem o nowym bogu...
78* O kenderze. Tym specjalnym kenderze. Powiedziae,
e nazywa si Burrfoot? Tasslehoff Burrfoot?
79* Ten Tasslehoff Burrfoot poprawi Koziziek.
Ten" jest bardzo wane, bo to nie moe by byle jaki Tasslehoff Burrfoot.
80* Tak, chyba nie moe zgodzi si Gerard, wracajc
pamici do kendera, ktry rozpocz ca t przygod, dajc
si zamkn w Grobowcu Bohaterw w Solce.
81* Chocia na wszelki wypadek dokoczy
Koziziek
mamy przyprowadzi do Sanction kadego Tasslehoffa
Burrfoota, jakiego znajdziemy, eby ta dziewczyna moga mu
si przyjrze.
82* Chcesz powiedzie: Solanthus poprawi Gerard.
Koziziek by zajty przygldaniem si z ciekawoci kawakowi potuczonego niebieskiego szka. Podnis go i spyta
z zapaem:
Sdzisz, e to szafir?
127

92* Nie odpar Gerard. To kawaek stuczonego niebieskiego szka. Powiedziae, e masz zaprowadzi tego Burrfoota do Sanction. Chciae powiedzie: Solanthus. Dziewczyna i jej wojska s w Solanthus, nie w Sanction.
93* Powiedziaem: Sanction? Koziziek podrapa si po
gowie. Po chwili namysu pokiwa ni twierdzco. Tak, powiedziaem: Sanction i to miaem na myli. Dziewczyna powiedziaa nam, e nie zostanie w Solanthus dugo. Razem ze swoj
armi wybiera si do Sanction, gdzie nowy bg zaoy wielk
wityni, i to wanie w Sanction chciaa widzie Burrfoota.
No to mam odpowied na jedno z moich pyta" pomyla Gerard.
Mnie si wydaje, e to szafir doda Koziziek i woy kawaek szka z powrotem do sakwy.
'- Kiedy znaem jednego Tasslehoffa Burrfoota zacz z wahaniem Gerard.
94* Naprawd? Koziziek zerwa si na nogi i z
podniecenia zacz skaka wok rycerza. Gdzie on jest? Jak go
znajd?
95* Nie widziaem go od dawna powiedzia Gerard,
gestem nakazujc kenderowi spokj. Zastanawiaem si tylko,
dlaczego ten Burrfoot jest taki wyjtkowy.
96* Nie sdz, eby dziewczyna to powiedziaa, ale mog
si myli. Obawiam si, e do tego czasu uciem sobie ma
drzemk. Dziewczyna kazaa nam siedzie tam bardzo dugo,
a kiedy tylko ktry z nas prbowa wsta i wyj, jeden
z onierzy dga nas mieczem, co wcale nie jest takie ekscytujce, jak si moe wydawa. O co pytae?
Gerard cierpliwie powtrzy pytanie.
Koziziek zmarszczy czoo, co, jak powszechnie wiadomo, jest praktyk wspomagajc procesy mylowe, a potem
oznajmi:
Pamitam tylko, e jest kim bardzo szczeglnym dla
Jedynego Boga. Gdyby si widzia z twoim przyjacielem Tasslehoffem, moesz mu powiedzie, e Jedyny Bg go szuka?
I prosz, wspomnij o mnie.
128

Obiecuj powiedzia Gerard. A teraz moesz wywiadczy mi przysug. Powiedzmy, e kto ma bardzo dobry
powd, eby nie wchodzi do Solanthus przez frontow bram. Jak inn drog mgby wej do miasta?
Koziziek przyjrza si wnikliwie Gerardowi.
9* Kto twoich rozmiarw?
10* Mniej wicej odpar rycerz, wzruszajc ramionami.
11* A ile taka informacja bdzie warta dla kogo twoich
rozmiarw? spyta Koziziek.
Gerard to przewidzia i wycign sakiewk pen interesujcych i dziwnych przedmiotw, ktre zwin z rezydencji
lorda Ulricha.
Wybierz co sobie powiedzia. Natychmiast tego
poaowa, bo Koziziek pogry si w udrce niezdecydowania, trzs si nad kolekcj, a wreszcie skoczy rozdarty
midzy zardzewiaym zatrzaskiem a starym butem bez obcasa.
We oba rzek rycerz.
Oszoomiony tak hojnoci Koziziek opisa mnstwo
miejsc, ktrymi mona byo si wlizgn niepostrzeenie do
Solanthus. Na nieszczcie, jego opisy byy bardziej mylce
ni pomocne, gdy kender czsto przeskakiwa naprzd, by
uzupeni szczegy drogi, ktrej jeszcze nie opisa, albo cofa
si, by poprawi informacje o przejciu opisywanym pitnacie minut temu.
Wreszcie Gerard zapa Koziziek i kaza mu szczegowo
opisa kad drog. By to czasochonny i mudny proces,
podczas ktrego bardzo niewiele brakowao, by rycerz udusi
kendera. Wreszcie Gerard wybra w mylach trzy wejcia: jedno, ktre uzna za najbardziej stosowne dla swoich potrzeb,
i dwa zapasowe. Koziziek kaza rycerzowi przysic na jego
te wosy, e nigdy, przenigdy nikomu nie zdradzi pooenia
tych miejsc. Gerard tak uczyni, zastanawiajc si, czy Koziziek sam zoy tak przysig, i dochodzc do wniosku, e to
wysoce prawdopodobne.
Potem nadesza trudna chwila. Gerard musia si pozby
kendera, ktry tymczasem uzna, e s z rycerzem najlepszymi
129

przyjacimi, jeli nie brami albo kuzynami. Wierny Koziziek by gotw towarzyszy Gerardowi w jego podrach do
koca ycia. Rycerz odpar, e nie ma nic przeciwko temu, tyle
e zostanie tu jeszcze do dugo. Moe si zdrzemnie. Koziziek moe zaczeka.
Mino pitnacie minut, podczas ktrych kender nie mg
usiedzie w miejscu, a Gerard drzema, majc jedno oko
otwarte, by si upewni, e nie zginie mu aden wartociowy
przedmiot. Wreszcie Koziziek nie mg duej znie napicia. Spakowa swoje skarby i poszed sobie, wracajc kilkakrotnie, eby przypomnie Gerardowi, e gdyby zobaczy
Tego Tasslehoffa Burrfoota, ma go natychmiast przysa do
Jedynego Boga i wspomnie, e jego przyjaciel, Koziziek,
powinien otrzyma nagrod. Gerard obieca i wreszcie zdoa
si pozby kendera. Musia zaczeka kilka godzin do zmroku
i wypeni sobie ten czas prbami odgadnicia, czego Mina
moe chcie od Taslehoffa Burrfoota.
Gerard nie potrafi uwierzy, e przywdczyni Czarnych
Rycerzy darzy kenderw jak wielk sympati. Tym, czego
szukaa, prawdopodobnie byo magiczne urzdzenie do podrowania w czasie.
Co oznacza powiedzia do siebie e jeli kendera
mona znale, to my powinnimy by tymi, ktrzy to zrobi.
Zanotowa sobie w pamici, eby zawiadomi Rycerzy Solamnijskich, by szukali kadego kendera, ktry przedstawia
si imieniem Tasslehoff Burrfoot, zapali i dla bezpieczestwa
zamknli rzeczonego kendera, a przede wszystkim nie pozwolili mu wpa w rce Czarnych Rycerzy. Ustaliwszy to, Gerard
zacz oczekiwa nadejcia nocy.

11

Wizienie mierci
Gerard bez trudu wlizgn si niepostrzeenie do miasta.
Wprawdzie pierwsza wybrana przez niego droga okazaa si
zablokowana co wskazywao na to, e Czarni Rycerze staraj si zatka wszystkie mysie dziury" drugiej jednak
jeszcze nie znaleli. Wierny swojej przysidze Gerard nigdy
nie wyjawi pooenia tego wejcia.
Ulice Solanthus byy ciemne i opustoszae. Zdaniem wacicielki zajazdu w miecie wprowadzono godzin policyjn.
Ulicami kryy patrole, wic Gerard w celu ich uniknicia
musia kluczy, chowa si w ciemnych bramach i kry za
stertami odpadkw w zaukach.
Z powodu ukrywania si przed patrolami i niedoskonaej
znajomoci ulic straci dobre dwie godziny na bdzenie po
miecie, zanim wreszcie zobaczy to, czego szuka mury
wizienia.
Stan na czatach w bramie i zastanawia si, jak zdoa zakra si do wntrza. To by zawsze saby punkt jego planu. Wamanie si do wizienia okazao si rwnie trudne jak
ucieczka z niego.
Na dziedziniec wszed patrol z kilkoma ludmi, ktrzy zamali przepis o godzinie policyjnej. Podsuchujc raport skadany przez stranika, Gerard dowiedzia si, e na rozkaz Czarnych Rycerzy zamknito wszystkie tawerny. Waciciel jednej
z nich, prbujc zmniejszy straty, po cichu otwiera drzwi kil131

ku regularnym klientom. Prywatne przyjcie przerodzio si


w haaliw burd, ktra przycigna uwag patrolu, i teraz
gocie wraz z wacicielem szli do wizienia.
Jeden z aresztantw piewa na cay gos. Waciciel tawerny zaamywa rce i pyta, jak ma wyywi rodzin, skoro odebrano mu rodki utrzymania. Kolejny wizie wymiotowa na
bruk. Stra chciaa si jak najszybciej pozby tego uciliwego
ciaru, wic walia w drzwi, woajc dozorc wizienia.
Dozorca przyszed, ale nie wygldao na to, eby si ucieszy. Protestowa, e wszystkie cele s przepenione i nie ma
ju miejsca dla kolejnych winiw. Gdy str wykca si
z dowdc patrolu, Gerard wylizgn si z bramy, przebieg
przez ulic i stan z tyu grupy aresztantw.
Nacign na gow kaptur peleryny, zgarbi si i przysun
najbliej, jak mg, do gromady awanturnikw. Jeden z winiw spojrza na niego i zamruga. Gerard wstrzyma oddech,
lecz po chwili obserwacji na twarz mczyzny wypez pijacki
umiech, po czym wizie wspar gow na ramieniu rycerza
i rozpaka si.
Dowdca patrolu grozi, e pjdzie sobie i zostawi aresztantw na ulicy, dodajc, e z ca pewnoci zamelduje swoim przeoonym o utrudnianiu mu wykonywania obowizkw.
Zastraszony dozorca otworzy bram i zawoa wiziennych
stranikw. Przekazano im aresztantw i patrol odmaszerowa.
Stranicy zaprowadzili Gerarda i pozostaych do budynku
wiziennego.
Kiedy tylko dozorca si zjawi, winiowie zaczli krzycze. Mczyzna nie zwraca na nich uwagi. Wepchnwszy
aresztantw do pierwszej celi, w jakiej mogli si zmieci, wyszed jak najprdzej razem ze stranikami.
W celi, do ktrej wrzucono Gerarda, panowa ju taki cisk,
e rycerz nie odway si usi z obawy, e zostanie zadeptany. W ssiednich celach sytuacja przedstawiaa si rwnie le.
W niektrych siedzieli mczyni, w innych kobiety, a wszyscy krzyczeli, by ich wypuci. Smrd niemytych cia, wymiocin i odchodw by nie do zniesienia. Gerard dosta mdoci
132

i zakry sobie usta i nos doni, rozpaczliwie i bezskutecznie


usiujc przefiltrowa zaduch przez palce.
Rycerz przecisn si przez cib na tyy celi, jak najdalej
od przepenionego kuba z nieczystociami. Obawia si, e jego ubranie i on sam wygldaj zbyt czysto, by nie wzbudzi
podejrze, ale teraz nie musia si ju o to martwi. Kilka godzin tutaj i smrd tak do niego przylgnie, e pewnie do koca
ycia si go nie pozbdzie. Po kilku chwilach powiconych na
przekonywanie siebie samego, e nie zwymiotuje, Gerard zauway, i ssiednia cela, dua i przestronna, wydaje si pusta.
Szturchajc jednego z kolegw z celi w ebra, machn
kciukiem w jej kierunku.
83* Dlaczego nie umieszcz kilku z nas tam? spyta.
84* Ty moesz tam pj, jeli chcesz odpowiedzia
wizie, patrzc na niego ponuro. Ja zostan tutaj.
85* Przecie jest pusta zaprotestowa Gerard.
86* Wcale nie. Po prostu ich nie wida. I cae szczcie.

Mczyzna skrzywi si. Wystarczajco przykro patrze na


nich w biay dzie.
87* Kim oni s? spyta zaciekawiony rycerz.
88* To czarodzieje mrukn mczyzna. Przynajmniej byli nimi. Nie jestem pewny, kim s teraz.
89* Jak to? Co im si stao?
90* Zobaczysz przepowiedzia pospnie wizie.
Teraz daj mi spa, dobrze?
Mczyzna kucn na pododze i zamkn oczy. Gerard uzna,
e te powinien sprbowa si zdrzemn, chocia mia niewesoe przeczucie, e bdzie to niemoliwe.
By mile zaskoczony, gdy zbudzi si kilka godzin pniej
i zobaczy soce, ktre usiowao si przescza do celi przez
wskie okna. Przetar zaspane oczy i spojrza z zaciekawieniem na lokatorw ssiedniej celi, zastanawiajc si, czemu ci
czarodzieje budz taki lk.
Zaskoczony Gerard przycisn twarz do prtw, ktre dzieliy ich cele.
Palin? zawoa pgosem. To ty?
133

Szczerze mwic, nie mia pewnoci. Mag przypomina


Palina. Ale jeli to by Palin, to zwykle schludny czarodziej nie
my si, nie goli, nie czesa ani w ogle nie dba o swj
wygld od tygodni. Mczyzna siedzia na pryczy z oczami bezmylnie wpatrzonymi w pustk i pozbawion wyrazu twarz.
Na drugiej pryczy siedzia drugi mag. By to elf, tak wychudzony, e sprawia wraenie trupa. Mia ciemne wosy, niezwyke u elfw, ktrzy z reguy byli blondynami, i skr barwy zbielaej od soca koci. Jego szaty pocztkowo mogy
by czarne, ale od brudu i kurzu zrobiy si szare. Elf siedzia
rwnie nieruchomo jak jego towarzysz, z takim samym wyrazem otpienia na twarzy.
Gerard jeszcze raz zawoa Palina po imieniu, tym razem
troch goniej, eby przekrzycze kaszel, charkanie, rzenie,
krzyki i narzekania innych winiw. Zamierza znw zawoa, gdy jego uwag odwrcio uczucie askotania na karku.
Cholerne pchy mrukn, klepic si po szyi.
Mag unis gow i popatrzy na niego.
Palin! Co ty tu robisz? Co ci si stao? Jeste ranny?
Szlag by trafi te pchy! Gerard drapa si zawzicie po karku i potrzsa ubraniem.
Palin dugo przyglda si Gerardowi otpiaym wzrokiem,
jakby czeka na dalsze sowa lub czyny rycerza. Kiedy ten tylko powtrzy poprzednie pytania, mag odwrci oczy i znw
utkwi je w pustce.
Gerard prbowa jeszcze kilka razy, a wreszcie zrezygnowa i skupi uwag na pozbyciu si dokuczliwych pche.
Wreszcie odnis sukces, a przynajmniej z pozoru, poniewa
mrowienie ustao.
97* Co si stao tym dwm? spyta Gerard
wspwinia.
29* Nie wiem pada odpowied. Tacy ju byli,
kiedy
tu trafiem, a byo to trzy dni temu. Kadego dnia kto przychodzi, przynosi im jedzenie i wod i pilnuje, eby zjedli.
Siedz tak caymi dniami. Na ich widok ciarki czowieka przechodz, no nie?
Tak pomyla Gerard to prawda". Zastanawia si,
134

co si przydarzyo Palinowi. Dostrzegajc na jego szatach plamy czego, co wygldao na zaschnit krew, Gerard doszed
do wniosku, e maga bito lub torturowano tak dugo, a postrada zmysy. Z sercem cikim od alu i litoci bezwiednie podrapa si po szyi, a potem odwrci gow. Teraz nie mg
zrobi niczego, by pomc magowi, ale jeli wszystko pjdzie
zgodnie z planem, bdzie mg co zrobi w przyszoci.
Usiad na pododze celi, jak najdalej od budzcego odraz
siennika. Nie mia wtpliwoci, e to tam oblazy go pchy.
C, to bya strata czasu zauway Dalamar.
Duch elfa sta w pobliu jedynego okna celi. Nawet w wiecie zmierzchu, w ktrym zmuszony by przebywa nie bdc ani ywy, ani umary mia wraenie, e dusi si w kamiennych cianach. Samo wyobraanie sobie, e oddycha
wieym powietrzem, przynosio mu ulg.
91* Co starae si osign? spyta. Zakadam, e
nie
byy ci w gowie arty.
92* Nie, to nie arty odpar spokojnie duch Palina.
Jeli musisz wiedzie, miaem nadziej, e uda mi si skontaktowa z tym czowiekiem, przemwi do niego.
93* Te co! parskn pogardliwie Dalamar. Mylaem, e masz wicej rozumu. My go nie obchodzimy. Nikogo
nie obchodzimy. A tak w ogle, kim on jest?
94* Nazywa si Gerard. To Rycerz Solamnijski. Znamy
si
z Qualinesti. Bylimy przyjacimi... no, moe nie przyjacimi. Nie sdz, aby mnie lubi. Wiesz, co Solamnijczycy
sdz o magach, a ja musz przyzna, e nie byem zbyt miym kompanem. Mimo to Palin przypomnia sobie, jakie to
uczucie wzdycha mylaem, e uda mi si z nim porozumie, tak jak mj ojciec skontaktowa si ze mn.
95* Twj ojciec ci kocha i mia ci do przekazania co
wanego powiedzia Dalamar. Poza tym Caramon by
cakiem martwy. My nie jestemy; przynajmniej zmuszony jestem zakada, e nie jestemy. Moe to ma jaki zwizek. Poza tym, na jak pomoc z jego strony liczye?
135

Palin milcza.
No, miao rzek Dalamar. Nasze pooenie raczej nie sprzyja skrywaniu tajemnic przed sob nawzajem.
Jeli to prawda pomyla Palin to co robisz podczas
swoich samotnych wycieczek? Tylko nie mw mi, e przesiadujesz pod sosnami, by rozkoszowa si kontaktem z przyrod. Dokd chodzisz i po co?".
Przez duszy czas po powrocie do ycia duchy magw
byy uwizane do cia, ktre niegdy zamieszkiway, tak jak
wizie jest przykuty acuchem do ciany. Niespokojny Dalamar, szukajc drogi powrotu do ycia, pierwszy odkry, e sami tworzyli te wizy. By moe dlatego, e nie byli cakiem
martwi, ich duchy nie zostay zniewolone przez Takhisis tak
jak dusze w nurcie rzeki umarych. Dalamar zdoa cakowicie
zerwa wi, jaka czya dusz i ciao. Jego duch opuci wizienie i Solanthus, a przynajmniej tak powiedzia Palinowi,
chocia nie poinformowa go, dokd si uda. Mimo to po kadej wycieczce mag musia wraca.
Ich duchy strzegy swych cia rwnie zazdronie jak skpiec skrzyni, w ktrej przechowuje swj majtek. Palin prbowa wyj w ten smutny wiat innych uwizionych dusz, lecz
zera go strach, e podczas jego nieobecnoci co moe si sta
jego ciau. Wrci natychmiast i stwierdzi, e nadal siedzi, gapic si w pustk. Wiedzia, e powinien by zadowolony, i cz
jego osoby cieszya si, lecz druga cz bya gorzko rozczarowana. Potem nie opuszcza ju ciaa. Nie mg przyczy si do
dusz zmarych, ktre ani go nie widziay, ani nie syszay. Z tego samego powodu nie lubi przebywa w pobliu ywych.
Dalamar czsto opuszcza swoje ciao, chocia nie na dugo. Palin by przekonany, e mag widuje si z Min i stara si
wynegocjowa swj powrt do ycia. Nie potrafi jednak udowodni swoich podejrze.
7* Skoro musisz wiedzie powiedzia Palin miaem
nadziej, e przekonam Gerarda, by mnie zabi.
8* Nie udaoby ci si rzek Dalamar. Sdzisz, e nie
rozwaaem tej moliwoci?
136

96* Mogoby si uda nalega Palin. Ciao yje. Rany, jakie odnielimy, zasklepiy si. Ponowne zabicie ciaa
mogoby przerwa wizy, ktre nas krpuj.
97* A Takhisis znowu przywrciaby nam t namiastk ycia. Nie domylie si dlaczego? Dlaczego nasza krlowa karmi nas i dba o nas tak, jak kiedy shalafi karmi i opiekowa si
tymi biednymi nieszcznikami, ktrym nada miano ywych?
Jestemy obiektami jej eksperymentu, tak jak oni jego. Kiedy
nadejdzie czas, gdy oceni, czy jej eksperyment powid si,
czy nie. Ona to oceni. Nie my. Sdzisz, e nie prbowaem?
Ostatnie sowa zabrzmiay gorzko, potwierdzajc podejrzenia Palina.
98* Po pierwsze rzek Palin Takhisis nie jest moj
krlow, wic nie uwzgldniaj mnie w swoich przemyleniach. Po drugie, co masz na myli, mwic o eksperymencie?
To oczywiste, e bogini trzyma nas w pobliu, by posuy si
magicznym urzdzeniem do podrowania w czasie, jeli to
kiedykolwiek wpadnie jej w rce.
99* Z pocztku byo to prawd. Ale teraz, skoro tak wietnie dajemy sobie rad kwitniemy, e tak powiem zaczynaj jej przychodzi do gowy inne pomysy. Po co marnowa
dobre ciaa i koci, pozwalajc im gni w ziemi, kiedy mona
je oywi i wykorzysta? Takhisis ma ju armi dusz. Zamierza uzupeni swe siy, tworzc dodatkowo armi trupw.
100*
Wydajesz si tego bardzo pewny.
101*
Bo jestem odpar Dalamar. Mona
rzec,
e
syszaem to u samego rda.
102*
Tym wikszy powd, ebymy to skoczyli

powiedzia z naciskiem Palin. Ja...


Duch Dalamara wykona nagy ruch i pomkn, by znale
si z powrotem obok swego ciaa.
Bdziemy mieli goci ostrzeg.
Do celi weszli stranicy, wlokc kilku kenderw obwizanych
w pasie sznurami. Maszerowali z kenderami wzdu cel, wzbudzajc tym gon wesoo pozostaych winiw. Wtem szyderstwa i obelgi raptownie ucichy. W wizieniu zapada cisza.
137

Midzy rzdami cel sza Mina. Nie patrzya ani w prawo,


ani w lewo, nie interesowali j ludzie za kratami. Cz winiw przygldaa jej si ze strachem, inni odsuwali si od niej.
Jeszcze inni wycigali do niej rce w bezgonym baganiu.
Dziewczyna ignorowaa ich wszystkich.
Zatrzymujc si przed cel, w ktrej zamknito ciaa dwch
magw, Mina chwycia za sznur i przycigna gromadk kenderw do siebie.
Kady z nich twierdzi, e jest Tasslehoffem Burrfootem powiedziaa do trupw. Czy jeden z nich jest kenderem, ktrego szukam? Czy ktry z was go poznaje?
Trup Dalamara odpowiedzia przeczcym krceniem gow.
Palinie Majere rzeka dziewczyna rozpoznajesz
ktrego z tych kenderw?
Palin na pierwszy rzut oka pozna, e aden z nich nie jest
Tasslehoffem, ale odmwi udzielenia odpowiedzi. Po prostu
siedzia bezczynnie. Jeli Minie wydaje si, e ma kendera,
niech marnuje czas na dowiedzenie si, e jest inaczej.
Ten przejaw nieposuszestwa nie ucieszy Miny.
Odpowiadaj rozkazaa. Widzisz to byszczce
wiato, te krlestwa zawiatw?
Palin ujrza je. Byy jego sta nadziej i nieustann udrk.
Jeli marzysz o wolnoci, o spenieniu pragnienia swej
duszy, by opuci ten wiat, masz mi odpowiedzie.
Kiedy tego nie zrobi, Mina cisna w doni medalion, ktry nosia na szyi.
Powiedz jej wreszcie! sykn Dalamar. Co to za
rnica? Proste przeszukanie kenderw ujawni, e nie maj
urzdzenia. Zachowaj bunt na co naprawd wanego.
Trup Palina pokrci gow.
Mina wypucia medalion z doni. Kenderw, z ktrych
wikszo twierdzia, e oni take s Tymi Tasslehoffami Burrfootami, wyprowadzono.
Odprowadzajc ich wzrokiem, Palin zastanawia si, gdzie
si schroni prawdziwy Tasslehoff.
Min i jej boga ogarniaa coraz wiksza bezsilna zo.
138

Kender i jego urzdzenie spdzay krlowej sen z powiek niczym pluskwy. Niezalenie od swojej potgi musiaa si boryka z poczuciem saboci, wiedzc, e Tas znajduje si w miejscu i czasie, w ktrych nie powinno go by.
Gdyby cokolwiek mu si stao a ktry kender doy sdziwego wieku? wielkie plany i spiski Jej Mrocznego Majestatu obrciyby si wniwecz. Myl ta mogaby dodawa otuchy, gdyby nie fakt, e Krynn i jego mieszkacy take obrciliby si wniwecz.
Tym bardziej naley trzyma si ycia rzek z naciskiem Dalamar, przekadajc na sowa myli Palina. Kiedy
przyczysz si do rzeki zmarych, utoniesz i na wieki bdziesz
zdany na ask jej nurtu, jak te nieszczsne dusze, ktre teraz
z nim pyn. Nadal masz odrobin wolnej woli, o czym wanie si przekonae. To sabo tego eksperymentu, ktr Takhisis musi dopiero skorygowa. Wiesz, e nigdy nie podobaa jej si koncepcja swobody. Nasza zdolno samodzielnego mylenia i dziaania zawsze bya jej najwikszym wrogiem.
Dopki nie uda jej si jako znale sposobu, by nam j odebra, musimy polega na naszej jedynej mocnej stronie i mocno jej si trzyma. Nadarzy nam si kiedy okazja, a wtedy
musimy by gotowi, eby j wykorzysta.
Nam zastanawia si Palin czy tobie?". Sowa Dalamara w poowie go rozbawiy, w poowie rozgnieway, a po
zastanowieniu stwierdzi, e cakowicie zawstydziy.
Jak zwykle pomyla siedziaem i ualaem si nad
sob, podczas gdy mj samolubny, ambitny kolega dziaa.
Do tego. Bd samolubny i ambitny jak dwch Dalamarw.
Co z tego, e mam rce i nogi sptane kajdanami, e zabdziem w obcym kraju, gdzie nikt nie mwi moim jzykiem,
i gdzie wszyscy s gusi, niemi i na dodatek lepi. Nie wiem,
jak tego dokonam, ale znajd kogo, kto mnie zobaczy, usyszy i zrozumie.
Twj eksperyment zakoczy si niepowodzeniem, Takhisis" przysiga Palin. Obiekt eksperymentu ju si o to postara.

12

W obecnoci boga
Dzie, ktry Gerard spdzi w celi, by najgorszym w jego
yciu. Rycerz udzi si nadziej, e si przyzwyczai do smrodu, co okazao si jednak niemoliwe. Przyapa si na powanym zastanawianiu si nad tym, czy rzeczywicie warto oddycha. Stranicy wrzucili do cel jedzenie i wnieli wiadra wody do picia, lecz woda bya w smaku rwnie obrzydliwa jak
smrd w celach i Gerard zakrztusi si, kiedy j przeyka.
Z ponur satysfakcj zauway, e dzienny str, ktry sprawia wraenie niezbyt inteligentnego, jest jeli to w ogle
moliwe jeszcze bardziej zaszczuty i zdezorientowany ni
stranik na dyurze nocnym.
Pnym popoudniem Gerard zacz sdzi, e si pomyli.
By moe jego plan nie by tak dobry, jak mu si wydawao,
i istniao powane prawdopodobiestwo, e reszt swego ycia
rycerz spdzi w celi. Zdziwi si, gdy do bloku wiziennego
wesza Mina z kenderami. Bya ostatni osob, jak chcia widzie. Zasoni sobie twarz i nie rusza si z podogi, pki nie
wysza.
Po kilku godzinach, kiedy wydawao si, e nikt wicej nie
przyjdzie, Gerard zacz mie wtpliwoci co do swojej misji.
Co, jeli istotnie nikt nie przyjdzie? Rozmyla o tym, e wcale
nie jest tak bystry, jak mu si zdawao, kiedy usysza co, co
niezmiernie poprawio mu humor brzk stali, podzwanianie
mieczem.
140

Wizienni dozorcy nosili paki, nie miecze. Gerard zerwa


si na nogi. Do wizienia weszo dwch Czarnych Rycerzy
z Neraki. Na gowach mieli hemy ze spuszczonymi zasonami
(pewnie po to, by nie czu smrodu), a na sobie kirysy naoone
na weniane tuniki. Do tego skrzane spodnie i wysokie buty.
Nie wycignli mieczy, ale rce trzymali na rkojeciach.
Winiowie natychmiast podnieli wrzaw Niektrzy domagali si uwolnienia, inni bagali, by umoliwi im porozmawianie o straszliwej pomyce, jaka zasza. Czarni Rycerze nie zwracali na nich uwagi. Szli do celi, w ktrej siedziao dwch magw, wpatrzonych w cian i niedostrzegajcych zamieszania.
Rzucajc si naprzd, Gerard zdoa wysun rk przez
prty i zapa jednego z Czarnych Rycerzy za rkaw. Mczyzna odwrci si gwatownie. Jego towarzysz doby miecza
i Gerard straciby rk, gdyby jej w por nie cofn.
Kapitan Samuval! krzykn Gerard. Musz si
widzie z kapitanem Samuvalem.
Oczy rycerza poyskiway w ciemnoci hemu. Mczyzna
unis zason przybicy, eby si lepiej przyjrze Gerardowi.
103*
Skd znasz kapitana Samuvala? spyta.
104*
Jestem jednym z was! rzek
zdesperowany
Gerard.
Solamnijczycy wzili mnie do niewoli i zamknli tutaj. Staraem si przekona tego ogromnego kretyna, ktry tu rzdzi,
eby mnie wypuci, ale on nie chce sucha. Sprowad tu tylko kapitana Samuvala, dobrze? On mnie pozna.
Rycerz przyglda si jeszcze przez chwil Gerardowi, po
czym zatrzasn zason hemu i podszed do celi, w ktrej
zamknito magw. Gerard mg tylko mie nadziej, e ten
czowiek nie zostawi go tu, by zdech od smrodu, lecz komu
o nim powie.
Czarni Rycerze wyprowadzili Palina i jego towarzysza z celi. Na widok powczcych nogami magw winiowie cofnli
si, nie chcc mie z nimi nic do czynienia. Czarodzieje znikli
na ponad godzin. Gerard przez ten czas zastanawia si, czy
rycerz da o nim komu zna. Mia nadziej, e imi kapitana
Samuvala jest wystarczajcym argumentem.
141

Brzk mieczy obwieci powrt rycerzy. Mczyni ponownie posadzili swoich otpiaych podopiecznych na pryczach. Gerard pospieszy naprzd, eby znw sprbowa porozmawia z Czarnymi Rycerzami. Winiowie walili w kraty
i wrzeszczeli na dozorcw, gdy nagle wrzawa ucicha, a niektrzy tak szybko zdusili krzyki, e omal si nimi nie udawili.
Do bloku wiziennego wszed minotaur. Zwierzoczek
o twarzy byka, tym straszniejszej, e z gstwy zmierzwionego,
brzowego futra patrzyy inteligentne oczy, by tak wysoki, e
musia chodzi zgarbiony, eby nie zahacza ostrymi rogami o niskie sklepienie. Jego muskularny tors by nagi, jeli
nie liczy skrzanej uprzy. Minotaur by dobrze uzbrojony,
w tym w ciki miecz, co do ktrego Gerard mia wtpliwoci,
czy zdoaby go unie w obu rkach. Mczyzna odgad prawidowo, e potwr przyszed zobaczy si z nim, i nie wiedzia, czy ma si martwi, czy czu ulg.
Kiedy minotaur dotar do jego celi, pozostali winiowie
urzdzili wycigi, eby sprawdzi, kto szybciej zaszyje si
w gbi pomieszczenia. Gerard mia cay przd celi dla siebie.
Rozpaczliwie usiowa przypomnie sobie imi minotaura, ale
wyleciao mu z gowy.
30* Jakie to szczcie, panie rzek, starajc si jako
sobie poradzi bez tego. Zaczynaem ju sdzi, e tu zgnij.
Gdzie kapitan Samuval?
31* Jest, gdzie jest warkn minotaur. Utkwi lepia w
Gerardzie. Czego chcesz od niego?
32* Chc, eby za mnie powiadczy rzek rycerz.
Jestem pewien, e mnie pamita. By moe i ty mnie pamitasz,
panie. Byem w twoim obozie tu przed atakiem na Solanthus.
Miaem winia kobiet Rycerza Solamnijskiego.
33* Pamitam powiedzia minotaur. Zmruy oczy.
Solamnijka zbiega. Kto jej pomg. Ty.
34* Nie, panie, nie! zaprotestowa oburzony Gerard.

Pomylie si! Ktokolwiek jej pomg, to nie byem ja. Kiedy


si dowiedziaem, e ucieka, ruszyem za ni w pocig. Dogoniem j, ale znalelimy si blisko linii Solamnijczykw.
142

Krzykna i zanim zdoaem j uciszy przecign rk po


gardle Solamnijczycy przyszli jej z pomoc. Wzili mnie do
niewoli i od tego czasu siedz w wizieniu.
105*
Nasi ludzie sprawdzali po bitwie, czy jacy
rycerze
s
trzymani w niewoli powiedzia minotaur.
106*
Prbowaem im wtedy wytumaczy rzek
rozzoszczony Gerard. Mwi im to od tamtej pory! Nikt mi nie
chce uwierzy!
Minotaur nic nie odpowiedzia, tylko przypatrywa mu si.
Gerard nie mia pojcia, jakie myli si kbi w rogatej gowie
zwierzoczeka.
Posuchaj mnie, panie rzek poirytowany rycerz.
Czy siedziabym w tej cuchncej dziurze, gdybym nie mwi
prawdy?
Minotaur przyglda si Gerardowi jeszcze przez chwil.
Odwrciwszy si na picie, poszed na koniec korytarza porozmawia z dozorc. Gerard zobaczy, e stranik patrzy na niego, a potem krci gow i bezradnie podnosi rce.
Wypucie go rozkaza minotaur.
Dozorca pogna, by wykona polecenie. Woy klucz do
zamka i otworzy drzwi celi. Gerard wyszed z niej przy wtrze
rzucanych pgosem przeklestw i grb wspwiniw. Nie
dba o to. W tym momencie gotw by uciska minotaura, ale
uzna, e powinien sprawia wraenie obraonego, a nie ucieszonego. Sam zakl i posa dozorcy wrogie spojrzenie."
Minotaur pooy na ramieniu Gerarda cik do. Nie by
to przyjacielski gest. Paznokcie zwierzoczeka wpijay si bolenie w rami rycerza.
107*
Zaprowadz ci do Miny oznajmi
minotaur.
108*
Zamierzam zoy uszanowanie Pani Nocy
Minie

powiedzia Gerard ale nie mog stan przed ni w takim


stanie. Daj mi troch czasu, ebym si umy i znalaz jakie
przyzwoite ubranie...
109*
Zobaczy ci takim, jakim jeste oznajmi
minotaur,
dodajc po namyle: Ona widzi nas wszystkich takimi, jakimi jestemy.
143

Poniewa byo to dokadnie to, czego Gerard si obawia,


wcale mu si nie palio do przesuchania przez Min. Mia nadziej, e zdoa odzyska rycerski rynsztunek (zna magazyn,
w ktrym schowali go Solamnijczycy) i wtopi si w tum, pokrci si w koszarach wrd innych rycerzy i onierzy, posucha najnowszych plotek, dowie si, kto jakie dosta rozkazy,
a potem wrci, eby zoy meldunek.
Nic jednak na to nie mona byo poradzi. Minotaur (ktrego imi Gerard wreszcie sobie przypomnia, a brzmiao ono
Galdar) wyprowadzi rycerza z wizienia. Wychodzc, Gerard
rzuci okiem na Palina. Mag nawet nie drgn.
Potrzsajc gow i czujc, jak mu ciarki przechodz po
plecach, Gerard ruszy z minotaurem ulicami Solanthus.
Jeli ktokolwiek zna plany Miny, by to Galdar. Minotaur
jednak nie zalicza si do gadatliwych istot. Gerard wspomnia
kilka razy o Sanction, ale jedyn odpowiedzi zwierzoczeka
byy zimne, ponure spojrzenia. Rycerz da za wygran i skupi
si na obserwowaniu ycia w Solanthus. Ludzie chodzili ulicami, zajmowali si swymi codziennymi sprawami, ale robili to
w sposb zalkniony i pospieszny, trzymajc gowy spuszczone, by nie napotka spojrzenia licznych patroli.
Wszystkie tawerny byy pozamykane, a ich drzwi ceremonialnie opiecztowano pasami czarnego materiau. Gerard sysza powiedzenie, e odwag znajduje si na dnie szklanki krasnoludzkiej gorzaki, i podejrzewa, e dlatego wanie
zamknito knajpy. Czarn tkanin rozpito take na drzwiach
innych lokali najczciej sklepw z towarami dla magw
i tych, w ktrych handlowano broni.
Na horyzoncie pojawi si Wielki Dwr, gdzie poprzednio
Gerard sta przed sdem. Cisny mu si na myl wspomnienia,
szczeglnie o Odili. Bya jego najblisz przyjacik, waciwie jedynym przyjacielem, gdy Gerard nie by z tych, ktrzy
atwo nawizuj przyjanie. Teraz byo mu przykro, e si
z ni nie poegna i nie zasugerowa przynajmniej, jakie ma zamiary.
Galdar poprowadzi Gerarda obok Wielkiego Dworu. W bu144

dynku, ktry najwyraniej zosta zmieniony w koszary, roio


si od onierzy i rycerzy. Gerard sdzi, e tam si zatrzymaj,
ale minotaur zaprowadzi go do starych wity w pobliu
dworu.
Dawniej kaplice te byy powicone bogom najbardziej cenionym przez Rycerzy Solamnijskich Paladine'owi i Kiri-Jolithowi. Z tych dwch witynia Kiri-Jolitha bya starsza
i nieco wiksza, poniewa bg ten by uwaany za specjalnego
opiekuna Solamnijczykw. witynia Paladine'a, wzniesiona
z biaego marmuru, przycigaa oczy prostymi, lecz eleganckimi ksztatami. Jej front zdobiy cztery biae kolumny. Z portyku spyway marmurowe stopnie, zaokrglone tak, by przypominay fale.
Dwie witynie czy dziedziniec i rany ogrd. Rosy
w nim biae re, symbol zakonu Rycerzy Solamnijskich. Nawet po odejciu bogw, a co za tym idzie, take kapanw, Solamnijczycy dbali o witynie i pielgnowali rane ogrody.
witynie suyy Rycerzom Solamnijskim do nauki lub medytacji. Dla mieszkacw Solanthus byy ostojami spokoju
i ciszy, i czsto widywano ich tam spacerujcych z rodzinami.
Nic dziwnego, e ten Jedyny Bg patrzy na nie zazdrosnym okiem powiedzia do siebie Gerard. Sam bym si
natychmiast tam wprowadzi, gdybym bka si po wszechwiecie, szukajc domu.
Wok zewntrznych wrt wityni Paladine'a zebraa* si
spora grupa mieszkacw miasta. Drzwi byy zamknite i wydawao si, e tum czeka na wejcie.
Co tu si dzieje, panie? spyta Gerard. Co tu robi
ci ludzie? Nie gro chyba napaci, prawda?
Pysk minotaura wykrzywi umieszek. Zwierzoczek omal
nie parskn miechem.
Ci ludzie przyszli posucha o Jedynym Bogu. Kadego
dnia Mina przemawia do tumw. Uzdrawia chorych i czyni
inne cuda. W wityni zastaniesz wielu modlcych si mieszkacw Solanthus.
Gerarad nie mia pojcia, co na to odpowiedzie. Cokol145

wiek przychodzio mu na myl, wpakowaoby go tylko w kopoty, wic si nie odzywa. Mijali wanie ogrd rany, kiedy
jego uwag przycign refleks wiata odbitego od bursztynu.
Rycerz zamruga, popatrzy, a potem zatrzyma si tak raptownie, e poirytowany Galdar omal nie urwa mu rki.
98* Zaczekaj! krzykn zdjty zgroz Gerard.
Zaczekaj chwil. Pokaza rk. Co to jest?
99* Sarkofag Goldmoon wyjani minotaur. Goldmoon bya niegdy przeoon Mistykw Cytadeli wiata.
Bya take matk Miny jej przybran matk poczu si
zmuszony doda. Bya bardzo, bardzo star kobiet. Podobno miaa ponad dziewidziesit lat. Spjrz na ni. Znw jest
pikna i moda. Tak Jedyny Bg nagradza wiernych.
100*
Co jej z tego, skoro nie yje mrukn
Gerard,
z
blem serca patrzc na ciao uwizione w bursztynie. Pamita
dobrze Goldmoon; pamita jej pikne zote wosy, ktre wydaway si przetykane srebrnymi promieniami ksiyca, pamita jej twarz, siln, wspczujc, ale i zagubion, poszukujc. Jej oblicze widziane w bursztynie byo twarz nikogo
i kadego. Jej zocistosrebrne wosy miay kolor bursztynu. Jej
biae szaty byy bursztynowe. Zostaa uwiziona w ywicy, jak
pozostae owady.
101*
Znw zostanie przywrcona do ycia
powiedzia
Galdar. Jedyny Bg obieca uczyni wielki cud.
Gerard usysza dziwny ton w gosie Galdara i z zaskoczeniem spojrza na minotaura. Dezaprobata? Trudno byo
w to uwierzy. Niemniej jednak, kiedy Gerard zastanowi si
nad tym, co wiedzia o rasie minotaurw, przypomnia sobie,
e zawsze opisywano ich jako arliwych wyznawcw swego
poprzedniego boga, Sargonnasa, ktry sam by minotaurem.
Moe Galdar mia wtpliwoci co do tego nowego Jedynego
Boga. Rycerz zanotowa to sobie w pamici jako przypuszczenie, ktre moe przyda mu si pniej.
Minotaur popchn Gerarda i mczyzna musia pj dalej. Obejrza si na sarkofag. Wielu mieszczan otaczao bursztynow trumn, gapic si na ciao wewntrz, wzdychajc,
146

wydajc okrzyki pene podziwu i zdumienia. Kilkoro modlio


si na klczkach. Gerard, ktry stale obraca gow, eby si
rozglda, zapomnia o patrzeniu pod nogi i potkn si na
schodach wityni. Galdar warkn na niego i rycerz uwiadomi sobie, e lepiej bdzie skupi uwag na wasnych sprawach, bo sam moe skoczy w trumnie. A Jedyny Bg raczej
nie bdzie skonny uczyni cudu dla niego.
Drzwi wityni otworzyy si przed Galdarem, a potem
zamkny za nim, ku wielkiemu rozczarowaniu tych, ktrzy
czekali na zewntrz.
Mina! woali, skandujc jej imi. Mina! Mina!
We wntrzu wityni panowa mrok i chd. Blade wiato
soca, ktre zdawao si z trudem wpada przez witrae, tworzyo na posadzce nike, wodniste, poprzecinane czarnymi kreskami wzory w kolorach bkitu, bieli, zieleni i czerwieni. Na
otarzu lea obrus z biaego aksamitu. Przy nim klczaa jedna osoba. Na dwik ich krokw w pustej wityni dziewczyna
uniosa gow i obejrzaa si przez rami.
102*
Wybacz, e przeszkadzam ci w modlitwach,
Mino

powiedzia Galdar ciszonym gosem, ktrego echo brzmiao


niesamowicie w ciszy wityni ale to wana sprawa. Znalazem tego mczyzn w wizieniu. Moe go pamitasz.
On...
103*
Sir Gerard rzeka Mina. Wstaa, odesza
od
otarza
i ruszya rodkow naw. Gerard uth Mondar. Przyprowadzie nam t mod Solamnijk. Nazywaa si Odila. Ucieka.
Gerard przygotowa sobie historyjk, ale jzyk przywar
mu do podniebienia. Nie wydawao mu si, aby kiedykolwiek
zdoa zapomnie te oczy koloru bursztynu, ale zapomnia o potnym uroku, jaki potrafiy rzuci na kadego, kto zatopi
w nich wzrok. Mia uczucie, e dziewczyna wie wszystko o nim,
wie o wszystkim, co robi, odkd si rozstali, wie dokadnie,
po co tu przyby. Mg j okamywa, ale marnowaby tylko
czas.
Mimo to musia sprbowa, choby bya to daremna prba.
Duka swoj opowie, cay czas majc wraenie, e mwi zu147

/
penie jak dziecko, ktre co przeskrobao i teraz kamie, eby
unikn lania pasem i zamknicia w drewutni.
Mina suchaa go z powag i przejciem. Na zakoczenie
rycerz wyrazi nadziej, e bdzie mu wolno jej suy, poniewa, jak rozumia, jego byy dowdca, marszaek Medan, poleg w bitwie o Qualinesti.
Opakujesz marszaka i Krlow Matk, Lauran
powiedziaa Mina.
Osupiay Gerard spojrza na ni.
Dziewczyna umiechna si, jej bursztynowe oczy rozbysy.
Nie opakuj ich. Su Jedynemu Bogu po mierci, tak
jak oboje niewiadomie suyli mu za ycia. Tak samo my
wszyscy suymy Jedynemu Bogu, czy chcemy tego, czy nie.
Nagroda jest jednak wiksza dla tych, ktrzy su mu dobrowolnie. Czy ty suysz Jedynemu Bogu, Gerardzie?
Mina zbliya si do niego. W jej bursztynowych oczach
rycerz ujrza siebie jako ma, niewan istot, i nagle zapragn co uczyni, eby przynie jej chlub, eby zdoby jej
sympati.
Mg to zrobi, przysigajc suy Jedynemu Bogu, jednak w tej kwestii, jeli nie w adnej innej, musia powiedzie
prawd. Spojrza na otarz, wsucha si w cisz i wtedy zrozumia z ca pewnoci, e znajduje si w obecnoci boga i e
ten bg zaglda do wntrza jego serca.
31* Wiem... tak mao o tym Jedynym Bogu bkn
wymijajco. Nie mog udzieli ci odpowiedzi, ktrej pragniesz, pani. Przykro mi.
32* Chcesz si o nim uczy? spytaa Mina.
Wystarczyo tylko powiedzie tak", by zosta w jej subie, ale w rzeczywistoci wcale nie chcia si niczego dowiadywa o Jedynym Bogu. Gerard zawsze wietnie si obywa
bez bogw. W obecnoci tego czu si nieswojo.
Wymamrota co niezrozumiaego nawet dla siebie. Mina
jednak najwyraniej usyszaa to, co chciaa od niego usysze.
Umiechna si.
148

Zgoda. Przyjm ci do suby, Gerardzie uth Mondar.


Jedyny Bg take zgadza si, by mu suy.
Syszc to, minotaur wyda pomruk niezadowolenia.
Galdar sdzi, e jeste szpiegiem powiedziaa Mina.
Chce ci zabi. Jeli jeste szpiegiem, nie mam niczego do
ukrycia. Chtnie powiem ci o swoich planach. Za dwa dni
przyczy si do nas armia onierzy i rycerzy z Palanthas, powikszajc nasz liczb o kolejne pi tysicy. Z tymi siami
i z armi dusz pomaszerujemy na Sanction. I zdobdziemy
je. Potem bdziemy rzdzi ca pnocn czci Ansalonu,
a stamtd ju niedaleko do podboju caego kontynentu. Masz
jakie pytania?
Gerard zaprotestowa aonie:
Pani, nie jestem...
Mina odwrcia si od niego.
Otwrz drzwi, Galdarze rozkazaa. Przemwi
teraz do ludu. Ogldajc si ponownie na Gerarda, dodaa:
Powiniene zosta i posucha kazania, sir Gerardzie. Moje
sowa mog si dla ciebie okaza pouczajce.
Rycerz nie mg zrobi nic innego, jak si zgodzi. Zerkn
ukradkiem na Galdara i zauway, e minotaur przyglda mu
si wrogo. Nie ulegao wtpliwoci, e Galdar go przejrza.
Gerard musia dooy stara, eby nie wchodzi zwierzoczekowi w drog. Podejrzewa, e powinien czu si zadowolony,
bo wykona misj. Zna plany Miny zakadajc, e mwia
prawd i teraz musia jedynie zaczeka kilka dni, by sprawdzi, czy istotnie zjawi si armia z Palanthas. Jednak nie mia
ju serca do tej misji. Mina zabia w nim ducha tak skutecznie,
jakby zabia jego ciao.
Walczymy przeciwko bogu. Jakie ma znaczenie, co zrobimy?
Galdar otworzy drzwi wityni na ocie. Do rodka wpyny tumy ludzi. Klkajc przed Min, bagali, by ich dotkna, uzdrowia ich, uzdrowia ich dzieci, wyzwolia ich od
blu. Rycerz nie spuszcza Galdara z oczu. Minotaur przyglda si scenie przez chwil, a potem wyszed.
149

Gerard mia zamiar wymkn si ze wityni, kiedy zobaczy, e po schodach wchodzi oddzia rycerzy. Prowadzili
winia, sdzc po zbroi Rycerza Solamnijskiego. Kobieta
miaa rce zwizane ciciwami ukw, lecz sza z dumnie podniesion gow i zawzit min.
Gerard zna t twarz, zna malujcy si na niej wyraz. Jkn cicho, zakl siarczycie i szybko wycofa si w najgbszy
cie, zasaniajc twarz rkami, jakby zdjty gbok czci.
35* Zapalimy t Solamnijk, kiedy prbowaa wej do
miasta, Mino powiedzia jeden z rycerzy.
36* Jest miaa rzek drugi. Przesza prosto przez
bram od frontu, ubrana w zbroj i z mieczem w rku.
37* Oddaa bro bez walki doda pierwszy. Gupia
i tchrzliwa, jak oni wszyscy.
38* Nie jestem tchrzem powiedziaa z dum Odila.
Postanowiam nie walczy. Przyszam tu z wasnej woli.
39* Uwolnijcie j polecia Mina, a jej gos brzmia
chodno i srogo. Jest naszym wrogiem, ale jest te rycerzem
i zasuguje na to, by j traktowa z szacunkiem, a nie jak jakiego pospolitego zodzieja!
Skarceni rycerze szybko zdjli wizy z rk Odili. Gerard
schowa si w cieniu, obawiajc si, e jeli kobieta si rozejrzy i go zobaczy, moe go wyda. Wkrtce zorientowa si,
e nie musi si martwi. Odila wpatrywaa si tylko w Min.
Dlaczego przybya z tak daleka i tak duo ryzykowaa, eby si ze mn zobaczy, Odilo? spytaa agodnie
Mina.
Kobieta rycerz pada na kolana i zoya rce.
33* Pragn suy Jedynemu Bogu odrzeka.
Mina schylia si i zoya na czole Odili pocaunek.
34* Jedyny Bg jest z ciebie zadowolony.
Zdja medalion, ktry nosia na piersi i zawiesia go Odili
na szyi.
Jeste moj kapank, Odilo rzeka. Wsta i poznaj bogosawiestwo Jedynego Boga.
Odila wstaa, oczy pony jej z uniesienia. Podesza do
150

otarza i doczya do reszty wyznawcw, modlc si na klczkach do Jedynego Boga. Gerard, czujc w ustach gorycz, wyszed.
Na Otcha, co mam teraz robi? zastanawia si.

13

Nawrcona
Wcielony do gwnych si Czarnych Rycerzy z Neraki Gerard dosta przydzia do oddziau patrolowego. Kadego dnia
wraz ze swoj ma kompani onierzy maszerowa po wyznaczonej czci Solanthus, trzymajc w ryzach mieszkacw
miasta. Nie mia cikiego zadania. Czarni Rycerze pod dowdztwem Miny prdko wyapali wszystkich czonkw spoecznoci, ktrzy mogli sprawia im kopoty. Wikszo z nich
Gerard widzia w wizieniu.
Co si za tyczy reszty, ludno Solanthus wydawaa si
znajdowa w stanie wstrzsu, oguszona niedawnymi tragicznymi wydarzeniami. Jednego dnia yli w jedynym wolnym
miecie Solamnii, a nastpnego ju pod okupacj najbardziej
znienawidzonych wrogw. Zbyt wiele si wydarzyo i zbyt
szybko, eby to poj. Z czasem mogli si zorganizowa i sta
groni.
Albo nie.
Zawsze poboni Solamnijczycy dotkliwie odczuwali nieobecno bogw. Czujc pustk i brak czego w swoim yciu,
ciekawi byli wieci o tym Jedynym Bogu, nawet jeli nie planowali uwierzy w to, co usysz. Przysowie gosi, e o ile elfy staraj si by godne swoich bogw, istoty ludzkie daj
by ich bogowie byli ich godni. Mieszkacy Solanthus byli
z natury sceptykami.
Codziennie chorzy i ranni przychodzili, lub byli przynosze152

ni, do byej wityni Paladine'a, teraz bdcej wityni Jedynego Boga. Kolejki po cud byy dugie, a jeszcze dusze byy
kolejki tych, ktrzy czekali, by ujrze cudotwrczyni. Elfy
z odlegego Silvanesti, jak oznajmia Mina, ukorzyli si przed
Jedynym Bogiem i oddali mu cze. W odrnieniu od nich ludzie z Solanthus wszczli bijatyk, gdy wierzcy w cuda oburzyli si na tych, ktrzy gosili, e s to sztuczki. Po dwch
dniach suby patrolowej Gerardowi rozkazano zaprzesta chodzenia po ulicach (na ktrych nic si nie dziao) i zaj si tumieniem bjek w wityni.
Gerard nie wiedzia, czy jest zadowolony z tej zmiany obowizkw, czy nie. Przez ostatnie dwa dni prbowa si zdecydowa, czy powinien pj do Odili i postara si przemwi
jej do rozumu, czy nadal jej unika. Nie sdzi, aby go zdradzia, ale nie mia pewnoci. Nie rozumia jej nagego religijnego zapau, a co za tym idzie, nie ufa jej.
Tak naprawd Gerardowi nigdy nie dano wyboru, czy chce
czci bogw, wic nie zawraca sobie gowy myleniem o tych
sprawach. Obecno lub nieobecno bogw nigdy nie miaa
wikszego znaczenia dla jego rodzicw. Jedyna zmiana, jaka
zasza w ich yciu po odejciu bogw, polegaa na tym, e
dawniej odmawiali modlitwy przy stole, a pewnego dnia przestali. Teraz Gerard by zmuszony o tym myle i w gbi duszy
sympatyzowa z tymi, ktrzy wszczynali bjki. On te chcia
komu przyoy.
Wysa raport Richardowi, ktry czeka na niego w zajedzie. Przekaza Radzie Rycerzy wszelkie informacje, jakie uzyska, potwierdzajc, e Mina planuje ruszy na Sanction.
cznie z posikami, ktrych spodziewano si z Palanthas,
Mina miaa pod swoimi rozkazami ponad pi tysicy rycerzy
i onierzy. Nie byo to wielkie wojsko, jednak zamierzaa
z nim zdoby warowne miasto, ktre przetrzymao ponadroczne oblenie dwukrotnie liczniejszej armii. Gerard miaby si
z takiego pomysu, gdyby Mina nie podbia Solanthus miasta uwaanego za niezdobyte jeszcze mniejszymi siami.
Zdobya Solanthus dziki smokom i armii dusz, a teraz mwia
153

o posueniu si smokami i armi dusz do zdobycia Sanction.


Przypominajc sobie zgroz, jaka go zdja tej nocy, gdy walczy
z umarymi, Gerard by przekonany, e nic im si nie oprze. Powiedzia o tym Radzie Rycerzy, chocia nie pytaa go o zdanie.
Wykonawszy zadanie, mg ju opuci Solanthus i wrci
na ono zakonu Rycerzy Solamnijskich. Zosta jednak, pewien,
e ryzykuje ycie, poniewa Galdar uwaa go za szpiega. Nawet jeli to bya prawda, nikt nie zwraca na niego wikszej
uwagi. Nikt go nie obserwowa. Nie ograniczano mu swobody
ruchw. Mg chodzi, gdzie chcia, i rozmawia, z kim chcia.
Nie dopuszczono go do wewntrznego krgu Miny, ale nic
przez to nie straci, bo Mina najwyraniej nie miaa tajemnic.
Kademu pytajcemu bez wahania wyjaniaa, co ona i Jedyny
Bg zamierzaj zrobi. Gerard zmuszony by przyzna, e tak
nieprawdopodobna pewno siebie robia wraenie.
Nie wyjecha z Solanthus, wmawiajc sobie, e zostaje, by
zobaczy, czy Mina i jej wojska rzeczywicie wymaszerujna
wschd. W rzeczywistoci zosta z powodu Odili i tego dnia,
kiedy rozpocz sub w wityni, wreszcie przyzna si do tego samemu sobie.
Gerard zaj miejsce u stp witynnych schodw, skd
mg czujnym okiem ledzi tum, ktry si zebra, by posucha Miny. Rozstawi swoich ludzi w pewnych odstpach na
dziedzicu, ufajc, e widok uzbrojonych onierzy zastraszy
wikszo mcicieli. Sam naoy hem, bo byli w Solanthus
tacy, ktrzy mogli go pozna.
Rycerze pod dowdztwem minotaura otaczali Min, pilnowali jej i strzegli, nie tyle przed tymi, ktrzy chcieliby jej
wyrzdzi krzywd, lecz tymi, ktrzy mogliby zamczy j na
mier swoim uwielbieniem. Po wygoszeniu mowy Mina chodzia wrd tumu, biorc dzieci na rce, uzdrawiajc chorych
i opowiadajc o Jedynym Bogu. Sceptycy przygldali si i szydzili, wierni pakali i prbowali rzuca si Minie pod nogi. Ludzie Gerarda stumili kilka bjek i zamknli awanturnikw
w przepenionych ju wizieniach.
Kiedy Mina zacza si chwia na nogach, wkroczy mino154

taur i ogosi przerw. Ludzie wci czekajcy na swoj porcj


cudw jczeli i lamentowali, ale Galdar poleci im wrci nastpnego dnia.
110*
Zaczekaj chwil, Galdarze zawoaa
Mina,
a
jej
dwiczny gos wzbi si ponad wrzaw. Mam dobre wieci
dla mieszkacw Solanthus.
111*
Cisza! krzykn minotaur, lecz jego
wysiek
okaza
si zbdny. Tum natychmiast umilk i nachyli si skwapliwie,
by posucha sw kobiety.
112*
Ludu Solanthus! zawoaa Mina.
Wanie
otrzymaam wiadomo, e smoczy zwierzchnik Khellendros, znany take jako Skie, nie yje. Zaledwie kilka dni temu powiedziaam wam, e zgina smocza zwierzchniczka Beryl, a take
zy smok znany jako Cyan Bloodbane. Mina uniosa ramiona i oczy ku niebu. Ujrzyjcie w ich klsce potg Jedynego
Boga!
113*
Khellendros nie yje? Szmer rozszed si
wrd
tumu, gdy wszyscy odwracali si do swych ssiadw, by zobaczy ich reakcj na tak zdumiewajc nowin.
Khellendros od dawna wada du czci dawnego pastwa solamnijskiego, pobierajc danin od mieszkacw Palanthas i posugujc si Czarnymi Rycerzami, aby trzyma ludzi w ryzach i zapewnia dopyw stali do smoczego skarbca.
Teraz Khellendros by martwy.
Wic kiedy ten Jedyny Bg zabierze si za Malys?
krzykn kto.
Gerard z przeraeniem stwierdzi, e tym kim by on sam.
Nie mia pojcia, e zamierza wykrzykn te sowa. Wyrway mu si, zanim zdoa si powstrzyma. Przeklina swoj gupot, bo ostatni rzecz, jakiej pragn, byo zwracanie
uwagi na siebie. Zatrzasn zason hemu i rozejrza si wok
wrogim wzrokiem, jakby szuka tego, kto to powiedzia. Nie
oszuka jednak Miny. Spojrzenie jej bursztynowych oczu
utkwio bezbdnie w wizjerze jego hemu.
Kiedy ju zajm Sanction rzeka chodno Mina
wtedy zajm si Malys.
155

Na radosne okrzyki tumu odpowiedziaa uniesieniem rki


ku niebu na znak, e ich pochway nale si Jedynemu Bogu,
nie jej. Odwrcia si i znika we wntrzu wityni.
Twarz palia Gerarda tak mocno, e to cud, i stalowy hem
nie stopi mu si na gowie. W kadej chwili spodziewa si, e
na jego karku zacinie si cika rka minotaura, wic kiedy
kto rzeczywicie dotkn jego ramienia, rycerz omal nie wyskoczy ze zbroi.
104*
Gerard? spyta czyj zdziwiony gos.
Czy to ty?
40* Odila! westchn rycerz z ulg, nie majc
pewnoci,
czy uciska j, czy uderzy.
41* Wic znw jeste Czarnym Rycerzem stwierdzia.
Musz przyzna, e pobieranie odu z dwch skarbcw to
niezy sposb zarabiania na ycie, ale czy nie myli ci si? Rzucaszmonet? Ktr zbroj mam naoy dzi rano? Reszka,
Czarnego Rycerza, orze, Rycerza Solamnijskiego...".
42* Zamknij si, dobrze? warkn Gerard. Chwyci j za
rami, obejrza si, czy nikt ich nie podsuchuje, a potem zacign kobiet do nieuczszczanej czci ogrodu ranego.
Najwyraniej znalezienie wiary nie pozbawio ci zoliwego
poczucia humoru. Zerwa z gowy hem i przeszy j wzrokiem. Doskonale wiesz, dlaczego tu jestem.
Kobieta przyjrzaa mu si, marszczc brwi.
105*
Nie przyjechae chyba po mnie, co?
106*
Nie odpar, co w zasadzie byo zgodne z
prawd.
107*
To dobrze rzeka i twarz jej si
wypogodzia.
108*
Ale skoro o tym wspomniaa... zacz
Gerard.
Kobieta znw zmarszczya czoo.

109*
Posuchaj mnie, Odilo rzek z przejciem.

Przyjechaem na polecenie Rady Rycerzy. Wysali mnie, ebym


sprawdzi, czy groba ataku Miny na Sanction jest prawdziwa...
110*
Jest rzeka spokojnie Odila.
111*
Teraz o tym wiem powiedzia Gerard.
Przyjechaem z misj wywiadowcz...
112*
Ja take przerwaa mu kobieta i moja
misja jest
156

duo waniejsza od twojej. Ty masz zbiera informacje o nieprzyjacielu. Masz podsuchiwa pod drzwiami i liczy, ile maj onierzy, a ile maszyn oblniczych. Umilka. Jej wzrok
pad na wityni. Ja przybyam, eby dowiedzie si czego o tym bogu.
Gerardowi wyrwa si z ust jaki dwik.
Odila obejrzaa si na niego.
113*
My, Solamnijczycy, nie moemy ignorowa
tego
zjawiska tylko dlatego, e czujemy si z jego powodu nieswojo. Nie
moemy zapiera si wiary w tego boga tylko dlatego, e objawi si osieroconej dziewczynce, a nie Panu Ry. Musimy pyta. Tylko dziki zadawaniu pyta znajdujemy odpowiedzi.
114*
I czego si dowiedziaa? spyta
mimowolnie
Gerard.
115*
Mina wychowaa si u Goldmoon w Cytadeli
wiata.
Tak, sama byam zaskoczona, kiedy to usyszaam. Przybrana
matka opowiadaa Minie historie o dawnych bogach, o tym,
jak znw przyniosa wie o ich istnieniu ludom Ansalonu,
kiedy wszyscy sdzili, e bogowie odeszli ze wiata w gniewie. Goldmoon pokazaa im, e to nie bogowie opucili ludzko, lecz ludzko opucia bogw. Mina spytaa, czy tak wanie nie dzieje si teraz, lecz matka zapewnia j, e tak nie
jest. Czas bogw min, poniewa pewni ludzie rozmawiali
z Paladine'em i innymi bstwami przed ich odejciem i usyszeli, e bogowie odchodz ze wiata, by ocali go przed gniewem Chaosu.
Mina w to nie wierzya. W gbi serca wiedziaa, e Goldmoon si myli. e na tym wiecie istnieje bg. Zadaniem Miny
byo go znale, tak jak Goldmoon kiedy znalaza innych bogw. Mina ucieka z domu. Szukaa bogw, zawsze majc serce otwarte na gos boy. 1 pewnego razu go usyszaa.
Trzy lata spdzia w obecnoci Jedynego Boga, poznajc
jego zamiary wobec wiata i wobec nas i uczc si tego, jak je
wprowadzi w ycie. Kiedy nadszed czas i Mina bya do silna, by udwign brzemi powierzonego jej zadania, zostaa
wysana, by nam przewodzi i opowiedzie o Jedynym Bogu.
157

35* To wyjania pewne kwestie zwizane z Min


powiedzia Gerard ale co z samym Jedynym Bogiem? Dotychczas
dowiedziaem si tylko, e prowadzi przymusow rekrutacj
do armii umarych.
36* Pytaam o to Min rzeka Odila i twarz jej spowaniaa na wspomnienie tej okropnej nocy, gdy wraz z Gerardem walczya z duszami umarych. Mina twierdzi, e dusze
umarych su Jedynemu Bogu chtnie i radonie. Ciesz si,
e przebywaj wrd yjcych, w wiecie, ktry kochaj.
Gerad parskn.
37* Mnie nie wydawali si zadowoleni.
38* Umarli nie czyni krzywdy ywym rzeka ostrym
tonem Odila. Jeli wydaj si groni, to tylko dlatego, e tak
skwapliwie chc nam nie nauki Jedynego Boga.
-- Wic to byo nawracanie? spyta Gerard. W czasie, gdy dusze gosiy nam kazania o Jedynym Bogu, Mina i jej
rycerze wlecieli na czerwonych smokach do Solanthus. Zabili
po drodze kilka setek ludzi, ale, jak przypuszczam, to kolejna
cz procesu ewangelizacji. Wicej dusz dla Jedynego Boga.
39* Widziae, jak Mina czynia cudy uzdrawiania powiedziaa Odila, mierzc go trzewym i przenikliwym wzrokiem. Syszae, jak mwia o mierci dwojga smoczych
zwierzchnikw, ktrzy od dawna terroryzowali wiat. Na tym
wiecie istnieje bg i adne twoje szyderstwa ani uszczypliwe
komentarze tego nie zmieni. Wymierzya oskarycielsko
palec w jego pier. Boisz si. Boisz si odkry, e by moe
wcale nie kontrolujesz wasnego przeznaczenia. e moe Jedyny Bg ma zamiary wobec ciebie i nas wszystkich.
40* Jeli chcesz powiedzie, e boj si odkry, i jestem
niewolnikiem tego Jedynego Boga, to masz racj! odpar
Gerard. Sam podejmuj decyzje. Nie ycz sobie, eby jaki bg podejmowa je za mnie.
41* Dotychczas wietnie sobie radzie rzeka
zgryliwie
Odila.
42* Wiesz, co myl? odpar Gerard, szturchajc j
palcem w pier z tak si, e kobieta cofna si o krok. My158

l, e spapraa sobie ycie, a teraz masz nadziej, e ten bg


przyjdzie i wszystko naprawi.
Odila spojrzaa na niego wciekle, po czym odwrcia si
szybko z zamiarem odejcia. Gerard skoczy za ni i chwyci j
za rami.
Przepraszam, Odilo. Nie miaem prawa tak mwi. Byem zy, bo tego nie rozumiem. Nic z tego nie rozumiem. I wiesz,
masz racj. To mnie naprawd przeraa.
Odila trzymaa gow odwrcon, ale nie staraa si wyrwa z jego ucisku.
Oboje znajdujemy si w trudnym pooeniu powiedzia Gerard, zniajc gos. Obojgu nam grozi niebezpieczestwo. Nie moemy sobie pozwoli na ktnie. Zgoda?
Puci jej rami i wycign rk.
114*
Zgoda powiedziaa niechtnie Odila,
odwracajc
si,
by ucisn mu do. Nie sdz jednak, eby cokolwiek nam
grozio. Szczerze wierz, e caa armia Solamnijczykw mogaby tu wej, a Mina przyjaby ich z otwartymi ramionami.
115*
I mieczem w obu rkach mrukn pod
nosem Gerard.
116*
Co mwie?
117*
Nic wanego. Posuchaj, moesz co dla
mnie
zrobi.
Wywiadcz mi przysug...
118*
Nie bd szpiegowa Miny oznajmia
stanowczo
Odila.
119*
Nie, nic w tym rodzaju powiedzia Gerard.

W
lochu widziaem jednego z przyjaci. Nazywa si Palin Majere.
Jest czarodziejem. Nie wyglda za dobrze i zastanawiaem si,
czy Mina nie mogaby... no wiesz... uzdrowi go. Nie mw
jej, e cokolwiek powiedziaem doda pospiesznie. Powiedz tylko, e go widziaa i wydao ci si... Chodzi mi o to,
e powinno si wydawa, i to twj pomys...
120*
Rozumiem powiedziaa z umiechem
Odila.

Ty
naprawd wierzysz, e Mina ma moc dan przez boga. To tego
dowodzi.
121*
Tak, c, moe przyzna Gerard, nie
chcc
wszczyna kolejnej ktni. Aha, i jeszcze jedno. Syszaem, e Mi159

na szuka Tasslehoffa Burrfoota, kendera, ktry by ze mn. Pamitasz go?


1* Oczywicie. Oczy Odii nabray nagle czujnego
i skupionego wyrazu. Przyglday si wnikliwie twarzy Gerarda. Czemu pytasz? Widziae go?
2* Posuchaj, musz spyta czego ten Jedyny Bg chce
od Tasslehoffa Burrfoota? Czy to jaki art?
3* Bynajmniej odpara Odila. Tego kendera nie powinno tu by.
116*
Od kiedy to kender powinien by
gdziekolwiek?
117*
Mwi serio. To bardzo wane, Gerardzie.
Widziae go?
4* Nie rzek rycerz, cieszc si, e nie musi jej okamywa. Bdziesz pamita o Palinie? Palin Majere? W wizieniu?
118*
Zapamitam. A ty rozgldaj si za kenderem.
119*
Dobrze. Gdzie si spotkamy?
5* Jestem zawsze tutaj powiedziaa Odila, pokazujc
wityni.
6* No tak, rzeczywicie. Czy ty... no wiesz... modlisz si
do tego Jedynego Boga? spyta Gerard, czujc si nieswojo.
120*
Tak odpara Odila.
121*
Czy twoje modlitwy zostay wysuchane?
7* Jeste tu, prawda? rzeka kobieta. Nie artowaa sobie. Mwia powanie. Umiechna si, pomachaa mu rk
i posza z powrotem do wityni.
Gerard gapi si na ni oniemiay. Wreszcie odzyska mow.
Nie jestem...! krzykn za ni. Ja nie... Ty nie...
Twj bg nie... Och, to bez sensu!
Doszedszy do wniosku, e jest wystarczajco skonfundowany jak na jeden dzie, Gerard odwrci si na picie i odszed.
Minotaur Galdar zobaczy dwoje zawzicie dyskutujcych
Solamnijczykow. Przekonany, e oboje s szpiegami, zbliy
si do nich w nadziei, e podsucha ich rozmow. Jedn z wad
bycia minotaurem w ludzkim miecie bya niemono wto160

pienia si w otoczenie. Para staa w pobliu bursztynowego


sarkofagu Goldmoon, wic skorzysta z jego osony i podkrad
si blisko. Sysza tylko cichy szept, a w pewnej chwili ludzie
zapomnieli si i podnieli gosy.
122*
Boisz si usysza wypowiadane tonem
zarzutu
sowa Solamnijki. Boisz si. Boisz si odkry, e by moe
wcale nie kontrolujesz wasnego przeznaczenia. e moe Jedyny Bg ma zamiary wobec ciebie i nas wszystkich.
123*
Jeli chcesz powiedzie, e boj si odkry,
i
jestem
niewolnikiem tego Jedynego Boga, to masz racj! odpar
rycerz ze zoci. Sam podejmuj decyzje. Nie ycz sobie,
eby jaki bg podejmowa je za mnie.
W tym momencie ludzie ponownie ciszyli gosy. Wprawdzie rozmawiali o teologii, nie o rokoszu, ale Galdar i tak czu
si zaniepokojony. Sta w cieniu sarkofagu jeszcze dugo po
tym, jak oboje odeszli, jedno do wityni, drugie w stron swojej kwatery. Rycerz by czerwony na twarzy ze zoci i frustracji. Idc, mrucza co pod nosem i tak by zamylony, e przeszed w odlegoci stopy od olbrzymiego minotaura i nie zauway go.
Solamnijczycy i minotaurowie od dawna mieli z sob wiele
wsplnego wicej ni mniej, chocia na przestrzeni dziejw
wanie to mniej" odgrywao decydujc rol w ich stosunkach. Zarwno Solamnijczycy, jak i minotaurowie kadli wielki nacisk na osobisty honor. Jedni i drudzy cenili poczucie
obowizku i lojalno. Jedni i drudzy podziwiali odwag. Jedni i drudzy oddawali cze swoim bogom, kiedy mieli jeszcze
bogw do czczenia. Bogowie jednych i drugich byli bogami
honoru, wiernoci i odwagi, chocia jeden walczy po stronie
wiata, a drugi ciemnoci.
Ale czy byo tak na pewno? Czy nie mona byo powiedzie, e jeden z bogw, Kiri-Jolith, walczy po stronie ludzi,
a drugi, Sargonnas, po stronie minotaurw? Moe to rasa ich
dzielia, a nie wiato dnia i mrok nocy? Jedni i drudzy przekazywali sobie opowie o Kazie, minotaurze, ktry przyjani
si z wielkim Rycerzem Solamnijskim, Hum.
161

Jednak z powodu tego, e jeden mia rogi, pysk i poronity


by futrem, a drugi mia mikk skr i marn wypuko zamiast nosa, przyja Kaza i Humy uwaano za anomali. Obie
rasy od wiekw uczone wzajemnej nienawici i nieufnoci. Teraz dzielca je przepa bya tak gboka, tak szeroka i paskudna, e adna z nich nie moga jej pokona.
Pod nieobecno bogw obie rasy chyliy si ku upadkowi. Galdar sysza doniesienia o dziwnych wydarzeniach
w ojczynie minotaurw pogoski o morderstwach, zdradzie, podstpach. Co si za tyczy Solamnijczykw, coraz mniej
modych mczyzn i kobiet chciao znosi rygory, ograniczenia i obowizki, jakie nakadaa na nich regua zakonu rycerskiego. Byo ich coraz mniej, byli przyparci do muru. I mieli
nowego nieprzyjaciela nowego boga.
Galdar widzia w Minie zakoczenie swojej misji. Widzia
w niej poczucie obowizku, honor, wierno i odwag dawne cnoty. Niemniej jednak pewne sowa i czyny Miny zaczy
gnbi minotaura. Przede wszystkim makabryczne wskrzeszenie dwch czarodziejw.
Galdar nie lubi magw. Bez zmruenia oka mgby patrze na torturowanie tych dwch, mgby ich wasnorcznie
zabi i ani razu si nad tym nie zastanowi. Ale widok ich martwych cia sucych za bezmylnych niewolnikw przyprawia go o mdoci. Za kadym razem, gdy patrzy na te dwa
powczce nogami trupy, robio mu si niedobrze.
Najgorsza bya kara, jak Jedyny Bg wymierzy Minie za
to, e uciek jej kender. Kiedy Galdar przypomina sobie powicenie Miny, fizyczny bl, jaki wycierpiaa w imi Jedynego Boga, mczarnie, wyczerpanie, pragnienie i gd, czu oburzenie.
Galdar szanowa Min. By jej wierny. Suy jej. Zaczyna
jednak mie wtpliwoci co do tego Jedynego Boga.
W gowie huczay mu sowa Solamnijczyka: Jeli chcesz
powiedzie, e boj si odkry, e jestem niewolnikiem tego
Jedynego Boga, to masz racj! Sam podejmuj decyzje. Nie
ycz sobie, eby jaki bg podejmowa je za mnie".
162

Galdar nie lubi myle o sobie jako o niewolniku woli Jedynego Boga ani adnego innego bstwa. Co waniejsze, nie
lubi widzie Miny w roli niewolnicy tego Jedynego Boga
niewolnicy, ktr mona byo chosta, jeli nie wykonaa boskiego nakazu.
Postanowi zrobi to, co powinien by zrobi dawno temu.
Musia dowiedzie si czego wicej o Jedynym Bogu. Nie
mg o tym rozmawia z Min, ale mg porozmawia z t Solamnijk.
I by moe zabi dwa ptaszki jednym uderzeniem, jak gosio przysowie jego ludu w zwizku z dobrze znan histori
o kenderskim zodziejaszku i kowalu-minotaurze.

14

Wiara w Jedynego Boga


Do Solanthus przybyo ponad tysic rycerzy i onierzy
z Palanthas. Wkroczyli tryumfalnie. Na wietrze opotay sztandary z emblematami Czarnych Rycerzy, jak rwnie chorgwie pojedynczych rycerzy. Czarni Rycerze, ktrzy suyli w Palanthas, zgromadzili spory majtek, bo chocia dua cz daniny sza do nieyjcego ju smoka Khellendrosa, a jeszcze
wicej wysyano nieyjcemu ju Panu Nocy Targonne'owi,
wysocy rang rycerze z Palanthas o siebie te zadbali. Byli
w dobrych nastrojach, chocia troch zmartwieni docierajcymi do nich pogoskami na temat nowego, samozwaczego Pana Nocy nastoletniej dziewczyny.
Oficerowie ci nie potrafili sobie wyobrazi, jak jakikolwiek weteran o zdrowych zmysach mgby sucha rozkazw
panienki, ktra powinna marzy o tacach wok majowego
gaiku, a nie prowadzi mw do boju. Rozmawiali o tym
w drodze do Solanthus i prywatnie uzgodnili midzy sob, e
za kulisami musi dziaa jaka szara eminencja pewnie ten
minotaur, ktry, jak powiadano, nie oddala si na krok od Miny. To on na pewno by prawdziwym wodzem. Dziewczyna
suya za przykrywk, bo ludzie nigdy nie suchaliby minotaura. Niektrzy zauwaali, e niewielu mczyzn poszoby
te do boju pod przywdztwem nieduego dziewcztka, lecz
inni odpowiadali chytrze, e Mina posuguje si sztuczkami

164

i zudzeniami, by zabawia ciemnych ludzi i nakania ich


podstpnie do walki pod swoj komend.
Nikt nie mg przeczy jej sukcesom, a dopki zudzenia
skutkoway, oni nie mieli zamiaru ich rozwiewa. Oczywicie,
bdc inteligentnymi mczyznami, sami nie dali si na nie nabra.
Tak jak inni przed nimi, oficerowie zakonu z Palanthas
wchodzili na spotkanie z Min z haaliw brawur, gotowi
sucha jej w pozornym skupieniu, lecz kpic sobie w duchu.
Wychodzili bladzi i wstrznici, cisi i pokorni, wszyscy w ywicowej puapce jej bursztynowych oczu.
Gerard wiernie odnotowa ich liczb w zaszyfrowanej wiadomoci do swojego zakonu. By to jak dotd najwaniejszy
list, poniewa potwierdza, e Mina planuje atak na Sanction
i zamierza wymaszerowa ju wkrtce. Kady kowal i patnerz
w miecie zosta powoany do suby i zmuszony pracowa
dniem i noc przy naprawie starej broni i zbroi oraz wyrabianiu nowych.
Armia Miny bdzie si porusza powoli. Upyn tygodnie,
moe miesice, zanim przemaszeruje przez lasy, przekroczy
trawiaste rwniny i przebdzie gry otaczajce Sanction. Obserwujc przygotowania i rozmylajc o tym dugim marszu,
Gerard uoy plan ataku, ktry zamieci w swoim raporcie.
Nie liczy nadmiernie na to, by go zastosowano, poniewa dotyczy walki z zasadzki, szarpania flanek powoli pezncej armii, napaci na tabory z dostawami, szybkiego atakowania,
a potem znikania, by znw uderzy w najmniej oczekiwanym
momencie.
W taki wanie sposb pisa Dzikie Elfy z Qualinesti zdoay zada powane straty Czarnym Rycerzom, ktrzy okupowali ich kraj. Zdaj sobie spraw, e taka metoda
waki jest niedopuszczalna dla zakonu rycerskiego, gdy
z pewnoci nie jest rycerska ani honorowa, ani te nawet
szczeglnie uczciwa. Jest jednak skuteczna i nie tylko zmniejsza liczebno wroga, ale take obnia morale jego wojsk.

165

Lord Tasgall by rozsdnym czowiekiem i Gerard w istocie sdzi, e mgby rzuci Regu w kt i wprowadzi jego
plan w ycie. Niestety, rycerz nie potrafi znale adnego sposobu, by przekaza wiadomo Richardowi, ktry otrzyma
polecenie, by co tydzie stawia si w zajedzie i sprawdza,
czy Gerard nie ma nowych wiadomoci.
Rycerz by teraz obserwowany dniem i noc i mia do dobre pojcie o tym, kto za to odpowiada. Nie Mina. Ten minotaur, Galdar.
Gerard zbyt pno zauway, e minotaur podsuchiwa jego
rozmow z Odil. Tej nocy odkry, e Galdar kaza go ledzi.
Niezalenie od tego, dokd szed, by pewny, e widzi rogi
minotaura grujce nad tumem. Kiedy opuci swoj kwater,
zasta jednego z rycerzy Miny stojcego bezczynnie na ulicy
przed domem. Nastpnego dnia jeden z czonkw jego patrolu
tajemniczo si rozchorowa i zosta zastpiony innym. Gerard
nie wtpi, e jego zastpca jest szpiegiem Galdara
Mg wini tylko siebie. Powinien opuci Solanthus dawno temu zamiast zwleka z wyjazdem. Teraz nie tylko sam
wpad w tarapaty, ale i narazi bezpieczestwo misji, z ktr
zosta przysany.
Przez nastpne dwa dni Gerard nadal wypenia swoje obowizki. Poszed do wityni jak zwykle. Nie widzia si z Odil, odkd rozmawiali, i by zaskoczony, gdy tego dnia zobaczy
j u boku Miny. Odila przeszukiwaa wzrokiem tum, pki nie
znalaza Gerarda. Wykonaa ledwo dostrzegalny gest doni.
Kiedy Mina wysza, a suplikanci i gapie oddalili si, Gerard
zosta na zewntrz przy drzwiach i czeka.
Odila wysza ze wityni. Pokrcia lekko gow, dajc
znak, e ma si do niej nie odzywa, i wymina go bez jednego spojrzenia.
Przechodzc obok, szepna:
Przyjd dzi do wityni godzin przed pnoc.
Gerard siedzia pospnie na ku, czekajc na wyznaczon
przez Odil godzin. Zabija czas, wpatrujc si z bezsiln zo166

ci w tub do pergaminu z wiadomoci, ktra do tego czasu


powinna by ju w rkach jego przeoonych. Pokj Gerarda
znajdowa si w tym samym budynku, w ktrym kiedy kwaterowali Rycerze Solamnijscy. Z pocztku umieszczono go w sali zamieszkanej ju przez dwch innych rycerzy, ale dziki pienidzom, ktre zarobi od Czarnych Rycerzy, przenis si do
prywatnego pokoju. W rzeczywistoci pokj ten by zaledwie
lepym pomieszczeniem magazynowym na parterze. Sdzc
po utrzymujcym si nadal zapachu, przechowywano w nim
cebul.
Zdenerwowany Gerard z przyjemnoci opuci kwater.
Wyszed jawnie na ulic, zatrzymujc si tylko po to, by zawiza but i dostrzec cie, ktry wychyn z pobliskiej bramy.
Kiedy rycerz poszed dalej, sysza za sob lekkie kroki.
Przez chwil mia ochot si odwrci i stan twarz
w twarz ze swoim cieniem. Zwalczy t ch i szed dalej. Uda
si prosto do wityni, wszed do rodka i znalaz miejsce na
kamiennej awie w kcie pomieszczenia.
Wewntrz wityni panowa mrok rozjaniany tylko wiatem piciu stojcych na otarzu wiec. Na zewntrz niebo byo pochmurne. Gerard czu w powietrzu zapach deszczu i po
chwili zaczy spada pierwsze krople. Mia nadziej, e jego
cie przemoknie do suchej nitki.
Pomienie wiec zamrugay od nagego podmuchu wiatru,
wywoanego przez burz. W drzwiach w gbi wityni stana jaka posta w szatach. Zatrzymaa si przy otarzu, przez
chwil poprawiaa wiece, a potem odwrcia si i posza naw. Gerard widzia jej sylwetk w blasku wiec i chocia nie
dostrzega twarzy, pozna Odil po wyprostowanych plecach
i dumnie uniesionej gowie.
Kobieta usiada przy nim, po czym przysuna si bliej.
Gerard rwnie przesun si na kamiennej awie. Byli w wityni sami, ale rozmawiali ciszonymi gosami.
Wiedz, e jestem ledzony szepn rycerz.
Zaniepokojona Odila odwrcia si i przeszya go spojrzeniem. W rozjanionym blaskiem wiec mroku jej twarz wyda167

waa si blada. Oczy byy pogrone w cieniu. Kobieta wycigna rk, po omacku poszukaa doni Gerarda, znalaza j
i mocno cisna. By zaskoczony zarwno tym, e szukaa
otuchy, jak i faktem, e do miaa zimn i drc.
124*
Odilo, co ci? Stao si co zego? spyta.
43* Dowiedziaam si prawdy o twoim przyjacielu,
czarodzieju Palinie odpara zduszonym gosem, jakby trudno jej
byo nabiera tchu. Galdar mi powiedzia. Odila wyprostowaa si. Odwrcia si do towarzysza i spojrzaa mu
w oczy. Gerardzie, byam taka gupia! Taka gupia!
44* Wic jest nas dwoje rzek, niezdarnie poklepujc
j
po doni.
Czu, e kobieta jest sztywna i dry, a jego dotyk nie doda
jej otuchy. Wydawao si, e nie syszy jego sw. Kiedy znw
si odezwaa, gos miaa zduszony.
45* Przybyam w nadziei, e znajd boga, ktry bdzie
moim przewodnikiem, bdzie si o mnie troszczy i pociesza
w niedoli. Zamiast tego znalazam... Umilka i raptem powiedziaa: Gerardzie, Palin nie yje.
46* Nie dziwi si odpar rycerz z westchnieniem.
Nie wyglda dobrze...
47* Nie, Gerardzie! Odila potrzsna gow. On
by
martwy, kiedy go widziae.
48* Wcale nie by martwy zaprotestowa rycerz. Siedzia na pryczy. Potem widziaem, jak wsta i wyszed.
49* A ja ci mwi, e by martwy rzeka kobieta, odwracajc si do niego twarz. Nie wini ci za to, e mi nie wierzysz. Sama w to nie wierzyam. Ale... Galdar zaprowadzi
mnie do niego...
Gerard rzuci na ni podejrzliwym okiem.
125*
Upia si?
50* Chciaabym! odpara Odila z nag, dzik zawzitoci. Chyba caa krasnoludzka gorzaka na wiecie nie pozwoliaby mi zapomnie o tym, co zobaczyam. Jestem absolutnie trzewa, Gerardzie. Przysigam.
Rycerz przyjrza jej si uwanie. Kobieta miaa przytom168

ny wzrok, gos drcy, ale wyrany, jej sowa brzmiay sensownie.


122*
Wierz ci powiedzia powoli ale nie
rozumiem.
Jak Palin mg by martwy, skoro widziaem, e siedzi, stoi,
chodzi?
123*
On i ten drugi czarodziej zostali zabici w
Wiey
Wielkiej Magii. Galdar by tam. Opowiedzia mi ca histori. Umarli, a potem Mina i Galdar dowiedzieli si, e ten kender, ktrego szukaj, jest w wiey. Poszli go szuka, ale im uciek.
Jedyny Bg ukara Min za to, e zgubia kendera. Mina powiedziaa, e potrzebuje pomocy czarodziejw, eby go znale
i wtedy... wtedy ich... wskrzesia.
124*
Jeli tak, to nie wydawali si z tego zbyt
zadowoleni

odpar Gerard, mylc o pustych oczach Palina i jego nieobecnym spojrzeniu.


125*
Jest ku temu powd powiedziaa Odila
guchym
gosem. Mina zwrcia im ycie, ale nie dusze. Ich dusze trzyma w niewoli Jedyny Bg. Ci czarodzieje nie maj wasnej
woli, by myle czy dziaa. S tylko marionetkami, a Jedyny Bg pociga za sznurki. Galdar twierdzi, e kiedy kender
zostanie zapany, magowie bd wiedzieli, co zrobi z nim
i urzdzeniem, ktre ma przy sobie.
126*
Sdzisz, e mwi prawd?
127*
Ja to wiem. Poszam zobaczy si z twoim
przyjacielem Palinem. Jego ciao yje, ale w oczach nie ma ycia. Obaj
s trupami, Gerardzie. Chodzcymi trupami. Nie maj wasnej
woli. Robi wszystko, co Mina im kae. Nie wydawao ci si
dziwne, e obaj tak siedz i patrz w pustk?
To czarodzieje tumaczy si niezdarnie Gerard.
Teraz, kiedy siga pamici wstecz, dziwi si, dlaczego
wczeniej nie zgad, e dzieje si co zego. Niedobrze mu si
robio, kiedy o tym myla.
Odila zwilya wargi.
Jest co jeszcze dodaa, zniajc gos prawie do szeptu. Gerard musia wyty such, eby j usysze. Galdar
powiedzia mi, e Jedyny Bg tak si z tego ucieszy, i poleci
169

Minie posuy si umarymi w bitwie. Nie tylko duszami, Gerardzie. Ona ma oywia ciaa.
Gerard wpatrywa si w ni, osupiay.
126*
Niewane, e Mina zamierza zaatakowa
Sanction
ze
miesznie ma armi kontynuowaa bezlitonie Odila.
aden z jej onierzy nie zginie. Jeli tak si stanie, Mina po
prostu go wskrzesi i wyle z powrotem do walki...
127*
Odilo rzek z naciskiem Gerard
musimy
std
ucieka. Oboje. Nie chcesz chyba zosta, prawda? spyta
nagle, zdjty niepewnoci.
128*
Nie rzeka zdecydowanie. Nie po tym.
Przykro
mi, e w ogle szukaam tego Jedynego Boga.

43* Dlaczego to zrobia? zaciekawi si Gerard.


Kobieta potrzsna gow.
44* Nie zrozumiaby tego.
45* Moe bym zrozumia. Czemu sdzisz, e nie?

46* Jeste taki... samodzielny. Nie potrzebujesz nikogo ani


niczego. Masz swoje zdanie. Wiesz, kim jeste.
47* Chlebem kukurydzianym podpowiedzia,
przypominajc sobie pogardliwe przezwisko, jakie mu nadaa. Mia nadziej, e j rozmieszy, ale wygldao na to, e Odila nawet
go nie usyszaa. Mwienie o uczuciach nie przychodzio mu
atwo. Szukam odpowiedzi rzek niezrcznie tak jak
ty. Tak jak kady. Sama mwia, e aby znale odpowiedzi,
trzeba zadawa pytania. Machn rk w kierunku wyjcia
ze wityni, wskazujc schody, na ktrych codziennie gromadzili si wierni. Na tym polega problem poowy ludzi w tej
okolicy. Przypominaj zagodzone psy. S tak bardzo spragnieni wiary w cokolwiek, e bior pierwszy ochap, jaki dostan i poykaj go zachannie, nie nic nawet o tym, e miso
moe by zatrute.
48* Ja je poknam westchna Odila. Pragnam
tego, co rzekomo ludzie mieli za dawnych czasw. Miae racj. udziam si, e Jedyny Bg wyprostuje moje ycie. e
wszystko naprawi. Zabierze samotno i strach... przerwaa, zawstydzona tym, jak wiele ujawnia.
170

39* Nie wydaje mi si, aby nawet dawni bogowie tym si


zajmowali, przynajmniej sdzc z tego, co syszaem stwierdzi Gerard. Paladine z pewnoci nie rozwiza wszystkich
problemw Humy. Jeli ju, to jeszcze mu ich dooy.
40* Moe Huma sam postanowi zrobi to, co zrobi
powiedziaa cicho Odila a Paladine da mu do tego si.
Umilka, a potem dokoczya w przypywie gbokiej rozpaczy: Nic nie moemy zrobi temu bogu, Gerardzie. Zajrzaam do jego umysu! Widziaem niezmierzon moc, jak
wada. Jak mona powstrzyma tak potnego boga? Zasonia twarz rkoma. Wszystko popsuam. Wcignam ci
w niebezpieczestwo. Wiem, dlaczego zostae w Solanthus,
wic nie prbuj przeczy. Moge wyjecha dawno temu. Powiniene tak zrobi. Zostae, bo martwie si o mnie.
41* Teraz to nie ma znaczenia, bo wyjedziemy obydwoje oznajmi stanowczo Gerard. Jutro podczas wymarszu wojsk Mina i Galdar bd zajci wasnymi obowizkami.
W zamieszaniu nikt nie zauway naszej nieobecnoci.
42* Chc si std wydosta powiedziaa z naciskiem
Odila. Zerwaa si na nogi. Wyjedmy ju teraz. Nie chc
zostawa choby minuty duej w tym okropnym miejscu.
Wszyscy pi. Nikt nie zauway, e mnie nie ma. Wrcimy do
twojej kwatery...
43* Musimy wyj osobno. Siedz mnie. Ty id pierwsza.
Ja bd sta na czatach.
Pod wpywem impulsu Odila chwycia go za rk i mocno
j cisna.
Jestem wdziczna za wszystko, co dla mnie zrobie,
Gerardzie. Jeste szczerym i wiernym przyjacielem.
Id ju powiedzia. Szybko. Ja bd sta na stray.
Jeszcze raz ucisnwszy mu rk na poegnanie, Odila
ruszya w stron drzwi wityni, ktrych nigdy nie zamykano, poniewa czcicieli Jedynego Boga zachcano do przychodzenia do wityni o kadej porze dnia i nocy. Niecierpliwie
pchna drzwi, a te uchyliy si bezgonie na dobrze naoliwionych zawiasach. Gerard mia zamiar pj za ni, kiedy usy171

sza w pobliu otarza jaki haas. Spojrza szybko w tym kierunku, lecz niczego nie dostrzeg. Pomienie wiec pony
spokojnie. Nikt nie wszed. Mimo to rycerz by pewny, e co
usysza. Wci wpatrywa si w otarz, kiedy dobieg go zduszony jk Odili.
Gerard odwrci si czym prdzej, sigajc po miecz. Spodziewajc si, e zaczepi j jaki stranik, ze zdumieniem ujrza, e stoi sama w otwartych drzwiach.
Co si stao? Nie odway si do niej podej. Ten,
kto go ledzi, bdzie go obserwowa. Wyjd wreszcie za te
cholerne drzwi!
Odila odwrcia si ku niemu. Jej twarz bya w mroku tak
blada, e niepokojco przypominaa mu o duszach umarych.
Kobieta odezwaa si ochrypym szeptem, ktry nis si
wyranie w ciszy nocy.
Nie mog wyj!
Gerard zakl pod nosem. cisn miecz w rku i przysun
si do ciany w nadziei, e pozostanie niezauwaony. Zbliywszy si do drzwi, spojrza wciekle na Odil.
129*
Jak to, nie chcesz wyj? spyta
ciszonym,
penym
zoci gosem. Ryzykowaem gow, przychodzc tutaj,
i niech mnie licho porwie, jeli odejd bez ciebie. Nawet jeli
bd musia ci nie na rkach...
130*
Nie powiedziaam, e nie chc wyj!
rzeka
Odila,
dyszc. Powiedziaam, e nie mog!
Z wycignitymi do przodu rkami zrobia krok w stron
drzwi. Gdy si do nich zbliaa, jej ruchy spowolniay, jakby
brodzia w bystrej rzece, prbujc i pod prd. Wreszcie kobieta stana i potrzsna gow.
Nie mog! powiedziaa zduszonym gosem.
Gerard przyglda jej si w zakopotaniu. Odila staraa si
ze wszystkich si, to nie ulegao wtpliwoci. Co najwyraniej
nie pozwalao jej wyj.
Rycerz przenis spojrzenie z jej przeraonej twarzy na medalion, ktry nosia na szyi.
Pokaza go.
172

Medalion! Zdejmij go!


Odila dotkna wisiora. Natychmiast cofna rk z okrzykiem blu.
Gerard chwyci medalion, zamierzajc go zerwa z szyi
kobiety. .
Silny wstrzs odrzuci rycerza pod drzwi. Rka pieka go
i pulsowaa. Gerard popatrzy bezradnie na Odil. Ona spojrzaa na niego rwnie bezradnie.
5* Nie rozumiem... zacza.
6* Mimo to rzek czyj agodny gos odpowied jest
najprostsza z moliwych.
Z mieczem w rku Gerard odwrci si i ujrza w drzwiach
wityni Min.
7* Chc wyj powiedziaa Odila, z wielkim trudem
panujc nad swoim gosem. Musisz mnie wypuci. Nie
moesz mnie tu trzyma wbrew mojej woli.
8* Nie zatrzymuj ci, Odilo rzeka Mina.
Odila znw sprbowaa przej przez drzwi. Zacisna zby i naprya wszystkie minie.
9* Kamiesz! krzykna. Rzucia na mnie jaki zy urok!
10* Nie jestem magiem powiedziaa Mina, rozkadajc
rce. Wiesz o tym. Wiesz take, co ci tu trzyma.
Odila potrzsna gow gwatownie zaprzeczajc.
Twoja wiara powiedziaa Mina.
Odila spojrzaa na ni zakopotanym wzrokiem.
11* Ja nie...
12* Ale tak. Wierzysz w Jedynego Boga. Sama to powiedziaa. Zajrzaam do jego umysu! Widziaam niezmierzon
moc, jak wada". Pokadasz wiar w Jedynym Bogu, Odilo,
a on w zamian da, by mu suya.
13* Wiara nie powinna czyni z nikogo niewolnika powiedzia ze zoci Gerard.
Mina zwrcia ku niemu oczy i rycerz ku swemu przeraeniu zobaczy wizerunki tysicy ludzi zamroonych w ich
bursztynowej gbi. Mia straszliwe przeczucie, e jeli bdzie
patrzy wystarczajco dugo, zobaczy tam siebie.
173

Opisz mi wiernego sug powiedziaa Mina albo


jeszcze lepiej, wiernego rycerza. Takiego, ktry jest wierny zakonowi. Co musi zrobi, eby zasuy na miano wiernego"?
Gerard uparcie milcza, lecz nie miao to znaczenia, poniewa Mina sama udzielia odpowiedzi na to pytanie.
Jej gos by arliwy, oczy pony wewntrznym blaskiem.
Wierny suga wykonuje posusznie i bez zastrzee
wszystkie zadania, jakie zleci mu jego pan. W zamian pan
odziewa go, karmi i pilnuje, aby nie staa mu si krzywda. Jeli
suga nie jest wierny, jeli buntuje si przeciwko swemu panu,
zostaje ukarany. Tak samo postpuje wierny rycerz, ktry ma
obowizek sucha swojego przeoonego. Jeli nie wykona
swoich obowizkw albo zbuntuje si przeciwko wadzy, co
si z nim dzieje? Zostaje ukarany za zamanie przysigi. Nawet-Solamnijczycy ukaraliby takiego rycerza, prawda, sir Gerardzie?
Mczyzna uwiadomi sobie, e ona jest wiernym sug.
Jest wiernym rycerzem. Dlatego jest grona. By moe jest
najgroniejsz osob jaka kiedykolwiek ya na Krynnie.
Jej wywd by bdny. Rycerz wiedzia o tym w gbi duszy, ale nie potrafi si domyli dlaczego. Przynajmniej dopki patrzy w te oczy koloru bursztynu.
Mina umiechna si do niego agodnie. Skoro nie odpowiedzia, zakadaa, e odniosa zwycistwo. Przeniosa spojrzenie swych bursztynowych oczu na Odil.
49* Zaprzyj si Jedynego Boga, Odilo rzeka do niej

a bdziesz moga odej.


50* Wiesz, e nie mog odpowiedziaa Odila.
51* Zatem wierna suca Jedynego Boga zostanie i nadal
bdzie wykonywa swoje zadania. Wracaj do swojej kwatery,
Odilo. Jest ju pno. Musisz odpocz, bo jutro mamy wiele
do zrobienia, eby si przygotowa do bitwy, ktra doprowadzi do upadku Sanction.
Odila spucia gow i zacza wykonywa polecenie.
Odila! Gerard zaryzykowa i zawoa j.
Kobieta nadal sza. Nie obejrzaa si na niego.
174

Mina odprowadzaa j wzrokiem, a potem spojrzaa na Gerarda.


Czy zobaczymy ci w szeregach naszych rycerzy, kiedy
wymaszerujemy triumfalnie do Sanction, sir Gerardzie? A moe wzywaj ci inne zadania? Jeli tak, moesz odej. Masz
bogosawiestwo moje i Jedynego Boga.
Ona wie!" zda sobie spraw Gerard. Wie, e jestem
szpiegiem, a jednak nic nie robi. Nawet pozwala mi odej!
Dlaczego nie kae mnie aresztowa? Podda torturom? Zabi?". Nagle poaowa, e tego nie zrobia. Nawet mier byaby lepsza od przekonania, ktre kiekowao w gbi jego
mzgu e Mina go wykorzystuje, pozwalajc mu myle, e
dziaa zgodnie z wasn wol, podczas gdy przez cay czas, cokolwiek robi, wykonuje wol Jedynego Boga.
Pojad z tob rzek ponuro Gerard i wyszed, mijajc
j w drzwiach.
Na schodach wityni zatrzyma si, wbi wzrok w ciemno i oznajmi gono:
Wracam do swojej kwatery! Postaraj si nie zostawa
z tyu, dobrze?
Po wejciu do pokoju Gerard zapali wiec, a potem podszed do biurka i przez dug chwil przyglda si tubie na
pergaminy. Otworzy j i wyj zwj, w ktrym opisa szczegowo swoje plany pokonania armii Miny. Powoli, z pospn
min porwa papier na mae kawaki. Kiedy ju to zrobi, po
kolei spali je w pomieniu wiecy.

15

Kulawy i lepy
Armia Miny opucia Solanthus nastpnego dnia. Nie
wszystkie wojska wymaszeroway, gdy ich przywdczyni zmuszona bya zostawi wystarczajc liczb onierzy, by okupowa wrogie teoretycznie miasto. Wrogo Solanthus bya jednak raczej mitem, sdzc po iloci jego mieszkacw, ktrzy
wyszli na ulice, by jej gratulowa, yczy powodzenia i obsypywa podarunkami tak licznymi, e gdyby Mina pozwolia, wypeniyby wz, ktrym wieziono bursztynowy sarkofag. Ona jednak powiedziaa im, by przekazali je biednym
w imieniu Jedynego Boga. Lud Solanthus ze zami w oczach
bogosawi jej imi.
Gerard te by bliski ez, ale z innego powodu. Przez ca
noc zastanawia si, co robi. I czy zosta? Wreszcie postanowi zosta w wojsku i pojecha z nim do Sanction. Powiedzia sobie, e robi to dla Odili.
Kobieta jechaa z armi. Siedziaa na wozie z uwizionym
w bursztynie ciaem Goldmoon i trupami dwch czarodziejw
uwizionych we wasnych ciaach. Patrzc na aosne, poruszajce si zwoki, Gerard sam si sobie dziwi, e nie odgad prawdy, gdy tylko zobaczy bezmylne, puste oczy Palina.
Odila nawet nie rzucia okiem na Gerarda, kiedy przejedaa
obok niego na wozie.
Galdar natomiast spojrza na niego. W jego ciemnych oczach
krya si wrogo. Gerard odwzajemni spojrzenie. Niezado176

wolenie Galdara byo jedyn rzecz, jaka dodawaa mu otuchy.


Fakt, e rycerz jedzie z armi Miny, zoci minotaura w sposb
tak oczywisty, e Gerard nabra pewnoci, i postpi waciwie.
Kiedy wyjecha cwaem za bram, zajmujc pozycj na
kocu kolumny, tak daleko od Miny, jak byo to moliwe bez
opuszczania jej armii, jego ko omal nie stratowa dwch ebrakw, ktrzy szybko uskoczyli mu z drogi.
Przepraszam panw rzek Gerard, zatrzymujc konia. Czy ktry z was zosta ranny?
Jeden z ebrakw by starym czowiekiem o siwych wosach i szpakowatej brodzie. Twarz mia pobrudon i ogorza od soca. Jego bystre oczy byy koloru wieo wykutej
stali, byszczce i bkitne. Mczyzna utyka i chodzi o kulach, lecz mia wojskow postaw i sposb bycia. Potwierdza
to fakt, e ubrany by w achmany przypominajce wyblake,
podarte resztki jakiego wojskowego munduru.
Drugi ebrak by lepcem, okaleczone oczy zawiza czarn opask. Szed, opierajc si rk na ramieniu towarzysza.
Ten czowiek mia biae wosy, ktre w socu byszczay srebrzycie. By mody, duo modszy od drugiego ebraka, i na
dwik gosu Gerarda unis niewidzce oczy.
128*
Nie, panie rzek grubym gosem pierwszy
ebrak.

Tylko nas przestraszye, to wszystko.


129*
Dokd idzie ta armia? zaciekawi si drugi
ebrak.
130*
Do Sanction odpowiedzia Gerard.
Posuchajcie
mojej rady, panowie, i trzymajcie si z daleka od wityni Jedynego Boga. Wprawdzie moecie tam zosta uzdrowieni, ale
wtpi, czy cena jest tego warta.
Rzuciwszy kademu z ebrakw gar monet, zawrci konia i pogalopowa drog, wkrtce znikajc w tumanach kurzu
wzbijanego przez armi.
Mieszkacy Solanthus przygldali si, pki Mina nie znika
im z oczu, a potem wrcili do miasta, ktre od chwili jej wyjazdu wydawao si pospne i puste.
Mina maszeruje na Sanction rzek lepy ebrak.
177

131*
To
potwierdza
informacje,
ktre
otrzymalimy
zeszej
nocy powiedzia kulawy ebrak. Wszdzie, dokd idziemy, syszymy to samo. Mina maszeruje na Sanction. Jeste
wreszcie zadowolony?
132*
Tak, Brzytwo, jestem zadowolony odpar
niewidomy mczyzna.
133*
Najwyszy czas mrukn Brzytwa. Rzuci
lepcowi
pod nogi monety, ktre otrzyma od Gerarda. Koniec z ebraniem! Nigdy nie czuem si tak upokorzony.
134*
Mimo to sam widziae, e takie przebranie
pozwala
nam chodzi, gdzie chcemy, i rozmawia, z kim mamy ochot, od zodziei po rycerzy i szlacht powiedzia agodnie
Zwierciado. Nikt nie ma pojcia, e jestemy kim wicej,
ni si wydaje. Pozostaje tylko pytanie, co zrobimy? Zmierzymy 'si od razu z Min?
135*
1 co by jej powiedzia, Srebrzysty?
Brzytwa
unis
gos, podpiewujc szyderczo: Gdzie, ach, gdzie s liczne
zote smoki? Gdzie, ach, gdzie one mog by?
Zwierciado milcza; nie podobao mu si to, jak blisko
prawdy by Brzytwa.
136*
Ja twierdz, e powinnimy czeka
dokoczy
starszy ebrak. Zmierzymy si z ni w Sanction.
137*
Czeka, a twoja krlowa zdobdzie Sanction,
to
chcesz
powiedzie stwierdzi chodno Zwierciado.
138*
A ty, jak przypuszczam, zamierzasz j
powstrzyma,
Srebrzysty? Sam jeden, lepy? parskn Brzytwa.
139*
Ty za chcesz, ebym wszed do Sanction,
sam
jeden
i lepy rzek Zwierciado.
140*
Nie martw si, nie pozwol, eby co ci si
stao.
Skie
powiedzia ci wicej, ni wyjawie. Mam zamiar by obecny
przy twojej rozmowie z Min.
141*
W takim razie sugeruj, eby podnis te
pienidze,
bo
przydadz nam si powiedzia Zwierciado. To przebranie, ktre dotychczas tak wietnie nam suyo, pomoe nam
jeszcze bardziej w Sanction. Jaki lepszy pretekst, by porozmawia z Min, ni wizyta dwch ludzi oczekujcych cudu?
178

Zwierciado nie widzia wyrazu twarzy Brzytwy, ale potrafi go sobie wyobrazi z pocztku nieprzychylny, a potem
pospny, gdy mczyzna uwiadomi sobie, e to, co powiedzia jego towarzysz, ma sens.
Usysza brzk monet podnoszonych z ziemi poirytowanym gestem.
131*
Wydaje mi si, e ci to cieszy, Srebrzysty

stwierdzi Brzytwa.
132*
Masz racj odpar Zwierciado. Nie
pamitam
ju, kiedy ostatnio tak wietnie si bawiem.

16

Nieoczekiwane spotkanie
Jak licie wyrzucone ze rodka cyklonu, gnom i kender
sfrunli na ziemi. To znaczy, kender w swym kolorowym
ubranku sfrun z opotem. Gnom wyldowa ciko, czego konsekwencj byo zatrzymanie u niego oddechu na kilka
mrocych krew w yach minut. Konsekwencj braku oddechu byo ucichnicie wrzaskw gnoma, co, zwaywszy na to,
gdzie si znaleli, byo niewtpliwie dobr rzecz.
Bynajmniej nie od razu si zorientowali, gdzie s. Rozgldajc si wok, Tasslehoff wiedzia tylko, gdzie nie jest,
a byy to wszystkie znane mu dotd miejsca. Kender sta
a Zgadywanka lea w korytarzu z olbrzymich blokw czarnego marmuru wypolerowanego na wysoki poysk. Hol owietlay tu i wdzie pochodnie, ktrych pomaraczowe wiato
wypeniao pomieszczenie mikkim i niesamowitym blaskiem.
Pochodnie pony czysto, bo nie czu byo najmniejszego podmuchu. wiato bynajmniej nie rozpraszao mroku w korytarzu. Sprawiao tylko, e cienie przez kontrast wydaway si
jeszcze ciemniejsze.
Znikd nie dobiega aden szmer, aden odgos, chocia
Tas z caych si wyta such. Kender rwnie nie wyda najmniejszego dwiku i uciszy Zgadywank, ktremu pomaga
si podnie. Tas szuka przygd prawie przez cae swoje ycie
i zna si na korytarzach, a ten korytarz niewtpliwie przesyco-

180

ny by duszn atmosfer miejsca, w ktrym naley zachowywa si bardzo, bardzo cicho.


142*
Gobliny! byo pierwszym sowem, jakie
wysapa
Zgadywanka.
143*
Nie, nie gobliny rzek Tasslehoff cichym
tonem,
ktry w zamierzeniu mia brzmie pocieszajco. Kender popsu jednak wraenie, dodajc radonie: Pewnie jest tu co
gorszego od goblinw.
144*
Co masz na myli? wyrzzi
Zgadywanka,
szarpic
si za wosy w roztargnieniu. Gorszego od goblinw! Co
moe by gorszego od nich? I w ogle gdzie my jestemy?
145*
Jest mnstwo rzeczy gorszych od goblinw

szepn
Tas po zastanowieniu. Na przykad smokowcy. I smoki.
I sowomisie. Opowiadaem ci o wujaszku Trapspringerze i sowomisiu? Wszystko zaczo si od...
Wszystko si skoczyo, kiedy Zgadywanka zacisn pi
i uderzy Tasslehoffa w odek.
146*
Sowomisie! Kogo obchodz sowomisie i
twoi
przeklci
krewni? Mgbym ci opowiedzie takie historie o moim kuzynie Stronciedziewidziesit, e wosy by ci powypaday. Zby te. Po co nas tu sprowadzie, a w ogle to gdzie jestemy?
147*
Nigdzie nas nie sprowadzaem odpar
poirytowanym
tonem Tasslehoff, kiedy ju mg mwi. Od mocnego i niespodziewanego ciosu w odek z reguy wpada si w irytacj.
To urzdzenie nas tu sprowadzio. A jeli chodzi o to, gdzie
jestemy, nie wiem wicej od ciebie. Ja... Cicho! Kto nadchodzi.
Kiedy stoi si w ciemnym, wywoujcym przytaczajce
wraenie korytarzu, zawsze dobrze jest widzie, kto si zblia,
zanim ten kto bdzie mia okazj zobaczy ciebie. Takiej
maksymy wujaszek Trapspringer uczy swego siostrzeca i Tas
przekona si, e oglnie rzecz biorc, by to dobry plan. Pozwala na przykad wyskoczy z cienia i zrobi komu wielk
niespodziank. Tasslehoff zapa Zgadywank za konierz koszuli i wcign gnoma za czarny, marmurowy filar.

181

Korytarzem sza samotna osoba. Odziana bya w czarn


szat i z atwoci zlewaa si z mrokiem na korytarzu i tem
czarnych, marmurowych cian. Tasslehoff po raz pierwszy
przyjrza si dobrze postaci, kiedy przesza pod jedn z pochodni. Nawet w ciemnoci, mogc dostrzec zaledwie najsabszy, najmniej wyrany zarys postaci, kender dozna dziwnego,
askoczcego w odku uczucia (pewnie pozostao po uderzeniu), e zna t osob. Co mu przypomina ten powolny,
niepewny sposb chodzenia, sposb, w jaki ten czowiek opiera si na lasce, ktr mia z sob, i sama laska, ktra rozsiewaa bardzo delikatne, biae wiato.
Raistlin! wyszepta Tasslehoff, zdjty lkiem.
Zamierza powtrzy jego imi duo goniej, wrzasn
z radoci i popdzi przed siebie, by uciska z caych si przyjaciela, ktrego od dawna nie widzia i uwaa za zmarego.
Kto chwyci go za rami i powiedzia cicho:
133*
Nie. Zostaw go w spokoju.
51* Ale to mj przyjaciel wyjani Tas Zgadywance.
Pominwszy okazj, kiedy zamordowa mojego innego przyjaciela, ktry, nawiasem mwic, by gnomem.
Zgadywanka wybauszy oczy. Trzyma Tasa mocno.
Ten twj przyjaciel. On chyba nie ma w zwyczaju...
mordowa gnomw, prawda?
Tas nie usysza tego, bo przyglda si uwanie Zgadywance, zauwaajc, e gnom ciska w jednej doni rkaw,
a w drugiej przd jego koszuli. To tumaczyo obecno dwch
doni, a o ile Tas wiedzia, gnomy miay tylko dwie rce. Co
oznaczao, e pozostaa jeszcze jedna rka, i ta rka ciskaa
mocno Tasa za rami. Tasslehoff krci si i wi, eby zobaczy, kto go trzyma, ale filar, za ktrym stali, rzuca gboki
cie, i za sob kender widzia tylko ciemno.
Tas spojrza na drug do t, ktra spoczywaa na jego
ramieniu ale jej tam nie byo. To znaczy bya, poniewa
j czu, ale nie byo jej, poniewa jej nie widzia.
Dochodzc do wniosku, e wszystko to bardzo dziwne,
Tasslehoff spojrza na Raistlina. Znajc go dobrze, zmuszony
182

by przyzna, e przy pewnych okazjach mag wcale nie by


przyjanie nastawiony do kendera. A poza tym Raistlin naprawd mordowa gnomy. A przynajmniej zamordowa jednego gnoma za naprawienie urzdzenia do podrowania w czasie. Tego samego urzdzenia, chocia nie tego samego gnoma.
Raistlin teraz nosi czarne szaty, wtedy te nosi takie, i cho
Zgadywanka czasami okropnie drani Tasslehoffa, kender nie
chcia, eby gnom zosta zamordowany. Tasslehoff postanowi, e dla dobra Zgadywanki bdzie milcza, nie wyskoczy do
Raistlina i zaniecha serdecznego ucisku.
Mag przeszed tu obok kendera i gnoma. Zgadywanka,
dziki bogu, z przeraenia straci mow. Dziki bohaterskiemu
wysikowi Tasslehoff zachowa milczenie, chocia tylko nieobecni bogowie wiedzieli, ile go to kosztowao. W nagrod
nieistniejca rka ucisna jego rami na znak aprobaty, co
mimo wszystko nie ucieszyo go tak bardzo, jak mogoby w innych okolicznociach.
Raistlin najwyraniej pogrony by w mylach, bo gow
mia spuszczon i szed powoli, w roztargnieniu. Raz stan
i zanis si gwatownym, suchym kaszlem, ktry tak go osabi, e mag musia oprze si o cian. Krztusi si i rzzi.
miertelnie poblad na twarzy. Na wargach pojawia mu si
krew. Tas si zaniepokoi, bo widywa ju podobne ataki Raistlina, ale aden nie by tak gwatowny.
Caramon mia herbat zioow, ktr zwykle mu zaparza powiedzia Tas, idc naprzd.
Nacisk rki zatrzyma go.
Raistlin unis gow. Jego zociste oczy bysny w wietle pochodni. Mczyzna rozejrza si w obie strony.
Kto to powiedzia? rzek ledwie syszalnym gosem.
Kto wymwi to imi? Caramon? Pytam, kto to powiedzia?
Rka wbia palce w rami Tasslehoffa. Kender jednak nie
potrzebowa ostrzeenia. Raistlin wyglda tak dziwnie i mia
tak przeraajc min, e Tas i bez tego siedziaby cicho.
Nikt powiedzia Raistlin, z trudem chwytajc wreszcie oddech. Przesyszaem si. Otar czoo skrajem rka183

wa z czarnego aksamitu, a potem umiechn si sardonicznie.


Moe to moje nieczyste sumienie. Caramon nie yje. Wszyscy zginli, utonli w Krwawym Morzu. Wszyscy byli tak zaszokowani, kiedy zabraem smocz kul i uciekem, zostawiajc ich na pastw losu. Byli zdumieni, e nie chciaem potulnie dzieli ich doli.
Odzyskawszy siy, Raistlin odepchn si od ciany. Opar
si na lasce, ale nie od razu wznowi przechadzk. Moe wci
by zbyt saby.
Widz teraz min Caramona. Sysz jego biadolenie.
Raistlin doda goniej, mwic przez nos: Ale... Raist...
Zazgrzyta zbami, a potem umiechn si bardzo paskudnie. A Tanis, ten faszywy hipokryta! Jego potajemny romans z moj drog siostruni doprowadzi go do zdradzenia
przyjaci, a mimo to on ma czelno oskara mnie o niewierno! Widz ich wszystkich Goldmoon, Riverwinda, Tanisa, mojego brata wszyscy gapi si na mnie wielkimi, krowimi oczami. Znw unis gos przemiewcze Przynajmniej ocal swojego brata... Raistlin wznowi chodny
monolog. Po co miabym go ratowa? eby postawi go sobie na trawniku, jak rzeb ogrodow? Jego ambicje nie sigaj dalej ni do ka ostatniej dziewczyny, ktr uwid.
Przez cae ycie by mi kajdanami na rkach i kul u nogi.
Rwnie dobrze mgby mnie prosi, ebym uciek z wizienia, ale zabra swoje acuchy...
Wznowi spacer, idc powoli korytarzem.
Wiesz co, Zgadywanko szepn Tasslehoff mwiem, e to mj przyjaciel, ale trzeba si bardzo napracowa,
eby polubi Raistlina. Czasami nie jestem pewien, czy warto.
On mwi, e Caramon i pozostali utonli w Krwawym Morzu,
ale to nieprawda. Ocaliy ich Morskie Elfy. Wiem o tym, bo
Caramon opowiedzia mi ca histori. Raistlin te wie, e nie
zginli, bo znw ich zobaczy. Jeli jednak sdzi, e utonli,
najwyraniej jeszcze nie wie, e oni yj, co oznacza, e musi znajdowa si gdzie midzy czasem, gdy by przekonany
o ich mierci, a chwil, w ktrej si dowie, e to nieprawda.
184

A to oznacza dokoczy zadziwiony i podekscytowany Tas


e znalazem kolejny fragment przeszoci.
Syszc to, Zgadywanka obrzuci kendera podejrzliwym
spojrzeniem i cofn si o kilka krokw.
Nie znasz si przypadkiem z moim kuzynem Strontemdziewidziesit?
Tas zamierza powiedzie, e nie mia przyjemnoci, kiedy
w korytarzu day si sysze gone kroki. Nie byy to kroki
maga, ktry nie wydawa prawie adnego dwiku, poza suchym pokaszliwaniem od czasu do czasu i szelestem szat. Te
kroki byy gone i imponujce; dudniy i wypeniay korytarz
haasem.
Rka, ktrej nie byo na ramieniu Tasslehoffa, wcigna
go z powrotem w cie, ponownym naciskiem nakazujc zachowanie ciszy. Gnom, ktrego instynkt samozachowawczy sprawowa si wietnie, dopki w gr nie wchodziy toki napdzane par, nie zostawa w tyle i ju przywar do ciany tak
mocno, e mona byo go wzi za dzieo sztuki jakiego prymitywnego plemienia.
Obecno mczyzny rwnie imponujcego jak odgos jego krokw sprawia, e korytarz oy, wypeniajc si dwikiem i ruchem. Mczyzna by wysoki i muskularny, zakuty
w cik, ozdobn zbroj, w ktrej porusza si tak swobodnie,
jakby bya czci jego ciaa. Pod pach nis rogaty hem
Smoczego Wadcy. U jego boku pobrzkiwa olbrzymi miecz.
Mczyzna najwyraniej zda gdzie celowo, bo szed szybko i zdecydowanie, nie ogldajc si ani w prawo, ani w lewo.
Dlatego te omal nie przewrci Raistlina, ktry na jego widok zmuszony by cofn si pod cian, bo inaczej zostaby
zmiadony.
Smoczy Wadca zauway maga i przyj do wiadomoci
jego obecno, ledwo rzucajc na niego okiem. Raistlin skoni
si. Smoczy Wadca poszed dalej swoj drog. Raistlin mia
zamiar pj swoj, gdy dostojnik nagle stan i odwrci si
gwatownie.
Majere! hukn.
185

Mag zatrzyma si i odwrci.

52* Mj panie, lordzie Ariakas.


53* Jak ci si podoba w Nerace? Masz wygodn kwater?
0* Tak, panie. Zupenie wystarcza jak na moje skromne
potrzeby odpar Raistlin. wiato z krysztaowej kuli na
czubku jego laski zamrugao leciutko. Dzikuj, e zapytae.
Ariakas zmarszczy czoo. Odpowied Raistlina bya uprzejma i sualcza, poniewa Smoczemu Wadcy nalea si szacunek. Ariakas nie by czowiekiem, do ktrego docieray subtelnoci, ale najwyraniej nawet on usysza sardoniczn nut
w chrapliwym gosie maga. Smoczy Wadca nie mg jednak
oburza si na ton mczyzny, wic mwi dalej:
1* Twoja siostra Kitiara kazaa mi dobrze ci traktowa
rzek oschle. Powiniene jej podzikowa za swoje stanowisko.
54* Wiele zawdziczam swojej siostrze odpar Raistlin.
55* Mnie jeszcze wicej powiedzia surowo Ariakas.
Zaiste odpar mag, kaniajc si raz jeszcze.
Ariakas wyranie nie by zadowolony.
52* Odwany jeste. Wikszo ludzi kuli si i dry,
kiedy
do nich mwi. Czy na tobie nic nie robi wraenia?
53* A czy co powinno zrobi na mnie wraenie, panie?
odpar Raistlin.
54* Na nasz krlow! zawoa Ariakas, sigajc po
miecz mgbym ci ci gow za tak uwag!
55* Mgby sprbowa, panie rzek Raistlin. Skoni
si jeszcze raz, tym razem niej ni poprzednio. Wybacz
mi, panie, nie chciaem, aby moja wypowied tak zabrzmiaa.
Oczywicie, e robisz na mnie wraenie. Wspaniao tego
miasta take wywiera na mnie wraenie. Jednak fakt, e jestem
pod wraeniem, nie oznacza, e jestem zalkniony. Ty nie podziwiasz zalknionych ludzi, prawda, panie?
56* Nie odpar Ariakas. Przeszy maga uwanym spojrzeniem. Masz racj, nie podziwiam.
57* Chciabym, aby mnie podziwia, panie rzek
Raistlin.
186

Ariakas nadal wpatrywa si w maga. Wtem, niespodziewanie, Smoczy Wadca wybuch miechem. Jego miech by
nieokieznany. Grzmia i hucza w korytarzu, wciskajc gnoma
w cian. Tasslehoff poczu si oszoomiony, jakby kto uderzy go w gow duym kamieniem. Raistlin skrzywi si lekko, ale wytrzyma.
Nie podziwiam ci jeszcze, magu rzek Ariakas, kiedy odzyska panowanie nad sob. Ktrego dnia jednak,
Majere, kiedy dowiedziesz swojej wartoci, moe bd ci podziwia.
Odwrci si na picie, wci miejc si pod nosem, i poszed dalej korytarzem.
Kiedy jego kroki ucichy w oddali i znw zapada cisza,
Raistlin powiedzia cicho:
Ktrego dnia, kiedy dowiod swojej wartoci, panie,
nie tylko bdziesz mnie podziwia. Bdziesz si mnie ba.
Raistlin odwrci si i odszed, a Tas odwrci si, by zobaczy, kto go nie trzyma za rami, i odwraca si, odwraca
i odwraca...

KSIGA 2

Spotkanie bogw
Bogowie Krynnu spotkali si na naradzie, jak to robili ju
wiele razy, odkd skradziono im wiat. Bogowie wiata stali
naprzeciwko bogw ciemnoci, tak jak dzie stoi naprzeciwko
nocy, a bogowie neutralnoci podzielili si rwno midzy obie
strony. Dzieci bogw stay razem, jak zawsze.
W przeszoci posiedzenia te nie daway wiele, by moe
z wyjtkiem agodzenia wybuchw zoci i podnoszenia na duchu przygnbionych. Jedno po drugim, kade z bstw wychodzio z szeregu i opowiadao o swoich daremnych poszukiwaniach. Liczne byy podre, jakie odbyli bogowie i boginie,
aby znale to, co zagino. Dugie i niebezpieczne byy niektre z tych wypraw przez paszczyzny istnienia, ale wszystkie bez wyjtku koczyy si niepowodzeniem. Nawet Zivilyn
wszystkowidzcy, ktry istnia we wszystkich czasach i wszystkich krainach, nie mg znale wiata. Widzia cieki, jakimi
zdaby w przyszo Krynn i jego mieszkacy, lecz teraz
stpay po nich duchy tego, co mogo by. Bogowie byli bliscy smutnego stwierdzenia, e wiat jest dla nich stracony na
zawsze.
Kiedy wszyscy skoczyli przemawia, ukaza im si Paladine w swej jasnoci.
Przynosz radosn nowin powiedzia. Usyszaem wzywajcy mnie gos jednego z dzieci wiata. Jego modlitwa dwiczaa w niebiosach, a muzyka jego gosu bya sodka
191

dla ucha. Nasz lud nas potrzebuje, bowiem, jak podejrzewalimy, krlowa Takhisis sprawuje teraz niekwestionowan wadz nad wiatem.
56* Gdzie jest wiat? spyta Sargonnas. Ze wszystkich
bogw ciemnoci on by najbardziej rozgniewany i rozgoryczony, bo krlowa Takhisis bya jego maonk, wic czu
si podwjnie zdradzony. Powiedz, a pjdziemy tam bezzwocznie i wymierzymy jej srog kar, na ktr zasuguje.
57* Nie wiem odpar Paladine. Gos Goldmoon umilk.
Zabraa j mier, a Takhisis trzyma jej dusz w niewoli. Mimo to wiemy przynajmniej, e wiat istnieje. Musimy go dalej
szuka.
Z szeregu wystpi Nuitari, bg magii ciemnoci, cay odziany na czarno. Jego twarz, podobna do ksiyca w ostatniej
kwadrze, bya woskowo biaa.
58* Mam dusz, ktra prosi o audiencj oznajmi.
59* Czy ty popierasz jej prob? spyta Paladine.
60* Tak odpar Nuitari.
61* Ja rwnie. Lunitari wysza naprzd w swych czerwonych szatach.
62* I ja. Solinari w srebrzystych szatach wystpi z szeregu.
63* Zgoda, wysuchamy tej duszy rzek Paladine.
Niech si zbliy.
Dusza wesza i zaja wrd nich miejsce. Paladine zmarszczy czoo na ten widok, podobnie jak wikszo innych bogw, zarwno jasnoci, jak i mroku, gdy nikt nie ufa tej duszy, ktra sama kiedy prbowaa zosta bogiem.
Raistlin Majere nie ma do powiedzenia niczego, co
chciabym usysze oznajmi Sargonnas ze zoci i odwrci si do wyjcia.
Pozostali zgodnie poparli go pomrukiem wszyscy z wyjtkiem jednej bogini.
Sdz, e powinnimy go wysucha rzeka Mishakal.
Reszta bogw spojrzaa na ni ze zdziwieniem, gdy bya
to maonka Paladine'a, kochajca bogini uzdrawiania i wsp192

czucia. Wiedziaa wicej od innych o krzywdach, cierpieniu


i smutku, jakie ten czowiek sprowadzi na tych, ktrzy go kochali i ufali mu.
148*
Ju odpokutowa za swoje przewinienia
dodaa
Mishakal i uzyska przebaczenie.
44* Dlaczego wic jego dusza nie odesza z pozostaymi?
dopytywa si Sargonnas. Po co zwleka, jeli nie po to,
by wykorzysta nasz sabo?
149*
Dlaczego twoja dusza zostaa, Raistlinie
Majere

spyta surowo Paladine cho wolno ci i dalej?


150*
Bo brakuje mojej drugiej powki odpar
Raistlin,
zwracajc si twarz do boga i patrzc mu w oczy. Razem
przyszlimy na wiat, mj brat i ja. Razem go opucimy. Przez
wikszo ycia szlimy osobno. Wina leaa po mojej stronie. Jeli tylko da si temu zaradzi, nie rozstaniemy si po
mierci.
151*
Twoja wierno jest godna pochway
rzek
sucho
Paladine nawet jeli troch spniona. Nie rozumiem jednak, jak masz spraw do nas.
45* Znalazem wiat oznajmi Raistlin.
Sargonnas parskn pogardliwie. Pozostali bogowie przygldali si Raistlinowi w penym niepokoju milczeniu.
152*
Czyby te usysza modlitw Goldmoon?

spyta
Paladine.
153*
Nie odrzek Raistlin. Trudno zreszt
tego
ode
mnie wymaga, nieprawda? Usyszaem jednak co innego
gos wymawiajcy sowa zaklcia. Sowa, ktre s mi znajome, by moe bardziej ni komukolwiek innemu. Poznaem
te gos, ktry je wymawia. Nalea do kendera, Tasslehoffa
Burrfoota.
154*
To niemoliwe rzek Paladine.
Tasslehoff
Burrfoot nie yje.
155*
On jest martwy i nie jest, ale do tego dojd
pniej

powiedzia Raistlin. Jego dusza nadal nie zostaa policzona.


Zwrci si do Zivilyna. W przyszoci, ktra bya, dokd posza po mierci dusza tego kendera?
193

134*
Doczya do swego przyjaciela, Flinta
Fireforge'a

odpar szybko Zivilyn.


135*
Czy jego dusza jest tam teraz? A moe
marudny
stary
krasnolud nadal na niego czeka?
Zivilyn zawaha si, a potem oznajmi:
136*
Flint jest sam.
137*
Szkoda, e nie zauwaye tego wczeniej

warkn
na Zivilyna Sargonnas. Bg minotaurw przenis gniewny
wzrok na Raistlina. Przypumy, e ten przeklty kender
yje. Co robi, wymawiajc zaklcie? Nigdy nie lubiem was,
magw, ale przynajmniej mielicie do rozumu, eby zabroni kenderom uywania czarw. Ta twoja opowie mierdzi
mi wczorajsz ryb.
138*
Co si tyczy zaklcia odpar Raistlin, nie
przejmujc
si szyderstwem boga minotaurw nauczy go jego stary
przyjaciel Fizban, kiedy oddawa w jego rce urzdzenie do
podrowania w czasie.
Bogowie ciemnoci podnieli wrzaw. Bogowie magii spowanieli.
139*
Ju dawno zadecydowano, e adnej z ras
Szarego
Kamienia nie wolno dawa okazji do podrowania w czasie
rzeka z wyrzutem Lunitari. Trzeba si byo z nami skonsultowa w tej sprawie.
140*
Rzeczywicie, daem mu urzdzenie
powiedzia
Paladine z serdecznym umiechem. Kender chcia pj na
pogrzeb swego przyjaciela, Caramona Majere, by zoy mu
hod. Cakiem logicznie zakadajc, e umrze na dugo przed
Caramonem, Tasslehoff poprosi o to urzdzenie, aby mg
uda si do przyszoci i wygosi przemow na pogrzebie.
Uznaem to za szlachetny i wielkoduszny pomys, wic mu na
to pozwoliem.
141*
Czy byo to mdre, czy nie, ty wiesz najlepiej,
o
Wielki
powiedzia Raistlin. Mog potwierdzi, e Tasslehoff
raz przesun si w czasie w przyszo, ale chybi i spni si
na pogrzeb. Wrci, sdzc, e pjdzie na niego jeszcze raz. Co
si za tyczy pniejszych wydarze, to, co nastpuje, jest tyl194

ko przypuszczeniem, skoro jednak znamy kenderw, zgodzimy si chyba wszyscy, e przedstawione przeze mnie zaoenie jest logiczne.
Wypyna jedna sprawa, potem druga, i Tasslehoff cakiem zapomnia o pogrzebie Caramona, a do czasu, gdy mia
wanie zosta rozdeptany przez Chaos. W tej chwili, kiedy od
mierci dzielio go tylko kilka sekund, Tas przypadkiem przypomnia sobie o niedokoczonej sprawie. Uruchomi urzdzenie, ktre przenioso go w przyszo. Zgodnie z zamiarem trafi w ni, tyle e bya to inna przyszo. Cakiem przez przypadek kender odkry wiat. A ja znalazem kendera.
Przez duszy czas nikt si nie odzywa. Bogowie magii
spojrzeli na siebie. Ich zdania byy idealnie zgodne.
12* Wic zabierz nas tam rzek Gilean, powiernik ksigi
wiedzy.
13* Nie radzibym odpar Raistlin. Krlowa Takhisis
jest teraz niesamowicie potna i czujna. Wyczuaby wasz
obecno z daleka, a jest przygotowana na wasze przybycie.
Gdybycie wrcili teraz, sabi i niegotowi na spotkanie z ni,
mogaby was unicestwi.
Z piersi Sargonnasa wyrwa si guchy pomruk. Grzmot
boskiego gniewu przetoczy si po niebiosach. Pozostali bogowie patrzyli ze wzgard, podejrzliwoci lub powag, zalenie
od swojej natury.
14* Macie jeszcze jeden problem doda Raistlin.
Mieszkacy wiata s przekonani, e ich opucilicie w godzinie najwikszej potrzeby. Gdybycie wrcili do wiata teraz, niewielu
powitaoby was przychylnie.
15* Mj lud wie, e go nie porzuciem! krzykn
Sargonnas, zaciskajc pi.
Raistlin skoni si i nic na to nie powiedzia. Nie spuszcza
z oczu Paladine'a, ktry sprawia wraenie zatroskanego.
Jest co w tym, co mwisz odezwa si wreszcie Paladine. Wiem, jak ludzie si od nas odwrcili po Kataklizmie. Mino dwiecie lat, zanim byli gotowi przyj nas ponownie. Takhisis wie o tym i chtnie wykorzysta nieufno
195

i gniew ludu przeciwko nam. Musimy dziaa powoli i ostronie, jak poprzednio.
Jeli wolno zasugerowa plan.... rzek Raistlin.
Przedstawi swj pomys. Bogowie suchali; w kadym razie wikszo z nich. Kiedy mag skoczy, Paladine rozejrza
si po zgromadzonych w krgu.
64* Co na to powiecie?
65* My jestemy mu przychylni rzekli bogowie magii,
przemawiajc jednym gosem.

Ja nie owiadczy rozgniewany Sargonnas.


Pozostali bogowie milczeli. Niektrzy wtpili, inni nie pochwalali planu.
Raistlin przyjrza si kademu z nich po kolei. Potem powiedzia cicho:
66* Nie macie wiecznoci na zastanawianie si i
debatowanie w swoim gronie. Moecie nie mie nawet jednej sekundy.
Czy to moliwe, abycie nie dostrzegali niebezpieczestwa?
67* Ze strony kendera? zamia si Sargonnas.
68* Ze strony kendera rzek Nuitari. Poniewa Burrfoot nie umar wtedy, kiedy powinien, moment jego mierci
zosta zawieszony w czasie.
Solinari podj sowa kuzyna, tak e zdawao si, i pady
z tych samych ust.
69* Jeli kender umrze w nie swoim miejscu i czasie, nie
pokona Chaosu. Ojciec Wszystkiego i Niczego odniesie zwycistwo i zrealizuje sw grob zniszczenia nas oraz wiata.
70* Kendera trzeba koniecznie znale i sprowadzi do
czasu i miejsca jego mierci dodaa Lunitari surowym tonem.
Tasslehoff Burrfoot musi umrze w chwili i w miejscu,
w ktrym powinien, albo wszyscy staniemy w obliczu zagady.
Trzy gosy, ktre byy osobne i odmienne, lecz mimo to
zdaway si jednym, umilky.
Raistlin znw rozejrza si wok.
Rozumiem, e wolno mi wyruszy?
Sargonnas mamrota i burcza pod nosem, ale w kocu ucich.
196

Pozostali bogowie obejrzeli si na Paladine'a.


Bg wreszcie skin gow.
Zatem egnam was powiedzia Raistlin.
Kiedy mag si oddali, Sargonnas podszed do Paladine'a.
14* Popeniasz kolejne gupstwo zarzuci mu bg
minotaurw. Najpierw oddajesz potny magiczny przedmiot
w rce kendera, a teraz wysyasz tego pokrconego maga, by
walczy z Takhisis. Jeli jestemy zgubieni, to przez ciebie.
15* Nic uczynionego z mioci nie jest gupstwem odpar Paladine. Jeli stoimy w obliczu wielkiego niebezpieczestwa, czynimy to teraz z nadziej. Po czym spyta Zivilyna: Co widzisz?
16* Nic odpar bg. Tylko ciemno.

Pie pustyni
Armia Miny zdaa na wschd, w stron Sanction. Posuwaa si szybko, niebo byo bowiem czyste, powietrze chodne i rzekie, a oporu nie napotkano. Nad gowami onierzy
kryy bkitne smoki, ktre strzegy kolumny i latay naprzd na zwiady. Wie o ich nadejciu rozprzestrzeniaa si.
Ludzie na trasie marszu trzli si ze strachu, kiedy syszeli, e
stoj na drodze tej armii zdobywcw. Wielu ucieko na wzgrza. Ci, ktrzy nie mogli uciec lub nie mieli dokd pj, czekali ze strachem na zagad.
Ich obawy okazay si bezpodstawne. Armia maszerowaa
przez wsie i omijaa gospodarstwa, a obozowaa poza murami
miast. Mina trzymaa swoich onierzy pod cis kontrol. Za
prowiant, ktry mona byo zabra si, pacono. Czasami, kiedy wojsko przybywao do ubogiego domu albo wsi, dzielio si
tym, co samo miao. Dwory i zamki, ktre mogy zosta zrwnane z ziemi, zostawiano w spokoju. Wszdzie Mina przemawiaa do ludzi i mwia im o Jedynym Bogu. O tym, e
wszystko, co robi, czyni w imi Jedynego Boga.
Mina przemawiaa do szlachetnie urodzonych i do gminu,
do wieniakw i rolnikw, kowali i oberystw, bardw i druciarzy, dostojnych panw i dam. Uzdrawiaa chorych, karmia godnych, pocieszaa nieszczliwych. Mwia im, e dawni bogowie ich opucili, zostawili na pastw tych obcych smokw.
Jednak nowy bg, ten Jedyny Bg, mia si nimi zaopiekowa.
198

Odila czsto towarzyszya Minie. Nie braa udziau w ceremoniach, ale obserwowaa, suchaa i gadzia amulet na swojej szyi. Jego dotykanie wydawao si nie sprawia jej ju blu.
Gerard jecha z tyu, jak najdalej od minotaura, ktry by
zawsze na czele z Min. Rycerz domyli si, e Galdar otrzyma rozkaz, by zostawi go w spokoju. Mimo to zawsze istniaa moliwo, e zdarzy si wypadek". Nie mona byo
wini Galdara za to, e jadowity w przypadkiem wpeznie do
piwora Gerarda albo e zamana ga spadnie mu na gow.
Podczas swoich nielicznych spotka z Galdarem Gerard poznawa po oczach minotaura, e yje tylko dlatego, i takie
byo yczenie Miny.
Niestety, jadc na tyach kolumny, Gerard znw znalaz si
w towarzystwie tych, ktrzy strzegli wozu z sarkofagiem
Goldmoon i dwoma czarodziejami. Kiedy rycerz patrzy na
nich, a patrzy czsto, do gowy przychodzio mu okrelenie
bardziej martwi ni ywi". Nie lubi tego widoku. Nie znosi
patrze, jak siedz na tyle wozu i koysz si w rytm jazdy po
wybojach, z dyndajcymi rkami i nogami, zwieszonymi gowami. Ilekro na nich spojrza, odjeda z uczuciem mdoci,
przysigajc sobie, e wicej nie bdzie mia z nimi do czynienia. Nastpnego dnia znw go cigno, by na nich patrze,
i czyni to z fascynacj i odraz.
Armia Miny maszerowaa na Sanction, zostawiajc za sob
nie ogie, dym i krew, lecz rozradowane tumy, ktre rzucay
do stp Miny girlandy i pieway hymny na cze Jedynego
Boga.
Inna jeszcze grupa zdaa na wschd, wdrujc niemal
rwnolegle do armii Miny, w odlegoci zaledwie kilkuset mil.
Ich pochd by wolniejszy, poniewa nie byli tak dobrze zorganizowani, a kraina, przez ktr szli, nie bya tak gocinna.
To samo soce, ktre wiecio jasno Minie, prayo elfy z Qualinesti, brnce przez Rwniny Pyu. Elfy zmierzay do krainy,
w ktrej, jak miay nadziej, znajd bezpieczne schronienie
do krlestwa Silvanesti. Kadego dnia Gilthas bogosawi
199

Wdrowca i lud zamieszkujcy rwniny, bo bez jego pomocy


ani jeden elf nie przebyby pustyni ywy.
Mieszkacy Rwnin dali elfom obszerne ochronne ubrania,
ktre osaniay przed gorcem za dnia i zatrzymyway ciepo
ciaa w zimne noce. Lud Rwnin podzieli si z elfami jedzeniem, ktrego, jak podejrzewa Gilthas, sam nie mia za wiele.
Ilekro ich o to pyta, dumni ludzie ignorowali go lub rzucali
mu tak chodne spojrzenia, e wiedzia, i dalsze zadawanie
pyta obrazioby ich. Nauczyli elfy tego, e wdrowa trzeba
w chodnych godzinach poranka oraz noc, a po poudniu szuka schronienia przed pracym socem. Na koniec Wdrowiec i jego towarzysze zaproponowali, e bd towarzyszy
elfom i suy im za przewodnikw. Gilthas, w odrnieniu od
reszty elfw, wiedzia, e Wdrowiec mia ku temu dwa powody. Pierwszy by przyjazny mczyzna chcia si upewni,
e elfy opuszcz pustyni ywe. Drugi samolubny upewni
si, e elfy opuszcz pustyni.
Elfy same zaczy bardzo przypomina Mieszkacw Rwnin. Nosiy teraz workowate spodnie i dugie tuniki i owijay
si wieloma warstwami mikkiej wenianej tkaniny, ktra chronia je przed pustynnym socem za dnia i zimnem pustyni
w nocy. Otulay twarze, osaniajc si od kujcego piasku,
chroniy delikatn skr od wiatru i soca. yjc zawsze
w kontakcie z przyrod i czujc do niej respekt, elfy szybko
przystosoway si do ycia na pustyni i nikt spord nich ju
nie umar. Nigdy nie potrafiyby pokocha pustyni, ale nauczyy si j rozumie i szanowa jej zwyczaje.
Gilthas widzia, e Wdrowca niepokoi tempo, w jakim elfy przyzwyczaiy si do tego cikiego ycia. Mody krl ze
wszystkich si stara si przekona czowieka z rwnin, e elfy
s ludem lasw i ogrodw, ktry moe patrze na czerwone
i pomaraczowo prgowane formacje skalne, rozsiane wrd
mil niekoczcych si piaszczystych diun, i nie widzie w nich
pikna, tak jak Lud Rwnin, lecz tylko mier.
Pewnej nocy, kiedy zbliay si do koca swej dugiej podry, w ciemnych godzinach przed witem, elfy dotary do
200

oazy. Wdrowiec ogosi, e tutaj mog odpocz przez t noc


i nastpny dzie, gaszc pragnienie do woli i nabierajc si
przed wyruszeniem w dalsz uciliw podr. Elfy rozbiy
obz i wystawiy warty, a potem pooyy si spa.
Gilthas prbowa usn. By zmczony dugim marszem,
ale sen nie chcia przyj. Mody krl wyszed z depresji, ktra go przeladowaa. Przymus aktywnoci i wzicia odpowiedzialnoci za swj lud okaza si dobroczynny w skutkach.
Gilthas wci mia bardzo wiele trosk i zmartwie, z ktrych
wcale nie najmniejszym bya niepewno, z jakim przyjciem
spotkaj si w Silvanesti. Rozmyla o tych sprawach, a poniewa nie mg usn, wsta z posania, dbajc, by nie zbudzi
picej ony. Zagbi si w mroku nocy, by popatrze w niezliczone gwiazdy na niebie. Nie wiedzia, e jest ich tak wiele.
By zdumiony, a nawet przestraszony ich iloci. Przyglda
im si, kiedy znalaz go Wdrowiec.
Powiniene spa powiedzia czowiek.
Mwi surowo, jakby chcia da do zrozumienia, e to nie
pocztek pogawdki, lecz polecenie. Nie zmieni si od dnia,
w ktrym Gilthas go pozna. Maomwny, milczcy Wdrowiec nigdy si nie odzywa, kiedy wystarczy mu gest. Twarz
mia jak wykut z pustynnej skay same ostre krawdzie
poznaczone ciemnymi bruzdami. Umiecha si, lecz nigdy
si nie mia, a umiech wida byo tylko w jego ciemnych
oczach.
Gilthas pokrci gow.
142*
Moje ciao pragnie snu, lecz umys mu na to
nie
pozwala.
143*
Moe to gosy nie daj ci spa rzek
Wdrowiec.
144*
Syszaem, jak wczeniej o nich wspominae

odpar
zaintrygowany elf. Gosy pustyni. Nasuchiwaem, ale nie
syszaem ich.
145*
Sysz je teraz powiedzia Wdrowiec.
Westchnienia wiatru wrd ska, szept wydm. Nawet w ciszy nocy sycha gos, ktry nazywamy gosem gwiazd. W waszej krainie
nie wida gwiazd, a nawet jeli je wida, s winiami gazi
201

drzew. Tutaj Wdrowiec zatoczy rk uk, wskazujc rozlege sklepienie rozgwiedonego nieba, ktre cigno si od
horyzontu po horyzont gwiazdy s wolne, a ich pie brzmi
gono.
0* Sysz wiatr wrd ska powiedzia Gilthas ale
dla mnie to dwik oddechu konajcego, wiszczcy przez wyszczerbione zby. A jednak doda i przerwa, by rozejrze
si dookoa teraz, gdy podruj przez t krain, musz
przyzna, e w waszej nocy kryje si pikno. Gwiazdy s tak
blisko i s tak liczne, e czasami naprawd wydaje mi si, e
sysz ich piew. Wzruszy ramionami. To znaczy, tak
byoby, gdybym nie czu si wrd nich tak may i niewany.
1* Wic to ci naprawd gnbi, Gilthasie Wdrowiec
wycign rk i dotkn jego klatki piersiowej tu nad sercem.
Wy, elfy, rzdzicie krain, w ktrej mieszkacie. Drzewa
tworz ciany waszych domw i daj wam schronienie. Na wasze polecenie rosn orchidee i re. Pustyni nie mona wada. Pustynia nie daje si ujarzmi. Pustynie nie dba o ciebie,
nie zrobi dla ciebie niczego poza jednym. Pustynia bdzie zawsze. Twoja kraina si zmienia. Drzewa umieraj, lasy pon,
ale pustynia jest wieczna. Nasz dom istnia zawsze i zawsze
bdzie istnia. To jest jej dar dla nas, dar pewnoci.
2* Sdzilimy, e nasz wiat nigdy si nie zmieni powiedzia cicho Gilthas. Mylilimy si. Oby was czeka lepszy los.
Po powrocie do namiotu elf poczu ogarniajce go znuenie. Jego ona nie zbudzia si, lecz przez sen zauwaya jego
powrt, bo wycigna do niego ramiona i obja go. Gilthas
sucha gosu jej serca, ktre bio miarowo tu przy jego wasnym. Peen otuchy usn.
Wdrowiec nie spa. Patrzy w gwiazdy i zastanawia si
nad sowami modego elfa. I wydao mu si, e pie gwiazd,
po raz pierwszy odkd j usysza, brzmiaa smutno i faszywie.
Elfy kontynuoway wdrwk, posuwajc si naprzd powoli, lecz nieprzerwanie. Pewnego poranka Lwica zbudzia
ma, potrzsajc go za rami.
202

156*
Co? Gilthas zerwa si ze snu z
przeraeniem.

Co
si dzieje? Stao si co zego?
157*
Przeciwnie

powiedziaa
kobieta,
umiechajc
si
do
niego zza grzywy zotych lokw. Wcigna powietrze w nozdrza. Co czujesz?
158*
Piasek odpowiedzia Gilthas, pocierajc
nos,
ktry
zawsze wydawa mu si zatkany pyem. Czemu pytasz? Co
ty czujesz?
159*
Wod powiedziaa Lwica. Nie
botnist
wod
w jakiej oazie, ale zimn, rwc, bystr wod. W pobliu jest
rzeka... Jej oczy wypeniy si zami, gos si zaama.
Udao nam si, mu. Przeszlimy przez Rwniny Pyu!
Bya to rzeczywicie rzeka, cho inna od wszystkich, jakie
dotychczas widzieli Qualinesti. Elfy zebray si na jej brzegu
i patrzyy z pewn obaw na wod, ta bowiem miaa kolor
krwi. Mieszkacy Rwnin zapewnili ich, e jest wiea i nieskaona, a czerwony kolor zawdzicza skaom, po ktrych pynie. Elfy mimo to wahayby si, gdyby nie dzieci, ktre wyrway si rodzicom z rk i wbiegy do rzeki, by chlapa si
w wodzie, ktra pienia si wok korzeni olbrzymich topoli
i wierzb. Wkrtce reszta Qualinesti rwnie miaa si, pluskaa i swawolia w rzece Torath.
160*
Tu was opucimy rzek Wdrowiec.
Moecie
przej rzek w brd na tej wysokoci. Dalej, zaledwie kilka
mil std, znajdziecie pozostaoci Krlewskiego Traktu, ktry zaprowadzi was do Silvanesti. Rzeka pynie wzdu traktu
przez wiele mil, wic wody bdziecie mieli pod dostatkiem.
Jedzenia te wam nie zabraknie, bo drzewa rosnce nad rzek
owocuj o tej porze roku. Wycign rk do Gilthasa.
ycz ci szczcia i powodzenia u celu twej podry. I tego,
eby ktrego dnia usysza pie gwiazd.
161*
Oby gwiazdy nigdy nie przestay dla ciebie
piewa,
mj przyjacielu Gilthas serdecznie ucisn do mczynie. Nigdy nie zdoam ci si odwdziczy wystarczajco za
to, co ty i twoi ludzie zrobilicie dla nas...
Przerwa, gdy mwi do plecw Wdrowca. Powiedziaw203

szy wszystko, co byo do powiedzenia, czowiek da znak swoim towarzyszom i poprowadzi ich z powrotem na pustyni.
46* Dziwni ludzie stwierdzia Lwica. Grubiascy,
nieokrzesani i zakochani w skaach, czego nigdy nie potrafi
zrozumie, ale musz przyzna, e ich podziwiam.
47* Ja te ich podziwiam powiedzia Gilthas.
Ocalili
nam ycie, ocalili cay lud Qualinesti. Mam nadziej, e nigdy
nie bd mieli powodu aowa tego, co dla nas zrobili.
48* Dlaczego mieliby? zdziwia si zaskoczona Lwica.
49* Nie wiem, moja droga odpar Gilthas. Nie
potrafi powiedzie. Mam po prostu takie przeczucie.
Odszed w stron rzeki, zostawiajc on, ktra odprowadzaa go wzrokiem penym troski i konsternacji.

Kamstwo
Alhana Starbreeze siedziaa samotnie w szaasie stworzonym dla niej przez elfw, ktrym zostao jeszcze troch magicznej mocy przynajmniej tyle, by rozkaza drzewom zapewni bezpieczne schronienie dla wygnanej elfiej krlowej.
Okazao si, e elfy nie potrzebuj czarw, bo drzewa, ktre
zawsze kochay elfw, ujrzawszy ich krlow zasmucon i wycieczon do granic moliwoci, z wasnej woli nagiy gazie. Konary zwisy opiekuczo, a licie sploty si, by chroni
przed deszczem i wiatrem. Trawa uoya si na ksztat grubego, mikkiego dywanu do spania. Ptaki pieway cicho, by
ukoi bl krlowej elfw.
By wieczr, jedna z nielicznych cichych chwil w niespokojnym yciu Alhany. Byy to cikie czasy, bo krlowa i jej
lud yli w puszczy, toczc partyzanck wojn z Czarnymi Rycerzami: napadali na obozy jenieckie, atakowali statki zaopatrzeniowe, dokonywali miaych wypadw do samego miasta, by ratowa elfy, ktrym grozio niebezpieczestwo. W tej
chwili jednak dookoa panowa spokj. Podano wieczorny posiek. Silvanesti pod dowdztwem Alhany ukadali si do nocnego spoczynku. Przez chwil nikt jej nie potrzebowa, nikt nie
wymaga, by podejmowaa decyzje, z powodu ktrych zgin
kolejne elfy, poleje si wicej elfiej krwi. Alhanie czasami si
nio, e pywa w rzece krwi, i nie moga si z tego snu wyrwa, chyba e przez utonicie.
205

Niektrzy mogliby powiedzie i zaiste, pewne elfy mwiy e Czarni Rycerze z Neraki wywiadczyli Alhanie
Starbreeze przysug. Kiedy uwaano j za czarnego elfa
i wygnano z ojczyzny za to, e miaa sprbowa zawrze pokj midzy Silvanesti i ich kuzynami Qualinesti; za to, e
omielia si polubi Qualinestyjczyka po to, by zjednoczy
dwa skcone krlestwa.
Teraz, w czasach najwikszego niepokoju, Alhana Starbreeze zostaa przyjta z powrotem przez swj lud. Naczelnicy
Domu, ktrzy zostali przy yciu po zajciu przez Czarnych
Rycerzy stolicy krlestwa, Silvanostu, oficjalnie uchylili wyrok wygnania. Teraz lud Alhany j przyj. Klkajc u jej stp,
gono lamentowa nad nieporozumieniem". Niewane, e prbowa nasya na ni zamachowcw. Chwil pniej woa do
niej: Ocal nas! Krlowo Alhano, ocal nas!".
Samar by wcieky na ni i jej lud. Silvanesti zaprosili
Czarnych Rycerzy do swego miasta i wypdzili Alhan Starbreeze. Jeszcze nie tak dawno, kilka tygodni temu, padli na kolana przed przywdc Czarnych Rycerzy, ludzk dziewczyn
imieniem Mina. Ostrzegano ich przed podstpami Miny, ale
zalepiy ich cuda, jakich dokonywaa w imi Jedynego Boga.
Samar znajdowa si wrd tych, ktrzy ich uprzedzali, e s
gupcami, jeli ufaj ludzkim istotom niezalenie od cudw.
Elfy wpady w zdumienie, osupienie i zgroz, kiedy Czarni
Rycerze zdradzili je, wybudowali obozy jenieckie i wizienia
i zabili wszystkich, ktrzy im si sprzeciwiali.
Samar cieszy si ponuro, e Silvanesti wreszcie zaczli
szanowa Alhan Starbreeze, jedyn osob, ktra pozostaa im
wierna i walczya w ich obronie, kiedy oni obrzucali j obelgami. Mniej cieszya go reakcja krlowej, ktra bya wyrozumiaa, wielkoduszna i cierpliwa. Wolaby widzie, jak poddani
czogaj si u jej stp, by zasuy na ask.
Nie mog ich kara, Samarze powiedziaa mu Alhana tego wieczoru, gdy zdjto z niej wyrok wygnania. Teraz
wolno jej byo wrci do ojczyzny ojczyzny pod panowa-

206

niem Czarnych Rycerzy z Neraki; ojczyzny, ktr


musiaa
odzyska orem. Wiesz dlaczego.
Wiedzia dlaczego. Robia to wszystko dla swojego
syna,
Silvanosheia, ktry by krlem Silvanesti. Niegodnego
syna,
zdaniem Samara. Silvanoshei by odpowiedzialny za
wpuszczenie Rycerzy z Neraki do Silvanostu. Zadurzony w tej
ludzkiej dziewczynie, Minie, przyczyni si do upadku ludu
Silvanesti.
Mimo to lud go uwielbia i nadal uwaa za swego
krla.
To ze wzgldu na niego suchali rozkazw jego matki.
Przez
Silvanosheia Samar uda si w niebezpieczn podr,
zmuszony opuci swoj krlow w najbardziej rozpaczliwym
momencie dugiej historii Silvanesti, aby ugania si za
modym
krlem po Ansalonie. Cho niewielu o tym wiedziao,
Silvanoshei uciek bowiem tej samej nocy, gdy Samar i inne
elfy
naraali swe ycie, by go uratowa z rk Czarnych
Rycerzy.
Niewielu wiedziao, e uciek, bo Alhana nie chciaa
si
do
tego przyzna ani przed swoim ludem, ani przed sob.
Elfy,
ktre byy z nimi tej nocy, gdy Silvanoshei znik,
wiedziay,
lecz krlowa kazaa im przysic milczenie. Poniewa od
dawna j kochay i byy jej wierne, bez wahania zgodziy si
milcze. Teraz Alhana podtrzymywaa zudzenie, e
Silvanoshei
zachorowa i musi przebywa w ukryciu, pki nie
wyzdrowieje.
W rzeczywistoci bya pewna, e jej syn wrci.
Zaszy si gdzie i si dsa powiedziaa
Samarowi.
Zauroczenie mu przejdzie i chopak oprzytomnieje.
Wrci
do nas, do swojego ludu.
Samar w to nie wierzy. Stara si pokaza Alhanie
dowody
w postaci ladw koskich kopyt. Elfy nie miay z sob
koni.
To
byo zaczarowane zwierz, przysane dla Silvanosheia.
Modzieniec nie zamierza wraca. Ani wtedy, ani nigdy. Z
pocztku
Alhana nie chciaa nawet sucha Samara. Zakazaa mu o
tym
mwi. Jednak gdy dni mijay, a Silvanoshei nie wraca,

zmuszona
bya
przyzna

z
blem
serca,
e
Samar
mg
mie
racj.
Sa
mar
a
nie
by
o
ju
od
tyg
odn
i. W
tym
czas
ie
Alh
ana
nad
al

207

udawaa, e Silvanoshei jest z nimi, tylko obonie chory. Posuna si nawet do rozstawienia jego namiotu i udawania,
e odwiedza syna. Siadywaa na pustym ku i rozmawiaa
z nim, jakby tam lea naprawd. On wrci, a kiedy tak si stanie, zobaczy, e matka czeka na niego i wszystko jest gotowe,
jakby nigdy nie odszed.
Siedzc samotnie w swej altanie, Alhana po raz kolejny
czytaa ostatni wiadomo od Samara, list przyniesiony przez
jednego z jastrzbi, ktre od dawna suyy tym dwojgu za
posacw. Wiadomo bya krtka Samar nie marnowa
sw i przyniosa rado i smutek zatroskanej matce, ale
strach i rozpacz krlowej.
Wreszcie znalazem jego trop. Sihanoshei wsiad na
statek w Abanasinii i poeglowa na pnoc do Soamnii.
Tam pojecha do Soanthus szuka tej swojej dziewczyny,
ale ona wyruszya ju na wschd ze swym wojskiem. Silvanoshei pody za ni.
Syszaem te inne wieci. Qualinost zosta cakowicie
zniszczony. Pozostaoci tego miasta pokrywa teraz jezioro
mierci. Czarni Rycerze grabi krain, zabieraj ziemi
i czyni z niej swoj wasno. Powiada si, e wielu Qualinesti ucieko, w tym syn Laurany, Gilthas, ale nie wiadomo, gdzie s ani co si z nimi stao. Rozmawiaem z jednym
z uchodcw, ktry powiedzia mi, e jest pewne, i Lauranaanthaasa polega w bitwie wraz z wieloma setkami
Qualinesti, jak rwnie krasnoludami z Thorbardinu i kilkoma ludmi, ktrzy walczyli u ich boku. Zginli bohatersk mierci. Za smoczyca Beryl zostaa zabita.
Podam ladem twojego syna. Zo raport, kiedy bd
mg.
Twj wierny suga,
Samar
Alhana zmwia szeptem modlitw za dusz Laurany
i wszystkich, ktrzy zginli w bitwie. Modlitwa skierowana
208

bya do dawnych bogw, tych nieobecnych bogw, ktrzy ju


nie mogli jej usysze. Pikne sowa zagodziy jej al, nawet
jeli w gbi duszy wiedziaa, e s pozbawione znaczenia.
Modlia si take za wygnacw z Qualinesti, w nadziei, e
pogoska o ich ucieczce jest prawd. Potem troska o syna sprawia, e Alhana zapomniaa o wszystkich innych sprawach.
Jakie czary rzucia na ciebie ta dziewczyna, mj synu?
spytaa cicho, bezwiednie gadzc pergamin, na ktrym Samar napisa swj list. Jakie ze czary...
Za cian szaasu rozleg si czyj gos. Kto woa j po
imieniu. Bya to jedna z jej elitarnych gwardzistek, ktra suya od dawna, przez wiele trudnych i niebezpiecznych lat.
Alhana znaa j jako kobiet zamknit w sobie, zachowujc
stoicki spokj i nigdy nie okazujc emocji, wic drenie jej
gosu zaskoczyo i zaniepokoio krlow.
Pena najrniejszych lkw i obaw musiaa si opanowa,
by odpowiedzie spokojnie. Zgniota pergamin w doni i schowaa go za dekolt koszuli, po czym schylia si i wysza do
gwardzistki spod zasony pnczy i lici. Zobaczya przy niej
nieznajomego elfa.
Czy na pewno by to kto nieznany? A moe tylko zapomniany? Alhana przyjrzaa mu si uwanie. Uwiadomia sobie, e zna tego modzieca. Znaa rysy jego twarzy i oczy,
w ktrych cakiem jak w jej wasnych malowa si smutek, troska i ciar wielkiej odpowiedzialnoci. Nie potrafia
sobie przypomnie, skd go zna, przypuszczalnie z powodu
cudzoziemskiego stroju, ktry mia na sobie dugiej, obszernej szaty barbarzycw przemierzajcych pustyni.
Alhana spojrzaa na sw gwardzistk, szukajc u niej odpowiedzi.
Znaleli go zwiadowcy, krlowo wyjania kobieta.
Nie chce poda imienia, ale twierdzi, e jest z tob spokrewniony przez twego czcigodnego ma, Porthiosa. Pod tymi
wszystkimi warstwami wenianej tkaniny kryje si Qualinestyjczyk. Nie wszed na nasze ziemie uzbrojony. Poniewa moje by tym, za kogo si podaje, przyprowadzilimy go do ciebie.
209

58* Znam ci, panie rzeka Alhana. Wybacz, ale nie


potrafi przypomnie sobie twego imienia.
59* To zrozumiae. Mczyzna umiechn si szeroko.
Dzieli nas wiele lat i wiele nieszcz. Mimo to jego gos
zagodnia, a w oczach zajania serdeczny podziw ja pamitam ciebie, wielk pani, tak niesprawiedliwie uwizion
przez swj lud...
Alhana wydaa okrzyk radoci i rzucia mu si w ramiona.
Obejmujc modzieca, przypomniaa sobie o utraconej przez
niego matce, ktra nigdy ju nie uciska swego syna. Alhana
ucaowaa go czule, od siebie i od Laurany, a potem odsuna
si, by na niego popatrze.
60* Nieszczcia, o ktrych mwie, postarzyy ci bardziej ni upyw lat. Gilthasie z Rodu Solostaranw, ciesz si
niezmiernie, e jeste bezpieczny i zdrowy, bo wanie dotary
do mnie smutne wieci o twoim ludzie. Miaam nadziej, e to,
co syszaam, jest plotk i pogosk, ktra okae si faszem,
lecz, niestety, widz w twoich oczach prawd.
61* Jeli syszaa, e moja matka nie yje, a Qualinost
zosta zniszczony, usyszaa prawd powiedzia Gilthas.
62* Niezmiernie mi przykro rzeka Alhana, biorc go za
rk i ciskajc mocno jego do. Prosz, wejd do rodka
i rozgo si, bo widz, e jeste zmczony wieloma tygodniami podry. Ka ci przynie jedzenie i wod.
Gilthas wszed z Alhana do szaasu. Zjad podany mu posiek, chocia kobieta widziaa, e zrobi to raczej z uprzejmoci ni z godu. Pi wod z nieukrywan przyjemnoci, dugo
i wielkimi ykami, jakby cigle byo mu jej mao.
63* Nie masz pojcia, jak bardzo smakuje mi woda powiedzia z umiechem. Rozejrza si wok. Kiedy jednak
bd mia okazj pozna mojego kuzyna, Silvanosheia? Nigdy jeszcze si nie widzielimy. Syszaem plotk, e zabiy go
ogry i ucieszyem si na wiadomo, e to nieprawda. Bardzo
chciabym go uciska.
64* Przykro mi to mwi, ale Silvanoshei le si czuje,
Gilthasie powiedziaa Alhana. Zosta brutalnie pobity
210

przez Czarnych Rycerzy, ktrzy zajli Silvanost, i ledwie uszed z yciem. Z polecenia uzdrowicieli nie wychodzi z namiotu i nie wolno mu przyjmowa goci.
Alhana tak czsto powtarzaa to kamstwo, e nawet gos
jej nie zadra. Potrafia patrze modemu mczynie w oczy
i nie zajkn si, a on najwyraniej jej uwierzy, bo na jego
twarzy odmalowa si wyraz zatroskania.
Przykro mi to sysze. Przyjmij, prosz, yczenia szybkiego powrotu do zdrowia dla twojego syna.
Alhana umiechna si i zmienia temat.
162*
Dugo
wdrowae
niebezpiecznymi
szlakami.
Musiae mie cik i ryzykown podr. Co mog dla ciebie zrobi, siostrzecze? Mog ci tak nazywa, cho jestem twoj
ciotk tylko przez maestwo?
163*
To byby dla mnie zaszczyt rzek Gilthas
gosem
penym serdecznoci. Tylko ty mi zostaa z rodziny. Ty
i Silvanoshei.
Oczy Alhany wypeniy si nagymi zami. Teraz, gdy Silvanoshei by dla niej stracony, i jej pozosta tylko Gilthas.
Ucisna jego do, a on mocno trzyma j za rk. Przypomnia jej si jego ojciec, Tanis Pelf. Wspomnienie dodao jej
otuchy, bo cho czasy, w ktrych si znali, obfitoway w niebezpieczestwa, pokonali wrogw i znaleli spokj, choby
tylko na krtk chwil.
Przyszedem ci prosi o wielk ask, ciotko Alhano
oznajmi modzieniec. Utkwi w niej wzrok. Prosz, aby
przygarna mj lud.
Alhana spojrzaa na niego z osupieniem, nie rozumiejc go.
Gilthas pokaza na zachd.
O trzy dni jazdy std, na granicy Silvanesti, tysic
uchodcw z Qualinesti czeka na twoje pozwolenie, by wkroczy na ziemie naszych kuzynw. Nasza ojczyzna zostaa zniszczona. Okupuje j nieprzyjaciel. Jestemy zbyt nieliczni, by
z nim walczy. Kiedy rzek, unoszc podbrdek, i w jego
oczach zabysa duma wrcimy, wypdzimy Czarnych Ry211

cerzy z naszej ziemi i odzyskamy to, co nasze. Lecz jeszcze nie


dzi kontynuowa i blask w jego oczach zgas, ustpujc
miejsca cieniowi. Ani nie jutro. Przeszlimy przez Rwniny
Pyu. Zginlibymy tam, gdyby nie pomoc ludzi, ktrzy nazywaj t straszliw krain swoim domem. Jestemy zmczeni
i zrozpaczeni. Nasze dzieci oczekuj od nas pociechy, a my nie
moemy im jej da. Jestemy wygnacami. Nie mamy dokd
pj. Pokornie przychodzimy do ciebie, my, ktrzy odeszlimy dawno temu, i pokornie prosimy, aby nas przyja.
Alhana dugo mu si przygldaa. zy, ktre przedtem j
paliy, teraz bez przeszkd spyway po policzkach.
71* Paczesz nad nami powiedzia amicym si
gosem
modzieniec. Przykro mi, e cignem na ciebie takie nieszczcie.
72* Pacz nad nami wszystkimi, Gilthasie
odpowiedziaa Alhana. Nad Qualinestyjczykami, ktrzy stracili ojczyzn
i nad Silvanestyjczykami, ktrzy walcz o odzyskanie swojej.
Nie znajdziesz spokoju i schronienia w tych lasach, mj biedny siostrzecze. Prowadzimy wojn, walczymy o przetrwanie.
Nie wiedziae o tym, kiedy wyruszae w podr, prawda?
Gilthas potrzsn gow.
73* Teraz ju wiesz? spytaa.
74* Wiem rzek. Usyszaem nowin od Mieszkacw Rwnin. Miaem nadziej, e przesadzaj...
75* Wtpi w to. To lud, ktry widzi daleko i mwi bez
ogrdek. Powiem ci, co si dzieje, a ty zadecydujesz, czy
chcesz do nas doczy.
Gilthas chcia co powiedzie, ale Alhana uniosa rk i uciszya go gestem.
Wysuchaj mnie, siostrzecze. Wahaa si chwil,
toczc jak wewntrzn walk, a potem powiedziaa: Usyszysz od niektrych z moich ludzi, e mj syn zosta zaczarowany przez t ludzk dziewczyn, Min, przywdczyni Czarnych Rycerzy. Nie by jedynym Silvanesti, ktry pad ofiar jej
zabjczego uroku. Nasz lud wznosi pieni najej cze, kiedy
chodzia po ulicach. Uzdrawiaa w cudowny sposb, ale trzeba
212

byo za to zapaci nie pienidzmi, lecz dusz. Jedyny Bg


da dusz elfw, by je drczy, niewoli i poera. Jedyny
Bg nie jest kochajcym bogiem, jak bdnie myleli niektrzy
nasi rodacy, lecz bogiem podstpu, zemsty i cierpienia. Elfy,
ktre suyy Jedynemu Bogu, zostay zabrane. Nie mamy pojcia dokd. Elfy, ktre odmwiy wstpienia na sub Jedynego Boga, zostay od razu zabite albo uwizione przez Czarnych Rycerzy.
Silvanost jest cakowicie pod kontrol Czarnych Rycerzy.
Nie maj jeszcze wystarczajco wiele wojsk, by rozszerzy
swoje panowanie, dlatego moemy nadal egzystowa w tutejszych lasach. Robimy, co w naszej mocy, by walczy z tym
straszliwym wrogiem. Ocalilimy wiele setek naszych rodakw od tortur i mierci. Napadamy na obozy jenieckie i uwalniamy niewolnikw. Nkamy patrole. Tak bardzo obawiaj si
teraz naszych ucznikw, e aden Czarny Rycerz nie omieli
si wyj na krok poza mury miasta. Ale wszystko to, co czynimy, nie wystarcza. Jest nas zbyt mao, by odbi miasto,
a Czarni Rycerze kadego dnia wzmacniajjego fortyfikacje.
Wic nasi wojownicy byliby podanym nabytkiem
rzek cicho Gilthas.
Alhana spucia oczy i potrzsna gow.
164*
Nie powiedziaa, zawstydzona. Jak
moemy
was
o to prosi? Przez tyle lat Sivanesti traktowali ciebie i twj lud
z pogard i lekcewaeniem. Jak moglibymy da od was', ebycie oddali ycie za nasz kraj?
165*
Zapominasz powiedzia Gilthas e
nasz
lud
nie
ma kraju. Nasz miasto ley w ruinach. Ten sam wrg, ktry
rzdzi wasz ziemi, panuje te na naszej. Zacisn pi
i oczy mu rozbysy. Pragniemy zemsty. Odbierzemy wasz
ziemi, a potem poczymy siy i odbierzemy nasz. Nachyli si z rozpromienion twarz. Nie rozumiesz, Alhano? To
moe by impuls, jakiego nam trzeba, by zaleczy stare rany
i znw poczy nasze dwa narody.
166*
Jeste taki mody westchna Alhana.
Zbyt
mody, by wiedzie, e stare rany mog si jtrzy, tak e infekcja
213

siga do samego serca, zaraajc je chorob i zgnilizn. Nie


wiesz, e s wrd nas tacy, ktrzy woleliby, abymy wszyscy
zginli, ni aby los jednych odmieni si na lepsze. Staraam
si zjednoczy nasz lud. Nie powiodo mi si i oto, co wyniko
z mojej klski. Myl, e ju jest za pno. Nic ju nie moe
ocali naszego ludu.
Gilthas przyglda jej si z konsternacj, wyranie wystraszony jej sowami.
Alhana dotkna jego doni.
146*
Moe si myl. Moe twoje mode oczy
widz
lepiej.
Przyprowad swoich ludzi do bezpiecznego lasu. Potem musisz stan przed Silvanestyjczykami, wyjani im wasze pooenie i prosi ich o wpuszczenie was na ich ziemie.
147*
Prosi ich? Moe chcesz powiedzie: baga
ich?

Gilthas wsta, z jego twarzy bi chd. Nie przychodzimy do


Silvanesti jako ebracy.
148*
Widzisz rzeka ze smutkiem Alhana.
Zostae
zakaony. Ju wycigasz pochopne wnioski. Powiniene poprosi Silvanestyjczykw, poniewa zwrcenie si z tak prob
jest roztropne. Tylko tyle chciaam powiedzie. Westchna. Psujemy nasze dzieci, i tak oto umiera nadzieja na cokolwiek lepszego.
149*
Jeste smutna, zmczona i martwisz si o
syna.
Kiedy
wyzdrowieje, on i ja... Alhano... zaniepokoi si Gilthas,
gdy kobieta wtulia twarz w poduszk i zalaa si gorzkimi
zami. Co si stao? Mam kogo wezwa? Jedn z twoich
dworek?
150*
Kiryn powiedziaa Alhana zduszonym
gosem.

Przylij Kiryna.
Gilthas nie mia pojcia, kim jest Kiryn, ale wyszed spod
gazi i powiadomi jednego ze stranikw, ktry wysa goca. Wrci do szaasu i sta skonsternowany, nie wiedzc, co
ma zrobi lub powiedzie, by ukoi tak rozpaczliwy al.
Do chaty wszed mody elf. Spojrza wpierw na Alhan,
ktra staraa si odzyska panowanie nad sob, a pniej na
Gilthasa. Na twarz Kiryna wypez rumieniec gniewu.
214

50* Kim jeste? Co takiego powiedziae...


51* Nie, Kirynie! Alhana uniosa zapakan twarz.
On niczego nie zrobi. To mj siostrzeniec, Gilthas, Mwca
Soca Qualinesti.
52* Prosz o wybaczenie, Wasza Wysoko Kiryn skoni si nisko. Nie mogem wiedzie. Kiedy zobaczyem, e
moja krlowa...
53* Rozumiem powiedzia Gilthas. Ciociu Alhano,
jeli niechccy powiedziaem lub zrobiem co, co sprawio ci
tak przykro...
54* Powiedz mu, Kirynie rozkazaa Alhana niskim i
strasznie brzmicym gosem. Powiedz mu prawd. Ma prawo...
musi o tym wiedzie.
55* Moja krlowo Kiryn popatrzy bez przekonania na
Gilthasa jeste pewna?
Alhana zamkna oczy, jakby wolaa w ogle nie patrze na
wiat.
56* On przeprowadzi swj lud przez pustyni. Przybyli
do
nas po wsparcie, bo ich stolica zostaa zniszczona, a ich ziemi
spustoszyli Czarni Rycerze.
57* Bogosawiony E'li! zawoa Kiryn, klnc si w
zdumieniu na nieobecnego boga Paladine'a albo, jak go nazywaj
elfy, E'li.
58* Powiedz mu polecia Alhana, siedzc odwrcona
od
nich, z twarz zasonit doni.
Kiryn gestem poleci Gilthasowi podej bliej.
59* Powiem ci, Wasza Wysoko, o czym, o czym wie
tylko niewielu, a oni przysigli zachowa tajemnic. Mj kuzyn,
Silvanoshei, nie jest ranny. Nie ley w swoim namiocie. On
odszed.
60* Odszed? zdumia si Gilthas. Dokd? Zapano
go? Wzito do niewoli?
61* Tak powiedzia powanie Kiryn ale nie w taki
sposb, jaki masz na myli. Silvanoshei dosta obsesji na punkcie pewnej ludzkiej dziewczyny, przywdczyni Czarnych Rycerzy imieniem Mina. Uwaamy, e uciek do niej.
215

Uwaacie? powtrzy Gilthas. Nie wiecie na


pewno?
Kiryn bezradnie wzruszy ramionami.
Nie wiemy niczego na pewno. Ocalilimy go z rk
Czarnych Rycerzy, ktrzy zamierzali go straci. Uciekalimy
do puszczy, lecz nagle ogarn nas magiczny sen. Kiedy si
zbudzilimy, Silvanosheia ju nie byo. Znalelimy odciski
koskich kopyt. Staralimy si i za nimi, ale doszy do
brzegu Than-Thalas i chocia szukalimy w gr i w d rzeki, nie znalelimy wicej ladw. Zupenie jakby ko mia
skrzyda.
Alhana odezwaa si zdawionym gosem:
Posaam swojego najbardziej zaufanego doradc i przyjaciela, by sprowadzi mojego syna. Ludowi Silvanesti nie powiedziaam niczego. Prosz ci, by nie mwi o tym nikomu.
Gilthas zaniepokoi si.
Nie rozumiem. Dlaczego trzymasz jego zniknicie w tajemnicy?
Alhana uniosa gow. Oczy miaa spuchnite i zaczerwienione od paczu.
76* Bo lud Silvanesti bardzo go pokocha. Jest ich krlem
i suchaj go, podczas gdy moich polece nie chc sucha.
Wszystko, co robi, robi w jego imieniu.
77* Chcesz powiedzie, e ty podejmujesz trudne decyzje
i stawiasz czoo niebezpieczestwu, podczas gdy twj syn,
ktry powinien dzieli z tob to brzemi, ugania si za spdniczkami zacz surowo Gilthas.
78* Nie krytykuj go! krzykna rozzoszczona Alhana.
Co ty wiesz o tym, co on przeszed? Ta kobieta to wiedma.
Rzucia na niego urok. On nie wie, co robi.
79* Silvanoshei by dobrym krlem, dopki na swoje nieszczcie nie spotka Miny uj si za nim Kiryn. Lud
kocha go i szanowa. Kiedy czar prynie, znw bdzie dobrym
krlem.
80* Sdziam, e powiniene o tym wiedzie, Gilthasie
powiedziaa oschle Alhana poniewa masz wasne obo216

wizki, ktrym musisz podoa, i wasne decyzje, ktre musisz


podejmowa. Prosz ci tylko, tak jak Kiryn, aby uszanowa
moje yczenia i nie mwi o tym nikomu. Udawaj, tak jak my
wszyscy, e Silvanoshei jest wrd nas.
Jej gos by zimny, oczy patrzyy bagalnie. Gilthas wiele
by da, by mc jej uly w cierpieniu, zdj cice na niej
brzemi. Lecz jak susznie zauwaya mia wasne obowizki. Na jego barkach spoczywaa odpowiedzialno wobec
jego ludu.
Jeszcze nigdy nie okamaem Qualinestyjczykw, ciociu Alhano powiedzia najagodniej, jak umia. Nie zaczn teraz. Na mj rozkaz opucili ojczyzn, poszli za mn na
pustyni. Oddali w moje rce ycie swoje i swoich dzieci. Ufaj mi, a ja nie zawiod ich zaufania. Nawet dla ciebie, osoby,
ktr kocham i szanuj.
Alhana wstaa, opuszczajc wzdu ciaa rce z zacinitymi piciami.
Jeli to zrobisz, zaprzepacisz wszystko, do czego dyam. Rwnie dobrze od razu moemy si podda Czarnym
Rycerzom. Rozlunia donie i Gilthas zauway, e jej rce
dr. Daj mi troch czasu, siostrzecze. Tylko o to prosz.
Mj syn wkrtce wrci. Wiem o tym!
Gilthas przenis spojrzenie na Kiryna i dugo, i uwanie
przyglda si modemu elfowi. Kiryn milcza, ale powieki mu
dray. Wida byo wyranie, e czuje si nieswojo.
Alhana poja dylemat Gilthasa.
Jest zbyt miy, zbyt uprzejmy, zbyt zwaa na mj bl,
by powiedzie to, co mu si cinie na wargi powiedziaa sama. Gdyby mg, powiedziaby mi: To nie moja wina. To
nie ja zawiniem. Winny jest twj syn. Silvanoshei zawid
swj lud. Ja nie pjd w jego lady".
Alhana bya za na Gilthasa, zazdrocia mu i bya z niego dumna w tym samym bolesnym momencie. Nagle pozazdrocia Lauranie mierci, ktra wniosa bogosawion cisz
w zamt, pooya kres cierpieniu i rozpaczy. Laurana zgina
bohatersk mierci, walczc w obronie swego ludu i ojczy217

zny. Pozostawia po sobie dziedzictwo, z ktrego moga by


dumna; syna, ktrego moga szanowa.
Staraam si robi to, co uwaaam za suszne rzeka
do siebie aonie Alhana ale wszystko tak strasznie si
skoczyo.
Jej ukochany m, Porthios, znik i zosta uznany za zmarego. Syn, jej nadzieja na przyszo, uciek i zostawi j sam
w obliczu tej przyszoci. Moga sobie powtarza, e zosta zaczarowany, jednak w gbi serca wiedziaa, e to nieprawda.
Silvanoshei by zepsutym i samolubnym modziecem, nadmiernie ulegajcym namitnociom, ktrych nigdy nie miaa
serca powciga. Zawioda swojego ma, zawioda syna. Duma nie pozwalaa jej si do tego przyzna.
Duma przyczyni si do jej upadku. Alhana doznaa na niej
uszczerbku, kiedy jej lud si od niej odwrci. Duma kazaa jej
zaatakowa tarcz i prbowa wkroczy do krainy, w ktrej
bya osob niepodan. Teraz duma zmuszaa j do okamywania jej narodu.
Samar i Kiryn byli temu przeciwni. Obaj nakaniali j do
powiedzenia prawdy, lecz jej duma nie moga tego znie. Nie
duma krlowej, lecz matki. Alhana nie spisaa si jako matka
i teraz wszyscy dowiedz si o tym niepowodzeniu. Nie moga
znie tego, e ludzie bd na ni patrze z litoci. To wanie
byo gwnym powodem jej kamstw.
udzia si, e Silvanoshei wrci, przyzna, e nie mia racji
i poprosi o wybaczenie. Gdyby tak si stao, mogaby przymkn oczy na jego wykroczenie. Po przeczytaniu listu Samara wiedziaa ju, e Silvanoshei nigdy do niej nie wrci, przynajmniej nie z wasnej woli. Samar musiaby go zacign do
domu si, jak uczniaka z wagarw.
Kobieta uniosa oczy i napotkaa wzrok Gilthasa, ktry
przyglda jej si ze wspczuciem i powag. W tym momencie przypomina swojego ojca. Tanis Pelf czsto spoglda
na ni z takim samym wyrazem twarzy, kiedy toczya jak
wewntrzn walk, zmagajc si ze swoj dum.
Dochowam twojej tajemnicy, ciociu Alhano powie218

dzia Gilthas. Jego gos brzmia chodno; modzieniec by wyranie niezadowolony z tego, co robi. Tak dugo, jak bd
mg.
Dzikuj ci, Gilthasie powiedziaa kobieta, pena
wdzicznoci i zawstydzona tym, e musi by mu wdziczna.
Jej duma! Jej przeklta duma. Silvanoshei wrci. Dowie si
o naszym pooeniu i wrci. Moe ju jest w drodze.
Pooya do na piersi, na licie od Samara, z ktrego wynikao co wrcz przeciwnego. Kamstwo przychodzio jej teraz tak atwo, tak bardzo atwo.
Mam tak nadziej rzek pospnie Gilthas. Unis jej
do i ucaowa z szacunkiem. Przykro mi, e masz kopoty,
ciociu Alhano. Przykro mi, e je powikszyem. Jeli jednak
dziki temu nasze dwa narody znw si pocz, pewnego dnia
wspomnimy dzisiejsz rozpacz i konsternacj i powiemy, e
byo warto.
Kobieta prbowaa si umiechn, lecz jej zesztywniae
wargi tylko zadray. Rozstali si w milczeniu.
167*
Id z nim polecia Kirynowi, ktry zosta.

Dopilnuj, by on i jego ludzie zostali mile przywitani.


168*
Wasza Wysoko zacz niepewnie
mody elf.
169*
Wiem, co chcesz powiedzie. Nie mw tego.
Wszystko
bdzie dobrze. Zobaczysz.
Kiedy obaj wyszli, Alhana stana na progu szaasu, .rozmylajc o Gilthasie.
Takie adne marzenia szepna. Sny modoci. Ja
te kiedy miaam pikne marzenia. Teraz zostay mi z nich,
tak jak z moich piknych sukni, tylko strzpy i achmany. Oby
twoje leay lepiej, Gilthasie, i wytrzymay duej.

Czekanie bez koca


Genera Dogah, wdz Czarnych Rycerzy w Silvanocie, mia
wasne problemy. Bkitne smoki suyy Czarnym Rycerzom za
zwiadowcw i patroloway niebiosa nad gstymi, nieprzebytymi
lasami. Jeli zauwayy, e na ziemi co si rusza, zniay lot
i swym piorunujcym oddechem wypalay cae poacie puszczy.
Ci smoczy zwiadowcy zauwayli du gromad ludzi na pustyni, ale nie wiedzieli, e to Qualinesti. Sdzili, e to barbarzycy,
Mieszkacy Rwnin, uciekajcy przed atakiem smoczej zwierzchniczki Sabie. Genera Dogah zastanawia si, co zrobi w sprawie
tej migracji. Nie otrzyma rozkazw dotyczcych Mieszkacw
Rwnin. Jego siy byy ograniczone, a wadza nad Silvanostem
w najlepszym przypadku wtpliwa. Nie chcia zaczyna wojny na
kolejnym froncie. Wysa kuriera na smoku z piln wiadomoci
do Miny, powiadamiajc j o sytuacji i proszc o rozkazy.
Kurier mia pewne trudnoci ze zlokalizowaniem Miny, bo
polecia najpierw do Solanthus, gdzie si dowiedzia, e jej armia opucia ju miasto i maszerowaa na Sanction.
Po kolejnym dniu lotu kurier znalaz Min. Wrci z tak
odpowiedzi, krtk i zwiz:
Generale Dogah
To nie s Mieszkacy Rwnin. To uchodcy z Qualinesti. Zabijcie ich.
W imi Jedynego Boga,
Mina
220

Dogah poleci jedcom na smokach tak zrobi, ale dowiedzia si, e tymczasem Qualinestyjczycy znikli. Nigdzie nie
mona byo znale po nich ladu. Po otrzymaniu tego raportu
genera zakl siarczycie, bo wiedzia, co to oznacza. Qualinestyjczykom udao si uciec do puszczy Silvanesti i znajdowali
si teraz poza jego zasigiem.
Oto przybyo elfw, by atakowa jego patrole i ostrzeliwa
poncymi strzaami jego statki zaopatrzeniowe. Jakby tego
byo mao, smoki zaczy przynosi meldunki, e ogry, od
dawna rozwcieczone na rycerzy za kradzie ich ziem, gromadz si na pnocnej granicy Silvanesti w pobliu Blde,
bez wtpienia majc nadziej przywaszczy sobie w zamian
troch ziemi elfw.
Co gorsza, morale wojsk Dogaha spadao. Dopki Mina
bya w pobliu, by czarowa i urzeka onierzy, byli oddanymi sprawie, penymi powicenia i entuzjazmu wyznawcami.
Mina jednak wyjechaa wiele tygodni temu. onierze i Czarni
Rycerze, ktrzy nimi dowodzili, byli odcici od wiata porodku dziwnego i nieprzyjaznego krlestwa, gdzie wrg czyha
w kadym cieniu a Silvanesti byo krain cieni. Z nieba spaday mordercze strzay. Korzenie drzew zbijay ich z ng, suche konary spaday im na gowy, a lasy wabiy w mateczniki,
z ktrych mao kto wraca ywy.
W zeszym tygodniu rzek nie przypyn ani jeden statek
z zaopatrzeniem. Elfy podpalay te, ktre tego prboway. onierze nie mieli innego prowiantu poza tym, co jady elfy, a aden czowiek nie mg si dugo ywi limi i traw. Spragnieni misa ludzie nie omielali si zapuci do puszczy na
owy, poniewa, jak wkrtce si przekonali, kade lene stworzenie byo szpiegiem elfw.
Elfy z miasta Silvanost, z pozoru zastraszone przez potg
Czarnych Rycerzy, staway si coraz mielsze. aden z ludzi
Dogaha nie omieli si sam zapuci w ulice miasta z obawy,
e zostanie znaleziony martwy w zauku. onierze zaczynali
narzeka.
Dogah rozkaza torturowa wicej elfw, ale takie uciechy
221

nie mogy bez koca zajmowa uwagi jego onierzy. Mia


szczcie, e nikt nie zdezerterowa. Doskonale wiedzia, e
powodem nie jest lojalno, lecz fakt, e jego ludzie zbytnio
obawiaj si elfw i chronicej je puszczy, eby ucieka.
Teraz, gdy rozesza si wie o tym, e tysic kolejnych elfw doczyo do tych, ktre ju byy w lesie, buntownicze pomruki huczay niczym grom, i Dogah nie mg ich duej ignorowa. Sam zaczyna mie wtpliwoci. Teraz, gdy nie widzia
swego kojcego odbicia w bursztynowych oczach Miny, jego
wiara zacza gasn.
Genera wysa kolejn piln wiadomo do Miny, powiadamiajc j o tym, e Qualinestyjczycy uciekli, mimo i zrobi
wszystko, co mg, by ich zgadzi, e morale wojska jest poniej krytyki i e jeli nic nie zmieni tej sytuacji, nie bdzie
mia-innego wyboru, jak wycofa si z Silvanesti, bo inaczej
wybuchnie bunt.
Czarnobrody i snujcy ostatnio czarne myli, niski, krpy
Dogah siedzia samotnie (mia ju bardzo niewiele zaufania
nawet do wasnej stray przybocznej) w swojej kwaterze, pi
elfie wino, aujc gorzko, e nie jest to duo mocniejszy trunek, i czeka na odpowied Miny.
Qualinestyjczycy weszli do lasu, gdzie spotkao ich chodne przyjcie ze strony dawno zapomnianych kuzynw, Silvanesti. Wymieniono uprzejme, rodzinne pocaunki na przywitanie, a nastpnie wrczono Qualinestyjczykom wcznie i strzay. Skoro mieli zamiar wprowadzi si do krainy Silvanesti,
musieli by gotowi do walki o ni.
Qualinesti byli uszczliwieni tak propozycj. Ujrzeli
w niej okazj do zemsty na tych, ktrzy zagarnli ich ziemi
i teraz j pustosz.
81* Kiedy atakujemy? spytali skwapliwie.
82* Lada dzie odpowiedzieli Silvanesti. Czekamy
na odpowiedni por.
83* Czekaj na odpowiedni por? spytaa ma
Lwica.
Na jak odpowiedni por" czekamy? Rozmawiaam ze
222

szpiegami i zwiadowcami. Mamy przewag liczebn nad Czarnymi Rycerzami, ktrzy utknli w Silvanocie. Ich morale spada na dno szybciej ni zakuty w pen bojow zbroj krasnolud, ktry wypad za burt statku. Teraz jest waciwa pora, by
ich zaatakowa!
Para rozmawiaa w chacie, ktr im przydzielono szaasie splecionym z gazi wierzby nad szemrzcym potokiem.
Chatka bya maa i ciasna, ale maonkowie i tak mieli wicej
szczcia ni wikszo elfw, bo otrzymali wasny dom (co
zawdziczali krlewskiemu pochodzeniu Gilthasa) i odrobin prywatnoci. Wikszo elfw spaa wrd konarw albo
w wydronych pniach uschnitych drzew, w jaskiniach albo
po prostu na trawie pod gwiazdami. Qualinesti nie uskarali
si. Po podry przez pustyni nie prosili o nic wicej ni o to,
by mc spa na pachncym wieoci igliwiu sosnowym, koysani przez agodny szmer padajcego deszczu.
151*
Nie powiedziaa mi niczego, czego sam
bym
nie
wiedzia rzek pospnie Gilthas. Zacz nosi ubrania bardziej
typowe dla swojego narodu dug tunik cignit w talii
paskiem, wenian koszul i nogawice w lenych barwach. Mimo to pustynny strj zoy starannie i schowa w bezpieczne
miejsce. S jednak pewne problemy. Silvanestyjczycy rozproszyli si po caym kraju. Niektrzy stacjonuj wzdu rzeki, by przerywa linie zaopatrzeniowe Czarnych Rycerzy. Inni
ukrywaj si w pobliu Silvanostu, pilnujc, eby aden patrol,
ktry odway si opuci miasto, nie wrci cay. Jeszcze inni
s rozrzuceni wzdu granic...
152*
Wiadomoci nosi wiatr, jastrzbie i
wiewirki

odpara Lwica. Gdyby rozkazy wysano teraz, wikszo Silvanestyjczykw mogaby zebra si pod Silvanostem w cigu
tygodnia. Upywaj dni, a rozkazy s nie wysane. Musimy
czai si w lesie i czeka. Na co?
Gilthas wiedzia, ale nie mg odpowiedzie. Milcza, zmuszony pozwoli onie wyadowa zo.
Wiemy, co si stanie, jeli przegapimy okazj! W taki
sposb Czarni Rycerze zajli nasz ojczyzn podczas Wojny
223

Chaosu. To samo stanie si w Silvanesti, jeli nie zadziaamy


natychmiast. Czy to twj kuzyn, Silvanoshei, wstrzymuje si?
Jest mody. Pewnie nie rozumie. Musisz z nim porozmawia,
Gilthasie, wyjani mu...
Lwica dobrze znaa ma. Na widok jego twarzy sowa zamary jej na ustach.
Przyjrzaa mu si uwanie.
Co si stao, Gilthasie? Co zego? Co z Silvanosheiem,
prawda?
Mczyzna spojrza na ni z alem.
153*
Czyby tak atwo byo odgadn, o czym
myl?
Krlowie powinni by nieprzeniknieni, spowici aur tajemnicy.
154*
Mj mu powiedziaa Lwica, nie mogc
si
powstrzyma od miechu jeste rwnie nieprzenikniony i tajemniczy jak krysztaowy puchar. Cay wiat widzi prawd
w twoim sercu.
155*
Prawd... Gilthas si skrzywi. Prawda
jest
taka,
moja droga, e Silvanoshei nie potrafiby przewodzi swojemu
ludowi nawet podczas wycigu w workach, a co dopiero na wojnie. Nie ma go w okolicy, nie ma go w ogle w Silvanesti. Obiecaem Alhanie, e nic nie powiem, ale miny ju dwa tygodnie
i wydaje mi si, e czas na kamstwa dobieg koca. Chocia
Gilthas pokrci gow obawiam si, e prawda wyrzdzi
wicej szkody, ni przyniesie dobra. Silvanestyjczycy suchaj
Alhany tylko dlatego, e przemawia w imieniu swego syna. Niektrzy wci patrz na ni podejrzliwie, uwaajc j za czarnego elfa". Gdyby dowiedzieli si prawdy, obawiam si, e ju
nigdy by jej nie uwierzyli ani nie posuchali jej rozkazw.
Lwica spojrzaa mowi w oczy.
Zostajesz tylko ty, Gilthasie.
Teraz z kolei on wybuchn miechem.
62* Jestem kwintesencj wszystkiego, czym oni gardz,
moja droga. Cjualinestyjczykiem z domieszk ludzkiej krwi. Nie
pjd za moim przywdztwem.
63* Wic musisz przekona Alhan, by wyjawia swojemu
ludowi prawd.
224

17* Nie przypuszczam, aby moga to zrobi. Od tak


dawna
kamie, e ten fasz sta si dla niej prawd.
18* Wic co zrobimy? spytaa Lwica. Bdziemy
y
w lesie, a zapucimy korzenie jak drzewa? My, Qualinestyjczycy, moglibymy zaatakowa Czarnych Rycerzy...
19* Nie, kochanie przerwa jej stanowczo Gilthas.
Silvanesti wpucili nas do swojej ojczyzny, to prawda, ale i tak
patrz na nas podejrzliwie. S tacy, ktrym si wydaje, e
przyszlimy zagarn ich ziemi. Gdyby Qualinesti zaatakowali Silvanost...
20* Qualinesti nie zaatakuj Silvanostu. Qualinesti zaatakuj Czarnych Rycerzy w Silvanocie zaprzeczya Lwica.
21* Nie tak bd to widzie Silvanestyjczycy. Wiesz o
tym
rwnie dobrze jak ja.
16* Zatem mamy bezczynnie siedzie.
22* Nie wiem, co innego moemy zrobi stwierdzi pospnie Gilthas. Jedyn osob, ktra mogaby zjednoczy
i zgromadzi swj lud, odcignito std podstpem. Teraz na
czele elfw mogliby stan tylko wyklta krlowa i krl bdcy w poowie czowiekiem.
23* Jednak prdzej czy pniej kto musi obj
przywdztwo stwierdzia Lwica. Musimy mie jakiego wodza.
24* 1 dokd zaprowadziby nas ten wdz? spyta
pospnie Gilthas. Chyba tylko ku zagadzie.
Genera Dogah oprni kilkanacie baryek wina. Problemw przybywao mu z kadym dniem. Szeciu onierzy, ktrym rozkazano stan na warcie na murach, odmwio wykonania rozkazu. Oficer zagrozi im chost. Napadli na niego, pobili go dotkliwie i zbiegli, majc nadziej, e zgubi si
w ulicach Silvanostu. Dogah wysa onierzy w pocig za dezerterami, zamierzajc ich powiesi, by da przykad pozostaym.
Elfy zaoszczdziy mu wydatkw na stryczek. Zwoki szeciu zbiegw dostarczono do zamku. Kady z nich zgin w jaki okropny, makabryczny sposb. Do jednego z cia przycze225

piono kartk, na ktrej nabazgrano we Wsplnej Mowie: Podarunek dla Jedynego Boga".
Tej nocy Dogah wysa do Miny kolejnego posaca, bagajc j albo o posiki, albo o pozwolenie na odwrt. Nie wyobraa sobie wprawdzie, dokd mgby si wycofa. Wszdzie, gdzie spojrza, widzia wrogw.
Dwa dni pniej posaniec wreszcie wrci.
Generale Dogah
Utrzymuj si na pozycji. Pomoc w drodze.
W imi Jedynego Boga.
Mina
Niewielka bya to pociecha.
"Kadego dnia Dogah ostronie wchodzi na mury Silvanostu i spoglda na pnoc, poudnie, wschd i zachd. Gdzie
tam byy elfy. Otaczay go. Kadego dnia spodziewa si, e
zaatakuj.
Mijay dni, a elfy nie atakoway.

Labirynt ywopotw
Tasslehoff Burrfoot czu si w tym momencie kracowo
zdezorientowany i nieszczliwy, a do tego krcio mu si
w gowie i okropnie go mdlio. Wrd tych odczu dominoway zawroty gowy, tak silne, e trudno mu byo pozbiera
myli. Zwyka drewniana podoga i dobra stara ziemia kiedy
wydaway si Tasslehoffowi pospolitymi obiektami, lecz teraz
tsknie i czule wspomina ziemi, podog lub jakkolwiek
tward powierzchni pod nogami.
Z utsknieniem te myla o chwili, kiedy jego stopy zajm
miejsce odpowiednie dla stp i przestan si uwaa za gow,
co stale robiy, poniewa cigle szuka ich w dole, a znajdowa
na grze. Jedyn dobr rzecz, jaka si przydarzya Tasowi,
by fakt, e Zgadywanka zachryp od wrzasku i mg teraz tylko cicho skrzecze.
Tas wini za wszystko urzdzenie do podrowania w czasie. Zastanawia si ze smutkiem, czy to koziokowanie, obracanie si i spadanie w rnych miejscach w czasie bdzie
trwao wiecznie, i by z lekka zatrwoony tak perspektyw.
Wtedy przyszo mu na myl, e wczeniej czy pniej urzdzenie na pewno zaprowadzi go z powrotem do przeszoci, gdzie
nadepnie na niego Chaos. Jednym sowem, nie bya to wesoa
perspektywa.
Takie oto myli przebiegay mu przez gow, ktra bezustannie krcia si i wirowaa w otchani czasu. Kender stara
227

si analizowa je najlepiej, jak mg, zwaywszy na zawroty


gowy, kiedy nagle zawitaa mu nowa myl. Moe osoba bdca wacicielem gosu, ktry sysza przy uchu i rki, ktr czu na ramieniu, mogaby co poradzi na to niekoczce
si koziokowanie. Postanowi, e kiedy tylko wylduj, zrobi
wszystko, eby zobaczy waciciela tej rki.
Co te zrobi. Z chwil, gdy kender poczu twardy grunt
(bogosawiony grunt) pod stopami, obejrza si (do chwiejnie) za siebie.
Zobaczy Zgadywank i rk Zgadywanki, ale to bya niewaciwa rka. Nikogo wicej nie byo w pobliu i Tas natychmiast poj dlaczego. Razem z gnomem stali na polu, ktre
wygldao tak, jakby strawi je poar. W oddali w gasncym
wietle wieczoru byszczay krysztaowe budowle, rzucajc pomaraczowe, fioletowe lub zote rozbyski, malowane przez
ostatnie promienie soca. W powietrzu wci unosi si przykry zapach spalenizny, chocia ogie, ktry strawi rolinno,
zosta ugaszony dawno temu. Tas sysza czyje gosy, ale dochodziy z bardzo daleka. Skd dobiegay sodkie i przenikliwe dwiki fletu.
Tasslehoff mia niejasne wraenie, e by tu ju wczeniej.
A moe pniej? Przez te skoki w czasie niczego nie by pewny. Okolica wygldaa znajomo i kender zamierza ju wyruszy na poszukiwanie kogo, kto powiedziaby mu, gdzie si
znajduje, kiedy Zgadywanka jkn chrapliwie:
Labirynt ywopotw!
Tas spuci oczy, spojrza w bok i uwiadomi sobie, e
Zgadywanka ma racj. Stali wrd resztek tego, co zostao po
Labiryncie ywopotw, kiedy czerwone smoki zniszczyy go
swoim ognistym oddechem. Liciaste ciany spony do goej
ziemi. Krte alejki midzy nimi, prowadzce w gb, zostay
odsonite. Labirynt przesta by labiryntem. Tas dostrzega
wyranie jego ksztat, bia ciek kontrastujc z czarnym
tem. Widzia kady zakrt, kady wira, kad spiral, kady
pasa i lepy zauek. Siga wzrokiem do rodka labiryntu i dostrzega wyjcie. Srebrne schody stay nagie i odsonite. Teraz
228

widzia wyranie, e pn si donikd, i cisno go niemile


w odku, kiedy przypomnia sobie, jak zeskoczy z ich szczytu
i spad w dym i ogie.
170*
Ojej! szepn Zgadywanka i Tas
przypomnia
sobie,
e yciowym celem gnoma byo narysowanie mapy Labiryntu
ywopotw.
64* Zgadywanko powiedzia z powag Tas. Ja...
65* Wida wszystko stwierdzi gnom.
171*
Wiem rzek kender, poklepujc go po
doni.

A ja...
172*
Mgbym przej z jednego jego koca na
drugi

powiedzia Zgadywanka i si nie zgubi.


173*
Moe mgby znale sobie inn profesj
zasugerowa Tas, chcc by pomocny. Chocia na twoim miejscu trzymabym si z daleka od naprawiania magicznych urzdze...
174*
Jest doskonay! westchn Zgadywanka.
Oczy
mu
zaszy zami szczcia.
66* Co? spyta zaskoczony Tas. Co jest doskonae?
175*
Gdzie jest mj pergamin? dopytywa si
gnom.

Gdzie mj kaamarz i pdzelek?


Nie mam adnego kaamarza...
Zgadywanka przeszy go spojrzeniem.
To jaki z ciebie poytek? Niewane wysapa na koniec. O! Wgiel drzewny! To wystarczy.
Gnom usiad na spalonej ziemi. Rozpostar po swojej
brzowej szaty, wzi zwglony patyk i zacz pracowicie, powoli kreli na tkaninie zarys spalonego Labiryntu ywopotw.
Tak jest duo atwiej mamrota pod nosem. Nie
wiem, czemu nie pomylaem o tym wczeniej.
Tasslehoff poczu na ramieniu znajomy dotyk. Klejnoty
w urzdzeniu do podrowania w czasie zaczy byszcze
i poyskiwa w zotym i purpurowym wietle, mienic si refleksami zachodzcego soca.
egnaj, Zgadywanko zawoa Tas, kiedy cieki Labiryntu ywopotw zaczy mu si rozmywa przed oczami.
Gnom nie podnis wzroku. Skupi uwag na krelonej mapie.

Dziwny pasaer
Z pokadu statku, ktry przypyn zza Nowego Morza do
maego portu w poudniowym Estwilde, zszed niezwyky pasaer. Kapitan z ulg pozby si tajemniczego gocia, a z jeszcze wiksz radoci rozsta si z jego ognistym rumakiem.
Ani kapitan, ani nikt z zaogi nie wiedzia niczego o pasaerze.
Nikt nie widzia jego twarzy zasonitej kapturem peleryny.
Jego tajemniczo skonia zaog do snucia licznych przypuszcze co do natury przybysza, w wikszoci fantastycznych i w caoci bdnych. Niektrzy sdzili, e pasaer jest
kobiet przebran za mczyzn, bo chopiec okrtowy raz dostrzeg do, ktra jego zdaniem bya smuka i delikatna. Inni
podejrzewali, e podrny jest czarodziejem, opierajc swe
przypuszczenia jedynie na powszechnie znanym fakcie, e czarodzieje nosz peleryny z kapturami i zawsze s tajemniczy
i niegodni zaufania. Tylko jeden z eglarzy stwierdzi, e jego
zdaniem pasaer jest elfem, ktry ukrywa twarz, bo wie, e ludzie na pokadzie statku nie potraktowaliby przyjanie przedstawiciela jego rasy.
Inni marynarze wykpili jego pomys, a poniewa rozmowa toczya si przy obiedzie, mczyzn, ktry wysun takie
przypuszczenie, obrzucono robaczywymi sucharami. eglarz
zaproponowa zakad, a pozostali go przyjli. Pod koniec podry sta si stosunkowo bogatym czowiekiem, bo gdy pasaer sprowadza konia po kadce na ld, wiatr zerwa mu kap230

tur i okazao si, e tajemniczy nieznajomy rzeczywicie jest


elfem.
Nikt nie zada sobie trudu, by spyta, co go sprowadza do
tej czci Ansalonu. Marynarzom byo wszystko jedno, skd
przyby i dokd si wybiera. Ucieszyli si, e opuci ich statek, bowiem powszechnie wiadomo wrd eglarzy, e Morskie Elfy te, ktre celowo mieszkaj w morskich gbiach
staraj si zatopi kady statek, ktrym egluj ich ldowi
bracia, aby nakoni ich do spdzenia reszty ycia pod wod.
Co si za tyczy Silvanosheia, kiedy ju stan na ldzie,
ani razu nie spojrza za siebie. Nie obchodzi go statek ani jego
zaoga, chocia dziki nim przepyn Nowe Morze z prawdziwie zdumiewajc szybkoci. Odkd elf wszed na pokad,
wia idealny wiatr i nie cich ani na chwil. Nie byo ani jednego sztormu istny cud o tak pnej porze roku. Niezalenie
jednak od tego, jak szybko pyn statek, i tak nie by do
prdki dla Silvanosheia.
Elfa ogarna rado, kiedy postawi stop na ldzie, bo
bya to ziemia, po ktrej chodzia Mina. Z kadym krokiem by
coraz bliej jej ukochanej twarzy, umiowanego gosu. Nie
mia pojcia, gdzie znajduje si dziewczyna, ale ko wiedzia.
Jej ko, ktrego mu przysaa. Kiedy tylko wyszli na brzeg, Silvanoshei dosiad Zimnego Ognia i pocwaowa tak szybko, e
nawet nie pozna nazwy maego portu, w ktrym zszed na ld.
Jechali na pnocny zachd. Silvanoshei galopowaby dniem
i noc, ale ko (cho cudowny) by miertelnym zwierzciem
i wymaga pokarmu i odpoczynku, podobnie zreszt jak elf.
Z pocztku mody krl gorzko aowa czasu, jaki musieli powici na odpoczynek, ale za swoje powicenie zosta nagrodzony. Pierwszej nocy po zejciu na ld Silvanoshei natkn
si na karawan kupieck zdajc do tego samego portu, ktry niedawno opuci.
Wielu ludzi unikaoby samotnego elfa spotkanego przypadkowo na drodze, ale kupcy w kadym widz potencjalnego
klienta, wic z reguy nie s uprzedzeni do adnej rasy (z wyjtkiem kenderow). Poniewa pienidze elfw s rwnie dobre
231

(a czstokro lepsze od ludzkich), kupcy serdecznie zaprosili


modzieca, ktrego strj by bogaty, cho zabrudzony po podry, by spoy z nimi posiek. Silvanoshei omal nie odmwi
ze wzgard pragn jedynie marzy w samotnoci o oczach
koloru bursztynu lecz usysza, e jeden z ludzi wymienia
imi Miny.
Dzikuj wam, panowie i damy, za gocinno rzek
Silvanoshei, szybko siadajc przy trzaskajcym ogniu. Przyj nawet cynowy talerz peny podejrzanego gulaszu, ktry mu podano, chocia go nie zjad, tylko po cichu wyla w krzaki za sob.
Nadal ubrany by w peleryn, ktr nosi na pokadzie statku, bo pogoda o tej porze roku bya chodna. Zsun jednak kaptur i ludzie nie mogli wyj z podziwu dla tak urodziwego modzieca o oczach koloru wina, urzekajcym umiechu i gosie,
ktry by sodki i melodyjny. Widzc, e tak szybko zjad
swoj porcj, jedna z kobiet zaproponowaa mu dokadk.
156*
Jeste chudy jak zeszoroczny materac
stwierdzia,
napeniajc talerz, jednak modzieniec grzecznie odmwi jego
przyjcia.
157*
Wypowiedzielicie
imi
Mina"

Silvanoshei
stara
si, by zabrzmiao to, jakby mwi od niechcenia, chocia serce bio mu jak oszalae. Znam kogo o tym imieniu. Czy to
przypadkiem nie elfka?
Syszc te sowa, wszyscy zamiali si serdecznie.
158*
Nie, chyba e w dzisiejszych czasach elfie
panny
nosz
zbroje powiedzia jeden z kupcw.
159*
Ja syszaem o elfiej pannie w zbroi
zaprotestowa
drugi, ktry wydawa si lubi spory. Pamitam, jak mj
dziadek piewa o niej pie. To byo jeszcze w czasach Wojny
Lancy.
160*
Bzdury! Twj dziadek by starym
moczymord
wtrci si trzeci. Nigdzie nie by, y w knajpach w Flotsam
i tam umar.
161*
On ma racj stwierdzia ona jednego z
kupcw.

Taka elfka walczya w wielkiej wojnie. Nazywaa si Luna


Tara.
232

176*
Lunitari bya dawn bogini magii, moja
droga

szturchna j okciem przyjacika, ona innego kupca.


Jedn z tych, ktrzy odeszli i zostawili nas na pastw tych
ogromnych, potwornych smokw.
177*
Wanie e nie, jestem tego pewna
achna
si
pierwsza kobieta. To bya Luna Tara i zabia jedn z tych
wstrtnych bestii tak maszynk gnomw, ktra si nazywa
smocza flanca. Nazwa wzia si std, e elfka przeflancowaa
ni tego potwora. Szkoda, e teraz nie ma takiej panny, ktra
rozprawiaby si z tymi nowymi smokami.
178*
Z tego, co syszelimy, wanie takie s
zamiary
Miny
odezwa si pierwszy kupiec, starajc si pogodzi dwie kobiety, ktre dyskutoway oburzonymi gosami.
179*
Widziae j? Silvanoshei rozpromieni
si
z
radoci. Widziae Min?
180*
Nie, ale wszyscy w miastach, przez ktre
przejedalimy, mwili tylko o niej.
181*
Gdzie ona jest? dopytywa si elf.
Gdzie
w
pobliu?
182*
Jedzie drog do Sanction. Nie sposb jej nie
zauway.
Prowadzi armi Czarnych Rycerzy odpowiedzia kwano
zadziorny mczyzna.
183*
Prosz go le nie zrozumie, paniczu
powiedziaa
ona jednego z kupcw. Mina nosi czarn zbroj, ale z tego,
co syszelimy, ma zote serce.
184*
Wszdzie wok syszymy, e uzdrowia
jakie
dziecko
albo przywrcia kalece wadz w nogach oznajmia jej
przyjacika.
185*
Mina przerwie oblenie Sanction doda
kupiec

i odda nam port. Wtedy nie bdziemy musieli wlec si przez


p kontynentu, eby sprzeda swoje towary.
186*
I nikomu z was nie wydaje si to ze?
spyta
ze
zoci ktliwy mczyzna. Nasi Rycerze Solamnijscy s w Sanction, staraj si je utrzyma, a wy kibicujecie wodzowi naszych wrogw.
Po tych sowach rozptaa si oywiona dyskusja, w wyni233

ku ktrej wikszo grupy stana po stronie tych, ktrzy w kocu otworz porty dla transportu handlowego. Solamnijczycy
prbowali wyrwa si z Sanction i ponieli klsk. Niech Mina
i jej Czarni Rycerze zobacz, co im si uda zdziaa.
Wstrznity i zdjty zgroz na myl o tym, e Mina naraa
si na takie niebezpieczestwo, Silvanoshei oddali si niepostrzeenie i przez p nocy nie mg zasn, chory ze strachu
o ni. Nie wolno jej zaatakowa Sanction! Trzeba jej wyperswadowa tak niebezpieczny zamys.
Mody elf wsta z pierwszym brzaskiem i wyruszy w dalsz podr. Nie musia popdza konia. Zimnemu Ogniowi
spieszno byo wrci do swojej pani, tak samo jak jego jedcowi. Obydwaj dawali z siebie wszystko, a imi Mina" rozbrzmiewao w ttencie koskich kopyt i w kadym uderzeniu
serca Silvanosheia.
Kilka dni po spotkaniu z Silvanosheiem karawana kupiecka
dotara do portowego miasteczka. Zostawiwszy mw zajtych rozbijaniem obozu, dwie kobiety wybray si na rynek,
gdzie zatrzyma je kolejny elf, ktry krci si wrd straganw i zaczepia wszystkich nowo przybyych.
To by jeden z tych zadzierajcych nosa" elfw, jak
stwierdzia jedna z kupcowych. Rozmawia z nimi takim tonem, jakby cytujc czyje powiedzenie byy czym, co
spado psu do miski".
Mimo to chtnie wziy od niego pienidze i powiedziay
mu w zamian to, co chcia wiedzie.
Tak, spotkay na drodze modego elfa ubranego po szlachecku. To by uprzejmy, grzeczny modzieniec. Nie taki jak niektrzy, powiedziaa kobieta, posyajc rozmwcy wymowne spojrzenie. Nie przypominaa sobie, aby powiedzia, dokd si wybiera, ale pamitaa, e rozmawiali o Sanction. Tak, to cakiem
moliwe, e jecha do Sanction, ale z tego, co wiedziaa o jego
zamiarach, rwnie dobrze mg si wybiera na ksiyc.
Starszy elf o pospnej twarzy i chodnych manierach zapaci im i odjecha w tym samym kierunku co Silvanoshei.
234

Dwie kupcowe od razu wiedziay, co o tym myle.

17* Ten modzieniec jest jego synem, ktry uciek z


domu
stwierdzia pierwsza, mdrze kiwajc gow.
18* Nie dziwi mu si powiedziaa druga, ogldajc
si
na elfa ze zoci. Sdzc z gby, to stary zoliwiec.
19* Szkoda, e nie wprowadziam go w bd aowaa
pierwsza kupcowa. Przydaaby mu si nauczka.
20* Zrobia to, co uwaaa za najlepsze, moja droga
stwierdzia jej przyjacika, wycigajc szyj, eby zobaczy,
ile dostay srebrnych monet. Nie powinnymy si wtrca
si do spraw takich cudzoziemcw.
Kobiety wziy si pod rce i poszy do najbliszej tawerny, eby wyda pienidze elfa.

Winiowie wiary
Wojska Miny maszeroway nieubaganie na Sanction. Nadal nie napotykay na drodze sprzeciwu ani oporu. Mina nie
podrowaa ze swoimi legionami, lecz jechaa przed nimi,
wkraczajc do miast, wsi i miasteczek, by czyni cuda, gosi sowo Jedynego Boga i wyapywa wszystkich kenderw. Wielu dziwio si temu ostatniemu. Wikszo zakadaa,
e Mina chce zabi kenderw (i niewielu byoby ich al), ale
ona tylko ich przesuchiwaa, kadego po kolei, wypytujc
o pewnego szczeglnego kendera, ktry nazywa si Tasslehoff Burrfoot.
Przedstawio jej si wielu Tasslehoffw, ale aden nie by
Tym Tasslehoffem Burrfootem. Po przesuchaniu wszystkich
kenderw Mina puszczaa ich wolno i posyaa w dalsz drog,
obiecujc hojn nagrod, gdyby znaleli Tego Burrfoota.
Kadego dnia do jej obozu przybyway stada kenderw, sprowadzajc Tasslehoffw wszelkiej maci i rozmiarw
w nadziei, e otrzymaj nagrod. Byli wrd nich nie tylko
kenderzy, ale take psy, winie, osio i koza, a pewnego razu
nawet skacowany i bardzo wkurzony krasnolud. Zwizanego
i zakneblowanego przywleko do obozu dziesiciu kenderw,
twierdzc, e to Tasslehoff Burrfoot, ktry prbuje si ukry,
przykleiwszy sobie sztuczn brod.
Ludzie i kenderzy z Solamnii, Throt i Estwilde byli urzeczeni Min tak samo jak przedtem elfy z Silvanesti. Traktowali
236

j bardzo podejrzliwie, kiedy wjedaa, lecz kiedy wyjedaa, odprowadzali j z modlitw i pieni na ustach. Zamek
po zamku, miasto po miecie paday podbite wdzikiem Miny,
nie jej si.
Gerard dawno ju porzuci nadziej, e Rycerze Solamnijscy zaatakuj. Domyli si, e lord Tasgall zamierza raczej
skupi swoje wysiki na obronie Sanction ni na prbie zatrzymania Miny w drodze. Gerard mgby powiedzie rycerzom,
e marnuj tylko czas. Armia Miny rosa z kadym dniem, bo
z kadym dniem pod jej sztandarami zbierao si coraz wicej mczyzn i kobiet, ktrzy chcieli oddawa cze Jedynemu Bogu. Wprawdzie oficerowie Miny narzucali ostre tempo
i onierze musieli zrywa si o wicie i maszerowa do
zmierzchu, morale jednak byo wysokie. Pochd przypomina
raczej weseln procesj, ktra spieszy na radosn uroczysto,
a nie marsz na pole walki, na rze i mier.
Gerard nadal nieczsto widywa Odil. Kobieta podrowaa ze wit Miny i czsto przebywaa poza gwnym oddziaem. Gerard nie mia pewnoci, czy wyjedaa z wasnej
woli, czy bya do tego zmuszona, bo starannie unikaa wszelkich z nim kontaktw. Wiedzia, e robia to dla jego bezpieczestwa, ale nie mia z kim porozmawia i gotw byby
ponie ryzyko, byle tylko mc si podzieli swymi mylami
cho byy czarne i pesymistyczne z kim, kto go zrozumie.
Pewnego dnia Gerarda wyrwa z rozmyla minotaur Galdar. Kiedy si dowiedzia, e mczyzna jedzie na tyach, szybko kaza mu zaj miejsce wrd innych rycerzy na przedzie.
Gerard nie mia innego wyboru, jak posucha, i reszt wyprawy spdzi pod czujnym okiem minotaura.
Dlaczego Galdar go nie zabi, pozostawao dla Gerarda tajemnic, ale z drugiej strony, minotaur w ogle by tajemnic.
Rycerz czsto czu na sobie wzrok jego wypukych oczu, ktre
jednak wyraay nie tyle grob, co zadum.
Trzyma si na uboczu, odtrcajc wszelkie prby nawizania przyjani, jakie podejmowali jego kompani". Nie mg
237

przecie podziela dobrego humoru Czarnych Rycerzy ani


bra udziau w rozmowach o tym, ilu Solamnijczykom zamierzaj wypra flaki albo ile solamnijskich gw nadziej na
piki.
Z powodu pospnego milczenia i przewrotnej natury Gerard wkrtce zasuy sobie na miano ponurego, nietowarzyskiego czowieka, niezbyt lubianego przez swych braci" rycerzy. Nie obchodzio go to. By zadowolony, e zostawili go
w spokoju.
A moe jednak nie cakiem? Ilekro oddali si samotnie,
zawsze, kiedy podnosi wzrok, widzia idcego za nim Galdara.
Mijay dni i tygodnie. Armia przejechaa przez Estwilde,
przelizgna si na pnoc przez Throt, przebya gry Khalkist
przez przecz Throtyl, a potem skrcia na poudnie do Sanction. Kiedy wojsko opucio bardziej zaludnione tereny, Mina
wrcia do armii i jechaa na jej czele z Galdarem, ktry powica jej teraz znacznie wicej uwagi ni Gerardowi, za co
rycerz by wdziczny.
Odila take wrcia, ale jechaa na tyach, w wozie z bursztynowym sarkofagiem. Gerard chcia z ni porozmawia.
Raz zosta z tyu w nadziei, e nikt nie zauway jego nieobecnoci, Galdar jednak odszuka go i nakaza mu wrci na swoje
miejsce w szeregu.
Wreszcie nadszed dzie, w ktrym na horyzoncie zamajaczy acuch gr. Pocztkowo widoczny by jako ciemnoniebieska smuga, ktr Gerard mylnie wzi za pasmo granatowych chmur deszczowych. Kiedy podeszli bliej, dostrzeg
piropusze dymu bijce z ich szczytw. Patrzy na aktywne wulkany znane jako Wadcy Zagady stranikw Sanction.
Ju niedugo" pomyla rycerz i serce cisno mu si
z blu na myl o obrocach miasta, ktrzy czuwaj i czekaj.
Bd pewni siebie, przekonani, e ich obrona wytrzyma. Bronili si ju ponad rok; dlaczego teraz mieliby si spodziewa
czego innego?
238

Gerard by ciekaw, czy dotary do nich pogoski o straszliwej armii umarych, ktra zaatakowaa Solanthus. A nawet jeli tak, to czy uwierzyli w nie? Gerard mia wtpliwoci. On
sam nie daby wiary takim opowieciom. Po zastanowieniu nie
by pewien, czy nawet teraz w to wierzy. Caa bitwa miaa nierzeczywisty charakter gorczkowego snu. Czy armia umarych
maszerowaa teraz z Min? Gerard czasami prbowa ich dostrzec, ale jeli umarli szli wrd nich, ci przeraajcy sojusznicy stpali bezgonie i niedostrzegalnie.
Wojska Miny dotary do stp gr Khalkist i rozpoczy
wspinaczk ku przeczy midzy Wadcami Zagady. Mina ogosia popas w dolinie, oznajmiajc, e zatrzymaj si tu na kilka
dni. Powiedziaa, e musi si uda w podr, a pod jej nieobecno armia ma si przygotowa do wdrwki przez gry. Bro
i zbroje wszystkich miay by w dobrym stanie, gotowe do bitwy. Kowal otworzy kunie i wraz ze swoimi pomocnikami
caymi dniami pracowa przy naprawach i wykuwaniu broni.
Myliwych wysano na polowania, eby dostarczyli wieego
misa.
Ledwo rozbito obz pierwszego dnia, kiedy do niewoli dosta si elf.
Przywleko go do obozu kilku zwiadowcw, ktrzy patrolowali skrzyda armii, przeczesujc okolic w poszukiwaniu
ladw wroga.
Gerard naprawia u kowala swj miecz i myla o tym; jakie to dziwne, e nieprzyjaciel, ktrego wkrtce moe ten miecz
przeszy, teraz ciko pracuje, by go zreperowa. Pod nieobecno Miny postanowi sprbowa przekona Odil, by z nim
ucieka. Jeli odmwi, sam pojedzie do Sanction, aby zanie
obrocom wie o nadejciu nieprzyjaciela. Nie mia pojcia,
jak si wymkn Galdarowi ani jak ju po dotarciu do Sanction przedrze si przez zastpy wroga, ktre oblegay miasto, ale stwierdzi, e pniej co si wymyli.
Kiedy tak sta znudzony czekaniem i wasnymi ponurymi
mylami, usysza jak wrzaw, wic pospieszy zobaczy, co
si dzieje.
239

Zobaczy elfa na dereszowatym koniu, bestii o tak ognistym temperamencie i usposobieniu, e nikt nie mg si do
niej zbliy. Sam jedziec mia niepewn min, bo kiedy si
nachyli, eby poklepa konia uspokajajco, zwierz szarpno
gow, chcc go ugry. Elf szybko odsun rk i wicej ju
nie prbowa gaska wierzchowca.
Wok elfa zgromadzi si tum. Niektrzy wyranie go
znali, bo zaczli si z niego namiewa, kaniajc mu si drwico i witajc krla Silvanesti" szyderczym miechem. Gerard
zlustrowa przybysza zaciekawionym spojrzeniem. Wykwintny strj elfa by godny krla, chocia peleryna z cienkiej weny zabrudzia si w podry, jedwabne nogawice wieciy
dziurami, a haftowany zotem kubrak wytar si i postrzpi.
Elf nie zwraca uwagi na szydercw. Podobnie jak jego ko,
szuka wzrokiem kogo w obozie.
Tum si rozstpi, jak zawsze, kiedy wrd niego sza Mina. Zarwno ko, jak i jedziec utkwili w niej oczy pene zachwytu.
Ko zara i potrzsn bem. Mina podesza do Zimnego
Ognia, przycisna twarz do jego gowy i pogaskaa go po pysku. Zwierz pooyo eb na jej ramieniu i zamkno oczy. Jego podr dobiega koca, zadanie zostao wykonane, dotar
do domu i by szczliwy. Mina poklepaa konia i podniosa
wzrok na elfa.
Mina rzek modzieniec, a jego przepenione mioci sowa pyny prosto z serca. Elf zeskoczy z konia
i stan przed dziewczyn. Mino, posaa po mnie. Oto jestem.
W gosie elfa sycha byo tak udrk i bezgraniczn mio, e Gerardowi zrobio si al modzieca. Nie ulegao
wtpliwoci, e jego mio pozostawaa nieodwzajemniona.
Mina nie zwracaa uwagi na elfa i nadal obsypywaa czuociami konia. Jej lekcewaenie dla przybysza nie uszo uwadze
zgromadzonych. Rycerze Miny wymienili umieszki i szeptem
pucili w obieg sprone arty. Jeden z mczyzn rozemia si
gono, ale miech zamar mu na wargach, kiedy Mina zwr240

cia ku niemu swe oczy koloru bursztynu. Mczyzna spuci


gow, zaczerwieni si i umkn jak niepyszny.
Mina wreszcie raczya zauway elfa.
21* Bd pozdrowiony, Wasza Krlewska Mo. Wszystko jest gotowe na twoje przybycie. Twj namiot postawiono
w pobliu mojego. Przybye w por. Wkrtce wyruszymy do
Sanction, by zaj to wite miasto w imieniu Jedynego Boga.
Bdziesz wiadkiem naszego triumfu.
22* Nie moesz jecha do Sanction, Mino!
wykrzykn
elf. To zbyt niebezpieczne... Umilk. Rozejrza si po
tumie zakutych w czarne zbroje ludzi i najwyraniej dopiero
teraz zda sobie spraw, e wjecha do obozowiska nieprzyjaciela.
Mina dostrzega i zrozumiaa jego niepokj. Spojrzaa na
zgromadzonych surowym wzrokiem; uciszya arty i miechy.
Niech wszyscy w armii dowiedz si, e krl elfw
z kraju Silvanesti jest moim gociem. Macie go traktowa z takim samym szacunkiem, jaki okazujecie mnie. Czyni was
wszystkich i kadego z osobna odpowiedzialnymi za jego bezpieczestwo i dobre samopoczucie.
Wzrok Miny przesuwa si po zebranych w obozie i, ku
wielkiemu niezadowoleniu Gerarda, zatrzyma si nim.
Sir Gerardzie, wystp rozkazaa dziewczyna.
Zdajc sobie spraw, e wszyscy gapi si na niego, rycerz
poczu, e do twarzy uderza mu gorca krew, a jednoczenie
z odka promieniuje lodowaty chd. Nie mia pojcia, dlaczego go wybrano. Nie mia wyboru, musia posucha.
Zasalutowa i czeka w milczeniu.
Sir Gerardzie rzeka z powag Mina mianuj ci
specjalnym przybocznym gwardzist krla elfw. Jeste odpowiedzialny za jego bezpieczestwo i wygod. Wybraam ciebie, bo masz due dowiadczenie w kontaktach z elfami. Jak
sobie przypominam, przed przybyciem do nas suye w Qualinesti.
Gerard nie mg wykrztusi sowa, tak by zaskoczony,
przede wszystkim przeklt przebiegoci Miny. By jej za241

przysionym wrogiem, Rycerzem Solamnijskim, ktry przyby, eby j szpiegowa. Ona wiedziaa o tym. I wanie dlatego, e by Rycerzem Solamnijskim, by jedyn osob w jej armii, ktrej moga powierzy ycie modego krla. Wyznaczya
winia, by pilnowa winia. By to niezwyky pomys, musia jednak poskutkowa w przypadku Gerarda.
Przykro mi, ale obawiam si, e ten obowizek nie pozwoli ci wzi udziau w bitwie o Sanction, sir Gerardzie
dokoczya Mina. Jego Wysoko nie powinien by naraony na takie niebezpieczestwo, wic zostaniesz z nim na
tyach, wraz z taborem. Czekaj ci jednak inne bitwy. Tego
jestem pewna.
Rycerz mg tylko znw zasalutowa. Mina odwrcia si
i odesza. Elf odprowadzi j wzrokiem. Twarz mia zasmucon i blad. Wielu onierzy zostao, by si gapi, a po odejciu Miny wznowi zabaw kosztem elfa. Niektrzy zaczynali
by bardzo niemili.
162*
Chodmy rzek Gerard, a widzc, e elf
si
nie
ruszy
z wasnej woli, chwyci go za rami i odcign si. Przeprowadzi go przez obz do miejsca, w ktrym sta namiot Miny.
Rzeczywicie, w niewielkiej odlegoci od niego wzniesiono
drugi namiot. Pusty pawilon czeka na przybycie tego dziwnego gocia.
163*
Jak si nazywasz? spyta oschle Gerard,
nie
czujc
yczliwoci do elfa, ktry jeszcze bardziej skomplikowa mu
ycie.
Elf pocztkowo tego nie usysza. Nadal si rozglda, usiujc znale Min.
Gerard spyta ponownie, tym razem podnoszc gos.
Na imi mam Silvanoshei odpar elf. Mwi pynnie
we Wsplnej Mowie, chocia akcent mia tak ciki, e trudno
go byo zrozumie. Mody mczyzna spojrza prosto na Gerarda, po raz pierwszy odkd rycerz zosta mianowany jego
opiekunem. Nie poznaj ci. Nie bye z ni w Silvanesti,
prawda?
Nie byo potrzeby wyjania, o jak j" mu chodzi. Gerard
242

widzia wyranie, e dla tego modzieca istnieje tylko jedna


kobieta.
23* Nie odpar krtko Gerard. Nie byem.
25* Dokd ona teraz posza? Co robi? spyta Silvanoshei, znw rozgldajc si wok. Kiedy wrci?
Namioty Miny i jej gwardzistw stay z dala od gwnego
obozu, na uboczu. Haas obozowiska w tle przycich. Przedstawienie dobiego koca. Rycerze i onierze wrcili do przygotowa do wojny.
26* Naprawd jeste krlem elfw Silvanesti?
zaciekawi si Gerard.
27* Tak opowiedzia z roztargnieniem Silvanoshei,
zajty swymi poszukiwaniami. Jestem.
28* W takim razie, na Otcha, co ty tu robisz? spyta
bez ogrdek rycerz.
W tym momencie elf dostrzeg Min. Widoczna w oddali,
galopowaa na Zimnym Ogniu po dolinie. Byli sami we dwoje,
szczliwi, e s razem, i z dzik radoci cigali si z wiatrem. Widzc bl w oczach modzieca, Gerard sam odpowiedzia na swoje pytanie.
29* Co mwie? spyta Silvanoshei, wzdychajc i odwracajc si. Mina znika z pola widzenia. Nie dosyszaem.
30* Kto rzdzi twoim narodem pod twoj nieobecno,
Wasza Krlewska Mo? spyta oskarycielskim tonem Gerard. Myla o innym elfim krlu, Gilthasie, ktry tak wiele powici dla ocalenia swojego ludu. A nie uciek od niego.
31* Moja matka odpar Silvanoshei. Wzruszy
ramionami. Zawsze tego pragna.
24* Rzdzi twoja matka sceptycznie powtrzy
Gerard.
A moe Czarni Rycerze z Neraki? Syszaem, e zajli Silvanesti.
Moja matka bdzie z nimi walczy odpar mody elf.
Ona lubi walczy. Zawsze to lubia. Bitwy i niebezpieczestwo. To esencja jej ycia. Ja tego nienawidz. Nasz lud umiera i cierpi. Ginie za ni. Zawsze ginie. Ona pije jego krew
i dziki temu zachowuje urod. Ale mnie to zatruo.
243

Rycerz przyglda si modziecowi z zakopotaniem.


Wprawdzie elf posugiwa si Wspln Mow, Gerard nie mia
jednak pojcia, o czym mwi. Ju mia o to spyta, gdy z namiotu postawionego tu obok pawilonu Miny wysza Odila.
Na widok Gerarda stana i zaczerwienia si, oniemielona,
a potem szybko odwrcia si i odesza.
Przynios ci gorcej wody, Wasza Wysoko zaproponowa Gerard, nie spuszczajc kobiety z oka. Pewnie
chcesz si odwiey i zmy z siebie kurz po podry. Przynios te co do jedzenia i picia. Wygldasz na takiego, ktremu si to przyda.
Bya to prawda. Elfy s zawsze szczupe, ale ten modzieniec by wychudzony. Najwyraniej prbowa y sam mioci. Gerard poczu, e zo go opuszcza. Zacz wspczu
modemu elfowi, ktry by winiem w nie mniejszym stopniu
ni kady z nich.
2* Jak chcesz powiedzia Silvanoshei obojtnie. Jak
sdzisz, kiedy Mina wrci?
3* Wkrtce, Wasza Krlewska Mo odpar Gerard,
niemal wpychajc modzieca do namiotu. Wkrtce. Powiniene odpocz.
Pozbywszy si kopotu, przynajmniej na jaki czas, rycerz
pogna za idc przez obz Odil.
84* Unikasz mnie powiedzia pgosem, doganiajc j.
4* Dla twojego wasnego dobra odpara kobieta, nadal
idc. Powiniene wyjecha, zanie wiadomo rycerzom
w Sanction.
5* Taki miaem zamiar. Gerard wskaza kciukiem za
siebie. Teraz mam na gowie tego zakochanego modego
krla elfw. Przydzielono mi zadanie strzeenia go.
Odila stana i spojrzaa na niego.
85* Naprawd?
86* Naprawd.
87* To pomys Miny?
88* A czyj inny?

244

187*

Sprytne zauwaya Odila, nie przerywajc

marszu.

188*
To samo pomylaem rzek Gerard.
Nie
wiesz
przypadkiem, co zamierza z nim zrobi? Nie sdz, aby bya
romantycznie usposobiona.
189*
Oczywicie, e nie odpara Odila.
Opowiedziaa
mi o nim. On moe teraz na to nie wyglda, ale w innych okolicznociach mgby zosta silnym i charyzmatycznym wodzem narodu elfw. Mina dostrzega zagroenie i postanowia
je usun. Nie znam si za bardzo na elfiej polityce, ale z tego,
co wiem, Silvanesti nie chc sucha nikogo poza nim.
190*
Dlaczego go po prostu nie zabije? spyta
rycerz.

mier byaby bardziej miosierna od tego, co Mina z nim teraz robi.


191*
mier uczyniaby z niego mczennika, daa
jego
ludziom spraw, za ktr mogliby walczy. Teraz siedz tylko
bezczynnie i czekaj na jego powrt. Galdar nas obserwuje
zauwaya nagle Odila. Powinnam dalej i sama. Nie id
za mn.
Gdzie si wybierasz?
Kobieta nie obejrzaa si na niego.
67* Mam obowizek nosi jedzenie tym dwm czarodziejom. Zmusza ich do tego, by jedli.
68* Odilo powiedzia Gerard, zatrzymujc j nadal
wierzysz w moc Jedynego Boga, prawda?
69* Tak odpowiedziaa, posyajc mu wyzywajce
spojrzenie.
70* Chocia wiesz, e to za moc?
71* Za moc, ktra uzdrawia chorych i przynosi pokj i pociech setkom ludzi odpara Odila.
72* I przywraca makabryczne ycie umarym!
73* Tylko bg jest do tego zdolny. Odila spojrzaa mu
prosto w twarz. Wierz w tego boga, Gerardzie, i co wicej,
ty te w niego wierzysz. To dlatego naprawd tu jeste.
Rycerz prbowa znale jak zrczn odpowied, ale nie
potrafi. Czy wanie to prbowa mu powiedzie gos jego ser-

245

ca? Czy przebywa tu z wasnej, nieprzymuszonej woli, czy te


by tylko kolejnym winiem?
Widzc, e Gerard nie umie odpowiedzie, Odila odwrcia si i zostawia go.
Zaniepokojony rycerz sta w milczeniu, odprowadzajc
wzrokiem kobiet idc przez pene ycia obozowisko.

Rycerz czarnej ry
Tym razem podr bya krtka. Tas ledwo zacz si zoci na koziokowanie, kiedy niespodziewanie znalaz si w normalnej pozycji, gow do gry i wsparty obiema nogami na
twardym gruncie. Czas po raz kolejny si zatrzyma.
Tas odetchn z ulg i rozejrza si wok.
Labirynt ywopotw znikn. Nie byo rwnie Zgadywanki. Tas sta sam w miejscu, ktre kiedy byo zapewne
przepiknym ogrodem ranym. Ogrd jednak przesta ju by
pikny, bo wszystko w nim uscho. Suche kwiaty r, niegdy
czerwone, teraz byy ciemne jak smutek. Ich gwki wisiay na
zbrzowiaych i uschnitych odygach. Pod rozsypujcym si
murem leay sterty zbutwiaych lici, nagromadzone przez lata, ktre znay tylko zim. Z martwego ogrodu do dworu prowadzia cieka z popkanych kamiennych pyt. ciany domu osmoliy i nadpaliy dawno zagase pomienie. Rezydencj
otaczay wysokie cyprysy, ktrych olbrzymie konary odcinay
wszelki dostp wiata, tak e kiedy zapadaa noc, pogbiaa
jedynie mrok obecny za dnia.
Tasslehoff pomyla, e nigdy dotd nie widzia miejsca,
ktre wprawioby go w taki nie dajcy si wyrazi smutek.
Co ty tu robisz?
Na kendera pad jaki cie. Rozleg si czyj gos, straszny
i zimny. Nad Tasem sta rycerz w pradawnej zbroi. By martwy. I to od wielu stuleci. Ciao w pancerzu dawno si roz247

oyo. Teraz sama zbroja bya ciaem i koci, miniami i cignami; zmatowiaa i sczerniaa ze staroci, osmolona od wojennej poogi, splamiona krwi ofiar. Przez szpar w hemie wida byo czerwone oczy, jedyne wiato w wiecznej ciemnoci.
Gorejce oczy wpatryway si w Tasslehoffa. Ich spojrzenie
sprawiao bl i kender si skuli.
Tasslehoff przyjrza si upiorowi przed sob i ogarno
go bardzo niemie uczucie, o ktrym zapomnia, bo byo tak
okropne, e nie chcia go pamita. Poczu w ustach gorycz,
ktra szczypaa go w jzyk. Serce omotao mu w piersi, jakby chciao z niej wyskoczy, lecz nie mogo. odek skurczy mu si do rozmiarw pieczki i szuka miejsca, eby si
schowa.
Kender prbowa odpowiedzie na pytanie, ale nie mg
wykrztusi sowa. Zna tego rycerza. Upiorny rycerz, lord Soth,
nauczy go strachu, a byo to doznanie, ktre Tasowi nie podobao si ani troch. Przebiego mu przez gow, e lord Soth
moe go nie pamita, i zawitao mu, e to moe dobrze, bo
ich ostatnie spotkanie odbyo si w niezbyt przyjaznej atmosferze. Sowa, ktre zmroziy kendera niczym podmuch lodowatego wiatru, szybko rozwiay to zudzenie.
Nie lubi si powtarza. Co ty tutaj robisz?
W swoim dugim yciu Tas wiele razy sysza to pytanie, chocia nigdy nie miao ono takiego odcienia. Przewanie
brzmiao: Co ty tutaj robisz?" i byo wymawiane tonem,
ktry sugerowa, e pytajcy ucieszyby si, gdyby kender, cokolwiek robi tutaj, robi gdziekolwiek indziej. Czasami pytanie brzmiao: Co ty tutaj r ob i s z ?" , co w rzeczywistoci
oznaczao, e mia natychmiast przerwa, cokolwiek robi.
Lord Soth pooy akcent na ty", pytajc: Co ty tutaj robisz?", co oznaczao, e zwraca si bezporednio do Tasslehoffa Burrfoota. A z tego wynikao, e go pozna.
Tasslehoff kilka razy sprbowa odpowiedzie, za kadym
razem bez skutku, bo z jego ust wydobyway si tylko jakie
nieartykuowane dwiki, nie sowa.
Dwa razy zadaem ci pytanie rzek upiorny rycerz.
248

Wprawdzie mam nieskoczenie wiele czasu, ale moja cierpliwo ma granice.


Usiuj odpowiedzie, panie odpar potulnie Tasslehoff ale na twj widok wszystkie sowa utkny mi w rodku. Wiem, e to nieuprzejme, ale bd musia zada ci pytanie,
zanim zdoam odpowiedzie na twoje. Co dokadnie masz na
myli, kiedy mwisz tutaj"? Kender otar rkawem pot
z czoa i stara si patrze gdziekolwiek, tylko nie w te czerwone oczy. Byem w wielu tutajach" i nie bardzo si orientuj, gdzie jest twoje tutaj".
Ponce oczy Sotha powdroway od Tasslehoffa do urzdzenia do podrowania w czasie, ktre kender ciska w zesztywniaych palcach. Tas poszed za spojrzeniem rycerza.
25* Ach, to powiedzia i przekn lin. adne,
prawda? Natknem si na nie podczas... ehem... mojej ostatniej podry. Kto je zgubi. Mam zamiar je zwrci. Czy to
nie szczcie, e je znalazem? Jeli nie masz nic przeciwko temu, schowam je. Kender stara si otworzy jedn ze swoich sakiewek, ale rce nie przestaway mu si trz.
26* Nie martw si powiedzia Soth nie zabior ci
go.
Nie pragn urzdzenia, ktre cofnoby mnie w czasie. Chyba
e... umilk, a jego czerwone oczy przygasy chyba e
zabraoby mnie w przeszo, abym naprawi to, co uczyniem.
Moe wtedy miabym z niego jaki poytek.
Tas wiedzia dobrze, e nie mgby powstrzyma lorda
Sotha, gdyby upir chcia mu zabra urzdzenie, ale zamierza
si dobrze postara. W Tasslehoffa wstpi duch bojowy, prawdziwa odwaga, nie taka, ktra jest tylko brakiem strachu. Kender wycign n, ktry nosi za paskiem, Zabjc Krlikw.
Nie wiedzia, co mgby zdziaa takim noykiem przeciwko
upiornemu rycerzowi, ale Tas by Bohaterem Lancy. Musia
sprbowa.
Na szczcie jego odwaga nie zostaa wystawiona na
prb.
Tylko po co? dokoczy lord Soth. Gdybym musia zrobi to jeszcze raz, wynik byby taki sam. Podjbym te
249

same decyzje, popeni te same haniebne czyny. Takim bowiem byem wtedy czowiekiem.
Czerwone oczy przygasy.
Gdybym mg wrci z dzisiejsz wiedz, moe postpibym inaczej. Jednak nasze dusze nie mog si cofa w czasie. Mog tylko i naprzd. A niektrym z nas nawet tego odmwiono. Do czasu, gdy nauczymy si przykrych lekcji, jakich udziela nam ycie i mier.
Jego gos, ju i tak zimny, zabrzmia tak lodowato, e Tas
przesta si poci, a zacz dygota.
A teraz odebrano nam szans nawet na to.
Czerwone oczy znw zapony.
164*
Odpowiadajc na twoje pytanie, kenderze,
jeste
w
Pitym Wieku, tak zwanym Wieku miertelnikw". Upir
obrci gow w hemie i unis rk. Przy ruchu zaopotay
strzpy jego paszcza. Znajdujesz si w ogrodzie mojej
dawnej siedziby, ktra teraz jest moim wizieniem.
165*
Zabijesz mnie? spyta Tas, bardziej
dlatego,
e
takiego pytania pewnie po nim oczekiwano, ni dlatego, e czu
si zagroony. eby jaka osoba ci grozia, musi ci wpierw
zauway, a Tas mia nieodparte wraenie, e interesuje niemiertelnego wadc mniej ni uschnite odygi kwiatw albo
zasuszone patki r.
166*
Dlaczego miabym ci zabija, kenderze?
spyta
Soth.
Po co miabym zadawa sobie tyle trudu?
Tas zastanowi si nad tym gboko. Rzeczywicie, nie
przychodzi mu na myl aden rozsdny powd, dla ktrego
Soth miaby go zabija, pominwszy jeden.
167*
Jeste rycerzem mierci, panie
powiedzia
Tas.

Czy zabijanie ludzi nie jest twoim zadaniem?


168*
mier nie bya moim zadaniem odpar
bezbarwnym gosem Soth. mier bya moj radoci. I moj udrk. Moje ciao umaro, ale dusza wci yje. Niczym ofiara
tortur, ktra cierpi mki przypiekania rozarzonym elazem,
moja dusza bezustannie smay si w ogniu wciekoci, wstydu i poczucia winy. Chciaem pooy temu kres, utopi bl
250

w krwi, zaguszy go ambicj. Obiecano mi, e moje mczarnie si skocz. Otrzymaem obietnic, e jeli pomog
mojej bogini osign jej cel, zostan nagrodzony. Moje cierpienia ustan, a dusza odzyska wolno. Nie dotrzymano tych
obietnic.
Spojrzenie czerwonych oczu pado na Tasslehoffa, a potem powdrowao niespokojnie ku zeschnitym i poczerniaym
rom.
192*
Kiedy zabijaem z ambicji, dla przyjemnoci
i
ze
zoliwoci. Skoczyem z tym. To ju nie ma to dla mnie adnego
znaczenia. Nic z tego nie zaguszyo mojego blu. Poza tym
doda od niechcenia lord Soth po co miabym zadawa sobie trud, aby ci zabi? Ty ju nie yjesz. Umare w Czwartym Wieku; w ostatniej sekundzie Czwartego Wieku. Dlatego
wanie pytam, dlaczego tu jeste? Jak znalaze to miejsce,
skoro nawet bogowie nie wiedz, gdzie jest schowane?
193*
Wic ja naprawd umarem powiedzia
do
siebie
Tas
i westchn cichutko. To wszystko wyjania.
Rozmyla o tym, jakie to dziwne, e ma co wsplnego
z lordem Sothem, kiedy rozleg si czyj gos gos ywej osoby, woajcej: Panie! Lordzie Soth! Prosz ci o audiencj!"
Czyja do zasonia kenderowi usta. Druga silna rka
chwycia go wp i nagle Tasa spowiy fady mikkiej, czarnej
szaty, cakiem jakby noc przybraa materialny ksztat i spada
mu na gow. Kender nic nie widzia. Nie mg mwi i ledwo
oddycha, bo do zakrywaa mu dokadnie usta i nos. Najdziwniejsze, e jedynym, co czu, by zapach patkw r.
Tas chcia zaprotestowa przeciwko tak nieuprzejmemu zachowaniu, ale wtedy pozna gos osoby, ktra woaa lorda
Sotha, i nagle poczu si cakiem zadowolony z tego, e nieznajoma do pomaga mu zachowa milczenie, bo chocia
czasami zamierza siedzie bardzo cicho, sowa miay skonno do wyrywania mu si z ust, zanim zdoa je powstrzyma.
Pokrci si troch, eby odsoni nos i zaczerpn tchu. Jego ciao, martwe lub nie, domagao si tego. Kiedy ju to zrobi, stan w idealnym bezruchu.
251

Lord Soth nie od razu odpowiedzia na wezwanie. On rwnie pozna, kto go woa, chocia nigdy przedtem nie widzia
tej osoby. Zna j, poniewa byli skuci tym samym acuchem
i suyli temu samemu panu. Wiedzia, dlaczego przysza do
niego i o co chce go prosi. Nie wiedzia jednak, jakiej udzieli
odpowiedzi. Wiedzia, co chciaby odpowiedzie, ale wtpi,
czy ma na to do odwagi.
Odwaga. Umiechn si gorzko. Kiedy wyobraa sobie,
e nie boi si niczego. Z czasem zda sobie spraw z tego, e
boi si wszystkiego. Cae ycie przey w strachu: ba si niepowodzenia, ba si saboci, ba si tego, e ludzie wzgardziliby nim, gdyby poznali, jaki jest naprawd. A ju najbardziej
obawia si tego, e wzgardziaby nim ona, gdyby si dowiedziaa, e jest zwykym czowiekiem, a nie wzorem cnt i odwagi, za jaki go miaa.
Bogowie dali mu wiedz, dziki ktrej mg zapobiec Kataklizmowi. Jecha do Istar, kiedy zatrzymaa go grupa elfich kobiet, zbaamuconych wielbicielek krla-kapana. Elfki naopowiaday mu kamstw o jego onie, powiedziay, e nie bya mu
wierna, a dziecko, ktre nosi w swym onie, nie jest jego. To
strach sprawi, e uwierzy w ich opowieci i zawrci z drogi,
ktra moga by jego zbawieniem. Strach uczyni jego uszy guchymi na protesty ony, ktra zapewniaa go o swej niewinnoci.
Strach skoni go do zamordowania tej, ktr szczerze kocha.
Upir rozmyla o tym, przypominajc sobie raz jeszcze to
wszystko, co by zmuszony wspomina ju tyle razy.
Znw sta w kwitncym ogrodzie, gdzie jego ona wasnorcznie pielgnowaa re, nieufna wobec wynajtego przez
niego ogrodnika, ktry mia j wyrcza. Rycerz patrzy
z trosk na jej biae donie, podrapane i pokaleczone, zeszpecone kropelkami krwi.
89* Czy to warto? spyta j. Re zadaj ci tyle
blu.
90* Bl trwa tylko chwil odpowiedziaa jego ona.
Rado z ich pikna trwa wiele dni.
91* Jednak wraz z chodnym oddechem zimy twoje re
usychaj i gin.
252

Zachowuj jednak pami po nich, mj drogi, i to przynosi mi rado.


Nie rado" pomyla. Nie rado, lecz cierpienie".
Wspomnienie jej umiechu, jej miechu. Wspomnienie smutku
w jej oczach, gdy gaso w nich ycie, odebrane jego rk.
Wspomnienie jej kltwy.
Czy jednak na pewno bya to kltwa? Wtedy tak sdzi, ale
teraz zacz si zastanawia. Moe w rzeczywistoci byo to jej
bogosawiestwo dla niego?
Opuszczajc ogrd uschnitych r, wszed do posiadoci,
ktra staa od wiekw jako pomnik mierci i strachu. Siad na
krzele pokrytym kurzem wiekw, pyem, ktrego jego niematerialne ciao nigdy nie wzbijao. Siedzia i wpatrywa si
w plam krwi na posadzce, tak jak w przeszoci czyni to niekoczcymi si godzinami.
Tutaj upada.
Tutaj umara.
Od wiekw by skazany na wysuchiwanie litanii krzywd,
jakie wyrzdzi, piewanej przez duchy tych elfich kobiet, ktre przyczyniy si do jego upadku, a teraz skazane byy na ycie niebdce yciem, egzystencj pen udrki i wyrzutw sumienia. Odkd nasta Pity Wiek, nie sysza ich gosw. Nie
wiedzia, ile to ju mino lat, bo czas nie mia dla niego znaczenia. Gosy byy czci Czwartego Wieku i w nim te zostay.
Wreszcie otrzyma przebaczenie. Wolno mu byo odej.
Pragn wybaczenia, ale mu go odmwiono. Zgodnie z przewidywaniami jego krlowej odmowa go rozgniewaa. Skrpowa go wasny gniew. Tak oto Takhisis zapaa go w swe sida,
zwizaa mocno i zaniosa tutaj, aby kontynuowa sw aosn
egzystencj, czekajc na jej wezwanie.
I oto wezwanie nadeszo. Wreszcie.
Z tych pospnych rozmyla wyrwa go stukot butw ywej istoty. Rycerz podnis wzrok, by spojrze na przedstawiciela Jej Mrocznego Majestatu i ujrza dziecko w zbroi, a przynajmniej tak mu si z pocztku zdawao. Potem uwiadomi
253

sobie, e ta, ktr wzi za dziecko, jest dziewczyn u progu


kobiecoci. Przypomniaa mu si Kitiara, jedyna istota, ktra
na krtko umiaa zagodzi jego mczarnie. Kitiara, ktra nie
znaa strachu, z wyjtkiem jednej chwili tu przed mierci,
kiedy podniosa oczy i ujrzaa go idcego po ni. Wtedy wanie, spojrzawszy w jej przeraone oczy, zrozumia siebie. Przynajmniej tyle jej zawdzicza.
Kitiary rwnie nie byo, jej dusza odesza tam, dokd miaa odej. Czy ta dziewczyna bdzie jego kolejn towarzyszk?
Kolejn Kitiara nasan po to, by go uwie?
Uwiadomi sobie, e jest inaczej, gdy spojrza w bursztynowe oczy dziewczyny przed sob. To nie Kitiara, ktra miaa
wasne powody dla wszystkiego, co robia, i ktra nie suya
nikomu prcz siebie samej. Ta dziewczyna robia wszystko dla
chway chway boga. Kitiara z wasnej woli nie powicia
niczego dla osignicia swojego celu. Ta dziewczyna powicia wszystko, oprnia siebie, uczynia z siebie naczynie,
ktre mia wypeni bg.
Soth ujrza malekie figurki tysicy istot uwizionych w jej
bursztynowych oczach. Poczu, jak ciepy bursztyn spywa po
nim, prbuje go zapa i utopi, jak kolejnego owada.
Upir potrzsn gow.
169*
Nie kopocz si, Mino rzek do dziewczyny.

Wiem
zbyt duo. Ja znam prawd.
170*
A jaka to prawda? spytaa Mina. Oczy
koloru
bursztynu znw prboway go uwizi. Ta kobieta-dziecko nie
poddawaa si atwo.
171*
e twoja pani wykorzysta ci, a potem ci
porzuci

powiedzia Soth. Zdradzi ci, tak jak zdradzia kadego, kto


jej suy. Widzisz, ja j znam z dawnych czasw.
Wyczu gniew swojej krlowej, ale go zignorowa. Nic
z tego" oznajmi jej. To ju na mnie nie podziaa".
Mina nie bya rozgniewana. Wydawao si, e odpowied
Sotha j zasmucia.
Jak moesz tak o niej mwi, kiedy zadaa sobie tyle
trudu, by ci zabra z sob? Tylko ciebie spotka taki zaszczyt.
254

Wszyscy pozostali... Gestem pokazaa komnat opuszczon przez duchy, a przynajmniej tak jej si musiao zdawa.
Dla niego w sali panowa tok. Ca reszt wygnano w otcha nicoci. Tylko ciebie jednego zaszczycono przywilejem
zostania na tym wiecie.
Nico, powiadasz? Kiedy w to wierzyem. Kiedy
obawiaem si ciemnoci i dlatego krlowa moga mnie trzyma w szachu. Teraz wiem, e jest inaczej. mier nie jest zatraceniem. mier pozwala duszom i dalej.
Mina umiechna si z litoci nad jego ignorancj.
32* To ty zostae wprowadzony w bd. Dusze zmarych
nigdzie nie odchodz. Rozpywaj si we mgle, zmarnowane,
zapomniane. Jedyny Bg zabiera teraz dusze umarych do siebie i daje im okazj pozostania na tej paszczynie i dalszego
dziaania dla dobra wiata.
33* Chciaa powiedzie, dla wasnego dobra wtrci
Soth. Pokrci si na krzele, lecz nadal byo mu niewygodnie.
Powiedzmy, e jestem wdziczny temu bogu za zaszczyt
pozostania na wiecie. Znajc go dobrze z dawnych czasw,
wiem, e spodziewa si po mnie wdzicznoci w wymiernej
postaci. Czego da ode mnie?
34* Za kilka dni armie ywych i umarych rusz na Sanction. Miasto nie oprze si mojej potdze. Mina si nie przechwalaa. Oznajmiaa fakt, nic wicej. Wtedy Jedyny Bg
uczyni wielki cud. Zstpi na ten wiat, tak jak dawno powinien
to by uczyni, i poczy krlestwa miertelnych i niemiertelnych. Kiedy bdzie istnie w obu krlestwach, podbije wiat,
usunie z niego robactwo, jakim s elfy, i obwoa si wadczyni Krynnu. Ja mam dowodzi armi ywych. Jedyny Bg proponuje ci objcie dowodzenia armi umarych.
35* Ona mi to proponuje"? zdziwi si Soth.
36* Tak, oczywicie stwierdzia Mina.
37* A wic nie obrazi si, jeli odrzuc jej propozycj
rzek upir.
38* Nie obrazi si odpara Mina ale po wszystkim,
co
dla ciebie zrobia, twoja niewdziczno bardzo j zasmuci.
255

Po tym wszystkim, co dla mnie zrobia. Soth umiechn si. Wic to dlatego mnie tu sprowadzia. Mam
by niewolnikiem dowodzcym wojskiem niewolnikw. Moja odpowied na tak wielkoduszn propozycj brzmi: Nie".
Popeniasz bd, moja krlowo zawoa Soth, zwracajc
si do mroku, w ktrym przyczaia si bogini. Posuya
si moim gniewem, bym nie wyrwa si z twych szponw,
i przywleka mnie tu, abym nadal ci suy. Jednak zostawia
mnie samego nazbyt dugo. Zostawia mnie w ciszy, w ktrej
znw mogem usysze ukochany gos mojej ony. Zostawia
mnie w ciemnoci, ktra staa si moim wiatem, bo znw ujrzaem ukochan twarz mojej ony. Ujrzaem siebie i zobaczyem czowieka przeartego przez strach. I wtedy ci przejrzaem.
Walczyem dla ciebie, krlowo Takhisis. Wierzyem, e
twoja sprawa jest take moj. Cisza nauczya mnie, e to ty
podsycaa mj strach, otaczajc mnie piercieniem ognia, z ktrego nie mogem si wydosta. Ogie ju zgas, moja krlowo.
Otaczaj mnie jedynie zgliszcza.
Strze si, panie rzeka Mina strasznym gosem.
Jeli odmwisz, narazisz si na gniew boga.
Lord Soth wsta z krzesa. Pokaza plam na posadzce.
172*
Widzisz to?
173*
Niczego nie widz. Dziewczyna rzucia
obojtnym
okiem na podog. To tylko zimny, szary kamie.
174*
Ja widz kau krwi powiedzia lord
Soth.

Widz moj ukochan on, ktra ley zakrwawiona. Widz krew


tych wszystkich, ktrzy zginli, bo strach powstrzyma mnie
od przyjcia bogosawiestwa, jakie dali mi bogowie. Dugo
zmuszony byem patrze na t plam i dugo nienawidziem jej
widoku. Teraz klkam na niej rzek, osuwajc si na zimn
posadzk klkam we krwi mojej ony i tych wszystkich,
ktrzy zginli przez mj strach. Bagam j, by wybaczya mi
krzywd, jak jej wyrzdziem. Bagam ich wszystkich o wybaczenie.
175*
Nie ma przebaczenia powiedziaa srogim
gosem
256

Mina. Jeste przeklty. Jedyny Bg wtrci twoj dusz


w ciemno nieustajcego blu i cierpienia. Czy to wanie
wybierasz?
Wybieram mier oznajmi lord Soth. Spod napiernika zbroi wydoby r. Kwiat by od dawna uschnity, ale
zachowa yw barw. Ra bya czerwona jak wargi jego ony, jak jej krew. Jeli mier pociga za sob niekoczce
si katusze, przyjm je jako nalen mi kar.
Lord Soth zobaczy odbicie Miny w czerwonym ogniu swojej duszy.
Twj bg straci wadz nade mn. Ju si nie boj.
Bursztynowe oczy Miny zrobiy si zimne z gniewu. Dziewczyna odwrcia si i zostawia rycerza, ktry klcza na zimnym kamieniu, ciskajc w doni ciernie, zeschnite licie
i zgniecione patki czerwonej ry. Kroki Miny rozbrzmieway
echem w caym dworze. Wstrzsay podog, na ktrej klcza; wstrzsay nadpalonymi i rozsypujcymi si cianami;
wstrzsay osmalonymi krokwiami.
Lord Soth poczu bl, fizyczny bl, i ze zdumieniem spojrza na swoj rk. Przeklta zbroja znika. Ciernie uschnitej
ry wbiy mu si w do. Na skrze lnia drobna kropla krwi,
czerwiesza od patkw kwiatu.
Jedna z belek pod sklepieniem pka i z hukiem spada
obok niego. Drzazgi ze strzaskanej krokwi wbiy si w ciao
rycerza. Soth zacisn zby z blu. To bya ostatnia, rozpaczliwa prba utrzymania wadzy nad nim ze strony Krlowej
Ciemnoci. Rycerz odzyska miertelne ciao.
Takhisis nigdy nie miaa si o tym dowiedzie, ale niewiadomie udzielia mu ostatniego bogosawiestwa.
Pewna zwycistwa czaia si w mroku, czekajc, a strach
znw przygna go do niej; czekajc, a rycerz zawoa, e si
myli. Spodziewaa si, e bdzie peza u jej stp i baga, aby
go oszczdzia.
Lord Soth unis r do warg. Ucaowa patki, a potem
rozsypa je po krwi, ktra zabarwia szary kamie na czerwono. Zrzuci hem, ktry przez tyle lat by jego ciaem i ko257

ci. Zerwa napiernik i odrzuci go daleko od siebie. Blacha


z brzkiem uderzya w cian.
Zawalia si kolejna krokiew, cinita mciw rk boga.
Spada na Sotha, przewrcia go na posadzk i zgniota. Krew
popyna obficie, mieszajc si z krwijego najdroszej ony.
Rycerz nie krzykn. Przedmiertne mki byy dotkliwe, lecz
wkrtce miay min. Mg znie ten bl na pamitk swojej
ukochanej, na pamitk cierpie, jakie jej dusza znosia dla
niego.
Ona nie bdzie na niego czeka. Dawno temu udaa si we
wasn podr, niosc w objciach ich synka. On ruszy za nimi
w pojedynk, zagubiony, osamotniony i niepewny.
Moe nigdy nie znajdzie tych dwojga, ktrych tak bardzo
skrzywdzi, ale powici wieczno na ich poszukiwanie.
' Dziki temu poszukiwaniu odkupi swoje winy.
Mina kroczya przez rany ogrd. Jej blada, zimna niczym
marmur twarz staa z gniewu. Dziewczyna nie obejrzaa si,
by zobaczy ostateczn zagad twierdzy Dargaard.
Zerkajc zza poy czarnej szaty, Tasslehoff zobaczy, e
Mina si oddala. Nie zauway, dokd posza, bo w tej samej
chwili potna budowla runa z hukiem, wyrzucajc w powietrze kby kurzu i odamkw.
Olbrzymi kamienny blok spad na rany ogrd. Tas by
niezmiernie zdziwiony, e nie znalaz si pod nim, bo kamie
spad dokadnie w miejscu, w ktrym kender przed chwil
sta. Tasslehoff jednak, niczym nasionko dmuchawca, polecia
z wiatrem zniszczenia i mierci, wznoszc si ponad ruiny
w czysty, chodny bkit bezchmurnego, sonecznego nieba.

Atak na Sanction
Oblenie Sanction trwao ju od miesicy. Czarni Rycerze
rzucili do walki wszystkie dostpne siy. Niezliczone rzesze
walczcych polegy po obu stronach murw miasta, i to na
prno, bo oblenia nie mona byo przerwa. Kiedy w polu
widzenia zjawia si armia Miny, obrocy Sanction wybuchli
miechem, bo c moga zmieni tak aosna garstka ludzi?
Nie miali si dugo. Miasto ulego armii dusz w cigu jednego dnia.
Nic nie mogo powstrzyma pochodu umarych. Fosy leniwie pyncej, gorcej lawy z Wadcw Zagady, ktre zatrzymyway ywych, nie stanowiy przeszkody dla dusz. Niedawno wzniesione i umocnione szace, raz po raz bezskutecznie
atakowane przez wojska Czarnych Rycerzy, stay si teraz pomnikami daremnych stara. Gsta, szara mga nieszczsnych
dusz spyna z grskich stokw, wypenia doliny niczym
przybierajca fala powodzi i przelaa si przez umocnienia.
Zarwno oblegajcy, jak i obleni uciekli przed budzcymi
groz umarymi.
Saperzy Miny nie musieli wywaa bram miasta ani rozbija murw. Jej wojskom wystarczyo poczeka, a przeraeni
obrocy sami otworz wrota. Uciekinierzy przed armi zmarych wkrtce wstpili w jej szeregi. Ukryci w upiornej mgle rycerze Miny mordowali ywych bez litoci. Armia pod dowdztwem Galdara wbiega przez bram, by toczy walk w miecie.
259

Na wzgrzach wok Sanction Mina toczya wasn bitw,


ze wszystkich si starajc si przeciwdziaa panice szerzcej
si wrd oblegajcych, ktrzy byli rwnie przeraeni jak ich
wrogowie. Jedzia wrd nich, powstrzymujc ich od ucieczki
i zachcajc do powrotu na lini walki.
Dwoia si i troia na polu bitwy. Galopowaa co si na
swym dereszu wszdzie, gdzie bya potrzebna. Mkna, nie zastanawiajc si nad wasnym bezpieczestwem, czsto zostawiajc swych przybocznych daleko w tyle, tak e musieli rozpaczliwie pogania swoje wierzchowce, by j dogoni.
Gerard nie bra udziau w bitwie. Zgodnie z obietnic Mina umiecia go wraz z winiem, krlem elfw, na szczycie
wzgrza nad miastem.
Poza elfem Gerard, wraz z czterema innymi Czarnymi
Rycerzami, pilnowa wozu wiozcego bursztynowy sarkofag
Goldmoon oraz dwch martwych czarodziejw. Odila zostaa przy wozie. Podobnie jak Gerard ledzia uwanie bitw,
w ktrej nie wolno jej byo bra udziau. Sfrustrowany i pozbawiony moliwoci przyjcia z jakkolwiek pomoc swoim braciom rycerzom, Gerard obserwowa walki ze znienawidzonego bezpiecznego posterunku. Mina rozsiewaa blade, upiorne
wiato, dziki ktremu w dowolnym miejscu pola walki onierze zbierali si wok niej.
74* Co to za dziwna mga, ktra wypenia dolin?
spyta
Silvanoshei z wysokoci sioda, spogldajc w d ze zdumieniem.
75* Ten dziwny opar to wcale nie jest mga, Wasza Krlewska Mo. To armia dusz umarych odpowiedzia ponuro
Gerard.
76* Nawet zmarli j uwielbiaj rzek Silvanoshei.
Przyszli, by walczy dla niej.
Rycerz obejrza si na wz, na ktrym leay ciaa dwch
martwych magw. Ciekaw by, czy dusza Palina znajduje si
na polu bitwy i walczy za Min. Domyla si, jak bardzo mag
j uwielbia". Mia ochot wspomnie o tym zadurzonemu
w niej modemu elfowi, ale zachowa milczenie.
260

Modzieniec i tak by go nie posucha. Gerard siedzia na


koniu w ponurej ciszy.
Z oparu dusz, ktry z kad chwil gstnia coraz bardziej,
dobiega zgiek bitwy i krzyki konajcych. Nagle krwawa mga
zamia rycerzowi oczy i Gerard postanowi zjecha na d, by
rzuci si w wir tej rozpaczliwej walki, chocia od samego
pocztku wiedzia, e nic nie zdziaa i tylko zginie podczas
prby.
194*
Gerardzie! zawoaa Odila.
195*
Nie zdoasz mnie zatrzyma! odkrzykn
gniewnie,
lecz kiedy czerwona mga rozproszya si troch, zrozumia, e
kobieta nie prbowaa go zatrzyma. Staraa si go ostrzec.
Czterech rycerzy Miny, ktrzy mieli strzec elfa, pogalopowao za Gerardem i otoczyo go.
Nie mia pojcia, jak odgadli jego zamys, ale z dzik radoci wydoby miecz, cieszc si, e wreszcie bdzie mia okazj walczy. Ich pierwsze sowa wprawiy go w osupienie.
196*
Odjed, sir Gerardzie powiedzia jeden z
rycerzy,
mczyzna imieniem Clorant. To nie twoja bitwa. Nie chcemy ci skrzywdzi.
197*
To jest moja bitwa, wy cholerni dranie...
zacz
Gerard. Potem jego buntownicze sowa ucichy.
Rycerze nie patrzyli na niego. Ich pene nienawici spojrzenia spoczyway na kim za jego plecami: na elfie. Gerard przypomnia sobie szyderstwa i kpiny, jakie usysza, gdy krl'elfw wjecha do obozu. Obejrza si za siebie. Silvanoshei nie
by uzbrojony. Nie miaby szans w walce z tymi czterema.
To nie twoja sprawa, co si stanie ze spiczastouchym,
sir Gerardzie powiedzia Clorant gosem, ktry budzi przeraenie. Rycerz mwi ze mierteln powag. Jed dalej
i nie ogldaj si za siebie.
Gerard musia stoczy walk z sob samym, zdusi wcieko i pomyle trzewo i rozsdnie. Przez cay czas przeklina
Min za to, e zajrzaa do jego serca.
Wszystko si wam pomieszao, chopcy powiedzia.
Z caych si starajc si, by zabrzmiao to jak powiedziane od
261

niechcenia; wjecha konno midzy Cloranta i modego elfa.


Pokaza rk. Bitwa toczy si tam. Za wami.
92* Mina nie bdzie miaa do ciebie alu obieca Clorant. Wszystko ju sobie przemylelimy. Powiemy jej, e
zaatakowa nas nieprzyjacielski patrol, ktry czai si w grach. Przepdzilimy go, ale w zamieszaniu elf zosta zabity.
93* Przywleczemy tu kilka trupw doda drugi. Poplamimy si troch krwi, eby wszystko wygldao prawdziwie.
94* Z przyjemnoci pobrudz krwi kadego z was powiedzia Gerard ale nie dojdzie do tego. Ten elf nie jest tego
wart. On nikomu nie zagraa.
95* Zagraa Minie rzek Clorant. Prbowa j
zabi,
kiedy bylimy w Silvanesti. Jedyny Bg odda nam j, ale nastpnym razem temu bydlakowi moe si uda.
96* Skoro rzeczywicie prbowa zabi Min, niech ona
sama si z nim rozprawi stwierdzi Gerard.
97* Daa si omami jego sztuczkom i podstpom.
Musimy
j chroni przed ni sam.
To zazdrosny kochanek, domyli si rycerz. Clorant sam
kocha si w Minie. Kady z nich jest w niej zakochany. To jest
prawdziwy powd, dla ktrego chc zabi elfa.
98* Daj mi miecz. Sam potrafi walczy za siebie
oznajmi Silvanoshei, podjedajc do Gerarda. Posa mu dumne
i pene pogardy spojrzenie. Nie potrzebuj, eby mnie
w tym wyrcza.
99* Ty mody idioto mrukn ktem ust Gerard.
Zamknij si i pozwl mnie tym si zaj. Gono za powiedzia:
Mina rozkazaa mi go strzec i mam obowizek by jej
posuszny. Zoyem przysig posuszestwa, podobnie jak
wy. Istnieje co takiego jak honor. Moe syszelicie o nim,
chopcy?
100*
Honor! Clorant splun na ziemi.
Mwisz
jak
przeklty Solamnijczyk. Masz wybr, Gerardzie. Moesz odjecha i pozwoli nam rozprawi si z elfem, a w tym przypadku
ju si postaramy, eby nie mia kopotw, albo moesz zo262

sta jednym z trupw, ktre zostawimy na pobojowisku na potwierdzenie naszej opowieci. Nie martw si rzuci drwico.
Powiemy Minie, e zgine z honorem".
Gerard nie czeka, a ktry z nich go zaatakuje. Nie zaczeka nawet, a Clorant skoczy przemow, tylko pogalopowa
w jego stron. Ich miecze zderzyy si przy sowie honor".
Ja si zajm tym sukinsynem! krzykn Clorant.
Wy zabijcie elfa!
Zostawiwszy przywdcy kwesti rozprawienia si z Gerardem, pozostali trzej rycerze pogalopowali w stron elfa. Gerard usysza, jak Silvanoshei krzyczy co w jzyku elfw. Jeden z Czarnych Rycerzy zakl, a potem rozleg si guchy omot i brzk metalu. Ryzykujc spojrzenie, Gerard ku swojemu
zdumieniu ujrza, e mody elf, nie majc innej broni poza
swoimi goymi rkami, rzuci si na jednego z opancerzonych
wojownikw i zrzuci go z konia. Tarzali si po ziemi, walczc
o wydobyty miecz. Towarzysze powalonego rycerza otoczyli
walczcych, czekajc na okazj, by dgn elfa, lecz nie chcieli ryzykowa, e trafi przyjaciela.
Gerard sam mia problemy. Walka z uzbrojonym przeciwnikiem na koniu jest nie tyle wymian zrcznych ciosw przez
dwch szermierzy, co brutalnym waleniem na odlew, by wyrzuci nieprzyjaciela z sioda.
Wierzchowce obu walczcych parskay i rozgrzebyway
ziemi kopytami. Clorant i Gerard okrali si nawzajem, wymachujc dziko mieczami i zadajc sobie nawzajem ciosy,
gdzie tylko mogli, ale aden z nich nie zyskiwa przewagi. Gerard trzasn Cloranta pici w szczk, a mieczem rozci mu
kolczug na ramieniu. towosy rycerz sam nie odnis ran,
ale znajdowa si w trudniejszym pooeniu. Jego przeciwnik
musia tylko si broni i odciga uwag Gerarda od elfa, aby
ten nie mg go ocali.
Obejrzawszy si po raz kolejny, rycerz zorientowa si, e
Silvanosheiowi udao si chwyci miecz powalonego wroga. Stajc w postawie obronnej, mody elf patrzy wilkiem na
nieprzyjaci, z ktrych dwch nadal siedziao w siodach
263

i miao bro. Powalony przeciwnik z trudem podnosi si na


nogi.
Jeden z rycerzy unis miecz i ruszy galopem prosto na
Silvanosheia, zamierzajc ci mu gow jednym zadanym
z gry ciosem. Zdesperowany Gerard odwrci si plecami do
Cloranta. Odsoni si, ale nie mia innego wyjcia, jeli chcia
uratowa elfowi ycie. Wbi pity w boki swojego konia, tak
e sposzone zwierz dao susa naprzd. Zamierza wjecha
galopem pomidzy walczcych i zasoni sob elfa od ataku
napastnika.
Clorant uderzy Gerarda od tyu. Na hem rycerza spad cios,
od ktrego zadzwonio w uszach i zamcio si w gowie. Potem
Clorant znalaz si obok Gerarda. W socu bysn miecz.
Przestacie! krzykna kobieta. Gos jej dra z wciekoci. W imieniu Jedynego Boga, zaprzestacie tego szalestwa!
Rycerz pdzcy na elfa tak ostro cign wodze swego
wierzchowca, e jego ko stan dba i run na ziemi wraz
z jedcem. Gerard musia szybko zatrzyma swojego konia,
bo wpadby na wierzgajce na ziemi zwierz. Sysza, jak Clorant zrobi gwatowny wdech, starajc si opanowa swojego
wierzchowca.
Gerard opuci miecz i obejrza si, by sprawdzi, kto si
odezwa. Po sposzonych oczach Cloranta i jego minie winowajcy odgad, e rycerz wzi woajc kobiet za Min. Gerard wiedzia, e to nie ona. Pozna ten gos. Mia tylko nadziej, e Odila ma do mocne nerwy, by dopi swego.
Blada z wciekoci, odziana w opoczc wok kostek
szat kobieta wesza w sam rodek krwawej, zaartej, morderczej walki. Odepchna miecz go rk.
Obrzucia ich wciekym spojrzeniem poncych oczu,
a potem spojrzaa wprost na Cloranta.
Co to ma znaczy? Nie syszae rozkazu Miny, eby
temu elfowi okazywa taki sam szacunek jak jej samej?
Odila posaa kademu z nich gniewne spojrzenie, nie pomijajc Gerarda. Odcie bro! Wszyscy!
264

Podejmowaa bardzo wielkie ryzyko. Czy ci mczyni widzieli w niej prawdziw kapank, przedstawicielk Jedynego Boga, osob rwnie wit jak Mina? Czy moe uwaali j
jedynie za wyznawczyni, niczym si nie rnic od nich
samych?
Rycerze zawahali si, wymieniajc niepewne spojrzenia.
Gerard siedzia cicho i stara si sprawia wraenie rwnie
winnego i wystraszonego jak pozostali. Posa jedno ostrzegawcze spojrzenie elfowi, ale Silvanoshei mia do rozumu,
eby si nie odzywa. Modzieniec dysza ciko, nie mogc
zapa tchu, i nieufnie przyglda si swoim wrogom.
Wyraz zmruonych oczu Odili sta si jeszcze bardziej nieprzyjazny.
198*
W imi Jedynego Boga, od bro
rozkazaa
raz
jeszcze, tym razem wskazujc na Cloranta bo inaczej mj
gniew sprawi, e do z mieczem uschnie ci i odpadnie od ramienia!
199*
Powiesz o tym Minie? spyta nadsany
Clorant.
200*
Wiem, e zrobie to z opacznie pojtej
troski o Min.

2* Gos Odili zagodnia. Nie musisz jej chroni. Jedyny


Bg trzyma Min w swojej doni. Jedyny Bg wie, co jest najlepsze dla Miny i dla nas wszystkich. Elf yje tylko dlatego, e
taka jest wola Jedynego Boga. Odila wskazaa Sanction.
3* Wracajcie do walki. Wasi prawdziwi wrogowie znajduj
si tam.

201*
Powiesz o tym Minie? dopytywa si
Clorant
i
w
jego gosie sycha byo nut strachu.
202*
Ja nie powiem rzeka Odila. Ty to
zrobisz.
Wyznasz jej, co zrobie i bdziesz prosi o wybaczenie.
Clorant opuci miecz i po chwili wahania wsun go do
pochwy. Gestem da znak towarzyszom, eby zrobili to samo.
Potem ostatni raz rzuci nienawistne spojrzenie na elfa, zawrci konia i zjecha galopem ze wzgrza, zmierzajc do Sanction. Przyjaciele pojechali za nim.
Odetchnwszy z ulg, Gerard zsun si z sioda.
Nic ci nie jest? spyta Silvanosheia, mierzc go spoj265

reniem. Dostrzeg kilka plam krwi na jego ubraniu, ale poza


tym nie zauway niczego powanego.
Elf odsun si od niego i przyjrza mu si podejrzliwie.
Ty Czarny Rycerz ryzykowae swoim yciem,
eby ocali moje. Walczye z wasnymi towarzyszami. Dlaczego?
Gerard raczej nie mg mu powiedzie prawdy.
Nie zrobiem tego dla ciebie rzek oschle. Zrobiem to dla Miny. Rozkazaa mi ci pilnowa, pamitasz?
Twarz Silvanosheia wygadzia si.
176*
To ma sens. Dzikuj ci.
177*
Podzikuj Minie mrukn oschle Gerard.
Nadal czujc sztywno i bl przy kadym ruchu, powlek
si do Odili.
178*
wietnie zagraa powiedzia pgosem.

To
byo
nieze przedstawienie. Ciekaw tylko jestem, co by si stao,
gdyby Clorant uzna, e blefujesz? Przez chwil ju mylaem,
e tak si stanie. Co by wtedy zrobia?
179*
To dziwne powiedziaa Odila. Jej wzrok
by
nieobecny, gos cichy i zamylony. W chwili, gdy rzuciam
grob, zrozumiaam, e mam moc, aby j zrealizowa. Mogabym sprawi, e rka mu uschnie. Potrafiam to zrobi.
180*
Odilo... zacz protestowa Gerard.
181*
Nie ma znaczenia, czy mi wierzysz, czy nie

powiedziaa smutno kobieta. Nic nie moe zatrzyma Jedynego


Boga.
cisnwszy w doni medalion, ktry nosia na szyi, posza
z powrotem do wozu.
Nic nie moe zatrzyma Jedynego powtrzya.
Nic.

10

Miasto duchw
Jadc na tyach zwyciskiej armii, ktra nie
napotkawszy
oporu, przekroczya Zachodni Bram Sanction i
maszerowaa zwycisko wzdu synnej ulicy Szkutniczej, Gerard
przyglda si miastu i widzia jedynie duchy: duchy
przeszoci,
duchy teraniejszoci, duchy dobrobytu, duchy wojny.
Przypomnia sobie to, co sysza o Sanction;
przypomnia
sobie jakby przydarzyo si to komu obcemu, nie
jemu

rozmow z Caramonem Majere o jego nadziei na to, e


zostanie wysany do tego miasta. Gdzie, gdzie tocz si
prawdziwe
walki, powiedzia. A jeli tak nie powiedzia, to i
pomyla.
Przyjrza si samemu sobie z przeszoci i zobaczy
nieopierzonego modzieca, ktry nie mia do rozumu, by
rozumie,
kiedy wiedzie mu si dobrze.
Co Caramon musia sobie o mnie pomyle? Gerard
zaczerwieni si na wspomnienie swoich niemdrych
wypowiedzi. Caramon Majere walczy w wielu wojnach. On
wiedzia,
czym naprawd jest chwaa niczym wicej ni
poplamionym krwi i zardzewiaym starym mieczem, ktry wisi
na
cianie wspomnie starego czowieka. Jadc obok trupw
tych,
ktrzy bronili Sanction, Gerard zobaczy prawdziw
chwa
wojny: cierwojady zlatujce si, by wydziobywa
nieboszczykom oczy, powietrze wypenione ohydnym
brzczeniem
much, oddziay grabarzy, ktrzy do wtru miechu i
artw
ukadali zwoki na taczkach i zrzucali je do masowych
grobw.
267

Wojna bya zodziejem, ktry omiela si napada mier,


ograbia t majestatyczn pani z jej godnoci, rozbiera j do
naga, wrzuca do jamy w ziemi i posypywa wapnem, eby powstrzyma smrd.
Gerard by wdziczny za jedno: zabitych pochowano. Pod
koniec bitwy Mina w zbroi zalanej krwi, ale sama bez jednego dranicia uklka przy pierwszym z pospiesznie wykopanych roww, w ktrych mieli by pochowani polegli, i pomodlia si za nich. Gerard przyglda si temu ze zgroz, niemal jakby si spodziewa, e okrwawione trupy wstan, chwyc
za bro i na rozkaz Miny stan w szeregach jej wojska.
Na szczcie tak si nie stao. Mina polecia duchy Jedynemu Bogu i polecia im wszystkim suy mu dobrze. Gerard
spojrza na Odil, ktra staa w pobliu. Kobieta miaa spuszczon gow i zoone rce.
Rycerz by zy na ni i zy na siebie za to, e czu zo.
Odila powiedziaa tylko prawd. Ten Jedyny Bg by wszystkowidzcy, wszystkowiedzcy, wszechpotny. Niczego nie
mogli zrobi, aby powstrzyma Jedynego. Nie chcia spojrze prawdzie w oczy. To wszystko. Nie chcia przyzna si do
klski.
Po zakoczeniu ceremonii dla umarych Mina dosiada konia i wjechaa do miasta, ktre byo w wikszoci wymare.
Podczas Wojny Lancy Sanction byo zbrojnym obozem
powiconym Krlowej Ciemnoci, siedzib sztabu jej armii.
W wityni Luerkhisis przyszli na wiat smokowcy. Lord Ariakas mia w Sanction swoj kwater gwn, tam szkoli swoje
wojska, tam trzyma swoich niewolnikw i torturowa swoich
winiw.
Wojna Chaosu i odejcie bogw, ktre spustoszyy wiele
obszarw Ansalonu, przyniosy Sanction pomylno. Pocztkowo wydawao si, e miasto zostanie zniszczone i nikt nie
bdzie nim rzdzi, bo strumienie lawy wypywajce z Wadcw Zagady groziy zalaniem miasta. Wtedy przyby pewien
czowiek, nazwiskiem Hogan Bight, i ocali miasto przed gniewem gr. Posugujc si potnymi czarami, ktrych nigdy nie
268

wyjani, zawrci strugi lawy i wygna zych ludzi, ktrzy od


dawna rzdzili Sanction. Zaproszono kupcw i innych, ktrzy
chcieli poprawi swj los, i kiedy do przystani i dokw Sanction zaczy pyn towary, miasto niemal w cigu jednego
dnia zaczo wietnie prosperowa.
Czarni Rycerze widzieli jego bogactwo i potrzebowali dostpu do jego portw. Zapragnli mie je znw pod swoj kontrol i teraz je mieli.
Po zniszczeniu przez nich Qualinesti, zajciu Silvanesti
i objciu wadzy w Solamnii mona byo szczerze powiedzie,
e te czci Ansalonu, ktrych Mina jeszcze nie kontroluje, nie
s warte tego, by je kontrolowa. Mina zatoczya peny krg
i wrcia do Sanction, gdzie zacza si jej legenda.
Mieszkacy Sanction, ktrzy znieli oblenie bez wikszych trudnoci, usyszeli o nadcigajcej armii Czarnych Rycerzy i w obawie, e zostan wzici do niewoli, ich domy zostan spldrowane, crki zgwacone, a synowie zabici przez
okrutn armi zdobywcw, wsiedli na odzie lub konne wozy
i wypynli na morze albo uciekli w gry.
Zostali tylko nieliczni: ubodzy, ktrych nie byo sta na
wyjazd, kalecy, starzy, chorzy, ktrzy nie mogli wyjecha,
kenderzy (taka ju bya ich natura) oraz przedsibiorczy ludzie, ktrych nie obchodzi aden bg, ktrzy nie poczuwali
si do wiernoci adnemu rzdowi ani sprawie poza wasn. Ci
ludzie wylegli na ulice, by przyglda si wkraczajcej armii.
Ich twarze wyraay szereg uczu, od tpej apatii po entuzjastyczne wyczekiwanie.
Ubodzy wiedli ju tak ndzne ycie, e nie mieli czego si
obawia. Ludzie interesw wlepiali chciwe oczy w dwie olbrzymie, drewniane, okute elazem skrzynie, ktre przywieziono
pod cis stra z Palanthas. Znajdowaa si w nich dua cz
bogactwa Czarnych Rycerzy, gromadzonego tak zachannie
przez nieyjcego ju lorda Targonne'a. Gminna wie niosa,
e majtek ten ma by rozdzielony wrd tych, ktrzy walczyli
dla Miny.
Wzmocnienie religijnego zapau mieszkami stalowych mo269

net mdre posunicie" pomyla Gerard. Gwarantujce


podbicie serc i dusz jej onierzy.
Armia wesza ulic Szkutnicz na duy rynek. Jeden z towarzyszy Gerarda, Czarny Rycerz, ktry kiedy ju by w Sanction, oznajmi, e miejsce to zwane jest Sukiem i e dawniej
zwykle panowa na nim taki cisk, i ledwo mona byo zaczerpn tchu, nie mwic ju o spacerze. Teraz byo inaczej.
Jedynymi ludmi w okolicy byo kilku przedsibiorczych bandziorw, ktrzy korzystali z zamtu, by rabowa porzucone
kramy.
Na tym centralnie pooonym placu Mina zatrzymaa wojsko i zabraa si za obejmowanie wadzy w miecie. Rozesaa
strae pod dowdztwem zaufanych oficerw, by zajy magazyny, tawerny, sklepy z materiaami dla czarodziejw i kantory lichwiarzy. Kolejn grup stranikw, pod dowdztwem
minotaura Galdara, wysaa do imponujcego paacu, w ktrym mieszka gubernator miasta, tajemniczy Hogan Bight.
Stranicy mieli rozkaz aresztowa go i przyprowadzi ywego,
jeli bdzie wsppracowa, lub zabi, jeli nie bdzie do tego
skonny. Jednak Hogan Bight nie przesta by tajemnic, poniewa Galdar wrci z wiadomoci, e nigdzie go nie znaleziono i nikt nie potrafi powiedzie, kiedy ostatnio go widzia.
9* Paac jest pusty. Byby idealnym miejscem zamieszkania dla ciebie, Mino rzek Galdar. Czy mam rozkaza
onierzom, eby przygotowali go na twoje przybycie?
10* Paac bdzie siedzib sztabu wojsk odpara Mina

a nie moim mieszkaniem. Jedyny Bg nie mieszka we wspaniaych paacach i ja te nie bd.
Dziewczyna spojrzaa na wz wiozcy ciao Goldmoon
w bursztynowym sarkofagu. Zwoki Goldmoon nie wyschy
ani si nie rozoyy. Utrwalona w bursztynie kobieta wydawaa si wiecznie moda, wiecznie pikna. Wz zajmowa
uprzywilejowane miejsce w procesji i jecha tu za Min w otoczeniu gwardii honorowej jej rycerzy.
Zamieszkam w miejscu niegdy nazywanym wityni
Huerzyd, lecz teraz znanym jako witynia Serca. Zatrzymaj270

cie wszystkich Mistykw, ktrzy zostali w wityni. Dla ich


wasnego bezpieczestwa umiecie ich gdzie w dobrze pilnowanym miejscu, traktujcie z szacunkiem i powiedzcie im, e
z przyjemnoci si z nimi spotkam. Odwieziecie ciao Goldmoon do wityni i wniesiecie sarkofag do rodka, aby postawi go przed otarzem. Bdziesz si czua jak w domu, mamo
powiedziaa cicho Mina do nieruchomej, zimnej twarzy kobiety uwizionej w bursztynie.
Galdar nie wydawa si szczeglnie zadowolony z wyznaczonego mu zadania. Nie sprzeciwi si jednak Minie. Wz
i towarzyszca mu gwardia honorowa opucili bazar i pojechali w stron wityni pooonej w pnocnej czci miasta.
Mina kontynuowaa wydawanie rozkazw z grzbietu swego rozdranionego rumaka. Rycerze otaczali j ciasno, gorliwie pragnc jej suy i udzc si nadziej na jej spojrzenie,
sowo lub umiech. Gerard zosta z tyu, nie chcc utkn
w natoku ludzi i koni. Musia si dowiedzie, co ma zrobi
z elfem, ale nie spieszyo mu si. By zadowolony, e ma czas
na to, by si zastanowi, co robi dalej. Nie podobao mu si
to, co si dziao z Odil. Jej mowa o uschnitych rkach przerazia go. Zamierza j std wydosta, bez wzgldu na medalion, choby nawet mia j uderzy w gow i wywlec si.
Niespodziewanie poczu gwatown potrzeb zrobienia
czego czegokolwiek eby sprzeciwi si temu Jedynemu Bogu, nawet jeli wyrzdzi mu mniej szkody ni udlenie
pszczoy. Jedna pszczoa niewiele moe zdziaa, ale gdyby
tych pszcz byy setki, tysice... Sysza, e przed takimi rojami uciekay smoki. Musia istnie...
Hej, Gerardzie! zawoa kto. Wizie ci uciek.
Rycerz gwatownie wyrwa si z zadumy. Elf u jego boku
gdzie znikn. Gerard nie obawia si ani nie mia nadziei
e Silvanoshei sprbuje ucieka. Wiedzia, gdzie go szuka.
Mody elf stara si przecisn konno przez zbrojny piercie
rycerzy, ktrzy otaczali Min.
Przeklinajc pod nosem ich oboje, Gerard popdzi swego
konia. Rycerze wok Miny dostrzegli elfa i celowo zagradzali
271

mu drog. Silvanoshei zacisn zby i uparcie, zawzicie nadal


dy do swego celu. Jeden z rycerzy, ktrego ko zosta potrcony przez wierzchowca Silvanosheia, odwrci si, by spojrze na elfa. Tym rycerzem by Clorant. Twarz mia posiniaczon i spuchnit, usta zakrwawione. Rozcite wargi wykrzywia grymas. Silvanoshei zawaha si, a potem ruszy naprzd.
Clorant szarpn mocno za wodze, wykrcajc eb swojemu
koniowi. Rozzoszczone zwierz ugryzo elfiego rumaka, ktry
obnay zby. W zamieszaniu Clorant pchn Silvanosheia,
starajc si go zrzuci z konia. Modemu elfowi udao si
utrzyma w siodle. On rwnie popchn przeciwnika.
Gerard wjecha koniem w cisk i dogoni elfa, po drodze
trcajc rami Cloranta.
15* To nie jest dobra pora, by przeszkadza Minie, Wasza
Krlewska Mo wyjani elfowi pgosem. Moe pniej. Chwyci za wodze konia Silvanosheia.
16* Sir Gerardzie zawoaa Mina. Chod do mnie.
Przyprowad z sob Jego Wysoko. Pozostali, zrbcie im
przejcie.
Na polecenie Miny Clorant musia cofn konia, by przepuci Gerarda i Silvanosheia. Odprowadza ich ponury, nieprzyjazny wzrok Czarnego Rycerza. Jadc po rozkazy, Gerard
czu na karku jego spojrzenie.
Zdj hem i odda honory Minie. Z powodu walki z Clorantem mia posiniaczon twarz i wosy zlepione zaschnit
krwi. Wikszo rycerzy po bitwie wygldaa jednak tak samo albo i gorzej. Gerard mia nadziej, e Mina tego nie zauway.
Moe nie zwrcia uwagi na niego, ale uwanie przyjrzaa
si Silvanosheiowi, ktrego koszula bya rozcita i zakrwawiona, a podrna peleryna pobrudzona botem.
Sir Gerardzie przemwia z powag Mina powierzyam ci Jego Krlewsk Mo, aby trzyma go bezpiecznie z daleka od walki. Mimo to widz was obu posiniaczonych i zakrwawionych. Czy ktremu z was staa si powana
krzywda?
272

Nie, pani odpar Gerard.


Nie chcia zwraca si do niej po imieniu, jak to robili pozostali rycerze. Jak lekarstwo przyrzdzone z aunu i miodu,
jej imi, z pocztku sodkie, zostawiao gorzki posmak na jego
jzyku. Niczego nie powiedzia o potyczce z Clorantem i innymi rycerzami. Silvanoshei rwnie milcza. Po zapewnieniu
jej, e nie jest ranny, elf umilk. Nikt w tumie oczekujcych
rycerzy nie odezwa si. Tu i tam zatupa ko pod nerwowym
jedcem. Teraz ju wszyscy rycerze Miny wiedzieli o bjce.
Moe nawet byli wtajemniczeni w spisek.
39* Jakie s twe rozkazy, pani? spyta Gerard w
nadziei,
e zmieni temat.
27* To moe zaczeka. Co si stao? nalegaa Mina.
40* Nie wiadomo skd nadjecha patrol Solamnijczykw,
pani oznajmi spokojnie Gerard. Spojrza prosto w jej bursztynowe oczy. Wydaje mi si, e chcieli zdoby nasz wz
z zapasami. Odpdzilimy ich.
41* Jego Krlewska Mo te waczy? spytaa Mina
z pumiechem.
42* Kiedy spostrzegli, e jest elfem, starali si go uwolni,
pani.
Nie chciaem by uwolniony doda Silvanoshei.
Gerard zacisn wargi. Niewtpliwie bya to prawda.
Mina posaa modemu elfowi chodne spojrzenie, a potem
znw skupia uwag na Gerardzie.
Nie widziaam cia.
182*
Znasz Rycerzy Solamnijskich, pani
odpar
gadko.
Wiesz, jakimi s tchrzami. Pogrozilimy im mieczami
i wzili nogi za pas.
183*
Rzeczywicie znam Rycerzy Solamnijskich

odpara
Mina i wbrew temu, co sdzisz, sir Gerardzie, darz ich
wielkim szacunkiem.
Spojrzenie bursztynowych oczu Miny przesuno si po
szeregu rycerzy i bezbdnie wychwycio tych czterech, ktrzy
brali udzia w potyczce. Najduej jej wzrok spoczywa na Clorancie, ktry prbowa mu si opiera, ale w kocu zacz si
273

wi i wciska gow w ramiona. Wreszcie Mina znw zwrcia


swe bursztynowe oczy na Silvanosheia, kolejnego owada uwizionego w ciepej ywicy.
65* Sir Gerardzie powiedziaa wiesz, gdzie znale
gwny posterunek Stray Miejskiej?
66* Nie, pani odpar Gerard. Nigdy nie byem w
Sanction. Nie wtpi jednak, e uda mi si go zlokalizowa.
67* Znajdziesz tam solidne cele wizienne. Zaprowadzisz
tam Jego Krlewsk Mo i upewnisz si, e zostanie zamknity w jednej z tych cel. Masz zadba o jego wygod. To dla
twojego bezpieczestwa, Wasza Krlewska Mo dodaa
Mina. Kto mgby znw prbowa ci uwolni", a nastpnym razem moesz nie mie tak dzielnego obrocy.
Gerard spojrza na Silvanosheia, a potem odwrci oczy.
Widok by zbyt bolesny. Sowa Miny podziaay na modego
elfa jak dgnicie sztyletem w brzuch. Krew odpyna mu
z twarzy. Nawet wargi mu poblady. W biaej twarzy modzieca ywe byy tylko gorejce oczy.
68* Mino baga j zrozpaczonym, cichym gosem.
Musz wiedzie jedno. Czy kiedykolwiek mnie kochaa? Czy
tylko mnie wykorzystaa?
69* Sir Gerardzie. Mina odwrcia gow.
Otrzymae rozkazy.
70* Tak, pani rzek rycerz. Wyj wodze z doni elfa
i zacz prowadzi jego konia.
71* Mino baga Silvanoshei. Zasuguj
przynajmniej
to, by pozna prawd.
Mina obejrzaa si przez rami.
Moj mioci i moim yciem jest Jedyny Bg.
Gerard odprowadzi elfa.
Okazao si, e posterunek Stray Miejskiej znajduje si
kilka kwartaw na poudnie od Zachodniej Bramy. Elf i rycerz
jechali w milczeniu przez ulice, opustoszae, gdy armia wkraczaa do miasta, lecz teraz szybko zapeniajce si onierzami
w subie Jedynego Boga. Gerard musia uwaa, aby nikogo
274

nie stratowa, wic posuwali si naprzd powoli. Zatroskany


rycerz obejrza si na Silvanosheia i zobaczy, e modzieniec
ma zawzit min i zacinite zby, a wzrok wbity w donie,
ktrymi tak mocno ciska k sioda, e kostki palcw mia
kredowobiae.

Kobiety mrukn Gerard. Kady z nas to przey.


Silvanoshei umiechn si gorzko i potrzsn gow.
Ma racj" przyzna Gerard. Nikomu z nas do romansowania nie wtrca si bg".
Minli Zachodni Bram. Poprzednio Gerard udzi si cich nadziej e w zamieszaniu uda mu si uciec wraz z elfem,
ale teraz od razu zrezygnowa z tego pomysu. Na ulicy a si
roio od onierzy Miny, a na polach za miastem byo ich jeszcze wicej. Kady mijany czowiek posya Silvansheiowi ponure, nieprzyjazne spojrzenie. Niejeden mamrota pod nosem
groby.
Mina ma racj, stwierdzi Gerard. Wizienie jest pewnie
najbezpieczniejszym miejscem dla tego modzieca. O ile
w Sanction istnieje jakie bezpieczne miejsce dla Silvanosheia.
Stra miejska albo ucieka z wiey, albo zgina. Mina mianowaa dowdc stranicy jednego ze swoich rycerzy. Mczyzna zerkn obojtnie na Silvanosheia i niecierpliwie sucha Gerarda, ktry nalega, by modzieca umieci pod specjaln stra. Machn rk w stron rzdu cel. Po krtkich
poszukiwaniach znalazy si do nich klucze.
Gerard odprowadzi winia do celi w najciemniejszym
kcie wizienia, majc nadziej, e tam nie bdzie si rzuca
w oczy.
Przykro mi z tego powodu, Wasza Krlewska Mo
powiedzia.
Silvanoshei wzruszy ramionami i usiad na kamiennym
bloku, penicym funkcj pryczy. Gerard zatrzasn drzwi celi
i zamkn je na klucz.
Syszc zgrzyt klucz obracanego w zamku, Silvanoshei unis gow.
Powinienem ci podzikowa za ocalenie mi ycia.
275

Pewnie teraz aujesz, e nie pozwoliem im ci zabi


rzek wspczujco rycerz.
Rany od ich mieczy sprawiyby mniej blu przyzna
Silvanoshei, umiechajc si blado.
Gerard rzuci okiem dokoa. Byli w wizieniu sami.
77* Wasza Krlewska Mo powiedzia cicho.
Mog
ci pomc w ucieczce. Nie teraz najpierw mam co innego
do zrobienia. Ale wkrtce.
78* Dzikuj ci, panie. Niepotrzebnie jednak naraziby
si
na niebezpieczestwo. Ja nie mog uciec.
79* Wasza Krlewska Mo gos Gerarda nabra stanowczoci widziae Min, syszae j. Nie masz u niej szans!
Ona ci nie kocha. Jej uwag za bardzo przyciga ten jej bg.
80* Nie tylko jej bg. Mj rwnie. Elf powiedzia to
z niesamowitym spokojem. Jedyny Bg obieca mi, e ja
i Mina bdziemy razem.
203*
Nadal w to wierzysz?
81* Nie powiedzia po chwili Silvanoshei. Wydawao
si, e z trudem mu to przeszo przez usta. Nie, nie wierz.

101*

Bd zatem gotowy. Wrc po ciebie.


Silvanoshei potrzsn gow.
102*
Wasza Krlewska Mo rzek
zdesperowany Gerard
wiesz, dlaczego Mina zwabia ci tutaj, odcigajc od twojego krlestwa? Bo wie, e twj lud nie usucha niczyich rozkazw z wyjtkiem twoich. Silvanesti siedz bezczynnie i czekaj na twj powrt. Wr i bd ich krlem, wadc, ktrego
ona si obawia!
11* Wr i bd ich krlem. Silvanoshei wykrzywi
wargi. Chcesz powiedzie: Wr do matki. Wr do wstydu
i haby, paczu i wymwek. Wol ju siedzie w wiziennej
celi do koca ycia a my, elfy, yjemy bardzo dugo ni
tego sucha.
12* Posuchaj, do licha, gdyby tylko chodzio o ciebie, pozwolibym ci zgni w tym wizieniu rzek ponuro Gerard.
Jeste jednak ich krlem, czy ci si to podoba, czy nie. Musisz myle o swoich poddanych.
276

Jestem krlem rzek Silvanoshei. I tak zrobi.


Wsta i podszed do Gerarda, po drodze cigajc z palca
piercie.
Jeste Rycerzem Solamnijskim, tak jak powiedziaa
Mina, prawda? Po co tu przyjechae? eby j szpiegowa?
Gerard spojrza na niego ze zoci, wzruszy ramionami
i nie odpowiedzia.
184*
Nie musisz si przyznawa rzek
Silvanoshei.

Mina zajrzaa do twojego serca. Dlatego kazaa ci mnie pilnowa. Jeli naprawd chcesz mi pomc...
185*
Oczywicie, Wasza Krlewska Mo
odpar Gerard.
186*
Wic we to. Silvanoshei poda mu przez
prty
byszczcy niebieski piercie. Gdzie w okolicy jestem
pewien, e cakiem niedaleko znajdziesz elfiego wojownika. Nazywa si Samar. Moja matka wysaa go, eby sprowadzi mnie do domu. Daj mu ten piercie. On go pozna. Nosz
go od dziecka. Kiedy spyta, skd go wzie, powiedz, e zabrae go mojemu trupowi.

204*

Wasza Krlewska Mo...


Silvanoshei podsun mu piercie.
205*
We go. Powiedz mu, e nie yj.

206*
Dlaczego miabym kama? I dlaczego on
miaby
mi
uwierzy? spyta z wahaniem Gerard.
207*
Poniewa bdzie chcia ci uwierzy
powiedzia
Silvanoshei. Tym sposobem mnie uwolnisz.
Rycerz wzi piercie obrczk wysadzan szafirami,
tak ma, e pasowaaby na rczk dziecka.
208*
Jak znajd tego Samara?
209*
Naucz ci piosenki wyjani elf.
Starej
piosenki
elfich dzieci. Moja matka uywaa jej jako sygnau, gdy musiaa mnie ostrzec przed niebezpieczestwem. Zapiewaj t
piosenk, kiedy bdziesz jecha. Samar j usyszy i bardzo si
zaciekawi, skd ty czowiek j znasz. Sam ci znajdzie.
210*
I podernie mi gardo...
211*
Najpierw bdzie chcia ci przesucha
powiedzia
Silvanoshei. Samar jest honorowym elfem. Jeli powiesz
277

mu prawd, bdzie wiedzia, e ty take jeste czowiekiem


honoru.
Chciabym, aby zmieni zdanie, Wasza Krlewska Mo
powiedzia Gerard. Polubi tego modzieca, chocia gboko mu wspczu.
Silvanoshei potrzsn gow.
Dobrze westchn Gerard. Jak brzmi ta piosenka?
Silvanoshei nauczy rycerza pioseneczki. Sowa byy proste, a melodia melancholijna. Bya to piosenka, ktra miaa
za zadanie uczy dziecko liczenia. Pi jest palcw u doni.
Cztery nogi maj konie".
Wiedzia, e ostatniego wersu nigdy nie zapomni.
Jeden jest zupenie sam i na wieki ju zostanie tak".
Silvanoshei podszed do kamiennego oa i pooy si na
nim, odwrciwszy twarz.
Powiedz Samarowi, e umarem powtrzy cicho.
Jeli to dla ciebie jaka pociecha, panie rycerzu, nie okamiesz
go. Powiesz mu prawd.

11

Uwolni usidlonego ptaka


Po wyjciu z budynku wizienia Gerard stwierdzi, e zapada noc. Rozejrza si po ulicy, od niechcenia przespacerowa si nawet za wizienie, ale nie zauway, eby ktokolwiek
czai si w bramie albo chowa w mroku.
To moja okazja mrukn rycerz. Mog wyjecha
za bram, zgubi si w tumie onierzy rozbijajcych obz,
znale tego Samara, a potem si zobaczy. Tak wanie zrobi.
Wyjazd teraz jest logiczny. Ma sens. Tak, zdecydowanie tak
wanie postpi.
Ale chocia to sobie powiedzia chocia powtarza sobie
raz po raz, e to najlepsze rozwizanie doskonale wiedzia,
e tego nie zrobi.
Pjdzie poszuka Samara, musi pj obieca to Silvanosheiowi i zamierza dotrzyma tej obietnicy, nawet jeli
nie zamierza dotrzyma reszty przyrzecze, jakie zoy modziecowi. Najpierw jednak musia porozmawia z Odil. Powodem bya oczywicie jego nadzieja na to, e uda mu si j
namwi, by z nim posza. Zgromadzi kilka doskonaych argumentw przeciwko temu Jedynemu Bogu i zamierza z nich
skorzysta.
witynia Serca bya antyczn budowl pochodzc z czasw przed Kataklizmem. T wzniesion u stp gry Grishnor
wityni kultu bogw wiata uwaano za najstarszy budy279

nek w miecie, prawdopodobnie wybudowany w czasach, gdy


Sanction byo zaledwie ma wiosk ryback. Ze wityni
wizay si rozliczne opowieci i legendy, wrd nich taka,
ktra gosia, e kamie wgielny pod jej budow pooy jeden z krlw-kapanw, ktrego statek mia nieszczcie rozbi si na morzu. Wyrzucony na tutejszy brzeg krl-kapan podzikowa Paladine'owi za to, e przey. Aby okaza swoj
wdziczno, wybudowa bogom wityni.
Po Kataklizmie mg j spotka ten sam los co wiele innych witych miejsc w tamtych czasach, gdy ludzie wyadowywali swoj zo na bogw, atakujc i niszczc witynie.
Ta budowla przetrwaa nietknita gwnie z powodu pogoski,
e nawiedzaj duch krla-kapana, ktry nikomu nie pozwala
skrzywdzi pamici bogw. witynia ucierpiaa od zaniedbania; ale to wszystko.
Po Wojnie Chaosu mciwe widmo musiao odej, bo Mistycy z Cytadeli wiata wprowadzili si do wityni, nie napotkawszy adnych duchw.
witynia bya niewielkim, kwadratowym, niepozornym
budynkiem z biaego marmuru, nakrytym stromo wznoszcym
si dachem, ktry strzela! w gr wrd drzew. Pod dachem
znajdowaa si rodkowa komnata z otarzem najwiksze
i najwaniejsze pomieszczenie wityni. Pozostae pokoje otaczay sal z otarzem i peniy funkcje pomocnicze. Byy to sypialnie kapanw, biblioteka i tak dalej. Od frontu do wityni
prowadziy dwie pary podwjnych drzwi.
Dochodzc do wniosku, e szybciej bdzie i zatoczonymi ulicami pieszo, Gerard zostawi konia w stajni zajazdu
w pobliu Zachodniej Bramy i poszed na pnoc do wityni,
ktra staa troch na uboczu, na wzgrzu wznoszcym si nad
miastem.
Przed wityni zasta kilku ludzi, ktrzy suchali opowieci Miny o cudach Jedynego Boga. Starszy mczyzna bardzo
mocno marszczy czoo, ale wikszo pozostaych wydawaa
si zaciekawiona.
witynia bya rozwietlona na zewntrz i wewntrz. 01280

brzymie podwjne wrota otwarto na ocie. Rycerze pod komend Galdara wnosili do sali z otarzem sarkofag Goldmoon.
Gow minotaura atwo byo dostrzec, sylwetka jego rogw
i pyska odcinaa si od ta owietlonego pochodniami, ktre
umieszczono w piercieniach na cianach. Mina czujnie obserwowaa procedur, czsto spogldajc w stron procesji, aby
si upewni, e sarkofag jest niesiony ostronie, a rycerze zachowuj si z godnoci i szacunkiem.
Zatrzymawszy si w gbokim cieniu pod otulonym noc
drzewem, by si rozejrze i by moe dostrzec Odil Gerard przyglda si, jak powoli i majestatycznie wnosz do
wityni bursztynowy sarkofag. W pewnym momencie usysza, e Galdar ostro kogo karci i zobaczy, e Mina szybko
odwraca gow, eby spojrze. Bya tak zatroskana, e stracia
wtek swojego kazania i musiaa chwil pomyle, by sobie
przypomnie, na czym skoczya.
Gerard nie mg sobie yczy lepszego momentu do rozmowy z Odil ni teraz, gdy Galdar nadzorowa wnoszenie
sarkofagu, a Mina wygaszaa kazanie. Kiedy nadesza grupa
rycerzy nioscych bagae Miny, Gerard przyczy si do nich.
Rycerze byli w dobrych humorach, rozmawiali i miali si
ze wietnego artu kosztem tych naiwnych filantropw, Mistykw, jakim byo zajcie ich wityni przez Min. Gerard nie
widzia w tym niczego miesznego i bardzo powanie wtpi,
czy sama Mina byaby zadowolona, gdyby ich usyszaa. :
Rycerze weszli do wityni innymi podwjnymi drzwiami,
zmierzajc do komnat Miny. Zajrzawszy przez otwarte drzwi
na lewo do jasno owietlonej wiecami sali, Gerard dostrzeg
Odil, ktra staa przy otarzu i kierowaa umieszczaniem bursztynowego sarkofagu na kilku drewnianych awach.
Nie wychyla si z cienia, czekajc na szans, by zasta
Odil sam. Rycerze wtaszczyli swj ciar i pooyli go na awach, sapic przy tym niemiosiernie i stkajc, a nawet krzyczc i klnc, gdy jeden z mczyzn zbyt wczenie upuci swj
koniec trumny i przytrzasn drugiemu palce. Odila ostro ich
skarcia. Galdar warkn grob pod ich adresem. Mczyni
281

pchali i posuwali trumn i wkrtce krysztaowy sarkofag stan


na swoim miejscu.
Na otarzu paliy si setki biaych wiec, pewnie umieszczonych tam przez Odil. Ich odbicia pony w bursztynie, tak
e Goldmoon wydawaa si lee pord niezliczonej iloci
pomyczkw. wiato padao na jej blad twarz. Cho wydawao si to niemoliwe, Gerard nie pamita, by kiedykolwiek widzia j spokojniejsz. Moe, tak jak powiedziaa Mina, Goldmoon bya zadowolona, e jest w domu.
Gerard otar czoo rkawem. wiece wytwarzay zdumiewajc ilo ciepa. Rycerz znalaz miejsce na awie w gbi
sali z otarzem. Szed najciszej, jak mg, trzymajc miecz, eby nie uderzy nim o cian. Nie widzia najlepiej, bo patrzy
w pomienie wiec, i wpad na kogo. Ju chcia przeprosi,
lecz zamiast tego wzdrygn si, rozpoznajc Palina. Mag siedzia nieruchomo na awie i bez mrugania wpatrywa si w pomienie wiec.
Dotknicie sflaczaej rki maga przypominao dotknicie
ciepego trupa. Gerard poczu mdoci i czym prdzej przenis si na inn awk. Usiad i niecierpliwie czeka, a minotaur wyjdzie.

Wystawi stra wok sarkofagu oznajmi Galdar.


Gerard zme w ustach przeklestwo. Tego si nie spodziewa.
Nie ma potrzeby powiedziaa Odila. Mina przyjdzie pomodli si przy otarzu. Wydaa rozkazy, by zostawi j
sam.
Gerard odetchn z ulg, a potem na chwil w ogle przesta oddycha. Minotaur sta ju w drzwiach, gdy zatrzyma si
i powid wzrokiem po sali z otarzem, jakby czego szuka. Rycerz zamar w bezruchu, rozpaczliwie starajc si sobie
przypomnie, czy minotaury dobrze widz w ciemnoci. Wydawao mu si, e Galdar go dostrzeg, bo jego wyupiaste,
krowie oczy byy zwrcone wprost na niego. Czeka w napiciu, a zwierzoczek go zawoa, ale po chwili rozgldania si
minotaur wyszed.
282

Gerard wytar pot, ktry spywa mu teraz po twarzy i kapa


z podbrdka. Powoli, ostronie wysun si z rzdu awek
i podszed do otarza. Stara si zachowa cisz, ale wyprawiona skra skrzypiaa, a metal pobrzkiwa.
Odila bya skpana w blasku wiec. Staa z twarz czciowo odwrcon do niego i rycerz z niepokojem dostrzeg, e
jest bardzo chuda i wyndzniaa. Wielotygodniowa jazda na
wozie i brak innych zaj ni wysuchiwanie kaza Miny i karmienie magw sprawiy, e jej pikna muskulatura zacza zanika. Pewnie nadal moga wada mieczem, ale nie wytrzymaaby dwch rund ze zdrowym, zaprawionym w boju przeciwnikiem.
Nie miaa si ju i nie mwia wiele, lecz wykonywaa
swoje obowizki w milczeniu. Gerard ju przedtem nie lubi
tego Jedynego Boga. Teraz szczerze go znienawidzi. C to za
bg, ktry tpi rado i dla ktrego miech jest obraz? On
sam, w kadym razie, nie chcia mie z takim bstwem nic
do czynienia. Cieszy si, e przyszed porozmawia z Odil,
i mia nadziej, e uda mu si j przekona, aby rzucia to
wszystko i ucieka z nim.
Jego nadzieja zgasa jednak niemal natychmiast. Wystarczyo, e spojrza na twarz Odili pochylonej nad wiecami,
i ju wiedzia, e marnuje czas.
Nagle przypomnia mu si stary sposb kusownikw na apanie ptakw. Na dugim, cienkim sznurku przywizanym do
palika umieszcza si w odstpach jagody. Ptak zjada jagody
jedn po drugiej, jednoczenie poykajc sznurek. Kiedy dochodzi do koca linki, stara si odlecie, ale do tego czasu
sznurek splta mu si ju w trzewiach i ofiara nie moe uciec.
Odila zjada, jedn po drugiej, jagody przymocowane do
morderczego sznurka. Ostatni bya moc czynienia cudw. Bya
przywizana do Jedynego Boga i tylko cud przeciwny cud
mg j uwolni.
C, moe przyja bya tego rodzaju cudem.
212*
Odilo... zacz.
213*
Czego chcesz, Gerardzie? spytaa bez
odwracania si.
283

Musz z tob porozmawia powiedzia rycerz.


Prosz, tylko przez chwil. To nie potrwa dugo.
Odila usiada na awie w pobliu bursztynowego sarkofagu.
Gerard wolaby usi gdzie bardziej w gbi, z dala od wiata i upau, ale Odila nie chciaa si ruszy. Zdenerwowana
i przejta, czsto rzucaa okiem na drzwi. Jej spojrzenia byy
w poowie nerwowe, w poowie pene oczekiwania.
103*
Odilo, posuchaj mnie zacz Gerard.
Wyjedam
z Sanction. Dzi w nocy. Przyszedem ci o tym powiedzie
i sprbowa ci przekona, eby ze mn posza.
104*
Nie odpara kobieta, ogldajc si na
drzwi.

Nie
mog teraz wyjecha. Mam zbyt wiele do zrobienia przed przybyciem Miny.
105*
Nie prosz ci, eby pojechaa na piknik!
rzuci
zirytowany. Prosz, eby ucieka std ze mn, dzi w nocy!
W miecie panuje zamt, onierze maszeruj w t i z powrotem. Nikt nie wie, co si dzieje. Upynie kilka godzin, zanim
zostanie zaprowadzony jaki ad. Teraz jest idealna pora na
ucieczk.
106*
Wic uciekaj powiedziaa, wzruszajc
ramionami.
I tak nie chc, eby mi si plta pod nogami.
Chciaa wsta. Gerard chwyci j za rk, cisn mocno za
nadgarstek i zobaczy, e skrzywia si z blu.
107*
Nie chcesz, ebym si tu plta, bo
przypominam
ci
o tym, kim kiedy bya. Nie podoba ci si ten Jedyny Bg.
Tak samo jak ja nie jeste zadowolona ze zmiany, jaka w tobie
zasza. Dlaczego tak si krzywdzisz?
108*
Poniewa, Gerardzie powiedziaa Odila
zmczonym
gosem, jakby od dawna powtarzaa ten sam argument Jedyny Bg jest bogiem. Bogiem, ktry przyszed do tego wiata,
by si o nas troszczy i nas prowadzi.
109*
Dokd? Do przepaci? spyta mczyzna.

Po
Wojnie Chaosu Goldmoon znalaza przewodnika we wasnym
sercu. Mio i troska, wspczucie, prawda i honor nie odeszy z bogami wiata. S w kadym z nas. To s nasi przewodnicy albo powinny nimi by.
284

187*
W chwili mierci Goldmoon zwrcia si do
Jedynego
Boga. Odila spojrzaa na nieruchom, spokojn twarz zatopion w bursztynie.
188*
Doprawdy? spyta szorstko Gerard.
Ciekawe.
Jeli rzeczywicie przyja Jedynego Boga, dlaczego nie utrzyma jej przy yciu, by wdrowaa po wiecie i rozgaszaa
ten cud? Dlaczego Jedyny Bg uzna za niezbdne zamkn jej
usta, umiercajc j i zamykajc w bursztynowym wizieniu?
189*
Mina twierdzi, e zostanie z niego
uwolniona

bronia si Odila. W Noc Nowego Oka Jedyny Bg wskrzesi


Goldmoon, ktra obejmie wadz nad wiatem.
Gerard wypuci jej do. Odsun si od niej.
Wic nie pjdziesz ze mn?
Odila potrzsna przeczco gow.
82* Nie, Gerardzie, nie pjd. Wiem, e tego nie zrozumiesz. Nie jestem tak silna jak ty. Jestem cakiem sama
w ciemnym lesie i boj si. Ciesz si, e mam przewodnika,
i jeli ten przewodnik nie jest doskonay, ja te taka nie jestem.
egnaj, Gerardzie. Dzikuj ci za przyja i trosk. Ruszaj
bezpiecznie w drog w imi...
83* Jedynego Boga? dokoczy ponuro rycerz. Nie,
dzikuj.
Odwrci si i opuci sal z otarzem.
Pierwszym miejscem, do ktrego uda si Gerard, byo centrum dowodzenia armii usytuowane na byym bazarze. Zamiast kramw i stoisk wznosio si tam mae miasto namiotw.
Tutaj dzielono zawarto opancerzonych skrzynek.
Zajmujc miejsce w kolejce, Gerard poczu pewn satysfakcj, e bierze od Czarnych Rycerzy stal. Zasuy na ni, to
nie ulegao wtpliwoci, a pienidze przydadz mu si w drodze do posiadoci lorda Ulricha, czy gdziekolwiek Rycerze
Solamnijscy zbierali swoje siy.
Po otrzymaniu zapaty skierowa kroki do Bramy Zachodniej i wolnoci. Wyrzuci Odil z pamici, nie pozwala sobie
myle o niej. Zdj wikszo zbroi karwasze, nagolenice
285

i kolczug, ale nadal nosi kirys i hem. Jedno i drugie byo niewygodne, ale musia wzi pod uwag fakt, e prdzej czy
pniej Galdar moe si znudzi ledzeniem Gerarda i po prostu wbije mu n w plecy. Na tle czerwonego blasku, bijcego
od wypenionej law fosy wok miasta, majaczyy czarne sylwetki dwch wie Zachodniej Bramy. Bramy zostay zatrzanite. Wartownicy nie zamierzali ich otworzy, dopki nie
przyjrz si dobrze Gerardowi i nie wysuchaj jego historii
o tym, e jest posacem wysanym do Jelek z wieci o ich
zwycistwie. Wartownicy yczyli mu szczliwej drogi i otworzyli bram, by go przepuci.
Ogldajc si na mury Sanction i stojcych na nich ludzi,
Gerard po raz kolejny mimo woli poczu gboki podziw dla
zdolnoci przywdczych Miny i jej umiejtnoci wymuszenia
dyscypliny i adu wrd onierzy.
190*
Z kadym dniem, ktry tu spdzi, bdzie
rosa
w
si
i potg mrukn do siebie niewesoo, wyjedajc galopem
za bram. Przed nim rozciga si port, a dalej czarna to Nowego Morza. Powiew morskiej bryzy by mi odmian po zapachu siarki, ktry nieustannie unosi si w powietrzu Sanction. Jak mamy z ni walczy?
191*
Nie moecie.
Na jego drodze stana jaka masywna posta. Gerard pozna gos, a jego wierzchowiec pozna wo minotaura. Ko zara i stan dba, a rycerz tak bardzo by zajty utrzymaniem
si na grzbiecie sposzonego zwierzcia, e w cigu tych kilku
szalonych chwil straci wszelk okazj, jak mg mie, eby
albo stratowa minotaura, albo oddali si galopem i zostawi
go za sob w kbach kurzu.
Minotaur podszed bliej. Na jego zwierzc twarz pada
czerwony blask lawy, ktry zmienia noc w Sanction w wieczny pmrok. Galdar chwyci konia za uzd.
Gerard wydoby miecz. Nie wtpi, e bdzie to ostateczne
starcie i nie mia wikszych wtpliwoci co do tego, jak si
ono zakoczy. Sysza, e Galdar rozrba kiedy czowieka
na p jednym ciosem swego potnego miecza. Jedno spojrze286

nie na gruzowate muskuy na ramionach i gadkie, wypuke


minie na kosmatej klatce piersiowej minotaura potwierdzio
prawdziwo tej opowieci.
84* Posuchaj, Galdarze. Rycerz uprzedzi minotaura,
ktry zamierza co powiedzie. Nasuchaem si do kaza i mam ju powyej uszu bycia pod obserwacj dzie i noc.
Wiesz, e jestem Rycerzem Solamnijskim, nasanym tu po to,
by szpiegowa Min. Wiem, e o tym wiesz, wic skoczmy to
tu i teraz...
85* Chciabym si z tob bi, Solamnijczyku rzek
Galdar zimnym tonem. Bardzo chciabym ci zabi, ale mi tego
zabroniono.
86* Domyliem si. Gerard opuci miecz. Mog
spyta, czemu?
87* Suysz jej. Wykonujesz jej rozkazy.
88* Posuchaj, Galdarze, obaj wiemy, e nie jad wykona
rozkazu Miny... zacz Gerard, a potem przerwa, coraz
bardziej zdezorientowany. Oto gosuje za wasn mierci.
89* Mwic o jej rozkazach, nie mam na myli Miny
stwierdzi minotaur. Chodzio mi o Jedynego Boga. Czy
nigdy nie przyszo ci do gowy, by ustali jego imi?
90* Jedynego Boga? Caa ta rozmowa wprawiaa
Gerarda w coraz wiksze rozdranienie. .Nie. Szczerze mwic,
gwno mnie to...
91* Takhisis rzek Galdar.
...obchodzi dokoczy rycerz i zamilk.
Siedzia w siodle na rodku drogi, w ciemnoci, mylc, e
to wszystko ma sens. Cholerny, przeraajcy, okropny sens.
Nie trzeba byo go pyta, czy wierzy minotaurowi. W gbi duszy Gerard podejrzewa to od dawna.
Dlaczego mi o tym mwisz? spyta.
Nie wolno mi zabi ciebie rzek kwano Galdar
ale mog zabi w tobie ducha. Znam twoje plany. Niesiesz
wiadomo od tego nieszczsnego krla elfw do jego ludu,
w ktrej baga ich, by przyszli mu z pomoc. Jak sdzisz, dlaczego Mina kazaa tobie odprowadzi elfa do wizienia, jeli
287

nie po to, eby zosta jego posacem"? Ona chce, eby


sprowadzi tu jego lud. Sprowad cay nard elfw. Sprowad
Rycerzy Solamnijskich to, co z nich zostao. Sprowad ich
wszystkich, aby stali si wiadkami chway krlowej Takhisis
w Noc Nowego Oka. Minotaur wypuci uzd konia z doni.
Jed, Solamnijczyku. Jed do snw o zwycistwie i chwale,
ktre chowasz w sercu, i kiedy bdziesz tak jecha, wiedz, e
s tylko prochem. Twoje przeznaczenie kontroluje Takhisis.
Wszystko, co robisz, robisz w jej imieniu. Tak jak ja.
Minotaur ironicznie odda honory Gerardowi, odwrci si
i poszed z powrotem w stron murw Sanction.
Gerard spojrza w niebo. Buchajce z Wadcw Zagady
kby dymu cakiem przesoniy gwiazdy i ksiyc. Nocne niebo byo u gry ciemne, u dou za zabarwione ognicie. Czy
rzeczywicie gdzie tam siedziaa Takhisis i przygldaa mu
si? Wiedziaa wszystko, o czym myla, i co planowa?
Musz wrci" pomyla zdjty chodem Gerard. Ostrzec
Odil". Chcia ju zawrci konia, a potem stan. Moe wanie tego oczekuje po mnie Takhisis. Jeli wrc, moe si postara, ebym straci okazj do rozmowy z Samarem. Nie mog zrobi niczego, by pomc Odili. Musz jecha dalej".
Zawrci konia w drug stron, a potem si zatrzyma. Takhisis chce, ebym porozmawia z tym elfem. Tak powiedzia
Galdar. Moe wic nie powinienem! Skd mam wiedzie, co
robi? I czy ma to jakiekolwiek znaczenie?".
Gerard zatrzyma si na drodze.
Galdar mia racj powiedzia z gorycz. Wywiadczyby mi przysug, wbijajc mi w brzuch najzwyklejszy w wiecie, pospolity miecz. Ostrze, ktre zostawi w ranie,
jest zatrute, i nigdy nie zdoam si go pozby. Co mam zrobi?
Co mog zrobi?
Istniaa tylko jedna odpowied, ta, ktrej udzieli Odili.
Musia i za gosem swojego serca.

12

Nowe oko
Wracajc do Zachodniej Bramy, rozczarowany Galdar stwierdzi, e nie jest tak zadowolony z siebie, jak powinien. Mia
nadziej, e zarazi pewnego siebie i zarozumiaego Solamnij:zyka t sam chorob, ktra drczya jego. Speni swj zamiar dowioda tego gniewna, sfrustrowana mina Rycerza
Solamnijskiego. Galdar jednak stwierdzi, e nie potrafi czerpa satysfakcji ze swego zwycistwa.
Na co liczy? e rycerz udowodni mu, i nie mia racji?
Phi! parskn pogardliwie minotaur. Wpad w te
same sida co reszta spord nas, i ju si z nich nie wyrwie.
\ni teraz, ani nigdy. Nawet mier go z nich nie wyzwoli.
Roztar sobie prawe rami, ktre ostatnio uparcie go pobolewao, dokuczajc do tego stopnia, e wolaby znw je stra:i. Kiedy by z niego dumny dumny z koczyny, ktr
wrcia mu Mina, czynic pierwszy cud w imi Jedynego Bol&. Teraz przyapywa si na tym, e dotyka miecza z jakim
iiejasnym przewiadczeniem, i sam powinien sobie to rami
Ddrba. Oczywicie nie zrobiby tego. Mina byaby na niego
?a, a co gorsze, poczuaby si uraona i zasmucona. Potrafi
mie jej gniew, ju przedtem czu jego smagnicia. Nigdy nie
zrobiby niczego, by j skrzywdzi. Wikszo nagromadzonej
N nim wciekoci i alu, jakie czu do Takhisis, nie miaa
rda w tym, jak bogini traktowaa jego, lecz jak traktowaa
Vlin, ktra powicia jej wszystko, nawet ycie.
289

Mina zostaa nagrodzona. Dostaa zwycistwo nad swymi


wrogami i moc, aby czyni cuda. Galdar jednak zna Takhisis
z dawnych czasw. Rasa minotaurw nigdy nie miaa wielkiego mniemania o bogini, ktra bya maonk boga minotaurw, Sargasa lub Sargonnasa, jak nazyway go inne rasy. Sargas zosta ze swoim ludem, by walczy z Chaosem do samego
koca, powicajc si jak gosia legenda dla ratowania rasy minotaurw. Takhisis nawet nie przyszoby na myl,
eby ponosi ofiary w imi czegokolwiek. Sama oczekiwaa
ofiar, domagaa si ich w zamian za swoje wtpliwe bogosawiestwa.
Moe wanie to miaa w zanadrzu dla Miny. Galdara zacza niepokoi bezustanna mowa Miny o tym wielkim cudzie", jaki Takhisis miaa uczyni w Noc Nowego Oka. Takhisis nigdy nie dawaa niczego za darmo. Galdarowi wystarczyo
poczu pulsujcy bl, wywoany gniewem jego bogini, eby
o tym wiedzie. Mina bya taka ufna, taka szczera. Nigdy nie
zdoaaby zrozumie przebiegoci Takhisis, jej podstpnej
i mciwej natury.
Oczywicie to wanie dlatego zostaa wybrana. Jak rwnie dlatego, e Goldmoon j kochaa. Takhisis nie przepuciaby okazji, eby zada bl komukolwiek, a ju szczeglnie
Goldmoon, ktra w przeszoci popsua jej szyki.
Mgbym to wszystko powiedzie Minie" pomyla
Galdar, wchodzc do wityni. Mgbym jej powiedzie, ale
ona nie usyszaaby mnie. Ostatnio syszy tylko jeden gos".
witynia Serca, teraz witynia Jedynego Boga. Jake Takhisis musi si cieszy z tego tytuu! Po wiecznoci bycia
jedn z wielu staa si bogiem jedynym i wszechpotnym.
Minotaur potrzsn ponuro rogat gow.
witynia wiecia pustkami. Galdar poszed najpierw do
komnat Miny. Nie spodziewa si naprawd jej tam zasta, mimo e dziewczyna bya wyczerpana caodniow bitw. Wiedzia, gdzie j znajdzie. Chcia si tylko upewni, e wszystko
bdzie dla niej przygotowane, kiedy Mina wreszcie postanowi
uda si na spoczynek.
290

Rozejrza si po pokoju, ktry niegdy nalea do przeoonego zakonu; pewnie tego starego gupca, ktry patrzy
spode ba przez cae kazanie Miny. Galdar uzna, e wszystko
jest w porzdku. Wszystko przyszykowano dla jej wygody.
W pokoju ju znajdowaa si bro i starannie umieszczona na
stojaku zbroja. Jej morgenstern wypolerowano i oczyszczono
z krwi, podobnie jak pancerz. Z butw usunito boto i krew.
Na biurku przy ku staa taca z jedzeniem. wieca palia si,
by owietli Minie drog w ciemnoci. Kto nawet pomyla
o tym, eby do cynowego kubka wstawi kilka pno kwitncych kwiatw. Wszystko w pokoju wiadczyo o oddaniu
i mioci jej onierzy do niej.
Do niej. Galdar zastanawia si, czy Mina w ogle jest tego
wiadoma. Ludzie walczyli dla niej, dla Miny. Wykrzykiwali
jej imi, kiedy prowadzia ich do boju. Wykrzykiwali jej imi
w chwili zwycistwa.
Mina... Mina...
Nie krzyczeli: Dla Jedynego Boga!". Nie krzyczeli: Dla
Takhisis!".
I mog si zaoy, e nie jeste z tego zadowolona
rzuci Galdar w ciemno.
Czy bg moe by zazdrosny o miertelnika?
Ten bg moe" pomyla Galdar i nagle zdj go strach.
Wszed do gwnej sali wityni i sta, bolenie mrugajc,
pki jego oczy nie przyzwyczaiy si do blasku wiec na otarzu. Mina bya sama. Klczaa przy otarzu, pogrona w modlitwie. Sysza, jak co mamrocze; potem milka i znw mamrotaa, jakby otrzymywaa polecenia.
Solamnijka, ta rycerka, ktra zostaa kapank usna wycignita na awie. Spaa mocnym snem na tym twardym ou.
Kobieta przykryta bya peleryn Miny. Galdar nawet nie pamita, jak ma na imi.
Goldmoon, w swojej bursztynowej trumnie, rwnie spaa.
Dwaj magowie siedzieli w gbi komnaty, tam gdzie ich posadzono. Widzia ich niewyrane sylwetki w wietle wiec. Jego
wzrok na chwil zatrzyma si na nich, a potem wrci do Mi291

ny. Widok nieszczsnych magw napenia minotaura zgroz


i sprawia, e sier mu si jeya na grzbiecie.
Ktrego dnia pewnie i jego trup bdzie siedzia tak spokojnie, niczego nie widzc, niczego nie robic, czekajc na
rozkazy Takhisis.
Galdar podszed do otarza. Przez szacunek dla Miny stara
si i cicho, ale minotaury nie s stworzone do bezszelestnego
poruszania si. Uderzy kolanem w awk; miecz u jego boku
zgrzyta i dzwoni, a kroki niosy si gonym echem. Przynajmniej tak mu si zdawao.
Solamnijka poruszya si niespokojnie, lecz bya pogrona w zbyt gbokim nie, eby si zbudzi.
Mina go nie usyszaa.
Minotaur stan za ni i odezwa si cicho.
' Mino.
Dziewczyna nie podniosa gowy.
Galdar odczeka chwil.
Mino powiedzia znowu, agodnie kadc do na jej
ramieniu.
Teraz si odwrcia i rozejrzaa. Twarz miaa blad i zmczon. Bursztynowe oczy, ktrych blask przygas, byy podkrone z wyczerpania.
110*
Powinna i do ka powiedzia jej
Galdar.
111*
Jeszcze nie teraz odpara.
112*
Wszdzie ci byo peno na polu walki nie
dawa
za
wygran minotaur. Nie mogem za tob nady. Gdziekolwiek spojrzaem, ty tam bya. Walczya, modlia si. Musisz wypocz. Jutro i w nastpnych dniach bdziemy mieli
mnstwo pracy. Trzeba umocni miasto. Rycerze Solamnijscy
zaatakuj nas. Ich szpieg ju jedzie, by ich zawiadomi. Puciem go wolno warkn Galdar tak jak rozkazaa. Moim zdaniem to bd. On jest w zmowie z krlem elfw. Solamnijczycy zawr jakie porozumienie z elfami i cign
przeciwko nam pen potg obu narodw.
Zapewne tak bdzie rzeka Mina.
Wycigna rk do Galdara. Minotaur mia przywilej po292

mc jej wsta. Dziewczyna nadal trzymaa go za do praw do i spojrzaa mu w oczy.


214*
Wszystko jest dobrze, Galdarze. Wiem, co
robi.
Nie
tra wiary.
92* Wierz w ciebie, Mino rzek minotaur.
Mina spojrzaa na niego z rozczarowaniem. Wypuciwszy
jego do, odwrcia si do otarza. Nagan dla niego byo jej
spojrzenie i cisza, a take nagy, mdlcy bl ramienia. Minotaur zacisn wargi, rozmasowa sobie rk i uparcie czeka.
215*
Nie jeste mi ju potrzebny, Galdarze
oznajmia
Mina. Id spa.
216*
Nie usn, pki ty si nie pooysz. Wiesz o
tym.
A
przynajmniej powinna, biorc pod uwag, jak wiele czasu spdzilimy razem.
Dziewczyna zwiesia gow. Minotaur ze zdziwieniem dostrzeg dwie zy, ktre bysny w wietle wiec i spyny jej
po policzkach. Mina szybko je otara.
217*
Wiem, Galdarze powiedziaa zduszonym
gosem,
bez powodzenia starajc si mwi szorstko i doceniam
twoj wierno. Gdyby... Umilka, potem obejrzaa si na
niego i dodaa, prawie niemiao: Zaczekasz tu ze mn?
93* Na co mam czeka, Mino?
94* Na cud.
Dziewczyna uniosa rce rozkazujcym gestem. Pomienie
strzeliy w gr, rozrosy si, zapony janiej i gorcej. Fala
aru buchna Galdarowi w twarz, zapierajc mu dech w piersiach i zmuszajc go do zasonicia si ramieniem.
Do komnaty wpad jaki podmuch, roznieci pomienie, kaza im pon silniej i wyej. Za otarzem wisiay sztandary
i gobeliny ozdobione symbolami witymi dla Mistykw. Pomienie lizay krawdzie arrasw. Tkaniny stany w ogniu.
Zrobio si jeszcze gorcej. Wok otarza i bursztynowego
sarkofagu Goldmoon wi si dym. Solamnijka zacza si dusi
i kaszle. Ockna si. Powioda wok przeraonym i zdumionym wzrokiem, po czym zerwaa si z awy.
Mino! krzykna. Musimy std ucieka!
293

Pomienie szybko przeniosy si ze sztandarw na drewniane belki podtrzymujce stromy dach. Galdar nigdy jeszcze nie
widzia, eby ogie rozprzestrzenia si tak szybko, cakiem
jakby drewniane ciany nasczone byy olejem.
72* Jeli twoim cudem jest spalenie wityni, to ta solamnijska kobieta ma racj rykn Galdar, przekrzykujc huk
poaru. Musimy natychmiast ucieka, zanim dach si zawali.
73* Nic nam nie grozi rzeka spokojnie Mina.
Chroni
nas rka Jedynego Boga. Patrz, podziwiaj i raduj si jego potgGigantyczne krokwie pod sufitem stay w ogniu. W kadej
chwili mogy trzasn i zwali im si na gowy. Galdar ju
mia zamiar chwyci Min i wynie j na rkach, kiedy ujrza,
ku-swemu absolutnemu osupieniu, e belki spony doszcztnie w pomieniach. Nic z nich nie zostao. Z sufitu nie sypay
si wgle, ponce kody nie spaday z hukiem wrd fontann
iskier. wity ogie strawi drewno, sklepienie i wszystkie materiay, z jakich by zbudowany dach. Poar pochon wszystko i zgas.
Po dachu wityni nie zostao nic, nawet popi. Galdar widzia nocne niebo iskrzce si od gwiazd.
Trupy dwch magw siedziay obojtnie na swoich miejscach. Mogy zgin w poarze i nawet by nie pisny, nie zaprotestoway sowem, nie zrobiy niczego, by si ratowa. Na
wydan stanowczym gosem komend Miny nieboszczycy wstali i podeszli do otarza. Szli, nie patrzc, dokd id. Na rozkaz
Miny zatrzymali si przy sarkofagu Goldmoon i znw stali,
wlepiajc wzrok w pustk.
Patrz! powiedziaa cicho Mina. Cud si zaczyna.
Galdar widzia w swoim dugim yciu wiele cudownych
i strasznych rzeczy, szczeglnie odkd zacza si jego znajomo z Min. Nigdy jeszcze nie widziajednak czego takiego.
Stan jak raony gromem.
Nocne niebo wypeniay setki tysicy dusz. Upiorna mga
ich rk, twarzy, przejrzystych koczyn przesaniaa gwiazdy.
294

Galdar ze zdumieniem i zgroz ujrza, e w swych eterycznych


rkach zmarli nios czaszki smokw.
Dusze zmarych ostronie i z szacunkiem spuciy pierwsz czaszk do wityni przez zwglony otwr po sklepieniu
i umieciy j na posadzce przed otarzem.
Olbrzymia czaszka naleaa niegdy do zotego smoka
Galdar pozna to po kilku zotych uskach, ktre zostay na
kociach i poyskiway aonie w migotliwym blasku wiec.
Komnata z otarzem bya wielka, ale czaszka wypeniaa j
ca.
Umarli przynieli kolejny czerep, tym razem czerwonego
smoka. Pooyli go obok czaszki zotego jaszczura.
Z zewntrz dobiegy krzyki i woanie. Na widok pomieni ludzie przybiegli do wityni. Umilkli wstrznici, gdy ich
oczom ukaza si cudowny i potworny widok setki smoczych czaszek spyway z nocnego nieba, niesione w objciach
umarych.
Zmarli metodycznie ukadali czaszki jedn na drugiej; najwiksze na dole, by stworzy stabiln podstaw, a czerepy
mniejszych smokw na grze. Stos czaszek pitrzy si coraz
wyej, wznoszc si daleko ponad poziom wyznaczany przez
nieistniejcy ju dach wityni.
Galdarowi zascho w ustach. Oczy go pieky, a gardo mia
tak cinite, e trudno mu byo mwi.
218*
To totem z czaszek jednego ze smoczych
zwierzchnikw! krzykn.
219*
Trzech smoczych zwierzchnikw, mwic
cile

poprawia go Mina.
Totem pi si w gr, by ju wyszy ni najwysze drzewa, a umarli wci przynosili nowe czaszki, by go powiksza.
To s totemy Beryllinthranox Zielonej, Khellendrosa
Bkitnego i Malystryx Czerwonej. Malystryx skrada totemy
dwm pierwszym smokom, a zmarli okradli j.
Strach szarpn Galdara za trzewia. Nogi si pod nim ugiy. Musia chwyci si otarza, eby nie upa. By przeraony
i nie wstydzi si okaza swego strachu.
295

113*
Skrada totem Malys? Smoczyca si
wcieknie,
Mino.
Dowie si, kto zabra jej totem i przyleci, by si zemci!
114*
Wiem oznajmia spokojnie Mina. Na
tym
polega
plan.
115*
Ona ci zabije! jkn Galdar. Zabije
nas
wszystkich. Znam tego podego gada. Nikt nie moe si jej przeciwstawi. Nawet jej pobratymcy si jej boj.
Spjrz, Galdarze powiedziaa cicho Mina.
Minotaur niechtnie rzuci okiem na prawie ukoczony stos
czaszek. Na jego czubku kadziono wanie ostatni, czaszk
maego, biaego smoka. Umarli zostali jeszcze chwil, jakby
podziwiali swoje dzieo. Od gr powia zimny wiatr, rozszarpa dusze na pasemka mgy i rozproszy je jednym podmuchem.
* W pustych oczodoach zaczy byszcze oczy martwych
smokw. Galdarowi wydawao si, e syszy ich gosy, setki
gosw wznoszcych triumfaln pie pochwaln. Nad totemem zjawi si jaki ciemny ksztat i oplt go chciwie swymi zwojami. Cie sta si wyrazistszy, bardziej dostrzegalny.
W wietle wiec zalniy wielobarwne uski. Podstaw totemu
oplata olbrzymi ogon, wok caego stosu owinite byo ciao
ogromnego smoka. Nad totemem unosio si pi gw. Pi
gw wyrastajcych z jednego ciaa, a ciao zronite byo z totemem.
Ciao to jednak byo niematerialne. Pi bw budzio lk,
ale nie byy to prawdziwe gowy; nie tak prawdziwe jak czaszki umarych, nad ktrymi wisiay. lepia martwych smokw
byszczay jasno. Ich blask sta si prawie olepiajcy i nagle
prosto w niebo strzelia kolumna wiata.
Blask totemu rozjani nieboskon i oto z gry spojrzao na
nich oko. Oko bogini.
Biae, nieruchome oko wbijao w nich intensywne spojrzenie.
Ciao piciogowego smoka stao si wyraniejsze, zyskao
na substancji i sile.
Potga totemu dodaje si Jedynemu Bogu, tak jak kie296

dy umacniaa Malys oznajmia Mina. Z kad upywajc chwil Jedyny Bg staje si bliszy zejcia na wiat,
poczenia tego, co miertelne, z niemiertelnym. W Noc Festynu Nowego Oka Jedyny Bg stanie si paradoksem, przybierze mierteln posta i obdarzy j niemiertelnoci. Od tej
chwili bdzie rzdzi wszystkim, co jest w niebiosach i tym, co
jest pod nimi. Bdzie rzdzi ywymi i umarymi. Jej zwycistwo bdzie pewne, triumf cakowity.
Przyjmie mierteln posta. Teraz Galdar zrozumia, dlaczego musieli wie ciao Goldmoon przez cay Ansalon, wnosi je na szczyt gr i wyciga z dolin.
Ostateczna zemsta Takhisis. Bogini wstpi w ciao kobiety, ktra walczya z ni cae ycie, i posuy si t postaci, by
urzec, zauroczy i usidli ufnych, niewinnych i szczerych.
Z zewntrz dobiega zgiek podniesionych gosw. Podnieceni ludzie gardowali i wykrzykiwali na widok nowego ksiyca na niebie. Podnis si okrzyk:
Mina! Mina!
Dziewczyna wyjdzie do nich, bdzie si pawi w blasku
i cieple ich mioci, cakiem innym od tego chodnego, zimnego wiata. Powie im, e to dzieo Jedynego Boga, ale nikt nie
bdzie zwraca na to uwagi.
Mina... Mina...
Dziewczyna wysza ze zrujnowanej wityni. Galdar usysza, e na jej widok tum krzykn jeszcze goniej, a echo tego zgieku odbio si od grskich zboczy i wznioso w niebo.
W niebo.
Minotaur podnis wzrok na pi gw widmowego smoka,
ktry chwia si nad totemem i pochania jego moc. Pojedyncze oko pono i wtedy Galdar uwiadomi sobie, e w tym
momencie jest bliszy bogini ni Mina kiedykolwiek moga
by.
Ufni, niewinni, szczerzy.
Galdar tskni do swojego ka, chcia usn i utopi wspomnienia o tym wszystkim w czarnej niewiadomoci. Tej nocy
zamie wasn regu. Mina znajdowaa si w otoczeniu tych,
297

ktrzy j uwielbiali. Nie by jej potrzebny. Zamierza odej,


kiedy usysza jk.
Solamnijka kulia si na pododze, patrzc ze zgroz na potwora, ktry wi si nad jej gow.
Ona rwnie ujrzaa prawd.
Za pno powiedzia, mijajc j w drodze do swojej
kwatery. Za pno. Dla nas wszystkich.

13

Niespokojne duchy
Trupy dwch magw stay tam, gdzie kazano im stan:
przy bursztynowym sarkofagu w wityni Serca, teraz wityni Jedynego Boga. Ale tylko jeden z nich by obecny duchem
przy budowaniu totemu. Dusza Dalamara odesza w chwili
przybycia nioscych czaszki zmarych. Palin przyglda si
pitrzcemu si totemowi, pomnikowi rosncej potgi krlowej Takhisis. Nie mia pojcia, gdzie znik Daiamar. Duch
czarnego elfa czsto by nieobecny; wicej wdrowa, ni przebywa w pobliu swego ciaa.
Palina nadal niepokoi kady pobyt z dala od ciaa, ale od
kilku dni zapuszcza si coraz dalej. Jego obawy stale rosy,
poniewa uwiadomi sobie podobnie jak wszyscy zmarli
e chwila, w ktrej Takhisis triumfalnie wkroczy do wiata,
jest bardzo bliska.
Palin przyglda si, jak totem ronie, a wraz z nim ronie moc Takhisis. Bogini potrafia przyj wiele postaci, ale
w kontaktach ze smokami wolaa t smocz. Pi bw, kady
innego koloru i nalecy do innego gatunku smoka, wyrastao
z potnego i niewiarygodnie silnego cielska. Gowa czerwonego smoka bya brutalna i dzika. W jej nozdrzach migotay
pomyki. Bkitna gowa bya smuka, elegancka i miertelnie
grona. Spomidzy ostrych jak brzytwa kw strzelay byskawice. Pysk czarnego smoka, chytry i przebiegy, ocieka jadem. Gowa biaego smoka wyraaa okruciestwo i wyracho299

wanie; bi od niej przejmujcy do szpiku koci chd. eb zielonego smoka mia podstpny i inteligentny wygld. Z jego
otwartej paszczy ziay trujce opary.
To bya Takhisis na paszczynie niemiertelnych, Takhisis, ktrej suyli zdjci zgroz umarli, Takhisis, ktrej Palin
nienawidzi i ktr si brzydzi, a jednak mimo woli musia j
czci. W oczach piciu smokw kry si bowiem umys boga,
umys, ktry potrafi ogarn bezmiar wiecznoci, ujrze i zrozumie nieskoczone moliwoci, a jednoczenie porachowa
wszystkie krople we wzburzonych morzach i zliczy ziarnka
piasku na jaowej pustyni.
Widok Krlowej Ciemnoci unoszcej si nad czaszkami
nieywych smokw i odbierajcej od nich wyrazy czci by dla
Palina nie do zniesienia. Mag oderwa swoj dusz od ciaa
i Wylecia na zewntrz, w mrok.
Trudno mu byo wyzby si zwyczajw ywych ludzi, wic
jako duch bdzi po ulicach Sanction tak samo, jak robiby to
za ycia. Wymija budynki, chocia mgby przej przez nie
na wylot. Obiekty materialne nie stanowiy przeszkody dla ducha, a jednak jemu przeszkadzay. Przenikanie przez ciany
zrobienie czego, co bya tak sprzeczne z prawami przyrody
byoby przyznaniem si, e straci wszelkie zwizki ze wiatem ywych, z materialnym wymiarem ycia. Tego jeszcze nie
potrafi zrobi.
Dziki swej niematerialnej postaci z atwoci szed ulicami, na ktrych panowa cisk. Wszyscy zmierzali do niedawno
mianowanej wityni Jedynego Boga, by ujrze cud. Gdyby
Palin by ywym, oddychajcym czowiekiem, tum ju porwaby go z sob lub stratowa, jak tych dwch ebrakw kutykajcych po ulicy. Jednemu z nich, kalece, wytrcono z rk
kul. Drugi z nieszcznikw, lepiec, zgubi lask i bezradnie
maca wok siebie, starajc si j odnale.
Palin instynktownie chcia im pomc, lecz przypomnia sobie, kim jest i e nikomu nie moe przyj z pomoc. Podlatujc bliej, stwierdzi, e niewidomy czowiek wydaje mu si
znajomy te srebrzyste wosy, biae szaty... Zwaszcza sre300

brzyste wosy. Nie widzia twarzy mczyzny, bo zasaniay j


bandae ukrywajce potworn ran, ktra pozbawia go wzroku. Palin przypomina sobie lepca, ale nie pamita, skd go
zna. Wydawao si, e jest nie na swoim miejscu, nie tam,
gdzie powinien si znajdowa. Palinowi niespodziewanie przysza na myl Cytadela wiata i nagle uwiadomi sobie, gdzie
widzia tego czowieka. Tego czowieka, ktry nie by czowiekiem.
Oczami duszy mag ujrza prawdziwe ksztaty dwch ebrakw. Postaci te istniay na paszczynie niemiertelnych i dlatego nie mogli si ich wyzby, chocia przybrali inne formy w wiecie miertelnikw. Srebrny smok Zwierciado,
byy stranik Cytadeli wiata sta rami w rami, skrzydo
w skrzydo z bkitnym smokiem.
Wtedy Palin przypomnia sobie, co to nadzieja.
Tej nocy rwnie duch Dalamara uda si w podr. Czarny elf podrowa duo dalej ni Palin. W odrnieniu od niego Dalamar nie przejmowa si fizycznymi barierami. Gry
byy dla niego rwnie niematerialne jak oboki. Przeniknicie
przez ciany z litej skay do lea Malys, do labiryntu jej jaskini, byo dla niego rzecz tak prost jak mrugnicie okiem lub
zaczerpnicie oddechu.
Zasta wielk czerwon smoczyc pogron we nie, jak
zwykle podczas poprzednich wizyt. Tym razem jednak co si
zmienio. Dawniej Malys spaa gbokim i spokojnym snem
w przewiadczeniu, e sprawuje niekwestionowan wadz nad
wiatem i nikt nie ma do si, by rzuci jej wyzwanie. Teraz co mcio spokj jej snu. Ogromne apy smoczycy dray,
oczy poruszay si pod zamknitymi powiekami, nozdrza byy
rozdte. Z paszczy cieka lina, a z gbi klatki piersiowej wydobywa si guchy pomruk. Co jej si nio i najwyraniej
nie by to przyjemny sen.
To bdzie drobiazg w porwnaniu z tym, co j czeka po
przebudzeniu.
Wasza Najpotniejsza i Najaskawsza Krlewska Mo
rzek Dalamar.
301

Malys otworzya jedno lepie kolejny znak, e nie spaa


spokojnie. Zwykle elf musia mwi do niej kilka razy albo na-j
wet wzywa ktrego z jej sug, by j zbudzi.
116*
Czego chcesz? warkna smoczyca.
117*
Uwiadomi ci, co si dzieje w wiecie,
podczas
gdy
ty pisz.
118*
Sucham, mw dalej rzeka Malys,
otwierajc
drugie
lepie.
119*
Gdzie twj totem, Wasza Wysoko?
spyta
chodno
Dalamar.
Malys odwrcia masywny eb, by dla pewnoci rzuci
okiem na kolekcj czaszek na trofea swoich wielu zwycistw, wrd nich nad Beryl i Khellendrosem.
Otworzya szeroko oczy ze zdumienia. Z jej pyska wydoby
si gony syk. Zerwaa si z takim impetem, e gra si zatrzsa, i obrcia eb w jedn i drug stron.
120*
Gdzie on jest? rykna, smagajc ogonem.
Granitowe ciany pkay od uderze, z sufitu spaday stalaktyty i roztrzaskiway si na jej czerwonych uskach. Smoczyca nie zwracaa na nie uwagi. Gdzie jest zodziej? Kto go skrad? Powiedz mi!
121*
Powiem rzek Dalamar, ignorujc jej
wcieko,
gdy nie moga mu wyrzdzi krzywdy. Ale chc czego
w zamian.
122*
Zawsze umiae si targowa! zasyczaa i
spomidzy
jej kw buchny pomienie.
123*
Zdajesz sobie spraw z mojego poaowania
godnego
pooenia powiedzia Dalamar, rozkadajc rce, by pokaza sw widmow posta. Jeli odzyskasz totem i pokonasz osob, ktra bezprawnie go sobie przywaszczya, prosz,
aby uya swej magii i poczya moj dusz z moim ywym
ciaem.
124*
Zgoda powiedziaa Malys, poruszajc
szponiast
ap. Schylia gow. Kto go ma?
125*
Mina.
126*
Mina? powtrzya zdumiona Malys.
Kim jest ta
302

Mina i dlaczego zabraa mj totem? Jak tego dokonaa? Nie


wyczuwam zapachu zodzieja! Nikogo nie byo w mojej jaskini! aden zodziej nie zdoaby przenie mojego totemu!
95* Nawet caa armia zodziei przyzna jej racj Dalamar. Ale armia umarych mogaby to zrobi. I zrobia.
96* Mina... Malys wyszeptaa jej imi z nienawici.

Teraz sobie przypominam. Syszaam, e dowodzi armi dusz.


Co za bzdura!
97* Ta bzdura" skrada ci totem, kiedy spaa, Wasza Wysoko, i odbudowaa go w Sanction, w miejscu niegdy znanym jako witynia Serca, teraz przemianowanym na wityni Jedynego Boga.
98* Znw ten tak zwany Jedyny Bg warkna Malys.

Ten Jedyny Bg zaczyna mnie drani.


99* Jedyny Bg moe zrobi duo wicej, ni ci rozdrani, Wasza Wysoko stwierdzi chodno Dalamar. Jedyny Bg jest odpowiedzialny za mier Cyana Bloodbane, twojej kuzynki Beryl i Khellendrosa Bkitnego trzech najpotniejszych oprcz ciebie smokw na Krynnie. Jedyny Bg
przyczyni si do upadku Silvanesti, zniszczenia Qualinostu
i klski Rycerzy Solamnijskich pod Solanthus, a teraz zwyciy w Sanction. Tylko ty stoisz mu na drodze do cakowitego
triumfu.
Malys ypna zowrogo okiem, pogrona w ponurym milczeniu. Elf przemawia do niej szorstko, lecz chocia nie bya
z tego zadowolona, nie moga zaprzeczy, e ma racj.
100*
Ukrada mj totem. Dlaczego? spytaa
nadsana.
101*
To ju od dawna nie by twj totem
odpar
Dalamar. Jedyny Bg uwid duchy nieyjcych smokw, ktre
kiedy oddaway mu cze. Posuy si moc ich dusz, by
wzmocni swoj potg. Kradnc totemy twojej kuzynki i Khellendrosa, przysuya si jego sprawie. Uczynia dusze martwych smokw jeszcze potniejszymi. Nie lekcewa tej bogini. Wprawdzie kiedy pojawia si na tym wiecie, bya osabiona i bliska zagady, odzyskaa jednak siy i teraz szykuje si do
zdobycia upu, ktrego od dawna podaa.
303

220*
Mwisz tak, jakby zna t bogini
stwierdzia
Malys, obrzucajc Dalamara pogardliwym spojrzeniem.
221*
Bo znam j odpar elf i ty rwnie
ze
syszenia. Jej imi brzmi Takhisis.
222*
Tak, syszaam o niej rzeka Malys,
lekcewaco
machajc ap. Syszaam, e porzucia ten wiat podczas
wojny z Ojcem Chaosem.
223*
Nie porzucia go oznajmi Dalamar.
Ona
go
skrada i przyniosa tutaj z pomoc Khellendrosa, zgodnie z dawno
uoonym planem. Czy nigdy nie przyszo ci do gowy, by pomyle, skd nagle ten wiat znalaz si w tej czci wszechwiata? Nigdy si nie zastanawiaa?
224*
Nie, a dlaczego miaabym? achna si
rozzoszczona Malys. Jeli godujcemu czowiekowi wpadnie w rce pokarm, nie zastanawia si, tylko je!
225*
Twj posiek by bardzo obfity, Wasza
Wysoko

przyzna Dalamar. Szkoda, e po obiedzie nie wyrzucia


mieci. Dusze martwych smokw uznay zwierzchnictwo swojej krlowej i zrobi wszystko, czego zada. W porwnaniu
z nimi liczebno twoich si jest aonie maa.
226*
Martwe smoki nie maj zbw szydzia
Malys.

Przeciwko mnie staje marne bstwo, ktre ma dziecko za szermierza swej sprawy, i ktre musi czerpa sw moc z dusz
zmarych. Odbior swj totem i zadam miertelny cios temu
bogu.
227*
Kiedy
Wasza
Wysoko
zamierza
zaatakowa
Sanction? spyta Dalamar.
228*
Kiedy bd gotowa warkna Malys.
Teraz
zostaw mnie sam.
Elf skoni si nisko.
Wasza Wysoko nie zapomni o swej obietnicy o poczeniu mojej duszy z ciaem. Mog ci si duo bardziej przyda jako jedna caa osoba.
Malys machna ap.
Nie zapominam o swoich obietnicach A teraz id ju.
Zamknwszy oczy, opucia masywny eb na ziemi.
304

Dalamar nie da si oszuka. Pomimo pozorw nonszalancji Malys bya wstrznita do gbi duszy. Moga udawa, e
pi, ale wewntrz kipiaa straszliw wciekoci.
Zadowolony ze zrobienia wszystkiego, co mg przynajmniej tutaj elf oddali si.
W spustoszonej przez poog wityni rs totem. Rycerze
i onierze Miny wznosili okrzyki na jej cze i skandowali jej
imi. Nad totemem unosi si cie Takhisis, ale niewielu go
widziao. Ludzie nie patrzyli na ni. Widzieli Min i tylko to
ich obchodzio.
Na ulicach Sanction, niemal cakowicie opustoszaych, srebrny smok Zwierciado szuka swego ebraczego kija, ktry mu
wytrcono z rk.
229*
Co si stao? spyta towarzysza, ktry bez
sowa
poda mu lask. Co si dzieje? Usyszaem wrzaw i gony
okrzyk.
230*
To Takhisis odpar Brzytwa. Widz j.
Ukazaa
si. Wielu moich braci kry po niebie, wykrzykujc jej imi.
Nieywe smoki wzywajj. Sysz wrd nich gos mojej nieyjcej partnerki. Czerwone, niebieskie, biae, czarne, zielone,
ywe i martwe wszystkie smoki przysigaj jej wierno.
Z kad chwil jej potga ronie.
231*
Przyczysz si do nich? spyta
Zwierciado.
232*
Dugo mylaem o tym, co powiedziae w
jaskini
p:nego Skie rzek powoli Brzytwa. e adne z nieszcz,
akie spotkay ten wiat, nie wydarzyoby si, gdyby nie Takhisis. Nienawidziem Paladine'a i gardziem nim, podobnie jak
pozostaymi tak zwanymi bogami wiata. Przeklinaem jego
mi i jeli miaem okazj zabi jednego z obrocw jego sprany, korzystaem z tej okazji i czerpaem z niej rado.-Z utsklieniem oczekiwaem na dzie, kiedy nasza krlowa bdzie
noga rzdzi niepodzielnie. Teraz ten dzie nadszed i auj,
ze tak si stao. Ona nie troszczy si o nas. Brzytwa przewal, a potem dokoczy: Widz, e si umiechasz, Sreb'zysty. Mylisz, e troska" to niewaciwe sowo. Zgadzam
305

si z tob. Ci, ktrzy su Krlowej Ciemnoci, nie syn


z troskliwoci. Szacunek. To jest sowo, jakiego potrzebuj.
Takhisis nie szanuje tych, ktrzy jej su. Wykorzystuje ich,
pki nie przestan by dla niej uyteczni, a potem si ich pozbywa. Nie, nie bd suy Takhisis.
Ale czy stawi jej czynny opr?" szepn Zwierciadu
do ucha znajomy gos. Jeli porczysz za niego, jego pomoc
przyda mi si. Twoja te".
127*
Palin? Zwierciado odwrci si radonie
w
kierunku
gosu. Wycign rk w stron, z ktrej w gos dobiega, ale
nikt nie zamkn jego doni w ciepym ucisku.
128*
Nie widz ci ani nie mog ci dotkn, ale
ci
sysz,
Palinie powiedzia Zwierciado. Nawet twj gos wydaje
si dochodzi z bardzo daleka, jakby mwi z drugiej strony
rozlegej doliny.
129*
Bo to prawda odpar Palin. Jednak
razem
moe
uda nam si przerzuci przez ni most. Chc, eby pomg mi
zniszczy ten totem.
Duch Dalamara przyczy si do rzeki dusz, ktra pyna
do wityni Jedynego, tak jak inne rzeki pyn do morza. Jego
duch nie zwraca uwagi na pozostaych, lecz skupi si na nastpnym celu, jaki chcia osign. Inne dusze ignoroway go.
Nie usyszayby go nawet, gdyby si odezwa. Nie widziay go.
Syszay tylko jeden gos, widziay tylko jedn twarz.
Po przybyciu na miejsce Dalamar wyrwa si ze strumienia, ktry kry wok totemu ze smoczych czaszek. Olbrzymi pomnik wznosi si wysoko w niebo i by widoczny z odlegoci mil, jak twierdzili niektrzy spord tysicy ludzi, ktrzy
przygldali mu si z nabonym lkiem i podziwem, radujc si
zwycistwem Miny nad znienawidzon smoczyc Malys.
Dalamar rzuci okiem na totem. Musia przyzna, e robi
wraenie. Potem mag wrci mylami do bardziej naglcych
spraw. Przy wrotach wityni wystawiono strae. Nikt o materialnej postaci nie mg wej do rodka. Duch elfa wymin
wartownikw i wszed do sali z otarzem. Upewni si, e jego
306

:iao jest bezpieczne i z pewnym zaskoczeniem stwierdzi, e


ij nocy duch Palina wybra si na wycieczk.
Nieobecno maga bya na tyle niezwyka, e pomimo naglcych spraw Dalamar zamyli si nad tym, gdzie jego towarzysz mg si podzia i co knu. Elf nie martwi si. Uwaa,
e Palin jest rwnie podstpny jak miska owsianki.
Z drugiej strony, przypomnia sobie Dalamar, to bratanek
Raistlina. Co prawda owsianka jest mda i bezbarwna, ale take gsta i lepka. Pod t nijak powierzchni moe si wiele kry.
Dusze wiroway w ekstazie wok totemu niczym gsty
jym wznoszcy si z nasiknitego wod drewna. Kiedy tylko
Dalamar zechcia rzuci okiem, migay przed nim miliony twarzy. Czarodziej ruszy dalej, by wprowadzi w ycie kolejny
;tap swojego planu.
Mina staa sama przy owietlonym wiecami otarzu. Odwrcona plecami do totemu, wpatrywaa si w pomienie jak
zauroczona. W pobliu sta wielki minotaur. Gdziekolwiek byta Mina, by tam te zwierzoczek.
192*
Mino, jeste wyczerpana prosi j Galdar.

Ledwo
moesz usta na nogach. Musisz pooy si do ka. Jutro...
kto wie, co przyniesie jutrzejszy dzie? Powinna by wypo:zta.
193*
Sdziam, e poszede spa, Galdarze
rzeka Mina.
194*
To prawda warkn minotaur. Ale nie
mogem
asn. Wiedziaem, e ci tu zastan.
195*
Lubi tu przebywa wyjania
dziewczyna
rozmarzonym gosem. Blisko Jedynego Boga. Czuj jej wit
Dbecno. Ona trzyma mnie w objciach i unosi w gr z sob.
Mina uniosa oczy w ciemne niebo, widoczne odkd dach
wityni zosta zniszczony.
Kiedy jestem z ni, jest mi ciepo, Galdarze. Jest mi
:iepo i czuj si kochana, nakarmiona, odziana i bezpieczna
w jej ramionach. Kiedy wracam do tego wiata, jestem zzibnita, godna i spragniona. Przebywanie tutaj jest dla mnie
kar, Galdarze, bo duo bardziej wolaabym by tam w grze.
307

Z garda minotaura wyrwa si guchy pomruk. Jeli Galdar


mia jakie wtpliwoci, dobrze wiedzia, e nie naley ich wypowiada na gos. Powiedzia tylko:
Dopki jednak jeste tu, na ziemi, masz dla Jedynego
Boga zadanie do wykonania. Nie wykonasz go, jeli rozchorujesz si z wycieczenia.
Mina wycigna rk i pooya j na ramieniu minotaura.
Masz racj, Galdarze. Jestem samolubna. Pjd do ka, a jutro rano nawet wstan pniej.
Odwrcia si, by spojrze na totem. Jej oczy koloru bursztynu pony, jakby nadal wpatrywaa si w pomienie.
Czy nie jest wspaniay?
Moe powiedziaaby wicej, ale Dalamar celowo stan jej
w polu widzenia. Skoni si nisko.
' Zajm ci tylko krtk chwil, Mino rzek elf, znw
si kaniajc.
Id przodem, Galdarze, i sprawd, czy moja komnata
jest przygotowana polecia Mina. Nie martw si. Zaraz
przyjd.
Spojrzenie zwierzcych oczu Galdara przesuno si po miejscu, w ktrym przebywa duch Dalamara. Elf nigdy nie potrafi
powiedzie, czy minotaur go widzi, czy nie. Nie sdzi, aby tak
byo, ale mia wraenie, e Galdar wie o jego obecnoci. Minotaur zmarszczy nos, jakby poczu smrd zgnilizny. Potem
parskn gucho, odwrci si i wyszed z sali otarzowej.
196*
Czego chcesz? spytaa Dalamara Mina.
Ton
jej
gosu by spokojny, opanowany. Masz jakie wieci o magicznym urzdzeniu, ktre ma z sob kender?
197*
Niestety nie, Mino odpar elf ale mam
inne
informacje. Przynosz ze nowiny. Malys wie, e to ty skrada jej
totem.
198*
Doprawdy. Mina umiechna si lekko.
199*
Przybdzie tu, aby go odebra. Smoczy ca
wpada
we
wcieko. Widzi teraz w tobie zagroenie dla swej potgi.
200*
Dlaczego mi o tym mwisz, czarodzieju?
spytaa
Mina. Chyba nie z obawy o moje bezpieczestwo.
308

233*
Nie, Mino odpar chodno Dalamar.
Ale
obawiam
si o wasne, gdyby tobie co si stao. Pomog ci pokona
Malys. eby walczy z tym smokiem, bdzie ci potrzebna pomoc czarodzieja.
234*
Jak ty, w tak aosnym stanie, mgby mi
pomc?

spytaa rozbawiona Mina.


235*
Zwr mojemu ciau dusz. Jestem jednym z
najpotniejszych czarodziejw w historii Krynnu. Moja pomoc moe si okaza nieoceniona. Nie masz wodza umarych. Staraa
si zdoby pomoc lorda Sotha, ale nie udao ci si.
Bursztynowe oczy bysny. Mina bya rozgniewana.
Tak, syszaem o tym powiedzia Dalamar. Mj
duch podruje po wiecie. Wiem bardzo wiele o tym, co si
dzieje. Mgbym ci si przyda. Mgbym stan na czele armii umarych. Mgbym odszuka kendera i przyprowadzi
ci go wraz z tym urzdzeniem. Burrfoot mnie zna, ufa mi.
Przeprowadziem badania nad urzdzeniem do podrowania
w czasie. Mgbym ci nauczy posugiwania si nim. Mgbym uy swoich czarw, aby pomc ci zwalczy smocz magi. Mgbym zrobi to wszystko dla ciebie ale wycznie
jako ywy czowiek.
Dalamar ujrza w bursztynowych oczach Miny swoje odbicie smuk wtlejsz od pajczej nici.
236*
Wszystko to i jeszcze wicej zrobisz dla
mnie,
jeli
tego
zadam odpara Mina i to nie jako ywy czowiek, ale
jako ywy trup. Dumnie uniosa gow. A co do twojej
pomocy w walce z Malys, nie potrzebuj wsparcia. Jedyny
Bg wspiera mnie i walczy u mego boku. Nie potrzebuj nikogo wicej.
237*
Posuchaj mnie, Mino, zanim odejdziesz
rzek
z
naciskiem Dalamar, kiedy dziewczyna ju si odwracaa.
W modoci przyszedem do twego Jedynego Boga, tak jak
kochanek przychodzi do swojej oblubienicy. Ona tulia mnie
i piecia, i obiecaa mi, e pewnego dnia bdziemy razem
rzdzi wiatem. Uwierzyem jej, zaufaem. Ona zdradzia moje zaufanie. Kiedy przestaem jej by potrzebny, rzucia mnie
309

na pastw moich wrogw. To samo zrobi z tob, Mino. Kiedy


ten dzie nadejdzie, bdzie ci potrzebny sojusznik tak silny
i potny jak ja. ywy sojusznik, nie nieboszczyk.
Mina zatrzymaa si i obejrzaa na niego. Na jej twarzy malowa si wyraz zadumy
Moe jest co w tym, co mwisz, czarodzieju.
Dalamar obserwowa j ostronie, nie ufajc tej nagej
zmianie zdania.
Oczywicie, e jest, zapewniam ci.
201*
Jedyny Bg zdradzi ci. To samo mona
powiedzie
o tobie, Dalamarze Czarny. Kochankowie czsto si kc,
tocz gupie spory, o ktrych szybko si zapomina i wicej do
nich nie wraca.
202*
Ja nie zapomniaem oznajmi Dalamar.
Przez
jej
zdrad straciem wszystko, co kiedykolwiek kochaem i ceniem. Sdzisz, e tak atwo bym zapomnia?
203*
Ona mogaby powiedzie, e wszystko, co
kochae
i cenie, byo dla ciebie waniejsze od niej powiedziaa
Mina i e to ty od niej odszede. Po tylu latach nie jest ju
jednak wane, kto zawini. Ona ceni twoje uczucie. Chciaaby udowodni, e nadal ci kocha, zwracajc ci z nawizk
wszystko to, co stracie.
204*
W zamian za co? spyta nieufnie Dalamar.
205*
Za przysig mioci.
206*
I...?
207*
Drobn przysug.
208*
Jaka to drobna przysuga"?
209*
Twj przyjaciel, Palin Majere.
210*
On nie jest moim przyjacielem.
211*
Wic tym atwiej ci bdzie stwierdzia
Mina.

Twj kolega spiskuje przeciwko Jedynemu Bogu. Ona oczywicie wie o jego intrygach i knowaniach. Bez trudu mogaby
pomiesza mu szyki, ale ostatnio tyle ma na gowie, e z radoci przyjaby twoj pomoc.
Co musz zrobi? spyta Dalamar.
Mina wzruszya ramionami.
310

28* Niewiele. Po prostu daj jej zna, kiedy Palin bdzie


zanierza przystpi do dziaania. To wszystko. Potem ona ju
>i wszystkim zajmie.
29* A w zamian? dopytywa si Dalamar.
30* Wrcisz do ycia. Dostaniesz wszystko to, o co prosie, w tym dowdztwo armii dusz, jeli tego chcesz. Poza
:ym... Mina umiechna si do niego. Jej oczy koloru
Dursztynu umiechny si.
31* Tak? Poza tym?
32* Odzyskasz swoj magi.
33* Moja wasn magi podkreli Dalamar. Nie
chc
nagii, ktr poyczya od umarych, a potem odstpia mnie.
Pragn magii, ktra kiedy ya we mnie!
Pragniesz magii boga. Ona obiecuje ci to.
Dalamar pomyla o wszystkich obietnicach, jakie poprzedlio skadaa mu Takhisis, o wszystkich przyrzeczeniach, jakie
zamaa. Tak bardzo tego pragn. Chcia w to wierzy.
Zgadzam si rzek cicho.

14

Piercie i peleryna
Mijay dni i tygodnie, odkd elfy Qualinesti przybyy do
Silvanesti. Gilthas sam ju nie wiedzia, od jak dawna tam
przebywaj, bo w odwiecznych lasach jeden dzie zlewa si
z drugim. A chocia jego lud nie mia nic przeciwko temu, by
dzie za dniem zsuwa si z jedwabnej nici czasu i spada
w mikk, zielon traw, Gilthasowi to nie wystarczao. Czu
coraz wiksz frustracj. Alhana podtrzymywaa zudzenie, e
Silvanoshei wraca do zdrowia w swoim namiocie. Mwia
o nim swojemu ludowi, opowiadaa szczegowo o tym, co powiedzia, co jad i jak powoli odzyskuje zdrowie. Gilthas by
zaszokowany, suchajc tych kamstw, ale po jakim czasie doszed do wniosku, e Alhana naprawd w nie wierzy. Utkaa
z nici faszu ciepy koc i otulaa si nim, by uciec przed chodem prawdy.
Silvanesti suchali jej i nie zadawali pyta kolejna rzecz
cakiem niezrozumiaa dla Gilthasa.
74* My, Silvanesti, nie lubimy zmian wyjani Kiryn
w odpowiedzi na zniecierpliwienie Gilthasa. Nasi magowie
zatrzymali zmiany pr roku, bo nie moglimy patrze, jak wiosenna ziele usycha i ginie. Wiem, e ty tego nie potrafisz zrozumie, Gilthasie. Twoja ludzka krew si burzy, nie pozwala ci
siedzie bezczynnie. Liczysz sekundy, bo s tak krtkie i uciekaj tak szybko. Twoja ludzka strona cieszy si ze zmian.
75* A jednak zmiany nastpuj! rzek Gilthas, krc
312

w t i z powrotem. Niezalenie od tego, czy Silvanesti ich


sobie ycz, czy nie.
238*
Tak, zmiana nas dogonia powiedzia
Kiryn
ze
smutnym umiechem. Jej wezbrany nurt zmy wikszo tego,
co kochalimy. Teraz woda opada, a nam wystarcza, e unosimy si na powierzchni. Moe fale wyrzuc nas na jaki spokojny brzeg, gdzie nikt nas nie znajdzie, nie dotknie ani nigdy
wicej nie skrzywdzi.
239*
Czarni Rycerze s zdesperowani
powiedzia
Gilthas.
Jest ich mao, brakuje im jedzenia. Ich morale upado. Powinnimy natychmiast atakowa!
240*
I jaki byby wynik tej walki? spyta Kiryn
i
wzruszy
ramionami. Jak sam powiedziae, Czarni Rycerze s zdesperowani. Nie poddadz si bez walki. Wielu spord nas poniosoby mier.
241*
Zginoby te wielu wrogw wtrci
niecierpliwie
Gilthas.
242*
mier jednego czowieka znaczy tyle samo
co
zdeptanie mrwki jest ich tak wielu, a przyjdzie jeszcze wicej.
mier jednego choby elfa przypomina upadek potnego dbu. Przez setki lat nikt nie uronie, by zaj jego miejsce, o ile
to kiedykolwiek nastpi. Tak wielu z nas ju zgino. Zostao
nam tak niewiele, i wszystko jest bezcenne. Jak moglibymy to
zmarnowa?
243*
A gdyby Silvanesti dowiedzieli si prawdy o
Silv'anosheiu? spyta pospnie Gilthas. Co by si stao wtedy?
Kiryn spojrza na zielone licie nigdy nie zmieniajcego si
asu.
Oni wiedz, Gilthasie rzek cicho. Oni wiedz.
Jak ju mwiem, oni nie lubi zmian. atwiej jest udawa, e
zawsze panuje wiosna.
Wreszcie Gilthas musia przesta si martwi o Silvanestyjczykw i zacz martwi si o wasny lud. Qualinestyjczycy zaczli si dzieli na odamy. Jednemu, niestety, przewodniczya jego ona. Lwica za wszelk cen pragna zemsty.
313

Ona i jej podobni chcieli walczy z ludmi w Silvanocie


i przepdzi ich, bez wzgldu na to, czy Silvanesti doczyliby
do nich, czy nie. Gilthas musia raz za razem wyjania, e
w adnym przypadku Qualinestyjczycy nie mog przypuci
ataku na gwne miasto swoich kuzynw. Tumaczy, e nie
przyniosoby to niczego dobrego. Rezultatem byyby kolejne
lata gbokiego rozamu midzy dwoma narodami. Widzia to
tak wyranie, e dziwi si, jak inni mog by tak lepi.
To ty jeste lepy rzeka ze zoci Lwica. Nic
dziwnego. Stale gapisz si w ciemno wasnego umysu!
Kobieta opucia go, wyprowadzia si z ich namiotu i posza zamieszka ze swoimi wojownikami ze szczepu Dzikich
Elfw. Gilthasa zasmucia ta sprzeczka pierwsza w historii
ich maestwa lecz przede wszystkim by krlem, a dopiero potem kochajcym mem. Chocia bardzo chcia jej ustpi, nie mg z czystym sumieniem pozwoli, by postawia na
swoim.
Inny odam Cjualinestyjczkw ulega wpywowi Silvanesti.
Majc zbolae i poranione serca, zadowalali si yciem podobnym do snu w piknym lesie, ktry przypomina im lasy
ich ojczyzny. Senator Palthainon, przywdca tego odamu,
bezwstydnie schlebia Silvanestyjczykom, sczc im w uszy
sugestie, e Gilthas, bdc w czci czowiekiem, nie jest prawowitym wadc Qualinesti i nigdy nim by nie moe. Gilthas
jest kapryny i niestay, jak wszyscy ludzie, i nie wolno mu
ufa. Gdyby nie odwaga niezawodnego i wiernego senatora
Palthainona, Cjualinesti nigdy nie przebyliby pustyni ywi,
i tak dalej, i tak dalej.
Cz Qualinestyjczykw wiedziaa, e to nieprawda, i wielu bronio krla, ale reszta, chocia pochwalaa dzielno Gilthasa, nie zmartwiaby si, gdyby odszed. On by przeszoci,
blem, ziejc ran. Chcieli rozpocz proces leczenia. Co si
za tyczy Silvanesti, oni nie ufali Gilthasowi od samego pocztku, a podszepty Palthainona nie pomagay jego sprawie.
Gilthas czu si tak, jakby wszed na trzsawisko. Bezlitonie, bolenie, cal po calu zapada si w zabjcz otcha,
314

ctrej nie potrafi nazwa. Im bardziej si szarpa, tym gbiej


si zapada, i nikt nie zwraca uwagi na jego krzyki. Koniec
jblia si tak powoli, e nikt inny nie wydawa si go zauwaa. Tylko on go widzia.
Sytuacja patowa si przecigaa. Czarni Rycerze ukrywali
ii w Silvanocie, obawiajc si stamtd wyj. Elfy kryy si
N lesie, nie majc ochoty ruszy si z miejsca.
W tych dniach Gilthas nabra zwyczaju samotnego spacerowania po lesie. Nie potrzebowa towarzystwa do swych ponurych rozmyla i przegna nawet Plancheta. Syszc zwierzcy
wrzask gdzie w grze, podnis gow i krew mu zamarza
N yach. Nad drzewami kry gryf z jedcem, szukajc bezpiecznego miejsca do ldowania. Nadchodzia zmiana, na dojre lub na ze.
Gilthas bieg przez las do obozu Alhany, pooonego jade trzydzieci mil na poudnie od granicy midzy SilvanesI i Blde. Znajdowaa si tam wikszo wojsk Silvanesti,
ichodcy, ktrzy sami lub z pomoc innych uciekli ze
stolicy pastwa, Silvanostu, oraz uciekinierzy z Qualinostu.
[nne oddziay elfw stacjonoway nad rzek Thon Thalas, a koejne czaiy si w Krwawicej Puszczy, ktra otaczaa Silvalost. Wojska elfw, chocia rozproszone, utrzymyway sta
:czno, powierzajc noszenie wiadomoci od jednej grupy
io drugiej wiatrowi, zwierztom lasu i przestworzy oraz kii'ierom.
Gilthas oddali si powanie od obozu i powrt zaj mu
sporo czasu. Kiedy wreszcie dotar na miejsce, zasta Alhan
iv towarzystwie nieznajomego elfa. Mczyzna by ubrany
iak wojownik i, sdzc po jego ogorzaej twarzy i zaboconej
Ddziey, by w podry od wielu miesicy. Po serdecznym tolie w gosie Alhany i jej podnieceniu Gilthas odgad, e ten elf
lest dla niej kim szczeglnym. Alhana i nieznajomy elf znikli
w jej szaasie, zanim mody krl mia okazj si przedstawi.
Ujrzawszy Gilthasa, Kiryn wezwa go gestem.
Powrci Samar.
315

Samar... ten wojownik, ktry wyruszy szuka Silva-j


nosheia?
Kiryn pokiwa gow.
212*
A co z Silvanosheiem? Gilthas spojrza w
stron
namiotu Alhany.
213*
Samar wrci sam powiedzia Kiryn.
Z szaasu Alhany dobieg przejmujcy krzyk cierpienia.
Szybko zosta stumiony i wicej si nie powtrzy. Ci, ktrzy
w napiciu czekali na zewntrz, wymienili spojrzenia i potrzsnli gowami. Na polance zebra si spory tum. Elfy czekay w penej szacunku ciszy, pragnc usysze nowin.
Alhana wysza, by do nich przemwi. Towarzyszy jej Samar, ktry sta opiekuczo u jej boku. Przypomina Gilthasowi marszaka Medana, cho aden z nich nie byby zadowo-1
loy z takiego porwnania. Samar by starszym elfem, przypuszczalnie w podobnym wieku jak m Alhany, Porthios.
Lata banicji i wojen wyostrzyy delikatne rysy jego twarzy,
zmieniajc je w granit, kanciasty i twardy. Elf nauczy si zagrzebywa w popiele ogie swoich emocji, aby nie zdradza niczego, o czym myla ani co czu. Tylko wtedy, gdy patrzy na Alhan, w jego ciemnych oczach zapala si ciepy
ognik.
Oblicze Alhany, otoczone mas czarnych wosw, zwykle
byo blade, czysto biae jak kwiaty lilii. Teraz jej skra bya
cakowicie pozbawiona koloru, z pozoru pprzejrzysta. Kobieta chciaa co powiedzie, ale nie moga. Wzdrygna si,
przeszyta blem, ktry wydawa si rozdziera j na strzpy,
ko po koci. Samar wycign do niej pomocn do. Alhana odtrcia j. Twarz jej skamieniaa i przybraa stanowczy
wyraz. Kobieta wzia si w gar i powioda wzrokiem po
milczcych obserwatorach.
Powierzam swe sowa wiatrowi i bystrej wodzie
rzeka Alhana. Niech zanios je mojemu ludowi. Powierzam swe sowa zwierztom lasu i ptakom przestworzy. Niech
zanios je mojemu ludowi. Wy wszyscy tu zgromadzeni, idcie i zaniecie moje sowa mojemu ludowi i naszym kuzynom
316

3ualinesti. Jej spojrzenie pado na Gilthasa, ale zatrzymao


ii na nim tylko chwil.
Znacie tego mczyzn Samara, mojego najbardziej
zaufanego dowdc i wiernego przyjaciela. Wiele tygodni renu wysaam go z misj. Wrci z niej z wanymi wieciami.
Alhana umilka i zwilya wargi. Przekazujc wam to, co
Dowiedzia mi Samar, musz wam co wyzna. Kiedy twierdziam, e Silvanoshei, wasz krl, ley chory w swoim namiocie, kamaam. Jeli chcecie wiedzie, co mnie do tego skonito, wystarczy, ebycie si rozejrzeli. Kamaam, by nie dopuci do rozamu wrd naszego ludu, abymy byli zjednoczeni,
i nasi kuzyni stali zjednoczeni u naszego boku. Dziki temu kamstwu jestemy silni, cho moglimy straszliwie osabn. Musimy by silni, by stawi czoo temu, co nas czeka
w przyszoci.
Alhana przerwaa i z dreniem zaczerpna tchu.
To, co teraz wam powiem, jest prawd. Wkrtce po bitwie o Silvanost Silvanoshei wpad w rce Czarnych Rycerzy.
Prbowalimy go uwolni, ale w nocy go porwano. Wysaam
Samara, eby si dowiedzia, co si z nim stao. Samar go odnalaz. Silvanoshei, nasz krl, jest uwiziony w Sanction.
Elfy wydaway ciche dwiki podobne do szmeru wiatru
w gaziach wierzby, ale nic nie powiedziay.
Niech Samar sam opowie wam swoj histori.
Nawet przemawiajc do ludu, Samar nie przestawa si
troszczy o Alhan. Sta blisko niej, gotowy w kadej chwili
jej pomc, gdyby siy j opuciy.
Spotkaem pewnego Rycerza Solamnijskiego, ma
dzielnego i szlachetnego. Ciemne oczy Samara przesuny
si po tumie. Ci, ktrzy mnie znaj, wiedz, e to nie lada
pochwaa. Ten rycerz widzia Silvanosheia w wizieniu i rozmawia z nim, ryzykujc wasne ycie. Rycerz mia z sob peleryn Silvanosheia i ten piercie.
Alhana uniosa piercionek, by wszyscy mogli go zobaczy.
To piercie mojego syna. Poznaj go. Jego ojciec da
317

mu go, kiedy Silvanoshei by dzieckiem. Samar rwnie go


pozna.
Elfy spojrzay na klejnot, potem na Alhan. Na ich twarzach malowa si niepokj. Kilku oficerw stojcych obok
Kiryna nakonio go lekkimi szturchniciami, by wyszed
z szeregu.
Kiryn wystpi naprzd.
130*
Czy wolno mi co powiedzie, czcigodna
krlowo?
131*
Wolno ci, kuzynie odpara Alhana,
patrzc
na
niego
z zadziorn min, jakby chciaa powiedzie: Moesz mwi,
ale nie obiecuj, e ci posucham".
132*
Wybacz mi, Alhano Starbreeze powiedzia
z
szacunkiem Kiryn e wtpi w sowa wojownika tak wielkiego
i synnego jak Samar, ale skd mamy wiedzie, e moemy zaufa temu ludzkiemu rycerzowi? To moe by puapka.
Alhana odprya si. Najwyraniej nie byo to pytanie,
ktrego oczekiwaa.
Niech Gilthas, wadca Qualinesti, syn Rodu Solostaranw, wystpi naprzd.
Ciekaw, co to ma z nim wsplnego, Gilthas wyszed z tumu, by skoni si Alhanie. Surowe spojrzenie Samara pado
na modzieca, ktry odnis wraenie, e jest waony na wadze. Czy przejdzie pomylnie osd Samara, czy nie, tego mody krl nie potrafi powiedzie.
133*
Wasza Krlewska Mo rzek starszy elf

czy
kiedy bye w Ojualinesti, poznae Rycerza Solamnijskiego imieniem Gerard uth Mondar?
134*
Tak, poznaem powiedzia zaskoczony
Gilthas.
135*
Czy uwaasz go za czowieka odwanego i
honorowego?
136*
Tak, uwaam oznajmi modzieniec.
To,
e
jest
odwany i honorowy, to mao powiedziane. Czy to on jest tym
rycerzem, o ktrym mwie?
137*
Sir Gerard sysza, e krl Cjualinesti i
niedobitki
jego
ludu bd si starali dotrze do waszej krainy, by w niej znale bezpieczne schronienie. Wyrazi swoje gbokie ubolewa318

nie z powodu twojej straty, ale cieszy si, e jeste bezpieczny. Prosi, bym ci o nim przypomnia.
102*
Znam tego rycerza. Znam jego odwag i
mog
zawiadczy o jego honorze. Dobrze robicie, wierzc jego sowom.
Gerard uth Mondar przyby do Qualinesti w dziwnych okolicznociach, ale opuci ten kraj jako prawdziwy przyjaciel, zabierajc z sob bogosawiestwo naszej ukochanej Krlowej
Matki, Lauranalanthalasy. Zalicza si do ostatnich, ktrych
pobogosawia moja matka.
103*
Jeli zarwno Samar, jak i Gilthas
zawiadczaj
o
honorze tego rycerza, nie mam mu nic wicej do zarzucenia
powiedzia Kiryn. Skoni si i wrci na swoje miejsce
w krgu.
Zebrao si tam ponad sto elfw. Zachowyway si cicho,
nie odzywajc si, ale wymieniajc spojrzenia. Ich milczenie
byo wymowne. Alhana moga kontynuowa i tak te zrobia.
Samar przynis nam take inne wieci. Wiemy ju, jakie imi nosi ten Jedyny Bg. Jedyny Bg przyszed do nas
w imieniu pokoju i mioci, w rzeczywistoci jednak stanowio
to cz jego podego planu, majcego na celu omamienie
i zniszczenie nas. Teraz ju wiemy, dlaczego tego pragn.
Imi Jedynego Boga jest prastare. Jedyny Bg to Takhisis.
Zdumiewajca wie rozesza si wrd elfw niczym krgi na wodzie, do ktrej wrzucono kamyk.
104*
Nie potrafi wam wyjani, jak sta si ten
przeraajcy
cud cigna Alhana, ktrej gos z kadym sowem stawa
si coraz silniejszy i bardziej majestatyczny. Elfy byy teraz po
jej stronie. Miaa ich pene poparcie. Wszelkie wtpliwoci co
do tego ludzkiego rycerza poszy w niepami, przesonite
czarnymi skrzydami pradawnego nieprzyjaciela. Nie to jest
jednak dla nas wane. Nareszcie potrafimy nazwa naszego
wroga, i jest to wrg, ktrego potrafimy pokona, bo zrobilimy to ju raz w przeszoci.
105*
Ten Rycerz Solamnijski, Gerard, niesie
wiadomo
o tym Radzie Rycerzy doda Samar. Solamnijczycy gromadz armi, by zaatakowa Sanction. Gerard zachca elfy, by
319

przyczyy si do niej, idc z odsiecz swemu krlowi. Co


wy na to?
Elfy wzniosy okrzyk, od ktrego zatrzsy si gazie na
drzewach. Syszc wrzaw, coraz wicej elfw przybiegao na
polan i intonowao okrzyk. Przybya Lwica, a za ni jej wojownicy ze szczepu Dzikich Elfw. Twarz jej janiaa, oczy
pony.
Co ja sysz? zawoaa, zeskakujc z konia i biegnc
do Gilfhasa. Czy to prawda? Ruszamy wreszcie na wojn?
Jej m nie odpowiedzia, ale Lwica bya zbyt podniecona,
by to zauway. Odwrciwszy si od niego, poszukaa onierzy wrd Silvanesti. Dawniej nie zniyliby si do rozmowy
z Dzikim Elfem, ale teraz odpowiadali na jej entuzjastyczne
pytania z radoci.
Oficerowie Alhany otaczali j i Samara, podsuwajc propozycje, ukadajc plany, dyskutujc o tym, jakie wybraliby
trasy i jak szybko mogliby dotrze do Sanction, komu wolno
bdzie pj, a kogo si zostawi.
Gilthas sta cicho na uboczu i przysuchiwa si wrzawie.
Kiedy wreszcie si odezwa, rozpozna ludzkie tony w swoim
gosie, gbszym i bardziej chropowatym ni gosy elfw.
Musimy atakowa powiedzia ale naszym celem
nie powinno by Sanction. Naszym celem jest Silvanost. Kiedy zdobdziemy to miasto, zwrcimy oczy na pnoc. Nie
wczeniej.
Elfy popatrzyy na niego z takim oburzeniem, jakby by gociem weselnym, ktry w przypywie szau zniszczy wszystkie
prezenty. Jedynym elfem, ktry zwraca na niego uwag, by
Samar.
138*
Posuchajmy krla Qualinesti rozkaza,
przekrzykujc gniewn wrzaw.
139*
To prawda, e w przeszoci pokonalimy
Takhisis

oznajmi Gilhas swym niezadowolonym suchaczom ale


pomogli nam Paladine, Mishakal i inni bogowie jasnoci. Teraz Takhisis jest Jedynym Bogiem, ktry sprawuje niekwestionowan wadz. Nie bdzie atwo j pokona.
320

Bdziemy musieli oddali si setki mil od ojczyzny, zostawiajc nasz ziemi w rkach wroga. Poczymy siy z ludni, by zaatakowa i stara si zdoby miasto ludzi. Poniesieny ofiary, za ktre nigdy nie otrzymamy zadouczynienia.
vTie twierdz, e nie powinnimy przystpi do walki z Takhiiis doda Gilthas. Jak wszyscy wiecie, moja matka wal;zya wrd ludzi. Walczya w obronie ludzkich miast i ludzcich istnie. Poniosa wiele ofiar, za ktre nikt jej nie podzicowa. Wierz, e bitwa przeciwko Takhisis i jej wojskom jest
yarta stoczenia. Radz si tylko upewni, e bdziemy mieli
lokd wrci. Stracilimy Qualinesti. Nie stramy Silvanesti.
Na dwik penych pasji sw ma twarz Lwicy zagodliaa. Kobieta podesza do niego i stana u jego boku.
Mj m ma racj oznajmia. Powinnimy zaatacowa Silvanost i zaj miasto, zanim wylemy oddzia na raunek modemu krlowi.
Silvanesti patrzyli na nich wrogo. Pczowiek i Dziki Elf.
cudzoziemcy, obcy. Za kogo si mieli, eby mwi Silvaneityjczykom, a nawet Qualinestyjczykom, co maj robi? Preekt Palthainon szepta co Alhanie do ucha, bez wtpienia
adzc jej, by nie zwracaa uwagi na Krla-Marionetk. Gilhas znalaz wrd nich jednego sojusznika Samara.
43* Krl naszych kuzynw mwi mdrze, Wasza
Krlew;ka Mo powiedzia Samar. Uwaam, e powinnimy
(osucha jego sw. Jeli wymaszerujemy na Sanction, zostavimy za sob nieprzyjaciela, ktry moe nas zaatakowa i za)i, gdy odwrcimy si od niego plecami.
44* Czarni Rycerze utknli w Silvanocie jak pszczoy
zamklite w soju odpara Alhana. Miotaj si w rodku, nie
nogc uciec. Mina nie zamierza wysa posikw Czarnym
tycerzom w Silvanocie. Gdyby miaa taki zamiar, zrobiaby
o ju dawno temu. Zostawi niewielki oddzia, aby podtrzynywa zudzenie, e oblegaj ich liczniejsze siy. Kiedy wrciny zwyciscy, ja i mj syn rozprawimy si z tymi Czarnymi
lycerzami dodaa dumnie.
45* Alhano zacz Samar.
321

Kobieta rzucia mu spojrzenie. Jej fiokowe oczy byy ciemne jak wino i zimne.
Samar nie odezwa si wicej. Skoni si i zaj swoje
miejsce za plecami krlowej. Nawet nie rzuci okiem na Gilhasa, podobnie jak Alhana. Decyzja zostaa podjta, sprawa
zamknita.
Silvanesti i Qualinesti entuzjastycznie zgromadzili si wok Alhany, czekajc na jej rozkazy. Nareszcie dwa narody
byy zjednoczone. Zjednoczya je decyzja o wymarszu do
Sanction. Po chwili przygldania si mowi zatroskanym
wzrokiem Lwica dodaa mu otuchy uciskiem doni, a potem
i ona pospieszya rozmawia z Alhan Starbreeze.
Dlaczego oni tego nie dostrzegali? Co ich zalepiao?
Takhisis. To jej sprawka" powiedzia sobie Gilthas.
Rzdzc teraz wiatem niepodzielnie, wzia w swe rce sodki eliksir mioci, dosypaa do niego trucizny i podaa zarwno
matce, jak i synowi. Mio Silvanosheia do Miny zmienia si
w obsesj. Mio Alhany do syna zamiewa jej umys. Jak
moemy z tym walczy? Jak moemy walczy z bogiem, kiedy
nawet mio nasz najlepszy or przeciwko niemu zostaa zatruta?".

15

Na ratunek krlowi
Elfy potrafi by rozmarzone i senne, przez cay dzie wpatrujc si w rozwijajce si patki ry lub caymi nocami siedzc pod rozgwiedonym niebem w cichym zachwycie. Kiedy
jednak co skoni je do dziaania, zaskakuj obserwujcych je
ludzi szybkoci umysu i ruchw, zdolnoci do podejmowania
natychmiastowych decyzji i wprowadzania ich w ycie, swoj
stanowczoci i wol pokonania kadej przeszkody.
Jeli w cigu nastpnych kilku dni Alhana lub Samar spali, Gilthas nie mia pojcia, kiedy to robili. Dniem i noc
przez namiot krlowej bezustannie przepywa strumie ludzi.
Wrd nich by sam Gilthas, poniewa jako wadca swego ludu
uczestniczy w podejmowaniu wszystkich wanych decyzji.
Rzadko jednak zabiera gos, chocia Alhana askawie zadawaa sobie trud zapytania go o zdanie. Mody elf dobrze wiedzia, e jego opinia si nie liczy. Poza tym mao zna krainy,
przez jakie musieli przej, wic i tak niewiele mg pomc.
By zaskoczony tym, jak chtnie Silvanesti i Qualinesti
uznali zwierzchnictwo Alhany, niegdy wygnaca, czarnego
elfa. Przesta si jednak dziwi, kiedy usysza, jak kobieta
przedstawia w zarysie swj plan. Krlowa znaa grzyste krainy, przez ktre musieli przej, poniewa od wielu lat ukryway si tam jej wojska. Znaa kad drog, kad ciek wydeptan przez jelenie, kad jaskini. Znaa wojn, znaa jej
groz i trud.
323

aden z wojskowych dowdcw Silvanesti nie mia tak


rozlegej wiedzy o krainach, jakie bd przemierza, ani o wojskach, z jakimi by moe przyjdzie im walczy, i wkrtce nawet najbardziej uparci z nich uznali wyszo wiedzy Alhany
i przysigli jej wierno. Nawet Lwica, ktra dowodzia Dzikimi Elfami, bya pod wraeniem.
Plan marszu Alhany by genialny. Elfy pjd na pnoc do
Blde, krainy ich nieprzyjaci, ogrw. Mogo si to wydawa
samobjstwem, ale wiele lat temu Porthios odkry, e pasmo
Khalkist dzieli si na dwie czci, a ich wysokie szczyty zasaniaj cay cig dolin i jarw ukrytych porodku. Idc dolinami,
elfy bd chronione z obu stron przez gry. Wprawdzie byaby
to duga i trudna trasa, ale nieobciona armia elfw bdzie si
szybko przemieszcza. Miay nadziej, e opuszcz Blde, zanim ogry zauwa ich obecno.
W odrnieniu od ludzkich wojsk, ktre musz wozi z sob sprzt kowalski i ciko wyadowane wozy z zaopatrzeniem, elfy nie nosiy zbroi pytowych ani kolczug, nie miay
cikich mieczy ani tarcz. Polegay na ukach i strzaach, wykorzystujc umiejtnoci, z ktrych syn elfi ucznicy. Dziki
temu armia elfw moga przeby znacznie wiksze odlegoci
ni ich ludzki odpowiednik. Musiaa jednak podrowa szybko, bo ju za kilka tygodni w grach mia spa zimowy nieg
i odci przecze.
Wprawdzie Gilthas podziwia plan bitwy Alhany, kada
czstka jego jani krzyczaa jednak, e jest zy. Jak ju powiedzia Samar, nie powinni i naprzd, zostawiajc zaplecze
pod kontrol nieprzyjaciela. Gilthas wpad w takie przygnbienie i frustracj, e wiedzia, i powinien przesta przychodzi
na zebrania. Jednak kto musia reprezentowa Qualinestyjczykw. Zwrci si wic do mczyzny, ktry od lat by jego
przyjacielem i wraz z jego on pomg mu si wydoby z wyniszczajcej depresji, ktra niegdy omal go nie pokonaa.
214*
Planchecie rzek Gilthas pewnego razu,
wczesnym
rankiem zwalniam ci ze suby.
215*
Ale Wasza Krlewska Mo! Osupiay
Planchet
324

popatrzy na niego z przeraeniem. Czybym zrobi lub powiedzia co, co ci urazio? Jeli tak, bardzo mi przykro...
106*
Nie, mj przyjacielu powiedzia Gilthas z
umiechem, ktry pyn z serca, a nie by wynikiem dyplomacji.
Krl pooy rk na ramieniu mczyzny, ktry od tak dawna
sta u jego boku. Nie sprzeciwiaj si temu, e uyem tego
sowa. Mwi: przyjaciel, i to wanie mam na myli. Mwi:
doradca i nauczyciel, i to rwnie mwi serio. Tym wanie
jeste dla mnie, Planchecie. Nie przesadzam, mwic, e nie
stabym tu dzisiaj, gdyby nie twoja sia i mdre wskazwki.
107*
Wasza Krlewska Mo zaprotestowa
Planchet
schrypnitym gosem. Nie zasuguj na takie pochway. Jestem tylko ogrodnikiem. Ty za drzewem, ktre wyroso silne
i wysokie...
108*
...dziki twojej troskliwej opiece.
109*
I dlatego musz opuci Wasz Krlewsk
Mo?

spyta cicho Planchet.


110*
Tak, poniewa nadszed czas, eby
sprawowa
opiek
i czuwa nad innymi. Qualinesti potrzebuj dowdcy wojskowego. Nasz lud chce wyruszy na Sanction. Ty musisz zosta
ich generaem. Lwica jest przywdc Kagonesti. Ty staniesz
na czele Qualinesti. Zrobisz to dla mnie?
Zatroskany Planchet zawaha si.
111*
Planchecie powiedzia Gilthas prefekt
Palthainon ju stara si wkrci na to stanowisko. Jeli wyznacz
ciebie, bdzie narzeka i marudzi, ale nie bdzie mg mnie
powstrzyma. On si nie zna na sprawach wojskowych, a ty
jeste weteranem z wieloletnim dowiadczeniem. Silvanesti
lubi ci i ufaj ci. Prosz, dla dobra naszego ludu, zrb to dla
mnie.
112*
Tak,
Wasza
Krlewska
Mo

odpowiedzia
natychmiast Planchet. Oczywicie. Dzikuj, e we mnie wierzysz, i postaram si okaza godny twojego zaufania. Wiem, e
Wasza Wysoko nie pochwala tej linii postpowania, ale moim zdaniem jest ona waciwa. Kiedy ju pokonamy Takhisis
i przegnamy j ze wiata, cie czarnych skrzyde zniknie, spy325

nie na nas wiato i przepdzimy nieprzyjaci z obu naszyci


krajw.
Naprawd tak mylisz, Planchecie? spyta z powags
Gilthas. Ja w to wtpi. Moe pokonamy Takhisis, ale nie
pokonamy tego, czym ona si ywi mroku w ludzkich sercach. Dlatego uwaam, e mdrze byoby przegna wroga,
ktry zaj nasze domy, odbi nasz ojczyzn i uczyni j
siln, a dopiero potem wyruszy w wiat.
Planchet milcza i sprawia wraenie skonsternowanego.
76* Mw szczerze, przyjacielu rzek Gilthas z umiechem. Jeste teraz moim generaem. Masz obowizek zwraca mi uwag, jeli si myl.
77* Powiem tylko jedno, Wasza Krlewska Mo. To
wanie ta polityka izolacjonizmu wyrzdzia w przeszoci elfom
wielk szkod, wywoujc nieufno i brak zrozumienia nawet
ze strony tych, ktrzy mogli zosta naszymi sojusznikami. Jeli bdziemy walczy u boku ludzi w tej bitwie, udowodnimy
im, e jestemy czci wikszego wiata. Zyskamy ich szacunek i by moe nawet przyja.
78* Innymi sowy dokoczy Gilthas z gorzkim
umiechem ja zawsze umiaem tylko wylegiwa si w ku i pisa wiersze...
79* Nie, Wasza Krlewska Mo rzek wstrznity
Planchet. Nie miaem na myli...
80* Wiem, co miae na myli, drogi przyjacielu, i mam
nadziej, e si nie mylisz. Powiniene si stawi na nastpnej
naradzie wojskowej, ktra wkrtce si zacznie. Powiadomiem
Alhan Starbreeze o swojej decyzji, aby mianowa ci generaem, a ona j pochwala. Cokolwiek zadecydujesz, zrobisz to
w moim imieniu.
81* Dzikuj ci za zaufanie, Wasza Krlewska Mo
odpowiedzia Planchet. A co ty zrobisz? Pjdziesz z nami czy
zostaniesz?
82* Nie jestem wojownikiem i dobrze o tym wiesz, drogi
przyjacielu. To, e w ogle umiem wada mieczem, zawdziczam tobie. Niektrzy z naszych ludzi nie mog podrowa
326

- ci, ktrzy musz opiekowa si dziemi, chorzy i starcy,


astanawiam si nad pozostaniem na tyach z nimi.
Pomyl jednak, Wasza Krlewska Mo, o tym, e prekt Palthainon wyrusza z nami. Zwa, e sprbuje si wkra
' aski Alhany Starbreeze. Bdzie da uczestniczenia w neocjacjach z ludmi, ras, ktrej nienawidzi i ktr pogardza.
Tak odpar znuonym tonem Gilthas. Wiem
tym. Id ju lepiej, Planchecie. Spotkanie rozpocznie si
'krotce, a Alhana domaga si od wszystkich punktualnoci.
Tak, Wasza Krlewska Mo rzek Planchet i, rzuiwszy jeszcze raz zatroskanym okiem na modego krla, odali si.
Elfy przygotoway si do wymarszu w czasie znacznie krtzym, ni ktokolwiek by si spodziewa. Zostawiy na tyach
ompani do obrony tych, ktrzy nie mogli wyruszy w dug
odr na pnoc, ale nie by to liczny oddzia, poniewa sama
raina bya ich najlepszym obroc kochajce elfy drzewa
dziel im schronienia, zwierzta bd je ostrzega i przenosi
wiadomoci, jaskinie je ukryj.
Elfy zostawiy take kolejny nieduy oddzia wojska dla
odtrzymania zudzenia, e armia nadal otacza Silvanost. Niewielka druyna tak doskonale odgrywaa swoj rol, e genera
)ogah, zamknity w murach miasta, ktrego zacz nienawizi, nie mia pojcia, e jego nieprzyjaciel si oddali. Czarni
Lycerze nadal tkwili w wizieniu swego zwycistwa i przekliali Min, ktra porzucia ich na pastw losu.
Kirathowie pozostali, by strzec granic. Od dawna kryli
o szarym pustkowiu, jakie zostawia po sobie tarcza. Teraz
ieszyli si na widok zielonych pdw, ktre miao kiekoway spod szarego pyu i zgnilizny. Kirathowie uznali to za
znak nadziei dla swojej ojczyzny i rodakw, ktrzy sami
mai nie uschli i nie wymarli, najpierw pod tarcz, a potem
od miadcym butem Czarnych Rycerzy.
Gilthas postanowi zosta. Dwa dni przed wymarszem przyzed do niego Kiryn.
327

Widzc zmartwion min elfa, Gilthas westchn w duchu. j


Syszaem, e zamierzasz zosta w Silvanesti

oznH
mi Kiryn. Uwaam, e powiniene zmieni zdanie i pj
z nami.
245*
Dlaczego? spyta mody elf.

Aby pilnowa interesw obu naszych narodw.


Gilthas nic nie powiedzia, przyglda mu si tylko uwanie, jakby przesuchiwa go spojrzeniem.
Kiryn zaczerwieni si.
246*
To bya poufna wiadomo.
247*
Nie chc, by ama przyrzeczenie rzek
Gilthas.

Nie lubi szpiegw.


248*
Nie skadaem przysigi. Myl, e Samar
chcia,
abym
ci o tym powiedzia wyjani Kiryn. Wiesz, e bdziemy
i przez Khalkist, ale czy wiesz, jak zamierzamy wej do
Sanction?
249*
Tak sabo znam t okolic... zacz
Gilthas.
250*
Sprzymierzymy
si
z
czarnymi
krasnoludami.
Nasze
wojsko przejdzie ich podziemnymi tunelami. Dobrze im za to
zapacimy.
251*
Czym? spyta Gilthas.
Kiryn spuci wzrok na usan limi ziemi.
252*
Pienidzmi, ktre przywioze z Qualinesti.
253*
To nie mj majtek rzuci ostro Gilthas.

To
majtek ludu Qualinesti. Wszystko, co nam zostao.
254*
Prefekt Palthainon zaproponowa je Alhanie,
a
ona
je
przyja.
255*
Jeli zgosz protest, bd kopoty. Mj udzia
w
tej]
nieszczsnej wyprawie tego nie zmieni.
256*
Nie, ale teraz Palthainon, jako najwyszy
rang
dostojnik, zarzdza tym majtkiem. Jeli pojedziesz, ty obejmiesz
piecz nad funduszem naszego ludu. Moesz by zmuszony go
uy. Moe si okaza, e nie ma innego wyjcia. Ale to ty podejmiesz decyzj.
257*
Wic ju do tego doszo mrukn Gilthas
po
odejciu Kiryna. Pacimy istotom mroku, by nas ocaliy. Jak

244*

328

gboko pogrymy si w ciemnoci, zanim sami si tacy staniemy?


Kiedy nadszed dzie wymarszu, Silvanesti opucili swoje
ukochane lasy, zwracajc suche oczy na pnoc. Szli w ciszy,
bez pieni na ustach, bez dcia w rogi i bicia w talerze, bo
Czarni Rycerze nie mogli si dowiedzie o ich wymarszu,
a ogry o ich nadejciu. Elfy maszeroway w cieniu drzew, eby uj czujnym oczom bkitnych smokw, ktre kryy po
niebie.
Kiedy przekroczyli granic Silvanesti, Gilthas stan i obejrza si na falujce licie, rzucajce w socu srebrzyste refleksy. Kontrastoway wyranie z szar lini rozkadu, ktra wyznaczaa granice lasu dziedzictwem tarczy. Wpatrywa si
w nie dugo z przygnbiajcym przeczuciem, e jeli raz std
odejdzie, nigdy ju nie wrci.
Tydzie po tym, jak armia Silvanesti odesza, Rolan z kirathw patrolowa jak zawsze swj odcinek granicy. Nie odrywa wzroku od ziemi, z radoci w sercu dostrzegajc may
lad tego, e przyroda walczy ze zem spowodowanym przez
tarcz.
Cho zabjczy czar tarczy uleg rozproszeniu, zniszczenia
wywoane jego z magi pozostay. Obumary wszystkie drzewa i roliny, ktrych dotykaa tarcza, wic granice Silvanesti
wyznaczaa szara, ponura linia mierci.
Jednak teraz, pod szarym caunem zbutwiaych lici i uschnitych gazek, Rolan znalaz malutkie zielone kieki, triumfalnie wyaniajce si z gleby. Nie wiedzia jeszcze, czy byy
to dba trawy, czy delikatne lene kwiaty, a moe pierwsze
miae pdy drzewa, ktre kiedy stanie si olbrzymim dbem albo klonem o pomiennych liciach. A moe, pomyla
z umiechem, pielgnuje jak zwyk, pospolit rolink
dmuchawca, kocimitk albo trzykrotk. Rolan kocha j, bez
wzgldu na to, czym si okae pniej. Ziele ycia kiekujcego wrd zagady bya zwiastunem nadziei dla niego i dla
jego rodakw.
329

Ostronie nakry z powrotem delikatn rolink caunem,


ktry teraz uwaa za kocyk, by ochroni j przed palcym
socem. Zamierza ju pj dalej, kiedy poczu nieznajomy
zapach.
Zaniepokojony Rolan wsta. Wcign powietrze w nozdrza, ze wszystkich si starajc si umiejscowi t dziwn wo.
Zapach by ostry, zwierzcy; pierwszy raz czu co takiego.
Z oddali dobiegy go odgosy amania gazi i tratowania rolinnoci. Dwiki staway si coraz goniejsze i wyraniejsze,
a przez nie przebijay si bardziej zowieszcze odgosy: ostrzegawczy krzyk jastrzbia, pisk lkliwego krlika, pene paniki
beczenie sposzonych jeleni.
Odraajcy, zwierzcy smrd przybra na sile, sta si przytaczajcy, wywoywa mdoci. To by smrd misoercw.
Wycignwszy miecz, Rolan przyoy palce do warg, by wyda widrujcy w uszach, przenikliwy gwizd, ktry mia ostrzec
innych kirathw przed niebezpieczestwem.
Z lasu wypady trzy olbrzymie minotaury. Rogami rway
licie, a toporami kaleczyy konary drzew, niecierpliwie przedzierajc si przez lene poszycie, ktre zagradzao im drog.
Na widok Rolana minotaury zatrzymay si i wlepiy w niego
oczy, ciemne, zwierzce i pozbawione wyrazu.
Elf unis miecz i przygotowa si do ataku.
Otoczy go bydlcy smrd. Chwyciy go silne rce. Poczu
ukucie noa tu poniej ucha; szybki, dotkliwy bl w miejscu,
w ktrym ostrze rozpatao mu gardo...
Minotaur, ktry zabi elfa, rzuci zwoki na ziemi i otar
krew ze sztyletu. Towarzysze minotaura pokiwali bami. Kolejna dobrze wykonana robota. Ruszyli dalej przez las, torujc
drog tym, ktrzy szli za nimi.
Setkom tych, ktrzy szli za nimi. Tysicom.
Wojska minotaurw przekroczyy granice. Okrty minotaurw z malowanymi aglami i galery z zaogami niewolnikw pyny po wodach Thon Thalas na poudnie do Silvanostu, wiozc generaowi Dogahowi posiki, ktre mu obiecano.
330

Tego dnia zgino wielu kirathw, tak jak zgin Rolan.


Niektrzy mieli okazj walczy z napastnikami, wikszo jej
nie miaa. Zostaa kompletnie zaskoczona.
Ciao kiratha Rolana leao w lesie, ktry ukocha. Jego
krew wsika w szary paszcz mierci i utopia malutkie, zielone kieki.

16

Modlitwa Odili, dar Miny


W nocy oczy martwych smokw w czaszkach, z ktrych
skada si totem, byszczay jasno. Nad totemem unosi si
widmowy piciogowy smok, budzc zdumienie wszystkich,
ktrzy go widzieli. W nocy, w ciemnoci, ktr rzdzia, krlowa Takhisis bya potna i sprawowaa niekwestionowan
wadz. Jednak w blasku soca jej wizerunek zblad. Oczy
nieywych smokw zamigotay i zgasy, podobnie jak wiece
na otarzu. Zostay tylko smuki dymu, poczerniae knoty i stopiony wosk.
Totem, ktry w ciemnoci wydawa si tak wspaniay i niewraliwy na ciosy, za dnia okaza si stert czaszek ohydny
widok, bo z koci wci zwisay strzpy usek i gnijcego
ciaa. W wietle dnia by dla wszystkich patrzcych srogim
przypomnieniem o niezmierzonej potdze Malys, smoczej
zwierzchniczki, ktra go zbudowaa.
Pytaniem, ktre cisno si wszystkim na usta, nie byo to,
czy Malys zaatakuje, ale kiedy to zrobi. Miasto ogarn strach
przed jej przybyciem. Obawiajc si masowych dezercji, Galdar rozkaza zamkn Zachodni Bram. Wprawdzie publicznie rycerze Miny zachowywali pozory nonszalancji, w rzeczywistoci jednak si bali.
Kadego dnia, kiedy Mina chodzia ulicami miasta, strach
opuszcza serca wszystkich, ktrzy j widzieli. Kiedy co wieczr opowiadaa o mocy Jedynego Boga, ludzie suchali jej
332

i radowali si, przekonani, e Jedyny Bg ocali ich przed smokiem. Kiedy jednak Mina wyjechaa, kiedy dwik jej gosu
ucich, na Sanction pad lodowaty cie czerwonych skrzyde.
Ludzie spogldali w niebo z obaw.
Mina nie czua strachu. Jej brawura budzia w Galdarze podziw, lecz zarazem go niepokoia. Odwaga Miny wypywaa
z wiary w Takhisis, a minotaur wiedzia, e bogini nie jest godna takiej wiary. Mia tylko nadziej, e Takhisis potrzebuje
Miny, wic nie bdzie chciaa jej powici. Raz udawao mu
si wmwi sobie, e dziewczyna bdzie bezpieczna, innym
razem by przekonany, e Takhisis skorzysta z okazji, by pozby si rywalki, z ktrej nie miaa ju adnego poytku.
Obawy Galdara pogarsza jeszcze fakt, e Mina nie chciaa
mu powiedzie, jak zamierza pokona Malys. Prbowa z ni
o tym rozmawia. Przypomnia jej o Qualinocie. Smok zgin,
ale miasto rwnie ulego zagadzie.
Mina uspokajajcym gestem pooya do na ramieniu minotaura.
258*
To, co stao si w Qualinocie, nie powtrzy
si
w
Sanction, Galdarze. Jedyny Bg nienawidzi elfw i ich pastwa.
Pragn ujrze ich zagad. Jedyny Bg jest zadowolony z Sanction. Tutaj zamierza zstpi na wiat, zaistnie zarwno na
paszczynie duchowej, jak i materialnej. Sanction i jego mieszkacom nic nie grozi, Jedyny Bg o to zadba.
259*
Jaka wic jest twoja strategia, Mino?
dopytywa
si
Galdar. Jaki masz plan?
260*
Wierzy w Jedynego Boga, Galdarze
odpara
Mina,
i to musiao mu wystarczy, bo wicej nie chciaa powiedzie.
Rwnie Odila obawiaa si o przyszo, bya zatroskana,
skonsternowana i gboko zaniepokojona. Od chwili, gdy dusze zbudoway totem, a ona dowiedziaa si, e Jedyny Bg to
krlowa Takhisis, Odila czua si cakiem jak jeden z tych nieumarych magw. Jej ciao jado, pio, chodzio i wykonywao
wszystkie swoje obowizki, ale ona sama bya nieobecna duchem. Wydawao jej si, e stoi obok swego ciaa i przyglda
333

mu si obojtnie, podczas gdy sama kry po omacku w targanej burzami ciemnoci swej duszy, szukajc w niej odpowiedzi
lub zrozumienia.
Nie moga si zmusi do tego, by modli si do Jedynego
Boga. Nie moga tego robi, odkd si dowiedziaa, kim jest
naprawd Jedyny Bg. Mimo to brakowao jej modlitw. Brakowao tej sodkiej otuchy, jak dawao powierzenie swojego
ycia w rce kogo innego, jakiej Mdrej Istoty, ktra pokieruje jej krokami i przeprowadzi j z cierpienia do bogosawionego spokoju. Jedyny Bg pokierowa krokami Odili, ale nie
doprowadzi jej do spokoju, lecz do zamtu, strachu i przeraenia.
Nieraz Odila chwytaa za medalion na szyi i gotowa bya
go zerwa. Za kadym razem, gdy ciskaa go w palcach, czua
ciepo metalu. Przypominaa sobie wtedy o mocy Jedynego
Boga, ktra pyna w jej yach, o mocy zdolnej zatrzyma
tych, ktrzy chcieli zabi krla elfw. Rka jej opadaa i zwisaa bezwadnie u boku. Pewnego poranka, kiedy Odila przygldaa si temu, jak czerwone promienie soca podwietlaj
ponuro chmury wiszce wiecznie nad Wadcami Zagady, postanowia podda swoj wiar prbie.
Uklka przed otarzem, stojcym w pobliu totemu ze
smoczych czaszek. Pomieszczenie wypeniaa wo mierci,
rozkadu i ciepego, roztopionego wosku. Gorco bijce od
wiec kontrastowao z zimnym wiatrem, ktry wpada przez
ziejc dziur w sklepieniu i upiornie wista w kach czaszek.
Schncy pot zibi skr Odili. Kobieta bardzo chciaaby opuci to straszne miejsce, ale na zimnej skrze czua ciepo medalionu.
Krlowo Takhisis, pom mi pomodlia si i mimowolnie zadraa, wymawiajc to imi. Przez cae ycie mnie
uczono, e jeste okrutnym bogiem, ktry nie dba o adne ywe istoty, widzc w nas wszystkich tylko niewolnikw, istniejcych po to, by sucha twoich rozkazw. Uczono mnie, e
jeste ambitna i samolubna, e drwisz sobie i szydzisz z tych
zasad, ktre s mi drogie: z honoru, wspczucia, miosierdzia
334

i mioci. Z powodu tego, kim jeste, nie powinnam w ciebie wierzy, nie powinnam ci suy. A jednak... Odila uniosa oczy i spojrzaa w niebo. Jeste bogiem. Ujrzaam
twoj potg. Czuam uniesienie, jakie we mnie obudzia. Jak
mog nie wierzy w ciebie? Moe... Odila zawahaa si.
Moe ci oczerniono. le oceniono. Moe jednak ci obchodzimy. Nie prosz o to dla siebie, ale dla kogo, kto suy ci
wiernie i lojalnie. Mina stoi w obliczu straszliwego niebezpieczestwa. Jestem przekonana, e zamierza walczy z Malys
w pojedynk. Ona wierzy, e ty bdziesz walczy u jej boku.
Zaufaa ci. Boj si o ni, krlowo Takhisis. Poka mi, e moje
obawy s bezpodstawne i e dbasz o ni, nawet jeli nikt inny
ci nie obchodzi.
Czekaa w napiciu, ale nie usyszaa adnego gosu. Nie
miaa adnej wizji. Pomienie wiec mrugay w podmuchu zimnego wiatru, ktry wia w sali z otarzem. Trupy magw siedziay na awkach, wpatrujc si nieruchomymi oczami w pomienie. Mimo to Odili zrobio si lej na sercu, a brzemi
zwtpienia si zmniejszyo. Nie wiedziaa, dlaczego tak si
stao. Wanie si nad tym zastanawiaa, kiedy zauwaya, e
kto stoi przy otarzu.
Olepiona jaskrawym blaskiem setek wiec nie widziaa,
kto to jest.
Galdar? spytaa, rozpoznajc wreszcie masywn sylwetk minotaura. Nie syszaam ani nie widziaam, jak
wchodzie. Byam pogrona w modlitwie.
Zastanawiaa si z obaw, czy nie usysza przypadkiem jej
sw i czy nie skarci jej za brak wiary.
Minotaur sta bez sowa.
261*
Czy yczysz sobie czego ode mnie,
Galdarze?

spytaa Odila. Nigdy przedtem niczego od niej nie chcia, zawsze


zdawa si jej nie lubi i nie ufa jej.
262*
Chc ci to pokaza powiedzia.
Trzyma w rku jaki przedmiot owinity paskami ptna
i obwizany sznurkiem. Ptno, kiedy biae, teraz byo tak poplamione wod, botem, traw i ziemi, e nabrao spowia335

ego, brudnobrzowego koloru. Wygldao na to, e sznurki


zostay rozcite, a tkanina rozwinita, potem jednak niezdarnie
zapakowano cao na nowo.
Galdar pooy zawinitko na otarzu. Przedmiot by dugi,
lecz nie sprawia wraenia szczeglnie cikiego. Cokolwiek
znajdowao si w rodku, byo zasonite tkanin.
To przyszo dla Miny doda minotaur. Od kapitana Samuvala. Rozwi je. Zajrzyj do rodka.
Odila nie dotkna pakietu.
263*
Jeli to prezent dla Miny, nie powinnam...
264*
Otwrz! rozkaza surowym gosem
Galdar.

Chc
wiedzie, czy si nadaje.
Odila chciaa nadal odmawia, ale teraz ju miaa pewno,
e Galdar usysza jej modlitw i obawiaa si, e jeli go nie
usucha, minotaur moe powiedzie o tym Minie. Ostronie
pocigna za supy drcymi ze zdenerwowania palcami i odwina materia. Skojarzy jej si niemile z paskami ptna,
ktrymi owija si ciaa zmarych.
Zdumiaa si jeszcze bardziej, kiedy ujrzaa to, co znajdowao si pod spodem. Zdj j nabony lk i podziw.
Czy to jest to, co twierdzi Samuval? spyta Galdar.
Czy to jest smocza lanca?
Odila pokiwaa bezgonie gow, nie mogc wykrztusi
sowa.
265*
Jeste pewna? Widziaa ju jak przedtem?

spyta
Galdar.
266*
Nie, nie widziaam przyznaa kobieta,
kiedy
wrci
jej gos. Ale od dziecistwa syszaam opowieci o legendarnych lancach. Zawsze uwielbiaam te historie. Dziki nim
zostaam rycerzem.
Wycigna rk i pogadzia chodny, gadki metal. Lanca
rozsiewaa srebrzyst powiat, ktra zdawaa si nie mie nic
wsplnego z tymi pomykami wiec.
Gdyby zgasy wszystkie wiata we wszechwiecie pomylaa Odila nawet blask soca i ksiyca, i gwiazd,
wiato tej lancy nadal ponoby jasno".
336

267* Gdzie kapitan Samuval znalaz taki skarb?


spytaa.
268* W jakim grobowcu odpowiedzia Galdar.
Chyba
N Solce.
Nie w Grobowcu Bohaterw? jkna Odila.
Odsunwszy gwatownie rk od lancy, popatrzya na Gallara ze zgroz.
Nie wiem odpar minotaur, wzruszajc ramionami.
Nie powiedzia, jak nazywa si ten grb. Wspomnia tylko,
fc przynis mu pecha, bo kiedy lokalni mieszkacy zobaczyli
;o wraz z ludmi w rodku, zaatakowali tak licznie, e ledwo
iciek z yciem. Napad go nawet tum kenderw. To by jeden
:e skarbw, ktre udao mu si zabra z sob. Wysa go Minie
: wyrazami szacunku.
Odila westchna i obejrzaa si na lanc.
Ukrad j umarym stwierdzi Galdar, marszczc czoo. Sam powiedzia, e to przynosi pecha. Moim zdaniem
lie powinnimy jej dawa Minie.
Zanim Odila zdya odpowiedzie, w ciemnoci odezwa
ii czyj gos:
113* Czy umarli jeszcze potrzebuj tej lancy, Galdarze?
114* Nie, Mino odpar minotaur, odwracajc si do
dziew:zyny. Nie potrzebuj.
wiato lancy byszczao jasno w bursztynowych oczach
vliny. Dziewczyna wzia bro i cisna j w garci. Odila
lrgna, widzc, jak Mina jej dotyka, bo niektrzy twierdzili,
:e legendarnych smoczych lanc mog uywa tylko ci, ktrzy
valcz po stronie jasnoci, a kady inny, kto sprbuje ich dokn, zostanie ukarany przez bogw.
Mina cisna mocno lanc. Podniosa j z otarza, zwaya
v rku i przyjrzaa jej si z podziwem.
Pikna bro stwierdzia. Niemal wydaje si stwozona dla mnie. Spojrzaa na Odil. Jej bursztynowe oczy
lyy tak ciepe jak medalion na szyi Solamnijki. Modlitwa
:ostaa wysuchana.
Pooywszy lanc z powrotem na otarzu, Mina uklka
irzed nim z szacunkiem.
337

Podzikujmy Jedynemu Bogu za to wspaniae bogosa


wiestwo.
Galdar nadal sta z surow min. Odila uklka przed olta
rzem. Po jej policzkach spyway zy. Ze wzgldu na Min cie
szya si, e jej modlitwy zostay wysuchane. Sama jedna
opakiwaa nie to, co zyskaa, lecz to, co stracia. Mina mogi
chwyci lanc, wzi j z otarza i trzyma w rku.
Odila przez zy popatrzya na swoje rce. Koniuszki pa
cw, ktrymi dotkna smoczej lancy, byy pokryte bblam
i poparzone. Bolay j tak bardzo, e nie bya pewna, czy b
kiedykolwiek ustpi.

17

Ochotnik
W Sanction znw nastaa noc. Noc zawsze przynosia ulg
nieszkacom miasta, oznaczaa bowiem, e przeyli kolejny
Izie. W nocy Mina wychodzia do nich, by wygasza kazalia o Jedynym Bogu, a jej przemwienia dodaway im odwagi,
;dy w jej obecnoci czuli si omieleni i gotowi do walki ze
mocz zwierzchniczk.
Stojce od stuleci w cieniu Wadcw Zagady Sanction
tyo zasadniczo ognioodporne. Domy budowano z kamienia,
cznie z dachami, bo kady inny materia, na przykad somiala strzecha, dawno by ju spon. Co prawda powiadano, e odlech smoka potrafi stopi granit, ale przed tym nie byo obroly innej ni rozpaczliwa nadzieja, e ten, kto rozgasza t
ilotk, mocno przesadzi.
Wszyscy onierze przechodzili pospieszne szkolenie w uczlictwie, bo w tak duy cel jak smok mg trafi nawet najsabzy amator. Liczc na to, e obrzuc Malys kamieniami, wciglli na mury katapulty, a balisty wycelowali tak, by miotay
lociski w niebo. Po ukoczeniu tych zada poczuli si przygoowani, a kilku najmielszych zawoao nawet Malys, eby
>rzyleciaa, bo chc ju j mie z gowy. Mimo to wszyscy od:zuli ulg, kiedy zapada noc, a oni przeyli kolejny dzie,
niewane, e wraz z brzaskiem wrci strach...
Bkitny smok Brzytwa, nadal zmuszony kry po Sancion w ludzkiej postaci, jako weteran wojen obserwowa przy339

gotowania z wielkim zainteresowaniem i opowiada o nic


szczegowo Zwierciadu, w zalenoci od sytuacji dodajc
wasne krytyczne lub pochwalne uwagi. Zwierciado bardziej
ciekawi totem, jego wygld i pooenie w miecie. Brzytwa
mia i na zwiady, a marnowa czas wrd onierzy.
83* Wiem, co sdzisz powiedzia nagle Brzytwa,
przerywajc w poowie dokadne opisywanie katapulty. Mylisz,
e to nic nie pomoe. Nie zrobi najmniejszego wraenia na tej
wielkiej, czerwonej suce. Masz racj. I jednoczenie si mylisz
doda.
84* Jak mog si myli? spyta Zwierciado. Miasta
ju wczeniej posugiway si katapultami w celu obrony przed
Malys. Wysyali przeciw niej ucznikw ze strzaami, bohaterw i gupcw, lecz aden nie wrci ywy.
' Ale nigdy nie mieli po swojej stronie boga oznajmi
bkitny smok.
Zwierciado zesztywnia. Jako srebrny smok, wierny Paladine'owi, od dawna obawia si, e Brzytwa wrci do swych
starych zasad i znw bdzie wierny krlowej Takhisis.
85* Czy sugerujesz, e powinnimy zrezygnowa z
udzielenia Painowi pomocy w zniszczeniu totemu? zapyta ostronie.
86* Niekoniecznie odpar wymijajco Brzytwa.
Moe
tylko naleaoby si jeszcze zastanowi. Gdzie idziesz?
87* Do wityni powiedzia Zwierciado. Odtrcajc
pomocn do Brzytwy, srebrny smok w ludzkiej postaci ruszy
o wasnych siach, ostukujc lask drog przed sob. Sam
obejrz totem, skoro ty nie chcesz by moimi oczami.
88* To szalestwo! zaprotestowa Brzytwa, idc za
nim
i udajc, e kuleje. Zwierciado sysza stukanie jego kuli o cegy. Mwie przecie, e Mina zobaczya ci w postaci ebraka na drodze i natychmiast poznaa w tobie stranika Cytadeli wiata. On ci zna, zarwno jako czowieka, jak i w twojej prawdziwej postaci.
Zwierciado zacz poprawia bandae, ktrymi obwizywa
swoje chore oczy, i cign je tak nisko, e zasoniy mu twarz.
340

Skoro ty nie moesz si zdecydowa, sam musz podj ryzyko.


Brzytwa nic nie powiedzia. Nie syszc ju stukotu jego
laski, Zwierciado zaoy, e idzie sam. Mia bardzo niejasne
wyobraenie o tym, gdzie ley witynia. Wiedzia tylko, e
znajduje si na wzgrzu nad miastem.
Zatem kombinowa jeli bd i pod gr, musz j
znale".
Z zaskoczeniem usysza chrapliwy oddech Brzytwy przy
swoim uchu.
269*
Zaczekaj, stj. Wszede w lepy zauek.
Bd
twoim
przewodnikiem, skoro upare si, eby tam pj.
270*
Pomoesz mi zniszczy totem? spyta
Zwierciado.
271*
Musz si nad tym zastanowi odpar
bkitny
smok.
Jeli mamy i, lepiej chodmy teraz, bo najprawdopodobniej witynia jest pusta.
We dwch poszli krtymi, podobnymi do labiryntu ulicami
miasta. Zwierciado by wdziczny Brzytwie za przewodnictwo, bo lepy srebrny smok sam nigdy by nie znalaz drogi.
Co zrobimy z Palinem, jeli Brzytwa postanowi zmieni
strony?" zastanawia si. lepy smok i martwy czarodziej
chc pokona bogini. C, w najgorszym przypadku Takhisis
rozboli brzuch ze miechu...
Zgiek tumu poinformowa Zwierciado, e zbliaj si
do wityni. Bya tam te Mina, ktra opowiadaa o cudach
i wspaniaoci Jedynego Boga. Zwierciado musia przyzna,
e dziewczyna ma dar przekonywania. Zawsze lubi sucha Miny. Nawet jako dziecko gos miaa sodki, niski i miy dla ucha.
Cofn si myl do tamtych dni w Cytadeli, kiedy widzia Goldmoon i Min razem staruszk u zmierzchu ycia
i dziecko janiejce blaskiem poranka. Teraz Zwierciado nie
widzia Miny z powodu ciemnoci, ale nie by to mrok jego
ociemniaych oczu.
Brzytwa omin tum. Idc cicho, aby nie zwraca na siebie
uwagi, weszli do zrujnowanej wityni, bdcej teraz sanktuarium totemu ze smoczych czaszek.
341

115*
116*
117*

Jestemy sami? spyta Zwierciado.


W kcie siedz trupy dwch czarodziejw.
Opowiedz mi o nich rzek Zwierciado z
blem
serca. Jak wygldaj?
118*
Jak zwoki wystawione na wasnym
pogrzebie

odpar kwano Brzytwa. Tylko tyle powiem. Ciesz si, e ich


nie widzisz.
119*
A co z ich duszami?
120*
Nie widz ich. Cae szczcie. Nie lubi
czarodziejw
ani ywych, ani umarych. Nie potrzeba, eby si wtrcali
w nasze sprawy. Dobrze, stoisz teraz przed totemem z czaszek.
Moesz wycign rk i ich dotkn, jeli chcesz.
Zwierciado nie mia zamiaru niczego dotyka. Nie trzeba
mu byo mwi, e stoi przed totemem. Jego magia bya silna,
potna to bya magia boga. Przycigaa Zwierciado i jednoczenie budzia w nim odraz.
121*
Jak wyglda ten totem? spyta cicho
srebrny smok.
122*
To makabryczna piramida z uoonych jedna
na
drugiej
czaszek naszych braci odpar Brzytwa. Wiksze czaszki
podtrzymuj mniejsze. W oczodoach jarz si oczy umarych.
Gdzie w tej stercie jest czaszka mojej partnerki. Czuj, e
w ciemnoci ponie ogie jej ycia.
123*
A ja czuj bosk moc obecn w tym totemie

rzek
Zwierciado. Palin mia racj. To jest brama. To jest Portal,
przez ktry Takhisis wreszcie wejdzie do wiata.
124*
Niech przychodzi powiedzia Brzytwa.
Moim
zdaniem trzeba wpuci Takhisis, jeli jej pomoc jest potrzebna,
by zabi Malystryx.
Zwierciado czu zapach poncych wiec, nawet jeli ich
nie widzia. Czu ich ar. Czu, podobnie jak Brzytwa, ar
swojego gniewu i ch zemsty. Zwierciado mia wasne powody, eby nienawidzi Malys. Smoczyca zniszczya Kenderwek, zabia ukochanego ma Goldmoon, Riverwinda, i ich
crk. Malys zamordowaa setki ludzi i wygnaa kolejne tysice, zmuszajc ich do opuszczenia domw i nkajc podczas ucieczki dla wasnej okrutnej zabawy. Stojc przed tote342

mem, ktry Malys zbudowaa z koci poartych ofiar, Zwierciado zacz si zastanawia, czy Brzytwa nie ma przypadkiem racji.
Bkitny smok nachyli si ku niemu i szepn mu do ucha:
Takhisis ma swoje wady, przyznaj bez wahania. Jest
jednak bogiem, naszym bogiem, bogiem naszego wiata, i nikogo innego nie ma. Musisz si z tym zgodzi.
Zwierciado si nie zgodzi.
272*
Ty ich nie widzisz cign bezlitonie
Brzytwa

ale w totemie s te czaszki srebrnych smokw. Cakiem sporo. Nie chcesz pomci ich mierci?
273*
Nie musz ich widzie powiedzia
Zwierciado.

Sysz ich gosy. Sysz kady ich miertelny krzyk. Sysz


pacz ich partnerw, ktrzy ich kochali, i pacz dzieci, ktre
nigdy im si nie narodz. Moja nienawi do Malys jest rwnie
silna jak twoja. Twierdzisz, e aby oczyci wiat z tej straszliwej zarazy, musz przekn gorzkie lekarstwo zwycistwa
Takhisis.
Brzytwa wzruszy ramionami.
Ona jest naszym bogiem powtrzy. Bogiem naszego wiata.
Straszny wybr. Zwierciado siedzia na twardej awce, starajc si podj decyzj, co ma robi. Pogrony w rozmylaniach zapomnia, gdzie jest; zapomnia, e znajduje si w obozie nieprzyjaciela. Brzytwa szturchn go okciem.
274*
Mamy towarzystwo ostrzeg bkitny
smok
cichym
gosem.
275*
Kto to? Mina? spyta Zwierciado.
276*
Nie, ten minotaur, ktry nigdy si od niej nie
oddala.
Mwiem ci, e to zy pomys. Nie, nie ruszaj si. Ju za pno. Jestemy w cieniu. Moe nas nie zauway. Poza tym doda chodno niebieski smok moe si czego dowiemy.
Rzeczywicie, po wejciu do sali otarzowej Galdar nie zauway dwch ebrakw. Przynajmniej nie natychmiast. By
skupiony na wasnych zmartwieniach. Galdar zna plan Miny,
343

a przynajmniej tak mu si wydawao. Mia nadziej, e si myli, ale nie by o tym zbyt mocno przekonany, pewnie dlatego,
e tak dobrze znal Min.
Zna Min i kocha j.
Przez cae ycie Galdar sysza legendy o synnym bohaterze minotaurw, znanym jako Kaz, ktry przyjani si ze
synnym bohaterem solamnijskim, Hum. Kaz towarzyszy
Humie podczas jego bitwy z krlow Takhisis. Minotaur wiele
razy naraa ycie dla Humy i do koca swoich dni opakiwa
mier przyjaciela. Chocia w czasie wojny walczy po niewaciwej stronie, wrd swego ludu do dzi by szanowany za
bohaterstwo i odwag w bitwie. Minotaur podziwia dzielnego
wojownika bez wzgldu na to, po ktrej stronie ten walczy.
Jeli jednak chodzi o jego przyja z czowiekiem, niewiele'minotaurw potrafio j zrozumie. To prawda, e Huma by
dzielnym wojownikiem jak na istot ludzk. Zawsze dodawano to zastrzeenie. W legendach minotaurw to Kaz by
bohaterem, ktry stale ratowa ycie Humie. Za kadym razem Huma pokornie dzikowa szlachetnemu minotaurowi,
ktry przyjmowa ludzkie podzikowania z pobaliw godnoci.
Galdar zawsze wierzy w te legendy, lecz teraz zaczyna
zmienia zdanie. Moe w rzeczywistoci Kaz walczy u boku
Humy, bo go kocha, tak jak Galdar kocha Min. W tych ludziach co byo. Potrafili wkra si do twojego serca.
Ich marne ciaa byy tak kruche i delikatne, a jednak ludzie
potrafili by rwnie twardzi i wytrzymali jak ostatni bohater
stojcy na zalanej krwi arenie cyrku minotaurw.
Nigdy nie przyjmowali do wiadomoci przegranej, lecz
walczyli dalej, cho powinni pooy si i skona. Ich ycie
byo tak aonie krtkie, a mimo to zawsze byli gotowi je powici za spraw lub przekonanie albo zrobi co tak gupiego i szlachetnego jak wbiegnicie do poncej wiey, eby ratowa ycie cakiem nieznajomej osoby.
Minotaury te s odwane, ale ostroniejsze, zawsze szacuj koszty, zanim wydadz swoje pienidze. Galdar wiedzia,
344

;o Mina planuje, i kocha j za to, chocia na sam myl o jej


zamiarach serce mu pkao z blu. Klkajc obok otarza, przysig, e Mina nie ruszy do bitwy sama, jeli tylko on zdoa jej
przeszkodzi. Nie modli si do Jedynego Boga. Galdar nie
modli si do Jedynego Boga, odkd dowiedzia si, kto si
kryje pod tym imieniem. Nie pisn o tym Minie ani sowa
zamierza zabra swoj tajemnic do grobu ale nie mia zamiaru si modli do krlowej Takhisis, bogini, ktr uwaa za
istot zdradzieck i cakowicie pozbawion honoru. T przysig zoy samemu sobie.
Skoczywszy si modli, wsta sztywno sprzed otarza. Z zewntrz dobiega go gos Miny, ktra wyjaniaa wielbicym j
tumom, e nie musz si obawia Malys. Jedyny Bg z pewnoci ich uratuje. Galdar sysza to ju wczeniej. Teraz nie
zwraca na to uwagi. Sysza gos Miny, jej ukochany gos, ale
to wszystko. Domyla si, e wikszo pozostaych te nie
syszy niczego wicej.
Krci si w pobliu otarza, czekajc na Min, kiedy nagle
dostrzeg ebrakw. W cigu dnia w sali otarzowej panowa
tok, bo wtedy mieszkacy Sanction, w wikszoci onierze,
przychodzili skada ofiary Jedynemu Bogu, gapi si na totem
albo stara si dostrzec Min, dotkn jej, poprosi o bogosawiestwo. Wieczorem szli jej sucha, nakrywa si kocem jej
odwagi. Pniej odchodzili na swoje posterunki albo do ek.
Niewielu wyznawcw odwiedzao wityni w nocy i wanie
dlatego Galdar wtedy tu przychodzi.
Tej nocy na awce niedaleko otarza siedzieli lepiec i kulawy ebrak. Galdar nie znosi ludzi, ktrzy domagali si jamuny. aden z jego pobratymcw nie lubi ebrakw. Minotaur prdzej umarby z godu, ni pomyla o tym, by ebra
choby o skrk od chleba. Galdar nie potrafi sobie wyobrazi, co tych dwch robi w Sanction, i ciekaw by, dlaczego nie
uciekli jak wielu ludzi ich pokroju.
Przyjrza im si uwaniej. Byo w nich co, co odrniao
ich od innych ebrakw. Nie wiedzia dokadnie, co to takiego
moe spokj i pewno siebie, wiara we wasne siy. Mia
345

wraenie, e ci dwaj nie s zwykymi ebrakami, i zamierza


zada im kilka pyta, kiedy wrcia Mina.
Bya w stanie uniesienia, natchniona przez boga. Jej oczy;
koloru bursztynu lniy. Kiedy dosza do otarza, osuna si
na kolana, prawie nie mogc usta na nogach ze zmczenia,
gdy podczas publicznych wystpie ca swoj dusz przelewaa w sowa, oddajc wszystko tym, ktrzy jej suchali, i niej
zostawiajc niczego dla siebie. Galdar zapomnia o tych dziwnych ebrakach i natychmiast podszed do Miny.
140*
Przynios ci troch wina, co do jedzenia
zaproponowa.
141*
Nie, Galdarze, niczego nie potrzebuj,
dzikuj

odpara dziewczyna. Westchna gboko. Wygldaa na wyczerpan.


Zoya rce i zmwia dzikczynn modlitw do Jedynego
Boga. Potem wstaa, jakby odwieona i wypoczta.
Jestem tylko troszeczk zmczona, to wszystko. Dzi
zgromadzi si wielki tum. Jedyny Bg zyskuje wielu czcicieli.
Oni czcz ciebie, Mino, nie Jedynego Boga, chcia powiedzie Galdar, ale zachowa milczenie. Mwi jej to w przeszoci, a ona wpadaa w straszn zo. Nie chcia si teraz naraa na jej gniew.
142*
Masz mi co do powiedzenia, Galdarze?
spytaa
Mina. Signa po wiec, ktrej knot uton w roztopionym
wosku. Mw, co ci ley na sercu zachcia go. Od
dawna co ci drczy. Zmniejsz swoje brzemi, pozwalajc mi
je dzieli z tob.
143*
Ty jeste moim brzemieniem, Mino
powiedzia
Galdar, postanawiajc zrobi tak, jak mu radzia, i otworzy przed
ni swe serce. Wiem, e zamierzasz walczy z Malys
z grzbietu smoka. Masz smocz lanc i zakadam, e Jedyny
Bg przyle ci smoka. Planujesz sama stawi jej czoo. Nie
mog ci na to pozwoli, Mino. Wiem, co chcesz powiedzie.
Unis rk, aby uciszy jej protest. Nie bdziesz sama.
U twojego boku bdzie walczy Jedyny Bg. Pozwl jednak,
346

by kto jeszcze stan przy tobie. Pozwl mi zaj miejsce


i twego boku.
277*
wiczyam wadanie lanc powiedziaa
Mina.
Otwozya do, pokazujc jej zaczerwienione i pokryte pcherzami
vntrze. Trafiam do celu dziewi razy na dziesi.
278*
Trafi w cel, ktry stoi w miejscu to cakiem
co
innego, ni trafi w poruszajcego si smoka warkn Galdar.
- W walkach powietrznych najlepsze rezultaty osigaj dwaj
imoczy jedcy jeden odwraca uwag smoka z przodu,
i tymczasem drugi atakuje go od tyu. Chyba dostrzegasz mdro takiego planu?
279*
Dostrzegam, Galdarze rzeka Mina.
Zaiste,
studiowaam walk w mylach i wiem, e dobrze byoby mie
dwch jedcw. Dziewczyna umiechna si do niego
psotnie, przypominajc mu o tym, jak moda jest w rzeczywistoci. Jeszcze lepszych byoby tysic jedcw, nie sdzisz, Galdarze?
Minotaur milcza, wbijajc ponury wzrok w pomienie. Wiedzia, do czego zmierza dziewczyna i nie potrafi jej od tego
powstrzyma.
280*
Tysic byby lepszy, ale gdzie znajdziemy
ten
tysic?
Ludzi lub smokw? Mina pokazaa totem. Pamitasz te
smoki, ktre witoway, gdy Jedyny Bg dokona konsekracji
totemu? Pamitasz, jak kryy wok niego, wznoszc hymny
na cze Jedynego Boga? Pamitasz to, Galdarze?
281*
Pamitam.
282*
Gdzie one s teraz? Gdzie s smoki
czerwone
i
zielone,
bkitne i czarne? Zniky. Ucieky. Ukryy si. Obawiaj si,
e ka im polecie do walki z Malys. I mam o to do nich al.
To sami tchrze rzek z pogard Galdar.
Usysza za sob jaki dwik i rozejrza si. Zapomnia
o ebrakach. Przyjrza im si uwanie, ale jeli to ktry z nich
si odezwa, teraz aden nie wydawa si mie na to ochoty. Kulawy ebrak wpatrywa si w posadzk, jeli za chodzi
o lepca, bandae spowijay jego twarz tak szczelnie, e nie
byo wiadomo, czy w ogle ma usta, a co dopiero, czy nimi po347

rusza. Jedynymi innymi istotami w sali byli dwaj czarodzieje,


ale Galdar nie musia na nich patrze. Nigdy si nie poruszali,
jeli kto ich do tego nie nakoni.
Umwmy si, Galdarze powiedziaa Mina. Jeli
znajdziesz smoka, ktry z wasnej woli poleci z tob do boju,
moesz lecie u mojego boku.
Galdar sapn.
144*
Wiesz, e to niemoliwe, Mino.
145*
Nic nie jest niemoliwe dla Jedynego Boga

odpara
dziewczyna tonem lekkiej reprymendy. Znw uklka przed
otarzem i zoya rce. Podnoszc wzrok na Galdara, dodaa:
Pomdl si ze mn.
146*
Ju si modliem, Mino rzek guchym
gosem
Galdar. Wzywaj mnie obowizki. Postaraj si odpocz,
zgoda?

216*

Zgoda powiedziaa. Jutro bdzie


wielki dzie.
Galdar spojrza na ni ze zdziwieniem.
217*
Czyby Malys miaa jutro przylecie?
218*
Wanie.
Minotaur westchn i wyszed w mrok nocy. Moe noc
przynosia ukojenie innym, ale nie jemu. Jemu noc przynosia
tylko poranek.
Zwierciado poczu, e Brzytwa w ludzkiej postaci krci
si niespokojnie na awce obok niego. Srebrny smok siedzia
ze spuszczon gow, uwaajc, eby Mina go nie zobaczya,
chocia podejrzewa, e mgby si zerwa na rwne nogi i zataczy taniec z dzwoneczkami i tamburynem, a ona nie zwrciaby na niego uwagi. Przebywaa z Jedynym Bogiem. Chwilowo nie dbaa o to, co si dziao w wiecie miertelnikw. Mimo to Zwierciado nie unosi gowy.
By zaniepokojony i jednoczenie zadowolony. Moe to
bya odpowied.
147*
Chcesz zosta tym smokiem, ktrego szuka
Galdar,
prawda? spyta pgosem Zwierciado.
148*
Chc odpar Brzytwa.
348

283*
Wiesz, jakie podejmujesz ryzyko
powiedzia
srebrny
;mok. Or Malys jest potny. Sam strach przed ni dojrowadzi do obdu plemi kenderw, a przynajmniej tak
:wierdz mdrcy. Powiadaj, e jej pomienny oddech jest gortszy od ognia Wadcw Zagady.
284*
Wiem o tym rzek Brzytwa. Wiem co
jeszcze.
Minotaur nie znajdzie innego smoka. Wszystkie s parszywymi tchrzami. adnej dyscypliny, adnego wyszkolenia. Nie
jak za dawnych czasw.
Zwierciado umiechn si, dzikujc w duchu, e jego umiech jest niewidoczny pod bandaami.
Id wic oznajmi. Id do minotaura i powiedz
mu, e bdziesz walczy u jego boku.
Brzytwa milcza. Zwierciado wyczuwa jego osupienie.
285*
Nie mog ci zostawi powiedzia po
chwili
Brzytwa. Co zrobisz beze mnie?
286*
Dam sobie rad. Twj odruch jest szlachetny,
wiadczy
o twojej odwadze i wielkodusznoci. To nasza najpotniejsza
bro w walce przeciwko niej. Mwic o niej", Zwierciado
nie mia na myli Malys, ale nie widzia powodu, by objania
ten zaimek.
287*
Jeste pewien? spyta Brzytwa, wyranie
ulegajc
pokusie. Nie bdzie mia ci kto strzec i chroni.
288*
Nie jestem dzieckiem odpar Zwierciado.

Jestem
niewidomy, ale lepota nie jest przeszkod dla mojej magii. Zrobie wicej, ni do ciebie naleao. Ciesz si, e ci poznaem,
Brzytwo, i szanuj twoj decyzj. Id lepiej za minotaurem.
Musicie uoy plany, a nie bdziecie mieli na to duo czasu.
Brzytwa wsta. Zwierciado sysza go i czu jego ruchy.
Do niebieskiego smoka spocza na jego ramieniu, by moe
po raz ostatni.
289*
Zawsze
nienawidziem
twojej
rasy,
Srebrzysty.
Przykro
mi z tego powodu, bo dowiedziaem si, e mamy wicej z sob wsplnego, ni sdziem.
290*
Jestemy smokami powiedzia po prostu
Zwierciado. Smokami z Krynnu.
349

Tak odpar bkitny smok. Szkoda, e nie pami-:


talimy o tym wczeniej.
Zdj rk z ramienia towarzysza. Kiedy zabrako jej ciepego ciaru, Zwierciado zatskni za nim. Usysza szybko
oddalajce si kroki i potrzsn z umiechem gow. Wycignwszy przed siebie rk, pomaca i znalaz porzucon
przez Brzytw kul inwalidzk.
Kolejny cud Jedynego Boga rzek kwano Zwierciado. Chwyci kul i schowa j pod awk.
Kiedy to zrobi, Mina przemwia na gos.
125*
Bd przy mnie, Boe modlia si arliwie

i
prowad mnie i wszystkich, ktrzy bd walczy ze mn, do wspaniaego zwycistwa przeciwko nieprzyjacielowi.
126*
Jak mog nie powtrzy za ni tej
modlitwy?

zada sobie w duchu pytanie Zwierciado. Jestemy smokami


z Krynnu i chocia walczymy przeciwko Takhisis, kiedy bya
nasz bogini. Jak mog zrobi to, o co mnie prosi Palin?
Szczeglnie teraz, kiedy zostaem sam.
Galdar robi obchd, sprawdzajc miejskie umocnienia
i stan ducha obrocw Sanction. Wszystko wygldao tak, jak
si spodziewa. Obrona bya najlepsza, na jak miasto byo
sta, a obrocy zdenerwowani i ponurzy. Galdar powiedzia,
co mg, by ich podnie na duchu, ale nie by Min. Nie potrafi im doda otuchy, szczeglnie teraz, gdy sam by przygnbiony.
Kiedy rozmawia z Min, miao mwi o walce u jej boku
przeciwko Malys. Wiedzia jednak doskonale, e kiedy Malys
przyleci, on znajdzie si wrd tych, ktrzy bd bezradnie
przyglda si pojedynkowi z ziemi. Odchyli gow i spojrza w gr. Nocne niebo byo czyste, jeli nie liczy chmury
wiecznie wiszcej nad Wadcami Zagady.
Tak bardzo chciabym j zaskoczy powiedzia gwiazdom. Tak bardzo pragn by tam przy niej.
Prosi jednak o rzecz niemoliw. Prosi o cud bogini, ktrej nie lubi, ktrej nie ufa, do ktrej nie mg si modli.
350

By tak zajty, e dopiero po jakim czasie duszym,


i by potrzebny zauway, e kto go ledzi. Byo to co
ik niezwykego, e przez chwil sta osupiay. Kto mg go
ledzi i po co? Mgby o to podejrzewa Gerarda, ale Rycerz
lolamnijski opuci Sanction dawno temu i teraz pewnie nagania innych rycerzy do walki z okupantami miasta. Wszyscy
lozostali w miecie, cznie z t Solamnijk, byli wierni Milie. Przez chwil zastanawia si, czy to nie Mina kazaa go
ledzi, czy nie przestaa mu ufa. Na myl o tym zrobio mu
i niedobrze. Postanowi dowiedzie si prawdy.
Mruczc co gono o potrzebie zaczerpnicia wieego
>owietrza, Galdar uda si w stron witynnych ogrodw,
:tre o tej porze nocy byy ciemne i opustoszae.
Ktokolwiek go ledzi, albo nie by zbyt dobrym szpiegiem,
ilbo chcia, aby Galdar go zauway. Nie skrada si ani nie
itpa cicho, jak robiby to zodziej albo skrytobjca. Jego kroci brzmiay raczej jak kroki wojskowego byy miae, miaowe i stanowcze.
Po dojciu do zagajnika Galdar szybko ukry si za pniem
wielkiego drzewa. Kroki ucichy. Minotaur by pewny, e wymkn si ledzcej go osobie i zdumia si niezmiernie, kiedy
zobaczy zbliajcego si czowieka.
Mczyzna unis rk i odda mu honory.
Galdar zacz odruchowo odwzajemnia salut. Przerwa,
patrzc wrogo na przybysza, i cisn w doni rkoje miecza.
Czego chcesz? Dlaczego skradasz si za mn jak zodziej? Przyjrzawszy si dokadniej czowiekowi, Galdar pozna go i poczu obrzydzenie. Ty brudny ebraku! Precz ode
mnie, dziadzie! Nie mam pienidzy...
Minotaur umilk. Zmruy oczy. cisn mocniej rkoje
miecza i wysun jego ostrze do poowy z pochwy.
46* Czy nie bye poprzednio kulawy? Gdzie jest twoja
kula?
47* Zostawiem j odpar ebrak bo ju jej nie
potrzebuj. Niczego nie chc od ciebie, panie doda z szacunkiem.
Pragn ci co da.
48* Cokolwiek to jest, nie chc tego. Nie cierpi takich
jak
351

ty. Id precz i nie naprzykrzaj mi si wicej, bo ka ci


wtrci do wizienia. Galdar wycign rk, zamierzajc
odepchn mczyzn na bok.
Nocne cienie zaczy dre i falowa. Zaskrzypiay konary
drzew. Na gow posypay mu si licie, patyki i gazie. Do
Galdara zetkna si z powierzchni tward i solidn jak zbroja, ale ten pancerz nie by zimny jak stal. By ciepy, yjcy.
Minotaur z jkiem zatoczy si do tyu i unis osupiae
spojrzenie. Jego wzrok napotka oczy bkitnego smoka.
Galdar wybekota co, sam nie bardzo wiedzc co.
Bkitny smok zrobi gboki wdech i wypuci powietrze
z puc z zadowoleniem i niezmiern ulg. Trzepoczc skrzydami, przecign si z rozkosz i znw westchn.
Jak ja nie cierpi tej ciasnej ludzkiej postaci.
Gdzie...? Jak...? bekota nadal Galdar.
219*
Niewane odpar smok. Nazywam si
Brzytwa.
Przez przypadek usyszaem, jak rozmawiasz ze swoj przywdczyni w wityni. Powiedziaa, e jeli znajdziesz smoka,
ktry zaniesie ci do bitwy przeciwko Malys, bdziesz mg
walczy u jej boku. Jeli mwie szczerze, wojowniku, jeli
masz odwag wiary, ja zostan twoim wierzchowcem.
220*
Mwiem szczerze warkn Galdar, nadal
nie
mogc
si otrzsn z szoku. Ale czemu miaby to zrobi? Wszyscy twoi bracia uciekli, i postpili rozsdnie.
221*
Jestem... smok umilk i poprawi si z
pen
powagi godnoci byem smokiem przydzielonym marszakowi
Medanowi. Znae go?
222*
Tak, znaem rzek Galdar. Spotkaem
go,
kiedy
pojechaem odwiedzi lorda Targonne'a w Jelek. Byem pod
wraeniem. To by rozsdny czowiek, odwany i honorowy.
Dzielny rycerz starej daty.
223*
Zatem ju wiesz, dlaczego to robi
powiedzia
Brzytwa, dumnie podrzucajc gow. Walcz w jego imieniu, na
jego pamitk. Nie chciabym, aby zostay jakie niedomwienia.
224*
Przyjmuj twoj propozycj, Brzytwo
odpar mino352

ur, a jego dusz przepenia rado. Ja walcz dla chway


lOJej przywdczyni. Ty walczysz dla chway swojego dowdI Razem si postaramy, eby o tej bitwie piewano pieni
rzez stulecia!
49* Nigdy nie przepadaem za piewami stwierdzi
kwa3 Brzytwa. Marszaek Medan rwnie. Jeli tylko zabijely tego czerwonego potwora, nic wicej mnie nie obchodzi,
ik sdzisz, kiedy ona nas zaatakuje?
50* Mina twierdzi, e jutro rzek Galdar.
51* Wic jutro bd gotowy odpar Brzytwa.

18

W brzasku poranka
Wczesnym rankiem, jeszcze przed witem, w Sanction zatrzsa si ziemia. Drenia wyrzuciy picych z ek, postrcay naczynia z pek i sprawiy, e wszystkie psy w miecie zaczy szczeka. Wstrzs targn i tak ju napitymi nerwami mieszkacw Sanction.
Ledwie ziemia przestaa dre, przed wityni zgromadziy si tumy. Wprawdzie nie wydano oficjalnego owiadczenia ani adnych rozkazw, jednak wie si rozesza i wszyscy rycerze w Sanction ju wiedzieli, e nadszed dzie ataku
Malys. Ci, ktrzy nie byli na subie (a nawet cz tych, ktrzy na niej byli), opucili swoje kwatery i posterunki i pobiegli
do wityni. Przybyli z chci ujrzenia Miny i usyszenia jej
gosu. Pragnli usysze jej zapewnienie, e wszystko skoczy
si dobrze, e tego dnia odnios zwycistwo.
Kiedy soce wychylio si zza gr, Mina wysza ze wityni. Zwykle jej pojawieniu si towarzyszy radosny i donony
krzyk tumu. Jednak nie tego dnia. Wszyscy wpatrywali si
w Min, peni cichego podziwu.
Miaa na sobie byszczc zbroj, czarn jak zamarznite
morze. Jej hem zdobiy rogi, a jego czarna zasona miaa zocenia na brzegach. Na napierniku wygrawerowano wizerunek
piciogowego smoka. Kiedy pierwsze promienie soca pady
na zbroj, smok zacz upiornie migota, zmieniajc barwy
w taki sposb, e cz obserwatorw sdzia, i jest czerwo354

ny, podczas gdy inni uwaali, e jest niebieski, a jeszcze inni


przysigali, e zielony.
Niektrzy w tumie szeptali podnieconymi gosami, e takie zbroje nosili niegdy Smoczy Wadcy, ktrzy walczyli po
stronie Takhisis podczas legendarnej Wojny Lancy.
W rku Mina trzymaa or, ktrego metal bysn niczym
pomie, kiedy pady na niego pierwsze promienie wschodzcego soca. Dziewczyna w gecie triumfu uniosa bro wysoko nad gow.
Na ten znak tum wznis okrzyk. Ludzie wiwatowali dugo
i gono, woajc: Mina, Mina!". Okrzyki odbijay si echem
od gr i grzmiay nad rwninami, a ziemia draa, jakby nastpi kolejny wstrzs.
Mina przyklka na jedno kolano, ciskajc lanc w doni.
Wiwaty ucichy, gdy ludzie zaczli si modli razem z ni.
Niektrzy wzywali imi Jedynego Boga, wikszo jednak zwracaa si w modach do Miny.
Dziewczyna wstaa i odwrcia si twarz do totemu. Podaa lanc stojcej obok niej kapance Jedynego Boga. Kapanka odziana bya w bia szat, a szeptana wie gosia, e dawniej bya kobiet-Rycerzem Solamnijskim, ktra pomodlia si
do Jedynego Boga i otrzymaa smocz lanc, po czym z kolei
przekazaa j Minie. Solamnijka mocno trzymaa w doni lanc, ale jej twarz wykrzywia bl i czsto zagryzaa wargi, jakby
powstrzymujc si od krzyku.
Mina dotkna dwch gigantycznych smoczych czaszek,
ktre tworzyy podstaw totemu. Wykrzykna sowa, ktrych
nikt nie zrozumia, a potem odsuna si i uniosa rce ku niebiosom.
Z totemu wyonia si jaka istota. Miaa ksztat i posta
olbrzymiego smoka, a stojcy w pobliu ludzie odskoczyli
z przeraenia.
Brunatna, uskowata skra opinaa ciasno czaszk, szyj
i korpus smoka. Przez jej pergaminow powok przewieca
wyranie szkielet: krgi szyi i grzbietu, wielkie koci masywnej klatki piersiowej, grube i cikie koci olbrzymich ng
355

i delikatniejsze koci skrzyde, ogona i ap. Wida byo wszystkie cigna czce szkielet. Brakowao serca i naczy krwiononych, bowiem krwi smoka bya magia, a zemsta i nienawi zastpowaa mu bijce serce. To bya smocza mumia,
oywione zwoki.
Boniaste skrzyda byy wyschnite i twarde jak wyprawiona skra, a ich rozpito zdumiewaa. Skrzyda rzuciy cie
na Sanction i przesoniy promienie soca, zmieniy wstajcy
dzie w nag noc.
Widok grujcego nad obserwatorami rozkadajcego si
trupa by tak ohydny i przeraajcy, e wiwaty na cze Miny
umilky, zamierajc na wargach wznoszcych je ludzi. Od potwora bi smrd mierci, a wraz z nim sza rozpacz, gorsza od
smoczego strachu, bo strach moe natchn odwag, podczas
gdy rozpacz odbiera sercom wszelk nadziej. Wikszo ludzi nie moga znie tego widoku i spucia gowy, widzc
oczami wyobrani wasn mier, w kadym przypadku bolesn i przeraajc.
Syszc ich krzyki, Mina zlitowaa si nad nimi i podzielia
z nimi wasn odwag.
Zacza piewa, a bya to ta sama pie, ktr syszeli wiele razy, ale teraz nabraa nowego znaczenia.
Nasze dusze mrok wkrtce pochonie,
Skryjmy si w jego zimnej toni.
W pustce Pani, ktra w doniach
Trzyma nitki naszych losw.
Wojownicy, nijcie o ciemnoci,
Poczujcie dotyk sodkiej radoci
Maonki Nocy i jej mioci
Do tych, ktrzy suchaj jej gosu.
Jej pie pomoga stumi ich lki, zagodzia rozpacz. onierze znw zaczli wykrzykiwa jej imi i przysigali, e
przysporzjej chluby. Kiedy Mina odesaa ich z powrotem na
356

sub, odchodzili z odwag i wiar w Jedynego Boga. Tum


rozszed si z imieniem Miny na wargach.
Mina podesza do kapanki, ktra przez cay czas trzymaa
lanc. Wzia od niej or.
Odila szybko odsuna rk i schowaa do za plecami.
Mina uniosa zason swego hemu.
291*
Pozwl, niech zobacz powiedziaa.
292*
Nie, Mino wymamrotaa Odila, tumic
zy.

Nie
chc ci sprawia kopotu...
Mina chwycia kobiet za rk i przysuna j do wiata.
Do bya zakrwawiona i poczerniaa, jakby Odila woya j
do rozarzonego paleniska.
Trzymajc do kobiety, Mina przycisna do niej wargi.
Rana si zagoia, chocia zostawia straszliwe blizny. Odila
ucaowaa Min i bezgonie yczya jej powodzenia.
ciskajc w garci lanc, Mina podniosa oczy na trupiego
smoka.
Jestem gotowa oznajmia.
Z totemu wysuna si widmowa rka niemiertelnej istoty.
Mina stana na doni, a rka ostronie podwigna j z ziemi
i zacza agodnie nie w powietrzu. Rka bogini uniosa Min ponad czubki drzew, ponad stos uoony ze smoczych czaszek. Zatrzymaa si u boku upiornego smoka. Mina zesza
z doni i wspia si na smoczy grzbiet. Trup nie mia sioda
ani widocznych wodzy.
Na wschodnim horyzoncie zjawi si kolejny smok, zmierzajcy szybko w stron Sanction. Ludzie wrzasnli ze strachu,
sdzc, e to Malys. Mina siedziaa na grzbiecie upiornego
smoka, obserwujc i czekajc.
Kiedy smoka byo ju lepiej wida, krzyki strachu zmieniy
si w szalone wiwatowanie. Galdar" szeptano z ust do ust.
Jego rogatej gowy, ktra rysowaa si na tle wschodzcego
soca, nie sposb byo nie pozna.
Galdar trzyma w garci olbrzymi pik, z rodzaju tych, jakie zwykle wbija si w ziemi dla obrony przed szar kawalerii. Minotaur nic sobie nie robi z wielkiego ciaru piki.
357

Wada ni z tak atwoci, z jak Mina wadaa smuk


smocz lanc. W drugiej doni trzyma wodze swego wierzchowca, bkitnego smoka Brzytwy.
Galdar unis pik i potrzsn ni w gecie wyzwania, po
czym wyda potny ryk, okrzyk bojowy minotaurw. Sowami tego pradawnego zawoania wojownik prosi boga Sargasa,
aby walczy u jego boku, zabra jego ciao, gdyby pad w boju,
i porazi go sw moc, gdyby stchrzy w walce. Galdar nie
mia pojcia, skd wziy si sowa, ktre wykrzykiwa. Podejrzewa, e musia sysze ten okrzyk w dziecistwie. Ze zdumieniem sucha wasnych sw, ale pasoway do sytuacji i by
z nich zadowolony.
Mina podniosa zason hemu, by go powita. Jej twarz, ostro kontrastujca z czerni hemu, bya trupio blada. Oczy jej
lniy z podniecenia. Minotaur zobaczy swoje odbicie w ich
bursztynowym zwierciadle i po raz pierwszy nie by owadem
uwizionym w jego pynnym zocie. By sob, jej przyjacielem, wiernym towarzyszem. Chcia si rozpaka. Moe rzeczywicie si rozpaka. Jeli nawet tak, jego dza walki osuszya zy, zanim przyniosy mu wstyd.
127*
Nie bdziesz dzi walczy sama, Mino!
rykn Galdar.
128*
Twj widok cieszy moje serce, Galdarze
odkrzykna dziewczyna. To cud Jedynego Boga. Pierwszy, jaki ujrzelimy dzisiaj, ale nie ostatni.
Bkitny smok obnay ky i spomidzy jego zacinitych
szczk strzelia byskawica.
Moe Mina miaa racj. To rzeczywicie przypominao
Galdarowi cud, rwnie wspaniay jak te w opowieciach
o dawnych bohaterach.
Mina opucia zason hemu. Klepnicie jej doni nakonio nieywego smoka do podniesienia ba, rozoenia skrzyde
i wzbicia si w niebo, by unie j wysoko ponad chmury. Bkitny smok obejrza si na Galdara, by si upewni co do jego
zamiarw. Minotaur da znak, e maj lecie za Min.
Sanction malao w oczach. Ludzie stali si maymi czarnymi kropkami, a potem cakiem znikli. Niebieski smok wzbi si
358

wyej w zimne, czyste niebo i cay wiat pod nim si skurczy.


Wok panowaa gboka cisza i spokj. Galdar sysza tylko
skrzypienie skrzyde smoka, a potem, gdy bestia skorzystaa
z prdu powietrznego, by szybowa bez wysiku midzy chmurami, nawet to ucicho.
Ucichy wszystkie odgosy wiata i minotaurowi zdawao
si, e jedynymi yjcymi istotami s on i Mina.
Ludzie na ziemi odprowadzali Min wzrokiem, dopki nie
znika im z oczu. Wielu nawet wtedy nie przerwao obserwacji
i wpatrywao si w niebo, pki karki ich nie rozbolay, a oczy
nie zaczy piec. Oficerowie wydali rozkazy i tum zacz si
rozprasza. onierze udali si na swoje posterunki i zajli pozycje na murach. Wok wityni nadal toczy si wielki tum
ludzi, prowadzcych oywion dyskusj o wydarzeniu, ktrego byli wiadkami, o atwym zwycistwie nad Malys i o tym,
e od tego dnia Mina i Rycerze Jedynego Boga bd rzdzi
Ansalonem.
Zwierciado zosta w pobliu totemu, czekajc na przyjcie
ducha Palina. Srebrny smok nie czeka dugo.
Gdzie jest bkitny smok? spyta natychmiast Palin,
zaniepokojony jego nieobecnoci.
Srebrny smok sysza sowa maga tak wyranie, e mgby uwierzy, i wypowiada je ywa istota, gdyby nie to, e
brzmiay jako dziwnie i sprawiay, e po skrze przechodziy
mu ciarki.
225*
Wystarczy, e spojrzysz w niebo, a
zobaczysz,
gdzie
polecia Brzytwa rzek Zwierciado. On toczy swoj walk, na wasny sposb. Nam zostawi do stoczenia nasz jakakolwiek bdzie.
226*
Co chcesz przez to powiedzie? Czyby si
zastanawia nad zmian decyzji?
227*
Taka jest smocza natura stwierdzi
Zwierciado.

Nie skaczemy na olep w wir wydarze tak jak wy, ludzie.


Tak, zastanawiaem dugo i gboko, a take szeroko i wysoko.
228*
To nie jest dobry temat do artw odpar
Palin.
359

293*
wita racja rzek Zwierciado. Czy
brae
pod
uwag konsekwencje proponowanego przez ciebie czynu? Czy
wiesz, jakie skutki pocignie za sob zniszczenie totemu?
Zwaszcza w trakcie ataku Malys?
294*
Wiem, e to jedyna okazja, by zniszczy
totem

stwierdzi czarodziej. Takhisis skupia ca uwag na Malys, podobnie jak wszyscy w Sanction. Jeli przegapimy t
okazj, nastpnej ju nie bdzie.
295*
A co, jeli niszczc totem, oddamy
zwycistwo Malys?
296*
Malys jest miertelna. Nie bdzie ya
wiecznie,
w
odrnieniu od Takhisis. Przyznaj doda Palin nie wiem,
jakie konsekwencje pocignie za sob zniszczenie totemu.
Wiem jednak jedno. Kadego dnia, w kadej godzinie, w kadej sekundzie jestem otoczony przez dusze umarych z Krynnu. S ich niezliczone iloci. Ich mczarnie s nie do opisania, gdy powoduje nimi gd, ktrego nigdy nie da si zaspokoi. Takhisis skada im przyrzeczenia, ktrych nie zamierza
dotrzyma, a oni o tym wiedz, lecz suchajjej rozkazw, bo
udz si aosn nadziej, e kiedy ich uwolni. Ten dzie
nigdy nie nastanie. Wiesz o tym, Zwierciado, i ja te wiem.
Jeli istnieje choby cie szansy, e ziszczenie totemu powstrzyma Takhisis przed wejciem do wiata, musimy z niego
skorzysta.
297*
Nawet jeli to oznacza, e Malys spali nas
ywcem?

spyta Zwierciado.
298*
Nawet wtedy odpar Palin.
299*
Daj mi chwil powiedzia Zwierciado.
Musz
si
namyli.
300*
Tylko nie namylaj si zbyt dugo
ostrzeg
mag.

Gdy smoki rozmylaj, wiat idzie naprzd.


Zwierciado sta samotnie, zmagajc si ze swoim problemem. Sowa Palina miay mu przypomnie o dawnych czasach, kiedy smoki wiata, zadowolone z siebie i senne, leay
w swych leach, nie zwracajc uwagi na toczce si w wiecie
wojny. Smoki wiata wypowiaday si zarozumiale i mdrze
o naturze za. Zo niszczy swoich, dobro swoich zbawia, tak
360

Dowiaday. I spay, a wtedy Krlowa Ciemnoci skrada im jaja i zabia ich dzieci.
Wiatr zmieni kierunek, powia z zachodu. Zwierciado wcign powietrze do nozdrzy i zwietrzy zapach krwi i siarki,
saby, ale wyrany.
Malys.
Nadal znajdowaa si bardzo daleko, ale nadlatywaa.
Zamknity w swym wizieniu ciemnoci sysza wok siebie ludzi, ktrzy bez zajknienia rozmawiali o zbliajcej si
bitwie. W gbi serca im wspczu. Nie mieli pojcia, jaki
koszmar leci w ich stron. Nawet najmniejszego.
Zwierciado po omacku omin totem, zmierzajc w stron
wityni. Szed powoli, zmuszony wymacywa sobie drog
lask, stukajc ni ludzi po nogach, wpadajc na drzewa, schodzc ze cieki i bdzc po kwietnikach. onierze obrzucili
go przeklestwami. Kto go kopn. Smok czu wschodzce
soce na lewym policzku i wiedzia, e idzie w stron wityni, ale do tej pory powinien ju do niej dotrze. Obawia si, e
zboczy z drogi. Rwnie dobrze mg si wspina na gr
albo zmierza do przepaci.
Przekl swoj bezsilno i stan, nasuchujc gosw
i wskazwek, jakich mogyby mu udzieli. Wtedy czyja do
dotkna jego wycignitej rki.
Panie, wydaje si, e zbdzie i jeste zdezorientowany. Mog ci jako pomc?
Kobieta mwia stumionym i schrypnitym gosem, jakby
niedawno pakaa. Jej dotyk by mocny i stanowczy, a na jej
doni Zwierciado ze zdziwieniem wyczu odciski, zupenie
jakby posugiwaa si mieczem. To jaka Czarna Rycerka. Dziwne, e martwia si o niego. W jej gosie wychwyci jednak solamnijski akcent. Moe to byo przyczyn. Dawne cnoty s
wygodne jak stare ubrania, trudno si ich wyzby.
0* Dzikuj ci, crko rzek pokornie, grajc rol ebraka. Moe zechciaaby zaprowadzi mnie do wityni, szukam porady.
8* Zatem co nas czy, panie powiedziaa kobieta. Wzi361

a go pod rami i powoli poprowadzia. Mnie te jest ciko


na duchu.
Zwierciado sysza cierpienie w jej gosie, czu je w dreniu jej rki.
Zwierzenia przynosz ulg rzek agodnie. Nawet
jeli nie widz, mog sucha.
Kiedy mwi te sowa, jego smocza dusza usyszaa opot
gigantycznych skrzyde. Smrd Malys przybra na sile. Zwierciado musia podj decyzj.
Powinien zakoczy t rozmow i zaj si swoimi sprawami, ale postanowi tego nie robi. Srebrny smok y na
wiecie od dawna. Nie wierzy w zbiegi okolicznoci. To przypadkowe spotkanie tak naprawd nie byo przypadkowe. T
kobiet przycigno do niego wspczucie. Jego wzruszy jej
smutek i bl.
Weszli do wityni. Zwierciado wymachiwa rk na olep,
pki nie znalaz tego, czego szuka.
229*
Zatrzymaj si tutaj oznajmi.
230*
Jeszcze nie doszlimy do otarza odpara
kobieta.

Dotykasz sarkofagu. Ju niedaleko.


231*
Wiem powiedzia smok ale wolabym
zosta
tutaj. Widzisz, ona bya moj star przyjacik.
232*
Goldmoon? spytaa zdumiona i nieufna
kobieta.

Twoj przyjacik?
233*
Przeszedem z daleka, eby j zobaczy
wyjani
smok.
Palin ponagli go cichym szeptem:
234*
Zwierciado, co ty robisz? Nie moesz ufa
tej
kobiecie. Nazywa si Odila. Kiedy bya Rycerzem Solamnijskim,
ale oddaa si ciemnoci.
235*
Chc z ni spdzi tylko kilka chwil, o nic
wicej
nie
prosz odpar cicho Zwierciado.
236*
Moesz zosta przy niej tak dugo, jak
chcesz,
panie

powiedziaa Odila, bdnie interpretujc jego sowa. Chocia do przylotu Malys nie zostao wiele czasu.
237*
Wierzysz w Jedynego Boga? spyta
Zwierciado.
362

238*

Tak odpara zadziornie Odila. A ty

nie?

239*
Ja wierz w Takhisis odpar Zwierciado.

Czcz
j, ale jej nie su.
240*
Jak to moliwe? spytaa Odila. Jeli
wierzysz
w Takhisis i j czcisz, to oczywiste, e musisz jej suy.
241*
Moja odpowied przyjmie posta opowieci.
Czy
bya
obecna przy mierci Goldmoon?
242*
Nie rzeka kobieta. Jej gos zagodnia.
Bya
przy
niej tylko Mina.
243*
Byli te inni wiadkowie. Czarodziej Palin
Majere
widzia i sysza ich rozmow, podczas ktrej Takhisis odsonia przed Goldmoon swoje prawdziwe oblicze. Dla bogini nadesza chwila zwycistwa. Ta kobieta od dawna bya jej zaartym wrogiem. Jak rozkosz musiao jej sprawi wyjawienie
Goldmoon, e to ona daa jej potg serca, moc leczenia, budowania i tworzenia. Takhisis powiedziaa jej, e moc serca pochodzi nie od jasnoci, ale od mroku. udzia si, e nakoni
Goldmoon do zmiany wiary. Bogini obiecaa jej ycie, modo i pikno. Wszystko w zamian za to, by jej suya i oddawaa jej cze.
Goldmoon odmwia przyjcia daru. Nie chciaa czci bogini, ktra cigna na wiat tyle cierpienia i smutku. Takhisis
wpada w gniew. Zrzucia na Goldmoon brzemi jej lat, uczynia ja star, sab i blisk mierci. Bogini miaa nadziej, e
kobieta umrze z rozpaczy, wiedzc, e Takhisis wygraa bitw
i bdzie jedynym bogiem" teraz i na zawsze. Ostatkiem si
Goldmoon pomodlia si.
244*
Do Takhisis? jkna Odila.
245*
Do Paladine'a wyjani Zwierciado.
Bya
to
modlitwa o to, aby jej wybaczy utrat wiary, modlitwa potwierdzajca jej przekonania.
246*
Dlaczego jednak modlia si do Paladine'a,
skoro
wiedziaa, e ten nie moe jej odpowiedzie? zdziwia si
Odila.
247*
Goldmoon nie modlia si o odpowied. Ona
ju
j
znaa. Od dawna nosia w swej duszy prawd jego mdroci
363

i nauk. Tak wic, cho moga ju wicej nie zobaczy Paladine'a, usysze jego gosu ani otrzyma bogosawiestwa, on
jak zawsze by przy niej. Goldmoon zrozumiaa, e Takhisis
skamaa. Dobro, ktre czynia Goldmoon, pyno z jej serca,
ciemno nigdy go sobie nie przywaszczy. Cuda zawsze bd
dzieem Paladine'a, bo on nigdy jej nie opuci. Zawsze by
z ni, by czci jej jani.
Dla mnie ju jest za pno alia si zrozpaczona
Odila. Dla mnie nie ma ju odkupienia. Widzisz? Poczuj to.
Chwyciwszy go za rk, przyoya jego palce do wntrza
swej doni. Blizny. wiee blizny. Zostawia je bogosawiona smocza lanca. To moja kara.
Kto ci ukara, crko? spyta agodnie Zwierciado.
Krlowa Takhisis? A moe prawda w twoim sercu?
Odila nie umiaa odpowiedzie.
Smok westchn gboko, wreszcie uspokojony. Znalaz odpowied. Ju wiedzia, co musi zrobi.
Jestem gotowy oznajmi Palinowi.

19

Malys
Galdar i Mina lecieli razem, chocia nie obok siebie. Bkitny smok Brzytwa trzyma si z dala od trupiego smoka. Nie
chcia si zblia do ohydnego cierwa i nie ukrywa swojej
odrazy. Galdar obawia si, e Mina moe si poczu uraona
reakcj Brzytwy, ale dziewczyna wydawaa si tego nie dostrzega i minotaur wreszcie sobie uwiadomi, e nie dociera
do niej nic oprcz czekajcej j bitwy. Ca reszt usuna ze
swego umysu.
Galdar za, chocia pewny, e czeka go mier, nigdy jeszcze nie czu si tak szczliwy i spokojny. Przypomnia sobie czasy, kiedy by jednorkim kalek, zmuszonym liza buty takiego cierwa jak jego byy dowdca szponu, nieyjcy
i bynajmniej nie opakiwany Ernst Magit. Minotaur spojrza
wstecz na ciek czasu, ktra doprowadzia go do tej chlubnej
chwili, kiedy walczy u boku tej, ktra zbawia go od tego
aosnego losu i zwrcia mu rk, a tym samym zwrcia ycie. Jeli bdzie mg je za ni odda i ocali j, nie dba ju
o nic wicej.
Wzlecieli wysoko w niebo, wyej ni Galdar kiedykolwiek
lata na grzbiecie smoka. Na szczcie nie by jednym z tych
nieszcznikw cierpicych na lk wysokoci. Nie przepada
za lataniem na smokach nie urodzi si jeszcze taki minotaur, ktry by to lubi ale nie ba si tego robi. Oba smoki
leciay nad wierzchokami Wadcw Zagady. Zafascynowany
365

Galdar spojrza w d i zobaczy, e ognistoczerwone wntrznoci gr gotuj si i bulgocz wewntrz gbokich rozpadlin
w skale. Smoki co rusz wlatyway w oboki pary buchajce
z gr, cay czas wypatrujc Malys w nadziei, e zauwa j
pierwsze i zdobd przewag zaskoczenia.
Jednake to one zostay zaskoczone. Galdar, Mina i smoki
obserwowali horyzont, gdy nagle Mina krzykna i pokazaa
co w dole. Malys sama ukrya si w chmurach, by uj ich
uwadze. Znajdowaa si prawie tu pod nimi i leciaa szybko
w stron Sanction.
Galdar ju wczeniej widywa czerwone smoki i by pod
ogromnym wraeniem ich rozmiaru i siy. Czerwone smoki
z Krynnu byy jednak karzekami w porwnaniu z Malys. Moga go pokn razem z jego bkitnym smokiem jednym kapniciem szczk. Jej szpony byy do due, by wyrwa gry
z korzeniami, i tak ostre jak grskie szczyty. Ogonem moga
rozgnie te gry, zetrze je z powierzchni ziemi, zmieni
w sterty pyu. Minotaur gapi si na smoczyc, a w ustach mu
zascho ze zdumienia. ciska pik w garci tak mocno, e bolay go palce.
Nagle ujrza oczami wyobrani ogie buchajcy z trzewi
Malys; smoczy ogie, ktry topi kamie, spala w uamku sekundy ciao i koci i doprowadza morza do wrzenia. Galdar
zamierza rozkaza Brzytwie ruszy za ni w pogo, ale smok
by starym weteranem i zna si na swojej robocie pewnie lepiej ni jego jedziec. Szybko i cicho Brzytwa zwin skrzyda
i spikowa na wroga.
Trupi smok dogoni Brzytw, a potem go przecign. Mina
opucia zason swojego hemu. Galdar nie widzia jej twarzy,
ale zna j tak dobrze, e nie byo mu to potrzebne. Cay czas
mia j przed oczami, blad i natchnion. Mina pdzia na
swym upiornym wierzchowcu, pozostawiajc towarzysza daleko w tyle. Galdar zakl i cisn boki bkitnego smoka, jakby
ten by koniem. Brzytwa nie poczu kopniakw minotaura, ale
nie potrzebowa zachty. Nie mia zamiaru si ociga.
Smok lecia tak szybko, e kujcy wiatr wyciska Galdaro366

zy z oczu i minotaur musia zacisn powieki. Choby nie


em jak si stara, mg je otwiera tylko po to, by raz na jai czas rozejrze si szybko. Malys bya czerwon plam, rozet przez zy, ktre nie miay nigdy okazji spa, gdy zdmuiwa je wiatr.
Brzytwa nie zmniejszy prdkoci. Pomimo wiatru wiejgo w oczy ten szaleczy lot by dla Galdara rwnie upacy jak jego pierwsza dzika szara do boju. Minotaur cisn
c i opuci jej grot. Przez gow przebiega mu myl, e
zytwa zamierza zderzy si z Malys i staranowa j, tak jak
czyni statki. Dla Galdara oznaczaoby to mier, ale byo
i wszystko jedno, nie dba o wasne ycie. Ogarn go dziwspokj. Nie czu strachu. Chcia zadawa mier, zabi t
sti. Nic innego si nie liczyo.
Ciekaw by, czy Mina ze smocz lanc w doni ma taki sam
mys. Oczami wyobrani widzia, jak oboje gin w ogniu
xwi, i poczu uniesienie.
Celem Malystryx byo Sanction. Smoczyca widziaa ju
asto. Widziaa jego podobnych do uczkw mieszkacw,
)rzy wanie zaczynali odczuwa strach przed jej potg,
alys nie obawiaa si ataku z powietrza, bo nie wyobraaa
bie, by ktokolwiek nawet Mina by tak szalony, by
liczy z ni na smoku. Spojrzawszy przypadkiem w niebo
ko po to, by ucieszy oczy jasnym bkitem nieba, Malys
znaa dogbnego wstrzsu na widok dwch smoczych jedw, ktrzy pikowali prosto na ni.
Bya tak zaskoczona, e przez chwil nie wierzya wasnym
zom. Ta chwila omal nie staa si ostatni w jej yciu, gdy
ogowie spadli na ni tak niespodziewanie, e zabrako jej
IU. ycie uratowa jej instynktowny skrt, dziki ktremu
sza im z drogi. Atakujce smoki leciay zbyt szybko, eby
k si zatrzyma. Przemkny obok niej i zaczy si wzno;, robic nawrt i szykujc si do ponownego natarcia.
Malys nie spuszczaa ich z oka, ale nie poleciaa natychast, by je unicestwi. Wstrzymaa si i ostronie czekaa na
i nastpny ruch. Nie ma potrzeby si przemcza. Wystarczy
367

zaczeka, a smoczy strach, ktrym umiaa wada lepiej ni


jakikolwiek smok w historii Krynnu, kae tym aosnym pomniejszym smokom struchle, zwtpi i uciec z podkulonymi
ogonami. Kiedy ju odwrc si do niej plecami, zabije je.
Malys czekaa i z radoci zobaczya, e bkitny smok za-]
waha si w locie, a jego jedziec, minotaur, kuli si ze strachu
na grzbiecie. Przekonana, e ci dwaj nie stanowi dla niej adnego zagroenia, Malys skupia uwag na drugim smoku i jego jedcu. Z rozdranieniem stwierdzia, e ten smok nie tylko nie przesta robi nawrotu, ale pdzi wprost na ni. Malys
nagle zrozumiaa, dlaczego jej strach nie zadziaa na niego.
Widziaa wystarczajco duo smoczych trupw, eby pozna
cierwo.
Zatem ten Jedyny Bg umia wskrzesza zmarych. Malys
czua raczej irytacj ni podziw, bo teraz musiaa zmieni taktyk bitwy. Ten skrzypicy, zarty przez robactwo, makabryczny potwr nie ulegnie strachowi, nie da si te pokona blem.
By ju martwy, wic jak miaa go zabi? Bdzie j to kosztowao wicej wysiku, ni przewidywaa.
Najpierw kazaa duszom zmarych mnie okra rykna a teraz sprowadzasz do walki ze mn t zbutwia mumi! Czego si po mnie spodziewacie, ty i to twoje zdesperowane bstewko? Mam krzycze? Zemdle? Nie boj si ani
ywych, ani umarych. Zjadaam jednych i drugich. Was te
wkrtce por!
Malys obserwowaa uwanie swoich przeciwnikw, starajc si odgadn, co teraz zrobi, a jednoczenie ukadaa
plan ataku. Nie braa pod uwag bkitnego smoka. Stworzenie
byo w aosnym stanie. Czua zapach jego strachu, a jego jedziec nie radzi sobie lepiej. Co innego jedziec na upiornym
smoku. Malys zawisa nad Min, aby ludzka istota dobrze si
przyjrzaa potdze swego wroga. Ona nie moga wygra. aden bg nie mg jej ocali.
Malys wiedziaa, jakie wraenie wywiera na ludziach. Jako
najwiksza ywa istota na Krynnie czerwona smoczyca bya
gigantyczna. Wszystkie miejscowe smoki sprawiay przy niej
368

'raenie karzekw. Malys moga zama krgosup zmumifiowanego smoka jednym kapniciem masywnych szczk. Jeen jej pazur by wielkoci tej ludzkiej istoty, ktra omielia
i jej rzuci wyzwanie. Poza tym Malys wadaa magi ktra
wypitrzaa gry.
Otworzya szczki i z paszczy pociek pynny ogie, ktry
Dzia si wok jej ostrych kw. Smoczyca poruszya splalionymi zakrzep krwi pazurami, ktrymi kiedy przebia
iski zotego smoka i wydara mu wci bijce serce. Macha olbrzymim ogonem, zdolnym strzaska czaszk czerwongo smoka albo zama mu kark i strci go z nieba wraz z niezczsnym jedcem, ktry mg tylko krzycze na widok
nkncej ku niemu zagady.
Niewielu miertelnikw zdoao wytrzyma groz nadejia Malys i wydawao si, e Mina si do nich nie zalicza.
)ziewczyna zesztywniaa na grzbiecie zmumifikowanej bestii,
itaraa si trzyma gow wysoko, ale zgroza wywoana wido:iem najwyraniej j przytaczaa. Mina pochylia si i skulia,
i potem spucia gow, jakby wiedziaa, e mier si zblia
nie moga na to patrze.
Malys poczua zadowolenie i ulg. Otworzya paszcz
wcigna do puc powietrze, ktre po wymieszaniu si z siark w jej trzewiach miao zosta wyplute jako struga ognia, by
)brci w popi szcztki trupiego smoka i zmieni sug tak
rwanego Jedynego Boga w yw pochodni.
Mina nie spucia gowy ze strachu. Schylia j w modli:wie i bg jej nie opuci. Uniosa gow i spojrzaa prosto na
Malys. W doni trzymaa smocz lanc.
Z ora trysno srebrzyste wiato, ostre jak sama lanca.
Jaskrawy blask porazi oczy Malys, smoczyca bowiem patrzya prosto w wiato. Chwilowo olepiona, zachysna si ognistym oddechem i pokna jego wikszo. Zatrzymana w polowie ataku zamrugaa, prbujc pozby si skutkw dziaania
olepiajcego wiata.
W imi Jedynego Boga! krzykna Mina.
369

Galdar wiedzia, e ju po nim. Mia tak nadziej. Tskni


za lekk mierci, by pooy kres przeraeniu, ktre rozpus
czao jego wntrznoci, tak e dosownie ton we wasnyi)
strachu. Czu, e Brzytwa dry pod nim, sysza dzwonienie ja
go zbw i wyczuwa dreszcze, ktre raz po raz wstrzsaj
ciaem bkitnego smoka.
Wtedy Mina wezwaa Takhisis i bogini odpowiedziaa. Smd
cza lanca rozbysa jak wybuchajca gwiazda. Srebrne wiatl
przeszyo ciemno Galdara i skierowao jego strach do miej
ni, cigien i mzgu. Brzytwa rykn wyzywajco, a minotau
mu zawtrowa.
Mina daa znak lanc i Galdar zrozumia. Nie zaszaruj
ponownie, lecz sprbujjeszcze raz zanurkowa i zaatakowa
Malys z gry. Czerwona smoczy ca w swej arogancji spowol
hia lot. Zawrc i zaatakuj j, zanim zdy zareagowa.
Dwa smoki skrciy i zaczy pikowa. Malys machn
potnymi skrzydami raz, potem jeszcze raz, a potem niespo
dziewanie okazao si, e pdzi wprost na nich z morderczym
zamiarami. Jej paszcza bya szeroko otwarta.
Brzytwa przewidzia atak czerwonej smoczycy. Bkitn
smok skrci i wykona w powietrzu ptl, by odskoczy prze
strug ognia, ktra przeleciaa tak blisko, e osmalia mu usl
na brzuchu.
wiat mign Galdarowi pod rogami. odek podszed m
do garda. Minotaur wisia gow w d w uprzy, ktra utrzj
mywaa go w siodle, i jedn rk rozpaczliwie trzyma si
ku, a w drugiej ciska bro. Uprz bya przeznaczona dl
czowieka, nie minotaura. Galdar mg tylko mie nadziej,
paski wytrzymaj.
Brzytwa wyszed z ptli. Galdar znw siedzia prawidowe
a wiat ponownie znajdowa si tam, gdzie powinien. Jedzie
rozejrza si szybko, by sprawdzi, co si stao z Min. Prze
chwil nie mg jej znale i serce omal nie pko mu z
strachu.
149*
Mina! wrzasn.
150*
Pod nami! zawoa Brzytwa.
370

Mina bya bardzo daleko w dole i leciaa nisko nad ziemi,


poniej Malys, ktra znalaza si teraz midzy ich dwojgiem.
Uwag Malys przyku bkitny smok. Smoczyca leniwie
machna skrzydami i nagle poleciaa prosto na nich. Brzytwa
z rozpaczliwym omotem skrzyde rzuci si do ucieczki.
Le, do kroset! warkn Galdar, chocia widzia, e
Brzytwa resztkami si stara si uciec przed olbrzymi czerwon smoczyca.
Galdar obejrza si przez rami i stwierdzi, e sprawa jest
beznadziejna; wycig zosta przegrany, zanim zaistniaa szansa, by go wygra. Brzytwa dysza ciko. Macha skrzydami
z wysikiem. Minie smoczego ciaa napinay si i pryy.
Malys nawet nie bya zasapana. Wydawaa si lecie bez wysiku. W jej otwartej paszczy byszczay ky. Zamierzaa skrci kark niebieskiemu smokowi i strci jego jedca, posa
Galdara na niechybn mier, zrzucajc go z wysokoci tysicy stp na skay.
Minotaur cisn w garci pik.
Nie uda nam si! krzykn do Brzytwy. Zawr
i zbli si do niej!
Bkitny smok zrobi skrt. Galdar spojrza w oczy Malys.
Chwyci pik i przygotowa si do wepchnicia smokowi ora
do garda.
Malys otworzya paszcz, ale zamiast ugry bkitnego
smoka, wydaa jk.
Mina wleciaa pod Malys i zadaa jej cios w brzuch smocz lanc. Or przebi zewntrzn warstw czerwonych usek
i rozpru skr na smoczym brzuchu.
Malys jkna bardziej ze zdumienia ni z blu, bo lanca
nie zadaa jej powanych obrae. Byo to dla niej takim zaskoczeniem, a co gorsza, obraz, e wpada we wcieko.
Wykonaa w powietrzu zwrot przez gow, wycigajc szpony
i zgrzytajc zbami.
Okazao si, e trupi smok potrafi doskonale manewrowa.
Podlatywa szybko, robi gwatowne uniki i skrty, zwinnie
uchyla si przed wciekymi ciosami czerwonej smoczycy.
371

Gdy trupi smok zanurkowa, Galdar i jego bkitny wierzchowiec wzbili si w powietrze, a potem zawrcili, szykujc si
do kolejnego ataku.
Malys znuya si ju walk, ktra przestaa by dla niej
zabawna. Kiedy smoczyca chciaa osign jaki cel, potrafia
w to woy wiele wysiku. Rozpostara skrzyda i przyspieszya. Zamierzaa zapa tego trupa i porozrywa jego gnijce
koci, obedrze je z misa, zetrze na py. To samo chciaa zrobi z jedcem.
Galdar nigdy jeszcze nie widzia czego, co poruszaoby si
tak szybko. Rzucili si z Brzytw w pocig za Malys, ale nie
mieli szans jej dogoni, zanim zabije Min.
Smoczyca ziona ogniem.
Galdar wyda bojowy okrzyk i kopniakiem pogoni bkitnego smoka. Moe nie ocali Miny, ale przynajmniej j pomci.
Syszc huk pomieni, martwy smok spuci gow i rozpostar skorzaste skrzyda. Ognista kula rozprysa mu si na brzuchu i rozlaa po skrzydach. Galdar zawy dziko, lecz jego ryk
zmieni si w okrzyk radoci.
W pomieniach rozbysa smocza lanca. Mina uniosa or
i pomachaa nim Galdarowi, pokazujc, e nic jej si nie stao.
Boniaste skrzyda upiornego smoka i jego ciao ochroniy j
przed ogniem. Manewr ten jednak by kosztowny. Skorzaste
skrzyda smoka stany w ogniu. W powietrzu wiy si smuki
dymu. C z tego, e trup nie czu blu ani nie mg umrze.
Bez bony skrzyde nie mg te utrzyma si w powietrzu.
Trupi smok zacz spada, po kocianych szcztkach jego
skrzyde pezay pomienie.
Mina! wrzasn Galdar i serce omal nie pko mu
z rozpaczy. Nie mg nic zrobi, by j uratowa.
Trupi smok lecia spiral w d na poncych skrzydach.
Pewna mierci jednego nieprzyjaciela Malys ponownie skupia uwag na Galdarze. Minotaur nie dba ju o wasne ycie.
Takhisis modli si Galdar ja si nie licz. Ocal
Min. Ocal j. Ona oddaa wszystko dla ciebie. Oszczd jej
ycie!
372

W odpowiedzi na t modlitw zjawi si trzeci smok. Nie


:>y ani ywy, ani martwy. Widmowy, bezcielesny smok o piciu gowach wstpi w ciao upiornego gada. Sama bogini przybya wzi udzia w bitwie.
Skrzaste skrzyda martwego smoka zalniy upiornym blaskiem. Wci poncy trup wyrwa si ze miertelnej spirali tu
nad ziemi.
Gal dar wznis radosny okrzyk i pomacha pik, majc nadziej odcign uwag Malys od Miny.
Do ataku! rykn.
Brzytwy nie trzeba byo pogania. Ju lecia stromym lotem nurkowym. Bkitny smok wyszczerzy zby. Galdar poczu dudnienie w jego trzewiach. Z paszczy smoka strzelia byskawica. Trzasno, zaskwierczao i piorun trafi Malys
w gow. Grzmot, ktry nastpi po tym wybuchu, omal nie
wyrzuci Galdara z sioda.
Malys zadygotaa spazmatycznie od wyadowania, ktre
przebiego przez jej ciao. Przez chwil Galdarowi si zdawao, e piorun j zabi, i serce mu podskoczyo z radoci. Gdy
wyadowanie si rozproszyo, oszoomiona Malys potrzsna
bem jak wojownik, ktrego uderzono w nos, a potem zadara
gow, otworzya paszcz i rzucia si na ich.
Podle bliej! zawoa Galdar.
Brzytwa wykona polecenie. Przelecia nisko nad gow
Malys. Minotaur z caych si cisn pik w oko smoczycy. Zobaczy, e grot wbi si w gak oczn, ktra zasza krwi,
a smok zacz rozpaczliwie mruga.
I to wszystko. Ten cios by dla Galdara kosztowny.
Manewr Brzytwy tak bardzo ich zbliy do smoczycy, e
nie mogli ju uciec przed jej atakiem. Galdar mia nadziej, e
jego cios unieszkodliwi Malys, ale tak si nie stao. Olbrzymia pika sprawiaa wraenie igieki sterczcej z oka smoczycy
i powodowaa nie wikszy dyskomfort ni rzsa.
Smoczyca uniosa gow i rzucia si na nich, kapic
paszcz.
Galdar mia jedn szans, by uratowa ycie. Zeskoczy
373

z sioda, obj smoka za szyj i mocno si trzyma. Malys zatopia ky w ciele bkitnego jaszczura. Siodo zniko w jej
paszczy.
Boki Brzytwy ociekay krwi. Bkitny smok wrzasn
z blu i wciekoci, toczc rozpaczliw walk z napastnikiem.
Drapa smoczyc przednimi i tylnymi apami, smaga ogonem.
Galdar mg jedynie kurczowo si trzyma. Zbryzgany ciep krwi bkitnego smoka minotaur wisia na karku swojego
wierzchowca.
Malys potrzsaa niebieskim smokiem tak, jak pies potrzsa szczurem, by zama mu krgosup. Galdar usysza przyprawiajcy o mdoci trzask koci i Brzytwa wyda przeraajcy wrzask.
Mina podniosa wzrok i ujrzaa bkitnego smoka w szczkach Malys. Nie widziaa Galdara i sdzia, e zgin. Serce jej
pkao z blu. Spord wszystkich, ktrzy jej suyli, Galdar
by jej najdroszy. Mina wyranie widziaa ran na brzuchu
smoczycy. Byszczca, ciemnoczerwona smuga szpecia ognistopomaraczow czerwie gadzich usek. Jednak rana nie bya miertelna.
Skrzyda upiornego smoka byy pachtami ognia, a pomienie rozprzestrzeniay si na cae ciao. Wkrtce Mina bdzie
siedzie na grzbiecie smoka z ognia. Czua ar, lecz by dla
niej jedynie niewygod, niczym wicej. Widziaa tylko nieprzyjaciela. Zobaczya, co musi zrobi, eby pokona swego
wroga.
Takhisis, walcz ze mn! krzykna i uniosa lanc.
Mina usyszaa ten sam gos, ktry przemawia do niej,
odkd skoczya czternacie lat. Wtedy ucieka z domu, eby
go odszuka.
Jestem przy tobie rzeka Takhisis.
Bogini rozoya rce, ktre stay si smoczymi skrzydami. Ponce skrzyda upiornego smoka wzniosy si w powietrze, napdzane przez skrzyda bogini. Lecieli coraz szybciej, pd powietrza rozdmuchiwa pomienie na smoku i miota
374

limi tak, e okalay Min. Zbroja chronia j przed ogniem, ale


lie przed gorcem. Natchniona duchem boym dziewczyna nie
;zua, e rozpalony metal pali jej ciao. Widziaa wyranie,
t musi zwyciy. Zranione podbrzusze smoczycy zbliao
;i coraz bardziej. Na podniesion twarz Miny kapaa posoka
Malys.
Wtem niespodziewanie Takhisis znika.
Mina poczua nieobecno bogini jako podmuch zimnego
wwietrza, ktry zapar jej dech w piersi, a zacza si dusi
kaszle. Zostaa sama na smoku, ktry rozpada si w ogniu.
3ogini j opucia i Mina nie wiedziaa dlaczego.
Moe to prba" pomylaa rozpaczliwie dziewczyna.
Takhisis poddawaa j podobnym prbom ju wczeniej,
saraz po tym, jak Mina znalaza Jedynego Boga i oznajmia, e
:hce zosta jego sug. Byy to cikie prby, wymagajce te*o, by dowioda swej wiernoci krwi, sowem i uczynkiem.
Mina przesza kad z nich pomylnie. adna jednak nie bya
:ak trudna jak obecna. Czua, e jej nie przeyje, ale nie dbaa
D to, bo po mierci pjdzie do swojej bogini.
Nakazaa swemu upiornemu smokowi, ktry by teraz smodem ognia, lecie dalej, i albo dziki jej woli, albo rozpdowi
jej wierzchowiec przeby tych ostatnich kilka stp.
Poncy smok uderzy w Malys z potworn si. Kapica
z rany krew zacza wrze i bulgota, tak gorce byy pomienie.
Mina uniosa smocz lanc i z caych si wbia j w brzuch
smoczycy. Lanca przeszya osabione uski i otworzya w ciele
ziejc ran.
Skpana w ogniu i krwi Mina trzymaa kurczowo lanc
i modlia si do bogini, aby teraz okazaa si jej godna.
Malys poczua bl, jakiego dotd nie zaznaa. By tak okropny, e wypucia bkitnego smoka z ucisku. Smoczyca wya
przeraliwie. Galdar aowa, e nie moe zatka sobie uszu,
eby nie sysze tego dwiku. Musia go jednak znosi, bo nie
mia miaoci si ruszy, eby si nie zelizgn i nie spa.
375

Spadali wraz z Brzytw, zataczajc w locie spirale. Szczyt


Wadcw Zagady, ktre z gry wydaway si tak mae, tera
wznosiy si nad Galdarem. Kiedy spadnie na ostre skay gr
skiej okolicy, strzaska sobie koci.
Brzytwa odnis mierteln ran, ale wci y i wyka
zywa niebywa odwag, rozpaczliwie starajc si utrzymai
w powietrzu. Wiedzia, e sam umrze, ale walczy o ycie swe
go jedca. Galdar z caych si trzyma si i nie rusza z miej
sca. Kady wymach skrzyde musia by okupiony okropnyn
blem, bowiem Brzytwa jcza i dra, ale powoli znia lot
Gasncym wzrokiem szuka pustej przestrzeni, na ktrej mgby wyldowa.
ciskajc kark konajcego smoka, Galdar spojrza w gr
i zobaczy Min na ognistych skrzydach. Cae ciao smoka
stao w pomieniach. Pomienie taczyy na smoczej lancy.
Ognisty smok staranowa Malys. Mina wbia smocz lanc
prosto w ran, ktr zadaa wczeniej, i rozprua brzuch rywalki. Ze smoczego cielska trysna olbrzymia struga czarnej
krwi.
Mina! krzykn Galdar w rozpaczy i cierpieniu, lecz
jego sowa zaguszy przeraajcy ryk Malys.
Smoczyca wydaa miertelny wrzask. Znaa ten odgos, czsto go syszaa. Syszaa go z paszczy bkitnego smoka, ktremu zamaa krgosup. Teraz przysza kolej na ni. Z jej garda wydar si miertelny okrzyk, kipicy cierpieniem i wciekoci.
Olepiona smocz krwi, opuszczona przez boga, Mina nie
wypuszczaa z rk smoczej lancy. Wbijaa grot coraz gbiej
w okropn ran, sigajc lanc do serca Malys.
W tym momencie czerwona smoczyca umara, skonaa
w locie. Jej ciao runo jak kamie i roztrzaskao si o skay
Wadcw Zagady daleko w dole. Spadajca Malys zabraa
z sob swoj zabjczyni.

20

Olepiajce wiato
Obrocy Sanction byli tak spici i podekscytowani, e kieiy zza poszarpanych chmur wyonio si ogromne czerwone
:ielsko Malys, zaczli wznosi radosne okrzyki.
Rado jednak opucia ich wraz z odwag, kiedy fala smo;zego strachu zalaa Sanction niczym wezbrane wody przyDywu, miadc nadziej, niszczc marzenia i stawiajc kaiemu mieszkacowi miasta przed oczami straszliwy wizeunek wasnej zagady. ucznicy, ktrzy mieli wypuszcza
itrzay w byszczce czerwone uski, upucili uki, padli na
demie i leeli na niej, trzsc si i skomlc ze strachu. Ludzie
jrzy katapultach uciekli ze swoich stanowisk.
Przeraeni onierze wywoali taki tok na schodach wioicych na mury obronne, e nikt nie mg ani wej na gr,
mi zej na d. Wybuchay bjki, poniewa zdesperowani luizie starali si ratowa siebie kosztem innych. Niektrzy tak
)szaleli ze strachu, e rzucali si z murw. Ci, ktrym udao
;i opanowa swoje przeraenie, starali si uspokoi pozostaych, ale byo ich tak niewielu, e nie robio to adnej rniy. Jeden z oficerw, ktry prbowa powstrzyma ucieczk
;woich ogarnitych panik ludzi, zosta zabity wasnym mie;zem, a jego ciao stratowano.
Kamienne mury i elazne kraty nie stanowiy adnej przeizkody. Uwiziony w stranicy przy Zachodniej Bramie Silva-

377

noshei poczu skurcz strachu, gdy lea na twardym posami


w swojej ciemnej celi i ni o Minie. Wiedzia, e zosta zapomniany, ale nie potrafi zapomnie o niej i caymi nocami snu
beznadziejne marzenia o tym, e pewnego razu Mina przestp:
prg jego celi i znw bd razem stpali mrocznymi i spltanymi ciekami jego ycia.
Wanie przyszed dozorca, by przynie Silvanosheiowi
jego dzienn racj jedzenia, kiedy na miasto pad smoczy
strach Malys. Praca dozorcy wiziennego bya uciliwa i nudna, wic mczyzna lubi j sobie umila drczeniem winiw. Elf by atw ofiar i chocia stranikowi nie wolno byo
znca si nad Silvanosheiem fizycznie, zawsze mg go nka
sowami. Fakt, e Silvanoshei nigdy nie reagowa ani nie odpowiada na jego obelgi, bynajmniej nie przeszkadza dozorcy,
ktry wyobraa sobie, e straszliwie pognbi modego elfa.
W rzeczywistoci do Silvanosheia prawie nigdy nie docierao
to, co mczyzna mwi. Jego gos by jednym z wielu: jego matki, Samara, zaginionego ojca i tego, kto zoy mu tyle
obietnic i nie dotrzyma adnej. Gosy prawdziwych ludzi, na
przykad dozorcy, nie mogy zaguszy tamtych gosw jego
duszy, przypominay raczej pisk gryzoni, ktre zamieszkiway
jego cel.
Smoczy strach cisn Silvanosheia za gardo, dusi go i nie
pozwala zaczerpn tchu. Przeraenie wyrwao modzieca
z ponurego niebytu, w jakim by pogrony. Zderzenie z rzeczywistoci byo bolesne. Silvanoshei upad na posadzk i skuli si na niej, bojc si wykona ruch.
Mino, ratuj nas! jkn dozorca, dygoczc w drzwiach
celi. Rzuci si na Silvansheia i zapa go za rami tak mocno,
e jego ucisk omal nie sparaliowa elfa.
Mczyzna wybuch paczem i pocigajc nosem, ciska
Silvanosheia, jakby znalaz starszego brata.
301*
Co si stao? krzykn elf.
302*
Smoczyca! Malys! zdoa wyjka
dozorca.
Zby
tak mu dzwoniy, e ledwo mg mwi. Ju przyleciaa.
Wszyscy umrzemy! Mino, ratuj nas!
378

129* Mina! szepn Silvanoshei. Dwik jej imienia


skruzy okowy strachu. Co Mina ma z tym wsplnego?
130* Ona bdzie walczy ze smoczyc wybekota
dozora, zaamujc rce.
W wizieniu zapanowa chaos. Stranicy rzucili si do uieczki, a winiowie krzyczeli, wyli i rzucali si na kraty, rozaczliwie prbujc uciec przed groz.
Silvanoshei odepchn zapakanego, rozdygotanego nieszczika, jakim sta si wizienny dozorca. Drzwi celi stay otwo;m. Elf wybieg na korytarz. Ludzie bagali go, by ich wypuci, ale on nie zwraca na nich uwagi.
Wybieg na zewntrz i gboko odetchn powietrzem niekaonym smrodem niemytych cia i szczurzych bobkw. Rzuiwszy okiem na bkitne niebo, dostrzeg czerwon smoczyc
- olbrzymiego, rozdtego potwora wiszcego na nieboskoie. Jego bystre spojrzenie przesuno si obojtnie po Malys.
lilvanoshei przeszukiwa wzrokiem niebo i wreszcie znalaz
4in. Dziki ostremu elfiemu wzrokowi widzia lepiej ni
wikszo. Dostrzeg maleki punkcik, ktry rzuca w socu
rebrne refleksy.
Silvanoshei sta porodku ulicy z zadart gow. Ogarnici
lezrozumn panik ludzie mijali go, zderzali si z nim, porcali go i szturchali. On nie zwraca na nich uwagi; odtrca
eh rce, starajc si utrzyma na nogach i nie straci z oczu tej
Irobniutkiej iskierki.
Kiedy zjawia si Malys, Palin odkry, e fakt bycia nie>oszczykiem ma swoje zalety. Smoczy strach, ktry wywoa
ak panik w Sanction, na niego nie mia wpywu. Czarodziej
ng patrze na olbrzymi czerwon smoczyc i niczego nie
;zu.
Jego duch przebywa w pobliu totemu. Widzia gorejce
>czy martwych smokw. Sysza, jak ich woanie o pomst
vznosi si w niebo, do Takhisis. Palin nie wtpi w siebie. Doikonale rozumia swoje zadanie. Trzeba powstrzyma, a przylajmniej opni dziaania Takhisis, uszczupli jej moc. Zain379

westowaa wiele swej mocy w ten totem, zamierzajc uczyni


z niego bram do tego wiata, aby poczy krlestwo materialne z duchowym. Jeli jej si powiedzie, bdzie sprawowa
niekwestionowan wadz. Nikt ani duch, ani miertelnik
nie bdzie mia do siy, by z ni walczy.
248*
Miae racj rzek Zwierciado, ktry sta
u
boku
Palina. Miasto oszalao ze strachu.
249*
To wkrtce minie... zacz czarodziej i
nagle
zamilk.
Spomidzy smoczych czaszek wyoni si duch Dalamara.
250*
Z loy jest lepszy widok na bitw
oznajmi
elf.

Wiesz, e nie masz ng, Majere. Nie jeste przykuty do ziemi.


Moemy razem wygodnie siedzie sobie na chmurce, przyglda si kadej wymianie ciosw i patrze, jak krew si leje
niczym deszcz. Pjdziesz ze mn?
251*
Wynik mao mnie interesuje powiedzia
Palin.

Ktokolwiek wygra, my przegramy.


252*
Mw za siebie odpar Dalamar.
Ku zaniepokojeniu Palina duch elfa wykazywa ogromne
zainteresowanie Zwierciadem.
Czy Dalamar widzia zarwno mczyzn, jak i srebrnego
smoka? Czy mg si domyli ich zamiarw? A jeli je zna,
czy zamierza pokrzyowa ich plany, czy te by zajty wasnymi spiskami? Bo co do tego, e Dalamar co knuje, Palin nie
mia wtpliwoci. Nigdy do koca nie ufa elfowi, a przez ostatnich kilka dni nabra wobec niego jeszcze wikszych podejrze.
Bitwa idzie dobrze dokoczy Dalamar, oczami duszy lustrujc Zwierciado. Malys jest bardzo zajta, to pewne. Ludzie si uspokajaj. Smoczy strach ustpuje. Skoro ju
o tym mowa, twj zaprzyjaniony niewidomy ebrak jest dziwnie odporny na jego dziaanie. Ciekawe dlaczego?
Dalamar mwi prawd. Smoczy strach si rozprasza. onierze, ktrzy leeli na ziemi i krzyczeli, e wszyscy zgin,
wstawali z gupimi i zakopotanymi minami.
Jeli mamy to zrobi, musimy dziaa natychmiast"
uwiadomi sobie Palin. Jak Dalamar moe nam zagrozi?
380

He moe nic zrobi, aby ich powstrzyma. Podobnie jak ja,


ie posiada magii".
W grach rozleg si straszliwy ryk. Ludzie na ulicach zalarli gowy, zaczli krzycze i pokazywa niebo.
Smok przela krew rzek Zwierciado, patrzc w g. Trudno jednak powiedzie, ktry.
Duch Dalamara zawis w powietrzu. Oczy jego duszy wiIroway ich tak, jakby chciay przenikn do ich gbi. Potem,
deoczekiwanie, elf znik.
9* Wynik tego pojedynku najwyraniej dla niego co zna:zy rzek Palin. Ciekawe, na ktrego konia stawia.
10* Na oba, jeli tylko znajdzie na to sposb stwierdzi
zwierciado.
11* Jak sdzisz, widzia ci w prawdziwej postaci? za:iekawi si Palin.
12* Sdz, e si przed nim zamaskowaem odpar
smok.
Ale kiedy zaczn rzuca czary, nie bd mg tego duej
ikrywa. Dalamar zobaczy, kim jestem.
13* Miejmy zatem nadziej, e bitwa okae si do
intereiujca, by przyku jego uwag stwierdzi czarodziej.
Vlasz futro i bursztyn? Och, przepraszam, zapomniaem dola na widok umiechu Zwierciada. Smoki nie potrzebuj
akich przyborw do rzucania zakl.
Odkd bitwa si zacza, magia totemu przybraa na sile. O;zy w czaszkach pony i jarzyy si tak wielk wciekoci,
te jej blask bi z ziemi w niebo. Pojedyncze oko, Nowe Oko, janiao biel widoczn nawet za dnia. Magia totemu bya potla, przycigaa ku sobie umarych. Totem okala aosny wir
iusz, cierpicych mki tsknoty podsycane przez bogini.
Palin poczu ukucie alu, tsknoty za tym, co przepado
bezpowrotnie.
14* Kiedy rzucisz zaklcie rzek do Zwierciada, czujc
tpy bl tsknoty za czarami otocz ci zmarli, poniewa twoj
magi potrafi skra. To straszny, budzcy zgroz widok...
15* Zatem fakt, e jest si ociemniaym ma przynajmniej
jedn zalet odpar Zwierciado i zacz rzuca zaklcie.
381

Spord wszystkich miertelnych istot na Krynnie tyli


smoki rodz si ze zdolnoci uywania magii. Magia jest ic
cech wrodzon, ich nieodczn czci, jak krew i bys;
czce uski. Ich magia wypywa z wntrza.
Zwierciado wymwi sowa zaklcia w staroytnym jz)
ku smokw. Padajce z ludzkich ust sowa pozbawione by
tej szlachetnej gbi i dwicznego majestatu, do jakiego prz)
zwyczai si srebrny smok. Brzmiay blado i cicho. Niezale
nie jednak od natenia dwiku byy skuteczne. We krw
smoka rozbysy pierwsze iskierki magii.
Widmowe donie drapay jego uski, szarpay go za skrzyd
a, muskay jego twarz. Dusze umarych ujrzay, kim jest na
prawd srebrnym smokiem i zaczy si kbi wok
niego, rozpaczliwie pragnc magii, ktrej pulsowanie wyczu
way w jego ciele. Dusze wycigay do niego swe niematerial
ne donie i wznosiy do niego proby. Przywieray do niegi
i zwisay z niego niczym poszarpane szale. Umarli nie mogl
wyrzdzi mu krzywdy. Dranili go tylko, niczym wierzbwce uskowe. Tyle e te pasoyty wywoyway jedynie irytujce
swdzenie. wierzbowce nie krzyczay z rozpaczy, nie zawodziy i nie bagay. Syszc rozpacz w gosach zmarych, Zwierciado zda sobie spraw, e powiedzia prawd. Utrata wzroku
miaa zalety. Nie musia patrze na ich twarze.
Wprawdzie magia bya jego cech wrodzon, smok jednak
musia si skupi, aby rzuci zaklcie, a przychodzio mu to
z trudem. Zmarli drapali palcami jego uski, a ich gosy brzczay mu w uszach.
Zwierciado stara si skupi na jednym gosie wasnym.
Skoncentrowa si na sowach wasnego jzyka. Ich melodia
dodawaa otuchy i podtrzymywaa na duchu. Magia pona
w jego wntrzu, kipiaa w jego krwi. Smok zaintonowa sowa,
rozoy rce i rzuci zaklcie.
Wprawdzie Dalamar podejrzewa, e jego kolega czarodziej co knuje, ale zlekceway zagroenie. Czego mgby si
obawia ze strony Palina? W kwestii magii obaj byli rwnie
382

bezsilni. Co nie znaczy, e przeszkadzao to w czymkolwiek


elfowi, ktry tak knu i mota, e ktrkolwiek stron do gry
spadaby kromka chleba, jego strona zawsze byaby posmarowana masem.
Jednak w tym ociemniaym ebraku byo co dziwnego.
Pewnie nieszcznik by, albo wydawao mu si, e jest, czarodziejem. Pewnie Palin ubzdura sobie, e mog razem co zdziaa, chocia jakiego magicznego krlika mogliby wycign
z kapelusza, trudno byo powiedzie. Gdyby w ogle zdoali
wycign jakiego krlika, dusze umarych wyrwayby im go
z rk i rozdary na strzpy.
Zadowolony Dalamar uzna, e moe bezpiecznie zostawi Palina i jego ociemniaego koleg ebraka, aby bkali si
w ciemnoci, a sam tymczasem uda si obserwowa z bliska
gladiatorski pojedynek midzy Malys i Min. Dalamar nie by
nadmiernie zainteresowany tym, ktra wygra. Przyglda si
bitwie chodnym, beznamitnym okiem hazardzisty, ktry obstawi wszystkie rozwizania.
Malys ziona ogniem na upiornego smoka, ktrego skrzyda stany w pomieniach. Zachichotaa, sdzc, e odniosa
zwycistwo.
Nie ciesz si jeszcze doradzi Dalamar czerwonej
smoczycy i mia racj.
Na pole walki wkroczya Takhisis. Wycigna rk i dotkna trupiego smoka. Jej duch przepyn do poncych zwok,
ratujc Min, szermierza jej sprawy.
W tym momencie Dalamar usysza czyj piew. Nie rozumia sw, lecz rozpozna mow smokw, a po rytmie i melodii pozna ze strachem, e jest to zaklcie. Opuci pole walki
i pomkn z powrotem do wityni. Zobaczy bysk jasnego
wiata i natychmiast sobie uwiadomi, e popeni bd
by moe miertelny.
Tak jak Dalamar Czarny nie doceni stryja, teraz zlekceway bratanka. W mgnieniu oka zorientowa si, co zaplanowa
Palin.
Dalamar pozna w ociemniaym ebraku Zwierciado, stra383

nika Cytadeli wiata, jednego z nielicznych srebrnych smokw, ktre miay odwag zosta na wiecie, kiedy wszystkie
pozostae tak tajemniczo zniky. Widzia otaczajcych Zwierciado umarych, ktrzy prbowali spija tkan przez niego
magi, ale nie mogli si poywi kosztem smoka. Mogli jedynie wyssa cz jego magii, nie szkodzc zbytnio zaklciu.
Dalamar natychmiast si domyli, co knuje ta dwjka. Wiedzia to tak dobrze, jakby sam obmyli ten plan.
Obejrza si, by sprawdzi, jak toczy si bitwa. By to moment zwycistwa Takhisis, chwila, w ktrej bogini dokonywaa zemsty na smoczycy za bezczeln prb zagarnicia jej
wiata. Krlowa Ciemnoci musiaa znosi szyderstwa i obelgi
Malys w milczeniu, po cichu kipic ze zoci. Bya zmuszona
patrze, jak Malys zabija jej sugi i posuguje si ich moc
t; ktra powinna nalee do niej.
Wreszcie Takhisis urosa w si wystarczajco, by rzuci
wyzwanie Malys i odebra jej dusze martwych smokw, ktre
teraz czciy swoj krlow i jej oddaway swoj moc. Dusze
smokw Krynnu byy teraz na jej rozkazy.
Takhisis od dawna czekaa i pracowaa na chwil, w ktrej
wreszcie usunie ostatni przeszkod na swej drodze do objcia
cakowitej i absolutnej wadzy nad wiatem. Skupiona na nieprzyjacielu przed sob, bya zupenie niewiadoma zagroenia,
ktre czaio si za jej plecami.
Dalamar mg ostrzec Takhisis. Wystarczyo, eby powiedzia jedno sowo, a wrciaby, eby strzec swego totemu. Nie
moga zrobi nic innego. Ciko pracowaa na to, by stworzy
bram wejciow do tego wiata i nie zamierzaa pozwoli zatrzasn jej sobie przed nosem. Nawet jeli straci Min, bd
inne okazje do walki z Malys, inni rycerze do walki ze smoczy c.
Dalamar waha si.
To prawda, e Takhisis obiecaa go hojnie wynagrodzi
zwrci mu ciao i na dodatek obdarowa magi.
Dalamar sign do swego wntrza i dotkn przeszoci,
wspomnienia, ktre byo wszystkim, co mu zostao: wspo384

mienia magii. Dla magii gotw by zrobi wszystko, powieIzie wszystko, zdradzi i zniszczy kadego.
Myl, e musi si upokarza przed Takhisis, bya mu wstrtk. Dawno temu, kiedy jeszcze wada magi, by jawnym wrem Krlowej Ciemnoci. Nuitari, jej syn, nie kocha swojej
atki i zawsze mona byo liczy na to, e obroni swoich czciieli przed jej gniewem. Nuitari jednak odszed. Moc, jak bg
zarnej magii zsya swojemu sudze, przepada.
Dalamar musia si teraz ukorzy przed Krlow Ciemnoci i wiedzia, e ujarzmiwszy go, nie bdzie dla niego aska/a. Jednak dla magii gotw by nawet na to.
Takhisis staa nad wiatem, przygldajc si bitwie, ktra
/zbudzaa w niej tak wielkie zainteresowanie. Jej wojownicza zwyciaa. Mina leciaa prosto na Malys, ciskajc w rku
nic smocz lanc.
Dalamar uklk w kurzu, spuci nisko gow i rzek poornie:
Wasza Krlewska Mo...
Zwierciado nie widzia magii, ale czu j i sysza. Czar
trzeli z jego palcw w postaci zygzakowatej bkitnej byskawicy, ktra skwierczaa i trzaskaa. W powietrzu zapachniao
iark. W wyobrani smok widzia, jak olepiajce pioruny trcaj w jak czaszk i tacz od jednego czerepu do drugiego,
rzeskakujc od czaszki zotego smoka do czerwonego, od tej
o nastpnej, i tak dookoa, skaczc to tu, to tam, a powstaje
omienny, roziskrzony acuch.
131* Czy zaklcie zostao rzucone? zawoa
Zwierciado.
132* Zostao potwierdzi Palin, z lkiem i podziwem
przyldajc si widokowi.
aowa, e Zwierciado tego nie widzi. Wyadowania trzasay i taczyy. Niebieskie byskawice przeskakiway od jedej czaszki do drugiej tak szybko, e wzrok nie mg za nimi
ady. Kiedy piorun trafia w jak czaszk, ta zaczynaa
wiecie biaobkitnym wiatem, jakby j kto zanurzy w fos)rze. Huczay grzmoty i trzaskay pioruny, od ktrych trzsa
ziemia i totem.
385

W totemie wzbieraa energia, w powietrzu drao od magii


Gosy umarych zamilky, gdy straszliwy haas wszczli ywi
krzyczc i nawoujc wniebogosy. Rozlega si stukot butw
niektrzy ludzie biegli w stron totemu, inni uciekali od niego.
Patrzc, jak Zwierciado rzuca zaklcie, Palin powtarza
pod nosem magiczne sowa, ktre cho nie pojmowa id
sensu zostawiy niezatarty lad w jego duszy. Jego ciao siedziao obojtnie na awce w wityni. Ogarnita uniesienien
dusza przygldaa si byskawicom, ktre skakay od jedne
czaszki do drugiej, podpalajc kad z nich po kolei.
Magia rozbrzmiewaa echem, brzczaa, z kad chwili
rosa w si. Biaobkitny ogie pon olepiajco jasno. In
tensywne gorco odepchno ludzi zgromadzonych wok tote
mu. Czaszki smokw miay teraz oczy z biaych pomieni.
W niebiosach rozleg si grzmot. Nowe Oko przyglda
im si wrogo.
Gste kby czarnych chmur, poprzecinane pomaraczo
wymi i czerwonymi yami byskawic, bulgotay, wrzay i pie
niy si. Burza zsyaa macki zniszczenia, ktre wzbijay obo
ki kurzu i wyryway drzewa z korzeniami. Z nieba lecia gra<
i z impetem wali w ziemi.
Moesz si wcieka, Takhisis! krzykn Palin d<
grzmicego, gniewnego gosu burzy. Spnia si.
Czarne chmury okryy Sanction ciemnoci, deszczem i gra
dem. Podmuch wiatru uderzy w totem. Miasto tono w ulew
nym deszczu, ktry rozpaczliwie usiowa zgasi magi.
Deszcz podziaa jak dolanie oliwy do ognia. Wiatr roz
dmucha pomienie. Zwierciado nie widzia ognia, ale czu
straszliwe gorco. Zatoczy si w ty, wpadajc na awki, i za
trzyma si przy otarzu. Po omacku znalaz oparcie, co chd
nego i gadkiego. Po dotyku pozna, e to sarkofag Goldmoon
i wydao mu si, e syszy jej spokojny i dodajcy otuchy gos
Zwierciado przykucn przy sarkofagu, chocia ar stawa a
coraz trudniejszy do zniesienia. Opiekuczo dotyka trumny
W rodku totemu powstaa ognista kula, wiecca jasno ja]
386

zagubiona gwiazda, ktra spada na ziemi. W oczach smokw


zapono wiato, biae niczym wiato gwiazd. Blask stawa
si coraz silniejszy, a w kocu nikt z ywych nie mg go
znie i wszyscy musieli zasoni oczy.
Ogie by coraz intensywniejszy, pon czysto i promiennie, rozsiewajc tak olniewajcy blask, e Zwierciado dostrzega go pomimo swojej lepoty. Widzia wybuchajce biao-niebieskie pomienie i patki pomieni wzbijajce si w niebo.
Deszcz nie mia wpywu na magiczny ogie. Wicher wciekoci bogini nie mg go umniejszy.
Serce poaru janiao czysto biaym wiatem. Czaszki smokw popkay i rozsypay si. Totem zachwia si, zakoysa
i run na ziemi, rozsypujc si w proch.
Nowe Oko zajrzao w biae serce poaru. Czerwone jak
krew Oko starao si nie odwraca spojrzenia, ale bl okaza
si zbyt wielki.
Oko zamrugao.
I zniko.
Zwierciado pogry si w ciemnoci, ale ju jej nie przeklina, gdy bya to bogosawiona ciemno, bezpieczna i dodajca otuchy jak ta, z ktrej si narodzi. Drc doni pogadzi gadki, chodny sarkofag. Rozleg si przenikliwy brzk,
jakby tuczonego szka, i smok poczu pknicia rozprzestrzeniajce si po powierzchni sarkofagu. Czu, e bursztyn pka
niczym zimowy ld w wiosennym socu.
Sarkofag rozpad si na kawaki, a jego okruchy rozsypay
si wok smoka. Zwierciado poczu, e co musno jego
do jak patek popiou niesiony przez wiatr.
303*
egnaj, droga przyjaciko rzek.
304*
Ten lepy ebrak! zagrzmia czyj gos.
Zabijcie
tego lepego ebraka. On zniszczy totem! Malys nas zabije!
Malys zabije nas wszystkich.
Rozlegy si gosy pene zoci. Zastukay buty. Na Zwierciado posypay si ciosy pici.
Uderzy go kamie, najpierw jeden, potem nastpny.
*
387

Palin obserwowa w ekstazie walcy si totem. Widzia


zniszczenie sarkofagu i chocia nie potrafi odnale ducha
Goldmoon, cieszy si, e jej ciao zostao uwolnione i kobieta
nie bdzie ju duej niewolnic Takhisis.
Odpowie za to. Przyjdzie mu za to zapaci. Nie mg tego
unikn, nie mg si ukry, bo chocia oko bogini zostao
olepione, Takhisis wci bya pani. Jej obecno nie zostaa
usunita ze wiata, jedynie umniejszona. Palin wci by niewolnikiem i nie byo takiego miejsca na wiecie, gdzie mgby
si schowa, aby jej psy go nie wywszyy i nie odnalazy.
Czeka na swj los w pobliu rozsypujcych si szcztkw
totemu, obok tej aosnej powoki, ktra kiedy bya jego ciaem. Na psy nie trzeba byo dugo czeka.
Z dymicych szcztkw poncych czaszek wyoni si Daamar.
89* Nie trzeba byo tego robi, Palinie. Nie powiniene
si
wtrca. Twoja dusza stoi w obliczu zagady. Wiecznej ciemnoci.
90* Jak otrzymasz nagrod za suenie jej? spyta
Palin.
Zycie? Nie... sam sobie udzieli odpowiedzi. Mao
o nie dbae. Zwrcia ci magi.
91* Magia to ycie powiedzia Dalamar. Magia to
mio. Magia to rodzina. Magia to ona. Magia to dziecko.
Wewntrz wityni ciao Palina siedziao na twardej awce
i patrzyo tpym wzrokiem, jak pomienie wiec migocz lkliwie i bezradnie w porywistym wietrze, ktry d w sali.
92* Jakie to smutne powiedzia, gdy jego duch zacz
si
oddala, znikajc niczym fala odpywu e dopiero pod koniec zrozumiaem to, co powinienem wiedzie od samego pocztku.
93* Wieczna ciemno powtrzy Dalamar.
94* Nie powiedzia cicho Palin bo za chmurami
wieci soce.
Zwierciado pochwyciy brutalne rce. Gniewne, wystraszone gosy rozbrzmieway mu przy uchu, a byo ich tyle na388?

raz, e nie mg zrozumie, czego chc. Bito go i szarpano na


wszystkie strony, podczas gdy ludzie krzyczeli i kcili si
z sob o to, co z nim zrobi. Kto chcia go powiesi. Inni
chcieli go rozszarpa na strzpy.
Srebrny smok zawsze mg przesta udawa wtego czowieka i przybra swoj prawdziw posta. Nawet ociemniay potrafi si obroni przed motochem. Rozoy rce, ktre
miay si zmieni w srebrzyste skrzyda, i unis gow. Mimo
zbliajcego si niebezpieczestwa czu rado. Za chwil bdzie znw sob, janiejcym srebrzycie w mroku, wznoszcym si na skrzydach wichru smokiem.
Na jego nadgarstkach zacisny si kajdany. Zwierciado
omal nie wybuchn miechem, bo adne elazo wykute przez
czowieka nie mogo go skrpowa. Sprbowa je zrzuci, lecz
kajdany nie spady, i wtedy smok uwiadomi sobie, e nie zrobiono ich z elaza, lecz ze strachu. Byy dzieem Takhisis, i to
ona go w nie zakua. Choby nie wiem jak si stara, nie mg
zmieni ksztatu. By uwiziony w tym ludzkim ciele, skazany
na posta dwunoga, i w takiej oto postaci, lepy i osamotniony,
umrze.
Stara si wyrwa swym przeladowcom, ale opr tylko zachca ich do wikszego okruciestwa. Posypay si kamienie
i razy. Smoka przeszy przenikliwy bl. Spada na niego grad
ciosw. Zwierciado osun si na ziemi.
Jak przez sen usysza czyj stanowczy, rozkazujcy gos.
Gos by potny i uciszy wrzaw.
305*
Precz! rozkazaa Odila. Jej gos by
chodny
i
surowy, przyzwyczajony do wzbudzania posuszestwa. Zostawcie go w spokoju albo Jedyny Bg was ukarze!
306*
On zniszczy totem jakimi czarami!
zawoa
jeden
z mczyzn. Widziaem to!
307*
Przepdzi ksiyc! krzykn inny.
Zrobi
co
strasznego i wbrew naturze. cignie na nas wszystkich przeklestwo!
Do chru oskare przyczyy si kolejne gosy, domagajc si mierci ebraka.
389

Magia, ktr si posuy, jest magi Jedynego Boga


powiedziaa Odila. Powinnicie modli si na klczkach do
Jedynego Boga, aby ocali nas przed smokiem, a nie znca si
nad jakim biednym ebrakiem!
Jej silne, szorstkie od blizn donie postawiy Zwierciado
na nogi.
133*
Moesz chodzi? szepna natarczywie
Odila.

Jeli tak, musisz sprbowa.


134*
Mog odpar smok.
Struka ciepej krwi wsika w bandae, ktrymi zasania
oczy. Bl gowy zmala, ale byo mu zimno i mdlio go. Zwierciado z trudem trzyma si na nogach. Odila obja go i podtrzymaa, a potem pomoga stawia niepewne kroki.
135*
Dobrze szepna mu do ucha.
Pjdziemy
do
tyu.
Chwycia go mocno i zrobia tak, jak powiedziaa. Zwierciado kutyka razem z ni, wsparty na jej ramieniu.
136*
Co si dzieje? spyta smok.
137*
Tum chwilowo si wstrzyma. Wyczuwa
moj
moc
i czuje przed ni lk. W kocu przemawiam w imieniu Jedynego Boga. Odila wydawaa si rozbawiona tym faktem, wesoa i beztroska. Chc ci podzikowa Gos jej zagodnia. To ja byam lepa. Ty otworzye mi oczy.
138*
Bra go! krzykn kto. Co nas
powstrzymuje?
To nie Mina! To tylko solamnijska zdrajczyni.
Odila wypucia rk Zwierciada i zasonia go swoim ciaem. Smok usysza ryk rozwcieczonego tumu.
139*
Solamnijska zdrajczyni z maczug, nie
mieczem

powiedziaa Odila. Zwierciado usysza trzask drewna i domyli


si, e kobieta porbaa jedn z awek. Zatrzymam ich najduej, jak si da. Uciekaj za otarz. Tam znajdziesz klap
w posadzce...
140*
Nie potrzebuj jej rzek Zwierciado.
Ty
bdziesz
moimi oczami, Odilo. Ja bd twoimi skrzydami.
141*
Co takiego... zacza, a potem z jej ust
wydaro
si
westchnienie. Smok usysza, jak maczuga wypada jej z rki.

390

Zwierciado rozoy rce. Strach go opuci. Krlowa Ciemloci nie miaa nad nim wadzy. Znw widzia promienne
iwiato. Zniszczyo totem, a teraz wypalio jego kajdany. Jego
udzkie ciao, takie kruche i delikatne, mae i ciasne, ulego
mianie. Jego serce uroso i rozszerzyo si, krew popyna
)Otnymi yami, dodajc si mocarnym, zakoczonym szpolami apom i ogromnemu, pokrytemu srebrnymi uskami ciau. Smok machn ogonem i strzaska otarz, rozsypujc wiece
)o posadzce. Polaa si rzeka stopionego wosku.
Tum, ktry chcia zabi lepego ebraka, ucieka w popo;hu przed lepym smokiem.
Nie ma sioda, pani rycerz poinformowa Odil
zwierciado. Bdziesz musiaa trzyma si mocno. Chwy
nnie za grzyw. Musisz siedzie nisko schylona nad moim
carkiem, eby mi mwi, gdzie mamy lecie. Co z Palinem?
spyta, gdy kobieta zapaa go za grzyw i wdrapaa si na
lego grzbiet. Moemy go zabra z sob?
142*
Jego ciaa tu nie ma zameldowaa Odila.
143*
Tego si obawiaem rzek pgosem
Zwierciado.
A ten drugi, Dalamar?
On jest tutaj odpara Odila. Siedzi sam. Rce ma
splamione krwi.
Zwierciado rozpostar skrzyda.
144*
Trzymaj si! krzykn.
308*
Trzymam si odpowiedziaa Odila.
Trzymam
si
z caych si.
W doni ciskaa medalion z wizerunkiem piciogowego
smoka. Parzy jej pokryte bliznami palce, ale bl by nieznaczny w porwnaniu z tym, jaki j przeszy, gdy dotkna
smoczej lancy. Odila cisna medalion w garci i zerwaa go
z szyi.
Srebrny smok odbi si mocno od ziemi. Chwyci pod
skrzyda wicher burzy i wznis si na nim wysoko w niebo.
Odila przyoya medalion do warg. Ucaowaa go, a potem rozwara palce i upucia wisior. Medalion spad na stert

391

prochu, ktra bya jedyn pozostaoci po pomniku mierci


wzniesionym przez Malys.
Sojusznicy Miny byli wiadkami zapierajcej dech w piersiach bitwy. Zakrzyknli radonie na widok upadku Malys
i jknli ze zgrozy, gdy Mina spada w pomieniach razem ze
swoj przeciwniczk.
Rozpaczliwie oczekiwali, a wstanie z pomieni, tak jak
zrobia to ju kiedy. Nad grami unosi si dym, ale Mina nie
wzleciaa w niebo wraz z nim.
Sivanoshei obserwowa bitw z pozostaymi. Teraz ruszy
przed siebie. Zamierza pj do wityni. Kto tam powinien
zna nowiny. Kiedy ruszy i w jego ciele zacza kry krew,
a zesztywniae minie si rozgrzay, stopniowo zacz sobie
uwiadamia, e nie tylko wci yje, ale take jest wolny.
Oszoomieni i zdezorientowani ludzie krcili si po ulicach. Niektrzy jawnie pakali. Niektrzy po prostu snuli si
bez celu, nie wiedzc, co robi dalej, czekajc, a kto przyjdzie i nimi pokieruje. Niektrzy rozmawiali o bitwie, wspominali j i powtarzali raz za razem zaobserwowane fragmenty, starajc si zrozumie, e to prawda. Ludzie bekotali co
o ksiycu, o tym, e znikn, a wraz z nim odszed Jedyny
Bg, jeli w ogle tam by, a teraz Mina rwnie przepada.
Nikt nie zwraca uwagi na Silvanosheia. Kady by zbyt pogrony we wasnej rozpaczy, eby si martwi o elfa.
Mgbym wyj z Sanction powiedzia sobie w duchu
Silvanoshei i nikt by nie kiwn palcem, by mnie zatrzyma".
Elf nie mia jednak zamiaru opuszcza miasta. Nie mg
odej, dopki nie nabierze pewnoci co do tego, co si stao
z Min. Kiedy dotar do wityni, zasta tam tum ludzi zgromadzonych wok totemu. Stan wrd nich, wbijajc pene
przeraenia oczy w stert popiou, jaka zostaa po chwale Takhisis.
Silvanoshei spojrza na zgliszcza i zobaczy, kim by i kim
mgby by.
Ujrza wydarzenia, ktre doprowadziy go do tego punktu,
392

ujrza je oczami duszy, ktra nigdy nie pi, lecz zawsze czuwa.
Zobaczy t straszn noc, gdy zaatakoway ogry. Zobaczy siebie samego zartego przez nienawi do matki i ycia, jakie
kazaa mu prowadzi, zartego przez strach i poczucie winy,
kiedy wydawao si, e jego matka zginie z rk ogrw. Widzia, jak biegnie w ciemnoci, by j ratowa, i jak paa dum,
e to on uratuje ich lud. Zobaczy byskawic, ktra pozbawia
go przytomnoci. Widzia, jak stacza si ze wzgrza i lduje
u podna tarczy, a potem zobaczy co, czego nie mg ujrze
miertelnymi oczami. Zobaczy, jak ciemna rka bogini unosi
tarcz, aby mg wej do rodka.
Wpatrujc si w ciemno, zobaczy, e ciemno wpatruje
si niego, i zda sobie spraw, e ju nieraz patrzy w oczy
Krlowej Ciemnoci; patrzy w nie bez mrugnicia powiek,
bez odwracania oczu.
Znw usysza to, co powiedziaa mu Mina tej pierwszej
nocy, gdy si spotkali. Wtedy uzna te sowa za brednie bez
sensu i znaczenia.
Ty nie kochasz mnie. Kochasz boga, ktrego widzisz we
mnie".
Dosta wszystko to, za czym tak tsknia jego matka. Ona
pragna rzdzi Silvanesti. Ale to on by krlem Silvanesti.
Ona chciaa by kochana przez lud. Lud kocha jego. To bya jego zemsta i miaa sodki smak. Bya to jednak tylko cz
jego zemsty. Najlepsze bowiem byo to, e wzgardzi tym
wszystkim. Nic, co mgby zrobi, nie zranioby jego matki
bardziej.
Jeli Takhisis si nim posuya, to dlatego, e zajrzaa gboko w oczy jego duszy i zobaczya, e jedno oko mruga
do niej.

21

Umarli i konajcy
Brzytw siy opuciy jeszcze w powietrzu. Smok nie mg
ju porusza skrzydami i zacz spada niekontrolowanym lotem nurkowym. Galdarowi stan przed oczami przeraajcy
obraz ostrych, zbatych ska, ktre sterczay z ziemi jak noe.
Brzytwa wpad z impetem w may sosnowy zagajnik.
Przez uamek sekundy Galdarowi migay w oczach pomaraczowe skay i zielone drzewa, niebieskie smocze uski
i czerwona krew. Zacisn mocno powieki, trzymajc si smoka z caych si, jakimi dysponowao jego masywne cielsko,
i przyciskajc gow do smoczego karku. Szarpany i targany
wstrzsami, sysza trzask i chrzst amanych gazi drzew
i smoczych koci, czu ostry zapach i smak sosnowych igie
i elazist wo krwi. Jaka ga uderzya go w gow, o may wos nie urywajc mu rogu. Inna rbna go w plecy na
wysokoci opatki. Poamane gazie drapay go po rkach
i nogach.
Nagle zatrzymali si gwatownie.
Galdar przez dusz chwil jedynie dysza i nie mg wyj
ze zdumienia, e jeszcze yje. Bolay go wszystkie czci ciaa. Nie mia pojcia, czy jest powanie ranny, czy nie. Ostronie poruszy si. Kiedy nie poczu ostrego, dotkliwego blu,
doszed do wniosku, e poama sobie koci. Po nosie ciekaa
mu krew. Dzwonio mu w uszach i huczao w gowie. Minotaur poczu, jak Brzytwa wzdycha pod nim gboko.
394

----------------------------------------------------------------------------

Gowa smoka i grna cz jego poranionego ciaa spoczyway w koronach sosen, ktre poamay si pod jego ciarem.
Wypltujc si z gniazda spltanych, poamanych gazi, Galdar zelizgn si po grzbiecie smoka. Mia dziwne wraenie,
e smok ley w koysce z sosnowych konarw. Dolna cz
smoczego ciaa poamane skrzyda i ogon cigny si a
do ska, zostawiajc po sobie krwawy lad.
Galdar szybko poszuka wzrokiem zwok Malys. Zobaczy
je w oddali. Jej trupa atwo byo znale. Smoczyca po mierci wzniosa sw ostatni gr byszczc, czerwon mas
krwawego misa. Wzrok minotaura przycign dym i pomienie. Trupi smok sta w ogniu, a pomienie rozprzestrzeniay si
na kosodrzewin. Gbiej w dolinie leao Sanction, ale Galdar
nie widzia miasta. W dole kbiy si czarne chmury burzowe.
Tam, gdzie on sta, soce wiecio jasno, tak jasno, e najwyraniej przymio swym blaskiem Nowe Oko, gdy Galdar ju
go nie widzia.
Nie traci czasu na to, by go szuka. Przede wszystkim
martwi si o Min. Umiera z obawy o ni i pragn bezzwocznie wyruszy na jej poszukiwania. Minotaur jednak zawdzicza ycie bohaterskiemu bkitnemu smokowi. Musia
zosta przy nim. Przynajmniej tyle mg dla niego zrobi. Nikt,
ani minotaur, ani smok, nie powinien umiera w samotnoci.
Brzytwa nadal y i oddycha, lecz jego oddech by pytki
i bolesny. Z paszczy cieka mu krew. Oczy zachodziy mu ju
mg, ale pojaniay na widok Galdara.
309*
Czy ona... Bkitny smok zachysn si
wasn
krwi i nie mg dokoczy.
310*
Malys nie yje oznajmi gbokim,
dononym
gosem Galdar. Dzikuj ci za bitw. To pikne zwycistwo,
ktre na dugo zostanie w pamici. Umierasz jako bohater.
Twoj pami bd czci ja i moje dzieci, a po nich ich dzieci
i dzieci ich dzieci, i ich dzieci po nich.
Galdar nie mia dzieci i byo bardzo wtpliwie, czy kiedykolwiek bdzie je mia. Byy to sowa prastarego hodu skadanego wojownikowi, ktry walczy dzielnie i zgin z honorem.
395

Mimo to Galdar mwi ze szczerego serca, bo mg sobie tyl-]


ko wyobraa, jak straszn mk byy dla konajcego smoka
ostatnie chwile jego ycia.
Bkitny smok wzdrygn si raz jeszcze. Potem jego ciao]
znieruchomiao.
Speniem swj obowizek szepn i skona.
Galdar zadar gow i zawy z alu. Echo jego wycia niosa
si po grach ostatni, stosowny hod. Potem mg wreszcie
zaspokoi pragnienie swego zbolaego serca i dowiedzie si,'
co si stao z Min.
Nie powinienem si martwi" powtarza sobie. Wi-I
dziaem, jak Mina przeya otrucie i caa i zdrowa wysza
z pomieni wasnego stosu pogrzebowego. Jedyny Bg kocha
Min, kocha j tak, jak nigdy chyba jeszcze nie kocha miertelniczki. Takhisis ochroni swoj pupilk, bdzie nad ni czu-j
wa".
Galdar stale to sobie powtarza, ale troska go nie opuszczaa.
Rozglda si wrd ostrych ska wok zwok smoczycy.
Strzpy ciaa byy porozrzucane na sporej przestrzeni, a skay
byy liskie od posoki. Galdar mia nadziej ujrze Min idc
mu na spotkanie z byskiem ekstazy w oczach. Jednak na skalnym paskowyu, gdzie spada smoczyca, panowa bezruch.
Ptaki ucieky przed jej przybyciem, a zwierzta schoway si
pod ziemi. Sycha byo tylko wcieky wicher, ktry wiszcza upiornie w skaach.
Gazy, nawet bez warstwy krwi i tuszczu, byy trudnym
podoem do wdrwki. Wspinaczka sza Galdarowi powoli,
zwaszcza e przy kadym ruchu odzywa si bl jakiego nowo odkrytego obraenia. Minotaur znalaz swoj pik. Bro
bya okrwawiona, a grot zamany. Galdar ucieszy si, e j
znalaz. Da j Minie na pamitk.
Pomimo wszelkich stara nie mg jednak znale dziewczyny. Co jaki czas krzycza: Mina!". Imi wracao do niego
zwielokrotnionym echem, ktre odbijao si od grskich zboczy, ale nikt nie odpowiada na jego woanie. Echo ucicho
396

w oddali. Wgramoliwszy si na kolejny gaz, Galdar dotar


wreszcie do ciaa Malys.
Widok trupa olbrzymiej czerwonej smoczycy nie wzbudzi
w nim adnych uczu, ani uniesienia, ani triumfu; niczego
prcz zmczenia, alu i zdziwienia, e ktrekolwiek z nich
wyszo z tego starcia ywe.
Moe Mina nie wysza" usysza w gowie gos, od ktrego przeszy go ciarki.
Mina! krzykn znw i usysza w odpowiedzi jk.
Pokryty czerwonymi uskami i zalany krwi bok Malys
drgn.
Zaniepokojony Galdar unis zaman pik. Przyjrza si
uwanie bowi smoczycy, ktry lea na skaach na boku, tak
e widoczne byo tylko jedno oko. To oko wpatrywao si tpo
w niebo. Kark by wykrcony i zamany. Malys nie moga by
ywa.
Jk rozleg si ponownie, a potem kto zawoa sabym
gosem:
Galdarze!
Z krzykiem radoci minotaur rzuci pik i pogna przed siebie. Pod brzuchem smoka zobaczy zakrwawion i ledwo si
poruszajc rk. Smoczyca spada na Min, przygniatajc j
swoim ciarem.
Galdar napar barkiem na szybko stygnc mas oju. Ciao
smoczycy byo cikie, wayo kilkaset ton. Rwnie dobrze
mg prbowa podnie gr.
Minotaur wychodzi ju ze skry z niepokoju o Min, poniewa jej gos brzmia bardzo sabo. Przyoy rce do smoczego brzucha, ktry by rozpruty od gry do dou. Wyleway
si z niego wntrznoci, smrd by okropny. Galdar zakrztusi
si, prbujc nie oddycha.
Ledwo mog to podnie, Mino zawoa do dziewczyny. Musisz si wyczoga. Szybko. Nie zdoam dugo go
utrzyma.
Usysza co w odpowiedzi, ale nie zrozumia, bo jej gos
by stumiony. Minotaur zacisn zby i zgi kolana, po czym,
397

zaczerpnwszy gboko tchu, sapn i z caej siy podwign


smocze cielsko. Usysza jaki chrobot, bolesne westchnienie
i stumiony krzyk. Minie go paliy i bolay, rce mu saby.
Nie mg ju duej utrzyma ciaru. Z gonym krzykiem
ostrzeenia upuci mas misa i stan zdyszany wrd cuchncych ochapw. Spuci oczy i zobaczy Min lec u jego
stp.
Galdarowi przypomniaa si chwila, gdy Min poproszono
o udzielenie bogosawiestwa nowo narodzonemu dziecku.
Minotaur nie chcia tam i, ale Mina nalegaa, a on oczywicie jej usucha. Kiedy patrzy na Min, w oczach stan mu ywy obraz tego malutkiego dziecka, tak kruchego, wtego i wysmarowanego krwi. Minotaur uklk przy niej.
Mino rzek bezradnie, bojc si jej dotkn w co
jeste ranna? Nie wiem, czy to twoja krew, czy smocza.
Dziewczyna otworzya oczy. Zwykle koloru bursztynu,
teraz byy zaczerwienione i przekrwione. Wycigna rk
i chwycia Galdara za rami. Ten ruch sprawi jej bl. Jkna
i zadraa, ale nie wypucia go z ucisku.
Mdl si do Jedynego Boga, Galdarze wyszeptaa
cicho. Zrobiam co... co j rozgniewao. Pro j... o wybaczenie...
Zamkna oczy. Gowa opada jej na bok. Palce rozwary
si i wypuciy jego rk z ucisku. Czujc, e serce na chwil
zamaro mu ze strachu, Galdar poszuka pulsu na jej szyi. Kiedy go znalaz, westchn gono z ulg.
Wzi Min na rce. Bya lekka jak tamto niemowl.
Ty wielka suko! warkn Galdar. I nie mwi o martwej smoczycy.
Galdar znalaz zaciszn i such grot. Jaskinia bya tak
maa, e minotaur nie mg si w niej wyprostowa, lecz musia si mocno garbi, by wej do rodka. Wnis Min do
rodka i pooy j ostronie na ziemi. Dziewczyna nie odzyskaa przytomnoci i chocia to go przeraao, mwi sobie, e
to dobrze, bo inaczej umaraby z blu.
398

Kiedy ju znaleli si w grocie, minotaur mia czas, by zbada obraenia Miny. Zdj z niej zbroj i wyrzuci j na zewntrz, gdzie wyldowaa w kurzu. Rany, ktre odniosa dziewczyna, byy okropne. Z zakrwawionego, zsiniaego i makabrycznie spuchnitego ciaa na nodze stercza kawaek zamanej koci. Jedna rka nie przypominaa nawet rki, lecz raczej co, co wisi na straganie u rzenika. Oddech dziewczyny
by urywany i chrapliwy. Zaczerpnicie oddechu przypominao walk i Galdar nieraz si obawia, e Minie zabraknie si,
by jeszcze raz nabra powietrza. Caa bya rozpalona. Trzsa
si z zimna, ktre zwiastuje mier.
On nie czu ju blu wasnych ran. Kiedy wykonywa jaki
gwatowny ruch i przeszywao go ostre kucie, dziwi si i zastanawia, co jest jego przyczyn. y tylko dla Miny, myla
wycznie o niej. Niedaleko groty znalaz strumie, wypuka
swj hem, napeni go wod i przynis dziewczynie.
Obmy jej twarz i zwily wargi chodnym pynem, ale Mina nie moga pi. Woda ciekaa jej po okrwawionym podbrdku. Wrd tych ska Galdar nie mia szans na znalezienie
zi, mogcych ukoi jej bl lub zbi gorczk. Nie mia te
banday. Zna si jako tako na udzielaniu pomocy rannym na
polu bitwy, ale nic wicej, a to nie wystarczao. Powinien amputowa zmiadon nog, ale nie mg si na to zdoby. Wiedzia, co znaczy dla wojownika prowadzi ywot kaleki.
Lepiej niech Mina umrze. Niech umrze w chwale, pokonawszy smoka. Niech umrze jako zwyciska wojowniczka,
triumfujca nad swoim wrogiem. Mina umieraa. Galdar nie
mg nic zrobi, by temu zapobiec. Mg tylko patrze, jak ycie z niej wycieka. Mg tylko by przy niej, aby w chwili
mierci nie bya sama.
W grocie zapada ciemno. Galdar rozpali ognisko przy
wejciu do jaskini, by ogrza Min. Sam nie rusza si z groty.
Mina majaczya w gorczce, mamrotaa co nieskadnie, krzyczaa i jczaa. Galdar nie mg patrze na jej cierpienia i nieraz siga po sztylet, by skrci jej mki, lecz si wstrzymywa. Mina moga jeszcze odzyska wiadomo, a on chcia jej
399

powiedzie przed mierci, e bya bohaterk i e zawsze bdzie j kocha i szanowa.


Mina oddychaa z coraz wikszym trudem, lecz wci si
nie poddawaa. Zawzicie walczya o ycie. Czasami otwieraa
oczy i Galdar widzia w nich bl, a wtedy serce mu si krajao.
Potem znw opuszczaa powieki, nie dajc znaku wiadomoci, i wznawiaa walk.
Minotaur otar chodny pot z jej czoa.
Zaprzesta wysikw, Mino rzek do niej ze zami
w oczach. Pokonaa wroga najwikszego, najpotniejszego smoka, ktry kiedykolwiek y na Krynnie. Wszystkie
narody i ludy bd ci szanowa. Po wieki bd piewa pieni
o twoim zwycistwie. Twj grobowiec przymi swym piknem wszystkie wzniesione na Ansalonie. Ludzie bd przybywa ze wszystkich zaktkw wiata, by zoy ci hod. Poo
smocz lanc u twojego boku, a monstrualn czaszk tej smoczycy u twoich stp.
Widzia wszystko wyranie. Opowie ojej odwadze poruszy serca wszystkich, ktrzy j usysz. Modzi mczyni
i kobiety bd przybywa do jej grobu, by przysiga sub
ludzkoci, czy to jako wojownicy, czy uzdrowiciele. Fakt, e
stpaa w mroku, zostanie zapomniany. mier bdzie jej odkupieniem.
Mimo to Mina nie dawaa za wygran. Jej ciaem targay
konwulsje. Gardo miaa zdarte od krzyku.
Galdar nie mg ju tego znie.
151*
Uwolnij j modli si, nie mylc o tym,
co
robi
i mwi, zaprztnity jedynie trosk o Min. Nie jest ci ju
potrzebna! Uwolnij j!
152*
Wic to tutaj j schowae rozleg si
czyj gos.
Galdar wydoby sztylet, obrci si i jednym ruchem wyskoczy z groty. Ogie olepi jego przywyke do ciemnoci
oczy. Poza trzaskajcymi pomieniami wida byo tylko ciemno. Stojcy w blasku ognia minotaur by idealnym celem.
Szybko si odsun, lecz tylko nieznacznie. Nigdy nie opuci
Miny. Najpierw bd musieli pokona jego. Zamruga, starajc
400

>i przebi wzrokiem ciemno. Nie sysza krokw, zgrzytu


jbroi czy brzku ora. Kimkolwiek by ten nieznajomy, zjawi si znienacka, a to nie zapowiadao nic dobrego. Galdar
ipewni si, e trzyma sztylet w taki sposb, by ostrze nie rzucao refleksw.
52* Ona umiera poinformowa tego, ktokolwiek tam
by.
Nie zostao jej ju wiele ycia. Uszanuj jej mier i pozwl
ni zosta z ni do koca. Cokolwiek masz do mnie, moemy
:o zaatwi pniej. Daj ci swoje sowo.
53* Masz racj, Galdarze rzek gos. Nasze
porachunki moemy odoy na pniej. Obdarowaam ci hojnie, a ty
ni odpacie zdrad.
Strach cisn Galdara za gardo. Sztylet wysun si ze
odrtwiaej nagle prawej doni minotaura i z brzkiem upad
la kamienie u jego stp. U wejcia do groty staa kobieta. Jej
sylwetka przesaniaa pomienie i gasia wiato gwiazd. Galdar nie widzia jej twarzy wasnymi oczami, gdy kobieta nie
wkroczya jeszcze do wiata w materialnej postaci, lecz widzia j oczami duszy. Bya pikna; bya najpikniejsz ze
wszystkich rzeczy, jakie widzia na wiecie. Mimo to jej uroda
kie przemawiaa do niego, gdy bya zimna i ostra jak kosa.
fCobieta odwrcia si od niego i ruszya w stron wejcia do
groty.
Galdar z wielkim wysikiem zdoa poruszy drcymi koczynami. Nie omieli si spojrze kobiecie w twarz, nie mia
adwagi spojrze w oczy, w ktrych zawarta bya wieczno.
Nie mia broni, ktr mgby z ni walczy. Taka bro nie istniaa na wiecie. Mia tylko mio do Miny i moe wanie to
dao mu odwag, by wasnym ciaem zagrodzi drog krlowej
Takisis.
54* Nie wejdziesz wydusi z siebie. Zostaw j w
spokoju! Uwolnij j! Ona zrobia to, co chciaa, i to bez twojej
pomocy. Opucia j. Niech wic tak bdzie.
55* Ona zasuguje na kar odpara zimno i
pogardliwie
Takhisis. Powinna wiedzie, e ten czarodziej, Palin, jest
zdrajc i potajemnie spiskuje przeciwko mnie. Omal mu si nie
401

udao. Zniszczy totem. Zniszczy wybrane przeze mnie miertelne ciao, w ktrym zamierzaam przebywa na tym wiecie.
Przez zaniedbanie Miny omal nie straciam wszystkiego, o co
si staraam. Ona zasuguje na kar! Zasuguje na mier i nawet na co gorszego! Mimo to gos Takhisis zagodnia
bd askawa. Oka wielkoduszno.
Galdarowi serce omal nie zatrzymao si ze strachu. Minotaur dysza i dygota, ale nie ruszy si z miejsca.
Potrzebujesz jej powiedzia ochryple Galdar. Tylko dlatego j ratujesz. Pokrci rogat gow. Ona znalaza ju spokj albo wkrtce go znajdzie. Nie oddam ci jej.
Takhisis podesza bliej.
Daruj ci ycie, minotaurze, z jednego powodu. Mina
mnie o to prosi. Nawet teraz, kiedy jej duch pod przymusem
opuszcza powok cielesn, baga mnie, abym bya dla ciebie
miosierna. Speni jej zachciank, na razie. Nadejdzie jednak
taki dzie, kiedy Mina zrozumie, e nie jeste jej ju potrzebny. Wtedy wyrwnamy rachunki.
Bogini chwycia go za kark, uniosa i odrzucia niedbale na
bok. Minotaur wyldowa ciko na ostrych kamieniach i lea
tam, szlochajc ze zoci i frustracji. Lew rk uderza w kamienie, bijc tak dugo, a posiniaczy j sobie i pokrwawi.
Krlowa Takhisis wesza do groty i Galdar usysza, jak
bogini nuci cichym, sodkim gosem:
Moje dziecko... Moje najdrosze dziecko... Wybaczam
ci...

22

Zagubiony w labiryncie
Gerard zamierza zanie Radzie Rycerzy wie o powrocie krlowej Takhisis najszybciej, jak to moliwe. Domyla
si, e kiedy Krlowa Ciemnoci wzniesie ju totem i podbije
Sanction, szybko zabierze si do podboju wiata. Nie mia czasu do stracenia.
Bez trudu znalaz tego elfa, Samara. Tak jak przewidzia
Silvanoshei, dwaj mczyni wprawdzie pochodzili z rnych
ras, byli jednak dowiadczonymi wojownikami, i po kilku
chwilach niepewnoci nieufno midzy nimi stajaa. Gerard
przekaza Samarowi piercie i wiadomo od Silvanosheia,
chocia niezbyt wiernie powtrzy sowa modego krla. Nie
powiedzia Samarowi, e Silvanoshei jest winiem wasnego
serca. Rycerz uczyni z modego elfa bohatera, ktry sprzeciwi si Minie i zosta za to ukarany. Zgodnie z planem Gerarda
elfy miay poczy siy z Rycerzami Solamnijskimi i sprbowa odbi Sanction i powstrzyma Takhisis.
Gerard wierzy, e elfy bd chciay uwolni swojego modego krla, i cho rycerz odnis wyrane wraenie, e Samar
nie przepada za Silvanosheiem, zgodna z prawd opowie o odwadze modego elfa podczas walki z Clorantem i pozostaymi
Czarnymi Rycerzami zrobia wraenie na surowym wojowniku. Samar obieca, e przedstawi spraw Alhanie Starbreeze. Nie
wtpi, e krlowa zgodzi si na ten plan. Rozstali si, przysigajc, e spotkaj si znw jako sojusznicy na polu walki.
403

Po poegnaniu z Samarem Gerard pojecha na wybrzee.


Stojc na urwisku nad wzburzonymi falami, zdj czarn zbroj, ktra symbolizowaa jego przynaleno do rycerzy Takhisis, i wrzuci j do morza, kawaek po kawaku. Z niezaprzeczaln przyjemnoci obserwowa w bladym wietle poranka,
jak fale unosz czarny pancerz i roztrzaskuj go o ostre skay.
Masz, i niech ci szlag trafi powiedzia Gerard.
Wsiad na konia odziany tylko w skrzane spodnie i znoszon
wenian koszul i pojecha na zachd.
Mia nadziej, e przy adnej pogodzie i przejezdnych drogach uda mu si dotrze do posiadoci lorda Ulricha w dziesi dni. Wkrtce z ponur min zrewidowa swj plan, udzc
si nadziej, e dotrze do zamku za dziesi lat, bowiem od tej
chwili wszystko zaczo si dziwnie ukada nie po jego myli.
Jego ko zgubi podkow w okolicy, w ktrej nikt nie sysza
o kowalu. Gerard musia zboczy z drogi i przeby wiele niepotrzebnych mil, prowadzc okulawionego konia, eby znale kogo, kto go podkuje. Kiedy ju znalaz kowala, mczyzna pracowa tak powoli, e rycerz zastanawia si, czy rzemielnik nie kopie najpierw rudy, eby potem wyku elazo.
Mino kilka dni, zanim ko zosta podkuty, a Gerard znw
znalaz si w siodle. Wtedy jednak stwierdzi, e zabdzi.
Niebo byo zacignite chmurami. Nie wida byo ani soca,
ani gwiazd, i rycerz nie mia pojcia, dokd jedzie. Okolica
bya sabo zaludniona. Jecha caymi godzinami, nie widzc
ywej duszy. Kiedy ju spotka kogo, eby zapyta go o drog, wszyscy w tym kraju najwyraniej natychmiast gupieli, bo
niezalenie od tego, w ktr stron go skierowano, zawsze trafia w sam rodek jakiego nieprzebytego lasu albo na brzeg jakiej nie dajcej si przepyn rzeki.
Gerard zacz si czu jak w jednym z tych koszmarnych
snw, kiedy znasz cel wdrwki, ale jako nigdy nie udaje ci
si go osign. Z pocztku by rozdraniony i sfrustrowany,
ale po kilkunastu dniach bdzenia zacz si czu nieswojo.
Zatruty miecz Galdara dgn Gerarda w brzuch.
Czy to ja podejmuj decyzje, czy Takhisis? zadawa
404

sobie pytanie rycerz. Czy to ona okrela kady mj ruch?


Czy tacz tak, jak ona mi zagra?
Gerard by przemoczony od nieustajcego deszczu, zzibnity od chodnego wiatru. Od kilku nocy zmuszony by spa
na dworze i wanie zacz zadawa sobie smtnie pytanie, jaki
sens maj dalsze wysiki, kiedy zauway w oddali wiata niewielkiego miasteczka. Wreszcie trafi do jakiego zajazdu. Gospoda z wygldu nie bya imponujca, ale mia nadziej znale w niej dach nad gow, gorce jedzenie i zimne napoje,
a by moe take informacje.
Zaprowadzi konia do stajni, wytar go i upewni si, e
zwierz zostao nakarmione i odpoczywa wygodnie. Po zakoczeniu tego zadania wrci do gospody. Godzina bya pna,
oberysta pooy si ju spa i by wcieky, e kto go budzi.
Wpuci Gerarda do wsplnej izby i pokaza mu miejsce na
pododze. Kiedy rycerz rozciela sobie derk, spyta gospodarza o nazw miejscowoci.
Mczyzna ziewn, podrapa si i odburkn poirytowanym gosem:
Miasto nazywa si Tyburn. Tyburn, przy drodze do Palanthas.
Gerard spa niespokojnie. We nie chodzi po domu, szukajc drzwi i nie mogc ich znale. Zbudziwszy si dobrze
przed witem, gapi si w sufit i zda sobie spraw, e jest ju
kompletnie zagubiony. Mia przeczucie, e oberysta okama
go co do nazwy miasta i jego pooenia, chocia po co miaby
to robi, pozostawao dla Gerarda tajemnic, tyle e rycerz podejrzewa teraz o kamstwo kadego, kogo spotka.
Zszed na d na niadanie. Usiad na rozklekotanym krzele i pogrzeba yk w bezimiennej masie, ktra zdaniem podkuchennej bya owsiank. Gerard straci apetyt. W gowie mu
upao od tpego, pulsujcego blu. Nie mia si, chocia poprzedniego dnia tylko tua si konno bez celu. Mia do wyboru
zrobi dzisiaj to samo lub wrci pod koc. Odsunwszy misk
z owsiank, podszed do brudnego okna, przetar zakopcon
szyb doni i wyjrza na zewntrz. Nadal sipi deszcz.
405

253*
mrukn
rard.

254*

Soce musi kiedy wreszcie wyjrze


Ge-

Nie licz na to odezwa si kto.


Gerard rozejrza si. Jedyn poza nim osob w obery by
mag, przynajmniej tak Gerard zakada, poniewa mczyzna
ubrany by w rdzawobrunatn szat koloru zakrzepej krwi
i czarn peleryn z kapturem. Mag siedzia w maej wnce,
usiujc si ogrza przy ogniu poncym w wielkim kamiennym kominku. Gerard zakada, e mczyzna jest chory, poniewa czsto zanosi si paskudnie brzmicym kaszlem, ktry
wydawa si wyrywa z samych jego trzewi. Gerard zauway
go, kiedy tylko wszed, ale poniewa by to mag, rycerz zostawi go w spokoju.
Gerard sdzi, e odezwa si zbyt cicho, by mona go byo
usysze po drugiej stronie izby, ale najwyraniej brak wygd
obera nadrabiaa akustyk.
Mg udzieli jakiej uprzejmej odpowiedzi albo udawa,
e nie sysza. Zdecydowa si na to drugie. Nie mia ochoty na
towarzystwo, zwaszcza grulika w ostatnim stadium choroby.
Wrci do gapienia si przez okno.
Ona rzdzi socem stwierdzi czarodziej. Mwi cichym, szemrzcym gosem, ktry dziwnie urzek Gerarda.
Chocia nie wada ju ksiycem. Parskn miechem, ktry przerwa atak kaszlu. Wkrtce zawadnie gwiazdami, jeli jej si nie przeszkodzi.
Zaniepokojony t rozmow Gerard obrci si.
Mwisz do mnie, panie?
Mag otworzy usta, lecz przeszkodzi mu kolejny napad
kaszlu. Przycisn chusteczk do warg i odetchn z wysikiem.
Nie wyrzzi, poirytowany. Mwi sobie, bo plucie krwi sprawia mi przyjemno. Mwienie przychodzi mi
z takim trudem, e nie strzpi sobie jzyka po prnicy.
Twarz maga ukryta bya w cieniu kaptura. Gerard rozejrza
si. Posugaczka ponownie znika w zadymionej kuchni. W izbie zostali tylko Gerard i czarodziej. Rycerz podszed bliej,
chcc zobaczy twarz mczyzny.
406

311* Oczywicie mwi o Takhisis doda mag.


Poszuka
;zego w kieszeni szaty. Wycign stamtd woreczek z tkanily i pooy go przy kominku. Po sali rozszed si ostry zajach.
312*
Takhisis! Gerard osupia. Skd o tym
wiesz?

pyta pgosem, stajc przy magu.


313*
Znam j od dawna zaszemra mag
gosem
mikkim
ak aksamit. Zaiste, od bardzo dawna. Kaszla przez
crtk chwil, a potem machn rk do Gerarda. Przynie
;zajnik i nalej troch gorcej wody do tego kubka.
Gerard nie ruszy si z miejsca. Wlepia oczy w do maga.
skra miaa zotawy odcie i w wietle ognia poyskiwaa jak
ybie uski w socu.
Jeste nie tylko gupi, ale i guchy, panie rycerzu?
spyta mag.
Gerard zmarszczy czoo, bo nie lubi, jak kto mu ublia,
i nie podobao mu si takie pomiatanie jego osob, zwaszcza
Drzez kogo cakiem obcego. Kusio go, by poegna si chodo z czarodziejem i wyj. Zainteresoway go jednak sowa
;zarodzieja. Zawsze moe wyj pniej.
Chwyci czajnik szczypcami i nala do kubka gorcej wody. Mag wsypa do wrztku zawarto woreczka. Mikstura
niaa silny, niemiy zapach, od ktrego Gerard zmarszczy
los. Mag czeka, a zioa nacign i herbata ostygnie.
Gerard znalaz sobie krzeso i przycign je do kominka.
Czy wiesz, panie, gdzie jestem? Od wielu dni jed
Dez kompasu, nie widzc soca ani gwiazd, ktrymi mgbym
si kierowa. Kady, kogo pytam o drog, mwi mi co innego.
Dberysta twierdzi, e to droga do Palanthas. Czy to prawda?
Mag upi yk herbaty. Kaptur mia nacignity gboko na
gow, tak e jego twarz stale bya w cieniu. Gerard dostrzeg
oystre, byszczce oczy, z ktrymi co byo nie w porzdku.
Nie potrafi stwierdzi co.
W pewnym sensie mwi prawd rzek mag. T
drog w kocu dojedziesz do Palanthas. Mona powiedzie, e
wszystkie drogi, ktre wiod na wschd i zachd, prowadz do
407

Palanthas ostatecznie. Jednak bardziej powinno ci obchodzi to, e ta droga wiedzie do Jelek.
153*
Jelek! wykrzykn Gerard. Jelek
kwatera
gwna
Czarnych Rycerzy. Uwiadomiwszy sobie, e jego przestrach
mg go zdradzi, stara si go zamaskowa wzruszeniem ramionami. No wic prowadzi do Jelek. Dlaczego powinno
mnie to obchodzi?
154*
Poniewa w tej chwili obozuje pod Tyburn
dwudziestu
Czarnych Rycerzy i kilka setek pieszych onierzy. Zmierzaj
do Sanction na wezwanie Miny.
155*
Niech sobie obozuj, gdzie chc odpar
spokojnie
Gerard. Nie musz si ich obawia.
156*
Kiedy ci tu znajd, aresztuj ci rzek
mag,
popijajc herbat.
' Aresztuj mnie? Dlaczego?
Mag unis gow i spojrza na niego. Gerard znw odnis wraenie, e z oczami mczyzny co jest nie w porzdku.
157*
Dlaczego? Bo rwnie dobrze mgby mie
napisane
na
czole zotymi literami: Rycerz Solamnijski".
158*
Nonsens rzek Gerard ze miechem.
Jestem
tylko
wdrownym kupcem...
159*
Kupcem bez towarw na sprzeda, za to z
wojskow
sylwetk i wosami ostrzyonymi przy skrze. Kupcem, ktry
nosi miecz na onierska mod, chodzi rwnym krokiem i jedzi na wyszkolonym bojowym rumaku. Czarodziej parskn
pogardliwie. Nie oszukaby nawet szecioletniej dziewczynki.
Wrci do popijania herbaty.
160*
Po co jednak mieliby tu przychodzi?
spyta
od
niechcenia Gerard, chocia by coraz bardziej zdenerwowany.
161*
Oberysta pozna, e jeste Rycerzem
Solamnijskim,
jak tylko ci zobaczy. Mag wypi herbat i odstawi kubek na pk przy palenisku. Kaszel min i mczyzna najwyraniej czu si lepiej. Zauwaye, jak w kuchni jest cicho? Czarni Rycerze s czstymi gomi w tej obery. Ober408

ysta jest na ich pensji. Wyszed, eby ich powiadomi o twojej obecnoci. Za wydanie ci otrzyma hojn nagrod.
Gerard obejrza si z niepokojem w stron kuchni, w ktrej
rzeczywicie zrobio si dziwnie cicho. Krzykn gono na
oberyst.
Nikt nie odpowiedzia.
Gerard podszed do drewnianych drzwi prowadzcych do
kuchni i otworzy je na ocie. Sposzy pomywaczk, ktra
wrzaskiem i ucieczk przez drzwi na zapleczu potwierdzia jego obawy.
Wrci do gwnej izby.
Miae racj rzek rycerz. Ten ajdak uciek,
a dziewucha wrzasna tak, jakbym chcia jej podern gardo. Lepiej ju sobie pjd. Wycign rk. Chc ci podzikowa, panie. Wybacz, ale nie spytaem ci o imi ani nie
podaem swojego...
Mag zlekceway wycignit do. Chwyci lask opart
o komin i wsta, opierajc si na niej.
145*
Chod ze mn poleci czarodziej.
146*
Dzikuj ci za ostrzeenie, panie rzek
stanowczo
Gerard ale musz szybko odjecha...
147*
Nie uciekniesz stwierdzi mag. Oni s
zbyt
blisko. Wyjechali o wicie i bd tu w cigu kilku minut. Masz
tylko jedn szans. Chod ze mn.
Podpierajc si lask ozdobion zot smocz ap trzymajc kryszta, mag zaprowadzi rycerza do schodw wiodcych na pitro. Ruchy mia pynne i szybkie, niepasujce do
jego wtego wygldu. Bure szaty szeleciy wok kostek czarodzieja. Gerard waha si jeszcze chwil, rzucajc okiem na
okno. Na drodze byo pusto. Nie sysza zbliajcej si armii,
bicia w bbny, krokw maszerujcych onierzy.
Kim jest ten mag, ebym mu ufa? Tylko dlatego, e wydaje si wiedzie, o czym myl; tylko dlatego, e mwi o Takhisis...".
Czarodziej stan u stp schodw. Odwrci si do Gerarda. Jego dziwne oczy bysny w mroku.
409

Kiedy mwie, by i za gosem serca. Co ci teraz


mwi serce, panie rycerzu?
Gerard sta osupiay, a jzyk przysech mu do podniebienia.
162*
Wic? niecierpliwi si mag. Co masz
w sercu?
163*
Rozpacz i zwtpienie odpar wreszcie
Gerard
drcym gosem nieufno, strach...
164*
To jej robota stwierdzi czarodziej.
Dopki
nie
ustpi te cienie, nie ujrzysz soca. Odwrci si i wszed
na schody.
Teraz Gerard sysza ju gone rozkazy, chrzst uprzy
i brzk stali. Pobieg w stron schodw.
Na parterze znajdowaa si kuchnia, jadalnia i dua wsplna izba, gdzie Gerard spdzi noc. Na pitrze znajdoway si
osobne pokoje dla wygody zamoniejszych goci, jak rwnie
mieszkanie oberysty. Drzwi do nich byy dobrze zamknite
i zaryglowane.
Mag podszed prosto do tych drzwi. Nacisn klamk,
a kiedy nie pomogo, dotkn zamka krysztaow gak swojej
laski. Bysno wiato, na wp olepiajc Gerarda, ktry jeszcze dugo mruga i widzia przed oczami bkitne gwiazdy.
Kiedy odzyska wzrok, mag ju otworzy drzwi. Z zamka snuy
si pasemka dymu.
Hej, nie wolno ci tam wchodzi... zacz Gerard.
Mag spojrza na niego chodnym wzrokiem.
Zaczynasz mi przypomina mojego brata, panie rycerzu. Wprawdzie kochaem go, cakiem szczerze mog powiedzie, e czasami miertelnie mnie irytowa. Skoro mowa
o mierci, twoja jest ju blisko. Mag pokaza lask wntrze
izby. Otwrz ten kufer. Nie, nie ten. Tamten w kcie. Nie
jest zamknity na klucz.
Gerard da za wygran. Jeli spa, to z wysokiego konia,
jak mwi porzekado. Wszed do mieszkania oberysty i uklk
obok duej drewnianej skrzyni, ktr wskaza mag. Podnis
wieko i spojrza na kolekcj, w skad ktrej wchodzio kilka
noy i sztyletw, but bez pary, para rkawic i czci zbroi: kar410

wasze, nagolenniki, naramienniki, kirys i par hemw. Wszystkie elementy zbroi byy czarne, niektre nosiy emblematy
Czarnych Rycerzy.
Nasz gospodarz nie gardzi okradaniem swoich goci
rzek mag. Bierz, co potrzebujesz.
Gerard z omotem spuci wieko kufra. Wsta i cofn si.
56* Nie oznajmi.
57* Przebranie si za jednego z nich to twoja jedyna
szansa.
Wiem, e nie ma tu wiele, ale na pewno skompletujesz do,
eby ich zmyli.
58* Dopiero co si pozbyem caego kompletu tej
przekltej
zbroi...
59* Tylko sentymentalny dure mg by tak gupi odpar mag zatem nie dziwi si, e tak zrobie. Na, co
moesz z tych czci zbroi. Poycz ci swoj czarn peleryn. Z dowiadczenia wiem, e potrafi zamaskowa wiele
grzechw.
60* Nawet jeli si przebior, nic z tego nie bdzie
mrukn Gerard. Mia ju do ucieczki, przebieranek i kamstw.
Powiedziae, e oberysta powiedzia im o mnie.
61* Oberysta jest idiot. Ty jeste bystrym chopakiem
i potrafisz si wyga. Mag wzruszy ramionami. Nie
ma gwarancji, e podstp zadziaa. Moesz jeszcze zawisn.
Mnie si jednak wydaje, e warto zaryzykowa.
Gerard waha si jeszcze chwil. Mia do ucieczki, ale
ycie mu jeszcze nie zbrzydo. Plan maga zapowiada si dobrze. Rycerze poznaj miecz Gerarda, podarunek od marszaka Medana. Jego ko wci mia uprz Czarnych Rycerzy,
a i buty Gerarda przypominay te, ktre nosili Czarni Rycerze.
Czujc si coraz bardziej tak, jakby wpad w straszliw
puapk, w ktrej stale wybiega drzwiami na tyach tylko po
to, by wej tymi od frontu, wyj ze skrzyni te czci zbroi,
ktre mogy na niego pasowa i pospiesznie zacz je nakada. Niektre byy za due, inne bolenie uwieray. Kiedy
skoczy, wyglda jak pajac w zbroi. Mimo to mia wraenie,
e kiedy narzuci na cao czarn peleryn, moe mu si uda.
411

Prosz rzek, odwracajc si. Jak mam...


Mag znikn. Obiecana czarna peleryna leaa na pododze.
Gerard rozejrza si po pokoju. Nie sysza, eby czarodziej
wychodzi, ale przypomnia sobie, e mczyzna porusza si
bezszelestnie. Do umysu Gerarda wkrado si pewne podejrzenie, ale szybko o nim zapomnia. Nie byo ju wane, czy
mag mu sprzyja, czy by jego wrogiem. Gerard nie mg si
teraz wycofa.
Podnis czarn peleryn, zarzuci j sobie na ramiona
i czym prdzej opuci mieszkanie oberysty. Kiedy doszed
do schodw, wyjrza przez okno i zobaczy na dole oddzia
onierzy. Zdusi w sobie ch rzucenia si do ucieczki. Ze stukotem zszed po schodach i podszed do wyjcia. Dwaj onierze uzbrojeni w halabardy potrcili go po chamsku, pchajc si
do drzwi.
Hej! zawoa ze zoci Gerard. Omal mnie nie
przewrcilicie. Co to ma znaczy?
Speszeni onierze stanli. Jeden dotkn doni czoa.
165*
Prosz o wybaczenie, panie rycerzu, ale
spieszy
nam
si. Polecono nam aresztowa Solamnijczyka, ktry ukrywa
si w tej obery. Moe go widzielicie, panie? Ma na sobie koszul i skrzane spodnie, prbuje uchodzi za kupca.
166*
Tylko tyle o nim wiecie? spyta Gerard.

Jak
wyglda? Jak jest wysoki? Jakiego koloru ma wosy?
Zniecierpliwieni onierze wzruszyli ramionami.
167*
A co to za rnica, panie? Jest w rodku.
Oberysta
powiedzia, e go tam zastaniemy.
168*
By w rodku rzek Gerard. Wanie si
z
nim
minlicie. Kiwn gow. Odjecha w tamt stron jakie
pitnacie minut temu.
169*
Odjecha! onierz wybauszy oczy.
Dlaczego
go nie zatrzymalicie?
170*
Ja nie miaem rozkazw, eby go
zatrzymywa

odpar ze spokojem Gerard. Ten sukinsyn to nie mj kopot.


Jeli si pospieszycie, moe go jeszcze zapiecie. Aha, tak przy
okazji, to wysoki, przystojny mczyzna, ma okoo dwudziestu
412

---------------

------------------------------------^

piciu lat, kruczoczarne wosy i dugie wsy. Co si tak na


mnie gapicie jak banda kretynw? Zjeda, ju was tu nie ma!
Mamroczc co pod nosem, onierze wybiegli z obery
na ulic, nie zadajc sobie nawet trudu, eby zasalutowa. Gerard westchn, przygryzajc warg z frustracji. Powinien by
wdziczny magowi, ktry uratowa mu ycie, ale jako nie
by. Myl o kolejnych oszustwach, kamstwach i matactwach,
o staym zachowywaniu ostronoci i o strachu przed wykryciem cakiem popsua mu humor. Naprawd zastanawia si,
czy go na to sta. Ostatecznie atwiej jest zawisn na szubienicy.
Zdj hem i przeczesa palcami te wosy. Czarna peleryna bya cika. Poci si w niej, ale nie mia odwagi jej zdj.
Oprcz tego paszcz wydziela dziwny zapach przypomina
wo patkw r zmieszan z czym, co nie byo ju tak sodkie i mie. Gerard sta na progu obery, zastanawiajc si nad
nastpnym krokiem.
onierze prowadzili grup jecw. Rycerz nie zwraca
wikszej uwagi na nieszcznikw; przyszo mu jedynie do
gowy, e mg by jednym z nich.
Uzna, e najlepszym wyjciem bdzie odjecha w zamieszaniu. Jeli kto go zatrzyma, zawsze moe twierdzi, e jest
posacem udajcym si gdzie w pilnej sprawie.
Wyszed na ulic. Rzuciwszy okiem na niebo, z przyjemnym zaskoczeniem stwierdzi, e deszcz usta, a chmury si
rozproszyy. Soce wiecio jasno.
Bardzo dziwny odgos, podobny do beczenia zadowolonej
kozy, skoni go do tego, by si odwrci.
Znad knebla patrzya na niego para byszczcych oczu. Byy to oczy Tasslehoffa Burrfoota, a dziwne beczenie byo radosnym i wesoym bekotem Tasslehoffa Burrfoota.
TEGO Tasslehoffa Burrfoota.

23

W ktrym zostaje udowodnione,


e nie wszyscy kenderzy
wygldaj jednakowo
Widok stojcego tu przed nim Tasslehoffa podziaa na
Gerarda jak trafienie smocz byskawic. Rycerz by osupiay
i zdrtwiay, niezdolny do zebrania myli ani do adnych innych dziaa. By tak zdumiony, e po prostu wlepia oczy
w kendera. Wszyscy na wiecie cznie z bogini szukali
Tasslehoffa Burrfoota, a Gerard go znalaz.
A mwic cilej, znalaz go oddzia Czarnych Rycerzy.
Tasslehoff znajdowa si wrd kilku tuzinw innych kenderw, ktrych pdzono do Sanction. Zapewne kady z nich
twierdzi, e jest Tasslehoffem Burrfootem. Niestety, jeden naprawd nim by.
Tasslehoff wci becza przez knebel, a teraz ze wszystkich
si stara si take macha rkami. Jeden ze stranikw, usyszawszy dziwny odgos, odwrci si. Gerard szybko wcisn
na gow hem, omal nie przycinajc sobie przy okazji nosa,
hem bowiem by na niego za ciasny.
Ktokolwiek robi ten haas, niech przestanie! krzykn stranik. Rzuci si na Tasslehoffa, ktry nie patrzc
pod nogi potkn si o wasne kajdany i przewrci na ziemi. Padajc, pocign za sob dwch innych kenderw, ktrzy byli z nim skuci. Uznawszy to za interesujc odmian
414

w nudnym marszu, pozostali kenderzy zaczli nawzajem zbija si z ng, wskutek czego w caym szeregu okoo czterdziestu kenderw natychmiast wybuch zamt.
Dwaj stranicy uzbrojeni w korbacze wkroczyli do akcji,
eby zaprowadzi porzdek. Gerard oddali si szybko, niemal
biegiem, chcc opuci t okolic, zanim zdarzy si co gorszego. W gowie mu huczao od natoku myli, tak e szed jak
ogupiay, nie bardzo wiedzc, dokd idzie. Wpada na ludzi,
mamrota przeprosiny. Wdepnwszy w jak dziur, wykrci
sobie kostk i omal nie wpad do koryta z wod. W kocu zauway ciemny zauek i skry si w nim. Zrobi kilka gbokich
wdechw. Zimne powietrze chodzio jego spocone czoo i rycerz mg wreszcie odetchn i zastanowi si nad sytuacj.
Takhisis chciaa dosta w swe rce Tasslehoffa i chciaa go
mie w Sanction. Gerard mia szans popsu jej szyki i wiedzia, e czynic to, idzie za gosem wasnego serca. Cie si
rozproszy. W gowie rycerza kiekowa ju plan.
Oddajc w mylach honory magowi i yczc mu powodzenia, Gerard wyruszy wprowadzi w ycie swj pomys. Na
pocztek musia znale rycerza rwnego mu wzrostem i wag, a przy odrobinie szczcia take rozmiarem hemu.
Czarni Rycerze i ich piesze wojsko, obozujcy w okolicach
Tyburn i w samym miecie, szykowali si wanie do snu. Komendant i jego oficerowie zajli ober, co nie byo wielkim
osigniciem, gdy jedzenie byo tam pode, a izby plugawe.
Jedyn dobr rzecz, jak mona byo powiedzie o tamtejszym ale, by fakt, e mile uderzao czowiekowi do gowy, co
pomagao zapomnie o kopotach.
Komendant Czarnych Rycerzy wypi duo ale. Mia bardzo
wiele problemw, ktre chcia utopi w tym piwie. Wikszo
wizaa si z jego now zwierzchniczk Min.
Komendant nigdy nie lubi ani nie darzy zaufaniem lorda Targonne'a, maodusznego czowieka, ktry bardziej dba
o zamanego miedziaka ni o onierzy pod swoim dowdztwem. Targonne nie zrobi niczego dla sprawy Czarnych Ryce415

rzy, za to skupia si na napenianiu wasnych kieszeni. Nikt


w Jelek nie opakiwa mierci Targonne'a, ale te i nie cieszy
si z awansu Miny.
To prawda, e robia wiele dobrego dla sprawy Czarnych
Rycerzy, ale gnaa naprzd w takim tempie, e zostawiaa
wikszo z nich daleko w tyle. Komendant by wstrznity wieci o tym, e podbia Solanthus. Nie by pewny, czy to
pochwala. Jak Czarni Rycerze maj utrzyma kontrol jednoczenie nad tym miastem, Solanthus i stolic Solamnii, Palanthas?
Ta przeklta Mina nawet nie zastanawiaa si nad pilnowaniem tego, co ju zdobya. Nie mylaa o nadmiernie rozcignitych liniach zaopatrzenia, przepracowanych ludziach i niebezpieczestwie powstania miejscowej ludnoci.
Komendant wysya do Miny listy, ktre to wszystko wyjaniay, proszc j, by zwolnia tempo, rozbudowaa wojska,
skonsolidowaa zdobycze. Mina zapomniaa take o kim innym o smoczej zwierzchniczce Malys. Komendant wysya
ugodowe listy do smoczycy, utrzymujc, e Czarni Rycerze
nie zamierzaj odebra jej wadzy. Wszystkie nowo podbite terytoria s zajmowane w jej imieniu, i tak dalej. Odpowiedzi
nie byo.
Potem, kilka dni temu, przyszed rozkaz od Miny, nakazujcy mu opuci Jelek i wymaszerowa z wojskiem na poudnie, aby pomc broni Sanction przed spodziewanym atakiem poczonych si elfw i Solamnijczykow. Mia wyruszy
bezzwocznie, a przy okazji zgarn i przyprowadzi do miasta
kadego kendera, jakiego spotka po drodze.
Aha, Mina przypuszczaa rwnie, e Malys moe zaatakowa Sanction. Mia si wic przygotowa take na tak ewentualno.
Nawet teraz, kiedy komendant kolejny raz czyta rozkazy,
czu si tak samo wstrznity i oburzony jak wtedy, gdy czyta je poprzednio p tuzina razy. Mia ochot zama rozkaz,
ale kurier, ktry dostarczy wiadomo, da mu wyranie do
zrozumienia, e Mina i Jedyny Bg maj dugie rce. Posa416

nie poda kilka przykadw tego, co si stao z innymi komendantami, ktrzy wiedzieli lepiej od Miny, jakie podj decyzje,
poczwszy od samego nieyjcego lorda Targonne'a. W ten
sposb komendant znalaz si na drodze do Sanction, a teraz
siedzia w tej wszawej obery i sczy ciepawe ale, wobec
ktrego stwierdzenie, e smakuje jak koskie szczyny, byoby
niezasuonym komplementem.
Zy dzie z kad chwil stawa si coraz gorszy. Nie tylko kenderzy zatrzymali marsz, zapltujc si w acuchy, ktrych rozplatanie zajo godziny, ale komendantowi uciek solamnijski szpieg, ktrego ostrzeono o ich nadejciu. Na szczcie mieli teraz jego dokadny rysopis. Mczyzna o dugich,
czarnych wosach i czarnych wsach powinien by atwy do
schwytania.
Komendant topi wanie kopoty w ale, kiedy podnis
wzrok i ujrza w drzwiach kolejnego posaca od Miny. Oddaby wszystko, co posiada, za to, eby mc rzuci swoim
kuflem w gow tego mczyzny.
Posaniec stan przed nim. Komendant zlustrowa go ponurym spojrzeniem i nie zaprosi do stou.
Jak wikszo kurierw, ktrzy musieli podrowa bez
obcienia, ten by odziany w czarn skrzan zbroj, na ktr
narzuci grub, czarn peleryn. Mczyzna zdj hem, woy
go pod pach i zasalutowa.
Przychodz w imieniu Jedynego Boga.
Komendant parskn w swj kufel.
Czego teraz ode mnie chce Jedyny Bg? Czyby Mina
podbia Lodow cian? Tam mam pomaszerowa?
Posaniec by brzydkim mczyzn o tych wosach, ospowatej twarzy i zaskakujco niebieskich oczach. Bkitne oczy
wpatryway si w komendanta, najwyraniej zdziwione.
34* Niewane. Komendant westchn. Przeka wiadomo i skoczmy ju z tym.
35* Mina dowiedziaa si, e wzie do niewoli kilku
kenderw. Jak moe wiesz, szuka pewnego konkretnego kendera.
36* Burrfoota, tak, wiem odpar komendant. Mam
417

tam mniej wicej czterdziestu Burrfootw. Do wyboru, do koloru, moesz przebiera.


Tak zrobi, za waszym pozwoleniem, panie rzek
z szacunkiem posaniec. Wiem, jak wyglda ten Burrfoot.
Poniewa zapanie go jest spraw bardzo piln, Mina wysaa
mnie, eby si przyjrza twoim jecom i sprawdzi, czy nie ma
go wrd nich. Jeli jest, mam go natychmiast zawie do
Sanction.
Komendant podnis na niego peen nadziei wzrok.
Nie zabraby wszystkich czterdziestu?
Posaniec pokrci gow.
171*
Tak te sdziem. No c, id poszuka tego
cholernego
zodziejaszka. Co przyszo mu na myl. Jeli go znajdziesz, co mam zrobi z pozostaymi?
172*
W tej sprawie nie otrzymaem rozkazw,
panie

rzek
kurier ale sdz, e rwnie dobrze moesz ich wypuci.
173*
Wypuci... Komendant przyjrza si
uwaniej
posacowi. Czy to na twoim rkawie to krew? Jeste ranny?
174*
Nie, panie zaprzeczy kurier. Na
drodze
napadli
mnie bandyci.
175*
Gdzie? Pol tam patrol odpar
komendant.
176*
Nie trzeba, panie powiedzia mczyzna.

Zaatwiem ju t spraw.
177*
Rozumiem rzek komendant, majc
wraenie,
e
dostrzeg krew take na skrzanej zbroi. Wzruszy ramionami.
Nie jego sprawa. Id wic poszuka tego Burrfoota. Ty
tam, odprowad natychmiast tego czowieka do zagrody, gdzie
trzymamy kenderw. Udziel mu wszelkiej pomocy, jakiej sobie zayczy. Podnoszc kufel, doda: Za twoje zdrowie,
panie.
Posaniec podzikowa komendantowi i wyszed.
Komendant zamwi jeszcze jedno ale. Zastanawia si, co
zrobi z kenderami. Rozwaa wanie moliwo ustawienia
ich w szeregu i posuenia si nimi jako tarczami na szkoleniu
uczniczym, kiedy usysza jaki haas przy drzwiach i zobaczy kolejnego posaca.
418

Komendant jkn w duchu i ju mia powiedzie intruzowi, eby spada do Otchani, kiedy mczyzna zsun kapelusz
i komendant pozna jednego ze swoich najbardziej zaufanych
szpiegw. Gestem kaza mu podej bliej.
314*
Jakie wieci? spyta. Mw cicho.
315*
Panie, przybywam wanie z Sanction!
316*
Kazaem ci mwi cicho. Nie wszyscy
musz
wiedzie
o naszych sprawach warkn komendant.
317*
To nie ma znaczenia, panie. Za mn szybko
poda
plotka. Do rana wszyscy ju bd wiedzie. Malys nie yje.
Mina zabia smoka.
Tum w obery zamilk. Wszyscy tak osupieli, e nie mogli wykrztusi sowa. Prbowali przyswoi sobie te wieci i pomyle, co to moe dla nich oznacza.
318*
To nie wszystko powiedzia szpieg,
wypeniajc
cisz swoim gosem. Mwi, e Mina rwnie nie yje.
319*
Wic kto dowodzi? spyta komendant,
zrywajc
si
na rwne nogi i zapominajc o ale.
320*
Nikt, panie rzek szpieg. W miecie
panuje chaos.
321*
Patrzcie, patrzcie zachichota komendant.

Moe
Mina miaa racj i modlitwy zostaj wysuchane. Panowie
rzek, przesuwajc wzrokiem po swoich oficerach i reszcie
personelu tej nocy nie bdziemy spa. Jedziemy do Sanction.
;
Jedno mam ju z gowy" pomyla Gerard, wlokc si
za adiutantem komendanta. Teraz jeszcze jedno".
I nie bdzie to wcale proste. Wystrychnicie na dudka podchmielonego komendanta Czarnych Rycerzy byo dziecinn
zabaw w porwnaniu z tym, co go dopiero czekao wyuskaniem jednego kendera z caego stada. Gerard mia tylko nadziej, e Czarni Rycerze, w swej nieskoczonej mdroci, zakneblowali kenderw.
Prosz, tu s powiedzia adiutant, podnoszc latarni. Zamknlimy ich w zagrodzie. Tak jest atwiej.
Kenderzy spali, przytuleni do siebie jak szczenita, by si
419

ogrza. Noc bya chodna, a niewielu miao peleryny lub inne


okrycia chronice od zimna. Ci, ktrzy je mieli, dzielili si nimi z reszt. Ich upione twarzyczki byy blade i wymizerowane. Najwyraniej komendant nie marnowa na nich jedzenia,
a ju z pewnoci nie dba o ich wygod.
Kenderzy nadal mieli skute acuchami rce i nogi, jak
rwnie co Gerard przyj z ulg wci byli zakneblowani. Na stray stao kilku onierzy. Gerard naliczy piciu, ale
podejrzewa, e w mroku moe si ich kry wicej. Na widok
jasnego wiata kenderzy unieli gowy i sennie mrugali, ziewajc mimo knebli.
Wstawa, karaluchy rozkaza rycerz. Dwch onierzy weszo do zagrody, eby kopniakami zbudzi zaspanych
kenderw. Wstacie i rbcie mdre miny. Odwrcie si do
wiata. Ten jegomo chce zobaczy wasze brudne gby.
Gerard od razu zauway Tasslehoffa. Kender sta gdzie
pod koniec szeregu, wytrzeszcza oczy, rozglda si i drapa
po gowie rczk zakut w kajdany. Gerard musia jednak udawa, e przyglda si kademu kenderowi, i tak wanie robi,
nie spuszczajc zarazem Tasa z oczu.
Tasslehoff wyglda staro" uwiadomi sobie nagle rycerz. Dotychczas tego nie zauwaaem".
Zadziorna kitka na gowie kendera nadal bya duga i gsta.
Mimo to tu i tam widniay w niej siwe pasma, a ostre wiato
podkrelao zmarszczki na twarzy Tasa. Oczy mia jednak nadal byszczce, sylwetk spryst i przyglda si wszystkiemu z typowym dla siebie zainteresowaniem i ogromn ciekawoci.
Gerard spacerowa wzdu szeregu kenderw, z wysikiem
powstrzymujc si od popiechu. Zaoy skrzany hem, eby
zasoni twarz, obawiajc si, e Tas znowu go pozna i krzyknie z radoci. Jego plan jednak nie poskutkowa, bo Tasslehoff
tylko raz zajrza w szpar wzrokow hemu, zobaczy niebieskie oczy Gerarda i umiechn si od ucha do ucha. Z powodu
knebla nie mg mwi, ale pokrci si w sposb, ktry mia
wskazywa, e si cieszy.
420

Gerard stan i wbi wzrok w Tasa, ktry ku rozpaczy


rycerza puci do niego oko i umiechn si tak szeroko,
jak mu na to pozwa/af knebel. Gerard chwyci kencfera za kitk
na czubku gowy i pocign za ni solidnie.
255*
Nie znasz mnie sykn spod hemu.
256*
Jasneenie wybekota zakneblowany
Tas,
dodajc
entuzjastycznie: Taksizdziwiemnatwjwidokgdziesipodziewa...
Gerard wyprostowa si.
257*
To ten kender powiedzia gono, znw
szarpic
Tasa za kitk.
258*
Ten? Adiutant by zdziwiony. Jeste
pewny?
259*
Cakowicie odpar Gerard. Twj
dowdca
doskonale si spisa. Moesz by pewny, e Mina bdzie bardzo zadowolona. Oddaj mi natychmiast kendera. Wezm za niego
pen odpowiedzialno.
260*
Sam nie wiem... zawaha si adiutant.
261*
Twj dowdca powiedzia, e mam go
zabra,
jeli
go
rozpoznam przypomnia mu Gerard. Znalazem go. Teraz masz go odda w moje rce.
262*
Sprowadz komendanta powiedzia
adiutant.
263*
Dobrze, jeli chcesz mu przeszkadza. Mnie
si
wydawao, e jest bardzo odprony stwierdzi Gerard ze wzruszeniem ramion.
Podstp nie poskutkowa. Adiutant by jedn z tych lojalnych, penych powicenia osb, ktre nie pjd do wychodka
bez spytania o pozwolenie. Odmaszerowa. Gerard sta w zagrodzie z kenderem, zastanawiajc si, co robi.
Zagalopowaem si mrukn Gerard. Komendant
moe doj do wniosku, e skoro kender jest tak cenny, sam go
odprowadzi i zagarnie nagrod! Do kroset! Czemu wczeniej
o tym nie pomylaem!
Tasslehoff tymczasem poluzowa knebel i wyplu go z tak
atwoci, jakby tak przynajmniej zdawao si Gerardowi
trzyma go w ustach tylko z ciekawoci.
Nie znam ci powiedzia gono Tasslehoff i znw
421

konspiratorsko do niego mrugn, co niemal gwarantowao, e


obaj zostan powieszeni.
178*
Milcz! wymamrota Gerard ktem ust.
179*
Miaem kuzyna o takim imieniu zauway
refleksyjnie Tas.
Gerard ponownie mocno go zakneblowa.
Spojrza na dwch stranikw, ktrzy z kolei przygldali
si jemu. Trzeba bdzie szybko dziaa, eby nie zdyli narobi haasu. Stary podstp z udawaniem, e si szuka na ziemi
rozsypanych stalowych monet, moe poskutkowa. Ju mia
sapn, wytrzeszczy oczy ze zdumienia i wskaza na ziemi,
szykujc si do zdzielenia stranikw w gowy, kiedy podejd
popatrze, gdy za jego plecami wybucho jakie zamieszanie.
Na drodze zapony pochodnie. Ludzie zaczli woa i biega we wszystkie strony. Trzaskay drzwi. W pierwszej chwili
ogarnity panik Gerard pomyla, e go odkryto i e caa armia ju biegnie po to, by go schwyta. Wydoby miecz i nagle
zda sobie spraw, e onierze nie biegn w jego stron, lecz
w przeciwnym kierunku, ku obery. Dwaj stranicy kompletnie przestali si interesowa Gerardem. Patrzyli i mruczeli co,
starajc si zorientowa, co si dzieje.
Gerard odetchn. Alarm nie mia nic wsplnego z nim.
Rycerz zmusi si do tego, by sta spokojnie i czeka.
Adiutant nie wrci. Gerard mamrota pod nosem z niecierpliwoci.
Id i zobacz, co tam si dzieje rozkaza.
Jeden ze stranikw natychmiast pobieg wykona polecenie. Zatrzyma pierwsz napotkan osob, po czym zawrci
i pogna z powrotem.
180*
Malys nie yje! krzykn. I ta caa
Mina
te!
W Sanction panuje zamt. Maszerujemy tam natychmiast.
181*
Malys nie yje? jkn Gerard. Mina
rwnie?
182*
Tak powiadaj.
Gerard sta osupiay, potem si opamita. Suy w wojsku ju od paru dobrych lat i wiedzia, e pogoski nie s warte
zamanego miedziaka. Ta wie moga by prawdziwa mia
422

tak nadziej ale rwnie dobrze moga by faszywa. Musia dziaa z zaoeniem, e jest bdna.
322*
Wszystko piknie, ale kender nadal jest mi
potrzebny
upiera si. Gdzie jest adiutant komendanta?
323*
Wanie z nim rozmawiaem. Stranik
szuka
czego
przy pasku. Odpi kko z kluczami i rzuci je Gerardowi.
Chcesz kendera? Masz, we ich sobie.
324*
Nie chc ich wszystkich! krzykn
przeraony
Gerard, ale stranicy zdyli si tymczasem oddali, by doczy
do oddziaw formujcych si na drodze.
Gerard obejrza si i zobaczy, e wszyscy kenderzy jak jeden m umiechaj si do niego od ucha do ucha.
Uwolnienie kenderw okazao si nieatwe. Kiedy nizioki
zobaczyy, e Gerard ma klucze, podniosy taki wrzask, e
byo je chyba sycha we Flotsam, i zaczy si toczy wok
niego, wycigajc skute rce i jeden przez drugiego domagajc
si, by rycerz uwolni najpierw wanie ich. Zrobi si taki harmider, e Gerard omal si nie przewrci i w zamieszaniu straci Tasslehoffa z oczu.
Beczc i wymachujc rkami, Tas przepycha si do przodu
przez gromad kenderw. Gerard mocno chwyci go za koszul i zacz otwiera kajdany na jego rkach i nogach. Reszta
kenderw krcia si wok, przygldajc si temu, co si dzieje, i co chwila wyrywajc Gerardowi acuchy z rk. Rycerz
miota przeklestwa, krzycza, grozi i by nawet zmuszony
odepchn kilka niziokw, ktre przyjmoway to wszystko za
dobr monet. Wreszcie sam nie wiedzia jak udao mu
si uwolni Tasslehoffa. Kiedy ju to zrobi, cisn klucze
w rodek gromady pozostaych kenderw, ktrzy radonie si
na nie rzucili.
Gerard zapa obszarpanego, rozczochranego, upstrzonego
som Tasslehoffa i wypchn go pospiesznie na zewntrz, jednym okiem obserwujc Tasa, a drugim zamieszanie wrd onierzy.
Tas zerwa knebel z ust.
Zapomniae mi go wyj zauway.
423

264*
Gerard.

Nie, nie zapomniaem odpowiedzia

265*
Tak si ciesz, e ci widz! rzek Tas,
ciskajc
rk Gerardowi i kradnc mu n. Co porabiae? Gdzie
bye? Musisz mi wszystko opowiedzie, ale nie teraz. Nie mamy duo czasu. Kender zatrzyma si i zacz czego szuka
w torbie. Musimy std zmyka.
266*
Masz racj, nie ma czasu na pogawdki.
Gerard
odebra niziokowi swj n, zapa Tasa za rami i pocign go
za sob. Mj ko stoi w stajni...
267*
Och, na konia te nie mamy czasu odpar
Tasslehoff,
bez trudu wylizgujc si z ucisku Gerarda niczym wgorz
jeli chcemy zdy dotrze do Rady Rycerzy na czas. Bo widzisz, elfy wyruszyy i zaraz wpadn w straszne tarapaty, i
och, na wiecie dziej si takie rzeczy, e za dugo trwaoby
ichwyjanianie. Musisz zostawi konia. Jestem jednak pewny,
e nic mu nie bdzie.
Tas wycign jaki przedmiot i umieci go w wietle ksiyca. Na powierzchni rozbysy klejnoty i Gerard pozna urzdzenie do podrowania w czasie.
268*
Co chcesz z tym zrobi? zaniepokoi si
rycerz.
269*
Za jego pomoc udamy si do Rady Rycerzy.
Przynajmniej mam nadziej, e wanie tam nas zabierze. Od kilku
dni co dziwnie si zachowuje. Nie uwierzyby, jakie miejsca
odwiedziem...
270*
Ja nie id odpar Gerard, odsuwajc si od
kendera.
271*
Ale idziesz rzek Tasslehoff, kiwajc
gow
tak
energicznie, e kitka wosw na czubku gowy uderzya go
z rozmachu w nos. Musisz pj ze mn, bo mnie nie uwierz. Jestem tylko kenderem. Raistlin jednak twierdzi, e tobie uwierz. Kiedy opowiesz im o elfach, o Takhisis i wszystkim...
272*
Raistlin? powtrzy Gerard, rozpaczliwie
prbujc
nady. Jaki Raistlin?
273*
Raistlin Majere. Brat Caramona. Spotkae go
dzi
rano
w obery. Pewnie by dla ciebie niemiy i uszczypliwy, prawda? Wiedziaem. Tas westchn i pokrci gow. Nie
424

zwracaj na to uwagi. Raistlin zawsze si tak odnosi do ludzi.


Taki ju jest. Przyzwyczaisz si do tego. Wszyscy si przyzwyczailimy.
Gerard dosta gsiej skrki na rkach. Po plecach przebiegy go ciarki. Przypomnia sobie opowieci Caramona o jego bracie czerwone szaty, herbata, laska z krysztaem, kliwy jzyk...
325*
Przesta opowiada bzdury rzek
stanowczo.

Raistlin Majere nie yje!


326*
Ja te odpar Tasslehoff Burrfoot.
Umiechn
si
do
Gerarda. Nie wolno pozwoli, aby taki drobiazg ci zatrzymywa.
Tas wycign rk i chwyci rycerza za do. Bysny
klejnoty i wiat uciek Gerardowi spod stp.

24

Decyzja
Kiedy Gerard by maym chopcem, jeden z jego kolegw
zmajstrowa im do zabawy hutawk. Zawiesi gadko oheblowan desk na dwch sznurkach, a sznurki przywiza do wysokiej gazi drzewa. Potem namwi Gerarda, eby usiad na
hutawce, a nastpnie zacz okrca go dookoa, a linki si
skrciy. Wtedy bardzo mocno pchn hutawk i puci. Gerard zacz wirowa i zatacza szalecze krgi, a jego lot skoczy si dopiero wtedy, kiedy chopiec spad z hutawki i wyldowa w trawie nosem do ziemi.
Takie samo uczucie zafundowao Gerardowi urzdzenie do
podrowania w czasie, z tym tylko wyjtkiem, e nie wyrzucio go twarz do ziemi. Rwnie dobrze jednak mogoby to
zrobi, poniewa kiedy dotkn stopami bogosawionej trawy,
nie wiedzia, gdzie jest gra, a gdzie d, ani czy w grze ma
nogi, czy gow. Zatacza si jak pijany gnom, mrugajc, sapic i starajc si zapa rwnowag. Koyszcy si obok niego
kender te sprawia wraenie wstrznitego.
274*
Tyle razy ju to robiem powiedzia
Tasslehoff,
wycierajc czoo brudnym rkawem ale wci nie mog si
przyzwyczai.
275*
Gdzie jestemy? spyta Gerard, kiedy
wiat
przesta
mu wirowa przed oczami.
276*
Powinnimy by na zebraniu Rady Rycerzy

stwierdzi z powtpiewaniem Tasslehoff. Tam wanie chcielimy


426

si uda i o tym wanie mylaem. To, czy jestemy na waciwej naradzie rycerzy, to jeszcze inna sprawa. Moemy si
na przykad znajdowa na zgromadzeniu Rady Rycerskiej za
czasw Humy. Urzdzenie ostatnio zachowywao si bardzo
dziwnie. Pokrci gow i rozejrza si wok. Poznajesz
cokolwiek?
Wyldowali na gsto zalesionym kawaku ziemi, na skraju cierniska pozostaego po dawno ztym polu pszenicy. Gerardowi przyszo na myl, e znw si zgubi, i tym razem na
manowce wyprowadzi go kender. Straci ju nadziej, e kiedykolwiek zostanie odnaleziony i wanie mia zamiar to oznajmi, kiedy zauway duy, szary budynek przypominajcy fortec albo kasztel. Gerard zmruy oczy, starajc si przyjrze
fladze opoccej na murach.
327*
Przypomina flag lorda Ulricha stwierdzi
zdumiony. Rozejrza si uwaniej i wydao mu si, e poznaje okolic. To moe by rzeczywicie posiado lorda Ulricha
rzek ostronie.
328*
Czy to tu powinnimy si znajdowa?
spyta Tas.
329*
Rada Rycerzy zbieraa si tutaj, kiedy ostatni
raz
tu
byem powiedzia Gerard.
330*
wietna robota rzek Tasslehoff,
poklepujc
urzdzenie. Beztrosko wrzuci je z powrotem do torby i spojrza
z wyczekiwaniem na Gerarda. Powinnimy si pospieszy
rzek. Dziej si rne sprawy.
331*
Tak, wiem odpar Gerard ale nie
moemy
po
prostu powiedzie, e spadlimy z nieba. Nieufnie spojrza
w niebo.
332*
Czemu nie? Tas by rozczarowany. To
byaby
wspaniaa opowie.
333*
Bo nikt by nam nie uwierzy oznajmi
Gerard.

Sam nie jestem pewny, czy w to wierz. Zastanowi si nad


kwesti. Powiemy, e wyjechalimy z Sanction, ko mi
okula i musielimy i pieszo. Zrozumiae?
334*
To nie tak ekscytujce jak stwierdzenie, e
spadlimy
z nieba stwierdzi Tas. Ale skoro tak twierdzisz doda
427

z popiechem, widzc, e brwi Gerarda spotkay si porodku


czoa.
277*
Jak si nazywa ko? spyta, kiedy ruszyli
przez
pole.
ciernisko chrzcio pod ich stopami.
278*
Jaki ko? mrukn Gerard, zajty
wasnymi
mylami, ktre wci kryy mu po gowie, chocia on, na szczcie, stpa twardo po ziemi.
279*
Twj ko powiedzia Tas. Ten, ktry
okula.
280*
Nie mam konia, ktry okula... Och, ten ko.
Nie
ma
imienia.
281*
Musi mie rzek surowo Tas.
Wszystkie
konie
jako si nazywaj. Ja go nazw, dobrze?
282*
Prosz rzek nierozwanie Gerard,
mylc
tylko
o tym, jak uciszy kendera, eby rozwika zagadk dziwnego
maga oraz niezwykle szczliwego i nadzwyczaj przypadkowego spotkania kendera dokadnie we waciwym miejscu,
idealnie we waciwym czasie.
Po przejciu mniej wicej mili dotarli do kasztelu. Rycerze zmienili go w zbrojny obz. Stalowe groty pik byszczay
w socu. Niebo zasnuway dymy z ognisk i palenisk kuni.
Na zdeptanej setkami stp murawie stay rycerskie namioty
w barwne pasy. Na rzekim jesiennym wietrze opotay flagi
rozlicznych majtkw, od Palanthas po Estwilde. Powietrze
wypeniay odgosy dononego stukania, brzku metalu o metal. Rycerze szykowali si do wojny.
Po upadku Solanthus Rycerze rozesali wici, aby przybywa i broni ojczyzny. Wezwanie zostao wysuchane. Rycerze nadcigali ze swoimi witami a z Poudniowego Ergothu. Niektrzy, zuboali, przybywali pieszo, przynoszc jedynie swj honor i ch suenia krajowi. Bogaci natomiast sprowadzili wasne wojsko i kufry pene stali, by wynaj wicej
onierzy.
Bdziemy si widzie z lordem Tasgallem, Rycerzem
Ry i przewodniczcym Rady Rycerzy oznajmi Gerard.
Zachowuj si grzecznie, Burrfoot. Lord Tasgall nie toleruje
bredni.
428

37* Tak niewielu ludzi to robi rzek ze smutkiem Tas.

Naprawd wydaje mi si, e wiat byby duo lepszym miejscem, gdyby wicej ludzi tolerowao nonsensy. Aha, wymyliem imi dla twojego konia.
38* Naprawd? spyta od niechcenia Gerard, nie zwracajc na niego uwagi.
39* Jaskier oznajmi Tasslehoff.
40* Oto mj raport powiedzia Gerard. Jedyny Bg
ma imi i twarz. Nawet pi twarzy. To krlowa Takhisis. Jak
jej si udao dokona tego cudu, nie mam pojcia.
Ja mam wtrci si Tasslehoff, zrywajc si na nogi.
Gerard posadzi kendera ponownie na krzele.
Nie teraz powtrzy po raz czwarty. Kontynuowa
swoj opowie: Nasz pradawny wrg powrci. W niebiosach jest sam i sprawuje niekwestionowan wadz. Na tym
wiecie jednak s tacy, ktrzy gotowi s zaryzykowa ycie,
aby go pokona.
Nastpnie Gerard opowiedzia o spotkaniu z Samarem
i przekaza jego obietnic, e elfy sprzymierz si z Rycerzami, by zaatakowa Sanction.
Trzej dostojnicy wymienili spojrzenia. Wrd przywdcw
trwaa zagorzaa debata, czy zakon powinien prbowa odbi
Solanthus przed wyruszeniem na Sanction. Teraz, gdy Gerard
przynis nowiny, byo niemal pewne, e zapadnie decyzja
o rozpoczciu zmasowanego natarcia na Sanction.
Otrzymalimy wiadomo, e elfy ju wymaszeroway
powiedzia lord Tasgall. Droga z Silvanesti jest duga
i najeona niebezpieczestwami...
148*
Elfy zostan zaatakowane! Tasslehoff
znw
si
zerwa ze swojego miejsca.
149*
Pamitasz, co mwiem o bredniach?
upomnia
go
surowo Gerard, pchniciem sadzajc kendera na krzele.
150*
Czy twj przyjaciel ma co do powiedzenia,
Gerardzie?
spyta lord Ulrich.
Tak oznajmi Tas, wstajc.
429

283*
Nie powiedzia Gerard. To znaczy, on
zawsze
ma
co do powiedzenia, ale nie jest to nic, czego powinnimy
wysucha.
95* Nie mamy gwarancji, e elfy w ogle dotr do
Sanction
doda lord Tasgall ani te nie wiemy, kiedy przybd. Tymczasem, zgodnie z doniesieniami, jakie otrzymujemy
z Sanction, w miecie wybuch zamt. Nasi szpiedzy potwierdzaj pogosk, jakoby Mina znika, a Czarni Rycerze zajci
byli walk o wadz. Sdzc po wydarzeniach z przeszoci,
kto w kocu zajmie jej miejsce, jeli ju tego nie zrobi. Czarni Rycerze nie bd dugo pozbawieni przywdcy.
Przynajmniej rzek lord Ulrich nie musimy si
martwi o Malys. Ta Mina dokonaa tego, czego aden z nas
nie mia odwagi zrobi. Stana do walki z Malys i zabia j.
Podnis srebrny puchar. Pij za jej zdrowie. Za Min! Za
odwag.
Haaliwie wysiorba wino. Nikt inny nie wznis kielicha.
Pozostali mieli zaenowane miny. Pan Ry wbi surowe spojrzenie w lorda Ulricha, ktry sdzc po zaczerwienionej
twarzy i bekotliwej mowie ju wypi za duo.
96* Minie kto pomg, panie rzek z powag Gerard.
97* Rwnie dobrze moesz nazwa t bogini po imieniu
rzek lord Siegfried pospnym tonem. Takhisis.
Lord Tasgall sprawia wraenie zaniepokojonego.
284*
Rzecz nie w tym, e wtpi w prawdziwo
sw
sir
Gerarda, ale nie mog uwierzy...
98* Uwierz w to, panie zawoaa Odila, wchodzc do
sali.
Kobieta bya blada i wychudzona, a jej biae szaty zabocone i poplamione krwi. Sdzc z wygldu, przybya z daleka,
a po drodze niewiele spaa i jada.
Gerard zauway, e kobieta nie nosi ju na piersi medalionu, bdcego znakiem jej wiary. Umiechn si do niej z ulg,
a ona zrewanowaa mu si umiechem, ktry wydawa si
szczery. Moe troch drcy, nie tak pewny i zarozumiay jak
wtedy, gdy spotkali si po raz pierwszy, ale jej wasny.
Dostojni panowie powiedziaa Odila Przyprowa430

dziam kogo, kto moe potwierdzi informacje przedstawione


przez sir Gerarda. Nazywa si Zwierciado i pomg mi uciec
z Sanction.
Mocno zdumieni lordowie spojrzeli na czowieka przyprowadzonego przez Odil. Mczyzna mia na oczach banda,
tylko czciowo zasaniajcy straszn ran, od ktrej przybysz
olep. Szed o lasce. Pomimo kalectwa otaczaa go aura spokojnej pewnoci siebie. Gerard mia wraenie, e gdzie go ju
widzia.
Pan Ry skoni si sztywno niewidomemu, ktry oczywicie nie mg tego zobaczy. Kobieta szepna co do Zwierciada, a ten spuci gow. Lord Tasgall skupi ca uwag na
Odili. Przyglda jej si surowo, z kamienn twarz.
Przysza do nas jako dezerterka, pani rycerz oznajmi. Doniesiono mi, e wstpia w szeregi tej Miny i suya jej, wykonujc jej polecenia. Czcia Jedynego Boga i czynia cuda w imieniu tego, o ktrym teraz wiemy, e jest naszym odwiecznym wrogiem, krlow Takhisis. Czy przysza
teraz, bo si nawrcia? Czy twierdzisz, e wyrzeka si wiary w boga, ktremu kiedy suya? Czemu mielibymy ci uwierzy? Czemu nie mielibymy pomyle, e jeste po prostu
szpiegiem?
Gerard chcia si za ni uj. Odila pooya jednak do
na jego ramieniu i mczyzna umilk. Zda sobie spraw, e
cokolwiek powie, nie pomoe jej, a moe za to bardzo zaszkodzi.
Odila uklka na jedno kolano przed dostojnikami. Nie
schylia jednak gowy. Patrzya prosto na nich.
Jeli oczekujecie po mnie wstydu lub skruchy, czcigodni panowie, rozczarujecie si. Jestem dezerterka. Temu nie zaprzeczam. Kar za dezercj jest mier i akceptuj j, gdy
zasuguj na ni. Na swoj obron powiem tylko, e wyruszyam na poszukiwanie tego, czego wszyscy szukamy. Wyruszyam szuka siy potniejszej od mojej wasnej, potgi, ktra
bdzie kierowa moimi krokami, pociesza i dawa poczucie,
e nie jestem sama w tym olbrzymim wszechwiecie. Zna431

lazam tak potg, czcigodni panowie. Krlowa Takhisis, nasz


bg, wrcia do nas. Mwi: nasz bg", gdy nim wanie
jest. Nie moemy temu zaprzeczy.
Jednak powiadam wam, e musicie wyruszy do boju przeciwko niej, panowie. Musicie zatrzyma rozprzestrzeniajc
si ciemno, ktra szybko ogarnia nasz wiat. Lecz aby z ni
walczy, musicie si uzbroi w wiar. Czcijcie j, chocia bdziecie z ni si zmaga. Ci, ktrzy id za wiatem, musz
take uzna ciemno, gdy bez niej nie ma jasnoci.
Lord Tasgall przyglda si jej ze zmartwion min. Lordowie Siegfried i Ulrich rozmawiali pgosem, nie spuszczajc
z oczu Odili.
183*
Gdyby okazaa skruch, pani, nie
uwierzybym
ci

powiedzia wreszcie lord Tasgall. Teraz natomiast musz


wzi pod rozwag twoje sowa i zastanowi si nad nimi.
Wsta, Odilo. O twojej karze zadecyduje rada. Tymczasem
obawiam si, e musisz zosta zamknita...
184*
Nie zamykaj jej, panie uj si za ni
Gerard.

Jeli
mamy zaatakowa Sanction, potrzebni nam s wszyscy dowiadczeni wojownicy, jakich zdoamy zebra. Oddaj j pod
moj opiek. Gwarantuj, e przyprowadz j na rozpraw,
tak jak ona mnie, kiedy stanem przed waszym obliczem na
sdzie w Solanthus.
185*
Czy to ci odpowiada, Odilo? spyta Pan
Ry.
186*
Tak, panie. Kobieta umiechna si do
Gerarda
i szepna do niego pgosem: Najwyraniej los chce, ebymy byli zawsze skuci razem.
187*
Panowie, jeli szykujecie natarcie na
Sanction,
z
pewnoci przydaaby si wam pomoc zotych i srebrnych smokw oznajmi Tasslehoff, zrywajc si na rwne nogi.
Po mierci Malys wszystkie czerwone, bkitne, czarne i zielone smoki przylec na odsiecz Sanction...
188*
Sdz, e bdzie lepiej, jeli wyprowadzisz
std
kendera, sir Gerardzie rzek Pan Ry.
189*
Bo zote i srebrne smoki przybyyby
krzykn
Tas
przez rami, wijc si w ucisku Gerarda. Bo totem zo432

sta zniszczony, rozumiecie? Z radoci sam je przyprowadz.


Mam takie magiczne urzdzenie...
335*
Tas, sied cicho! rozkaza Gerard,
zaczerwieniony
na twarzy od prb utrzymania wijcego si w ucisku kendera.
336*
Zaczekaj! zawoa lepiec i byy to
pierwsze
sowa,
jakie powiedzia. Sta tak cicho, e wszyscy w sali zapomnieli
o jego obecnoci.
Zwierciado ruszy w kierunku gosu kendera, niecierpliwie
stukajc lask i odtrcajc na bok wszystko, co znalazo si na
jego drodze.
Nie wyprowadzajcie go. Pozwlcie mi z nim pomwi.
Syszc te sowa, Pan Ry zmarszczy czoo, lecz mczyzna by niewidomy, a Regua mwia jasno, e do lepych, kulawych, guchych i niemych naley si odnosi z najwyszym
szacunkiem i grzecznoci.
337*
Oczywicie, moesz mwi z t osob, panie.
Poniewa
jednak dotkna ci lepota, sdz, e naley ci uprzedzi, i
jest to jedynie kender.
338*
Doskonale zdaj sobie spraw, e to kender,
panie

odpar z umiechem Zwierciado. Dlatego tym bardziej chciabym z nim pomwi. Moim zdaniem kenderzy to najmdrzejszy lud na Krynnie.
Lord Ulrich rozemia si serdecznie, syszc to dziwne
stwierdzenie. Lord Tasgall spiorunowa go wzrokiem. lepiec
wycign przed siebie rk.
339*
Tu jestem, panie powiedzia Tas,
chwytajc
Zwierciado za do i ciskajc j. Jestem Tasslehoff Burrfoot.
Ten Tasslehoff Burrfoot. Mwi to, bo ostatnio w okolicy krci si wiele osb podajcych si za mnie, ale tylko ja jestem
prawdziwy. To znaczy, oni te s prawdziwi, ale nie s naprawd mn. S samymi sob, jeli wiesz, co mam na myli,
a ja jestem sob.
340*
Rozumiem rzek z powag lepiec. Ja
nazywam
si Zwierciado i w rzeczywistoci jestem srebrnym smokiem.
Lordowi Tasgallowi brwi podjechay a pod lini rzedncych wosw. Lord Ulrich zakrztusi si winem. Lord Sieg433

fried prychn. Odila umiechna si pocieszajco do Gerarda


i pobaliwie pokiwaa gow.
190*
Wic podobno wiesz, gdzie s uwizione
srebrne
i
zote
smoki? spyta Zwierciado, ignorujc rycerzy.
191*
Tak, wiem zacz Tasslehoff, a potem
umilk.
Skoro
go nazwano jednym z przedstawicieli najmdrzejszego ludu
na Krynnie", uzna, e naley powiedzie prawd. To znaczy, urzdzenie wie. Poklepa si po sakwie, w ktrej trzyma urzdzenie do podrowania w czasie. Mgbym ci
tam zabra, jeli chcesz zaproponowa bez wikszej nadziei.
192*
Bardzo chciabym tam z tob pj rzek
Zwierciado.
193*
Naprawd? zdumia si Tasslehoff, a
potem
wpad
w podniecenie. Naprawd chciaby! To wspaniae. Chodmy! Od razu! Pogrzeba w sakwie. Czy mgbym polecie na twoim grzbiecie? Uwielbiam lata na smokach. Znaem
kiedy pewnego smoka. Nazywa si chyba Khirsah, czy jako
tak. Wzi mnie i Flinta na grzbiet i bralimy udzia w bitwie,
i to byo wspaniae.
Tas przesta szpera w sakwie, pogrony we wspomnieniach.
194*
Opowiem wam ca histori. Dziao si to
podczas
Wojny Lancy...
195*
Moe kiedy indziej przerwa uprzejmie
Zwierciado.
Musimy si spieszy. Sam powiedziae, e elfom grozi
niebezpieczestwo.
196*
Ach, tak rozpromieni si Tas.
Zapomniaem
o tym. Znw zacz przeszukiwa swoj torb. Kiedy ju
wyj urzdzenie, chwyci Zwierciado za rk. Unis magiczny przedmiot nad gow i zacz recytowa zaklcie.
197*
Do zobaczenia w Sanction! zawoa do
osupiaych
rycerzy.
Potem Tas i Zwierciado zaczli si rozpywa, jakby byli
portretami, ktre kto zostawi na deszczu. W ostatniej chwili,

434

1
tu przed znikniciem, smok chwyci Odil, a ta z kolei zapaa
Gerarda.
W mgnieniu oka wszyscy czworo znikli.
341*
Wielkie nieba jkn Pan Ry.
342*
Wielka ulga parskn pogardliwie lord
Siegfried.

25

Ku dolinie
Armia elfw szybko maszerowaa na pnoc. Wojownicy wstawali wczenie i pno kadli si spa, umilajc sobie
marsz pieniami i opowieciami o dawnych czasach, od ktrych ciary wydaway si lejsze, a w sercach gocia rado.
Wiele pieni i opowieci Silvanesti byo dla Gilthasa czym
nowym i modzieniec sucha ich z radoci. Z kolei pieni
i banie Qualinesti byy cakiem nieznane ich kuzynom, ktrzy
jednak nie czerpali z nich takiej przyjemnoci, gdy wikszo
z tych historii opowiadaa o kontaktach Qualinesti z gorszymi rasami, takimi jak ludzie i krasnoludy. Silvanesti suchali
uprzejmie i chwalili pieniarza, jeli nie mogli pochwali pieni. Jedyn pieni, jakiej Silvanesti nie piewali, bya pie
o Loracu i nie.
Kiedy podrowaa wrd nich Lwica, piewaa pieni Dzikich Elfw, a te, wraz z opowieciami o tym, jak Kagonesti
spawiaj ciaa zmarych rzek i yj dzicy i pnadzy w koronach drzew, szokoway zarwno Qualinestyjczykw, jak i Silvanestyjczykw, ku wielkiej uciesze Dzikich Elfw. Jednake
Lwica i jej lud rzadko wrd nich przebywali. Ona i jej Dzikie
Elfy penili rol zwiadowcw, ktrzy strzegli wojsk przed niespodziewanymi atakami z flanki i wysuwali si daleko przed
czoo armii, aby szuka najlepszych drg.
Wydawao si, e Alhanie ubyo lat. Gilthas sdzi, e bya
pikna, kiedy ujrza j po raz pierwszy, lecz jej uroda bya
436

wwczas zwarzona chodem niczym pno kwitnca ra. Teraz krlowa kroczya w jesiennym socu. Jechaa na ratunek
synowi i moga to czyni z honorem, gdy bya przekonana, e
Silvanoshei odkupi swoje winy. Jej syn by w niewoli, a nawet
jeli wpad w te tarapaty przez sw fataln obsesj na punkcie
tej ludzkiej dziewczyny, matczyne serce potrafio bez trudu zapomnie o tej czci opowieci.
Samar nie potrafi zapomnie, ale milcza. Jeli to, co sir
Gerard powiedzia o Silvanosheiu, okae si prawd, by moe
te trudne przejcia pomog modemu gupcowi wyrosn na
mdrego mczyzn, godnego miana krla. Ze wzgldu na Alhan Samar mia tak nadziej.
Gilthas te nie by pozbawiony obaw. Mia nadziej, e
kiedy wyrusz w drog, zdoa zapomnie o lku i zych przeczuciach. Za dnia udawao mu si to. Pomagao piewanie.
Pieni o odwadze i mstwie przypomniay mu, e za dawnych
czasw yli bohaterowie, ktrzy pokonali straszliwe przeszkody, by zwalczy ciemno; e na elfw spaday gorsze
nieszczcia i nie tylko wychodzili z nich ywi, ale mieli si
dobrze. W nocy jednak, kiedy prbowa usn, tsknic za dodajcymi otuchy objciami ony, czarne skrzyda rozpocieray si nad nim i przesaniay gwiazdy.
Martwia go jedna sprawa. Nie mieli adnych wieci z Silvanesti. Po prawdzie kurierowi trudno byoby znale ich na
tej drodze, bo Alhana nie moga powiedzie posacom, gdzie
dokadnie maj ich szuka, wysaa jednak wasnych kurierw,
by penili rol przewodnikw, a oprcz tego kada wiewirka
moga przekaza wiadomo o tym, e s w okolicy. Mija
czas, a wieci nie nadchodziy. Nie przybywali nowi posacy,
a ich kurierzy nie wracali.
Gilthas wspomnia o tym Alhanie. Krlowa odpara szorstko, e posacy dotr, kiedy dotr, nie wczeniej, i nie warto
z tego powodu nie dosypia i marnowa energii na zamartwianie si.
Elfy posuway si na pnoc w imponujcym tempie i wkrtce znalazy si w poudniowej czci gr Khalkist. Dawno te437

mu przekroczyy granic krainy ogrw, ale nie widziay ladu


swych odwiecznych wrogw i zdawao si, e ich strategia
marsz wzdu pasma gr i ukrywanie si w dolinach poskutkowaa. Pogoda bya pikna, dni chodne, lecz soneczne. Zima wstrzymywaa si ze swoimi srogimi nieycami i mrozami. W drodze nie wydarzyy si adne wypadki; nikt powanie
nie zachorowa.
Gdyby bogowie byli obecni, mona byoby powiedzie, e
umiechali si do elfw, tak atwa bya ta cz ich podry. Gilthas zacz si odpra, a jego zmartwienia topniay
w socu niczym drobna warstwa patkw niegu, ktry czasami prszy w nocy. Wyczerpanie po caodziennym marszu
i rzekie grskie powietrze zmuszay go do zapadnicia w sen.
Gilthas spa dugo i mocno, i budzi si wypoczty. Potrafi nawet powtarza sobie stare ludzkie porzekado: Brak wieci to
dobre wieci" i znajdowa w tym pociech.
Potem nadszed dzie, ktry Gilthas mia zapamita do
koca swego ycia. Mia zapamita kady, najmniejszy nawet
szczeg, bo tego dnia dla elfw z Ansalonu zmienio si ycie.
Dzie zacz si jak kady inny. Elfy zbudziy si o pierwszym brzasku. Sprawnie i szybko spakoway swoje posania
i wyruszyy w drog, zanim jeszcze soce wznioso si nad
szczyty gr. Posiek jady w drodze. W grach, gdzie rolinno bya skpa, trudno byo znale poywienie, ale elfy to
przewidziay i napeniy plecaki suszonymi jagodami i orzechami.
Do Sanction byo jeszcze wiele mil, lecz wszyscy pewnie
mwili o kresie podry, ktry wydawa si odlegy zaledwie
o kilka tygodni. Tego dnia wit by pikny. Qualinesti zapiewali swoj rytualn pie na powitanie soca i tym razem Silvanesti przyczyli si do nich. Soce i marsz rozgrzay ich po
zimnej nocy. Gilthas zachwyca si piknem dnia i gr. Jak
kady elf, nigdy nie czu si swojsko wrd gr, ale ich surowy
majestat potrafi go wzruszy i wzbudzi w nim podziw.
Wtem Gilthas usysza za sob ttent koskich kopyt. Nawet pniej, kiedy sysza ten odgos, natychmiast przypomi438

na mu si w straszny dzie. Jedziec zmusza konia do cwau, co byo rzecz do niezwyk na tak wskim, kamienistym
szlaku. Elfy nadal maszeroway, ale wiele ogldao si za siebie z zaciekawieniem.
W polu widzenia pokazaa si Lwica. Jej zote wosy podwietlone byy socem, tak e kobieta wydawaa si skpana
w ogniu. Gilthas zapamita rwnie to.
cign wodze konia i nagle jego serce przepenio si lkiem. Gilthas zna on, zna jej twarz. Kobieta przejechaa
obok niego, zmierzajc na czoo kolumny. Nic nie powiedziaa, ale mijajc go w pdzie, posaa mu spojrzenie, ktrego widok sprawi, e mody elf popdzi za ni. Teraz widzia, e na
koniu siedz dwie osoby. Wraz z Lwic jechaa jaka kobieta
w zielonym, ctkowanym stroju kuriera Silvanesti. Tylko tyle
Gilthas zobaczy, zanim galopujca na zamanie karku Lwica
znika za zakrtem wskiej cieki.
Pojecha za ni. Elfy musiay uskakiwa mu z drogi, bo
inaczej zostayby stratowane. Gilthas widzia w galopie zaskoczone oczy i zatroskane twarze. Rozlegy si pytania, co si
dzieje, ale mody elf puci sowa mimo uszu i nie odpowiedzia na nie. Jecha na zamanie karku, gnany przez strach.
Dotar w sam por, by zobaczy, jak Alhana zawraca konia i patrzy w osupieniu na Lwic, ktra woaa w amanym
jzyku Silvanesti, aby krlowa si zatrzymaa. Kurierka zeskoczya z konia, zanim jeszcze Lwica zatrzymaa galopujce
zwierz. Kobieta zrobia krok, po czym upada na ziemi. Lwica zeskoczya z sioda i uklka przy lecej elfce. Alhana
szybko podesza do nich w towarzystwie Samara. Doczy te
Gilhas, gestem wzywajc Plancheta, ktry szed na czele kolumny z silvanestyjskimi dowdcami.
Wody rozkazaa Alhana. Przyniecie wody.
Kurierka prbowaa mwi, ale Lwica nie pozwalaa jej,
przynajmniej dopki kobieta nie napije si wody. Gilthas znajdowa si teraz wystarczajco blisko, by zobaczy, e kurierka nie jest ranna, jak si obawia, ale osabiona z wyczerpania i odwodnienia. Samar poda wasn manierk i Lwica za439

cza poi kurierk maymi ykami wody, pocieszajc j agodnymi sowami. Po wypiciu kilku ykw kobieta potrzsna
gow.
Pozwlcie mi mwi! wysapaa. Wysuchaj mnie,
krlowo Alhano! Przynosz... straszne wieci.
Wrd ludzi wok lecej zgromadziby si tum gapiw,
nadstawiajcych uszu, by dowiedzie si jak najwicej. Elfy
miay wicej szacunku. Po zamieszaniu i popiechu domyliy
si, e kurierka prawdopodobnie przyniosa ze nowiny, ale
trzymali si z dala, cierpliwie czekajc, a usysz wszystko,
czego powinni si dowiedzie.
198*
Na Silvanesti najechali wrogowie
powiedziaa
kurierka. Mwia sabym, niezbyt przytomnym gosem. Ich
liczba jest niezliczona. Przypynli rzek w odziach, palc
i pldrujc wioski rybackie. Mnstwo odzi. Nikt nie mg ich
powstrzyma. Wdarli si do Silvanesti i nawet Czarni Rycerze
przestraszyli si ich. Niektrzy uciekli. Ale teraz s sojusznikami...
199*
Ogry? spytaa z niedowierzaniem Alhana.
200*
Minotaury, Wasza Krlewska Mo
wyjania
kurierka. Minotaury zawary przymierze z Czarnymi Rycerzami. Nasi nieprzyjaciele s tak liczni jak uschnite licie jesieni.
Alhana zlustrowaa Gilthasa spojrzeniem poncych oczu,
ktre przeszyo ciao, ko i utkwio w jego sercu.
Miae racj" mwio spojrzenie. A ja si myliam".
Alhana odwrcia si od nich wszystkich i odesza. Odtrcia nawet Samara, ktry chcia pj za ni.
Zostaw mnie rozkazaa.
Lwica nachylia si nad kurierk, podajc jej wicej wody.
Gilthas by odrtwiay. Nic nie czu. Wieci byy tak okropne,
e nie mieciy si w gowie. Kiedy tak sta, starajc si ogarn myl wydarzenia, zauway, e kurierka ma posiniaczone
i okrwawione stopy. Zdara sobie buty i ostatnie mile biega
boso po kamienistym gruncie. Nie czu niczego do swojego ludu, ale bl i bohaterstwo tej kobiety wzruszyo go do ez. Za440

mruga ze zoci. Nie mg teraz pogry si w alu. Poszed


za Alhana, zdecydowany porozmawia z ni.
Samar dostrzeg zbliajcego si Gilthasa i wykona ruch,
jakby chcia go zatrzyma. Mody elf posa mu spojrzenie,
ktre wyranie mwio, e moe sprbowa, ale nie pjdzie
mu to atwo. Po chwili wahania Samar odsun si.
Krlowo Alhano powiedzia Gilthas.
Kobieta uniosa twarz zalan zami.
62* Oszczd mi swoich przechwaek rzeka cichym i
aosnym gosem.
63* Nie czas mwi, kto mia racj, a kto nie odpar
pgosem Gilthas. Gdybymy zostali i oblegali Sivanesti,
tak jak radziem, pewnie wszyscy ju bymy nie yli albo bylibymy niewolnikami pod pokadem galery minotaurw.
Dotkn agodnie jej ramienia i by wstrznity tym, jak jest
zzibnita i drca. A tak nasza armia jest silna i nietknita.
Umocnienie pozycji zajmie naszym wrogom jaki czas. Moemy wrci i przej do ataku, uderzy na nich znienacka...
64* Nie powiedziaa Alhana. Otulia si ramionami,
zacisna zby i si woli opanowaa drenie. Nie, idziemy dalej do Sanction. Nie rozumiesz? Jeli pomoemy ludzkim wojskom podbi Sanction, honor nakae im pomc nam wyzwoli
ojczyzn i wypdzi najedcw.
65* Dlaczego mieliby to zrobi? spyta ostrym tonem
Gilthas. Jaki maj powd, by gin za nas?
66* Ten, e my pomoemy im walczy o Sanction!
stwierdzia Alhana.
67* Czy robilibymy to, gdyby twj syn nie by
uwiziony
w murach Sanction? spyta Gilthas.
Skra, policzki i wargi Alhany miay ten sam kolor trupioblady. Tylko jej ciemne oczy, cho te przygaszone, wydaway si ywe.
Silvanestyjczycy bd kontynuowa marsz na Sanction
rzeka. Nie spojrzaa na niego. Patrzya na poudnie, jakby
moga przenikn wzrokiem gry i zobaczy swj utracony
kraj. Wy, Qualinesti, moecie robi, co chcecie.
441

Odwrciwszy si od Gilthasa, rzeka do Samara:


Wezwij nasz lud. Musz z nimi porozmawia.
Potem odesza, wyprostowana, z gow dumnie wzniesion.
Zgadzasz si z tym? spyta Samara Gilthas, szykujc
si do wyjcia.
Samar posa modemu elfowi spojrzenie, ktre podziaao
na niego jak uderzenie w twarz. Gilthas zda sobie spraw, e
le zrobi, pytajc. Alhana bya krlow Samara i jego dowdc. Stary wojownik prdzej by zgin, ni poda w wtpliwo jakkolwiek jej decyzj. Po raz pierwszy w yciu Gilthas czu si tak kompletnie sfrustrowany i bezsilny. Kipia
z wciekoci, ktra nie moga znale ujcia.
285*
My nie mamy ojczyzny powiedzia,
zwracajc
si
do
Plancheta. adnej. Jestemy wygnacami, ludem bez kraju.
Czemu ona tego nie widzi? Dlaczego nie moe tego zrozumie?
286*
Sdz, e ona rozumie powiedzia
Planchet.

Dla
niej rozwizaniem jest atak na Sanction.
287*
To ze rozwizanie odpar Gilthas.
Elfi uzdrowiciele przybyli, by zaopiekowa si kurierk.
Opatrzyli jej rany zioami i polali eliksirami, a Dzikiej Elfce
kazali odej. Lwica podesza do ma.
288*
Co robimy?
289*
Maszerujemy na Sanction rzek ponuro
Gilthas.

Czy kurierka przyniosa jak wie o naszym ludzie?


290*
Powiedziaa, e podobno zdoa uciec z
Silvanesti
i
zbieg
z powrotem na Rwniny Pyu.
291*
Gdzie z ca pewnoci nie bdzie mile
widziany.

Gilthas westchn gboko. Mieszkacy Rwnin uprzedzili


nas o tym.
Modzieniec sta, zmartwiony. Rozpaczliwie chcia by teraz ze swoim ludem i zda sobie spraw, e jest wcieky na
siebie. Trzeba byo posucha instynktu i zosta ze swoimi rodakami, a nie maszerowa na t nieszczsn wojn.
Ja te si myliam. Byam przeciwna twojej decyzji.
Przykro mi, mj mu rzeka ze skruch Lwica. Nie zadrczaj si jednak. Nie mgby zapobiec najazdowi.
442

Przynajmniej bybym teraz ze swoim ludem rzek


Gilthas z gorycz. Dzielibym z nim jego nieszczcie, jeli
nic innego nie mgbym zrobi.
Zastanawia si, co dalej. Pragn wrci, ale droga byaby
cika i niebezpieczna, i pewnie sam nie dotarby do celu.
Gdyby za zabra wojownikw Qualinesti, uszczupliby powanie siy Alhany. To mogo spowodowa rozam w szeregach, bo niektrzy Silvanesti z pewnoci chcieliby wrci do
domw. Teraz, bardziej ni kiedykolwiek, elfy musiay by
zjednoczone.
Gdzie z tyu dobieg jaki okrzyk, potem tu i tam rozlegy
si kolejne. Alhana przerwaa w poowie przemowy i obejrzaa
si za siebie. Teraz okrzyki dobiegay zewszd, spaday na
nich niczym kamienna lawina.
292*
Ogry!
293*
Gdzie? zawoaa Lwica do jednego ze
swoich
zwiadowcw.
294*
Wszdzie! zawoa wojownik i wycign
rk.
Elfy wmaszeroway do niewielkiej, wskiej doliny o urwistych cianach. Teraz na ich oczach te urwiska oyy. Na grze
zjawiy si ogromne, masywne postaci, spojrzay w d na elfy
i w ciszy czekay na rozkaz, by zacz masakr.

26

Sd
Bogowie Krynnu znw spotkali si na naradzie. Bogowie
wiata stali naprzeciwko bogw ciemnoci, tak jak dzie stoi
naprzeciwko nocy, a bogowie neutralnoci podzielili si rwno
midzy obie strony. Bogowie magii stali razem, a porodku
nich sta Raistlin Majere.
Paladine skin gow i mag wyszed z szeregu.
Skoni si i powiedzia po prostu:
Powiodo mi si.
Bogowie stali oniemiali ze zdumienia wszyscy z wyjtkiem bogw magii, ktrzy wymienili umiechy, idealnie zgadzajc si z sob.
201*
Jak tego dokonae? spyta wreszcie
Paladine.
202*
Moje zadanie nie byo proste rzek
Raistlin.

We
wszechwiecie wiruj prdy chaosu. Magia jest kapryna i nieporczna. Ledwie j chwyc, a wymyka mi si midzy palcami. Kiedy kender uy magicznego urzdzenia, udao mi si go
pochwyci i wcign do przeszoci, gdzie wichry chaosu s
mniej porywcze. Udao mi si tam zatrzyma Tasa do dugo,
by zorientowa si, gdzie jest, lecz potem magia wyrwaa mi
go z rk i zgubiem go. Wiedziaem jednak, gdzie go znale,
gdy zatem ponownie uruchomi urzdzenie, byem przygotowany. Zabraem go do czasu, ktry obaj znalimy, a wtedy
zacz mnie poznawa. Wreszcie zaniosem go do teraniej-

444

szci. Przeszo i teraniejszo s teraz poczone. Wystarczy i za jednym, aby trafi do drugiego.
343*
Co widzisz? spyta Paldine Zivilyna.
344*
Widz wiat rzek Ziviyn cicho, ze zami
w
oczach.
Widz przeszo, widz teraniejszo i widz przyszo.
345*
Jak przyszo? spytaa Mishakal.
346*
ciek, ktr wiat kroczy teraz odpar
Zivilyn.
347*
Zatem nie mona jej zmieni?
zaniepokoia
si
Mishakal.
348*
Jasne, e mona rzek zgryliwie
Raistlin.

Jeszcze wszyscy moemy przesta istnie.


349*
Chcesz powiedzie, e ten przeklty kender
jeszcze
nie
zgin? warkn Sargonnas.
350*
Nie zgin. Moc krlowej Takhisis
straszliwie
wzrosa.
Jeli chcecie mie choby cie nadziei na pokonanie jej, Tasslehhoff bdzie musia wykona jeszcze jedno wane zadanie
za pomoc urzdzenia do podrowania w czasie. Jeli je wykona...
351*
...trzeba go odesa w przeszo, by zgin

dokoczy Sargonnas.
352*
Otrzyma wybr poprawi go Paladine.
Nie
zmusimy go powrotu ani nie odelemy wbrew jego woli. Tas ma
woln wol, podobnie jak wszystkie ywe istoty na Krynnie.
Nie moemy go jej pozbawi tylko dlatego, e nam tak odpowiada.
353*
Nam odpowiada? rykn Sargonnas. On
moe
nas
wszystkich zgubi!
354*
Jeli tym moemy zapaci za nasze
przekonania

owiadczy Paladine niech i tak bdzie. Twoja krlowa, Sargonnasie, pogardzia woln wol. atwiej jej byo rzdzi niewolnikami. Ty bye temu przeciwny. Czy twoje minotaury
czciyby boga, ktry uczyniby z nich niewolnikw? Boga,
ktry odebraby im prawo do decydowania o wasnym losie,
prawo do szukania honoru i chway?
355*
Nie, ale moje minotaury s rozsdne. Nie s
gupimi

445

kenderami mamrota Sargonnas, ale mrucza to sobie pod


nosem. To nam jednake przypomina o nastpnej kwestii.
Zakadajc oczywicie, e nie zginiemy wszyscy przez tego
kendera... rzuci wrogie spojrzenie Paladine'owi jak
kar wymierzymy bogini, ktrej imienia nigdy wicej nie wymwi? Bogini, ktra nas zdradzia?
Kara moe by tylko jedna powiedzia Gilean, kadc do na ksidze.
Paladine powid wzrokiem dookoa.
17* Wszyscy si zgadzaj?
0* Jeli tylko rwnowaga zostanie zachowana rzek
Hiddukel, powiernik szal.
Paladine spoglda na kadego z bogw po kolei. Kady
po kolei kiwa gow. Na koniec bg przyjrza si swojej onie,'ukochanej Mishakal. Ona nie skina. Staa ze spuszczon
gow.
Tak musi by rzek agodnie Paladine.
Mishakal podniosa wzrok i dugo i czule patrzya mu w oczy.
Potem, caa w zach, pokiwaa gow.
Paladine pooy do na ksidze.
Niech tak si stanie rzek.

27

Tasslehoff Burrfoot
ycie Tasslehoffa skadao si ze wspaniaych chwil. Co
prawda byway w nim te ze chwile, ale te dobre byszczay
tak jasno, e w ich blasku momenty smutku blady i znikay
gdzie na dnie jego pamici. Wiedzia, e nigdy nie zapomni
o chwilach nieszczcia, ale one nie mogy ju go skrzywdzi.
Sprawiay tylko, e byo mu troch smutno.
Ta chwila zaliczaa si do tych wspaniaych, cudowniejszych od wszystkich innych w jego yciu, a kady nastpna
bya coraz wspanialsza i janiejsza od poprzedniej.
Tas przyzwyczaja si ju do podrowania w czasie i przestrzeni i wprawdzie wci czu si zdezorientowany i oszoomiony, ilekro urzdzenie wyrzucao go w miejscu przeznaczenia, doszed jednak do wniosku, e cho nie chciaby si tak
czu na co dzie, od wita bya to ekscytujca odmiana. Tym
razem po wyldowaniu, pokrceniu si wok na uginajcych
si nogach i zastanawianiu przez jedn fascynujc chwil, czy
zwymiotuje, kender poczu, e oszoomienie mija i wreszcie
zdoa si rozejrze po okolicy.
Pierwsz rzecz, jak dostrzeg, by olbrzymi srebrny smok,
ktry sta tu przy nim. Smok by straszliwie okaleczony, przez
jego oczy biega blizna o postrzpionych brzegach, i Tas pozna, e to mczyzna, ktry rozmawia z nim na zebraniu Rady Rycerzy. Smok, podobnie jak Tas, najwyraniej nie przej
si podr, bo wachlowa lekko skrzydami, obraca gow na
447

boki, wszy i nasuchiwa. Albo podre w czasie nie sprawiay smokom kopotw, albo niewidomym nie krcio si
w gowie. Tas zastanawia si, ktra z moliwoci jest prawdziwa i zanotowa sobie w pamici, aby spyta o to w spokojniejszej chwili.
Dwoje pozostaych kompanw nie radzio sobie tak dobrze.
Gerardowi podr nie podobaa si za pierwszym razem, wic
mona mu byo wybaczy fakt, e za drugim razem nie podobaa mu si jeszcze bardziej. Mczyzna chwia si na nogach
i ciko sapa.
Odila staa z wytrzeszczonymi oczami i dyszaa, przypominajc Tasowi biedn rybk, ktr kiedy znalaz w kieszeni.
Nie mia pojcia, skd si tam wzia, chocia jak przez mg
przypomina sobie, e kto j zgubi. Udao mu si wpuci ryb powrotem do wody i po chwili oszoomienia zwierztko
odpyno. Odila miaa teraz tak sam min jak tamta ryba.
Gdzie jestemy? wysapaa, kurczowo trzymajc si
Gerarda.
Mczyzna spojrza srogo na kendera. Wszyscy tak patrzyli
na kendera.
Dokadnie tam, gdzie powinnimy by odpar pewny
siebie Tas. Tam, gdzie Krlowa Ciemnoci wizi wszystkie
zote i srebrne smoki. ciskajc mocniej urzdzenie w doni, doda po cichu: Mam nadziej! Nie zabrzmiao to jednak a tak cicho i raczej popsuo wraenie.
Tas nigdy jeszcze nie by w takim miejscu. Wszdzie, jak
okiem sign, cigny si szare skay; nic, tylko szare skay.
Ostre szare skay, gadkie szare skay, olbrzymie szare skay
i mae szare kamyczki. Niebo nad nimi byo czarne, czarniejsze od wszystkiego, co dotychczas widzia, bez jednej gwiazdy, a jednak Tas sta skpany w zimnym, biaym wietle. Za
szarymi skaami, na horyzoncie, skrzya si ciana lodu.
Czuj pod stopami kamie powiedzia Zwierciado
i nie czuj rolinnoci, zakadam wic, e kraina, w ktrej
wyldowalimy, jest jaowa i ponura. Nie sysz adnych dwikw ani fal bijcych o brzeg morza, ani szumu wiatru w drze448

wach, ani gosw ptakw czy innych zwierzt. Czuj, e


to
pospne odludzie.
68* Mniej wicej si zgadza rzek Gerard,
ocierajc
pot
z czoa wierzchem doni. Dodaj do tego opisu fakt, e
niebo
nad naszymi gowami jest czarne jak smoa, soca nie
ma,
a jednak jest jasno, powietrze jest zimniejsze ni zadek
trolla,
a okolica wydaje si otoczona czym, co wyglda na mur
z
sopli lodu. Wtedy bdziesz mia idealny opis.
69* Gerard nie powiedzia jednego uzna za
stosowne
zauway Tas tego, e ciana lodu lni w wietle
rnymi
kolorami...
70* Cakiem jak uski wielobarwnego smoka?
spyta
Zwierciado.
71* Wanie! krzykn podniecony Tas. Skoro
o
tym
wspomniae, rzeczywicie tak to wyglda. Na swj
zimny
i niepikny sposb to pikny widok. Szczeglnie to, jak
barwy
zmieniaj si, ilekro na nie spojrzysz, i tacz po
powierzchni
lodu...
41* Och, zamknij si! rozkaza Gerard.
Tas westchn w duchu. Co prawda lubi ludzkie
istoty,
ale
wdrowanie z nimi niewtpliwie odbierao ca rado
podrowania.
Mrz a ksa. Odila zadraa i otulia si szczelniej
poami
szaty. Gerard podszed ostronie do ciany z lodu. Nie
dotkn
jej. Przyjrza si jej dokadnie. Wydoby sztylet i
dziabn
ostrzem cian.
Sztylet roztrzaska si. Gerard upuci bro z
przeklestwem
i potrzsn obola doni, a potem schowa j pod
pach.
72* Jest tak zimna, e ostrze pko! Czuem, jak
zimno
biegnie wzdu sztyletu i wnika gboko w moje koci.
Nadal
mam zdrtwia rk.
73* Nie przeyjemy tu dugo powiedziaa Odila.

My,
ludzie, umrzemy z zimna, tak samo kender. Nie mog
mwi
za smoka.
Tas posa jej umiech w podzikowaniu za to, e go
uwzgldnia.

449

203*
Co si tyczy mnie rzek Zwierciado
jestem
z
gatunku zimnokrwistych. Moja krew wkrtce zgstnieje i zacznie
toczy si powoli. Wkrtce strac zdolno latania, a nawet jasnego mylenia.
204*
A poza tob marudzi Gerard, rozgldajc
si
po
jaowym pustkowiu, na ktrym stali nie widz tu ani jednego smoka.
Tasslehoff musia przyzna, e sam jest zmarznity i zimno
powoduje bardzo niemie uczucie w palcach jego ng i koniuszkach palcw doni. Z alem wspomnia podszyt kouszkiem kamizelk, ktr kiedy nosi, i zastanawia si, co si
z ni stao. Ciekaw by te, co si stao ze smokami, poniewa
by absolutnie pewny no c, stosunkowo pewny e powiedziano mu, i to wanie tu je znajdzie. Zajrza pod kilka
szarych kamieni, ale bez rezultatu.
205*
Lepiej zabierz nas std, Tas powiedziaa
Odila
najwyraniej, jak moga, dzwonic z zimna zbami.
206*
Nie moe nas zabra rzek Zwierciado i
powiedzia to dziwnie zadowolonym tonem. To miejsce skonstruowano jako wizienie dla smokw. Ju zamrozio magi
w mojej krwi. Wtpi, czy magia tego urzdzenia rwnie zadziaa.
207*
Utknlimy tu! rzek ponuro Gerard. I
zamarzniemy na mier!
Tasslehoff wyprostowa si. To bya wspaniaa chwila
i cho musia przyzna, e na tak nie wyglda ani nie wywouje takiego uczucia (cakiem straci czucie w palcach
u ng), wiedzia, co robi.
Posuchajcie mnie rzek surowym tonem, przygldajc si Gerardowi. Wiele razem przeszlimy. Gdyby nie ja,
nie byby dzi tym, kim jeste. Skoro tak jest doda szybko,
zanim Gerard zdy co powiedzie chodcie za mn.
Odwrci si, miao i pewnie, gotw i przed siebie, cho
nie mia zielonego pojcia dokd.
Za wzniesieniem szepn mu do ucha jaki gos, cichy, lecz wyrany.
450

356*
Za tym wzniesieniem rzek Tasslehoff.
Pokaza
pierwsz szar ska, jak zobaczy i pomaszerowa w jej
kierunku.
151*
Mamy i za nim? spytaa Odila.
152*
Lepiej nie zgubi go z oczu odpar
Gerard.
Tas gramoli si po szarych gazach, obluzowujc kamyczki, ktre wysuway si spod jego stp i spaday z grzechotem,
co powanie przeszkadzao Odili i Gerardowi, ktrzy starali si wspina po skaach za kenderem. Obejrzawszy si, Tas
zobaczy, e Zwierciado si nie ruszy. Srebrny smok wci
sta w tym samym miejscu, w ktrym wyldowa, opoczc
skrzydami i machajc ogonem, pewnie po to, by sprbowa
rozrusza krew.
On nie widzi rzek Tasslehoff, ogarnity poczuciem
winy. A my go zostawilimy cakiem samego. Nie martw
si, Zwierciado! zawoa. Wrcimy po ciebie.
Smok odpowiedzia co, czego Tas nie usysza wyranie
z powodu haasu, jaki robili Odila z Gerardem, uchylajc si
przed kamieniami, ale wydawao si, e syszy:
357*
Chwaa tej chwili naley do ciebie,
kenderze.
Ja
bd
czeka.
358*
Jedno jest w smokach wspaniae mrukn
pod
nosem
Tas, ktremu od razu zrobio si ciepo. One zawsze rozumiej.
Kiedy ju znalaz si na szczycie wzniesienia, spojrza
w d i dech mu zaparo w piersi.
Jak okiem sign, wszdzie byy smoki. Tasslehoff nigdy
nie widzia tylu smokw naraz. Nie wyobraa sobie, e na
wiecie moe by tyle srebrnych i zotych smokw.
Smoki spay, odrtwiae z zimna. Przytulay si do siebie,
szukajc ciepa, posplatane szyjami i bami, przycinite bokami o zwinitych skrzydach, ogonami otulajc siebie lub swoich smoczych braci. Dziwne wiato, od ktrego na lodowych
cianach szyderczo taczyy tcze, odbierao smokom barwy,
tak e wydaway si szare jak skaliste szczyty, ktre je otaczay.
451

359*
mu
ce ciska.

Czy one nie yj? spyta Tas, czujc, jak


si
ser-

360*
Nie szepn mu do ucha gos s
pogrone
w
gbokim nie. Dziki temu nie umieraj.
361*
Jak mam je obudzi?
362*
Musisz zburzy lodowy mur.
363*
Jak mam to zrobi? Gerard zama n, kiedy
prbowa
to zrobi.
364*
Do tego nie potrzeba broni.
Tas zastanowi si nad tym, a potem powiedzia z powtpiewaniem:
365*
Czy ja mog to zrobi?
366*
Nie wiem rzek gos. Potrafisz?
367*
Na wszystkie cudowne rzeczy! zawoa
Gerard.
W
gramoli si na szczyt wzniesienia i sta teraz obok Tasslehoffa.
Spjrz tylko na to!
Odila nic nie powiedziaa. Staa dugo, patrzc na smoki,
a potem odwrcia si i zbiega po zboczu.
368*
Powiem Zwierciadu.
369*
Myl, e on wie powiedzia Tasslehoff, a
potem
doda uprzejmie: Wybaczcie mi, mam co do zrobienia.
370*
O, nie. Ty nigdzie nie pjdziesz! zawoa
Gerard
i chcia zapa Tasslehoffa za konierz.
Nie zdy.
Tasslehoff bieg co si, najszybciej, jak potrafi. Od wspinaczki stopy mu si rozgrzay. Ju czu palce u ng niezbdne do biegania i pdzi tak szybko jak jeszcze nigdy przedtem. Ziemia palia mu si pod nogami. Jeli nawet
nadepn na luny kamyk, na ktrym mg si polizgn, nie
mia z nim kontaktu wystarczajco dugo, aby to miao jakiekolwiek znaczenie. Kender praktycznie frun ponad ziemi.
Woy w bieg caego siebie. Wiatr uderza go w twarz
i szczypa w oczy. Tas otworzy szeroko usta. Wciga do puc
wielkie hausty zimnego powietrza, ktre skrzyo si w jego
krwi. Sysza jakie krzyki, ale nie miay one dla niego znacze452

nia w wichrze biegu. Bieg, nie mylc o zatrzymywaniu si,


nie mogc si zatrzyma. Zmierza prosto w cian z lodu.
Dziko podekscytowany Tas odrzuci do tyu gow. Otworzy usta i wrzasn gono: Jaaaa!", co absolutnie nic nie znaczyo, ale po prostu sprawiao przyjemno. Z rozoonymi rkami i otwartymi szeroko ustami kender zderzy si ze cian
z migotliwego lodu.
Wok niego rozprysy si tczowe krople wody. Skrzc si
w srebrzystym wietle, spaday na jego odwrcon ku niebu
twarz. Tas przebieg przez kurtyn wody, ktra niegdy bya cian lodu, i nadal pdzi na olep i bez opamitania, a
wreszcie zobaczy, e tu przed nim szara skaa koczy si raptownie, a w dole jest jedynie czer.
Kender zamacha rkami, starajc si zatrzyma. Zmaga
si ze swoimi nogami, ale one wydaway si mie wasny rozum, a w kocu wiedzia ju z ca pewnoci, e spadnie
prosto w przepa.
To moja ostatnia chwila, ale jaka cudowna" pomyla.
Spada, a nad nim przeleciay srebrne skrzyda. Poczu, jak
jaka apa chwyta go za konierz (co nie byo niczym nowym,
poniewa cigle kto apa go za konierz), tyle e tym razem
byo to jednak nowe doznanie. Ta apa miaa bardzo przyjemny rozmiar.
Tas zawis ponad wiecznoci.
Sapa, nie mogc zapa tchu. Krcio mu si w gowie i by
oszoomiony. Odchyliwszy gow do tyu, zobaczy, e zwisa
ze szponw srebrnego smoka, ktrego oczy zwrcone s mniej
wicej w jego stron.
371*
Cae szczcie, e nie przestawae
wrzeszcze

powiedzia Zwierciado i e Gerard zauway twoje kopoty


na czas, by mnie zawiadomi.
372*
Czy one odzyskay wolno? spyta
niecierpliwie
Tasslehoff. Pozostae smoki?
373*
Odzyskay rzek Zwierciado, powoli
zawracajc
do
miejsca, ktre byo teraz jedynie olbrzymi wysp szarych ska
porodku ciemnoci.
453

208*
Co zrobicie, ty i inne smoki? spyta Tas,
zaczynajc
czu si lepiej, odkd znalaz si nad staym ldem.
209*
Bdziemy rozmawia oznajmi
Zwierciado.
210*
Bdziecie rozmawia! jkn Tasslehoff.
211*
Nie martw si rzek smok. Doskonale
zdajemy
sobie spraw z upywu czasu. Trzeba jednak zada pewne pytania i znale na nie odpowiedzi, zanim bdziemy mogli podj jakkolwiek decyzj. Gos mu zagodnia. Zbyt wielu oddao zbyt wiele, abymy to zmarnowali przez pochopne
dziaanie.
Tasowi nie podobao si to. Zrobio mu si okropnie smutno i zamierza spyta Zwierciado, co chce przez to powiedzie, ale smok spuszcza ju kendera w d. Gerard chwyci
Tasa w ramiona, uciska go i postawi na ziemi. Tas skupi
si a oddychaniu. Odkd lodowa ciana znika, powietrze
si ocieplio. Sycha byo opot skrzyde i gbokie, dwiczne gosy smokw woajcych do siebie w swej pradawnej
mowie.
Tas siedzia na szarym gazie i czeka, a oddech go dogoni, a jego serce zorientuje si wreszcie, e nie musi wali tak
mocno, bo kender ju nie biegnie. Odila oddalia si ze Zwierciadem, by suy mu za przewodniczk, i wkrtce Tas usysza, jak srebrny smok cieszy si z odnalezienia towarzyszy.
Gerard zosta z tyu. Nie krci si wok, jak mia w zwyczaju,
zagldajc tu, badajc tamto. Sta tylko i patrzy z gry na Tasa
z bardzo dziwn min.
Moe brzuch go boli, przypuszcza Tas.
Co si za tyczy samego Tasslehoffa, skoro brakowao mu
tchu, by mwi, kender postanowi troch pomyle.
212*
Nigdy tak na to nie patrzyem szepn do
siebie.
213*
Co powiedziae? spyta Gerard, kucajc
obok,
by
by na tym samym poziomie co kender.
Tas podj decyzj. Ju mg mwi i wiedzia, co musi powiedzie.
214*
Wracam.
215*
Wszyscy wrcimy oznajmi Gerard, po
czym, rzu454

ciwszy poirytowane spojrzenie w kierunku smokw, doda:


Kiedy.
153*
Nie, nie to miaem na myli powiedzia
Tas,
czujc,
jak mu si serce ciska. Chciaem powiedzie, e wracam,
eby umrze. Zdoby si na umiech i wzruszenie ramionami. Wiesz, ja ju jestem nieywy, wic to nie bdzie taka
wielka rnica.
154*
Jeste tego pewny, Tas? Gerard
przyglda
si
kenderowi z cich powag.
Tas pokiwa gow.
155*
Zbyt wielu powicio zbyt wiele...", tak
powiedzia
Zwierciado. Zastanowiem si nad tym, kiedy spadaem z krawdzi wiata. Jeli umr tutaj, gdzie nie powinienem, wszystko umrze wraz ze mn. I wiesz, co si wtedy stao, Gerardzie?
Przestraszyem si! Nigdy dotd si nie baem. Pokrci
gow. Przynajmniej nie tak.
156*
Taki upadek mgby przestraszy kadego

powiedzia Gerard.
157*
To nie przez upadek odpowiedzia Tas.
Baem
si, bo wiedziaem, e gdyby wszystko umaro, to byaby moja
wina. Wszystkie powicenia, jakich ktokolwiek dokona w historii: Huma, Magius, Sturm Brightblade, Laurana, Raistlin...
Przerwa, a potem dokoczy pgosem: Nawet lord
Soth. I niezliczeni inni, ktrych nigdy nie poznam. Cae ich
cierpienie poszoby na marne. Ich radoci i zwycistwa poszyby w zapomnienie. Tasslehoff pokaza co rk. Widzisz t czerwona gwiazd? T tam?
158*
Tak odpar Gerard. Widz.
159*
Kenderzy mwi, e ludzie w Pitym Wieku
uwaaj,
i w tej gwiedzie yje Flint Fireforge. Pali ogie w swojej
kuni, eby ludzie pamitali o chwale dawnych czasw i nie
tracili nadziei. Sdzisz, e to prawda?
Gerard chcia powiedzie, e jego zdaniem gwiazda to po
prostu gwiazda i e krasnolud nigdy nie mgby y w gwiedzie, lecz widzc min Tasa, rycerz zmieni zdanie.
Tak, myl, e to prawda.
455

Tas umiechn si. Wsta, otrzepa si, obejrza si dokadnie, poprawi ubranie i sakwy. W kocu, skoro mia na niego
nadepn Chaos, musia si godnie prezentowa.
216*
Ta czerwona gwiazda jest pierwsz, ktr
mam
zamiar
odwiedzi. Flint si ucieszy na mj widok. Wydaje mi si, e
czu si osamotniony.
217*
Idziesz ju? spyta Gerard.
218*
Nie ma to jak teraniejszo rzek wesoo
Tas.

To
taki art o podrowaniu w czasie doda, przygldajc si
Gerardowi. Kady z nas, podrnikw w czasie, opowiada
arty o podrach w czasie. Powiniene si rozemia.
219*
Chyba nie za bardzo mi do miechu
powiedzia
Gerard. Pooy do na ramieniu Tasa. Zwierciado mia racj. Jeste mdry, moe nawet jeste najmdrzejsz osob, jak
poznaem, a z pewnoci najodwaniejsz. Szanuj ci, Tasslehoffie Burfoocie.
Wycignwszy miecz, Gerard zasalutowa kenderowi, oddajc mu honory tak, jak jeden prawdziwy rycerz drugiemu.
Wspaniaa chwila.
egnaj rzek Tasslehoff. Oby twoje sakwy nigdy
nie byy puste.
Wyj ze swojej torby urzdzenie do podrowania w czasie. Popatrzy na nie penym podziwu wzrokiem i pogadzi
klejnoty, ktre skrzyy si janiej ni kiedykolwiek wczeniej
za jego pamici. Pogaska je czule, a potem, patrzc na czerwon gwiazd, rzek:
220*
Jestem gotowy.

221*
Smoki wreszcie podjy decyzj. Zamierzaj
wrci
na
Krynn oznajmia Odila. Chc, ebymy z nimi polecieli. Kobieta rozejrzaa si. A gdzie kender? Znowu go
zgubie?
Gerard wytar nos i oczy i pomyla z umiechem o wszystkich chwilach, w ktrych aowa, e nie moe zgubi Tasslehoffa Burrfoota.

456

On si nie zgubi oznajmi Gerard, biorc Odil za


rk. Wanie przesta bdzi.
W tym momencie z ciemnoci dobieg przenikliwy gos:
Hej, Gerardzie, omal nie zapomniaem! Kiedy wrcisz
do Solce, przypilnuj, eby zreperowali zamek w drzwiach
mojego grobowca. Jest popsuty.

28

Dolina ognia i lodu


Ogry nie zaatakoway od razu. Dobrze przygotoway swoj
zasadzk. Elfy zostay uwizione w dolinie. Droga przed nimi
bya zagrodzona, a drog powrotn im odcito. Nie mogy nigdzie uciec. Ogry za mogy zdecydowa si na atak w dowolnej chwili i zdecydoway, e bd czeka.
Elfy s gotowe walczy, rozumoway ogry. W ich sercach
bije odwaga. Wrg zaskoczy je tak niespodziewanie i nagle,
e nie miay czasu si przestraszy. Niech jednak minie dzie
i nastanie noc. Niech le na posaniach, nie mogc usn,
i wpatruj si w ponce wok nich ogniska. Niech policz
liczb nieprzyjaci i niech strach j pomnoy, a o wicie nastpnego dnia elfy bd si trz ze strachu i zwymiotuj ca
swoj odwag.
Elfy natychmiast zajy stanowiska do odparcia ataku wroga. Poruszay si w sposb zdyscyplinowany, bez paniki, ukrywajc si za sosnami, w zarolach i za gazami. Elfi ucznicy
poszukali sobie wyej pooonych miejsc, wybrali cele, starannie wymierzyli i czekali na rozkaz, by strzela. Kady ucznik
mia wystarczajcy zapas strza, lecz wiedzieli, e te wkrtce
si wyczerpi, a nowych nie bdzie. Musieli si postara, by
nie zmarnowa ani jednego strzau, cho sami widzieli, e
mog zuy wszystkie posiadane pociski i nadal nie zmniejszy liczebnoci wroga.
Elfy byy gotowe. Ogry nie zaatakoway. Rozumiejc ich
458

strategi, Samar rozkaza swoim onierzom spocz. Starali


si je i spa, ale bez wikszego powodzenia. Smrd ogrw,
podobny do woni zgniego misa, odbiera im apetyt. wiato
ognisk wciskao si pod zamknite powieki. Alhana krya
wrd swoich onierzy, rozmawiajc z nimi i opowiadajc
o dawnych czasach, by rozwia ich lk i doda im otuchy. Gilthas robi to samo rozmawia ze swoimi ludmi i podnosi
ich na duchu, goszc sowa nadziei, w ktre sam nie wierzy,
bo adna rozsdna osoba nie moga w nie uwierzy. Mimo to
wydawao si, e dodaje to otuchy onierzom, i, co dziwne,
samemu Gilthasowi. Nie potrafi tego zrozumie, bo wystarczyo rozejrze si wok, by zobaczy, e ogniska nieprzyjaciela s liczniejsze od gwiazd na niebie. Podejrzewa cynicznie, e nadzieja zawsze jest matk gupich.
Osoba, ktr Gilthas najbardziej chcia pocieszy, nie pozwalaa na to. Lwica znika tu po przyprowadzeniu kurierki do obozu. Odjechaa galopem, ignorujc woanie Gilthasa.
Mody elf szuka jej w obozie, ale nikt jej nie widzia, nawet
wrd jej pobratymcw. Wreszcie, dugo po zmierzchu, odnalaz j. Siedziaa na gazie z dala od gwnego obozu. Wpatrywaa si w noc i chocia Gilthas wiedzia, e z pewnoci syszy jego kroki, bo potrafia usysze wrbla skaczcego w lesie
z oddali dwudziestu stp, nie odwrcia si do niego.
Nie byo potrzeby mwi jej, e naraa si na niebezpieczestwo ataku ze strony ktrego z ogrw. Wiedziaa o tym
lepiej od niego.
295*
Ilu twoich zwiadowcw brakuje? spyta.
296*
To moja wina! oznajmia z gorycz
kobieta.

To
przeze mnie! Powinnam co zauway, co usysze, by nas
ostrzec przed tym niebezpieczestwem! Wskazaa grskie
szczyty. Spjrz na to. S ich tam tysice! Ogry, od ktrych
krokw trzsie si ziemia i wal drzewa, ogry cuchnce jak
ciepe krowie ajno. A ja ich nie widziaam, nie syszaam! Taki sam byby ze mnie poytek, gdybym bya gucha, lepa, niema i miaa odcity nos!
Po chwili przerwy dodaa z gorycz:
459

6* Brakuje dwudziestu. Wszyscy byli przyjacimi, wiernymi mi i bliskimi sercu.


222*
Nikt ci nie wini rzek Gilthas.
7* Sama si obwiniam! odrzeka Lwica i gos si jej
zaama.
8* Samar twierdzi, e magia niektrych ogrw urosa w si. Jakakolwiek sia blokuje nasz magi i wypacza jej dziaanie, dziaa na korzy ogrw. Postpy ich wojsk maskoway
czary. Nie moesz si wini za to, e tego nie wykrya.
Lwica odwrcia si do ma. Zmierzwione i potargane
wosy spaday jej na twarz. zy zostawiy brudne smuki na
policzkach. Oczy miaa zaczerwienione.
Dzikuj, e starasz si mnie pocieszy, mu, lecz jedyn pociech dla mnie jest wiadomo tego, e moja klska
umrze wraz ze mn.
Gilthasowi serce si krajao. Nie potrafi nic powiedzie.
Wycign ramiona do ony, a ona rzucia si w jego objcia
i ucaowaa go z caych si.
9* Kocham ci! szeptaa amicym si gosem. Tak
bardzo ci kocham!
10* A ja kocham ciebie powiedzia Gilthas. Jeste
moim yciem, a jeli to ycie wanie dobiega koca, byo bogosawione, bo ty w nim bya.
Gilthas zosta z on przez ca noc z dala od obozu, czekajc na tych, ktrzy mieli ju nigdy nie wrci.
Ogry ruszyy do natarcia przed witem, kiedy niebo bielao od nadchodzcego poranka. Elfy byy gotowe. aden nie
mg spa. Kady w gbi duszy wiedzia, e nie doyje poudnia.
Krpe ogry zaczy atak od zrzucania gazw z urwiska.
Kamienie byy olbrzymie, wielkie jak domy. Dowodzio to
dziaania magii bogini, bo cho ogry s wielkie, majprzecitnie ponad dziewi stp wzrostu i s potnie zbudowane, nawet najsilniejszy z nich nie zdoaby wyrwa tych olbrzymich
gazw z ziemi i rzuca nimi ze szczytw gr. Sycha te byo
460

ogrowych szamanw, ktrzy rzucali zaklcia bdce darem


krlowej Takhisis.
Gazy staczay si do doliny, wypaszajc ukryte wrd ska
elfy i zmuszajc elfich ucznikw do ucieczki. Wrzaski konajcych elfw, ktre zostay przygniecione gazami, niosy si echem
wrd gr, a w odpowiedzi sycha byo radosne okrzyki ogrw.
Kilka rozzoszczonych lub przeraonych elfw zmarnowao pociski, strzelajc, zanim nieprzyjaciel znalaz si w zasigu. Samar gniewnie skarci tych, ktrzy tak zrobili, i powtrzy
rozkaz, by czeka. Gilthas nie by ucznikiem. ciska w garci
miecz i czeka z zawzit min na rozkaz do ataku. Nie potrafi
zbyt dobrze wada broni, ale robi postpy przynajmniej
tak mwi mu Planchet. Mia nadziej, e to wystarczy, by zabra przynajmniej kilku wrogw z sob i nie przynie wstydu
duchom matki i ojca.
Tego poranka Gilthas by dziwnie wiadomy obecnoci matki. Mia wraenie, jakby znajdowaa si przy nim, a raz nawet
wydawao mu si, e syszy jej gos i czuje jej dotyk. Uczucie
byo tak silne, e odwrci si, by sprawdzi, czy Laurana rzeczywicie stoi obok. Wtedy zobaczy, e to Lwica. Umiechaa
si do niego. Bd razem walczy do koca i spoczn obok siebie po mierci, tak jak leeli obok siebie za ycia.
Na szczytach gr wida byo czarne sylwetki ogrw. Wrogowie unieli wcznie i potrzsali nimi, pokazujc wyranie
elfom, co je czeka, a potem wznieli okrzyk, ktry odbija si
echem wrd gr.
Elfy cisny bro w rkach i czekay na atak. Gilthas
i Lwica stali wrd czonkw sztabu zgromadzonego wok
krlowej Alhany i sztandarw, zarwno elfw Cjualinesti, jak
i Silvanesti.
Wreszcie jestemy zjednoczeni, lecz dopiero wtedy, gdy
stoimy w obliczu zagady i jest ju za pno. Gilthas szybko
postara si zapomnie o tej gorzkiej refleksji. Co si stao, ju
si nie odstanie.
Oczyciwszy sobie drog, ogry zaczy nieubaganie schodzi ze szczytw gr. Byy tak liczne, e zbocza czerniy si od
461
\

nich. Gilthas uwiadomi sobie, e musi si tu znajdowa cae


plemi ogrw.
Wzi Lwic za rk. Niech jego dusz wypeni mio i zaprowadzi go tam, gdzie odchodz dusze.
Samar wyda rozkaz, by strzela. Elfi ucznicy napili uki
i wycelowali. Samar unis rk, ale jej nie opuci.
Zaczekajcie! krzykn. Zmruy oczy, eby zobaczy wyraniej. Co to jest, moja krlowo? Czy mnie oczy
nie myl?
Alhana staa na pagrku, z ktrego miaa widok na pole walki i moga kierowa bitw. Kobieta bya spokojna, pikna jak zawsze. Nawet jeszcze pikniejsza, jeli to moliwe,
straszna i grona. Osaniaa oczy doni, patrzc na wschd,
w soce, ktre dopiero zaczynao si wznosi ponad wierzchoki gr.
297*
Siy nieprzyjaciela na szczytach zwolniy
tempo

oznajmia chodnym, beznamitnym tonem, w ktrym nie byo sycha ani rozpaczy, ani radoci. Niektrzy wrcz zawracaj.
298*
Co ich przestraszyo krzykna Lwica.
Wznoszc
wzrok ku niebu, pokazaa: Tam! Bogosawiony E'li! Tam!
Nad ich gowami rozbyso wiato tak jaskrawe, e sprawiao wraenie, jakby pochwycio soce i wcigno jego jasne promienie do doliny, przepdzajc mrok. Z pocztku Gilthas sdzi, e to jaki cud sprowadzi elfom soce, lecz potem
zda sobie spraw, e ten blask jest wiatem odbitym sonecznymi promieniami odbijajcymi si od usek na brzuchu
zotego smoka.
Zoty smok zanurkowa, zmierzajc w stron grskiego
zbocza, na ktrym roio si od ogrw. Na widok majestatycznego gada szeregi wrogw rozpierzchy si w popochu.
W rozpaczliwych prbach ucieczki oszalae z przeraenia ogry
biegay po zboczach w gr i w d, a nawet na boki.
Smok zion na grski stok swym ognistym oddechem.
Zbite ze strachu w grupki ogry giny setkami. Echo ich przedmiertnych wrzaskw nioso si wrd ska. Krzyki byy tak
462

okropne, e niektre elfy zatykay uszy, by nie sysze tych


okropnych dwikw.
Zoty smok przelecia nad gr. Za nim nadcigay mniejsze srebrne smoki, ziejc morderczym szronem, ktry zmienia
ogry w bryy lodu, cina ich krew, mrozi serca i muskuy.
Stwardniae i zimne jak gazy ciaa przewracay si i staczay
ze stokw w dolin. Do ataku ruszyy kolejne zote smoki, a
cae niebo zapono od refleksw rzucanych przez ich uski.
Armia ogrw, ktra tak radonie szarowaa z gry na uwizionego wroga, teraz bya w odwrocie. Smoki leciay za ogrami i znajdoway je, gdziekolwiek te prboway si schowa.
Ogry wysay tysice swoich rodakw do tej bitwy, ktra
rzekomo miaa odci eb armii elfw i wydrze jej serce.
Zjednoczone pod komend ogrowych tytanw, nauczone dyscypliny walki, ogry cierpliwie tropiy maszerujce elfy i czekay, a ich nieprzyjaciel wejdzie do doliny.
W bitwie tego dnia zgino wiele ogrw, lecz ich rd nie
zosta zgadzony, jak pniej twierdzili niektrzy ludzie i elfy.
Ogry znay okolic, wiedziay, gdzie znale groty, w ktrych mogy si chowa, pki smoki nie odleciay. Przyczajone
w ciemnoci lizay rany, przeklinay elfy i przysigay zemst.
Ogry zawary silne przymierze z minotaurami. Zwierzoludzie
yli w ciasnocie na pnocnych wyspach, ktrych rosnca populacja spychana ju bya do oceanu. Minotaury od dawna
uwaay Ansalon za doskonae terytorium do ekspansji. Ogry
tego dnia poniosy klsk, pozostay jednak sprzymierzone
z minotaurami. Dzie zemsty mia jeszcze nadej.
Ogry, ktre wbiegy do doliny i zaatakoway elfy, oszalay
z furii, zapomniay o szkoleniu i mylay tylko o zabijaniu. Elfy atwo si z nimi rozprawiy i wkrtce byo po bitwie. Ogry
nazway pole tej bitwy Dolin Ognia i Lodu i uznay j za
przeklt. Od tej pory aden ogr nie postawi tam stopy.
Los bitwy tak szybko si odwrci, e Gilthas nie mg zrozumie, i s ju bezpieczni; nie mg ogarn myl faktu, e
463

mier ju si do nich nie zblia z maczugami i wczniami.


Elfy wznosiy okrzyki i pieway radosne hymny na powitanie
smokw, ktre kryy po niebie, odbijajc uskami promienie
soca.
Dwa srebrne smoki odczyy od pozostaych. Zatoczyy
krg nisko nad ziemi, szukajc gadkiego i rwnego kawaka
terenu, by wyldowa. Alhana i Samar pospieszyli im na spotkanie, a Githas pody za nimi. Alhana go zdumiewaa. On
jeszcze trzs si z szoku wywoanego nagym uwolnieniem
od strachu, niespodziewanym powrotem ycia i nadziei. Ona
przyja nag odmian losu z takim samym chodnym opanowaniem, z jakim patrzya w oczy pewnej mierci.
Srebrne smoki wyldoway jeden wdzicznym, pynnym ruchem, drugi niezgrabnie jak mode smocztko, ktre
dopiero co wykluo si z jaja. Gilthas dziwi si temu, dopki nie zobaczy, e smok jest okaleczony i zamiast oczu ma
szpecc blizn.
Smok lecia na lepo, kierujc si wskazwkami swojego
jedca, kobiety w stroju Rycerza Solamnijskiego. Spod jej
byszczcego hemu spyway dugie, czarne warkocze. Zasalutowaa krlowej, ale nie zeskoczya z wierzchowca. Siedziaa na smoku z mieczem w rku, przygldajc si, jak pozostae
smoki cigaj i dobijaj resztki armii ogrw. Jedziec na drugim smoku pomacha rk.
374*
Samarze! zawoa.
160*
To ten rycerz, Gerard! wykrzykn Samar,
tak
wstrznity, e zapomnia o swej zwykej stoickiej pozie. Poznabym go wszdzie doda, kiedy Gerard zbliy si do
nich biegiem. To zapewne najbrzydszy czowiek, jakiego
Wasza Krlewska Mo zobaczy w yciu.
375*
Mnie si wydaje pikny rzeka Alhana.
Gilthas sysza zy w jej gosie, nawet jeli nie widzia ich
na jej twarzy, i zacz j lepiej rozumie. Alhana bya z wierzchu lodowata, ale w jej wntrzu pon ogie.
Na widok Gilthasa Gerard rozpromieni si i pospiesznie
podszed, by powita krla Qualinesti. Gilthas ukradkiem ski464

n gow. Rycerz zrozumia gest i spojrza na Alhan. Stan


jak wryty i patrzy na ni w osupieniu. Zbyt oszoomiony jej
urod, by pamita o manierach, gapi si na ni z otwartymi
ustami.
Sir Gerardzie powiedziaa krlowa. Mio mi ci
widzie.
Dopiero wtedy, na dwik jej gosu, mczyzna przypomnia sobie, e stoi w obecnoci krlowej. Uklk na jedno kolano i skoni gow.
Do usug, pani.
Alhana wycigna do niego rk.
376*
Wsta, prosz, sir Gerardzie. To ja
powinnam
uklkn
przed tob, ocalie bowiem mj lud przed pewn zagad.
377*
Nie, pani, to nie ja rzek Gerard,
czerwienic
si
po
uszy. By w tym momencie tak brzydki, e brzydszy ju czowiek by nie moe. To smoki was uratoway. Ja tylko przyleciaem z nimi i... Chcia najwyraniej jeszcze co doda,
ale zmieni zdanie.
Odwrciwszy si do Gilthasa, zoy mu niski pokon.
378*
Ciesz si niezmiernie, widzc, e cay i
zdrowy,
Wasza Krlewska Mo. Gos mu zagodnia. Wiadomo
o mierci twojej matki gboko mnie zasmucia.
379*
Dzikuj, sir Gerardzie rzek Gilthas,
ciskajc
do
rycerzowi. Dziwne, e cieki naszego ycia znw si przecinaj dziwny to zbieg okolicznoci, ale pomylny.
Gerard czu si nieswojo. Bystre spojrzenie jego niebieskich oczu padao raz na jedno, raz na drugie, szukajc czego
niespokojnie.
380*
Sir Gerardzie rzeka Alhana masz co
jeszcze
do powiedzenia. Prosz, mw bez obawy. Mamy wobec ciebie
ogromny dug wdzicznoci.
381*
Ale skd, Wasza Krlewska Mo
odpar
rycerz.
Pod wzgldem mowy i manier wydawa si niezgrabny i nieokrzesany, jak kady czowiek niewtpliwie wydaje si elfowi,
ale jego sowa byy szczere i pyny z serca. Nie chc, aby
tak mylaa. Wanie dlatego wahaem si, czy to powiedzie,
465

jednak... obejrza si na soce czas pynie, a my stoimy


w miejscu. Przynosz ze wieci i boj si je przekaza.
Jeli masz na myli fakt, e minotaury zajy nasz ojczyzn, ju nas o tym powiadomiono rzeka Alhana.
Gerard wlepi w ni oczy. Otworzy usta, a potem znw je
zamkn.
223*
Moe ja pomog powiedziaa. Chcesz,
ebymy dotrzymali przyrzeczenia, jakie zoy Samar, i pojechali
z tob szturmowa Sanction. Obawiasz si, e moemy poczu si do tego zmuszeni przez fakt, i przyszede nam
z pomoc.
224*
Lord Tasgall pragnie was zapewni, e
rycerze
zrozumiej, jeli bdziecie chcieli wrci i walczy o wyzwolenie
swojej ojczyzny oznajmi Gerard. Mog tylko powiedzie, e jestemy naprawd w cikim pooeniu. Sanction
broni armie umarych i ywych. Obawiamy si, e krlowa
Takhisis zamierza wada zarwno wiatem istot miertelnych,
jak i niemiertelnych. Jeli tak si stanie, jeli ona zrealizuje
swoje plany, ogarnie nas wszystkich ciemno. Potrzebujemy
twojej pomocy, pani, i twoich dzielnych wojownikw, jeli
mamy j pokona. Smoki zaproponoway, e was tam zanios,
poniewa one te si przycz do walki.
225*
Czy masz jakie nowiny? Czy mj syn,
Silvanoshei,
jeszcze yje? spytaa Alhana i twarz jej zblada.
226*
Nie wiem, pani odpar wymijajco
Gerard.

Mam
tak nadziej, ale naprawd nie mam pojcia.
Alhana pokiwaa gow, a potem zrobia co nieoczekiwanego. Zwrcia si do Gilthasa.
Wiesz, jak musi brzmie moja odpowied, siostrzecze.
Mj syn jest uwiziony. Zrobi wszystko, co w mojej mocy, by
go uwolni. Jej policzki lekko si zarowiy. Ale ty, jako krl swego narodu, masz prawo wyrazi swoje zdanie.
Gilthas kiedy indziej czuby si zadowolony. Mgby nawet czu si zrehabilitowany, jednak ca noc nie zmruy oka
i czu tylko straszliwe zmczenie.
Sir Gerardzie, jeli pomoemy waszemu zakonowi od466

bi Sanction, czy moemy si spodziewa, e w zamian pomoecie nam odzyska nasz ojczyzn?
382*
O tym zadecyduje Rada Rycerzy, Wasza
Krlewska
Mo odpar Gerard, czujc si nieswojo. Zdawa sobie
spraw, e to marna odpowied, doda wic z przekonaniem:
Nie wiem, co zrobi inni rycerze, Wasza Krlewska Mo,
ale ja chtnie przysigam wierno twojej sprawie.
383*
Dzikuj ci za to, panie rzek Gilthas.
Odwrci
si
do Alhany. Z pocztku byem przeciwny temu marszowi.
Nie ukrywaem tego. Nieszczcie, ktre przewidywaem, ju
si stao. Jestemy teraz wygnacami, ludem bez ojczyzny.
Jeli jednak nie dotrzymamy obietnicy zoonej przez Samara,
by pomc Rycerzom Solamnijskim w ich walce, to, jak rzek
ten szlachetny rycerz, krlowa Takhisis zatriumfuje. Pierwsz
rzecz, jak zrobi, bdzie cakowite unicestwienie naszego ludu. Zgadzam si. Musimy maszerowa na Sanction.
384*
Oto nasza odpowied, sir Gerardzie
oznajmia
Alhana. My, Qualinestyjczycy i Silvanestyjczycy, jestemy jednoci i przyczymy si do innych wolnych ludw Ansalonu,
by walczy i pokona Krlow Ciemnoci i jej armie.
Gerard powiedzia to, co naleao. Wyranie odczu ulg
i chcia teraz jak najszybciej si oddali. Smoki latay nad nimi, cienie ich skrzyde wdzicznie przesuway si po ziemi.
Elfy witay smoki radosnymi okrzykami, zami i bogosawiestwami, a te w odpowiedzi na ich pozdrowienia zniay swe
dumne gowy.
Srebrne i zote smoki zaczy ldowa w dolinie, po kilka
naraz. Elfi wojownicy wsiadali na smoki, po tylu na jednego,
ile si dao. W taki wanie sposb elfy latay do boju za czasw Humy. Tak te ruszay do boju w czasie Wojny Lancy.
Czu byo, e to historyczny moment. Elfy znw zaczy piewa i pieway pieni o chwale i zwycistwie.
Alhana, siedzc na zotym smoku, zaja miejsce na czele.
Uniosa miecz w gr i zaintonowaa okrzyk bojowy elfw.
Samar unis miecz i podj jej okrzyk. Zoty smok unis krlow w powietrze i polecia ponad grami na zachd, w stron
467

Sanction. Ociemniay srebrny smok kierowa si w locie wskazwkami swego ludzkiego jedca.
Gilthas postanowi zosta do samego koca, aby dopilnowa, by polegli zostali pochowani zgodnie z rytuaem. Ich
ciaa miay zosta spalone w smoczym ogniu, poniewa nie
byo czasu, by je pochowa i w aden sposb nie mona byo
ich przetransportowa do ojczyzny. ona Gilthasa zostaa razem z nim.
227*
Rycerze nie przyjd nam z pomoc, prawda?

spytaa
nagle Lwica, kiedy ostatni smok sta gotowy, by ich zabra.
228*
Rycerze nie przybd rzek Gilthas.
Zginiemy
za
nich, a oni bd opiewa nas w pieniach, ale kiedy bitwa zostanie wygrana, wrc do swoich domw. Nie przyjd gin za
nas.
On, Lwica i ostatni wojownicy Qualinesti wznieli si w niebo na grzbiecie smoka. Pieni elfw, gone i radosne, wypeniy dolin muzyk.
Potem zostao po nich tylko echo.
Potem i ono ucicho. Zostay tylko dym i cisza.

29
r

witynia Duerghasta
Galdar nie widzia Miny od czasu jej triumfalnego powrotu
do Sanction. Serce bolao go nie mniej ni ciao, a rany posuyy mu za wymwk, by zosta w namiocie i nie widywa
si ani nie rozmawia z nikim. By powanie zdumiony, e
jeszcze yje, bo Takhisis miaa powody, by go nienawidzi,
a nie bya miosierna dla tych, ktrzy j zdradzili. Domyla
si, e gdyby nie Mina, pewnie leaby teraz zwglony przy
zwokach Malys.
Galdar nie zosta, by sucha rozmowy Takhisis i Miny.
By tak rozwcieczony, e mgby goymi rkami rozerwa gr, kamie po kamieniu, i obawiajc si, e jego furia moe tylko zaszkodzi Minie, zamiast jej pomc, odszed wcieka si
w samotnoci. Wrci do groty dopiero wtedy, gdy usysza, e
Mina go woa.
Zasta j ca i zdrow. Nie zdziwio go to. Niczego innego
si nie spodziewa. Tulc posiniaczon i okrwawion rk
wyadowa zo na skaach przyglda si dziewczynie
w milczeniu, czekajc, a ona przemwi.
Jej oczy koloru bursztynu byy zimne i srogie. Nadal widzia zamroone w nich swoje odbicie, uwizion malek figurk.
385*
Chciae, ebym umara powiedziaa z
wyrzutem
dziewczyna.
161*
Tak odpar spokojnie minotaur. Lepiej,
eby u469

mara w chwale niedawnego zwycistwa, ni ya jako niewolnica.


1* Ona jest naszym bogiem, Galdarze. Jeli suysz mnie,
suysz jej.
2* Su tobie, Mino odpar Galdar, i to by koniec rozmowy.
Mina moga kaza mu odej. Moga go zabi. Nie zrobia
tego jednak, lecz rozpocza dug wdrwk w d zbocza
jednego z Wadcw Zagady. On szed u jej boku. Mina odezwaa si do niego jeszcze tylko raz, kiedy zaproponowaa, e
wyleczy jego obraenia. Odmwi. Do Sanction szli w milczeniu i od tej pory nie odzywali si do siebie.
Rado z powrotu Miny bya ogromna. Cz ludzi bya
pewna, e dziewczyna zgina, inni za byli przekonani, e yje, a poziom napicia i strachu by tak wielki, e doszo do
walk midzy tymi dwoma odamami. Rycerze Miny kcili
si midzy sob, jej dowdcy sprzeczali si i skakali sobie do
oczu. Na ulicach a wrzao od plotek, kamstwa staway si
prawd, a prawda zmieniaa si w kamstwo. Po powrocie Mina zastaa miasto pogrone w chaosie i anarchii. Wystarczy
sam dwik jej imienia, by powrci ad.
Mina! Na jej widok przy bramie rozleg si radosny
okrzyk. Mina!
Jej imi rozbrzmiewao radonie w miecie, niczym odgos
weselnych dzwonw, a ona sama omal nie zostaa przewrcona i zgnieciona w uciskach ludzi woajcych, e ciesz si,
widzc j yw. Gdyby Galdar bez sowa nie wzi jej na rce
i nie posadzi sobie na masywnych barkach, eby wszyscy widzieli j z daleka, rzeczywicie mogaby zosta zabita przez
ich mio.
Galdar mgby im przypomnie, e to Min witali wiwatami, to Min uwielbiali i wypeniali jej rozkazy. Nic jednak
nie powiedzia, a ona te milczaa. Galdar sysza o zniszczeniu totemu, o pojawieniu si srebrnego smoka, ktry zaatakowa totem, a potem sam zosta napadnity i olepiony przez
wojska Miny. Dowiedzia si o perfidnej zdradzie solamnij470

skiej kapanki, ktra pomoga srebrnemu smokowi, i o tym, e


odlecieli razem.
Lec na swym posaniu i leczc rany, Galdar przypomnia sobie, jak pierwszy raz zobaczy kulawego ebraka,
ktry okaza si bkitnym smokiem. Towarzyszy mu lepiec
o srebrzystych wosach. Galdar rozwaa to wszystko w mylach.
Poszed obejrze szcztki totemu. Sterta popiou, ktra zostaa po setkach smoczych czaszek, bya nietknita. Mina nie
chciaa si do niej zblia. Nie wchodzia te do sali z otarzem. Nie wrcia w ogle do kwatery w wityni, ale przeniosa swoje rzeczy nie wiadomo gdzie.
W sali otarzowej wiece stopiy si w du kau wosku
zabarwionego popioem na brudnoszary kolor. awy leay
poprzewracane, cz z nich bya osmolona. Posadzk zacielay okruchy bursztynu, wystarczajco ostre, eby przebi podeszw buta. Nikt nie mia odwagi wej do wityni, zamieszkanej rzekomo przez ducha kobiety, ktrej ciao spoczywao
w bursztynowym sarkofagu, a teraz byo stert popiou.
Przynajmniej jednemu z nas udao si uciec rzek
Galdar do popiow i po oniersku odda im honory.
Ciao jednego z magw rwnie zniko. Nikt nie potrafi
powiedzie Galdarowi, co si stao z Palinem Majere. Niektrzy twierdzili, e porwaa go posta w czarnej pelerynie,
podczas gdy inni przysigali, e na wasne oczy widzieli, jak
czarodziej Dalamar rozszarpa go goymi rkami. Na rozkaz
Miny wszczto poszukiwania Palina, ale ciaa nie znaleziono
i wreszcie Mina kazaa zaprzesta poszukiwa.
Ciao czarodzieja Dalamara siedziao w opuszczonej wityni, wpatrujc si w ciemno, najwyraniej zapomniane. Jego rce byy splamione krwi.
Czekaa ich jeszcze jedna nowina. Dozorca wizienia zmuszony by wyzna, e podczas ataku Malys panicz Silvanoshei
uciek z celi i nie zosta jeszcze zapany. Uwaano, e elf nadal
jest w miecie, bo czekano na niego przy bramach, ale nikt go
tam nie widzia.
471

229*
Tego
esz by pewien.

On jest w Sanction powiedziaa Mina.


mo-

230*
Znajd go powiedzia dozorca wizienia i
zakl.
A kiedy ju go zapi, przyprowadz go prosto do ciebie,
Mino.
231*
Jestem zbyt zajta, eby si nim zajmowa

odpara szorstko. Jeli go znajdziesz, zabij go. Swoje ju zrobi.


Mijay dni. Znw zapanowa ad. Elfa nie znaleziono ani
te nikt szczeglnie nie zadawa sobie trudu, by go szuka.
Szeptem powtarzano sobie teraz pogosk, jakoby Mina kazaa
odbudowa i wyposay prastar wityni Duerghasta, ktra
od dawna leaa w gruzach. Za miesic w wityni miaa si
odby wielka ceremonia, ktrej charakter by utrzymywany
w tajemnicy. Mia to by najwikszy moment w historii Krynnu, 'dugo jeszcze witowany i pamitany. Wkrtce wszyscy
w Sanction mwili, e Mina w nagrod zostanie bogini.
Kiedy Galdar po raz pierwszy to usysza, westchn gboko. Tego dnia Mina przysza go odwiedzi.
Galdarze zawoaa, stojc przed wejciem do jego
namiotu. Mog wej?
Minotaur warkn na zgod i dziewczyna wesza do rodka.
Mina stracia na wadze kiedy Galdara nie byo w pobliu, nie byo komu jej przekonywa, by jada. Najwyraniej
nikt rwnie nie pilnowa, by spaa, bo wygldaa na wycieczon. Mrugaa zbyt czsto i nerwowo skubaa klamry swej
skrzanej zbroi. Twarz miaa blad, tylko na jej policzkach
kwit gorczkowy, niezdrowy rumieniec. Minotaur nie pamita, aby kiedykolwiek nosia tak dugie wosy. Rude kdziory wiy si niepokornie wok jej uszu i spaday na czoo.
Galdar nie wsta na powitanie, lecz nadal siedzia na swoim
ku.
232*
Syszaam, e nie wychodzisz z namiotu, bo
jeste
chory rzeka Mina, przygldajc mu si uwanie.
233*
Ju mi lepiej powiedzia minotaur, nie
patrzc
w
jej
bursztynowe oczy.
234*
Moesz wrci do swych obowizkw?
472

42* Jeli zechcesz mnie przyj powiedzia, kadc nacisk na sowo zechcesz".
43* Chc. Mina zacza kry po namiocie i jej
zdenerwowanie zdumiao Galdara. Syszae, jakie kr plotki.
O tym, e mam zosta bogiem.
44* Syszaem. Niech zgadn. Jej Mroczny Majestat nie
jest
tym uszczliwiony.
45* Kiedy Takhisis wkroczy triumfalnie do tego wiata, lud
nie bdzie mia wtpliwoci, kogo czci. Rzecz w tym, e...
Mina przerwaa, nie potrafic wyjani, a moe nie chcc wyjawi wyjanienia.
46* To nie twoja wina, Mino rzek Galdar, litujc si
wreszcie nad ni. Ty jeste na tym wiecie. Jeste kim, kogo lud moe zobaczy, usysze i dotkn. Ty dokonujesz cudw.
47* Zawsze w jej imieniu nalegaa Mina.
48* Nigdy jednak nie zakazaa im wykrzykiwa twojego
zauway Galdar. Nigdy nie kazaa im wznosi okrzykw do Jedynego Boga. Zawsze krzycz tylko: Mina, Mina!".
Dziewczyna milczaa chwil, a potem powiedziaa cicho:
Nie zakazywaam tego, bo sprawiao mi to przyjemno, Galdarze. Nie mog na to nic poradzi. Sysz mio
w ich gosach. Widz mio w ich oczach. Dziki ich mioci
wydaje mi si, e mog dokona wszystkiego, e potrafi czyni cuda...
Umilka. Najwyraniej nagle uwiadomia sobie, co przed
chwil powiedziaa.
e to ona potrafi czyni cuda.
Rozumiem rzeka cicho. Teraz widz, dlaczego
zostaam ukarana. Jestem zdumiona, e Jedyny Bg mi wybaczy. Wynagrodz mu to jednak.
Ona ci opucia, Mino!" chcia do niej krzykn Galdar. Gdyby zgina, ona znalazaby sobie kogo innego, kto
wypeniaby jej rozkazy. Ale ty nie zgina, wic ona przybiega do ciebie z kamliw opowieci o poddaniu ci prbie i ukaraniu".
Sowa cisny mu si na wargi, lecz nie wymwi ich, bo
473

gdyby to zrobi, Mina wpadaby we wcieko. Opuciaby


go, by moe na zawsze, a w tej chwili by jej jedynym przyjacielem, jedyn osob, ktra widziaa wyranie ciek otwierajc si przed ni. Zdusi wic te sowa, cho omal si nimi
nie udawi.
Czy dobrze syszaem, e odnawiasz star wityni
Duerghasta? spyta, zmieniajc temat.
Twarz Miny wypogodzia si. W jej oczach koloru bursztynu zapon cie dawnego ducha.
Tam odbdzie si ceremonia, Galdarze. Tam wanie
Jedyny Bg ukae sw moc. Ceremonia odbdzie si na arenie
i bdzie wspaniaa! Wszyscy przyjd, by odda jej cze nawet jej nieprzyjaciele.
Zduszone sowa przyprawiay Galdara o bl brzucha. Znw
zrobio mu si sabo, wic nadal siedzia na posaniu i milcza. Nie mg patrze na dziewczyn; nie mg znie widoku siebie, tej maej figurki, uwizionej w bursztynie. Mina
podesza do niego i dotkna jego doni. Minotaur nie odwraca gowy.
Galdarze, wiem, e ci skrzywdziam. Wiem, e twj
gniew w rzeczywistoci by strachem obawiae si o mnie.
cisna jego do. Tylko ty naprawd dbae o mnie,
Galdarze. O mnie, o Min. Inni dbali tylko o to, co mog dla
nich zrobi. S ode mnie zaleni jak dzieci i musz prowadzi
ich jak dzieci.
Nie mog na nich polega. Na tobie jednak mog polega,
Galdarze. Poleciae ze mn na pewn mier i nie bae si.
Jeste mi teraz potrzebny. Potrzebuj twojej siy i odwagi. Nie
zo si ju na mnie. Umilka, by po chwili doda: I nie
zo si na ni.
Minotaur wrci mylami do tej nocy, gdy ujrza Min
wyaniajc si z burzy, zapowiadan przez grzmoty, zrodzon
z ognia. Przypomnia sobie swoj rado w chwili, w ktrej dotkn rki, bdcej darem od niej. Mia tyle wspomnie zwizanych z Min, a wszystkie byy z sob poczone na ksztat
zotego acucha. Galdar unis gow, popatrzy na Min i zo474

baczy w niej ludzk istot, ma i kruch, i nagle ogarn go


ogromny lk o ni.
Tak bardzo si ba, e nawet mg dla niej skama.
Przepraszam, Mino rzek szorstko. Byem zy
na... Przerwa. Zamierza powiedzie: Takhisis", ale jej
imi nie przechodzio mu przez usta. Zaimprowizowa wic:
Byem zy na Jedynego Boga. Teraz to rozumiem, Mino.
Przyjmij moje przeprosiny.
Dziewczyna umiechna si i wypucia jego do.
Dzikuj, Galdarze. Musisz pj ze mn do wityni.
Nadal czeka nas mnstwo pracy, zanim wszystko bdzie gotowe do uroczystoci, ale zapaliam wiece na otarzu i...
Zatrbiy rogi. Sowa Miny zaguszyo bicie w bbny.
74* Co si dzieje? spytaa. Poirytowana podesza do
drzwi namiotu i wyjrzaa. Co oni sobie wyobraaj?
75* To alarm, Mino rzek zaniepokojony Galdar.
Szybko
chwyci swj miecz. Najwyraniej jestemy atakowani.
76* To niemoliwe odpara dziewczyna. Jedyny
Bg
widzi wszystko, syszy wszystko i wie wszystko. Zostaabym
ostrzeona...
77* Niemniej jednak powtrzy poirytowany Galdar

to jest alarm.
78* Nie mam na to czasu powiedziaa rozzoszczona
Mina. Mamy za duo pracy w wityni.
Dudnienie bbnw stao si goniejsze i bardziej natarczywe.
Chyba bd musiaa co z tym zrobi. Mina szybkim
krokiem wysza z namiotu. Na jej twarzy malowaa si wyrana irytacja.
Galdar przypasa miecz, chwyci pikowany, skrzany kaftan, ktry suy mu za zbroj, i pospieszy za dziewczyn, po
drodze zapinajc klamry.
Na ulicach panowa zamt. Niektrzy ludzie patrzyli gupio
w stron murw, jakby samo gapienie si mogo im co powiedzie o sytuacji. Inni za gono domagali si odpowiedzi od
ludzi, ktrzy byli rwnie zdezorientowani jak oni sami. Trze475

wo mylcy onierze popdzili do swoich kwater po bro,


rozumujc, e najpierw si uzbroj, a potem si dowiedz,
z kim walcz.
Galdar torowa drog wrd spanikowanego tumu. Rycza,
eby ludzie schodzili mu z drogi. Tych, ktrzy go nie posuchali, chwyta mocarnymi rkami i odrzuca na boki. Mina sza
tu za nim, a ludzie na jej widok wiwatowali i wykrzykiwali
jej imi.
Mina, Mina!
Galdar obejrza si. Dziewczyna nadal wygldaa na rozgniewan z powodu tego, e im przeszkodzono, i przekonan
e nie dzieje si nic wanego. Dotarli do Zachodniej Bramy.
W chwili, gdy masywne wrota si zatrzaskiway, Galdarowi
mign w oczach jeden z ich zwiadowcw, bkitny smok, ktry wyldowa za murami. Jedziec na smoku rozmawia z rycerzem dowodzcym stra przy bramie.
Co si stao? Co tam si dzieje? pytaa Mina, przepychajc si przez tum do dowdcy stray. Dlaczego ogosilicie alarm? Kto wyda rozkaz?
Rycerz i jedziec odwrcili si do Miny. Obaj zaczli jednoczenie mwi. Toczcy si wok niej rycerze i onierze
powikszali tylko harmider, przekrzykujc wrzaw.
Do Sanction zmierza armia pod dowdztwem Rycerzy Solamnijskich, Mino powiedzia zdyszany smoczy jedziec. Rycerzom towarzyszy wojsko elfw pod sztandarami
zarwno Quainesti, jak i Silvanesti.
Mina zlustrowaa rozzoszczonym spojrzeniem rycerza dowodzcego stra przy bramie.
299*
I tylko dlatego ogosie alarm i wszcze
panik?
Odbieram ci dowdztwo. Galdarze, przypilnuj, aby tego czowieka wychostano. Mina odwrcia si do smoczego jedca.
Skrzywia wargi pogardliwie. Jak daleko jest ta armia? Ile
tygodni marszu std?
300*
Mino rzek wystraszony jedziec oni
nie
maszeruj. Lec na smokach. Zotych i srebrnych smokach. S ich
setki...
476

Zote smoki! krzykn jaki czowiek i zanim Galdar


zdy go zatrzyma, gupiec pogna przed siebie, rozgaszajc
wie przeraonym gosem. W cigu kilku minut bdzie o tym
wiedzie cae miasto.
Mina wpatrywaa si w jedca. Krew odpyna jej z twarzy; wydawao si, e odpyna z caego ciaa. Dziewczyna
wygldaa na bardziej yw, kiedy konaa. Obawiajc si, e
moe zemdle, Galdar chcia j podtrzyma, lecz Mina go odepchna.
162*
To niemoliwe wyszeptaa zbielaymi
wargami.

Zote i srebrne smoki odeszy z tego wiata i miay nigdy do


niego nie wrci.
163*
Przykro mi twierdzi, e nie masz racji,
Mino

rzek
z wahaniem jedziec ale widziaem je na wasne oczy. Oboje... Machn rk w stron murw, za ktrymi sta jego
wierzchowiec, bkitna smoczyca, z opuszczonymi bokami,
zwieszonym bem i oklapnitymi skrzydami. Oboje zostalimy zaskoczeni i omal nie zginlimy. Dolecielimy tu ledwo ywi.
Zdenerwowani rycerze Miny zgromadzili si wok swej
przywdczyni.
164*
Mino, co rozkaesz?
165*
Jakie s twe rozkazy, Mino?
Jej blade wargi si ruszay, ale dziewczyna mwia do siebie.
166*
Musz natychmiast dziaa. Ceremonia nie
moe czeka.
167*
Jak daleko s smoki? spyta jedca
Galdar.
Mczyzna spojrza z lkiem w niebo.
168*
Byy tu za mn. Dziwi si, e jeszcze ich
nie wida...
Mino odezwa si Galdar wydaj rozkaz. Wezwij
czerwone i bkitne smoki. Wiele sug Malys znajduje si jeszcze w pobliu. Wezwij je do walki.
169*
One nie przylec powiedzia smoczy
jedziec.
Mina posaa mu spojrzenie.
170*
A to czemu ?
Mczyzna wskaza kciukiem przez rami na swoj bkitna smoczyc.
477

301*
Nie bd walczy ze swoimi pobratymcami.
Moe
pniej, kiedy wrc dawne urazy, ale nie teraz. Zostalimy sami.
302*
Co mamy robi, Mino? pytali rycerze
wystraszonymi i schrypnitymi gosami. Jakie s twoje rozkazy?
Mina nie odpowiedziaa. Staa w milczeniu, nieobecna duchem. Nie syszaa ich. Suchaa innego gosu.
Galdar dobrze wiedzia, czyj to gos, ale musia zrobi wszystko, by tym razem dziewczyna posuchaa jego. Chwyci j za
rami i mocno potrzsn.
Wiem, o czym mylisz. Nie moemy tego zrobi, Mino
powiedzia minotaur. Nie wytrzymamy takiego natarcia!
Sam smoczy strach porazi wikszo naszych onierzy i uczyni ich niezdolnymi do walki. A mury, ognista fosa to nie zatrzyma smokw.
' Mamy armi umarych...
303*
Te mi co! parskn Galdar. Zote
smoki
nie
boj si dusz zmarych ludzi, goblinw ani innych nieszcznikw, ktrych duchy uwizi Jedyny Bg. A co si tyczy Rycerzy Solamnijskich, oni ju raz walczyli z umarymi i tym razem bd przygotowani na stawienie czoa grozie.
304*
Co zatem radzisz, Galdarze spytaa
chodno
Mina

skoro jeste tak pewny, e nie moemy wygra?


305*
Radz ucieka std czym prdzej
powiedzia
bez
ogrdek Galdar, a rycerze gono powtrzyli jego opini.
Jeli wycofamy si natychmiast, zdoamy ewakuowa miasto
i uciec w gry. Jest tam tyle tuneli, e cao przypomina plaster miodu. Wadcy Zagady ju raz udzielali nam schronienia,
mog to zrobi raz jeszcze. Moemy wycofa si do Jelek albo
Neraki.
306*
Wycofa si? Mina spojrzaa na niego
wciekle
i
staraa si wyrwa rk z jego ucisku. Jeste zdrajc przez samo wymawianie tych sw!
Minotaur trzyma j kurczowo.
Niech Solamnijczycy zajm Sanction, Mino. Ju raz im
je odebralimy, zrobimy to raz jeszcze. Nadal wadamy w Solamnii. Solanthus i Palanthas s nasze.
478

Nie, nie s odpara Mina, wyrywajc mu si z rk.


Rozkazaam wikszoci naszych si wycofa si i przyby
tutaj, do Sanction, by mogli by wiadkami chway Jedynego
Boga.
Galdar otworzy usta i zamkn je gwatownie.
Nie sdziam, e bd tu smoki! krzykna Mina.
Minotaur zobaczy, e jego wizerunek w jej oczach maleje
coraz bardziej. Puci Min.
171*
Nie wycofamy si oznajmia dziewczyna.
172*
Mino...
386*
Posuchaj mnie, ty i wszyscy pozostali.
Mina
zgromadzia wszystkich wok siebie jednym spojrzeniem, wszystkie malutkie figurki zatopione w bursztynie jej oczu. Musimy utrzyma miasto za wszelk cen. Kiedy ceremonia dobiegnie koca i Jedyny Bg wkroczy do tego wiata, adna
sia na Krynnie nie bdzie moga mu si oprze. Zniszczy
wszystkich.
Oficerowie patrzyli na ni i nie odchodzili. Niektrzy poruszali si nerwowo i rzucali spojrzenia w niebo. Galdar poczu,
jak lk ciska go za gardo to by smoczy strach, jeszcze odlegy, ale szybko si zbliajcy.
No, na co czekacie? spytaa Mina. Wracajcie na
swoje stanowiska.
Nikt si nie ruszy. Nikt nie wznosi radosnych okrzykw.
Nikt nie wymawia jej imienia.
Otrzymalicie rozkazy! krzykna Mina schrypnitym gosem. Galdarze, chod ze mn.
Odwrcia si, by odej. Rycerze nadal si nie ruszyli. Zagrodzili jej drog wasnymi ciaami. Dziewczyna nie miaa
broni. Nie pomylaa o tym, eby jak zabra.
Galdarze rzeka Mina. Zabij kadego, kto si
omieli mnie zatrzyma.
Galdar pooy do na rkojeci miecza.
Jeden po drugim rycerze rozstpowali si, robic jej przejcie.
Mina przesza midzy nimi z kamienn twarz.
Dokd zmierzasz? spyta Galdar, idc za ni.
479

235*
mao czasu.

Do wityni. Mamy wiele do zrobienia i

236*
Mino nalega pgosem minotaur nie
moesz
zostawi ich samych. Z mioci do ciebie znajd odwag, by walczy nawet ze zotymi smokami, ale jeli ciebie tam zabraknie...
Mina stana.
Oni nie walcz z mioci do mnie! Gos jej dra.
Walcz za Jedynego Boga! Odwrcia si do swoich rycerzy. Suchajcie mnie. Toczycie t bitw dla Jedynego Boga.
Musicie utrzyma miasto w jego imi. Kady, kto ucieknie
przed wrogiem, pozna gniew Jedynego Boga.
Rycerze pospuszczali gowy i odwrcili si. Nie maszerowali dumnie na stanowiska, jak niegdy to robili. Rozeszli si
markotni.
237*
Co im si stao? spytaa przeraona i
zdezorientowana Mina.
238*
Kiedy byli ci posuszni z mioci, Mino.
Teraz
suchaj ci tak, jak sucha zbity pies ze strachu przed razami
wyjani Galdar. Czy tego chcesz?
Mina przygryza warg, jakby si wahaa, i Galdar mia nadziej, e tym razem dziewczyna nie posucha gosu. Wtedy zrobiaby to, co naleao, co byo godne. Zostaaby wierna swoim ludziom, ktrzy nie opucili jej w tak wielu trudnociach.
Mina zacisna zby. Jej bursztynowe oczy zrobiy si zimne.
Niech kundle uciekaj. Ja ich nie potrzebuj. Mam Jedynego Boga. Id do wityni przygotowa si do ceremonii.
Idziesz? spytaa Galdara. Czy ty te uciekniesz?
Minotaur spojrza w jej oczy koloru bursztynu i nie zobaczy ju w nich swego odbicia. Nie widzia ju niczyjego odbicia. Jej oczy byy puste.
Dziewczyna nie czekaa na jego odpowied. Odesza sama.
Nie obejrzaa si, by sprawdzi, czy minotaur idzie za ni.
Byo wszystko jedno, co zrobi Galdar.
On tymczasem waha si. Obejrzawszy si na Zachodni
Bram, zobaczy rycerzy zbitych w grupki i rozmawiajcych
480

przyciszonymi gosami. Bardzo wtpi w to, aby ustalali strategi bitwy. Na ulicach podnis si straszny harmider, kiedy rozesza si wie, e setki zotych i srebrnych smokw lec na
Sanction. Nikt nie robi niczego, by stumi popoch. Kady
myla teraz tylko o sobie i tylko jedno chodzio mu po gowie
eby przey. Wkrtce wybuchn zamieszki, a ludzie zmieni si w dzikie bestie, gotowe zbami i pazurami broni swojej skry. W swej aosnej panice mog si pozabija jeszcze
przed przybyciem wojsk nieprzyjaciela.
Gdybym zosta tu na murach, mgbym zgromadzi wok siebie kilku onierzy" pomyla Galdar. Moe znalazbym kogo, kto pokonaby strach i walczyby u mego boku.
Zginbym godnie. Zginbym z honorem".
Odprowadza wzrokiem Min, ktra odchodzia sama, pominwszy ten piciogowy cie, ktry wisia nad ni, otacza
j
i odcina od wszystkich, ktrzy kiedykolwiek j kochali, podziwiali lub troszczyli si o ni.
Ty wielka suko! mrukn Galdar. Nie pozbdziesz si mnie tak atwo.
cisn miecz w garci i pospieszy za Min.
Mina nie miaa racji, mwic Galdarowi, e jest jedyn
osob, ktra kiedykolwiek o ni si troszczya. Komu jeszcze
na niej zaleao, i to bardzo. Silvanoshei bieg za Min, przepychajc si przez kbicy si na ulicach w panice tum, i stara si nie zgubi dziewczyny z oczu.
Zosta w Sanction, eby dowiedzie si czego o Minie.
Kiedy okazao si, e dziewczyna yje, nie posiada si z radoci. Z drugiej strony, jej powrt oznacza dla niego kolejne niebezpieczestwo. Ludzie nagle przypomnieli sobie, e widzieli
chodzcego po Sanction elfa.
Silvanoshei zmuszony by si ukry. Przypadkowo spotkany kender z chci zapozna modego elfa z sieci tuneli, ktre
biegy pod caym miastem. Elfy nie cierpi ycia pod ziemi
i Silvanoshei mg przebywa w kanaach tylko przez krtki
czas, zanim rozpaczliwa potrzeba zaczerpnicia wieego po481

wietrz nie wygnaa go znw na powierzchni. ywi si tym,


co ukrad, a oprcz jedzenia skrad take peleryn z kapturem
i szal, eby owin twarz i ukry swe elfie rysy.
Modzieniec czatowa w okolicach zniszczonego totemu
w nadziei, e zamieni kilka sw z Min, ale nigdy jej tam nie
widzia. Zaniepokoi si, czy dziewczyna nie wyjechaa z miasta albo nie zachorowaa. Potem podsucha przypadkow rozmow, z ktrej wynikao, e wyprowadzia si ze wityni
Serca i zamieszkaa w innej w zrujnowanej kaplicy Duerghasta na obrzeach Sanction.
witynia, wzniesiona na cze faszywego boga wymylonego przez jaki obkany kult, syna z areny, na ktr wysyano ludzi, aby ginli ku uciesze wiwatujcych tumw. Podczas Wojny Lancy budynek zaj lord Ariakas i w jego lochach
torturowa swoich jecw.
witynia cieszya si z saw i ostatnio, za czasw panowania Hogana Bighta, mwio si o zrwnaniu jej z ziemi.
Z powodu trzsie ziemi w cianach budynku pojawiy si
wielkie szczeliny, osabiajc budowl do tego stopnia, e nikt
nie mg si do niej bezpiecznie zbliy. Mieszkacy Sanction
postanowili pozwoli Wadcom Zagady dokoczy dzieo
zniszczenia.
Potem rozesza si wie, e Mina zamierza odbudowa
wityni i przerobi j na miejsce kultu Jedynego Boga.
witynia Duerghasta leaa po drugiej stronie otaczajcej
Sanction fosy z law. Nie mona byo tam dotrze droga ldow bez przerzucenia mostu nad fos. Dlatego te Silvanoshei doszed do wniosku, e Mina bdzie zmuszona wchodzi
do wityni jednym z tuneli. Wdrowa wic po tunelach, nieraz gubic si w ich pltaninie, a wreszcie znalaz to, czego
szuka tunel, ktry bieg pod cian osonow od poudniowej strony miasta.
Silvanoshei wanie planowa zbada tunel, kiedy ogoszono alarm. Elf zobaczy jedca na smoku, ktry przelecia nad
jego gow i wyldowa przy Zachodniej Bramie. Domylajc si, e Mina przyjdzie zaj si sytuacj, Silvanoshei wto482

pi si w tum ludzi czekajcych z utsknieniem, by zobaczy swoj przywdczyni. Wysun si do przodu najdalej, jak
mia, udzc si nadziej, e cho popatrzy na Min z daleka.
Wtedy j zobaczy. Staa otoczona przez rycerzy i rozmawiaa ze smoczym jedcem. Nagle jeden z mczyzn odczy
si od grupy i wbieg w tum, krzyczc, e zbliaj si zote
i srebrne smoki, a na ich grzbietach lec Rycerze Solamnijscy.
Ludzie zaczli kl i przepycha si. Silvanoshei zosta potrcony i omal nie upad. Mimo to przez cay czas nie odrywa
oczu od dziewczyny.
Wieci o smokach i rycerzach nie miay znaczenia dla Silvanosheia. Myla o nich tylko w kategoriach tego, jak to wpynie na Min. By pewien, e dziewczyna poprowadzi wojska
do boju i obawia si, e nie bdzie mia okazji porozmawia
z ni. Zdumia si wic ogromnie, kiedy zobaczy, e Mina odwraca si i odchodzi, porzucajc swoich onierzy.
Ich strata bya jego bogosawiestwem.
Id do wityni przygotowa si do ceremonii dobiegy go wyranie jej sowa.
Moe przynajmniej zdoa wreszcie zamieni z ni kilka
sw.
Silvanoshei wszed do odkrytego przez siebie tunelu, liczc
na to, e jego obliczenia byy waciwe i e korytarz prowadzi
pod ognist fos do wityni Duerghasta. Jego nadzieja omal
nie prysa, kiedy stwierdzi, e tunel jest czciowo zasypany
przez zawalone sklepienie. Elf przecisn si midzy zwaami
ziemi i kamieni i szed dalej, a wreszcie znalaz drabin, ktra
prowadzia na powierzchni.
Wspina si szybko, ale mia do rozsdku, eby na szczycie zwolni. Otwr w tunelu od gry by zamaskowany drewnian klap. Kiedy Silvanoshei pchn drzwiczki, jego rka
przesza na wylot przez zbutwiae drewno. Posypaa si na niego kaskada ziemi i drzazg. Elf wyjrza ostronie przez dziur
w klapie. Ostre soce omal go nie olepio. Modzieniec zamruga i czeka, a jego oczy przyzwyczaj si do wiata.
Do wityni Duerghasta byo ju niedaleko.
483

eby dosta si do budynku, elf musia przej kawaek


otwartej przestrzeni. Sivanoshei wiedzia, e bdzie go wida
z murw Sanction, lecz wtpi, czy ktokolwiek zwrci na niego uwag. Wszyscy bd patrze w gr.
Elf wypez z tunelu, przebieg przez otwart przestrze
i ukry si w cieniu rzucanym przez mur okalajcy wityni.
Wzniesiony z blokw czarnego granitu mur osonowy mia
ksztat kwadratu. Wejcia od frontu strzegy dwie wieyczki.
Silvanoshei okra budynek, przycinity plecami do ciany,
i szuka jakiego innego wejcia. Dotar do jednej z wie i tam
znalaz dwie pary drzwi.
Za bram suyy cikie elazne pyty, podnoszone przez
mechanizm korbowy. Wprawdzie wrota byy zardzewiae, tkwiy jednak na swoim miejscu i pewnie stayby tak nawet po rozpadniciu si reszty wityni. Tdy Silvanoshei nie mg wej,
ale mg wej po gruzach muru, ktry rozsypa si w tym
miejscu. Wspinaczka bya trudna, ale zwinny elf by pewny, e
da sobie rad.
Ruszy w stron muru, lecz potem zatrzyma si i znieruchomia w cieniu. Ktem oka zauway jaki ruch.
Kto jeszcze przyszed do wityni Duerghasta. Na zewntrz
na otwartej przestrzeni, w jasnym socu sta jaki czowiek i przyglda si budowli. Silvanoshei musiaby by lepy,
eby go nie zauway. Mimo to mgby przysic, e kiedy wyszed zza rogu, nikogo tam nie byo.
Sdzc po wygldzie, mczyzna nie by wojownikiem.
By do wysoki, powyej przecitnego wzrostu. Nie mia miecza, a na ramieniu nie nosi uku. Ubrany by w brzowe weniane nogawice, zielono-brzow tunik i skrzane buty z cholewami. Gow i ramiona przybysza okrywa brzowy kaptur.
Silvanoshei kipia ze zoci. Co ten dure tu robi? Wygldao na to, e nic, poza tym, e gapi si na wityni niczym
kender w witeczny dzie. Nie mia broni, nie by grony,
a jednak Sivanoshei nie chcia, by mczyzna go zobaczy.
Mody elf mia zamiar porozmawia z Min, a ten czowiek
mg przecie by jakim stranikiem. A moe ten nieznajomy
484

rwnie czeka, by z ni rozmawia. Wyglda na kogo, kto


czeka.
Silvanoshei chciaby, eby mczyzna odszed. Czas upywa. Mody elf musia wej do rodka. Musia zamieni sowo
z Min. Jednak nieznajomy nie odchodzi.
Wreszcie Silvanoshei uzna, e nie moe duej czeka. By
dobrym biegaczem. Mg przecign nieznajomego, gdyby
ten postanowi go ciga; mg zgubi si we wntrzu wityni, zanim mczyzna zorientowaby si, co si stao. Silvanoshei zrobi wdech, szykujc si do biegu.
Nieznajomy odwrci gow. Zsunwszy kaptur, popatrzy
wprost na Silvanosheia.
Mczyzna by elfem.
Osupiay Silvanoshei wbi w niego wzrok. Przez krtk,
przeraajc chwil wydawao mu si, e to Samar go wytropi, ale natychmiast uwiadomi sobie, e to nie on.
Na pierwszy rzut oka elf wydawa si mody, nie starszy
od Silvanosheia. Jego ciao byo silne i miao pen wdziku
zwinno modzieca. Po bliszym przyjrzeniu si Silvanoshei
zmieni jednak zdanie. Twarz elfa bya nietknita przez czas,
lecz malujca si na niej powaga bynajmniej nie pasowaa do
modzieca, nie miaa nic wsplnego z modziecz nadziej,
wesooci i radosnym oczekiwaniem. Oczy byszczay jak
u modej osoby, lecz ich blask by przygaszony, zagodzony
przez smutek. Silvanoshei odnis dziwne wraenie, e ten
mczyzna go zna, ale sam nie potrafi sobie przypomnie tego
obcego elfa.
Elf spojrza na Silvanosheia, a potem odwrci wzrok. Jego
oczy powdroway z powrotem ku wityni.
Silvanoshei skorzysta z tego, e uwaga nieznajomego jest
odwrcona, i pobieg do otworu w murze. Wspi si szybko
na gr, cay czas spogldajc na obcego elfa, ktry nie rusza
si z miejsca. Silvanoshei zeskoczy na drug stron muru.
Wyjrza zza sterty gruzu i zobaczy, e elf nadal czeka.
Zapominajc o nieznajomym, Silvanoshei wszed do zrujnowanej wityni i zabra si do szukania Miny.

30

Z mioci do Miny
Mina przeciskaa si przez zatoczone ulice Sanction. Przeszkadzali jej ludzie, ktrzy na jej widok podbiegali, by jej dotkn. Woali j ze strachu przed smokami. Bagali j, by ich
ocalia.
Mina! Mina! krzyczeli, a ten haas by jej wstrtny.
Staraa si go zaguszy, prbowaa ignorowa ludzi, wyrywa si z ich natarczywych, czepiajcych si rk, lecz z kadym
krokiem toczyli si przy niej coraz gciej, wykrzykujc jej imi,
powtarzajc je jak rozpaczliw litani przeciwko strachowi.
Kto inny take do niej woa. By to gos Takhisis, gony
i natarczywy, nalegajcy, by si spieszya. Kiedy ceremonia
dobiegnie koca, kiedy Takhisis wkroczy do wiata i zjednoczy wiat duchowy z materialnym, Krlowa Ciemnoci bdzie
moga przybra kady ksztat, jakiego sobie zayczy, i w tej
postaci stoczy bj ze swymi wrogami.
Niech pode zote i tchrzliwe srebrne smoki sprbuj walczy z piciogowym potworem, jakim moga si sta. Niech
mizerne wojska rycerzy i elfw bij si z hordami zmarych,
ktrzy oyj" na jej rozkaz.
Takhisis cieszya si, e ten aosny mag i jego narzdzie,
lepy srebrny smok, uwolnili metaliczne smoki. Wtedy wpada
we wcieko, ale teraz, kiedy si opamitaa, przypomniaa
sobie, e jest jedynym bogiem na Krynnie. Wszystko dziaao
na jej korzy, nawet spiski jej wrogw.
486

Cokolwiek zrobi, nie bd mogli jej zaszkodzi. Kada


strzaa, jak wystrzel, przyczyni si do ich zagady, trafi w ich
serca. Niech atakuj. Tym razem zniszczy ich wszystkich
rycerzy, elfy, smoki zgadzi ich cakowicie, zmiady ich
tak, e ju nigdy nie powstan przeciwko niej. Wtedy porwie
ich dusze i wemie je do niewoli. Ci, ktrzy walczyli z ni za
ycia, bd jej suy po mierci, na wieki.
Aby tego dokona, Takhisis musiaa by na wiecie. Kontrolowaa wrota w wiecie ducha, ale nie potrafia otworzy
drzwi na paszczynie materialnej. Do tego potrzebna jej bya
Mina. Wybraa Min i przygotowaa j do tego jednego zadania. Usuna przeszkody z jej drogi, zlikwidowaa jej wrogw.
Bya tak blisko spenienia swojego palcego pragnienia. Nie
obawiaa si, e kto moe w ostatniej chwili odebra jej wiat.
Panowaa nad wszystkim. Nikt nie rzuca jej wyzwania. Jej
cierpliwo jednak dobiegaa kresu. Spieszyo jej si zacz bitw, ktra miaa si zakoczy jej ostatecznym zwycistwem.
Nalegaa na Min, by si spieszya. Zabij tych ndznikw,
rozkazaa, jeli nie zechc ci zej z drogi.
Mina chwycia za miecz i uniosa go w powietrze. Nie widziaa ju ludzi. Widziaa otwarte usta, czua czepiajce si jej
donie. yjcy otaczali j, szarpali za ubranie, krzyczeli i bekotali, przyciskali wargi do jej ciaa.
Mina! Mina! woali, a potem ich krzyki zmieniy si
we wrzaski, a rce si odsuny.
Ulica opustoszaa i dopiero kiedy dziewczyna usyszaa
peen zgrozy ryk Galdara i zobaczya krew na swoim mieczu
i okrwawione ciaa lece na ulicy, dotaro do niej, co zrobia.
Ona kae mi si spieszy powiedziaa a oni nie
chcieli mi zej z drogi.
Teraz ju ci nie przeszkadzaj rzek Galdar.
Mina spojrzaa na zwoki. Niektre znaa. Oto onierz,
ktry towarzyszy jej od czasu oblenia Sanction. Lea w kauy krwi. Przebia go mieczem. Jak przez mg przypominaa
sobie, e baga j, by go oszczdzia.
Przestpiwszy nad ciaami zabitych, posza dalej. Nadal
487

trzymaa miecz, chocia nie umiaa si nim posugiwa i trzymaa go niezrcznie w lepkiej od krwi doni.
307*
Id przede mn, Galdarze polecia. Oczy
mi drog.
8* Nie wiem, dokd idziemy, Mino. Ruiny wityni le
za murami po drugiej stronie ognistej fosy. Jak si tam dostaniemy?
Mina wskazaa mieczem.
Id t ulic wzdu muru obronnego. Dokadnie naprzeciwko wityni Duerghasta znajduje si wiea. Wewntrz jest
tunel, ktry prowadzi za mur i pod fos do wityni.
Dalej posuwali si szybkim biegiem.
Pospiesz si rozkazaa Takhisis.
Mina usuchaa.
W polu widzenia pokazay si pierwsze nieprzyjacielskie
smoki. Leciay nad grami. Na obrocw Sanction zaczy oddziaywa pierwsze fale smoczego strachu. Soce odbijao si
w zotych i srebrnych uskach, byszczao w zbrojach jedcw. Tylko w wielkich wojnach przeszoci zebrao si tyle
smokw wiata naraz, by pomc sprawie ludzi i elfw. Smoki
leciay dugimi szeregami szybko lecce srebrzyste smoki
z przodu, cisze zote z tyu.
Dziwna mga zacza przelewa si przez mury, przescza
na ulice i do zaukw. Galdarowi wydao si dziwne, e w soneczny dzie mga podniosa si tak niespodziewanie, i nagle
zobaczy, e ta mga ma oczy, usta i rce. Dusze zmarych zostay wezwane do boju. Galdar spojrza w gr przez chodn
mg, popatrzy w niebieskie niebo. Brzuch srebrnego smoka
rzuca refleksy srebrzystego wiata, tak silne, e mga topniaa
w nich jak w socu upalnego letniego dnia.
Dusze uciekay przed wiatem, szukay mroku, zaszyway
si w zaukach albo szukay schronienia w cieniu rzucanym
przez wysokie wiee.
Smoki nie boj si dusz umarych ludzi, goblinw czy elfw.
Oczami wyobrani Galdar widzia zote smoki ziejce
ogniem, w ktrym palili si obrocy na murach, wrzeszczc
488

w agonii, gdy ich zbroje stapiay si w jedno z ywym


ciaem.
Obraz sta mu przed oczami tak wyranie, e minotaur
niemal
czu swd spalonego misa i sysza przedmiertne
krzyki.
Rce zaczy mu si trz, a w ustach zascho.
To smoczy strach powtarza sobie. Smoczy
strach.
To minie. Niech minie.
Obejrza si, by sprawdzi, jak radzi sobie Mina.
Dziewczyna bya blada, ale opanowana. Jej puste oczy koloru
bursztynu patrzyy wprost przed siebie; nie spoglday w
niebo
ani w stron murw, z ktrych zaczynali skaka ludzie
ogarnici panik.
Nad murami przeleciay srebrne smoki. Leciay
szybko
i nisko. Byy pierwsz fal i nie atakoway. Siay tylko
strach,
powodoway panik i dokonyway zwiadu. Cienie
byszczcych skrzyde przecinay ulice, a strach odbiera ludziom
rozum. Gdzieniegdzie obrocy potrafili opanowa lk i
groz. Wystrzelia samotna balista. Kilku stranikw
wypucio
strzay w niebo, na prno liczc, e co trafi. W
wikszoci
jednak ludzie kulili si w cieniu murw, oddychali z
trudem
i modlili si, aby wszystko si ju skoczyo.
Strach, ktry pad na mieszkacw Sanction, dziaa
na
korzy Miny. Toczcy si na ulicach ludzie uciekli w
przeraeniu do swoich domw lub sklepw, nadaremnie
szukajc
schronienia, bo ogie zotego smoka moe stopi kamie.
Przynajmniej jednak zeszli z ulic. Mina i Galdar szybko
posuwali
si naprzd.
Po dojciu do jednej z wie straniczych, ktre stay
wzdu
murw Sanction, Mina otworzya drzwi u podna baszty.
W
wiey prawie nikogo nie byo, bo wikszo obrocw
ucieka.
Ci,
ktrzy jeszcze zostali, na dwik trzanicia drzwiami
spojrzeli lkliwie ze szczytu spiralnych schodw. Jeden z
onierzy
zawoa drcym gosem:
Kto idzie?
Mina nie raczya udzieli odpowiedzi, a onierze nie
omie-

lili si
zej
na d.
Galdar
usysza
,
e
wycofu
j si
dalej na
mury.
489

Minotaur chwyci pochodni i zapali j od lontu tlcego


si w kadzi. Mina wzia od niego pochodni i zesza pierwsza po wilgotnych, kamiennych schodach. Po kilku zakrtach
schody doprowadziy do pozornie pustej ciany, przez ktr
dziewczyna przesza bez zastanowienia. Albo ciana bya zudzeniem, albo Krlowa Ciemnoci sprawia, e lity kamie si
rozpuci. Galdar nie zna odpowiedzi, ale nie mia zamiaru
pyta. Zacisn zby i poszed za ni, pewien, e rozbije sobie
gow o kamienny mur.
Wszed do ciemnego korytarza, w ktrym czu byo silny
zapach siarki. ciany byy w dotyku ciepe. Mina wysuna si
daleko naprzd i Galdar musia si spieszy, eby j dogoni.
Tunel zbudowano dla ludzi, nie minotaurw. Galdar musia
biec skulony, ze spuszczonymi rogami. Byo coraz gorcej.
Domyla si, e przechodz tu pod ognist fos. Korytarz
sprawia wraenie bardzo starego. Minotaur by ciekaw, kto go
zbudowa i po co. Kolejne pytania, na ktre nie otrzyma odpowiedzi.
Tunel koczy si kolejn cian. Galdar z ulg zauway,
e Mina nie przesza przez ten mur. Wesza przez mae drzwi.
Minotaur z trudem wcisn si tam za ni i znalaz si z wiziennej celi.
W wietle pochodni szczury piszczay i uciekay w panice.
Posadzka ruszaa si od jakich pezajcych insektw, ktre
wciskay si w dziury i szczeliny w rozsypujcych si cianach. Drzwi do celi wisiay na jednym zardzewiaym zawiasie.
Mina wysza z celi, z ktrej droga prowadzia na korytarz.
Galdar zauway inne cele po obu stronach korytarza i ju wiedzia, gdzie si znajduj w wityni Duerghasta.
Przypominajc sobie, co sysza o tym miejscu, domyli
si, e to komnaty tortur, w ktrych niegdy przesuchiwano"
jecw smoczych armii. wiato pochodni nie sigao daleko
w mrok, za co Galdar by mu wdziczny.
To miejsce byo obrzydliwe, chcia natychmiast stamtd
wyj, znale si gdziekolwiek indziej, nawet na ulicach miasta na grze, chocia w miecie mogo si roi od zotych smo490

kw. W ciemnych korytarzach wci rozbrzmiewao echo krzykw konajcych, a ciany byy mokre od krwi i ez.
Mina nie rozgldaa si na boki. Jej pochodnia owietlia schody wiodce na gr. Idc po tych schodach, Gadar mia
uczucie, e wygrzebuje si z grobu. Wkrtce weszli na parter,
gdzie miecia si gwna cz wityni.
W cianach widniay pknicia i Gadar czu podmuch
wieego powietrza. Wprawdzie czu je byo siark znad ognistej fosy, jednak zapach na grze by po stokro lepszy od tego, co czuo si na dole. Minotaur odetchn gboko.
Przez szczeliny w cianach wpaday promienie soca, widoczne w unoszcym si w powietrzu kurzu.
Gadar zamierza zgasi pochodni, ale Mina powstrzymaa go.
79* Niech nadal si pali powiedziaa. Bdzie nam
potrzebna tam, dokd idziemy.
80* A dokd idziemy? spyta, obawiajc si, e powie:
Do sali otarzowej".
81* Na aren.
Posza przodem przez ruiny, szybko i bez wahania. Gadar
zauway, e sterty gruzu usunito na boki, oczyszczajc poprzednio zasypane korytarze.
82* Sama to zrobia, Mino? spyta zdumiony.
83* Kto mi pomg odpara dziewczyna.
Minotaur domyli si charakteru tej pomocy i aowa, e
zada to pytanie.
W odrnieniu od ludzi Gadar nie by oburzony, kiedy dowiedzia si, e w wityni znajdowaa si arena, gdzie ludzie
przychodzili oglda krwawe sporty. Takie zawody s czci
dziedzictwa minotaurw, przyzwyczajonych do regulowania
w ten sposb wszystkich sporw, od rodowych wani i ktni
maeskich po wybory nowego cesarza. By zdziwiony, syszc, e ludzie uwaaj takie igrzyska za barbarzystwo. Dla
niego barbarzystwem byy zoliwe, podstpne intrygi polityczne, w ktrych lubowali si ludzie.
Arena znajdowaa si pod goym niebem i bya widoczna
491

z najwyszych murw Sanction. Galdar zauway j ju dawno i obserwowa z pewnym zainteresowaniem, poniewa bya
to jedyna arena, jak widzia na ziemiach nalecych do ludzi.
Arena zostaa wykuta w zboczu gry. Jej powierzchnia znajdowaa si poniej poziomu gruntu i bya posypana piaskiem.
Ring otaczay pokrge rzdy awek wykutych w grskim
stoku. Wedug standardu minotaurw arena bya maa i w stanie kompletnego rozpadu. Wrd awek widniay szerokie szczeliny, w pododze ziay dziury.
Galdar szed za Min przez zakurzone korytarze, a doszli
do wielkich wrt prowadzcych na aren. Mina wysza na zewntrz. Galdar pody za ni i z zakurzonego wiata dnia
wkroczy w najczarniejsz noc.
Minotaur stan jak wryty. Zamruga, obawiajc si, e nagle olep. Czu znajome zapachy otwartej przestrzeni, w tym
odr siarki znad ognistej fosy. Czu wiatr muskajcy jego
twarz. Powinien czu take ciepo soca, bo jeszcze kilka sekund temu widzia jego blask i niebieskie niebo przez szpary
w sklepieniu. Podnis gow i ujrza czarny, bezgwiezdny
i bezchmurny firmament. Wzdrygn si i mimowolnie zrobi
krok w ty.
Mina chwycia go za rk.
Nie bj si rzeka cicho. Znajdujesz si w obecnoci Jedynego Boga.
Zwaywszy na ich ostatnie spotkanie, wie, e znajduje
si w obecnoci Takhisis, wcale nie dodaa Galdarowi otuchy.
Nabra jeszcze wikszej ochoty, eby wyj. Popeni bd,
przychodzc tutaj. Przyszed z mioci do Miny, nie z mioci
do Takhisis. To nie byo jego miejsce, nie by tu mile widziany.
Z parteru na aren prowadziy schody.
Mina wypucia rk towarzysza. Spieszyo jej si, ju zbiegaa po schodach, pewna, e ten pjdzie za ni. Sowa poegnania ugrzzy Galdarowi w gardle. Cokolwiek by zreszt powiedzia, nic by to nie zmienio. Wiedzia, e Mina znienawidzi go za to, co zamierza zrobi, e bdzie nim gardzi.
492

Odwrci si ju, by wrci do soca, nawet gdyby miaoby to


oznacza smoki i mier, kiedy usysza wystraszony krzyk
Miny.
Dziaajc odruchowo, w obawie o jej ycie, Galdar wydoby miecz i szybko zbieg po schodach.
Co ty tu robisz, Silvanoshei? Czemu czaisz si w mroku
jak skrytobjca? pytaa Mina.
Jej gos brzmia chodno, ale dra. wiato pochodni, ktr trzymaa, take drao. Dziewczyna zostaa cakowicie zaskoczona.
Galdar pozna lepo zakochanego w Minie modzieca,
krla elfw. Elf mia miertelnie blad twarz. By wychudzony, niegdy pikne ubranie wisiao na nim w strzpach.
Modzieniec straci jednak ten zdesperowany, wygodniay
wygld. By spokojny i opanowany, bardziej opanowany ni
Mina.
Sowo skrytobjca" i dziwny spokj Silvanosheia skoniy
Galdara do uniesienia miecza. Spuciby go na gow modego
elfa i rozciby go na p, lecz Mina go powstrzymaa.
387*
Nie, Galdarze rzeka, a w jej gosie
sycha
byo
pogard. On nie jest dla mnie grony. Nie moe mi nic zrobi.
Jego wstrtna krew tylko splamiaby wit ziemi, na ktrej
stoimy.
388*
Precz std, cierwo powiedzia Galdar,
niechtnie
opuszczajc bro. Mina daruje ci ycie. Bierz to i id precz.
389*
Najpierw co powiem rzek z cich
godnoci
Silvanoshei. Przykro mi, Mino. al mi z powodu tego, co z tob
si stao.
390*
al ci mnie? Mina przyjrzaa mu si z
pogard.

auj siebie. Wpade w puapk Jedynego Boga. Elfy zostan cakowicie, totalnie, ostatecznie i kompletnie unicestwione.
Tysice ju ulegy przed moj potg, a kolejne tysice pjd
w ich lady, a zgin wszyscy, ktrzy stawiaj mi opr. Dziki
tobie, dziki twojej saboci, twj lud zostanie zgadzony. A ty
litujesz si nade mn?
391*
Tak powiedzia Silvanoshei. Nie ja
jeden wpad493

em w t puapk. Gdybym by silniejszy, moe bym ci ocali,


ale nie byem. Przykro mi z tego powodu.
Mina wbia w niego wzrok, a bursztyn jej oczu ta wok
niego, jakby chciaa go zadusi na mier.
Elf sta spokojnie, z oczami penymi smutku.
Mina odwrcia si z pogard.
308*
Zabierz go rozkazaa Galdarowi.
Bdzie
wiadkiem koca wszystkiego, co jest mu drogie.
309*
Mino, pozwl mi go zabi... zacz
Galdar.
310*
Zawsze musisz mi si sprzeciwia?
spytaa
rozzoszczona Mina. Kazaam ci go zabra. Nie obawiaj si. Nie bdzie jedynym wiadkiem. Wszyscy wrogowie Jedynego Boga
bd obecni, by ujrze jego zwycistwo. Ty take.
Odwrcia si i wysza na aren.
Sier zjeya si Galdarowi na karku. Rce mia mokre
od potu.
Uciekaj powiedzia nagle do elfa. Nie zatrzymam
ci. Id, uciekaj std.
Silvanoshei pokrci gow.
Zostan z tob. Obaj zostajemy z tego samego powodu.
Galdar sapn. Stal w drzwiach, rozmylajc, chocia ju
wiedzia, co zrobi. Elf mia racj. Obaj zostali z tego samego
powodu.
Zaciskajc zby, Galdar przestpi prg i wyszed na aren.
Kiedy obejrza si, by sprawdzi, czy krl elfw idzie za nim,
ze zdumieniem zobaczy, e obok Silvanosheia stoi jeszcze jeden elf.
O bogowie, tu si roi od elfw!" pomyla Galdar.
Przybysz przyjrza si minotaurowi, ktry nagle odnis
niemie wraenie, e ten elf o modzieczej twarzy i starych
oczach potrafi czyta w jego mylach i w jego sercu.
Galdar by z tego niezadowolony. Nie ufa temu nowemu
elfowi. Waha si i zastanawia, czy nie powinien wrci i rozprawi si z nim.
Elf sta spokojnie i czeka.

494

Wszyscy wrogowie Jedynego Boga bd obecni, by


ujrze
jego zwycistwo.
Zakadajc, e jest to po prostu kolejny z tych
wrogw,
Galdar wzruszy ramionami i wyszed na aren. Musia
i
za
wiatem pochodni Miny, bo nie widzia dziewczyny w
ciemnoci.

31

Bitwa o Sanction
Srebrne smoki leciay nisko nad Sanction, nie zadajc sobie trudu, by zia swym morderczym oddechem. Sam strach
przed nimi wystarcza, by przegoni wroga. Gerard lata ju na
smoku, ale nigdy w czasie walki, i czsto si zastanawia, po
co ktokolwiek miaby ryzykowa zamanie karku podczas powietrznej walki, jeli mg sta na twardym gruncie. Teraz,
przelatujc z radoci lotem nurkowym nad umocnieniami
Sanction, Gerard uwiadomi sobie, e nie potrafiby ju wrci do cisku, zgieku i upau bitwy na ziemi.
Przelatujc na swym srebrnym smoku nad nieszczsnymi
obrocami, wznis solamnijski okrzyk bojowy, nie dlatego, e
sdzi, i mog go usysze, ale z czystej radoci, jak sprawia
mu lot i widok wroga, ktry ucieka przed nimi z krzykiem
przeraenia. Inni rycerze wok niego rwnie krzyczeli. Elfi
ucznicy na grzbietach zotych smokw szyli z ukw w tumy
onierzy rozpaczliwie starajcych si uciec przed byszczc
mierci, ktra krya nad nimi.
Gerarda otaczaa rzeka dusz, ktre prboway go zatrzyma, chwyci w swe zimne ramiona, utopi go, olepi. Jednak
armia umarych bya teraz pozbawiona przywdcy. Nie byo
nikogo, kto wydawaby im rozkazy, kto by nimi pokierowa.
Skrzyda zotych i srebrnych smokw ciy rzek dusz, rozrywajc j tak, jak promienie soca rozrywaj opary unoszce si rankiem znad rzeki. Gerard widzia wycignite rce
496

i otwarte bagalnie usta dusz, ktre wiroway wok niego. Nie


wzbudzay ju grozy. Wzbudzay jedynie lito.
Rycerz odwrci wzrok i zaj si biecymi sprawami,
a zmarli znikli.
Kiedy wikszo obrocw zostaa zrzucona z murw, smoki wyldoway w dolinach otaczajcych Sanction. Wojownicy
elfw i ludzi, ktrzy przylecieli na ich grzbietach, zsiedli ze
swoich wierzchowcw. Ustawili si w szeregach i zaczli maszerowa w stron miasta, podczas gdy Gerard i inni smoczy
jedcy nadal patrolowali niebo.
Silvanesti i Qualinesti umiecili swoje sztandary na pagrku porodku doliny. Alhana chtnie sama poprowadziaby
szturm na Sanction, ale bya tytularn wadczyni Silvanestyjczykw i niechtnie przyznaa racj Samarowi, e jej miejsce
jest na tyach, skd moga wydawa rozkazy i kierowa natarciem.
173*
Sama ocal syna oznajmia Samarowi.
To
ja
uwolni go z wizienia.
174*
Krlowo... zacz wojownik z powag na
twarzy.
175*
Nie mw tego, Samarze zabronia mu
Alhana.

Znajdziemy Silvanosheia ywego i zdrowego. Na pewno.


176*
Tak, Wasza Krlewska Mo.
Odszed, zostawiajc j na wzgrzu. Barwy ich poszarpanego sztandaru ukaday si w wyblak tcz nad jej gow.
Obok niej sta Gilthas. Podobnie jak Alhana, wolaby znale si wrd wojownikw, ale wiedzia, e niedowiadczony
i niewprawny szermierz jest zagroeniem dla siebie i kadego,
kto mia nieszczcie znale si obok niego. Gilthas odprowadza wzrokiem swoj on, ktra popdzia na pole bitwy. Potrafi j odrni w tumie tysicy ludzi po masie kdzierzawych, wijcych si wosw oraz po fakcie, e zawsze znajdowaa si na czele wraz ze swymi wojownikami Kagonesti,
ktrzy wznosili pradawne okrzyki bojowe i wymachiwali broni, wzywajc wrogw, by przestali si chowa za murami
i wyszli walczy.
497

Obawia si o ni. Zawsze si o ni obawia, ale wiedzia,


e lepiej nie ujawnia przed ni swych obaw ani nie prbowa
zatrzyma jej przy sobie, by j chroni. Obraziaby si, i nie
bez powodu. Bya wojowniczk i miaa serce, instynkt i odwag wojowniczki. Nieatwo byo j zabi. Sercem by przy
niej, a ona, jakby czujc dotyk jego mioci, odwrcia gow,
uniosa miecz i zasalutowaa mu.
Pomacha jej rk, ale ona go nie widziaa. Odwrcia si
znw w stron bitwy. Gilthasowi pozostao tylko czekanie na
wynik starcia.
Lord Tasgall dowodzi Rycerzami Solamnijskimi z grzbietu srebrnego smoka. Nadal bolaa go klska poniesiona pod
Solanthus. Przypominajc sobie szyderstwa, ktre Mina rzucaa z murw po zwycistwie, nie mg si ju doczeka, kiedy
znw zobaczy j na murach tym razem w charakterze odcitej gowy nadzianej na pik i zatknitej na umocnieniach
miasta.
Kilku nieprzyjaci zwalczyo smoczy strach i organizowao obron. ucznicy ponownie zajli stanowiska na murach
i wypucili chmur strza w srebrnego smoka, na ktrym lecia
lord Tasgall. Zoty smok zauway t salw, zion na ni
i strzay stany w ogniu. Lord Tasgall poleci swemu smokowi
lecie do centrum miasta.
Armie w dolinie dotary do ognistej fosy, ktra strzega
miasta. Srebrne smoki ziony mrozem na fos i lawa cia si, tworzc czarn ska. Buchajce kby pary ochroniy
zbliajce si wojska, gdy kilku zaciekych obrocw zaczo
strzela z wysokoci wie.
Elfi ucznicy zatrzymali si, by szy z ukw, i zasypywali
wroga jedn fal strza za drug. Pod oson ognia lord Ulrich
poprowadzi swoich ludzi do szturmu na mury. Z kilku nadal
sprawnych katapult posypay si gazy, ale wystrzelono je w panicznym popiechu. Pociski chybiy i kamienie poturlay si
niegronie obok szturmujcych. onierze zarzucili na mury
haki i zaczli si wspina.
498

Kilka kompanii odwanych elfich ucznikw zeskoczyo


z grzbietw nisko przelatujcych smokw i wyldowao na dachach domw w Sanction. Stamtd strzelali obrocom w plecy, siejc jeszcze wiksze zniszczenia.
Nie mogli zabra z sob tarana, eby wyway bram, ale
okazao si, e nie ma potrzeby. Przed Zachodni Bram wyldowa zoty smok i nie zwracajc uwagi na sypicy si z murw grad strza, zion ogniem na wrota. Brama rozpada si na
ponce drzazgi. Ludzie i elfy wdarli si do miasta z triumfalnym okrzykiem na ustach.
Kiedy ju znaleli si w miecie, bitwa staa si zacieklejsza, bo obrocy w obliczu pewnej mierci zapomnieli o smoczym strachu i walczyli zaarcie. Smoki nie mogy wiele pomc, obawiajc si, e zaszkodz swoim sprzymierzecom.
Mimo to Gerard przypuszcza, e zwycistwo jest bliskie.
Mia ju zamiar poleci smokowi wyldowa, aby mc przyczy si do walczcych, kiedy usysza, e Odila woa go po
imieniu.
Poniewa lepy smok, Zwierciado, nie mg bra udziau
w natarciu, razem z Odil zgosi si do zwiadu, aby kierowa
nacierajcych onierzy tam, gdzie ci byli potrzebni. Kobieta
zawoaa Gerarda i wskazaa pnoc. Duy oddzia zakutych
w czarne zbroje Rycerzy z Neraki i piechurw zdoa uciec
z miasta i zmierza w stron Wadcw Zagady. Nie uciekali
w panice, ale maszerowali w nierwnym szyku.
Nie chcc pozwoli im na ucieczk, wiedzc, e gdy znajd
si w grach, nie da si ich ju stamtd wykurzy, Gerard poleci smokowi lecie tam, by przeci im drog. Jego uwag
zwrci bysk metalu na jednej z przeczy.
Z gr na wschodzie nadcigaa kolejna armia. Ci onierze
szli w rwnym szyku, szybko zsuwajc si po zboczu jak jaki
olbrzymi, grony w o lnicych uskach.
Nawet z tej odlegoci Gerard pozna, e to armia smokowcw. Widzia na ich plecach skrzyda, dziki ktrym mogli
wzbija si w powietrze i przelatywa bez trudu nad przeszkodami. Ich cikie zbroje, hemy i uski byszczay w socu.
499

Smokowcy przybywali Sanction z odsiecz. Byo ich tysic


albo wicej. Armia uciekajcych Czarnych Rycerzy zauwaya
zbliajcych si smokowcw i wzniosa okrzyk tak gony, e
Gerard sysza go nawet tak wysoko w powietrzu. Wycofujcy
si rycerze zawrcili, zamierzajc przegrupowa si i wrci
do ataku z nowymi sojusznikami.
Smokowcy szybko posuwali si naprzd, zbiegajc ze zboczy gr. Wkrtce wedr si na mury Sanction, a kiedy ju znajd si w miecie, smoki nie bd mogy im nic zrobi z obawy
przed skrzywdzeniem rycerzy i elfw walczcych na ulicach.
Srebrny smok Gerarda szykowa si do tego, by zaatakowa lotem koszcym, gdy osupiay rycerz rozkaza mu si zatrzyma.
Smokowcy wykonali zgrabny obrt i wpadli w szeregi zdumionych Czarnych Rycerzy, ktrzy jeszcze przed chwil witali
ich jako przyjaci.
Smokowcy szybko si rozprawili z osaczonymi rycerzami.
Zaatakowany oddzia poszed w rozsypk i na oczach Gerarda
zosta wycity w pie. Po skoczonej robocie smokowcy stanli w rwnych szeregach i pomaszerowali w stron Sanction.
Gerard nie mia pojcia, co si dzieje. Jak to moliwe, eby
smokowcy byli sojusznikami Solamnijczykw i elfw? Zastanawia si, czy powinien zatrzyma ich marsz, czy raczej pozwoli im wkroczy do miasta. Zdrowy rozsdek podpowiada
mu jedno, serce gosowao za drugim.
Decyzja przestaa jednak nalee do niego, gdy ju po
chwili Sanction, krte kolumny maszerujcych smokowcw,
srebrne skrzyda, gowa i grzywa smoka, na ktrym lecia,
rozpyny si w nico.
Znw dozna niemiego, wywracajcego odek na nice
uczucia, takiego samego, jakie towarzyszyo mu w podry
korytarzami magii.
Gerard stwierdzi, e siedzi na kamiennej awie pod czarnym niebem i patrzy na aren owietlon zimnym, biaym
wiatem. Pocztkowo wydawao mu si, e wiato nie ma
500

rda, lecz po chwili z dreszczem odrazy stwierdzi, e bije


ono od niezliczonych dusz umarych, ktre cisny si na ringu, wywoujc wraenie, e on, arena i wszyscy zgromadzeni na niej pywaj po powierzchni olbrzymiego, niespokojnego
oceanu mierci.
Gerard rozejrza si i zobaczy Odil, ktra gapia si na
aren z otwartymi ustami. Zobaczy siedzcych obok siebie
lordw Tasgalla i Ulricha, a w pewnej odlegoci lorda Siegfrieda. Siedziaa tam take Alhana Starbreeze i Samar. Obydwoje rozgldali si z gniewem i zdumieniem. Obecny by
rwnie Gilthas z on, Lwic, i Planchet.
Obecni byli przyjaciele i wrogowie. W jednym z rzdw
siedzia kapitan Samuval. Na jego twarzy malowa si strach
i zdumienie. Gerard zobaczy te dwch smokowcw, duego
bozaka ze zotym acuchem na szyi i sivaka w penym rynsztunku bojowym. Bozak mia srog min, sivak czu si nieswojo. Niejedna z obecnych osb zostaa wyrwana z zamtu
bitwy. Twarze mieli zaczerwienione i spocone, byli zbryzgani
krwi i rozgldali si dookoa, oszoomieni i zdumieni. Ciao
czarodzieja Dalamara rwnie siedziao na awie i patrzyo tpym wzrokiem.
Martwi nie wydawali adnych dwikw, ywi te nie. Gerard otworzy usta i chcia zawoa Odil, ale stwierdzi, e
straci gos. Jaka niewidzialna rka zatykaa mu usta i wciskaa go w aw. Mg robi tylko to, co mu kazaa. Widzia tylko to, co mia widzie, i nic wicej.
Przyszo mu na myl, e moe nie yje, e dosta strza
w plecy i trafi do miejsca, gdzie zbieraj si umarli. Strach
ustpi. Czu, e serce mu bije, sysza, e krew pulsuje mu
w uszach. Mg zacisn donie w pici, wbi paznokcie w ciao i poczu bl. Mg poruszy stopami. Mg czu strach,
wic wiedzia, e nie umar. By winiem, z jakiego powodu
sprowadzono go tu wbrew jego woli, i mg tylko zakada, e
tym powodem byo co potwornego.
Nieruchomi i milczcy jak martwi, ywi zmuszeni byli patrze z gry na upiornie owietlon aren.
501

Pojawia si na niej posta smoka. Niematerialna, widmowa, o piciu gowach, w ohydny sposb wyrastajcych z jednego karku. Olbrzymie skrzyda tworzyy kopu, ktra nakrywaa aren i odbieraa wszelk nadziej. Ogromny ogon owija wszystkich, ktrzy siedzieli w straszliwym cieniu skrzyde. Dziesicioro oczu spogldao we wszystkie strony, patrzc
w przd i w ty, zagldajc do kadego serca i szukajc w nim
ciemnoci. Pi paszczy poruszao si chciwie, znajdujc ciemno i ywic si ni.
Pi paszczy otworzyo si i wydao bezgony okrzyk, od
ktrego wszystkim suchajcym omal nie popkay bbenki
w uszach. Zaciskali zby z blu i walczyli z zami.
Na ten sygna na aren wysza Mina.
Miaa na sobie czarn zbroj Rycerza z Neraki. Zbroja nie
byszczaa w niesamowitym wietle, lecz zlewaa si z mrokiem smoczych skrzyde. Dziewczyna nie miaa hemu, jej
twarz janiaa upiorn bladoci. W doni trzymaa smocz
lanc. Za ni, prawie niewidoczny w mroku, sta minotaur,
wiernie strzegc jej tyw.
Mina stana twarz do milczcego tumu na widowni. Obejmowaa spojrzeniem zarwno ywych, jak i umarych.
Jestem Mina zawoaa. Wybranka Jedynego Boga.
Przerwaa, jakby czekajc na wiwaty, do jakich przywyka.
Nikt si nie odezwa, ani ywy, ani umary. Odebrano im gosy, wic patrzyli w milczeniu.
Wiedzcie jedno dokoczya Mina, przemawiajc
chodnym i wadczym tonem. Jedyny Bg jest Jedynym Bogiem teraz i na wieki. Nikt inny ju nie przyjdzie. Bdziecie
czci Jedynego Boga teraz i na wieki. Bdziecie suy Jedynemu Bogu teraz i na wieki, za ycia i po mierci. Ci, ktrzy
bd suy wiernie, zostan nagrodzeni. Ci, ktrzy si zbuntuj, bd ukarani. Dzisiaj Jedyny Bg ukae swoj potg.
Dzisiaj Jedyny Bg wkroczy do wiata w materialnej postaci
i w ten sposb zjednoczy wiat niemiertelny ze miertelnym.
Mogc porusza si swobodnie midzy nimi, Jedyny Bg bdzie rzdzi obydwoma.
502

Mina uniosa lnic srebrzycie smocz lanc. Niegdy


przepikna, dzi rozsiewaa zimny, ponury blask, a jej grot by
zabarwiony na czarno krwi.
Oto dowd potgi Jedynego Boga. Trzymam w rku legendarn smocz lanc. Niegdy bya to bro jego wrogw,
dzi staa si jego orem. Od jej ostrza, z woli Jedynego Boga,
poniosa mier smoczyca Malystryx. Jedyny Bg nie obawia
si niczego. Na znak tego ami smocz lanc.
Chwyciwszy or w obie donie, Mina zamaa go na ugitym kolanie. Lanca trzasna, jakby bya suchym patykiem,
i rozpada si na dwa kawaki. Mina pogardliwie cisna je
za siebie. Szcztki lancy pady na piaszczyste podoe areny.
Srebrne wiato jeszcze przez chwil migotao dzielnie. Pi
smoczych gw spluno na nie i smoczy oddech zdusi wiateko. Powiata zblada i zgasa.
ywi i martwi obserwowali w milczeniu.
Galdar obserwowa w milczeniu.
Sta za plecami Miny, strzegc jej plecw, bo gdzie tam
w ciemnoci czai si nieznajomy elf, nie wspominajc o tym
ndzniku Sivanosheiu. Galdar nie obawia si nadmiernie tego
ostatniego, ale pilnowa, aby nikt si obok niego nie przelizgn. Nikt nie zaczepi Miny w godzinie jej zwycistwa.
To bdzie jej chwila chway, mwi sobie Galdar. Czekaj
j zaszczyty. Takhisis bdzie musiaa j nagrodzi. Stale to sobie powtarza, a mimo to drczy go strach.
Po raz pierwszy Galdar by wiadkiem prawdziwej potgi
krlowej Takhisis. Z nabonym lkiem przyglda si stadionowi wypenionemu ludmi, ktrych nagle oderwano od zaj
i sprowadzono tu, by byli wiadkami triumfalnego wejcia bogini do wiata miertelnikw. Z nabonym lkiem przyglda
si jej smoczej postaci, jej olbrzymim skrzydom, ktre zasaniay wiato nadziei i sprowadzay na wiat wieczn noc.
Uwiadomi sobie, e jej nie doceni, i jego dusza pada
przed ni na kolana. By zbuntowanym niewolnikiem, ktry
nierozwanie prbowa wywyszy si ponad swj stan. Do503

sta nauczk. Na wieki ju pozostanie niewolnikiem, nawet


po mierci. Mg pogodzi si ze swym losem, poniewa tu,
w obecnoci penej mocy i majestatu Krlowej Ciemnoci,
zrozumia, e nie zasuguje na nic wicej.
Ale nie Mina. Mina nie urodzia si po to, by by niewolnic. Mina bya urodzon wadczyni. Dowioda swojej wartoci i udowodnia sw wierno. Sza przez krew i ogie i nigdy si nie ulka, nigdy si nie zachwiaa w wierze. Niech
Takhisis zrobi z nim, co chce, niech pore jego dusz. Jeli tylko Mina zostanie doceniona i nagrodzona, Galdar bdzie zadowolony.
Wrogowie Jedynego Boga zostali pokonani! zawoaa Mina. Ich or zosta zniszczony. Nic nie powstrzyma Jedynego Boga przed zwyciskim wkroczeniem do tego
wiata. Mina uniosa rce i podniosa na smoka oczy koloru
bursztynu. Wasza Krlewska Mo, zawsze ci podziwiaam i szanowaam. Przysigam ci suy i jestem gotowa dotrzyma tej obietnicy. Przeze mnie stracia ciao Goldmoon,
ciao, w ktrym chciaa zamieszka. Oddaj ci swoje. We
moje ycie. Uyj mnie jako swego naczynia. Oto dowd mojej
wiary!
Galdar jkn ze zgrozy. Chcia przerwa to szalestwo,
chcia powstrzyma Min, lecz chocia zdawao mu si, e ryczy, w istocie nikt go nie sysza.
Pi bw patrzyo z gry na Min.
Przyjmuj twoj ofiar rzeka krlowa Takhisis.
Galdar rzuci si naprzd, lecz sta w miejscu. Unis rk,
lecz ona si nie poruszya. Sptany przez ciemno, mg tylko
patrze na zagad wszystkiego, co kocha i szanowa.
Ze szczytw Wadcw Zagady spyway czarne chmury,
pospne i poprzeszywane byskawicami. Oboki kbiy si
wok Krlowej Smokw, zasaniajc j przed oczami obserwatorw. Spienione, wrzce chmury wznieciy wiatr, ktry
uderzy w Galdara ze straszn si i przewrci go na kolana.
Modlitwa Miny i jej wiara otworzyy drzwi wizienia.
Burzowe chmury zmieniy si w rydwan zaprzony w pi
504

smokw. Na rydwanie, z wodzami w doni, staa krlowa Takhisis w kobiecej postaci.


Bya pikna straszn i dzik urod. Jej twarz bya zimna
jak niezmierzone, zamarznite pustkowia na dalekim poudniu,
gdzie czowiek umiera natychmiast, bo oddech zamarza mu
w pucach. Jej oczy byy pomieniami stosu pogrzebowego.
Zamiast paznokci miaa szpony, a jej gow porastay dugie
i zmierzwione wosy nieboszczyka. Zbroj miaa z czarnego
ognia. Do boku przypasaa miecz bezustannie splamiony krwi,
ten sam, ktrym odcinaa dusze od cia.
Jej rydwan wisia w powietrzu, utrzymywany przez opoczce skrzyda piciu smokw. Takhisis wysiada z rydwanu
i zesza na aren. Sza po piorunach, a peleryna ze sztormowych chmur powiewaa za ni.
Takhisis podesza do Miny. Pi smokw unioso gowy
i wznioso hymn ku czci bogini.
Galdar nie mg si ruszy, nie mg ocali Miny. Wiatr
uderza go z tak si, e minotaur nie mg nawet unie
gowy. Krzykn do Miny, ale jego gos zaguszy wciekle
wiejcy wicher.
Na twarzy Miny pojawi si drcy umiech.
Moja krlowo szepna dziewczyna.
Takhisis wycigna szponiast rk.
Mina staa bez lku.
Takhisis signa po serce Miny, by je sobie przywaszczy. Signa do duszy Miny, by wyrwa j z ciaa i wyrzuci
w otcha nicoci. Wycigna rk, by wypeni ciao Miny
sw niemierteln jani.
Takhisis wycigna rk, ale nie moga dotkn Miny.
Dziewczyna miaa zaskoczon i zdezorientowana min.
Zacza dre. Wycigna rk do swojej krlowej, ale jej nie
dotkna.
Takhisis wodzia dookoa wciekym wzrokiem. Ogniste
oczy zalay aren strasznym wiatem jej gniewu.
Nieposuszne dziecko! krzykna. Jak miesz mi
si opiera!
505

311*
Mina.
sigam ci...

Nie opieram si! jkna roztrzsiona

Przy-

312*
To nie ona ci si przeciwstawia. To ja
odezwa
si
czyj gos.
Nieznajomy elf wymin Galdara.
Wicher wciekoci Krlowej Mroku zawirowa wok elfa
i uderzy go z caych si. Jej piorun bysn nad nim i chcia go
spali. Jej grzmot zadudni i prbowa go zgnie. Elf zgi si
pod naporem wiatru, ale szed dalej. Przewrci si od byskawicy, ale wsta i znw szed. Nieulky, stan miao przed
Krlow Ciemnoci.
313*
Paladine! Mj drogi bracie! zasyczaa
Takhisis
z
nienawici. A wic znalaze swj zagubiony wiat. Wzruszya ramionami. Przyszede za pno. Nie powstrzymasz
mnie. Rozbawiona, wskazaa rzdy awek na widowni.
Znajd sobie miejsce. Rozgo si. Ciesz si, e przybye.
Teraz moesz by wiadkiem mojego triumfu.
314*
Mylisz si, siostro rzek elf srebrzystym,
dwicznym gosem. My moemy ci powstrzyma. Tak jest napisane w ksidze. Wszyscy si zgodzilimy.
Pomie oczu Krlowej Ciemnoci przygas. Zakoczone
szponami palce zadray. Przez chwil jej krysztaowe pikno szpeciy niepewno i lk. Tylko przez chwil. Potem jej
wtpliwoci si rozwiay i pikno powrcio.
Bogini umiechna si.
315*
Nie zrobiby mi tego, bracie rzeka,
patrzc
na
niego z pogard. Wielki i dzielny Paladine nie ponisby takiej
ofiary.
99* le mnie oceniasz, siostro. Ja ju to zrobiem.
Elf woy rk do sakwy, ktr nosi przy pasie i wyj
noyk, ktry nalea do znanego mu kendera.
Paladine przecign ostrzem po wntrzu swej doni.
Z rany popyna krew i skapna na piasek areny.
Rwnowaga musi zosta zachowana rzek. Jestem miertelny. Ty te.
Ciemne chmury, smoki, byskawice, rydwan, wszystko znik506

o. Na niebieskim niebie wiecio soce. Miejsca na widowni


nagle opustoszay, zostali na nich tylko bogowie.
Zasiedli, by dokona osdu. Picioro byo po stronie wiata: Mishakal, agodna bogini uzdrawiania; Kiri-Jolith, ukochany bg Rycerzy Solamnijskich; Majere, przyjaciel Paladine'a,
ktry przyby z Zawiatw; Habakkuk, bg morza; Branchala,
ktrego muzyka koi serca.
Picioro stano po stronie ciemnoci: Sargonnas, bg zemsty,
ktry bez zmruenia oka patrzy na upadek swej maonki;
Morgion, bg chorb; Chemosh, pan nieumarych, wcieky za
jej wtrcanie si do spraw jemu podlegych; Zeboim, ktra obwiniaa Takhisis za mier swego ukochanego syna, Ariakana;
Hiddukel, ktry dba tylko o zachowanie rwnowagi.
Szecioro stao pomidzy nimi: Gilean, powiernik ksigi;
Sirrion, bg przyrody; Shinare, jego maonka, bogini handlu; Reorx, bg, ktry wyku wiat; Chislev, bogini lasw;
Zivilyn, ktry znw widzia przeszo, teraniejszo i przyszo.
Troje dzieci, Solinari, Nuitari i Lunitari stao razem, jak
zawsze.
Jedno miejsce po stronie wiata wiecio pustkami.
Jedno miejsce po stronie ciemnoci wiecio pustkami.
Takhisis przekla ich. Wrzasna ze zoci, krzyczc teraz jednym gosem, nie picioma, a jej gos nalea do istoty
miertelnej. Ogie jej oczu, niegdy spalajcy soca, skurczy
si do rozmiaru pomyka wiecy, ktry mona zgasi jednym
dmuchniciem. Ciar ciaa i koci ciga j z paszczyzny
eteru na ziemi. Takhisis syszaa gone bicie swego serca,
a kade uderzenie mwio jej, e ktrego dnia jej serce przestanie bi i nadejdzie mier. Musiaa oddycha, inaczej udusiaby si. Musiaa wkada wysiek w to, by raz za razem
wciga powietrze do puc. Czua skurcze godu, ktrych nigdy dotd nie znaa, i wszystkie inne dolegliwoci tej marnej
i kruchej powoki cielesnej. Ona, ktra przemierzaa niebiosa
i wdrowaa wrd gwiazd, spogldaa z odraana swoje stopy, na ktrych teraz musiaa czapa.
507

Unoszc piekce od piasku i ponce zoci oczy, Takhisis I


ujrzaa przed sob Min, mod, siln i pikn.
To twoje dzieo wciekaa si. Spiskowaa z ni- j
mi, aby doprowadzi do mojego upadku. Chciaa, by wychwalali w pieniach twoje imi, nie moje!
Takhisis wydobya miecz i zamachna si na Min.
Moe jestem miertelna, ale nadal potrafi zadawa
mier!
Galdar rykn z caych si. Rzuci si, by zatrzyma cios,
zasoni Min swoim ciaem i unis miecz, by jej broni.
Ostrze Krlowej Ciemnoci zatoczyo uk i spado na rami
Galdara, odcinajc je poniej barku.
Rka z mieczem spada na ziemi u jego stp i leaa w rosncej kauy krwi. Minotaur osun si na kolana, walczc
z blem i wstrzsem, ktre chciay pozbawi go zmysw.
Krlowa Ciemnoci uniosa miecz i trzymaa go nad gow
Miny.
Wybacz mi wyszeptaa dziewczyna i staa, przygotowana na mier.
Czujc, jak ycie z niego wycieka, Galdar szykowa si do
rozpaczliwego skoku, gdy nagle co uderzyo go od tyu. Minotaur podnis gasnce oczy i zobaczy nad sob Silvanosheia.
Krl elfw trzyma w rku zamany fragment smoczej lancy. Modzieniec rzuci lanc z ca si, zrodzon z cierpienia
i poczucia winy, ze strachu i mioci.
Pocisk trafi Takhisis i utkwi w jej piersi.
Kobieta spojrzaa ze zdumieniem na lanc wystajc z jej
ciaa. Dotkna palcami jasnej krwi, ktra pyna ze strasznej
rany. Zachwiaa si i zacza osuwa si na ziemi.
Mina skoczya naprzd z dzikim krzykiem rozpaczy i mioci. Chwycia umierajc krlow w ramiona.
Nie opuszczaj mnie, matko! zawoaa. Nie zostawiaj mnie tu samej!
Takhisis zignorowaa j. Utkwia wzrok w Paladinie, a w jej
oczach pona niekoczca si, wieczna nienawi.
508
________________________________________________

Jeli ja straciam wszystko, ty te. wiat, ktry sprawia


ci tyle radoci, nigdy ju nie bdzie taki jak przedtem. Przynajmniej tyle dokonaam.
Na wargi krlowej wystpia krwawa piana. Kobieta kaszlna i z trudem zaczerpna ostatni oddech.
Ktrego dnia poznasz bl mierci. Co gorsza, bracie...
Takhisis umiechna si ponuro i szyderczo, gdy cie zamroczy jej oczy poznasz bl ycia.
Krew zapienia jej si na ustach. Ciaem targny konwulsje, rce zwiotczay. Gowa opada bezwadnie na rami-Miny. Nieruchome oczy wpatryway si w noc, ktr rzdzia od
tak dawna, lecz ktr ju nigdy wicej nie miaa rzdzi.
Mina przycisna martw krlow do piersi i koysaa j,
zalewajc si zami. Pozostali, Galdar, nieznajomy elf i bogowie, stali oniemiali z osupienia. Sycha byo tylko szloch Miny. Poblady Sivanoshei pooy do na jej ramieniu.
Mino, ona chciaa ci zabi. Nie mogem pozwoli, by...
Mina uniosa zapakan twarz. Jej oczy koloru bursztynu
pony i parzyy, gdy ich spojrzenie pado na niego.
Chciaam umrze. Umarabym z radoci, z wdzicznoci, gdy umarabym w jej subie. Teraz ja yj, a ona umara, i nie mam nikogo. Nikogo!
Rk mokr od krwi swej krlowej Mina chwycia miecz
Takhisis.
Paladine chcia si wtrci, chcia j zatrzyma, lecz jaka
niewidzialna rka popchna go i przewrcia na piasek. Z niebios zagrzmia gos:
Zemcimy si na tobie, miertelniku rzek Sargonnas.
Mina wbia miecz w brzuch Silvanosheia.
Mody elf jkn i popatrzy na ni zdumionymi oczami.
Mino... Jego blade wargi bezgonie wymwiy jej
imi. Silvanoshei nie mg wydoby z siebie gosu. Twarz wykrzywi mu grymas blu.
Rozwcieczona dziewczyna pchna jeszcze mocniej, wbijajc miecz gbiej. Na jej twarzy malowaa si wcieko.
Trzymaa elfa na ostrzu miecza jeszcze dugo, wbijajc w nie509

go swe oczy koloru bursztynu. Upewniwszy si, e modzieniec kona, wyszarpna miecz z jego ciaa.
Silvanoshei zelizgn si po ostrzu zalanym wasn krwi
i pad na piasek.
ciskajc w garci okrwawiony miecz, Mina podesza do
Paladine'a, ktry powoli wstawa z ziemi. Przyjrzaa mu si,
wchaniajc go w bursztyn swoich oczu. Cisna mu pod nogi
miecz Takhisis.
Poczujesz bl mierci, ale jeszcze nie dzi. Nie od razu.
Takie byo yczenie mojej krlowej, a ja bd posuszna jej
ostatniemu yczeniu. Wiedz jednak jedno, ndzniku. W twarzy
kadego elfa, ktrego spotkam, bd widzie twoj twarz. ycie kadego zabitego przeze mnie elfa bdzie twoim yciem.
A zabij ich wielu... jako zapat za to jedno ycie.
Spluna na niego, spluna mu w twarz. Odwrcia si
twarz do bogw i spojrzaa na nich wyzywajco. Potem uklka przy ciele krlowej. Ucaowaa jej zimne czoo. Wzia jej
zwoki na rce i wyniosa je ze wityni Duerghasta.
Na arenie panowaa cisza, sycha byo tylko kroki odchodzcej Miny. Galdar pooy gow na piasku nagrzanym
od soca. By bardzo zmczony. Teraz mg jednak odpocz,
bo Mina bya bezpieczna. Wreszcie bya bezpieczna.
Galdar zamkn oczy i zacz dug podr w gb mroku.
Nie zaszed daleko, kiedy co zagrodzio mu drog.
Podnis wzrok i zobaczy ogromnego minotaura. Minotaur
by wielki jak gra, na ktrej zgina czerwona smoczyca. Rogami siga gwiazd, a sier mia czarn jak gagat. Nosi skrzane szelki zdobione czystym srebrem.
239*
Sargas! szepn Galdar. ciskajc
krwawicy
kikut,
pad na kolana i skoni gow. Rogami dotkn ziemi.
240*
Wsta, Galdarze powiedzia bg gosem,
ktry
dudni w niebiosach. Jestem z ciebie zadowolony. Zwrcie si
do mnie w potrzebie.
241*
Dzikuj, wielki Sargasie powiedzia
Galdar,
nie
majc miaoci wsta i ledwo unoszc gow.
510

177*
W nagrod za tw wiar zwracam ci ycie

powiedzia Sargas. Oddaj ci take praw rk.


178*
Nie chc rki, wielki Sargasie rzek
Galdar,
a
bl
pali go w piersi ywym ogniem. Przyjmuj ycie i bd y,
by ci czci, ale rk straciem i nie chc jej z powrotem.
Sargas nie by zadowolony.
179*
Rasa minotaurw wreszcie zrzucia kajdany,
ktre
od
tak dawna j krpoway. Opuszczamy wyspy, ktre od tak
dawna byy naszym wizieniem, i idziemy zaj nalene nam
miejsce na tym kontynencie. Potrzebni mi s tacy mni wojownicy jak ty, Galdarze. Potrzebni mi s jednak zdrowi, nie
kalecy.
180*
Dzikuj ci, wielki Sargasie rzek z
pokor
Galdar
ale jeli nie sprawia ci to rnicy, wol nauczy si walczy
lew rk.
Minotaur zesztywnia, czekajc w strachu na gniew swego boga. Nie usyszawszy niczego, omieli si otworzy oczy.
Sargas si umiecha. Niechtnie, ale jednak si umiecha.
Jak chcesz, Galdarze. Sam moesz decydowa o swoim
losie.
Galdar westchn gboko, z ulg.
Za to, wielki Sargasie rzek jestem ci wdziczny
z caego serca.
Galdar mrugn kilkakrotnie i unis pysk znad mokrego
piasku. Nie pamita, gdzie si znajduje, i nie wyobraa sobie,
co moe robi, lec tu i drzemic w rodku dnia. Jest przecie
potrzebny Minie. Dziewczyna bdzie na niego za, e si wyleguje. Wsta szybko i instynktownie sign po miecz wiszcy
przy pasie.
Minotaur nie mia miecza. Nie mia te rki, by go chwyci. Jego odcite rami leao na piasku. Galdar spojrza na
swj kikut, na krew wok niego, i wtedy wrcia mu pami.
Minotaur by zdrowy, pominwszy fakt, e nie mia prawej
rki. Kikut by wygojony. Galdar chcia podzikowa bogu,
ale Sargas znikn. Wszyscy bogowie odeszli. Na arenie zo511

stao tylko ciao krla elfw i ten nieznajomy elf o modej twarzy i starych oczach.
Powoli i niezgrabnie posugujc si lew rk, Galdar podnis miecz. Przesun pas tak, by bro wisiaa teraz na jego
prawym boku, i po wielu niezdarnych prbach udao mu si
wreszcie wsun miecz do pochwy. Czu si nieswojo i niewygodnie z broni z tej strony. Przyzwyczai si jednak. Tym razem si przyzwyczai.
Powietrze byo chodniejsze ni poprzednio. Soce schowao si za gry i zblia si mrok nocy. Galdar musia si pospieszy, jeli chcia znale Min. Musia wyj, pki byo
jeszcze jasno.
Jeste wiernym przyjacielem, Galdarze rzek Paladine, kiedy minotaur go mija.
Galdar mrukn co i poszed dalej, zdajc ladem stp
Miny, ladem krwi krlowej.
Z mioci do Miny.

32

Wiek miertelnikw
Bitwa o Sanction nie trwaa dugo. Przed zmrokiem miasto
si poddao. Poddaoby si pewnie duo prdzej, ale nie byo
komu podj tej decyzji.
Na prno Czarni Rycerze i reszta wojska woali Min.
Dziewczyna nie odpowiadaa ani nie nadchodzia, a wreszcie
onierze zdali sobie spraw, e wcale nie przyjdzie. Niektrzy
byli rozgoryczeni, inni wpadli w zo. Wszyscy czuli si zdradzeni. Wiedzc, e jeli przeyj bitw, zostan straceni lub
trafi do wizienia, rycerze walczyli do koca. Wikszo walczya, poniewa ugrzli gdzie bez szans ucieczki albo drog
odciy im zbliajce si wojska nieprzyjaciela.
Cz postanowia jednak postpi wedug rady Galdra
i poszuka schronienia w jaskiniach Wadcw Zagady. To ich
oddzia wpad na armi smokowcw. Przekonani, e napotkali sprzymierzecw, Czarni Rycerze byli gotowi zaprzesta
ucieczki, zawrci i sprbowa odbi miasto. Ich zdumienie,
gdy smokowcy roznieli ich w py, byo olbrzymie, lecz krtkotrwae.
Kim byli ci dziwni smokowcy i dlaczego przyszli z pomoc elfom i Solamnijczykom, nigdy nie wyszo na jaw. Armia smokowcw nie wesza do Sanction. Stali na swym stanowisku za miastem, dopki nie zobaczyli, e flaga Czarnych
Rycerzy zostaa zerwana, a na jej miejscu powiewaj sztandary Qualinesti, Silvanesti i Solamnijczykw.
513

Z szeregw wystpi ogromny smokowiec bozak, w zbroi


i ze zotym acuchem na szyi. Obok niego szed sivak w rynsztunku gwnodowodzcego armii smokowcw. Sivak rozkaza swoim onierzom stan na baczno. Razem z bozakiem
zasalutowali sztandarom. Smokowcowi onierze oddali im honory, uderzajc mieczami o tarcze. Sivak wyda rozkaz do wymarszu i smokowcy zawrcili i ruszyli z powrotem w stron
gr.
Kto przypomnia sobie, e sysza o grupie smokowcw,
ktrzy zajli miasto Teyr. Mwiono, e ci smokowcy nie lubi
si z Czarnymi Rycerzami. Nawet gdyby byo to prawd, Teyr
leao daleko od Sanction i nikt nie wiedzia, jak udao si im
dotrze w decydujcym momencie. Poniewa jednak nikt wicej nie zobaczy tych smokowcw, zagadka pozostaa nierozwizana.
Po zwycistwie w Sanction wiele zotych i srebrnych smokw odleciao, udajc si na Smocze Wyspy, czy gdziekolwiek
znajdowaa si ich ojczyzna. Przed odlotem kady smok zabra
troch popiou z totemu, aby odpowiednio go pochowa na
Smoczych Wyspach. Zote i srebrne smoki zabray cay popi,
chocia byy w nim take prochy smokw czerwonych, bkitnych, biaych, zielonych i czarnych. Wszystkie byy bowiem
smokami z Krynnu.
A ty, panie? spyta Gerard. Wrcisz do Cytadeli
wiata?
Gerard, Odila i Zwierciado stali przed Zachodni Bram
Sanction, obserwujc wschd soca nastpnego dnia po bitwie. wit by przepikny; jaskrawopomaraczowe i czerwone
smugi na niebie przechodziy w fiolet, a potem czer, w miejscu, gdzie dzie styka si z odchodzc noc. Srebrny smok
obrci si ku socu, tak jakby mg je zobaczy i by
moe, oczami duszy, widzia je. Zwierciado odwrci lep
gow w kierunku, z ktrego dobiega gos Gerarda.
Cytadela nie potrzebuje ju mojej opieki. W wityni
znw zamieszka Mishakal. Co si za tyczy mnie, postanowilimy z moj przewodniczk, e poczymy siy.
514

Gerard spojrza z zakopotaniem na Odil, ktra pokiwaa


gow.
49* Odchodz z zakonu wyjania kobieta. Lord
Tasgall przyj moj rezygnacj. Tak bdzie najlepiej, Gerardzie.
Rycerze czuliby si nieswojo, gdybym zostaa wrd nich.
50* Co bdziesz robi? spyta Gerard. Tak wiele razem
przeyli, e nie spodziewa si, i tak szybko si rozstan.
51* Krlowa Takhisis odesza rzeka Odila ale
ciemno zostaa. Minotaury zajy Silvanesti. Nie zadowol si
tylko t ziemi i mog zagrozi innym krainom. Zwierciado
i ja postanowilimy poczy siy. Poklepaa srebrnego smoka po karku. Niewidomy smok i ludzka istota, ktra kiedy
bya zalepiona niezy zesp, nie uwaasz?
Gerard umiechn si.
52* Jeli lecicie do Silvanesti, moemy jeszcze si
spotka.
Zamierzam zawrze przymierze midzy Zakonem Rycerzy Solamnijskich i elfami.
53* Naprawd wierzysz, e Rada Rycerzy zgodzi si
pomc
elfom odzyska ich ziemie? spytaa z powtpiewaniem Odila.
54* Nie wiem Gerard wzruszy ramionami ale z
pewnoci zmusz ich do tego, by si nad tym zastanowili. Najpierw jednak mam pewne zadanie do wykonania. W drzwiach
grobowca w Solce jest zepsuty zamek. Obiecaem, e go naprawi.
Zapada niewygodna cisza. Zostao za duo do powiedzenia,
eby powiedzie to teraz. Zwierciado zaopota skrzydami,
najwyraniej spieszc si do odlotu. Odila zrozumiaa aluzj.
55* egnaj, Buo powiedziaa ze miechem.
56* Komu w drog, temu czas odpar Gerard,
rewanujc jej si umiechem.
Odila nachylia si i ucaowaa go w policzek.
Gdyby jeszcze kiedy mia ochot kpa si nago
w strumieniu, daj mi zna.
Wsiada na srebrnego smoka. Smok schyli gow na znak
szacunku, rozoy skrzyda i z wdzikiem wznis si w powietrze. Odila pomachaa rk.
515

Gerard te jej pomacha. Obserwowa, jak malej w oddali,


i przyglda si jeszcze dugo po tym, gdy znikli mu z oczu.
Tego dnia egna si jeszcze kto inny. Byo to poegnanie
na zawsze.
Na arenie Paladine klcza nad ciaem Silvanosheia. Zamkn wytrzeszczone oczy modego krla, zmy krew z jego twarzy i wyprostowa mu koczyny. By zmczony. Nie by przyzwyczajony do miertelnego ciaa, do jego dolegliwoci, blw i potrzeb, do tak licznych i intensywnych emocji: litoci
i smutku, gniewu i strachu. W twarzy nieyjcego krla elfw
widzia modo i nadziej, teraz stracon, zmarnowan. Paladine przerwa prac, otar pot z czoa i zastanawia si, jak bdzie mg dalej y z takim smutkiem i ciarem w sercu. Zastanawia si, jak bdzie mg dalej y samotnie.
Czujc, e kto agodnie dotyka jego ramienia, obejrza si
i zobaczy pikn, promienn bogini. Kobieta umiechaa si
do niego, leczjej umiech by smutny, a w oczach miaa tcz
nieprzelanych ez.
100*
Zanios ciao tego modzieca do jego matki

zaproponowaa Mishakal.
101*
Ona nie widziaa jego mierci, prawda?
spyta
Paladine.
102*
Przynajmniej
tego
jej
oszczdzono.
Uwolnilimy
wszystkich, ktrzy zostali sprowadzeni si przez Takhisis, aby by
wiadkami jej zwycistwa. Alhana nie widziaa mierci syna.
103*
Powiedz jej rzek cicho Paladine e
zgin
bohatersk mierci.
104*
Tak zrobi, najdroszy.
Pocaunek delikatny jak biae pirko musn wargi elfa.
Nie jeste sam powiedziaa Mishakal. Zawsze bd z tob, mj mu, mj jedyny.
Tak bardzo pragn, aby to byo prawd. Jednak midzy nimi leaa przepa, ktra z kad chwil stawaa si szersza.
Mishakal staa na brzegu, a on unosi si wrd fal, z ktrych
kada znosia go dalej w gb morza.
516

392*
393*

Co si stao duszami zmarych? spyta.


S wolne powiedziaa Mishakal, a jej
gos
dobiega
z oddali. Paladine ledwo j sysza. Mog kontynuowa sw
podr.
394*
Ktrego dnia docz do nich, najdrosza.

Tego dnia bd na ciebie czeka obiecaa bogini.


Ciao Silvanosheia zniko, zabrane przez chmur srebrzystego wiata.
Paladine dugo jeszcze sta w ciemnoci. Potem zszed z areny i samotnie ruszy w wiat.
Dzieci bogw, Nuitari, Lunitari i Solinari, weszy do byej
wityni Serca. Ciao czarodzieja Dalamara siedziao na awie
i patrzyo przed siebie tpym wzrokiem.
Bogowie magii stanli przed ciemnym i pustym otarzem.
Niech zbliy si czarodziej Raistlin Majere.
Z mroku i ruin wityni wyoni si Raistlin. Skrajem czarnej, aksamitnej szaty zmiata okruchy bursztynu, ktre wci
leay na pododze, bo nie znalaz si nikt, kto by si odway
dotkn przekltych szcztkw sarkofagu, w ktrym uwizione byo ciao Goldmoon. Czarodziej stpa po bursztynie i kruszy go pod stopami.
Na rkach nis czyje ciao nakryte biaym caunem.
395*
Twoja dusza jest wolna rzek surowo
Solinari.

Twj bliniaczy brat czeka na ciebie. Obiecae opuci'ten


wiat. Musisz dotrzyma obietnicy.
396*
Nie mam zamiaru zostawa odpar
Raistlin.

Mj
brat czeka, moi dawni towarzysze rwnie.
397*
Wybaczyli ci?
398*
Moe raczej ja im wybaczyem odpar
gadko
Raistlin. To sprawa midzy przyjacimi i nic wam do tego.
Spojrza na ciao w swych ramionach i powiedzia: Ale to
sprawa dla was.
Raistlin pooy zwoki bratanka u stp bogw. Potem zsun kaptur z gowy i spojrza w twarze boskiemu rodzestwu.
Prosz was wszystkich o jedno, kadego z was po517

wiedzia. Zwrcie ycie Palmowi. Oddajcie go jego rodzinie.


105*
Dlaczego mielibymy to zrobi? spytaa
Lunitari.
106*
Jego kroki zbdziy na ciek, ktr ja
kiedy
stpaem powiedzia Raistlin. Pod koniec spostrzeg swj
bd, ale nie byo mu dane poy do dugo, by go naprawi.
Jeli oddacie mu ycie, bdzie mg wrci po swych krokach
i odnajdzie drog do domu.
107*
Jak tobie nie byo dane rzeka agodnie
Lunitari.
108*
Jak mnie nie byo dane powtrzy
Raistlin.
109*
Bracia? spytaa bogini Nuitariego i
Solinariego.

Co wy na to?
110*
Pozostaa do rozstrzygnicia jeszcze jedna
kwestia

oznajmi Nuitari. Niech podejdzie czarodziej Dalamar.


Ciao elfa siedziao nieruchomo na awie. Duch czarodzieja
sta obok ciaa. Spity i nieufny Dalamar zbliy si do bogw.
111*
Zdradzie nas rzek oskarycielsko
Nuitari.
112*
Sprzymierzye si z Takhisis zarzucia
mu
Lunitari
i omal nie stracilimy jedynej szansy, by wrci do wiata.
113*
Zdradzie wiernie nas czczcego Palina
rzek
surowym gosem Solinari. Na jej rozkaz zamordowae go.
Dalamar przesun spojrzeniem po lnicych bogach, a kiedy przemwi, gos jego duszy by cichy i peen goryczy.
114*
Jak moglibycie mnie zrozumie? Skd
mielibycie
wiedzie, co to znaczy straci wszystko?
115*
By moe powiedziaa Lunitari
rozumiemy
to
lepiej, ni ci si zdaje.
Dalamar milcza.
116*
Co z nim zrobi? spytaa Lunitari. Czy
odda
mu
ycie?
117*
Jeli nie oddacie mi rwnie magii wtrci
si
Dalamar moecie si nie kopota.
118*
Moim zdaniem nie oznajmi Solinari.
Posugiwa
si zmarymi, by uprawia sztuk czarnoksisk. Nie zasuguje
na nasze miosierdzie.
119*
Moim zdaniem tak rzek spokojnie
Nuitari. Jeli
518

zwrcicie ycie Palinowi i oddacie mu magi, musicie to samo


zrobi z Dalamarem. Rwnowaga musi zosta zachowana.
A co ty sdzisz, kuzynko? zwrci si Soinari do
Lunitari.
Zgodzicie si z moim osdem? spytaa bogini.
Soinari i Nuitari wymienili spojrzenia i pokiwali gowami.
399*
Oto mj wyrok. Dalamar odzyska ycie i
magi,
ale
bdzie musia opuci Wie Wielkiej Magii, ktr kiedy zajmowa. Odtd nie wolno mu bdzie tam wej. Musi wrci do
wiata ywych i wie ycie wrd nich. Palin Majere rwnie
wrci do ycia. Oddamy mu magi, jeli tego sobie zayczy.
Czy takie warunki zadowalaj ci, kuzynie?
400*
Mnie zadowalaj odpar Nuitari.
401*
Mnie te potwierdzi Soinari.
402*
A czy tobie to odpowiada, Dalamarze?
spytaa
Lunitari.
Dalamar dosta to, czego chcia, i tylko to go obchodzio.
Co si tyczy reszty, wrci do wiata. Ktrego dnia moe bdzie nim wada.
403*
Tak, pani odpar czarodziej.
404*
Czy takie warunki zadowalaj ci, Raistlinie
Majere?
spytaa Lunitari.
Raistlin skoni gow w kapturze.
405*
Zatem obie proby zostay wysuchane.
Dajemy
ci
ycie i obdarzamy ci magi.
406*
Dzikuj wam, panowie i pani rzek
Dalamar,
znw
si kaniajc. Jego spojrzenie zatrzymao si duej na Nuitarim, ktry doskonale go zrozumia.
Raistlin uklk przy zwokach bratanka. Zdj biay caun.
Palin otworzy oczy. Rozejrza si osupiaym, wstrznitym
wzrokiem, a potem jego oczy pady na stryja. Szok Palina
pogbi si jeszcze bardziej.
Stryju! jkn. Usiad i wycign rk. Jego palce
z krwi i koci przeszy na wylot przez do Raistlina, ktra
bya niematerialn doni ducha.
Palin spojrza na swoj rk i wtedy uwiadomi sobie, e
519

yje. Przyjrza si swoim doniom, tak podobnym do doni


stryja, o dugich, delikatnych palcach, i stwierdzi, e znw
moe nimi porusza, a one suchaj jego polece.
316*
Dzikuj wam powiedzia Palin, unoszc
gow
i
widzc wok siebie promiennych bogw. Dzikuj ci, stryju.
Umilk, a potem doda: Kiedy przepowiedziae mi, e
bd najwikszym magiem, jaki kiedykolwiek y na Krynnie.
Nie sdz, aby twoja przepowiednia miaa si speni.
317*
Musielimy si wiele nauczy, bratanku
odpar
Raistlin. Potrzebowalimy wiele nauki o tym, co jest naprawd wane. egnaj. Mj brat i nasi przyjaciele czekaj.
Umiechn si. Tanis, jak zwykle, ju chciaby wyruszy.
Palin ujrza przed sob rzek dusz, ktra pyna leniwie
i powoli wrd brzegw krainy ywych. Rzeka poyskiwaa
w socu, a w jej niezmierzonych gbiach skrzyo si wiato
gwiazd. Dusze umarych patrzyy przed siebie na morze, ktrego fale biy o brzegi wiecznoci. To morze zabierze kadego
z nich w now podr. Na brzegu czeka na swojego brata bliniaka Caramon Majere.
Raistlin podszed do brata. Bliniacy unieli donie na poegnanie, a potem obaj weszli do rzeki i odpynli wraz jej srebrzystymi wodami, ktre wpywaj do morza nieskoczonoci.
Duch Dalamara wpyn do swego ciaa. Magia wpyna
do jego ducha. Krew wrzaa w jego yach, magia wrzaa w jego krwi, a rado czarodzieja bya gboka i niezmierna. Dalamar unis gow i spojrza w niebo.
Jeden blady ksiyc znikn. Niebo rozwietlay dwa ksiyce, jeden poncy srebrzystym ogniem, a drugi czerwonym.
Kiedy czarodziej tak patrzy w niebo, peen nabonego lku
i wdzicznoci, dwa ksiyce zeszy si, tworzc promienne
oko. Z jego rodka spoglda czarny ksiyc.
Zatem tobie te oddali ycie powiedzia Palin, wychodzc z cienia.
318*
I magi odpar Dalamar.
Palin umiechn si.
319*
Dokd teraz pjdziesz?
520

407*
Jeszcze nie wiem opar beztrosko
Dalamar.

wiat
stoi przede mn otworem. Zamierzam si wyprowadzi z Wiey Wielkiej Magii. Wystarczajco dugo byem w niej winiem. A dokd ty pjdziesz? Wykrzywi lekko wargi. Do
swojej kochajcej ony?
408*
Jeli Usha mnie przyjmie odpar ze
smutn
min
Palin. Musz jej wiele wynagrodzi.
409*
Nie zajmuj si tym zbyt dugo. Musimy si
wkrtce
spotka, by porozmawia o zebraniu zakonw powiedzia
zwile Dalamar. Mamy duo roboty.

Inni si tym zajm odpar Palin.


Dalamar zlustrowa go uwanym wzrokiem, nagle uwiadamiajc sobie prawd.
410*
Solinari zaproponowa ci magi. A ty
odmwie!
411*
Z jej powodu zmarnowaem tyle wanych
rzeczy

wyjani Palin. Swoje maestwo, swoje ycie. Uwiadomiem sobie, e nie byo warto.
Ty gupcze! Takie sowa cisny si Dalamarowi na wargi,
lecz zachowa je dla siebie. Nie mia pojcia, dokd pjdzie,
ale wiedzia, e kiedy ju tam dotrze, nie bdzie nikogo, kto by
go powita.
Spojrza na trzy ksiyce.
412*
Moe kiedy odwiedz ciebie i Ush
rzek,
wiedzc,
e nigdy tego nie zrobi.
413*
To bdzie dla nas zaszczyt odpar Palin,
wiedzc,
e
nigdy ju nie ujrzy czarnego elfa.
414*
Lepiej ju pjd powiedzia Dalamar.
415*
Ja te ju powinienem pj rzek Palin.

Do
Solce daleka droga.
416*
Mgbym ci szybko tam wysa
korytarzami
magii

zaproponowa Dalamar.
417*
Nie, dzikuj powiedzia Palin z
kwanym
umiechem. Powinienem si przyzwyczai do chodzenia pieszo.
egnaj, Dalamarze Czarny.
egnaj, Palinie Majere.
Dalamar wymwi sowa magicznego zaklcia, poczu, jak
521

musuj i pieni si na jego wargach niczym wietne wino,


i wypi je. W mgnieniu oka znikn.
Palin zosta sam, zamylony i milczcy. Potem spojrza na
ksiyce, ktre teraz byy dla niego ju tylko ksiycami, jeden
srebrny, drugi czerwony.
Umiechn si na myl o domu i tam te skierowa swoje
kroki.
Rycerze Solamnijscy rozstawili posterunki na murach Sanction, zaczli pospiesznie naprawia Zachodni Bram i ata
dziury wyrwane w miejskich umocnieniach. Rycerze i elfy
wysali zwiadowcw na poszukiwanie Miny. Srebrne smoki
patrolujce niebo rwnie si za ni rozglday, ale nikt jej nie
znalaz. Smoki przyniosy wiadomo o tym, e nieprzyjacielskie siy zmierzaj do Sanction, nadcigajc z Jelek i Palanthas. Prdzej czy pniej dowiedz si o klsce Sanction, ale
jak na to zareaguj? Czy zawrc i uciekn do domu, czy bd
maszerowa dalej, by prbowa odbi miasto? I czy Mina, pozbawiona danej przez bogini mocy, wrci, by nimi dowodzi,
czy zostanie w ukryciu i bdzie liza rany?
Nikt nie mia si dowiedzie, gdzie pochowano ciao krlowej Takhisis i czy w ogle zostao pochowane. Przez lata
ci, ktrzy opowiadali si po stronie mroku, szukali jej grobu,
gdy powstaa legenda, e ten, kto znajdzie miejsce jej ostatecznego spoczynku, zostanie wynagrodzony przez jej niespokojnego ducha.
Najtrwalsz tajemnic stao si co, co nazwano Tajemnic
wityni Duerghasta. Ludzie ze wszystkich zaktkw Sanction, ze wszystkich zaktkw Ansalonu i wiata, zostali raptem porwani przez Krlow Ciemnoci i sprowadzeni na aren w wityni Duerghasta, by ujrze jej triumfalne wejcie do
wiata. Zamiast tego stali si wiadkami dziejowego wydarzenia.
Ci, ktrzy na wasne oczy ujrzeli mier krlowej Takhisis, na zawsze zachowali w pamici obraz tego, co zobaczyli
i usyszeli. Wydarzenia te zostawiy w ich duszach bolesny
522

lad, podobny do tego, jaki na skrze wypala rozarzone elazo. Z pocztku bl i szok s nie do zniesienia, ale potem,
w miar jak ciao i umys wracaj do zdrowia, bl stopniowo
sabnie.
Z pocztku niektrzy tsknili za tym blem, bo jaki mieli
bez niego dowd, e to wszystko w ogle si wydarzyo? Aby
mie pewno, e to si naprawd zdarzyo, niektrzy ludzie
chtnie opowiadali o tym, co przeyli. Inni trzymali swe myli
w zamkniciu i nigdy nie mwili o tym wydarzeniu.
Podobnie jak ci mieszkacy Krynnu, ktrzy byli wiadkami
innych epokowych wydarze w historii chaotycznych podry Szarego Klejnotu, upadku Istar, Kataklizmu rwnie
i oni przekazywali z pokolenia na pokolenie opowieci o Cudzie. Dla przyszych pokole Krynnu Pity Wiek zacz si od
kradziey wiata w chwili klski Chaosu. Jednak Pity Wiek
zaczto powszechnie nazywa Wiekiem miertelnikw dopiero od dnia, w ktrym Sd Ksigi odebra bosko jednemu bogu i zgodzi si na powicenie drugiego.
Silvanoshei mia zosta pochowany w Grobowcu Bohaterw w Solce. Jego zrozpaczona matka, Alhana Starbreeze,
ywia jednak nadziej, e pewnego dnia zabierze go do ojczyzny, do Silvanesti. Lecz ten dzie by jeszcze daleki. Minotaury wysyay tam kolejne wojska i transporty prowiantu, umacniajc swoje panowanie w tej niegdy piknej krainie.
Kapitan Samuval i jego najemnicy wci pldrowali elfie
krlestwo Cjualinesti. Czarni Rycerze wypdzili lub zabili te
nieliczne elfy, ktre zostay, i uznali ziemi Qualinesti za swoj wasno. Elfy byy teraz wygnacami. Niedobitki dwch
narodw kciy si o to, dokd pj i co robi.
Elfi wygnacy obozowali w dolinie za Sanction, ale czuli
si tam nieswojo, a Rycerze Solamnijscy, obecni wadcy Sanction, uprzejmie polecili im zastanowi si nad przeprowadzeniem si gdzie indziej. Rada Rycerzy obradowaa nad zawarciem przymierza z elfami, by przegna minotaurw z Silvanesti, ale pozostawaa pewna kwestia zwizana z Regu. Spraw
523

skierowano do uczonych w pimie, co gwarantowao rozstrzygnicie problemu za jakie dziesi lub dwadziecia lat.
Alhanie Starbreeze zaproponowano objcie wadzy nad elfami Silvanesti, lecz zaamana kobieta odmwia. Zaproponowaa natomiast na to stanowisko Gilthasa. Wikszo Qualinestyjczykw popieraa to rozwizanie. Silvanestyjczycy nie
chcieli na to si zgodzi, chocia nie mieli innego kandydata.
Dwa zwanione narody znw si zjednoczyy i ich przedstawiciele razem udali si na pogrzeb Silvanosheia.
Zoty smok zanis ciao modego krla do Grobowca Bohaterw. Stra honorow penili Rycerze Solamnijscy pod komend sir Gerarda uth Mondara, leccy na srebrnych smokach.
Alhana wraz ze swym kuzynem Gilthasem odprowadzaa ciao
syna.
Gilthas bez alu zostawi za sob ktnie i intrygi. Zastanawia si, czy bdzie mia do si, by wrci. Nie chcia korony
elfw. Uwaa, e nie jest waciw osob. Nie chcia bra na
siebie odpowiedzialnoci za przewodzenie narodowi na wygnaniu, narodowi bez ojczyzny.
Stojc przed grobowcem, Gilthas przyglda si procesji elfw, ktre niosy nakryte zotym caunem ciao Silvanosheia
do miejsca jego tymczasowego spoczynku. Jego zwoki spoczy w marmurowej trumnie obsypanej kwiatami. Do rk woono mu szcztki smoczej lancy.
Grb mia by miejscem ostatecznego spoczynku Goldmoon. Jej prochy wymieszano z prochami Riverwinda. Wreszcie byli razem.
Obok Gilthasa stan elf ubrany w poplamiony od podry brzowo-zielony strj. Nic nie mwic, z czci i powag
patrzy na wnoszone do grobowca prochy Goldmoon i Riverwinda.
egnajcie, drodzy i wierni przyjaciele powiedzia
cicho.
Gilthas odwrci si do niego.
Ciesz si, e mam okazj z tob porozmawia, E'li...
zacz.
524

Elf mu przerwa.
To ju nie jest moje imi.
Jak wic mam si do ciebie zwraca, panie?

spyta
Gilthas.
420*
Tak wiele imion nosiem rzek elf.
Wrd
elfw
E'li, wrd ludzi Paladine. Nazywano mnie nawet Fizbanem.
Musz przyzna, e to ostanie najbardziej lubiem. adne
z nich ju si nie nadaje. Wybraem sobie nowe.
421*
A brzmi ono... Gilthas zawiesi gos.
422*
Valthonis odpar elf.
423*
Wygnaniec? przetumaczy zdumiony
Gilthas.
Nagle wszystko zrozumia. Chcia co powiedzie, ale nie potrafi
wykrztusi niczego wicej ni te sowa: Zatem bdziesz
dzieli nasz los.
Valthonis pooy do na ramieniu elfa.
Wracaj do swojego ludu, Gilthasie. A s nim zarwno
SiWanesti, jak i Cjualinesti. Uczy z nich jeden lud, i chocia
jestecie wygnacami, chocia nie macie wasnej ojczyzny,
bdziecie jednym narodem.
Gilthas pokrci gow.
Zadanie stojce przed tob nie jest atwe przyzna
Valthonis. Bdziesz w pocie czoa mozolnie naprawia to,
co inni bd si starali rozerwa. Bd ci czeka niepowodzenia, ale nie porzucisz nadziei. Jeli tak si stanie, wtedy poznasz smak klski.
Zostaniesz przy mnie? spyta Gilthas.
Valthonis pokrci gow.
320*
Musz kroczy wasn drog, tak samo jak
ty
i
kade
z nas. Mimo to czasami nasze cieki mog si spotka.
321*
Dzikuj ci, panie rzek Gilthas, ciskajc
do elfa.

418*
419*

0* Zrobi tak, jak mwisz. Wrc do swojego ludu. Do caego


mojego ludu. Westchn gboko i umiechn si gorzko.
1* Nawet do senatora Palthainona.
Gerard sta u wejcia do grobowca, czekajc, a wyjd
z niego ostatni aobnicy. Ceremonia dobiega koca. Zapada
525

noc. Ludzie, ktrzy si zebrali, by popatrze na pogrzeb, zaczli si rozchodzi. Cz posza do gospody Ostatni Dom,
gdzie Palin i Usha wraz z jego siostrami, Laur i Dezr, pocieszali wszystkich zrozpaczonych, dzielc si z nimi umiechami, dobrym jedzeniem i najlepszym ale na Ansalonie.
Stojc tak pord nich, Gerard wrci pamici do owego odlegego dnia, w ktrym usysza Tasslehoffa woajcego
z wntrza grobowca. wiat si zmieni, lecz zarazem pozosta
taki sam.
Na niebie zamiast jednego byy teraz trzy ksiyce. Mimo
to soce, ktre wstawao kadego poranka, byo tym samym,
ktre zapowiedziao nadejcie Pitego Wieku. Ludzie znw
mogli spojrze w niebo, znale konstelacje bogw i pokaza je dzieciom. Gwiazdozbiory te jednak nie byy takie same
jak poprzednio. Skaday si z innych gwiazd i zajmoway inne miejsca na nieboskonie. Dwch nie mona byo znale
i nigdy ju nie zostan znalezione, nigdy bd widoczne nad
Krynnem.
Wiek miertelnikw powiedzia do siebie Gerard.
Nazwa ta nabraa nowego znaczenia, nowego sensu.
Rycerz zajrza do grobowca i zobaczy w rodku ostatni
osob tego dziwnego elfa, ktrego spotka na arenie. Gerard
czeka cierpliwie i z respektem, w peni przygotowany da
aobnikowi tyle czasu, ile ten bdzie potrzebowa.
Elf pomodli si po cichu, po czym, ostatni raz czule poegnawszy si ze zmarymi, podszed do Gerarda.
322*
Naprawie zamek? spyta z umiechem.
323*
Naprawiem, panie odpowiedzia Gerard.
Zamkn
za sob drzwi. Usysza trzask zamka. Nie oddali si od razu.
Jemu rwnie przykro byo si egna.
324*
Panie, zastanawiaem si... Gerard umilk,
a
potem
szybko dokoczy: Nie wiem, jak to powiedzie, ale czy
Tasslehoff... Czy on zrobi to, co mia zrobi?
325*
Czy zgin w czasie i miejscu, w ktrym
powinien
zgin? spyta elf. Czy pokona Chaos? To miae na
myli?
526

Tak, panie powiedzia rycerz. To wanie miaem


na myli.
Elf w odpowiedzi unis gow i spojrza w nocne niebo.
424*
Kiedy na niebie bya czerwona gwiazda.
Pamitasz j?
425*
Tak, panie.
426*
Poszukaj jej teraz. Widzisz j?
427*
Nie, panie odpar Gerard, przeszukujc
wzrokiem
niebiosa. Co si z ni stao?
428*
Ogie w kuni wygas. Flint zgasi
palenisko,
bo
wiedzia, e nie bdzie mu ju potrzebne.
429*
Wic Tasslehoff go znalaz stwierdzi
Gerard.
430*
Tak, znalaz. On, Flint i ich towarzysze
znw
s
razem powiedzia elf. Flint, Tanis i Tasslehoff, Tika
i Sturm, Goldmoon i Riverwind. Czekaj tylko na Raistlina,
a ten wkrtce do nich doczy, bo Caramon, jego brat bliniak,
ani myli odchodzi bez niego.
431*
Dokd oni id? spyta Gerard
432*
Wyruszaj w dalszy etap podry swych
dusz

wyjani elf.
433*
ycz im powodzenia rzek Gerard.
Wyszed z Grobowca Bohaterw, poegna si z elfem i,
woywszy klucz do kieszeni, uda si w stron gospody Ostatni
Dom. Ciepy blask sczcy si z jej okien owietla mu drog.