You are on page 1of 10

Czy to powa¿ne?

(Ten zabawny esej o twórczej mitologii jest drugim rozdzia³em ksi¹¿ki Wattsa "Beyond The ology" wydanej w 1964 roku. Przedstawia ona zaskakuj¹cy przegl¹d chrze cijañskiej teolog ii/mitologii z punktu widzenia hinduskiej mitologii i kosmologii).

Najg³êbsze metafizyczne pytania wyra¿one s¹ w najzwyklejszych wyra¿eniach codziennego ¿ycia. My lisz, ¿e kim jeste ? Kto to zacz¹³? Czy nam siê to uda? Gdzie to umie cimy? Kto to posprz ? Dok¹d, do diab³a, my lisz, ¿e zmierzasz? W co wchodzê? Która godzina? Gdzie ja jestem? Co jest grane? Które jest które? Kto jest kim? Naprawdê tak uwa¿asz? Gdzie wysiadam? Jeste t am? Lecz wydaje siê, ¿e jest jedno, które musi byæ postawione na samym pocz¹tku: Czy to po wa¿ne?

Najbardziej godn¹ uwagi powierzchown¹ ró¿nic¹ pomiêdzy chrze cijañstwem a hinduizmem jest to, o pierwsze odpowie: "Tak", to drugie za : "Nie". Król nad królami i Pan nad panami zde cydowanie oczekuje, ¿e bêdzie brany na serio. Grzmoty i b³yskawice padaj¹ z jego tronu i , oprócz innych bardzo powa¿nych wymagañ co do moralnego zachowania pomiêdzy lud mi, W³adca Niebios ¿¹da ponad wszystko, by go czczono, a jego wierna kongregacja odpowiada mu n a to s³owami psalmu: "O, Panie, przyjd i pozwól nam w czci pa æ na kolana przed Tob¹, Panem naszym i stwórc¹!".

Gdy by³em uczniakiem, zaci¹gano nas na msze w Katedrze Canterbury, mekce Ko cio³a anglik añskiego. Na klêczkach, k³aniaj¹c siê czy stoj¹c, podczas tych wytwornych i surowych ceremon ii w staro¿ytnym stylu musieli my jak najbardziej uwa¿aæ, by nigdy siê nie za miaæ ani nawet iechn¹æ - wykroczenie karane bezlitosn¹ ch³ost¹, bardzo trudne do unikniêcia z powodu zdumie waj¹cej antypatii czcigodnego kleru, z ich tendencjami do mamrotania, jêczenia i be³ko tania modlitw na przeró¿ne sposoby swymi wi¹tobliwymi g³osami. Grzmieli i prawili kazania , ¿arliwie krzycz¹c, a pomiêdzy postojami przy pulpicie szli w procesji tam i z powrot em odziani tak, ¿e wygl¹dali jak rzêdy u³o¿onych pingwinów... Jednakowo¿ ani miertelna powag aszych pozycji, ani ¿a³osna komedia kleryków nie mog³a do æ zataiæ atmosfery wietlistej chwa ysokie i rezonuj¹ce przestrzenie bladoszarego kamienia, jakby zaczarowane wiat³em wpa daj¹cym przez ogromnie skomplikowane witra¿e, przewa¿nie niebieskie, kamieñ pachn¹cy przyj emnie ple ni¹ jak piwnica z winami - i ca³y budynek wydawa³ siê unosiæ nad kongregacj¹ z godn i¹ i niezale¿no ci¹ mewy na niebie. Jakby unosi³ siê nad ma³ym miasteczkiem Canterbury, tak ¿ ego ³uki i iglice obejmowa³y wszystko inne, a¿ do niedostêpnych wybrze¿y dalekiego Zachodu , poprzez Atlantyk, gdzie anio³y wci¹¿ chroni¹ wiêtego Graala.

Przywo³ujê te wspomnienia, by zasugerowaæ, ¿e odczucie boskiej królewsko ci nie jest wcale w ymagaj¹ce ani w³adcze, a zatem cze æ dla Króla królów mieszkaj¹cego w niedostêpnym wietle ni koniecznie uni¿onym pos³uszeñstwem czy surowym obowi¹zkiem. Mo¿e to mieæ tak¿e odczucie ogrom ego wiêtowania, mocnego i okaza³ego rytmu tañca ca³kowitej Rado ci. "Gloria in excelsis" pi wane podczas Wielkanocy z dzwoni¹cymi dzwonkami. Splendor greckiej lub rosyjskiej liturgii, gdzie ludzie nie klêcz¹, lecz stoj¹ lub przechadzaj¹ siê swobodnie pod kopu³¹ wi¹t która rozmy lnie stworzona jest po to, by przypominaæ gloriê nieba. Coraz czê ciej ma siê wra ie, ¿e obiektem tej czci nie jest pompatyczny ksi¹¿ê, lecz co na kszta³t ¿ywego wiat³a, któ e jest tak sympatyczne jak ogieñ twego serca i tak potê¿ne jak wybuch gwiazdy oraz tak pe³ny rado ci jak diament w s³oñcu. Jak to uj¹³ katolicki poeta Coventry Patmore: "Je li mo¿ ufaæ pewnym wskazówkom zawartym w ¿ywotach wiêtych, mi³o æ wznosi ducha powy¿ej sfery czci cunku w sferê miechu i zabawy, gdzie dusza mówi: >Czy mam ja, komar tañcz¹cy w Twoim promieniu, byæ pe³en szacunku?<".

Trzeba jednak przyznaæ, ¿e w chrze cijañskim klimacie anglojêzycznego wiata takie przenikan ie fasady jest rzadkie. Wnêtrza wiêkszo ci protestanckich ko cio³ów przypominaj¹ dwory królew e lub miejskie, a sednem ich nabo¿eñstw jest powa¿ne upomnienie od mê¿czyzn w czarnych tog ach. Åadnego z³otego wiat³a, ¿adnych dzwonków, kadzid³a ani wiec. Åadnej tajemnicy przy o³t y za naw¹. Lecz ludzie wychowani w takiej atmosferze wydaj¹ siê to uwielbiaæ. Jest to ci ep³e i przyjacielskie oraz prowadzi z jednej strony do reform szpitali i wiêzieñ, traf ia do wszystkich, a z drugiej strony prowadzi do czczego geniuszu monotonii, zwy k³ego gotowania bez wina oraz zablokowania jasnych emocji - co uwa¿ane jest za cnoty

nie jak powsta³ wszech wiat. przyjmuje szlachetnie u ra¿on¹ postawê. rekiny. Czy Bóg jest zupe³nie p By uj¹æ to inaczej .z twarz¹ pokerzysty. to. artretyzm. najbardziej bolesnymi torturami jakie kiedykolwie k wynaleziono. taka konspiracja. lecz on zamiast oddaæ im. trzês¹c siê lub gorliwie pewny Równie dobrze mo¿e byæ tak. bêd¹c wiatem. czy przed aktem stworzenia. jak t o mo¿liwe. piranie i i ch ludzi. które ¿ywiê wobec tej religii. to rzeczy maj¹ siê bardzo le. Oczywi cie maj¹ miejsce czasowe wynagrodzenia. lila (gra) i maja (magiczna iluzja).nigdy nie zrobi³ nic le. Dla nich. jak powsta³o z³o w stworzeniu rz¹dzonym wszechmocnie przez tego. lecz kontemplacja tej przera¿aj¹cej panor amy mo¿liwo ci i pewników jest tym. lecz tak¿e wy posa¿a je w po¿¹dliwe. kiedy nie by³o ¿adnego wiadka. Zatem najciê¿szym i najstarszym problemem teologicznym jest "zagadka niesprawiedliwo ci" . ¿e dumnie t³umiê wewnêtrzny przera¿onego sumienia. A ból.czy jest to wszech wiat. w którym istnieje mo¿liwo æ ca³kowitej i nie d aprawienia klêski. by sprawdziæ Pana. Na dok³adkê uwa¿a siê. który uwa¿a nieczn¹ przewagê móc przewidywaæ (zwykle) okropn¹ przysz³o æ. Tak samo jest z powszechn¹ koncepcj¹ Jezu sa. lecz jedna z jego wielu r¹k trzymana jest prosto z d³oni¹ otwart¹ w stronê widza . to nie Pan.. tañcz¹c nie-taniec. Materialno æ ska³ jest elek trycznym mira¿em. czy nie. czy faktycznie jest b³ysk w oku Ojca. lecz jak w¹¿ dosta³ siê do grodu. który nie pójdzie za p³ot z innymi ch³opcami. Wielkim pytaniem jest.Tancerza wiata tak dalekiego od siebie. ¿e agonia i tragedia. by poczuli siê winni. by nie dostaæ s iê w tortury lub spalenie. Nie tylko konfrontuje on swe stworzenia z surowymi ¿¹daniami moralnymi. tylko poprzez osobisty eksperyment. która u ludzi jest niezno na . pr cê zêbów i wrzody ¿o³¹dka. czy te¿ przypadkowe. co zwie siê "stawianiem czo³a rzeczywisto ci". ¿e tylko stawiam opór bos kiemu autorytetowi. byæ mo¿e wszystkimi plagami i bólami cia³a. nie mia³a miejsca specjalna umowa pom iêdzy Panem i diab³em. ¿e ci niewiarygodnie pro ci ie. który. której stawiamy czo³a. by wzi¹æ udzia³ w zawodach w iusianiu. który mo¿e byæ w³¹czany i wy³¹czany wedle woli. jest stanem hipnotycznym. Mogê dowiedzieæ siê. jak widzie . bez odpoczynku. czy wiat jest po a¿ny.byæ mo¿e d³ug¹ i okropn¹ cisz¹. wiêc wrzucaj¹ go do stawu. a je li zrobi³ to odmawia ca³kowicie przyznania siê do tego. Shiva tañczy. tasiemce. Nie mo¿na tu oczywi cie zastosowaæ obiektywnego testu. Gdy próbujê od³o¿yæ na bok wrodzone uprzedzenia. czy to s¹dowe. zaczynam by miony g³êbi¹ jej zaanga¿owania wobec powagi i brzydoty. kamieñ probierczy rzeczywisto ci. bêdzie wydawaæ siê. bez w¹tpienia. je li odpowied mo¿e byæ w ogóle znalezio na. to to. Jest jedn ocze nie i pozbawione czci i konieczne poddaæ tê fasadê w w¹tpliwo æ. czego nie bêdzie bra³ na serio. Gdy¿ je li Pan jest absolutnie powa¿ny. mog¹ mimo wszystko byæ jednym z najbardz iej zdumiewaj¹cych osi¹gniêæ boskiej maji . d¿umê. która pochodzi z posiadania mózgu. to. w co on faktycznie odmawia wiary. Znaczy to "Nie bój siê". która wymaga³a ogólnie powa¿nego wysi³ku. Powierzchownie. Syna Pastora. lecz jego maja. ¿e ca³y dramat kosmosu zale¿y od utrzymania jej j ako (niemal) sekretu. To przedstawienie to wielka sztuka. Lecz je li istnieje cz³owiek o takiej duchowej odwadze. ma wadê. ¿e nie imy. Zaczynam u wiadamiaæ sobie. wiecznego potêpienia czy te¿ jakiego ich odpowiednika? Lub czy jest to wszech wiat. otoczony p³omieniami s ieje grozê. gdy¿ szczypiemy siê dla pewno ci. w którym pewn e typy brzydoty staj¹ siê fascynuj¹ce. przestaæ zadawaæ natrêtne pytania i roz³o¿yæ siê u b mogê delikatnie go sprawdziæ i czekaæ . gdy¿ jedno implikuje nieskoñczen ie drugie? Wed³ug wyobra¿eñ hinduizmu twarda rzeczywisto æ wiata. ¿e grozi nie przestrzegaj¹ jego przykazañ. byæ mo¿e odwie telnie przekonuj¹cych proroków i kaznodziei oraz. ¿e Pan bêdzie gra³ ze mn¹ do koñcowej mikrosekundy ostatniej chw . Nie przyzna. sta³ym tylko z wygl¹du. lecz faktycznie jest strumie niem zmian. ¿e odmawiam wst¹pienia Mi³o ci do mego serca. który jest dosko nale dobry. tak jak dla wielu innych chrze cijan i ¿ydów o wszystkich odcieniach wiary. ze swym niemal wyj¹tkowym brakiem koloru. tak jak jêzyk wci¹¿ penetruje dziurê w zêbie. ponaglaj¹cego mnie do zmiêkniêcia i pobiegniêcia w p³aczu i krzyku d o nieba w smutku przez moje grzechy. rzuca je w wiat zawieraj¹cy komary. gdy¿ konieczne jest pojmowanie go jako ludzk iego obrazu. maj¹cymi trwaæ na zawsze. Cia³o jest wirem. Mogê wzi¹æ s³owa Pana za dobr¹ monetê. gdy czuje siê do nich raz za razem poci¹g. g³odne i ogromnie wra¿liwe cia³a podatne na raka. w wojny. na samym Koñcu mi³ym ksiêdz em i jego Ostatnimi Rytua³ami. Albowiem jest punkt. morderstwa i k radzie¿e oraz w dziwn¹ emocjonaln¹ pl¹taninê. umieszcza je w sytuacji. Pan jest archetypowym dziadkiem. m . w którym byæ lub nie byæ nie jest pytaniem.

który wype³nia ciê nadziej¹ tylko po to. a nastêpnie p ytanie siebie. poniewa¿ pragn¹ i marz¹ skutecznie. By³oby o tyle pro ciej i o tyle mni ej wysi³ku. które bêd¹ pasowaæ do jakiego sensownego i zrozumia³ego wzoru. Przede wszystkim nie uzna on os ecznej rzeczywisto ci oddzielno ci. K³opotem eligii oskar¿onych o my lenie ¿yczeniowe jest to. ¿e wszech wiat poza i na zewn¹trz cz³owieka jest zasadniczo martwy. ¿e jest prostsza.ieræ i piek³o. ¿e s¹ przyziemni i twardog³owi. Móg³by niemal byæ na per manentnych wakacjach . co czyni go godnym szacunku. ¿e niektórzy ludzie po prostu nie mog¹ przyj¹æ takiego punktu widzenia. odkryto. A co wtedy. mechaniczny i g³upi. gdy¿ jest to co . a nastêpnie a¿d¿y okrutnie na kawa³ki. którzy lubi¹ tak widzieæ rzeczy. a jego grami i zagadkami s¹ cuda zawi³o ci. jak to mo¿liwe? Z jednej strony takie stworzenie by³oby najczystsz¹ z abaw¹ i fantazj¹. Czysto zabawowe i spekulatywne twory matematyków czêsto o kazuj¹ siê u¿ytecznymi formu³ami do zrozumienia fizycznego wiata. Podobnie Kopernikañska teoria uk³adu s³onecznego jest lepsza od p tolemeuszowej. Kiedy Riemann wynalaz³ równania. czy to jest faktycznie to. co wszyscy pomys³owi i twór ludzie robi¹. co chcê. a przez to bardziej satysfa kcjonuj¹cy z estetycznego punktu widzenia. Planety nie musz¹ trzymaæ siê swych tras. a sceptycznym i wieckim umys³om wyda siê nai wna. lecz tak¿e dla tyc h 5-. Ci poza szpitalami psychiatrycznymi. ¿e mog¹ one byæ zastosowane do problemów fluktuacji cen! Historyk tak¿e jest zasadniczo artyst¹ wybieraj¹cym z niezliczonych przesz³ych zdarzeñ te. To znaczy.7. gdy¿ nie ma najmniejszego sensu w przymu sowym przetrwaniu. Lecz on pracuje na uniwersy tecie. Kosmos. Inni ludzie nie s¹ naprawdê ¿ywi. uczynienie ich tak szczegó³owymi. s¹ zmy lonymi manekinami. bez najmniejszych cech realno ci. nie tylko dla 4-wymiarowych przestrzeni. jakby by³y zrobione z plastiku lub polakierowane cyn¹ . koszmar lakierowanego metalu i skóry jaskrawych odbitym pojedy nczym wiat³em. gdyby nie by³o wszech wiata. musi zatem byæ podbita i uczyniona podleg³¹ ludzkiej woli. pozornej ró¿nicy pomiêdzy cz³owiekiem a kosmosem. by ciê utrzymaæ przy ¿yciu. w którym ka¿dy zysk wiado mo ci równowa¿ony jest now¹ wiedz¹ o moich absurdalnych i poni¿aj¹cych ograniczeniach. Jest co w tym pogl¹dzie na wiat podobnego do stanu wiadomo ci psychotycznej. ¿e taka postawa jest nie tylko realistyczna. ¿e bardzo czêsto mog¹ byæ spe³nione. lecz niemal heroiczna. z którego wy³onil i my siê przypadkiem. ¿e nie s¹ do æ ¿yczeniowe. woda i w zgórza wygl¹daj¹. Lecz z drugiej strony fantazje s¹ cz asem nieoczekiwanie twórcze. Dla niego najwy¿szy m dogmatem jest to.jak gdyby siedzia³ na tarasie nadmorskiego hotelu. ¿e natura nie dba o ludzkie warto ci i jest zamêtem. gdy¿ jego sztuk¹ jest nadaæ ludzkim poczynaniom. Nie znam lepszego sposobu na zrozumienie siebie czy te¿ natury ludzkiej w ogólno ci ni¿ gruntowna eksplora cja w³asnych pragnieñ. który nie by³by zasadniczo wyrazem rado ci i b³ogo ci.i n-wymiarowych. rozwi¹zuj¹c krzy¿ówki i graj¹c w szachy czy pokera ze swymi kompanami.6-. Nawet ja jestem sfrustrowanym mechanizmem. W fi lozoficznych sporach mog¹ zawsze byæ gór¹ wzglêdem religijnie lub metafizycznie zorientowa nych poprzez okazywanie. na pewno znalaz³by jaki spo na pope³nienie samobójstwa niemal na pocz¹tku. jak to tylko mo¿liwe. stworz eniem i Stworzycielem. . gdybym mia³ stworzyæ religiê jako czyste dzie³o sztuki. S¹ marzycielami i znajduj¹ sposoby realizacji swych marzeñ. by gra nie by³a warta wiec . gdy¿ osoby takie maj¹ pogl¹d na rzeczywisto æ o wiele sro¿szy ni¿ nawet koncepcja Gniewn go Boga Jonathana Edwardsa. Albowiem cz³owiek wiecki wyobra¿a sobie. g³ównie dlatego. ¿e cokolwiek istnieje. ich pragnieni a s¹ wyobra¿one tak precyzyjnie i szczegó³owo. Wymy la z³o¿one i zabawne wzory bez najmniejszego wzglêdu na ich praktyczne zastosowanie. reaguj¹cymi autom mi udaj¹cymi ¿ywych. Gdy¿ czysty matematyk jes t bardziej artyst¹ ni¿ naukowcem. W stanie tym nie ma jasno ci rzeczy. lecz mkn¹ g³adko po swych orbitach.ca³a scena jak ze sklepu z zabawkami. Obraz jest czystszy. On nie mierzy po prostu wiata. ¿e uwa¿am za niemo¿liwe. Wizja wiata jako Z³o li ego Systemu. Ortodoksom odwaga taka wyda siê blu niercza. Nie powinno siê wstydziæ my lenia ¿yczeniowego. Byæ mo¿e to tylko kwestia tempera mentu. tworz¹c obraz wszech wia ta tak ¿yczeniowy. strach i nico æ s¹ ostateczn¹ rzeczywisto ci¹. mnie zawsze wydawa³o siê szczególnie dziwne. czego siê naprawdê chce. kwiaty. Twarze. ¿e ich my lenie ¿yczeniowe nie jest mgliste. Ukazuj¹ op³akany yobra ni i przygody w próbach odkrycia tego. przekonuj¹ siebie i innych.

których kochamy. i to generalnie po tej linii chr ze cijañska teologia próbowa³a usprawiedliwiæ cierpienie.wra¿enie bycia niezmiernie starym i wiedz¹cym. któr siê za podmiot czynów i do wiadczeñ. nieznanym wiadomemu ego. ¿e moje najskrytsze "Ja" obudzi³oby siê ze swego snu. to jest ono bole nie efemeryczne. bo choæ wra¿enie jest ¿ywe. by pomóc tym. Innymi razy wspomnienie ma o wiele g³êbszy wymiar . Zewnêtrzna sfera jest ograniczon¹ wiadomo ci¹. nie chcê. których kocham. który le¿y u podstaw mojego ego. poniewa¿ w pewi sposób kosztuje ona nawet Boga. b¹d biernie cierpi¹c¹.d oros³a lub niemowlê . w którym moi przyjaciele mus z¹ cierpieæ. co jest ogromnym wymiarem mojego istnienia. wiadoma uwaga.wydaje siê o wiele bardziej ofiar¹ ni¿ sprawc¹ swej w³asnej mêczarni. Lecz musi to oczywi cie znaczyæ co o wiele wiêcej ni¿ odpowiedzialno æ w zwyk³ym sensie dy¿ musi ona obejmowaæ przypadek dziecka urodzonego z syfilisem. ni¿ oddaæ swe ¿ycie za przyjaciela. Gdy¿ wiadomo æ. jako poza czasem i przestrzeni¹. a jednak zupe³nie niezidentyfikowany. wiêkszej Ja ni. a to t w koñcu to. ego. który jest ca³kowicie znany. On móg³ jedynie otworzyæ wrota Niebios i nas wpu ciæ". które uczyni³o w poprzednim wcieleniu. Okazjonalnie ten cieñ pamiêci przybywa jako aluzja zapomnianego raju. poniewa¿ nie chcê ich cierpienia. To miejsce jest ja k dom". Mo¿e to dlatego mamy czasem dziwnie przyjemn e wra¿enie zapomnienia czego ogromnie wa¿nego dawno. Lecz nie ma w tym nic konkretne go. . Jest to po wiêcenie Syna Boga uczynione. Lecz wewnêtrzna strefa jest pra ym "ja". Jak mówi hymn: "Nie by³o nikogo do æ dobrego By zap³aciæ cenê grzechu. w którym s¹ dwie strefy o wspóln ym rodku. Musimy zatem wyobraziæ sobie nowy rodzaj indywidualno ci. Mi³o æ. Dziecko z syfilisem p³aci zatem cenê za jaki e z³o. w³¹czaj¹c w to moje w³asne bol e uczucia odno nie cierpienia innych. Od czasu do czasu "praw dziwy" wiat przypomina nam o tym i my limy: "Tego zawsze szuka³em. czego . ¿e wywo³uje ono mi³o æ adaje jej cechy rzeczywiste. któr¹ Bóg ma dla wiata. których mo¿na do wiadczyæ w ty wiecie. Pod jakimi warunkami by³bym faktycznie chêtny je znosiæ? Czêsto cierpimy chêtnie. jest po prostu le zrobiony. ¿e wywo³uje ono moj¹ nich. ¿e jakiego razu te dwie sfery stopi³yby siê. wiat.Dlaczegó¿ by zatem nie spytaæ o najbardziej estetycznie zadowalaj¹ce wyja nienie czyjej w³as ej egzystencji w naszym szczególnym wszech wiecie? Musi to byæ wyja nienie. by oni cierpieli. Ta fantazyjna religia wymaga³aby wtedy ostatecznego warunku. jest sztuczk¹ zau figury i ignorowania t³a. powierzchown¹ jednostk¹. poniewa¿ "Bóg tak ukocha³ wiat". gdy¿ na tym poziomie jednostka . w którym cierpienie przytrafia siê przez pomy³kê. Nie ma wiêkszej mi³o ci. lecz przez ca³y czas do wiadcza³aby procesu jako rado ci i b³ogo ci jak w wieczn ej grze w chowanego. jaki jasny krajobraz wzgórz i wód. w którym cierpienie spada na nas przez czyj¹ z³o liwo æ. a wszech w iat. Choæ mogê chcieæ cierpieæ dla tych. Åyczy³bym takiego samego przywileju wszystkim in nym. S¹ to zatem napomknienia czego do zapamiêtania. które ca³kowicie zadowoli mnie nawet w najbardziej przera¿aj¹cych mêczarniach. Faktycznie c hcê cierpieæ dla nich. czy nawet je li wywo³uje mi³o æ Boga. który pozos tawa³ ukryty byæ mo¿e od momentu narodzin. jak¹ znamy i widzimy powierzchownie. Z naszego ¿yczeniowego punktu widzenia wszech wi t. Dla chrze cijan zatem sens cierpienia jest taki. by przemieniæ moj e powierzchowne ego szokiem poznania. jest prawdziwa. a w ten sam sposób wydajê siê zauwa¿aæ moje ego i zapominaæ o moim tle. je li ich jedyn¹ kompensat¹ jest to. Popularny hinduizm i buddyzm wyja niaj¹ takie tragedie jako osobist¹ karmê. Lecz jest to nie tyle wyja nienie. Ból poprzez darowanie go Bogu prze obra¿a siê w akt adoracji. a prawdziwa Ja ñ nie tylko nie ba³aby siê wkraczaæ w sny o ¿ywym cierpieniu. Idealn a³bym byæ osobi cie odpowiedzialny za swoje w³asne cierpienie. co sam Bóg zawsze robi. jest nie do przyjêcia. czyje w³asne dz ia³anie odziedziczone z poprzedniego ¿ycia. Dlaczego i jak odradzaj¹ca siê jednostka pierwszy raz s tyka siê z niepowodzeniem? Odpowiedzialno æ za czyje w³asne cierpienie nie mo¿e byæ przypisa a jednostce. ile nieo kre lone odroczenie wyja nienia. jest diabelsk¹ pu³apk¹. dawno temu. Albowiem te ostatnie jest czasowym przebraniem albo snem tego pierwszego.

wagi i sztywno ci. aby rytm czy forma mog³y w ogóle za . To stan tak/ nie. Zasugerowa³em. co uwa¿a pan. który by³ wybitnym wieckim w ko ciel . tutte / Vutte. to w³a ciw¹ aktywno ci¹ Tego-Co bêdzie oczywi cie zabawa. poni ewa¿ u swych podstaw istnienie jest wibracj¹. ¿e istotnym sk³adnikiem mego nieba oraz zajêciem najskrytszeg o Ja jest zaabsorbowanie rytmem i ¿e gdy patrzê na wiat³o i wodê. granie wierszczy. nieskoñczona wiadomo æ musi w pewnym stopniu stawiaæ sobie opór. Jest ostateczna rozkosz w p³yniêciu z n ezak³óconym rytmem.Przypu æmy zatem. Zaabsorbowanie rytmem mo¿ trwaæ i trwaæ. Je li moja fantazja ma d¹¿yæ do bycia dzie³em sztuki. Czas wnikn¹æ mielej w dynamikê rado ci. Lecz to z przeszkód w rytmicznym dzia³aniu mamy wra¿enie materii. przyj æ/ pój æ. ponownym odkryciem zignorowanego t³a ka¿dego indywidualnego ego. aktywno æ staje siê nieprzyjemna. mieræ wydaje mi siê rozp³yniêciem aktywno ci w sam¹ materiê. Nale¿y zwróciæ uwagê mimochodem. by móc przetrwaæ. Niemniej bez pe stopnia oporu rytm wcale nie wystêpuje. pozytywne/ negatywne. (Przypomnia³a mi siê historia o obiadowej rozmowie w wiejskim domu w Anglii. w manuskryptach z Lindisfarne. yæ wiadomym rytmu. a¿ w koñcu gospodyni zwróci³a siê do niego ze s³owami: "Co¿. jest wyobra¿one przez ukryt¹ Ja ñ. Rytm jest istot¹ gry i st¹d ró¿ne rytmiczne zajêcia s¹ pierwotn¹ form y . co stanie siê z nimi po mierci. Namiastki nieba pojawiaj¹ siê w wi ch z Sainte-Chapelle. ick. ¿e najskrytsza Ja ñ jest wieczna i niezni szczalna po prostu dlatego. tak jak zestrzeñ musi zawieraæ materiê. W ród obec nych znajdowa³ siê podstarza³y i nieco nudny gentleman. któr est wieczyst¹ rozkosz¹. wewn¹trz/ na zewn¹trz symbolizowany w podstawow m ruchu góra/ dó³ fali. ¿e inkantuj¹: "Tutte. co istnieje. regularno ci. jak opór ustêpuje miejsca dzia³aniu. bicie serc. przez wieki przed Wizj¹ Boga ora z dlatego o ich buddyjskich odpowiednikach twierdzi siê. przestrzeñ/ materia. jako jednostki. pulsowanie miechu. gdy zostaje zdominowana prz ez te wra¿enia. alleluja!". która wyra j nieskoñczonej grze tañca w wietle i poza nim. jak materia jest wci¹¿ przezwyciê¿ana energi¹. ¿e moje jawne ¿ycie. to muszê spróbowaæ okr a³kiem jasno to. Jestem przekonany zatem. ekstatyczne zapomn ienie w bêbnieniu i tañcu. "Jestem zupe³nie pewien . by odkryæ to. subs tancji. Samo zdefiniowanie stanu najskrytszej Ja ni jako "nieskoñczonej rado ci" jest wykrêcaniem siê od prawdziwego zadania wymy lenia i dealnej religii. t u/ tam. cze o naprawdê chcemy od nieba.odpar³ . ¿e jest wszystkim. Nie ma rytmu bez skóry bêbna. a to bêdzie pasowa³o bardzo dobrze do obecnych idei astronomicznych o przestrzeni jako o czterowymiarowym kontinuum zakrzywiaj¹cym siê ku sobie. Blake'ow¹ energi¹. Rzeczywisto æ jest istnieniem bez wysi³ku. vutte / Patte. w ¿arliwych obrzêdach Wschodnie j Liturgii i w inkantacjach benedyktynów Solesmes. gdzie g o cie dyskutowali o swoich ideach odno nie tego. której gra unika poprzez ró¿norodno æ i no æ. By³ cicho przez ca³¹ rozmowê. a¿eby byæ rozpoznana jako przestrzeñ. ¿e chrze cijañskie wyobra¿enia s¹ bardzo niejasne co do wspa nieba i zdumiewaj¹co dok³adne co do mêczarni piek³a. i ¿e w pewnym nieokre lonym momencie (mo¿e tylko w momencie mierci) obudzê siê i przypomnê sobie nieskoñczon¹ rado æ.¿e dê do nieba i bêdê cieszy³ siê wieczn¹ b³ogo ci¹. ¿e zabawa w chowanego jest podstawow¹ form¹ gry. ¿e jest to prawda. co musi byæ zrobione. podczas gdy piek³o jest wij¹c¹ siê orgi¹. Jednakowo¿ musi byæ trochê monotonii. Lecz s¹ to nie wiêcej jak tony s³ysza ne przez solidnie domkniête drzwi. patte / Katte. Dalsz¹ przeszkod¹ dla rozkoszy rytmu jest monotonia. trudno mi w¹tpiæ. Byæ mo¿e eksploracja przestrzeni jest tak naprawdê badaniem naszej w³asne j wiadomo ci. dono ne wibracje g³osów strun i dzwonów. gdy¿ dziêki badaniu ró¿nych kultur jasne staje s ¿e ludzie niczego chêtniej by nie robili ni¿ zatapiali siê w rytmie przez ca³¹ noc. lecz wola³bym nie dyskutowaæ na tak przygnê ".) Nasza wymy lona religia bêdzie bra³a za oczywiste. lecz nie maj¹cym kszta³tu. Obrazy ludzi w niebie s¹ niezmiennie powa¿ne i nudne. ¿e stanie siê z panem po mierci?". czego chcê w tej transcendentalnej rado ci. gdy s³ucham pulsacji mego w³asnego cia³a. Lecz co konkretnie bêdzie zajmowa³o t¹ wiadomo æ? Je li praca jest tym. Ca³o æ przestrzeni bêdzie pole m jej wiadomo ci. To dlat ego chrze cijañskie anio³y piewaj¹: "Alleluja.piew ptaka. katte!". Rytm jest b³ogi t ak d³ugo. dopóki energia nie zaniknie. któ ktycznie jest bardziej moim centrum ni¿ moje ego.

by staæ siê ca³kowicie przewidywalna. Z ka¿dym narodzonym dzieckiem najskrytsza Ja ñ patrzy³aby na swój wia z takim zdumieniem. ¿e to zosta³o zrobione. W tym samym duchu ¿eglarz pewny swych umiejêtno ci i s wego statku powierza siê sztormom.ku zaskoczeniu ich przodka. o ratowaniu ksiê¿niczki przed smokiem czy. Gdy¿ te przekazane lub delegowan e rytmy przekszta³ci³yby siê w przebranie innych istot . loty w przestrzeñ. tubie. Z jednej strony jest to przygoda. nieskoñczona wiadomo æ musi znaæ najgenialniejsze sposoby zarówno onotoniê. lecz tak¿e w rodkach nie. lecz nie a¿ tak. gdy¿ najskrytsza Ja ñ mo¿e w ten sposób pozwoliæ formom swego zachowania na samodzielne odej cie i zapomnienie. nieprzewidywalny se n. bajeczne spotkania mi³osne i ogro dy przy jeziorach z górami w tle. w przekszta³caniu siê kolorów. gdy uczucie. Inaczej mieliby my tylko nastêpuj¹ce po sobie przypadkowe przerwy. lub zbyt du¿y stopieñ z³o rma zamienia siê w chaos. Móg³bym ch . Z drugiej strony to zap omnienie jest od wie¿eniem jak sen. W takich kryzysowych chwilach moja najskrytsza Ja ñ musia³aby mieæ moc przypo mnienia sobie. osi¹ga pewien punkt. na tak¹ kombinacjê porz¹dku z przypadkowo ci¹. Gdy pimy lu b nimy. ¿e mo¿emy siê obudziæ. Jeszcze raz rozkosz zawiera siê w ca³kowitym poch³oniêciu umys³u tymi formami. przypadki mi³osne. ¿e zasada orz¹dku nie zamienia siê w martw¹ jednolito æ ani zasada przypadkowo ci w chaos. Ma to podwójn¹ korzy æ nej strony pozwala to z³o¿ono ci form na rozwój bez stawania siê ciê¿arem dla pierwotnego cen rum kontroli. oraz nurkowanie w g³¹b atomu. Lecz wra¿enie inno ci nie mo¿e staæ siê nadmierne. By utrzymaæ stan b³ogo ci. a mo¿e to byæ monotonia. hazard i niekoñcz¹cy siê po cig za iluzj¹ si³y politycznej . Lecz przysz³aby noc. ¿e mo¿emy. odkrywaniem ryzyka i tego. co bym zrobi³. ¿e zachcia³bym dodaæ nieco smaku przygody . Jednak owi "inni" ci¹gle pozostaj¹ zachowaniem najskrytszej Ja ni. ¿e rzeczy wymy kaj¹ siê spod kontroli. gdy¿ stwarza punkty widzenia. to nie wiemy. wszechmoc musi unikaæ za wszelk¹ cenê daremnej sytuacji posiadania totalnej kontroli n ad sob¹ i równie bezowocnego ca³kowitego braku kontroli. Krótko mówi¹c. Wtedy ponownie w inny sposób obu zi³aby siê zdumiona. Rozkosz wymaga zawsze pewnego stopnia oporu w grze form energii.i dalej w rytmie ruchu cia³a. Przez parê miesiêcy spe³ni³bym prawdopodobnie wszystkie co oczywistsze ¿yczenia. To jest mniej wiêcej to. a taniec ten nigdy by siê jej nie sprzyk rzy³. w formach wizualnych. lecz bez nudnego przymusu ledzenia wszystkich danych. strunie. jak gdyby nigdy wcze niej go nie ogl¹da³a! W ten sposób niewyobra¿aln ie stary wszech wiat by³by odnawiany bez koñca. jak daleko mo¿na siê posun¹æ. ¿e pozwoli³aby sobie zapomnieæ. Zatem w nich Ja ñ zapom ina siê. która obraca energiê w wysi³ek. co siê wydarzy. nawet lepiej. Gra rytmu m usi byæ kontrolowana. które chron i ca³y system kontroli przed staniem siê sztywnym i martwym.byæ mo¿e sen o niebezpiecznej wspinaczce górskiej. w pie niach i poezji i w koñcu w z³o¿ono ci czystych idei. jak na przyk³a rozwa¿ny wybór s³ów podczas mówienia czy oddychanie podczas p³ywania. niespodzianka staje siê frustracj¹ lub strach em i panik¹. by zobaczyæ galaktyki. ¿e ta ca³a gra jest jej. ociê¿a³o æ. jak i na pokonywanie jej. s³uchanie i granie muzyki. Rozwi¹zanie podobne jest do sztuczki. jak podczas przygód. dzwonie . Lecz nie mogliby my rado nie oddaæ siê snowi. By³yby pa³ace i bankiety. Musi byæ cudown ie skomplikowana. muzyka i tañcz¹ce dziewczyny. podró¿e do obcych krajów. tak ¿e trwaj¹ one bez konieczno ci wiadomego kierowania. z których wszystko mo¿e byæ zobaczone na nowo. za pomoc¹ której organizm przekazuje pewne funkc je "nie wiadomo ci". G³ównym problemem w sztuce rytmu jest nie zwalczanie monotonii. fortele wojenne.wszystkie one s¹ wariacjami i komplikacja i rozkoszy samego rytmu. Gdy tak jest. Po tym dramaty i w¹tki ludzkiej historii. naw et do tego stopnia. czasowe zawieszenie kontroli. Z drugiej strony wprowadza element zaskoczenia. Zaraz po tym mogê stawaæ siê coraz mielszy. w którym nie wiem. lecz teraz swymi w³asnymi kosmicznymi i wiecznymi wymiarami. St¹d mamy nie tylko ró¿norodno æ w wybijaniu rytmów. ¿e ma moc przebudzenia siê. ¿e inno æ jest maj¹. g najpierw nie wiedzieli. Nastêpnie d³ugie rozmowy z mêdrcami. kontemplacja dzie³ sztuki. W podobny sposób rozkosz naszego hipotetycznego Boga by³aby podt rzymywana poprzez wprowadzenie do wiadczenia inno ci. pozwoli³aby rzeczom daleko wymkn¹æ siê spod kontroli. by ogl¹daæ drgaj¹ce falo-cz¹steczki. lecz bycie w ci¹g³ym procesie przekracz ania jej na nowo.nieæ. Gdy¿ granie jest tak¿e hazardem. Jedn ak czasami. gdybym mia³ moc nienia ka¿dej nocy o czymkolwiek bym chcia³.

jest zasadniczo iden a z g³ównym w¹tkiem mitologii hinduskiej . ¿e ja jako najskry sza Ja ñ naumy lnie o tym ni³em i ¿e by³o to integraln¹ czê ci¹ rozkoszy. ¿e po kilkuset latach czego takiego mogê mieæ ca³kiem czêsto uczucie zy¿ nie byli my tu wcze niej?". w której siê teraz znajdujê. gdy¿ powy¿e j pewnej wysoko ci zysk przestrzeni ¿yciowej zanika. przez które rozwija siê maja. co stanie siê w przysz³o ci. który mia³by byæ podtrz ymywany przy ¿yciu. Druga epoka to treta yuga trwaj¹ca 1 296 000 lat. podczas którego s¹ manifestowane wiaty. w tym hinduskim micie etapy. jak to siê czasem mówi. nieskoñczone przed³u¿anie ¿ycia jednostki jest z³ym anem .z wyj¹tkiem jednostki. tej maski. ca³a ró¿norodno æ jest czê ci¹ sztuki. do którego nale¿y. dla wyja nienia tego wszech wiata i poprzez próbê wy obra¿enia sobie jak najlepiej natury wiecznej b³ogo ci. poniewa¿ coraz wiêcej ni¿szych piêter m usi byæ zajête przez windy. to bêdzie to lepsze od wszystkich mo¿liwych snów.celuje ona z jego b³onê. dla prowadzen ia konkretnej gry spo³ecznej. choæ raj pozostaje. tzn. Innymi s³owy. ¿e móg³bym pogodziæ siê z ostatecznym znikniêciem t drogiej gry "Alan Watts". ¿e jestem wci¹¿ ograniczon¹ osobowo ci¹ zwan¹ Alan Watts. Jest proste zabezpieczenie. by³bym ¿ywo wiadomy tego. Åyczenie t akie mo¿na porównaæ do wzrastaj¹cego zamêtu na Manhattanie. gdzie najdujê siê teraz. któr zda³a sobie sprawê z wiecznej to¿samo ci pod t¹ czasow¹. Ca³a inno æ. Je li natomiast siê j¹ odnajdzie.raczej pojêta ni¿ objêta . mogê chcieæ wróciæ do miejsca. tret a (rzut 3). biologicznie i psychologicznie. któr mog³aby niæ. któremu podlega³aby osoba.architektonicznie. Jasne te¿ jest to. nazwane tak po rzutach w indyjskiej grze w ko ci: krita (doskona³y rzut 4). Na powierzchni pamiêta³bym moje nazwisko. St¹d lekcj¹ z tej fantazji jest to. podczas której sen mai jest rajem niezm¹conej chwa³y. jaki bêdzie bieg historii i czego dow iemy siê o sekretach wiata. które próbuje rosn¹æ prz ienie swych budynków coraz wy¿szymi. przede wszystkim. Do teraz jasne powinno siê staæ. wtedy znikniêcie ego-m po mierci nie jest. któreg mys³ pozosta³ czujny. któr¹ wymy li³em. Pierwsz¹ epoka jest zatem krita yuga trwaj¹ca 1 728 000 lat. muszê wzi¹æ pod uwagê to decyduj¹ce pytanie: c yæ tak stworzony.w¹tkiem Brahmana. Lecz odkowi od tej powierzchownej persony. ¿e gdy obudzê siê do mojej prawdziwej Ja ni. poj . na nieodnalezieniu swej prawdzi wej to¿samo ci z najskrytsz¹ Ja ni¹. ¿e przez rzemy liwanie moich najmilszych marzeñ. ¿e moja ukryta Ja ñ mog³aby równie dobrze wyobra¿aæ sobie tê tn¹ sytuacjê i osobowo æ. wch³oniêciem duszy przez Boga. kiedy to. ¿e ta spe³niaj¹ca ¿yczenia religia. Cykl czasu. ¿e si obudzê.jest wieczn¹ Ja ni¹ wszystkich ja ni. A po mierci? Czy jestem zupe³nie pewien. to moje stare ego po prostu wyparuje? Gdybym móg³ obudziæ siê w jakim momencie przed moj¹ mierci¹. ja h nowych odkryæ i tworów dokona geniusz cz³owieka. którzy upieraj¹ siê przy najwy¿szej warto ci ualnej osobowo ci trwaj¹cej wiecznie. Ponadto nawet stary cz³owiek. to te dwie to¿samo ia³yby naturalnie razem. ni³bym. lecz jaki wiêkszy organizm. jak uderzenie d³oni w bêben . Jest nastawiona na kontynuacjê na mocy biologiczn ej konieczno ci.iæ ca³e ¿ywoty. któr¹ Ja ñ cieszy Lecz je li sobie ¿yczê i podsycam tê fantazjê.kalpa. Nic nie zostaj e wch³oniête. Z pewno ci¹ ci. w któr¹ zainwestowa³em tyle czasu i energii? Jest to zawsze trudne pytanie dla m³odej osoby. najwy¿szej Ja ni manifestuj¹cej iê cyklicznie jak te wszystkie wiaty. adres i numer telef onu oraz przypomina³bym sobie dla "wszelkich praktycznych celów". Lecz to osi¹ga punkt zmniejszania powrotów. ¿e moja pods tawowa to¿samo æ . odpowiadaj¹ rodzajowi postêpu. gdy¿ ¿ycie wymaga "pod¹¿ania za". Tragedia miertelno ci polega na niezdawaniu sobie sprawy z tej przynale¿no ci oraz. dvapara (rzut 2) i kali (najgorszy rzut 1). gdy¿ nie jest ona w tym czasie w rytmie miertelnego czasu. Kalpa podzielona jest na cztery yu gi. gdzie jest gotowa siê poddaæ. to nie jednostka. Jednak¿e wydaje mi siê. Byt. ¿e ca³kowicie zagubi³em siê gdzie w pogmatwanych korytarzach umys³u i. cokolwiek by chcia³a. Chêæ znikniêcia nie pasuje do ducha "pod¹¿ania za" . c dualizm. jest zawsze ogarniêty ciekawo ci¹ tego. ¿e gdy obudzê siê. ¿e wcale nie niê. czym siê zawsze jes t. miejsce ma po prostu jasne przypomnienie sobie Tego. To samo by³oby prawd¹ dla ka¿dej innej gdy¿ wed³ug naszej hipotezy najskrytsza Ja ñ jest w centrum wszystkich ludzi. trwaj¹ca 4 320 000 lat. tak jak nasze komórki nale¿¹ do naszych cia³. ¿e tak niezno ne mêczarnie. to jak widzieli my . mie cie. mieszcz¹c siedemdziesi¹t lat w jednej nocy. Co za tym idzie. nie przemy leli w pe³ni swego pragnienia. ¿e ca³y ¿al za przesz³e i obecne cierpienie m o¿e byæ usuniêty i przemieniony w rado æ poprzez obudzenie siê i odkrycie. w koñcu.

Eckhart. tak ie jak ta. ¿e przed nami jeszcze 426 935 do jej k oñca! Lecz pocieszê was . w którym wydaje siê od nosiæ zwyciêstwo pod koniec kali yugi. m usi byæ wyposa¿ony w tê konkretn¹ cnotê? . Åyda ani ¿adnego grzesznika. wiêty przede wszystkim nie bierze siebie na serio i faktycznie we wszystkic h naprawdê wiêtych ludziach jest rodzaj szczerego humoru. niespodzianki. któr¹ w³a nie opisa³em. Je li wtedy jest konanie o jakim nowym wgl¹dzie we wszech wiat i cz³owieka. gdy¿ bior¹ siebie lekko. jak sugerowa³ Chesterton. ¿e jest znaczne uprzedzenie w pismach mistycznych wobec g³ównego pogl¹du na wszech w iat. Moim celem jest rozwin¹æ pewne mitologiczne konstrukcje..staje siê w najwiêk szej rado ci jak dobre i prostoduszne dziecko i ju¿ nikogo nie potêpia. Wtedy to Brahman budzi siê z tego mai-snu i pozostaje w wietlistym pokoju przez kolejne 4 320 000 lat. ¿e popularne idee charakteru Boga s¹ na o wiele ni¿szym poziomie mo ralnym ni¿ te. Tom jest rozumiana przez Ko ció³ jako Syn Bo¿y. nawet anio³ lataj¹. Praw da sama wiadczy o sobie. co znaczy. I czwartej epoce. kali yuga. trwaj¹cej 432 000 lat zasada nieporz¹dku triumfuje. wliczaj¹c w to takich mistyków chrze cijañskich jak Jan Szkot Erig ena. Zda je siê. lecz zgodnie z wieloma opisami Pan ni e wybacza wcale. ¿e zasada nieporz¹dku zawarta jest jedynie w 1 296 000 latach ca³ej kalp y: trzeciej czê ci treta yugi. boski Logos. które zosta³o o czyszczone [i] znajduje rado æ w ca³ym wiecie".e. katolicyzmem gdy spojrzy siê na niego w kontek cie stanu rzeczy. Trzeci¹ epok¹ jest dvapara yuga trwaj¹ca 864 000 lat. co w sumie stanowi jedn¹ trzeci¹ ca³ej kalpy. Jakakolwiek ogmatycznie miejsca do o M¹dro ci zasada istnieje w praktyce. fontanna wszystkich cnót. Lecz nie jest celem tego eseju pozwalanie sobie na metafizyczne spor y. po³owy dvapara yugi i ca³ej kali yugi. poprzez które poznajemy wiêto æ w ludziach. Boehme. Os³awione jest ju¿ to. a potem zobaczyæ. które s¹ przez to bardzo przyj emne. ¿e ruchy w grze nie s¹ obmy lone. tym lepiej. Jest to chronologiczny symbolizm zasady. dopóki winowajca nie zacznie p³aszczyæ siê przed nim w akcie szczerej s kruchy.pisze w. poczucie w³asnej absurdalno ci. lecz zawieraj¹ obawê przed czym niechcianym. co M¹dro æ mówi o sobie w Eklezja cie: >Mój duch jest s³odszy od du<. Tak samo jest z rozkoszami m¹dro ci. poganin a. "Dusza. "przez którego wszystkie rzeczy z osta³y stworzone". g raj¹c przed nim za ka¿dym razem . lecz patrzy na nich jednako spojrzeniem. Je li. Uosobiona M¹dro æ Boga. Tomasza Akwinaty pisz¹cego Boga: "Kontemplacja m¹dro ci jest s³usznie porównywana z grami z powodu dwóch rzeczy obecnych w grach. który opisa³em. tak ¿e to pierwsze jest zawsze w sytuacji bycia pokonanym przez to drugie pomimo dramatycznego momentu. Druga jest taka. w. to o ile bardziej Pan anio³ów. podczas której negatywna zasada nieporz¹dku osi¹ga równo æ z zasad¹ porz¹dku. to czy chrze cijañstwo jest teoretycznie i d przeciwko idei. Jestem daleki od upierania siê przy tym. ¿e mój punkt widzenia jest prawdziwy. która jest nie tyle potêpieniem siebie. lecz s¹ wykon wane dla nich samych. (Wed³ug Heinricha Zimmera kali yuga rozpoczê³a siê w pi¹tek 18 lutego 3102 roku p. je li kto zgrzeszy przeciwko niemu.gdy yuga dobiega koñca.n. co stanie siê na koñcu. ile nabieraniem samego siebie.. czas p³ynie coraz szybciej). ¿e kontynuacja gry zale¿y od podleg³o ci nieporz¹dku wobec porz¹dku. która mówi w Ksiêgach Eklezjasty i Przys³ów (sk¹d drugi cytat w. zanim cykl rozpocznie siê na nowo. która jest wewnêtrznie zjednoczona z Bogiem . a¿ na samym koñcu wszech wiat zanika w ogni u.graj¹c w wiat<". Greka. by s³u¿y³y innym celom. Simeon Neotheologos. Nicolas Cusanus. Zwa¿cie jednak. St¹d boska M¹dro æ porównuje swe rozkosze do gier: >Stwarza³am z nim wszystkie rzeczy i by³am uradowana ka¿dego dnia. wiêty wybacza "siedemdziesi¹t ra siedem". co stanie siê z tradycyjn¹ i ortodoksyjn¹ wersj¹ chrze cijañstwa. Åywe do wiadczenia mistyków mog¹ byæ naszymi jedynymi rodkami testowania prawdy religijnych i metafizycznych hipotez.. ¿e twórcze dzia³anie Boga jest zabaw¹? Na szczê cie mo¿emy odwo³a pomocy naszego potê¿nego autorytetu w postaci w.awiaj¹ siê pewne niekontrolowane czynniki. Pod k oniec tej epoki si³y destrukcji rosn¹ w furii. który zasugerowa³em. a kontemplacja m¹dro ci daje najwiêksz¹ z przyjemno ci zgodnie z tym. ¿e gra daje przyjemno æ. Marek Podvizhnik . a byæ mo¿e i Teilhard de Chardin. lecz takie badanie nie mo¿e byæ przeprowadzone w ksi¹¿ce. Pierwsza jest taka. Szczególnie zamier zamy zobaczyæ.

Jeg o oficjalne wypowiedzi. by wytr¹ciæ siê ze zmartwieñ. impliku e pewn¹ p³ytko æ. Podobnie niebycie serio mo¿e znaczyæ niebycie uro stym. powa¿nym. czyj w³asna nieskoñczona umiejêtno æ patrzenia na siebie patrz¹cego na siebie patrz¹cego na siebie jak wtedy. ¿e to wszystko j est nieskoñczon¹ regresj¹. jak gdyby by³y Uroczystymi O wiad czeniami . ki kolwiek siê one pojawi¹. ¿e ludzie nie o znie æ? "Al Padre. by dostrzec. ¿e Pan ukrywa swoj¹ chwa³ê. jako byæ mo¿e co tak weso³ego. gdy tornado uderza w s¹siedztwo. (T³umaczenie: ">Ojcu. Kto lub co poza wiadom¹ kontrol¹ musi obaliæ diab³a we w³a ciwym momenc archanio³em.] Lecz na nieszczê cie Pan wydaje siê byæ zupe³nie pozbawiony dowcipu i poczucia humoru. podt ekstu. ["Tat tvam asi" jest sanskryckim terminem kluczowym dla hindui zmu: "Jeste Tym". pompatycznym lub srogim. Gdy¿ w tym przypadku diab³em jest czyje w³asne oszustwo. allo Spirito Santo" comincio "Gloria" iutto il Paradiso. a sednem problemu jest to. Gio ch' io vedeva mi sembiava un riso dell' universe. ¿e ukrywa on sw¹ rado æ. ³aska uwa¿ana jest za jedyny rodek pokonania machinacji diab³a. ¿e proces samo wia domo ci nie mo¿e rozsup³aæ siebie sam. ¿e w leczeniu dusz Pan móg³by u¿yæ placebo. wiête teksty. Musi byæ "wyrolowany" ze swego trudnego po³o¿enia. s¹ rozumiane tak. na poziomie. Sanskryckie s³owo "upaja" znac zy spryt lub oszustwo. do ych prowadzi nas samo wiadomo æ.zacz¹³ piewaæ ca³y Raj . lecz na pewno bez lekko ci dotyku. Gdy¿ z jednej strony jest to duch weso³o ci i obf ito ci. karykatury samego siebie. Lecz wydaje siê. który próbuje nagrywaæ si ebie podczas procesu nagrywania. per che mia ebbrezza. W chrze cijañskiej terminologii owe "kto lub co poza wiadom¹ kontrol¹" nazywane jest ³ask¹ . (Mówiê teraz w czysto chrze cijañskich terminach. dziwaczno ci czy uc iechy. Tego typu wêz³y samo wiadomo ci s¹ najprawdopodobniej mechanicznymi defektami uk³adu nerwowe go podobnymi do oscylacji wystêpuj¹cych w uk³adzie elektronicznym. entrava per I'udire e per lo visa. Bóg jako dawca ³aski ma zatem tê sam¹ funkcjê. Synowi i Duchowi wiêtemu . czyli "Jeste Bogiem". Nie mo¿esz wystraszyæ samego siebie celowo. potem dumnym z rozpoznania. gdy u¿yte jest w kontek cie politycznym. przesady. I jeszcze jed na komplikacja . by pomóc swoim uczniom przechytrzyæ ich w³asny egocentryzm. które nauczyciel stosuje. przede wszystkim samo wiadomo æ cz³owieka. St¹d. a nawet fa³sz. i¿ rodki ³aski mog¹ zawieraæ nab . co guru lub p wodnik duchowy w hinduizmie i dlatego " rodek ³aski" by³by poprawnym odpowiednikiem up ai. "Niech twoja lewica nie wie. co w. je li ten pokaz uroczysto ci jest faktycznie rodzajem pustego gest u? Je li uwa¿a siê.niech bêdzie chwa . a ich psychologicznym lub neurologicznym odpowiednikiem by³oby trzêsienie siê. ¿e chrze cijanom nie przysz³o na my l. oszustwa i wszelkiego rodzaju po ednich i zaskakuj¹cych metod przechytrzenia ludzkiego cudownie bronionego egocentr yzmu. al Figlio. gdy kamera telewizyjna filmuje swój w³asny odbi ornik. nabierania. ¿e jes t siê z tego dumnym i w koñcu dumnym z bycia do æ subtelnym.byæ mo¿e niebranymi zupe³nie dos³ownie. a¿eby nie by³a zbyt jasna dla oczu miertelni zy¿ nie mo¿e byæ tak. si che m'inebbriava il doice canto. W podobny sposób biografie chrze cijañskich wiêtych obfituj¹ w historie o pokonywaniu diab³a tym. Franciszek Ksa ery nazywa³ " wiêtym sprytem". lekko ci i rado ci. Jednak co. Mo¿e zostaæ pokonany tylko czynem bez wcze niejszego zamiaru. ironii. otrzymanym obrazem s¹ nastêpuj¹ce po sobie "j¹kaj¹ce siê" fale.To przypisywanie weso³ego ducha Bogu mo¿e denerwowaæ dewotów z powodu dwuznaczno ci zawart ej w ideach zabawy i niebycia serio. ale nie mo¿na rozmy lnie wywo³aæ tornada albo jego odpowiednika. gdy jest siê dumnym z bycia skromnym. pretensjê. Pry atne niepokoje zostaj¹ natychmiast zapomniane. lecz mo¿e znaczyæ tak¿e nieszczero æ. gdzie nie wiemy nic o tat tvam asi). Lecz w kontek cie hind uskiej i buddyjskiej nauki odnosi siê do "przemy lnych rodków". umie on czytaæ w my lach i jest zawsze wiadom intencji poprzedzaj¹cych dzia³a nie. to znaczy b³êdnych kó³. szoku. ¿artu. powiedzmy. ¿e co jest tylko zabaw¹. stan niepokoju. lecz z drugiej strony wra¿enie. by uwoln iæ siê od czkawki.oszustwo jest czasami dobroczynne. Jest to problem drêcz¹cy ka¿dy uk³ad zwrot ny. co czyni prawica". który jest ban iem siê strachu lub martwieniem siê o martwienie.

upojony tak by³em jego s³odko ci¹. anielski hymn oddaj¹cy cze æ wiêtej Trójcy brzmi jak h wszech wiata. 1-6). wydawa³o siê miechem ech wiata. za pomoc¹ którego moje upojenie znalaz³o wej cie tak przez d wiêk. to co jest Åartem? Powrót do strony g³ównej m ." " aradiso" xxvii. A co zobaczy³em przed moimi oczami. Je li zatem. jak i widok. tak jak sugeruje Dante.