You are on page 1of 24

BEZPŁATNA GAZETA REGIONU BYDGOSKIEGO| nr 9 | 29 LISTOPADA 2013 | ISSN 2084-9017

FELIETONY str.2

R

Moje zespoły były przygotowane

ozmowa z Dariuszem Pasieką, mieszkańcem Osielska, zastępcą dyrektora Szkoły Trenerów PZPN, byłym szkoleniowcem Arki Gdynia, Cracovii i klubów niemieckich

Szukaj nas online

Zdzisław Szubski po swoich sukcesach uczy innych 8

Gmina Osielsko

Mieszkanka gminy jest najlepsza na świecie w fitnessie 10

*** Gmina Białe Błota *** Koronowo

Nikt nie układa kwiatów lepiej niż ona 12

Życie, śmierć i gwiazda porno
By nie targnąć się na życie albo zapaść na chorobę psychiczną zabijają czas twórczością - piszą, rzeźbią, malują, wydają gazetę i prowadzą radio. Więźniowe Zakładu Karnego Koronowo każdego dnia walczą o chęć istnienia

Wracamy do tematu parku w centrum 14

*** Gmina Sicienko ***

Gmina Dąbrowa Chełmińska
Mieszkańcy koncertują charytatywnie 16

Następny numer 13 grudnia

2

light

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl Piątek 29 listopada 2013 r.

Red. Aleksandra Radzikowska czeka na informacje

Masz dla nas temat?

Kontakt pod numerem: 537 049 739
stopka redakcyjna

Redakcja „Poza Bydgoszcz”

FELIETON
Powietrze bezalkoholowe
TOMASZ WIĘCŁAWSKI

FELIETON

Złotoria, ul. 8 marca 28 redakcja@pozabydgoszcz.pl

Wydawca
Goldendorf

Prezent na kredyt
AGNIESZKA KORZENIEWSKA

Redaktor naczelny
Radosław Rzeszotek goldendorf@goldendorf.pl

Sekretarze redakcji
Agnieszka Korzeniewska (aga@tylkotorun.pl), Tomasz Więcławski (GSM 535 405 385)

N

ie sposób patrzeć na świat na trzeźwo. Każdy, kto chociaż raz zasmakował alkoholu wie, że to droga w jedną stronę. Jedni nazywają to tępieniem nadwrażliwości, inni lekiem na smutki, kolejni środkiem przeciwbólowym. Jak zwał, tak zwał. Na tej szerokości geograficznej i w tym klimacie nie pije tylko ten, kto podpierdala. Za mało słonecznych dni, za długo ziąb i chłód. Za krótkie wiosna i lato, kiedy dziewczyny zakładają przykrótkie kiecki. Dzisiaj Jana, jutro Piotra, pojutrze Andrzeja – każdy powód jest dobry, żeby się napić. Piją wszyscy. Bogaci i biedni, profesorowie i ci, którzy skończyli podstawówkę. Nie ma znaczenia z jakiego pochodzisz domu, czy jeszcze na śniadanie kawior czy jajecznicę ze śmierdzącego, ostatniego jajka. Każdy lubi się czasem upodlić. Żeby potem powstać jak feniks z popiołów. Przynajmniej tak sobie to tłumaczymy dobijając o czwartej nad ranem ostatnią bez gazu szklankę. Potem jest krótkotrwały moralniak, który

i tak niczego nie zmienia. Następnym razem tankuje się znów więcej i więcej. Towarzystwo jest ważne, ale nie najważniejsze. Odnajdujemy w sobie bez trudu duszę ekstrawertyka i melancholika. Jest jednak takie miejsce, gdzie znacznie dotkliwiej odczuwa się abstynencję. Ból fizyczny, o ile ktoś wierzy w tego rodzaju skutki nadużywania alkoholu, mija bardzo szybko. Znacznie trudniej pogodzić się z utrata wolności – możliwości decydowania o tym, kiedy trzeźwy jesteś, a kiedy nie. Pogodzić się z siedzeniem w ciasnej celi można zawsze. Do zakonu człowiek też by poszedł, gdyby sytuacja tego wymagała. Człowiek zdolny jest do wszystkiego. Zjadłby bliźniego, gdyby musiał. Traci jednak całą swoją wolność, gdy zabiera mu się powietrze. Wcale nie mówię o tym, że odbiera się mu możliwość wdychania życiodajnej mieszaniny azotu, tlenu i domieszki dwutlenku węgla. Powietrze ma znacznie inny smak, gdy jest bezalkoholowe.

N

a pewno przyjdą, nawet gdyby miał padać deszcz, a na termometrach widniała temperatura grubo powyżej zera. Przyjdą na bank, bo tak było, jest i będzię zawsze, jak świat światem. Najwyżej nas nie będzie, ale święta przyjdą. Tylko dlaczego reklamy, witryny sklepowe, czy ulotki rozdawane na ulicach, przypominają mi o tym już od początku listopada? Polak kocha tradycję, bo tradycja - rzecz święta. Tymczasem próbuje się nam narzucić zwyczaj celebrowania zakupów, konsumpcjonizmu i stylu „zastaw się, a postaw się”, której korzenie sięgają zachodu i dalekiego zachodu. Ale jak to pogodzić z faktem, że ten zachód stać jednak na więcej, niż nas? Ten kto ma więcej, może wydawać więcej i wcześniej, przynajmniej jeśli chodzi o święta. Napędzanie gospodarki kupowaniem ponad stan prowadzi do tego, czego obecnie doświadczamy. Jak wielkiej mądrości zatem

potrzeba, aby nie ulec pokusie zakupów, na kóre nas zwyczajnie nie stać? Nieustannie wystawiani jesteśmy na obstrzał „tanich kredytów”, które przecież i tak trzeba będzie spłacić, a przy spłacaniu nikt nie będzie nas pytał, czy było nas na nie stać w momencie zawierania umowy. Niewielu jednak o tym pamięta i z ułańska fantazją mówi „jakoś to będzie”. Z tego potem rodzą się prawdziwe problemy, ale w rozwiązywaniu ich nie pomaga myśl, że wcześniej była świateczna chwila przyjemności... Niektórym trudno uwierzyć w to, że małe rzeczy cieszą najbardziej, ale tak po prostu jest! Więc kiedy przejdzie nam przez myśl wzięcie kredytu na poczet zakupów świątecznych, puknijmy się mocno w głowę, aby za chwilę nie zapukał do naszych domów gość niemile widziany, szczególnie w tych trudnych czasach.

Dział reportażu i publicystyki
Maciej Koprowicz, Marcin Tokarz, Monika Olender

Dział informacyjny
Łukasz Piecyk, Jacek Laskowski, Aleksandra Radzikowska

Sport
Aleksandra Radzikowska

Zdjęcia
Adam Zakrzewski, Łukasz Piecyk, Maciej Pagała

REKLAMA
Małgorzata Kramarz (GSM 607 908 607), Karol Przybylski (GSM 665 169 292) Kinga Baranowska (GSM 796 302 471), Anna Nowak (GSM 512 390 244) reklama@pozabydgoszcz.pl

Skład
Studio Tylko Toruń

Druk
Express Media Sp. z o.o.
Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń. *** Na podstawie art.25 ust. 1 pkt 1b ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych Agencja Public Relations Goldendorf zastrzega, że dalsze rozpowszechnianie materiałów opublikowanych w “Tylko Toruń” jest zabronione bez zgody wydawcy.

ISSN 4008-3456

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 25 października 2013 r.

reklama

3

4

region

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 29 listopada 2013 r.

Życie, śmierć i gwiazda porno
By nie targnąć się na życie albo zapaść na chorobę psychiczną zabijają czas twórczością - piszą, rzeźbią, malują, wydają gazetę i prowadzą radio. Więźniowe Zakładu Karnego Koronowo każdego dnia walczą o chęć istnienia

W

Marcin Tokarz

ięzienne mury dobrze chłoną wybuchy wściekłości. Skazańcy mogą tłuc w nie pięściami, ale te nie ustąpią tak jak człowiek, który woli oddać portfel, niż stracić życie. Głuche na desperacje, namawiają do przemyśleń. Ich następstwem są funkcjonujące w koronowskim Zakładzie Karnym redakcja prasowa „Za Żelazną Bramą” i Zespół Twórczości Artystycznej. Ludzie, którzy mają na rękach krew uwierzyli, że jest jeszcze szansa ją zmyć. Jeśli więzienie jest zupełnie innym światem, to co robi w nim pracownia artystyczna, których na zewnątrz tak wiele? Z każdego jej kąta aż bije wrażliwością na piękno, tak ludzkiego przecież odruchu. Na stołach leżą rozmaite, bardzo ostre narzędzia. Tu służą do obróbki drewna. W złych rękach całe pomieszczenie mogłoby się stać salą tortur. W razie czego w kieszeni mam urządzenie, którego przycisk ściągnie zastępy strażników. - Gdy będzie panu grozić niebezpieczeństwo, proszę tego użyć i wołać o pomoc - poinformował mnie funkcjonariusz, zaraz po tym jak oddałem mu

wszystkie rzeczy, które były potencjalną bronią dla skazanego. Nic złego się jednak nie dzieje. Marcin - recydywista - pokazuje nam kolejne dzieła. Dłonią gładzi wykonywane na prezent łóżeczko dla psa. Przechodzi do pieczołowicie przygotowywanych odlewów. Odsłania jeszcze niedokończone krzesła ze szkarłatnym obiciem. Na ścianach pracowni wiszą liczne rysunki i obrazy nagich ślicznotek. Więźniów przy pracy obserwuje Aletta Ocean. Gdyby gwiazda filmów porno była czymś więcej, niż tylko zdjęciem w kalendarzu, bez wahania zdarliby z niej resztę bielizny... - Wyobrażasz sobie przez 17 lat nie dotknąć nawet cycka kobiety? - pyta 44-letni mężczyzna, obmacując sylwetkę niewidzialnej piękności. - Tutaj nie ma widzeń intymnych.
Różowy osiołek

Marcin nie ma perspektyw wyjścia na wolność. Jednak tryska dobrym humorem. Mijanemu w drzwiach klawiszowi każe wciągnąć gruby brzuch, bo idzie kupa mięśni. Wchodzimy do jego prywatnego warsztatu. Na stole trwają prace nad perfekcyjną rzeźbą grzyba. - O takiego, tylko jeszcze wymalowanego borowika, dam swojej mamie - wyznaje Marcin odsiadujący wyrok za po-

dwójne morderstwo, w którego rękach dłuto mogło być kiedyś narzędziem zbrodni. - Mamę widziałem niedawo. Myślę, że już mi wybaczyła... Zapewnia, że przed swoją zbrodnią wiódł rodzinne życie. Gdy usłyszał wyrok dożywocia, z konkubiną rozstał się w zgodzie. - Oj, było głośno jak tego mordercę do Koronowa przywieźli - opowiada Władysław, mieszkający w bliskim sąsiedztwie Zakładu Karnego. - Podobno miał zero skrupułów jak zabijał... Jego kartoteka od początku budziła respekt wśród współwięźniów. W spokoju mógł tworzyć miniatury żaglowców oraz pisać do więziennej gazety. - To nawet nie pasja, ale narzucanie sobie obowiązków zabijających czas tłumaczy barczysty skazaniec. - Co miałem zrobić? Powiesić się? Inną opcją jest psychiatryk i wcinanie piguł, po których ledwo się kojarzy. W celi mordercy na sznurze wisi tylko różowy osiołek. 12 lat temu dostał go od 6-letniej córeczki. Chciała pocieszyć ojca-osła, który nigdy więcej nie mógł się z nią pobawić.
Naczelny na wolności

Siedziba radiowęzła i redakcji „Za Żelazną Bramą” znajduje się obok świe-

tlicy. Piotr, łysy, wytatuowany na przedramieniu mężczyzna, sięga ręką do przełączników wzmacniacza. Z kolei, ubrany w bluzę z kapturem Damian, zajmuje się właśnie edycją tekstów. Tu kamera obserwuje ich pracę. - Piotr woli odsiedzieć swoje do końca, bez ubiegania się o zwolnienie warunkowe - mówi Krzysztof Schymański, Wychowawca Kulturalno-Oświatowy z ZK w Koronowie, pod którego okiem rodzi się kolejny numer „Za Żelazną Bramą”. - Zanim tu przybył, nigdy wcześniej nie miał kontaktu z komputerem. Teraz odpowiada za edytowanie tekstów, obsługę radiowęzła i introligatorni. Więzienny miesięcznik ukazywał się regularnie, dopóki na warunkowym nie wyszedł „Nosek” - redaktor naczelny. Ktoś musiał wziąć na siebie jego obowiązki. - Ostatni rok pizgnął mi nawet nie wiem kiedy - mówi naładowany energią Piotr, ksywa „Vinci”, który niejedno w życiu zmalował. - To „Nosek” mnie wszystkiego nauczył. Teraz ja przekazuję wiedzę dalej. Wysoki, 27-letni Damian odsiaduje 8 lat za kradzieże i handel metamfetaminą. Przez wyrok stracił dziewczynę, ale nie rozpacza. Jest dumny z tego, czym się obecnie zajmuje. - Praca w radiowęźle i redakcji jest

zupełnie inna od tego, co robiłem na zewnątrz - przyznaje Damian trzymający w ręku tekst pt. „Przemijanie”. - Przede wszystkim uczciwa, choć trudna, bo dostęp do świeżych informacji mamy bardzo ograniczony.
Sufit spadnie na głowę

Piotr utrzymuje, że wyrok za pobicie ze skutkiem śmiertelnym odsiaduje niesprawiedliwie. Wiedział, że zwariuje, jeśli bezczynnie spędzi 10 lat za kratami. - Ileż można gapić się w sufit? - pyta 37-letni recydywista, który połowę swojego życia spędził w więzieniach. - W końcu spadnie na głowę. Wy, jak się wkurzycie, trzaskacie drzwiami i wychodzicie. My musimy tłumić gniew w ciasnych czterech ścianach. Za kratami mówi się tylko o popełnianych dawniej przestępstwach. Piotrowi brakuje właśnie poważnych rozmów, które prowadził kiedyś z siostrą, matką i ojcem. Ich namiastkę miał nadzieję poczuć po lekturze, przekazanej mu przez klawisza, wiadomości. Zamiast tego osunął się na podłogę. Siostra zginęła w wypadku. Kilka lat później do więzienia przyszły jeszcze dwa listy... Życie mamy i taty zgasło. Światło w celi też. Nie widać, że więzień płacze.

Elfy pomkną jak błyskawice
Urząd Marszałkowski podpisał z firmą Pesa umowę na dostarczenie 5 nowoczesnych pociągów
Nawet 120 km/h będą jeździły pociągi na trasie Bydgoszcz Główna - Toruń Wschodni. Marszałek podpisał z Pesą kontrakt, który opiewa na ponad 82 miliony złotych. Za te pieniądze bydgoska firma wyprodukuje dla naszego województwa 5 Elfów, czyli wysokiej klasy pociągów. Pierwszy tabor pojawi się na trasie projektu BiT-City w pierwszym kwartale 2014 roku. Specyfikacja pociągów robi wrażenie, bo poza stosunkowo dużą prędkością, stanowczą odbiegają od tego, do czego przyzwyczaili się podróżujący koleją. Każdy z zakupionych pociągów pomieści ponad 400 osób, z czego połowa będzie miała miejsca siedzące. Będą także w pełni przystosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych. Aktualnie do rzadkości można zaliczyć pociągi z automatyczną klimatyzacją i zadbanymi toaletami. W przypadku Elfów będzie to w standardzie. Mają posiadać także rozbudowany system audiowizualny (m. in. na potrzeby prezentacji informacji związanych z trasą) oraz bezprzewodowy dostęp do internetu. Mają być także cichsze, a za sprawą procesu rekuperacji w czasie hamowania siła pociągu będzie przekształcana w energię elektryczną i przekazywana do sieci trakcyjnej. Nowe pociągi przełożą się także na częstotliwość ich kursowania między Toruniem a Bydgoszczą. Docelowo w godzinach szczytu będą ruszały co 30 minut, a wciągu dnia - co godzinę. W 2014 roku na tory wyruszy 4 z 5 zamówionych taborów (z czego dwa w drugiej połowie roku). Ostatnim przejedziemy się w 2015 roku. Nowe zamówienie to efekt realizacji projektu „Zakup taboru kolejowego dla Szybkiej Kolei Metropolitalnej BiT-City”. W ramach samego BiT-City prowadzone są także remontowe i modernizacyjne na torach między Bydgoszczą a Toruniem. Prace w tym zakresie mają zakończyć się w połowie 2015 roku. Skrócą one czas podróży pomiędzy stolicami naszego województwa o ok. 25 minut. Dzięki temu możemy liczyć na podróż nie dłuższą niż trzy kwadranse. Przypomnijmy, że w ramach BiT-City otwarto przejazd pod torami w Solcu Kujawskim, który umożliwia swobodny przejazd przez miasto w czasie nadjeżdżania pociągu. Nowe rondo w pobliżu wiaduktu to przyczynek do drugiego etapu tej inwestycji, który zakłada budowę platformy obsługi pasażerów. (ŁP)

Fot. Maciej Pagała

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 4 października 2013 r.

Miała matka syna, syna jedynego
J
Tomasz Więcławski
ózef zawsze marzył o córce. Żony nie kochał nigdy, chociaż urodziła mu pięciu synów. Najpiękniejszy nie był, a ona strasznie się nie opierała. Pierwszego kajtka „zmajstrowali”, gdy ledwo skończył 18 lat. Ona miała szesnaście. Rodzice dali na zapowiedzi. Nie było odwrotu. Słowo się rzekło, kobyłka u plota. Wrzask. Ten nieszczęsny jazgot budził go co noc. Mały Stasiek wył, jakby go ze skóry obdzierali. Ojciec nie znał słowa „klaps”. Lał pierworodnego od małego. Wiedział, że jest jego, bo ruda czupryna od razu wskazywała na te same geny. Żonę gonił do roboty niemiłosiernie. Piętnaście krów musiała rano i wieczorem wydoić własnymi rękami. Wcześniej gnój wywalała, ziemniaki zbierała i słomę wrzucała na wóz. Była młoda. Miała dużo siły. Wierzyła, że on się zmieni. W pierwszy piątek miesiąca ciągnęła, najpierw Staśka, a potem Radka i Andrzeja, za sobą do kościoła. Przed obrazem, w starym, zapuszczonym pokoju, klękali co wieczór. Ojciec nigdy z nimi nie był. Wolał na strychu łoić wódę i grać w karty. Potem schodził, w spodniach zawieszonych na szelkach, na dół. Brał co swoje, czy chciała czy nie. Żona musi dać - Ślubowałaś, to teraz rozkładaj nogi - mówił tonem nieznoszącym sprzeciwu. - Dajesz wszystkim sąsiadom, a mi nie chcesz? Myślisz, że nie wiem? Najcnotliwsza nie była, ale ideał w domu również nie mieszkał. Nie raz mówiła sąsiadkom, że jabłko spadło jej na głowę, gdy trzęsła jabłonką. Twarz i ręce miała w kololendarz, część łowiła w chałupie białe myszy, kilku zastanawiało się, jak wydłubać z tyłka esperal. Z wiecznie przyklejoną do ust fajką przemierzał zygzakiem dziurawą drogę. Po wejściu do unii asfalt położyli. Jemu jednak było bez różnicy. I tak nie był w stanie jechać prosto. Tabliczki mnożenia nie znała Żona mogła odetchnąć gdy wychodził z domu. Czasem nawet synowie zdążyli jej pokazać, czego się uczą. Nie rozumiała mechatroniki i instalacji elektrycznych. Nie za bardzo wiedziała czym są ułamki, bo tabliczki mnożenia nie zdążyła się nauczyć. Podziwiała Staśka, który po angielsku, niemiecku i rosyjsku umiał się dogadać. Ze starych słowników się nauczył. Pod kołdrą przy świetle latarki czytał je w nocy. Nie wiedziała nawet od kogo je pożycza. Nie mogła mu dać pieniędzy na naukę. Sama nie miała nawet na nowe majtki. Dumna była jednak bardzo, gdy dyrektor na apelu wyczytał jej imię. Mówił o jakiejś nagrodzie ministra. Gratulował, że wychowała go na ludzi, że razem z Józkiem wychowali. Nigdy jeszcze, jak wtedy, słodkie były jej łzy. W końcu wszyscy wyjechali. Nie mogli w jednym domu zmieścić się z potworem, którego nazywali ojcem. Kochali go, chociaż nie bardzo wiedzieli za co. Jednocześnie nienawidzili, bo tak kochali matkę. Wszyscy szybko znaleźli pracę. Szczęśliwej drogi już czas? Stasiek znał tyle języków, że w Gdyni poradził sobie w mig. Oprowadzał zagraniczne wycieczki. Opowiadał im o Stoczni, Neptunie. Wałęsie i Solidarności. Słuchali go wszyscy - Holendrzy, Niemcy, Anglicy. Zarabiał i

region

5

Biegł coraz szybciej. Wiedział, że jeżeli się zatrzyma, zginie. Ojciec nie pierwszy raz wpadł w furię. Pił odkąd pamiętał. Trzeźwy nie był nawet na jego komunii. Flaszka zawsze stała obok łóżka. Teraz gonił go z wielkim, świerkowym kołkiem. Plecy chłopaka nie zdążyły się jeszcze zagoić po ostatnim razie. Nie mógł uciec z domu. Matkę kochał jak nikogo na świecie
mógł wysłać matce pieniądze, żeby w końcu miała coś swojego. Nie wiedział, że listonosza pierwszy witał „tatko”. Dalej nie miała na nowe majtki, ale duma przepełniała każdą komórkę jej ciała. Radek pracował w biurze, Arek założył własną firmę budowlaną, a Władek pracował w państwowej straży. Wszyscy gdzieś obok siebie, ale oddzielnie. Każdy poszedł na swoje. Za brata dałby się jednak pokroić. Ludzie ich szanowali, bo dobry mieli charakter. Nigdy nie chcieli jednak rozmawiać o swoim dzieciństwie. Andrzej projektował sieci elektryczne. Na inżyniera się uczył. Matka czekała na niego w domu. Miała pod łóżkiem dyplom, który wręczał jej dyrektor. Miał przyjechać ze swoją żoną. Nawet na ślubie nie była, bo „stary” jej zabronił. Młodzi spodziewali się dziecka. Tak bardzo chciała ich zobaczyć. Wiedziała, co przeszedł i jak bardzo to wszystko przeżywał. Na szczęście przyszły jego szczęśliwe dni. Ona już nawet na takie nie czekała. - Ważne, że synom się udało - mówiła sąsiadom. - Jestem szczęśliwa. Zadzwonił telefon. Gotowała właśnie zupę. Józka nie było. Kiedy on jednak był w dzień w domu? Andrzej bardzo lubił rosół. Już jutro miał zajechać na podwórze. Dzwonili ze szpitala... Próbowali... Za późno.... W łazience... Powiesił się? Ocknęła się. Był już wieczór. Wiedziała jednak, że to nie sen. Nalała mężowi zupy. Ostatni raz. Położyła się. Wylew. Karetka na wieś nie jedzie 10 minut. Minął tydzień. Józek na śluby nie jeździł. Na dwóch pogrzebach był. Nie płakał. Ocknął się o 6 rano. Łyknął z butelki. Wsiadł na rower i pojechał pod sklep. Wczoraj pierwszy raz ganiał myszy. Jakieś takie białe się na strychu zalęgły.

rach tęczy. Sąsiedzi mieli swoje problemy. - Znowu Józek drze „japę” - śmiali się wielokrotnie. - Zaraz jej przyłoży i na jakiś czas będzie cicho. Do Staśka, Radka i Andrzeja dołączyli Arek i Władek. Najstarsi mieli już naście lat. Ojciec nigdy najsilniejszy nie był. Wiedział jednak, jak uderzyć kołkiem czy kijem od wideł, by zabolało. Matka nauczyła ich jednak tego, że ręki na tatę się nie podnosi. Szybko jednak wiedzieli, że na „tatę” trzeba sobie zasłużyć. Wiele nocy przepłakali wspólnie w stodole słysząc, jak ojciec znów leje w kuchni matkę. Tym razem nie zdążyła mu na czas zrobić kolacji. Doiła krowy, a on, wcześniej niż zwykle, wrócił swoim rowerem spod sklepu, Nie dopił dziś, a ona nie chciała dać mu ostatniej dychy na kolejnego „buzona”. Chłopakom miała za to kupić rano chleb. Już starczyło, że w podartych butach musieli chodzić do szkoły. Ich ojciec i matka ledwo podstawówkę

skończyli. „Stary” chyba nawet nie do końca, bo nikt nigdy świadectwa nie widział. Oni wiedzieli jednak, że nauka jest ich jedyną szansą. W szkole próżno było szukać zdolniejszych. Książki z wiejskiej biblioteki pochłaniali jedna za drugą. Poznawali w nich piękniejsze kolory świata niż te, które widzieli w szaroburym, popadającym w ruinę gospodarstwie. Najlepiej uczył się Andrzej. Matka była zdziwiona, gdy poszedł do technikum. Jego starsi bracia bez problemu radzili sobie w najlepszym liceum w pobliskim mieście. Świadectwa z czerwonym paskiem, to była norma. Ojciec nie pałał jednak miłością do literatury. Nie bardzo umiał nawet płynnie czytać. „Darmozjady” - tak na nich wołał, gdy uczyli się zamiast pielić buraki. - Jesteście jak wasza matka - mówił do synów. - Całe życie na was i na nią będę robił. Parobka, kurwa, sobie najęliście. Potem wsiadał na rower i jechał pod sklep. Kilku kompanów kopnęło już w ka-

Fot. Maciej Pagała

Dresy zamiast garniturów
Samorządowcy z powiatów toruńskiego i bydgoskiego rywalizowali w zawodach sportowych w Górsku. Śmiechu było co nie miara. Rzadko ogląda się starostę biegającego z jajkiem na łyżce. Gospodarze byli bardzo gościnni. Bydgoszcz wygrała zdecydowanie

6

region

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 29 listopada 2013 r.

Tomasz Więcławski

O

rkiestra dęta z Rzęczkowa przygrywała wchodzącym na arenę zmagań zawodnikom. II Samorządowy Festyn Sportowy rozpoczął się z pompą godną zmagań zawodowych sportowców. Emocji nie brakowało. Liczyła się dobra zabawa, ale widać było, że nikt przegrać nie chce. - W Górsku organizujemy co roku

wiele imprez, a nasza sala gimnastyczna i obiekty sportowe nie świecą pustkami - mówi Andrzej Walczyński, dyrektor Zespołu Szkół w Górsku. - Ta impreza ma jednak w sobie coś wyjątkowego. Codziennie spędzający wiele czasu za biurkami urzędnicy mogą odreagować i poprzez sport zintegrować się. Zabawowego tonu imprezie nadali na samym początku starostowie, którzy wymienili się koszulkami. Pracownicy starostw i reprezentacji gmin leżących w ich ramach rywalizowali w dziesięciu

konkurencjach sportowych. Każda drużyna składała się z dziesięciu zawodników. Rozpoczęli od darta, a skończyli na obieraniu ziemniaków. Grali w piłkę, biegali w płetwach, dmuchali balony i przemierzali tory przeszkód z różnymi przyrządami w rękach. Każdy upadek kwitował jednak uśmiech na twarzy i salwy śmiechu. Dzielnych zawodników publiczność nagradzała brawami. - U siebie nie można wygrywać mówił Dariusz Meller, wicestarosta toruński. - Daliśmy więc Bydgoszczy

fory. Ciekawe czy za rok oni będą tacy gościnni. Końcowy werdykt brzmiał 126 - 112 dla powiatu bydgoskiego. Po ogłoszeniu wyników wręczono puchary i nagrody dla uczestników festynu, a także drobne upominki dla zaproszonych gości. Starostowie, na zakończenie imprezy, zaprosili uczestników na kolejny, trzeci już festyn samorządowy, który w przyszłym roku odbędzie się na terenie pod Bydgoszczą. Chęć organizacji natychmiast zgłosili włodarze gmin Nowa

Wieś Wielka oraz Koronowo. Decyzja o organizacji zostanie podjęta w najbliższym czasie. - Głównym celem organizowanego corocznie festynu jest integracja samorządów wszystkich gmin obu powiatów oraz wzajemne poznanie się i nawiązanie aktywnej współpracy - mówi Mirosław Graczyk, starosta toruński. - Przykładem wspólnej inicjatywy jest chociażby budowa ścieżki rowerowej z Torunia do Zalewu Koronowskiego.

Wybuch spowodował masową histerię
O zagrożeniu spowodowanym starzeniem się i remontami gazociągów oraz kontrolach zapewniających bezpieczeństwo odbiorców gazu, z doktorem Mariuszem Łaciakiem z Katedry Inżynierii Gazowniczej Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, rozmawia Tomasz Więcławski
Ostatnia katastrofa w Jankowie Przygodzkim pokazuje, że wybuchy gazu niosą duże spustoszenie. Był pan wielokrotnie uczestnikiem wizji lokalnych w podobnych przypadkach. Można już mówić o prawdopodobnych przyczynach tego zdarzenia? Moje spostrzeżenia niewiele się różnią od tego, co jest oficjalnie głoszone. Dzisiaj (rozmawiamy w środę 20 listopada - przyp. red.) pojawiła się informacja na stronie Gas-Systemu, że mogła się osunąć ziemia składowana przy budowie nowej nitki (700 -milometrowej). Jej nacisk na stary gazociąg mógł doprowadzić do jego awarii. W wyniku tego nastąpiło rozszczelnienie, wyciek gazu i zapłon, o którego przyczynach trudno w tym momencie jednoznacznie wyrokować. Muszą to stwierdzić na miejscu biegli. Błąd ludzki decyduje o takich katastrofach? Czy mamy do czynienia w Polsce z wieloma starymi gazociągami, które sukcesywnie będą się rozszczelniały i będzie więcej tego rodzaju wypadków? Musimy uściślić jedną rzecz. Wcale nie wiek gazociągu decyduje o jego jakości. Stalowe konstrukcje podatne są na korozję, to prawda. Nie oznacza to jednak, że pięćdziesięcioletni gazociąg nie może być w lepszym stanie od dziesięcioletniego. Od czego to zależy? Nie jest tak jak z linią energetyczną, gdzie wiek ściśle wpływa na jej stan. Jeżeli gazociąg jest odpowiednio chroniony antykorozyjne, był dobrze zaizolowany i poprawnie prowadzona była jego kontrola, to może on, teoretycznie, wytrzymać nawet sto lat. Jeżeli jednak te warunki nie są spełnione, to wszyscy wiedzą, jak szybko koroduje stal. Kilka lat i dana nitka może być zupełnie nieużyteczna. Na aspekt leciwości systemu przesyłu gazu ziemnego w Polsce nie kładłbym największego nacisku. Nie ma więc zagrożenia kolejnymi masowymi awariami? W moim odczuciu nie ma. W Jankowie doszło do sytuacji wyjątkowej. Rozmawiałem z wieloma osobami i „najstarsi gazownicy” nie pamiętają takiej tragedii. Jest trochę prawdy w powiedzeniu, że starych gazociągów nie powinno się ruszać. Rurociąg, to tylko rurociąg, znajduje się pod dużym ciśnieniem, stal nie jest pancerna, a wszystko jest pospawane. Pod ziemią nie powinno się na to specjalnie oddziaływać. Kolejne prace budowlane zawsze niosą pewne zagrożenie awarią. we wszystkich sferach życia. To wydarzenie, chociaż może nie powinienem tak mówić, jest bardzo efektowne. Telewizje mogą nakręcić wiele płonących budynków, a prasa ma spektakularne zdjęcia. Niewiele ma to jednak wspólnego z wiedzą na temat bezpieczeństwa przesyłu gazu. Adekwatne wydaje się porównanie do wypadków lotniczych i samochodowych. W tych pierwszych zazwyczaj ginie kilkadziesiąt lub kilkaset osób. Na drogach jednak ofiar są rocznie tysiące. Statystyki są nieubłagane. Wypadków związanych z wybuchami gazu ziemnego jest niewiele. Są takie miejsca w naszym kraju, gdzie występuje kumulacja „starych” gazociągów? Trudno to jednoznacznie wskazać. Wiadomo, że taka infrastruktura znacznie szybciej rozwijała się kiedyś na południu naszego kraju. Stąd też tam mamy do czynienia z większą ilością bardziej leciwych nitek przesyłowych. Nie mamy się czego bać? Wybuch spowodował masową histerię. Nie uważam jednak, by była ona uzasadniona. Chociaż wypadki zdarzyć się mogą zawsze.

Ekspert w dziedzinie przesyłu gazu uspokaja. Jego zdaniem, masowych wybuchów nie będzie. W Polsce skrupulatnie przeprowadza się kontrole gazociągów? Czy działamy jak na innych polach, gdzie trzeba tragedii, żeby pójść po rozum do głowy? Wiem, co chce pan powiedzieć. Nie mam jednak podobnych obaw. Operatorzy przesyłowi gazociągów nie mogą nie dbać o stan infrastruktury, Jak sam pan widzi, awaria dotyka nas wszystkich. Nie da się zatuszować uchybień, do których się dopuści. Prowadzone są również wewnętrzne kontro-

Fot. NADESŁANE

le, które mają wykluczać możliwość niestaranności w tej mierze. Od solidności zależy bowiem życie wielu ludzi. Najwyższa Izba Kontroli zastanawia się jednak nad ogólnopolską kontrolą? Traktuję to trochę, jako działanie pod „publiczkę”. Stała się tragedia niewyobrażalna. Pełna zgoda. Nie ma jednak przesłanek by twierdzić, że stanie się to, w jakimkolwiek stopniu, regułą. Wypadki zdarzają się

Fot. Łukasz Piecyk

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 29 listopada 2013 r.

Rzeźnik w owczej skórze?
P
rokuratura Bydgoszcz-Północ prowadzi śledztwo w sprawie funkcjonowania działalności gospodarczej bez wymaganych zezwoleń. Mieszkaniec Koronowa, Krzysztof R., jest podejrzany o przetwórstwo produktów pochodzenia zwierzęcego, które zagrażają zdrowiu ich konsumentów. Mieszkańcy są zszokowani. Nie zdawali sobie sprawy, że najlepszy rzeźnik w mieście ma coś na sumieniu. Teraz grozi mu nawet kara pozbawienia wolności. Siedziba zakładu mięsnego przy Szosie Kotomierskiej w Koronowie wygląda jak forteca. Kamery obserwują dzwoniących na domofon. Właściciel posesji odgrodził się żelazną bramą od nieproszonych gości, w tym inspektorów weterynarii. 24 października Krzysztof R. policję i śledczych musiał jednak wpuścić. To, co zastali, nie powinno mieć miejsca od 2007 roku, kiedy działalność została wykreślona z rejestru powiatowego lekarza weterynarii. - W zakładzie mięsnym mieszczącym się przy ul. Szosa Kotomierska znaleźliśmy 13 żywych tuczników, 33 ubite świnie oraz ok. 4 ton mięsa i wędlin - informuje Adam Lis z Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Północ. - Na miejscu przeprowadzono oględziny, powołano biegłego, który zbadał, czy warunki produkcji mogą narazić stan zdrowia konsumentów wytwarzanej żywności. Na podstawie wyników wszczęliśmy śledztwo przeciwko właścicielowi. Krzysztof R. do 24 października swoje produkty sprzedawał nie tylko w samej siedzibie zakładu, ale również w sklepie przy ul. Bukowej w Koronowie. Wszczęte przez prokuraturę śledztwo zakończyło ten precedens. - Z informacji jakie udało nam się zebrać możemy jednoznacznie stwierdzić, że do dnia 24 października w ofercie sklepu przy ul. Bukowej były dostępne produkty pochodzące z zakładu mięsnego mieszczącego się przy Szosie Kotomierskiej - podaje Renata Zborewska-Dobosz, Rzecznik Prasowy Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Bydgoszczy. - Ten stan zmienił się wraz z wszczęciem śledztwa przez prokuraturę. Mieszkańcy Koronowa są zaskoczeFot. Adam Zakrzewski

region

7

Po wkroczeniu do zakładu mięsnego w Koronowie śledczy i inspektorzy weterynarii zastali miejsce nielegalnego uboju i przetwórstwa. Czy właściciel mógł produkować żywność?
- Mam 54 lata, a pamiętam, że jako mała dziewczynka, co poniedziałek odwiedzałam z mamą sklep pana Krzysztofa - wspomina Małgorzata, kasjerka w sklepie, z którego niedaleko jest do zakładu mięsnego. - Ktoś musiał na niego naskarżyć. Pewnie konkurencja. Ci co jedli, zawsze tam wracali. Sami właściciele uważają na każde wypowiedziane słowo. Przyznają jedynie, że ich wyroby zawsze były szanowane. Odmawiają jednak komentarza w sprawie prowadzonego przeciwko nim śledztwa. Sprzedawczyni w sklepie mięsnym przy ul. Bukowej zapewnia, że po 24 października Krzysztof R. przestał być jego właścicielem. Mieszkańcy Koronowa mają inne informacje. - Gdzie tam, panie, oszukiwali i oszukiwać będą dalej - mówi Zbigniew, mieszkający w sąsiedztwie sklepu mięsnego. - Właściciel takiego dochodowego biznesu nie odpuści. Ekspedientka obserwuje naszą rozmowę, wyciąga telefon i zdaje szefowi relację z wizyty.

To w tym sklepie można było kupić zakwestionowane przez inspektora weterynarii mięso.
ni, że przez lata żywili się nielegalnymi wyrobami mięsnymi Krzysztofa R. - U pana Krzysztofa zawsze można było kupić dobre i tanie mięso - przekonuje Krystyna, wieloletnia klientka zamkniętego zakładu mięsnego. - Nic złego powiedzieć o tych produktach nie mogę, a wręcz przeciwnie. Nigdy się po nich nie rozchorowałam...

W świadomości koronowian Krzysztof R., był zawsze uczciwym człowiekiem. Wielu żałuje, że nie będzie już mogło kupować przepysznej karkówki, schabu, czy golonki...Podejrzany kontynuował rodzinną tradycję. Wcześniej właścicielem zakładu był jego ojciec.

Kajakarski obieżyświat z Niemcza
Zdzisław Szubski jest wielokrotnym medalistą mistrzostw świata w kajakarstwie. Reprezentował Polskę na Igrzyskach Olimpijskich w Moskwie. Teraz trenuje młodych adeptów wodniactwa. Doskonale wie, ile godzin trzeba spędzić na torze regatowym, żeby hymn grali dla ciebie

8

Gmina Osielsko

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 29 listopada 2013 r.

T

Tomasz Więcławski

rudno umówić się na spotkanie z gwiazdą kajakarstwa. Obecnie przygotowuje chilijskich sportowców do Igrzysk Panamerykańskich. Jest także trenerem i koordynatorem reprezentacji Grecji w kajakarstwie. Kiedyś już zajmował się przygotowaniem zawodników Hellady do startów międzynarodowych. Amatorzy sportów wodnych wiedzą, że do tej samej rzeki wchodzi się wielokrotnie. W gminie Osielsko znają go prawie wszyscy. Jest w końcu ambasadorem sportów wodnych miasta Bydgoszczy. Jego kariera zawodnicza obfitowała w sukcesy. Drogę wybrał naturalną. Nie mógł rozstać się z torem, więc zaczął swoje doświadczenie przekazywać młodszym. Syn poszedł w jego ślady. On również składał olimpijskie ślubowanie i reprezentował Polskę na najważniejszych dla sportowca zawodach. Szubski-senior wspomina początki swojej kariery bardzo dokładnie. - Był chłodny, grudniowy dzień. Rok 1972 - wspomina Zdzisław Szubski, trzykrotny srebrny medalista mistrzostw świata. -  Ojciec, jak zwykle, wrócił o 16.30 z jednostki wojskowej na Szubińskiej i zdecydował, żebyśmy poszli do Astorii zapisać

Tak wszystko się zaczęło 41 lat temu i trwa do dzień. W międzyczasie były dziesiątki występów na arenie międzynarodowej, tysiące dni treningów i zgrupowań. Największe emocje wzbudzają jednak dwie opowieści. Doskonale obrazują czas, w którym nasz bohater był w szczytowej

towarzyszyły polskiej kadrze mającej reprezentować kraj na IO - po drugiej stronie „żelaznej kurtyny” - w Moskwie. Tam też kajakarz przeżył największe sportowe rozczarowanie. Był przygotowany do walki o m e dal. N a „ru-

formie. Scenerią pierwszej jest plac świętego Pio-

mnie do klubu Astoria Bydgoszcz. Padło na sekcję kajakową. W holu zastaliśmy młodego instruktora Ryszarda Hoppego, który później stał się moim przyjacielem.  Jest nim do dziś. Wręczył mi kilka papierków. Musiałem je wypełnić, żeby zostać przyjętym do sekcji. Zrobiłem badania zdrowotne w przychodni przy ulicy Rejtana. Zdałem egzamin na kartę pływacką i otrzymałem zaświadczenie od rodziców, że zgadzają się, abym uczęszczał na treningi.

tra w Watykanie.     - Po około godzinnej mszy prowadzonej w języku włoskim i wielu błogosławieństwach wygłoszonych w  rożnych językach, Jan Paweł II zaprosił  ekipę olimpijską polskiej reprezentacji przed ołtarz - wspomina mieszkaniec Niemcza.   - Moment ten trudno wyrazić słowami, wrażenie było nie do opisania. Żeby zrozumieć te emocje, trzeba to przeżyć. Na miękkich nogach zbliżyliśmy się do papieża, a on, tak po prostu,  zaczął rozmowę na temat kajaków.            Opowieść ta oddaje emocje, które

skich” nie było wtedy silnych, więc o złocie na światowych czempionatach nie było mowy. Z MŚ z w Belgradzie, Duisburgu i Nottingham udawało się jednak przywozić srebrne krążki. Partnerem Zdzisława Szubskiego, w konkurencji K-2 na dystansie 500 metrów, był Waldemar Merk. - Moskwa wywoła we mnie szok wspomina trener kajakarstwa. - Duże miasto, wioska strzeżona - chyba lepiej niż Alcatraz w San Francisco - włącznie z torem regatowym, gdzie na 2000 metrów, co pięćdziesiąt stał radziecki żołnierz z

kałasznikowem. Można sobie wyobrazić ilu ich było. Chyba znacznie   więcej niż wszystkich zawodników na igrzyskach. Wreszcie start. Trzykrotnie przejechaliśmy dystans 500 metrów w tzw. „trupa”. Pamiętam tylko pierwsze 250 - 300 metrów. Końcówki już nie.  Niestety, tylko siódme miejsce. Może, do chociaż małego zadowolenia, zabrakło jednej pozycji, która by dała olimpijski punkt.   W finale do 300 metrów byliśmy w pierwszej czwórce, ale  potem „ścięło nas”.  Myśleliśmy o medalu.       Progres miał być za cztery lata w Los Angeles. Wszyscy wiedzą, jak wiele łez wylali twardzi zawodnicy, gdy jasne okazało się, że ich, często ostatnia, szansa na olimpijskie podium ucieka bezpowrotnie. Nie przez kontuzję czy brak formy. Przez politykę. Dziś jest znacznie łatwiej. Trenować można zawodników z całego świata. Taki los przypadł w udziale mieszańcowi Niemcza. Nie żałuje i ma bardzo ambitne cele. Nie trenuje kajakarskich potęg, ale doskonale wie, że w tym sporcie nie miejsce wyznacza wartość zawodnika. Kto raz wsiadł do kajaka i spróbował się zmierzyć z sobą samym, wie, o czym mowa.

Rozbudowa szkoły najważniejsza

Fot. Archiwum prywatne

Będzie szybciej i bezpieczniej
Trwają prace budowalne na odcinku drogi wojewódzkiej nr 224 łączącej sołectwa Żołędowo i Maksymilianowo

N

W projekcie budżetu gminy Osielsko na 2014 rok ponad 16 milionów złotych przeznaczono na inwestycje. Infrastruktura musi nadążać za oczekiwaniami mieszkańców

ajwiększą inwestycją, która znalazła się w projekcie budżetu gminy Osielsko na 2014, będzie rozbudowa szkoły w Osielsku. Koszt realizacji projektu oszacowano na ponad 4,9 miliona złotych. - Konieczne jest powiększenie tego obiektu, bo mamy coraz więcej uczniów - mówi Wojciech Sypniewski, wójt gminy Osielsko. - To inwestycja o charakterze strategicznym, bo na edukacji nie można oszczędzać. Wydatki na inwestycje w oświatę pochłoną ponad 5,6 miliona złotych. Gros środków przeznaczonych zostanie również na budowę dróg. W sercu gminy powstanie ul Bałtycka, która stanowiła będzie pierwszy etap połączenia Szosy Gdańskiej z ul. Zatokową. Za 450 tysięcy z gminnego budżetu wybudowana zostanie ul. Dzikiej Róży w Osielsku. - Wydatki, które musimy ponosić z tytułu obslugi infrastrukury, jaka powstała w poprzednich latach, są z roku na rok coraz wyższe - dodaje wójt gminy Osielsko. - Nie możemy więc inwestować wszystkich środków, którymi dysponujemy. Kwota przewidziana na cele inwestycyjne na przyszły rok nie jest jednak niska.

U

W Maksymilianowie robotnicy zajmą się budowaniem ul. Ptasiej. W nowym roku położonych zostanie 320 metrów nowego asfaltu na tej trasie. Drogi gminne pochłoną z budżetu 6,3 miliona złotych. Nieco inną inwestycją jest powstanie ścieżki pieszo-rowerowej przy ul. Krakowskiej w Jarużynie. Koszt tej inwestycji opiewa na 400 tysięcy złotych. - Staramy się, aby inwestycje dotyczyły możliwie najszerszego spektrum

spraw, za jakie odpowiadamy - wskazuje Wojciech Sypniewski. - Samorząd gminny wiele projektów musi realizować przy współudziale innych organów. Jesteśmy również uzależnieni od dotacji zewnętrznych. Te pozwalają na znacznie większą ofensywę inwestycyjną niż przed wstąpieniem naszego kraju do UE. W 2014 roku inwestycje będą realizowane w większości sołectw gminy Osielsko. (WT)

lica Koronowska, na której realizowana jest inwestycja, dla wielu mieszkańców stanowi drogę prowadzącą do szkoły, na stadion i do kościoła. Z uwagi na jej strategiczne położenie i stan jezdni, zwiększenie poziomu jej bezpieczeństwa było dla władz gminy priorytetem. Udało się pozyskać odpowiednie środki i spełnić wymogi formalne, by wyczekiwana przez wszystkich inwestycja mogła się rozpocząć. W Maksymilianowie, w ramach zamówienia, wykarczowane zostaną pnie drzew, które rosły przy jezdni. Stara warstwa asfaltu zostanie sfrezowana, a korpus drogi poszerzony. Wzmocniona zostanie również podbudowa jezdni. Chodniki zbudowane zostaną z estetycznej betonowej kostki, a ulica zyska system odprowadzania wody. - To inwestycja, która realizowana jest na obszarze dwóch sołectw – mówi Wojciech Sypniewski, wójt gminy Osielsko. – Znacznie poprawi to nie tylko komfort przemieszczania się po niej, ale i bezpieczeństwo mieszkańców. Od dawna zależało nam na tym, by pozyskać środki na realizację tej inwestycji. Wcześniej grunty, przez które modernizowana droga przebiegała, należały do wielu właścicieli. Szczęśliwie udało się sprawę rozwiązać i dziś, zgodnie z planem, proFot.Aleksandra Radzikowska

jekt jest już realizowany. Koszt łączny inwestycji wyniesie ok. miliona złotych, z czego połowa pochodzi z funduszy pozyskanych z zewnątrz. Zakończenie realizacji projektu przewidziane jest na grudzień tego roku. Prace wykonywane są w systemie połówkowym, dlatego kierowcy nie muszą obawiać się objazdów. Jedynym utrudnieniem są zwężenia jezdni i ograniczenia prędkości. Długość modernizowanego odcinka wynosi 650 m, przy szerokość jezdni - 6,5 m oraz 2 m chodnika. - Ruch na tej ulicy zawsze był duży – mówi mieszkanka gminy. – Dobrze, że wybudują chodniki. Spokojnie będzie można się przemieszczać po zmroku i dzieci do szkoły dotrą bezpieczniej. Robotnicy pracują każdego dnia, ale utrudnień w ruchu nie ma dużych. Nikt nie narzeka, a wręcz przeciwnie, wszyscy z tej inwestycji są zadowoleni. (AR)

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 29 listopada 2013 r.

Odnaleźli swoje miejsce na ziemi
Tam czas na chwilę się zatrzymuje, a pośpiech nie istnieje. Zamiast smutnych oczu widać serdeczne uśmiechy
Aleksandra Radzikowska
których organizowane są comiesięczne spotkania – dodaje. – Grupa istnieje trzy lata, a razem ze mną liczy dwadzieścia trzy osoby. Seniorzy spędzają mile czas nie tylko na spotkaniach przy kawie, herbacie i słodkim ciastku. Dla wielu z nich spotkania w świetlicy są oderwaniem od szarej coDrzwi świetlicy w Bożenkowie stoją otworem przed każdym, komu bliska jest sztuka dzienności. Nikt przecież nie I dzieci będą mogły spróbować tej sztuki, i Bullerbyn”. Duża w tym zasługa pasji, którą Hanna dorośli. Może ktoś odkryje w sobie pasję i twierdzi, że udział w warsztatach mogą brać jedynie dzieci i młodzież. Przeciwnie, to Kątna w sobie rozwija. Dzięki studiowaniu talent? rozrywka dla każdego. Właśnie dlatego se Dzięki wiadomościom zaczerpniętym ze arteterapii wie, że działania bazujące na niorzy mówią, że w świetlicy czas się zatrzystudiów, Hanna Kątna wie także, że oddziadwóch równoważnych elementach - sztuce i muje, problemy na chwilę znikają i można ływanie na człowieka sztuką ma wpływ nie terapii, pomagają w rozwoju.  poczuć radość. - Organizuję różne warsztaty artystycz- tylko na jego psychikę i stan emocjonalny. I nieistotny w tym przypadku jest wiek. Każne, z malowania na szkle, robienie kartek i Wystarczy krótkie hasło dy może poprawić swoje zdolności motostroików świątecznych na Wielkanoc czy Boże Narodzenie – dodaje. – Nasza świetlica ryczne, sprawności manualne i nauczyć się - Wraz z grupą wyjeżdżamy w okresie ma też nieformalną umowę z rzeźbiarzem z cierpliwości. letnim na rożnego rodzaju wycieczki, oczyBydgoszczy, który poprowadzi u nas zajęcia. - Opiekuję się też grupa seniorów, dla wiście w zależności od finansów – dodaje

Gmina Osielsko

9

P

odobno szczęście jest stanem umysłu. Wie o tym Hanna Kątna, która z rozmowy i obcowania z drugim człowiekiem uczyniła swoją pasję. Radość w świetlicy środowiskowej w Bożenkowie rozdaje na pęczki. Jej drzwi stoją otworem przed każdym, komu sztuka i dialog są bliskie. I nieważne, czy spędza się tam cały dzień, czy piętnaście minut, bo są takie miejsca na ziemi, gdzie czas nie istnieje. Gdy dziesięć lat temu Hanna Kątna była na wywiadówce u swojego dziecka, do dyrektorki szkoły powiedziała: Praca z dziećmi? Nigdy. Jeszcze trzy lata temu, gdy rozpoczynała pracę w świetlicy w Bożenkowie, nie sprawiała jej ona radości. Przyszedł jednak dzień, w którym pomyślała, że to właśnie ona koloruje jej codzienność. Tak jest do dziś. Jak z bajki Nie inaczej jest w przypadku jej podopiecznych. Również mieszkańcy gminy Osielsko i pracownicy miejscowego Gminnego Ośrodka Kultury atmosferę, która panuje w Bożenkowie, oceniają podobnie. - Żeby tylko wszyscy mieli w sobie taką pasję jak Hania Kątna – mówi z uśmiechem Marek Manuszewski, dyrektor gminnego ośrodka. – Klimat, który tam panuje od zawsze kojarzył mi się z tym z książki „Dzieci z

Hanna Kątna. – Każdego roku wybieramy się na zimowiska czy nad morze. Poznałam osoby, które dzięki temu pierwszy raz w życiu je zobaczyły. Jeśli ktoś utrzymuje się tylko z zasiłku socjalnego i emerytury, to nie ukrywajmy, nie ma pieniędzy na wycieczki po kraju. Choć na początku wielu seniorów do warsztatów podchodziło może nie sceptycznie, ale bez większego entuzjazmu, to dziś ich wyczekują. Hanna Kątna wie, jak zaplanować czasu, by humor i zabawę połączyć z pożytecznym. Niestraszny jest jej strój wróżki, gdy podczas andrzejkowej zabawy trzeba komuś powróżyć. Może takie zabawy nie rozwiążą za nikogo wszystkich problemów, ale bierne siedzenie przed telewizorem z pewnością żadnego. - Na spotkaniach wszyscy się integrują, mogą wymieniać dowcipami i poglądami – dodaje. – Często spędzamy aktywnie czas także na dworze. Wystarczy hasło: bierzemy kijki i idziemy do lasu, by na twarzach wszystkich pojawił się uśmiech. Organizujemy też festyny, ćwiczymy animacje ruchowe i przygotowujemy wspólne wigilie, imieniny czy andrzejki. To nas integruje. A o tym, jak bardzo Hanna Kątna ze swoimi podopiecznymi jest zżyta, świadczą głosy dzieci, które ze zniecierpliwieniem czekają, aż weźmie z nimi udział we wspólnej zabawie. Jak widać, jest takie miejsce na ziemi, w którym za trud i poświęcenie dostaje się zapłatę w uśmiechach. To właśnie tam spotkać można szczęście.

Fot.. Nadesłane

Szpagat uczy pokory

10

Gmina Białe Błota

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 29 listopada 2013 r.

Po zdobytym mistrzostwie świata w fitnesie sportowym idzie do szkoły, jak gdyby nigdy nic. Wiadomość o sukcesie woli zostawić dla siebie. W przeciwieństwie do wielu nie dba o rozgłos i popularność

Inwestycje w lepsze jutro
Gmina Białe Błota stawia na rozwój. Realizowane są kolejne projekty podnoszące jakość życia mieszkańców
Murowaniec i Łochowo kosztowała gminę 75 500 zł. Obecnie jest w trakcie odbioru, lecz mieszkańcy już wyrażają swoje zadowolenie z jej zrealizowania. - Najbardziej wyczekiwanym przez północną część naszej gminy projektem jest rozpoczynająca się w przyszłym roku inwestycja kanalizacyjna – podsumowuje Katarzyna Kirstein-Piotrowska. – To będzie trzeci etap realizacji projektu, na który udało się pozyskać ok. 15 mln zł wsparcia. Jednocześnie w Łochowie zaczyna się kolejna duża inwestycja, czyli budowa gazociągu. Również odrestaurowanie mostu w Dębinku dla mieszkańców i władz gminy było ważnym zadaniem. Jego koszt, 170 000 zł, pozwolił zrealizować wszystkie wymagane tam prace. O wiele więcej środków, bo 1 730 000 zł. pochłonie inwestycja w internet szerokopasmowy. Przeprowadzona zostanie w zgodzie z projektem „Przeciwdziałanie cyfrowemu wykluczeniu w gminie Białe Błota”. - Staramy się myśleć o potrzebach wszystkich mieszkańców – dodaje Katarzyna Kirstein-Piotrowska. – Stąd te inwestycje. Choć w części gminy trwają prace i wykopy, możliwe są chwilowe utrudnienia np. w ruchu, ale za to z końcem realizowania wszystkich prac, efekt będzie zadowalający. (AR)

M

Marcin Tokarz

G

dyby chciała, do sklepu po bułki, mogłaby pójść na rękach. Przy kasie wywinęłaby fikołka i zebrała aplauz od przypadkowo zebranej widowni. Jednak Nicole Lewicką popisy interesują tyle, co polityka przeciętnego nastolatka. Mieszkanka Lisiego Ogona w swej kategorii wiekowej została niedawno mistrzynią świata w fitnessie sportowym. 16-latka gibkość swego ciała kształtuje od maleńkości. Nie ma dla niej figur niemożliwych. Hala sportowa w Rzeszowie była wypełniona po brzegi. W 2010 roku podczas Mistrzostw Europy w akrobatyce sportowej Nicole Lewicka tworzyła zespół wraz dwiema koleżankami Karoliną Gajewską i Agnieszką Banaszyńską. Nastolatki miały duże szanse na trzecie miejsce na podium. Ich dynamiczny układ zachwycił zebraną publiczność, a co ważniejsze - większość jurorów. Rosyjscy sędziowie uznali jednak zbyt cielisty kolor ich kostiumów za dobry pretekst do obniżenia punktów za wrażenia artystyczne. Tym samym dziewczyny spadły na piątą pozycję, a miesiące ciężkiej pracy nie zostały wynagrodzone tak jak tego oczekiwały. - To niepowodzenie zniechęciło jedną z koleżanek do dalszych treningów - wspomina 16-letnia dziś mistrzyni świata w fitnessie sportowym. - Zawsze tworzyłyśmy trójkę, a z partnerką, która została nie byłyśmy jeszcze gotowe na kategorię dwójek. Słabe warunki panujące na hali Zawiszy Bydgoszcz nie pozwalały na dalszy rozwój. Wiele wskazywało na to, że będę musiała zrezygnować z uprawiania akrobatyki sportowej. Coś się kończy, coś się zaczyna - Gdy zobaczyłam w Internecie filmik z jej zawodów, zaniemówiłam - przekonuje Zosia, koleżanka Nicole ze szkoły. - Nic mi się nie chwaliła! Taka ona jest. Oj zazdrosz-

czę jej tej sprawności. Mnie to się nawet na WF nie chce chodzić... Miejsce dziecięcych maskotek z czasem zajęły liczne puchary, medale i odznaczenia. Ostatnio nawet książki. Nicole przygotowuje się do egzaminów gimnazjalnych. Pasję z nauką godzi przy każdej możliwej okazji. - To już weszło mi w krew - mówi Nicole, wysoka dziewczyna o urodzie, która została uwieczniona podczas sesji zdjęciowej dla Big Stara. - Czasem już podświadomie rozciągam się, przyjmuję nietypowe pozycje nawet w trakcie nauki. Myśli skupiają się na książkach, a ciało robi to, do czego przyzwyczajam je od 7 roku życia. Choć zerwała z akrobatyką, znalazła dla niej idealne zastępstwo na zajęciach prowadzonych przez mistrzynię świata w swojej dyscyplinie, wuefistkę ZS w Łochowie - Natalię Bocian. Fitness sportowy ma z akrobatyką wiele wspólnego. Tu również może poddawać swoje ciało przeciążeniom, czy próbom elastyczności i układać je w pozycjach pozornie niemożliwych. - Kto wie, może w przyszłości Nicole zajmie miejsce pani Natalii - mówi Sebastian, chłopak, który wyraźnie czuje miętę do młodej sportsmenki. - Gdy łączy taniec z akrobacjami, wręcz hipnotyzuje... Nicole w świat fitnessu sportowego weszła prawdziwym przebojem. Tę dyscyplinę ćwiczy zaledwie rok, a już w maju tego roku wróciła ze złotem z Mistrzostw Europy na Litwie. Po kilku miesiącach stała się Mistrzynią Świata w kategorii wiekowej do lat 16. - Ten sukces zawdzięczam swojej trenerce, pani Natalii Bocian, która nie ma sobie równych - zapewnia Nicole Lewicka, powoli przygotowująca się do przyszłorocznych Mistrzostw Europy. Życie byłoby nijakie Nie należy do tych, którym „sodówka” uderza do głowy. Jej rówieśnicy nie mogą uwierzyć, że Nicole wytrzymuje kolejne testy skromności. Poza fitnessem sportowym

nie widzi przecież świata. Jednak zdaje sobie sprawę, że utrzymać się z tej pasji byłoby ciężko. - Do liceum chciałbym pójść na profil humanistyczny, aby potem dostać się na studia prawnicze - Nicole zdradza nam swoje plany. - Jedno jest pewne. Nigdy nie zamierzam zrezygnować z akrobatyki i fitnessu. Bez tego moje życie byłoby nijakie. Powrót z październikowych Mistrzostw Świata na Słowacji okazał się milszy, niż mogła sobie wymarzyć. Dyrekcja, koledzy i koleżanki oraz nauczyciele przygotowali jej niespodziankę. Tym razem informacja o wygranej przeciekła bardzo szybko. Choć nie chciała tego po sobie poznać, czuła, że na nią zasłużyła.

ieszkańcy gminy z nowych planów inwestycyjnych są zadowoleni. Dopiero odrestaurowany został most w Dębinku i oddano do użytkowania ścieżkę pieszo-rowerową z Łochowa do Łochowic, a w trakcie odbioru i realizacji są już kolejne prace. Pomimo chwilowych utrudnień komunikacyjnych i logistycznych, realizacja inwestycji idzie zgodnie z planem. Największą z bieżących inwestycji jest budowa zbiorników retencyjnych i kanalizacji deszczowej w Białych Błotach. Koszt takich robót to ok. 2 200 000 zł. - To element większej inwestycji, która rozpoczęła się w 2009 r. – mówi Katarzyna Kirstein-Piotrowska, wójt gminy Białe Błota. – W jej skład wchodzi budowa kompleksu dwudziestu siedmiu ulic i ich odwodnienia, czyli zbiorników retencyjnych, które pozwolą odwodnić podmokłą część gminy. To znacznie wpłynie na komfort poruszania się po tamtych terenach. Planowane jest, że do końca roku ta inwestycja zostanie wykonana. Z myślą o mieszkańcach władze gminy zdecydowały się także na budowę ścieżki pieszo-rowerowej. Za blisko 200 000 zł zrealizowano prace, które miłośnikom spacerów i dwóch kółek dają możliwość kreatywnego spędzania czasu. Inna istotna inwestycja, oświetlenie dróg w miejscowościach Białe Błota, Zielonka,

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 29 listopada 2013 r.

Gwiezdni rycerze dają uśmiech
Maciej Koprowicz

Gmina Białe Błota

11

Pokochał filmową sagę George’a Lucasa jako dziecko, lecz jego pasja wciąż nie przemija. W stroju ulubionego bohatera „Gwiezdnych wojen” czuje się jak w drugiej skórze
elementów świata „Gwiezdnych wojen”, które nie są przedstawione w sześciu filmach sagi. - To syn Hana Solo i Lei, jeden z najzdolniejszych Jedi, który przeszedł na Ciemną Stronę Mocy – mówi o swoim ulubionym bohaterze. – Jego strój zaplanowałem sam, niektóre elementy sam wykonałem. Jednak kwestie techniczne to nie jest moja mocna strona i z niektórymi częściami stroju musiałem udać się do krawca. Występowałem w nim na WOŚP, Astrofestiwalu i Pyrkonie w Poznaniu. Niestety, nie daje takiej popularności jak strój Dartha Vadera, imperialnego szturmowca czy Boby Fetta – dodaje ze śmiechem. Jego miłość do „Gwiezdnych wojen” realizuje się na wiele sposobów. Wrażenie robi zgromadzona kolekcja miniaturek filmowych postaci i pojazdów, zajmująca honorowe miejsce na półce Michała. - Mam około 200 sztuk figurek, dużych i mniejszych – mówi. – Grywam także w grę planszową „X-Wing”, przeczytałem dużo książek z uniwersum „Gwiezdnych wojen”. Ale to kostiumy i konwenty są tym, co najmocniej wciągnęło mnie w ten świat. Z tego się nie wyrasta Michał jest uczniem jednego z bydgoskich liceów, w przyszłym roku zdaje maturę. Czy wkroczenie w dorosłe życie może zagrozić dalszej realizacji jego pasji? - Myślę, że za kilka lat moja aktywność może nawet wzrosnąć – twierdzi. - Proporcjonalnie do ilości pieniędzy wydawanych na gadżety oraz umiejętności technicznych potrzebnych do wykonania stroju. Prawdopodobnie po prostu będę się więcej udzielał w innym mieście. Z bycia fanem się bowiem nie wyrasta. To widać po ludziach, którzy oglądali premierę „Nowej nadziei”, filmu otwierającego cykl, jeszcze jako maluchy. Wciąż chętnie biorą udział na przykład w WOŚP-ie, biegając w nie najcieplejszych przecież kostiumach, przy dziesięciostopniowym mrozie.

W

województwie kujawsko-pomorskim Moc jest wyjątkowo silna – twierdzą miłośnicy „Gwiezdnych wojen”. Świadczą o tym organizowane naprzemiennie w Toruniu i Bydgoszczy konwenty fanów filmowej sagi – StarForce, jak i prężna działalność fanklubów w tych miastach. Bydgoski Fanklub Star Wars jest jedną z największych organizacji tego typu w Polsce. Jego wiceprezesem jest mieszkaniec Zielonki, Michał Rożek. - Swego czasu byliśmy najliczniejszym fanklubem w kraju – opowiada Michał. – Dziś na spotkania regularnie przychodzi około dwudziestu osób. Mamy pełen przekrój wiekowy - w naszych szeregach są nastolatki, są ludzie po pięćdziesiątce. Wielka orkiestra kosmicznej pomocy Klub spotyka się w Bydgoszczy raz w miesiącu. Na takich spotkaniach można wysłuchać prelekcji, pograć w gry planszowe, porozmawiać o przeczytanych ostatnio lekturach z filmowego uniwersum. Ale najbardziej emocjonującym polem działalności

Michał Rożek z Białych Błot (na zdjęciu z prawej) mógłby być Obi-Wanem.
BFSW są konwenty fantastyczne oraz rozmaite akcje, na których członkowie klubu są specjalnymi gośćmi. Nie zabraknie ich oczywiście na odbywającym się w sobotę w Toruniu StarForce. - Na konwentach prowadzimy prelekcje, prezentujemy nasze starwarsowe makiety i gadżety. Uwielbiamy także „troopować”, czyli chodzić po terenie imprezy przebrani za postacie z sagi – mówi Michał. – Lecz nasza pasja może także służyć pomocy innym - w naszych strojach zbieramy pieniądze na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, często odwiedzamy szpitale i domy dziecka. Uśmiech na twarzach dzieciaków, jaki wzbudzają nasze kostiumy, to najwspanialsza rzecz w naszej działalności. Jedi jak spod igły Michał występuje w stroju Jacena Solo – postaci z tzw. expanded universe, czyli

Wyglądaj modnie w rozmiarze XXL

W butiku przy ulicy Dworcowej wszystkie panie puszyste znajdą coś dla siebie
cjalizująca się w modzie dla kobiet puszystych – Coraz częściej starają się znaleźć rzeczy, które z jednej strony idealnie odpowiadają ich, często nietypowym figurom, a z drugiej strony są silnie związane z aktualnymi trendami modowymi. Rzecz jest w szczegółach: korzystniejsze kolory, wyszczuplający wzór tkaniny, jej ułożenie oraz sposób uszycia. Długość i kształt rękawów mają znaczenie, podobnie jak i sposób wykończenia. Ważne są też dodatki, torebka. Atrakcyjny wygląd w rozmiarze size+ jest naprawdę do osiągnięcia i to bez wyrzekania się w pełni kobiecego asortymentu odzieży. - W sklepach, które są nastawione na masowego klienta, oferta nie obejmuje osób o rozmiarze powyżej 48. Z różnych powodów nie każda kobieta może mieć mały rozmiar. Każda jednak może wyglądać pięknie ! Wystarczy tylko trochę się postarać, poszukać, wybrać... - tłumaczy Katarzyna Kotarska, właścicielka butików „Modna XXL”. – Nie ma czegoś takiego jak uniwersalna moda. Każdy typ sylwetki wymaga wyeksponowania atutów i ukrycia niedoskonałości. Paniom w większych rozmiarach, staramy się oferować rzeczy modne, atrakcyjne i eleganckie. Taką misję pełnimy od początku działalności również w naszym drugim butiku – w Sopocie. W butiku można znaleźć wszystko: od płaszczy i kurtek, przez sukienki, tuniki, bluzki, spodnie, spódnice, po biżuterię, torebki i inne dodatki. Zdjęcia kolekcji są dostępne na bogatej stronie www.modna-xxl.pl. Sklep dzięki bardzo widocznej wystawie jest łatwy do rozpoznania i zapamiętania. Nie bez znaczenia jest jego umiejscowienie na ulicy Dworcowej 43, w samym sercu Bydgoszczy. Łatwo dojechać komunikacją miejską, a i samochód można zaparkować niemal przy samych drzwiach butiku. Dane teleadresowe Butik MODNA XXL ul. Dworcowa 43, Bydgoszcz Tel. 52 524-43-04 pon-pt : 10:00 – 18:00 sob: 10:00 – 14:00

W

sierpniu na bydgoskim rynku pojawił się nowy butik - „Modna XXL”. Właściwie nie tylko na bydgoskim, bo do butiku klientki zjeżdżają także z okolic Bydgoszczy. Wśród stałych bywalczyń „Modnej XXL” są panie z Osielska, Dobrcza, Niemcza, Koronowa, Nakła, Solca Kujawskiego czy Białych Błot. Niemal cała oferta sklepu pochodzi od polskich producentów lub z kilku krajów europejskich (Niemcy, Dania). Asortyment jest bardzo starannie wyselekcjonowany, a to jest gwarancją dużo lepszej jakości, dobrych tkanin, dbałości o szczegóły wykonania i nowoczesnego wzornictwa. W okresie zbliżających się Świąt i karnawału szczególną uwagę zwraca kolekcja wieczorowa. Co stanowi o sukcesie takich niszowych butików, które wypełniają luki w ofercie galerii handlowych ? - Kobiety noszące nieco większe rozmiary już od pewnego czasu przestały zadowalać się prostą sportową odzieżą z sieciówek – mówi Mariola Jarząb, stylistka spe-

Fot. Archiwum TISF

Kwiaty polskie dla Europy
Układanie kompozycji kwiatowych jest sztuką. Może być też swego rodzaju sportem – koronowianka jest mistrzynią Polski juniorów w florystyce i dziesiątą najlepszą młodą Europejką w tej dyscyplinie
Igor Nigmański
Dioklecjana czy adriatyckiego wesela. - Najtrudniejsza była praca związana z wejściem Chorwacji do Unii, musiałam wkomponować kwiaty w europejską gwiazdę – opowiada. – Wielkim wyzwaniem było także nasadzenie roślin doniczkowych na nadmorskiej promenadzie, w trzydziestostopniowym upale. Z plastikowych, szarych rur wykonałam kran, z którego „wylewały” się kwiaty. Byłam z tej pracy ogromnie dumna. Wykonane przez koronowiankę kompozycje dały jej tytuł dziesiątej najlepszej młodej florystki w Europie. Zwycięstwo przypadło reprezentantce Norwegii, Elin Susan Havreberg. Czasami zwykły bukiet Osiągane już w tak młodym wieku sukcesy przekonują Monikę, że z kwiatami zwiąże swoją przyszłość. Jest absolwentką Szkoły Florystycznej Małgorzaty Niskiej i Akademii Florystycznej Marioli Miklaszewskiej, a w 2012 uzyskała zawodowy tytuł Mistrza Florystyki. - Dzięki swojej pracy mogę podróżować po całej Polsce, a nawet świecie – mówi. Jestem zapraszana na rozmaite eventy florystyczne. Trudno znaleźć sobie piękniejsze zajęcie. Wciąż jednak dzieli czas między karierę w wielkim florystycznym świecie, a pracę w rodzinnej kwiaciarni. Kiedy trzeba, zamiast dzieła sztuki może przygotować klientowi w Koronowie zwykły bukiet. To także wykonuje z ogromną przyjemnością.

12

Koronowo

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 29 listopada 2013 r.

R

adość z kwiatów to resztki raju w nas” – mawiał niemiecki malarz Philip Otto Runge. Coś o tym wie pochodząca z Koronowa Monika Łątka, dla której kwiaty są największą pasją, ale także sposobem na życie. Zamiłowanie do piękna roślin odziedziczyła po rodzicach, od dwudziestu lat zajmujących się kwiaciarstwem. Jest florystką, ale jej praca to nie tylko układanie zwykłych bukietów, jakie możemy zobaczyć w każdej kwiaciarni. - Florystyka to zawód oficjalnie wpisany do rejestru, kiedyś zwano go bukieciarstwem lub kwiaciarstwem, ale to dziedzina dużo bardziej złożona – mówi Monika. - Łączy w sobie różne dziedziny artystyczne, takie jak malarstwo, tkactwo, rzeźba czy garncarstwo. Rzeczywiście, prace koronowianki przypominają raczej instalacje artystyczne niż kwiaciarniane bukiety. Pracą, która dała jej zwycięstwo na ubiegłorocznych florystycznych Mistrzostwach Polski juniorów, był niezwykły „stół kibica”, który z klasycznymi kwiatowymi kompozycjami nie miał nic wspólnego. Gwiazda i kran

Monika Łątka konkursowe kompozycje wykonuje też w swojej kwiaciarni
rynnie. Praca była kontrowersyjna, ale zachwyciła jurorów. Sukces Moniki na krajowym podwórku umożliwił jej zmierzenie się z innymi specjalistami swojej dziedziny na kontynencie. Koronowianka reprezentowała Polskę na Mistrzostwach Europy Młodych Florystów Eurofleurs, które odbyły się w dniach 4-8 września w chorwackim Splicie. Młodzi adepci kwiatowej sztuki, którzy nie ukończyli jeszcze 25. roku życia mieli do wykonania kompozycje z materiałów przygotowanych przez organizatorów, w sześciu kategoriach - praca przestrzenna, stół dekoracyjny, bukiet ślubny, nasadzenie-kompozycja przestrzenna z roślin doniczkowych, kreacja wieczorowa z kwiatów oraz praca „niespodzianka". Dodatkowo, zadania nawiązywały do motywów z historii i kultury Chorwacji – na przykład wstąpienia tego kraju do Unii Europejskiej, postaci cesarza

- Mistrzostwa nawiązywały do piłkarskich Euro 2012, więc wykorzystałam akcesoria kibicowskie – wspomina Monika. – Kwiatom towarzyszyły puste butelki po piwie, a nawet... chipsy w przezroczystej

Pomaganie rąk nie brudzi
W tym roku po raz pierwszy w akcję Szlachetnej Paczki włącza się gmina Koronowo. Potrzebujących nie brakuje, także w tych okolicach Polski. Bogaci i biedni złączą się w jedności
Fot. Archiwum prywatne

Fot. Maciej Pagała

Komenda jak nowa
W Koronowie remontują komisariat
Komisariat policji w Koronowie zyska nowy wygląd. Pod koniec roku powinien zakończyć się rozpoczęty w maju remont. Raport przygotowany przez ekspertów dla ministerstwa spraw wewnętrznych nie pozostawiał wątpliwości- budynek nie nadaje się do użytku. Po zakończonym remoncie zyska on nie tylko nową, przyjazną dla oka kolorystykę. Powstała już nowa winda przystosowana dla niepełnosprawnych, a poczekalnia została oddalona od okienka, w którym petenci rozmawiają z oficerem dyżurnym. Do zakończenia remontu pozostało wyposażyć budynek w nowe meble. Na czas prowadzonych prac funkcjonariusze przenieśli się do budynku remizy Ochotniczej Straży Pożarnej w Koronowie, przy ul. Ogrodowej. Już za kilka tygodni powrócą do placówki na ul. Paderewskiego. Modernizację komisariatu w Koronowie poprzedziły prace w kilku bydgoskich placówkach, min. na Fordonie i Śródmieściu. Na działania prowadzone są w ramach standaryzacji komend i komisariatów w całej Polsce, przeznaczono miliard złotych. (KB)

S

zlachetna Paczka po raz pierwszy została zorganizowana trzynaście lat temu przez grupę studentów duszpasterstwa. Dzisiaj projekt ma charakter ogólnopolski i jak żadna inna akcja charytatywna w Polsce łączy działania setek tysięcy osób. W tym roku włączyła się do niej gmina Koronowo. Święta już za pasem, a siedem rodzin mieszkających na jej terenie pilnie potrzebuje pomocy. Konkretny człowiek pomaga konkretnemu człowiekowi - na tym opiera się ogólnopolska akcja Szlachetna Paczka. W trzynastej edycji projektu po raz pierwszy bierze udział gmina Koronowo. Liderem rejonu jest Beata Świątkiewicz-Siekierska, która szuka wolontariuszy do pierwszej edycji „Szlachetnej paczki”. - To ma być mądra pomoc - podkreśla Beata Świątkiewicz-Siekerska, lider rejonu Koronowo w tegorocznej XIII juz edycji Szlachetnej Paczki. Uczestnictwo w akcji wcale nie wymaga poświęcenia większego czasu, a

może przyczynić się do poprawy stanu życia i samopoczucia danego potrzebującego. W gminie Koronowo ich nie

brakuje. Aby przyłączyć się do akcji Szlachetnej Paczki wystarczy wejść na

stronę: http://www.szlachetnapaczka. pl. Tam znajduje się formularz, który pomoże wolontariuszowi wybrać rodzinę, której chciałby pomóc. Organizatorzy akcji w gminie Koronowo wyznaczyli siedem rodzin czekających na ludzi dobrego serca. Wśród nich jest m.in. czteroletni Adrianek od urodzenia chorujący na wrodzoną łamliwość kości, matka i syn, którzy nie mogą pogodzić się ze stratą męża i ojca, a także mężczyzna potrącony przez motor, czego następstwem są połamane wszystkie żebra, zmiażdżone obie nogi i krwiak mózgu oraz utrata pracy. Szlachetna Paczka to okazja do podzielenia się ze światem tym, co mamy, nie tylko rzeczami materialnymi, ale również uśmiechem, słowami otuchy. Pomaganie rąk nie brudzi, a może się okazać, że sami będziemy kiedyś potrzebować pomocy. (MT)

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 29 listopada 2013 r.

Na piechotę dojdziesz wszędzie Urząd w
Mieszkańcy Solca Kujawskiego poznają świat chodząc. Rocznie każdy członek PTTK przechodzi kilka tysięcy kilometrów. Niektórzy kilkadziesiąt

Solec Kujawski

13

czołówce
Solec Kujawski zajął 6. miejsce w ogólnopolskim rankingu rozwoju

K

Tomasz Więcławski

lub Turystów Pieszych „Horyzont” działa w Solcu Kujawskim od blisko dekady. Przewinęły się przez niego dziesiątki mieszkańców miasta i gminy. Sezon piechura nie zaczyna się wcale wiosną i nie kończy wczesną jesienią. Przez cały rok organizowane są wycieczki - głównie na terenie powiatów województwa kujawsko-pomorskiego. Już 1 grudnia członkowie klubu wybierają się w Bory Tucholskie. Potem jest wycieczka krajoznawcza do Chojnic, klubowa wigilia i, koniecznie turystyczny, Sylwester. W tym roku w Jabłonce w Borach Tucholskich. - Piesze wycieczki pozwalają się wyciszyć - mówi Krzysztof Skorupka, organizator rajdów pieszych, w „Horyzoncie” od samego początku. - Można nabrać dystansu do codziennego życia. Nie traktuję tego jednak, jako formy ucieczki. Przyroda jest naturalnym środowiskiem człowieka. Obecnie do klubu należy prawie 40 osób. Trudno, żeby wszystkim pasował termin każdej wycieczki, bo tych w roku jest przynajmniej kilkanaście. Rotacja jest potrzebna, chociaż o zmęczeniu swoim towarzystwem trudno mówić. - To o tyle specyficzne hobby, że jednocześnie można być razem i oddzielnie - opowiada Krzysztof Skorupka. - Gdy potrzebujemy czyjegoś wsparcia podczas podchodzenia pod wysokie wzniesienie, to kilka osób zawsze jest pod ręką. Ale gdy chcemy zostać sami ze swoimi myślami, to towarzystwo kilkunastu osób w niczym nie przeszkadza. Wspólne odkrywanie magicznych miejsc integruje i sprawia, że ludzie są dla siebie życzliwsi. To wartość dodana wycieczek czy rajdów. W okolicach Solca Kujawskiego i całym

T
Nie mają czasu pozować do zdjęć, bo cały czas idą. W klubie „Horyzont” zrzeszonych jest kilkadziesiąt osób
powiecie bydgoskim nie brakuje miejsc, które stworzone są dla amatorów chodzenia długodystansowego. Dla miłośników czarnych szlaków można polecić drogi Bydgoszcz Glinki - Solec Kujawski, Bydgoszcz Prądy - Rynarzewo. Maksymilianowo-Koronowo czy szlak pieszy „komputerków”. O specyfice każdego można poczytać na stronie internetowej „Horyzontu”. - Trzeba pamiętać o tym, że wyruszając na jakąkolwiek wycieczkę warto zadbać o to, żeby wiedzieć, gdzie się jest - dodaje z uśmiechem przewodnik z wieloletnim stażem. - Wyobraźnię warto mieć w terenie, ale jeszcze lepiej wykazać się nią, zanim się gdzieś wyruszy. Niweluje to niebezpieczeństwo zostania „pod chmurką” na noc. Latem nie ma wielkiego problemu, bo rozbicie namiotu zajmuje chwilę. Zimą nikomu nieprzygotowanemu nie polecam nocowania na mrozie. W trakcie zorganizowanych wycieczek groźne wypadki zdarzają się niezwykle rzadko. Czasem ktoś skręci kostkę, obije kolano czy posiniaczy łokcie. Grupa z Solca nie wybiera miejsc, gdzie jej członkowie narażeni byliby na duże niebezpieczeństwo. - Czas, jest w tym przypadku kluczem do zrozumienia specyfiki naszego kalendarza imprez - mówi Łukasz Wojtecki, prezes Klubu Turystów Pieszych „Horyzont”. -Trudno byłoby co chwilę zebrać większą grupę chętnych na dalekie wycieczki. Staramy się „do bólu” wykorzystywać dobrodziejstwa natury, które są w naszej okolicy. Jeżeli ktoś chciałby przemierzyć z plecakiem wszystkie ciekawe miejsca w regionie, to życia mu nie starczy. Członkowie klubu są ze sobą zżyci. W końcu spędzają w roku kilkadziesiąt dni razem. Bez dobrej atmosfery trudno byłoby współpracować w terenie.

- Nie ma co dorabiać ideologii do chodzenia - wskazuje Łukasz Wojtecki. - Stanąć na kamieniach wystawiających swoje „łepki” z leśnego strumyka i popatrzeć przez lornetkę na orła, którzy szybuje nad nami - tylko i aż tyle. Małe szczęścia - tą dewizą się kieruję. Nie muszę odkrywać nieznanych lądów. Na alpinistę też raczej się nie nadaję, chociaż góry bardzo lubię. Chodzenie jest dla wszystkich - małych i dużych, młodych i starych, tych zupełnie zdrowych i rehabilitujących się po chorobie. Wstąpienie do klubu działającego w Solcu Kujawskim jest bardzo proste. Wystarczy trochę szczerych chęci, zaangażowania, wygodne buty (bez tych można narobić sobie bolesnych odcisków), plecak z niezbędnym ekwipunkiem i można zostać włóczykijem. A któż z nas nie chce się przenieść w krainę muminków.

eresa Substyk, burmistrz Solca Kujawskiego, odebrała w Warszawie dyplom za wysoką lokatę w Rankingu Zrównoważonego Rozwoju Jednostek Samorządu Terytorialnego. Szóste miejsce to wynik obliczenia 16 różnych wskaźników pod kierunkiem naukowców Politechniki Warszawskiej. Obejmowały one trzy obszary rozwoju samorządu: społeczny, gospodarczy i dotyczący ochrony środowiska. Liczyły się m. in. wydatki na inwestycje, liczba działających podmiotów gospodarczych oraz wzrost zatrudnienia. Na podstawie wyników z poprzednich lat widać postęp Solca Kujawskiego w tym zakresie. Mianowicie w 2010 roku samorząd zajął 69. miejsce w sategorii gmin miejsko-wiejskich. W tym roku utrzymał zeszłoroczną, szósta pozycję. - Prof. Eugeniusz Sobczak, który kierował badaniami, określił nasz samorząd mianem wschodzącej gwiazdy - podsumowuje wyniki rankingu Zbigniew Stefański, rzecznik prasowy soleckiego ratusza. W tym roku Urząd Gminy i Miasta odebrał jeszcze inne krajowe wyróżnienia. Na podstawie analiz Ministerstwa rozwoju Regionalnego Solec Kujawski jest samorządowym liderem wartości zrealizowanych projektów unijnych w przeliczeniu na jednego mieszkańca. W czerwcu natomiast otrzyma tytuł Sportowej Gminy za „inwestycje w nowoczesną bazę sportową i rekreacyjną i skuteczne realizowanie programu rozwoju sportu i rekreacji w gminie.” (ŁP)

Mogiła z pruskiego muru
Mieszkanie sąsiadów z dołu stanęło w płomieniach. Podłoga na piętrze zaczęła parzyć w stopy. Klamki rozgrzały się do czerwoności. Zdołała wysłać sms: Dzwoń po pomoc. Palimy się.

14

Gmina Sicienko

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 25 pzaździernika 2013 r.

W

Marcin Tokarz

ystarczy iskra, by rozpętać piekło na ziemi. Pożar w Gliszczu pochłonął życie 40-letniego mężczyzny chwilę po przebudzeniu. Z ciężkimi oparzeniami posłał do szpitali jego konkubinę i matkę. Ich mieszkanie nie nadaje się do użytku. Płomień świecy w kontakcie z pościelą zamienił się w pożogę, którą gasić musiało siedem zastępów straży pożarnej. Palące ciepło zbudziło go ze snu. Trudno powiedzieć jak długo Jarosław K., czuł męki, gdy jego ciało topiło się w ogniu. Człowiek w bezpośrednim z nim kontakcie ból czuje tylko na początku. Późniejszy krzyk to efekt szoku. - Słyszałam jak pani Aleksandra wrzeszczała na syna, że dymi się, bo drewna do pieca nie dorzucił - opowiada Agnieszka mieszkająca w tym samym domu, co ofiara, której rodzina, również przeżyła chwile grozy. - Uciekła przed dymem na zewnątrz i dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że się pali. Karina, konkubina pana Jarosława, jeszcze zdążyła wyjść. On sam...już nie żył. Po zakończeniu akcji gaśniczej strażacy znaleźli jego ciało w środku budynku. Za nic nie przypominało już niskiego, krępego blondynka, który do życia zawsze podchodził z uśmiechem... Serce 61-letniej Aleksandry K. nie wytrzymało. Po zawale zawieziono ją na pogotowie w Bydgoszczy. Karinę karetka musiała zawieść do szpitala specjalistycznego w Gryficach. Tam czekał ją poważny przeszczep skóry.

do zarzewia ognia wymaga gruntownego remontu. To samo tyczy się reszty mieszkań i klatki schodowej. Na podstawie decyzji wydanej przez Państwową Inspekcję Nadzoru Budowlanego będą one realizowane w najbliższym tygodniu. Nie zostawiłaby teściowej Agnieszka zajmowała się dziećmi, kiedy poczuła zapach dymu. Po otwarciu drzwi na klatkę schodową już go widziała. Mieszkała na piętrze, na przeciwko Leśniewskich. Razem ze swoimi pociechami opuściła budynek w towarzystwie strażaków. Piętnaście minut wcześniej Małgorzata Leśniewska wysłała wiadomość sms do mamy Piotra Radzimińskiego, z którą się przyjaźniła. Dzwoń po pomoc. Palimy się. - Od razu zadzwoniłem po straż pożarną i razem z mamą pomknęliśmy na ratunek - mówi Piotr Radzimiński, a w jego oczach widać odwagę mieszaną z lękiem przed niszczycielskim żywiołem. Po przybyciu na miejsce dołączyli do mieszkańców Gliszcza, którzy już rozpoczęli akcję ratunkową. Straży pożarnej wciąż jeszcze nie było... - Gdyby nie pomoc sąsiadów, służby zastałyby tylko swąd, zgliszcza i nas spopielonych - zapewnia Małgorzata Leśniewska. - Moje koty nie jedzą, nie śpią, tylko wypatrują tamtego pożaru. Mi samej życie przeleciało wtedy między oczami. W tym najgorszym momencie nie mogliśmy opuścić mieszkania schodami. Mąż wyszedł po drabinie oknem, żeby ratować, co się dało. Ja byłam gotowa umrzeć z teściową po udarze i głucho-niemą szwagierką, których bym przecież nie zostawiła...

Gdyby nie pomoc sąsiadów, służby zastałyby tylko swąd, zgliszcza i nas spopielonych - zapewnia Małgorzata Leśniewska.
Szczęśliwi czasu nie liczą Do tragedii doszło w cztero-mieszkaniowym domu znajdującym się obok świetlicy wiejskiej. Mieszkańcy Gliszcza, datę 11 listopada, będą teraz kojarzyć nie tylko z Dniem Niepodległości... - Dzięki Bogu sąsiedzi z naprzeciwka nie pochowali jeszcze węży ogrodowych - Małgorzata Leśniewska nie potrafi powiedzieć, kiedy przyjechała straż pożarna. - Żyję i to jest najważniejsze. Szczęśliwi czasu nie liczą... Małgorzata Leśniewska razem z mężem Mirosławem czekają aż wrócą w swoje progi. Podłoga w ich mieszkaniu była sufitem mieszkania Aleksandry K, matki ofiary, w którym doszło do wzniecenia pożaru. Belki stropu wspierające stary mur pruski zajęły się ogniem. Gdy strażacy uderzyli hakiem w sufit parterowego lokalu, powstała dziura, w której spokojnie zmieściłby się dorosły człowiek. Obie kwatery nie nadają się do użytku. - To nie mi potrzebna jest pomoc - zapewnia Małgorzata Leśniewska, która obecnie wraz z mężem, teściową i dwoma kotami mieszka u syna w Wojnowie. - Najbardziej poszkodowana jest pani Aleksandra. Ona sama sobie nie poradzi...Mąż zmarł jej w lipcu. Miał ucinane obie nogi. Ta kobieta żyje z dnia na dzień. Na chleb ma tylko wtedy, jak sprzeda coś na złom. Aleksandra K. od wielu lat nie opłacała rachunków za prąd. W nocy światło dawały jej jedynie świece, które okazały się przekleństwem tego domu. Same straty w wyposażeniu mieszkania były niewielkie. Poza dwoma tapczanami, piecem kaflowym oraz umywalką, i tak nie miała nic więcej. Los odebrał jej ostatni marny grosz. Ponoć przez zawał nie zdała sobie jeszcze sprawy ze straty syna... - Matka zmarłego przebywa obecnie u swojej córki - informuje Jan Wach, wójt gminy Sicienko. - Lokal, w którym doszło

Park jednak dla każdego?
Powracamy do tematu. Czy po zaakcentowaniu problemu coś się zmieniło?

Wieczór spędzili z Tuwimem

Z

nacznie częściej, niż radośnie bawiące się dzieci i spacerujące pary, można tam było spotkać spożywającą alkohol grupę mężczyzn. Problemem jednak nie była ich obecność, a niekulturalne zachowanie. Park w Sicienku, jako miejsce, w którym teoretycznie mogą przebywać wszyscy jego mieszkańcy, służył jedynie nielicznym. Czy tak jest nadal? Od wielu lat trwa dyskusja nad spożywaniem alkoholu w miejscach publicznych i tym, jak walczyć z osobami, które nie szanują prawa. Mieszkańcy Sicienka wielokrotnie zwracali uwagę na to, że ten temat dotyczy również ich miejscowości. Choć problem, często poruszany był na gminnych spotkaniach, wciąż pozostawał nierozwiązany. Dziś z komentarzy mieszkańców wiemy, że sytuacja uległa poprawie. - Po publikacji w gazecie ten temat był jednym z najczęściej omawianych przez lokalnej społeczności – mówi nam mieszkanka Sicienka. – Wiem, że osoby, których dotyczył, również o nim usłyszały. Zauważyłam, że gdy dziś przechodzę obok parku, ławka stoi najczęściej pusta. Brakuje też jej stałych bywalców i butelek po alkoholu. Grupa mężczyzn, dla których ławka była miejscem stałych spotkań, wobec mieszkańców zachowywała się często niestosownie.

Brak było doniesień o atakach fizycznych, ale niecenzuralne słowa czy zaczepki usłyszeć można było tam często. Urząd Gminy o sprawie alarmował odpowiednie służby niejednokrotnie, ale stałe monitorowanie miejsca było niemożliwe. Pojawiały się również opinie, że temat ten nie stanowi realnego zagrożenia, ani problemu, jednak co jakiś czas w tym miejscu dochodziło do aktów wandalizmu czy drobnych sprzeczek. To znacząco wpływało na komfort życia mieszkańców. - Dziś sytuacja rzeczywiście wygląda nieco inaczej – mówi wójt gminy Sicienko, Jan Czesław Wach. – Czy to dzięki publikacji? Tego nie wiem. Być może to jesienna aura nie zachęca już nikogo do odwiedzania tego miejsca. Przebywać w parku wciąż mogą wszyscy, ale pod warunkiem, że respektują prawo i zachowują się w odpowiedni sposób. Również ta kwestia stanowiła i wciąż stanowi delikatny problem. Nie należy z góry osądzać nikogo i twiedzić, że sytuacja będzie się powtarzać. Nawet mieszkańcy, którzy problem zgłaszali, są zdania, że park, podobnie jak im, może służyć każdemu. Jeśli dzieci w spokoju będą mogły w nim przebywać i w nieograniczony niczyim zachowaniem sposób korzystać z jego dobrodziejstw, problem nie będzie nigdzie zgłaszany. Podobnie spra-

wa wygląda z resztą mieszkańców. - Dziś, z uwagi na porę roku, pewnie coraz mniej uczniów będzie tam zaglądać – dodaje mieszkanka Sicienka. – Ciekawe, jak sytuacja będzie wyglądała za rok? Z rozmów z zaprzyjaźnionymi rodzinami wiem, że są zadowolone z obecnej sytuacji. Jeśli nic się nie zmieni, o temacie będzie można zapomnieć. Nie jest też tak, że każda sytuacja, w której ktoś spożywa tam alkohol, jest zgłaszana odpowiednim służbom. Jeśli ktoś wypije piwo, czy dwa, nie robi z tego powodu awantur i nie zaśmieca parku, to ja nie mam nic przeciwko. Trzeba zachować rozsądek. Dlatego nikt wejścia do parku nie będzie pilnował przez cały czas. Wystarczy odrobina dobrej woli i zastanowienia u każdej ze stron, by park, tak jak powinien, służył w odpowiedni sposób wszystkim go odwiedzającym. - Jeśli sytuacja będzie wyglądała tak, jak dziś, z pewnością my, mieszkańcy, będziemy zadowoleni – dodaje jedna z nich. – Mam nadzieję, że kolejne interwencje nie będą już potrzebne. (AR)

W

W Wiejskim Domu Kultury w Kruszynie odbył się wieczór poezji Juliana Tuwima
zespołu. Już tradycyjnie wdzięcznym przerywnikiem był występ Romualda Wiśniewskiego, który rozpoczął swoje wystąpienie słynnym „Wspomnieniem”, a zakończył z repertuarem Starego Dobrego Małżeństwa. Na szczególne brawa zasłużyła tego dnia Barbara Niemczewska, za brawurowe wykonanie monologu „Ślusarz”, w którym występuje mnogość określeń typowych dla tego rzemiosła. - Język można było połamać – dodaje z uśmiechem Anna Rychławska. – Julian Tuwim bawił się językiem ojczystym, tworząc utwory będące dużym wyzwaniem dla mówców. Jego umiejętności językowe doceniane są zarówno przez specjalistów, jak i laików. To jeden z ambasadorów naszej kultury na świecie. Wieczór zakończony został piosenką śpiewaną niegdyś przez Hankę Ordonównę. „Ja śpiewam piosenki” w wykonaniu chóru Gminnego Ośrodka Kultury zebrało głośne owacje, choć został on powołany jedynie na okoliczność zaprezentowania tego utworu. Po duchowych doznaniach, goście przy kawie i słodyczach, podsumowali wieczór i wymienili się swoimi uwagami na temat twórczości poety. (AR)

ten sposób Gminny Ośrodek Kultury w Sicienku włączył się w obchody szczególnego roku, w którym upływają dwie ważne rocznice związane z postacią Juliana Tuwima - sześćdziesięciolecie jego śmierci oraz stulecie debiutu literackiego. Bogata i różnorodna twórczość autora obejmująca lirykę dla dorosłych, ale także satyrę i poezję dla dzieci, swoje odzwierciedlenie miała w występach artystów, którzy zaprezentowali się 22 listopada w Kruszynie. Licznie zgromadzona widownia tego wieczora oklaskiwała wiersze poety z każdego okresu jego twórczości. Nie zabrakło i tych przeznaczonych dla dzieci, dzięki którym Julian Tuwim jest najbardziej rozpoznawalny. Wesołym akcentem była wyrecytowana przy współudziale zebranych słuchaczy „Lokomotywa”, która dzięki ich spontaniczności została zakończona, jako „Murzynek Bambo”. - Wspólnie z pracownicami GOK-u prezentującymi poezję Tuwima, wystąpił Zespół Kruszynianki – dodaje Anna Rychławska, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Sicienku. – Wokalistki zaśpiewały piosenki „Miłość Ci wszystko wybaczy” i „Uliczka w Barcelonie”. Aranżacje do piosenek napisała Alina Pastor – kierownik muzyczny

Fot. Adam Zakrzewski

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 29 listopada 2013 r.

reklama

15

Pomocna dłoń aniołów
Łukasz Piecyk

16

Dąbrowa Chełmińska i Dobrcz

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 25 pzaździernika 2013 r.

Mieszkańcy gminy Dąbrowa Chełmińska wspólnymi siłami pomagają rodzinie, której dom został uszkodzony po eksplozji butli z gazem. Potrzeb jest jednak więcej
usuwać te kamienie z naszego życia, a wtedy znów zaświeci dla nas słońce.

T

ragedie, które spadały na rodzinę Bronżkiewiczów z Janowa niejednego by podłamały. Ludzi dobrego serca w ich pobliżu jest jednak wielu. Niedawno zorganizowali charytatywny koncert, aby wspomóc swoich sąsiadów z gminy. Anna Bronżkiewicz mieszka z dziećmi w Janowie. Mąż zmarł kilka lat temu. Życie wdowy i jej pociech również wisiało na włosku, gdy na początku listopada w ich kuchni wybuchła butla z gazem. Wtedy tróje z domowników było rannych – w tym jedno dziecko. Eksplozja była na tyle silna, że stan budynku musiał ocenić Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego.

Dobra zabawa procentowała
Po otwarciu na scenie pojawił się Zespół Kameralny Orkiestry im. Johana Strausa pod dyrekcją Marka Czekały. Muzyce zaprezentowali utwory Strausów, Kalmana, Lehara i innych słynnych twórców wiedeńskich zgodnie z tematem koncertu „Anielskie dźwięki Wiednia”. Muzycy zagrali za darmo, a wesoły śpiew Magdaleny Polkowskiej zachęcił zgromadzonych mężczyzn do tańca z solistką. Jedynym warunkiem było doFot. NADESŁANE Mimo że zbiórka pieniędzy była przeznaczona na pomoc rodzinie po tragicznych przejściach, koncert rzucenie się do puszki. Łącznie zapewnił jego uczestnikom wyśmienite humory. Tym chętniej wrzucali do puszek pieniądze w sali OSP pojawiło się ok. 200 osób, którzy chętnie brali także - W życiu trzeba iść w stronę słońca, GOKiS-u i przewodnicząca komitetu specjalnego koncertu charytatywnego udział w licytacjach przedmio„Obudź w sobie anioła”. Wydarzenie a kiedy ono zajdzie i otacza nas ciem- organizacyjnego. - Wtedy nie wiemy, tów dostarczonych przez darczyńców. odbyło się 23 listopada w sali OSP w ność potykamy się o kamienie, które dokąd pójść i nie ma znaczenia, jaką Łącznie na potrzeby rodziny z Janowa Dąbrowie Chełmińskiej i było połączo- tak okrutnie ranią i zadają ból – mówiła wybierzemy drogę. Ważne jest, żeby udało się zebrać blisko 8,5 tys. złotych. na otwarciu Dorota Ratajczak, dyrektor znaleźć siłę i podnieść się, by rozsądnie ne ze zbiórką pieniędzy.

Anielska zbiórka
Rodzina o swoich problemach nie chce mówić. Mieszkańcy gminy nie pozostali jednak obojętni na tę sytuację i przy Gminnym Ośrodku Kultury i Sportu zawiązali komitet organizacyjny

Zibi w szkole mistrza

Wojewódzkie laury
Jury doceniło wokale gm. Dąbrowa Chełmińska

U

Zespół Szkół im. Kazimierza Górskiego w Dobrczu miał okazję gościć legendę piłki nożnej
sportowych. Zbigniew Boniek odpowiedział na pytania zgromadzonych i opowiedział kilka anegdot ze swojego szkolnego życia. - Nie wagarowałem, ale był moment, gdy szkołę opuściłem 4 dni z rzędu ze względu na piłkę nożną - wspominał były reprezentant Polski. - Wtedy w pobliżu mojego domu zgrupowanie miała moja ulubiona drużyna i zamiast chodzić do szkoły, przyglądałem się treningowi piłkarzy. Skomentował także obecną sytuację naszej kadry. - Polska piłka musi istnieć, polska piłka musi się rozwijać – powiedział Nie obyło się także bez kilku piłkarskich tricków oraz rozdania autografów. - Myślę, że to spotkanie zapamiętamy na długo - mówi Marta, uczennica ZS w Dobrczu. - Zbigniew Boniek okazał się bardzo ciepłą i sympatyczną osobą. Zachwycił mnie także swoją skromnością. Były selekcjoner reprezentacji Polski nie jest jedynym ze sławnych gości uczniów z Dobrcza. Niedawno Zespół Szkół odwiedził Maciej Musiał, aktor znany z serialu Rodzinka.pl. (ŁP)

czniowie z gminy Dobrcz mieli niesamowitą okazję poznać bliżej Zbigniewa Bońka, jednego z najwybitniejszych Polskich piłkarzy oraz obecnego prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej. Wizyta w Dobrczu to jeden z jego punktów trasy po województwie kujawsko-pomorskim. Spotkanie odbyło się w jedynym słusznym z tej okazji miejscu, czyli w sali gimnastycznej tutejszej szkoły, która imię zawdzięcza legendarnemu trenerowi reprezentacji Polski w piłce nożnej. Obecny działacz sportowy został powitany gromkimi oklaskami przez uczniów oraz absolwentów klas

S

Zbigniew Boniek. - Uważam, że trzeba być ze swoją drużyną na dobre i na złe. Myślę, że to powinno być credo wszystkich kibiców.

ukces uczniów z gminnych szkół. W XIX Wojewódzkim Konkursie Piosenki Turystycznej i Poezji Śpiewanej w Młodzieżowym Domu Kultury nr 2 w Bydgoszczy zajęli czołowe miejsca. Pierwsze miejsce zajął zespół wokalny pod opieką Anny Grzybek - Korzeniewskiej. Wyróżnienie przypadło za nienaganną dykcję, wyrównaną barwę i piosenki wykonane w harmonii trzygłosowej. Natomiast w kategorii solistów drugie miejsce zajął Adam Chyła, wykonując utwory przy własnym akompaniamencie gitarowym.

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 29 listopada 2013 r.

Ofensywna chorągiew Ekstraklasy
Gdy wchodzi na boisko nie ma czasu na wspomnienia o zakończonej kontuzją karierze piłkarskiej. Ograniczanie roli sędziego liniowego do dyktowania "spalonych" jest nieporozumieniem

Gmina Nowa Wieś Wielka

17

C

Marcin Tokarz

Brak czasu na niepewności Dziś asystent sędziego ma do wykonania czterokrotnie więcej zadań, niż sędzia główny. Dariusz Ignatowski musi jednocześnie wiedzieć jak radzić sobie ze stresem i być w stanie nadążać za każdą akcją meczu. W małym palcu powinien mieć opanowane technik markowania fauli przez piłkarzy i manewrów pozwalającymi zmniejszyć zauważalność spalonego. Tu liczą się nawet drobiazgi, takie jak rozgrzewka gałek ocznych. - Musimy być niezwykle spostrzegawczy, ponieważ sędziemu głównemu poza ofsajdami zgłaszamy teraz wszelkie faule, lub zagrania ręką, których konsekwencją jest rzut karny, wolny, czy rożny - wylicza 38-letni wuefista gimnazjum w Brzozie. Obraz, jaki widzimy na żywo z perspektywy asystenta arbitra, zdecydowanie różni się od tego transmitowanego w TV. Jako sędzia liniowy obserwuje tylko wąski fragment meczu. Z powodu bardzo szybkich zagrań muszę czasem podjąć decyzję wyłącznie na podstawie słuchu. Na jego barkach spoczywa, więc duża odpowiedzialność. Jednak źródła presji nie upatruje w zachowaniu kibiców, ale karcących słowach trenerów, czy kierownictwa. - Choć w Ekstraklasie istnieje zakaz monitorowania akcji, przedstawiciele klubów mają swoje sposoby na sprawdzenie słusz-

zasy wskazywania przez nich jedynie offsajdów minęły bezpowrotnie. Praca asystenta sędziego głównego zaczyna się na długo przed gwizdkiem rozpoczynającym spotkanie. Wcześniej musi poznać pełny zakres zachowań zawodników oraz szczegółową taktykę obu drużyn. Jego zadaniem jest wiedzieć, kiedy gracz będzie chciał go przechytrzyć. Dariusz Ignatowski po 128 meczach sędziowanych w Ekstraklasie szwindle i kanty widzi jak na dłoni. Jego pracę "na żywo" obserwuje dziesiątki tysięcy ludzi. Zdarza się, że od jego decyzji zależy nie tylko wynik spotkania, ale i nastrój kibiców. W meczach o najwyższą stawkę gwizdy i wyzwiska padające z trybun to chleb powszedni. Dariusz Ignatowski miał już do czynienia z większymi ekscesami. - Cracovia grała z Pogonią Szczecin o awans do pierwszej ligi - opowiada sędzia liniowy szczebla centralnego. - Wygrała, a kibice Pogoni szczecin wpadli w szał, który oczywiście skupił się na sędziach. Szpaler ochroniarzy był tak długi, że nie mogłem przecisnąć się do swoje auta. Nagle ktoś chlusnął mi piwem w twarz. Samochód zastałem zniszczony. Zrobiło się na tyle niebezpiecznie, że policja eskortowała mnie poza granice miasta Kraków.

Dariusz Ignatowski jest nauczycielem wychowania fizycznego w gimnazjum w Brzozie.
ności moich decyzji - tłumaczy niezadowolony z tego faktu Dariusz Ignatowski. -Mój werdykt musi być ogłoszony od razu. W Ekstraklasie preferujemy styl gry ofensywny. Jest nam nawet narzucone, że gdy wydaje się, ze nie było spalonego, traktujemy to za pewnik i puszczamy grę. Ewentualne niepewności dopadają mnie zwykle dopiero po meczu. Kiedyś, z okazji sędziowania setnego meczu w Ekstraklasie, dostał od kolegów chorągiewkę z napisem: Najbardziej ofensywnemu sędziemu..Dariusz Ignatowski przyznaje, że zaliczył kilka "wpadek" ze spalonymi... Harmonia duszy i ciała Mimo iż porusza się jedynie w bocznej strefie boisk, średnio podczas jednego meczu piłkarskiego pokonuje dystans 8 km. Sędziowie PZPN raz na tydzień otrzymują plan treningu fizycznego, z którego muszą potem w sposób elektroniczny zdawać zdalny raport. Poza tym, są pod stałą opieką psychologów oraz regularnie uczęszczają na szkolenia z zakresu opanowania emocji, a nawet siły woli. - Jedno z ćwiczeń psychologicznych

zakłada, że dzięki podłączeniu specjalnych elektrod mamy za zadanie myślami przemieszczać wirtualny obiekt o kolejne stopnie w górę - opisuje Dariusz Ignatowski, który sędziuje już od 10 lat.. - Jedna chwila nieuwagi i spada on na sam dół. Charakterystyka pracy asystenta sędziego szczebla centralnego jest ściśle związana z ciągłym życiem na walizkach. Dariusz Ignatowski ma żonę i dzieci, z którymi wolałby spędzać więcej czasu. - Jak go nie ma w domu, jest przynajmniej szansa na obejrzenie, czegoś innego niż mecz - śmieje się Anita Ignatowska, żona Dariusza. - W razie, gdy zatęsknię za mężem włączam sobie kanał sportowy i obserwuje go w pracy. Jeśli nie z rodziną, to w przerwach między meczami, udaje się do centrum odnowy biologicznej, by zadbać o ciało - jedno z narzędzi swojej pracy. W zachowaniu dobrej formy pomagają mu kąpiele solankowe i sauna. Robi wiele, by kontuzja z czasów amatorskiej kariery piłkarskiej nie odezwała się i nie wykluczyła go z najważniejszych piłkarskich wydarzeń w kraju. Dzięki swojej pozycji Dariusz Ignatowski nie raz miał okazję uścisnąć dłoń Roberta Lewandowskiego, Jakuba Błaszczykowskiego, czy Kaki. Choć przez całe swoje życie był ściśle związany z piłką nożną, jest fanem żużla, a konkretnie Polonii Bydgoszcz.

Prezent, który spełnia marzenia
P
Zbliża się ważna okazja i wciąż nie wiesz, jaki prezent podarować bliskiej ci osobie? Podpowiadamy!
Gdy chcemy w wyjątkowy sposób potraktować naszych rodziców, dobrym rozwiązaniem będzie kupno biletów na sztukę teatralną, zaproszenie ich na kolację, a również specjalne warsztaty tańca czy ceramiki. To dużo ciekawsza wizja prezentu, niż standardowe w takich przypadkach zestawy serwisów do kawy, obramowane fotografie czy popularne zaproszenia na kawę. Dobrym rozwiązaniem jest też wykupiony weekend dla dwojga w górskim czy nadmorskim hotelu, a nawet hit ostatnich miesięcy – wpływająca dobrze na samopoczucie sesja w grocie solnej. Pracownikom firm najczęściej wręczane są vouchery do wykorzystania w odpowiednich miejscach. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wraz z kolegami, których spotykamy jedynie w firmie, wybrać się na paintball, czy wyścigi gokartów. Kreatywności nie powinniśmy również tracić, gdy chcemy sprawić niespodziankę swoim dzieciom. Dzień w parku wodnym jest dużo lepszym rozwiązaniem, niż kolejna gra komputerowa. Lekcje tenisa i wspinaczka halowa nie są nudniejsze, niż wyjście do kina. Oprócz standardowego kupna zabawek, ubrań i słodyczy, warto postawić na coś, co pociechy rozwinie i zachęci do aktywności. Nie ważna zatem jest okazja, lecz pomysł. Imieniny, prezent gwiazdkowy, komunijny czy ten wręczony bez wyraźnego powodu. Liczy się to, by wspomnienia zostały na zawsze. (AR) łyta ulubionego zespołu, książka prosto z półki bestsellerów czy drobna biżuteria – to prezentowe, nudne standardy. Zamiast skupiać się na obdarowywaniu rzeczami, starajmy dzielić się wrażeniami. Skok na bungee zamiast nudnej kolacji we dwoje, czy lot samolotem w zamian za tradycyjny wełniany sweter? To jest coś! Lista prezentów, które możemy podarować bliskiej nam osobie jest nieskończenie długa. Wystarczy jedynie odrobina fantazji, by się o tym przekonać. Skok ze spadochronem, kurs nurkowania czy ekstremalna jazda samochodem – dziś niemal w każdym mieście są firmy, które w całości realizują zamówienia klientów, nawet te nietypowe. Ciekawym prezentem dla pań będzie kurs kulinarny pod okiem szefa kuchni, czekoladowy masaż relaksacyjny czy one shot – stylizacja połączona z sesją zdjęciową. Która z dam nie chciałaby choć przez chwilę poczuć się jak profesjonalna modelka? Tworzenie kreacji z projektantem mody czy warsztat makijażu mogą tylko sprawić, że taka niespodzianka będzie z pewnością udana. Nie wyklucza to jednak kolejnej z form obdarowywania prezentami. Coraz częściej kobiety kolekcjonują ekstremalne emocje. Widokowy lot awionetką wcale nie przegrywa z popołudniem spędzonym w SPA. - Najlepszym prezentem, którym zostałam kiedykolwiek obdarowana, była jazda quadem po specjalnie wyznaczonym terenie – mówi Ewelina Lubicka, studentka psychologii. – Nie spodziewałam się, że może mi

18

pomysł na święta

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 29 listopada 2013 r.

Mikołajki czas zacząć!
kres przedświątecznej gorączki to czas, który mija nam prawie tak szybko, jak Boże Narodzenie. Rozerwani między pracą, a sklepami, gdzie szukamy prezentów dla najbliższych, szczególnie doceniamy galerie handlowe. Tutaj wiele rzeczy jest w zasięgu ręki, a przygotowane na ten okres promocje i atrakcje spadają na nas, jak manna z nieba. Sąsiedztwo wielu sklepów w Galerii Handlowej Osielsko sprawia, że mamy niepowtarzalną okazję, by dokonać rozeznania podczas wyboru prezentu, a w między czasie zrelaksować się przy filiżance herbaty i kawałku ciasta z cukierni Sowa, która na okres przedświąteczny przygotowała degustację kawy. Szaleństwo cenowo – rabatowe pod hasłem „Po co czekać? Mikołajki czas zacząć” w Galerii Handlowej w Osielsku rozpocznie się już jutro. Na przybyłych klientów i ich dzieci czekać będą dwudziestoprocentowe rabaty i mnóstwo atrakcji. - Jutrzejszą imprezę, rozpoczynającą okres rabatowo-świąteczny, zorganizowaliśmy z myślą o dzieciach, ale nie zapomnieliśmy też o ich rodzicach –podkreśla Małgorzata Bonin, przedstawiciel zarządu Galerii Osielsko. –W czasie, kiedy najmłodszych pochłonie świat zabawy, rodzice będą mogli skorzystać z bezpłatnego badania wzroku w Centrum Okulistycznym Gollus, które na ten czas obniży ceny oprawek o 20 proc. Ponadto, miłośnicy górskiego szaleństwa znajdą tutaj designerskie okulary na narty. Najmłodszych w tym gorącym okresie przyciągnie zapewne witryna sklepów z zabawkami i odzieżą dziecięcą. Rodzice, którzy stawiają na edukację swoich pociech, a nie mają pomysłu na oryginalny prezent, znajdą go zapewne w sklepach Myśli Główka i Mały Książe. Dzięki zabawkom edukacyjnym rozweselą swoje maluchy, ale i ułatwią im naukę. Dobrą alternatywą prezentową w wyborze upominku dla dziecka będą wspaniałe słodycze z czekolady i piernika, którego szeroki wybór oferuje stoisko Kopenika. Sklep Lidl przygotował moc słodkich prezentów dla dzieci, które znajdują się w dużym worku Świętego Mikołaja. Galerię Handlową w Osielsku odwiedzi zarówno 30 listopada jak i 6 grudnia. Towarzyszyć mu będzie Radio PULS. Drogeria Rossman przygotowała dla swoich klientów specjalną ofertę. Osoby, które ją odwiedzą i dokonają zakupu, otrzymają dodatkowy upominek. Sklep z bielizną damską Naturaleza przygotował wysprzedaż świąteczną pięknej bielizny damskiej. Tutaj każda pani znajdzie coś dla siebie i po okazyjnej cenie.

to sprawić tak wielka frajdę. Nigdy nie zapomnę tych przeżyć, a co więcej – dziś na quadach jeżdżę już regularnie. Dla panów nowością będą weekendowe szkoły przetrwania, czyli tzw. survival, kursy sztuki walki czy szkoła driftingu. Wspólna kolacja we dwoje? Dobrze, lecz niech bę-

dzie połączona z degustacją wina. Wyjście do kina? Taki wieczór lepiej zakończyć np. wspólnym nocnym rejsem. Ceny takich zamówień wbrew podejrzeniom nie są duże. Wystarczy tylko, by wręczenie komuś prezentu nie było obowiązkiem, a przyjemnością. - Po przekonaniu się o tym, że chwila

kreatywności nigdy nie szkodzi, zdecydowałam się na podobny ruch – dodaje Ewelina Lubicka. – Jednak zamiast na jazdę quadem postawiłam na dzień we dwoje spędzony w parku linowym. To dużo lepsze, niż podarowanie komuś np. płyty z muzyką, bo tego rodzaju przyjemność każdy może sprawić sobie sam.

O

20-procentowe rabaty i mnóstwo atrakcji z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia będzie czekać już od soboty 30.11 w Galerii Handlowej Osielsko. Akcja promocyjna potrwa do końca grudnia
degustacja wędlin przygotowanych wg rodzimych przepisów. Wszystkie dostępne będą w sklepowej ofercie. - W dzień św. Mikołaja, czyli 6 grudnia wraz z Radiem Plus zorganizujemy w naszej galerii Akcję Charytatywną przy współudziale Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej dla rodzin potrzebujących naszego regionu – mówi Małgorzata Bonin. – Od tego dnia do 20 grudnia, wszyscy, którzy zechcą pomóc i wesprzeć nasza akcję będą mogli pozostawiać w wystawionych specjalnie koszach upominki, prezenty czy żywność. Liczy się każdy drobiazg, bowiem i on może sprawić, że pod choinką nie będzie pusto, a w domu weselej. Mikołajkowy czas w Galerii Osielsko to nie tylko promocje, ale i mnogość atrakcji. Już jutro rozpoczną się konkursy rysunkowe, plastyczne czy zabawy z bańkami mydlanymi. Tego dnia na terenie galerii zostanie przeprowadzona akcja edukacyjna, która ma uświadomić osoby ofiarujące zwierzęta jako prezent gwiazdkowy, że pies czy kot to istota wymagająca opieki obdarowanego i potrzebuje ciepła na całe lata – warto o tym pomysleć robiąc taki prezent. Mikołajki czas zacząć i poczuć magię świąt w Galerii Osielsko, do której Państwa zapraszamy. (JL)

Do akcji przyłączy się również Poczta Polska idąca z duchem Bożonarodzeniowym, bo oprócz corocznej, specjalnej edycji kartek świątecznych, wyda stempel z podobizną Świętego Mikołaja, która dzieci mogą nosić na dłoni lub tradycyjnie – na kartce. Tak atrakcyjnie przygotowaną pocztówkę, nawiązującą do świąt nie tylko standardową grafiką, będzie można otrzymać w gratisie w specjalnie utworzonym świątecznym stoisku Poczty Polskiej, które pojawi się w holu głównym galerii od dnia jutrzejszego. Ci, którzy zimowe klimaty z kartek świątecznych wolą zamienić na palmy, piasek, a jednocześnie skorzystać z zabiegów leczniczych, powinni zapoznać się z promocyjną ofertą biura podróży Venturi. Na nudę w trakcie zakupów

nie będą mogli narzekać najmłodsi. Dla nich moc atrakcji przygotowało chociażby stoisko ze słodkościami Kopernik, gdzie dzieci będą mogły bezpłatnie przyozdobić swój własny piernik, który następnie zabiorą do domu. Najładniejsze z nich zostaną nagrodzone słodkimi upominkami. Ci, którzy za łakociami nie do końca przepadają, będą mieli niepowtarzalną okazję, by wziąć udział w degustacji potraw wigilijnych – klusek z makiem, kapusty z grochem czy pierogów z kapustą i grzybami. Bardziej głodni znajdą coś na ząb w Restauracji CO, która zamówienia od 30 listopada do 6 grudnia będzie przyjmowała z dziesięcioprocentowym rabatem. Spragnieni konkretów powinni zajrzeć do sklepu z wędlinami Prosiaczek, gdzie odbędzie się

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 29 listopada 2013 r.

budowlanka

19

Jedyna taka galeria wnętrz w Bydgoszczy
Galeria Arkada to wymarzone miejsce dla zabieganych i wymagających osób. Każdy znajdzie tu coś do swojego mieszkania

N

ie masz czasu i zależy Ci na tym, aby zdobyć wszystkie niezbędne rzeczy w jednym miejscu? Chcesz kompleksowo i estetycznie umeblować swoje mieszkanie? Skieruj swoje kroki do Galerii Wnętrz Arkada, zlokalizowanej na ul. Fordońskiej 40 w Bydgoszczy. Urządzanie mieszkania to jedna z najprzyjemniejszych rzeczy w naszym życiu. W końcu nadszedł ten dzień, gdy możemy od A do Z określić, co będzie znajdowało się w naszych czterech kątach. Projektowe marzenia czas zrealizować naprawdę. Pomogą nam w tym eksperci. - Unikalna oferta handlowa z branży wykończenia i wyposażania wnętrz naszej galerii została wkomponowana w nowoczesny i funkcjonalny format projektu architektonicznego – zachęca Agnieszka Śliwka-Gumienna. – W każdym sklepie czeka na klientów fachowa obsługa, która doradzi w każdym zakresie.

W Galerii Arkada mozemy wybierać produkty w kilkunastu sklepach, które oferują kilkadziesiąt marek. Możliwości urządzenia swojego mieszkania są przeogromne
Gama produktów jest naprawdę przebogata. Odwiedzając Galerię Arkada można kupić meble (VOX), drzwi (Tessa), wybrać odpowiednią podłogę (KOPP) czy w pełni wyposażyć łazienkę, wykorzystując do tego płytki czy mozaikę (Cerstyl). - Nie sposób je wszystkie wymienić, bo możemy wybierać produkty z kilkunastu sklepów oferujących kilkadziesiąt różnych marek wykończenia i wyposażenia wnętrz. Pierwsze wybory można także dokonać na stronie internetowej galerii, która niedawno zmieniła swoje oblicze. - Miło nam poinformować Państwa, iż zakończyliśmy prace nad nasza nową stroną internetową dodaje Agnieszka Śliwka-Gumienna. - Dzięki temu będą Państwo na bieżąco z aktualnościami, promocjami czy też newsami.

Meble VOX - meble inspirowane potrzebami człowieka
D
Meblościanka to niepraktyczny wytwór PRL-u. Czas na nowy wymiar mebli
opasowane kolorystycznie a przy tym powiększające optycznie zastaną przestrzeń – tego zazwyczaj oczekujemy od mebli w naszym domu. Nie zawsze jednak przychodzi nam do głowy, aby nie nudziły one i nie przytłaczały pokoju dziennego. Otwórzmy się zatem na jeszcze jeden aspekt, który pomoże nam przy wyborze mebli. Zamiast decydować się na bezpieczną i wszystkim znaną meblościankę wybierzmy takie meble, które będą świetnie ze sobą korespondować i pozwolą na dowolne zmiany, kiedy aranżacja już nam spowszednieje lub okaże się niepraktyczna. Pamiętajmy też o istotnej roli, jaką odgrywa otoczenie mebli. - Pięknie dobrane podłogi i drzwi mogą być świetnym uzupełnieniem pokoju lub ciekawym akcentem kolorystycznym – twierdzi Iwona Florek salonu mebli VOX w Bydgoszczy. Zabierając się do zmiany aranżacji, w pierwszej kolejności warto skorzystać

20

budowlanka

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 25 pzaździernika 2013 r.

z dostępnych na stronach www.meble. vox.pl oraz www.drzwiipodlogi.vox.pl narzędzi online, które pozwalają stworzyć od podstaw projekt interesującego nas wnętrza. Każdy pomysł można skonsultować z jednym z architektów wnętrz, którzy współpracują z firmami z grupy VOX.

W ramach bezpłatnych konsultacji specjalista podpowie i doradzi, jak najlepiej wykorzystać mocne strony naszego domu. Na spotkanie można się umówić poprzez stronę internetową lub po prostu dzwoniąc do najbliższego salonu. - Wiedząc, jak ważną decyzją dla

każdego jest urządzenie własnego domu, staramy się jak najlepiej doradzić i pomóc w wyborze właściwych produktów – dodaje Iwona Florek. - Nasza współpraca z najlepszymi humanistycznymi uczelniami w Polsce i badania potrzeb współczesnego człowieka, sprawiają, że tworzymy wyjątko-

we produkty idealnie dopasowane do potrzeb naszych klientów. Przekonaj się sam! Lista najbliższych salonów na www.meble.vox.pl oraz na www.drzwiipodlogi.vox.pl. Meble VOX zapraszają do zakupu na raty 0% do końca roku 2013.

Fot. Nadesłane

Poza Bydgoszcz

Żyli długo i szczęśliwie
W
n i e d a l e k i m sąsiedztwie Puszczy Bydgoskiej powstaje zespół trzech budynków wielorodzinnych. Po zakończeniu pierwszego etapu realizacji projektu przyszedł czas na wdrożenie drugiego. Dwa budynki obejmujące łącznie 108 lokali mieszkalnych zostaną uzupełnione o trzeci, bardziej kameralny poszerzający ich ilość o dodatkowe 32 mieszkania. Dzięki obszernej ofercie firmy PRES, w “Miejskiej Przystani” każda rodzina znajdzie idealny zakątek dla siebie. Miejska Przystań to zespół trzech budynków wielorodzinnych na osiedlu Glinki przy ul. Dąbrowa 17A/17B/17C w Bydgoszczy. Dzielnica ta, w większości, zabudowana jest domkami jednorodzinnymi, choć na jej wchodzie, w ostatnich latach, dynamicznie rozwija się budownictwo wielorodzinne. W pierwszym etapie realizacji osiedla powstały dwa budynki, w których łącznie znajduje się 108 lokali mieszkalnych. kania „na teraz”, ta oferta może go zainteresować. Wyróżnia ją jeden z ważniejszych czynników decydujących o wyborze mieszkania – cena. Aktualnie rozpoczęto realizację II etapu, który stanowi kameralny budynek wielorodzinny z 32 lokalami mieszkalnymi wraz z 18 stanowiskami postojowymi w podziemnej hali garażowej. Nieruchomość posiada 6 kondygnacji nadziemnych. Składa się z 1 klatki schodowej wyposażonej w windę i zawiera mieszkania o powierzchniach od 27 do 92 m2. W budynku zaprojektowano kilka typów i układów mieszkań. Znajdują się tu mieszkania mniejsze o bardzo dobrze rozplanowanej funkcji: 2 pokojowe o powierzchniach: 27 - 46 m2, 3 lub 4 pokojowe: 70m2, a także dwa apartamenty 4 pokojowe: 90 m2 z tarasami o pow. 60m2 zlokalizowane na ostatniej kondygnacji. Budynki będą oddane do użytku pod koniec listopada 2014 roku. - Niewątpliwie dużą atrakcją

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 29 listopada 2013 r.

budowlanka

21

Na osiedlu Glinki powstaje kolejny budynek „Miejskiej Przystani” firmy PRES. Zlokalizowany blisko zarówno centrum, jak i lasu będzie idealnym miejscem na rozpoczęcie nowego życia dla każdej rodziny.
dla klientów mogą być mieszkania na parterze posiadające indywidualne “tarasy zielone”, dzięki którym nasi klienci mogą poczuć się jak w domku jednorodzinnym bądź szeregowym - zapewnia Magdalena Grzecznowska z działu handlowego firmy PRES. Na wczesnym etapie budowy, istnieje możliwość łączenia mieszkań dla uzyskania większej i bardziej komfortowej powierzchni. Jest również możliwość indywidualnego dostosowania mieszkania do oczekiwań klienta. - Chyba każdy z nas chciałby znaleźć mieszkanie, w którym będzie mógł żyć długo i szczęśliwie - podpowiada Marcin Olszewski. Więcej informacji można znaleźć w Biurze Sprzedaży Mieszkań oraz na stronie: www. miejskaprzystan.net.pl lub za pośrednictwem przedstawicieli handlowych firmy PRES pod numerem: (52)/361-80-70, 504099-770 lub 505-997-434.

Pierwszy budynek ma wysokość 6 kondygnacji nadziemnych. Składa się z 5 klatek schodowych wyposażonych w windy i zawiera 96 mieszkań o powierzchniach od 31 do 86 m2. W kondygnacji podziemnej stworzono jednoprzestrzenny parking na 48 stanowisk postojowych. Drugi budynek jest znacznie mniejszy - posiada 4

kondygnacje i tylko jedną klatkę schodową. Obejmuje 12 mieszkań o powierzchniach od 32 do 64 m2. - W ofercie pozostały ostatnie 4 mieszkania 3pokojowe z aneksem kuchennym lub oddzielną kuchnią o pow. od 67-75 m2 - zdradza Marcin Olszewski, przedstawiciel handlowy firmy PRES. - Jeśli ktoś szuka miesz-

Odliczanie rozpoczęte!
Tylko do końca 2013 roku osoby, które ukończyły 35. rok życia, otrzymają zwrot podatku

22

budowlanka

Tylko Toruń

www.pozabydgoszcz.pl Piątek 29 listopada 2013 r.

J

VAT od zakupionych ceramicznych wyrobów sanitarnych i płytek podłogowych

uz niebawem wielu Polaków będzie zmuszonych pogodzić się z nadchodzącymi zmianami , albo jeszcze przed 1 stycznia 2014 roku, dokonać zakupów kwalifikujących się do ulgi z mocy ustawy o zwrocie podatku VAT. W sytuacji, gdy czas odgrywa niebagatelne znaczenie, warto postawić na firmę, która sprawnie i fachowo obsłuży swojego klienta. W branży łazienkowej strzałem w dziesiątkę będzie Servitor. Według nowego projektu ustawy, ulga zwrotu podatku VAT za materiały budowlane nie będzie przysługiwała już wszystkim, a jedynie osobom do 36. roku życia. Oprócz tego obejmie wyłącznie zwrot wydatków na materiały budowlane wykorzystane przy inwestycji wymagającej pozwolenia na budowę (ale wydanej już w 2014 r.), co wyklucza sytuacje remontu. Zaplanowano także ograniczenia dotyczące metrażu: powierzchnia użytkowa lokalu mieszkalnego (powstałego w wyniku rozbudowy budynku mieszkalnego, bądź przebudowy budynku niemieszkalnego na cele mieszkalne) lub domu, nie będzie mogła przekraczać odpowiednio 75 metrów kwadratowych i 100 metrów kwadratowych (85 mkw i 110 mkw, gdy osoba starająca się o zwrot w dniu wydania pozwolenia na budowę, wychowywała przynajmniej troje dzieci).

Dla tych, którzy nie mają pomysłu na łazienkę, projektanci mogą stworzyć wizualizację, jak również profesjonalne projekty.
Nie należy jednak popadać w skrajność szaleńczych zakupów, które nie są podyktowane zdrowym rozsądkiem. Ostatni gwizdek dotyczy jedynie kupna, nie terminu składania wniosków o zwrot. On z kolei w trybie dotychczasowym został przewidziany na 31 grudnia 2018 r. Mimo upływających dni, wybór pierwszego z brzegu salonu łazienkowego byłby korzystny jedynie w pierwszych miesiącach użytkowania zakupionych sprzętów, czy materiałów. Bądź co bądź, ich przeznaczeniem jest służyć człowiekowi jak najdłużej i jak najefektywniej. Servitor przygotowany na gwałtowny popyt na produkty, które kwalifikują się do zwrotu podatku od ich zakupu, zadbał o

szeroką dostępność swoich usług. Oferuje sprzedaż i obsługę klienta w pięciu punktach województwa kujawsko-pomorskiego: w Toruniu przy ul. Polnej 123, w Bydgoszczy przy ul. Fordońskiej 53, a także w Inowrocławiu, Włocławku i Płocku. Tak wiele lokalizacji pozwoli odciążyć kolejki, których niechybnie należy spodziewać się w całym kraju. - W każdym salonie projektanci służą klientom fachową pomocą, nie tylko w zakresie urządzenia łazienki, czy doboru płytek, ale również stworzenia wymarzonego, pełnego komfortu i stylu domu, czy mieszkania - podkreśla Elżbieta Domagalska, manager ds. płytek ceramicznych w firmie Servitor. - Dla tych, którzy nie mają pomysłu na łazienkę, projektanci mogą stworzyć wizualizację, jak również profesjonalne projekty. Bogactwo wyboru produktów wśród polskich i zagranicznych producentów powoduje, że nawet najbardziej wymagający klient otrzyma produkt dopasowany do swoich potrzeb. Oferta firmy Servitor w dużej mierze pokrywa się z listą materiałów budowlanych, które objęte są ulgą zwrotu podatku VAT od kosztów zakupu, dostępną na stronie internetowej Ministerstwa Transportu i Budownictwa: www.transport.gov.pl. Zalicza się do

niej cała gama płytek ceramicznych, w tym łazienkowych, podłogowych wewnętrznych i zewnętrznych, gres techniczny, barwiony i polerowany. Ponadto kompleksowe wyposażenie łazienek, czyli: ceramika sanitarna, umywalki, wanny, brodziki, czy bidety. Aby zyskać na czasie można wstępnie zapoznać się z ofertą Servitora za pośrednictwem witryny: www.superlazienki.pl. - Choć okres możliwości korzystania z ulgi kurczy się z dnia na dzień, staramy się, by profesjonalizm usług świadczonych przez salony Servitor rekompensował klientom, których wkrótce nie będzie ona dotyczyć, wszelkie niedogodności finansowe - przekonuje Elżbieta Domagalska. Jednak odliczanie do Nowego Roku wciąż trwa, dlatego Servitor przygotował "Magazyn Dobrych Cen", a w nim liczne propozycje znanych i markowych produktów m. in. wanny firmy Excellent, umywalki Villeroy&Boch, Duravit, baterie spod szyldu Grohe, czy Fima Carlo Frattini. Ponadto na stronach magazynu można znaleźć najwyższej jakości, ceramiczne płytki pochodzenia hiszpańskiego i włoskiego, których ceny obniżone są o minus 20, 30 i więcej procent. (MT)

Fot. Archiwum

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 29 listopada 2013 r.

sport

23

Moje zespoły były przygotowane
Z Dariuszem Pasieką, mieszkańcem Osielska, zastępcą dyrektora Szkoły Trenerów PZPN, byłym szkoleniowcem Arki Gdynia, Cracovii i klubów niemieckich, rozmawia Artur Kluskiewicz
Po kilkunastu latach pracy w Niemczech zdecydował się Pan na powrót do Polski. Dlaczego akurat Osielsko? Ta gmina raczej futbolem nie żyje… - Odkąd wróciliśmy do Polski, wraz z rodziną postanowiliśmy wybudować się w gminie, w zaciszu miasta. To na pewno była bardzo dobra decyzja. W urzędzie, chcąc załatwić jakąś sprawę, nie trzeba długo czekać – nie ma kolejek, pracują sympatyczni ludzie. Nie trzeba specjalnie wyjeżdżać do Bydgoszczy. Galeria, siłownia, basen, szkoła dla syna – wszelkie sprawy możemy załatwić na miejscu, nie ruszając się daleko autem. Czujemy się znakomicie. Znam burmistrza Wojciecha Sypniewskiego, ale nie rozmawialiśmy na temat futbolu. W Osielsku nie ma większego zainteresowania piłką, ale ja jestem otwarty na wszelkiego rodzaju propozycje. Powrotu do Polski chyba nie może Pan jednak wspominać najlepiej. Nie dość, że prowadzone przez Pana Arka Gdynia, jak i Cracovia spadły z ekstraklasy, to nie dano panu dokończyć sezonu. Żal jest panu, że z takim materiałem ludzkim nie otrzymał kredytu zaufania do finiszu rozgrywek? Zawsze wychodzę z założenia, że aby było lepiej, trzeba interweniować. Zadam panu pytanie – dlaczego zmienia się trenera? Po to, aby poprawić wyniki i wstrząsnąć piłkarzami. Zgadza się, a fakty są takie, że nawet po moich odejściach ani Arce, ani Cracovii moim następcom nie udało się wydźwignąć ze strefy spadkowej, a średnia punktowa była gorsza niż moja. Tak jak pan wspomniał, skład osobowy tych drużyn daleko odbiegał od ideału. Jednego nie można zarzucić moim zespołom – że nie były przygotowane taktycznie i fizycznie. Na nich musi widać „handschrift” trenera (niem. charakter pisma – przyp. red.). Za granicą nawet jeśli uznanemu szkoleniowcowi powinie się noga, otrzymuje kolejną szansę. W Polsce, jeżeli obejmuje jakiś zespół, to zazwyczaj z niższej półki od poprzedniego. Jest gorzej – u nas trenerzy stają zaszufladkowani! Na Zachodzie dzieje się inaczej. Zanim wyrzuci się trenera, sprawdza się wszystkie możliwości ratunku. Prezesi są niecierpliwi i podatni na wpływy otoczenia – działaczy, mediów, kibiców. Dobrze funkcjonujący klub nie może dać wejść sobie na głowę. W Arce i Cracovii presji nie wytrzymano. Wracając do pytania – czuje pan żal, że przez te epizody wykreślony pan został z trenerskiej giełdy? Nazwałbym to niedosytem. Nie czuję żalu ani do Arki, ani do Cracovii, że wszystko tak się potoczyło. Zebrałem pewne doświadczenia i jestem mądrzejszy. Wiem, jaką mam wartość, jaką posiadam wiedzę. Nie będę zrzucał winy na innych, oczyszczał się wywiadami z wyników, które z nimi osiągnąłem. Zostałem inaczej wychowany, staram się być autentyczny. Może nawet i dla niektórych jestem niewygodny, bo mam - Tylko w mediach przewijał się ten temat, bo ze mną nie prowadzono rozmów. Owszem, pojawiam się na meczach Olimpii, ale tylko z tego względu, że panuje tam sympatyczna atmosfera i w tym klubie mam wielu dobrych znajomych, którzy cale swoje serce wkładają w klub, a ja to bardzo cenię. Nie czyhałem na czyjąś posadę. Pana były klub, Zawisza Bydgoszcz, w ostatnich tygodniach zadziwia w T-Mobile Ekstraklasie. Beniaminek może stać się silnym punktem rozgrywek? Jedno jest najważniejsze – Zawisza po wielu chudych latach wreszcie jest w ekstraklasie. Oglądałem inaugurację z Jagiellonią i widać było, że ten zespół potrzebował wzmocnień. Należy pochwalić właściciela klubu, że wszyscy sprowadzeni piłkarze z zagranicy są klasowi jak na warunki ekstraklasy. Jestem przekonany, że bez Goulona, Micaela, Vasconcelosa czy Carlosa ta drużyna nie wspięłaby się na ten poziom. Przecież ich obecność, to ponad połowa zdobytych bramek Zawiszy, nie mówiąc o ich udziale przy następnych bramkach. Który z wymienionych, w pańskiej ocenia, zasługuje na najwięcej pochwał? Wszyscy zazwyczaj chwalą tych, którzy strzelają bramki, ale ja jestem pełen uznania jest dla Andre Micaela, chyba najlepszego w barwach Zawiszy. Trzyma obronę w ryzach, bardzo dobrym podaniem otwiera grę. Przy nim stojący w bramce Wojciech Kaczmarek musi czuć się pewniej. Droga obrana przez Osucha, właściciela Zawiszy, ze sprowadzaniem cudzoziemców to dobry kierunek dla polskich klubów? Jeśli będziemy ściągać piłkarzy pokroju Marco Paixao ze Śląska czy tych z Zawiszy, to może być jedyne rozwiązanie. Sprowadzamy graczy z Cypru z nadzieją, że rozwiążą problemy naszych klubów. I pomyśleć, że gdy ja w 1993 roku wyjeżdżałem tam do gry, mówiono mi, że lecę na wakacje. Czy fakt, że przez 18 lat nie gramy w Lidze Mistrzów, nie jest najlepszym dowodem na poziom naszej piłki? Trzeba się obudzić i zastanowić, gdzie my jesteśmy i na czym chcemy opierać swój optymizm. Musimy stawiać na młodzież, ale najpierw pomyśleć, skąd ją brać. A potem cierpliwie czekać na dobre wyniki. Nie ma innej szansy. Radosław Osuch ostatnio wyjawił, iż kluby 1. Bundesligi przyjeżdżają oglądać Michała Masłowskiego, Jakuba Wójcickiego i Goulona. Medialna kaczka? Przyjazd skautów z Niemiec, gdzie siatki obserwatorów są rozbudowane, to normalna praktyka. Nic jednak nie słyszałem o zainteresowaniu którymś z nich. Zapewne Osuch chciał podkreślić dobrą formę swych podopiecznych. Oczywiście, każdy z nich się rozwija, ale do transferu na Zachód jest daleka droga. Do Niemiec z Polski wyjeżdżali zawodnicy, którzy coś osiągnęli. Błaszczykowski, Lewandowski, Piszczek, Peszko – każdy z nich przed wyjazdem reprezentował kraj, miał już na koncie mistrzostwo Polski. Jeśli ich forma będzie rosła, otworem dla nich stoją i transfery, i reprezentacja Polski z nowym trenerem, który przejął schedę po Waldemarze Fornaliku. Z Adamem Nawałką i jego temperamentem możemy spodziewać się nowej jakości w grze biało-czerwonych? Jeżeli weźmiemy pod uwagę polskich szkoleniowców, Nawałka był najlepszym kandydatem. W ogóle nie ma tego co podważać. Oczywiście, może i za granicą znaleźliby się trenerzy rokujący większe nadzieje, ale trzeba mieć na względzie, w jakich warunkach pracujemy. Adam dał się poznać jako doświadczony piłkarz i trener. Ma wszystkie predyspozycje, aby stać się niezłym selekcjonerem. Często podkreśla się jego atuty i cechy warsztatu – dyscyplinę w zespole czy przygotowanie fizycznie, ale nikt nie bierze pod uwagę, że mamy do czynienia z drużyną, która spotyka się na kilka dni co parę tygodni! Nad aspektami fizycznymi pracuje się w klubach. Nie może być więc argumentów o braku czasu, gdyż każda z reprezentacji przecież ma go tyle samo! Reprezentacja nie jest przede wszystkim od trenowania. Podstawą jest motywacją i integracja. Dobrze, że Nawałka od samego początku stawia nacisk na te elementy. Po nieudanych eliminacjach do MŚ w Brazylii zarzucano reprezentantom, że nie podejmują ryzyka, że grają alibi. Jestem pewien, że żaden z reprezentantów nie gra alibi! Na mecze międzypaństwowe spogląda cały świat, nikt nie chce źle wypaść! Przyjeżdżają skauci, menedżerowie, więc każdy chce pokazać się z jak najlepszej strony. Kadra jest oknem wystawowym. Nie wierzę w zarzuty o braku zaangażowania i niepodejmowaniu ryzyka, żeby zachować status reprezentanta na dłużej. Domyślam się, ze pojawiają się pewne pogłoski, niesnaski, ale czy może ten balon jest zbyt napompowany? Spójrzmy na wyniki naszych klubów w pucharach. Nie zawieszajmy więc zbyt wysoko poprzeczki. Zajęliśmy czwarte miejsce w grupie, ale czy była szansa na drugie? Porównajmy ligę ukraińską z polską i warunki do pracy. To będzie stanowiło wystarczającą odpowiedź, dlaczego znajdujemy się w tym punkcie.

swoje zdanie, ale wiem, że za swoje słowa ponoszę odpowiedzialność. Najmądrzejsi są „życzliwi”, co po meczu mówią, co trzeba było zrobić. Niech ktoś lepiej przyjdzie przed meczem, zapytam go: „jesteś pewien?”. Zaufam, to tylko jedno z 30 spotkań – można je przegrać. Później na konferencji mogę powiedzieć, czyja to była inicjatywa z danym rozwiązaniem. Ciężko jest przetrwać w tej specjalności bez stołka? Przez ostatni rok, gdy byłem bez pracy, na wszystko mogłem spojrzeć z innej perspektywy. Byłem w Hiszpanii, Niemczech i w Brazylii, żeby zobaczyć, jak pracują inni. W pewnym momencie człowiek zaczyna tracić pewność, to normalne. I wcale tu nie chodzi o aspekt finansowy. Zaczynasz niepokoić się tym, że nikt nie wykazuje tobą zainteresowania. to może powodować chwile słabości Zdiagnozował pan, czemu brakowało zainteresowania? Zastanawiałem się, dlaczego tak jest. Byli przecież tacy, co od mojego końca pracy w Cracovii trzy razy zmieniali pracodawcę. Myślałem nad tym, jakie mechanizmy działają na polskim rynku – czy trzeba dzwonić, czy trzeba układać się z menedżerami, prezesami, dziennikarzami. Znajomości w tym fachu są podstawą?

Dużo do powiedzenia mają prezesi, a zwłaszcza ci, którzy są w jego kręgu. Po latach za granicą przyjechałem do kraju i nawet nie wiedziałem, jak jestem odbierany przez środowisko. Z tym wykształceniem i doświadczeniem z pracy w Niemczech powinien pan być łakomym kąskiem na rynku. Tym bardziej nie mogłem zrozumieć panujących kryteriów. Nie było przecież tak, żebym przebierał w propozycjach. Pojawiały się zapytania, telefony, ale na pewno nie byłem rozchwytywany. Nie pojawiały się myśli, żeby wracać do Niemiec, do tego lepszego piłkarskiego świata? Warto było wrócić do Polski z choćby tego powodu, że wtedy jako trener byłem anonimowy. Nie grałem w reprezentacji, z Waldhof Mannheim nie udało mi się nawet awansować do 1. Bundesligi. Gdzieś o mnie zapomniano. W Niemczech z kolei wciąż utrzymuję kontakty i zdarzają się zapytania, choćby latem z Waldhof Mannheim czy Regensburga, który prowadził Franciszek Smuda. To on mnie polecił, abym przejął po nim zespół. Byłem nawet na rozmowach, ale na tym się skończyło. Zmienił się menedżer klubu i opcja powrotu spełzła na niczym. Latem dużo mówiło się, że jest pan jednym z kandydatów do objęcia Olimpii Grudziądz.

Fot. Archiwum

Related Interests