You are on page 1of 69

Nietzsche Seminarium - projekt zrzeszajacy polskich badaczy IilozoIii

Fryderyka Nietzschego poprzez:


- powolany przez Cezarego Wodzinskiego, Bogdana Banasiaka i Pawla
Pieniazka cykl dorocznych konIerencji IilozoIicznych.
- stron internetowa nietzsche.org.pl. Na stronie:
Bibliografia polskich odniesien do Nietzschego
- do 1918 (Marta Kopij)
- z lat 1919-1939 (Grzegorz Kowal)
- z lat 1939-1989 (Jadwiga Sucharzewska)
- po 1989 (Jakub Wronski)
e-Mortkowicz - CyIrowa reedycja mlodopolskiego wydania Fryderyka
Nietzschego z zachowaniem paginacji i ukladu graIicznego.
Teksty archiwalne - baza przedwojennych artykulow polskich na temat
Nietzschego
Wiesci ze swiata Nietzschego: konIerencje, seminaria, obronione prace
Opatrzony komentarzem zestaw linkw
... i wiele innych
http://nietzsche.org.pl/
e-Mortkowicz
CyIrowa reedycja mlodopolskiego wydania Fryderyka Nietzschego
z zachowaniem paginacji i ukladu graIicznego.
Nietzsche Seminarium, Lodz-Wroclaw 2009
Redakcja: Jakub Wronski, Tymoteusz Slowinski
Nietzsche Seminarium 2009
DZIEA FRYD. NIETZSCHEGO
W PRZEKADZI E WACAWA
BERENTA, KONRADA DRZE-
WIECKIEGO, LEOPOLDA STAFFA I
STANISAWA WYRZYKOWSKIEGO
WYDA JAKB MORTKOWICZ.
WARSZAWA KRAKW MCMXII
FRYDERYK NI E T Z S C HE
ECCE HOMO
JAK SIC STAJE K I M SI JEST
PRZEOY
LEOPOLD STAFF
NAKAD J AKBA MORTKOWICZA
Wydanie drugie, przejrzane i po-
nownie porwnane z oryginaem.
KRAKW - DRUK W. L. ANCZYCA I SPKI
P R Z E D MO WA
PRZEWIDUJC, e wkrtce stan przed ludz-
koci z najtrudniejszem, jakie jej kiedykolwiek po-
stawiono, wymaganiem, zda mi si niezbdnem
rzec, k i m j e s t e m. W gruncie winnoby si to wie-
dzie: gdy nie omieszkaem zawiadczy o sobie.
Nierwno stosunku midzy wielkoci mego zada-
nia a ma o c i moich wspczesnych znalaza wy-
raz w tem, e ani mnie syszano, ani te choby
widziano. yj na wasny kredyt, przesd to moe
tylko, e yj ?. . . Do mi pomwi jeno z kimkol-
wiek wyksztaconym, ktry latem przyjedzie do
Engadynu Wyniego, by si przekona, e n i e y j . . .
W okolicznociach tych jest obowizkiem, przeciw
ktremu powstaje w gruncie mj nawyk, bardziej
jeszcze duma instynktw moich, rzec: S u c h a j c i e
mn i e ! bo m t e n a t en. P r z e d e w s z y s t k i e m
ni e b i e r z c i e mn i e z a k o g o i n n e g o !
ECCE HOMO.
1
2
2.
3-
Kto umie oddycha powietrzem pism moich,
wie, e jest to powietrze wyynne, o s t r e powietrze.
Nie jestem naprzyklad zgoa straszydem, zgoa
potworem moralnym, natura moja jest nawet prze-
ciwiestwem czowieka tego rodzaju, ktry czczono
dotd, jako cnotliwy. Midzy nami mwic, zda mi
si, e wanie to moj stanowi dum. Jestem uczniem
filozofa Dyonizosa, wolabym by raczej jeszcze saty-
rem, ni witym. Moe udao mi si, moe pismo to
zgoa innego nie miao znaczenia, jak przeciwiestwu
temu da wyraz w sposb pogodny i ludziom przy-
jazny. W tem, cobym ja przyrzeka, ostatniemby
byo polepsza ludzko. Nie wznosz zgoa no-
wych boyszcz; stare niech ucz, jak z glinianemi
bywa nogami. Boyszcza mj wyraz na ideay
o b a l a , ju to raczej naley do mego rzemiosa.
Pozbawiono rzeczywisto w tym stopniu wartoci,
sensu, prawdziwoci, jak wiat idealny z e g a n o . . .
wiat prawdziwy i wiat pozorny po naszemu:
wiat z e g a ny i rzeczywisto... g a r s t w o ideau
byo dotd przeklestwem na rzeczywistoci ci-
cem, ludzko sama staa si przez nie a do najni-
szych swych instynktw garsk i faszyw, a do
uwielbienia wartoci p r z e c i w n y c h tym, ktreby
jej dopiero byy pork rozwoju, przyszoci, wiel-
kiego p r a w a do przyszoci.
3
Trzeba by do niego stworzonym, inaczej grozi nie-
mae niebezpieczestwo przezibienia si. Ld blizko,
samotno potworna lecz jake cicho spoczywa
wszystko w wietle! jak si swobodnie oddycha!
ile rzeczy si czuje pod sob! Filozofia, j ak j am
j dotd rozumia i przeywa, jest yciem dobrowol-
nem wrd lodw i szczytw poszukiwaniem wszyst-
kiego, co obce i godne pytania w istnieniu, wszyst-
kiego, co moralno dotd pod kltw dzierya. Z du-
giego dowiadczenia, ktre mi daa taka wdrwka
po z a k a z a n e m, nauczyem si patrze inaczej,
niby sobie yczono, na przyczyny, z ktrych morali-
zowano i idealizowano dotychczas: u k r y t e dzieje
filozofw, psychologia ich wielkich imion wysz a mi
na jaw. Ile prawdy z no s i , na ile prawdy w a y
s i duch? to coraz bardziej stawao si dla mnie
w aci wym. wartoci miernikiem. Bd ( wi ara
w idea ) nie jest lepot, bd jest t c h r z o -
s t w e m. . . Kada zdobycz, kady krok naprzd
w poznaniu w y n i k a z odwagi, z twardoci wzgl -
dem siebie, ze schludnoci wzgldem si ebi e. . . Nie
obalam ideaw, wkadam jeno rkawiczki przed
ni mi . . . Nitimur in vetitum: pod tym znakiem
zwyci y moja filozofia, bo zakazywano dotd zasad-
niczo zawsze tylko prawdy.
4.
Pord pism moich sam dla siebie miejsce zajmuje
mj Z a r a t u s t r a . Uczyniem nim ludzkoci najwik-
szy dar, jaki jej dotd uczyniono. Ksiga ta, g osem
1*
4
sigajca poprzez tysiclecia, jest nietylko najwy-
sz ksig, jaka istnieje, waciw ksig o powie-
trzu wyyn cay fakt, jakim jest czowiek, ley
w dali niezmiernej p o d ni jest take n a j g b -
s z , z najwntrzniejszego bogactwa prawdy uro-
dzon, niewyczerpan studni, w ktr adne nie za-
nurza si wiadro, by nie wypyn zota i dobroci
pene. Nie przemawia tu prorok, nikt z owych
dreszczem przejmujcych mieszacw choroby i woli
mocy, ktrych zaoycielami religii si zowie. Trzeba
przedewszystkiem s y s z e waciwie ton, ktry
z ust tych wychodzi, ten ton halkioski, by w spo-
sb politowania godny krzywdy nie czyni sensowi
jego mdroci: Najcichsze to s sowa, co burz
przynosz, myli, co na stopach gobich przychodz,
kieruj wiatem .
Figi z drzew padaj, s dobre i sodkie: i gdy
padaj, pka im skra czerwona.
Jam wiatr pnocny figom dojrzaym.
Wic, figom podobne, wam przypadaj w dziale
te nauki, przyjaciele moi: pijcie ninie ich sok i sodki
misz!
Jesie wokoo i niebo czyste i popoudnie
Nie przemawia tu zagorzalec, tu si nie kae,
tu nie wymaga si w i a r y : z bezgranicznej peni
wiata i gbi szczcia pada kropla po kropli, sowo
po sowie agodna powolno jest tempem tych
mw. Co podobnego dochodzi jeno do najbardziej
wybranych; nieporwnany to przywilej by tu su-
chaczem; nikomu nie dano do woli, dla Zaratustry
mie uszy. . . Nie jeste Zaratustra tedy k u s i c i e -
l e m? . . . Lecz c to on sam przecie mwi, gdy po
raz pierwszy znw w samotno wraca swoj? Wa-
nie przeciwiestwo tego, coby jaki mdrzec,
wity, zbawiciel wiata i inny dcadent rzek
w takim wypadku. . . Nietylko mwi on inaczej, on
j e s t te i nny. . .
Sam id, uczniowie moi! I wy odejdcie precz,
i sami ! Tak chc !
Idcie ode mnie precz i brocie si przeciw Za-
ratustrze! I lepiej jeszcze: wstydcie si go! Moe
oszuka was. Czowiek poznajcy nietylko kocha
musi wrogi swoje, musi te umie nienawidzie swych
druhw.
Z a to odpata nauczycielowi, gdy si zawsze
jeno uczniem pozostaje. I czemu z wieca mego rwa
nie chceci e?
Czcicie mni e: lecz c, gdy dnia pewnego
u p a d n i e wasza cze? Strzecie si, aby jaki po-
sg was nie zabi !
Mwicie, e wierzycie w Zaratustr? Lecz c
zaley na Zaratustrze? Wycie wyznawcy moi, l ecz
c zaley na wszystkich wyznawcach!
Nie szukalicie jeszcze siebie, wic znalelicie
mnie.
Tak czyni wszyscy wyznawcy; przeto tak mao
warta wszelka wiara.
Ninie rozkazuj wam zgubi mnie, a znale sie-
bie; i dopiero, g d y w s z y s c y z a p r z e c i e s i
mni e , powrc do wa s . . .
Fryderyk Nietzsche.
5
Te g o dnia doskona ego, g dy wszyst ko doj-
r zewa i ni et yl ko grono wi nne brunatnieje, pad
w ani e promi e s oca na me yci e; patrzy-
em wst ecz, pat rzy em przed si, ni gdym nie wi -
dzia tyl e i t ak dobr ych r z ec z y naraz. Ni ena-
prnom pogrzeba dzi swj rok czterdzi esty
czwart y, w o l n o mi by o go pogrzeba, co
by o yci em w nim, j est ocal one, jest niemier-
telne. Pi er wsza ksi ga P r z e m i a n y ws z y s t k i c h
w a r t o c i , P i e n i Z a r a t u s t r y , Z m i e r z c h
b o y s z c z , moj a prba fi l ozofowani a motem
wszyst ko dar y t ego roku, nawet ostatniej roku
wi er ci ! J a k e b y m n i e mi a c a e m u y -
c i u s w e m u w d z i c z e n b y ? I t ak
opowi adam sobi e s we yc i e.
DLACZEGO JESTEM TAK MDRY. Szcz-
cie mego istnienia, jego jedyno moe, ley w jego
fatalnoci: wyraajc to w formie zagadki, jako oj-
ciec mj ju umarem; jako matka moja yj jeszcze
i starzej si. To pochodzenie podwjne, niejako od
najwyszego i najniszego szczebla u drabiny ycia,
zarazem dcadent i p o c z t e k jeli co, to to
wyjania ow bezstronno w stosunku do zbioro-
wego problematu ycia, w brak uprzedzenia, ktry
mnie moe odznacza. Posiadam dla oznak wschodu
i zachodu wch czulszy, ni jakikolwiek posiada
czowiek, co do tego jestem nauczycielem par excel-
lence, znam jedno i drugie, jestem jednem i dru-
giem. Ojciec mj umar liczc trzydzieci sze
lat: by wty, miy i sabowity, jak przeznaczona jeno
do przejcia istota, raczej dobrotliwe wspomnienie
o yciu, ni ycie samo. W tym samym roku, w kt-
rym jego ycie ku doowi si miao, miao si ku do-
owi i moje: w trzydziestym szstym roku ycia do-
szedem do najniszego punktu ywotnoci, y-
em jeszcze, nie widzc jednak na trzy kroki przed
9
sob. Wwczas byo to r. 1879 zoyem pro-
fesur bazylejsk, przeyem lato niby cie w St.
Moritz i zim nastpn, najubosz w soce zim
swego ycia, j a k o cie w Naumburgu. To byo
moje minimum: Wdrowiec i j ego c i e powsta
w tym czasie. Niewtpliwie, znaem si wwczas na
ci eni ach. . . Zimy nastpnej, pierwszej mej zimy ge-
nueskiej, zrodzio owo przesodzenie i przeducho-
wienie, ktrych warunkiem nieledwo jest skrajne
ubstwo krwi i mini, zrodzio Jutrzenk. Dosko-
naa jasno i pogoda, nawet bujno ducha, ktr
wspomniana odzwierciada ksiga, godzi si we mnie
nietylko z najgbsz saboci fizyczn, lecz nawet
z blu nadmiarem. Wrd katuszy, ktre przynosi
z sob nieprzerwany trzydniowy bl mzgu wraz
z uciliwymi wymiotami luzu, posiadaem jas-
no dyalektyczn par excellence i przemyliwa-
em z krwi bardzo zimn rzeczy, dla ktrych w wa-
runkach zdrowszych nie do wspina si umiem,
nie do jestem rafinowany, nie do z i mn y . Czy-
telnicy moi wiedz moe, jak dalece uwaam dyalek-
tyk za objaw dcadence naprzykad w przenajsaw-
niejszym wypadku, jakim jest Sokrates. Wszystkie
chorobliwe zaburzenia intelektu, nawet owo poowiczne
oguszenie, ktre towarzyszy gorczce, pozostay mi
po dzi dzie rzeczami obcemi, o ktrych naturze i cz-
stoci pouczy si dopiero musiaem w drodze nau-
kowej. Krew moja biey powol i Nikt nie mg nigdy
stwierdzi u mnie gorczki. Lekarz, ktry mnie leczy
przez czas duszy jako chorego na nerwy, rzek
w kocu: Nie! Nerwy paskie tu nie winny, to ja
sam jestem nerwowy. Bezwzgldnie nie da si wy-
kaza adne zwyrodnienie miejscowe; adne z przy-
10
czyn organicznych wynikajce cierpienie odka,
aczkolwiek istnieje, jako skutek wyczerpania oglnego,
najcisza sabo systemu gastrycznego. Rwnie
cierpienie oczu, okresami niebezpiecznie do lepoty
zblione, jest jeno skutkiem, nie przyczyn: tak, e
z przybytkiem siy yciowej przybywao i siy widze-
nia. Dugi, zbyt dugi szereg lat oznacza u mnie
powrt do zdrowia, oznacza te niestety zarazem po-
wrt choroby, upadek, peryodyczno pewnego rodzaju
dcadence. Trzeba mi, wobec tego, rzec, e w zagad-
nieniach dcadence mam d o w i a d c z e n i e ? Prze-
sylabizowaem je naprzd i wstecz. Nawet owej fili-
granowej sztuki ujmowania i pojmowania wogle,
owego zmysu do odcieni, owej psychologii patrze-
nia z za wga i co mi prcz tego waciwe, nauczy-
em si wwczas dopiero; wszystko to waciwy dar
owego czasu, gdy wszystko subtelniao we mnie, po-
strzeganie samo, jak i narzdy postrzegania. Z punktu
widzenia chorego spoglda ku z d r o w s z y m poj-
ciom i wartociom, i znw odwrotnie z peni i pew-
noci siebie ycia b o g a t e g o na tajemn robot in-
stynktu dcadence to najduszem mem byo wicze-
niem, mem dowiadczeniem waciwem, jeli w czem,
to w tem staem si mistrzem. Mam to teraz w pal-
cach, mam palce po temu, p r z e s t a w i a p e r s p e k -
t y w y : pierwszy powd, dlaczego moe dla mnie
jednego Przemiana wartoci jest wogle moliwa.
2.
Pomijajc bowiem, e jestem dcadent, jestem
te j ego przeciwiestwem. Dowodem moim na to jest
II
midzy innymi, e instynktownie przeciw z ym sta-
nom zawsze w a c i w e wybieraem rodki : gdy
tymczasem dcadent, istotny zawsze sobie szkodliwe
rodki wybiera. Jako summa summarum byem zdrw,
jako kt, jako specyalno byem dcadent. Owa ener-
gia, prca do bezwzgldnego osamotnienia i wydo-
bycia si z nawykowych stosunkw, mus sobie zada-
wany, by nie da si odtd pielgnowa, obsugiwa,
otacza l e k a r z a mi zdradza bezwarunkow pew-
no instynktu w tem, c z e g o wwczas przedewszyst-
kiem byo potrzeba. Sam siebie wziem w gar, sam
siebie uzdrowiem: pierwszym do tego warunkiem
kada fizyologia to przyzna e s i w g r u n c i e
j e s t z d r o wy m. Typowo sabowita istota nie moe
ozdrowie, tem mniej sama uzdrowi siebie; dla ty-
powo zdrowego moe przeciwnie chorzenie by nawet
energicznem stimulans do ycia, do wicej ycia. Tak
w samej rzeczy wydaje mi si t e r a z w dugi czas
choroby: odkryem ycie niejako na nowo, j ak i sa-
mego siebie, raczyem si smakiem wielu dobrych
a nawet maych rzeczy, jakiemi inni nieatwo raczyby
si mogli uczyniem z swej woli zdrowia, ycia,
filozofi swoj . . . Bo zwacie: byy to lata najniszej
ywotnoci mojej, gdym p r z e s t a by pesymist;
instynkt wrcenia do zdrowia z a b r o n i mi filozofii
ubstwa i zni echceni a. . . A po czem poznaje si
w gruncie, e c z o w i e k si u d a ! Po tem, e
czowiek udany mile nam dziaa na zmys y: e wy-
rzebiony jest z drzewa, ktre jest twarde, delikatne
i wonne zarazem. To mu smakuje tylko, co jest dla
korzystne; upodobanie jego, rozkosz j ego ustaje, gdzie
co przekracza miar korzystnoci. Odgaduje on
rodki lecznicze przeciw uszkodzeniom, wyzyskuj e ze
12
przypadki na swj poytek; co go nie zabija, czyni
go mocniejszym. Z wszystkiego, co widzi, syszy, prze-
ywa, gromadzi s w o j summ: jest zasad wybie-
rajc, pozwala wielu rzeczom przepada. Jest zawsze
w s w o j e m towarzystwie, czy to obcuje z ksikami,
ludmi lub okolicami: cze okazuje, k i e d y wy-
b i e r a , d o p u s z c z a , d a r z y z a u f a n i e m. Oddzia-
ywa na wszelkiego rodzaju podniety zwolna, z ow
powolnoci, ktrej nauczya go przezorno i duma
rozmylna, bada podniet nadchodzc, daleki od
tego, by jej naprzeciw wychodzi. Nie wierzy ani
w nieszczcie, ani w win: zaatwia si z sob,
z innymi, umie z a p o mi n a , jest do silny, by
mu wszystko na dobre wyj mu s i a o . A wic
jestem p r z e c i w i e s t w e m dcadent: bom wanie
opisa s i e b i e .
3.
Ten szereg p o d w j n y dowiadcze, ten do-
stp do pozornie rozdzielonych wiatw powtarza si
w naturze mej pod kadym wzgldem jestem so-
bowtrem, mam te drugie jeszcze oblicze prcz
pierwszego. A moe j e s z c z e te t rzeci e. . . Ju
samo pochodzenie moje pozwala mi na spojrzenie
poza wszystkie, jedynie miejscem, jedynie narodem
uwarunkowane perspektywy, nie kosztuje mnie nic
by dobrym Europejczykiem. Z drugiej strony
jestem moe bardziej niemiecki, niby Niemcy dzi-
siejsi, zwykli obywatele pastwa niemieckiego, by
jeszcze mogli ja, ostatni Niemiec a n t y p o l i t y c z -
ny. A przecie przodkowie moi byli szlacht polsk:
13
std to posiadam we krwi wiele instynktw rasowych,
kto wie? moe nawet liberum veto? Jeli pomyl, j ak
czsto w drodze przemawiaj do mnie jako do Po-
laka i to Polacy sami, jak rzadko bior mnie za
Niemca, to mogoby si zdawa, e nale tylko do
Niemcw n a k r a p i a n y c h . Lecz matka moja, Fran-
ciszka Oehler, jest w kadym razie czem bardzo
niemieckiem; podobnie babka moja ze strony ojcow-
skiej, Erdmuta Krause. Ostatnia przeya ca mo-
do w dobrym starym Weimarze, nieobca kou
Goethego. Brat jej, profesor teologii Krause w Kr-
lewcu, powoany zosta po mierci Herdera na ge-
neralnego superintendenta do Weimaru. Nie jest nie-
moliwem, e matka ich, moja prababka, wystpuje
jako Muthgen w dzienniku modego Goethego. Wy-
sza powtrnie za m za superintendenta Nietz-
schego w Eilenburgu; w dniu wielkiego roku woj ny
1813, kiedy Napoleon z sztabem generalnym wkro-
czy do Eilenburga, 10 padziernika, odbywaa po-
g. Jako Saksonka, bya wielk Napoleona czci -
cielk; by moe, e i ja jeszcze nim jestem. Oj -
ciec mj, urodzony r. 1813, zmar r. 1849. Zanim
obj probostwo gminy Rcken w pobliu Ltzen,
przebywa lat kilka na zamku altenburskim i uczy
cztery tamtejsze ksiniczki. Uczennicami jego s kr-
lowa hanowerska, wielka ksina Konstantynowa,
wielka ksina oldenburska i ksina Teresa sasko-
altenburska. By peen gbokiej czci dla krla pru-
skiego Fryderyka Wilhelma Czwartego, od ktrego
te swoje otrzyma probostwo; wypadki 1848 za-
smuciy go niezmiernie. Ja sam, urodzony w dzie
urodzin wspomnianego krla, 15 padziernika, otrzy-
maem, jak suszna, hohenzollernowskie imiona F r y -
14
d e r y k a Wilhelma. Jedn korzystn stron mia w ka-
dym razie wybr dnia tego: urodziny moje byy
w cigu mego dziecistwa caego witem. Uwaam
to za wielki przywilej, em takiego mia ojca: zda mi
si nawet, e tem tumaczy si wszystko, co zreszt
z przywilejw posiadam, ycia, wielkiego tak
wzgldem ycia n i e wliczajc. Przedewszystkiem, e
nie trzeba mi na to postanowienia, tylko prostego prze-
czekania, by wej mimowolnie w wiat rzeczy wy-
sokich i subtelnych: tam jestem w domu, najwntrz-
niejsza namitno moja dopiero tam wolna si staje.
em ten przywilej nieledwo yciem zapaci, to z pew-
noci nie jest targ niesprawiedliwy. By tylko
co nieco z mego Zaratustry zrozumie, trzeba by
moe w warunkach podobnych, jak ja jestem je-
dn nog po t a mt e j s t r o n i e yci a. . .
4.
Nie znaem nigdy sztuki uprzedzania do siebie
take i to zawdziczam swemu niezrwnanemu ojcu ,
i nawet wwczas, kiedy mi to wielk zdao si mie
warto. Nie jestem, cho nie po chrzecijasku zda-
wa si to moe, uprzedzony nawet do siebie. Mona
tak i siak nicowa me ycie, zrzadka tylko, w grun-
cie raz jeden jedyny znajdzie si w niem lady, e kto
wzgldem mnie ywi z wol, moe jednak nieco
za wiele ladw d o b r e j wol i . . . Dowiadczenia moje
nawet z tymi, na ktrych kady le wychodzi, prze-
mawiaj bez wyjtku za nimi; obaskawiam kadego
niedwiedzia, przyzwoitoci nawet baznw ucz.
W cigu siedmiu lat, gdy w pedagogium bazylejskiem
15
uczyem po grecku, nie miaem zgoa powodu do wy-
mierzenia kary; najleniwsi byli u mnie pilni. Przy-
padkowi zawszem sprosta umia; musz by nie-
przygotowany, by by panem siebie. Choby instru-
ment by jaki chce, nawet tak rozstrojony, jak tylko
instrument cz owi ek rozstrojony by moe mu-
siabym chorym by, gdyby mi si uda nie miao
wydoby ze co, co da si sucha, I j aki e czsto
od samych tych instrumentw syszaem, e jeszcze
nigdy t a k si nie s ysza y. . . Najpikniej moe od
owego nieodaowanie modo zmarego Henryka von
Stein, ktry raz po starannie zasignitem pozwo-
leniu, zjawi si na trzy dni w Sils-Maria, owiad-
czajc kademu, e ni e dla Engadynu przybywa.
Ten doskonay czowiek, ktry z ca nieposkromion
naiwnoci junkra pruskiego zabrn w bagno wagne-
rowskie ( a nadto jeszcze w bagno Dhringa!) by
te trzy dni jakby zmieniony od burzliwego wichru
wolnoci, jak kto, kto nagle na s w o j wyyn si
wznosi i skrzyde dostaje. Mwiem mu zawsze, e
sprawia to czyste powietrze tu w grze, e tak
dzieje si kademu, e nienaprno jest si 6.000
stp nad Bayreuthem lecz nie chcia mi wi erzy. . .
Jeli mimo to dopuszczono si na mnie niejednej
maej i wielkiej zbrodni, to nie wola, tem mniej
z a wola bya tego przyczyn: raczej mgbym j u
zaznaczyem to wyej uskara si na dobr wol,
ktra nie mao psoty wyrzdzia mi w yciu. Do-
wiadczenia moje daj mi prawo do nieufnoci
wogle wzgldem tak zwanych popdw bezosobi-
stych, caej do rady i czynu gotowej mioci bli-
niego. Uwaam j w istocie samej za sabo, za po-
szczeglny wypadek niezdolnoci oporu wobec pod-
16
niet, l i t o zwie si tylko u dcadents cnot. Za-
rzucam litociwym, e trac atwo wstyd, cze, de-
likatno wobec odlegoci, e lito na zawoanie
cuchnie motochem i podobna jest do zudzenia zym
manierom, e litociwe rce w pewnych okolicz-
nociach mog wanie niszczycielsko siga w wiel-
kie przeznaczenie, w osamotnienie wrd ran, w pr z y-
wi l e j na cik win. Przezwycienie litoci zali-
czam do cnt d o s t o j n y c h : odtworzyem w pieni
jako Kuszenie Zarat ust ry wypadek, gdy dochodzi
go wielkie woanie na pomoc, gdy lito jako ostatni
grzech chce go opa, skoni do przeniewierstwa
wzgldem s i e b i e . Tu pozosta panem, tu w y y n
zadania swego utrzymywa w czystoci od niszych
o wiele i krtkowzroczniejszych zapdw, ktre dzia-
aj w tak zwanych postpkach bezosobistych, oto
prba, ostatnia moe prba, ktr ma odby Zaratu-
stra ostatni d o w d siy.
5.
Jeszcze na innym te punkcie jestem tylko swym
ojcem raz jeszcze i niejako jego dalszem yciem po
mierci przedwczesnej. Podobnie kademu, ktry nie
y nigdy wrd rwnych sobie i dla pojcia od-
paty jest tak niedostpny, j ak chyba dla pojcia
praw rwnych, zabraniam sobie w wypadkach,
gdy popenia si wzgldem mnie mae lub b a r d z o
w i e l k i e gupstwo, wszelkich krokw odpornych,
wszelkich rodkw ochronnych, jak suszna, te
wszelkiej obrony, wszelkiego usprawiedliwiania si.
17
Mj rodzaj odpaty polega na tem, by jak najprdzej,
w lot za gupot, wysa jak mdro a tak moe
tamt jeszcze dogoni. Mwic przenoni: wysy-
am garniec konfitur, by pozby si k w a n e j hi-
storyi . . . Niech mi tylko kto co zego wyrzdzi, od-
pac, mona by pewnym: wnet znajd sposob-
no wyrazi swe dziki zoczycy (nawet za
jego zy uczynek) lub go o co p o p r o s i , co
moe by bardziej obowizujce, ni co da. . . Zda
mi si take, e najgrubsze sowo, najbardziej gru-
bijaski list grzeczniejszy jest, przyzwoitszy, ni
milczenie. Tym, ktrzy milcz, brak prawie zawsze
delikatnoci i dobroci serca; milczenie jest zarzutem,
poykanie urabia si koniecznoci zy charakter,
psuje nawet odek. Wszyscy milczkowie cierpi
na niestrawno. Rzecz widoczna, i nierad jestem
niedocenianiu grubijastwa, jest to zgoa n a j b a r -
d z i e j l u d z k a forma przeczenia i wrd nowo-
czesnego przeczulenia jedna z naczelnych cnt na-
szych. Jeli si na to do jest bogatym, to
nawet szczciem jest doznawa niesprawiedliwoci.
Gdyby bg jaki zstpi na ziemi, mgby nic innego
nie c z y n i , prcz niesprawiedliwoci, nie kar,
lecz w i n wzi na siebie, byoby dopiero rzecz
bosk.
6.
Wolno od ressentiment wyjanienie ressenti-
ment kto wie, jak bardzo w kocu take te rze-
czy zawdziczam swej dugiej chorobie! Problemat
ECCE HOMO 2
18
nie jest najprostszy: trzeba go byo przey z gbi
siy i z gbi saboci. Jeli co wogle o chorobie,
o saboci stwierdzi mona, to e w nich w aci wy
instynkt leczniczy, i n s t y n k t z b r o j n y i o b r o n n y
czowieka wiotczeje. Nie mona si niczego pozby,
nie mona si z niczem zaatwi, nie mona niczego
odepchn, wszystko rani. Czowiek i rzecz przy-
bliaj si natrtnie, zdarzenia godz zbyt gboko,
wspomnienie jest ran ropiejc. Chorzenie j e s t ro-
dzajem samego ressentiment. Przeciw temu ma
chory jeden wielki lek, zw go f a t a l i z me m
r o s y j s k i m, owym fatalizmem bez buntu, z ktrym
onierz rosyjski, kiedy mu wyprawa wojenna zbyt we
znaki si daje, na niegu wreszcie si kadzie. Niczego
wicej nie przyjmowa, nie podejmowa si, nie bra
w siebie ju wogle nie oddzi a ywa. . . Wielkim ro-
zumem tego fatalizmu, ktry nie zawsze jest tylko od-
wag mierci, bo podtrzymuje ycie wrd najniebez-
pieczniejszych dla ycia warunkw, jest zmniejszenie
przemiany materyi, jej zwolnienie, rodzaj woli snu
zimowego. O kilka krokw dalej w tej logice i mamy
fakira, ktry tygodniami pi w grobi e. . . Poniewaby
si za szybko zuyto, g d y b y wogle oddziaywano,
nie oddziaywa si ju zgoa: oto logika. A nic nie
spala tak prdko, jak uczucia ressentiment. Zo, cho-
robliwa draliwo, niemoc zemsty, rozkosz, pragnie-
nie zemsty, mieszanie trucizn w kadem znaczeniu
to dla wyczerpanych z pewnoci najszkodliwszy
sposb oddziaywania: wynika std szybkie zuycie
siy nerwowej, chorobliwe wzmoenie szkodliwych
wyleww, naprzykad ci do odka. Ressentiment
jest dla chorego rzecz zabronion w s w e j i s t o -
c i e j e g o zem: niestety take jego najnatural-
19
niejsz skonnoci. Poj to w gboki fizyolog
Budda. Jego religia, ktrby suszniej h y g i e n
jego nazwa mona, by jej nie miesza z rzeczami tak
politowania godnemi, jak chrzecijastwo, uzalenia
sw skuteczno od zwyci stwa nad ressentiment;
uwolni o d e dusz pierwszy krok do ozdrowienia.
Nieprzyjani nieprzyja kresu nie pooy, przyja
kres nieprzyjani po oy: to rozpoczyna nauk
Buddy tak mwi n i e moralno, tak mwi
fizyologia. Ressentiment, urodzone z saboci, dla
nikogo nie jest szkodliwsze, j ak dla chorego sa-
mego, w innym wypadku, jeli chodzi o natur
bogat, jest uczuciem z b y t e c z n e m, uczuciem, nad
ktrem panowa jest nieledwo dowodem bogactwa.
Kto zna powag, z jak filozofia moja podja wal k
z uczuciami zemsty i urazy a w g b nauki o wol-
nej woli walka z chrzecijastwem jest w tem jeno
poszczeglnym wypadkiem , ten zrozumie dlaczego
osobiste zachowanie si swoje, swoj p e w n o in-
s t y n k t u w praktyce tu wanie na j aw wywodz.
W czasach dcadence z a b r a n i a e m ich sobie,
jako szkodliwych; skoro yci e znw byo do na to
bogate i dumne, zabraniaem ich sobie jako czego
pod sob. w fatalizm rosyjski, o ktrym mwiem
wystpowa tak u mnie, e przez lata ca e zachowy-
waem trwale pooenia, miejscowoci, mieszkania,
towarzystwa, skoro mi raz je przypadek nadarzy,
byo to lepiej, ni zmienia je, c z u je zmien-
nemi ni przeciw nim powstawa. W tym fatalimie
niepokoi siebie, budzi si gwa townie byo mi ww-
czas miertelnie niemio: co prawda byo te kadym
razem miertelnie niebezpiecznie. Uwaa siebie sa-
2*
20
mego za fatum, nie chcie by i nnym to w ta-
kich warunkach wi e l k i r o z u m istotny.
7.
Inna rzecz wojna. Jestem z natury wojowniczy.
Atakowanie waciwe jest moim instynktom. M c
by nieprzyjacielem, by nieprzyjacielem to wy-
maga moe silnej natury, w kadym razie wy-
nika z kadej silnej natury. Potrzebuje ona oporu,
przeto s z u k a oporu: patos z a c z e p n e z t sam
koniecznoci jest waciwe sile, jak uczucie zemsty
i urazy saboci. Kobieta naprzykad jest mciwa: to
wynika z jej saboci podobnie, jak jej wraliwo na
cudz niedol. Sia atakujcego ma pewnego rodzaju
mi a r w przeciwnictwie, ktrego mu trzeba; kade
wzrastanie ujawnia si wyszukiwaniem mocniejszego
przeciwnika lub problematu: bo filozof, ktry jest
wojowniczy, wyzywa te problematy do walki. Ni e
w tem zadanie, by wogle sta si panem oporw,
lecz takich oporw, gdzie w gr wcign potrzeba
ca sw si, sprawno i mistrzostwo w wadaniu
broni panem r w n y c h przeci wni kw. . . Rw-
no wobec wroga pierwsze zaoenie u c z c i -
w e g o pojedynku. Gdzie si pogardza, tam wojny
prowadzi nie mo n a ; gdzie si rozkazuje, gdzie
si co czuje p o d sob, nie t r z e b a wojny prowa-
dzi, Moja praktyka wojenna da w cztery uj
si zdania. Po pierwsze: zaczepiam tylko rzeczy
zwyciskie. Po drugie: zaczepiam tylko rzeczy, w kt-
rych nie znajduj przymierzecw, gdzie stoj sam,
21
gdzie sam si tylko kompromituj... Nie uczyniem
nigdy publicznie kroku, ktryby nie kompromitowa:
to jest dl a mn i e kryteryum susznego dziaania. Po
trzecie: nie atakuj nigdy osb posuguj si osob
tylko jako silnem szkem powikszajcem, moc kt-
rego jak powszechn, lecz skradajc si, l ecz nie-
do uchwytn ndz uwidoczni mona. Tak zacze-
piem Dawida Straussa, raczej p o w o d z e n i e star-
czo sabej ksiki wrd wyksztaconych niemiec-
kich pochwyciem tych wykszt a conych na go-
rcym uczynku. . . Tak zaczepiem Wagnera, dokad-
niej fasz, plichot w instynktach naszej kultury,
ktra miesza rafinowanych z bogatymi, spnionych
z wielkimi. Po czwarte: zaczepiam tylko rzeczy,
w ktrych wszelka niesnaska osb jest wykluczona,
ktrych tem nie jest adne ze dowiadczenie. Prze-
ciwnie, zaczepka jest u mnie dowodem yczliwoci,
w pewnych razach wdzicznoci. Czcz, wyrniam
tem, e cz swe imi z imieniem pewnej rzeczy,
pewnej osoby: za lub przeciw to mi wszystko
jedno. Jeli wytaczam chrzecijastwu wojn, to przy-
stoi mi to, bo nie doznaem z tej strony adnych fa-
talnoci, ni hamulcw najpowaniejsi chrzecijanie
byli mi zawsze yczliwi. Ja sam, przeciwnik de rigueur
chrzecijastwa, daleki jestem, by jednostkom wyma-
wia, co jest fatalnoci tysicoleci.
8.
Mog si way na zaznaczenie ostatniego
jeszcze natury swej rysu, ktry niema w obcowa-
22
niu z ludmi sprawia mi trudno? Waciwa mi jest
zgoa niesamowita wraliwo instynktu schludnoci,
tak e blizko co mwi? najgbsze wntrze,
jelita kadej duszy fizyologicznie odczuwam
w s z . . . Ta wraliwo moja posiada macki psycho-
logiczne, ktremi kadej tajemnicy dotykam, w palce
j ujmuj: wiele u k r y t e g o brudu na dnie pewnych
natur, wynikajcego moe z krwi zepsutej, lecz po-
bielonego przez wychowanie, uwiadamia mi si ju
prawie za pierwszem dotkniciem. Jeli dobrze zau-
wayem, to takie dla schludnoci mej nieznone na-
tury odczuwaj te ze swej strony przezorno mego
wstrtu: nie staj si przez to wonniejsze... Tak si
ju przyzwyczaiem kracowa czysto wzgldem
siebie jest zaoeniem mego istnienia, gin w nieczy-
stych warunkach , e pywam, kpi si i pluszcz
niejako ustawicznie w wodzie, w jakimkolwiek do-
skonale przeroczym i lnicym ywiole. To czyni mi
z obcowania z ludmi niema prb cierpliwoci;
ludzko moja nie polega na tem, e wspczuj, jaki
jest czowiek, lecz na tem, e w y t r z y mu j , i
z nim wsp czuj . . . Ludzko moja jest ustawicz-
nem przezwycianiem siebie. Lecz potrzebuj sa-
mo t n o c i , to znaczy ozdrowienia, powrotu ku sobie,
tchnienia wolnego, lekkiego, igrajcego powietrza. . .
Ca y mj Zaratustra jest dytyrambem na cze sa-
motnoci, lub jeli mnie zrozumiano, na cze s c hl ud-
n o c i . . . Na szczcie nie na cze c z y s t e g o
b a z e s t w a . . . Kto zmys ma do barw, nazwie
go dyamentowym. Ws t r t do ludzi, do moto-
chu by zawsze najwikszem mem niebezpiecze-
st wem. . . Chcecie sysze sowa, w ktrych Zaratu-
stra prawi o w y z w o l e n i u od wstrtu?
23
C jednak ze mn si stao? Jakiem si wy-
zwoli od wstrtu? Kto odmodzi me oko? Jaki em
si wzbi w wyyn, kdy ju motoch nie siedzi
u studni ?
Stworzye mi mj wstrt sam skrzyda i siy,
co przeczuy rda? Zaprawd, w wy naj wysz
musiaem si wzbi, by odnale krynic rozkoszy!
Och, znalazem j, bracia moi! Tu na wy y naj-
wyszej krynica mi bije rozkoszy! I jest tu ycie,
z ktrego motoch nie pija pospou!
Prawie za mocno mi tryskasz, rdo rozkoszy!
I czsto puhar znw oprniasz przeto, e go nape-
ni chcesz.
I jeszcze nauczy si musz skromniej przybli-
a do ciebie. Zbyt mocno jeszcze ku tobie bije me
serce:
serce me, w ktrem moje lato ponie, krt-
kie, gorce, smtne, przeszczliwe: jake poda lato
mego serca twojego chodu!
Mino ocigliwe strapienie mej wiosny! Miny
paty niegu mego gniewu w czerwcu! Latem staem
si cay i letniem popoudniem,
latem na wyy najwyszej o zimnych r-
dach i szczliwej ciszy: och, przyjdcie, moje druhy,
by cisza jeszcze szczliwsza si st a a! ,
Bo n a s z a to wyyna i nasza oj czyzna: wy-
soko zbyt i stromo zbyt tutaj mieszkamy wszystki m
nieczystym i pragnieniu ich. Rzucie jeno czystemi
oczami w krynic mojej rozkoszy, o druhy! Jakeby
przeto zmtnie miaa? Niech wam si s w o j czy-
stoci odmiechnie.
Na drzewie przyszoci zbudujem gniazdo sobie:
ory samotnym nam bd straw przynosi w dziobach!
24
Zaprawd, to nie strawa, ktrby mogli nieczy-
ci poywa pospou! Zda im si bdzie, e r
ogie i pyski sobie pal.
Zaprawd, adnych kryjwek dla nieczystych
tu chowa nie bdziem! Jaskini lodow zdaoby si
nasze szczcie ich ciaom i duchom!
I jako wichry potne bdziemy y ponad nimi,
ssiady orom, ssiady niegom, ssiady socu: tak
yj wichry potne.
I niby wicher zadm kiedy jeszcze pomidzy
nich i duchem swym zapr ich duchowi dech: tak
chce ma przyszo.
Zaprawd, wichrem potnym jest Zaratustra
wszem nizinom i tak rad daje swym druhom
i wszemu, co lini i plwa: strzecie si plwa po d
wiatr ! . . .
DLACZEGO JESTEM T AK WI ATY? Dla-
czego wiem niejedno w i c e j ? Czemu wogl e tak
jestem wiaty? Nie rozmylaem nigdy o zagadnie-
niach, ktre zagadnieniami nie s, nie roztrwaniaem
si. Waciwych wtpliwoci r e l i g i j n y c h na-
przykad nie znam z dowiadczenia. Uszo zgo a mej
uwagi, jakbym dalece powinien by grzesznym. Po-
dobnie brak mi dostpnego kryteryum, co to jest wy-
rzut sumienia: sdzc z tego, co s y s z y si o tem,
zda mi si wyrzut sumienia czem niewartem uwagi . . .
Nie wypierabym si jakiego czynu, g d y j u k l a m-
ka z a p a d a , wolabym zy wynik, s k u t k i , zasadni-
czo wyrzuci z zagadnienia wartoci. Wobec zego
wyniku traci si zbyt atwo w a c i w y pogld na to,
co si uczynio: wyrzut sumienia zda mi si pewnego
rodzaju z em okiem. Co, co chybio, tem bardziej
w czci chowa swojej, p o n i e w a chybio to
raczej ju waciwe mojej moralnoci. Bg,
niemiertelno duszy, zbawienie, zawiat,
wszystko to pojcia, ktrym zgo a uwagi ni czasu
26
nie uyczaem nawet jako dziecko, moem nie
by nigdy do na to dziecinny? nie znam ateizmu
zgoa jako walki ze sob. tem mniej, jako przeomu,
rozumie si on we mnie z instynktu. Jestem zbyt
ciekawy, zbyt u p r a w n i o n y do p y t a n i a , z by t
zuchway, bym mia cierpie prostack odpowied
pici. Bg jest prostack odpowiedzi pici, nie-
delikatnoci wzgldem nas mylicieli w gruncie
nawet tylko prostackim z a k a z e m pici: nie wolno
wam myl e! . . . Zgoa inaczej zajmuje mnie zagad-
nienie, od ktrego bardziej zbawienie l udzkoci za-
ley, ni od ktrejkolwiek osobliwoci teologicznej:
zagadnienie o d y w i a n i a . Mona je sobie, do pod-
rcznego uytku, tak sformuowa: jak wanie ty
masz si odywia, by osign swe maximum siy,
virtu w stylu Odrodzenia, cnoty wolnej od mora-
l i zny? Dowiadczyem w tym wzgldzie moliwie
najgorszego: jestem zdumiony, em o zagadnieniu
tem usysza tak pno, em z dowiadcze tych tak
pno nauczy si rozumu. Tylko zupena bez war-
tociowo niemieckiego wyksztacenia jego idea-
l i zm tumaczy mi poniekd, dlaczego w tej wanie
sprawie byem zacofany a do witoci. To wy-
ksztacenie, ktre z gry uczy traci z oczu s p r a w y
r z e c z y w i s t e , by goni nawskro problematyczne,
tak zwane cele idealne, naprzykad wyksztacenie
klasyczne: jak gdyby czenie klasycznoci
i niemieckoci w jedno pojcie nie byo rzecz
z gry potpion! Co wicej, dziaa to rozweselajco
wyobracie sobie tylko klasycznie wyksztaconego
pana z Lipska! W rzeczy samej, jadaem do naj-
dojrzalszych swych lat zawsze tylko l e , wyra-
ajc si moralnie bezosobicie, niesamolubnie,
27
altruistycznie, dla zbawienia kucharzy i innych
wspchrzecijan. Zaprzeczaem naprzyklad przez
kuchni lipsk, rwnoczenie z swem pierwszem stu-
dyum Schopenhauera (1865), bardzo powanie swej
woli ycia. Dl a niedostatecznego odywiania si
psu sobie jeszcze odek ten problemat, jak mi
si zdao, rozwizaa wymieniona kuchnia zadziwia-
jco szczliwie. (Powiadaj, e r. 1866 zwrot w tem
wywoa .) Lecz kuchnia niemiecka wogle cze-
g ona nie ma na sumieniu! Zupa p r z e d jedzeniem
(jeszcze w weneckich ksigach kucharskich z 16.
stulecia alla tedesca zwana); wygotowane misiwa,
tusto i mcznie przyrzdzone jarzyny; zwyrodnienie
leguminy w przycisk na listy! Jeli si wliczy w to
jeszcze poprostu bydlce potrzeby zalewania jedzenia
u starych, zgoa nietylko s t a r y c h Niemcw, to
zrozumie si. te pochodzenie d u c h a n i e mi e c -
k i e g o z zasmuconych j el i t. . . Duch niemiecki to
niestrawno, nie moe si z niczem zaatwi. Lecz
take dyeta a n g i e l s k a , ktra w porwnaniu z nie-
mieck, nawet francusk, jest rodzajem powrotu do
natury, to jest do kanibalizmu, jest do gbi odraa-
jca dla mego instynktu, zda mi si, e przyprawia
duchowi c i k i e stopy stopy Angi el ek, . . Naj-
lepsza kuchnia to kuchnia p i e mo n c k a . Napoje
wyskokowe szkodz mi; szklanka wina lub piwa na
dzie wystarcza, by uczyni mi z ycia pad pa-
czu, w Monachium mieszkaj moje antypody.
Cho pojem to nieco pno, to p r z e y w a e m
waciwie od dziecistwa. Jako chopak mniemaem,
e picie wina, jak palenie tytoniu, to zrazu jeno va-
nitas modziecw, pniej nag. By moe, e temu
c i e r p k i e mu wyrokowi winno te wino naumbur-
28
skie. By wierzy, e wino r o z w e s e l a , na to mu-
siabym by chrzecijaninem, to znaczy wierzy w to,
co dla mnie wanie jest niedorzecznoci. Do
dziwne, e przy tej nadzwyczajnej wraliwoci na
drobne, mocno rozcieczone dawki wyskoku, staj
si niemal marynarzem, gdy chodzi o dawki s i l n e .
Ju jako chopiec byem na tym punkcie waleczny.
Dug rozpraw acisk w jedn noc bezsenn na-
pisa i jeszcze przepisa, z ambicy w pirze, by
dorwna swemu wzorowi Salustyuszowi w prostocie
i zwizoci i niejednym grogiem najciszego kalibru
pola sw acin, to ju wwczas, gdym by uczniem
czcigodnej Schulpforty, nie sprzeczao si zgoa z moj
fizyologi, ani te moe z salustyuszow aczkolwiek
zawsze z czcigodn Schulpfort... Pniej, mniej wi-
cej w poowie ywota, stawaem si oczywicie coraz
surowszym p r z e c i w n i k i e m wszelkich gorcych
napojw: ja, przeciwnik jarstwa z dowiadczenia, zu-
penie jak Ryszard Wagner, ktry mnie nawrci, nie
umiem do powanie doradza bezwzgldnej wstrze-
miliwoci od trunkw wyskokowych wszystkim bar-
dziej d u c h o w y m naturom. Wo d a t o czyni . . . Wy-
bieram miejscowoci, gdzie ma si wszdzie sposobno
czerpania z ciekcych studni (Nizza, Turyn, Sils);
szklanka biey za mn niby pies. In vino Veritas;
zda mi si, e i tu znowu nie godz si z caym
wiatem co do pojcia prawdy: u mnie duch
unosi si nad wo d a mi . . . Kilka wskazwek jeszcze
z mej moralnoci. Obfity posiek atwiej strawi, ni
zbyt skpy. Aby odek jako cao dziaa, to pierwszy
warunek dobrego trawienia. Trzeba wielko odka
swego z na . Z tego samego powodu odradza na-
ley tych przewlekych posikw, ktre nazywam sty-
29
parni z przerwami, owych przy abie d'hte. ad-
nych posikw w przerwach, adnej kawy: kawa
zaspia. He r b a t a tylko rano z korzyci. Mao, lecz
mocnej: herbata bardzo szkodzi i caodniowe spro-
wadza niedomaganie, gdy jest cho o stopie za
saba. Kady tu ma sw miar, czsto w najcianiej-
szych i najdelikatniejszych granicach. W bardzo dra-
nicym klimacie nie radzi si na pocztek herbaty:
godzin przed tem naley rozpocz filiank g-
stego, odtuszczonego kakao. Jak najmniej s i e -
d z i e ; nie wierzy adnej myli, ktra si nie uro-
dzia na wolnem powietrzu i przy swobodnym ru-
chu, jeli i minie przy tem wicie nie uczestni-
cz. Wszystkie przesdy pochodz z kiszek. Cier-
pliwo poladkw rzekem to j u raz to wa-
ciwy g r z e c h przeciw duchowi witemu.
2.
Zagadnieniu odywiania si najbardziej pokrew-
nem jest zagadnienie m i e j s c a i k l i ma t u . Nie
kademu wolno mieszka wszdzie; a kto ma wielkie
rozwiza zadania, ktre wszystkich j ego wyma-
gaj si, ma nawet w tym wzgldzie wybr bardzo
ciasny. Wp yw klimatyczny na p r z e mi a n ma t e -
r yi , jej hamowanie i przypieszanie siga tak daleko,
e chybienie miejsca i klimatu moe kogo nietylko
od jego odstrczy zadania, l ecz go wogle zadania
pozbawi: nie dojrzy on go nigdy. Zwierzcy vigor
nie wzmoe si w nim nigdy na tyle, by osign
ow w najwysz duchowo przelewajc si wol-
30
no, kiedy dochodzi si do poznania: to mog ja
j edyni e. . . W nag zmieniona, choby najmniejsza
gnuno wntrznoci wystarcza zupenie, by z ge-
niuszu co redniego, co niemieckiego uczyni; ju
sam klimat niemiecki wystarcza, by silne i heroicz-
nie uposaone wntrznoci zniechci. Tempo prze-
miany materyi stoi w stosunku prostym do ruchli-
woci lub bezwadnoci n g duchowych: sam duch
jest przecie tylko rodzajem tej przemiany materyi.
Zestawcie miejsca, gdzie s i byli ludzie genialni,
gdzie dowcip, raffinement, zociwo zaliczano do
szczcia, gdzie geniusz zadomowi si prawie si
koniecznoci: wszystkie maj wybornie suche powie-
trze. Pary, Prowancya, Florencya, Jerozolima, Ateny
nazwy te dowodz czego: geniuszu w a r u n k i e m
jest powietrze suche, niebo czyste, to znaczy szybka
przemiana materyi, moliwo ustawicznego wcha-
niania wielkiej, nawet olbrzymiej iloci siy. Mam pe-
wien przed oczyma przykad, e obficie i swobodnie
uposaony duch jedynie skutkiem braku czuego in-
stynktu w sprawach klimatu sta si ciasnym, mysi
jam, specyalist i tetrykiem. I ja sam w kocu sta
si tem mogem, gdyby choroba nie bya mnie zmu-
sia do rozumu, do rozmylania o rozumie w rze-
czywistoci. Teraz, gdy dziaania klimatycznej i me-
tereologicznej natury odczytuj z dugiego dowiad-
czenia na sobie, jako na istrumencie bardzo czuym
i niezawodnym i ju w krtkiej podry, tylko z Tu-
rynu do Medyolanu, zmian w stopniach wilgot-
noci powietrza fizyologicznie na sobie obliczam, ze
strachem myl o tym n i e s a mo w i t y m fakcie, e
ycie moje, a do ostatnich 10 lat, niebezpiecznych
dla ycia lat, rozgrywao si zawsze tylko w miejsco-
31
wociach faszywych i mnie poprostu w z b r o n i o -
ny c h. Naumburg, Schulpforta, Turyngia wogle,
Lipsk, Bazylea, Wenecya tyle miejsc nieszczli-
wych dla mej fizyologii. Jeli wogle z ca ego swego
dziecistwa i modoci adnego przyjemnego nie mam
wspomnienia, byoby gupot przypisywa to tak zwa-
nym przyczynom moralnym moe niezaprzeczo-
nemu brakowi w y s t a r c z a j c e g o towarzystwa:
gdy brak ten istnieje dzi, j ak istnia zawsze, nie
przeszkadzajc mi by pogodnym i dzielnym. Jeno nie-
wiadomo in physiologicis przeklty idealizm
jest waciw fatalnoci w mem yciu, rzecz w niem
zbdn i gupi, czem, z czego nic dobrego nie
wzroso, co nie ma wyrwnania, pokrycia w ra-
chunku. Skutkami tego idealizmu wyjaniam sobie
wszystkie omyki, wszystkie wielkie zbkania instyn-
ktu i skromnoci mijajce si z z a d a n i e m mego
ycia, naprzykad, e zostaem filologiem czemu
przynajmniej nie lekarzem lub czemkolwiek, co oczy
otwiera? Za czasw mych bazylejskich by a caa
moja dyeta duchowa, wraz z podziaem dnia, zgoa
bezmylnem trwonieniem si niezwykych, bez jakie-
gokolwiek, pokrywajcego zuycie dowozu si, nawet
bez zastanowienia nad zuyciem i nagrodzeniem straty.
Brako wszelkiej subtelniejszej samoci, wszelkiej
p i e c z y rozkazodawczego instynktu, byo to stawia-
nie si na rwni z byle kim, bezosobisto, zapom-
nienie o swej odlegoci, co, czego sobie nigdy
nie wybacz. Gdym prawie by u kresu, przeto, e m
prawie by u kresu, zadumaem si nad tym zasad-
niczym nierozumem swego yci a nad idealizmem.
C h o r o b a nauczya mnie rozumu.
32
3.
Wybr poywienia; wybr klimatu i miejsca;
rzecz trzecia, ktrej za adn cen chybi nie wolno,
to wybr s w e g o rodzaju w y p o c z y n k u . I tutaj s
granice tego, co dozwolone, to jest p o y t e c z n e ,
ciasne i cianiejsze, stosownie do tego, w jakim stop-
niu duch jest sui generis. Co do mnie, to wszelkie
c z y t a n i e zaliczam do swoich wypoczynkw: przeto
do tego, co mnie uwalnia od siebie, co mi pozwala
przechadza si po obcych umiejtnociach i du-
szach, czego ja ju powanie nie bior. Czytanie
pozwala mi wanie odpocz po mo j e j powadze.
W gboko pracowitych czasach nie wida u mnie
adnej ksiki: nigdybym nie pozwoli komu w po-
bliu swem mwi, c dopiero myle. A temby
byo przecie czytani e. . . Czycie zauwayli waciwie,
e w owem gbokiem napiciu, na ktre cia ska-
zuje ducha, a w gruncie cay organizm, przypadek,
kady rodzaj podniety z zewntrz zbyt dziaa gwa -
townie, zbyt gboko godzi ? Trzeba przypadkowi,
podniecie z zewntrz o ile monoci schodzi z drogi;
pewien rodzaj zamurowania si w chodzi w zakres
naczelnych mdroci instynktowych ciy duchowej.
Miaebym pozwoli, by mi myl o b c a skrycie przez
mur przeazia? A temby byo przecie czytani e. . .
Po czasach pracy i podnoci nastpuje czas wypo-
czynku: bywajcie mi, wy mie, pomysowe, mdre
ksiki! Bd to ksiki niemieckie?... Musz p
roku wstecz sign, by przyapa siebie z ksik
w rku. C to jednak byo? Wyborne studyum
Wiktora Brocharda, Les Sceptiques Grecs, w ktrem
33
i moje Laertiana zuytkowano umiejtnie. Sceptycy,
jedyny s z a c u n k u g o d n y typ wrd tego tak
dwu- ba, picioznacznego tumu filozofw!. . Zreszt
uciekam si prawie zawsze do tych samych ksiek,
do malej w gruncie liczby, do ksiek wanie dla
mnie d o w i e d z i o n y c h . Nie l ey moe w mej
naturze czyta wiele i rozmaite rzeczy: czytelnia
przyprawia mnie o chorob. Nie l ey te w mojej
naturze kocha wiele i rozmaite rzeczy. Ju raczej
przezorno, nawet wrogo wzgldem nowych ksi-
ek waciwa jest memu instynktowi, ni toleran-
cya, largeur du coeur i inna mio bliniego. . .
Do maej to liczby dawniejszych Francuzw powra-
cam wci na nowo: wierz tylko w wyksztacenie
francuskie i uwaam wszystko, co poza tem w Euro-
pie zwie si wyksztaceniem, za nieporozumienie,
nie mwic o wyksztaceniu ni emi ecki em. . . Nieliczne
przykady wyszego wyksztacenia, ktre w Niem-
czech znalazem, byy wszystkie pochodzenia francu-
skiego, przedewszystkiem pani Cosima Wagner, zgoa
najpierwsza, jak znaem, powaga w rzeczach
smaku. e Pascala nie czytuj, l ecz k o c h a m ,
jako najbardziej pouczajc ofiar chrzecijastwa,
powolnie zamordowan, wprzd na ciele, potem na
duchu, jako ca logik tej najstraszliwszej formy
nieludzkiego okruciestwa; e mam co z pogody
Montaigne'a w duchu, kto wi e? moe i w ciele; e
mj smak artystyczny bierze nazwiska Moltere'a,
Corneille'a i Racine'a w obron nie bez zawzitej
zoci na rozkieznany geniusz Szekspira: to nie wy-
klucza w kocu, by i najnowsi Francuzi nie mieli
by dla mnie miem towarzystwem. Nie widz zgoa,
w jakiem stuleciu dziejw monaby naraz wy owi
ECC HOMO.
3
34
tak ciekawych i rwnoczenie subtelnych psycholo-
gw, jak w teraniejszym Paryu: wyliczam na
prb bo liczba ich wcale niemaa panw
Pawa Bourget, Piotra Loti, Gypa, Meilhac'a, Anatola
France, Juliusza Lematre, lub by wymieni jednego
z silnej rasy, prawdziwy typ aciski, ktremu szcze-
glnie jestem przychylny, Guy de Maupassanta. Prze-
nosz to pokolenie, midzy nami mwic, nawet nad
jego wielkich nauczycieli, ktrych spoem zepsua fi-
lozofia niemiecka (pana Taine'a naprzykad Hegel,
ktremu w zawdzicza niezrozumienie wielkich lu-
dzi i czasw). Dokd sigaj Niemcy, p s u j kultur.
Dopiero wojna zbawi a ducha we Francyi . . . Stend-
hal, jeden z najpikniejszych przypadkw mego y-
cia gdy wszystko, co w niem epok stanowi,
zdarzy mi przypadek, nigdy rekomendacya jest
zgoa nieoceniony dla swych dalekowidzcych oczu
psychologa, dla swego pazura realizmu, przypomina-
jcego najwiksze wcielenie rzeczowoci (ex ungue
Napoleonem ); nie ubliajc w kocu bynajmniej
jako r z e t e l n e mu ateuszowi rzadkiej i trudnej
do znalezienia we Francyi species Prosperowi M-
rime... Moe nawet Stendhalowi zazdroszcz? Za-
bra mi najlepszy dowcip ateuszowski, ktry wanie
ja powiedzie mogem: jedynem usprawiedliwieniem
Boga jest to, e nie istnieje... Ja sam gdzie rze-
kem: co byo dotd najwikszym przeciw istnieniu
zarzutem? B g . . .
35
4.
Najwysze pojcie o liryku dal mi H e n r y k
H e i n e , Na prno przez wszystkie wieki szukam
muzyki rwnie sodkiej i namitnej. Posiada on ow
bosk zoliwo, bez ktrej nie mog sobie wyobra-
zi doskonaoci warto ludzi, ras oceniam wedl e
tego, w jakim stopniu koniecznem jest dla nich poj-
mowa Boga nieodcznie od satyra. A jak on w ada
jzykiem niemieckim! Powiedz kiedy, e Heine i ja
bylimy zgoa pierwszymi mistrzami jzyka niemiec-
kiego niewymiernie odlegli od wszystkiego, co
czyci Niemcy z niego uczynili. Z B y r o n a Man-
fredem spokrewniony by musz gboko: wszystki e
te przepaci znalazem w sobie, liczc lat trzyna-
cie byem do tego dziea dojrzay. Nie mam wcal e
sowa, jeno spojrzenie dla tych, ktrzy w obecnoci
Manfreda wa si wyrzec sowo Faust. Niemcy n i e
s z d o l n i do adnego pojcia wielkoci: dowodem
Schumann. Z umysu, w zoci na tego sodkawego
Sasa, skomponowaem przeciwstawienie do uwertury
do Manfreda, o ktrej Hans von Blow rzek, e po-
dobnej rzeczy nigdy na papierze nutowym nie wi-
dzia: e to gwat na Euterpie. Kiedy szukam swej
najwyszej formuy dla S z e k s p i r a , znajduj za-
wsze t tylko, e uj typ Cezara. Czego podobnego
nie odgaduje si, jest si tem, lub si tem nie jest.
Wielki poeta czerpie t y l k o z swojej rzeczywisto-
ci a do tego stopnia, e po stworzeniu dziea
swego nie wytrzymuj e. . . Rzuciwszy okiem w s wego
Zaratustr, chodz p godziny po pokoju tam i z po-
wrotem, niezdolny opanowa nieznonego kurczowego
3*
36
kania. Nie znam bardziej rozdzierajcej serce le-
ktury nad Szekspira: czeg cierpie nie musia ten
czowiek, by czu a do tego stopnia potrzeb by
baznem! R o z u mi e c i e Hamleta? Nie wtpienie,
lecz p e w n o doprowadza do szalestwa... Lecz
trzeba by gbokim, bezdni, filozofem, by tak czu...
Wszyscy b o i my si prawdy. . . I przyznam si: jes-
tem instynktownie pewny i nie wtpi, e lord Bacon
jest sprawc i samodrczycielskiem zwierzciem tego
najniesamowitszego rodzaju literatury: c mn i e ob-
chodzi politowania godna gadanina mtnych i pyt-
kich gw amerykaskich? jednak zdolno do najpo-
tniejszej oczywistoci wizyi nietylko godzi si z naj-
potniejsz zdolnoci do czynu, do potwornoci
czynu, do zbrodni l e c z n a w e t j e s t j e j z a o
e n i e m. . . Zgoa nie wiemy dosy o lordzie Baco-
nie, pierwszym realicie w kadem wielkiem tego
sowa znaczeniu, by wiedzie, i l e to zrobi, c z e g o
chcia, co przey ze sob. . . A do dyaba, moi pa-
nowie krytycy! Przypuszczajc, e ochrzcibym swego
Zaratustr obcem nazwiskiem, naprzykad Ryszarda
Wagnera, to przenikliwoci dwuch tysicy lat nie
starczyoby, by odgadn, e ten, kto napisa Ludz-
kie, arcyludzkie jest wizyonerem Zaratustry. . .
5.
W miejscu tem, gdzie o wypoczynkach mwi
swego ycia, musz rzec sowo jeszcze, by wyrazi
sw wdziczno temu, co mi w niem zgoa naj-
37
gbszy i najserdeczniejszy wywczas dawao. By
to bez wszelkiej wtpliwoci, bliszy stosunek z Ry-
szardem Wagnerem. Darowuj reszt swych ludzkich
stosunkw; za adn cen nie wykrelibym z ycia
swego dni w Tribschen, dni zaufania, pogody, gr-
nych przypadkw g b o k i c h chwil. Nie wiem,
co inni z Wagnerem przeyli: po n a s z e m niebie
adna nie przemkna chmura. . . I przy tej sposo-
bnoci wracam raz jeszcze do Francyi, nie mam
adnych wyjanie, jeno pogardliwe skrzywienie ust
dla wagnerzystw et hoc genus omne, ktrzy mnie-
maj, e Wagnera czcz, uznajc go podobnym do
s i e b i e . . . Dl a mnie, com jest, jaki jestem, wszyst-
kiemu, co niemieckie, tak obcy z najgbszych instyn-
ktw, e ju blizko Niemca przewleka mi trawienie,
byo pierwsze zetknicie z Wagnerem take pierw-
szem w mena yciu zaczerpniciem powietrza: odczu-
waem, czciem go jako z a g r a n i c , jako przeci-
wiestwo, jako ucieleniony protest przeciw wszyst-
kim cnotom niemieckim. My, ktrzymy w bag-
nistem powietrzu szstego lat dziesitka dziemi
byli, jestemy z koniecznoci pesymistami wzgldem
pojcia niemiecko; nie moemy by niczem in-
nem, jak rewolucyonistami, nie uznamy adnego
stanu rzeczy, gdzie mr u k jest gr. Jest mi zgoa
obojtne, czy dzi innemi barwami si mieni, czy
ubiera si w szkarat i przywdziewa uniform huzar-
ski . . . Ot to! Wagner by rewolucyonist uciek
przed Ni emcami . . . A r t y s t a nie ma w Europie oj-
czyzny poza Paryem; la dlicatesse wszystkich pi-
ciu zmysw sztuki, ktrej sztuka Wagnera wymaga,
palce dla nuances, psychologiczne przewraliwienie,
znajdzie si tylko w Paryu. Nigdzie zreszt niema
38
takiej namitnoci w zagadnieniach formy, tej po-
wagi w mise en scne jest to powaga paryska
par excellence. W Niemczech nie ma si zgoa poj-
cia o niesychanej ambicyi, yjcej w duszy paryskiego
artysty. Niemiec jest dobroduszny Wagner nie by
zgoa dobroduszny... Lecz zado ju powiedziaem
(w Poza dobrem i zem str. 260 i nast.), gdzie zali-
cza Wagnera, w kim ma swych krewnych najbli-
szych: to pna romantyka francuska, w grnolotny
i wzwy porywajcy rodzaj artystw jak Delacroix,
jak Berlioz, gdzie dnem choroba, nieuleczalno
w istocie, wszystko fanatycy w y r a z u , wirtuozowie
nawskro. . . Kto by pierwszym i n t e l i g e n t n y m
zwolennikiem Wagnera wogle ? Karol Baudelaire, ten
sam, ktry pierwszy zrozumia Delacroix, w typowy
dcadent, w ktrym cae pokolenie artystw poznao
si znowu on by te moe ostatnim. . . Czego nie
wybaczyem Wagnerowi nigdy? e s t a s i po-
w o l n y daniom Niemcw e sta si pa-
stwowo niemieckim... Dokd sigaj Niemcy, p s u j
kultur.
6.
Zwaywszy wszystko, nie bybym by wytrzy-
ma swej modoci bez muzyki Wagnera. Bo byem
s k a z a n y na Niemcw. Chcc si uwolni od nie-
znonego ucisku, trzeba haszyszu. Ot to, potrzebo-
waem Wagnera. Wagner jest odtrutk przeciw wszel-
kiej niemieckoci par excellence, trutk, nie prze-
39
cz temu... Od chwili, gdy powsta wycig fortepia-
nowy Tristana powinszowa, panie von Blow!
byem wagnerzyst. Na dawniejsze dziea Wagnera
patrzaem jako na nisze od siebie jeszcze zbyt
pospolite, zbyt niemieckie... Lecz szukam dzi jesz-
cze dziea o rwnie niebezpiecznym uroku, o rwnie
straszliwej i sodkiej nieskoczonoci, jak Tristan,
szukam we wszystkich sztukach naprno. Wszystkie
przedziwnoci Lionarda da Vinci trac czar za pierw-
szym dwikiem Tristana. Dzieo to jest nawskro
wagnerowskiem non plus ultra; wypocz po niem
piewakami Norymberskimi i Piercieniem. Sta si
zdrowszym, to c o f n i c i e si dla natury, jak jest
Wagner... Uwaam za szczcie najwysze, e y-
em wczas i yem wrd Niemcw, by by do j -
r z a y m do tego dziea: tak daleko siga we mnie
ciekawo psychologa. wiat jest ubogi dla tego, kto
nigdy nie by do chory dla tej rozkoszy piekiel-
nej: wolno, nawet przykazano, zastosowa tu for-
mu mistykw. Zda mi si, e znam lepiej, ni
ktokolwiek, ogrom zdolnoci Wagnera, pidziesit
wiatw obcych zachwyce, dla ktrych nikt prcz
niego nie posiada skrzyde; i taki jak jestem, do
silny, by i to co najbardziej wtpliwe i niebezpieczne
na swoj jeszcze korzy obrci i sta si przez
to silniejszym, zw Wagnera wielkim dobroczyc
w mem yciu. To, w czem pokrewni jestemy, emy
cierpieli, take gwoli sobie wzajem, gbiej, ni lu-
dzie tego stulecia cierpie zdolni, bdzie wieczycie
na nowo nasze czyo imiona; i podobnie jak Wag-
ner wrd Niemcw jest nieporozumieniem tylko,
podobnie ja niem jestem i bd niem zawsze.
n a j p i e r w dwa wieki psychologicznej i artystycznej
dyscypliny, moi panowie Germanie!. . . Lecz tego si
nie nadrobi.
7.
Rzekn sowo jeszcze dla najwybraszych uszu:
czego waciwie od muzyki dam. By pogodna bya
i gboka, jak popoudnie padziernikowe. By bya
dziwna, swawolna, pieciwa ma, sodk kobiet,
pen nikczemnoci i wdziku. . . Nigdy nie przypusz-
cz, by Niemiec m g wiedzie, co to muzyka. Ci,
ktrych niemieckimi zwie. si muzykami, z najwik-
szymi na czele, to c u d z o z i e mc y , Sowianie, Kro-
aci, Wosi, Niderlandczycy lub ydzi; w przeciwnym
razie Niemcy starej rasy, Niemcy w y m a r l i , jak
Henryk Schtz, Bach i Hndel. Ja sam zawsze jesz-
cze nazbyt jestem Polakiem, by za Chopina nie od-
da caej reszty muzyki: czyni z trzech powodw
wyjtek dla Wagnera Idylli Zygfrydowej, moe dla
niektrych rzeczy Liszta, ktry nad wszystkimi mu-
zykami gruje dostojnymi akcentami orkiestry; w kocu
jeszcze wszystko, co wzroso z tamtej Al p strony
po mo j e j s t r o n i e . . . Nie mgbym si obej bez
Rossiniego, tem mniej bez me g o poudnia w mu-
zyce, bez muzyki mego maestro weneckiego, Pietra
Gasti. I jeli mwi z tamtej Alp strony, mwi wa-
ciwie tylko o Wenecyi. Jeli innego szukam dla mu-
zyki sowa, znajduj zawsze tylko sowo Wenecya.
Nie umiem czyni rnicy midzy zami i muzyk
40
41
nie umiem o szczciu, o p o u d n i u myle bez
dreszczu zalku.
Na moci em sta
Onegdaj w ci emn n o c
Z dal i p yn pi ew;
Z oci st kropl ci ek
Po drcej f al powi er z c hni w d a l
Gondol e, wi at a, g d ba
Upoj ni e w mrok p y n y hen.
Dus z a moj a, g d ba strun,
Wz r us z ona tajnie, bar kar ol
Pr z y pi e wy wa a sobi e s kr yc i e,
Dr c od mi got nej s z c z l i wo c i . . .
Cz y pr z ys uc hi wa si j ej kt o?
8.
W tem wszystkiem w wyborze poywienia,
miejsca i klimatu, wypoczynku w ada instynkt sa-
mozachowawczy, ktry wypowi ada si najniedwu-
znaczniej jako instynkt s a mo o b r o n y . Wielu rzeczy
nie widzie, nie sysze, nie dopuszcza do siebie
pierwsza mdro, pierwszy dowd, e nie jest si
przypadkiem, lecz koniecznoci. Utartem sowem na
ten instynkt samoobrony jest s ma k . Imperatyw jego
nietylko rozkazuje mwi nie, gdzieby tak byo
bezosobistoci, lecz take mwi m o l i w i e na j -
r z a d z i e j ni e. Oddziela si, odgranicza si od
tego, gdzieby zawsze i cigle nie mwi trzeba. Ro-
42
zumne w tem jest to, e wydatki na odpr, choby
jak najmniejsze, stajc si regu, stajc si nawy-
kiem, wywouj nadzwyczajne i zgoa zbdne zubo-
enie. Naszymi wydatkami w i e l k i mi s najczstsze,
drobne. Odpieranie, niedopuszczanie jest wydatkiem
nie udcie si co do tego , dla negatywnych celw
t r wo n i o n si. Tylko wrd ustawicznej koniecz-
noci odporu mona sta si do sabym, by nie mc
si ju broni. Przypumy, e wychodz z domu
i znajduj, miast cichego i arystokratycznego Turynu,
miasteczko niemieckie: instynkt mj musiaby si ro-
zeprze, by odeprze wszystko, czem na ten spasz-
czony i tchrzliwy wiat napiera. Lub znalazbym
wielkie miasto niemieckie, ten budowany wystpek,
gdzie nic nie ronie, dokd rzecz kad, dobr i li-
ch, zawleczono. Nie musiaebym przeto sta si,
k o l c z a t k i e m? Lecz kolce mie jest marno-
trawstwem, podwjnym zbytkiem nawet, gdy si moe
nie mie zgoa kolcw, jeno rce o t w a r t e . . .
Inna mdro i samoobrona polega na tem, by
n a j mo l i w i e j r z a d k o r e a g o w a i unika po-
oe i warunkw, w ktrychby si byo skazanym
swoj wolno, swoj inicyatyw niejako zawiesi
i sta si czystem reagens. Uczony, ktry w gruncie
tylko ksiki odwala filolog o umiarkowanym
zapdzie okoo dwustu dziennie traci w kocu
nawskro i zupenie zdolno mylenia na wasn
rk. Jeli nie odwala, nie myli. O d p o w i a d a na
podniet ( myl czytan), skoro myli, w kocu
reaguje ju tylko. Uczony wydaje ca sw si na
mwienie tak i nie, na krytyk tego, co ju po-
mylane on sam ju nie myl i . . . Instynkt samo-
obrony skrusza w nim, w przeciwnym razie broniby
43
si przeciw ksikom. Uczony - to dcadent. - Wi-
dziaem to na wasne oczy: zdolne, bogato i swobo-
dnie uposaone natury po trzydziestce ju na mier
zaczytane, jeszcze tylko zapaki, ktre trze trzeba,
by iskry myli wyday. Wczesnym rankiem
o brzasku dnia, wrd caej wieoci, o jutrzni swej
siy czyta k s i k to zw wystpkiem!
9.
W tem miejscu omin nie mog waciwej od-
powiedzi na pytanie, j a k c z o w i e k s t a j s i ,
c z e m j e s t . I oto poruszam arcydzieo sztuki samo-
zachowania s a m o l u b s t w o . . . Przypuszczajc
bowiem, e jakie zadanie, powoanie, p r z e z n a c z e -
ni e zadania znacznie ponad redni wznosi si
miar, to niema wikszego niebezpieczestwa, jak
spostrzec siebie samego r a z e m z tem zadaniem.
By sta si tem, czem si jest, tego pierwszym wa-
runkiem, by nawet w przyblieniu nie przeczuwa, czem
si jest. Z tego punktu widzenia maj osobliwe swoje
znaczenie i warto nawet o my k i yciowe, chwi-
lowe drogi uboczne i manowce, zwoki, skromnoci,
powaga, trwonione na zadania, poza i s t o t n e m za-
daniem lece. Wyraa si w tem wielka mdro,
nawet mdro najwiksza: gdzie nosce te ipsum by-
oby przepisem w celu zag ady, zapominanie o sobie,
nierozumienie siebie, zmniejszanie, cienianie, spro-
wadzanie do rednioci staje si istotnym rozumem.
Wyraajc to jzykiem moralnoci: mio bliniego,
ycie dla drugich i tak dalej m o e by rodkiem
44
ochronnym w celu zachowania najtwardszej samoci:
to jest wypadek wyjtkowy, w ktrym wbrew swej
regule i przekonaniu, stoj po stronie popdw bez-
osobistych: pracuj tu one w subie s a mo l u b s t w a ,
s a mo h o d o w l i . Trzeba ca powierzchni wia-
domoci wiadomo jest powierzchni utrzy-
mywa w czystoci od wszelkiego wielkiego impera-
tywu. Strzecie si nawet wszelkiego wielkiego sowa,
wszelkiej wielkiej postawy! Wszystko to niebezpie-
czestwa, e instynkt przedwczenie si zrozumie.
Tymczasem ronie i ronie w gbi organizujca, do
panowania powoana idea, zaczyna rozkazywa,
z a w r a c a zwolna z drg ubocznych i manowcw,
przysposabia p o s z c z e g l n e waciwoci i dziel-
noci, ktre oka si kiedy, jako rodki do caoci,
niezbdnemi, ksztaci kolejno wszystkie s u e -
b n e wadze, zanim da zna cokolwiek o zadaniu
dominujcem, o celu, zamiarze, sensie. Z tej
strony rozwaane jest ycie moje poprostu cudowne.
Do zadania P r z e m i a n y w a r t o c i potrzeba
byo moe wicej zdolnoci, ni ich kiedykolwiek w je-
dnej osobie obok siebie mieszkao, przedewszystkiem
te sprzecznych z sob zdolnoci, ktreby jednak nie
przeszkadzay sobie, nie niszczyy si wzajem. Ustop-
niowanie zdolnoci; odlego; sztuka rozdzielania lub
kcenia; nie mieszanie niczego; nie pojednywanie;
niezmierna wielo, ktra jest mimo to przeciwie-
stwem chaosu oto uprzedni warunek, duga ta-
jemna praca i artyzm mego instynktu. Jego w y s z a
o p i e k a okazaa si do tego stopnia siln, e w ad-
nym wypadku nie przeczuem nawet, co we mnie
ronie, e wszystkie moje uzdolnienia w y s k o -
c z y y dnia jednego nage, dojrzae, w swej osta-
45
tecznej doskonaoci. Brak mi wspomnienia, bym si
trudzi kiedykolwiek, aden rys w y w a l c z a n i a
w mojem yciu wykaza si nie da, jestem przeci-
wiestwem natury heroicznej. Czego chcie, do
czego dy, jaki cel, jakie yczenie mie
na oku tego wszystkiego nie znam z dowiadcze-
nia. Jeszcze w tej chwili patrz na sw przyszo
d a l e k przyszo! jak na gadkie morze: adne
nie marszczy go podanie. Nie pragn zgoa, by co
innego stao si, jak jest; ja sam nie chc innym si
st a. . . Lecz tak yem zawsze. Nie miaem adnego
yczenia. Kto, kto skoczywszy lat czterdzieci cztery
rzec moe, e nie stara si nigdy ani o z a s z c z y t y ,
ani o k o b i e t y , ani o p i e n i d z e ! Nie znaczy
to, by mi ich byo brako. . . Tak naprzykad zo-
staem dnia pewnego profesorem uniwersytetu
o czem podobnem nigdy cie myli we mme nie
posta, bo liczyem ledwo lat dwadziecia cztery.. Tak
dwa lata przedtem zostaem dnia pewnego filologiem:
w tem znaczeniu, e mojej pierwszej pracy filologicz-
nej, mego pocztku w kadem znaczeniu, zada na-
uczyciel mj Ritschl do druku w swem Rheinisches
Museum. ( Ri t s c h l mwi to ze czci j edyny
genialny uczony, ktrego po dzi dzie widzie mi si
zdarzyo. Waciwe mu byo owo przyjemne zepsu-
cie, ktre cechuje nas z Turyngii i dziki ktremu
nawet Niemiec sympatycznym si staje: by doj
do prawdy, wolimy nawet jeszcze drogi kryjome. Nie
chciabym zgoa przez te sowa niedoceni mego
bliszego ziomka, m d r e g o Leopolda von Ranke...)
46
10.
Spyta mnie mona, dlaczego waciwie opowie-
dziaem wszystkie te drobne i wedle przyjtego sdu
obojtne rzeczy; szkodz tem sobie nawet, tem bar-
dziej, jeli powoany jestem by rzecznikiem wiel-
kich zada. Odpowied: te drobne rzeczy odywia-
nie, miejsce, klimat, wypoczynek, caa kazuistyka sa-
molubstwa s ponad wszelkie pojcie waniejsze,
ni wszystko, cokolwiek dotd brano powanie. Tu
wanie trzeba zacz u c z y s i c z e g o i n n e g o .
To, co ludzko dotychczas rozwaaa powanie, to
nawet nie sprawy rzeczywiste, lecz czyste majaki,
surowiej mwic, k a ms t w a z gbi lichych in-
stynktw chorych, w najgbszem znaczeniu szkodli-
wych natur te wszystkie pojcia boga, duszy,
cnoty, grzechu, zawiata, prawdy, ycia
wiecznego. . . Jednak szukano w nich wielkoci na-
tury czowieczej, jej boskoci,.. Wszystkie zagad-
nienia polityki, porzdku spoecznego, wychowania s
sfaszowane do dna i do gruntu przez to, e ludzi
najszkodliwszych brano za ludzi wielkich, - e rze-
czami drobnemi, to jest zasadniczemi sprawami sa-
mego ycia uczono gardzi... Jeli porwnam si teraz
z ludmi, ktrych dotd czczono jako ludzi n a c z e l -
n y c h , to rnica jest namacalna. Nie zaliczam tych
pono naczelnych nawet do ludzi wogle, to dla
mnie wyrzutki ludzkoci, wyrodki choroby i mci-
wych instynktw: to sami zowieszczy, w gruncie
nieuleczalni nieludzie, mszczcy si na yci u. . . Chc
by ich przeciwiestwem: przywilejem moim jest, e
posiadam najwysz wraliwo na oznaki zdrowych
47
instynktw. Brak we mnie wszelkiego chorobliwego
rysu; nawet czasy cikiej choroby nie uczyniy mnie
chorowitym; prnoby szuka w istocie mej rysu fa-
natyzmu. W adnej chwili mego ycia nie wykaecie
mi jakiej zarozumialej lub patetycznej pozy. Patos
postawy ni e jest waciwy wielkoci; komu wogle
postaw potrzeba, ten jest faszywy. . . Strzecie si
wszelkich ludzi malowniczych! - yci e me lekkiem
si stao, najlejszem, gdy najciszego dao ode
mnie. Kto mnie widzia w cigu tych siedmdziesiciu
dni jesiennych, jak, bez przerwy, tworzyem tylko
same rzeczy najdoskonalsze, ktrych nikt z ludzi po
mnie nie zrobi ani podrobi, z ca odpowiedzial-
noci za wszystkie wieki, ktre przyjd po mnie,
ten nie stwierdzi we mnie adnego rysu napicia, ra-
czej przelewn wieo i pogod. Nie jadaem nigdy
wrd uczu przyjemniejszych; nie sypiaem nigdy
lepiej. Nie znam innego sposobu obcowania z wiel-
kiemi zadaniami, jak z a b a w : jest to oznak wiel-
koci, istotnem j ej . zaoeniem. Najmniejszy mus, po-
spna mina, jaki twardy ton w gardle, wszystko to
zarzuty przeciw czowiekowi, o ile wicej przeciw
jego dzi e u!. . . Nie wolno mie nerww. . . Rwnie
c i e r p i e n i e skutkiem samotnoci jest zarzutem,
cierpiaem zawsze tylko skutkiem wieloci... W nie-
dorzecznie wczesnych latach, w sidmym roku ycia,
wiedziaem ju, e nie dosie mnie nigdy adne
ludzkie sowo: widziano mnie kiedy tem zasmuco-
nego? Posiadam dzi jeszcze jednak dla kadego
uprzejmo, wyrniam nawet najniszego: w tem
wszystkiem niema dba pychy, tajemnej pogardy.
Kim pogardzam, ten z g a d u j e , e nim pogardzam:
samem istnieniem swojem oburzam wszystko, co ma
48
krew lich w y ach. . . Moj formu wielkoci czo-
wieka jest amor fati; e nie da si nic innego,
ni wprzd, ni wstecz, po ca wieczno. To, co ko-
nieczne, nie jeno znosi, tem mniej zataja wszelki
idealizm jest kamliwoci wzgldem tego, co konie-
czne , lecz j e k o c h a . . .
DLACZEGO TAK DOBRE PISZ KSIKI.
Co innego ja, co innego me pisma. Niech na tem
miejscu, zanim o nich samych mwi bd, poru-
szone bdzie zagadnienie rozumienia lub ni er oz u-
mienia tych pism. Czyni to tak niedbale, jak tylko
uj moe: bo pytanie to jest zgoa jeszcze nie-
wczesne. Ja sam jestem jeszcze niewczesny, nie
ktrzy rodz si pomiertnymi. Kiedy potrzebne
bd instytucye, w ktrych si bdzie y i uczy,
jak ja y i uczy umiem; moe nawet ustanowi
si osobne katedry dla wykadu Zaratustry. Lecz
byoby to zgoa sprzeczne ze mn, gdybym ju dzi
oczekiwa uszu i r k dla mo i c h prawd: e dzi si
nie syszy, e si dzi wzi nic ode mnie nie umie, to
nie tylko zrozumiae, to zda mi si nawet suszne.
Nie chc, by mnie za kogo innego brano, na to
trzeba, bym sam si nie bra za kogo innego. By rzec
raz jeszcze, mao wykaza mona w mem yciu
zlej woli; take literackiej zej woli cho jeden
przykad trudnoby mi byo przytoczy. Natomiast
zbyt wiele przykadw p r a w d z i w e j g u p o t y ! . . .
ECCE HOMO 4
Zda mi si to jednem z najrzadszych odznacze,
ktre kto sobie wywiadczy moe, jeli bierze m
ksik do rki, przypuszczam nawet, e zdejmie
do tego trzewiki, nie mwic ju o but ach. . . Kiedy
raz doktor Henryk von Stein uczciwie uskara si
na to, e nie rozumie ani sowa z mego Zaratustry,
rzekem mu, e wszystko w porzdku: sze zda
z niego zrozumiaych, to znaczy p r z e y t y c h ,
podnosi na wyszy szczebel miertelnych, ni ludzie
nowoczeni osign mog. Jakebym m g ja,
z tem poczuciem odlegoci, choby tylko yczy sobie,
przez tych nowoczesnych, ktrych znam, by czy-
tanym! Tryumf mj jest przeciwiestwem tryumfu
Schopenhauera, ja mwi non legor, non le-
gar. Nie abym mia niedocenia przyjemnoci, ktr
niejednokrotnie sprawia mi n i e w i n n o nego-
wania mych ksiek. Jeszcze tego lata, w czasie,
gdy mgbym by swoj wak, nazbyt wak lite-
ratur ca reszt literatury wysadzi z rwnowagi,
da mi pewien profesor wszechnicy berliskiej aska-
wie do zrozumienia, bym jednak inn posugiwa si
form: czego podobnego nikt nie czytuje. Ostatnio
nie Niemcy, lecz Szwajcarya, dostarczya dwuch
kracowych przykadw. Rozprawa dr. W. Widmanna
w Bund, o Poza dobrem i ziem, pod nagw-
kiem Niebezpieczna ksika Nietzschego, i spra-
wozdanie oglne z mych ksiek przez pana Karola
Spittelera, rwnie w Bund, s maximum w mem
yciu wystrzegam si rzec czego. . . Ostatni omawia
naprzykad mego Zaratustr jako w w y s z e m z na-
c z e n i u w i c z e n i e s t y l o w e , yczc mi , bym
pniej troszczy si jednak take o tre; dr. Wi d-
mann wyrazi mi swj szacunek dla odwagi, z jak
50
51
staram si o uprztnicie wszelkich uczu przyzwoi-
tych. Dziki przekorze drobnego przypadku byo tu
kade zdanie, z konsekwency, ktr podziwiaem,
wywrcon do gry nogami prawd: nie byo w grun-
cie nic do roboty, jak wszystkie przemieni war-
toci, by, w sposb nawet uwagi godny, wymi-
nwszy mnie, na wos utrafi miast mnie wbi klin
w gow. Tem bardziej staram si rzecz wyjani.
Ostatecznie nie moe nikt z rzeczy, wliczajc w to
ksiki, wysysze wicej, ni wie. Do czego nie ma
si dostpu na podstawie tego, co si samemu prze-
yo, na to zgoa nie ma si ucha. Wyobramy so-
bie teraz najdalej idcy wypadek: e ksika mwi
o samych takich wydarzeniach, ktre le zupenie
poza moliwoci czstego lub choby rzadkiego
dowiadczenia, e jest to p i e r w s z y jzyk dla
oddania nowego szeregu dowiadcze. W tym wy-
padku, nie bdzie si nic poprostu syszao,, w tem
akustycznem zudzeniu, e gdzie si nic nie syszy, tam
te ni c n i e ma . . . Oto ostatecznie przecitna mego
dowiadczenia i, jeli chcecie, o r y g i n a l n o mego
dowiadczenia. Kto sdzi, e co ze mnie zrozu-
mia, ten przykroi sobie co ze mnie, na podobie-
stwo wasne, nie rzadko co sprzecznego ze mn,
naprzykad idealist; kto nic nie zrozumia ze mnie,
przeczy, bym wogle wchodzi w rachub. Sowo
n a d c z o wi e k na oznaczenie typu najwyszej
udanoci, w przeciwiestwie do czowieka nowo-
czesnego, czowieka dobrego, chrzecijanina lub
innego nihilisty sowo, ktre w ustach Zaratustry,
n i s z c z y c i e l a moralnoci, zastanawiajcem staje
si sowem zrozumiano prawie wszdzie z ca
niewinnoci w znaczeniu owych wartoci, ktrych
4*
52
2.
przeciwiestwo ujawnione zostao w postaci Zara-
tustry: to znaczy jako typ idealistyczny wyszego
rodzaju czowieka, na p witego, na p ge-
ni usza. . . Inne uczone bydl rogate podejrzywao
mnie z jego powodu o darwinizm: rozpoznano w nim
nawet w tak gniewnie odtrcony przeze mnie kult
bohaterw owego wielkiego faszerza monet mimo
wiedz i wol, Carlyle'a. Komu szepnem na ucho,
by ogldn si raczej jeszcze za jakim Cezarem
Borgi, ni za Parsifalem, ten wasnym uszom nie
wierzy. e omwie mych ksiek, zw aszcza
w czasopismach, zgoa nie jestem ciekawy, to mi
wybaczy musicie. Przyjaciele moi, moi nakadcy
wiedz o tem, i nie mwi mi o czem podobnem.
Szczeglnym przypadkiem raz wpado mi w oczy
wszystko, co przeciw jednej ksice byo to Poza
dobrem i zem nagrzeszono: adneby z tego byo
sprawozdanie. Czy to do wiary, e Nationalzei-
tung (dziennik pruski, dla wiadomoci mych czy-
telnikw zagranicznych, ja sam, za pozwoleniem,
czytuj tylko Journal des ca powag
zrozumiaa t ksik jako znak czasu, jako praw-
dziw szczer f i l o z o f i j u n k r w , do ktrej
Kreuzzeitung brak tylko odwagi ?
To powiedziano dla Niemcw: bo wszdzie
zreszt mam czytelnikw same w y b r a n e umysy,
wyprbowane, na stanowiskach wysokich i w obo-
wizkach wysokich wychowane charaktery; mam
53
nawet prawdziwych geniuszw wrd swoich czy-
telnikw. W Wiedniu, w Petersburgu, w Sztokhol-
mie, w Kopenhadze, w Paryu i Nowym Jorku
wszdzie mnie odkryto: n i e odkryto mnie w pa-
skoziemiu europejskim, w Ni emczech. . . I, wyznam,
e ciesz si bardziej jeszcze tymi, co mnie nie
czytuj, ktrzy ani imienia mego, ni sowa filo-
zofia nigdy nie syszeli; lecz dokd tylko przyjd, tu
w Turynie naprzykad, pogodnieje i dobrotliwieje na
widok mj kade oblicze. Co mi najbardziej dotd
pochlebiao, to e stare przekupki nie maj spokoju,
nim mi z winogron swych nie powyszukuj najsod-
szych. Tak d a l e c e trzeba by filozofem. . . Nie na-
prno zwie si Polakw Francuzami wrd So-
wian. Powabna Rosyanka nie pomyli si ani na
chwil, gdzie mnie zaliczy. Nie udaje mi si mina
uroczysta, dochodz najwyej do zak opotania. . .
Myle po niemiecku, czu po niemiecku mog
wszystko, lecz to przechodzi me siy. Ju stary nauczy-
ciel mj Ritschl twierdzi, e nawet swe rozprawy
filologiczne ukadam jak romancier paryski z nie-
dorzecznem napiciem. Nawet w Paryu zdumie-
waj si nad tout es mes audaces et f i nesses
wyraenie monsieur Taine' a ; lkam si, e a do
najwyszych form dytyrambu znajdzie si u mnie
przymieszk owej soli, ktra nie stanie si nigdy
gupi niemieck , esprit... Nie mog inaczej.
Tak mi Boe dopom! Amen. Wiemy wszyscy,
niektrzy nawet z dowiadczenia, co to kapouch.
Ot, miem twierdzi, e posiadam najmniejsze uszy.
Zajmujce to niemao dla kobietek , zda mi si,
i czuj, e je lepiej rozumi em?. . . Jestem a n t y -
o s e m par excellence i przeto wszechdziejowym
54
potworem. jestem, mwic po grecku, i nie tylko
po grecku, a n t y c h r y s t e m. . .
3.
Znam poniekd przywileje swe, jako pisarza;
poszczeglne wypadki zawiadczyy mi te, jak bar-
dzo nawyknienie do mych ksiek psuje smak.
Nie wytrzymuje si ju poprostu innych ksiek,
najmniej filozoficzne. Jest wyrnieniem, nie maj-
cem rwnego sobie, wej w ten wiat dostojny
i delikatny, na to nie mie si zgoa by Niem-
cem; jest to w kocu wyrnienie, na ktre trzeba
sobie zasuy. Kto mi jednak w y y n chcenia
jest pokrewny, dozna przy tem prawdziwych za-
chwytw uczenia si : bo przybywam z wyyn,
w ktre aden ptak nie wzbi si nigdy, znam prze-
paci, w ktre adna jeszcze nie zabkaa si stopa.
Powiedziano mi , e niemoliwa wypuci z rk
mojej ksiki, e zakcam nawet odpoczynek
nocny. . . Niema zgoa dumniejszego i zarazem bar-
dziej wyrafinowanego rodzaju ksiek: osigaj
one tu i wdzie rzecz najwysz, jak na ziemi
osign mona, cynizm; trzeba je sobie zdobywa
zarwno najdelikatniejszymi palcami, jak i naj-
waleczniejszemi pimi. Wszelka uomno duszy
wyklucza std, raz na zawsze, nawet wszelka nie-
strawno: nie wolno mie zgoa nerww, trzeba
mie wesoy brzuch. Nie tylko ubstwo, zatche
powietrze jakiej duszy, wyklucza std, bardziej
jeszcze tchrzliwo, niechlujno, tajna mciwo
55
w jelitach: jedno me sowo wpdza wszystkie liche
instynkty w lica. Wrd znajomych swych mam
niejedno zwierz dowiadczalne, na ktrem notuj
sobie rozmaite, bardzo pouczajco rozmaite, oddziay-
wania na me pisma. Kto nie chce mie nic do czy-
nienia z ich treci, moi tak zwani przyjaciele naprzy-
kad staje si przytem bezosobisty: yczy mi si
szczcia, em znw tak daleko, widoczny te
postp w wikszej pogodzie t onu. . . Zgo a wystpne
duchy, dusze pikne, do dna i z gruntu kamliwi,
nie wiedz z koniecznoci, co maj z temi pocz
ksikami. przeto widz je p o d sob, pikna
konsekwencya wszystkich dusz piknych. Bydo
rogate wrd moich znajomych, sami Niemcy, za
pozwoleniem, daje do zrozumienia, e nie zawsze
jest si mego zdania, atoli jednak czasami . . . Sy-
szaem to nawet o Zaratustrze. . . Rwnie kady
femininizm w czowieku, take w mczynie, jest
mem zamkniciem drzwi przed nosem: nie wstpisz
nigdy w ten labirynt zuchwaych wiadomoci. Trzeba
byo nigdy nie szczdzi samego siebie, trzeba
t w a r d o c i w nawyku, by wrd samych prawd
twardych by dobrej myli i pogodnym. Gdy roj
sobie obraz doskonaego czytelnika, to staje si ze
zawsze potwr odwagi i ciekawoci, prcz tego co
gitkiego, chytrego, przezornego, urodzony poszuki-
wacz przygd i odkrywca. Wreszcie: nie umiabym
rzec lepiej, do kogo w gruncie jedynie mwi, ni
to rzek Zaratustra: k o mu jedynie chce on za-
gadk opowiedzie swoj?
Wam miaym poszukiwaczom, kusicielom
przygd i ktokolwiek chytrymi aglami na morza
wypywa straszliwe,
56
4.
Zarazem powiem jeszcze oglnie o mej s z t u c e
s t y l u . Jakiego stanu, jakiego napicia wntrznego
u d z i e l i za pomoc znakw, wliczajc w to tempo
tych znakw, to sens kadego stylu; a wobec
tego, e mnogo stanw wntrznych jest u mnie
nadzwyczajna, posiadam wiele moliwoci stylu
najrozmaitsz sztuk stylu wogle, jak kiedykolwiek
rozporzdza czowiek. D o b r y jest kady styl, ktry
pewnego stanu wntrznego rzeczywicie udziela,
ktry si co do znakw, co do tempa znakw, co do
g e s t u wszystkie prawa okresu s sztuk ge-
stu nie myli, Instynkt mj jest w tym wzgldzie
nieomylny. Dobry styl s a m w s o b i e szczere
bazestwo, czysty- idealizm: co jak pikno s a mo
w s o b i e , dobro s a mo w s obi e , rzecz s a ma
w s o b i e . . . Wci jeszcze przypuszczam, e istniej
uszy e istniej tacy, ktrzy s zdolni do podob-
nego, rwnego patosu i jego godni, e nie brak
tych, ktrym udzieli si wolno. Mj Zaratustra
naprzykad szuka na razie jeszcze takich ach,
dugo jeszcze szuka bdzie musia! Trzeba by
w a r t y m suchania g o. . . I dopty nie bdzie nikogo,
ktoby poj sztuk, ktr tu trwoniono: nikt nigdy
Wam pijanym zagadk, radosnym w pmroku,
ktrych dusz flety w bdn wabi czelu:
bo nie chcecie tchrzjiwemi domi i po nici
omackiem, i gdzie o d g a d n moecie, tam niena-
wistnem wam jest d o c h o d z i . . .
57
nie mia do strwonienia wicej rodkw sztuki, no-
wych, niesychanych, ktre naprawd dopiero stwo-
rzy byo trzeba. e rzecz podobna wanie w nie-
mieckim moliwa bya jzyku, pozostawao dowie:
ja sam bybym przedtem najtwardziej to odpiera. Nie
wiedziano przede mn, co jzyk niemiecki moe,
co wogle jzyk moe. Sztuk w i e l k i e g o rytmu,
w i e l k i e g o s t y l u okresowoci dla wyraenia nie-
zmiernego wzbierania i opadania wzniosej, nadludz-
kiej namitnoci, dopiero ja odkryem; jednym dy-
tyrambem, jak ostatni t r z e c i e g o Zaratustry, pod
nagwkiem siedm pieczci, wzleciaem tysice mil
ponad to, co dotd poezy si zwao.
5.
e z pism mych przemawia psycholog, nie ma-
jcy sobie rwnego, to moe pierwsze zrozumienie,
do ktrego dojdzie dobry czytelnik czytelnik, na
jakiego zasuguj, ktry mnie czyta, jak dobrzy sta-
rzy filologowie swego Horacego. Twierdzenia, na
ktre w gruncie cay wiat si godzi nie m-
wic zgoa o filozofach z caego wiata, morali-
stach i innych pustych garnkach i kapucianych go-
wach okazuj si u mnie naiwnociami omyki:
naprzykad owa wiara, e nieegoistyczno i egoi-
styczno to przeciwiestwa, gdy tymczasem samo
ego jest wyszem oszustwem, ideaem... Niema
ani egoistycznych, a ni nieegoistycznych postp-
k w : oba pojcia s nonsensem psychologicznym.
Lub twierdzenie czowiek dy do szczci a. . . Lub
58
twierdzenie szczcie jest nagrod cnot y. . . Lub
twierdzenie przyjemno i nieprzyjemno s prze-
ciwiestwami . . . Cyrce ludzkoci, moralno, sfaszo-
waa do dna i gruntu, p r z e mo r a l n i a wszyst-,
kie psychologica, a do owej straszliwej niedorzecz-
noci, e mio jest czem nieegoistycznem...
Trzeba mocno tkwi w s o b i e , trzeba dzielnie sta
na obu nogach, inaczej nie mo n a kocha. Wie-
dz to w kocu zbyt dobrze kobietki, dyaba tam
sobie robi z bezosobistych, czysto objektywnych
mczyzn. . . Wolno mi przytem way si na przy-
puszczenie, e z n a m kobietki? To wchodzi do mego
dyonizyjskiego posagu. Kto wie? moe jestem pierw-
szym psychologiem wieczystego pierwiastka kobie-
coci. Kochaj mnie one wszystkie stara historya:
wyczajc kobietki u n i e s z c z l i w i o n e , eman-
cypantki, ktrym niedostaje treci na dzieci. Na
szczcie nie mam ochoty da si rozszarpa: do-
skonaa kobieta rozszarpuje, gdy kocha. . . Znam te
mie Menady. . . Ach, co za niebezpieczne, skrada-
jce si, podziemne zwierztko drapiene! A tak
przyjemne przy tem! Kobietka w pocigu za zem-
st obali i stratuje samo przeznaczenie. Kobieta
jest niewymownie gorsza od mczyzny, take mdr-
sza; dobro w kobiecie jest ju form z wy r o d -
n i e n i a . . . U wszystkich tak zwanych dusz pik-
ny c h istnieje na dnie fizyologiczne niedomaganie,
nie powiem wszystkiego, inaczej stabym si zbyt
medycyniczny. Walka o r w n e prawa jest nawet
objawem choroby: wie to kady lekarz. Kobieta,
im jest wicej kobiet, broni si rkami i nogami
przeciw prawom wogle; naturalny stan rzeczy, wie-
czysta wojna midzy pciami, daje jej zgoa pierw-
59
sze miejsce. Miao si uszy dla mego okrelenia mi-
oci? jest to jedyne okrelenie filozofa godne. Mi-
o to w rodkach swych wojna, w istocie swej
miertelna nienawi pci. Syszano odpowied m
na pytanie, jak kobiet u l e c z y zbawi? Zro-
bi jej dziecko. Kobiecie potrzeba dzieci, mczyzna
jest zawsze tylko rodkiem: tak rzeki Zaratustra.
Emancypacya kobiety to miertelna nienawi
n i e u d a n e j , to znaczy rodzi niezdolnej kobiety
przeciw udanej, walka z mczyzn jest zawsze
tylko rodkiem, pozorem, taktyk. Wynoszc s i e b i e ,
jako kobiet sam w sobie, jako kobiet wysz,
jako kawa idealistki kobiecej, pragn p o n i y
oglne stanowisko kobiety; niema pewniejszego do
tego rodka nad wyksztacenie gimnazyalne, spodnie
i polityczne prawa byda wyborczego. Emancypantki
s w gruncie a n a r c h i s t a mi w wiecie wieczy-
stego pierwiastka kobiecoci, rozbitkami, ktrych naj-
gbszy instynkt szuka zemst y. . . Celem caego
pewnego gatunku idealizmu ktry zreszt zja-
wia si i u mczyzn, naprzykad u Henryka Ibsena,
tej typowej starej panny jest z a t r u czyste su-
mienie, natur w mioci p ciowej. . . I aby nie pozo-
stawi pod tym wzgldem zgoa wtpliwoci co do
swego przyzwoitego i surowego sposobu mylenia,
pragn przytoczy jeszcze jedno zdanie z mego ko-
deksu moralnego przeciw w y s t p k o w i : sowem
tem zwalczam wszelki rodzaj przeciwnaturalnoci,
lub, jeli si pikne lubi sowa, idealizmu. Zdanie to
brzmi: Goszenie czystoci pciowej jest jawnem
podeganiem przeciw naturze. Wszelka pogarda y-
cia pciowego, wszelkie zanieczyszczenie go pojciem
nieczysty jest istotnym wystpkiem wzgldem y-
6o
cia, jest waciwym grzechem przeciw duchowi
witemu yci a.
6.
By da pojcie o sobie jako o psychologu, przy-
taczam osobliw prbk psychologii, znajdujc si
w Poza dobrem i zem, zabraniam zreszt wszel-
kich przypuszcze, kogo na tern opisuj miejscu:
*Geniusz serca, waciwy owemu wielkiemu utajo-
nemu, owemu bogu kusicielowi i urodzonemu owcy
sumie, ktrego gos siga umie a w gb pod-
ziemia kadej duszy; ktry nie powie sowa, nie
rzuci spojrzenia, by nie tkwi w niem podstp i wabik
mrugnicia; w ktrego mistrzostwie mieci si zdol-
no, e umie si wydawa i nie tem, czem jest,
lecz tem, co dla idcych za nim bdzie jednym przy-
musem wi c e j , by coraz bliej garn si do niego,
coraz wierniej i cilej i za ni m. . . Geniusz
serca, ktry wszystko, co gone i rozmiowane
w sobie, ucisza i sucha uczy, ktry szorstkie du-
sze wygadza i daje im nowego zakosztowa po-
dania: lee cicho, jak zwierciado, by si g-
bokie odbijao w nich niebo... Geniusz serca, ktry
chamsk i za pochopn rk powcigliw by uczy
i wdziczniej ujmowa; ktry skarb ukryty i za-
pomniany, kropie dobroci i sodkiej duchowoci pod
mtnym, grubym odgaduje lodem i rdk jest
czarodziejsk dla kadego dba zota, pogrzeba-
nego oddawna w wizieniu muu i piasku. . . Geniusz
serca, od ktrego kady, kogo on tkn, bogatszym
odchodzi, nie jako kto uaskawiony i zaskoczony
niespodziank, nie jak kto cudzem dobrem uszcz-
liwiony i obarczony, lecz samym sob bogatszy,
nowszy dla si ebi e ni przedtem, roztwarty, owiany
i wysuchany przez wiatry odwily, niepewniejszy
moe, wtlejszy, bardziej omki i zamany, lecz peen
nadziei, ktre jeszcze nie maj imienia, peen nowej
chci i dop ywu, peien nowej niechci i odpywu...
NARODZINY TRAGEDYI By by sprawied-
liwym wzgl dem Nar odz i n t r a g e d y i (1872),
trzeba niejedno zapomnie. D z i a a y a nawet cza-
roway tem, co w nich byo chybione oddaniem
si na uytek w a g n e r s z c z y z n y , jak gdyby ta
bya objawem w z ma g a j c e g o si ycia. Pismo to
byo wanie dlatego w yciu Wagnera wypadkiem:
od tej dopiero chwili zaczto wiza wielkie na-
dzieje z nazwiskiem Wagnera. Dzi jeszcze przypo-
minaj mi to, wiecc mi kadym razem Parcifa-
lem w oczy: e to ja waciwie mam na sumieniu,
i tak wysoki e mniemanie o k u l t u r a l n e j wa r -
t o c i tego ruchu wzio gr. Spotkaem kilka-
krotnie pismo to przytaczane jako Odrodzenie tra-
gedyi z ducha muzyki: miano tylko uszy dla nowej
sztuki, zamys u, zadania Wa g n e r a , poza tem
puszczono mi mo uszu to, co w gruncie wartocio-
wego pismo to kryo. Hellenizm i pesymizm: to
byby by niedwuznaczny nagwek: to jest jako
pierwsze pouczenie, w jaki sposb Grecy zaatwili
si z pesymizmem czem go p r z e z w y c i y l i . . .
Wanie t ragedya jest dowodem, e Grecy ni e byli
pesymistami: Schopenhauer pomyli si w tem, jak
61
62
si we wszystkiem pomyli. Jeli si z pewn
bezstronnoci wemie Narodziny t r agedyi do rki,
to wydaj si one bardzo niewczesne, nikomuby si
nawet nie nio, e z a c z t o je wrd grzmotw
walki pod Wrth. Przemylaem te problematy pod
murami Metzu, w zimne noce wrzeniowe, podczas
suby przy pielgnowaniu rannych; monaby raczej
ju mniema, e pismo to jest o pidziesit lat
starsze. Jest ono politycznie obojtne nienie-
mieckie, powiedzianoby dzisiaj , zatrca niemio
Heglem, jest tylko w kilku formuach przesiknite
karawaniarsk perfum Schopenhauera. Idea
przeciwiestwo pierwiastku dyonizyjskiego i apol-
liskiego przetumaczona na jzyk metafizyki;
dzieje same jako rozwj tej idei; w tragedyi:
przeciwiestwo wyniesione do jednoci; pod t
optyk rzeczy, ktre nigdy jeszcze w twarz nie
patrzyy sobie, znaga przeciwstawione, z siebie na-
wzajem owietlone i p o j t e . . . Naprzykad opera
i rewol ucya. . . Dwie rozstrzygajce n o w o c i tej
ksiki to po pierwsze zrozumienie zjawiska d y o n i -
z y j s k i e g o u Grekw daje ona jego pierwsz
psychologi, widzi w nim jeden korze caej sztuki
greckiej. Drugie to zrozumienie sokratyzmu: So-
krates jako narzdzie rozkadu greckiego, jako ty-
powy dcadent rozpoznany po raz pierwszy. Ro-
zumno p r z e c i w instynktowi. Rozumno za
wszelk cen, jako moc niebezpieczna, podkopujca
ycie! Gbokie, nieprzyjazne milczenie o chrze-
cijastwie w caej ksice: nie jest ono ani apol-
iskie, ani dyonizyjskie, z a p r z e c z a wszelkich
wartoci e s t e t y c z n y c h j e d y n y c h wartoci,
jakie Narodziny tragedyi uznaj: jest ono w naj-
63
gbszem znaczeniu nihilistyczne, gdy tymczasem
symbol dyonizyjski dosiga najdalszej granicy po-
t wi e r d z e n i a . Raz napomknito o kapanach chrze-
cijaskich jako o zoliwym rodzaju karw, pod
ziemkw...
2. Pocztek ten jest ze wszech miar podziwu
godny. Dla swego najwntrzniejszego dowiadczenia
o d k r y e m jedyn, jak dzieje znaj, przenoni
i odpowiednik, tem samem pierwszy pojem cu-
downe zjawisko dyonizyjskie. Tak samo tem, em
pozna w Sokratesie pierwszego dcadent, daem
zgoa niedwuznaczny dowd, jak mao pewno
mego psychologicznego dotyku naraona jest na nie-
bezpieczestwo ze strony jakiejkolwiek idyosynkra-
zyi moralnej: sama moralno, jako objaw d-
cadence jest nowoci, jedynoci pierwszorzdn
w dziejach poznania, Jake jednem i drugiem daleko
odskoczyem od politowania godnej , pytkogowej
gadaniny o optymizmie p r z e c i w pesymizmowi!
Pierwszy ujrzaem przeciwiestwo w aci we: wy-
r o d n i e j c y instynkt, ktry z podziemn mciwo-
ci zwraca si przeciw yciu ( chrzecijastwo,
filozofia Schopenhauera, w pewnem znaczeniu ju
filozofia Platona, cay idealizm, jako formy typowe)
i z peni, z nadmiaru zrodzona formua n a j w y -
s z e g o p o t w i e r d z e n i a , przywiadczanie bez za-
strzee, nawet cierpieniu, nawet winie, nawet wszyst-
kiemu, co zagadkowe i obce w i stni eni a. . . To
ostateczne, najradoniejsze, przezbytkownie zuchwae
przywiadczanie yciu jest nietylko zrozumieniem
najwyszem, jest take n a j g b s z e m , najcilej
przez prawd i wiedz potwierdzonem i dowiedzio-
64
nem. Nie mona nic, co jest, potrci, nic nie jest
zbyteczne odrzucone przez chrzecijan i innych
nihilistw strony istnienia stoj na nieskoczenie na-
wet wyszym stopniu na drabinie wartoci, ni instynkt
dcadence mg by uzna, n a z w a d o b r e m. Aby
to poj, na to trzeba o d wa g i , a jako jej warunku,
nadwyki s i y : bo cile wedle tgo, jak daleko
mi e naprzd si way odwaga, cile w miar
siy, zblia si czowiek do prawdy. Poznanie, przy-
wiadczanie rzeczywistoci, jest dla silnego tak sam
koniecznoci, jak dla sabego, z podszeptu saboci,
tchrzenie i u c i e c z k a przed rzeczywistoci
i dea . . . Nie jest do woli im dane poznawa: dca-
dents p o t r z e b u j kamstwa, jest ono jednym
z ich warunkw utrzymania si przy yciu. Kto
sowo dyonizyjsko nie tylko pojmuje, lecz siebie
w sowie dyonizyjsko pojmuje, temu nie potrzeba
zbija Platona, lub chrzecijastwa, lub Schopen-
hauera on w s z y g n i c i e . . .
3. Jak dalece przez to wanie znalazem poj-
cie tragi cznoci ostateczne zrozumienie, czem jest
psychologia tragedyi, to wyraziem ostatnio jeszcze
w Zmierzchu boyszcz str. 126. Przywiadczanie
yciu nawet w jego najdziwniejszych i najsroszych
przejawach, wola ycia, ktra, o f i a r o w u j c naj-
wysze swe typy, raduje si wasnemu niewyczerpaniu,
to dyonizyjskiem nazwaem, to pojem jako most do
psychologii poety t r a g i c z n e g o . Ni e aeby si
uwolni od grozy i litoci, nie aeby przez wybuch
namitny oczyci si z niebezpiecznego uczucia
jak to rozumia Arystoteles : lecz aby, ponad
groz i litoci, s a me mu b y wieczn rozkosz
65
ECCE HOMO
5
stawania si, ow rozkosz, ktra mieci w so-
bi e j eszcze i r o z k o s z n i s z c z e n i a . . . W tem
znaczeniu mam prawo uwaa si za pierwszego
filozofa t r a g i c z n e g o t o znaczy za najskrajniej-
sze przeciwiestwo i antypod filozofa-pesymisty. Prze-
de mn nikt nie przemieni patosu dyonizyjskiego na
filozoficzny: brak byo m d r o c i t r a g i c z n e j ,
prno szukaem jej ladw nawet u owych wi e l -
k i c h filozofw Grecyi, tych, co yli na dwa stule-
cia p r z e d Sokratesem. Zostaa mi wtpliwo co
do Herakiita, w ktrego bliy wogle mi cieplej, mi-
lej na duchu, ni gdziekolwiek. Potwierdzanie prze-
mijania i n i s z c z e n i a , rzecz rozstrzygajca w fi-
lozofii dyonizyjskiej, przywiadczanie przeciwnoci
i wojnie, s t a w a n i e s i , z zasadniczem odrzuce-
niem nawet samego pojcia b y t u t o uznaj pod
kadym wzgldem za najbardziej sobie pokrewne
z wszystkiego, co dotd pomylano. Nauka o wiecz-
nym nawrocie, to znaczy o bezwarunkowem i nie-
skoczenie powtarzajcem si koowaniu wszech rze-
czy ta nauka Zaratustry mo g a te ostatecznie
ju by goszona. Przynajmniej Stoa, ktra prawie
wszystkie zasadnicze wyobraenia odziedziczya po
Heraklicie, wykazuje tego lady.
4. Z pisma tego przemawia niezmierna nadzieja.
Ostatecznie nie mam zgoa powodu cofa nadziei
na dyonizyjsk przyszo muzyki. Rzumy okiem sto
lat naprzd, przypumy, e mj zamach na dwa
tysicolecia przeciwnaturainoei i pohabienia czo-
wieka si uda. Owo nowe stronnictwo ycia, ktre
wemie w rce najwiksze z wszech zada, wysz
hodowl czowieka, wczajc w to bezlitosne zni-
66
weczenie wszystkiego, co zwyrodniae i pasorzytnicze,
umoliwi znowu na ziemi w n a d m i a r y c i a ,
z ktrego wyr znw musi stan dyonizyjski. Zapo-
wiadam okres t r a g i c z n y : najwysza sztuka przy-
wiadczania yciu, tragedya, odrodzi si, gdy ludz-
ko bdzie miaa wiadomo najtwardszych,
lecz najkonieezniejszych wojen za sob, i ni e
u c i e r p i na t e m. . . Psycholog mgby doda jesz-
cze, e to, co w modych leciech w wagnerowskiej
muzyce syszaem, nie miao wogle nic z Wagnerem
wsplnego; e opisujc muzyk dyonizyjsk, opisy-
waem to, co ja syszaem, e musiaem wszystko
instynktownie przeoy i przeksztaci na nowego
ducha, ktrego w sobie nosiem. Dowodem tego, t a k
s i l n y m j a k t y l k o d o w d b y mo e , jest
pismo moje Wagner w Bayreucie: we wszystkich
psychologicznie rozstrzygajcych ustpach jest tylko
o mnie mowa, mona bezwzgldnie wstawi me
nazwisko lub sowo Zaratustra, gdzie tekst sowo
Wagner podaje. Cay obraz artysty dytyrambicznego
jest obrazem p r z e d b y t o w e g o twrcy Zaratusry,
narysowanym z bezdenn gbi i bez dotykania
choby na mgnienie oka rzeczywistoci wagnerow-
skiej. Sam Wagner to czu; nie pozna siebie w tem
pimie, Tak samo wspomnienie z Bayreuthu,
zmienio si w co, co dla znawcw mego Zara-
tustry nie bdzie pojciem zagadkowem: w owo
w i e l k i e p o u d n i e , gdzie najwybrasi uwicaj
si do najwikszego z wszech zada kto wie?
wizya wita, ktrego jeszcze doyj. . . Patos pierw-
szych stronic jest wszechdziejowe; s p o j r z e n i e ,
o ktrem na sidmej stronie jest mowa, jest wa-
ciwem spojrzeniem Zaratustry; Wagner, Bayreuth,
67
caa maa ndzota niemiecka jest chmur, w ktrej
odzwierciadla si bezkresna fata morgana przyszo-
ci. Nawet psychologicznie zostay wszystkie rozstrzy-
gajce rysy mej wasnej natury wcignite w na-
tur Wagnera zestawienie najjaniejszych i naj-
fatalniejszych si, wola mocy, jakiej nigdy aden nie
posiada czowiek, bezwzgldna waleczno w rze-
czach duchowych, nieograniczona sia uczenia si,
bez stumienia przez to woli czynu. Wszystko jest
w ksice tej prorocze: blizko powrotu ducha gre-
ckiego, konieczna potrzeba a n t y a l e k s a n d r w ,
ktrzyby wze gordyjski kultury greckiej znowu
z w i z a l i , gdy j u zosta rozwi zany. . . Posu-
chajcie wszechdziejowego akcentu, ktry na stro-
nie 30 wprowadza pojcie nastroju tragicznego: s
w tem pimie same tylko akcenty wszechdziejowe.
Najprzedziwniejsza to przedmiotowo, jaka istnie
moe: absolutna pewno co do tego, czem j e s t e m,
przerzucaa si na pierwsz lepsz rzeczywisto
przypadkow, prawda o mnie przemawiaa z przej-
mujcej groz gbi. Na stronie 71 zosta s t y l Zara-
tustry z przenikajc pewnoci opisany i wyprze-
dzony; i nigdy nie znajdzie si wspanialszego wyrazu
na z d a r z e n i e , ktrem jest Zaratustra, akt nie-
zmiernego oczyszczenia i uwicenia ludzkoci, j ak
go na stronie 4346 znaleziono.
NIEWCZESNE ROZMYLANIA. Cztery Nie-
wczesne Rozmylania s nawskro wojownicze, Dowo-
dz, e nie byem zgoa Jankiem marzycielem, e
sprawia mi przyjemno wada szpad, moe te,
e mam przegub doni niebezpiecznie gitki. P i e r w -
s z y atak (1873) wymierzony by przeciw wykszta -
5 *
68
ceniu niemieckiemu, na ktre patrzaem ju wwczas
z bezlitosn pogard. Bez sensu, bez treci, bez celu:
prawdziwa opinia publiczna. Niema zoliwszego nie-
porozumienia nad mniemanie, e wielkie powodzenie
ora niemieckiego dowodzi w czemkolwiek tego wy-
ksztacenia lub zgoa j e g o zwycistwa nad Fran-
cy. . . D r u g i e Niewczesne Rozmylanie (1874) wy-
wodzi na wiato niebezpieczestwo toczce i trujce
ycie, a tkwice w naszym sposobie fabrykowania
nauki : ycie c h o r e jest od tego odczowieczo-
nego zespou k zbatych i mechanizmu, od ni e-
osobowoci robotnika i faszywej ekonomii podziau
pracy. Ginie c e l , kultura: rodek, nowoczesne
fabrykowanie nauki, b a r b a r y z u j e . . . W rozpra-
wie tej rozpoznano zmys historyczny, z ktrego
dumne jest nasze stulecie, jako chorob, jako typowy
znak upadku. W t r z e c i e m i c z w a r t e m Nie-
wczesnem Rozmylaniu, przeciwstawiono jako wska-
zwki do w y s z e g o pojcia kultury, do przywr-
cenia pojcia kultury, dwa obrazy najtwardszego
s a mo l u b s t w a , s a mo c h o w u , typy niewczesne
par excellence, pene krlewskiej pogardy dla wszyst-
kiego, co wok zwao si pastwem, wyksztace-
niem, chrzecijastwem, Bismarkiem, powodze-
niem, Schopenhauera i Wagnera c z y l i , jednem
sowem, Ni etzschego. . .
2. Z tych czterech atakw pierwszy mia po-
wodzenie nadzwyczajne. Haas, jaki wywoa, by
w kadem znaczeniu wspaniay, Uraziem nard
zwyciski w chore miejsce, e zwycistwo ich
ni e jest zdarzeniem z zakresu kultury, lecz moe,
moe czem zgoa i nnem. . . Odpowiedzi paday ze
69
wszystkich stron i nie tylko od starych przyjaci
Dawida Straussa, ktrego omieszyem, jako typ ukszta-
conego filistra niemieckiego, sowem, jako autora ewan-
gelii z szynkwasu o starej i nowej wierze (wyraz
filister uksztacony przeszed z mego pisma w mow).
Ci starzy przyjaciele, ktrym jako Wrtembergczy-
kom i Szwabom gbokie pchnicie zadaem, uznawszy
ich dziwotwr, ich Straussa, komicznym, odpowiadali
tak poczciwie i po grubiasku, jak tylko yczy so-
bie mogem; odwzajemnienia pruskie byy rozsdniej-
sze, miay w sobie wicej bkitu berliskiego,
Na najwiksz nieprzyzwoito zdoby si dziennik
lipski, osawione Grenzboten; z trudem powstrzyma-
em oburzonych Bazylejczykw od krokw w tej spra-
wie. Bezwzgldnie po mojej stronie stano tylko kilku
starych panw, z rnych i po czci niewyjanionych
powodw. Midzy nimi Ewald z Getyngi, ktry da
do zrozumienia, e zamach mj by w skutku mier-
telny dla Straussa. Podobnie stary heglista Bruno
Bauer, w ktrym miaem odtd jednego z najuwa-
niejszych czytelnikw. Lubi w ostatnich swych la-
tach odsya do mnie, naprzykad podawa panu von
Treitschke; historyografowi pruskiemu, wskazwk,
gdzieby mg si czego dowiedzie o straconem
pojciu kultury. Rzecz najgodniejsz uwagi i naj-
dusz o tem pimie i jego autorze powiedzia stary
ucze filozofa von Baadera, niejaki profesor Hoffman
z Wrzburga. Z pisma tego przewidzia wielkie dla
mnie przeznaczenie, e sprowadz pewnego ro-
dzaju przesilenie i najwysze rozstrzygnicie proble-
matu ateizmu, ktrego typ najinstynktowniejszy i naj-
bezwzgldniejszy odgad we mnie. Ateizm to zawid
mnie do Schopenhauera. Zgoa najlepiej syszA-
70
nem, najbardziej gorzko odczutem byo silne i dzielne
wstawiennictwo tak agodnego zreszt Karola Hille-
branda, tego ostatniego l u d z k i e g o Niemca, jaki
umia wada pirem. Mona byo czyta rozpraw
jego w Augsburgcr Zeitung; dzi czyta j mo-
na w nieco ostroniejszej formie, w jego pismach
zebranych. Tutaj przedstawi to pismo jako zdarzenie,
punkt zwrotny, pierwsze zastanowienie si, najlepszy
znak, jako prawdziwy p o w r t powagi niemieckiej
i namitnoci niemieckiej w sprawach duchowych.
Hillebrand podnosi wysoko form pisma, jego smak
dojrzay, jego doskonay takt w rozrnianiu osoby
i rzeczy: wyrnia je jako najlepsze pismo pole-
miczne, jakie po niemiecku napisano, w tak wa-
nie dla Niemcw niebezpiecznej, tak niedoradzanej
sztuce polemiki. Przywiadczajc bezwzgldnie, obo-
strzajc nawet to, co wayem si powiedzie o zga-
ganieniu jzyka w Niemczech ( dzi udaj purys-
tw, a nie umiej ju adnego zdania zbudowa),
z rwn pogard dla najpierwszych pisarzy tego
narodu, zakoczy wyraeniem mi swego podziwu
za o d w a g moj t najwysz odwag, ktra
wanie ulubiecw ludu sadza na awie oskaro-
nych. .. Skutek tego pisma jest poprostu nieoceniony
w mem yciu. Nikt dotd nie szuka ze mn zwady
Milczy si, traktuje si mnie w Niemczech z pospn
ostronoci: od lat czyniem uytek z bezwzgldnej
wolnoci sowa, dla ktrej nikt dzisiaj, a najmniej
w pastwie, nie ma do wolnej r k i . Mj raj
ley w cieniu mego miecza... W istocie urzeczy-
wistniem w yciu przyka Stendhala: radzi on wstp
do spoeczestwa otworzy sobie p o j e d y n k i e m .
I jakiego wybraem sobie przeciwnika! pierwszego
71
Niemca wol nomyl nego!. . . W samej rzeczy, zgoa
nowy rodzaj wonomylicielstwa znalaz przez to
swj pierwszy wyraz: do dzi dnia nie znam nic
bardziej obcego i dziwniejszego, jak caa europejska
i amerykaska species libres penseurs. Z nimi, jako
z niepoprawnymi pytkogowami i baznami, yj
w gbszej nawet niezgodzie, ni z ktrymkolwiek
z ich przeciwnikw. Chc take, swoim sposobem,
poprawi a ludzko na wasne podobiestwo, pod-
jliby przeciw temu, czem jestem, czego c h c , nie-
przejednan wojn, pod warunkiem gdyby to umieli,
wierz wszyscy jeszcze w idea... Ja jestem pierw-
szym i mmo r a l i s t .
3. Nie mgbym twierdzi, e dwa Niewczesne
Rozmylania, odznaczone nazwiskami Schopenhauera
i Wagnera, mogyby osobliwie posuy do zrozu-
mienia obu wypadkw lub choby tylko do psycho-
logicznego postawienia kwestyi, co nieco, jak
suszna, wyjwszy. Tak naprzykad pierwiastek na-
tury Wagnera zosta j u tu z gbok pewnoci
instynktu okrelony, j ako zdolno aktorska, ktra
w rodkach i zamysach wyci ga tylko wasne kon-
sekwencye. W gruncie pragnem w tych pismach
zgoa czego innego, jak uprawia psychologi:
niezrwnany problemat wychowania, nowe pojcie
s a mo h o d o w l i , s a mo o b r o n y a do twardoci,
droga do wielkoci i zada wszechdziejowych wy-
magay dla si pierwszego wyrazu. Na og biorc
chwyciem dwa sawne i zgoa nieustalone jeszcze
typy za czub, jak si za czub chwyta sposobno,
by co wypowiedzie, mie w rce o kilka formu,
znakw, rodkw j zykowych wicej. Zaznaczono to
72
te ostatecznie z niesamowit zgoa przenikliwoci
na str. 93 trzeciego Niewczesnego Rozmylania. Po
dobnie posuy si Platon Sokratesem, jako semio-
tyk dla Platona. Teraz, gdy z niejakiej odlegoci
wstecz patrz na owe stany, ktrych wiadectwem
s te pisma, nie chciabym przeczy, e w gruncie
mwi one tylko o mnie. Pismo Wagner w Bayreu-
cie jest wizy mojej przyszoci; natomiast Scho-
penhauer jako wychowawca mieci w sobie naj-
wntrzniejsze dzieje, moje s t a w a n i e s i e . Przede-
wszystkiem mj l ub! . . . Od tego, c z e m dzi j es-
tem, g d z i e dzi jestem na wyynie, gdzie ju nie
sowy, lecz byskawicami przemawiam och, jake
daleko byem wwczas jeszcze! Lecz w i d z i a e m
ld, nie udziem si ani chwili, co do drogi, mo-
rza, niebezpieczestwa a t a k e powodzenia! Ten
wielki spokj w przyrzekaniu, to szczcie patrzenia
hen w przyszo, ktra niema zosta jeno obietnic!
Kade sowo jest tu przeyte, gbokie, wntrzne;
nie brak najboleniejszych, s tam sowa wprost
krwi broczce. Lecz wicher wielkiej wolnoci dmie
ponad wszystkiem; nawet rana n i e dziaa jak za-
rzut Jak ja filozofa rozumiem, jako straszliwy
materya wybuchowy, od ktrego wszej rzeczy nie-
bezpieczestwo grozi, jak daleko na mile oddzielam
swe pojcie filozofa od pojcia, w ktrem jeszcze
Kant nawet si mieci, pomijajc ju akademickich
przeuwaczy i innych profesorw filozofii: o tem
daje to pismo nieocenione pouczenie, przypuszcza-
jc nawet, e tu w gruncie, nie Schopenhauer jako
wychowawca, lecz jego p r z e c i w i e s t w o , Ni et z-
sche jako wychowawca dochodzi do gosu. Wo-
bec tego, e rzemiosem mem wwczas byo rze-
73
mioso uczonego, a moe te dlatego, em na swem
rzemiole s i z n a , nie jest bez znaczenia cierpka
prbka psychologii uczonego, ktra w tem pimie
nagle si pojawia: wyraa ona u c z u c i e o d l e g -
o c i , gbok pewno tego, co moe by u mnie
z a d a n i e m, co tylko rodkiem, aktem porednim
i dzieem pobocznem. W tem mdro tkwi moja,
em by niejednem i w niejednem miejscu, by mc
sta si jednem, by mc osign jedno. Czas ja-
ki mu s i a e m by take uczonym.
LUDZKIE, ARCYLUDZKI E, Z dwoma dodat-
kami, Ludzkie, arcyludzkie jest pomnikiem prze-
silenia. Zwie si ono ksik dla duchw wo l -
n y c h : kade tam prawie zdanie wyraa zwyci-
stwo uwolniem si przez ni od wszystkiego, co
o b c e mej , naturze. Obcy jest mi idealizm: nag-
wek powiada gdzie wy ideay widzicie, ja widz
co ludzkie, ach tylko arcyludzkie!. . . Znam czo-
wieka l epi ej . . . Nie mona tu w adnem innem zna-
czeniu rozumie sowa duch wol ny: duch wy -
z w o l o n y , ktry na nowo posiad samego siebie.
Ton, dwik gosu zmieni si zgoa: uzna si ksi-
k t za mdr, chodn, przy sposobnoci tward
i drwic. Pewna duchowo d o s t o j n e g o smaku
zdaje si nieustannie bra gr nad namitnym nur-
tem na dnie. W tym zwizku ma to swe znaczenie,
e wydanie ksiki ju na rok 1878 usprawiedliwia
si niejako waciwie rocznic mierci V o l t a i r e ' a .
Bo Voltaire, w przeciwiestwie do wszystkiego, co
po nim pisano, to przedewszystkiem grandseigneur
ducha: to wanie, czem ja te jestem. Nazwisko
74
Voltaire'a na ksice mojej to by prawdziwie po-
stp ku s o b i e . . . Przygldajc si dokadnie, od-
kryje si bezlitosnego ducha, ryjcego wszystkie
kryjwki, gdzie zadomowi si idea, gdzie ma
swe piwnice wizienne i niejako ostatnie swoje schro-
nienie. Pochodnia w rku, zgoa chwiejnego nie
dajca wiata, przeszywajc owieca jasnoci to
ideau p o d z i e mi e . Jest to wojna, lecz wojna bez
prochu i dymu, bez postaw wojowniczych, bez pa-
tosu i masy powykrcanych czonkw nawet to
wszystko byoby jeszcze idealizmem. Jednej omyce
po drugiej pozwala si spokojnie osi na lodzie,
nie zbija si ideau on ma r z n i e . . . Tu naprzy-
kad marznie geniusz, nieopodal marznie wity,
pod grubymi soplami lodu marznie bohater, na kocu
marznie wiara, tak zwane przekonanie, take ocha-
dza si znacznie lito prawie wszdzie marznie
rzecz sama w sobie . . .
2. Pocztki tej ksigi przypadaj na tygodnie
pierwszych uroczystych przedstawie w Bayreucie;
gboka obco wzgldem wszystkiego, co mnie tam
otaczao, jest jednem z jej zaoe. Kto ma pojcie,
jakie wizye ju wtedy zabiegay mi drog, zgadnie;
jak mi byo na sercu, gdym si dnia pewnego w Bay-
reucie obudzi. Zgoa jakbym ni . . . Gdzie to by-
em? Nie poznawaem niczego, nie poznawaem Wa-
gnera. Naprno grzebaem we wspomnieniach. Trib-
schen daleka wyspa szczliwoci: ni cienia po-
dobiestwa. Nieporwnane dni pooenia kamienia
wgielnego, nieliczne d o b r a n e towarzystwo, ktre
je wicio i ktremu nie trzeba byo yczy dopiero
palcw dla rzeczy delikatnych: ni cienia podobie-
75
stwa! Co s i s t a o ? Przetumaczono Wagnera
na niemieckie! Wagnerzysta zapanowa nad Wagne-
rem! Sztuka n i e mi e c k a , mistrz n i e mi e c k i ,
piwo n i e mi e c k i e ! . . . My, ktrzy zbyt dobrze wiemy,
do jak kosmopolitycznego smaku sztuka Wagnera
jedynie przemawia, zdumiewalimy si, odnalazszy
Wagnera obwieszonego cnotami niemieckiemu
Sdz, e znam wagnerzyst, przeyem trzy po-
kolenia, od nieboszczyka Brendla, ktry Wagnera
bra za Hegla, a do idealistw z Beyreuther Blt-
ter, ktrzy Wagnera bior za siebie samych, sy-
szaem wszelkiego rodzaju wyznania dusz piknych
o Wagnerze. Krlestwo za jedno mdre s owo!
Zaprawd, towarzystwo, a wosy staj na gowie!
Nohl, Pohl, Ko h l z gracy in infinitum*). adnego
potworka tam nie brak, nawet antysemity. Biedny
Wagner! W c to wdepn! eby by przecie
pojecha przynajmniej midzy winie! Lecz midzy
Niemcw!... Ostatecznie naleaoby, dla nauki poto-
mnoci, prawdziwego Bayreutczyka wypcha, lepiej
jeszcze wsadzi w spirytus, bo niedopisa tam spiri-
tus , z napisem: Tak wyglda duch, na ktrym
zbudowano pastwo... Do, e wyjechaem pod-
wczas na kilka tygodni, bardzo nagle, mimo e pe-
wna powabna Paryanka staraa si mnie pocieszy;
wobec Wagnera usprawiedliwiem si tylko fatali-
stycznym telegramem. W skrytej gboko wrd bo-
rw Lasu Czeskiego miejscowoci, w Klingenbrunn,
obnosiem si z melancholi i pogard Niemcw, j ak
z chorob, i wpisywaem kiedy niekiedy, pod
* Gra sw nie do oddania. Prz. t.
76
oglnym nagwkiem Lemiesz, zdanie w swj no-
tatnik, same t w a r d e psychologica, ktre moe da-
dz si jeszcze odnale w Ludzkiem, arcyludz-
kiem.
3. Co si wwczas we mnie rozstrzygno, to
sna nie zerwanie z Wagnerem czuem oglne
zbkanie swego instynktu, ktrego poszczeglna po-
myka, czy zwie si ona Wagnerem, czy profesur
bazylejsk, bya tylko znakiem. . . Opado mnie z ni e -
c i e r p l i w i e n i e sob; zrozumiaem, e czas naj-
wyszy pomyle znowu o s obi e . Nagle stao mi
si w sposb straszny jasne, jak wiele ju czasu
strwoniem , jak bezuytecznie, jak samowolnie
wyglda cae moje istnienie filologiczne na tle mego
zadania. Wstydziem si tej f a s z y w e j skromno-
ci . . . Dziesi lat poza sob, w ktrych waciwie
o d y w i a n i e ducha prnowao we mnie, w kt-
rych nie douczyem si nic potrzebnego, w ktrych
zapomniaem niedorzecznie duo dla rupieci zapy-
lonej uczonoci. Przeciska si przez metrykw sta-
roytnych z drobiazgowoci i sabemi oczyma
do tegom doszed! Z politowaniem widziaem si
zgoa chudym, zgoa zagodzonym: r z e c z y w i s t o -
c i brako wanie wntrzu mojej wiedzy, a ideal
noci dyaba byy warte! Chwycio mnie po-
prostu palce pragnienie: odtd w samej rzeczy nie
zajmowaem si ju niczem prcz psychologii, me-
dycyny, nauk przyrodniczych, nawet do waci-
wych studyw historycznych powrciem dopiero,
kiedy mnie z a d a n i e do tego rozkazodawczo zmu-
sio. Wtedy te odgadem dopiero zwizek mi-
dzy sprzecznie z instynktem obran dziaalnoci,
77
tak zwanem powo ani em, do ktrego n a j m n i e j
jest si powoanym i sw potrzeb z a g u s z e -
n i a uczucia czczoci i godu z pomoc sztuki nar-
kotycznej naprzykad sztuki Wagnera. Rozejrzawszy
si uwaniej odkryem, e w takiem samem zem pooe-
niu znajduje si wielka ilo modziecw: jedna prze-
ciwnaturalno w y mu s z a formalnie drug. W Niem-
czech, w pastwie, by nie by dwuznacznym,
jest a zbyt wielu skazanych rozstrzyga o sobie
przedwczenie i potem m a r n i e pod niedajcem
si zrzuci brzemieniem... Ci pragn Wagnera, jako
0 p i a t u , zapominaj o sobie, pozbywaj si sie-
bie na chwil . . . Co mwi! na p i do s z e c i u
g o d z i n !
4. Wwczas owiadczy si mj instynkt nieuba-
ganie przeciw duszemu jeszcze ustpowaniu, chodze-
niu za innymi, braniu siebie za kogo innego. Wszelki
rodzaj ycia, najniepomylniejsze warunki, choroba,
ubstwo wszystko zdawao mi si godniejsze wy-
boru, ni owa nikczemna bezosobisto, w ktr
zabrnem zrazu z niewiadomoci, przez m o d o ,
a w ktrej potem uwizem z lenistwa, z tak zwa-
nego poczucia obowizku. Tu przyszo mi.
w sposb, ktremu do si nadziwi nie mog
i wanie w sam czas, na pomoc owo z e dzie-
dzictwo po mym ojcu, w istocie przeznaczenie
wczesnej mierci. Choroba w y z w a l a a m n i e
z wo l n a : oszczdzia mi wszelkiego zerwania, wszel-
kiego gwatownego i uraajcego kroku. Nie straci-
em wwczas niczyjej yczliwoci i duo jej jeszcze
zyskaem. Choroba daa mi zarazem prawo do zu-
penej zmiany mych wszystkich nawyknie; pozwa-
78
laa, n a k a z y w a a zapomnie; obdarzya mnie
k o n i e c z n o c i leenia spokojnie, prnowania,
czekania i cierpliwoci. . . Lecz to przecie znaczy
myle! I oczy moje skoczyy z wszystkiem, co
trci molem ksikowym, po naszemu filologi: uwol-
niem si od ksiki, nie czytaem nic przez lata
cae n a j w i k s z e dobrodziejstwo, jakie kiedy-
kolwiek sobie wywiadczyem! Owa najgbsza
samo, niejako zasypana, niejako uciszona pod usta-
wicznym mu s e m suchania innych samoci ( a tem
jest przecie czytanie!) budzia si zwolna, niemiaa,
wtpliwa, lecz w kocu z n w p r z e m w i a .
Nigdym sam sobie nie sprawia tyle szczcia, jak
w najbardziej chorych i najboleniejszych czasach
swego ycia: wystarczy spojrze na Jutrzenk, lub
choby na Wdrowca i jego cie, by poj, czem
by ten powrt do siebie: najwyszym rodzajem
istotnego o z d r o w i e n i a ! . . . To drugie byo tylko
tego wynikiem.
5. L u d z k i e , a r c y l u d z k i e , ten pomnik kar-
nej samohodowli, dziki ktrej nagy kres pooyem
zawleczonemu w siebie wyszemu oszustwu, idea-
lizmowi, piknym uczuciom, zostao w wszystkich
zasadniczych punktach spisane w Sorrento; zako-
czenie swe, ostateczn form, otrzymao podczas zimy
bazylejskiej, wrd stosunkw daleko niepomylniej-
szych, ni w Sorrento. W gruncie rzeczy ma ksik
t na sumieniu pan P i o t r G a s t , wwczas do ba-
zylejskiej uczszczajcy wszechnicy i bardzo mi y-
czliwy. Dyktowaem, z gow obwizan i bolc,
on przepisywa, on te korygowa, on by w grun-
cie waciwym pisarzem, ja natomiast byem tylko auto-
79
rem. Gdy ostatecznie ksika gotowa rk dosza mo-
ich ku gbokiemu zdziwieniu ciko chorego ,
posaem midzy innymi take dwa egzemplarze do
Bayreuth. Cudem, jakby ukryta myl tkwia w przy-
padku, nadszed do mnie rwnoczenie pikny egzem-
plarz tekstu Parsifala, z dedykacy Wagnera dla
mnie, swemu drogiemu przyjacielowi Fryderykowi
Nietzschemu, Ryszard Wagner, radca kocielny.
To skrzyowanie si dwuch ksiek zdao mi si,
jakbym przy tem zowrbny sysza dwik. Nie
brzmiae, jakby skrzyoway si mi e c z e ? . . . W ka-
dym razie czulimy to obaj: bo milczelimy obaj .
Podwczas pojawiy si pierwsze Bayreuther Bltter;
pojem, na co by najwyszy czas. Nie do wiary!
Wagner sta si bogobojny. . .
6. Co wwczas (1876) o sobie mylaem, z jak
niezmiern pewnoci dzieryem w garci swoje za-
danie i to, co w niem wszechdziejowego, o tem wiad-
czy caa ksika, atoli przedewszystkiem bardzo
wyrany ustp: jeno e, z instynktown u mnie
przebiegoci, take tutaj ominem znw swko
ja i tym razem, ju nie Schopenhauera ani Wa-
gnera, lecz jednego z mych przyjaci, znakomitego
dra Pawa Re, wszechdziejow opromieniem
chwa na szczcie stworzenie zbyt subtelne, aby...
Inni mniej byli subtelni: beznadziejnych wrd czy-
telnikw swoich, naprzykad typowego profesora nie-
mieckiego, poznawaem zawsze po tem, e na pod-
stawie tego ustpu mniemali, i ca ksik naley
rozumie jako wyszy real izm. . . W rzeczywistoci
przeczy ona piciu, szeciu twierdzeniom mego przy-
8o
jaciela: naley w tym wzgldzie przeczyta przed-
mow do Genealogii moralnoci. Ustp ten brzmi:
Jakie jest jednak zasadnicze twierdzenie, do kt-
rego doszed jeden z najmielszych i najzimniejszych
mylicieli, autor ksiki 0 pochodzeniu uczu mo-
ralnych (lisez: Nietzsche, pierwszy i mmo r a l i s t a )
na podstawie swych trafnych, przenikliwych rozbio-
rw postpowania ludzkiego? Czowiek morany nie
jest bliszy wiata mylnego, ni czowiek fizyczny
b o w i e m niema zgoa wiata myl nego. . . Zdanie
to, zahartowane i wyostrzone pod motem dziejowego
poznania (lisez: P r z e m i a n a w s z y s t k i c h
w a r t o c i ) posuy moe kiedy, w przyszoci
1890! za siekier, ktr przyoy si do korzenia
metafizycznej potrzeby l udz ko c i czy bardziej
ku bogosawiestwu lub przeklestwu ludzkoci, kt
mgby to powiedzie? Atoli w kadym razie, jako
zdanie o powanych skutkach, podne i straszne
zarazem, i patrzce na wiat owem p o d w j n e m
spojrzeniem, ktre maj wszystkie wielkie poznania...
JUTRZENKA. MYLI O PRZESDACH MO-
RALNYCH. Ksik t rozpoczyna si moja wy-
prawa przeciw moralnoci. Bynajmniej nie eby cho
troch prochem czu j byo: zgoa inne i daleko
milsze poczuje si w niej wonie, pod warunkiem,
e ma si w nozdrzach nieco wraliwoci. Nie jest
to ani cikie, ani te lekkie dziao: jeli sku-
tek ksiki jest negatywny, nie s nimi zgoa te
rodki, z ktrych skutek wynika jako wniosek, n i e
jak wystrza armatni. e czytelnik rozstaje si z ksi-
k z lkliw ostronoci wzgldem wszystkiego, co
81
dotd pod nazw moralnoci zdobyo cze a nawet
uwielbienie, to nie stoi w sprzecznoci z tem, e w ca-
ej ksice nie napotyka si zgoa negatywnego sowa,
napadu, zoliwoci, e raczej spoczywa ona
w socu, krga, szczliwa, podobna zwierzowi mor-
skiemu, ktry wrd ska wygrzewa si w socu.
Ostatecznie ja sam byem tym zwierzem morskim:
prawie kade zdanie tej ksiki pomylane jest, po-
c h w y c o n e w tem skalnem zamieszaniu koo Genui,
gdzie byem sam i jeno z morzem miaem wsplne
tajemnice. Jeszcze teraz, gdy przypadkiem dotkn tej
ksiki, zmienia si dla mnie kade zdanie w cypel,
na ktrym znowu co niezrwnanego wycigam
z gbiny: caa jej skra dry od pieciwych dresz-
czw wspomnienia. Sztuka, ktra j odznacza, nie
maa jest w tem, e rzeczy, ktre lekko i bez szmeru
przemykaj si mimo, chwile, ktre boskiemi zow
jaszczurkami, utrwala nieco zgoa nie z okrucie-
stwem owego modego boga greckiego, ktry biedn
jaszczureczk poprostu nadzia, lecz zawsze przecie
na co ostrego, na pi ro. . . Ile to jutrzenek, ktre
jeszcze nie j ani a yt en i n d y j s k i napis widnieje
na drzwiach do tej ksiki. Gdzie s z u k a jej twrca
owego zarania nowego, owej dotd nieodkrytej jeszcze
ranoci, ktr si znowu dzie zaczyna, ach,
cay szereg, cay wiat nowych dni ! W P r z e mi a -
ni e wszystkich wartoci, w uwolnieniu si od wszyst-
kich wartoci moralnych, w przywiadczaniu i ufa-
niu wszystkiemu, co dotd zabronione, pogardzone
i przeklte byo. Ta ksika p r z y w i a d c z a j c a
zlewa swe wiato, sw mio, sw czuo na same
rzeczy ze, powraca im znowu dusz, czyste su-
mienie, wysokie prawo i p r z y w i l e j istnienia. Nie
ECCE HOMO 6
82
atakuje si moralnoci, nie bierze si ju jej tylko
w rachub. . . Ksik t koczy albo te?, jest
to jedyna ksika, ktr koczy albo t e?. . .
2. Moje zadanie przygotowania chwili najwy-
szego opamitania si ludzkoci, w i e l k i e g o po-
u d n i a , gdy spojrzy wstecz i w dal, gdy wydo-
bdzie si z pod panowania przypadku i kapanw
i pytanie: dlaczego? po co? postawi po raz pierwszy
j a k o c a o , to zadanie wynika si koniecz-
noci ze zrozumienia, e ludzko ni e sama przez
si idzie waciw drog, e jest zgoa n i e po
bosku rzdzona, e raczej wanie pod pokryw
jej najwitszych poj wartoci wada zwodniczo
instynkt przeczenia, zepsucia, dcadence. Zagadnienie
co do pochodzenia wartoci moralnych jest przeto
dla mnie zagadnieniem p i e r w s z o r z d n e m , bo
jest warunkiem przyszoci czowieka. danie, by
w i e r z o n o , e w gruncie wszystko jest w dobrych
rkach, e jaka ksika, biblia, ostatecznie uspokaja
co do boskiego kierownictwa i mdroci w losie
ludzkoci, jest, tumaczc to na powrt na jzyk
rzeczywistoci, wol niedopuszczenia do gosu prawdy
o politowania godnem tego przeciwiestwie, to jest,
e ludzko dotd w n a j g o r s z y c h bya rkach,
e rzdzili ni rozbitkowie, podstpnie mciwi, tak
zwani wici, ci oczerniciele wiata i habiciele czo-
wieka. Rozstrzygajc oznak, ktra wykazuje, e
kapan ( zaliczam tutaj p r z y c z a j o n y c h kapanw,
filozofw) nie tylko w obrbie okrelonego zwizku
religijnego, lecz wogle sta si panem; e moral-
no dcadence, wola koca, uchodzi za moralno
83
s a m w s o b i e , rozstrzygajc tego oznak jest
bezwarunkowa warto, ktr przyznaj wszdzie pier-
wiastkowi nieegoistycznemu i wrogo przypadajca
egoistycznemu w udziale. Kto na tym punkcie nie
zgadza si ze mn, tego uwaam za z a r a o n e g o . . .
Lecz cay wiat jest ze mn w ni ezgodzi e. . . Fizyo-
logowi nie pozostawia takie przeciwstawienie war-
toci adnego wtpienia. Skoro najmniejszy narzd
wewntrz organizmu przestaje choby w najmniejszym
stopniu spenia z zupen pewnoci czynnoci
samoodywiania, nagradzania sobie ubytku siy, swego
egoizmu, wtedy wyrodnieje cao. Fi zyol og da wy-
c i c i a czci zwyrodniaej, zaprzecza jednolitoci
z tem, co zwyrodniae, nie ma dla litoci najmniej-
szej. Lecz kapan chce wanie zwyrodnienia cao-
ci, ludzkoci: przeto z a c h o w u j e to, co zwyrod-
niae za t cen staje si jej pa ne m. . . Jakie
znaczenie maj te kamliwe pojcia p o mo c n i c z e
moralnoci, dusza, duch, wolna wola, bg,
jeli nie to, by ludzko fizyologicznie zniweczy?
Jeli si odwraca powag od samozachowania, od
wzmagania si ciaa, t o z n a c z y y c i a , jeli si
z blednicy buduje idea, z pogardy ciaa zbawienie
duszy, to c to innego, jeli nie p r z e p i s na d-
cadence? Strata wakoci , opr przeciw instyn-
ktom przyrodzonym, jednem sowem bezosobisto
to zwao si dotd m o r a l n o c i . . . Jutrzenk
podjem walk przeciw moralnoci wyzuci a si
z siebie.
WIEDZA RADOSNA (LA GAY A SCIENZA),
Jutrzenka to ksika przywiadczajca, gboka, lecz
jasna i dobrotliwa. To samo stosuje si raz jeszcze
6*
84
i w stopniu wyszym do gaya scienza: prawie w ka-
dem zdaniu gbia myli i swawola trzymaj si
czule za rce. Wiersz, wyraajcy wdziczno za
ten najcudowniejszy miesic stycze, jaki przey-
em caa ksiga jest jego darem zdradza do
statecznie, z jakiej tu gbi wi edza si r o z r a d o -
w a a :
O ty, kt rego mi ecz pomienny
W kry rozbi mojej duszy ld,
e mkni e ku toni mrz bezdennej,
W naj wyszej swej nadziei cud:
Jani ej sza codzie, zdrowsza wawi ej ,
Cho j mi osny pta mus,
Wol na: wi c cuda twoje s awi ,
O sanctus Januari us!
Co tu najwysz nadzi ej si zowie, kt moe
wtpi, widzc na kocu czwartej ksigi rozby-
skujc pikno dyamentow pierwszych sw Zara-
tustry? Lub czytajc granitowe zdania na kocu
ksigi trzeciej, ktre po raz pierwszy ujmuj w for-
mu przeznaczenie dl a ws z e c h c z a s w ? P i e -
ni k s i c i a L e k k o d u c h a , w przewanej cz-
ci na Sycylii stworzone, przypominaj najwyraniej
prowansalskie pojcie gaya scienza) ow jedno
p i e n i a r z a , r y c e r z a i d u c h a w o l n e g o ,
ktr owo przedziwne zaranie kultury prowansal-
skiej wznosi si nad wszystkie wtpliwe kultury;
zwaszcza ostatni poemat do Mi s t r a l a , rozpa-
sana pie taneczna, w ktrej, za pozwoleniem! ta-
czy si po trupie moralnoci, jest doskonaym pro-
wansalizmem.
85
TAK RZEK ZARATUSTRA. KSI KA DLA
WSZYSTKICH I DLA NIKOGO. Opowiem teraz
dzieje Zaratustry. Zasadniczy pomys dziea, pomys
w i e c z y s t e g o n a w r o t u , t a najwysza formua
potwierdzenia, jak wogle osign mona , siga
sierpnia roku 1881: zapisany zosta na kartce z na-
pisem: 6000 stp poza czowiekiem i czasem.
Pewnego dnia szedem lasami nad jeziorem koo
Silvaplana; zatrzymaem si przy potnej, pira-
midalnie spitrzonej skale obok Surlei. Wtedy na-
wiedzia mnie ta myl. Cofnwszy si od dnia
tego o kilka miesicy wstecz, spostrzegam, jako za-
powied, nag i do gbi rozstrzygajc zmian
smaku, przedewszystkiem w muzyce. Monaby ca-
ego Zaratustr zaliczy do muzyki; niewtpliwie,
e pierwszym tego warunkiem byo s y s z e odro-
dzenie sztuki. W maej grskiej miejscowoci k-
pielowej niedaleko Vicenzy, w Recoaro, gdzie sp-
dziem wiosn roku 1881, odkryem, pospou z moim
maestro i przyjacielem, Piotrem Gastem, rwnie
odrodzonym, e feniks muzyki przelatywa obok
nas lejszemi i wietlistszemi piry, ni je mia
kiedykolwiek. Liczc natomiast od dnia tego wprzd,
a do nagego i w najnieprawdopodobniejszych wa-
runkach odbytego poogu w lutym r. 1883 cz
kocowa, ta sama, z ktrej w P r z e d m o w i e kilka
przytoczyem zda. ukoczona zostaa cile w tej
samej witej godzinie, o ktrej w Wenecyi skona
Ryszard Wagner to na ci przypada omnacie
miesicy. Ta liczba wanie omnastu miesicy mo-
gaby naprowadzi na myl, wrd buddystw naprzy-
kad, e w gruncie jestem soniem-samic. Na czas
poredni przypada la gaya scienza, ktra mieci
86
sto zapowiedzi, i zblia si co niezrwnanego;
w kocu podaje jeszcze pocztek samego Zaratustry,
podaje w przedostatnim ustpie czwartej ksigi za-
sadnicz myl Zaratustry. Tak samo na ten czas
poredni przypada h y mn do y c i a (na chr mie-
szany i orkiestr), ktrego partytura pojawia si
przed dwoma laty u E. W. Fritscha w Lipsku: ob-
jaw, nie bez znaczenia moe, stanu z owego roku,
gdy patos p r z y w i a d c z a j c y par excellence,
zwany przeze mnie patosem tragicznym, w najwy-
szym przepenia mnie stopniu. Kiedy piewa go
bd na moj pamitk. Tekst, zaznaczam wy-
ranie, bo panuje pod tym wzgldem nieporozumienie,
nie jest mj: jest to zdumiewajce natchnienie mo-
dej Rosyanki, z ktr wwczas yem w przyjani,
panny Lou von Salome. Kto wogle myl ostatnich
sw poematu rozumie, zgadnie, dlaczegom go wy-
rni i podziwia : maj wielko. Bl ni e jest
zarzutem przeciw yci u: Jeeli szczcia ju mi
da nie moesz, dobrze! ma s z dl a mn i e j e s z c z e
m k . . .
Moe i muzyka moja posiada w miejscu tem
wielko. (Ostatnia nuta oboi cis, nie c. Omyka
druku). Nastpnej zimy mieszkaem w owej
wdzicznie cichej zatoce Rapallo, wciskajcej si
midzy Chiavari i Porto fino pod Genu. Zdro-
wie me nie byo najlepsze; zima chodna i nad-
miernie deszczowa; mae albergo, tu nad morzem,
tak, e wzburzony ywio odejmowa sen noc,
przedstawiao niemal we wszystkiem przeciwie-
stwo tego, czegoby si yczyo. Pomimo to, i wa-
nie na dowd mego twierdzenia, e wszystko, co
rozstrzygajce, powstaje pomimo, wanie tej zimy
87
i w tych nieprzychylnych warunkach powsta mj
Zaratustra. Przed poudniem chadzaem w gr w kie-
runku poudniowym, wspania drog do Zoagi wio-
dc, mijajc pinie i majc widok daleki na morze;
popoudniu, jeli tylko zdrowie pozwalao, obcho-
dziem ca zatok witej Magorzaty a poza Porto
fino. Miejscowo ta i krajobraz byy j eszcze blisze
sercu mojemu dziki wielkiej mioci, ktr ywi
dla nich cesarz Fryderyk Trzeci; bawiem na jesieni
r. 1886 przypadkiem znw na tem wybrzeu, kiedy
odwiedza po raz ostatni ten may zapomniany wiat
szczcia. Na tych dwuch drogach powsta we
mnie cay pierwszy Zaratustra, przedewszystkiem
Zaratustra sam, jako t yp: w aciwiej, n a p a d
mn i e . . .
2. By typ ten zrozumie, trzeba wyjani wprzd
jego zaoenie fizyologiczne: jest niem to, co zow
w i e l k i e m z d r o wi e m. Nie umiem pojcia tego wy-
wietli lepiej, osobi ci ej , ni to uczyniem w jednym
z kocowych rozdziaw ksigi pitej w gaya scienza.
My nowi, bezimienni, trudno zrozumiali brzmi ten
ustp,my przedwczesne pody niedowiedzionej j eszcze
przyszoci potrzebujemy do nowego celu take
nowego rodka, to jest nowego zdrowia, silniejszego,
szczwaszego, gitszego, zuchwalszego, weselszego,
ni dotd wszystkie byy zdrowia. Czyja dusza pragnie
przey cay obszar dotychczasowych wartoci i po-
danoci i objecha wszystkie pobrzea tego ideal-
nego morza rdziemnego; kto wiedzie chce
z przygd wasnego dowiadczenia, co czuje zwy-
cizca i odkrywca ideau, tak samo artysta, wity,
prawodawca, mdrzec, uczony, bogobojny i boski sa-
88
motnik starego stylu, temu potrzeba na to przede-
wszystkiem wielkiego zdrowia takiego, ktre nie-
tylko si ma, lecz ktre si nieustannie zdobywa,
i zdobywa moe, poniewa wiecznie si je powica,
powica musi . . . I oto skoromy dugo w ten spo-
sb wdrowali, my Argonauci ideau, odwaniejsi
moe, ni roztropnie byo, i do czsto doznajc
rozbicia i szkody, lecz jak si rzeko zdrowi, cigle
na nowo zdrowi, to zdaje nam si wtedy, jako-
bymy w nagrod za to mieli przed sob ld nie-
odkryty jeszcze, ktrego granic nikt dotd nie przej-
rza, jaki pozaobrb wszystkich dotychczasowych
ldw i zaktkw ideau, wiat tak przebogaty w to,
co pikne, obce, pytania godne, straszliwe i boskie,
e nasza ciekawo, tak samo jak nasza dza po-
siadania wypady z rwnowagi, ach, e nic nas
odtd nasyci nie moe! Jake moglibymy si, po
takich widokach i wobec takiej zachannoci w rze-
czach sumienia i wiedzy, zadowoli jeszcze c z o-
w i e k i e m t e r a n i e j s z y m? To do le: lecz
nieuniknione jest, e najzacniejszym jego celom
i nadziejom przygldamy si tylko z le podtrzymy-
wan powag i nie przygldamy si ju nawet.
Inny mamy przed sob idea, cudowny, kuszcy,
peen niebezpieczestw idea, do ktregobymy nie
nakaniali nikogo, poniewa nie przyznajemy nikomu
tak atwo p r a w a do n i e g o : idea ducha, ktry
naiwnie, to jest mimowolnie i z przelewnej mocy
i peni, igra z wszystkiem, co dotd witem, dobrem,
nietykalnem, boskiem zwano; dla ktrego to, co naj-
wysze, to, w czem tum susznie widzi sw war-
toci miar, znaczy prawie tyle, co niebezpiecze-
stwo, upadek, ponienie, lub co najmniej odpoczynek.
89
lepota, czasowe zapomnienie o sobie: idea ludzko-
nadludzkiego zdrowia i yczliwoci, ktry czsto ni e-
l u d z k i m zdawa si moe, naprzykad, gdy sta-
nie obok caej dotychczasowej, ziemskiej powagi,
obok wszelkiego rodzaju uroczystoci w ruchu, so-
wie, dwiku, spojrzeniu, moralnoci i zadaniu, jako
wcielona mimowolna parodya i z ktrym, mimo
to wszystko, zaczyna si moe wanie dopiero
w i e l k a powaga, staje waciwy znak pytania, od-
wraca si przeznaczenie duszy, cofa wskazwka, za-
c z y n a tragedya. . .
3. Ma kto, z kocem dziewitnastego stulecia,
dokadne o tem pojcie, co poeci silnych stuleci
zwali natchnieniem? Jeli nie, to opisz. Ktoby po-
siada cho lad przesdu, nie umiaby si w samej
rzeczy obroni wyobraeniu, e jest tylko wciele-
niem, tylko narzdziem, tylko medium potg prze-
monych. Pojcie objawienia, w tem znaczeniu,
e co nagle z niewysowion pewnoci i dokad-
noci w i d z i a l n e , syszalne si staje, co, co
czowieka do gbi wzburza i wstrzsa, okrela
poprostu stan rzeczy. Syszy si, nie szukajc, bierze
si, nie pytajc, kto daje; myl wystrzela jak byska-
wica, z koniecznoci, w formie bez wahania, nie
miaem nigdy wyboru. Zachwyt, ktrego napicie
wyzwal a o si niekiedy w strumieniu ez, w kt-
rym krok poniewolnie ju to jak burza gna, ju to
powolny si staje; zupena nieprzytomno przy ci-
sej wiadomoci subtelnych dre i dreszczw, a
do koczyn stp; gbia szczcia, w ktrem to, co
najboleniejsze i najpospniejsze, nie dziaa jako
przeciwiestwo, lecz jako co uwarunkowanego, wy-
90
woanego, jako k o n i e c z n a barwa wrd takiego
nadmiaru wiata; instynkt stosunkw rytmicznych,
przesklepiajcy dalekie przestrzenie form dugo,
potrzeba d a l e k o n o n e g o rytmu jest nieledwo
miar potgi natchnienia, rodzajem wyrwnania wzgl-
dem ucisku i napicia... Wszystko dzieje si w naj-
wyszym stopniu poniewolnie, lecz jakby w wi-
churze uczucia wolnoci, bezwarunkowoci, mocy,
boskoci... Poniewolno obrazu, przenoni jest rze-
cz najprzedziwniejsz; nie ma si ju zgoa poj-
cia, co jest obrazem, co przenoni, wszystko jawi
si, jako wyraz najbliszy, najwaciwszy, najprost-
szy. Zdaje si naprawd, by przypomnie sowa Za-
ratustry, jak gdyby rzeczy podchodziy same i na
rzucay si przenoni ( tu rzeczy wszystkie pod-
chodz pieciwie ku mowie twojej i schlebiaj ci:
gdy chc na grzbiecie pojeda twoim. Na kadej
przenoni ku nowej prawdzie pojedasz. Tu otwie-
raj si wszelkiego bytu sowa i skrzynie sw; byt
wszelki chce sta si tu sowem, wszelkie stawanie
si pragnie nauczy si mwi od ciebie ). Oto
m o j e dowiadczenie natchnienia; nie wtpi, e
o tysice lat cofn si trzeba, by znale kogo,
coby rzec mi mia: jest te i mojem.
4. W kilka tygodni potem, leaem w Genui
chory. Potem nastpia osmtna wiosna w Rzy-
mie, gdzie znosiem ycie nie byo to atwem.
W gruncie mierzio mnie nadmiernie to dla twrcy
Zaratustry najnieprzystojniejsze miejsce na ziemi,
ktregom nie obra dobrowolnie; staraem si uciec,
dosta si do A q u i l i , pojcia przeciwnego do
91
Rzymu, zaoonej z wrogoci dla Rzymu, podobnie
jak ja kiedy miejsce zao na pamitk ateisty
i wroga comme il faut Kocioa, najbliej ze mn
spokrewnionego, wielkiego z Hohenstaufw cesarza,
Fryderyka Drugiego. Lecz fatum ciyo nad tem
wszystkiem: musiaem wrci. Ostatecznie zadowo-
lia mnie piazza Barberini, kiedy mnie znuyo sta-
ranie si o okolic a n t y c h r y s t o w . Lkam si,
czym te pewnego razu, by zej jak najbardziej
brzydkim woniom z drogi, nie dowiadywa si na-
wet w palazzo Quirinale o cichy pokj dla filo-
zofa. Wysoko nad wymienion piazza, na loggii,
z ktrej wida Rzym cay, a gboko na dole sy-
cha szmer fontanny, stworzona zostaa owa pie
najsamotniejsza, jaka kiedykolwiek stworzona zostaa,
P i e n o c y ; podwczas przeladowaa mnie,
krya koo mnie zawsze melodya niewymownie
smtna, ktrej refren odnalazem w sowach martwy
z niemiertelnoci... W zimie, wrciwszy na wite
miejsce, gdzie zalnia mi pierwsza byskawica po-
mysu Zaratustry, znalazem drugiego Zaratustr.
Starczyo dziesi dni; w adnym wypadku, ani dla
pierwszego, ni dla drugiego, ni dla ostatniego wicej
nie byo mi trzeba. Zimy nastpnej pod halkio-
skiem niebem Nizzy, ktre wwczas po raz pierwszy,
olnio me ycie, znalazem trzeciego Zaratustr
i byem gotw. Ledwo rok, liczc naog. Wiele
utajonych miejsc i wyyn Nizzy uwiciy mi chwile
niezapomniane: w ustp, rozstrzygajcy, noszcy
nagwek 0 starych i nowych tablicach, stwo-
rzyem podczas mudnego wstpowania od stacyi
ku cudownemu maurytaskiemu gniazdu skal-
nemu Eza, sprawno mini bya u mnie zawsze
92
najwiksza, kiedy sia twrcza najsilniej tryskaa.
C i a o jest natchnione: pozostawmy dusz w spo-
koj u. . . Mona mnie byo czsto widzie taczcego;
mogem wtedy, bez cienia znuenia, chodzi siedm,
om godzin po grach. Sypiaem dobrze, miaem
si duo , posiadaem zupen krzepko i cier-
pliwo,
5. Poza temi dzieami dni dziesiciu byy lata
podczas Zaratustry, a przedewszystkiem po nim,
ndz nieporwnan. Drogo przypaca si niemiertel-
no: kona si wzamian kilkakrotnie za ycia. Jest
co, co nazywam rancune wielkoci: wszelka wiel-
ko, dzieo, czyn, raz dokonane, zwracaj si nie-
zwocznie p r z e c i w temu, ktry je zdziaa. Wa-
nie dlatego, e je zdziaa, jest teraz s a b y , nie
wytrzymuje ju swego czynu, nie patrzy mu ju
w twarz. Mie co, czego nigdy nie miao si chcie,
p o z a sob, co, w czem zadzierzgn si wze prze-
znaczenia ludzkoci i mie to teraz na sobie! To
miady niemal... Rancune wielkoci! Drugie, to
straszliwa cisza, ktr si syszy wok siebie. Samot-
no ma siedm skr; nic nie przenika przez nie. Przy-
chodzi si do ludzi, pozdrawia si przyjaci: nowa
pustka, adne me pozdrawia spojrzenie. W najlep-
szym razie rodzaj buntu. Takiego buntu dowiadcza-
em, w bardzo rnym stopniu, lecz prawie ze strony
kadego, co mi by blizki: zda mi si, e nic nie
obraa gbiej, jak nagle da pozna odlego,
d o s t o j n e natury, ktre nie umiej y, nie czczc,
s rzadkie. Trzecie, to niedorzeczna draliwo
skry wobec drobnych uku, rodzaj bezsilnoci wobec
wszystkiego, co mae. Zdaje mi si ona wynika
93
z olbrzymiego trwonienia wszystkich sil obronnych,
ktre jest zaoeniem wszelkiego czynu t w r c z e g o
wszelkiego czynu dobytego z najgbszej swej istoty,
wntrza i dna. Ma e wadze obronne s tem sa-
mem niejako w zawieszeniu; nie maj ju adnego
dopywu siy. Wa si jeszcze zaznaczy, e si
gorzej trawi, niechtniej porusza, zbyt si otworem
stoi dla wszelkich uczu mrocych, take dla nieuf-
noci, nieufnoci, ktra w wielu wypadkach jest
tylko omyk etyologiczn. W takim stanie odczuem
raz blizko stada krw w powrocie agodniejszych,
yczliwszych ludziom myli, zanim je jeszcze ujrza-
em: W t e m jest ciepo...
6. Dzieo to istnieje samo dla siebie. Zo-
stawmy poetw na boku: moe wogle nie stwo-
rzono nic nigdy z podobnego nadmiaru siy. Moje
pojcie dyonizyjskoci stao si tu n a j w y s z y m
c z y n e m; w porwnaniu z niem caa reszta ludzkiej
dziaalnoci wydaje si ubog i warunkow. e taki
Goethe, Szekspir ani przez chwil nie umiaby oddy-
cha wrd tej niezmiernej namitnoci i wyyny,
e, Dante, wobec Zaratustry, jest tylko wyznawc
a nie kim, kto prawd t w o r z y , duchem r z -
d z c y m w i a t e m, przeznaczeniem , e poeci
Wedy to kapani, i nawet nie godni rozwiza
rzemyka u obuwia Zaratustry, to rzecz najmniejsza,
i nie daje zgoa pojcia o odlegoci, o l a z u r o w e j
samotnoci, w jakiej dzieo to yje. Zaratustra ma
wieczyste prawo mwi : zakrelam koa wkrg
siebie i wite granice; coraz mniej liczni wstpuj
ze mn na coraz wysze szczyty, buduj turnie
z coraz witszych gr. Zliczcie ducha i dobro
94
wszystkich dobrych dusz w jedno: wszystkieby razem
nic zdoay wyda jednej mowy Zaratustry. Olbrzy-
mia to drabina, po ktrej on wchodzi i schodzi; wi-
cej widzia, wicej chcia, wicej m g , ni jakikol-
wiek czowiek. Przeczy kadem sowem, ten najbar-
dziej przywiadczajcy z wszech duchw; wszystkie
sprzecznoci zczyy si w nim w now jedno. Naj-
wysze i najgbsze siy natury czowieczej, to, co
najsodsze, najlejsze i najstraszliwsze, wyp ywa z je-
dnego rda z niemierteln pewnoci. Nie wie-
dziano dotd, co to wyyna, co gbia, jeszcze mniej
wiedziano, co to prawda. Niema chwili w tem obja-
wieniu prawdy, ktrby ju by uprzedzi, odgad
ktry z najwikszych. Niema zgoa mdroci, ba-
dania dusz, sztuki przed Zaratustra; to, co najblisze,
najcodzienniejsze, mwi tu o rzeczach niesychanych.
Sentencya drca namitnoci; wymowa, co si mu-
zyk st aa; byskawice, ciskane w nieodgadnione do-
td przyszoci. Najpotniejsza zdolno przenoni,
jaka dotd istniaa, jest ubstwem i igraszk wobec
tego powrotu mowy do natury obrazowoci.
A jak to Zaratustra si znia i do kadego naj-
dobrotliwiej przemawia! Jak nawet swych przeciwni-
kw, kapanw, delikatnemi dotyka rkoma i wraz
z nimi z powodu nich cierpi! Kadej chwili
przezwycia si czowieka, pojcie nadczowieka
stao si najwysz rzeczywistoci, w niesko-
czonej dali ley to, co dotd wielkiem w czowieku
si zdao, p o d nim. Pierwiastek halkioski, lekkie
nogi, wszechobecno zoliwoci i zuchwalstwa i co
wogle typowe jest dla typu Zaratustry, nawet we
nie nie zdawao si istotnie waciwe wielkoci. Za-
ratustra czuje si wanie w tej pojemnoci prze-
95
strzeni, w tej dostpnoci dla przeciwiestw na j -
w y s z y m r o d z a j e m w s z e l k i e g o j e s t e s t wa ;
i jeli kto usyszy, jak on go okrela, zrzeknie si
szukania jego przenoni.
dusza, ktra najdusz ma drabin i naj-
gbiej zej moe,
dusza najprzestronniejsza, ktra najdalej w sie-
bie zabiec, w sobie bdzi i buja moe,
najkonieczniejsza, ktra z rozkosz w przypa-
dek si rzuca,
dusza istniejca, ktra stawania si c h c e , po-
siadajca, ktra c h c e chcenia i dania,
uciekajca od siebie, ktra siebie najdalszemi
krgami dociga,
dusza najmdrsza, ktrej szalestwo najsodziej
doradza,
sam siebie najbardziej kochajca, w ktrej
wszystkie rzeczy maj swe prdy i nawroty, przy-
pyw i odpyw .
T o j e s t j e d n a k p o j c i e s a m e g o D y o -
n i z o s a . Do tego samego wiedzie inne rozwaanie.
Psychologicznym problematem w typie Zaratustry jest
to, jakim sposobem ten, ktry w niesychanym stop-
niu przeczy sowem, przeczy c z y n e m wszystkiemu,
czemu dotychczas przywiadczano, moe pomimo to
by przeciwiestwem ducha przeczcego; jakim spo-
sobem duch, dwigajcy na sobie najcisze z prze-
znacze, zowieszcze zadanie, moe pomimo to by
najlejszy i nadgwiezdny Zaratustra jest tance-
rzem ; jakim sposobem ten, ktry posiad naj-
twardsze, najstraszliwsze zrozumienie rzeczywistoci,
ktry pomyla myl najprzepastniejsz, moe po-
mimo to nie widzie w tem zarzutu przeciwko istnie-
96
niu, nawet nic przeciw jego wiecznemu nawrotowi,
raczej jeszcze jeden powd wicej, by by s a me mu
wiecznem tak, mwionem wszem rzeczom, nie-
zmiernem, bezgranicznem tak i Amen... We
wszystkie przepacie bez dna nios jeszcze bogo-
sawice swe tak . . . L e c z j e s t t o p o j c i e
D y o n i z o s a r a z j e s z c z e .
7. Jakim jzykiem mwi bdzie duch taki,
kiedy mwi z sob samym? Jzykiem d y t y r a mb u .
Jestem wynalazc dytyrambu. Posuchajcie, jak Za-
ratustra p r z e d w s c h o d e m s o c a (str. 228)
mwi z sob: takiego szmaragdowego szczcia, ta-
kiej boskiej pieciwoci nie zna aden przede mn
jzyk. Nawet najgbszy smtek takiego Dyonizosa
zmienia si jeszcze w dytyramb; bior dla przykadu
p i e n o c y , niemierteln skarg, e jest si
przez nadmiar wiata i mocy, przez sw natur
s o n e c z n skazanym nie kocha,
Noc: teraz mwi goniej wszystkie wodo-
tryski. I dusza moja jest te wodotryskiem.
Noc: teraz dopiero budz si pieni wszystkich
kochajcych. I dusza moja jest take pieni kocha-
jcego.
Co nieuciszonego, nieuciszalnego we mnie chce
mwi. Podanie mioci jest we mnie, ktre samo
przemawia jzykiem mioci.
wiatem jestem: ach, obym by noc! Lecz
w tem samotno moja, e jestem wiatem opasan.
Ach, obym by ciemny i nocny! Jakebym
chcia ssa u piersi wiata!
I wasbym nawet bogosawi, wy drobne gwiazdy
97
iskrzce i wietlaki w grze! i by szczliwy
waszymi darami wietlnymi.
Lecz yje w wasnem swem wietle, napowrt
wchaniam w siebie pomienie, co ze mn strzelaj.
Nie znam szczcia tego, ktry bierze; i czsto
nio mi si, e kra jeszcze wikszem szczciem
by musi, ni bra.
W tem ubstwo moje, e rka moja nie wy-
poczywa nigdy od darowywania; w tem zawi
moja, e widz oczy czekajce i rozjanione noce
tsknoty.
Och, niedolo kadego, kto darowywa Och, soca
mego zciemnienie! O podanie podania! O godzie
dziki w dosycie !
Bior ode mnie: lecz dotykame take ich du-
szy? Przepa jest midzy dawaniem a braniem;
a najmniejsz przepa najtrudniej mostem prze-
sklepi.
Gd wyrasta z piknoci mojej: bl sprawia
chciabym tym, ktrym wiec, ograbia chciabym
swych obdarowanych tak godny jestem zoci.
Cofam rk, gdy ju rka ku niej si wyci ga;
wodospadowi podobien, co jeszcze w spadku si
waha: tak godny jestem zoci.
Tak zemst knuje pe moja, taka przekora
wytryska z mej samotnoci.
Me szczcie w darowywaniu zmaro w darowy-
waniu, cnota moja znuya si sama sob przez nad-
miar swj !
Kto zawsze darowywa, tego niebezpieczestwem
jest, e wstyd utraci; kto zawsze obdziela, tego do
i serce ma odciski od obdzielania cigego.
Oko moje nie wzbiera ju ros wobec wstydu
ECCE HOMO. 7
98
proszcych i rka moja za twarda si staa dla
drenia rk napenianych.
Gdzie podziaa si za oka mego i brzoskwi-
niowy puch mojego serca? O samotnoci wszyst-
kich, ktrzy darowuj! O milczenie wszystkich wie-
ccych !
Mnogo soc kry w pustych przestworach:
do wszystkiego, co ciemne, mwi wiatem swo-
jem dla mnie milcz.
Oto wrogo wiata dla wszystkiego, co wieci:
bezlitonie kry kolejami swemi.
Niesprawiedliwa w gbi serca dla wszystkiego,
co wieci, zimne dla soc tak kry kade soce.
Podobne burzy kr soca kolejami swemi,
za nieubagan wol sw d, to jest ich chd.
O wy to dopiero, wy ciemni i nocni, stwarzacie
ciepo z tego, co wieci! O wy dopiero pijecie mleko
i pokrzepienie z wymion wiata !
Ach, ld wkoo mnie, rk m ld parzy! Ach,
pragnienie we mnie spragnione waszego pragnienia.
Noc: ach, e te musz by wiatem! I pra-
gnieniem tego, co jest nocne! I samotnoci!
Noc: teraz, jak rdo, bije ze mnie pragnienie
moje, pragn mwi.
Noc: teraz mwi goniej wszystkie wodotryski.
I dusza moja jest te wodotryskiem.
Noc: teraz budz si pieni wszystkich kochan-
kw. I dusza moja jest take pieni kochanka.
8. Nigdy nie napisano, nie odczuto, nie p r z e -
c i e r p i a n o rzeczy podobnej: tak cierpi bg, Dyo-
nizos. Odpowiedzi na taki dytyramb osamotnienia
sonecznego w wietle byaby Aryadna. . . Kto prcz
99
mnie wie, czem jest Aryadna! . . . Dla wszystkich
takich zagadek nikt nie mia dotd rozwizania,
wtpi czy tu ktokolwiek choby tylko widzia za-
gadk. Zaratustra okrela raz surowo swoje za-
danie jest to i moje , tak i co do z n a c z e -
n i a pomyli si nie mona: p r z y w i a d c z a a
do usprawiedliwienia, a do zbawienia take wszel-
kiej przeszoci.
Chadzam wrd ludzi, jak wrd okruchw
przyszoci: owej przyszoci, ktr widz.
I w tem tkwi moje tworzenie i denie, e
skupiam w jedno i cz, co jest okruchem i za-
gadk, i okropnym przypadkiem.
I jakbym zcierpia by czowiekiem, gdyby czo-
wiek take nie by twrc i zgadywaczem zagadek,
i zbawicielem przypadku ?
Z b a w i p r z e s z y c h i wszelkie tak byo
przetworzy w tak chci a em! to dopiero zwa-
oby si zbawieniem.
Na innem miejscu okrela jak najsurowiej,
czem dla niego jedynie czowiek by moe,
n i e przedmiotem mioci lub zgoa wspczucia
take w i e l k i e g o w s t r t u do czowieka sta si
Zaratustra panem: czowiek jest dla bezksztatem,
tworzywem, szpetnym kamieniem, ktry potrzebuje
rzebiarza.
Nie c h c i e ju, nie o c e n i a ju, nie t wo -
r z y j u: oby to wielkie znuenie zawsze zdaleka
byo ode mni e!
Take w poznaniu czuj jeno mojej woli roz-
kosz z podzenia i stawania si; i jeli niewinno
jest w poznaniu mojem, to przeto, e w o l a p o-
7*
d z e n i a w niem tkwi. Precz od Boga i bogw wy-
wabia mnie ta wola: Bo cby byo do stworzenia,
gdyby bogowie istnieli ?
Lecz do czowieka gna mnie wci na nowo
moja arliwa wola tworzenia, tak gna ona mot do
kamienia.
Ach, ludzie, w kamieniu pi mi posg, posg
nad posgi! Ach, e te spa musi w najtwardszym,
najszpetniejszym kamieniu !
Ni n i e s z a l e j e m j m o t o k r u t n y pr z e -
c i w j e g o w i z i e n i u !
Od kamienia prsz odruzgi: mnie to nie wzrusza!
Ukoczy go chc, bo przyszed do mnie
cie, z wszech rzeczy najcichsza i najlejsza
przysza ongi do mnie!
Nadczowieka pikno jako cie przysza do
mnie: c mnie obchodz jeszcze bogowi e! . . .
Zaznaczam ostatni punkt widzenia: wiersz pod-
krelony daje powd do tego. Zadaniu d y o n i z y j -
s k i e mu waciwa jest w sposb rozstrzygajcy
twardo mota, r o z k o s z n a w e t w n i s z c z e n i u ,
jako jeden z warunkw uprzednich. Imperatyw bd-
cie twardzi!, najgbsza pewno , e w s z y s c y
t w r c y s t w a r d z i , jest waciw odznak na-
tury dyonizyjskiej.
POZA DOBREM I ZEM. PRZYGRYWKA
DO FILOZOFII PRZYSZOCI. Zadanie lat nastp-
nych byo zakrelone jak najcilej. Skoro zada-
nie moje w swej czci przywiadczajcej zostao
rozwizane, przysza kolej na jego cz przeczc
sowem, przeczc czynem: przemiana dotychczaso-
wych wartoci samych, wielka wojna wywoanie
100 101
dnia rozstrzygnicia. Wchodzi tu rwnie powolne
rozgldanie si za pokrewnymi, za takimi, ktrzyby
z gbi siy podali mi rk do n i s z c z e n i a .
Odtd s pisma moje wdkami: moe rwnie dobrze
jak Kto umiem owi na wdk?. . . Jeli si nic
nie z o w i o , to nie jam temu winien. B r a k o
r y b ...
2. Ksika ta (1886) jest we wszystkiem, co
w niej istotne, k r y t y k n o w o c z e s n o c i , nie
wyczajc nauk nowoczesnych, sztuk nowoczesnych,
nawet polityki nowoczesnej, wraz ze wskazwkami
co do typu przeciwnego, ktry tak mao, jak tylko
by moe, jest nowoczesny, typu dostojnego, przy-
wiadczajcego. W ostatniem znaczeniu jest ta
ksika s z k o d l a gentilhomme. biorc po-
jcie to bardziej duchowo i r a d y k a l n i e j , ni
kiedykolwiek je brano. Trzeba mie odwag w piersi,
by je choby tylko wytrzyma, trzeba nie umie
si ba . . . Wszystkie te rzeczy, z ktrych stulecie
jest dumne, odczute s jako sprzeczne z tym ty-
pem, jako ze maniery nieomal, sawna przedmioto-
wo, naprzykad, wspczucie z wszelkim cier-
picym, zmys historyczny z swoj ulegoci
wobec obcego smaku, z swojem leeniem na brzu-
chu przed wszystkimi petits faits, naukowo.
jeli si zway, e ksik ta nastpuje po Zara-
tustrze, to odgadnie si moe take dyetetyczny r-
gime, ktremu swe powstanie zawdzicza. Oko przez
ogromne przyniewolenie nawyke widzie d a l e k o
Zaratustra jest jeszcze wikszym dalekowidzem,
ni car , jest tu zmuszone ujmowa bystro to, co
najblisze, czasowe, w k o o nas . Spostrzee si pod
102
kadym wzgldem, przedewszystkiem te w formie,
jednaki s a m o w o l n y odwrt od instynktw, ktre
umoliwiy Zaratustr. Wyrafinowanie w formie, w za-
myle, w sztuce milczenia stoi na pierwszym planie,
psychologi wada si z jawn twardoci i okru-
ciestwem, ksice zbywa na wszelkiem serdecz-
nem sowie... Wszystko to daje wypocz: kt
zreszt odgadnie, j a k i e g o rodzaju wypoczynku
trzeba po takiem roztrwonieniu dobroci, jakiem jest
Zaratustra?. . . Mwic teologicznie suchajcie, bo
rzadko mwi jako teolog, sam Bg, ukoczywszy
swe dzieo dzienne, pooy si jako w pod drze-
wem poznania: odpoczywa po tem, e jest Bo-
gi em. . . Uczyni wszystko zbyt pi kni e. . . Dyabe
jest tylko prnowaniem Boga co sidmy dz i e . . .
GENEALOGIA MORALNOCI. PISMO POLE-
MICZNE. Trzy rozprawy, z ktrych ta Genealogia
si skada, s moe ze wzgldu na wyraz, zamys
i sztuk czynienia niespodzianek, rzecz najniesamo-
witsz, jak napisano. Dyonizos jest, jak wiadomo,
take bogiem ciemnoci. Za kadym razem pocztek,
ktry ma na manowce prowadzi, chodny, naukowy,
nawet ironiczny, umylnie na pierwszym planie,
umylnie zwodzcy. Stopniowo coraz wicej niepo-
koju; poszczeglne byskawice; bardzo niemie prawdy
zdala odzywajce si guchym pomrukiem, a
w kocu dochodzi do tempo feroce, gdzie wszystko
gna naprzd z niezmienieni napiciem. Za kadym ra-
zem na zakoczenie, wrd zgoa straszliwego huku,
n o wa prawda wrd gstych widzialna chmur.
Prawd p i e r w s z e j rozprawy jest psychologia
chrzecijastwa: narodziny chrzecijastwa z ducha
103
ressentiment, ni e za, jak si wierzy, z ducha,
w istocie swej ruch przeciwniczy, wielki bunt prze-
ciw panowaniu d o s t o j n y c h wartoci. Rozprawa
d r u g a podaje psychologi s u mi e n i a : ni e jest
ono, jak si wierzy, gosem boga w czowieku,
lecz jest ono instynktem okruciestwa, ktry zwraca si
wstecz, nie mogc si ju wyadowa na zewntrz.
Okruciestwo, jako jedno z najstarszych i najmniej
dajcych si zaprzeczy podoy kultury, tu pierwszy
raz dobyto na wiato. Rozprawa t r z e c i a daje odpo-
wied na pytanie, skd pochodzi niesychana p o t g a
ideau ascetycznego, ideau kapaskiego, chocia
jest on ideaem s z k o d l i w y m par excellence, wol
koca, ideaem dcadence. Odpowied: n i e dlatego,
e Bg poza kapanami dziaa, jak si w to wierzy,
lecz faute de mieux, poniewa by dotd ideaem
jedynym, poniewa nie mia wspzawodnika. Gdy
czowiek woli raczej chcie nicoci, ni zgoa ni e
chci e. . . Przedewszystkiem brako i d e a u pr z e -
c i w n e g o a do Z a r a t u s t r y . Rozumie-
cie. Trzy rozstrzygajce prace przygotowawcze psy-
chologa, stworzonego do przemiany wszystkich war-
toci. - Ksika ta podaje po raz pierwszy psycho-
logi kapana.
ZMIERZCH BOYSZCZ. JAK SI FILOZO-
FUJE MOTEM. Pismo to o niespena 150 stronach,
pogodne i zowieszcze w tonie, miejcy si de-
mon , dzieo tak nielicznych dni, ze wstyd mi
wymieni ich liczb, jest wogle wyjtkiem wrd
ksiek: niema nic w tre bogatszego, bardziej nie-
zawisego, bardziej przewrotowego, zoniejszego.
Jeli si chce wprost wyrobi sobie pojcie o tem,
104
jak przede mn wszystko stao do gry nogami, to
naley rozpocz od tego pisma. Co na karcie na-
czelnej zwie si b o y s z c z e m, to poprostu to, co
dotd prawd zwano. Z m i e r z c h b o y s z c z
po naszemu: stara prawda kona. . .
2. Niema zgoa rzeczywistoci, zgoa idealno-
ci, ktrejby nie poruszono w tem pimie ( po-
ruszono: co za ostrony eufemizm!...). Nietylko bo-
yszcza wi e c z n e , rwnie i najmodsze, przeto
najsabsze yciowo. Naprzykad idee nowoczesne.
Wiatr silny dmie wrd drzew i wszdzie spadaj
owoce, prawdy. Jest w tem marnotrawstwo nad-
miernie bogatej jesieni: stopa potyka si o prawdy,
zdeptuje nawet niektre na mier jest ich za
duo. . . Co jednak si w rce dostanie, to nic ju
wtpliwego, to same rzeczy rozstrzygajce. Ja do-
piero mam miernik wartoci w rce, ja dopiero
m o g rozstrzyga. Jak gdyby we mnie d r u g a
w i a d o mo wyrosa, jak gdyby we mnie wola
zapalia sobie wiato nad drog p o c h y , ktr
dotd w d biega. T drog pochy zwano drog
do prawdy. . . Skoczy si wszelki ciemny po-
pd, czowiek d o b r y najmniej wanie wiadom
by drogi w aci wej . . . I mwic z ca powag, nikt
przede mn nie zna drogi waciwej, drogi w z w y :
wraz ze mn dopiero powstay znowu nadzieje, za-
dania, drogi, ktre naley zakreli kulturze ja
jestem ich z wi a s t u n e m r a d o s n y m. . . Wanie
dlatego take jestem przeznaczeniem.
3. Natychmiast po ukoczeniu wanie wymie-
nionego dziea i nie tracc nawet dnia czasu, za-
105
braem si do niezmiernego zadania przemiany war-
toci, z krlewskiem uczuciem dumy, ktremu nic
zrwna nie moe, kadej chwili pewny swej nie-
miertelnoci i znak za znakiem, z pewnoci prze-
znaczenia, w spiowej ryjc tablicy. Przedmowa
powstaa 3 wrzenia 1888: kiedym rano, napisawszy
j, wyszed na powietrze, ujrzaem przed sob dzie
najpikniejszy, jakiego mi nigdy Engadyna Wynia nie
ukazywaa przeroczy, poncy barwami, mieszczcy
w sobie wszystkie kontrasty i przejcia midzy lodem
i poudniem. Dopiero 20 wrzenia opuciem Sils-
Maria, powstrzymywany przez powodzie, wreszcie
ostatni zgoa go cudownej miejscowoci, ktrej
wdziczno moja da pragnie w darze imi nie-
miertelne. Po podry z przypadkami w drodze,
nawet z niebezpieczestwem ycia w zalanem powo-
dzi Como, do ktrego pn dopiero dostaem si
noc, przybyem w poudnie dnia 21 do Turynu, tej
d o w i e d z i o n e j dla mnie miejscowoci, odtd sie-
dziby mojej. Najem to samo mieszkanie, ktre zaj-
mowaem na wiosn, przy via Carlo Alberto 6. III., na-
przeciw potnego palazzo Carignano, w ktrem urodzi
si Vittorio Emanuele, z widokiem na piazza Carlo
Alberto, a w dali na wzgrza. Bez wahania i ani na
chwil nie zwczc, wziem si znw do pracy:
pozostawaa jeszcze tylko czwarta cz do zrobie-
nia. Dnia 30 wrzenia wielkie zwyci stwo; dzie
sidmy; prnowanie Boga wzd u Padu. Tego
samego dnia napisaem jeszcze p r z e d m o w do
Z mi e r z c h u b o y s z c z ; korygowanie drukowa-
nych jego arkuszy byo we wrzeniu mym wypoczyn-
kiem. Nie przeyem nigdy takiej jesieni, ani te
nigdy czego podobnego nie uwaaem za moliwe
106
na ziemi, jaki Claude Lorrain do nieskoczono-
ci pomylany, kady dzie o jednakiej, ogromnej
doskonaoci.
SPRAWA WAGNERA. PROBLEMAT MUZY-
KANTW. By sprawiedliwym by dla tego pisma,
trzeba cierpie z powodu losu muzyki, jak skutkiem
otwartej rany. S k u t k i e m c z e g o cierpi, cier-
pic z powodu losu muzyki? Z powodu tego, e
pozbawiono muzyki jej przejaniajcego wiat, przy-
wiadczajcego charakteru, e jest ona muzyk
dcadence, a ju nie fletni Dyonizosa... Przypuszcza-
jc jednak, e odczuwa si w ten sposb spraw
muzyki, jako swoj wasn spraw, jako dzieje
swego w a s n e g o cierpienia, to uzna si to pismo
penem wzgldw i ponadmiar agodnem. W takich
wypadkach by pogodnym i dobrodusznie kpi z sie-
bie pospou ridendo dicere severum, gdzie ve-
rum dicere usprawiedliwioby wszelk twardo
jest ludzkoci istotn. Kt wtpi waciwie, e jako
stary artylerzysta, ktrym jestem, umiabym przeciw
Wagnerowi wytoczy c i k i e dziao? Wszystko,
co rozstrzygajce w tej sprawie, zachowaem w so-
bie kochaem Wagnera. Ostatecznie w myli
i na drodze mego zadania ley atak na subtelniej-
szego Nieznanego, ktrego nie atwo kto inny
odgadnie, o, mam jeszcze zgoa innych niezna-
nych do odkrycia, ni Cagliostro muzyki oczy-
wicie bardziej jeszcze atak na coraz w rzeczach
duchowych leniwszy i w instynkt uboszy, coraz
bardziej p o c z c i w i e j c y nard niemiecki, ktry
z pozazdroszczenia godnym apetytem nie ustaje y-
wi si sprzecznociami i poyka bez trudnoci tra-
107
wienia zarwno wiar, jak naukowo, zarwno
wol mocy (pastwa), jak vangile des humbles.
Ten brak stronniczoci wrd przeciwiestw! Ta o-
dkowa neutralno i bezosobisto! Ten spra-
wiedliwy zmys p o d n i e b i e n i a niemieckiego, ktry
wszystkiemu rwne daje prawa, ktremu wszystko
smakuj e. . . Nie ulega wtpliwoci, Niemcy to idea-
l i ci . . . Kiedym ostatni raz bawi w Niemczech, zauwa-
yem, e smak niemiecki stara si rwne przyzna
prawa Wagnerowi i Trbaczowi z Skkingen; sam
byem wiadkiem, jak w Lipsku na cze jednego
z najszczerszych i najbardziej niemieckich muzykw,
niemieckiego w starem sowa znaczeni u, nie za
pastwowego Niemca tylko, mistrza H e n r y k a
S c h t z a , zaoono towarzystwo imienia Liszta,
w celu uprawiania i rozpowszechniania l i s i e j * ) mu-
zyki kocielnej. . . Nie ulega wtpliwoci, Niemcy to
i deal i ci . . .
2. Lecz tutaj nic mi nie przeszkodzi, by gru-
bijaskim i rzec Niemcom kilka twardych sw
prawdy: k t i nny to u c z y n i ? Mwi o ich
wszeteczestwie in historicis. Historycy niemieccy
nietylko e zatracili zgoa w i e l k o s p o j r z e n i a
na bieg, na wartoci kultury, nietylko e s baz-
nami polityki (lub Kocioa ) : w y k l l i nawet
t w i e l k o s p o j r z e n i a . Trzeba by wpierw
niemieckim, by ras, potem mona rozstrzyga
o wszystkich wartociach i bezwartociach in histo-
ricis ustanawia j e. . . Niemiecko jest argumen-
tem, Niemcy, Niemcy ponad wszystko zasad, Ger-
*) W oryginale gra sw: listige Kirchenmusik.
108
manowie s porzdkiem moralnym wi at a w dzie-
jach; w stosunku do imperium romanum przedstawi-
cielami wolnoci, w stosunku do wieku omnastego
przywrcicielami moralnoci, imperatywu katego-
rycznego. Istnieje pastwowo-niemieckie dziejopi-
sarstwo, lkam si, e istnieje nawet antysemickie,
istnieje dziejopisarstwo d w o r s k i e i pan von Trei-
tschke si nie wst ydzi . . . Niedawno pewne zdanie
idyoty in historicis, zdanie zgasego na szczcie
estetycznego Szwaba Vischera, obiego czasopisma
niemieckie, jako prawda, ktrej Niemiec kady
p r z y w i a d c z y mu s i : Renesans i reformacya,
oboje razem tworz dopiero cao odrodzenie
estetyczne i odrodzenie obyczajowe. Wobec zda
takich koczy si moja cierpliwo i czuj ochot,
uwaam nawet za obowizek, powiedzie Niemcom
w s z y s t k o , co maj na sumieniu. W s z y s t k i e
w i e l k i e z b r o d n i e k u l t u r a l n e c z t e r e c h
s t u l e c i ma j na s u mi e n i u ! . . . I zawsze z tego
samego powodu, z najwntrzniejszego przed rzeczywi-
stoci t c h r z o s t w a , ktre jest take tchrzostwem
przed prawd, ze zmienionej u nich w instynkt nie-
prawdziwoci, z idealizmu... Niemcy pozbawili
Europ niwa, sensu ostatniego w i e l k i e g o okresu,
okresu Odrodzenia, w chwili, kiedy wyszy porzdek
wartoci, kiedy wartoci dostojne, yciu przywiad-
czajce, przyszo porczajce osigny w siedzi-
bie wartoci przeciwnych, w a r t o c i u p a d k u ,
zwycistwo i a w g b i n s t y n k t u t y c h ,
co t a m s i e d z i e l i ! Luter, ten mnich zowieszczy,
przywrci koci i, co po tysickro gorsze, chrze-
cijastwo z chwil, gdy o n o u l e g a o . . . Chrzeci-
jastwo, to w religi wcielone z a p r z e c z e n i e
109
w o l i y c i a . . . Luter, moich niemoliwy, ktry z po-
wodu swej niemoliwoci na Koci napad!
i przeto! go przywrci . . . Katolicy mieliby
powody wieci uroczystoci lutrowe, pisa widowi-
ska l ut rowe. . . Luter i odrodzenie obyczajowe!
Do dyaba z wszelk psychologi! Bez wtpienia,
Niemcy to idealici. Gdy z niesychan dzielno-
ci i przezwycieniem siebie osignito wanie
rzetelny, niedwuznaczny, doskonale naukowy sposb
mylenia, Niemcy umieli dwa razy znale drogi
chykowe do starego ideau, pojednanie midzy
prawd a ideaem, formuy na prawo odrzucenia
wiedzy, na prawo do k a ms t w a . Leibniz i Kant
te dwa najwiksze hamulce intelektualnej rzetelno-
ci Europy! Kiedy wreszcie na mocie midzy
dwoma stuleciami dcadence zjawia si force majeure
geniuszu i woli, do silna do stworzenia z Europy
jednoci, jednoci politycznej i g o s p o d a r c z e j ,
w celu opanowania ziemi, Niemcy przez swoje
wojny o wolno, pozbawili Europ sensu, cudownego
sensu w istnieniu Napoleona, maj przeto wszystko,
co nastpio, co dzi istnieje, na sumieniu, t n a j -
p r z e c i w n i e j s z k u l t u r z e chorob, i niedo-
rzeczno, jaka istnieje, n a c y o n a l i z m, t n v -
rose nationale, na ktr Europa chorzeje, to
uwiecznienie drobnopastewkowoci europejskiej, ma-
e j polityki: pozbawili Europ nawet jej sensu, jej r o-
z u mu zawlekli j w ulic bez wyjcia. Czy zna
kto, oprcz mnie, w y j c i e z tej ul i cy?. . . Zadanie,
do wielkie, z c z e n i a na nowo ludw Europy?...
3. I w kocu, czemubym podejrzeniu memu nie
mia da doj do gosu? Niemcy take w moim
110
wypadku bd si stara, by z olbrzymiego przezna-
czenia porodzi mysz. A dotd kompromitowali si
wobec mnie, wtpi, by co lepszego robili w przy-
szoci. Ach, jakebym pragn, by tutaj z y m
prorokiem!... Naturalnymi czytelnikami i suchaczami
mymi s ju dzisiaj Rosyanie, Skandynawowie, Fran-
cuzi, bd oni nimi coraz bardziej? Niemcy
zapisali si w dziejach poznania samemi nazwiskami
dwuznacznemi, wydawali zawsze tylko bezwiednych
faszerzy monet ( Fichtemu, Schellingowi, Schopen-
hauerowi, Heglowi, Schleiermacherowi przystoi to
sowo rwnie, jak Kantowi i Leibnizowi; oni wszyscy
to tylko tkacze zason* ) : nie dostpi nigdy za-
szczytu, by pierwszy w dziejach ducha duch r z e-
t e l ny , duch, w ktrym prawda odbywa sd nad
czterema stuleciami, zalicza si do jednoci z du-
chem niemieckim. Duch niemiecki jest mo j e m zem
powietrzem; oddycham ciko w pobliu tej w in-
stynkt zmienionej niechlujnoci in psychologicis, ktr
zdradza kade s owo, kada mina Niemca. Nie
przeszli nigdy przez aden siedmnasty wiek twar-
dej prby samych siebie, jak Francuzi, La Ro-
chefoucauld, Descartes, s stokro w rzetelnoci
wysi od najpierwszych Niemcw, nie mieli do
dzi dnia zgoa psychologa. Lecz psychologia jest
niemal miernikiem c z y s t o c i lub n i e c z y s t o c i
rasy. . . I gdy si nawet czystym nie jest, jake by
mona g b o k i m? U Niemca, prawie jak u ko-
biety, nie dosiga si nigdy dna, n i e ma g o : oto
wszystko. Lecz przez to nie jest si jeszcze nawet
pytkim. Co w Niemczech zwie si gbokiem,
*) W oryginale gra slow: es sind alle blosse Schleiermacher.
111
to wanie t instynktown wzgldem siebie niechluj-
no, o ktrej tutaj mwi: nie c h c e si sobie jasno
zdawa sprawy z siebie. Nie wolnoby mi tego sowa
niemiecko przedstawi jako midzynarodowej
monety dla t e g o psychologicznego znikczemnie-
nia? W tej chwili naprzykad nazywa cesarz
niemiecki swym obowizkiem chrzecijaskim uwol-
nienie niewolnikw w Af ryce: u nas i n n y c h Euro-
pejczykw zwaoby si to poprostu niemieckiem...
Wydali Niemcy choby jedn ksik, ktra gb
posiada? Brak im nawet pojcia, co jest w ksice
gbokie. Poznaem uczonych, ktrzy Kanta uwaali
za gbokiego; lkam si, e na dworze pruskim
uwaa si za gbokiego pana von Treitschke.
A gdym przy sposobnoci sawi Stendhala, jako g-
bokiego psychologa, zdarzao mi si z niemieckimi
profesorami wszechnicy, e kazali mi sylabizowa na-
zwi sko. . .
4. I czemubym nie mia doj do koca? Lu-
bi st uprzta. Wchodzi nawet w skad mej ambi-
cyi, uchodzi za gardzcego Niemcami par excellence.
N i e u f n o sw co do charakteru niemieckiego wy-
raziem ju w dwudziestym szstym roku ycia (trze-
cie Niewczesne Rozmylanie str. 71). Niemcy s dla
mnie niemoliwi. Jeli wyobraam sobie rodzaj czo-
wieka, ktry idzie na wspak moim wszystkim instynk-
tom, to zawsze wyjdzie z tego Niemiec. Pierwsz rze-
cz, na ktrej podstawie dowiadczam nerek czo-
wieka jest to, czy posiada w krwi poczucie odlegoci,
czy widzi wszdzie rang, stopie, odstp midzy czo-
wiekiem i czowiekiem, czy r o z r n i a : tem si ce-
chuje gentilhomme; w kadym przeciwnym razie wcho-
112
dzi si bez ratunku w serdeczne, ach! tak dobroduszne
pojcie canaille. Lecz Niemcy s canaille ach, s
tak dobroduszni... Obcowanie z Niemcami ponia:
Niemiec stawia na rwni . . . Pominwszy stosunek
mj z kilkoma Niemcami, przedewszystkiem z Ry-
szardem Wagnerem, nie przeyem z Niemcami ad-
nej dobrej godziny. . . Przypuszczajc, e najgb-
szy duch wszech tysicoleci zjawiby si wrd
Niemcw, to byle zbawicielka Kapitolu mniemaaby,
e jej niepikna dusza wchodzi conajmniej tak
samo w rachub... Nie znosz tej rasy, z ktr
razem bdc, jest si zawsze w zem towarzystwie,
ktra nie ma palcw dla nuances biada mi! jestem
nuance , ktra nie ma w nogach esprit i nawet
chodzi nie umie . . . Niemcy nie maj w kocu zgoa
ng, maj tylko stpory . . . Niemcom brak cakowicie
pojcia, jakimi s prostakami, lecz to jest najwyszy
stopie prostactwa, nie w s t y d z si nawet by
tylko Niemcami... Zabieraj gos we wszystkiem,
uwaaj si nawet za rozstrzygajcych, lkam si,
e nawet o mnie rozstrzygnli... Cae ycie moje
jest dowodem de rigueur tych twierdze. Naprno
szukam w niem jednego znaku taktu, dlicatesse
wzgldem siebie. Ze strony ydw tak, nigdy
jeszcze ze strony Niemcw. Z natury swej jestem dla
kadego agodny i yczliwy mam p r a w o nie
czyni zgoa rnicy : to nie przeszkadza mi mie
otwartych oczu. Nie wyczam nikogo, najmniej swo-
ich przyjaci, mam zreszt nadziej, e to ludz-
koci mojej wzgldem nich nie uczynio uszczerbku!
Istnieje pi, sze rzeczy, ktre dla mnie byy za-
wsze spraw honoru. Mimo to pozostaje prawd,
e prawie kady list, ktry od lat mnie dochodzi,
113
odczuwam jako cynizm: jest wicej cynizmu w ycz-
liwoci dla mnie, ni w jakiejkolwiek nienawici...
Powiem kademu z przyjaci mych w twarz, e nie
uwaali nigdy za do godne trudu s t u d y o w a
ktrekolwiek z pism moich: odgaduj po drobnych
znakach, e nie wiedz nawet , co w nich stoi.
Zwaszcza co si tyczy mego Zaratustry. Kt z mych
przyjaci widzia w nim wicej, ni niedozwolon, na
szczcie zgoa obojtn zarozumi a o?. . . Dziesi
lat: a nikt w Niemczech nie uwaa sobie za obo-
wizek sumienia broni nazwiska mego przeciw nie-
dorzecznemu milczeniu, pod ktrem pogrzebane byo:
dopiero cudzoziemiec, Duczyk, mia na to do sub-
telnoci instynktu i o d w a g i , oburzy si na mych
rzekomych przyj aci . . . Na ktreje wszechnicy nie-
mieckiej byyby dzi moliwe odczyty o mojej filo-
zofii, jak je ostatniej wiosny wygasza w Kopenha-
dze jeszcze raz przez to dowiedziony psycholog, dr.
Jerzy Brandes? Ja sam nie cierpiaem nigdy z po-
wodu tego wszystkiego; co k o n i e c z n e , nie dotyka
mnie; amor fati jest moj najwntrzniejsz natur.
To jednak nie wyklucza, e lubi ironi, nawet ironi
wszechdziejow. I dlatego na dwa lata przed mia-
dcym gromem P r z e m i a n y w a r t o c i , ktry
ziemi wprawi w konwul sy, wysaem w wiat
Spraw Wagnera: nieche si Niemcy raz jeszcze
niemiertelnie co do mnie pomyl i u w i e c z n i !
wanie czas jeszcze na to! Dopito tego?
Zachwycaj co, moi panowie Germanie! Winszuj
panom. . .
ECCE HOMO 8
DL ACZ E GO J E S T E M PRZEZNACZENI EM.
Znam swj los. Kiedy przylgnie do imienia mego
wspomnienie czego potwornego, przesilenia, ja-
kiego zgo a nie byo na ziemi, naj gbszego starcia
si sumie, rozstrzygnicia wywoanego p r z e c i w
wszystkiemu, w co dotd wierzono, czego dano, co
uwicono. J am zgoa nie czowiek, j am dynamit.
A przy tem wszystkiem niema we mnie nic z zao-
yciela religii religie to sprawy motochu, po ze-
tkniciu si z ludmi religijnymi musz my sobie
r c e . . . Nie c h c wiernych, sdz, e j estem za
zoliwy, by w samego siebie wierzy, nie mwi nigdy
do t umw. . . Straszliwy lk mnie zbiera, e pewnego
dnia og osz mnie w i t y m ; zgadniecie, dl aczego
ksi k t p r z e d t e m wydaj ; ma przeszkodzi, by
nie dopuszczono si wzgldem mnie zdr ono ci . . .
Nie chc by witym, raczej j eszcze baznem j ar-
marcznym . . . Moe jestem b aznem. . . A mimo to,
lub raczej n i e mimo to bo nie byo dotd nic
kamliwszego nad witych przemawi a ze mnie
115
prawda. Lecz moja prawda jest s t r a s z n a : bo
dotd zwano k a ms t w o prawd. P r z e mi a n a
w s z y s t k i c h w a r t o c i : oto moja formua na
akt najwyszego opamitania si ludzkoci, ktry sta
si we mnie ciaem i geniuszem. Los mj chce, e
musz by pierwszym czowiekiem p r z y z w o i t y m ,
e czuj si przeciwiestwem kamliwoci tysicoleci.
Ja pierwszy prawd o d k r y e m przez to, e pierw-
szy kamstwo jako kamstwo odczuem z w c h a -
e m. . . Geniusz mj tkwi w nozdrzach. . . Przecz,
jak nie przeczono nigdy, a mimo to jestem przeci-
wiestwem ducha zaprzeczajcego. Jestem z w i a -
s t u n e m r a d o s n y m, jakiego nie byo, znam za-
dania tak wyynne, e brako dotd dla nich poj-
cia; dopiero ze mn powstay znowu nadzieje. Przy
tem wszystkiem jestem z koniecznoci take czo-
wiekiem zowieszczym. Bowiem gdy prawda zetrze
si z kamstwem tysicoleci, nastpi przewroty,
zatrzsie si ziemia, przenios si gry i doliny, e
nawet o czem podobnem nie niono. Pojcie polityki
rozpynie si wwczas cakiem w wojnie duchw,
wszystkie potne twory starej spoecznoci wysa-
dzone zostan w powietrze wszystkie spoczywaj
na kamstwie: nastan wojny, jakich jeszcze nie
byo na ziemi. Dopiero ode mnie poczyna si na ziemi
wi e l k a p o l i t y k a .
2.
Chcecie formuy, na takie przeznaczenie, k t r e
c z o w i e k i e m s i s t a j e ? Znajduje si ona
w mym Zaratustrze*
8*
116
a k t o c h c e t w r c b y w d o b r e m
i z e m, mu s i b y w p i e r w n i s z c z y c i e l e m
i k r u s z y w a r t o c i .
T a k w i c n a j w i k s z e z o j e s t w a -
c i w e n a j w i k s z e j d o b r o c i : t a j e d n a k
j e s t d o b r o c i t w r c z .
Jestem zgoa najstraszniejszym czowiekiem,
jaki dotd istnia; to nie wyklucza, e bd najdobro-
czynniejszym. Znam rozkosz n i s z c z e n i a w stop-
niu, ktry odpowiada mej s i l e niszczenia w je-
dnem i drugiem sucham swej natury dyonizyjskiej,
ktra nie umie oddziela przeczenia czynem od przy-
wiadczania sowem. Jestem pierwszym i mmo r a l i -
s t : przeto jestem n i s z c z y c i e l e m par excel-
lence.
3.
Nie pytano mnie, a trzeba byo mnie pyta, co
wanie w moich ustach, w ustach pierwszego immo-
ralisty, znaczy imi Z a r a t u s t r a : to bowiem, co
owego Persa czyni niesychanie wyjtkowym w dzie-
jach, jest wanie tego przeciwiestwem. Zaratustra
spostrzeg pierwszy w walce dobra i za w aci w
spryn w koowrocie rzeczy, przetumaczenie mo-
ralnoci na metafizyk, jako siy, przyczyny, celu sa-
mego w sobie, j e g o jest dzieem. Lecz pytanie to byoby
w gruncie ju odpowiedzi. Zaratustra s t w o r z y
t najbardziej zowieszcz pomyk, moralno: przeto
te musi by pierwszym, ktry j p o z n a j e . Nie-
tylko dlatego, e ma w tym wzgldzie dowiadczenie
dusze i wiksze, ni inny myliciel cae dzieje
117
s przecie dowiadczalnem obalaniem twierdzenia
o tak zwanym porzdku moralnym wi at a: wa-
niejsza to, e Zaratustra jest prawdziwszy, ni jaki-
kolwiek inny myliciel. Nauka jego, i tylko ona po-
siada, jako najwysz cnot, prawdziwo to zna-
czy przeciwiestwo t c h r z o s t w a i deal i st y, ktry
ucieka przed rzeczywistoci; Zaratustra ma wicej
walecznoci w piersi, ni wszyscy myliciele razem
wzici. Mwi prawd i d o b r z e g o d z i s t r z a -
a mi , oto cnota perska. Rozumiecie mni e? . . .
Samoprzezwycienie moralnoci z prawdziwoci,
przedzierzgnicie si moralisty w jego przeciwie-
stwo we mni e oto co znaczy w mych ustach
imi Zaratustry.
4.
W gruncie rzeczy sowo i mmo r a l i s t a dwa
w sobie mieci przeczenia. Zaprzeczam po pierwsze
typu czowieka, ktry dotd za najwyszy uchodzi,
d o b r y c h , y c z l i w y c h , d o b r o c z y n n y c h ;
po wtre zaprzeczam rodzaju moralnoci, ktry jako
moralno sama w sobie doszed do znaczenia i pano-
wania, moralnoci dcadence, by rzec dotykalniej,
moralnoci c h r z e c i j a s k i e j . Wolnoby drugie
przeczenie za bardziej rozstrzygajce poczyta, gdy
przecenianie dobra i yczliwoci, ogem biorc, uwa-
am ju za skutek dcadence, jako objaw saboci,
jako niezgodno z yciem wzmagajcem si i przy-
wiadczajcem: w przywiadczaniu jest zaprzeczanie
i n i s z c z e n i e warunkiem. Zabawi teraz przy
118
psychologii czowieka dobrego. By oceni, ile wart pe-
wien typ czowieka, trzeba obliczy cen, ktrej wy-
maga jego utrzymanie, trzeba zna warunki jego
istnienia. Warunkiem istnienia czowieka dobrego jest
k a m s t w o : wyraajc si inaczej, to, e za wszelk
cen nie c h c e widzie, jaka jest w gruncie rzeczywi-
sto, to znaczy, ni e taka, by kadej chwili wyzywa
instynkty yczliwe, tem mniej, by znosi kadej chwili
wtrcanie si krtkowzrocznych, dobrodusznych rk.
Uwaanie n d z wszelkiego rodzaju ryczatem za
zarzut, za co, co u s u n trzeba, to niaiserie par
excellence, na og prawdziwe zo w skutkach, gu-
pota ju przeznaczeniem bdca, nieomal taka gu-
pota, jakby bya wola usunicia niepogody z li-
toci niby dla ludzi biednych... W wielkiej gospo-
darce caoci jest wszystko, co strasznego rzeczywi-
sto mieci (w uczuciach, w podaniach, w woli
mocy), w nieobliczalnej mierze potrzebniejsze, ni owa
forma maego szczcia, tak zwana dobro; trzeba
nawet by wzgldnym, by tej ostatniej, jako wynika-
jcej z instynktownej kamliwoci, wogle miejsca
uyczy. Bd mia wany powd wykaza na ca-
ych dziejach niesamowite nad wszelk miar skutki
o p t y mi z mu , tego wyrodka hominum optimorum.
Zaratustra, ktry pierwszy poj, e optymista jest
tak samo dcadent, jak pesymista, a moe szkodliw-
szym, mwi : L u d z i e d o b r z y ni e m w i ni-
g d y p r a w d y . F a s z y w y c h w y b r z e y i przy-
s t a n i n a u c z y l i w a s d o b r z y . W k am-
s t w a c h u d z i d o b r y c h w y c i e s i z r o d z i l i
i s k r y l i . Ws z y s t k o j e s t d o dna k a ml i w e
i k r z y w e p r z e z d o b r y c h . wiat nie jest na
szczcie zbudowany na takich instynktach, by wa-
119
5.
Zaratustra, pierwszy psycholog dobrych, jest
przeto przyjacielem zych. Jeeli ludzie rodzaju
dcadence wspili si na stopie rodzaju najwyszego,
to mogo si to sta tylko ze szkod rodzaju im prze-
nie tylko dobroduszne bydo stadne znalazo w nim
ciasne swe szczcie. da, by wszystko stao si
czowiekiem dobrym, bydlciem stadnem, czem
bkitnookiem, yczliwem, dusz pi kn lub, jak
pan Herbert Spencer sobie yczy, czem altruistycz-
nem, znaczyoby ludzko skastrowa i sprowadzi do
mizernej chiszczyzny. A t o w a n i e u s i o -
w a n o . . . T o w a n i e z w a n o mo r a l n o c i . . .
W tem znaczeniu zwie Zaratustra dobrych j u to
ludmi ostatnimi, ju to pocztkiem koca; prze-
dewszystkiem odczuwa ich jako r o d z a j c z o w i e k a
n a j s z k o d l i w s z y , gdy wiod ywot tak samo
ze szkod p r a wd y , jak i ze szkod p r z y s z o c i .
Dobrzy nie umiej t w o r z y , s zawsze
koca pocztkiem
na krzy wbijaj tego, kto n o w e wartoci
na nowych pisze tablicach, skadaj s o b i e w ofie-
rze przyszo, na krzy wbijaj wszelk przyszo
cz owi ecz!
Dobrzy ci byli zawsze koca pocztki em. . .
I jakkolwiekby szkod sprawiali wiata
oczerniciele, t o s z k o d a d o b r y c h j e s t s z k o d
n a j s z k o d l i w s z .
120
ciwnego, silnego i yci owo pewnego rodzaju ludzi.
Jeli zwierz stadne promienieje blaskiem najczyst-
szej cnoty, to czowiek wyjtkowy musi by zniony
w wartoci do rzdu czowieka zego. Jeli kamli-
wo za wszelk cen przywaszcza sobie dla optyki
swojej sowo prawda, to istotnie prawdziwego
musi si pod najlichszemi odnajdywa mianami. Za-
ratustra nie pozostawia tu zgoa wtpliwoci: po-
wiada, e to wanie poznanie dobrych, najlepszych,
przejmowao go zgroz na widok czowieka, e
z tego wstrtu wyrosy mu skrzyda, by precz ule-
cie w dalekie przyszoci, nie kryje tego, e
j e g o typ czowieka, typ wzgldnie nadludzki, jest
wanie w stosunku do d o b r e g o nadludzkim, e
dobrzy i sprawiedliwi nazwaliby jego nadczowieka
d y a b e m. . .
Wy ludzie najwysi, jakich me oko spotkao,
to jest wtpieniem mem o was i tajnym mym mie-
chem: zgaduj, e nadczowieka zwalibycie dya-
bem !
Tak obce s dusze wasze wielkoci, e s t r as z ny
wam byby nadczowiek w dobroci swej. . .
W tem miejscu, a nie gdzieindziej trzeba oprze
stop, by zrozumie, czego c h c e Zaratustra: Ten
rodzaj czowieka, ktry on pomyla, pojmuje rzeczy-
wisto tak, j a k j e s t : do silny jest na to ,
nie sta si jej obcy, daleki, jest n i s a m , ma
take jeszcze w sobie wszystko, co w niej strasznego
i zagadkowego, d o p i e r o z t e m mo e c z o w i e k
b y w i e l k i . . .
121
6.
Lecz w innem te jeszcze znaczeniu obraem
sobie sowo i mmo r a l i s t a jako oznak, jako od-
znak zaszczytn; dumny jestem z posiadania tego
sowa, ktre mnie odcina od caej ludzkoci. Nikt
jeszcze nie czu moralnoci c h r z e c i j a s k i e j ,
jako czego p o d sob: na to trzeba byo wyyny,
dalekiego spojrzenia, zgoa niesychanej dotd gbi
i bezdennoci psychologicznej. Moralno bya dotd
Cyrce wszystkich mylicieli, byli oni u niej na
subie. Kto zstpi w te jaskinie, z ktrych bije ja-
dowite tchnienie tego rodzaju ideau o c z e r n i -
c i e l s t w a w i a t a ! przede mn? Kto choby
tylko przeczuwa si way, e istniej jaskinie? Kt-
ry przede mn zreszt z filozofw by p s y c h o l o -
g i e m, a nie przeciwiestwem jego raczej, wyszym
oszustem, idealist? Nie byo jeszcze przede mn
zgoa psychologii. Tutaj by pierwszym moe by
przeklestwem, jest w kadym razie przeznaczeniem:
b o p o g a r d z a s i t a k e j a k o p i e r w s z y . . .
W s t r t do czowieka jest mem niebezpiecze-
stwem . . .
7.
Zrozumiano mnie? Co mnie odgranicza, co
na uboczu mnie stawia w stosunku do caej ludz-
koci, t o o d k r y c i e moralnoci c h r z e c i j a -
s k i e j . Przeto potrzeba mi byo sowa, majcego
znaczenie wyzwani a wszystkich. e tu ju pierwej
122
nie otwarto oczu, to uwaam za najwiksze niechluj-
stwo, jakie ludzko ma na sumieniu, jako samooszu-
stwo w instynkt zmienione, jako zasadnicz wol ni e
widzenia wszelkiego stawania si, wszelkiej przyczy-
nowoci, wszelkiej rzeczywistoci, jako faszerstwo
monet in psychologicis a do wystpku. lepota w sto-
sunku do chrzecijastwa jest w y s t p k i e m par
excellence p r z e c i w y c i u . . . Tysicolecia, ludy,
pierwsi i ostatni, filozofowie i stare baby potr-
cajc pi, sze chwil dziejowych, mnie jako sid-
m s wszyscy na tym punkcie siebie wzajem
godni. Chrzecijanin by dotd s a m istot mo-
raln, osobliwoci nieporwnan a j a k o istota
moralna niedorzeczniejszy, kamliwszy, prniejszy,
lekkomylniejszy, s a me mu s o b i e s z k o d l i w s z y ,
niby ni si to mogo najwikszemu nawet gardzi-
cielowi ludzkoci. Moralno chrzecijaska to naj-
zoliwsza forma woli kamstwa, waciwa Cyrce
ludzkoci: to, co ludzko z e p s u o . To n i e bd,
jako bd, przeraa mnie na ten widok, n i e tysico-
letni brak dobrej woii, hodowli, przystojnoci,
walecznoci w rzeczach duchowych, zdradzajcy
si w jego zwycistwie: lecz brak natury, lecz
zgoa okropny stan rzeczy, e sama p r z e c i w n a -
t u r a l n o doznawaa jako moralno najwyszych
zaszczytw i jako prawo, jako kategoryczny impera-
tyw zawisa nad l udzkoci !. . . Do tego pomyli si
stopnia, ni e jako jednostka, n i e jako nard, lecz
jako l u d z k o ! . . . e te pogardza uczono naj-
pierwszymi instynktami ycia, e te a s k a ma n o
dusz, ducha, by pohabi ciao, e te w zao-
eniu ycia, w mioci pciowej, uczy si odczuwa
co nieczystego, e te w najgbszej koniecznoci
123
rozwoju, w s u r o w e m samolubstwie ( samo to
sowo jest ju oszczercze! ) szuka si zego pier-
wiastku; e te naodwrt w typowych oznakach
upadku, w sprzeciwianiu si instynktowi, w bezoso-
bistoci, w postradaniu ciaru swego, w zaparciu
si siebie i mioci bliniego ( d z y bliniego)
widzi si warto w y s z , co mwi! w a r t o
s a m w s o b i e ! . . . Jak to! ulegaby ludzko sama
dcadence? ulegaaby jej zawsze? To pewna, e
u c z o n o j tylko wartoci dcadence, jako wartoci
najwyszych. Moralno wyzuci a si z siebie jest mo-
ralnoci upadku par excellence, fakt gin prze-
tumaczony na i mperatyw: wi n n i c i e wszyscy
gin i n i e t y l k o na i mperatyw! . . . Ta je-
dyna moralno, ktrej dotd uczono, moralno wy-
zucia si z siebie, zdradza wol koca, n e g u j e
najgbsze podstawy ycia. Tu powstawaaby mo-
liwo, e nie ludzko wyrodnieje, lecz tylko w
pasorzytniczy rodzaj ludzi, rodzaj k a p a s k i , ktry
po grzbiecie moralnoci wspi si kamliwie na sto-
pie ustanowicieli jej wartoci, ktry w moralnoci
chrzecijaskiej odgad swoje narzdzie m o c y . . .
I w rzeczy samej tak j a rozumiem: nauczyciele, prze-
wodnicy ludzkoci, teologowie, byli wszyscy razem
te dcadents: s t d przemiana wszystkich wartoci
na wrogo wzgldem ycia, s t d moralno. . .
O k r e l e n i e m o r a l n o c i : moralno t o idyo-
synkrazya dcadent'w, z ukryt myl z e ms z c z e -
n i a s i na y c i u i z powodzeniem. Przywi-
zuj wag do t e g o okrelenia.
124
8.
Zrozumiano mnie? Nie rzekem tu zgo a
sowa, ktregobym ju nie wyrzek przed piciu laty
przez usta Zaratustry. O d k r y c i e moralnoci chrze-
cijaskiej jest zdarzeniem., ktre nie ma sobie rw-
nego, prawdziw katastrof. Kto o niej gosi, jest
force majeure, przeznaczeniem, przeamuje dzieje
ludzkoci na dwie czci. yje si p r z e d nim, yje
si po ni m. . . Piorun prawdy ugodzi wanie w to,
co wznosio si dotd najwyej: kto pojmuje, co tu
zniszczono, niech spojrzy, czy ma wogle jeszcze co
w rkach. Co dotd prawd si zwao, poznano
jako najszkodliwsz, najprzebieglejsz, najpodziemniej-
sz form kamstwa; wity pozr polepszania ludz-
koci, jako chytro, by w y s s a samo ycie, wy-
pi ze krew. Moralno jako w a mp i r y z m. . . Kto
odkry moralno, odkry zarazem bezwarto wszyst-
kich wartoci, w ktre si wierzy lub wierzono;
w najbardziej czczonych, nawet w i t y mi ogoszo-
nych typach czowieka, nie widzi ju nic czcigod-
nego, widzi w nich najbardziej zowieszczy rodzaj
wyrodkw, zowieszczy, bo o c z a r o w y w a y . . .
Pojcie boga wynaleziono jako przeciwiestwo po-
jcia ycia, wszystko, co szkodliwe, trujce, oszczer-
cze, ca mierteln wrogo wzgldem ycia, ze-
brano w nim w przeraajc jedno! Pojcie za-
wiata, wiata prawdziwego wynaleziono, by po-
zbawi wartoci wiat j e d y n y , jaki mamy, by
adnego celu, rozumu, zadania nie pozostawi dla
naszej rzeczywistoci ziemskiej! Pojcie duszy,
ducha, w kocu zwaszcza jeszcze duszy niemier-
125
telnej wynaleziono, by pogardza ciaem, by je
uczyni chorem witem, by wszystkim rzeczom,
ktre na powag w yciu zasuguj, zagadnieniom
poywienia, mieszkania, dyety duchowej, pielgnowa-
nia chorych, schludnoci, pogody przeciwstawi strasz-
liw lekkomylno! Zamiast zdrowia zbawienie
duszy to znaczy une folie circulaire midzy spa-
zmem pokutnym i histery zbawienia! Pojcie grze-
chu wynaleziono wraz z przynalenem narzdziem
tortury, pojciem wolnej woli, by zakci instyn-
kty, by nieufno wzgldem instynktw uczyni drug
natur! W pojciu bezosobistoci, zaparcia si sie-
bie, waciwa oznaka dcadence, lecenie na l e p
szkodliwoci, n i e mo n o znalezienia ju swego
poytku, samozagada, uczynione znakiem wartoci
wogle, obowizkiem, witoci, boskoci
w czowieku! W kocu co najstraszniejsze po-
jcie czowieka d o b r e g o stano po stronie wszyst-
kiego, co sabe, chore, nieudane, z powodu siebie
cierpice, wszystkiego, c o z g i n p o w i n n o ,
pokrzyowao prawo d o b o r u , podnioso do ideau
walk przeciwko czowiekowi dumnemu i udanemu,
przywiadczajcemu, pewnemu przyszoci, przyszo
porczajcemu ten zwie si odtd z y m. . . I w to
wszystko wierzono, j a k o w m o r a l n o ! Ecra-
sez l' infme!
9.
Zrozumiano mnie? D y o n i z o s p r z e c i w
U k r z y o w a n e mu . . .
SAWA I WIECZNO
1. JAK dugo siedzisz ju
na swej niedoli?
Bacz! bo wysiedzisz mi jeszcze
jaje,
bazyliszkowe jaje,
z przydugiej biedy swej.
Czemu si Zaratustra skrada popod gr
Nieufny, zbolay, pospny,
czatownik cierpliwy ,
lecz nage, bysk,
jasny, straszliwy, grom
ku niebu strzeli z przepaci:
a w onie gry zadray
wntrznoci.
127
Gdzie nienawi i grom
jednem stay si, k l t w ,
na grach mieszka Zaratustry gniew,
jak czarna chmura wlecze si sw drog.
Skryj si, kto masz ostatni schron!
Do ek precz, przeczulece!
Oto si gromy tocz po sklepieniach,
dry, co jest sprzgiem i murem.
Trzaskaj pioruny i prawdy siarczyste
Zaratustra k l n i e . . .
2. TEN pienidz, ktrym
wiat cay paci,
s a w ,
przez rkawiczki bior pienidz ten,
ze wstrtem depcz, p o d stop go mam.
Kt o chce zapaty?
Przedajni...
Kto t ani , siga
domi tustemi
po to wiata brzkado blaszane, po s aw !
C h c e s z e ich kupi ?
Wszyscy s przedajni.
Lecz duo pa !
Dzwo pen ki es!
inaczej ich wzmocnisz,
umocnisz inaczej ich c n o t . . .
Wszyscy oni cnotliwi.
Sawa i cnota si godz,
128
Odkd wiat yje,
cnoty paplanie
grzechotk sawy paci ,
wiat y j e zgiekiem t ym. . .
W obliczu wszystkich cnotliwych
chc winnym by,
zwa si winnym kadej wielkiej wi ny!
Wobec huczcych sawy trb
robakiem staje si ma duma ,
pord nich chciabym
n a j n i s z y m by . . .
Ten pienidz, ktrym
wiat cay paci,
s a w ,
przez rkawiczki bior pienidz ten,
ze wstrtem depcz, p o d stop go mam. . .
3. CICHO!
O rzeczach wielkich w i d z wielko!
trzeba milcze
lub mwi grnie:
mw grnie, moja mdroci w zachwycie!
Spogldam wzwy
tam morza si tocz wietlane:
o nocy, ciszo, jak mier guchy zgi e ku! . . .
Widz znak ,
z najdalszych dali,
wieniec gwiazd skrzcych zwolna spywa ku
[mnie. . .
129
4. NAJWYSZA gwiazdo byt u!
Wieczystych rzeb tablico!
Ty schodzisz ku mni e?
Czego nie widzia nikt,
Twa krasa niema,
jak to? nie pierzcha przed spojrzeniem mem?
Tarczo koniecznoci!
Wi eczystych rzeb tablico!
przecie ty wi esz:
co wszyscy nienawidz,
co jeno j a kocham,
e jeste w i e c z n a !
e jest k o n i e c z n a !
Mio moja wieczycie
od koniecznoci jeno si rozpala.
Tarczo koniecznoci!
Najwysza gwiazdo byt u!
ktrej yczenie nie dosiga adne,
i adne nie nie kala,
wieczyste tak bytu,
jam wiecznie jest twem tak:
b o w i e m c i k o c h a m, o wi e c z n o c i !
ECCfE HOMO
SPIS TRECI
Str.
Pr z e dmo wa ................................................................... 1
Dl a c z e g o j e s t e m t a k m dr y .................................. 8
Dl a c z e g o j e s t e m t a k wi a t y . ......................... 25
Dl a c z e g o t a k do br e pi s z k s i ! k i ..................... 49
"arodzi#y $ragedyi . .............................................. 61
"iewczes#e %ozmyla#ia........................................ 67
&'dzkie( )rcyl'dzkie............................................... 73
*'trze#ka.................. ......................................... 8+
&a ,aya Scie#za....................................................... 8-
$ak rzek .arat'stra................................................. 85
Poza dobrem i zem. . .............................................. 1++
,e#ealogia moral#oci............................................ 1+2
.mierzc/ bo!yszcz................................................ . 1+-
Sprawa 0ag#era................ ............................. 1+1
Dl a c z e g o j e s t e m pr z e z #a c z e #i e m.................... 114
S a wa i 0i e c z #o 2 .................................................... 116
POLSKIEJ EDYCYI DZIE FRYDERYKA
NIETZSCHEGO W WYD. CAKOWITEM
( B E Z S K R C E )
wyszy i s do nabycia we wszystkich ksi-
garniach (kady tom sprzedaje si oddzielnie)
R b . k.
Tom I TAKO RZECZE ZARATUSTRA
Cz t e r y c z c i . P r z e o y W A C A W B E R E N T
wy da ni e o z do bne z por t r e t e m Ni e t z s c he g o akwaf or t
or ygi nal n Fr . Si e dl e c ki e g o 3 .
wy da ni e o z do bne w opr a wi e 3. 50
wy t wo r n e w 25 nume r o wa ny c h e gz e mpl a r z a c h 7. 50
wy da ni e z wy k e t a n i e 1. 60
Tom II - POZA DOBRE M I Z E M
p r z e o y S T A N I S A W W Y R Z Y K O W S K I
wy da ni e o z do bne 2 .
w o pr a wi e ..... 2. 50
wy t wo r ne w 1o nume r o wa ny c h e g z e mpl a r z a c h 5 .
Tom III Z G E NE A L OG I I MORALNO CI
p r z e o y L E O P O L D S T A F F
wy da ni e o z do bne 2 .
w o pr a wi e 2. 50
wy t wo r ne w 10 nume r o wa ny c h e gz e mpl a r z a c h 5 .
Tom IV DYTYRAMBY DYONI ZYJSKI E
p r z e o y S T A N I S A W W Y R Z Y K O W S K I
wy da ni e o z do b ne . 6 0
w opr a wi e 1 . 3 5
wy t wo r n e w 10 nume r o wa ny c h e gz e mpl ar z ac h 1. 10
Tom V - ZMI ERZCH BOYSZCZ
p r z e o y S T A N I S A W W Y R Z Y K O W S K I
wy da ni e o z do bne 1.20
w o pr a wi e 1.70
wy t wo r n e w 15 nume r owa ny c h e gz e mpl ar z ac h 2. 75
Tom VI - WI EDZA RADOS NA
p r z e o y L E O P O L D S T A F F
wy da ni e o z do bne 2. 50
w opr a wi e 3.
wy t wo r ne w 15 nume r owa ny c h e gz e mpl ar z ac h 6 .
Tom VII JUTRZENKA
p r z e o y S T A N I S A W W Y R Z Y K O W S K I
wy da ni e o z do bne 2. 50
w o pr a wi e . . . . 3 .
wy t wo r n e w 15 nume r o wa ny c h e gz e mpl ar z ac h 6 .
W
Y
D
A
N
I
E

C
A

K
O
W
I
T
E

(
B
E
Z

S
K
R

C
E

)
W
Y
D
A
N
I
E

C
A

K
O
W
I
T
E

(
B
E
Z

S
K
R

C
E

)

Tom VIII PRZEMI ANA WSZYSTKI CH Rb. k.
WARTOCI
p r z e o y L E O P O L D S T A F F
wy da ni e o z do bne 1 .
w opr a wi e 1. 50
wy t wo r n e w 15 nume r o wa ny c h e gz e mpl a r z a c h 1. 50
Tom IX NARODZI NY TRAGEDYI
p r z e o y L E O P O L D S T A F F
wy da ni e o z do bne 1. 60
w opr a wi e 2. 10
wy t wo r ne w 15 nume r o wa ny c h e gz e mpl ar z ac h 4 .
Tom X LUDZKI E, ARCYLUDZKI E
Cz pi e r ws z a . P r z e o y K O N R A D D R Z E W I E C K I
wy da ni e o z do bne 2. 50
w opr a wi e 3 .
wy t wo r n e w 15 nume r o wa ny c h e gz e mpl ar z ac h 6 .
Tom XI WDROWI EC I J EGO CI E
LUDZKIE, ARCYLUDZKIE. Cz druga.
P r z e o y K O N R A D D R Z E W I E C K I
wy da ni e o z do bne 2. 50
w opr a wi e 3 .
wy t wo r n e w 15 nume r owa ny c h e gz e mpl ar z ac h 6 .
Tom XII - WOLA MOCY
Pr z e . S T E F A N F R Y C Z 1 K O N R A D D R Z E W I E C K I
wy da ni e o z do bne 3 .
w opr a wi e 3.50
wy t wo r ne w 15 nume r o wa ny c h e gz e mpl a r z a c h 7 .
Suplement E C C E HOMO (Autobiografia)
P r z e o y L E O P O L D S T A F F
wy da ni e o z do bne 1. 50
w opr a wi e 2 .
wy t wo r n e na c z e r pa ny m pa pi e r z e . . . . 4 .
D O N A B Y C I A W E W S Z Y S T K I C H K S I G A R N I A C H .
W
Y
D
A
N
I
E

C
A

K
O
W
I
T
E

(
B
E
Z

S
K
R

C
E

)
W
Y
D
A
N
I
E

C
A

K
O
W
I
T
E

(
B
E
Z

S
K
R

C
E

)

WACAW B E RE NT
RDA I UJCI A NIETZSCHEA-
NI ZMU . 80
Portret FRYDERYKA NI ET Z S CHEGO, akwaforta
oryginalna, Franciszka Siedleckiego, na
p a p i e r z e g r u b y m 1 .
na p a p i e r z e j a p o s ki m 3 .
WA R S Z A WA 1 9 1 1 . - N A K A D J A K B A MO R T K O -
WI C Z A . S K A D Y G W N E : W K S I G A R N I
G. C E N T N E R S Z W E R A I S P K I W WA R S Z A WI E
O R A Z H . A L T E N B E R G A WE L WO WI E .