You are on page 1of 3

Instytut Pamięci Narodowej

Zapomniany epizod z dziejów Zrzeszenia WiN na Podlasiu


Kazimierz Krajewski

Wywodzące się z AK struktury podziemia niepodległościowego na terenie dawnego Podokręgu "Wschód" Obszaru
Warszawskiego AK uległy znacznej dezorganizacji jeszcze w 1945 r. Na przełomie 1945 i 1946 roku, w momencie
wchłaniania przez nowopowstałe Zrzeszenie WiN pozostałości AK ujętych w "okresie przejściowym" w ramy Delegatury
Sił Zbrojnych, były poważnie osłabione aresztowaniami wiążącymi się z dekonspiracją spowodowaną akcją "Burza", a
następnie pierwszą amnestią z września 1945 r. Resort bezpieczeństwa podejmował dalsze kroki, mające pogłębiać ich
rozpad, a jednocześnie doprowadzić do rozpracowania kadry. Jednym ze środków prowadzących do tego celu było
ogłaszanie przez UBP i powiatowe władze administracyjne "lokalnych amnestii". Do dowódcy jednego z najbardziej
znanych oddziałów partyzanckich, por. Władysława Łukasiuka "Młota" z taką propozycja zwrócił się w grudniu 1945 r.
starosta siedlecki. Z kolei w powiecie Sokołów Podlaski podobne rokowania z podziemiem usiłował podjąć miejscowy
szef PUBP. Wiadomo, że za Bugiem, w powiecie Bielsk Podlaski, apel z gwarancją "amnestii" dla żołnierzy podziemia
niepodległościowego ogłosił starosta Walczak. Można dziś oceniać, że władze administracyjne średniego szczebla nie
miały żadnego umocowania prawnego do takich działań i rzeczywistym decydentem był tu resort bezpieczeństwa - i to
zapewne szczebla wyższego niż wojewódzki, cóż dopiero mówić o kierownikach PUBP

Na terenie powiatu sokołowskiego szef PUBP skłonił do podjęcia rokowań ujawnieniowych lokalnego dowódcę
partyzanckiej grupy "poakowskiej" - Franciszka Pliszkę "Marynarza". Pliszka w początkach stycznia 1946 r. obiecał
przerwać działalność i ujawnić swój oddział, zdał też "resortowi" część zmagazynowanej broni. Do prowadzonych przez
niego rozmów z PUBP (nadzorowanych przez delegata WUBP z Warszawy i rosyjskiego oficera - sowietnika PUBP)
włączył się jednak kpt. Henryk Hebda "Korwin", dowódca siedleckiego oddziału partyzanckiego krypt. "Pogoń". Oficer
ten odegrał poważną rolę w powstrzymywaniu poakowskich struktur podziemnych przed dalszym rozpadem i
występując jako Komendant WiN na powiat Siedlce stworzył centrum dowódcze, obejmujące także sąsiednie powiaty
(miński, węgrowski i częściowo sokołowski).

W efekcie włączenia się kpt. "Korwina" do rozmów z UBP proces ujawniania się podkomendnych "Marynarza" został
chwilowo zawieszony, czy tez nawet przerwany. Rzeczywiste intencje władz "bezpieczeństwa" stały się widoczne już
wkrótce. 19.2.1946 r. grupa operacyjna PUBP Sokołów Podlaski zaskoczyła oddział Franciszka Pliszki "Marynarza" i
grupę Zdzisława Stokowskiego "Nurka" na kwaterach w kolonii Trzebień (gm. Kowiesy). Zaskoczeni partyzanci po
krótkiej walce "poszli w rozsypkę". W ręce funkcjonariuszy PUBP dostało się sporo jeńców. Władze, wbrew
deklarowanej wcześniej postawie "otwartości" wobec akowców, błyskawicznie zorganizowały proces pokazowy. Już w
tydzień później, 26.2.1946 r., odbył się w Sokołowie Podlaskim trwający zaledwie jeden dzień proces przeprowadzany w
trybie doraźnym. Zapadło dziewięć wyroków śmierci, orzeczonych wobec: Zdzisława Stokowskiego, Tadeusza
Zielińskiego, Klemensa Kalickiego, Romana Bielińskiego, Mieczysława Dębińskiego oraz Jerzgo Kędziory, Józefa
Rucińskiego, Mariana Lipka i Edwarda Cibora (czterej ostatni byli akowcami służącymi w milicji). Dalszych sześciu
akowców otrzymało wyroki więzienia. "Sądowe morderstwo", dokonane bezpośrednio po zapewnieniach władz o trosce
o przyszłość ludzi podziemia, wstrząsnęło opinia publiczną Sokołowa Podlaskiego. Żołnierzy AK-WiN utwierdziło w
przekonaniu o zasadności pozostania w konspiracji i kontynuowania walki, jak tez i o "fasadowości" obietnic "resortu".

Franciszek Pliszka "Marynarz", uwikłany w pertraktacje z PUBP i obciążony porażką w Trzebniu, znalazł się w bardzo
trudnej sytuacji. Ostatecznie zdecydował się na porzucenie powiatu sokołowskiego i potajemny wyjazd na "Ziemie
Odzyskane". Niektórzy podkomendni, pozostawieni przez niego bez jakiejkolwiek informacji, przez wiele lat mieli mu ten
krok za złe. "Marynarz" uniknął jednak w ten sposób losu swych żołnierzy, którzy wpadli w ręce UBP (został
aresztowany dopiero w latach pięćdziesiątych; ale nie za podziemie, lecz za "wypowiedzi antypaństwowe").

Kpt. "Korwin" kontynuował działalność do kwietnia 1947 r., kiedy to ujawnił oddział "Pogoń" w UBP w Węgrowie. Sam
nie wierzył jednak funkcjonariuszom tej placówki, i wyjechał na Ziemie Odzyskane, gubiąc za sobą ślady wobec

Strony 1/3
Instytut Pamięci Narodowej

poszukujących go funkcjonariuszy UBP.

Prezentowany poniżej dokument dotyczy pertraktacji pomiędzy "Marynarzem" i PUBP w Sokołowie Podlaskim w
styczniu 1946 r.

styczeń 1946 r. (po 21.1.). Raport oficera łącznikowego KBW dotyczący pertraktacji prowadzonych z lokalnym
dowództwem struktur WiN w powiatach siedleckim i sokołowskim na temat ujawnienia.

Do oficera łącznikowego
Oddziału Operacyjnego KBW
Ppor. Kulikowskiego.

Do
Szefa Oddziału Operacyjnego
ppłk Rzeczyckiego

RAPORT

Melduję, że będąc na operacji w m. Sokołów Podlaski dnia 21.1.br. zostałem wysłany przez d[owód]cę grupy kpt.
Adamowicza, wraz z przedstawicielem WUBP - Warszawa i 14 żołnierzami do wsi Sikory celem zabrania radiostacji,
której jakoby nie zdał "Marynarz", wychodząc z podziemia, zdając broń. Równocześnie postawiono nam zadanie
spotkania się z "Marynarzem" i zaproszenie go na spotkanie z kierownikiem PUBP - Sokołów Podlaski.

Przeprowadzając rewizję w jednym z domów, kryjówkę na radiostację odnaleziono, radiostacji nie było.

W tym czasie przyjechał rowerem łącznik od d[owód]cy bandy "Marynarza" i powiedział, że "Marynarz" chce nas
widzieć, z tem, że od razu pojedzie tylko 2 ludzi. Z mojego rozkazu usiadło na wóz jeszcze 3 żołnierzy, których łącznik
"Marynarza" nie widział, reszta wojska została we wsi Sikory pod d[owódz]twem jednego z podoficerów z grupy G[óry]
Kalwarii.

Ja z przedstawicielem WUBP - Warszawa i łącznikiem "Marynarza" pojechałem do wsi Rozbity Kamień, gdzie był
"Marynarz". Wchodząc do jego domu "Marynarz" oświadczył [styl], że bądźcie pewni, włos z głowy wam nie spadnie,
chce już raz skończyć z nieporozumieniem jakie wychodzi u nas między mną a PUBP - Sokołów Podlaski[1]. "Marynarz"
zaprosił nas wszystkich na obiad.

"Marynarz" oświadczył, że wraz z nami pojedzie na dalsze rozmowy do PUBP Sokołów Podlaski. Po gościnie
"Marynarz" rozmyślił się oświadczając, że on nas nie zna i do PUBP z nami nie pojedzie, natomiast napisał kartkę do

Strony 2/3
Instytut Pamięci Narodowej

kierownika PUBP - Sokołów Podlaski z tem, żeby na godzinę 22.00 spotkać się we wsi Krasów.

Wyjechałem od "Marynarza" o godzinie 18.00 w nalezytym porządku, po przybyciu na miejsce zameldowałem o danej
sytuacji kpt. Adamowiczowi i mjr. Brusowi przedstawicielowi WUBP wojew[ództwa] warszawskiego.

Decyzje - wysłano na spotkanie dwa samochody: na pierwszym samochodzie jechali: kierownik PUBP Sokołów
Podlaski, przedstawiciel WUBP wojew[ództwa] warszawskiego, 10 żołnierzy i ja.

Drugim samochodem jechał kpt. sowietnik PUBP Sokołów Podlaski, wraz z kapitanem jechało jeszcze 40 żołnierzy,
którzy mieli zadanie w razie niebezpieczeństwa dopomóc nam )drugi samochód wraz z żołnierzami zatrzymał się w
odległości 1,5 km od umówionego miejsca spotkania).

Po przybyciu na umówione miejsce i naszej rozmowie "Marynarz" prowadził siebie dość taktownie [styl], natomiast jego
d[owód]ca ps. "Korwin" odnosił się bardzo ordynarnie w rozmowie z nami. Rozmowa była na temat złożenia broni przez
bandytów. "Marynarz" oświadczył, że broni nie zda. Po stronie "Marynarza" było około 60 bandytów dobrze uzbrojonych
w automatyczną broń. "Marynarz" chciał nam pokazać wszystkie swoje siły, jakie były tam zgromadzone. Kierownik
PUBP prowadził rozmowę z "Korwinem", ja zaś z dwoma "Marynarza" ludźmi udałem się w kierunku wzgórza, gdzie
zobaczyłem: jedno działko i 4 CKM wraz z obsługą, dalej nie poszedłem niedowierzając bandytom.

Rozmowa nasza rezultatów żadnych nie przyniosła. "Marynarz" chciał jechać do UBP - Sokołów Podlaski, lecz "Korwin"
nie zezwolił.

Odjechaliśmy z powrotem w należytym porządku zabierając po drodze drugi samochód wraz z żołnierzami, strzałów
żadnych nie było.

W tą samą noc był zrobiony napad na cukrownię przez bandę "Marynarza", gdzie zrabowano 7.000 kg cukru.

Oficerowie zwiadu WBW wojew[ództwa] warszawskiego: ppor. Tarełko i por. Kowalewski przy prowadzeniu swojej
dobrej pracy nawet nie ustalili, kiedy był zrobiony napad na cukrownię. Można zaznaczyć, że oficerowie zwiadu WBW
wojew[ództwa] warszawskiego nic nie interesują się operacjami, lecz innej rozmowy nie mają oprócz: "Ja wczoraj
wypiłem dużo, miałem ładną babę, dobrze się wyspałem i dzisiaj zamierzam tam iść".

Kpt. Adamowicz kilkakrotnie wzywał oficerów zwiadu WBW wojew[ództwa] warszawskiego do pracy w swoim zakresie,
ale to nie było wcale skuteczne. Por. Kowalewski stale i wciąż oznajmiał, ze on nie posiada legitymacji oficerskiej i w
teren iść nie może, jak również tłumaczył się tym, że to w ogóle nie jest jego rejon.

/-/

ppor. Kulikowski

Źródło: CAW, sygn. 1580/75/200, k. 135.

--------------------------------------------------------------------------------

[1] "Marynarz" zlikwidował wcześniej kilku funkcjonariuszy PUBP z Sokołowa Podlaskiego, znanych z nadgorliwości w
tropieniu żołnierzy podziemia niepodległościowego i złego stosunku do ludności.

Strony 3/3