Ballada o Narayamie Opowieści niesamowite z prozy japońskiej

Koizumi Yakumo Izumi Kyoka Akutagawa Ryünosuke Nakajima Atsushi Tanizaki Jun’icliirö Kamabata Yasunari Dazai Osamu Ibuse Masuji Fukazaiua Shichiro Endo Shusaku Vosaka Akiyuki Yüki Shoji Wybór, przekład, przypisy i noty O autorach Blanka Yonekaiua

Koizumi Yakumo Przygoda kupca Jest w dzielnicy Akasaka w Tokio wzgórze zwane Kiinokunizaka, to znaczy wzgórze prefektury Kii. Pojęcia nie mam, czemu tak je nazywają. Z jednej jego strony znajduje się z dawien dawna głęboka i szeroka fosa, na niej grobla zielona przechodząca w ogród, po drugiej zaś stronie ciągnie się bez końca długi mur otaczający rezydencję cesarza, W czasach kiedy nie było jeszcze latarni ani riksz, o zmierzchu bywało tu głucho i pusto. Spóźnieni przechodnie, zamiast wspinać się samotnie na to wzgórze po zachodzie słońca, woleli nadłożyć nawet kilkaset metrów i pójść okrężną drogą. W tej okolicy bowiem grasowała mujina. Ostatnim, który ją widział, był stary kupiec z dzielnicy Kyobashi, od trzydziestu lat już nieżyjący, A oto jego opowieść; Spieszy kupiec późną porą, pnie się na wzgórze Kiinokunizaka. Widzi: kobieta jakaś siedzi nad fosą skulona i gorzko płacze. Zafrasował się starzec; jeszcze się do fosy rzuci, pomyślał. Chciałby jej dopomóc, pocieszyć może, więc się zatrzymuje. . Widzi wytworną, śliczną dziewczynę, ze starannie ułożonymi włosami. Zbliża się i zagaduje: - Panieniko! A nie płaczże taik! Powiedz mi, jakie masz zmartwienie. Chętnie ci pomogę, jeśli zdołam. Poczciwy był stary kupiec i mówił, co mu serce dyktowało. Lecz dziewczyna twarz rękawem szerokim zakrywa i płacze. - Posłuchajże - przemawia znów kupiec łagodnie - co ci powiem. Nieodpowiednie to miejsce dla ciebie po nocy. No, nie płacz już, bardzo proszę. Powiedz mi tylko, jak ci pomóc. Dziewczyna milcząc powstaje, odwrócona ciągle twarz rękawem zakrywa i szlocha. Kupiec kładzie jej dłoń na ramieniu. - No, panienko, nie trzeba, no... Wtedy ona odwraca się wreszcie, opuszcza ręce, dłonią lekko po twarzy przesuwa. Kupiec widzi” że nie ma ona oczu, ust nie ma, nie ma nosa. - A, a, a! - wrzasnął i rzuca się do ucieczki. Pędzi pod górę, biegnie bez pamięci. Ciemności przed nim, nic nie widać. Boi się spojrzeć do tyłu, a tylko biegnie przed siebie i biegnie. Spostrzega nagle w oddali małe światełko, nie większe niż światełko świetlika, więc zdąża tam pośpiesznie. Zbawcze światło okazuje się małym lampionem nad straganem sprzedawcy gorącego makaronu. Stoi sobie stragan nad urwiskiem. Wszystko jedno, po takiej straszliwej przygodzie byle jakie światło i byle jakie towarzystwo dodaje otuchy. Pędzi kupiec i pada z krzykiem prosto pod nogi sprzedawcy.

- Ej, ej! - odzywa się sprzedawca niezbyt zachęcająco. - Co się stało?! Napadli pana czy co? - Nie - sapie kupiec. - Tylko... ach! - Tylko co? Wystraszyli? - pyta tamten zimno. - Pewno rozbójnicy? - Nie, żadni rozbójnicy... - Dyszy śmiertelnie przerażony kupiec. - Była to... kobieta... Ona pokazała... o, co pokajała! Nie zdołam powiedzieć! - O! - wykrzykuje sprzedawca. - Więc może pokazała coś takiego? To mówiąc ręką lekko po twarzy przesuwa i pokazuje oblicze gładkie jak jajo. A w tej samej chwili lampion gaśnie.

Koizumi Yakumo Opowieść przy wtórze lutni Dawno temu, lat siedemset 2 górą, w zatoce Dannoura koło Sbimonoseki, stoczono bitwę, walną rozprawę między dwoma rodami: Heike i Genji. Wtedy to ród Heike został doszczętnie rozgromiony, nie uszła żywa dusza, ni kobieta, ni dziecko, zginął także mały cesarz Antoku. Od tej pory przez kilkaset lat i wybrzeże, i morze tamtejsze mści we nawiedzają upiory. Wspomniałem na innym miejscu, że na plaży się tam gnieżdżą dziwne kraby, krabami Heike zwane; mają one na skorupie wzór przypominający jakby zarys ludzkiej twarzy; mówi się, że to duchy rycerzy Heike. I dziś jeszcze na całym wybrzeżu można się nasłuchać i napatrzeć dziwów. W ciemne noce pojawia się tu nad wodą i skacze po fali mnóstwo błędnych ogni. Świecą błękitno, a rybacy zwą je piekielinymi ognikami. Kiedy ucichnie wiatr, słychać zawsze od morza hałas, jakby bitewną wrzawę. Dawniej upiory Heike poczynały sobie jeszcze natarczywiej. Okrążały wracające nocną porą łodzie, aby je zatopić, napastowały pływaków ściągając ich na dno. Aż w Akamagaseki pobudowano Świątynię Amidy żeby je ułagodzić. Tuż obok, na brzegu, urządzono cmentarz, gdzie ustawiono pewną liczbę nagrobnych kamieni, a na nich wyryto imiona cesarza Antoku, topielcasamobójcy, oraz jego wasali. Odprawiano też co roku nabożeństwa na intencję zmarłych. Od czasu zbudowania świątyni i wystawienia nagrobków upiory Heike straciły nieco na mściwości, ale mimo to dawały czasem znać o sobie. Nie były - widać jeszcze całkiem zaspokojone. Kilkaset lat temu żyl w Akamagaseki ślepiec imieniem Hoichi. Słynął on z pięknej recytacji i mistrzowskiej gry na lutnik Już jako dziecko uczył się zasad gry na tym instrumencie, tak że kiedy wyrósł na młodzieńca, przeszedł nawet swych nauczycieli. Został zatem zawodowym muzykiemrecy - tatorem i wtórując sobie na lutni śpiewał przede wszystkim Opowieść o rodzie Heike której zawdzięczał znaczną sławę. A już fragment o bitwie w zatoce Dannoura śpiewał tak, że, jak mówiono, sam diabeł by zapłakał! Z początku Hoichi był bardzo ubogi, wkrótce jednak trafił na dobrego protektora. Oto bonza ze Świątyni Amidy upodobał sobie słowa i melodię Opowieści i raz po raz przywoływał Hoichiego, aby słuchać jego gry i śpiewu. Na koniec, zachwycony wirtuozerią młodzieńca, ofiarował mu na stałe mieszkanie w świątyni. Hoichi wdzięcznym sercem przyjął goścmę. Dano mu do użytku pokoik, miał zapewniony nocleg i strawę, w zamian za to w każcl}’^ wolny wieczór kontentował bonzę grą na lutni. Pewnego letniego wieczoru poproszono bonzę do parafii na modły żałobne. Udał się do domu, który nawiedziło nieszczęście, zabierając z sobą nowicjusza. Hoichi został sam. Wieczór był gorący, więc dla ochłody wyszedł na przylegający do sypialni otwarty

że stoi przed wielką bramą. co mu się dziwne wydało. . Pan. wołanie zabrzmiało znowu. że . Włożył więc Hoichi sandały.odparł nieznajomy. Przeszedł ktoś przez ogród. odgłos rozsuwania drzwi. że się los przecie do niego uśmiecha. siedział wciąż Hoichi na zewnątrz. Przypomniał sobie. kto mnie woła. skrzyp okiennic i gwar kohiecych rozmów. Nadeszła północ. . jest tam kto? Hoichiego prowadzę! I natychmiast dały się słyszeć szybkie kroki. który chce wysłuchać gry ślepca. Nie wiem. Po sposobie mówienia i doborze słów poznał Hoichi. Doszła doń wieść. że przybyły zbroję ma na sobie. zbliżył się do krużganka i stanął na wprost siedzącego.Jestem ślepy. Dłoń tamtego zaikuta w żelazo. że niezwykle biegle śpiewasz przy wtórze lutni opowieść o bitwie. Zatrzymał się wreszcie samuraj i Hoichi wyczuł. od stóp do głów. . Mitnęli pusty ogród i znów przystanęli u wejścia. Obejrzeć zamyślił miejsce bitwy w zatoce Dannoura i dziś ją właśnie odwiedził. bo nie był bonza. że wysłannik wyraźnie mówił o dostojniku szlachetnego rodu. Hoichi ćwiczyć zaczął na lutni. gwałtownie. łagodząc nieco srogie brzmienie głosu.Nie bój się niczego! . Wysłannik głośno zawołał: . Zapewne jest rycerzem z przybocznej straży. wziiął lutnię i poszedł za nieznajomym. Zatrzymałem się na postój w pobliżu świątyni. ostro i szorstko. zatrzymał się właśnie w Akamagaseki wraz z orszakiem ludzi równie szlachetnego pochodzenia. Nareszcie od tylnej furtki dały się słyszeć kroki. Nie pamiętał bowiem żadnej innej wielkiej bramy. u którego w służbie pozo’Staję.odpowiedział z łękiem groźnemu głosowi Hoichi.Tutaj! . a przychodzę do ciebie z poleceniem. żeby skrócić sobie samotne czekanie. W owym czasie niełatwo ani bezpiecznie było odmówić prośbie samuraja. Ochłonął już Hoichi z pierwszego przestrachu i pomyślał. . rozikazująco. Ale że duszno było jeszcze i w pokoju wytrzymać nie sposób. Po czym rozległ się szczęk r}i^gla i obaj przybyli weszli do środka.Otwierać! . i zapragnął cię usłyszeć. srogi głos zawołał ślepca po imieniu. jak samuraj giermka.krużganek biegnący wzdłuż budynku. . wysoki dostojnik szlachetnego rodu. oprócz tej w Świątyni Amidy. Rozciągał się stąd widok na tyły świątyni. Nie zwlekając bierz instrument i spiesz ze mną na dwór.zorientował się ślepiec. gdzie v/ypoczywają Ich Szlachetności. Nie.Hej.Hoichi! Kiedy wystraszony muzyk dłuższą chwilę nie odpowiadał. Niski.krzyknął samuraj. a bonza nie wracał. a jest bez wątpienia wybitną osobą. a przy każdym wielkim kroku brzęk słychać . na mały ogródek.

to służebne jakiegoś bardzo wytwornego domu. przestronnego pomieszczenia. a i słowa.bo też ten fragment największą żałość budzi! Wytężył głos Hoichi i śpiewać począł o tragicznej bitwie morskiej. . . byś zagrał i zaśpiew’ał Opowieść o rodzie Heike. kiedy zaczął śpiewać o losie słabych i pięknych kobiet. Zawodzenia i szlochy wreszcie Limilkły i w ponownej ciszy usłyszał Hoichi po raz drugi głos staruszki: . Zebrało się tam.odparła kobieta . grał i śpiewał. szeleściły jedwabie niczym liście na drzewach. Tylko na koniec. jeszcze lepiej niż prz edtem. od którego więc miejsca mam zacząć? . Z niesłychaną biegłością dobył ze strun instrumentu plusk spieszących się obłędnie wioseł i łodzi dążących przed siebie. Nie miał jednak pojęcia. która z małym cesarzem w objęciach skacze w fale i tonie. dokąd go przyprowadzono. całe audytorium wydało okrzyk bolesny. mijał wielkie nad podziw komnaty wyłożone matami. że sam śpiewak się zadziwił i przestraszył zamieszania. o smutnym kresie życia dzieci i niewiast. Zebrał się Hoichi na odwagę i zapytał: . w której odgadł ochmistrzynię. wy\TOłanego jego grą. o Nii .. tak szalony i żarliwy. Posłyszał Hoichi ciche szmery rozmów. jak mu się zdawało. świst strzał w powietrzu.noaniie. Brakowało zresztą czasu na rozmyślania.Cóż to za wyborny muzyk i recytator! „I w mciich stronach lepszego nie słyszałem! . pełna zachwytu. Przebył więc z pomocą sług kilka kamiennych stopni.W cniym kraju bieglejszego się nie znajdzie! Nabrał też Hoichi pewności siebie. Muzyk począł nastrajać lutnię. płacz wybuchnął i lament. liczne grano dostojnych osób. znamionowały dobrze urodzonych. Kazano mu się rozgościć i podsunięto poduszkę do S’iedzenia. Jednakże odśpiewanie całej Opowieści trwa dobrych kilka wieczorów. aż go wprowadzono do jakiegoś ogromnego. W czasie każdej pauzy słyszał Hoichi szmer pochwal. które doszły do jego uszu. na najwyższym kazano mu zzuć sandały.Śpiewaj o bitwie pod Dannoura .Życzeniem Jego Wysokości jest. Zaległa wokół niego cisza coraz większa. krzyki ludzkie i tupoty. gdy przemówił doń głos staruszki. ile razy skręcał przy narożnych słupach. o ile to możliwe.Cała Opowieść wymaga wiele czasu. szczęk kling po hełmach i odgłosy padania ciał w morze. jakby głosy wiciu ludzi. Dalej dłonie kobiece prowadziły go bez końca po polerowanych deskach: nie zdążył obliczyć.

Znów grał Hoichi i śpiewał. Hoichi musiał. Dlaczegoś tni nie powiedział. niż rozgniewał. Wkoło ciemności nieprzeniknione i tylko jak zawsze błędne ogniki w . Wyspał się Hoichi do połudinia. nie masz równego sobie w całym świeoie. ani jednego domu nie pomijając. Jego Wysokość jest zadowolony i nie pozostawi cię bez nagrody. Kiedy ciemność zapadła.Doszły mnie wprawdzie słuchy. zjawił się samuraj i poprowadził Hoichiego przed szanowinc grono słuchaczy. Nikt jednak oniczym nie wiedział. . Zrozumiał bonza. koło północy. który wrócił bardzo późno. Kobiety poprowadziły go do wyjścia. Przywiódł go przed tylną furtkę i pożegnał. że podopieczny już się położył. Ten sam samuraj na spotkanie ci wyjdzie. bo i droga grząska była i rozmokła. H^oichi! Bałem się o ciebie. jak Hoichi wychodzi. A bonza. więc niebezpiecznie chodzić samemu o tak późnej porze. v/idać. zapalili zaraz lampion i ruszyli za nim. słysząc spośród mogił przy Świątyni Amidy głośne dźwięki lutni. Za drugim razem jednak w świątyni przypadkiem zauważono. Szli słudzy ulicą i kolejno wstępowali wszędzie. zdało się tym dziwniejsze. tylko nakazał w tajemnicy sługom. Czuł. cośmy dziś wieczór słyszeli. że dzieje się coś złego i niezwykłego.Naprawdę bardzo przepraszam.Słuchaj. Choć nastał już świt.. wezwał go bonza i toinem łagodnego wyrzutu rzekł: . poszli za nim. gdzjie by mógł wejść ślepiec. Miałem po prostu coś do załatwienia i o innej godzinie nie znalazłem jakoś czasu. tak więc nim doszli do ścieżki. Możesz teraz wracać do świąty. bardzo się spieszyć. Hoichi gorąco podziękował. Pewnie Hoichiego zły duch jaki zwodzi i oszukuje. że go nie ma. przyjdź tu jutro o tej samej porze. że Jego Wysokość tu przebywa. I jeszcze jedno mam ci przykazać: nie śmiesz nikomu wspomnieć. i osiągnął sukces jak ubiegłego wieczoru. Padał deszcz. ale bardziej się zdziwił. gdzie czekał na niego samuraj i odprowadził do domu. co zważywszy jego ślepotę. Podróżuje bowiem incognito i zabrania o tym mówić komukolwiek. przekonany był. No. nikt w świątyni nie spostrzegł (nieobecności ślepca. stracili go z oczu. Od dziś począwszy przez sześć kolejnych wieczorów życzy sobie gry twojej słuchać. Oto jego słowa. ale sądząc z tego. Zawróciwszy zdziwili się niezmiernie. że jesteś mistrzem w grze na lutni i że w recytacji nikt ci dorównać nie może. żeby ślepca p ilnowali i gdyby wybierał się gdzieś nocą. a potem zapewne uda się w powrotną drogę.ni. Tak więc. Ni słowem nie \yspomniał odziwnej przygodzie. Bonza o nic już nie pytał. Kiedy Hoichi powrócił nad ranem. że wychodzisz? Dałbym ci przecież służącego do pomocy. a gdzie byłeś? Hoichi zaczął się wykręcać. Nie widzisz. że Hoichi coś ukrywa. Następnego wieczoru zobaczyli służący.

coraz silniejszym głosem śpiewa pleśń o bitwie. wybuchają śmiechem.Jeśli w taki sposób przeszkadzacie dostojnemu zgromadzeniu. Iż nie byłeś w żadnym ludzkim domu.mówi bonza. słowem na całym ciele.cbiego do naga. biedaku! . choć im nieswojo. lecz spędzałeś noce na cmentarzu wśród grobów rodu Heike! Tam cię dzisiaj słudzy odnaleźli siedzącego na deszczu przed mogiłą cesarza Antoku. niechybnie Hoichi został omamiony! Chwytają go więc. Coraz mocniej uderza w struny. one cię obronią. Potem każe mu bonza wyjaśnić najdokładmej swoje niezwykłe zachowanie. Grasz nader świetnie i dlategoś popadł w takie tarapaty. Przypadli doń słudzy i krzyczą mu prosto do ucha: . żeś mi się wcześniej nie zwierzył. uderza w struny lutni i śpiewa pieśń o bitwie w zatoce Dannoura. jakby kto świece ustawił. wcześniej lub później cię uśmiercą! Ja. Wbiegli jednak między groby.Panie Hoichi! . . i na wszystkich grobach błyszczą ognie. Hoichi diugo zwleka. od pierwszej wizyty samuraja począwszy. panie Hoichi. przebierają go w suche ubranie. Przyświecając sobie lampionem odnaleźli grającego. a faktem to tylko. nie możecie oczekiwać pobłażania! Słudzy. Siedzi oto Hoichi samotnie na deszczu przed grobem cesarza Antoku. wypisali wersety z sutry Hannyashingyb Kiedy skończyli. a także na rękach. rozszarpią cię na kawałki.W jałcże wielkim niebezpieczeństwie się znajdujesz! Szkoda doprawdy.powietrzu. Tak czy inaczej. . nogach i podeszwach stóp. Zanim słońce zaszło.Nie daj się oszukać! Ciebie omamiLi! Ale Hoichi najwyraźniej nie słyszy. karmią i poją.wołają słudzy. nie mogę dziś z tobą pozostać.Ach. . że wiesz już. siłą przymuszają do pośpiechu i prędko prowadzą na powrót do świątyni. coś brał za prawdę. Lecz nim pójdę.. Niezwłocznie. . jesteś w jego mocy.Wracaj. niestety. bonza i nowicjusz rozebrali Hoi . Żadne ludzkie oczy nie widziały chyba dotąd tak wielkiej liczby diabelskich ogników. postanawia już nic nie skrywać I opowiada. że upiór przybył po ciebie. jak się rzecz miała. Skoro do tego doszło i dalej będziesz posłuszny marom. O. wzięli pędzle i na jego piersi. wypiszę na twoim ciele wersety z sutry. I jeśliś go raz posłuchał. natychmiast razem z nami! On jednak odpowiada im karcąco: . podnoszą. że dobrego bonzę zdziwił I rozgniewał swym postępowaniem. A za nim i wokół niego. bonza powiedział. na bonzy zlecenie. było omamieniem. na twarzy I szyi. Otóż sądzę.znowu mnie poproszono o modły żałobne. . na plecach i głowie. Wszystko. Na koniec widząc.

. wypisałem wersety z sutry. . na ścieżkę. Jeśli mnie usłuchasz. I jeszcze raz. o nocnym zajściu. Niedobrze. biedny! . Poślizgnął się na czymś lepkim i krzyknął głośno.Jak wiec2x)rem wyjdę. Opowiada głosem przerywanym. ani nawet głośniej nie odetchnął.Hoichi! . że to krew! Patrzy: siedzi Hoichi bez ruchu. nie odpowiada. tylko dwoje uszu widzę! Dlatego nie odpowiada. Zdąża czym prędzej w stronę krużganka. Upiór na pewno przyjdzie cię zawołać. Hoichi siedzi nieruchomo niczym głaz. nic nie zostało. Siadł Ho<ichi w krużganku. .. wybucha nagłym płaczem. upiór rozszarpie cię na sztuki! Nie wolno ci się lękać ani wzywać żadnej pomocy. mija ogród. staje przed Hoicbim. cóż to był za ból! Lecz Hoichi głosu nie wydał. ze łzami.A wszystko to przez moją nieuwagę! Moje niedopatrzenie! Wszędzie. W tym samym momencie poczuł Hoichi. a z ran mu krew płynie strumieniami. jak mu przykazano. ani nie zakaszlał. kapie na podłogę.O. to ust nie ma.woła ¡niskim. I wreszcie. Potem na pewien czas . Ślepiec wstrzymuje oddech.zapadła cisza. Głos szepce teraz: . a mistrz? O. podchodzi dc krużganka. W żadnym wypadku nie wolno ci się ruszać ani odezwać. . Czuje ślepiec. Milkną. oo mogłem.Och. milkną. prócz uszu. zbliżają się stopniowo..woła bonza. srogim głosem. Przed wschodem słońca powraca bonza. Zaniosę więc te uszy Jego Wysokości na dowód. Ciężkie kroki oddalają się przez ogród. . ale nawet ręki nie podnosi. Siedź cicho i bez ruchu! Tak jak na medytacjach! Bo jeśli się poruszysz albo najlżejszy hałas spowodujesz.O. Przeczekał tak ileś godzin. Gdzie się podział? Trzeba by poszukać. gwałtowniej. Zadudiniły w krużganku ciężkie kroki. położył obok lutnię i trwał bez ruchu. Bo też nikt ci pomóc nie zdoła.biada bonza.Cóż to takiego?! Zranili cię?! Na głos bonzy opuszcza ślepca napięcie. Ach. już są tu.woła głos surowo po raz drugi. jak mu serce bije. wcale się nie porusza. bo widzi przy świetle lampionu. bonza i nowicjusz wyszli. a ciało drży . idź zaraz do krużganka i czekaj. .Hoichi czuł. Zapadł zmrok. że po twarzy cieknie mu krew lepka i ciepła.Hoichi! . że zrobiłem. Przybyły mija bramę. Choćby nawet chciał. . nieszczęsny Hoichi! . na całym ciele. a tylko uszy opuściłem! . jak żelazna dłoń szarpie go za uszy. słyszy zbliżające się po ścieżce kroki. Nic. Aż tuż obok niego rozległ się groźny szept: jest tu lutnia. niebezpieczeństwo minie i wszystko dobrze się skończy.

jak wiesz. Bonza wrócił do swoich zajęć. Im dłużej myślał. Myśliwy wierzył chłopcu. tym więcej czuł wątpliwości. tczcba teraz te rany jak najprędzej wyleczyć. z czcią największą! . w której mieszkał. Tylko od czasu strasznego zdarzenia nadano mu przydomek „Hoichi Bezuchy” i pod tym to imieniem rosła jego sława. tak że bez ludzkiej życzliwości bonza nie zdołałby się utrzymać. Nic na to nie poradzimy. a on rozmyślać począł o cudzie. . co usłyszał. a zobaczysz cud na własne oczy.odpowiedział chłopiec. powiększyło tylko jego nieufność. lecz to. Pewnego razu. już cię upiory więcej gnębić nie będą.Mówi bonza .cokolwiek to b}4o . Wielu dostojiników^ przybywało do Akamagaseki. To szczera prawda. W każdym razie co noc ukazuje się w świątyni Budda na słoniu siedzący.Chętnie zostanę i zobaczę. który miał oglądać. spotyka wyróżnienie. tak że w krótkim czasie stał się zamożnym człowiekiem. Jeśli chłopiec mógł widzieć dziwne zjawisko .że się w świątyni Budda ukazuje. nie wiem. Dziwna rzecz się tutaj wydarzyła od czasu twoich ostatnich odwiedzin.Oglądać Boga czcigodnego na własne oczy.Posłuchaj no nowiny. aby wysłuchać gry ślepca. To przede wszystkim moja wina. świątobliwy mąż powitał go tymi słowy: . stała w miejscu zupełnie odludnym. . ale bądź co bądź. Wieść o jego tragicznej przygodzie rozeszła się szeroko. czemu to mnie. Szczęściem jednak pomagali mu wierni wieśniacy. Swiątynka.widziałem. Oddawał się dnie całe medytacjom i studiował święte księgi.zagadnął .O tak. Koizumi Yakumo Zdrowy rozsądek W dawnych czasach mieszkał na górze Atago w pobliżu KiotxD uczony bonza. Zanocuj dzisiaj u mnie.zobaczy i myśliwy. Nie rozumiem wprawdzie.Zaufałem nowicjuszowi i nie sprawdziłem.odparł myśliwy. sześć raz}”. gdy myśliwy zawitał do świątynki dźwigając woreczek ryżu. niegodnego. spędziłem wiele lat na modłach i medytacjach. Zatrzymał się myśliwy na nocleg w świątyni. Po niedługim czasie z pomocą dobrego lekarza wj^^goiły się rany Hoichiego. w świątyni przebywał też chłopiec odbywający nowicjat. cóż to za szczęście dla mnie! . więc z tego chyba powodu doczekałem się nagrody. Nie żałowano mu też hojnej zapłaty. czyś i ty go widział? . z dala od okolicznych wiosek. regularnie co miesiąc dostarczali ryżu i świeżych jarzyn. zwrócił się więc myśliwy do niego. Wśród opiekunów bonzy był pewien myśliwy odwiedzający czasem te strony w pogoni za zwierzyną. Zdobądź się na odwagę. i ogarnęło go zwątpienie. przynoisząc mu rozgłos. . .

Prowadzisz. Rozległ się huk grom. uspokój się. nie mogę zobaczyć. Otworzył na oścież drzwi małej świątynki. Aż dała się widzieć sylwetka bez skazy .Proszę cię. zgasło blade światło i zjawisko całe się rozpłynęło. i ja. jest on obecny wokół mnie. nikczemny! . I oto wreszcie na wschodzie pojawiło się białe światełko. >eby pochwalał Budda odbieranie Ż3’cia. Uszli jeszcze kilkaset kroków i w rozpadlinie spostrzegli wielkiego jenota Byi martwy . że nawiedził cię Budda. Dam ci dowód. Skoro tak. Niepodobna. że nadeszła właściwa pora. zabijam? A jednak widzieliśmy to samo co ty. powiem szczerze. Dlatego. Tymczasem i chłopiec go widniał! Ja zaś jestem prostym myśliwym.zawołał ze łzami wstydu i rozpaczy bonza. świątobliwe życie. a myśliwy zajął skromnie miejsce z tyłu. Siedzieli tak czas dłuższy. ni gniewu. i ten tu chłopiec. jak słyszałem.Podły bezbożniku! Cóżeś to uczynił najlepszego? Myśliwy ze spokojem przyjął wybuch bonzy.u. niczym gwiazda. nav/et może zabić! Zechciej po . Bonza i nowicjusz padli na twarze i rozpoczęli żarliwe modły. W następnej chwili trzej oczekujący ujrzeli na jego grzbiecie świetliste bóstwo. A myśliwy łuk chwyciwszy wstał nagle.padł przebity strzałą myśliwego.O. moje zajęcie to zabijanie. Świsnęła długa strzała. Nowicjusz siadł po lewej stronie. lauyo dał się oszukać podstępnemu zwierzęciu.słoń o sześciu kłach jak śnieg biały. wszędzie. nie okazał ni ¿alu. Była noc dwudziestego września. mogłeś myśleć. .Łzekać spokojnie do rana. rosło. oglądałeś nie bóstwo. . żc się słudze bożemu cudowne zjawisko objawi. za plecami bonzy. by rozpocząć przygotowania na przyjęcie bóstwa. Trochę przed północą orzekł bonza. siadł zwrócony twarzą ku wschodowi.Niecierpliwie oczekiwał teraz nadejścia oznaczonej godziny.wę. Wysłuchaj mnie najpierw. posępna. Nie mogę jednak go pojąć. Nad świątynką znów zapadła ciemność i tylko poszum wiatru słychać było. Oświcie bonza i myśliwy poszli przeszukać miejsce. tylko zia . Szybko się przybliżało. Zamiast tego łagodnie przemówił: . powinien on być widzialny wyłącznie dla ciebie. wietrzna bardzo i ciemna. Słoń stanął przed świątynią. aby żyć. rozświetliło górskie zbocza. cłioć człowiek uczony. co cię chciała oszukać. oczekując nadejścia bóstwa. ojcze. z całej siły cięciwę napiął i wymierzył w bóstwo świetliste. że się nie myliłem. niby góra utkana z księżycowego blasku. Masz za sobą lata wytrwałych medytacji i nabożnych modłów. gdzie widzieli bóstwo. Ale skądże mnie. któr)»-. Odkryli nikłe ślady krtvi. Prav/dą być może. utkwiła głęboko w piersi boga. Wydawał się teraz dziwnie ogromny. . Tak oto bonza. Dlaczego więc ranie także się ukazał? Wiem. ojcze.

Egzekucja miała się odbyć w ogrodzie rezydencji. Błysnął miecz. stoją oniemiali. Wyciąga tylko miecz ku najbliżej stojącemu. u. ja już ci odpłacę pięknym za nadobneI Za czyn taki pewna pomsta cię czeka. a nie mając nic do powiedzenia milczał. jak cię zetnę.stak. Posadzono go na szerokim spłachetku piasku. zło za zło pisane! A wiadomo wszystkim. to duch jego bierze odwet na mordercy swoim. Dlatego też bandytę wywleczono do ogrodu.. niemal ze współczuciem: . Ten drewnianym czerpakiem wodę na miecz leje. Głuchy stukot. Jeśli twój duch rozzłoszczony przyjdzie ci na pomoc. Widzisz ten kamień przed sobą? Gdy ci giowa spadnie. . . panie. uznał je za właściwe. Pada ciało do przodu. że twoja wola pomsty jest silna? .krzyknął ze złością bandyta. niedowiarek i oro . to. Odpowiedział jednak dziwnie spokojnie.Dobrze! . . Ja nie wierzę. Ząb za ząb.Ugryzę na pewno! .Ugryzę.Wielmożny panie. świsnął powietrzu.Ścinam.7-jmując z pochwy diugi nuecz. ciężko toczy się głowa po piasku prosto do kamienia. ile zechcesz. obłożyli go jeszcze słudzy workami pełnymi kamyków.Dowiodę z całą pewnością! . Głowa podskakuje nagle. jeno z powodu mojej głupoty się stało! Za winy w poprzednim wcieleniu głupim się urodził. Aż tu raptem bandyta zaczął krzj^czeć: . Dzięki wrodzono mu instynkbfjwi odkrył 0szusfcv70 i potrafił mu zaradzić.Możesz straszyć nas po śmierci.. czegom się dopuścił. to pomiędzy nami zadrżą niektórzy ze strachu! No jak. za co mam być ścięty. Tryskają z szyi dwie długie strugi krwi. i kilkakroć starannie bibułką przeciera. okazał prawdziwy zdrowy rozsądek. Postawili konew wody. Czy potrafisz mi dowieść.rzeki samuraj v. jakie i dziś się spotyka w tradycyjnych j. Egzekucja skończona. żeby się ruszyć nie mógł. żebyś mówił prawdę. Bandyta miał ręce związane na plecach. bieżaj do kamienia i chwyć go zębami. popróbujesz gryźć kamień? .odparł bandyta. ze strachem patrzą na pana. na worki. nadejdzie odpłata za niesprawiedliwość! Jeśliś tak bezwzględny i mnie zabijesz. I samuraj wiedział o tym bardzo dobrze. nic ze złej woli. że jak kto w chwili śmierci urazę poweźmie. To bezprawie zabić człowieka za to. Ścieżkę stanowiły tu ułożone z przerwami płaskie kamienie. Wszyscy wasale.A myśliwy.apońskich ogr odach. ilu ich było. od rękojeści po czubek klingi. a jej zęby wpijają się w kamień! I trwa tali z zaciekłością przez chwilę. . Pan jakby nigdy nic. nigdy nie potrafiłem uniknąć omyłki. ze jest głupi! O. Przyszedł pan obejrzeć te przygotowania. po czym bezsilnie upada na piasek.

Tak więc kiedy umierał.Otóż zupełnie to proste .Wiera ja. myślał tylko o jednym. W ciągłej trwodze wciąż im się zdawało. ostatnia nadzieja.ścięty bandyta żadnej zemsty nie przedsięwziął. bo na tym rzecz cała się kończy. kiedy jeden z wasali wystąpił z tą prośbą w imieniu całej reszty. uciekali przed każdym cieniem poruszającym się w ogrodzie.mogłoby zło sprowadzić. aby odprawić łcazał modły za spokó. że ludzi przejmuje groza. że duch złoczyńcy wróci. . Lękali się szmeru wiatru wśród bambusów.Całkiem to zbyteczne ~ odparł samuraj. . . . . Życzeniu jego stało się zadość i na tym koniec. by się zemścić. Spoglądają wasale błagalnie na pana. O żadnej innej zemście już nie pomyślał! Nie martwcie się zatem więcej. gdy nam kto w chwili śmierci zemstę obiecuje. zupełnie nic się nie zdarzyło. I rzeczywiście . Naradzili się w końcu i prosili pana.Rzeczywiścic. I nic. że słyszeli.Kilka następnych miesięcy spędzili wasale i słudzy w nieustannym strachu przed duchem. ostatnie pragnienie bandyty . skąd ta pewność. widzieli coś. Nikt nie wątpił. W tym jednak wypadku nie ma się czego obawiać. duszy straconego. aby uwagę jego odwrócić.odpowiada samuraj na nieme pytanie. czego nie było. jednego sobie życzył: wgryźć się w kamień. nikt jednak nie ma odwagi pytać. więc kiedym go prosił o dowód Jaldś. to po to właśnie.

napełnia ją po brzegi herbatą. nie ma na niej żadnego wzoru ni rysunku. uważnie sprawdza naczynie.Czyżbym połknął ducha? Kiedy tego samego dnia wieczorem pełni Sekinai wartę na dworze Nakagawasy. Może twórcę ogarnęło lenistwo czy posprzeczał się z wydawcą? Albo może odwołano go nagle od biurka. o niemal dziewczęcym wyrazie łagodności.w mrok. która sterczy . Jeden z jego wasali .Dziś po raz pierwszy mieliśmy okazję się spotkać. gdzie w dole się otwiera morze.Jestem Shikibu Hcinai . . Zwykła tania czarka. a za zakrętem spotyka się nagle skały niby zęby piły? Z literackiego punktu widzenia wartość emocjonalna takich przeżyć polega głównie na tym.poczuł przemożne pragnienie. lecz nie dostrzega nikogo.nazywał się Sekinai . zatrzymał się dla odpoczynku wraz z drużyną w herbaciarni. gdzie nic nie ma prócz sieci pajęczych? Albo szliście może wąską ścieżką brzegiem urwiska. Raptem na złotawej. Wzdryga się i rozgląda wokół. podnosi do ust. potem nie wrócił więcej lub umarł akurat w trakcie pisania? A oto nie dokończona opowieść: Czwartego stycznia w trzecim roku Tenna . oo łatwo można poznać po uczesaniu. odbywając zwyczajowe wizyty przy końcu roku.szepce.mówi.Koizumi Yakumo Na dnie czarki Byliście może kiedy na starej wieży. Dziwne doprawdy. który w podobny sposób pobudza wyobraźnię.z górą dwieście dwadzieścia lat temu wielmoża Nakagawasa Do . Co to. wspinaliście się w ciemności na sam koniec wysokich schodów. Twarz odbijająca się w herbacie należy do młodego samuraja. Bierze Sekinai iimą i nalewa świeżej herbaty. . tym razem pogardliwie uśmiechnięta. Skonsternowany Sekinai wylewa herbatę. Teraz Sekinai się nie przestraszył.nokami. Było to w dzielnicy Hongo Shirayama w Edo. W starym zbiorze japońskich opowieści zachował się jeden fragment. przezroczystej powierzchni płynu widzi odbicie cudzej twarzy. Niepokoił się odjeżdżając: .Coś ty za jeden? . ruszają się oczy i usta. . pan sobie mnie nie przypomina? . Sadowi się naprzeciw i pozdrawia go lekkim ukłonem. nikt już dziś nie odgadnie dlaczego. że budzą one mocne uczucia.Już się nic dam nabrać! I wypił herbatę z odbijającym się w’ niej obliczem. jak wyraźnie widać oblicze pięknego młodzieńca. Bierze więc wielką czarkę. Opowieść jest nie dokończona. do komnaty wchodzi bezszelestnie wspaniały młody samuraj. Twarz wygląda jak Ż3’wa. . Dziwna twarz ukazuje się znowu.

wstąpił w ścianę i zniknął.Jesteśmy .a i czaszka przed stu laty w proch się rozsypała. panie.. pogardliwy i wyzywający. Jakże. Skłonili się z szacunkiem. prosząc o chwilę rozmowy. Nieznajomi wybiegli z domu. Trzej godni samuraje stali przed samym progiem. lecz donośny. W tym miejscu urywa się stara opowieść.odezwa! się jeden . Pojechał na kurację do gorących źródeł. przeszedł przez nią! Zawiadamia Sekinai wartowników. zdumiewają się wszyscy i kłopoczą. a tylko oczy mają wyraz inny. O. nic to nie dało! W tej samej chwili bowiem nieproszony gość odskoczył. Odniósł tak ciężką ranę. Nie słuchając dłużej chwyta Sekinai miecz.Samuraj miał głos niski. Kiedy Sekinai wyszedł do przedsionka. ■na lewo nieproszonych gości. a nazywamy się Matsuoka Bungo. A kiedy wróci.Nie przypomina! A przecież zranił mnie pan dzisiaj rano.wasalami Shikibu Hci . nie omieszka ci sic zrewanżować. ISFastępny wieczór Sekinai inial wolny od służby i spędzał czas w domu z rodzicami. ho! Nie przypomina sobie! . gdy ktoś połknie ducha? .zawołał ironicznie gość i podsunął się bliżej. rezydencji wielmożów pilnie strzeżono dzień i noc i .Jak światło płomyka świecy przenika przez papier lampionu.. hamując gniew.nai’a. ale czy zadowolić ono mogło czytelników? Pozostawiam im zatem do osobistego rozważenia: co się stanie. przeskoczyli ogrodzenie sąsiedniego dworu i jak cienie przepadli bez śladu. . wróci szesnastego przyszłego miesiąca. Nikt z wasali nie widział. Mógłbym dopowiedzieć zakończenie niniejszej historii. aleś ty. tnie na prawo. . jak się pan tu dostał? Kto pozwolił panu wejść do środka. żę musiał się udać na leczenie u wód. Nasz pan wczoraj wieczorem cię odwiedził. nie przypominam sobie . . pytam?! W okresie feudalnym. wymierzył ostrze w gardło nieznajomego i pchnął. Ciąg dalszy pozostał zamknięty w czaszce czyjej? . Dobashi Kyuzo i Okamura Heiroku. Nawet śladu po sobie nie zostawił . Późnym wieczorem odwiedzili go jacyś uzbrojeni nieznajomi.jeśli nie liczyć wypadków karygodnego niedbalstwa straży .odpowiada Sekinai lodowato.A przede wszystkim. .nikt nie mógł wejść bez pozwolenia i bez eskorty. Nie.. o którym mowa. tak i on wtopił się w ścianę. Sekinai chwycił błyskawicznie krótki miecz. ujrzał trzech mężczyzn. Sekinai zdębiał. który miał u pasa. widzi oto przed sobą zjawę z czarki! Twarz się uśmiecha tak samo jak przedtem. rzucił się nań z mieczem. żeby ktokolwiek wchodził o tcj porze i nikt nie zna imienia Shikibu Hcinai.Oho.

Od miejscowości Kakegawa na trasie Tokaido jechaliśmy w jednym wagonie. nad rozłożoną mapą . wysiedli. Na dworcu w Nagoya . Mnich siedział cierpliwie w kąciku ze zwieszoną głową.Och. spojrzawszy na mnie. który powściągał dotąd swoje rozbawienie. Teraz bonza.a w Tsuruga zatrzyma się na . ivlnich opowiedział mi. ryż z płatkami surowej ryby. żc wierzchołkca.Izumi Kyoka Świątobliwy bonza z góry Koya Rozdział I „Nie sądziłem. tak jasnego i rozpalonego do białości. przystępny. do Tsuruga przyjeżdżał wieczorem. Na prawo szczyty i na lewo szczyty.otwarciu pokrywek zobaczyliśmy jednak ryż skąpo posypany suszoną rybą z jarzynami.wykrzyknąłem . podwinąłem rękawy podróżnego kimona. która mnie czekała. ani ptaka.jedna góra przechodzi w drugą.. ani jednego lasku.rozczarowany. bardzo poprawny.choć sam należy do innego zgromadzenia klasztornego . ani chmur}’-. składanej oprawie. mógł mieć lat czterdzieści pięćsześć. biały flanelowy szalik. gdzie by można spocząć. Złożył teraz pięści na poduszce i oparł na nich głowę. uprzejmy. Ze świątobliwym tym bonzą poznaliśmy się w podróży z Nagoya do Tsuruga w prefekturze Echizen. Dowiedziałem się. zda się. szybko nawiązaliśmy znajomość. Nosił sukienne palto.kupiłem sobie do jedzenia pudełko sushi. że jedzie do Echizen. szczyt na szczycie. Zanim przed niedawnym czasem nie stanęliśmy w tej gospodzie. niczym nie zwrócił mojej uwagi. Pociąg odchodzi! z dworca Shimbashi rano o dziewiątej trzydzieści. Tak blisko. i wydobyłem starą mapę w twardej. A na całej drodze pod szerokim niebem tylko ja jeden skryty w południe pod parasolem przed palącymi ostro promieniami słońca. głośno zachichotał. dosięgniesz ręką .nocleg. Postanowiliśmy odbyć dalszą podróż wspólnie. Coś takiego! . aby dawał folgę strudzonemu ciału. o miłym obejściu. by mi się jeszcze kiedy miała przydać ta mapa sporządzona przez sztabowców Pomyślawszy jednak o drodze. sama marchew i suszona dynia! . Na stacji Owari wszyscy pasażerowie. zostaliśmy w przedziale we dwóch. nie spostrzegłem ani razu. Po . Teraz się wreszcie położyła Nie było w nim cienia wyniosłości. co do jednego. wełniane rękawice i czapkę . Bonza kupił to samo.była akurat pora obiadu . Szlak z Hida do Słiinstiu wiedzie poprzez wielkie góry. że przynależy do klasztoru znajdującego się na górze Koya Starszy ode mnie. Było nas tylko dwu. za grubego i za ciepłego.powiedział wędrowny mnich. Ja zaś jechałem do Wakasa i również byłem zmuszony przenocować w Tsuruga. by odwiedzić świątynię Eiheiji .

gonią mnie nachalne spojrzenia. zrobiło się zimno. Kiwaf tylko głową. Ściemniało się coraz bardziej. W Tsuruga od samego wyjścia z dworca aż do miasteczka . a dwoje staruszków traktuje swoich gości serdecznie.przerwał i odstawił pudełko z jedzeniem . Od chwili wyjazdu z Tokio myśl ta nie daje mi spokoju! O ile pan nic ma nic przeciwko temu.. Poskarżyłem się więc na niewygodę przygodnych oberży i gospód. mniej surowy. po domowemu. . A już najgorsze ze wszystkiego.Senna. od czasu Jak mająca wzięcie córka gospodarzy opuściła dom. może ulokowalibyśmy się razem.podobną do tureckiego fezu. Od Yanagase zaczął padać deszcz. . na nogach japońskie skarpety z jednym palcem oraz drewniaki.Śnieg pada! ..Kiedyś była cna czynna.Ano pada . . nocuje zawsze w pewnej znajomej gospodzie.jak rozkaz. Na pierwszy rzut oka wyglądał raczej na członka jakiejś sekty religijnej czy zgoła człowieka świeckiego. kiedy wskazałem słynne Shizugatake ani gdy się unosiłem nad pięknem jeziora Biwako. gaszą światło..odrzekł krótko mnich. drzemiąca służąca. tylko że być może.zapytał. więc o ile pan zechce.z obu stron osaczają podróżnych i przejść im spokojnie nie dają długie szeregi naganiaczy hotelowych z lampionami i firmowymi parasolami. w pielgrzymkach po tej części kraju. niebo było jeszcze pogodne. ale potem ukazało się słynne niebo północy. nikłym świetle: „Dobranoc!” . co za przykre uczucie! Noce są teraz długie.Gdzie też stajesz. Nie wykazał też większego zainteresov/ania.do jedzenia będzie tam tyłko marchewka i dynia! Bonza zaśmiał się na całe gardło. Wcale go to nie obeszło. wnoszą nocny lampionik i w bladym. A mnie się sen nie ima do późnej nocy. Rozdział II Kiedyśmy przejeżdżali Gifu. w okolicy Nagahama i Maibara zachmurzyło się. przejdę się korytarzem. szyld zdjęto. Jednakże bliscy znajomi mogą się tam zatrzymywać jak dawniej. że ledwo się skończy kolacja. Jeden przez drugiego hałaśliwie . na nocleg? . na niebo nawet nie spojrzał. młodzieńcze. za oknem deszcz ze śniegiem.cóż za głupi zwyczaj! .. przypochlebny oberżysta.? Przystał z chęcią. . wręcz nie do zniesienia. powiedział. teraz. niż mi się to na pierwszy rzut oka wydawało. słońce świeciło blado. . Był teraz niefrasobliwy.

Wewnątrz przepyszne drewniane słupy. ale już nie deszcz ze śniegiem. Prószył śnieżek sypki i lekki. wspaniały kocioł do gotowania ryżu. Nie rozebrał się ani nawet pasa nie rozwiązał. zatknąwszy obie dłonie w bawełniane rękawy.sympatyczna w obejściu. wszystko już pozamykano. nie drgnie. Na dwu krańcach olbrzymiego paleniska rozpalono ogień. Izba z niskim pułapem przeciętym na ukos belką stropową.icąś ciekawą historię ze . Był to stary.Przez tłum. tym bardziej że obok materaców ustawiono piecyk: ceramiczną donicę wy pełnioną gorącym popiołem. jako jego towarzysza. a łokcie położył na jaśku. łysawy.skulony na brzuchu. Wisiał nad nim drewniany drąg z rzeźbionym karpiem.choć się nie odznaczał bogatym wystrojem . położył. dostojny . On jednakże nie skorzystał z piecyka. Doszliśmy do miasta.z młodzieńczą prostotą poprosiłem go. Najgorliwsi zręcznie wyłuskują ci z ręki bagaże i biorą jak swego. drobnymi gotowanymi rybkami. przeszedł jak piskorz przez oka sicci . dzięki. Na drągu zawieszono przeogromny. mijając biegnące pod kątem prostym ulice miasta i wielkie skrzyżowanie. Odetchnąłem z ulgą. zupą 2 soczewicy z kapustą morską i tartą rzepą. O. Ulice Tsuruga były puste. długo leżę bezsennie . Właściciel gospody.spokojnie. bo twarzą do poduszki! Na pewien czas zaległa cisza.bo ja. mnich. narzucił na siebie rękawy nocnego kimona.dom.Tak jest. nowiutkie. przyjęto serdecznie. Ze słów staruszki i całego jej zachowania wynikało. żeby ją z ledwością dwu chłopa objęło. ułoŻ5’ł się obok na zimnym materacu. jakby zrobiono je ze szczerego złota. żeby nie zasnął . doprawdy inaczej niż śpią wszyscy ludzie. więc. z uśmiechem zastawiła nam cały stół przysmakami. flądrą z rusztu. jak już mówiłem w pociągu. proszę tędy! . Położyłem się od razu i z przyjemnością. Niezadługo przygotowano na piętrze posłania. panie. który mnie omal nie przyprawił o ból głowy albo atak szału. sterczał tam. Ciągle padało. wbiwszy wzrok w ziemię. miłe wrażenie sprawiająca staruszka. dotarliśmy po przebyciu czterech stai do wspomnianej gospody. gdyby nawet z góry wznoszącej się za domem zeszła lawina. Budowla solidna. Krocząc wśród płatków białego śniegu. a i mnie. . nikt go za połę nie ciągnął. Kiedy bonza opowiedział jej o niefortunnym obiedzie. Ja na szczęście za nim. i ani ręki do ognia nie wyciągnął! Jego żona . jakby z tonsurą. którego żółte łuski błyszczały tak mocno. Wsunął się na posłanie. twarde mat>„. aby troctię ze mną porozmawiał i współczując mojej bezsenności opowiedział ja . biegnącą przez całą długość od szczytu do szczytu.wykrzykuje nazwę hotelu. że mnicha traktowano tu jak bliskiego znajomego. grubą. W ten sam sposób przygotowano posłanie dla bonzy.

Rozdział III . Niestety. cały teren pokryty był śladami wapna! . którą minąłem po drodze. We wsi Tsuji. Po czym zaczął opowiadać.. nie mogę zasnąć od razu. Zastanawiające. handluje przedmiotami z laki i pochodzi jak ty z prefektury Wakasa. poprosiłem o herbatę. wokoło kwitnący powój i ani jednego dymu z komina. A ta woda skąd. z rzeki . . posłuchaj dalej! W tej samej herbaciarni zatrzymał się przede mną ów wędrowny przekupień. podobnie jak ty.zawołałem na dziewczynę z herbaciarni. . we wsiach.mówi ona. Później dowiedziałem się.przytakuje niewzruszona. a charakter kryształowy . miejsce odludne. panuje zaraza.. Wtem tknęła mnie pewna myśl. zaczęło mnie palić pragnienie. po trzygodzinnej wędrówce od miejsca ostatniego noclegu.Zaraz przyjdzie tu na nocleg jeszcze jedna osoba. A że szedłem pospieszając ile sił.Zupełnie inny niż tamten młodzian sprzedający leki. musi być zaraz nauką. Młody człowiek.Nie. żeby nabrać wody. . panie. z prefektury Toyama. czy nie z Tsuji płynie? . Przed ławą w)”stawioną na dwór dla odpoczynku przepływał niewielki strumień. Dobrze. w gardle zaschło. że mój przygodny znajomy był Opatem ze świątyni Rikuminji. Oto od pewnego czasu szerzy się w tej okolicy straszna choroba. wody jeszcze nie zagotowano. nie myśl jednak.swoich pielgrzymek. jak zacząć. o którym .. gdyż pora bardzo wczesna. Tego dnia.Ano z Tsuji . . jak ci to opowiedziałem na początku. to płynie ze studni? Kluczyłem nieskładnie nie wiedząc. . zawsze kładę się tak jak teraz. a i ścieżka górska rzadko uczęszczana.Tam na dole. wędrowny kramarz. wielką znakomitością i wybitnym kaznodzieją. którego spotkałem w wędrówce po prefekturze Hida w herbaciarni u podnóża góry. Było pogodnie i już gorąco dawało się we znaki. myślę sobie. Stuliłem dłoń. kiedy miałem przebyć górską przełęcz.rzekł bonza. że spytałem. Skinął na to głową. że co mnich powie. wykładem moralności czy kazaniem. Jak tylko tam dotarłem. młodzieńcze. Tamten był z gruntu zepsuty. A i to nie zasypiam w jednej chwili. Cóż.Ja również.Siostro! . a w ogóle nie potrafię spać leżąc na wznak.Ta woda. bo zdecydowałem przejść kilka stai w chłodzie poranka. No.. dobiłem wczesnym rankiem właśnie do owej herbaciarni.

gdyby się nawet odezwał. papierową pelerynę. Popatrz. Nie uszedłem kilkudziesięciu metrów.wspominałem. skromnie licząc. którą osłaniał w potrzebie cenny ładunek. plecy!. płócienne onuce i słomiane łapcie. na pierwszy rzut oka wyglądał przyzwoicie. jakie się to podówczas nosiło. Szedłem jak strzelił górską drogą brzegiem pól. . dość o tym! Rozdział IV Gniew mnie ponosił i żeby ochłonąć. możesz się cały skąpać! A jakby ci zaszkodziło. klecho! . nierozumnie przyspieszyłem tempo marszu. że niezręczny to temat dla mnicha: niewieście kolana. Widzisz. Ja tam nie mam jeszcze takich grzechów.. Błogosławiona driakiew. trzysta za porcję.Co to tam wygadujesz? Kto nie potrafi znaleźć godziwej kobity. Słowem wyglądał na to. tkany pas. Z wzniesienia ukazała się jak na dłoni wstęga ścieżki wygięta łukowato. Posiadał także złożoną. dziewczyno! Tak to jest. nie krępuj się.Hej. puk . jeszcze myśli.ubliżył mi z miejsca przekupień. No. przebierał się w lekkie obszerne odzienie. Zrobiłem kilka kroków i spostrzegam. żebym zmiłowania bonzy potrzebował. że przyszłość przed nim! Popatrzyli na siebie z dziewczyną i rechoczą.kramarz wytrzepuje popiół z fajki.Zresztą ty może posłuchasz sobie kazania? Tu kramarz trzepnął służącą po plecach. . . to kupuj. Lecz kiedy przychodził na nocleg. oczywiście kalesony. Po to tu jestem! Nie tak. co? Dziw doprawdy! Nie odpowiada. popuszczał pasa i drobnymi łyczkami ciągnął samogon. gwałtownie poczerwieniałem. zupełnie jak ziemny szlak usypany ludzką ręką. ten zaraz do klasztoru. a tu droga poczęła biec stromo pod górę. że za mną kroczy ów przekupień i już mnie dogania.. nic mogąc się zdecydować.. na mnicha! Ale życie ci miłe. nie miałem chęci . taki to był junak! .I do dziewczyny: . za który zatknął zegarek. byłem wtedy młody. czy wypić wodę zaczerpniętą dłonią.. czym był: na domokrążcę. W końcu wziąłem nogi za pas! Przyznał. Obchodził okolicę sprzedając driakiew. Chcesz. natłuszczoną starannie.Ej. siostro? Ale nie myśl sobie. Mimo to nie zamieniłbym z nim słowa. dam lekarstwo. Zadbany i schludny. taki. drugą ręką łapiąc dziewkę służebną za grube kolana. a wyglądał tak: prążkowane kimono bez podszewki. oraz dwubarwny bawełniany parasol. że za darmo. na szyi zawieszony prostokątny tłumoczek z lekami owinięty zielonkawożółtą płachtą. Puk.

to się wdrapywałem wybrzuszoną ścieżką. na dobre ćwierć stai. jak obszedł cyprys. komie by tędy nie przeszły. na przemian. nie tam gdzie trzeba. och. jakby co złego zamierzał. Chcąc. unosząc podłoże. do których. że je ułożyła ludzka ręka. przy niej zaś leżało..Hej! Droga do Matsumoto tutaj! Znowu zrobił dufnie kilka kroków. Spomiędzy korzeni tryskał wartki strumyczek. Tak też postanowiłem. żeby się rozbierać i brodzić po mokradle. szukając sobie ujścia. spływał na ścieżkę.me ulega wątpliwości. ale po raz drugi przechylił się przez skałę. . postępowałem za nim i. rzucił w moją stronę spojrzenie z ukosa. Przekupień szedł naprzód. głazów jakby świeżo odłupanych. Cała zalana była wodą. prąd był bystry. . splecione mnogimi skrętami korzenie. na mały kopczyk.. tam gdzie się dróżka wznosiła wyżej. jeden przy drugim. nad moją głową. który by ledwo pięciu ludzi objęło. Wspinałem się za nim. Na rozdrożu stał samotny cyprys o pniu grubym na kilkanaście łokci. a potem wychynął wyżej. ale zatrzymywał się. którą właśnie zamierzałem ruszyć.rzucił drwiąco.Jak się będziesz grzebać. przez którego spotkała mnie taka konfuzja. przystając rozglądał się na boki. woda płynie jak rzeka. po czym opadała w dół.wdawać się w rozmowy. A teraz o cyprysie. pojąłem teraz przyczynę jego ostrożności! W tym miejscu droga się rozwidlała. U stóp drzewa niczym wielkie węgorze wiły się. Dziwne. . Z góry spojrzał w moją stronę. to znowu schodziłem. Przed sobą w pewnej odległości widzę kępę krzaków. minął mnie i wysforował się naprzód. skryły go głazy i trawy. po kamieniach rozmieszczonych na odległość kroku . Widziałem. Ja jednakże od początku wiedziałem. zmienił kierunek marszu i wielkimi krokami wspinał się zboczem na prawo. Przystanął chwilę na zakręcie i wbił w ziemię czubek parasola. ale jak na główną drogę nazbyt to niewygodne.. przeciwnie. jedna ze ścieżek obrośnięta z obu stron wysoką trawą biegła nagle w górę bardzo stromo. że co nie jest właściwa droga. Przeszedłem przez pustą dróżkę. nie chcąc. szeroka i stroma. Przejdę nią jeszcze z osiem stai i dojdę na górę i na przełęcz. Po czym przeszedł wyżej. Ścieżka okrążała drzewo. woda nic tworzyła tu kałuży. kilka złomów skalnych. Przez wodę tę przejść można. Zszedł niżej i zniknął mi z oczu. Przekupień. Przekupnia też to zmyliło. Właściwą trasą była niewątpliwie ta. którą szedłem dotąd. Nie taka to przeszkoda. to cię Echo porwie! Ono i w biały dzień nikogo nie szczędzi . Rozpościerał się na niebie jak tęcza nad widnokręgiem nieogarnionych okiem pól. niczym po moście.

Hej. . On wskazał mi inną drogę. że jako wędrowny handlarz winien się orientować. cóż. zanim wyruszyłem. Biodra owinął rnatą z rogoży.. więc choć nau nie wierzyłem. dowiedziałem się więcej.Nic znów takiego ważnego. widziałem jeszcze przez pewien czas czubek jego parasola coraz bardziej niewidoczny wśród gęstych gałęzi. ledwo go odnaleźli i sprowadzili z powrotem. którą zresztą starannie przestudiowałem. wasza wielebność. ale ludzkie życie drogie! Pogoniło za nim trzech policjantów i dwunastu naszych ze wsi poszło. Szczęśliwej drogi! Rozstałem się z wieśniakiem i już postawiłem nogę na kamieniu w wodzie. Nie.Tyle. A i ludzie poginęli.Popatrzyłem w górę. ~ Bardzo proszę . . a szedł razem z dziećmi. Jak trzydzieści lat temu przyszła wielka woda.Wy. a tamtędy nie iść.mówię do chłopa. Wieśniak odpowiedział mi wyczerpująco. modlitwę za ich dusze. wreszcie na dobre zniknął w gąszczu. żebrak. cóż mówić. którą poszedł przekupień. Bo tu wtedy wieś stała. ręką podtrzj’^muje chyboczące na ramionach nosidła. byi kiedyś wielki dwór. ciągnie się blisko na trzydzieści stai. Tak.To wieśniak.Dokąd prowadzi tamta droga? . tamtędy się nie przejdzie! Raz. to tędy. Rozdział V Nie muszę ci powtarzać. . Wiem już wszystko dokładnie.. kiedy przekupień zabłądził. hop! . Prowadzi też do prowincji Shinshu. że aż do tego miejsca nie spotkałem po drodze nikogo. zabłądził tu pątnik. no. Co za rwetes się zrobił.A długo jeszcze tej wody? . niż pytałem.To stara droga. i właśnie sprawdzałem trasę. prócz oczywiście tamtego przekupnia.Chciałbym was o coś spytać . Będzie do tamtych krzaków. a brałem pod uwagę. począłem się wahać. ruszyli w góry.powiada grzecznie góral. choć był to obszarpaniec taki. choćby w polu zanocować. Czy ta droga biegnie tędy? Tędy prosto? . . . Odmów tu.pytam v\/skazując ścieżkę. Niech też dobrodziej nie idzie aby tędy na przełaj. Lepiej się pomęczyć. gdzie są te krzaki. gdy . Rozłożyłem wobec tego moją starą mapę. w zeszłym roku. . byle sobie drogę skrócić. na szerokość wozu. po ostatnich deszczach droga zmieniła się w rzekę. do Matsumoto idziecie? Tak. dobrodzieju. sprzed pięćdziesięciu lat. Tam. ile jej widać. widząc mnicha. Zebrali się w gromadę. zostało jedno pustkowie. siedziba medyka. Przeskakuje beztrosko po umieszczonych w wodzie kamieniach. Dalej droga taka jak ta.

zostawiłbym go swemu losowi. Lecz chodziło tu o sprzedawcę leków. Góra pośrodku i dwie linie dróg. Na tamtej drodze nie było pewnie aż tak niebezpiecznie. Przebywam pagórek. nogi mnie nie zawodziły. Wstęga drogi opada w dół. dłuższą chwilę kroczę wśród rozległych tak.czynnym wieśniaku ani śladu. które podążały tędy podpierając się na halabardach. bo na czterdzieści stai powinno być kilka przydrożnych gospód gdzie można by się zatrzymać. którego wziąłem za ordynarnego gbura. Teraz z kolei wyrosły po obydwu stronach ścieżki wysokie ściany skalne” więc idąc zahaczałem niemal o nie ramionami. nie mógłbym oprzeć się wrażeniu. Zresztą bonza musi być gotowy i na to. szersza niż właściwa trasa. nieswojo się czuję. ale bądź co bądź nie mogłem go zostawić na pastwę losu. Kiedy postanowiłem wędrować przez prefekturę I lida. idę między drzewami i ścieżką przez gęste trawy. W marszu byłem wytrzymały. drapię się w górę. którą szedłem dotąd. Dobrze! Z twardym postanowieniem zboczyłem na górską ścieżkę. jak słyszałem. Im szerszy widok roztacza się przede mną. Bonza opowiada. ciągle naprzód i naprzód. nawet wody z rzeki bałem się napić w obawie o życie. wyrasta przede mną następny. . leżąc wciąż na brzuchu z brodą opartą na rękach. liczyłem na to. . dogonię go i zawrócę. nic. rzek i lasów. pomyślałem. strachy żadne w biały dzień nie chodzą. gdyby to byt ktoś całkiem mi obcy. byłem bojaźIiwy. cóż w tym strasznego! O tej porze roku ani wilki nic grasują. przywodzą na myśl orszaki wielmożów. ani duchy gór. żeby spędzić noc pod gołym niebem. głaz po głazie. iż uczyniłem to naumyślnie. Już nic śledzę go wzrokiem. jak już mówiłem i zdawałem sobie sprawę. W tej rozległej perspektywie sprzedawca leków jest jak ziarnko maku. Dlaczego więc tam poszedłem? Prawdę mówiąc. zmierzam miarowo przed siebie: mizerny robaczek pod rozżarzonym od gorąca niebem. z kim się minąłem po drodze. Obchodzę dookoła cyprys. jakoś to będzie. Niedługo dotrę pewnie do słynnej górskiej przełęczy Amo Ściągnąłem mocniej rzemyki sandałów. Zatem.zatrzymała mnie myśl o przekupniu leków. na wschód i zachód. Szedłem i szedłem. gdybym go porzucił. Oglądam się za siebie: po u . że co kilkanaście stai znajdę nocleg i miskę kaszy.W takim razie modlitwa w moich ustach niewiele byłaby warta. na który się wspiąłem. Rozdział VI No więc słuchaj. tym bardziej niepewnie. A potem poszlibyśmy razem starą drogą. Nie pchnęła mnie do tego rycerskość ani szlachetny zapał.

jeszcze kryje się w trawie po drugiej stronie. a moja twarz chyba zmienia się w maskę węża. Sunie taki pov7oli. Stanąłem wreszcie na nogi. cielsko rusza się. Przysłaniam ręką oczy. za nic! Łzy mi popłynęły. wprost nie do przebycia. ze strachem biegnę dalej i. ruszam. każdy włosek na ciele staje mi dęba. Z natury bowiem nie znoszę czy. to tylko część węża. żeby zawrócić. okropnie boję się węży. Wąż . I teraz na samo wspomnienie aż mi się zimno robi. ruchy miał powolne i grubości był niezwykłej. Mówię ci. Bonza potarł dłonią czoło. nie zważałem nawet na pogodę. ale nie tu. rozejrzał i momentalnie zniknął w trawie. uniósł się przybierając kształt sierpa. Rozdział VII Nie pora już. ale wtedy szedłem na ratunek człowiekowi. za żadną cenę nie przejdę nad nim po raz drugi! Ach. że ścieżka uciążliwa. W’ popłochu rzucam się do ucieczki. nowy wąż na mojej drodze! Tym razem gad jest przecięty. ani ogona nie widać.szmyrgnąl ogonem. jak . w kapeluszu. Bądź pochwalony. w owej jednak chwili nie rozglądałem. a ogon . gdyby mnie oślizgły zaatakował. chcę ci opowiedzieć o dalszej wędrówce: nie dość tego. co go minąłem po drodze. Po namyśle jednak zawracam: tamtego gada. o. mam za sobą. gdy napotkałem pierwszego. rana lśni na błękitno. zbieram więc całą odwagę. którego napotkałem. Ani łba. Ach! przeskakuję go z okrzykiem lęku. gad ucieka. z bambusowym kijem w ręku.szu. Oblewam się ze wstrętu lodowatym i kroplistym potera. modliłem się. szu . Wygrzewa się rozłożony na ścieżce. siadłem na ziemi. Buddo Amido. się na boki. młodzieńcze. Leż}” przede mną.gdzie? . pod której fundamentem zieje rozpadlina dająca ujście wiatrom. podążając spiesznie przed siebie. że na tym wzniesieniu górskim znajduje się główny budynek świątyni Rentaiji. Trzeci. teraz. wyobraź sobie. łeb ma po jednej stronie drogi. drga konwulsyjnie. żebym wiedział. miałbym się z pyszna! Natychmiast przebiega mnie zimny dreszcz. pokrywam się cały gęsią skórką niczym ryba łuską. od połowy ciała do ogona. No. leży. lecz po przebyciu kilkuset kroków znowu wąż.Później dowiedziałem się. a choć nogi się pode mną uginają. nie mogę przecież stanąć. leci z niej żółtawa ciecz. to najgorsze ze wszystkiego były węże. mówiąc ściślej. Nie. wolałbym iść prosto do piekła. nogi się pode mną ugięły i jak stałem.

na szacownej starej mapie cienka czerwona linia. pięć. Nic ma mowy o pomyłce. Boleśnie tłukę sobie kolano. ani jaja ptasie i opary z łąk nie są tu zaznaczone. I jakby modły moje zostały . tułów węża długi na kilka łokci. swego kija. kiedy niemiłosiernie wychynął przede mną Wielki Wąż. którą dotychczas przebyłem. Zbaczam w trawę. Odzyskałem odwagę. cztery. obchodzę go z dala. że są tam bory. drzew widziałem tak niewiele. ale cóż. Prostuję się. Oto rozciągał się przede mną wielki bór. Wiedziałem. Droga zdaje mi się zbytnio uciążliwa. jak widzisz. Teraz chodzenie sprawia mi trudność. Wcale mu to nie dodaje otuchy. zadrżałem. ani węże i gąsienice. Zresztą ani trudne podejścia. jakby jaja wielkiego ptaka. na brakującą połowę gada. przekraczając korzenie drzew. Zakołysały się wtedy wszystkie łańcuchy górskie i pagórki. Strasznym lękiem przejmują mnie gęste opary. wąż ten wydał mi się tutejszym Duchem Gór. Po niedługiej chwili podmuchy wiatru stały się lodowate. a i z tego.mówiłem. Potykam się o kamień. Z żarliwą modlitwą w sercu staję do marszu. żc nadleciał halny. W odpowiedzi usłyszałem szelest. ale wciąż mi się wydaje. gdzie się roją wielkie węże. spojrzawszy przed siebie pojąłem. odrzuciłem kij i padłem na kolana. wobec czego składam plan i chowam za pazuchę. że to sunie Wielki Wąż. pozwól mi przejść tędy! Pójdę ostrożnie. skręcam za ogromną skalę. Od tego momentu towarzyszył mi huk wichru zwielokrotniony przez echo. węże znikły. raźniej. Czyżbym teraz na .Przebacz i wysłuchaj mojego błagania. Spostrzegłem. których od pradawnych czasów nie tknęła siekiera drwala.. . że teraz się natknę na resztę. Tak oto prosiłem gorąco z głębi duszy. co było tego przyczyną. wir powietrzny. Straciłem do cna głowę. upał zelżał. żc na przełęczy Amo z jasnego nieba pada deszcz. które w upale unoszą się nad zaroślami. przejęło mnie zimno. Idę tak co najmniej osiem stai wzgórzem. na ścieżce walają się pod nogami krągłe kule. Jeszcze nie zdążyłem tclm zaczerpnąć. Nieraz zdarzało mi się słyszeć opowieści. że jest to zaznaczona na mapie stara. by ci nie zakłócić południowego snu. przeciągam mięśnie i wędruję w kierunku przełęczy. wnioskuję. z której dna wyrwał się orkan. długi na trzy łokcie. stąpałem. cz}’ż mam się tu przewrócić i zginąć z gorąca?! Pocieszam sam siebie. nieuczęszczana droga. kreseczki drobne jak kolce kasztana oznaczają las.wysłuchane. kilkanaście! Smyknął roztrącając na boki głębokie trawy i zniknął jak strzała po drugiej stronie ścieżki. Pozbyłem się też. Jakby się w głębi gór otworzyła czeluść. padam.. Ogarnia mnie trwoga i nogi drętwieją. wpierając dłonie w nagrzaną ziemię. więc znowu patrzę na mapę. wystałem z klęczek. co słyszałem. lecz w drodze.

z wysokości kilku łokci. obrost . lecz to coś. ono jednak. W każdym razie byłem rześki. Ze wstrętem próbuję je odrzucić. Wobec tego beztrosko sięgam ręką. więc z początku sic nie połapałem. Leśna pijawka. prześlizgnąwszy sic między moimi’ palcami.. Szybkim ruchem rzucam ją na ziemię i spostrzegam. przysysa się i zawisa na czubku kciuka. jak okiem sięgnąć. nic spadało. długiego na kilka cali. Promienie przenikają między gałęzie. muszę silnie pociągnąć.. Śliskie. że przebyłem pewnie dwie trzecie drogi. Jakby ołowiany ciężarek czy może owoc. że setki. pewnie dlatego. sosny. Czasem czuję na palcach stopy krople. ciemnym i śliskim ciele lśnią brunatne pręgi. Szeleszczą nie znane mi wiecznie zielone drzewa. przyczepione mocno. bo przecież dla początkującego bonzy miejsce jakby wymarzone do modlitwy. Ręka prześlizguje się po . Kiedy je odrywam. a nowych wciąż przybywa. pijawek rozdeptać się nie da. gdy przechodzę. grunt jest miękki. Przerażony podnoszę zranioną dłoń do oczu w zgięciu łokcia widzę uczepionego drugiego robaka. Wtedy z drzewa. jak się nieswojo czułem. Jednocześnie czuje swędzenie na szyi. nim z mlaśnięciem odpada. to woda zebrana w liściach spada z wysokości na dół srebrnym sznureczkiem. No. Cokolwiek małodusznie z mojej strony. grubego na trzy palce. błękitno świetlny zygzak. Kilka razy potrząsnąłem głową. Na żadnym polu.nice. trę otwartą dłonią. nie chce puścić. że pije żywą krew. lecz pijawka trzyma się mocno. Na matowym.miał napotkać wielkie wędrujące kraby?! Sandały moje dostały dreszczy. w żadnym starym bagnie nie napotka się pijawek tej wielkości! Gwałtownie wymachuję łokciem. coś mi spadło na kapelusz. zapomniałem o zmęczonych nogach i pomyślałem sobie.odmianę . to jest pijawka! Nie sposób się pomylić. lecą z nich szemrząc liście i sypią mi się na kapelusz lub opadają za mną. no ale jakieś żywe stworzenie. toteż przejęty wstrętem odrywam ją ręką. z palca leci strużką krew’. Rozdział VIII Nie muszę chyba dodawać. Wędrowały one z gałęzi na gałąź przez dziesiątki lat może i teraz wreszcie dotkną ziemi. oświecając czarną ziemię. gdzieniegdzie z wysoka pada blady pojedynczy promień słońca. nie widzę gęby ani oczu. Tam. Wkrótce się ściemnia. Wygląda jak meduza. chłodne. gdzie w lecie nie dociera słońce. Patrzę oszołomiony: na moich oczach robak pęcznieje.zamiast węży . tylko że taka wielka. Podługowaty robak ssący krcw. tysiące pijawek od dawna widać zasiedliło i zajęło całą ziemię pod nogami. Rozróżniam cyprysy. Miejscami wygląda to pięknie: lśni czerwono.

kiedy ruszę dalej.. pręgowanych. pokrytych niezliczoną mnogością czarnych stworzeń.. a jednak co mnie spotkało! Teraz. gałęzi obleczonych w jedną wielką pijawkową skórę. dokąd nigdy nie dociera słońce . gdy wszedłem w las. pijawka pod piersią. przemieni się w nieogarnione bagno. Takie najwidoczniej moje przeznaczenie. który spadnie z nieba. Równocześnie wielkie drzewa . Och. być może. W biegu odrywam poszczególne pijawki.też pewnie prorocze. Aha. to skracają. ciała to się im wydłużają. w tym rzecz! Lecz i z prawa. które wszystko zaleje i pochłonie w falach. 1 cóż! Z góry leci na mnie deszcz pijawek. czarnych. Na koniec w błocie i krwi pływać będą czarne pręgowane ciałka . Chudych. gdzie by ich nie było! Mimo woli krzyczę ze strachu. a w szarfie następna! Pobladły sprawdzam dalej: na. spełni się ich życzenie.wilgotnawym ciałku. i z lewa. Miliony pijawek wyplują z siebie krew . które zdążyłem na sobie odnaleźć. Faktycznie. A i natrętne myśli o pijawkach .w borze. straszne! Tamta gałąź musi być pełna pijawek. Owe przeraźliwe górskie pijawki mają tu swoją siedzibę od zamierzchłych czasów. Na ten widok bliski jestem utraty zmysłów! Dziwna myśl przychodzi mi do głowy. aż nadejdą ludzie. Skoro tak czy owak śmierć m! pisana. ustawiają się w rzędy. wybiegam pędem spod wielkiej gałęzi. którego nie przeczuwa żaden śmiertelnik. pomyślałem. Tak to będzie. że w prefekturze Hida drzewa w lasach zmienią się w pijawki.i rozpuści się ziemia. Zacznie się od tego. zrobię choćby jeden krok do przodu. .taki właśnie będzie przyszły świat. otrząsam się. Piją i pulsują. Cała wielka góra spłynie krwią i błotem. który zniszczy teraźniejszy Te oto myśli snuły mi się osłupiałemu po głowie. niechże zobaczę cząstkę wielkiego bagna krwi i biota. Czekają. których kiedykolwiek ssały . w pijawkiolbrzymy. o. żc nie widać spod nich stopy. Odwracam się. nic w nim z pozoru nie wskazywało niebezpieczeństwa.ramieniu cały sznur. nie odróżniam poszczególnych gałęzi. Nic mnie nie uratuje.zmienią się. Rozdział IX Ludzkość zginie nie od ognia. i na gałęzi przede mną nic ma miejsca. nie pęknie od niego cienka powłoka ziemska. jak sądzę. jedno po drugim. tak jasno widzi się tylko przed śmiercią. począwszy od korzeni... A kiedy wyssą wreszcie określoną porcję litrów krwi. Mimo woli podskakuję. ani nie przez morze ogromne. Spadają na moje nagie palce wyglądające z sandałów jedną warstwą i drugą. wszystkie drzewa zaczną się zmieniać w pijawki. na pewno!. Straszne.wszystką krew ludzi.

Nagle natykam się na groblę. kiedy już całkiem z sił opadłem. na górskiej ścieżce w prefekturze Hida. zakładam bambusowy kij na ramię . będzie. potem z kolei ciało jakby sklęsło. żeś mnie tu do . Tak byłem uradowany. ból. przechodzę bez trudności. trzęsąc się jeszcze. tańcząc i przytupując! Przyszedłem nawet na tyle do siebie. próżno i darmo szukać. czuję.jakby w jakimś tańcu .no. jeden wniosek: spoczywa zatopiony na dobre w krwawym błocie. Zszedłem na dół. nie 2Avażając na żwir ani kolce. szarpałem. Podniosłem się. 2 dala od lasu grożącego bagnem krwi. myślę sobie. Pokłoniłem się widocznemu daleko w górze wąskiemu księżycowi. czyby nie zużyć nieco driakwi. żeby mnie tu nawet wilki zjadły. choć się chwieję i balansuję. którą miałem przy sobie. Ach. skończę przynajmniej szybko. łaskotanie. w doliny napływa zmierzch. Najpierw miałem.rusZ5^łem przed siebie.uśmiech losu . w porządku. przekupień przepadnie bez wieści! Tak rozmyślając schodzę po stoku. co to za rozkosz byłaby zanurzyć się z głową. dzięki ci. idąc doświadczałem na przemian to jednego.z pijawkowego boru jak z tunelu na wolną przestrzeń. wrażenie. lecz co się stało z przekupniem? Z tego. Droga łagodnie opada w dół. Machając rękami. uciekam. swędzenie. tupiąc nogami . Gdzie tylko zdołałem ręką sięgnąć. wyszedłem na głupca! Naokoło w górach. droga mi się dłuży. począłbym tu. ściągałem. W dolinie słychać rzekę. Ach.niosło! Rozdział X . jest most. obmyć w wodzie ciało obolałe od ukąszeń! Nie troszczę się o nic. odbiegłem dalej. odrzuciłem lęk i odrazę. uczułem szczypiący ból. wyszedłem pod otwarte niebo i rzuciłem się całym ciałem na górską ścieżkę z jedną myślą: na miazgę rozgnieść robaki! Tarzałem się po ziemi. jeszcze raz pod górę. człecze ciało. słońce chyli się ku zachodowi. i stanąłem. że gdyby nie ukąszenia pijawek. co widziałem.chwieję się na wszystkie strony. co ma być! Nie zważam na niebezpieczeństwo. że przybyło mi ciała w dwójnasób. że zastanawiałem się.Tak w duchu postanowiwszy. Co tam. wyrywałem. wstrętnych pijawek wysysają kości. to drugiego. sama skóra. Po przeciwnej stronie nowe wzgórze. słychać głosy cykad. W ciemnym borze zwłoki. O. słyszę szum strumienia. a nieznośne swędzenie mocno dało mi się we znaki. Wreszcie. niech nawet mostek się zawali. klecho! . zostawiając na miejscu trupy kilkunastu pijawek. na całe gardło wyśpiewywać sutry. i nie natrzeć nią bolesnych ranek. Na dodatek miliony nikczemnych. Szczypię się. że żyję! No. wyszedłem . zdrapywałem z ciała pijawki.

bo tego samego ranka. wielki jak bęben.Z konieczności próbuję go znowu zagadnąć. lecz zaraz prz}”stanąłem.. Chłopak trwa 2 otwartymi szeroko ustami jak poprzednio. sterczą na wszystkie strony. więc błagalnym głosem powtarzam jednym cięgiem. jeszcze krok! W szybkim tempie dochodzę do górskiej zagrody. Dzięki ci. Wyrastam tuż przed nim. ale porozumieć się nic zdołam. lecz ubiór ten go nie chroni. Drzwi okna pootwierane. z przodu jak szczotka. poratujcie! Dzień dobry. świdruje mnie okrągłym okiem .iłiatia! .w)-tężyłem głos. infantylny. . Ojej.Kto tam? . furtka nie nazwiemy jej szumnie bramą . Głowa na chwiejnej szyi. bezmyślny. Włosy obcięte na krótko. złożyłby się jak prześcieradło! Ma lat dwadzieścia kilka. napotkam i ludzi. Gdyby jego ciała nie podtrzymywały kości. Wystraszyłem się. Jest tam jakiś mężczyzna. choć na razie nic mi nie zagraża z jego strony.rozległ się od komórki kobiecy głos. myślę sobie. nie poddawać się. proszę. przechylona na bok. hej. malutki nos.półgłówek. Panie! A może na odmianę dostrzegę na białej kobiecej szyi łuski i . wychodzę znienacka na zaniedbane tyły domu. wypukłe czoło. Raptem dobiega mnie. rękawy ledwie sięgają łokci. ale cóż to ‘¿a dziwadło! Prawdziwy odmieniec! . abym zdołał pokonać tę wyniosłość.rozgłośne rżenie konia.Chciałbym się zapytać. porusza tyiko głową. to stworzenie gotowe jeszcze zamiast odpowiedzi chwycić mnie znienacka. że mowy nie ma. . Ma na sobie przykrótkie kimono.Tak już jestem zmachany. gęba rozdziawiona. Unosi górną wargę. na tym wykrochmaloną narzutkę zawiązaną na piersi na tasiemki. a teraz mam wrażenie. z tyłu zakrywają uszy. Z przodu sterczy brzuch. z wystającym pępkiem.Poratujcie mnie. gładki i lśniący. rozstałem się z uczynnym wieśniakiem.. Nogi bezsilnie wyrzucone przed siebie. jakbym wołał o pomoc: . W tej zapadłej okolicy głupek nie mieszika przecież sam jeden! . z chrzęstem przenosząc ją na lewe ramię. z kierunku. niczym d}’-nia z resztką ogonka! Głupek skrobie się jedną ręką po brzuchu. zgnieść. zadławić! Cofnąłem się. wykręcić ręce. w którym idę .Hej. Głupi czy może głuchy chłopak wygląda tak. jest tam kto? . jakbym od lat całych nie widział człowieka! Jeśli są tam konie. Jeździec jakiś czy przejeżdżające fury? Nie tak dawno przecież. drugą wymachuje w powietrzu jak widmo. Tamten milczy. tak że ucho przytyka niemal do ramienia. Z tyłów domostwa odpowiedziało mi rżenie konia.też otwarta. Dodało mi to otuchy. jakby miał się zamienić na moich oczach w ropuchę.

to nie potrafiłbym zrobić dalej ani kroku! Zlitujcie się. oczywiście. . w której można by wytchnąć do rana. kobieto.niech dobrodziej zostanie. stracę szansę.O .powiedziała . Jeśli zaraz nie poproszę. . gdzie bym mógł przenocować? .Będzie ze trzydzieści stai.. którego rżenie słyszałem. tak.Idę przez góry do Shinshu. Rozgośćcie się! Nie dopowiedziała jeszcze. nawet gdyby była tu o rzut kamieniem dobra gospoda. że koń. . Czy daleko stąd do jakiejś gospody? Rozdział XI . przesypała zeń całą zawartość do miski. kiedy klapnąłem ciężko na przyzbie. nie ma. to nic takiego. . grzecznie się kłaniam. nawet gdybym najgoręcej prosiła! Pamiętaj .Choć prawdę powiedziawszy. . przytrzymując dłońmi brzegi worka.O. Bo wiedziałem. . jako że innej nie było w okolicy. Kobieta przysiada na podwiniętych nogach.Tak. Sięgnęła po płócienny worek jakby przelewała wodę. dobrodzieju. Popatrzyła na mnie. Kobieta zastanowiła się chwilę. . Przybliżam się zamaszyście. po czym stanowczym ruchem obróciła się na stronę. Ale. ale w lecie nocą ciepło. że wystarczy.dodaję. . filigranowa. najwidoczniej nie zajmują sic tu obsługą podróżnych.Kobieta patrzy mi w twarz bez zmrużenia oka. o jedno muszę cię prosić! Na te słowa znów się zaniepokoiłem. stanęła wyprostowana.wypełznie na mnie zamiatając ogonem po ziemi? Po raz drugi odskakuję do tyłu. ogląda mnie. całym ciałem zwraca się ku mnie. Nasze górskie domy zimne. źle nie będzie. nade wszystko uv.’iel .R. kłaniam się nic nie mówiąc. stojącej u kolan. stojącego bezradnie w zapadającym zmierzchu. też należeć musi do zagrody.biam słuchać opowiadań o stolicy. oczystym głosie.Nie ma tu domu. Proszę cię na wszystko. . prześpię się choćby w komórce albo w stajni .. chłodnym wzrokiem. Oddycham pełną piersią. nic nie mów. Mam ryżu akurat tyle. od stóp do głów. dobrodziej! Staje przede mną niewiasta piękna.. .Dobrodziejowi czego trzeba? Nawet spocząć nie prosi. łagodna. tylko widzisz.Och.Kobieta podniosła się szybkim ruchem. .Tak.

Falujące na wietrze włosy zebrała węzeł.. chodźmy . taki widać los. dobrodzieju. wpięła w nie grzebyk. Zaraz. v/iadomo. Choćbym cię błagała na kolanach. . chętnie przetrę plecy. że największą rozkoszą dla podróżnego jest gorąca kąpiel w gospodzie. I. proszę bardzo. nie daj się przymusić! . Dajcie mi tylko szmatę do wytarcia. Jeśli wam to nie sprawi kłopotu. Cóż. umocowała zapinkę. O tak. . bezgranicznie dalekich.powiedziała kobieta z miską ryżu pod pachą. czuj się. jakiś wilgotny ręcznik. Podziękowałem jej. o . żeśmy się zeszli. Miałem przygody po drodze. wyzbywsz}^ się nieufności: . ja też właśnie idę do strumienia wypłukać ryż. . Podniosłem’ się i patrzę: stoi głupek. Tak się podle czuję.Skromnie tu u nas. Stuknęła jednym o drugi. Jakże pięknie wyglądała! Pospiesznie zzułem sandały i wsunąłem trepy. A tu. zeszła z drewnianego podestu okalającego domostwo..O nie. Powstała. a sandały zostawić na razie tutaj.. Gospodyni była w jak najlepszym humorze. że skórę bym z siebie darł. z wielką przyjemnością! . . nie odpowiadaj ani słowem. co mówić o wannie. i postawiła przede mną.zagadkowo powiedziała kobieta. Zastosuję się sumiennie do twojej prośby. ale wejdźcie. proszę. nawet herbaty jeszcze nie podałam! No.No chyba. a widząc moje słomiane sandały schyliła się i wyciągnęła spod podestu parę używanych drewnianych trepów. chętnie. Rozdział XII . proszę. o ile możecie. zwykłe przekomarzanie się kobiety z gór. Na to kobieta rzekła poufale. Wsunęła pod pachę miskę z ryżem. jak u siebie w domu. nawet żebym się upierała.Na te słowa gotów byłem lecieć jak na skr2}fdłach. Prośba nie wydała mi się specjalnie trudna do spełnienia” kiwnąłem głową. otrzepując je z kurzu.Dobrze. może pójdzie dobrodziej tam się obmyć? .otym. musieliście się porządnie spocić. Za wąską szarfę kimona wetknęła ręczniczek. Skoro masz dobrodziej tu pozostać..Proszę włożyć trepy.Pokażę dobrodziejowi drogę. nie potrzeba. Przyniosę wam zaraz miskę z wodą do umycia nóg. taki byi go . ale w dole u stóp wzgórza płynie czyst)” strumień. odgrodzonych od świata bezdennymi przepaściami. Rozgośćcie się.rąc.No to proszę.

zaśmiał się jednak od ucha do ucha. Jutro co trzeba. Czuję litość dla kaleki. dobra . wujku? . dobrodzieju! Kobieta zwróciła się ku przybyłemu: . dobroodziej..Zrobię. wujku. odpocznijcie i poczekajcie. rzadki to dzień.... i trzykrotnie energicznie potakuje. Odsunąłem się na bok. trzy miesiące zdejmę ci.Dobra. Niemile mnie to dotknęło. . chodź. chodź. Chłopak pr2yjął do wiadomości odpowiedź. stoi teraz gnuśnie skubiąc pępek. . Na nogach słomiane łapcie.Słuchajcie. . . A . cha! Idźcież prędzej! . bełkoce.Ano właśnie. panienko. Podszedł przystanął koło nas.Witajcie. Język mu się plącze.Serdeczne dzięki. co potrafię.Sioostro. aż wrócicie. jak młotem. tak samo jak przedtem. Głuptak wypiął brzuch.którym dopiero co opowiadałem.Jak tam było. Choć Jiro żadne dla was towarzystwo.odparł tamten. co? O.Cha. wtedy na policzkach tworzą jej się dołeczki. . Przybysz buchnął gromkim śmiechem. lecz zerkając z boku. Dostał się tu pewnie przez furtkę na tyłach domu. Za dwa. że na niej nie Czyni to żadnego wrażenia i szykuje się do odejścia jak poprzednio. i z tymi słowy przysunął się do chłopaka.Kobieta uśmiechnęła się zerkając na niego. wujku? . głupi i nieułożony. A panienka dokąd się wybiera? . żeby go do pożytecznej pracy skłonić! Moja już w tym głowa! Dam sobie radę.. kiedy się znów zobaczymy.Razem z młodym bonzą? A nie wpadnijcie czasem do wody! Zaczekam tu. aż wrócę. i kułakiem. odwróciłem się szybko. cóż. uśmiecha się..Co też mówicie. netsuke. W tym momencie zza krzaka kaliny ukazuje się jakiś mężczyzna.Podnosi ospale rękę i gładzi się po kosmatym łbie. u pasa kwadratowy skórzany woreczek ozdobiony figurką. żebym aż dwu gości miała jak dzisiaj. .Chłop ciężko siadł na drewnianym podeście. gruchnął go w plecy. w ustach fajka. cha. więc nie przyglądam się otwarcie. Nie wiadomo. . wykrzywiając wargi jak do płaczu. . Kobieta unosi pochyloną głowę. spostrzegam.dostanę i przyniosę. aż klasnęło. Bonza. posiedźcie tu z nim.Do potoku pod górkę. . kłopot z głowy...Pójdę sam. o tym myślisz. lisem trzeba być. . łypie na mnie okiem. .

żeby się nie pokłuć. Objąwszy pień sosny szukałem jej wzrokiem.Kobieta roześmiała się dźwięcznie. Rozdział XIII W miejscu. dobrodzieju” starucha ze mnie! O. tobym wam dała moje sandały? Zły sam na siebie za opóźnienie.mnie wzdłuż ściany domu. chodźcież szybciej. Kobieta wiodła .Na jedno wychodzi.. Idąca przodem kobieta zginęła mi z oczu. wilgotno. cienka i wybujała. tylko trzeba uważać na kolce. Ślisko nie jest. .Słyszałem. taki sam jak wszędzie. Uniosła nagle połę kimona. niesłychanie wysoka. Czułem na plecach spojrzenie mężczyzny. proszę uważać powiedziała moja towarzyszka. stała w dole. w porównaniu z tobą.miał spaść na łeb na szyję.. . śmiech w tonacji wyższej niż dotychczas. że tak właśnie nazwał panią jej znajomy. Na lewo zobaczyłem stajnię. chodźmy nareszcie. nieprzyjemnie pewnie? Mówiąc szła przede mną. rosła sosna smukła. bez jednej gałązki aż do samej korony.Uważajcie. Przeszliśmy pod nią. Poprzez koronę drzewa przeświecał blady księżyc na nowiu. w którym mieliśmy zejść na dół. nawet gdybym . tutaj stromy spadek. z pniem gładkim.. jakby klaskanie końskich kopyt po drewnianym klepisku.Tylko na to czekam! No. dobrodzieju. Schodziliśmy tak coraz niżej. Poza tym mokro tu. śpieszę.Tędy zejdziemy na dół. jaka ja tam panienka!.kobieta wcale się nic przejęła. ‘kiedy z zarośli przy ścieżce wylazła wolno ropucha. Dobiegł moich uszu stukot. nie zmieniony. Czy jest więc pani mężatką? . nieźle w tych sandatach. ginęła i ukazywała się na przemian w rytm jej ruchów. przepraszani panienkę za kłopot! . . Mężczyzna zakrzyknął rozdziawiając gębę: „A bacz. byle prędzej obmyć się po pijawkach. A może nie zdołacie zejść w tych trepach. ale ścieżka bardzo zła. ~ O nie! Co najwyżej pójdę boso. proszę się nic trapić! Doprawdy. lecz nie w stronę krzaka kaliny” jak się spodziewałem.E. Zaczynało się już zmierzchać.. pode mną. . żebym ci przez ten czas nie skradł twego chłopa! . Popatrzyła w górę. . Znaleźliśmy się przy bocznej furtce. biel rozbłysła w ciemnościach jak śnieg.

Kiedy się po nim przejdzie do końca. panie. spokojnie. rozmawiam z nimi jak z przyjaciółmi! Ropucha znowu się pokazała. Coś podobnego. Wokół lite skały i głazy. utworzyła się tu u stóp góry mała osłonięta zatoczka.Tędy. księżyc na nowiu wisi nisko. rzekłbyś: małe górki. a widok piękny. Wierzchołek góry pogrążony jest w ciemności. gdzie się rzeka kończy ani skąd wypływa.Dobrze. bo ziemia miękka. słychać już bystry szum strumienia. podkurczając palce bosych stóp białych Jak śnieg. korytem skalnym płynie woda. lazła powoli roztrącając trawę.No. Potok. jeszcze troszeczkę. na który zeszliśmy. Po przeciwległej stronie skalista góra najeżona przeplecionymi ze sobą złomami skał i kamieniami. Miejsce tu takie głuche.’ W górnym biegu potok toczy z . tam gdzie pada światło księżyca. wspiąłem się nań. Kobieta gibkim ruchem skręciła w bok. skryty w połowie za wzgórzem. z którego zeszliśmy. Nie widać było. Kobieta stała na płaskim kamieniu. a nam dajcie spokój! Schodźcie. Wielki pień. nie trzeba schodzić niżej. biegnie naprzód. Gdzie okiem sięgnąć skały coraz to zalewane wodą. Stok następnego wzniesienia tworzy przeciwległy brzeg. jakby kto rozsypał sznury pereł. trepy mi się ślizgają. Zamoczyła dłoń w wodzie. Stała w dole. bliski. Kobieta. ropuchy. Z bliska ale szumi tak ogłuszająco Jak z daleka. zalewała woda potoku obficiej niż przeciwległy. Szczyt oświetlony. Leżał tam porośnięty trawą bardzo gruby pień powalonego drzewca.Otrząsam się ze wstrętem. . . że się każde stworzenie do ludzi garnie. że mam gościa? Wpadasz ludziom pod nogi.Przejdziemy po tym pniu.Brr! . wstyd mi.Nie widzisz. można umyć się tutaj.. Brzeg. dostrzegam głazy większe i mniejsze. myślisz tylko o swojej wygodzie! Jedzcie sobie owady. jakby cięte mieczem. jak na wyciągnięcie ręki. lecz wysokość niezmierzona. mniej więcej dziesięć kroków^ dalej. tędy” odezwała się kobieta. że potok akurat dziś przybrał. kiedy huczy grzmotem krusząc skały. rozsypuje się pod nogą. droga wolna. . Rozdział XIV . jednak od połowy do podnóża. Oglądam się za siebie: wysokiej sosny już nie widać. spiczaste najeżone jak muszla ślimaka lub okrągłe niczym piłki albo złomy kwadratowe. Inaczej się nic da. . wyrzucając wysoko pięty. której wylot zamykał ów płaski kamień.

strach mnie ogarnia.. ścisnąłem kolana. Kto wędruje przez nasze góry. to woda! W bok od tamtej drogi.Jaki piękny strumień! . . słyszy ten szum.O nie! Wszyscy się tak mylą. koryto rzeki przesunęło się aż tu. żeś mnie nazwał rak ładnie.O nie! . Kobieta zawiesiła delikatnie habit na pobliskiej gałęzi.. że największy w Japonii! A droga bardzo trudna.Ubranie powiesimy tutaj. Wychowany byłem surowo. wielkie rozmarzone oczy. Ale. Podniosła wzrok na szczyt górski oblany spokojną poświatą księżyca. niedobry. poleję cię wodą! . i nie ruszać się. . Spojrzała uważniej. jak utoczone.i wyłuskała mnie z ubrania. Za to. potok błyska i migocze bielą jak rozkołysana wstęga. skuliłem się. przyklękając i myjąc ręce . była wielka powódź.gdzie się obrócić.chlupotem swoje wody dalej i dalej. stało dwadzieścia zagród. jak ten ślimak pozbawiony skorupy. bez skrępowania położyła mi na plecy. że to wiatr szumi w drzewach.Co za nie! Nuże. Wąski nosek. Wtedy naniosło tutaj. nawet głos mi odebrało. Mówią nawet..Jeszcze teraz . jak sobie przypomnę.. Ręce.wszystko w srebrzystej księżycowej poświacie niby w srebrzystej zbroi .le. dobrodzieju. jest wielki wodospad. spod rozchylonego kimona błysnął skrawek krągłej piersi. Wygiąłem plecy w kabłąk. Rozbicrz że się do naga. który połową tarczy widoczną zza góry oświecał jasno zwaliste skały. Trysnął ten wodospad równe trzydzieści lat temu. nigdy dotąd do naga się nic rozbierałem.Tak. nic myj się tak wytwornie. . zupełnie jakby huczał tajfun. Woda zabrała wioskę w d o . wszystkie te głazy i kamienie! Kobieta zdążyła już opłukać ryż. Powstał także strumień. co ci z tego przyjdzie! Tylko habit zamoczysz. starucha się tobą zajmie..powiedziała. Wyprostowała się. z każdego miejsca. dobrodzieju. nastawcie plecy. tak samo zniosła i górskie osady. rzeczywiście! Ten sam szum usłyszałem przecież wchodząc do lasu. małe usta. zmoczysz rękawy.mówiła. Sięgnęła nagle zza mych pleców do szarfy . Czyście go nie słyszeli. idąc tutaj? Aha. całego. proszę spojrzeć. . coś ty. woda płynie z wodospadu. Ruszyć się nie mogłem.Mnie się zdawało wtedy.. Tam wyżej.. gdzie mnie opadły pijawki. przytrzymując sobie zębami opadający rękaw. ledwo jeden na dziesięciu ją pokona. to odsłania rzeczne głazy . Cóż dopiero w obecności kobiet! No. nosiłem .skuliłem się kurczowo . w wysokie góry. gdzie teraz pieczara. .. . w którym się znajduje. No. to przykrywa. o dziesięć stai.sukienkę duchowną. . nuże! O. panienką.

Czemu się tak wiercicie. lampa błysnęła jaśniej. rysy twarzy . co staram się dyskretnie zataić. A wcale nie odczuwam przy tym chłodu. Ale taki sen mnie morzy. Wdycham przy tym nieuchwytny delikatny zapach . czy dlatego. wydaje się raczej. nie jest już gorąco o tej porze.woń kobiety. Cóż to. swędzi? . pośladki.słów brakuje . plecy. to pewnie strasznie było w losie! Wiedzą już tu wędrowcy.Całe plecy jedna rana. bo uszkodzę delikatną skórę . . polewając wodą ramiona. żeście życia nie postradali. a teraz dopiero. Niby to upalne lato. od tego miejsca. W trakcie tego mycia aż mi dech zapiera. Potem trze mnie całego. Bonza uśmiechnął się i ciągnął dalej: .Teraz to już tylko pobolewa. czy ogarnia mnie senność? Zapadam powoli w drzemkę.Więc tak oto..Och! . Złą przygodę miałem. Bonza przerywa na chwilę opowiadanie. a mając za sobą lgnące mi do pleców kobiece ciało czuję się jak wtulony w płatki kwiatu. A gospodyni jest zupełnie inna niż większość mieszkanek górskich osad. . Rozdział XV Kobieta patrzyła ze zdumieniem. Tak mi dobrze.powiada na to ona. bo po ciemku ta opowieść brzmi dziwacznie. ciarki mnie przechodzą na samo wspomnienie. nie wiadomo jak i kiedy. myślę sobie. Już jej teraz podziękuję i gotowe. jesteś tam bliżej.powiew z gór cz}’.. w mroku niewyraźna postać wspartego o poduszkę bonzy. to nie powinnam trzeć ręcznikiem. bo z pewnością nie śpię. Podkręciłem zaraz knot.. . lecz na rozum biorąc. właśnie.No. źe jej oddech.Oj. że jestem podniecony.Tak. a przy tym taka delikatna. wygląd. które bije od mojej towarzyszki.jakich w stolicy ze świecą szukać. Laska boska. że w górach Hida grasują pijawki.Co się stało? . zaczną dziać się rzeczy straszne! Światełko było nikłe. dotykając mnie ostrożnie miękką dłonią. Czy to dzięki ciepłu. Potrafią na śmierć zagryźć krowę” konia. Dlatego pewnie. przenika mile wszystkie pory. że zwlekam poddając się myciu. że woda strumienia miękka. podkręć lampkę. znakomita. że trudno wypowiedzieć. . tylko spoczywam .Słuchaj no. umysł pogrąża się W’ półsen. nie czuję już żadnego bólu. boki.

szyje. . Myję się tu jak teraz. . W momencie. oświetlonej księżycem: odbijała się przezroczyście jak w lustrze w wielkich i gładkich. dlatego gorąco tak mnie męczy! W lecie schodzę tu dwa albo i trzy razy na dzień pot Z siebie spłukać. aż wstyd. Trzymajcie się blisko mnie! Nie czuć potu? Bo zawsze mi bardzo gorąco. jak mnie rzeka porwie i zniesie w dolinę? Co by sobie pomyśleli ludzie we w’si? .Nie szkodzi. dziwnej i przecudnej woni. pełne. teraz ja się z kolei wykąpię .Przed wyjściem byłam w stajni. ręce. . nikt nas nie widzi . że przypłynął kwiat białej brzoskwini . odrętwienie ogarnia mi wszystkie członki: nogi. Co za zaskoczenie! .powiedziała naturalnie i po prostu. biodra. tak igrać sobie beztrosko! Co zrobię. któż to widział. mokrym ręcznikiem przetarła pachy. kobieta podtrzymuje mnie oplatając od ts’łu silnymi ramionami. . Cofnęły się oplatające mnie ramiona. odkrywając jedwabiste ciało. ale utkwił mi w pamięci obraz kobiecej postaci osnutej mgłą. cha. zawstydzona niczym mała dziewczynka.kt^^łem pieczarę.dodała podając mi wykręconą szmatkę. stoję wyprostowany jak kołek w płocie. Spojrzeliśmy po sobie. ramiona. Jej pot spływał pewnie bladym różem w nurty rzeki.Jestem pulchna.Wytrzyjcie nogi. brr! Zechciejcie chwilę poczekać. dużo by otym mówić.odparła uprzejmie. cała przesiąkłam lepkim odorem konia. lśniących błękitnawo czarnych głazach skrapianych pianą na drugim brzegu rzeki. cha. cha! Rozdział XVI Trzeba dodać.Myśleliby. Co ja bym poczęła bez tego strumienia! I weźcie ręczniczek .miękko wtulony jakby w kielich kwiatu o ciepłej.Och. Zaraz potem. od . . że w ubraniu prezentowała się niepokaźnie. Uniosła ramię.powiedziałem niechcący. na którą . a ciało miała krągłe. wreszcie głowę. klapię na kamień. Odwróciłem zaraz oczy. o napiętej skórze. Nagle uwolniony. Wyżęła ręcznik i prostując się polewała białe jak śnieg ciało. a nic nie pomaga. zanim się zdążyłem zastanowić. nogi wpadają mi do wody.Przepraszam. jakby święconą wodą dokonywała ablucji. Ona uśmiechnęła się wówczas promiennie. choć po ciemku nie widziałem wyraźnie. Potem spuściła głowę. w tym jednym momencie jakby jej dziesięć lat ubyło. Nie wiadomo kiedy zrzuciła z siebie ubranie. Uprzednio już wszystko inne zostało wytarte. zbierając długie włosy w węzeł. kiedy padam.

Niech to licho porwie. .drzewa. że mamy gościa? . szur.. Ubrała się niechętnie. Coś takiego. O. ładnie bym wyglądał.spytała. Doprawdy rozzłoszczona była nie na żarty.Pi. wygląd niefrasobliwy pokrywał pewność siebie. . jak ta małpa.rzątko wielkości małego pieska i hyc! hycnęło z górki prosto na ramiona kobiety. nie widzisz gościa? . Jak skacze z gałęzi na gałąź po wysokim drzewie. szur! Księżyc.zawołała z gniewem napadnięta. Chwyciło się z całej siły. .słychać. nie wyniknie nic dobrego z jej gniewu. nic się na to nić poradzi. Jak młodej matce. poufała. której dzieci zbytnio dokuczyły. małpa! Szur.odrzekła krótko. a ja. poprawna. pi! . I od razu się odwróciła.zrobiło obrót.. Z łopotem i szelestem skrzydeł przeleciał nade mną olbrzymi nietoperz. Rozdział XVII Taka to była kobieta: w jej łagodności taiła się siła. odskoczyło do tyłu. z chrobotem i szelestem zaczęło się wspinać na drzewo.Za dużo sobie pozwalacie . . a przy tym nic nie potrafiło zbić jej 2 pantałyku. niezdecydowanie Jakoś. Kobieta odwróciła się niezadowolona i zawołała: .dotąd nie zwróciłem uwagi. . nie wolno! Nie widzisz.zapiszczało przeraźliwie zwierzę i wielkim susem. nieśmiało milczałem. pi. oświetlając wiotkie gałęzie . Mile się uśmiechnęła. Małpa dosięga wiotkich gałązek wierzchołka.EJ.spytałem. zakrywając sobą plecy stojącej w rzece nagiej postaci.Nie. że zgniewały kobietę te zwierzęce figle. nic takiego. Całkiem zepsuło Jej humor. niechby się dobrała do mnie.ciągnę™ ła groźnie i obróciwszy się rąbnęła w cisnący się jej pod pachę lepek zwierzęcia. gdzie przedtem wisiał habit . Miałem już na sobie habit i odzyskałem rezon. nietoperz. o nic nie pytając. .Trudno. Zadrzeć by trzeba głowę. żeby wzrokiem objąć czubek.tam.Co się pani stało? . zajście nie pierwsze zresztą. bo przecież ropucha. . Widać. małpa . W tej samej chwili przydreptało śpiesznie Jakieś szare zwie . co zleciała z drzewa! Nie dałem poznać po sobie lęku. raz kozie śmierć! . szur . długimi chwytliwymi łapkami uczepiło się gałęzi . wyjrzał pełną tarczą zza góry. jakby przypomniawszy sobie o mojej obecności.Pewnieście się przestraszyli? . ale do pewnych granic.trzecie z rzędu. tu i ówdzie prześwitujący między liśćmi.

A postanowiłem sobie właśnie. przy wspinaczce. nie! Znam już drogę.Tak sobie myślałem. żeby wam się w głowie zakręciło. Wydaję okrzyk i z rozmachu siadam okrakiem na pniu...No. Kobieta troskliwie ubezpiecza mi tyły. . zsunę. . robię krok i chwieję się. że znam już drogę. cha. Ale cóż.. Tak. leżał sobie pień w trawie. Późno się robi. Zaczęta wspinać się pod górę. . bo tu niebezpiecznie. . W jednej chwili docieramy na górę. nie spoglądajcie w doł. do bocznej furtki domostwa. Zmieniłem trepy na słomiane sandały.Przykro mi. . Czuję się lekko. z kretesem mnie zakasował.Coś niesporo to idzie! Nie dacie rady w tych trepach.powiedziała. twój mąż cały i zdrów. że wyżej jest bardziej stromo.E. co mi moja towarzyszka nakaże. niemądrze to z mojej strony. . lepiej was poniosą. pławi się w świetle księżyca. tej mniej więcej grubości.Coś ty. Trzeba się zdecydować. Zawiązała szarfę. przejęty sytuacją nie wytrzymuję. co tam! Idź no. że będę robił wszystko. czas na mnie. żc zaraz się ześlizgnę.Ostrożnie. a korę miał po prostu jak łuska. mam wrażenie. cha. podobieństwo łudzące. stwierdziłem. Dotarliśmy do pnia. Jak już mówiłem. nie daj Bóg.E. niż myślałem. wąż.Wróciła jej dawna łagodność. źle wracać po nocy.. lecz dopiero teraz. że to potrwa. o. wyprowadzili srokatego. kotlina głęboka.. sam środek. ale pień tej sosny wydał mi się całkiem podobny do węża. Wyobraź sobie.Ano. byle zachować przytomność umysłu. biorąc pod pachę miskę z ryżem i nasuwając na stopy sandały. złe czy dobre. cha! . żeś tak długo czekał. bez wysiłku posuwam się za nią. po którym należało przejść. Weźcie moje sandały. Łudziłem się. jak żywy. kobieta wkłada drewniane trepy i bierze mnie za rękę. da się przejść nawet w drewnianych trepach na koturnach. Ustawiwszy stopy we wgłębieniach. . skąd słychać głos: . we własnej postaci! . to wracajmy do domu . i pójdę sobie. zobacz. cokolwiek by to było. bo są na nim wręby. Na dobitkę sunął pod górę jakby skrętami.. Podrwiwając z siebie w duchu włażę na pień. Może byśmy się tu zakrzątnęli. no. wujku! U ciebie kto domu pilnuje? .Jak będziecie iść po pniu. a tu i duszpasterz wraca.

Mężczyzna śmieje się nie wiadomo dlaczego i powłócząc nogami zmierza w stronę stajni. Głuptak stoi na tym samym miejscu, w tej samej pozie co przedtem. Jak meduza, której słońce nie zdoła rozpuścić. Rozdział XVIII Ihaha, ej, łup, łup - rozlega się pod okapem łomot końskich kopyt. Mężczyzna wyprowadza konia przez bramę. Sterczy w przejściu i woła: - Panienko, to już pójdę! A zgotuj gościowi jakie smakołyki! Kobieta ustawiła właśnie lampę koło paleniska i schylona rozpalała ogień; odwróciła głowę i opierając o kolano dłoń, w której trzymała żelazne szczypce, odparła: - Idźcie. I bardzo wam dziękuję! - Nie ma za co dziękować... Wio! - Mężczyzna ciągnie konia na słomianym powrozie. Jest to silny srokaty ogier, nie osiodłany, z rzadką grzywą. I wyobraź sobie, co dalej z tym koniem. Siedziałem dotąd spokojnie za plecami głupka, ale, nic nie mając do ro boty wychodzę na dwór spod okapu i pytam chłopa ciągnącego za sobą zwierzę: - Dokąd prowadzicie tego konia? - A na targ koński^ koło jeziora w Suwa. Tą samą drogą się wybieram, którą dobrodziej jutro pójdziesz, Jakże to - wtrąciła się śpiesznie kobieta - chciałbyś może dobrodziej wsiąśćna konia i uciec? - O nie! Nie wypada, żeby mnich jeździł konno, a nogom dawał wypoczywać. - Nie taki to zresztą koń, co by posłusznie człowieka nosił. Jakżeście ocalili życie, dobrodzieju, siedźcie tu sobie spokojnie, razem z panienką. Niech już się ona zaopiekuje wami dzisiaj wieczór. To ja idę, bywajcie! Wiśta! - krzyknął mężczyzna. Ale koń nie ruszył. Chrapy mu drgały, uparcie się odwracał i spoglądał ciągle w naszą stronę. - Wio, wio, ruszże się, uparte bydlę! - Meżczyzna szarpie powrozem w prawe i w lewo, lecz koń jakby w ziemię wrósł ani drgnie. Mężczyzna złości się, wścieka, wali i tłucze zwierzę, kręci się za nim w kółko - koń nie rusza. Wreszcie całym ciężarem wpiera się v/ bok konia, pcha. Ten unosi nieco przednie nogi, lecz zaraz znowu wszystkie cztery kopyta wpiera w ziemię. - Panienko, panienko! - wrzeszczy mężczyzna. Kobieta nadbiegła czym prędzej, łyskając białymi stopami.

W rękę chwyciła ostry czubek cienkiej, sadzą osmolonej tyczki, a trzymała w taki sposób, jakby chciała ukryć ją przed okiem konia. Mężczyzna zaś wyjął zza pasa moc no zużyty brudny ręczniczek i starannie otarł nim pot z czoła porytego głębokimi bruzdami. Zbliżył się na nowo do konia, który jak poprzednio ani się poruszył. Ujął w obie ręce słomiane powrósło, nogami się zaparł, przegiął do tyłu natężając wszystkie siły. Raptem koń zarżał wielkim głosem, stanął dęba, aż przednie kopyta zawisły w powietrzu, a niewielki wujcio wywrócił się i potoczył po ziemi. Łup, łup, kłap! W księżycowym świetle wzbiła się do góry chmura pyłu. Głupkowi wydało się to widać śmieszne, bo podniósł głowę i szeroko rozwarł gębę, odsłaniając wielkie zęby, a bezwładnie wiszącą ręką zakręcił nagle w powietrzu jak cepem. - Ile z tym koniem zachodu! - rzuciła kobieta i wzuwszy sandały wyszła prędko na podwórze. A mężczyzna dodał: - Od panienki się pomocy nie spodziewaj. Nie o ciebie się rozchodzi, o tamtego jej idzie, o mnicha! Co za konszachty teraz z tobą. Konszachty, coś podobnego! - Czyście spotkali kogo po drodze, dobrodzieju, idąc tutaj? - spytała kobieta. Rozdział XIX - Owszem, spotkałem niedaleko wioski Tsuji domokrążcę handlującego driakwią, ale widzę, żem tu doszedł przed nim. - Ach, tak! - Kobieta roześmiała się szeroko, z całej duszy, i spojrzała na srokatego ogiera; zupełnie jakby to, co posłyszała przed chwilą, niesłychanie ją ubawiło. Wypadłe to nieco wulgarnie, lecz nie wyglądała odpychająco. - Więc handlarz nie dotarł tutaj? - spytałem. - Nie, nie wiem - odparła z miną bardzo zagniewaną. Zrażona moim pytaniem, zwróciła się ku niewielkiemu mężczyźnie, który pod końskimi kopytami otrzepywał z prochu ubranie. - Trudno sobie poradzić - rzekła schylając się po rozwiązaną szarfę tak gwałtownie, jakby chciała ją rozszarpać. Jeden jej koniec wlókł się po ziemi. Z szarfą w ręku zawahała się chwilę. - A, a, a! - zawył głuptak matowym głosem, wyciągnął wiotką rękę, wziął podaną sobie szarfę i rozpościerając szeroko położył jak cenny skarb na bezsilnych, obojętnych kolanach.

Kobieta poprawiła rozchylone na piersi brzegi kimona. Przeszia przez podwórze, zbliżyła się spokojnie do konia. Oszołomiony patrzyłem, jak wspięła się na palce i, uniósłszy rękę, kilka razy delikatnie pogłaskała go po grzywie. Stanęła na wprost wielkich drgających końskich nozdrzy, zdawało się, że urosła nagle, jakby się wyciągnęła. Patrzyła na zwierzę, zaciskając usta i beznamiętnie szeroko rozwierając oczy. Zniknął z jej twarzy wyraz ciepła, troski, przymilności; wyglądała teraz jak Bóg albo... jak diabeł. Wtenczas góra za domem i otaczające nas z prawa i z lewa wysokie szczyty skłoniły ^łowy i poopuszczały ostre dzioby, a odmienione niebo i horyzont spłynęły niżej; przygięły do ziemi mężczyznę i przyglądały się kobiecie stojącej przed pyskiem końskim w świetle księżyca. Zgęstniało powietrze w przyciemnionych górach. Powiał ciepły, wilgotny wietrzyk. Kobieta zsunęła z ramion obszerne rękawy kimona, okręciła się nimi w pasie, odchyliła jego brzegi zakrywające obfitą pierś i stanęła naga do połowy ciała, bez żadnych osłonek. Zafalowała końska skóra na karku, na brzuchu, pot spłynął strużkami, zadrżały naprężone nogi. Koń zatrząsł się cały, nozdrzami zarył w ziemię, wydmuchnął kłębek białej piany, ugiął pęciny. Kobieta chwyciła go przy pysku, drugą ręką ściągnęła z si ebie ubranie i zakręciła nim lekko, starając się zarzucić tkaninę na głowę konia. Wtem wyskakuje skądś zajączek, wywija koziołka, niesamowity w mętnym świetle księżyca, a kobieta wsuwa się między przednie nogi ogiera, tak że jej nagie ciało ociera się o sierść konia. Ciągnąc za sobą kimono, zwinnie przebiega pod brzuchem zwierzęcia na drugą stronę. Mężczyzna, nawykły widać do podobnego postępowania, ciągnie za uzdę, a koń rusza żwawo i miarowo, klap, kłap, klap, po górskiej ścieżce. Kobieta ubiera się i wraca na przyzbę, sięga po szarfę, ale głuptakowi żal ją oddać: trzyma mocno, wyciąga rękę i odpycha jej pierś. Rozzłoszczona broni się i mierzy go ostrym wzrokiem. Głupek zrezygnowany spuszcza głowę. Cała scena rozgrywa się w nikłym, nierealnym prawie świetle lampki i blasku paleniska, gdzie pionie chrust, migocąc chwiejnymi językami ognia. Kobieta wchodzi do domu. Z bardzo daleka, jakby z drugiej strony księżyca, dobiega śpiew mężczyzny prowadzącego konia. Rozdział XX No, teraz czas na kolację. Na zastawionej tacy miejscowe przysmaki: kiszony imbir, solone, nie znane mi grzyby w soczewicowej zupie z kapustą morską - nie to, co dynia, i marchew! Jedzenie niewyszukane wprawdzie, ale potrawy - nie byle jakie, domowe, a

ponadto dobrze już zgłodniałem.. Bogu dzięki, usługa nie do pogardzenia, kobieta stawia tacę. na kolanie, wspiera na niej łokcie, uśmiecha się rozradowana. Na przyzbie pozostawiony w samotności głuptak, któremu znudziła się widać bezczynność, przysunął się ospale, zbliżył do kobiety, dźwigając przed sobą swój wypukły brzuch, i klapnął na skrzyżowanych nogach jak kupka piasku. Patrzył jak sroka w kość na moją tacę, wskazując ją wyciągniętym palcem. - U, u, ul... - Co tara znowu? Zjesz potem. To przecie nasz gość. Głuptak zrobił żałosną minę, wykrzywił wargi i pokręcił głową. - Nie chcesz? No to trudno. Będziesz jadł teraz. Nie gniewajcie się, dobrodzieju. Rzekłem na to, odłożywszy impulsywnie pałeczki: - O, nie krępujcie się mną! Doprawdy, proszę się nie przejmować. - E, co wy!... A ty mógłbyś zjeść potem, razem ze mną. Ile z tobą kłopotu - dodała łagodnie. Zręcznie przygotowała i ustawiła obok drugą tackę z jedzeniem. Wyglądała przy tym subtelnie jak ofiarna młoda żona, gospodyni z dobrego, godnego domu. Głuptak podniósł wzrok bez wyrazu, wlepił go w tacę, potem przewracając oczami rozejrzał się dokoła. - Tamto, tamto, tamto...! Opiekunka popatrzyła nań uważnie. -A po co? Tamtego to ci nigdy nie zabraknie! - Nie, tamto! - Zakołysał całym ciałem głuptak, na płacz mu się zbierało. Kobieta się zakłopotała, a na tego biedaka żal było patrzeć. - Nie wiem, panienko, o co Idzie, ale uczyńcie mu zadość. A mną się nie kłopoczcie, bo mi przykro! - powiedziałem grzecznie. Ona na to raz jeszcze: - No 00, nie starczy ci tego, nie chcesz? Głuptak ciągle spogląda spode łba żałośnie i płaczliwie. Widząc to ona sięga do sfatygowanej, starej szafy, wyciąga z niej miskę i śpiesznie stawia na tacce. - Masz tu! - mówi swarliwie, ale jest to pewnie gniew udany, bo zaraz przyobleka twarz w uśmiech. Cóż to będzie za dziwna potrawa, która wywołuje taką konfuzję? Pojawi się przed moimi oczami wąż gotowany czy brzemienna małpa pieczona na miękko ? Albo co najmniej czerwona żaba z rusztu, którą chłopak wepchnie w wielką gębę?! Zerkam ostrożnie: głuptak, mając w jednej ręce miskę z ryżem, drugą sięga po

pomarszczoną ze starości... marynowaną rzodkiew! Rzodkiew nawet nie posiekaną, rozciętą tylko na trzy części, grubą, że ledwo mieści się w dłoni. Trzyma ją za czubek i wcinał Kobieta, bardzo zakłopotana, rzuciła ukradkowe spojrzenie w moją stronę; zaczerwieniła się raptem jak dziecko - dziwne, czego by się miała żenować! - zawstydzona podniosła do ust leżącą na kolanach ściereczkę. Naturalnie, tego właśnie głupkowi potrzeba, jest przecież tak spasiony i krągły jak marynowana brązowa rzodkiew! W szybkim tempie uporał się z jedzeniem, o picie nie prosił, zasapał tylko niespokojnie: - Fu, fu, fu! - Czego chcesz? Ja się nie czuję głodna ani trochę, podjem sobie później. Kobieta po pałeczki nie sięgnęła. Sprzątnęła teraz tacę z jedzeniem. Rozdział XXI Sicdziałem chwilę przygnębiony. - Posłuchajcie, musicie być bardzo zmęczeni, zaraz wam pr23’gotuję spanie. - Piękne dzięki, ale nie jestem jeszcze wcale śpiący. Umyłem się w rzece i zmęczenie całkiem mnie odeszło. ~ O, bo ten strumień skuteczny na wszystkie choroby! Kiedy utrudzę się pracą i wyschnę na szczapę, starczy, żebym się tam z pół dnia pokąpała, a zaraz robię się świeża i gładka. Choć niezadługo zima, góry skuje lód, śnieg zasypie górkę i rzekę, w tym jednym miejscu, tam, gdzieście się kąpali, woda nigdy nie znika. Ciepła para leci. Postrzelone małpy, czaple ze złamanymi nogami, różne, wiecie, zwierzęta schodzą się tam kąpać, że wprost ścieżkę wydepczą przez górkę do rzeki. Więc pewnie ta woda dała taki skutek. To może byście posiedzieli ze mną i porozmawiali, tak samotnie się czuję! Wstyd się przyznać doprawdy, tak się zakopałam w tych ustronnych górach, że już ludzkiej mowy zapominam! Tak mnie to gnębi! Ale gdybyście byli śpiący, to powiedzcie, nie mam tu co prawda godnej sypialni, za to nie ma też ani jednego komara. We wsi nawet bawią się opowiastką o tym, jak to pewnego razu góral zatrzymał się na nocleg, a gdy mu rozwiesili nad posłaniem baldachim z moskitier)% to wołał: „Drabinę dajcie!”, bo nie wiedział, jak się tam dostać. I rankiem nic tu człowieka nie zbudzi: dzwonów znikąd nie słychać ani kury nie gdaczą, psa nawet nie ma, można spać spokojnie! No, a ten tutaj też się w tych górach urodził i wychował, a choć o świecie nic nie wie, dobry z niego chłopak, z sercem na dłoni. Kiedy spotka obcego, wie, że mu się szacunek należy, i ukłonić się potrafi. Ale jakże, tyś się jeszcze nie przywitał. Ostatni o

oo się do niego mówi. aż głuptak przekrzywia głowę. ładnie. że zleni . . Nie do wiary! Bo wyobraź sobie. zdziwisz się zapewne.! . niestety. . zgina się w ukłonie. o szerokim rejestrze. .Prawda. Interpretacja pieśni. Odpowiadam mu skinieniem głowy. No. O nie.’ tak jak ja wtedy się zdziwiłem. zaczerpnięcie oddechu we właściwym momencie. nim się narodził głupkiem. potem patrzy uważnie oa mnie. próżna praca. kręci głową. Kiedy się go czegoś uczy.pyta z przejęciem kobieta. doskonale! .O. Słabo się trzyma na nogach. jakby mu w środku pękła sprężynka. Za to śpiewać potrafi. całkiem głupi to on nie jest! Rozumie. przewala się na bok. więc już dałam spokój. Niepotrzebnie się tylko męczy. to wymaga wiele trudu i wysiłku. trzy piosenki. Ściska mi się serce.wiał. nogi skarpety wdziać.Tak jest.Robiłby wszystko. głos czysty jak kryształ. namawia i zachęca. Stopniowo zapomina i mówić. niebo i ziemię przenikający.chwali. ukłoń się dobrodziejowi! Czyś zapomniał się kłaniać? . co mu się każe. tylko musiał mu się ostać głos z poprzedniego wcielenia. Sami widzicie.. trza mi się przyodziać.słabowity taki. z ciała. to zapamięta.Kobieta spogląda ciepło na głupiego. wdrożyć go do czego. Trudno wprost uwierzyć. na jego chorobę żaden lekarz ani woda ze strumienia nie pomoże. i pobrzmiewał z pozaziemskiej tuby ukrytej w wypiętym brzuchu. Uśmiecha się szeroko. ale cóż. Chłopak chwiejnie opiera dłonie na macie i raptownie. pamięta ze dwie. Schylony w ukłonie chłopak traci równowagę. Rozdział XXII Kobieta jednakże pociesza go. które posiadał. wierci palcem w pępku i zaczyna śpiewać: Na górze Ontakc w ziemi Kiso zimno nawet latem. życzliwie go zachęca. na. że umie? . zaśpiewaj gościowi! Głuptak zerka na swą opiekunkę.bąka. . i rękami się posługiwać. wstydzi się obcych. No. a co ważniejsze. głos głuptaka nieoczekiwanie okazał się nadzwyczaj silny i dźwięczny. Kobieta podtrzymuje go i ratuje od upadku.. źe ńie. modulacja głosu zadziwiające. że śpiew ten wyszedł z jego gardła! Nic. . ile chłopca kosztuje nawet zwykł e powitanie.

spytała kobieta.Tak. która . jakby czytając w moich myślach.Spać idziem. co się stało? Zabrakło mi nagle słów.na zewnątrz. zażywał kąpieli cesarz Siiancung i jego ukochana. My idziemy spać do komory.Wysłuchawszy pieśni. . „Na sen ci się zbiera? Spać już? . . dobrodzieju! . Tam właśnie. a wy tu zostaniecie. że jeszcze trochę. ja też przecież o nic was nie wypytuję odparłem zamyślony.powiedziała sama do siebie.Nic. jej dobroć i życzliwość. tym lepiej.powiedziała i po .Ojej. z góry przepraszam za kłopot.patrzyla na mnie z takim wyrazem w oczach. Przygasa światło lampki. znieruchomiałem z rękami na kolanach. nic takiego. Zapłakałem mimo woli. rozmowa się urywa. Pr2ymocowując go spinką. oparła się o skrzydło drzwi i wyjrzała. Ostry blask księżyca wpadał przez rozwarte okna. uniósł chwiejnie. Opuściłem głowę. wypocznijcie sobie. a przy tym zbyt gwałtownym ruchu rozluźnił się jej węzeł czarnych włosów. . Jak ocknięta ze snu. A w rzeczywistości wstrząsnęła mną i wzruszyła do głębi serdeczność najzupełniej mi obcej kobiety w stosunku do głupiego. Wszędzie pootwierane. Wtedy pewnie kiedy przebiegała pod końskim brzuchem. a i ona też skłoniła swoją. jacyście wy dobrzy. rozejrzała się dokoła.Podniosła się nagle.O. by spojrzeć na tamtych dwoje. ziewa głośno i tak szeroko.wsunąwszy we włosy złote spinki wysadzane klejnotami. . .Zaraz przygotuję wam posła)nie. . lecz nie ruszyła się z miejsca. dobrodzieju. jak mówi chińska opowieść. Oho! .po izbie. przywdziawszy motyle szaty i włożywszy na stopy trzewiki zdobne w drogie kamienie mogłaby spędzać czas u źródła na górze Li. ale tale myślę. . spać. Tej kobiety proszącej się wprost o miłowanie. proszę. czyżby robota głuptaka? Smętek rozsnuwa się . prędziutko zeskoczyła na klepisko. której byłem świadkiem. . najwidoczniej znudzony. że latem im więcej przestrzeni. niebieszczył się jaskrawo krzak kaliny. niczego nie tłumacząc. Kobieta z wrodzoną bystrością zrozumiała od razu. gdzie. na zewnątrz jasno było jak v/ południe. przez tę całą hecę zgubiłam gdzieś grzebyk! .Wy także spać pójdziecie? . a połknie płomyk świecy osłoniętej papierowym abażurem! Głuptak poruszył się. Kobieta odkryła to natychmiast. Ścisnęło mi się serce i popłynęły łzy. że niepodobna go opisać. Nie pytajcie mnie. ociągałem się z odpowiedzią. nie mogąc się zdobyć na to. Główny śpiewak. uwodzicielsko pulchnej.Ojej. będzie wam przestronniej.

woła. może jeszcze chwilę. tyle czasu już minęło. małpy. Byłem przy tym trochę wytrącony z równowagi.Rozdział XXIII Przez pewien czas z korytarza na dole dobiegało stąpanie. zmierza prosto do wejścia.. . Potem nadciąga coś tak blisko. . . ale co było dalej? Proszę opowiadać dalej .Dzisiaj mam gościa! . trzydziestu stworzeń. dziwna sprawa! Wreszcie uświadamiam sobie trzeźwo. poprzednie odgłosy też wybiły mnie ze snu.doleciał do nas z dołu glos właściciela gospody. Słyszę jakby stąpanie zwierzęcia. Następnie usłyszałem odgłos załatwiania się. nie potrafiłem mimo zmęczenia zasnąć tak od razu w tym samotnym domu pośród dzikich i odludnych gór. że niemal mi się o piersi ociera. niecierpliwe dreptania. Przytaiłem oddech. . przecież żyją tu w pobliżu ropuchy. moje posłanie jest tak umieszczone. a kroki nie dochodzą z daleka.nalegałem.łopot ptasich skrzydeł! Zwierzątko jakieś.Uhm. śni mu się tam może co miłego. Krowa! Dalej śpieszny i miękki szelest: coś jak nogi dwie obute w słomiane łapcie .Tak. zniecierpliwiony tą dygresją. piszczy i wskakuje na strzechę.ni nie maf Smutno mi się robi na duszy. . ileż śniegu napadało! . mówiąc jaśniej. po czym z prawej strony. o. . . aż tu raptem czuję.. Po prostu jakby za cienką osłoną drzwi w księżycową noc zwierciedlił się dziwaczny wizerunek zwierzęcego piekła: kotłują się strachy wszelkie i zmory. Nietaktownie upominałem się o ciąg dalszy.. patrzę w mrok. lecz ze znużenia mąci mi się trochę w głowie.fur. spod krzaka kaliny . teraz zwierzę.Noc już późna . . że śpię niemal na dworze. szepty. Cichnie chrapanie głuptaka.No. Z komory dobiegł głos. co w tej ciszy niosło się echem. Słyszę meczenie barana.czy może się mylę? Odgłosy liczne i różnorodne. ale jednak! Mija trochę czasu. no. myślę sobie dla uspokojenia. aby jak najprędzej nadszedł świt. Oddechy i sapania dwudziestu. jak mi się zdaje.I długie westchnienie. potem stuknięcie okiennicy i chlupot wody wlewanej czerpakiem do miednicy. . wielkie jak góra i . Głowę mam akurat blisko drzwi rozsuniętych na całą szerokość. . źe na zewnątrz coś się czai. że w tej górskiej głusz)” żadnej świąty. jakby ktoś szedł powoli wielkimi krokami. ryczy. Na początek wyczekuję bicia dzwonu teraz powinien uderzyć. Kobieta jęknęła. szelesty skrzydeł. nasz kramarz z Wakasa nie przychodzi. Znowu mija chwila. może polatucha. Oczy się nie zamykają. I drzewa gwarnie szeleszczą liśćmi.. fur! .odparł bonza i powrócił do opowiadania. Życzę sobie.Oho. zatrzymał się pewnie gdzie indziej. otoczyły obejście.Jak się pewnie domyślasz.O.

gościa mam! . wrócić do zagrody na odludziu i całe swoje życie przepędzić u boku tej kobiety. lecz pielgrzymka wymagająca trudu. nad strumieniem.i to właśnie mogłoby mi starczyć za usprawiedliwienie .mężczyznę. Jakąż wartość ma mieszkanie w przepysznej. że wprost mowy ludzkiej zapomina.Zgiń. okropność! Rano. wróciła jeszcze do paleniska i mówi do mnie tak: . I znów zniżonym głosem: . myślałem o tym przez całą drogę do wodospadu. jakby się na nią złe moce zawzięły! W odludnej górskiej zagrodzie opiekuje się chorym. zima łagodna. Słychać. zaległa raptowna cisza.rzuca lodowato po raz drugi. żeby zaniechać pielgrzymki. A rozmyślałem właśnie nad tym. a zło mu wyrządzisz!” Zamarł momentalnie szelest liści.Gościa mam. że „nigdy więcej’ się nie zobaczymy”. . Na szczęście nie było tu ani węży zagradzających przejście.Nic jak tylko w wodę strumienia! Jeśli spostrzeżesz płynący gdzie z prądem kwiat . bo co gorszą . z którym porozmawiać rozumnie nic można. cały dom trząsł się cd nich i kołysał! Począłem się modlić. przepadnij. po to. gospodyni się żaliła. który prowadził konia na targ. kiedym w świetle poranka ruszał w drogę. W komorze. o pewnej drobnostce. wiatr odleciał na południe. aż od ludzkich wyziewów niedobrze się robi? Bo nie wspomniałem ci jeszcze. Rozdział XXIV Następnego dnia koło południa przy znajdującym się bliżej wioski wodospadzie spotkałem powracającego wujlca . potu i wyrzeczeń wydała mi się bezsensowna. Otóż kobieta. co za szkoda! . ani lasu pełnego pijawek. ułożywszy głuptaka do snu.Zamiast narażać się na niewygody w świecie. A nie tylko o to idzie. uciszyło się również. którą przedtem w opowiadaniu pominąłem. zostańcie przy mnie. azali nie usłuchasz zaklęcia sługi bożego. siło nieczysta! Głowa twa niech się rozpadnie na tysiąc kawałków i grzech śmiertelny zaciąży na tcbie. a jej się wydaje. mijają kolejne dni. strojenie się w fioletowe habity. wysokiej pagodzie. odmawiając sutrę. młodzieńcze. ona na tym odludziu zestarzeje się do reszty bez pożytku. by cię zwano żywym buddą i czczono jak świętego. W lecie tu niegorąco. gdzie spali gospodarze. Prawdę mówiąc. Hałasy na zewnątrz nie ustały.tak jej tutaj trudno i ciężko samej. jak się przewraca na drugi bok.

Ze smutkiem i życzliwością wyjaśniła.łagodny i nieszczęśliwy! Wodospad Młodzieńca przeciwnie. Wodospad Dziewicy znużony i nikły . nie mam się już czego niepokoić. ogromny i czarny. że tam jakaś starucha pełna uszanowania wyskakuje ze skóry częstując mnie nędzną herbatą. siłę ma i moc. brzmi jak płacz albo skarga żałosna . dwumetrowej szerokości. zatopione na dnie rzeki. ja bym ogień rozniecał. pluszcze. ona by je obierała i łuskała. Płynąca bystro rzeka uderza weń i dzieli się na dwa toki: woda spada z hukiem tworząc wodospady. wskazała palcem kierunek. szemrze. niczym rekin z otwartą paszczęką. że zwie się Wodospadem Dziewicy. ja bym zbierał orzechy i owoce. kamienie kruszy. mięśnie słabną. ziemię przeorywa. Ona rozbierałaby się do naga i myła mi plecy owiewając je swoim oddechem.nawet melodia jego inna. jakby w kwietnych płatkach wydających woń przedziwną! Takie oto dręczą mnie myśli. i byłbym nim spowity cały. aż się zlewam zimnym potem. A kiedy płynąca woda zatańczy mi przed oczyma i spiętrzy się w wodospad. kiedy się wpatruję w wodospad. iż kierując się biegiem strumienia. widzę oczyma duszy. z wysokości dwunastu metrów spływa żwawo kaskadą błękitnawej bieli. żeby się połączyć z Wodospadem Młodzieńca. Szemrze. do wsi. Drugi. niechbym i życie stracił. i odechciewa mi się schodzić do wsi! Klękam na kamieniu. z którego nie widać już chaty. więc uwięziony dosięga dna męki. Rozdział XXV Wodospad Dziewicy próbuje wzruszyć skałę.białej brzoskwini. W głowie mi się mąci. źe to moje ciało poszarpane. byle zostać przy niej! Jedlibyśmy wspólnie grzybową zupę. szeroki niby rzeka. lecz skała trwa niewzruszona. Nie odważyłem się podać jej ręki na pożegnanie. A tu wieś blisko. już i chodzić się nie chce. pode mną wodospad.który jest doprawdy jak cudowna . Jeden. Mówię ci. blisko stamtąd do ludzkich osiedli. wypada. Cóż. ‘ O. Widok dwu wodospadów spływających ze skały i rozchodzących się w dwie strony przejmuje mnie do głębi. na podwórzu i w izbie dźwięczałyby nasze śmiechy i rozmowy. wiedz. Powiedziano mi potem. tutorzy jakby bicze wody. Pokonane serce ‘Wodospadu Dziewicy . ona stawiałaby garnek na palenisko. po czym kieruje swe wody w stronę wioski. A wieczorem we dwoje schodzilibyśmy nad strumień. choćby odrobinę. W górze sterczy głaz. Odprowadziwszy mnie do miejsca. ani jednej kropli nie daruje. by się z tego chyba cieszyć. choć to daleko. dojdę. bębni po czarnym głazie jak zasłona z tysięcy pereł.

więcej to stokroć warte niż potem się zalewać na pielgrzymce i trwać przy mnisim habicie! . nie mogąc się zdobyć na rozmowę. patrzę na Młodzieńca: prze wody. Uśmiecha się od ucha do ucha.postanawiam w myśli. Patrzę na wujcia i milczę. ułożyć się obok tych dwojga. ach! . to tylko wujcio! Konia pewnie. głos jej usłyszeć. konia.sprzedał. człowiek! Masz silną wolę. nie! to nie posłaniec z zaświatów. Mignąwszy ukazuje mi się i przepada w wirach. a ogonem plaśnie. . jak żywy. O. grzmiąc rozgłośnie echem fali.piękność drżąca z płaczem u kolan mężczyzny . bezecnik. wypływa i znów znika. i spać pod jedną kołdrą. com go zabrał? No. no. zamiast ginąć w wodospadzie! Tym bardziej że cię grzeszne myśli opadają. że ktoś uderza mnie z tyłu po plecach. Podnoszę się z kamienia i w tym momencie czuję. kiedyś wrócił od potoku.odzywa się we mnie. On uważnie mi się przypatruje. małpę. dlaczego masz się wahać! Zobaczyć ją. dobrodziej! . ona cała! Łyska i przepada.. o ile im nie przeszkodzę. odzyskał swobodę. ręce. nic śpieszy jej na pomoc? Dlaczego! Wracaj.. piersi. ale niezwyczajnie jakoś” z niemiłą pychą. bijąc miarowo podłoże. ¿. gdy pomyślę. by za moment zjawić się na nowo. a ponadto miejsce takie i te moje myśli . pewnie ona cię uratowała. Zniewolony. przeszywając dreszczem i wprawiając w dygot całą mą istotę. jeszcze trochę.. nogi.. długi na trzy łokcie. twarz. dobrodzieju? Czyżbyście. do zagrody. Obejrzałeś sobie konia. żebyś ty się nie . choć wygodnie siedzę na kamieniu. na ramieniu niesie małe zawiniątko. przyznajcie się! Wujcio oczy ma czerwonej. mnichu. ojcze.różnił. dlaczegóż. żem się wczoraj kąpał w tym strumieniu z kobietą z ustronnej zagrody. nie byłbyś już w ludzkiej skórze! Zmieniłbyś się w krowę. żeby wodną dziewicę pochwycić objęcia! Przemknąwszy. omamiony w wyobraźni dostrzegam w falach Wodospadu Dziewicy jej postać pojawiającą się i znikającą. skoro taki siłacz. tylko o naszej panience myślicie i zgryzota was chwyciła. od innych ludzi. w każdym? razie w coś. .O.Cóż tu porabiacie. w drugiej ręce huśta się ryba uwieszona za skrzela na słomianym sznurze: karp z pozłocista^ łuską. bo już ciemnawo. co biega. Patrzę. nogi. O. Ach. mnichy odpoczywali w takim gorącu na kamieniu? Ledwie dwadzieścia stai od miejsca waszego noclegu? Toż powinniście być już we wsi i dawno się modlić przed przydrożnym świątkiem! Nic innego. Och. świeżutki. a spotkałeś idąc do zagrody przekupnia driakwią z Toyama? A widzisz! Od dawna zmienił się. niemalomi się zdziwił. . rozpryskując się na tysiące drobnych kropel niby kwiat sypiący płatki.słyszę. GD więcej.Ic dobrze rozróżnia czarne od białego! Oj. ręce.wyraźnie jak na jawie łyska twarz. wy. skacze czy fruwa!. gotów jestem rzucić się w wodospad. Obracam się zalękniony. bo ja wiem. to jak cię jej ręce dotknęły^ jak wodą potarły.

Lecz w przypadkach chorób wewnętrznych był patałachem. że dziewczyna znając z widzenia niektórych pacjentów zaczęła z grzeczności witać się z nimi i pytać o zdrowie: ”Jak się czujesz?” lub „Boli cię jeszcze ręka?”. o dużych rozstawionych szeroko piersiach.nic godnego uwagi.Choroby toteż zbiegali się tam wszyscy pełni wiary. Przyszła tu na świat prawdziwa perła! Jakże się to stało” że żona medyka. którego w ten niespodziewany sposób uleczyła. zatrzymywał się dawnymi czasy wzrok władcy bawiącego na łowach i takie zabierał ze sobą do pałacu! Ojciec natomiast. Przy czym dotyk dziewczęcej miękkiej dłoni miał moc uzdrawiającą. pierwszym. znał się co nieco na leczeniu oczu . Takie właśnie jak panienka^ mówiono w okolicy. w rybkę! Panienka bardzo lubi ryby. którego spotkałem po drodze. niewiasta o pulchnych policzkach. strzałę z białymi piórami! Na taldch właśnie. W owym czasie w Hida nie działo się . gdzie się narodziły. i ja poszedłem boczną ścieżką w to zaklęte miejsce. które. do niej podobnych. z reumatyzmu. balwierza nie znajdziesz. . zgodnie z legendą. cyrulika. płaskim nosie.? Rozdział XXVI . bo i woda drogę zalała. ograniczał się do zalewania rany czy okaleczenia olejkiem tłoczonym z czarnej kapusty. frant kościsty i chełpliwy. A coś sobie myślał. . powiła taką piękność. a jedyną osobliwością była córka medyka. był jej starszy brat.To znaczy. przyrządzi ją dziś na kolację. a kiedy musiał występować jako chirurg. a pieniążki. Ale że się tonący brzytwy chwyta. no i wieśniak. kudłaty brodacz. proste pytania. jakby wezbranych pokarmem. Szczególnie zaś kiedy dziewczyna mając szesnaście.w konia! Koń na targu w pieniążki. gdzie stał dom medyka.szczególnie gdy w porze zbioru ryżu kłos zaprószył oko wywołując zapalenie. ropienie czy też zaatakowała je choroba zakaźna. siedemnaście lat w pełnym była rozkwicie.. że domu medyka na świat przyszło BóstwoCoLeczyWszelkie . chorzy i zdrowi! Zaczęło się wszystko od tego. Bóg wybierał na ofiarę i dla zaznaczenia swej woli wtykał w strzechę domu. ów medyk. Panienka owa to właśnie córka medyka. Powiadano. musiały być owe dziewczęta..Oto widzisz. z opuszczonymi brzydko kącikami oczu. Jisaku. ot.bąknął bonza i ciągnął: . poza tym w całej okolicy innego konowała. pytano. medyk prosperował doskonale. pokazał mi.Posłuchaj wpierw dalej . sam los rozstrzygnął o tamtym spotkaniu. jak ręką odjął. że kim ona jest?! Tu przerwałem opowiadającemu i wtrąciłem. choroba sama z siebie też czasem mija bez śladu. którego używa się zwykle do usztywniania fryzury.

mówi dziewczyna i gładzi po brzuchu pacjenta. stopniowo przyszła kolej na starszych. Jeśli nie zdrowieli. wystarczało. to przynajmniej bóle ustępowały. i już bóle ustępują.wszyscy zdrowieli. w polu kartofle kopał i za furmana służył przy bliskich wyjazdach. kiedy się oddała temu głuptakowi.schował ją w szafie na górnej półce między gatki i popijał sobie po trochu. co się za jej przyczyną zmienili w zwierzęta! Począłem sobie po kolei przypominać. Wrócił na przyzbę i powiada: . w co tylko zapragnie. nietoperza. to choć osa ugryzie. daleko. dostanie burę.Przypominasz sobie. a i liczne węże? ‘Wszystko to ludzie. nadprzyrodzonej mocy. Ściągnął on butelkę roztworu solnego rozrobionego z wodą destylowaną i z cukrem .„O. O. któremu zaszkodziła zła woda pitna. szeroko! Od tamtego dnia mniej więcej zaczęła w panience narastać dziwna moc.Do tego stopnia. Na to dawniej trzeba było całego ciała.jeśli go wykryją. że kiedy medyk zgodnie ze swym lekarskim kunsztem przecinał zardzewiałym nożykiem głęboki ropień. Jedna osa otrzepuje nóżki. ropuchę. za męża go wzięła i wyniosła się w góry. groźne gniazdo. a wreszcie i na chore kobiety . ból się zmniejszał. obsiądą całe ciało. jak boli!” . Groźne brzęczenie os! Po niedługiej chwili wyjął rękę z gniazda: siedzi na niej kilka owadów machając skrzydłami. że nadeszła córka. każdy znosił wtedy dzielnie zabieg. inna gramoli się spomiędzy palców. już i kula niegroźna . Tak to było. ale weź. zająca. chory zaś ryczał i wił się z bólu. jej moc się wzmogła. jak tę nieszczęsną kobietę prześladowała . Cóż dopiero. Pomagał przyrządzać leki i podłogi mył. moją rękę i włóż ją do gniazda! Bo póki mnie dotykasz. nie zaboli! A gdybym stuknął bambusowym kijkiem.Pokażę ja panience coś ciekawego. śmierć gwałtowna i straszliwa! Przymusił wymigującą się z uśmiechem dziewczynę. rozlecą się owady na wszystkie strony. o. . byle panienka ręką tknęła. chłopca w wieku lat dwudziestu kilku imieniem Kumazo. Tak opowiadał mężczyzna i dodał jeszcze: . założyły sobie wielkie. dobrodzieju. Otóż ten pijus pewnego razu poszedł sprzątać ogród i znalazł osie gniazdo.rozeszła się fama między ludźmi. Teraz ledwie pomyśli o podróżnym na oddalonej drodze i już go przemienia. Medyk miał wówczas ucznia i równocześnie sługę do wszystkiego. w pobliżu domu sam widziałeś małpę. Może jestem natrętny. ruszył śmiało. na to później wystarcza dot yk palca czy stopy. bo skąpi są . a na ostatek samo przejście obok. Przed domem konowała rosło drzewo owocowe i na pewien czas zagnieździły się tam osy. dziw nad dziwy! Lata mijają i panienka nabiera niczym nie ograniczonej. ptx 3szę. Wpierw leczyła samych młodych chłopców. objęła pacjenta mocno przez plecy i przytrzymała.

Boże.ropucha. Wynajęli izdebkę i tam się zatrzymali. które codziennie wypija. Medyk nie mógł się zabrać do zabiegu. pogoda niepewna. zostawiwszy starszego syna na kwaterce. by mógł chorego zostawić.przykazał rzewnie płaczącemu dziecku. Malec został sam. aż za próg. W dokumentach chłopca określono jego wiek na lat sześć. A nocą napastowały ją różne strachy i potwory. Wujcio opowiadał dalej: . więc nie potrafił nawet wysłowić się tak dobrze jak mieszkańcy wsi. najstarszy syn tłumaczył .Bądź dzielny i nie płacz! . że dziecko z sił opada. w dzikiej i odludnej okolicy. serce we mnie zadrżało. włożył słomiane sandały. jakby na słotę szło.. prosty wsiowy człowiek. rozumiał. minął tydzień. On. życie średniego syna! Bił pokłony i wycofał się rakiem z izby do przedpokoju. zdecydowano wykonać zabieg po uprzednim odżywieniu pacjenta. panie. Przy zmianie opatrunku. Dopiero kiedy panienka zajęła się opatrunkiem. czy się tam pomylili. Zabieg wciąż odkładano.musi wracać.polu. Z kolei starszy ‘brat. nie daj. znosił go cierpliwie. był jednakże pojętny i posłuszny. bo okład z maścią twardniał i musiano go zrywać raniąc ciało. robiono okłady. jest akurat pora zbioru ryżu. któregoś widział.Uratuj.nie. bezcenne ziarno zgnije na pniu. jeśli zajmowali się tym ojciec. długotrwałych deszczów. przy-:szedł do medyka pożegnać się i błagał: . Przybył do jego domu jako dziecko: przyniósł go na plecach starszy brat ze strzechą długich włosów. Trzeciego dnia ojciec. smarowano wrzód maścią.pomrą z głodu! . choć naprawdę liczył sobie jedenaście. Wrzód był bardzo bolesny. Zostawił chorego i odszedł. potem małpa wskoczyła jej na plecy i przyleciał nietoperz. poczciwina. który zrobił mu się na nodze. zwrócił się do medyka z prośbą. czas najgorętszej pracy w. zmienią się w . Dawano małemu do picia po trzy surowe jajka dziennie. a że chodziło o dziecko. to jeden z pacjentów z czasów. widząc. a towarzyszył im ojciec. brat lub inne osoby. ciągnąc za sobą nogi obleczone w kalesony Powstał z klęczek. bo istniał przepis o zwalnianiu od poboru wojskowego w wypadku. Wychowywał się w górskiej zagrodzie. kiedy medyk praktykował. nie może dłużej siedzieć bezczyn . gdy ojciec dwudziestoletniego syna (czyli w wieku pob orowym) miał już ukończone lat sześćdziesiąt. czy specjalnie zarejestrowano go z pięcioletnim opóźnieniem. zwlekał z dnia na dzień. że trzy surowe jajka. chłopiec płakał żałośnie. Przynieśli chłopca do medyka z powodu przykrego wrzodu. który pozostał przy chłopcu.Głuptak. przy jego przecięciu groziła znaczna utrata krwi. jeszcze raz się pokłonił do ziemi i odszedł do siebie w góry.

i choć czasem popłakał. Ciągnie za sobą nogę i patrzy na nią żałośnie . przez którego ręce przewinęło się tylu pacjentów. zmagał się w sobie. Chłopiec jednak za nic nie dał się oderwać od panienki. pogryzając kawał marynowanej rzepy. jak mu starszy brat przykazał. że płynącej krwi nie mogli zatamować! Pacjent coraz to bledszy. że pacjent wyżył. Kiedy i w czym się medyk pomylił. medyk zniecierpliwiony marszczył się groźnie. a dzieciak z godną podziwu wytrzymałością znosił cięcia noża. Medyk. Panienka żałowała go. a dziewiątego dnia opółnocy przyszedł tajfun. Tutaj właśnie z nim przyszła. by się przekonać. którą utraci przy zabiegu. krzyżował ręce i ciężko wzdychał. uparcie i bez przerwy. na pierwsze miejsce się nie pchał. Medyk także zbladł. ot. chroniąc się od deszczu słomianymi derkami. Panienka szła się myć na noc i znalazła chłopca płaczącego cieniutko jak komar. trudno zgadnąć. chłopiec wiedział. ale chłopiec na zawsze pozostał kaleką. jego życie w niebezpieczeństwie.doprawdy. Od przybycia panienki do domu chłopca minęło kilka dni. głuptak i ja. Po trzech dniach krwotok ustał. a panienka litościwie brała dziecko na ręce. nie mówiąc już o tym. a także by pocieszyć strapioną rodzinę . Lało jak z cebra. No i operacja. co przystoi: płochliwie chował się w kącie. Miłosierdzie boskie sprawiło. siedziało się więc w domu. wystraszył się eiie na żarty.jak piszczący konik polny z własną urwaną łapką w pyszczku . dość. przykro patrzeć! Chodziło tu zresztą i o renomę . Wówczas stało tu jeszcze dwadzieścia domów.krew. Pogodził ^ię on z losem.jako zadośćuczynienie. W dodatku jesteśmy nad urwiskiem. i wołało się od domu do domu. com im wtedy ze wsi towarzyszył. z ledwością. Nadszedł wreszcie wieczór poprzedzający operację.odprowadzić dziecko do domu. jeść mu dawano razem z rodziną medyka. żyjecie?!”. ulitowała się nad nim i wzięła do swego łóżka. że są jeszcze ludzie na świecie! Dłużyło nam się te osiem dni jak osiemset lat. Wobec tego lekarz kazał córce . trzymał się dzielnie.kiedy chłopiec wybuchał płaczem. nie rościł żadnych pretensji. Ta sama ulewa zniszczyła dom medyka i wszystkim . w jednym momencie góra biota! Dziwnym trafem troje tylko wyszło z życiem z tego potopu: panienka. ono zaś czepiało się kurczow’o i chowało twarz na jej piersi. Po pewnym czasie ojciec przybył. że tu i ówdzie strzechy pozrywało. Wszyscy posnęli. do tej zagrody. Panienka jak zwykłe przy takich okazjach objęła chłopca i przytrzymywała go. po syna. no. wiatr o strasznej sile. choć pod dachem. piątego dnia lunął deszcz. „Hej.

Szum wodospadu przycichł. jak jest! Od kiedy panienka została żoną tego głupka. Kiedy rękawami machnie. Mniejsza o panienkę. ani jeden. Wiedz. . a minęło od tamtej pory trzynaście lat. młodzieńcze. lecz potrafi zrobić wszystko. jadłbyś sobie tę rybę i popijał. skóra pociemnieje.Słuchając. nogi się wydłużą. Idź teraz szczęśliwie na pielgrzymkę i nie zawracaj! Wujcio znowu klepnął mnie po plecach. Niemniej miejscowi gadali. zaraz dmuchnie nań i w zwierzę przemieni! Szczególnie od tamtej powodzi. Panienka z natury jest zalotna. a najbardziej lubi młodych chłopców. dotarł zapewne żyw\v do zagrody dzięki deszczowi. Karp. tak lało! . Niech no tylko zawoła. aż stał się małym punkcikiem i zniknął za wyniosłą górą. żal mi ciebie. musiał t» być znak niewątpliwy. co by się ukazał! Nie. . całkiem odwróciła się od świata. Każdy ma swoją porcję kłopotów. źe się na tym świecie na zmianę zanosi. i zamieszkała w górach przy chłopcu. ale żeby tak rzec całą prawdę. że żaden z nich. wystarczy. że skoro taka piękność jak panienka narodziła się w’ zapadłych górach. Tyle że gdy się jej włos rozwichrzy. Boskie miłosierdzie osłoniło cię. wychudną ręce. wiatr się zrywa. chętnie bym ci tu przywołał przed oczy tego diabła. do czego by niechybnie doszło. nogi. którego wujcio niósł panience. miłosierdziem! Nić bardziej fałszywego! Pozostaw wszystko tak. pierś straci jędrność. sama jedna została. Opiekuje się nim ze wszystkich. Z rybą w ręku wspinać się począł górską ścieżką i już się nie obejrzał. rozsiadłszy się wygodnie. co ci tutaj opowiadam. Nie miała już panienka dokąd wracać. kij swój pielgrzymi i otworzyłem parasol. żeś się w ogóle uratował. Patrzyłem w ślad za nim. o. w górach rozpętała sic letnia burza. a żywe rybki do ręki jej płyną. się nie uratował. Kiedy dotarłem do wsi. Zmówiwszy modlitwę. czego dusza zapragnie! Niech tylko zbliży się do niej mężczyzna. sił. że jak cię ta kobieta weźmie w objęcia.śmierć zadała. Ocknęła się we minie dusza. ująłem. a nazywasz to uczucie litością.nakazywał mi to obowiązek. dobrodzieju. jakeś to dobrodziej widział. w jednej chwili stracisz ludzką postać! Ot. myślisz sobie: jak jej ciężko! i masz pewnie ochotę wrócić tam co prędzej. Jednym susem zbiegłem z górki na dół . wiedz. dał się teraz słyszeć gromki pogłos. jak brwi podniesie. W rozżarzone od gorąca niebo podniosła się z jej szczytu chmura.Mężczyzna dokończył opowiadania i znowu chełpliwie się roześmiał. panienka takoż. źe się obmyje w wodzie strumienia i od razu odzyskuje dawną urodę. jak to miałem w zwyczaju. wyrośnie ci ogon. deszcz pada. sypią się z gałęzi owoce najdojrzalsze. uszami zastrzyżesz. niech spojrzy. nie daj się omamić! Odejdź stąd czym prędzej! Dziwne. co przywabia mężczyzn. Musiała pewnie coś ci tam powiedzieć. kiedy strumień wdarł się w góry i niebo zesłało przedziwną wodę.

Lecz oczyma wyobraźni widziałem. spowitą w chmury. sunącą pod górę. . coraz to wyżej i wyżej.Świątobliwy bonza z góry Koya zakończył na tym sw’oje opowiadanie. jak bonza następnego ranka szykował się do przebycia zasypanej śniegiem przełęczy: tęsknie obejrzał się za siebie. Poskąpił mi dalszych szczegółów. nim się wspinać począł wśród migotliwie sypiącego śniegu. Widziałem jego sylwetkę.

lecz wciąż popychał w górę szare chmury. nawet jeśli się wybrał na ryby. aż posłyszała nad ranem piejące koguty. że Iwaji przynosił i rzucał u wejścia do kuchni cieśli mokre kłębowisko. ot i wszystko! Iwaji spędzał oczywiście wieczóry na łowieniu ryb. Czekała. jak to miał w zw3”czaju. Iwaji wrócił z roboty do domu długiego baraku stojącego na tyłach terenu świątyni Gyoganji . chłop żonaty. spotkał się pewnie z kolegami i zabawił gdzieś w Shinjuku. że nic tylko się rozbierać. przy glinianym piecyku gorąco się robiło. . od kieliszka i hazardu nie stronił. żona od dawna domyślała się. Wiatr tymczasem przybrał na sile. Całą noc nie zmrużyła oka. Zebrały się gęste chmury. Żona Iwajiego kilka razy podchodziła do drzwi. zapadał duszny wieczór. iż . coraz bardziej niespokojna. niezwykły otej porze roku. nadleciał ciepły. Nikt już nie przechodził. rozrywek mu nie brakło.Nocny połów Opowiadała rai o tym żona cieśli Daikatsu. Znał się też na tym wybornie. Był koniec listopada. do łaźni miejskiej. zrzucały kołdry. Krzyczały ciemne usta klekocących zasuwanych okien. I wyszedł. W ciągu jednej nocy potrafił złowić na błotach cały ich pęk. wilgotny wiatr. człowiek towarzyski. popłakiwały. że gdzieś mu się spieszy. Wysoko na niebie iskrzyły się gwiazdy.Szefie. A Iwaji zawsze przecie wracał na noc. budząc się co chwila.katsu z Ushigome pracował czasami niejaki Iwaji. jest tu trzysta ogonów! Żonę Iwajiego. gnębiło grzeszne postępowanie męża mordowanie żywych stworzeń. Stukał I łomotał nieszczelnymi drewnianymi drzwiami.aby uniknąć Jej narzekań i wyrzutów. Od kobiet. a choć tym razem nie zabrał z sobą wędki. największą jednak jego pasją było łowienie ryb. Jest też nad czym rozmyślać! Iwaji. z dwojgiem dzieci. U majstra Dai . i znowu zerwał się wiatr. przemierzała wąski przesmyk między domami. szczególnie na łowieniu węgorzy. co zresztą dla amatora jest prawdziwą sztuką. kobietę młodą jeszcze. Potem wiatr się przyczaił. niczym kłąb dżdżownic. stamtąd . idzie się spotkać ze znajomym. źe zabija niewinne stworzenia . Często się zdarzało. Nie poszedł nawet. Noc nadciągała coraz głębsza i ciemności coraz przepastniejsze.dziwnie czymś podniecony: wyglądało na to. powiedział. który zaraz ustał. Spadło kilka kropel deszczu.pozostawiał sprzęt w sąsiedztwie: u fryzjera albo u rikszarza. wychodziła przed bramę świątyni i wyglądała na ulicę. i niedobre poty na człowieka biły. jakby z brudnej waty. zjadł tylko szybko miseczkę zupy ryżowej. Matka uspokajała je i okrywała. Dzieci źle spały w tej duchocie.

. przyszedł sam jeden. synku? Może pan ze sklepu? Czy kto? . pocieszona trochę tym śladem. Chodziła tak wypytując. ale za to jest.Chłopiec rozłożył rączki. Pokropiło. przecież ci mówię. nie wrócił i do południa. było chyba koło północy. Synek pociągnął matkę za rękaw.dodała nadąsana dziewczynka. rzekł i wziął sobie drugą porcję na dokładkę. tak. moja pani! Kobieta. Zresztą noc była ponura i niemiła.Nie wiem. nikogo z kolegów nie widziałem.Kobiecie zaschło w ustach. dobrze.Aha. A dźwięk jego przygłuszony jakiś. w misce. uśmiechnęła się. potem kolejno do innych. Nigdzie jednak męża nie znalazła. stały tam w świetle gwiazd: jej czteroletnia córka i pięcioletni synek.Taki olbrzymi. Jak nadszedł Iwaji. przestańże pokazywać! Gdzie jest. nić wrócił! . .Tatusia nie ma. „Żeby tylko się nie rozpadało!”. zbiegła stromą uliczką i śpiesznie zawróciła ku świątyni. serce stanęło. od domu majstra Daikatsu poczynając. jak zawsze. Tak. Przeczesała bukszpanowym grzebykiem włosy rozwichrzone po bezsennej nocy i poszła szukać męża po sąsiadach. który prowadził stoisko z gotowanym ryżem.. Matka popatrzyła na dziecięce twarzyczki. inny niż przedtem. węgorz! . żona przeraziła się teraz nie na żarty. U wylotu zaułka spotkała dzieci. Niepokój wzbierał jej w piersi jak wodospad.Nie wrócił .Dobrze. fiu. przypomniawszy sobie o dzieciach i niegotowej wieczerzy.zapytała żywo i łagodnie. aż wreszcie pod sam wieczór . Nigdy tak nie postępował. . i wiatr tylko świstał: fiu. .No jak. . fiu! Tak. no to Iwaji popatrzył na niebo. sam. kto go przyniósł. mamo! .To kto go przyniósł. Pytaniem tym pragnęła sprowokować odpowiedź: wrócił! O. Akurat deszcz pokropił..koło Kagurazaka w Ushigomemitsuke spotkała znajomego. Iwaji nie wrócił na noc. przestało padać.wyruszał zabierając z sobą wędki.Iwaji? Zaraz. gnał ją pośpiech. podstępna! .O.w porze kiedy wyjeżdżają ze swymi wózkami nocni restauratorzy . dzwon w Mejiro w}’bijał właśnie godzinę. . Zagadnięty o Iwajiego mógł coś niecoś powiedzieć.W kuchni. Więc żeby nam nie . ten węgorz? ... „Dobry znalk”. . Leży sobie w misce i wierci się. powiedział i szybko odszedł. związała mocniej szarfę kimona. nikt też nie umiał nic o nim powiedzieć. tatuś wrócił? .

Ale nie ruszaj. od włosów ku ramionom. miała wrażenie. Kobieta poszła wolno ciemnym zaułkiem. daliśmy na nią pokrywkę. owalny kamień. . podniósł wolno w górę kwadratową głowę i spojrzał przenikliwie na pobladłą twarz żony. pełnej po brzegi wody. Odwróciły raz jeszcze główki oświetlone mogilnymi latarenkami i zawołały: . Popatrzymy tylko. Napięta. wątłym świetle. Kolebiąc się na boki pobiegły ku bramie świątyni. chlast! Zdrętwiałą ręką otworzyła drzwi. mamo. Któraś z mieszkanek baraku wyjrzała przez rozsunięte okno.Idź zobaczyć! . Jeden tylko samotny węgorz. na drżących nogach zmierzała do domu. idę. małą dłonią odsunęła ciężki kamień. zacisnęła wargi. wpadającym z zewnątrz przez zasunięte szyby. gdzie znajdował się kran i zlew’. a jednocześnie jakby delikatny jakiś i bezbronny. wił się węgorz.Ojej. rzucał się w’ oczy leżąc tutaj. Węgorz leniwie zakreślił koło. . Żonie Iwajiego krew uderzyła do głowy. węgorza! Możesz tylko pooglądać! . idź zobaczyć! . prysnęła woda. . Chlast. chlast! Nie słyszała żadnego innego dźwięku. źe sunie w przepaść.Jak te dzieci dały sobie radę .rozciągały się posępnie przed nią.tam. bardzo czarny i przygniatający. za rozsuwaną ścianą. czy nic wraca! Dzieci chwyciły się za rączki. zupełnie jak na grobie! . lodowaty dreszcz przebiegał jej po szyi. Akuiagaiua Ryiinosuke Piekieł wizerunek niezwykły Rozdział I .zdziwiła się. ale do żony Iwajiego żaden dźwięk nie docierał. którego uzywała przy kiszeniu. co wy też! .I jeszcze z wierzchu położyliśmy kamień.uciekł. .Bo jak go dotkniesz. posłyszała chlupot wody w misce: chlast. ujrzawszy ciężko spoczywający na misce wielki. Tak mi opowiadała małżonka cieśli Daikatsu.pokój i kuchnia .Tak. chlast.My czekamy na tatusia. Zdjęła pokrywkę: w misce. Chodźmy razem. Cztery segmenty rozsuwanej ściany i dwa proste kwadraty pomieszczeń .Dobrze. Sam jeden.Karcący głos matki zadrżał. Rozejrzała się w tym przymglonym. ucieknie! Dzieci pobiegły. Z lewej strony .

o których wspomina przysłowie. kiedy Jego Dostojność powrócił z pałacu władcy. dodam jeszcze. Toteż i uczynki jego wszystkie. a wyprzężone z jego karety woły zraniły przypadkiem przechodzącego obok starca. Moglibyśmy porównać Jego Dostojność z C’inem czy drugim z kolei cesarzem dynastii Suej lecz zawsze będzie to tylko poznanie cząstkowe. że dążenia i postępki Jego Dostojności wcale nie miały na celu osobistego tylko wyniesienia. o dołach i . myślał on raczej oInnych. Wystarczy wspomnieć o samym dworze w Horikawa. że wszyscy. wyznawcy metody lekarskiej słynnego Kady medyka. innym niż reszta ludzi. starzec ów złożył ręce i dziękował za zaszczyt. jak malowano na parawanie piekło! Wtedy to nawet sam Jego Dostojność. sławy i bogactwa. Daiitokumyoo W każdym razie nie ulega wątpliwości. co to zbudował słynny pałac Kawaranoin. prowadzonym na jakże szeroką skalę czy może lepiej rzec z wielkim rozmachem.energię swą obracał na cele szlachetne. Lecz najstraszniejsza ze strasznych jest opowieść o tj’-m. I choćby Jego Dostojność spotkał nagle na swej drodze całą procesję duchów wychodzących z chramu na Drugiej Atci nic by go to nie obeszło! Niechby Jego Dostojność głos podniósł karcąc błądzącego ducha Minamoto Toru . bylibyśmy jak obmacujący słonia ślepcy. i nie ma się co dziwić. nie ma też chyba na całym świecie drugiego takiego jak wielmoża z Hodkawa w Kioto! Powiadają nawet. że czcigodnej matce jego ukazał się przed urodzeniem Jego Dostojności sam. zwykłego śmiertelnika. że pewnego razu.O. przez całe życie był na ustach wszystkich. który go spotkał! Do tego. do gruntu był . Powiadają nawet. co do jednego. młodzi i starzy. tego. że od początku był on człowiekiem niezwykłym.duch potężnego Toru ulotniłby się natychmiast jak niepyszny! Wielmoża z Horikawa cieszył się bowiem w Kioto owego czasu tak wielkim poważaniem i taki miał autorytet.bywał)’m! Zawierała się w tym pewna doza determinacji. którego byle co nie przerazi. można wyliczać bez końca. dla mnie. gckie odtworzył wiernie krajobraz z okolic Shiogama i gdzie krążył jako dusza pokutująca .cesarskłcgo ministra lewej ręki. Mówiono na przykład. zadziwiają mnie i porażają swą oryginalnością. że czyny wielmoży z Horikawa szeroko komentowano. gdzie oglądał był kwiaty śliwy. żc zaproszony na biesiadę przez cesarza ofiarował mu w darze trzydzieści białych koni albo że wznosząc most na rzece Shinyodogawa oddał na ofiarę pod filar mostu własne ukochane dziecię. słowa jego przyjmowali z nabożnym szacunkiem jak słowa Boga samego. wręcz nie . co się na nowo objawił. a całości wyobrazić sobie nie potrafi! Podkreślić też należy. przeciąć sobie wrzód na udzie! O.radując się v/raz z Niebem . każdy odmienne wyciąga wnioski o wyglądzie zwierzęcia. Przeciwnie. co już powiedziałem. że pozwolił mnichowi chińskiemu.

któ . Przedstawiał się raczej nędznie. Wielką cieszył się sławą! W czasic pamiętnego wydarzenia mistrz dobiegał pięćdzićsiątki. Dlatego tylko. mądra i bystra. a podówczas uważano podobno. ujrzała sadzącą od dwuskrzydłowych drzwi małpę. w popłochu. chudy Jak patyk. Niskiego wzrostu. że dusza ze mnie nie uszła! Bo choć służyłem Jego Dostojności dwadzieścia lat. Pamiętam. Kiedy się stawiał u dworu.Yoshihide. Cały dwór pokładał się ze śmiechu. że postawą swoją przypomina małpę. I jeszcze jedno. milutka.nazwał ją Yoshihide. wszyscy znają i pamiętają jego historię. zwykły ubiór codzienny łudzi z towarzystwa. Nim rozpocznę opowiadanie.dziw. tym bardziej że nadawały mu wygląd jakby zwierzęcy. że małpka była taka pocieszna. Za nią biegł panicz machając biczykiem. z tej może przyczyny uważająca była i taktowna. by się schronić jak zwykle na wysokim słupie. że mu żaden malarz nie dorówna.r5mi pełnił służbę u jego boku .krzyczał w ślad za małpą. . dlaczego wargi Yoshihide są takie czerwone: oto malując Iłże pędzel! Kto wie! Ktoś Inny zauważył. a to. bo pobrudziło maty w pokoju dla służby . ciągnąc za sobą łapkę. jedynaczka. przezwano go Małpiarkiem. Yoshihide! Aż tu pewnego dnia córka Yoshihide. a żony innych dostojników” również ją polubiły I traktowały przychylnie. ale dla zabawy poczęli zwierzątku dokuczać: a to. co się tyczy Yoshihide: jego piętnastoletnia córka. bo wlazło na sosnę w ogrodzie. Rozdział II Jeśli chodzi o Yoshihide . złodziejko mandarynek! . nad wiek rozwinięta. i wołanie: .i za każdym razem wielki krzyk i zamęt.synek Jego Dostojności był akurat w wieku. złośliwy starzec. gdy dzieci najwięcej psocą . Niechby się tam śmieli na zdrowie. służyła wówczas na naszym dworze jako młodsza pokojowa. Toteż upodobała ją sobie nasza pani. idąc długim krużgankiem i niosąc list uwiązany na gałązce wiśni. muszę wspomnieć o malarzu Yo’shihide. choć zarazem wygląd jego kazał zapomnieć o wieku. Tym bardziej ja.Stój! Stój. miał na sobie jedwabne brzoskwiniowe kimono. sądzę. . nie mając nawet dość siły. Jakoś w tyra samym czasie z odległej prefektury Tamba nadesłano w podarku oswojoną małpkę. a panicz . a na głowie wysoki biret. sprawiały niemiłe wrażenie. że ktoś mi powiedział. Nic a nic do ojca niepodobna..to dziś jeszcze. wcześnie straciła matkę.wstrząśnięty. uciekała znękana. równie przeraźliwego widowiska dotąd nie przeżyłem. kulała. on to bowiem jest twórcą malowidła na rzeczonym parawanie. Usta miał czerwone i wydatne.

Oto małpka . który nadbiegł w wielce wojowniczym nastroju. wzywać też począł czasem przed swoje oblicze córkę Yoshihide razem z jej pupilką. A gdy dowiedział się z ust otoczenia przyczyny. popadł w niełaskę. zaczęto ją nawet rozpieszczać. Jednocześnie .. za ojcem prosisz! To już niech ci będzie.Widząc to. a pewien samuraj. jakby tu mojego ojca bito. . . . bo ją nosiły uprzednio na swym ciele szlachetne dzieci Jego Dostojności. Lecz panicz. Do tego stopnia. tak się czuję. Dziewczyna pożałowała jej widać. Odrzucił biczyk i ruszył z powrotem. usłyszawszy o cym zdarzeniu. W końcu i sam panicz rzucał jej czasami orzechy czy owoce kaki. rozumiem. Uśmiechnęła się słabo i pokonawszy króciutkie wahanie dodała: . córka Yoshihide zawahała się chwilę. Podkreślam.Wielce jej się chwali! Dobra córka! I obdarzył dziewczę pięknym spodnim kimonem. .odparła dziewczyna. naburmuszony tupnął kilkakroć nogą. ogarnięta przemożną litością.Dlaczego jej bronisz?! Ukradła mi mandarynkę! . rzekł: . z zafrasowaną miną ogryzała sobie paznokcie..O.A że na imię jej Yoshiliide. wrzeszcząc rozpaczliwie. Jego Dostojność. Po prostu muszę jej bronić. że kiedy dziewczyna przeziębiła się i kilka dni leżała chora.. drugą ręką spowitą w rozwiany rękaw fiołkowego kimona podniosła stworzonko.. jej podopieczna czuwała u wezgłowia. dziwni są ludzie! . ani na krok nie odstępując. paniczu.Darujcie jej. Dziewczyna umocowala na ślicznej szkarłatnej wstążce otrzymany od swej pani złoty dzwoneczek i ozdobiła nim szyję zwierzęcia. iż Jego Dostojność okazał łaskę córce malarza Yoshihide głównie . bielizną. daruję! . Przy wręczaniu po^ darku małpa wprawiła pana w dobry humor. Rozdział III Od tego dnia małpa przylgnęła do córki Yoshihide. . dla której dziewczyna opiekuje się zwierzęciem. które towarzyszyło jej teraz stale. który przez nieuwagę trącił małpę nogą.powiedziała czystym głosem. Więc w jednej ręce trzymając gałązkę.przestano małpce dokuczać. Ściślej mówiąc. naśladując ukłon dziewczyny.przystał niechętnie. objęła je i uklękła przed paniczem. która miała wielką wartość. Nadbiegająca małpka zaplątała się w rękaw jej kimona.Przecież to tylko zwierzę. Trafiło to do przekonania paniczowi i dał za wygraną.doprawdy.

ale nic. Plotki takie kursowały.malarz Yoshihide .była mądra i zgodna. Przeciwnie. a nade wszystko pyszałkowaty. Kisshdten malował na obrazie pospolitą gębę komediantki z wędrownej trupy. Chociaż małpa stała się ulubienicą dworu. nagrodzić pragnął przywiązanie. (Z tej jakoby przyczyny. co to ceniąc jego obrazy. nic podobnego! Pochwalono ją i odesłano do zwykłych zajęć. Jego Wielebność biskup z Yokawa wzdragał sic na widok Yoshihide. a jego bóg ognia wyglądał jak . dla których zaopiekowała się małpą. zwłaszcza córka Jego Dostojności nie mogła się wprost bez córki malarza obejść i nawet do powozu na przejażdżki brała ją ze sobą. lecz jest to gminna płotka. żc istnienie samego Wieszczącego Wielkiego Ducha uważał za dziecinne brednie! Taki był Yoshihide . że malarz uwiecznił na płótnie jakoweś jego uczynki. Yoshihide. Do tego tematu wrócę później.nadal pozostał znienawidzony. Kto by tam kiedy powiedział o nim dobre słowo! Chyba tylko dwu. Na razie raz jeszcze powtarzam. puszczając je mimo uszu. się wyśpi Rozdział IV Był Yoshihide skąpy. bo przecież nie dziewczyny. nie zasługująca na wiarę.. trzech najbliższych przyjaciół albo miłośnicy malarstwa. w żadnej sprawie nie potrafił przyznać się do błędu. W dodatku próżny. A źe z natur)’. po prostu go nic znosił. i miłość córki do ojca. że znając powody. żadna z kobiet na dworze nie okazała jej zazdrości. jakby spotkał czarta na swej drodze. córki malarza.kiedy tworzył oblicze najcudniejszej z bogiń. Jeden z długoletnich uczniów malarza opowiedział mi następującą historię: kiedy jednego razu w pev/ncj rezydencji duch wieszczy wstąpił w szamankę i przez jej usta straszliwymi przemówił słowy. za plecami ciągle przezywano go Małpiarkiem. jak to mówią niektórzy. powrócę teraz do ojca. wcale im się nie dziwmy. pożądliwy.dlatego. nie znali mistrza osobiście. dlatego że dziewczyna wpadła mu w oko. bo go okrzyknięto największym malarzem w Japonii i Niechby ta jego próżność tyczyła się samego tylko malarstwa. Nie był łubiany również poza dworem. Widać stąd. Dość powiedziałem. leniwy i bezwstydny. dziewczyna i jej małpka budziły powszechną życzliwość. że chodziło tu o nagrodzenie cnoty. a nie. Yoshihide miał złą opinię wszędzie i u wszystkich. sięgnął po tusz i pędzel. o córce.) Krótko mówiąc. Yoshihide bowiem przedstawiał się nędznie i miał na i domiar złego szereg cech niemiłych dla otoczenia. lekceważył wszelkie przyjęte formy i obyczaje. aby starannie odtworzyć wykrzywioną grymasem twarz kapłanki. główny bohater .Jak sobie kto pościele tak. bezwzględny.

otwarcie się opowiada. chociażby obraz Pięciu Stref który namalował na bramie świątyni Ryugaiji Idący tamtędy nocą słyszeli podobno na własne usz y westchnienia i szlochy niebian. Tak miał czelność odpowiedzieć.mówili . z Państwa Środka). przeto płotki takie podbijały mu tylko bębenka.. i zmarło. buta i pycha bez granic! Yoshihide uważał się za jedynego godnego człowieka na świecie. takich jak Ka . Nie były to sądy odosobnione. jak powiedziałem. kpiącymi z wieku. że nade wszystko przedkładasz brzydotę! Yoshihide zaś uśmiechnął się na to niemile swoimi czerwonymi.Zdaje mi się. w przeciągu trzech iat podupadło na zdrowiu. Czyż nie są to pogłoski pełne uroku? A o obrazach Yoshihide wspomina się zawsze z odrazą. namalowany przeze mnie Budda karę mi ześle czy co! Na to już uczniowie jego bardzo się obruszyli. .Zauważcie proszę . że na obrazach Yoshihid e panuje rozpusta. jak wiecie. Ot.. pod niejednym względem poczynał sobie malarz zgoła niestosownie. jak wysoce się cenił jako malarz.wanari czy Kanaoka^^: oto że kwiaty śliwy na drewnianych odrzwiach pachną podczas księżycowej nocy albo że można czasami usłyszeć melodię fletów. wargami i odparł bez skrępowania: . Oszczercy dodają: dzieje się tak dlatego.Cóż to.Tak jest w istocie.z nim będąc stosunkach zwali go szarlatanem. zarówno malowane czarnym tuszem. Nie trzeba dodawać. na których grają kapłani z parawanu. nadali mu przezwisko Chiraeiju tengu przebrzydłego olbrzyma (który przybył do nas. Lepszego dowodu nic trzeba! Lecz. Trzeba ich przecież zrozumieć! Twardy i bezwzględny Yoshihide jedną miał tylko ludzką słabość. jakby faktycznie był pierwszym artystą w kraju! Uczniowie Yoshihide. te właśnie. o których już wyżej wspomniałem. jak barwne litografie” znacznie się różniły od dzieł innych malarzy. wielu w trosce o własne zbawienie zrezygnowało z nauki u malarza. Aż mu Jego Dostojność raz przymówił: . Krótko mówiąc. a niektórzy czuli nawet wyraźnie trupią woń rozkładu! Dalej. jakby im dusze wydarto.co się słyszy o obrazach wielkich mistrzów pędzla.ordynus ze straży porządkowej! Słowem. które Yoshihide na rozkaz pana portretował. że kilka żon Jego Dostojności. którzy w złych . Dla malarzy żółtodziobów piękno ukryte w brzydocie zawsze pozostanie niezrozumiałe. Na zarzuty odpowiadał Yoshihide zaczepnie: . Obrazy jego. . Yoshihide należał do ludzi z gatunku wojujących z całym światem.

który nigdy me ofiarował nic na świątynny datek. Kiedy Yoshihide ukończył malowany na zlecenie obraz Buddy Monj. że człowiek. powodowany egoistyczną miłością. namalować rozkazał na . Myśląc o tynl^ teraz wyraźnie sobie przypominam. nie żałował starań I pieniędzy. ozdoby do włosów i wszelkie przybrania dla dziewczęcia? Yoshihide rozpieszczał jedynaczkę. zadowolony. źe się pan zakochał w córce Yoshihide. niespokojna. działał na jej oczywistą korzyść! Uradowany dotąd pan spochmurniał nagle. Dziewczyna zaś. że wzrok Jego Dostojności spoczywający na malarzu za każdym razem był coraz sroższy. nie zrażony niechęcią malarza. iż Yoshihide. to nie! Ani mu to w głowic nic postało. wyszukaniu godnego małżonka . ojcu bardzo się to nie podobało.Zwolnij. Toteż kiedy dziewczyna została na życzenie pana jego pokojową do osobistych posług. Jego Dostojność. Krążyły plotki. kochającym dzieckiem. Do zajść takich dochodziło kilkakrotnie. wreszcie wyrzucił z siebie gwałtownie: Tego nie uczynię! Zaraz też podniósł się i wyszedł z komnaty. często w chwilach wolnych od zajęć siedziała pochlipując w rękaw kimona. Jest to oczywiste kłamstwo.co to. Yoshihide nie dał się prześcignąć w tej miłości. dłuższą chwilę w milczeniu wpatrywał się w malarza. że gotów byłby chyba przywołać najemnych zbirów z ulicy i kazać zgładzić śmiałka w ciemnym zaułku. Szeptano. Czy dacie wiarę. W tym okresie przychodził na dwór z miną jawnie niezadowoloną. wielce sobie dziewczynę upodobał. moją córkę z obowiązków na dworze. lecz żeby pomyślał dla niej o przyszłości. bo jak już mówiłem. o bezpieczeństwo ojca.Dam ci w nagrodę wszystko. I cóż odpowiada na to zgięty czołobitnie Yoshihide? Ma czelność butnie odrzec: . była dobrym. wyznaczając dziewczynie służbę przy swojej osobie. kto się do córki przybliżył. raczył mu rzec: . Mogę jednak stwierdzić. cały czas żądał zwolnienia córki z obowiązku na dworze.Rozdział V Malarz nad miarę miłował i szalenie rozpieszczał swą jedyną córkę. że ponieważ dziewczyna mu nie uległa. Jego Dostojność. Rzecz w Horikawa niesłychana! Przecież Jego Dostojność. Wręcz przeciwnie: tak się boczył na każdego. dziecięcia ucieleśniającego mądrość najwyższą. że twarzyczka miłosiernego bóstwa niezmiernie mu się udała. że zażył on uciechy z córką mistrza. kiedy szło o stroje. obserwatorzy wysnuli stąd wniosek. Ona również odpłacała mu uczuciem. czego zapragniesz! Mów śmiało. panie. i okazało się.

pałacowych dostojników z pięcioma kimonami dam dworskich. każdy stan znalazł tu swój wizerunek: najwyższy dostojnik dworski i najnędzniejszy żebrak. Niewątpliwie była ona w łaskach u pana i specjalnie chciał jej dogodzić. a dosadniej mówiąc. Jego Dostojność. Wszystko aż . Rozdział VI Na samo wspomnienie parawanu stają mi przed oczyma jak na jawie straszne sceny! Bo też dzieło Yoshihide już od pierwszej kreski różniło się ogromnie od innych obrazów przedstawiających ten temat! A. nie wiem. w panice i rozsypce biegnie’ na wszystkie strony. Choćbym chciał. widzieli obok siebie mnisi z różańcami w dłoniach i samurajowie w drewnianych sandałach na koturnach. bo żal mu ją było skazywać na poniewierkę u boku niewyrozumiałego ojca” chciał. v/czwał go do siebie i kazał mu namalować na parawanie piekło. to szamanka. a na tym nie Iconiec. Niewiasta o długich włosach zaplątanych w żelazne widły.dymy i złote iskry w)”pełniały rozszalałą przestrzeń. nauką się parający. płonącymi. złamała . nie zdołam wyliczyć wszystkiego! Cały ten tłum spowity ogniem i dymem. resztę powierzchni pokrył straszliwymi. Otóż Yoshihide umieścił wśród grzeszników przeróżne osoby. lecz twierdzenie. który pewnie strawiłby nawet Górę Najeżoną Mieczami Ubiory sędziów wieczności jarzyły się czerwono i żółto od ognia.tuszowe czarne plamy . wszędzie wokół plamy płomieniste. jest wierutnym kłamstwem. wszyscy zostali namalowani. Nie ma w tym słowa prawdy! Sądząc z moich osobistych obserwacji. czarty o ciałach ludzkich z głowami krów i koni. Zostawmy teraz te rozważania i zajmijmy się dalszym ciągiem opowieści. Wróćmy jeszcze do okresu. Mieszały się tu z sobą przepisowe ubióry . a pomiędzy nimi wirujące rozproszone dymy .nadto straszne. na żadnym innym obrazie! Muszę wyjaśnić dlaczego.wdzięki. rozchwianymi jęzorami ognia. gnany wichrem podziemi niczym opadłe liście. gdy Yoshihide zajęty swoimi sprawami zapomniał na pewien czas o córce. mija się z prawdą. od głównego. ognia przeogromnego i palącego. więc w jednym rogu parawanu artysta umieścił maleńkie postacie dziesięciu władców piekieł.parawanie piekło i w ten sposób powstał ów wizerunek.rozrzuconych w tle . że urzekły go je j .nie zobaczysz nigdzie. Emmy począwszy. Jego Dostojność nie uwolnił dziewczyny z obowiązku na dworze. by pędziła życie wygodne i beztroskie w dworskiej rezydencji. wystrojone córy wielmożów i wróżbiarze z rytualnymi parametrami w ręku. czym powodowany. dręczony przez oprawców piekła. która podkurcza ręce i nogi wprawnie] niż pająk. bo postaci takich grzeszników .

a tyle ich. że jeśli po kryjomu zajrzeć do komnaty.to widzieli. kiedy zaczyna} malować. Ażeby stworzyć arcydzieło. tamtego pożera jadowity wąż. przebity halabardą .wszystko w tej scenie tchnie męką piekielnego ognia. Malowidło wspaniałe i Tak. przechyliwszy białą szyję.żeby Yoshihide namalować mógł swój obraz. że gdy Yoshihide rozpoczynał pracę nad obrazem. jakoby nasz artysta zdobył sławę. zobaczyć można niewyraźne cienie lisich demonów: jeden lis po prawej. Tak jakby wszelkie okropności wielkiego parawanowego malowidła ześrodkowały się w tej jednej jedynej postaci. spadająca wśród gałęzi Drzewa Mieczowego. rozbrzmiewały w uszach zgiełki piekła. którzy . Rozdział VII Yoshihide nie pokazywał się na dworze dobre pół roku. Rzeczywiście. nogami do góry. Rozliczne cierpienia i tortury. kto na ten obraz spojrzał. byli tacy. Wracam więc do chwili. twierdził. czy to nie dziwne? Jeden z jego uczniów. ponieważ się zaprzedał i zaprzysiągł duszę Siedmiu Bogom Szczęścia. Każdemu.to młody gubernator prowincji. Są i inni: jeden sieczony żelazną dyscypliną. Na dowód tego przytaczano to. kiedy Jego Dostojność rozkazał namalować Yoshihide rzeczony obraz. cierpi niewymownie! Kobieta. zapominał o całym świecie. płonąca kolasa i woły zaprzężone do niej . o którym uprzednio wspomniałem. iż piekło namalowane przez Yoshihide było tym samym piekłem. największego w Japonii! Pośpieszyłem się nieco. drugi po lewej. i zakłóciłem tym porządek mojej opowieści. Jakiś powód musiał być. choć tak rozkochany w swej córce. zachowywał się jak opętany. krążyły w owym czasie słuchy. Inaczej nawet on nie potrafiłby oddać tej wielkiej męki. Mistrz bowiem. kiedy Yoshihide brał pędzel do ręki. chcąc opisać dziwy na parawanie. dopóki . cały czas pracując nad malowidłem na parawanie.zapewne śluby. gdzie na żelaznych kolcach wiszą ludzie przebici jego straszliwymi zębami. które pochłonie kiedyś malarza. wolałby życic postradać! Rzec można. straszliwa ta tragedia musiała się wydarzyć . ilu grzeszników! A już szczególnie silne wrażenie sprawia zrzucona z niebios wytworna kolasa. Fakt faktem. Mężczyzna jak nietoperz wiszący z głową na dół. ciężką przeszedł próbę. całkiem podobno o niej zapominał ani nie chciał jej widzieć. Powiew żaru uchylił zasłony u okna pojazdu ukazując damę w dworskim stroju pysznie wystrojoną: piękność rozpuściwszy w ogień długie włosy. gdzie maluje. drugi przywalony ciężkim głazem. tego szarpie dziób nieubłaganego ptaka.

nawet gdyby nie chodziło o parawan. potajemnie przyrządziwszy farby. żebyś posiedział trochę przy mnie. myśliwskie czy inne i po kolei szkicował w skupieniu ich wizerunki.poprosił natarczywie.Tak. czegom się dowiedział od jednego z uczniów (tego właśnie. A jakby potem kto przyszedł. na rozstawionym parawanie widniał dopiero szkic wykonany przypalonym drewnianym szpikulcem. Gdyby tylko to . proszę mistrza? Yoshihide spojrzał nań ze smutkiem. . Yoshihide podłożył sobie łokieć pod głowę i zasnął natychmiast. gdzie Yoshihide malował i do którego drzwi cały boży dzień były zamknięte. A już kiedy przystąpił do malowania parawanu. Nie. pracując nad obrazem Pięć Stref. nikogo nie wpuszczaj. choć grzecznie odparł: . Oho! Uczeń zdziwił się trochę. jak człowiek śmiertelnie znużony.rozpoczętej pracy nie ukończył. Świeciła tam słaba lampka. kiedy będę spał . Rozdział VIII . Nie zapuszczając się w dłuższe wywody. Oto. lecz życzenie łatwe do spełnienia. Do środka to znaczy do pomieszczenia. powiedzmy. o którym już wspomniałem). gdy do ^ uszu siedzącego u wezgłowia dobiegł dziwny głos. Istotnie.odpowiedział. środka. przy świetle lampki przebierał uczniów w różne stroje. żc zapuszczał zasłony u okien i.To chodź ze mną do. nie chcę przez to powiedzieć. Zatroskany Yoshihide dorzucił z wahaniem: . nie wzdragał się przed widokiem trupów. opowiem pokrótce. szkicował pracowicie i dokładnie rozkładające się twarze i członki. Nic nadzwyczajnego.Chciałbym trochę przespać się w południe. zrobił się szczególnie drażliwy.rzecz łatwo wybaczalna. Nie minęło ani pół godziny. że malarz przejmuje się do tego stopnia złymi snami. a ciągle’złe sny mnie męczą . Na czym więc polegało teraz jego zapamiętanie? Nie wsz}>^scy może rozumieją. Uczeń ów stał sobie pewnego dnia spokojnie rozrabiając farby.powiedział. . nie pominął jednego włoska. Weszli. rzadko oglądając słońce. . Dzień i noc spędzał w zamkniętym pokoju.Proszę bardzo! . od którego każdy normalny człowiek odwróciłby śpiesznie oczy.nic dziwnego. więc uczeń nadal robił swoje. po Yoshihide wszystkiego można się było spodziewać . kiedy nagle zjawił się mistrz.Chciałbym.

. w ustach trzymał pędzel. Chwycił więc stojącą obok miseczkę z wodą do rozrabiania farby i spryskał nią twarz śpiącego.Czekam.język. bez cienia współczucia. . Yoshihide skrzywił się nieprzyjemnie. Chodź do piekła!. Długo jeszcze.. Lecz straszliwe widziadło senne jeszcze mąciło mu myśli.Na początku był to tylko głos. .. Poorane bruzdami oblicze Yoshihide było kredowobiałe.. . a kiedy się znalazł na zewnątrz w jasnym świetle dnia. który .. Obrócił się żywo ku wchodzącemu. to ty! Ręka ucznia zajęta przygotowywaniem farb mimo woli znieruchomiała. No. bardziej się nadawał do miecza niż do pędzla..powiedział chłodno.. bim jesteś!. dodawał. spod języka.. jakby wołał topielec z głową w wodzie -Co. siedział przez chwilę z otwartymi ustami i przerażonym wzrokiem wbitym w przestrzeń. pragnąc go obudzić. Przykro ml cię trudzić.. Chodźże. wargi miał wyschnięte. jedź do piekła!. Co.. Potrząsał malarzem. możesz odejść! .. jakby sam się wyrwał nocnym marom. gdy to zdarzenie wspominał. by się nie narazić nauczycielowi..Mam zamiar narysować człowieka związanego łańcuchem. tak też myślałem.. Stamtąd. Ucznia ogarnęła niesamowita trwoga. rozbieraj się! Nie po raz pierwszy mistrz kazał zrzucać swemu modelowi szaty.Starczy już. Kim. nim się ocknął na dobre.Ostatnie słowa zmieniły się w jęk. Dokąd mam iść?. niewyraźny cień. lecz rób teraz.. po mnie przychodzisz?.powiedział ozięble.Wewnątrz coś się rusza ciągnąc białe nitki ... Malarz siedział jak zawsze w bladym świetle olejowej lampki. trzeba przyznać. dobywają się te urywane słowa. w piekle córka czeka!. że przez parawan przepłynął kłębiasty. .. w ogień!. co ci każę .. odetchnął z ulgą. i raźnie siadł na pościeli... szczerbate zęby wyszczerzone.. zroszone grubymi kroplami potu.. który ścisnął gardło. wołasz mnie?.. . temu się jeszcze upiekło! W miesiąc później inny uczeń zawezwany został do komnaty Yoshihide. o.. usta szeroko otwarte. więc młodzieniec rozebrał się zaraz do naga. Yoshihide otworzył oczy.stopniowo zamienił się w urywane słowa. Młodzieniec. Uczeń wyszedł bez słowa. wtedy jednak trochę się przestraszył. wsiadaj do powozu. No. to ty.Dzięki.Aha. . jakby go kto szpilką ukłuł.. . Ze strachem popatrzył w twarz mistrza. Ale ten ciągle mówił przez sen i ani myślał się ocknąć.. wydało mu się..

nogi skurczone. że wąż ukąsić mógł ucznia. Czym prędzej odrzucił pędzel. nie muszę chyba mówić. okręcając całego łańcuchem. . Wrzucił węża z powrotem do dzbana. jeden po drugim. wąż! Opowiadał potem. Z początku powolutku jak kleista guma. nie powiedział mu jednego dobrego słowa! Bardziej zmartwiło malarza to.szepnął złowieszczo Yoshihide. gdyby nie przypadek. przyszłoby mu cierpieć znacznie dłużej. schylił się raptownie i zwinnie uchwycił gada za ogon. później żwawiej. kiedy to . po pewnym czasie zza wielkiego dzbana w kącie pokoju wysunęło się ciemne pasmo. na czym polegało szaleńcze zachowanie Yoshihide. Wąż zawisł w ręce mistrza łebkiem na dół. aż lśniąc i błyszcząc dotarło do twarzy leżącego. Uczeń naprężył ciało i z łomotem zwalił się na podłogę. że szkic poszedł na marne. tyle że głową mógł ruszać! Krew w krzepkim ciele ściśniętym łańcuchem przestała swobodnie krążyć. spacerował sobie wokół żywego tobołka i robił kolejne.. chcąc nie chcąc. zacisnął węzeł. Ręce.Ej. rozwiązał z łańcucha i uwolnił. starczy chyba szczegółów. sam nie wiem. Na szczęście czy na nieszczęście. które przytoczyłem.. gadzie! Przez ciebie mi się nie udało!. Yoshihide ani to obeszło.skoczywszy wartko do swego modela.. Brutal Yo . niżli to. w sposób nie znoszący sprzeciwu wykręcił mu ręce i związał za plecami. podobne do siebie szkice. Wąż ten zresztą również służył jako model i Yoshihide trzymał go właśnie w tym celu. a jego chłodny język dotknąłby owiniętej łańcuchem szyi nieszczęśnika. Nic dziwnego! Wąż był tak blisko. obrócił nim i przy . Wydobył skądś cienki żelazny łańcuch. brutalnie pociągnąwszy za końce łańcucha. Na koniec przytoczę jeszcze jedno wydarzenie. Ten wstrzymał oddech. Na dobitkę. Rozdział IX Potoczył się młodzieniec po podłodze jak pusty dzban po winie. Łeb unosił w górę. Jak dotkliwy ból znosił w tym czasie uczeń. cała skóra poczerwieniała. po czym wrzasnął: . okręcał się chybko wokół własnego tułowia.Wąż. że krew zamarła mu w żyłach. myślałem zaprawdę. Cóż. źe mistrz zwariował i chce mnie zabić! Rozdrażniło widać Yoshihide niewczesne wahanie ucznia. że jeszcze chwila. jak to nazwać. lecz trzymającej go mocno ręki dosięgnąć nie zdołał. .O. aby pojąć. niby połyskliwa smuga oliwy. co za przykrość!.shihide też musiał się pewnie przestraszyć. a ucznia. Uwolnił i na tym koniec.

jaki w danej chwili malował.chłopiec. a malarz podniósł wolno rękę i pogładził mu piórka na grzbiecie. .zapytał pokornie. na dłoni miał okrawki surowego mięsa karmił ptaka. ni zowąd spostrzegano na przykład na stole czaszkę zbielałą na deszczu. jakiego rzadko się widuje. zagrażające życiu. Widywało się rzeczy najmniej spodziewane. pomyślał sobie: .Coś nie widziałeś? Ech. okrągłe. prawdziwe dzieło sztuki! Zależnie od obrazu. doprawdy. Yoshihide zareagował drwiąco. jak to miał w zwyczaju. Ach. dostałem ją kilka dni temu od myśliwego z góry Kurama. jak dziewczyna.Aha! Mistrz będzie go malował na parawanie! . sfrunęła ze stołu i wystawiwszy pazury rzuciła się prosto na głowę ucznia.A co to jest? Nigdy takiego nie widziałem . ptak wyglądem swoim przypominał kota. O. dziećmi stolicy! To sowa uszata. gdyby chłopiec w tym momencie nie ochronił się rękawem. oswojona sowa to wielka rzadkość! Ptak skończył akurat jedzenie.No. Pewnego wieczoru stawił się ufnie na wezwanie mistrza.czy czternastoletni jego uczeń. że pomagają mu w tym niewidzialni bogowie. Yoshihide siedział przy lampie. uszatego ptaka.i podszedł bliżej. jaki oswojony! . Było to zagadkowe. srebrną czarkę lub ustawioną na stołkach o jednej nodze zastawę z laki inkrustowaną złotem. Sowa wydała przc . co ty na to? Popatrz. przejechał językiem po czerwonej gębie. nie zasłonił twarzy. spoglądając z obawą na kociego. Wielkości kota. Uczeń więc.odparł uczeń. ptak dotkliwie by go pokaleczył! . A był to chłopiec ładny. widząc przedziwnego ptaka.Wasza miłość mnie wzywał? . o białej karnacji. z powodu nieszczęsnego parawanu wystawiony został na prawdziwe niebezpieczeństwo. Szeptano sobie nawet. Tak więc ni stąd. jakby nie słyszał pytania. koloru bursztynu. . Gdzie je w takim razie przechowywał? Nikt nie wiedział. żeby się ktoś wtrącał w jego sprawy. z obu stron głowy sterczące niby uszy pióra. trzynasto . oczy duże.nikliw’7 okrzyk. nie da się zaprzeczyć. którym zaprzysiągł swą duszę. toteż nie wspominał uczniom nigdy ani słowem. Rozdział X Yoshihide z natury nie znosił. co trzyma czy przechowuje w swym pokoju. można rzec.. Yoshihide. tak to jest z wami. przytulił podbródek do ptaka i powiada: .

nim się ośmielił wyjrzeć spod ramienia: zobaczył. pogapili się chwilę na niecodzienny widok. że nauczyciel zabić go zamierza dla dobra obrazu. to wysoko. niosąc ze sobą woń przegniłych liści lub niuch smrodliwy. stał się jeszcze głośniejszy niż dotąd. jaka groza ogarnęła ściganego! Nikłe światło lampki wydało mu się przy tym bladą poświatą księżyca. jak popadło. kłapiąc dziobem. co krzyknął! Nakrył głowę rękami i w jednej chwili schronił się w kąt u rozsuwanych drzwi. Cóż to? Uczeń odczekał chwilę. zrobić potrzebne szkice. bo faktycznie tego wieczoru Yoshihide wezwał swego ucznia po to. Obaj uczniowie spojrzeli po sobie. z którego wypełz wąż. Sam nic wiedział. usłyszał też zaniepokojone głosy innych podopiecznych. Yoshihide połową ciała wychynął zza stołu. po .Chłopiec krzyknął.stąd całe zamieszanie. olej rozlał szeroko po podłodze. z niezadowoleniem bąkając kilka niezrozumiałych słów. jak to chłopca delikatnego niczym dziewczyna goni straszliwy ptak! Na ten widok ścigany zatrwożył się wielce i. W blasku kopcącej świecy ujrzano. polizał pędzel i Jął malować okropną scenę. jakby ktoś się objadł małpich owoców. a pokój nauczyciela złowieszczą doliną w dalekich górach . Uczeń. że w pokoju ciemno. Kiedy to chłopiec zrozumiał. jak potem mówił. zamachał rękawem i próbował sowę odegnać. odgłos dartej materii ranił uszy. niepomny na nauczyciela. nawet przebiegło mu przez myśl. podskakiwał to w górę. Straszliwy ptak gonił za nim. Wreszcie któryś z chłopców odezwał się z głębi domu nadszedł pośpiesznie ze światłem. by wypuściwszy nań tresowanego ptaka. gdzie stała lampa. Łopot skrzydeł spotężniał. Rozdział XI Myśl ta nic była zresztą pozbawiona podstaw. skulił się tam i znieruchomiał. z ust mu się wydarł bełkot. to w dół. fruwając to nisko. dał się słyszeć łomot przewracanych sprzętów. że stolik. podskakiwała tam sowa tłukąc uszkodzonym skrzydłem. Przy każdym ruchu jego skrzydła szumiały przeraźliwie niczym wodospad. Mistrz mianowicie rozłożył papier. Tak.przykre to było przeżycie! Lecz bardziej niż sowa przestraszyło ucznia co innego. że chłopiec chowając się w kącie u drzwi przewrócił dzban. wywrócił się. biegał tam i sam w bezładnej ucieczce po ciasnym pokoju. tego z kolei zaatakowała sowa . trudno wprost opisać. aż ciarki go przeszły. Równocześnie Yoshihide także coś zawołał i powstał z miejsca. a ona łopotała nad nim wielkimi skrzydłami. a w chwili nieuwagi celował dziobem w oczy chłopca. nic dziwnego! Z szyi ptaka na skrzydło zwisał czarny wąż! Okazało się.

Nikt nie wiedział. rzęsy zdawały się ciążyć powiekom. Uczeń zawstydził się i wycofał bez słowna nie zauważony. co się tyczy tego okresu. że płacze. nikt też nie próbował się dowiedzieć. Co się potem stało z sową i wężem.Wkrótce przestano o niej mówić i całkiem zapomniano. Pewnego razu jeden z pomocników przyszedł niespodzianie i znalazł go stojącego bezczynnie w krużganku wychodzącym na ogród. się płaczliwy i ronił łzy w samotności. Cały ten okres. co w obrazie stawiać miało o . że kiedy Jego Dostojność wydał rozkaz malowania parawanu.. obnażywszy białe zęby. Rozdział XII Tak więc. że mu się dzieło nie udaje! Nie do wiary.czym. Tak więc Yoshihide malując parawan poczynał sobie jak szaleniec. źe o ojca się martwi. że Yoshihide zamierza rozpoczęte dzieło zniszczyć. nie wiadomo.różne snuto domysły.dawno po wieczerzy. kiedy malarz odczuł wewnętrzny opór .coś mu przeszkadzało w tworzeniu. zrobił. była akurat jesień. zapatrzonego w wiosenne niebo. Zdarzył się wtedy wypadek o którym opowiem. sam nieraz widziałem. Uczniowie wycieńczeni licznymi przejściami. starając się trzymać odeń możliwie z daleka. skłoniwszy się v/ milczeniu. z uczuciem. a obraz w dwu trzecich gotowy próżno czekał na ukończenie. Yoshihide. Nie wspomniałem przedtem. sposępniał.w .spędzili uczniowie Yoshihide narażeni na dziwactwa mistrza. niepewni dnia ni godziny.pór pędzlowi mistrza. nic przydać nie mogę. Zadufany malarz.. Rozeźliłem się . a do pierwszych kurów daleko . mazał się jak dziecko. że siedzą w jednej klatce z wilkiem czy tygrysem. który pracując nad obrazem Pięciu Stref rysował z natury trupy leżące przy drodze. że się zakochała . Może jedno tylko. a to. Wypadki takie nie należały do rzadkości. z oczami peinymi łez. Skromna. nie wiedzieć dlaczego. całą twarz przenika! wyraz smutku.szedłem sam jeden krużgankiem. a jednocześnie córkę Jego na dworze ogarnęła jakaś dziwna melancholia. Zanosiło się nawet na to. chyłkiem wyszli z pokoju.wiośnie. więc nadmienię teraz. ten płacze! . Pewnej: nocy . mowa jego niepohamowana się stała i gwałtowna. zawodziła piskliwie. Z początku wiele było na ten temat gadania:: a to. unikali nauczyciela. kto nie posłucha rozkazów Jego Dostojności. aż do końca zimy. pogodna dotąd dziewczyna o jasnej karnacji wyraźnie się zmieniła: wokół ocz u pojawiły jej się zmarszczki. oto nieubłagany rodzic. Było przed . później orzeczono: . Zima dobiegała kresu. kiedy wyskoczyła nagle małpka Yoshihide i ciągnąć mnie poczęła za rękaw.No cóż. księżyc świecił jasno i w jego świetle małpa.

gdy w tej samej chwili wybiegla stamtąd” inaczej mówiąc. oparłszy się o drzwi” i’ ruchem warg. omal nie zderzyła się ze mną.. unikając ostrych pazurków.. Wielkie . bez słów. powiedziałbym nawet. dotarliśmy do miejsca.. jakby ją kto dusił.. Rozdział XIII Małpie wydało się widać. cofnąłem i plecami uderzyłem mocno o drzwi. Mimo woli zachwiałem się. już chciałem małpkę wyminąć i pójść dalej.^ dokąd ciągnęła mnie małpa. tu zakradł. namyśle przypomniałem sobie o samuraju.głosy. dziewczyna.. Doprawdy. już ja mu pokażę! Wychyliłem się przez próg. częściowo z niechęci. tam upadła na kolana i cała drżąca. Przysiadłem koło niej i szepnąłem na ucho: . Usłyszałem w którymś z pokojów popędliwy. A nuż jakiś awanturnik się. kłótliwy głos. bo obiegła mnie w kółko kilka razy. przerywany od czasu do czasu dziwną ciszą. Jak się łatwo domyślić. ustępująca . którego spiesznie . Szybko otworzyłem drzwi i już się szykowałem wkroczyć w mrok komnaty. Teraz nie było sensu stać dłużej bez ruchu. gdzie w nocnym świetle bielały pod gałęzią sosny szeroko rozlane wody pałacowej. a zwierzątko uczepiło się rękawa i zjechało po nim na dół.jedynaczka Yoshihide. podnosiła ku ranie przerażone oczy. Poszliśmy krużgankiem okalającym. aż się przestraszyłem.pierwszej chwili. ciężko oddychając. Kiedy więc posłyszałem . mgła zacierająca kontur)” przedmiotów.Kto to? Dziewczyna przygryzła wargi i milcząco potrząsnęła głową”Głęboko była urażona i dotknięta. była to córka malarza.wszystkim z drogi? Spojrzałem na piękną dziewczynę. czasem tylko ryba pluśnie ogonem o wodę. potem piszcząc. zapytałem o tego.błyszczące oczy. częściowo dlatego. zawsze słaba i nieśmiała.sadzawki. ubranie w nieładzie.oddalające się kroki dobiegły z ciemnej komnat}’: . Przechyliłem głowę. odmieniona. że zwierzę szarpało niemiłosiernie moje najnowsze odzienie. plącząc się pod nogami. żc wionął od niej kobiecy czar. Po krótkim jednak. zaczęła podskakiwać na wysokość mojego ramienia. dom. bezwiednie przystanąłem. komnaty. Zdecydowałem się I ruszj4em w stronę. twarzyczka zaczerwieniona. który ściągnął na siebie niezadowolenie panicza. zwykła jej dziecięcość znikła bez śladu. A wokoło cisza. Byłaż to naprawdę . ponadto zachowanie zwierzęcia zastanowiło mnie. Tamtej nocy inna mi się wydała niż zazwyczaj. Minęła mnie i wyskoczyła do ogrodu.. że marudzę.

I wresrac dodaje z żarliwością. jakby tracił oddech. Słysząc to Yoshihide pobladł. Niemiłe wrażenie. a widząc. Nie wiedząc więc. zaiste. Wasza Dostojność! .tak minęło. Głosem przerywanym wybuchami śmiechu obwieścił: .. jakby wyczerpał w tych słowach całą swą energię. że dziewczyna ochłonęła trochę ze wzburzenia.Każę podpalić kolasę z piękną dziewczyną w środku.godny politowania. że zobaczyłem rzecz. bardzo!. Ja do specjalnie domyślnych się nie zaliczam. jak z nią mówić. nie rozumiem. co nie jest jasne jak słońce. odezwałem się najłagodniej.nierozumna trwoga. Ustroi się ją w dworskie szaty. po czym zwiotczałym ciałem schylił się w niskim pokłonie.. zasunąłem potem na powrót drzwi od komnaty. jak potrafiłem: .tylko ten jeden jedyny raz! . ile czasu . a wargi zacisnęły się silniej. tę łaskę i każ podpalić jedną jedyną kolasę. Kiedym posłyszał odpowiedź.. tylko na długich rzęsach zawisły jej łzy. panie.Dobrze. Po cichu zawróciłem do siebie. Czułem jednak. ledwie słyszalnym głosem.Wracaj teraz do swego pokoju.Kto to był? Dziewczyyna pokręciła głową i nic nie rzekła.rzekł cichym. . a jego oczy miotały błyskawice: zupełnie jakby mu się udzieliło szaleństwo Yoshihide! Jego Dostojność. Umierać będzie w męce. zrobię. Sam nie wiem. której nie powinienem był oglądać. Jego Dostojność nasrożył się.przeczucie jakieś? . poruszył niemo wargami. przyprawiło mnie o dreszcz. . czego sobie życzysz! Zdaj się na mnie. dziwny wstyd mnie obleciał. Bo też pan pianę miał w kącikach ust. stałem jeszcze chwilę przypatrując się tylko” wsłuchany w bicie jej serca. Rozdział XVI . Zmieszał się pewnie. tego. Uszedłem kilka kroków i czuję. w dymie i płomieniach! O. że znów coś mnie ciągnie -Nie umiem tego odtworzyć! . niechbym to zobaczył! Żeby tak jeszcze w środku. malarz największy na świecie! Bardzo się chwali. . że nie wypada dalej się dopytywać. już tylko śmiał się głośno. Malarz wydał mi się w owej chwili . ale zaraz potem zaśmiał hałaśliwie. naszła mnie .Dzięki za łaskę.Zrób mi. na taki pomysł mógł wpaść jeden tylko człowiek.. bo słowa pana uświadomiły mu własne okrucieństwo zawarte w tej prośbie..

na uboczu. Tamta noc też była ciemna. gdyby nie to. po czym zyskał ponoć taką siłę.Po kilku dniach pan nasz spełnił obietnicę: wezwawszy Yoshihide.jako że nocny wiatr rozchwiał światło lamp .to wynurzali się w świetle. dziwnie niesamowite sprawiając wrażenie. dreszcz przebiegał po plecach. bez księżyca. poniektórzy twierdzili. w zwykłym swoim stroju. o których nic warto by wspominać. Sam Yoshihide. zmacały jakiś i nędzny. że w bezksiężycowe noce sunie długim krużgankiem. w wielkim zapuszczonym parku. czarne lakierowane dyszle. Patrzącym na te błyski. tylko w rezydencji letniej nazywanej Topniejące Śniegi. choć była wiosna. szczelnie zakrywały wnętrze. Dokoła kręcili się słudzy z płonącymi pochodniami w rękach. Kolasa siała wokół blask niby pozłocista gwiazda. tak że z trudem mi przyszło rozróżnić kolory ich ubiorów. że potrafił zdjąć rogi z żywego jelenia! Zebrani . by dym nie szedł w stronę zgromadzonych pod dachem. jakby go przytłaczało niebo nad głową. Wokół niego siedziało w postawie pełnej szacunku Icilku .nastu dworzan. niesamowite głosy nocnych białych czapli budziły grozę. a cóż dopiero po zachodzie słońca. bez zaprzęgu. Za nim siedział ktoś. to zapadali w ciemność. widmo w przedziwnym jasnoczerwonym ki monie. kogo przywiózł z sobą. który kilka lat temu w czasie walk na północy jadł zmuszony głodem ludzkie mięso. Spoczywał skrzyżowawszy nogi na białej plecionce ze złotolitym brzegiem.nic dziwnego w tej głuszy! ~ smętne to było miejsce. odrzucone na ukos. którą zajmowała kiedyś siostra Jego Dostojności. lecz w świetle lamp olejowych widziałem z dala siedzącego pod dachem Jego Dostojność w jasnożółtej bluzie i wzorzystych fioletowych szarawarach. ni jawa! Poza tym mrok rozpraszała wystawiona do ogrodu przepyszna ciężka kolasa. Obaj znajdowali się w mroku. obrzeżone szlakiem o wyszukanych wypukłych wzorach. starając się usilnie. błękitne. Boczne zasłony pojazdu. Nawet za dnia . w takim samym jak on nakryciu głowy zapewne któryś z uczniów. Ponieważ Jej Dostojność tutaj zmarła. Była to posiadłość nie zamieszkana teraz i leżąca na odludziu. że pośród nich zwróciła moją uwagę jedna osoba: rozparty wyniośle pewien samuraj. szumiały znacząco wody w ogrodowych stawach. usadowił się nieco dalej. Lecz całopalenie odbyło się nie w Horikawa. o wygiętym łukowato dachu. Rozdział XVII . spoczywały na podpórce. na wprost miejsc dla pana i dostojników. stopami ‘nie tykając ziemi. pokazał mu z bliska płonącą kolasę. ni to sen.

jak biała skóra skręci się w ogniu. której zazwyczaj używam. Znasz ją chyba. Żwawo. Jego Dostojność zwlekał przyglądając się wszystkiemu. bez wątpienia.Jego Dostojność przerwał i spojrzał rozkazująco na swych dworzan. z wyciągniętymi rękami rzucił się ku kolasie. nie dojrzę wyrazu twarzy . po czym kontynuował zbolałym nagle głosem: ~ W środku siedzi związana grzesznica. Ciało się przypiecze.Yoshihide! Yoshihide coś tam odpowiedział. tamci jakby się domyślnie uśmiechnęli. taki koniec ją czeka! Dla namalowania parawanu widok bezcenny! Przyjrzyjże się dokładnie. zerwał się teraz na wpół przytomny. Nocna cisza spowiła las i stawy. Mam teraz zamiar podpalić ją i ukazać ci piekło z całym jego ogniem i żarem. zabrzmiało mi to w uszach jak jęk.Jego Dostojność umilkł. Blady jak kreda malarz popychany nieznaną siłą biegł . przypalą się kości. . zbyt daleko ode mnie. a może mi się zdawało. Rozkołysane światło trzeszczącej pochodni oświeciło ciasne wnętrze pojazdu: siedziała tam kobieta skrępowana okrutnie łańcuchem. iskrami polecą w górę! . powstał i pełen nienawiści wzrok wbił w malarza. bo ramionami tylko wzruszył w milczeniu. .przemknęło mi przez głowę.Spełnię dziś twoje życzenie. ale słów nie dosłyszałem. O. unieść zasłony! Pokazać Yoshihide dziewczynę! Na ten rozkaz jeden ze sług wysoko unosząc płonącą pochodnię ruszył ku kolasie i wolną ręką uchylił zasłony.. lecz się nie odezwał. Niestety. ~ Przypatrz no się dobrze. migocą zatknięte ukośnie we włosy złote ozdoby. córka Yoshihide! Powstrzymałem okrzyk cisnący mi się na usta. lecz inną osobę: filigranowa sylwetka. skoczył na równe nogi. Yoshihide. Co się dalej dzieje? Siedzący naprzeciwko mnie samuraj. wiatr tylko przelatywał niosąc z sobą swąd sosnowych pochodni. spalimy kolasę .. długie czarne włosy żar rozniesie. coś mu na myśl przyszło. widoczna z profilu smętna głowa 2 kneblem w ustach. Yoshihide bojaźliwie podniósł głowę i spojrzał na podest. Potem ze śmiechem dodał: Widowisko jedyne po wiek wieków! Niechże się też przyjrzę. wreszcie uniósł się na siedzeniu i krzyknął ostrym głosem: . lecz bogaty strój kryje nie prawdziwą damę. ścisnąwszy gorączkowo rękojeść miecza. niepodobna się mylić! Długie czarne włosy spływają śliczną falą na jedwabne różowe kimono pięknie haftowane lśniącą nicią. gdzie siedział nasz pan. Spojrzał na siedzących przy nim. Oto kolasa. siedzący dotąd nieruchomo w dolnych rzędach.oznajmi} pan. cała w proch się rozpadnie.Na przygotowaniach czas zeszedł do północy.

kolasa w jednej chwili stanęła w płomieniach. Otym. zatrzymał się jak wrty z wyciągniętymi przed siebie rękami i wpatrzył łapczywie w szalejące płomienie. groza i przerażenie. uniesionej w górę twarzy. buchnęły spod nich kłęby białego dymu. i złote ozdoby na piersi. Rozdział XVIII Zapaliła się kolasa w mgnieniu oka. ani grzesznik obarczony wszystkimi grzechami stojący przed sądem ostatecznym! Nawet ów samuraj . Te rozwarte szeroko oczy. otwartymi w osłupieniu usty. Ogień objął zasłony i rękawy stroju. wspaniałość różowego jedwabiu .siłacz pobladł pełen trwogi i łypnął okiem na Jego Dostojność. Rozbłysła wyraźnie widoczna. Yoshihide? Po dziś dzień pamiętam wyraz jego twarzy. że się zerwał nocny wicher i sypnął w górę snopy pozłocistych iskier. oo rozkołysał drzewa parku? . Bladość dymem spowitej. co za okropny widok! Tym bardziej. na całą długość rozwiewane przez płomienie włosy. stanęła nam przed oczyma cała męka piekieł! Ogarnęła nas wszystkich. trawiona żarem brzydka i pomarszczona wąsata mordka. nie starczy mi odwagi. .Podłożyć ogień! . Znowu poszum . przez twarz mu przelatywał uśmiech szyderczy.wszystko w jednym momencie obrócone w ogień. Wpierw rzucił się na oślep ku kolasie. Na ten widok. rozburzone.jakby wiew przeszedł po lesie: wyleciały chmurą czarne drzazgi i zawisły w powietrzu. Dziś twarz jego stoi przede mną jak żywa! W tym samym momencie na rozkaz Jego Dostojności. na ziemię nie padając i w . wyraźne nawet w mroku nocy. oczu ani razu nie oderwał. sypnęły się iskry jak deszcz. choć przedtem z trudem powstrzymałem się od krzyku. omal nie zerwie łańcucha krępującego jej ciało. jak błyskawica. Pan siedział. nie!. bo i cóż innego pozostało? A ojciec. patrząc tylko z. sprawiając wrażenie. jak spadłe na ziemię słońce. patrzył. Mąk takich nie cierpi chyba ani zbrodniarz prowadzony na ścięcie. żeby opowiedzieć. jakby chciał je wchłonąć w siebie.słudzy przytknęli pochodnie. że wszystko w jednej sekundzie się rozpada. jak wyglądała dziewczyna w kolasie. a i dzielnego samuraja. Trudno wprost opisać grozę owej sceny. stanąłem bez ducha.poprzez ciemności. grymas wykrz ywionych warg zaprawiły serce Yoshihide całą śmiertelną trwogą i czarną rozpaczą rysującą się na tym obliczu. Miota się dziewczyna z kneblem w ustach. drgające konwulsyjnie policzki. mnie. Fioletowe frędzle zdobiące zręby wygiętego daszku zajęły się łatwo. usta przygryzłszy. lecz kiedy buchnął ogień. Ogień liżący zawzięcie okratowane boki pojazdu płonął jaskrawo.czyżby wiatru.

zapomniał nawet o obecności pana! Tak jakby wcale nie dostrzegł męczeńskiej śmierci swego dziecka. Ogień nad kolasą ogarniający szerokim pasmem niebo i zapatrzony weń całą duszą. wyprężony jak struna Yoshihide . po nim drugi i trzeci! Towarzyszył mu okrzyk mimowolnie wyrywający się ze wszystkich piersi. Sylwetka małpy ukazała się ledwie na moment. tara obecnych. pianę miał na ustach. trudno opisać słowami straszliwe ognisko bijące w gwiezdne niebo! Przed ognistym słupem stoi skamieniały Yoshihide. jaśnieje blaskiem nieopisanym. Lecz bardziej prawdopodobne. patrzyła na Yoshihide.jakaż wielkość w tym i wyniosłość. ostry jak dźwięk dartej materii. długi i rozpaczliwy nad miarę. stoi wyprostowany. Oczy nierozumnych stworzeń dostrzegły widać bijący odeń blask. kto je rozgłosił . Na wszystkie strony poszły w świat plotki . że powodowany zemstą. z przewrotnym podziwem.o kolasie. ręce skrzyżował na piersi. Cóż to. pobrużdżone zmarszczkami oblicze malarza. a cóż mówić o nas. Różnie też o tym mówiono. unaocznić mu zło dzikiej chęci spalenia kolasy. ręce zaciśnięte kurczowo na kolanach okrytych fioletowymi szarawarami. wczepiona w ramię dziewczyny. którą spalić kazał Jego Dostojność w Topniejących Śniegach. wyglądał jak dzikie zwierzę. a tylko sycił serce piękną barwą płomieni i widokiem kobiecej męki. lecz bardziej jeszcze zadziwiało emanujące z całej jego postaci groźne dostojeństwo . To krzyczała małpa. Zaraz złoty . że ów Yoshihide z radosnym uniesieniem patrzył na agonię jedynaczki. król zwierząt.był jak lew. Przez dym krzyk się przebił. Pośrodku parku została tylko kolasa płonąca w przeraźliwym huku płomieni . zawisły jak balon. bo nie chciała mu ulec.zmieniony był i pobladły. Miast płonącej kolasy.czamy. Nawet przerażone ogniem niezliczone nocne ptaki z krzykiem krążące dokoła omijały biret malarza. Uważano najczęściej. potem posypały się do wnętrza płonącej kolasy na ramiona dziewczyny. ekstatycznym zachwytem.Jego Dostojność . jakby dziwną aureolę. żeby odtworzyć męki piekła. Czeladź drżała na całym ciele i z zapartym tchem.górę nie lecąc. jakby bóstwo miała przed oczami. Nawet ptaki. ognisty’pył wzbił się w górę. które męczy pragnienie. Więc po pierwsze zastanawiano się.do szczętu. rzec by można. który niedawno tak się biedził. pod niebo. że zamierzał dać nauczkę Yoshihide. Dziw nad dziwy. słup ognia. widoczna na tle dymnej zasłony. którą trzymano na dworze. i pociecha! Jeden tylko człowiek .nie wiadomo. Rzecz dostatecznie dziwna. dlaczego Jego Dostojność skazał na śmierć córkę Yoshihide. dym zakrył dziewczyne i zwierzę. co się nie cofnęły nawet przed . wygórowanych malarskich ambicji. Yoshihide.

człowieku o kamiennym sercu. Niewielki kamień oznacza to miejsce. i nie będzie wiadomo już nawet.Czyż wolno łamać przykazania. Po upływie miesiąca. przynajmniej na naszym dworze.powiedział. Od tego czasu nikt Już nie mówił źle o Yoshihide. który rzuciwszy okiem na malowidło. Obecnie spoczywa pochowany przy domu.powiadał częstokroć. Zastał tam akurat biskupa. wiatry i deszcze zetrą napis. kto ujrzał parawan .choćby potępiał malarza .morderstwem. pamiętam do dzisiaj. ale teraz patrzył na niego przez chwilę i niewiele myśląc schylił przed nim czoło. . aby osiągnąć mistrzostwo w sztuce?! Niechybnie pójdzie do piekła! . nie potrafił pewnie żyć dłużej. kto tam leży. gdzie mieszkał. Dotąd czuł niechęć do malarza. żeby namalować parawan! Inni odsądzali go od czci i wiary i przeklinali za to. Wtedy już nie było Yoshihide wśród żywych. Mówiono też wiele o Yoshihide. Jak gorzko uśmiechnął się na te słowa pan. mech porośnie kamień. Yoshihide czołobitnie stawił się na dworze. Następnej nocy po ukończeniu parawanu założył sobie na szyję pętlę sznura i powiesił się na belce u sufitu w swoim pokoju. który uczestniczył spokojnie w całopaleniu córki po to. kiedy obraz był gotów. że wyzbył się miłości ojcowskiej i wszelkich ludzkich uczuć! Wśród tych ostatnich był również biskup z Yokawa. żeby pokazać Jego Dostojności parawan. Każdy. Człowiek.przeniknięty do głębi uwidocznionymi na nim mękami piekielnymi wpadał w nastrój dziwnie podniosły i uroczysty.Stworzyłeś arcydzieło . który uśmiercił jedyną córkę. . zdumiał się straszliwą mocą bijącego w niebo ognia. Słyszałem to z jego własnych ust. Kilkadziesiąt lat minie. .

pełen był wstydu. Oto jakby w połowie zwątpił Już w swój talent poety. zebrawszy liczną świtę. których niegdyś genialny Li Czeng ledwie raczył zauważać. ze zmienioną twarzą pośpieszył na dół. gdzie miał objąć stanowisko w administracji. podawszy się do dymisji. Dawni koledzy. urzędnik cesarski. Cóż za cios dla ambicji. gdzie prowadząc ż ycie samotne i unikając towarzystwa. Jego wygląd zewnętrzny stopniowo uległ zmianie: wychudł. oddał się bez reszty układaniu wierszy. Ogarnęła go niecierpliwość i niepokój. jakim był wówczas. Przez chwilę się zdawało. on zaś sam zmuszony był się im podporządkować. kiedy było jeszcze ciemno. co się z nim stało. jak by się godziło podwładnemu. I oto pewnej nocy zerwał się z posłania. wyruszył. udał się w strony rodzinne. postanowił ruszyć w dalszą drogę. że w okolicy grasuje tygrysludojad i nikt stąd inaczej jak za dnia odejść nie zdoła. Następnego dnia nad ranem. aż wreszcie w niczym już nie przypominał pięknego młodzieńca o rumianych policzkach. Pora zbyt wczesna. radził. W rok po tym wydarzeniu Jüan San. zajmowali teraz wysokie stanowiska. choć gospodarz zajazdu zatrzymywał go mówiąc. lecz na żaden ślad nie natrafiono. dał za wygraną: aby nakarmić żonę i dziecko. Jüan San jednakże nie zważając na jego rady. rzucił I<łlka niezrozumiałych słów. do Lingnan. Miast zginać kolana przed nieokrzesanym zwierzchnikiem. Nikt nie wiedział. udał się na wschód kraju. łatwo sobie wyobrazić! Osowiały. ratując się przed nędzą. iż nie zadowolił się swą w istocie ze wszech miar pożądaną pozycją urzędnika cesarskiego.Nakajima Atsushi W górach przy księżycu Li Czeng z Lungsl wielce utalentowany erudyta. Po kilku latach. Niebawem. udał się na rozkaz władcy na południe kraju. przepełniony melancholią. Jechali lasem przy świetle blednącego księżyca. kości zaznaczyły mu się pod skórą i tylko oczy gorzały niesamowitym blaskiem. Przeszukano okoliczne góry i doliny. postanowił rozsławić swe imię zostając poetą. że rzuci się na Jüan Sana. Li Czeng Jednakże taką już mial naturę. pobiegł w ciemność i więcej nie wrócił. ale raptem zawrócił i skr}^ się w zaroślach. W stosownym miejscu stanął Jüan San na nocleg. gdy składał cesarski egzamin. kiedy z gąszczy posuwistym ruchem wynurzył się dziki tygrys. mimo młodego wieku wspiął się wysoko u schyłku ery T’ienpao w hierarchii urzędniczej otrzymując stanowisko w komandorii Ciangnan. Zaraz potem spomiędzy traw dobiegł ludzki głos powtarzający szeptem po kilkakroć: . tymczasem życie doskwierało coraz bardziej. lepiej poczekać do rana. sława Jego imienia oby przetrwała i sto lat po jego śmierci! Laury jednali kazały na się czekać.

sam zaś przystanął w pobliżu chaszczy i rozpoczął rozmowę z niewidzialnym właścicielem głosu.. Li Czeng z Lungsi. o stołecznych nowinkach. że ktoś go woła po imieniu. mego przyjaciela? Jüan San bowiem pobierał nauki i składał egzamin wspólnie z Li Czengiem. Teraz nie należy już do rodzaju ludzkiego. jak się to stało. Rok temu wyruszył Li Czeng w podróż i zatrzymał się na noc nad brzegiem rzeki. zbliżył się do chaszczy. bo wtedy przyjął tę zagadkę jako rzecz naturalną. Potem Jüan San zapytał. nie należy do Li Czenga. miłe wspomnienia sprawiły. Opanowując strach impulsywnie zawołał: . Rozmawiali ze sobą. żc biec począł na rękach! Czuł w ciele niczmożoną moc. Li Czeng odpowiedział. Przy tym sam nie wiedział.Tak. gdy tak nieoczekiwanie spotkał najbliższego druha. Teraz. jak za dawnych lat w młodości. Dopiero po dłuższej chwili odezwał się niski głos: . szczerze i otwarcie. coś go wzywało bez ustanku z ciemności. zwinnie przeskakiwał skalne rozpadliny. Głos spomiędzy traw opowiedział jego dzieje. Ocknął się ze snu. Jüan San pozbywszy się strachu zsiadł z konia. Kiedy się trochę rozjaśniło. wyszedł na dwór. jakże się więc może pokazać przyjacielowi? Gdyby wyszedł. Nie od razu nadeszła odpowiedź z traw. żadne podejrzenie w głowie mu nie postało. jakże niebezpiecznie było! Niebezpiecznie! Jüan Sanowi głos ten wydał się znajomy. Niebawem spostrzegł sierść na własnych dłoniach i łokciach. zobaczył. cóż to się przytrafiło przyjacielowi.. o sobie samym. zapytał. O znajomych. Dlaczego to Li Czeng nie wyjdzie na drogę. Pobiegł w stronę wołania. bo usłyszał. że zapomniał o swym wstydzie i zgryzocie. i dla Li Czenga. Pewnie dlatego.. że go zastaje w takim położeniu. Poruszony wspomnieniem wyraził żal z powodu tak długiego rozstania.Ach. niezwykła. jakby płacz. Skierował się w stronę głosu. że jego łagodność pasowała do skrytego usposobienia tamtego. Wydawszy rozkazy zatrzymał świtę. . to ja. co porabia . był najbliższym przyjacielem. Biegnąc tak zapamiętale znalazł się na górskiej ścieżce w lesie. przejrzał się w wodach rzeki.Czy ten głos. wzbudziłby niezawodnie strach. t}4ko i odrazę. choć przez krótką chwilę zechciej nie zrważać na mą «traszną postać i porozmawiaj z dawnym swoim towarzyszem Dopiero potem cała historia wydała się Jüan Sanowi dziwna.opowiadał i słuchał odpowiedzi tamtego.O. że się przemienił w . Dało się najpierw słyszeć ciche pochlipywanie. który unikał towarzyszy.

Tak. że to rzeczywistość. Godziny pełnej świadomości jednakże z dnia na dzień są coraz krótsze.. Jak to Jest właściwie. nawet wyrzutów sumienia nie poczuję.. Oszczędzi sobie chyba opowiadania. Więc każda rzccz. Takie było pierwsze Jego doświadczenie Jako tygrysa. przyjmujemy bez protestu niewiadome. a na koniec przekonani są. mam jedną prośbę do ciebie. Gios mówił dalej: . człowieczą świadomość. że usta ma umazane krwią zwierzęcia. to mi się tylko śni! Potem zrozumiał. potrafi rozmyślać albo deklamować teksty chińskich mędrców. My. Zapomnę zupełnie o swojej przeszłości i grasować będę jako tygrys. nic wiedział. gorzkie i pełne grozy. Powstrzymując oddech Jüan San i cały orszak słuchali ze zdumieniem głosu dobiegającego spomiędzy traw. Jeżeli cię spotkam na ścieżce. rozmyśla nad swoim losem ~ te chwile są najstraszniejsze. co przeszedł potem. i oniemiał. . które Jako tygr)”S popełnił. czyżby i człowiek. rozszarpię na części. w których wszystko pojmował i myślał: to sen. nie rozpoznam w tobie przyjaciela.To straszne! Niedługo natura zwierzęcia pochłonie bez reszty moją ludzką naturę. że zawsze byli tylko sobą jednym i tym samym. Tak Jak piach i ziemia pochłaniają ślady starych pałacowych fundamentów. wszystko możliwe jest w rzeczywistości. Wszystko to zdawało mu się snem. Przeląkł się nie na żarty. Cóż. żc byłem człowiekiem. dlaczego mu się zdarzyło przedzierzgnąć w tygrysa. które na nas spada. i żyjemy. Zresztą wszystko jedno. Dlaczego jednak tak się stało. i tak ciężko! Bo zapomnę. i zwierzę byli dawniej czymś całkiem innym? Z początku zachowują o tym pamięć. Nikt tego nie zrozumie. Głowił się do tej pory. nie wiedzieć po co.tygrysa. Nie sposób sobie tego nawet wyobrazić. Musiałby się chyba wcielić we mnie. lecz z wolna zapominają. że myśli inaczej: czemuż to byłem pierwotnie człowiekiem?. zupełnie nic jesteśmy zdolni tego pojąć. ostatnio spostrzegł nagle. Ogląda wówczas ślady własnych okrutnych czynów. Lecz zawsze na kilka godzin w ciągu doby odzyskuje dawną. Nagle tuż przed oczami przebiegł mu zając i na ten widok wszelkie ślady człowieczeństwa w nim natychmiast zniknęły. a wkoło się walają resz tl<i sierści. Ach. będę na pewno szczęśliwszy. w dalszym ciągu tygrysiego życia aż do dzisiaj. doprawdy. gdy na dobre zniknę Jako człowiek. Jeśli o mnie chodzi. Umie wtedy posługiwać się ludzką mową. Z początku nie dowierzał własnym oczom. zanim to Jednak nastąpi. Chociaż moja ludzka świadomość straszliwie się przed tym wzdraga. żywe istoty. straszno mi i smutno. Nieraz przecież miewał sny takie. spostrzegł. oto nasze przeznaczenie! Wtedy Li Czeng zapragnął śmierci. Kiedy się ocknął ponownie.

a jestem tygrysem! Tu Jüan San przypomniał sobie. Tej nocy w górskiej dolinie. Tyś w powozie dostojnika pierwszy. śni mi się czasem. byś je przez przyjaźń dla mnie zanotował. zmienił nagle ton i jakby naśmiewając się z samego siebie. Li Czeng zakończył dyktowanie dawnych wierszy. dłuższych i krótszych. wierszy. że widzę swój zbiór wierszy leżący na stole w domu wytwornego konesera w Czang . które kiedyś ułożyłem. żebym pragnął się zwać poetą i Dlatego tylko. zdawał sobie mianowicie sprawę. com chciał być poetą. z szaleństwa zwierzęcą oblokłem skórę. Spisano tak około trzydziestu wierszy. Teraz jeszcze kilkadziesiąt z nich umiem wyrecytować z pamięci. twarzą w twarz z księżycem. Teraz jam odmieniec w głębi traw przepastnych. wyobraź sobie. świadczyły o niezwykłym talencie twórc y. Dziś kły mam i pazury żadnego się już nic ulęknę wroga.. przyjął je z mieszanymi uczuciami. Spełniono jego prośbę: przyniesiono pędzel i zapisano wszystko. a teraz los nieszczęsny przypadł mi w udziale. wciąż pozostaje nie znanych. powiedział: .anie A śnię. ledwie ryk zwierza się rozlega. bo czegoś w subtelnej i nie nazwanej materii im brakowało. Niegdyś razem staliśmy w szeregu wybrańców. Jüan San. aczkolwiek podziwiał ich piękno. niezależnie od ich wartości. Nie. dopóki nie przekażę potomnym choć części tych wierszy. Jeszcze trochę i ślad po nich zaginie. wcale nie dlatego. Zawierały one w sobie wszelkie odcienie szlachetnego piękna. wyrażę może wierszem to. Oto zanotowany wiersz: Zrządzenie losu. że w tygrysie żyje jeszcze dawny Li Czeng. ale nawet teraz jeszcze. że wiersze napisał mistrz nad mistrze.. Kilkaset wierszy. lecz nie sposób uznać je za pierwszorzędne. w przeszłości chciałem zostać poetą. pod każdym względem były wybitne i porywające. Nie udało mi się.Żeby było śmieszniej. co czuję? Na dowód. co mnie zrujnowały i opętały serce. jak to dawniej miody Li Czeng miał w’ zwyczaju szydzić z samego siebie i ze smutkiem słuchał dalej.. Z gąszczy dobiegał głos jasny i dźwięczny. . rozłożywszy się w jaskini! Śmiej się ze mnie. Nigdzie od moich nieszczęść nie znajdę ucieczki.Wstyd się przyznać.Jedno tylko. . Ból z piersi pragnę wyśpiewać. Jüan San ponov/nie kazał słudze pisać. co były sednem mego życia.. co podyktował. Postanowiłem cię prosić. że po prostu nic mogę iść spokojnie na spotkanie śmierci. w te] podłej postaci.

co czuję. że to tylko tygrys miota się i ryczy z gniewu. więc nie umiałem zostać jednym z wielu szarych łudzi. jednocześnie wierzyłem w swoją iskrę bożą. czemu przemieniłem się w tygrysa. W takich chwilach wspinam się na skałę na szczycie góry i ryczę zwrócony w stronę pustej doliny. nie jest to całkiem ścisłe. nie szukałem sobie ani mistrza i nauczyciela. Jeśli się jednak głębiej zastanowić. a między drzewami przeleciał chłodny wiatr. jak wszystko inne. bardziej zwierzęcy. wstydem i cierpieniem karmiąc i sycąc ambicję tchórza. w istocie rzeczy wynikało to z lenistwa. Choć postanowiłem zdobyć poetycką sławę. opadła gęsta ranna rosa. Wytykano mi pychę i zarozumialstwo. Kiedy byłem człowiekiem. zapominając o dziwności miejsca i wczuwając się całym sercem w niedolę poety. Nawet gdybym stworzył teraz arcydzieło. raniłem przyjaciół. ani nie zawierałem przyjaźni z innymi poetami. Jestem w rozpaczy. jaki miałem. mawiałem bezmyślnie. Ludzie s tali nieporuszeni. że przepełnia mnie uczucie bliskie wstydu. Wyrządzałem zło żonie i dziecku. że nie wiem. że mi nie starcza talentu. zrozumiał.nędznej obawy. Przypisywano mi wybitny talent. Na tę myśl wstyd mi pali serce. a nikt nie będzie wiedział. miotać się po ziemi. obwieszczając nadejście poranka.Powiedziałem ci. i zbyt krótkie. z rozmysłem unikałem towarzystwa. a także z. Podobno w każdym człowieku mieszka dzikie zwierzę. W moim wypadku wyniosła nieśmiałość to tygrys. A równocześnie nie należałem także do ogółu. Cóż mam robić! Utraciłem swoją przeszłość. nikt się nie domyślał mojej wrażliwości. Moja skaza. Oto skutki mojej tchórzliwej ambicji i wyniosłej nieśmiałości. bo częściowo się domyślam. Po to. Ubiegłej nocy tak właśnie ryczałem do księżyca. Ten znów przemówił: . Podobnie gdy byłem człowiekiem. żeby się doskonalić. A jest wielu takich. Mam sierść mokrą nic tylko od . gdy jestem tygrysem. jakże je przekażę? Poza tym mój umysł z dnia na dzień staje się coraz. I co? Wszelka zwierzyna na dźwięk mego głosu odczuwa tylko strach. byłem oczywiście ambitny. że całkiem zmarnowałem niewielki talent. ale w sposób tchórzliwy i lękliwy. Jakie? To zależy od indywidualności. Nie czyniłem wysiłków. Góry. Widzę teraz jasno. by mnie ktoś pojął. przyjęło formę stosowną do zawartości. przywarowuje do ziemi.wszystko jest przekonane.Tymczasem księżyc pobladł i lśnił zimiiiym blaskiem. Zrozumiałem to w pełni dopiero teraz. mgła i księżyc . Coraz bardziej oddalałem się od świata. niechęci do wysiłku. Życie ludzkie już nie dla mnie. źe a nuż mi brak talentu. pracowali ile sił i zostawali wybitnymi poetami. aż wreszcie i moje ciało.. żeby je trawić bezczynnie. Życie jest zbyt długie. drzewa. co choć mniej warci ode mnie. Nikt nie podejrzewał. aby czegoś dokonać. z obawy. Mogę skakać pod niebiosa. aby podzielić się z kimś straszliwym swym smutkiem. nie pracowałem też nad sobą dostatecznie.

Z gąszcza znów doleciał niepowstrzymany szloch. obejrzeli się za siebie. byś ujrzawszy moją straszną postać. Skądś spomiędzy drzew dobiegły dźwięki porannego fletu. . . Po to. że podobno ostatnio w dzielnicy Shinj uku czy Shibuya. Przebywają ciągle jeszcze w Kuolüe i dotąd nic o moim losie nie wiedzą. Uniósł pysk w górę ku niknącemu. Ruszył więc oglądając się za siebie i roniąc łzy. Powiedz im. Oto dlaczego przyszło mi zostać tygrysem! Na koniec dodał jeszcze. Głos zamilkł. nie rozpozna w nim przyjaciela i gotów się rzucić na niego. od. Zobaczyli. a gdy ujdzie ze sto kroków i stanie na tamtym pagórku. blademu księżycowi. . żeby się szczycić odwagą. Za nic nie zdradź i nie wyjaw. żeby Jüan San pod żadnym pozorem nie wracał tą samą drogą. Li Czeng szybko odzyskał panowanie nad sobą i powiedział już spokojnie.Widzisz. Zamiast o rodzinie pomyślałem najpierw o swych nędznych wierszach. w gęstych trawach.Trzeba się żegnać. jak wrócisz z południa. porzucił wszelki zamysł powrotu w te strony i ponownego spotkania. że na końcu pojawił się znak wytwórni Glob. gdybym b)^’! człowiekiem. żeśmy się dzisiaj spotkali. ryknął kilka razy i z powrotem skrył się. Rozwidniało się coraz bardziej. Kłopotliwa to prośba.oznajmił głos. Bo wtedy. w którym kreuje ona główną rolę. Ci. Po czym wsiadł na konia. proszę. Orszak dotarł na szczyt pagórka i wszyscy. Lecz nim odejdziesz. Popatrzyli na opuszczoną przed chwilą leśną polanę. tego właśnie powinienem zaczaić moją prośbę. mam jeszcze jedną prośbę. że od dawna nie żyję. gdy należała do zespołu aktorskiego wytwórni Glob i występowała w rozmaitych rolach.Li Czeng . w małych kinach Tokio. ale ulituj się nad ich słabością i nie daj im zginąć w nędzy. wyświetla się bardzo dziwny film. wcielenia w tygrysa . niech się obejrzy za siebie.rosy. Myślę o żonie i dziecku. po czym z gąszczy dał się słyszeć głośny płacz. Nadchodzi pora przemiany. co obejrzeli film. że z radością spełni prośbę przyjaciela. jak prosił Li Czeng.Wówczas raz jeszcze ci się pokażę. Nie po to. on . będę ci głęboko wdzięczny. Teraz niech Jüan San idzie. a w obsadzie . być może.zatraci już świadomość. Jüan San też miał łzy w oczach i zapewnił. I więcej się nie pokazał. kiedy zdążać będzie z po~ wrotem. jak z chaszczy wyskoczył prężnie samotny tygrys i zatrzymał się pośrodku ścieżki. Yurie Utakawa kilka razy obiło się o uszy. twierdzili. Jüan San skierował spojrzenie w zarośla i serdecznymi słowy pożegnał przyjaciela. Film ten miał być jakoby nakręcony v/ czasie jej pobytu w Ameryce.

i uliczkę wzdłuż wybrzeża. Mówiono. a o zmierzchu grywa na flecie snując się po zakamaikach portu. skąd roztacza się wspaniały widok na zatokę. ról. bardzo się podobał i gra jej wzbudziła duży. jako szpieg podróżuje po Eurazji. wstydzi się mizernej kondycji. zwinność i rzutkość predestynowały ją specjalnie do ról awanturniczych. którzy go oglądali. A stało się tak właśnie dlatego. Zanim Yurie wróciła do kraju. Ale i on czuje się mężczyzną i ma w życiu jedno jedyne pragnienie: żeby kurtyzana zlitowała się nad nim i podarowała mu choć jedną noc. a przy tym posiadała azjatycką świeżość i czystość. że film zdobył uznanie publiczności. Yurie nie przypominała sobie jednakże. Największą przyjemność sprawia mu ukradkowe . odznaczała się iście zagraniczną kokieterią.tywów. Młody żebrak żywi uczucie pilnie skrywane w sercu. Grajek to nędzny i niegodny uwagi młody żebrak od dawna kochający się w Ayame. w których między innymi i ona brała udział. Film po japońsku nosił tytuł Zemsta. cudowna jak prosta dziewczyna. uważana za największą piękność w mieście. Brzed rokiem wróciła do kraju po kilkuletnim pobycie za granicą. Wybijając się wśród aktorek. damę czy cyrkówkę. w których trzeba przytomności umysłu i bystrości.aktorskiej prócz Japończyków byli także wykonawcy zagraniczni. dźwięki fletu i zachwycona kurtyzana wychodzi na werandę na piętrze. Zwłaszcza jeden z filmów z Yurie w roli głównej. Spośród filmów nakręconych przez Yurie w Ameryce nie był to oczywiście jedyny ani pierwszy. nic wiadomo skąd. Znajomych. w którym bohaterka zgłębia tajemnice wojskowe bazy w pewnym kraju. Na początku filmu reżyser ukazuje port nad ciepłym morzem w południowej Japonii może Nagasaki lub jakiś podobny. że jest bardzo długi i melancholijny. Japonia kupiła od wytwórni Glob kilka filmów. Bohaterka. O zmierzchu rozlegają się. wypytywała szczegółowo o treść i scenografię. wyrzeka na swe nędzoe położenie. a jej żywotność. chętnie brała udział w ryzykownych przedsięwzięciach. ponieważ tokijska wytwórnia filmowa Nitto zgłosiła chęć zaangażowania jej u siebie oferując olbrzymie. Od dawna zwracała na siebie uwagę fachowców’ i wielbicieli filmu. czarująca. przysłowiowych diabłów w spódnicy czy kobietdetek . wygórowane honorarium. oparta o balustradę słucha muzyki. żeby kiedykolwiek nakręciła film pod tytułem Zemsta. przy której mieszka kurtyzana imieniem Ayame Daifu. piękny jak obraz Hiroshige . o obfitych kształtach figurę. jaki wyświetlano w japońskich kinach. słowem. doprawdy na wysokim poziomie artystycznym. była jak na Japonkę wyjątkowo energiczna. rzecz bez precedensu. choć po angielsku nazywał się Szkaradne oblicze. przedzierzgając się kolejno w gejszę. noszący tytuł Córka samuraja i grany w dzielnicy Asakusa. niczego takiego nie pamiętała. choć krótkotrwał y entuzjazm. Wypadała dość korzystnie w zestawieniu z europejskimi czy amerykańskimi aktorkami: miała piękną.

Lecz Jeżeli masz dla mnie nędznego żebraka. Nie posiada jednak ogromnej sumy na wykupienie jej z domu publicznego. ukryć w ładowni statku i wywieźć po kryjomu. nie tylko w pieniądzach. Żebrak tłumaczy się i prosi w taki sposób. ukryty pod werandą pocieszałem ją dzień w dzień swoją grą na flecie. bo wtedy właśnie marynarz przyrzekł wrócić. o którym była mowa wyżej. ponieważ przysięgła miłość białemu marynarzowi. Kocha swoją dziewczynę. proszę” choć na ten czas. ale jeśli ją spełnisz. co mogłem dla niej. Zamiast cierpieć i myśleć o swojej miłości. Po upływie kilku dni marynarz ma ciemną nocą wśród spienionych fal przybić do brzegu koło świątynki.spoglądanie na twarz Liikochanej. który spocznie bez przeszkód w ładowni statku. ponieważ Ayame tak bardzo cię kocha. To wszystko. słuchając dźwięków fletu żebraka. gdzie żebrak odda mu kufer. Dla przeprowadzenia tego planu bierze sobie za wspólnika młodego żebraka. Żebrak zawozi kufer na pustą plażę do starej opuszczonej świątyni na krańcu miasta ..Choćby mi nawet przyszło oddać dla niej życie. W dalszej części statek amerykańskiego marynarza przybywa do portu. Dziwi cię pewnie ta prośba z ust mizernego żebraka. że Amerykanin nie potrafi odmówić jego prośbie. . wolałem ci pomóc. Ayame wspomina go bez przerwy i niecierpliwie wygląda jesieni. Wyglądało na to. choć trochę litości. Taczkę wraz z zawartością powierza żebrakowi. W Ayame oprócz młodego żebraka kocha się wielu. niczego bym nie żałował. gdzie czeka już na nią Amerykanin. albo choćby tylko na jedną noc! To Jedyne moje pragnienie. i żebrak zgodził się na plan marynarza. Taka jest treść pierwszej części filmu. wezmę całą winę na siebie. która się zadawała . Pewnej nocy kurtyzana wymyka się niepostrzeżenie tylną furtką. . Marynarz chowa Ayame do kufra i ładuje go na taczkę. . Chciałem się wam przysłużyć. nawiązują przyjaźń.. aby otrzymać mógł wynagrodzenie inne. Każdego wieczoru.. jest ona jednak bądź co bądź kurtyzaną. płacząc i bijąc przed nim czołem. sam zaś Jakby nigdy nic wraca na statek.i ukrywa go przy ołtarzu. będę was bronić do ostatka. co będzie źe mną. gdyby się wszystko wydało.błagał marynarza. Zwierzył się wówczas ze skrywanego dotąd afektu. raz bodaj że na własnym życiu już mi przestanie zależeć! W najgorszym razie. Postanawia więc wykraść dziewczynę. odstąp mi ją. prosząc.A zeszłej wiosny. w zamyśleniu kieruje wzrok na otwarte morze wspomina. że cała intryga da się szczęśliwie przeprowadzić. Przybył on tu z Ameryki na statku handlowym zeszłego roku późną wiosną. Zakochany w Ayame Amerykanin postanawia za wszelką cenę zabrać ją z:e sobą.świątynia ta bywa Jego schronieniem podczas słotnej pory deszczowej . ona jednak dla żadnego z częstych gości nie żywi prawdziwego uczucia. Wtajemnicza go w swój plan. żebyście byli razem. zrobić. kiedyś odpłynął.

o której względy wszyscy się ubiegali szanując jej kaprysy. . jeśli chcesz! .On ciebie przecież nie oszukał naumyślnie . a mój żal będzie wieczny. Ayame Daifu posłyszawszy o tym i rzuciwszy na żebraka jedno krótkie spojrzenie przez szparę w okiennicy. słyszysz. niestety. Niechże mi pozwoli ucałować choćby zlotem haftowany rękaw swego lśniącego kimona. Przypada do kufra i zwracając się do ukrytej w nim Ayame pomstuje przez noc całą na zdradliwą wiarołomność cudzoziemca. Nie udaje mu się. nie myślę jej zmuszać.Statek podnosi kotwicę i szykuje się do wyjścia w morze. Lecz kiedy wróci i wypuści mnie. Niestety. nie ma już teraz czasu. Żebrak nie chce oczywiście na to przystać. gdy chodzi o wynagrodzenie ofiarności żebraka. usiłuje podnieść wieko kufra w ciemnawym wnętrzu świątyni przed statuetką Buddy. .Dobrze . źe zapomniał dać mu klucz od kufra. . co chce. skacz. głośno daje upust swoim żalom. W filmie widać tu kufer w przekroju. Aż tu nad ranem wpada w pośpiechu cudzoziemiec. a żebrak przywozi kufer do świątyni. aby żebraka oszukać. spełnię daną ci obietnicę. wzdrygnęła się ze wstrętem. żeby taki prostak dotknąć miał choćby brzegu jej rękawa! Zmówiła się z cudzoziemcem.Skacz sobie. Jak najprędzej chce ujrzeć twarz swojej jedynej.. uznała.z niejednym. . A teraz w każdym razie ładujmy kufer na taczkę! Cudzoziemiec wraca więc na statek. źe nie zniesie. że kiedy się spełni moje życzenie. Mija tak ze dwa dni. niech mi przez chwilę da na siebie spojrzeć.pociesza go ze środka kurtyzana.Po prostu w zamieszaniu zapomniał dać ci klucz. kamera ukazuje jego wnętrze: podniesione brwi i rozgniewaną twarz bohaterki. Żebrak błaga i prosi. a ty kufra nie otwieraj. ale kurtyzana się nie zgadza.skoro tak.Niech gada. u zamka wisi mocna kłódka. zapomniałem zabrać klucza. tym bardziej więc teraz. Dumna kurtyzana.. . Najpierw gorąco przeprasza żebraka.. patrz! Skaczę z tej skały do morza! Ale wiedzcie. Poza tym i dziś. . jedna albo i dwie noce chyba się nie liczą.odpowiada żebrak .woła znów z kufra dziewczyna. . .ale sam. Spełnijcie przyinajmniej ostatnią moją prośbę. Rozlicz się Z nim szybciej i zabieraj mnie na statek! . Okrutnieście mnie oszukali. Skoro ona mnie nie chce. że choć umrę. nie mam po co żyć! Postanowiłem.mówiąc to wręcza mu mieszek.woła ze środka i ponagla cudzoziemca.Żal mi cię . nie mogę się jej sprzeciwiać. Jeśli Ayame odjedzie i więcej jej nie zobaczę.tłumaczy żebrakowi zakłopotany cudzoziemiec . skoczę do morza i odbiorę sobie życie. muszę ją zobaczyć. by spełnić twoją prośbę! Wybacz mi i daruj! .

Dwie górne narośle robią się okrągłe jak kuleczki. Pewnego dnia kurtyzana ogląda swoje spuchnięte kolano i dostrzega. Dziwne. opukuje je i uciska. W początkowych scenach widzimy.usta. nabierają życia. choć pomniejszona. oczy i usta. środkowa. W kufrze jest ciemno. długa i wąska. Nad jej spuchniętym kolanem majaczy jasne koło. Miękka powierzchnia . Oboje cieszą się. który coraz bardziej się powiększa. gdy to podobieństwo spostrzegła. cztery małe narośle uwydatniają się coraz wyraźniej: rozeznać można jakby rysy twarzy. że dwie okrągłe narośle wyglądają zupełnie jak oczy. dolna pęcznieje wzdłuż jak ślimak. że straciła przytomność i zemdlała. jak na dziecinnym obrazku. Na twarzy maluje się wyraz posępnego smutku i zawziętości. Mija kilka dni. przypomina do złudzenia nos. kryje w .Jeśli umrę. nic już nie pomoże! . Zemdlonej Ayame głowa opada bezwładnie na chore kolano. otwiera kufer i wypuszcza Ayame. choć Ayame dotyka chorego kolana. wyraźnie widać owal twarzy narysowany prostymi kreskami. Wtedy próżny żal. twarz przypomina fizjonomię młodego żebraka.w Ameryce. a dolna. ścigać ją będzie nienasycona moja zemsta.długa i cienka. a wspomnienie o mojej brzydocie nigdy jej nie opuści.myśli. Dziewczyna siedzi w ciasnym wnętrzu skulona. Na tym wielkim i miękkim obrzmieniu tworzą się cztery mniejsze. że nie sprawiają żadnego bólu. staje się wyraźniejsze. rozciągnięta jak ślimak . niczym księżycowa tarcza lśniąca jak kropla wody. aż wreszcie pojawia się twarz młodego żebraka jak żywa. Taki lęk i groza ogarnęły kurtyzanę. z głową na kolanach. że opuchlina ma kształt ludzkiej twarzy. Taka jest treść pierwszej i drugiej części filmu. ale nic. uwypuklają się coraz bardziej nos. jak wtedy gdy młody żebrak rzucił się ze skały . jak kufer z Ayame zostaje wrzucony do ładowni pomiędzy inne bagaże. by się mogła zmieścić na kolanie (kamera pięknie to pokazuje).. i odżywia się przygotowanymi zapasami chleba i wody. potem pośpiesznie dobywa klucz z kieszeni. środkowa . które wydobywa z mroku siedzącą w środku dziewczynę. akurat takiej wielkości. ale przez szpary zrobione specjalnie dla dopływu powietrza wpada światło. że fortel się powiódł.może wskutek ciągłego ugniatania . Następnie kamera ukazuje wnętrze kufra. Tymczasem oblicze dotąd ledwie zarysowane. wyciąga się ku przodowi.doprawdy niczym mała rzeźba wykonana ręką mistrza. Ayame odkrywa nagle.w miarę upływu czasu twardnieje.woła żebrak i natychmiast z wysokiej skały przed świątynią rzuca się do morza. Cudzoziemiec stoi chwilę nieruchomo. W części trzeciej akcja rozgrywa się na statku oraz w ojczyźnie marynarza . na prawym kolanie kurtyzany pojawia się dziwaczny wrzód. A co gorsze. Może tylko tak mi się wydaje .

ale w chwilach samotności wyrzuty sumienia nie dają jej spokoju. spod szlafroka. jak zmienia się życie Ayame. zwodzi kolejnych mężczyzn. rzuca pracę na statku i angażuje się jako urzędnik w pewnej firmie. jak twarz.sobie cierpienie. i w ubraniu europejskim . Obiecuje sobie poprawę. Dalszy ciąg to straszna opowieść o tym. Dziewczyna ukrywa przed kochankiem tajemnicę strasznego kolana. Odtąd Ayame Daifu stale narażona na niecne zachowanie wrzodu żyje w nieustannej trwodze. Tracą tam dla niej głowy wszyscy: arystokraci z różnych krajów. wysuwa język. Wszyscy giną zamordowani przez nią. jak wrzodowe oblicze dokonuje swojej zemsty. nocą męczą ją koszmarne sny. Kurtyzana wykorzystuje całą swą kokieterię. . Na koniec poznaje młodego hrabiego. Wkrótce zauważa on. gra różne role. milczenie i upór.kamera te wszystkie zalety umiejętnie podkreśla). Czasami czuje skruchę i żal z powodu swych niecnych postępków. wyśmiewając skrupuły i zachęcając do złego. dyplomaci i niezliczeni dżentelmeni. tym bardziej olśniewa swą urodą. Amerykanin. czasem nawet potrafi płakać albo ślini się przez wykrzywione wargi. porwanego na strzępki podczas bójki. flirtuje na prawo i lewo. Po zamordowaniu kochanka natura dziewczyny ulega gwałtownej przemianie. W miarę.) Ayame stoi znieruchomiała nad trupem kochanka. który daje siły i odbiera świadomość. w którym zakochuje się i za którego wychodzi za mąż. Ayame nie chce go puścić i dusi go w czasie bójki. to jej się oczywiście nie uda. Wtedy postanawia dziewczynę porzucić. Wykrzywia się okropnie i rozciąga wargi w strasznym. dobrze jej i w kimonie. Nie będzie jednak spędzać beztroskich dni u boku małżonka. kobietąszatanem. (W ciele jej mieszka teraz zły demon. szerokim uśmiechu. wyziera wrzodowe oblicze: obserwuje martwego cudzoziemca i po raz pierwszy ożywa. Kurtyzana i marynarz osiedlają się na przedmieściu San Francisco. Statek przybywa do Ameryki. Taka to była pierwsza zemsta żebraka. raz kobiety ulicznej. Od tego czasu mimika upiornego wrzodu staje się niezmiernie bogata. Ayame ma teraz własną willę i limuzynę. w czym za każdym razem przeszkadza jej wrzód. Zaczyna ją obserwować i pewnego dnia przez przypadek odkrywa złowrogą tajemnicę. Ayame staje się niedoścignioną. Ayame stacza się coraz niżej. śmiałą uwodzicielką. a jej piękność nabiera nieodpartego czaru. Wrzód błyska oczami. akcja filmu przenosi się z San Francisco do Nowego Jorku. Przedzierzga się w różne osoby. Równocześnie Im więcej cierpi. rujnując ich i doprowadzając do śmierci. prowadzi życie wytworne jako wielka dama. żeby pozostać przy niej. że Ayame się zmieniła: jest ponura i smutna. innym razem komediantki (odtwórczyni bohaterki filmu ma zarówno piękną figurę.

że aktor nie powinien znać uprzednio treści scenariusza. Nie uznawał on uczenia się roli ani prób.meryce powszechna. występowała też w roli wielkiej uwodzicielki. choć dla widzów aktor był nowy i nie znany. natomiast o aktorze. które ze . reżyser wychodził z założenia. czego reżyser żądał. Była tylko mrówką roboczą. Aż do tego czasu Ayame bandażuje wrzód na kolanie 1 ukrywa pod przylegającą ściśle pończochą. treść filmu. któremu od początku zasłonięte kolano wydawało się podejrzane. W ciągu kilku lat pracy w wytwórni Glob Yurie wystąpiła w różnych rolach.stera i detektywa. z grubsza biorąc. gdzie akcja zachowuje ciągłość. W pierwszej części przedstawiono publiczności tylko Yurie Utakawa jako Ayame (kolejno w kostiumie kurtyzany i młodej żony hrabiego). Uzbierało się tego tak wiele. maleńką śrubką w wielkiej fascynującej maszynerii. Zazwyczaj na początku filmu podaje się nazwiska reżysera. wykonywał to. improwizował w każdej scenie. który kreuje rolę młodego żebraka. kiedy młoda para wydaje przyjęcie dla licznych gości. podchodzi bliżej. Nie miała wtedy pojęcia. ani aktorów. kiedyś musiała zapewne nakręcić poszczególne sceny. Nakręcono po prostu pojedyncze sceny. Taka koncepcja filmu i pracy reżysera była wówczas w A . Kryła się po kufrach i walizkach. na los szczęścia. choć takiej opowieści nie znała. równie ważną lub nawet ważniejszą niż Ayame. nakręciła liczne sceny morderstw. gdzie zatrudniona była Yurie. W tym momencie wrzodowe oblicze przegryza pończochę i pokazuje zebranym długi język. a wrzód na jej kolanie żyje i jeszcze się śmieje. ukrywana dotąd tajemnica wychodzi na jaw. gdy niepomna na nic szaleje w tańcu. Twarz wybucha przeraźliwym śmiechem. Umiera popełniwszy samobójstwo. nie znając całości. Bez wątpienia. ze środka czy od końca. Tego wieczora jednak. Reżyser unikał w ten sposób omyłek i uzyskiwał pełną naturalność gry aktorskiej. Z jego oczu i nosa cieknie krew. ani reżysera. że trudno spamiętać. Nie miała pojęcia. Ayame ucieka. aktor poruszał się tylko i wyłącznie według jego wskazówek. W wytwórni Glob. Ayame tego nie zauważa. pada na łóżko. kobietygang . lecz hrabia. gdzie przebija się nożem. na śnieżnobiałą jedwabną pończochę spływa strumyk czerwonej krwi. skoro występuje ona w tym filmie. aktorów i obsadę ról. Nic zresztą dziwnego. by obejrzeć ranę. w ilu i w ja kich filmach taśmy te będą użyte. Tyle oto dowiedziała się Yurie od kilku wielbicieli swego talentu. w tym jednak filmie nie podano nazwisk. W tym okresie wielu aktorów nie znało treści całego filmu. Końcowe ujęcie to zbliżenie wrzodowego oblicza. Taka jest. jak popadnie. w którym występowali. nie wspomniano ani słowem. którzy film ów obejrzeli.Pewnego wieczora. biegnie na górę do sypialni. Grała role kurtyzan i dam. film to nie teatr.

W wytwórni Glob pracował niejaki Jefferson. a rozpowszechnianego już w Japonii. Miała przy tym wątpliwości co do osoby aktora kreującego rolę żebraka. Przy takim systemie pracy rzecz to całkiem naturalna. który miał na swym koncie wiele ciekawych osiągnięć.niemal jak Ayame Daifu prześladowana przez nieznanego japońskiego aktora. ni zowąd w kinach peryferyjnych? Kiedy i kto zakupił go dla Japonii. przyłożył ręki do montażu Szkaradnego oblicza . Po powrocie do Tokio. jak w ujęciach twarzy żebraka. nie wiadomo kiedy zrealizowanego. więc i pamiętać nie mogła. że on właśnie. niezadowolona z rezultatów pracy w wytwórni japońskiej. O czymś takim Yur. Dlaczego wreszcie film uważany za ciekawy pod względem artystycznym. gdzie montażu i zdjęć trikowych (twarz żebraka na kolanie) dokonał biegły operator. Mimo to Yurie powinna by przypomnieć sobie poszczególne sceny czy pojedyncze ujęcia.siłowała trafić na seans na odległych przedmieściach. by oglądać na pokazach w miejskich parkach swoje stare filmy nakręcone w Globie. Korzystała z każdej okazji.był to człek wesoły i wielki dowcipniś. urządzano je raz na jednym. nie tylko połączenia dwu odrębnych taśm. a cóż dopiero w wypadku filmu.znała wszystkie. że nie słyszała o istnieniu tego filmu. Użył też zapewne różnych sposobów.de przypuszczała. Kim więc jest ten aktor grający żebraka? Im dłużej Yurie nad tym rozmyślała. więc ciągle jej się to nie udawało. zdolny spec od fotomontażu i zdjęć trikowych. ukazał się ni stąd. Wydało się jej dziwne. tym dziwniej się czuła . Tym bardziej że chodziło ofilm długi i zwracający uwagę.adnym z nich przed kamerą w porcie podobnym ponoć do Nagasaki. pokazy trwały krótko. nie wiedziała nawet o jego istnieniu? Kiedy mieszkała jeszcze w Ameryce. Niepowodzenie powiększyło jeszcze jej zaintrygowanie i cłe >kawość. raz na drugim krańcu miasta. Czy możliwe. kilkakrotnie u . nim trafił na peryferie? Yurie próbowała pytać o to kilka osób w swojej wytwórni. Nigdy jednakże nie występowała razem z i.i wykonał tę precyzyjną nowatorską pracę. niestety. Yurie tym bardziej zapragnęła cały film obejrzeć osobiście. Postanowiła film obejrzeć. gdzie się błąkał. nie kto inny. W Globie było równocześnie z nią trzech aktorów japońskich. żeby nigdy onim nie słyszała. w których występowała.ie w ogóle nie słyszała. największą jej przyjemnością było oglądanie wszystkich filmów. nawet krótkich i błahych . może chciał jej spłatać figla . Yu. kiedy się odbyła premiera.scen wykorzystano w filmie. Musi przecież być w wytwórni ktoś orientujący się w tej sprawie! . wzdychała często do dni w San Francisco. ale żadna z nich nie potrafiła na to odpowiedzieć. a dotąd nie znany.

znał daty produkcji. a od pewnego Francuza w Yokohamie.śmiejąc się odparła zdecydowanym tonem Yurie. Odkryto to przypadkiem. zatrudnionego w firmie od dawna i zajmującego . film ten jest własnością naszej firmy i na dłuższy czas został wypożyczony kinom peryferyjnym. . Bacznie rozejrzał się po pokoju. O ile pamiętam. dobrze się składa. Uzyskaliśmy w ten sposób możliwość zapewnienia pani dużej popularności. orientował się dobrze w filmach sprowadzanych z zagranicy..Tak rozmyślając. prenumerata pism filmowych w języku angielskim. co powiem. Od niego z pewnością można się czegoś dowiedzieć.O nie. który wówczas pracował w tym biurze. a przy tym niecodzienna sprawa. wdrapała się na pierwsze piętro i zwróciła się do pana H. ci kolejno eksperyment powtórzyli i potwierdzili słowa . do jego kompetencji należała też praca przy tłumaczeniu scenariuszy. tylko niechże sobie pani tego.. tylko jakoś nie było okazji.. tym bardziej pragnę usłyszeć.. że najlepiej spytać pana H.. bo nikogo akurat nie ma. ja także chciałem panią spytać o ten film. bo obiecała pani przejść do naszej wytwórni.. .. Ten Francuz kupił go wraz z wielu innymi taśmami w Szanghaju. kiedy technik filmowy.Otóż. Prawdę mówiąc. Zamrugał oczami wydawał się bardzo zmieszany. dzieją się straszne rzeczy. jako że od czasiu Córki samura]a niczego nie mieliśmy. Z początku nikt mu nie wierzył. . a pod względem artystycznym film jest fascynujący i specyficzny.Więc. sam jeden późną porą wyświetlał taśmę. Lecz v/krótce po zakupieniu Szkaradnego oblicza zaczęły krążyć dziwne plotki. wstał nawet ze swego miejsca i poszedł zamknąć drzwi. Poprzednio film wyświetlano . w dzielnicy Nippori. ale znalazło się kilku ciekawych. nawet najodważniejszy mężczyzna nie potrafi obejrzeć go do końca.... zastanawiające. Otóż jeśli się ten film ogląda nocą i samotnie. Dziwny film. w pokoju przy końcu korytarza.wiem coś niecoś. Pan H. Dziś możemy porozmawiać. Wrócił i podjął przerwaną rozmowę. importu i dane o aktorach.odpowiedział urzędnik spoglądając życzliwie na Yurie . o co chodzi! .eksponowane stanowisko w biurze. żeby usunąć ewentualne usterki. nie bierze zbytnio do serca. Klisza była zniszczona i w złym stanic. został zakupiony na miesiąc przed powrotem pani z Ameryki. w dodatku wypadła tam pani niezwykle korzystnie. Pewnego dnia Yurie udała się do biura znajdującego się «obok wytwórni. Mimo to masza firma v/yłożyła dużą sumę na ten cel.. pani też nie wiedziała o tym filmie? Rzeczywiście.podobno wielokrotnie w Chinach i innych krajach południowej Azji. .. doszła do wniosku. które Yurie zostawiła otwarte. Jednak nie od wytwórni Glob. Podlegała mu cała korespondencja z wytwórniami zagranicznymi.Jeśli idzie o ten film .

nasz dyrektor był jednym z poszkodowanych. jednak wtedy właśnie między pracownikami na eksponowanych stanowiskach stosunki się pogorszyły. dochodziło do utarczek. Oglądałem jednakże Szkaradne oblicze na pierwszym próbnym pokazie przy udziale pewnej liczby zainteresowanych i dziennikarzy. Wie pani. Inni znowu uważali. aż wreszcie uchwalono. jaki dyrektor jest nerwowy i zabobonny. które działy się po nocach. nie ma podstaw do zerwania zawartego kontraktu. Myślę. bez większego rozgłosu. zapadali bez przyczyny na nieznane choroby. Znałem wszystkich aktorów występujących w tym filmie. leczył się przez pół roku. gdzie liczba widzów bywa z reguły duża.. gdy go ogląda nocą nie więcej niż jedna osoba. Byli jednak tacy. Ledwie się poczuł zdrowszy. urządził tajną naradę. Nie zwlekając wypożyczono taśmy małym kinom. osobiście tego nie sprawdziłem. gdyby dziwne pogłoski doszły do niepożądanych uszu. straszne! To upiorny film!” W dodatku technik przerażony tym zdarzeniem postradał zmysły i zwolnił się z pracy. choć niewątpliwie dobry. który zapłaci dostatecznie dużo. wszyscy Zatem zobowiązali się dochować tajemnicy. zresztą wypłacono już olbrzymią zaliczkę. Jeśli dyrektor nie chce go przechowywać. ale jego zobaczyłem po raz pierwszy. Oczywiście. iż orientuję się . którzy znali tajemnicę tego filmu. jeśli dobrowolnie odda taśmę w ręce konkurencji. kolejno w Kioto. póki nie znajdzie się kupiec. nic więc nie przeszkadza wyświetlaniu filmu w kinie. I na tym stanęło. film. dręczyły ich koszmarne sny. że bądź co bądź firma wyłożyła na jego zakupienie znaczną sumę i tylko straci. ostrej rywalizacji. „Faktycznie. najlepiej wypożyczyć film małym kinom na czas dłuższy. i zamiar nie doszedł do skutku.technika. przeszedł nie zauważony przez fachowców. Dziś nie pozostał w naszej firmie prawie nikt z ówczesnych urzędników i aktorów. Dyskusja była burzliwa. Ja sam słyszałem tylko od innych o dziwach. nieznaną gorączkę. Nie dbano przy tym o żadną reklamę ani zapowiedzi w gazetach. również przed pracownikami wytwórni. że film jak film. Na tajnej naradzie pierwotnie podjęto decyzję wypożyczenia filmu za godziwą sumę którejś z wielkich firm. Zastanowiło mnie wtedy jedno: aktor kreujący rolę żebraka. przeszkoda zniknęła. Po objechaniu prowincji trafił teraz do Tokio. co mogło się odbić na wartości filmu jako towaru. Nic zresztą dziwnego. Umowy z panią również nie anulowano. od tej pory nie chciał mieć tego filmu pod bokiem. Osaka i Nagoya. Zapadł na dziwną. co jest rzeczą raczej wyjątkową. od pani począwszy. co następuje: niesamowitość filmu ujawnia się tylko wtedy. na przedmieścia. ale jeśli chodzi o współpracę z panią. co się z jego zdaniem nie zgodzili argumentując. zmniejszyłaby się pani popularność. na której zaproponował wycofanie się ze współpracy z panią oraz jak najszybsze odsprzedanie filmu innej firmie. Prawdę mówiąc. Pozostali także nie wyszli b ez szwanku..

który wysnuto w Globie . O ile się nie mylę.wydawał się najbardziej do przyjęcia. że Jefferson dysponuje nie znanymi nam. Jednocześnie nie da się wykluczyć całkowicie przypuszczenia.Ja raczej przypuszczam. która niczego nie wyjaśniła. kto mógłby żywić do pani urazę? Kogoś na przykład zakochanego. oiczywiście dokonuje się tu takich czy innych zdjęć trikowych. że taśma powstała w Globie. lecz stanowi to tajemnicę wytwórni. Wobec tego ktoś inny musiał dokonać zmian montażowych i mamy do czynienia z plagiatem. Chce zbadać tę sprawę na miejscu.powiedział pan H. jeśli rzeczony film jest plagiatem. ale czy nie przypomina pani sobie kogoś w Ameryce. . że ktoś połączył dwa filmy i że tego aktora wcale nie znam. i tych dobrze pamiętam. wysłaliśmy pół roku temu list do Globu z prośbą o wyjaśnienia. Niczego nie wyjaśniała. Wytwórnia Glob oznajmiła. więc. Musiałaby to jednak być naprawdę mistrzowska robota. . było tam tylko trzech aktorów japońskich. Czy przypomina sobie pani kogoś prócz tamtych trzech? O to właśnie chciałem zapytać. Cała produkcja podlega kontroli i ewentualności takiej być nie może. Tylko kto zadawałby sobie tylu trudu wyłącznie w celach zarobkowych? A na dodatek te straszne wrażenia podczas nocnych seansów^ Jest w tym chyba jakaś siła wyższa! Przepraszam. A dokonać tego mógł tylko wielki spec.. Równocześnie z panią Yurie w wytwórni zatrudnionych było trzech aktorów japońskich. że nie realizowała filmu Szkaradne oblicze.odparła Yurie.Nie. Pan H. większy pewnie niż Jefferson.Tym bardziej źe słyszałem o tym Jeffersonie z Globu. wobec czego nie możemy udzielić szczegółowych wyjaśnień. przy niektórych ujęciach w tym filmie wręcz nieprawdopodobna. że pytam.. trzeba by przyjąć. tajemniczymi środkami. Przypuszcza zatem. faktem do porządku. tak że ostatecznie mogła się z nimi nie zetknąć. kto pracował w Globie razem z panią. wiem dokładnie. Taka mniej więcej była odpowiedź amerykańskiej wytwórni. a odrzuconego lub oszukanego. Wracając do sprawy. Przed jej przyjazdem również pracowali tam Japończycy. by dokonano tego przy realizacji pierwszej wersji w Globie z inicjatywy zatrudnionych tam osób. . skończył swoje długie wyjaśnienia... rzeczywiście było tylko trzech . nakręciła natomiast inny film o nieco podobnej treści. bo to . później zaś zaangażowano jeszcze kilka osób. prosi zatem usilnie o odsprzedanie jej filmu za ustaloną cenę. że część odnośnej taśmy została tu wykorzystana. muszę wyznać.Myślałem już o tym . Gdyby istotnie tak było. Wniosek. Prawda? Lecz żebrakiem jest całkiem kto inny. .nieźle. Niemożliwe raczej. Dużo uzbierało się w tej sprawie nieporozumień. Przyszła odpowiedź. Co do fotomontażu. firma Glob nie może przejść nad tym.jakoby to kto inny dokonał fotomontażu . Zapadło milczenie.

dopiero miałby się z pyszna! Czułby wtedy. że nikt o nim nie słyszał! Jak on kreował tę rolę. że to twarz strasznie brzydka? . najważniejszego. źródłem strachu w filmie jest właśnie twarz owego żebraka. ale i o sceny zbiorowe z udziałem statystów są niezwykle plastyczne: traci . Doprawdy dziwne. bo mówiono mi. jakież świetne miny. źe to nie jest twarz żywego człowieka. dotąd mi pan nie wyjaśnił. w wesołym.to cień i złudzenie!” Możemy sobie wyobrazić.. zazwyczaj ogląda się filmy. Twarz ta^ kiedy się śmieje. aż się spocił z niedorzecznego strachu. obrzmiała. Taśma. Nie chodzi tu osceny z założenia straszne. dlaczego aktor charakterystyczny te) miary co on jest zupełnie nie znany. z krwi i kości. Tego jednego. kiedy pojawia się żebrak.. tego. niemożliwe. chyba jeden Wegener ze Studenta z Pragi i Golema Dziwi mnie. a ten na widowni . zwłaszcza oglądany późną nocą w samotności w pomieszczeniu. . która się śmieje. zaczyna się myśleć. szkaradna! Trudno powiedzieć nawet. mówiono. Słyszałem o tym od technika montażowego. Wiek około trzydziestu lat. do którego nie dochodzą żadne głosy. ~ Ach. wśród ludzi^. kiedy siedział tu.Tak.Ale konkretnie jakie? To właśnie chcę usłyszeć. sam jeden nocą przed ekranem! Już przy pierwszych scenach.Nie chciałem pani niepokoić. Technik powiedział jeszcze: „Cóż tam ja. czy ma rysy bardziej południowoajatyckie. że film jest właśnie rzeczywistością. co przeżył. ogarnęło go poczucie nie . w parku dzielnicy Asakusa. aż dłoń kręcąca korbkę projektora mimowolnie zamiera. pogodnym nastroju. z całą pewnością! I jaki jest właściwie ten aktor. To z pewnością zemsta jakiegoś mężczyzny. czy to Japończyk. Otóż” mówił technik.się poczucie. jest w złym stanie. zarówno w Japonii. wywołuje niesamowite wrażenie i budzi grozę. ale jak już powiedziałem tyle. . na pewno sobie przypomni! Tak. jak W Ameryce! A że go nie potrafimy umiejscowić. Najbardziej przeraża wielkie zbliżenie wrzodowej twarzy. jak na przykład’. nie! Niech pan posłucha. żeby taki aktor istniał. Cóż o tym sądzić? Zresztą świadkowie dziwnego eksperymentu także byli przekonani. Jeśli go pani zna. okrągła twarz. bo inaczej czyżby się trafiały takie dziwy?” .. Cera bardzo ciemna. oczy wyraziste. Nie mam nic takiego na sumieniu. Krótko mówiąc. ale niechby to oglądał aktor występujący w tym filmie. co za mimika! Któż się z nim może równać. że on sam. żęto fikcja. Takiej twarzy zapomnieć nie można. jakby był nie z tego świata.samowitości. „To upiór. przeciwnie. faktycznie. żyje tylko w filmie. a widz to tylko cień. takiej twarzy się nie zapomina. w Nippori. ten zaś film. Tak mi się wydaje. w kilku miejscach prześwietlona. jest tam w filmie. przy akompaniamencie muzyki” z komentarzem.by pewnie coś wyjaśniło. zdaje się straszniejsza. jak nabrzmiały wrzód.. dodam i resztę. niż kiedy się złości. cóż za mistrzowska gra. co potem zwariował. jakby miał o dobre dziesięć lat więcej od pani. na kliszy wygląda.

że i dla pani nie jest to zbyt przyjemne. mówił technik... ale niemniej całkiem wyraźnie! Jeśli się patrzy nie dość uważnie. a ta chwyta zębami środkowy palec jej prawej dłoni. Więc jakże. więc ten mężczyzna musi się gdzieś odnaleźć.. ściągająca wargi w charakterystycznym grymasie. . Położył je na stole. Dyrektor surowo zabronił wyświetlać. . sięgnął na półkę. tylko nikt nie zwrócił na to uwagi. Widać. I co pani na to? Sądzę. z tym się zgadzam. sam zaś zapalił papierosa i zaczął krążyć po pokoju. Proszę sobie wyobrazić. każdy prawie. jak bohaterka usiłuje się oswobodzić i że ją to boli. w finale. .Jedno miejsce jednak wcale mi na montaż nie wygląda. Nie można chyba takiej sceny uzyskać na drodze fotoamontażu! Pan H. słychać naprawdę! Bardzo cicho. mściwa. Tak. ale jeśli zechce pani przejrzeć samą taśmę.odparła Yurie. widzi pani? Tutaj wrzód. . tracił ze strachu przytomność. Wiedziała to zresztą od razu. i niby to się śmieje. łatwo ten moment przegapić. niby płacze. Mówił przy tym jakby do siebie: . Tak.No i oo się stanie. zbliżenie prawej pani nogi. natomiast przy piątej. jeśli Glob dostanie w swoje ręce ten film? O. wręczył taśmę Yurie.Nie . Dodam jeszcze. od stopy po kolano.. na kolanie ta twarz pełna napięcia. Jest tam takie ujęcie. że postanowiliśmy wreszcie odsprzedać taśmę Ameryce.O. nie jest chyba duchem! . oni wszystko . Czy chce pani pooglądać? Gdyby zechciała pani rzucić okiem na twarz tego aktora. albo jeśli dochodzą inne głosy czy dźwięki z zewnątrz. tu na półce.Nikogo takiego nie znam. może rozwiązalibyśmy zagadkę. zna pani tego mężczyznę? . nienawistna. Yurie z oczami błyszczącymi ciekawością skinęła głową i pan H.O. że ten śmiech . zdjął pokrywy.ale nic to nie szkodzi.Taśma wyraźnie kombinowana. rozwinął srebrną. Ayame stawia opór żebrakowi i zamierza spoliczkować twarz na kolanie. proszę spojrzeć! To właśnie ten żebrak. Potem rozwinął drugą i wskazał klatkę zbliżenia twarzy na kolanie. pokazał Yurie. Proszę popatrzeć. to jest pewnie klisza kombinowana.. Być może. kiedy Ayame popełnia samobójstwo. kto to oglądał w ciszy i bez świadków. aktor był jej zupełnie nie znany. co? Pierwsze cztery rolki można jeszcze jakoś wytrzymać. śmieszne. Przed kilkoma dniami wróciła do nas z kolejnego kina i znajduje się teraz w biurze.. Trzeba słuchać bardzo pilnie. Spomiędzy pięciu płaskich puszek z taśmami wybrał część pierwszą i piątą. na pokazach publicznych śmiech ten rozlega się także. błyszczącą jak stal wstęgę i uniósłszy kliszę w stronę okna. jakby wzmaga jeszcze nastrój posępnej melancholii. proszę bardzo.

. na pewno się nie mylę! 9.. Ojej.potrafią obrócić na swoją korzyść.Ballada. Wyprodukują zaraz mnóstwo kopii. sprzedawać zaczną na prawo i na lewo. .

Niedługo potem nasz bohater się ożenił. a jednocześnie pogłębiać wiedzę i dokształcać się jako samouk. a miesięczne wynagrodzenie wzrasta. w Shodencho. profesorem historii . przeciętni ludzie. Oddany dotąd wyłącznie nauce Kaijima nie zwracał uwagi na kobiety. dzisiaj byłby kupcem całą gębą. Po córce na świat prz}’-chodzi syn. Miał dwadzieścia cztery lata. żeby go posłać do gimnazjum.. po ojcu. Wszystkie te okoliczności powodują wreszcie. po nim dalsze dzieci. miał wtedy lat trzydzieści sześć. po czym od razu podjął pracę w szkole podstawowej w Asakusa. Kaijima zmienia akurat miejsce pracy i przenosi się do szkoły podstawowej w dzielnicy Shitaya. Tak oto sądzi teraz zawiedziony Kaijima. przecież gdyby poszedł do terminu w pierwszym lepszym sklepie i porządnie popracował. Jego pensja wynosi teraz dwadzieścia yenów. A w każdym razie mógłby zapewnić dostatek rodzinie i wieść życie ustabilizowane.i do czego go to doprowadziło! Zmarnował życie. skoro szybciej niż dochody rosną wydatki rodzinne. mieście M. Nie chciał jednak spędzić całego życia jako nauczyciel v/ szkole. Owładnęła nim przemożna rniłość do żony. Kiedy przychodzi na świat najstarsza córka. Był tokijczykiem czystej wody. Ukończył ją w wieku lat dwudziestu. Studiując pilnie ulubioną historię Azji.Tanizaki Jun Ichiro Krolestvuo w miniaturze Minęły właśnie dwa łata. Chin. Kaijima nie zgodził się na to zajęcie i wstąpił do Niższej Szkoły Nauczycielskiej w dzielnicy Och a nomizu. Jego rodzice nie mieli dość pieniędzy. osiągając sumę czterdziestu pięciu yenów. kiedy zmarł mu ojciec. pewnie odziedziczył zamiłowanie do nauki . doprawdy w tempie zastraszającym. niechby się nigdy nie tknął nauki. W ciągu piętnastu lat w myśl zaleceń podejmuje kolejno pracę w dzielnicach Nihonbashi i Akasaka. entuzjastyczne plany coraz bardziej wietrzały i blakły. od kiedy Kaijima Shckichi rozpoczął pracę w szkole podstawowej w stolicy prefektury. urodzonym w dzielnicy Asakusa. Później rodzi się dziecko. teraz natomiast znajdował przyjemność w drobiazgach życiowych. że Kaijima traci dawne ambicje i zupełnie zarzuca myśl o karierze. Jego pensja wynosiła wówczas.był to wielki błąd! Kiedy ukończył szkołę i ojciec wystarał mu się o miejsce chłopca na posyłki. Jest już . Dawne dążenia. Miał zamiar usilnie pracować. a on zapragnął zostać uczonym . Kaijima z roku na rok staje się coraz uboższy. Podświadomie więc począł myśleć i planować jak inni. który zajmował się kulturą starych Chin. Jego pozycja zawodowa staje się coraz wyższa. Niechby już raczej pozostał nikim. Cóż z tego. Japonii zostanie kiedyś autorytetem. pensja nieco idzie w górę. o ile pamięta.tak sobie wymarzył. osiemnaście yenów.

jaką ma tamta pani. że zawiódł nadzieje rodziny. słowem. dostojną i ogromną. jak nędznie wyglądają na tle innych. właśnie ma się narodzić kolejne. któremu połowa życia upłynęła w Tokiio.to. Ostatnie jego miejsce pracy w Tokio to szkoła podstawowa w dzielnicy Kojimachi. Rzetelny i skrupulatny. tam właśnie. czuje się winien. jest nastrojowa atmosfera. poczuła się jak wyciągnięta z piwnicy na światło pod przezroczysty błękit nieba i przepełniało ją teraz uczucie żywiołowej radości. . Kaijima cierpi patrząc na to i w końcu nie wytrzymuje presji. najbardziej urokliwy. Słysząc żądania dzieci. On i jego żona gotowi się wyrzec wszystkiego. położonej na zachód od pałacu cesarskiego. Z dużej ulicy kursuje kolejka do ciepłych źródeł w L. przy linii Yamanote. Na koniec porzuca Tokio wraz z jego drożyzną i postanawia wieść spokojne życie na prowincji. słynną ze swych ciepłych źródeł. nie wytrzymał po prostu presji otoczenia w wielkim mieście. Na dodatek ma na utrzymaniu swoją starą matkęwdowę. Miasto przecina kanał połączony z rzeką. przeżywa męki i ugina się wreszcie przytłoczony ostatecznie cierpieniem. otaczają gaje morwowe. a przy tym szczęśliwy to zbiegiem okoliczności uzyskał poparcie i zdobył miejsce wychowawcy. zamieszkująca dotąd w nędznym mieszkalnym baraku tokijskiej dzielnicy Kanda przy Sarugakucho. Rozumie. Całe miasteczko. Szczyty tych gór strzelają wysoko w niebo nad rzędami krytych dachówką domów. i górę A. Rodzina. byle tylko dzieciom na niczym nie zbywało! Potrzeba im sukni.. panuje tu gwar i ożywienie. M.. znane z hodowli jedwabników. W pogodne dni.stav/iały widok najpiękniejszy. wczesnym latem. którzy chodzą przecież do tej samej szkoły. podobnej do tej. płynie w nim woda chłodna i przezroczysta. Kaijima wraz ze znękaną rodziną przeniósł się tam w pierwszej połowie maja. Tutejsi uczniowie pochodzą z wyższych warstw społecznych. decyduje się na wyjazd na prowincję! Tak. Dziielnica rodzinnych rezydencji. z każdego miejsca widać górę H. siódme dziecko. kiedy niebo błękitne. jak okiem sięgnąć. gdzie się ona stopniowo zwęża. A pośród nich synowie i córki Kaijimy. Mija siedemnaście lat pracy w szkole. same dzieci dobrze urodzone.. Leży na krańcu rozległej równiny Kan . albo wstążki. nauczyciela ogarnia rozgoryczenie. Dzieci wesołe i rozbawione dzień w dzień biegały po trawie w parlcu.ich sześcioro. albo butów takich czy innych i jeszcze latem wyjazdu na letnisko. leżące o sto dwadzieścia kilometrów na zachód od Tokio. On. jako ojciec czuje się bezradny i nic niewart. rodowity tokijczyk. Więc Kaijima decyduje się na przeprowadzkę do prefektury G. napotkawszy na swej drodze łańcuch Gór Centralnych. liczy około pięćdziesięciu tysięcy mieszkańców. jak na prowincję całkiem nieźle. M. dworków dostojników i luksusowych aparatamentów. kiedy góry przed . gdzie zachowały się resztki starych ruin zamkowych. jest rodzinnym miastem jego żony. które Kaijima wybrał.

przybył do piątej klasy nowy uczeń. z których jeden by! synem miejscowego potentata Suzukiego. o której już wspomnieliśmy. że nowy uczeń będzie niezdolny i nieokrzesany. a nawet sześćdziesięcioletnia matka odzyskali nagle swobodę i beztroskę. Przywódca całej paczki. Nazywał się Numakura Shokichi.. Był synem robotnika. Czuł się na swoich lekcjach swobodny’ i rozluźniony. pulchnych ramionach.Bawiły się w chowanego wśród gęstych drzew wiśniowych przy grobli u rzeki albo śpieszyły nad staw. z początkiem nowego roku szkolnego.na grób ojca. najbardziej rozbrykany i nieposłuszny. o krągłych. chłopiec nieśmiały i rozpieszczony przez oboje rodziców. wokół którego zwieszały się obfite kiście glicynii akurat w pełnym rozkwicie. silnie zbudowanym. w której rozpoczął pracę Kaijima. Opiekował się tą samą grupą przez kolejne dwa lata w klasie czwartej i piątej. to syn miejscowego zielarza. Kaijima z natury lubił dzieci. Także Kaijima i jego żona. rodziców i współpracowników. Zdarzenie. Z okien klasy nauczyciel co dzień mógł oglądać rozległe pola. znał jednak do głębi psychikę dziecka i cieszył się dobrą opinią wśród uczniów. a z a jej boiskiem rozciągały się wspomniane wyżej gaje morwowe. Natomiast Arłta. walczyli ze sobą o palmę pierwszeństwa. nie brakowało dzieci z bardzo bogatych domów . a mając za sobą dwadzieścia lat doświadczenia w pracy nauczycielskiej. W kwietniu. Numakura okazał .oraz innych. że nie pochodzi z zamożnego domu. interesował się ich odmiennymi charakterami. ważnej persony w banku. że tak nie jest. leżała w północnej części miasta. Dwaj najzdolniejsi w klasie chłopcy. niezbyt bystrych. Szkoła. ubrany był zawsze najbardziej elegancko ł najdostatniej ze wszystkich.jako że mamy do czynienia nie z byle jaką prowincją. Byli i niesforni. Początkowo wydawało się Kaijimie. który niedawno przeniósł się z Tokio do zakładów włókienniczych w miasteczku M. pofałdowany szczyt górski. co to nie poddawali się żadnym rygorom ł dokuczali dotkliwie rodzeństwu z Tokio. W pierwszym roku pobytu został wychowawcą klasy trzeciej. mieści się tu prefektura! . miało miejsce w drugim roku pobytu Kaijimy w mieście M. o którym będzie tu mowa. nie robił pomiędzy nimi różnicy. sylwetkę góry A. a drugi synem dyrektora spółki hydraulicznoelektrycznej. ale w klasie przekonał się. Był chłopcem smagłym. w dzielnicy Kojimachi. Choć nie było tu uczniów tak poprawnych pod każdym względem jak w szkole podstawowej F. Nishimura. ale otaczał wszystkie jednakową troską. a w dali zamglony fioletowy. Czasem potrafił dobrze skrzyczeć albo i dać porządnego kuksańca. Miał kwadratową twarz i wielką usianą krostami głowę. Z pospolitej twarzy i przybrudzonego ubrania chłopca odgadywało się od razu. gdzie wychodzili na iono natury akurat raz do roku . nie tęsknili też wcale ani nie żałowali Tokio. syn lekarza.

Cała klasa liczy pięćdziesięciu chłopców. . Zabawmy się jeszcze raz. że właśnie na boisku. było wyraźnie coś nienaturalnego. Siedmiu. Na czele mniejszej grupy . a tu w jednej grupie ze czterdziestu. który raz jeszcze zmniejsza liczebność swego wojska. w drugiej ledwie dziesięciu. boją się tego Numakury. pierzchają nie podejmując wcale walki. raczej ponury. tym . Mimo że u Numakury zebrali się przeważnie sami silni i zręczni chłopcy. z gniewnym błyskiem w oku. on zaś rozkazuje swemu wojsku.stoi nowy uczeń. Nic w tym jeszcze nie było dziwnego. Uważał więc. Żywił bowiem przekonanie.Numakura wcale nie używa siły. Od tego dnia nauczyciel Kaijima począł zwracać baczną uwagę na Numakurę. że należy dzieci bacznie obserwować. wożą go bez ustanku wzdłuż szeregów. Nie koniec na. lecz milczący i spokojny. którą prowadził Numakura. po czym staje na ich czele i rzuca się na przemożne siły wroga. że wszyscy.widzi zaskoczony nauczyciel . A i sam wódz Nishimura. . Znowu bawią się w wojnę. On także siedzi na koniu i nie jest już milczący jak zazwyczaj. W dodatku wygląda na to. ujawniają się w pełni indywidualne możliwości i naturalne zachowanie. Za trzecim razem zostawia sobie tylko pięciu podwładnych. nie w klasie. znowu wygrywa Numakura. dwaj chłopcy. Teraz wystarczy mi siedmiu. a jego podkomendni uciekali teraz w wielkim popłochu. że jego uczniowie podzielili się na dwie grupy i bawią się w wojnę. I zobaczył.się nawet dość pojętny. nadspodziewanie posłuszny. zwykła rzecz. jak przyszedł do nowej szkoły.No. syn zielarza. podniesionym głosem zachęca swoich żołnierzy. Bo choć całkiem dobrze dają sobie radę z przeciwnikami. przyglądając się dzieciom pochłoniętym bez reszty zabawą. ledwie Numakura nań popatrzy. niczego po sobie nie pokazując. Spostrzegł. wręcz zastanawiający. jak w jednej chwili liczna gromada Nishimury zmuszona została do ucieczki przez małą grupkę. kiedy zdążył sobie zdobyć taki posłuch? Niezmiernie zainteresowany Kaijima stał. to jak tylko Numakura skieruje się w ich stronę. ot. Pewnego dnia Kaijima swoim zwyczajem spacerował po boisku. Mimo to po stoczonej bitwie zwycięstwo należy do nich. to i tak za dużo! Numakura oddaje ze swojej drużyny do obozu nieprzyjaciela trzech chłopców. którym przypadła rola koni. Rzuca z konia komendy i połajanki. tylko źe podział to jakiś bardzo dziwny. samym swym przejazdem tam i z powrotem wzdłuż szeregów przeciwnika uniemożliwia obronę. Numakura Shokichi. od razu kapituluje i oddaje się do niewoli. w sam środek! Nie ma jeszcze dziesięciu dni. Szeregi Nishimury rozpadły się jak liście na wietrze. dobrze. jak jeden mąż. Grupie liczniejszej przewodzi Nishimura. uśmiechał się niewinnie jak dziecko i niby to ciekawy dalszego przebiegu walki obserwował. w przegranej Nishimury w samym sposobie porażki.

dziś uważnie patrzy w twarz nauczyciela szeroko otwartymi mądrymi oczami. Kaijimie wydaje się jednak. Po .nim siedzi. trudno mu jakoś skarcić tego chłopca. jak makiem zasiał.Opowiem wam dzisiaj o mistrzu Sontoku. ze idealny spokój został naruszony: z kąta klasy dobiega jego uszu ledwie słyszalny szept. Że jest przywódcą to pewne. a tylko podczas lekcji wychowawczych staje się bardziej wymagający. kiedy Kaijima osiąga w swym kunszcie oratorskim większą niż zazwyczaj swobodę i precyzję. właśnie z ławki. Co gorsza. z pochmurną miną i tylko ruchem ramion wyraża swoje niezadowolenie. ranek piękny. Nauczydela denerwuje ten dźwięk jak ćmiący ból zęba.. i w arytmetyce. bo głos dobiega z prawego kąta klasy. najlżejszy nawet szelest nie zakłócał ciszy. Przez pewien czas w klasie panowała kryształowa cisza. w której czysto dźwięczał żarliwy głos Kaijimy.specjalnie głośno. chociażby zbytnik Nishimura. gdzie tamten siedzi. dobiegając aż do morwowego gaju za oknami. O. . Pięćdziesięciu uczniów grzecznie i równo siedziało w ławkach.Co więc powiedział wtedy mistrz Ninomiya. aż drży ze złości. dziś całkiem wyjątkowo skupieni. gdy go dobiega głos. niby to dziecko. gdy wszyscy słuchają go z taką uwagą. gdyby to był kto inny. . Równie pilnie odrabia wypracowania domowe. Nawet niesforny Nishimura. Ale przez cały czas siedzi milczący. wychowawczej oNinomiya Sontoku Zazwyczaj prowadzi swoje lekcje z katedry. Twarz nauczyciela się chmurzy. jest to pierwsza lekcja tego . że trzeba mu zwrócić uwagę. co w. przemawia głosem cichym i łagodnym. że to Numakura. lecz przywódca^ w jakimś innym sensie. rzuca okiem w stronę kąta i podejmuje przerwaną opowieść. co wpływa również na nastrój dzieci. pokasłuje . Jeszcze chwila ciszy i ponownie rozlega . Daje sobie dobrze radę i w czytaniu.dnia. w klasie zapadła zaraz cisza. któż mu tam zakłóca tok lekcji zbędną rozmową?! Myśląc tak. bardzo skupiony. Za każdym razem. szu. Więc Kaijima zrozumieć nie może. postarajcie się być cicho i pilnie słuchać zaczął poważnie Kaijima. aż żal. W stosunku jednak do Numakury czuje skrępowanie. Jakże to powiedzieć.się szept: szu. szu. świetliste poranne słońce zagląda przez szyby i powietrze pełne jest blasku. Pewnego dnia nauczyciel opowiada na lekcji. często przeszkadzający w lekcjach swoją paplaniną z sąsiadem. Numakura nie jest jednak uczniem siejącym niepokój w klasie. nauczyciel zareagowałby natychmiast. słyszy. Cóż to znowu? Właśnie teraz. a równocześnie sama myśl o skarceniu nieposłusznego zaczyna się wydawać nietaktem. obraca się pospiesznie.Jednakże ten jako uczeń niczym się nie wyróżnia. Jednocześnie głos cichnie i nie sposób poznać. nie stroi żartów z nauczyciela ani nie przoduje w szkolnych figlach. w jaki to sposób radził podnieść chylącą się ku upadkowi potęgę rodu Hattoci? Otóż rzekł jedno tylko słowo: oszczędność! I oto w chwili. a jakby nie dziecko. kto to mówił.

Jego ponure. rozzłościł się i zacietrzewił.Kaijima po raz drugi uderza linijką w blat stołu. .Pytam Numakurę. Noda bez sprzeciwu zgadza się wystąpić zamiast niego.Powiedz mi. który siedzi po prawej stronie. nie wolno puścić płazem tego zachowania. a w dodatku zwalasz winę na kolegę. Ale nic z tego: szept staje się coraz donośniejszy. .Któż to tak paple i paple przez cały czas? Numakura! ‘To ty przecież! No. bo nic dobrego z ciebie nie wyrośnie! Numakura ani drgnął. . przycisnąć do muru i dać porządną nauczkę. zawsze się zachowuje wyjątkowo grzecznie. Bo też Noda. co powiesz? . wystraszony zamrugał gwałtownie powiekami. poza tym nie zamienił z nim dotąd jednego słowa. nie zdążył go jeszcze dobrze poznać. Rozmawialiście sobie z Yamazakim. może chłor . Przemyśl bo sobie i popraw się. Dlaczego kłamiesz? Kaijima. wskazany przez Numakurę.Tak. czarne oczy nie zmieniły ani na jotę wyrazu. To nie Numakura. Cała klasa popatrzyła nań jednocześnie z cichym szyderstwem.To on. że się z sobą zżyli. kiedy zarozumialec i przywódca klasy zrzuca na niego własne winy. Numakura. że to ty. Zbladł i podniósł się z miejsca. nieznośnym chłopakiem. On przez cały czas gada. żeś rozmawiał. źe niczego nie dostrzega. Powinieneś przyznać się do winy i przeprosić. Numakura wcale się już nie krępuje.O. to Kaijimę rozzłościło jeszcze bardziej. jak tam. Noda. że Numakura naprawdę jest złym. Teraz. . zwykle opanowany. Nigdy dotąd Noda nic wyrywał się z niczym niepotrzebnie. Przecież nie gniewałbym się zbytnio. z ruchu ust widać już całkiem wyraźnie. nikogo innego! Cała reszta niech mi siedzi cicho. swego sąsiada z lewej.Nie.Zamiast tego okłamujesz mnie. na którego Numakura usiłuje zwalić winę. I nie rozmawiałeś wcale z Nodą. to nie ja . nic prócz odpytywania w klasie. jakby prosił o litość. to ja rozmawiałem .piec sam wreszcie przestanie gadać. zawziętej . śmiało podniósł wzrok ku nauczycielowi. To najgorsze ze wszystkiego. Nagle wskazuje palcem Nodę. dlaczego kłamiesz? Mówię to.pierwsze. Buzia chłopca nabrała wyrazu upartej. .odpowiada Numakura wcale nie zmieszany i rozgląda się wokół siebie. proszę pana. potem lękliwie popatrzył na tamtego i raptem powziął jakąś decyzję. Stąd wniosek. Wreszcie nauczyciel nie wytrzymuje i z całej siły uderza w stół trzymaną w ręku linijką. . Trzeba go wypytać.odezwał się drżącym głosem. które mogłoby świadczyć. Postanowił więc na razie nie zwracać uwagi Numakurze i udawać. . że mówi. gdybyś przeprosił . ponieważ na własne oczy widziałem. nie! Widziałem wyraźnie.

Numakura. Jeśli ton łobuz Numakura zastrasza i terroryzuje całą resztę. co nie zawinili. stań pod katedrą i stój. Nie ma potrzeby ciebie stawiać do kąta. W klasie zapadła teraz cisza inna niż przedtem. on też musi ponieść karę. Z jego buzi znikła bez śladu właściwa mu dziecinna niesforność.Proszę pana. jaki cechuje najgorszych zatwardzialców gotowych na wszystko. . dopóki nie pozwolę ci odejść. Czemu się nie ruszasz? Wtedy wstaje inny uczeń: . to naprawdę nie jego wina. . Wtedy nagle wstaje znowu Noda. ~ Czemu nie odpowiadasz? Nie rozumiesz. kiedy wstaje inny uczeń. Wygląda jak poddany. A wy wszyscy bądźcie cicho. nie będę karał tych.arogancji. Niech pan mnie postawi do kąta zamiast niego. Uczniowie wstrzymali na chwilę oddech. a ty się upierasz. Winien jest Numakura. nawet żebyś miał sterczeć tu do wieczora. . tym gorzej dla niego! .Kaijima jest wściekły. chłopiec raczył wreszcie odpowiedzieć.No szybciej. to nie.Nie. Trzymał glicyniową rózgę za dwa końce. że aż trudno uwierzyć. .odparł mieniąc się na twarzy Kaijima.Proszę pana! Tym razem jest to psotnik Nishimura. wygląda tak poważnie. zachrypniętym głosem odważnie i impertynencko. . Ja nie kłamię. dłonie im spotniały.Dobrze! Chodź tu! . że ma dopiero lat trzynaście. sobie później. Kaijima dalej ciągnie Numakurę. . jak przed wielką burzą. schwycił chłopca gwałtownie za ramię i usiłował zmusić go do wstania. co do ciebie mówię? Kaijima odsunął rozłożony na katedrze podręcznik i energicznym krokiem podszedł do ławki Numakury.powiedział niskim. a jeśli słowo nie pomoże. który idzie oddać życie za swego pana pełen nieugiętej odwagi i determinacji.Jeśli pan ukarze Numakurę. Przebaczę ci. na którego Numakura rzucił Jedno krótkie. jeśli się przyznasz do winy. Nie. nie wtrącać się! . . .Chodź tu. poprzeć je czynem. A jak dalej będziesz tak samo uparty/. . dlaczego nie odpowiadasz? Mówię do ciebie i mówię. Wcale się nie upieram . chodźże szybciej! Mówię. próbując jej giętkości. Z tobą porozmawiam.Kiedy trzymana przez nauczyciela rózga znalazła się tuż przy twarzy Numakury. Był całkiem zdecydowany dać chłopcu dobrą nauczkę.No co.To Noda rozmawiał. niech mnie pan postawi z nim razem. żebyś podszedł do katedry.spojrzenie z ukosa.

ratowanie Numakury. Mało brakowało. nawet by^ły prowodyr klasowy. W jaki sposób ten chłopiec zdobył i utrzymać potrafił podobną popularność? Jak zdołał podporządkować sobie bez reszty pięćdziesięciu uczniów? W każdej szkole byłoby to zjawisko niepowszednie.Co takiego? .A po nich zaczęli się zgłaszać następni. nie złośliwe robienie na przekór. Przeciętni uczniowie piątej klasy szkoły podstawowej to zazwyczaj jedenasto . Nishimura. ale nigdy dotąd nie spotkał się z taką sytuacją jak obecnie.czy dwunastoletnie naiwne dzieci. jego siła i autorytet zawojowały całą klasę. A niech jeszcze tamtemu coś grozi. Najlepsi uczniowie. On jednak. Miał już do czynienia zarówno z chłopcami całkiem zdeprawowanymi. Tak by się pewno zachował na jego miejscu nauczyciel młody i niedoświadczony. . przy których ręce opadały. tylko wielkie poświęcenie. dzieci nie słuchają ani rodziców. Mimo to cała klasa traktuje słowa Numakury z większą powagą i szacunkiem niźli polecenia nauczyciela. prymus Nakamural . Choć w samym tym fakcie nie było jeszcze nic złego.Numakura postąpił źle. nie potrafił się serio złościć na dzieci.powiedział Kaijima wyraźnie zmieszany. stary wyga. zręczny i odporny. czy może podziwiają. muszę go więc ukarać. Jest to wiek nieposłuszeństwa.I mnie też! I mnie! . wykonują bez szemrania każdy rozkaz nowego ucznia. aby go osłonić. ani poleceń nauczyciela.Dobrze. nie macie racji . Nad gniewem wzięło górę bezbrzeżne zdumienie: jakąż to dziwną władzę posiadał ów chłopiec. Z zachowania ich widać. Całe zajście skończyło się na słownej przyganie. że to nie zabawa. sam starosta klasy. są niespokojne i rozhukane.I któż to mówi. nie jest w końcu niczym więcej niż ich rówieśnikiem. choć silny. każde z dzieci z własnej woli spieszy. Kaijima obawiał się tylko jednego: gdyby Numakura okazał się dzieckiem z gruntu złym. Chcąc nie chcąc. Pięciu czy sześciu chłopców wystąpiło jeden przez drugiego: . Kaijima w swojej długoletniej pracy w szkole widział niejedno. Będziecie wobec tego stali wszyscy. jednakże od tego dnia począwszy Kaijima zaczął traktować Numakurę jako ciekawy obiekt do obserwacji. jak uparciuchami. jakie się trafiają .Kaijima osłupiał ze zdumienia i puścił ramię Numakury. puścił Numakurę i zostawił go w spokoju. Numakura! . a Kaijima z tej wściekłości i zaskoczenia zacząłby wrzeszczeć bez opamiętania. A przecież Numakura. że jego wpływ’ moralny. Nie można też uczynić mu zarzutu z powodu tego. Dlaczego jednak wy się zachowujecie w ten sposób? Nie powinniście tak postępować. czy się go tak boją. Nie wiadomo. Teraz zaś wszystkie bez wyjątku wpatrzone jak w tęczę v/ Numakurę słuchają go bez zastrzeżeń. Nakamura czy Suzuki. aż prawie cała klasa powstając z miejsc skupiła się po prawej i lewej stronie nauczyciela.

wprowadzać złe praktyki i naganne zwyczaje? Gdyby przy wszystkich cechach. Nishimura potrafiłby go może pokonać.czasem wśród wyrzutków. to nie byl on pewnie najsilniejszy ze wszystkich. po nim Nishimura i wreszcie Nakamura jako trzeci . a wskazał na Nodę. te przymioty uczyniły zeń z biegiem czasu przywódcę. Numakura to dobry chłopak. większość stanęłaby po stronie nowego ucznia. Ot. czy jego poddani. żeby sprawdzić. teraz gorliwie spełnia wszystkie polecenia swego wodza. Kintaro nie potrafił jednak wytłumaczyć. Ci trzej. Tyle oto wymiarkował Kaijima z urywkowych odpowiedzi swego syna. tak że nawet ci. o co chodziło. źe Kintaro.pierwszy Noda.shim . lecz w końcu Nishimura uznał się za pokonanego. Dotychczasowy prowodyr idasy Nishimura i dwaj najzdolniejsi uczniowie. co ty mi tu powiesz. przez pewien czas zwalczali się nawzajem z Nishimurą. tak że nawet nauczyciel stał się bezsilny. wielkoduszny i wspaniałomyślny. Nakamura iSuzuki. jak to wszyscy słuchają jego rozkazu i jak skłonni są do’ poświęceń. Kiedy Numakura zaczął chodzić do szkoły. Przekonał się wtedy. niezauważalnie poddawali się jego wpływowi. Dobrze się złożyło. jest odważny. źe obawy jego były bezpodstawne. Jak to było z tą godziną wychowawczą? Numakura zawinił. zechciał użyć swego wpływu dla złych celów. Mało tego. Była to tylko specjalnie zaaranżowana próba. po prostu. choć w zapasach może by i przegrał. od kiedy co i dlaczego Numakura posiadał nad całą klasą taką władzę. Emanowało zeń coś zgoła innego niż siła: ogromne dostojeństwo i majestat. co? Kintaro powiedział wtedy ojcu. jakie posiadał. coś swojskiego. Kintaro wiercił się niespokojnie. są mu wierni i posłuszni. . tato. Numakura nigdy nie dokuczał słabszym cd siebie. żeby wichrzyć i podburzać innych. jak to się zdarzało niejednokrotnie Nishimurzc. którzy chcieli wziąć na siebie samorzutnie jego winę . Numakura w chwilach krytycznych odznaczał się wielką siłą. Czy nie wykorzysta on swojej pozycji. Zresztą jeśliby doszło do bitki między tymi dwoma. Numakura wcale nie miał zamiaru zwalać winy na kolegę ani mu dokuczyć.Nie. Gdyby szło wyłącznie o siłę fizyczną. potrafiłby łatwo sprowadzić na manowce każde dziecko dobre i posłuszne.te słowa miały swoją wagę. którzy byli mu z początku niechętni. nim się zdobył na odpowiedź.okazali się najwierniejsi i Numakura wskazał ich jako wzór do naśladowania.A teraz będę Taiko Hideyo . jego własny syn. to znaczy cała klasa.Naprawdę? Jesteś tego pewny? Mówże prawdę. które zbijały z nóg przeciwnika. Kiedy Numakura przy zabawie zapowiadał: . W wyniku tej próby Numakura miał okazję się przekonać. przecież nie będę go karcił za to. chodził do tej samej klasy i ojciec mógł go delikatnie wypytać. . byłby to twardy orzech do zgryzienia. stali się najwierniejszymi .

Poczciwy Kaijima myślał tak naprawdę. Czasem się może zdarzyć. choć nawet nauczyciel nie umie tego dokazać. że wszy^stkim należy go stawiać za przykład. razem z nimi się bawić! Toteż wiele jeszcze możemy się od tego chłopca nauczyć. szczerze. skoro wszyscy go podziwiają i słuchają z własnej woli. Siłę tę można dobrze spożytkować. aby wszysc y na tym skorzystali. że rozkaże on coś wedle swego widzimisię.czyk Arita.„rycerzami” swego pana. jest prawdą. Niechże dzieci uważają swego nauczyciela raczej za interesującego prz3^jaciela niż surowego przełożonego. bogactwa wewnętrznego. ale w większości wypadków postępuje słusznie. Numakury. odznacza się niezwykłą siłą charakteru. na dodatek zdobył tak ogromną popularność. który by. żeby zespolić się z dziećmi całkowicie. Cała klasa słucha go z własnej i nieprzymuszonej woli. Masz w sobie siłę.wszyscy mogli się schować przy tym Numakurze! Brak nam. a wysoko ceni sobie szlachetność sprawiedliwość. Choć obaj uczyli się dobrze i świadectwa mieli doskonałe. ma może najwięcej powodów do wdzięczności. syn zwykłego robotnika! Może v/łaśnie tacy jak on wyrastają na bohaterów. że nie ma w nich nic godnego szacunku. Tak. tak się rzeczy miały. jak ten pani . nauczyciel czuł się jeszcze bardziej zaintrygowany. Jako prowodyr klasy jest także pożądany i godny pochwały. Teraz zabiegają o jego względy. niecelowe i nieskuteczne byłyby tu interwencje. teraz jednak dostrzegł.? Podporządkowanie sobie wszystkich rówieśników przez jednego ucznia może mieć w pewnej mierze wpływ ujemny. nauczycielom. źe cała klasa ‘cię słucha. czy b3?’ł wśród nauczycieli choć jeden. Kaijima pewnego razu po skończonych lekcjach przywoła! do siebie Numakurę. Jeśli natomiast ktoś z jego drużyny dokucza słabszym albo postępuje niewłaściwie. co syn mówi. Potrafiłeś sprawić. otrzymuje zazwyczaj surową nauczkę.trzymać w karności? Nauczyciele szkolni. lecz prawie nigdy jej nie nadużywa. żeby cię karcić. wspaniali dorośli . Dlatego też taki słabeusz. z drugiej strony. Tak. dlatego też nikt nie wystąpiłby przeciw Numakurze. Tak postanowiwszy. wziąć je w’ karby i u . gotowi na każde skinienie. I nie tylko on. Przecież on sam ze s\v3mii umiejętnościami dydaktycznymi popartymi dwudziestoletnim doświadczeniem. jak Numakura. przy tamtym wypadali jak nieśmiałe dzieci przy dorosłym. Przeciwnie. Do czasu pojawienia się nowego ucznia Kintaro podziwia! Nakamurę i Suzukiego. ze swoim wpływem moralnym ustąpić musiał przed nieletnim chłopcem. tak! Wysłuchawszy opowiadania Kintaro. której niejeden dorosły mógłby pozazdrościć. Wobec tego najlepiej będzie Numakurę chwalić. Wystarczy mu. Numakura wygląda na dobrego chłopca. . . że przekona się o swojej władzy.Wezwałem cię nie po to. potrafił oddziałać na dzieci. po prostu się wstydzę. A ot. jestem ci wdzięczny. Jeśli to. Jeszcze dziecko.

Nauczyciele z całej naszej szkoły dziwią się. Duma nauczyciela wzrosła w dwójnasób. Cała klasa wybuchnęła jak na komendę wesołym śmiechem. Będzie. Teraz powinniści się starać. nawet sam dyrektor chwali. jakby nie od razu pojmując. zasiał. Aż dziwne. jak makiem. . Nie musiał teraz strofować i robić uwag. Wszyscy stawiają ją za wzór. jakby nie było. nie słychać nawet głośniejszego oddechu czy pokasływania.. niesłychanie byś mi dopomógł! No jadę. otwierając szeroko oczy ze zdumienia. Ma się. Nikt ani drgnął. nadzwyczajnie się poprawiło. jesteście do tego stopnia grzeczni. proszę pana. o co chodzi. jak pan sobie życzy. a kiedy zobaczy. nagradzał posłusznych i dobrych. że piąta klasa jest wprost bez zarzutu. w sposób wprost niewiarogodny. żebyś użył swego wpływu. . odpowiedział: . Upływały kolejne dni. żeby prowodyr klasowy miał przewodzić w głupstwach. kreski jakieś stawia coś notuje. że dyscyplina nadal jest surowo przestrzegana. zgadzasz się? Chłopiec słuchał niezwyłych słów nauczyciela.Chciałbym cię więc prosić. Znajomość psychiki dziecka przydała się w praktyce.Aha. aby było tak zawsze. nie mogąc powstrzymać uśmiechu. siądzie nieporządnie. tak żeby cała klasa zachowywała się wzorowo. Zawsze spokojna i cicha. której był wychowawcą. patrzył nań dłuższą chwilę wreszcie zrozumiawszy. że wprawiacie mnie w szczery podziw. ani jednego słowa nie wyrzekł niepotrzebnie. on jednak łatwo nim pokierował.Jestem z was naprawdę dumny. co tamten ma na myśli. Zerka Kaijima na Numakurę: chłopiec co pewien czas wydobywa z zanadrza niewielki notesik. figlach czy bójkach. Uśmiechnął się przy tym radośnie i z triumfem. rozejrzy się po klasie. Uczniowie siedzieli cicho. że jego postępowanie z Numakurą dało pożądany rezultat. Trudno mi wręcz uwierzyć własnym o czom! . Gdybyś użył swego wpływu dla dobra klasy. Od tego czasu zachowanie klasy. Taka jest moja prośba do ciebie. żeby w niczym nie uchybić rygorom. Bo nie mógłbym pochwalać tego. właściwe podejście! W wypadku dziecka takiego jak Numakura wystarczy jeden fałszywy krok. Wpadł w dobry nastrój. na twarzach uczniów maluje się napięcie i obawa.Jakże się wam udaje zachowywać tak wzorowo? Doprawdy.Dobrze. upewnił się ¡na nowo. żeby nie móc potem dojść do ładu. żebyście zachowali . że ktoś się poruszy. którym się to należy. karał tych.zaczął raz Kaijima. Pokazał na co stać długoletniego pedagoga. Numakura. Kaijima także był zadowolony.pomyślał Kaijima. Kiedy na drugi dzień rano przyszedł na lekcje. to tak! . . żebyście wszyscy wyrośli kiedyś na wspaniałych ludzi. a widać.

dobrą opinię. Wtedy Kaijima był zresztą młody. Ostatnio atmosfera w domu tak działa na nerwy. Żona udaje. nawet pomijając koszt leków dla chorej. że ciągle to żona. a po obu jego stronach matka i babka. Kintaro. Znowu któreś coś przeskrobało. że to miasto leży w kierunku dla nas niepomyślnym.Słyszysz. teraz jednakże najmł odsze dziecko bez ustanku chorowało. że babcia do ciebie mówi. Jak się tylko wyrwie z czymś wzdychający. u której się z wiekiem pogorszyła chroniczna astma. jak to w Tokio żyli biednie. gdzieś na tydzień przed trzydziestym. żeby gdzie indziej jechać. Widzisz. posłyszał. że nie słyszy. która od czasu urodzenia siódmego dziecka czuła się tale słabo. strapiony nauczyciel. stwierdzono gruźlicę płuc. to babka łają i karcą dzieciaki. Niedawno z tobą rozmawiałem. że mama jest chora. jego matka od razu zaczyna narzekać: . co? Kaijima posłyszał głos żony. zrobiła się nieznośna. mówiłam wtedy. przecie przed przeprowadzką z Tokio wróżbiarz ostrzegał.nie odpowiadasz? Choć ci mama nie dała pieniędzy. Niech to będzie nie deszczyk majowy. ale prawdziwa ulewa! Rozradowane dzieci po raz drugi wybuchnęły głośnym śmiechem. ale tyś to nazwał zabobonem czy tam jakoś i śmiałeś się tylko. mógł mieć nadzieję na coraz to lepsze zarobki.Tak. Siedział tam najstarszy syn. nie ukradłeś chyba cudzych. że jedno z dzieci siedzących przy matce pochlipuje. im także brak kieszonkowego daje się we znaki. ale za to w zdrowiu i szczęściu. . Żona od kilku dni leżała z gorączką. Tego samego roku latem u żony Kaijimy. teraz nie widział przed sobą w najbliższej przyszłości żadnego promyka nadziei. dlaczego. Ledwie przestąpił próg. nie do zniesienia. Teraz mają więcej dzieci. Choć i bez tego choroba żony stanowiła dostateczny powód. a teraz się to wszystko sprawdza. żeby to zrozumieć I . Przypominał sobie.Dlaczego mama się na ciebie gniewa. wiodło im się lepiej. Jesteś już chyba dość duży. pomyślał tracąc humor. W domu chorobę wróżył. tak. aby życie jawiło się tragiczne. . milczy z oczami pełnymi łez. przerywany słabym kaszlem. Kaijimę zaczynała ogarniać melancholia. a i ceny poszły w górę. że większość czasu spędzała w łóżku. Te zaś ze swej strony od rana do nocy przysparzają rodzicom kłopotów. żona straciła pokarm. nieruchomy i napięty. Kintaro? Widzisz przecież. Przez rok czy dwa po przeprowadzce do miasta M. Nie martw jej niepotrzebnie. a stara matka. Pewnego dnia pod koniec czerwca Kaijima miał w szkole konferencję i wrócił do domu wieczorem. Szybko rozsunął drzwi do jej pokoju. z miesiąca na miesiąc nie jest im wcale lżej niż przedtem w Tokio. Wzdrygnął się. Pod koniec każdego miesiąca. No. lepsze to było życie od obecnego.

że nasz Kin . Kintaro. schował się w kącie korytarza i coś zajadał. choć nie dostał w tym miesiącu ani grosza ponad to. uznał.Ach. ciężko. a ten jeden. spojrzawszy na Kaijimę zwilgotniałymi oczyma. W takim razie przyznaj się. czego zechcesz.Posłuchaj. gdzie i od kogo. siedział dalej nieporuszony. a na pytanie matki odpowiedział.Bo tato. bo pożałujesz! . nie chce powiedzieć. nie chce powiedzieć. naprawdę. Może ci z tym. że się to więcej nie powtórzy. . W ogóle w ostatnim czasie Kintaro nie naprasza się już tak jak dawniej o kieszonkowe. Jego zachowanie było bardzo podejrzane. ja nie wziąłem niczyich pieniędzy. Kaijima w miarę słuchania aż się spocił. że dostał go od kolegi. No. tylko łzy kapały mu z oczu na matę. ze spuszczoną głową. niestety.powiedziała zdławionym głosem stara babka. Wiesz. że dostał je od kolegi. Kintaro! Czemu nie odpowiadasz? . tylko kupił.powiedziała babka w zdenerwowaniu zapomniawszy o wszystkich swoich dolegliwościach. Kaijima dopytawszy się. że wnuk chowa pod kurtkę całą górę słodkich ciasteczek zawiniętych w bambusowe liście. oo było konieczne na niezbędne szkolne wydatki. jak i wam wszystkim. stale przynosi jakieś drobiazgi albo słodycze.odezwał się Kintaro i znowu zaczął płakać. które bierze to. jakby tak trochę pomyśleć. . od przeszło dwu tygodni widzę. wart co najmniej pięćdziesiąt senów. Kintaro.taro jest jakiś dziwny! Mówże prawdę.. . Skąd jednak wziął pieniądze. Babka podkradła się tam ostrożnie zobaczyła. Obiecaj. nie odzywa się i żadnej jednoznacznej odpowiedzi nie można z niego wydusić. No. o co idzie. więc matka z babką postanowiły w odpowiedniej chwili dokładnie go wybadać. A oto dzisiaj przyniósł przepiękny wachlarz. żebyś był złym dzieckiem. Nie przypuszczam.Kintaro nie reagując na słowa ojca. co do niego nie należ)^ Lecz człowiek kieruje się czasem impulsem. i przeproś babcię. zdecydowana wymierzyć zasłużoną karę. Niedawno prz3miiósł kilka kolorowych ołówków. to skąd je masz?! No mówże prędzej. Ciągle tylko uparcie powtarza. można by dłużej wyliczać. Siedzi ze spuszczoną głową. kiedy wrócił. ale mamy w domu chorobę. pewnie i nie ze złej woli. że niczyich pieniędzy nie zabrał... trzeba sobie jednak odmówić. . na zasadzie bezwładu może czasem postąpić źle. że nie dostał wachlarza. Ale kiedy. czyś zrobił co złego? .. I znowu twierdzi. . że gniew babki miał poważną przyczynę. że tatuś chętnie kupiłby ci ws2ystko. przyznaj się do winy. jedyny raz ci wybaczę. nie mogę sobie pozwolić na zaspokajanie twoich zachcianek. mokry był na calym ciele.Jcżeliś nie ukradł. Dlaczego nie mówisz prawdy? Jeśli ukradłeś. Na odmianę wczoraj wieczorem. nie. Po długim molestowaniu Kintaro przyznał się wreszcie.

którego ojciec prowadził sklep z artykułami gospodarstwa domowego.wszystko notował jak prawdziwy nauczyciel. sporządził sobie listę całcj klasy. całkiem pomięty. . Na małym kawałku zwykłego papieru był nadruk składający się z kilku znaków: 100 yenów. Skąd więc miałeś pieniądze? Jak mam to rozumieć? Nie będę pobłażliwy bez końca. chłopiec przewlekle chory. Obecność. na czym cała historia polega. Na odwrotnej stronie w rogu widniała pieczęć: „Numakura”. obserwował co dzień każdego z uczniów i według własnych kryteriów zapisywał im plusy i minusy. a autorytet miał równie wielki. bo gdzieś marudzili po drodze. Kaijima. Jeśli się będziesz upierać. Cały wieczór trwała indagacja ojca. Rzeczywiście. Wreszcie zaczął bezładnie powtarzać: . Nawet Hashimoto. albo ci. a jednocześnie zaczął sobie pozwalać na coraz więcej. im większa suma. Kintaro miał jeszcze kilka innych „banknotów”. odkryci przez detektywów Numakury nie mogli wykręcić się sianem. Wyjął teraz jeden z fałszywych banknotów. Ojciec wziął banknot i rozpostarł na kolanie. Bo to sztuczne pieniądze. że i kredki. nie wiadomo kiedy. stało się to. który uspokajał dziecko i wypytywał tak długo. spóźnienia. Kiwał głową. Kintaro odpowiedział twierdząco. lecz płacz przeszkadzał zrozumieć słowa. choć nadal był trochę niespokojny. Odetchnął z ulgą. czy usprawiedliwienie jest zgodne z prawdą. „1 yen”. choć blady i osowiały nie opuszczał codziennych lekcji. ale nieprawdziwe.Cóż to? Wszędzie jest pieczątka „Numakura”. nauczyciel ostatnio sam zauważył.Ale przecież mówisz. płacząc coraz donośniej.. jakby się usprawiedliwiał. Chłopiec mówił w kółko to samo. Po pierwsze. aż się dowiedział całej prawdy. wcześniejsze urywanie się do domu .Chociaż to pieniądze. Chwalony i zachęcany słowami nauczyciela Numakura był tym bardzo przejęty. . nieobecność. Uczniowie musieli się usprawiedliwiać z nieobecności na lekcji. a nawet „10 000 yenów”. i ten wachlarz kupiłeś. tym nadruk i rozmiary karteczek większe. Przedziwna władza Numakury doprowadziła oto do nowego niezwykłego wydarzenia. Ogólnie biorąc. prócz tego działali tajni detektywi sprawdzający. Zaczął coś tłumaczyć. odniósł widać sukces tylko połowiczny. Złe skutki również nie dały na sic czekać. co się spóźniali do szkoły. i otarł nim łzy. Czy to Numakura produkuje te pieniądze? Kaijima zaczął się powoli domyślać. i ciastka.źle się to skończy! Kintaro rozpłakał się na cały głos.’. który tak się szczycił swoim doświadczeniem pedagogicznym w stosunku do prowodyra klasy. którzy symulowali chorobę. Było tam „5 yenów”. Ci. że spóźnień i nieobecności w ogóle nie było.

Nieustannie obserwowali oni leniów. Uposażenie Numakury wynosiło pięć milionów.wszyscy naraz zaczęli się przykładać do nauki. Z początku te niewielkie targi odbywały się na boisku szkolnym^ ale w miarę Jak się handel rozrastał. których z początku miano w pogardzie jako mało ruchliwych. Rozdano je między zasłużonych. Wyznaczeni zostali również pomocnicy prezydenta Numakury. zostali doradcami prezydenta. Na ołowianych medalach. Z siedmiu czy ośmiu uczniów utworzony został oddział detektywów. minister otrzymywał milion. sędzia i jego zastępca. gdzie wraz z dwoma sekretarzami drukowali banknoty od pięćdziesięciu yenów do stu tysięcy. i wtedy dopiero zyskiwały ważność. Zaczęto kupować i sprzedawać p. Ponadto zostały oczywiście ustanowione surowe kary i w wypadku niewykonania poleceń wszyscy musieli się im poddać bez szem^ranla. Numakura. Stopniowo każdy z uczniów zebrał majątek I pieniądze poszły w o . chcąc nie chcąc. Ministrem finansów został Naito. Potem pewnego dnia wiceprezydent wysunął projekt. Z kolei dzieci mające drogie. wyszukane zabawki musiały się zgadzać. Paniczyk Arita byt niedawno w Tokio dostał od ojca wiatrówkę.bieg. Nauczyciel był zadowolony. nawet prezes klasy. na rekwizycje ze strony wodza. a ordynansi po dziesięć lyslęcy. Nakamura i Suzuki. łącznie z prezydentem. Gotov/e odsyłali prezydentowi. Ma on dwu ordynansów. który przystawiał swą pieczątkę „Numakura*”. chłopiec ze sklepu z wódką I winami Importowanymi. śledzili ich ukradkiem i mocno trzymali w ryzach. ordynansi dla wysoko postawionych i tak dalej. a tamten bez wahania usłuchał. dysponujący dużymi sumami. zakupionych w sklepie z zabawkami” doradcy umieścili odpowiednie rangi odznaczeń. czego zapragnął. Później Numakura ustanowił ordery. Stworzono też stanowisko nadzorcy listy obecności i nadzorcy boiska. Nowy plan niezwłocznie został zaaprobowany przez prezydenta. Wśród osobistości najwyższą pozycję zajmuje wiceprezydent Nishimura. Z kolei prócz detektywów ustanowiono Innych funkcyjnych. nawet sam Numakura! W miarę jak system kar się poszerzał i komplikował coraz bardziej. kupował bez żenady od swoich poddanych wszystko. wzrastała liczba detektywów. przeniesiono rynek gdzie indziej: na trawnik . cieszą się teraz szacunkiem Numakury. sprzedał Numakurze swój miecz masamune pochodzący z ery Taisho za dwieście tysięcy.ny. Przez dłuższy czas Naito zamykał się po lekcjach W’ pokoju na piętrze. Dwaj prymusi. syn dyrektora z zakładów hydraulicznych. Wszyscy uczniowie. żeby w’ybrać ministra finansów i rozpocząć emisję banknotów.rzeróżne rzeczy. Starostę klasy wyznaczonego przez nauczyciela całkowicie zignorowano: na jego miejsce wyznaczono pewnego silnego chłopca jako inspektora. otrzymali pensje zależnie od pełnionej funkcji. Nakamura. wiceprezydenta dwa miIio. Powstało przy tym nowe stanowisko: funkcyjny od medali. którą prezydent kazał sobie odstąpić za pięćset tysięcy.

sandały. Z początku chłopcy traktowali swój handel Jak zabawę. niekoniecznie od ciebie. jaka Jest sytuacja u nich w domu. góry nawet ustalono ze szczegółami karę dla zdrajcy. gdy je Kaijima w myśli uporządkował. Na pewno dziś wieczorem detektywi podsłuchują koło domu . Kintaro tego wieczora wyliczył od ręki co najmniej dwadzieścia. farby. na rynku prezydenta dzieci znajdowały niemal wszystko. mleko. Dzieci z uboższych rodzin byle posiadały banknoty prezydenta Numakury.Nie. lemoniada.w parku. jutro muszę powiedzieć wam wszystkim do słuchu! Nic zdradzę przecież. którymi dzieci obracają na tym swoim rynku. Do tej bowiem pory dzieci z bogatych domów ciągle występowały w roli sprzedawców. Kintaro pilnował się bardzo. nie tylko te kredki czy ciastka. że się boi kary Numakury. albumy. już Ja się z nim rozprawię. ciastka. na łąkę na przedmieściu albo do domu Arity. Dziś Jednak skoro go tu nazwano złodziejem. wachlarze. że każdy. bajki. Jest wiele. Papier. filmy fotograficzne. które babcia wypatrzyła.. banknotów miał pod dostatkiem. nie zwracając uwagi na słowa ojca. że nie mógł Już milczeć. W ten oto sposób w demokratycznym społeczeństwie Numakury kapitał rozdzielony został równo i sprawiedliwie. Zbierano się codziennie po skończonych lekcjach i handlowano. i wziął sobie za punkt honoru poratowanie ubogiego kolegi. Kintaro. Jesteście doprawdy nieznośni. pieczone bataty. widokówki. Po pewnym czasie Numakura ustanowił nowe prawo. Tyle wynikało z urywanych wyznań Kintaro. kolorowe ołówki. Przypuszczalnie Numakura wiedział. Ponadto nie wolno było kupować w sklepach nic. zabawki. nie odczuwały już braku gotówki. bo Jest przecież w szczególnej sytuacji i narażony na podejrzenia. czego chciały. prócz niezbędnych przyborów szkolnych. Kintaro zwykle miał przy sobie około miliona. .. portmonetki. różnego rodzaju zeszyty. Wszyscy przyrzekli.oznajmił i znowu się rozszlochał na cały głos. Kintaro. teraz zaś szanują i uznają sprawiedliwe prawa Numakury . potrząsał tylko głową. noże. ani używać innej waluty niż pieniądze prezydenta Numakury. że nigdy nie wyciągną tych banknotów w obecności nauczyciela i źe będą pilnie strzegli tajemnicy. tak ci się zdaje. A głośno płakał dlatego. wieczne pióra. jak minister. ma obowiązek kupić za nie towar i przynieść ¡na rynek. teraz natomiast rzeczy kupione przez innych trafiały z powrotem na rynek i szły w obieg. rozliczne owoce. tygodniki dla chłopców. Na nic twoje słowa. tak się poczuł urażony. Numakura miał tylko jedno zmartwienie: obawiał się. nic z tego. . Zdążył Już kupić sobie różne rzeczy. kto dostaje kieszonkowe od rodziców. Niech ci spróbuje dokuczyć..Co za niedorajda! Jest też czego rozpaczać.tak sprawy stoją. Niczego prawie tam nie brakowało. Towarów. mówiące. jako syn nauczyciela. że naucz}^del się rozgniewa na wieść o ich rynku. . był przez prezydenta wyróżniany. skąd to wiem..

zauważył ostatnio. może bliskość gór to powoduje. Jest koniec listopada. Wstaje. jeszcze przed nimi. z której strony ma się do tej sprawy zabrać. kiedy raz im się upiekło. czy to w klasie. Od czasu do czasu słychać ciche.Rozmawiałem z wami. tłumaczyłem. Po południu pierze i zajmuje się niemowlęciem. Kaijima. został jakby wyłączony z grona kolegów. słabym głosem powtarzane od niechcenia słowa żony. .Kaijima był tak zdumiony. W takim razie niechże już chorują wszyscy razem i wszyscy razem umierają! Tak.krzyknął. krwotokiem leży w łóżku i długo jeszcze nie będzie mogła się podnieść. niedzielne popołudnie. że przez dłuższą chwilę siedział jak oniemiały. od kilku dni gorączkuje. Żona Kaijimy wyczerpana obfitym. Cały czas spędzał bezczynnie w ciasnym i dusznym pomieszczeniu. Hatsuko. Kaijima zaczyna po cichu rozważać. dla zdrowia matki i żony klimat ten jest zabójczy. Niedawno przyłapał jednego z uczniów z banknotem Numakury. jak pogoda się pogarsza I robi się zimno. znękany kłopotami. wydaje się raczej. w jednym z nich stara matka i żona leżą koło siebie na dwu rozłożonych materacach. wracał po lekcjach prosto do domu. pomaga przynieść wody i posprzątać. co najgorsze. cóż to da! Nie wiedział. w głowie mu się zakręciło i omal nie upadł. rozapala pod płytą. stale był napięty. Przy jej boku leży niemowlę. Jesień ma się ku końcowi. Kintaro. czy też gdzie indziej. może z powodu ojca. Całą domową robotę zmuszona Jest przejąć najstarsza córka. uczennica gimnazjum. Wciąż jeszcze oszołomiony i zaskoczony nie potrafił zebrać myśli. że wszystko. Byle co działało mu na nerwy.wiedni. . czy i on nie zaraził się czasem gruźlicą. Powietrze w mieście zawiera za mało wilgoci.na dwór. Mieszkanie ma tylko trzy maleńkie pokoiki. Żona. nieodpo . chuda jak szkielet. A wtedy. pomaga młodszemu rodzeństwu. że i Kintaro ciężko oddycha i poci się we śnie. zaczął się złościć i krzyczeć na uczniów. W tym momencie poczuł szybkie bicie serca. żeby przygotować kolację. krew uderzała mu nagle do głowy’. spękane ręce i idzie do szkoły. a wy ciągle się tym zabawiacie! . na zmianę pokasłując l odpluwając. ostatnio z nikim się nic bawił. Uczniowie zaś. Astma starej matki nasila się w miarę. Wyciera na koniec czerwone. Ojciec stara się ją wyręczyć. Nawet jeśli wezwie do siebie Jutro Numakurę i natrze mu uszu. kaprysi od południa. tak się zachowywali. jakby specjalnie chcieli go doprowadzić do wściekłości. Nic jest to co prawda w życiu rodziny okres specjalnie zły. dwu chorym podaje co trzeba do łóżek. ogarniała go przemożna chęć ucieczki wprost przed siebie.. stał się nerwowy. ale teraz rozwrzeszczało się nagłe na całe gardło. W czasie przerwy obiadowej wraca na krótko. kiedy jeszcze Jest ciemno.

ale dziecko. ani zła nie ma. Kaijima wzdryga się i zawraca. Pod wieczór Kaijima wychodzi. który siedzi przy stole w przyległym pokoju. jak umiesz najgłośniej. płacz. Zerwał się od stołu. grzeczne. jeszcze przeraźliwiej. Skoro dziecko musi płakać. jeden z ekspedientów sterczących bezczynnie przed sklepem grzecznie go pozdrawia. owija go szczelnie całego od piersi po biodra. całą sumę.Co tam! Nie ma się czym krępować. . próbowała karmić niemowlę wodą z cukrem lub rzadkim kleikiem. zapragnął znaleźć się gdzieś. Kaijima słuchał tego płaczu i robił się coraz smutniejszy. jak zwykle w takich razach. ¿e wrzask ten odbija się od ścian.. rozdziera mu uszy. zaczął chodzić niecierpliwie po pokoju. choć I poprzednie rachunki jeszcze nie spłacone. gdzie ani dobra. Kaijimie. Słychać.. Nie ma się czego wstydzić. Idzie teraz bez celu przed siebie.nie będzie w domu dosłownie ani grosza. Wszyscy ~ ojciec. nie wiadomo czemu.. . aż się wypłacze.co nastąpi dopiero za trzy dni .. stara się wytrzymać. Za kasą na półkach zastawionych ciasno butelkami i konserwami dostrzega w głębi kilka pojedynczych puszek z mlekiem w proszku. Póki nie dostaną pensji . którego powinno starczyć jeszcze na kilka dni. Żadne z nich nie chciało rzec tego głośno.Płacze. . krążąc po pokoju. że nerwy drżą w nim jak struny. Jednakże trójka dorosłych znała jeszcze inny tragiczny fakt. że mleko dla niemowlęcia. Znowu jest w pobliżu domu. Hatsuko. Kiedy dochodzi tam. kieruje się w stronę sklepu monopolowego prowadzonego przez pana Naito.. zmęczony głos płynie ponad miastem pogrążonym w zmierzchu.Płacz. a całe ciało unosi się w powietrzu. może być!” Jakżeby inaczej. tej chluby miasta. już się skończyło. niechże się wypłacze za wszystkie czasy. od bioder po stopy. Od gór. grzeczne dziecko. Więc powtarzał w myśli: . że dziecko ciągłe płacze. nie rusza się ze swego miejsca. ciągnie na ulice zimny powiew zapowiadając nadchodzącą zimę. nie płacz. jeszcze głośniej. Na nasypie biegnącym wzdłuż rzeki siedziało w zapada . Jak gdyby nigdy nic nauczyciel rusza przed siebie. Po chwili głos cichnie i tylko nieznośny krzyk niemowlęcia rozlega się bez przerwy. Kaijima na moment przystaje.jąc5>m zmroku kilkoro . jakby żył tylko od pasa w górę. śpij. Śpij. Oddala się. Gospodarzowi powiem: „Zapłacę następnym razem.Nie płacz. dobiega do okolicznych domów. Dziś rano spostrzegli.Potem poczuł.” Odpowie mi: „Proszę bardzo. Nie czuł nóg. nie chciało się tym zadowolić. . Trzeba przeczekać. Gaworzyło chwilę i znowu się rozpłakało. matka i babka zapewne myśleli tak samo. żeby się odkłonić. tam i z powrotem. wydaje się nagle. Syn gospodarza domu jest przecież moim uczniem. Jestem po prostu zbyt nieśmiały.powtarzał sobie w kółko. przyczaili się w milczeniu.

. oczy ma złowrogie i zaczerwienione. Dawaj. Numakura? Może i mnie przyjmiecie? Co tara sprzedajecie na wasz}^m rynku? Przydzielcie mi trochę banknotów. Jutro przyjdę się z wami pobawić. Jak dla pana.Pewnie.Drogo! . Niczego się nie bójcie.No co. .Mleko. tego pewnie nie macie w swoim sklepie? .taka myśl wyraźnie wypisana była na twarzy Numakury. traktujcie mnie jak swego! . . to fajnie! Pan profesor też do nas należy! . Numakura? . . co wy tam robicie? Dzieci zerwały się do ucieczki. na ucieczkę nie starczyło czasu. przed nauczyciela. proszę pana? O. Jutro dostarczymy. Naito.O. a kilku innych zaczęło bić brawo. nie. proszę pana? .. proszę pana! Czego panu trzeba? Sprzedamy wszystko. . Wyraźnie się cieszyli. jakby się zwracał do jednego z kolegów. dobrze. szeptały coś zawzięcie między sobą. co za spryciarz! Już są tylko trzy. Naito. wasz pan potrzebuje mleka w proszku. Jak oii mówi. trudno.powiedział z dumą i godnością cechującą wodza.Gdzież tam drogo! No nie. zapałki!. to wyniesie taniej. . czego pan sobie życzy! Inne z dzieci naśladując ekspedienta ze sklepu koło przystanku zawołało: ..mówi nauczyciel i choć się uśmiecha. inaczej nie. Widzicie go. miecz.Papierosy. . tylko tysiąc! . . Tysiąc. naprawdę niedrogo. Dzieci nigdy go jeszcze takim nie widziały.. Naprawdę. lemoniada! . to się nie targuj. będziemy się bawić razem . Kaijima przystanął i zawrócił w tamtą stronę. Niech tam powie swoje . syn winiarza. I wręczył Kaijimie banknot milionowy. .Numakura poruszony cofnął się o trzy kroki.zawołał jeden z chłopców. jest w domu. Proszę. w sklepie.Proszę pana. ile każe! Posłyszawszy głos Numakury. oto milion. a t y chcesz kupić. I piwo.Hm. chytrus z ciebie. ale nauczyciel był zbyt blisko. Sprzedam po sto za jeden.Aha. Wykrył wszystko. dobrze.odezwał się Naito.Wobec tego podzielimy się funduszami.dzieci. że nie chce sprzedać inaczej.Nie. Numakury. lecz zaraz wysunął się do przodu.Pobawmy się razem! Czego się boicie? Od dziś zostaję poddanym tego tu.Ej. . .

. . to się wymienimy. rumieniec zalewa mu twarz.. Zwraca się do jednego z ekspedientów: . Jeszcze mnie tu wezmą za wariata.Udało się! ... Głupstwa plotę.powiedział sobie Kaijima. ale to nic. Trzydziestego przyniosę. Wtem jakby się ocknął ze snu.Określiłem ten papierek jako pieniądze. tu są pieniądze! ~ wyciąga otrzymany przed chwilą w parku banknot. O ile się nie mylę. jednak w stosunku do dzieci dobry ze mnie pedagog! W drodze powrotnej z parku Kaijima zdecydowanie wkroczył do sklepu pana Naito i poprosił o puszkę mleka. W porę się spostrzegłem. . ależ ze mnie spryciarz! O. co się należy. co to chciałem powiedzieć. Oj.Wykołować dzieci i kupić mleko. tysiąc? O. niedobrze! Coś mi się pomyliło.E. budzi się. żartowałem sobie! Weź go w każdym razie jako zastaw.A nie zapomnijcie o mleku! . Trzeba się jakoś ratować ..rozmyśla pospiesznie Kaijima i wybucha nagle głośnym śmiechem.

Wobec tego. tak jak teraz. cztery lata temu. nie znanym mi kwiatem w niewiadomych górach dalekiej Francji.Kawabata Yasunari Pieśń liryczna Smutny to doprawdy zwyczaj przemawiać do osoby nieżyjącej! Myślę jednak. jakim byłeś za życia. kiedyś mnie porzucił i wyjechał w podróż poślubną. . Odwiecznym tematem wszelkich liryków jest wspólnota losów człowieka i rośliny. wstyd mnie przejmuje do głębi. potem dopiero stwierdziłam.. że jeszcze smutniejsze jest zmuszać naszych zmarłych. Nad pokojem znajduje się cieplarnia. podczas kąpieli w wannie. ja zaś nic o tym nie wiedziałam. wszystkie zadumane o czymś. czy może o coś więcej. Tej pierwszej nocy skropiłeś perfumami panny młodej ślubne łoże. Nie przypominam sobie.Ten zapach jest martwy . żeś się oto odrodził w różowej śliwie. znowu czuję zapach unoszący się w pokoju. w obcym kraju: nic nie widzę. grałyśmy w karty noworoczne Lecz nie dopisywał jakoś nastrój. Może dlatego. więc co innego w głowie? Czy też że pora świąteczna minęła i nasze spotkanie przy grze noworocznej zorganizowano cokolwiek za późno? W pokoju robi się duszno od oddechów. ani nie wiem.. że wszystkie miały już mężów i dzieci. Ojciec pali nam chińską trociczkę.szepcę i wybucham śmiechem. jaki był ciąg dalszy. żeby było przyjemniej. że utwór liryczny w takim razie miałby wiele do zawdzięczenia opowieściom buddyjskim. zachodnie perfumy mają mocny aromat szerokiego świata! Odwiedziło mnie dzisiaj kilka starych przyjaciółek. mówiłabym z tobą. że stało się to wtedy właśnie. i kiedy dziś przemawiam do ciebie . przygaszone. że we wspomnieniu jest piękno.. że znalazłam się naprawdę gdzieś daleko. ozy w odniesieniu do roślin chodzi wyłącznie o rozkwit i zamieranie. Nie mam na myśli ciebie takiego.umarłego . Sądzę. nie wiem. od . Odnoszę wrażenie. Nigdy nie używałam perfum. poczułam nagie silny zapach perfum całkiem mi nie 2inanych. Naga wdycham silną woń. która tu stoi przede mną obsypana wczesnym kwieciem. Pewnego wieczoru. Wierzę raczej w snutą przez siebie bajkę. dokładnie o tej samej porze. by pozostawali w tej samej postaci oo za życia. Jeśli jesteś innym. Tego wieczora w ogóle o twoim ślubie nie wiedziałam. prawie że tracę przytomność. Czyżbyś pomyślał w momencie owym o mnie że to ja mogłabym być tej nocy panną młodą? Tak. pamiętam tylko to jedno zdanie. też dobrze.nie kieruję słów moich do konkretnej osoby. który z filozofów tak powiedział. owiele mi z tym radośniej! Nie musi to być wcale jakiś rzadki i cenny kwiat. Nic to nie pomaga. nudno. Ja wierzę. Czy pamiętasz?.. A było to akurat wtedy.

mój kochanek .I po kilkakroć odczytywał wiersz wolno i wyraźnie. przecież ona nie potrafi jeszcze czytać! Mimo to całe towarzystwo obróciło głowy w moją stronę. I oto moja matka nagle.zapytałam. A ty . Od dnia. Matka. Wszystkie wskazane przeze mnie obrazki były właściwe! A przecież nie rozumiałam wcale sensu wiersza. jest mi bliska i droga jak silny zapach obcych perfum. Równocześnie zaczęłam przejawiać inne niezwykłe cechy cudownego dziecka.Och. Dziś. gdy znam na pamięć wiersze z kart noworocznych.O! . czytam! . Wyciągałam bezwiednie rękę do obrazków i czułam. gra przestała być prawdziwą grą i nawet recytujący wiersze zwracał się wprost do mnie: .No. która dała mi tyle namacalnych dowodów miłości. w którym u siebie w łazience . że duch mój zatrzasnął za sobą jakieś drzwi.. wśród gorączkowego podniecenia grających. Po prostu przeszłość w porównaniu z czasem teraźniejszym jest o wiele bardziej zwierzęca. Pomyślałam o matce. tak.Matka zdziwiła się najbardziej ze wszystkich. o wiele trudniej mi idzie. Wszyscy patrzą na mnie. panienko.ciężkich oddechów kilku zamyślonych kobiet jeszcze kwiaty powiędną! Nie mówię tak dlatego. a matka powiedziała: . ani . jak płynie ciepły prąd miłości z ręki matki głaszczącej mnie po głowie. nie widziałam cię ani razu. Miałam wtedy cztery czy pięć lat. . jakby nigdy. gdzie mnie zapraszano wspólnie z matką. gdzie spędziłeś noc poślubną i skropiłeś łoże perfumami . Takie oto niejasne myśli przyszły mi do głowy. to przypadek. Rzecz}^.odległej od hotelu. Ponownie odnalazłam stosowną kartę. Odkąd nie żyjesz. Całe towarzystwo poczęło mnie chwalić. Obrazek był większy niż moja mała ręka. krwiście surowa. .nic. nie umiałam czytać ani pisać. zrobiłam furorę. Pewnego razu właśnie podczas gry noworocznej uznana zostałam za cudowne dziecko. Zdarzenie to stało się głośne wśród naszych znajomych.poczułam zapach tych perfum. gra w karty jest dla mnie dorosłej trudniejsza niż wówczas. żeby miały co złego na sumieniu.także opuściłeś mnie dlatego.Pogłaskała mnie po głowie i dodała: .Ta. spojrzała na mnie powiedziała: . wskazując kartę leżącą u kolan matld. wydawało mi się.wiście stało się to całkiem przypadkowo. Odtąd nieraz popisywałam się swymi umiejętnościami przed znajomymi lub tam. jedną kartę na pewno znajdziesz! Na widok małego. że za wiele było między nami dowodów miłości. .. kiedy jako dziecko bezbłędnie sięgałam po właściwe obrazki. bezradnego dziecka cofają się ręce dorosłych wyciągnięte ku obrazkom. mamo? . Tatsue? Bo zawsze tak grzecznie siedzisz.A ty umiesz grać.Chodź no tu i spróbuj.

Zdał on dokładne relacje ze świata duchów. panią Lenard i A. gdzie ujrzał śnieżnobiały alabastrowy pałac. łamaną angielszczyzną. a w krainie duchów Raymonda substancją jest kolor. z następnego dalsza. V. że opowiadałam ci kiedyś o angielskim wyżle. Po ośmiu dniach wrócił do domu. choćby jako polna stokrotka. 2 jednego zapachu rodzi się jedna prawda. w sutrze Wimalakirti. w jednym miejscu czerwone. prócz swego pana. Moje skrzydła anielskie zostały zniszczone. W jaki sposób trafił z dalekiego Ito do Tokio? Podobnie opowieść o zapachach (jak jeden zapach odsłania dla każdego inną prawdę) nie jest tylko czczą fantazją. Petersa. zebrał je w pokaźnym tomie. Słyszałam też o kocie. kolor. źe nie przyjmował pożywienia od nikogo.miała być taka sama jak elektryczności ccy pola magnetycznego. Wiele jest wypadków. . kiedy to zwierzęta wcześniej niż ludzie przeczuwają los człowieka. literatury popularnonaukowej amator dowiaduje się. Bo nie chciałam polecieć za tobą w krainę śmierci. Pewnie dlatego. gdybym miała pewność. Było tam wiele gorejących płomyków w różnych kolorach. Przez usta pani Lenard przemawia dziewczynka hinduska imieniem Fiida. dźwięk. Pewnego razu odwiedził również sferę piątą. który zginął raz memu ojcu podczas polowania. że zapach chińskiego kadzidła kojarzył mi się głównie z pogrzebami czy z żałobnym nabożeństwem. Muinstona. Media mówią prostymi zdaniami. Bo był tak ułożony. Jakże trafi z odległego miejsca gołąb do kobiety? Oto siłą miłości zawartej w liście przyczepionym mu do nóżki. Wkrótce dał o sobie znać poprzez media. że zapach. doktor Olivier Lodge.powiedziałam ze śmiechem. Poszłabym za tobą bez wahania! 2Ten zapach jest martwy! . skóra i kości. Choć nie żal by mi było wyrzec się swego losu. Bywali kochankowie. Mężczyzna wyruszył w podróż. Przypomniały mi się dwie opowieści o zapachu czytane niedawno. mówi o krainie zapachów. który widział duchy. co przes5”łałi sobie listy przez gołębia pocztowego. W krainie zapachów woń stanowi pokarm dla serc mędrców.nie słyszałam twego głosu. choć odbierane przez człowieka za pomocą różnych organów. dzięki więzi istniejącej między kochankami. wyzwalają jednak podobne impulsy. Pierwsza z nich. Jego ojciec. Fizycy forsują pozornie prawdopodobną teoryjkę. w Petersa wciela się duch włoskiego staruszka. że się znów odrodzę. zdaje mi się. Mędrcy siedząc pod przeróżnymi pachnącymi drzewami zgłębiają prawdy świata. jakoby natura ducha. Zginął czternastego września tysiąc dziewięćset piętnastego roku podczas natarcia. dalej błękitne. Raymond przebywa w trzeciej sferze Świata Duchów. wychudzony. Podporucznik Raymond Lodge byî synem sir Oliviera Lodge W roku tysiąc dziewięćset czternastym wstąpił ochotniczo do wojska i odkomenderowany został do służby czynnej w południowym Lancashire w randze drugiego oficera.

Raymond także ma te same oo dawniej rzęsy i odciski palców. które porzuciła. zwiędłe. a nawet whisky z wodą sodową. wonie przybyłe z ziemi odtwarzają cygara. w opowieści mediów o zaświatach. a kulawi zdrowe nogi. jak dziecinna opowiastka. które utraciły życie jako dzieci. Człowiek . I odtwarza ciało.lizuje się ponownie . Informator Raymonda dodał ponadto. koty.. że barwy te mają o wiele większą wagę. inaczej akacja. że kolor czerwony to kolor miłości. Są tam również konie. Z duszą ludzką jest podobnie: nie opuszcza swego ciała nagle. błękitny jest kolorem pocieszenia. Co dziwniejsze. Ślepcy odzyskują wzrok. w której starano się zachować cechy prawdopodobieństwa.z zapachu. Chociaż i na ziemi dojdzie z czasem do odkrycia przemożnego wpływu barw\ Widzę już. o zapachach. Każda rzecz w świecie duchów materia . umarłe. Kolejna opowieść Raymonda. Rzeczywiście. Każdy wybiera sobie to. Osoby. a pomarańczowy kolorem v/ieâzy.dziurawe przedtem.obserwuje. Doprawdy. niczym zapach. daje po prostu wyraz swej wierze w nieśmiertelność duszy. Jedni stoją oblani czerwienią. dziewczynka z lilią w dłoni przyodziana w najbardziej świetlistą szatę. zgniłe. jest równie dziecinna jak jego relacja o kolorach.duch zachowuje zatem identyczną postać jak za życia. Psychiatrzy również zwracają uwagę na kolory. a szczególnie Liii. Tacy jak oni to duchy najpiękniejsze: wyrośli w innym świecie i nie bardzo się orientują w sprawach ziemskich. identyczne jak przedtem. rzecz jasna. czego najbardziej pragnie. . ma własną swoistą woń. Raymond spotkał tu swoje zmarłe w dzieciństwie rodzeństwo. Po cóż to lobią?. zdziwił się Raymond. Może dlatego wzrusza. Sir Lodge nie wierzy. A my na ziemi także ozdabiamy takim światłem sypialnie przeznaczone dla miłości. godni wspaniałego pióra poety. Na dodatek zęby . Mnie osobiście w tej przydługiej relacji odpowiadają bardziej partie baśniowe. jak rozmawiał ze zmarłym synem. opowiadając. drudzy błękitem. Bo każde ziemskie ciaio. Inny zapach wydziela stęchły len. inaczej pachnie bambus. a subtelności ich barw niepodobna oddać tymi utartymi wyrazami! Pan Raymond . niż się sądzi w świecie żywych. Jeden z obecnych wyjaśnił mu. Dedykuje ów pamiętnik rzeszom matek i kochanek.pośrodku pomarańczowe. która wiernie odtwarza pierwotny kształt. W porównaniu z opisem Dantego albo niebem i piekłem myśliciela Swedenborga opowieść Raymonda jest dziecinną brednią. Są murowane domy. wzbija się stopniowo w górę długą smugą. kontynuują rozwój w świecie duchów. jak się śmiejesz. zmartwychwstają jako zdrowe. ptaki. Jeszcze inni wolą kolor żółty lub pomarańczowy. skąd się biorą te kolory. inny sukno. Zapach zwiędłych kwiatów ulatuje w niebo i tam znowu w kwiaty się zamienia.opowiada Fiida . Zebrani w sali zmieniają miejsca w świetle padającym przez szyby. Zauważa szereg wielkich okien o kołorowych szybkach.

Przyszło mi na myśl. Czy ci smutno z tego powodu? Lubię sutrę Ullajnbana. jakżebyśmy mogli poznać świat duchów! Z tym większą wdzięcznością zwracam się ku liryce buddyjskich opowieści ustalających relację pomiędzy kolejnymi wcieleniami! Dlaczego więc Fiida. „Cóż to za wielka uroczystość . Dusze zmarłych na ofiarę i dusze żywych w ofierze jednoczą się. Konfucjusz załatwił się z tym krótko: skoro nie znamy świata żywych. że w dzień Bożego Narodzenia Raymond powraca do swego ziemskiego domu na cały dzień. brzoskwinie wszelkie.od rytualnego łuczywa poczynając. Japończycy. wszystko bez reszty w wody rzeki Kamo. ani o modlitwie za dusze tych. jaka wielka musi być samotność duchów. nie wspominając ni słowem o Buddzie? Oznajmia.które podczas wielkiej europejskiej wojny utraciły swoich bliskich. My. jak Dohi z pomocą modlitwy ożywił czaszkę swego ojca. jakże realistyczne. Tak. ubogie i pospolite! W Azji zresztą także. Wszystko .uważam za godne i piękne rozrywki. a na zaduszkowych lampionach kończąc . nie traktowała tego tematu tak realistycznie jak książka Lodge’a. Albo opowieść o Buddzie . który pisał: Dać na ofiarę dynie z Yamashiro i bakłażany. churmy i gruszki. A wracając jeszcze do Dantego i Swedenborga: jakże te cudzoziemskie fantazje o świecie duchów są przyziemnie realistyczne w porównaniu z buddyjskimi wyobrażeniami o świecie dusz zasiedlonym przez hotoke. że odkąd nie żyjesz. Pomyślalam w tym miejscu. przemawiająca przez usta pani Lenard dziewczynka hinduska. kajają w żalu i wdzięczności . Żadna z wielu relacji. że dusza umiera wraz z ciałem. prawdziwa . ja w żadne Zaduszki ani razu nie uczciłam twej duszy.dziecięca szczerość. opowiada o radosnym spotkaniu Rajmonda z Jezusem.dzień ofiary z płodów duszom zmarłych! Zebrane w tegorocznym plonie ofiarne dynie i ofiarne bakłażany wrzucane w wody rzeki Kamo.wybieram sobie z całej tej historii tylko jeden albo dwa szczegóły i szukam w nich pocieszenia. nie zapominamy ani o ofierze dla duchów samotnych. co utonęli w rzece a nawet urządzamy Święto Igieł Jednakże za najszlachetniejsze uczucic uważam cześć dla zmarłych. których bliscy sądzą.rozdzielona z tobą przez śmierć . taką jaką żywił Ikkyu mistrz zen. które przeczytałam.że w poprzednim życiu był białym słoniem. którym nikt świeczki nie stawia. Ja zatem . w której mowa o czcigodnym Nichirenie W sutrze Senjikyo jest też opowieść o tym.

Wróciłam natychmiast do domu ojca. ciepły opar. Zmarła na raka języka. ty też ją widziałeś? Matka była tu przed chwilą. był pogodny dzień wczesnego lata. nic o chorobie matki nie wiedziałam. matka zatroskana. jakże zaskoczona byłam w tamtym momencie.Umarła. A ona .podniosłość! Cześć dla zmarłych. Zbliżał się wieczór. Zamieszkałam z tobą bez zgody rodziców.dla mojej zatroskanej matki .Och. Wydaje mi się. że dobrze pamiętasz śmierć mojej matki. W sutrze Sinchikuwan zaś jest mowa o cyklu pięciu sfer reinkarnacyjnych tej drogi. kiedy mnie zapytałeś: .idzie tamtędy moja matka. Siedziałam ci na kolanach patrząc na zachód.wskazała ręką na gardło i raptem znikła mi z oczu.O czym myślisz. Każdy mężczyzna zostanie więc dobrotliwym ojcem. którą muszą poznać istoty żywe bezustannie przez wiele milionów lat mrąc i odradzając się na nowo. wyraźna linia pobliskiego lasku. Znowu siadam ci całym ciężarem na kolana. z pojęciem matki zatroskanie i smutek. októrej umarła. a ty wtedy mnie pytasz. Z pojęciem ojca wiąże się dobrotliwość. o matce? . W każdym razie w doktrynie buddyjskiej roli matki nadaje się większą wagę niźli roli ojca. A co się z nią stało? . Przyszła. jakby na skraju trawnika wstawała nocna mgła i odbijała światło zachodzącego słońca. A ukazała mi się o tej godzinie. . . Zwłok matki nie sprowadzono jeszcze do domu. Wobec tego doświadczą także życia jako ojcowie i matki. żeby mi o tym powiedzieć. Oba te terminy występują tu w szerszym znaczeniu . zasmucona. wcale się nie krępowałam.” W ten oto sposób komentuje Shoo wiersz Ikkyu. jak świeżo namalowana. były w szpitalu. Sądzę. Ach.nic ustawiłam zaduszkowego ołtarzyka Ani tym bardziej nie życzyłabym sobie. na dole. nic nie widziałem. by poprzez usta sintoistycznej szamanki zdawała mi . widzę .miała chyba zamiar coś powiedzieć .Nie. gdzie rysowała się ostro. Pomyślałam więc teraz. Cały świat stał się przezroczysty. że matka naprawdę przyszła. każda kobieta zatroskaną matką. Takiego właśnie określenia tu użyto.Myślisz o matce? Deszcz ustał i rozpogodziło się nagle. Ponieważ zerwałam kontakt z rodzicami. Z trawnika w dole pod oknem uniósł się świeży. O tym pewnie chciała m: donieść wskazując na gardło. Nawet dla niej . była jednym z nakazów buddyzmu. i chciałam się podnieść. lecz nie. którą żywił Ikkyu. „Gdzie. tutaj? „Tam.

Tak więc założeaiie. jak i współcześni parapsycholodzy w swych badaniach nad światem ducha wynoszą ponad wszystko duszę ludzką. Smutny to obyczaj najwyższą wagę przypisywać wyłącznie życiu człowieka.at . . Jednocześnie zarówno starożytni mędrcy. jest to najpiękniejsza liryka miłosna. lecz także miłość i nienawiść weźmie z sobą w życie pozagrobowe. bracia I siostry rodzeństwem.. to zmarła istota zachowa i w zaświatach swą ludzką psychikę. że o ile dusza ludzka stanowi siedlisko uczuć. człowiek zawróci kiedyś i przebędzie tę samą drogę w odwrotnym kierunku. Rodzice są rodzicami.ką. że każda materia odradza się na tamtym świecie za pomocą zapachu.dość choćby wspomnieć więzienie Małgorzaty z Fausta ~ jest podobnych opowieści wiele. jest dla Istoty tez naukowych poetyckim dodatkiem.relację z zaświatów. a i na Zachodzie . że jedynie moja dusza . wiedząc.. Oto dlatego teraz ta smętna. Osobiście wolę się po śmierci zamienić V/ skromny kwiat anemonu niż zostać jednym z gromady bladych cieni. że się potem będzie kwiatem. Że nie tylko postać. dzieci dziećmi. że jedno z młodych drzewek w mieszanym lesie jest moją m. nie osiągnąwszy doskonałości . jaką kiedykolwiek stworzył człowiek. jaką człowiek miał za życia. Być może..zginie bezpowrotnie? W takim wypadku dusza byłaby po prostu jednym ze składników energii krążącej we wszelkiej materii ziemskiej. Wolałam wyobrazić sobie.przemieszkawszy pół życia w ciele młodej. Wiem. i prowadzić z nim rozmowy. Zapewne wiara. jak gwiazd na niebie. Przez długie wieki człowiek nieustannie stara się podkreślać różnice dzielące go od świata przyrody. jak ślepiec przebył w tym względzie długą drogę. aby osiągnąć nirwanę to błądząca dusza skazana na następny etap kręgu godna jest litości. ignorując zarazem świat zwierzęcy i roślinny. że buddyjska doktryna o kolejnych wcieleniach odzwierciedla pełniej niż cokolwiek na świecie barwne człowiecze marzenia. Jak pogodnie można by przeżyć życie. że praźródło to prąd krążący między żywiołami. Choć i w mitach greckich spotykamy wątki oludziach przemienionych w kwiaty. w wyniku coraz szczegółowszych badań dochodzą do wniosku. w Indiach z dawien dawna utrzymuje się wiara w sutrę Weda: zatem wiara tego typu jest pewnie wytworem człowieka Wschodu. Skoro Budda nakazuje nam wyrwać się 2 kręgu wcieleń. jakże mogę przypuścić. czyniąc jego duszę dogłębnie samotną. Jeśli zaś praźródło materii I energia są nieśmiertelne. niezbyt uczonej kobiety. jest smutnym złudzeniem. że w Europie światowi duchów przypisuje się strukturę podobną do rzeczywistego społeczeństwa. samotna wędrówka mści się na nim. W zaświatach wszelkie związki międzyludzkie pozostają nie zmienione.. z którego powstaje materia. Mimo to jestem głęboko przekonana. Śmiejesz się pewnie z panteizmu dzikich plemion czy człowieka pierwotnego? A przecież uczeni szukający budulca.

raj Raymonda dzieli się na sfery: jest ich siedem. jak w mimowolnej zabawie w chowanego. lecz tamci rzekli do nich: «Dlaczego szukacie wśród umarłych Tego. Zgodnie z zasadą przyczyny i skutku żaden czyn nie pozostaje bez rezultatu. Cóż więc dziwnego.są wspaniałe w swojej prostocie. oto stanęło przed nimi^ dwóch ludzi w lśniącym odzieniu. zmartwychwstał. i że trzeciego dnia zmartwychwstanie. Przestraszone. Urocz)” chłopiec Adonis pragnąc pocieszyć swą kochankę Afrodytę odradza się jako sasanka. wszystkie duchy odziane są w światło.wszystko to się traktuje jako świętość. Podobnie jak w buddyzmie. zanim obeschły strumienie krwi po męce na krzyżu. powstały z ich uczynków. a ciało jego zniknęło. jakie wiedli na ziemi. pochyliły twarze ku ziemi. zmartwychwstał! Przypomnijcie sobie. jak się sprawdziły owe słowa. W pięknej wróżce imieniem Anemone zakochał się kiedyś bóg wiatru. Gdy niewiasty nie wiedziały wobec tego. który żyje? Nie ma Go tu. a zmartwiony śmiercią ślicznego Hiacynta Apollo przemienia go w kwiat hiacyntu. opowieść o kwiecie anemonu . Jastrząb odradza się w ciele człowieka. Stare inskrypcje egipskie zawierające wskazówki dla zmarłych dusz. które Raymond widział w raju. Bogowie. powiedziane jest: lotos w ogniu rodzić się będzie. Piękna nimfa leśna Helides uciekając przed pożądaniem obcego młodzieńca zamienia się w kwiat polnego astra. a w mitach greckich. Lśniące odzienie. Nie tylko Jezus. Chrystus zaś w trzy dni po śmierci. Dafne broniąc swej cnoty przed lubieżnym Apollinem przemienia się w drzewo laurowe. a ściślej mówiąc. Porzucona przez ciebie zrozumiałam. jak będąc jeszcze w Galilei.liryka najwyższego lotu . jeśli wyobrażę sobie. A sami bogowie w swoich radościach i smutkach podobni są do ludzi i tańczą nago na zielonej trawie pod jasnym niebem. Podobnie naucza buddyzm: poszczególne fazy są tu nagrodą lub karą za morale jednostki. mówił wam. z życia. i zacznę z tobą rozmawiać? Dziwne. zamieniają się w kwiaty. Księżyc i gwiazdy. że Syn Człowieczy musi być wydany w ręce grzeszników i ukrzyżowany. a pożądanie miłosne wskaże drogę ku poznaniu rzeczy. pełnych zdrowej naturalności. co począć. że dusze złych ludzi wcielą się po śmierci w ciała zwierząt łub ptaków i cierpieć będą męczarnie. Doszło to do . że jesteś drzewkiem śliwy stojącym v/ moim pokoju. tak zwane Teksty piramid . co czuje serce anemonu. Mowa tu więc o etyce. rośliny i zwierzęta .Już dawno Pitagoras nauczał. Widzisz. człowiek przybiera postać motyla bądź zostaje zaliczony w poczet świętych. To samo piętno nosi najpiękniejsza liryka. Szaty te tworzą się same. W myśl reguły duchy kolejno przez nie przechodzą. jest też ubiorem Jezusa.radośniejsza. tęczowa szata Iris jest jeszcze bardziej świetlista.

uszu jego kochanki, bogini kwiatów, która zapłonąwszy zazdrością, wyrzuciła ze swego pałacu nieświadomą niczego Anemone. Anemone, przepłakawszy w wielkim żalu kilka nocy z rzędu na łące, doznała olśnienia: skoro tak srogi jest świat, lepiej mi zostać pięknym kwiatem przyjmować z prostotą błogosławieństwo deszczu i ziemi. Lepiej być pięknym kwiatem niż nieszczęśliwą boginką. I serce Anemone od tej myśli poweselało. Ja także, znękana żalem do ciebie za twoją niewierność i nienawiścią do Ayako, która rai cię zabrała, myślałam często, o ileż łatwiej by było przeżyć życie jako skromny kwiatek anemonu niż jako nieszczęśliwa kobieta! Łzy - to za śmieszna rzecz! Tak, równie śmieszne są słowa, które kieruję do ciebie dziś w nocy. A mówię to, o czym marzyli i śnili ludzie od setek tysięcy lat; bo przyszłam na świat jak symbol liryki - jako ludzka łza. Gdy byliśmy razem, często płakałam przed zaśnięciem. Teraz, kiedy zostałam sama, płaczę, nim się obudzę. Choć spałam u twego boku, nic śniłeś mi się nigdy. Gdyśmy się rozeszli, widywałam cię we śnie co noc i płakałam przez sen. Smutne było poranne przebudzenie. Nawet w świecie duchów zapach i kolor są osłodą dla serca, rzccz więc tym bardziej naturalna, że miłość do kochanka przynosi kobiecie słodycz. Kiedy byłeś przy mnie, miałam serce prawdziwie kochającej, szczęśliwej kobiety w każdym, momencie: czy to kupując w domu towarowym zapasowy kołnierzyk, czy też siekając kraby kuchennym nożem. Od kiedy cię utraciłam, nawet kolor kwiatów i śpiew ptaków stały mi się obojętne. Moja dusza zerwała więź z otoczeniem, utraciłam kontakt ze światem. Więcej niż strata kochanka, nękało mnie kompletne stępienie wrażliwości. Czytałam liryczne sutry buddyjskie. Zainspirowana ich treścią, rozpoznałam cię we wszystkim, co żyje, odnalazłam siebie i stopniowo nauczyłam się od nowa obdarzać uczuciem każdą rzecz z osobna. Wiersze zaś, które otworzyły rai oczy na prawdę, są być może smutnym efektem, aż nazbyt namacalnej ludzkiej namiętności. Tak, aż tak bardzo cię kochałam. Dzisiaj tak jak dawniej - na początku, kiedy nie wyznałam ci jeszcze swej miłości skupiam siłę woli, sercem i myślą biegnę ku tobie]akby po niewidzialnej fali; ku tobie, o którym nie wiem nawet, gdzie przebywasz, bo nie żyjesz. Przecież wtedy, kiedy pojawiła mi się zmarła matka, sam mnie o nią zapytałeś, zanim zdążyłam się odezwać. Więc kiedy dwoje ludzi stopi się w Jedno, tak Jak my, nic Już nic potrafi ich rozdzielić, a rozstanie nie napełnia niepokojem. Kiedy wróciłam do domu rodziców na pogrzeb matki, zabrałam cię w sobie. W domu ojca, przed trójskrzydłową toaletką, którą tam pozostałam, po raz pierwszy od rozstania pisałam list do ciebie. Ojciec, złamany śmiercią matki, wyraził zgodę na nasze

małżeństwo. Przygotował mi strój żałobny, pewnie na znak pojednania. Teraz właśnie robię sobie przed lustrem makijaż, pierwszy raz od chwili naszego poznania nakładam żałobę i, jakkolwiek wymizerowana, wyglądam naprawdę pięknie. Wprost chciałbym ci pokazać swoje odbicie w lustrze! Znalazłam wolną chwilę i piszę list. „Piękna jest czerń, ale dla nas dwojga poproszę o kolor weselszy, jaskrawy kolor ślubnego kimona. Pragnę wrócić jak najprędzej, lecz nie zapominaj, że samowolnie opuściłam dom, teraz zaś mam sposobność okazania skruchy, więc zostanę tu przez trzydzieści pięć dni, do czasu pierwszego nabożeństwa żałobnego. Poza tym masz tam Ayako, poproś ją, by ci przez ten czas pomogła w gospodarstwie. Mój młodszy brat, któremu uratowałam kiedyś życie, chociaż jeszcze mały, broni mnie przed natarczywością krewnych. Doprawdy przemiły! A tę toaletkę przywiozę ze sobą, jak wrócę.” „Przemęczasz się pewnie przy stypie i innych obowiązkach, lecz pamiętaj, dbaj o swoje zdrowie. Przychodzi tu do mnie Ayako i pomaga w gospodarstwie. A twoją toaletkę tę, którą najbardziej lubiłaś, prezent od przyjaciółki ze szkoły misyjnej, Francuzki - zastałaś pewnie nie zmienioną, z zaschniętym pudrem w szufladzie? Doprawdy, jakbym widział oczyma duszy odbitą w lustrze twoją piękną postać w żałobnym stroju. Jak najprędzej chciałbym cię już ubrać w ślubne kimono, bardziej kolorowe. Można by ten strój zamówić tutaj, ale mam wrażenie, że ojca ucieszy bardziej, jeśli to on ci go sprawi. Nieładnie korzystać z cudzej boleści, jednak przypuszczam, że twój ojciec w teraźniejszym stanie ducha zgodzi się na nasz ślub. A co porabia twój mały braciszek, któremu uratowałaś życie, nasz przyjaciel?” Ani mój list nie był odpowiedzią na twój, ani odwrotnie: oba zostały napisane niezależnie od siebie. Póki jesteś ze raną, rozmawiałeś często, mogę być spokojny, że nic złego mnie nie spotka. Tak właśnie odparłeś, gdy ci opowiadałam, w jaki sposób dzięki jasnowidzeniu uratowałam brata od utonięcia. Pewnego lata, mieszkając w wynajętym letniskowym domku nad brzegiem morza, zajęta byłam praniem przy cembrowanej studni: prałam kostiumy kąpielowe. Wtem posłyszałam krzyk mego brata, zobaczyłam wśród fal morskich jego wyciągniętą rękę, żagiel łodzi, zachmurzone niebo i groźne bałwany. Przerażona rozejrzałam się dokoła - pogoda była piękna. Mimo to wbiegłam pędem do domu krzycząc: - Mamo, brat w niebezpieczeństwie! Matka, zmieniwszy się na twyarzy, chwyciła mnie za rękę i pobiegłyśmy nad morze. Trafiłyśmy akurat na moment, gdy brat wsiadał do żaglówki. Ośmioletni braciszek i dwie

moje koleżanki szkolne, a sternikiem miał być jeden z uczniów gimnazjum. Nie wiadomo, co by się stało, bo dziewczynki również nie były zbyt świetnymi pływaczkami. Moja matka wierzyła, że posiadam dar jasnowidzenia, dlatego pobiegła za mną bez wahania. Kiedy po wydarzeniu z kartami noworocznymi zasłynęłam jako cudowne dziecko, pewien dyrektor szkoły zapragnął mnie poznać; odwiedziłam go razem z matką. Było to jeszcze przed rozpoczęciem nauki w szkole podstawowej, potrafiłam Uczyć zaledwie do stu, a cyfr arabskich nie znałam w ogóle. Bez trudu przychodziło mi podawanie wyników dzielenia i mnożenia, dodawania i odejmowania, niczego nie liczyłam ani się zastanawiałam; podawałam po prostu gotowy wynik. Podobnie radziłam sobie z łatwymi pytaniami z historii i geografii. Jednakże moje zdolności cudownego dziecka przejawiały się tylko w obecności matki. - Ta mała ma też dar odnajdywania zguby. Kiedy się coś w domu zawieruszy, wystarczy ją zapytać - powiedziała matka do dyrektora, któ.ry z przesadnym zdumieniem klepał się po kolanach. - Tak? - odparł pokazując matce leżącą na stole książkę. - Ale nie zgadniesz chyba, panienko, na której stronie ją otwieram? Bez namysłu odpowiedziałam na pytanie; zgadzało się. Dyrektor wskazał palcem wers I popatrzył na mnie. - No, a co tu napisane? - Kryształowy różaniec, glicynia. Śnieg pada na kwiaty śiIw3^ Piękne dziecko je truskawki. - Coś podobnego i Nie do wiary! To dziecko jest jasnowidzem. A jaki jest tytuł tej książki? Myślałam chwilę, nim odpowiedziałam: - Notatnik osobisty Sei Shonagon Choć się pomyliłam trochę, mówiąc „dziecko je truskawki” i śnieg pada na kwiaty śliwy, podczas gdy w rzeczywistości tekst brzmi: „sypie śnieg na kwiat śliwy, poziomki je śliczne dziecię”, do dziś dokładnie pamiętam zdumienie dyrektora i dumę mamy tamtej chwili. W owym czasie znałam na pamięć nie tylko tabliczkę mnożenia i podobne rzeczy, miałam zwyczaj przepowiadać pogodę na następny dzień, umiałam odgadnąć płeć i liczbę szczeniąt, które urodzi domowa suczka, godzinę powrotu ojca do domu, imiona gości, którzy nas odwiedzą, twarz i powierzchowność kolejnej służącej, czasem datę śmierci jakiegoś chorego, dosłownie wszystko. Zdolność przepowiadania przyszłości opuszczała mnie, w

miarę jak dorastałam; pozbywając się dziecięcej niefrasobliwości, utraciłam także swój dar. Porzucił mnie anioł, który zamieszkiwał w sercu dziecka. Gdy dorosłam, nawiedzał mnie czasem tylko, nagle jak błyskawica. A od kiedy poczułam zapach perfum z waszej sypialni twojej i Ayaiko - połamał sobie skrzydła, chyba już otym wspominałam. Nie posiadam już tej mocy co wtedy, gdy jako młoda dziewczyna napisałam tamten niezwykły list ośniegu. Pozostało tylko miłe sercu wspomnienie. „W Tokio spadł wielki śnieg. U bramy twego domu śliczny wilczur w zielonej budzie przywalonej śniegiem ciągnie łańcuch i donośnie szczeka. Na człowieka, który uprząta śnieg. Jeśli tak samo szczekać będzie na mnie, przybyłą z daleka, to ani do bramy mnie nie dopuści! Przytroczone na plecach tamtego człowieka niemowlę zaczyna płakać, biedactwo. Wychodzisz na podwórze, uspokajasz je łagodnym głosem. Myślisz: Skąd też u tego niewydarzeńca takie miłe, bystre dziecko? Lecz przybysz nie jest wcale starcem, to nędza sprawiła, że wygląda staro. Z początku śnieg odgarniała służąca. Nadszedł wówczas ten biedak o wyglądzie żebraka. Kłaniał się pokornie nędzny niezdara, w dodatku z dzieckiem na plecach. - Zlitujcie się nade mną, nigdzie mi nie pozwolili śniegu odgarnąć, a dziecko od rana nie piło mleka! - Co mam zrobić? - Służąca przyszła do salonu z zapytaniem. Słuchałeś akurat z płyt muzyki Szopena. Ściany salonu białe, na ścianach naprzeciw siebie wiszą: olejny obraz pędzla Koga Harue i zimowy krajobraz z okolicy Kiso - litografia Hiroshige Indyjska makatka ścienna z perkalu z rajskim ptakiem. Białe pokrowce na krzesłach, prześwieca spod nich obicie z seledynowej skóry. Po dwu stronach stoją piece, także białe, zdobią je sylwetki kangurów. Na stole leży album otwarty na stronicy z fotografią Isadory Duncan wykonującej grecki taniec klasyczny. W kącie pokoju wisi półka, gdzie stoją goździki jeszcze od Bożego Narodzenia. Dawno minął Nowy Rok, a wciąż ich nie wyrzucasz; dostałeś je pewnie od pięknej kobiety... Firanki w oknie... ojej, nigdy nie widziałam twojego salonu, tak go sobie tylko kresie w wyobraźni!” Następnego dnia czytam w^ gazecie, że w Tokio ciepła słoneczna pogoda. Gdzież tam śnieg! Ależ się uśmiałam! Nie miałam snu żadnego ani nic, pisałam tylko to, co mi przypadkiem przyszło na myśl. Kiedy postanowiłam odejść z domu i zamieszkać z tobą, w czasie mojej podróży pociągiem w Tokio spadł ogromny śnieg. Nie pamiętałam o liście, póki nie weszłam do twego salonu. Weszłam do środka, rozejrzałam się i - rzuciłam ci się w objęcia! Choć do tego

momentu nie obejmowaliśmy się nigdy, nic między nami nie zaszło. O, kochałeś mnie, gorąco kochałeś - Tak, Tatsue, psią budę przeniosłem od razu na tyły domu. Jak tylko przyszedł twój list. - I pokój! Urządziłeś go identycznie jak w moim Uście! - O czym ty mówisz? Ten pokój był zawsze taki. Niczego tu nie zmieniałem. - O, naprawdę?! - Rozejrzałam się po raz drugi, na nowo zaskoczona. - Dziwne raczej, że ty się dziwisz, Tatsue. Wyobraź sobie moje zaskoczenie, kiedy otrzymałem list. Zrozumiałem, jak wielka jest twoja miłość. Uwierzyłem, że byłaś przy mnie sercem i duszą, dlatego znasz mój pokój. A jeśli była tu twoja dusza, wiedziałem, że i ty się zjawisz. Dlatego odważyłem się napisać do ciebie: „Przyjedź, choćbyś miała porzucić rodziców. Przecież śniłem ci się, zanim żeśmy się poznali, takie nasze przeznaczenie.” Moje serce przemówiło więc do ciebie. Był to jeden więcej dowód naszej miłości. Następnego dnia rano, tak jak w moim liście, przyszedł jakiś człowiek do uprzątania śniegu. Kiedy wracałeś z pracowni na uniwersytecie, codziennie szłam ci na spotkanie. Z podmiejskiego przystanku do domu prowadziły dwie drogi: jedna ruchliwą uliczką handlową, druga wzdłuż samotnego lasku. 2awsze spotykaliśmy się w połowie drogi. I zawsze ostatecznie z dwu ust padało to samo słowo. Nie wołana zawsze i wszędzie zjawiałam się przy tobie, kiedy mnie potrzebowałeś. zostawałeś często na kolację te właśnie potrawy, na które ci przyszła chętka i o których myślałeś będąc w pracy. Czy nie nazbyt wiele było między nami dowodów miłości, że potem nie czekało nas nic innego, jak się rozstać? Pewnego razu, odprowadzając Ayako do drzwi, poczułam, że nie powinna teraz wychodzić. - Zostań jeszcze chwilę. W piętnaście minut potem miała krwotok z nosa. Gdyby się jej przydarzył na drodze, nieźle by się namęczyła. Przeczucie to zrodziło się może dlatego, że podświadomie wiedziałam o twoim uczuciu do niej. Dlaczego - choć tak byliśmy związani, że odgadłam nawet nić uczucia między wami dwojgiem - dlaczego nie przeczułam waszego ślubu ani twojej śmierci? Dlaczego twój duch nie dał mi żadnego znaku? Kwitnące gałązki oleandru nad błękitem morza, drogo - v/skaz 2 białego drewna. Idę ścieżką z mężczyzną ubranym w jakby lotniczy kombinezon i skórzane rękawiczki. Mężczyzna ma gęste brwi, a kiedy się uśmiecha, jeden kącik ust przesuwa mu się w lewo. Śniło mi się, że idziemy brzegiem morza. Idziemy razem, a moje serce przepełnia się miłością.

Parapsycholodzy twierdzą. że namiętne duchy. Żeby go ominąć.. uderzyłem w skałę i motor. I u głęboko wierzących dziewic tryska z boku krew jak z rany zadanej włócznią. poniósł. koń się przestraszył warkotu. Wiadomość o twojej śmierci przejęła mnie grozą. zawsze. a wtóruje im kamerton. wstrząsana dreszczem. Albo moja siła duchowa potrafiąca pokonywać czas i przestrzeń samoistnie zatrzasnęła drzwi. Potem..nie dałeś mi znać o swojej śmierci. wydawały mi się jakby już widziane. żeśmy się już gdzieś spotkali. ni gdy przedtem nie byłam w tej miejscowości. podróżuję na motocyklu. zjechałem w bok. szkoda gadać! Uszedłszy razem ledwie kilkaset metrów. by ochronić przede mną ciebie i twą pannę młodą.maru”! Po kilku latach spotkałam cię w uzdrowisku z ciepłym źródłem. zupełnie jak we śnie. znajome. że najpiękniej będzie . wszystko. za każdym razem. Wszystkie miejsca. Powiedziałam nawet coś w rodzaju: .walczą o przerzucenie pomostu z jednej strony na drugą. wszyscy znają również dobrze opowieści o duchach.odrodzić się jako kwiaty śliwy . cośmy robili. A jednak pękła więź łącząca nasze serca . gdzie jest tutaj jakiś warsztat samochodowy albo rowerov/y. tak też złączone były z sobą nasze dusze . Stanowczo lepiej być kwiatem. Przecież i u świętego Franciszka z Asyżu. Zapamiętałam także parowiec ze snu płynący przy brzegu: na jego dziobie wyraźnie wypisana była nazwa: „Daigo midori . Przyjechałam tutaj pewnego poranka ze swoim wujem po raz pierwszy w życiu. Więc na pewno u mnie lub u ciebie nastąpiło krótkie spięcie w przekaźniku.Mam wrażenie. na twarzy odmalował ci się wyraz ulgi. to samo mam na myśli. ale. żeśmy się powinni byli spotkać wcześniej. Przepraszam. Lecz dzisiaj myślę sobie. poczuliśmy do siebie gorącą sympatię. spodobałam ci się od pierwszego wejrzenia. a na jego dziobie z daleka odczytać mogłam nazwę: „Daigo midorimaru”! Szłam milcząc. które modlitwą i klątwą potrafią zgładzić człowieka. Spotkałem wóz. że jestem natrętny. że mi wróży małżeństwo z jakimś lotnikiem.Mnie się także zdaje. gdzie szłam z tobą po raz pierwszy.. widzi pani. ile razy z daleka spostrzegłam cię w miasteczku i przywoływałam w myślach. Poszedłeś za mną.. Zmieszana i zaczerwieniona odwróciłam wzrok ku morzu: przepływał tamtędy parowiec. Kiedy mnie spotkałeś. pomyślałam. .w następnym wcieleniu miast zostać twą ukochaną czy też Aączyt się z tobą w świecie duchów . Zapytałeś o drogę do miasta.. Jednym słowem.tak jak na fortepianowe si skrzypce grają jednaką nutę.. . odwracałeś się w moją stronę.Pani wraca do miasta? Proszę mi powiedzieć. ale długo go pamiętałam przypuszczając. sen się urwał...duchy w zaświatach i duchy w ciele . rycerze jednej chorągwi .Zbudziłam się.

obawiam się.. co będzie potem.Mogę pożyczyć panu rękę na jedną noc . . skoro miała teraz jedną tylko rękę. kapustnik. żeby wiadomo było. .Tak. że to moja własność. Schowawszy prawą rękę dziewczyny pod peleryną. złożyła mi ją na kolanach.. kiedy pan ją zwróci.Podniosła na mnie oczy pełne łez.Ręka potrafi robić tylko to. .A dziś wieczór. Wyciągnęła ku mnie dłoń. pyłek roznoszący.Przez tę jedną noc należeć będziesz do tego pana.Będę się z nią obchodził bardzo troskliwie.Broszę mi pomóc! Trudno jej było zdjąć pierścionek. szedłem przez miasto skryte w . jakby dodawała jej otuchy. . jak to czynię teraz. .może pan wymienić swoją prawą rękę na moją.spytałem.Nie.Kiedy go zdejmuję i wkładam tu. Pierścionek był z białego złota. . . .powiedziała dziewczyna.Wiem. to pamiątka po matce.Czy to pierścionek zaręczynowy? .Dziewczyna dotknęła lewą dłonią palców prawej ręki. gdyby stawy palców i łokcia się nie zginały! Wyglądałaby jak sztuczna ręka.Kiedy pan wróci do domu . . Luty 7 rok Shwa Kawabata Yasunari . delikatnie dotknęła wargami łokcia i poszczególnych stawów. „Jeszcze tylko włożę na nią pierścionek. O ile będzie dobrze traktowana. nic sobie z tego nie robiąc . Czy ona potrafi mówić? Zechce ze mną porozmawiać? . włożyłem go na serdeczny palec ręki spoczywającej na moich kolanach.dodała . Wzięła ode mnie rękę. .Ale cóż za przyjemność miałby pan zabierając ją. . Lecz niech pan próbuje. że wygląda jak pierścionek zaręczynowy. wiedziona smutnym nawykiem człowieka. . .Do zobaczenia.. Wówczas nie rozmawiałabym z tobą zmarłym.Teraz będzie się ruszać! Podziękowałem przyjmując rękę z powrotem. lewą. co zwykle robi ręka. Dzięki. . ale noszę go. ..(oleandru?) i żeby ślub nam dał motyl. . potrafi chyba zamienić kilka słów.Zsunąwszy pierścionek z palca dziewczyny.Dziewczyna skinęła głową. Jeśli zacznie mówić. smutno mi. na palec. wysadzany drobnymi diamentami. Sięgnęła lewą ręką i odłączywszy prawą rękę od ramienia. Zaraz ją przygotuję. to tak jakbym się rozstawała z matką. żeby słę ruszała.powiedziała dziewczyna.. Na tym palcu dobrze będzie? .

odłączyła ją od ciała w tym właśnie miejscu. Piersi . długiej szyi. przychodzi mi na myśl jej chód.tam. ruch bioder. Dopiero powstałoby zamieszanie. chłodniejsza niż moja dłoń. elastycznie miękkie i napięte. ukryta pieczołowicie pod peleryną. Niewinna świetlista wypukłość. Dziewczyna o takich ramionach ma zwykle wyraźnie zarysowane łopadci. Im ciemniejszy kolor.tak pewnie musi ona stąpać. Tego ranka kupiłem sobie i postawiłem w wazonie gałązki białej magnolii: jej wielkie białe pąki sprawiały podobne wrażenie jak dziewczęce ramię. Nastała właśnie pora roku pozwalająca ramieniu dziewczęcemu wyłonić się spod odzienia. Dziewczyna odgadła pewnie moje myśli. jego skóra. przemówiła albo zapłakała! W prawej dłoni ściskałem zaokrąglone ramię. lecz żeby się cieszyć wciąż od nowa. a serce tańczyło w piersi. Ale ramię tę cechę posiadało. Drugą wolną dłonią sprawdzałem od czasu do czasu swój ukryty pod peleryną skarb. przycisnąwszy rękę do piersi. że narażę się na podejrzenia. miała jeszcze jasny odcień. Kiedy patrzę na to gładkie dziewczęce ramię. pod szyją zebrana. mieszczące się w dłoni. dopóki go nie zniszczy upał lata. żeby się upewnić o posiadaniu ręki. gdzie się kończy ręka i zaczyna ramię. Krągłość ramienia spotykana często u pięknych szczupłych cudzoziemek. była zimna. Poza tym chłód niesionej przeze mnie ręki przekazywał mi rzewność właścicielki. Dłoń spóźniała mi z gorąca. jak lot motyla z jednego kwiatu na drugi .podobne do pączka kwiatu pozostanie. wzrok biegnie od ramienia po wznoszącej się w górę wygiętej. przepyszna jak krąg światła. gdyby ręka. oby ta gorączka nie udzieliła się dziewczęcej ręce. Sukienka dziewczyny nie miała rękawów. Dziewczyna odłączyła rękę w takim akurat miejscu. Kiedy dziewczyna utraci niewinność. Nie dlatego. Bo . Jak melodia całująca delikatnie koniuszek]ęzyka. chroniona długo przed powietrzem i światłem. u nasady zaczesanych do góry włosów białość skóry raptem niknie.gęstej poranej mgle. Niechże zachowa równomierną temperaturę dziewczęcego ciała. rzadko u Japonek. straci ono elastyczną prężność. kroki lekkie jak podskoki chudego ptaszka. Na jej końcu pozostał więc wyraźny wzgórek . odłączona teraz od ciała. a cień kruczych włosów pada na lśniące ramię. jeśli wsiądę do kolejki miejskiej lub taksówki. Ukrywane przez całą wiosnę ramię było jak atłas i takie . tym lepiej podkreśla błękitnawą jedwabistość skóry. Jeśli patrzeć z boku. Pomyślałem.także niewielkie. Ręka dziewczyny. Gładka krągłość zapowiada wszelkie inne zalety. że ukazywała niezbędny fragment ramienia. zgaśnie także urok ramienia. jak tego pragnąłem. tworzą one wraz z ramieniem miękką falistą linię. ‘Wycięta na tyle. bo dając rai rękę. które uważałem za najbardziej czarujące.

że trzy samoloty pasażerskie krążą nad lotniskiem i z powodu mgły nie mogą zejść do lądowania. Donoszono. kiedy nadawano głosy dzikich zwierząt. zwłaszcza tej nocy. jak to zalecano w radio. pantery. dlatego przechodząc przez jezdnię popatrzyłem uważnie na prawo i lewo. by przy tej pogodzie nie stosować perfum bezpośrednio na skórę. chcąc posłuchać dalszych przestróg dla słuchaczy. Obróciła się w moją stronę i . Dalej radzono kobietom ciężarnym i pesymistom udać się na wczesny spoczynek. To dziewczęca ręka. Lepka wilgoć przenikała do uszu.powiedziałem. a że nie miałem nakrycia głowy. czy nie dostrzegę świateł krążących samolotów. że wilgotna. włosy rai zwilgotniały.a. bo ich woń długo potem nie da się usunąć. Z całej duszy życzyłem jej spokojnego snu.Auto jest daleko. błyskały tylko światła reflektorów. Ten klakson pewnie mnie nie dotyczył. skuliłem się. Potem podawało też przestrogi dla mieszkańców. lwy.była jak jej piersi . choć. choć ani ciężarna. . powinna jednak. słyszałem niemal plusk. ale niczego nie zobaczyłem. tygrysy. Ruszyłem sprzed apteki. W taką wilgotną noc . stwierdziłem. Na moim boku coś się poruszyło.Nie bój się . odbiły się echem jak złowrogi łoskot. Nadano dźwięki z zoo. źe nikogo więcej nie ma. Rozległ się sygnał samochodu. by mój lęk udzielił się dziiewczeccj ręce. toteż przeszedłszy jezdnię. Przymglone i rozproszone. Pośród deszczowej nocy gęstniała mgła. ale głos spikera gonił za mną aż do wiadomości operfumach. Dodawano także. jakby pełzły tysiące mokrych dżdżowinic. Spojrzałem w górę. Przechodząc obok apteki. Samochód też pozostał niewidoczny. że dziewc2)m. zatrzymałem się.rozregulowują się zegary. Otóż.kontynuowało radio . by się przekonać. bo dreszczem mnie przejęły te zwierzęta. ani pesymistka. Dziwny i niezwykły kolor. aby obejrzeć nadjeżdżający wóz. Stanąłem przed dredami apteki. Przycisnąłem lewą ręką pod peleryną swój ciężar i zamierzałem przejść przez jezdnię. Pomyślałem sobie. Tylko przy tej złej widoczności trąbi już z daleka. nie należy nakręcać do końca zegarów. Odszedłem. burzliwa aura ma zły wpł yw na dzikie zwierzęta. Dowiedziałem się. Niosłem z sobą rzecz bezcenną. które rykiem dają wyraz swemu niezadowoleniu. spoza zamkniętych drzwi posłyszałem radio. a nie chciałem. skoro pozostała z jedną tylko ręką.przez nikogo jeszcze nie zaznana. W ogóle nie dojrzałem nieba. wcześniej położyć się do łóżka i wypoczywać. bo z powodu niezwykłej wilgoci łatwo pękają sprężyny. zacisnęła palce. rozejrzawszy się. przestraszona widać dźwiękiem klaksonu. . w kolorze bladego fioletu. Prowadziła go młoda kobieta odziana w karminowy strój.

Zatrzymałem się. Zbyt jasne jednak i zbyt wielkie jak na świetliki . nie spotkałem nikogo.Kobieta za kierownicą . Prawą rękę trzymam pod peleryną. że to tylko ćmy. To przecież mój pusty pokój. kiedy wracam nie sam. tak pewnie drżeć musi {przestępca. Pewnie. pędzi. A może tamta za kierownicą spostrzegła.z przejęciem cofnąłem się o kilka kroków. lecz z dziewczęcą ręką. a więc 00 to takiego? Młoda kobieta jadąca samotnie w taką noc budziła we mnie smutek. ale mieszka w nim samotność. bo w przelocie odgadła moją tajemnicę.pędzi przed siebie bez celu. .nieznacznie skinęła głową. że są większe od świetlików. oświetlaną przez nią na fioletowo. Czyżby również wywołany obecnością ręki? Lub może nieznajoma siała nieme pozdrowienie tej drugiej. lepiej bym w drodze do domu nie spotykał żadnych kobiet. czuwające nad ich bezpieczeństwem. szybciej niż gdyby je pochłonęła mgła. żeby zlustrować wejście. . Potem. coś ją gna do przodu i tak pędząc zniknie być może na zawsze . Jakieś błędne ognie czy zbłąkane dusze lecą o krok przede mną i czekają w bramie na mój powrót? Od razu domyśliłem się. Nie na darmo. odwróciłem się gotów do ucieczki. kobiecej ręce? W taką noc chyba krążą dobre duchy czy anioły Stróże kobiet. I coś w tamtej kobiecie barwiło mgłę. Jakże sobie poradzę z otwarciem dr2:wi lewą ręką? Ze wzburzenia drżą mi palce. Omijając windę. Lecz to przecież niepodobieństwo: jedną ręką nie mogłaby prowadzić.. Raz jeszcze przeleciały dwa czy trzy światełka i znów zniknęły. ogarnęło mnie więc uczucie niesamowitości . przesunęły się przede mną fioletowe smugi i zniknęły w oddali. wydaje się groźna. A kto siedział z tyłu? W tyle wozu nie ujrzałem nikogo. Ich oświetlone skrzydła błyszczą jak samo światło. I teraz.. z wielką ostrożnością wdrapałem się po wąskich schodach na drugie piętro. lecz na smugach fioletu.chyba dlatego że miałem przy sobie rękę. byle naprzód. ale jednak maleńkie. Przez moment pomyślałem. co chowam pod peleryną? Dzięki intuicja kobiecej wyczula dziewczęcą rękę? Tak. Przecież to nie ciało kobiety wydziela fioletowy blask. Nad moją głową zakołowały i zniknęły świetliki. i ostatecznie łatwo się pomylić. aż do bramy wejściowej mego domu.wyszeptałem . tak. W samochodzie pasażerem była wilgotna mgła. W pokoju wyczuwam jakby cudzą obecność. że to dziewczyna wraca po swoją rękę. Chmara drobnych ciem krążąca wokół lampy. Tylne światła wozu również były bladofioletowe. Samochód tonął w gęstej mgle. I tamta kobieta także pędziła przed siebie nie autem.

czekający. Delikatnie ją pogłaskałem. Wyjmuję rękę spod peleryny.powiedziałem radośnie. a pręciki. Jak dobrze. Jak każdego wieczora orientuję się po ciemku. . Podszedłem z ręką dziewczyny ku drzwiom i trzymałem ją w ten sposób.Cóż. że to nie woń mojej samotności. . być może nazbyt luksusowa do pokoju kawalerasamotnika. Po raz pierwszy się zdarza.To jakiś słodki aromat. musisz być zmęczona. . by mogła dosięgnąć kontaktu. wejdź pierwsza. w kuchni i łazience. .Pan się czegoś boi? . że wstawiłem tu magnolię. . w sam raz na powitanie subtelnego gościa. Pięć lamp rozbłysło jednocześnie: lampa u sufitu. obsypała blat stołu drobnym pyłem. Brałem pojedyncze pręciki i oglądałem je. Odpocznij sobie trochę.Ręka jakby przemówiła. prawda? Nie sprawię panu kłopotu. . To jest mój pokój.Bo jestem tu po raz pierwszy . Magnolia w szklanym wazonie.Proszę bardzo.Ładne. .Mówiąc to położyłem rękę na łóżku i sam przysiadłem koło niej. a dziewczęca ręka.Proszę.Otwieram wreszcie drzwi i mówię: . podoba mi się! Ręka pochwaliła pewnie moją kapę na łóżko. . Była błękitna w trójkolorowe kwiaty. Oczy przywykły do ciemności. I ledwie zdążyła.Niech pan pozwoli zapalić mi światło .Tu ktoś jest? . że ktoś tu jest? . Czyżby zawsze było tu tak jasno? Światła te stanowiły dla oczu niespodziankę. . niewygodnie było ci po drodze. którą położyłem na stole. . że zapala lampę kto inny. Czy nie stoi tu w szarej ciemności mój cień? Przyjrzyj się dobrze.Rozgość się.GD mówisz? Zdaje ci się.Coś pachnie. która rano była jeszcze w pąkach. aź wrócę. Oddała mi uzbierane pręciki. lampki na stole i przy łóżku. leżące na stole.powiedziała nieoczekiwanie ręka. też wyciągnęła palce i zbierała je na dłoń. . .O tak. Zdziwiłem się i obejrzałem nie kwiaty. kwiaty magnolii! . szeroiko rozpostarła płatka. Z przyjemnością.Tutaj będziemy spali. co gdzie się znajduje. Mój cień. poszedłem wrzucić je do kosza. rozkwitnąć.Pachnie? To pewnie mój zapach. Zaraz zapalę światło. . nędznej i grząskiej! I dobrze.

Paznokcie te zdają mi się tragiczne. Długie. szerokimi i twardymi. Moja samotność jest grzeszna. która mi zawierzyła swoją rękę”me tylko starsza. starannie wypielęgnowane. Naprawdę.że czubek palca ocieniony długim paznokciem jest wrażliwy.Ta:k. . łaskocze.Co się stało? Łaskocze? . łaskotliwy czubek palca. zupełnie jakby nie były zwykłymi ludzkimi paznokciami. drobnych płatków kwiatu lub od krągłej muszelki. podziwiałem długość i wąs . czy też odwrotnie. Ręka zgięła się w łokciu. spokojnie.dodała dziewczęca ręka .. lecz i przywykła do męskiego towarzystwa . szczególnie w zestawieniu z moimi. krótkimi. zacisnęła palce. jakby nigdy nic. Patrząc na nie miałem przed oczyma nie co innego. Spostrzegłem śliczne paznokcie. choć kolorem i kształtem dziewczęce paznokcie przypominały właśnie muszlę i płatki. że dobrze znam kobiety . Zamyśliłem się nad swoją niespodzianą demaskacją. kiedy przypadkiem dotknę czegoś czubkiem palca . och. . w kolorze bladych chińskich goździków. jakbym dotknęła czegoś nieczystego. Kobieta o tak długim paznokciu *zawsze ma wrażliwy na dotknięcie. Paznokietki przezroczystsze od cienkich. Raptem niechcący moja dłoń dotknęła skrytego pod długim paznokciem czubka.takich jak porównanie z tajemniczo lśniącym wnętrzem muszli czy błyszczącymi płatkami kwiatu. . Miały dziwnie piękny kształt.kość palca. od razu dreszcz mnie całą prz echodzi. Powiedziała mi pewna kobieta . Dla dziewczęcych paznokci stanowi.Doprawdy? . Ponieważ odruchowo dotyka się przedmiotów paznokciem. Więc na koniec moje nieopatrzne słowa zabrzmiały jednoznacznie. Dziewczyna co rano i co wieczór szlifuje ze straszną szczerością piękno kobiecej tragedii.choćby przy gotowaniu. polakierowane. Zdradziłem się przed dziewczyną.Dziewczęca dłoń ujęła i uścisnęła moją rękę. Czy kobieta zawsze usiłuje wybić się ponad przeciętność. wystające poza palce. Co miała przy tym na myśli? Czy to. tylko dziewczęce paznokcie.w porównaniu z dziewczyną. rosę tragiczaną. .Zawsze. nawet jedzeniu. być może. więc koniec palca delikatnieje.inne.Będę leżeć obok. że paznokieć się zabrudzi. niech mi pan wierzy. mówiła. ‘Ułożyłem mały paluszek dziewczyny na wskazującym palcu swojej wolnej ręki (druga pozostała w uścisku dziewczęcej dłoni) i gładząc śliski naskórek. choćby za pomocą czubka palców? Lub też szuka może potwierdzenia własnej kobiecości? Nie przyszło mi w tym wypadku na myśl żadne z banalnych skojarzeń .

twarz zniknęła. Szyba okienna zamglona.naturalne.I tak mnie nie zauważy. . Powstrzymała mnie moja wieczna samotność. Patrzyłem na to ze strachem. . . która zawierzyła mi rękę. lecz story nie zasunięte. chronione cieniem długiego paznokcia.Co by miało zaglądać. Czy powróci kiedyś ręka do swojego ciała. Za oknem stoi gęsta. Na ciele tamtej kobiety brakowało już chyba miejsca czułego na dotyk.I dojdzie? .lęk przed zbruka . Kobiece tragiczne pożądanie czystości. Zasunąłem firankę. Jednakże dziewczyna nie po to użyczyła rai swą rękę.Okno . chyba człowiek.jedzenie? Tak samo więc reaguje na dotyk . Czy i dziewczyna śpi równie spokojnie? Może niepokoi ją brak prawej ręki albo męczą złe sny? Rozstając się przecież z ręką miała łzy w oczach. może bliźniaczki. . czy też dotrę z nią z powrotem do dziewczyny? Ręka jest pełna ufności. w czerwonych sukienkach z powiewnymi rękawami. Popychają się nawzajem. Raptem przypomniał mi się pewien dzień w pewnym hotelu. w moim pokoju. do którego należała. całe ciało jest łaskotliwie wrażliwe. cudzoziemki. Dlatego łaskotanie małego paluszka nie wydało mi się rzeczą niewłaściwą.Przecież sam jest daleko . A podglądać może tylko pan sam.niem. żebym się zabawiał. ani ich matka nie przejmowały się tym . . W oknie na dziewiątym piętrze bawią się dwie dziewczynki.powtórzyła ręka. kroplista mgła.odpowiedziała śpiewnie ręka.zapytała ręka. Odczułem nagle niezmierzoną przestrzeń leżącą między ręką a korpusem. Dość tego! . .Daleko stąd . mokra od deszczu. . ale się powstrzymałem. Ubrane obie jednakowo.Zasłonię szyby. okno było zamknięte. Matka ich siedzi odwrócona tyłem do okna i robi na drutach. sam siebie? A gdzież jestem? . . Osobiście. mogły przecież wypaść. uczucie zresztą . koncentruje się na czubku palca.Ja. A u dziewczyny. raczej zaszczytem. wypełniając sobą całą przestrzeń. Odbicie dużo młodsze niż w rzeczywistości. Czułem przemożną chęć dotknąć czubka palca.masywna szyba zapewniała . zasłony też były wilgotne. którego dziewczyna nie zna.Czy coś tu zagląda? .Podszedłem do okna. zabić się! Ale ani dziewczynki. uderzają małymi piąstkami o szybę. W ciemnej szybie odbicie mojej twarzy. Ręka jest teraz tu.powiedziałem.Bo człowiek idzie i szuka siebie w oddali. zlecieć z dziewiątego piętra.

Także przedtem. Siadłem na łóżku i wziąłem rękę na kolana. że się uśmiecha.Myślisz? Spłowiała trochę od słońca. jedną dłonią trzymałem dłoń. jeszcze. uśmiech błysnął i przepłynął pod skórą jak światło.A ty się zgadzasz? . ręki i gardła. zgadzam się. delikatna poświata przepłynęła przez zwarte. bo przemknęło po niej dziwne drżenie. Przypominał świeży uśmiech na dziewczęcej twarzy. Dziewczyna jadła i bezwiednie poruszała palcami trzymającymi nóż i widelec. Bo w tej pozie był szczególny delikatny wdzięk.bo żywo mi przypomniały . długa szyja tworzyły doskonałą całość. palce. Gdzież tam figle! Żadne figle. lecz melodia.Co za piękna zasłona. złożyć . Czułem. . Pamiętam. położyć. Krągłe ramię.odpowiada ręka. ręka dziewczęca leżąca na łóżku powiedziała: . Zasłona była taka sama jak kapa na lóżlco. przepływał pod skórą. Nie dla żartów więc zginałem i prostowałem rękę. Kiedy zaciągnąłem storę. Drgnąłem na te słowa. patrzyłem. Nie jest to poza specjalnie elegancka.A cóż to za figle? . policzek. Kiedy zginałem rękę.To poważna sprawa. że ona pozwoliła mi wymienić moją rękę na ciebie? .. jak przebiega po niej cień i nieskazitelne światło. ułożywszy ją prosto na kolanach. drugą ściskałem wzgórek ramienia.pełne bezpieczeństwo. Teraz. A jej uśmiech rozświetlał rękę. . . harmonijną jak utwór muzyczny. . broda. odgadłem jej uśmiech. jak dziewczyna siedziała kiedyś przy stole: wsparta łokciami o blat. Aż mi straszno. kształtne.Myślisz. skryte pod jasną skórą stawy. .zapytała ręka. zniszczyła się... że to żarty? A słyszałaś. zgięty nagle łokieć poraził ranie blaskiem.To ty. zgadzam się.Słyszałam . kiedy dotknąłem czubka palca. Tak. to także nie było jedzenie. Nie znam nic piękniejszego! Ułożyłem rękę dziewczyny na swojej. gryzła i połykała... Naprawdę ręka była uśmiechnięta.Tak. ty jesteś piękna. ale i te słowa: oprzeć.Naprawdę? . Melodia ust. ucho. Wkładała do ust małe kęski. złożyła dłonie opierając na nich podbródek. ..wcale do niej nie pasowały. Kilkakrotnie powoli zgiąłem i wyprostowałem rękę w łokciu. .

zdana na moją łaskę i niełaskę. moje ramię opadło. która się oddaje. przyłożyłem usta do miejsca. młoda. źe teraz spod zamkniętych powiek popłyną łzy. ale że wszystkie jednakowe. albo rezygnacja. . że samo ciało kobiety dąży do celu. ‘wstrzymałem oddech.Tak . . czy wie. ani żywić nie będzie wyrzutów sumienia . oddzielona od swego ciała. Była trochę dziwna. Czym jest to dla niej.chciałem. Zdziwienie wywołuje. Powstrzymała drżenie. Albo jest to kalectwo serca.przypomniała mi tamtą dziewczynę. Wpatruję się w rękę spoczywającą na moich kolanach.Podniosła rękę do włosów. Często się zdarza. zdaje sobie sprawę? Czemu sama. 1To nic. . Ale ona nie była taka piękna jak właścicielka ręki. podnoszę do ust. o wiele starsza iniż wskazuje wiek człowieka. starsza. Dziewczyna wyjęła spinkę. czy też tylko słowa takie same? Bo ręka. Dziewczyna otwarła oczy. co mi s(ię oddała. usiadła. zalśniła złocista krew. która ją ukłuła. zamiast „go” w tej przypowieści 0Łazarzu. jeszcze wątpiłem. z własnej woli tego pragnie? Zrozumiawszy. a kiedy nazbierało się w nim światła.. Prysnął srebrny sznur. Na białej poduszce drobny ślad krwi. wciąż się dziwię. I choć się postarzałem. To właśnie jest najdziwniejsze.Tak . Ale czyżby to ich głosy były podobne. ale jeszcze go nie pojmowałem. gdzie zebrała się kropla.Oto.Łaskoczesz mnie. nagłe. W zgięciu łokcia migoce delikatny światłocień. tęsknota. . a może wiedziała. zadam jej dotkliwy ból. Tedy rzekli Żydowie: . jakby napój. Jeśli powiem. że byle głupstwo już krew md leci. źe jeśli wymienię swoją prawą rękę ma rękę dziewczyny. Ręka. nie skłamię.Kłuje. być może. że każda kobieta jest pod tym względem inna. Wtedy odezwała się drżącym głosem: „I zapłakał Jezus. choćby za jej zgodą. Delikatnie dotknąłem palcem jej powieki . Ale cierpienie tamtej dziewczyny nie odnosi się do wszystkich kobiet. Zresztą i dla niej było tylko przelotną chwilą. tamtej.słowa innej dziewczyny. Lecz wydawało mi się.. Ostrożnie zginam łokieć. nie szkodzi. Starałem się zrozumieć stan ducha kobiety. Zdawało mi się. tylko specjalnie zmieniła słowa? Zmieszały mnie jej słowa. jest niezależna: nie musi za nic być odpowiedzialna ani świadoma. Kiedy ręka powiedziała: .jest wolna. zbytniku! . tak nie pasujące do czasu i miejsca. była chyba wolna. Rozgarnąłem włosy. wyszukałem ramkę. to też prawda. jak ją miłował!” Myliła się mówiąc „ją”. żeby zamknęła oczy. młodsza niż przeżyte lata.powiedziała i patrzyła na m:iiie szeroko otwartymi oczami.powiedziała ręka i chroniąc się przed ustami oplotła mi .

Wstałem strącając rękę na łóżko. Jeśli nadleci ciepły wiatr. że auto. Ręka się nie ruszała. że śpisz. Pojazdy w pobliżu parków winny zachować ostrożność.. Ręka tchnęła spokojem i bezpieczeństwem. .. Nawet liście magnolii w wazonie zwilgotniały.Nie . lecz mgła się skrapla. żeby ich nie rozjechać. inna niż cień nocy. Nigdy dotąd żadna kobieta w moim własnym pokoju nie widziała.Wybacz! . Delikatnie ściskałem jej palce leżące mi na piersi. duszną. Po cóż słuchać radia. kto by czuwał. Będzie zmieniać barwę z różu na fiolet. drzwi należy szczelnie pozamykać. Za szybą kłębiła się ciężka nieprzejrzysta lepkość. . położymy się? Wydawało się. Z dreszczem odczułem różnicę temperatury.odparła. . które spadają z drzew. możliwe. Rozchyliłem piżamę.. Falująca ciemność. położyłem sobie palce ręki na lewej piersi. co tam mówią. ale przenikliwie chłodną. Przypomniałem sobie. lecz się rozmyśliłem. nie wolno wtedy wychodzić na zewnątrz.. iż mgła zmieni kolor. skoro mam na szyi dziewczęcą rękę! Zresztą niemal słyszałem. niezdolne do lotu. miało fioletowe światła. położyłem na stole i przebrałem się w nową piżamę. jak się rozbieram. Zdjąłem rękę z szyi. Skóry. Plusk nikły. Razem z ręką położyłem się do łóżka. Mgła była za oknem coraz gęstsza.szepnąłem i uchylając firankę wyjrzałem. Byłem zmieszany. .Aromat blasku. choć były dużo chłodniejsze niż moje ciało. W pokoju paliły się wszystkie światła. bo kiedy się kładłem. Zapewne to: z powodu mgły wilgotnieją liście roślin. które widziałem w drodze powrotnej do domu. Ręka spoczywająca na kocu jej palce w mojej dłoni rozgrzały się. Mgła była bezkresna. . Myślałem. Dochodził mnie plusk jakby kropel deszczu.Tak mi smakowało. . Ręka mi się przypatrywała. mokną skrzydła i nóżki ptaków. wieje pewnie wiatr. a poza nią czaiło się coś groźnego. W taką noc jak dzisiejsza.Prawda! Trzeba jeszcze zgasić światło. Wystraszony opuściłem zasłonę. Fioletowe reflektory jak wielkie fiołkowe oczy bestii sunącej do ataku.Może pójdziemy już spać.. pewnie to nie deszcz. że na całym świecie nie ma już nikogo. Go też mówią w radio? Zamierzałem włączyć mały odbiornik stojący na stole. było to przyjemne.Spisz? .Zmieni się kolor mgły? Na różowy? . bo się nie ruszasz.szyję.. ~ Go pan pił? . zapomniałem je pogasić. Kolorowa mgła jest bardzo szkodliwa. .

Dziewczyna. Niczym blade światło emanujące ze środka ciała. czy serce zwolniło tempo. Palce dłoni dotknęły kontaktu. Mimo to sięgam do nocnej lampki. wolałbym jeszcze trochę poobserwować rękę. Słucham uderzeń: dal za każdym razem niepomiernie się rozszerza. łokieć siłą faktu się zgina. że spokojny sen u boku wybranego jest szczęściem większym niż największe szaleństwo zmysłów. odchylam koc. która się rozstała z prawą ręką. że pomiędzy jednym a drugim uderzeniem lecę w nieskończoną dal . a druga w ciemności. krągły łokieć i zagłębienie łokcia. ręka po prostu zasypia. drugie zwężenie ku nadgarstkowi. Nigdy jednaik żadna z kobiet nie spała przy mnie tak ufnie jak ręka. że moja ręka jest odłączona. której właścicielka na pewno już śpi. kiedy szepnąłem do siebie: . grzbiet i wnętrze dłoni. czy puls się przyspieszył.Jak zazwyczaj śpisz? W ciemności czy przy zapalonym świetle? Ręka nie odpowiada. Czuję bicie własnego serca. Nie wiadomo. Obejmuje mnie wpół. Ręka wsunięta pod ramię czuje się może nieswojo.Nie pamiętam. nadeszła pewnie odpowiednia chwila na zamianę rąk.Ale nie uświadamiam sobie. Przyszły mi teraz na myśl inne dziewczęta: jedna z nich śpi przy lampie. Teraz właśnie. Zapaliłem lampę. Wydaje mi się teraz. przyjmując rękę dziewczyny. nicość. Czekam teraz.przeprosiłem ją. wkrótce jednak zaczynają bić jednocześnie. rozprostowałem ją i złożyłem swoje dłonie na jej przeciwległych krańcach: na palcach i wypukłym ramieniu. . Czuję delikatne.Och! . . kto to krzyknął: ja czy ręka? Widzę po prostu. Dłoń leży mi na piersi. 2 początku puls jest wolniejszy niż serce. miłe uderzenia pulsu. Ręka śpi pogrążona w błogiej nieświadomości. Obracając delikatnie rękę śledzę błysk światła i cienie. a ja mam już rękę dziewczyny. odpoczywa dziś chyba przy świetl e.Musi być moja. Raptem żal mi się zrobiło gasić. Straszne to uczucie nie budzi jednak we mnie lęku. . bo po chwili jej palce wspinają się wyżej. Nim zapalę lampę. rytmowi pulsu odpowiada bicie mojego serca. Słyszałem zresztą raz z kobiecych ust. Przedramię zwężające się ku łokciowi. więc milczę.. Niby ranna zorza małego ciepłego słońca przed samym wschodem. kiedy w tym oszołomieniu odjąłem od ciała własną prawą rękę. do czego bym wracał. Nie wiem nawet. Dłoń kładzie mi się płasko na piersi. Nic. Wracam tylko do kol ejnego uderzenia serca. Choć może nie. I za każdym razem nic w tej dali nłe ma. Oplata moją pierś delikatną poświatą. o których ja n ic nie wiem.Zgasisz mi światło? Ruszyłem w stronę kontaktu. gdy puls serce biją zgodnym rytmem. żeby zasnęła. Rękę układam obok siebie. W ciemności wracam do łóżka. choć musi znać przyzwyczajenia dziewczyny. Rozległ się tylko słaby okrzyk: . bo leży na nim pulsujący przegub dłoni. Odjąłem rękę od piersi. .lecę i wracam.

Nie krąży krew! .Znam.Krąży.odparła dziewczęca ręka i zakryła mi . . „Niewiasto. W tym momencie czuję w ramieniu dreszcz niczym błyskawicę.Przecież sam pan wymienił swoją rękę na mnie.po raz pierwszy chyba ręka odezwała się w pierwszej osobie. moje ucho od razu wychwyciło tę zmianę. Patrzę. Ręką dziewczyny u mego ramienia chwytam porzuconą na łóżku prawicę. słowa na wieczystym w^ra mówione miejscu. . Tirzymam w ustach palce dziewczęcej dłomi. krąży chmara diabłów. J est brzydka. Nie ma śłów dla tej radości.Ja często szepczę te słowa. ale.A zna pan słowa: „Niewiasto! Kogo szukasz?” . czy nie? Strach..Żeby pan nie słyszał diabelskiego kaszlu! . Spostrzegam nagle. czemu płaczesz? Kogo szukasz?” .. Zabrzmiały mi te słowa z Biblii jak wieczysty głos. .Jest puls? Nie zimna? .Czy aby śpi spokojnie.powiedziała ręka.. Dreszcz ustał. ale czucia mi brak. Siedzę na łóżku. nie mam czucia w palcach zamienionej ręki (teraz mojej własnej). pan mi nie wierz}’^? .Trochę. . .wyszeptałem.Naprawdę jest puls? . nie rzuca się we śnie? Bo jest noc.mówi urywanie ręka. Ale ważniejsze teraz. Bo ja jestem gorętsza. nie boli. .O nie. Tym razem „ja” znaczyło oczywiście uroczą właścicielkę ręki. Jest ona od ramienia począwszy ciałem obcym. odizolowanym. nie czuję ust ani ostrości zębów. czucia nie ma. cierpisz? . Zapytałem o dziewczynę.Ręka dziewczyny (to znaczy teraz już moja) zadrżała i zacisnęła się w pięść. czy bije puls.W co mam wierzyć? .. W dziewczęcej ręce uderza regularnie.I krew krąży? .. . Obok moja porzucona ręka. kiedy budzę się ze snu w środku nocy.Zgadzam się . ..Czy cię boli. Choć i diabły przemokną na wilgoci. Wystraszony macham ręką. .Bo ona mi kazała.Ojej. trochę chłodniejsza ode mnie. „Jestem gorętsza” . moja jakby stygnie i tężeje. . Dotyk palców na języku. dostaną kaszlu. . że choć moje wargi czują dotyk palców dziewczyny. Chwycić zdołałem. .pytam dziewczęcej ręki. Zginam ją i podnoszę do ust.

może nie.. . Ułożone były w sposób dogodny jedynie dla giętkich paluszków dziewczęcia. .Własny stary pokój. bo pozostałe cztery tworzyły prostokącik. Zresztą któż to zgadnie? Ręka dziewczyny (to znaczy teraz moja własna) podsunęła mi do ucha porzuconą prawą rękę.rzekła ręka.Jest pan zmęczony. Uchyliłem się. Równocześnie trzymała w dłoni odłączoną rękę. dziewczęcej. złote i czerwone.Już nic.. Ręka dziewczęca odłożyła luźne ramię na łóżko i pogładziła mnie po powiekach. teraz mojej. Przymykam jedno oko i zaglądam w okienko. . przyszłam z nim walczyć. .Złudzenie dawnych dni. nie pamiętam. Rzcczywiście.Nie..pyta ręka.Przezrocza? ..przysunęła się do mojej twarzy.zacząłem. A v/ tym blasku wirują maleńkie kółeczka. Chyba jako chwilowe złudzenie.ucho. . jednakże dla mnie było to okienko.Więc co? . poczułem jej ciepło.Nie. Rama okienka ze lśniącego białego paluszka . Lewą ręką (moją prawdziwą) pochwyciłem przegub prawej dłoni. Jakie? . Przy gwałtownym cuchu głowy mignął mi przed oczyma mały sterczący paluszek. Usłyszałem własny puls. . .Chciałaś mi pokazać złudzenie? . Okienko z fiołkami na parapecie. fioletowy blask. . nieprawda! .kularów .A może jednak? . I pięć lamp. Jej mały paluszek o długim paznokciu żartobliwie połaskotał wnętrze mego ucha.albo paluszkowa oprawka o . w sposób całkiem naturalny.Kolory. Cztery palce dziewczyny trzymały odłączoną rękę.Ochrona przed diabłami . .Co pan widzi? . miała temperaturę nieco niższą od dziewczęcej dłoni. Nie ja wprawiłem rękę w ruch. Zamglony. Mały palec pod kątem prostym do grzbietu dłoni. kierowało nią serce dziewczyny. pojawia się i znika? Może tak. Prostokątne okienko akurat na wysokości mego wzroku. Można by tu użyć słowa okulary czy szczelina. lecz zaraz podniesionym głosem zawołałem: .Może małe kółeczka zlały się na końcu w jedno wielkie kolo zębate? A w tym kole coś krąży. zachwytu i smutku. tylko mały palec odchylał się w bok. Palce dziewczyny nieruchome na powiekach. niemożliwy dla twardej męskiej dłoni.

Niespodziewanie dla siebie zadaję pytanie: „Czy masz włosy tale długie, że rozpuszczone spadają na ramiona? iTak. A kiedy się kąpie, myję je w ciepłej wodzie, potem zwykle długo płuczę zimną, aż każdy włos ziębnie drży z zimna. Przyjemny jest chłodny dotyk rozpuszczonych włosów na ramieniu, na szyi, na piersi. Mowa tu oczywiście o piersiach właścicielki ręki. Dziewczynie nie tkniętej przez nikogo, cieszącej się dotykiem zimnych włosów na nieskalanym ciele, nigdy by to nie przeszło przez usta. Ręka, odłączona od ciała, nie odczuwa wstydu ani nieśmiałości. Objąłem lewą dłonią jabłko ramienia dziewczyny (to znaczy teraz już mego) i zdawało mi się, że trzymam w ręce jej pierś, niewielką i krągłą. Twardość ramienia nabiera miękkości piersi. Wnętrze małej dłoni i jej palce drżą mi pieszczotliwie, jakby ssąc powieki. Pod powiekami w głębi źrenic czuję ciepłą wilgoć. ~ Krew krąży - mówię cicho. - Krąży. Teraz nie rozlega się żaden okrzyk przerażenia (jak w chwili, kiedy wymieniłem nasze ręce). Żaden dreszcz nie przebiega naszych ramieniem. W jakimś momencie połączyły się dwa krwiobiegi. Kiedy ustąpiło poczucie obcości i znikła zapora między moim ramieniem i ręką dziewczyny, że nawet tego nie zauważyłem? Teraz dziewicza krew krąży w moim ciele, a przez dziewczęce ramię płynie moja, nikczemnie męska. czy nie przeszkodzi to ręce powrócić do ciała? A jeśli ciało nie zechce jej przyjąć? - Nie, w ten sposób mnie nie zdradzi... - szepczę. - Nic, nic, dobrze... - odpowiada ręka. Lecz choć połączyła się krew moja i dziewczyny, nie odczułem niczego szczególnego, a moje ciało i jej ręka, nie wiadomo kiedy, przyjęły to za fakt dokonany. Po prostu i naturalnie. Ogarnęło mnie przemożne uczucie obezwładniającej senności. Zapadłem w sen. Mgła wisząca nad miastem zabarwiała się aa fioletowo, unosząc mnie miękko jakby na kolebiącej fali. Spoczywałem w niej otulony lekką zielonkawą pianą... Straciłem z oczu mój samotny, smutny pokój. Mo’ja lewa ręka leży na prawym ramieniu dziewczęcia. Nic widzę jej, ale czuję zapach. Skąd też wzięła ręka pręciki kwiatów, czyż nie wyrzuciłem ich do kosza? Kwiaty jednodniowe, płatki ich jeszcze świeże; dlaczego sypią się same pręciki? Samochód młodej kobiety, ubranej karminowo, odjechał bezszelestnie, oświetliwszy mnie dalekim kręgiem światła. Jakby obojgu nam życzył spokojnego snu. Mój sen był taki właśnie, niezbyt głęboki, ale błogi i słodki jak nigdy. Zazwyczaj nie mogę zasnąć i długo się przewracam z boku na bok. Dawno nie zaznałem tak słodkiego snu, niczym dziecko.

Długi, kruchy paznokieć dziewczyny muska mi wnętrze dłoni; zapadam w głęboki sen. Już mnie nie ma. - Ach! - Zrywam się na dźwięk własnego głosu. Staczam się z łóżka. Robię kilka kroków na chwiejnych nogach. Budzę się nagle - jakiś odrażający przedmiot trąca mnie w bok. Moja prawa ręka. Nogi uginają się pode mną. Stoję. Rzucam szybkie spojrzenie na rękę leżącą na łóżku. Jedna chwila. Braknie mi oddechu, krew pulsuje w ż}’-łach, drgawki przebiegają całe ciało. W następnym momencie \yszarpuję z ramienia rękę dziewczyny i przyładam swoją. Jak w momencie morderczego szału. Klękam przy łóżku opierając pierś na jego krawędzi. Świeżo przywróconą prawą ręką przyciskam tłukące się serce. Powoli się uspokaja. Teraz wzbiera we mnie żal, gryzący i gorzki, żal z całej duszy! Podnoszę ocz y, Gdzie ręka.” dziewczyny? - Ręka porzucona leży na krawędzi łóżka. Porzucona w fałdach zgniecionego koca, wnętrzem dłoni ku górze. Długie palce pozostają nieruchome. Białe światło w rzadkiej ciemności, O, o!... Ogarnięty strachem chwytam dziewczęcą rękę. Żarliwie przyciskam do piersi, J?k najukochańsze, biedne dziecko, z którego ucieka życie. Podnoszę do ust jej palce, A nuż od czubka palca, spod paznokcia wypłynie kropla rozkoszy?

Dazai Osamu Rybką być I Na północy wyspy Honsiu znajduje się łańcuch górski zwany Bonju. Na połaci trzystu czy czterystu metrów kilka szczytów - toteż na zwykłe) mapie ich nie ma. Powiadają, że dawniej było na całej tej przestrzeni morze, a Minamoto Yoshitsune płynął tędy ze swoją drużyną uciekając na północ, do dalekiej krainy Ezo. I że ich statek zderzył się ze skałą. Siad zderzenia pozostał do dzisiaj: pośrodku łańcucha na środkowym szczycie jest wyrwa z czerwoną ziemią, prawie sto metrów kwadratowych. Szczyt ten nazywa się Łysoń, bo kiedy patrzy się z wioski, z dołu, wyrwa wygląda jak koń w pełnym galopie. Ale prawdę mówiąc, wierzchołek przypomina raczej starczy profil. Łysoń słynie w tej okolicy z pięknych widoków. Wieś u podnóża, prawdziwie zapadła wioska, liczy pewnie nie więcej niż trzydzieści dachów, ale za wsią płynie rzeka, a w niewielkiej odległości z jej biegiem jest wielki, trzydziestometrowy prawie wodospad. Od końca lata do późnej jesieni drzewa pysznią się tu barwnym listowiem, więc o tej porze roku zjeżdżają ludzie z pobliskiego miasteczka, i góra się ożywia. Tego roku pod koniec lata utonął w wodospadzie człowiek. Nie, nie skoczył specjalnie, stało się to przypadkiem. Był to student, o jasnej cerze, przybył ze stolicy zbierać rośliny. Rosną tu rzadkie gatunki paproci i zbieracze roślin często te strony odwiedzają. Wodospad otaczają trzy wysokie zbocza, a od zachodu otwiera się tylko wąskie dojście: rzeka płynąca dołem toczy z grzechotem kamyki. Zbocza są wiecznie wilgotne od kropel. Porastają je, rozsiane tu i ówdzie, kępy paproci, wprawiane w nieustanny szelest hukiem wodospadu. Student wdrapał się na urwisko. Pora była popołudniowa, wczesnojesien.nc słońce złociło jeszcze szczyty. Dotarł do połowy drogi, kiedy wielki jak głowa kamień, służący mu za oparcie dla stóp, nagle się oderwał i młodzieniec, jak zepchmęty, zleciał w dół. Zatrzymały go na chwilę starczące gałęzie zeschłego drzewa, ale zaraz się załamały. Z wielkim pluskiem poleciał w głębię. Kilka osób, które się znalazły akurat w pobliżu, było świadkami wypadku. Najdokładniej jednak widziała upadek dziewczynka lat piętnastu siedząca na brzegu wodospadu przy kramiku z napojami. Student poszedł aż na dno kotła wodospadu, lecz zaraz wynurzył się znowu do pół ciała, z zamkniętymi oczyma i ustami na wpół otwartymi. Błękitną koszulę miał miejscami rozdartą, torbę na rośliny jeszcze przewieszoną przez ramię. Wir ściągnął go na dno po raz drugi, już na dobre. II

Od wiosny do jesieni, o ile pogoda dopisze, nawet z bardzo daleka widać uchodzące z Łysonia w niebo smużki dymu. O tej porze roku drewno jest najzdrowsze, w sam raz dobra pora na wypalanie węgla drzewnego, toteż węglarze pracowali pełną parą. Wypałami znajdowało się na górze kilkanaście. Przy wodospadzie stała też jedna, oddalona od innych. Mieszkańcem jej był przybysz, człowiek z obcych stron. A dziewczynka z kramu - nazywała się Suwa - była jego córką. Tych dwoje przez okrągły rok mieszkało w węglarskiej chacie. Gdy Suwa skończyła lat trzynaście, jej ojciec z okrąglaków i słomianych mat zbudował na brzegu wodospadu mały kramik. Umieścił w nim lemoniadę Ramune, słone kruche ciasteczka, lizaki i trochę innych słodkości. Kiedy zbliżało się lato i turyści poczynali odwiedzać góry, co rano wkładał to wszystko do drewnianej skrzynki i niósł do kra - miku. Suwa, klapiąc bosymi stopami, podążała za nim. Ojciec wracał od razu z powrotem do chaty, a ona zostawała, żeby zająć się sprzedażą. I jak jej tylko mignął w górach choćby cień człowieka, zaraz zaczynała głośno nawoływać, zapraszając do odpoczynku. Tak jak przykazał ojciec. Grzmot wodospadu jednakże zagłuszał jej miły głosik i wołanie mało kogo zawróciło. Nawet pięćdziesięciu senów dziennie nie zebrała. O zmierzchu przychodził po nią z węglami czarny i usmolony ojciec. - Coś sprzedała? - Nic. Tak to, tak... - mruczał, jakby go to wcale nie obeszło, spoglądał w górę na wodospad. Wkładali teraz swój towar do skrzynki 1 wracali do chaty. Powtarzało się to co dnia jeszcze inne, możesz je sobie wyobrazicie, aż do późnej jesieni. Śmiało można zostawić Suwę samą w kramiku przy wodospadzie. W górach urodzona, nie ma obawy, że się potknie gdzie o skałę czy do głębiny wpadnie. Kiedy jest gorąco, rozbiera się i pływa. Płynie całkiem blisko, pod sam wodospad. Jeśli zobaczy z wody jakiego klienta, ‘energicznie odgarnia z twarzy mokre, zbrązowiałe od słońca włosy i znów nawołuje. W dnie deszczowe śpi sobie w kącie kramiku, przykryta matą. Chronią ją przed deszczem gęste gałęzie dębu, który rośnie opodal. Krótko mówiąc, aż dotąd obserswowala Suwa potężny wodospad, oczekując, że kiedyś wreszcie zniknie, bo przecież tyle wody leci, musi więc jej zabraknąć. Patrzyła podejrzliwie na grzmiącą ścianę wody, no i dumała, dlaczego zawsze jest taka sama. Teraz pochłonęły ją inne myśli. Spostrzegła, że to nieprawda, wodospad nigdy nie jest taki sam. I jego szerokość, i wzory, w jakie układają się tryskające krople, wciąż są inne, aż się w głowi e kręci. I doszła do wniosku, że wodospad to nie woda, tylko chmura. Poznać można już

chociażby po tym, że jak z góry spada, zaraz się kłębi i dymi. Ponadto czy możliwe, żeby woda była taka biała?! Tego dnia siedzi Suwa bez ruchu, wpatrzona w wodospad. Jest pochmurno i jesienny wiatr por/rządnie smaga ją po policzkach, aż poczerwieniały. Przypomniała sobie, jak to kiedyś ojciec wziął ją na kolana i doglądając wypalania drewna, opowiedział pewną historię. Było sobie dwu braci drwali, starszy, Santaro, i młodszy, Hachiró. Pewnego razu poszedł Hachiro nad rzekę, nałowi pstrągów. Wraca z nimi do chaty, brata jeszcze nie ma. Cóż, upiekł Hachiro na początek jedną rybkę i zjadł. Tak mu zasmakowała, że upiekł trzecią i czwartą, aż zjadł wszystkie. Poczuł Hachiro ogromne pragnienie, strasznie mu się pić chce. Wypił całą studnię, biegnie za wieś, do rzeki. Pije pije, aż tu łuską się pokrył! Nadbiega Santaro i widzi, że jego brat młodszy w węża wielkiego się zmienił i w rzece pływa. - Hachiro! - woła starszy brat. A z rzeki wąż wielki, łzami się zalewając, odpowiada; - Santaro! Nawołują się nawzajem, z grobli: - Hachiro!, z wody - Santaro!... A nic zrobić nie mogą, nie odmienią tego, co się stało. Suwa słuchała opowiadania, litość wielka ją ogarnęła i zapłakała, przyciskając do ust zasmolone, ojcowskie palce. Teraz budzi się z rozmyślań. Trzepocze niespokojnie powiekami. A wodospad szepce: - Hachiro!... Santaro!... Rozgarniając rdzawe pędy bluszczu nadchodzi ojciec. - Ileś sprzedała? Suwa nie odpowiada, mocno pociera świecący, mokry od kropel czubek nosa. Ojciec w milczeniu porządkuje kramik. Wracają przez bambusowe zarośla do węglarskiej chaty, niecałe pół kilometra górską ścieżką. Z dębów i jodeł sypią się na idących liście i igły niczym deszcz. - Kram już zamykamy. - Ojciec przełożył skrzynkę z jednej ręki do drugiej, zadźwięczały lemoniady Ramune. - Jesień, to i po górach już chodzić nie będą. Kiedy się ściemnia, nie słychać nic, prócz wiatru na szczytach. - Ojcze! - woła z tyłu Suwa, - A na co ty żyjesz?! Ojciec wzrusza szerokimi ramionami. Kilka razy spogląda na surową twarz córki. - Czy ja wiem... - mruczy. Suwa pogryza liść trzciny.

Bezsensowna odpowiedź ojca zdaje się Suwie tak głupia” strasznie głupia. aż trzeszczy.wtedy trzeba by dać z piętnaście. kram zamknięty i zbliża się pora roku. aż się chwieje w chacie słomiana zasłona. więc każe jej zbierać grzyby i te także niesie do wsi. na wierzch koszyka pełnego grzybków rzuci i niesie koszyk do chaty. wraca zawsze z oddechem przepojonym sake. . Przyszedł Góisfci Lud i łypie do środka. Ojciec chce ją spoliczkować. myśli Suwa. Znużyło Suwę czekanie. Gdy ojciec sprzeda dobrze węgiel drzewny czy grzyby. tak to jest. chodzi Suwa na grzyby. najwyżej sześć senów. Jeden worek węgla. że wypluwa liście trzciny i wrzeszczy: . Ciemno się zrobiło. tylko że . na spróchniałych pniach drzew. W taki dziwnie cichy wieczór niechybnie dziwy jakieś dzieją się w górach. Ciemność zapadła zupełna. a z daleka wyraźnie słychać śmiech Górskiego Luda. Polała ciemny ryż zupą i zjadła.To już lepiej sczeznąć . ale zaraz ją opuszcza.zostaje sama. Nie ma mowy. a to znaczny wydatek. Za mokre i śliskie małe grzybki nameko dają na dole dobrą cenę. a tu to chwila odsuwa ktoś słomianą matę u wejścia i zagląda. Tengu z długim nosem rąbie drwa. że śpi. jakby kto soczewicę płukał i grzechotał ziarnkami. przewiązała papierową wzorzystą przepaską. a czasem kupi córce papierowy portfelik z lusterkiem albo co innego.wicher. A rosną one zwartymi koloniami wśród paproci. jak wpada coś białego.. Suwa na dzień cały zamknęła się w chacie. Można by kogo nająć. że Suwa rozdrażniona jak osa. choć nieczęsto to robi. miga w izbie raz i drugi. zielonego mchu nazbiera. niedługo będzie pewno kobietą. kosztuje pięć.Ducny! III Minęły Zaduszki. może nawet dwadzieścia senów. tym razem jej daruje. któ rej Suwa nie znosi. Dziewczynka . a niebo błękitnieje. zasypia przy palenisku okryta słomianą derką. ale udaje. co go ojciec wypala. Dobrze widzi. żeby starczyło na życie. wiatr ustał.Tak. W świetle dogasającego ognia widzi. . Suwa sama siadła do kolacji. cóż. Kilka razy przez szum drzew przebiły się głosy zwierząt. prezentem od ojca. Rozczesała włosy. Dziś od samego rana hula jesienny . zimno się zrobiło. WreszcIe rozpaliła wielki ogień i czeka. Podnosi rękę. Za każdym razem spogląda Suwa na wodospad. za drzwiami chatki skrzypi. Zasypia. Co kilka dni Ojciec z ładunkiem na plecach schodzi teraz do wsi: sprzedaje węgiel drzewny. jedynego swego przyjaciela. Schodzi więc do wsi u podnóża góry. Jeśli jest pogoda. Ojciec o świcie poszedł do wsi.mówi.

zamacha ogonem. Czuje Suwa cuchnący oddech. Dobiega ją przytłumiony szum wodospadu. Pływa karaś tam i z powrotem nad kotłem wodospadu. Wychynął chwiejnie zza elektrycznego słupa. po co wybiega na zewnątrz. nachylił się ku mnie i krzyknął: . Bawi się. w tej samej dosłownie sekundzie. Czuje chłód przejmujący ją aż do kości.woła niskim głosem.ni. IV Suwa ocknęła się.Słuchaj no. dłuższą chwilę. bo jest małym karasiem. Głodny byłem jak pies. Kilka razy ociera ręką mokry nos. W tejże samej chwili. Boli. Podnosi się Suwa iDyszy Idzie naprzód. czy mam krew na twarzy? Podskoczyłem ze strachu. Zamieć.pojmuje. Wydarzyło się to w dzielnicy Bentencho Ushigome pewne| nocy. Wąsami .bo naprawdę to jest tylko małym karaskiem! Otwiera szeroko pyszczek.. Podnosząc kołnierz płaszcza popatrzyłem w górę: zza ogrodzenia samotnej willi wyjrzały ku mnie białe kwiaty śliwy. Jak to dobrze. ty tam! Powiedz. jakby się nigdy nie miała zatrzymać. I Ojcze! . To za rakami pogo. zagrodził mi drogę. Trzepoce płetwami. Wicher uderza ją w twarz. W końcu rusza energicznie i kieruje się prosto ku wodospadowi. Rozmyśla chwilę. Bezmyślnie klapie na ziemię. tylko tyle. szukając jakiejś jadłodajni. Dnieje. Kołysze się do rytmu.Pierwszy śnieg! . że mężczyzna miał . Wielki wąż! Jest teraz wielkim wężem. I porusza wąsami. myśli. Rozprostowuje nogi. toteż wir w mgnieniu oka porywa go niczym listek.cieszy się przez sen. Czuje Suwa ciężar ciała. Od razu czuje się lepiej. Słychać coraz bliżej szum wodospadu. W jednej chwili włosy i ubranie ma cale białe.Durny! . rusza wąsikami. Przez cały czas huczał gdzieś nad głową. Stuka nieostrożnie noskiem w przybrzeżną skalę.Jestem na dnie wody . na dno nurkuje. Wicher zmiętosił jej ubranie. W mętnym świetle latami spostrzegłem. bezszelestnie sunie przed siebie. Dziewczynka przyspiesza kroku. bezpiecznie i lekko. . na dodatek w kiepskim humorze i zdążałem przed siebie. I tylko czasem macha prędziutko płetwami. Wychyla się Suwa z rozszalałego na wietrze zimowego zagajnika. Nad czymś się zamyślił. to łapie pyszczkiem mech na kamieniu. na powierzchnię wypływa. . wyłonił się z ciemności mężczyzna. Nie wiadomo. to się chowa w przybrzeżne sitowie.woła krótko. Idzie Suwa przed siebie. skacze. dokładnie: w zeszłym roku dwudziestego marca o drugiej nad ranem. Wreszcie staje karaś nieruchomo. Wodospad słyszy teraz prawie pod stopami. myśli. nie musi już wracać do chaty.

obracając nią.spytałem cofając się o kilka kroków.Skądże. jak? Mocne stłuczenie? Z bliska pokazywał mi swoje skaleczenia. czterech czy pięciu! Ja skarżę. Jakaś rada chyba się znajdzie.Sam nie wiem. .niewąskie! . pijany byłem i nic nie pamiętam. Pokaż pan raz jeszcze te rany. . Na koniec jakkolwiek pijany i zaczepny przemówił całkiem rozsądnie. tak! Poważne rany.Lewą rękę wsunąłem w kieszeń płaszcza. Był jak ja w płaszczu i pilśniowym kapeluszu.. i nie puszcza. nie chcę się tam pokazywać. Ale kiedy się zabierałem do odejścia.odparł nieznajomy . Bo mógłbym mieć kłopoty w pracy. O.mieszkam tu blisko.Naturalnie.Racja. Zęby się nie chwieją? . trzeba zrezygnować. Z rozciętych miejsc monotonnie ciekła mu krew na kołnierz. chcąc nie chcąc. .W porządku. tam jest posterunek.spytał . a może czymś innym? . żeby strażacy czy tam jacyś inni człowieka bili! Będziesz moim świadkiem. że nie ochłonął jeszcze ze wzburzenia po niedawnej pijackiej burdzie. Do czego to podobne. w prawo i w lewo.na prawym policzku świeżą ranę zadaną wyjątkowo silnym ciosem. . a ja siląc się na spokój.. prawą trzymałem pijaka pod brodę. .Pomacał językiem. . ciągnie. A tu raptem mężczyzna chwyta mnie za kołnierz. Z dala błyszczały światła posterunku na Ekicho. a ty będziesz moim świadkiem. . a pod nosem i koło ust jeszcze dwa zadraśnięcia.O tak. pijany byłem.O. .Nie puszczę! Ja chcę wnieść oskarżenie! Bo pobili mnie strażacy. jak Ickarz dokonywałem oględzin.tak szybko? A co ja powiem szefowi.Odchodzisz . .. Mogę najwyżej zaświadczyć. Głowę trochę wyżej.Nie. Bo z jego zachowania wyczułem. jak wrócę do sklepu? Po tych ranach pozna przecie. nie będę.Nie. .No. Czy ktoś pana pobił? .Tak prawdę mówiąc .Koło warg rozcięte. ja niczego nie widziałem! I czy to przypadkiem nie pan zaczepił tych strażaków? . -Niemożliwe. więc się bez ustanku ocierał. ponownie chwycił mnie za klapy. na dół i do góry. omal mi go nie urwie. że się biłem. Co za łotry! Ta rana na policzku pewnie zadana końcem kija. . puszczaj pan! . . żeś pan został mocno poturbowany.No. Cóż. .

Chciałem wreszcie odejść..Brutal! Puść. . i już mnie dusić zaczyna. . ale gość trzyma mocno.Chcesz mi pan dać ten banknot? Nie. . Podałem mu więc rękę. bo ja się na ciebie poskarżę. .. . Bo ja się nie dam obrażać. Jak pan wrócisz. wiatr cię owiewał.Czekaj.Znowu?! Nie mówże tak! . bo ten usiłuje mi wcisnąć jakieś pieniądze! Cofam się. pan lecisz i koziokujesz! Spadłeś.To masz.Teraz jestem zmuszony pijaka uspokajać. Gość nadął się. tak. że jest slimy. stuka o bruk. przepraszam. . Myliłem się. Wyjmuję.Puściłem brodę pijaka i dodałem jeszcze: Pamiętaj pan i koniecznie powtarzaj. biorę! . I rozciąłeś sobie policzek. powiesz szefowi. Usiłuję się wyrwać.Czekaj! . Chwyta mnie za klapy. w ciemności.Tak. . patrzę: banknot pięcioyenowy...To dobrze. . Wezmę jutro rano.Co.. żeś mnie pobił! Widzę. jedna z monet spada. Teraz natręt jedną ręką przytrzymuje mnie. już biorę. . Znalazł. Aż tu raptem tramwaj skręca. kto wic. . Jak to bywa zwyczajem pijanych. prosto na kamienie wykopane z trotuaru. Dzięki ci. który tymczasem upadł. to miedziaki! Spiesznie chowa drobne do kieszeni. wymienić chciał uścisk dłoni. drugą szuka po ziemi. przestań! Co robisz?! . a . żeś pijany jechał tramwajem. .Bo nie bierzesz. nie. idziesz już? Jakby.nigdy nic? Sądziłem.Przestań. ale może ci się uda. tak powiem! .Wprawdzie wygląda to trochę gorzej. Mężczyzna podnosi banknot.O. by odtrącić jego rękę i uciec. Mężczyzna dogonił mnie. Mądrala z ciebie. zadyszał i chwiejąc się na nogach splunął przed siebie. wyciągnął tylko rękę. powiesz. wsuwa mi coś szybko do kieszeni płaszcza. żeś był pijany i że spadłeś brodą na dół. . ogląda w świetle latarni. stał na stopniu bez trzymania. ‘Kiedy uśmiecham się z przymusem i wypatruję chwili. bezczelny! Ej.Kładę pieniądze na miękkim rondzie jego kapelusza. zaczyna tarmosić. wyciąga coś innego. wpycha mi do kieszeni.No to wszystkiego dobrego! . ale nie. że zamierza mi towarzyszyć.Aha! Dobra.

stawiam ci . o tale. który wziąłem.zróbmy tak: kupię jutro ciastek czy czego innego i przyjdę ci odwiedzić. Numer 37. O mnie zaś. . Mężczyzna patrzy chwilę podejrzliwie. ale cóż za skromne wymagania! Startuj w przyszłość.Podaj mi swój adres. Ja tu wprowadzę innego ducha.mówię . Tylko weselej.Bo ty się wyłączasz ze świata.Dobra.wygląda groźnie. alienujesz. żeby prowadzić takie nieustabilizowane życic. odechciało mi się teraz szukać jadłodajni. tak że się tylko w pośpiechu umyłem i wyszliśmy. . Z cukierni wróciliśmy do mego pokoju i gadaliśmy do wieczora. który się imałem przygodnych zajęć. Obrócił je podszewką na wierzch i powiesił na kołku.Jestem przy forsie.powiedział. Pracował teraz na giełdzie z ramienia firmy Yamakanai.Dobra myśl! . na przykład drukarskiej korekty. Co do mnie.Nie zapomnę.Wobec tego ... u pana Ishikawy Zaginam palcami banknot. palił mnie i gnębił. mój kolega ze studiów. powiem. Więcej humoru. .ma Junkichi. Nie zapomnij o ciastkach. Zobaczę się z szefem. .. gdzie zazwyczaj sterczał kapelusz. to na dwoje składam. że przyniosłem ci ciasteczka. banknot. przy okazji mogę opowiedzieć co trzeba o tramwaju. że dla kierownika. W rezultacie nie .Jestem Murayama Junkichi. . Akurat wpadła mu gotówka i chciał m>nie zaprosić na obiad. Powiesz. Niecierpliwie mnie popędzał. Zadowolony Murayama oddala się wreszcie chwiejnym krokiem.nawet o zawód. Nie chodzi tu . być wesoły? . z życiem! Nie. z humorem! Pewnego razu przyniósł skądś krótkie damskie kimono z czerwoną jedwabną podszewką. Poszliśmy do cukierni „Beniya” w dzielnicy Kagurazaka i napchaliśmy się do syta.. Tawa odwiedzał mnie zwykle kilka razy na miesiąc i zawsze opowiadał o kombinacjach na giełdzie. Murayama. i staram się zapamiętać: u pana Ishikawy.I napastnik na powrót przybiera pozę nieszkodliwego pijaka. . tak ni stąd. mawiał tak: . nie bardzo mu się udawało mnie rozruszać. u pana Ishikawy. ni zowąd. choć trochę będzie tu weselej! . że bez kija nie przystąp. U pana Ishikawy. Wczesnym rankiem odwiedził mnie Tawa Yasuo. wreszcie bełkotliwym głosem mówi. dobra.Któż to widział. . to na czworo. Adres: Tsurumakicho numer 37. Muraya .Weselej? Jakże mogę.

WP Murayama Junkichi Dziś rano niespokojny o twe zdrowie.. Wypada cię odwiedzić choćby dziś. Jak tyłko znajdę trochę czasu. na koperty.spełniłem swojej obietnicy i nie odwiedziłem Murayamy J unkichiego. w dodatku nieszczęśliwie. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia. Więc zraniłeś sobie tak boleśnie wargi i policzek. Tylko że nie zdołałem długo utrzymać tych pieniędzy. żeby kupić haczyk na ryby. że w każdej chwili mogłem Murayamie zwrócić dług! Uspokajałem się od razu. a przecież nie przejmowałem się tak jak teraz. tak że muszę zrezygnować. Najbardziej boję się dla ciebie ropnego zapalenia. nie mogłem. wiatr cię owiewał. Wtedy pośpiesznie podskoczyłem. Bo przecie ostatnio tak gwałtownie skaczą ceny akcji. zapytałem o adres. nie czułem wtedy potrzeby odwiedzać tego faceta ani oddawać pożyczki. W ten sposób przez szesnaście dni. czego gorąco ci życzę! 21 marca wieczorem. bez żadnego oparcia. na naprawę moich drewniaków. ale jak powiadam. Choć powinien był zwrócić ci uwagę. A kiedy Tawa czytał wieczorną gazetę.yenowym. a on nawet nie przyhamował. a on zupełnie nie uważał. Cóż to za numer z tego motorniczego I Mogłeś się zabić. A co do wczorajszego wypadku. wszystkie pieniądze otrzymane tej nocy rozeszły się: na papierosy. nim tramwaj wziął zakręt. niezawodnie cię odwiedzę. Tymczasem uie: stałeś na stopniu. bo akurat prowadzono roboty drogowe. Bo każdego dziesiątego musiałem zapłacić dostawcy ryżu i innych podstawowych produktów. to zawinił konduktor. Jako mały chłopiec zwędziłem kiedyś pieniążek sprzed posągu Buddy. żeby przyjść ci z pomocą. o ciastkach. miałem więc trochę gotówki. Przyszedł mój przyjaciel i musiałem zostać w domu. Dwudziestego szóstego każdego miesiąca otrzymywałem pensję. bez dwu zdań! Ty byłeś całkiem pijany. Minęło kilka miesięcy. spadłeś głową na dół. Absolutnie potępiam ten niehumanitarny czyn. chciałem cię odwiedzić. Daruj. jestem zajęty różnymi sprawami. Wybierałem zatem jak najnowszy banknot pięcioyenowy i wkładałem go do stojaka na pióra na środku stołu. na kolacje. ja pisałem list .. Więc gdy myślałem o banknocie pięcio . jeśli sprawiłem ci zawód. Uważaj więc na siebie. Bo szczerze mówiąc. Kiedy tramwaj nagle skręcił. które obiecałem. więc właśnie naradzamy się nad tym obaj z przyjacielem. wobec czego poprzestaję na liście.ekspres do Murayamy. tak. dyskutuję tu z moim przyjacielem nad problemami giełdowymi itd. Wracaj szybko do zdrowia.. prosto na płyty chodnikowe. Nie gniewaj się. Nie podpisałem się jednak ani nie podałem adresu. czułem się gorzej niż złodziej. aż do popołudnia dwudziestego szóstego . niestety.

O.Pan po raz pierwszy? . a ja ciągle odkładałem i wyjmowałem banknot ze stojaka.. Ale kiedy go wydałem. U pana Ishi kawy.. takie jak ja. Trafiłem od razu.tam! Powiedz.Dziesięć yemów. trząsłem się ze strachu. ty . stoi Murayama Junkichi pod drzewem. jeśli się do tego stopnia zamartwiałem. nie oddałem Murayamie pięciu yenów? Cóż. . że jest kierownikiem.może mi da i dziesięć yenów? A miałem na sobie zeszłoroczne palto. Lecz z drugiej st rony nie oddane uparcie mi ciążyły. trzeba mieć się na baczsności.Mówiąc to rozpinam guziki. i inne. tramwajem nawet jeździłem na gapę. Tsurumakicho 37. W sklepie nie było jednak Murayamy. ot co. Tak było właśnie z pieniędzmi Murayamy: należały do tej drugiej kategorii. Dom Murayamy Junkichiego. chwieje się na nogach.-” Widzę JUŻ płot na Bentencho. . Oto sklep Ishikawy. lecz innej są natury.. Tak. Tym bardziej że ten cały Murayama fco taki brutal. Wynosić mogą tyle samo. Przekraczając próg uświadomiłem sobie. zagrodzi mi drogę.w stojaku na pióra . tylko jakiś starszy tęgi mężczyzna. czy mam krew na twarzy?. Więc niby przyszedłem dać w zastaw jesionkę i usprawiedliwię się pokrótce. Potem pozostanie oddać tylko te pięć yenów. zza płotu powiewa gałęzią biała śliwa. wyrzuty sumienia milkły. kiedyś w miejskim szalecie na skrzyżowani u lidabashi czułem nawet na szyi jego ręce! Zdawało mi się także. jak się dzielnie pozbywam okrycia. jak w zeszłorocznym liście. że widziałem w gazecie wzmiankę drobnym drukiem o tym wypadku. A nuż wychynie z ciemności.banknot. zmierzył długość. które się zwraca. który zwrócić miałem Murayamie! Rok upłynął. wie. Z pogardą wziął moje palto.Tak... kto pędzi życie. dobrze się złożyło. ~ Ile pan by chciał? . na koniec sprawdził zakład z tyłu. I wy^-ciąga zakrwawioną rękę. więc pewnie tutaj. bez wątpienia. głupio się zachwyci -. Mówił mi Murayama. . obejrzał podszewkę. żeby się nie spotkać z Murayamą. Trzymał akurat w ręce staromodny aparat i fotografował stojące na stoliku kamelie.Chciałbym dać to w zastaw. że to lombard. . których się nie oddaje. przetarte brzegi mankietów i zasępił się. jakby go te oględziny zasmuciły. innej. Póki banknot leżał spokoju.żyłem w nieustannym lęku. I wreszcie sięgałem po banknot zatknięty . Albo dusi mnie za gardło. „Słuchaj tfio. że Istnieją długi.Dzień dobry! . A nuż mnie chwyci znienacka i zacznie dusić? Czemuż zatem. w każdej chwili! Tylko że ja teraz nie mam już tych pięciu yenów. Łapie mnie Murayama i nie puszcza! W każdej chwili muszę mieć pieniądze przygotowane. On zaś ujrzawszy.

każda po swojemu. powiedziałbym. Nie zauważyłem nawet. ale aż dziesięć? . I dowiedziałem się z kolei.Ależ ja na pewno wykupię je z powrotem. a mocno upudrowane kelnerki zdążyły się upić. Teraz już. jak to on. W każdym razie z humorem. Na plecach wyblakły. rozglądając się po otoczeniu. z żółtymi zębami. jak to on do mnie zwykł mawiać: „Wleciało mi co nieco przed kilkoma dniami. .Płaszcz jest mój. i mankiety przetarte. Wyszedłem stamtąd dobrze pod gazem.bashi.Jestem przy tym przyjacielem kierownika Murayamy. znowu coś wyprawia niedobrego. Jakież się ostatnio zrobiły eleganckie! Następnie udałem się do restauracji w pobliżu Edogawa . kiedyśmy się spotkali. . ~ Bo to i dół. kiedy zapłonęły latarnie. Trzy z nich przedstawiały piękną dziewczynę naturalnej wielkości z opadającą . podobny. Przecisnąłem się przez obcy tłum na wolne miejsce i piłem dalej. Dziesięć! „O.Dziesięć? Nie. dlatego pewnie zacząłem go traktować lekceważąco. Niech się pan tak nie wyraża o moim płaszczu! . i że zniknął zabierając z sobą całodzienny utarg. dopóki go nie oddam. Mężczyzna w obu uszach nosił watę. zmieniłem loical na inny. Zamówiłem kawę i słodką soczewicę. Nie zastałem go jednak. jakby nie było.Nie ma? A gdzie jest? . Wisiały tu rozklejone na ścianach i oszklonych drzwiach cztery śmieszne plakaty z reklamą piwa. Gdyby był. jego dawno tu nie ma! .No dobrze. Tak. daleki od myśli oMurayamie. ja ci dziś funduję.. siedziała brzdąkając na lutni. Siadłem sobie wygodnie i grzejąc nogi o stojący w kącie gazowy piecyk. paląc zwędzone gościom papierosy i napełniając kieliszki. Zwyczajna konfekcja.Gdzie? Skądże mam wiedzieć? Pewnie. że Murayama nie wrócił do domu od czasu pamiętnej nocy. przyglądałem się wchodzącym I panienkom z obsługi. z życiem!” Na początek wszedłem do kawiarni na pięterku. W rezultacie dołożyłem jeszcze do płaszcza zegarek i wziąłem dziesięć yenów. nie boję się Murayamy ani trochę! Bo czy nie okazał się o wiele gorszy ode mnie? A mnie się właśnie trafiło jak ślepej kurze ziarno! Poszedłem do cukierni „Beniya” w dzielnicy Kagurazaka i zatelefonowałem do Tawa Yasuo. bawełniany melton niszczy się szybko. Jedna z nich. Krążyły teraz. tyle nie mogę dać.

Hej.na uszy falą włosów.Dokąd pan idzie? .Podrywam się do biegu.zawołałem wychodząc. Dął zimny wiatr.Gdzie pan idzie? ~ Czy się pan z kimś pobił? Raz jeszcze twarz ocieram. .Im więcej piję. cóż widzę: mur wysoki. Potykając się zająłem miejsce i zamówiłem kolejkę.Hej. Niewąsko miałem w czubie. jak się sobie wydawali sympatyczni. Stoi tam tylko sierżant. kiedy się przeniosłem w inne miejsce i chwiejnie wtoczyłem do środka. a stukot moich drewniaków na niepewnych stopach ¡niósł się tak.Ale im bardziej pijany.Pijany jestem.. dzielnica Bentencho Ushigome! A przede mną wyrósł siup elektryczny i ani drgnie! . Co za wesołek z niego! Roześmiałem się na całe gardło. o nie! Toteż polubiłem go. W tejże chwili rozległ się obok gruby głos: . lecz krwi nie ma. że pomyliłem talerz gorącej. zamówionej dopiero co zupy z popielniczką. że śmiał się ze mnie pijącego tani trunek.. Na dodatek każda z nich podawała mi pienistą szklankę piwa. jakby kto walił w bęben. I oto tam. Przy tym niewiarygodne. znad którego wyzierają białe kwiaty śliwy.. . Odwracam się. nie ma nici . gdzie powinien by stać policjant.Wracaj pan szybciej do dornu! . krzywiąc się w uśmiechu. W barze było pełno i jak zawsze w podobnych okolicznościach najbardziej pijani perorowali nagłośniej. Jestże coś śmieszniejszego? Wówczas byłem już tak pijany. że to patrol policyjny. tym jestem trzeźwiejszy! ~ mruczałem. Na pustej ulicy wszystkie drzwi już szczelnie pozamykano. A równocześnie znika ml sprzed oczu mur i białe kwiaty śliwy.Jestem najbardziej pijany w całym Tokio! . stał w dziwnej pozie. . tym trzeźwiejszy!. za szybko pozbyłem się płaszcza.. . . . . To on mnie wołał. ty tam! Serce przestało mi bić. czy mam krew na twarzy? ~ mówię i otwartą dłonią ocieram policzek. nie pamiętam. ty tam! Stanąłem.Słyszę pytanie.Ol. . Wszystkie trzy piękności patrzyły wprost na mnie i uśmiechały się bez przerwy. Źle zrobiłem.. Nie myślcie jednak. i słup elektryczny.Powiedz. Jestem kierownikiem lombardu. To głos sprzed roku! To Murayama Junkichi! Po chwili domyśliłem się.. Na czwartym plakacie był Pierrot. .

Im więcej piję. tym jestem trzeźwiejszy! Co mnie będziesz straszyć. I krzyczę: . wszystko było grą wyobraźni. pokaż mi się! . Zwycięskim krokiem. łapiąc równowagę i pokonując mdłości. i ten słup elektryczny. ruszam w stronę domu. i biała śliwa. przez cały rok podsycanym w sobie złudzeniem.Pojmuję wreszcie jasno. Murajama! Nie boję się ciebie! Wyłaź. że i płot. Rozumiem już. że nie jestem Murayamą Junkichim. na słabych nogach.

przynajmniej tacy. Powieki mi ociężały. Tamte włosy. v/tedy gdy szedłem do pracy. zawsze w czasie mojej nieobecności. trafiliśmy na ludzi nieuc2ynnych i złośliwych. Miała piękne gęste włosy. a potem razem pojedziemy dalej. Mieszkańcy mojego bloku wyszli wszyscy do pracy i dom jak wymarły.Kobiece. co nas pozostawią w spokoju. Wyjąłem z szafki buty i zauważyłem raptem. gdziekolwiek zamieszkaliśmy. Na nieszczęście . Choć umówiony byłem z adwokatem Akiyamą na miejscu. Nawet ja niczego nie podejrzewałem. było źle. Shizue miała z natury niezwykle łagodne usposobienie. że to już.. falujące i połyskliwe. Pojawiał się jak duch. jak szarość przybrudzonej bielizny. a teraz dopiero dziesiąta. Złożyłem wargi i dmuchnąłem. ale teraz. że w dzisiejszych czasach nic takiego się nic zdarza. gdzie zamieszkaliśmy wkrótce po ślubie. ale przecież gdzieś na świecie istnieć muszą ci dobrzy. A wszystko dlatego. Godzina odwiedzin diabła była ściśle określona. jedwabiste. myśląc. Z mego mieszkania przy dworcu Shibuya jedzie się tam metrem piętnaście minut. Pobraliśmy się. Już od pół roku wiedziałem.myśleliśmy . nawet niekoniecznie dobrzy. obejmowałem. gdy pomyślę. Przy linii Yamanote . że będę musiał tam pójść. Ale aż dziwne. za chwilę. jakby pod brzemieniem nie jednego. Tam..myślałem patrząc niegdyś na nie.myślałem . a kilku ciężkich pukli. dzwio.pokoi do wynajęcia na takich samych warunkach jest całe mnóstwo. Czasem niemal mnie to irytowało. że na samym czubku jednego z nich kołysze się długi włos. nie mogę sobie miejsca znaleźć. wydawało się to dziecinnie łatwe. . włos spłynął na podłogę. Przyglądałem się długo. Tuliłem się do jej włosów” pocieszałem ją. w Shinagawa. lecz jego blade zimowe promienie są jak języczki mgły. pełne światła. Dobrze komu mówić.. Sytuacja taka powtarzała się wielokrotnie i wielokrotnie zmienialiśmy lokum. Nie do . nieprzeliczone. Przez szybę wpada poranne słońce. jak są piękne.Fukazauja Shichiro Apeniny w świetle księżyca Powinienem być tam o pierwszej. Tamtego dnia Shizue płakała. . nieprzebrane. zmienię chyba plan i pojadę wpierw do jego biura. To niedaleko parku Hibiya. gdzie nikogo się nie zna i nawet sąsiadowi nic trzeba mówić dzień dobry. aby wspólnie zrywać kolejne kartki ze smutnego kalendarza naszych dni.ni ciszą.. Najlepiej by było wyjść z domu... Tym bardziej w Tokio.mieszkamy v/śród ludzi niegodziwych. że w nasze życie wtargnął diabeł. Nawet w kontaktach ze raną nigdy nie potrafiła dać wyraźnie twierdzącej czy przeczącej odpowiedzi.

Znaleźliśmy domek. Podjudzane przez dorosłych dzieci wrzucały do wnętrza domu kamienie. która miała połączenia autobusowe z dworcem Shibuya. że złośliwości otoczenia nie ustawały. Włosy jej falowały. przechyliwszy się przez płot. Choć nie wybrałem żony sam. Policjant przyrzekł zająć się tą sprawą. A patrzył tak. że to diabeł zawinił. nie wiedząc o tym. bo nim wyszukaliśmy odpowiednie miejsce. Spostrzegłem. że płacze. Kobieta jest jak dziecko! Pozostawiona samej sobie płacze! . niedaleko są pola uprawne. Poszła więc na posterunek. a wyswatano mnie. ale skończyło się na obietnicy. że przeniknąłem ją do głębi. Spędzaliśmy tam miodowe miesiące i czas powinien nam płynąć przyjemnie. ale ona nawet się nie odwróciła.tyle tylko przebiegło mi przez myśl. jakbym był przestępcą albo i czymś gorszym.pomyślenia w najgorszych snach! Na początku mieszkaliśmy w domu oddalonym o piętnaście minut drogi na północ od dworca Higashinakano przy linii Chuo. do którego miała dobry kawał drogi. Minęło chyba z półtora miesiąca. znowu postanowiłem się przenieść. Zbliżyłem się i położyłem jej rękę na ramieniu. Shizue zrobiła to pierwsza. Minęło kilka dni i zaczęliśmy mówić o przeprowadzce. kiedy pewnego wieczora. nachalnie zajrzał mi w twarz. W sąsiedztwie stało tylko parę oddzielonych ścieżkami domów. a kiedy Shizue chodziła po zakupy. znałem ją całe pół roku i pochlebiałem sobie. A ja. a nasz znajdował si^ jeszcze bardziej na uboczu. zastałem Shizue w kuchni. jak tylko Shizue wspomniała o zmianie mieszkania. ludzie jej dokuczali. Shizue wolno się odwróciła i przytuliła do mnie. ale Shizue czuła się jakoś źle. Wracałem kiedyś z biura. jak mówiła żona. Przyczyną wszystkiego był diabeł. Po zastanowieniu ja również to spostrzegłem. Nie minęło nawet trzy miesiące. Na posterunku. Ponieważ takie incydenty się powtarzały. do którego z dworca Kichijoji jedzie się dwadzieścia minut autobusem. Lecz i tutaj nie było nam dane zaznać spokojnych dni I tutaj. biegły za nią wymachując kijami. Piękne były te włosy ~ je szcze tera?: czuję ich delikatny dotyk na powiekach. Zamieszkaliśmy z kolei w dzielnicy Wakabayashi. z ochotą przystałem na jej propozjcję. ~ Dobry wieczór! . rozmawiała całe dwie godziny z policjantem. Przyczynę tego zrozumiałem dopiero później. Że podobno ludzie patrzą na nas jakoś złośliwie. a powietrze doskonałe. Czas dłużył nam się niewypowiedzianie. wróciwszy z pracy do domu. prosząc go o pomoc. kiedy ponownie zaczęliśmy myśleć . Shizue twierdziła. upłynął cały micsiąc.zawołałem raźnie i głośno. Bo któż mógłby przypuścić. Sąsiad z domu obok.

Sam kraniec Tokio. Krótko przed przeprowadzką przyjechałem tutaj i „dolne miasto” od razu przypadło mi do serca. z miejsca zaprzyjaźniłem się z mieszkańcami sąsiedniego domu. gdzie osiadły same rodzimy robotnicze. Pośrednik zajął się też rzekomo wyszukaniem czegoś dla poprzednich lokatorów.w ciągu trzech lat dziewięć razy zmienialiśmy miejsce pobytu. Aż trudno uwierzyć. talerze.pracowało w pobliskiej fabryce. żc taka przyjaźń jest możliwa po jednym spotkaniu. Od tego czasu zapanowała między nami przyjażń większa niż w rodzinie: wspólnie korzystaliśmy z obu mieszkań. mydelniczki czy sandały. jeśli tu zamieszka. Ci z te . Kamata . . Rodzina ta liczyła siedem osób. blisko morza. musiała opowiedzieć mi wszystko od razu.wiadomo. dowiedziałem się właśnie dzięki państwu Sugimura. wędrowały z . że nigdzie miejsca dla nas nie ma. Oimachi. przeszła do tematów rodzinnych i nawet pokazała mi listę codziennych wydatków.osiągnęliśmy cci. Matka. i zachęcała do pośpiechu. w tym dwoje dzieci. Po pierwsze.wszyscy oprócz matki . gdy już sobie myślałem. nie z wyrachowania. Grupa około dwudziestu baraków. Czworo dorosłych . Zapewniała.renu depresji ani trochę nie przypominają czcigodnych matron przy linii Yamanote. dostaliśmy dzięki pośrednikowi mieszkanie na Minamisuna pod numerem dziewiątym. Następnie była Jiyugaoka. z jakimi żeśmy się nigdy dotąd nie zetknęli. mysz zawsze potrzebną dziurę znajdzie . wygląda z daleka jak jeden długi budynek. Jednakże dzięki cudom dokonywanym przez pośrednika . rodzimą Sugimurów. a i różne drobiazgi. Zmuszony byłem przyjąć zaproszenie na kolację. jak naczynia. mieszka się przyjemnie. Bloki mieszkalne otaczają fabryki. Może wreszcie ja i Shizue zaczniemy nowe życie wśród ludzi prostych. tereny depresji. zachęcając.zapewniał pośrednik. Wreszcie. Zaraz pierwszego dnia zostałem u nich na kolacji.oucieczce stamtąd. że ceny towarów są taiskie. Minamisuna numer dziewięć! Teren deprcsji: Tutaj udało mi się z pomocą sąsiadów poskromić na jakiś czas diabła.Ludzie tutaj . który nas prześladował. w południowej dzielnicy Koto leżącej na terenie depresji.są bardzo serdeczni. Sam się pan przekona. choć widziała mnie po raz pierwszy: zaczęła od historii ewakuacji w czasie wojny. To jedna wielka rodzina. osoba gadatliwa i poczciwa. Baraki stanowiły własność znajdujących się obok nakładów metalurgicznych i w myśl surowego regulaminu mieszkania przeznaczone były wyłącznie dla pracowników. Dzielnica Namhokucho numer dziewięć. choć w rzeczywistości jeden od drugiego znajduje się w pewnym oddaleniu. by ustąpili nam miejsca. z prawdziwą sympatią . Sprowadziliśmy się zaraz następnego wieczora i zaprosiliśmy sąsiadów. Jest to dzielnica fabryczna. A o istnieniu diabła.

wyglądało o wiele ładniej. częściej się śmiała. U nich mieszkała liczna rodzina i sprzątało się rzadko. jak to u nowożeńców.Przed jego śmiercią. gdzie mieszka tyle osób. stała tylko szafa na ubrania. Uważałem. że u sąsiadów. mniejszym. który nazywał się Tama? . w czym pomagał nam syn sąsiadów. źe przyjechaliśmy tu trzeciego października. szczególnie dla nas.Rzeczywiście ~ przyznała. Tam używano żarówek sześćdziesięcio . Bezmyślnie powtórzyłem: . u nas wszędzie płonęły setki.Mamo. . . co tu mieszkał przed nami.domu do domu. w drugim. Mniej więcej od września zwykle zaczyna się burzliwy okres. A ja wychodząc z biura żartowałem: . Zabrzmiało to zabobonnie i drażniąco. . Chwilę potem patrząc na olejnego kota czarnobiałe łatki rzekł: . Toteż za każdym razem przekraczając próg mówili . spójrz.Jakże w tym domu jasno! Nie przywiązywałem do tego wagi. co tu mieszkał. Matka przyjrzała się kotu. a ten rok obfitował wyjątkowo w tajfuny: cztery bardzo silne i więcej niż dziesięć mniejszych. że temat mieszkamia stanowił już tabu. Po kolacji pani Sugimura i jej dziewiętnastoletni syn przyszli do nas na pogawędkę.. drugi na cztery i pół. nie żyje? Chłopcu zalśniły oczy. czasami dyskutowały z panią Sugimusa o polityce. zapamiętałem. tylko że przed jego śmiercią kot gdzieś zniknął. cały dzień dął silny wiatr. Ten. jest bardzo wesoło. a nasze mieszkanie.Oczy ma podobne. Tajfun szesnastego października był raczej niegroźny..Mieliście kota. . bo przeszliśmy przez tyle pokoi.tak więc ta noc przypadła pewnie na dwudziestego pierwszego. Shizue i ja używaliśmy pokoju o sześciu matach jako sypialni. jeden na sześć mat. Domy państwa Sugimura i nasz były idontyczne: kuchnia i przedpokój tej samej wielkości oraz dwa pokoje. jak ten kot przypomina Tamę.Czas wracać do Utopii! Minęło tak prawie dwa tygodnie. chociaż tamten nie był taki ładny. pod wieczór się uciszyło.spytałem. mówiliśmy o filmach i podobnych rzeczach. W ciągu następnych kilku dni panowała piękna pogoda . Tego wieczoru postanowiliśmy przyozdobić ścianę w małym pokoju obrazkiem kota. a chłopiec odpowiedział: „Miał takiego dziadek. bo szesnastego nadciągnął tajfun.i czterdziestowatowych. Shizue była pogodna. Naraz chłopiec powiedział coś zaskakującego.

że coś mnie musnęło po twarzy. Mucha. Nie opuszczały mnie. To nie mogły być jej włosy! Patrzyłem z natężeniem. zwykła rzecz. by dowiedziała się o tej historii żona. W pełnym świetle rozejrzałem się za natrętami. cienkiego jak włos. któż to pobrudził ściany?! Całe w czarne cętki. Kiedy to usłyszałem. Ogoniłem się ręką. t yle much. Spojrzałem na Shizue . Nie wiadomo co. Długo nie mogłem usnąć. Dzieliło nas dobre pól metra. Oganiałem się i oganiałem. Coś podobnego! Więc jednak nic nie wie. Ach. Czułem wyraźnie. Może nic nie słyszała? Nie wytrzymałem. Zbytnio jestem przewrażliwiony . . A jeszcze przedtem zmarła tu młoda dziewczyna. czyś słyszała o małym pokoju? Odpowiedzi nie było. jakie to będzie dla niej przykre. nie mogły to być przecież włosy Shizue. . Ale to. Poruszyła się. odleciały. Shizue wyszła akurat do drugiego pokoju i nalewała herbaty sąsiadce. Ja wam pokażę! Zabiję! ~ pomyślałem. Krzyknąłem przeraźlwie. Uspokojony zdrzemnąłem się. dlaczego ciągłe wracały? Pojawiła się i trzecia. że nie chcę o tym mówić. która pewnie posłyszawszy. jakby nie było innego miejsca! Jakie dokuczliwe i natrętne! Usiadłem i włączyłem po omacku lampę. Poszliśmy spać około jedenastej. Zbudził się we mnie gniew. tej zaś nocy położyliśmy się w ciemności. Choć nasze posłania znajdowały się jedno obok drugiego. Siadło mi na czole. więc matka i syn zrozumieli.była całkiem spokojna. Nie żyją! W małym pokoju! Jeśli Shizue się dowie. . poczułem się trochę nieswojo. po chwili były z powrotem. Patrzę na sufit. Zobaczyłem muchy. Minęło kilka czy kilkanaście chwil. Zmarł. wąskiego. co już powiedziano. odwróciła się i oświadczyła: ~ Nie ma o czym mówić. Cały sufit jak w ziarnkach maku.pomyślałem.Shizue! . Choć niczego po sobie nie pokazała. było przyzywaniem diabła. Znieruchomiałem. Dwu poprzednich lokatorów zmarło.Shizue.. To na pewno nie sen. Muchy złośliwie krążyły mi po twarzy. Tam też czarno. jakby zachlapane tuszem! Kiedy szliśmy spać. Coś żywego.Budzę żonę.przerażający. Spała. Nie podtrzymałem tematu. Tej nocy pojawił się znowu . tyle. Rozmowa się urwała. .W tym właśnie pokoju umarł. Wpatrzyłem się w ciemność. Otworzyłem usta do krzyku. o czym mowa. Zwykle zostawiamy małą dwuwatową lampkę. nie chciałem ponadto. były przecie białe.Ciągle tutaj. bo chorował. Obok druga.

.śpiewają: -”Powierz wichrom swą łódź. więc pewnie się pan przestraszył? Proszę.Straszne muchy! Wyszła v/tedy do mnie pani Sugimura i śmiejąc się powiedziała: „No tak. Jeśli potem dobra pogoda się utrzyma.Skąd się wzięły muchy? .Za dużo ich.spytałem.sposobu.z całego Tokio. Właśnie zakładamy siatki. . Nie rozumiałem. Mieszkańcy tego domu nie byli wcale zaskoczeni. lecz siedziała. W czasie tajfunu wiatr zmiata kurz i pył . Nie ma innego. więc po .Całą noc pomacham packą. Wróciłem do siebie. Za każdym razem stosuje się środki owadobójcze.zawołałem. co ma do rzeczy tajfun. ale ponieważ nie . Na przeciwległy brzeg zatoki wywożą śmieci.Zaśmiał się i podał mi packę na muchy wymachując nią w powietrzu. Taka chmara! Przecież musi być jakiś powód.nic nie daje.Wieszamy moskitierę . Jak to możliwe? Taka niespodziana napaść. . lecą razem z wiatrem. nadawała się tylko do małego pokoiku. Tym razem na korytarz wyjrzał chłopiec. .powiedział pan Sugimura .a że przez cały okrągły dzień podjeżdżają samochody i ciężarówki pełne śmieci. . Wybiegłem z domu. Albo kierunek wiatru się zmieni i owady odlecą gdzie indziej. wstawali. oto środek na uspokojenie.Podniosła się. jak chmura. zajrzałem do przedpokoju . . dezynfekcja taka nie skutkuje.skitierą.Z usypiska. jak tylko spędzać dni i noce pod rozpostartą mo . Moskitierę na szczęście mieliśmy.tutaj tak samo czarno! . lecz rozsypuje się je po wierzchu tej góry nieczystości.Przylatują po każdym tajfunie. Zabijanie.myślałem. ale chłopiec zaraz mi wyjaśnił.Nasi chłopcy . Pozostaje zatem siedzieć i czekać. że mogłem żartować.m człowieku spokoju i opanowania! .Pomóżcie mi! . Nadejdzie zimny wiatr i muchy poginą. śmieci i muchy. powierz wichrom Nambokucho!” Wy to przeżywacie pierwszy raz. zdaje się. Dotychczas much tu prawie nie było. przyleciały. co prawda niewielką. Wszyscy. powierz muchy. rozsunąłem szklane drzwi. Ileż w ty.powiedziałem uspokojony na tyle. zupełnie nie reagując.zachęcałem ponurą Shizue. że pewnie muszą znać przyczynę tego nalotu. . Wtedy właśnie zabłysło obok światło. Teraz mamy koniec października. larwy owadów żyją nadal. Wieszamy moskitiery. a jutro może wezmę sobie wolne? Zupełnie jak ta szarańcza u Pearl Buck w Ziemi błogosławionej . . W takiej sytuacji packa nie na wiele się przyda.

nie mogła tego zrobić. trwożliwie jak zając.Co ci jest? . że napadła mnie nie znana. Z gorąca rozbolała mnie głowa. W pokoju nie było nikogo. Shizue odepchnęła mnie. czekać będę rama. Ta brutalność niemal mnie rozgniewała. Ktoś uderzył mnie nagle w głowę. Nie miałem gwoździ ani młotka i znów pożyczyłem je od sąsiada. jak w hipnozie.zapytałem. Przy zapalonym świetle widziałem. Tak. I był pełen nierozumnej złości. zdecydowałem umocować ją w dużym pokoju. taka delikatna i nerwowa. nieruchomy. czy nie ma kogo obcego. bo i skąd owa niezwykła siła. Czy nie dostałem packą? Ale dlaczego miałaby mnie uderzyć. Oczy. Drżenie przenikało mnie całego. Wtedy właśnie to nastąpiło. Oma.i ja bym lepiej nie potrafił. W każdym razie postanowiłem czuwać do świtu. Ciało pragnęło już tylko zaspokojenia. Wyciągnąłem rękę w stronę uśpionej Shizue. . posłyszawszy. niechby zaświtało.Zastanawiałem się na głos.Czy to ty mnie uderzyłaś? . dokładnie zamknąłem drwi wejściowe. Spojrzałem na żonę: nieruchomym wzrokiem wpatrywała się w sufit. Drżałem. Sprawdziłem. Rozejrzałem się. Pośrodku tej wstrętnej chmary my dwoje obejmowaliśmy się jak para rozbitków na odludnej wyspie. wlepiła w jeden punkt. Niesamowita noc jeszcze trwa! . jakbym się znalazł pośród lodów w sercu zimy. Ostrożnie. przeszedł mnie dreszcz.mógłbym tam spać. wtedy wszystko wyda się inne. niewidzialna siła. I to z taką siłą. stała tu tylko Shizue. . Niespodzianie ogarnęło mnie pożądanie. gotowa jeszcze zemdleć. W tę smutną noc nadeszło gwałtownie i było tak silne. Niczego podejrzanego jednak nie dostrzegłem. wyszedłem na dwór. . Otworzywszy więc na oścież drzwi do kuchni i korytarza. odznaczał się nawet jak na mężczyznę siłą i brutalnością niebywałą .Chciałem spytać Shizue. Nie było mowy o spaniu. jak na zewnątrz moskitiery kłębią się muchy.podszepnął instynkt. Ale nie miało to sensu. W ręku trzymała packę na muchy. że się zachwiałem. Poczułem się nagle bardzo samotny. Krzyknąłem z bólu i odwróciłem się szybko. takiego od dnia ślubu ani razu nie zaznałem. dwa metry ode mmie. Coś mnie tknęło. Pozostaje tylko czekać dnia. Obejrzałem się wkoło. Potem wślizgnąłem się pod moskitierę i znowu położyłem.Gdzie mam wbić gwoździe? . Ale w tejże chwili jakaś dziwna siła podrzuciła mnie w górę. Wziąłem ją za rękę. Moja dłoń nabierała życia. odwrócona plecami. I za nic nie opowiem Shizue o wypadkach tego wieczora. . Niechby już się skończyła ta straszna noc. Cios zresztą nie mógł być wymierzony ręką kobiecą.

Posłyszawszy to. nogi same poniosły mnie w stronę domu. Po czym nisko się ukłoniła. iż nie potrafię jej wybaczyć. ale on przypatruje mi się w milczeniu. jakby nie dostrzegała mojej obecności. uważać pożądanie za błędną ścieżkę? Wszystko możliwe. że postanowiłem zabawić się z pierwszą lepszą. kiedy koło dziesiątej zawiadomili nas. natychmiast przyszedłem. on nad podziw spokojnie i wolno odpowiada: . prawda? Czy wpadła pod samochód? . jak mniszka. Albo oznaczały odmowę wobec moich grzesznych chęci. zawstydziłem się z całej duszy. t3”m bardziej drażnił mnie i gniewał chłód Shizue. o nie. Pożądanie opuściło mnie bez śladu.Proszę. trochę się uspokoiłem. opanowała mnie do tego stopnia. Prawo serii tej pechowej nocy jeszcze obowiązuje. ale Sugimura rzekł: 0Bo wic pan. Rozsuwam oszklone drzwi wejściowe i dziwi mnie trochę widok siedzącego w przedpokoju pana Sugimura. nim ustąpi obfitująca w wypadki ciemność. co robi Shizue. Chcę dowiedzieć się dokładnie. Tylko nie wiem. podniosła się. Zasiadłszy za biurkiem bez przerwy rozważałem wydarzenia minionej nocy. Skończyłem pracę. Kiedy jednak wyszedłem na ulicę. Gorzka świadomość. że pańska żona chora. W popłochu pytam: . Pozdrawiam go. zostaw mnie w spokoju. wyszedłem ogarnięty przemożnym pragnieniem znalezienia się poza domem. chcąc sprawdzić. Zaskoczyła mnie uroczysta atmosfera powagi. Im dłużej rozmyślałem. Jest w szpitalu.Nie. Wstałem. nie czekając.Shizue z taką miną. Do biura przyjechałem o całą godzinę za wcześnie. To nie wypadek samochodowy. Mijam dom sąsiadów. Zerkam do środka.Moja żona jest przy niej. Rankiem. co się stało. usiadła sztywno na piętach i powiedziała: . jej życiu nic nie grozi. Sugimura widząc to mówi: . gdzie pana biuro. ale do domu mi się nie spieszyło. po śniadaniu. z wolna wracałem do Nambokucho.Pańska żona zachorowała. Dziwaczne słowa w ustach mojej żony brzmiały jak nagana. Jak to możliwe. czemu po prostu nie odmówiła? Czy i dalej będzie mnie w ten sposób traktować? A może żona zaczęła. A choć taki jestem zdenerwowany. żeby w takiej chwili okazać tyle szorstkości? Jeśli mnie nie chciała. .Shizue żyje. Zapytałem o szpital. w którejś z dzielnic rozrywkowych i na noc do domu nie wracać.Wbiegam śpiesznie do środka i siadam obok niego. twarz ma skupioną. nie znam nawet numeru .Shizue? Tak nagle? Co się stało?! .

a cały czas w milczeniu. Zdumienie zaokrągliło mu oczy. Sugimusra przeszedł na drugą stronę ulicy i zmierzał na posterunek. Policjant spojrzał z wyrzutem. Mówi tylko tyle. Porozmawiamy po drodze . dokąd idziemy. Pan musiał wiedzieć chorobie żony? Tak powiedział. byłem w kłopocie.Tak.nie. Mówi. . .Shizue jest nienormalna?! . Niepokoję się na nowo.. Doprawdy.. które stało obok. które rozbłyśnie nagle w ciemnościach. Ja także stałem w oczekiwaniu. W szpitalu umieścili pańską żonę na oddziale dla ciężko chorych. Przypomniałem sobie wypadki minionej nocy.. Może ona nie żyje? Lecz przed chwilą twierdził przecie. a w którym szpitalu jest Shizue . . by za nim nadążyć.W każdym razie moja żona kazała pana przyprowadzić.. I choć pytam. i pogrążyłem w myślach. żeby dać znać. chcąc się upewnić. nie. Przeszliśmy most i zeszli stromą drogą na przystanek autobusowy. a tymczasem ja o niczym nie wiem i chciałem się dowiedzieć jak najszybciej. Pytam. . . . Taki ciężki stan? Proszę poczekać. . . Nic nie rozumiejąc. Policjant.odparł. gdzie ten szpital. Przypadłem do Sugiraury.Domyśliłem się. że nic jej nie grozi. Sugimura nie chce ze mną rozmawiać. Muszę się bardzo spieszyć.Aha.Tu zwrócił’się w stronę mego towarzysza. Policjant rozmawiał. Idąc za nim zamyślony. przyszedł. nie dostaję odpowiedzi. a on na to: . A on śpieszy się coraz bardziej. Zrozumiałem . Zamiast tego idzie przed siebie.Nie. . Po czym wstał i od razu wyszedł.Pan nic nie wiedział? Osunąłem się na krzesło. pozostaję o kilka metrów w tyle.Aha. niemożliwe. Na co jest chora? . Czyżby była w ciąży? Nic o tym nie wspomniała.zawołałem.Chodźmy do szpitala. że powinienem wiedzieć o chorobie Shizue.Sugimura wskazał na mnie. przyspiesza i już prawie biegnie. . wszedłem za nim. Od razu stanęły mi przed oczyma nasze bezustanne przeprowadzki. Nie. Słowa te dotarły do moich uszu i oszołomiły ranie niczym światło. rozmawiał właśnie przez telefon.Czy mąż przyszedł? .Jak tak można? Osobę niespełna rozumu trzymać w domu.Pojedziemy autobusem. aha. nigdy się nie skarżyła.telefonu. więc Sugimura skinął mu głową i stał czekając na koniec rozmowy. kiwał głową potakując: . zresztą Sugimura byłby mi powiedział. młody człowiek.

a aplikant .Sięgnął po leżącą obok teczkę i podniósł ją w górę. . znalazłem się w taksówce. Po czym usiadł przy mnie. . Akiyama wkrótce się zjawił. Pańska żona zgadza się na wszystko.Shizue koniecznie chce mnie widzieć. W samochodzie spokojnie porozmawiamy. który tam mieszkał i spełniał drobne posługi . a na mój widok stan jej się pogorszy. .Jeszcze trochę wcześnie. .Czy to spotkanie nie spowoduje nawrotu choroby? . Przecież teraz jest zupełnie zdrowa. Na godzinę pierwszą miałem się stawić z adwokatem Aklyamą w gmachu.Mamy jeszcze czas.nie pozwolimy ich komplikować powoływaniem się na chorobę.podając mi herbatę oznajmił: .wreszcie. że byliście panowie umówieni w sądzie. tymczasem ja. ale możemy jechać. że czułem się wobec niej winny. Odezwałem się: . Do rozwodu także nie ma żadnych zastrzeżeń.. wsiedliśmy. w głębi serca chowa do m>nie urazę. nad wszystkim brał górę strach. czego pan sobie życzył.Nad tym nie ma potrzeby dyskutować . .zaproponował. ale już telefonowałem. ponaglany przez mecenasa. Bo w przeciwnym razie te papiery nadają się tylko do kosza. Gmach sądu był niedaleko. Czy nie mógłby pan wszystkiego przeprowadzić sam? . chce tylko podziękować za opiekę w czasie choroby. o ile to możliwe.student. choć jej rodzina zamierza wydębić jak największe odszkodowanie. Wyszedłem z domu i znalazłem się w kancelarii prawnika już przed jedenastą.O. poklepał mnie po ramieniu. nawet wyleczona. kto uderzył mnie w nocy packą na muchy.I żeby mi dodać otuchy. Adwokata Akiyamy jeszcze nie było. gdzie się odbywały sądy polubowne.Niechże pan jej nie odmawia. . Chodźmy gdzieś na herbatę . Czekałem w poczekalni. O pierwszej. . dostaliśmy zaświadczenie ze szpitala o całkowitym wyleczeniu. że w mecenasie ostatnia moja nadzieja.Wysiedliśmy w dzielnicy Shimbashi. Poczułem. Spotkanie z Shizue byłoby dla mnie jednak przykre nie tylko dlatego.Sądziłem. . Ona idzie panu na rękę. Być może. Znaleźliśmy wolną taksówkę. by spotkać się z Shizue i złożyć pieczęć i podpis na akcie rozwodowym. Bez pośpiechu zjedliśmy obiad. Niechże pan się z nią zobaczy! Akiyama przekonywał mnie i powtarzał w kółko to samo.roześmiał się Akiyama. Mecenas zaraz będzie. wolę uniknąć spotkania. Sprawy układają się pomyślnie. .Kiedy sprawy zaszły tak daleko.

Delikatnie zamknąłem drzwi i starając się stąpać po cichu. lecz widok jej wcale mnie nie poruszył. Zerknąłem w bok w stronę wejścia i spostrzegłem mego adwokata. Znam go dobrze. jakbym śledził dalekie konstelacje gwiezdne. Proszę tu zaczekać .Trzymałem się Akiyamy.powiedział. Wobec tego ostrożnie uchyliłem drzwi i zajrzałem do środka. aby ich nikt od wewnątrz nie . Stąd zobaczyłem dokładnie obie kobiety siedzące w fotelach . . Wejdę pierwszy. Przemiana Shizue miała w sobie coś niesamowitego! A w jej sposobie mówienia. Patrzę więc bez wzruszenia. Oyama. sposób bycia odznaczały się jakąś surową dostojnością. stały rzędem fotele. Spłoszony odskakuję pod ścianę. Wewnątrz. Wskazał palcem na drzwi i zniżając głos dodał. jak na fotografię zmarłej. Tę tak szczupłą niegdyś Shizue znajdowałem otyłą. ponieważ kilkakrotnie rozmawiałem z nim o mojej sprawie. Naprzeciw tej czwórki rozsiadł się sędzia. obserwowałem ich już bez popłochu. Nie widziałem żony półtora roku. a może takie właśnie było jej prawdziwe oblicze. Pospiesznie zamknąłem drzwi i przytrzymując klamkę.dwłe nieznajome. sunąc na palcach. który wszedł na drugie piętro i zatrzymał się przed drzwiami na wprost schodów. przy których na początku czekałem. Uchyliłem drzwi jeszcze odrobinę . Przypuszczam. podszedłem do następnych. Obok niego zobaczyłem zajętą rozmową Shizue oraz jej siostrę i ojca. Przez szparę w uchylonych drzwiach chłonę ten widok. że ją wyleczono. Więc znowu bez szelestu. Odczuwałem raczej ciekawość. Wiedziałem . Wydało mi się. sędzia Oyama. Wiedząc. Odwrócił się i wszedł do środka. w ogromnej sali. Krzesło Shizue znajdowało się mniej więcej na wprost drzwi. ale patrząc z oddali na kobiety odwrócone plecami.w głębi siedziały dwie kobiety. o wiele za tłustą. zatem uchyliłem drzwi i zajrzałem. które pamiętałem z czasu małżeństwa. przypominającym przemówienie. zbliżyłem się do trzecich drzwi. nieśmiała Shizue zmieniona nie do poznania! Choć zapewniano mnie. Prócz tego jej strój. Shizue miała na sobie kimono. nie mogłem się zorientować. że wyglądałem śmiesznie chcąc ujrzeć Shizue i skradając się w tym celu jak złodziej.w t}’-m pokoju jest Shizue. Przypuszczałem. Ale przecież nikt mnie nie widział. jakbym patrzył na wyniosłe łańcuchy Apenin w świetle księżyca. okazał lekkie zdziwienie. zachowanie. że jedna z nich to Shizue. Raptem drzwi się otwierają. że teraz nie mogą mnie zauważyć. sprawiała wrażenie raczej nienaturalne. Zostałem na korytarzu. który wychodząc z pokoju niespodzianie na mnie się natknął. jakie toczyła niegdyś z panią Sugimura. Cicha.To właśnie ten pokój. W tamtej obcej kobiecie nie ma nic z dawnej miłości i nic nie budzi wspomnień. że w środku nie ma nikogo. W szeroko otwartych drzwiach stoi jeden z wybitnych prawników. pobrzmiewały echa dawnych rozmów o polityce.

odparł: .Bardzo pana proszę. Odetchnąłem z ulgą. a jednocześnie za wszelką cenę uniknąć spotkania.Czy wszystko w porządku? Mogę już podpisać akt rozwodu? Na mój gest i pytanie Oyama beztrosko odpowiedział: . Raczej jeszcze bardziej.Już chociażby jej sposób mówienia jest dziwny.. jakbym z lunetą w ręku śledził skrawek nieba. . jakby powstrzymując uśmiech. . zapytałem: . Shizue.I wskazującym palcem zrobił kółko na czole. Wie pan. Korzystam z okazji. że nie.Czy koniecznie muszę ją widzieć? Sędzia przyglądał mi się przez chwilę. żeby załatwić formalności. by się upewnić: . bardzo pana proszę! Oyama odszedł. Stałem tam. mecenas Akiyama dołożył wszelkich starań. wciąż jeszcze rozmawiała z mecenasem. ona nie jest normalna. Ja jednak myślałem bez ustanku o tym. a ja znowu uchyliłem drzwi i zajrzałem do środka. .Mam nadzieję.Tak.otworzył. Tak czy owak. Kłaniałem się tylko i powtarzałem: . zmierzył spojrzeniem od stóp do głów i. patrząc bez przerwy. dumnie wyprostowana. za chwilę decyzja zapadnie..

stąd też mieszkańcy obu osiedli zwykli mówić „tamta wieś”. Była w tym samym wieku co om. aby donieść o nowej wdowie. a odchodził ustaliwszy nawet dzień „przenosin. i ledwie przed trzema dniami męża pochowała. że gdy trzy lata miną. Dlatego też ludzie ze wsi nazwali dom Orin Pniakiem. Od chwili. . niczego więcej nie trzeba. iż ten czas nadchodzi. Ani w tej bowiem. że jest żona dla Tatsuhei’a. czterdziestopięcioletnia. a zeszłego roku żona jedynego syna. po ich błysku poznała przecie. co ją już zaczęło niepokoić. Byle wiek się.tamtej wsi . . a Orin. ani w „tamtej wsi” nie ma żadnej odpowiedniej wdowy. była ona także jakby przypomnieniem.z „tamtej wsi” przyszedł posłaniec z wieścią. W górach prowincji Shinshu na skraju wsi . i wzruszenie zalało jej serce. a że we wsi wedle zwyczaju każdy. wystarczy go już tylko o tym powiadomić. mąż nie żyje od lat dwudziestu. poszła w góry na kasztany i spadła w przepaść. Była to pieśń Zaduszkowa. Orin nastawiła ucha za ulatującym głosem.Dobrego mam syna! Druga z kolei rzecz.Fukazatua Shichiro Ballada o Narayamie Góra przy górze i jak okiem sięgnąć nic tylko góry dokois. Obie wioski nie mają żadnych nazw. że trapił się tym. a choć i on miał jej towarzyszyć w wędrówce na Narayamę. i tak. A jak tylko Tatsuhei wróci. Przed domem równy jak deska pień wielkiego zrąbanego wiązu służył do odpoczynku dzieciom i przechodniom. szedł na Narayamę. Orin ma teraz lat sześćdziesiąt dziewięć. „Tamtą wieś” oddzielała od Orin jedna tylko góra. słuchała po prostu słów przybyłego. na co niecierpliwie czekała. Po pierwsze. Tatsu . Po trzykroć minie Święto góry Narayamy. Słowa pieśni mówiły. Widziała. wszystkim trzy lata przybędą. kto kończył siedemdziesiątkę. gdy Orin przekroczyła jego progi jako panna młoda. pieśń owego święta . kwiaty wyda. minęło już całe pięćdziesiąt lat. Tutaj o rodzinnej wsi Orin mówi się „tamta wieś”. samo przez się. Popatrzyła ukradkiem w stronę Tatsuhei’a: on także nasłuchiwał wyciągając szyję niknącej melodii. jak łypnął oczami. żeby sama powzięła decyzję. Posłaniec przyszedł. nie to. której Orin lada dzień się spodziewała. W tym roku ociągano się jakoś ze śpiewaniem.hei’a. Tatsuhei był akurat w górach. Tego dnia posłyszała Orin to. na którą Orin czekała .zgadzał.nucił ją ktoś idący w góry. klamka zapadła. Bardziej niż opieka nad czworgiem wnuków gnębi Orin sprawa znalezienia drugiej żony dla syna wdowca.stał dom Orin. kasztan drzewem wyrośnie.

jest to wiek wędrówki na Narayamę. cha. bo w przyszłym roku kończy lat siedemdziesiąt. za trzymywali się na .. Teraz syn znów odżyje . Dzieci było troje. źe jeszcze coś innego zaprząta myśli syna. wnuczka. mogli go . że najgorsze poza nią.sobą.iszedł jakoby z polecenia krewnych. Tatsuhei się obrócił. Lepsze jadło przyrządzano wyłącznie w dniu Święta Narayamy. Któż by o tyra wątpił. Sami zainteresowani umawiali się pomiędzy . Rola swatów ograniczała się do wstępnej rozmowy. jakby zrzuciła z pleców wielki ciężar. . teraz jednak dała się ponieść radości. nie robiono ceregieli z ożenkiem. Wtedy Orin ze środka zawołała donośnym głosem: . Widziała też dobrze Orin i cała wieś.Ma czterdzieści pięć jak ty. choć i to bez wielkiego szumu. Narzeczony czy narzeczona szli w gości. Cała rzecz polegała na zmianie mieszkania. ale chyba był zadowolony. żadnego wesela się nie wyprawiało. Orin instynktem staruszki wyczuwała. Nie wiedziała. Pomyślała.uroczyście wykrzykiwała Orin największą nowinę. że przybędzie w domu jeszcze jedna kobieta. Wieczorem wrócił z gór Tatsuhei i usiadł na pieńku przed domem. A tu jak na zawołanie talca dobra wiadomość. nie było gdzie iść. Niezadługo z „tamtej wsi” przyjdzie z ojcem czy z kim innym nowa żona. Wyczuwała jednak.zaśmiał się Tatsuhei. Obchodziło się Nowy Rok. cha. co tam poszli. Nie myślała o nowej żonie jako o synowej.nocleg. ale tyle tylko źe nie pracowano. .Tak też było w każdym domu.E. Dotychczas Tatsuhei nie znalazł drugiej żony. wszyscy. żeby się zabawić. Na Narayamie Bóg mieszka. najstarsze . potem zrezygnował z szukania i chodził osowiały. Tatsuhei jakby się zawstydził. . Na imię jej Tama. co arobi. miało dopiero trzy latka. widocznie przyszłość wdowy leżała mu na sercu. w której wiek narzeczonych przesądzał całą sprawę. że musiał być z rodziny tamtej kobiety. tam! Na stare lata do baby nie ciągnie.Słyszysz. jeśli do tego czasu nie znajdzie żony dla Tatsuhei’a.Powiadasz? Z. I Orin odetchnęła. najmłodsze.pomyślała i sama się ożywiła. cha! . W trzy dni po pogrzebie przybiegł i zaklepał całą sprawę. jak się tylko żałoba zakończ}’-! . który prz y . Samej Orin także bardzo zależało na czasie. Orin popatrzyła za odchodzącym posłańcem. wiedziała tylko. obchodziło Zaduszki. z „tamtej wsi” żona ci przyjdzie! Przedwczoraj wdową została.szesnastoletni Kesakichi. potem niepostrzeżenie zostawali na stałe.tamtej wsi”? A ile ma łat? Orin natychmiast podbiegła do niego. Zaraz przyjdzie..

a ponadto najcenniejszy ze wszystkiego biały ryż. Biały ryż jadło się jedynie przy ciężkiej chorobie albo w dniu Święta Narayamy. kiedy w góry szła. nie ośmieli się żądać ryżu! I przy innych okazjach: kiedy dzieci nie słuchały rodzicóv/ albo odważyły się im sprzeciwiać. iść po drwa czy wypalać węgiel drzewny. proso i to stanowiło główne pożywienie. Według kalendarza księżycowego obchodzono Zaduszki od trzynastego do szesnastego lipca. kiedy poszła w góry.oglądać. co się lenił. Dom Orin. źle się czuje. Tak oto śpiewano w jednej z pieśni Tańców Zaduszkowych: Ojczulek nasz zachorował. W ślad za pierwszą zanuconą pieśnią Orin posłyszała następne. hodowano raczej kukurydzę. przemieszały się pieśni obu tych obrzędów. a Święto Narayamy obchodzono nocą dwunastego. Pieśń Święta Narayamy była tylko jedna .o kwiatach kasztana. Piło się samogon. Przypadające tuż po nim Tańce Zaduszkowe zlały się z nim w jedno. Pieśń tę przerabiano na sto sposobów. co to ledwie zachorował. górskie kasztany. Szczęsny los Otori solnej. Była to przestroga przed zbytnią rozrzutnością. co się do pracy nie kwapi. był po drodze wszystkim idącym w góry. kto trafi na dzień śnieżny. a że nie było prawie kawałka równego pola. zaraz się zabiera do jedzenia ryżu. leży trzy dni i od razu ryżu zgotował. z takim samym akcentem. Ucztowano całą noc. bratu czy synowi. czyli. leśne żołędzie i cisowe orzeszki. leży trzy dni i od razu ryżu zgotował. Otori żyła kilka pokoleń wstecz. jak tu mówiono. padał ś:nieg. I choć słowa te wymawiano identycznie. że szczęśliwy ten. źle się czuje. Dla Święta Narayamy zapomniano nieomal o wszystkich innych uroczystościach. Lecz ludzie wymyślili i śpiewali wiele innych żar tobliwych śpiewek. Dla mieszkańców wsi „iść w góry” miało dwa znaczenia. każdy od razu wiedział. na skraju wsi stojący. obchodzone huczniej niż pozostałe. Drugie znaczy pójść na Narayamę. Biały ryż. było też specjalne święto. A ponieważ Bóg przebywa tam naprawdę. a tego dnia. . Do Święta Narayamy pozostał już tylko miesiąc. Powszechnie uważano. bo akurat biały padał śnieg tamtego dnia. Wtedy śpiewano: Braciszek mój zachorował. ale i jako ostrzeżenie . Wyśmiewano głupiego ojczulka. Jedno „iść w góry” znaczy pracować.ojcu. Śpiewano tak dla zabawy. żeby komuś przygadać . o co chodzi. Czcigodny Biały Ryż. spożywało do syta wszelkie płody wczesnej jesieni: górskie Icasztany i dzikie winogrona. Ryż sadzony w tym surowym klimacie nikłe dawał zbiory. W sklepiku z solą nie ma teraz nikogo imieniem Otori.niechże taki. szczęśliwa! Uwieczniono ją w pieśni.

co jej posłuży do siedzenia na górze. Od dłuższego czasu Orin szykowała się duchowo na wędrówkę. Przykrości takie spotykały ją nieraz. Niedobrze jednak. Z takimi zę . I nie mieli żadnych wątpliwości.a znaczyło to niedobrego.bami! Pewnie zjesz i szyszki sosnowe. gubił już zęby. W młodości stanowiły jej dumę. Co innego wędrować przy śnieżycy. Bo jeśli leżały zaspy. nie można się przedostać. Orin cieszyła się na zapas. a uparte zęby pozostały młode. że nikt jej nie widzi. wyczekiwali dni wróżących śniegi. Nie protestowała. Droga na daleką górę wiodła przez siedem jarów i trzy stawy. Trzeba też sake przygotować. W wypadku Otori jednak wszystko odbyło się jak trzeba. Normalnie mów’iJo się „bób twardy” lub „bób wczesnowiosenny”.Bobu się nażarł . poczęła się tego wstydzić. Toteż wszyscy.Śnieg nie należał tu do rzeczy niezwykłych. na dole. Tatsuhei. jej zęby pozostały mocne. Jak sobie kto pozwolił. że nie zlękną się żadnego jedzenia i sprostają każdej strawie. i „pierdzący bób\ wszystkiemu dasz radę. Pieśń pomagała wybrać czas wędrówki . W sam raz. na górze. kiedy idzie się na Narayamę. Czy mogła być rzecz wstydliwsza w tej wiecznie głodnej wiosce? Nieraz ludzie jej mówili: . aż dźwięczało. a tu równe rzędy w ustach staruszki trwały jakby na świadectwo. a mata. a ani jeden ząb nie wypadał. kiedy stanęła ona na szczycie Nara yamy. . Pozostała już tylko ostatnia. usiłując je wybić. twardego „pierdzącego bobu”. Bo choć Orin się starzała. Jawnie ją wyszydzali „Pierdzącym bobem” zwano tu gatunek bobu twardego jak kamień. Jedną z rzeczy. skronie pulsowały. Z Otori było inaczej . Sypał w zimie i pobielał szczyty gór. bolesne uderzenia zaczynały jej sprawiać przyjemność. były tak mocne. Jeśli jednak będzie cierpliwa. jeżeli wyruszyło się przed śniegiem i przed śniegiem doszło. specjalnie używając obraźliwego określenia.krótkie dni. żeby nie iść latem i jeśli tylko można wybrać zimę. był również pomyślny ożenek Tatsuhei’a.Nie masz ty pewnie kłopotu z jedzeniem. choć nigdy nie dała do tego powodu. które doprowadziła wreszcie do porządku. Teraz. którzy zamierzali iść na Narayamę. nim zaczęło padać. od którego dostawało się wiatrów i wzdęcia. była przecie w wieku. Pieśń mówiła więcej: oznaczała wskazówkę. że potrafiła gryźć suszoną kukurydzę jak gdyby nigdy nic. że ją wyśmiewają. w miarę jak lat przybywało. prawdziwy pech.śnieg zaczął padać akurat wtedy. musi to odnieść pożądany skutek. Ból był dotkliwy. mawiano: . otwierała szeroko usta i uderzała w zęby. Jej syn. Kiedy była pewna. od trzech lat czekała gotowa. brała krzemień. Orin wiedziała dobrze.

. . Staruszek . że jest trzydzieści i trzy. uznano ją za najpiękniejszą dziewczynę we wsi. szeptano. Na tyłach chaty Monedarzy stał dom Pod Spaloną Sosną. myślała. Rozpowiadał przy ‘tym wszystkim. O ile Orin z dawna obmyśliła sobie dzień. Na wsi. Siadła nasza matka w kąciku komory ma wstydliwym miejscu trzydzieści trzy włoski równo ułożyć . to Mata.mówiła piosenka. Chciała wyglądać na staruszkę jak przystało.Głupi! Mam tylko dwadzieścia osiem .Narayamę. Jeśli o nią chodzi. było dwadzieścia osiem. Jedna Oón odgadła. Nieszczęsny głupiec! . Wszyscy pokładali się ze śmiechu. kiedy odejdzie na Narayamę. pewnie nie potrafisz dalej liczyć. oo musiałby wziąć ze sobą.nim zawsze.ojciec Moneciarza . diabelskie wyszczerzyła trzydzieści trzy zęby. Kiedy została wdową.E. nie dawała powodów do plotek jak inne. obelga dla matek. kiedy tylko skończy lat siedemdziesiąt. i żadnych przygotowań nie poczynił. musi się ich pozbyć. Kesakichi zmienił włoski na zęby. że babka ma trzydzieści trzy zęby. że wybiera się przed wiosną.Nawet Kesakichi z niej szydził. więcej będzie! . Z tego powodu nazwany został Moneciarzem. . Kiedy Orin wyszła za mąż i przeniosła się do tego domu. zwana „. ale może I zima niepostrzeżenie się skończy. I dawał do zrozumienia.myślała o. rzecz jasna. Wtedy ani przypuszczała. zaśpiewał i zebrał huczne oklaski. W domu obok mieszkał Moneciarz. że pójdzie tej zimy. W .odpowiadał złośliwiec. Nawet rodzony wnuk! Orin policzyła palcem zęby. znany we wsi skąpiec. I dlatego właśnie bierze po kryjomu krzemień i wybija sobie zęby. Była tam wysoka jak ogromna skala sucha sosna.Babka ma trzydzieści trzy zęby! . pieniądze nie są potrzebne”nie ma się do czynienia z bilonem.spaloną sosną”. Długie lata był sąsiadem Orin i partnerem do rozmów. Kesakichi zmienił bowiem najżartobliwszą śpiewkę wsi. a kiedy i lato minęło. W zeszłym roku Kesakichi śpiewał na Tańcach Zaduszkowych taką piosenkę: Usiadła moja babka w kąciku komory.. Plotkowali ludzie. gdy na plecach Tatsuhei’a powędruje w góry. żałował nawet tego. że zęby uczynią ją pośmiewiskiem. Nim pójdzie na. ustaliła już termin: na Nowy Rok.prostowała. że starzec wcale nie zamierza odejść. od czasu kiedy uderzył w nią piorun. Po prostu ktoś z tej rodziny przywiózł sobie z podróży do prefektury Echigo jedną monetę.nazywał się Mata i właśnie dobiegał siedemdziesiątki.wołał..

ani Orin jej nie znali. piastowała synów. Więc też ludzie przezwali ich Deszczowymi. Złapał leżące przy drodze polano i ruszył na poszukiwanie syna. słyszał. We wsi wygłodzonej do gnanie to potomstwo liczne jak szczury to wczesne dojrzewanie i płodność przez całe trzy pokolenia stały się przedmiotem powszechnego szyderstwa. że rodzi samych swawolników. zdecydowanie usiadł na klepisku. Tatsuhei bez namysłu wkroczył do domu. Deszczowy wpadł w panikę. przekonacie się sami. jak ruszyli się z domu na południowywschód. Jeden z nich zabił kiedyś na tej górze węża odwu głowach i od tego czasu.. zaraz lało. ani ojciec. kołysała szczurki. rozpustnicę. wychowała wnuki i jeszcze prawnuki oglądała .. Jutro. nareszcie jutro! Tatsuhei ciągle miał coś do zrobienia.wyrasta góra SmokoWężowa. doprawdy. Rzeczywiście. Kesakichi wyniósł się dokądś i w niczym nie pomógł. Wszyscy bujali w obłokach. Słyszał tę piosenkę po raz pierwszy. niecnota..Wiedział już dlaczego. Kiedy tylko Deszczowi wyruszali w góry. Orin spod Pniaka w kąciku komory diabelskie wyszczerzyła trzydzieści trzy zęby. padał deszcz. Na południowy wschód od wioski . co twój Kesakichi. kiedy usłyszał. ja przecie nic. Uroczystość trwa wprawdzie jeden dzień. starucha imieniem Gin jeszcze żyła. Obok nich Znajdował się uwieczniony w piosence dom Pod Cisowym Drzewem. mówi pieśń. Kiedy Orin przybyła do wsi. więc zwijał się sam. Zastał gospodarza w kuchni. jak Kesakichi dokuczał Orin wołając: . Gdzież się wałęsa? . ale uszła jakoś ich uwagi. ile nasza babka ma zębów! Milczący zazwyczaj Tatsuhei przemówił ostro i miał przy tym straszny wyraz twarzy. Niech cic diabli! . Teraz dowiedział się Tatsuhei. Kesaikichi śpiewał ją zeszłego roku. Przechodził akurat koło Deszczowych. lecz że się odbywa raz do roku. . bo urodziła dzieci.Babka ma trzydzieści trzy zęby! . wnuki. Tatsuhei bez odpowiedzi wypadł na dwór.To jak? Chodźcie do nas. jak stary ojciec śpiewa piosenkę o diabelskich zębach.w kierunku WężaiSmoka . Głupia kobieta. . Ja śpiewam tylko to.uważano. Obsypywano obelgami Gin. Pod cisowym drzewem mieszka Gin niecnota.Gdzieżby. Teraz krążyła po wsi pod tytułem Orin spod Pniaka. Jakże możesz tak mówić. Niecnota zmaczyło zaś kobietę do niczego. a z nim niespokojne dni.to prawnuki Gin. A szczurki .sąsiednim zaś domu mieszkali Deszczowi. jak w ukropie.pomyślał Tatsuhei. wszyscy wpadli już w świąteczny nastrój. kto wymyślił słowa piosenki. Nadszedł lipiec. Dotąd Kesakichi nie ośmielił się śpiewać tego przy ojcu lub babce..

ale stanowczo był temu przeciwny. żeby się opiosence dowiedziała. Kesakichi zręcznie uskoczył.podniósł raptem rękę Kesakichi. Pragnął tylko. ale może na święto? Dziś nie przyszła.Ja biorę sobie żonę.Dopiero miesiąc minął. Tak go złości? Dobrze. co cię na ludzi wychowała?! Wstrętny szczeniaku! Podskoczył i rzucił polano. trochę to za szybko.Nie musi wcale przychodzić z „tamtej wsi”! . nie wiadomo czego. poleciały z rozmachem w . Zupa jarzynowa. Tatsuhei’a aż ramię zabolało od tego rzutu. Krzyknął wywijając polanem: . Cała rodzina zebrała się przy stole. Jeden raz do roku święto na Górze. Syn zaś odbiegł dalej i bezczelnie się przyglądał. . że ojciec chce się żenić. nie trzeba żadnej wdowy! . Dwie pałeczki. u każdego pływa jedna kukurydziana klus ka. Miała przeczucie.Czekajcie no! . najedzmy się ryżu.Poczuł się pewny siebie. a pośpiewam sobie częściej. z poprzedniego gniewu śladu nie zostało. Absolutnie nie zdradzał chęci do mówienia o diabelskich zębach przy Orin. które trzymała w ręku. aby się Kesakichi z niczym nie wyrwał. opaski włóżmy na głowy. Nadeszła pora kolacji. Nie chciał.radośnie oznajmiła wnukom. . rozpoznał jednak głos syna.krzyknął z gniewem. Kesakichi wiedział. chyba jutro? W każdym razie wszystkich trzeba o tym powiadomić. Tatsuhei nie mógł go zobaczyć.zgodził się Tatsuhei. Niech mi tylko dokuczą. a teraz się nie wtrącaj! Orin się zdumiała. niż jedli. tym lepiej . Kesakichi myślał co innego. .Kesakichi z kilkoma innymi chłopcami stał nad stawem śpiewając piosenki.Jak ci ciężko gotować.I do Orin: . I nie bacząc na ojca zwrócił się do babki. Za jednym zamachem urósł w siłę.więcej pili. . . Zabrali się do posiłku. . a polano trafiło w kamień. wrócił Kesakichi i zajął swoje miejsce. częściej używano tych słów jako przekleństwa. We wsi często się mówiło: „jeść nie dam” albo „nie śmiej jeść”. że żona dla Tatsuhei’a przyjdzie wcześniej. Orin siedziała zajęta swoimi myślami.Z „tamtej wsi” przyjdzie pewno do was jutro nowa matka . Czasem nie dawano jeść za karę. Z kolei zwrócił się do Tatsuhei’a: .rozzłościł się ojciec. Tak się rzuca z powodu głupiej piosenki.Kesakichi! To babcia ma diabelskie zęby? Babcia. moja żona cię wyręczy.Głupi! Jeść nie dostaniesz! . Takie to też jedzenie . ale im rychłej. Tatsuhei miał twarz zgaszoną. Zerknął pospiesznie na ojca.

trzynastoletni wnuczek. jedzenia ubywa. Równie jak Orin zdumiony był Tatsuhei. tu będą świętowali. Jakie to zresztą tańce. . I nie zgadła. Orin także dobrze znała tę Matsu z Domu Koło Stawu. W głowie mu nie postało. Piosenka pouczała.si siedziała jakaś kobieta. Ubędzie w dwójnasób znaczyło. Przecie dzień świąteczny. A ona jakby na kogoś czekała.czy tak się w gości idzie? W końcu nie wytrzymała. czy to przypadkiem nie synowa przyszła z „tamtej wsi”? Ale nie. Na dodatek zuchwały protest Kesakichiego całkiem zbił go z tropu. Kesakichi spojrzał srogo i uderzył małego w twarz. Tylko że znienacka tak do niej przemówił. Co z tego. Nazajutrz święto. Od dłuższego czasu spoglądała w jej stronę Orin. stoi tam Dom Koło Stawu. gdy stuknie trzydziestka. ani Tatsuhei nie myśleli o żonie dla młodzieńca.wrzasnęła. płaskie. no i Kesakichi jest przecie dorosły.krzyknął. Było południe. Dzieciaki się napchały do syta białego ryżu i gdzieś sobie pobiegły. że to właśnie ona. Ot i cala parada.obwieścił wszystkim głośno. Przy niej na z iemi leżał wypchany worek ściągnięty sznurkiem. Także i Tatsuhei’a poniosło gdzieś. kobieta jakaś odpoczywa sobie na pniaku. że nocą dopiero. Przyszedł jej w sukurs drugi.Zamknij się. że dziewczyna w sam raz do wzięcia. przyszła pewnie tu do kogo w odwiedzimy.Kesakichi się żeni z Matsu. żeby się z małżeństwem nie śpieszyć. Oirin korcił jednak wypchany worek . Przez wieś płynie rzeczka Płytka tworząca w jednym miejscu rozlewisko. co mieszka koło stawu . wyszła . Na pniaku przed domem z twarzą zwróconą ku v/. jedno więcej przyjdzie w dwójnasób ubędzie. Pośrodku wsi jest plac. że jak jedna gęba przybędzie. We wsi zawierano małżeństwa późno.teraz oklapła. Śpiewano: Nie za późno wcale. Zaraz potem jęła to sobie wyrzucać. Lecz Kesakichi zabrał się już Oid stołu i poszedł sobie. . .na wieś. chcąc brata ośmieszyć. Dlatego też ani Orin. nigdy prawie przed ukończeniem lat dwudziestu. dzieci sic gromadzą już od rana. Tutaj będą Tańce Zaduszkowe. więc złość ją wzięła. żeby syn miał się żenić. głuptaku! . Orin została sama.twarz Kesakiichiego. I choć ją z początku poniosło „godna ubolewania przywara starości . nie mogąc znaleźć słów. a w obu rękach łyżki drewniane. weszłaby chyba do domu. Zaniemówił. Uświadomiła sobie. Wiedział oprzyjaźni dwojga młodych. którymi wybija się rytm.Głupi! Nie śmiej jeść! . krążenie w kole.

za próg.Wszyscy namawiali: Idź czym prędzej. bo i tak wiadomo.No. . niźli w domu. żeby lepiej przyjść na poczęstunek.Jedzże.Czy to tu dom Tatsuhei’owy? . .Bo to wszyscy namawiali. lepsza! . czym prędzej. I odezwała się: . że dostanie zaraz. . . Orin podsunęła się bliżej. . Nie były to czcze słowa. . zakryła usta dłonią i schyliła głowę. bo z babci dobra kobieta. wyniosła świąteczne dania.odrzekła poufale kobieta. Raptem tknięta myślą. dziw. kobieto! A co ty. Brat z samego wieczora spił się samogonem i tylko w kółko powtarzał: Babka jest poczciwa.A wtedy to brat mój starszy tu był. że przed śniadaniem wyszła. Mówi.pomyślała. to jakoś niesporo.Bo sama przyszłam. . . tak? No wchodźże. . U nas tak samo święto.Hej. z powrotem na plecach. Na to Tama: . idźże jak najszybciej.Toś ty może Tama z „tamtej wsi”? . lepsza ta synowa od tamtej. tyle że wszyscy namawiali iść. wczoraj cię wypatrywałam. zrozumiała. święto tu obchodzić..Mogłaś i prędzej..rzekła Orin. I znów się podsunęła. babko. Zajadała ze smakiem.Pewno. że kazali jej jeść tutaj. Synowa szczera jak złoto. a Orin przyglądała jej się uradowana. to i sama chciałam prędzej. jedz.Mogłam była wyjść po ciebie. Tama roześmiała się szeroko. Chwalonej w ten sposób Orin lekko się zrobiło. jak się pokaże? Tama zaś żując jęła opowiadać. Zakrżątnęła się żwawo wniebowzięta. . przyniosłabym cię. na święto przyszłaś? .Po coś siedziała na pniaku? Było przyjść do domu.Tak to. wchodźże prędzej. Orin już ją ciągnęła za rękaw. posil się. gdybym wiedziała.A ja. To i jestem. że babcia poczciwa. że z bliska widać będzie jej młode zęby. Skoczę teraz po Tatsuhei’a. tom jeszcze przed śniadaniem wyszła. . Nie krępuj się! . rozstawiła stolik. że się w powietrze nie uniosła. O. Ale czy tamta musi mówić. . spiesz się! I tak w koło.

. słodkawa krew . Zdaje jej się. właśnie.pyta niedowierzająco Tama. Przy tym musi ją zawiadomić jak najspieszniej o swojej decyzji. że mało na kolana nic padła. brat mi wspominał. łowić ryby? . niech Tama je spokojnie. Zerka na synową. że ma usta pełne zębów. babko. możesz brać wszystkie.Ty potrafisz.ad rzekę płukać usta. jeszcze nie trzeba jej nosić. Rozcierając plecy Tamy mówi: . wsadzasz tylko rękę do dziury i masz! Tylko się nie wygadaj. Nie ma pośpiechu. aż w ustach pusto się zrobiło. tylko dwa? . bez świadków. pójdzie lepiej szukać Tatsuhei’a.A. Na talerzu sterta duszonych pstrągów. Czuje drętwy ból. Co. O nich właśnie będzie mowa. Jest tak uradowana pochwałami. . wyleciały. że zbiera wreszcie całą moc i odwagę. .Jedz do woli! . ale czy wypada? Może wyjdzie na skąpiradło? Milczy. tym większa zasługa przed BogiemI Orin ma jeszcze coś do powiedzenia.Ja znam miejsce. . Z „tamtej wsi”.Prawda . choć zęby wypadły. A babka. mdły posmak I ciepło.zdumiała się Orin . .dodaje.Podsuwa talerz Z rybami pod sam nos synowej. Jedz powoli . są na wsi w wielkiej cenie.Żal jej było.Właśnie. Posłańcowi z „tamtej wsi”. Idziesz nocą. Jedz do czysta! . nim odejdzie w góry.ta toby mnie przez góry do domu przyniosła.Idę szukać Tatsuhei’a.chce powiedzieć Orin. . Ale zaraz widzi. Powiem ci potem. jak się jej powiodło: brak dwu górnych zębów z samego przodu. Dwa zęby wybite. gdzie orne mieszkają.Wszystkie te pstrągi ja sama złapałam. . O. Nie mów nikomu. króle górskich rzek. temu bratu. przekazać Tamie swą wiedzę. pewnie się zraniła. Nikt w całej wsi nie łapie więcej ode mnie! . tej porze Kesakichi zmożony ryżowym samogonem śpiewa na placu o trzydziestu trzech zębach. jeszcze nic nie znaczy dla niej jedna góra! Tak była wdzięczna synowej za jej dobre chęci. kazał powiedzieć. a na języku słodki. Orin podnosi się i wychodzi tylną furtką. Nic to wielkiego.Ja zaraz po Nowym Roku idę w góry. Tatsuhei i Kesakichi całkiem do niczego. Tamując ręką cieknącą krew. aby wyjść na spotkaniie. Otwiera drzwi komórki.Orin chciała. również z miejsca to obwieściła. jakby sobie wargi rozbiła. Suszone pstrągi. że nie pomyślała. Bierze talerz ze środka stołu i stawia przed siedzącą. .O nie! Im szybciej. Zamyka oczy i z całej siły wali zębami w kant kamiennej stępy. . tajeminicę łowienia pstrągów. Ręce Orin nieruchomieją.myśli rozczarowana.Z błyszczącymi oczyma ciągnęła: . idzie n. Tama chwilę milczy. Tama wykręciła rękę do tyłu stuka się w plecy. że zaraz po Nowym Roku idzie na Narayamę.

znowu ogarnia ją radość: brak dwu przednich! Udało się. .Zagryzie na śmierć.. że często tłukła zęby krzemieniem. krwotok powoli ustawał. I w popłochu wielkim rzucają się do ucieczki. bo poszukiwanie wnuka jest tu tylko pretekstem w samą porę . Orin znała już teraz piosenkę o zębach. Obmywa sic i płucze usta. . o co chodzi. . Z ust znowu płynie jej strużka krwi. Orin zasiadła przed nią.. wiedziała też. to nie puści. dodała jeszcze: . wysuwa przednie zęby. Siadła oto . nie na darmo! Sprawa zakończona.próbuje się zaśmiać. płacz ustawał natychmiast. choć miał żonę u swego boku. a naprawdę to pokazać ludziom swoją szczerbę. a tu przybyła następna kobieta.Nic leć.Moje zęby do niczego. kiedy trza iść w góry. nic leć! . . Czuła tylko lekkie szczypanie. Dni nastały zimne. że prawie pod sufit nie uleci. brodę do góry wystawia. nie zwraca uwagi na pieśni. . Kroczy pełna dumy. pewno dlatego. a że i krew jej cieknie. Na początek zaczęto ją za plecami nazywać jędzą spod Pniaka. Kiedy tak pochylona nad rzeką nabierała wody w usta i wypluwała. che. Idzie na plac szukać Tatsuhei’a. a o Orin wciąż gadają. patrzą na usta Orin. bo to wiek. Zebrani na placu. che! . A tu z otwartymi ustami nadchodzi Orin. wystawiając na pokaz szczerbę: przyjrzyj no się! Więc już wszystko załatwione do końca i Orin lekko. Jej wysiłki pozbycia się zębów. Na placu Kesakichi wziąwszy na się rolę wodzireja śpiewa piosenkę o diabelskich zębach. toteż wygląda jak strach! Widzi. lecz nie wie.Przygryzła przy tym dolną wargę. . Orin nie słyszy śpiewu.Jakby się przypięła. Nie minął miesiąc od przenosin Tamy. leci. wycieka. 0Jedz do woli! Zaraz zawołam Tatsuhei’a. że wszyscy przed nią uciekają. nic więcej. że jędzą ją przezwali. Tama ciągle jadła. Zapragnęła teraz pokazać Tamie lukę w zębach i zawróciła do izby.musi przecie pokazać wszystkim swoje zęby! Tą jedną myślą przejęta.Już ja ciebie do Orin zaprowadzę! . Był to świetny sposób.pieni się w ustach. Niech tylko dzieciarnia o zmroku natknie się na staruszkę. Skończyło się Święto Narayamy i zaraz potem wiatr jął gnać suche liście. W oczach małych dzieci uchodziła za najprawdziwszą diablicę.rozkazuje Orin nabierając w dłonie wody. Chociaż krwi jeszcze się jej nie udało zatamować. odniosły skutek wręcz przeciwny. z wielkim krzykiem ucieka.straszono płaczących maków. Wyszła z domu. dzieci i dorośli. Tatsuhei dalej chodził ospały. jak zimowe. Bo Orin rozglądając się po wszystkich zagryza dolną wargę.Che. Święto się zakończyło.

Wypatrzyła Orin już w południe. wraca do izby. opanowując rozżalenie. pali się równym płomieniem. Roznieca ogień na nowo. które dziewczyna nałożyła. zalewa wodą palenisko.tylko że takie bawienie nazywają we wsi „głuchą kołyską” albo „diabelską kolebką”. Orin i synowa wylatują na dwór. że z takiej podpałki trzy lata się na oczy choruje. ostatecznie przy piastowaniu dzieci . . oczadzone. hej! Łatwo być niańką. popłakuje. jakby żywcem się znalazła w raju. że wnuk nie jest jeszcze dość dorosły. ramię ciąży. w mgnieniu oka. zaczyna płakać. Wieczorem Matsu kładzie się na posłaniu Kesakichiego. rokkon.wtrąca Tama . przekomarzają się. sama sprawczyni zamieszania.jak nie umiesz rozpalać.Matsu znad stawu na pieńku przed domem. rokkon. Matsu bierze wprawdzie dziecko. Do kolacji także zasiedli we dwoje. Pod wieczór Tama ją wola. bo tę pieśń śpiewa się tylko w specjalnych okolicznościach.mówi Orin prawie szeptem. że z brzuchem tej Matsu coś nie w porządku.I sadowi na plecach Matsu małą. jak trzeba. Przedtem wyciąga z pieca drewno.szydzi Tama.Po coś wsadzała wiązowe patyki? Nie wolno tego kłaść w ogień. .Słuchaj . ale wy. ale nielekko.Rokkon. cóż poczniecie z chorymi oczami? .Rozpal no ogień pod kuchnią . W jednej chwili cała izba napełnia się dymem. Wchodzi do domu tylko na obiad.wszystko mi jedno. kończy jedzenie i na pniak wraca. O.rozkazuje. kiedy się kogoś prowadzi na Narayamę. a w jedzeniu odnalazła błogą radość. Tym razem Matsu poszturchuje pałeczką policzek chłopaka. hej! Rokkon. i czuije się zawstydzona. Jakiś piąty miesiąc. za nimi wychodzi. miała apetyt! Siedziała milcząco obok Kesakichiego i wcinała. . rokkon. . Orin. pocierając oczy. hej! Orin i Tama patrzą z niechęcią. Orin ujrzy szczurka. ani babka nie mają nic przeciwko temu. Rokkon. Także dziecko. to by było chyba koło Nowego Roku? A może jeszcze i w tym roku? Gnębiła się tą myślą sama jedna. która jeszcze. lecz gwałtownie wzrusza ramionami i zaczyna śpiewać: . Jakże ona ze smakiem zajadała. Nie darmo mówią. Ja tam stara . Ani Tatsuhei i Tama.dodaje ciszej . Matsu nie potrafi. Orin myśli jednak w duchu. Jeśli Matsu urodzi dziecko. a w porze obiadu weszła i do stołu zasiadła ze wszystkimi. baw przynajmniej dziecko. młodzi. . . a w nieceniu ognia za pół ją trza policzyć . odymiona. plecy płaczą. Następnego ranka zaraz po śniadaniu Matsu znów się sadowi na pniaku.W tyłku tylko mocna.

wtedy towarzyszący urządza mu „kołyskę” i śpiewa tę pieśń. Zrozumiała teraz. hej! Rokkon. hej! „Płacz do woli” oznacza. Tknięta przeczuciem odsłoniła przed Orin tyłeczek małej. rokkon. Uszy z zimna skostniały. która ledwie wczoraj do tego domu przyszła. I Tama.a wciąż miała do czynienia z dziećmi . Taką „głuchą kołyskę” stosuje się w drodze na Narayamę: jeśli niesiony iść nie chce i lamentuje. coraz przeraźliwiej. . Przy posiłkach często pytał: . Wszystko po to. które można śpiewać na jedną nutę . a to. uszy mam skostniałe i tak iiie usłyszę . i Orin były zgorszone. Obie popatrzyły na siebie oniemiałe. Tama nie wytrzymała.Rokkon. babko. rokkon . hej! . żeby zdusić płacz dziecka. chce go zagłuszyć. jest bez wątpienia kobietą bez serca. podbiegła i chwyciła je w objęcia. rokkon.to nie żadne piastowanie. Matsu nie zna słów. więc powtarza tylko wykrzyknik: .Rokkon. Widniały tam cztery siniaki jak niebieskie blizny. rokkon. rzucanie z prawa do lewa. Takie jej kołysanie. lecz złośliwe szamotanie.A naprawdę należy dwukrotnie powtórzyć refren: „Oczyść zmysły wszelkie! Oczyść zmysły!”. Przy każdym „hej” i „rokkon” z rozmachem podrzuca ramiona. Jego odzywki miały inny ton.głuchej kołysance” szczypanie.taka to była piosenka.nie śpiewała jeszcze „głuchej kołysanki”.Kiedy. gdy brak mu wszelkiej przyzwoitości. wyzbyć się grzesznych intencji. nie słyszę zgoła. znaczy w tej. fujaro. Odpowiadając sto razy na to samo pytanie Orin gorzko się uśmiecha. rokkon. Od kiedy zjawiła się Matsu. że mała nie może buzi otworzyć . by oczyścić duszę i ciało. Nic mnie nie obchodzi. Dziki płacz nie ustawał. Dziewczyna kołysze słę jeszcze gwałtowniej i ciągnie: Rokkon. Orin nigdy jak ż)xie długie . idziesz w góry? . jak długo będziesz płaikać.chociaż z początku ich melodie się różniły . Kesakichi wygrzeczniał i przestał Orin dogryzać. że niezdarzone dziecko dostanie „coś dobrego”.Śpiewa Matsu. Dwie są pieśni. bo śpiewa na całe gardło. ile chcesz. choćby bez końca. Dziecko darło się wniebogłosy. Roickon.pieśń Tańców Zaduszkowych i „głucha kołyska”.Zaraz po Nowym Roku. hej! Płacz do woli. a dziecko na jej plecach wrzeszczy jak przypiekane. że Matsu. coś dobrego dostanies?:. Matsu śpiewa.

boso. co żywność kradnie. Za każdym razem Tama go przedrzeźnia. Zadziwią się.Lepiej szybciej .Orin myślała o tym bezustannie. Ma jednak cel przed sobą: pójść na Narayamę.Lepiej później.dla pośpiechu i wygody w bijatyce .Ofiara dla Narayamy! Ofiara dla Narayamy! Zawrzała cała wieś okrzykami i bieganiną. . bić przyszedł. Kij miała w ręce. jak to babka o nas pamiętała. Przezwali mnie jędzą. poddany jest karze najcięższej.I pokłada. A tyle przygotowanego ma na ten czas ryżu białego. że cała rodzina naje się do syta. żeby biec jak najprędzej. machała grubą palicą. grzybów i pstrągów suszonych. me ma czasu na rozmowy. Bywa. jak mnie tu nie będzie. inni nie. . że jego samego pobili. Tama się nie odzywa. wybiegła chybko na dwór. Mówi tak samo jak Kesakichi. jaka to ciężka zbrodnia .kradzież pożywienia. a niech się bandyta sprzeciwi i oddać nie zechce. Wszyscy jak jeden mąż dobrze mają za . ruchliwa Orin mniej miała roboty i czegoś jej brakowało. źe Orin nie wie. . że prócz tego ma jeszcze schowane blisko dwadzieścia litrów. niech tam! O. Złapali go. jak się wślizgnął Pod Spaloną Sosnę i próbował ukraść wór grochu. ofierze dla Naarayamy. Z boku pokazała się Tama. Trzeba iść . Każdy. Matsu też czasem na coś się przydała.. znajdą wtedy powiedzą: o. tego dnia wielka będzie różnica między mną a takim Matą Moneciarzem ~ duma. tłuc go i siłą brać. że O. kto brał udział w rozprawie. naśladuje jego prędką mowę tak uciesznie.konotowane. Urządzili mu tam zaraz „workówkę”.Ja to się zachowam jak przy świecie. dziecko przymocowała na plecach. czym wolny czas zabić. co by się obuł.woła babka. a bywa. Przez cały dzień dął silny wiatr. czeka „workówika”. Posłyszała Orin te wołanie. Nagotowała też rozcieńczonego samogonu. Z domu winnego zabiera się i rozdziela całą żywność.rin śmieje się z nią razem. Najgorszy zbrodniarz we wsi to ten.mamrocze prędko Kesakichi . W domu przybyły dwie kobiety. . . wyskoczyła żwawo z pościeli.lepiej szybciej. Zwyczaj każe. Nagle o świtaniu rozległ się ten dziwny okrzyk: . w spokoju ducha. choć stara. z pobladłą twarzą leci dalej. Złodziejem okazuje się ojciec Deszczowych. Dopiero następnego dnia. nadeszła druga wietrzna noc. Dokładnie sobie dzień ten wyobraża. lepiej później. otrzyma swój przydział. Cała rodzina jest już na miejscu. A ja będę na Górze siedzieć na nowiutkiej macie. .Gdzie? . się ze śmiechu. czuła się niepotrzebna. Takiego. a nikt się nie domyśla.

Patrzą ludzie na znaleziska.Ej. lecz ich też niemało. . z cudzych zagonów. Uratowali się kiedyś . I u Orin. Ciężej będzie niż zwykle. wieś huczy wzburzona. bo przy taki ch spokojnie nie uśniesz. Teraz się rozpoczyna „oczyszczanie domu”. Ją też trapi myśl o zimie.Nie przyszła tu ona dla Kesakichiego. Spod podłogi przybywa wciąż nowych patatów. Głowa jej nie boli o to. chociaż kobieta. Matsu. Siedzi Tatsuhei z podpartą brodą. co ma innego robić. jak wszędzie.wyjaśnieniem. rozgotować. . A najgorsza już Matsu. że zgadła. a i dzieci podrosły. tym więcej przybędzie. Dużo gąb łakomych. pochłania ogromne ilości jadła. że całą zimę jedli korzenie w górach kopane i tak się przeżywili. . Matsu nie rozumie. a u Deszczowych ani dziesiątej części tego nie zdołaliby zebrać. skąd tę żywność zdobyć. wyrzuca na zewnątrz wszystko.przymówił dziewczynie Tatsuliei. więc i troski te same co u tamtych. tylko że tym razem ludzi więcej. Podkradali. tym więcej przybędzie? To jak nie zjesz wcale. nie będzie ni ziarnka . z tego wszystkiego ledwie nogi ciągnie. i do Tatsuhei’a bieda niedługo zawita. choć ich podejrzewano. Wczorajsze zdarzenie stawia mu to wyraźnie przed oczy. Tyle je. Cała wieś wie najlepiej. Orin czuje. Jak bulwy na sadzenie do brzucha pójdą. dolać by wolały więcej wody. złodzieje. im więcej zjesz. dobre pół kwintala. Nastaje nowy dzień. co znajdą do jedzenia. Matsu. .Im więcej zjeść. Choćby jak wtedy z gotowanym grochem. Płacze przeraźliwie. Zatroskały się Tama i Orin. Wsi całej! Deszczowych po raz drugi przyłapano na kradzieży. przyniesiono na plac. Co roku zimą ciężko. jakie u kogo wykopki. spokoju nie zazna. Gromada silnych chłopów wpada więc do środka. Deszczowi na swoim kawałku tyle nie zebrali! Żeby zebrać pataty.jeszcze za dziadka . tym lepiej obrodzi. Orin siedzi koło syna. Na wiosnę w każdym domu już ich brakuje. aż się zebrała kupa. Wytracić co do jednego. w którym nikt ręki do roboty nie przykłada.We krwi mają złodziejstwo. Je Matsu bez końca i powtarza: . . osiem osób. nogi przed siebie wysunął i rozmyśla. to na przcdnówku nie zostaje wiele. trzeba je i sadzić. wszyscy coś nieswoi. Deszczowych jest dwanaścioro. że niezawodnie jedzenie jakieś gdzieś tam pochowane mieć musieli. Złapano go Pod Sosną. że ją z domu musieli wypędzić.Przeżyjemy my tę zimę. Naradza się po cichu gromada. a oczy im krągleją ze zdumienia. Cała jego rodzina zasiąść musi obok. czy nie? Nie tylko o Deszczowego chodzi.Ojciec Deszczowych słaby.

Straszne łajdactwo! . Kesakichi! Wtedy dopiero Matsu przerywa jedzenie. bo nam spać spokojnie nie dadzą! Wybić do .pyta poważnie. Pewna rzecz.Trzeba odpłacic . sypie się żółta mączka wkoło stępy. zanim dorosły.. .Daj no jej po pysku.mówi piosenka . to moczony. Chodzi oczywiście o Deszczowego.Dziś tom się spracował! Rzeczywiście. Nie było domu we wsi.Dziwne mi było. Przypomniała sobie Tama robotę. gdzie by nie uważali. Natomiast moczony. przytaszczyła z komórki kamienną stępę i zaczęła tłuc groch. . niż z podziału dali. Jakież to on straszne łajdactwo popełnił! Ciągle jeszcze Moneciarz nadziwić się nie może. Wyraźnie są podebrane z pola. po kryjomu.Patrzcie na pataty.tym galganom.ciągnie sąsiad . ojciec ślepy niedowidzi. a starzy źle widzą. po prostu stary. naprawdę? . ale gryziony na surowo trzeszczy i ślepy ojciec zaraz zgadnie. że więcej im podebrano. trzeba by porcjować i wydzielać. . W tajemnicy przed starymi młodzi. Spojrzał Kesakichi i zaśpiewał: Jak masz groch jeść. hej! „Moczony” to znaczy.Jest ich dwanaścioro. że dzisiejszej nocy kraść przyjdą.można jeść samemu. Orin i Tatsuhei myślą więc o zimie. . Dzisiaj i ona była przejęta. dobiegł na miejsce najpierwszy z całej rodziny. żem mało wykopał. Takiego samego zdania jest Tatsuhei. a tu podkradano! Więcej nii ukradli.odparł Tatsuhei. O tym właśnie mówi piosenka. W izbie rozsiadła się również Matsu. najedzą się do syta.Co. . Kesakichi z osobliwą miną oznajmia: . jakie małe. dostał większy niż inni przydział patatów. a że był też w grupie „oczyszczania domu”. nic zobaczy. co to.Tutaj u nas pcha się do brzuchów bez pamięci. Robi się i prażony. Groch łoskocze.mówi od progu. z rana nie brakło mu ruchu. wystawiła przed siebie wielki brzuch niczym żaba. że dobrze trzeba go namoczyć. . „Slepy ojciec” niekoniecznie ma być ślepy. niż dostali 2 podziału. W trakcie śpiewania wchodzi syn Moneciarza. Nad tym samym rozmyśla Tama. Na to Tatsuhei: . . miękki . Zrobić coś jak najprędzej.Łatwo powiedzieć . co są bardziej głodni.

to przy pochowku. Poszedł syn Moneciarza. kruki kraczą . W tym akurat momencie rozlega się krakanie.Głupia! Sam wrzucę. Na pobliskich wzgórzach jest wiejski cmentarz.mówi Orin . Co mi tam! „Co mi tam” znaczy nic trudnego. Więc Kesakichi . kiedy będzie pogrzeb. że od dzisiejszej nocy poczynając Deszczowi ginąć będą po jednym bez wieści. zaniosę na urwisko. odchodzi. Pogrzeb . Na tę myśl każdy zamyka się w sobie.Nie da się . Tama zatrzymuje stępę.odpowiada syn Moneciarza rozdrażniony i rusza do wyjścia. Nie będziesz. Gdy umiera kto młody. . A pamiętaj. nie bój się.Do rozmowy wtrąca się Kesakichi.Bez żartów! Nikt dziś nie pracuje. Znowu zapada milczenie.pyta. Cała wieś podrażniona wynika z tego. Porcję tę kruki wydziobują w jednej chwili. odgłos się niesie jak grzmot daleki.Widzicie.Słyszę. Nawet zgrzyt poruszanej przez Tamę kamiennej stępy brzmi teraz dziwnie niesamowicie.To co. .Głupstwo. Kesakichi też nie chce być gorszy: .żartuje.Nie ma gwałtu. że z góry wiedzą. Jak się szczurek urodzi. a rodzina pozostała. słyszę. com powiedział? Sam wrzucę. . To i mnie trzeba iść. . . że te krakania zapowiadają czyjąś śmierć. coś obiecał . siedzi milcząc.Słyszysz. Wykopać wielki dół i wszystkich zagrzebać! Tama przestaje mleć. rzuca przez ramię: IDziś w nocy się na pogrzeb zanosi. Wierzą ludzie. na zapas się cieszą kraczą. jak w tej piosence. cisnę do przepaści. pójdziesz w góry po Nowym Roku? .radość dla wron i kruków. znajdzie się na grobie ofiarna miseczka tyżu. Orin słysząc pytanie wzdycha z ulgą.odpowiada zagadnięta.si się raptem. Łomoce kamienna stępa Tamy. Leżący Tatsuhei podno. Od razu też odpowiada: . . do Matsu: . I teściowa z tego domu poszła. wszędzie radzą . Rzuca żartem: . A mają te ptaki taki dziwny instynkt.bo o takich rzeczach radzicie. Tamten odwraca się. nawet w tej głodnej wsi.Gdzież znaleźć miejsce na taką gromadę? . babko. wiadomo.Moja babka z „tamtej wsi” w góry poszła. Wszyscy jak na komendę wpatrują się w wielki brzuch Matsu.

Co tam. O tym właśnie jest ta pieśń. . i Tatsuhei. Ale tym razem przecie to stara pieśń. więc też zaraz się usuwa i oddala. tupot wielu stóp. rozmyślając. Kesakichi znów zaczyna śpiewać: Góry płoną. to sobie wymyśli i doprawdy wyśmienicie. „Stoją zeschłe drzewa” brzmi jak pieśń pielgrzymia. niechże się przypatrzę. wzruszająco. Niechby zechcieli być choć trochę twardsi. Do dziś cały czas tym się gnębił biedak. jak tu gęsto zeschłe stoją drzewa. Bo i zimę trudno będzie mu przetrzymać. aż łzy wyciska .kiedy Kesakichi ciągnie jeszcze „. póki żyję. Pięknie i melodyjnie. czy czasem nie płacze? Ot.Głupiś.Pójdziesz w góry? .. i iść na Narayamę ciężkie przeżycie. .. No..Kesakichi! To nic daje! Ma być: góry płoną. przykrył sobie czoło ściereczką. zasłonił oczy.Naprawdę? A stary Moneciarz śpiewał tak.zupełnie jak recytacja naniwabushi .tak spytał. Wyjrzyj. .poprawia.myśli.nazbierać!” Mijają trzy dni. Orin uważała. . z nosidłcm na plecach chrustu trza nazbierać. Dawno już temu był wielki pożar.głośno śpiewa. Kesakichi potrafił teraz zręcznie przerabiać słowa pieśni. Tama wybiegła. . że rodzina Deszczowych zniknęła ze wsi. Tym razem słowa są takie jak trzeba. A już raz sobie przerwała robotę i nad rzeką była. Podsuwa się Orin. gęsto stoją zeschłe drzewa . Już na drugi dzień wiadomo wszystkim. Coś takiego! I ona łzy leje? Czyste zmartwienie. Trzeciej nocy o późnej godzinie rozlega się przed domem Orin i ginie w oddali. myje się nad rzeką przed domem. wszyscy w góry uciekli. że oczy Tatsuhei’a podejrzanie błyszczą. który leży na wznak. czy nie tak. z nosidłem na plecach chrustu trza nazbierać. ojcze. zginie przekręcona . gęsto stoją zeschłe drzewa.Zerka z boku na twarz leżącego. . Ustał stukot stępy.. prawdziwe nieszczęście.Hej. że co zechce.. jaki miękki.frasuje się babka. Tatsuhei? Orin spogląda w stronę syna. .. . Widzi. delikatnie ściąga ściereczkę. Patrzy Orin z ukosa i żal jej się robi raptem Tatsuhei’a. hej! pięknie śpiewasz! . i Tama.woła Orin . sami słabeusze. z dawna śpiewana. w strome pobliskich wzgórz. Oczy mu się świecą.

wszystkich zwołaj. . Cztery dni przed Nowym Rokiem wczesnym rankiem Orin wywołuje Tatsuheii’a. Jemu przypada prawo starszeństwa..Jak nie zechcesz. bo się porozchodzą z domów w góry. to nie. Nie ma już wątpliwości. I utywają się na ten temat wszelkie rozmowy. by kobieta towarzyszyła przy takiej posłudze. Orin postanowiła następnego dnia udać się na Narayamę. gdzie ich brak. Straciło już sens pierwotny I brzmi po prostu jak adres. ledwie się przebudził. Dziś jako pierwsza głos zabiera kobieta. Więc zaprasza tych. Nadszedł grudzień i zima zrobiła się mroźna aź strach.Śnieżne bamby przyleciały! Słysząc to Orin oznajmia mocnym głosem: . choć to rzadkość wielka.Co tam. że trochę wcześniej. Tego dnia zebrali się wszyscy zaproszenl. Zazwyczaj idą mężczyźni. Rzuca się wprost w oczy. Orin potrafi takim tonem zmusić go do posłuchu. Zwą ją Niecierpliwą Teru. by ich poczęstować. jakie niezgrabne ma ruchy I jak sapie. którzy byli już na Górze.Icazanie. więc nie odpowiada. . zanim śnieg spadnie. A śnieżne bamby to małe białe owady. . Pierwszy wśród zebranych zabiera głos ten. Według kalendarza księżycowego najmroźniejszy czas w roku. . wszakże obecni są ci tylko.odparła Orin.Kiedy ja w góry pójdę. Zaproszono więc siedmiu mężczyzn i jedną kobietę. proszą przeważnie o pomoc innych. Lepiej już. samogonem. a i rodziny.rozkazuje Orin . które się pokazują. Każdej osobie wygłosić wolno jedno pouczenie. na dwór. idź po nich! Tak.Głupiś . co byli na Górze. że to już jutro. . to zanim się szczurek urodzi. Jak Iść. Twardy jej głos leci za odchodzącym synem: . . on jest przewodnikiem i opiekunem całej reszty. Rozbiegły się dzieci wołając: . jak wypada.idzie po całej wiosce przy . ale kilka pokoleń wstecz był w jej rodzinie wielki złośnik i stąd właśnie wzięło się przezwisko. W ostatni wieczór wedle zwyczaju należało im się po łyku alkoholu. co chodzili na Górę. Jest to spokojna osoba po pięćdziesiątce. śnieg będzie padać! To na pewno.Za szybko! Starczy po Nowym Roku! Tatsuhei traci głowę na wieść. Sama pójdę.Więcej o nich ani słowa! .O. Była ona na Narayamie w zeszłym roku.Dziś wieczór zwołam wszystkich.Szybciej . W czasie tego rytualnego picia daje się wskazania co do wędrówki. Szepce mu do ucha: . Tatsuhei nie chce na to przystać. że Matsu zbliża się do rozwiązania. kto znalazł się pierwszy na Narayamie.

który wciąż tak samo recytując. zrobiły swoje. . Sięga po samogon. słyszeli o tym z rozmów. gąsior idzie w ruch i na tym koniec. wiedzieli. Podaje gąsior dalej. wszyscy zresztą. który przygotowała Orin specjalnie na tę okazję. Trzecie” kiedy z Gćcy powracasz. podnosi się po dichu i milcząc wychodzi. był to przyjęty zwyczaj. znów podaje dalej. . który recytuje: .Skończył mówić. czwarty z kolei ma objaśnić drogę. Cztery osoby. lecz trud to szlachetny ~ mówi Teru. choć we własnym domu. nie oglądaj się za siebie. zaczyna się ścieżka Narayamy. pociąga z . kto ma dosyć. Ostatnia wraca do domu Niecierpliwa Teru. Drugie” uważaj. Żeby nikt cię nie widział. Goście pochylają głowy. przemawia: .niego porządny łyk.Kończy mówić i sięga po gąsior. jak z domu wychodzić będziesz. A jak się ona kończy.Trudna wędrówka na Górę. Prawie dwadzieścia litrów samogonu. . Okrążyć staw trzy razy i od kamiennych stopni wejść na czwartą górę. Teraz Teru recytuje w stronę Orin I Tatsuhei’a. i Tatsuhei. Niecierpliwa Teru prostuje się i składa ukłon dwojgu siedzącym.M. Teraz jednak. Na koniec gąsior wraca przed Teru. Z kolei bierze Teru gąsior i przytyka do ust. łyka i gąsior idzie w ruch. Objaśnienia skończone. przekazując z rąk do rąk naczynie. obejść brzegiem pod ostro . Każdy pije więc swoją kolejkę i gąsior staje przed następnym gościem. które mogły głos zabrać. . Pierwsze” w czasie wędrówki rozmawiać nie wolno. Pociąga łyk i podaje następnemu. Staje przed trzecim z kolei.Oidn i Tatsuhei. . i synem stoi wiec gąsior. wyciąga rękę. zajmują honorowe miejsca. ile zdoła. Z jej szczytu na wpro^st za doliną widać Świętą Górę Narayamę. słuchali pilnie. pomiędzy dębami.micli ich przed sobą. że zebrani dawać będą różne wskazówki. Ten.krzewami. I Orin. jakby z księgi czyMuszą być wypełnione wszystkie przykazania. Naprzeciwko zasiadają przybyli.Muszą być wypełnione wszystkie przykazania. bardzo przejęci. Przejście nad przepaścią dwa i pół ni ‘I Będzie tam jeszcze droga z siedmioma zakolami. Przed matką. Teraz nikomu już nie wolno się odzywać. wszyscy kolejno piją. co ją nazywają Siedem Jarów. Piją teraz w ciszy.Droga na Narayamę jest taJca: trzeba obejść dołem górę za wsią. Pouczenia skończone. Orin i Tats’uhei’owi odzywać się nie wolno. pije. Na Górze czeka Bóg. iść trzeba wciąż pod górę i pod górę. kiedy rzeczywiście . Obejść przepaście z prawa i kierować się ku górze po lewej ręce. Ścieżki prawdziwej nie ma. dojść do następnej.uszą być wypełnione wszystkie przykazania. Wspiąć się na trzecią górę. staw tam będzie.

. skąd ten odgłos dochodzi. Kiedy dom opustoszał.Podnosi się i ręką daje znak Tatsuhei owi. już pod samym domem. twarz zakrył rękami. nasłuchuje. koło drugiej nad ranem dobiega do jej uszu płacz jakiś. Wychodzi Tatsuhei prosto na syna Moneciarza.Durny! Zadziwił się Tatsuhei takiej determinacji młodego sąsiada. .ulżyła sobie w myśli.Co się stało? . rokkon. Jego syn. Noc blednie.jak nie chcesz iść na samą Górę. sznur się zerwie. że to Mata. rokkon. patrzy. a z nim razem . stanął.Sznur mi przegryzł i uciekł! . Trzyma w rękach szorstki sznur. . Tatsuhei zjawia się natychmiast. Nic go nie obchodzą głupie rady.woła Orin. .myśli Tatsuhei.„diabelska kołysanka”. wielkie jest brzemię. . I zaraz. wolno ci zawrócić z Siedmiu Jarów. rozlega się pieśń . Całkiem głupi! . . wyszła do sieni. Rokkon.dodaje szybko Teru . lecz nielekko w góry razem iść. i otworzyła. Orin i Tatsuhei układają się do snu. Jednak Orin nie zamierza zasnąć: następnego wieczoru odchodzi przecie na Górę. Dziwną rzecz powiada! . Orin się z takim zapałem szykuje. W jasnym świetle księżyca widzi. woła go na zewnątrz. Teru trwożliwie rozgląda się w ciemności.Tatsuhei! . Głupiec! .myśli Otin. hej! Rokkon. Ja tylko mówię.Posłuchaj . . Z ciemności nadbiega plaskając bosymi stopami mężczyzna. Słychać go coraz bliżej.szepce . jakby zagłuszyć miała ten lament. spoglądając z niesmakiem na Matę.Bo to . Po chwili słyszeć się dały kroki i zgrzytliwe drapanie paznokci o odrzwia. Zobaczył sznur. . nic więcej. posłuchała.mówi tamten złowrogo mierząc Matę oczyma. leży skulony i trzęsie się cały. Oczyść zmysły wsze! Oczyść zmysły! Wystawiła Orin głowę z pościeli. Jakże to. hej i Niby lekko. Bo jest w jedinej starej pieśni: Z całej mocy kołysany w diabelskiej kołysce. on także nie mógł zasnąć.Cóż to takiego? Orin wstała.pyta. Ramiona ciążą.I choć w pobliżu nikogo nie ma. Teru odchodzi.przykazano powiedzieć na osobności.

po lewej pionową ścianę skalną. dotarł do stawu. Tłumaczyła mu Orin serdecznie to. dotarł do ostrokrzewów. Wziął Matę na barana i odniósł do domu. księżyc się nie pokazał i Tatsuhei ruszył w drogę po ciemku. Następnej nocy Orin udaje się na Narayamę. U trzech kamiennych stopni wyrosło przed nim wysokie zbocze.rozstrzygnął Tatsuhei. Ulokowała się na drewnianym nosidle na plecach Tatsuhei’a. Znał Tatsuhei to miejsce. Nie chcesz chyba zrywać więzi krwi dopóki żyjesz.zerwie się więź krwi. tak postępować. Wybiegła na pole i z dłonią wspartą o pieniek odprowadziła ich wzrokiem w ciemnościach. jak ślepiec. Wiatru tej nocy nie było. był tu kiedyś. co tam .stokroć to gorzej niż w pieśni. oo sam od szarpania puści. Żeby się dostać na Górę. Ciemność poczęła rzednąć. . wstała i ostrożnie rozsunęła drzwi. Dzieliła go od niej jeszcze jedna przepaść. a rozpadlina jej głęboka była jak czeluść piekielna. a kiedy okrążył staw. żeby syn musiał użyć sznura.. że przegryziony . tamten zaś powiada. Nie myślał on o tym. Tu jednak mowa o sznurze.. Teraz jednak ruszył prosto przed siebie. Uszanować trzeba i Boga na Górze. Z wieczora opłukała biały ryż dla wszystkich na następny dzień. Po prawej ręce miał teraz urwisko. Nad przepaścią wznosiły się cztery wysokie szczypty. tylko zimno przenikliwe. musiał zejść niżej. Była wysoka. sąsiedzie. dokoła panował zdradliwy mrok. a im bliżej szczytu. co sama uważała za właściwe. Tama wysunęła się z posłania. Tatsuhei przeszedł brzegiem wzgórza za wsią. Chmury kryły niebo. Zazwyczaj przed ostrokrzewami skręcał w lewo czy w prawo. głęboka jak piekielna czeluść. którzy wybierali się na Narayamę. był już w mocy Boga. Stąd jednak zaczynała się droga. Dlatego też Tatsuhei stąpał ostrożnie. którą chodzić było zabronione . co ma pod stopami Droga nad przepaścią liczy dwa i pół ri. Od chwili..wstępowali na nią tylko oi. tym większa stromizna. przejaśniło się prawie całk iem. Wspiął się na czwartą górę. raz jeszcze opowiedziała Tamie dokładnie o pstrągach i grzybach. zważając pilnie na to. Przed nim w całej okazałości stała Narayama. Tatsuhei dobrnął do szczytu i wytrzeszczył oczy. Gałęzie nad głową zaświstały jak piszczałki. gdy ujrzał Górę. na ścieżkę na jej grzbiecie. nogi same niosły go na Narayamę. Kiedy oboje wyszli. zupełnie jakby do wnętrza jakiego domu wszedł i szedł środkiem. Wreszcie. że wszyscy posnęli.Dziś jeszcze go przenocuj . powiedziano.Nie wypada. popędzając opornego Tatsuhei’a. i syna swego. kiedy się przekonała. Okrążył drugą i trzecią górę. Otin karci Matę i tłumaczy mu: .

Pnie się Tatsuhei.mieszkał. Minął Siedem Jarów.myśli Tatsuhei. wsparte są na głazie. Trup poruszył się na jego oczach. Nogi ma jak kłody. Oriin od samego domu milczy. że cała góra fakije. W tej samej chwili spostrzega. Naprzód! Rusza więc dalej. Ogarnia go nienawiść i groza. i na rozkaz boży zdążał przed siebie. Kawałek dalej pod drzewem leży świeży trup. nienawistnie spokojny. Dociera wreszcie na szczyt. Tylko że ubranie ciemne. a dęby ciągną się bez końca. A jednak się poruszył . Spojrzał jeszcze Tatsuhei na trupa i widzi drugiego ptaka. ruchem człowieka odskakują i spacerują dokoła . Przy każdym kamieniu i głazie bieleją kości. Za każdym. postanawia. Kruk wzbija się w powietrze. Orin wyciąga rękę: Dalej. Stoi Tatsuhei jak wryty.pokazuje. a w klatce piersiowej kruki się zagnieździły i jedzą sobie! W środku siedzi może więcej . Tatsuhei przypatruje się twarzy zmarłego . Żebra. Mijając wielką skałę zauważa. dwie ręce trochę dalej wyciągnięte na boki. Jest już prawie na szczycie. wciąż pod górę. Teraz za żadną cenę nie wolno mu się już odzywać. Skurczone. Zza jego pleców Orin daje znaki. Rusza Tatsuhei dalej. wszystkie osobno. naprzód! . Idący wzdryga się po raz drugi. A trup rusza się znowu.wydaje się. Rosły tu same dęby. Wygląda. oparte o skałę zwłoki. Wron i kruków ciągle przybywa. myśli Tatsuhei.myśli. powolne i . Na jego piersi siedzi kruk. Dalej drogi żadnej nie było. że spod spodu wychyla się następny łebek. Bezszelestnie rozkłada skrzydła i zatacza kręgi. zobaczył Narayamę tuż przed sobą. lecz idzie ciągle pod górę. Wzdryga się i machinalnie przystaje. Jakoś nie uważa ich za ptaki.dziwi się Tatsuhei tej mnogości. więc Tatsuhei nie zauważył zrazu.myśli. znów się zatrzymuje. I w drodze ani razu nie reaguje na próby rozmowy. Dużo tu kruków . lecz czaszka potoczyła się dalej i spoczywa odwrotnie niż powinna. Rozrzucił zmarły nogi i leży.z całą pewnością jest martwy. Są więc na miejscu. Ręce zaciśnięte jak w modlitwie. jakby żył jeszcze. Są niesamowite: oczy jak u czarnych kotów. że w jej cieniu siedzi jakiś człowiek. więc piąć się począł pod górę. głazie widać białe kości: rozróżnić można dwie nogi. Tupie mocno nogami w ziemię. ale ptak nie odlatuje. jak u pierwszego trupa. tak jakby ktoś dla zabawy poukładał kości. A stukot łap na zeschłym listowiu rozbrzmiewa ja k ludzkie kroki. Doszedł tak do Siedmiu Jarów i kiedy podniósł głowę. Przy następnym. Dwa były .

Tatsuhei natrafia na pustą przestrzeń. rozkłada ją pod skałą.westchnął z ulgą. planował na zapas. a i inne dokoła wzbiły się do lotu. że to jemu do głowy nie przyszło. Orin zamachała nogami. nie taka jak w domu. że jest to już inna twarz. łzy lecą mu jak groch wielkie. skąd przyszli. Będzie wśród tych kości najmniej paru ludzi. który idzie patrząc pod nogi i stara się je wymijać. Nagle rzuca mu się w oczy porzucony drewniany kubek. odkrywa owinięty wokół cienkiej szyi sznur. Kiedy się tam znaleźli. Ręcc krzyżuje na piersi. co ich znałem . Tatsuhei wytrzeszcza oczy. . Bez ruchu spogląda w dół. podniósł kamień i cisnął.Nie do wiary! Zdumiewa się coraz bardziej. w oczach się mieni. żeby spuścił ją z pleców na ziemię. Znacząco klepie ramię Tatsuhei’a. Tatsuhei’owi zlanemu perlistym. Schodzi na dół chwiejnie jak pijany. Na skale siedzi kruk i łypie okrągłym jak paciorek okiem. Orin wyciąga rękę. Widnieje na niej piętno śmierci. gdzie kości już nie było. . Odwiązuje od pasa zawiniątko. Mocno popycha go w plecy i Tatsuhei poczyna schodzić. Ptak uciekł. Trafia ręką w twarz trupa. jakby śnieg napadał. Jakże. Potyka się i omal nie pada. Tatsuhei zdejmuje nosidło. ze srogą miną bierze zawiniątko i kładzie na macie.Tyle odwagi nie mam . ściska dłoń syna. same jałowe kamienie. aż doszli na zbocze. Tutaj aż biało od kości. czupryna mu paruje. że żywego nie rozdziobią . I obraca go w kierunku. w zszarzałe kości z resztkami ciała.szepce. jak przykazanie każe. nic oglądając się za siebie. Orin mocno ściska rękę syna. unosi w niebo puste nosidło. Kiedy usiłuje powstać. więc Tatsuheiowi. znaczy. Orin staje sztywno na macie. Żal go zdjął. Kimono jej zamiast pasem obi ściągnięte jest sznurem. tłustym potem robi się gorąco. chce je przymocować u nosidła. Schylił się Tatsuhei. wybrał się ktoś tutaj i nawet kubek zabrał. Tatsuhei bacznie w twarz jej spogląda. Ten.Jeśli uciekają. Zwiesza głowę.duma. Orin ściąga matę owiniętą wokół bioder. Z zaciśniętymi ustami wygląda jak posąg. Kości też coraz więcej. łokcie sterczą jej na boki. Osłupiał Tatsuhei z wrażenia. Potyka się o kości i pada. Schodzi. jedzenie wraca na matę. Piął się coraz wyżej. Żąda. Tym razem Tatsuhei wydziera jej siłą nosidło.ociężałe. Orin wybiera ze środka jedną kulkę ulepioną z białego ryżu. a resztę lokuje jak przedtem. . Ledwie się na dziesięć kroków oddalił. kto był tu przed nim. I spostrzega naraz. .

Orin parę razy przecząco pokręciła głową. nic więcej. Przystanął Tatsuhei z mimowolnym okrzykiem na ustach. to odleciały pewnie do wsi albo w gniazda się zaszyły . . ..padał śnieg tamtego dnia”. odejdź! . Biały pył leci między gałęzie dębów. Spadł śnieg.Schodzi coraz niżej i jest już w połowie góry. Jak biały lis patrzyła w jeden punkt i szeptała modlitwę.Zimno ci pewnie. gdzie zostawił matkę. piersi. śnieg pada.wrzasnął Tatsuhei. Wpatruje się w białe płatki. Śnieg wiruje coraz gęstszy. że tamten w dole chce zepchnąć Matę do Sicdaniu Jarów. Orin przytaknęła mu skinieniem głowy. .nakazywała tym ruchem. że śnieg pada! Naprawdę. a powiedzieć jej tylko.Matko. doprawdy.i śnieg spadł. dookoła się zrobiło całkiem biało. spostrzegł syna Moneciarza: opuszczał on właśnie z ramion nosidło. . gdzie nikogo nie spodziewał: się zastać. śnieg pada! . Śnieg pada. kolana przysypane były śniegiem. tak zaśnie. Tatsuhei ostrożnie wychylił się zza głazu. Tylko że Orin zawsze mówiła: . . Nim doszedł do skały. To właśnie musiał powiedzieć.Odejdź. Był akurat nad Siedmioma Jarami. rozwarł szeroko oczy. śnieg spadnie . górskim wietrze. że nie ma już kruków. nie tylko się obejrzał. ale włosy.Śnieg będzie padać . Ponagliła go machnięciem ręki do powrotu.zakrzyknął Tatsuhei.i rzeczywiście tak było! Ostro zawrócił Tatsuhei pod górę.Miałaś szczęście. Orin w milczeniu pomachała ręką. Dobrze. że śnieg pada. To tak jakby zbrodnię miał popełnić. śnieg pada! . Siedział na nim Mata. spojrzał. Przed nim siedziała Orin.Śnieg. Słomiana mata osłaniała jej głowę i plecy. ni jednego. obwiązany sznurem jak zbrodniarz.I powtórzył fragment pieśni: . Chciał obwieścić Orin. Sterczą nad przepaścią . .pomyślał. co ona tam robi. Nie obwieścić nawet. że gdy w góry pójdzie.„.. ale nawet zawrócił aż tutaj. pxawdziwy śnieg! Tę jedną rzecz musiał jej przekazać. Piął się zakazaną drogą żwawo jak małpa. . Zauważył teraz Tatsuhei. że śnieg pada! Cieplej jest pewnie otulonej śniegiem niźli na zimnym. kiedy tam. Wychylił się zza głazu. matko. Złamał wszystkie zakazy wędrówki na Górę. Teraz jeszcze złamać chce nakaz milczenia. Zbiegał czym prędzej z góry by kto nie podpatrzył złamania przyrzeczeń. Orin zawsze powtarzała.Ach! . żeby zobaczyć.zawołał jeszcze Tatsuhei i puścił się ze zbocza jak ścigamy zając. Stanął. Zrozumiał. kiedy zabieliło mu się przed oczami. Nie pamiętał teraz o żadnych przykazaniach i przysięgach.

z całej siły wczepia je w kołnierz tamtego. Pewnie . zrzuci go na dół. Po raz pierwszy dociera do niego znaczenie tych słów. a jej czeluść piekielna nie wiedzieć jak głęboka . drugą ręką chwyta go za ramię..przeczuwa.Kruki! Skurczył się Tatsuhei. Ten pada na wznak. ciemna chmura kruków i ulatuje ku górze.pomyślał sobie .Jak nie chcesz. tam się pochowały. Mata wystawia jednak spomiędzy więzów wolne palce. dzień się skończył. przewłaca się na bok i wreszcie stacza na dół ze stromego stoku. Toczy się też jak worek kartofli. co odpowie. .. a tam dziecko popłakuje pewnie Odin .zatrząsł się Tatsuhei. Martwił się.tam to zamierza wrzucić Matę. nie wchodzi. .skrzydła wyrosły. czemu nawet picia nie postawił. jeśli go zapyta: . widać. Zepchnie go na dół . Rozwrzeszczane ptaki powracały kolejno w głąb przepaści. jakby mu. dwa razy koziołkuje jak piłka. że mu straszno.duma. jasne teraz. wolno ci zawrócić z Siedmiu Jarów. Śnieg pada wielkimi płatami. Syn kopie Matę w brzuch. z krakaniem wielkim krążą kruki. to dziś oplątany jest sznurem niczym kokon. co mu powiedziała w zeszły wieczór Teru: .cztery szczyty. Zanim Tatsuhei dobrnął do wsi.Żer dla kruków! . Ale tamten i tak już chyba nie żyje po upadku. Do domu wrócę. głową ku otchłani. Wczoraj w nocy Mata uciekł. Tatsuhei patrzy w przepaść: z głębiny wznosi się jak cyklon wielka. który zgarbił się i jak wilk leci. Patrzy teraz Tatsuhei na syna Moneciarza. Syn popycha tłumok.Tak postąpił. on też obserwuje ptaki. . nasłuchuje tylko. A kiedy syn usiłuje się uwolnić. mrok zapadł. Na patrzącym z góry Tatsuheiu walka ta sprawia wrażenie jakiejś milczącej zabawy. nieswojo mu na duszy. co tam w środku. kłębiasta. a że śnieg pada. Tatsuhei myśli: . nie jak żywa istota. Pakuje puste nosidło na plecy i ucieka. Wysoko nad głową.są w tym jarze gniazda.Kiedy babka wróci? Stanął pod bramą. I Mata zleciał prosto na te gniazda. Spoglądając za uciekającym. Ale już nogi Maty niebezpiecznie zawisają nad przepaścią. Przypomina sobie.

A małe dziecko w izbie uwierzyło wtedy.Nie . Stał przy nim samogon. Otwierał drzwi. gdy w góry pójdę. Choćby i najzimniej było. śniegiem okryta. kiedy z komory wyszła Matsu: obwiązała wielki brzuch pasiastym obi. Ściągnął drewniane nosidło... to kimono moje cieple w domu zostawię. pełznie jak krab! . Śpiewają.nie było jej. krab się nocą nie odzywa. śnieg pada. co to jeszcze wczoraj był własnością Orin.A właśnie średni syn śpiewa siostrze piosenkę: Czy zostawić babkę za wsią na górze. a więc wiedzą. Bo to stamtąd i krab znajdzie powrotną drogę. że Orin nie wróci. drzwi na cztery spusty zamknęła i nie otwierała.. . które Orin z wieczora starannie złożyła. bo łatwowierne było. pieśń o grubym kimonie. pasem.. Wiedzą już! Powtarzają wciąż tę samą pieśń o krabie: I podpelznie. powtarzał wniebowzięty: . .Krab nie płacze. I w ten sposób małe dziecko oszukali. To ptak nocny kwili.odparli dorośli. śnieg pada. Endo Shusaku Zdarzyło się to w czerwcu dwa lata temu. . I powiedziało małe dziecko: . w mgliste niedzielne popołudnie. otrzepał się ze śniegu. Zapadał zmierzch. Nie jest on ci pono ptakiem.Krab płacze. Kesakichi sączył widać resztki. Głęboko odetchnął. W izbie siedział Kesakichi. Jednego razu pewna staruszka przyczołgała się z powrotem. Choć była niedziela.. a nie wpuszczą kraba do środka. Mówi ta pieśń o tym. nie śpiewa nocą. szczęśliwa babka.Pełznie.. bo podpity. jak w dawnych czasach porzucano starych na górze za wioską. Od rana zasiadłem przy biurku. niechybnie powtarza w myśli.zakrzyknęła rodzina. ma szczęście. Jeśli Orin żyje jeszcze pod tą skałą.. Cicho siąpił nieustanny drobny deszcz. nogi skrzyżował.. Pod nieobecność ojca dzieci rozmawiały o babce. Od czasu do czasu podnosiłem wzrok . że krab przyszedł. Tatsuhei poszukał wzrokiem Tamy . Całą noc płakała staruszka za drzwiami. miałem do ukończenia pilną pracę. z przymglonymi oczami. na plecy zarzucił watowane kimono. Naprawdę. Myśl ta przyniosła mu ulgę. Stoi Tatsuhei pod drzwiami. słucha pieśni.Ma szczęście.

lekarzy itp.szepnął na mój widok wuj siedzący w pobliżu wejścia. którzy. Wydaje mi się raczej. . Zajrzałem do notatnika i spostrzegłem. w restauracji noszącej nazwę Altana Białego Magnezu. podobnie jak mój wuj. że straciliśmy dużo czasu stojąc tak w miejscu odległym nie więcej niż pięć minut od restauracji. ani on w duchy nie wierzymy. Przypadkiem tak się złożyło. w miejscowości Atami i spotkało nas tam coś dziwnego. tylko na stole stała lampa z jadowicie czerwonym abażurem. Koło szóstej skończyłem wreszcie pisać. po szybie spływały wolno krople deszczu. choć niezbyt uczęszczana. Prawie wszyscy członkowie zgromadzenia zaliczali się do mężczyzn w starszym . Restauracja. Kiedy dziewczyna z obsługi wprowadziła minie do środka. W ten wieczór miało się tam odbyć małe spotkanie^ którego organizatorem był mój wuj. najedliśmy się strachu. Zazwyczaj tego rodzaju spotkania odbywają się koło północy. Ale i tak w istnienie duchów nie wierzę. że na godzinę ósmą umówiony jestem w dzielnicy Yotsuya.Później cię przedstawię. Choć ani ja. nie mieli co robić z czasem. Pamiętam. ale wuj specjalnie prosił mnie o wzięcie udziału w zebraniu. lecz wśród członków znajdowali się może i ludzie zajęci. Bezgłośny deszcz padał bez przerwy. Wu] zadzwonił do mnie i poprosił. restaurację z kuchnią japońską.dekoracja pewnie pomysłu mego wuja. tafcie sobie kółko maniaków. zebranie już się zaczęło. Długi czas tkwiliśmy w korku z powodu robót przy linii metra. Nie należałem do ich grona.. że ubiegłego roku w grudniu przebywałem z kolegą. specjalista od ceremonii herbacianej. Zbierała się raz na miesiąc grupa urzędników. żebym o tym opowiedział na wieczornym zgromadzeniu. O wpół do dziewiątej wziąłem taksówkę i pojechałem do Yotsuya. więc powtarzanie wszystkiego po raz setny wydało mi się naprawdę nużące. Jakież mi się to wydało błahe i niemądre! . założył niejaki Soan Takahashi. W pomieszczeniu panowały ciemności. oczy i nosy opowiadających w tym świetle nabierały wyrazu niesamowitości . Zaproszeni prelegenci nie zwlekając przystąpili o oznaczonej godzinie do rzeczy.Jesteś! .naocznych świadków. na miejscach dla organizatorów. Pisałem już o tym w tygodniku. że obaj ulegliśmy jakiemuś złudzeniu. którzy widzieli duchy lub mieli inne niesamowite doświadczenia. Nic specjalnie ważnego. w jednym i tym samym miejscu mieliśmy podobne dziwne zdarzenie. Zaproszono prelegentów . Tego wieczora tematem miały być tale zwane „straszne opowieści”. które da się racjonalnie wytłumaczyć. miała też piękny ogród.na okno wychodzące do ogrodu. również pisarzem. Po wspólnej kolacji bądź to oglądali jakąś osobliwość. Tę Altanę Białego Magnezu. bądź też wyświetlali sobie w tajemnicy kiepskie i podniecające filmy. Mogło się to wydać niezwykłe.

spostrzegł przy świetle księżyca. Jeszcze raz się budzę: babcia znów siedzi przy oknie. gdzie się ukazuje duch staruszki. która tu się właśnie powiesiła . ale sali chorej nie znał. Żeby też ludzie na stanowiskach bawili się w takie głupstwa! Pod czerwonym abażurem siedział właśnie kierownik pewnej firmy i z przejęciem opowiadał o tym. a miejsce przy stole zajął z kolei zażywny lekarz z Instytutu Chorób Zakaźnych w dzielnicy Meguro. Jeden z obecnych natarczywie mi się przyglądał: młodzieniec. Prelegent skończy! swoje opowiadanie. Siedzieli wokół wielkiego stołu na matach.Myślałem. Większość słuchaczy nudzi się pewnie jak ja. Według jednego z poglądów we współczesnej psychologii sen jest zapowiedzią przyszłych zdarzeń. . wiercili się. że to sen.. lecz na mnie nie robi to żadnego wrażenia. przeczytawszy książkę na ten temat.jednym słowem nic ciekawego.Kto to. potrząsając głową. nie mówiąc o uczuciu strachu. kiedy się obudził. że pod oknem siedzi jakaś staruszka.Jestem lekarzem. choć chorobliwie bladej.Znów drzemię. pilnie się weń wpatrując.wieku. który od sąsiedniego pomieszczenia dzieliły rozsuwane drzwi.. że jako lekarz siedzi przy łożu umierającej na gruźlicę. Kierownik opowiada z wielkim przejęciem.Niski mężczyzna na samo wspomnienie drży ze strachu i zniża głos. staruszka wstaje. Dostał pokój średniej wielkości. zajmujący miejsce przy ogrodowym oknie. co mu się śniło. co dzień rano. nie psychoanalitykiem. Pewnej nocy przyśniło mu się. który mu sic zdarzył cztery lata temu.Pewnie przyprowadził go ktoś z członków. palili papierosy i uważnie słuchali opowiadań gości. . Lekarz nazwiskiem Abe na wstępie rzekł coś w tym rodzaju: . Kiedy się w nocy obudził. Pierwszy raz go widzę . Wiercą się leniwie obserwując mówcę.odparł wuj zdziwiony. w którym pracuje. co go spotkało. Szpital ze snu był szpitalem. Zdusiłem niedopałek w popielniczce i z braku lepszego zajęcia począłem obserwować zebranych. teorią snów się nie zajmuję. Odwróciłem wzrok i zapytałem wuja szeptem: . Abe. Siedział złożywszy przykładnie dłonie na kolanach. .Po czym przystąpił do relacji wypadku.pomyślałem zapalając papierosa. . Bo też często się słyszy takie opowieści o pokoju w wiejskim hoteliku. tamten przy oknie? . o twarzy niebrzydkiej. odchodzi w głąb pokoju znika mu z oczu. Przygląda się.. Pięć lat temu był w miejscowości Yamagata i zatrzymał się w hoteliku przy dworcu.. . zapisywał dla rozrywki. choć dziewczyna ta nie jest jego pacjentką. Czasu im nie brakuje! .

W tym momencie zwisająca dotąd bezwładnie ręka dziewczyny się poruszyła. . Najkrócej jak mogłem. sen i datę. patrząc na blat stołu. W pokoju prócz niego nie było nikogo. który miał ją pod swoją opieką. Lekarz wziął od pielęgniarki zastrzyk z kamforą. Zapaliłem następnego papierosa i rozejrzałem się po sali.Już wracasz? . Chora nie żyła. Dziewczyna z obsługi przyniosła mi płaszcz. Opowiadanie to było może trochę ciekawsze niż poprzednie. o co wuj prosił.Tak. zmarła leżała bez ruchu.Wezwać rodzinę! Szybko! . poczuła się raptem źle i dziwnie oddycha. Stan się gwałtownie pogorszył.Abe podniósł głowę i w czerwonym świetle lampy siedział przez chwilę bez ruchu. przebywająca tu od dłuższego czasu dziewczyna chora na gruźlicę. że jedna z pacjentek. pewnie dlatego że i lekarz nie potrafił dobrze opowiadać. Szukanie pulsu stało się już zbędne. Kiedy wybiegła do telefonu. . W środku nocy obudziła go pielęgniarka mówiąc. Kiedy oboje weszli znów do sali.Ja też nie byłem specjalnie w humorze..Chociaż jestem lekarzem. Abe wyskoczył gwałtownie na korytarz. że chorej nie da się uratować. W trzy miesiące potem miał nocny dyżur. pulsu już nie znalazł.Abe siedział przy dziewczynie i w chwili śmierci trzymał ją za rękę. opowiedziałem swoje przeżycie w Atami i ukłoniwszy się obecnym wyszedłem z salki. Zresztą zawsze budzi się we mnie sceptycyzm i niewiara. Znowu zobaczyłem utkwione we mnie oczy młodego człowieka s pod okna.rzucił w stronę pielęgniarki.. Zderzył się z powracającą pielęgniarką. wiele się nłe zastanawiając.Wuj z niezadowoloną miną wyszedł za mną na korytarz. szukając ręki lekarza. chora leżała z zamkniętymi oczami. Dłoń sunęła jak żywa.ucha: . Ja cię przedstawię. doprawdy tamta noc przekracza moje zrozumienie. Siedział z chorą sam na sam. . choć na pierwszy rzut oka poznał. nie było czasu na wezwanie lekarza.Rano jak zwykle zapisałem. . . Nie było bo miłe. Patrzył jak sroka w kość.Po następnym opowiadaniu twoja kolej. a więc racjonalistą. Kiedy Abe wszedł do sali. . . z rękoma złożonymi na piersi. które się zabawiało takimi głupstwami. odwróciłem się bokiem. wziął rękę dziewczyny. którą miałem na następny dzień ukończyć. W tym momencie się obudził. Abe puścił rękę dziewczyny. Skoro spełniłem to. . Czekała mnie zresztą praca. nie miałem zamiaru dłużej tracić czasu w towarzystwie. . Wuj szepnął mi do. wsadziłem ręce do kieszeni. Nie był to jednak bezwolny ruch martwego ciała. muszę. lecz też nie wydało mi się zbytnio wstrząsające.Wtedy przypomniałem sobie nagle swój sen i aż mnie ciarki przeszły. a z łóżka zwisała przeraźliwie biała ręka.

by ten odór bił od niego. że to pewnie benzyna i deszcz na rozgrzanym silniku. Przyszło mi do głowy. mnie wydało się to niemądre. . Obok mnie zatrzymała się wreszcie jedna. przy linii Odakyu. Krople deszczu uderzyły mocniej i od prawego okienka doszedł stuk. . Przecież to ten blady młody człowiek. Za zapoconą szybą widać było jednak. Coś jakby zapach rdzewiejącej miedzi . możemy jechać razem. Puściłem teraz w niepamięć urazę z powodu niedawnego nieprzystojnego zachowania młodego człowieka i gorąco mu podziękowałem.Mój znajomy należy do tego koła. . skierowałem się w stronę stacji kolejki miejskiej. ..Nic podobnego. Jak zawsze kiedy pada. zapach surowizny znów mi się dawał we znaki. Ile razy młody człowiek się poruszył. Nie wiedziałem.Kiedy wyszedłem z restauracji. Taksówka przejechała przez dwie kolejne dzielnice miasta. Więc i ta taksówka zajęta. marki Datsuin. jeśli pan sobie życzy. bardzo interesujące.Widocznie miał zamiar pochwalić mój występ. Odpowiedziałem. pasażer wystawił głowę. Drzwiczki Datsuna uchyliły się. Z podniesionym kołnierzem moknąc na deszczu już kilka razy bez skutku podnosiłem rękę. Kierowca prowadził wóz w milczeniu. . Ruszyłem przez jezdnię. Nieustanna cicha mżawka.Ach nie. jakby grzechot drobnych kamyków. ani przez chwilę nie przypuszczałem. Jechaliśmy przez dzielnicę Jin gugaien.Młodzieniec poprawił się na siedzeniu. Doprawdy. nim się złapie wolną. a zachowanie poprawne.krew też pachnie podobnie. buchnęła mi w nozdrza niemiła woń. że mieszkam w Seijo.Pan był tam po raz pierwszy? ~ Tak. straciłem wiele cennego czasu. Lecz że twarz miał niebrzydką. więc odezwałem się na chybił trafił.Ależ dziwaczne było dzisiejsze zebranie! . Poczułem zniechęcenie. Już gdy wsiadałem do auta. że w środku ktoś siedzi. o czym z młodym człowiekiem rozmawiać.Dokąd pan jedzie? . . ciągle jeszcze padał drobny deszczyk. . z lekką ironią. .Młodzieniec miał głos wysoki jak kobieta.. dobrze się trzeba namęczyć.Jadę do Kitami. Tetiaz szybko do domu i do biurka! Przejeżdżające taksówki wszystkie zajęte. biorąc udział w bezsensownym zebraniu. . Po głównej ulicy w Yotsuyamitsuke przejeżdżały pojedyncze auta chlapiąc błotem. Rezygnując z niej. który mi się natarczywie przyglądał w Altanie Białego Magnezu.

. Zauważyłem raptem coś osobliwego. młodzieniec zwrócił się gwałtownie w mO’ją stronę i zawołał: .. były dziwnie długie.. Sięgnąłem po papierosa.powtórzył młodzieniec tym samym bezbarwnym. co powiedział. . .sashino.Tutaj .Na przykład zdarzenie w hotelu. padał deszcz.Proszę? . wymijając liczne wozy. Przez dobrą chwilę siedzieliśmy milcząc. na cóż on tak patrzy? Bladą twarz skierował przed siebie. jak wygląda „wieczór strasznych opowieści”! . . Znowu silniej dał się odczuć dziwny odór. ostatecznie u znerwicowanych mieszkańców miast zdarzają się takie dłonie..Dwa miesiące temu. Ledwie zapaliłem. W zgięciach palców rosły kępki czarnych.. Stale się słyszy opodobnych. nudne. Jeszcze raz niezdecydowanie podjąłem rozmowę. że palce obu dłoni... Pomyślałem leniwie. Tutaj to było. Wieczór był taki sam jak’dzisiaj. co o. . kto opowiada. a słuchacze nie traktują jego opowieści jaiko prawdy. ale ogień. Nawet zapalić nie da.odparł młodzieniec przyciszonym głosem. No. Szofer kręcił kierownicą.n obserwuje. Długie i cienkie. ściszonym głosem. Otóż. Bo ja nie wytrzymuję zapachu papierosów. Choć może nic w tym dziwnego nie było. wpatrywał się w lusterko samochodu! Od dwudziestu minut gapił się w lusterko. zupełnie jak pajęcze nogi. które młodzian trzymał przykładnie złożone na kolanach. . Otóż zwróciłem uwagę. Zdziwiło mnie też ich gęste owłosienie.Ja w każdym razie się nudziłem. . w minorowym nastroju. Głos też ma śmiesznie jednostajny. Zwróciłem się w jego stronę. . Sam mnie zaprosił do środka. pola i zagrody rolnicze. a teraz ani się odezwie.Ten. bezosobowym i bezbarwnym. Oczym też tak rozmyślał wpatrując się w jakiś punkt przed sobą? Zabrakło mi tematu do rozmowy. Na podmiejskiej uliczce nie widać prawie przechodniów. może nie jest to specjalna rzadkość.Może. Dłuższy czas panowało milczenie. . a wreszcie ten nieznośny zapach krwi . ręce złożył na kolana.Ale opowiadanie lekarza zainteresowało mnie . W dodat ku ten młodzieniec jakiś dziwny. Zaczynała się tu okolica podmiejska Mu . że niebezpiecznie jechać po deszczu z taką szybkością.Ach! Przepraszam bardzo.Nie dosłyszałem.Sam siebie starałem się usprawiedliwić. gdzie pozostały jeszcze laski. długich włosków.Nie miałbym więcej chęci uczestniczyć w podobnym spotkaniu.Tutaj. Wiem już. boi się na własny rachunek. . Zainteresowało mnie.jo. Taksówka zjechała z głównej arterii w boczną uliczkę prowadzącą do Sen..

Roześmiałem się cicho. jakieś zapalenie? . może kelnerka w jakim barze. widziałem tylko czysty profil. Długo podoibno czekała.. .ślizg na mokrej jezdni.Z jednej stroiny? Wsiadłszy do wozoi kobieta złożyła parasol. Kierowca zahamował. oto jeszcze jedna ze strasznych opowieści! Pewinie nazbyt ostro pozwoliłem sobie skrytykować zebranie w Altanie Białego Magnezu i mój towarzysz zde .Dobrze pan zrobił! A czy była ładna? . . Nie chciała pewnie. Tamtego dnia jechali taksów^ką macki Renault. zresztą kiedy wsiadła. nie! . Światło wewnątrz wozu z oszczędności było przyćmione. Wszczęli rozmowę o tym. jękliwie zapiszczały hamulce i samochód omal. ładma. zatrzymując się na samym skraju. Niedługo będzie zakręt.Młodzieniec mówił dalej bez wyrazu.cyclował się zaaplikować mi dozę swoich przeżyć. Młody człowiek dodał.. . zdjęła pelerynę. które dotąd zachował dla siebie.nie zjechał na pełne wody pole ryżowe. Sądząc Z wyglądu. moinotoinnie. ubrajna w lśniący kostium i pelerynę.Z jednej strony. jak trudno złapać taksówkę w deszczoiwy dzień. Aha. że kobieta zapukała w s2ybę i grzecznie poproisiła. chwyciła młodego człowieka za kolano bezwiednie obróciła w jego stronę. a kiedy doje chaliśmy do tego miejsca.O. mniej więcej tej samej porze co dziś. żeby przygodny współpasażer zamoczył soibie ubranie. tam właśnie wpadliśmy w poślizg. 0Jechaliśmy więc uliczką w kierunku Senjo. oparła go odrzwiczki. . na środku drogi stała kobieta dając nam znaki. w ręku czarna torebka.Cóż to było.Wzdrygnąłem się. .Zabrał ją pan? . ale ani jedna taiksów’ka nie okazała się wolna.. o iłe jadą w stronę Senjo. Młodzieniec kontynuował opowiieść monotonnym głosem. .Wracałem właśnie z dzielnicy Shibuya. pomyślałem sobie. bez przerwy patrząc w lusterko.Owszem. W aucie było ciemno. żeby ją podwieźć. Całą połowę jej twarzy pokrywały nabrzmiałe czerwonawoczarne wrzody. . Ciemne gruzełki kryły gęsto powiekę i policzek. a tu nagle zobaczyłem te czerwone wrzody. Auto wpadło nagle w po. Kobieta mogła mieć koło trzydziestki.Zaibrałcm. Kobieta wystraszyła się.

ssie krew. Wreszcie u dermatologa w klinice uniwersteckiej odkryto.Widziałem na własne oczy. Nieprawda. kiedy się śpi. jak powiedzmy ugryzienie wszy. i leczyła się bez skutku.Bardzo pana przepraszam! Samochód się zakołysał.Nie słyszałem. to pająik.Nie.Otóż czasem .Ona mi to pokazała. Taksówka sunęła ciem.Cóż tu ma pająk do rzeczy? . Obrzydzenie ogacnia na samą myśl. Nocą. że pod skórą roją Siię czarne poczr^^arki. Po co mu było to niezręczne kłam. Lekko się uśmiechnął. można go napotkać w górskich wsiach na Kiusiu. źe to pająk. spada pająk z sufitu jak kropla czarnej wody.stwo. czasem.Tak. że niemal musmąi mnie w szyję. Potem w rankę znosi jajeczka. . . Odwróciłem się akurat w momencie.. czułem wprost fizjologiczny wstręt. kiedy młody człowiek przysunął się do mnie tak blisko. Niezinośny odói* wiercił w nosie. jakby chcąc usprawiedliwić swą brzydotę. . . Przeiknąłem ślinę i milczałem. . .nie słyszał pan nigdy o pająkutuneliku? . czerpiąc pożywienie z krwi. że to choroba skóry. Ta kobieta też z początku przypuszczała.Jest to pająk szarego koloru. . śpiący prawie nigdy się nie budzi. Z jajeczek lęgną się poczwarki. nie miałem . Występuje w południowych Chinach i na Tajwanie.Pająk? Twarz młodego człowieka po raz pierwszy zmieniła swój wyraz. które bytują i rosną pod skórą. W bladym świetle taksówki kohieta.Naprawdę istnieje taki pająk? .Może choroba skóry? .nieprzyjemnego wrażenia. Zabieg prawie nieodczuwalny.podjął moinotoiinie młodzieniec ze wzrokiem utkwionym w lusterko pająk ten składa jajeczka pod skórą człowieka. znalazłszy. . piją krew. Wyglądałem przez szybę. bardzo rzadko. delikatny. . rosną.Młodzieniec znowu się lekko uśmiechnął. Szuka sobie dogodnego miejsca na twarzy albo na rękach. starając się pozbyć. o długich cienkich nogach. jakie mnie ogarnęło. wcale nie kołysało. Swędzi to mniej niż ugryzienie pchły. wyraźnie widziałem na paznokciu małego rucłiliwego pajączika. nacisnęła palcem jeden z wrzodów i na skrwawionym paznokciu pokazała małego żywego pajączka o kilku nóżkach.nymi ulicami.

auto stanęło. Jakby chciał się przyssać! . z długimi nogami.Przypomaiiałem sobie właśnie pilną sprawę.Prawda. Nic zdążyłem dodać. Potarłem ręką szyję zwalczając mdłości. Przy tym zblizeniu znów poczułem niemiłą woń i jakiś dziwny wstręt. . Dlaczego on skłamał. ucieka.? . kiedy w wozie było jasno.Tak coś jakby zamierzał ugryźć w szyję.nic więcej. . -. Dłonią otarłem pot z twarzy. aż ciarki mnie przeszły. . bo ten tu chciał szanownego pana. . Przy lepszym oświetleniu zobaczyłem.Wysiadam tuta:j.Szanowny panie . gdzie przed chwilą siedział nieznajomy.odezwał się zza kierownicy szofer. że samochód się zakołysał . co za nieprzyjemny facet? Ja się patrzyłem w lusterko.nił i zniknął wkrótce w deszczowej mgiełce. pająk.rozmyślałem sennie.. jak z miejsca. Teraz. Głęboko odetchnąłem. Szary.. młody człowiek wysiadł.pojęcia. starałem się odzyskać utraconą równowagę. grzecznie mi się ukło.Niech pan rozświeci. . mam tu w pobliżu krewnych..Tutaj? Miał pan przecie jechać do Kitami? . przerażony światłem.. Młodzieniec popatrzył na mnie po’nuro.

Od południa kraina ta przedstawia się inaczej: smagana słonym wichrem otwartego morza nie wywoła ckliwych sentymentów podróżnego. widać łódki rybackie i odpoczywające po trudach otwartego morza statki wiiozące z mórz potudmiowych ładunek drewna lauanu. Dlatego pewnie władczyni co choć kobieta za chłopa starczyła.kashimę.To o której się zacznie? .słynne z ceramiki wyrabianej przez Koreańczyków . Pasażerowie wysiadają. Jeziorko małe. stromy. idą leśną dróżką. podzielone na trzy części służy jaico zblocmk ir}’gacyjny zaopatrujący w wodę pobliskie miasteczko. ciężarówek dowożących drewmo do pobliskiej fabryki sklejki. Brzegiem morza bieg/nie szosa łącząca dawniej tutejsze miasteczko . Patrząc n. jak to w zatoce. potem pną się górską ścieżką w kieirunku namiotu. kształtem przypomina zakrzywione kościste palce. rozpięto dach płócienny w białoczerwone pasy. Fukushimę i wiele. lecz silnym prądem morskim. Fala tu. tu się też schroniły ongi niedobitki chińskich wojsk’®. tuż pod nim. spokojna. wiele innych maleńkich wysepek. w których rozwidleniu leży zatoczka . jak zazwyczaj. że o pierwszej po południu. ś^wietna przystań. Ot.a zalew od strony lądu dostrzec można wyspy: T a . na czubku przylądka.z główną siedzibą stroimictwa pana Matsuur}^ Dziś przy święcie szosa pusta. pośród tarasowatych poletek wysp i lądu do dziś zachowały się kurhany. a. znajduje się niewielkie jeziorko zwane Stawem Man . Szczyt najbardziej stromy .ten. Na jego brzegu.cla. w dole. ledwie o obwodzie kilometra. gdzie stromizna styka się z lądem. Wypijem se po jednym. poczekamy.chiiiętych ranach. zacisznie. choć o wysokości ledwie czterystu metrów. nie ma na niej. nieliczne auta osobowe zatrz}’^mują się u wylotu drogi wiodącej do Stawu Manda. . Okishimę.rzeczywiście. . w miejscu najbardziej dogodnym. z którego ruszały morskie wyprawy wojenne. których przedłużenie stanowią pólka pochyłymi tarasami pnące się ku górze. a w miejscu. obrała t» miejsce jako punkt. omywanego niewielkim wprawdzie. stworzona przez samą naturę. skąd owe groby spoglądają na zatokę ~ nosii nazwę Kościotrupa. Kuroshimę. sterczy otoczony żlebami ostry grzbiet górski. Przyroda szydzi tu jakby z mrówczego trudu człowieka.wznoszące się tarasami na zboczu pólika na obrzeżach wyglądają jak strupy po zas. różnorodnie ukształtowany przez osiadanie gruntu pas przybrzeżny: wybrzeże porasta las iglasty. wznoszą się kopce nagrobne. rozgromioine przez lud z Hakaty. w najmniej oczekiwanych miejscach morze wdziera się w głąb lądu długimi rozpadlinami. Miejscowi zwą ten przylądek Palcami Czarownic .Nosaka Akiynki Bluszcz cmentarny na Przełęczy Kościotrupa Od strony zalewu widać postrzępiony.Mówili.

gęsto porosły trzciną.szomych gości . żc domy te nie są ruiną. w dole. popłyną kamiennym chod’ni:kiem Kościotrupa.podstarzałych mężczyzn uroczyście wystrojonych w krawaty . z pluskiem płynącego nurtu.Ano pewnie. reszta kryta dachami z cienkich deszczułek. . bądź cynkową blachą obciążoną gdzieniegdzie kamieniem dla ochrony przed wiatrem. znać od razu. po prawej i lewej.Pan burmistrz poszedł teraz tam.no prosty stół i kilka krzeseł. popijfem się do cna! Poseł okręgowy ledwo się już trzyma na nogach. . gdzie z dziesięć metrów po.Uważajcie. otworu. ale i tak dla tej gromady nie starczy. Wkrótce trysną o. Dzisiaj odbywa się tu uroiczystość. dopiero jak się dobrze przyjrzeć. Staw Manda jest mętny.niec do w^ylotu sztolni.Któryś z chłopów z obawą go podpiera. .baraki bardziej podobne do psich bud niż ludzkich siedzib. ściany rozpadają się odsłaniając bambusowe żebra.wysokie niby telewizyjne anteny. U źródła zasilającego Staw Manda . podsmołowane. ale w połowie przegniłe. z obu jego stron. żeby się wysiusiać.ne z wywierco>nego w skale. Pan burmistrz musi się cieszyć! . Warstwy gazet zat}”kające dziury siedzą mocno. ruszy nowy wodociąg.bez krępacji sięga po baterię butelek sake na stole. trudno już było! Pod namiotem ustawio. a tu widok zgoła inny! Choć zrujinowane wejście starej kopal ni podkowiasto. aby dotrzeć na ko. Koło sztolni stoi już reprezentacja pracowmików inżynieryjnych i opasły burmistrz. solidnie obmurowamo cegłą. grupa zapro. żeby deszcz nie przeciekał . na stromym zboczu straszy kolonia stu kilkudziesięciu baraków: nieliczne pod strzechą.Nie ma ci o« siły. który dotarł tu przy wydatnej pomocy sekretarza. Dawniej były te wody o wiele obfitsze. widać niewielki bystry prąd.ziem:ne zmieniły kierunek. daleka droga jak na niego. pozierając czasami ku wyniosłemu szczytowi Kościotrupa. . na tę górę. źródło sączy się dziś ledwie kilkoma nędznymi strużkami .niżej stawu. potem podziemnym kanałem. widnieje dziura. kiedy się zawaliła na Kościotrupie sztolnia pana Kazury. Zostawili po sobie inne jeszcze ślady. wody pod .Nim się go doczekamy.nie wystarcza to na potrzeby nowo pobudowanej fabr>‘:ki i ruchliwego miasteczka.„No. Strzechy są kształtniejsze. karmią się nimi rosnące tam zielska i trawy .może się tu nasuuąć \vyobraźenie przeczystego. że mieszkańcy odeszli stąd całkiem niedawno. a teraz poszedł na brzeg stawu. panie! . ukończono bowiem pomyślnie prace przy doprowa)dzeniu i skierowaniu do wodociągu nowych wód podziemnych. lecz dwanaście lat tefeiu. najwyraźniej ze skrzynek po jabłkach. starczy się dobrze .

przygotowywał się do ostatniej czynności. Dirzew na zboczu niewiele.Dość dawno.utrzymują w^spólnie równowagę. cichym poślizgiem. tyle tej wody. Po prawej stronie. tak nędznie. które toczy wody dość obficie od wejścia do sztolni. gdzie przejście.Jakże tu mogli mieszkać.Burmistrz przysiadł na kamieniu.. wiadra i kalo:sze. . i ja niera. które to zezwolenie pozostaje w mocy do dnia dzisiejiszegc. w głębi gór. takim półwariatom! .I przez pewien czas dobrze im się nawet wiodło. podparto je od spodu klinami o wysokości kilku centymetrów. gdzie drzwi. panie burmistrzu! . . kaptur słomiany upstrzony gęsto czerwonym grzybkiem. jak owe górskie Palce Czairownicy. na dodatek zaś każdy z nich sklecony na inną modłę. .A teraz gdzie się podziali? . skąd przyszli. dobrze by było urządzić pole kempingowe! .Co im tam szkodziło.” Na odwrotnej stronie wyryto nazwisko i imię właściciela: „Kazura Sakuzo”.A co. żeby uzyskać jako tako równą podłogę.! .tychczaso^^^ bieg i skierowany zostanie do podziemnego kanału przepływowego. Obaj mężczyźni raz jeszcze rozejrzeli się wokoło.Do burmistrza podszedł mężczyzna z błyszczącą oznaką poselską w klapie. obydwa .rozejrzeć: tu i ówdzie walają się puste puszki.nic z tego. bywałeś pan tu dawniej? . w takich koszmarnych warunkach.O. strumień zmieni do . . . wtedy jak jeszcze węgiel kopali.podobnej osadzie najdz. a przeoie tu. albo znów któryś barak wspiera się całym ciężarem na dachu drugiego.Pewnieśicie się zmęczyli. Pomijam już to.Pomyślimy o tym. a ponieważ teren spadzisty. mogłyby się rozlegać glosy leśnych ptaków albo szmer strumyka . góry stoją otworem dla włóczęgów. płynąc bezdźwięcznie.doprarwdy.2 omal nie wpadłem tu w przepaść! . W tej domo .Tak. Powędrowali pewnie z powrotem.iwniejsze wrażenie sprawia jednak usytuowanie baraków.. iż inicjator i założyciel niniejszej kopalni pod nazv/ą Sztolnia Kazury uzyskał w roku trzecim ery Taisho prawo własności oraz zezwolenie Urzędu Miejskiego Nagasaki na eksploatację złóż węglowych. pokrzywione . jest naturalnie źródło.jak ludzie ramię przy ramieniu . że oczywiście są na różnej wysokości. . talerze. same kłopoty tu były z tymi Kazurami. wszystko poplątane. na jednym z kamiennych słupków wyryto napis: „Podaje się do publicznej wiadomości i zaświadcza. .O. a na brzegu stoi kapliczka w niewielkim kwaidratowym ogrodzeniu. .Kto ich wie.

Ściągnęły więc tu ze swymi kobietami różne męty. Dzieisięć pomieszczeń pod jednym dachem miało górą wielką przclotowość. zarejestrował otwarcie kopalni . zawaliło się! . stosować poczęli dynamit.nic wyszli do pracy. ale w zamian za to wygoda .sześ^ciu. Lecz cóż to były za domy! Podłogi sklecone z bambusowych prętów powiązanych sznurem.Może przejidziemy się trochę? Tam za barakiem. Na całym terenie rozciągały się pokłady węgla bitumicznego. nie są w czasie zbyt odległe. pobudowali łączone baraki mieszkalne.ak pajęcze nici. Kazura wyrąbj’wał po trochu węgiel i sprzedawiał miejscowej firmie. a o samotnych . ażeby tego uniknąć. co było zresztą regułą. Na dcugi dzień przesądni górnicy . los mu doprawdy sprzyjał. Był to węgiel bitumiczny. w grupach po pięciu . podścielając sobie szorstkie słomiane derki. jest cmentarzyk. choć to przeszłość.po roku 1914. Ciułali każdy grosz i mieli zamiar we właściwym czasie powrócić do lyo.. W8xunki pracy nieopisanie ciężkie. Okna stanowiły odpowiednio prz}xlęte drewniane klapy otwierane do gór>„. z jednym tylko młotkiem lub tłumoczkiem z narzędziami. otrzymał zezwolenie na eksploatację i sam nadał na2wę Kopalnia Kazury. na tyłach. żo>na pchała tac2ki. deszcz przeniknął od razu chropawe prymitywne dachy. niskogatunkowy. Wtedy Kazura kreował się na zarządcę baraków i pędzić mógł już życie bardziej beztroskie niż dotąd. dzieje Kazury Sakuzo. ogarnięci żądzą posiadania uzyskali przepisowe zezwolenie na eksploatację.O. Sakuzo kopał węgiel. nadając im jaki taki wygląd. jeśli podczas chłodu w którymś z nich palono w glinianej donicy. Kiedy jedinak w c2waTtym roku pobytu natrafili na węgiel wysokogatunkowy. biło źródło. dobywali podówczas przeciętnie po trzy tony.woda na miejscu. Ryżu nie jadali . na czym zarabiali jednego yona i dwadzieścia senów. A choć okoliczne wody podziemne przeważnie powysychały. zebrali górnlkówwłóczęgów i choć góira była niewielka.kupowali dwa kilo jagieł za jedenaście senów. wyklejany gazetami. Cóż. Wraz z małżonką pO’Stawili sobie najpierw nędzny barak. zamowwano od ściany do ściany metalowe pręty i sklecono własnej roboty sufit. gdzie usadowiła się sztolnia. rozrosły się podziemne chodniki j.wały. kołysały się jak łódka. na których ułoźosno maty. i ci z kupą dzieciaków.jak to ^vypisano na kamiemnym słupku . papier nasiąkł wilgocią i sufity się wybrzuszyły. co porzuciły pracę przy rudzie w Sasebo czy Chikuho. niech kto energiczniej stąpoął. Aż natrafiono na pokład grubości ponad półmetrowej. miejscami widoczne nawet na powierzchni. były górnik z kopalni rudy w miejscowości lyo. warstwa cienka. Górnicy i ich żomy. a zamieszkiwały w barakach. Kazura. a za jednego marynowaną rzepę. w największych trafiało się od pięćdziesiędiu do sześćdziesięciu o«ób. większe firmy się złożem nie zaimtereso . w jednej chwili dym wypełniał cały barak. tam. kładli się na noc na klepiskach.

co się zjawiali na krótko i znikali nie wiedzieć kiedy. On s. kobiety także owinięte wokół bioder wąskim pasem płótna. oraz osiem mniejszych.szych wykroczeń nie dochodziło.tsuo i szesnastoletnią Takao. gorszy zostawiając. napływali doń robotnicy sezonowi. W chodnikach bardzo niiiskich. pchało się ponad trzystukilowy ciężar całym ciałem. podobne do siebie. wybuchały bitki. w sumie przebywało tu zawsze dwustu kilkunastu włóczykijów. przeważnie samotni mężczyźni. nie ma się co rozwodzić. gdzie nie mieścił się wózek. Dni płynęły spokojnie. z no. dbał również o bezpieczeństwo pracy. ale jak w starej piosence: „nie chciałby żaden malarz malować górnika z Karatsu. głową. kiedy dostali pieniądze do ręki.w połowie ery Taisho . Kiedy mężowie zmoźeni wódką nie wychodzili do pracy. Pośród małych miejscowych firm kopalnię Kazury uważano za przedsiębiorstwo na wielką skalę. W wielkich kopalniach w Chikuho. który po kilku ruchach ukazywał całą goliznę.sidłami na piecach. zdaje się. trzeba się było posuwać zgiętym we dwoje. niebezpieczniejszego od wody. uniknąć rygorów organizacyjnych. W owym czasie wszyscy pracowali w jednym pokładzie. rąbiąc tylko lepszy. z ładunkiem szcsnastokilogramowym vv” koszach. szli do Karatsu i Matsuury na dziewczyny albo w baraku przy cieple piecyka rżnęli w karty czy kości: jak się popili.mniejsza. Sasebo i Miike wydobycie węgla od dawna zmechanizowano. do poważniej. tylko w przepaskach biodrowych. Mężczyźni nago. Sakuzo. koksujący. U schyłku ery Taisho przy kopalni były trzy duże baraki zbiorowe. Miał dwoje dzieci: osiemnastoletniego Se . ale Kazura umiejętnie łagodził spięcia. przybyli robotnicy i .długości piętnastu centymetrów . Lecz po upływie kilku lat . ani śladu. szły w ruch noże. ale wyrobiska szukał sobie każdy na własną rękę. W początkach ery Showa w miastach nastąpi! regres. zajął się teraz administracją baraków. ramieniem. gotowały z nabożeństwem zakupiony w sklepiku ryż. tak że zawałów zdarzyło się niewiele. za ładunek półtonowy liczono dwadzieścia sześć senów. Woda za to płynęła w obfitości.bo choć kilkunastostopniową pochyłość w tunelu wyłożono drewnianymi okrąglakami. dokuczały częste przecieki. przeznaczonych dla małżeństw. kobiety same chwytały za kilofy i rąbały węgiel. lecz Kazura wolał. podpierało się przy tym krótkimi laskami . żony natomiast dostarczały węgiel na powierzchnię. wzrosła liczba górników etatowych.zwanymi werblówkami. gdzie mieszkali samotni. wypadki śmiertelne należały w kopalni do rzadkości. mężowie zaś odpędzali zmęczenie samogonem. niegdysiejszego kryminalisty. jak ciągnie wózki z węglem!” .am pod ziemię już nie zjeżdżał. natomiast gazu. kopaczewłóczędzy jak za dawnych czasów. któr>‘ pracował kiedyś przy rudzie.wieczorami zbierały się żony górników we wspólnej kuchni. Węgiel dobywano niskogatunkowy.

Zwłoki zmariych były zadziwiająco lekkie. oczywiście. nie żyli . Sakuzo stawiał wszystkim sake. pozycję ciała mieli bardzo niewygodną. Gdyby tej czynności zaniedbali. wyglądali jak dziwne ptaki. Potem obwiązywano ciało grubym powrozem . hej tam! . że niemowlę porzucaino bez opieki w kącie baraku. wprawiali się do pracy w tunelu.Hej. matki pracowały w chodniku do dnia porodu i rodziły pod ziemią. Zresztą dzieci i tak był zawsze nadmiar. ściągnęłaby nieszczęście na żywych. Węgiel zbryzgany krwią młodych robotników zgarniano do pudeł. upychano w niej ciało zginając odpowiednio dawno skostniałe ręce i nogi . wtedy czekający na powierzchni zasłaniali czarnym płóitnem wiszący w drewnianej ramie nad wejściem do sztolni wizejjunek bóstwa .w oibliczu zmarłych towarzyszy folgowali sobie. choć mieszkali pod jednym dachem. zrywały się im ścięgna w nogach.Wychodzimy! . znosząc węgieł do nadszybia.przywołując w ten sposób dusze nieboszczyków z powrotem do ciała.którzy na co dzień. zwłoki pozostawiano na miejscu do wieczora. niezdolna wzbić się w niebiosa.opiekuna górskiej kopalni. o’jciec.rzemieślnicy nie przyzwyczajeni do pracy pod ziemią.aby meboszczyk nie straszył po śmierci. Często się zdarzało. A pochówek był tu w górach jak święto. zamiast postarać się o po . na początek pracowali razem z ładowaczami. żeby odpędzić nieszczęście!. którzy zeszli do szybu.wołał jeden z górników w kierunku nadsz3”bia. o przeszłości milczeli unikając zwierzeń. pił i upijał słę na umór. pył węglowy napełniał płuca i padali w tunelu żywcem przysypani dźwiganą kopaliną. mężczyźni wołali w głąb szybu: . W takim wypadku matka odbywała stypę sama. że to dlatego. . Czołgali się oni w górę po pochylni szybu z kanistrami z blachy cynkowej na plecach (kanister mieścił szesnaście kilo v/ęgla). lecz specjalnie z tego powodu nie świętowano. tam. Nie można ich było od razu zatrudnić jako rębaczy. ponieważ liczba wychodzących na powierzchnię przekraczała liczbę ludzi.zwano to „ułożeniem członków”.całą noc. A obrządek był następujący: kobiety obmywały zwłoki z pyłu węglowego w cebrach z gO’rącą wodą.znak. Drewniana beczka służyła jako trumna.śmierć przez uduszenie na skutek krwotoku była na porządku dziennym. Kiedy ich podnoiszono. dusza zmarłego.zwanym „rajskim sznurem” . bo pozostały. a pewnego dinia znów w^ymkną się cichcem.roniienie. w chodniku. Trumnę stawiano w mieszkaniu szefa i raczono się sake przez. we trzech. Prócz nagłych zgonów młodych robotników nienawykłych do pracy w kopalni zdarzały się przypadki śmierci wśród dzieci z powodu choroby. ponieważ duch opuścił ciało. i górnicy . nie wiadomo dokąd . Po skończonej pracy .lecz górnicy wierzyli święcie. w zgodzie celebrując obrządek pogrzebowy. brali na ramiona zwłoki i wynosili na górę choidnikiem szybu. być może. Górnicy. może na skutek różnych chorób . co uważano nawet za dobr}’.

która przycupnęła przy kopalni Kazur. wydobyta na powierzchnię kopalina nic zav/-sze była czarna. Choć po porodzie w kopalni białe mleko tryskające z piersi matki wsiąkało w pokłady i na pewien czas skrywał je gęsty pył węglowy.To niemożliwe! . Wędrował po okolicznych jarmarkach dźwigając cały ł<ram z sobą. gdzie pracował wtedy Sakuzo. kiedy przychodziła z ojcem w góry. zakwitał’ delikatnym białym kwieciem. mimo że ręce miała zniszczone i spękane od górniczych taczek. Setsuo i Takao chodzili do szkoły. a to dlatego właśnie. prosiła: . że roślina ta rośnie tylko i wyłącznie na grobach.odpowiadał ojciec i zawsze karcił surowo córkę. choć bardziej okazałego. było doprawdy niesamowite i dziwne. czy wiedziała. Traciła czas oddając się modnej podówczas rozrywce . córka Kazury (czyli pana Bluszcza).ot. Kolonia. bardzo lubiła złowieszcze kwiaty . mówili: .i spoglądali na siebie porozumiewawczo.może z powodu swego nazwiska? Trudno powiedzieć. że Takao czuła dziwny pociąg do cmentannego bluszczu czy też do zmarłych. jest to rodzaj płaskorzeźby upra . od kiedy mąż został zarządcą kopalni. lecz pracy swej nie zaniechał i równo ze śv/item ruszał w góry.zajęła się płaskorzeźbą w stylu regionalnym Matsuura (ściślej mówiąc. który jeździł z latarnią magiczną. Tazu.z czasem każda rzecz na świecie ulega zmianie . dodajmy. Kuglarz uderzając w bębenek przywoływał publiczność. jeździła przez cały rok do Hakaty. ci ludzie nic z sobą wspólnego nie mający. Kazura Sakuzo ustabilizował się i postawił dom w miasteczku. co się tu wydarzyło przez czterdzieści lat. wbrew swej ponurej na2Wiie.Widać poszła dusza do raju! .deszczułkę długą i wąską . a za obejrzenie obrazka zbierał po senie . miewała okresy swoich wzlotów i upadków . .Piękne te kwiaty! Tak bym chciała zasadzić jc sobie w ogrodziie koło domu! . Różne głośne wypadki krew w żyłach mrożące przedstawione były na obrazkach. Zwłoki grzebano na tyłach kramu pośród rzadkiego gaju. Kiedy na tabliczce nagrobnej wyrastały delikatne pędy. Latem bluszcz. a na tabliczce pleniły się natychmiast liście pasoż}’tniczej rośliny bez korzema podobnej do bluszczu. którą górnicy nazywali bluszczem cmentacnym. w każdym razie. na grobie stawiano prostą drewniainą tabliczkę . odwiedzał też często przy święcie kopalnię. a żona Sakuzo.jednakże wszystko. wybijał r}”tm cienkimi bambusowymi pałeczkami i opowiadał.’. gdy zrywała kilka kwiatów.przyspieszając jego śmierć.wlanej w Kamakurze). często nie wracając nawet na noc. Takao. choć niewielkiej. coś V/ rodzaju papierowego teatrzyku. w każdym razie jedno z dwojga na pewno. że Tazu była córką wędrownego kuglarza.i zmarły popadał zaraz w zapomnienie.

Zakochał siię bez pamięci i błagał kuglarza. jak nie przestaniesz. gdy rodzicom wiodło się najgorzej. w którego ręce złoży los i honor rodziny. aż matka przybierała nieraz cyniczny wyraz twarzy i mówiła bez krępacji: .Ileż ja się namęczyłam. .Toż nie jesteście małżeństwem. a jednym z nich był Sakuzo. Kilkakrotnie chciała się z nim rozejść.Wędrowny artysta cały rok w rozjazdach na brak opalenizny nie narzekał. kiedy zimą .Więc tak. żeby zabierał ją w góry. prosiła ojca. Najęła Tazu dwie służące. A choć dziecko płakało. gdzie po wszystkich perypetiach los się do nich uśmiechnął. przed snem stawała się niespokojna. tu i ówdzie. spali spleceni z sobą na ziemi. Ten jednak nie chciał się zgodzić. dotykała dłonią w wilgotnym tunelu białej pleśni. teraz muszę sobie odbić. zawsze skryty i zamknięty w Bohie.nie były takie jalc trzeba. żeby mu oddał Tazu za żonę. Takao przeciwnie: była jak chłopak. energiczna za dnia. niech się wdroży! Brat i siostra pomagali rodzicom w pracy przy rębaczach lub jako ubezpie czenie na przodku. Sakuzo udało siię przekonać Tazu. na dodatek przynosząca zyski w interesie. Tazu..Jaka piękna! . zmieniał miejsca pracy. by go ulubiona córka. riie rozstawali się nawet w nocy. Lubiła męskie towarzystwo. Takao kładłam do koszyka ptzy wejściu na kopalnię. opuściła. ani wypowiedzieć! Z dwojgiem dzieci na karku. . Setsuo. by została.zastąpiła wkrótce matkę i pomagać jęła ojcu w pracy. nie zasnęła. uczęszczał do technikum handlowego. miała kogo pędzać do roboty.. czysta rozpacz! . w dodatku do szkoły podstawowej uczęszczali oboje z terenu kopalni. miewała kochanków. zabawiała się z chłopakami. wielkie miała wymagania i wcale nie pasow:ala do męża.Choć na widok tych wielkich narośli wzdrygały się z nagłym lękiem przywykłe do kopalni gnicaki. bo też i materace wszystko z powodu nędzy! . lecz za każdym razem Sakuzo padał przed nią na kolana błagając.. w różnych miejscowościach. jeśli tylko czas pozwalał. Nieśmiały. mój mi za nic nie pozwalał wyjść na gófc. słabowity i cichy. synowi kazałam pilnować. który się narodził. choć zwykła wędrowna kuglarka. więc i nie proszony zabierał córkę z sobą w towarzystwie twardych chłopów. . a i mężczyźni ich nie lubili. czasami zjeżdżała nawet pod ziemię. górnika wędrującego bez ustanku po różnych kopalniach. Takao. nikt cię za żomę nie zechce! Setsuo również bardzo był do sióstry przywiązany. no i Tazu córka o ślicznej twarzyczce . a sama mogła wreszcie robić. teraz też wciąż dzielili pokój. co jak dziwne kwiaty obrastała filary chodnika. co jej się podobało. Takao wcale się nie trwożyła. by zastąpić ojca w kopalni. kolegów żadnych nie miał.. chyba pamiętacie?. Sakuzo zamierzał wyszukać jej męża. wbrew woli ojca zabrali swoją część i uciekli we dwoje. aż dotarli wreszcie na Przełęcz Kościotrupa. póki nie objęła brata ramieniem. nie miał danych.żaliła się Tazu pociągając sake pod nieobecność męża.

a syn zawzięcie milczał. aż się zdecydował wyruszyć na usilne prośby Takao. nieodrodny syn górnika wykolejeńca! .Setsuo nie rozumiał. spytał ojca. choć wypadków mało.na cmentarzu.napadało śniegu na pół metra. Dopytywał się ojciec. żeby nie wiem co! Ciągle mi przed oczami stoją! Aż tak zachwyciły Takao kwiaty bluszczu . że kruk zakracze albo dym z komina rozdzieli się na dwoje. że nawet odczytać trudno. Dowiedziawszy się. starczy. co się może wydarzyć pod ziemią . że bluszcz rośnie na grobach. a wielu górników do pracy nie wychodzi. uzyskuje jedną sadzonkę wielkości dłoni. na powierzchni ani człowieka. schodzi z .No. co to znaczy. muszę je mieć.że w tajemnicy zwierzyła się bratu. Setsuo rzucał się w pogoń za śmiałkiem. . jeśli chodzi o bezpieczeństwo kopalni.To czego sobie nie przyniesiesz? .ludzi otoczy nagle piekło . na pewno.przyniesie jej bluszczu. dziewczęcych zabaw . Tabliczki nagrobne . zawija w chustę. . że splątane pędy z każdego kolanka wypuściły wąsy czepne i z całej siły przywarły do deszczułki. czego by też? . żeby przynieść w tajemnicy kilka pędów cmentarnego bluszczu. przecina odpowiednio pędy. ale kto przewidzi. której nie interesowała żadina ze zwykłych. który siostra chciała zasadzić w ogrodzie.Pełno go za długim barakiem. aż ma bluszcz z trzech grobów. Odec zawsze siostrę rozpieszczał. Potem Setsuo nie chodził nigdy na górę do kopalni. ale gdy zobaczył kwiaty.nie wolno było brać z sobą na dół żywych kwiatów. w dodatku blusacz rośnie od tablicziki do tabliczki. lecz przyrzekł .Bom nigdy nie widziała piękniejszych kwiatów. niełatwo będzie go zerwać.A to się tata gniewają. więc jest w tym może jakiś przesąd. zapisane na nich nazwiska zatarły wiatry i deszcze. teraz zbiera roślinki. wymachując sprężynowym nożem.lecz jakie! . . jak kto zaczepił w szkole Takao. opaski na głowę i drewnianych sandałów. i jemu się spodobały: świeże pędy gęsto pokryte białym kwieciem. Kiedy Setsuo próbuje zerwać łodygę. spostrzega.Ją. niepewdiie zerknął na Takao.Setsuo nie rozumiał. przedzierali się nawzajem sobie pomagając. Setsuo jeszcze się wahał. a nauczyciel mawiał: .Oho. podobnie postępuje przy następnych tabliczkach. . wcale nie pasuje do nich nazwa cmentarnego bluszczu. toteż zawahał się nieco. o co chodzi. ten mu wyjaśnił: tak się mówi o złym. Setsuo przynosi z kąta baraku siekierkę do ciosania filarów.w połowie przegniłe. A jest akurat południe. sięgając sąsiedniego grobu.Gdziie też ten bluszcz rośnie? . Setsuo słyszał o tym nieraz. niedobrym górniku.

podobne do zeschniętych robaków. roślina od razu prawie więdnie.. co wprawiło Takao . . o co chodzi. zresztą rób. w dolinie nie będą rosły. poradził się pewnego poczciwego staruszka ze sortowni. jak uważasz! Setsuo miejsca sobie nie mógł znaleźć. gdy się o tym dowie. Niestety. ale kwiaty. Setsuo dokładnie wszystko sobie obejrzał. aż się matka. nic wiedząc. Yazaki Tome .koo Isao. lecz Setsuo nie wierzył. że tak myślisz jak ja! .Cieszę się. cicha roślinka.Takao zawstydzona tuli się do brata. że jej mąż. Zły humor matki mial swoją przyczynę i w tyra. Sakuzo. stwierdził.Cóż to za kaprysy? A. że wyjeżdża w interesach.w ponury nastrój: straciła całkiem apetyt. ja tam się wcale nie roztkliwiam ani nad umarlaka .jako że już się czuła w posiadaniu upragnionego bluszczu .Chłopcze. a patrząc wkoło zauważył równocześnie .Tak.Tobie też bluszcz się spodobał.mówi uradowana Takao. siostra zrezygnuje niechybnie ze swojej zachcianki. znalazł sobie właśnie kochankę w Hakacie. . prawdę powiedziawszy.tak samo jak te zasadzone pod aralią . podobna do ciebie. no i rzeczywiście: najbujniejsze i naijświeższe były rośliny pnące się po najnowszych grobach. Jeśli rodzice bluszcz znajdą. .ogarnęło go chwilowe roztargnienie.Te kwiaty żywią się krwią i ciałem. gdzie brakowało w pobliżu świeżycli kopców. twierdził. Tu spoczywa Yo . że po każdym nowym pogrzebie pędy pną się zawsze ku nowej tabliczce. siedzący bezczynnie w kącie pokoju. ani nad bogami. mężcn^zna pewny siebie. tamten potrząsnął głową.gór do miasteczka. ponownie odwiedził cmentarz. i często nocował poza domem.połowę zmarłych stanowiły dzieci. i teraz . . zły sen sprowadzają albo i jaką klątwę ściągną! Staruszek przekonywał go. Daj sobie lepiej spokój. co na ludzkim mięsie rosną. Syn Katsuo. ale jak się ją dobrze podleje. Ojciec jest akurat w sile wieku. Świadczy o tym fakt. roślina nie ma korzeni. . Przy mogiłach starych.nieruchawy. lecz oglądany oczami syna . jak przesadzić bluszcz. bezwład. z pewnością wyrzucą.były suche i nędzne. biraciszku .delikatne białe kwiaty podobne są . przypatrzył się liściom.rai. Groby usypane jak się należy w ciągu dziesięciu lat: Córka Shizuko. widać nie posłużyło jej cięcie siekierką czy może wiodło jej się dobrze wyłącznie na grobach.kiedy Setsuo przyrównał siostrę do bluszczu .. wbija w ziemię tyczki i oplątuje bluszcz. wszystkie pędy . iż faktycznie roślina czerpie soki żywotne z ciał zmarłych. chyba tylko jaki niedowiarek by się na to porvrał! Setsuo poszedł w góry po raz drugi. więc Setsuo sadzi go na tyłach domu koło dołu kloacznego przy krzewiącej się gęsto aralii. rozzłościła: .

nie ma.Wiem. W nocy jednak Setsuo spostrzegł.Jeszcze raz. dziwne przeczucie zadrgało mu w piersi.spytała bez ogródek Takao wysłuchawszy brata.Siedzi w piżamie przy posianiu.Wujcio Yoshida stale tu przesiaduje. że matka wygląda młodo.To co z tego? Takao zachichotała: . brat wyraża zgodę. na chwilę posmutniała. gdzie na cmeintarzyku pomiędzy grobami więdną już jesienne trawy i tylko bluszcz cmentarny . kiedy brat ofiarował pomoc przy sadzeniu. sioistra błaga go ze łzami w oczach. tak więc nie ma innej rady. więc Setsuo reaguje gwałtownie. teraz zaś Takao wspomniała o nim znienacka.stać i prowadził do ogrodu .Wyjeżdża także często na spektakle przejezdnych trup teatralnych. często zjawiał się ozmierzchu.nocy Takao budzi brata: . który w oględnych słowach opowiedział jej o bhiszczu.Schyla głowę pokornie jak dziecko. że nie można. bez skrępowania przyjmował zaproszenie na kieliszek. w. i zrozumiawszy jego wyjaśnienia. wiem. tciaz należy mi się wypoczynek! .Tylem się nacierpiała.Czy mama nie zdaje ci się ostatnio jakaś dziwna? . pokomany ciężlcą seanością.ale nic więcej. tylko że i nieobecność ojoi w domu przeciąga się coraz bardziej. . Na razie.wyszedł. .Co ty pleciesz. by zaraz weselszym głosem dodać: . a takie rzeczy wyczynia! Yoshida. ale trzeba przyznać. Ale tylko ten jeden raz! .prosi żarliwie. w głowie ci się pomieszało?! .do papierowych dekoracji. więc matka nic ma z wyjazdów pełnej satysfakcji.Wiesz.pyszni się zielenią. jak znów ruizyć w góry do kopalni. . dostawca drewna snycerskiego.Obudź się. już ci tłumaczyłem! . kiedy następnego dinia usiłuje jeszcze protestować.O czym ty mówisz? . zewsząd dobiega przenikliwe dzwonienie jesiennych owadów. W księżycowym świetle jasno jak w południe. przycisnęła gałązki do piersi.No. Takao odmówiła.on jeden . których w mieście używa się w czasie pogrzebu.Karci siostrę. . jeden raz przynieś mi bluszczu! . dziwny lęk kazał w. to potrzebne są trupy? . że sióstry . Setsuo zrywa trzy rośliny i wraca. . jakby z nich chciała zrobić zielnik . jakby nie miała swoich lat czterdziestu i siedmiu. nieraz przesiadywał bardzo długo.suszone liście! . braciszku! . Jest środek jesieni. Zimny dreszcz przebiegi ma wzdłuż krzyża. niestety.Stara przecież. klony stoją w liśoia:ch . .

I dodała jeszcze jak dorosła: . że tam stoi. rozwija je . wącha i wyciera w koszulę. żeby to zostało w tajemnicy. które wygląda. no.. . I mówiąc to przytula się mu do piersi. płacąc matce dziecka trzy yeny. Potem za pomocą kija zasypuje dziurę ziemią. w tym wieku znowu rodzić. Kobiecie to jest na rękę: bo usunąć płód to też kosztuje.Prawdziwe skaranie. potem oburącz podnosi. . Setsuo idzie chwiejnie ku gęstwinie aralii. Takao bierze je w silne ręce.Zbliża się do Setsuo. Takao przygląda się długo dokonanej pracy. zna dom.nowo narodzone.przygląda się chwilę. więc wychynęły na wierzch gołe uda i kolana: jakby rodziła dziecko wprost do jamy lub inaczej: jakby dobj^wała płód z jej łona akuszerka.Nigdym nie widziała kwiatów piękniejszych od tych. okropność! .a jest to coś białego. tamto? . żebyś miała po porodzie. Takao kupiła niemowlę za swoje kieszonkowe. Raz jeszcze gładzi miłośnie koronkowe listki.Pomóż! . podnosi. poczęła narzekać: . że w miarę jak zbliżał się poród. Tak się zapamiętała w robocie.Dam ci też trochę grosza. pręży nogi wkłada ostrożnie do wykopanej jamy .dziecko. kilkaikroć okręca wokół niego łodygi cmentarnego bluszczu. Skoro nie mają zamiaru chować.Teraz jest jak trzeba. wczoraj mi dała. W księżycowym świetle 2 rozchylonej koszuli wymyka się jedna pierś. Takao ubija nogami ziemię. Setsuo nie może się odezwać. bo ma nie odciętą jeszcze pępowinę. Takao kieruje raptem w2irok na brata” wiedziała może od początku.. a tu jeszcze chcą dopłacić! Ledwie urodziła. jakby miało zaraz wydać pierwszy poporodowy krzyk. co to dziecko urodziła. daje znać Takao. Bluszcz na pewno zakwitnie. albo i nie uśmiecha się szeroko. Od żony górnika z baraku. Dowiedziałam się. Niemowlę . Mąż lubił hazard. dzieci zaś mieli więcej niż potrzeba. Takao usłyszała. może by oddali na wychowanie. . . gdzie przycupnęła Takao i kopie dziurę w ziemi. przykłada palce do nosa. gdzie pragną dziecka. wzdycha z ulgą. do niej poszłam.Dostałam z gór. nikomu nic nie mów. a wychować nie może.I zaraz po urodzeniu dziecko spoczęłoby niechybnie na cmentarzyku jako nawóz dla bluszczu. .czerwonych jak we krwi. źe brat lękając się przeszkodzić stoi i obserwuje: Takao wyciąga spod krzaka zawiniątko w gazetowym papierze. . wtyka sztorcem kij. kobieta ta. Setsuo patrzy na biel ciała i widoczną Z profilu twarz sioistry z większym napięciem niż na scenę widziajną przed chwilą. okrągłego . Dziewczyna jest w nocnej koszuli.woła z głębi ziemi. na wsi dodatkowego źródła zarobku brakowało. zaproponowała Takao. błyszczy odkryte udo.Skądże wzięłaś. proszą. Tylko pamiętaj. bliska czterdziestki.

. przyłapujc ich na gorącym uczynku Sakuzo. ani się obejrzeć. Takao przewiązuje pępowinę słomą. Mija Nowy Rok. dołącza gorące prośby. Gdyby Setsuo rozluźnił uścisk. jeszcze więcej bkiszczu. jak gdyby sam uczestniczył w zbrodni.Dobrze. nigdy nie mów.tarincgc bluszczu. dobrze. Takao. obok kopanej niedawno dziury. porzuci nas. ~ Nie mów. a pod koszulą Takao jest naga.O tak. a roślina zacznie szukać sobie nowej pożywki.wnikają w powierzchnię całego ciała. lecz nadzoru kopalni nie zaniedbał. ciało jej bezwładnieje. i w jednym momencie zakwita obfitym kwieciem .mówi Takao przyjmując w siebie chłopca. wyczekują niecierpliwie zmroku.tak jak na świat przyszło . Sakuzo stracił głowę dla gejszy z Hakaty. nie ma piękniejszych kwiatów . jakby miała zemdleć. ile zechcesz! ..J. w cienki nerw roślinnej łodyżki wpływa pulsująca i czerwona. Więc stoi nieporuszony.A ty . rękoma i nogami oplata ciało chłopca niczym bluszcz Brat i siostra obłapiają się każdej nocy. jakby bredziła w gorączce. a i w południe kochają się w rozległym ogrodzie. bądź spokojna! . Setsuo czuje się tak. ale teraz. .Takao czepia się kurczowo.. przyniosę ci. ściska w garści trzy yeny. obejmuje ją ramieniem ciasno przez plecy i pada w gęstwinę aralii.Setsuo czuje w sobie rosnące macki cmentarnego bluszczu. niespodzianie gorącą. jalc je przyszło oddać. że już nie chcesz. zamyka oczy. Wrzasną! wtedy: . ustrojona w srebrzyste migotliwe krople jak źródło w kopahii Kazury albo jak kwiaty cmen . a poiem zwraca się do brata z wiadomą prośbą.paf! paf! .odpowiada spokojnie Takao. trochę jej jednak nieswojo. . no i pewnego razu podczas obchodu powtórzono mu plotkę o zdradzie Tazu. której nie ma równej. przychodzi wiosna. kobieta wylewa parę łez. Wpatruje się w obnażone na nowo uda. mięso odpadnie od kości. siostra osunęłaby się na ziemię. że porzucasz! . który żre jego cíalo i pije jego krew.Doprawdy? To ci szczęściarz! No. a na ostatek karmi niemowlę piersią. Czuje przy sobie pierś. . Chłopiec patrzy: nieruchoma Takao. Wąsy czepne roślimy wydają przy odrywaniu miękki odgłos .okręca w szmatę i niesie do domu.wyobrażenie to przechodzi w rozkosz. którą przedtem oglądał. pod sfałdowaną sparoiałą skórą zostanie brzydka postura. oświetlona jasno księżycem. . . coraz mocniej tuli się do brata.pyta.a chcę więcej. nagie dziecko . piją krew.Dziecko nie chciane. obejmuje siostrę. rozchyla delikatnie uda wabiąc ku sobie. kiedy ciało wyschnie.Bogaty ten dom? . Setsuo zanurza twarz w źródle.zabiłaś? .Samo zmaiło . chowaj się zdrowo.

błyska myśl. . łasa była na mężczyzn.Jakie brednie! Safcuzo z roziskrzonym okiem. z taką mimą jak kamienne posągi srogich bożków u wrót świątyni podchodzi do Takao. choć kiedy porayśli trochę.Wszystko przez twoje zdrady! . Ale Sakuzo dalej udaje niewiarę.Przestań! Czego ich tłuczesz?! O. A co oni takiego zrobili? . .I rozzłościł się. chowa się w komórce i czeka nocy. Tamci są nago.To czego są goło? . co się dzieje.Jakże. iCo tam pleciesz! .Coś ty! .Co za brednie! .it i siostra! . Sakuzo rozdaje kopniaki. oszołomieni. jak bydlęta!” Wpija się groźnym wzrokiem w ciągle jeszcze gołe dwie postacie. Br. zamilkł. syn i córka. ciepnę go na dno szybu i spokój. a nadzorca flegmatycznie zauważył: . zaraz mu się przypomina.Głupstwa! Oni się tylko lubią.E. rozchyla nogi leżącej.Co wy tu robicib? . Słyszy wreszcie szybkie. sama widzisz. gniew jednak . Przede wszystkim musi przyłapać Tazu na gorącym uczynku. źe gniew Sakuzo musi mieć ważką przyczynę. . .Ja zwariowałem? Wszyscy tu sobie dogadzają.Widzi Tazu. . jak to Tazu. od razu widać.Popatrz no się.Bije dalej. że można się jsj pozbyć wziąć gejszę. Zwahiona hałasem zjawia się Tazu I nie patrząc nawet uderza w krzyk: . teraz już miłość do żony przygasła.Niczym szaleniec wpatrzył się obleśnie w przyrodzenie Takao. po zapachu poznać! O. że się zabawiali.Lafirynda! . podejrzane oddechy i wyskakuje. Sakuzo oświadcza.. podejrzenie przemienia się w pewność.Chyba widzisz! Brat z siostrą się tłamsi! . że jedzie do Hakaty.plama na honorze! . brednie! . czy to ją kto widział z młodym Yoshida na własne oczy? Jak się zdasz na mnie.tłumi inne uczucia.Sakuzo kopie materac. cóż to.zaprzecza.Zwariowałeś czy co?! . kiedy ją spotkał na Shikcku na początku znajomości.pyta. brutalnie łapie dziewczynę za kostki i mało ich nie łamiąc. . tymi słowami dolewa tylko oliwy do ognia! Sakuzo odwraca się wściekły i młóci pięścią żonę. jaka tam pomyłka! . .

wspólne samobójstwo szumu narobiło. ale licho wie.Słyszane rzeczy. a teraz jej się to przytrafiło. Może chłopców nie lubiła. aż w zaświatach wspólne znaleźli mieszkanie. głową tylko wciąż kręciła: nie chcę cię. juź lecisz się bawić.No. kto ojciec. we własnym domu! Takie przeznaczenie! Tazu uciekła z domu z Yoshidą. może brak jej przyrodzenia. więc zaraz ich złapano. dziecko zmajstrowała.Wiem.Tazu z kolei ze zdumieniem przypatruje się tamtym dwojgu. w łajno . od kimona pas z Iwaty. cztery rękawem chowała. no sprowadź swego zalotnika. ale może star}. . co wyrósł wysoko! Tazu śpiewała. a Tazu nalała sobie sake.prawdę powiedział! Kto inny mógł być ojcem. nawet teraz sprowadzasz kochanka. gdzie są trzy świątynie. tak jak upadła. . nie chcę nikogo! Głową wciąż kręciła. wreszcie Salcuzo wypadł z domu. Z jednej matki się rodzili. a Yoshidę odesłano z powrotem w gór}% sprowadzoino w dół do kopalmi i ślad po nim zaginął. która leży jak trup.Saikuzo kuca przy Takao. trzy miesiące. przynależnego do kopalni górnika. nie chcę cię. nie ten łajdak. Nigdy cię w domu nie ma! Czy nie przez ciebie to wszystko? . Sakuzo . wybijając rytm na baryłce po sake. a świeża herbatka dobra jest i z liścia. lat jej osiemnaście.Tazu mieni się na twarzy. jakie im ślina na język przyniosła. co mówię! Kładłaś się z każdym. ty -! Sprowadź. zobaczymy. . nie dał rady ukryć ciąży! I tu się zaczyna ta stawna historia: siostra z bratem się kochali w mieście Fukuyamie.Któż wie. kto ją spłodził albo i tego Setsuo.. żeby brat z siostrą? . miało dziewczę. jakem matka! w Fukuyamie mieście. .Co wygadujesz! . czy to rodzeństwo! . kupa wariatów! burczała gniewnie. miało zalotników licznych. w gnój się wszystko obróciło. . . grupo. aż nagle zaśmiała się głośno. z rozrzuconymi szeroko nogami. . co mi powie! Ten łachudra! Lżyli się oboje najgorszymi słowy. Tę piosenkę ćwiczyła kiedyś za dziewczęcych czasów w objazdowym teatrzyku. Na ostatek pas szeroki. Tazu zwolniono.wy bez trudu odszukał zbiegłego.jak ten krowi placek. Jeden 2 drugim.A bo to wiadomo. śpiewała ją nie zwracając specjalnej uwagi na treść. głośno byJo kiedyś o fajnej dziewczynie. jedno pewne: ja was urodziłam.A ty sam co robisz! Ledwieś zarobił trochę.Co ty wygadujesz? .Słuchaj.Co za wariacki dom! To ja się stąd wynioisę.

Zakop mnie do ziemi albo nie. zatacza się. Udała mu się jej świeża cera i dorodna postać.Gdzie najlepiej? Będzie kwitło. prawie o zmierzchu. patrzy. to moja ostatnia prośba. otwiera drzwi kluczem. dobrze wiem. bo pije krew ludzką i żywi się mięsem.mówi żarliwie Setsuo. a gruźlica Setsuo poczyniia postępy.Takao. za każdym zamachem słychać chrapliwy oddech.jednakże nie wziął do domu gejszy.Nie plącz się po domu! . dla ulubianego niegdyś brata jest chłodna. jaka też ładna dziewczyna z ciebie wyrosła! No mów.Kupię ci wszystko. żeby się w nim zmieścił człowiek. . Siostra trzy razy dziennie przynosi mu posiłki. .zał rodzeństwu spać odtąd osobno. kiedy pewnej nocy wśliznął się pod jej kołdrę. może w pełcnym świetle słońca zakręciło mu się w głowie. a ty zasypiesz mnie ziemią. obsypie się drobnymi.przymilał się Sakuzo. obszerny dom niszczał coraz bardziej. .mówi pewnego razu wychudły i osłabiomy chorobą Setsuo do Takao.Setsuo ściąga nieświeżą piżamę i powoli układa się w dole. . gdy zaczął sypiać z córką. . . . nie sprzeciwiła się.jak pierwszej nocy w świetle księżyca ozdobione wilgotną srebrzystą kroplą.Wysłuchaj mojej prośby. czego byś chciała? . ma szerokość i głębokość dostateczną. teraz też lubisz? (Takao nic odpowiada.Bo z jednej strony trochę się obawiał utraty dziewczyny. Takao przykuca obok. Setsuo. . co zechcesz! O. Materac Takao położył obok swego.Chodzi między drzewami. choć ustępliwy. Bluszcz się pożywi moim ciałem i pięknie zakwitnie. że Takao nie jest jego córką . Spogląda w górę na przycupniętą nad nim siostrę: spod spódnicy widać przyrodzenie dziewczyny . zamknął go w komórce. W tyra samym czasie Setsuo dostał krwotoku płucnego. zamknięte na głucho pokoje zajeżdżały stęjhlizną.Przynosi łopatę.nie są zatem spokrewnieni. nareszcie. z drugiej łękał się zarazków. Setsuo wpatruje się . miłymi. jakby zatraciła cała zdolność współczucia. ledwie siedemnastoletnia. potem kiwa głową.postanowił i*ka . wraca z kluczem i wręcza go bratu. z twojego pokoju. dół jest gotów. teraz jednak.Teraz się tu położę. posłuchaj! . Dziewczyna. nieśmiały syn nie cieszył się jego aprobatą. prośby twego brata! . sam wykopię dól. Dotąd Sakuzo traktował go dobrze. Służąca nie potrafiła utrzymać porządku. . ty tak lubilaś bluszcz. bo podsycał w sobie przekonanie. gdzie zechcesz. chudy jak pogrzebacz. Bierze patyk i podpiera się niczym laską. wiesz przecie. . wychodzi. Takao słucha w milczeniu. dziewicą inie była.) A on kwitnie. .Dłużej grzechu nie zniosę! . kopie.Czy tu będzie dobrze? Widać z okna. a ty posadzisz potem cmentarny bluszcz! Na pewno zakwitnie. białymi kwiatkami . daj mi klucz. .Długo już nie pożyję.woła błagalnie Setsuo z kąta zastawionego krzesłem.

W wieku lat sześćdziesięciu dwu zdał wszystko w ręce nadzorcy. kamienieli z przerażenia biorąc świetliste odbicie na ścianie za duszę pokutującą. kompletnie nieświadomi trudów tutejszej kopalni. nadsztygara przemianowano na batalionowego. ale nic to. wiązano go „na pająka”. to i tak pracowano w kopalni Kazury bez przerwy na trzy zmiany. górskie kopalnie nabrały rozmachu. sporów ani zamieszek nie znał. którzy ze strachu przed tunelem próbowali ratować się ucieczką.Tak. umrzeć w ogrodzie.jako że mężczyźni poszli na wojnę . „Twórz pracowitą ręką zwarte zaplecze frontu”. bo porządku pilnowała żandarmeria.zjeżdżać po^częły pod ziemię siedemnasto .na skutek utrudnionego oddychania do rana następowała zwykle śmierć. Takao zgarnia i zsypuje ziemię. Dobywano teraz ze wszystkich pokładów. w spiętrzony czubek kopczyka wbija kij. Przy końcu roku siedemnastego Sakuzo dostał wylewu krwi do mózgu on. z rekrutacją do pracy kłopotów nie miał. zmieniła .mikami na froncie przemysłu”.i osiemnastoletnie dziewczęta w jednym ręczniku okręcoinym wokół bioder. urobek sprzedawał w całości. „Pomyśl o wojennym trudzie żołnierzy”. przez dłuższy czas pożycie ojca i córki płynie spokojnie. jedyną osfcoiją. Aż tu na kontynencie wybuchła wojna.„Jestcśmy bo’jow. dwie osoby ulegały ciężkim okaleczeniom. . w kopalni zresztą zjawiał się już rzadko. wysiłek wyrobniczej pracy podwojono. dniem i nocą. choć na początku ery Showa przestano zatrudniać kobiety. W chodniku z górniczą lampą w ręce. i oto zima w barakach: na samo muśnięcie pchły czy wszy na policzku trzęśli się ze stcachu. sztandarowy szef. obecnie . to znaczy z rękami i nogami złączonymi na plecach. wobec czego mnożą się wypadki obsunięcia stropu. odchodzi. Kapitał napływał. jakby nic nie zaszło. prawdziwa wygoda! . W roku siedemnastym jęli napływać samotni górnicy z nakazami pracy. żadnych plotek nie wzbudzając. Lecz gdyby się nawet obeszło bez zbytcczjiych emocji.Każdej nocy sypia z Talcao. Po jego śmierci Takao zadeklarowała chęć przejęcia ojcowskiej kopalni. a białą pleśń na filarach za upiora. zjawiali się z jedną walizecziką. Tych. która w jednej chwili zakrywa ciało brata. przy czym o bezpieczeństwie nie pamiętano. Sakuzo znikinięciem syna specjalnie się nie przejął. oddech ustaje. „Pełny i sohdny urobek węgla służbą Ojczyźnie”! Rozwieszone gęsto i wszędzie plakaty podziałały. „Kwitnące rud:nie wspaniałej Japonii”. i wieszano na sznurze pod sufitem . Zwykle łapano takiego i prowadzono do pokoju kadrowego. wkręcały się ręce w kołowrot}^ Codziennie jedna. pękały ludziom miednice pod zwalonym stropem. sztygarów na plutomowych. cóż. zastosowano automatyzację: wrębiarki i łańcuchy tulejkowe. z ust bluzga mu fala krwi. . okrzyknięto zdrajcami narodu.szeroko otwartymi oczami.

ubiór. że były to owoce cmentarnego bluszczu . Uprawiano głównie bataty. za każdym powrotem na powierzchnię dźwigali jeńcy martwych współtowarzyszy przygniecionych zawalonym stropem. dezerterzy z wojska. Koreańczyków i innych jeńców karmiono kluskami z rozgotowanego prosa. Nadzorca. zawsze strasznie pokiereszowanych.wkradł się w szeregi górników. wicc w roku dziewiętnastym na łagodnym zboczu góry założono poletka. Kontrola wykazała. aby zapobiec dezercji. byle wykonali normę wydobycia. Kopalnia Kazury w odległych górach przeżyła nalot ledwie kilka razy. w miejscach gdzie najbujniej się rozrastał bluszcz cmentarny. Na jesieni nadzorca dostał cynk. żeby się wykręcić od poboru. dzieckiem Sakuzo. . Dozorcami jeńców uczyniono Koreańczyków i posłano na przodki zagrażające żydu pracuja^cych i dozorców. wszystkie zwłoki przekazywano Takao. rozcierali na mączkę. marli jak muchy z chorób i w wypadkach. czy zostali tam żywi. co zresztą nie należało do rzadkości wśród robotników japońskich. nie bacząc na to. Górnicy japońscy nie mieli już teraz czasu na odprawianie dawnych zabobonnych obrzędów. dostali tylko po jednej słomianej derce. Tegoż roku w lecie pogorszyła się sytuacja na froncie. Tutaj o dolcumcnty nikt nie pytał. ale brakować zaczęło żywności. nikt się też nie przejmował.nazywał się Yoshio Usuki . przy czym. że Koreańczycy coś tam pod ziemią zawzięcie pichcą i pałaszują. Studenci dostali zajęcie na powierzchni. i przeniosła się do baraku z sześcioletnią córką Satsuki. Australijczyków. ptzy braku doświadczenia minożyły się wybuchy pyłu węglowego i dynamitu. lecz Takao za każdym razem urządzała pochówek grzebiąc zwłoki na cmentarzysku. wkładając robocze spodnie i górniczy kask ochronny. gotowali w puszkach po nafcie i tym się żywili. oraz studentów.kulki wielkości paznokcia zawierające skrobiowate pestki jeńcy tłukli je. Jeden z nich . Maruderów takich jak Usuki było więcej: kryminaliści. Wkrótce na północy Kiusiu i w Sasebo nastąpiły bombardowania. jeśli zza baiykady wystawało drgające ramię. Trzymano ich nago w rozwalonej szopie. nie chcąc zaprzątać sobie nimi głowy. nieużywane tunele. W osiemnastym roku ery Showa nadesłano z Pusan robotników koreańskich i przeznaczono ich do pracy na stanowiskach najbardziej niebezpiecznych. W wy padku pożaru pod ziemią niezwłocznie tarasowano i odcinano płonący chodnik. dniem i nocą. bez względu na kondycję. w sortov/ni. nawet wśród Japończyków szerzyły się choroby z niedożywienia. a rek później zostali odwołani. Kopalnia uchodziła za wzorową. nie mieli oni prawa wychodzenia poza kopalnię. w braku rąk do pracy zesłano do kopalni jeńców wojennych. dawiń członkowie zabronionej partii komunistycznej. polecił wrzucać trupy w głębokie. Zjeżdżano pod ziemię na trzy zmiany. przy ciosaniu stempli i jako wozacy: ci mieli przynajnmiej zagwarantować wyżywienie i spokój w miejscu pracy. których i tak nie starczało.

Górnicy z nakazami pracy. Japończycy. że robiono inaczej. dowiedziawszy się o niej nie wiadomo skąd. jak czerwone diabły.bez śladu ludzkich uczuć . ruszyli czterema ciężarówlcami do miasta Hakaty. wywieszono niezwłocznie flagę koreańską. podnieśli bunt: napadli na magazyny żywnościowe i zabarykadowali się w biurach zarządu. pozostali przy życiu na wpół szaleni Koreańczycy zeszli z gór jak lawina. jak wiadomo. bo i zgnębieni byli do cna wieścią o bombie rzuconej na Nagasaki i przystąpieniu Rosji do wojny. Piętnastego sierpnia przyłączyli się do buntu Koreańczycy. . którzy się nie mieli gdzie obrócić. Powietrze pachniało krwią prochem. wziąwszy za przewodnilca nadzorcę kopalni. że pozostało Australijczynkom jeszcze tak wiele energii! Ze strony japońskiej (z wyjątkiem nielicznych.Co zamierzasz? Bo tu już ani mieszkainia. tymczasem okazało się. zostali tylko starcy. potem z niesłychaną brutalnością ciskano z góry płonącą z jednej stromy laseczkę dynamitu . wymachując pistoletami i strzelając na chybił trafił jeszcze z platformy. bo tamci w oczach odzyskiwali siły i kondycję.zabrali się do Koreańczyków. krv/ią obryzgani. bezpośrednimi nadzorcami australijskich jeńców. na początku jeńcy poprzebierali się w wojskowe mundur y. kopalniani włóczędzy. Byli oni.zapytał Takao stary nadzorca. . czego się chwycić. by im pałką przemówić do rozumu. Szesnastego sierpnia nadleciał samolot amerykański: na spadochroinach zrzucił jeńcom broń. a Japończycy . nie zdobyli się na to. Pomagali oni Takao uprzątać leżące wokół pokotem trupy tak zmasakrowane. lecz w sierpniowym upale zaraz je zrzucili i zinowu byli nadzy. Zabierano ich Icolejno do chodnika. ładowano je na stare taczki . Owoce bluszczu musiały być pożywne. Dwa dni trwało mordowanie bez pamięci. ubrania i buty. echo wystrzału z pistoletu niosło się jak wybuch dynamitu. mając do czynienia z zamorskimi odmieńcami.dziw doprawdy.Japończycy. a trzeciego dinia zwycięzcy. znający naturę cmentarnego biuszczu. żeby zmniejszyć Koreańczykom racje żywnosciowe. nie mogli zeń skorzystać. zresztą węgiel zawsze potrzebny. a baraki zburzono.które pamiętały pewnie czasy . Piosenki te rozbrzmiewały długo w uszach górników jak w koszmarze. Teraz odetchnęli wreszcie z ulgą. żc nie wiadomo było. choć wynędzniali. latali z pistoletami w garści. ani kopalni . Australijczycy. śpiewali wrzaskliwie na całe gardło. Tuż przed klęską jeńcy. co próbując uciec górskim zboczem zostali przychwyceni i rozstrzelani) ofiar w ludziach ni e było. wrzucano do szybu razem po pięciusześciu ludzi (zebrano wszystkich u wejścia sztolni). wpadli natomiast na pomysł. zmienili się w mgnieniu oka w grackich chwatów. Teraz n a odmianę uwięziono zarząd złóżony z Japończyków. należała im się więc odpłata.A co bym robiła? Będę doglądać terenu.

i wieziono na cmentarz. W październiku zjawił się dezerter Yoshio Usuki. jakby od razu zamierzał zjechać do kopalni. na odmianę w głębi szybu .Postanowiłem tu pracować. Sasebo i Hakaty. a oczekujący na mogiłach bluszcz cmentarny był akurat w pełnym rozkwicie. Słowa Usukiego się sprawdziły: po Nowym Roku rząd w planie gospodarczym położył główny nacisk na wydobycie węgla i w pierwszej kolejności zaopatrzył w sprzęt i żywność załogi i personel kopalń. nic oglądając go przedtem na oczy.Nie godzi się przecie zostawić na łasce losu takiej kopalni! Bo teraz opał będzie bardzo potrzebny.chłodny wiatr szeleścił liśćmi. cała jego rodzina zginęła podczas nalotu. . Kiedy Takao szła przez bujme listowie znosząc trupy.tam gdzie leżały zwłoki rozstrzelanych. larwy obsiadły jej ubranie. Satsuki także wcale się nie bała. powracali z daleka przesiedleńcy i zdemobilizowani. sklecoino więc budy z desek . pozostały po nich tylko ciemne placki. z całego kraju. Stary nadzorca i Usuki usiłowali zaprowadzić trochę ładu. podrygiwanie taczek sprawiało. szybko wracała prosperity. w gałęziach świergotały ptaki. zewsząd. ale ściągnęło tyle narodu. pod wieczór czuło się w powietrzu jesień . W zamieszaniu i zgiełku . w rozbitych czerepach roiły się górskie mrówki wielkie jak fasola.Sprawiał takie wrażenie. nadciągali ludzie. Usuki odwiedził rodzinne strony. urobek natychmiast się podwoił. nic więcej. Starcy i Takao z córką zjadali skąpe zapasy żywności. że zabrakło miejsca w barakach. lecz nie znać było po nim rozpaczy. których miejsca pracy zniszczyły wojenne pożary a choć większość doświadczomych górników dostała przeniesienie do innych dużych kopalń. i należność zaraz wypłacano.nadszedł czas przemiany: z kopalni wyfrunęły jak wicher miliardy owadów zwabione trupim odorem grobów unosiły sic z wielkim brzęczaniem nad ludzkimi szczątkami. ściągali włóczędzy. drudzy wybierali go z hałd usypanych rękami kobiet. Na zwłokach w otwartych ranach zalęgły się larwy i poczwarki owadzie. . przyniósł wieści z Nagasaki.Tazu .węgla niskogatimkowego było dużo .jedni kopali na własną rękę. Jak za dotknięciem różdżki miejsce wczorajszej tragedii przeobraziło się w krainę złota. cała była umazana krwią i zlana potem. nic dała jednak po sobie poznać zmęczenia. przyjmijcie mnie! . Po tygodniu ciała uległy rozkładowi i zaczęły wsiąkać w ziemię. nikt ich nie odwiedzał. że z ciał wychynęły kiszki jak rozsupłane sznury. cenę węgla ustalano za tonę. w których zagnieździły się larwy . zarabiając w ten sposób do killiuset yenów dziennie.

kiedy spod ziemi dobiegi głuchy łoskot. chwalili sobie spokojną pracę w kopalni Kazury! Choć czasami śmiertelnie przeraził bardziej strachliwych fosfojryzujący. Zamiast poborów otrzymywało się teraz ze sklepiku wynagrodzenie w naturze: ryż..kompresory i transportery nic działały. pokiereszowany czerep obrośnięty białą pleśnią. soję. Potem zauważyli.Bieda! Nieszczęście! . Wyżyrudenie wyglądało następująco. co spali. kiedy ci.i tam umieszczono nowo przybyłych.Przekleństwo. obarczeni żonami i dziećmi górnicy głowili się nad swym losem. tak właśnie można było sądzić patrząc na spustoszenia. inaczej niż w innych stronach. lecz także z emeryturą. kto porzucił teraz samowolnie pracę.. który wykładano na matę. sól i olej. to źródło niewyczerpane . W takim to trudnym momencie poraz pierwszy w dziejach kopalni Kazury ntastąpiła poważna katastrofa. Najpierw dał się odczuć wstrząs. . wprowadzono więc orkę (były też pola ryżowe napełnione wodą). jednocześnie wyprysły w powietrze krople i wielką falą chlusnęła woda na cały teren na wysokość stu dwudziestu metrów nad poziomem morza istna fala sztormowa. gdzie urządzomo miejsce do kąpieli mieszczące na raz kilkanaście osób. resztę nakładali do obiadowych pudełek i zaraz biegli z nimi prosto do kopalni.Jak myślisz. bo wszędzie wrócił już wolny handel .Co się dzieje? .swego rodzaju reglamentacją. Doprawdy. nastąpił wyraźny regres.wyschło! Zapobiegliwa załoga chwyciła zaraz kaski ochronne oraz lampy i miała właśnie zejść do szybu. po dwudziestym szóstym zaczęło z wolna przygasać. potem zakołysała się ziemia jak przy trzęsieniu tektonicznym. skąd ta woda? . ryby. siła uderzenia wkrótce osłabła. zalewając w jednej chwili najbliższą okolicę. z pośpieszną bezmyślnością założono w czasie upojny tarasowate poletka.wszystko zostało tu objęte. żc źródło koło sztolni . Ten. zobaczyli u wylotu szbolni chwiejny obłok białej pary. jedli jak popadło. lecz od sztolni popłynęła woda na wysokość kilkunastu centymetrów. gdy nagle dał się słyszeć łoskot. w wielkim kotle gotowano gęsty ryż. poletka opróżniły . zapadła dziwna cisza . a jeszcze kiedy dostali wypłatę. W dwudziestym trzecim roku ery Showa ożywienie w kopalni osiągnęło szczyt. potem w takim samym kotle warzono zupę z soczewicy.Chyba się tam dno stawu zapadło. musiał się pożegnać nic tylko z kilkudziesięcioma tysiącami zaległej pensji. wyskoczyli z pościeli i wypadli na dwór. mydło i ręczniki . górnicy zbierali się wokół niby stado diabłów. przekleństwo! .ta woda życia. zmieniła się w mętny potok i spływała w kotlinę. a kiedy zakończyła się wojna w Korei. pastę fasolową.

aż woda wyniesie ciała. chociaż taka wielka!. Wobec tego Takao wie.Straszne . wszystkie poletka nawadniane przez rzekę zalał zabó’jczy lodowaty nurt. Potok wyżłobił drogę w zboczu gó. woda w nim zimna. najgłębsze miejsce znajdowało się w odległości stu pięćdziesięciu metrów od wejścia.miały wysadzone na wierzch gałki oczne. z których wypadło dno. źe nie ujrzą nawet zwłok swoich bliskich.nie tyle pod wpływem wody. jak człowiek. który jej przekazał swego czasu Sakuzo. że zerwało miedze. będę doglądać grobów. które pozostały jedinak na swoich miejscach.Rodziny zaginionych z tępą rezygnacją już się pogodziły z faktem. a z dwustu dziesięciu osób załogi połowa odeszła. Trzeba zatem czekać. poniektóre pary małżeńskie całkiem już wyzbyte z sił.szeptali starzy górnicy .Cóż robić. Takao nie zwlekając zajęła się pilnie chowaniem zwłok. .Zostanę. jak wanny. nie wiadomo. potem powoli zaczęła opadać. ile raczej pod działaniem wysokiej temperatury.powietrze ich rozparło! . zanim woda nie opadnie. jak woda płynęła. Potok wpadał do Hatchoga . i . które wypływały i które . Pompy. . z odbytów wychynęły im kiszki. wybuch dynamitu musiał naruszyć podziemne źródło . niechby nawet pracujące całą mocą.górnicy uznali to za jedyne możliwe wytłumaczenie katastrofy. oraz żony ofiar katastrofy stuknięte trochę i nigdzie indziej nie mające oparcia. na odszkodowania dla rodzin górników. nie zdadzą się na nic. wszystkie chodniki pewnie zalane. lecz widać. więc powiedziała. wpatrywały się bezmyślnie w przezroczysty nurt. musi umierać. .. Nic się wobec tego uratować nie da. i można było stąd wysnuć wniosek. od wejścia do sztolni aż do szybów.. a tutaj mające chociaż łyżkę strawy i dach nad głową. dzieląc się na dwie odnogi. że została z pustmi rękami.I tak musi oddać teraz cały swój majątek.Co będziesz robiła? . bo nadciągnął nagły wyż .ry i ustalił swoje koryto. transportowali trupy na cmentarz.wy. z któjych i tak na szerokim świecie nie będzie pożytku.się w mgnieniu oka . spływała do chodników na prawo i lewo.zapytał Usuki Takao. Po trzech dniach woda Icoło sztolni wyniosła trupa . aż ręce cierpły. skąd biło źródło. źródło trysnęło widać gdzieś z bardzo głęboka. wywołując ogólny nieurodzaj ryżu.Wszyscy bez wyjątku wzięli się tym razem do pomocy. i kopalnia. . Woda utrzymywała się na przestrzeni pięćdziesięciu metrów. którzy pracowali w pobliżu w chwili katastrofy. Pozostali starcy i kaleki.jednego z ludzi. Tak czy inaczej nie ma dla niej życia poza kopalnią. . z ust trysnęły płuca. iż rozprzestrzeniała się w różnych kierunkach.ludzie sądzili początkowo. Rodzimy porażome nagłością katastrofy zapomniały o normalnej w takich razach rozpaczy. .

było w cenie: starcy. teraz zaś w kilku miejscach zdołał się przecisnąć. Starzec słyszał podobno. Staruszek ten. korzystały z tego górskie mrówki biegając zaciekle po sekretnym miejscu. Początkowo kobiet zostało więcej niż mężczyzn.bicgać o samotnych. której syna zabrała woda która została sama z małą wnuczką. przygadała sobie wędrowinego artystę. Zbierano plony z . a i wariaci. popiła. czepiając się korzeni zielsk i trawy. żeby kopać na starą modłę. były szeregowiec . Wyżywić się można. popatrz. bez pytania rozlokowały się w barakach. toteż dla kobiet stanowili cenny nabytek. stawiała całej groimadzie. na własną rękę zająw . ofiary bomby z Nagasaki. starczy kilof lampa .Szercgowicc Kaneyama odmaszeruje teraz do latryny! Drugi z kolei poszkodowany na umyśle każdego wieczora przebiegał jak na skrzydłach miedze tarasowatych poletek z tornistrem na plecach i pałeczką werblową w ręce. Była także wariatka pomylona na tle selsualnym: ciągle pętała się półnaga. pośpiewała. bo to: Tuście mnie przygarnęli. bo ci tam mrówki do środka włażą. na przykład: „Przywództwo armii naszego kraju z dawien dawna należy do cesarza” i temu podobne albo wykrzykiwał raptem wielkim głosem: . kręciła biodrami.. spaH. wziąwsiiy odszkodowanie 2 rąk Takao udała się proiSto do Teatru Prowincjonalnego w miasteczku. z jakiego to frontu wrócił . jak sie roją. który we dnie stąpał niepewnie i chwiejnie. zachowywali się spokojnie. nawet Koreańczycy. bo nienormalnych znalazło się dwu.sprawdza: wewnątrz kłębek poczwarek. to już i zostawcie! . siadał tam i cierpliwie rozglądał się po okolicy aż do zmroku. wspinał się na szczyt wzgórza skrywającego w swym łonie kopalnię Kazury. kładła byle gdzie rozkrzyżowana na ziemi. kiedy ogarnęło go szaleństwo. matka dziecka. Staruszka. wprawni rębacze. w czasach rozkwitu sztolni kursowały po niej wagonetki i ciężarówki.szy miejsce w baraku. a że nrkt nie podchodził. Nie dało się już transportować węgla na dół i przeznaczono go tylko na własny użytek. co nosiło spodnie. Więc pewien staruszek troskliwie zwrócił jej uwagę: . wystawiła. wydała wszystko do cna i gdzieś znikła.jeszcze przesiedleńcy zza morza.Usuki pozostał również. jak popadło. Wyjąwszy te poczynania.jak wtedy gdy przywędrowali w góry Sakuzo z żoną. obaj chorzy. na jednego chłopa przypadało po dwie i trzy. w roku trzydziestym zniszczeniu uległa droga łącząca kopalnie z szosą na brzegu morza.faktycznie coś się rusza . Odwinęła kobieta spódnicę.nic wiadomo dokładnie. J eden. pobyła z nim dziesięć dni. co miała . ledwie pojedynczy człowiek.Co z tobą? Oj. dreptała w poszukiwaniu węgla. zasypiała. zaczęły się wdowy u . wbiegał na strome zbocza zwinnie jak zwierzę. Bo wdowa. Wszystłco.przez cały rok powtarzał cięgiem urywki z regulaminu wojskowego.a że kobieta sama w kopaiLni nie da sobie rady.

rodzą sic też dzieci. ale nic. dla jej urody Usuki tu pozostał. jak mogły. tyle. Usuki jej pomagał.Nie. posiadał swoją wagę. Miała wtedy lat czterdzieści pięć.nie jestem dla niej odpowiedni? . nie wiadomo. . Takao obwołała się naczelniczką tego osiedla. obecnie liczba kobiet przypadających na mężczyznę stała się dowolna: wszystko jedno.Dużom ci winna i trudno mi odmawiać. lecz Takao zdecydowanie odmawiała. Na świat przychodziły niemowlęta kalekie.Głupstwa. że się rodziły. powiększono liczbę kurników. podobna była do Takao . Usuki przestał więc nalegać. W biały dzień kładli się przy drodze albo pieścili w Icurzym łajnie kucników. a jego liście traciły połysk . ojciec zawsze pozostawał nieznany. łowiomo w sidła borsuki i zające. a nade wszystko przydały się owoce cmcntarncgo bluszczu. tak? . inni pracują w kurnikach.piękność o skórze białej jak kwiat cmentarnego bluszczu. krótko mówiąc trupów”. choć wcale nie zrezygnował ze swoich zamiarów. wyglądał . . chciwe węgla. pokryte strupami.Uważasz.górskich poletek. Jedmakże fakt. ani mi to w głowie nie postało! Odpowiedzi niejasne i pozbawione sensu. Dla niej właśnie. kiedy zabrakło nawozu. każdy oddzielnie. to też nie. staruszki gotują i piorą. kto do Icogo należał.bo i cóż znaczy jeden starzec rocznie? Roślina marniała i niechybnie uschnie! Kiedy zabraknie . zresztą zaraz umierały. którą rozcieńczywszy gorącą wodą można było karmić nawet niemowlęta. ale matka ostro odmówiła. ustalił się w osiedlu pewien porządek: jedni orzą pola. lecz wkrótce stało się to iiiepotrzebne. przed wdowami.Co znaczy. że żyje z Usukim. kiedy Latem zakwitł. o niebywałym wprost uroku zaskakującym w tak młodym wieku. Ani jedno nie było normalne. Satsuki za mąż nie pójdzie. uganiały się za wprawnymi górnikami. żeby starczyło na codzienne potrzeby. ... Rozrósł się bujnie na cmcntarzu na przestrzeni trzystu metrów. Usuki ze swej strony poprosił o rękę Satsuki. że. nie pójdzie? No. wyglądaia jednak znacznie młodziej i wszyscy wiedzieli. Przedtem żony szanowały swoicłi mężów i chroniły. to zięć przystanie do waszej rodziny. Na początku kobiety. nieustamiie toczące z ust ślinę lub o iiłow’ie o połowę mniejszej od normalnej czy też z szyją wykręconą na bok albo z zajęczą wargą. rozkładano pod dachem. i suszono. czyje to dziecko się poczęło. ponieważ rozrośnięty bluszcz cmentarny. Satsuki skończyła lat dziewiętnaście. słabiej kwitł.jak góra śniegu. gdy w odpowiednim czasie następował poród. teraz kopulacja stanowiła jedyną przyjemność. Mijają dni i miesiące. a jesienią dzięki jego owocom wykarmić się mogła chyba setka osób: zbierano je. potem tłuczono w kamiemnej stępie i przygotowywano posilną mączkę. starcy kopią węgiel.

nie pozostał. szukali źródła błękitnej rzeczki wpadającej do Hatchogawy. i przyszli na rozpoznanie. jej dziewicze ciało. Kiedy wreszcie umierały.n.jedna z nich przeznaczona zostanie na cmentarz. od pracy je zwalniano. wszyscy obserwowali zgo. na którym dawno . wciągali swe rodzicielki do jam nieczynnych wyrobisk i brali delikatnie i pieszczodiwie. starzy brat gwałcił siostrę. Takao nie wychodziła poza osadę nigdy . Ojcowie zaś nie krępując się spółkowali z córkami . a choć noworodki rodziły się zazwyczaj zniekształcone i kalekie. wszystkich czeka śmierć głodowa! Kobiety rodziły po to. Minęło siedem lat i oto pewnego dnia po stromym zboczu. niektóre długo jeszcze darły się donośnie. mężowie obsługiwali jednocześnie matkę dziewczyny. blady strach padał na staruszki . Półnadzy mężczyźni i rozczochrane kobiety gzili się dniem i nocą. W tych jatkach. ponadto odebranie niemowlęcia.jakże narażać wychudzoną córkę.bajrowała młodszego braciszka. On jednak nie tracił ducha. rozdzielał wydobyty węgiel. na brutalność obcych samców! Żona kładła się obok. ukręcenie mu główki i ułożenie ciałka w cebrzykuurnie.ktoś tam jest! Nie WJTEZU. Dziewczyna siedziała tam zawsze nieruchooio jak laika. Takao zmieni przecie kiedyś swoją decyzję - . wspięli się dwaj mężczyźni: pracownicy urzędu miejskiego z pobliskiego miasteczka. A synowie sędziwych matek widząc. Do Takao należało uczestniczenie przy rozwiązaniu. wszystkie dziewczęta mające już menstruację miały obowiązek zajść w ciążę. Mieli wszyscy dach nad głową i jedzenie.nie było już ani śladu jakiejkolwiek drogi. przebywały w przeznaczonym pomieszczeniu. W zrujnowanym osiedlu spostrzegli naj. ze uda im się spłodzić dziecko. Po bo tu właś. tym się pocieszali. starsza siostra. żeby skierować ją do stawu irygacyjnego. bardzo dobrze.tylko w czasie pogrzebów. na twarzach wstrzymującej oddech gromady pojawiał się wyraz ulgi.a śmierć. ruszano za niosącą trupka Takao na cmentarzyk i grzebano zwłoki na grządkach cmentarnego bluszczu. Kobiety ciężarne otaczano szczególną pieczą. Usuki zaś doglądał zbioru owoców bkiszczu. niczym najdroższy skarb. W ogólnym rozgardiaszu jeden Usuki pozostał na boku. obserwując czasem rozkosz na starym obliczu. to znaczy żonę. czuli przez chwilę obawę i lęk: a nuż pocznie! Zresztą dziecko i tak przeznaczcoe n.owoców. gorzej z ubraniem: szmaty na szmatach. z natury ściśle związana z zaspokojeniem głodu. Jeśli nastał rok ubogi w dzieci. by zabijać. iak szaleją. na spojrzenia Usukiego w ogóle nie reagując. z twarzą bez sądził. żądza. Przerażone czepiały się mężczyzn w nadziei. zawiedzione próbowały samobójstwa w przepaści. nigdy nie słabła.niespodziewaniej dym z komina . jeśli i ona zajdzie! Żony ze wszystkich sił pomagały mężom. czasami zaglądał do domu Takao w poszukiwaniu Satsuki. Pośród tej gromady żyła Takao i jej córka Satsuki.

trzeba było nawet szukać; przydreptała do nich istota oniecodziennym wyglądzie. - O, anim się spodziewał, że w kopalni Kazury są ludzie! - zdziwił się urzędnik. Młody urzędnik spiesznie piął się pod górę: - Atia, staruszka, żebraczka widać. - Co wy tu robicie? idźcież do miasteczlca! - zwrócił się do niej tonera, jakim się zwylcło traktować żebraków. - A wyście młodzi, panie! - Tak, jaszczem młody. - No, to dajcie mi dziecko, nasienie! - Staruszka chwiejnie podchodzi, dziwacznie się wdzięcząc, cała w białe i czerwone cętki (czy cierpi na chorobę skóry?), siwa głowa w połowie łysa, wygląda okropnie. - Dobrze, dobrze, babciu. Znajdę ci dobrego męża. Dlatego musisz się przenieść do miasteczka, pójść do szpitala, dostaniesz tam łóżko i dobre jedzenie, musisz się leczyć tłumaczy cierpliwie, opanowując wstręt. - Może papierosa sobie weźmiesz? - Wyciąga ku staruszce papieroisa, raptem dostrzega, że cztery inne staruszki, podobne do pierwszej, wpatrują się weń z uwagą. Cofnął się, omal z górki nie stoczył i zbiegł na dół. - Osiedle wariatów - powiadomił szefa - naprawdę, nic innego! Akurat tego roku mało było ciężarnych i wylęknione staruszki ukrywały się we dnie poza osiedlem, w trawach. Potem powtórzyły się kilkakrotnie wizyty z miasteczka. Również Usuki spotkał się z urzędnikiem, lecz nie mógł mu oczywiście wyznać, że podporządkowali tu swe życie bluszczowi, a i zasilanie roślin niemowlętami nie mogło trwać wiecznie. Usuki przeżył w tym dziwacznym otoczeniu dziesięć lat; aczkolwiek dotąd niczemu się nie dziwił, to teraz - gdy porozmawiał z owym mężczyzną w krawacie - zrozumiał, że kiedyś trzeba stąd odejść, powinien więc skorzystać z okazji, by raz jeszcze prosić o rękę Satsuki, po czym z obydwiema kobietami przenieść się do miastecżka. Zbudziła się w nim tęsknota za rodzinnymi stronami. Następnego dnia zdecydował się wreszcie i o zmierzchu poszedł do domu Takao; ze środka dobiegły go słowa przerywane ciężkim oddechem, zajrzał przeto przez szparę w okiennicy. Wzdirgnął się, dojrzawszy splecione z sobą dwa białe ciała. Natężając wzrok ujrzał Takao i Satsuki. Oczy przywykły mu do ciemności: Satiuki leiala na boku, Takao pochylona nad nią, wargi jej błądziły po ciele dziewczyny. - Bądź moim pokarmem, dziecko żywi matkę,zywi... To jego powinność!... - szeptała niskim głosem, a Satsuki poddając s;ię pocałunkom słodko pojękiwała, to rzucała się i wyginała w iiik, to siadała. - Mężczyźni są do niczego! A matka zna cię dobrze, Satsuki! No, jak, dobrze ci jest,

prawda?... No, jakże, serce ci się rozpływa i ciało, czujesz? Roztopi się ciało i serce, i będziesz moim pokarmem! No! Potem Takao rzuciła się na Satsuki, przykryła ją swym ciałem, dziwnie podrygując. Usuki oniemiał i odstąpił od okiennicy, bo chociaż słyszał okobietach spółkujących ze sobą, zobaczył to po raz pierwszy, matkę i córkę, no, a „bądź moim pokarmem!” - cóż to znaczy? Może tamta pochłania młodość dziewczęcia? Skóra Satsuki stała się ostatnio całkiem przezroczysta i dziewczyna wyglądała stale jak manekin. Czy całą energię życiową zabiera jej matka, jak bluszcz cmentarny, co, żeby zakwitnąć, potrzebuje krwi i ciała? Satsulid w ten sposób umrze! - pomyślał Usuki, jednocześnie wspomniał białe ciało, i już nic mógł sobie miejsca znaleźć wyczekując, kiedy matka dziewczyny oddali się z domu. Takao zaś wychodziła tylko wtedy, gdy niosła nowe pożywienie dla cmentarinego bluszczu. Jałowo mijały dni, aż pod koniec roku zmarła jedna ze staruszek. Mężczyźni zanieśli ią na cmentarz, zjawiła się Takao. Usuki utorował sobie dro - cę, wyszedł z tłumu i skierował się do jej domu. - Satsufei, chodź! Razem stąd uciekniemy. Bo jak tu zostaniesz, umrzesz! nawoływał. Ale że dziewczyna się nie pokazała, wszedł do środka. Zastał ją na posłaniu; pokruszyła się lekko i otworzyła oczy. Teraz najważniejsze, żeby Satsuki wyprowadzić i uciec. Zarzucił ją sobie na plecy. Nu drodze do miasteczka kręcili się jeszcze ludzie. Usuki w pośpiechu schował się do jamy wyrobiska na zboczu góry gdzie każdej chwili mógł zostać odkryty, więc chwycił kilof i posłużył się nim jak łomem, by zagrodzić wejście kamieniami. 2Lamach:nął się raz i drugi, kiedy strop zatrzeszczał i oboje znaleźli się w ciemności. Usuki w pierv/szej chwili się przestraszył, ale stwierdziwszy, że ani jemu, ani Satsu ki nic się nie stało, wyzbył się strachu i poczuł radość, bo wreszcie znaleźli się sami, tylko we dwoje. Objął Satsuki, która cały czas stała bezwolme jak kukła. - Niczego się.nie bój, jestem przy tobie! Choraś, ale to nic, prędko wyzdrowiejesz. Jak się ściemni, pójdziemy na dół, do miasteczka. Usuki mówił bez przerwy, ona wciąż milczała. Trzymając ją w objęciach, czuł, jak chłodne ciało Satsuki nabiera nieco ciepła. - Nie masz się czego bać, zdaj się na mnie - dodał, lecz zaczął nasłuchiwać. Przez szczelinę, którą płynęło powietrze, dotarł z zewnątrz gwar i odgłosy bieganiny. Takao, spostrzegłszy zniknięcie Satsuki, wpadła w popłoch, wybiegła pędem z domu i zlustrowała najpicirw pokój Usukiego - no, nie uciekł chyba z gór w dolinę! - Nie widzieliście mojej córki? ~ nagabywała przechodzących, miała ochotę potrząsnąć nimi, by odpowiedzieli. - Gdzie się podział ten przeklęty Usuki?

Jeden z zagadniętych mężczyzn głuchym głoisem odparł: - Córkę trzeba zapłodnić. A kiedy Takao odepchnęła go i chciała odejść, zatrz yma! jąTy czego uciekasz? Już tam twoją córkę chłopy pieszczą! - Takao zmierzyła go lodowatym wzrokiem. - Dobra, debra! Ty też się przydasz! Takao po zniknięciu Satsuki utraciła całą swą energię i w’ jednym momencie zamieniła się w starą babę, toteż mężczyzna nie rozpoznał w.niej naczelniczki i z miejsca powalił na ziemię. - Dobra, dobra! Zrobię ci dziecko moim nasieniem! Brutalnie ją zgwałcił. A ciężko wiszące gradowe chmury zeszły niżej, poprószyły śniegiem; wtedy - czy to z powodu tego śniegu, czy też dlatego, że rok był niepomyślny i mało ciężarnych ~ mężczyźni jak na komendę rzucili się gromadnie.: na kobiety. Byli i tacy, co upatrzywszy sobie tę samą bili się okładając na.wzajem kijami, powodowani bczrozumnym szaleństwem napastowali dziewczynki nie mające jeszcze nawet lat dziesięciu, młodzieńcy wskakiwali na babcie trzy ćwierci do śmierci, staruszki zaś, którym nie udało się zdobyć partnera, wywijając kilofami gramoliły się z tyłu na leżące pary. Oto i mężczyźni w ciasnym uścisku, i tacy, co się staczają z górki w dół, do sztolni, do potoczku, i nagie kobiety bicgnącc po śniegu, jest i taki, co tłucze po głowach drągiem, kciomysła i bierze ofiary padające bez zmysłów - splątane ze sobą stado mężczyzn i kobiet tłamsi się i dusi nawzajem, trupy rzucając na ziemię. Chłopca przypiętego do staruchy napastuje starzec, inny chłopiec biega wśród tłumu, mężczyzn kopie w krocza, kobietom wtyka kij między nogi - ten nic zważa nawet, czy ma przed sobą żywych, czy umarłych. jeden z wariatów przynosi bryłę węgla i wędrując po placu miażdży głowy nieboszczykom. Ogarnęło ich szaleństwo - o ileż groźniejsze i większe od tego w czasie pogromu jeńców! Kotlowainina ustaje w jednym momencie, wszystko zamiera, ludzie leżą pokotem na ziemi, nic i nikt nawet nie drgnie; pośrodku trup Takao z twarzą odra.żającą, pomarszczoną i Liwaianą, w jej kroczu tkwi głęboko - kto to zrobił? - długa, wąska deszczułka nagrobna. Następnego ranka Usuki utorował sobie kilofem wyjście z jamy. Śnieg zasypał górę pokrywając ślady.nocnej orgii, lecz dokoła wyrosły niewielkie śnie.żne kopczyki, po rozgarnięciu śniegu widać zwłoki. - Twoja mama, Satsuki, nie żyje - mówi Usuki oglądając kolejno twarze zmarłych. Satsuki potakuje. - Co zrobimy? Chyba nie chciałaby ona pójść na cmentarz na żer tłuszczy... - dodaje niespokojnie. Wyciąga z baraku taczkę, wrzuca na nią ciało Takao i wiezie do wylotu sztolni. Obficie płynąca woda jest chyba ciepła, bo paruje. Usuki idzie pod prąd wspinając się

ku wejściu. - Niech cię góra przyjmie, śpij w spokoju! - Spycha taczkę w czarną czeluść kopalni; pokryte śniegiem zwłoki suną na taczce przez ciemności, wyglądają teraz tak jak szarobiała pleśń na stemplach chodnika albo, rzec można, przypominają kwitnący bluszcz uczepiony tabliczki cmentarnej i niesiony wiatrem; taczka niknie w wodzie i ciemności. Lekki plusk dobiega uszu, lecz fala nie wynosi zwłok z powrotem na powierzchnię. Wobec tego Usuki zwozi i zrzuca tu następne, a Satsuki stoi i przygląda się, w pewnym momencie pomaga mężczyźnie pchać taczkę i na jego: dziękuję! - po raz pierwszy się uśmiecha promiennie. Dopiero o zmierzchu kończą uprzątanie zwłok. - No, wezmę cię chyba na plecy, bo stąd do miasta żadnej drogi nie znajdziesz. Usuki bierze Satsuki na barana i przywiązuje si:nurkieni, potem schodzi krok za krokiem po świeżym śniegu stromym zboczem w dół. Zapada nagły mrok. Schodzą coraz niżej, a śnieg zagradza im drogę. I nikt ich więcej nie ujrzał. ~ Panie burmistrzu, wszystko gotowe! - mówi sekretarz do powracającego z przechadzki po cmentarzyku, gdzie tabliczki nagrobne sterczą teraz wśród całkiem zmarniałych badyli bluszczu. - Idę, idę - odpowiada.uśmiechnięty burmistrz. Pochylając korpulentny tułów przekręca małą dźwignię: urządzenie to skieruje wodę do nowego kanału podziemenego; teraz woda zmieniła bieg, w mgnieniu oka wzbiera i napływa w nowe koryto wypełniając je po brzegii, po czym potok wydłuża się niby ślimak i zmierza w dół, pod ziemię. - Wiwat! Niech żyje! - ryczą zgromadzeni. - Teraz dalszy pomyślny rozwój naszego miasta zapewniony... - bąkają. - Tak, a kopalnia Kazury na nic się już nie przyda, raz ogień, raz woda... Pozierają znowu na podikowiastą obmurówkę sztolni. A niedaleko od nich, na dnie chodnika kopalni, zbliżają się ku sobie i oddalają unoszome przez wodę wyschnięte, woskowe zwłoki - w warstwie kilkudziesięciu ciał - uczepiony na nich swym zwyczajem bluszcz cmentarny chwieje się jak wodna roślina, szuka sobie miejsca, żeby znów zakwitnąć, chyboce na wsze strony niby żywe stworzenie. Zwłoki spoczywające dotąd na dnie - teraz kiedy poziom wody nagle się podnosi - zaczynają podpływać wyżej, miękko suną zmieniając położenie, uderzają o siebie, odbijają, by ponownie zebrać się razem. Powoli wypływają na powierzchnię, a na samym wierzchu, na przedzie, unosi się trup Takao.

Yuki Shoji Samotny kruk Chiopiec potrafił świetnie naśladować głos kruka. Toteż inne dzieci nie używały wcale jego imienia - nazywały go Krukiem. Mały Kruik rzadko się odzywał czy odpowiadał. Do szkoły też nie chodził i z nikim się nie zadawał, towarzyszami jego zabaw były węże, jaszczurki, mrówki i dżdżownice lub owady. Dzieci często zaczepiały go wołając: - Ejże, Kruku! Połknij no jaszczurkę! Gdyby Kruk chodził do szkoły, byłby już w czwartej klasie. W przypływie dobrego humoru, uproszony przez dzieci, wyciągał z kieszeni swej znoszonej kurtki maleńką jaszczurkę, wpuszczał ją sobie prosto do gardła i gładko w jednej chwili połykał. - A to dopiero! Naprawdę połknął, naprawdę! Dzieci wylękniotne i zaciekawiane otaczały go ścisłym kręgiem. Kruk luhił jaszczurki i węże, lubił dżd’źiownice, mrówki i wszelkie owady. W jednej z jego kieszeni spało zawsze wygodnie kilka jaszczurek, w innej spoczywał zwinięty w pierścień szarozielony albo prążkowany wąż. Na prośby dzieci Kruk pokazywał biegającą po dłonii jaszczurkę lub owijał sobie szyję długim wężem. Zdarzało się to jednak w rzadkich chwUach dobrego humoru, bo najczęściej wołany nie odzywał się wcale. Odwracał obojętnie twarz o ziemistej cerze i szybko się oddalał, jakby uciekając. - Cóż ty tam tak długo robisz? - pyta matka. Chłopiec siedzi skulony pod śoianą z dykty, obejmując rękami kolana sterczące z krótkich zabrudzonych spodenek. - Co robisz? - Matka pyta po raz drugi, jednocześnie przebierając się, bo idzie właśnie do pracy. Pracuje w jadłodajni naprzeciwiko dworca. Wychodzi wieczorem, wraca po północy. Niekiedy przychodzą pijana tak, że odprowadzać ją m’Usi ktoś z gości, albo nie ma jej aż do następnego przedpołudnia. Matka jest mała, chuda i koścrsta. Chłopiec nie odpowiada, mruczy pod nosem niezrozumiale. - Ty pewinie znowu do szkoły nie chodzisz, bo dzisiaj przyszli z urzędu dzielnicowego i skrzyczeli mnie. A jak niie pójdziesz do szkoły, będziesz durniem do końca życia. Co mi tam! Matka kończy się ubierać, przysiada przed lustrem i poprawia makijaż. W kącikach oczu rysują się jej wyraźnie kurze łapki, skóię ma zniszczoiną i szorstką od pudru. Mały pokoik w domu czynszowym ma ze cztery metry kwadratowe. Stoi tu sfatygowajna toaletka i szafa, nic więcej, na ścianie wiszą ubramia. Przy pokoju niewielka kuchenka, gdzie zawsze stoi wiadro z namoczonym praniem. Wspólna ubikacja mieści się na

mówi wreszcie Kruk i szybko wychodzi. spoglądał czasem w niebo i naślaidując głos kruka pokraikiwał. bogaty właściciel ofiarował go miastu w czasie wojny. nim będzie ciemno. Niebo .całkiem już spłowiała i stała się nieczytelna. Chłopiec podnosi się niemrawo.ne. Chłopiec okrążył kapliczkę i za nią schodzić począł zboczem w kierunku bujnego mieszanego lasu. gdy jest sam. przelatuje nad stawem i dobiega aż do piaskowinicy. mała i dreiwniana. lecz nie na plac zabaw. jest gotowa. jaki jest wysoki.Krakanie przenika przez buj:ne korony drzew. całkiem o niej zapomniano. . Szedł sobie powoli. Chłopiec kracze tylko wtedy. Syn nie odpowiada. a na niej grubo pokrytą kurzem tabliczkę z pośmiertnym buddyjskim imieniem zmarłego ojca.krzywioiny daszek. metrowego węża. kra! .Dokąd idziesz? . a przy wejściu mieścił się plac zabaw: zjeżdżalnie. . Kruk w jednym z nich trzymał \yęże. Nas^tępinie wstał i wspiął się z poiwrotem.końcu korj^tarza. Niemal półtora hektara. wzdłuż spacerowych ścieżek ciągną się zwarte szpalery drzew. głębołde i ciem. i zjedz porządnie kolację. które wpuścił do kieszeni. . słów niepodobna zrozumieć. Oidgrzej tylko zupę. Miinął kamieney mostek i wspiął się na wzgórze.Kra. na mały placyk. Po lewej stronie stoi sintaiistyczna kapliczika. nawet przypadkowy przechodzień nie zatrzyma się przed nią. Mrucząc coś do siebie wyciągnął długiego. Ma prze .Wracaj. Zmierzał okrężną drogą przez mostek na stawie.sio^na w czasie wojny ku czci poiległyoli żołnierzy. wyższy od matki. Tu oibok siebie znajdowały się dwa doły przykryte deskami. .tanął i przykucnął. ogród. Szedł w stronę stawu. Lustro odbija stojącą naprzeciw szafę. huśtawki i piaskoiwnica.Tak . Na dworze jeszcze jasno. Niegdyś był to prywatny. w drugim jaszczurki. smarując czerwoiną poimadką cienkie wargi. wznie . . Kruk pakuje obie ręce głęboko w kieszenie i zmierza w stroinę parku. w środkowej części podłużny staw. potem kilka jaszczurek. żeby zmówić krótką modlitwę. Teraz dopiero widać. w połowie góry s. Przytwierdzona na niej tabliczka „Niech tcwa wiecznie szczęście żołnierskie” . któr}’ przylega do szkoły. wokół którego usypano szereg wzniesień. Kruk się wybrał do parku. wygląda na więcej niż na swoje dziesięć lat.zagaduje matka. ‘Widrapał się stromym zboczem na samą górę.Dokąd? Odpowiedź brzmi mrukliwie. gdzie gęsto rosły wysokie stare drzewa.

a dziewczynka jeszcze nie wróciła do domu. jest starsza od Keiko o dwa lata. Sprzątaj ten samochód.Gdzie Keiko? .odpowiada i pochłonięty swoją pracą nawet się nie odwraca.To nasza Keiko nie wróciła razem z nią? . jak Keiko. Wokół cisza.O. kra! . -Idź sama i poszukaj jej. Wysłuchał relacji żony.Matka marszczy brwi.Przecież poszła do parku z Hideko i innymi dziewczynkami. bo pewnie tam siedzi. Zerwał się chłodiny wiatr. a Hideko wracała do domu razem z tą Megumi z poczty.pracuje jako urzędnik w dzielnicy Kasumigaseki. Brat Keiłko jest w pierwszej klasie i prawic wcale nie bawi się z siostrą. Słońce zaszło. . W tej chwili wrócił z pracy ojciec . siedzi gdzieś pewnie u ludzi. . lecz nie przejął się zbytnio.Nie ma jej. Nieśmiała to oiia nie jest. często bawią się razem. a to nie wypada. nie przerywając swego zajęcia. odwiązuje fartuch i wychodzi.Niedługo wróci . . Hideko to córeczka biuralisty z sąsiedztwa. . Idzie już dość długo. prawdziwe zamieszanie powstało dopiero później.Matka zerka na zegarek męża. . Chłopiec kracze.Hideko mówi.Kra. .czerwieniało barwą zachodu.E. sam nie wiedząc czemu.pyta starszego syna. .Szybciej! Jak Keiko wróci. . .A Hideko? . Mała Megumi też ma cztery lata.Nie przeszkadzaj. Jeszcze się nic nie działo. Keiko poszła sama. którą przerywa tylko krzyk dzierzby. Matka ukończyła przygotowania do kolacji i teraz dopiero zauważa nieobecność córki. kiedy spostrzega nadchodzącą z przeciwka dziewczynkę. nie kupię ci już więcej modelu samochodu! . skocz no do Hideko i zobacz. dawmo przyszła! Je kolację.Ponieważ minie nie słuchasz. .Ale już jest pół do siódmej. . . który w swoim pokoju składa plastikowy model Cadillaca.mówi z ociąganiem chłopiec. będzie kolacja. Wije się wąż ściskany przez niego w ręce.Szedł kracząc. . Gdzież wiięc się podziewa? . . tam! Chłopczyik odkłada niechętnie zabawkę i idzie po siostrę. Minęła szósta.Nie wiem . Idzie chłopiec przed siebie i uśmiecha się czasem. Niebawem wraca. ma sześć lat. że nie. Keiko.

jeszcze niewprawnie. że chce wracać.powiedział policjant z nawyku zawodowego. Potem się przeniosły na zjeżdżaLnię i huśtawki. tywała jeszcze Megumi. wpatruje się bez końca w stadicó czerwonych karpi. szef grupy dyżurnej. raz jeszcze dla pewności wypytał rodziców o szczegóły. dokądże Keiko mogła pójść. Matka Keiko wyp). więc Hideko wzięła ją za rączkę i odprowadziła do domu. gdzie miała nadzieję zastać córkę. jeśli nie liczyć obcych. żeby zabrać S’Woją pociechę do domu. ale usłyszała tylko potwierdzenie słów sześcioletniej Hideko. nawet gdyby zbłądziła. Plac zabaw. dopóki nie nadeszła jechia z matek. Megumi powiedziała. i garnie saę do ludzi. córki w parku nie ma. Staw stał ciemny.zawoiłał w stronę stawu. Spytał o okoliczności zaginięcia i natychmiast powiadomił komisariat. nikt nic odpowiedział. kiedy Keiko odeszła. każdy z przypadkowych przechodniów byłby ją odprowadził. Nie wpadła przecież do wody! Ojciec uważnie lustruje powierzchnię stawu. .Cztery lata? Nie można więc przypuszczać.Keiko poszła w stronę stawu. kiedy stają nad stawem. Spojrzeli t)dko na swe zasępione twarze i nie mieli potrzeby pytać o rezultat poszuk i . Kolejno wszystkie koleżanki odeszły. nieznajomych dzieci. ale nadaremnie . oświetlony błękitnawym światłem latarni. Woli ojca niż matkę. był całkiem pusty.v/ań. Szedł nawołując.Ojciec nawet się Jeszcze nie przebrał. Zgłosili zaginięcie dziecka na pobliskim posterunku. gdzie bj^a już Megumi i inne dziewczynki. Ojciec wraca do domu. zajrzał nawet do pustego szaletu. Nie. Umiała przecież podać swoje nazwisko i adres. A później przybiegły jeszcze inine dzieci i bawiły się w grupkach. . następnie . I wreszcie. . Przez pewien czas bawiły się tam wszystkie w piaskownicy.nigdzie jej nie było. . Dokądkolwiek Keiko poszła. gdzie zastaje żonę. poszła z nią razem do parku. Docho’dziła ósma. jakby i ome czekały na odpowiedź.Ja idę do parku. Sprav/ę przekazano poHcji śledczej’. śpiewa. Ojciec postanowił obejść cały park. . Keiko ma cztery lata.Keiko! . Jest rezolutna i śmiała. tak jak wrócił z pracy.Matka odwiedziła Jeszcze trzy inne domy. choć minę miał poważną. która miała szul^ć dzieclca po sąsiadach. pozostały tylko Hideko i Megumi. Rodzice byli coraz bardziej niespokojni. Co niedziela chodzi z ojcem do parku. Za każdym razem milkły głosy owadów w zaroślach.powiedziała Hideko. . Podinspektor. że uciekła z domu .Zawsze chodzi się bawić do parku. Posta:nowili teraz szukać dziewczynki każde z osobna. . nic powinna chyba zabłądzić? Zmartwieni rodzice patrzyli po sobie i zastanawiali się. Ojciec podszedł aż do piaskown/icy. Wyszedł Jak stał. powinna się już odnaleźć. często. Na koniec Megumi dodała. Hideko nie wie nawet. Park zalegała głęboka cisza.

aż ona sama się temu dziwiła. Wprawdzie mógłby się zahaczyć zawierając umowę na stałe.chę nerwowy. dochodziło nawet do tłuczenia szyb i niszczenia drewnianych przepierzeń. .chwaliła go przed sąsiadkami. nie musiałby wcale wędrować. Chłopiec. Kiedy chłopiec u . słyszał.słyszał zewsząd. czy nie słyszał. po czym poszukiwania przerwano. ale w zgodzie bawił się z rówieśnikami. nasz fryzjer bez słowa wyjaśnienia porzucił i nowe miejsce pracy. nadając meldunki przez mikrofon. ccjciec się powiesił na sośnie na pustej pobliskiej parceli. I wreszcie inna grupa spenetrowała z latarkami cały obszar parku. ale na odmianę odechciało mu się jakoś pracy. Pamięć miał dobrą. po prostu taka slcaza cłiarakteru. . bo w powojennvch czasach brakuje fachowców. Pracowała w kaibarecie w dzielnicy Koi .wa.kończył pięć lat. nie wiadomo nawet. że brał ślub z błogosławieństwem. może był tro. Fryzjer po raz czwart}^ wybrał żomę i tym razem trzymał się jiuż domu i rodzimy. dlaczego nie idzie do szkoły. Równocześ:nie dowódca patrolu powiadomiony przez komisariat zabrał się sprawnie do rzeczy: do jednego radiowozu posadził ojca. dlaczego. Nigdy jedinak nie uderzył żony. Jego ojciec. on jednak nie potrafił długo wytrzymać w jednym miejscu. A wszystko to bez żadnej konkretnej przyczyny. Koibieta ta pochodziła z miejscowości Kofu. Miał jeszcze potem kogoś w Nagoya i w Shizuoka. Szukano tak bez rezultatu do jedenastej wieczór. nim dorósł do wieku szkoLnego. Na pytanie.zawiadomił wszystkie posterunki w swoim rejonie i komisariaty sąsiednich dzielnic. Dopiero na krótko przed pójściem do szkoły stał się milczący i unikać począł zabaw poza domem.Mąż z natury jest bardzo łagodny . po prostu pewnej nocy udekł do miasta Sendai. nie róimił się od innych dzieci. z ustami półotwartymi. wędrowny golibroda. pracował wtedy w zakładzie fryzjerskim w mieście A.Zupełnie jak Murzyn .shikaga. Wylegiwał się tylko całymi dniami. doprawdy! . złościł się o lasda drobiazg i wrzeszczał. jakby roztargniony. Ale łciedy dziewczyna po trzech miesiącach poroniła. Oto przeszła matka Kruka. Nikt nie wiedział. W tymże kabarecie s’ię poznali. zabierając ze so’bą dziewczynę z sąsiedzitwa. to jaisne. którą woził zfe sobą. aż wreszcie znalazł sobie nową żonę w Tokio. Wziął sobie iomę dopiero po wojnie. ledwie odrósł od ziemi.do drugiego matkę dziewczynki i krążył po swoim rejonie. . i dziewczynę. Zawiadomił też wydział do spraw nieletnich komendy główinej.. Nie znaczy to. w wieku lat pięciu zaczął się uczyć pisać. która z nim zaszła w ciążę. odwiedzając prowincjonalne zakłady fryzjerskie. stał się mrukliwy. posiadał jako narzędzie pracy jedną jedyną niezastąpioną brzytwę. Nic nie pomagały usilne namo’wy ani zachęty matki..Dziwne dziedco. III Chłopiec miał ciemną cerę. nie odpowiadał.

rzekła potem z wyrazem zmęczenia na twarzy. choć nikt go tego nie uczył.Dałem sobie radę .na i kokieteryjne spojrzenie rzucane w stronę każdego przechodnia.odpowiedział. z czego się śmiejesz? . z nikim też nie ro z mawiiał. Nieraz zatrzymywana była przez poh!cję i odsyłana do domu wariatów. Kiedyś siię zdarzyło. . nawet z matką. Wyczerpana i zmęczona była pracą. Najczęściej przesiadywał teraz przez cały dzień w domu. Nie mył się w ogóle. a wołano na nią Wariatk a .Dałem sobie radę . póki go matka nie skrzyczała. rozwiane poły brudnego kimo. jak sobie radził z jedzeniem. umiejętnie rozszczepiał nożem bambus na cienkie listewki i majstrował 2 nich maleńkie klatki na owady.Czy cię ktoś nakarmił? Milczenie. I pytała niepewnie. innym razem cykady z urwanymi skrzydłami albo zgniecione i nieżywe ważki. W tym czasie chłopiec zaczął mruczeć sam do siebie niezrozumiałe słowa albo bez przyczyny się uśmiechał. grzebykami i kwiatami polnymi. Mniej więcej przed rokiem zwabiła chłopca nieznajoma kobieta. .pytała z początku matka. które się akurat znalazły w pobliżu. Chłopiec nie robił sam niczego. że matka wyszła do pracy i przez całe trzy dni nie wracała. Klapiące drewniaki z czerwonymi rzemykami. nie wiadomo nawet.Blegantka.Przecież nie miałeś pieniędzy? Więc co robiłeś? Na żadne z pytań nie było odpowiedzi. co za jedna i skąd się tu przyplątała. jaka w nim zaszła. Wyszłam z pracy i brzuch mnie raptem rozbolał. żeby się martwił nieobecnością matki. z twarzą białą od pudru. zoowiu chodzi po mieście . zresztą sama także wychowana w nędzy do szkoły prawie nie chodziła.Przepraszam cię. Nie starał się opisać ‘matce smaku żab i jaszczurek. że wróciła. śpiewała cienkim głosem stare szlagiery i włóczyła się po mieście z rozczochraną głową. wyblakłymi kłakami gęsto ozdobionymi szpilkami. . oo trzeba.. chłopcze. Był jednak zręcziny. po czym bez słowa rozdawał je dzieciom. . aini się nie cieszył. Nie widać było. resztkami trwałej ondulacji. Miała koło czterdziestki. Chłopiec pokręcił tylko przecząco głową. ale że nigdy nie odpowiadał. Lecz nie minęło wiele czasu i znów jest z powrotem.. przyzwyczaiła się wkrótce.Ale nie kradłeś chyba?! .odparł chłopiec obojętnie. Klateczki stały przez kilka dni. .Matka nie zwróciła jednak specjalnej uwagi na zmianę. w klatkach były czasem krągłe brązowe świerszcze lub modliszki.

Bo tak cię chciałam spotkać! Niespodzianie policzek kobiety dotyka twarzy chłopca . ty tutaj? . Prędzej. gdzie przy okazji przeprowadz/oino sztuczne poronienie. Są i tacy.Długo szukałam. ze szminki i pudru.. ~ O.Mnie też! Kobieta nie zwalnia uścisku. a. różnie. gołe ciało. ma inny zapach niż u madci. Bije od niej kwaśny odór potu. Chłopiec odwraca twarz. Raz ją spotkać można w dzieilinicy Asakusa koło świątyni Otori. . co specjalinie obdarzają ją kosmetykami. Tak że nie wiąże skutku i przyczyny. .jest ciepły i miękki. Chłopiec bezszelestnie się . . Chłopiec przystanął. . Wstaje i zaczyna rozwiązywać pasek kimona.Tak cię chciałam zobaczyć! .Ciężko.odprowadzana pogardliwym wzrokiem mieszkańców. Chłopiec spotkał ją na ścieżce w lasku na krańcach parku.Nareszcieśmy się zeszli! Teraz wariatka przewraca go w zarośla i z całej siły obejmuje.Chłopiec odpycha piersi kobiety. pod nim nie ma nic. Kobieta się śmiqe. Strach pomyśleć. Tak. Chłopiec odczuwa gwałtowny wstrząs. jeśli złapie. .Zawszcś taki sam! .odezwała się WariatkaElegantka. a!. odesłana znowu została do szpitala. Chłopiec nie protestuje.Bierze go za rękę. iniiym razem włóczy się po Kinshicho. . . uciekajmy! Kobieta ciągnie chłopca do lasu. ale ostatecznie niebrzydka. Chociaż pogardzana. . Kobieta wipatruje się weń zachęcająco. Kobieta dusi się i dyszy. żeby śmiać się potem z okropnego makijażu.Goni mnie jakiś dziwak. bo rzucił ją kochanek czy też mąż ją odumarł. Opowiadano. . bujną elastyczną sprężystość. . który się nie sprzeciwia. że zwariowała.Ciężko mi! .Tirzeba się śpieszyć.A.mówi. ale nie kradnie ani nie podkłada ognia. Łapie raptem leżący obok pasek od kimona i owija nim szyję kobiety. zapach płoi. Schyla się i jej v/argi chwytają jego członek. Niskiego wzrostu. puszczaj! . Pulchne.Ściąga brudne cienkie kimomo.mówi. zaszła w ciążę nie wiadomo z kim. co będzie. zanim on nas nie ssnajdzie! . ale wkrótce przestaje się ruszać. naprawdę.. cieszy się popularnością Jako komediantka i osobliwość. Rozpina pasek i zdejmuje spodnie chłopcu. ale znacznie później.

znowu’ się’^w węża zmienia. Chłopiec railcz}^ . Zajęty jest sporządzaniem klatki na owady. . Właśnie on tak mówi. rzadiko. ale nie chce mi przebaczyć.Cóż ty pleciesz za głupstwa! .Słyszałam przecie od tylu osób. Ale na dworze Już jasno. niech posłysżę! . . i ani pomyślał o WariatceElegantce. to już sama nie wiem. Ciągle go przepraszam. że świetnie naśladujesz kruka. Matka i syn prowadzą czasem. a niedługo trzeba będzie wstawać. Zakracz ml choć raz. Jak się w garść nie weźmiesz. Ktokolwiek wiedziałby o .Wciąż tylko robisz klatki.odpowiaida chłopiec niskim głosem. przestań! Wciąż dręczysz węże i dlatego pewnie snujesz takie historie.Ja się boję.Kto? .Jakże? . .pyta matka. Pirosimy wszystkich ouwagę.Człowiek to zawsze człowiek i tyle.Nie wiem kto. Patrzy w dół na kobietę.No. .Czy człowiek był kiedyś wężem? . naciąga kołdrę na głowę. człowiek był wężem.Tu komenda policji taka to a taka. . co mam z tobą zrobić! Straszne rzeczy mówisz.Czemu nie chcesz? . czy to ma być twoje zajęcie w przj^szłości? Chłopiiec nie odpowiada. zaginionej wczoraj wieczór. nieskładną rozmowę. ale mówi. On umarł.Pewnie to jest głos taty. Twarz ma nieprzystępną i zimną. Słyszysz przecież.Bo to nieprawda! . Kruk wrócił do domu. .Mówią.Strach doprawdy słuchać.odzywa się wreszcie syn. -Jaki głos? . Z zewnątrz dolatują słowa wypowiadane do mikrofonu: . brr! Matka gasi w popielniczce niedopałek.’ dlatego jak umiera. córki pana Tokuda Shosahu.głos. Człowiek’był wężem. Pociąga nosem.Co słyszę? . I stał się wężem. .Kłamstwo .Nieprawda. jakby nic nie zaszło. Tata wciąż się złości. .mówi matka.podnosi. ..pyta matka. .sama!’ .’ tak mówi.Od kiedy żeś tak zgłupiał? . . Poszukuje się Keiko. Późno się położyła.

niepotrzebnie czas tracił! Nieznajomy okazał się menadżerem dziecięcego zespołu teatralnego i poszukiwał nowych talentów.zeznał woźny szkolny. . zdenerwował się tylko . zamim się ściemniło. Miał małe. Gnupę śledczych ogarnęła niecierpliwość i niepokój. Znaleziono więcej osób..Matka wystawiła głowę spod kołdry i popatrzyła na syna. był stary i nieco przygłuchy. Prowadzący śledztwo utwierdzali się coraz bardziej w przekonaniu. i o zawód tatusia . tam przedstawił się matce i zostawił wizytówkę. wyglądał podejrzanie. Położono zatem większy nacisk na zbieranie informacji. I pilnie wyszukiwano wiszystkie osoby. . jak co najmniej godzinę się plątaŁ Znikł. który na wszelki wypadek skorzystał z wizytówki i odszukał miejsce pracy nieznajomego. Radiowóz oddalił się powtarzając w kółko swój apel. Na podstawie znanej godziny powrotu do domu dziewczynek. wiek trzydzieści siedem czy trzydzieści osiem lat. Tak jakby na kogoś czekał.Dokąd też ta Keiko poszła? .łosie zaginionej. dzieci na pewno go sobie przypomną.szepnęła matka i znowu zniknęła pod kołdrą. Teren szkoły przylegał do parku. zaczepiał ucziniów wychodzących ze szkoły. nie wiem kiedy . ale żwawy i wymowny. ustalono porę zniknięcia dziecka mniej więcej na godzinę wpół do piątej po południu.nie wyglądał. z którą nieznajomy poszedł do samego domu. bo bezmyślnie zagapił się w sufit. Rzeczywiście. które ten fakt potwierdziły. Nie miał też nic wspólnego ze zniknięciem małej Keiko. Jeden chłopiec i dwie dziewczynki rozmawiały z nieznajomym. IV Następnego dnia podjęto znowu poszukiwania. O pierwszej w południe pojawił się meldunek. Natrafiono w końcu na dziewczynkę.twierdził chłopiec. Chłopca znudziła pewnie praca nad klatką. cera ziemista.mówiła dziewczynka. Dłuższy czas chodził przed bramą taim i z powrotem. które się bawiły z małą Keiko. obie ręce trzymał w kieszeniach płaszcza. Widziałem. pros2X3ny jest o skontaktowanie się. tylko że na ojca to mi . które o tej porze znajdowały się w okolicy parku. Inspektor policji śledczej. .. wpadnięte oczka lśniące podnieceniem. .Tak. Mieli już wcześniej na swym .A mnie o rodzeństwo i o kieszonkowe. widziałem tego mężczyznę wczoraj przed bramą gdzieś tak koło czwartej. i jeszcze o inne rzeczy . Wysoki i chudy. że najprawdopodobniej chodzi o porwanie..Zapytał mnie o adres i nazwisko. źe ktoś jakoby widział podejrzanego osobnika przy bramie szkoły podstawowej.

a usta. . Śledczy nadbiegli i zatrzymali się.Przeczeszmy park jeszcze raz możliwie najdokładniej . który krytycznego dnia pełmił dyżur.ny przez zboczeńca. Właśmie w pobliżu tego miejsca zamordowana została WariatkaElegantka. Teraz śledztwo powinno się odbywać niesłychanie sprawnie przy jednoczesnym zachowaniu wszelkiej ostrożności. uśmiechały się lokko. Dzieci jedsiak bawiły się dalej. że nie wiadomo.. Bo jeśli dziewczynka nie została porwana ani nie zabłą .sunącej jaszczurki. Na brzegu śledczy podzielili się na dwie grupy. Nawet najlżejszy wietrzyk nie burzył powierzchni stawu. znalazłem! Wołanie rozległo się po przeciwnej stronie od miejsca. Jeden z. Jedna klasa odbywała tu właśnie lekcję . Może zapragnęła nagle wsiąść na przykład do kolejki miejskiej i uciec z domu. Chłopiec siedział na boisku szkolnym. gdy do późnej nocy krążyły liczne pary. Tak. zaduszona. Mowa o porwaniu. bo mama się martwi! . jakby. Głośno kumkały żaby. nerwowym głosem.. podniosły głowy i stanęły z rękami wysmarowanymi ziemią.powiedział jeden z policjantów do swego towarzysza. . jedna poszła w lewo. Teraz dopiero dzieci się przelękły. Na ścieżkach nie było widać spacerowiczów. . co im strzeli do głowy .Bo dzisiejsze dzieci to są takie. dawno już minęła pora randek i spacerów.nie wiedziały o bestialskim mordzie.zakrzyczal po raz drugi wysokim. . długą chwile stali osłupiali. schodząc ze ścieżki i zapuszczając się w las.Wracajcie prędzej do domu. ale jakie są na to dowody? Porywacza nikt nawet nie widział.nich odwrócił się. druga w prawo.. to jest tylko jedna możliwość . Na placu zabaw były jeszcze dzieci. nikt też nie żąda okupu. gdzie znajdowali się akurat dwaj funkcjonariusze. : .. Dziewczynka leżała na wznak.gwałt dokona. inaczej niż w lecie. które poruszyły opinię publiczną i wywołały ostrą krytykę.Wracać mi zaraz! . Jej brzuch rozpłatany był na krzyż ostrym nożem. gdzie zapadał już zmierzch.Hej.koncie nieudane dochodzenia w wypadkach porwania i to w takich. na leżącej obok czerwonej sukience mignął mu szary cień. Brawie zaraz potem dało się słyszeć wołanie.krzyknął jeden z policjantów.dzila.zaproponował podinspektor. Nie wolno dopuścić do śmierci porwanego dziecka. Pędem wdrapali się z powroitem na ścieżkę i pobiegli w tamtym kierunku. Na skraju parku pleniły się gęsto pożółkłe zarośla. żaden się nie odezwał. Grupa śledczych ponownie wkroczyła do parku.

Tak. Wszyscy jesteśmy wężami. że jestem dziecko węża. I dlategoś dobrze nie uważał.Oczywiście.odpowiada Kruk. ja nigdy nie kłamię! . i tamci. To właśnie omi są wężami. jak mnie przezywają. o!.gimnastyki. . Kruk słyszy głos ten sam co zawsze. o. ale kiedy zjawiała się postać. druga grała w siatkówkę. tobyś przecie zobaczył. Podobny jakby do głosu zmarłego ojca. Chłopiec mruży oczy od blasku i patrzy w niebo. Ale twój wąż jest zły.mówi głos. . kłębili się w brzuchu . a oni krzyczą: głupi! Gonią mnie zawsze i wołają. . pewnie.O. Czasami rozlegały się piski. to nic ojciec. że nie lubię.jęczy chłopiec.A ojciec? . Dlatego nikt cię nie lubi. co grają w piłkę. Cisza.Zły? Czemu zły? . Nawet jak dziewczynka zapłakała.I tak jesteś tchórzem. albo pyskiem krowy. w brzuchu były tylko same poskręcane flaki. . Po przejrzystym błękicie suną chmury jak baranki. wszyscy mówią o mnie.Jakbyś dobrze patrzył. . Nie jestem głupi.W Afryce zmienił się w węża? . .Popatrzyłem! Dobrze się przyjrzałem .Bo twój ojciec mieszkał wśród złych węży. nawet w tej chwili: ci. wyśmiewają się.Pewnie. . ze strachu. Bo zawsze uciekasz. O. Nie. .. Na początku wszyscy mieli powstać węży. Chłopiec przysiadł na brzegu klombu w odległym kącie i z roztargnieniem spoglądał na grających w piłkę. jak się należy.Nie popatrzyłeś dokładnie! . .To dlatego.Czy mama to też wąż? . też nic a nic. opuszczając oczy. Skoro ojciec jest w Afryce i tam się zmienił w węża. . całe kłębowisko. słychać było oklaski.st}”kuiją. . . głos ten nie może być chyba jego głosem.Dlaczego mi nie wierzysz? Naprawdę. taki dzień złego humoru.Pewnie się zląkłeś. Nie jestem tchórzem. nic się nic pokazało. ani jednego węża! Rozciąłem.. W brzuchu siedzą duże węże i małe węże.Jest w Afryce. Dzisiaj jefdnak był tylko sam głos. to albo z głową węża. co się gimna . a ja nie jestem podobny do węża.Wcale się nie bałem. IMylisz się. i widziałem.. . .

stała. Powołano. że słyszała głos kruka. Śledczy był już sta. Otóż śledczy p. znał swój rejon lepiej i dokładniej niż kto inny.na przerwę. żc słyszała krakanie? .Brr! obrzydliwa! . . koniec kolejnej lekcji. nie wyjaśnioną. Był napięty. staje się na powrót wężem. być może. od razu przyszedł do głowy chłopiec .I śpiesznie się oddaliły. nie dociekano także. Nie wiadomo kiedy chłopca ze wszystkich stroin otoczyły ciasno dzieci.Ej. też któryś ze świadków wspomniał.io się kłopotliwej figury.nowy skład grupy śledczej.powiedział. i śledził sunącą mu po ręce jaszczurkę.Pokaż nam większą! . Nie śpiesząc się powstał. włazi do brzucha kobiet podobnych do matki.Czy ty może jesz i takie jaszczurcze niemowlęta?! . ty tam. ale wzięła tu górę zawO’dowa intuicja. bliski emerytury i choć nie zrobił dotąd specjalnej kariery. zbyt gorliwie i w końcu sprawę umorzono.rzypom:niał sobie. Jeden z uczniów zerknął na jaszczurkę. zaczęto sprawdzać wszystkich znanych policji nienormalnych osobników w całym rejonie. wtedy rodzą się po jedmym znowu ludzie. Kruku! Gdzieś ją złapał? . która pamiętoego popołudnia udała się po córkę do parku. zintensyfikowano poszukiwania świadków. Kruk nie patrzył na nich. pozb y .ry. żona urzędnika. . gdy usłyszał tę samą co przed rokiem informację.Kruk. . jakby przestraszona. nie większą niż mały palec.Jest pani pewna. Następnego dnia po znalezieniu małcij Keiko w południe jeden z funkcjonariuszy zwródł uwagę na istotną informację w kolejnym zeznaniu. Chłopiec dzwonka nie słyszał. A kiedy człowiek umiera.na czterech krótkich łapkach i wodziła dokoła okiem. że kiedy przed rokiem w tymże parku zamordowano WariatkęEleganfckę.wołali chłopcy. Z prawej kieszeni kurtki wyłowił jaszczurkę. że słyszał krakanie. skórkę miała suchą i jasną. Jak się uzbiera już dużo. przesadził płotek dzielący szkołę od parku poszedł sobie. Krakanie. I dopiero z chwilą narodzin. Dziewczynki jednak wzruszając ramionanii orzekły. wędruje do Afryki albo i do Indii. kłąb cały. i położył sobie na dłoni. Teraz jednak śledczemu. Wówczas jednakże śledztwo się toczyło w innej atmosferze. po kolei przybierali postać ludzką. twierdziła. jakby się z czymś zmagał. VI W śledztwie sprawa przestała teraz figurować jako porwanie zakwalifikowana została jako mord dokonany przez zboczeńca. Jedna z matek.kobiety. Jaszczurka dopiero oo się urodziła. Niby nic i można by taki drobiazg pominąć. .Ładna! . Rozbrzmiewa dzwonek.

opowiedziała ze skargą w glosie. mam do niego tylko parę pytań. gada sam ze sobą. jak zgłodnieje. naprowadzana umiejętnie pytaniami śledczego. W pokoju była matka chłopca.Tak. kiedy słyszała krakanie? .. znam.A pan kto? .Jak to.Jestem z policji.Zeznająca pochyliła głowę. Siedziała rozwalona i ani się. Bo on prawie nigdy z nikim nie rozmawia. Ale wieczorem.normalny? Bo i ojciec się powiesił z niewiadomej przyczyny. prawda? Właśnie. mniej więcej dziesięciolatka.Dokąd więc poszedł. Czy może widziała go pani tam w parku. . Niesamowite dziecko. Na dodatek głosy jakieś słyszy i zjawy widzi .O. tak! . .Nie.. . jak Kruk spędza dnie. z czym pan przyszedł. kiedy chłopiec miał lat pięć.Dokąd poszedi? . . stał drewniany parterowy dom czynszowy. .Taki już jest. Czy Kruk jest aby. patrzyła tylko sennymi oczami. . trudno i darmo. że unika ludzi..Dlaczegóż to? .Nie wiom. Ostatnio to nawet ze mną nie rozmawia ani się nie bawi z innymi dziećmi.Czy ja wiem? Nigdy mi nie mówi.pyta zinów śledczy. co nosi po kieszeniach węże i jaszczurki. nie przejawia żadnej impulsywności.. którego wołają Kruk? . .O nie.Mruczy sam do siebie. . . .Ale jak się o co spytam. . że lubi czas spędzać samotnie. w oczach jej odbiło się przerażenie. ale na nic się to nie zda. .A czy zna pani chłopca. Matka. Zawsze zimny jest i obojętny. jakby się bał.Nie wiem. Śledczy zakończył przesłuchanie i natychmiast pośpieszył do mieszkania Kruka. uśmiecha się bez powodu. gdzie teraz może być? . w którym unosił się odór szamba. to mi chyba odpowie. to majstruje klatki na owady.niespokojnie przytakuje na ponowne pytanie żona urzędnika. Ma to po nim. W szeregu rozpadających się domów wzdłuż zaułka.Z nikim się nie bawi? Co robi całymi dniami? . to wróci. nawet gdyby tu był. Bo ojciec taż był dziwny. małomówny. a jak mu się zechce.A może poszedł do parku.ruszyła. dokąd idzie. . O tym. czy mój syn zrobił coś złego? . Od wejścia prowadził korytarz z rozeschią skrzypiącą podłogą..

.Nie spotkaliście Kruka? . Słyszy głośne sapanie. A przy wspinaczce na strome kamieniste zbocze również dorosły się zasapie. borsuk. potrafią przybierać różne postacie. . ale tamten nie słyszy.. u. Cesarz Antoku (1178-1185). Chłopiec jednak nie przestaje. 1185 kończy długi okres wojen domowych i walki o hegemonię dwu rodów. straszliwie zmaltretowany.Kiedy? ~ Teraz. Pyta więc przechodzących wyrostków: . Kruka nie ma.borsuk.A przedwczoraj był w. Najpierw na miejsce zbrodni. . ^Bitwa w zatoce Dannoura (prefektura Yamoguchj) w r. . Rówieśników swoich nie lubi. więc tylko się włóczy sam jeden. przed chwilą. . Heike (ród Taira) oraz Genji (Minamoto).Machał na nas wężem.Tak. Chłopiec siedzi za kapliczką. jenot. ściska za jeden koniec i tłucze nim w płaski kamień. Chłopiec nieruchomieje.Nim się zebrałam. Kapliczka jest niedaleko..Kruku! .Może i tak. jak np. Wolno się odwraca. szarozielony.wola śledczy. Chłopiec trzyma w prawej ręce jakby powróz. Aleśmy się śpieszyli! . Przypisy ^mujina . ponad metrowej długości. u!.Wyrostek łapie oddech po szybkim biegu. miał w chwili kieski lat siedem.. a usta wykrzywiają się w nienormal ym uśmiechu. Matka mówi to wszystko tonem obojętnym ani też nie przejawia zbytniego zainteresowania. lis. Błyszczące oczy patrzą wprost na policjanta. tłucze dalej. skręca się z bólu i podryguje lśniącym ciałem. uciekliśmy.U. .Kruku! . . do pracy. Ród Taira ponosi w tej bitwie ostateczną klęskę. ciemna twarz lśni mu od potu. Zachodzi go śledczy od tylu. Śledczy wyszedł od niej i pobiegł do parku.odpowiada jeden. Wg japońskich wierzeń ludowych niektóre zwierzęca. nawet w samo południe..woła głośniej. Ów zielony powróz..parku? . koło kaplicy .jęczy chłopiec. Po niedługiej chwili wąż kona i zwisa bezwładnie jak zielonkawa sprężysta lina. ale gdzie. Na ścieżynce pod gęstym zielonym baldachimem liści panuje mrok. aby straszyć i zwodzić ludzi. Obecny na . gdzieś tam wyszedł.Co tam robił? . osadzony na tronie przez swego dziadka Tairano Kiyomori.

jeden z buddów panteonu mahajanist)’czncgo.rok 1683. ® trzeci rok Tenna . W oryginale nieco zmieniony urywek z Sutry Lotosu {Saddaharma . którą przełożono na język chiński. tanuki. modlitwa egzorcy . Ten to przekład znany był w Japonii i liczył 262 znaki pisma chińskiego. klasztor na górze Koya .drewniany czterostrunowy instrument muzyczny. Akompaniament biwy towarzyszy śpiewnej recytacji. Istnieli zawodowi recytatorzy i muzycy w jednej osobie. gdzie znajdują się klasztory buddyjskiej sekty Shingon. 1591. „Kto po wysłuchaniu moich zaklęć napastować będzie sługę bożego. fugenbosatsu. której treścią. walki itp.miejsce znane z historycznych walk między dwoma rodami.jap. po jap. skacząc w morze. stanie się on jak gałęzie drzewa arjaka [lac. S ii a n . jap. Toyotomi Hideyoshi pokonał pod Shizugatake Shibatę Katsu w r.na szlakach pieszych wytyczonych na rozkaz cesarski znajdowały się gospody w odległości jednego dnia drogi pieszo. tego głowa na siedem części się rozleci. Spisana także w sanskrycie w formie skróconej. ®Sutra H ann y a shin gyO . ^Opowieść o rodzie Heike {Heikemołiogatarl) . Ulubionym miejscem jego wypoczynku były gorące źródła na górze Li. podobnie jak w eposie rycerskim. ® Jenot. porównaj przypis 1. znalazły się w gestii władz wojskowych.przełęcz górska.styczna. i®mapa sporządzona przez sztabowców . A m o . powołujący do raju dusze zmarłych. prefektura Gifu. 1888 w myśl nowych rozporządzeń mapy. trasa Tokaido . ‘Budda . szósty panujący z dynastii T’ang. Myóh Jreng ekyó lub Hókekyó). biwa . kto tłocząc . ® A in i cl a .cesarz chiński. sanskr. wysokość 1290 m. weźmie na siebie grzech ciężki jak ojcobójstwo i jak matkobójstwo.zumu dążącego do absolutu. Ocimum gratisshnum].począwszy od r. w oryg. a ich kunszt ceniono wysoko. były ważne wydarzenia.c u n g (po Japońsku G e n s o) . Shizugatake . niczym ten. panował w latach 712-756. sporządzane dotąd przez władze cywilne. g o s p o d y przydrożne . ^Lutnia.okręcie podczas bitAvy morskiej ginie wraz z babką Niinoamą śmiercią samobójczą.góra w okręgu Yoshino.szlak Edo (dawna nazwa Tokio) Kioto. ustęp dwudziesty szósty.w sanskrycie obejmuje 600 tomów stanowi rozważania na temat najgłębszego sensu buddyzmu i potęgi ro .pundarikasuira.obszerny poemat opiewający kieskę rodu Taira w bitwie w zatoce Dannoura. bodhisattwa.

Yama . so7ji. buddyjskie. wszystkie te grzechy weź .w wyprawie damy okresu Heian znajdowało się wiele cennych . 30Ryugaiji (zwana też Ołcadera) . b i w a . czyniąc zeń ważny obiekt obronny.w panteonie buddyjskim bóstwo kobiece o niezwykłej urodzie. 2’?Kudara Kawanari .Jangti (589-618). doszedł do władzy dopuściwszy się ojcobójstwa. bóstwo opiekuńcze ziem zachodnich. I grzech tak ciężki. człowiek na świecie.iTiie na swoje sumienie i będzie za nie odpowiadać. w o . Tsurugino yama . duchowny buddyjski.n. raj.góra znajdująca się w ósmej strefie piekła.M o n j u). W Jecie Japończycy z niższych warstw chodzą często ubrani tylko V/ kalesony. tengu . ^^Daiitokumyoo .malarz japoński z początku okresu Heian (794-1192).olej sezamowy nie oczyszcza go i robaków z niego nie wybiera. Eriobotrya)aponica Lindl.2S bogini Kisshoten (jap.kręgu Takeichi. C’in Szyhuangti (259-210 p. rozbudov/ał Wielki Mur. wymienione w sutrze sanskryckiej Chanawyna sutra. Kto napastować będzie mnie. piekło. jedna z ulic ówczesnego Kioto. I jak ten. (C h i g o . który popełnił Dcw’adatta napastując Buddę.) . po jap. sanskr.” BóstwoCoLeczyWszelkieChoroby w panteonie buddyjskim bóguzdrowiciel Yakushisama. jak ten. D r u g a Aleja . 2» o b r a 2 Pięciu Stref (po jap.e.drzewo owocowe. Za panowania tej dynastii zbudowany został wielki kanał cesarski łączący Rzeltę Żółtą z Jangcyciangiem. kto ludzi oszukuje na wadze. prefektura Nara. zwierzę (jako jedno z wcieleń duszy). kraina zgłodniałych dusz (odpowiednik czyśćca). byle go więcej było.jedno z wcieleń Buddy.świątynia sełity Shingon.w Chinach i Japonii legendarne olbrzymy o długich nosach. zamieszkujące niedostępne góry i mające nad ludźmi moc nadprzyrodzoną. w myśl pojęć buddyjskich obejmującą pięć stref. uosobienie mądrości najwyższej. 31Monju.malarz japoński z okresu Heian. 3= p i ę ć kimon .) . gosbusho)i) obrazujący wędrówkę dusz. 28Kose Kanaoka . jap.władca piełda. odpowiednik biskupa. 32Emm a. sanskr. d r u g i z kolei cesarz (chińskiej) dynastii S u e j . Manjusri .Nijo. 3iGóra Najeżona Mieczami.Budda w postaci chłopca. czyli niebo. sługę bożego.pierwszy panujący z chińskiej dynastii C’in.

gdzie toczy się akcja opowiadania. a każde jego następne wcielenie jest karą bądź nagrodą za postępki za życia.dziuplach drzewnych. Według wierzeń buddyjskich człowiek przechodzi poprzez kolejne reinkarnacje. który osiągną! stan szczęśliwości zostając tzw.soba odczj^uje tekst. ‘ispaul Wegener (1874-1948) . część odpowiadające ich treści obrazki. karty noworoczne .p a o . shichifukujin lub ittkutono ogami. buddą. składa się z dwu kompletów kart. które małpy ukrywają w załomach skal łu b . uważany za symbol wytężonej pracy i nauki mimo wszelakich przeszkód i braku środków. ^^Taiko Hideyoshi (Toyotomi Hideyoshi. ®^hotoke . jap. Urabon’ekyó. jap.łata 742-755. Wspomniano tu o zapalaniu . Nichiren (1222-1283) . dając smak zbliżony do ałlco .święto zmarłych odpowiadające naszym Zaduszkom przypada 15 VII i związane są z nim różne zwyczaje.jedwabnych kimon noszonych jedno na drugie. Arya usimalaklrłi . kto zbierze najwięcej obrazków. 33 m a 1 p i e owoce .cyzmach.japońska gra noworoczna.nirdcśa ndma T?iaha~ yŁna sUtra. ^”parametr rytualny .dusza zmarłego.japoński malarz specjalizujący się w drzeworytach. 1797-1858) .). fermentują. Ohon lub TJrabon . dzisiejszy Sian. 1536-1598) . Hiroshige Utagawa (nazw.fizyk angielski. 0 e r a T’i e n .myśliciel szwedzki. UllabŁna (sanskr. 1787-1856) . m. Okazaki Masamune.mnich buddyjski.rmme. miecze wysokiej jakości określa się terminem mnsa . sanskr.wybitny wódz.stolica Chin w czasach dynastii Tang (618-907). jap.miejscowość w Chinach. Używany przy modłach i egzor . Jedna o. pięć kimon tworzy jeden strój.niemiecki aktor teatralny i filmowy. a pozostałe wyszukują odpowiadający mu obrazek.holu.Ił Ninomiya Sontoku (Kinjiro. Zaduszki. jap.lata 1911-1926. odtwórca głównych ról w filmach niemych.agronom. założyciel sekty hokke. po jap. Emanuel Swedenborg (1688-1772) . zajmował sic ekcnomiłcą rolnictwa.przedmiot rytualny kultu sliinto. Wygrywa ten. Do II wojny światowej podobizny jego znajdowały się we wszystkich szkołach japońskich. zjcdnoczyciel Japonii. Tu. miecz masami) ne . era Taisho .owoce. =5® Olivier Joseph Lodge (1851-1940) . Yiihnakyó. Student z Pragi S. 39 Lungsi . Ando. iCz’angan .in. kijek drewniany z umocowanymi na nim wstęgami papierowymi albo skrawkami materii. z których czcść zawiera wiersze. Ryego (1913) i Golem (1914). . mitegura (lub ntisa).od imienia znanego snycerza japońskiego.

w r. przypis 29. 24. 1281. napoje itp. Za panowania w Chinach mongolsiciej dynastii Jüan (jap. mowa o cesarzowej Flimiko. cytat z sutry buddyjskiej. sanskr.) dwukrotnie najechano Japonię.przed domem małego łuczywka.mentator Ikkyu. zaduszkowy ołtarzyk . dzień wolny od szycia.92 kra. twórcy systemu tzw. sporządza się z dyni. Drugi zwyczaj co puszczanie na rzekę oświetlonych lampionów mających ułatwiać duszom powrót w zaświatj.modły odprawiane przez szamana nad brzegiem rzeki lub morza. jap. ■i’® Zrywać więź krwi ~ zerwać z danym członkiem rodu. co utonęli .tomo. Węda sutra.jednostka długości.mistrz sekty zen.rok 1932. IgJy z!:. przypis 31.mały przenośny ołtarzyk ustawiany w domu podczas Zaduszek. skąd bezpiecznie odejdzie. Ewangelia św. Ikkyu (1394-1481) . legendarnej władczyni Japonii. jako ofiarę dla zmarłego. tradycyjnie sporządzanego z łodyżki lnu. ciastka. daty urodzenia i śmierci nieznane . Minamoto Yoshitsune . ®-pięć sfer reinkarnacyjnych .malarz i drzeworytnik ja . Gen.8 XII.por. gdzie szaman odprawia uroczyste nabożeństwo dziękczynne. „‘17 rok ery Showa . 960-okj. 1274 i w r. w nadziei.manc w ciągu roku niesie się do chramu sintoistycznego.sutra chińska z VII w. wykluczyć go na zawsze z rodziny. autorka dzieła Makurano soshi (Notatnik osobisty). Biblia Tysiąclecia. Najwyższą nagrodą jesc wyzwolenie się z przymusu reinkarnacji i osiągnięcie wiecznej szczęśliwości w nirwanie. „®Sei Shonagon (ok. Łukasza. modlitwy za dusze tych. odznaczył się wielkim męstwem w walkach o władzę między dwoma rodami Taira i Minamoto (1180-1185). Zwyczaj ten panuje do dziś.pisarka japońska. że zaniosą one duszę do rzeld.tancerka amerykańska.por. tengu .pieśń. . W cztery lata po zwycięstwie Yoritomo pozbył się go zmuszając do samobójstwa wraz z rodziną.badacz i kc . F u s e S h o o. Wskazuje ono drogę duszy nawiedzającej swój ziemski dom. recytacja naniwabushi . Święto Igieł . ballada ludowa o charakterze epickim. obecnie nawet stosuje się wykreślenie z ksiąg metrykalnych. umieszcza się na nim owoce. r i . W okolicach.pońslci. ^®Isadora Duncan (1878-1927) . bakłażanów lub ogórków małe zwierzątka i ustawia je przed bramą domu. gdzie nic ma rzeki. pierwszego sioguna. 1020) . zakończonymi bitwą w zatoce Dannoura i zwycięstwem rodu Minamoto. „„Hiroshige Ando (1797-1858) . 3. Daijo honshoshinchikankyö . 4-7.brat przyrodni Minamoto Yori . rządów obozowych.

prawdziwe nazwisko Lafcadio Heacn. W r. Urodził się w Grecji z ojca Irlandczyka i matki arabskiej Gre . Najgłośniejsze utwory to.kolizji między uczuciem a obowiązlcami zawodowymi. Shirasagi (Biała czapla). 1887). Sięgał do tradycji japońskiej. 1890).aidan (Opowieści niezwykłe. rok 1948. rok 1955. Już wtedy interesował się żywo krajami Wschodu. prawdziwe nazwisko . Świątobliwy bonza z góry Koya. K. 1900). Ważniejisze jego utwory to Some Chinese Ghosts (Chińskie opowieści o upiorach. 1890 przyjeżdża do Japonii. W r. 1895 przyjął obywatelstwo japońskie i przybrał nazwisko I Imię Koizumi Yakumo. g’dzie zaczął pracować jako dziennikarz. 1904) oraz z dziedziny krytyki literackiej: Interpretation of Literature (Interpretacja literatury) i Appreciation of Poetry (Krytyka poezji). 1894). 82 rok 1943. 1926 do końca panowania obecnego cesarza. W latach 1896-1903 wykładał na Uniwersytecie Cesarskim w Tokio. 1895 zadebiutował dwoma nowelami: Yakó junsa (Policjant z nocnego patrolu) oraz Ge kashitsu (Sala zabiegowa). Obie zdobyły sobie wielkie uznanie. 1891 zostaje uczniem najpopularniejszego podówczas pisarza Ozaki Kóyo. Kottó (Antyki. Tworzył wykorzystując motywy japońskie. Gleanings in Buddha’s Fields (Pokłosie na polach Buddy). pisarz angielski. Noty o autorach (1850-1904) Koizumi Yakumo. przez Japończyków uw^a . rok 1951. {Koya hijiri.czynki. aczkolwiek pisał po angielsku.od r. kształcił w Anglii i Francji. Urodził się w miejscowości Kanazawa nad Morzem Japońskim. Glimpses of Unfamiliar Japan (Rzut oka na nie znaną Japonię. W r. 1873-1939 Izumi Kyoka. 1869 wyjechał do Stanów Zjednoczonych. e r a Showa . choć żadnej wyższej uczelni nie ukończył. Ożenił się z Japonką. o podobnej problematyce .Izumi Kyćto. Zmarł w Tokio. 1902). W r.w’iska nadprzyrodzone.por. przypis 47. 1901). Two Years in the French West Indies (Dwa lata we Francuskich Indiach Zachodnich.żany jest za ich pisarza narodowego. frapowały go tematy niesamowite i zja . Kolzumi Setsuko. W tym samym roku podejmuje pracę w gimmazjum jako nauczyciel języka angielskiego w mieście Matsue. Lafcadio Hearn. Na twórczość Izumi Kyoka wielki . W r. 1890 przybywa do Tokio zamierzając stać się pisarzem. Nihonbashi (Most Nihonbashi). rok 1944. wycłiował w Irlandii. W r. rok 1942.„®era Taisho . Talent pisarza zabłysnął jednak w pełni dopiero w następnych utworach uznanych za najbardziej dojrzałe dzieła japońskiej literatury romantycznej. A Japanese Miscellany (Rozmaitości japońskie.

Po wojnie Nakajima zyskał sławę jako autor noweli Riryo (jest bo imię generała chińskiego . W swojej twórczości wykorzystuje często motywy zaczerpnięte ze starej literatury chińskiej.po japońsku). We wcześniejsz}’^ch utworach Akutagawy przeważa tematyka historyczna obejmująca czasy od starożytności po okres Meiji. ‘Piekieł’wizerunek niezwykły {]igokuhen). Aru ahóno isshó (Życie pewnego idioty) i in. Dlatego też język jego utworów jest bardzo specyficzny.bohatera utworu . jego ojciec był sino . 1934. Izumi Kyoka znalazł kontynuatorów w późniejszych pokoleniach pisarskich. . Najbardziej znane utwory to Rashd . Zyskał sławę nowelą Rashbmon w r. Hana (Nos). W czasie studiów w r. 1914 założył kółko Literackie i wydawał pismo pn. 1941. 1915. Hikari to kaze to yume (Światło. Pracując zajmuje się jednocześnie literaturą. Podjął pracę jako nauczyciel gimnazjalny i kontynuował ją do r.mon. okresu chrześcijaństwa. okresu Edo oraz początku ery Meiji. powstałych na ogół w czasie wojny. jak w noweli W górach przy księżycu. Ukończ}’^! Uniwersytet Cesarski w Tokio. kiedy następuje przyjęcie chrześcijaństwa w Japonii. tzn. Haguruma (Zębate koło). średniowiecza. „Shinshich5” (Nowy nurt myśli). w którym opublikował pierwszą swą nowelę Ronen (Starość). 1942 publikuje W górach przy księżycu {Sangetsuki). Tematy czerpane z historii stanowiły dlań pretekst do poruszania żywotnych problemów współczesności. Kiedy skończył dwa lata. wydział anglistyki. Zmarł śmiercią samobójczą. W wieku lat siedemnastu Nakajima odszedł z domu i rozpoczął samodzielne życie. Jego twórczość moana podzielić z grubsza na utwory dotyczące okresu Heian. ojciec rozwiódł się i ożenił ponownie. Nakajima Atsushi (1909-1942) Nakajima Atsushi urodził się w Tokio. z których większość opublikowano po śmierci autora. Ukończył wydział literatury japońskiej na Uniwersytecie Cesarskim w Tokio w c. W r. W późniejszym okresie twórczości Akutagawy przeważa tematyka współczesna. Twórczość jego obejmuje zaledwie kilkanaście nowel. wiatr i marzenie) oraz Meijinden (Biografia pewnego mistrza) poświęconej angielskiemu pisarzowi Robertowi Louisowi Stev&nsonowi. Akutagaira Ryunosuke (1892-1927) Akutagawa Ryunosuke to jeden z najwybitniejszych nowelistów w nowoczesnej literaturze japońskiej.wpływ w}Tvarła tradycyjna literatura japońska z okresu Edo oraz teksty teatru No.logiem.

1943-1948). rzucił studia i zajął słę pracą pisarską.■utwory mające swą genezę w klasyce bliskiej każdemu Japończykowi. stylu i języku: m. 1933. Genji monogatari (Opowieść o księciu Genji Murasaki Słiikibu. w 26 tomach). Pod koniec życia publikuje Kagi (Klucz). Shunkinsho (Opowieść o Shunkin. 1923. Dwie opowieści o miłości okrutne). nosi cechy epigońskiej prozy XIX w. satanizmu oraz dandyzmu europejskiego. Potem ogłosił dalsze utwory. przepiękny. Makioka sisters). Zadebiutował w r. te dwa opowiadania opublikowano po polsku pt. Mniej więcej do r. Itanshano kanashimi (Smutek heretyka. została ona uznana za jedną z najwybitniejszych powieści powojennych. 1932). twórczość jego pozostaje w nurcie estetyzmu. pisze powieści z życia współczesnego. PIW. 1971). nowelista. W latach 1949-1950 wydaje nową powieść Sho . oraz Dziennik szalonego starca {Futen rdjinno nikki. 1925). powieściopisarz. a w rezultacie poszukiwania nowych wątków skłania się też tu klasyce japońskiej. 1961-1962. precyzyjny.in. 1928. budzącej błyskawiczne skojarzenia i pożądany oddźwięk . Manji (Buddyjski znak ognia. utwór ten doczekał się adaptacji filmowej (1956). kultury i źródeł pisanych japońskiego średniowiecza.no) i Mómoku monogatań (Opowieści niewidomego.in. Ashikari (Cięcie trzciny.dzieła wyrafinowane i precyzyjne w konstrukcji. Shonen (Chłopiec). Po przeprowadzce do Kansai Tanizaki zaczyna poszukiwania nowego stylu. 1939-1941. Akuma (Szatan. Język tych utworów. Yoshinokuzu (Maranta na terenie Yoshi . które się żywią pokrzywami. po nich zaś . m. Utwory jego od samego początku przyjmowano entuzjastycznie i wysoko ceniono.jeden z najwybitniejszych pisarzy japońskich. Wydaje najpierw kilka powieści z życia współczesnego.oceniane w jego twórczości najwyżej . w całości wydanej drukiem dopiero po wojnie (tłumaczona także na angielski pt.shb Shigemotono haha (Matka generała Shigemoto). nostalgiczny klimat starych opowieści japońskich sprawiają. 1928). 1910). . Kirin (Żyrafa. dramaturg. 1910 na łamach pisma „Shinshicho II” opowiadaniem Shisei (Tatuaż). że Tanizaki zdobywa liczne rzesze wielbicieli swego talentu.Tanizaki Jun’ichiro (1886-1965) Tanizaki Jun’ichiro . W czasie wojny zaczyna pisanie powieści zatytułowanej Sasameyuki (Drobny śnieg. szuka teraz natchnienia i czerpie obficie z bogatego skarbca sztuki. 1917). PIW. Chi]in~no at (Miłość idioty. Tade ku mushi (Owady. 1912). Studiował na Cesarskim Uniwersytecie Tokijskim na wydziale literatury japońskiej.-1929). 1931). objętej zakazem publikacji. 1972). Dokonuje też ogromnej pracy przekładając na język współczesny klasyczne dzieło starojapońskie z XXI w. kiedy to po wielkim trzęsieniu ziemi w Tokio pisarz przeniósł się do okręgu Kansai.

1968 odznaczony został nagrodą Nobla. jednakże u podłoża jego twórczości tkwiło wyrosłe z filozofii wschodniej przekonanie opustce i niestałości wszelkich rzeczy. Sembazuru (Tysiąc żurawi. nie wierzę też chyba rzeczywistości tego świata. Dazai Osamu staje się szczególnie popularny i modny w okresie powojennym. Wraz z kolegami po piórze (m. PIW. Wszystkie te doświadczenia znajdują odbicie w Jego twórczości. który stanowi podstawę tradycyjnej powieści.” Dazai Osamu (1909-1948) Dazai Osamu .prawdziwe nazwisko Tsushima Siiüji . 1983). 1940). 1936 wydaje pierwszy zbiór nowel Bamien (Późne lata). Kawabata jako pisarz neosensualistyczny cały czas interesował się próbami awangardowymi.v/ojennym stosunkom i obyczajom. Mizumi (Jezioro. 1926 zwraca na siebi e uwagę nowelą Tancerka z {Izuno odońko. 1969). 1935. kpiące piękności {Neyniireru bi]o. Shayô (Zachodzące . Tak było .ma (Mój mąż Villon. Dwukrotnie jeszcze próbuje popełnić samobójstwo. 1950). prefektura Aomori. PIW. Wydaje wówczas nowele: Villonno tsu . 1964). Najważniejsze z utworów przedwojennych to: Hashire Meros (Biegnij. urodził się we wsi Kaneki. Studia przerwał. W r. Ukończył Uniwersytet Cesarski w Tokio. dziewczj^na umiera. Jego ojciec był z rozkazu cesarskiego posłem do Wyższej Izby parlamentu. Już w czasie studiów zaczyna pisać. Rąka {Kataude. czuje się jednak nieszczęśliwy. „Literatura na świecie” 10. 1961. nie są mu obce narkotyki. Krótko potem popełnił samobójstwo.lizmem. Melosie. wydział literatury japońskiej. 1947). Sam o sobie powiedział: „W mojej twórczości nigdy nie było gwałtownych zmian. 1954). Interesował go problem śmierci i przemijania. Działania na rzecz lewacy pod presją policji zarzucił. W r. Po wojnie pogrążam się coraz głębiej w zadawnionej japońskiej melancholii. Yokomitsu Riichi) tworzy nurt zwany w literaturze japońskiej neosensua . Usiłuje wraz kochanką popełnić samobójstwo. Dazai Osamu już w gimnazjum zaczyna pisać. Glos góry (Jamano oto.Kaujabaia Yasiinari (1899-1972) Kawabata Yasunari urodził się w Osace. w rodzinie bogatego właściciela ziemskiego. 1976).in. Otogizdsbi (Bajki 1945).nowelista.chyba od początku. W r. co pozostawiło w jego psychice niezatarty ślad. Oddalam się coraz bardziej od realizmu.ni. Działalnością swą przeciwstawia się literaturze proletariackiej. Brał udział w ruchu proletariackim. 1949. Przystojny i bogaty cieszy się przychylnością kobiet. „Kontynenty” I. 1964). Każdy jego utwór tchnął pesymizmem. Główne jego utwory to Kraina biiegu (Yitkigu . Nie ufam po .

1948). W r. studia przerwał.shikó). postać ciekawa i barwna. Studiowai na wydziale literatury Uniwersytetu Waseda. Nie znany nikomu gitarzysta w r.Artystycznej.in. 1937 otrzymuje nagrodę im. Nowela okazała się wielkim wydarzeniem literackim. Fukazawa Shichiro to meteor na niebie literatury japońskiej.znany powieściopisarz i nowelista. Ostatni utw^ór Good bye.chisuke. W r. który ukazywał się w prasie. W r. W r. pozostał niedokończony.okiego przeznaczoną dla literatury rozrywkowej za powieść]ohn Manjirohyoryuki (Przygody rybakarozbitka Johna Manjiro). z których jeden to Apeniny w świetle księżyca ^^siikino Apeninsan). aczkolwiek sięga on czasem do historii. Kuchisukeno im tanima (Dolina. W r. 1956 bierze udział w konkursie literackim ogłoszonym przez czasopismo „Chu5koron” i zdobywa Nagrodę dla Debiutantów za nowelę Ballada o Narayamie (Narayama bu . gdzie realizowano film według utworu japońskiego). tworzy również opierając słę o autentyczne zapiski historyczne. Ma także w swoim dorobku pov/ieść historyczną Fuefukigawa (Rzeka Fuefuki). Fukazawa jest autorem licznych nowel. Kawa (Rzeka. Głównym tematem jego utworów jest życie szarego człowieka. Ibuse Masuji (1898-) Ibuse Masuji . 1948 wraz 2 kochanką popełnia samobójstwo. 1931). pełnym humoru. 1931). 1966 otrzymuje Order dla Zasłużonych dla Kultury Japońskiej. Po pewnym czasie Fukazawa porzucił nowelistykę na . której akcja toczy się w średniowiecznej Japonii i mówi o losach szarych ludzi zamieszanych w burzę dziejową. Temat utworu zaczerpnięty został ze starej legendy japońskiej (podobna legenda znana jest na Węgrzech. tłumaczona była na wiele języków obcych. Już w tym czasie zaczyna pisać szkice i nowele. Ningenshikkaku (Utracone człowieczeństwo. 1929).. 1929). stała się bestsellerem. Tangeshitei (Dworek pana Tange. 1949 przyznano mu nagrodę literacką dziennika „Yomiuri” za powieść Honjitsu kyushin (Dziś słę nie przyjmuje). Na . Ibuse Masuji jest także członkiem Japońskiej Akademii Literacko . jak w powieści John Man’]irohyoryuki. a przepojonym liryzmem: jest to swoisty „śmiech przez łzy”. aie rozgłos przynosi mu dopiero wydana w r. gdzie mieszka Ku . Mitsuno etiudo (Trzy etiudy) obejmujące trzy utwory. Ibuse operuje bardzo specyficznym stylem pisarskim. m. 1947). Preferuje formę dziennika. 1966 odznaczony został nagrodą literacką wydawcy Noma za powieść Kuroi arne (Czarny deszcz) mówiącej o wybuchu bomby atomowej w Hiroshimie. 1929 nowela Sanshouo (Salamandra). Następnie publikuje inne utwory nowelistyczne: Yaneno ue no Sawan (Sawan na dachUj.słońce.

Szaleniec {Obakasan 1959. W f.nizakiego za powieść Milczenie. 1974). W r. PAX. następnie zajął się uprawą roli pod Tokio i prowadzeniem cukierni. W r.rzecz eseistyki. których akcja toczy się w armii japońskiej w czasie wojny. Pisze powieści. Najważniejsze jego utwory to: Morze trucizna {Umi to dokuyaku 1957. ale życie dzieckawłóczęgi zapisze się na trwałe w jego pamięci i znajdzie wyraz w twórczości. 1964 otrzymał nagrodę Stowarzyszenia Japońskich Twórców Literatury Detektywistycznej za powieść Yoru no owaru toki (Kiedy noc się kończy). Jest dziś jednym z . 1976 otrzymał nagrodę im. które potem zarzuca. śledzi skutki powojennego chaosu w życiu swoich bohaterów. eseje i felietony. Zaczyna pisać teksty piosenek do audycji radiowych. Od roku 1955 zaczął zajmować się beletrystyką. W r. 1937. Nosaka Akiyuki podejmuje studia romanistyczne na Uniwersytecie Waseda. 1966 otrzymuje nagrodę Naokiego za nowelę Hotaruno baka (Grób świetlików). Ukończył Szkołę Handlową i przez krótki czas pracował w prokuraturze. Ta . Później odnajduje wprawdzie swego naturalnego ojca. która otrzymała nagrodę im. za nowelę Kanchüsue’ei (Pływanie podczas zimna). W czasie wojny na skutek nalotu stracił przybraną rodzinę i spędził pewien czas w Domu Sierot. Studiował ro . 1950 wyjechał na studia do Francji. gdzie przebywał dwa i pół roku. 1976). Yüki Shöji urodził się w Tokio. PAX. zorganizowanym przez pismo „Ehery Queen’s Mystery Magazin”. W r. nowele. PAX. poszukiwanie odpowiedzi. do jakiego stopnia katolicyzm może być zrozumiany przez Japończyków. 1970 nagrodę im. Chorował na gruźlicę i większość czasu spędzał poddając się leczeniu. W tym samym roku opublikował nowelę Shiroi hito (Biały człowiek). Zajmuje się głównie tematyką współczesną. Milczenie {Chimmoku.manistykę na uniwersytecie Kei’u. Wiele miejsca poświęca problemom seksu. Nosaka Akiyuki urodził się w Kamakurze i wychowywał jako dziecko adoptowane. a w r. W czasie studiów zac2ął pisać eseje na tematj^ związane z religią katolicką. W r. W r. 1971). Włodzimierza Pietrzaka. Akutagawy. 1966 odznaczony został nagrodą im. a co za tym idzie. Naokiego za zbiór opowiadań Guńki hatameku moto ni (U podnóża powiewającej flagi). Głównym tematem reprezentatywnych dla Endo utworów jest rozpatrywanie w kategoriach religijnych różnic w sposobie myślenia mieszkańców Europy i Japończyków. 1959 otrzymał pierwszą nagrodę w konkursie na utw^ór detektywistyczny. 1966. Endo Shusaku (1923-) Endo Shusaku został katolikiem w r. 1963 publikuje pierwszy utwór beletrystyczny Erogotoshitachi (Mistrzowie pornografii).

popularniejszych autorów zarówno utworów detektywistycznych. Spis treści Koizumi Yakumo Przygoda kupca {Mujind) 5 Opowieść przy wtórze lutni {Mirninashi Hoichi) 7 Zdrowy rozsądek ijoshikt) 17 Podstęp {Hakarigotó) 21 Na dnie czarki {Chawanno nakd) 25 Izumi Kyoka Świątobliwy bonza z góry Koya {Kdya hi]iri) 29 Nocny połów (Yozuri) 83 Akutagawa Ryünosuke Piekieł wizerunek niezwykły (Jigokuhen) 87 Nakajima Atsushi W górach przy księżycu (Sangetsüki) 119 Tanizaki Jun’ichiro Szkaradne oblicze {Jim?nenso) 129 Królestwo w miniaturze {Chtisana okukó) 147 Kawabata Yasunari Pieśń liryczna Uojbka) 173 Ręka iKataude) 193 Dazai Osamu Rybką być {Gyofukukt) 213 Ibuse Masuji Kwiaty śliwy i mroku (Yofuke to ume~no hand) 221 Fukazawa Shichiró Apeniny w świetle księżyca (Tstikino Apeninsari) 233 Ballada o Narayamie {Narayama hushiko) 249 Endo Shüsaku Pająk {Kumo) 287 Nosaka Akiyuki Bluszcz cmentarny na Przełęczy Kościotrupa {Honogamitoge hotoke kabura) 299 Yüki Shoji Samotny kruk {Kodokune karasu) 339 Przypisi’^ 358 Noty o autorach 363 . jak powieści i nowel. science fiction.