You are on page 1of 32

Księgę Rodzaju czytałam wielokrotnie starając się pamiętać by czytać ją przez

pryzmat ludzi i epoki, w której została spisana, pamiętając też o interpretacji tekstu
przez tradycję chrześcijańską. Kolejny raz zaczęłam czytać ks. Rodzaju pytając o
istotę grzechu pierworodnego, o wolność człowieka i jego zdolność do wypełniania
nakazu miłości Boga i bliźniego, ale tym razem starałam się być „sam na sam” z
tekstem. Odłożyłam na bok przede wszystkim interpretację tradycji, zapomniałam o
tym, że szczególnie początek ks. Rodzaju jest spisanym zlepkiem czterech tradycji.
Miałam świadomość, że tekst mówi więcej o mentalności ludzi, którzy go spisywali
niż o mentalności opisywanych postaci, że bardzo prawdopodobne jest, iż to do faktu,
że błogosławieństwo przeszło na Jakuba i jego potomstwo dorobiono uzasadnienie-
interpretację, zaryzykowałam jednak literalne odczytanie tekstu, analizując odczucia
opisywanych postaci i relacje między nimi i to przez pryzmat wiedzy i odczuwania
człowieka XX-go wieku, którym jestem. Co powie mi sam tekst ks. Rodzaju? Dzielę
się owocem tego mojego czytania.
Opisy stworzenia mają przynajmniej jedną cechę wspólną: Bóg stwarza świat
stopniowo. W drugim opisie stworzenia, gdzie opisany jest grzech pierworodny, Bóg
stwarza najpierw niebo i ziemię a z ziemi człowieka dając mu tchnienie życia. Bóg
umieszcza człowieka w ogrodzie Eden, gdzie rosną różne drzewa rodzące owoce a
między nimi drzewo życia oraz drzewo poznania dobra i zła:

„Zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka,


którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu
i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania
dobra i zła”(Rdz 2,8-9).

Zadaniem człowieka jest uprawianie i doglądanie ogrodu:

„Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał
go i doglądał” (Rdz 2,15).

Bóg stwarzając człowieka nadaje mu pewne granice: istnienia w ciele,


poruszania się w granicach stworzonego świata oraz zasady funkcjonowania w tym
świecie tzn. określa człowiekowi, co mu wolno a czego nie ma czynić:

„Pan Bóg dał człowiekowi taki rozkaz: <<Z wszelkiego drzewa tego ogrodu
możesz spożywać według upodobania; ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci
jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz>>”(Rdz 2,16-17).

Nie wolno człowiekowi spożywać owocu z drzewa poznania dobra i zła pod
groźbą tego, że umrze. Jaką treść miało słowo „umrzeć” dla pierwszego człowieka?
My mamy możliwość obserwować śmierć innych ludzi a także zwierząt, wiemy że
wtedy ciało przestaje funkcjonować i nie ma już w nim „tchnienia życia”, jednak
nasza własna śmierć pozostaje dla nas jakąś niewiadomą i tajemnicą. Co wiedział o
śmierci pierwszy człowiek, który był jeszcze sam w stworzonym świecie, w którym
były rośliny, ale nie było jeszcze nawet zwierząt? Bóg widzi samotność człowieka i
stwarza zwierzęta z których każde jest przyprowadzane do człowieka jakby dla
zapoznania się. Mężczyzna nadaje im nazwy a więc ma nad nimi jakąś władzę:

„Pan Bóg rzekł: <<Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu
zatem odpowiednią dla niego pomoc>> Ulepiwszy z gleby wszelkie zwierzęta lądowe

1
i wszelkie ptaki powietrzne, Pan Bóg przyprowadził je do mężczyzny, aby przekonać
się, jaką on da im nazwę. Każde jednak zwierzę, które określił mężczyzna, otrzymało
nazwę „istota żywa”. I tak mężczyzna dał nazwy wszelkiemu bydłu, ptakom
powietrznym i wszelkiemu zwierzęciu polnemu, ale nie znalazła się pomoc
odpowiednia dla mężczyzny” (Rdz 2,18-20).

Pismo nie mówi nic o tym, czy wśród przedstawionych zwierząt jest także
wąż. Człowiek wśród zwierząt nadal czuje się samotny i wtedy Bóg stwarza kobietę.
Teraz człowiek to mężczyzna i niewiasta:

„Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał,
wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił ciałem. Po czym Pan Bóg z żebra, które
wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. A gdy ją przyprowadził do mężczyzny,
mężczyzna powiedział: <<Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!
Ta będzie się zwała niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta>>. Dlatego to
mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że
stają się jednym ciałem.” (Rdz 2,21-24).

Różnią się od siebie, ale mają możliwość stania się jednością (Rdz 2,24) i nie
wstydzą się tego, że się różnią:

„Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali wobec siebie
wstydu.”(Rdz 2,25).

Różnica rodzi zaciekawienie, chęć poznania. Poznanie dokonuje się przez


obserwację lub przez dialog tam, gdzie to jest możliwe. Dotychczasowy opis sugeruje
pełną harmonię i poczucie bezpieczeństwa zarówno w relacji stworzenia do Stwórcy
jak też świata i stworzeń między sobą. Tekst Pisma nie mówi nic, by człowiek był
świadomy tego, że istnieje jakieś stworzenie, które nie żyje w harmonii ze Stwórcą i
które będzie próbowało nakłonić człowieka do nieposłuszeństwa Bogu, Jego
nakazowi. Człowiek wydaje się czuć bezpiecznie, jest ufny i otwarty na poznawanie,
na dialog. Wąż odzywa się do niewiasty a ona wchodzi z nim w dialog. Nakaz nie
spożywania z drzewa poznania dobra i zła otrzymał mężczyzna po umieszczeniu go w
ogrodzie Eden, gdy jeszcze był sam. Nie wiemy czy Bóg powtórzył ten rozkaz
osobiście wobec niewiasty, czy też usłyszała ona o tym rozkazie od mężczyzny. To co
mówi niewiasta w dialogu z wężem:

„Niewiasta odpowiedziała wężowi:<< Owoce z drzew tego ogrodu jeść


możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie
wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli>>.(Rdz 3,2-3)

jest różne od tego, co nakazał Bóg mężczyźnie:

„Z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz,
niechybnie umrzesz>>.(Rdz 2,17).

Dlaczego niewiasta nie zacytowała wprost rozkazu Boga? Czy znała go w


oryginalnym brzmieniu? Skąd w jej wypowiedzi te nieścisłości? Niewiasta mówi o
drzewie rosnącym w środku ogrodu a wcześniejszy tekst Rdz 2,9 mówi, że to drzewo
życia rosło w środku ogrodu. Skąd się wziął też zakaz dotykania drzewa? Jeżeli

2
niewiasta zna rozkaz Boga z przekazu mężczyzny, to albo on nie powtórzył dosłownie
rozkazu Boga, albo ona go źle zapamiętała, bo raczej mało wiarygodne wydaje się
przypuszczenie, że świadomie mówi nieprawdę czyli kłamie. Ten pierwszy w Biblii
opis dialogu pokazuje rzecz zaskakującą: jak trudne jest formułowanie w słowa
własnych myśli i wiedzy, by ją przekazać drugiej istocie rozumnej. Wąż podważa
prawdomówność Boga:

„Wtedy rzekł wąż do niewiasty: <<Na pewno nie umrzecie!>>” (Rdz 3,4).

A co dzieje się w niewieście? Jeżeli o rozkazie Boga wie od mężczyzny, to


staje wobec sprzeczności informacji pochodzących od dwóch istot stworzonych przed
nią samą. Komu uwierzy bardziej: mężczyźnie czy wężowi? Czy bardziej ją
przestraszy groźba śmierci (co ona wie o śmierci?), czy pociągnie ją perspektywa
poznania czegoś nowego, bo wąż sugeruje przecież, że poznanie dobra i zła to
poznanie czegoś więcej:

„<< Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy
i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło>>”(Rdz 3,5)?

Jeżeli niewiasta ma równe zaufanie do wszystkich stworzeń stworzonych


przed nią i nie bardzo wie, co to śmierć, to perspektywa pokazana przez węża jest
atrakcyjniejsza, bo sugeruje rozwój i poznanie czegoś nowego. Od dialogu niewiasta
przechodzi do oglądu sytuacji:

„Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że


jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy.”
(Rdz 3,6a).

Brak poczucia zagrożenia śmiercią powoduje, że podejmuje działanie, które


ma na celu zdobycie wiedzy, czyli czegoś wydawałoby się dobrego:

„Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała go i dała swemu mężowi, który był
z nią: a on zjadł.” (Rdz 3,6b).

Zadziwiające jest to, że mąż jest z nią przy drzewie i nie reaguje, gdy ona
zrywa owoc, nie reaguje też, gdy ona gryzie ten zakazany owoc. Dlaczego jest
biernym obserwatorem działań żony? Dlaczego nie przypomina jej o rozkazie Boga i
nie próbuje nakłonić jej do przestrzegania tego rozkazu? Wygląda to na jakąś wręcz
bezmyślność szczególnie, jeśli nie był świadkiem rozmowy niewiasty z wężem a tak
sugeruje tekst. Ewa stanęła wobec wyboru, który dziś nazywamy pokusą i wybrała to,
co jej wydało się ciekawsze, Adam bezmyślnie przekroczył rozkaz Boga. Jego wina
jest podwójna, bo wiedząc z którego drzewa jest zerwany owoc nie tylko nie próbuje
powstrzymać żony przed zjedzeniem owocu, ale jeszcze sam robi to samo, gdy ona
mu go podaje. I stało się coś dziwnego, bo dotychczas, gdy patrzyli na siebie widzieli,
że są różni, ale im to nie przeszkadzało, nie wstydzili się tego. Teraz to, co ich różni
jakby zaczęło przeszkadzać i postanowili ukryć tą różnicę. Zrobili przepaski z gałązek
figowych, a więc z tej samej rośliny, by stworzyć pozór, że nic ich nie różni, bo to, co
różni jest przykryte i z zewnątrz dla oczu wygląda tak samo. Dalszy opis nie mówi,
czy po tym, co zrobili przebywali nadal razem, czy też każde z nich poszło w inną

3
stronę ogrodu, czy przed P.Bogiem ukryli się razem, czy każde osobno, wiadomo
jednak, że oboje przestraszyli się nadchodzącego P.Boga:

„Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego
się w ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem
wśród drzew ogrodu.” (Rdz 3,8)

czyli wobec niego też czuli swą nagość i potrzebę obrony czegoś. Nie ma już
w nich dawnego poczucia bezpieczeństwa. Pismo nie mówi, czy dialog z P.Bogiem
podejmują z ukrycia, czy też ośmielają się je opuścić i pokazać przed Bogiem. Bóg
szuka człowieka i podejmuje dialog, ale czy Bóg potrzebuje informacji od człowieka,
czy raczej pytając chce pomóc człowiekowi stanąć w prawdzie o tym, co się stało?
Dialog ludzi z Bogiem można różnie zinterpretować, bo znamy tylko słowa a
nie znamy tonu ich wypowiadania. Zastanawiające jest to, że Bóg szuka najpierw
mężczyzny, może dlatego, że to właśnie jemu dał zakaz spożywania z drzewa
poznania dobra i zła.
Jaki jest ton Boga, gdy pyta Adama „gdzie jesteś”? Prawdopodobnie pełen
łagodności i spokoju. A jakim tonem odpowiada mężczyzna? Czy jest to ton
przerażenia czy może w miarę spokojna odpowiedź? Mężczyzna mówi, że
przestraszyła go perspektywa spotkania z Bogiem, bo czuje się nagi, więc się ukrył:

„On (mężczyzna) odpowiedział: <<Usłyszałem Twój głos w ogrodzie,


przestraszyłem się, bo jestem nagi i ukryłem się>>.” (Rdz 3,10).

Bóg nie używa w tym momencie kategorycznego tonu do stwierdzenia, że „na


pewno przekroczyłeś rozkaz, który ci dałem i dlatego czujesz się nagi”, ale nadal pyta
mężczyznę, jakby nie był pewny tego, co się stało:

„Rzekł Bóg: <<Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa,
z którego zakazałem ci jeść?>> (Rdz 3,11).

Nie oskarża człowieka, lecz daje mu możliwość przyznania się do tego, co


zrobił. Mężczyzna korzysta z tej szansy. Czy jest zaskoczony „domyślnością” Boga?
Chyba nie, bo nawet nie uznaje za konieczne potwierdzenia sugestii Boga. Co teraz
czuje? Być może totalną bezradność i potrzebę powiedzenia jak to się stało, że
przekroczył rozkaz Boga. Stwierdzenie z Rdz 3,12:

„Mężczyzna odpowiedział: <<Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi


owoc z tego drzewa i zjadłem>>”

w zależności od sposobu wypowiedzenia może być tylko stwierdzeniem faktu


a może być wyrażeniem żalu lub oskarżeniem i to podwójnym: niewiasty o to, co
zrobiła i Boga, że tą niewiastę dał mu jako towarzyszkę. Bóg nie komentuje postępku
mężczyzny. Pyta teraz niewiastę o jej motywacje:

„Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: <<Dlaczego to uczyniłaś?>> Niewiasta


odpowiedziała: <<Wąż mnie zwiódł i zjadłam>>.” (Rdz 3,13).

Odpowiedź niewiasty też może być tylko stwierdzeniem faktu, ale może być
także oskarżeniem węża. Niewiasta nie oskarża Boga. Bóg nie komentuje również

4
postępku niewiasty, nie pyta też węża, dlaczego zwiódł niewiastę. Mężczyzna i
niewiasta nadal nie poznają motywacji postępowania węża, nie wiedzą dlaczego
nakłaniał ich do przekroczenia rozkazu Boga.
Bóg nie robi tragedii z tego, co się stało, choć to jest właśnie tragedia
mężczyzny i niewiasty. Wydaje wyrok na całą trójkę zaczynając od węża:

Wtedy Pan Bóg rzekł do węża: <<Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty


wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych; na brzuchu będziesz się czołgał i
proch jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a
niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty
zmiażdżysz mu piętę>>. Do niewiasty powiedział: <<Obarczę cię niezmiernie
wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz (rodziła) dzieci, ku twemu mężowi
będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą>>. Do
mężczyzny zaś rzekł: <<Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś z drzewa, co do
którego dałem ci rozkaz w słowach: Nie będziesz z niego jeść- przeklęta niech będzie
ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po
wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci rodziła, a przecież pokarmem twym
są płody roli. W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki
nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się
obrócisz!>>” (Rdz.3,14-19).

Kara dla każdego jest inna, każdy będzie obarczony jakimś trudem. Wąż
zostaje przeklęty za to, co zrobił. Zostaje zniszczona harmonia we wszystkich
relacjach, czyli w relacji ludzi do Boga i do świata stworzonego oraz harmonia w
relacji niewiasty i mężczyzny:

„Ku twemu mężowi będziesz kierowała twe pragnienia, on zaś będzie


panował nad tobą>>” (Rdz 3,16c),

nie ma już między nimi poczucia jedności, bliskości i zaufania, nie ma


poczucia bezpieczeństwa. Ten stan pogłębia się i narasta w następnych pokoleniach i
nie są od niego wolne nawet najpozytywniejsze postacie historii zbawienia opisywane
w Biblii. Kolejną parą opisywaną przez Pismo jest Abram i jego żona Saraj.
Abram odpowiedział na wezwanie Boga, zawierzył jego obietnicy, wyszedł z
Ur chaldejskiego i ruszył do Kanaanu- ziemi obiecanej jego potomstwu. Zaufanie
Bogu łączy się z przekroczeniem przez Abrama czegoś w sobie. To, co miał i w czym
żył, było mu znane i dawało jakieś poczucie bezpieczeństwa. Wyjście oznaczało
niewiadomą, ale oznaczało powiedzenie Bogu: ufam Tobie bardziej niż sobie i swojej
sile, Ty masz dla mnie lepszy plan, niż ja mógłbym sobie wymyślić. Jest to próba-
usiłowanie powrotu do sytuacji z raju. Abram osiadł w Kanaane lecz głód zmusił go
do wędrówki do Egiptu w poszukiwaniu żywności. Żona Abrama Saraj była piękna i
pojawia się niebezpieczeństwo, że on zostanie zabity. Abram z obawy o własne życie
mówi więc, że Saraj jest jego siostrą i oddaje ją by stała się żoną faraona:

„Gdy się już zbliżał do Egiptu, rzekł do swojej żony Saraj: <<Wiem, że jesteś
urodziwą kobietą; skoro cię ujrzą Egipcjanie, powiedzą: to jego żona; i zabiją mnie, a
ciebie zostawią przy życiu. Mów więc, że jesteś moją siostrą, aby mi się dobrze wiodło
ze względu na ciebie i abym dzięki tobie utrzymał się przy życiu>>.
Gdy Abram przybył do Egiptu, zauważyli Egipcjanie, że Saraj jest bardzo
piękną kobietą. Ujrzawszy ją dostojnicy faraona, chwalili ją także przed faraonem.

5
Toteż zabrano Saraj na dwór faraona, Abramowi zaś wynagrodzono za nią sowicie.
Otrzymał bowiem owce i woły, niewolników i niewolnice oraz oślice i wielbłądy.”
(Rdz 12,11-16).

Jak Saraj przeżywa taką postawę i decyzję Abrama? Czy akceptuje ją w imię
miłości do męża i dla ochrony jego życia, czy też podporządkowuje się jej z bólem w
sercu, że jest tak mało ważna dla Abrama- bo jakie jest prawdopodobieństwo, że
wróci jeszcze do niego, że nie zostanie już do końca życia na dworze faraona? A
może życie dla każdego z nich jest tak cennym darem, że lepiej żyć dalej każde
osobno ale żyć? Historia powtarza się za jakiś czas po raz drugi w Gerarze z
Abimelekiem:

„Potem Abraham powędrował stamtąd do Negebu i osiedlił się pomiędzy


Kadesz a Szur. A gdy przebywał w Gerarze, mawiał o swej żonie Sarze: <<Jest ona
moją siostrą>>. Wobec tego Abimelek, król Geraru, wysłał ludzi, by zabrali Sarę. Tej
samej jednak nocy przyszedł Bóg do Abimeleka we śnie i powiedział do niego:
<<Umrzesz z powodu tej kobiety, którą zabrałeś, gdyż ona ma męża>>. Abimelek,
który nie zbliżył się jeszcze do niej, rzekł: <<Panie, czy miałbyś także ukarać
śmiercią ludzi niewinnych? Przecież on mi mówił: „Ona jest moją siostrą”, i przecież
ona również mówiła: „On jest moim bratem”. Uczyniłem to w prostocie serca i z
rękami czystymi>>. Wtedy Bóg rzekł do niego: <<I ja wiem, że uczyniłeś to w
prostocie serca. Toteż sam ciebie powstrzymałem od wykroczenia przeciwko Mnie;
dlatego nie dopuściłem, abyś się jej dotknął. Teraz więc zwróć żonę temu człowiekowi
,bo jest on prorokiem i będzie się modlił za ciebie, abyś pozostał przy życiu. Jeżeli zaś
nie zwrócisz, wiedz ,że na pewno nie minie śmierć ciebie i wszystkich twoich
bliskich>>. Nazajutrz rano Abimelek zwołał wszystkich swoich domowników i
opowiedział im wszystko, oni zaś bardzo się przerazili. Potem Abimelek wezwał
Abrhama i rzekł mu: <<Cóżeś nam uczynił? Cóż ci zawiniłem, że o mało nie
doprowadziłeś mnie i moich poddanych do wielkiego grzechu? Postąpiłeś ze mną tak,
jak nie powinno się postępować!>> I zapytał Abimelek Abrahama: <<Jaki zamiar
miałeś, czyniąc to?>> Abraham odpowiedział: <<Bo myślałem: Na pewno nie ma tu
u ludzi bojaźni Bożej i zabiją mnie z powodu mej żony. Zresztą jest ona rzeczywiście
moją siostrą, jako córka ojca mego, lecz z innej matki; mimo to została moją żoną.
Gdy więc Bóg kazał mi wyruszyć z domu mego ojca na wędrówkę, rzekłem do niej:
Wyświadczysz mi przysługę, gdy tam, dokąd pójdziemy, będziesz mówiła o mnie: On
jest moim bratem>>. Wtedy Abimelek dał Abrahamowi owce, woły, niewolników i
niewolnice i zwrócił mu jego żonę Sarę. Po czym rzekł: <<Oto kraj mój przed tobą:
zamieszkaj gdzie ci się podoba!” Do Sary powiedział: <<Daję bratu twemu tysiąc
sztuk srebra; niechaj to będzie dla ciebie dowodem, że jesteś bez winy, wobec
wszystkich, którzy są z tobą>>. Abraham pomodlił się do Boga i Bóg uzdrowił
Abimeleka, żonę jego i i jego niewolnice, aby mogli mieć potomstwo.” (Rdz.20,1-17).

Objawia się brak jedności po grzechu pierworodnym: Abram kocha Saraj, ale
w sytuacji zagrożenia jego życia, wybiera swoje życie kosztem sprzedania Saraj.
Jednak Bóg nie akceptuje takiej decyzji Abrama i dwukrotnie staje w obronie Saraj:

„Pan jednak dotknął faraona i jego otoczenie wielkimi karami za zabranie


Saraj, żony Abrama .Wezwał więc faraon Abrama i rzekł: <<Cóżeś mi uczynił?
Czemu mi nie powiedziałeś, że ona jest twoją żoną? Dlaczego mówiłeś: „że to moja
siostra”, tak, ze wziąłem ją sobie za żonę? A teraz- oto twoja żona; zabierz ją i idź!

6
>> Dał też faraon rozkaz dworzanom, żeby Abrama i jego żonę, i cały jego dobytek
odprowadzili do granicy.” (Rdz.12,17-20).

oraz Rdz.20,3nn. Abramowi starczyło odwagi by zaufać obietnicy Boga,


jednak w sytuacji konkretnego zagrożenia nie pyta Boga co robić, nie prosi Go o
pomoc lecz ochrania własne życie kosztem- wydawałoby się- że najbliższej osoby.
Takie są u niego objawy pęknięcia po grzechu pierworodnym w relacji do Boga i
bliźniego.
Bóg błogosławi Abramowi pomnażając jego majątek i obiecje, że ten majątek
i błogosławieństwo odziedziczy wywodzący się z niego potomek. Lata mijały a Saraj
była niepłodna, pomyślała więc w końcu, że może potomstwo ma być Abrama ale nie
z niej, bo według obowiązującego prawa także potomstwo z jej niewolnicy bedzie ich
potomstwem i legalnym spadkobiercą. Po rozmowie z Abramem dała mu swą
niewolnicę Hagar za żonę:

„Saraj, żona Abrama, nie urodziła mu jednak potomka. Miała zaś niewolnicę
Egipcjankę, imieniem Hagar. Rzekła więc Saraj do Abrama: <<Ponieważ Pan
zamknął mi łono, abym nie rodziła, zbliż się do mojej niewolnicy; może z niej będę
miała dzieci>>. Abram usłuchał rady Saraj. Saraj, żona Abrama, wzięła zatem
niewolnicę Hagar, Egipcjankę, i dała ją za żonę swojemu mężowi Abramowi, gdy już
minęło dziesięć lat, odkąd Abram osiedlił się w Kanaanie (Rdz.16,1-3).

Saraj proponuje takie rozwiązanie, ale najprawdopodobniej w jej sercu jest


zazdrość w stosunku do Hagar, zazdrość o męża, zazdrość o możność poczęcia i
urodzenia dziecka. A jakie uczucia były w Hagar po takiej decyzji Saraj i Abrama?
Chyba czuła się upokorzona i nie darzyła sympatią swojej pani skoro po staniu się
brzemienną zaczyna ją lekceważyć:

„Abram zbliżył się do Hagar i ta stała się brzemienną. A widząc, że jest


brzemienna, zaczęła lekceważyć swą panią.” (Rdz.16,4).

Oddaje lekceważeniem za upokorzenie. Saraj zniosła spokojnie upokorzenie


od Abrama, gdy ją sprzedał na dwór faraona, jednak nie potrafi żyć na codzień z
lekceważącą ją niewolnicą, która jest brzemienna z Abramem. Hagar jest dumna i po
upokorzeniu przez Saraj ucieka od niej, wraca jednak po spotkaniu i rozmowie z
Aniołem Pańskim:

„Anioł pański znalazł Hagar na pustyni u źródła przy drodze wiodącej do


Szur i zapytał: <<Hagar ,niewolnico Saraj, skąd przyszłaś i dokąd idziesz?>> A ona
odpowiedziała: <<Uciekłam od mojej pani, Saraj>>. Wtedy Anioł Pański rzekł do
niej: <<Wróć do twej pani i pokornie poddaj się pod jej władzę>>. Poczym Anioł
Pański oznajmił: <<Rozmnożę twoje potomstwo tak bardzo, że nie będzie można go
policzyć>>. I mówił: <<Jesteś brzemienna i urodzisz syna, któremu nadasz imię
Izmael, bo słyszał Pan, gdy byłaś upokorzona. A będzie to człowiek dziki jak onager:
będzie on walczył przeciwko wszystkim i wszyscy – przeciw niemu; będzie on
utrapieniem swych pobratymców>.” (Rdz.16,7-12).

Rodzi się Izmael. O tym jak układają się dalej wzajemne relacje Saraj i Hagar
Biblia milczy, ale nie mogły być one dobre skoro po 13-tu latach, gdy rodzi się Izaak-
syn obietnicy- starszy Izmael nie przyjmuje brata z radością, lecz go wyśmiewa. Tak

7
jak matka próbowała lekceważyć swą panią Saraj, bo czuła się lepsza przez to, że jest
brzemienna, tak Izmael czuł się lepszy jako pierworodny i wyśmiewał młodszego
brata. Dzieci uczą się postaw i budowania relacji od rodziców, małe dziecko uczy się
tego głównie od matki, dopiero później od ojca i innych osób z najbliższego
otoczenia. Postawa Hagar i Izmaela doprowadza do oddalenia ich. Z inicjatywą
takiego rozwiązania wychodzi Sara, mając prawdopodobnie dość lekceważenia ze
strony Hagar w stosunku do swojej osoby i nie mając chęci na znoszenie zachowań
Izmaela w stosunku do jej syna Izaaka:

„Sara widząc, że syn Egipcjanki Hagar, którego ta urodziła Abrahamowi,


naśmiewa się z Izaaka, rzekła do Abrahama: <<Wypędź tę niewolnicę wraz z jej
synem, bo syn tej niewolnicy nie będzie współdziedzicem z synem moim Izaakiem>>.
(Rdz.21,9-10).

Teraz już Izmael nie jest potrzebny jako dziedzic, dziedzicem z obietnicy jest
Izaak. Bóg nie zaakceptował „pomocy” Sary w realizacji obietnicy potomstwa przez
pomysł potomstwa z Hagar, tym razem jednak potwierdza sugestię Sary by oddalić
Hagar wraz z Izmaelem obiecując także im błogosławieństwo i opiekę:

„A wtedy rzekł Bóg do Abrahama: <<Niechaj ci się nie wydaje złe to, co
Sara powiedziała o tym chłopcu i o twojej niewolnicy. Posłuchaj jej, gdyż tylko od
Izaaka będzie nazwane twoje potomstwo. Syna zaś tej niewolnicy uczynię również
wielkim narodem, bo jest on twoim potomkiem>>. (Rdz.21,12-13)

Sara próbowała pomóc Bogu w realizacji Jego obietnicy. Okazało się, że to


pomyłka, bo Bóg zrealizował swoją obietnicę inaczej, dając Abramowi syna z niej
samej, gdy była już nie tylko niepłodna, ale gdy obumarło jej łono a Abraham był 99-
cioletnim starcem. Ceną za próbę Sary realizowania przepowiedni Boga na własną
rękę były upokorzenia zarówno Hagar jak i jej samej przez 13-ście lat wspólnego
życia. Jest to cena, jaką płaci człowiek za to, że nie potrafi lub nie chce pytać Boga,
jak rozwiązać konkretne życiowe sytuacje. Cenę tą płaci nie tylko człowiek, który nie
pyta Boga- tutaj Saraj i Abram- ale i otaczający ich ludzie- tutaj Hagar, Izmael i inni
domownicy, których dotykały pośrednio lub bezpośrednio skutki napięcia w relacji
Saraj z Hagar.
W zamiarze Boga każde poczęcie nowego człowieka powinno dokonywać się
w akcie miłości dwojga ludzi: mężczyzny i kobiety, którzy ciesząc się własnym
istnieniem (każde z nich swoim) oraz ciesząc się swoim istnieniem nawzajem
(mężczyzna z obecności przy nim tej konkretnej kobiety a kobieta z obecności przy
niej tego konkretnego mężczyzny) chcą się podzielić tą radością istnienia z następną
osobą. Jest to wyrazem podobieństwa do Boga, który z miłości daje istnienie
stworzeniu i pozwoleniem człowiekowi na kontynuację Jego stwórczego dzieła,
którego celem jest radość istnienia i obdarowywania miłością.
Wydaje się, że i Abraham, i Sara –każde z nich- cieszą się własnym istnieniem
i cieszą się zasadniczo sobą nawzajem (mimo incydentów z faraonem i
Abimelekiem). Izaak jest nie tylko dzieckiem obietnnicy ale i owocem ich miłości.
Zarówno akt poczęcia, oczekiwanie na narodziny i późniejsze wychowanie jest
przekazywaniem Izaakowi wlaściwie jednej informacji: chcemy ciebie, cieszymy się
że jesteś; ciesz się razem z nami i ucz się od nas jak cieszyć się swoim życiem i
istnieniem; istnienie daje ci Bóg, nasza radość i miłość jest tylko odbiciem Jego
radości i miłości.

8
Rodzice dają Izaakowi miłość i poczucie bezpieczeństwa. Wydaje się on być
człowiekiem pełnym pokoju i ugodowym, bo zakorzenionym w zaufaniu do Boga,
które obserwował u rodziców mądrych długością przeżytego życia i doświadczania
Bożego błogosławieństwa i w naturalny sposób podświadomie przejął to zaufanie.
Potwierdzeniem tego zaufania do Boga i rodziców jest brak oporu i buntu, gdy
Abraham chciał go złożyć w ofierze na górze Moria. Tekst nic nie mówi, jak to
zdarzenie wpłynęło na relację między Abrahamem a Izaakiem. Ani w tym momencie,
ani później nie ma sugestii, że Izaak bał się Abrahama. Nadal będąc uległy rodzicom i
Bogu bierze za żonę Rebekę, którą ktoś inny mu wybrał i przyprowadził do niego.
Jednak widzimy tu też jego niedojrzałość. Pismo mówi:

„Izaak wprowadził Rebekę do namiotu Sary, swej matki. Wziąwszy Rebekę za


żonę, Izaak miłował ją, bo była mu pociechą po matce.” (Rdz.24,67)

Te dwa zdania mają w sobie bardzo dużo treści. Wprowadzenie do namiotu


Sary pokazuje, że dla Izaaka ważna była osoba matki i to dziedzictwo, które mu
przekazała. Był przecież na tyle bogaty, że mógł kazać zrobić nowy namiot dla
Rebeki, on jednak wprowadza ją do namiotu matki, bez słów mówiąc Rebece: wejdź
w to dziedzictwo, bądź podobna do niej. Potwierdzeniem tej postawy jest następne
zdanie: Izaak miłował Rebekę, bo mu była pociechą po matce. Pamięć matki jest w
nim bardzo silna. Ma to swoje dobre i złe konsekwencje. Dobre, to dziedzictwo
doświadczenia miłości, poczucia bezpieczeństwa, zaufania, którego nauczył się w
relacji z matką i mógł przenieść na relację z Bogiem i także innymi ludźmi. Jednak
stwierdzenie, że Izaak miłował Rebekę, bo była mu pociechą po matce, pokazuje
niedojrzałość Izaaka w danej chwili. Nie cieszy się Rebeką dla niej samej, dlatego że
spotyka nowego człowieka. Ten nowy człowiek jest przesłonięty obrazem innego
człowieka –jakby ideału- matki. Być może jest to tylko chwilowa lub czasowa
postawa, z której Izaak wyrośnie.
Rebeka wydaje się być osobą pełną temperamentu i odwagi życia- wchodzenia
w nowe sytuacje, skoro decyduje się wyruszyć już na drugi dzień po spotkaniu sługi
Abrahama- obcego przecież człowieka- razem z nim, do jego pana, by zostać żoną
jego syna. Nie chce nawet dziesięciu dni na pożegnanie z rodziną (Rdz.24,55-58).
Jest odważna czy może skusiło ją bogactwo i klejnoty? Opis pierwszego
spotkania ze sługą Abrahama pokazuje ją od pozytywnej strony, jest usłużna i
troskliwa:

Wtedy sługa ów szybko zabiegł jej drogę i rzekł: <<Daj mi się napić trochę
wody z twojego dzbana!>> A ona powiedziała: <<Pij, panie mój!>>- i szybko
pochyliła swój dzban, i dała mu pić. A gdy go napoiła, rzekła: <<Także dla twoich
wielbłądów naczerpię wody, aby mogły pić do woli>>. Po czym szybko wylała ze
swego dzbana wodę do koryta i pobiegła znów do studni czerpać wodę, aż nanosiła
dla wszystkich wielbłądów. Po czym dodała: <<Dość u nas słomy i paszy oraz
miejsca do przenocowania>>.” (Rdz.24,17-20.25)

Wydaje się, że jest w niej dużo radości życia i może z czasem obraz Sary
przestanie Izaakowi przesłaniać osobę Rebeki, nie będzie on porównywał matki i
żony, i oczekiwał, że Rebeka będzie mu dawała to, co dawała matka- w jakiś sposób
zastępowała matkę.

9
Podobnie jak Abraham Izaak w czasie niepewności woli mówić, że Rebeka
jest jego siostrą a ukrywać fakt, że jest jego żoną. Nie dochodzi jednak do próby
zabrania jej na żonę dla kogoś innego:

„Tak więc Izaak zamieszkał w Gerarze. A kiedy okoliczni mieszkańcy pytali go


o żonę, odpowiedział: <<Jest ona moją siostrą>>. Bał się bowiem mówić: <<To
moja żona>>, gdyż myślał sobie: <<Jeszcze gotowi mnie zabić z powodu Rebeki>>.
Była ona bowiem bardzo piękna. Gdy tak mieszkał tam dłuższy czas, pewnego razu
Abimelek, król filistyński, wyglądając przez okno, dostrzegł Izaaka uśmiechającego
się czule do Rebeki jako do żony. Wezwał więc Abimelek Izaaka i rzekł: <<Przecież
to jest twoja żona; dlaczego mówiłeś: Jest ona moją siostrą?>> Odpowiedział mu
Izaak: <<Mówiłem tak, aby przez nią nie postradać życia>>. A na to Abimelek:
<<Czemu z nami tak postąpiłeś? Niewiele brakowało, aby któryś z mych poddanych
żył z twoją żoną, a wtedy sprowadziłbyś na nas winę!>> Abimelek dał więc wszystkim
swym poddanym takie ostrzeżenie: <<Ktokolwiek tknie się żony tego człowieka,
zostanie zgładzony>>.” (Rdz.26,6-11).

Zatajenie prawdy nie jest zresztą sprzeczne z Dekalogiem danym po 4-rech


wiekach przez Boga Izraelitom, bo wśród przykazań drugiej tablicy Dekalogu
ochraniającej przykazanie miłości bliźniego, jako przykazanie jest umieszczone
stwierdzenie: nie będziesz mówił kłamstwa jako świadek: cała prawda nie zawsze i
nie każdemu się należy- szczególnie, gdy ma on złe lub samolubne zamiary.
Relacji między Izaakiem a Rebeką Biblia wprost nie opisuje. Izaak wydaje się
być człowiekiem spokojnym i ugodowym, Rebeka jest raczej osobą z
temperamentem. Czy uzupełniają się wzajemnie stanowiąc zgodną parę, czy też Izaak
nie wyrósł ze swej postawy zauroczenia matką uległą ojcu i żyją niby razem, ale
każde pielęgnując swoje ideały i wyobrażenia o życiu? Dalszy opis sugeruje bardziej
tę drugą ewentualność.
Rebeka podobnie jak Sara jest niepłodna jednak na skutek modlitw Izaaka po
20-tu latach małżeństwa staje się brzemienna :

„Izaak miał czterdzieści lat, gdy wziął sobie za żonę Rebekę, córkę Betuela,
Aramejczyka z Paddan-Aram, siostrę Labana Aramejczyka. Izaak modlił się za swą
żonę, gdyż była ona niepłodna. Pan wysłuchał go, i Rebeka, żona Izaaka, stała się
brzemienna.
Izaak miał lat sześćdziesiąt, gdy się mu oni (Ezaw i Jakub) urodzili (Rdz.25,20-
21.26b).

Na ile akt poczęcia jest aktem wzajemnej miłości Izaaka i Rebeki, a ile w nim
pragnienia potomstwa jako kontynuacji swoich ideałów i oczekiwań wobec życia?
Sara poczęła jedno dziecko, jakby na potwierdenie jedności ideałów i przesłania,
które mieli wraz z Abrahamem i które chcieli przekazać swemu potomstwu. W
Rebece poczęły się bliźnięta i już w jej łonie nie żyły zgodnie, lecz walczyły ze sobą.
Poczęło się dwóch synów jakby jeden dla kontynuowania ideałów ojca a drugi
przedłużający ideały matki. Ich walka już w łonie matki sugeruje, że te ideały i
dążenia różnią się mocno. Walka bliźniąt w łonie skłania Rebekę do pytania Boga i
otrzymuje ona przepowiednię:

10
„A Pan jej powiedział: <<Dwa narody są w twym łonie, dwa odrębne ludy
wyjdą z twych wnętrzności; jeden będzie silniejszy od drugiego, starszy będzie sługą
młodszego>>.” (Rdz.25,23)

Pierwszy urodził się Ezaw, po nim Jakub trzymając go za piętę.

„A gdy chłopcy urośli, Ezaw stał się zręcznym myśliwym, żyjącym w polu,
Jakub zaś był człowiekiem spokojnym, mieszkającym w namiocie. Izaak miłował
Ezawa, bo ten przyrządzał mu ulubione potrawy z upolowanej zwierzyny; Rebeka
natomiast kochała Jakuba" (Rdz.25,27-28)

Izaak miłował Ezawa, Rebeka kochała Jakuba a więc Izaak i Rebeka jakby
podzielili się synami Dziwić może (ale nie musi) akurat taki podział, gdyż Ezaw
odziedziczył dynamiczny charakter matki a Jakub spokojny charakter ojca. Podział w
relacjach został dokonany według zasady uzupełniania się. Te pary żyją obok siebie,
ale nie razem. Ezaw sam przyrządza ojcu potrawy z upolowanych zwierząt, a nie robi
tego Rebeka dla wszystkich; gdy Ezaw wraca z pola i Jakub coś gotuje, to Ezaw prosi
o jedzenie- gdyby było wspólne mógłby sam wziąć bez proszenia o nie, najwyżej
pytając czy już jest dobre lub kiedy będzie:

„Gdy pewnego razu Jakub gotował jakąś potrawę, nadszedł z pola Ezaw
bardzo znużony i rzekł do Jakuba: <<Daj mi choć trochę tej czerwonej potrawy,
jestem bowiem znużony>>. (Rdz.25,29-30)

Bóg kocha wszystkich równo, chociaż każdego kocha inaczej, to znaczy w


stosunku do każdego inaczej się ta miłość objawia, bo każdy jest inny. Miłość
rodziców do dzieci powinna być odbiciem takiej miłości. Izaak i Rebeka nie
przekazali swoim synom takiego obrazu miłości Boga. Jednak synowie Izaaka mogą
w praktyce życia uczyć się przez obserwację postępowania swego ojca jego zaufania
Bogu. Gdy w Gerarze dochodzi do konfliktu o ziemię i studnie Izaak nie walczy, lecz
wierząc w błogosławieństwo Boga przenosi się na inne miejsce, bo to Bóg daje wodę
i plon a nie samo miejsce:

„Przebywając w tym kraju, zasiał Izaak ziarno i doczekał się w owym roku
stokrotnego plonu, gdyż Pan mu pobłogosławił. I tak stawał się on coraz bardziej
zasobny, aż dorobił się wielkiej majętności. Miał liczne stada owiec i wołów i wiele
służby. Toteż Filistyni z zazdrości zasypali ziemią wszystkie studnie, które słudzy jego
ojca, Abrahama, niegdyś wykopali. Sam zaś Abimelek rzekł do Izaaka: <<Odejdź od
nas, bo jesteś zamożniejszy od nas!>> Izaak oddalił się więc stamtąd i rozbiwszy
namioty w dolinie Geraru, tam osiadł. I zaczął oczyszczać studnie, które były niegdyś
wykopane za życia Abrahama, jego ojca, a które Filistyni po śmierci Abrahama
zasypali, i przywrócił im takie nazwy, jakie kiedyś ponadawał jego ojciec.A gdy
słudzy Izaaka, kopiąc w owej dolinie studnię, natrafili na bijące źródło, pasterze z
Geraru wszczęli sprzeczkę z pasterzami Izaaka i mówili: <<To dla nas ta woda!>> -
Studnię tą nazwał on Esek, bo swarzyli się z nim o nią. – Potem wykopali inna
studnię, i znów powstał o nią spór; toteż dał jej nazwę Sitna. Izaak przeniósł się na
inne miejsce i wykopał jeszcze inną studnię. O tę studnię już nie było sporów. Izaak
dał jej nazwę Rechobot, mówiąc: <<Teraz dał nam Pan swobodną przestrzeń,
abyśmy się rozmnażali w tym kraju>>. Potem wyruszył Izaak do Beer-Szeby. I zaraz
pierwszej nocy ukazał mu się Pani rzekł: <<Ja jestem Bogiem ojca twojego,

11
Abrahama. Nie lękaj się, bo Ja jestem z tobą. I będę ci błogosławił, rozmnażając
twoje potomstwo przez wzgląd na Abrahama, który mi służył>>. Izaak zbudował więc
tam ołtarz i wzywał imienia Pana. Rozbił tam swój namiot, a słudzy Izaaka wykopali
tam studnię. Potem przybyli z Geraru Abimelek i Achuzat, jeden z przyjaciół
Abimeleka, oraz dowódca wojska, Pikol. Izaak rzekł do nich: <<Czemu przybywacie
do mnie, przecież znienawidziliście mnie i kazaliście mi się od was oddalić?>> Oni
zaś odpowiedzieli: <<Widząc, jak Pan jest z tobą, postanowiliśmy, aby istniała
między nami, czyli między tobą a nami umowa. Chcemy z tobą zawrzeć przymierze, że
nie uczynisz nam nic złego, jak i my nie skrzywdziliśmy ciebie, wyświadczając ci tylko
dobro, i pozwoliliśmy ci spokojnie odejść. Niechaj więc ci Pan teraz błogosławi!>>
Izaak wyprawił im ucztę, oni zaś jedli i pili. Nazajutrz rano złożyli sobie przysięgę, po
czym Izaak ich pożegnał i rozstali się w zgodzie. (Rdz.26,12-31).

Jak kiedyś Sara próbowała „pomóc” Bogu w realizacji obietnic, tak również
Rebeka podejmuje działanie, by według swojego pomysłu doprowadzić do
wypełnienia się przepowiedni Boga z czasu, gdy była brzemienna. Historia Sary i
Hagar nic jej nie nauczyła, a przynajmniej nie nauczyła dopytywać, jak to się stanie,
że wypełni się obietnica- to potrafiła dopiero Maryja przy zwiastowaniu, bo była
wolna od skutków grzechu pierworodnego. Rebeka nie pyta Boga i nie próbuje
rozmawiać z Izaakiem o tym, który z synów ma być dziedzicem Bożych obietnic,
decyduje się na podstęp i oszustwo. Uczucie do młodszego syna jest silniejsze niż
uczciwość wobec męża i starszego syna. Może się wydawać, że postępuje tak, by
wypełniła się przepowiednia, ale jakie jest tak na prawdę jej zaufanie wobec Boga?
Jeśli Bóg zapowiedział, że starszy będzie sługą młodszego, to czy nie ma mocy sam
tego sprawić? Uczucie Rebeki do Jakuba jest żródłem krzywdy wobec Izaaka i
Ezawa, ale ostatecznie obraca się także przeciw Jakubowi, który jest od Rebeki
emocjonalnie zależny. Za namową czy raczej na polecenie matki:

„Teraz więc, synu mój, posłuchaj mego polecenia, które ci dam. Idź, weź dla
mnie z trzody dwa dorodne koźlęta, ja zaś przyrządzę z nich smaczną potrawę dla
twego ojca, taką, jak lubi. Potem mu zaniesiesz, on zje i w zamian za to udzieli ci
błogosławieństwa>>. (Rdz.27,8-10)

Jakub oszukuje ojca i brata:

„Ale Jakub rzekł do swej matki: <<Przecież mój brat, Ezaw, jest owłosiony, ja zaś
gładki. Jeśli się mnie dotknie mój ojciec, będzie wyglądało tak, jak gdybym z niego
żartował, i wtedy mogę ściągnąć na siebie przekleństwo zamiast
błogosławieństwa>>. Rzekła mu matka: <<Niech na mnie spadnie to przekleństwo
dla ciebie, mój synu! Tylko posłuchaj mnie, idź i przynieś mi koźlęta>>. Poszedł
więc, wziął i przyniósł je swej matce; ona zaś przyrządziła z nich smaczną potrawę,
taką, jaką lubił jego ojciec. Potem Rebeka wzięła szaty Ezawa, swego starszego syna,
najlepsze, jakie miała u siebie, ubrała w nie Jakuba, swojego młodszego syna i
skórkami koźląt owinęła mu ręce i nieowłosioną szyję. Po czym dała Jakubowi ową
smaczną potrawę, którą przygotowała, i chleb. Jakub, wszedłszy do swego ojca, rzekł:
<<Ojcze mój!>> A Izaak: <<Słyszę; któryś ty jest, synu mój?>> Odpowiedział
Jakub ojcu: <<Jestem Ezaw, twój syn pierworodny. Uczyniłem jak mi poleciłeś.
Podnieś się, siądź i zjedz potrawę z upolowanej przeze mnie zwierzyny, i pobłogosław
mi!>> Izaak rzekł do syna: <<Jakże tak szybko mogłeś coś upolować, synu mój?>>
A Jakub na to; <<Pan, Bóg twój, sprawił, że tak mi się właśnie zdarzyło>>. Wtedy

12
Izaak rzekł do Jakuba: <<Zbliż się, abym dotknąwszy ciebie mógł się upewnić, czy to
mój syn Ezaw, czy nie>>. Jakub przybliżył się do swego ojca Izaaka, a ten
dotknąwszy go rzekł: <<Głos jest głosem Jakuba, ale ręce- rękami Ezawa!>> nie
rozpoznał jednak Jakuba, gdyż jago ręce były owłosione jak ręce Ezawa. A mając mu
udzielić błogosławieństwa, zapytał go jeszcze: <<Ty jesteś mój syn Ezaw?>> Jakub
odpowiedział: <<Ja jestem>>. Rzekł więc: <<Podaj mi, abym zjadł to, co
upolowałeś, synu mój, i abym ci sam pobłogosławił>>. Jakub podał mu i on jadł.
Przyniósł mu też i wina, a on pił. A potem jego ojciec rzekł do niego: <<Zbliż się i
pocałuj mnie, mój synu!>> Jakub zbliżył się i pocałował go. Gdy Izaak poczuł woń
jego szat, dając mu błogosławieństwo mówił: <<Oto woń mego syna jak woń pola,
które pobłogosławił Pan! Niechaj tobie Bóg użycza rosy z niebios i żyzności ziemi,
obfitości zboża i moszczu winnego. Niechaj ci służą ludy i niech ci pokłon oddają
narody. Bądź panem twoich braci i niech ci oddają pokłon synowie twej matki!
Każdy, kto będzie ci złorzeczył, niech będzie przeklęty. Każdy, kto będzie ci
błogosławił, niech będzie błogosławiony!>> Gdy Izaak wypowiedział swe
błogosławieństwo nad Jakubem i gdy ten tylko co odszedł od niego, wrócił z łowów
brat Jakuba, Ezaw. I on także przyrządził ulubioną potrawę ojca, zaniósł mu i rzekł
do niego: <<Podnieś się, mój ojcze, i jedz to, co twój syn upolował, abyś mi udzielił
błogosławieństwa!>> Izaak go zapytał: <<Kto ty jesteś?>> A on odpowiedział:
<<Jam syn twój pierworodny, Ezaw!>> Izaak bardzo się zatrwożył i rzekł: <<Kim
więc był ten, który upolował zwierzynę i przyniósł mi, a ja jadłem z niej, zanim ty
wróciłeś, i pobłogosławiłem mu? Przecież to on otrzymał błogosławieństwo!>>”
(Rdz.27,11-33)

Musi uciekać, bo Ezaw znienawidził go i chce zabić za to, co zrobił:

„Ezaw znienawidził Jakuba z powodu błogosławieństwa, które otrzymał od ojca i


taki powziął zamiar: <<Gdy nadejdą dni żałoby po moim ojcu, zabiję mojego brata
Jakuba>>.” (Rdz.27,41)

Do tej sytuacji doprowadziła niezdrowa miłość matki. Rebeka obawiając się o


życie Jakuba wysyła go do swego brata Labana:

„Kiedy Rebeka dowiedziała się o tym, co mówił Ezaw, jej starszy syn, kazała zawołać
Jakuba i rzekła mu: <<Ezaw, twój brat, zamierza cię zabić. Posłuchaj więc mnie,
synu mój: przygotuj się i uchodź do brata mego Labana, do Charanu. Pozostań tam
przez jakiś czas, dopóki nie uśmierzy się gniew twego brata. A gdy przestanie on już
gniewać się na ciebie i zapomni, co mu uczyniłeś, wtedy dam ci znać i sprowadzę cię
stamtąd. Czemu miałabym was obu jednocześnie stracić?>>” (Rdz.27,42-45)

jako powód podaje szukanie żony z rodziny, by nie wziął tak jak Ezaw za żonę
kobiety z otaczających ich obcych plemion:

„Rebeka mówiła do Izaaka: <<Sprzykrzyło mi się życie z tymi Chetytkami. Jeżeli


jeszcze Jakub weźmie sobie za żonę Chetytkę, czyli jedną z tych kobiet, które są w tym
kraju, to już nie będę miała po co żyć!>>”(Rdz.27,46).

Izaak nie zbuntował się wobec oszustwa Jakuba i Rebeki, nie odrzuca ich za to
oszustwo, jakby uznając, że Bóg jest nad tym i dopuścił do tego, co się stało a
przecież po ludzku to bardzo przykre, gdy kobieta, którą kocha oszukuje go, nie jest

13
wobec niego szczera, bo przecież mogłaby z nim próbować rozmawiać, bo były
argumenty za błogosławieństwem dla Jakuba zamiast Ezawa ale ona wybiera
oszustwo. Izaak miłował Ezawa, lecz umiał poświęcić tą miłość w imię wielkości i
wszechmocy Boga, który jest ponad wszystkim i pozwolił, by błogosławieństwo
przypadło młodszemu Jakubowi, przebacza więc najbliższym ich oszustwo i
błogosławi odchodzącego Jakuba rozkazując mu wziąć za żonę jedną z córek Labana:

„Wtedy Izaak zawołał Jakuba, pobłogosławił go i dał mu taki rozkaz: <<Nie bierz
sobie żony spośród mieszkanek Kanaanu. Idź do Paddan-Aram, do rodziny Betuela,
ojca twej matki, i weź sobie tam za żonę jedną z córek Labana, twego wuja. A Bóg
Wszechmocny będzie ci błogosławił. Uczyni cię płodnym i da ci liczne potomstwo, tak
że staniesz się praojcem licznych szczepów. Błogosławieństwo Abrahama da również
tobie i twojemu potomstwu, abyś posiadł na własność kraj, w którym przebywasz, a
który Bóg oddał niegdyś Abrahamowi>>. Po czym Izaak wyprawił Jakuba w drogę i
ten poszedł do Paddan-Aram do Labana, syna Betuela Aramejczyka, brata Rebeki-
matki Jakuba i Ezawa.” (Rdz.28,1-5).

Rodzeństwo Rebeka i Laban są podobni do siebie przynajmniej pod jednym


względem: uznają, że cel uświęca środki i żeby osiągnąć zamierzony cel oszukują
innych. Jakub oszukał ojca i brata na polecenie matki, bo był od niej emocjonalnie
zależny- nie potrafił jej powiedzieć „nie”, a może w jego sercu też jest pragnienie
przejęcia dziedzictwa płynącego z błogosławieństwa? Jest bardzo prawdopodobne, że
matka zaszczepiła to pragnienie w sercu syna. Odejście od najbliższej rodziny i od
matki zmusza go do samodzielności emocjonalnej, nie mogąc już dalej opierać się na
matce po śnie w Betel decyduje się na zaufanie Bogu obiecującemu jemu i jego
potomstwu swoje błogosławieństwo:

„Jakub wyszedłszy z Beer-Szeby wędrował do Charanu, trefił na jakieś


miejsce i tam się zatrzymał na nocleg, gdyż słońce już zaszło. Wziął więc z tego
miejsca kamień i podłożył go sobie pod głowę, układając się do snu na tym właśnie
miejscu. We śnie zobaczył drabinę opartą na ziemi, sięgającą swym wierzchołkiem
nieba, oraz aniołów Bożych, którzy wchodzili w górę i schodzili na dół. A oto Pan stał
na szczycie i mówił: <<Ja jestem Pan, Bóg Abrahama i Bóg Izaaka. Ziemię na której
leżysz, oddaję tobie i twemu potomstwu. A potomstwo twoje będzie tak liczne jak
proch ziemi, ty zaś rozprzestrzenisz się na zachód i na wschód, na północ i na
południe; wszystkie plemiona ziemi otrzymają błogosławieństwo przez ciebie i twoich
potomków. Ja jestem z tobą i będę cię strzegł, gdziekolwiek się udasz; a potem
sprowadzę cię do tego kraju. Bo nie opuszczę cię, dopóki nie spełnię tego co ci
obiecuję>>. Jakub złożył taki ślub: <<Jeżeli Pan Bóg będzie ze mną , strzegąc mnie
w drodze, w którą wyruszyłem, jeżeli mi da chleb do jedzenia i ubranie do okrycia się
i jeżeli wrócę szczęśliwie do domu ojca mojego, Pan będzie moim Bogiem. Ten zaś
kamień który postawiłem jako stelę, będzie domem Boga. Z wszystkiego, co mi dasz,
będę Ci składał dziesięcinę>>.” (Rdz.28,10-15.20-22).

Jak Jakub przeżywał to, co zrobił? Czy czuł się z tym dobrze? Czy by
powtórzył to, co zrobił, gdyby miał możliwość wyboru po raz drugi? Wydaje się, że
nie zasmakował w oszustwie. Przez siedem lat uczciwie pracuje u Labana, aby móc
poślubić jego córkę Rachelę, którą pokochał, a która jest chyba emocjonalnie bardzo
podobna do swojej ciotki Rebeki. Związany przedtem mocno z matką, teraz wiąże się

14
z kimś bardzo do niej podobnym. Czy te siedem lat uczciwego życia i miłości do
Racheli zatarły w jego pamięci to, że oszukał ojca i brata, że brat go znienawidził?
Jakub czuł się kochany przez matkę i ojca –choć każde kochało go inaczej, to
jednak wiedział, że chcą jego dobra i dawało mu to poczucie bezpieczeństwa.
Rozszerzył to przekonanie na Labana. On jednak dbając o dobro (tylko pozorne)
starszej córki Lei oszukuje Jakuba, ją dając mu za żonę. Nie wiadomo jak Lea
przeżywa tą sytuację, czy chce tego oszustwa, bo boi się hańby bycia niezamężną i
bezdzietną, czy też po prostu podporządkowuje się woli ojca, nie ośmielając się mu
jakoś oponować. Na pewno pragnie mieć męża i dzieci i być przez tego męża
kochana, ale czy nie obawia się, że oszustwo może Jakuba co najmniej do niej
zniechęcić? Przecież na pewno widziała jak bardzo Jakub kocha Rachelę... Rachelę
Jakub też poślubi, ale za kolejne siedem lat służby. Historia się powtarza: jak Rebeka
nie próbowała rozmawiać z Izaakiem, tak Laban nie próbuje rozmawiać z Jakubem,
wybiera podstęp i oszustwo, tylko że teraz to Jakub jest ofiarą oszustwa. Jakub dostał
więc to samo, co sam dał innym na polecenie matki. Co czuł wobec Labana? Co czuł
wobec Lei? Czy zgoda na zaistniałą sytuację:

„Rano Jakub zobaczył, że ma przed sobą Leę. Rzekł więc do Labana: <<Cóż
mi uczyniłeś? Czyż nie za Rachelę ci służyłem? Czemu mnie oszukałeś?>> Laban
odpowiedział: <<Nie ma tu u nas zwyczaju wydawania młodszej przed starszą. Bądź
przez tydzień z tą, a potem damy ci drugą, za którą będziesz jednak u mnie służył
jeszcze siedem następnych lat>>. Jakub przystał na to i był przez tydzień z tą. Potem
Laban dał mu córkę swą, Rachelę za żonę.” (Rdz.29,25-28)

nie pochodziła tylko z miłości do Racheli i pragnienia bycia z nią?


Czy Jakub był w stanie pokochać Leę, czy raczej ją znienawidził za to, że
przyjęła podstępnie to, co w noc poślubną było przeznaczone w jego zamierzeniu dla
Racheli? Może on doświadczyć teraz czegoś z tego, co przeżywał jego ojciec Izaak po
odkryciu jego oszustwa, gdy przejął podstępem błogosławieństwo przeznaczone dla
pierworodnego. Wie już teraz, co czuje oszukany. Czy nie czuje nienawiści jak
oszukany Ezaw?
Księga Rdz.29,30 mówi, że Jakub kochał Rachelę bardziej niż Leę. Jest to
bardzo trudna sytuacja dla Lei nawet uwzględniając ówczesne obyczaje zarówno
wielożeństwa jak i tego, że małżeństwa były po prostu kontraktami finansowymi
między rodzinami a nie owocem miłości. Lea miała przywilej bycia pierwszą- jakby
najważniejszą żoną, ale niekochaną. Ma nadzieję pozyskać miłość męża zrodzonymi
dziećmi. Czas mija. Jakie są uczucia Jakuba względem Lei? Czy nie jest ona dla niego
nieustannym przypomnieniem własnego oszustwa i przez to jakby chodzącym
wyrzutem sumienia? Jak ocenia teraz swój czyn, swoje oszustwo po tym, jak sam
został oszukany i ponosi tego konsekwencje? Czy umie zobaczyć zło oszustwa? Czy
umie przebaczyć sobie i matce, że go do niego nakłoniła? Czy myśli o pojednaniu z
ojcem i bratem? Czy jest gotowy prosić ich o przebaczenie? Dopóki Jakub nie
pojedna się ze swoją przeszłością, będzie się to negatywnie odbijało na jego stosunku
do Lei.
Współczesne badania pokazały, że dzieci poczęte z miłości i kochane przez
rodziców rozwijają się o wiele lepiej, są pełne chęci i radości życia. Dziecko dostaje
pewien przekaz, na który składa się nie tylko to, co dostaje w procesie wychowania
po urodzeniu, ale także to, co było w okresie prenatalnym od chwili samego poczęcia.
W zamiarze Boga akt poczęcia ma być aktem miłości, ale po grzechu pierworodnym
często jest inaczej i poczęcie nowego człowieka dokonuje się niestety także w aktach

15
gwałtu zamiast w akcie miłości. Dziecko nie pamięta tego na poziomie świadomości,
jednak ma to zapisane w podświadomości. Dziecko wie, co czuje do niego matka i
ojciec, wie czy jest chciane czy niechciane i przejmuje te uczucia. Jeśli rodzice
kochają siebie nawzajem i poczęte z tej miłości dziecko, to dziecko uczy się kochać
siebie i swoje istnienie. Jeśli dziecko nie czuje miłości i akceptacji rodziców, nie
będzie kochało i akceptowało własnego istnienia, zamiast miłości i dziękczynienia za
własne istnienie będzie się w nim rodził lęk przed sobą i swiom istnieniem.
Co czuła Lea do dzieci, które się w niej poczęły? Poczęcie dzieci napawało ją
radością, bo miała nadzieję, że wzbudzą one miłość Jakuba do niej:

„Lea poczęła więc i urodziła syna i dała mu imię Ruben mówiąc: <<Wejrzał
Pan na moje upokorzenie; teraz mąż mój będzie mnie miłował>>. A gdy znów
poczęła i urodziła syna, rzekła: <<Usłyszał Pan, że zostałam odsunięta, i dał mi
jeszcze to dziecko>>; nazwała więc je Symeon. Potem znów poczęła i urodziła syna, i
rzekła <<Już teraz mąż mój przywiąże się do mnie, bo urodziłam mu trzech
synów>>; dlatego dała mu imię Lewi. I jeszcze raz poczęła, i urodziwszy syna
rzekła: <<Tym razem będę sławić Pana>>; dlatego dała mu imię Juda.” (Rdz.29,32-
35)

Opis ten pokazuje, że Lea czuła się upokorzona, odsunięta, brakowało jej
bliskości Jakuba, więc dzieci te nie były owocem miłości, lecz stawały się środkiem
do jej pozyskania- niestety nie skutecznym. Życie Lei było walką o miłość Jakuba.
Przekaz jaki dała dzieciom był następujący: „dobrze że jesteś, bo twój ojciec będzie
mnie kochał” a powinien brzmieć: „dobrze że jesteś bo my się kochamy i chcemy się
z tobą podzielić tą miłością” – taki jest właśnie przekaz Boga dla człowieka przy
powoływaniu do istnienia. Drugi człowiek jest wartością samą w sobie i nie wolno go
traktować przedmiotowo, używać jako środka do osiągania własnych celów. A co
czuł Jakub do dzieci poczętych i urodzonych przez Leę? Jaki był jego przekaz dla
Rubena, Symeona, Lewiego i Judy? Gdzieś w głębi pewnie pragnął by ci synowie
narodzili się z umiłowanej Racheli. Na ile potrafił kochać dzieci, jeśli inną kobietę
kochał o wiele bardziej niż ich matkę? Na pewno jednak był dumny i cieszył się, że
spłodził synów, bo to oznaczało trwałość i potęgę rodu, ale to też oznaczało
niepoprawny przekaz dla dzieci: „jesteś ważny nie dlatego, że jesteś, ale jesteś ważny
bo stanowisz o mojej potędze i sile rodu”. Tak więc znowu dziecko jest środkiem do
celu- jakby w tle- a nie wartością samą w sobie.
Kolejnym dzieckiem Jakuba jest Dan, syn Bilhy, niewolnicy Racheli. Jest on
owocem zawiści Racheli wobec Lei. Zazdroszcząc siostrze, że rodzi dzieci Jakubowi,
decyduje się dzielić Jakuba z jeszcze jedną kobietą- swoją niewolnicą, by Jakub miał
dzieci nie tylko z Lei:

„Wtedy Rachela powiedziała: <<Mam niewolnicę Bilhę. Zbliż się do niej,


aby urodziła dziecię na moich kolanach; chociaż w ten sposób będę miała od ciebie
potomstwo>>.” (Rdz.30,3)

Dzieci niewolnicy były uznawane za dzieci jej pani – przychodzi tu na myśl


pewne podobieństwo do historii Sary i jej niewolnicy Hagar, ale są też duże różnice.
Podobieństwem będzie pragnienie potomstwa i wykorzystanie do tego
obowiązującego prawa, jednak sposób przeżywania tych sytuacji jest bardzo różny
zarówno dla Sary i Racheli jak i dla ich niewolnic. Sara chciała pomóc w spełnieniu

16
obietnicy Boga, w Racheli jest bunt wobec własnej niepłodności oraz zazdraść wobec
siostry:

„Rachela widząc zaś, że nie może dać Jakubowi potomstwa, zazdrościła swej
siostrze i rzekła do męża: <<Spraw, bym miała dzieci; bo inaczej przyjdzie mi
umrzeć!>>” (Rdz.30,1).

Widać to także przy nadawanui imienia drugiemu synowi z Bilhy:

„Wtedy Rachela rzekła: <<Nadludzką walkę wiodłam z siostrą moją i


zwyciężyłam>>. Przeto dała mu imię Neftali.” (Rdz.30,8)

Hagar buntowała się, a co czuła Bilha wobec decyzji swojej pani? Niewolnica
dana za żonę nie może powiedzieć „nie”, fizycznie nie musiał i pewnie nie był to akt
gwałtu, ale psychicznie? Bilha była zbyt blisko, by nie wiedzieć jak Jakub kocha
Rachelę i wiedziała też, jakie są motywy decyzji, wiedziała że jest środkiem do celu,
że ona się tu zupełnie nie liczy a jej ciało ma być wykorzystane jako narzędzie, by
zaspokoić czyjeś pragnienia i potrzeby. Ale może mimo tego ta sytuacja była dla niej
awansem na matkę pańskiego dziecka? Co czuła w czasie poczęcia i co czuła do
dziecka, które w sobie potem nosiła? Czy była to miłość? Może obojętność? A może
tłumiona nienawiść? W dużej mierze zależało to od wzajemnej relacji Racheli i Bilhy,
bo jeśli Rachela dobrze traktowała Bilhę i Bilha kochała swoją panią, to poczęcie
dziecka mogło być jakoś wyrazem miłości i współczucia dla cierpienia Racheli
spowodowanego bezpłodnością, jeśli jednak tak nie było i Bilha czuła się
pokrzywdzona, to im bardziej nie ujawniała tego na zewnątrz (choćby w postaci buntu
jak Hagar), tym bardziej wszystkie tzw. negatywne uczucia przekazywała noszonemu
w sobie dziecku. A co czuł Jakub wobec decyzji Racheli, jeśli prawdziwie ją kochał?
Już i tak na skutek oszustwa dzielił łoże z Leą a nie tylko z umiłowaną Rachelą.
Racheli nie wystarcza miłość Jakuba, pożąda potomstwa i dlatego Jakub ma teraz
jeszcze współżyć z trzecią kobietą. Jak Jakub traktuje Bilhę? Czy budzi ona w nim
wstręt, czy staje się przedmiotem użycia? Czy może staje się środkiem do celu by
zaspokoić pragnienia Racheli? Na ile akt poczęcia ma szanse być aktem miłości? Czy
Jakub potrafi wzbudzić w sobie miłość do tego dziecka, które ma się począć?
Dan jest owocem zawiści i współzawodnictwa Racheli wobec Lei i jej
potomstwa, w jakimś stopniu gwałtu na osobie Bilhy. Przekaz od Jakuba dla niego też
jest raczej dość daleki od miłości. Owoc przekazu jaki otrzymal Dan widać najlepiej
w wyroczni- błogosławieństwie wygłoszonej przez Jakuba przed śmiercią:

„będzie on (Dan) jak wąż na drodze, jak żmija jadowita na ścieżce, kąsająca
pęciny konia, z którego jeździec spada na wznak. Wybawienia twego czekam o
Panie!” (Rdz.49,17)

Tylko Bóg swoją miłością może wybawić- uleczyć Dana z tego przekazu, jaki
dostał od trójki najbliższych mu osób, a potem pewnie także od innych, bo nie umiał
budować pozytywnych relacji, jeśli nie czuł się kochany.
Ducha współzawodnictwa Racheli nie zaspokoił jeden syn z Bilhy, chce
następnych dzieci z niewolnicy i rodzi się Neftali, kolejny owoc współzawodnictwa z
siostrą. Lea podejmuje to współzawodnictwo. Chcąc dać jeszcze więcej dzieci
Jakubowi daje mu swoją niewolnicę Zilpę, która urodzi dwóch synów: Gada i Asera.
Czwarta kobieta w łóżu Jakuba…

17
Jak Jakub czuje się wobec tych kobiet? Co do nich czuje? Jak przeżywa to
współzawodnictwo gdy dochodzi nawet do tego, że jedna od drugiej kupuje noc z
nim:

„A gdy Jakub wracał wieczorem z pola, wyszła Lea naprzeciw niego i rzekła:
<<Do mnie przyjdź, bo nabyłam cię za mandragory mojego syna>>. I spał z nią owej
nocy.” (Rdz.30.16)

Jak czują się i czego się uczą dzieci obserwując ojca i matki? Zamiast miłości
i jedności widzą niezdrowe współzawodnictwo matek między sobą i o Jakuba. Jakub
też nie potrafi z równą miłością (nie mylić z uczuciem) traktować żon- matek swoich
dzieci. Jeśli dziecko widzi, że ojciec nie kocha jego matki, to o wiele trudniej mu
uwierzyć i przeżywać miłość ojca do siebie samego. Matka, która czuje się
niekochana przez ojca dziecka i cierpi z tego powodu, zawsze w jakimś stopniu
przekaże ten ból i rozgoryczenie dziecku, odcinając je przynajmniej w jakimś stopniu
od miłości ojca- jesli taka jest, jeśli ojciec autentycznie kocha dziecko. Wydaje się, że
Jakub i jego żony dla swoich dotychczs zrodzonych dzieci nie byli już prawdziwym
obrazem miłującego Boga. Lea rodzi jeszcze dwóch synów: Issachara i Zabulona,
cały czas mając nadzieję, że wzbudzi tym miłość Jakuba do siebie, że będzie dla
Jakuba ważniejsza niż Rachela:

„A gdy Lea znów poczęła i urodziła szóstego syna Jakubowi, rzekła:


<<Obdarował mnie Bóg wspaniałym darem, teraz już będę miała pierwszeństwo u
mego męża, gdyż urodziłam mu sześciu synów!>>. Dała więc synowi imię Zabulon.”
(Rdz.30,19-20)

Rodzi też córkę Dinę. Biblia jednak nic nie mówi o tym, żeby stosunek Jakuba
do Lei zmienił się. Czy więc Lea nadal będzie przeżywać rozgoryczenie? Jeżeli tak, to
najbardziej odczują to zrodzeni przez nią synowie, którzy mając z nią najwięcej
kontaktu, podświadomie w dużej mierze przejmą jej żal do ojca i poczucie bycia
niekochanym. Lea przez całe dotychczasowe życie pragnie, szuka i próbuje zdobyć
miłość Jakuba. Sugeruje to, że sama otrzymała zbyt mało miłości by stać się
dojrzałym człowiekiem i obdarzać miłością innych, a więc i swoje dzieci.
Prawdopodobnie dzieci, które urodziła Lea dostały jednak i tak więcej miłości niż
dzieci urodzone przez niewolnice.
Człowiek, by dojrzewać w swoim człowieczeństwie potrzebuje miłości. To
miłość którą przyjmuje pozwala mu rozwijać się i uczyć się najpierw oddawania
miłością za miłość, potem dawania miłości nawet gdy nie ma odpowiedzi miłości a
później także odpowiadania miłością na doznane zło. Jak na razie w opisie biblijnym
widzimy opadanie poziomu przekazywanej miłości a co za tym idzie, obniża się
poziom ludzkiej dojrzałości opisywanych postaci.

Księga Rodzaju 30,22-23 mówi:

„A Bóg zlitował się i nad Rachelą; wysłuchał ją Bóg i otworzył jej łono. Gdy
więc poczęła i urodziła syna, rzekła: <<Zdjął Bóg ze mnie hańbę!>>”.

Rodzi się Józef, długo oczekiwany owoc wielkiej miłości Jakuba i Racheli.
Jest w narodzinach Józefa coś podobnego do narodzin jego dziadka Izaaka: miłość
rodziców i ich oczekiwanie na upragnione potomstwo. Miłość uwieńczona

18
potomkiem- tym razem bez szczególnej Bożej obietnicy- zdejmuje też hańbę
bezpłodności z Racheli. Teraz może już czuć się w pełni szczęśliwa: kocha Jakuba i
jest przez niego kochana, i jest też owoc tej miłości tzn. Józef. Rachela nie musi już
zazdrościć Lei- choć nadal zazdrości jej ilości dzieci, co sugeruje 24 werset rozdz.30:

„Dając mu zaś imię Józef, westchnęła: <<Oby Pan dał mi jeszcze drugiego
syna!>>”

Jeden syn i zdjęcie hańby niepłodności to dla Racheli za mało, ona chce więcej, jakby
ciągle nienasycona.
Miłość Sary i Abrahama skupiła się na Izaaku, Izmael ostatecznie musiał
odejść, choć też z obietnicą błogosławieństwa. Józef nie jest dzieckiem obietnicy,
dlatego też jego przyrodniemu rodzeństwu nie grożą takie konsekwencje jak
rodzeństwu dziadka (Izmaelowi i potomstwu z drugiej żony Ketury poślubionej po
śmierci Sary). Jakub mógłby podjąć decyzję, że opuści Labana tylko z Rachelą i
Józefem, ale nie robi tego, bo błogosławieństwo Boga ze snu w Betel było dla całego
potomstwa (Rdz.28,10nn). Myśli już o powrocie do kraju w którym mieszkał, jednak
chce się jeszcze zabezpieczyć materialnie, by móc utrzymać swoją liczną już przecież
rodzinę. Widzi, że Bóg zgodnie z obietnicą daną mu we śnie w Betel błogosławi jemu
samemu i tym, wśród których mieszka.
Józef –owoc miłości- jest pierwszym z dzieci Jakuba, które dostaje
prawidłowy przekaz od obojga rodziców a możliwość obserwowania ich wzajemnej
miłości i doświadczania jej stworzy mu atmosferę potrzebną do wytworzenia
prawidłowego obrazu Boga i Jego miłości. Bracia mogą -i będą- patrzeć na to z
zazdrością, która stopniowo będzie się przeradzać w zawiść lub nienawiść do
umiłowanego przez ojca brata. Im mniej miłości każdy z nich doświadczył od ojca i
matki, tym szybciej zawiść i nienawiść będzie się panoszyć w jego sercu. Mają
poczucie niesprawiedliwości i żal do ojca, że nie kocha ich tak, jak Józefa. Ten ból i
żal do ojca wytwarzają w nich poczucie wspólnoty i wzajemnej solidarności, choć
urodziły ich trzy różne matki. Tworzy się mur między braćmi a Józefem, Biblia
mówi:

„Bracia Józefa widząc, że ojciec kocha go bardziej niż ich wszystkich, tak go
znienawidzili, że nie mogli zdobyć się na to, aby przyjaźnie z nim porozmawiać.”
(Rdz.37,4).

Braci nie było stać na przyjazne traktowanie Józefa, bo to przekraczało ich


możliwości, nawet jeśli chcieli, to nie potrafili przekroczyć swojego doświadczenia
braku miłości- nie można dać tego, czego się nie ma. Prawdopodobnie na poziomie
rozumu wiedzieli, że to niedobrze, że nienawidzą brata i do pewnego momentu ich
wola była jeszcze w stanie panować nad emocjami tak, że nie doprowadziły do
czynów, ale jak się okazało tylko do pewnego czasu.
Miłość rodziców do Józefa jest dla niego swego rodzaju kloszem ochronnym
czy raczej inkubatorem. Z jednej strony pozwala na ukształtowanie się prawdziwego i
poprawnego obrazu Boga- Miłości, któremu można bezgranicznie zaufać i zawierzyć
siebie, a z drugiej strony daje dużą nieznajomość zła, bo zło poznaje się odwracając
od Boga- Miłości. Józef jest w jakiś sposób naiwny i nieświadomy uczuć, jakie bracia
żywią względem niego. Sprawdzają się na nim słowa zapisane po wiekach w liście do
Tytusa 1,15:

19
„Dla czystych wszystko jest czyste, dla skalanych zaś i niewiernych nie ma nic
czystego, lecz duch ich i sumienie są zbrukane.”

On sam na pewno nie zna uczucia nienawiści, dziwi się, że ludzie źle mówią o
jego braciach (Rdz.37.2) i mówi o tym ojcu, opowiada swoje sny nieświadomy tego,
że potęguje nienawiść braci do siebie, bo jest jakoś inny:

„Pewnego razu Józef miał sen. I gdy opowiedział go braciom swym, ci


zapałali jeszcze większą nienawiścią do niego.(…) Rzekli mu bracia: <<Czyż miałbyś
jako król panować nad nami rządzić nami jak władca?>> I jeszcze bardziej go
znienawidzili z powodu jego snów i wypowiedzi.” (Rdz.37,5.8)

Jest jeszcze jeden syn z Racheli i Jakuba- Beniamin, o którego prosiła Pana
Rachela po urodzeniu Józefa, jedyny urodzony już po powrocie do Kanaanu. Jednak
Beniamin nie miał tyle szczęścia co Józef, bo chociaż też jest oczekiwanym i
chcianym owocem miłości rodziców, to jednak nie ma już możliwości obserwowania
i uczenia się miłości od obojga rodziców, bo Rachela umiera przy porodzie. Od
Racheli Beniamin doznał miłości, gdy go nosiła pod sercem, jednak po urodzeniu nie
zaznał już miłości matki ani jej obecności, a jest to dla dziecka traumatyczne
doświadczenie, bo normalnie proces oddzielania się dziecka od matki, aby ono
poczuło się całkowicie odrębną osobą powinien trwać do piątego roku życia, a często
trwa o wiele dłużej, jak to nieraz widzimy w życiu, gdy niektóre matki nie pozwalają
usamodzielnić się psychicznie swoim dzieciom. Nie wiadomo, która z żon Józefa
zajęła się wychowaniem Beniamina- prawdopodobnie Bilha, niewolnica Racheli- ale
na pewno żadna nie dała mu tego, co dostałby od Racheli, a tym bardziej nie była w
stanie zastąpić samej jej obecności. A Jakub? Z jednej strony cieszył się, że ma
drugiego męskiego potomka z Racheli, ale narodzenie tego syna spowodowało
odejście ukochanej Racheli. Ta swego rodzaju wymiana obecności na pewno nie była
łatwa dla Jakuba i na pewno odbiła się na jego relacji do najmłodszego syna.
Prawdopodobnie Jakub rozpieszczał Beniamina nie wymagając od niego tak dużo, jak
przedtem od innych (także od Józefa), chcąc mu tak wynagrodzić brak matki, ale nie
potrafił okazać mu tyle uczucia, co Józefowi- część uczuć umarła i odeszła razem z
Rachelą, mógł też być żal za tą „wymianę” Racheli na Beniamina. Część uczuć
jeszcze bardziej skupiła się na Józefie, który był chodzącym przypomnieniem wielu
szczęśliwych chwil przeżytych z Rachelą.
Zmieniły się też na pewno relacje z Leą. Jakub wracając do Kanaanu
doświadczył przebaczenia ze strony brata Ezawa i od ojca. To musiało zmienić jego
patrzenie na Leę, szczególnie jeśli dotychczas była mu jakoś przypomnieniem
własnego oszustwa. Zamknął część swojej przeszłości, ukorzył się przed bratem,
którego okradł z błogosławieństwa i zapłacił owocem tego błogosławieństwa tzn.
licznymi trzodami zwierząt. Być może, że doświadczenie bycia oszukanym przez
Labana i Leę było potrzebne czy nawet konieczne, by Jakub zrozumiał co zrobił,
mógł się nawrócić i pojednać z tymi, których skrzywdził. Sam doznając przebaczenia
i doświadczając jaką ulgę daje życie w pojednaniu, prawdopodobnie pełniej też
przebaczył tym, którzy zawinili wobec niego. Lea też prawdopodobnie zrozumiała, że
miłości nie można niczym kupić, ani sobie na nią zasłużyć. Po śmierci Racheli nie
miała też już z kim o nią współzawodniczyć.
Jakub staje się co raz bardziej samotny, zamknięty w sobie. Czerpie siłę z
zawierzenia Bogu, są też momenty zmagania z Bogiem, ale o to, by pozostać Jemu
wiernym i uzyskać potwierdzenie błogosławieństwa sprzed lat:

20
„Gdy zaś wrócił i został sam jeden, ktoś zmagał się z nim aż do wschodu
jutrzenki, a widząc, że nie może go pokonać, dotknął jego stawu biodrowego i
wywichnął Jakubowi ten staw podczas zmagania z nim. A wreszcie rzekł: <<Puść
mnie, bo już wschodzi zorza!>> Jakub odpowiedział: <<Nie puszczę cię, dopóki mi
nie pobłogosławisz!>> Wtedy tamten go zapytał: <<Jakie masz imię?>> On zaś
rzekł: <<Jakub>>. Powiedział: <<Odtąd nie będziesz zwał się Jakub, lecz Izrael, bo
walczyłeś z Bogiem i z ludźmi, i zwyciężyłeś>>. Potem Jakub rzekł: <<Powiedz mi
proszę, jakie jest twe imię?>> Ale on odpowiedział: <<Czemu pytasz mnie o imię?
>>- i pobłogosławił go na owym miejscu. Jakub dał temu miejscu nazwę Penuel,
mówiąc: <<Mimo że widziałem Boga twarzą w twarz, jednak ocaliłem me życie>>”
(Rdz.32,25-31).

Jakub zdaje się być nieświadomy uczuć synów względem siebie (żalu) i
względem Józefa (nienawiści). Posyła pewnego razu Józefa do braci, którzy paśli
trzody w dość dużym oddaleniu. Posłał go nie do pomocy, lecz aby się dowiedzieć, co
u nich słychać, czy wszystko w porządku:

„Kiedy bracia Józefa poszli paść trzody do Sychem, Izrael rzekł do niego:
<<Wiesz, że bracia twoi pasą trzodę w Sychem. Chcę cię więc posłać do nich>>.
Odpowiedział mu Józef: <<Jestem gotów>>. Wtedy Jakub rzekł do niego: <<Idź i
zobacz, czy bracia twoi są zdrowi i czy trzodom nic się nie stało, a potem mi
opowiesz>>. Po czym wyprawił go z doliny Hebronu, a on poszedł do Sychem.”
(Rdz.37,12-14)

Ten krótki opis pięknie ukazuje relację między Jakubem i Józefem. Jakub nie
nakazuje niczego Józefowi. Rozmowę z synem rozpoczyna informacją: „wiesz, że
bracia twoi pasą trzodę w Sychem”. Ta informacja jest wstępem do przedstawienia
zamiarów: „chcę cię więc posłać do nich”. Jakub traktuje Józefa jak partnera. Mówi o
sytuacji i o tym, czego chce, jest więc miejsce na odpowiedź i jest to odpowiedź
zaufania i miłości: „jestem gotów”, gotów podjąć ten trud, bo jeśli tego ojciec chce, to
ma w tym jakiś cel i Józef dowiaduje się jaki jest cel misji. Na pewno żaden z nich nie
przewidywał, że tak tragiczny i bolesny będzie dla nich obu owoc tej pełnej miłości
rozmowy oraz tej troski i miłości Jakuba względem swoich starszych synów. Jeszcze
raz cisną się na usta słowa z listu do Tytusa: „dla czystych wszystko jest czyste”.
Józef wyrusza do braci, a nie znajdując ich w Sychem rusza w dalszą drogę by
ich poszukać. Podejmuje trud poszukiwania, bo zależy mu na wypełnieniu planów
ojca, chce spełnić jego wolę, by sprawić mu radość, chociaż mógłby przecież
powiedzieć sobie (i potem ojcu): „nie było ich w Sychem, więc wróciłem”. Odnajduje
braci. Przychodzi do nich jako posłaniec miłości i troski ojca, a co znajduje? Zamiast
radosnego powitania bracia napadają na niego, zdzierają wierzchnią szatę a jego
samego wrzucają do wyschniętej studni:

„Gdy Józef przybył do swoich braci, oni zdarli z niego odzienie- długą szatę z
rękawami, którą miał na sobie. I pochwyciwszy go, wrzucili do studni: studnia ta była
pusta, pozbawiona wody.” (Rdz.37,23-24).

Bracia chcieli go zabić:

21
„Oni ujrzeli go z daleka i zanim się do nich zbliżył, postanowili podstępnie go
zgładzić, mówiąc między sobą: <<Oto nadchodzi ten, który miewa sny! Teraz
zabijmy go i wrzućmy do którejkolwiek studni, a potem powiemy: Dziki zwierz go
pożarł. Zobaczymy, co będzie z jego snów!>> (Rdz.37,18-20)

Jednak najstarszy Ruben stanął w jego obronie nie pozwalając pozbawić go


życia:

„Gdy to usłyszał Ruben, postanowił ocalić go z ich rąk; rzekł więc: <<Nie
zabijajmy go!>> I mówił Ruben do nich: <<Nie doprowadzajcie do rozlewu krwi.
Wrzućcie go do studni, która jest tu na pustkowiu, ale ręki nie podnoście na niego>>.
Chciał on bowiem ocalić go z ich rąk, a potem zwrócić go ojcu.” (Rdz.37,21-22)

Ruben jako pierworodny doświadczył najwięcej miłości ojca, jest najbardziej


dojrzały (pomijając Józefa), emocje nie zaślepiły go tak, by doprowadzić do
zabójstwa brata. Mimo żalu do ojca jest w nim też poczucie sprawiedliwości i
solidarności z ojcem. Ruben widzi niegodziwość czynu, którego chcą dokonać bracia,
zdaje też sobie sprawę z bólu, jaki sprawi Jakubowi śmierć ukochanego Józefa,
postanawia uratować Józefa i zwrócić go ojcu. Postawa Rubena ratuje życie Józefowi,
jednak nie udaje mu się zrealizować swoich planów do końca. Podczas jego
nieobecności Juda (to to samo imię, co Judasz) skutecznie namawia braci by sprzedać
Józefa przechodzącym kupcom jako niewolnika:

„Kiedy potem zasiedli do posiłku, ujrzeli z dala idących z Gileadu kupców


izmaelskich, których wielbłądy niosły wonne korzenie, żywicę i olejki pachnące; szli
oni do Egiptu. Wtedy Juda rzekł do swoich braci: <<Cóż nam przyjdzie z tego, gdy
zabijemy naszego brata i nie ujawnimy naszej zbrodni? Chodźcie sprzedamy go
Izmaelitom! Nie zabijajmy go, wszak jest on naszym bratem!>> I usłuchali go bracia.
I gdy kupcy madianiccy ich mijali, wyciągnąwszy spiesznie Józefa ze studni, sprzedali
go Izmaelitom za dwadzieścia sztuk srebra, a ci zabrali go z sobą do Egiptu.”
(Rdz.37,25-28)

Może sprzedany Józef myślał sobie: „to jakiś koszmarny sen, z którego za
chwilę się obudzę…” Jednak to nie był sen, Józef oddala się co raz bardziej od ojca i
braci zmierzając jako niewolnik do Egiptu. Tam zostaje kupiony przez Potifara-
urzędnika faraona. Co przeżywa Józef? Biblia nie mówi nic o rozpaczy czy
załamaniu, mówi że:

„Pan był z Józefem i dlatego wiodło mu się dobrze i był w domu swego pana,
Egipcjanina” (Rdz.39,2)

Józef został oddzielony od ojca, ale nie od jego miłości, którą był nasycony.
Tak radykalna zewnętrzna zmiana z pana na niewolnika nie powoduje w nim zmiany
poczucia własnej wartości. Wydaje się być otwarty na nowość sytuacji w której się
znalazł i stara się robić dobrze to, co jest mu powierzone jako obowiązek. Bóg mu
błogosławi tak, jak błogosławił Jakubowi podczas pobytu na obczyznie, przez niego
błogosławieństwo spływa na innych, tych wśród których przebywa. Zauważa to pan
Józefa i obdarza go zaufaniem, powierza mu swój majątek jak kiedyś Laban
Jakubowi. Józef ma więc dużą swobodę i możliwości wykorzystywania swoich
zdolności. Biblia mówi, że:

22
„Józef miał piękną postać i miłą powierzchowność” (Rdz.39.6b)
które były chyba w dużej mierze odbiciem jego wnętrza. W wielu budził
sympatię i życzliwość, ale stał się też przedmiotem pożądania kobiety i to kobiety
zamężnej- żony swego pana. Postanowiła ona go uwieść. Józef czuł się w Egipcie
bardzo samotny- odrzucony przez braci, oddzielony od ojca, wyrwany z środowiska w
którym się wychował. Związek z kobietą mógłby być dla niego sposobem wyjścia z
tej samotności, zmniejszenia bólu, próbą zostawienia przeszłości i urządzenia się
jakoś w tej nowej rzeczywistości. Jest jednak problem, bo kobieta jest zamężna, jest w
dodatku żoną jego pana, który obdarzył go pełnym zaufaniem. Józef jest świadomy,
że jego siłą jest wierność Bogu i prawość, która jest odbiciem prawości Boga, jeśli
przestanie być prawy to Bóg przestanie mu błogosławić. On dobrze wyczuwa czym
jest grzech, bo wie co to prawdziwa miłość i mocą tej miłości potrafi powiedzieć
„nie” pokusie sprawienia sobie grzesznej przyjemności i ulgi w swoim bólu
samotności. Trudne jest to wielokrotne mówienie „nie”. Wobec narastającej
natarczywości żony pana, ma nadzieję, że swoją stanowczością załatwi sprawę, że w
końcu kobieta się zniechęci i zrezygnuje. Jednak tak się nie stało, jej natarczywość
narasta, a urażona odrzuceniem kobieta mści się na Józefie oskarżając go o próbę
gwałtu:

„Pewnego dnia, gdy wszedł do domu, aby spełniać swe obowiązki, i nikogo z
domowników tam nie było, uchwyciła go ona za płaszcz i powiedziała: <<Połóż się
ze mną!” Lecz on wyrwał się, zostawił płaszcz w jej ręku i wybiegł na dwór. A wtedy
ona, widząc, że zostawił swój płaszcz i że wybiegł na dwór, zawołała domowników i
powiedziała im tak: <<Patrzcie, sprowadzono do nas tego Hebrajczyka, a on chce tu
u nas swawolić! Przyszedł do mnie, aby się położyć ze mną, i zaczęłam głośno
krzyczeć. A gdy tak krzyczałam głośno, zostawił u mnie swój płaszcz i pośpiesznie
wybiegł na dwór!> I zatrzymała jego płaszcz u siebie. A kiedy przyszedł pan Józefa
do domu, opowiedziała o tym zajściu tak: <<Wszedł do mnie ten sługa, Hebrajczyk,
którego do nas sprowadziłeś, aby ze mną swawolić. A gdy zaczęłam krzyczeć, zostawił
u mnie swój płaszcz i uciekł z domu>>” (Rdz.39,11-18).

Potifar – tak jak być powinno- ma więcej zaufania do żony niż do niewolnika
i oddaje Józefa do więzienia. Biblia nie mówi nic o tym, by Józef próbował się bronić
mówiąc prawdę, co byłoby równoznaczne z oskarżeniem pani. Czy nie miał odwagi
mówić prawdy, czy raczej zostawił sąd Bogu nie chcąc ratować swojej skóry przez
obnażanie czyjejś nieprawości? Co by się stało z żoną Potifara gdyby prawda wyszła
na jaw?
Józef przyjmuje tą kolejną zmianę losu i zaczyna jakby na nowo tak samo jak
u Potifara. Swoim sposobem bycia zjednuje sobie naczelnika więzienia i znowu
zostaje zarządcą:

„Pan był z nim okazując mu miłosierdzie, tak że zjednał on sobie naczelnika


więzienia. Toteż ów naczelnik więzienie dał Józefowi władzę nad wszystkimi
znajdującymi się tam więźniami: wszystko, cokolwiek mieli oni spełnić, spełniali tak,
jak on zarządził.” (Rdz.39,21-22).

Doświadczenie fałszywego oskarżenia nie zmienia jego postawy prawości.


Józef nie bronił się wobec Potifara a Bóg swiom błogosławieństwem potwierdził, że
taka postawa Józefa jest Bogu miła. Józef doświadczany cierpieniem nie zamyka się

23
w sobie i nie skupia na sobie. Mając kontakt z innymi uwięzionymi zauważa ich
uczucia i nastroje, pyta o nie i próbuje im jakoś pomóc w ich zmartwieniu:

„Kiedy Józef przyszedł do nich z rana, zobaczył, że byli zafrasowani. Zapytał


więc obu tych dworzan faraona, którzy wraz z nim przebywali w więzieniu: <<Czemu
to macie dzisiaj twarze tak zasępione?>> Odpowiedzieli mu: <<Mieliśmy sen i nie
ma nikogo, kto mógłby nam go wytłumaczyć>>. Rzekł do nich Józef: <<Wszak
wytłumaczenia należą do Boga. Opowiedzcie mi je>>.” (Rdz.40,6-8).

Mocą Bożej mądrości wyjaśnia współwięźniom ich sny. Józef doświadcza


Bożej opieki i błogosławieństwa, szuka jednak też zwykłej ludzkiej pomocy i gdy
jeden z współwięźniów- sługa faraona wychodzi na wolność i wraca do łask, tak jak
to zapowiedział Józef tłumacząc sen, prosi go o wstawiennictwo u faraona:

„Józef rzekł do niego: <<Znaczenie snu jest takie: Trzy gałązki to są trzy dni.
Po upływie trzech dni faraon wyświadczy ci łaskę i przywróci cię na twój dawny
urząd. Będziesz podawał puchar faraonowi jak przedtem, gdy byłeś jego podczaszym.
Jeśli nie zapomnisz o mnie, kiedy ci się będzie dobrze działo, okaż mi życzliwość:
wspomnij o mnie faraonowi, aby mnie uwolnił z tego miejsca.>>”(Rdz.40,12-14).

Jednak okazuje się, że te ludzkie sposoby zawodzą, bo sługa faraona zapomina


po uwolnieniu o prośbie Józefa:

„Przełożony podczaszych nie pamiętał jednak o Józefie, zapomniał o nim.”


(Rdz.40,23).

Józef jeszcze przez dwa lata pozostaje w więzieniu, aż do czasu, gdy faraon
ma sen, którego nikt nie potrafi wyjaśnić. Wtedy współwięzień Józefa przypomina
sobie o Józefie i mówi o nim faraonowi, a ten go wzywa do siebie:

„Przełożony podczaszych rzekł do faraona: <<Dzisiaj wyznam moje grzechy.


Faraon, rozgniewawszy się na swego sługę oddał mnie, a ze mną i przełożonego
piekarzy pod straż do domu przełożonego dworzan. I wtedy mieliśmy obaj jednej nocy
sen, on inny, a ja inny. A był tam z nami pewien młody Hebrajczyk, sługa
przełożonego dworzan. Opowiedzieliśmy mu, a on wytłumaczył nam nasze sny,
tłumacząc sen każdego z nas. I stało się tak, jak nam je wytłumaczył: mnie przywrócił
faraon na mój urząd, a jego powiesił>> Wtedy faraon kazał wezwać Józefa.
Wyprowadzono go więc pośpiesznie z lochu, a on, ogoliwszy się oraz zmieniwszy
szaty, przyszedł do faraona.” (Rdz.41,9-14).

Faraon opowiada swój sen Józefowi, a Bóg daje i tym razem Józefowi
zrozumienie snu tak, że potrafi nie tylko wyjaśnić jego znaczenie, ale mówi też, co
trzeba będzie zrobić, by zabezpieczyć się przed skutkami tego, co ma się stać- co
zostało zapowiedziane w śnie faraona:

„Faraon zaczął więc opowiadać Józefowi: <<Śniło mi się, że stałem nad


brzegiem Nilu. I nagle wyszło z nilu siedem krów tłustych i pięknych, które zaczęły się
paść pośród sitowia. A oto siedem krów innych wyszło za nimi, chudych i tak
brzydkich, że podobnie brzydkich nie widziałem w całym Egipcie. Krowy chude i
brzydkie i chude pożarły owych siedem krów pierwszych, tłustych. Gdy te znalazły się

24
w ich brzuchach, nie było wcale znać, że tam weszły; te, które je pożarły, były nadal
tak samo chude jak poprzednio. I ocknąłem się. A potem zobaczyłem we śnie siedem
kłosów wyrastających z jednej łodygi, zdrowych i pięknych. Lecz oto siedem kłosów
zeschniętych, pustych, zniszczonych wiatrem wschodnim wyrosło po nich. I te puste
kłosy pochłonęły owych siedem kłosów pięknych. A gdy opowiedziałem to wróżbitom,
żaden nie potrafił mi wytłumaczyć>>. Józef rzekł do faraona: <<Sen twój, o
faraonie, jest jeden. To, co Bóg zamierza uczynić, zapowiedział tobie faraonie.
Siedem krów pięknych- to siedem lat, i siedem kłosów pięknych- to też siedem lat; jest
to bowiem sen jeden. Siedem zaś krów chudych i brzydkich, które wyszły za tamtymi, i
siedem kłosów pustych i zniszczonych wiatrem wschodnim- to też siedem lat- głodu.
To, o czym mówię faraonowi, Bóg uczyni tak, jak pokazał faraonowi. Bo nadejdzie
siedem lat obfitości wielkiej w całym Egipcie . A po nich nastanie siedem lat głodu; i
pójdzie w niepamięć cała ta obfitość w Egipcie, gdy głód będzie niszczył kraj. Nie
będą już wiedzieli o obfitości w tym kraju wskutek głodu, który potem nadejdzie, bo
będzie to głód bardzo ciężki. Ponieważ ten sen powtórzył się dwukrotnie, faraonie,
Bóg to już postanowił i Bóg niebawem to uczyni. Teraz więc niech faraon upatrzy
sobie kogoś roztropnego i mądrego i ustanowi go zarządcą Egiptu. Niech faraon tak
ustanowi nadzorców, by zebrać piątą część urodzajów w Egipcie podczas siedmiu lat
obfitości.. Niechaj oni nagromadzą wszelką żywność podczas tych lat pomyślnych,
które nadejdą. Niechaj gromadzą zboże do rozporządzenia faraona jako zaopatrzenie
dla miast i niechaj go strzegą. A będzie to żywność zachowana dla kraju na siedem
lat głodu, które nastaną w Egipcie. Tak więc nie wyginie ludność tego kraju z
głodu>>” (Rdz.41,17-36).

Faraon podobnie jak Potifar i zarządca więzienia wyczuwa Bożego ducha w


Józefie, Boże błogosławieństwo związane z jego osobą. Powierza mu więc zarząd
całym krajem. Prawość i wierność Józefa zostaje nagrodzona:

„Słowa te podobały się faraonowi i wszystkim jego dworzanom. Rzekł więc


faraon do swych dworzan: <<Czyż będziemy mogli znaleźć podobnego mu człowieka,
który miałby tak jak on ducha Bożego?>> A potem faraon rzekł do Józefa: <<Skoro
Bóg dał ci poznać to wszystko, nie ma nikogo, kto by ci dorównał rozsądkiem i
mądrością! Ty zatem będziesz nad moim dworem i twoim rozkazom będzie posłuszny
cały mój naród. Jedynie godnością królewską będę cię przewyższał>>. I powiedział
faraon Józefowi: <<Oto ustanowiłem cię rządcą całego Egiptu!>> Po czym faraon
zdjął swój pierścień z palca i włożył go na palec Józefa, i kazał go oblec w szatę z
najczystszego lnu, a potem zawiesił mu na szyi złoty łańcuch.” (Rdz.41,37-42).

Józef z więźnia i niewolnika staje się panem. Ma teraz władzę, bogactwo i


żonę, która urodzi mu dwóch synów. Oczywiście realizuje z Bożym
błogosławieństwem to, co powiedział przy wyjaśnianiu znaczenia snu faraona.
Sytuacja Józefa odmieniła się radykalnie, można by sądzić, że jest szczęśliwy. Chyba
jednak tak nie jest, bo zobaczmy jakie imiona nadaje swiom synom:

„Józef dał swemu synowi pierworodnemu imię Manasses. Mówił bowiem:


<<Dał mi Bóg zapomnieć o całym mym utrapieniu i o domu ojca mego>>.
(Rdz.41,51)

25
Nadanie takiego imienia jest wyrazem miotania się Józefa: Bóg dał mi
zapomnieć, ale ja nie chcę zapomnieć i syn – dar Boży ma mi być chodzącym
przypomnieniem przeszłości- miłości ojca i postępku braci.

„A drugiego nazwał Efraim, mówiąc: <<Uczynił mnie Bóg płodnym w kraju


mej niedoli>>” (Rdz.41,52)

Nazywa więc Egipt nadal krajem niedoli, choć od kilku lat prowadzi tu życie
pana z prawie nieograniczoną władzą. Czego pragnie Józef? Co może zaspokoić jego
serce? Zobaczył, że Bóg wykorzystał postępek braci dla zrealizowania wielkiego
dobra ocalenia od głodu Egiptu i okolicznych narodów. Całe to doświadczenie
ukształtowało jego postawę zawierzenia Bogu a więc pomogło jemu samemu
otworzyć się na Boga i z Nim współpracować, doświadczając jego błogosławieństwa.
Bo czyż nie jest zadziwiające to, że kilkunastoletni chłopak, tak brutalnie
doświadczony przez życie nie próbuje dostosować się do ludzi, wśród których się
znalazł, lecz pozostaje wierny tradycji swego klanu, pozostaje wierny Bogu swego
ojca? Wraz z miłością ojca przejął jego wiarę. Sposobem na życie jest zawierzenie
Bogu. Świadczy to o dużej dojrzałości ludzkiej Józefa, mimo jego młodego wieku. A
jednak jest w Józefie jakiś ból z przeszłości. Jest nim sposób, w jaki stał się
niewolnikiem. Jeśli nawet miał właśnie jako niewolnik trafić do Egiptu, by dokonało
się dzieło ocalenia, to przecież mogło się to stać inaczej, mógł zostać napadnięty i
uprowadzony przez kogoś obcego, gdy szukał braci. O wiele łatwiej by mu było to
przeżywać niż iść w te trudne doświadczenia ze świadomością, że bracia go
nienawidzą, tym bardziej że nie rozumiał też dlaczego tak jest, dlaczego bracia go
nienawidzą.
Minęły lata urodzaju, nastały lata nieurodzaju i narastał głód. Józef sprzedaje
zboże nagromadzone w spichlerzach. Również w Kanaanie panuje głód i jego
mieszkańcy, w tym także synowie Jakuba idą do Egiptu by zakupić zboże a
przybywając oddają mu pokłon do ziemi:

„Kiedy synowie Izraela przybyli wraz z innymi, którzy się tam również
udawali, aby kupić zboża bo głód był w Kanaanie, Józef sprawował władzę w kraju i
on to sprzedawał zboże wszystkim mieszkańcom kraju. Bracia Józefa, przybywszy do
niego, oddali mu pokłon twarzą do ziemi” (Rdz.42,5-6)

I tak spełniły się sny Józefa, które miał jeszcze w Kanaanie, które wtedy jeszcze
spotęgowały nienawiść braci do niego, choć on był tego nieświadomy.
Józef jest zaskoczony widząc braci. Wiedział, że prędzej czy później
zabraknie im zboża, ale czy przewidywał, że sami po nie przyjdą do niego i to prawie
wszyscy. Józef chce się dowiedzieć czegoś o ojcu i Benianinie, bracie z tej samej
matki. Jak to zrobić? Na pewno nie jest gotowy na to, by dać się rozpoznać braciom.
To co chciałby o nich wiedzieć, to czy ich nastawienie do niego zmieniło się, czy
jednak żałują tego co z nim zrobili, czy też nadal go nienawidzą. By czegoś się
dowiedzieć musi ich zatrzymać a mając władzę korzysta z niej oskarżając o
szpiegostwo:

„Józef rzekł: <<Jesteście szpiegami! Przyszliście, aby obejrzeć miejsca


nieobwarowane w tym kraju!>> A oni na to: <<Nie, panie! Słudzy twoi przybyli
tylko dla zakupienia żywności. Jesteśmy wszyscy synami jednego człowieka. Jesteśmy

26
uczciwi. My, słudzy twoi, nigdy nie byliśmy szpiegami>>. Ale on im rzekł: <<Nie.
Przyszliście obejrzeć miejsca nieobwarowane tego kraju!>>.
Józef rzekł do nich: <<Jest tak, jak wam mówię: jesteście szpiegami”
(Rdz.42,9b.12.14)

i zamyka ich w więzieniu:

„I oddał ich pod straż na trzy dni” (Rdz.42,17).

Z rozmowy braci dowiaduje się, że żałują tego, co z nim zrobili:

„Ruben tak im wtedy powiedział: <<Czy wam tego nie mówiłem: Nie
dopuszczajcie się wykroczenia względem tego chłopca; ale nie usłuchaliście mnie.
Toteż teraz żąda się odpowiedzialności za jego krew!>>” (Rdz.42,22).

Nawrócenie braci wzrusza go, Józef płacze:

„Odszedłszy od nich rozpłakał się.” (Rdz.42,24a)

ale nadal nie jest jeszcze gotowy dać się braciom rozpoznać, potrzebuje czasu
by zastanowić się jak rozwiązać sprawę z przeszłości. Na razie dowiedziawszy się, że
ojciec żyje ma się dobrze, postanawia ściągnąć Beniamina by móc go zobaczyć. Nie
przyszlo mu chyba na myśl, że dla ojca rozstanie z Beniaminem może być czymś
trudnym i bolesnym- nie wiedział przecież jak Jakub przeżywał wiadomość o jego
zaginięciu- śmierci. By zmusić braci do ponownego przyjścia z Beniaminem
zatrzymuje jednego z braci w więzieniu. Wybiera Symeona. Pewnie wybrałby Rubena
jako pierworodnego a więc dziedzica- „najcenniejszego”, ale przecież to właśnie
Ruben stanął w jego obronie, więc oszczędził go, wybierając kolejnego po
starszeństwie Symeona.
Józef wzruszył się nawróceniem braci i nawet się rozpłakał, ale tak by tego nie
widzieli. Braciom pokazuje się jako ktoś twardy i bezwzględny. Doświadczył przed
laty swojej bezsilności wobec braci, gdy błagał ich o litość i jej nie otrzymał. Postawa
twardości i bezwzględności jest często próbą obrony czegoś słabego lub bolącego, by
ktoś tego nie dotknął i nie zabolało znowu jeszcze bardziej. Józef taką swoją postawą
też czegoś broni. Jest ten ból sprzed lat, bo nie wie, dlaczego bracia go znienawidzili.
Wtedy bracia uczynili siebie panami jego życia i śmierci, teraz ich życie i śmierć są w
jego rękach. Józef nie jest jeszcze gotowy do powrotu do sytuacji, gdy obie strony są
sobie równe i nikt nad nikim nie ma władzy, i jej nie próbuje uzurpować. W Józefie
trwa walka, coś go ciągnie do braci- obdarza ich dodatkową żywnością i oddaje
pieniądze:

„Potem Józef dał rozkaz, aby napełniono zbożem ich worki i aby do każdego
worka włożono dane przez nich pieniądze, ponadto aby im dano żywności na drogę. I
tak też im uczyniono.” (Rdz.42,25)

a jednak coś nie pozwala mu dać się rozpoznać. Odjeżdżają by wrócić za jakiś
czas, czas którego potrzebuje jeszcze Józef, by pojednać się z przeszłością i braćmi.
Po dłuższym czasie bracia przybywają ponownie do Egiptu wraz z
Beniaminem. Józef nakazuje zaprowadzić ich do swojego domu i doprowadzić do
nich Symeona. Tym razem przyjmowani są jak goście:

27
„Człowiek ów wprowadził ich do domu Józefa i kazał podać wody, aby obmyli
sobie nogi, i dał obroku ich osłom.” (Rdz.43,24)

i są zaproszeni na posiłek. Gdy pojawia się Józef wypytuje ich o zdrowie, o


ojca:

„On zaś zapytawszy ich o zdrowie, rzekł: <<Czy wasz sędziwy ojciec, o
którym mi mówiliście, dobrze się miewa? Czy jeszcze żyje?>> Odpowiedzieli:
<<Sługa twój, a nasz ojciec, dobrze się miewa. Jeszcze żyje>>. I znów uklękli i
oddali mu pokłon.” (Rdz.43,27-28)

i o Beniamina:

„A gdy spojrzawszy dostrzegł Beniamina, syna swej matki, zapytał: Czy to ten
wasz brat najmłodszy, o którym mi mówiliście?>> I zaraz dodał: <<Oby cię Bóg
darzył swą łaską, synu mój!>>.” (Rdz.43,29).

Widok Beniamina tak go wzrusza, że musi odejść, by się przy nich nie
rozpłakać:

„I nagle urwał, bo ogarnęło go wielkie wzruszenie na widok brata, że aż łzy


nabiegły mu do oczu. Odszedł więc do swego pokoju i tam się rozpłakał.”
(Rdz.43,30).

Nadal nie jest gotowy, by dać się rozpoznać braciom.


Posiłek podano na osobnym stole Józefowi a na drugim braciom. Ucztowali
niby razem a jednak osobno. Dla zewnętrznego obserwatora Józef jest osobą panującą
nad sytuacją, wyświadczającą z jakichś powodów łaskę tym cudzoziemcom. Do
czego zmierza? Co chce osiągnąć? Wygląda na to, że po to kazał przyprowadzić
Beniamina do Egiptu, by go zatrzymać przy sobie i nim się nacieszyć. Nadal nie jest
gotowy, by dać się braciom rozpoznać i z nimi pojednać, możnaby powiedzieć, że
bawi się nimi jak kot myszą. Wymyśla podstęp by zatrzymać Beniamina a odesłać
braci:

„Tymczasem Józef dał takie polecenie przełożonemu swego domu:


<<Napełnij torby tych ludzi żywnością, ile tylko zdołają unieść, i powkładaj
pieniądze na wierzch do torby każdego. Mój zaś puchar srebrny włożysz na wierzch
torby najmłodszego oprócz pieniędzy za zboże>>. Przełożony uczynił tak, jak mu
Józef rozkazał. O świcie wyprawiono ich wraz z ich osłami w drogę. Zaledwie jednak
wyszli z miasta i jeszcze nie uszli daleko, Józef rzekł do przełożonego domu: <<Podąż
co prędzej za nimi. A gdy ich dogonisz, powiedz im: Czemu odpłaciliście złem za
dobro? Wszak to wy skradliście srebrny puchar, ten, z którego pija pan mój i z
którego potrafi wróżyć. Źle postąpiliście, dopuszczając się takiego czynu!>> Gdy
dogonił ich i powiedział im to, rzekli: <<Jak możesz, panie mój, mówić takie rzeczy?
Dalekie jest od sług twoich takie postępowanie! Przecież pieniądze, które znaleźliśmy
na wierzchu naszych torb, przynieśliśmy ci z Kanaanu. Jakże więc mielibyśmy
dopuszczać się kradzieży złota lub srebra w domu twego pana? U którego z twoich
sług znajdzie się ów puchar, ten niechaj umrze; my zaś, mój panie, staniemy się
twoimi niewolnikami!>> A on rzekł: <<Istotnie powinno tak być, jak mówicie.

28
Jednakże ten, u którego puchar się znajdzie, zostanie niewolnikiem, wy zaś będziecie
wolni od winy>>. Wtedy pośpiesznie każdy z nich zdjął swoją torbę, postawił na
ziemię i otworzył ja. On zaś zaczął przeszukiwać torby, począwszy od najstarszego, a
kończąc na najmłodszym; i w torbie Beniamina znalazł ów puchar. Wtedy oni rozdarli
z żalu swe szaty i objuczywszy każdy swego osła wrócili do miasta. Gdy Juda oraz
jego bracia przyszli do domu Józefa, zastali go tam jeszcze i padli przed nim twarzą
do ziemi. A Józef rzekł do nich: <<Jak mogliście się dopuścić takiego czynu? Czy nie
wiedzieliście, że taki człowiek jak ja potrafi wróżyć?>> Juda odpowiedział: <<Cóż
mamy tobie rzec, panie mój? Cóż możemy powiedzieć na nasze usprawiedliwienie?
Bóg znalazł winę w twoich sługach! Oddajemy się w niewolę tobie, panie mój;
zarówno my jak i ten, u którego został znaleziony puchar>>. Ale Józef rzekł:
<<Jestem daleki od tego, abym miał tak postąpić. Tylko ten u którego znaleziono
puchar, będzie moim niewolnikiem, wy zaś możecie spokojnie odejść do waszego
ojca>>. (Rdz.44,1-17).

Jednak okazuje się, że wpada w zastawione przez siebie sidła:

„Juda podszedłszy do niego rzekł: <<Pozwól, panie mój, aby twój sługa
powiedział słowo wobec ciebie. I nie gniewaj się na twego sługę, wszakżeś ty jak
faraon! Pytał mój pan swoje sługi: „Czy macie ojca lub brata?” Odpowiedzieliśmy
panu mojemu: „Mamy starego ojca i jeszcze jednego, najmłodszego brata,
zrodzonego przez niego już w starości. Brat tego najmłodszego nie żyje; Został on
więc jeden z tej samej matki i dlatego ojciec go pokochał”. Rozkazałeś sługom twoim:
„Sprowadźcie go do mnie, abym mógł go zobaczyć. Powiedzieliśmy panu mojemu:
„Nie może chłopiec opuścić ojca, bo gdyby go opuścił, ojciec by umarł”. Wtedy
rzekłeś do swych sług: „Jeśli nie przyjdzie z wami wasz najmłodszy brat, nie
pokazujcie mi się na oczy”. Gdy więc przyszliśmy do sługi twego, ojca naszego,
powtórzyliśmy mu twe słowa, panie. Potem zaś powiedział nam ojciec: „Idźcie znów,
aby zakupić dla nas żywności”. Odpowiedzieliśmy: „Nie możemy iść. Pójdziemy tylko
wtedy, gdy z nami pójdzie nasz najmłodszy brat. Bo nie możemy się pokazać temu
mężowi, jeśli nie będzie z nami naszego najmłodszego brata. Wtedy powiedział nam
twój sługa, ojciec nasz: „Wiecie, że jedna z mych żon urodziła mi dwóch synów.
Jeden wyszedł ode mnie i wtedy pomyślałem sobie, że został rozszarpany, gdyż więcej
go już nie widziałem. Jeżeli i tego drugiego zabierzecie ode mnie i spotka go jakieś
nieszczęście, moja siwizna zstąpi do Szeolu wśród niedoli”. Gdybym więc teraz
przyszedł do sługi twego, a mojego ojca, i nie byłoby z nami chłopca tak przez niego
umiłowanego, to gdy zobaczy , że go nie ma, umrze. My zaś, słudzy twoi, będziemy
przyczyną,, że siwizna naszego ojca zstąpi do Szeolu ze zgryzoty. Ja, sługa twój,
wziąłem na siebie odpowiedzialność za tego chłopca względem ojca mego, mówiąc
mu: „Jeśli go nie przyprowadzę do ciebie, może mi nigdy mój ojciec nie darować
mojej winy. Teraz więc niechaj ja, sługa twój zostanę zamiast chłopca niewolnikiem
pana mego, on zaś niechaj pójdzie ze swymi braćmi. Bo jakże mógłbym iść do mego
ojca, jeśliby nie było go ze mną? Nie chciałbym patrzeć na nieszczęście mego ojca,
które by go dotknęło!>>
Józef nie mógł opanować swego wzruszenia i wobec wszystkich, którzy tam byli,
zawołał: <<Niechaj wszyscy stąd wyjdą!>> Nikogo nie było z nim, gdy Józef dał się
poznać swym braciom. Wybuchnąwszy głośnym płaczem, tak że aż usłyszeli
Egipcjanie oraz dworzanie faraona, rzekł do swoich braci: <<Ja jestem Józef! Czy
ojciec mój jeszcze żyje?>>” (Rdz.44,18-45,3a).

29
Opowiadanie o cierpieniu i lęku ojca przed utratą Beniamina oraz nawrócenie
Judy spowodowały, że Józef nie potrafił ukryć wzruszenia i dał się rozpoznać
braciom.
Warto zauważyć, że Juda jest osobą, która się przeobraziła. Przed laty to on
właśnie namówił braci do sprzedania Józefa jako niewolnika i patrzył potem na
cierpienie ojca, które spowodował. Czy pomyślał kiedyś o tym by przyznać się ojcu
do tego, co zrobili i spróbować odszukać Józefa? W obliczu zagrożenia śmiercią
głodową swojego i rodziny bierze wobec ojca odpowiedzialność za doprowadzenie z
powrotem Beniamina:

„Po czym rzekł Juda do ojca swego, Izraela: „Poślij ze mną tego chłopca, a
zaraz pojedziemy, aby ratować życie, abyśmy nie pomarli wraz z naszymi dziećmi. Ja
odpowiadam za niego: ode mnie będziesz żądał, aby ci go oddać. Jeżeli nie
przyprowadzę go do ciebie, możesz mi nigdy nie darować mej winy>> (Rdz.43,8-9).

Gdy okazuje się, że Beniamin ma zostać niewolnikiem, Juda gotowy jest stać
się niewolnikiem zamiat najmłodszego brata, gotowy jest przyjąć los, który kiedyś
zgotował Józefowi, aby nie dopuścić po raz drugi do cierpienia a być może i śmierci z
bólu swego ojca Jakuba.
Józef daje się rozpoznać braciom, a co w nich się dzieje? Zaskoczenie i
pewnie przerażenie. Zaskoczenie że Józef, że żyje, że jest tak wielkim panem i
przerażenie co teraz będzie, co on z nimi zrobi. Józef świadom tego, mówi im jak on
widzi historię, że to co się stało, było zamysłem Boga:

„On zaś rzekł do nich: <<Zbliżcie się do mnie!>> A gdy oni się zbliżyli,
powtórzył: <<Ja jestem Józef, brat wasz, to ja jestem tym, którego sprzedaliście do
Egiptu. Ale teraz nie smućcie się i nie wyrzucajcie sobie, żeście mnie sprzedali. Bo
dla waszego ocalenia od śmierci Bóg wysłał mnie tu przed wami. Oto już dwa lata
trwa głód w tym kraju, a jeszcze zostało pięć lat, podczas których nie będzie orki ani
żniwa. Bóg mnie wysłał przed wami, aby wam zapewnić potomstwo na ziemi i abyście
przeżyli dzięki wielkiemu wybawieniu. Zatem nie wyście mnie tu posłali, lecz Bóg,
który uczynił mnie doradcą faraona, panem całego jego domu i władcą całego
Egiptu.>>” (Rdz.45,4-8).

Zaprasza też ojca z rodziną do Egiptu:

„<<Idźcie przeto śpiesznie do mojego ojca i powiedzcie mu: Józef, syn twój,
mówi: Uczynił mnie Bóg panem całego Egiptu. Przybywaj niezwłocznie. Osiądziesz w
ziemi Goszen i będziesz blisko mnie, ty sam wraz z twymi synami, wnukami, trzodami
i całym twym dobytkiem>>.” (Rdz.45,9-10).

Biblia nie mówi wprost o tym, że Jakub teraz dowiedział się, co na prawdę
stało się przed laty. To, że się dowiedział sugerują wersety 16-17 rozdz.50

„<<Ojciec twój dał przed śmiercią takie polecenie:Powiedzcie Józefowi tak:


Racz przebaczyć braciom twym wykroczenie i winę ich, wyrządzili ci bowiem
krzywdę.”

Można by się kusić o domysł, że to bracia z lęku o swój los wkładają te słowa
w usta Jakuba, jednak Jakub musiał poznać prawdę, bo niemożliwe jest, by Józef

30
potrafił ją ukryć opowiadając ojcu np. że ktoś inny go uprowadził i sprzedał w
niewolę. Prawdziwsze wydaje się to, że Jakub dowiedział się, że to właśnie bracia
sprzedali Józefa, by z jednej strony dokonało się wielkie dzieło i spełniły sny, które
miał Józef w młodości, a z drugiej dokonało się też coś w rodzinie Jakuba. Gdy Jakub
dowiedział się, że to bracia sprzedali Józefa, musiał zobaczyć, że go nienawidzili. Czy
ich zapytał o to, dlaczego sprzedali Józefa, czy sam był w stanie zobaczyć dlaczego
oni tak go nienawidzili? Czy powiedzieli mu, że byli zazdrośni o miłość, którą
obdarzał Józefa, że czuli się dużo mniej kochani czy wręcz odrzucani wobec tej
miłości do Józefa i to właśnie doprowadziło ich do nienawiści? Czy może synowie nie
potrzebowali tego mówić i Jakub sam zobaczył, że to on doprowadził starszych
synów do nienawiści wobec Józefa nie potrafiąc ich kochać równo (choć każdego
inaczej, bo każdy jest inny), że kochał Józefa jakby ich kosztem? Gdyby kochał
synów w bardziej równy sposób, to oni nie mieliby powodu do zazdrości i wszyscy
kochaliby się wzajemnie. Bracia znienawidzili Józefa, bo mieli poczucie, że to on ich
okrada z miłości ojca, problem był jednak w Jakubie a nie w Józefie. To nie Józef
okradał braci z miłości ojca, lecz Jakub nie potrafił kochać swoich synów równo
krzywdząc tym bardzo pozostałych synów. Jeśli Jakub zobaczył swoją
odpowiedzialność i winę za zaistniałą sytuację, zobaczył że jest ona skutkiem jego
niedojrzałego zachowania, to jako formę zadośćuczynienia za nią, przyjął cierpienie,
które przeżywał po zniknięciu Józefa. Stanął w obliczu potrzeby przebaczenia synom
ich postępku wobec Józefa (napaść na niego i sprzedaż w niewolę) oraz wobec niego
samego ( kłamstwo i sugestia rozszarpania Józefa przez dzikie zwierzęta), ale sam też
potrzebował przebaczenia od synów. Na ile to przebaczenie dokonało się w każdym z
nich? Wygląda na to, że Jakub przebaczył synom i być może próbował nawet jakoś
nadrobić i uzupełnić wobec nich braki z przeszłości. Zauważmy, że mieszkał razem z
nimi, a Józef mieszkał osobno, odwiedzał ich tylko. Czy synowie potrafili wybaczyć
ojcu i na nowo otworzyć się na jego miłość? Na ile ta miłość uleczyła w nich stare
rany i pozwoliła przez to dotrzeć głębiej do swego człowieczeństwa i prawdziwszego
obrazu kochającego Boga- dała przedsmak miłości Boga do nich? Na pewno w
różnym stopniu do każdego z nich.
Tu wyjaśnia się tajemnica, dlaczego Józef nie został uprowadzony i
sprzedany do Egiptu przez kogoś obcego, ale musiał być sprzedany przez braci.
Potrzebował tego Jakub, by móc zobaczyć swoje błędy i choć częściowo je naprawić,
by jego synowie mieli jednak lepsze doświadczenie miłości a przez to otwartość na
miłość Boga, na zawierzenie Bogu siebie i swoich rodzin.
Jeśli Józef potrafił to wszystko zrozumieć i zobaczyć, to stanął wobec
przebaczenia nie tylko braciom, ale i ojcu. Relacje zostały oczyszczone, powinno
skończyć się miotanie Józefa, zobaczył że wszystko co stało się w jego życiu miało
swoją przyczynę i swój sens.
Tu kończy się Księga Rodzaju opisująca piękno stworzenia świata a w nim
człowieka na obraz i podobieństwo Boże, ukazująca też pęknięcie, które dokonało się
na początku w czterech wymiarach: w relacji człowieka z Bogiem i do świata
stworzonego, w sercu człowieka i w relacji z drugim człowiekiem. To pęknięcie
pogłębia się z pokolenia na pokolenie. Przezwycięży je i uleczy dopiero Jezus
Chrystus zapowiedziany pierwszym ludziom po grzechu pierworodnym w
protoewangelii.

31
Cytaty pochodzą z Biblii Tysiąclecia – wydanie trzecie poprawione
Wydawnictwa Pallottinum 1980

32