You are on page 1of 24

BEZPŁATNA GAZETA REGIONU BYDGOSKIEGO| nr 21 | 13 czerwca 2014 | ISSN 2084-9017

R

Z nadzieją spogląda na Zachód

ozmawiamy z Ryszardem Tarasiewiczem, byłym
trenerem Zawiszy Bydgoszcz, o odejściu z drużyny, planach na przyszłość i kierunku, w jakim
zmierza bydgoska piłka

Gdzie w tym
roku
wylądują?

Gmina Dobrcz
Papież zasmakował powideł ze
Strzelec Dolnych
9

***

Koronowo
Całe rodziny spotykają się w
klubie żeglarskim „Wind” 14

***
Gmina Sicienko

Rozmawiamy z Janem Wachem, wójtem gminy
15

***

Gmina Nowa Wieś Wielka
Czy klub UKS „Kuźnia” doczeka się strzelnicy?
17

***

Gmina Dąbrowa Chełmińska
Za nami Jarmark Zakola Dolnej
Wisły
18

Co roku w naszym regionie przybywa osób, które twierdzą,
że widziały UFO lub inne niewyjaśnione zjawiska paranormalne.
Choć ufologom niektórzy pukają w czoło, to jednak część ich
obserwacji mrozi krew w żyłach
6

Następny numer
27 czerwca

2

light

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl Piątek 13 czerwca 2014r.

Masz dla
nas temat?

PATRONAT
Miss Polski Kujaw i Pomorza z numerem 8
Agnieszka Wasilewska
I Wicemiss Kujaw i Pomorza 2014 z numerem 5 Sandra Muzalewska
II Wicemiss Kujaw i Pomorza 2014 z numerem 9 Klaudia Małkiewicz
III Wicemiss Kujaw i Pomorza 2014 z numerem 7 Marlena Babecka

Red. Łukasz Piecyk
czeka na informacje

Kontakt pod numerem:
733 842 795
stopka redakcyjna

Redakcja „Poza Bydgoszcz”

FELIETON
Demokratyczni
hipokryci
TOMASZ
WIĘCŁAWSKI

Od blisko trzech tygodni słychać
ujadanie z wielu stron sceny politycznej. Chórem krzyczą ci z lewa
i ci z prawa, że rzecz się stała niebywała. Ot, ich zdaniem, do Parlamentu Europejskiego wpuszczono
konia trojańskiego. Zadrżeli wszyscy w posadach, bo przecież w telewizji będą pokazywali człowieka,
który neguje jedyne ich wspólne
bóstwo - demokrację.
Przez 25 lat od wolnych wyborów w roku 1989 polscy politycy dla
swojej bogini nie zrobili nic. Nie zadbali o jej solidne fundamenty, głos
ludu mając najczęściej tam, gdzie
ich ma większość, która na wybory
nie chodzi. W tym i ja. Zignorowali
po kolei większość grup społecznych. Wszyscy zgodnie i jednym
krokiem bieżąc w kierunku lepszego życia - partyjnego i publicznego.
Zmieniło się polskie przysłowie, bo
już nie ten, kto księdza ma w rodzinie, nie zginie, ale ta familia, która
dochowała się polityka.
Wszystkie tematy debaty publicznej potrafią w równym stopniu
partie głównego nurtu dzielić i łączyć. W zależności od koniunktury,

Złotoria, ul. 8 marca 28
redakcja@pozabydgoszcz.pl

Wydawca
Goldendorf

Redaktor naczelny
Radosław Rzeszotek
goldendorf@goldendorf.pl

Sekretarze redakcji
Tomasz Więcławski (GSM 535 405 385)

Dział reportażu i publicystyki

aktualnych potrzeb i bieżącej kalkulacji. Możliwy jest PO-PiS, PO-PSL, PiS-PSL, PO-SLD, SLD-PIS i
dowolne kombinacje tychże zmiennych. Palikota, mimo że ponoć
obciach, też wielu dołączyłoby do
swojego stada, byleby nie poszerzać
ilości osób, które mogą dobrać się
do krainy mlekiem i miodem płynącej. Można być w Polsce antyklerykałem, katolem, liberałem, socjalistą, a nawet kaczystą. Nie można
być natomiast korwinistą, bo wpisany jest weń antydemokratyzm.
Niczym jednak, jeżeli prześledzi się historię ustrojów, nie różni
się reżim demokratyczny od autorytarnego i totalitarnego w swoim
stosunku do innych reżimów, które akurat w danym państwie nie
są stosowane. Totalitaryści nienawidzą demokratów, autorytaryści
również. Demokraci nie chcą znać
totalitarystów,
autorystarystów,
monarchistów i wszystkich, którzy
nie są demokratami. Dziwi tylko
jedna rzecz. Jak ludziom wmówiono, że najbardziej wolnościowym
ustrojem jest ten, który wyklucza
wszystkie inne?

Tomasz Skory (GSM 665 884 554),
Marcin Tokarz

Dział informacyjny
Łukasz Piecyk, Aleksandra Radzikowska

Sport
Aleksandra Radzikowska

Zdjęcia
Adam Zakrzewski, Łukasz Piecyk, Maciej
Pagała

REKLAMA
Aleksandra Grzegorzewska - Dyrektor
Handlowy (512 202 240), Agnieszka Korzeniewska (534 206 683), Małgorzata
Kramarz (GSM 607 908 607), Karol Przybylski (GSM 665 169 292)
reklama@pozabydgoszcz.pl

Skład
Studio Poza Bydgoszcz

Druk
Express Media Sp. z o.o.

ISSN 4008-3456

Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń.
***
Na podstawie art.25 ust. 1 pkt 1b ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych
Agencja Public Relations Goldendorf zastrzega, że dalsze rozpowszechnianie materiałów opublikowanych w
“Poza Bydgoszcz” jest zabronione bez zgody wydawcy.

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 13 czerwca 2014r.

region

Pieniądze na drogi i szkolnictwo

3

Trwają negocjacje dotyczące regionalnych programów operacyjnych na lata 2014-2020. Od finału rozmów z Komisją
Europejską zależy, na co będzie można pozyskiwać dofinansowanie zewnętrzne w kolejnym okresie programowania
Tomasz Więcławski

W

powiecie
bydgoskim
wiele zmieniło się w
latach 2007-2013 dzięki środkom pochodzącym z Unii
Europejskiej. Na kolejny zastrzyk
gotówki czekają wszystkie samorządy. Władze powiatu zdradzają nam
swoje plany inwestycyjne na najbliższe lata.
Powiat bydgoski jest w trakcie
realizacji ostatnich projektów dofinansowanych w ramach perspektywy finansowej Unii Europejskiej na
lata 2007-2013. Wieloletnie inwestycje wieńczy rozpoczęta niedawno
realizacja partnerskiego projektu
polegającego na budowie ścieżek rowerowych, które połączą istniejące
odcinki dróg rowerowych na terenie
powiatów chełmińskiego, toruńskiego, bydgoskiego i Bydgoszczy w
jeden, długi szlak rowerowy.
Do tej pory, ze środków własnym
i przy wsparciu Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Kujawsko-Pomorskiego udało
się zrealizować modernizację wielu kilometrów dróg powiatowych,
zbudować ścieżki rowerowe oraz
rozbudować i doposażyć szkoły ponadgimnazjalne.
Obecne plany samorządowców
obejmują już swoim zasięgiem kolejną perspektywę finansową. Środki - podobnie jak w latach ubiegłych - będą inwestowane w drogi,
infrastrukturę edukacyjną, ścieżki
rowerowe oraz infrastrukturę opieki
społecznej.
- Bardzo liczymy tutaj na współfinansowanie ze środków zaplanowanych w nowej perspektywie finansowej na lata 2014-2020, głównie
przy wykorzystaniu narzędzia ZIT
- mówi Wojciech Porzych, starosta
bydgoski. - Realizacja inwestycji w
formule Zintegrowanych Inwestycji
Terytorialnych zakłada współpracę
kilku samorządów, tak aby korzyści z nich płynące obejmowały jak
największą liczbę mieszkańców.
Dlatego wspólnie z gminami wchodzącymi w skład powiatu bydgoskiego chcemy się do tego dobrze
przygotować. Już teraz przygotowujemy koncepcję rozwoju ścieżek
rowerowych na lata 2014-2020, po
to by przyszłe inwestycje jak najlepiej odpowiadały potrzebom mieszkańców. I dlatego też opracowany
dokument chcemy poddać, jak tylko będzie to możliwe, konsultacjom
społecznym.
Starostwo Powiatowe w Bydgoszczy zamierza w nowej perspektywie finansowej rozbudować sieć
istniejących już dróg rowerowych w
powiecie, która umożliwi mieszkańcom każdej gminy bezpieczny dojazd rowerem do Bydgoszczy. Prace
rozpoczęte w roku 2010 będą w kolejnych latach kontynuowane.

- Chcemy zaproponować budowę
18 odcinków ścieżek rowerowych o
łącznej długości około 260 kilometrów, co pozwoli osiągnąć założony
cel - wskazuje Wojciech Porzych. Na szczególną uwagę zasługuje pomysł budowy trasy wokół Zalewu
Koronowskiego, czy dwóch dróg
rowerowych do Torunia. Przedsięwzięcie to z pewnością poprawi bez-

pieczeństwo zarówno rowerzystów
jak i kierowców w całym obszarze
funkcjonalnym. Starosta już dziś zaprasza do współpracy przy realizacji
tych zamierzeń wszystkie samorządy z Bydgosko-Toruńskiego Obszaru Funkcjonalnego.
Równie ważne w nowej perspektywie finansowej będą dalsze
inwestycje w szkolnictwo. Propo-

zycje powiatu bydgoskiego dotyczą
wsparcia nauczania języków obcych
i przedmiotów zawodowych oraz
dalszych kolejnych prac termomodernizacyjnych w budynkach użyteczności publicznej, rozwoju bazy
sportowej szkół.
W nowej perspektywie finansowej starosta bydgoski planuje wdrożenie pilotażowego programu dar-

mowych szczepień ochronnych dla
mieszkańców powiatu. Zakłada także nowe programy wsparcia dzieci
niepełnosprawnych i ich opiekunów
oraz rodzin zastępczych.
- Pieniądze na ten cel również
powinny znaleźć się w naszym RPO
- dodaje Wojciech Porzych.

4

region

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 13 czerwca 2014r.

Pora na ważne stanowisko dla Polaka
O wyborach do Parlamentu Europejskiego, wyzwaniach nowej kadencji i siłach eurosceptycznych z Januszem Zemke,
politykiem SLD, europosłem, który uzyskał reelekcję, rozmawia Tomasz Więcławski

Uzyskał pan od wyborców wotum zaufania.
SLD zajęło 3. miejsce w Polsce w wyborach
do Parlamentu Europejskiego, ale pana wynik w województwie kujawsko-pomorskim
(ponad 62 tysiące głosów) był bezkonkurencyjny?
Jestem wdzięczny wszystkim, którzy
oddali na mnie swój głos. Są to wybory
niezwykle trudne, silnie spersonalizowane.
Wynik wyborczy jest dla mnie niezwykle zobowiązujący. Nauczyłem się, będąc tyle lat w
polityce, że radość to piękna rzecz, ale trwa
ona krótko. Natomiast zobowiązania wobec
ludzi pozostają.
Pana wynik może dziwić tym bardziej, że w
wyborach startowały rzesze polityków, którzy znacznie częściej pojawiają się w programach telewizyjnych i innych mediach. Politycy-celebryci ponieśli jednak, w większości
przypadków, klęskę.
Dotyka pan bardzo ważnej kwestii, a
mianowicie sposobu uprawiania polityki.
Nie traktuję jej jako bytności w kolejnych
mediach. Ci, którzy przyjęli taką taktykę i
biegali od studia do studia, wypadli fatalnie.
Jeżeli komuś wydaje się, że takie działanie
zastąpi normalny kontakt z ludźmi, to dostał nauczkę na przyszłość. Pocieszający jest
fakt, że wyborcy potrafią odsiać polityków-celebrytów od tych, którzy starają się w realny sposób zmieniać rzeczywistość.
Wynik SLD w skali ogólnopolskiej (blisko
9,5%) nie jest jednak najwyższy. Poparcie
dla PiS i pana partii nie wzrasta w ostatnich
latach, pomimo tego, że Platforma Obywatelska sprawuje władzę od 2007 roku.

Stawia pan sobie cele indywidualne?
Mogę wskazać dwa główne. Będę chciał
pilotować na poziomie europejskim najważniejsze inwestycje infrastrukturalne w
naszym województwie np. budowę trasy
S-5 czy modernizację linii kolejowych. Procedura jest taka, że każdy wniosek, którego
wartość przekracza 50 milionów euro, jest
opiniowany i finansowanych przez Komisję
Europejską. Chciałbym działać w komisji
transportu, żeby móc się tym zajmować.
Drugie zadanie, które sobie wyznaczyłem,
to wspierania europejskich staży studentów
z naszego województwa. Lubię posługiwać
się konkretami. W kadencji, która się kończy, miałem 195 studentów na stażach i
praktykach z kujawsko-pomorskiego, w tym
60 osób z UMK w Toruniu. Będę chciał kontynuować programy dla młodych ludzi.
Prawdą jest, że scenę polityczną zdominowały dwie siły - PO i PiS. Oczywiście,
że chcielibyśmy, aby nasz wynik był lepszy
- trzeba trzymać się rzeczywistości. Jest jednak, jak jest. Co mają powiedzieć ci, którzy
dostali znacznie mniej głosów jak np. Ruch
Palikota, po którym nie ma już właściwie
śladu. Trzeba na to patrzeć spokojnie.
Spójrzmy szerzej. Jakie wyzwania czekają
całą polską delegację do Parlamentu Europejskiego w nowej kadencji?
Spotkania, których w ostatnich miesiącach odbyłem bardzo wiele, wskazują, że jest
jeden naczelny problem, z którym musimy
się zmierzyć - bezrobocie. Utwierdziłem się

w swojej diagnozie, bo nie jest to zjawisko
nowe i nie pojawiło się w ostatnich miesiącach. Dla PE wynika z tego wiele wniosków.
Trzeba bowiem przejrzeć cały budżet unijny i zastanowić się nad wygospodarowaniem dodatkowych środków na wspierania
małych i średnich przedsiębiorstw. W nich
powstaje bowiem najwięcej nowych miejsc
pracy. Musimy sprawdzić, czy prawo nie
komplikuje przepływu zatrudnienia. Bezrobotnych w Europie jest ok. 27 milionów.
Istnieją jednak 4 miliony miejsc pracy, na
które nie ma chętnych. Jest zatem co robić,
żeby wykorzystać ten potencjał i zadbać o
warunki sprzyjające zatrudnianiu przez pracodawców kolejnych osób.

Często kwestie infrastrukturalne wracają
przy okazji wyborów, a później cichną.
W tym przypadku tak nie będzie. UE
nie działa od wyborów do wyborów. Budżet
wspólnoty - siedmioletni - nie jest nałożony
na kampanie parlamentarne. I całe szczęście. To, że S-5 będzie budowana w naszym
województwie, jest pewne, bo takie decyzje
już zapadły. Będzie miała siedem odcinków,
a koszt powstania każdego przekroczy 50
milionów euro, więc jest co robić.
Nie obawia się pan, że dobre wyniki tzw. formacji eurosceptycznych w wyborach do PE
w różnych krajach mogą spowodować storpedowanie prac tej instytucji?
Zaskoczę pana. Nie obawiam się. Euro-

Wózek musi być odpicowany

sceptyków będzie kilkudziesięciu w całym
Parlamencie Europejskim, który liczy 751
osób. Takie siły będą stanowiły ok. 10% całego składu. Trzeba też pamiętać, że są to
środowiska bardzo różne, silnie podzielone.
Nie dałbym głowy za to, że skupią się oni w
jednej frakcji. Będą to pojedyncze występy,
głównie skierowane na medialny poklask,
ale w praktyce niewiele z tego wyniknie.
PE będzie więc funkcjonował normalnie?
Nie ma mowy o możliwości realnego zakłócenia prac. Jak znam życie, większość w
PE stworzą największe frakcje - partii konserwatywnych i ludowych (PO i PSL) oraz
socjaldemokraci, do których zalicza się moje
stronnictwo. Obie frakcje mają razem ponad
400 parlamentarzystów, czyli bezpieczną
większość.
Jest szansa na ważne stanowisko w UE dla
Polaka?
Mam taką nadzieję. Dopiero rozpoczynają się jednak negocjacje. Na 28 unijnych
państw nasz potencjał jest na szóstym miejscu. Nie jesteśmy malusieńkim krajem. Musimy mieć więc aspiracje. Jest pora na to,
żeby Polak objął ważne stanowisko np. wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej
albo szefa służby zagranicznej...
Podpisał by się pan pod kandydaturą na to
stanowisko Radosława Sikorskiego?
Trzymam się świętej zasady, że jeżeli
polski rząd zgłosi naszego rodaka, jako kandydata na najważniejsze stanowisko w UE,
to zawsze będę go wspierał.

Studiuje, pracuje, gra w zespołach muzycznych i wspiera drużyny sportowe, a jej grafik jest tak napięty,
że najchętniej przedłużyłaby dobę. Magdalena Kruszewska, uczestniczka konkursu „Miss na Wózku”,
zapewnia, że niepełnosprawność nie stanowi dla niej żadnej przeszkody

J

Tomasz Skory

uż jak byłam mała rodzice podejrzewali,
że coś jest nie tak. Problemy z chodzeniem zaczęły się podstawówce - wspomina młoda mieszkanka Bolumina. - Lekarze długo nie wiedzieli co mi jest. W końcu
zdiagnozowano u mnie dystrofię mięśniową,
jest jej kilka odmian, lecz na ten typ chorują
prawie wyłącznie mężczyźni. Nie sądziłam,
że będzie ona postępować tak szybko, ale
gdy trafiłam na wózek, nie zmieniło to mojego podejścia do życia. Zawsze byłam pełna
energii i tak jest do dzisiaj.
Ci, którzy ją znają, nie są w stanie temu
zaprzeczyć. Magda na co dzień studiuje zarządzanie na Uniwersytecie Technologiczno-Przyrodniczym w Bydgoszczy, od paru
lat realizuje się też zawodowo. Pracowała
jako manager restauracji, bierze udział w
licznych programach podnoszących kwalifikacje, ukończyła kurs pedagogiczny i udziela dzieciom korepetycji z matematyki.
- To akurat zabawne, bo jako dziecko
sama nie cierpiałam tego przedmiotu - wyznaje studentka. - Ale mam taki charakter,
że im bardziej czegoś nie lubię, tym bardziej staram się to pokochać. I w pewnym
momencie, gdy zrozumiałam matematykę,
stwierdziłam, że chcę iść dalej w tym kierunku i wybrałam nawet liceum o profilu

Magda śpiewa i gra nagitarze, a nawet prowadzi
własny kanał muzyczny.
matematycznym.
Podobnie było z muzyką. W dzieciństwie Magda unikała tego przedmiotu, a dziś
sama gra na gitarze, śpiewa, udziela się jako
przewodnicząca czterech uniwersyteckich
zespołów i prowadzi własny kanał muzyczny
na YouTube. Jej poczynania śledzić można
szukając profilu 1991LEnnA.
- Najbardziej lubię anglojęzyczne utwo-

Fot. GRAŻYNA
BRZEZIŃSKA

ry, ale czasem śpiewam też po polsku i po rosyjsku. Kiedyś należałam do chóru kościelnego, ale gdy już nie byłam w stanie wejść na
chór, przerzuciłam się na rock. Jak wiadomo,
od pieśni kościelnych do rocka jest niedaleka droga - śmieje się dziewczyna.
Magda lubi też sport. Próbowała kiedyś
strzelać z łuku, ale głównie skupia się na
kibicowaniu innym. Chętnie ogląda mecze

siatkówki, a w wolnych chwilach wspiera Jokersów, bydgoską drużynę rugby na
wózkach. Po głowie chodzą jej też bardziej
szalone pomysły. Nie zaprzecza, że chciałaby
kiedyś skoczyć ze spadochronem. Jednak teraz najbardziej marzy jej się lekcja driftingu.
Prawo jazdy już ma, na auto dopiero zbiera.
- Moim środkiem lokomocji jest teraz
wózek. Faceci dbają o samochody, więc ja jestem zdania, że on też musi być odpicowany
- studentka wskazuje na żółte tasiemki zdobiące jej czarny wózek. - To w ramach przygotowań do imprezy „Bajkowa Bydgoszcz”.
Przebieramy się dla dzieciaków, a ja będę
pszczółką Mają.
W trakcie zabawy w ciągu dwóch dni
Magda koordynowała pracę blisko dwustu
wolontariuszy. To trudne zadanie, dziewczyna wyznań jednak się nie boi.
- Od małego stawiałam sobie wysoko
poprzeczkę i jestem zdania, że nie ma rzeczy
niemożliwych. Ważna jest umiejętność strategicznego zarządzania czasem. Mam tyle
zajęć i zainteresowań, że bez kalendarza już
bym się dawno pogubiła.
Niedawno studentka odhaczyła w notesie kolejną pozycję: start w ogólnopolskim
konkursie na „Miss na Wózku”. W ubiegłym
roku w programie zwyciężyła jej koleżanka
Olga Fijałkowska, w tym roku sama postanowiła spróbować więc swoich sił w zabawie. Do finału dotrzeć jej się nie udało, ale

nie to było jej celem.
- Moim zdaniem – i myślę, że innych
kandydatek również – celem w tym konkursie jest nie tyle wygrać, co pokazać, że osoby
na wózkach nie siedzą tylko w domach, ale
chcą żyć, bawić się i pracować, jak wszyscy
inni ludzie. Nie zależało mi na rozgłosie, tylko na tym, by łamać stereotypy.
A zdaniem Magdy, w naszym społeczeństwie wciąż dominuje stereotyp osoby
niepełnosprawnej wycofanej z życia publicznego. Wielu ludzi wciąż jeszcze nie wie, jak
zachować się w towarzystwie osoby poruszającej się na wózku, niewiedza ta rodzi z
kolei obawy. Takie akcje, jak wybory „Miss
na Wózku”, mają właśnie za zadanie uświadomić wszystkim, że niepełnosprawni chcą
żyć i odnosić sukcesy, jak każdy inny.
- System wspierania osób niepełnosprawnych nieco u nas kuleje. Jak ktoś nie
pracuje to otrzymuje rentę, z której ciężko
jest się utrzymać, a jak jest zdolny do pracy,
to renta się mu nie należy. Wielu niepełnosprawnych w obawie przed utratą świadczeń
siedzi więc w domu, podczas gdy aktywna
praca i kontakt z ludźmi są niezwykle istotną częścią rehabilitacji. Chciałabym, by to
co robię, pomogło kiedyś innym zmienić to
podejście.

t.skory@pozabydgoszcz.pl

6

region

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 13 czerwca 2014r.

Gdzie w tym roku wylądują?
W naszym sąsiedztwie żyją osoby, które doświadczyły zjawisk paranormalnych. Od tej pory częściej
zadzierają głowę do góry, żeby nie przegapić niezidentyfikowanych obiektów.
Są przekonani o ingerencji istot pozaziemskich w życie nas wszystkich
Tomasz Więcławski

W

ylatowo jest najbardziej
znaną w naszym województwie miejscowością,
która kojarzy się ze śladami kosmitów.
W powiecie toruńskim i bydgoskim
nie brakuje jednak miejsc, w których
miały pojawiać się latające statki, świetliste kule, piktogramy w zbożu, a także dochodziło do bliskich spotkań III
stopnia.
Fenomen UFO nie został wyjaśniony. Są jednak osoby, które nie tylko
wierzą w ich istnienie, ale twierdzą, że
o nich wiedzą.
- Od dawien dawna powszechne jest
stygmatyzowanie tego tematu - mówi
Leszek Ostoja-Owsiany, toruński tatuażysta, ufolog. - Odbiór społeczny jest
celowo kreowany w taki sposób, żeby
odrzucać możliwość zaistnienia tego
rodzaju fenomenów. Ludzie boją się
opowiadać o tym prasie, telewizji czy
radiostacjom, żeby nie zostać wziętymi
za świrów, wariatów, którzy postradali
zmysły. A tak naprawdę cała reszta żyje
w błogiej nieświadomości.

Z
Leszkiem
Ostoją-Owsianym można rozmawiać o UFO godzinami.
Jego zbiór filmów, zdjęć
i doniesień ludzi o
niezidentyfikowanych zjawiskach
jest
ogromny.
Zgłaszają się do
niego ludzie z
całego kraju. Nowe
doniesienia
poja-

wiają się co tydzień. Czego dotyczą?
Straszy na zamku?
- W Zamku Bierzgłowskim od dłuższego czasu odnotowywane są różnego
rodzaju fenomeny świetle - wskazuje znany w całej Polsce badacz UFO i
zjawisk paranormalnych. - Ostatnie
doniesienie z tego miejsca pochodzi
z 2012 roku. Mieszkańcy obserwowali
tam kiedyś płonącego paralotniarza,
który spadał z nieba. Długo szukano
ciała i szczątków maszyny. Nic nie znaleziono. Tak, jakby człowiek wleciał w
ziemię. To częsty przypadek. Piętnaście
lat temu cały kraj obiegła informacja,
że w Pigży ukazały się znaki w zbożu.
To były pierwsze udokumentowane
piktogramy w naszym kraju. Żadna
„podróba”, bo ułożenie kłosów w taflę
było tak idealne, że człowiek by tego
nie zrobił. Do tego były one zgięte, a

nie złamane.
Do kręgów ufolodzy podchodzą
jednak ze sporym sceptycyzmem.
Większość z nich jest dziełem ludzi,
ale część nie. Nie udokumentowano
tworzenia ich przez istoty pozaziemskie, ale często dzieją się w nich dziwne
rzeczy - rozładowują się telefony komórkowe, psuje się sprzęt dziennikarzy
telewizyjnych, a także ludzie doświadczają negatywnego wpływu na zdrowie. Obcy oddziałują? Przekonany jest
o tym Rafał, toruński przedsiębiorca,
który doświadczył niespełna dwa lata
temu niewyjaśnionego zjawiska w Kamionkach Małych.
Kilkunastometrowy spodek
- Wyjechałem do domku nad jezioro, żeby napisać pracę dyplomową
- opowiada Rafał, który chce zachować
anonimowość. - Położyłem się wcześniej spać, ale po kilku godzinach się
przebudziłem. Zobaczyłem na ścianie
czerwono-niebieskie światła, jakby
pliki. Potrząsnąłem głową, żeby się
przebudzić. Na początku pomyślałem,
że może policja przyjechała na sygnale. Podszedłem jednak do okna i nie
mogłem uwierzyć własnym oczom.
Musiałem się uszczypnąć. Po niebie
przemieszczał się spodek, który
świecił różnymi kolorami. Miał
średnicę 15-17 metrów. W pewnym momencie przekręcił się
na drugą stronę, która była
zupełnie czarna i odleciał. Czułem, że w mojej
głowie pojawiają się
dziwne informacje
- nie moje myśli.
Bałem się o tym
powiedzieć rodzinie. Później
znalazłem
panią,
która
byłatego
d n i a
w domku
obok. Nie zapytałem jej wprost, żeby na
nic jej nie naprowadzić. Widziała jednak to samo. Opowiedziała mi o tym.
Dwie osoby nie mogły śnić.
Zdjęć dziwnych obiektów - małych
i większych kul, które przemieszczają
się bądź wiszą w jednym miejscu, jest z
Torunia i Bydgoszczy mnóstwo.
- Jedno z ostatnich doniesień pochodzi z maja - mówi Robert Bernatowicz,
założyciel fundacji Nautilus zajmującej się paranormalnymi zjawiskami.
- Mężczyzna robił zdjęcia samolotowi
podczas ćwiczeń polsko-amerykańskich. Gdy w domu przeglądał fotografie zauważył obok aeroplanu dziwny
obiekt. Nie był to dron. Bez wątpienia
UFO śledziło samolot. Doniesień spod
Bydgoszczy mamy mnóstwo.
Oni wybierają nas
Ludzie deklarują, że widzieli czer-

wone kule, że posiadają na nagraniach
z monitoringu niewyjaśnione fenomeny świetlne, a także przesyłają zdjęcia,
na których uwiecznili różnego rodzaju
kręgi.
- W lesie na obrzeżach miast pojawił
się kilka lat temu zdumiewający krąg opowiada Bernatowicz. - Mój znajomy
wchodził do niego i doświadczał pogorszenia stanu zdrowia. Byliśmy tam
ze sprzętem. Nie stwierdziliśmy promieniowania.
Niewyjaśnionych zjawisk jest całe
mnóstwo.
- Spod Wylatowa znam relację
grupki znajomych, którzy wracali z
Niemiec do Torunia - mówi Leszek
Ostoja-Owsiany. - Jeden z nich zobaczył nad lasem łunę, a potem oddalającą się kule. Elektryczność w samocho-

dzie zwariowała. Wszystko włączyło się
w jednym momencie, a potem zupełnie
padło. Ojciec kierowcy musiał przyjechać z liną holowniczą. Cała „elektryka” została usmażona.
Sam badacz niewyjaśnionych zjawisk też widział UFO.
- Nie jestem w stanie racjonalnie
wyjaśnić sobie pewnych obserwacji,
chociaż wielokrotnie próbowałem mówi Leszek Ostoja-Owsiany. - Kobieta z Włocławka rozmawiając ze mną
opowiadała, że po nocy pojawiły się na
jej ciele dziwne ślady. Wieczorem ich
nie było. Ingerencja „obcych” w nasze
ciała i umysły jest faktem. Zapis, który
pozostawiają, jest jednak tak skonstruowany, żebyśmy wypierali to z siebie.
Rządy wielu państw posiadają niezliczone ilości informacji o tym fenome-

nie, ale boją się je ujawnić. Lepiej kieruje się bowiem głupim stadem. Może
jednak kiedyś nastąpi przełom?
ą miejsca, w których obserwacje doS
konywane są częściej. Nikt do końca
nie wie dlaczego. Miejscowości Wylatowo, Chabsko i Wydartowo tworzą na
mapie trójkąt równoramienny.
- To taki trójkąt bermudzki w naszym regionie - dodaje Leszek Ostoja-Owsiany. - Ilość zdarzeń z tamtego
terenu jest ogromna. Ale Zamek Bierzgłowski, Pigża, Kamionki czy Chełmża
wcale nie ustępują mu? pod tym względem. Póki co, to „obcy” wybierają swoje
cele. Nie można ich „zamówić”, chociaż
jestem otwarty na taką ich ingerencję.
Nie mam w sobie lęku.
t.wieclawski@pozabydgoszcz.pl

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 13 czerwca 2014r.

region

Węglowi baronowie trafili do aresztu

7

CBŚ zatrzymało w sumie 11 osób zajmujących kierownicze stanowiska w spółkach MM Group i Składy Węgla PL
z Białych Błot.Podejrzani mieli dopuścić się przestępstw gospodarczych na wielomilionowe kwoty.
Wobec sześciu z nich sąd zadecydował o areszcie tymczasowym

Tomasz Skory

S

ąd Okręgowy w Bydgoszczy
zdecydował, że sześć osób z
kierownictwa spółek MM Group i Składy Węgla PL z Białych Błot
spędzi najbliższe miesiące za kratami. Wśród tymczasowo aresztowanych są, m.in. Marcin W. - założyciel
i nieformalny szef węglowego mocarstwa oraz Arkadiusz P. - prezes
obu spółek.
- W minionym tygodniu zatrzymano dziesięć osób, a wobec pięciu
z nich skierowano wnioski do sądu
o tymczasowe aresztowanie. Wszystkie zostały uwzględnione - mówi Jan
Bednarek, rzecznik bydgoskiej prokuratury. - W zeszły piątek zatrzymano kolejną osobę, wobec której
sąd również wydał decyzję o aresztowaniu na okres trzech miesięcy.
Pozostałą piątkę sąd objął dozorem
policyjnym.
Przypomnijmy, że MM Group i
związana z nią spółka Składy Węgla
PL to jedna z największych firm im-

CBŚ zatrzymało w sumie 11 pracowników
Składów Węgla i MM Group.

portujących węgiel i prowadzących
jego sprzedaż detaliczną na terenie naszego kraju. Ma 350 punktów
przeładunkowych i agencji w całym
kraju, a węgiel kupowało od „Składów” prawie 1,5 mln klientów.
- Policjanci, CBŚ i prokuratorzy

Fot. MACIEJ
PAGAŁA

Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy bacznie przyglądali się działaniom tej jednej z największych spółek węglowych - informuje Monika
Chlebicz, rzeczniczka KP KWP w
Bydgoszczy. - Analiza zgromadzonych materiałów w postaci licznych

dokumentów oraz przesłuchań
świadków jednoznacznie wskazywała na znaczne nieprawidłowości w
działaniu firmy z Białych Błot.
Dziesięć osób zatrzymanych
przez policjantów Centralnego Biura Śledczego to osoby zajmujące
najwyższe stanowiska w spółce MM
Group i powiązanych z nią Składach
Węgla PL. Podejrzanym postawiono
zarzuty udziału w zorganizowanej
grupie przestępczej mającej na celu
popełnienie przestępstw skarbowych, oszustwa przy sprzedaży węgla, wyłudzenia podatku VAT i prania brudnych pieniędzy na kwotę 85
mln zł.
- Z analizy materiałów wynikało, że węgiel sprowadzany z Rosji
i Kazachstanu oferowany był jako
polski, nieprawidłowości dotyczyły
także jego jakości i ilości - tłumaczy
rzeczniczka. - Tworzono przy tym
fikcyjną dokumentację związaną z
dystrybucją węgla, części transakcji w ogóle nie ewidencjonowano.
Wszystko wskazywało także na zorganizowany charakter prowadzonej

działalności przestępczej, wymierzonej głównie w skarb państwa.
Podczas działań funkcjonariusze zabezpieczyli również gotówkę,
samochody, kosztowne maszyny i
urządzenia służące do dystrybucji
węgla o łącznej wartości ok. 3,5 mln
zł oraz 50 tys. ton węgla o wartości
rynkowej ok. 17 mln zł. Mienie zostało zajęte przez policję na poczet
przyszłych kar i wyrządzonych przestępstwami szkód. Już teraz śledczy
szacują, że podejrzani mogli wyłudzić zwrot nienależnego podatku
VAT na kwotę co najmniej 35 mln zł,
dopuścili się oszustw na kwotę ok.
30 mln zł i wyprali ponad 22 mln zł.
Śledczy nie wykluczają kolejnych
zatrzymań i możliwości postawienia kolejnych zarzutów osobom już
zatrzymanym. Śledztwo jest prowadzone w tej chwili pod nadzorem
Wydziału VI do spraw Przestępczości Gospodarczej Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy.

t.skory@pozabydgoszcz.pl

8

region

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 13 czerwca 2014r.

„Kuń” jest narowistym zwierzęciem
Wpis modelu – Mustang - w dowodzie rejestracyjnym w linii prostej wywodzi się z marzeń. Nie ma innej możliwości.
Stan posiadania tego samochodu bywa określany chorobą, której nie poddaje się leczeniu

Marcin Tokarz

W

kraczając w świat muscle cara
ze stajni Forda, trzeba mieć
jaja wielkości silnika V8 i być
wariatem na miarę van Gogha. Kierowca
wprawdzie zachowa oboje uszu, ale nie ma
gwarancji, że ryk motoru nie osłabi jego słuchu. Jazda autem z emblematem konia jest
przewidywalna jak gra w totolotka. Jednak
tu wylosowanie złej liczby na prędkościomierzu skutkuje niechybną utratą kontroli.
Wygra ten, kto stanie się częścią tej maszyny.
Pozostali skończą w rowie.
Prowadzenie wszystkich wersji Forda
Mustanga do V generacji włącznie, bez doświadczeń z tylnym napędem, loterię zamienia już w rosyjską ruletkę. Wysoki moment
obrotowy plus ascetyzm wśród systemów
wspomagających wymagają od kierowcy
realnego zaangażowania. Z każdego zakątka
kabiny dobiega impuls informujący go, że
zdany jest tylko na swoje umiejętności. Choć
dla miłośników europejskiej czy egzotycznej
motoryzacji taki stan rzeczy zakrawa o absurd, u entuzjastów muscle carów wywołuje
wręcz fanatyczną fascynację.
- Wcisnąć gaz do dechy kusi, ale nadsterowność auta jest tak duża, że niemal pewnikiem zacznie ono jechać bokiem - wskazuje
Mariusz Kołodziej z Kruszyna Krajeńskiego,
dumny posiadacz Mustanga V generacji z
2008 roku, wyposażonego w pakiet "Pony
Package", z silnikiem 4.0 l V8 podrasowanym do mocy 230 KM. - Jest nieokiełznany.
Trzeba na niego uważać, bo przy brawurowej jeździe da ci surową lekcję w postaci
bączka zakończonego uderzeniem w krawężnik i pękniętej felgi...
Narowisty, kapryśny i wymagający
Spotkanie kierowcy z Mustangiem przypomina pojedynek toreadora z bykiem.
Mariusz Kołodziej traktuje go z nabożnym
szacunkiem. Parkując, ustawia samochód
tak, żeby mógł na niego patrzeć, siedząc w
kuchni. Jego żona już sama nie wie, czy ma
czuć się zazdrosna. W końcu to tylko półtorej tony blachy na kołach... Takich słów
lepiej nie wypowiadać na głos. Swoje auto

kocha tak bardzo, że nie wyparłby się go nawet, gdyby się psuło, czego jednak nie robi...
- Poprzedni właściciel, mówiąc wprost,
był flejtuchem. Zastanawiałem się, jak można było zaniedbać w takim cacku wymianę
podstawowych elementów eksploatacyjnych
typu tuleje wahacza, czy końcówka drążka kierowniczego. Pierwsze trzy miesiące
spędziłem na zamawianiu kolejnych części,
dążąc do perfekcyjnego stanu auta. Nie było
jednak mowy o jakichkolwiek awariach.
Mustang nie dość, że narowisty, to jeszcze kapryśny i wymagający. Nie służą mu
piasek na jezdni czy kałuże, nie mówiąc już
o śniegu, zapominając kompletnie o zlodowaciałej nawierzchni - na trzech pierwszych
biegach koła buksują jak oszalałe.
- Na rondo lepiej wjeżdżać bez wciśniętego pedału gazu, bo tył ucieknie w siną
dal - zapewnia Robert Zdunkiewicz, który
siedem lat temu nabył Mustanga Mach 1
rocznik 1969 z silnikiem V8 o pojemności 5
litrów. - Trzeba mieć coś z wariata, żeby wozić się takim autem. Raz wyprzedzałem na
trzeciego. Pomiędzy TIR-ami było zwykłe
auto, którego kierowca wykonał nerwowy
ruch zdradzający, że też planuje wyprzedzanie. Instynktownie dałem po heblach, co
przy prędkości rzędu 120 km/h poskutkowało podwójnym bączkiem i wpadnięciem do
rowu.
Tańszy niż Opel
Robert Zdunkiewicz swojego Mustanga
sprowadził ze Stanów. Cieszył się nim przez
rok, by później rozebrać go na części pierwsze i każdej nadać prawowitego blasku. Jego
mechanik pytał, co strzeliło mu do łba, żeby
kupić tak łapczywe na paliwo auto?
- Odpowiedziałem mu, że nie widzę powodu, dla którego miałbym oszczędzać na
marzeniach – wspomina mieszkaniec Brzozy, który w tym roku zasłużył na uznanie całej społeczności miłośników aut spod znaku
konia. Był prowodyrem i jednym z głównych
organizatorów VI Ogólnopolskiego Zlotu
Mustangów w Bydgoszczy, którego echo nie
milknie do dziś, choć odbył się 26 kwietnia.
- Poza tym te samochody palą mniej niż się
ludziom zdaje.
Trudno się dziwić, że wokół Mustangów krąży tak wiele legend. Swą aparycją i

Wszystkie trzy samochody Roberta Zdunkiewicza, Piotra Suchowieckiego i Mariusza Kołodzieja współtworzyły kompletną gamę wersji eksponowanych na VI Ogólnopolskim Zlocie Mustangów w Bydgoszczy.
wdziękiem deklasują większość aut współczesnych, kosztują mniej niż dwuletni Opel
Vectra.
- Jak je w ogóle porównywać? - pyta Robert Zdunkiewicz. - Wskaż mi drugie takie
auto, które robi wokół siebie tyle zamieszania. My mamy dla nich więcej czasu niż one
dla nas. Jak nie zawiesi na nim oka jakaś
dziewczyna, to ślini się facet. Pytają, podziwiają, zazdroszczą. Moje dzieci zatłukłyby
mnie, gdybym postanowił go sprzedać. Najlepsze jest to, że Mustangi są autami osiągalnymi dla przeciętnie zarabiającego Polaka.
Większość części regenerowanych nie różni
się kosztami od tych do Golfa V.
Utarło się przekonanie, że skoro Mustangi mają potężne silniki, to jego posiadacze na stację benzynową i do portfela
zaglądają częściej niż inni. Tymczasem Robert i Mariusz twierdzą, że wszystko zależy
od tego, jak ciężką ma się nogę. Z kolei Piotr
Suchowiecki woli o tym nawet nie myśleć.
- Wychodzę z założenia, że jeśli sam żyję

w abstynencji tytoniowo-alkoholowej, to
moje maleństwo może pić i palić za mnie śmieje się mieszkaniec Solca Kujawskiego,
który na spotkanie przyjechał Mustangiem
'65 z silnikiem V8 o pojemności 4,7 l - płoszącym wszystkie ptaki w promieniu stu
metrów. – Nawet przez jedną chwilę nie żałowałem tego zakupu. Zresztą długo się nie
wahałem, gdy jego właściciel zaproponował
zamianę za mojego Forda Galaxy.
Przed zakupem
skontaktuj się z sercem
Proces eskalacji pożądania Mustanga
zazwyczaj zaczyna się w wieku nastoletnim.
Powstaje na skutek otrzymania zabawkowej
miniaturki, obejrzenia filmu "60 sekund"
czy bezpośredniego kontaktu. Charakteryzuje się totalnym zauroczeniem, ślepym
wpatrzeniem się w sylwetkę danego modelu
i wreszcie bezwarunkową żądzą posiadania.
Jak dotąd nie odkryto żadnego skutecznego

Fot. ADAM
ZAKRZEWSKI

lekarstwa na tę chorobę. Zignorowanie objawów może spowodować żal do własnej osoby i utratę niepowtarzalnych wrażeń. Żarty
żartami, ale bywa, że sama decyzja o nabyciu
wymarzonego cacka ze stajni Forda rodzi się
w sytuacjach ekstremalnych.
Cztery lata temu Piotr Suchowiecki zapadł na sepsę. Kolejne organy odmawiały
mu posłuszeństwa.
- Moje życie właściwie było już pod kreską - ten czas wspomina z grozą w oczach.
- W Wielkanoc odbyła się operacja. Zmartwychwstałem. Zacząłem zastanawiać się,
jakie decyzje powinienem podjąć w życiu,
żeby czuć pełną satysfakcję z niego. Powiedziałem żonie, że koniecznie musimy kupić
Mustanga, na którego chorowałem od 1989
roku. Wiesz co? Nigdzie indziej – jak tylko
za kółkiem mojej chabety - czuję, że naprawdę żyję.

m.tokarz@pozabydgoszcz.pl

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 13 czerwca 2014r.

Musimy się jednoczyć

gmina Dobrcz

9

O regionalnych wyrobach, problemach małych gospodarstw oraz uroków doliny Wisły Łukasz Piecyk rozmawia z Janem
Iwanowskim, społecznikiem ze Strzelec Dolne
Regionalne wyroby to skarb dla lokalnej społeczności. Jaka jest sytuacja ich
producentów?
Najczęściej jest tak, że producenci danego produktu łączą się w grupy
producenckie. Dzięki temu siła perswazji jest o wiele większa. Producenci
produktów tradycyjnych mają jednak
spory problem ze swoimi wyrobami.

Taka forma produkcji to też ratunek dla
mniejszych gospodarstw.
Zdecydowanie. Borykamy się z problemem parcelacji, który znacznie wpływa
na dochody poszczególnych rolników.
Zresztą w przypadku Strzelec Górnych
rolnictwo z wykorzystaniem dużych
maszyn jest nawet nierealne ze względu
na ukształtowanie terenu. Taka dodatkowa gałąź gospodarki w postaci produktów tradycyjnych wypełnia lukę i
stanowi dodatkowe źródło dochodu.

Czemu?
Nie mają one bowiem uregulowanych form sprzedaży. Po wejściu do
Unii Europejskiej mieliśmy skorzystać
z rozwiązań od dawna stosowanych z
powodzeniem u naszych zachodnich
sąsiadów. Teoretycznie wolno takie
produkty sprzedawać, ale w wielu przypadkach po głębszej analizie przepisów
nie jest to do końca dozwolone. Problem ten dotyczy praktycznie wszystkich producentów w Polsce - od morza
aż po Tatry.
I trzeba wziąć sprawy w swoje ręce?
Dokładnie. Gdy 14 lat temu organizowaliśmy pierwsze Święto Śliwki, było
to praktycznie małe spotkanie z trzema
kociołkami powideł. Zaistnieliśmy wtedy pod szyldem koła gospodyń wiejskich, które nie ma osobowości prawnej. To znacząco ogranicza działania, a
nie zawsze partner należący do trzeciego sektora myśli o danym wydarzeniu
w takim sam sposób jak jego twórcy.

Jan Iwanowski twierdzi, że producenci regionalnych produktów nie mają w Polsce łatwo

Zaangażowanie się w większą strukturę automatycznie stawiałoby nas jako
mały element większej całości. Tu trzeba specjalizacji prowadzonej wspólnie z
ludźmi biznesu i nauki. Potrzeba nam
przysłowiowej wędki do łowienia ryb.
Dzięki niej możemy np. starać się o do-

finansowanie ze źródeł zewnętrznych.
Chodzi tylko o Strzelce Dolne?
Nam tak, ale takich ludzi jak my
jest w całej Polsce pełno. Im więcej jest
sformalizowanych organów walczących
o to samo, tym lepszy efekt możemy

osiągnąć na najwyższym szczeblu państwowym w walce o promocję i usankcjonowanie regionalnych produktów.
Moda na tradycyjne smaki bez chemii
wraca, więc warto zapewnić im właściwe warunki do rozwoju.

Podstawowym produktem promującym Strzelce Dolne są śliwkowe powidła.
To wyrób, który od lat jest specjalnością naszej wsi. Historia osady liczy
więcej lat niż Bydgoszcz i przez wieki mieszkańcy Strzelec zaopatrywali
miasto w gotowe wyroby z warzyw i
owoców. Chcielibyśmy różnymi działaniami wrócić do tamtych czasów i
odnowić piękną historię. Nasza wieś
ma już wypracowaną pewną markę,
którą można dodatkowo wykorzystać
w oparciu o dolinę dolnej Wisły. Marzy
mi się np. ścieżka turystyczna i szlak
konno-rowerowy zarówno wzdłuż
brzegu Wisły jak i strzeleckiej skarpy.
Mamy tutaj siedem wąwozów z pięknymi potokami rodem z samych gór. Dlaczego by tego nie wykorzystać?

Stolica Apostolska zasmakowała śliwek
Anna Iwanowska to znana w całej Polsce producentka powideł. Tym razem skosztował je papież Franciszek
W 2000 roku zorganizowaliśmy trochę na
próbę pierwsze Święto Śliwki. Wtedy była
to naprawdę niewielka impreza. Trzy lata
później otrzymaliśmy Perłę, czyli główną
nagrodę w konkursie „Nasze Kulinarne Dziedzictwo – Smaki Regionów”. To
otworzyło nam furtkę do zainteresowania
szerszego grona naszym przysmakiem.

Łukasz Piecyk

N

iebywały zaszczyt spotkał Annę
Iwanowską, producentkę powideł śliwkowych ze Strzelec
Dolnych. Za pośrednictwem premiera
Donalda Tuska jej wyroby trafiły do papieża Franciszka. Smak strzelecki śliwek
znany jest jednak jeszcze w wielu zakątkach świata
Początkowo wszystko to brała za żart.
Gdy zadzwoniła do niej kancelarii Prezesa Rady Ministrów, miała nie mały mętlik
w głowie.
- W pierwszej chwili pomyślałam, że
ktoś chce mi zrobić kawał – przyznaje
producentka. – Wszystko jednak brzmiało bardzo rzeczowo. Gdy przyszedł e-mail
z zamówieniem, to już całkiem nie mogłam uwierzyć.
Samo zamówienie to nie wszystko.
Kobieta przyznaje, że kilka lat temu wysyłała do jednego z ministerstw swoje wyroby, ale tego się nie spodziewała. Donald
Tusk będąc z wizytą w Watykanie przekazał powidła papieżowi Franciszkowi.
- Strzeleckie produkty trafiły do koszyczka z regionalnymi wyrobami zebranymi z całej Polski – wyjaśnia Anna Iwanowska. – Mam nadzieję, że smakowały

Słodkie, bo bez cukru

Anna Iwanowska do swojej pracy wkłada serce. To jeden z elementów przepisu na sukces

Ojcu Świętemu.
Smak znany globalnie
O tym, czy strzelecka chluba smakowała następcy św. Piotra, pewnie się nie
dowiemy. Wiadomo jednak, że powidła z
gminy Dobrcz markę mają już nawet poza

naszym krajem.
- Polskę zjeździliśmy już wzdłuż i
wszerz – mówi Anna Iwanowska. – Powidła smażyłam także nie raz na żywo w
program telewizyjnych. Z naszymi produktami pojawialiśmy się już w Europie,
a zamówione słoiki wysyłaliśmy nawet do
Nowego Yorku.

Nic dziwnego, że strzeleckie smakołyki zdobyły cały świat. Anna Iwanowska
robi je od blisko dwudziestu lat i kontynuuje tradycję zapoczątkowaną przez
babcię.
- Wcześniej powidła smażyło się zasadniczo dla swojej rodziny i znajomych
– wspomina mieszkanka gminy Dobrcz. –

Skąd tajemnica smaku? W idealnych
owocach. Jak się okazuje, śliwka śliwce
jest nierówna. Ich odmianę trzeba dodać
w zależności od rodzaju powideł, które
chcemy przygotować. Nie do wszystkich
także dodajemy cukru. Niektóre są już
słodkie z natury, a niektóre trzeba posłodzić, aby uzyskać słodko-kwaśny smak.
- Przy robieniu powideł nie ma miejsca na pośpiech – twierdzi Anna Iwanowska. – Trzeba w to włożyć dużo serca. Sama zabieram się do pracy dopiero
w drugiej połowie sierpnia, bo dopiero
wtedy owoce są dojrzałe. Gwarantuję, że
zrywane wcześniej nie będą miały takiego
smaku.
Ukoronowaniem przygotowywania
smakołyków w gminie Dobrcz jest Święto
Śliwki w Strzelcach Dolnych. Odbywa się
ono w pierwszy pełny weekend września.

10

powiat bydgoski

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 13 czerwca 2014r.

Piętnaście lat minęło

Nowa
przeprawa

Powiat Bydgoski świętował 15. urodziny

29 maja br. – podczas uroczystości
z udziałem m.in. wojewody kujawsko – pomorskiego pani Ewy
Mes, wicemarszałka województwa
Edwarda Hartwicha oraz wielu zaproszonych gości, wśród których
znaleźli się również wójtowie i burmistrzowie gmin powiatu bydgoskiego, byli starostowie bydgoscy i
przewodniczący Rady Powiatu Bydgoskiego, radni obecnej kadencji,
przedstawiciele służb, inspekcji i
straży powiatowych, powiatowych
jednostek organizacyjnych oraz
pracownicy Starostwa – Powiat
Bydgoski świętował swoje piętnaste urodziny.
Kiedy reforma administracyjna
kraju – wprowadziła nowe szczeble
samorządu terytorialnego – przed

ówczesnymi decydentami postawiono problem organizacji nowych
struktur, wyznaczenia celów i zapewnienia zasobów niezbędnych do ich
osiągnięcia. Trzeba było od podstaw
stworzyć samorząd powiatowy, który
przez wiele lat był w polskiej administracji nieobecny. Dlatego też pierwsze lata funkcjonowania powiatu
skoncentrowały się na budowie podwalin pod przyszłą, sprawną i skuteczną administrację, która pozwoliłaby
w pełni zaspokajać potrzeby mieszkańców w ramach przydzielonych jej
kompetencji. Ten cel udało się osiągnąć. Zmieniające się na przestrzeni
lat władze ugruntowały pozycję powiatu – wprowadzając wiele modernizacji, które miały się wprost przełożyły
się na jakość obsługi interesantów.

Ścieżki dla
rowerzystów

Umowa na ścieżki podpisana –
Powiat Bydgoski liderem projektu

29 maja br. wicemarszałek województwa Edward Hartwich i starosta bydgoski Wojciech Porzych podpisali umowę
o dofinansowanie projektu partnerskiego „Budowa ścieżek rowerowych w powiecie bydgoskim, chełmińskim i mieście Bydgoszcz”.
W ramach wspomnianego projektu,

Strona redagowana
przez
Starostwo Powiatowe w Bydgoszczy

którego Powiat Bydgoski
jest liderem, planowana jest
budowa około 22 km ścieżek
rowerowych w gminach:
Unisław, Dąbrowa Chełmińska, Sicienko, Koronowo
oraz w Bydgoszczy. Budowane odcinki, z których
większość będzie przebiegała przez teren powiatu
bydgoskiego, połączą istniejące już ścieżki rowerowe w
jedną z najdłuższych w Polsce - trasę rowerową. Na ten
cel uzyskaliśmy ponad 9,5
mln zł dofinansowania w
ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Kujawsko-Pomorskiego, a więc 85% wartości
projektu. Piętnastoprocentowy wkład własny zabezpieczają partnerzy:
Powiat Bydgoski, Gminy Unisław, Dąbrowa Chełmińska, Sicienko i Koronowo oraz Miasto
Bydgoszcz. Jest to niewątpliwy sukces.
Tym większy, że gdy powstał pomysł połączenia ścieżką rowerową gmin powiatu
z Bydgoszczą i Toruniem nie był ogłoszony żaden konkurs w ramach RPO na tego
typu inwestycje. Mało tego, nie było nawet
planów ogłoszenia takiego konkursu. A
jednak udało się! W jednym z następnych
postaramy się przybliżyć naszym czytelnikom ten projekt.

W trosce o naszych
mieszkańców – będzie
nowy most w Przyłękach

Patrząc na minione piętnaście lat
można uznać, że Powiat Bydgoski
wykorzystał szanse jakie się przed
nim otwierały. Działo się tak również
dzięki umiejętności pozyskiwania
środków pozabudżetowych. Powiat
czynił to niemal od samego początku,
jeszcze zanim staliśmy się pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej. Bez
udziału tych środków niemożliwa byłaby tak znacząca modernizacja sieci
dróg powiatowych, czy też wiele inwestycji zrealizowanych w naszych
jednostkach organizacyjnych. Tak
znaczący rozwój był możliwy również
dzięki wieloletniej, ścisłej i twórczej
współpracy władz powiatu bydgoskiego z Zarządem Województwa
Kujawsko – Pomorskiego, władzami
gmin wchodzących w skład powia-

tu, Prezydentem Miasta Bydgoszczy,
a także szefostwem powiatowych
służb, inspekcji i straży. Bardzo ważna
była także współpraca z innymi powiatami – w tym toruńskim.
W tym doniosłym dniu starosta Wojciech Porzych podziękował
wszystkim właśnie za tą współpracę,
trud i zaangażowanie wkładane każdego dnia w pracę na rzecz rozwoju
polskiego samorządu. Przypomniał
również jak wiele przez te lata udało
się osiągnąć powiatowi bydgoskiemu. Na zakończenie starosta wręczył
przybyłym, wybity z okazji jubileuszu,
okolicznościowy medal piętnastolecia powiatu bydgoskiego.

Żyjmy w zgodzie
z przyrodą

Uczniowie Powiatu Bydgoskiego wykazali się
w konkursie wiedzy przyrodniczej

20 maja 2014 r. w Zespole Szkół w Sicienku uczniowie z 12 szkół podstawowych z terenu Powiatu bydgoskiego
stanęli w szranki w Powiatowym Konkursie Wiedzy Ekologiczno-Łowieckiej
pn.: "Żyjmy w zgodzie z przyrodą".
Celem konkursu było uświadomienie dzieciom i młodzieży roli ochrony
przyrody, ze szczególnym naciskiem
na zagadnienia związane z dobrym
wizerunkiem łowiectwa wśród społeczeństwa.
Finaliści konkursu zmagali się m.in. z
różnorodnymi zadaniami z zakresu: gwary łowieckiej, sygnałów łowieckich, tropów zwierząt, podstawowych gatunków
drzew, zachowania w lesie, warstw lasu
oraz podstawowych zagadnień dotyczących ochrony środowiska (segregacja
odpadów wg przyjętych standardów).
Dodatkową atrakcją były pogadanki

myśliwych i leśniczych na temat ich
pracy, zwyczajów
zwierząt i sposobów ich ochrony,
podczas których
dzieci i młodzież,
obserwująca
zmagania swoich
kolegów, również
miała okazję pochwalić się swoją
wiedzą i przy okazji zdobyć drobne
nagrody.
Rywalizacja była bardzo wyrównana.
Wszyscy uczestnicy konkursu wykazali się dużą wiedzą i umiejętnościami. I
miejsce zajęła Szkoła Podstawowa w Sicienku, II miejsce Szkoła Podstawowa w
Kruszynie, III miejsce - Szkoła Podstawowa w Osielsku. Wszyscy uczestnicy konkursu otrzymali pamiątkowe dyplomy
oraz cenne nagrody rzeczowe ufundowane przez Starostę Bydgoskiego, Wójta
Gminy Sicienko, Polski Związek Łowiecki
- Zarząd Okręgowy w Bydgoszczy, Nadleśnictwo Żołędowo oraz Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki
Wodnej w Toruniu. Konkurs objęli swoim
patronatem Starosta Bydgoski, Wójt Gminy Sicienko oraz Polski Związek Łowiecki
- Zarząd Okręgowy w Bydgoszczy.

Wśród wielu dróg i obiektów mostowych, którymi zarządza Powiat Bydgoski
jest również, oddany do użytku w październiku 2000 roku, most zlokalizowany
w ciągu drogi powiatowej Przyłęki – Kobylarnia w Przyłękach. Ten tymczasowy
most – niezwykle istotny z punktu widzenia jakości życia lokalnej społeczności –
został wówczas odbudowany w ramach
ćwiczeń, siłami II Inowrocławskiego Pułku Komunikacyjnego. Wskutek długotrwałej eksploatacji oraz oddziaływania
atmosferycznego ulega on jednak coraz
większej degradacji.
Mając na uwadze znaczenie tego obiektu dla mieszkańców okolicznych wsi, Zarząd Powiatu zainicjował budowę nowego
obiektu. W miejsce drewnianego, zniszczonego mostu wykonana zostanie nowa przeprawa, która zagwarantuje nie tylko większą
trwałość i nośność obiektu, ale również poprawi bezpieczeństwo ruchu drogowego.
Na moście oraz w części przebudowywanej
drogi powiatowej 1538C, w ciągu której jest
on usytuowany zaprojektowana zostanie
normatywna jezdnia wraz z ciągiem pieszo-rowerowym.
W ostatnim czasie przeprowadzone zostało rozeznanie cenowe w celu wyłonienia
projektanta, który w bieżącym roku opracuje dokumentację techniczną dla nowego
obiektu. Zakończenie tego etapu wraz z
pozyskaniem wszystkich decyzji i pozwoleń
zaplanowano na IV kwartał 2014 r. Następnie – po zabezpieczeniu wystarczających
środków finansowych, w tym również środków zewnętrznych - Powiat przystąpi do
właściwych prac budowlanych, o których z
pewnością Czytelników poinformujemy.

Ruszyła budowa w „Maczku”
Już niedługo
powstanie nowa
sala gimnastyczna
Prawie dwa miesiące temu informowaliśmy naszych Czytelników, że niebawem
ruszyć ma budowa sali gimnastycznej w
koronowskim ZSZ im. Stanisława Maczka. Jak poinformował nas wówczas
starosta bydgoski Wojciech Porzych –
„Władze powiatu zdając sobie sprawę z
tego, że sytuacja uczniów i pedagogów
pobierających naukę w placówce pozbawionej własnego zaplecza jest nie
do pozazdroszczenia i rodzi problemy
organizacyjne, uniemożliwiające ułożenie planu, który pozwoliłby uniknąć
przedłużających się do późnych godzin
popołudniowych zajęć dydaktycznych
– robiły wszystko, aby tym problemem
zainteresować władze województwa i
udało się – Pan Marszałek wsparł naszą
inicjatywę.”.
W kwietniu Sejmik Województwa wpisał inwestycję do Programu Rozwoju Bazy
Sportowej Województwa do roku 2016. Całość prac będzie kosztowała blisko 2,5 mln
zł, a Powiat ubiega się o dotację w wysokości jednej trzeciej tej kwoty ze środków
Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej.
W maju br. ruszyły prace budowlane,
które mają potrwać rok. Jak już wcześniej
obiecywaliśmy o ich postępach będziemy
informować

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 13 czerwca 2014r.

powiat bydgoski

11

Najlepsi mali lekkoatleci w powiecie

Znamy zwycięzców Mistrzostw Powiatu Bydgoskiego w Trójboju i Czwórboju Szkół Podstawowych.
Teraz młodzi sportowcy będą reprezentować nasz
powiat podczas ogólnopolskiego finału Czwartków Lekkoatletycznych
Powiatowe mistrzostwa na stadionie
lekkoatletycznym w Białych Błotach,
administrowanym
przez
Centrum
Obsługi Edukacji i Sportu, zorganizowane zostały przez Uczniowski Klub
Sportowy „Czapla”, którego trenerem
i zarazem prezesem jest Pan Zbigniew
Karnas, i dofinansowane z dotacji Starostwa Powiatowego. Na zawody zjechało
ponad dwustu uczestników, a najlepsze
zespoły uzyskały awans do finałów wojewódzkich i niedługo reprezentować
będą nasz region w zmaganiach ogólnopolskich.
W klasyfikacji szkół podstawowych
dziewcząt w trójboju pierwsze miejsce
zajęły uczennice ze Szkoły Podstawowej
im. Juliusza Verne’a w Białych Błotach,
drugie ze Szkoły Podstawowej w Niemczu, a trzecie ze Szkoły Podstawowej nr 4
w Solcu Kujawskim. Pierwsze miejsce w
klasyfikacji szkół podstawowych chłopców
w tej samej kategorii zajęli uczniowie SP w
Białych Błotach, drugie miejsce przypadło
uczniom SP nr 4 w Solcu Kujawskim, a trzecie wywalczył Zespół Szkół w Dąbrowie
Chełmińskiej.
W klasyfikacji szkół podstawowych
dziewcząt w czworoboju pierwsze miejsce

ponownie wywalczyły uczennice z SP w
Białych Błotach, drugie z Zespołu Szkół w
Dąbrowie Chełmińskiej, a trzecie ze Szkoły
Podstawowej nr 2 w Koronowie. Pierwsze
miejsce w klasyfikacji szkół podstawowych
chłopców w tej samej kategorii zajęli natomiast uczniowie SP nr 2 w Koronowie, drugie - uczniowie Zespołu Szkół w Dąbrowie
Chełmińskiej, a trzecie - młodzież z SP w
Białych Błotach.
Regionalne eliminacje Czwartków Lekkoatletycznych zostały objęte patronatem
honorowym starosty Wojciecha Porzycha,
który ufundował koszulki dla zawodników
kwalifikujących się do finału ogólnopolskiego. Ich uroczyste przekazanie odbędzie się 18 czerwca, czyli dwa dni przed
mistrzostwami w Łodzi.
Starosta Bydgoski honorowym patronatem objął również III Mistrzostwa
Województwa
Kujawsko-Pomorskiego.
Ufundowane zostały statuetki oraz koszulki dla Mistrzów województwa. Tegoroczne
zawody organizowane były w ramach projektu, który ma być realizowany od przyszłego roku w całym kraju pod nazwą „Wekeendy lekkoatletyczne”, których jednym z
inicjatorów jest Pan Zbigniew Karnas.
(TS)

12

Gmina Osielsko

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 13 czerwca 2014r.

Pies jest dobry na wszystko

- Hodowla psów to hobby, styl życia. Nie można mówić o biznesie, bo choć szczeniaki się sprzedaje,
nie jest to fabryka zwierząt ani źródło dochodu - przekonuje Justyna Bielicka, właścicielka hodowli psów „Negrus” w Żołędowie
Tomasz Skory

W

domu pani Justyny psy były od
zawsze. Nim wyprowadziła się
za miasto, by poświęcić się hodowli zwierząt, przez wiele lat była dyrektorem jednego z bydgoskich domów kultury.
Dopiero gdy przestała pracować zawodowo, mogła w pełni oddać się swojej pasji.
- Pierwszym psem rasowym, którego
miałam, był sznaucer olbrzym, ale to nie
była wówczas jeszcze oficjalna hodowla wspomina Justyna Bielicka. - Dopiero po
wizycie na wystawie w NRD, gdzie po raz
pierwszy zobaczyłam rottweilery, kupiłam
jednego i założyłam jedyną wówczas hodowlę tej rasy w naszym regionie.
Z czasem zaczęły pojawiać się kolejne,
w tym wiele nielegalnych, a głośne przypadki ataków niewłaściwie chowanych
psów na swoich właścicieli sprawiły, że zyskały one bardzo złą sławę. Kilkakrotnie w
sprawach dotyczących pogryzień Justyna
Bielicka występowała jako biegły sądowy.
Często okazywało się, że sprawcami ataków
były mieszańce, a nie rasowe rottweilery,
ale i tak zaczęły one tracić swą popularność.
- Kiedy zaczęła się nagonka na te psy,
dla przeciwwagi zaczęłam hodować labra-

Justyna Bielicka ze swoimi kudłatymi podopiecznymi.
dory i golden retrievery, bo to łagodne rasy
- mówi właścicielka hodowli. - Kiedyś była
to ciekawostka kynologiczna, a dziś ich
populacja jest bardzo duża, bo każdy chce
mieć je u siebie w domu.
Justyna Bielicka hodowlą psów zaj-

Objawi się kolejny
Lewandowski?

muje się oficjalnie już od 45 lat. Należy do
światowej organizacji kynologicznej FCI;
przez 12 lat była też prezesem bydgoskiego
oddziału Związku Kynologicznego. Dziś w
jej hodowli znajdują się: golden retrievery,
labradory retrievery, entlebuchery, chow-

Dwudniowa impreza sportowa odbędzie się w Niemczu
w weekend 14-15 czerwca. Zagrają piłkarze i tenisiści

C

zternaście ekip z całego regionu zmierzy
się w turnieju w "nogę". Rywalizować
będą dzieci i młodzież w różnych kategoriach wiekowych. Najmłodsi uczestnicy zmagań
nie skończyli jeszcze 7 lat.
Organizatorem imprezy "Niemcz na piątkę"
jest Parafialno-Ludowy Uczniowski Klub Sportowy Victoria Niemcz. Zmagania rozpoczną się w
sobotę o godzinie 10.00, a zakończą w niedzielę
ok. godz. 18.00. Wszystkie mecze odbędą się na
obiektach GOSiR-u w Żołędowie przy ul. Bydgoskiej.
- Celem imprezy jest propagowanie idei sportu
i rywalizacji sportowej wśród dzieci i młodzieży mówi Piotr Fiutak, trener Victorii Niemcz, współorganizator turnieju. - Zależy nam, żeby najmłodsi nawiązywali nowe znajomości, a także czerpali
radość z pracy zespołowej.
W ramach imprezy odbędą się cztery turnie-

Fot. ADAM
ZAKRZEWSKI

je piłkarskie w rocznikach 2001/2002, 2003/2004,
2005/2006, 2007 i młodsi. W różnych kategoriach
w turnieju wystąpią zespoły - Cis Ciekcyn, Fala
Świekatowo, Juventus Soccer Schools Bydgoszcz,
Juventus Soccer Schools Toruń, KS Łochowo,
Mały Piłkarz Inowrocław, Polonia Bydgoszcz,
Spójnia Białe Błota, Tartak Wudzyn, UKS Orlik
Fordon, Victoria I Niemcz, Victoria Koronowo,
Wisełka Solec Kujawski i Zawisza Bydgoszcz.
- Pierwszego dnia imprezy, równolegle z turniejem piłkarskim, obędzie się turniej tenisa zimnego, wskazują organizatorzy. - Zawodnicy rywalizować będą w kategoriach od 6 do 9 lat, od 10 do
12 lat oraz od 13 do 16 lat. Mecze rozgrywane będą
w systemie każdy z każdym.
Planowane są również dodatkowe atrakcje dla
dzieci i dorosłych m.in. gigantyczne piłkarzyki,
bodyzorb, ciepły posiłek i grill. Zawodnicy na boisku rywalizowali będą o puchary i medale.
W kwestiach
organizacyjnych
można kontaktować się z Mateuszem Sałackim
tel. 505 599 504, a w
sprawie rozgrywek
z trenerem Piotrem Fiutakiem tel.
691 706 001.
(WT)

-chow, charty rosyjskie, amstaffy i owczarki
niemieckie. Każdy pies ma swoją historię i
inne potrzeby.
- Entlebuchery to rasa szwajcarska,
w Polsce jest ich bardzo mało - tłumaczy
mieszkanka Żołędowa. - Są doskonałymi
stróżami i rodzinnymi pupilami, łatwe w
utrzymaniu i bezgranicznie oddane właścicielowi. Sprowadziłam je do hodowli, gdy
nie miałam dość energii do utrzymywania
rottweilerów. Szczenię chow-chow kupiłam, by przekazać je innemu hodowcy. Do
wymiany nie doszło, więc zostało u mnie i
rasa ta jest ze mną do dzisiaj. Chow-chow
to pies egzotyczny, dumny i wspaniały jak
lew, ale nie polecam go do domu z małymi dziećmi. Amstaff urzeka siłą i elegancją
- inteligentny i przyjazny człowiekowi, nie
dla nowicjuszy, bo źle wychowany może
być kłopotliwy, a nawet niebezpieczny.
Charty rosyjskie to z kolei psy dla koneserów, piękne i szlachetne, prawdziwa arystokracja. Są niewątpliwą ozdobą salonu i
posiadłości.
Właścicielka zaznacza, że choć sprzedaje szczeniaki, hodowla psów z biznesem
ma jednak niewiele wspólnego.
- Nie jest to fabryka czworonogów.
Zwierzęta to inwestycja, która niekoniecznie musi się zwrócić. Są rasy bardziej popularne i takie, na które nie ma chętnych
jak kerry blue terrier. Trzymam takiego

pieska dla czystej przyjemności posiadania
psa tej rzadkiej rasy. Mam też sporo starych
pupilów na zasłużonej emeryturze i takich,
które trzymam tylko z myślą o pokazach.
Jeździmy na wystawy, zdobywamy championaty i puchary dla samej satysfakcji, bo
hodowla to nie jest zawód tylko hobby.
Justyna Bielicka podkreśla, że wiedzę
na temat psów nabywa się przez całe życie
i nikt z dnia na dzień hodowcą nie zostaje.
Dodaje, że wybór pierwszego zwierzęcia,
nawet jeśli ma być on tylko naszym towarzyszem, musi być dobrze przemyślany,
więc warto zasięgnąć rady doświadczonego
kynologa.
- Błędem jest kupowanie dzieciom kanapowych miniaturek, gdyż chcą one mieć
kompana do zabawy, biegania, aportowania, a malutki piesek nie sprosta tym wymogom. Odpowiedni będzie, np. labrador,
golden i wiele innych ras średniej wielkości
- łagodnych i chętnych do zabawy. Pamiętajmy jednak, że aby zostać właścicielem
czworonoga, nie wystarczy go kupić. To
duży obowiązek. Warto też zapisać się z
psem na podstawowe szkolenie z posłuszeństwa. Zwierzę szkoli się razem z właścicielem i dopiero wówczas dobrze się rozumieją. Taki pies jest dobry na wszystko!

t.skory@pozabydgoszcz.pl

14

Koronowo

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 13 czerwca 2014r.

Tu rodziła się koronowska żegluga

Wiesław Gancarek doskonale pamięta początki klubu żeglarskiego „Wind” - w końcu sam był jednym z jego założycieli.
Dziś na przystani w Romanowie spotkać go można z dziećmi, wnukami, gromadą przyjaciół i dziesiątkami
innych pasjonatów żeglarstwa
Tomasz Skory

M

ało kto wyobraża sobie panoramę Zalewu Koronowskiego bez towarzyszącego
jej widoku białych żagli, jednak przez
wiele lat, nim spiętrzono wody zbiornika, szlaki prowadzące przez dolinę Brdy
należały wyłącznie do kajakarzy. Utworzenie jeziora w malowniczej scenerii
Borów Tucholskich dało mieszkańcom
Koronowa i okolicy szansę na rozwój
zupełnie nowych gałęzi turystyki i sportów wodnych.
Pierwsi z tej szansy skorzystać postanowili ówcześni działacze TKKF,
organizując nad zalewem kurs dla osób
zainteresowanych uzyskaniem uprawnień żeglarskich. Wśród nich znalazł się
Wiesław Gancarek - znany koronowski
spółdzielca, samorządowiec i społecznik. To on zaproponował kolegom ze
spółdzielni „SCH” założenie pierwszego żeglarskiego klubu na terenie gminy.
- Początki były skromne - wspomina ojciec koronowskiej żeglugi. - Pływaliśmy wpierw pod banderą innych
organizacji na wypożyczonym sprzęcie.
Dopiero w 1973 roku założyliśmy wła-

Wiesław Gancarek wraz z rodziną i przyjaciółmi odwiedza
przystań niemal codziennie.

sny klub, który działał przy gminnej
spółdzielni. Nabyliśmy dwie pierwsze
Omegi. To był sprzęt jak marzenie! Na
początku cumowaliśmy je przy ośrodku wczasowym w Samociążku, ale z
czasem rozpoczęliśmy budowę własnej
przystani, tu w Romanowie.

Fot. TOMASZ
SKORY

W chwili powstania klub „Wind”,
jeszcze jako sekcja koła turystycznego
TKKF, liczył dziewiętnaście osób. Założyciele za własne środki zaczęli wznosić
najpierw garaż, a następnie całe zaplecze dla rosnącej wciąż liczby członków. Do klubu dołączały całe rodziny,

namawiano przyjaciół i sąsiadów. Dziś
klub liczy przeszło sześćdziesięciu oficjalnych uczestników i ma wielu sympatyków.
- Dzięki nam naprawdę wiele osób
poznało żeglarstwo - mówi Wiesław
Gancarek. - Przeprowadziliśmy w tamtych czasach wiele szkoleń, których już
teraz się nie organizuje, bo zmieniły się
przepisy i nie potrzeba już uprawnień
na jednostki poniżej siedmiu metrów.
Skupiamy się więc na działalności usługowej. Udostępniamy miejsca przy kei,
świadczymy drobne naprawy szkutnicze i pomagamy przy rozładowywaniu
jachtów.
W ciągu przeszło czterdziestu lat na
wodzie członkom klubu udało się doskonale poznać żeglarski fach. Sami zagospodarowali wybrzeże zalewu, wybudowali pomosty, a gdy większość prac
związanych z infrastrukturą mieli już za
sobą, zaczęli własnymi siłami budować
kolejne jachty. Nawet teraz, po tak wielu
latach, też nie narzekają na brak zajęć.
- Obecnie naszym najważniejszym
zadaniem jest organizacja regat na Zalewie Koronowskim - tłumaczy Wiesław Gancarek. - Wykonujemy jednak
znacznie więcej czynności związanych z

Trzy pokolenia w siodle

Nie startują w zawodach, więc nie mogą pochwalić się pucharami. Dla klubu jeździeckiego
„Deresz” liczą się bardziej sami członkowie, a nie odznaczenia. To dzięki nim powstał,
przetrwał próbę czasu i przyciąga kolejnych miłośników koni

Tomasz Skory

W

szystko to tworzyliśmy od podstaw własnymi siłami - Józef
Szews, prezes klubu z Nowego
Dworu, wskazuje kolejne budynki porozrzucane w malowniczej scenerii koronowskich łąk: biuro, w którym odbywają się
spotkania, dwie ujeżdżalnie na świeżym powietrzu, zadaszony plac o powierzchni przeszło ośmiuset metrów kwadratowych, garaże
dla bryczek i przede wszystkim stajnie.
To Józef Szews wraz z gronem znajomych sprowadził w 1979 roku do miejscowości trzy pierwsze konie do jazdy rekreacyjnej. Od tego czasu, dzięki zaangażowaniu
członków i sympatyków, „Deresz” stale się
powiększał, by po przeszło trzydziestu latach stać się jednym z najbardziej cenionych
ośrodków jeździeckich w naszym regionie.
- W tej chwili nasz klub liczy pięćdziesięciu członków, mamy jedenastu instruktorów
i trzydzieści osiem koni rasy wielkopolskiej
- o różnym wieku, płci i gabarytach – wymienia prezes. Większość z tych zwierząt
przyszła na świat właśnie w nowodworskich
stajniach, a wraz z tym jak dorastały kolejne
pokolenia wierzchowców, do klubu dołączały kolejne pokolenia jeźdźców. - Uczą się u
nas jeździć rodzice i dzieci, a także dziadkowie i wnuki. Trzy pokolenia - jest więc bardzo rodzinnie.
Przekrój wiekowy członków klubu jest
bardzo zróżnicowany. Najstarsza instruktorka, pani Jadwiga Pasturczak, jeździła
konno do dziewięćdziesiątego roku życia

Pierwsze obozy w siodle mogą być dla dzieci początkiem
konnej przygody na całe życie
i – jak zapewniają jej podopieczni – jeździłaby do dzisiaj, gdyby nie słabnące zdrowie.
Najmłodsze uczennice mają w tej chwili po
siedem lat. To właśnie z organizacji obozów
jeździeckich dla dzieci i młodzieży „Deresz”
znany jest przede wszystkim. Każdego roku
w trakcie ferii letnich i zimowych korzysta z
nich około trzystu osób.
Zapisy na tegoroczne wakacje już się
rozpoczęły. Konną przygodę rozpocząć w
„Dereszu” polecają szczególnie ci, którzy
sami związali się tak z klubem. Ewa Andruszkiewicz i Emilia Maćkowska z końmi
miały styczność od dzieciństwa, a do stajni
w Nowym Dworze uczęszczają od przeszło
sześciu lat. Studentki nie wyobrażają sobie

Fot. TOMASZ
SKORY

lepszej rekreacji i namawiają każdego, by
choć raz spróbował zasiąść w siodle.
- W klubie panuje świetna atmosfera
i jest tu piękna okolica - zachęcają dziewczyny. – Spotkamy tutaj bardzo fajne, przystosowane dla każdego konie – i spokojne,
i wesołe. Wszystkie zwierzęta są przyjazne,
nikomu nie zrobią krzywdy, więc każdy
może spróbować.
Konie z klubu „Deresz” nie tylko służą
jeźdźcom, ale i robią karierę sceniczną. Figaro i Bolero od kilku lat uczestniczą w spektaklach w Operze Nova w Bydgoszczy, ciągnąc
bryczkę w operetce Kalmana „Hrabina Marica” oraz w operze „Lakme”.
- W „Lakme” konie pod siodłem są

prezentowane jako element dekoracji, a w
„Hrabinie Marice” tytułowa bohaterka wjeżdża na scenę bryczką w otoczeniu blisko
sześćdziesięciu artystów - opowiada Józef
Szews.
Jeźdźcy, konie i zaprzęgi z „Deresza”
uczestniczą też we wszystkich niemal obchodach rocznicowych i uroczystościach
organizowanych na terenie Koronowa. Od
dwudziestu pięciu lat przy klubie działa
grupa rekonstrukcyjna, która bierze udział
w organizowanych przez gminę obchodach
odzyskania niepodległości, a umundurowani kawalerzyści występują w obchodach
bitwy pod Krojantami. Zaprzęgi z Nowego
Dworu zobaczyć można od czasu do czasu
na imprezach w Minikowie, Tucholi i innych
miejscowościach poza terenem gminy.
Klub dysponuje kolekcją stylowych pojazdów konnych. Znajdziemy wśród nich,
m.in.: wózek biskupiński, polówkę, bryczkę
typu spider, wolant, pruską brykę myśliwską, parkowiec, karetę coupe i sanie petersburskie. Wszystkie są sprawne technicznie,
choć w chwili gdy były sprowadzane, wiele z
nich wymagało porządnej renowacji.
- Praktycznie każdy zabytkowy pojazd
musiał zostać wyremontowany - mówi prezes klubu. Tylko z jednego koła się zachowały. W
innym trzeba było wymienić wszystkie części drewniane i tapicerkę. Teraz zaprzęgamy
je wszystkie trzy razy do roku przy różnych
okazjach i prezentujemy na zawodach pojazdów konnych w Lubostroniu, gdzie otrzymaliśmy nagrodę za styl.

t.skory@pozabydgoszcz.pl

podtrzymywaniem tradycji żeglarskich.
Przygotowujemy uroczyste otwarcie i
zamknięcie sezonu na zalewie, organizujemy puszczanie wianków na wodzie
i parady jachtów. Staramy się integrować środowisko, co staje się coraz trudniejsze.
Dziś coraz większą liczbę osób stać
na własne jachty, co sprzyja indywidualizmowi. Po zalewie regularnie pływa przeszło pięćset jachtów, ale – jak
podkreśla prezes klubu – miejsca jest
jeszcze sporo i powinno się z niego korzystać.
- Warto spróbować swych sił w żeglarstwie, bo wyzwala ono nieodkryty
dotychczas potencjał fizyczny i umysłowy - zachęca koronowianin. - Żegluga
wymaga od nas poszanowania sił przyrody, uczy współpracy z wiatrem, a przy
okazji wielu czynności manualnych. Pomaga zarówno nabyć samodzielność, i
poznać zasady współpracy z innymi.
To dyscyplina, która daje możliwość
wyżycia się i zrelaksowania, przy jednoczesnym obcowaniu z naturą. Polecam
każdemu!

t.skory@pozabydgoszcz.pl

Baw się,
wędrując po
Koronowie

Od czerwca w Punkcie
Informacji Turystycznej
w Koronowie można kupić popularną grę planszową „Wędrówka po
Ziemi Koronowskiej”

G

ra daje możliwość poznania walorów przyrodniczych, historycznych i krajobrazowych gminy
Koronowo, a jej celem jest zachęcenie graczy do realnych spacerów po Ziemi Koronowskiej. Uczestnicy zabawy mają okazję,
m.in. zapoznać się z ciekawymi zabytkami,
historią gminy, stoczyć rycerski pojedynek,
odpoczywać nad Zalewem Koronowskim
i przeżyć wiele innych przygód. Na trasie
rozgrywki nie zabrakło zagadek z pytaniami oraz dodatkowych zadań dla grających.
- W ubiegłym roku ze środków unijnych sfinansowaliśmy wydanie pierwszej
edycji gry - mówi Rafał Gibas, kierownik
Referatu Programów Pomocowych Urzędu Miasta w Koronowie. - Cieszyła się
ona wielką popularnością, szybko rozdaliśmy wszystkie egzemplarze promocyjne, a
mieszkańcy zaczęli się dopytywać o możliwość jej zakupu. W związku z licznymi
prośbami przygotowaliśmy drugą edycję,
tym razem przeznaczoną do sprzedaży.
W grę, także w wersji plenerowej,
mieszkańcy Koronowa i okolic mieli okazję
zagrać już wiele razy. Od niedawna dostępna jest ona w cenie 35 złotych w Punkcie
Informacji Turystycznej
(TS)

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 13 czerwca 2014r.

Będzie co robić przez lata

Gmina Sicienko

15

Z wójtem Janem Wachem, o zmianach jakie w ostatnim czasie zaszły w gminie Sicienko
i planach na najbliższe miesiące, rozmawia Tomasz Skory

Zacznijmy od bieżących spraw. Co ciekawego dzieje się w gminie?
Najbardziej widowiskową zmianą, jaka
zachodzi na naszych oczach, jest renowacja płyty i ogrodzenia boiska w Wojnowie.
Praktycznie wszyscy tamtędy przejeżdżają,
a prace obejmują obszar zajmujący blisko
hektar, więc rzuca się to w oczy. Niedawno
przygotowano glebę i zasiano trawę - jeszcze
trochę i będzie można na niej grać.
To niejedyna sportowa inwestycja...
Jeszcze w tym roku czeka nas budowa
boiska wielofunkcyjnego w Dąbrówce Nowej. Na terenie gminy mamy już kilka takich
obiektów w mniejszych miejscowościach i
wiemy, że się sprawdzają. W większych budujemy „Orliki”, m.in. w ubiegłym roku takie boisko powstało w Samsiecznie.
Jak wygląda stan prac nad skanalizowaniem
gminy?
W Sicienku budowane są obecnie nowe
odcinki kanalizacji grawitacyjnej i tłocznej
przy ulicach: Grabowej, Jaworowej, Jesionowej, Klonowej, Lipowej oraz przy ulicy
Mroteckiej i Wiklinowej. Skończyliśmy też
niedawno prace związane z nowym wodociągiem wzdłuż ulicy Leśnej w Kruszynie.
Dotąd odbiorcy korzystali ze starej, azbestowej instalacji, którą trzeba było w końcu
wymienić. Kanalizację w Kruszynie planujemy podpiąć teraz przez Pawłówek do tej

stości. Natomiast miejscowości o zwartej zabudowie będziemy sukcesywnie podłączać
do oczyszczalni w Wojnowie.

Jan Wach najbardziej zadowolony jest z tego,
że udałosię w końcu wyremontować główną
oś komunikacyjną w gminie.

w Bydgoszczy. Tak będzie nam łatwiej, bo z
Kruszyna jest nam do niej bliżej niż do Wojnowa. W tej chwili już jedna trzecia naszych
ścieków wędruje na tych samych zasadach
do bydgoskiej oczyszczalni. Z kolei z Teresina, również ze względu na odległość, podłączamy sieć do Kazina w gminie Nakło nad
Notecią.
Zmiany czekają też gminną oczyszczalnię?
W tej chwili przygotowywana jest dokumentacja techniczna potrzebna do moder-

Fot. ADAM
ZAKRZEWSKI

nizacji obiektu w Wojnowie. Czeka go gruntowna przebudowa. Chcemy, by docelowo
mógł oczyścić 500 metrów sześciennych
ścieków na dobę, w tym trzysta ścieków
bieżących i dwieście zastałych, czyli pochodzących z szamb i przydomowych oczyszczalni. Na terenie naszej gminy większość
zabudowań jest bowiem tak rozrzucona, że
podłączenie ich wszystkich do systemu kanalizacyjnego jest niemożliwe ze względów
ekonomicznych. Chcemy jednak dać mieszkańcom możliwość utylizacji tych nieczy-

Kierowców interesuje zapewne też stan
dróg...
Zakończyliśmy niedawno przetarg na
budowę nowej nawierzchni ulicy Lipowej w Sicienku i wyłoniliśmy wykonawcę
dla ulicy Leśnej w Kruszynie. Są to drogi
o dużym natężeniu ruchu, położona więc
zostanie na nich nawierzchnia z polbruku.
Z kolei w miejscowości Wierzchucinek na
pięciusetmetrowym odcinku zastosowane
zostanie podwójne powierzchniowe utrwalanie. Rozwiązanie to sprawdza się na mniej
obciążonych drogach. Wspólnie z samorządem województwa pracujemy teraz nad inwestycją polegającą na przebudowie całego
układu drogowego w Wojnowie. Na odcinku ośmiuset metrów położona tam będzie
nowa nawierzchnia, a po obu stronach odbudujemy chodnik. To dość kosztowne - całość pochłonie ponad milion złotych. Mamy
nadzieję, że po prawie czterech latach starań
uda nam się doprowadzić do jej realizacji.
Którą z zakończonych inwestycji uznałby
Pan za najważniejszą w ciągu tej kadencji?
Największa inwestycja w ciągu minionych czterech lat to przebudowa drogi łączącej Wojnowo z Prosperowem. Stanowi
ona jedną z trzech głównych osi komunika-

cyjnych w naszej gminie. Do czasu remontu
była ona bardzo zaniedbana. Nawierzchnię rozsadzały korzenie drzew rosnących
wzdłuż szosy, co przy natężonym ruchu
stwarzało niebezpieczeństwo dla kierowców.
Wycięto stare drzewa, poszerzono jezdnię
i wybudowano ścieżkę, którą rowerzyści
mogą dojechać teraz z Prosperowa do Bydgoszczy. Drugą ważną osią komunikacyjną
jest droga Osówiec-Szczutki łącząca drogę powiatową z Bydgoszczy do Wojnowa z
drogą krajową nr 25. Codziennie blisko 2,5
tys. mieszkańców gminy dojeżdża do pracy do Bydgoszczy, a znaczna ich część korzysta właśnie z tej drogi. Budowaliśmy ją
kawałek po kawałku w ramach pomocy z
Banku Światowego oraz z Krajowego Programu Rozwoju Dróg Lokalnych i Funduszu
Ochrony Gruntów Rolnych. Jest to ostatecznie duże osiągnięcie.
Na koniec zapytam o plany na najbliższe
lata. Z jakimi wyzwaniami gmina będzie
musiała się zmierzyć?
Sicienko należy do najszybciej rozwijających się gmin wiejskich w naszym województwie. Przybywa nam mieszkańców i
zabudowy, musimy nadążać z budową infrastruktury cywilizacyjnej, z modernizacją
sieci dróg czy z rozwojem sieci kanalizacyjnej. Na pewno będzie więc co robić przez
najbliższe lata.

16

gmina Białe Błota

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 13 czerwca 2014r.

Zamienił węża na obiektyw

Dopóki gasił pożary, nie miał specjalnie czasu na bieganie z aparatem. Gdy zdrowie zmusiło go do przerwania służby,
wrócił do pasji sprzed lat. Dziś fotografuje ludzi, przyrodę, a od czasu do czasu także kolegów po fachu

Tomasz Skory

W

1978 roku wstąpiłem do zakładowej straży pożarnej przy
„Belmie” - wspomina Janusz
Michalski, bydgoszczanin mieszkający w
Łochowie. - Na początku chciałem w ten
sposób odrobić tylko służbę wojskową, ale
pokochałem ten zawód i nie wyobrażałem
już sobie innej pracy. Spędziłem w straży
dwadzieścia dwa lata.
Ze służby musiał odejść ze względu na
pogarszający się stan zdrowia. Kontaktu z
jednostką nie stracił, ale przejście na wymuszoną emeryturę wytworzyło w jego życiu
pustkę, którą musiał w jakiś sposób zagospodarować. Przypomniał sobie wówczas o
swoich zainteresowaniach sprzed lat.
- Jako młody chłopak razem z braćmi
uczęszczałem do kółka fotograficznego. Już
wtedy, gdy brałem aparat do ręki, starałem
się zdziałać nim coś więcej, choć oczywiście
nie były to jakieś wyjątkowe zdjęcia. Potem
miałem długą przerwę w fotografowaniu i
dopiero w 2000 roku, po przejściu w stan
spoczynku, chwyciłem stary aparat i poszedłem z nim do lasu.
Po kilku mniej lub bardziej udanych
próbach były strażak zdecydował się na zakup cyfrowej lustrzanki. Jak sam przyznaje,
nie był to tani sprzęt, zwłaszcza dla emery-

Janusz Michalski i jedna z fotografii zapowiadajacychwystawę pt. „Uczynione z wielu”.
ta, a za tym wydatkiem przyszły następne
- obiektywy, lampy, aparaty z coraz wyższej
półki… Czas ten zaowocował jednak wieloma dobrymi zdjęciami, które zobaczyć można było na kilku wystawach, w kalendarzach
i innych publikacjach.
- Mam konika, jest nim Kanał Bydgoski
- mówi Janusz Michalski. - Obfotografowałem go już z każdej strony, o każdej porze
dnia i roku. Po tym, jak przeprowadziłem się
do Łochowa, wciąż mi blisko do niego i dalej

chętnie go fotografuję, ale teraz w centrum
mojego zainteresowania znalazł się człowiek. Niektórzy twierdzą, że portretowanie
ludzi to ciągle to samo, ale efekty, jakie można osiągnąć nawet jednego dnia, mogą być
bardzo zróżnicowane.
Janusz Michalski jest portrecistą nietypowym. Wszystkie osoby, którym robi zdjęcia, musi wpierw dobrze poznać, z nikim też
nie zrywa kontaktu po sesji.
- Zaczęło się to sześć lat temu. Robiłem

Fot. ARCHIWUM
PRYWATNE
zdjęcia zespołowi tanecznemu i w przerwie
pojawiła się dziewczyna, której do tej pory
nie widziałem. Poprosiłem ją, by zapozowała mi do zdjęcia, bym sobie ustawił na nowo
światło i po chwili przerodziło się to w sesję.
Ile osób od tego czasu przewinęło się
przez jego domowe studio? Tego nie zliczy,
ale każdego bohatera swoich zdjęć jest w stanie wymienić z imienia. Wielu z jego modeli
to osoby niepełnosprawne, które poznał,
współpracując z bydgoską fundacją „Arka”

i domem pomocy społecznej „Jesień Życia”.
Parę razy fotograf ludzi z Łochowa miał też
okazję uwiecznić na zdjęciu swoich kolegów
ze straży.
- Do pożarów nigdy nie jeździłem z aparatem, ale raz zdarzyło się, że byłem w jednostce, bo akurat miałem robić zdjęcia dla
straży, gdy przyszło wezwanie do wypadku.
Pojechałem wtedy na akcję za kolegami.
Trochę więcej mam natomiast zdjęć z ćwiczeń przeciwpożarowych. Myślę, że łatwiej
było mi je fotografować niż innym, bo znam
specyfikę pracy strażaka - wyznaje Janusz
Michalski.
Najwięcej satysfakcji przyniosło mu jednak otwarcie wystawy „Motyle Puszczy Bydgoskiej”, którą zadedykował swojej mamie.
- Sfotografowałem prawie 130 gatunków.
Zajęło mi to kilka lat, bo musiałem wpierw
poznać te wszystkie motyle, dowiedzieć się,
gdzie występują. Były czasy, gdy sześć razy w
tygodniu chodziłem do lasu na parę godzin,
by sfotografować jedną gąsienicę. Teraz już
nie fotografuję tak intensywnie, ale wciąż
mam pomysły na nowe cykle.
Dwie nowe wystawy będzie można oglądać prawdopodobnie tej jesieni. Dotychczasowe prace Janusza Michalskiego znaleźć
można na stronie www.fotopakamera.pl.

t.skory@pozabydgoszcz.pl

Sukces wynalazców Dekada pod znakiem inwestycji
Pomysłowość Kacpra Owczarka i Kajetana Przeworka
została doceniona przez Urząd Patentowy RP
Aleksandra Radzikowska

W

icepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński wręczył
nagrody laureatom konkursu
„Ambasador Szkolnej Wynalazczości 2014”.
Wpłynęło na niego ponad sto zgłoszeń w
dwóch kategoriach: wynalazek lub inne rozwiązanie techniczne oraz gra planszowa lub
komputerowa – współzawodnictwo skierowane było do uczniów szkół podstawowych.
Do drugiej części zgłoszono siedemdziesiąt
projektów.
Kacper Owczarek z klasy V „e” i Kajetan
Przeworek z klasy V „d” Szkoły Podstawowej im. Juliusza Verne'a w Białych Błotach
odebrali w Dniu Dziecka przyznane im wyróżnienia. Konkurs zorganizowany przez
Urząd Patentowy Rzeczypospolitej Polskiej
oraz Polską Akademię Dzieci od lat kojarzony jest z wysokim poziomem prac i konkurencji. Aby odnieść w nim sukces, trzeba
wykazać się nie tylko wysokim intelektem i
pracowitością, ale też kreatywnością i sprytem.
- Do drugiego etapu konkursu zakwalifikowano dwadzieścia osiem prac, których
autorzy otrzymali Mini Patenty Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej w przypadku wynalazków lub innych rozwiązań
technicznych - mówi Elżbieta Rohde. - Ci,
którzy okazali się najlepsi w kategorii gier,
otrzymali Certyfikaty Jakości Polskiego Towarzystwa Badania, zaś szkoły, do których
uczęszczają wyróżnieni uczniowie, w tym

również Szkoła Podstawowa im. Juliusza
Verne’a w Białych Błotach, otrzymały Dyplomy Ambasady Szkolnych Wynalazców.
Członkowie jury byli pod ogromnym
wrażeniem kreatywności dzieci oraz olbrzymiego zaangażowania, jakim młodzi autorzy
oraz ich opiekunowie wykazali się przy wykonaniu prac. Projekty Kacpra Owczarka i
Kajetana Przeworka wyróżniono nagrodami
finansowymi oraz rzeczowymi. Najzdolniejsi młodzi wynalazcy wezmą także udział w
krajowych i międzynarodowych konkursach
naukowych oraz specjalnych warsztatach.
Podczas przemówienia i gratulacji minister gospodarki, Janusz Piechociński, zachęcał młodych wynalazców do ciągłego poszukiwania twórczych rozwiązań i wcielania
pomysłów w życie. Ma to nie tylko wpływ
na osobisty rozwój uczniów i ich sukcesy,
ale stanowi także podstawę rozwiązywania
zagadnień cywilizacyjnych, z którymi młode pokolenie będzie musiało się zmierzyć w
dorosłym życiu.
Po uroczystości wieńczącej konkurs
oraz występach artystycznych zaproszeni
goście mogli bezpośrednio zapoznać się
z projektami, prototypami oraz opisami
nagrodzonych wynalazków i gier, które zaprezentowano na specjalnie przygotowanej
ekspozycji. Poziom i sposoby ich wykonania
były tak wysokie, że tegoroczni laureaci tym
przyszłorocznym zawiesili poprzeczkę niezwykle wysoko, również za sprawą Kacpra
Owczarka i Kajetana Przeworka. Okazuje
się, że ciężka i systematyczna praca zawsze
przynosi efekty.

Dzięki zainwestowanym w rozwój milionom złotych gmina Białe Błota
doskonale wykorzystała możliwości, jakie dało Polsce wejście do Unii Europejskiej

Przez dekadę gmina Białe Błota zrealizowała
inwestycje o wartości 150 mln złotych.

Aleksandra Radzikowska

B

udowa, rozbudowa i modernizacja placówek oświatowych, kulturalnych, ścieżek rowerowych
czy sieci kanalizacyjno-wodociągowej to tylko nieliczne z projektów przeprowadzonych w ostatniej dekadzie. Zwiększył
się także nacisk na jakość życia mieszkańców gminy, ich integrację oraz pomoc
potrzebującym.
Trudno jest wybrać inwestycję dziesięciolecia, bo każda na poprawę poziomu życia mieszkańców miała inny wpływ.
Z myślą o najmłodszych rozbudowano

Fot. URZĄD
GMINY BIAŁE
BŁOTA

Zespół Szkół w Łochowie, zmodernizowano przedszkole w Białych Błotach czy
wybudowano żłobek w Łochowie. Wiele
milionów złotych pochłonęła też budowa
infrastruktury drogowej - ścieżek rowerowych, ciągów komunikacyjnych, a także
inwestycji okołosportowych.
- Jako jedną z największych należy
wymienić budowę sieci kanalizacyjno-wodociągowej w Cielu, Lisim Ogonie,
Białych Błotach i Łochowie o łącznej długości ponad 20 kilometrów i wartości ok.
16 milionów złotych - mówi Andrzej Pasek z Urzędu Gminy Białe Błota. - Duży
nacisk został położony także na programy
edukacyjne dla dzieci, takie jak: „Przed-

szkolaki z naszej paki”, „Mam talent do
nauki” czy dodatkowe zajęcia w okresie
wakacyjnym i ferii zimowych.
Dekada w Unii Europejskiej to także
programy przeciwdziałające wykluczeniu
- nie tylko społecznemu, ale także cyfrowemu. Główne projekty tej płaszczyzny to
„Tacy sami” czy „Internet dla wszystkich”.
- Wartość zadań zrealizowanych
przez gminę Białe Błota wynosi blisko
150 milionów złotych - mówi Andrzej Pasek. - Nie tylko na papierze ta informacja
wydaje się zaskakująca. Jako mieszkaniec
widzę, jak gmina zmieniła się przez ten
czas. Dzięki temu, że na wiele inwestycji
udało się pozyskać dofinansowania, mogły być one przeprowadzone w szerokim
zakresie.
Wystarczy wspomnieć, że realizacja
projektów związanych z bazą oświatową
to koszt ponad 25 milionów złotych, modernizacja i budowa bazy sportowej - 6
mln 800 tys. złotych. Dzięki tym inwestycjom powstały, m.in. „Orliki” w Białych
Błotach, Łochowie i Cielu. 70 milionów
złotych pochłonęła budowa infrastruktury drogowej o łącznej długości 45 km
wraz z oświetleniem i kanalizacją deszczową. Ponadto gmina współfinansowała
wykonanie dróg powiatowych mieszczących się na jej terenie, takich jak: Bydgoszcz-Trzciniec-Ciele,
Ciele-Kruszyn
Krajeński czy Murowaniec-Łochowo.

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 13 czerwca 2014r.

Gmina Nowa Wieś Wielka

Marzy się nam strzelnica

17

Młodzież z UKS „Kuźnia” stawia w strzelectwie dopiero pierwsze kroki. By klub z Nowej Wsi Wielkiej mógł się dalej rozwijać,
trzeba pomyśleć teraz o pomieszczeniu do ćwiczeń, ale z tym niestety wiążą się koszty...
pomysł utworzenia uczniowskiego klubu
sportowego. By mógł on rozpocząć swoją
działalność, musiało znaleźć się przynajmniej piętnastu ochotników, a to niełatwe
zadanie w tak małej gminie. Chodziłem,
pytałem i w końcu udało mi się zebrać
dokładnie piętnaście osób.
Klub oficjalnie zaczął funkcjonować
w listopadzie 2012 roku, jednak obrana
forma uniemożliwiła czerpanie zysku
z prowadzonej działalności. Wszystkie
fundusze dla UKS-ów muszą pochodzić
bowiem od sponsorów albo ze składek
członkowskich. Ponieważ zarząd uznał,
że nie chce brać od młodzieży więcej
niż symboliczną złotówkę, pojawiły się
pierwsze problemy finansowe.

Tomasz Skory

M

ało która z atrakcji budziła
w Nowej Wsi Wielkiej takie
zainteresowanie jak konkurs
strzelecki zorganizowany na gminnym
festynie z okazji Dnia Dziecka. Przy stanowisku uczniowskiego klubu sportowego „Kuźnia” ustawiła się długa kolejka
osób, które chciały spróbować swych sił w
strzelaniu do niewielkich tarcz rozwieszonych na stalowym rusztowaniu nieopodal
Urzędu Gminy.
- To nasza strzelnica, w takich warunkach spotykamy się na co dzień - mówi
Romuald Rogowski, prezes UKS „Kuźnia”,
wskazując na trzy stoliki, pięć wiatrówek,
stojak i kawałek porośniętego trawą pola.
To on półtora roku temu sprowadził strzelectwo sportowe do Nowej Wsi
Wielkiej, chcąc zarazić młodych pasją,
która towarzyszy mu od dwunastego roku
życia. Organizator zawodów w młodości
trenował strzelanie z pistoletu szybkostrzelnego na bydgoskim stadionie Zawiszy.
- Treningi nie trwały długo, ale strzelałem przyzwoicie - wspomina prezes. Później miałem długą przerwę na życie
zawodowe i rodzinne. Z zawodu jestem
murarzem, a życie murarza to ciągła tułaczka, bo trzeba być tam, gdzie coś się
buduje. Trochę więc trwało nim osiedliłem się w jednym miejscu na stałe. Padło
na Nową Wieś Wielką.

Ćwiczymy pod gołym niebem
Romuald Rogowski prezentuje klubową broń i strzelnicę na
świeżym powietrzu.
Nie dało się ściągnąć młodych
Romuald Rogowski, dysponując już
wówczas większą ilością czasu, wstąpił
do Ligi Obrony Kraju. Wznowił treningi,
zrobił uprawnienia instruktora strzelectwa i sędziego Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego. Uznał, że najwyższy
czas zacząć przekazywać wiedzę innym.
- Zależało mi na oderwaniu dzieciaków od komputerów i zachęceniu ich,
by spróbowały czegoś nowego - zdradza

Fot. TOMASZ
SKORY

szkoleniowiec. - Strzelectwo sportowe
uczy koncentracji, umiejętności wyłączenia się i skupienia na celu. Ważne jest
nie tyle dobre oko co spokój, wytrwałość
i pewna ręka. Najbardziej liczy się dobra
zabawa - nie trzeba być od razu mistrzem.
Z realizacją pomysłu pojawił się jednak problem.
- W LOK-u udzielają się wyłącznie starsi ludzie i nie idzie tam w żaden
sposób ściągnąć młodych. Zacząłem się
więc zastanawiać, jaka forma działalności
przyciągnęłaby młodzież i wpadłem na

- Istniejemy tylko dzięki współpracy
członków zarządu - mówi Romuald Rogowski. - Gdyby nie Włodzimierz Tomczak - wiceprezes klubu - a przy okazji
dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury,
nie mielibyśmy dziś nic. To on dał pomysł na konstrukcję stojaków na tarcze
i wypożyczył nam trzy pierwsze karabinki z klubu w Złotnikach Kujawskich. Za
własne środki dokupiliśmy później dwa
kolejne i dziś możemy trenować na pięciu
wiatrówkach. Nieoceniona jest też pomoc
Jana Tomaszewskiego, naszego skarbnika
– jeździ on po ludziach i załatwia środki
dla klubu. Nie mogę nie wspomnieć o
swojej żonie, która wspiera nas bardzo

podczas zawodów i pomaga we wszystkich kwestiach technicznych.
„Kuźnia” wysunęła pomysł utworzenia nadrzędnego organu łączącego organizacje sportowe na terenie wsi. To ułatwiłoby znacznie pozyskiwanie funduszy
z budżetu gminy. Chętnych do udziału w
projekcie było jednak niewielu. Większe
zainteresowanie współpracą wykazują za
to kluby spoza miejscowości.
- Współpracujemy z motocyklistami z klubu 3-Bikers. Jeździmy z nimi na
imprezy i organizujemy dla nich zawody
strzeleckie w Chmielnikach. Planujemy
też z łucznikami „Sokołów” w Brzozie
zorganizować wspólną zabawę strzelecką.
To nie jedyne zamierzenia klubu z
Nowej Wsi. Planowana jest budowa wiaty, pod którą młodzi zawodnicy mogliby
trenować bez względu na pogodę. Na razie muszą ćwiczyć pod gołym niebem, bo
klub nie ma wystarczających środków, by
sfinansować budowę.
- Marzy mi się strzelnica do karabinka
pneumatycznego z torami. Tam moglibyśmy przeprowadzać zawody - zdradza
prezes Rogowski. – W odległych planach
jest trzystumetrowa strzelnica do strzelań
kulowych, z której korzystać mogliby też
czarnoprochowcy, ale to wymagałoby innej lokalizacji ze względu na hałas. Sołtys
Dobromierza rzucił pomysł, że na ich terenie moglibyśmy spróbować, ale to bardzo wstępne deklaracje.

t.skory@pozabydgoszcz.pl

Będą środki na rehabilitację Liderzy wiedzy
NFZ zmienił decyzję w sprawie wykonywania świadczeń rehabilitacyjnych
przez przychodnię w Nowej Wsi Wielkiej. Zabiegi będą kontynuowane, pod
warunkiem że w tym roku z placówki znikną bariery architektoniczne dla
niepełnosprawnych
Tomasz Skory

W

śród mieszkańców Nowej Wsi
Wielkiej zaczęły pojawiać się
obawy na temat możliwości
kontynuowania usług rehabilitacyjnych
w gminnej przychodni. W połowie maja
Narodowy Fundusz Zdrowia odrzucił bowiem wniosek złożony przez przychodnię
na świadczenia rehabilitacyjne udzielane w
Brzozie i w Nowej Wsi Wielkiej. Jako powód
decyzji wskazał występujące tam bariery architektoniczne.
Przypomnijmy - już w 2010 roku gmina
otrzymała pozwolenie na budowę windy w
Brzozie i podjazdu w Nowej Wsi Wielkiej w
obiektach, w których udzielane były świadczenia rehabilitacyjne. Jako ostateczny termin usunięcia barier określono październik
2016 roku, dlatego Rada Gminy nie spieszyła
się z wystosowaniem środków na ich budowę, chcąc znaleźć możliwie najtańszy sposób
realizacji tych inwestycji.
- Starano się pozyskać dodatkowe źródła finansowania, które mogłyby wesprzeć
budżet gminy - tłumaczą urzędnicy. - Rozpatrywano możliwość wnioskowania do
PFRON-u, szukano również możliwości
wsparcia finansowego ze środków Unii Europejskiej, jednak nie udało się otrzymać tej

formy pomocy.
Kilka miesięcy temu przychodnia została poinformowana przez NFZ o zagrożeniu
ograniczenia o 40 proc. poziomu świadczeń
rehabilitacyjnych. W maju zaś przedstawiciele gminy dowiedzieli się o całkowitym
odrzuceniu oferty złożonej przez przychodnię na świadczenia rehabilitacyjne. Dyrektor
placówki złożył odwołanie od tej decyzji,
apelując jednocześnie do przedstawicieli
gminy o możliwie szybkie wypełnienie formalności.
- Miałoby to być: w Nowej Wsi Wielkiej
zaktualizowanie dokumentacji i uzyskanie
pozwolenia na budowę, szybkie ogłoszenie
przetargu i wykonanie podjazdu oraz osobnego wejścia do pomieszczeń rehabilitacyjnych, natomiast w Brzozie zaktualizowanie
dokumentacji i uzyskanie pozwolenia na
budowę w tym roku oraz wprowadzenie do

przyszłorocznego budżetu budowy windy.
Kilka tygodni temu wójt i sekretarz
gminy odbyli spotkanie z przedstawicielem
dyrekcji NFZ-u, w trakcie którego zobowiązali się do szybkiego usunięcia barier dla
osób niepełnosprawnych. W przypadku gdy
nie uda się uzyskać na ten cel środków zewnętrznych, zadania te zostaną wykonane z
środków własnych gminy. NFZ zmienił więc
wcześniej zajęte stanowisko i dopuścił dalsze
wykonywanie świadczeń rehabilitacyjnych
przez gminną przychodnię.
- Pragnę serdecznie podziękować
wszystkim, którzy aktywnie włączyli się w
działania umożliwiające dalsze realizowanie
świadczeń rehabilitacyjnych w naszej gminie i liczę na dalszą współpracę przy realizacji wspólnego celu - wyraża nadzieję Wojciech Oskwarek - wójt Nowej Wsi Wielkiej.

niezbędnej

„Kto uje kreskuje, dostaje same dwóje” - takich osób
nie było podczas powiatowej rywalizacji uczniów,
którzy uwielbiają słowne łamigłówki. Z kolei potyczkę
z liczbami odbyli młodzi matematycy

C

hoć matematyka jest królową nauk,
to wiadomości na jej temat nie udałoby się przekazać bez poprawnie
stosowanego języka. W ostatnim tygodniu
Nowa Wieś Wielka stała się polem do popisu
dla młodych mistrzów obu dziedzin. 7 czerwca w Szkole Podstawowej im. M. Konopnickiej odbyły się dwa powiatowe konkursy - z
matematyki i ortografii. Nagrody dla najlepszych sponsorowali znani społecznicy z gminy.
Uczeń uczniowi nierówny, dlatego 7
czerwca w tej szkole postanowiono wynieść
na piedestał młodych kowali wiedzy niezbędnej. Przyszłość narodu stawiła czoło matematyce i ortografii w ramach dwóch konkursów
na szczeblu powiatowym. W minioną sobotę
gmach szkoły odwiedziło 17 pasjonatów języka polskiego, a zarazem trzecioklasistów wyłonionych w drodze eliminacji szkolnych ze
szkół w Nowej Wsi Wielkiej, Białych Błotach,
Kruszynie, Brzozie, Ostromecku i Złotnikach
Kujawskich.
- Uczniowie zmagali się z dyktandem
ortograficznym przygotowanym przez metodyków Kujawsko – Pomorskiego Centrum
Edukacji Nauczycieli w Bydgoszczy, także z
pewnością nie było im lekko - śmieje się Andrzej Kubiak, radny powiatu bydgoskiego, a

zarazem jeden z fundatorów nagród, dyplomów i poczęstunku obu konkursów. - Zdobywcom tytułu „Mistrza ortografii” gratuluję.
W tym samym czasie i miejscu najlepsi
matematycy klas II i III z Nowej Wsi Wielkiej
rywalizowali z liderami i reprezentantami
szkół z regionu. Dla 20 pasjonatów królowej
nauk stawką był tytuł „Małego mistrza matematyki”. Na zwycięzców obu konkursów
czekały nagrody w postaci upominków i dyplomów sponsorowanych przez wójta gminy
Nowa Wieś Wielka - Wojciecha Oskwarka,
radnego powiatu bydgoskiego Andrzeja Kubiaka, Radę Rodziców, dyrekcję szkoły, a
także samych organizatorów - Krystynę Królikowską, Barbarę Woźniak –Włodarską i wicedyrektorkę szkoły, Hannę Paetzke.
- Uczniowie pracowali indywidualnie i
zespołowo, pokonując matematyczne przeszkody na stacjach zadaniowych - relacjonuje
Andrzej Kubiak. - Tam ich pracę skrzętnie
notowało 10 ,,sędziów”, którymi byli koledzy
z klas IV-VI.
Zmagania okazały się na tyle udane, że
organizator Powiatowego Konkursu Matematycznego zapowiedział jego kolejną edycję na
przyszły rok.
(MT)

18

Dąbrowa Chełmińska

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 13 czerwca 2014r.

Tradycja w ekologicznej szacie

Lokalna Grupa Działania „Zakole Dolnej Wisły” po raz kolejny zorganizowała w Czarżem swoją sztandarową imprezę. Tradycyjnie pojawili się zarówno prawdziwi rycerze oraz ich teraźniejsi następcy

Łukasz Piecyk

P

o raz czwarty Zakole Dolnej Wisły świętowało na corocznym
jarmarku. Oprócz setek gości w
słoneczną niedzielę w Czarżem pojawiło się 90 wystawców na 40 stoiskach
wystawienniczych.
Zasadnicza część imprezy rozpoczęła się od zawodów sprawnościowych
gmin, które leżą w obszarze zakola dolnej Wisły. Reprezentanci musieli zmagać się z takimi konkurencjami jak slalom na ślepo, walory sołtysowej, ludzki
supeł czy ubijanie piany. Zwyciężyła
gmina Kijewo Królewskie, a gospodarz
imprezy – gmina Dąbrowa Chełmińska
– zajął trzecie miejsce.
- Nie zabrakło także elementów
historycznych – dodaje Anna Pawlak
z Lokalnej Grupy Działania „Zakole
Dolnej Wisły. – Odwiedziła nas grupa rekonstrukcji historycznej Kuźnia
Kultury z Grubna. Rycerze podczas
pokazu zaprezentowali średniowieczne
zwyczaje, stroje, uzbrojenie. Zarówno
młodsi, jak i starsi mieli sposobność
uczestniczenia w grach i zabawach plebejskich, a także spróbowania swoich
sił z mieczem i łukiem w ręku. W programie grupy były także walki rycerskie
czy pokazy ubierania zbroi.

Jedną z najważniejszych części jarmarku było rozstrzygnięcie konkursu
Modni Rycerze XXI wieku. Był to pokaz mody średniowiecznej we współczesnym wydaniu.
- Celem konkursu jest edukacja
młodego pokolenia, wzbudzenie zainteresowania dziedzictwem kulturowym
Zakola Dolnej Wisły, a także tradycjami i historią w połączeniu z edukacją
ekologiczną – tłumaczy Anna Pawlak.
- Do konkursu zgłosiło się 15 uczniów
ze szkół podstawowych i gimnazjów
obszaru czterech gmin Zakola Dolnej
Wisły. Średniowieczne stroje zostały
przygotowane z materiałów pochodzących z recyclingu.
W konkursie do wygrania był tablet
oraz odtwarzacz MP4. Laureatami konkursu zostali Kacper Zając z Unisławia,
Aleks Lippki z Brzozowa oraz Patryk
Kuk z Ostromecka.
To nie był jedyny konkurs w trakcie
jarmarku. Nagrodzono także najlepsze
stanowiska. W kolejności od pierwszego miejsca byli to: KGW „Brzeźnianki”
z Brzeźna, Eko Agroturystyka „Pachotówko” z Gzina oraz Robert i Irena Baranowscy z Tucholi. Dodatkowo każda
z gmin Zakola mogła zaprezentować w
trakcie imprezy swój program promocyjno-artystyczny, Jarmark zakończył
się wspólnym ogniskiem.

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 13 czerwca 2014r.

Skrzydłowy, bramkarz
i łącznik

Drużyna piłkarska z Solca Kujawskiego obchodzi 90-lecie istnienia.
W sobotę 14 czerwca zjadą się osoby, które tworzyły historię klubu
wywalczyli prawo gry w lidze okręgowej
m.in. dzięki królowi strzelców ligi Edwardowi Ryszewskiemu, który zdobył w sezonie 33
bramki.
W 1996 roku w klubie rozpoczęła działalność sekcja jeździecka z inicjatywy Lecha
Ojczenasz. Spośród wszystkich zawodników
wyróżniły się dwie medalistki mistrzostw
Polski Angelika Ojczenasz i Magda Zgórska.
W 2009 roku podjęto decyzję o rozwiązaniu sekcji. W 1999 roku został ustanowiony
nowy statut klubu i powrócono do historycznej nazwy Klub Sportowy „UNIA”.
- W 2001 roku piłkarze trenowani przez
Jana Górala zdobyła awans do IV ligi - wskazuje Dariusz Roszak. - Po roku gry drużyna
spadła do niższej klasy rozgrywkowej, żeby
ponownie awansować w 2005 roku. Jednym
z najlepszych zawodników Unii w tym okresie był Łukasz Geruzel - obdarzony niezwykłym instynktem strzeleckim.
Blisko II ligi

Tomasz Więcławski

P

oczątki działalności Unii Roszak
Solec Kujawski sięgają XX-lecia międzywojennego. Dziś zespół występuje w III lidze i na trwałe zakorzenił się na
mapie polskich drużyn piłkarskich. W siedzibie OSiR-u będzie okazja, żeby powspominać stare czasy.
W obchodach 90-lecia istnienia weźmie
udział ok. 150 osób. Swój udział zapowiedzieli wojewoda kujawsko-pomorski Ewa
Mes, marszałek województwa kujawsko-pomorskiego Piotr Całbecki, a także starosta
bydgoski Wojciech Porzych.
- Klub został założony przez grupę
mieszkańców miasta 24 sierpnia 1924 roku
- mówi Dariusz Roszak, prezes Unii Roszak
Solec Kujawski. - Postanowiono utworzyć
drużynę, a jej nazwa miała symbolizować
łączność pomiędzy miejscową młodzieżą,
a reemigrantami z innych terenów Polski i
zagranicy. Pierwszym prezesem klubu był

Franciszek Kiciński.
W 1926 roku do piłkarzy dołączyli lekkoatleci. Klub rozwijał się dynamicznie i w
latach 1927-1929 powstały nowe sekcje - piłki ręcznej, kolarstwa i kajakarstwa. Po zakończeniu wojny, już w 1945 roku, drużyna
piłkarska startuje w rozgrywkach ligowych.
Klubowi przewodzi przedwojenny prezes
Władysław Kamieniarz. Rok później w Solcu Kujawskim powstaje drugi zespół piłkarski "Wicher", a w 1948 roku dochodzi do
połączenia obu ekip pod nazwą KS Związku
Zawodowego Kolejarzy „Kolejarz. Sportowcy osiągali w tamtym okresie znaczące wyniki. Lekkoatleci pod wodzą Jerzego Wiemana
rokrocznie zdobywali mistrzostwo powiatu
bydgoskiego.
Historyczny awans
- Piłkarze do 1955 roku grali w B-klasie
i po raz pierwszym wywalczyli w tym roku
awans do A-klasy - przypomina Dariusz Roszak. - Piłkarski sezon 1994/1995 zakończył
się sukcesem piłkarzy, którzy po 14 latach

W 2010 zespołowi udało się awansować
do III ligi. Po perturbacjach w kolejnych
sezonach udaje się Unii na stałe zakorzenić
w tej klasie rozgrywkowej w 2012 roku. W
zakończonym niedawno sezonie zespół zajął
3. miejsce w rozgrywkach III ligi grupy kujawsko-pomorsko-wielkopolskiej zostawiają
w pokonanym polu m.in. Lecha II Poznań,
Włocłavię Włocławek, Elanę Toruń czy Cuiavię Inowrocław. Drużyna wygrała 18 z 34
spotkań, zremisowała w 7, a gorycz porażki
zaznała dziewięciokrotnie.
- Osiągane przez drużynę wyniki są również zasługą wieloletniego kierownika zespołu Stanisława Wyrwasa - dodaje Dariusz
Roszak. - W klubie ćwiczą również grupy
młodzieżowe - od 60 d0 100 zawodników
rocznie.
Początek sobotnich obchodów 90-lecia
istnienia Unii Solec zaplanowany jest na
godzinę 11.00. Będzie to prawdziwe spotkanie pokoleń. Swój udział potwierdzili byli
zawodnicy i trenerzy zespołu, więc rozmowom przy suto zastawionym stole nie będzie
końca.

t.wieclawski@pozabydgoszcz.pl

Solec Kujawski

Z każdego
zrobi mistrza

19

Podopieczni Sławomira Maciąga ponownie
zostali mistrzami Polski

Katarzyna Boruta

W

jego pracy nie ma miejsca na
sentymenty, przerwę czy odpoczynek. Na co dzień to nauczyciel pracujący w XV LO w Bydgoszczy.
Sławomir Maciąg jest jednak szczególnie
znany ze swojego zamiłowania do pierwszej
pomocy. To dzięki tej pasji może cieszyć się
sukcesami swoich podopiecznych, czyli kolejnym zdobytym przez nich mistrzowskim
tytułem.
Sukcesy Grupy Pierwszej Pomocy działającej przy bydgoskim XV LO należą do
największych osiągnięć mieszkańca Solca
Kujawskiego. Przez ponad 10 lat z rzędu jego
podopieczni stają na podium mistrzostw
Polski. Już trzykrotnie reprezentowali nasz
kraj na Międzynarodowych Mistrzostwach
Pierwszej Pomocy – FACE. Podczas ostatnich zawodów w Łodzi, ponownie sięgnęli
po złoto. Tym samym ich trener po raz kolejny zyskał prawdziwe powody do dumy.
W drodze po sukces nie przeszkodzi nic
Sławomir Maciąg charakteryzuje się
niesamowitą determinacją oraz wytrwałością, której mógłby mu pozazdrościć nie jeden uczeń. Znów osiągnął cel - brawurowo
przygotował GPP. Jego młodzież okazała się
najlepsza, a on udowodnił swoje kwalifikacje
trenerskie jest.
- Szkolenie Grupy Pierwszej Pomocy to

przyjemność; owszem zabiera mi to wiele
czasu, ale na szczęście otrzymuję solidne
wsparcie ze strony absolwentów piętnastki. Jeśli chodzi o moją wiedzę, to czerpię
ją głównie z literatury fachowej. Często też
konsultuję się ze specjalistami z kraju i Europy. W naszej 11-letniej działalności jest to
już czwarte mistrzostwo. Na koncie mamy
też pięć tytułów wicemistrzowskich i dwa
razy zdobyliśmy III miejsce w Polsce. Jednak
w samej pierwszej pomocy najbardziej lubię
ten moment, kiedy jestem w stanie zainteresować nią młodzież i dorosłych.
Medale to nie wszystko
- Nasz trener jest wspaniałym człowiekiem. To on zaraził mnie pasją nauki pierwszej pomocy. Dzięki GPP jestem spokojna
o moich bliskich – mówi Agnieszka, jedna z
podopiecznych Sławomira Maciąga. - Gdyby nie on, wielu ludzi nie posiadałoby takiej
wiedzy, jaką aktualnie ma. To właśnie dzięki
niemu wiele osób poszło na studia związane z ratowaniem zdrowia i życia ludzi. Jego
podopieczni pomagają też tym, którzy potrzebują wsparcia w nagłych wypadkach.
Świadomie lub nie - ten człowiek uratował już wiele istnień. Dokonania Sławomira Maciąga i Grupy Pierwszej Pomocy
stanowią dowód na to, że młodzież to nie
tylko alkohol i narkotyki. Dla trenera i jego
podopiecznych to ogrom wiedzy, który daje
im szansę na uratowanie wielu ludzi w potrzebie.

20

edukacja

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 13 czerwca 2014r.

„Bajka” zaprasza
Zajęcia prowadzone na basenie, bajkoterapia oraz praca z dziećmi autystycznymi to tylko niektóre z działań, które proponuje
najmłodszym Przedszkole Niepubliczne „Bajka” z Bydgoszczy. Placówka stawia na wychowanie oraz kształcenie maluchów
już od pierwszych lat życia
Michał Ciechowski

N

iepubliczne Przedszkole "Bajka",
w swojej ofercie edukacyjnej,
posiada wiele ciekawych zajęć,
rozwijających kreatywność i sprawność
ruchową u dzieci. Dla najmłodszych oraz
dla ich rodziców, od 2005 roku, do dyspozycji jest basen. "Bajka", otwierając się na
co raz to nowsze potrzeby mieszkańców
miasta oraz regionu, przystosowała się do
zajęć z dziećmi o specjalnych potrzebach
edukacyjnych.
- W naszym przedszkolu pracują wykwalifikowani terapeuci, którzy każdego
dnia prowadzą zajęcia z dziećmi potrzebującymi specjalnej opieki - mówi Stefania Wasilewska, dyrektor Niepublicznego
Przedszkola "Bajka". - Terapie te polegają
na rozwijaniu prawidłowego odbioru i
analizy bodźców dostarczanych z otoczenia poprzez zmysły zewnętrzne oraz
płynące z własnego ciała poprzez zmysły wewnętrzne. Dzieci z autyzmem czy
zespołem Downa mają także możliwość
skorzystania z sal doświadczania świata.
Sala Doświadczania Świata jest specjalnym, wyodrębnionym pomiesz-

czeniem, wyposażonym w różnorodne
urządzenia stymulujące rozwój zmysłów.
Głównym celem organizowania tego typu
sal jest stwarzanie możliwości odbierania
nowych bodźców, wzbogacanie doświadczeń oraz miłe spędzanie czasu w atmosferze pełnego relaksu.
Bajka, to także Centrum Rekreacji
Rodzinnej.
Od roku 2005 dzieci uczęszczające
do przedszkola biorą udział w zajęciach
organizowanych na basenie. Z „Centrum
Rekreacji Rodzinnej” korzystają dwa razy

w tygodniu. Przedszkolaki biorą udział
w tych zajęciach pod czujnym okiem
Marcina Matysiaka, kierownika obiektu
i członka Polskiego Stowarzyszenia Pływania Niemowląt. "Bajka" jest pierwszym
ośrodkiem w województwie kujawsko-pomorskim, który zaoferował możliwość
uczestnictwa w zajęciach niemowlętom i
małym dzieciom.
- Zajęcia w wodzie prowadzone są,
przez wykwalifikowanych instruktorów,
którzy w profesjonalny sposób nauczają
czynności ruchowych przedszkolaków, a

także bobasów już od 4. miesiąca życia
- informuje Matysiak. - Jesteśmy członkami Polskiego Stowarzyszenia Pływania
Niemowląt oraz czynnie uczestniczymy
w rozwoju i promocji tej formy aktywności. Z naszego basenu korzystać mogą nie
tylko przedszkolaki, ale także ich rodziny
oraz osoby niezwiązane z "Bajką". W wodzie pracujemy także z dziećmi autystycznymi, z MPD oraz innymi zaburzeniami.
W lipcu zapraszamy na kurs pływania
dla niemowląt i małych dzieci do lat 5.
Niepubliczne Przedszkole "Bajka" zapewnia najmłodszym odpowiednie warunki do nauki i zabawy. Integracja Sensoryczna (SI), sala doświadczeń świata,
psycholog, neurologopeda, terapia behawioralna, terapia metodą HANDLE, terapia ręki, terapia pedagogiczna, to tylko
część oferty kierowanej dla najmłodszych
. Dzięki integracji, ciekawym formom
spędzania czasu i terapii maluchy mogą
bezstresowo przyswajać wiedzę oraz
korzystać z zajęć prowadzonych przez
osoby specjalizujące się w pedagogice
wczesnoszkolnej i przedszkolnej a także
specjalnej.
Zapraszamy także na seanse w mikroklimatycznej Jaskini Solnej, w której

znajduje się ok. 5 ton soli z różnych części
świata.
Inhalacja w jaskini wspomaga leczenie:
• stanów zapalnych górnych dróg oddechowych, zatok, płuc i oskrzeli,
• schorzeń dermatologicznych, zapalenie
skóry, łuszczyca,
• niedoczynności tarczycy,
• chorób układu krwionośnego,
• stany pozawałowe, wyrównanie ciśnienia tętniczego,
• schorzeń przewodu pokarmowego, nietypowe zapalenie jelita grubego, wrzody
żołądka i dwunastnicy,
• otyłości, przyspiesza metabolizm komórkowy.
• nerwicy, depresji, przemęczenia czy
spadku odporności na stres.
Jaskinia jest również wspaniałym
miejscem dla osób przemęczonych lub
z zaburzeniami wegetatywnego układu
nerwowego, osób prowadzących intensywny tryb życia, szczególnie dla sportowców, którzy mogą się wzmocnić i zregenerować siły po intensywnym treningu.
Jedynie osoby z nadczynnością tarczycy
nie powinny przebywać w jaskini.

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

edukacja

Piątek 13 czerwca 2014r.

Odświeżone „Perspektywy”
S

21

Innowacyjność i potencjał naukowy to cechy, które wyróżniają najlepsze uczelnie wyższe w Polsce.
Jeśli dodamy do tego efektywność i warunki studiowania, to na pewno wzmocnimy ich prestiż.
W Rankingu Szkół Wyższych „Perspektywy 2014” oceniono aż 195 polskich uczelni

ukces w rankingu jest ważny, bo
uskrzydla uczelnie – powiedziała
prof. Daria Nałęcz, wiceminister
nauki i szkolnictwa wyższego podczas
gali Rankingu Szkól Wyższych „Perspektywy 2014”, która odbyła się 21 maja w
Centralnej Bibliotece Rolniczej w Warszawie. Najlepsze polskie uczelnie zostały uhonorowane po raz 15.
Najlepszą uczelnią w Polsce w 2014
roku został Uniwersytet Warszawski,
który minimalną przewagą głosów wyprzedził Uniwersytet Jagielloński. Na
trzecim miejscu znalazł się Uniwersytet
Adama Mickiewicza w Poznaniu. Swoje
miejsce w rankingu ma także Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, który
uplasował się na 9. pozycji.
Całość zestawienia oparto na 33
kryteriach podzielonych na sześć grup.
Wśród nich znalazły się, takie jak: potencjał naukowy, efektywność naukowa,
publikacje i cytowania, innowacyjność,
prestiż, warunki studiowania oraz umiędzynarodowienie.
- Ranking przygotowany został przez
Fundację Edukacyjną „Perspektywy”
pod nadzorem Kapituły kierowanej

przez prof. Michała Kleibera, prezesa
Polskiej Akademii Nauk - dodała prof.
Nałęcz.
W zespole znaleźli się, m.in.: prof.

Marek Safjan, sędzia Trybunału Europejskiego w Luksemburgu - honorowy przewodniczący, prof. Marek Rocki, senator
RP, przewodniczący PKA, prof. Franci-

szek Ziejka, przewodniczący SKOZK, b.
rektor UJ, prof. Bogusław Smólski , b.
dyrektor NCBiR, prof. Tadeusz Tołłoczko i dr Alicja Adamczak- prezes Urzędu
Patentowego RP.
W Rankingu Uczelni Wyższych "Perspektywy 2014" w pierwszej dziesiątce
znalazł się ponownie Uniwersytet Mikołaja Kopernika. Rok wcześniej placówka
również zajęła 9. miejsce, znacznie wyprzedając chociażby Uniwersytet Gdański.
- Toruńska uczelnia spełnia najwyższe kryteria i pozwala rozwijać się w każdym wybranym przez studenta kierunku
- mówi Grzegorz, student III roku administracji publicznej na UMK – Upewniło mnie to w przekonaniu, że te właśnie
studia - na tej uczelni to dobry wybór.
W tym roku "Perspektywy" nie opublikowały rankingu uczelni licencjackich. Jak tłumaczą inicjatorzy plebiscytu,
ze względu na niż demograficzny grupa
ta uległa „daleko idącej dekompozycji”.
W plebiscycie, oprócz szkół wyższych, uwzględniono uczelnie akademickie, magisterskie niepubliczne oraz państwowe wyższe szkoły zawodowe.

- Przygotowanie profesjonalnego
rankingu uczelni 15 lat temu było wielkim wyzwaniem – podkreślił Waldemar
Siwiński, prezes Fundacji Edukacyjnej
„Perspektywy”, inicjator profesjonalnych rankingów edukacyjnych w Polsce.
- Zaufanie szkół sprawia, że możemy go
tworzyć i wciąż udoskonalać, troszcząc
się przy tym o to, by wyniki z kolejnych
lat były porównywalne. Dziękujemy za
wspólne 15 lat.
W uroczystej gali w Centralnej Bibliotece Rolniczej w Warszawie udział
wzięli, m.in. prof. Jerzy Woźnicki, przewodniczący Rady Głównej Szkolnictwa
Wyższego i Nauki, prof. Katarzyna Chałasińska-Macukow, Honorowa Przewodnicząca KRASP, dr Alicja Adamczak,
prezes Urzędu Patentowego RP, prof.
Michał Kleiber, prezes Polskiej Akademii Nauk, przewodniczący Kapituły
Rankingu oraz rektorzy i prorektorzy
najlepszych uczelni.
Piętnastą edycję Rankingu Szkół
Wyższych, przygotowywanego corocznie przez Fundację Edukacyjną „Perspektywy”, poprowadził znany dziennikarz radiowy - Janusz Weiss.

22

sport

Tylko Toruń

www.pozabydgoszcz.pl Piątek 13 czerwca 2014r.

Z nadzieją spogląda na Zachód
Z Ryszardem Tarasiewiczem, byłym trenerem Zawiszy Bydgoszcz, o odejściu z drużyny,
planach na przyszłość i kierunku w jakim zmierza bydgoska piłka, rozmawiał Tomasz Skory

Dziś to już pewne, zwolnił Pan
miejsce trenera Zawiszy na
rzecz nowego szkoleniowca. Nie
żal Panu odchodzić z Bydgoszczy?
Pewnie, że tak. Zżyłem się już
trochę z klubem, ale chciałbym
spróbować swych sił za granicą.
Poza tym, jak już wielokrotnie
wspominałem, nie chciałem
trzymać Zawiszy w niepewności. Wciąż czekam bowiem
na propozycję poprowadzenia
któregoś z zachodnich klubów,
a klub nie może czekać w nieskończoność z poszukiwaniami
nowego trenera. Poinformowałem o swojej decyzji pana Osucha, bo chciałem, by bydgoszczanie odpowiednio wcześniej
wiedzieli, na czym stoją. Może
się okazać, że za granicą sytuacja się nie wyjaśni, a w kraju już
wszystkie karty będą rozdane i
zostanę bez pracy. Nie chciałem
być egoistą.
To znaczy, że nadal nic nie wiadomo na temat przenosin do
Valenciennes?
Za dużo jest jeszcze kwestii
organizacyjnych do rozwiązania, by móc mówić o jakichkolwiek konkretach. Wpierw
zespół będzie musiał otrzymać
licencję na grę w drugiej lidze,
a po utracie sponsora wiele w
tej kwestii będzie zależało od
kondycji finansowej klubu. We
Francji zasady wydawania zezwoleń są trochę inne niż w
Polsce, tam nikt nie otrzyma ich
warunkowo, jak ma to miejsce u
nas. Pozostaje mi więc czekać.
Liczy Pan również na propozycję ze Szwajcarii, ale to o Valenciennes mówi się najgłośniej.
Pytając wprost, chciałby Pan

wrócić do Francji? Parę ładnych
lat już Pan tam spędził...
Tak, byłoby to ciekawe doświadczenie. Nie widzę przeszkód w tym, że zespół będzie
grał w drugiej lidze. W Zawiszy
też tak zaczynałem i udało mi się
wypracować awans. Valenciennes to klub, który chce dużo
osiągnąć, a poprowadzenie
składu z pierwszoligowymi
ambicjami zawsze jest dużym
wyzwaniem. Pozwoliłoby też
mi się pokazać na rynku zachodnim, który jest znacznie
ciekawszy od naszego i może
zaowocowałoby kolejnymi
propozycjami
Wracając do Zawiszy, do
niedawna mówiło się, że
ma Pana zastąpić Maciej Skorża, ale parę
dni temu zrezygnował
on z propozycji Radosława Osucha. Myśli
Pan, że gdyby zmienił
zdanie,
bydgoszczanom
wyszłoby to
na dobre?
To doświadczony trener i ma wyrobioną markę, a takiego właśnie
szkoleniowca potrzebuje teraz klub.
Jestem pewien, że
byłby dobrym
kandydatem.
Zostawił
Pan
wskazówki dla
nowego trenera?
Pr z y go towałem
plan
na
n aj b l i ż s z e
tygodnie,
zaczynając od

badań
lek ars k i ch ,
p r z e z
pierwsze
treningi,
sparingi i
obóz
szkol e -

niow y .
Grafik
może
się
jednak zmienić, bo wszystko będzie zależało teraz od
nowego trenera,
którzy może mieć
inną wizję pracy z
zespołem.
Jak widzi Pan przy-

szłość Zawiszy, bez względu na
to, kto zostanie szkoleniowcem?
Klub zmierza w odpowiednim kierunku. Polityka prowadzona przez pana Osucha,
przynajmniej od tej strony sportowej, jest na dobrym poziomie.
Co istotne - Zawisza ma jasne
reguły dotyczące płac. Wiemy,
jakim dysponujemy budżetem,
co można z nim zdziałać, zawodnicy dostają wypłaty na
czas, nie ma zaległości. To buduje zaufanie i ułatwia stawianie
sobie celów.
W minionym sezonie było jednak parę mniej przyjemnych
sytuacji, zamieszanie z kibicami, gra przy pustych trybunach.
Myśli Pan, że sytuacja się wyklaruje?
Gra bez dopingu momentami nie miała sensu. Zawsze
jednak byłem i nadal jestem
optymistą, jeśli chodzi o bydgoskich kibiców. Drużyna może
liczyć na wspaniały doping, a z
nim na pewno gra się znacznie
lepiej. Popycha on zawodników
do gry i wspiera na duchu w
chwilach słabości, co pozwala częściej osiągać zwycięstwa.
Mam nadzieję, że będzie ich jak
najwięcej.
Dobrze podejrzewam, że celem klubu powinno być teraz
wzmocnienie drużyny europejskimi zawodnikami? Znajdą się
na to środki?
Wiadomo, że chcielibyśmy
mieć jak najwięcej mocnych
zawodników w swoim składzie, ale nie można kupować
ich ponad stan, jak postąpiła Wisła Kraków.
Za wszelką cenę
chciała wzmoc-

nić drużynę, by dostać się do
Ligi Mistrzów. Dziś ma przez
to kłopoty finansowe. Zawiszy,
dzięki rozsądnej polityce finansowej, udało się uniknąć tego
błędu.
Więc możemy się spodziewać
nowych nazwisk?
Na pewno klub będzie szedł
w tym kierunku i na tyle, na ile
budżet na to pozwoli, spróbuje
pozyskać nowych zawodników.
Ja już w tej chwili żadnych konkretnych nazwisk podawać nie
mogę, ale będą to zawodnicy, na
których spocznie odpowiedzialność podniesienia w krótkim
czasie jakości klubu.
Może w nowym sezonie warto
dać szansę wykazać się młodzieży? Słyszałem, że ze wszystkich
drużyn w Ekstraklasie to właśnie Zawisza najrzadziej wypuszczał młodych zawodników
na boisko...
Młodzieży na tak wysokim
poziomie nie mamy niestety za
dużo. Z młodych zawodników
wyróżniają się na pewno Sochań i Ciechanowski, a na obronie akurat doskonale radzi sobie
Lewczuk
Ekstraklasa to nie poligon doświadczalny?
Jeżeli klub ma na tyle swobody i dobrą pozycję w tabeli,
może sobie pozwolić na takie
zabiegi. W Zagłębiu Lublin
młodzież zdobyła swego czasu
Mistrzostwo Polski, ale od kilku
lat żadnego młodego nie widać
na boisku. W wielu klubach jest
podobnie, może poza tymi ze
stolicy. Zawisza niech lepiej na
razie nie eksperymentuje.

Poza Bydgoszcz

www.pozabydgoszcz.pl

Piątek 13 czerwca 2014r.

bydgoska zadyszka

23

Rekordy nie są najważniejsze
Ogólnej sprawności nie da się policzyć, zmierzyć i porównać z jakimkolwiek wzorem

W

szyscy dążymy do bicia
rekordów na zawodach,
aplikacjach czy komputerach. Ciągle rywalizujemy o jak najlepsze miejsca i wyniki. Liczy się dla nas
wszystko co policzalne - kilometry i
czas. Przez takie podejście zapominamy o ogólnej sprawności, a to od niej
powinniśmy rozpoczynać bieganie.
Sprawność fizyczna odzwierciedla
wysoki stan narządów i funkcji ustroju
wyrażający się efektywnym rozwiązywaniem wszechstronnych zadań ruchowych, a uwarunkowany stopniem
ukształtowania cech motorycznych.
Odpowiednie ćwiczenie i praca nad
ogólną sprawnością spowodują zwiększenie ruchomości stawów, a co za tym
idzie - swobodę biegu. Mięśnie, które są
odpowiedzialne za ruch, będą bardziej
elastyczne, co umożliwi ekonomiczne
bieganie.
- Pamiętając o tych zasadach, każdy będzie mógł lepiej gospodarować
energią - mówi Jacek Lewandowski z
Akademii Biegania Sprint. - To bardzo

ważne podczas pierwszych kilometrów
biegu. Daje też efekty na finiszu.
Odpowiednio
przeprowadzony
trening sprawnościowy zaowocuje w
przyszłości dobrą technika, długością
kroku i przeciwdziałaniem kontuzjom.
Słynna wypowiedź Józefa Lisow-

skiego brzmi: „Sprawność można wykształcić u każdego. Jeżeli słonia da się
nauczyć tańczyć, więc i biegacza da się
nauczyć ćwiczeń płotkarskich”. Trening
sprawnościowy jest więc dla każdego,
ale większość o nim zapomina. Sprawność u biegaczy sprowadza się do, tzw.

machnięć nogą czy skłonów, a to poważny błąd.
- Nie musimy poświęcać na sprawność całej jednostki treningowej mówi Jacek Lewandowski. - Wplećmy
w swój plan ćwiczenia sprawnościowe
w myśl zasady: „Lepiej mniej a częściej,
niż raz a za dużo”.
Ćwiczenia, które warto włączyć do
swojej rozgrzewki, to m.in. pogłębiające skłony. W wykroku wykonaj pogłębiający skłon do nogi wykrocznej i
postaraj się, by był on jak „najgłębszy”.
Pomocny jest też siad płotkarski. Postaraj się usiąść tak, by noga „atakująca”
była wyprostowana w kolanie prosto
przed ciebie, a noga zakroczna odwiedziona do boku z kątem prostym w stawie biodrowym i kolanowym.
- Nie należy również zapominać
o leżeniu przewrotnym - mówi Jacek
Lewandowski. - Oznacza to, że z siadu
rozkrocznego lub prostego wykonujemy leżenie, starając się dotknąć palcami stóp podłoża za głową.
W staraniach o lepszą sprawność

każdemu biegaczowi pomoże tzw.
marsz płotkarski nogą zakroczną na
odcinku 10-20 metrów. Nogę podporową postaw obok płotka, starając się
wykonać pełen zakres ruchu do boku
i do przodu nogą zakroczną. Pomocne
będą też wymachy nogą prostą. Stojąc
przy płotku lub np. drzewie (może być
w podporze), wykonaj wymachy prostą
nogą do boku. Zrób trzy takie serie po
10 powtórzeń.
- Wszystkim biegaczom polecam
wykonywanie marszu płotkarskiego
nogą atakującą - dodaje Jacek Lewandowski. - Najlepiej robić to z wykorzystaniem niskich płotków.
Takie ćwiczenia każdemu biegaczowi pomogą zwiększyć sprawność ogólną. Właśnie ona przy śrubowaniu kolejnych rekordów ma istotne znaczenie.
W następnej lekcji: siła biegowa.
www.zadyszka.bydgoszcz.pl