You are on page 1of 223

ROZDZIA 1

DAWNI I NOWI
Najsynniejszym i najczciej cytowanym wierszem poety Rewina, najlepszego z caej zgrai,
ktra pojawia si w Nowym Miecie, jest Pie miasta. Opowiada on o tym, co mona
usysze noc w Imardinie, jeli tylko zatrzyma si i posucha: o niekoczcym si,
stumionym i odlegym szumie dwikw. Gosw. Piosenek. miechu. Jku. Krzyku.
Wrzasku.
W ciemnoci panujcej w nowej dzielnicy Imardinu pewien czowiek przypomnia sobie ten
wiersz. Zatrzyma si, by nasuchiwa, ale zamiast da si ponie pieni miasta, skupi si na
jednym zgrzytliwie brzmicym pogosie. Dwiku, ktry tu nie pasowa. Dwiku, ktry si
nie powtarza. Parskn cicho i ruszy przed siebie.
Kilka krokw dalej z mroku tu przed nim wynurzy si jaki ksztat. By to mczyzna, ktry
nachyla si gronie. W ostrzu noa odbio si wiato.
- Dawaj kas - odezwa si szorstki, zdecydowany gos.
Napadnity nie odpowiedzia, tylko sta bez ruchu. Wyglda, jakby zamar z przeraenia.
Albo jakby by pogrony w mylach.
Kiedy wreszcie si poruszy, zrobi to niezwykle szybko. Trzask, szarpnicie rkawa - i
bandyta krzykn, padajc na kolana. N zabrzcza o bruk. Czowiek poklepa go po
ramieniu.
- Wybacz. Wybrae niewaciw noc i niewaciwy cel, a ja nie mam czasu, eby ci to
tumaczy.
Kiedy bandyta upad twarz na bruk, przekroczy jego ciao i ruszy dalej. Chwil pniej
zatrzyma si i spojrza przez rami na drug stron ulicy.
- Eja! Gol. Miae by moim ochroniarzem.
Z cienia wynurzy si kolejny potny ksztat - i podszed natychmiast.
- Mam wraenie, e wcale mnie nie potrzebujesz, Cery. A ja robi si na staro powolny. To
ja powinienem ci paci za ochron.
Cery skrzywi si.
- Wzrok i such masz wci dobre, prawda?
Gol zamruga powiekami.
- Rwnie dobre jak ty - odpowiedzia ponuro.
- Wanie - westchn Cery. - Powinienem si wycofa. Ale Zodzieje nie przechodz w stan
spoczynku.
- Chyba, e przestaj by Zodziejami.
- Chyba e zostaj trupami - poprawi go Cery.
- Ty nie jeste jakim tam Zodziejem. Ciebie chyba nie dotycz zwyke zasady. Nie
zaczynae w zwyczajny sposb, to dlaczego miaby zwyczajnie skoczy?
- Chciabym, eby wszyscy inni tak myleli.
- J a te. Miasto byoby lepszym miejscem.
- Gdyby wszyscy myleli tak jak ty? Ha!
- Dla mnie na pewno.
Cery rozemia si i ruszy przed siebie. Gol trzyma si kilka krokw za nim. Niele ukrywa
strach, pomyla Cery. Zawsze tak byo. Ale z pewnoci myli o tym, e obaj moemy nie
przey tej nocy. Zbyt wielu ju zgino.
Ponad poowa Zodziei - przywdcw grup przestpczych pwiatka Imardinu - zgina w
cigu ostatnich kilku lat. Kady w inny sposb, ale wikszo z przyczyn nienaturalnych.
Zasztyletowani, otruci, zepchnici z wysokich budynkw, w poarze, utopieni albo zasypani
w podziemnym tunelu. Niektrzy twierdzili, e odpowiada za to jedna osoba - czowiek
nazywany owc Zodziei. Inni twierdzili, e to porachunki midzy samymi Zodziejami.
Gol mawia, e zakady nie dotycz tego, kto zginie nastpny, ale - w jaki sposb.
Oczywicie starych Zodziei zastpowali modzi, czasami w pokojowy sposb, czasami po
krtkiej, krwawej walce. Mona si byo tego spodziewa. Ale ci zuchwali nowi te nie byli
odporni na mier. Kolejn ofiar mg zosta rwnie dobrze nowy, jak i starszy Zodziej.
Midzy zabjstwami nie byo widocznych powiza. Zodzieje ywili do siebie liczne urazy,
ale adna z nich nie byaby wystarczajcym powodem do tylu morderstw. A mimo e
zamachy na ycie Zodziei nie byy niczym niezwyczajnym - w sumie stanowiy element
kariery - zadziwiao, e si udaway. Zadziwiao rwnie to, e zabjca czy te zabjcy nie
przechwalali si swoimi sukcesami i nigdy nikt ich nie widzia.
W dawnych czasach zwoalibymy spotkanie. Przedyskutowalibymy strategi. Stworzyli
wsplny front. Mino jednak tyle czasu, odkd Zodzieje ze sob wsppracowali, e
zapewne nie wiedzielibymy teraz, jak si do tego zabra.
Cery dostrzeg nadchodzce zmiany zaraz po tym, jak pokonani zostali najedcy ichani, ale
nie przypuszcza, e nastpi one tak szybko. Kiedy tylko zaprzestano Czystek - corocznego
wypdzania bezdomnych z miasta do slumsw - slumsy uznano za cz miasta, a
dotychczasowe granice przestay obowizywa. Zachwiay si przymierza midzy
Zodziejami, pojawili si nowi rywale. Zodzieje, ktrzy podczas najazdu wsppracowali, by
ocali miasto, zwrcili si przeciwko sobie, pragnc utrzyma stan posiadania, odzyska
utracone terytoria i wykorzysta nowe moliwoci.
Cery min czterech modych mczyzn opartych o cian na rogu zauka i szerszej ulicy.
Zmierzyli go wzrokiem i utkwili oczy w niewielkiej odznace przypitej do paszcza,
oznaczajcej, e waciciel jest czowiekiem Zodzieja. Natychmiast ukonili si z
szacunkiem. Cery skin im gow, po czym zatrzyma si w wejciu do zauka, czekajc, a
Gol minie tamtych i do niego doczy. Lata temu ochroniarz uzna, e lepiej mu idzie
wyapywanie potencjalnych zagroe, jeli trzyma si nieco dalej - a Cery by w stanie
poradzi sobie z wikszoci napaci sam.
Cery czeka. Wpatrujc si w czerwon lini wymalowan w poprzek wejcia do zauka,
umiechn si rozbawiony. Krl, uznawszy slumsy za cz miasta, ze zmiennym szczciem
usiowa przej nad nimi kontrol. Ulepszenia w niektrych czciach prowadziy do
podwyszenia czynszw, co wraz z wyburzeniem niebezpiecznych budynkw zmuszao
najbiedniejszych do gromadzenia si w coraz to mniejszych czciach miasta. Okopywali si
tam i zawaszczali te miejsca, bronic ich z dzik determinacj, niczym osaczone zwierzta, i
nadajc tym dzielnicom nazwy takie jak Czarne Ulice czy Twierdza Bylcw. Powstay nowe
granice, niektre malowane, inne tylko symboliczne. aden stranik miejski nie odwayby
si ich przekroczy bez towarzystwa kilku kolegw - a nawet w takiej sytuacji mg si
spodziewa walki. J edynie obecno maga zapewniaa bezpieczestwo.
Kiedy ochroniarz zrwna si z nim, Cery odwrci si i rami w rami ruszyli przez szersz
ulic. Min ich powz owietlony dwiema koyszcymi si latarniami. Wszechobecni
stranicy przechadzali si dwjkami - nigdy nie tracc z oczu ssiednich par i obowizkowo
noszc latarnie.
Bya to nowa ulica przelotowa, biegnca przez niebezpieczn dzielnic miasta znan jako
Dzika Droga. Cery zastanawia si z pocztku, dlaczego Krl w ogle zawraca sobie gow
t czci miasta. Przechodnie ryzykowali napa rabusiw grasujcych po obu stronach
ulicy, a moe nawet dgnicie noem. Sama ulica bya jednak szeroka, nie dawaa
napastnikom dobrego schronienia, a biegnce pod ni tunele, stanowice niegdy cz
podziemnej sieci pod nazw Zodziejskiej cieki, zostay zasypane podczas budowy. Wiele
ze starych, przeludnionych budynkw po obu stronach zburzono i zastpiono wikszymi,
bezpieczniejszymi domami, nalecymi do kupcw.
Rozdzielone w ten sposb poczenia w obrbie Dzikiej Drogi zostay wyczone z uytku.
J akkolwiek Cery by przekonany, e rozpoczto ju prace nad nowymi tunelami, poow
lokalnej ludnoci zmuszono do przeniesienia si w inne nieciekawe rejony, podczas gdy
reszta zostaa rozdzielona przez ulic. Dzika Droga, gdzie niegdy przybysze poszukiwali
domw gry albo tanich ladacznic, nie baczc na ryzyko napaci i mierci, przestaa istnie.
Cery jak zwykle czu si niepewnie na otwartej przestrzeni. Spotkanie z napastnikiem
niepokoio go.
- Mylisz, e wysano go, eby mnie sprawdzi? - spyta.
Gol nie odpowiedzia od razu, a jego dugie milczenie upewnio Cery'ego, e namyla si nad
odpowiedzi.
- Wtpi. Chyba raczej po prostu mia wielkiego pecha.
Cery pokiwa gow. Te tak myl. Ale czasy si zmieniy. Miasto si zmienio. Czasem
czuj si tak, jakbym mieszka w obcym kraju. Albo tak, jak sobie wyobraam mieszkanie w
jakim innym miejscu, bo przecie nigdy nie wyjedaem z Imardinu. Dziwacznie. Inne
zasady. Niebezpieczestwa czyhajce w niespodziewanych miejscach. Nigdy do
ostronoci. A na dodatek id przecie na spotkanie z najbardziej przeraajcym Zodziejem
w Imardinie.
- Hej, ty! - kto zawoa.
W kierunku Cery'ego zmierzali dwaj gwardzici. J eden z nich trzyma wysoko uniesion
latarni. Cery oszacowa odlego dzielc go od drugiej strony ulicy, po czym zatrzyma si
z westchnieniem.
- Ja? - spyta, odwracajc si w kierunku stranikw. Gol milcza.
Wyszy z gwardzistw zatrzyma si o krok bliej ni jego krpy towarzysz. Nie odpowiada,
ale kilkakrotnie przenosi wzrok z Cery'ego na Gola i z powrotem, a w kocu utkwi go w
Cerym.
- Imi i adres - rzuci.
- Cery z ulicy Rzecznej, Pnocna Strona - odrzek Cery.
- Obaj?
- Tak. Gol jest moim sug. I ochroniarzem.
Stranik skin gow, ledwie zaszczycajc Gola spojrzeniem.
- Dokd si udajecie?
- Na spotkanie z Krlem.
Milczcy dotychczas stranik gono wcign powietrze - i zarobi karcce spojrzenie
zwierzchnika. Cery przyglda im si, rozbawiony daremnymi prbami ukrycia konsternacji i
lku. Powiedziano mu, e ma udziela gwardzistom takiej odpowiedzi, a jakkolwiek brzmiaa
ona komicznie, oni najwyraniej uwierzyli. Albo, co bardziej prawdopodobne, wiedzieli, e to
kod.
Wyszy ze stranikw wyprostowa si.
- Ruszajcie zatem. I... bezpiecznej drogi.
Cery ruszy wic. Razem z Golem, ktry trzyma si o krok za nim, przemierzy ulic.
Zastanawia si, czy ta informacja powiedziaa stranikom, z kim dokadnie zamierza si
spotka, czy te tylko tyle, e osoba, ktra tak odpowiedziaa, ma zosta puszczona wolno,
bez opnie.
Tak czy siak, wtpi, e natknli si na jedynych skorumpowanych stranikw na ulicy.
Zawsze znajdowali si gwardzici gotowi wsppracowa ze Zodziejami, ale obecnie
problem korupcji by powaniejszy ni kiedykolwiek wczeniej. W Gwardii byli uczciwi,
moralni ludzie, ktrzy starali si wykrywa przestpcw we wasnych szeregach, ale od
pewnego czasu przegrywali t walk.
Wszyscy s wpltani w jaki rodzaj wojny. Gwardia zwalcza korupcj, Domy tocz walki
midzy sob, bogaci i biedni nowicjusze w Gildii kc si nieustannie, Krainy
Sprzymierzone nie mog doj do porozumienia, co zrobi z Sachak, a Zodzieje walcz
midzy sob. Faren uwaaby, e to wszystko bardzo zabawne.
Ale Faren nie y. W przeciwiestwie do innych Zodziei zmar cakowicie zwyczajnie na
chorob puc zim pi lat temu. Cery ju wtedy od bardzo dawna z nim nie rozmawia.
Czowiek, ktrego Faren przygotowywa na swojego nastpc, przej stery jego
przestpczego imperium bez walki czy przelewu krwi. Ten czowiek mia na imi Skellin.
To z nim mia si dzi spotka Cery.
Idc przez krtki odcinek Dzikiej Drogi, ktry zachowa swj dawny charakter, Cery nie
zwraca uwagi na zaczepki ladacznic i naganiaczy z domw gry, ale zastanawia si, co wie o
Skellinie. Faren przyj do swej wity matk nastpcy, kiedy ten by jeszcze dzieckiem, ale
czy zostaa ona on lub kochank Farena, czy te tylko dla niego pracowaa, pozostawao
tajemnic. Stary Zodziej trzyma t dwjk blisko siebie i w ukryciu, jak zazwyczaj
postpuj Zodzieje z tymi, ktrych kochaj. Skellin okaza si utalentowanym modziecem.
Zajmowa si wieloma sprawami w pwiatku i sam przedsiwzi niejedn, popeniajc przy
tym niewiele bdw. Mia opini sprytnego i nieustpliwego. Cery sdzi, e Farenowi nie
spodobaoby si cakowicie bezlitosne postpowanie nastpcy. Ale poniewa opowieci z
pewnoci ubarwiano w kolejnych wersjach, trudno byo zgadn, czy Skellin zasuy na
swoj reputacj.
Cery nie zna adnego zwierzcia, ktre nazywano by "skellinem". A zatem nastpca Farena
byby pierwszym z nowych Zodziei, ktry zerwa z tradycj posugiwania si zwierzcymi
przydomkami. Nie znaczyo to, oczywicie, e tak wanie naprawd si nazywa. Ci, ktrzy
tak uwaali, podziwiali odwag ujawniania imienia. Pozostaych niezbyt to obchodzio.
Zakrt kolejnej uliczki zaprowadzi ich w nieco czystsz cz dzielnicy. Czystsz z pozoru.
Za drzwiami tych porzdnych, dobrze utrzymanych domw mieszkali ludzie zamoni:
prostytutki, paserzy, przemytnicy, patni mordercy. Zodzieje nauczyli si, e Gwardia -
niezbyt w kocu liczna - nie zaglda do rodka, jeli fasada prezentuje si przyzwoicie.
Ponadto Gwardia, podobnie jak niektrzy zamoni ludzie z Domw posiadajcy wtpliwe
powizania, nauczya si rwnie, e odpowiednio ulokowane dotacje na cele charytatywne
uspokajaj miejskich dobroczycw, ktrzy mogliby si niepokoi niepowodzeniami w
rozwizywaniu tego problemu.
Obejmowao to rwnie lecznice prowadzone przez Sone, ktra wci pozostawaa
bohaterk biedoty, mimo e bogaci mwili tylko o wysikach i powiceniu Akkarina w
walce z najazdem ichanich. Cery czsto zastanawia si, czy ona zdaje sobie spraw, ile
pienidzy ofiarowywanych na jej dziaalno pochodzi ze rde o wtpliwej reputacji. A jeli
wie, to czy j to obchodzi?
Obaj z Golem zwolnili kroku, kiedy dotarli do skrzyowania ulic wymienionych we
wskazwkach, ktre otrzyma Cery. Na rogu powita ich dziwaczny widok.
Jasnozielona plama wypeniaa miejsce, gdzie niegdy sta dom. Roliny, mae i due, rosy
midzy starymi fundamentami i rozwalonymi cianami. Wszystkie owietlone setkami
wiszcych lampek. Cery rozemia si pod nosem, kiedy przypomnia sobie, gdzie wczeniej
sysza nazw "Soneczny Dom". Budynek zosta zniszczony podczas najazdu ichanich, a jego
waciciela nie byo sta na odbudow. Zamieszka wic w piwnicach zrujnowanego domu i
robi wszystko, eby ukochany ogrd zars reszt - okolicznych mieszkacw zachca za
do odwiedzin i zabaw w ogrodzie.
Byo to dziwaczne miejsce na spotkania Zodziei, ale Cery dostrzega jego zalety. Byo
stosunkowo otwarte - nikt nie zdoaby si zbliy ani podsuchiwa niezauwaony - a
zarazem na tyle publiczne, e wszelkie walki czy ataki zostayby zauwaone, co powinno
zniechca do zdrady i przemocy.
Wskazwki mwiy, e ma zaczeka obok posgu. Cery i Gol weszli do ogrodu i dostrzegli
rzeb na postumencie w samym rodku ruin. Bya wykonana z czarnego kamienia,
ykowanego szaroci i biel. Przedstawiaa mczyzn w pelerynie, zwrconego ku
wschodowi, ale spogldajcego na pnoc. Podchodzc bliej, Cery uwiadomi sobie, e jest
w tym czowieku co znajomego.
To ma przedstawia Akkarina, zrozumia nie bez zdumienia. Zwrcony ku Gildii, spoglda w
stron Sachaki. Podszed bliej, eby przyjrze si rysom twarzy. Niezbyt podobny.
Gol wyda stumiony dwik oznaczajcy ostrzeenie i Cery natychmiast skupi uwag na
otoczeniu. Zblia si ku nim jaki mczyzna, drugi za szed za nim.
Czy to jest Skellin? Musi by obcokrajowcem. Na dodatek nie nalea do adnej znanej
Cery'emu nacji. J ego twarz bya szczupa, koci policzkowe i podbrdek zbiegay si w wski
klin. Zaskakujco wyraziste usta wydaway si za due w stosunku do twarzy. Oczy
natomiast, jak rwnie ukowate brwi, byy niezwykle harmonijne - niemal pikne. Skra tego
czowieka bya ciemniejsza ni u Elynw i Sachakan, ale zamiast bkitnoczarnej,
charakterystycznej dla Lonmarczykw, miaa czerwonaw barw. Jego wosy lniy
czerwieni, bardzo ciemn w porwnaniu z ywymi kolorami spotykanymi wrd Elynw.
Wyglda, jakby wpad do kadzi z farb i nie zdoa jej zmy, pomyla Cery. Wiek? Dabym
mu dwadziecia pi lat.
- Witaj w mojej siedzibie, Cery ze Strony Pnocnej - odezwa si mczyzna bez cienia
obcego akcentu. - J estem Skellin. Skellin Zodziej albo Skellin Brudny Cudzoziemiec...
zaley, z kim rozmawiasz albo te jak bardzo wstawiony jest twj rozmwca.
Cery nie by pewny, jak powinien zareagowa.
- To jak mam si do ciebie zwraca?
Skellin umiechn si promiennie.
- Samo Skellin wystarczy. Nie lubi wyszukanych tytuw. - Przenis wzrok na Gola.
- Mj ochroniarz - wyjani Cery.
Skellin skin nieznacznie gow w stron Gola, po czym zwrci si ponownie do Cery'ego.
- Moemy porozmawia na osobnoci?
- Oczywicie - odpar Cery.
Da znak Golowi, ktry odsun si poza zasig suchu. Towarzysz Skellina uczyni podobnie.
Zodziej podszed do jednego z rozwalonych murkw i usiad.
- Bardzo niedobrze, e Zodzieje tego miasta nie spotykaj si ju i nie wsppracuj ze sob -
powiedzia. - Jak za dawnych czasw. - Zmierzy Cery'ego wzrokiem. - Ty znasz dawne
zwyczaje i kiedy ye wedug nich. Tsknisz za nimi?
Cery wzruszy ramionami.
- wiat zmienia si cay czas. Co tracimy, co zyskujemy.
Skellin unis jedn ze swoich piknych brwi.
- Czy to, co zyskujemy, przewaa nad ponoszonymi stratami?
- Dla jednych tak, dla innych niekoniecznie. J a nie skorzystaem wiele na tym rozpadzie, ale
nadal dogaduj si z innymi Zodziejami.
- Dobrze sysze. Mylisz, e jest szansa na jakie porozumienie?
- Szansa jest zawsze. - Cery umiechn si. - Zaley, czego ma dotyczy to porozumienie.
Skellin potakn.
- Oczywicie. - Umilk na chwil, przybierajc powany wyraz twarzy. - Chciabym zoy ci
dwie propozycje. Pierwsz zoyem ju kilku innym Zodziejom, a oni si zgodzili.
Cery poczu dreszcz zainteresowania. Wszyscy si zgodzili? Inna sprawa, e nie wiem, ilu to
jest tych "kilku".
- Syszae o owcy Zodziei? - spyta Skellin.
- Kto nie sysza?
- Myl, e on istnieje.
- Jedna osoba pozabijaa wszystkich Zodziei? - Cery unis brwi, nie kryjc niedowierzania.
- Owszem - odpowiedzia z powag Skellin, wytrzymujc spojrzenie Cery'ego. - Popytaj
dookoa... popytaj ludzi, ktrzy cokolwiek widzieli... w tych zabjstwach s pewne
podobiestwa.
Musz kaza Golowi przyjrze si temu ponownie, pomyla Cery. Po czym przyszo mu co
do gowy. Mam nadziej, e Skellin nie uwaa, e moja pomoc w odnalezieniu sachakaskich
szpiegw udzielona Wielkiemu Mistrzowi Akkarinowi przed inwazj ichanich oznacza, i
zdoam teraz znale dla niego tego owc Zodziei. Tamtych byo atwo wypatrze, gdy ju
si wiedziao, czego szuka. owca Zodziei to zupenie inna sprawa.
- A wic... co chciaby w tej sprawie zrobi?
- Chciabym twojej zgody na to, e jeeli dowiesz si czegokolwiek o owcy Zodziei,
przyjdziesz z t informacj do mnie. Zdaj sobie spraw, e Zodzieje rzadko ze sob
rozmawiaj, tote chtnie osobicie wysucham wszelkich wieci o owcy. Moe jeli
bdziemy wsppracowa, uda nam si go pozby z poytkiem dla wszystkich. Albo
przynajmniej ostrzega ludzi o moliwym ataku.
Cery umiechn si.
- To ostatnie brzmi optymistycznie.
Skellin wzruszy ramionami.
- Tak. Moliwe, e Zodziej nie przekae ostrzeenia, jeli bdzie wiedzia, e owca Zodziei
planuje zabjstwo rywala. Ale pamitaj, e kady zabity Zodziej to mniejsze moliwoci
zdobycia informacji, ktre mog nam pomc pozby si owcy i zapewni sobie
bezpieczestwo.
- Szybko znajdzie si nastpca.
Skellin zmarszczy czoo.
- Czyli kto, kto moe nie mie caej wiedzy poprzednika.
- Nie przejmuj si. - Cery pokrci gow. - Nie ma obecnie nikogo, kogo nienawidzibym do
tego stopnia, eby mu co takiego zrobi.
Tamten rozemia si.
- A zatem umowa stoi?
Cery zastanowi si. Nie przepada za tym rodzajem interesw, ktrym zajmowa si Skellin,
ale odrzucenie tej oferty byoby gupot. Ten czowiek chcia jedynie informacji odnoszcych
si do owcy Zodziei, nic wicej. Nie proponowa adnego paktu, nie da przysig - czyli
gdyby Cery nie mg przekaza mu informacji ze wzgldu na wasne bezpieczestwo czy
interesy, nikt nie powiedziaby, e zama sowo.
- Tak - odrzek. - Mog na to przysta.
- A zatem umowa stoi - powtrzy Skellin, umiechajc si szerzej. - Zobaczmy, czy z drug
te si powiedzie. - Zatar rce. - Z pewnoci znasz gwny przedmiot moich interesw.
Cery potakn, nie kryjc niesmaku.
- Nil. Czy te, jak mawiaj niektrzy, "gnil". Nie interesuje mnie to. Syszaem te, e
kontrolujesz cay handel.
Skellin przytakn.
- Owszem. Faren umar, pozostawiajc mi kurczcy si obszar dziaa. Musiaem jako si
ustawi i wzmocni moje wpywy. Prbowaem rnych towarw. Dostawy nilu byy
niesprawdzon nowoci. Byem zdumiony, jak szybko Kyralianie to polubili. Okazao si
cakiem dochodowym interesem, i to nie tylko dla mnie. Domy te niele zarabiaj na
wynajmie palarni. - Skellin urwa. - Ty te mgby zyska na tym interesie, Cery z Pnocnej
Strony.
- Samo Cery wystarczy. - Umiechn si, ale szybko spowania. - Mio mi, ale Stron
Pnocn zamieszkuj ludzie zbyt biedni, eby paci za nil. To dobre dla bogaczy.
- Strona Pnocna bogaci si dziki twoim wysikom, a nil tanieje, poniewa jest coraz atwiej
dostpny.
Cery powstrzyma si od pospnego grymasu, syszc t pochwa.
- Niedostatecznie, jak dotychczas. I przestanie si bogaci, jeli nil zostanie tam
wprowadzony zbyt wczenie i zbyt szybko. - A jeli zdoam to powstrzyma, to w ogle nie
bdziemy mie gnilu. Widzia, co dzieje si z ludmi ulegajcymi przyjemnoci, ktr daje
nil: zapominaj o jedzeniu i piciu, zapominaj karmi dzieci, a zamiast tego daj im narkotyk,
eby przestay skary si na gd. Nie jestem jednak tak gupi, eby wierzy, e uda mi si
zablokowa to na zawsze. Jeli ja nie zajm si sprzeda, kto inny to zrobi. Musz znale
sposb, ktry nie narobi zbyt wielu szkd. - Nadejdzie chwila, kiedy bdzie mona
wprowadzi nil do Strony Pnocnej - powiedzia w kocu. - A kiedy to nastpi, bd
wiedzia, z kim rozmawia.
- Nie odwlekaj tego, Cery - ostrzeg go Skellin. - Nil jest popularny, poniewa jest nowy i
modny, ale w kocu stanie si jak spyl: kolejn saboci miasta, uprawian i
przygotowywan przez kadego. Mam nadziej, e do tego czasu bd mia inny towar, ktry
zapewni mi byt. - Urwa i popatrzy w dal. - Jaki stary, porzdny zodziejski interes. A moe
nawet co cakowicie uczciwego.
Odwrci si znw ku Cery'emu z umiechem, ale na jego twarzy by lad smutki i
niezadowolenia. Moe to jednak uczciwy czowiek, pomyla Cery. J eli nie spodziewa si,
e nil rozprzestrzeni si tak szybko, to moe nie liczy si z takimi szkodami... ale to nie
przekona mnie do tego interesu.
Umiech na twarzy Skellina zastpio zamylenie.
- S tacy, ktrzy chtnie zajliby twoje miejsce, Cery. Nil moe by twoj najlepsz obron
przed nimi, tak jak by ni dla mnie.
- Zawsze znajd si ludzie, ktrzy by si mnie chtnie pozbyli - odpar Cery. - A ja odejd,
kiedy bd gotw.
To najwyraniej rozbawio drugiego Zodzieja.
- Naprawd wierzysz, e moesz wybra miejsce i czas?
- Tak.
- I nastpc?
- Tak.
Skellin zamia si.
- Podoba mi si twoja pewno siebie. Faren te taki by. Po czci mu si udao: wybra sobie
nastpc.
- By spryciarzem.
- Duo mi o tobie opowiada. - Na twarzy Skellina malowaa si teraz ciekawo. - O tym, e
nie zostae Zodziejem w zwyky sposb. e przyczyni si do tego niesawny Wielki Mistrz
Akkarin.
Cery powstrzyma si od spojrzenia w stron posgu.
- Wszyscy Zodzieje zyskuj wadz dziki askom potnych tego wiata. Ja miaem
szczcie, e oddaem kilka przysug najpotniejszemu.
Skellin unis brwi.
- Czy on uczy ci magii?
Cery wybuchn miechem.
- Chciabym, eby tak byo!
- Ale dorastae razem z magicznie uzdolnion dziewczyn i doszede do swojej pozycji
dziki pomocy byego Wielkiego Mistrza. Co tam musiae podapa.
- Magia tak nie dziaa - wyjani Cery. A on z pewnoci o tym wie. - Trzeba mie talent, a
nastpnie nauczy si kontroli i posugiwania si nim. Nie da si tego nauczy, podpatrujc
innych.
Skellin podpar podbrdek na doni, przypatrujc si Cery'emu uwanie.
- Wci jednak posiadasz znajomoci w Gildii, prawda?
Cery pokrci przeczco gow.
- Nie widziaem si z Sone od lat.
- Troch to dziwne, zwaywszy, czego dokonae - czego dokonali wszyscy Zodzieje - eby
im pomc. - Skellin umiechn si krzywo. - Obawiam si, e twoja reputacja przyjaciela
magw znacznie przewysza rzeczywisto, Cery.
- Tak bywa z reputacj. Zazwyczaj.
Skellin potakn.
- Zgadza si. C, mio byo porozmawia, ciesz si, e przedstawiem moje propozycje.
Przynajmniej doszlimy do jakiego porozumienia. Mam nadziej, e wkrtce zgodzimy si i
w innych sprawach. - Podnis si. - Dzikuj za spotkanie, Cery z Pnocnej Strony.
- Dzikuj za zaproszenie. Powodzenia w polowaniu na owc Zodziei.
Skellin umiechn si, skoni uprzejmie gow, po czym odwrci si i odszed w kierunku, z
ktrego przyby. Cery patrzy za nim przez chwil, a nastpnie zerkn ponownie na posg.
Naprawd nie by zbyt podobny.
- Jak poszo? - spyta cicho Gol, kiedy Cery podszed do niego.
- Zgodnie z przewidywaniami - odpar Cery. - Jeli nie liczy...
- Jeli nie liczy? - powtrzy Gol, poniewa Cery nie dokoczy.
- Zgodzilimy si na wymian informacji w sprawie owcy Zodziei.
- A wic on istnieje?
- Skellin tak uwaa. - Cery wzruszy ramionami. Przeszli przez ulic i ruszyli z powrotem w
stron Dzikiej Drogi. - Ale nie to byo najdziwniejsze.
- Tak?
- Zapyta, czy Akkarin uczy mnie magii.
Gol zatrzyma si.
- To wcale nie jest a takie dziwne. Faren ukrywa Sone, zanim odda j Gildii, w nadziei e
zostanie jego magiem. Skellin pewnie o tym sysza.
- Mylisz, e chciaby mie swojego maga na usugi?
- Na pewno. Chocia raczej nie wynajby ciebie, poniewa uwaa ci za Zodzieja. Moe ma
nadziej, e mgby dogada si z Gildi za twoim porednictwem.
- Powiedziaem mu, e od dawna nie widziaem si z Sone. - Cery zachichota. - Nastpnym
razem kiedy si spotkamy, mog zapyta, czy chciaaby pomc jednemu z moich
zodziejskich przyjaci, choby po to, eby zobaczy jej min.
W zauku przed nimi pojawi si jaki czowiek, zbliajc si prdko. Cery szybko rozway
moliwe drogi ucieczki i kryjwki.
- Powiniene jej powiedzie, e Skellin zadawa te pytania - poradzi Gol. - Moe prbowa
szuka gdzie indziej. I moe mu si uda. Nie wszyscy magowie s tak nieprzekupni jak
Sonea. - Gol zwolni. - To... To Neg.
Ulg, e to nie kolejny napastnik, szybko zastpi niepokj. Neg pilnowa gwnej kryjwki
Cery'ego. Wola to od wczenia si po ulicach, poniewa otwarte przestrzenie przyprawiay
go o zawrt gowy.
Neg zobaczy nadchodzcych i podbieg zdyszany. Na jego twarzy co poyskiwao jasno i
Cery poczu, e serce mu zamiera. Banda.
- Co si stao? - spyta gosem, ktry sam z trudem rozpoznaby jako wasny.
- Przy... przykro mi - dysza Neg. - Ze wieci. - Wzi gboki oddech, po czym wypuci
nagle powietrze z puc i potrzsn gow. - Nie wiem, jak ci powiedzie.
- Powiedz - rozkaza Cery.
- Oni nie yj. Wszyscy. Selia. Chopcy. Nie widziaem, kto to zrobi. Pokona wszystkie
zabezpieczenia. Nie wiem jak. Zamki s cae. Kiedy przyszedem... - Neg bekota,
przepraszajc i tumaczc si, szybkie sowa pltay si, a Cery czu, e w jego uszach
wzbiera przeraliwy szum. Przez chwil jego umys szuka innego wyjanienia. To musi by
pomyka. Uderzy si w gow i majaczy. Przynio mu si.
Zmusi si jednak do stawienia czoa temu, co musiao by prawd. To, czego si obawia od
lat - co widzia w koszmarnych snach - stao si. Kto przedar si przez wszystkie
zabezpieczenia i strae i zamordowa jego rodzin .

ROZDZIA 2

PODEJRZANE KONEKSJE

Zazwyczaj budzia si duo pniej. Zostao dobrych kilka godzin do witu. Sonea zamrugaa
powiekami w ciemnoci, zastanawiajc si, co w obudzio. Sen? A moe co rzeczywistego
wprawio j w ten stan nagej czujnoci w samym rodku nocy?
Nastpnie usyszaa dwik, saby, ale niewtpliwie rzeczywisty, dochodzcy z ssiedniego
pokoju, Z bij cym mocno sercem i gsi skrk podnios si i cicho podesza do drzwi
sypialni. Usyszaa po drugiej stronie odgos 'powolnych krokw. Uja klamk, zaczerpna
magii, uniosa tarcz i wzia gboki oddech.
Klamka ustpia bez dwiku, Sonea lekko pocigna drzwi ku sobie i wyjrzaa na zewntrz.
W sabym wietle ksiyca wpadajcym przez okienniki dostrzega sylwetk mczyzny
krcego po salonie. Niewysokiego i znajomego. Poczua ulg,
- Cery - powiedziaa, otwierajc szerzej drzwi. - Kt inny wayby si zakrada do mojego
mieszkania w samym rodku nocy?
Odwrci si twarz do niej, - Soneo... - Wzi gboki oddech, ale nie powiedzia nic wicej.
Nastpia dusza chwila milczenia. Sonea zmarszczya brwi. Takie wahanie nie byo w jego
stylu. Czyby przyszed prosi o przysug, ktra jej si nie spodoba?
Skupia si i przywoaa niewielk kul wietln, wystarczajc, by wypeni pomieszczenie
ciep powiat. Na moment j zamurowao. Mia tak pomarszczon twarz. Lata penego
niebezpieczestw i zmartwie zodziejskiego ycia sprawiy, e starza si szybciej ni
ktokolwiek, kogo znaa .
Na mnie te wiek odcisn pitno, pomylaa, ale moje bitwy dotycz drobnych sporw
midzy magami, a nie przeycia w bezkompromisowym i nierzadko okrutnym pwiatku.
- Co... co sprowadza ci do Gildii w rodku nocy? - spytaa, wchodzc do salonu.
Przyglda si jej uwanie.
- Nigdy nie pytasz, jak si tu dostaj niezauwaony.
- Nie chc tego wiedzie. Nie chc ryzykowa, e ktokolwiek inny si dowie, cho to mao
prawdopodobne, ebym musiaa pozwoli komu czyta moje myli.
Skin gow.
- Aha. J ak leci?
Wzruszya ramionami.
Po staremu. Ktnie midzy bogatymi i biednymi nowicjuszami. A teraz, kiedy ju kilku z
tych dawnych biednych, nowicjuszy ukoczyo nauk i zostao magami, zaczy si ktnie na
nowym poziomie. Musimy powaanie si nimi zaj. Za kilka dni bdziemy mieli spotkanie,
na ktrym bdzie si dyskutowa petycj o zniesienie zasady, e nowicjuszom i magom nie
wolno zadawa, si z przestpcami i ludmi podejrzanej reputacji. J eli uda si to
przegosowa, nie bd ju ama przepisw, rozmawiajc z tob.
- Bd mg wej przez gwn bram i oficjalnie poprosi o audiencj?
- Tak. Na razie ta propozycja spdza sen z powiek starszynie. Zao si, e auj, e w
ogle dopucili ludzi z nizin spoecznych do Gildii,
- Od pocztku byo wiadomo, e bd tego aowa - powiedzia Cery, po czym westchn i
odwrci wzrok. - Czasami marz o powrocie Czystek.
Sonea spochmurniaa i skrzyowaa rce na piersi, czujc ukucie gniewu i niedowierzania -
Nie mwisz powanie.
- Wszystko zmienio si na gorsze. | Podszed do okna i rozchyli jeden z okiennikw, za
ktrym wida byo tylko ciemno.
- Dlatego e zaprzestano Czystek? - Zmruya oczy, wpatrujc si w jego plecy. - Nie ma to
nic wsplnego z pewn przypadoci, ktra rujnuje ywoty ogromnej liczby mieszkacw
Imardinu, bogatych i biednych.
- Chodzi ci o nil?
- Tak. Czystki zabijay setki ludzi, ale nil zabi ju tysice, a jeszcze wicej zniewoli. -
Kadego dnia widziaa ofiary w lecznicach. Nie tylko tych, ktrzy ulegli pokusie narkotyku,
ale rwnie ich zrozpaczonych rodzicw, maonkw, rodzestwo, potomstwo i przyjaci.
A z tego, co wiem, Cery - jest jednym ze Zodziei, ktrzy to sprowadzaj i sprzedaj. Nie
moga powstrzyma si od tej myli, nie po raz pierwszy zreszt.
- Podobno to pomaga przesta si przejmowa - odpowiedzia cicho Cery, odwracajc si do
niej. - Koniec ze
zmartwieniami i troskami. Koniec ze strachem. Koniec z... alem.
Gos zaama mu si na ostatnim sowie i nage Sonea poczua, e wyostrzaj jej si wszystkie
zmysy.
- Co si stao, Cery? Dlaczego do mnie przyszede?
Wzi gboki oddech i powoli wypuszcza powietrze
z puc.
- Chodzi o moj rodzin - powiedzia, w kocu. - Zostali dzi zamordowani
Sonea zachwiaa si. Poczua straszliwy bl, wspomnienie strat, ktrych nigdy nie da si
zapomnie - ktrych nie powinno si nigdy zapomnie. Ale powstrzymaa t fal. Nie pomoe
Cery'emu, jeli pozwoli, eby ogarn j al. Sprawia wraenie zagubionego. Z jego oczu
wyzieray nieskrywany bl i zdumienie. Podesza do niego i wzia go w ramiona.
Zesztywnia na moment, po czym przytuli si do niej.
- To cz ycia Zodzieja - powiedzia. - Robisz wszystko, aby chroni swoich ludzi, ale
niebezpieczestwo czai si wszdzie. Vesta odesza, poniewa nie bya
w stanie z tym y. Nie potrafia y w ukryciu. Selia bya silniejsza. Odwaniejsza. Po tym
wszystkim z czym sobie : poradzia, nie zasuya na..., no i chopcy...
Vesta bya pierwsz on Cery'ego. Bya inteligentna, ale draliwa i skonna do histerii. Selia
okazaa si znacznie lepsz partnerk, opanowan i mdr, patrzya na wiat otwartymi i
rozumiejcymi oczami. Sonea trzymaa go w ucisku, a on trzs si od paczu. Czua, e i do
jej oczu napywaj zy. Czy ja potrafi zrozumie, co to zna- czy straci dziecko? Znam lk
przed tak strat, ale nie prawdziwy bl. Obawiam si, e to gorsze ni cokolwiek, co jestem
sobie w stanie wyobrazi. wiadomo, e twoje dzieci nigdy nie dorosn... z wyjtkiem... co
z jego pierwsz crk? Ona musi ju by dorosa. - Anyi nic si nie stao? - spytaa. Cery
znieruchomia, po czym odsun si od niej. Waha si,
- Nie wiem. Chciaem sprawi wraenie, e nie obchodzi mnie los Vesty i Anyi, po tym jak
odeszy, ze wzgldu na ich bezpieczestwo... chocia czasem staraem si pokazywa w
okolicy Anyi, eby przynajmniej nie przestaa mnie rozpoznawa. - Potrzsn gow. -
Ktokolwiek to zrobi, pokona najdrosze zamki i ludzi, do ktrych miaem pene zaufanie.
Dobrze si przygotowa. Moe wszystko o niej wiedzie. Albo wie, e ona istnieje, ale nie
wie, gdzie mieszka. Jelibym chcia si dowiedzie, czy u niej wszystko w porzdku,
mgbym zaprowadzi do niej zabjc.
- Dasz rad. j ostrzec? Zmarszczy brwi.
-Tak. Chyba... - Westchn. - Musz sprbowa. - Co kaesz jej zrobi? -Ukry si.
- W takim razie nieistotne, czy doprowadzisz do niej zabjc, czy nie, prawda? I tak bdzie
musiaa poszuka kryjwki.
Zamyli si.
- Pewnie tak.
Sonea umiechna si na widok determinacji, ktra pojawia si na jego twarzy. Cery by
cay spity. Spojrza na ni przepraszajco.
- Id ju- powiedziaa. - A nastpnym razem nie zawlekaj tak z kolejn wizyt. Zdoa
przywoa na usta cie umiechu.
- Nie bd. Och. J eszcze jedno. To tylko przeczucie, ale mam wraenie, e jeden z nowych
Zodziei., Skellin chciaby mie swojego maga. On handluje gnilem, wic lepiej uwaaj, eby
ktry z twoich magw nie uzaleni si od tego,
- To nie s moi magowie, Cery - przypomniaa mu, nie po raz pierwszy.
Zamiast jak zawsze promiennym umiechem, zareagowa skrzywieniem.
- J asne. Niewane. J eli nie chcesz wiedzie, jak si tu dostaj i jak wychodz, lepiej wyjd z
pokoju.
Sonea przewrcia oczami, po czym podesza do drzwi sypialni. Odwrcia si jeszcze, zanim
je za sob zamkna.
- Dobranoc, Cery, Tak mi przykro z powodu twojej rodziny, no i mam nadziej, e Anyi nie
grozi niebezpieczestwo.
Potakn, przeykajc lin.
- J a te.
Zamkna za sob drzwi i czekaa. W salonie rozlego si kilka guchych tupni, po czym
zapada cisza. Odliczya do stu, po czym otwara z powrotem drzwi W salonie nikogo nie
byo. Nie widziaa adnych ladw po jego wejciu i wyjciu.
Ciemno midzy okiennikami nie bya ju teraz cakowicie nieprzenikniona. Nabraa
odcienia szaroci, zaczynay si w niej rysowa ksztaty ledwie widoczne w wietle poranka,
Sonea zrobia krok w kierunku okna i zatrzymaa si. Czy to kwadratowa brya rezydencji
Wielkiego Mistrza, czy tylko si jej wydawao? Sama myl o tym przyprawia j o dreszcz.
Przesta. J ego tam nie ma.
Przez ostatnie dwadziecia lat mieszka tam Balkan. Sonea czsto zastanawiaa si, czy
przeladowa go cie poprzedniego mieszkaca, ale nigdy nie zapytaa, przekonana, e to
byoby nie na miejscu.
On jest na wzgrzu. Za twoimi plecami. .. Odwrcia si i wbia wzrok w cian, oczami
wyobrani widzc lnice biel nowe nagrobki na starym cmentarzu penym szarych kamieni.
Poczua, e zalewa j tsknota, ale zawahaa si. Miaa dzi tyle do zarobienia. Cho byo
jeszcze wczenie - dzie dopiero wstawa. Miaa czas. Nie mylaa o tym ju dawno. Okropne
wieci, ktre przynis Cery, sprawiy, e poczua potrzeb... czego? Moe zrozumienia jego
straty przez przywoanie wasnej? Potrzebowaa czego wicej ni codziennej rutyny i
udawania, e nic strasznego si nie wydarzyo.
Wrcia do sypialni, umya si i ubraa szybko, po czym narzucia ha ramiona paszcz -
czarny na czarn szat - i wymkna si przez drzwi swojego mieszkania, po czym przesza
najszybciej jak potrafia przez korytarz Domu Magw ku bramie, a nastpnie na ciek
prowadzc na cmentarz,
Wyznaczono tu nowe szlaki, odkd po raz pierwszy sza w to miejsce z Mistrzem Rothenem
ponad dwadziecia lat temu. Teren zosta odchwaszczony, ale Gildia zasadzia cian drzew
wok najdalszych grobw. Sonea zauwaya gadkie pyty wieo, wykutych kamieni.
Niektre widziaa wczeniej, innych nie. Kiedy mag umiera, caa pozostaa w jego ciele
magia zostaje uwolniona, a jeli jest jej dostatecznie duo, ciao ulega spaleniu. Dlatego te
stare graby stanowiy tajemnic. Skoro nie ma ciaa, ktre mona by pogrzeba, po co groby?
Ponowne odkrycie czarnej magii udzielio odpowiedzi na to pytanie. Resztki energii
magicznej tych dawnych magw byy pobierane przez czarnych magw - zostaway wic
ciaa, ktre naleao pochowa.
Teraz kiedy czarna magia przestaa stanowi temat zakazany, aczkolwiek pozostawaa pod
cis kontrol, pochwki stay si na powrt popularne. Obowizek pobierania ostatkw
magii umierajcych spad na dwoje Czarnych Magw Gildii: Sone i Kallena.
Sonea uwaaa, e kiedy zabiera umierajcym imagom resztki mocy, powinna uczestniczy w
pogrzebach. Zastanawiaa si, czy Kallen czuje podobn powinno, kiedy mag wybiera jego.
Podesza do prostego, niczym nie ozdobionego kamienia i magicznym ciepem osuszya ros
z jednego z naronikw,, eby mc na nim przysi. Odszukaa wzrokiem wyrzebione na
nim imi. Akkarin. Uznaby to za zabawne, ilu magw, ktrzy tak wzbraniali si przed
powrotem do czarnej magii, w kocu si do niej ucieko po to tylko, eby ich ciaa pozostay
po mierci w ziemi. Zapewne uznaby, podobnie jak ja, e pozwolenie resztkom wasnej
magii na pochonicie ciaa bardziej przystoi magowi - spojrzaa na coraz to ozdobniejsze
nowe nagrobki, finansowane przez Gildi. - o tym, e jest znacznie tasze.
Spojrzaa na sowa wyryte na grobie, na ktrym siedziaa. Imi, tytu, nazwisko rodowe,
nazwa Domu, Pniej dodano jeszcze sowa Ojciec Lorkina" niewielkimi, drobniejszymi -
literami. O niej nie byo adnej wzmianki.
I nigdy nie bdzie, dopki twoja rodzina bdzie miaa cokolwiek do powiedzenia w tej
sprawie- Akkarinie, Ale.
Odepchna od siebie gorycz i powrcia mylami do Cery'ego i jego rodziny, przez chwil
pozwalajc sobie na wspomnienie alu i wspczucie. Pozwolia powrci wspomnieniom: i
tym dobrym, i zym, Chwil pniej z zadumy wyrwa j odgos krokw i Sonea zorientowaa
si, e soce ju wzeszo.
Odwracajc si, eby zobaczy, kto nadchodzi, umiechna si na widok zbliajcego si ku
niej Rothena. Przez moment jego poorana zmarszczkami twarz wygldaa jak maska troski,
ale szybko rozluni si z wyran ulg,
- Soneo - powiedzia, zatrzymujc si dla zapania oddechu. - Przyby posaniec do ciebie.
Nikt nie wiedzia, gdzie znikna.
- I zao si, spowodowao to mnstwo niepotrzebnego baaganu i niepokoju. Zmarszczy
czoo,
- To nie najlepszy moment na podwaanie zaufania Gildii do magw pochodzcych z
posplstwa, Soneo, zwaywszy, jakie zmiany zasad chcielibymy zaproponowa.
- Czy na to kiedykolwiek jest dobry moment? - Wstaa z westchnieniem, - A poza tym nie
rozwaliam Gildii ani nie zamieniam Kyralian w niewolnikw, prawda? Poszam sobie na
spacer. To nic nagannego, - Spojrzaa na niego, - Od dwudziestu lat nie opuciam granic
miasta, a teren Gildii opuszczam tylko po to, eby pracowa w lecznicach. Czy to nie
wystarczy?
-Niektrym nie. Z pewnoci nie Kallenowi.
Sonea wzruszya ramionami.
- Spodziewam si tego po Kallenie, To jego praca.
Uja go pod rami i ruszyli razem ciek.
-Nie martw si o Kallena, Rorhenie. Dam sobie z nim rad, A poza tym nie miaby wyrzuca
mi wizyty na grobie Akkarina,
- Powinna bya zostawi Jonnie wiadomo. Powiedzie, dokd idziesz,
- Wtem, ale nie wszystko planuj naprzd.
Rzuci jej badawcze spojrzenie.
- Wszystko w porzdku?
Umiechna si.
- Tak. Mam syna, ktry yje i ma si dobrze, lecznice w miecie, gdzie mog co dobrego
zrobi, no i ciebie. Czego mi jeszcze brakuje?
Zastanowi si.
- Ma?
Rozemiaa si.
- Nie brakuje mi ma. Nie jestem nawet pewna, czy chciaabym go mie. Mylaam, e bd
czu si samotna, kiedy Lorkin wyprowadzi si z mojego mieszkania, ale odkryam, e lubi
by sama z sob. M. , , tylko by przeszkadza.
Teraz Rothen si zamia.
Albo stanowiby saby punkt, ktry nieprzyjaciel mgby wykorzysta - przyapaa si na
takiej myli. Ale to miao wicej wsplnego ze wspomnieniami wiadomoci od Cery'ego,
ktre wci przeladoway jej myli, ni z ja- kimkolwiek rzeczywistym zagroeniem -
Owszem, miaa wrogw, ale ci nie lubili jej raczej ze wzgldu na niskie pochodzenie albo te
bali si jej czarnej magii. adna z tych rzeczy nie popchnaby ich do skrzywdzenia ludzi,
ktrych kochaa, W przeciwnym razie Lorkin ju byby ich celem.
Na myl o synu zalaa j fala wspomnie o nim jako dziecku. Przemieszanych wspomnie z
jego dziecistwa i wczesnej modoci, radoci i rozczarowa, i Sonea po czua znajomy ucisk
w sercu, w ktrym rado czya si z blem. Kiedy Lorkin by spokojny i w refleksyjnym
nastroju, myla nad czym albo rzuca byskotliwe uwagi, przypomina jej bardzo swojego
ojca. Ale ta pewna siebie, czarujca, uparta i wygadana jego strona bya tak bardzo
niepodobna do Akkarina, e kazaa jej widzie syna wycznie jako jego samego,
niepowtarzalnego, jedynego w swoim rodzaju. Tyle e Rothen utrzymywa, e upr i
gadulstwo mia po niej.
Kiedy wyszli z lasu, Sonea spojrzaa w d, na teren Gildii. Przed nimi wznosi si Dom
Magw, dugi prostoktny budynek, w ktrym mieszkali magowie preferujcy blisko
Uniwersytetu. Na jego kocu zaczyna si dziedziniec, za ktrym sta drugi budynek o
podobnym ukadzie i ksztacie - Dom Nowicjuszy.
Na samym kocu dziedzica wznosia si najwiksza z budowli Gildii - Uniwersytet. Wysoki
na trzy pitra growa nad pozostaymi zabudowaniami. Nawet po dwudziestu latach Sonea
czua wci rodzaj dumy z tego, e wraz z Akkarinem zdoali ocali ten gmach. J ak zawsze
natychmiast pojawi si te al i smutek z powodu ceny. Gdyby pozwolili budowli si
zawali, zabijajc tych, ktrzy pozostali w rodku, a zamiast tego pobrali moc z Areny,
Akkarin mgby przey.
Niewane, ile mocy zdoalibymy zebra. Kiedy ju zosta ranny, i tak oddaby mi ca moc i
umar, zamiast si leczy albo pozwoli mnie si uleczy - ryzykujc w ten sposb
zwycistwo ich a nich. No i niezalenie od tego, ile mocy bymy pobrali, nie zdyabym
pokona Kariko i rwnoczenie uleczy Akkarina, Zmarszczya czoo. Moe to jednak nie po
mnie Lorkin odziedziczy swj upr.
- Chcesz przemawia w obronie petycji? - spyta Rothen, kiedy zaczli schodzi ciek. -
Wiem, e popierasz zniesienie tego przepisu.
Pokrcia przeczco gow.
Rothen umiechn si,
- Dlaczego nie?
- Mogabym wicej zaszkodzi, ni pomc. Kto, kto wyrs w slumsach, a nastpnie zama
przyrzeczenie, nauczy si zakazanej magii, po czym rzuci wyzwanie starszynie Gildii oraz
Krlowi, co doprowadzio do wygnania dwch osb, raczej nie przyczyni si do wzrostu
zaufania do magw pochodzcych z niszych warstw,
- Uratowaa kraj.
- Pomogam Akkarinowi uratowa kraj. To wielka rnica.
Rothen skrzywi si.
- Odegraa rwnie du rol... no i zadaa ostatni cios. Powinni o tym pamita.
- A Akkarin powici ycie. Nawet gdybym nie bya urodzon w slumsach kobiet, trudno
byoby mi temu dorwna. - Wzruszya ramionami. - Nie interesuj mnie podzikowania i
uznanie, Rothenie. Zaley mi wycznie na Lorkinie i lecznicach. No i oczywicie na tobie.
Potakn.
- A gdybym ci powiedzia, e Mistrz Regin zaproponowa, e bdzie reprezentantem tych,
ktrzy sprzeciwiaj si petycji?
Poczua, e co ciska j w odku na dwik tego imienia. J akkolwiek nowicjusz, ktry
zadrcza j w pierwszych atach jej nauki na Uniwersytecie, by ju
dorosym czowiekiem, onatym i posiadajcym dwie mode crki, a na dodatek od czasu
najazdu ichanich zawsze traktowa Sone uprzejmie i z szacunkiem, nie potrafia
powstrzyma niechci i nieufnoci.
- Nie dziwi mnie to - powiedziaa. - Zawsze si wywysza. -
- Owszem, cho jego charakter znacznie si poprawi od waszych lat studenckich.
- W takim razie obecnie wywysza si uprzejmiej. Rothen zamia si.
- Zachciem ci? Ponownie pokrcia gow.
- C, lepiej, eby miaa gotowe zdanie w tej sprawie - ostrzeg j. - Wielu magw bdzie
chciao pozna twoj opini i rad.
Kiedy dotarli do dziedzica, Sonea westchna.
- Wtpi. Ale na wypadek gdyby mia racj, zastanowi si, jak odpowiedzie na wszystkie
pytania, ktre mog mi zada. Nie chc przecie zaszkodzi prezentujcym petycj.
J eli Regin reprezentuje stron przeciwn, powinnam mie si na bacznoci i uwaa na
sztuczki taktyczne. J ego maniery moe si polepszyy, ale nie straci nic ze swej inteligencji
ani przebiegoci.
Na ulicy Szewcw w Pnocnej Dzielnicy znajdowa si niewielki, schludny zakad
krawiecki, przez ktry - jeli znao si odpowiednich ludzi - mona byo si dosta do
prywatnych pokoikw na pitrze, gdzie zabawiali si modzi bogacze z miasta, Lorkina,
podobnie jak reszt jego kumpli, przyprowadzi tu po raz pierwszy cztery lata temu jego
przyjaciel
z Uniwersytetu, Dekker. Jak zwykle by to pomys Dekkera. By on najzuchwalszym z
przyjaci Lorkina, co byo typow cech modych Wojownikw. J eli chodzi o reszt grupy,
to Sherran robi zawsze to, co zaproponowa Dekker, podczas gdy Reater i Orlon nie dawali
si tak atwo nakoni do intryg. Zapewne decydowaa o tym wrodzona ostrono
Uzdrowicieli. Tak czy siak, Lorkin zgodzi si towarzyszy Dekkerowi wycznie dlatego, e
ci dwaj nie odmwili.
Cztery lata pniej wszyscy byli ju po studiach, ale warsztat krawiecki pozosta ich
ulubionym miejscem spotka. Dzi Perler przyprowadzi po raz pierwszy do tej kryjwki
swoj kuzynk z Elyne, Jalie.
- A wic to jest to synne U Krawca, o ktrym tyle syszaam - powiedziaa moda kobieta,
rozgldajc si po pomieszczeniu.
Meble byy adne - zostay wybrane spord tego, co wyrzucano w bogatych domach jako
zuyte. Obrazy i okienniki byy natomiast prostackie zarwno pod wzgldem wykonania, jak
i tematyki.
- Tak - odpar Dekker, - Wszelkie rozkosze, jakich sobie zayczysz.
- Za okrelon cen. - Rzucia mu spojrzenie spode ba.
- Za cen, ktr chtnie zapacimy w zamian za twoje towarzystwo.
Umiechna si.
- Ale to sodkie!
- Ale nie bez zgody twojego starszego kuzyna - doda Perler, rzucajc Dekkerowi karcce
spojrzenie.
- Oczywicie - odpar modszy z chopakw; skaniajc nieznacznie gow w kierunku
Perlera. No wic jakie rozkosze si tu oferuje? - zapytaa J alie Dekkera. Ten machn rk.
Rozkosze ciaa, rozkosze umysu. Umysu? Och! Popromy o piecyk - powiedzia Sherran z
byszczcymi oczami. -Troch nilu pomoe nam si rozluni. Nie - zaprotestowa Lorkin, a
na dwik drugiego gosu, protestujcego w tej samej chwili, z wdzicznoci skin gow w
stron Oriona, ktry nienawidzi narkotyku w rwny m stopniu jak Lorki. Sprbowali tego
raz, ale Lorkin uzna to dowiadczenie za nieprzyjemne. Nie chodzio nawet o to, e narkotyk
wydoby z Dekkera okruciestwo, w zwizku z czym chopak znca si nad dziewczyn,
ktra zupenie zwariowaa na jego punkcie w tym czasie. Rzecz w tym, e jego zachowanie
wcale nie zezocio wtedy Lorkina. Uzna je wrcz za zabawne, cho pniej nie mg poj
dlaczego.
Dziewczyna odkochaa si owego dnia, zacz si natomiast romans Sherrana z nilem.
Wczeniej Sherran robi wszystko, o co go poprosi Dekker, Od tego dnia - tylko pod
warunkiem, e nie przeszkadzao mu to w obcowaniu z narkotykiem. - Moe lepiej si
napijmy - zaproponowa Perler. - Wina.
Spojrza na suc stojc tu za drzwiami i skin na ni gow. Kobieta ukonia si i
wysza.
Magowie pij? - spytaa Julie. - Mylaam, e im nie wolno.
- Wolno - odpar Reater - cho uwaa si, e upijanie si nie jest wskazane. Utrata kontroli
odbija si na magii tak samo jak na odku czy pcherzu.
- Rozumiem - powiedziaa. - Czy w takim razie Gildia musi sprawdza, czy przyjmowani,
nizinni nie s pijakami?
Pozostali spojrzeli na Lorkina, on jednak umiechn si - nie dlatego patrzyli, e jego matka
jest nizinna, ale poniewa wiedzieli, e on by wyszed, gdyby pojawio si za duo artw o
niszych sferach.
- Myl, e pijakw jest wicej wrd wyniosych ni nizinnych - odpar Dekker. - Umiemy
sobie z nimi radzi. Czego si napijesz?
Lorkin odwrci wzrok, kiedy konwersacja zesza na kwesti trunkw.
Nizinni" i wynioli" byy to nazwy, ktre nadali sobie wzajemnie bogaci i biedni
nowicjusze, od kiedy Gildia postanowia przyjmowa studentw spoza Domw. Odkrelenie
nizinni" przyjo si dlatego, e aden z nowicjuszy pochodzcych z niszych warstw
spoecznych nie by naprawd biedny. Wszyscy dostawali spore uposaenie od Gildii.
Podobnie jak magowie, ktrzy jednak mogli, dodatkowo powikszy swoje dochody dziki
magii czy innym dziaaniom. Trzeba wic byo wymyli jakie przezwisko, a poniewa
okazao si ono mao pochlebne, nizinni odpowiedzieli wasnym okreleniem nowicjuszy z
Domw. Takim, jakie zdaniem Lorkina doskonale do nich pasowao.
Lorkin nie nalea do adnej z tych grup. J ego matka pochodzia ze slumsw, ojciec z jednego
z najpotniejszych Domw w Imardinie, Wychowa si w Gildii, z dala od politycznych
intryg i zobowiza Domw, a take cikiego ycia w slumsach. Wikszo z jego
przyjaci naleaa do wyniosych. Nie unika celowo przyjani z nizinnymi, ale z
wikszoci z nich, cho nie czuli do niego tak wyranej niechci jak do innych wyniosych,
trudno mu byo nawiza ni porozumienia. Dopiero po kilku latach, kiedy Lorkin mia ju
kko wyniosych przyjaci, uwiadomi sobie, e nizinni czuli wobec niego oniemielenie.
A raczej wobec tego, kto by jego ojcem.
- ...jak w Sachace? Oni naprawd wci trzymaj niewolnikw?
Lorkin powrci uwag do rozmowy i wzdrygn si. Nazwa kraju, z ktrego pochodzili
zabjcy jego ojca, zawsze napawaa go groz. Niemniej jakkolwiek dawniej czu dreszcz
lku, teraz byo to raczej dziwaczne podekscytowanie. Od czasw najazdu ichanich Krainy
Sprzymierzone postanowiy przyjrze si bliej ignorowanemu dotychczas ssiadowi.
Magowie i dyplomaci wdrowali do Sachaki, usiujc zapobiega moliwym konfliktom
poprzez negocjacje, wymian handlow i umowy. Kiedy powracali, przywozili opowieci o
dziwacznej kulturze i nie mniej dziwnych krajobrazach.
- Owszem - odpowiedzia Perler, Lorkin wyprostowa si. Starszy brat Reatera powrci kilka
tygodni temu z Sachaki, spdziwszy tam uprzednio rok jako asystent Ambasadora Gildii. -
Chocia rzadko ich widujesz. Szaty znikaj pokoju, po czym pojawiaj si wyprane, ale
nigdy nie zobaczysz tego, kto je zabiera. Spotykasz za to
niewolnikw, ktrych ci przydzielono, oczywicie. Kady z nas mia jednego.
- Miae niewolnika? - zapyta Sherran. - To nie jest sprzeczne z prawem krlewskim?,
- Oni nie nale do nas - odpar Perler ze wzruszeniem ramion. Sachakanie nie wiedz, jak
traktowa sucych, wic musielimy im pozwoli na przydzielenie nam po niewolniku. -
Inaczej musielibymy sami pra sobie ubrania i gotowa posiki.
- To byoby straszne - wtrci Lorkin z udanym przeraeniem.
Ciotka jego matki bya jej suc, caa jej rodzina pracowaa jako suba u bogatych rodw, a
mimo to wszyscy oni posiadali godno i przedsibiorczo, ktr Lorki szanowa. Sam
postanowi, e jeli kiedykolwiek musiaby wykonywa jakie prace domowe, nie czuby si z
tego powodu upokorzony w rwnym stopniu jak jego koledzy - magowie.
Perler spojrza na niego i pokrci gow.
- Nie mielibymy czasu na to, eby robi to wszystko samemu. Zawsze jest mnstwo pracy.
O, s ju nasze napoje.
Jakiej pracy? I spyta Orion, sigajc po kieliszek wina.
- Negocjacje umw handlowych, prby przekonania Sachakan do zniesienia niewolnictwa,
eby mogli doczy do Krain Sprzymierzonych, ledzenie sachakaskiej polityki - istnieje
grupa buntownikw, o ktrych dowiedzia si Ambasador Maron, i chcia o nich usysze co
wicej, ale musia wrci z powodu jakich problemw rodzinnych.
- Brzmi nudno - oznajmi Dekker,
- Nieprawda, to wszystko jest cakiem ciekawe.- Perler umiechn si szeroko. - Czasem
nieco przeraajce, ale miaem poczucie, e robi co, no, historycznego. Zmieniam wiat.
Zmieniam go na lepsze, nawet jeli to wszystko s mae kroczki.
Lorkin poczu dziwaczny dreszcz.
- Mylisz, e mog zmieni zdanie w kwestii niewolnictwa? - spyta.
Perler wzruszy ramionami.
- Niektrzy s za tym, ale trudno powiedzie, czy udaj, e myl o zgodzie, eby okaza
uprzejmo, czy te chc
czego od nas za to. Maron uwaa, e atwiej bdzie ich przekona do rezygnacji z
niewolnictwa ni czarnej magii,
- Ciko bdzie ich namwi na porzucenie czarnej magii, zwaywszy, e my mamy dwjk
czarnych magw - zauway Reater, - To zakrawa na hipokryzj.
- J eeli oni zaka czarnej magii, my zrobimy tak samo - odpowiedzia Perler pewnym tonem,
Dekker odwrci si z szerokim umiechem do Lorkina.
- Jeli tak si stanie, to Lorkin nie bdzie nastpc matki.
Lorkin parskn pogardliwie.
- I tak by mi nie pozwolia. Ona woaaby, ebym dziedziczy po niej lecznice.
- Czy to takie ze? - spyta cicho Orlon. - To, e wybrae alchemi, nie znaczy, e nie moesz
pomaga Uzdrowicielom.
- eby prowadzi co takiego jak lecznica, musisz chcie si temu cakowicie, bezwzgldnie
powici - odpar Lorkin. - A ja nie mam takiej potrzeby. Cho czasem auj, e nie mam.
- Dlaczego? - zapytaa Jalie. Lorkin rozoy rce. Chciabym zrobi cokolwiek sensownego
w yciu.
- Ech! - wykrzykn Dekker. - Moesz pozwoli sobie na wszelkie przyjemnoci w yciu,
czemu wic si im nie odda?
- Nuda? - podrzuci Orlon.
- Kto si nudzi? - odezwa si nowy, kobiecy gos.
Po krgosupie Lorkina znw przebieg dreszcz, ale innego rodzaju. Poczu, e oddech
grznie mu w gardle, a odek zaciska si nieprzyjemnie. Wszyscy odwrcili si ku
drzwiom, w ktrych stana ciemnowosa moda kobieta. Umiechna si i rozejrzaa po
pomieszczeniu, Kiedy jej wzrok napotka spojrzenie Lorkina, umiech na moment znik z jej
twarzy.
- Beriya. - Wypowiedzia jej imi mimowolnie i natychmiast znienawidzi si za to, e
zabrzmiao ono jak saby, aosny jk.
- Przycz si do nas - zaprosi j Dekker.
Nie, mia ochot powiedzie Lorkin. Ale przecie mia ju skoczy z Beriya. Dwa lata temu
rodzina wywioza j do Elyne. Kiedy siadaa, odwrci wzrok, jakby nie by ni
zainteresowany, i usiowa rozluni minie, ktre napiy si w chwili, gdy usysza jej gos.
Rozlunienia wymagaa wikszo mini.
Bya pierwsz kobiet, w ktrej si zakocha - i jak dotd jedyn. Spotykali si przy kadej
okazji, otwarcie i potajemnie. Zajmowaa jego myli bez przerwy i twierdzia, e ona tak
samo myli wci o nim. Lorkin zrobiby, dla niej wszystko.
Niektrzy zachcali ich, inni usiowali utrzyma, Lorkina na ziemi - zwaszcza gdy chodzio o
studia magiczne. Problem polega na tym, e nie istniay powody, dla ktrych ktokolwiek -
jego matka czy te rodzina Berii - miaby si sprzeciwia takiemu zwizkowi Lorki okaza si
typem czowieka, ktry tak angauje si w mio, e adne wspczucie czy te powane
rozmowy - a nawet rady Mistrza Rothena, ktrego powaa i kocha jak ulubionego dziadka -
nie przywracay mu poczucia rzeczywistoci Wszyscy uznali, e naley zaczeka, a Lorkin
odzyska zmysy na tyle. eby skupi si na czymkolwiek innym ni Beriya, a nastpnie
pomc mu nadrobi zalegoci. A potem jej kuzyn nakry ich razem w ku i jej rodzina
zadaa jak najszybszego lubu. Nie liczyo si to, e on, bdc magiem, potrafi zapobiec
ciy, Gdyby si nie pobrali, uznano by j za zepsut" dla przyszych zalotnikw.
Lorkin i jego matka wyrazili zgod. Odmwia Beriya. Odmwia te widzenia si z nim.
Kiedy wreszcie zdoa j pewnego dnia zaskoczy, oznajmia mu, e nigdy go nie kochaa. e
flirtowaa i nim, poniewa syszaa, e magowie mog kocha si bez ryzyka spodzenia
dziecka, e przeprasza za to, e go okamaa.
Matka powiedziaa mu, e to, jak bardzo okropnie si czu, jest najwikszym osigalnym dla
maga przyblieniem tego, jak czuj si ludzie niemagiczni podczas choroby. Najlepszym
lekarstwem jest czas i yczliwo rodziny i przyjaci. Nastpnie nazwaa zachowanie Beriyi
sowami, ktrych Lorkin nie powtrzyby w obecnoci wikszoci swoich znajomych.
Na szczcie rodzina wywioza Beriy do Elyne, tote kiedy bl wreszcie ustpi na tyle, eby
Lorkin poczu gniew, dziewczyna znalaza si daleko poza jego zasigiem, Przysig sobie, e
wicej si nie zakocha, ale kiedy koleanka z klasy alchemii zacza si nim interesowa,
postanowienie co nieco osabo. Lubi jej praktycyzm. Miaa w sobie wszystko, czego
brakowao Beriyi. A w kulturze Kyralli istniaa dziwaczna hipokryzja: nikt nie wymaga od
magw, nawet kobiet, zachowania celibatu. Kiedy jednak Lorkin uwiadomi sobie, e nie
kocha tej dziewczyny, ona zdya naprawd si w nim zakocha. Zrobi wszystko, co byo w
jego mocy, eby zakoczy t spraw tak delikatnie, jak si dao, ale wiedzia, e ona czuje
do niego wielki al.
Uzna wic, e mio to wyjtkowo pogmatwany interes.
Beriya podesza do fotela i z wdzikiem opada na siedzenie.
- No wic kto si nudzi? - ponowia pytanie.
Wszyscy zaprzeczali, a Lorkin przyglda si jej i rozmyla nad lekcjami, ktre odebra. W
zeszym roku spotka kilka kobiet, ktre byy zarwno dobrymi towarzyszkami, jak i
kochankami, i nie chciay niczego wicej. Uzna, e odpowiadaj mu takie ukady.
Uwodzenie, ktremu oddawa si Dekker, a ktre zawsze koczyo si blem i skandalem
(albo i czym gorszym), nie pocigao go. Pozbawione uczucia maestwo za, do ktrego
zmusili Reatera rodzice, wydawao mu si najgorszym koszmarem, jaki mona sobie
wyobrazi.
Rodzin ojca nie staraa si ostatnio znale mi ony. Moe zrozumieli, e matce sprawia
ogromn przyjemno krzyowanie ich planw wobec mnie. Aczkolwiek jestem pewny, e
nie protestowaaby przeciwko zwizkowi, na ktry ja miabym ochot.
Powrci mylami do teraniejszoci; wanie toczya si rozmowa o ostatnich wyczynach
wsplnych znajomych Beriyi i Dekkera. Lorkin przysuchiwa si, pozwalajc
popoudniowym godzinom mija powoli. W kocu dwaj Uzdrowiciele wyszli, eby obejrze
nowy tor wycigw konnych, a Beriya udaa si na przymiark sukni. Dekker, Sherran i Jalie
poszli piechot do swoich rodzinnych domw, ktre znajdoway si przy tej samej ulicy
Wewntrznego Krgu. Lorkin, jako jedyny wraca do Gildii.
Idc ulicami Wewntrznego Krgu, przyglda! si z uwag wielkim budowlom. To miejsce
byo przez cae jego ycia jego domem. Nigdy nie mieszka gdzie indziej. Nigdy nie by w
adnym obcym kraju. Nigdy nawet nie opuci miasta. Przed nim zamajaczyy bramy Gildii.
Czy to s dla mnie kraty wizienne, czy te mur chronicy mnie od niebezpieczestw? Dalej
wida byo mur Uniwersytetu, gdzie jego rodzice pokonali niegdy sachakaskich czarnych
magw w ostatniej, rozpaczliwej walce. Ci magowie byli jedynie ichanimi, sachakask
wersj wyrzutkw i przestpcw. J ak zakoczyaby si ta bitwa, gdyby brali w niej udzia
ashaki wielcy wojownicy posugujcy si czarn magi. Mielimy szczcie, e ta bitwa
zakoczya si zwycistwem, Wszyscy o tym wiedz. Czarny Mag Kallen i moja mama nie
byliby zapewne w stanie nas ocali, gdyby Sachakanie przeprowadzili prawdziw ofensyw.
Dostrzeg znajom posta zmierzajc ku bramie z drugiej strony. Kiedy mczyzna wyszed
za bram, Lorkin umiechn si. Zna Mistrza Dannyla przez matk i Mistrza Rothena. Od
jakiego czasu nie widzia si z historykiem.. Dannyl jak zwykle mia nieco roztargnionym
wyraz twarzy. Lorkin wiedzia, e Dannyl moe go min i nawet nie zauway.
Mistrzu Dannylu! ~zawoa Lorkin, starajc si, eby mylowe wezwanie byo jak
najcichsze. Ta forma komunikacji nie bya pochwalana, poniewa mogli j sysze wszyscy
magowie - zarwno przyjaciele, jak i wrogowie. Niemniej wywoywanie imienia innego maga
byo uwane za bezpieczne, poniewa nie wyjawiao adnych informacji komukolwiek, kto
mg podsuchiwa.
Wysoki mag podnis wzrok i rozchmurzy si na widok Lorkina, Podeszli do siebie,
spotykajc si u wylotu uliczki, w ktrej mieszka Dannyl. Mistrz Lorkin. J ak leci?
Lorkin wzruszy ramionami
- Niele. J ak badania?
Dannyl z westchnieniem spojrza na zawinitko, ktre nis w rkach.
- Wielka Biblioteka przysaa mi dokumenty, ktre mog rzuci nieco wiata na stan
Imardinu po mierci Tagina.
Lorkin nie pamita, kim by Tagin, ale na wszelki wypadek pokiwa gow. Dannyl od tak
dawna zajmowa si histori magii, e czsto zapomina, i wielu ludzi nie zna tylu
szczegw co on. Ale to musi by ulga: wiedzie, czemu chce si powici ycie, pomyla
Lorkin. Koniec z zastanawianiem si, co powinno si robi.
- Skd... jak wpade na to, eby napisa histori magii? - spyta Lorkin.
Dannyl spojrza na niego i wzruszy ramionami.
- To zadanie samo mnie znalazo - odpowiedzia. Czasem chciabym, eby byo inaczej, ale
wtedy odnajduj kolejn informacj i przypominam sobie, jak wane jest to, eby przeszo
ocalaa. Historia udziela nam licznych lekcji, a moe pewnego dnia natkn si na jak
tajemnic, ktra okae si dla nas niezwykle poyteczna;
- J ak czarna magia? - podpowiedzia Lorkin.
Dannyl skrzywi si.
- Moe co, co nie wymaga takiego ryzyka i powicenia.
Lorkin poczu e serce mu przyspiesza.
- Nowa magia obronna? To byoby wspaniae odkrycie. Nie tylko uwolnioby Gildi od
koniecznoci posugiwania si czarn magi, ale mogoby albo zapewni nam obron przed
Sachakanami, albo te przekona Sachakan do porzucenia czarnej magii i niewolnictwa i
doczenia do Krain Sprzymierzonych. Gdybym odkry co takiego.., ale to pomys Dannyla,
nie mj,,. Dannyl wzruszy ramionami. - By moe nic nie znajd. Ale odnalezienie kawaka
prawdy, zapisanie i zachowanie go to ju spore osignicie jak dla mnie.
C... skoro Dannylowi na tym nie zaley... chyba nie miaby nic przeciwko temu, eby kto
inny szuka alternatywy dla czarnej magii f Na przykad ja? Lorkin poczu przypyw nadziei.
Wzi gboki oddech.
- Czy mgbym.., mgbym przyjrze si temu, co dotychczas odkrye? Starszy mag unis
brwi.
-Ale oczywicie. Chtnie posucham, co o tym mylisz. Moe zauwaysz co, co mnie
umkno. - Spojrza na bruk ulicy i wzruszy ramionami. - Moe wpadniesz do mnie i
Tayenda na kolacj? Mog ci potem pokaza notatki i rda i wyjani, jakie biae plamy w
historii usiuj wypeni. Lorkin mimowolnie skin gow. - Dzikuj. - jeli wrciby do
swojego mieszkania w Gildii, skoczyoby si na rozmylaniu o Beriyi na zmian z
powtarzaniem sobie, e jego ycie bez niej jest znacznie lepsze. - Na pewno bdzie to bardzo
interesujce. Dannyl wskaza na swj dom: spory pitrowy budynek, ktry wynaj po
zakoczeniu suby jako Ambasador Gildii w Elyne, Mimo e wszyscy wiedzieli, e Dannyla
czy z Tayendem co wicej ni przyja, nie mwio si o tym. Dannyl zamieszka w
miecie zamiast w Gildii, poniewa, jak si kiedy wyrazi, to swego rodzaju ukad: Gildia
przymyka oko, a my nie rzucamy si w oczy"
- Musisz jeszcze wrci do Gildii?
Lorkin pokrci gow przeczco.
- Nie, ale jeli chciaby uprzedzi Tayenda i sucych...
- Nie, nie ma potrzeby. Tayend bez przerwy sprowadza do domu niespodziewanych goci.
Nasi sucy ju do tego przywykli.
Skin na Lorkina rk i ruszy w kierunku swojego domu. Lorkin poszed za nim.

ROZDZIA 3

BEZPIECZNE MIEJSCA, NIEBEZPIECZNE CELE
Na jego biurku jest straszliwy baagan - powiedzia Tayend do Lorkina.
Dannyl rzuci uczonemu ponure spojrzenie. Tayend umiechn si szeroko, co sprawio, e
kilka zmarszczek na czole wygadzio si. Nikt by si nie domyli, e on ma ponad
czterdziestk, pomyla Dannyl. J a zamieniam si w pomarszczon mumi, podczas gdy
Tayend... Tayend wyglda lepiej ni kiedykolwiek, uzna. Nabra nieco wagi, ale byo mu z
tym dobrze. To tylko wyglda na baagan - oznajmi Dannyl, nie po raz pierwszy. - Ja wiem,
gdzie co jest. Tayend zachichota. Jestem pewny, e to po prostu sposb na to, eby nikt nie
wykrad jego pomysw i wynikw bada. - Umiechn si do Lorkina. - Nie pozwl mu
zanudzi ci na mier. J eli uznasz, e twj mzg rozmika, przyjd pogada ze mn.
Otworzymy butelk wina. Lorkin skin gow z umiechem. - Oczywicie. Uczony machn
mu na poegnanie rk, po czym wawym krokiem wymaszerowa z pokoju. Dannyl mia
ochot przewrci oczami i gono westchn. Spojrza na syna Sonei. Modzieniec
przyglda si z powtpiewaniem stertom dokumentw i ksiek lecych na biurku Dannyla.
- W tym szalestwie jest metoda | zapewni go Dannyl.
- Trzeba zacz od koca. Tamta pierwsza sterta zawiera wszystko, co odnosi si do
najwczeniejszych zapiskw o magii. Czyli pene opisy miejsc takich jak Grobowiec Biaych
ez oraz mnstwo rozwaa o tym, do czego wedle tamtejszych glifw mona byo stosowa
magi.
- Dannyl wycign! rysunki wykonane przez Tayenda, kiedy odwiedzili Grobowce ponad
dwadziecia lat temu. Wskaza na symbol przedstawiajcy mczyzn klczcego przed
kobiet, ktra dotykaa jego uniesionych doni.
- To glif oznaczajcy wysz magi",
- Czarn magi?
- By moe. Ale rwnie dobrze to moe by ozdrawianie. Niewykluczone, e fakt, i nasi
poprzednicy nazywali czarn magi wysz", to tylko zbieg okolicznoci.
- Dannyl przewertowa stert dokumentw i wycign kolejny rysunek, tym razem
przedstawiajcy sierp ksiyca i rk.
- A to co? - spyta Lorkin.
- Znak, ktry znalelimy w ruinach miasta Armje. Stanowi herb rodziny krlewskiej w tym
miecie, podobnie jak inkale w przypadku Domw w Kyralii. Uwaa si, e Armje zostao
opuszczone ponad dwa tysice lat temu.
- Na czyni wypisano ten symbol?- By wyrzebiony na nadproach domw, a poza tym
widzielimy go raz na piercieniu, ktry prawdopodobnie zawiera krwawy klejnot. - Dannyl
umiechn si na wspomnienie Dema Ladeiriego, ekscentrycznego szlachcica i kolekcjonera,
ktrego wraz z Tayendem odwiedzili w grach Elyne w pobliu Armje. Chwil pniej jego
umiech przygas, kiedy mag przypomnia sobie podziemn komnat w ruinach miasta, zwan
Grot Kary Ostatecznej. Dziwaczne krystaliczne ciany zaatakoway go magi i omal nie
zabiy. Uratowa go Tayend, wycigajc go z jaskini w chwili, kiedy zaamaa si tarcza.
Poprzedni Wielki Mistrz, Akkarin, poprosi Dannyla, aby zachowa Grot w sekrecie, chcc
zapobiec kolejnym wypadkom, gdyby jaki mag si tam zapuci. Po najedzie ichanich
Dannyl opowiedzia o tym miejscu kolejnemu Wielkiemu Mistrzowi, Balkanowi, a Wojownik
kaza mu zebra wszelkie dostpne informacje, ale rwnie utrzyma Grot w tajemnicy.
Kiedy Dannyl ukoczy ksik, Bakan mia rozway, czy ujawni informacje o Grocie
innym magom.
Czy on wysa tam kogokolwiek, eby to zbada? Nie wyobraam sobie, eby Wojownik
powstrzyma si od sprawdzeniu, jak dziaa Grota, Zwaszcza e ma ona ogromny potencja
obronny.
- Czyli dwa tysice lat temu potrafili wytwarza krwawe klejnoty?
Dannyl spojrza na Lorkina i potakn.
- A kto wie, co jeszcze? Ale utracilimy t wiedz. - Wskaza na drug, mniejsz stert. - To
jest wszystko, co si odnosi do czasw, zanim Imperium Sachakaskie podbio Kyrali i
Elyne, ponad tysic lat temu. Te nieliczne dokumenty, ktre posiadamy, przetrway tylko
dlatego, e s to kopie, ale wynika z nich, e byo wwczas zaledwie dwch czy trzech
magw o ograniczonej mocy i zdolnociach.
- Skoro wic ludzie, ktrzy wiedzieli, jak wytwarza krwawe klejnoty i czym bya wysza
magia, odeszli, nie przekazujc dalej swojej wiedzy... albo dlatego, e nie ufali nikomu na
tyle, eby go uczy, albo te nie znaleli nikogo wystarczajco utalentowanego... to ta wiedza
zagina. - Lorkin wyglda na pogronego gboko w mylach, ale na pewno nie
znudzonego, jak z ulg zauway Dannyl.
Mody mag spojrza na trzeci stert dokumentw.
- Trzy wieki rzdw sachakaskich - powiedzia mu Dannyl. - Udao mi si podwoi wiedz,
ktr mamy na ten temat, aczkolwiek byo ciko, poniewa na pocztku wiedzielimy
bardzo niewiele.
- To czasy, kiedy Kyralianie byli niewolnikami - powiedzia Lorkin z ponurym wyrazem
twarzy.
- I wacicielami niewolnikw i przypomnia mu Lorkin. Wydaje mi si, e to Sachakanie
przynieli wysz magi do Kyralii.
Lorkin patrzy na niego z niedowierzaniem.
- Nie uczyli chyba wrogw czarnej magii?
- Dlaczego nie? Kiedy podbili Kyrali, staa si ona czci Imperium. Sachakanie nie
pozabijali wszystkich monych, ale tylko tych, ktrzy odmwili zoenia im przysigi
wiernoci. Zdarzay si mieszane maestwa i potomkowie o mieszanej krwi. Trzysta at to
dugi czas. Kyralianie zostaliby obywatelami Sachaki.
- A mimo to walczyli, eby odzyska swoj ziemi i pozby si niewolnictwa.
-Tak - Dannyl poklepa doni wierzch sterty. - Co zostao dokadnie zapisane w
dokumentach i listach prowadzcych do nadania przez imperatora niezalenoci Kyralii i
Elyne, a take w pismach pniejszych. Oba kraje zniosy niewolnictwo, cho nie bez oporu.
Lorkin spoglda na stert ksiek, dokumentw i notatek,
- Nie uczy si nas tego na Uniwersytecie, Dannyl zamia si.
- Nie, A i tak wersja historii, ktr si wam przed stawia, jest mniej okrojona ni to, czego ja
si uczyem, - Postuka w kolejn stert. - Moje pokolenie w ogle nie wiedziao, e
kyraliascy magowie posugiwali si kiedykolwiek czarn magi, pobierajc moc od swoich
uczniw w zamian za nauk. To byo bardzo trudne do zaakceptowania.
Modszy mag z ostron ciekawoci przenis wzrok na czwart stert ksiek,
- Czy te dotycz tego, co mj ojciec odkry w podziemiach Gildii?
- Cz to kopie tego, co tam znalaz. Tylko e usunito z nich wszystkie niebezpieczne
informacje o czarnej magii.
- J ak zamierzasz napisa histori tych czasw, nie uwzgldniajc informacji o czarnej magii?
Dannyl wzruszy ramionami,
- Dopki nie podaj informacji o tym, jak si ni posugiwa, nikt si jej nie nauczy z tego,
co napisaem.
- Ale... Matka mwi, e czarnej magii trzeba si nauczy z umysu czarnego maga. Nie da si
jej pozna z ksiek?
- Tak uwaamy, ale wolimy nie ryzykowa. Lorkin potakn z zamyleniem.
- A wic... tu dalej jest wojna sachakaska? Ta wielka sterta.
- Tak. - Dannyl spoglda na spory stos ksiek i dokumentw obok niepodlegoci".
Rozesaem wici, e potrzebuj dokumentw z tych czasw, i otrzymaem spor liczb
pamitnikw, sprawozda i dokumentw ze wszystkich Krain Sprzymierzonych. - Na samym
szczycie leaa niewielka ksieczka, znaleziona dwadziecia at temu w Wielkiej Bibliotece,
ktra jako pierwsza daa mu do mylenia, e moe wersja historii, jak przedstawia Gildia, nie
jest prawdziwa, - Musisz mie niele opracowane t czasy. ~Ale nie cakowicie |
odpowiedzia Dannyl. Wikszo dokumentw pochodzi spoza Kyralli. Wci istniej luki w
historii. Wiemy, e kyraliascy magowie wypdzili najedcw sachakaskich i wygrali
wojn, a nastpnie podbili Sachak i rzdzili tam przez pewien czas. Wiemy, e pustkowie,
ktre osabio ten kraj, powstao dopiero kilka lat po wojnie. Ale nie mamy pojcia, jak
trzymano pod kontrol sachakaskich magw ani te jak stworzono pustkowie. Ani czym by
skarb, ktry Elynowie rzekomo poyczyli czy te przekazali Kyralianom, a ktry potem
zagin wraz ze sw tajemnic. Dannyl poczu znan, dziwnie przyjemn frustracj. Wci
istniay tajemnice do rozwizania, a ta bya jedn z najciekawszych, - Czemu nie ma
dokumentw z Kyralii? Dannyl westchn. - Niewykluczone, e zostay zniszczone, kiedy
Gildia zakazaa czarnej magii. A moe utracilimy je podczas wojny. Tyle historycznych
przekazw jest. niejasnych. Na przykad mwi si nam, e Imardin zosta zrwnany z ziemi
podczas wojny sachakaskiej, ale mam mapy sprzed wojny i z lat tu po niej, na ktrych
ukad ulic jest podobny. Kilkaset lat pniej natomiast mamy cakowicie now siatk ulic - t,
ktr znamy dzi.
- A zatem... albo co jest nie w porzdku z ocen wie- ku map, albo te miasto zostao
zburzone pniej, Czy po wojnie sachakaskiej miay miejsce jakie tragiczne wypadki?
Dannyl potakn i wskaza na ksik lec na szczycie nastpnej sterty, znacznie niszej.
Lorkin wyda po mruk, jakby j rozpoznawa,
- Kronika Gildii. - Oczy mu si rozszerzyy, kiedy zrozumia, co ma przed oczami, - Dzieo
Szalonego Ucznia! - Lorkin sign po ksieczk, przerzucajc kartki na sam koniec. -
Skoczyo si" - przeczyta. - Kiedy Alyk przynis mi wieci, nie chciaem da im wiary,
ale godzin temu wspiem si po schodach Stranicy i ujrzaem to na wasne oczy. To
prawda. Tagin nie yje. Tylko on mg zasia tyle zniszczenia, umierajc. Otrua go. jego
moc zostaa wyzwolona i zniszczya miasto".
Dannyl westchn, potrzsn gow, wyj Lorkinowi ksik z rk i odoy j na miejsce.
- Tagin pokona wycznie Gildi. Nie mg mie tyle mocy. Nie tyle, eby zrwna miasto z
ziemi.
- Moe go nie doceniasz, podobnie jak wczesna Gildia. Brwi modego maga uniosy si z
nadziej. Dannyl
prawie umiechn si, syszc to wyzwanie. Lorkin by inteligentnym nowicjuszem, chtnie
zadajcym pytania wszystkim nauczycielom.
- By moe. - Spojrza na niewielk stert dokumentw i ksiek. - Gildia... no c, wyglda
na to, e postanowili nie tylko wymaza ca wiedz o czarnej magii, ale rwnie wstydliwy
fakt, e zwyky ucze omal ich nie zniszczy. Gdyby nie Kronikarz Gilken, nie mielibymy
nawet tych ksig, ktre znalaz Akkarin, eby dowiedzie si, co si stao. Gilken ocali i
zakopa informacje o czarnej magii w obawie, e Gildia moe ich pewnego dnia znw
potrzebowa do obrony kraju. Mielimy piset lat pokoju i zapomnielimy o tym,
zapomnielimy, e w ogle kiedykolwiek posugiwalimy si czarn magi i e za grami
nasz odwieczny wrg, Sachaka, wci j praktykuje. Gdyby Akkarin nie znalaz ukrytych
ksig - i nie nauczy si czarnej magii - nie byoby nas tutaj albo zostalibymy niewolnikami.
- To ostatnia ksika - odezwa si Lorkin, a Dannyl zauway, e chopak przyglda si
grubemu, oprawionemu w skr notatnikowi na samym skraju stou,
- Tak. - Dannyl podnis notatnik. - Zawiera opowieci, ktre zebraem od wiadkw najazdu
ichanich.
Mojej mamy te? - Oczywicie.
Lorkin pokiwa gow i umiechn si kwano.
- No c, to chyba jest ten kawaek historii, ktrego nie trzeba wicej bada.
- Owszem - zgodzi si Dannyl.
Wzrok modego maga przelizgiwa si po stertach ksiek, dokumentw i kronik.
- Chciabym przeczyta to wszystko. Czy... czy mgbym ci jako pomc w pracy?
Dannyl przyglda si Lorkinowi z zaskoczeniem. Nigdy by nie przypuszcza, e syn Sonei
wykae zainteresowanie histori. By moe ten modzieniec jest po prostu znudzony i szuka
czego, czym mgby si zaj. Mae szybko straci zainteresowanie, zwaszcza gdy
zorientuje si, e Dannyl wykorzysta waciwie wszelkie rda informacji. Istniao bardzo
mae prawdopodobiestwo, e ktremukolwiek z nich uda si kiedykolwiek wypeni
luki w historii.
Jeli Lorkin straci zainteresowanie, nic strasznego si nie stanie. Czemu nie miabym da mu
szansy.
Zwaszcza ,e wiee spojrzenie, nowe podejcie moe prowadzi do nowych odkry.
A poza tym bdzie dobrze mie tu, w Kyralii, kogo, kto bdzie obeznany z tym, co Dannyl
ustali dotychczas, jeli on sam postanowiby wyjecha na poszukiwanie nowych rde
informacji. Co nastpi raczej prdzej ni pniej. Dannyl wypytywa Ambasadorw Gildii
przez lata, proszc ich o poszukiwania materiaw do ksiki w Sachace. Otrzyma od nich
pewne informacje, ale oni nie wiedzieli, czego szuka, a wikszo tego, co przysyali,
zawieraa niejasne aluzje do oryginalnych rde, zawierajcych wiee spojrzenie na
historyczne wydarzenia, znajdujcych si poza zasigiem - w Sachace.
Od czasu najazdu ichanich Sachaka i Kyralia przyglday si sobie ostronie. Na szczcie
obie strony wolay unika konfliktw. Obie wysay Ambasadorw wraz z asystentami do
kraju ssiada. Innym magom nie wolno byo jednak przekracza granic.
Posada Ambasadora zwalniaa si co kilka lat, ale Dannyl si o ni nie stara. Po czci
dlatego, e si ba. Perspektywa znalezienia si w kraju czarnych magw dziaaa
odstraszajco. Przyzwyczai si do tego, e nalea do najpotniejszych ludzi w swoim kraju.
W Sachace nie tylko byby saby i bezbronny, ale na dodatek najwyraniej sachakascy czarni
magowie spogldali z niechci, nieufnoci lub pogard na tych, ktrzy nie posugiwali si
wysz magi. Sysza jednak, e zaczli si do tego przyzwyczaja. Ostatnio traktowali
Ambasadorw Gildii z wikszym szacunkiem. Protestowali nawet, kiedy ostatni Ambasador
musia wrci do Kyralii z powodu kopotw finansowych swojej rodziny. Najwyraniej
autentycznie go polubili.
Zwalniao si zatem miejsce dla nowego Ambasadora, czemu Dannylowi byo ciko si
oprze. Pracowa ju niegdy na tym stanowisku, w Elyne, mia wic pewno, e starszyzna
Gildii rozway jego kandydatur. A jeli si nie sprawdzi, zawsze moe wrci do domu
wczeniej nie bdzie to pierwszy taki wypadek. Podczas pobytu w Sachace mgby za
szuka dokumentw, ktre wypeniyby luki w historii magii, a moe nawet odkry nowe
opowieci.
- Mistrzu Dannylu?
Dannyl podnis wzrok na Lorkina i umiechn si.
- Z radoci przyjm pomoc w badaniach od innego maga. Kiedy chciaby zacz?
- Moe by jutro? - Lorkin obrzuci st spojrzeniem. - Mam chyba duo do przeczytania.
- J asne, e moe - odpowiedzia Dannyl, - Chocia... powinnimy zapyta Tayenda, jakie ma
plany. Chodmy porozmawia z nim teraz - i wypijmy t butelk wina.
Kiedy prowadzi modego maga do salonu, gdzie Tayend zazwyczaj odpoczywa
popoudniami, myli Dannyla pobiegy z powrotem do Sachaki.
Skoczyy mi si rda. Nie wiem, gdzie jeszcze mgbym szuka brakujcych kawakw
mojej historii. Pojawia.
okazja, a ja chyba mam odwag, eby z niej skorzysta.
- Drugim powodem, dla ktrego nigdy nie wybra si do Sachaki, byo to, e musiaby
zostawi Tayenda. Uczony potrzebowaby zgody Krla Elyne na podr do Sachaki, a mao
prawdopodobne, eby j dosta. Pa czci dlatego e nie by dobrze znany na dworze ani nie
cieszy si tam szczeglnymi askami przed przeprowadzk do Kyralii, do Dannyl. A po
czci dlatego, e nalea do tych, ktrzy wol mczyzn od kobiet. Sachakanie nie akceptuj
tego rodzaju zachowa, w przeciwiestwie do Elynw. S pod tym wzgldem podobni raczej
do Kyralian - takie rzeczy si ukrywa i nie mwi si o nich. Krl Elyne nie zaryzykuje obrazy
pastwa, ktre wci ma przewag militarn, wysyajc tam czowieka, ktrego mogliby nie
zaakceptowa.
A co ze mn? Dlaczego uwaam, e Krl Kyralii albo Gildia nie odrzuc mojej kandydatury z
dokadnie tego samego powodu?
Prawda bya taka, e Tayendowi znacznie gorzej ni Dannylowi szo ukrywanie swoich
skonnoci. Niedugo po osiedleniu si w Imardinie uczony zebra wok siebie grono
przyjaci. Z zachwytem odkry, e w kyraliaskich Domach jest rwnie wielu podobnie
mylcych modziecw co wrd elyskiej arystokracji i e wszyscy oni entuzjastycznie
przyjli elyski zwyczaj urzdzania przyj. Nazwali si Klubem Tajemnic. Sam Klub nie by
jednak adn wielk tajemnic. Wiele osb wiedziao o nim, wiele wyrazio te swj brak
aprobaty.
Dannyl wiedzia, e jego niepewno bierze si z wieloletniego ukrywania swojej natury.
Moe jestem tchrzem a moe to przesadna pruderia, ale wolabym, eby moje prywatne
ycie... c... pozostao prywatne. Z Tayendem nie mam na to szans. Nigdy nie zapyta mnie,
jak chc y ani te czy odpowiada mi to, e caa Kyralia o nas wie.
Chodzio jednak o co wicej. Przez te wszystkie lata Tayend coraz wicej uwagi powica
swoim przyjacioom. Mimo e Dannyl lubi kilku z nich, w wikszoci byy to po prostu
zepsute arystokratyczne bachory. A Tayend czasem bardziej przypomina swoich towarzyszy
ni tego modzieca, z ktrym Dannyl odbywa swoje podre lata temu.
Dannyl westchn. Nie mia ochoty na podr z takim czowiekiem, jakim sta si Tayend.
Ba si troch, e jeli znajdzie si z nim w obcym kraju, mog si rozsta na zawsze. Nie
mg te powstrzyma si od myli, e rozka moe im pomc doceni wzajemnie swoje
towarzystwo.
Kilka tygodni albo kilka miesicy rozki mogoby by dobre, ale czy jestemy w stanie
przey bez siebie dwa lata?
Kiedy wszed do salonu, zobaczy, e Tayend zdy ju otworzy butelk i wypi poow jej
zawartoci. Potrzsn gow.
Jeli kiedykolwiek ma wypeni luki w historii magii - wielkim dziele swojego ycia - nie
moe siedzie w miejscu w nadziei, e kto przyle mu waciwy dokument albo kronik.
Musi sam poszuka odpowiedzi, nawet jeli oznacza to ryzykowanie yciem albo rozstanie z
Tayeadem na jaki czas.
J ednego mog by pewny. Cho Tayend posiada cechy, ktrych nie lubi, zaley mi na nim
dostatecznie, ebym nie chcia ryzykowa jego ycia. On bdzie chcia pojecha ze mn, a ja
musz mu odmwi.
A Tayend z pewnoci si nie ucieszy. Wcale si nie ucieszy.
Nie urosa ani troch, odkd Cery widzia j po raz ostatni. Ciemne wosy miaa le obcite:
ukaday si nierwno, dotykajc ramion. Grzywka opadaa ostro na bok zakrywajc jedn z
prostych jak cicie noa brwi, A jej oczy... te oczy, ktre zawsze sprawiay, e kolana si nim
uginay... odkd j po raz pierwszy zobaczy. Wielkie, ciemne, wyraziste.
Ale w tej chwili, kiedy wykcaa si klientem przewyszajcym j o poow wzrostem i
wag, wyraay wycznie bezwzgldn, niezachwian determinacj. Cery nie sysza
rozmowy, ale jej pewno siebie i przekora wzbudziy w nim niemdr dum.
Artyi. Moja crka, pomyla. Moja jedyna crka. A obecnie moje jedyne yjce dziecko...
Poczu bolesny skurcz na wspomnienie zmasakrowanych cia swoich synw. Odepchn ten
obraz daleko od siebie, ale strach i szok nie opuszczay go. Nie mg pozwoli, eby al
oderwa go od rzeczywistoci, zarwno ze wzgldu na dobro crki, jak i jego wasne. Obawia
si. e kto moe obserwowa, czekajc na chwil saboci gotw uderzy.
- Co powinienem zrobi, Gol? - wymamrota. Znajdowali si nad spylunk, w prywatnym
pokoju, ktrego okna wychodziy na kram crki Cery'ego na targu.
J ego ochroniarz zrobi kilka krokw w kierunku okna, po czym zatrzyma si. Spojrza na
Cery'ego niepewnie.
- Nie wiem. Wydaje mi si, e niebezpiecznie bdzie i rozmawia i ni, i nie rozmawia.
- A strata czasu na decyzj jest rwnowana decyzji na nie.
- Wanie. J ak bardzo ufasz Doni?
Cery zastanowi si nad tym pytaniem. Wacicielka spylunki, ktra oferowaa najrniejsze
usugi" na bo- ku, bya jego przyjacik z dziecistwa. Cery pomg jej otworzy ten lokal,
kiedy m Doni, Harrin, rwnie dawny przyjaciel, zmar pi lat temu na gorczk. J ego
ludzie chronili spylunk Doni przed gangami wymuszajcymi haracz. Nawet gdyby nie
czyo ich tyle, nawet gdyby Donia nie bya mu wdziczna za pomoc, pozostawa jeszcze jej
dug, a znaa obyczaje Zodziei na tyle dobrze, eby wiedzie, jakie mog by skutki zdrady.
Bardziej ni komukolwiek innemu.
Gol zamia si krtko.
- To niewiele.
- Nie. ale ju dawniej kazaem mie oko na Anyi, chocia me wiedziaa dlaczego. Nie
zawioda mnie.
- W takim razie jeli przyprowadzisz dziewczyn na spotkanie, nie wyda si to dziwne, tak?
- Nie dziwne, ale... bdzie zaciekawiona, - Cery westchn. - Miejmy to wreszcie z gowy.
Gol wyprostowa si,
- Przygotuj wszystko i postaram si, eby nikt nie podsuchiwa.
Cery przyglda mu si przez chwil, po czym skin gow. Wyjrza przez okno, kiedy
ochroniarz skierowa si ku drzwiom, i zauway, e pojawi si nowy klient. Anyi
przygldaa si mczynie, ktry przebieg palcem po jednym z noy, sprawdzajc ostrze.
- I niech kto cay czas pilnuje kramu, kiedy ona tam jest.
- Oczywicie.
Po kilku chwilach ze spylunki wyszo czterech mczyzn i zbliyo si do kramu Anyi. Cery
zauway, e inni sprzedajcy udawali, e nie zwracaj na to uwagi. Jeden z tej czwrki
zagadn Anyi, Pokrcia gow i rzucia mu wcieke spojrzenie. Kiedy chcia chwyci j za
rk, zrobia krok do tylu i szybkim ruchem wydobya n,
kierujc go w stron mczyzny. Unis rce, pokazujc puste donie.
Nastpia dusza rozmowa. Anyi powoli opucia swj n, ale nie odoya go i nie
spuszczaa wzroku z tego czowieka. Kilkakrotnie rzucaa przelotne spojrzenia w kierunku
spylunki. W kocu uniosa podbrdek, a kiedy mczyzna odsun si od jej kramu, mina
go i pomaszerowaa ku lokalowi, chowajc n.
Cery wypuci z puc wstrzymany oddech i uwiadomi sobie ucisk w odku oraz
przyspieszone bicie serca. Nagle poaowa, e nie spa w ogle poprzedniej nocy. Chciaby
by w peni czujny. Nie ryzykowa adnych bdw. Nie straci ani chwilki z tego jedynego
spotkania z crk, na ktre mg sobie pozwoli. Nie rozmawia z ni od lat, odkd bya
dzieckiem. A teraz to moda kobieta. Modziecy zapewne krc si wok niej, szukajc
drogi do jej ka... Nie mylmy o tym zbyt wiele, powiedzia sobie. Usysza gosy i kroki na
klatce schodowej, zbliajce si do drzwi pokoju, w ktrym sta. Wzi gboki oddech i
odwrci si ku drzwiom. Nastpia chwila ciszy, a pniej znajomy mski gos powiedzia
co na zacht, po czym rozleg si odgos krokw tylko jednej osoby.
Kiedy wsuna gow przez drzwi, Cery mia ochot umiechn si do niej, ale wiedzia, e
nie ma w sobie do wesooci, eby wygldao to przekonujco. Po prostu spojrza na ni w
sposb, ktry mia wyraa przyjazn powag. Zamrugaa powiekami, zrobia wielkie oczy.
po czym zmruya powieki i podesza na rodek pokoju,
- Ty! - powiedziaa. - Mogam si domyli, e to o ciebie chodzi. W jej oczach byszczay
gniew i oskarenie. Zatrzymaa si o kilka krokw od Cery'ego. Nie zadra pod tym
wzrokiem, cho poczu znajome ukucie winy.
- Tak. To ja - odpowiedzia. - Usid. Musimy porozmawia.
- Ale ja nie chc z tob rozmawia! - oznajmia i odwrcia si do wyjcia.
- Nie masz wyboru.
Zatrzymaa si i spojrzaa na niego przez rami, mruc oczy. Odwrcia si do niego powoli,
krzyujc ramiona na piersi.
- Czego chcesz? - spytaa, wzdychajc dramatycznie.
Omal si nie umiechn. Ponura rezygnacja zmieszana z pogard bya czym, czego tak
wielu ojcw dowiadczao od dzieci w jej wieku. Ale jej rezygnacja wynikaa raczej z
wiedzy, e jest on Zodziejem, ni z jakiegokolwiek szacunku dla autorytetu ojcowskiego.
- Chc ci ostrzec. Twoje ycie jest... w wikszym niebezpieczestwie ni zwykle. Istnieje
due ryzyko, e kto bdzie usiowa ci zabi w najbliszej przyszoci.
Wyraz jej twarzy nie zmieni si.
- Czyby? A niby dlaczego?
Wzruszy ramionami.
- Z tego banalnego i nieszczsnego powodu e jeste moj crk.
- C, jak dotd udao mi si to jako przetrwa. - Teraz jest inaczej. Znacznie bardziej...
srogo.
Przewrcia oczami.
- Nikt tak teraz nie mwi.
- W takim razie ja jestem nikim. - Zmarszczy brwi. - Mwi powanie, Anyi. Mylisz, e
ryzykowabym bezpieczestwo nas obojga, spotykajc si z tob, gdybym nie mia pewnoci,
e nie spotykajc si z tob, naraam ci jeszcze bardziej?
Pogarda i gniew zniky z jej twarzy, pozostawiajc na niej nieodgadniony wyraz, Anyi
odwrcia wzrok. - Co daje ci tak pewno?
Wzi gboki oddech i wypuci powoli powietrze z puc. To, e moja ona i synowie nie
yj. Poczu wzbierajcy na t myl bl. Nie wiem, czy dam rad to gono powiedzie.
Obrzuci pokj spojrzeniem i jeszcze raz ode tchn gboko.
- Poniewa od ostatniej nocy jeste moim jedynym yjcym dzieckiem - powiedzia.
J ej oczy robiy si coraz wiksze, w miar jak ta wiadomo do niej docieraa. Przekna
lin i zamkna je. Przez moment staa bez ruchu, ze zmarszczonym czoem, po czym
otwara oczy i ponownie utkwia wzrok w Cerym.
- Rozmawiae z Sone?
Zmarszczy brwi, syszc to pytanie. Dlaczego je zadara? J ej matka zawsze bya troszk
zazdrosna o Sone, zapewne wyczuwajc, e Cery niegdy kocha si w dziewczynie ze
slumsw, ktra zostaa magiem. Anyi chyba nie odziedziczya tej zazdroci po Vecie? A
moe wiedziaa wicej, ni powinna, o trwajcych nada tajnych powizaniach Cery'ego z
Gildi?
J ak odpowiedzie na to pytanie? Czy w ogle powinien odpowiada? Rozwaa zmian
tematu, ale zaciekawio go, jak Anyi zareaguje na prawd.
- Owszem - odpar, po czym wzruszy ramionami. - Podobnie jak o innych sprawach.
Anyi potakna, nie odpowiadajc, co dao rozpaczliwie mao informacji na temat powodw,
dla ktrych zadaa to pytanie. Westchna i przestpia z nogi na nog.
- CO twoim zdaniem powinnam zrobi?
Dopiero teraz uwiadomi sobie, ze nie wie, co jej poradzi.
- Znasz jakie bezpieczne miejsce, dokd mogaby si uda? Ludzi, ktrym ufasz?
Zaproponowabym ci opiek, gdyby nie to, e... no c, poprzestamy na tym, e twoja matka
najwyraniej podja dobr decyzj, odchodzc ode mnie i... - Usysza w swoim gosie
gorycz, wic szybko przeszed do innych powodw. - Wyglda na to e moi ludzie nie s
godni zaufania. Lepiej, eby na nich nie polegaa. Oczywicie Golowi ufaj. Ale... byoby
dobrze, gdybymy zachowali jak moliwo przesyania sobie wiadomoci.
Potakna, a Cery odetchn | ulg, widzc, jak powraca jej pewno siebie.
- Dam sobie rad - powiedziaa. - Mam... przyjaci.
Zacisna mocno usta. Tyle tylko mu powie, domyli
si Cery. Dobre posunicie.
- Dobrze - powiedzia, wstajc. - Uwaaj na siebie, Anyi.
Przygldaa mu si z uwag i przez chwil dra jej kcik ust. Poczu nagy przypyw nadziei,
e wreszcie zrozumiaa, dlaczego trzyma si z dala od niej przez te wszystkie lata.
Nastpnie odwrcia si na picie i wysza z pokoju, nie czekajc na pozwolenie i nie mwic
ani sowa na poegnanie.


ROZDZIA 4

NOWE ZOBOWIZANIA

Drzewa i krzewy ogrodw Gildii tak chodziy i spowalniay wiatr pnego ata, e stawa si
przyjemn bryz, W jednym z ogrodowych pokoi", dobrze osonitym przez wielkie,
ozdobne drzewo pachi, Lorkin i Dekker siedzieli na jednej z awek, ktre ustawiono tu dla
wygody magw. Kiedy ostatnie oznaki kaca zaczy mija, Lorkin opar si wygodnie na
awce i zamkn oczy. wiergot ptakw miesza si z odlegymi odgosami rozmw i krokw
oraz dobiegajcymi zza jego plecw ostrymi gosami kpin i protestw.
Dekker odwrci si, eby spojrze w tym kierunku, w tej samej chwili co Lorkin, Za nimi
wznosia si ciana krzeww i drzew, obaj musieli wic wsta, eby wyjrze pomidzy
limi. Po drugiej stronie czterech chopakw otoczyo pitego i zncao si nad ofiar.
- Gupi ni-zin-ny - piewali. - Nie ma ro-dzi-ny. Zaraz co buch-nie. I zawsze cuchnie.
- Eja! - krzykn Dekker. - Do tego! Albo postaram si, ebycie zostali ochotnikami w
lecznicy.
Lorkin skrzywi si. J ego matka nie pochwalaa pomysu Mistrzyni Vinary, eby kara
nowicjuszy poprzez zmuszanie ich do pracy w lecznicach. Mwia, e
nie uznaj tej pracy za wartociow ani szlachetn, jeli przyzwyczaj si jej unika, Ale
zawsze brakowao jej ochotnikw, tote nie protestowaa. Niektrzy z przysyanych do
pomocy wybierali zreszt pniej uzdrawianie jako specjalno, zachceni prac z Sone.
Tyle e inni nowicjusze podmiewali si z nich po cichu.
Nowicjusze wymamrotali przeprosiny i rozbiegli si w ronych kierunkach. Ledwie Lorkin i
Dekker usiedli z powrotem, w wejciu do ogrodowego pokoju pojawili si dwaj magowie.
- Ha! Wydawao mi si, e syszaem twj gos, Dekker - oznajmi Reater. Niepokj znik z
twarzy Perlera, kiedy rozpozna przyjaci brata. - Moemy si doczy?
- J asne - odpar Dekker, wskazujc na stojc naprzeciwko awk.
Lorkin spoglda na obu braci, zastanawiajc si, czym martwi si Perler. Reater
najwyraniej bardzo si cieszy z tego spotkania.
- Perler otrzyma dzi rano ze wieci - odezwa si Reater, zwracajc si ku bratu. - Powiedz
im.
Perler zerkn na brata.
- Dla ciebie nie s ze, mam nadziej. - Reater wzruszy ramionami i nie odpowiedzia, wic
Perler spojrza na Dekkera z westchnieniem. - Mistrz Maron zrezygnowa. Zaatwienie spraw
rodzinnych zajmie mu wicej czasu, ni si spodziewa. A zatem ja nie wracam do Sachaki.
- Nie bdziesz asystentem nowego Ambasadora? - spyta Lorkin.
- Perler wzruszy ramionami.
- Pewnie bym mg, gdybym chcia. Ale... - Rzuci spojrzenie bratu. - Te mam kilka
rodzinnych spraw do zaatwienia
Reater skrzywi si.
- Kto ich w takim razie zastpi? - zapyta Dekker.
- Syszaem, e zgosi si Mistrz Dannyl - odpar Reater z szerokim umiechem. - Zapewne
chce sprbowa miejscowych...
- Reater - upomnia go Perler.
- Co? Wszyscy wiedz o jego preferencjach. - Co nie znaczy, e musisz si z tego gupio
namiewa. Doronij i pogd si z tym. - Przewrci oczami. - A poza tym Mistrz Dannyl
nie bdzie chcia jecha. Ma za duo pracy przy tej swojej ksice. Lorkin poczu, e serce w
nim zamiera.
- Powiedzia mi wczoraj, e jego badania id powoli. Moe... moe ma nadziej, e tam co
znajdzie.
Reater rzuci bratu przecige spojrzenie.
- Teraz rozumiem twoj decyzj. Au! - Potar rami, w ktre uderzy go Perler. - To zabolao.
- Miao zabole. - Perler zamyli si. - Ciekawe, czy ktokolwiek zgosi si na jego asystenta.
Wikszo ludzi udaje, e nie dostrzega obyczajw Mistrza Dannyla, ale ryzyko pogosek,
ktre mog si pojawi, to dla nich pewnie zbyt wiele.
Lorkin wzruszy ramionami.
- Ja bym pojecha.
Pozostali wlepili w niego wzrok. Lorkin rozejrza si po ich zdumionych twarzach i rozemia
si.
- Nie, ja nie podzielam jego preferencji. Ale dobrze si dogaduj z Mistrzem Dannylem, a
poza tym jego biadania s bardzo ciekawe... i cenne. Bd dumny, jeli bd mg mu pomc.
- Ku jego zdziwieniu wyraz niepokoju nie znika z ich twarzy. Z wyjtkiem Perlera, co te
umkno jego uwadze.
- Ale... do Sachaki? - powiedzia Reater. - Czy to rozsdne? - spyta Dekker.
Lorkin spoglda to na jednego, to na drugiego. - Perler przey. Dlaczego ja miabym mie z
tym problem?
- Poniewa twoi rodzice zabili paru Sachakan kilka lat temu? - podpowiedzia Dekker tonem
sugerujcym, e Lorkin jest gupi. - Oni maj zwyczaj pamita takie rzeczy,
Lorkin rozoy rce, jakby chcia wzi w ramiona ca Gildi.
- Podobnie jak wszyscy magowie, ktrzy brali udzia w bitwie, a take nowicjusze. Co wicej
zrobili moi rodzice?
Dekker otwar usta, ale nie zdoa wydoby z nich ani jednego sowa, wic zamkn je z
powrotem. Spojrza na Perlera, ktry si zamia.
- Nie szukaj u mnie wsparcia - powiedzia starszy mag. - Pochodzenie Lorkina moe sprawi,
e bdzie nieco bardziej interesujcy dla Sachakan ni inni magowie, ale dopki nie bdzie
si z tym obnosi, wtpi, czy bdzie w wikszym niebezpieczestwie ni ja. - Spojrza na
Lorkina. - Pozostawibym jednak decyzj starszynie. Moe trzymaj w tajemnicy jaki
powd, dla ktrego nie powiniene jecha.
Lorkin spojrza na Dekkera tryumfalnie. J ego przyjaciel odwzajemni spojrzenie, po czym
pokrci gow. - Nie Zgaszaj si tylko po to, eby udowodni mi, e
si myl. Lorkin rozemia si. - Ja?- Pewnie, e ty, - Dekker umiechn si kwano. - Al- bo
po to, eby zrobi mi na zo. Znajc twoj rodzin, okaesz si niezbdny do przekonania
Sachakan do zniesienia niewolnictwa i doczenia do Krain Sprzymierzonych, a ja za kilka lat
bd uczy sztuk walki sachakaskich nowicjuszy,
Lorkin powstrzyma grymas niechci i zmusi si do umiechu. Znowu to. Oczekiwanie, e
dokonam czego wielkiego. Ale to nigdy si nie zici, jeli bd siedzia w Gildii, nic nie
robic.
- Na pocztek wystarczy - powiedzia, - J eszcze jakie zamwienia?
Dekker wymamrota co mao eleganckiego i odwrci wzrok.
- Moesz wynale wino, ktre nie powoduje kaca, a przebacz ci wszystko.
Wchodzc do gmachu Uniwersytetu, Sonea i Rothen przeszli tylnym wejciem do gwnego
korytarza. Prowadzi on prosto do olbrzymiej, wysokiej na trzy pitra sali w samym rodku
budowli, znanej jako Wielki Hol. Dach pokryway szklane pyty, dziki czemu w
pomieszczeniu byo bardzo jasno.
Wewntrz tego budynku znajdowa si drugi, starszy i zwyczajniejszy: Rada Gildii. By on
pierwotn siedzib Gildii, a kiedy wok niego wzniesiono potny gmach Uniwersytetu,
wyburzono wewntrzne ciany starego budynku, zamieniajc go w sal regularnych
Posiedze i odbywajcych si rzadziej Przesucha.
Dzisiejsze spotkanie byo otwartym Przesuchaniem, co oznaczao, e cho tylko starszyzna
bya zobowizana do uczestnictwa, wszyscy inni magowie mogli rwnie
przyj. Sonea jednoczenie ucieszya si i przestraszya widokiem sporego tumu magw
czekajcego po drugiej stronie Holu. Dobrze, e a tylu z nich si tym interesuje, ale jako
wtpi, czy wielu popiera petycj.
Starsi Magowie zebrali si przy bocznym wejciu do Rady Gildii. Wielki Mistrz Balkan sta
ze skrzyowanymi na piersi rkami, spogldajc z gry na rozmawiajcego z nim mczyzn.
Biae szaty podkrelay jego wzrost i potne ramiona, zdradzajc jednoczenie zwiotczenie i
fady tuszczu tam, gdzie niegdy byy jedynie minie. Obowizki Wielkiego Mistrza nie
pozwalaj na trening sztuk walki, pomylaa Sonea. Chocia w sumie magiczne walki i tak
niezbyt pomagaj na kondycj.
Balkan spoglda ze zmarszczonym czoem na Administratora Osena. Patrzc na niebieskie
szaty Administratora, Sonea nie moga nie wspomina jego poprzednika, co zawsze
wywoywao ukucie winy i alu. Administrator Lorlen zgin podczas najazdu ichanich.
Mimo e Osen by rwnie skuteczny jak Lorlen, brakowao mu ciepa poprzednika. No i
nigdy nie wybaczy Sonei tego, e nauczya si czarnej magii i doczya na wygnaniu do
Akkarina.
Trzej pozostali magowie czekali cierpliwie, obserwujc reszt. Zauwayli pojawienie si
Sonei i Rothena. W cigu ostatnich dwudziestu lat Sonea polubia Peakina, Arcymistrza
Alchemikw. Mia otwarty umys i by pomysowy, a w miar jak nabiera lat i przyzwyczaja
si do swojego stanowiska, objawia rwnie ironiczne poczucie humoru oraz wspczujcy
charakter. Mistrzyni Vinara przeya wojn i wygldao na to, e zamierza rzdzi
Uzdrowicielami przez wiele kolejnych lat, pomimo zaawansowanego wieku. Wosy miaa
obecnie cakiem biae, a skr bardzo pomarszczon, ale oczy nie straciy nic z przenikliwoci
i czujnoci.
Widok Arcymistrza Wojownikw zawsze wywoywa u Sonei gorzkie uczucie niepewnoci.
Mistrz Garrel prowadzi sprawy swojej dyscypliny bez skandali czy wikszych bdw, a
wobec niej by zawsze sztywno uprzejmy, ale nie bya w stanie zapomnie tego, e dawno
temu pozwala swojemu nowicjuszowi Reginowi zadrcza j w pierwszych latach nauki - a
nawet go do tego zachca. Moe zreszt zapomniaaby o tym epizodzie, gdyby nie to, e
Garrel by powizany z Domami Kyralii, ktre zajmoway si likwidowaniem slumsw,
zamieszany w bez- litosne polityczne intrygi, a pono nawet bogaci si na interesach ze
Zodziejami.
Chyba nie powinnam tego osdza, zwaywszy, e dzi rano gociam w mieszkaniu
Zodzieja. Ale Cery jest inny. Tak mam w kadym razie nadziej. Mam nadziej, e
zachowa jakie zasady - ma pewne granice, ktrych nie przekroczy. A ja nie jestem wpltana
w adne jego interesy. Jestemy tylko przyjacimi.
W pobliu Arcymistrzw dyscyplin stao trzech kolejnych magw. Dwaj z nich, Mistrzowie
Telano i Erayk, byli przeoonymi studiw, trzecim by Rektor Jerrik. Stary Rektor
Uniwersytetu niewiele si zmieni. By nadal tym samym zrzdliwym, zgorzkniaym
czowiekiem, cho teraz bardziej si garbi, a zmarszczki sprawiay, e grymas nie opuszcza
jego twarzy nawet w tych rzadkich
chwilach, kiedy si umiecha. Sonea bya wzywana do jego gabinetu wiele razy w ostatnich
latach, jako e Lor- kin bywa zarwno inicjatorem, jak i ofiar rozlicznych za daleko
posunitych studenckich artw. Zao si, ulyo mu, kiedy Lorkin i jego przyjaciele
skoczyli stadia.
Rothen, penicy funkcj przeoonego studiw alchemicznych, najwyraniej zamierza
doczy do tej trjki, Sone zawsze bawio to, jak czonkw starszyzny cigno do rwnych
sobie. Kiedy jednak dostrzega zbliajc si do nich posta w szatach rwnie czarnych jak
jej, nie poczua podobnego impulsu.
Czarny Mag Kallen.
Kiedy Gildia wybraa now starszyzn, majc zastpi magw polegych w najedzie
ichanich, odbya si duga debata, co pocz w kwestii czarnej magii... i Sonei. Wszyscy
zdawali sobie spraw, e nie mog sobie pozwoli na tu, by ponownie utraci wiedz o
zabronionej magii, na wypadek gdyby Sachakanie postanowili znw napa Kyrali,
obawiano si jednak rwnie, e osoba, ktra posidzie tak wiedz, moe stara si przej
wadz w pastwie.
Tak przecie stao si w przeszoci, kiedy Tagin, Szalony Ucze, pozna sekret czarnej magii
i omal nie zniszczy Gildii. wczeni magowie uznali, e naley cakowicie zakaza tego
rodzaju magii, aby zapobiec naduywaniu mocy przez jednostki,
Niestety w konsekwencji zakazu zarwno Gildia, jak i cae Krainy Sprzymierzone zostay
wystawione na atak.
Obecnie Gildia uznawaa, e wiedz o czarnej magii powinna posiada tylko dwjka magw.
J eden powinien powstrzyma drugiego od prb przejcia wadzy. Kady mia obowizek
obserwowa tego drugiego, wychwytujc wszelkie oznaki niezdrowych ambicji. Sucy byli
nieustannie przesuchiwani, wcznie z czytaniem myli, na okoliczno tego, czy mag,
ktremu usugiwali, nie zwiksza swojej mocy.
Sonea nie moga si nie zgodzi. Nie mogaby oduczy si czarnej magii. Przedstawiono jej
kilku kandydatw na jej stranika i poproszono o opini, Kallen by jej obojtny; nie znaa go
wczeniej, jako e przed inwazj suy jako Ambasador w Lanie. Starszyzna natomiast
dostrzegaa w nim co, za co go lubia, a Sonea wkrtce odkrya, e byo to niewzruszone
powicenie kadej sprawie, jaka mu powierzono.
Niestety obecnie w centrum jego uwagi znalaza si ona sama. Kallen nigdy nie by
nieuprzejmy, ale jego czujno bya niezachwiana i mczca. Moe nawet takie
zainteresowanie schlebiaoby Sonei, gdyby nie byo irytujce - i cakowicie niepotrzebne. To
bya dobra decyzja. Kto w kocu bdzie musia mnie zastpi. Mam nadziej, e Gildia
dokona dobrego wyboru, a jeli nie, to zapewne czujno Kallena j uratuje.
Nie spuszczaa oczu z Kallena, kiedy podchodzi do niej. Odwzajemni spojrzenie z
cakowicie obojtnym wyrazem twarzy. Sonea nie bya rwnie oddana sprawie wzajemnego
pilnowania si. Nie byo to atwe, kiedy miaa na wychowaniu syna. Przybieraa jednak poz
czujnego obserwatora, ilekro Kallen pojawia si w jej pobliu, w nadziei e uspokoi to tych
kilku magw przekonanych, e potrzebuje on dozoru w rwnym stopniu co bya wygnana
dziewczyna ze slumsw, ktra osigna wysok pozycj duo za wczenie. I zasza duo
wyej, ni powinna. Gosy wok niej umilky, w zwizku z czym Sonea zwrcia ponownie
uwag na Administratora Osena.
- Dziekan Domu Nowicjuszy Narren przebywa obecnie w Elyne, a wic nie bdzie
uczestniczy w Posiedzeniu oznajmi Osen. - A poniewa wszyscy pozostali s obecni,
moemy zaczyna.
Starsi bocznym wejciem weszli za nim do Rady Gildii i zajli swoje miejsca. Siedzenia
znajdoway si na stromo ustawionych rzdach na samym kocu pomieszczenia: najwysze
stanowiska na grze, nisze na poziomie podogi. Sonea wspia si na swoje miejsce obok
Wielkiego Mistrza Balkana i patrzya, jak drzwi po drugiej stronie otwieraj si, a sala
wypenia si magami. Dwie niewielkie grupki zebray si po obu stronach tej przestrzeni
pomidzy siedzeniami starszyzny, ktr uwaano za przd sali. W jednej zgromadzili si
przedstawiajcy petycj, w drugiej opozycja. Pozostali magowie zajmowali miejsca po obu
stronach sali
Osen rozpocz obrady, gdy tylko wszyscy usiedli.
- Wzywam Mistrza Pendela, przywdc skadajcych petycj, aby odczyta stanowisko swojej
frakcji.
Wystpi przystojny modzieniec, ktrego ojciec posiada duy zakad kowalski
-- Kiedy dwie dekady temu pozwolono osobom z niszych warstw ludnoci Imardinu
wstpowa do Gildii, ustanowiono wiele mdrych i praktycznych zasad zacz Pendel,
czytajc z kartki, ktr ciska w rce. - Niemniej takie niespodziewane i z koniecznoci
pospiesznie wprowadzane zmiany w regulaminie Gildii zawieray, to nie powinno dziwi,
kilka przepisw, ktre z biegiem czasu okazay si niepraktyczne. Gos modzieca by
mocny i wyrany, zauwaya Sonea z zadowoleniem. Dobry wybr na rzecznika skadajcych
petycj. - Jeden z tych przepisw stanowi, e nowicjuszom i magom nie wolno utrzymywa
kontaktw z przestpcami i ludmi o zej reputacji - cign Pendel - O ile zdarzay si
wypadki, kiedy nowicjuszy susznie wydalano z Gildii i odmawiano im dostpu do magii ze
wzgldu na uporczywe trzymanie si niegodnych osobnikw czy te grup w miecie, o tyle
istniej rwnie bardzo liczne przykady, w ktrych interpretacja tej zasady prowadzia do
niesprawiedliwoci. W cigu ostatnich dwudziestu lat wielokrotnie wyszo na jaw, e oglna
interpretacja zej reputacji" moe obejmowa kadego, kto pochodzi z nizin spoecznych. To
w sposb niesprawiedliwy odcinao ojcw i matki od ich synw i crek, powodujc
niepotrzebne ale i niech.
Pendel zamilk, wodzc wzrokiem po sali.
- Ta zasada czyni z Gildii instytucj pen hipokryzji, poniewa nigdy nie zdarzyo si, eby
za jej zamanie karano magw pochodzcych z wyszych warstw, cho czsto widuje si ich
w domach gry, palarniach i burdelach. - Podnis wzrok ku Starszym Magom, umiechajc
si nerwowo. - A mimo to nie domagamy si, eby magowie i nowicjusze z wyszych warstw
podlegali bardziej szczegowej obserwacji czy zakazom. Prosimy jedynie, by zostaa
zniesiona obowizujca regua, co umoliwi nam, pochodzcym z niszych warstw,
odwiedzanie naszych rodzin i przyjaci bez ponoszenia kary. - Ukoni si, - Dzikuj za
wysuchanie petycji.
Osen skin gow, po czym zwrci si do drugiej grupki magw stojcych na przedzie sali.
- Wzywam Mistrza Regina, rzecznika opozycji, aby wystpi i odpowiedzia.
Kiedy z szeregw opozycji wystpi jeden z mczyzn Sonea poczua cie dawnej niechci.
Powrciy wspomnienia drwin i przeladowa, utrudniania jej nauki.
oskare o kradzie, kiedy wrd jej rzeczy znalazo si zgubione piro, a take podejrze i
pogosek, jakoby zwizek midzy ni a Rothenem przekracza granice wyznaczone
nowicjuszce i nauczycielowi.
Tym wspomnieniom towarzyszy gniew, ale inne sprawiay wci, e wzdrygaa si na sam
myl. Ucieczki po korytarzach Uniwersytetu, zapdzenie w lep uliczk przez band
nowicjuszy, tortury, upokorzenia i wyczerpanie magiczne i fizyczne.
Przywdc tamtej bandy i pomysodawc wszystkich tych przeladowa w pierwszych atach
jej nauki na Uniwersytecie by Regin. Mimo e Sonea wyzwaa go i pokonaa w uczciwej
walce na Arenie, mimo e on odwanie ryzykowa yciem podczas najazdu ichanich i mimo
e nawet przeprosi j za wszystkie przykroci, jakie jej sprawi, nie potrafia na niego
patrze, nie czujc echa upokorzenia i strachu, ktre kiedy byy jej udziaem. A te emocje
pocigay za sob gniew i niech. Musz to zwalczy, pomylaa. Ale nie jestem pewna, czy
dam rad. Tak samo jak nigdy nie przestan czu zadowolenia, kiedy tylko mag pochodzcy z
Domw jest przedstawiany z pominiciem wasnych czy te rodzinnych tytuw, Wraz z
decyzj o przyjmowaniu do Gildii osb spoza Domw postanowiono rwnie, e rodowe
nazwiska nie bd uywane podczas oficjalnych ceremonii Gildii. Od wszystkich, ktrzy
zostawali magami, oczekiwano powicenia ycia w obronie Krain Sprzymierzonych, . tote
wszystkim nalea si rwny szacunek, A poniewa mieszkacy Imardinu urodzeni poza
Domami nie po- siadali rodowych nazwisk, zwyczaj ich uywania przez tych, ktrzy mogli
si nimi szczyci, zosta cakowicie zarzucony.
J eli Regin czu si uraony pominiciem rodowego nazwiska i nazwy Domu, nie pokaza
tego po sobie. Rwnie uwaga wszystkich zebranych skupiona na nim nie wytrcia go z
rwnowagi. Sprawia niemale wraenie znudzonego. Nie mia adnych notatek. Obrzuci
sal spojrzeniem, po czym przemwi.
- Zanim zastanowimy si, czy ta regua powinna zosta zmieniona lub zniesiona,
przypomnijmy sobie wszyscy, po co j stworzono. Nie po to, by uniemoliwia dobrym
ludziom odwiedziny u krewnych, ani nawet po ta by popsu komukolwiek niewinne
wieczorne rozrywki, ale aby zapobiec wciganiu magw dowolnego pochodzenia i pozycji w
szemrane interesy i dziaalno przestpcz. Regua ta ma odstrasza w rwnym stopniu, co
prowadzi. Zniesienie jej oznaczaoby utrat cennej motywacji przeciwko prbom
zwerbowania lub przekupienia magw.
Regin mwi dalej, a Sonea przygldaa mu si z uwag. Pamitaa modego nowicjusza,
ktry zaryzykowa ycie, eby wywabi ichaniego z kryjwki podczas najazdu. Od czasu
wojny odnosi si do niej z szacunkiem, a niekiedy nawet wspiera j swoimi wypowiedziami.

Rothen uwaa, e Reginowi poprawi si charakter, pomylaa. Ja tam wci bym mu jednak
nie ufaa, znajc go z czasw studiw. Jestem pewna, te gdyby si dowiedzia, e ostatniej
nocy spotkaam si ze Zodziejem, ktry przekrad si na teren samej Gildii, pierwszy
donisby zamaam regu.
- Do starszyzny naley ocena, czy dana osoba jest przestpc bd ma z reputacj, i
powinnimy to tak zostawi - powiedzia Regin. - Zamiast znosi zasad, powinnimy
wykazywa wicej dbaoci i uczciwoci w ocenie dziaa wszystkich nowicjuszy i magw.
Najbardziej irytujce jest to, e on ma racj, pomylaa Sonea. Zniesienie reguy sprawi, e
ciko bdzie powstrzymywa magw od mieszania si w intrygi pwiatka. Tyle tylko, e
Gildia nie stosuje tej zasady do konsekwentnie, eby miaa ona znaczenie. J est ona niemal
bezuyteczna jako narzdzie odstraszania, poniewa bogaci nowicjusze wiedz, e nie
zostanie w ich wypadku zastosowana, jeli si jej pozbdziemy, przestaniemy traci czas i
uwag na nowicjuszy, ktrych matki s prostytutkami, a wtedy, by moe, zaczniemy si
uwaniej przyglda tym magom, ktrych bogate rodziny prowadz interesy ze Zodziejami.
Regin zakoczy i ukoni si. Kiedy wraca do grupy oponentw, na rodek wystpi
Administrator Osen. Sonea zastanawiaa si, nie po raz pierwszy, dlaczego przestaa go
nienawidzi tak, jak w czasach nauki. Chyba oboje dorolimy. Ale to nie oznacza, e musz
go lubi.
- Przedstawione zagadnienie wymaga szczegowych dyskusji i zastanowienia - oznajmi
zgromadzonym magom. - Nie ma rwnie pewnoci, czy decyzja powinna by podjta przez
Starszych Magw, czy te w gosowaniu oglnym. W zwizku z tym odwlekam, decyzj do
czasu, kiedy bd mia pewno, co jest waciwe. Wszystkim, ktrzy chcieliby si podzieli
swoimi przemyleniami i posiadanymi informacjami w tej sprawie, proponuj spotkanie. -
Ukoni si. - Uznaj to Posiedzenie za zamknite.
Sonea zesza na d dopiero po duszej chwili, poniewa Mistrzyni Vinara wykorzystaa
okazj, eby wypyta j o dostawy lekw, ktrych uyway lecznice. Kiedy wreszcie wyrwaa
si Uzdrowicielce, dostrzega obok siebie Rothena. Kiedy podszed do niej, poczua, e serce
w niej zamiera. Takiego wyrazu twarzy dawno u niego
nie widziaa, ale doskonale go znaa. Rothen przybiera te min, kiedy Lorkin wpakowa si w
jakie tarapaty.
- Co tym razem narobi? - mrukna, rozgldajc si, eby mie pewno, e nikt nie sta na
tyle blisko, eby sysze.
Sala ju prawie cakiem opustoszaa. Pozostali jedynie Osen i jego asystent.
- Dowiedziaem si wanie, e Mistrz Dannyl zgosi swoj kandydatur na Ambasadora
Gildii w Sachace - powiedzia jej Rothen,
A wic o to chodzi. Poczua ulg.
- To zaskakujca decyzja. Cho z drugiej strony wcale nie. Dannyl peni ju funkcj
Ambasadora. Skoczy swoj ksik czy te porzuci prac nad ni?
Rothen pokrci przeczco gow.
- Ani jedno, ani drugie, jak podejrzewam. On jedzie tam najwyraniej po to, eby zbada
nowe wtki.
- Oczywicie. Zastanawiam si, czy on... - Zatrzymaa si, widzc, e z twarzy Rothena nie
znika wyraz odznaczajcy ze wieci. - O co chodzi?
Rothen skrzywi si.
- Lorkin zgosi si na jego asystenta. Sonea zamara. Lorkin. W Sachace.
Lorkin zgosi si na wypraw do Sachaki. Uwiadomia sobie, e gapi si na Rothena z
otwartymi ustami, wic zamkna je. Serce walio jej jak motem Poczua, e robi si jej
sabo. Rothen uj j za rami i wyprowadzi z Rady Gildii, a nastpnie z dala od mu magw
dyskutujcych wci o petycji. Ledwie ich dostrzegaa. Sachakanie i Lorkin. Zabij go. Nie...
nie odwa si. Ale rodziny maj obowizek pomci mier. Nawet mier wyrzutkw. A
jeli nie na zabjcy, to na jego potomstwie.. .
Poczua przypyw determinacji. Sachakanie nie zrobi krzywdy jej synowi. Nie zrobi,
poniewa ona nie pozwoli Lorkinowi na nic rwnie gupiego i niebezpiecznego.
- Osen nigdy si na to nie zgodzi - powiedziaa, nawet nie mylc.
- Dlaczego? Nie moe odmwi tylko ze wzgldu na rodzicw.
- Odwoam si do starszyzny. Musz mie wiadomo, e on bdzie bardziej naraony ni
ktokolwiek inny... a to oznacza, e bdzie ciarem. Dannyl nie moe przez cay czas si nim
opiekowa. A Sachakanie mog odmwi ukadania si z Dannylem, kiedy dowiedz si, kim
by ojciec jego asystenta.
Rothen potakn.
- To wszystko wietne argumenty. Ale moliwe, e jeli nic nie powiesz, Lorkin sam
przemyli, co moe pj le, i zmieni zdanie. Uwaam, e im bardziej bdziesz staraa si go
zatrzyma, tym bardziej bdzie chcia jecha,
- Nie mog ryzykowa, e nie odzyska rozumu. - Wbia w niego wzrok. - Jak by si czu,
gdyby pozwoli mu jecha i co zego by mu si przytrafio?
Rothen zawaha si, krzywic usta. Niech ci bdzie. Obawiam si, e czeka nas sporo roboty.
Poczua ogarniajc j fal czuoci do niego, umiechna si wic. - Dzikuj, Rothenie.
Dannyl rozglda si po jadalni, wzdychajc z zadowolenia. Jedna z zalet porzucenia
mieszkania w Gildii i przeprowadzki do domu w Wewntrznym Krgu byo to, te mia teraz
przestrze. Mimo e wydawa sporo ze swych dochodw maga na czynsz, umeblowanie
pokoi byo tego warte. Nie tylko posiada teraz wasny spory gabinet i t gustownie urzdzon
jadalni, ale take wasn bibliotek i pokoje dla goci. Nie eby czsto miewa goci -
czasem by to jaki uczony zainteresowany jego prac. Za to kyraliascy i elyscy przyjaciele
Tayenda przebywali tu przez cay czas.
Ciekawe, jak wygldaj domy w Sachace, zastanawia si. Powinienem si tego dowiedzie
przed wyjazdem. J eli wyjazd dojdzie do skutku.
Administrator Osen powiedzia, e nie widzi przeszkd, eby Dannyl otrzyma stanowisko
Ambasadora w Sachace, poniewa posiada odpowiednie kwalifikacje, a nikt inny si nie
zgosi.
Bdzie mi brakowao tego miejsca. J estem przekonany, e zdarz si sytuacje, kiedy bd
aowa, e nie mog sign po ksik z mojej biblioteki albo zamwi ulubionej potrawy
od starego dobrego Yeraka, albo...
Podnis wzrok, syszc kroki na korytarzu. Chwila ciszy, po czym w uku wejcia pojawi si
Tayend, ktry spojrza na niego spod zmruonych powiek.
- Kim jeste i gdzie podzia si prawdziwy Mistrz Dannyl?
Dannyl zmarszczy brwi i potrzsn gow.
- Nie wiem, o czym mwisz.
- Widziaem twoje biurko. - Uczony wszed do pokoju i spoglda na Dannyla, udajc
podejrzliwo - J est uporzdkowane.
- Ach, to. - Dannyl zamia si. - Zaraz ci wyjani- Usid. Yerak czeka, a ja jestem zbyt
godny, eby si teraz tumaczy.
Tayend usiad, a Dannyl wysa odrobin magii w kierunku gongu obiadowego, uderzajc
cicho paeczk w metal.
- Bye dzi w Gildii? - spyta Tayend.
- Owszem.
- Po nowe ksiki?
- Nie, spotkaem si z Administratorem Osenem,
- Doprawdy? Po co?
Drzwi prowadzce do kuchni otwary si, co oszczdzio Dannylowi koniecznoci udzielania
odpowiedzi. Do jadalni wmaszerowali sucy z dymicymi tacami i wazami. Dannyl i
Tayend napenili talerze i zabrali si za jedzenie.
Co dzi robie? - spyta Dannyl pomidzy ksami. Uczony wzruszy ramionami i
opowiedzia o tym, co usysza od innego Elyczyka, ktrego odwiedzi tego ranka. Bya to
opowie o jakich vindoskich przemytnikach nilu, ktrzy sprbowali swojego towaru i
znaleziono ich nagich i bekoczcych nad rzek.
- A co mia ci do powiedzenia Administrator Osen? - zapyta Tayend, kiedy wyniesiono
talerze.
Dannyl milcza przez chwil, po czym zaczerpn powietrza. Nie mog tego odkada w
nieskoczono. Spojrza na Tayenda powanie.
- Powiedzia, e nie ma innych kandydatw na stanowisko Ambasadora Gildii w Sachace,
wic zapewne to ja je dostan.
- Tayend zamruga powiekami i otworzy szeroko usta. - Ambasadora? - powtrzy. W
Sachace? Nie mwisz powanie.
Jak najbardziej. Tayend odwrci wzrok, ale oczy mu pony z podniecenia.
- Nigdy nie byem w Sachace! No i nie wymaga to podry morskiej.
Dannyl potrzsn gow.
- Ty nie jedziesz, Tayendzie.
- Nie jad? - Teraz uczony zwrci ponce oczy na niego. Ale oczywicie, e jad!
- Bardzo chciabym ci zabra, ale... - Dannyl rozoy bezradnie rce. - Wszyscy
odwiedzajcy Sachak musz uzyska zgod albo Gildii, albo swojego Krla.
- W takim razie zwrc si do mojego Krla. Dannyl potrzsn ponownie gow.
- Nie, Tayendzie. Wolabym... eby nie jecha. Przede wszystkim to jest niebezpieczny kraj i
jakkolwiek magowie i wikszo kupcw wracaj stamtd ywi, nikt nie wie, jak Sachakanie
zareaguj na nie magicznego szlachcica podrujcego do ich kraju.
- No to si przekonamy.
| Trzeba rwnie wzi pod uwag obyczaje. O ile zdoaem si zorientowa, Sachakanie nie
akceptuj takich jak my, aczkolwiek nie maj w zwyczaju kara ich mierci. Ale uwaaj
nas za istoty nisze, a czsto zdarza im si odmawia jakichkolwiek kontaktw z ludmi,
ktrych maj za stojcych niej od siebie w hierarchii spoecznej. To nie pomoe mi ani w
penieniu obowizkw, ani w poszukiwaniach rde historycznych.
- Niczego si nie domyl, jeli zachowamy dyskrecj
- odpowiedzia Tayend, po czym zachmurzy si i rzuci Dannylowi ponure spojrzenie. -
Dlatego wanie to robisz, co? Dla poszukiwa! - Oczywicie. Mylae, e nagle zachciao
mi si znw zosta Ambasadorem albo zakosztowa ycia w Sachace? Tayend wsta i zacz
przechadza si po pokoju. - Teraz to ma sens. - Zatrzyma si, - Na jak dugo dostajesz to
stanowisko?
- Na dwa lata, ale mog wrci wczeniej w razie potrzeby. I odwiedza dom.
Tayend zrobi kolejne kilka krokw, drapic si palcem w podbrdek. Nagle rzuci
Dannylowi spojrzenie spode ba.
- Kto bdzie twoim asystentem? Dannyl umiechn si.
Mistrz Lorkin wyrazi zainteresowanie. Tayend rozluni si.
- No, chocia tyle. On nie uwiedzie ci i mi nie odbierze. - Skd ta pewno?
- Och, syn Sonei zyska niez opini wrd dam... od czasw tej afery z tamt dziewczyn.
Opini zapewne wygrowan, jak zwyke, Ale jest wicej ni jedna, ktra chtnie by si
przekonaa. To zaciekawio Dannyla. Naprawd? Wic czemu nie prbuj? - Najwyraniej
on jest wybredny. Dannyl rozpar si na krzele. - Bd musia mie na niego oko w Sachace
czy nie? Na twarzy uczonego pojawi si chytry wyraz. - Ja mgbym mie na niego oko.
Miaby wicej czasu na badania. - Nie, Tayendzie. Przez twarz Tayend przemkn wyraz
gniewu i zniechcenia, po czym uczony wzi gboki wdech i wypuci powietrze z puc z
westchnieniem.
Lepiej zmie zdanie - powiedzia. - Powiniene rwnie wiedzie, e jeli go nie zmienisz, to
ja... - Urwa i wyprostowa ramiona. - Moe si okaza, e za dwa lata nie bdzie mnie w
Kyralii.
Dannyl przyglda si ukochanemu, nagle nie wiedzc, co powiedzie. Serce w nim zamaro,
kiedy usysza t grob, ale co zmuszao go do milczenia. Moe to, e Tayend nie usiowa
przekona go do pozostania. Chcia jedynie skorzysta z okazji do kolejnej podry.
Uczony odwzajemni jego spojrzenie, szeroko otwierajc oczy. Nastpnie potrzsn gowa.
Odwrci si i wyszed z pokoju.


ROZDZIA 5

PRZYGOTOWANIA

Cery sign ku cianie i poczu dziwaczn czuo. Niegdy zewntrzne mury obronne
miasta stanowiy symbol, podziau na bogatych i biednych - barier, za ktr podczas
zimowych Czystek wyrzucano wszystkich bezdomnych i mieszkacw zatoczonych
przytukw w miecie. Przez granic t umieli przechodzi wycznie Zodzieje i ich
przyjaciele, Teraz mury nie miay znaczenia dla mieszkacw Imardinu, stanowiy jedynie
przypomnienie przeszoci. Tworzyy cz struktury jednej z posiadoci Cery'ego, tym
razem rozlegego magazynu, w ktrym kupcy trzymali swoje towary, zarwno legalne, jak i
przemycane. Istniao wci kilka wej do podziemnej sieci tuneli znanej jako Zodziejska
cieka, ale rzadko ich uywano. Cery zachowa je jako potencjalne drogi ucieczki, cho
obecnie Zodziej poruszajcy si ciek mg rwnie dobrze napyta sobie kopotw, jakich
unikn, Cery odszed od muru i usiad. Uzna, e niele urzdzone mieszkanie na pitrze
magazynu jest miejscem rwnie dobrym jak kade inne. Powrt do dawnej kryjwki by
niemoliwy. Nawet gdyby nie czyy si z ni bolesne wspomnienia, nie okazaa si do
bezpieczna.
Nie eby ktrakolwiek z pozostaych bya lepiej strzeona ale istniaa przynajmniej szansa, e
zabjca jego rodziny nie zna ich wszystkich.
Nie mia jednak zamiaru si ukrywa, jak zawsze, ilekro wybiera si do miasta, czy to we
wasnej dzielnicy, czy nie, kto mg go zaatakowa. Zaczyna te powtpiewa, czy to on by
prawdziwym celem zabjcy.
Nie. Nawet jeli czekali, a wyjd, eby zabi moj rodzin, to ja byem prawdziwym celem.
Selia i chopcy nie mieli wrogw.
Co cisno go w piersi na ich wspomnienie i przez chwil nie by w stanie oddycha. Jako
udao mu si uchwyci ten duszcy al i przemieni go w co innego: gbok, rosnc
wcieko. J eli zabjca czy te zabjcy albo ich zleceniodawca zamierzali go zrani, to
udao im si. Ale zapac za to. A wic dowiedzie si, kto i dlaczego zabi jego rodzin,
bdzie waniejsze ni to, jak zabjcy udao si odkry kryjwk i przedosta si do niej. Cery
wzi kilka dugich, gbokich oddechw. Gol sugerowa, e zabjc mg by owca
Zodziei, ale Cery w to nie wierzy.
Legendarny kat nie uderza w rodziny Zodziei ani te nie zabija ich po to, eby zrani
Zodziei. Zabija tylko Zodziei. Do jego uszu dobieg cichy dwik dzwonkw ukadajcy si
w znan melodi. Cery podnis si, podszed do rury wystajcej ze ciany i przyoy do niej
ucho. Gos, ktry odezwa si z otworu, by znieksztacony, ale rozpoznawalny. Cery
pocign odpowiednie dwignie i przekrci pokrta w pokoju, otwierajc cay fragment
ciany. Do rodka wszed Gol. Jak poszo? - spyta Cery, siadajc z powrotem w fotelu.
Gol usiad naprzeciw niego i zatar rce. S ju pogoski. Nie wiem, czy kto z naszych
puci par, czy te majcher si przechwala. - Cery potakn. Niektrzy zabjcy lubili
przyznawa si do efektownych robt, jakby pokazujc, jak bardzo s przebiegli. - Wtpi,
eby to Anyi cokolwiek komu powiedziaa - doda Gol, - Mogaby, gdyby musiaa.
Obszede teren? Gol potakn. - J ak interesy?
Rozparty w fotelu Cery wysucha raportu swojego ochroniarza i przyjaciela o tym, gdzie by
i z kim rozmawia, odkd wyszed rano. Koncentracja na sowach Gola przychodzia
Cery'emu z trudnoci, ale zmusi si do uwagi. Z ulg dowiedzia si, e interesy w dzielnicy
id bez przeszkd. Gol nie odkry adnych dowodw na to, e kto wykorzystuje sytuacj
Cery ego. - No - zakoczy! Gol - co teraz? Cery wzruszy ramionami. - Nic. Najwyraniej
kto czeka na moj reakcj. Nie zamierzam spenia jego ycze. Bd prowadzi interesy jak
gdyby nigdy nic.
Gol zachmurzy si, otwar usta, po czym zamkn je bez sowa. Cery zmusi si do
pozbawionego wesooci umiechu.
- Och, nie wyobraaj sobie, e nie jestem wcieky o zabjstwo rodziny, Gol. Zemszcz si.
Ale ktokolwiek wama si do kryjwki, by bystry i ostrony. Odkrycie, kto to taki i dlaczego
to zrobi, zajmie nieco czasu. - Kiedy znajdziemy majchra, dowiemy si, kto go opaci -
powiedzia z przekonaniem Gol. - Zobaczymy. Co mi mwi, e nie bdzie to takie atwe. Gol
potakn, po czym zmarszczy brwi. Co jeszcze? - spyta Cery. Potny mczyzna zagryz
warg i westchn.
- No... wiesz, e Neg uwaa, e do wamania si do twojej kryjwki musiano posuy si
magi?
- Tak. - Cery spochmurnia.
- Dem zgadza si z nim. Powiedzia, e nie ma ladw wamania. e woy jaki rodzaj kitu,
kiedy robi zamek, eby mc to stwierdzi.
Dern by lusarzem, ktry zaprojektowa i zaoy zamki w kryjwce Cery'ego.
- A moe to by bardzo przemylny wytrych? A moe sam Dern si wama?
Gol pokrci gow.
- Pokaza mi dwigienk, ktra obraca si tylko wtedy, kiedy zamek otwiera si od rodka -
znaczy si w rodku zamka - a to dao si zrobi wycznie magi. Zapytaem go, po co robi
te dwigienki, a on odpar, e to ley w jego interesie. Nie moe zapewni zamkom magio
odpornoci, wic musi udowadnia, e wanie magia jest powodem wama. Nie wiem.
Wydaje mi si to lekk przesad. Moe on to wymyla, eby kry siebie.
A moe nie. Cery poczu dreszcz na skrze. By moe nie mia racji. By moe stwierdzenie,
jak zabjcy dostali si do jego rodziny, jest wane.
Zamierza sam odpyta Dema i przyjrze si zamkowi, eby si upewni. Ale jeli to okae
si prawd, bdzie mia jaki lad zabjcy swojej rodziny. lad, jakkolwiek niepokojcy,
stanowi jaki punkt wyjcia.
- Musz porozmawia z naszym lusarzem.
Gol potakn.
- Zaraz si tym zajm.
Perler umiechn si i skin gow Lorkinowi, wchodzc do pokoju. Mistrz Maron
natomiast zmarszczy brwi. - Dzikuj, e zgodzilicie si porozmawia z nami tak szybko -
powiedzia Mistrz Dannyl.
Wskaza na st i krzesa, jedyne meble w niewielkim pokoiku na Uniwersytecie, ktry Osen
przeznaczy na spotkanie. Wszyscy usiedli.
Maron przenosi wzrok z Lorkina na Dannyla, po czym umiechn si.
- Musisz by przekonany, e starszyzna pozwoli Lorkinowi towarzyszy ci w Sachace -
powiedzia. - I e odrzuc protest Sonei.
Dannyl zamia si.
- Nie jestem cakiem przekonany. Nie miabym nie docenia wpyww jego matki, a poza
tym zawsze mog si pojawi inne, nieznane nam argumenty, ktre przekonaj pozostaych
Starszych. Ale jeli bdziemy czeka na decyzj, zamiast wprowadzi Lorkina w zagadnienie,
moe pojecha niedoinformowany - a to byoby bdem.
- W takiej sytuacji bdzie kady, kto go zastpi, jeli nie pozwol Lorkinowi jecha.
Dannyl potakn.
- Przyprowadzibym takiego zastpc, ale nie ma innych ochotnikw.
- Dobrze, jeli wic tak by si stao, znajd innego asystenta, wprowadz go w sprawy i
wyl do ciebie, kiedy bdzie gotowy - zaproponowa Maron.
- Bd wdziczny - powiedzia Dannyl, kiwajc gow. Lorkin stara si zachowa obojtny
wyraz twarzy. Irytowaa go nieco ta rozmowa o nim, toczca si tak, jakby go tam nie byo.
Ale rwnie dobrze mogli go w ogle wykluczy ze spotkania, czu wiec wdziczno wobec
Dannyla za to, e go przyprowadzi.
- Od czego zaczniemy? - spyta Maron, otwierajc torb i wycigajc z niej plik kartek. - Oto
notatki, ktre spisaem wczoraj wieczorem, eby doda je do informacji zebranych przez
moich poprzednikw. Masz wszystkie raporty wczeniejszych Ambasadorw Gildii?
- Tak. I wszystkie przeczytaem. Fascynujca lektura. Maron zamia si kwano.
- Sachaka bardzo rni si od Kyralii. I od wszystkich Krain Sprzymierzonych. Oczywiste
rnice wynikaj z powszechnoci czarnej magii i z niewolnictwa, ale s te drobiazgi. Na
przykad ich podejcie do kobiet. Mczyni s bardzo opiekuczy wobec kobiet z wasnej
rodziny, ale wszystkie inne traktuj podejrzliwie i ze strachem. To dziwne, ale wierz, e
kobiety zmawiaj si midzy sob pod nieobecno mczyzn i planuj najrniejsze intrygi.
Niektrzy s wrcz przekonani, e istnieje jaka tajna organizacja czy te kult, ktry wykrada
kobiety od ich rodzin i zmienia ich umysy za pomoc magii, czynic je w ten sposb swoimi
popleczniczkami.
- Mylisz, e to moe by prawda? - spyta Lorkin. Maron wzruszy ramionami.
- Zapewne te informacje s przesadzone. Straszne historyjki, ktre maj przeszkodzi
kobietom w potkach i wymianie informacji o sposobach manipulowania mczyznami. -
Zamia si, po czym westchn i spowania.
- Spotkaem kilka z nich, byy potulne i osamotnione. Zaczo mi brakowa towarzystwa
wyksztaconych, pewnych siebie kobiet, chocia obawiam si, e mi to minie, gdy tylko
spotkam si z moj siostr. - Machn rk.
Ale odchodz od tematu. Trzeba po prostu pamita, e z kobietami nie wolno rozmawia bez
zaproszenia. Byy Ambasador opowiada dalej, a Lorkin robi notatki w pustym, oprawnym w
skr zeszycie, ktry pozosta mu jeszcze z czasu studiw. Maron przeszed od kwestii kobiet
do maestwa, ycia rodzinnego, spadkw, a take skomplikowanych sojuszy i konfliktw w
obrbie najwaniejszych rodw sachakaskich, a wreszcie dotar do protokow
otaczajcych osob krla. - W Sachace by niegdy imperator - zauway Dannyl. - A teraz
maj krla. Udao mi si ustali, e ta zmiana nastpia w pierwszych stuleciach po wojnie
sachakaskiej. Moe ty wiesz, kiedy to si stao i dlaczego Sachakanie nie wrcili do tytuu
imperatora" dla swoich wadcw po tym, jak zaczli si znw rzdzi sami? - Nigdy nie
przyszo mi do gowy zapyta o to - przyzna Maron. - Przekonaem si, e lepiej nie
wspomina o tym, e Gildia rzdzia kiedy w Sachace. Wie si z tym wci wiele goryczy,
chocia... - Urwa, marszczc brwi. - Mam wraenie, e ma to wicej wsplnego z
pustkowiem ni zmianami, ktre Gildia wprowadzia... bd te ktrych nie zdoaa
wprowadzi w ich kraju. - Oni wiedz, jak powstao pustkowie? - spyta Dannyl.
Maron pokrci przeczco gow. - Nawet jeli wiedz, to nigdy nie rozmawiali o tym ze mn.
Bdziesz musia sam zadawa takie pytania. Bd tylko ostrony w ich formuowaniu i
wyborze okazji. Z tego, co widziaem, oni potrafi bardzo dugo pamita krzywdy.
Dannyl zerkn na Lorkina.
- Mylisz, e pobyt w Sachace moe by niebezpieczny dla Lorkina?
Lorkin przerwa notowanie i spojrza na byego Ambasadora. Serce mu nieco przyspieszyo.
Po skrze przeszed dreszcz. Maron przyjrza mu si,
- Na logik nie bardziej ni dla kadego innego modego maga. Ale nie wspominabym na
twoim miejscu zbyt czsto imienia ojca - zwrci si do modzieca. - Mog go szanowa
jako obroc Kyralii, ale nie za to, co miao miejsce wczeniej. J ednoczenie przyznaj, e
Davoka, ten ichani, ktrego zabi Akkarin, by wyrzutkiem, a na dodatek gupcem, skoro
wzi w niewol cudzoziemskiego maga, tote uwaaj, e zasuy na swj los, Nie sdz,
eby ktokolwiek oprcz brata Dawki czu si zobowizany szuka pomsty - a on zgin
podczas inwazji.
Lorkin potakn, czujc ulg i spadek napicia w caym ciele.
- A mimo to - zapyta Dannyl - czy Lorkin moe si spodziewa niechci ze strony Sachakan
albo ich niewolnikw?
- Oczywicie. - Maron umiechn si i spojrza na Perlera, ktry si skrzywi. - Oni czasami
niechtnie wsppracuj, niezalenie od tego, kim jeste. Oprcz oglnych kopotw z
pozycj i hierarchi trzeba si jeszcze przyzwyczai do istnienia niewolnikw. Mog nie by
w stanie wykona twojego polecenia, ale nie powiedz tego, poniewa oznaczaoby to
odmow wykonania rozkazu. Musisz si nauczy interpretowa ich sowa i dziaania - istniej
znaki i gesty, ktre w kocu zaczniesz rozpoznawa - a ja powiem ci, jak najlepiej
formuowa rozkazy.
Nastpiy skomplikowane, ale zaskakujco logiczne wyjanienia dotyczce postpowania z
niewolnikami, wic Lorkin poczu irytacj, kiedy chwil pniej
przeszkodzio im stukanie do drzwi. Dannyl wykona gest rk i drzwi si otwary. Lorkin
poczu, e serce mu zamiera, kiedy rozpozna stojcego na progu maga.
Ojoj. Co znowu wymylia matka?
Przepraszam, e przeszkadzam - odezwa si Mistrz Rothen, na ktrego pomarszczon twarzy
ukaza si umiech. - Ale czy mgbym porozmawia przez chwil z Mistrzem Lorkinem?
- Oczywicie, Mistrzu Rothenie - odpar Dannyl, umiechajc si szeroko. Spojrza na
Lorkina i skin gow w kierunku starego maga, - Id.
Lorkin zdusi westchnienie i podnis si, : - Wrc najszybciej, jak si bdzie dao -
powiedzia pozostaym, po czym podszed do drzwi i wyszed wraz z Rothenem na korytarz.
Kiedy tylko drzwi si zamkny, skrzyowa rce na piersi, przygotowujc si na wykad,
ktry mia nastpi,
Rothen, jak zwykle, by jednoczenie powany i rozbawiony.
- Jeste pewny, e chcesz jecha do Sachaki, Lorkinie? spyta cicho. - Nie robisz tego na
zo matce? - Tak - odpar Lorkin - i nie. Chc jecha i nie chc zdenerwowa mamy. Stary
mag potakn w zamyleniu,
- Zdajesz sobie spraw z ryzyka?
- Oczywicie.
- A zatem przyznajesz, e ono istnieje.
Ha. Przechytrzy mnie. Lorkin musia powstrzyma si od umiechu, kiedy poczu
napywajc do serca fal czuoci dla tego starego czowieka. Przez wszystkie lata jego ycia
Rothen by w pobliu, opiekujc si nim, kiedy obowizki wzyway matk gdzie indziej,
pomagajc mu, kiedy potrzebowa obrony lub wsparcia, pouczajc i czasem karzc, kiedy
zrobi co gupiego lub zama zasady panujce w Gildii. To byo jednak co innego i Rothen
musia zdawa sobie z tego spraw. Lorkin nie ama adnych przepisw, Musia tylko
przekona starego przyjaciela i opiekuna, e nie robi nic gupiego. - Oczywicie, e istnieje
ryzyko.., wszystko, co robi magowie, jest ryzykowne odpar, naladujc sowa, ktre Rothen
chtnie kierowa do nowicjuszy. Stary mag zmruy oczy.
- Czy jednak nie jest ono zbyt wielkie?
- O tym zdecyduj Starsi Magowie - odpowiedzia Lorkin.
- A ty pogodzisz si z kad decyzj, jak podejm?
- Oczywicie.
Rothen spuci wzrok, a kiedy znw podnis oczy na Lorkina, malowao si w nich
zrozumienie.
- Wiem, e chcesz zrobi co sensownego w yciu.
Z pewnoci musisz stawia czoa wielu oczekiwaniom. Wiesz dobrze, e Sonea i ja zawsze
chcielimy dla ciebie tylko bezpiecznego, szczliwego ycia. Lorkin potakn.
- Istniej inne sposoby, eby si wyrni - cign Rothen. - Rwnie satysfakcjonujce, cho
znacznie mniej ryzykowne. Musisz jedynie zachowa cierpliwo i by gotowym na
nadarzajc si okazj.
- Tak bdzie. Mam szczery zamiar przey pobyt w Sachace i wrci, gotw na wszystko, co
przyjdzie mi robi - oznajmi z moc Lorkin. - Ale w tej chwili chc pojecha
do Sachaki.
104Rothen przyglda mu si w milczeniu przez dusz chwil, po czym wzruszy
ramionami i cofn si o krok. - Skoro jeste tego pewny i rozwaye wszystkie moliwe
konsekwencje... Och, bybym zapomnia. Twoja matka prosia mnie, ebym zapyta, czy zjesz
dzi z ni kolacj.
Lorkin niemal jkn.
- Dzikuj. Oczywicie przyjd.
Jakbym mia wybr, pomyla. Przekona si na wasnej skrze, e odmowa przyjcia na
kolacj nie jest czym, co matka atwo wybacza. Bya taka kolacja przed piciu laty - wcale w
sumie nie z jego winy - i wci potrafia mu robi wyrzuty, e wtedy nie przyszed.
Rothen odwrci si, eby odej. Lorkin zwrci si w stron drzwi, po czym zatrzyma si i
spojrza przez rami.
- Te przyjdziesz, Rothenie?
Stary mag zatrzyma si z umiechem.
- Och, nie. Ona chce ci mie dla siebie przez cay wieczr.
Tym razem Lorkinowi nie udao si zdusi jku. Kiedy wysya magi, eby nacisn klamk,
usysza chichot oddalajcego si Rothena,
Sonea spogldaa na mczyzn siedzcego po drugiej stronie stou i zastanawiaa si, nie po
raz pierwszy tego wieczora, dlaczego zada sobie trud odwiedzenia jej. Prby przewaenia
szali gosowania byy rzecz normaln i mona si byo spodziewa, ze i skadajcy petycj, i
opozycja bd szuka poparcia starszyzny. Ale przecie chyba oczywiste byo, jak ona
zagosuje, skoro zarwno jej pochodzenie, jak i sympatie byy wyranie zwizane z niszymi
warstwami. Po co marnowa czas, skoro mg lepiej go wykorzysta, przekonujc reszt
starszyzny do poparcia swojej strony.
- Ten przepis stosowano zdecydowanie nieuczciwie, zwaszcza w stosunku do nowicjuszy
pochodzcych z nizin spoecznych - zgodzi si Regin. - Ale fakt pozostaje faktem: niektrzy
z nich pochodz z rodzin namieszanych w dziaalno kryminaln.
- A ja regularnie lecz ludzi zamieszanych w dziaalno kryminaln - zauwaya. - Znam te
ludzi w miecie, ktrzy zarabiaj w sposb niezupenie legalny. To jeszcze nie czyni ze mnie
przestpcy. Podobnie mag, ktry ma krewnych wrd przestpcw, nie staje si jednym z
nich. Z pewnoci wystarczy, eby mag - czy te nowicjusz - zachowywa si zgodnie z
naszymi yczeniami.
- Niestety nie moemy mie pewnoci, e tak bdzie - odpar Regin. - Ale prawda jest taka,
e spord wszystkich nowicjuszy i magw, niezalenie od ich pochodzenia i majtku, ci,
ktrzy poprzez pokrewiestwo lub przyja wystawieni s na kontakty z nieuczciwymi
ludmi i interesami, najatwiej ulegaj pokusie zaangaowania si w dziaalno przestpcz.
- Skrzywi si. - Wierz, e ten przepis jest dla nich wany, zwaszcza kiedy nie s w stanie
sami sobie pomc. Moe stanowi wymwk dla wycofania si, kiedy jest si pod wpywem
innych.
- Moe te prowadzi do buntw, kiedy stosuje si go nieuczciwie. A jeli zostanie zamany
nieumylnie, moe da powd do mylenia, e skoro si zamao jedn zasad, to mona
zama kolejn. No i s jeszcze ci, dla ktrych to, co najbardziej zakazane, jest
najatrakcyjniejsze.
- Przeciwko nim skierowana jest odstraszajca rola tego przepisu. - Odstraszajca lub te, na
ironi, zachcajca? - Sonea westchna.. - Saboci tego przepisu jest to, e stosuje si go
niekonsekwentnie... i obawiam si, e nie da si na to nic poradzi.
- Zgadzam si, e to sabo, ale nie jest tak, e nie da si nic w tej sprawie zrobi. - Regin
odchyli si w fotelu i zamkn oczy. - Problem w tym, e wszystko si zmienio.
Przestpczo signa wyszych warstw niczym wilgo peznca po murach. To ze wzgldu
na nie potrzebny jest ten przepis, nie z powodu niszych sfer. Sonea uniosa brwi.
- Chyba nie wierzysz, te wysze sfery nie bray dawniej udziau w hazardzie i prostytucji?
Mog ci opowiedzie par historii...
- Nie trzeba. - Regin otworzy oczy i spojrza na ni. - Nie mwi o zwyczajnych intrygach.
Chodzi o co wikszego. Gorszego. I znacznie lepiej zorganizowanego. Sonea otwara usta,
eby poprosi go o dalsze szczegy, ale przeszkodzio jej pukanie do drzwi. Odwrcia si i
wysaa odrobin magii, eby nacisn klamk, a kiedy drzwi uchyliy si, poczua ciepo w
sercu na widok J onny wnoszcej wielk tac jedzenia. Ciotka i suca Sonei spojrzaa na ni
i na Regina, po czym ukonia si uprzejmie. - Mistrzu Reginie.
Postawia tac, rzucia Sonei spojrzenie i cofna si. - Nie wychod z mojego powodu. -
Regin wsta i zawrci si do Sonei. - Wrc innym razem. Skoni nieznacznie gow. -
Dzikuj za wysuchanie mnie, Czarny Magu Soneo.
- Dobranoc, Mistrzu Reginie - odpowiedziaa. Jonna usuna mu si z drogi. Kiedy drzwi
zamkny si za nim, uniosa brwi.
- Przeszkodziam w czym? - spytaa.
- Owszem. W ostatniej chwili. Dzikuj.
Ciotka zaja si ustawianiem przykrytych talerzy na stole, a Sonea westchna i rozejrzaa si
po pokoju.
Kiedy pierwszy raz zobaczya mieszkania w Domu Magw, bya pod wraeniem luksusu, ale
nie dostrzega nic dziwnego w ich rozmiarach. Nie wiedziaa, e s mae w porwnaniu z
domami, w ktrych mieszkali ludzie z wyszych sfer. Kade mieszkanie skadao si z dwch
do czterech pokoi, zalenie od wielkoci rodziny maga. Pokoje byy skromnych rozmiarw.
J eli nie liczy rzadkich wypadkw narzekania, wikszo magw chtnie godzia si na tak
niewielki metra, byle mieszka w Gildii. Przyzwyczaili si do ogranicze. Nie jadali przy
wielkich stoach - posiki podawano na niskich stolikach stojcych przed fotelami w salonie.
Jedynym wyjtkiem byy formalne obiady w Gildii, podawane przy dugim stole w sali
bankietowej, znajdujcej si w specjalnie w tym celu wzniesionym budynku.
By jeszcze jeden wyjtek - maa jadalnia w rezydencji Wielkiego Mistrza.
Pojawio si wspomnienie tego pokoju i smakw, ktrych nie czua od lat. Nie po raz
pierwszy pojawio pytanie, co si stao ze sucym Akkarina, byym - sachakaskim
niewolnikiem Takanem, ktry przygotowywa tak wspaniae posiki. Nie widziano go i nie
sysza o nim od czasu najazdu. Sonea cigle miaa nadziej, e przey.
Jonna usiada z westchnieniem ulgi. Sonea spojrzaa na dymice pmiski stojce na stoliku.
Nic egzotycznego.
zwyka strawa z kuchni Gildii. Zmarszczya brwi. To Lorkin powinien by przeszkodzi jej w
rozmowie z Reginem. - Zaraz tu bdzie - zapewnia j Jonna, zgadujc, co musi by
powodem zmartwienia, - Nie odwayby si nie przyj na kolacj z matk.
Sonea prychna.
- Wyglda na to, e jest w peni gotw rzuci mi wyzwanie i da si zabi w Sachace. Czemu
miaby si przejmowa zwyk kolacj?
- Bo musiaby si te tumaczy przede mn - odpara Jonna.
Sonea spojrzaa jej w oczy z umiechem.
- Moesz ju i. Bd ci tylko zatruwa ycie gadaniem.
- Przywykam. A poza tym jeli on nie przyjdzie, to przynajmniej nie zmarnujemy tego
jedzenia.
- Doskonae wiesz, e bd czeka, a cakiem wystygnie, wic nie ma sensu, ebymy obie
byy godne. Id. Ranel na pewno jest godny.
- Dzi pracuje do pna, wic zje w kwaterach suby. - Jonna wstaa i przyjrzaa si
krytycznie regaom, po czym wycigna ciereczk z kieszeni liberii i przetara jedn z
pek.
Nie zmusz jej, pomylaa Sonea. Jonna zamieszkaa w Gildii, eby pomc Sonei w czasie
ciy, porodu i poogu, a nastpnie oboje z Ranelem osiedlili si tu, znajdujc prac wrd
suby: Jonna jako suca Sonei, a Ranel jako krawiec. Dwjka ich dzieci dorastaa tutaj,
bawia si z Lorkinem i w kocu dostaa dobrze patn prac sucych w bogatych domach w
miecie. Jonna bya z tego bardzo zadowolona. Bya to najlepsza kariera, o jakiej mogli
marzy ludzie z jej sfery. Osoby urodzone poza Domami miay szans dosta si midzy
szlachetnie urodzonych, wycznie zostajc magami.
Rozlego si pukanie do drzwi. Sonea wzia gboki oddech i wysaa odrobin magii w
kierunku klamki. Drzwi otwary si i do rodka wszed Lorkin ze skruszon min. Sonea
odetchna z ulg.
- Przepraszam za spnienie - powiedzia. - Mamo Jonno. - Ukoni si im obu. - Spotkanie
dopiero co si skoczyo.
- Zdye - odpara J onna, podchodzc do drzwi, jeszcze chwila i zjadabym twoj kolacj.
- Czemu nie zostaniesz z nami? - zapyta, umiechajc si z nadziej.
Zmierzya go wzrokiem.
- Chcesz, ebymy obie powtarzay ci, e jeste gupcem?
Zamruga i umiechn si aoliwie.
- Dobranoc, Jonno.
Prychna z rozbawieniem i wymkna si przez drzwi, zamykajc je za sob.
Sonea spojrzaa na syna. Ich oczy spotkay si na moment, po czym Sonea odwrcia wzrok.
- Czy co si zmienio? - zapyta Lorkin.
- Nie. - Wskazaa mu fotel. - Siadaj. Jedz. Po co ma wystygn?
Potakn i oboje napenili talerze jedzeniem. Sonea zauwaya, e Lorkin je z zapaem, jak
zawsze. A moe mu si spieszy? Czy chce, eby ta kolacja jak najszybciej si skoczya?
Chce uciec od nadopiekuczej matki i zapomnie o sprawach, ktre wolaby ignorowa - na
przykad o ryzyku zwizanym z podr do Sachaki.
Sonea zaczekaa, a skoczyli je. a Lorkin nieco si rozluni, zanim podja temat, dla
ktrego omwienia, jak z pewnoci wiedzia, zaprosia go tutaj,
- A wic - zacza - dlaczego Sachaka?
Zamruga powiekami i spojrza jej prosto w oczy.
- Poniewa.,, bo tam chc pojecha.
- Ale dlaczego chcesz tam pojecha? To wanie tam jest najniebezpieczniej... zwaszcza dla
ciebie.
- Mistrz Maron wcale tak nie uwaa. Ani Mistrz Dannyl. A w kadym razie obaj myl, e
dla mnie nie bdzie bardziej niebezpiecznie ni dla kogokolwiek innego.
Sonea zmierzya go spojrzeniem.
- To dlatego, e oni nie wierz w nic, dopki nie maj dowodw. A zdobd dowd, e jazda
do Sachaki jest dla ciebie niebezpieczna, kiedy zabior ci tam i poczekaj, a przydarzy ci
si co zego.
Zmruy oczy.
- W takim razie ty te nie masz dowodw.
- Nie tego rodzaju. - Zmusia si do umiechu. - Ale nie byabym odpowiedzialnym
rodzicem, gdybym zabraa ci do Sachaki po to, eby potwierdzi moje przekonanie, e jest
tam niebezpiecznie.
- Skd zatem wiesz, e jest niebezpiecznie?
- Z tego, co mwi mi twj ojciec. Z tego, co potwierdzaj Ambasadorowie Gildii i kupcy.
Wszyscy zgadzaj si, e Sachakanie s zobowizani przez swj kodeks honorowy do
szukania pomsty za mier czonka rodziny - nawet jeli go nie lubili, a on by wyrzutkiem.
- Ale Ambasadorowie Gildii zbadali t spraw. Powiedzieli, e rodziny Kartko i Dakovy nie
szukaj zemsty. Bracia stanowili dla nich kopot, wic najwyraniej wszystkim ulyo, kiedy
zginli.
- Mwiono rwnie, e rodzina zyskaa wiele w oczach innych z powodu zuchwaego
najazdu tych braci, mimo e byli wyrzutkami, a inwazja si nie powioda, - Sonea wzruszya
ramionami. - atwiej jest czu wdziczno i lojalno wobec kogo, kto nie yje. Nie moesz
te ignorowa faktu, e Ambasadorowie rozmawiali tylko z czci rodziny, a nie wszystkimi
jej czonkami. I e jeli gowa rodziny wypowiedziaa si w jednym duchu, to nie wszyscy,
ktrzy si nie zgadzaj, bd siedzie cicho.
- Nie bd te dziaa wbrew woli gowy rodziny - zauway Lorkin.
- Nie w sposb jawny.
Lorkin pokrci gow z przygnbieniem.
- Nikt nie podrzuci mi trucizny ani nie utnie mi gowy we nie. Nawet gdybym nie by w
stanie posuy si magi, eby poradzi sobie z jednym, a ochroni si przed drugim, nikt nie
bdzie ryzykowa wojny midzy naszymi krajami.
- Albo te kto uzna, e stanowisz doskonay pretekst do zerwania pokoju, i Sonea wychylia
si do przodu. - Mog poczu si uraeni, e Gildia wysaa do nich syna Akkarina. Twoja
maa wycieczka krajoznawcza moe zrujnowa wszystko, co Gildia wypracowaa od czasu
najazdu.
Zrobi wielkie oczy i zacisn usta,
- To nie wycieczka krajoznawcza. Ja... ja chc pomc Mistrzowi Dannylowi. Wydaje mi si,
e to, co on robi. moe... moe nam pomc. Zagldajc w przeszo, moemy znale now
wiedz - now magi - ktra pomoe nam si broni. Moe ju nigdy nie bdziemy zmuszeni
do posugiwania si czarn magi. Przez chwil Sonea nie wiedziaa, co powiedzie.
Zaskoczenie zastpio poczucie winy.
- Nie podejmujesz jakiej misji, eby mi pomc, prawda? - zapytaa nieoczekiwanie sabym
gosem.
- Nie! - Pokrci przeczco gow. - J eli odkryjemy tak magi, pomoe ona nam
wszystkim. Moe nawet Sachakanom. jeli nie bd potrzebowali czarnej magii, moe atwiej
zgodz si na porzucenie niewolnictwa.
Sonea potakna.
- Wydaje mi si jednak, e na poszukiwanie tej nowej magii mgby ruszy ktokolwiek.
Mistrz Dannyl ju jej szuka. Dlaczego to ty musisz jecha?
Lorkin milcza przez chwil,
- Mistrza Dannyla interesuje jedynie wypenienie luk w historii. A mnie bardziej ciekawi, jak
ta historia - ta wiedza - moe by uyta dzisiaj. I w przyszoci.
Poczua dreszcz przebiegajcy przez cae ciao. Wyprawa w poszukiwaniu magicznej wiedzy.
Dokadnie to, co popchno Akkarina do wdrwki po wiecie i w kocu zagnao do Sachaki.
Ta wyprawa zakoczya si bardzo, bardzo le.
- Taka dza wiedzy uczynia z twojego ojca niewolnika I powiedziaa mu. - I mia szczcie,
e dosta si tylko do niewoli, a nie zgin.
Lorkin zamyli si na chwil, po czym wyprostowa si i potrzsn gow.
- Teraz jest inaczej. J a nie bd si bka, nieproszony i bez znajomoci terenu, po kraju
nieprzyjaciela. Gildia wie teraz duo wicej o Sachace, A Sachakanie wiedz sporo o nas.
- Gildia wie tyle, ile mwi nam Sachakanie. Musi by - z pewnoci jest - mnstwo
informacji, ktre ukrywa si
przed naszymi Ambasadorami. Nie mona mie cakowi- tej pewnoci, e bdziesz tam
bezpieczny. Potakn.
- Nie bd si upiera, e ryzyko nie istnieje. Ale do Starszych Magw naley decyzja, czy
jest ono wiksze w moim przypadku.
Ma wtpliwoci, pomylaa. Nie jest cakiem lepy na niebezpieczestwo.
- A ja jestem pewny, e kaesz im rozway wszelkie moliwe konsekwencje - doda,
spogldajc jej w oczy. - Jeli obiecam, e wrc do domu w chwili, kiedy Mistrz Dannyl
albo ja wyczujemy choby cie zagroenia, przestaniesz protestowa?
Umiechna si krzywo.
- Oczywicie, e nie.
Rzuci jej spojrzenie spode ba.
- J estem twoj matk - przypomniaa mu. - Musz ci powstrzymywa, kiedy chcesz sobie
zrobi krzywd.
- Nie jestem ju dzieckiem. Mam dwadziecia lat. - Ale wci jeste moim synem. - Nie
spuszczaa z niego wzroku, wytrzymujc jego spojrzenie, mimo e dostrzegaa w nim gniew.
- Wiem, e bdziesz na mnie zy, jeli uda mi si odwie ci od wyjazdu. Ale wol to, ni
gdyby mia zgin. Wolaabym, eby doczy do lonmarskich kultystw, nawet gdybym
miaa ci wicej nie zobaczy. Przynajmniej wiedziaabym, e yjesz i jeste szczliwy. -
Urwaa. - Mwisz, e nie jeste ju dzieckiem. Zadaj wic sobie pytanie: czy przynajmniej po
czci nie robisz tego, eby przeciwstawi si matce? Ile z tej chci podry wie si z
pragnieniem udowodnienia, e jeste dorosy? Jeli odejmiesz te dwa powody, jak bardzo
bdziesz chcia jecha? Lorkin nie odpowiedzia, ale na jego twarzy malowa si gniew.
Nagle podnis si.
- Nic nie rozumiesz. Wreszcie znalazem co, co warto robi, a ty... ty musisz to psu.
Dlaczego nie moesz po prostu yczy mi szczcia i cieszy si, e chc osign co w
yciu, zamiast siedzie na miejscu, pi wino i pali nil?
Z poczerwienia twarz podszed do drzwi i wyszed z pokoju.
Sonea siedziaa jak skamieniaa, zdolna tylko wpatrywa si w drzwi, czujc, e serce
rozdziera jej mio i duma, potrzeba chronienia go i strach, e moe si jej to nie uda.

ROZDZIA 6

PRZESUCHANIE

Wchodzc do Wielkiego Holu, Dannyl zauway, e przed Rad Gildii zgromadzi si spory
tum. Na szczcie Osen postanowi, e jedynymi magami, ktrzy bd uczestniczy w
Przesuchaniu majcym zdecydowa, czy wysya Lorkina do Sachaki, bd Starsi Magowie,
Lorkin, Dannyl i byli Ambasadorowie Gildii w Sachace. Przygldajc si zdziwionym
twarzom wrd tumu, Dannyl zastanawia si, po co ci magowie w ogle przyszli, skoro nie
mogli wej do rodka. Co mieli nadziej zobaczy? A moe chcieli pozna decyzj jak
najszybciej, gdy tylko zapadnie?
To, czy Lorkinowi pozwoli si na podr do Sachaki. czy nie, moe wskazywa, czy przed
innymi magami otworzy si moliwo odwiedzenia tego kraju. Nie, nie moe o to chodzi.
Ochotnikw na stanowiska w Sachace jest zawsze mao. Dannyl dostrzeg w tumie znajom
twarz. Regin. J akie znaczenie dla niego ma to, czy Lorkin pojedzie, czy zostanie? Zmarszczy
brwi. Moe chodzi o satysfakcj, jeli protest Sonei zostanie oddalony, Ale Regin nie
okazywa jej adnej niechci ani wrogoci od czasu studiw. J eli ywi jeszcze jakie urazy to
dobrze je ukrywa.
Pozostali zgromadzeni mog po prostu Uczy na to, e zobacz twarz Sonei, jeli nie uda si
jej zapobiec wyprawie syna do Sachaki. Wiadomo, e pierwsza z czarnych magw Gildii
spiera si z synem byego Wielkiego Mistrza, musi by rdem wielu plotek. Dannyl niemal
poaowa, e nie zwyk ostatnio chodzi na spotkania towarzyskie Gildii w sali wieczornej.
Gdyby chodzi, wiedziaby, co przycigno tu dzi taki tum, na co liczyli i czego si
obawiali zebrani.
Kiedy przyblia si do drzwi Rady Gildii, z jednego z bocznych korytarzy wynurzy si
jeszcze inny mag.
Czarny Mag Kallen. Ciekawe... moe tum boi si, e Sonea straci panowanie nad sob i
uyje czarnej magii, jeli nie uda si jej zapobiec wyjazdowi Lorkina do Sachaki?
Gdyby naprawd tak uwaali, nic zjawiliby si tu w takiej liczbie. Dannyl wiedzia, e on sam
nie miaby ochoty by w pobliu czarnego maga, ktrego poniosy nerwy. Ale oni zapewne
uwaali, e Kallen zdoaby j powstrzyma, a taka konfrontacja mogaby by niezym
widowiskiem, niekoniecznie niebezpiecznym.
Wchodzc do Rady Gildii, Dannyl dostrzeg, e wikszo starszyzny zaja ju swoje
miejsca. Lorkin czeka z boku. Podszed do modzieca, ktry przywita go ostronym
umiechem.
- Denerwujesz si?
Lorkin umiechn si kwano.
- Troch.
- Jak tam wczorajsza kolacja u mamy? - Niedobrze. - Umiech znik z twarzy Lorkina i
modzieniec westchn. - Nie znosz si z ni kci. Ale nie znosz te tego, e zawsze
musz walczy o wszystko, co chc robi.
- Zawsze? - zapyta Dannyl. Lorkin skrzywi si i odwrci wzrok.
- No, moe nie zawsze. I w sumie nie bardzo czsto. Ale teraz, kiedy to jest naprawd wane.
Kiedy znalazem co, w czym naprawd chciabym bra udzia.
- Wyjazd do Sachaki naprawd tyle dla ciebie znaczy? spyta Dannyl, nie ukrywajc
zaskoczenia.
- Oczywicie. - Lorkin podnis wzrok i przyjrza si Dannylowi badawczo. - Jak mylisz,
dlaczego chc jecha? Chyba nie po to, eby zrobi matce na przekr?
- Nie. - Dannyl wzruszy ramionami. - Mylaem, e chodzi ci o przygod. O ucieczk od
nudnej i ograniczajcej Gildii. - Umiechn si. - Nie miaem pojcia, e naprawd uwaasz
t prac za wan.
- Owszem - zapewni go Lorkin. - Zarwno utrzymanie dobrych ukadw z Sachak, jak i
badania nad histori magii. Aczkolwiek jeli chodzi o to drugie, to bardziej interesuje mnie,
jak wykorzysta to, co odkryjemy.
Dannyl przyglda mu si w zamyleniu. Mia nadziej, e mody mag bdzie przynajmniej
pomocny, a w najlepszym razie okae si dobrym towarzyszem. Teraz przekona si, e
cieszy go perspektywa posiadania tak chtnego do pracy asystenta, ktry pomoe mu nie
tylko w obowizkach ambasadorskich, ale rwnie w poszukiwaniach. J ednoczenie martwio
go nieco to, e nie bdzie mg zrzuca na Lorkina pomniejszych obowizkw, kiedy sam
zechce powici czas wasnym zainteresowaniom.
W sali rozleg si cichy szmer, wic Dannyl rozejrza si w poszukiwaniu jego rda. W
Holu pojawia si Sonea, ale zatrzymaa si, eby porozmawia - i to, co dziwne, z Mistrzem
Reginem. Sprawiaa wraenie zaskoczonej ale potakna i odwrcia si. Zamiast wspi si
po stopniach na swoje zwyke miejsce, staa po drugiej stronie sali naprzeciwko Dannyla i
Lorkina. Regin wyszed.
Wygldaa na spokojn, moe nawet odrobin rozbawion. Przybyli pozostali Starsi
Magowie. Nie dziwi si, e celowo wesza jako jedna z ostatnich. Nie chciaa naraa syna
na dziwaczne sytuacj, kiedy bd sta naprzeciwko siebie jako przeciwnicy, Osen ruszy
powolnym krokiem przez sal, dajc w ten sposb do zrozumienia, e jest gotw rozpocz
obrady. Wkrtce obecni magowie ucichli.
J eli nikt si nie sprzeciwia, zaczniemy teraz Przesuchanie - odezwa si Administrator.
Umilk na chwil, ale kiedy nikt nie zabra gosu, skin gow. - Na pocztek przedstawi
powd naszego dzisiejszego spotkania - zacz. - Mistrz Lorkin zgosi swoj kandydatur na
asystenta Ambasadora Gildii w Sachace, ktrym zosta ostatnio mianowany Mistrz Dannyl.
Czarny Mag Sonea zgosia protest przeciwko mianowaniu Mistrza Lorkina na to stanowisko.
- Zwrci si do Sonei. - Jaka jest przyczyna tego protestu?
Taka, e Lorkin, jako syn byego Wielkiego Mistrza Akkarina i mj, bdzie naraony na
niebezpieczestwo ze strony rodzin Kariko i Davoki. Tego drugiego zabiam osobicie
podczas najazdu ichanich, pierwszego za Akkarin zabi wiele lat wczeniej. Istnieje
niebezpieczestwo, e rodziny obu bd szuka zemsty za ich mier. Moe to dotyczy
rwnie rodzin innych ichanich zabitych podczas inwazji. A nawet jeli rodziny nie bd
pragn zemsty wysyanie Lorkina do Sachaki moe zosta odebrane jako obraza. W obu
wypadkach jego obecno moe zaszkodzi rokowaniom pokojowym midzy naszymi
krajami.
Osen zwrci si do Lorkina i Dannyla.
- Jaka jest twoja odpowied w tej sprawie, Mistrzu Lorkinie?
- Pozostawiam Starszym Magom ocen ryzyka - czy jest ono tak wielkie, jak przedstawia to
ma...Czarny Mag Sonea - i pogodz si z kad podjt przez starszyzn decyzj - odpar
Lorkin.
Na twarzy Osena pojawi si saby umiech podziwu.
Przenis wzrok na Mistrza Dannyla.
- A co ty masz do powiedzenia. Ambasadorze Dannylu? Dannyl wzruszy ramionami.
- Ufam obserwacjom i ocenom przedstawionym przez poprzednich Ambasadorw Gildii w
Sachace. Zapewnili mnie oni, e obecno Mistrza Lorkina w Sachace nie bdzie adn
przeszkod dla mojej pracy, nie bdzie te stanowi zagroenia dla jego ycia i dobra. J ego
wsppraca jest przeze mnie wielce podana.
- Wzywam zatem Mistrza Stanina i Mistrza Marona, aby przedstawili sw opini w tej
sprawie.
Kiedy Administrator si odwrci, Dannyl poczu na sobie spojrzenie Sonei. Nie podoba jej
si, e zachcam Lorkina, ale znam j zbyt dobrze eby przestraszyy mnie jej spojrzenia.
Podnis wzrok i spojrza jej w oczy. Poczu dreszcz zdrady. Nie dlatego, eby z jej twarzy
odczytywa determinacj czy oskarenie. J ej wzrok nic nie zdradza, ale by tak wytony, e
Dannyl czu si, jakby zdzieraa z niego skr i czytaa myli. Odwrci oczy. No dobrze. J e
spojrzenia troszk mnie przeraaj. J eszcze zanim zostaa nowicjuszk - a na dugo przed
tym, jak zostaa czarnym magiem wprawiaa go w lekki niepokj. Byo to uzasadnione,
zwaywszy, e jako dziecko ze slumsw zdoaa pchn go sztyletem w nog. Skoro bya do
tego zdolna wwczas, zanim nauczono j posugiwa si moc, nic dziwnego, e teraz go
oniemielaa. Nie chcia si zastanawia, co mogaby mu zrobi, gdyby Lorkinowi co si
stao w Sachace, skupi wic uwag na tym, co mieli do powiedzenia byli Ambasadorowie.
Starsi Magowie zadawali im pytania, a odpowiedzi wskazyway na to, e o ile zgadzali si, e
aden Kyralianin nie jest absolutnie bezpieczny w Sachace, o tyle aden z nich nie uwaa, e
Lorkin bdzie w wikszym niebezpieczestwie ni jakikolwiek inny mag. Jeli Lorkin si tym
przejmuje, to powinien unika rozmw o swoich rodzicach. Ale poniewa bdzie peni
podrzdn funkcj, ktr tam , otrzymaby niewolnik, Sachakanie zapewne w ogle nie bd
na niego zwraca uwagi. Nastpnie wezwano kupca, ktry przychyli si do ostronego
podejcia Sonei. Opowiedzia o krwawych aktach zemsty midzy sachakanskimi rodzinami,
ktre cigny si
przez dziesiciolecia. Mg je obserwowa podczas corocznych wizyt. J ego rwnie bardzo
dokadnie przesuchano. W kocu Osen poprosi o opuszczenie sali wszystkich z wyjtkiem
Starszych Magw - nie liczc Sonei. Starszyzna miaa si naradzi i podj decyzj. Dannyl
usysza, e Lorkin westchn z ulg, kiedy Sonea szybko odwrcia si i wysza. Na jej
twarzy malowao si niespodziewane roztargnienie. Kiedy Dannyl wyszed do zatoczonego
Wielkiego Holu, szuka jej wzrokiem, ale zdya znikn. Gosy toczcych si pod Rad
Gildii magw szybko ucichy, kiedy Sonea zagbia si w korytarze Uniwersytetu. Zastpiy
je wysze dwiki, kiedy zbliya si gwnym przejciem do sal wykadowych. Poranne
zajcia ju si skoczyy, wic nowicjusze przepychali si ku jadalni na poudniowy posiek.
Kiedy wesza na korytarz, gotowa torowa sobie wrd nich i drog, wszystkie gosy nagle
ucichy. Rozejrzaa si i uwiadomia sobie, e wszyscy na ni patrz. Stojcy na rodku
korytarza szybko ustpowali jej z drogi, a chwil pniej wszyscy jakby na komend
przypomnieli sobie o dobrych manierach i ukonili si. Powstrzymaa umiech, z nadziej e
niewielki rumieniec zakopotania nie pojawi si na twarzy. Wiem dokadnie, co sobie myl i
co czuj. W mylach pojawio si wspomnienie wysokiego, zachmurzonego mczyzny w
czarnych szatach, ktry pojawia si w korytarzach Uniwersytetu, powodujc podobny
moment paniki wrd jej kolegw. Kiedy o tym myl, kiedy zadziwia mnie nasz strach przed
Akkarinem, wydaje mi si, e jako wyczuwalimy, e by nienaturalnie potny.
Wspomnienie cisno jej serce, ale nie odpychaa go. Cieszya si nim przez chwil, po czym
pozwolia mu odej. Nogi zaniosy j do sali na pitrze, w ktrej sta tylko jeden mag w
czerwonych szatach. J ego obecno niegdy sprawiaa, e chodzenie tymi korytarzami byo
dla niej koszmarem. - Mistrzu Reginie - powiedziaa. - Nie wiem, ile mam czasu .Dlaczego
chciae pilnie si ze mn spotka? Podnis na ni wzrok i skin uprzejmie gow. Dzikuj
za przyjcie, Czarny Magu Soneo - odrzek. - Przejd od razu do rzeczy. Dowiedziaem si
dzi od osoby, ktrej sowu ufam, e zwolennicy Pendela planuj napa lub jak zasadzk
majc na celu ujawnienie przestpczych powiza bogatych nowicjuszy. Sonea westchna.
Gupcy. To nie pomoe ich sprawie. Mylaam, e Pendel jest mdrzejszy. Nie jestem pewny,
czy Pendel wie o tym. Problem jest taki, e jeli nie wie, moe nie dowierza moim sowom, a
jeli uwierzy, mgbym nieopatrznie ujawni mojego informatora. Chcesz, ebym z nim
porozmawiaa? - domylia Sonea. Tak. Chocia,.. - Regin zmarszczy czoo. - Mj
informator nie jest pewny kiedy to ma nastpi. Obawiam si, e bardzo niedugo. Moe
nawet dzisiaj. Mwili, e warto skorzysta z okazji, kiedy Gildia zajmuje si innymi
sprawami. Ci, ktrych podejrzewam, niezbyt przejmuj si dzisiejszym Przesuchaniem.
Spojrzaa na niego. Na ktre ja musz wraca. Mistrzu Reginie. Oczywicie. Ale... - skrzywi
si. - Postaraj si po-rozmawia z nim jak najszybciej, bo.,, myl, e ciebie posucha.
Porozmawiam - zapewnia go. - A teraz lepiej wrc do sali. Administrator Osen nie
powinien czeka. Kcik jego ust unis si nieznacznie w gr, ale w spojrzeniu nadal czai
si niepokj. Sonea odwrcia si i niemal wybiega z powrotem na korytarz. Nowicjusze
wci jeszcze stali jak zamurowani - nie zdyli si ukoni, zanim ich nie mina. Kiedy
znalaza si poza zasigiem ich wzroku, pobiega, zwalniajc dopiero przed zakrtem, eby
unikn zderzenia z kim nadchodzcym z przeciwnej strony. W kocu wydostaa si z
korytarzy do Wielkiego Holu. Poczua ulg na widok Dannyla i Lorkina stojcych na
zewntrz Rady Gildii, wci czekajcych na wezwanie. Stali w niezrcznym milczeniu. Sonea
nie chciaa pogarsza samopoczucia syna, doczajc do niego i Dannyla. Nie uznaa te za
waciwe rozpoczyna rozmowy z byymi Ambasadorami lub kupcem, ktrzy zebrali si w
grupk. Nikt z tumu nie zdradza ochoty na przyczenie si do niej, ona za nie widziaa
tych znajomych, na ktrych towarzystwo miaaby teraz ochot. Pendel by nieobecny. Sonea
staa wic samotnie i czekaa.
Po duszej chwili drzwi Rady Gildii w kocu si otwary. Z uczuciem ulgi Sonea patrzya,
jak Osen gestem rki prosi Dannyla i Lorkina, eby weszli. Przenis wzrok na ni i skin
gow. Po raz pierwszy, odkd go znaa, wyraz jego twarzy nie by chodny i obojtny.
Wydawa si niemal wspczujcy.
Ojej. Czy to oznacza ze mj protest zosta oddalony? Poczua ucisk w odku. Nastpnie
przyspieszone bicie serca. Staraa si zachowa obojtny wyraz twarzy, kiedy mijaa tum
zgromadzony w Holu. Znalazszy si wewntrz, nie moga si powstrzyma i zerkaa na
reszt zgromadzonych. Pomarszczona twarz Vinary zdradzaa poczucie winy. Peakin siedzia
zachmurzony z min, ktr mona byo odczyta jako niepewno, za to Garrel sprawia
wraenie zadowolonego z siebie. Sonea poczua, e ucisk w odku zwiksza si. Podniosa
wzrok jeszcze wyej i napotkaa spojrzenie Balkana. J ego twarz nic nie zdradzaa. Za to
Kallen..
Kallen wydawa si poirytowany. Poczua przypyw nadziei.
Nastpnie jej wzrok pad na Rothena i serce w niej zamaro. Wiedzia, e Sonea jest w stanie
bez trudu czyta jego emocje, tote nawet nie prbowa nic ukrywa. J ego oczy wyraay
przeprosiny, krci te bezradnie gow.
- Czarny Magu Soneo, Starsi Magowie rozwayli uwanie twj protest i uznali, e nie istniej
przekonujce dowody na to, e Mistrz Lorkin znajdzie si w powanym niebezpieczestwie,
jeli przekroczy granic Sachaki, o ile bdzie pozostawa pod opiek Mistrza Dannyla i Domu
Gildii oraz nie bdzie niepotrzebnie obnosi si ze swoim pochodzeniem. Czy przyjmujesz t
decyzj?
Spojrzaa na Osena, wzia gboki oddech, zmusia si do zachowania kamiennej twarzy,
ktra nie zdradzaa wzrastajcej w niej burzy, i potakna.
- Przyjmuj.
- Zamykam zatem to Przesuchanie.
Lorkin przyj ogoszenie decyzji starszyzny najpierw z niedowierzaniem, a nastpnie z
radoci. Mia ochot skaka pod sufit, nie byoby to jednak waciwe w szacownych murach
Rady Gildii, no i niezbyt uprzejme wobec matki.
J ak zwykle nie pokazaa wiele myli ani uczu. W jaki sposb jej si to udawao, nie mia
pojcia. Lata praktyki? Mia nadziej, e pewnego dnia odziedziczy t umiejtno. By
jednak w stanie dostrzec drobne oznaki, ktre musiay uchodzi uwadze innych, Lekkie
opuszczenie ramion. Moment wahania, zanim odpowiedziaa na ostatnie pytanie Osena. A
kiedy do niego podchodzia, widzia, e ma bardzo rozszerzone renice. Z gniewu czy ze
strachu?
- Nie martw si o Lorkina - powiedzia do niej cicho Dannyl. - Nic mu si ze mn nie stanie.
Obiecuj ci.
Podniosa na niego wzrok, mruc oczy.
- Bd pamitaa o tej obietnicy Dannyl skrzywi si.
- Wiem.
- A ty - powiedziaa, rzucajc Lorkinowi karcce spojrzenie - ty lepiej uwaaj. Jeli jaki
Sachakanin zamorduje ci we nie, znajd ci i dopilnuj, eby si przyzna do bdu.
Kcik jej ust drgn nieznacznie w cieniu umiechu.
- Bd o tym pamita - odrzek Lorkin. - Nie da si zamordowa.
Umiech znik i Sonea przygldaa mu si przez chwil w milczeniu, po czym zwrcia si
nage do Dannyla.
Kiedy wyjedacie? - spytaa.
Obawiam si, e jak najszybciej si da - odpar przepraszajcym tonem. - Gildia wolaaby,
eby kto pojecha do Sachaki i uczy si od Mistrza Marona, zanim przejmie jego obowizki,
ale Maron musia wraca do Kyralii w popiechu. Wyglda na to, e jeli pozostawimy Dom
Gildii zbyt dugo pusty, Sachakanie mog znale dla niego inne
zastosowanie, a wtedy bdziemy musieli mieszka na wsi.
Uniosa brwi.
Ile to jest zbyt dugo?
Nie wiemy. Tego nie powiedzieli. Sonea prychna cicho.
A wic oni tob manipuluj. Dobrze, e to ty jedziesz, a nie ja. Nie mog zreszt, nawet
gdybym chciaa. - Odwrcia si i obrzucia wzrokiem Starszych Magw, ktrzy schodzili
wanie ze swoich miejsc i opuszczali sal, spojrza w ich kierunku.
- Lepiej te wyjdmy - zasugerowa Dannyl. Tak - zgodzia si Sonea. Zmarszczya brwi i jej
spojrzenie stao si nieobecne. - Musz zaj si czym bardzo pilnym. - Rzucia spojrzenie
obu magom i zdobya si na saby umiech. - Nie wyjedziecie bez poegnania, prawda?
Nie czekajc na odpowied, pomaszerowaa w kierunku drzwi. Dannyl i Lorkin ruszyli za ni
wolniejszym krokiem. Lorkin wzrokiem odprowadzi matk poza drzwi Rady Gildii.
Nie zamierzam da si zabi w Sachace - odezwa si. - Prawd mwic, chciabym by tak
anonimowy, jak si da. Poza tym jeli doszyby tu pogoski o choby najmniejszym
gupstwie, ona przyjechaaby, eby zacign mnie z powrotem do domu.
Waciwie nie moe tego zrobi - zauway Dannyl. Lorkin odwrci si do niego ze
zmarszczonymi
brwiami.
- Pamitaj, e jest Czarnym Magiem. Nie wolno opuszcza miasta. J eli zamie ten warunek,
zostanie wygnana z Krain Sprzymierzonych
Lorkin poczu lekkie ukucie strachu. A wic ona nie moe przyby mi na pomoc, gdybym
wpad w tarapaty. Dobra, lepiej, ebym w takim razie nie napyta sobie kopotw. Albo raczej
powinienem umie sam si z nich wydosta. Zmusi si do pogodnego umiechu, kiedy
odwrci si znw do Dannyla.
- Nie potrzebuj matki. J eli cokolwiek si zdarzy, ty mnie uratujesz.
Dannyl unis brwi.- Mio wiedzie, e a tak mi ufasz.
- Och, nic z tych rzeczy - odpar Lorkin, szczerzc zby w umiechu. - Po prostu wiem, e
boisz si jej bardziej ni Sachakan.
Wysoki mag pokrci gow z westchnieniem,
- Co ja sobie wyobraaem? Czemu wybraem akurat tego asystenta, ktrym ma przeraajc
matk, a we krwi skonno do pakowania si w kopoty? Juz po mnie.


ROZDZIA 7



POCZTEK PODRY



Kiedy powz zajecha przed gmach Uniwersytetu, Sonea i Lorkin wyszli z budynku wraz z
trzymajcym si krok za nimi Rothenem. Gromadka modych nowicjuszy kryjcych si w
holu wejciowym machaa rkami i woaa za nimi, wic Lorkin pomacha im w odpowiedzi.
Nastpnie gestem wezwa sucego, ktry pospiesznie przybieg z jednym niewielkim
kufrem.
Dobrze. Modzieniec nie ma wielu bagay pomyla Anny.
Wczesnojesienny deszcz odbija si od niewidzialnej tarczy nad ich gowami. Kiedy matka z
synem dotarli do powozu, krople uderzajce w jego dach umilky, Dannyl uzna wic, e
ktrekolwiek z nich utrzymywao tarcz, rozszerzyo j tak, eby zmieci si pod ni rwnie
pojazd. Otworzy drzwiczki i wyszed, eby si przywita.
- Ambasadorze Dannylu - zwrcia si do niego Sonea z uprzejmym umiechem. - Mam
nadziej, e twoje kufry s wodoodporne. Nie zapowiada si na to, eby przestao pada w
najbliszej przyszoci.
Dannyl zerkn na dwie skrzynie przyczepione do tylnej ciany powozu. Sucy i wonica
przypinali do nich kufer Lorkina.
S nowe i niesprawdzone, ale rzemielnik by polecony. - Odwrci si do niej. - Nie mam w
nich oryginalnych dokumentw, same kopie. Zawinite w impregnowan skr. Pokiwaa
gow.
- Bardzo rozsdnie. - Zwrcia si do Lorkina, ktry by nieco blady. - J eli bdziesz
czegokolwiek spotrzebowa wiesz, co zrobi.
Przez jego usta przemkn umiech. - Jestem pewny, e dam rad kupi wszystko,
czegokolwiek zapomniaem. Sachakanie moe i maj nieco barbarzyskich obyczajw, ale za
to nie brak w ich kraju luksusw i praktycznych rozwiza. Przez dusz chwil spogldali
na siebie w milczeniu.
- No to jedcie. - Machna rk na powz, jakby przeganiaa dziecko, psujc cay obraz
modego mczyzny wyruszajcego samodzielnie w wiat. Dannyl podejrzewa, e Sonea
miaa ochot uciska syna, ale wiedziaa, e czuby si zaenowany, gdyby zrobia to przy
jego przyjacioach. Dannyl i Rothen wymienili rozbawione i porozumiewawcze spojrzenia.
Patrzyli, jak Lorkin gramoli si do powozu, przyciskajc do piersi skrzan torb. Pamitaj o
obietnicy, Dannylu - powiedziaa cicho Sonea.
Nie by w stanie zmusi si do umiechu. Odwrci si, gotw raz jeszcze j pocieszy, ale w
jej oczach dostrzeg iskierk rozbawienia. Wyprostowa si.
- Zamierzam jej dotrzyma - powiedzia. - Ale jeli on jest podobny do matki, nie mog
obieca, e nie wpakuje si w co gupiego.
Usysza, e Rothen parska cicho z rozbawieniem. Sonea uniosa brwi i Dannyl spodziewa
si, e zaprotestuje, ale ona tylko wzruszya ramionami. - C, nie skar mi si, jeli bdzie
sprawia kopoty. Nie musiae wybiera go na asystenta.
Dannyl uda zmartwienie.- Naprawd jest a tak okropny? Mog jeszcze zmieni zdanie,
prawda?
Uniosa jedn brew i przyjrzaa mu si dokadnie.
- Nie ku mnie, Dannylu. - Nastpnie wzia gboki oddech i westchna, - Nie, on wcale nie
jest okropny. I ycz ci powodzenia. Mam nadziej, e znajdziesz to, czego szukasz.
Rothen zamia si.
- Do widzenia, stary druhu - powiedzia. Tak samo jak Dannyl poegna Rothena wiele lat
temu w tym samym miejscu, kiedy wyrusza po raz pierwszy jako Ambasador do Elyne.
Gdzie spotkaem Tayenda...
- Do zobaczenia, jeszcze starszy druhu - odparowa. Rothen rozemia si, a zmarszczki na
jego twarzy
pogbiy si. Ale on staro wyglda, pomyla Dannyl. J a zreszt te. Poczu wyrzuty
sumienia, e nie odwiedza zbyt czsto swojego nauczyciela i przyjaciela w ostatnich latach.
Musz to nadrobi po powrocie,
- No, jedcie ju. - Rothen wykona ten sam gest, co wczeniej Sonea.
Dannyl zamia si i posusznie wsiad do powozu, aby zaj miejsce obok Lorkina.
Odwrci si do modzieca.
- Gotw?
Lorkin wyglda do blado, ale pokiwa gow bez wahania.
- Wonico, ruszaj, kiedy tylko bdziesz gotowy - rozkaza Dannyl. Powz ruszy z kopyta.
Dannyl wychyli si przez okno i zobaczy, e Sonea i Rothen wci stoj, patrzc za nimi.
Oboje byli zachmurzeni, ale na jego widok umiechnli si i pomachali, podobnie jak
modziecy kulcy si bramie Uniwersytetu. Pomacha im w odpowiedzi, po czy powz
skrci ku bramie i wszyscy znikli z pola widzenia Dannyla.
Ona bdzie si o niego martwi przez cay czas. Taki los rodzica. Stumi westchnienie, Skd
ta melancholia? Powinienem si cieszy jak dziecko z tej nowej przygody. Zerkn na
Lorkina, ktry wyglda przez okno. A zatem nie tylko ja o tym myl. Pewnie kada podr
czy si z opuszczeniem czego, a to oznacza troch smutku. C, Lorkina przynajmniej kto
przyszed poegna.
Spochmurnia na myl o ostatnich kilku dniach. Odkd si pokcili, Tayend nie odezwa si
do niego ani sowem. Nawet gdy Dannyl poinformowa go, e wyjeda nastpnego dnia. Ani
sowa poegnania. Tayend nie pojawi si, kiedy Dannyl zaadowa kufry do powozu i
odjecha.
Dlaczego on si tak zachowuje? To ju nie chodzi o to, e chce bra udzia w badaniach.
Tayend w ostatnich latach wykazywa coraz mniejsze zainteresowanie prac. CORAZ wicej
za to interesowa si dworskimi plotkami.
Dannyl powiedzia milczcemu uczonemu, e jeli uzna Sachak za dostatecznie bezpieczne
miejsce, wyle do niego list, a jeli Tayend bdzie nadal chcia do niego doczy, moe
stara si o pozwolenie Krla Elyne. Tayend jednak rzuci mu tylko wcieke spojrzenie i
wyszed nie koczc obiadu.
Nigdy nie widziaem, eby si tak gniewa. To nierozsdne. Moje badania nie posun si do
przodu bez wyprawy do Sachaki. C, mog tylko mie nadziej, e tam co znajd. Moe si
okaza, e wrc z niczym. Ale nie dowie si tego, jeli nie sprbuje. Powz min
Wewntrzny Mur, kierujc si do Pnocnej Dzielnicy. Lorkin wci wyglda przez okno.
J ego twarz miaa wyraz nieobecny i zamylony, przez co bardzo przypomina ojca.
Akkarin zawsze nad czym pospnie rozmyla. Okazao si, e mia powody. Kto by si
domyli e ten czowiek, ktrego lkao si i podziwiao tak wielu magw, by kiedy
niewolnikiem? Z pewnoci nikt nie podejrzewa, e Wielki Mistrz zna czarn magi i
zapuszcza si na ulice Imardinu, eby zabija sachakaskich szpiegw.
Czy teraz te s w miecie sachakascy szpiedzy? Umiechn si. Oczywicie, e s. Tylko
e nie tacy, na jakich polowa Akkarin - byli niewolnicy przysani tu przez swoich panw
ichanich. Nie, teraz szpiedzy s bardziej starowieccy, wysani lub wynajci przez wadcw
innych krajw, eby mie oko na ssiadw. I nie bd sobie zawraca gowy biednymi
dzielnicami, raczej poszukaj zatrudnienia dajcego dostp do dworu i handlu.
Dannyl wyjrza przez okno. Przyglda si eleganckim kamiennym domom Dzielnicy
Pnocnej, a potem powz wytoczy si za Zewntrzny Mur, wjedajc w okolic, ktra
niegdy bya slumsami.
Ale tu si zmienio, pomyla Dannyl. Tam, gdzie nie-gdy stay budy i byle jakie budynki,
teraz wznosiy nowe porzdne domy z cegy. Wiedzia, e w slumsach wci istniej miejsca,
ktre s brudne i niebezpieczne, ale odkd skoczyy si Czystki, szybko okazao si, e
coroczne wygnania nie tylko uniemoliwiay biednym wstp do miasta, ale i hamoway jego
rozwj.
Teraz nie tylko miasto stao otworem przed biednymi, ale take podwoje Gildii - pod
warunkiem e mieli dostatecznie silny talent magiczny. Bogactwo, ktre czyo si z takim
przywilejem, wycigno sporo rodzin z ndzy, aczkolwiek napyw kandydatw z niszych
warstw sprawia Gildii pewne problemy.
Jak chociaby ostatnie zamieszanie, kiedy odkryto magw i nowicjuszy z wyszych warstw w
palarni nilu i domu gry prowadzonych przez przemytnikw Oznajmili oni, e do tych miejsc
zostali skierowani przez nizinnych. Najbardziej jednak niepokojce byo to, e ten dom
znajdowa si w zauku Wewntrznego Krgu, ktry uwaano zawsze za dzielnic woln od
tego rodzaju lokali. Nie byo to rwnie bardzo daleko od domu Dannyla i Tayenda.
To jednak nie byo teraz jego zmartwienie. Kiedy po-wz min ostatnie domy i skierowa si
na Drog Pnocn, Dannyl pokiwa gow. Przyszo jego i Lorkina znajdowaa si przed
nimi, w staroytnej krainie zwanej Sachak.
Dobra Kompania bya jedn z najwikszych spylunek w poudniowej czci miasta. Kiedy
Cery i Gol weszli do rodka, uderzy ich ar bijcy od cia, gwar gosw i mocny, sodkawy
zapach spylu. Mczyzn byo znacznie wicej ni kobiet; wszyscy stali przy stoach
przymocowanych do podogi. Krzese nie byo. Krzesa nie byy w stanie przetrwa dugo.
Tutejsze bjki syny w caym miecie, aczkolwiek do czasu, kiedy wieci o nich docieray
do Strony Pnocnej, byy ju tak wyolbrzymione, e fizycznie niemoliwe.
Torujc sobie drog w tumie, Cery ocenia nastroje i obserwowa klientw, nie przygldajc
si jednak nikomu tak dugo, eby zwrci na siebie uwag. W pobliu tylnej ciany wielkiej
izby znajdoway si drzwi. Prowadziy one na schody i do piwnicy, gdzie mona byo znale
i wynaj inne towarzystwo.
Na awce w pobliu drzwi siedziaa pulchna kobieta w rednim wieku, ubrana jaskrawo i
przesadnie ozdobnie.
Dlaczego burdelmamy zawsze wygldaj tak samo? -mrukn pod nosem Gol.
Sprytna Lalli jest wysoka i szczupa - zauway Cery. - A Dobra Siostra niska i drobna.
Ale reszta jest do siebie podobna, tak uwaam. Wielkie, piersiaste i...
Cicho. Idzie do nas.
Kobieta zorientowaa si, e jest obserwowana, wic wstaa i zbliya si do nich.
- Szukacie Cioteczki? Jest tam. - Wskazaa. - Ej, Cioteczko! - zawoaa.
Obaj odwrcili si i ujrzeli koyszc si na pitach wysok, eleganck kobiet o dugich
rudych wosach. Pulchna kobieta wykonaa gest rk i ta druga podesza z umiechem do
przodu.
- Potrzebujecie dobrej kompanii, co? - powiedziaa. Spojrzaa na Gola, ktry patrzy, jak
tamta pierwsza wraca na miejsce. - Ludzie zawsze uwaaj, e to Martia tu rzdzi -
powiedziaa. - Ale ona jest tu po to, eby mie na oku syna, ktry pracuje w gospodzie.
Chcecie zej na d?
- Tak. Mam si tu spotka ze star przyjacik - po-wiedzia jej Cery Umiechna si
porozumiewawczo.
Jak wszyscy tutaj. Ktra to stara przyjacika?
Terrina.
Kobieta uniosa brwi. Tamta, h? C, nikt nie prosiby o ni, nie wiedzc, czego si
spodziewa. Zaprowadz ci do niej. Poprowadzia ich przez drzwi w d krtkich schodw,
pomieszczenia pod spylunk. Byo rwnie due jak izba na grze, ale podzielone na rzdy
alkw. Rozdzielay papierowe parawany - w wikszoci zamknite, by ukrywa to, co
znajdowao si w rodku, a sdzc z dobiegajcych stamtd odgosw, wikszo pokoikw
wykorzystywano w takim celu, w jakim zostay zbudowane. Cioteczka zaprowadzia ich do
pokoiku w centrum po-mieszczenia. Parawany byy rozsunite. W rodku znajdowa si jeden
fotel. Bardzo duy fotel z wielkim mikkim siedziskiem i solidnymi podokietnikami.
Wszystkie pokoiki byy podobnie umeblowane. Pracujce tu kobiety nie chciay, eby
klientom byo a tak wygodnie, by sypiali i uniemoliwiali obsug nastpnych. Cery skin
na Gola, ktry stan kilka krokw dalej, koo innego pustego pokoiku.
Cery wszed do rodka, a Cioteczka zamkna parawany. Siedzia, nasuchujc dwikw
dobiegajcych z poblia, po czyn skupi uwag na odgosach, ktre nie pasoway do oglnych
jkw i miechu. Oddech. Kroki. Szmer tkaniny.
J ego nos wyapa zapach, ktry przynis fal wspomnie sprzed wielu lat. Cery umiechn
si.
- Terrina - mrukn, odwracajc si ku tyowi malekiego pokoiku.
Cz ciany odsuna si, ukazujc kobiet o krtkich wosach, ubran na ciemno. Nic si
nie zmienia. Moe tylko ta niewielka zmarszczka midzy brwiami jest nieco gbsza. Bya
troch zbyt chuda i uminiona, eby na- zwa j adn, ale Cery zawsze uwaa t atletyczn
budow za atrakcyjn. Kiedy kobieta rozpoznaa go, uniosa brwi, wyranie rozluniona. -
No, no. Dawno ci nie widziaam. Ile to bdzie? Pi lat?
Cery wzruszy ramionami.
- Mwiem ci, e si eni.
- I tak wanie zrobie, - Zabjczyni opara si o cian pokoiku i przechylia lekko gow.
J ej ciemne oczy byy rwnie nieodgadnione jak zawsze. - Mwie rwnie, e jeste lojalny.
Zakadaam, e znalaze inne, powiedzmy uboczne zainteresowania.
- Nigdy nie bya dla mnie ubocznym zainteresowaniem - odpowiedzia jej Cery - ycie jest
zbyt skomplikowanie na to, eby mie wicej ni jedn kochank naraz. Umiechna si.
- Bardzo to sodkie. Nie mog odwdziczy si tym samym.., ale przecie wiesz o tym. -
Spowaniaa. Wesza do rodka i zamkna parawan. - Przyszede tu w interesach, nie dla
przyjemnoci. - Nie byo to pytanie, ale stwierdzenie faktu.
- Zawsze odgadywaa bez trudu moje intencje zauway.
- Nie, tylko udaj. Kogo mam zabi? - Oczy rozbysy jej gotowoci i niecierpliwoci. -
Kto ci ostatnio zdenerwowa?
- Potrzebuj informacji. Opucia ramiona w gecie rozczarowania.
- Dlaczego, dlaczego, dlaczego? Wszyscy chc tylko informacji. - Wyrzucia rce w gr. - A
jeli ju zamwi peny serwis, wycofuj si, zanim zd naostrzy sztylety. - Potrzsna
gow i spojrzaa na Cery'ego z nadziej. - Czy informacja doprowadzi nas do umowy?
Za bardzo lubi swoj robot, pomyla Cery Zawsze tak byo. Po czci dlatego wanie jest
tak podniecajca,
- By moe, ale wwczas bd wola zaatwi wszystko sam.
Terrina wyda usta.
- Typowe. - Machna rk z umiechem. - Nie bd ci mie za ze, jeli to sprawa prywatna.
Co wic musisz wiedzie?
Cery wzi gboki oddech, przygotowujc si na bl, ktry musiay wywoa te sowa.
- Kto wama si do mojej kryjwki i zabi moj on i synw - powiedzia cicho, eby nikt z
klientw nie usysza. - Jeli nie bdziesz miaa pewnoci, przydadz mi si
wszelkie plotki, jakie zdoasz zebra. Zamrugaa powiekami i wbia w niego wzrok.
Och - tylko tyle powiedziaa. Przygldaa si Cery'emu w zamyleniu. Pogoski krce
wrd zabjcw rzadko wychodziy poza ich szeregi. Zasadniczo zgadzano si, e informacje
mona kupi za wysok cen, ale jeli miaoby to prowadzi do utraty pracy lub mierci
innego zabjcy, nabywca ponosi surow kar, - Wiesz, ile to bdzie kosztowa?
Oczywicie... pod warunkiem e zdobdziesz informacje, ktrych potrzebuj.
Potakna i przykucna, tak e ich oczy znajdoway si teraz na tej samej wysokoci.
Przygldaa mu si szczerym spojrzeniem.
Robi to tylko dla ciebie, Cery. J ak dawno to si stao?
Dziewi dni temu.
Zmarszczya brwi i utkwia wzrok w jakim odlegym punkcie.
- Nie syszaam o niczym takim. Wikszo zabjcw ju by si tym przechwalaa. Wamanie
do kryjwki Zodzieja zawsze robi wraenie. Wielu prbowaoby ci tam zabi, poniewa
stanowioby to dowd ich umiejtnoci. J ak to zostao zrobione?
Opisa nienaruszone zamki, zaskoczonych stranikw, ale nie wspomnia o tym, co lusarz
mwi o magii. - Mog trzyma gby na kdk, jeli kto im dobrze zapaci. Takie co
kosztuje. Czyli klient jest bogaty albo dugo oszczdza. Albo to, albo kto dziaa na wasn
rk, a moe to by kto ci znajomy, kto zna przejcie... ale to zapewne ju sam sprawdzie.
Albo... - Rzucia mu ponure spojrzenie. - Albo to owca Zodziei, Cery skrzywi si.
Po co miaby czeka, a wyjd, i zabija moj rodzin?
Moe nie wiedzia, e ci nie ma. Moe nie wiedzia e masz on i dzieci. J a nie mwiam
nikomu, e si enisz, ale to gwnie dlatego, e w to nie wierzyam. A skoro ukrye ich
dobrze... - Wzruszya ramionami. - Kto si dosta do rodka, zobaczy ich i musia zabi,
eby go nie rozpoznali.
Gdybym tylko mg by tego pewny - westchn Cery.
Kady zabjca zostawia co po sobie. Znaki. Zwyczaje. Umiejtnoci. Na podstawie tych
szczegw da si pozna sprawc, jeli tylko jest je z czym porwna.
- Westchna i wstaa. - Mogabym ci opowiedzie par rzeczy o owcy Zodziei, gdybymy
na razie nie trzymali ich w sekrecie, na wypadek gdyby ktry z nas okaza si tym zabjc.
Cery potakn. Kiedy Terrina mwia, e nie wyjawi jakiej informacji, nie dao si jej
przekona do zmiany zdania.
- Masz pojcie, dlaczego owca Zodziei nas zabija? Podniosa na niego wzrok i pokrcia
przeczco gow. - Niestety, nie mog pomc. Tylko strasz ci kim,
o kim ju wiesz, i w dodatku nie mwi o nim nic przydatnego. - Spojrzaa w dal i
spochmurniaa. - Nie mog ci nawet nacign na du sum.
Cery otworzy usta, eby zacz si targowa o cen, ktr zamierza jej zapaci za
spotkanie, ale ona nage podniosa wzrok.
- Jest co, co ci mog powiedzie, poniewa nikt nie bierze tego na serio.
-Tak?
- Ludzie mwi, e owca Zodziei posuguje si magi. Cery poczu przeszywajcy go
lodowaty dreszcz. Wbi wzrok w Terrin.
- Skd takie pogoski?
Mylaam, e ludzie uznali, e on musi uywa magii dlatego, e jest taki dobry. Ale
rozmawiaam kiedy w spylunce z ochroniarzem, ktry wczeniej pracowa dla jednego z
zabitych Zodziei, i on powiedzia mi, e widzia rozbysk wiata i przedmioty latajce w
powietrzu. Oczywicie wszyscy mwi, e to uderzenie w gow sprawio, e to zobaczy,
ale... on by o tym bardzo przekonany, a to do sensowny facet.
Bardzo interesujce - powiedzia Cery. To moe by tylko wyobrania i pogoska. Gdybym
nie widzia dowodw Husarza, nie uwierzybym. Dodajc to do innych pogosek o pojawianiu
si magii tam, gdzie nie powinno jej by, Cery zacz si zastanawia, ile moe by w tym
prawdy
Jeli to prawda, to albo mag z Gildii miesza si w sprawy, w ktre nie powinien, albo te w
miecie pojawi si dziki mag. W obu wypadkach kto taki mg by zamieszany w
morderstwo jego rodziny. Przypomnia mu si nagle Skellin i jego widoczna jak na doni ch
wynajcia wasnego dzikiego maga. Jeli ten owca Zodziei jest dzikim, nie bdzie mia
problemu z dostaniem si w poblie Skellina. Hmmm, czy powinienem go zawiadomi? Ale
on z pewnoci sysza ju pogoski o magii,.. Ach! Moe dlatego pyta o magi. Wiedzia, e
w przeszoci miaem ukady z Gildi, i sprawdza, czy dalej je mam. Moe to oznacza, e
podejrzewa mnie o wynajcie owcy Zodziei. W tej samej chwili przyszo mu co innego do
gowy. Czy Zodziej doszedby do takiego wniosku i wysa przeciwko mnie zabjc, nie
zdajc sobie sprawy, e wynaj tego samego magicznego zabjc, ktrego wszyscy si tak
boj? Zmarszczy brwi. Przynajmniej wiem, e to nie mg by Skellin, poniewa nie
zaprosiby mnie do siebie jednoczenie wysyajc zabjc, ktry miaby mnie zabi w moim
domu.
Potrzsn gow. Moliwoci mnoyy si w nieskoczono. A na dodatek znowu usysza
wzmiank o magii. Zostaa ona uyta do otwarcia zamkw w jego kryjwce, a tu okazuje si,
e owca Zodziei ma si ni posugiwa. Zbieg okolicznoci? By moe. By to jedyny lad,
jaki Cery posiada, postanowi wic pody za nim.
Ilekro Sonea wchodzia do gabinetu Administratora, nachodziy j wspomnienia. Mimo e
Osen poprzestawia meble i owietla pomieszczenie kulami wiata, pamitaa wci, jak ten
pokj wyglda za ycia Lorena. Zastanawiaa si rwnie, czy Osen zdaje sobie spraw z
istnienia wejcia do tajnych korytarzy biegncych w murach Uniwersytetu, znajdujcego si
za fragmentem boazerii. Lorlen o nim nie
wiedzia, wic Osen pewnie te nie.
- Powiedzcie mi jak wyldowalicie w Bezimiennym? spyta Osen dwch modych magw
stojcych po lewej stronie jego biurka,
Oczy wszystkich zwrciy si ku Reaterowi i Sherranowi. Sonei bardzo nie podobao si, e
dwaj magowie znalezieni w tamtym domu byli przyjacimi Lorkina. Modziecy spojrzeli po
sobie, po czym wbili wzrok w podog.
- Dostalimy karteczk - powiedzia Reater. - A na niej
wskazwki, jak dotrze do najlepszego z nowych domw uciech w miecie. Miao by za
darmo dla pierwszych
pidziesiciu klientw.
- A poza tym ten dom znajdowa si w Wewntrznym Krgu, wic uznalimy, e bdzie
bezpiecznie - doda Sherran.
- Gdzie jest ta karteczka? - spyta Osen. Jeden ze Starszych Magw stojcych po jego prawej,
Mistrz Vonel, wystpi do przodu i pokaza niewielki kawaek biaego papieru. Osen
przeczyta go ze zmarszczonymi brwiami, po czym obmaca kartk, sprawdzajc jej grubo,
a take obrci j, eby przyjrze si drugiej stronie,
- Dobrej jakoci. Poprosz Alchemikw z drukarni, eby to obejrzeli - moe bd w stanie
okreli rdo.
- Popatrz pod wiato - podsun Vonel.
Osen spojrza na kartk, trzymajc j, jak mu odpowiedziano, i zmruy oczy
Czy to fragment herbu Gildii?
Obawiam si, e tak.
- Hmmm. - Osen odoy karteczk i spojrza ponownie na Vonela.
- J ak si zatem dowiedziae o Bezimiennym?
- Nowicjusz przynis mi to - odpar Vonel, wskazujc na papier. -I?
- Poprosiem Carrina, eby uda si tam ze mn, ebymy mogli oceni, c to jest za lokal
ten dom uciech". oraz czy ktokolwiek z Gildii skorzysta z zaproszenia,
- Co znalelicie na miejscu?
- Hazard, pijastwo, palarnie i kobiety sprzedajne -odpar Carrin. - Obecny tu Mistrz Reater
przegrywa wanie w jak now gr, Mistrz Sherran by pprzytomny od zacigania si
nilem. Oglnie mwic, ci dwaj oraz dwunastu nowicjuszy zajmowao si kosztowaniem
wszelkich moliwych produktw znajdujcych si w ofercie.
Osen podnis plik papierw.
- Tych, ktre tu wyszczeglniono. - Tak
Administrator przebieg wzrokiem list, po czym odoy j i spojrza na Regina i Sone.
- A jak rol odegralicie w tym wy, Mistrzu Reginie i Czarny Magu Soneo?
- Zostaem poinformowany przez zaniepokojonego nowicjusza, ktry podsucha, e szykuje
si jaki plan, cho nie zna szczegw - odpowiedzia Regin. - Wiedzc, e Czarny Mag
Sonea jest zainteresowana debat na temat kontaktw magw ze sferami przestpczymi,
opowiedziaem jej o tym, co syszaem, w nadziei e uda si jej uzyska bardziej szczegowe
informacje. Nie udao si.
- Ale staraam si czego dowiedzie w kadej wolnej chwili - dodaa Sonea. - Zdobyam
adres. Prosiam o pozwolenie na opuszczenie terenu Gildii, eby przyjrze si temu bliej, ale
zanim je uzyskaam, dwunastu magw zostao ju zwabianych do domu uciech.
- Dlaczego nie posaa tam kogo innego? - spyta Osen.
Sonea poczua irytacj. Dlaczego nie miaaby wyj na zewntrz, skoro chciaa jedynie
powstrzyma kilku nowicjuszy i magw od wpadnicia w zasadzk? Niestety ani ona, ani
Regin nie mieli dostatecznych dowodw, e to jest puapka. Na dodatek wielu magw, z
Osenem wycznie, nadal uwaao, e jej swoboda powinna by odgraniczona, co miao
stanowi kar za nauczenie si czarnej magii i sprzeciw wobec Gildii wiele lat temu.
- Uznalimy, e im mniej osb bdzie wiedzie o tym miejscu, tym lepiej - odpar Regin. -
Tylko my dwoje, Mistrz Vonel i Mistrz Carrin.
Sonea poczua wdziczno, a zaraz potem kwane rozbawienie, e zasuy na ni akurat
Regin. Osen przyglda si teraz licie nowicjuszy.
- Za pno na to. Gwardia zamkna dom uciech, wic nie bdzie ju dla nikogo stanowi
pokusy. Pozostaje nam tylko podj decyzj co do kary. - Zwrci si do Reatera
i Sherrana, ktrzy skulili si i patrzyli na wszystko wok z wyjtkiem pozostaych magw. -
Wy, podobnie jak wszyscy magowie, powinnicie stanowi przykad umiarkowania i godnego
zachowania dla tych, ktrzy wci si ucz. Macie rwnie obowizek pokazywa Gildi jako
szacown i godn zaufania instytucj. Nie mino jednak wiele czasu od skoczenia przez
was studiw, a wszyscy w pierwszych latach jako magowie zachowujemy gupie obyczaje
nowicjuszy. Dam wam szans poprawy.
Dwaj modzi mczyni poczuli wyranie ulg. Gdyby mieli pecha i pochodzili z nizin
spoecznych, werdykt mg-by by inny, pomylaa ponuro Sonea. - Nowicjusze za... - Osen
postuka palcem w list -powinni by ukarani wedle zasad panujcych na Uniwersytecie.
Przeka spraw Rektorowi.
Wspaniale, pomylaa Sonea. Znajc moje szczcie skocz w lecznicach, gdzie wszystkie te
pokusy, ktre wypdziy ich w tarapaty, znajduj si na wycignicie rki. Wymkn si przy
najbliszej okazji, a wina spadnie na mnie. - Postpilicie zgodnie z waszymi obowizkami -
zwrci si Osen do Vonela i Carrina. - Wyl te list do Gwardii z podzikowaniem za tak
szybkie dziaanie. -Spojrza na Regina. - W przyszoci powinnimy wszyscy wsppracowa,
eby co takiego wicej si nie wydarzyo. Moecie odej.
Sonea odwrcia si i podesza do drzwi, otwierajc je odrobin magii, po czym wysza na
korytarz. Regin wyszed za ni i oboje zatrzymali si pod drzwiami, czekajc na dwch
modych magw. Sonea zastpia im drog. Reater i Sherran spojrzeli na ni z niechci.
Umiechna si do nich ze wspczuciem. - A zatem poszlicie tam tylko dla nilu. O co
chodzi z tym gnilem? Co jest w nim tak porywajcego, e oddarlibycie si za to w rce
przestpcw? Reater wzruszy ramionami.
- Czowiek czuje si po tym dobrze. Niczym si nie przejmuje Sonea pokiwaa gow, ale
dostrzega, e na twarzy Sherrana pojawi si wyraz tsknoty, podczas gdy twarz Reatera
zdradzaa jedynie rezygnacj. Nachylia si bliej, zniajc gos do szeptu. Czy Lorkin
kiedykolwiek...? Sherran spojrza na ni, po czym szybko wbi wzrok z powrotem w ziemi.
Raz. Nie spodobao mu si. Wyprostowaa si. Moe kama, w obawie e Sonea bdzie go
wini, jeli odpowie inaczej. Ale wtedy powiedziaby mi, e Lorkin nigdy nawet nie
prbowa. To chyba jest prawda.
Macie szczcie, e Administrator Osen postanowi wam darowa. Nie wystawiaabym go
ponownie na prb. Obaj potaknli gorliwie. Sonea umiechna si i daa im zna, e mog
odej, co pospiesznie uczynili. - Lorkin jest zbyt rozsdny, eby da si omami nilowi -
mrukn Regin. - I ten sam zdrowy rozsdek bdzie go trzyma z dala od kopotw w
Sachace. - Westchn. Bardzo bym chcia, eby moje crki wykazyway si podobn
dojrzaoci.
Spojrzaa na niego, zaskoczona i rozbawiona. Lorkin
nie by wiele dojrzalszy ni inni magowie w jego wieku.
Ale sdzc z drobnych plotek, jakie syszaa na temat crek Regina, byy one jeszcze bardzo
dziecinne.
- Nadal sprawiaj kopoty? Skrzywi si.
- S bardzo podobne do matki, cho w ich rywalizacji jest tyle okruciestwa, e przypominaj
mi mnie samego, byem w ich wieku. - Pokrci gow. - Wystarczajco nieprzyjemnie jest
spoglda za siebie i aowa modzieczej buty, nie trzeba dodatkowo oglda J EJ u
wasnego potomstwa.
Sonea zamiaa si i ruszya korytarzem. - Mam nadziej, e nigdy sama tego nie dowiadcz.
Ale zwaywszy, co wyczyniaam w modoci, to Lorkin bdzie musia si niele napracowa,
zanim skompromituje si a tak jak ja wwczas.

ROZDZIA 8

ZNAKI

Po dwch dniach spdzonych w powozie jadcym po coraz to bardziej wyboistych drogach
Lorkin czul si tak, jakby jego koci zyskay nowy i cakowicie niepraktyczny ukad. Musia
nieustajco leczy obolae ciao i koi bl gowy, ale przede wszystkim by znudzony.
Godziny niewygody zmczyy go i tak rozdraniy, e straci ochot na rozmowy. Przekona
si ponadto, e koysanie i poodskakiwanie powozu na drodze sprawiao, e mdlio go,
ilekro usiowa czyta.
Najwyraniej ekscytacja podr nie stanowia tak naprawd elementu podrowania. Moe
pojawi si w chwiali przyjazdu na miejsce. Ale Lorkin przypuszcza, e kiedy dotr ju do
Arvice, bdzie czu raczej ulg, a nie podniecenie.
Mistrz Dannyl - a raczej Ambasador Dannyl jak Lorkin powinien go teraz tytuowa - znosi
podr z pewn zadowolon rezygnacj, co dawao Lorkinowi nadziej, e w sumie warto
znie te trudy. Zwaszcza e byo to nic w porwnaniu z niewygod podry morskiej bd
te w siodle, ktrej Dannyl dowiadczy w swoich wdrwkach ponad dwadziecia lat temu.
Lorkin wiedzia, e wanie ponad dwadziecia lat temu Dannyl zosta poproszony przez
wczesnego Administratora o udanie si ladami Akkarina w poszukiwaniu staroytnej
wiedzy magicznej. Opowieci Dannyla byy fascynujce. Lorkin zapragn samemu
odwiedzi Grobowiec Biaych ez i ruiny Armje. Tymczasem jad tam, gdzie nie
zawdrowa ani mj ojciec, ani Dannyl: do stolicy Sachaki. To bdzie zupenie inna Sachaka
ni ta, ktr odwiedzi jego ojciec. Nie bdzie ichanich czyhajcych, eby wzi ich w
niewol. Z tego, co mwi Perler, potni mieszkacy stolicy, a zwaszcza patriarchowie
ashaki, ledwie bd zauwaa obecno asystenta Ambasadora.
Mimo to pociesza go lekki ciar piercienia ukrytego w kieszeni szaty. Znalaz go w swoim
kufrze tego ranka, w niewielkim pudeeczku wsunitym gboko midzy jego rzeczy. Nie
towarzyszya mu adna notatka ani wyjanienie, ale Lorkin rozpozna prost zot obrczk i
osadzony w niej gadki czerwony kamie. Czy jego matka wsuna swj krwawy klejnot do
jego kufra w tajemnicy, poniewa nie wolno jej byo mu go dawa, czy te dlatego, e baa
si, e odmwi przyjcia go?
Kady dzie podry zaczynali z Dannylem od powtarzania kilkakrotnie imion czonkw
najpotniejszych rodw sachakaskich, przypominania sobie najwaniejszych
charakterystyk i powiza, poprawiania si wzajemnie i zapamitywania tego wszystkiego.
Przerobili ca wiedz o spoeczestwie sachakaskim i zastanawiali si, gdzie s w niej luki.
Lorkin zauwaa oznaki podenerwowania i niepewnoci u swego towarzysza. Czu si niemal
rwny starszemu magowi, ale wiedzia, e si zmieni, kiedy przybd na miejsce i obejm
swoje stanowiska.
Koysanie powozu zmienio rytm, wic Lorkin podnis wzrok. Za oknami wida byo
wycznie ciemno, ale guchy stukot kopyt o drog zwolni. Dannyl z umiechem
wyprostowa si na siedzeniu. - Albo jest jaka przeszkoda na drodze, albo te wyrwiemy si
z tej klatki na noc - mrukn. Zatrzymujc si, powz zakoysa si agodnie na resorach, po
czym znieruchomia. Za oknem po lewej stronie Lorkin dostrzeg budynek owietlony
latarniami. Wonica wyda nieokrelony dwik, ktry Dannyl zinterpretowa jako sygna do
wysiadania. Mag otwar drzwiczki i opuci pojazd.
Lorkin wyszed za nim i wcign w puca wiee nocne powietrze, czujc, e jego myli si
rozjaniaj. Rozejrza si dookoa. Znajdowali si w malekiej wiosce; raptem po kilka
budynkw po obu stronach drogi. Istniaa zapewne jedynie dla wygody podrnych.
Najwikszym budynkiem, przed ktrym si zatrzymali, by gociniec. W drzwiach stan
krpy mczyzna, kaniajc si i zachcajc do wejcia.
Witajcie moi panowie, w Zajedzie Ferguna - powiedzia. - Jestem Fondin. Moi stajenni
zajm si waszymi komi, trzeba je tylko zaprowadzi na tyy. Mamy czyste ka i dobre
jedzenie, wszystko podawane z umiechem dla naszych goci.
Na twarzy Dannyla pojawio si zaskoczenie i rozbarwienie, ale nie powiedzia nic, tylko
wszed do rodka. Lorkin zastanawia si, czy Dannyla rozbawi umiech dodawany do ek.
Moe wanie tak miao to zabrzmie. Te przydrone gocice maj tak opini.
Dannyl przedstawi siebie i Lorkina i poprosi o podanie kolacji im dwm i wonicy.
Waciciel zajazdu posadzi ich na krzesach w duej izbie gocinnej. Bya tam tylko jedna
grupka podrnych. Sdzc z wygldu, kupcy, Rozmawiali cicho i tylko rzucili Dannylowi i
Lorkinowi zdziwione spojrzenia.
Posiek przyniesiono po krtkim czasie. Pojawia si moda kobieta z tac pen mis,
pachncych buek, gotowanych jarzyn i niewielkich, zapewne lokalnych owocw.
Umiechna si uprzejmie do obu magw, ale oczy jej rozbysy na widok Lorkina. Kiedy
wrcia z dwoma dodatkowymi kubkami spylu, zatrzymaa si, rzucajc mu niemiae
spojrzenie. Odchodzc, koysaa zachcajco biodrami. Rzucia spojrzenie przez rami i
umiechna si, widzc, e modzieniec patrzy na ni.
- Zastanawiam si, czy Sonea spodziewa si, e bd strzeg twojej cnoty, kiedy bdziesz
przebywa z dala od Gildii - odezwa si Dannyl.
Lorkin zamia si i odwrci do towarzysza. Dannyl nakada sobie na talerz z pmiska i nie
podnis wzroku.
- Cnoty?
- Tak. Wiesz, uwaam, e sam powiniene zajmowa- si swoj cnot. Ale jako starszy i
mdrzejszy towarzysz czuj w tej chwili dziwn potrzeb odwiedzenia ci od pokusy, ze
wzgldu na twoje zdrowie i kies.
- Wezm to pod uwag - odpar z umiechem Lorkin - Czy powinienem odwdziczy si tym
samym?
Dannyl spojrza na niego ostronie, powaniejc nagle. Chwil pniej umiechn si.
- Oczywicie. Musimy wzajemnie si pilnowa. - Rozemia si krtko, cichym miechem.
Cho podejrzewa, e twoje zadanie bdzie znacznie atwiejsze ni moje.
Drenie ziemi przynioso Cery'emu fal wspomnie. Nie- gdy przechodziby t cz
Zewntrznego Mura przez cieki biegnce poniej. Bya to droga nieprzyjemna i czasami
niebezpieczna. Gwardzici miejscy odkryli, e ciekw uywano, jako przejcia do miasta, i
mieli zwyczaj zalewa je od czasu do czasu. Zodzieje umwili si, e bd wystawia
stranikw, ktrych zadaniem byo sygnalizowa nadchodzce pukanie, co zlikwidowao
problem. By to wietnie dziaajcy system drg; Cery posuy si nim, kiedy wiele lat temu
zabra Sone do Gildii, zanim jeszcze zostaa magiem.
Teraz jednak cieki zostay podzielone pomidzy Zodziei, przez ktrych terytoria
przebiegay, a wielu z nich rywalizowao ze sob. Dostp do nich kosztowa fortun, a
stranikom trudno byo ufa jak dawniej. Mwiono nawet, e wanie przez to zgin
utopiony Zodziej. J eden stranik zosta zamordowany przez owc Zodziei, a w strumieniu
wody zgin nie tylko Zodziej, ale rwnie stojcy dalej stranicy.
Po co teraz uywa ciekw, skoro Czystki si skoczyy, pomyla Cery. Przydaj si
jedynie wtedy, kiedy naprawd trzeba pozosta niezauwaonym. Cery nie chodzi rwnie
Zodziejsk ciek na wiksze odlegoci, za dnia porusza si wic ulicami Imardinu, jak
wikszo mieszkacw. Byo to bezpieczniejsze, nawet mimo ryzyka napadw rabunkowych
i spotkania uzbrojonych band. Potna sylwetka Gola powstrzymywaa rabusiw, a pozycja
Cery'ego chronia go przed bandytami.
Zapewne nie powinienem tak bardzo na tym polega. Ani te na tym, e biedaczysko Gol
odstraszy potencjalnych, napastnikw. Pewnego dnia jedno z tych zabezpiecze nie zadziaa,
a ja bd mia kopoty. Ale jeli nie chc chodzi zawsze z orszakiem stranikw, musz
ryzykowa.
Przechodzc przez jeden z nowych ukw wycitych w starym murze, Cery ruszy w kierunku
swojej czci dawnych slumsw z Golem przy boku.
- Co sdzisz o opowieci Thima, Gol? Potny mczyzna skrzywi si.,
- Nie dowiedzielimy si niczego nowego. Nikt nic nie wie, wszyscy powtarzaj stare
pogoski.
- Tak. Ale przynajmniej one si nie zmieniaj. Wszyscy uwaaj, e to ta sama osoba. I kady
ma podobn opini na temat jej umiejtnoci.
- Kady jednak sdzi tak z innych powodw - zauway Gol.
- Owszem. Przedmioty, ktre wbrew wszelkiemu prawdopodobiestwu poruszaj si w
powietrzu. Dziwaczne lady przypalenia. Cienie, w ktre nie da si wbi- sztyletu. Rozbyski
wiata. Niewidzialne ciany. Co o tym sdzisz, Gol?
- e lepiej by nadmiernie ostronym ni martwym. Cery poczu rozbawienie. Zatrzyma si i
odwrci do
swojego ochroniarza.
- A zatem powinnimy zachowywa si tak, jakby owca Zodziei by prawdziwy i
posugiwa si magi, a na dodatek ju si do mnie dobra.
Gol zmarszczy brwi i rozejrza si dookoa, eby przekona si, czy ktokolwiek usysza to,
co powiedzia Cery.
- Syszae, co powiedziaem o nadmiarze ostronoci?
- Zapyta z lekkim poirytowaniem.
- Tak. - Cery westchn - Ale jakie znaczenie ma to, e kto nas usyszy? Jeli mj wrg jest
magiem, to i tak po mnie. Wielkolud zmarszczy brwi jeszcze mocniej.
- A co z Gildi? Bd chcieli wiedzie, czy... no, o tym. Mgby szepn sowo... starej
przyjacice.
Mgbym. Ale dopki nie mam jej do powiedzenia czego konkretnego, ona nie bdzie w
stanie nic zrobi. My te musimy co wiedzie na pewno.
W takim razie musimy zastawi puapk.
Cery spojrza na Gola ze zdumieniem, po czym potrzsn gow, - A jak, twoim zdaniem,
mielibymy zatrzyma w niej takiego winia?
- Nie eby go zapa. - Gol wzruszy ramionami. - eby si przekona, kim jest. Wywabi go
dokd i sprowokowa, eby uy swojej broni, podczas gdy my bdziemy patrze. Najlepiej,
eby si nie zorientowa, e to puapka. Cery ruszy ponownie przed siebie, rozmylajc nad
tym pomysem. Nie by zy.
- Dobra. Nie chcemy go zanadto rozzoci... a jeli nie zorientuje si za pierwszym razem,
e zosta zapany
w puapk, moemy uy jej ponownie - z moj przyjacik jako wiadkiem.
- Wreszcie apiesz, o co chodzi - oznajmi Gol i przesadnym westchnieniem. - Czasem
pojcie czego idzie ci tak wolno...
- J a, oczywicie, posu za przynt - oznajmi Cery.
Dokuczliwy ton znik z gosu Gola. - Nie, nie posuysz. To znaczy, owszem, ale nie musisz
by na miejscu. Przynt bdzie pogoska, e tam jeste.
To bdzie musiaa by bardzo przekonujca pogoska powiedzia mu Cery
Co si wymyli. Umilkli, idc dalej w swoj stron. Cery przyapa si na tym, e myli o
szczegach. Dokd moemy zwabi owc Zodziei? Musi to by jakie miejsce, w ktrym
na- prawd mgbym chcie si ukry. Terrina powiedziaa, e on uderzy w kryjwk,
poniewa dowodem najwikszej przebiegoci byoby zabicie mnie w najlepiej strzeonym
miejscu. Musz wic znale sobie now kryjwk i sprawi, eby par osb co na jej temat
wygadao, zwaszcza o tym, e jest znacznie bezpieczniejsza od starej. Trzeba bdzie
zaopatrzy j w dobre otwory w cianach i jedn lub dwie drogi ucieczki. Musi sprowokowa
owc Zodziei do jawnego uycia mocy.
Po raz pierwszy od kilku tygodni Cery poczu dreszcz podniecenia i niecierpliwoci
przebijajcy si poprzez ponury, duszcy bl, ktry go ogarnia. Nawet jeli ta puapka nie
zapewni mu natychmiast zemsty za zabicie jego rodziny, samo planowanie i urzdzanie jej
pozwoli mu na troch odpdzi czarne myli. Cery potrzebowa dziaania, a nie ualania si
nad sob i zniechcenia brakiem ladw prowadzcych do zabjcy.
Stroma, krta grska cieka wiodca na Przecz przy- pomniaa Dannylowi te drogi, po
ktrych wdrowali z Tayendem wiele lat temu w poszukiwaniu miasta Armje. Nie byo to nic
dziwnego, gry naleay do tego samego pasma, oddzielajcego Sachak od Krain
Sprzymierzonych. Rwnie tutaj las porastajcy zbocza rzed, ustpujc karowatej
rolinnoci i skalnym urwiskom.
Powz jecha wolno, poniewa konie z trudem ocigny go pod gr. Lorkin mia dobrze ju
znany wyraz znudzenia w oczach; wyglda przez okno ponury i zrezygnowany. Obaj
zmczyli si ju rozmow, cho mino jeszcze poudnie, a milczenie sprawiao jedynie, e
powolne tempo stawao si nieznone. Nagle, bez ostrzeenia, powz skrci i nabra
prdkoci, poniewa droga wkroczya na rwniejszy teren. J echali teraz midzy dwiema
gadkimi skalnymi cianami. Lorkin wyprostowa si, otwar okienko po swojej stronie
wyjrza na zewntrz. J estemy na miejscu - powiedzia. Dannyl poczu na skrze dreszcz
podniecenia. Umiechn si z ulg, a Lorkin odpowiedzia mu wyszczerzonymi zbami.
Siedzieli w penym napicia doczekiwaniu, skupiajc ca uwag na ruchach powozu,
mijanych skaach i stukocie kopyt, a wreszcie wonica zawoa co i pojazd stan.
Za oknem po stronie Lorkina pojawia si twarz. Mczyzna w czerwonych szatach spojrza
na obu magw i skin uprzejmie gow.
- Witajcie w Forcie, Ambasadorze Dannylu i Mistrzu Lorkinie. Jestem Stranik Orton.
Zamierzacie zatrzyma si na noc czy te pojedziecie prosto do Sachaki? - Niestety nie
moemy si zatrzyma, poniewa Administrator Osen chciaby, ebymy zadomowili si w
Sachace jak najszybciej - odpowiedzia Dannyl.
Mczyzna umiechn si ze wspczuciem, - W takim razie zapraszam, ebycie
rozprostowali nogi i rozejrzeli si po okolicy, a my zmienimy wam konie.
- Z przyjemnoci.
Lorkin otworzy drzwiczki i wysiad za Dannylem z powozu. Gdy tylko modzieniec postawi
stopy na ziemi, z jego ust wymkn si zdumiony jk.
- Ach, tak. To imponujca budowla - powiedzia Orton, ledzc wzrok Lorkina.
Dannyl spojrza w gr i poczu ciarki na piecach. Nad nim wznosiy si ciany Portu,
rozcigajc si od jednej ciany wskiego wwozu po drug. Mur by gadki i pozbawiony
jakichkolwiek urozmaice, jeli nie liczy cieni wielkich szczelin wypenionych kamieniem,
ktre wskazyway miejsca napraw.
- To po zniszczeniach z czasu najazdu ichanich? - spyta Lorkin.
Tak, ale gorsze s w rodku - odpar Orton. Ruszy przed siebie, prowadzc ich ku ogromnej
bramie. Oczy Dannyla potrzeboway duszej chwili, aby przywykn do mroku, ale wkrtce
dostrzeg wok siebie ciany tunelu, owietlone latarniami. Niewielkie zmiany kolorw
wskazyway, gdzie mur uzupeniano nowym kamieniem. W niektrych miejscach otwieray
si szczeliny cignce si w gr na wysoko kilku piter.
Czy dawne puapki zostay zastpione nowymi? - spyta Dannyl.
- Niektre tak. - Orton wzruszy ramionami. - W wikszoci byy to zwyke bariery, ktrych
zadaniem byo spowolni napastnikw i pozbawi ich siy. Zainstalowalimy w ich miejsce
bardziej zoone systemy obronne. Puapki, ktre mog zapa intruza, jeli opuci tarcz.
Iluzje, ktre wyczerpi jego moc. Nie ma tu jednak nic takiego, co na duej powstrzymaoby
grup potnych sachakaskich czarnych magw, dlatego powicamy rwnie duo czasu i
wysiku na tworzenie drg ucieczki z Fortu. Zbyt wielu ludzi zgino niepotrzebnie podczas
inwazji, poniewa nie mogli uciec. Och... mamy tu te pomnik tych, ktrzy oddali ycie w
obronie Przeczy.
Pomidzy dwiema latarniami widniaa wyryta w skale lista imion. Dannyl poczu niepokj
zmieszany
z rozbawieniem na widok znajomego imienia, Z tego, co pamitam, Sachakanie wycignli
Ferguna z jakiej kryjwki. Trudno byoby to nazwa bohatersk obron Przeczy. Ale
pozostali... zginli, nie majc pojcia, czemu stawiaj czoa, poniewa Gildia nie daa wiary
ostrzeeniom Akkarina. Nie potrafili zrozumie zagroenia, ktre opisywa, zapomnieli
bowiem, jak bardzo potny moe si sta mag posugujcy si czarn magi.
Stali przez chwil w milczeniu, po czym rozleg si stukot kopyt, a trzeszczenie k i resorw
ponioso si echem po tunelu. Dannyl odwrci si i zobaczy, e wonica prowadzi w ich
kierunku nowe konie, zaprzgnite ju do powozu.
- Musicie zobaczy Fort od strony sachakaskiej - powiedzia Orton, prowadzc ich w gb
tunelu.
Dannyl i Lorkin ruszyli za nim. Turkot powozu brzmia gono w zamknitej przestrzeni,
aden z nich nie odzywa si wic, zanim nie wyszli z drugiej strony tunelu. Tu rwnie po
obu stronach wwozu wznosiy si wysokie ciany. Droga skrcaa tu za Fortem, Sachaki nie
byo wida. Kiedy Orton odwrci si i spojrza w gr, Lorkin i Dannyl uczynili tak samo.
Midzy cianami wwozu wznosia si kolejna gadka ciana, w ktrej widniay dziesitki
niewielkich okienek. Pod cian wwozu leay dwie wielkie pyty kamienne, ktre
najwyraniej kiedy byy jednym gazem.
- To by niegdy rodzaj bramy - wyjani Orton. - Opuszczano j, eby zamkn wejcie do
tunelu. Wzruszy ramionami. - Zastanawiam si, jak budowniczowie Fortu, ktrzy byli
przecie czarnymi magami, mogli sdzi, e co takiego powstrzyma napastnikw.
- Kada odrobina magii zuyta przez wroga moe oznacza, e kto ocali ycie - powiedzia
Lorkin. Orton spojrza na modzieca i potakn. By moe.
Powz wyjecha z tunelu i wonica zatrzyma konie przy stojcych magach. Orton zwrci si
do Dannyla. - wiee konie, karma i woda na trzy dni, ktre wam zajmie przebycie pustkowia.
Przygotowalimy to oraz ywno dla was, poprosiem te kucharza, eby dorzuci jakie
smakoyki na nastpny posiek. Nic szczeglnego, ale to moe by ostatni kyraliaski posiek
przez dugi czas.
- Dzikujemy, Straniku Ortonie, Mczyzna umiechn si.
- Caa przyjemno po mojej stronie, Ambasadorze Dannylu. - Spojrza na Lorkina. - Mam
nadziej, e ty i Mistrz Lorkin bdziecie mieli bezpieczn podr i e zatrzymacie si tu na
chwil w drodze powrotnej do Kyralii
Dannyl skin gow.
- Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, eby adnym najedcom nie przyszo do gowy
wyprbowa te nowe zabezpieczenia.
Orton zamia si i zwrci w stron powozu.
- Jestem tego pewien.
Drzwiczki si otwary, niewtpliwie za pomoc magii Ortona. Dannyl zaj miejsce, apic
rwnowag, kiedy powz zachwia si pod ciarem Lorkina, ktry dziarsko wskoczy za
nim. Pomachali Ortonowi na poegnanie, podzikowali w paru sowach, a chwil pniej
powz potoczy si drog i Orton znik im z oczu.
Dannyl zerkn na Lorkina, ktry umiechn si do niego. - Obawiam si, e Stranik Orton
nie miewa wielu goci - powiedzia cicho Lorkin. - Nie. Za to ty wygldasz znacznie
radoniej ni rano - zauway Dannyl. Lorkin umiechn si jeszcze szerzej, jestemy ju w
Sachace.
Dannyl poczu dreszcz niepokoju. On ma racj. W chwili gdy wyszlimy z tunelu, nie
bylimy juz na wasnej ziemi. J estemy w egzotycznej Sachace, w samym sercu dawnego
Imperium, ktre niegdy obejmowao Kyrali i Elyne. W kraju czarnych magw. Wszystkich
o tyle potniejszych ode mnie...
Tak musi si czu kupiec czy dyplomata, ktry ma do czynienia z magami Krain
Sprzymierzonych - wie, jak bezsilny byby w obliczu magii, ale polega na dyplomacji i
grobie odwetu ze strony swojej ojczyzny, ktra zapewnia mu nietykalno. Dannyl pomyla
o piercieniu z krwawym klejnotem, otrzymanym od Administratora Osena, wytworzonym
przez Czarnego Maga Kallena z krwi Osena, eby Dannyl mg si z nim kontaktowa.
Comiesiczne raporty, a poza tym tylko w razie koniecznoci. Tak jakby by w stanie na
odlego obroni mnie przed czarnym magiem...
Nagle skalna ciana za oknem znika, a w jej miejsce pojawia si wielka szara rwnina.
Lorkin krzykn, prze- siad si na miejsce naprzeciwko Dannyla i przysun si do okienka,
eby wyjrze na zewntrz. - A wic to jest pustkowie - wyszepta.
Pozbawione rolinnoci zbocze opadao stromo tu przy krawdzi drogi ku skalistym,
zwietrzaym wzgrzom lecym poniej. Wok nich roztaczaa si pustynia niczym
zamarznite morze; ca rwnin pokryway fale wydm. Dannyl uwiadomi sobie nagle, e
powietrze jest suche i pene pyu.
- Najwyraniej - odpowiedzia.
- Jest,.. wiksze, ni przypuszczaem - oznajmi Lorkin,
- Uczy si nas, e zostao stworzone jako bariera - powiedzia Dannyl. - Ale starsze
dokumenty stwierdzaj jedynie, e moe ni by. Oznaczaoby to, ze powstanie pustkowia nie
byo w peni zamierzone, A w kadym razie e nie wymylia go Gildia.
- Nikt wic nie wie na pewno, dlaczego je stworzono, nie mwic ju o tym, w jaki sposb?
- Istniej pewne zapiski mwice, e jego twrcy zamierzali osabi Sachak, niszczc jej
najyniejsze ziemie, Znalazem listy, w ktrych magowie wypowiadaj si na rzecz tego
pomysu, oraz te, w ktrych uznaj go za potworny. Ale ton tych listw sugeruje, e ich
autorzy komentowali potki i pogoski, a nie oficjalne postanowienie.
Lorkin skrzywi si.
- To nie byby pierwszy wypadek w historii, kiedy kto dziaa niezalenie od Gildii.
- Nie. - Dannyl zastanawia si, czy Lorkin robi aluzj do wasnych rodzicw. W jego gosie
bya kpina.
Siedzieli, wpatrujc si bez sowa w pustkowie przez dusz chwil. W kocu Lorkin
pokrci gow z westchnieniem.
- Ziemia nie odya. Nawet po siedmiuset latach. Czy kto prbowa j odrodzi?
Dannyl wzruszy ramionami. - Nie wiem,
- Moe i lepiej, e nikt nie wie, jak to si stao. J eli kiedykolwiek znw zdarzy si prawdziwa
wojna - a nie atak grupy wyrzutkw - moemy mie powane kopoty,
Rozgldajc si po zniszczonej ziemi, Dannyl musia si zgodzi z t opini.
- Sdzc ze wszystkich wiadectw, Sachakanie byli wciekli o te zniszczenia. Gdyby
wiedzieli, jak uderzy, na pewno by to zrobili. Nie sdz, eby wiedzieli na ten temat wicej
ni my.
Lorkin potakn.
- Moe to i lepiej. - Zmarszczy brwi i spojrza na Dannyla. - Ale jeli cokolwiek
odkryjemy... - Bdziemy musieli zachowa to w tajemnicy. W kadym razie do chwili, kiedy
bdziemy mogli przekaza t wiedz Wielkiemu Mistrzowi Balkanowi. To moe by jeszcze
bardziej niebezpieczne ni znajomo czarnej magii.

ROZDZIA 9

W POSZUKIWANIU PRAWDY

Podobnie jak wielu pochodzcych z biedniejszych czci miasta nowicjuszy Norrin by
niewysokiego wzrostu. Wyglda na jeszcze mniejszego, idc midzy dwoma Wojownikami,
ktrzy eskortowali go do Rady Gildii. Sonea poczua nagy przypyw wspczucia, kiedy
zerkn na rzdy magw wpatrujce si w niego z obu stron, poblad i wbi wzrok w ziemi.
Tb okrutne cign go przed ca Gildi, pomylaa. Przesuchanie przed starszyzn byoby
wystarczajco przemraajce i upokarzajce. Kto jednak postanowi ukara go dla
przykadu.
Zgodnie z regulaminem kady nowicjusz, ktry nie strawi si na wykadach lub te
zamieszkiwa poza terenem Gildii bez pozwolenia, by uznawany za potencjalnego dzikiego
maga i przesuchiwany przed caym zgromadzeniem, mimo e tylko Starsi Magowie mogli
ocenia jego dziaanie i decydowa o karze.
Gdyby go nie przyapano tu przed Posiedzeniem, moe by mu tego oszczdzono. Ale
znacznie atwiej jest doczy Przesuchanie na kocu Posiedzenia, ni urzdzi je osobno.
Podejrzewam, e gdyby Osen mia zwoywa
ca Gildi tylko po to, eby rozpatrzy t spraw, nagiby przepisy i zostawi j starszynie.
Eskorta zatrzymaa si na przedzie sali a Norrin przystan razem z ni i skoni si Starszym
Magom. Administrator Osen zerkn ku miejscom starszyzny a konkretnie na Sone. Przez
krtki moment ich spojrzenia si spotkay, po czym on odwrci wzrok. Inni zauwayli t
wymian spojrze, tote Sonea nagle poczua, e przygldaj si jej badawczo Wielki Mistrz
Balkan, Mistrzyni Vinara i Rektor Jerrik,. Miaa ochot wzruszy ramionami, by da do
zrozumienia, e nie ma pojcia, dlaczego Osen spojrza na ni wanie w tej chwili.
Zignorowaa rzucane jej spojrzenia i skupia si na nowicjuszu.
Administrator podszed do Norrina, ktry skuli si i nie podnosi wzroku,
- Nowicjuszu Norrinie - zacz Osen. Nie byo ci na terenie Gildii i Uniwersytetu przez dwa
miesice. Lekcewaye wezwania do powrotu, zmuszajc nas do zatrzymania ci. Znasz
przepisy ograniczajce swobod ruchu nowicjuszy oraz ich miejsce pobytu. Dlaczego je
zamae?
Norrin unis nieco ramiona, ale opuci je, kiedy wzi gboki oddech, a nastpnie wypuci
powietrze z puc. Wyprostowa si i spojrza na Administratora
- Nie chc by magiem - powiedzia. - To znaczy chciabym, ale bardziej zaley mi na
pomocy rodzinie. - Urwa i spuci ponownie wzrok.
Sonea nie widziaa twarzy Osena, ale jego postawa wyraaa cierpliwe oczekiwanie.
- Rodzinie? - zachci.
Norrin rozejrza si dookoa i poczerwienia.
- Modszemu rodzestwu. Matka nic moe si nimi zajmowa, jest chora.
- I nikt inny nie moe przej jej obowizkw? - spyta Osen.
- Nie. Moja siostra, najstarsza po mnie, zmara w zeszym roku. Pozostali s zbyt modzi, Nie
uyem magii ani razu - doda szybko. - Wiem, e nie wolno mi tego robi, jeli nie bd
magiem.
- J eli nie chcesz zosta magiem, jeli chcesz opuci Gildi, twoja moc musi zosta
zablokowana - poinformowa go Osen.
Nowicjusz zamruga powiekami, po czym podnis wzrok na Administratora z tak nadziej,
e Sonea poczua bl w sercu.
- Moecie to zrobi? - spyta Norrin ledwie syszalnym gosem. I mog odej, eby
opiekowa si moj rodzin, i nikt nie bdzie mia mi za ze? - Zmarszczy brwi. - To nie
kosztuje duo, prawda? Osen nie odpowiedzia, tylko potrzsn gow. To nic nie kosztuje
odrzek w kocu jeli nie liczy straconych perspektyw dla ciebie. Nie moesz zaczeka
jeszcze kilka lat? Dla twojej rodziny lepiej bdzie, jeli zostaniesz magiem. Norrin
spochmurnia.
- Nie. Nie mog si z nimi widywa. Nie mog posya im pienidzy. Nie mog sprawi, eby
matka... wyzdrowiaa. A pozostali s zbyt modzi, eby o siebie zadba.
Osen zwrci si ku starszynie.
- Myl, e powinnimy to przedyskutowa Sonea potakna, podobnie jak pozostali.
Administrator da zna eskorcie, eby wyprowadzia chopaka z sali.
Gdy tylko zamkny si za nim drzwi, Mistrzyni Vinara westchna gono i zwrcia si do
zebranych. - Matka tego chopaka jest dziwk, nie jest chora, tylko uzaleniona od nilu. - TO
prawda - powiedzia rektor Jerrik. - Ale on nie odziedziczy jej obyczajw. To rozsdny
mody czowiek, pilny i spokojny, o sporej mocy. Szkoda byoby go straci. - Jest za mody,
eby wiedzie, z czego rezygnuje doda Mistrz Garrel. - Kiedy poauje powicenia magii
dla swojej rodziny.
- Ale moe aowa jeszcze bardziej, jeli powici rodzin dla magii. - Sonea nie moga
powstrzyma si od tej uwagi.
Twarze wszystkich zwrciy si ku niej. Nieczsto zabieraa gos w debatach starszyzny w
cigu tych dwudziestu lat. Z pocztku dlatego, e czua si zbyt moda i niedowiadczona w
sprawach Gildii, eby si wtrca, a potem dlatego, e stao si jasne, e jej pozycja nie i
wynikaa z szacunku, ale niechtnego uznania jej mocy ... i udziau w obronie kraju.
A jednak kiedy tylko si odezw, przycigam znacznie wicej uwagi ni trzeba.
- Masz wiele wsplnego z Norrinem, Czarny Magu Soneo - powiedzia Osen. - Ty te nie
chciaa wstpowa do Gildii, cho nie z powodw rodzinnych, oczywicie - doda. Co twoim
zdaniem mogoby przekona go do pozostania?
Sonea niemal przewrcia oczami. - On chce odwiedza swoj rodzin i pomaga jej.
Pozwlmy mu na to, a jestem przekonana e chtnie zostanie z nami.
Starsi Magowie wymienili spojrzenia, Sonea zerkna na Rothena. Skrzywi si, dajc do
zrozumienia t jedn min, e uwaa zgod na co takiego za mao prawdopodobn. - Ale to
oznaczaoby, e Gildia bdzie wspiera finansowo dziwk oraz zapewne jej uzalenienie -
zauway Garrel,
- Na wynajem dziwek kadej nocy idzie znacznie wicej pienidzy Gildii, ni bdzie
potrzebnych, eby wyywi rodzin Norrina przez rok odpara Sonea, zdumiona gorycz
pobrzmiewajc w jej gosie.
Magowie umilkli na chwil. To te zawsz si powtarza, ilekro pozwol sobie co
powiedzie, pomylaa. Zauwaya, e Mistrzyni Vinara zakrya usta doni. - Spraw Norrina
bdzie zadba o to, eby pienidze, ktre da matce, nie zostay wydane na nil - odezwaa si
ponownie Sonea tonem, ktry wydawa si jej nieco bardziej ugodowy. - On przecie z
pewnoci nie chce jej zabi. - Nagle poczua przypyw natchnienia. - Jeli zgodzi si zosta,
wylijmy go do pracy w lecznicy, niech nawet bdzie, e za kar. Ja postaram si o to, eby
rodzina go tam odwiedzaa. W ten sposb bdzie mg si z ni widywa, a pokaemy, e
zosta ukarany za zamanie przepisw.
Wszyscy kiwali gowami.
Doskonale rozwizanie - powiedzia Osen - Moe uda ci si te przekona jego matk, eby
rzucia narkotyk.
Spojrza na ni z nadziej. Nie odpowiedziaa, ale wytrzymaa spokojnie jego wzrok. Nie
jestem na tyle gupia, eby cokolwiek obiecywa, kiedy chodzi o nil.
Osen odwrci si ku pozostaym.
- Czy ktokolwiek zgasza obiekcje ub te inne rozwizanie?
Starsi Magowie zaprzeczyli. Osen wezwa z powrotem eskort i Norrina. Kiedy
przedstawiono mu pomys Sonei, spojrza na ni z wdzicznoci. Nieco za bardzo
przypomina to uwielbienie, pomylaa. Musz si postara, eby ciko pracowa i nie zacz
mnie idealizowa. No i co gorsza, eby nie pomyla sobie, e amanie przepisw jest
sposobem na osignicie celu.
Kiedy Osen ogosi, e Przesuchanie i Posiedzenie skoczyy si, a Sonea wstaa i zacza
schodzi po stopniach, na jej drodze stana Mistrzyni Vinara.
- Dobrze, e wreszcie zacza mwi, co mylisz - powiedziaa wiekowa Uzdrowicielka. -
Powinna czciej tak robi- .
Sonea zamrugaa ze zdumienia i stwierdzia, e nie przychodzi jej do gowy adna
odpowied, ktra nie brzmiaaby banalnie. Vinara spowaniaa. Spojrzaa w d, na miejsce,
gdzie przed chwil sta Norrin.
- Ten przypadek pokazuje jasno, jak bardzo wane jest szybkie podjcie decyzji w kwestii
zmiany ub zniesienia przepisu dotyczcego kontaktw z przestpcami i ludmi o zej
reputacji - Vinara zniya gos, - Ja jestem za jakim doprecyzowaniem. Obecny przepis zbyt
atwo interpretowa w sposb, ktry ogranicza prac moich Uzdrowicieli.
Sonea potakna, silc si na umiech. - Moj jeszcze bardziej. Jak mylisz, kiedy
Administrator zada decyzji? Vinara zamylia si.
- Na razie nie zdecydowa, czy to ma by- decyzja starszyzny, czy caej Gildii. W
pierwszym wypadku mona uzna, e to nieuczciwe, poniewa ty jeste jedyn osb wrd
Starszych Magw, ktra moe reprezentowa magw i nowicjuszy pochodzcych z nizin
spoecznych, jeli natomiast pozwolimy decydowa caej Gildii,
- Nie zrobi to wielkiej rnicy - dokoczya Sonea. - Poza tym na pewno pojawi si uwagi,
ktre jeli zostan wypowiedziane publicznie, mog spowodowa dugotrwae urazy.
Vinara wzruszya ramionami.
- Och, nie sdz, eby tego dao si unikn. Ale takie rozwizanie bdzie wymagao
znacznie wicej pracy i spowoduje wikszy baagan, a Osen waha si, czy zmiana jest tego
warta.
- No c. Sonea umiechna si ponuro, ruszajc dalej schodami w d. Moe sprawa
Norrina zdoa go przekona-
Lorkin wyglda na pola cignce si wzdu drogi, zastanawiajc si, jak dugo bdzie
musia przyzwyczaja si do wszechobecnej zieleni. Przez trzy dni podrowali przez
pustkowie i mia wraenie, e suchy py tego obszaru wypeni wszystkie pory jego skry i
pcherzyki pucne. Marzy o kpieli bardziej ni kiedykolwiek w yciu.
Noc trzymali na zmian wart, wygldajc ichanich i pic w powozie. Pustkowie byo
uwaane za najniebezpieczniejszy odcinek ich podry - std takie rodki ostronoci - ale od
czasu inwazji nie zdarzay si napaci sachakaskich wyrzutkw na magw Gildii. Poprzedni
Ambasador widzia sylwetki obserwujce ich Z oddali, ale aden z tych ludzi nie przybliy
si.
Lorkin wtpi, czy zdoaliby dugo odpiera atak rozbjnikw ichanich, ale poprzednik
Dannyla powiedzia e zawsze liczy na to, e wystarczy wyglda na gontowego do walki.
Ichani wczcy si po rwninie i wzgrzach wiedzieli, e Gildia zdoaa zabi Kariko i jego
band, cho nie mieli pojcia, jak tego dokonano, tote trzymali si na bezpieczn odlego
od podrnych w szatach.
Drugiego dnia burza piaskowa zmusia Dannyla do zajcia miejsca obok wonicy, eby
chroni konie i powz, a take utrzymywa jak widoczno na drodze dziki barierze
magicznej. Trzeciego dnia piaski ustpiy kpom trawy i karowatym krzewom. W miar jak
rolinno gstniaa, pojawiay si zwierzta. Pniej dostrzegli pierwsze marne uprawy,
ktre dalej staway si zdrowsze i bujniejsze, a w kocu wszystkie wyglday przyjemnie
wiejsko i normalnie - o ile nie patrzyo si zbyt uwanie w kierunku poudniowo-zachodnim.
Tu i wdzie kilkaset krokw od drogi pojawiay; si skupiska biaych budynkw i murw
Byy to majtki potnych sachakaskich wacicieli ziemskich, ashakich. Dopiero kiedy
minli pierwsze z nich, Lorkin zorientowa si, e ruiny, obok ktrych przejedali na
pustkowiu, zapewne niegdy wyglday tak samo.
Tego wieczoru Lorkin i Dannyl mieli nocowa u miejscowego ashakiego. Lorkin nie by
pewny, czy nerwowego dreszczu niecierpliwoci, ktry odczuwa na myl o spotkaniu z
Sachakaninem, nie wywouje przypadkiem przeraenie. Dannyl widzia si z sachakaskim
Ambasadorem w Imardinie, ale Lorkin nie by jeszcze wwczas asystentem, tote nie
zaproszono go na spotkanie.
Chciabym mc przyspieszy i by ju na miejscu, ale moe po prostu jestem godny i marz
o porzdnym wyspaniu si w wygodnym ku?
Powz zwolni, po czym skrci z gwnej drogi w bok. Serce Lorkina zabio szybciej.
Przytkn nos do okna i zobaczy biae budynki na kocu wskiej drki, ktr teraz jechali.
ciany byy gadkie i zaokrglone, bez ostrych ktw. Kiedy podjechali bliej, dostrzeg pod
wznoszcym si przed nimi ukiem chude postacie poruszajce si wzdu muru. J edna z nich
przystana w bramie, a po chwili odwrcia si i daa jakie znaki pozostaym, za- nim znika
z pola widzenia.
Minli uk bramy i znaleli si na niemal pustym dziedzicu. Kimkolwiek byli tamci ludzie,
zniknli. Kiedy powz zatrzyma si, z niewielkich drzwi wysuna si pojedyncza posta i
zgrabnym ruchem pada twarz na ziemi.
Najwidoczniej niewolnik. Lorkin spojrza na Dannyla, ktry umiechn si pospnie i
przesun si ku drzwiczkom powozu. Kiedy Ambasador wysiad, czowiek na ziemi nie
poruszy si. Lorkin wyszed z powozu. Zerkn na wonic, na ktrego twarzy malowaa si
niech.
Wiedzielimy, czego si spodziewa. Niewiele to pomaga. W dodatku wydaje si to nieco
nieuprzejme. C, inne obyczaje. Pan domu nie wychodzi wita goci. Wita ich dopiero w
rodku.
- Zaprowad nas do swojego pana - rozkaza Dannyl. W jego gosie nie byo sycha nakazu,
nie brzmia te jak proba. Lorkin uzna, e to dobra droga poredni i postanowi tak samo
zwraca si do niewolnikw.
Lecy na ziemi mczyzna podnis si i bez sowa, nie patrzc na nich, ruszy z powrotem
przez drzwi w gb budynku, a Dannyl i Lorkin za nim. Znaleli si w korytarzu. ciany w
rodku wyglday tak samo jak na zewntrz, cho moe byy jeszcze gadsze. Przygldajc si
dokadniej, Lorkin zauway, e na powierzchni wida lady palcw. ciany pokrywa jaki
rodzaj stiuku, Zastanawia si, czy pod spodem jest kamie, czy cegy, czy te moe wszystko
jest z jakiej gliny nakadanej kolejnymi warstwami.
Niewolnik zatrzyma si na kocu korytarza i rzuci si na podog. Dannyl i Lorkin weszli
do duego pomieszczenia, ktrego biae ciany zawieszone byy obrazami i rzebami. Na
jednym z trzech niskich stokw siedzia mczyzna, ktry na ich widok wsta z umiechem.
|Witajcie, jestem ashaki Tanko. Ambasador Dannyl i Mistrz Lorkin, jak mniemam.
- Zgadza si - odpar Dannyl. - J estemy zaszczyceni spotkaniem i dzikujemy ci za
zaoferowanie nam gociny pod twoim dachem.
Mczyzna by o gow niszy od Dannyla, ale potna budowa wiadczya o sile. Skra
miaa typowy dla Sachakan odcie brzu - janiejszy ni u Lonmarczykw, ale ciemniejszy
ni miodowa cera Elynw. Sdzc po zmarszczkach wok ust i oczu, Lorkin ocenia jego
wiek na pomidzy czterdziestk a pidziesitk. Tariko mia na sobie krtk kurtk zdobion
kolorowym haftem, narzucon na prost koszul, a take spodnie z takiego samego materiau
jak kurtka, ale bez tyu ozdb.
- Usidcie - zaprosi ich ashaki Tariko, wskazujc na stoki. - Wystawiem czujki na drodze,
eby wiedzie o waszym przyjedzie i mc od razu zaoferowa wam poczstunek. Zwrci
si do lecego na pododze niewolnika. Zawiadom kuchni, e gocie przyjechali - rozkaza.
Mczyzna skoczy na rwne nogi i pospiesznie si oddali. Zanim Lorkin podszed razem z
Dannylem do siedze, jego wzrok przycign bysk metalu w okolicy pasa Tariko, przyjrza
si wic lepiej. Z pasa zwieszaa si bogato zdobiona pochwa na sztylet, z ktrej wystawaa
ozdobna rkoje. Wszystko bardzo pikne: zoto wysadzane klejnotami. Nagle serce Lorkina
zamaro. To sztylet czarnego maga, Ashaki Tariko jest czarnym magiem. Przez chwil Lorkin
poczu ogarniajcy go strach, ktry zarazem dziwacznie go oywia, ale przygas szybko,
pozostawiajc po sobie rozczarowanie. Tak, podobnie jak twoja matka - przyapa si na tej
myli, uwiadamiajc sobie nage, e ycie w kraju czarnych magw nie bdzie ani tak
podniecajce, ani nowe, jak sobie wyobraa.
J ego rozwaania przerwao wejcie szeregu mczyzn i kobiet ubranych w kawaki materiau
owinite wok torsw i przewizane w pasie sznurem. Nieli albo tace wyadowane
jedzeniem, albo dzbany i puchary. Lorkin poczu egzotyczne zapachy, a w odku mu
zaburczao. Kady z niewolnikw podchodzi najpierw z pochylon gow do ashakiego
Tariko, trzymajc tac w wycignitych rkach, po czym klka przed swoim panem.
Pierwszy z niewolnikw trzyma rzeczy, ktrymi mieli je gospodarz i gocie: talerz i n z
rozdwojonym na kocu ostrzem. Nastpnie podano puchary napenione winem. Potem
pojawiy si kolejne dania; pan domu nakada sobie jako pierwszy, pniej Dannyl, na kocu
Lorkin. Tariko odsya kolejnych niewolnikw cichym rozkazem. Pan domu je pierwszy,
powtrzy w mylach Lorkin. Magowie przed nie magicznymi, ashaki przed wolnyludmi
nie posiadajcymi ziemi, starsi przed modszymi, mczyni przed kobietami. Tylko kobieta,
ktra bya magiem oraz gow swojej rodziny, bya obsugiwana przed mczyznami. A poza
tym kobiety i tak najczciej jedz osobno. Ciekawe, czy ashaki Tariko ma on.
J edzenie byo mocno przyprawion czasami tak pikantne, e Lorkin musia niemal kady ks
popija winem. Stara si wytrzymywa, zarwno w nadziei, e w kocu si przyzwyczai, jak
i dlatego, e nie chcia si cakiem upi - zwaszcza pierwszej nocy, ktr mia spdzi jako
go sachakaskiego czarnego maga.
Dannyl rozmawia z gospodarzem o podry przez pustkowie, pogodzie, jedzeniu i winie,
Lorkin za w tym czasie przyglda si niewolnikom. Ostatni z tych, ktrzy przynieli
jedzenie, czekali najduej, ale mimo to ich rce nie dray. By to dziwaczny widok; wszyscy
ci milczcy ludzie w pokoju, jakby niepomni rozmowy midzy Tariko a Dannylem.
Ci ludzie s wasnoci Tariko, przypomina sobie co chwil. Pracuj i s karmieni jak
zwierzta gospodarskie. Usiowa sobie wyobrazi, jak musi wyglda takie ycie,
i wzdrygn si na sam myl. Dopiero kiedy podano ostatnie dania i odprawiono wszystkich
niewolnikw, Lorkin by w stanie skupi si na rozmowie.
- Jak to jest mieszka tak blisko pustkowia? - spyta Dannyl.
Tariko wzruszy ramionami
- Jeli wiatr wieje z tamtej strony, wysysa ze wszystkie- go wilgo. Potrafi zniszczy zasiewy,
jeli wieje zbyt dugo.
A potem wszystko jest pokryte warstw drobnego pyu: na zewntrz i w budynkach. -
Podnis wzrok, jakby przenika nim ciany ku pustkowiu. Pustynia co roku pochania nieco
wikszy obszar. Pewnego dnia, moe za jaki tysic lat, piaski spotkaj si z tymi z pnocy i
caa Sachaka zmieni si w pustyni.
- Chyba e da si temu jako zapobiec - powiedzia Dannyl. - Czy ktokolwiek prbowa
przywrci- pustkowie do ycia?
- Wielu. - Oczywicie, e prbowalimy, mwio oblicze Tariko. - Czasem nawet si to
udawao, cho nigdy na duej. Ci, ktrzy badali pustkowie, mwi, e yzna grna warstwa
ziemi zostaa cakowicie zdarta, a bez niej nie utrzymuje si woda i roliny nie mog y-
.
W oczach Dannyla zabys ogie zainteresowania.
- Ale nie macie pojcia, jak to si stao?
- Nie. - Tariko westchn. - Co par lat na pustyni pnocnej spada deszcz i po kilku dniach
wszdzie jest zielono. Ziemia jest bogata w popi wulkaniczny. Pustynia utrzymuje si tam
tylko z powodu braku opadw. A tu mamy mnstwo deszczw, a mimo to nic nie ronie,
- To brzmi jak cud, ktry trzeba zobaczy mrukn Lorkin. - Mam na myli pnocn pustyni
w kwiatach.
Tariko umiechn si do niego.
- Owszem. Plemiona Dana przybywaj na poudnie, eby zbiera pustynne roliny i
sprzedawa w Arvice ich suszone licie, owoce i nasiona. J eli bdziecie mieli szczcie,
moe si to wydarzy podczas waszego pobytu, a wtedy skosztujecie rzadkich przypraw i
delikatesw.
- Mam tak nadziej - powiedzia Lorkin. - Aczkolwiek nie wyobraam sobie nic bardziej
egzotycznego i wspaniaego ni to, co wanie zjedlimy.
. Sachakanin zamia si, zadowolony z komplementu.
- Zawsze mwiem, e ze wszystkich niewolnikw najwicej jest wart dobry kucharz. I
koniuszy.
Lorkin ledwie zapanowa nad twarz, syszc tik obojtn uwag na temat kupowania ludzi,
cieszy si wic, e Tariko nie cign tematu. Po krtkiej rozmowie o potrawach typowych
dla Sachaki, w ktrej gospodarz poradzi im skosztowanie niektrych da i unikanie innych,
ashaki wyprostowa si.
- J estecie z pewnoci zmczeni, wic skoro ju was nakarmiem, nie bd was
powstrzymywa duej od kpieli.
Dannyl mia w oczach rozczarowanie, kiedy ich gospodarz wsta, ale ku wielkiej uldze
Lorkina nie zaprotestowa. Rozleg si dwik gongu i do pokoju wbiegy dwie mode
kobiety, rzucajc si na podog. | - Zaprowadcie naszych goci do ich pokoi - rozkaza
Tariko, po czym umiechn si do Dannyla i Lorkina. - Odpocznijcie dobrze, Ambasadorze
Dannylu i Mistrzu Lorkinie. Zobaczymy si rano.
Cery unis zason i przysun si blisko otworu, eby zerkn do znajdujcego si po
drugiej stronie ciany pomieszczenia, Byo wskie, ale bardzo dugie, a wic oglnie
przestronne. Nie podoba mu si ten ksztat, ale dao si go podzieli na szereg maych
pokoikw, wzdu ktrych pobiegnie droga ucieczki.
W pomieszczeniu pracowao kilka osb, pokrywajc ceglane ciany boazeri, budujc
szkielety dla cianek dziaowych, wykadajc podog pytkami. Dwch krztao si przy
kominku, czyszczc cig. Gdy tylko skocz i posprztaj po sobie, zacznie si praca nad
ozdobami i nowa kryjwka Cery'ego - puapka na owc Zodziei - stanie si gustownym,
eleganckim miejscem.- Jeste pewny, e chcesz wynaj tego samego lusarza? - spyta Gol
Cery odwrci si i zobaczy oko swojego ochroniarza owietlone niewielkim krgiem wiata
dochodzcego zza drugiego otworu.
- A czemu nie?
- Mwie, e nie sdzisz, eby Dern ci zdradzi, a jeli nikt ci nie zdradzi, to owca
Zodziei nigdy nie wpadnie w nasz puapk.
Cery zwrci si znw ku otworowi w cianie i spojrza na pracujcych w rodku mczyzn.
Nie chc, eby ludzie myleli, e go oskaram. A mnie cigle niepokoi ten zamek. Po co Dero
miaby go robi tak, eby byo wiadomo o uyciu magii, skoro jest tak mao prawdopodobne,
e zostanie ona uyta?
- Moe dlatego, e uwaa to za prawdopodobne, W kocu jestem Zodziejem. A Zodzieje
gin od kilku lat.
- W takim razie on musi mie powd do podejrze, e tamci zostali zabici za pomoc magii.
- Moe ma. Moe sysza pogoski o owcy Zodziei. Mnie Dern zawsze wydawa si tak
dokadny, e a mieszny, i myl, e dlatego wanie zrobi taki zamek, niezalenie od tego,
co wiedzia o owcy Zodziei i metodach.
Gol westchn.
- No... tak, on czasem bywa pedantyczny. Ale jakakolwiek by wdziczny za kolejne zlecenie
od ciebie, wydawa si, no, nerwowy. Tak wanie. Cigle mwi, e jeli okae si, e owca
Zodziei i Dziki istniej i s tym. samym czowiekiem, to jakie jeszcze legendy mog by
prawd. Na przykad ta o ogromnych ravich zjadajcych ludzi
ywcem w kanaach ciekowych albo te wyacych z nich i porywajcych ludzi ze
Zodziejskiej cieki. - Nic dziwnego. - Cery pokrci gow. - Sam zawsze uwaaem
Dzikiego za legend. Ludzie mwili, e pod miastem kryje si od dwudziestu lat mag, mimo
e Senfel wrci do Gildii i uzyska przebaczenie, i w kocu zmar w podeszym wieku...
kiedy? Dziewi czy dziesi lat temu?
- Senfel da ludziom do mylenia... podobnie jak Sonea, Teraz kade dziwne wydarzenie,
ktre pachnie magi, stanowi dowd na to, e po miecie wcz si dzicy.
- Wyglda na to, e te pogoski mog by prawdziwe,
Cery skrzywi si. - Ale dlatego wanie musimy mie pewno, zanim powiemy Sonei.
Gol mrukn co, potakujc.
- Mylisz, e powinnimy powiedzie Skellinowi o naszych planach?
- Skellinowi? - Przez moment Cery zastanawia si, skd ta sugestia, a przypomnia sobie o
umowie z drugim Zodziejem. - Nie mamy pewnoci, e osoba, na ktr zastawiamy puapk,
to owca Zodziei. Jeli zdobdziemy na to dowody, powiem Skellinowi. Inaczej...
- Wzruszy ramionami. - Nie by zainteresowany wiadomoci o dzikim.
Przez chwil obaj w milczeniu spogldali w otwory w cianie, po czym Cery opuci z
powrotem zason. Robotnicy wiedzieli o budowanych drogach ucieczki, ale nie o tych, ktre
istniay wczeniej, ani te o otworach przez ktre obserwowali ich Cery z Golem.
-Chodmy.
J asny punkt przed okiem Gola znikn. Cery ruszy przed siebie, macajc cian rk,
Ciekawe, ktry z wynajtych robotnikw puci w obieg informacj o mojej nowej kryjwce.
Mimo e Cery zawsze traktowa wynajmowanych ludzi dobrze, paci im uczciwie i bez
opnie, nigdy nie mg by pewny ich lojalnoci oraz umiejtnoci utrzymania tajemnicy.
Dowiedzia si o nich wszystkiego, czego mg: czy mieli rodzin, czy o ni dbali, czy mieli
dugi, dla kogo pracowali przeszoci, kto pracowa dla nich i czy ktokolwiek, z kim spotkania
unikaliby, a zwaszcza - czy bya to Gwardia miejska.
Nie tym razem. Gol puci w ruch zbieranie informacji, ale nie mielimy czasu ma
dokadno - i dobrze.
eby puapka zadziaaa, Cery potrzebowa przecieku. J eli jednak nie bd ostrony owca
moe uzna, e dziwnie si zachowuj i nabra podejrze.
Minli dwa zakrty korytarza.
- Moesz ju odsoni lamp - mrukn Cery.
Po chwili usysza ciche skrzypienie i nagle wiato zalao tunel. Wiesz ,owc moe by
ktry z tych robotnikw. Cery obejrza si przez rami na przyjaciele.
- Niemoliwe. Gol wzruszy ramionami. Nawet owca musi z czego y i gdzie mieszka.
Musi mie jak prac.
- Chyba e jest bogaty zauway Cery, ruszajc dalej. Chyba e tak zgodzi si z nim Gol.
Kiedy byoby rozsdnie uzna, e owca jest bogaty. Ale teraz ludzie ze wszystkich sfer
wstpowali do Gildii. A jeli owcy nie sta na przekupienie ludzi, moe ich zawsze
zaszantaowa lub zastraszy by moe nawet skuteczniej, bo za pomoc magii.
Szkoda, e nie mog zapyta Sonei, czy nie znikn jaki mag albo nowicjusz. Nie chc
jednak ryzykowa kolejnego spotkania z ni, dopki nie bd mia dowodw na obecno
dzikiego w miecie.
A tymczasem trzeba przede wszystkim postara si o te dowody, nie dajc si jednoczenie
zabi.


ROZDZIA 10

NOWE WYZWANIE

Poprzedni Ambasador Gildii w Sachace poinformowa Dannyla, e Arvice nie jest otoczone
murami. To znaczy murami obronnymi. W Sachace byo mnstwo murw otaczajcych
posesje. Wysze od czowieka lub tak niskie, e dao si je przekroczy, zawsze tynkowane i
malowane na biao, wyznaczay granice posiadoci. J edyn oznak, e Dannyl i Lorkin
dojechali do miasta, byo to, e wzdu drogi wznosiy si teraz wysokie mury zamiast niskich
- jeli nie liczy tych miejsc, gdzie si rozpady i nikt ich nie naprawi.
Tu jest mnstwo ruin, zauway Dannyl. Na pustkowiu, a potem czasem zburzone kawaki
cian wewntrz posiadoci, ktre kiedy musiay by dworami. A teraz to...
Powz min kolejny zrujnowany mur, a przez wyrwy wida byo spalone i lece w gruzach
pozostaoci budynku. To wyglda tak, jakby wojna sachakaska skoczya si zaledwie kilka
lat temu i jeszcze nie zdyli tego odbudowa.
Ale jeli powstanie pustkowia sprawio, e Sachaka zacza produkowa o poow mniej
ywnoci, jak twierdzi ashaki Tariko, to zapewne rwnie liczba ludnoci si
zmniejszya. Nie odbudowywano domw, w ktrych nie mia kto mieszka.
Wojna toczya si siedemset lat temu. Opuszczone wwczas domy powinny si ju rozsypa.
Te ruiny musz wic by nowsze. Moe zmniejsza si liczba ludnoci. A moe waciciele s
zbyt biedni, eby pozwoli sobie na remonty.
Powz min mod kobiet idc boso po ulicy; ubran w prost, przepasan tunik
niewolnicy. Podniosa spojrzenie na przejedajcy pojazd i zrobia wielkie oczy. Odwrcia
si szybko, skulia si i utkwia wzrok w ziemi.
Dannyl zmarszczy brwi i wychyli si z okna, eby spojrze do przodu. Na drodze widzia
wicej niewolnikw. Oni te bali si przejedajcego powozu. Niektrzy odwracali si i
uciekali. Stojcy w pobliu zaukw uskakiwali w ich cie. Inni zamierali i kulili si pod
najblisz cian.
Czy to jest normalne zachowanie niewolnikw? Kryj si przed wszystkimi przejedajcymi
powozami czy te chodzi o to, e to jest pojazd Gildii? Jeli to drugie, to czemu si nas boj ?
Czy ktrykolwiek z naszych poprzednikw da im do tego powd? A moe boj si Kyralian
ze wzgldu na zaszoci?
Skrcili w inn ulic, a nastpnie przejechali przez szerok alej. Dannyl zauway, e
niewolnicy tutaj s nieco mniej strachliwi, ale omijaj powz szerokim ukiem. Kiedy powz
min kilka nastpnych skrzyowa, skrci nagle midzy skrzyda bramy na dziedziniec,
gdzie stan. Wzrok Dannyla przycign bysk zota; tabliczka na cianie budynku gosia, i
jest to Dom Gildii w Arvice".
Dannyl zwrci si do Lorkina. Modzieniec siedzia wyprostowany, oczy byszczay mu z
podniecenia. Spojrza na Dannyla, po czym wskaza rk drzwiczki powozu.
- Ambasadorowie przodem | powiedzia, umiechajc si promiennie,
Dannyl przesun si we wntrza pojazdu, otworzy drzwiczki i wysiad. Na ziemi tu obok
lea mczyzna. Przez chwil Dannyl poczu niepokj, przestraszony, e ten nieznajomy
zemdla. Nastpnie przypomnia sobie, co to znaczy.
- Jestem Dannyl, Ambasador Gildii - powiedzia. - A to Mistrz Lorkin, mj asystent. Moesz
wsta- .
Mczyzna wsta, nie podnoszc wzroku znad ziemi.
- Witajcie, Ambasadorze Dannylu i Mistrzu Lorkinie,
- Dzikuj - odpowiedzia odruchowo Dannyl, przypominajc sobie poniewczasie, e tego
rodzaju zwyczaje s dla Sachakan zabawne i gupie, - Zaprowad nas do rodka.
Niewolnik wskaza na pobliskie drzwi, obrci si i wszed do budynku. Zerkn za siebie,
eby mie pewno, e gocie id za nim, i poprowadzi ich w gb korytarza. Podobnie jak w
domu ashakiego Tariko korytarz prowadzi do wielkiego pomieszczenia - pokoju pana- Ten
pokj rozbrzmiewa gwarem wielu gosw, Dannyl ze zdumieniem dostrzeg, e w rodku
znajdowao si co najmniej dwudziestu mczyzn, wszyscy w bogato zdobionych krtkich
kurtkach, tradycyjnym oficjalnym stroju Sachakan. Wszyscy zwrcili wzrok na niego, kiedy
wszed, a rozmowy natychmiast ucichy.
- Ambasador Dannyl i Mistrz Lorkin - oznajmi niewolnik.

J eden z mczyzn wystpi do przodu, umiechajc. Mia typow dla swojej nacji budow
ciaa o szerokich ramionach, ale w jego wosach wida byo srebrne pasma, a zmarszczki
wok oczu i ust nadaway pogodny wyraz. Nosi ciemnoniebiesk kurtk ze zotym haftem,
przy pasie za - ozdobny sztylet. - Witajcie w Arvice, Ambasadorze Dannylu i Mistrzu
Lorkinie - powiedzia, rzucajc Lorkinowi zdawkowe spojrzenie i zwracajc si do Dannyla. -
Jestem ashaki Achali. Moi przyjaciele i ja czekalimy, eby was powita i da wam
posmakowa sachakaskiej gocinnoci. Ashaki Achati. Dannyl poczu lekk ekscytacj na
dwik tego imienia. Wany gracz polityczny, przyjaciel Krla Sachaki.
- Dzikuj - odpowiedzia. - Jestem... Zerkn na Lorkina i umiechn si. - Jestemy
zaszczyceni i bardzo nam mio.
Ashaki Achati umiechn si szerzej.
- Pozwlcie, e was przedstawi pozostaym.
Pokj wypeni znw gwar gosw, kiedy Achati wywoywa pozostaych mczyzn,
pojedynczo lub parami, eby przedstawi ich Dannylowi. Tgi mczyzna zosta
przedstawiony jako krlewski Mistrz Handlu; niski zgarbiony czowieczek okaza si
Mistrzem Praw. Mistrz Wojny wyda si Dannylowi dziwacznym wyborem - chudy jak na
Sachakanina, zanadto impertynencki w manierach jak na tak powane stanowisko.
Uprzejmo Mistrza Archiww wydawaa si nieco wymuszona, ale Dannyl nie wyczuwa w
nim niechci, ale gwnie cie znudzenia
- Czy planujesz jakie rozrywki w czasie wolnym od obowizkw dyplomatycznych? - spyta
czowiek imieniem ashaki Vikato, kiedy zostali sobie przedstawieni.
- Interesuje mnie przeszo - odpar Dannyl. - Chcia bym dowiedzie si czego wicej o
Historii Sachaki
- Och! W takim razie powiniene porozmawia z Ki-rot. - Mczyzna pomacha w kierunku
Mistrza Wojny.
- On bez przerwy gada o jakich dziwacznych wydarzeniach z przeszoci i czyta stare ksigi.
To, co. dla wikszoci sachakaskich chopcw jest udrk, dla niego jest najmilsz
rozrywk.
- Nie dla Mistrza Archiww?
- Nie - odpar ashaki Achati. - Chyba e ma kopoty ze snem.
Ashaki Vikato zamia si,
- Stary Richaki bardziej interesuje si teraniejszoci ni odkopywaniem przeszoci. Mistrzu
Kirota!
Chudy mczyzna odwrci si i umiechn na widok zapraszajcych gestw Vikato.
Przecisn si przez zgromadzonych. - Sucham, ashaki Vikato.
- Ambasador Dannyl interesuje si histori. Czy doradzisz, jak mgby zaspokoi t
ciekawo podczas pobytu w Arvice?
Kirota unis brwi.
- Naprawd? - Po czym zmarszczy brwi w zamyleniu.
- Nieatwo jest uzyska dostp do archiww i bibliotek - ostrzeg. Wszystkie nasze
ksigozbiory s wasnoci prywatn, a na przegldanie archiww paacowych bdziesz
potrzebowa zgody Mistrza Richakiego.
Achati potakn.
- Mam dobre ukady z wikszoci wacicieli bibliotek w Arvice. - Spojrza na Dannyla. -
jeli miaby ochot, mog ci przedstawi i zobaczymy, czy uda ci si dobra do kilku z
nich.
- Bd niezmiernie wdziczny - odpar Dannyl. Achati umiechn si.
- To nie bdzie trudne. Wszyscy bd chcieli pozna nowego Ambasadora Gildii. Pytanie
tylko, czy uda ci si przekona ich do pozostawienia ci samego dostatecznie dugo, eby
zdy cokolwiek przeczyta. Czy jest co konkretnego, co ci szczeglnie interesuje? Im
starsze rzeczy, tym lepiej. No i... - Dannyl urwa na chwil, zastanawiajc si, jak
sformuowa to, co chcia powiedzie. J akkolwiek interesowaoby mnie pogbi - nie
znajomoci dziejw Sachaki, to chciabym rwnie dowiedzie si rnych rzeczy, ktre
wyjaniyby luki w historii Kyralii. Macie luki w historii? - Kirota ponownie unis brwi. -
C, kto ich nie ma? - Umiechn si, a zmarszczki na jego twarzy pogbiy si,
uwiadamiajc Dannylowi, e ten czowiek jest starszy, ni pocztkowo myla, - Moe
zdoasz pomc mi wy peni pewne luki rwnie w naszej historii, Ambasadorze Dannylu.
Dannyl skin gow. Zrobi, co w mojej mocy.
Achati rozglda si po pokoju, prawdopodobna upewniajc si, czy kogo nie pomin, a
Dannyl uwiadomi sobie, e chocia otaczali go czarni magowie, nie czu adnego
niepokoju. To byli ludzie potni i wpywowi, a on mia wielokrotnie do czynienia z im
podobnymi w przeszoci. Moe to zadanie nie bdzie duo trudniejsze ni w Elyne. Cho i
tam atwo nie byo. Wydaje si te, e czarna magia nie wyklucza zainteresowa naukowych.
Poczu wrcz niecierpliwo na myl o dokumentach, na
ktre moe si natkn w tych prywatnych bibliotekach
wspomnianych przez Achatiego. Nastpnie ogarno go poczucie winy i smutku. J ak dobrze
byoby dzieli si tymi odkryciami z Tayendem. Nie jestem jednak pewny, czy jego to jeszcze
obchodzi. I jakkolwiek wszyscy ci ludzie wydaj si przyjanie nastawieni, on jest na pewno
bezpieczniejszy w Kyralii.
Gromadka stojca przed Pnocn Lecznic bya mniejsza ni zwykle. Blade twarze zwrciy
si ku powozowi, w oczach zabysa nadzieja, ale miny pozostaway ostrone. Kiedy powz
skrci i min bram, Sonea westchna.
Kiedy otwarto lecznice, pod ich drzwiami toczyy si tumy chorych, a wraz z nimi ci, ktrzy
pragnli na wasne oczy zobaczy legendarnego maga ze slumsw, by wygnank, a zarazem
obroczyni Kyralii. Ci, ktrych nie odstraszay jej czarne szaty, otaczali j, ebrzc i
bekoczc, utrudniajc wejcie do rodka i wykonanie pracy. Nie potrafia jednak odepchn
ich za pomoc magii. Inni Uzdrowiciele mieli podobne problemy, kiedy pozostajcy poza
lecznic chorzy albo te ich rodziny bagali i ebrali o pomoc.
Dlatego obok lecznic zbudowano otoczone cianami podjazdy dla powozw, a gwnych
bram oraz bocznych wej pilnowali stranicy. Dziki temu Uzdrowiciele mogli przyjeda i
dostawa si z powozu do lecznicy bez przeszkd
Sonea czekaa, a stranicy dadz znak, e droga wolna, i wysiada z powozu, Kiedy zwrcia
si do nich z umiechem podzikowania, obaj ukonili si. Usyszaa otwierajce si boczne
drzwi lecznicy -... no nareszcie... och!
Sonea odwrcia si i zobaczya Uzdrowicielk Olli wpatrujc si w ni z przeraeniem,

- Przepraszam, yyy, Czarny Magu Soneo. Ja tylko... my...
- To ja powinnam przeprosi- - odpara Sonea. - Spniam si. A raczej spni si
Uzdrowiciel Draven. jego matka nagle zachorowaa, wic ja go zastpuj. - Prze pucia Olli
do powozu. - Wsiadaj, Musisz by- bardzo zmczona.
- Mhm. Dzikuj. - Ollia zarumienia si, mina biegiem Sone i wsiada do pojazdu.
Sonea wesza do lecznicy. Wielka sala z zapasami oraz fotelami dla zmczonych
Uzdrowicieli i ich pomocnikw stanowia azyl prywatnoci pomidzy podjazdem a salami dla
pacjentw. Moda kobieta w zielonych szatach siedziaa w jednym z foteli Kcik jej ust unosi
si w cierpkim umiechu.
- Dobry wieczr, Czarny Magu Soneo - powiedziaa Nikela.
- Uzdrowicielko Nikeo - odpara Sonea.
Lubia t dziewczyn. Moda Uzdrowicielka zgosia si do pracy w lecznicy niedugo po
wstpieniu do Gildii i odkrya w sobie pasj zarwno do leczenia, jak i pomagania ludziom.
Jej rodzice byli sucymi w rodzinie nalecej do jednego z mniej wpywowych Domw,
- Spokojnie tu dzisiaj.
- W miar. - Nikela wzruszya ramionami. - Dobrze syszaam? Zastpujesz Uzdrowiciela
Dravena?
-Tak.
Nikea wstaa.
- W takim razie moe powiem Andrei, e przyjechaa.
- Pjd z tob.
Sonea przesza za ni przez drzwi prowadzce do gwnych pomieszcze lecznicy, zamykajc
je za sob za po moc magii. Idc korytarzem, suchaa dwikw dobiegajcych z pokojw,
w ktrych leeli pacjenci Chrapliwy
oddech powiedzia jej, e w jednym z nich znajdowa si pacjent z problemami
oddechowymi, a jki dochodzce z innego pomieszczenia stanowiy informacj o jakiej
bolesnej przypadoci. Wszystkie pokoje byy jak zwykle zajte - w wikszoci przez pacjenta
i dwjk czonkw rodziny, ktrym wolno byo z nim przebywa i opiekowa si nim.
Zbyt mao Uzdrowicieli zgaszao si do pracy w lecznicach, eby leczy ogromn liczb
zgaszajcych si tu chorych, a ci, ktrzy tu pracowali, nie byli w stanie zaj si wszystkim.
Ale gdyby nawet wszyscy Uzdrowiciele z Gildii zostali zmuszeni do codziennych dyurw, i
tak byoby to za mao, Sonea wiedziaa, e bdzie musiaa prowadzi lecznice bez
wystarczajcych moliwoci uzdrowicielskich.
Moc magiczna traktowana bya zatem jako rzadki i silny lek. Tylko ci ludzie, ktrzy inaczej
nie mieliby szans na przeycie, byli leczeni magi. Pozostaym oferowano lekarstwa i
operacje.
Przy tej okazji wyszo na jaw, e Uzdrowiciele z Gildii nie znaj si a tak na niemagicznym
leczeniu, jak im si wydawao. Ci Uzdrowiciele, ktrzy przyczyli si do Sonei w lecznicach
dla biednych, zaczli rozwija i poszerza od dawna zaniedbywan wiedz. Wielu
Uzdrowicieli wci uwaao niemagiczne metody leczenia za prymitywne i niepotrzebne, ale
Vinara, Arcymistrzyni Uzdrowicieli, niechtnie si z tym zgadzaa. Wysyaa obecnie
nowicjuszy chccych specjalizowa si w uzdrawianiu do Sonei, aby uczyli si zarwno
niemagicznych procedur, jak i ich zastosowania.
Weszy w gwny korytarz, skd Nikea poprowadzia Sone do gwnej sali lecznicy. Niska,
tga kobieta
z siwiejcymi wosami przechadzaa si po sali, obserwujc ze skrzyowanymi na piersi
rkami i powan min ludzi siedzcych na awkach pod cianami, Sonea stumia umiech.
Adrea. Jedna z naszych pierwszych niemagicznych pomocnic.
Kiedy otwarto pierwsz lecznic, Uzdrowiciele spdzali tyle samo czasu na rozmowach ze
wszystkimi pacjentami, starajc si oddzieli chorych od zdrowych, ile na samym leczeniu.
Musieli oceni, jak powana jest choroba lub rana, a nastpnie skierowa chorego do
Uzdrowiciela posiadajcego odpowiedni wiedz i dowiadczenie. Wkrtce Uzdrowiciele
zaczli si skary, e powicaj swj czas na wstpne wywiady, zamiast leczy. Usiowano
powierzy to zadanie nowicjuszom, ale ci modsi byli albo zbyt modzi, albo zbyt
niedowiadczeni, eby radzi sobie z przeraonymi pacjentami i ich rodzinami, podczas gdy
starsi musieli uczy si czego wicej ni diagnozowania chorb i zajmowania si ludmi w
poczekalni.
Wtedy Mistrzyni Vinara wymylia, eby rozesa wrd Domw prob o ochotnikw
pragncych pomc w lecznicach. Sonea nie spodziewaa si odzewu, zdumniaa si wic,
kiedy kilka dni pniej w drzwiach pojawiy si trzy kobiety. Musiaa nagie wymyli
poyteczne zadania, ktre nie bd zbyt niskie dla kobiet z wyszych sfer, a zarazem nie
spowoduj zbytnich, szkd, jeli nie - zostan wykonane dobrze.
Tylko jedna z tych kobiet wrcia do lecznicy po pierwszym dniu, a po paru tygodniach
Adrea okazaa si nie tylko bardzo pomocna, ale wkrtce przekonaa trzy ko- lejne kobiety -
przyjaciki i krewne - eby sprboway zosta pomocnicami w lecznicy".
W kolejnych tygodniach pojawiay si nastpne osoby. Rozniosy si plotki o pierwszych
pomocnicach i powstao oglne przekonanie, e powinno si je podziwia za szlachetne
powicanie czasu oraz gotowo ryzykowania osobistego bezpieczestwa dla dobra miasta.
Nagle pomoc w lecznicach zrobia si modna i pojawiy si tumy ochotnikw.
Rzeczywisto pracy wkrtce ostudzia entuzjazm wielu modnisiw, a napyw nowych
ochotnikw unormowa si. Pomocnicy, ktrzy pozostawali, nie tylko kontynuowali prac w
lecznicach, ale te organizowali midzy sob dyury i spotykali si, eby dyskutowa nad
nowymi i lepszymi sposobami, w jakie ludzie niemagiczni mogli pomaga biednym i
Uzdrowicielom. | Adrea! - zawoaa Nikea.
Kobieta odwrcia si i skonia nisko na widok Sonei.
- Czarny Magu Soneo - powiedziaa.
- Adreo - odpara Sonea. - Zastpuj dzi Uzdrowiciela Dravena. Daj mi chwil i przylij
pierwszego pacjenta,
Kobieta potakna. Sonea cofna si w korytarz, ku pokojowi bada, ale zatrzymaa si,
spogldajc na Nike.
- Nikt nie wymaga szczeglnej uwagi? - spytaa, wskazujc ku pokojom pacjentw.
Nikea pokrcia gow.
- Nic, z czym nie moglibymy da sobie rady. Jest nas w tej chwili troje. Wszyscy pacjenci
dostali jedzenie, poowa z nich prawdopodobnie ju pi. Dam ci zna, jeli bdziesz
potrzebna.
Sonea skina potakujco gow. Podesza do pierwszych drzwi po lewej i otwara je. Pokj
mieci dwa krzesa, zamknit szafk i wskie ko stojce pod. cian.
Byo tam ciemno, wic stworzya kul wietln i wysaa j na rodek sufitu.
Usiada na jednym z krzese, wzia gboki oddech i przygotowaa si wewntrznie na
przyjcie pierwszego pacjenta. Adrea uderzy w gong, gdyby zjawi si kto potrzebujcy
natychmiastowej pomocy. Pozostali zostan skierowani do pokoju bada, gdzie Uzdrowiciel
zbada ich i odpyta, zanim zaaplikuje leczenie magiczne bd leki i zabiegi. Gdyby bya
konieczna powaniejsza operacja, ale sprawa nie wygldaa na piln, umwi si z pacjentem
na inny dzie.
Sonea usyszaa pukanie do drzwi, wysaa wic odrobin magii, eby nacisn klamk i
otworzy drzwi. Czowiek stojcy na korytarzu zdziwi si, nie widzc nikogo przy drzwiach,
mimo e ju kilkakrotnie odwiedza lecznic.
- Kamieniarzu Berrinie - powitaa go Sonea. - Wejd.
Na jej widok na jego twarzy pojawi si wyraz ulgi.
Ukoni si, zamkn za sob drzwi, podszed do krzesa i usiad.
- Miaem nadziej, e tu bdziesz - odezwa si.
Potakna.
- J ak si czujesz?
Potar donie i przez chwil milcza, jakby zastanawia si nad odpowiedzi.
- Chyba nie zadziaao - powiedzia w kocu.
Sonea przygldaa mu si z namysem. Berrin po raz pierwszy pojawi si w lecznicy prawie
rok temu, odmawiajc wyjawienia, co mu si dzieje. Uznaa wic, e to co wstydliwego i
intymnego, ale w kocu okazao si, e to uzalenienie od nilu.
Wiedziaa, e przyznanie si wymagao sporej odwagi. Berrin nalea do tego typu udzi,
ktrzy pracuj ciko i s dumni z uczciwej" pracy. Kiedy jednak jego ona zmara, rodzc
ich pierwsze dziecko, ktre rwnie nie przeyo, ogarna go taka aoba i poczucie winy, e
sprbowa towaru oferowanego przez zotoustego sprzedawc gnilu. Kiedy bl ustpi na tyle,
e Berrin byby w stanie podj na nowo prac, okazao si, e nie jest ju w stanie y bez
narkotyku.
Z pocztku Sonea zachcaa go do zmniejszania dawki i znoszenia blu, godu i napadw
zoci. Radzi sobie niele, ale wyczerpywao go to. Na dodatek podanie otpiajcego,
wyzwalajcego uczucia, jakie dawa nil nie zmniejszao si. W kocu, po kilku miesicach,
Sonea ulitowaa si nad nim i postanowia sprawdzi, czy magia jest w stanie tu pomc.
Wrd Uzdrowicieli panowaa powszechna zgoda, e uzalenienie nie jest chorob, tote
posugiwanie si w takich wypadkach magi jest marnowaniem cennej mocy. Sonea te si z
tym zgadzaa, ale Berrin by porzdnym czowiekiem, ktrego skrzywdzono w sytuacji, kiedy
by najbardziej bezbronny. Uzdrowia go wic magi w tajemnicy.
- Dlaczego uwaasz, e nie zadziaao? - spytaa.
Spuci wzrok. Oczy mia szeroko otwarte ze zdenerwowania.
-Dalej tego potrzebuj. Nie a tak jak wczeniej. Mylaem, e potrzeba bdzie stopniowo
male. Ale tak nie jest. Czuj si jak... jakby z kurka kapaa woda. Jest cisza, ale w tej ciszy
co ci irytuje.
Sonea zmarszczya brwi, po czym gestem nakazaa mu, eby podszed bliej. Przysun do
niej krzeso.
Wycigna rce i pooya mu donie na skroniach, zmykajc oczy.
Uzdrawianie go byo dziwnym dowiadczeniem. Z jego ciaem byo wszystko w porzdku.
adnych zama, ran, infekcji, z ktrymi organizm usiowaby sobie radzi. Zazwyczaj
Uzdrowiciel potrafi dowiedzie si od ciaa, co jest le, i zastosowa magi lub napraw
uszkodze. Czasami problemy byy trudno uchwytne, ale pozwolenie ciau na uycie magii,
eby powrcio do waciwego stanu, niemal zawsze dziaao.
W ciele Berrina wyczuwao si niepokj pyncy z kilku kierunkw. W drogach zmysowych
i w mzgu, ale wszystko to byo tak sabe, e nie bya w stanie wymyli, jak sobie z tym
poradzi. Pozwolia wic jego ciau prowadzi si, a kiedy niepokj znik, wiedziaa, e
robota skoczona.
Bl znikn, pacjent poczu si lepiej. Nie mwi jednak nic o nieustajcym godzie nilu.
Moe byo to dla niego z pocztku za trudne do uchwycenia. A moe zacz znw bra.
Wysaa sond mylow, szukajc poczucia niepokoju w ciele. Ku swemu zaskoczeniu nic nie
znalaza. Skupia si mocniej i wykrya naturalne leczenie si pcherzy na doniach, a take
ble miniowe w plecach. Oglnie jednak ciao byo w porzdku.
Sonea otwara oczy i zdja donie.
Nic ci nie jest - powiedziaa z umiechem. Nie czuj tych objaww, ktre byy wczeniej.
Spochmurnia i usiowa zapa jej spojrzenie.
- Ale... ja nie kami. To wci tam jest.
Zmarszczya brwi.
- To... dziwne. - Przyjrzaa si jego niewzruszonej minie, zastanawiajc si, co o nim
wiedziaa, Tacy ludzie nie kami. Sama myl a tym, e kto mgby go uzna za kamc, jest
dla niego ciarem. Dlatego spodziewam si e nastpne pytanie bdzie brzmiao... Uwaasz,
e to zmyliem? - spyta cichym, przestraszonym gosem. Pokrcia przeczco gow.
- Nie, ale to mnie dziwi. I frustruje. Jak mog wyleczy co, czego nie wyczuwam? -
Rozoya rce, - Mog tylko poradzi, eby mia cierpliwo. Moe to jakie echo godu.
J ak pami czyjego dotyku albo gosu. Po jakim czasie, jeli nie bdziesz powraca do tego
wspomnienia, ciao moe zapomnie. Potakn w zamyleniu.
- Sprbuj tego. Brzmi rozsdnie. - Wyprostowa si i spojrza na ni z nadziej.
Wstaa, a on zrobi to samo. Dobrze. Wr do mnie, jeli si pogorszy.
- Dzikuj. - Ukoni si niezgrabnie, po czym ruszy w kierunku wyjcia, zerkajc za siebie.
Umiechn si nerwowo, kiedy drzwi otwary si pocignite jej magi-
Kiedy drzwi zamkny si za nim, Sonea zastanowia si nad tym, co znalaza - a raczej czego
nie udao jej si znale - w jego ciele. Czy to moliwe, e magia nie jest w stanie uleczy
uzalenienia? Albo e nil powoduje pewne fizyczne zmiany, ktre s trwae i niewykrywalne?
Czy w takim wypadku ciao maga byoby w stanie same wyleczy objawy uzalenienia od
nilu? Ciaa magw leczyy si automatycznie, dziki czemu rzadko chorowali i czsto yli
duej ni ludzie pozbawieni magii. J eli to
nie byoby moliwe, oznaczaoby to, e mag rwnie moe si uzaleni.
Ale nie od razu, to pewne. Wielu magw i nowicjuszy prbowao nilu i nie uzalenio si.
Moe tylko niektrzy ludzie s na to podatni. A moe uzalenienie dziaa na zasadzie
akumulacji - trzeba zay narkotyk wiele razy, eby spowodowa trwae szkody.
Tak czy siak, moe to mie tragiczne i niebezpieczne konsekwencje. Magowie uzalenieni od
nilu mog by podatni na przekupstwo i kontrolowani przez sprzedawcw. A sprzedawcy to
najprawdopodobniej przestpcy albo ludzie powizani z pwiatkiem.
Nagle przypomniao jej si stwierdzenie Regina, e nowicjusze i magowie z najwyszych sfer
zadaj si obecnie z przestpcami znacznie czciej ni dawniej. Uwaaa, e sytuacja nie jest
wcale gorsza, ni bya dotd. A moe on mia racj? A nil jest tego powodem? Poczua
przebiegajcy j dreszcz.
Rozlego si kolejne pukanie do drzwi, wzia, wic gboki oddech i odsuna od siebie te
myli; Na razie jej zmartwieniem s chorzy z niszych ster:. Gildia bdzie musiaa poradzi
sobie z konsekwencjami czynw co gupszych czonkw Domw. I
Nie zaszkodzi jednak dowiedzie si, czy ktry z Uzdrowicieli - a moe nawet pomocnikw
w lecznicach - sysza o magach uzalenionych od nilu albo te wicych si ze wiatem
przestpczym. Moe te warto popyta pacjentw. Znudzeni pacjenci i ich rodziny uwielbiaj
plotki dla zabicia czasu.
Lorkin nie mia pojcia, ktra moga by godzina, kiedy gocie sobie poszli, a on i Dannyl
mogli wreszcie uda si na spoczynek. Kiedy wyszed ostatni z Sachakan, spojrzeli na siebie
z wyrazem ulgi.
- S bardziej przyjani, ni si spodziewaem powiedzia Dannyl.
Lorkin potakujco pokiwa gow.
- Mgbym spa przez tydzie,
- Z tego, co zrozumiaem, bdziemy mieli jeden dzie na odpoczynek po podry, o ile nam
si poszczci. Lepiej idmy spa, pki si da.
Dannyl zwrci si do niewolnicy - modej dziewczyny, ktra natychmiast rzucia si na
ziemi.
- Zaprowad Mistrza Lorkina do jego pokoju.,
Z powrotem skoczya na nogi, obrzucia Lorkina zdawkowym spojrzeniem, po czym
wskazaa na drzwi.
Idc za ni korytarzem, Lorkin czu, e traci dobry humor. Ilekro oni tak si zachowuj,
czuj si le. Czy to tylko dlatego, e wiem, e S niewolnikami? Ludzie kaniaj mi si,
poniewa jestem magiem, i nie przeszkadza mi to. Na czym polega rnica?
Ludzie, ktrzy mu si kaniali, mieli wybr. Robili tak. poniewa uwaano to za przejaw
dobrego wychowania. Nikt nie mgby ich wychosta ani zabi czy te zrobi z nimi tego, co
robi Sachakanie z nieposusznymi niewolnikami, jakkolwiek taka kara wyglda.
Korytarz skrca na lewo, powtarzajc dziwaczny, kotlisty ksztat pokoju pana. Nastpnie
rozdzieli si na dwie odnogi, z ktrych niewolnica wybraa praw. Ciekawe, dlaczego nie
buduj prostych cian. Czy tak jest atwiej? A moe trudniej? Zao si, e musi tu by
mnstwo dziwacznych ukrytych pomieszcze. Wycign rk, eby pomaca gadko
tynkowan cian. Dziwnie przyjemna. adnej szorstkoci. Niewolnica skrcia nagle w
stron
drzwi, Lorkin poszed za ni i zatrzyma si na rodku kolejnego pokoju o niezwykym
ksztacie.
Nie by on cakiem Okrgy, Owietlay go niewielkie lampki umieszczone na stojakach
wok caego pomieszczenia. ciany ozdabiay obrazy i ustawione w niszach rzeby.
Pomidzy niszami znajdowao si kilkoro drzwi. Na rodku pokoju stay stoki i leay
wielkie poduszki. Kufer podrny Lorkina sta na pododze pod jednymi z drzwi, Znajdujce
si za nimi pomieszczenie rwnie byo owietlone lampkami, ukazujc ko, ktre, jak
zauway z ulg Lorkin, wygldao nie inaczej ni zwyke kyraliaskie ka.
Niewolnica stana bez ruchu pod cian, z gow spuszczon i wzrokiem wbitym w ziemi.
Czy ona zamierza tu zosta, czy wyj? Moe pjdzie sobie, jeli dam jej do zrozumienia, e
jestem zadowolony z pokoi.
- Dzikuj - powiedzia. - Wszystko w porzdku.
Nie ruszya si, nie powiedziaa ani sowa. Wyraz jej twarzy - o ile by w stanie dostrzec - nie
zmieni si.
Co zrobi, kiedy pjd do sypialni? Min j, podchodzc do drzwi, i spojrza na ko. Tak,
to zdecydowanie, wyglda jak zwyczajne ko. Obrci si i zobaczy, e dziewczyna stoi
teraz w tej samej pozie pod cian sypialni. Nawet nie syszaem, e tu wesza.
Zapewne mgby kaza jej pj sobie, ale ledwie otwar usta, eby co powiedzie, zawaha
si. Moe powinienem skorzysta z okazji, eby dowiedzie si, jak wygldaj stosunki
midzy panem a niewolnikami. Czy ona jest moj osobist suc i czy wielu sucych ma
wasne obowizki?
- A wic - zacz - jak masz na imi?
- Tyvara - odpowiedziaa. Miaa zaskakujco niski i melodyjny gos.
- J akie jest twoje zadanie, Tyvaro?
Zawahaa si, po czym podniosa oczy z umiechem. Tak lepiej, pomyla Lorkin. Ale patrzc
jej w oczy, dostrzeg, ze nie ma w nich umiechu. Nie byo w nich adnego wyrazu. Byy tak
ciemne, e nie potrafi nawet oceni, gdzie kocz si renice, a zaczynaj tczwki. Dozna
uczucia, ktre nie byo nieprzyjemne ani niepokojce, ale nie do koca przypominao dreszcz
podniecenia.
Dziewczyna odepchna si rkami od ciany i podesza do niego. J ej wzrok spocz na jego
piersi. Wycigna rk, uja pas jego szaty i zacza go rozwizywa.
- Co... co ty robisz? - zapyta, chwytajc j za nadgarstki.
- To jeden z moich obowizkw - odpara, marszczc brwi i wypuszczajc pas.
Serce walio mu jak motem. Ciao postanowio, e podniecenie pokona niepokj. Nie mog
wysnuwa pochopnych wnioskw, powtarza sobie. A poza tym wystarczajco dziwaczne jest
to, e kto mi usuguje bez pytania obawiam si, e pjcie do ka z kim, kto nie ma
wyboru, bdzie jeszcze gorsze. Wyobrazi sobie, e spoglda w te ciemne, puste oczy, i straci
cae zainteresowanie.
- W Kyralii wolimy rozbiera si sami - powiedzia jej puszczajc jej rce.
Skina gow i odsuna si, a w jej tajemniczych oczach pojawio si zmieszanie i zgoda.
Lepsze to ni nic. Dziewczyna cofna si pod cian, stajc tam w poprzedniej pozycji.
Lorkin zdusi westchnienie.
- Moesz odej powiedzia jej.
Zawahaa si przez krciutki moment unoszc minimalnie brwi, po czym szybkim ruchem
odwrcia si i znika w drzwiach. Sza, nie wydajc adnych dwikw.
Lorkin podszed do ka i usiad na nim.
C, to byo dziwne i nieprzyjemne. I troch niesamowite. Nie odpowiedziaa na jego pytanie.
Ale moe pytanie niewolnicy o jej obowizki, kiedy stao si w sypialni, stanowio oczywist
sugesti, e chce si j zacign ka. :
Co za gupiec ze mnie. Na pewno tak jest. Westchn Musz si jeszcze duo nauczy,
pomyla aonie. A zawaywszy, e jedynym wolnym czowiekiem w tym domu jest
Dannyl, wszystkiego bd musia si uczy od niewolnikw. J eli Tyvara jest moj osobist
suc, to bd j widywa czciej ni pozostaych. A jeli mam przepytywa niewolnikw,
to lepiej robi to na uboczu, gdzie aden Sachakanin nie podsucha mnie i nie uzna za
kompletnego ignoranta.
Zdecydowa, e gdy tylko nadarzy si okazja, zapyta Tyvar o etykiet w stosunkach midzy
panem a niewolnikami.
Mam te nadziej, e uda mi si ustali kilka zasad midzy nami. Zmniejszy to cae
sualstwo do tego stopnia, eby mnie nie niepokoio, ale te eby ona nie czua si
niepewnie.
Krtko mwic, bdzie musia si z ni zaprzyjani. A to nie powinno by bardzo trudne.
Nigdy nie mia problemw z zaprzyjanianiem si z kobietami, Tylko romantyczne przygody
powodoway wicej kopotw, ni byy warte. Odkrycie sposobu na nawizanie przyjani z
sachakask niewolnic moe by ciekawym wyzwaniem, ale nie powinno przekracza jego
moliwe.


ROZDZIA 11


ZWODNICZE INFORMACJ E

Siedzc samotnie w swojej nowej kryjwce, Cery wsuchiwa si w cisz.
Kiedy panowa taki spokj, a Gol zajmowa si interesami, Cery zamyka octy i pozwala
wspomnieniom powraca. Najpierw pojawiay si dziecice gosy i miech. Akki, starszy,
kci si z Harrinem, A potem delikatne napominanie Selii.
Jeli mia szczcie, widzia ich twarze, umiechnite i pene ycia. Jeli nie - pojawiay si
wspomnienia ich cia, a Cery przeklina si za to, e zdecydowa si je zobaczy, cho
wiedzia, e ten obraz bdzie go przeladowa do koca ycia. Zasuyli na to, ebym ich
widzia. ebym ich poegna. A poza tym gdybym ich nie zobaczy mgbym wci czepia
si tej myli, ktra pojawia si po przebudzeniu, e oni gdzie s, yj i czekaj na mnie,
W jego myli wdar si nieprzyjemny brzczcy dwik, ale Cery uzna, e moe to i lepiej.
Nie powinien pozwoli aobie oderwa go od zadania, bo moe straci szans pomszczenia
rodziny. Ten dwik oznacza, e kto zblia si do kryjwki. Czy to wreszcie owca
Zodziei? Cery wsta z fotela i przeszed si powoli po pokoju. Pierwszy dwik ucich-
zastpiony przez nastpny. Kady stopie schodw prowadzcych z browaru produkujcego
spyl ugina si lekko pod ciarem czowieka, uruchamiajc mechanizm, ktry powodowa
cichy stukot nioscy si echem po pomieszczeniach na dole. Cery liczy stuknicia, czujc, e
serce przyspiesza mu do ich rytmu.
Zerkn na panele cienne za swoimi plecami, ktre stanowiy najbliszy ukryt drog
ucieczki. J u ponad tydzie. Nie jest to bardzo dugo. J a planowabym bardzo ostronie,
gdybym zamierza zabi Zodzieja. Powicibym na planowanie tyle czasu, ile bym mg,
przygldajc si ofierze. Pozwolibym jej osi w nowej kryjwce, a stranikom rozluni
si i rozleniwi.
Zmarszczy si. Ale przecie ja nie mam ochoty spdzi tu wielu tygodni na czekaniu. Jeli to
nie jest owca Zodziei... moe da si go jako przekona, e musi si spieszy...
Kroki umilky, a nastpnie zabrzcza dzwonek i Cery wypuci z puc powietrze, cho nawet
nie zauway, e wstrzyma oddech. To by sygna Gola,
Podszed do ciany i odsun papierowe parawany udajce okna, co miao zmniejszy troch
przytaczajce uczucie przebywania pod ziemi. Za parawanem znajdowaa si kratka
wentylacyjn umieszczona w pytkiej wnce. Cery otworzy kratk i nacisn znajdujc si
za ni dwigni, Nastpnie wyjrza przez przyciemnione szko, eby sprawdzi, czy
nadchodzcy czowiek to istotnie Gol.
Kiedy posta pojawia si w korytarzu za szkem Cery rozpozna j po sposobie poruszania
si w rwnym stopniu co po sylwetce i twarzy. Wielkolud doszed do koca
korytarza i przystan. Cery wrci do kratki i jeszcze raz nacisn dwigni.
Chwil pniej drzwi prowadzce do kryjwki uchyliy si i Gol wszed do pokoju. Unis
brwi.
- adnych goci, kiedy mnie nie byo? Cery wzruszy ramionami. Ani jednego. Najwyraniej
nie jestem tak popularny jak kiedy.
- Zawsze mwiem, ze lepiej mie paru dobrych przyjaci ni wielu zych.
- Kto taki jak ja nie ma wielkiego wyboru. - Cery podszed do jednej z szafek i otworzy j, -
Wina?
- Tak wczenie?
- Do wyboru masz kolejn przegran w pionki.
- To wol wino.
Cery wyj z szafki butelk i dwa kieliszki i przynis to wszystko do stoliczka stojcego
midzy eleganckimi fotelami na rodku pokoju. Gol usiad naprzeciwko niego, wzi butelk i
zacz j odkorkowywa.
e masz now kryjwk, bezpieczniejsz ni jakiegokolwiek innego Zodzieja w tym miecie.
Korek wyszed i Gol nala wina do kieliszkw,
- Doprawdy?
- Tak. A poza tym e wcale nie jeste tak cwany, jak ci si wydaje. Bo do kryjwki da si
wama, tylko
trzeba wiedzie jak. - Gol unis kieliszek do Cery'ego.
Cery uda zaniepokojenie, przyjmujc go.
-To straszne. Bd musia to naprawi. Kiedy. Pocign yk. Wino byo cierpkie i miao
bogaty bukiet. Wiedzia, e jest znakomite, ale nie ekscytowa si tym.
Nigdy naprawd nie polubi wina, wola rozgrzewajcy kubek spylu. Ale w pewnych krgach
dobrze byo umie odrni dobre wino od zego, a dobre roczniki stanowiy niezy interes.
Odstawi kieliszek z westchnieniem. - Chyba wiem, jak Sonea si czua lata temu, kiedy
siedziaa w kryjwce Farena. Tyle e ja nie usiuj nauczy si kontrolowa magii i nie
podpalam przy okazji mebli
- Nie, chocia znowu chodzi o magi. - Gol pocign yk wina z namysem. - Zastanawiaem
si nad tym owc Zodziei ostatniej nocy. Jak dobry on jest w magii twoim zdaniem?
Cery wzruszy ramionami,
- Na tyle. eby otworzy zamek, - Zmarszczy brwi. - Zapewne dobrze j kontroluje,
poniewa posuguje si ni od lat, jeli pogoski s prawdziwe. Gdyby nie zna kontroli,
magia by go dawno zabia.
- A zatem kto go nauczy, tak? -Tak.
-To albo istnieje drugi dziki, ktry to zrobi, albo uczy go jaki mag z Gildii. - Gol zamruga
oczami, jakby przysza mu do gowy jaka myl. - Moe Senfel, zanim zmar.
- Nie sdz, eby Senfel komu a tak ufa. Gol zrobi wielkie oczy.
- A przyszo ci do gowy, e owca Zodziei moe by magiem z Gildii usiujcym pozby-
si wszystkich Zodziei?
- Oczywicie. - Cery poczu dreszcz. Zmary Wielki Mistrz polowa na szpiegw
sachakaskich czarnych
magw przez lata bez wiedzy Gildii. Mag usiujcy wybi przywdcw przestpczego
pwiatka nie byby w porwnaniu z tym niczym niezwykym. C, przekonamy si, kiedy
owca wpadnie w moj puapk.
Chciabym, eby to szybciej szo powiedzia Cery z westchnieniem. Zastanawia si nad tym,
co przyszo mu do gowy wczeniej: e moe powinien da owcy Zodziei do zrozumienia,
e nie ma wiele czasu. Moe by tak puci plotk, e zamierzam opuci Imardin.
Taka pogoska moe jednak opni owc Zodziei. Ten czowiek musi by nastawiony na
powolne dziaanie, poniewa zabija Zodziei od wielu lat. Musz by cierpliw przynt. Nikt
nie zaatakuje Zodzieja bez dobrego planu. Czy istnieje inny rodzaj przynty, ktry owca
Zodziei zaatakowaby mniej ostronie i cierpliwie? Co, co powinno si gdzie zostawi bez
ochrony, ale te nie bdzie si wydawao nietypowe i podejrzane? Co dziki mag moe chcie
zdoby lub ukra? Odpowied przysza, przynoszc fal podniecenia, a Cery wstrzyma na
moment oddech, Wiedza magiczna! Cery wyprostowa si w fotelu. J eli nasz owca jest
dzikim magiem, to musia uczy si magii poza Gildi. A nawet jeli ksztaci si niegdy w
Gildii, to musi marzy o tej masie wiedzy, ktr posiada Gildia. Jeli za jest magiem z Gildii
eliminujcym Zodziei, to ma obowizek sprawdzi pogoski o wszelkiej wiedzy magicznej,
ktra moga dosta si w niepodane rce, i zlikwidowa jej rda.
- Co jest? - spyta Gol, rozgldajc si nerwowo. - Syszysz ktry z alarmw?
- Nie - uspokoi go Cery. - Ale to chyba ju niewane- Wymyliem lepszy - i szybszy -
sposb na wywabienie naszej ofiary.
Zacz wyjania swj pian, obserwujc, jak na twarzy Gola pojawia si zaskoczenie i - po
chwili ekscytacji -zakopotanie.
- Wygldasz na zawiedzionego - zauway.
Goi wzruszy ramionami i machn rka, obejmujc gestem cay pokj.
- Czyli to ju nie bdzie potrzebne. A woylimy w to tyle pracy i pienidzy. Wbudowalimy
te wszystkie bdne konstrukcje, a ty tu w kocu nie zamieszkasz. Troch szkoda.
Cery rozejrza si z namysem.
- Owszem, te tak sdz. Moe kiedy to si skoczy, a ludzie zapomn, bdziemy mogli
ulepszy- to miejsce. Ale na razie nie jest dobre dla naszej nowej przynty. Potrzebujemy
czego sabiej zabezpieczonego, eby zaatakowa szybciej.
- Powinienem chyba wybra si na poszukiwanie jakich ksig o magii - powiedzia Gol,
odstawiajc kieliszek.
- Nie znajdziesz ich atwo. Gdyby tak byo, nie nadawayby si na wabik. Gol umiechn si.
- Och, nie mwiem, e maj by prawdziwe. Wyprodukujemy faszywki.
To zajmie sporo czasu, Moe wystarczy nam pogoska, e gdzie s takie ksigi,
- Mylisz, e owca Zodziei zaryzykuje ujawnienie swojej magii z powodu pogoski o
magicznych ksigach? Moe tylko sprawdzi- , czy kto je widzia
- Dobra, produkuj podrbki - Cery skrzywi si. -Tyl- ko nie rb tego tak dugo jak prawdziwi
kopici ksiek, bo w takim razie mog rwnie dobrze siedzie tu i czeka a owca Zodziej
mnie znajdzie,
Dannyl odda swj talerz niewolnikowi i niemale po- klepa si z ukontentowaniem po
brzuchu. Zaczyna mu si podoba sposb, w jaki podawano posiki w Sachace, Gocie
wybierali jedzenie z podsuwanych im pmiskw, co pozwalao im je tak duo lub tak
mao, jak chcieli. Z pocztku poczuwa si do obowizku kosztowania kadej potrawy, ale
zauway, e inni gocie tak nie robili - wydawali si nawet otwarcie wybredni, co
najwyraniej nie przeszkadzao gospodarzowi.
Nikt nigdy nie komentowa potraw, zauway Dannyl. To stanowio dla niego ulg, poniewa
niektre dania byy tak. ostro doprawione albo te niespodziewanie gorzkie lub sone, e nie
by w stanie ich dokoczy. Sachakanie najwyraniej nie podawali deserw, ale przyjmujc
goci w cigu dnia, zawsze mieli wyoone na stolikach orzechy, sodkie owoce i ciastka.
Dzisiejszym gospodarzem Dannyla by korpulentny Sachakanin, ashaki Itoki. Dannyl
wiedzia, e ten czowiek naley do najpotniejszych w Sachace i jest krewnym Krla.
Wygldao na to, e ashaki Achati, ktry powita Dannyla i Lorkina po ich przyjedzie do
Domu Gildii mia za zadanie przedstawienie Ambasadora waciwym ludziom we waciwej
kolejnoci. Mimo e nie oznajmi niczego takiego Dannylowi wprost, niektre jego
wypowiedzi to wanie sugeroway.
J akie rozrywki proponujecie? - zapyta Itoki, spogldajc na Dannyla i Achatiego. - Moje
anie s do due, by pomieci goci, a moi niewolnicy znaj si doskonale na sztuce
masau.
- Ambasador Dannyl chtnie zobaczyby twoj kolekcj staroytnych map - podpowiedzia
Achati.
Dannyl poczu przypyw nadziel Zawsze uwaa stare mapy za fascynujce, a poza tym
mogy zawiera informacje istotne dla jego bada.
- Nie chciabym zanudzi mojego gocia - odpar z powtpiewaniem Itaki.
- Pamitaj, mwiem ci wczeniej, e Ambasador Dannyl jest historykiem. Jestem pewny, e
uzna twj zbir za wielce interesujcy.
Itoki spojrza na Dannyla z nadziej. Dannyl potakn.
- J ak najbardziej.
Mczyzna rozpromieni si i zatar rce.
- Jestem przekonany, e zrobi na tobie wraenie. To najwspanialsze mapy, jakie
kiedykolwiek narysowano, -Wsta, a Achati z Dannylem poszli za nim. - Zaprowadz was do
biblioteki.
Udali si krtymi biaymi korytarzami ku pokojom podobnym do tych, ktre dosta Dannyl w
Domu Gildii, a take tych, w ktrych zatrzymywali si wraz z Lorki- nem u rnych ashakich
po drodze do Arvice. Dannyl z ciekawoci odnotowa, e kolejny sachakaski dom
zbudowany by wedug tego samego planu. Czy wszystkie s takie same? Od jak dawn
Sachakanie buduj w taki sposb domy?
W rodkowym pomieszczeniu znajdowao si kilka stokw i dua sterta poduszek w samym
rodku a pod cianami stao kilka szafek. Przez drzwi prowadzce we wszystkie strony
Dannyl widzia kolejne. Itoki podszed szafki i wycign z wewntrznej kieszeni kurtki
kluczyk. Wsun go do zamka i otworzy drzwiczki.
W rodku stao kilka metalowych tub. Itoki przebieg po nich palcami z czuoci, po czym
wybra jedn i wy- j j. Podszed do poduszek, kilka kopn na bok, eby zrobi sobie
miejsce na pododze, po czym przysiad na
stoku, wzdychajc z wysiku,
- Jeli sidziecie tu i tu - powiedzia, wskazujc na odpowiednie miejsca - moemy
przytrzyma rogi, a czwarty czym obciymy.
Achati przesun taboret w jedno ze wskazanych miejsc, a Dannyl zrobi to samo z drugim.
Usiedli i patrzyli, jak Itoki zdejmuje pokrywk tuby i wyciga zwj pokego papieru. | To
oczywicie nie jest orygina - powiedzia, - To kopi, ale i tak ma ponad czterysta lat i jest
do delikatna. Pooy rulon na pododze i zacz go rozwija,
Dannyl odruchowo chwyci za najblisz krawd, eby nie zwina si z powrotem. Achati
zrobi to samo. Itaki rzuci okiem na taboret, ktry unis si i przefrun nad map, by
przytrzyma ostatni rg.
Oczom Dannyla ukazaa si pltanina kresek. Wiy si wrd nich niebieskie rzeki, a obok
wielu biegy drogi, powtarzajc kady zakrt. Malekie rysunki budynkw, p i niskich
murw granicznych midzy posiadociami pokryway map. Linie konturowe na liczcej
sobie czterysta lat mapie? Gildia wynalaza je dopiero dwiecie lat temu. A to... to jest kopia.
- Jak stary jest orygina? - zapyta.
- Ma ponad siedemset lat - odpar Itoki z nut dumy w gosie. - Te mapy naleay do mojej
rodziny od czasw wojny sachakaskiej.
- Masz te oryginay?
- Tak - umiechn si Itoki. - Ale s w kawakach i s zbyt delikatne. Dannyl znw spojrza
na map.
- Co to za kraina?
- To obszar w zachodniej Sachace, w pobliu gr. Poka wam inne. I Itoki wsta i wycign
dwie kolejne metalowe tuby z szafki. Nastpna mapa. ktr rozwin, ukazywaa wybrzee,
wraz z malekimi stateczkami wymalowanymi na wodzie i ostrzeeniami wypisanymi w
pobliu ska i raf. Na drugiej mapie bya znw okolica rolnicza. - To jest... byo... na poudniu
- powiedzia Itoki.
Tam, gdzie teraz pustkowie, pomyla Dannyl. ON tego gono nie powie. Nie musi. Pola i
posiadoci sugeroway yzn zielon ziemi w miejscu, gdzie teraz rzdzi piasek i py.
Przez chwil jeszcze ogldali mapy, a wreszcie na znak Achatiego Itaki zacz zwija je
ostronie i wsuwa z powrotem do tub.
- Jakie okresy historii ci interesuj? - spyta Dannyla. Dannyl wzruszy ramionami.
Prawie wszystkie. Cho myl, e im dawniejsze, tym lepiej, no i oczywicie ciekawi mnie
wszelkie wzmianki o magii.
- Oczywicie. To obejmuje rwnie dzieje Gildii czy te one s ju dobrze udokumentowane?
- I tak, i nie. Istniej w historii Gildii pewne uki, ktre chciabym wypeni.
- Wtpi, czy zdoam ci pomc, aczkolwiek posiadam pewne dokumenty z tego krtkiego
okresu, kiedy Kyralia rzdzia Sachak. - Itoki podnis si i odstawi tuby do szafki zamkn
j, a nastpnie skin na goci i przeszed do jednego z bocznych pokoi. Dannyl i Achati udali
si za nim. Wysokie, cikie regay otaczay pokj niczym gwardzici na subie, nieruchome
i milczce. Itoki pod- szed do jednego z nich i otworzy drzwiczki. Nie s zamknite na
klucz, zauway Dannyl. Czyli cokolwiek si w nich znajduje, nie ma wielkiej wartoci.
Poczu znajomy zapach starego papieru i okadek. W rodku znajdoway si ksiki o
podartych lub brakujcych okadkach, postrzpione zwoje papieru i skrzane koperty z
plikami kartek w rodku, Itoki przeglda to ostronie, a nastpnie wydoby jeden plik oraz
ksik,
- To s listy i dokumenty nalece do maga Gildii, ktry mieszka w Sachace podczas
okupacji. Ocaliem je z pooonej na samym brzegu pustkowia starej posiadoci, ktra
przesza w rce krlewskie, kiedy nie pojawi si legalny spadkobierca.
Poda ksik Dannylowi, ktry otwar j i przerzuci ostronie kilka pierwszych kruchych
starych kartek. Podobnie jak wiele starych dokumentw kyraliaskich magw zawieray one
zarwno zapiski rachunkowe, jak i wpisy do dziennika. wiadom, e obserwuj go obaj
mczyni, Dannyl zacz przeglda zawarto.
. propozycj zakupu naszego domu. Oczywicie od mwiem. Ten budynek nalea do
mojej rodziny przez ponad dwa stulecia. Cho, przyznani; cena jest kuszca. Wyjaniem, e
jeli nie bdziemy posiada domu w Imardinie, stracimy prawo do nazywania si Panem i
Pani. Odpowiedzia, e posiadanie ziemi jest rwnie wane dla potgi i wpyww take tu, w
Sachace".
Dannyl zmarszczy brwi. To napisano po wojnie, a jednak mwi si tu o budynku, ktry ma
co najmniej dwiecie lat i nadal stoi. To dowd na to, e. Imardin nie zosta.
zrwnany z ziemi podczas wojny, jak twierdz nasze ksiki historyczne. Poczu, e
przypiesza mu puls. Podnis wzrok na dwch Sachakan. Nie bdzie przecie w stanie
przeczyta tej ksiki i zrobi notatek, pki oni czekaj.
- Bdziesz mia co przeciwko, jeli przepisz ten kawaek? - zapyta. Itoki pokrci przeczco
gow.
- Bynajmniej. Znalaze co godnego uwagi?
- Owszem. - Dannyl wycign notatnik i zabezpieczony sztyft z prasowanego wga, ktre
zawsze nosi przy sobie. | Potwierdzenie pewnych moich przypuszcze.
- Czyli? - spyta Achati.
Dannyl milcza, przepisujc wpis z dziennika, po czym podnis wzrok.
- e Imardin nie zosta zniszczony w wojnie sachakaskiej. Itoki unis brwi.
-Nigdy o czym takim nie syszaem. Wedle naszych historykw bitwa rozegraa si pod
bramami miasta i nasze armie zostay pokonane.
Dannyla zamurowao. Armie? Byo ich wicej ni jedna?
- Owszem. Wszystkie zebray si razem na ostateczn bitw. Musisz zapyta Mistrza Kirot o
dokadny
opis tych zdarze, ale ja mog pokaza ci mapy narysowane po wojnie, ukazujce trzy drogi,
ktrymi
maszeroway armie. Nie s one jednak bardzo stare ani te nie odnosz si do magii.
- Nie, ale wyglda na to, e s bardzo interesujce.
Itoki wzi ksik z rk Dannyla i woy j wraz z plikiem listw z powrotem do szafki, a
Dannyl poczu rozczarowanie. W cigu krtkiej chwili, kiedy mia dostp do zbiorw
bibliotecznych tego czowieka, potwierdzi co, co drczyo go od lat. Ile jeszcze mgby si
dowiedzie?
Byo ju jednak pno i nie chcia a tak bardzo narzuca si gospodarzowi. Poza tym ashaki
Achati te z pewnoci. musi wkrtce wraca do domu. Moe tu jeszcze wrc. Poczu, e
serce mu zamiera. Ale nie prdko, bo musz najpierw odwiedzi innych wpywowych
Sachakan, ktrzy bd chcieli spotka si z nowym Ambasadorem Gildii w Sachace, a ja nie
mog sobie pozwoli na faworyzowanie jednego z nich. Przeklta polityka tego kraju! Zrobi,
co w jego mocy, eby przyj tu znowu. Tymczasem musi skorzysta ze wszystkich
nadarzajcych si okazji. Kiedy ashaki Itoki wyprowadzi ich z pokoju, eby pokaza mapy
bitewne, Dannyl powcign niecierpliwo i poszed za nim.
Uzdrowicielka Nikea spotkaa si z Sone przy drzwiach lecznicy.
- Przygotowaam nam pokj, Czarny Magu Soneo - powiedziaa, umiechajc si i prowadzc
Sone za sob. -Jest may, ale wszyscy si zmiecimy. - Wszyscy?
Nikea spojrzaa przez rami. Tak. Kilku Uzdrowicieli, z ktrymi rozmawiaam, opowiadao
interesujce rzeczy i uznalimy, e zapewne chciaaby je usysze osobicie.
Sonea umiechna si cierpko za plecami kobiety. Zazwyczaj czuj ulg w towarzystwie
kogo, kto si mnie nie boi i nie zachowuje ostronie, ale ma to te ze strony. Wolaabym,
eby Nikea najpierw mnie spytaa o zdanie-
Nie chc, eby zbyt wiele osb wiedziao o tym, e zadaj pytania o zwizki bogatych magw
z przestpcami. Pokj, do ktrego wprowadzia j moda Uzdrowicielka, by wskim
magazynem, w ktrym niepokojco brakowao zaopatrzenia. Wzdu cian ustawiono kilka
krzese. Nikea nie wesza, ale zaczekaa, a na korytarzu pojawi si inny Uzdrowiciel, i
zawoaa na niego.
- Uzdrowicielu Geyenie, moesz zebra- pozostaych? Potakn i pobieg szuka innych. Po
chwili wrci
z jeszcze picioma kobietami. Dwie z nich byy pomocnicami, jak zauwaya Sonea. Wszyscy
weszli do pokoju i usiedli. Nikea skina na Sone, wesza do rodka i zamkna za sob
drzwi.
Magiczna kua napeniaa pokj jasnym wiatem. Wszyscy oprcz Nikei przygldali si
wyczekujco Sonei.
- Dobrze - odezwaa si Nikea. - Kto chce zacz?
Po krtkim milczeniu jedna z pomocnic odchrzkna. Bya to Irala, spokojna kobieta w
rednim wieku. Doskonaa pomocnica, aczkolwiek niekiedy troch zbyt chodna w stosunku
do pacjentw.
J a - zaproponowaa, przenoszc wzrok na Sone, - Najwyszy czas, eby Gildia przestaa
ignorowa ten problem.
- J aki konkretnie problem?
- Nil. I tych, ktrzy go sprzedaj. To jest wszdzie.
W Domach mwi si, e rozchodzi si ze slumsw jak zaraza, ale w slumsach pogadaj, e to
Domy rozpowszechniaj narkotyk, eby kontrolowa biednych i ograniczy ich liczb. Nikt
nie wie, skd to si bierze. -Syszaam jednak plotki i opowieci mwice, e sprzedajcy s
rwnie bogaci i potni jak Domy, ale ich korzenie sigaj pwiatka.
- Syszaem mnstwo pogosek o tym, e to Zodzieje uywaj nilu, eby przej kontrol nad
miastem - doda Geyen. Pewien czowiek mwi mi, e sprowadzaj go cudzoziemcy, eby
nas osabi i zaatakowa Kyrali,. Najczciej podejrzewa si Elynw. - Pozostali
umiechnli si na te sowa. Najwyraniej nikt w to nie wierzy.
- Czy kto z was sysza o nowicjuszach lub magach, ktrzy uzalenili si od narkotyku? Nie
mog przesta-go uywa- ?
Druga pomocnica i jedna z Uzdrowicielek skiny gowami.
- Pewien... mj krewny - odezwaa si pomocnica, wzruszajc przepraszajco ramionami, -
Wymusi na mnie przysig, e nigdy nikomu nie powiem, wic nie wymieni jego imienia.
Mwi, e jakkolwiek dugo by si powstrzymywa, gd nie mija. Powtarzam mu, e musi
przesta- na tak dugo, eby ciao mogo si porzdnie wyleczy, ale on nie potrafi,
Sonea poczua, e serce jej zamiera.
- Wiesz, od kogo kupuje nil?
- Nie, nie chce mi powiedzie- , bo si boi, e zdoam jako powstrzyma- dopyw towaru. -
Kobieta zmarszczya brwi - Powiedzia mi te, e dostawca jest przyjacielem, I e jeli
musiaby znale- innego, taki czowiek mgby
zada czego oprcz pienidzy.
Sonea potakna, spogldajc po zebranych, - Czy ktokolwiek z was sysza o nowicjuszach
lub magach, ktrzy zadaj si z przestpcami - sprzedawcami nilu lub innymi? I nie mam na
myli wizyt w domach uciech. Chodzi mi o handlowanie z nimi lub za ich porednictwem
oraz uywanie magii w zamian za pienidze lub przysugi.
- Ja syszaam - odpara druga Uzdrowicielk. Miaa troch ponad trzydzieci lat i mae
dzieci, ktrych podczas jej pracy w lecznicy pilnowa nie magiczny m - praktyczne
rozwizanie, ktre dziwio
Wszystkich poza Uzdrowicielami. - Kilka lat ternu, zanim wyszam za Torkena, przyjaciel,
ktrego znaam z czasu studiw, przesta si z nami widywa... to znaczy z naszymi
znajomymi z Uniwersytetu. Wola niemagicznych przyjaci w miecie, z ktrymi spotyka
si w jednym z domw uciech. Powiedzia nam, e nie interesuje go to wszystko, co ludzie
tam kupuj, ale mia ukad z wacicielami. Jaki wany ukad. Nigdy nie powiedzia nam, o
co chodzio. A teraz on nawet nie mieszka w Gildii. Przenis si do domu w miecie i
powica cay czas na pomoc swoim nowym przyjacioom.
- Mylisz, e prowadzi jakie nielegalne interesy? Potakna.
- Ale nie mam dowodw.
- J est uzaleniony od nilu? Uzdrowicielka pokrcia przeczco gow,
- Jest na to zbyt bystry,
Sonea zmarszczya brwi. To bya za wie i na pewno zainteresowaaby Regina, ale nie
stanowia dowodu na to, e nil przywodzi magw do dziaalnoci przestpczej.
- Od dawna byo wiadomo, e niektrzy nowicjusze z Domw zadaj si ze Zodziejami -
odpara druga kobieta. Bya to chuda, bardzo uzdolniona i potna Uzdrowicielka imieniem
Sylia.
- Czy to jest tylko plotka, czy te mamy dowody? - spytaa Sonea,
- Nigdy nie ma si dowodw. - Sylia wzruszya ramionami. - Ale modzi nowicjusze
przechwalaj si tym. Czsto po to, eby wykrci si z trudnych sytuacji z innymi
nowicjuszami, ale jeli dobrze popyta, to zawsze znajd si plotki, ktre SA bardziej
sensowne od innych.
Pozostali kiwali gowami.
- W tych plotkach jest ziarno prawdy - zgodzi si Geyen. - Trudno tylko powiedzie, ktra
plotka je
zawiera.
- A wic.. mylisz, e ten przepis zabraniajcy nowicjuszom i magom zadawa si z
kryminalistami i nieciekawymi typami wpywa na nowicjuszy z wyszych sfer?
- I tak, i nie - odpar Geyen. - Niewtpliwie powstrzymuje niektrych od podejmowania
ryzyka, ale tych , ktrzy s gupcami albo ktrych rodziny i tak s zamieszane w dziaalno
przestpcz, nie odwiedzie od tego. Pozostali potaknli, niektrzy z porozumiewawczymi
umieszkami.
- A jeli przepis zostaby zniesiony, to wicej z nich czuoby pokus?
- Pitka zebranych wymienia midzy sob spojrzenia.
- By moe - odpowiedziaa Sylia, wzruszajc ramionami. - Poniewa s zamieszani we
wszystko, a na dodatek do bogaci i wpywowi, eby oferowa kuszc zapat.
- Na przykad w nilu - dodaa Irala
- Kady przepis, ktry zmniejsza liczb nowicjuszy i magw przyapanych na hazardzie,
pijastwie i narkotykach, jest dobry, jeli o mnie chodzi - oznajmi Geyen. Pozostali mruknli
potakujco.
- Ale ten przepis jest niesprawiedliwy i niepraktyczny w obecnym brzmieniu - odparowaa
Sylia. - Nie powinno si go znosi, lecz tylko zmieni.
Kiedy caa pitka zacza dyskutowa nad konkretami, a niektrzy wypowiadali si z wielk
pasj, Sonea poczua dreszcz. Oni wszyscy o tym myleli. I rozwaali to. Czy pozostali
magowie tez tak bardzo przejmuj si tym Przepisem? Czy wszyscy o nim rozprawiaj? Serce
jej zamaro. Czy mog dowiedzie si od nich, jak moe pj gosowanie, jeli zostanie
powierzone caej Gildii?
Przysuchiwaa si im uwanie, a kiedy mwili, zacza rozmyla nad kolejnym zestawem
pyta. To najwyraniej miao by znacznie bardziej poyteczne wiczenie w zbieraniu
informacji, ni si spodziewaa.


ROZDZIA 12

ODKRYCIA

Idc za niewolnikiem przez korytarz w domu ashakiego Itokiego, Lorkin wzi gboki
oddech i
i powoli wypuci powietrze z puc. Pomimo wszystkiego, co powiedzia mu jego przyjaciel
Perler,
wci nie by pewny jak powinien zachowywa si w towarzystwie ashakich. Bycie magiem i
posiadaczem ziemskim zapewniao najwysz pozycje w spoeczestwie sachakaskim, jeli
nie liczy krla. Mag , ktry nie posiada ziemi, ale by spadkobierc ashakiego, sta o jeden
szczebel niej na drabinie spoecznej ni ashaki. Nastpnie by mag niebdcy spadkobierc,
dalej kady wolny czowiek pozbawiony magii a obie te grupy byy zalene od ashakich w
kwestii dochodw, ukadw handlowych i maestw.
Jeli Sachakanie niszych szczebli dostawali wane zajcia jak na przykad Mistrz Kirota
na stanowisko Mistrza Wojny zyskiwali wystarczajco wysoli status, eby mc zadawa si
z potniejszymi od siebie. Dannyl nie posiada ziemi, ale jego stanowisko Ambasadora
podwyszao jego pozycj do poziomu, na ktrym ashaki utrzymywali z nim stosunki. Lorkin
jednak by tylko asystentem w dodatku niezupenie rwnym niedziedziczcemu
sachakaskiemu magowi, poniewa nie zna czarnej magii. Perler ostrzeg go, e niektrzy
Sachakanie uwaali asystentw za stojcych niewiele wyej od suby i faktycznie traktowali
ich z mniejszym szacunkiem ni wolnych ludzi niemagicznych.
Ashaki Itoki to jeden z najpotniejszych ludzi w Sachace. Nie mam pojcia, jak powinienem
si zachowywa w jego towarzystwie. A jakby tego byo mao, wci nie przywykem do
myli, e ci ludzie s czarnymi magami, dysponujcymi ogromn moc, i mogliby zapewne
spali mnie na popi, gdybym ich urazi.
Niewolnik dotar do koca korytarza, wszed do pokoju i rzuci si na ziemie. Lorkin poczu
ucisk w odku i nieprzyjemny dreszcz pezncy po plecach. Nie mog si rwnie
przyzwyczai do tego widoku. Jeszcze gorzej, kiedy padaj tak na twarz przede mn.
Podnis wzrok i ujrza potnie zbudowanego mczyzn, ktrego barwne, bogato zdobione
ubranie opinao si na pokanym brzuchu. Czowiek ten umiechn si blado, kiedy
niewolnik poda mu imi Lorkina.
Witaj, Mistrzu Lorkinie. Przed tob czasochonne zadanie, wic nie bd ci zatrzymywa.
Mj niewolnik zaprowadzi ci do biblioteki i wskae ci wszystko czego moesz potrzebowa.
Lorkin skoni lekko gow. Dzikuj, ashaki Itoki.- Ukka, zabierz Mistrza Lorkina do
biblioteki rozkaza Sachakanin. Niewolnik skoczy na nogi, skin na Lorkina, nie
podnoszc wzroku, i ruszy ku drzwiom. Lorkin raz jeszcze skin gow w stron Itokiego,
po czym wyszed z pokoju za niewolnikiem.
Westchn z ulg, kiedy tylko uwolni si od towarzystwa ashakiego. Nie rozluni si
cakowicie, dopki nie wyjdzie z jego domu, a moe nawet dopki nie znajdzie si z
powrotem w Domu Gildii. Ale nie przyjechaem do Sachaki, eby odpoczywa, czu si
bezpiecznie i wygodnie. J estem tu po to, eby pomc Dannylowi w badaniach.
Niewolnik skierowa si ku pokojom ukadem przypominajcym te, ktre Lorkin otrzyma na
swj uytek w Domu Gildii, i wszed do jednego z bocznych pomieszcze. Zatrzyma si
przed szafk.
- Mj pan mwi, e dokumenty, ktre chcesz zobaczy, s tutaj. - powiedzia, wskazujc na
pki rk. Nastpnie przesun si pod cian koo drzwi i stan plecami do niej, tak samo
jak niewolnicy w Domu Gildii, kiedy nie mieli adnych zada, a nie zostali odesani.
Gotw mi usugiwa, gdybym tego potrzebowa. A zapewne rwnie mie mnie na oku,
ebym nie zerka na cos, na co nie mam zezwolenia. Albo ebym czego nie ukrad.
Lorkin otwar podwjne drzwiczki i przyjrza si plikom papierw oprawionych w skrzane
koperty, zwojom pergaminu i ksigom. Znalaz ksik, ktr opisa mu Dannyl i zdj j z
pki, po czym wycign z kieszeni szaty notatnik. Rozejrza si po pomieszczeniu i
uwiadomi sobie, e nie ma tu na czym usi ani tez stolika na ktrym mgby pisa.
Odwrci si do niewolnika.
- Mgbym na czym usi?
Niewolnik zawaha si i skin gow. Niech to, wci ten sam bd. Musz pamita, eby
formuowa moje potrzeby w formie rozkazw, a nie pyta.
- Przynie mi co - powiedzia, poykajc "prosz", ktre normalnie by doda, ale ktre, jak
si przekona, tu brzmiao nienaturalnie i zarwno wolni Sachakanie, jak i niewolnicy uwaali
je za dziwne i zabawne.
Niewolnik przeszed do gwnego pokoju i przynis jeden z tych ulubionych przez Sachakan
prostych taboretw. Dziwne, e ludzie o takiej potdze i ogromnych bogactwach posuguj
si tak podstawowymi meblami. Spodziewabym si raczej, e bd si rozpiera w fotelach
tak wielkich i ozdobnych jak oni sami.
W gwnym pokoju najwyraniej nie byo niczego, co przypominaoby st, Lorkin
wycign wic z szafki jedn z wikszych ksig. Usiad, pooy ksig na kolanach i
umieci na niej notatnik. Nastpnie zabra sie za lektur. Po kilku stronach dziennika poczu
niepewno. Nie zdy skopiowa caoci. Dannyl nie prosi o przepisanie jakich
konkretnych fragmentw, ale o wynotowanie wszystkiego, co mogoby mie znaczenie.
Lorkin czu si zaszczycony tym, e Dannyl zaufa mu w tej kwestii - albo tez nie mia
wyboru - ale to nijak nie uatwiao zadania.
Ksika nie okazaa si a tak bogatym rdem informacji, jak sie spodziewa. Po czci
zawieraa rachunki, po czci dziennik, jak czsto w przypadkach ksig spisywanych w
owych czasach przez posiadaczy ziemskich. Lorkin nie mg pozwoli sobie na to, eby co
tylko przekartkowa albo eby co odcigno jego uwag, bo mgby pomin jaki wany
szczeg, Niemniej listy zakupw i opisy umw handlowych nie stanowiy szczeglnie
porywajcej lektury.
Zapisywa wszelkie wzmianki o magii i imiona goci odwiedzajcych dom maga. Kiedy
skoczy, odoy ksik i zabra si za plik listw. Byy stare, ale w dobrym stanie, pisane
na niewielkich kwadratowych kawakach papieru, ktrych nie skadano, dziki czemu nie
rozsypay si. Pochodziy od przyjaciela maga, przebywajcego w Imardinie. Lorkin nie by
w stanie oceni, czy ten przyjaciel by magiem, czy nie, poniewa wiedzia , e wczesna
tytulatura nie bya w tej kwestii jasna. Przyjaciel pyta w wikszoci listw o perspektywy
zniesienia niewolnictwa w Sachace, co stanowio cel zabiegw jego i grupy innych w
Imardinie.
Brzmi to tak, jakby byo to dla nich niezwykle istotne, pomyla Lorkin. Ale zapewne to
zdarzyo si wkrtce po okresie, kiedy Kyralia bya w niewoli.
Skoczywszy z listami, przyjrza si zwojom pergaminu, ktre okazay si zapisami
rachunkowymi. Inne skrzane koperty zawieray znw listy, tym razem od siostry maga, ktr
najwyraniej najbardziej interesowao to, jak wiedzie si wyzwolonym niewolnikom, a
Lorkinowi spodobay si jej pene wspczucia, ale i praktycyzmu sugestie.
Szkoda, e nie mog przeczyta jego listw. Chciabym pozna odpowiedzi na pytania o
plany Gildii wobec Sachaki. Moe to daoby nam jakie wskazwki w kwestii tego, czemu
Kyralia zrezygnowaa z kontroli nad podbitym krajem.
Pojawi si niewolnik, niosc jedzenie i napoje. Lorkin zjad szybko, po czym zabra si z
powrotem do pracy. Kiedy w kocu przeczyta ca zawarto szafki, uwiadomi sobie, e
mino kilka godzin. Spojrza na swj notatnik i poczu lekkie rozczarowanie. Nie wiem, czy
znalazem cokolwiek szczeglnie przydatnego, ale moe Dannyl zauway co, co i umkno.
Zamykajc drzwiczki szafki, zda sobie spraw, e wci trzyma w reku ksig, ktrej
uywa zamiast stolika. Otworzy j i przekona si, e jest to kolejna ksiga domowa.
Okazao sie, e stanowi ona kontynuacj tej poprzedniej, ale zaledwie jedna trzecia stron
zawiera tekst. Lorkin zacz od ostatniego wpisu i natychmiast poczu dreszcz. Pismo byo
popieszne, a wpis krtki.
" Straszne wieci. Kamie magazynujcy znik. Mistrza Narvelana rwnie nie ma i wiele
osb uwaa, e to on jest zodziejem. Gupiec wie doskonale, e kamie jest niezbdny do
utrzymania kontroli nad Sachakanami. Musz wyjecha i doczy do poszukiwa".
Puste kartki za ta notatk nagle wypeniy sie pytaniami i moliwociami . Dlaczego mag nie
wrci do swoich zapiskw? Czyby umar? A moe star si z tym Mistrzem Narvelanem i
zgin?
No i czym jest ten kamie magazynujcy, ktry ma by tak niezbdny do utrzymania kontroli
nad Sachak? Czy zosta znaleziony? A jeli nie, to moe wanie z jego powodu Kyralia
oddaa Sachakanom kontrole nad ich krajem?
I jeli nie zosta odnaleziony, to co sie z nim stao?
Czyby istnia magiczny obiekt o takiej mocy, e dawa panowanie nad podbitym krajem -
przeraajcym imperium czarnych magw? Lorkin usiad z powrotem na stoku i zabra si za
przepisywanie.
Miaem racj. Istnieje jaka staroytna magia, ktra mogaby pomc chroni Kyrali. Zostaa
zapomniana na [ponad siedemset lat, ale ja j odnajd.
Gol wywiza si dobrze ze swego zadania. To by jeden z tych sklepw, ktre kupuj i
sprzedaj przedmioty nalece do dunikw i desperatw. Znajdowa si ponadto w takiej
czci miasta, gdzie mao kto mgby rozpozna Cery'ego. W jednym kacie stay oparte o
cian papierowe okienniki wszelkich rozmiarw i ksztatw. Na wieszakach wisiay paszcze
i kurtki, a pod nimi stay parami buty. Pki za krzesem waciciela i awka stojca z boku
byy zapenione rozmaitymi naczyniami z gliny, szka, metalu i kamienia oraz innymi
przedmiotami domowego uytku. Cika i ozdobna elazna klatka zawieraa tace z biuteri,
ktra, sadzc z wygldu, bya albo podej roboty, albo podrabiana.
Na kolejnym regale stay ksiki najrniejszych rozmiarw. Niektre oprawne w papier z
szyciem grzbietw wychodzcym na wierzch i potarganym. Inne oprawne w skr, w
wikszoci zniszczone i popkane, ale tez niekiedy byszczce nowoci.
- Chodzi o ksigi o magii? - Spyta waciciel lombardu gosem nieco wyszym ni zwykle,
ale tez cichszym. Zamia si. - Zdarzaj si od czasu do czasu. Ale nie znajdziesz ich tutaj,
modziecze.
Cery odwrci si: mczyzna spoglda prosto na niego. J ego umiech zblad na chwile,
kiedy uwiadomi sobie swj bd.
- Gildia je zabiera? - spyta Cery.
Tamten pokrci przeczco gow.
- Nie. Gwardzici sprawdzaj mnie od czasu do czasu, ale nie jestem te tak gupi, eby
wykada cos takiego na widoku. Ksiki wdruj bardzo szybko. Do mnie i ode mnie. Stali
klienci wiedz, e musz przyj szybko, kiedy dam im zna, e cos sie pojawio, jeli chc to
kupi.
- A jak je zdobywasz... jeli wolno zapyta?
Mczyzna wzruszy ramionami.
- W wikszoci mam je od nowicjuszy. Tych , ktrzy std pochodz. Z jakich powodw nie
mog wysya pienidzy bezporednio do swoich rodzin, kradn wic ksiki i sprzedaj je
mnie, a ja przekazuje pienidze.
- Za odpowiednia opata - dokoczy Cery.
Mczyzna zaprzeczy ruchem gowy.
- Och, mam wystarczajcy zysk ze sprzeday. Taktuje dobrze moich nowicjuszy, bo mam
spor konkurencj, do ktrej mogliby si w przeciwnym razie uda. - Skrzywi si.-
Oczywicie niektrzy usiuj namwi mnie na przesyanie pienidzy sprzedawcom gnilu.
Nie bawi si w to. To paskudne typy , ci sprzedawcy. Nie chc mie z nimi do czynienia.
- J a te nie - odpar Cery. - J ak rozpoznajesz, czy ksika jest prawdziwa czy podrobiona?
Mczyzna wyprostowa si.
- Wieloletnie dowiadczenie. A poza tym jako mody czowiek spdziem par lat w Gildii,
pracujc tam.
- Naprawd? Pracowae dla Gildii? - Cery nachyli sie ku sprzedawcy.- Za co ci wywalili?
Mczyzna skrzyowa rce na piersi.
- A czy ja powiedziaem, e mnie wywalili?
Cery rzuci mu ponure spojrzenie.
- Porzucie tak prac?
Sprzedawca zawaha si, po czym wzruszy ramionami.
- Nie lubi przez cay czas sucha, co mam robi. Jak mawiaa moja nieboszczka ona, nie
kademu to pasuje. "Makkin Nabywca" znacznie bardziej mi sie podoba. Lepiej by
Makkinem twrc wasnego losu, ni Makkinem od czyich obiadw czy ek.- Zamia si.
- W sumie prawda - zgodzi si Cery. - Mnie by sie to pewnie te nie podobao. A wic..
kiedy moesz dosta jakie nowe ksiki? I co z nich mgbym kupi?
Oczy Makkina rozbysy z zadowolenia.
- Ksiki s, kiedy przychodz. Czasami czeka sie kilka dni, czasami cae tygodnie. Mog
sprbowa namwi moich nowicjuszy na kradzie tego, czego potrzebujesz, ale nie zawsze
sie da.... albo te trwa to duej. Cena zaley od trudnoci zadania, no i musz ci ostrzec, e
czasami pojawia sie jeden z moich hmmm... bardziej wpywowych klientw i kupuje
wszystko, nawet jeli kto to zamwi. - Mczyzna zatar rce. - Szukasz czego
konkretnego?
_ Czego... niezwykego. Rzadkiego. Szczegowego. Temat nieistotny, byle to nie bya
ksika dla pocztkujcych.
Sprzedawca pokiwa gow.
- Zobacz, co sie da zrobi. Odezw sie za kilka dni i powiem ci, co moi chopcy mog, a
czego nie mog zdoby. - Umiechn sie do Cery'ego promiennie. - Zawsze mio mie
nowego klienta.
Cery potakn.
- Zawsze. - Przekrzywi lekko gow. - J ak sdz, nie moesz nam powiedzie, kim s
pozostali klienci? Chciabym po prostu wiedzie, z kim konkuruje,
Makkin pokrci gowa.
- Wypadbym szybko z interesu, gdybym to zrobi.
- Zapewne nie. - Cery obrci sie do drzwi, zrobi zamylon min i zwrci sie z powrotem
do sprzedawcy. - Tak z ciekawoci ile musiabym ci zaproponowa, eby ryzyko sie opacio?
- Zanadto lubi by ywy, eby w ogle o tym myle.
Cery unis brwi.
- W takim razie musisz mie bardzo wpywowych klientw.
Tamten umiechn si. - Mam nadzieje, e dobrze sie nam bdzie prowadzio interesy.
Cery powstrzyma miech i odwrci si. Gol podszed i otworzy przed nim drzwi, po czym
obaj wyszli na ulic.
Soce chylio si ku zachodowi, ale ludzie wci przemykali po ulicach zgarbieni i
zaabsorbowani , niewtpliwie nie mogc si doczeka, kiedy dotr na miejsce. Kilka krokw
dalej Cery przeszed przez ulic, wchodzc w cie budynkw po przeciwnej stronie. Tam
zatrzyma si i spojrza za siebie.
- O czym mylisz? - zapyta Gol. - Masz to swoje spojrzenie.
- Myl, e Makkin i jego sklep to doskonae miejsce na nasza puapk.
- Postaramy sie, eby w jego rce wpado cos szczeglnego, i bdziemy sprawdzali, kto sie
pojawi, czy tez zaczekamy na prawdziwa ksik?
- Wtpi, eby poinformowa nas jako pierwszych, jeli dostanie prawdziwe ksiki. Musimy
jak najlepiej kontrolowa transakcj, a jeli postaramy si, eby faszywki trafiy do jego rak,
bdziemy mogli zgra to w czasie wedle planu. Chocia... musimy sprowokowa nasz ofiar
do zdobycia ksiki za pomoc magii. Zastanawiam si... on mwi, e nie trzyma ich na
widoku. Moe sejf?
- Postaram si. Dobrze by byo, eby Makkin nie sprzeda tych ksiek komu innemu.
Miejmy nadzieje, e to zmusi owc do wamania, eby je zdoby.
- I do posuenia si magia. - Cery potakn. - Bd potrzebowa bezpiecznej kryjwki do
obserwacji. I postaraj sie, ebymy mieli jak uciec, gdyby cos poszo nie tak albo Makkin
domyli si, co jest grane.
Gol potakn. - Zajm sie tym.
Byo ju pno, kiedy Dannyl przyszed wreszcie za prg swoich pokoi w Domu Gildii. Cay
wieczr upyn mu na wizycie u pewnego starego ashakiego, ktry upar si, eby
opowiedzie Ambasadorowi o handlowych osigniciach wszystkich swoich przodkw, a
najbardziej cieszyy go ich sukcesy na polu oszukiwania innych kupcw i doprowadzania ich
do ruiny.
Dannyl zajrza do bocznego pomieszczenia, ktre suyo mu za gabinet - podobnie jak
wczeniejszym ambasadorom - a widzc cos nowego na biurku, wszed do rodka i przyjrza
sie bliej. Na blacie lea notatnik. Dannyl przeszed przez pokj i wzi go do rki.
Natychmiast rozpozna pismo Lorkina i nagle zmczenie, ktre ogarno go po ostatnich
godzinach, znikno.
Kto z jego poprzednikw kupi - bd te zamwi specjalnie do swojego gabinetu -
normalne krzeso z oparciem. Dannyl usiad wic z westchnieniem ulgi i zabra sie za lektur.
Pierwsze skopiowane przez Lorkina fragmenty pochodziy z tej ksigi, ktra on sam
przeglda. Nie byo ich wiele, a Dannyl poczu rozczarowanie, widzc, e modzieniec nie
przepisa notatki o domu w Imardinie. Dannyl nie wspomnia o niej, by bowiem ciekawy, czy
Lorkin sam zauway.
Ale to nie byo oczywiste. Lorkin niewtpliwie zauway rne rzeczy. Nie wszystko to, co
mnie rzucioby sie w oczy, ale moe tez znale cos, co mnie umkno.
Dannyl nie mg odwiedza wanych Sachakan po raz drugi w krtkim odstpie czasu ze
wzgldu na ryzyko oskarenia o faworyzowanie ktrego z nich. Wysyanie Lorkina do
biblioteki doskonale rozwizao ten problem. Nic nie mogo zastpi osobicie prowadzonych
studiw, ale zlecenie tej pracy Lorkinowi przynajmniej zapewniao Dannylowi jakie
materiay do badania i problemy do rozwaania, zanim bdzie mg sam zaj sie
poszukiwaniami.
Czytajc dalej, poczu, e jego podniecenie nowymi informacjami powoli opada. Niewiele z
tego wszystkiego nadawao sie do czegokolwiek. Nagle pismo Lorkina stao si bardziej
pewne i kanciaste, a jedno sowo byo za kadym razem podkrelane. Dannyl przeczyta raz i
drugi skopiowany wpis z dziennika oraz uwagi Lorkina i poczu , e mu humor znw mu sie
poprawia.
Lorkin ma racje. Ten kamie magazynujcy jest z pewnoci wany. Tylko e on zakada, e
jest to przedmiot magiczny. A to rwnie dobrze moe by co o znaczeniu politycznym -
przedmiot, ktry daje wadz jego posiadaczowi, jak diadem krlewski albo skarb przywdcy
religijnego.
Imi" Narvelan" byo znajome, ale Dannyl nie by w stanie sobie przypomnie, gdzie je
widzia. Potar czoo i uwiadomi sobie, e coraz bardziej boli go gowa, a poza tym jest
godny. Posiek u ashakiego by przeraliwie sony, a jedynym oferowanym napojem byo
wino. Spogldajc przez drzwi do gwnego pokoju, Dannyl zauway, e pod przeciwlega
cian stoi niewolnik.
- Przynie mi troch wody, dobrze? zawoa.
Mody chopak natychmiast pobieg. Dannyl wrci do notatek Lorkina, czytajc je od nowa i
usiujc przypomnie sobie, gdzie wczeniej widzia imi " Narvelan". Syszc, e niewolnik
wraca, podnis wzrok. Zamiast widzianego poprzednio modzieca w drzwiach sta may
chopiec, trzymajc w rekach dzbanek i szklank.
Dannyl zawaha si, po czym wzi od niego wod, zastanawiajc sie dlaczego przyszed
inny niewolnik. Chopiec sta ze spuszczona gow, unikajc wzroku Dannyla. Nie po raz
pierwszy mag zastanawia sie, kto decyduje, co robi poszczeglni niewolnicy. Zapewne ich
nadzorca, ktry przedstawi sie pierwszego dnia. Mistrz Maron wytumaczy swojemu
nastpcy, e niewolnicy oficjalnie nale do Krla, ale s " wypoyczeni" do Domu Gildii.
Pozwalao to Gildii unikn amania prawa zakazujcego Kyralianom brania innych ludzi w
niewol podczas pobytu w Sachace - co z kolei miao zapobiec pomysom wprowadzenia tego
zwyczaju w ojczynie.
Chopiec zagryz warg i zrobi krok w kierunku Dannyla.
- Czy mj pan yczy sobie towarzystwa w ku? - zapyta.
Dannyl poczu, ze co skrca go w rodku, a nastpnie ogarno go prawdziwe przeraenie. -
Nie - odpar szybko i zdecydowanie. Po chwili doda. - Moesz odej.
Chopiec wyszed, nie pokazujc krokiem czy postaw ani ulgi, ani rozczarowania.
Dannyl wzdrygn si. Akurat w chwili kiedy zaczem przyzwyczaja sie do obecnoci
niewolnikw... Moe jednak lepiej, eby zanadto sie do tego nie przyzwyczai. Moe lepiej
pamita, jak bardzo barbarzyscy bywaj Sachakanie.
Ale dlaczego chopiec? adna z niewolnic nie bya taka miaa. Zapewne szpiedzy Krla
Sachaki sprawdzili jego ycie i wydobyli na jaw skandaliczn, ale nie cakiem sekretna
informacj, z kim sypia. To jeszcze przecie nie oznacza, e zacign do ka dziecko. Albo
niewolnika, ktry nie ma wyboru. Ostatnia myl bya dla niego odpychajca, ale ta pierwsza
napawaa obrzydzeniem.
Ciekawe, czy Lorkin otrzyma podobna propozycj. Przez chwile czu niepokj, ale nastpnie
przypomnia sobie wyraz twarzy Lorkina pojawiajcy sie, ilekro jaki niewolnik pada przed
nim na twarz. J eli nawet, to nie sdz, eby skorzysta. Musz jednak mi na niego oko.
Ale nie tego wieczora. Byo juz pno i Lorkin zapewne od dawna spa. Dannyl tez powinien
sie pooy. J utro wieczorem czeka go wizyta u kolejnego ashakiego i wysuchiwanie
nastpnych opowieci, podobnie jak za dwa dni, a poza tym ronie lista spraw handlowych i
dyplomatycznych, ktre trzeba zaatwi za dnia.
Kiedy jednak w kocu pooy sie do ka, nia mu sie ktnia z Tayendem - ktry
dziwnym trafem zmieni si w ashakiego z Sachaki - o zachwycajco przystojnych
niewolnikach, ktrych posiada. Zachowuj sie jak miejscowi, powiedzia mu Tayend.
Spodziewalibymy sie tego samego po nich, gdyby przyjechali Kyralii. I pamitaj, nie jestem
pierwszym magiem z Gildii, ktry posiada niewolnikw. Pamitaj o tym rano.


ROZDZIA 13

PUAPKA

Kiedy powz zatrzyma si przed domem Regina, Sonea poczua przypyw niechci. Siedziaa
bez ruchu, a wypomnienia wyczerpania i bezsilnoci oraz tortur zadawanych przez modego
nowicjusza i jego przyjaci noc w podziemiach Uniwersytetu napyway pen fal.
Nastpnie przypomniaa sobie tego samego nowicjusza cofajcego si przed ichanim, kiedy
zgosi si na ochotnika, eby by przynt majc zaprowadzi wroga do puapki. Plan, ktry
rwnie dobrze mg si nie powie. I jego sowa:.. jeli uda mi si to przey,.. postaram si
jako ci to wynagrodzi".
Dotrzyma sowa? pokrcia gow. Po wojnie wiele potnych Domw Imardinu starao si
zastpi swoich krewnych, ktrzy zginli w bitwie, wiedzc, e im wicej magw posiada
dany Dom, tym wikszy jego presti. Regin oeni si tu po ukoczeniu stadiw, a po Gildii
krya plotka, e wcale nie przepada za on, ktr wybraa dla niego rodzina.
Nigdy wicej od tych wczesnych lat na Uniwersytecie nie by nieuprzejmy dla Sonei.
adnych drobnych psot nowicjusza, ale te adnych nieprzyjemnoci, kiedy doroli. Mino
dwadziecia lat. Dlaczego ona wci czua niech na myl o spotkaniu z nim w jego
wasnym do- mu? Czyby wci si go baa? A moe lkaa si, e zachowa si niegrzecznie,
poniewa przywyka go nie lubi i nie ufa mu? Niech spowodowana tym, co jej zrobi jako
mody i gupi chopak, bya dziecinna, Rothen mia racj: Regin wyrs na rozsdnego
czowieka.
Starych nawykw rwnie trudno si pozby jak starych plam, pomylaa.
Zmusia si do wstania i wysiada z powozu. Jak zawsze zatrzymaa si na moment, eby
rozejrze si po okolicy. |Rzadko miewaa okazj oglda ulice miasta.
Ta ulica znajdowaa si oczywicie w. Wewntrznym
Krgu, poniewa rodzina i Dom Regina naleay do najbogatszych i najbardziej wpywowych
i mogy sobie pozwoli na mieszkanie tak blisko. Paacu. Wygldaa tak
samo jak wszystkie ulice Wewntrznego Krgu: zabudowana duymi, pitrowymi i
dwupitrowymi budynkami, z ktrych wiele nosio lady napraw albo te miao cakiem nowe
fasady, wzniesione ju po najedzie ichanich.
Sonea przyjrzaa si ludziom na ulicy. Byli to nieliczni mczyni i kobiety, ktrych ubrania
wskazyway na wysok pozycj, oraz jeden mag. Poza tym sucy. Chwil pniej
dostrzega grupk czterech mczyzn wychodzcych z budynku na samym kocu ulicy i
wsiadajcych do powozu.
Mimo e mieli na sobie pikne stroje bogaczy, w ich ruchach i sposobie bycia byo co, co
przypomniao Sonei pewn siebie brutalno ulicznych band.
Moe mi si tylko wydao, pomylaa. Moe skojarzyli mi si w ten sposb dlatego, e Regin
mwi mi ostatnio tak duo o kryminalnych powizaniach Domw. Odwrcia si, podesza
do drzwi domu Regina i zapukaa. Chwil pniej drzwi otwary si i szczupy sucy o
kwanej minie ukoni si nisko Sonei,
- Czarny Magu Soneo - powiedzia zaskakujco niskim gosem. - Mistrz Regin ci oczekuje.
Zaprowadz ci do niego.
- Dzikuj - odpowiedziaa.
Poprowadzi j przez wielki hol i w gr krtych schodw. Minli korytarz i weszli do duego
pomieszczenia penego mikkich foteli i wiata sonecznego wypadajcego przez wysokie
okna znajdujce si po jednej stronie Obicie foteli, ciany i papierowe okienniki byy w
jasnych, jaskrawych kolorach.
Z foteli podnioso si dwoje ludzi: Regin i kobieta, ktra musiaa by jego on. Kobieta
podesza do Sonei z wycignitymi ramionami, jakby chciaa ucisn gocia, ale w ostatniej
chwili zoya rce.
- Czarny Magu Soneo! - wykrzykna. - Jestem zaszczycona, goszczc ci w moim domu.
- To Wycina, moja ona - powiedzia Regin.
- Mio mi pozna - zwrcia si do niej Sonea. Kobieta rozpromienia si.
- Tyle o tobie syszaam. Rzadko gocimy synnych ludzi w naszym domu.
Sonea usiowaa wymyli jak celn replik, ale nie udao je si. Kobieta sponia si i
zakrya usta doni.
- Och - powiedziaa, przenoszc wzrok z Regina na Sone. - Wy dwoje macie powane
sprawy do omwienia, wic zostawi was.
Podesza do drzwi, odwrcia si jeszcze z umiechem do Sonei, po czym znika w korytarzu.
Regin zamia si krtko..
- Troch j przeraasz - powiedzia cicho, wskazujc na fotele zapraszajcym gestem.
- Doprawdy? - Sonea usiada na jednym z wygodnych mebli. - Nie sprawiaa takiego
wraenia.
- Och, normalnie jest znacznie bardziej gadatliwa. Umiechn si blado. Rozumiem jednak,
e przybya, eby porozmawia o powaniejszych sprawach.
- Owszem. - Sonea zamilka na chwil, biorc gboki oddech. - Rozmawiaam z
Uzdrowicielami i pomocnikami w lecznicach i musz si z tob zgodzi zniesienie przepisu w
kwestii zadawania si z przestpcami byoby szkodliwe.
Uznaa, e nie bdzie wspomina o swoich podejrzeniach, e nil moe trwae wpywa na
ciaa magw. Kiedy napomkna o tym Mistrzyni Vinarze. Uzdrowicielka wyrazia uprzejme
niedowierzanie. Sonea bdzie spotrzebowaa czego wicej ni wiadectwa jednego
kamieniarza, eby przekona magw, e nie s w stanie uleczy efektw dziaania narkotyku.
Dopki nie zdoa sprawdzi swoich podejrze, bdzie musiaa trzyma ten pomys w
tajemnicy. A nawet jeli zdobdzie dowody, w Gildii i tak znajd si magowie, ktrzy za
wszystkie kopoty obwini nisze sfery, a to tylko pogorszy sytuacj, jak przepis stwarza
nizinnym. Regin wyprostowa si, unoszc nieznacznie brwi. -Rozumiem.
- Nadal jednak uwaam, e ten przepis jest niesprawiedliwy dla nowicjuszy i magw
pochodzcych z niszych sfer - cigna Sonea - i e musimy zrobi co, eby rozwiza
problem. Inaczej albo stracimy utalentowanych i potnych nowicjuszy, albo, co gorsza,
spowodujemy bunt.
Regin potakn.
- Te uznaem, e musz si z tob w tej sprawie zgodzi, I z zupenie innych powodw
uwaam te, e musimy przekona magw, ktrzy maj pilnowa przestrzegania przepisu
oraz kara winnych, by robili to uczciwie, nikogo nie faworyzujc.
- Ten przepis trzeba zmodyfikowa, a nie znie - dokoczya Sonea.
- Zgadzam si.
Spogldali na siebie w wyczekujcym milczeniu i nagle Sonea uzmysowia sobie, e si
umiecha.
- To byo atwiejsze, ni si spodziewaam, Zamia si.
- Tak. Teraz przed nami prawdziwe trudnoci. Jak zmieni ten przepis i przekona Starszych
Magw oraz reszt Gildii - eby gosowali tak, jak bymy tego chcieli?
- Hmmm. - Sonea zmarszczya brwi. - Moe bdzie nam atwiej planowa kolejne kroki, jeli
bdziemy wiedzie, kto ma gosowa.
Regin zaplt palce.
- Osen zapewne prdzej podejmie decyzj po naszej myli. jeli oboje zaproponujemy to
samo. Musimy zatem i do niego niezalenie i przekaza mu nasze stanowisko. Albo te ty
musisz przekona Mistrza Pendela, eby tak uczyni, bo to on jest przywdc zwolennikw
zniesienia przepisu. Sonea potakna.
- Myl, e mnie wysucha. Ale musz da mu dobry powd, eby zaproponowa kompromis,
A ty?
- Ja zrobi, co w mojej mocy, eby zagodzi stanowisko opozycji. Musimy dobrze pozna
zalety i wady obu
moliwoci, ebymy byli przygotowani na argumenty przeciwko nam.
- Tak. Aczkolwiek musimy rozway rne strategie w zalenoci od tego, kogo trzeba bdzie
przekona sam starszyzn czy te ca Gildi. Myl, e majc wybr midzy zniesieniem
przepisu, pozostawieniem go bez zmian oraz zmianami, wikszo starszyzny zagosuje za
pozostawieniem wszystkiego tak, jak jest,
- Zapewne masz racj. Gosowanie caej Gildii moe mie mniej przewidywalny wynik, ale
wikszo- bdzie. skonna szuka kompromisu - a to oznacza zmian przepisu, Wtedy
przedmiotem debaty stan si szczegy tych zmian.
- Zgadza si. - Sonea umiechna si krzywo. - Co prowadzi nas z powrotem do
najtrudniejszego pytania: jak chcemy zmieni ten przepis?
Regin potakn.
- Mam kilka pomysw. Mog zacz?
Skina gow.
- Jasne.
Kiedy zacz wyjania swoje pomysy zmian, Sonea nie bya w stanie powstrzyma si od
niechtnego podziwu dla tego, jak szczegowo przemyla problem. Okazao si, e rozwaa
to znacznie duej ni od kilku tygodni, kiedy ta sprawa staa si przedmiotem dyskusji w
Gildii. A w dodatku w przeciwiestwie do projektw czci ludzi, z ktrymi ona rozmawiaa,
proponowane przez niego rozwizania byy praktyczne i bezstronne. Gdzie si podzia ten
arogancki, peen uprzedze waniak, ktrego znaam jako nowicjusza? Czyby po prostu
nauczy si to lepiej ukrywa.
A moe si zmieni? Nawet jeli tak jest istotnie, nie wystarczy kilka byskotliwych
rozwiza problemu klasowego w Gildii, eby mu zaufaa. Niewane, co mwi, ona zawsze
bdzie czekaa, kiedy znw ujawni si okrutne oblicze Regina.
Kiedy Dannyl wyszed wieczorem, a niewolnicy uprztnli po kolacji, Lorkin powrci do
swoich pokoi. Nie mia na razie wiele pracy jako asystent Dannyla, Jeli nie liczy jednej
wizyty, kiedy zaprosi ich ashaki ltoki, nie opuszcza Domu Gildii. Tylko drobna cz pracy
wykonywanej przez Dannyla za dnia moga by przekazana Lorkinowi.
Wieczory spdza na lekturze i wypytywaniu niewolnikw. To drugie okazao si trudniejsze,
ni si spodziewa. Wprawdzie niewolnicy zawsze odpowiadali na jego pytania, jednak ich
odpowiedzi nie wychodziy poza podstawowe informacje, Kiedy pyta ich, czy jest jeszcze
cos, co powinien wiedzie, sprawiali wraenie zaniepokojonych i zmieszanych.
Zapewne nie s w stanie wymyli, co powinienem wiedzie, pomyla. I boj si zgadywa,
bo gdyby nie trafili, mgbym si rozgniewa. Inicjatywa nie jest najwyraniej podan
cech niewolnika.
Mia wraenie, e ciemnooka Tyvara ktra pierwszego wieczora zaprowadzia go do pokoju,
mogaby okaza si bardziej przystpna, cho nie wiedzia, skd takie przekonanie. Ona
jednak nie pojawia si od tamtej nocy. Tego wieczora nie mia nic pilnego do zrobienia,
poprosi wic usugujcego mu niewolnika, eby j przyprowadzi, Wszyscy uznaj zapewne,
e chc wzi j do ka, po- myla, przypominajc sobie wczeniejsze nieporozumienie.
Wcznie z Tyvar. Musz j zapewni, e nie mam takich zamiarw. Czy potrafi zachci
j do swobodnej rozmowy?
Rozejrza si po pokoju i jego wzrok spocz na szafce i winem i kieliszkami do jego uytku
oraz na wypadek podejmowania goci. Zanim jednak przeszed przez po- kj, aby co z niej
wyj, dostrzeg ruch w drzwiach. Do pokoju wesza Tyvara i zbliya si do niego na tak,
eby pa na twarz kilka krokw przed nim.
- Wsta, Tyvaro - powiedzia do niej, Podniosa si, ale wzrok miaa nadal utkwiony w ziemi.
J ej twarz nie zdradzaa adnych emocji i Lorkin nie by nawet przekonany, czy to nie jego
wyobrania podpowiada mu, e dziewczyna jest lekko spita.
- Podaj mi dwa kieliszki i wino - rozkaza. Posuchaa. Poruszaa si szybko i z wdzikiem.
Usiad
na jednym ze stokw na rodku pokoju, czekajc na ni. Postawia oba kieliszki i butelk na
pododze, po czym uklka obok.
- Otwrz - poleci. -I napenij oba. Jeden jest dla ciebie. Jej rce sigay ju ku butelce, ale
teraz zawahay si. Nastpnie wykonay polecone im zadanie. Kiedy oba kieliszki byy
napenione, podniosa jeden z nich i podaa Lorkinowi. Mag wzi go od i wskaza na drugi
- Pij. Chc ci zada - kilka pyta. Tylko tyle - doda. - Mam nadziej, e ci tym nie zaszkodz.
Jeli zapytam o cokolwiek, co mogoby ci sprawi kopot, daj zna. Zamiast odpowiada
zerkna na kieliszek i podniosa go z wyran niechci. Lorkin pocign yk - Dziewczyna
zrobia tak samo, a minie wok jej ust napiy si w lekki grymas. - Nie lubisz wina? -
spyta Lorkin.
Pokrcia przeczco gow. - Och. - Rozejrza si. - To go nie pij. Odstaw. Odstawia
kieliszek z bardzo wyran niechci, stawiajc go tak daleko od siebie, jak bya w stanie
sign. Lorkin pocign kolejny yk ze swojego kieliszka, zastanawiajc si nad nastpnym
pytaniem.
- Czy... czy jest jaki szczeglny sposb, w jaki powinienem traktowa niewolnikw, a
ktry... zaniedbuj... albo robi co le?
Szybko pokrcia gow. Za szybko. Lorkin zastanowi si nad pytaniem,
- Czy mgbym w jaki sposb poprawi moje relacje z niewolnikami? Robi co tak, eby
byo lepiej? atwiej?
Pokrcia ponownie gow, ale ju nie tak szybko.
- Czy robi z siebie kompletnego gupca w relacjach z niewolnikami?
Na jej ustach pojawi si sabiutki cie umiechu, ale pokrcia znw gow.
- Zawahaa si - zauway, nachylajc si ku niej. - Co w tym jest, prawda? Nie robi z
siebie gupca, ale robi co niepotrzebnego lub gupiego, zgadza si?
. Chwil odczekaa, ale wzruszya ramionami.
- Co to jest?
- Nie musisz nam dzikowa - powiedziaa.
jej melodyjny, lekko schrypnity gos by objawieniem po tych wszystkich niemych gestach.
Lorkin poczu dreszcz przebiegajcy mu po plecach. Gdyby nie bya niewolnic uznabym ja
za niezwykle fascynujc. A gdyby nie miaa na sobie tego okropnego okrycia, mogaby si
okaza rwnie cakiem atrakcyjna. Nie wezwa jej tu jednak, eby j podrywa.
- Ach - powiedzia. - To zwyczaj... w Kyralii uwaamy to za przejaw dobrego wychowania.
Ale jeli tak ma by atwiej, postaram si o tym pamita.
Potakna.
Co dalej?
- A czy poza tym, e niepotrzebnie dzikujemy niewolnikom, ja albo Dannyl robimy
cokolwiek w relacjach z wami, co moe robi- z nas gupkw w oczach Sachakan?
Zmarszczya brwi i otwara usta, ale nagle jakby zamara. Zobaczy, e wodzi oczami po
pododze, zatrzymujc si gdzie w okolicy jego stp, po czym szybko odwracajc wzrok.
Obawia si mojej reakcji na jej odpowied.
- Nie pogniewam si, jeli usysz prawd, Tyvaro - powiedzia agodnie. - Moesz nam w
ten sposb bardzo pomc.
Przekna lin, po czym skonia jeszcze bardziej gow.
- Stracicie powaanie, jeli nie bdziecie bra niewolnikw do ka.
Poczu najpierw zaskoczenie, a potem rozbawienie. Pytania zaleway jego myli. Czy on i
Dannyl bd si przejmowa utrat powaania z takiego powodu? Czy powinni? J ak
szkodliwa moe by odmowa? Czy poprzedni Ambasadorowie Gildii i ich asystenci brali
niewolnikw do ek?
A przede wszystkim: skd wolni Sachakanie bd wiedzie, czy nowy Ambasador Gildii i
jego asystent chodz do ek ze swoimi niewolnikami, czy nie?
Takie informacj nie s pewnie poufne. Niewolnicy w tym domu nale przecie do Krla
Sachaki. Byoby gupot mniema, e nasze podboje sypialniane nie stan
si przedmiotem dyskusji i ocen.
Umiechn si na myl o tych wszystkich potnych ashakich plotkujcych jak stare
przekupki.
Powinien si dowiedzie, jakie mog by konsekwencje, pki Tyvara z nim rozmawia.
- W jakim stopniu stracimy powaanie? - zapyta.
Pokrcia gow.
- Nie jestem w stanie powiedzie., Wiem tylko, e nie bd was bardzo szanowa- .
Czy to oznacza, e aden z poprzednich mieszkacw Domu Gildii nie dowiedzia si o tym,
poniewa aden nie odmwi? Lorkin przyglda si Tyvarze. Gdyby tylko ona na mnie
popatrzya. I to bez wahania i sualczoci. Gdybym zobaczy j stojc prosto, pewn siebie i
od- wan, gdyby te ciemne oczy wyraay prawdziwe, chtne podanie, wzibym j do
ka bez wahania. Ale tak... nie jestem wstanie tego zrobi. Nawet po to, eby Dannyl zyska
szacunek w oczach ashakich.
W dodatku mao prawdopodobne, eby Dannyl poszed do ka z ktr z niewolnic.
- Nie obchodzi mnie szacunek - powiedzia Tyvarze. - Czowieka powinno si sdzi po
jego uczciwoci, a nie po tym, ile kobiet zacignie do ka - niewolnic czy wolnych,
chtnych czy niechtnych.
Podniosa na niego oczy na uamek sekundy, po czym natychmiast spucia z powrotem
gow. Przez moment dostrzeg bysk jej zbw, kiedy zagryza doln warg, po czym
skrzywia si.
- O co chodzi? - spyta.
Ona si boi. W jakim stopniu jej to dotyczy? Oczywicie!
Ukarz j, jeli uznaj, e mnie nie zadowolia.
- Co oni ci zrobi?
- Przyl... przyl kogo innego. A potem nastpnego.
I wszyscy zostan ukarani, zdawaa si mwi. Lorkin i stumi cisnce si na usta
przeklestwo.
Skoro tak, poprosz o ciebie, jeli tego chcesz, oczywicie - doda. - Porozmawiamy.
Bdziemy sobie wzajemnie opowiada o sobie, o naszych krajach, o czymkolwiek Nie mam
pojcia, jak inaczej mog si nauczy czegokolwiek o Sachace, zamknity w Domu Gildii - a
naprawd chciabym dowiedzie si wicej o twoich ludziach. I o i tobie. jak ci si to widzi?
S jakie szanse?
Zawahaa si, ale potakna, Lorkin poczu ulg i odetchn ciko.
- Opowiedz mi wic o sobie. Gdzie si urodzia?
Zacza opisywa kwatery niewolnikw, gdzie si wychowaa, a Lorkin stwierdzi, e
wszystkie okropnoci tej historii agodzi co innego. Ona do niego mwia. J aki Sachakanin
wreszcie z nim rozmawia nie tylko przy uyciu rozkazw i odpowiedzi. Nigdy nie
przypuszcza, e bdzie si czu samotny w Sachace. Suchajc tej dziewczyny, uzmysowi
sobie, e nagle sta si bardziej ludzka - czego moe pniej poaowa. Tymczasem jednak
sucha piknego, porywajcego gosu tej niewolnicy, smakujc kade sowo.
Dach lombardu mia zaskakujco porzdn konstrukcj. Cery i Gol wpezli na niego kilka
godzin temu, kiedy zapada cakowita ciemno. Zdjli dachwki, ktre wczeniej obluzowa
wysany w. Tym celu ulicznik, i teraz spogldali przez szczeliny na pomieszczenie, gdzie
Makkin Nabywca trzyma swj sejf.
W jego wntrzu znajdoway si najcenniejsze ksigi Makkina, wcznie z nowym tomem
powiconym magii leczniczej. Wczeniej, podczas wizyty w sklepie, Cery udawa, e widzi
t ksig po raz pierwszy, i prosi Makkina, eby nie sprzedawa jej, zanim nie wrci z
pienidzmi. Nastpnie odwiedzi kilka pijackich lokali, ktrymi si opiekowa, przechwalajc
si, jak to wspania ksig nabdzie, kiedy tylko sam odzyska dug od innej osoby - czyli
zapewne nastpnego dnia,
To moe by duga noc, pomyla, rozprostowujc ostronie zdrtwia nog. Jeli jednak
wszystko pjdzie zgodnie z planem nie bdziemy musieli wicej tu tkwi w nocy. Pozostaje
mie nadziej, e owca Zodziei jest magiem... i e ma gd wiedzy, jak podejrzewamy... i
sysza moje dzisiejsze przechwaki... i nie ma teraz adnej pilniejszej roboty.
Cery musia przyzna, e dziaa wycznie na podstawie pogosek i domysw. Mg rwnie
dobrze myli si w wikszoci zaoe. Mag, ktry otwar zamki w kryjwce Cery ego, nie
musia by owc Zodziei. Mg by jego pomocnikiem albo kim zupenie innym. Nie
musia te nalee do klientw Makkina.
Niemniej ten pomys nie jest tak nieprawdopodobny, eby nie warto byo sprbowa. Poza
tym nie mamy adnych innych tropw.
Poprawi pozycj, prostujc drug nog, W takich sytuacjach uwiadamia sobie, e naprawd
si starzeje. Nie by ju w stanie wspina si na ciany budynkw jedynie za pomoc liny ani
te przeskakiwa bez lku z jednego na drugi Minie cierpy mu szybko na zimnym
powietrzu i potrzebowa duszego czasu, eby odpocz po wysiku. No i nie mam przy
sobie piknej Sachakanki, ktra podtrzymywaaby mnie swoj magi. gdyby dach si zawali.
Pojawiy si dawne, przyjemne wspomnienia. Saara. Tajemnicza. Uwodzicielska.
Niebezpieczna. Szkolona wojowniczka. wiczenia, ktre z ni odbywa, stanowiy wyzwanie
i byy podniecajce, Cery za nauczy si przy okazji niejednej przydatnej sztuczki. Ona
wiedziaa zbyt wiele o umowie, jak zawar z Wielkim Mistrzem Akkarinem, mia pozby si
wyzwolonych sachakaskich niewolnikw, ktrych ichani przysyali do Imardinu jako
szpiegw i eby wykaza saboci Gildii. Czu jednak, e nie uwolni si od niej atwo. Lepiej
byo dawa jej zajcie i utrzymywa w przekonaniu, e mu pomaga, nie pozwalajc jej
przybliy si zanadto do prawdy.
Bardzo szybko si wszystkiego domylia, A potem bya ta noc, kiedy obserwowali, jak
Sonea i Akkarin walcz i zabijaj kobiet ichani. Walka spowodowaa zawalenie si dachu
pod nimi, ale Savara powstrzymaa ich od upadku magi. Pniej wszystko stao si duo
bardziej osobiste...
Wyjechaa po najedzie ichanich, wracajc do ludzi, dla ktrych pracowaa. Nigdy wicej jej
nie widzia, cho czsto zastanawia si, gdzie moe by, czy yje, czy jest bezpieczna.
Zapewne jeszcze nieraz wdaa si w grone sytuacje dla dobra swoich ludzi, niewykluczone
wic, e ktra z takich przygd zakoczya si mierci.
Nigdy jej nie kochaem, przypomnia sobie. Ani ona mnie. Podziwiaem j, zarwno ciao, jak
i umys. Ona uznaa mnie za uytecznego i ciekawego sprzymierzeca oraz rozrywk. Gdyby
zostaa, nie mielibymy.,.
J aki dwik W pomieszczeniu poniej sprawi, e Cery powrci do rzeczywistoci. Zajrza
ponownie w szpar midzy dachwkami i dostrzeg kobiet i mczyzn wspinajcych si po
schodach do niewielkiego pokoju. J edno z nich rozpozna natychmiast: by to Makkin,
nioscy latarni. Za nim sza ciemnoskra kobieta.- To tutaj? - zapytaa. Miaa dziwaczny
akcent, a jej gos brzmia szorstko, jakby nie bya ju moda, ale poruszaa si wawo niczym
dziewczyna.
owca Zodziei jest kobiet? - zdumia si Cery. To... interesujce. Wyglda na to, e jestem
skazany na poznawanie - lub bycie upem - bardzo potnych i niebezpiecznych kobiet.
- Tak - odpar Makkin. - To tutaj. S w rodku. Ale... - Otwieraj! - rozkazaa kobieta.
- Nie mog! Zabrali klacz. Powiedzieli, e w ten sposb nie sprzedam tego nikomu, zanim nie
wrc z pienidzmi.
- Co? Kamiesz!
- Nie! Nie-nie-nie-nie! - Waciciel lombardu wyrzuci w gr rce i cofn si przed kobiet.
J ego zachowanie byo do szczeglne, zwaywszy, e by od niej o gow wyszy: J akby
wiedzia, e ona jest bardziej niebezpieczna, ni na to wyglda. Kobieta machna rk.
- Wyjd - rozkazaa - Zostaw mi lamp, wyjd ze sklepu i nie wracaj przed jutrem.
- Tak! Dzikuj! Przepraszam, e nie mogem... -WYNOCHA!
Zbieg po schodach, jakby goniy go dzikie bestie. Kobieta odczekaa chwil, wsuchujc si
w kroki Makkina. Do uszu Cery'ego dotar dwik zatrzaskiwanych drzwi sklepu..
Kobieta odwrcia si w stron sejfu, prostujc ramiona. Podesza powoli, po czym usiada
przed szatk i zastyga nieruchomo. Cery nie widzia jej twarzy, ale dostrzega unoszce si i
opadajce w rytm oddechu ramiona. Chwil pniej zamek otwar si z cichy trzaskiem.
Gol wypuci ze wistem powietrze z puc. Cery umiechn si pospnie. Zamki si otwieraj
si same. Ona musiaa posuy si magi. Mam dowd, we w miecie grasuje dziki. Nie
oznaczao to wprawdzie, e kobieta jest rwnie owc Zodziei, ale co, jeli tak? Poczu
dreszcz przebiegajcy mu po plecach na t myl. Czy ta kobieta naprawd jest morderc
winnym mierci tylu Zodziei?
Przygldaa si teraz ksigom znajdujcym si w sejfie. Cery rozpozna tom powicony
magii Kobieta otwara go, przerzucia kilka kartek, po czym mrukna co pod nosem i
odrzucia ksig. Wzia do rki nastpn i rwnie obejrzaa dokadnie. Kiedy przejrzaa ju
wszystkie ksiki, podniosa si powoli z zacinitymi piciami. Wymamrotaa jakie
dziwne sowo.
Co ona powiedziaa? Cery zmarszczy czoo. Chwileczk. To byo w obcym jzyku. To
cudzoziemka. Nie powiedziaa jednak na tyle duo, eby mg rozpozna jzyk czy choby
akcent Gdyby tylko odezwaa si znowu, Gdyby powiedziaa cae zdanie, a nie tylko
przeklestwo.
Kobieta jednak milczaa. Wstaa i odwrcia si plecami do sejfu i jego zawartoci,
rozrzuconej teraz po ziemi. Ruszya w kierunku schodw i znika w ciemnoci zalegajcej w
sklepie.
Cery czeka bez ruchu i bez sowa, chcc by pewnym, e ktokolwiek sysza krzyki tej
kobiety, - straci ju zainteresowanie i przesta obserwowa lombard. Rozwaa swoje kolejne
kroki. Mamy potrzebne informacje, jedynym zaskoczeniem jest fakt, e mag jest kobiet i
cudzoziemk. To nie czyni jej mniej niebezpieczn, niezalenie, od tego czy jest ona owc
Zodziei, czy nie. A jeli cudzoziemscy magowie pojawiaj si w Imardinie, to Sonea z
pewnoci bdzie chciaa o tym wiedzie.
Skellin te. Czy Cery powinien powiedzie temu Zodziejowi?
Nie mam dowodw, e ona jest owc. Mam tylko dowd, e jest dzik. Wolabym, eby
Skellin nie wiedzia, e
ja wci utrzymuj kontakty z Sone, Jeli Gildia schwyta t kobiet i odczyta jej myli,
dowie si z ca pewnoci czy ona jest zabjczyni. A jeli nie jest to nie mam nic do
przekazania Skellinowi.
A jeli okae si owc? C, kiedy Gildia zapie dzik i rozprawi si z ni, problem owcy
Zodziei przestanie istnie.

ROZDZIA 14

NIESPODZIEWANI SPRZYMIERZECY

- Z kim si spotykam dzi wieczr? - Spyta Dannyl, kiedy powz wyjecha przez bram
Domu Gildii,
Ashaki Achati umiechn si.
- Twj pomys, eby nie nalega na audiencj u Krla, poskutkowa zaprosi ci do paacu.
Dannyl zamruga z zaskoczenia i zastanowi si nad tym wszystkim, czego dowiedzia si o
sachakaskim Krlu i protokole dworskim od Mistrza Marona. Poprzedni Ambasador
powiedzia, e Krl odmawia audiencji rwnie czsto, jak ich udziela, i nie ma sensu si o
takow stara, chyba e Dannyl miaby co konkretnego do omwienia.
- Nie miaem pojcia, e powinienem by nalega. Czy powinienem przeprosi?
Achati zamia si.
- Tylko jeli czujesz tak potrzeb. Poniewa ja jestem cznikiem midzy Domem Gildii a
Krlem, to do mnie naley radzi ci, jak i eby czeka na zaproszenie. A poniewa nie
robie adnych bdw, nie uznaem za waciwe porusza tego tematu.
- A zatem niestaranie si nie byo bdem.
Nie. Aczkolwiek brak zainteresowania mgby w kocu zosta uznany za afront. Dannyl
potakn,
- Kiedy byem Drugim Ambasadorem Gildii w Elyne musiaem zaprezentowa si Krlowi,
co zostao zorganizowane przez Pierwszego Ambasadora, Pniej wizyty na dworze
ograniczay si do wanych spraw, ktrymi zajmowa si Pierwszy Ambasador. -
Interesujce. Macie dwch Ambasadorw w Elyne?
- Tak. Jest tam za duo pracy dla jednej osoby. Na dodatek jako tak jest, e mnstwo zada
nie wie si z Gildia ani magi.
- Twoja praca tutaj jest jeszcze mniej zwizana z magi i magami - zauway Achali, - Nie
oceniasz nowych kandydatw, nie pilnujesz modych magw. Zajmujesz si gwnie
sprawami handlowymi.
Dannyl kiwn potakujco gow.
- To cakiem co innego, ale jak na razie sprawia mi przyjemno. Myl, e kiedy ju spotkam
si ze wszystkimi wanymi osobami, skocz si wieczorne kolacje i rozmowy.
Achali unis brwi.
- Och, moe si okaza, e bdziesz jeszcze bardziej podanym gociem, kiedy przestan, ci
towarzyszy. Goszczenie innego Sachakanina moe by wyczerpujce i politycznie
niebezpieczne, A ty jeste jednoczenie egzotyczny i trudno ci obrazi, wic naleysz do
atwego gatunku goci. - Machn rk w stron okna powozu. - Wyjrzyj, gdy skrcimy za
rg.
Pojazd zwolni, a mur za oknem si skoczy. W polu widzenia pojawia si szeroka aleja,
pena klombw kwietnych umiejscowionych w cieniu ogromnych drzew.
Na kocu tych ogrodw wznosi si ogromny gmach. Biae ciany cigny si od centralnego
uku bramy niczym starannie udrapowane zasony. Nad nimi wznosiy si niskie kopuy,
lnic w socu. Serce Dannyla podskoczyo na ten widok.
- To jest paac? Jest pikny - powiedzia, wychylajc si, eby nie traci- budynku z oczu,
kiedy powz skrci w alej. Wkrtce jednak widzia jedynie biae ciany otaczajcych j
posiadoci.
Dannyl odwrci si do Sachakanina, ktry umiecha si z zadowoleniem.
- Ma ponad tysic lat - powiedzia ashaki Achati z dum. - Niektre fragmenty trzeba byo
oczywicie przez ten czas przebudowa, ciany s podwjne, eby obrocy mogli kry si we
wntrzu i strzela do najedcw przez otwory i klapy. Wzruszy ramionami. I tak na nic si
to nigdy nie przydao. Kiedy armia kyraliaski tu przybya, nasza bya ju pokonana, a ostatni
imperator podda si bez oporu?
Dannyl potakn. Tyle wiedzia z podstawowych lekcji historii na Uniwersytecie, a jego
wasne badania to potwierdzay.
- Trzeci krl pokry kopuy zotem - cign Achati, krcc gow. - Bezmylna rozrzutno w
czasach godu, ale s one tak pikne, e nikt nie zdecydowa si zdj pytek, a krlowie dbaj
o to, eby co jaki czas byy czyszczone i naprawiane.
Powz zwolni i skrci, wic Dannyl mg znw chciwie przyglda si paacowi. Kiedy
dojechali, zatrzymali chwil, eby podziwia budynek, zanim ruszyli w kierunku gwnego
uku bramy. Gwardzici po obu stronach wejcia nawet nie drgnli ani nie mrugnli oczami.
Nie byli niewolnikami, przy pomnia sobie Dannyl, ale rekrutowano ich spomidzy
najniszych rang rodzin sachakaskich. Myl, e niewolnicy pilnujcy paacu nie byliby
szczeglnie skuteczni. Stranicy, ktrzy padaj na ziemi, ilekro przechodzi kto wany, nie
maj szans odpowiednio szybko odeprze ataku.
Przeszli przed dwoje otwartych drzwi, po czym ruszyli szerokim korytarzem pozbawionym
bocznych odng. Na kocu znajdowaa si wielka sala pena kolumn. J ej posadzka i ciany
byy wykonane z polerowanego kamienia. Kroki niosy si echem. W drugim kocu tego
pomieszczenia stao ogromne kamienne krzeso, na ktrym siedzia stary mczyzna w
wymylnych szatach, najozdobniejszych, jakie Dannyl widzia na jakimkolwiek Sachakaninie
od czasu swojego przyjazdu.
Nie wyglda na zadowolonego, zauway. Sprawia wraenie, jakby chcia zej z tego tronu
przy pierwszej nadarzajcej si okazji.
W sali dwjkami i trjkami stali mczyni, patrzc w milczeniu na zbliajcych si Dannyla
i Achatiego. J akie dwadziecia krokw od Krla Sachakanin zatrzyma si i rzuci
Dannylowi spojrzenie.
Spojrzenie stanowio umwiony znak. Achati skoni si nisko. Dannyl przyklkn na jedno
kolano.
Mistrz Maron uprzedzi go, e Sachakanie za godny krla uwaaj jedynie gest, ktry przez
dan osob zwaszcza obcokrajowca postrzegany jest jako wyraajcy najwikszy szacunek.
Tradycyjny kyraliaski i elyski wyraz posuszestwa wobec wadcy by zatem najbardziej na
miejscu, mimo e Sachakanie nie mieli zwyczaju przyklka przed swoim krlem. Wsta,
Ambasadorze Dannylu - odezwa si gos starca. - Witaj wraz z moim dobrym przyjacielem
ashakim Achatim.
Dannyl czu wdziczno za to, e jego kontakt z posadzk okaza si krtki. Kamie by
zimny. Podnis wzrok na Krla i ze zdumieniem przekona si, e wadca zszed z tronu i
zmierza w ich kierunku.
- J estem zaszczycony, mogc ci pozna, Krlu Amakiro - odpowiedzia.
- To dla mnie zaszczyt pozna wreszcie nowego Ambasadora Gildii. Oczy tego starca byy
ciemne i nieodgadnione, ale zmarszczki wok nich sugeroway szczery umiech. - Czy
chciaby odby przechadzk po paacu?
- Z przyjemnoci, Wasza Krlewska Mo - odpar Dannyl.
- Chod, wic, poka ci co nieco.
Ashaki Achati gestem rki wskaza Dannylowi, e powinien i obok Krla, po czym ruszy
za nimi, kiedy wadca wyprowadzi ich z wielkiej sali przez boczne drzwi. Wzdu sali bieg
szeroki korytarz, ktry nastpnie skrca w innym kierunku. Krl powtrzy to, co Achati
zdy ju opowiedzie Dannylowi o wieku budynku, prowadzc ich po kolejnych krtych
korytarzach i pokojach o dziwacznych ksztatach. Wkrtce Dannyl cakowicie straci
orientacj.
Zastanawiam si czy nie o to chodzi z tymi wygitymi cianami. I czy hol wejciowy i sala
przyj s jedynymi prostoktnymi pomieszczeniami w tym budynku.
- Syszaem, e interesujesz si histori odezwa si Krl, spogldajc na Dannyla spod
uniesionych brwi.
- Tak. Pisz histori magii, Wasza Krlewska Mo.
- Ksik? Sam chtnie napisabym kiedy ksik. Ile ci zostao do koca?
Dannyl wzruszy ramionami. - Nie wiem. W dziejach Kyralii natrafiem na luki, ktre
chciabym wypeni, zanim oddam ksik do druku.
- J akie to luki?
- Wedle historii, jakiej uczy si na Uniwersytecie Gildii, Imardin zosta zrwnany z ziemi
podczas wojny sachakaskiej, ale nie znalazem na to adnych dowodw, Prawd mwic, w
bibliotece ashakiego Itokiego znalazem rda wskazujce na co cakiem innego.
- Oczywicie, e nie zosta zrwnany z ziemi! - wykrzykn Krl z umiechem. - Przecie
przegralimy ostatni bitw!
Dannyl rozoy rce.
- Mg jednak zosta zniszczony podczas bitwy.
- Nie ma na ten temat adnych wzmianek w naszych kronikach. Chocia... bardzo niewielu
Sachakan przeyo ostatni bitw, a jeszcze mniej wrcio do domw, a zatem wikszo
informacji uzyskalimy od Kyralia, ktrzy nas nastpnie podbili. Myl, e mogli nieco
ubarwi rzeczywisto. Krl wzruszy ramionami. Skd wic twoim zdaniem pochodzi ta
informacja o zrwnaniu miasta z ziemi?
- Z map i budynkw - odpar Dannyl. Nie ma u nas budowli starszych ni czterechsetletnie, a
te nieliczne mapy sprzed wojny sachakaskiej, ktre mamy, pokazuje cakowicie odmienny
ukad ulic,
- W takim razie powiniene si przyjrze wydarzeniom sprzed czterystu lat - uzna Krl. -
Rozegraa si wtedy
jaka bitwa w miecie? A moe nastpia katastrofa w rodzaju powodzi lub poaru?
Dannyl potakn.
Owszem, ale niewielu magw wierzy, e miaa dostateczne rozmiary, by zrwna miasto z
ziemi. Wiele kronik z tamtych czasw ulego zniszczeniu. Urwa w nadziei, e Krl nie
zapyta czemu. Wydarzenie, ktre mia na myli, dotyczyo Tagina, Szalonego Ucznia. To z
jego powodu Gildia zakazaa praktykowania czarnej magii, Dannyl nie mia ochoty
przypomina krlowi Sachaki, e wikszo magw Gildii nie uczy si czarnej magii.
- J eli to zdarzenie byo dostateczna grone, eby zburzy miasto, to musiao rwnie
zniszczy znajdujce si w nim dokumenty.
Dannyl kiwn gow.
- Sama Gildia jednak nie ulega zniszczeniu. Znalazem wiele wzmianek o bibliotece, ktra
si w niej znajdowaa, Wedle wszelkich danych bya wietnie wyposaona,
- Moe kto przenis ksiki.
Dannyl zmarszczy brwi. Niewykluczone, e Tagin przenis zasoby biblioteki Gildii do
Paacu. By tylko uczniem, tote w jego wiedzy musiay istnie luki, ktre pragn wypeni.
Zakadaem e, ksigi zostay celowo zniszczone. Ale jeli ulegy zniszczeniu, kiedy zgin
Tagin, to zaatwio to wikszo roboty.
- Jestem zaskoczony, e historia Kyralii jest tak niejasna. Ale my te mamy luki w naszej
historii. Chod. - Krl wpuci Dannyla i Achatiego do niewielkiego okrgego
pomieszczenia. Posadzka i ciany byy wykonane z polerowanego kamienia, podobnie jak
sufit. Do pokoju prowadziy tylko jedne drzwi? Na samym rodku staa kolumna wysoka
mniej wicej do pasa.
- Kiedy leao tu co niezwykle wanego - powie- dzia Krl, przebiegajc doni nad
paskim wierzchem
kolumny. - Nie mamy pojcia, co to byo, ale wiemy dwie rzeczy- by to przedmiot mocy,
politycznej lub magicznej, ktry zosta ukradziony przez Gildi.
Dannyl spojrza na Krla, a nastpnie z powrotem na kolumn. Czyby kamie
magazynujcy, o ktrym wzmianki czyta Lorkin. Wadca przyglda si Dannylowi
powanie.
- Natrafiem na zapiski o przedmiocie zabranym z tego paacu - powiedzia Dannyl. - Ale nie
syszaem o nim przed przybyciem do Sachaki. Wedle mojego rda przedmiot ten zosta
skradziony rezydujcym tu magom Gildii.
Krl wzruszy ramionami.
- Paacowe legendy te tak twierdz. Nasze kroniki mwi jedynie, e co nazywanego
kamieniem magazynujcym" zostao ukradzione przez maga Gildii. - Zabbni palcami obu
doni w szczyt kolumny. Niedugo po tej kradziey pojawio si pustkowie, Niektrzy
uwaaj, e zabranie talizmanu zdjo z ziemi jaki rodzaj magicznej ochrony, ktry
zapewnia jej podno i plony.
- Interesujca sugestia - powiedzia Dannyl. Lorkina to zafascynuje. - Syszaem, e czyniono
prby przywrcenia pustkowia do jego dawnego ksztatu, ale nie powiody si.
Krl unis brwi
- Och, tak. Wielu prbowao, wszyscy ponieli klsk. Nawet gdybymy wiedzieli jak z
powrotem naoy ochron, ktra zostaa zdjta, obawiam si, e byoby to zadanie za wielkie
dla kilku magw. Potrzeba by tysicy. Umiechn si kwano. - A Sachaka nie ma ju
tysicy magw, ktrych mogaby wezwa. Zreszt gdybymy nawet ich mieli, prba ich
zjednoczenia byaby rwnie skazana na porak jak prba powstrzymania soca od wzejcia
albo przypywu.
Dannyl przytakn.
- By tylko jeden talizman, zgadza si? Czasami wystarcza jeden czowiek i troch wiedzy,
eby dokona wielkich rzeczy.
Krl umiechn si krzywo.
- Owszem. Czasami wystarcza rwnie jeden czowiek i odrobina wiedzy, eby narobi
wielkich szkd. Odsun si od kolumny i wskaza drzwi. Ty nie sprawiasz wraenia takiego
czowieka. Ambasadorze Dannylu.
- Ciesz si, e tak uwaasz - odpar Dannyl.
Krl zamia si krtko,
- J a te. Chod, Musz pokaza ci bibliotek.
Ze swojego miejsca wysoko na przodzie Rady Gildii Sonea patrzya, jak sala wypenia si
magami. Utworzyo si kilka plam fioletu, czerwieni i zieleni, co bye nowym zjawiskiem.
Magowie z Domw woleli trzyma si czonkami swoich rodw i sprzymierzecami ni tymi,
ktrzy zajmowali si t sam dyscyplin, co sprawiao, e zwyke kolory mieszay si:
Natomiast magowie spoza Domw zawierali przyjanie raczej w obrbie dyscyplin, co
powodowao tworzenie si wrd zebranych plam o tym samym kolorze szat
Kiedy ostatni maruderzy zajli miejsca, Sonea wcigna szybko powietrze do puc i
wypucia je powoli. Jak oni dzi zagosuj? Bd si obawiali, e nizinni mog zbuntowa
si przeciwko Gildii, jeli przepisy bd zbyt surowe? Moe tego, e grupy przestpcze
uzyskaj zbyt wielki wpyw na magw i nowicjuszy? A moe zechc znie przepis, eby bez
przeszkd oddawa si przyjemnociom w domach uciech i innych lokalach prowadzonych
przez Zodziei? Albo te nadal cign dochody z wasnych nielegalnych przedsiwzi, nie
ryzykujc w takim stopniu jak dotychczas, e zostan, ujawnione?
Rozleg si gong. Sonea spojrzaa w d i zobaczya Osena idcego przez sal. Gwar
natychmiast przycich, a kiedy wszystko si uspokoio, rozleg si gos Administratora.
Zebralimy si dzisiaj, eby zadecydowa o losie petycji zoonej przez Mistrza Pendela i
grup magw, w ktrej da si zniesienia przepisu stanowicego, e adnemu magowi ani
nowicjuszowi nie wolno zadawa si z przestpcami i ludmi o zej reputacji".
Postanowiem, e ta decyzja powinna by podjta przez wszystkich magw na drodze
gosowania. Prosz teraz stronnictwo zniesienia przepisu o streszczenie swojego stanowiska i
argumentw. Zaczniemy od Mistrza Pendela.
Mistrz Pendel sta z boku sali, a teraz wyszed na rodek, Zwrci si ku zgromadzeniu
magw i przemwi,
Sonea suchaa z napiciem. Nieatwo byo przekona go, eby zaproponowa Gildii
rozwizanie kompromisowe, i nawet teraz nie bya cakiem pewna, czy tak zrobi. Zacz od
wykazania, w jakich wypadkach przepis nie dziaa waciwie albo te by stosowany
niesprawiedliwie, Nastpnie zaj si argumentami strony przeciwnej zniesieniu przepisu.
We wnioskach nakreli wizj lepiej zjednoczonej Gildii, Sonea zmarszczya brwi. On
skoczy, nie sugerujc nawet, e daoby si osign kompromis.
- Jeli miaby istnie przepis, ktry powstrzymywaby magw i nowicjuszy od zajmowania
si dziaalnoci o charakterze przestpczym - a uwaam, e takowy powinien istnie - naley
go sformuowa tak, eby osign ten cel. Wypadki, ktre opisaem, wiadcz o tym, e
obecnie istniejcy przepis nie spenia swojego zadania, jest nieskuteczny i jako taki powinien
zosta zniesiony. Zapewne chodzi mu tu o zmiany, cho przekaz jest bardzo zawoalowany,
pomylaa Sonea, Zobaczymy teraz, czy Regin dotrzyma swojej czci umowy.
Kiedy Mistrz Pendel ukoni si zebranym i wrci na swoje miejsce, Administrator Osen
wyszed z powrotem na rodek sali
- Wzywam teraz Mistrza Regina, aby przedstawi stanowisko opozycji wobec zniesienia
przepisu.
Regin wystpi na rodek, jeli nawet czu rozczarowanie wysikami Pendela majcymi na
celu zasugerowanie kompromisu, nie da tego po sobie pozna. Zwrci si ku sali i rozpocz
przemow.
Mimo e Sonea bya wiadoma zepsucia wrd nowicjuszy z wyszych sfer, suchaa z
podziwem tego, jak Re- gin zdoa unikn mwienia czegokolwiek, co wskazao- by wprost
na winnych i ofiary. Nie uchyla si jednak od stwierdzenia, e takie zepsucie istnieje, a
Sonea syszaa jedynie nieliczne protesty zgromadzonych magw.
Szkoda, e nie mogam przedstawi mu dowodw trwaego dziaania nilu na magw.
Mogoby to pomc nam przekona wszystkich, e przepis naley zmieni, zamiast go znosi.

Kiedy Regin koczy przemow, Sonea poczua, e serce w niej zamiera. Nie wspomina nic
o kompromisie, niemniej gdy przeszed do podsumowania, uwiadomia sobie, e w jego
sowach pojawia si wzmianka, e przepis jest nieskuteczny w obecnej formie. Delikatna
zmiana zdania, nie mocniejsza ani sabsza ni Pendela.
Przewidzia to czy tez zmieni strategi w odpowiedzi na jego mow? A moe mia
przygotowane kilka opcji na wypadek rnych sytuacji? Pokrcia gow. Co za szczcie, e
to nie ja stoj na jego miejscu.
- Ogaszam rozpoczcie dziesiciominutowej dyskusji oznajmi Osen.
- Gong rozbrzmia ponownie i natychmiast sala wypenia si gwarem gosw. Sonea
odwrcia si, eby przyjrze si Starszym Magom i ich posucha.
- Z pocztku nikt si nie odzywa. Wszyscy wahali si i wygldali na niezdecydowanych. W
kocu Mistrz Balkan westchn.
- Obie strony maja troch racji powiedzia. Czy kto z was popiera jedna z nich?
- Ja jestem za utrzymaniem przepisu odezwaa si Mistrzyni Vinara. To nie jest dobry czas
na rozlunienie kontroli nad magami. Miasto jest bardziej zepsute ni kiedykolwiek, a
utrzymanie naszej odpornoci stao si obecnie bardziej skomplikowane, poniewa nie
wszyscy mamy teraz podobne silne i sabe strony.
- Sonea stumia umiech. Silne i sabe strony. Sprytny sposb na to, eby powiedzie, e
mamy rne pochodzenie, a zarazem nie da do zrozumienia, e ktre jest lepsze.
- J est jednak oczywiste, e przepis jest niesprawiedliwy i e jeli pjdzie le, ryzykujemy bunt
albo te, w lepszym razie, utrat bardzo nam potrzebnych talentw zauway Mistrz Peakin.
- Bdne jest jedynie stosowanie przepisu odparowa Vinara.
- Wtpi, eby nizinni zadowolili si obietnic, e bdziemy dziaa bardziej sprawiedliwie
oznajmi Mistrz Erayk. Potrzebuj czego wicej. Prawdziwej zmiany.
- Zmiana moe by rozwizaniem problemu powiedzia Mistrz Peakin. Albo wyjanienie.
Co to waciwie znaczy za reputacja?
- Unis brwi, rozgldajc si dookoa.
- J a sam uznabym, e z reputacj ma kada osoba obmawiana przez zoliwcw. Ale trudno
kara maga za to, e jest obiektem plotek.
- Rozlegy si chichoty.
- Czarny Magu Soneo.
- Sonea poczua, e serce w niej zamiera, rozpoznajc gos Kallena. Spojrzaa na tego
mczyzn, siedzcego za Wielkim Mistrzem Balkanem.
- Sucham, Czarny Magu Kallenie odpowiedziaa.
- Spotykaa si z reprezentantami obu stron. Do jakich wnioskw dosza?
- Oczy wszystkich zwrciy si teraz wyczekujco na ni. Zawahaa si, zastanawiajc si nad
odpowiedzi.
- Jestem za zmiana przepisu. Albo wykreleniem tej zej reputacji , co nie tylko
zagodzioby restrykcje i posadzenia o uprzedzenia wobec nowicjuszy i magw z
biedniejszych rodzin, ale rwnie wzmocnioby nacisk na przestpczy charakter tych,
ktrych chcemy wykluczy spord kontaktw czonkw Gildii.
- Ku jej zdumieniu nikt ze Starszych Magw nie wyglda na zaskoczonego. Nawet Rothen.
Najwyraniej spodziewali si, e zajm takie stanowisko. Mam nadziej, e dlatego, e tak
jest uczciwiej, a nie dlatego, e wyrosam w dawnych slumsach.
- Nawet z tak zmiana sabo tego przepisu polega na tym, e nie precyzuje, kim jest
przestpca ani te jaka dziaalno jest przestpcza wtrci Mistrz Erayk.
- Krlowi mogoby si nie spodoba nazywanie jego praw nieprecyzyjnymi zauway
Mistrz Peakin ze miechem. Jego prawa jasno okrelaj, co jest przestpstwem.
- Zgadzam si, e pewne dziaania powinny by dookrelone powiedziaa Mistrzyni Vinara.
W obecnym stanie prawnym moemy mie problemy z zapobieeniem temu, eby przestpcy
wykorzystywali magw, ktrzy znajduj si w ich domach uciech czy to poprzez wpdzanie
ich w dugi hazardem, mieszanie im w umysach piciem, nagradzanie ich darmowymi
usugami dziwek, czy te zatruwanie nilem. Gdyby to ode mnie zaleao, sprzeda nilu
znalazaby si na licie przestpstw.
- Dlaczego spyta Mistrz Telano. To nie rni si specjalnie od trunkw, a jestem pewny, e
adne z nas nie chciaoby, eby wino stao si nielegalne. Rozejrza si dookoa z umiechem
na widok potakiwania.
- Nil wyrzdza znacznie wicej szkd powiedziaa mu Vinara.
- W jaki sposb?
- Otworzya usta, eby cos powiedzie, po czym pokrcia gow, syszc dwik gongu.
- Przyjd do Domu Uzdrowicieli... albo do lecznicy Czarnego Maga Sonei... a zobaczysz na
wasne oczy.
- Serce Sonei zabio mocniej. Czyby Vinara badaa efekty dziaania narkotyku, poniewa
Sonea jej o tym powiedziaa? Zerkna na Uzdrowicielk, ale jej uwaga by cakowicie
skupiona na Telano. A on odwrci wzrok, krzywic si. Z pewnoci jako Uzdrowiciel
musia widzie efekty dziaania nilu na jego ofiarach nawet jeli nie zdaje sobie sprawy, e
mog by trwae. Musz przyjrze si bliej naszemu przeoonemu studiw uzdrowicielskich
i porozmawia jeszcze raz z Arcymistrzyni Vinar.
- Administrator Osen ogosi koniec czasu na dyskusje i wszyscy powrcili na miejsca.
- Czy kto ma cos do dodania w tej sprawie? zapyta.
- Kilku magw podnioso rce. Zostali wezwani na rodek. Pierwszy zaproponowa, eby
magowie podlegali takim samym prawom jak zwykli Kyralianie i eby znie osobne
przepisy dla Gildii. Propozycja ta wywoaa szmer niezadowolenia ze wszystkich stron. Drugi
oznajmi, e przepis powinien zosta zmieniony, ale sugerowa, ze naley zabroni magom
zaangaowania w dziaalno przestpcz i czerpania z niej zyskw. Na te sowa rozlegy si
pomruki znamionujce namys. Ostatni z magw zasugerowa, e decyzja powinna nalee do
Krla.
- Krl zna przepisy Gildii i uznaje, e w przeciwiestwie do praw powinny by stanowione
przez sama Gildi zapewni wszystkich Osen, po czym zwrci si ku przodowi Sali. Czy
kto ze Starszych Magw ma cos do dodania?
- Nikt dotychczas nie zaproponowa tak prostej zmiany jak wykrelenie zej reputacji z
przepisu. Sonea wzia gboki oddech i napia minie, chcc si podnie.
- Ja odezwa si Wielki Mistrz Balkan. Sonea zerkna na niego, po czym rozlunia si.
Mag wsta. Niewielka poprawka moe bardzo wiele zmieni. Proponuj, ebymy
przeformuowali ten przepis, wykrelajc wzmiank o zej reputacji, poniewa okrelenie to
jest niejasne i dopuszcza niesprawiedliw interpretacj.
- Osen skin gow.
- Dzikuj. Odwrci si z powrotem w stron sali.
- J eli nie pojawi si wikszociowy sprzeciw, mamy cztery sensowne moliwoci: cakowite
zniesienie przepisu, pozostawienie go bez zmian oraz zmian polegajc na usuniciu
wzmianki o zej reputacji oraz zmian zadawania si z przestpcami i osobami o zej
reputacji na zaangaowanie w dziaalno przestpcz i czerpanie z niej zyskw. J eli
przegosujemy zmiany, bdziemy dodatkowo gosowa za jedn z proponowanych zmian.
Utwrzcie kule wiata i przeniecie je we waciwe miejsce.
- Sonea skupia malek porcj mocy, stworzya kul wiata i wysaa j w gr, wraz z
niewielk chmurka kul wietlnych nalecych do Starszych Magw, ku sklepieniu Rady
Gildii. Doczyy do nich setki innych wiateek. Efekt by olniewajcy.
- Tych ktrzy gosuj za zniesieniem przepisu, prosz o zmian wiata na niebieski poleci
Osen. Tych, ktrzy s za zmian przepisu, prosz o zmian wiata na kolor zielony. Tych,
ktrzy gosuj za pozostawieniem przepisu w jego dotychczasowym brzmieniu, prosz o
zmian wiata na kolor czerwony.
- Olniewajca biel zmienia sie w jaskraw mieszanin barw. Sonea zmruya oczy,
przygldajc si kulom. Nie ma wielu czerwonych. Nieco wicej niebieskich ni czerwonych.
Ale zielonych jest niewtpliwie najwicej. Poczua, e wzbiera w niej nadzieja.
- Kule wiata ruszyy w dwch kierunkach. Nastpia chwila ciszy, podczas gdy Osen
wpatrywa si w sklepienie, poruszajc ustami podczas liczenia. Nastpnie zwrci sie ku
Starszym Magom.
- Ile naliczye?
- Siedemdziesit pi z tyu, szedziesit dziewi z przodu - odpar mistrz Telano.
- Sonea poczua, e zapiera jej dech w piersi. To przecie oznacza...
- Osen potakn.
- Moje rachunki zgadzaj si z obliczeniami Mistrza Telano. Zwrci si do Sali. Gosowanie
zakoczone. Zmienimy przepis w ten sposb, e zakae magom angaowa si w
dziaalno przestpcz lub czerpa z niej korzyci .
- Sonea wpatrywaa sie w gasnce wiateka, a w kocu zostao tylko jedno. J ej wasne.
Zgasia je, po czym spojrzaa na Regina. Wyraz jego twarzy zgadza si z jej odczuciami.
Zaskoczenie. Zakopotanie. Wybrali propozycj zgoszon w ostatniej chwili, ktra
cakowicie zmienia przepis. J ednoczenie osabia i zawa jego dziaanie. Nie bdzie ju
mona kara nowicjuszy ani magw za oddawanie si przyjemnociom w domach uciech,
poniewa nie zabrania si im juz zadawania si z przestpcami. Przynajmniej jednak nie
wolno ich nakania do dziaalnoci przestpczej, a temu przecie w pierwszym rzdzie mia
zapobiega przepis.
- Regin spojrza ku niej, unoszc nieznacznie brwi. Sonea wzruszya lekko ramionami.
Odwrci wzrok, a ona podya za nim ku Pedelowi. Mody czowiek umiecha si i macha
ku swoim poplecznikom.
- Jemu to obojtne, pomylaa Sonea. Uzyska lepszy wynik, ni si spodziewa. Ale Regin
wyglda na zaniepokojonego. Ojej. Nie wierz, e naprawd mam ochot znw si z nim
spotka i dowiedzie si, co on o tym wszystkim myli.
- Nigdy rwnie nie przyszoby jej na myl, e moe si z nim naradza i snu wsplne plany.
Obawiam si, e to jest cena, ktr paci si za zaangaowanie w polityk Gildii. Nagle musi
si by uprzejmym dla dawnych wrogw. Na szczcie decyzja ju zapada. Nie musz
rozmawia z Reginem, jeli nie bd miaa na to ochoty.
- Spojrzaa na niego ponownie. Zdecydowanie wyglda na zaniepokojonego. Westchna.
- Myl ,e jedna rozmowa mi nie zaszkodzi.


ROZDZIA 15

WIECZORNI GOCIE

ciany pokoju byy okrge, jak wntrze kuli. J ak Kopua w Gildii, pomyla Lorkin.
Czybymy ju byli w domu?
Na posadzce, w najniszym punkcie rzebionej powierzchni, lea spory gaz. By wielkoci
skulonego dziecka, ale kiedy Lorkin wycign rk, stwierdzi, e moe zmieci go w doni.
Zacisn palce, a kamie skurczy si gwatownie, po czym znikn.
Och, nie! Znalazem kamie magazynujcy, ale zgubiem go znowu. Zniszczyem go. Kiedy
Sachakanie si dowiedz, wpadn we wcieko Zabij mnie i Dannyla.
Poczucie strachu jednak szybko si rozpyno. W zamian Lorkin poczu si dobrze. Nie:
bardzo dobrze. J akby przecierado przesuwao si po jego skrze, co stawao si do
intymne w przyjemny sposb, a jego czonki...
Nagle przebudzi si cakowicie.
By tam rwnie kto inny, bardzo, bardzo blisko. Przykucnity na nim. Gadka skra ocieraa
si o jego skr. W nozdrzach poczu przyjemny zapach. Szmer oddechu pieci jego ucho.
Lorkin nic nie widzia. W pokoju panowaa cakowita ciemno. Szmer oddechu dawa si
jednak rozpozna jako kobiecy.
Tyvara!
Czu, e jest naga. e opuszcza swj ciar na jego ciao. Powinien by zaenowany -
powinien odepchn ja od siebie - ale zamiast tego poczu przypyw zainteresowania.
Wybraa ten moment, eby wykorzysta jego podniecenie, i Lorkin jkn czujc
niespodziewan rozkosz pync z zespolenia si ich cia. Zdrajca, napomnia swoje ciao.
Powinienem j powstrzyma. Ale nie zrobi tego. Przecie nie jest niechtna, pojawia si
kolejna myl.
Przypomnia sobie w krtkim rozbysku ich rozmow i jak zaczy mu si podoba oznaki
bystroci i siy, ktre dostrzeg pod przymusem ulegoci. Ona ci si podoba, zapewni sam
siebie. W takim razie wszystko w porzdku, prawda? Coraz trudniej jednak byo mu myle.
Myli rozpyway si pod naporem czysto fizycznej przyjemnoci.
J ej oddech i ruchy przypieszay, co zwikszao przyjemne doznania. Lorkin przesta myle i
podda si tym uczuciom. Nagle jej ciao zesztywniao i znieruchomiao. Pier uniosa si
znad jego torsu i dziewczyna wygia si do tyu. Lorkin umiechn si. Przynajmniej mam
dowd, e ona te czerpie z tego przyjemno. Wydaa stumiony krzyk.
Stumiony?
Olepio go jaskrawe wiato. Zamruga, usiujc przyzwyczai do niego oczy, po czym
uzmysowi sobie dwie rzeczy.
Usta Tyvary zakrywaa czyj do.
I nie byy to usta Tyvary.
Nad nimi i nieznajoma staa inna kobieta, ktr Lorkin rozpozna z przeraeniem. To bya
Tyvara.
Jej twarz wykrzywia dziki grymas. Z wysikiem utrzymywaa nieznajom, ktra wci
wydawaa stumione dwiki i walczya. Na pier Lorkina kapao cos ciepego i mokrego.
Spojrza w d. Ciecz bya czerwona, a jej strumyczek spywa po boku nieznajomej.
Krew!
Poczu, e robi mu si zimno, a nastpnie ogarno go cakowite przeraenie, odepchn wic
nieznajom i Tyvar od siebie i odskoczy. Sia pchnicia spowodowaa, e do Tyvary
zsuna si z ust drugiej kobiety, ona sama za omal nie spada z ka. Nieznajoma
przetoczya si na bok i utkwia wzrok w Tyvarze.
- Ty! Ale... on musi umrze. Ty... - Z jej ust pyna krew. Kobieta zakaszlaa i chwycia si
za bok. W jej oczach pojawia si nienawi, rosnca wraz z utrata si. Jeste zdrajczyni
swojego ludu - spluna.
- Powiedziaam ci, ze nie dam ci go zabi . Powinna bya posucha mojego ostrzeenia i
odej.
Kobieta otwara usta, jakby chciaa cos odpowiedzie, po czym zamara, kiedy spazm napi
jej minie. Tyvara chwycia j za rk.
Ona umiera, uwiadomi sobie Lorkin. Nie mam pojcia, co si dzieje ale nie mog ot tak
pozwoli jej umrze. Wysa magie, otaczajc ni Tyvar i odpychajc j, po czym skoczy na
ko i wycign rk ku umierajcej kobiecie.
I poczu, e jego i jego magi bez najmniejszego trudu odpiera inna moc. Roztrzaskaa ona
ochron i zrzucia Lorkina z ka na podog. Lea bez ruchu, oszoomiony. Ona ma moc.
Tyvara ma magie. Nie jest, tym, czym si wydaje. I... au!
- Wybacz Mistrzu Lorkinie.
Podnis wzrok i zobaczy stojc nad nim Tyvar. Zerkn na drug niewolnice, ale ona
leaa nieruchomo zwrcona do niego plecami. Przenis wzrok z powrotem na Tyvar. J ak
bardzo jest potna. Przyglda si jej z powtpiewaniem. Czy wada sachakask czarna
magi? Ale przecie oni nie ucz kobiet magii. No, chyba e potrzebowali szpiega....
- Ta kobieta chciaa ci zabi - powiedziaa Tyvara
Lorkin gapi si na ni.
- Nie odniosem takiego wraenia.
Umiechna si, ale w jej minie nie byo wesooci.
- A jednak. Zostaa tu przysana, eby to zrobi. Miae szczcie, ze zdarzyam na czas, eby
j powstrzyma.
- Ona oszalaa, pomyla Lorkin. Bya jednak rwnie magiem o nieznanej mu mocy.
Bezpieczniej bdzie prbowa si z ni dogada, ni wzywa pomoc. A rozmowa moe by
bardziej przekonujca, jeli on nie bdzie plea nagi na pododze.
Powoli podnis si na nogi. Nie uczynia adnego ruchu, eby go powstrzyma. Zobaczy, e
wzrok kobiety, ktra zasztyletowaa, wbity jest w sufit. Albo utkwiony gdzie poza nim. I nic
juz nie widzi - i nigdy nic nie zobaczy. Wzdrygn si.
Podszed do ciany, gdzie wisiay szaty wyprane dla niego przez niewolnikw, i wzi do reki
spodnie. Ca pier mia umazan krwi. Wytar ja w szmatk, ktra niewolnicy zostawiali w
pokoju kadego wieczoru, wraz wod i misk, eby mg si odwiey rano.
- Z twojego niedowierzania wnosz, ze nigdy nie syszae o " mierci kochankw " -
odezwaa si Tyvara. To naley do wyszej magii. Kiedy mczyzna lub kobieta osiga
szczyt rozkoszy podczas uprawiania mioci, zaamuje si ich naturalna osona przeciwko
magii inwazyjnej i s naraeni na odarcie z caej mocy - i odebranie ycia. Sachakascy
mczyni syszeli o " mierci kochankw " i boj si jej, ale nie wiedz, jak wykona t
sztuczk. Kiedy wiedzieli, wszystko na to wskazuje, ale utracili t wiedz, kiedy przestali
uczy kobiety magii.
- Ty jeste kobieta - zauway Lorkin, wcigajc spodnie. Skd zatem znasz magi?
Umiechna si.
- Mczyni przestali uczy kobiety magii. Ale kobiety nie przestay.
- Ty tez znasz t " mier kochankw ", co? - Jego notatnik i krwawy piercie jego matki
leay na stole. Wzi do reki piercie, sigajc po wierzchnie odzienie, z nadzieja ze Tyvara
zauwaya tylko ten drugi gest, i trzyma go w rce, ubierajc si. Nastpnie podnis notatnik
i wsun go do wewntrznej kieszeni, wrzucajc tam rwnoczenie piercie.
- Tak. Ale nie jest to moja ulubiona metoda zadawania mierci.
Zerkna na nieznajom. Lorkin pody za jej wzrokiem, przygldajc si ciau. J eli Tyvara
zna jedn sztuk wyszej magii, istnieje spora szansa, e zna rwnie inne. I e jest znacznie,
ale to znacznie potniejsza ode mnie.
- Kim ty naprawd jeste? Najwyraniej nie jeste prawdziwa niewolnic.
- Jestem szpiegiem. Wysano mnie tu, ebym cie chronia.
- Kto cie wysa?
- Nie mog ci tego powiedzie.
- Ale ktokolwiek to jest, chce, ebym y?
- Tak.
- Spojrza na martwa kobiet.
- Ty ... ty, no, zabia ja, eby mnie chroni
- Tak. Gdybym jej tu nie znalaza z tob, ty byby teraz trupem, a nie ona.. Westchna.
Przepraszam. Popeniam bd. Mylaam, e jeste bezpieczny. W kocu mwie mi, e nie
zamierzasz bra do lka adnych niewolnikw. Nie powinnam ci Wierzyc.
Poczu gorco na twarzy.
- Nie zamierzaem.
- Nie usiowae tez jej powstrzyma- Byo ciemno. Mylaem, ze ona jest.... - Ugryz si w
jzyk. Myla, e to bya Talara. Bya czarnym magiem, szpiegiem, no i przyznaa, e ma
ulubione metody zadawania mierci. Moe wyznanie, ze uwaa j za atrakcyjn, nie jest
najlepszym pomysem. I nie jestem pewny, czy uwaam t osob, ktr ona naprawd jest, za
rzeczywicie atrakcyjna.
J ej oczy byy ciemniejsze ni zwykle. Zwziy si.
- Mylae, ze jest czym?
Odwrci wzrok, ale szybko zmusi si do spojrzenia jej prosto w oczy.
- Kim innym. Nie obudziem si cakowicie. Mylaem, e to sen.
- Musisz mie ciekawe i przyjemne sny - zauwaya. No zbieraj swoje rzeczy.
- Rzeczy?
- Wszystko, czego nie chcesz tu zostawi.
- Wyjedam?
- Tak.- Spojrzaa ponownie na martwa kobiet. - Kiedy ludzie, ktrzy ja przysali, dowiedz
si, e nie zdoaa cie zabi, przyl kogo innego. Tu nie jest bezpiecznie dla adnego z nas,
a ja potrzebuje ci ywego.
A Da... co z Ambasadorem Dannylem?
Umiechna si.
- On nie jest na celowniku.
- Skd ta pewno?
- Poniewa nie jest synem czowieka, ktry zalaz im za skr.
Lorkin zamar. Czyby matka miaa racje? Bya tak pewna, ze kto bdzie mia do mnie uraz
z powodu tego, co zrobili ona i ojciec.
Zrobia krok w kierunku drzwi.
- Pospiesz si, Nie mamy duo czasu.
Nie rusza si. Mam jej wierzy? A mam wybr. Ona zna czarna magie. Moe zapewne
zmusi mnie, ebym z ni poszed. A jeli pragnaby mojej mierci, to po co ratowaaby mi
ycie? Chyba e to byo kamstwo, a ona wanie zabia niewinna niewolnic, eby przekona
mnie do... czego.
Nastpnie przypomnia sobie wyraz twarzy nieznajomej na widok Tyvary. " Ale... on musi
umrze" - powiedziaa. To stanowio potwierdzenie, e chciaa go zabi. " J este zdrajczyni
twojego ludu!" - powiedziaa rwnie do Tyvary. Czy " twj lud " to sachakanie? Nagle
zmartwienie jego matki wyday mu si a za bardzo rzeczywiste. Przynajmniej wyglda na to,
e Tyvara pragnie utrzyma mnie przy yciu. A jeli tu zostan, kto wie, co si wydarzy?
C, Tyvara wierzy, e kto inny bdzie prbowa mnie zabi?
Znalaz si w tarapatach. Przypomnia sobie jednak, co postanowi podczas Przesuchania
jakiekolwiek wpakuje si kopoty, musi si z nich wydosta. Rozway wszystkie moliwoci
i zdecydowa si na to, co wydawao mu si najlepsze.
Rozejrza si po pokoju. Czy potrzebuje czego jeszcze? Nie. Ma juz piercie matki.
Podszed do Tyvary.
- Mam wszystko, czego potrzebuje.
Skina gow i odwrcia si do drzwi, wygldajc na korytarz.
- Komu dokadnie zalaz za skr mj ojciec, jak si wyrazia - zapyta.
Przewrcia oczami.
- Nie mamy czasu na wyjanienia.
- Wiedziaem, e tak powiesz.
- Pniej bdziemy mieli.
- Przyjmuj to jako obietnice - powiedzia.
Zmarszczya brwi, pooya do na swoich ustach, nakazujc milczenie, po czym skina na
niego i cicho wymkna si w ciemne korytarze Domu Gildii.
Niegdy Cery przemierza znane czci Zodziejskiej cieki bez wiata. Ryzyko natknicia
si na n w ciemnoci byo nike, poniewa tego systemu podziemnych przej uywali
jedynie ci, ktrzy mieli zgod Zodziei, a zawieszenie broni midzy Zodziejami sprawiao, ze
na ciece dochodzio jedynie do powszechnie akceptowanych zabjstw.
Teraz jednak nie byo pokoju, a kady, kto si odway, mg wdrowa ciek. Szybko
staa si ona tak niebezpieczna, e nieliczni si tu zapuszczali, co, na ironie, sprawiao, e
puste fragmenty byy bezpieczniejsze. Opowieci o przeronitych gryzoniach i potworach
powstrzymyway za wszystkich oprcz najdzielniejszych miakw od wchodzenia w tunele.
A mimo to nie zapuszczaby si tu bez wiata, pomyla Cery, zbliajc si do zakrtu. Jego
serce bio nieprzyjemnie szybko, odkd wszed na ciek. Wiedzia, e nie rozluni si,
dopki si std nie wydostanie. Wyjrza za rg, unis latarnie i poczu kolejna fale ulgi na
widok pustego tunelu przed sob. Chwile pniej uwiadomi sobie, e to, co wzi za zakrt,
jest tak naprawd sterta gruzu wypeniajcego korytarz. Odwrci si z westchnieniem do
Gola.
- Kolejna blokada- powiedzia.
Gol unis brwi.
- Nie byo jej tu poprzednio.
- Nie. - Cery wszed w korytarz po prawej stronie. Gol zawaha si przez moment, po czym
ruszy za nim - Czy my nie...? - spyta wielkolud.
- Zbliamy si do Miasta Glizdw? - dokoczy Cery. - Owszem. Lepiej bdmy cicho.
Glizdowie byli grupa ulicznikw zamieszkujcych podziemne korytarze, odkd ich obszar
slumsw zamieni si w nowe ulice i budynki. Osiedlili si pod ziemia i wychodzili na
powierzchnie jedynie po to, eby kra jedzenie. J ako udao si im przey, dorosn i
rozmnoy si w ciemnoci, teraz za bronili swojego terytorium z dzik zaciekoci.
Zodziej ktry dziaa w czci miasta ponad Miastem Glizdw, usiowa kiedy przej nad
nim kontrol. Jego ciao - wraz z ciaami jego ludzi- wypyno kilka dni pniej z rynsztoka.
Po tym wydarzeniu ludzie mieszkajcy powyej zaczli zostawia jedzenie obok znanych
wej do tuneli w nadziei, ze uda im si zaskarbi przychylno Glizdw.
Przy kadym wejciu do korytarza Cery unosi w gor latarnie i przyglda si dokadnie
cegom. Glizdowie zawsze malowali znaki na cianach wyznaczajcych granice ich
terytorium. Dopiero kiedy on i Gol wyszli poza dziedzin podziemnych obywateli, przesta
poszukiwa znakw. Niestety natychmiast zaczy si na powrt zapadnite korytarze i inne
oznaki rozpadu. Wkrtce jednak dotarli do starego wejcia do podziemi, znajdujcego si pod
zabudowaniami Gildii.
Wejcie to zostao zawalone po najedzie ichanich, ale Cery postara si, aby wykopano nowy
tunel. W ramach zabezpiecze kaza umieci tam faszywe wejcia i inne sprytne oszustwa,
ktre miay za zadanie zmyli tych, ktrzy zapuciliby si w te rejony. Cery zatrzyma si,
aby nasuchiwa i wypatrywa intruzw, po czym wsun si we waciwe przejcie, a Gol za
nim.
- Powodzenia - powiedzia Gol, zatrzymujc si przy wnce, w ktrej zazwyczaj czeka na
Cery'ego podczas jego wizyt u Sonei.
- Wzajemnie - odpar Cery. - Nie rozmawiaj z nieznajomymi.
Potny mczyzna sapn i unis lamp, eby przyjrze si wnce. Odgarn kilka sieci
farenw, usiad na pce i ziewn. Cery odwrci si i wszed w korytarze biegnce pod
terytorium Gildii.
Podobnie jak wikszo Zodziejskiej cieki take te tunele byy zaniedbane. Nigdy co
prawda nie byy w dobrym stanie, jeli nie liczy tych miejsc, ktre naprawi Wielki Mistrz
Akkarin. Niemniej ten tajemniczy mag nie by w stanie zdoby wiele materiaw
budowlanych, poniewa mogoby to wzbudzi podejrzenia, do naprawy cian posuy si
wic gownie cegami pozyskanymi w innych czciach labiryntu. Problem wilgoci i
osuwajcej si ziemi nigdy nie zosta rozwizany.
Jestem pewny, ze Gildia wolaaby, eby te korytarze zostay zasypane. Naprawibym je sam,
ale gdyby Gildia odkrya, e Zodziej remontuje ich podziemne przejcia, nie byaby zapewne
zachwycona. Wtpi, czy przyjliby wyjanienie e chce jedynie mc co jaki czas spotka
si z Sone.
Serce Cery'ego wci bio szybko, ale teraz raczej z ekscytacji ni strachu. Przemykanie si
na teren Gildii zawsze przysparzao mu dziecinnej radoci. Unikanie niebezpiecznych miejsc i
zapadnitych korytarzy sprawiao, e jego droga bya przesadnie skomplikowana, ale kiedy
znalaz si pod fundamentami Uniwersytetu, warunki poprawiy si. Przejcie od
Uniwersytetu do Domu Magw niepokoio go najbardziej, poniewa byo jedynym
podziemnym poczeniem miedzy budynkami. Suyo gownie jako ciek, wzdu ktrego po
jednej stronie biega plka dla obsugi. Nikt tu jednak nic od dawna nie naprawia, jak sdzi
Cery. Woda cieka ze szczelin w cianach i sczya si przez sklepiony sufit.
Pewnego dnia to si zawali, a oni odkryj, ze zaniedbywanie ciekw to mierdzca sprawa.
W kocu znalaz si pod Domem Magw, gdzie korytarz rozszerza si nieco. Pod
prostoktnymi otworami w sklepieniu wyryto liczby. Znalaz te, ktrych szuka, postawi
latarnie w suchym miejscu po czym wspi si po cianie ku otworowi.
By to najtrudniejszy odcinek wdrwki. Otwory znajdoway si na dnie czego w rodzaju
nieuywanych zsypw, ktre wznosiy si a do dachw pooonych powyej budynkw.
Pyno nimi nieustanie wiee powietrze. Cery mia dwie ulubione teorie: by to albo system
wentylacyjny, ktry mia sprawi, eby powietrze w ciekach nie zrobio si zanadto trujce,
albo tez system wyrzucania mieci, ktry mia eliminowa smrd dochodzcy ze ciekw.
Wntrze byo mae, ale na szczcie suche. Cery wspi si powoli, nie spieszc si i czsto
odpoczywajc. Kiedy bd na to za stary. Wtedy bd musia chodzi przez Bram Gildii,
Albo Sona bdzie mnie odwiedza.
Dotar wreszcie do ciany za pokojami. Dawno ju zdemontowa cz cegie, odsaniajc
drewniane panele. Przyoy oko do otworu, ktry wywierci w drewnie.
Pokj za panelem by ciemny i pusty. Ale tak byo zazwyczaj o tej porze nocy. Ostronie i
cicho uj w rce uchwyty, ktre przymocowa od tyu panelu, unis je i przekrci.
Odczepiona boazeria zatrzeszczaa nieco. Nastpnym razem powinienem przynie nieco
wosku, eby to naprawi, pomyla. Wszed w otwr, po czym wstawi panel z powrotem na
miejsce.
Czu dum i zadowolenie, e Sonea nigdy nie widziaa, ktrdy wchodzi. upieraa si, ze nie
chce wiedzie, jak Cery dostaje si do jej mieszkania i jak z niego wychodzi. Im mniej
wiedziaa, tym lepiej dla nich obojga. Przychodzenie tutaj nie byo miertelnie niebezpieczne,
ale konsekwencje mogyby by dla niej nieprzyjemne, gdyby odkryto te wizyty. Ta wiedza
studzia nieco obuzerska rado, ktra czu, dostajc si tu niezauwaony.
Pohaasowa nieco celowo, potykajc si o meble i nastpujc na desk, ktra, jak wiedzia,
trzeszczaa, po czym zaczeka. Sonea jednak nie wysza z sypialni. Cery podszed do drzwi i
uchyli je nieco. Lko byo zacielone i nikt na nim nie spa. Pokj by pusty.
Rozczarowanie sprawio, ze narastajca w czasie wdrwki ekscytacja znikna. Cery usiad.
Sonea nigdy wczeniej nie bya nieobecna. Nigdy nie przyszo mi do gowy, ze moe jej tu
nie by. Co ja mam teraz zrobi.? czeka na ni?
J eli jednak kto inny by z ni przyszed, sytuacja byaby co najmniej niestosowna. Cery nie
miaby czasu, eby uciec zsypem. Ten ostatni za by zbyt niewygodny, eby tam czeka i
wypatrywa jej powrotu.
Cery zakl pod nosem, wsta i cicho przeszuka meble. W jednej z szuflad znalaz to, czego
szuka: papier i piro. Oddar roek jednej z kartek i narysowa na nim maleki obrazek
ceryniego, gryzonia, ktrego imi nosi, i wsun ten karteluszek pod drzwi sypialni.
Nastpnie wrci do boazerii i ruszy w duga drog do domu.
Niewolnik, ktry powita Dannyla w drzwiach Domu Gildii wyjtkowo szybko rzuci si na
ziemie. Myli Ambasadora kryy jednak wok zbyt wielu fascynujcych odkry, eby w
peni dotaro do niego, co powiedzia ten czowiek. W drodze z paacu do domu spisa w
swoim notatniku, ile zdoa, z tego, co Krl opowiedzia mu o historii Sachaki, ale idc
korytarzem, przypomnia sobie o jeszcze jednym szczegle.
Musz usi i przela to wszystko na papier. czeka mnie , jak sdz, duga noc. Zastanawiam
si, czy Achati mgby zapewni mi jutro spokojny wieczr... co si dzieje?
Podog w pokoju pana zacielao morze niewolnikw, ich ciaa leay juz od wyjcia. Ten,
ktry powita Dannyla, szybko do nich doczy, By to tak dziwaczny widok, e Dannyl na
chwile zaniemwi.
- Wstacie - rozkaza.
Caa grupa podniosa si jednoczenie. Byli w niej mczyni i kobiety, ktrych Dannyl nie
zna. Jedni w grubych tunikach do pracy na zewntrz, inni w skrzanych fartuchach,
ewidentnie poplamionych jedzeniem.
- Czemu si tu ebralicie? - zapyta Dannyl.
niewolnicy wymienili spojrzenia, po czym wszyscy spojrzeli w kierunku odwiernego. Ten
skuli si tak, jakby ich wzrok mu ciy.
- M-mistrz Lorkin... on... on...on...
Dannyl poczu, ze zamiera w nim serce, by niemal natychmiast zacz wali motem. Tylko
cos okropnego mogo by przyczyn takiego zachowania.
- On co? Nie yje?
Mczyzna pokrci przeczco gowa, a Dannyl poczu ulg.
- W takim razie co?
- Z - znik.
Niewolnik pad z powrotem na twarz, z za nim wszyscy pozostali. Dannyl, poirytowany,
wzi gboki oddech i zmusi si do zachowania spokoju, kiedy przemwi.
- Znik gdzie?
- Nie wiemy - odpar odwierny zduszonym gosem. - Ale... zostawi... w pokoju.
Zostawi cos w pokoju. zapewne list wyjaniajcy, dokd si uda. A niewolnicy z jakiego
powodu myl, e bd si gniewa. Czyby Lorkin postanowi wrci do domu?
- Wsta - rozkaza Dannyl. - Wszyscy. Wracajcie do swojej roboty. Nie. Czekajcie. -
Niewolnicy zaczli podnosi si na nogi. Moe bd musia ich przesucha.
- Zostacie tu. A ty - wskaza na odwiernego - chod ze mn.
Brzowa twarz mczyzny poblada. Ruszy w milczeniu za Dannylem przez korytarze Domu
Gildii ku pokojom Lorkina. W gwnym pomieszczeniu wieciy si lampy, a jedna bya
wci zapalona w sypialni.
- Mistrzu Lorkinie? - zawoa Dannyl, niespecjalnie spodziewajc si odpowiedzi.
J eli Lorkin powiedzia im e wyjeda, raczej do tu nie bdzie. Dannyl podszed jednak do
drzwi sypialni i zajrza do rodka.
To, co zobaczy, zmrozio mu krew w yach.
Na ku leaa naga Sachakanka z ciaem wykrconym tak, e twarz spogldaa w sufit,
podczas gdy plecy byy zwrcone w stron Dannyla. Oczy wpatryway si martwo w
sklepienie. Przecierada wok niej byy poplamione na czerwono, gdzieniegdzie jeszcze
byskajc wilgoci. Dannyl widzia ran w plecach
Odwrci si na picie i wbi w odwiernego twardy wzrok.
- Jak to si stao?
Niewolnik skuli si.
- Nie wiem. Nikt nie wie. Usyszelimy haasy. Gosy. A gdy si urway, weszlimy
zobaczy.- Przelizn si wzrokiem po trupie, po czym szybko odwrci gow.
Czy Lorkin to zrobi? - mia ochot zapyta Dannyl. Ale skoro ten czowiek mwi, e nie wie,
co si stao, nie bdzie wiedzia, czy to sprawka Lorkina.
- Kto to jest? - zapyta wic.
- Riva.
- Ona naley do niewolnikw z tego domu?
- T - tak.
- Czy kto jeszcze znikn?
Mczyzna zmarszczy brwi, po czym zrobi wielkie oczy.
- Tyvara.
- Kolejna niewolnica?
- Tak. Jak Riva. Pokojwka.
Dannyl przyjrza si znw martwej kobiecie. Czy ta Tyvara jest jako zamieszana w
zabjstwo? A moe spotka j ten sam los?
- Czy Riva i Tyvara... byy zaprzyjanione? - spyta Dannyl. - Widywano je razem?
- N - nie wiem. - Niewolnik wbi wzrok w podog. Zapytam.
- Nie - powiedzia Dannyl. - Przyprowad do mnie niewolnikw. Ka im ustawi si w
kolejce w korytarzu i zaka im rozmawia z sob.
Niewolnik pobieg wykona rozkaz. Oni pewnie i tak mieli ju okazj zmwi si i wymyli
dobre alibi i usprawiedliwienia. Ale nie bd mogli zmienia zezna.
Bdzie musia natychmiast wysa informacje do Achatiego. Niewolnicy nale do Krla.
Dannyl nie mia pojcia, czy zabjstwo jednego z nich to powana sprawa. Ale wyjazd
Lorkina owszem. Zwaszcza jeli zosta zmuszony do wyjazdu. I zwaszcza jeli to on
zamordowa niewolnic.
Ashaki Achati z pewnoci sam przesucha niewolnikw. Zapewne odczyta ich myli.
Niewykluczone, e ukryje informacje, ktrych jego zdaniem nie powinien zna. Musz wic
dowiedzie si jak najwicej, zanim tu przybdzie.
Wyprostowa si, czujc dreszcz. Czy to zbieg okolicznoci, ze zostaem w kocu zaproszony
do paacu wanie tego wieczora, kiedy jedna z krlewskich niewolnic zostaa zamordowana
w tym domu?
Czy Lorkin j zabi? Z pewnoci nie. Ale z pewnoci na to wyglda. Czy byo to w
samoobronie? Powinienem poszuka dowodw, zanim pojawi si ludzie Krla. Poszed do
pokoju i spojrza na ciao. J eli nie liczy rany, kropelki krwi zebray si wok pytkiego
skaleczenia na ramieniu. Interesujce Wyglda na lad czarnej magii.
Dannyl zmusi si do dotknicia skry na udzie kobiety i wczucia si zmysami w jej ciao.
Niewtpliwie jej energia zostaa wyczerpana. Uyto tu czarnej magii. Dannyl poczu
wszechogarniajc ulg. To nie mg by Lorkin?
Dlaczego wic wyjecha? Czyby by teraz jecem sachakaskiego czarnego maga? Zrobio
nu si nagle sabo.
Kiedy Sonea si dowie... Ale moe nie zdy. Jeli uda mu si szybko znale Lorkina, nie
bdzie musia przekazywa zych wieci, tylko opowie z pomylnym zakoczeniem. Tak
mia nadziej.
Bdzie musia znale Lorkina, i to szybko. Odgosy dobiegajce z korytarza uwiadomiy
mu, e pojawili si niewolnicy, ktrych mia przesucha. Westchn. To bdzie duga noc,.
Ale ze znacznie mniej przyjemnych powodw, ni si spodziewa.


ROZDZIA 16

OWCA

Podtrzymujc za pomoc magii zabrudzone bandae w powietrzu, Sonea wysaa ku nim fal
gorca. Wybuchny pomieniem i w jednej chwili zamieniy si w popi. Smrd spalonego
ptna pomieszany z mdlcym zapachem gotowanego misa przenikn powietrze. Sonea
pozwolia popioowi opa do stojcego w pomieszczeniu wiadra, sucego wanie do tego
celu, po czym podgrzaa magi odrobin perfumowanego olejku, eby jego wiey zapach
zaguszy te mniej przyjemne. Zakoczywszy w ten sposb sprztanie po poprzednim
pacjencie, si woli otworzya drzwi do pokoju bada.
Mczyzna, ktry pojawi si w progu, by w rednim wieku, niski i znajomy. Poczua, e
serce uderza jej nieco mocniej na jego widok.
- Cery! - sykna, obrzucajc pokj szybkim spojrzeniem, mimo i wiedziaa, e jest w nim
sama. - Co ty tu robisz?
Wzruszy ramionami i usiad na jednym z foteli przy gotowanych dla pacjentw i ich rodzin.
- Szukaem ci w twoim mieszkaniu w Gildii, ale ci nie zastaem.
Gdyby kto go rozpozna i donis o jego wizycie w Gildii, wszyscy dowiedzieliby si, e
Sonea zadaje si ze Zodziejem. Cho teraz to nie jest ju niezgodne z regulaminem.
Mogoby si to jednak wyda podejrzane: tak od razu po tym, jak naciskaa na zmian
przepisu, Jeli kto by uzna, e wykorzystuje lecznice jako miejsce spotka ze Zodziejami,
mogoby to zagrozi wszystkiemu, co tu zrobia.
Jak na ironi, Cery mg by atwiej rozpoznany w lecznicy ni w Gildii. Sonea wtpia, czy
ktrykolwiek z magw oprcz Rothena pamitaby go po tylu latach, podczas gdy pacjenci
lecznicy mogli robi interesy z Cerym, mogliby wic powiedzie ktremu z pomocnikw
czy Uzdrowicieli, z kim spotyka si Sonea, - To jest zbyt wane, eby czeka oznajmi Cery.
Wytrzyma bez trudu jej wzrok. Powany wyraz twarzy sprawia, e wyglda cakiem inaczej
ni ulicznik, z ktrym przyjania si w dziecistwie. Wydawa si teraz zaniedbany i
smutny, wic poczua nowy przypyw uczucia. On wci jest w aobie po swojej rodzinie.
Wzia gboki wdech i powoli, cicho wypucia powietrze z puc.
- Jak sobie radzisz?
Znw unis nieznacznie ramiona, - J ako leci. Znalazem sobie zajcie: tropi dzikiego maga
w miecie. Zamrugaa powiekami, po czym umiechna si
mimowolnie.
- Dzikiego, co?
- Tak.
Tak, to jest zbyt wane, eby czeka. Opara si z powrotem w fotelu. - No mw. Zacznij od
pocztku.
Potakn.
- C, zaczo si od tego, e mj lusarz oznajmi, jakoby zamki w mojej kryjwce zostay
otwarte za pomoc. magii. Mwi dalej, a ona przygldaa mu si uwanie. Ilekro wspomina
o swojej rodzinie, krzywi si jakby z blu, a w oczach pojawia si obdny strach. Za to
ilekro mwi o owcy Zodziei, oczy mu byskay, a usta zaciskay si. Te poszukiwania to
sposb na oderwanie si od alu, ale te na dokonanie zemsty.
W kocu opowiedzia jej triumfalnie, jak obserwowa cudzoziemk otwierajc za pomoc
magii sejf.
- Kobieta - powtrzy. - O skrze ciemnej jak u Lonmarczykw i prostych czarnych wosach.
Sdzc z gosu, ma swoje lata, ale nie porusza si jak staruszka. J ej akcent jest cudzoziemski,
ale nigdy wczeniej takiego nie syszaem, Obstawiam, e nie pochodzi z adnej z Krain
Sprzymierzonych.
- Sachakanka?
- Nie. Rozpoznabym.
Sonea zastanowia si nad jego opowieci, W Gildii nie byo nikogo, kto pasowaby do tego
opisu. Moe Cery si myli, a kobieta jest Lonmark. Lonmarczycy s ciemnoskrzy i
trzymaj swoje kobiety w zamkniciu, tote kobieta z tego kraju budziaby dostateczne,
zdziwienie, f eby uzna j za odrbn nacj, Lonmarczycy jednak I nie pozwalaj te swoim
kobietom uczy si magii jeli ona ma naturalny talent, a jej moc rozwina si sama,
Lonmarczycy byliby zmuszeni nauczy j kontroli. Ale potem... nie mamy pewnoci, co oni
robi z kobietami magami. Zakadamy, e po prostu nie pozwalaj im posugiwa si magi,
ale moliwe te, e blokuj moc kobiet. Ta dzika mogaby uciec, eby unikn takiego losu.
Jeli to byaby prawda, dziwne, ze przybyaby akurat do Imardinu. Musiaa wiedzie, e
Gildia jest zwizana prawami przymierza do poszanowania lonmarskich praw w kwestii
magii kobiet, jeli zostaaby tu znaleziona, odesano by j do domu.
Ale moe Cery zgad, po co tu przyjechaa: po ksiki, jeli ucieka, eby uzyska wolno i
nauczy si posugiwa magi, to Imardin jest najlepszym miejscem, eby zdoby wiedz
magiczn. Ksiki magiczne nie mog by tanie. Czy ona kradnie pienidze zabijanym
Zodziejom, czy te wynajmuje si jako zabjca Zodziei?
Niemniej, mimo e Cery przyzna, e zamek jego kryjwki zosta otwarty za pomoc magii,
nie mwi, e uyto jej do zabicia jego rodziny. Moe ta kobieta tylko oferuje usugi
magiczne, a nie jest zabjczyni... Sonea zmarszczya brwi
- Skd pewno, e ta kobieta i owca Zodziei to ta sama osoba?
- Albo to ona, albo pracuje dla owcy, albo mamy dwch dzikich w miecie. Kiedy j
zapiesz, moesz przeczyta jej myli i dowiedzie si wszystkiego.
- Przesuchae pniej sprzedawc?
Zaprzeczy ruchem gowy,
- Potrzebujemy jego i jego sklepu na drug puapk. - Oczy mu rozbysy. - Tylko e
nastpnym razem ty bdziesz ze mn i wasnymi siami schwytamy dzik.
Zachmurzya si. - Bardzo bym tego chciaa, ale mnie nie wolno wczy teraz po miecie,
Cery. Musz prosi o pozwolenie jeli id dokdkolwiek poza lecznicami.
Smtnie opuci ramiona jak zawiedzione dziecko. Zamyli si.
- Moe dabym rad zwabi j tutaj.
- Wtpi, czy ona bdzie chciaa zblia si do magw Gildii a lecznice s ich zawsze pene.
- Chyba e zorganizujesz to tak, e wszyscy std odejd na jedn noc, a my rozpucimy
pogosk, e s tu ksigi o uzdrawianiu.
- Musiaabym poda im jaki powd, a jeli to zrobi, to rwnie dobrze mog powiadomi-
Gildi o dzikiej i pozostawi im poszukiwania.
- Nie wymylisz innego powodu?
Sonea westchna. Wtpia, czy Cery'emu zaley na chwale wynikajcej ze znalezienia dzikiej
i pomocy udzielonej Gildii w jej zapaniu. Pragn jedynie zemsty - no i tego, eby nie
zosta kolejn ofiar owcy Zodziei.
Chciaabym mu pomc. Ale Gildia oczekuje ode mnie informacji o dzikiej, a jeli odkryj, e
im tego nie przekazaam, bdzie to kolejny powd do nieufnoci. Kamstwo pooy si
cieniem na jej idealnym kredycie zaufania, ktry zyskaa od najazdu ichanich, a ludzie i tak
s draliwi na punkcie jej przeszoci oraz. znajomoci czarnej magii. Moe to ograniczy jej
swobod w prowadzeniu lecznic. Gildia moe zamkn j w obrbie swoich zabudowa.
Lepiej na tym wyjd, jeli przeka t informacj Starszym Magom i pozwol im zaj si t
spraw. Niewane, czy to ja znajd dzik, czy zrobi to kto inny: wane, eby zostaa
znaleziona. A Cery tak czy siak bdzie mia swoj zemst i bezpieczestwo.
- Wiesz, gdzie ta kobieta przebywa teraz?- zapytaa. Pokrci przeczco gow.
- Ale wiem, jak wyglda, a jej wygld jest na tyle nie zwyky, ebym mg wysa- ludzi
na poszukiwania.
- Nie pozwl nikomu si do niej zblia - ostrzega. Ona najwyraniej kontroluje swoj moc,
no i jest do dojrzaa, eby sprawnie si ni posugiwa.
- Och, ona nijak nie przypomina ciebie - zgodzi si Cery, wykrzywiajc usta w
pozbawiony wesooci umiech, - Ty moe i chciaa zabi jakiego Zodzieja lata temu, ale
ostatecznie nie zacza polowa na nich albo... ani... - Odwrci wzrok, pochmurniejc nagle.
... ani zabija ich rodzin, dokoczya w mylach, czujc, jak wzbiera w niej wspczucie.
- Pomyl nad tym, ale chyba bd musiaa powiedzie Gildii i odda poszukiwania w ich
rce.
- Nie! - zaprotestowa, - Oni tylko we wszystkim na- mieszaj, tak jak byo z tob.
- A moe wycign wnioski z tamtego dowiadczenia i potraktuj ten przypadek inaczej.
Rzuci jej spojrzenie spode ba. -Mani nadziej, e zdecydowanie inaczej.
- Chcesz z nimi wsppracowa? - zapytaa, patrzc mu prosto w oczy.
Skrzywi si i westchn.
- Moe. Tak. Chyba bd musia. Nie mam specjalnego wyboru, prawda?
- Nie bardzo. Powiedz mi, jak mog si z tob skontaktowa- .
Cery westchn.
- Czy mogaby... przespa- si z tym, zanim, komukolwiek powiesz?
- Dobrze. Zdecyduj przed wieczornym dyurem. Albo odezw si do ciebie, albo Gildia
zapuka do twoich drzwi.
Kuchenny niewolnik zrobi wielkie oczy w chwili, gdy wszed do pokoju i zobaczy ciao.
Wyraz twarzy nie zmieni mu si przez cay czas przesuchania. Odpowiada jednak spokojnie
i bez wahania. - Kiedy ostatni raz widziae Tyvar? - spyta Dannyl. - Poprzedniej nocy.
Minem j w korytarzu. Sza w kierunku tych pokoi. - Czy co powiedziaa? - Nie.
- Wygldaa inaczej ni zwykle? Moe bya zdenerwowan?
- Nie. - Niewolnik urwa. - Wygldaa na rozgniewan, tak mi si wydaje. Ale byo ciemno.
Dannyl potakn i zanotowa ten szczeg. Mia ju ich ca list po kilku godzinach
przesuchiwania niewolnikw.
- Powiedziae, e ona znaa si z Riv. Widziae, eby kiedy si kciy? Albo dziwacznie
zachowyway?
- Kciy si, tak. Tyvara czsto rozkazywaa Rivie. Rivie si to nie podobao. Tyvara nie
miaa do tego prawa. Ale - mczyzna wzruszy ramionami - to si zdarza.
- Niewolnicy rozkazuj innym niewolnikom?
Przytakn. -Tak.
- Widziae, eby si wczoraj pokciy? Syszae; co w tym rodzaju?
Mczyzna otwar usta, eby udzieli odpowiedzi, ale urwa, syszc ciche stukanie do drzwi.
Dannyl podnis wzrok i zobaczy na progu przebierajcego nerwowo nogami odwiernego.
Niewolnik rzuci si na ziemi.
- Moesz wsta. Co chcesz mi powiedzie? - spyta Dannyl.
- Ashaki Achati przyjecha. - Niewolnik wykrca rce, robi to bez przerwy, odkd Dannyl
wrci do domu.
Dannyl zwrci si do podkuchenncgo, ktrego przesuchiwa.
- Moesz odej.
Obaj niewolnicy szybko si oddalili, a Dannyl wsta, wsuwajc notatnik do kieszeni.
Rozejrza si po pokojach Lorkina, po czym wyszed i uda si do pokoju pana. Przyby tam
niemal rwnoczenie z Achatim,
- Witaj, ashaki Achati - powiedzia.
- Ambasadorze Dannylu - odpar Sachakanin. - Twojemu niewolnikowi zajo nieco czasu
odnalezienie mnie. Co si stao? Powiedzia mi tylko, e to pilne.
Dannyl skin na niego doni,
- Chod, poka ci.
Sachakanin poszed za nim w gb Domu Gildii, na szczcie dla Dannyla nie odzywajc si.
Pna godzina i nieustanne przesuchiwanie niewolnikw zbieray swoje niwo. A wci jest
duo do zrobienia. Szybko nie pjd spa. Zaczerpn odrobin magii i uy jej, eby
zagodzi zmczenie. Obawiam si, e czeka mnie to jeszcze wielokrotnie w najbliszych
dniach.
Dotarli do pokojw Lorkina. Dannyl wprowadzi Achatiego do rodka, a do drzwi sypialni.
Lampki prawie si ju wypaliy, ALE ciao WCI byo dobrze widoczne i stanowio
okropny widok.
- Martwa niewolnica - odezwa si Achati wchodzc do rodka i przygldajc si jej. -
Rozumiem, czemu jeste zaniepokojony.
- Delikatnie rzecz ujmujc.
- Czy twj... ?- Achati ogarn gestem pokoje.
- Nie. Ciao jest pozbawione energii. Ktokolwiek j zabi posuy si cza... wysz magi,
ktrej Lorkin nie zna.
Achati rzuci mu spojrzenie, po czym zmarszczy brwi i dotkn rki martwej kobiety. Gildia
wprawdzie nie chciaa, eby Sachakanie wiedzieli, jak niewielu Kyralian umie si posugiwa
czarn magi, ale Dannyl nie musia udawa, e wszyscy to potrafi. Byo cakiem
prawdopodobne, e Lorkin, bdcy magiem o niskiej pozycji, nie zosta, jeszcze nauczony
tej sztuki Dziwniejsze moe im si wyda, e ja jej nie znam.
- Tak wanie si stao - powiedzia Achati, cofajc rk z wyranym niesmakiem. - Co
oznacza, e ten, kto j zabi, zna wysz magi.
- Znikna rwnie inna niewolnica, imieniem Tyvara. Przesuchaem wikszo niewolnikw
w tym domu i jest ona najbardziej prawdopodobnym sprawc.
Zamiast spodziewanego zaskoczenia Achati zrobi zaniepokojon min.
- Czytae ich myli?
- Nie. Magom Gildii nie wolno czyta myli bez pozwolenia starszyzny.
Achati unis brwi.
- Skd zatem wiesz, e oni mwi prawd?
- Niewolnicy spodziewali si czytania myli, tote nie przyszoby im do gowy wymyla
faszyw opowie planowa odpowiedzi, zanim zaczem ich przesuchiwa. Kazaem im
czeka na korytarzu w milczeniu, eby nie mogli tego zrobi, gdy ju si zorientowali, e nie
zamierzam czyta ich myli. Opowieci zgadzaj si, wtpi wic, eby kamali. Sachakanin
wyglda na zaintrygowanego.
- Ale czego moesz si dowiedzie z odpytywania, czego nie dowiedziaby si, czytajc
myli?
- Zapewne niczego. - Dannyl wycign z umiechem notatnik. - Ale moe to mie pewne
zalety. Nie dowiemy si, dopki nie porwnamy metod.
Achati sprawia wraenie rozbawionego. - A wic mam teraz odczyta ich myli, eby
przekona si, ktra z metod jest lepsza, czy te zamierzasz mi opowiedzie o tym, czego si
dowiedziae? Dannyl zerkn na ciao.
- Lepiej bdzie, jeli ci opowiem, oszczdzi to czasu. Czy zgodzisz si ze mn, e to wyglda
raczej na przypadkowe, a nie planowane zabjstwo?
Achati potakn.
- Dowiedziaem si, e Tyvara i ta zabita kobieta, Riva, czsto si sprzeczay. Riva bya chyba
podwadn Tyvary. Riva chciaa zosta pokojwk Lorkina w dniu. kiedy przyjechalimy, ale
Tyvara j zastpia. Obie kobiety naleay uprzednio do domu ashakiego Tikako i czsto
otrzymyway wiadomoci od tamtejszych niewolnikw, aczkolwiek kada od innych. Nie
utrzymyway kontaktw z niewolnikami z innych domw, tote uwaam, e jeli Tyvara
zabraa dokdkolwiek Lorkina, to pewnie tam.
Achati zachmurzy si.
- J eli mamy ich tam szuka, powinnimy mie pewno. Czy kto inny mg go uprowadzi?
- Lorkin nie miewa goci. Jeli zosta porwany wbrew wasnej woli, porywacz musi by
potnym magiem.
A jeli nie... - Dannyl wzruszy ramionami. - To musi by przekonujcy.
Achati pokiwa gow z westchnieniem.
- J eli ta Tyvara zna wysz magie, to zapewne nie jest naprawd niewolnic. Musi by
szpiegiem.
- Czyim szpiegiem? - spyta Dannyl.
- Nie wiem. - Achati skrzywi si. - Nie Krla,. poniewa zostabym o tym ostrzeony, Ale
jeli ten, kto j nasa, pragnie mierci Lorkina, to on byby martwy. Jeli za zosta zabrany
std ywy, to kto musi mie wobec niego plany.
- J akie plany?
- Na przykad szanta? - Achati sprawia wraenie zamylonego. Pytanie jest takie, czy celem
jest Krl Amakira, Gildia... czy jedno i drugie.
Dannyl umiechn si aonie.
- Chyba jednak Gildia. Gdyby kto chcia sprawi kopoty Krlowi, porwaby mnie.
Porwany Ambasador stanowi wikszy problem ni zwyky asystent,
- Ale on nie jest zwykym asystentem - powiedzia Achati, unoszc brwi, - Nie sdzisz
chyba, e nie wiemy czyim jest potomkiem, nieprawda?
Dannyl westchn. .
- Obawiam si, e nadzieje, i tego nie zauwaycie, byy ponne.
- Jeli ci to uspokoi, nie sdzilimy, e mgby znale w niebezpieczestwie z tego powodu.
Prawd mwic, uwaalimy, e perspektywa zemsty ze strony jego matki, gdyby mu si co
stao, powinna odstraszy wszystkich od takich gupich dziaa. Jednake... Urwa, odwrci;
si do martwej kobiety i spospnia, jakby co przyszo mu do gowy.
- Tak? - zachci go Dannyl. Sachakanin pokrci gow. - J est jeszcze jedna grupa znana z
porywania ludzi, ale oni nic by na tym nie zyskali, no i on nie jest typow ofiar. Nie. Udamy
si do domu ashakiego Tikako. J eli bdziemy mieli szczcie, twj asystent znajdzie si tam
i wrci do Domu Gildii przed wieczorem. - Urwa. - Chyba bdziesz chcia pozby si ciaa
tej niewolnicy, zanim to nastpi.
Dannyl przytakn. . - Nie jest to najprzyjemniejszy prezent powitalny, Jeli ju j obejrzae,
ka niewolnikom zrobi z ni to, co robi ze swoimi zmarymi.
Poniewa nie potrzebowali nowej kryjwki na puapk na owc Zodziei, Cery kaza
zamkn to miejsce. On sam wraz z Golem przenis si z powrotem do swojego mieszkania
w magazynie w pobliu starego muru miejskiego.
Cery nie powiedzia Golowi o rozmowie z Sone do rana. Jej reakcja na wieci bya tak
odmienna od tego, czego si spodziewa, e potrzebowa czasu do namysu, do przemylenia
planw i do zastanowienia si, czy nie auje swojej zgody.
- Dlaczego ona sama nie zajmie si dzik? - spyta ponownie Gol.
Cery wzruszy ramionami z westchnieniem.
- Powiedziaa, e nie wolno jej teraz wczy si po miecie. Moe chodzi- do lecznic,
ale poza tym nigdzie bez pozwolenia.
Gol rzuci mu spojrzenie z ukosa. Niewdziczne dranie. Po tym wszystkim, co zrobia dla
uratowania miasta.
Owszem, ale wikszo Kyralian boi si jej, pomyla Cery - Odizolowali j tak dobrze, jak
mogli, nie wtrcajc jej do prawdziwego wizienia. Nie chc ryzykowa, jeli nie musz.
Rozumiem to. Ale troch utrudnia mi to ycie.
- Bdziemy wic wsppracowa z Gildi?
- Bdziemy musieli. - Cery skrzywi si, - Nikt poza nami nie rozpozna dzikiej. No i moe
zdoamy ich powstrzyma od popsucia wszystkiego.
Wyraz twarzy Gola powiedzia Cery'emu, e jego przyjaciel powtpiewa w to,
- A co ze Skellinem? Powiesz mu?
- Wci nie mamy dowodw, e ta kobieta jest owc Zodziei, a tylko e posuguje si
magi,
- Dlatego nazywasz j teraz dzik" - zauway Gol,
- Tak. Dopki nie upewnimy si, e to ona jest owc Zodziei.
Gol skrzyowa rce na piersi.
- Boisz si, e zrobisz z siebie gupca.
Cery spojrza na niego z nagan.
- Nie chc marnowa czasu Skellina. Ani te by mu winnym przysug, jeli nie musz,
- Mwie przecie, e on nie jest tym, kogo si spodziewae.
- Nie. - Cery skrzywi si. - Ale jest zodziejem i sprowadza gnil. Lepsi ludzie od ciebie i ode
mnie robili ze rzeczy z powodw, ktre uwaali za dobre.
- To s ci najniebezpieczniejsi - zgodzi si Gol. - Wykorzystuj rodzin albo dum Domu,
albo te zasaniaj si obron kraju, eby usprawiedliwi absolutnie wszystko.
Cery przytakn.
- Wol by uczciwym wobec samego, siebie, kiedy chodzi o interes. Chciaem mie lepsze
ycie ni wikszo bylcw. Nie chciaem umiera jako ebrak. Nie udaje, e mam wysze
cele.
- A zatem potrzebujesz pienidzy. A eby mie- pienidze, musisz by potny. I jeli nie
pochodzisz z Domw, nie da si osign potgi adnym uczciwym interesem.
- Chodzi o przeycie. Myl, e to samo robi Skellin, Powiedzia, e sprowadzajc gnil, chcia
zapewni sobie pozycj jako Zodziej.
-Udao mu si. Cery westchn.
- Owszem. A sumienie nie daje mu na tyle w ko, eby porzuci ten interes.
- Powiedzia, e to zrobi.
- Uwierz, gdy zobacz. Gnil zrobi z niego jednego najpotniejszych udzi w miecie.
Wikszo Zodziei pracuje dla niego lub jest mu winna przysugi. Nie sdz, eby szybko da
sobie spokj. - Cery pokrci gow. - Nie zamierzam ryzykowa wcignicia go w to
wszystko, dopki nie musz.
Gol parskn.
- Jeste zbyt bystry, eby on ci na co nacign, Cery. Cery spojrza na swojego przyjaciela i
ochroniarza.
- Mylisz, e powinienem mu powiedzie? Wielkolud zacisn usta.
J eli co ci podpowiada, e nie powiniene, to nie rb tego. Ale jeli bdziemy mieli kopoty
ze znalezieniem dzikiej, moe by ciekawe przekona si, do czego zdolny jest Skellin. -
Wzruszy ramionami. - Moe wcale nie ma wielkich moliwoci. Ale moe pokae, jak
potny jest naprawd.


ROZDZIA 17

CIGANY

Mimo e Lorkin spdzi w tym pokoju kilka godzin, oczy wci go pieky. Powietrze byo
cikie od smrodu uryny przetrzymywanej w otwartych kadziach po jednej stronie. Tyvara
kazaa mu oddycha pytko, eby nie spali puc, i trzyma oczy zamknite. Powiedziaa mu
rwnie, zanim si wymkna, e wchodz tu tylko niewolnicy i e Lorkin ma by cicho.
Czas biegnie bardzo powoli, kiedy kady oddech pali w piersi kwanymi oparami. Wszystko
to sprawio, e nocna ucieczka okazaa si znacznie mniej ekscytujc przygod, ni mona
si byo spodziewa.
Nie uciekam przecie dla przygody. Obawiam si, e nie miaem wyboru. Byem w
niebezpieczestwie. I wci mog by.
Czy gupio zrobi, wierzc Tyvarze? J edynym dowodem na to, e mwia prawd, bya
reakcja zabitej przez ni niewolnicy.
"Ty!Ale... on musi umrze. Ty... Jeste zdrajczyni twojego ludu''.
Trzy rzeczy byy oczywiste: niewolnica rozpoznaa Tyvar, wierzya, e Lorkin powinien
zgin, uwaaa Tyvar za zdrajczyni. Co odpowiedziaa na to Tyvara?
Mwiam ci, e nie pozwol ci go zabi. Powinna bya posucha mojego ostrzeenia i
odej".
Z tego mg wywnioskowa, e Tyvara znaa zamiary tamtej kobiety i daa niewolnicy szans
porzuci jej za- danie. Albo powiedziaa tak, ebym jej uwierzy. Po co jednak miaaby go
oszukiwa? Moe po to, eby przekona mnie, e daa tej kobiecie szans wycofania si. e
nie jest tak bezwzgldn zabjczyni, na jak wyglda.
Jedno byo pewne. Gdyby Tyvara chciaa go zabi, uczyniaby to. Znaa przecie czarn
magi. Moga bez trudu by dziesi razy silniejsza od niego magicznie.
Nie by natomiast przekonany, czy powinien z ni ucieka. Przecie kiedy Dannyl si dowie,
co si stao, zorganizuje im lepsz ochron. Ale jak ma to zrobi? Magom Gildii podr
tutaj zajmie kilka dni, a poza tym aden z nich nie jest tak potny jak wikszo magw
sachakaskich. J eli wysano by matk lub Kallena, musieliby si wzmocni czarn magi
przed wyjazdem, a to te wymaga czasu. J eli za chodzi o sachakaskich magw... czy
ktrykolwiek zgodziby si zosta ochroniarzem asystenta Ambasadora Gildii? Skd mam
wiedzie, czy przede wszystkim to nie oni wysali Riv, eby mnie zabia?
Jeli chodzio o to, kto pragn jego mierci, domyla si, e musz to by rodziny Sachakan,
ktrych jego rodzice zabili podczas najazdu ichanich. Matka z pewnoci ma racj. Te
rodziny wci czuj si w obowizku szuka pomsty za swoich krewnych, mimo e uwaano
ich za wyrzutkw.
Starsi Magowie byli przekonani, e nie stanowia to niebezpieczestwa. Podobnie jak Mistrz
Maron i inni Ambasadorowie Gildii, ktrzy tu mieszkali. Czyby te rodziny
ukryway swoje zamiary w nadziei, e matka albo ja pewnego dnia wybierzemy si do
Sachaki? Pomyla o piercieniu schowanym w kieszeni. Czy powinienem sprbowa znw
kontaktu z matk? Niewolnicy wchodzili i wychodzili z pomieszczenia. Nie sprawiali
wraenia zaskoczonych obecnoci Lorkina. Kiedy po raz pierwszy chcia posuy si
krwawym piercieniem matki, udao mu si wsun go w ostatniej chwili za okadk
notatnika. Gdyby go zobaczyli, czy uznaliby e chce ich zdradzi, i zabraliby mu piercie?
Co ona by mi poradzia? Zapewne ebym wraca do Domu Gildii i pozwoli Dannylowi
zaj si Wszystkim. Teraz nie miaaby problemw z przekonaniem Gildii, eby kazaa mi
wrci do domu. Poczu wzbierajcy w nim bunt, ktry jednak szybko przygas. Miaa racj,
przypomina sobie. Przybycie tutaj jest dla mnie zbyt niebezpieczne. A mimo to co mi mwi,
e powrt do Domu Gildii nie jest w tej chwili bezpiecznym wyjciem. Skoro Tyvara ocalia
mi ycie, to nie chce mojej mierci, a z pewnoci myli, e tu nie powinienem...
Drzwi pomieszczenia otwary si gwatownie, a Lor- kin podskoczy. Na progu stana
jednak tylko Tyvara. Nie potrafi powstrzyma si od myli, podobnie jak za kadym razem,
kiedy j widzia, e jest pocigajco tajemnicza i egzotyczna. Teraz jednak nie staa w
drzwiach z pochylon gow i wzrokiem wbitym w Ziemi. Nie rzucia si te na podog.
Przygldaa mu si natomiast z rozbawieniem, stojc w pozie znamionujcej pewno siebie i
rozlunienie.
Zdecydowanie jest to zmiana na lepsze, uzna.
- Jak si czujesz? - spytaa, krzywic si z powodu smrodu. - Jeszcze oddycham -
odpar. - Chocia ju zaczynam tego aowa. Czy zamierzasz wreszcie mi co wyjani?
Umiechna si nieznacznie.
- Tak. Chod.
Wyszed za ni do wielkiego warsztatu. Przy duym stole siedziay cztery niewolnice,
przygldajc mu i nieskrywan ciekawoci, ale bez sympatii. Dwie byy mniej wicej w
wieku Tyvary, dwie pozostae starsze, ale trudno byo oceni, czy zmarszczki na ich twarzach
byy efektem cikiej pracy, soca czy zaawansowanego wieku. Kiedy Lorkin spojrza na
nie, odwrciy wzrok, po czym wyprostoway si i znw na niego popatrzyy. Tak jakby byy
przyzwyczajone do odwracania wzroku. Tyvara jednak musi udawa niewolnic. Myl... e
te kobiety byy wychowane jako niewolnice, podczas gdy Tyvara urodzia si wolna.
- Siadaj - zachcia go Tyvara, wskazujc taboret stojcy przy stole. Kiedy usiad, sama
przysiada na krawdzi innego. - Przedstawi ci wszystkich, ale lepiej bdzie unika
wymieniania imion. Mog ci tylko powiedzie, e wrd tych kobiet jestemy bezpieczni.
Lorkin skin im uprzejmie gow.
- Dzikuj za pomoc. Tamte cztery nie odzyway si. ale uniosy brwi i wymieniy szybkie
spojrzenia.
- J estemy znane jako Zdrajczynie - oznajmia Tyvara. - Kilkaset lat temu, kiedy Sachaka
zostaa podbita przez Kyralian, grupa wolnych kobiet wraz z niewolnicami ucieka w
dalekie, dobrze ukryte miejsce. Zbudoway tam dom, w ktrym adna nie jest niewolnic i
wszystkie s rwne. Lorkin zmarszczy brwi. - Spoeczno zoona z samych kobiet? Ale jak
wy
- Nie z samych kobiet - umiechna si Tyvara. - S rwnie mczyni. Ale nie rzdz
wszystkim jak wreszcie wiata.
Fascynujce. Lorkin przyjrza si uwanie Tyvarze. J asne. Nie chodzi tylko o to, e urodzia
si wolna. Ona ma posuch u innych. Nagle uwiadomi sobie co jeszcze. Zawsze
przypominaa mu kogo, a teraz wymyli kogo. Matk! Poczu, e na t myl ciska mu si
odek. To nie jest chyba najlepszy pomys, jeli kiedykolwiek mamy... nie, nie bd o tym
myla.
- Masz jakie pytania? - spytaa.
- Dlaczego nazywacie same siebie Zdrajczyniami"? Zostaymy tak nazwane po
sachakaskiej ksiniczce, ktr zabi jej ojciec, kiedy zostaa zgwacona przez jednego z
jego sojusznikw. Nazwa j zdrajczyni, a kobiety w jej czasach zaczy przyjmowa-
to miano, eby wyrazi- wspczucie.
Lorkinowi przypomniao si, co powiedziaa umierajca niewolnica. J este zdrajczyni
twego ludu". Czy miaa na myli Zdrajczyni"? Nie, to nie ma sensu. Gdyby jednak Riva
wiedziaa, e Tyvara jest szpiegiem...
- Czy Riva wiedziaa, e naleysz do Zdrajczy? -Tak.
- Dlaczego wic powiedziaa, ze jeste zdrajczyni twojego ludu?
Usta Tyvary wykrzywiy si w kwany umiech,
- Obawiam si, e sam fakt, i nie suchamy imperatora ani prawa, a poza tym mamy zwyczaj
miesza si w polityk Sachaki, oznacza, e dla wikszoci Sachakan jestemy zdrajcami. J ak
wam si udaje umyka sachakaskim magom? Przecie wystarczyoby im odczyta wasze
myli? Umiemy ukrywa przed nimi nasze myli. Zobacz tylko tyle, na ile im pozwolimy. A
to oznacza, e moemy mie ludzi w domach potnych ashakich w caym kraju.
Lorkin. poczu, e serce bije mu mocniej. Rodzaj magii o jakim nigdy nie syszaem!
- Moesz mi powiedzie, jak to si robi? Pokrcia przeczco gow.
- Nie zdradzamy atwo naszych sekretw. Potakn. Co, co ochrania umys przed czytaniem
myli tak jak krwawe kamienie uniemoliwiaj podsuchiwanie mentalnego porozumienia
przez innych magw.
- To tak jak krwawe piercienie? - zapyta, J edna z kobiet zamiaa si. Przez moment jej
wzrok spotka si ze wzrokiem Lorkina, po czym przeniosa spojrzenie na Tyvar.
-Bystry jest. Musisz uwaa, co mwisz. Tyvara prychna cicho.
- Wiem. Jej rozbawienie jednak zniko. Westchna i zwrcia si z powrotem do Lorkina. -
Musimy si std zbiera. J estemy zbyt blisko Domu Gildii, a niektrzy niewolnicy wiedz,
e mam tu kontakty. Musisz zrzuci te pikne ubrania i przebra si za niewolnika. Moesz to
zrobi?
Lorkin spojrza na swoje szaty i stumi westchnienie-
- Skoro musz.
- Ma zbyt blad cer - odezwaa si jedna z modszych niewolnic. - Musimy j zafarbowa.
No i musimy ci mu wosy.
Starsza zlustrowaa go spojrzeniem od stp do gw. Jest za chudy jak na Sachakanina. Ale to
lepiej ni gruby. Nie ma wielu grubych niewolnikw. Wstaa. Przynios jakie ubrania.
- Bdziesz te musia jako si nazywa jako niewolnik powiedziaa Tyvara. - Co powiesz na
imi Ork? Jest na tyle podobne do twojego prawdziwego, e jeli uyj go przez pomyk,
moe nikt si nie zorientuje.
- Ork - powtrzy Lorkin, wzdrygajc si. Brzmi jak nazwa jakiego potwora. Moi
przyjaciele uznaliby je za bardzo zabawne. Nage poczu smutek. Bd si a mnie martwi,
kiedy si dowiedz, e zniknem. Szkoda e nie ma jakiego sposobu... jeli nie liczy
kontaktu z matk przez krwawy piercie... eby da im zna, e wszystko w porzdku.
Skrzywi si. W kadym razie, e yj.
Starsza niewolnica zdja dugi kawaek ptna z wieszaka, na ktrym wisiao jeszcze kilka
takich samych. Przyniosa go Lorkinowi wraz z kawakiem sznura. Kobiety wymieniy
ironiczne umieszki, kiedy zdj wierzchnie okrycie. Owin si ptnem i zwiza
sznurkiem, jak mu nakazano, po czym zdj spodnie. Poczu zadowolenie, e ukry piercie
matki w okadce notatnika. Trudno byoby go wyj z kieszeni niezauwaenie,
- Nie moesz zabra tego z sob oznajmia Tyvara na widok notatnika.
Lorkin spojrza na zeszyt.
- Mona by go odesa do Domu Gildii?
Niewolnice pokrciy przeczco gowami.
- Ciko byoby to zrobitak, eby nie byo wiadomo, e zosta przysany std - wyjania
jedna z nich.
- Musimy go zniszczy- uznaa Tyvara, wycigajc rk. Nie! - Lorkin cofn si gwatownie.
- Mam tam wszystkie moje badania.
- aden niewolnik nie bdzie mia czego takiego przy
sobie.
- Schowam go - powiedzia, wpychajc notatnik za fady ptna. A jeli jaki ashaki odczyta
twoje myli, bdzie wie- dzia, e to okrywasz,
- Jeli jaki ashaki odczyta jego myli, bdzie wiedzia e to aden niewolnik - zauwaya
jedna ze starszych kobiet z umiechem. - Niech sobie zatrzyma t ksik.
Tyvara zmarszczya brwi, ale w kocu westchna, - Niech bdzie. Mamy jakie buty?
J edna z pozostaych kobiet przyniosa proste skrzane trzewiki, ktre skaday si z podeszwy
i przyczepionej do niej kieszeni w ksztacie stopy, wizanej w kostce kawakiem sznurka.
Tyvara z zadowoleniem pokiwaa gow.
- Poowa roboty za nami. Podczas gdy nasze przyjaciki zajm si barwieniem twojej skry
i strzyeniem wosw, ja moe wyjani ci, jak powinien zachowywa si niewolnik -
oznajmia Tyvara. - Obawiam si, e to bdzie dla ciebie najtrudniejsze. Od tego, jak bardzo
bdziesz przekonujcy, moe zalee, czy przeyjesz, czy te zostaniesz zamordowany.
- Postaram si o tym pamita - odpowiedzia. - Nie jest to co, co si atwo zapomina.
Umiechna si ponuro.
- Wszystko mona atwo zapomnie, jeli dostaje si baty tylko dlatego, e kto ma zy
humor. Wierz mi. Wiem co o tym.
Sonea ziewna, idc korytarzem Domu Magw. Kiedy wracaa, soce wschodzio nad
wzgrza na tyach Gildii, rzucajc blad powiat na niebo. Teraz zniko ju za miastem,
pograjc je w ciemnoci, rozwietlanej jedynie przez latarnie i - dla nielicznych
szczliwcw magiczne wiata. Nocne dyury, w lecznicach nie cieszyy popularnoci,
wic Sonea braa je, ilekro moga. Pomimo pnych godzin pacjentw byo wielu.
Uzdrowiciele artowali nawet nieraz, e nocni pacjenci s najciekawszymi przypadkami.
Niewtpliwie Sonei zdarzao si leczy niezwyke urazy podczas tych dyurw.
Podejrzewaa, e znacznie wicej nocnych goci ni tylko ci, ktrzy byli zmuszeni przyzna
si do swoich zaj z powodu choroby czy te urazu, byo zamieszanych w interesy, ktre
wikszo magw Gildii i ich rodzin uznaaby za skandaliczne. Wieci, ktre przekaza jej
Cery, powracay bez przerwy w mylach. Sonea miaa nieracjonalne poczucie winy z tego
powodu, e nie zgodzia si pomc mu szuka dzikiego maga. Nie wyobraaa sobie jednak,
jak miaaby to zrobi w sekrecie, a jeliby ju znalaza dzik i doprowadzia j do Gildii, to
prawda wyszaby na jaw. Takie oszustwo spowodowaoby spadek zaufania i
niezadowolenie. Moe nawet wystarczajce, eby Gildia zakazaa jej pracy w lecznicach. A
mimo to po powrocie do Gildii nie posza prosto do Administratora Osena. Postanowia
przespa si z tymi informacjami, jak sugerowa Cery. Teraz za, skoro si obudzia, a sen
nie przynis adnych rozwiza, postanowia omwi spraw z Rothenem. To w kocu on
poszukiwa jej i znalaz j, kiedy to ona bya dzik, ukrywajc si przed Gildi, Podesza do
jego drzwi i zapukaa. Usyszaa ze rodka znajomy gos. Drzwi otwary si i Rothen
rozpromieni si na jej widok. Sonea. Wejd - Otworzy szerzej drzwi wpuszczajc j do
rodka. - Siadaj. Chcesz raki? Rozejrzaa si po salonie, po czym odwrcia si do niego. Cery
by u mnie wczoraj wieczorem, Odkry now dzik w miecie. Kobiet kontrolujca w peni
swoj moc, Nie mog oczywicie zaj si tym sama, ale... czy sdzisz, e Gildia tym razem
te narobi baaganu? Rothen wpatrywa si w ni z zaskoczeniem, po czym spojrza gdzie
poza ni. Zaoybym si o szczcie mojej rodziny, e namieszaj tak samo jak poprzednio -
odezwa si znajomy glos. Sone poczua, e serce jej zamiera. Z trudem przybraa obojtn
min i odwrcia si do mczyzny wychodzcego z pokoju, ktry niegdy by jej sypialni.
Czowiek ten trzyma w rce jedn z licznych ksiek przechowywanych tam obecnie przez
Rothena. Omawialimy z Reginem pewne kopoty z nowicjuszami - powiedzia Rothen
lekko przepraszajcym tonem. Sonea obrzucia Regina spojrzeniem. A niech go. To oznacza,
e bd musiaa o wszystkim zaraz powiedzie starszynie. Mam nadziej, e wybacz mi, i
najpierw poprosiam Rothena o rad. - Kolejne kopoty? - zapytaa. Och. zawsze s jakie
kopoty - odpar Regin, wzruszajc ramionami. A jeli chodzi o t dzik... zgadzam si z
Reginem - doda Rothen. - Aczkolwiek nie bybym a takim pesymist jak on. Wielki Mistrz
Balkan i Administrator Osen mog by bardziej delikatni w metodach poszukiwa, ale nie
maj dowiadczenia, instynktu i moliwoci, ktre posiadamy ty i ja. Sonea odwrcia si do
niego ponownie. J ak ja mam poszukiwa dzikiej, skoro nie wolno mi si porusza po miecie
bez pozwolenia? Rothen umiechn si. - Nie pro o pozwolenie. Ale jeli si dowiedz, e
wszyam albo e zapomniaam powiadomi o tym starszyzn, a nawet e rozmawiaam ze
Zodziejem, to ludzie uznaj, e istotnie nie mona mi ufa. A jeli przyprowadzisz dzik, ci,
ktrzy si licz, przymkn na to oko - zauway Regin. Skrzyowaa rce na piersi.
- Nie bd ryzykowaa lecznic tylko po to, eby zrobi co, co rwnie dobrze moe zrobi
kto inny.
- Mistrzyni Vinara i Uzdrowiciele nie pozwol zamkn lecznic - zapewni j Regin,
- Ale mog zabroni mi tam pracowa - odparowaa Sonea.
- Wtpi. Nawet twoi przeciwnicy przyznaj; e byoby to marnowanie twoich talentw.
Wpatrywaa si w niego przez chwil, po czym odwrcia wzrok. Zachowywa si
stanowczo za bardzo uprzejmie. Nabraa podejrzliwoci. Czyby po to zachca j do;
poszukiwania dzikiej w tajemnicy, eby nastpnie obnay jej dziaania? Nic by na tym nie
zyska jeli, nie liczy maostkowej satysfakcji z mojego upadku.
- Kiedy przyjdzie czas, eby tumaczy si z naszych dziaa, powiem wszystkim, e to ja ci
doradzaem i pomagaem - oznajmi Rothen, spogldajc na Regina. - jestem przekonany,
e Mistrz Regin uczyni tak samo.
- Oczywicie, Mog ci to da podpisane na papierze, jeli chcesz.
W tonie Regina pobrzmiewaa nuta sarkazmu. Wie , e wci mu nie ufam, pomylaa,
nieoczekiwanie czujc si gupio. A przecie nie wykaza cienia nieuczciwoci ani
intryganctwa, kiedy wczeniej razem pracowali.
- Ludzie bd nakada na ciebie ograniczenia, poniewa im na to pozwalasz - powiedzia jej
Rothen. - przez ostatnie dwadziecia lat nie daa im adnego powodu do nieufnoci. To.,. to
jest...
- mieszne - dokoczy Regin, - Kallen jako nie prosi o pozwolenie na wychodzenie do
miasta, a ty nie wysyasz za nim lokajw, eby pilnowali kadego jego kroku,
- Gwnie dlatego, e nie mam lokajw - odparowaa: - Ani czasu, eby samej si za nim
wczy- .
- A gdyby miaa, to by ich posaa za nim? - spyta Regin.
Zmruya oczy, patrzc na niego. - Pewnie tak. Unis brwi.
- Uwaasz, e jest niebezpieczny?
- Nie. - Spochmurniaa i wyjrzaa przez okno. - Nie niebezpieczny. Ale kiedy... jego
dokadno- moe wicej zaszkodzi, ni zrobi dobrego.
- J ak teraz - powiedzia Rothen. - Zamkn ci w klatce zbyt skutecznie, tak e lkasz si
zrobi to, co wanie tobie pjdzie najlepiej: znale t dzik i sprowadzi j do Gildii.
Wpatrywaa si w okno. Zaraz za nim znajdowa si Uniwersytet, a dalej miasto, a w nim
kobieta, ktra posugiwaa si magi - by moe zabijajc.
- To nie bdzie tak jak kiedy. Cery powiedzia, e jest starsza, a zatem by moe od lat
posuguje si magi. On podejrzewa te, e ona jest owc Zodziei.
W takim razie tym bardziej powinnimy j szybko znale - powiedzia Regin. - Zanim od
zabijania przestpcw przejdzie do pozbywania si kadego, kto wejdzie jej w drog.
Sonea pomylaa o rodzinie Cery'ego i wzdrygna si. Moe ju to zacza robi. Odwrcia
si od okna i spogldaa to na Regina, to na Rothena.
- J eli jednak otwarcie odrzuc ograniczenia mojej swobody, przycign uwag i cign na
siebie krytyk, zanim znajdziemy dzik,
Rothen umiechn si.
- W takim razie to nie cakiem nasza wina, e musimy pracowa- w sekrecie. A mimo to nie
trzeba niepotrzebnie ryzykowa- . Gdy tylko czego si dowiesz, wylij nam obu
wiadomo. Jeden z nas moe sprawdzi, czy dasz rad si wymkn, eby zrobi to samej.
Sonea spojrzaa na Regina: potakn. Poczua fal ulgi. To bya jaka droga porednia.
Chocia nie idealna; Zatajenie sprawy przed Starszymi Magami wci moe powodowa
niechtne reakcje, ale przynajmniej nie bdzie ryzyka, e namieszaj, jeli sami znajd t
kobiet. Oznaczao to jednak rwnie, e Rothen i Regin mog narazi si na nagan ze
strony Gildii, kiedy wyjdzie na jaw, e oni rwnie nie przekazali tych informacji.
Miejmy nadziej, e Regin ma racj i e kiedy dostan schwytan dzik, zapomn o tym
wszystkim.
- Musz ju i- - odezwa si Regin- skaniajc gow ku Sonei. - Jestem gotw
udzieli- wszelkiej pomocy, kiedy bdziesz tego potrzebowaa.
Skin gow Rothenowi, ktry odpowiedzia tym samym gestem, po czym podszed do drzwi
i opuci mieszkanie.
Kiedy wyszed, Sonea usiada z westchnieniem. Przynajmniej wiem, e poszukiwania s w
dobrych rekach, pomylaa kwano. Mam ju do zmartwie z Lorkinem w Sachace i
lecznicami penymi uzalenionych od nilu.
- Wygldasz, na zmczon - powiedzia jej Rothen, pod- chodzc do stojcego z boku
stoliczka, eby przygotowa - sumi i rak dla nich obojga,
- Pracowaam na nocnej zmianie.
- Ostatnio spdzasz mnstwo czasu w lecznicach. Wzruszya ramionami.
- Przynajmniej mam co do roboty. - Rozemiaa si krtko, - A teraz bd miaa jeszcze
wicej, skoro mam przekazywa- wiadomoci o dzikiej tobie i Reginowi.
- Lecznice dadz sobie rad - powiedzia. Podszed do foteli i poda jej filiank parujcej
raki. - A my zaopiekujemy si tob.
Uniosa jedn brew. -Ty i Regin? Potakn.
- Mwiem ci, e on wyrs na rozsdnego modego czowieka.
- Modego czowieka? - prychna Sonea. - Chyba w porwnaniu z tob stary druhu. On jest
tylko o rok albo dwa modszy ode mnie i ma dwie dorose crki.
- A mimo to - odpar Rothen z chichotem - bardzo si poprawi od czasw, kiedy daa mu
wycisk na Arenie.
- Musia dorosn- , prawda? Nie mg ju sta- si gorszy. - spojrzaa badawczo na
Rothena. - J ak mylisz, moemy
mu ufa?
Patrzy jej prosto w oczy z powan min.
- Tak. myl. On zawsze bardzo ceni sobie uczciwo- i swojego Domu i rodziny, a take
Gildii. To byo rdem
jego arogancji w modym wieku, ale teraz motywuj go jako dorosego czowieka. Martwi go
to, e wszdzie pleni si tyle bezprawia. W ten sposb moe pomc co naprawi. Jest do
rozsdny, eby wiedzie, e najlepiej bdzie nam dziaa razem, w sekrecie. Gildia moe nie
zepsuaby poszukiwa dzikiej, ale mogoby si zdarzy i tak. Nie moemy tego ryzykowa.
- Pewnie masz racj. - Skrzywia si. - I mam nadziej, e nie mylisz si co do Regina, bo
jeli on chce mi uprzykrzy- ycie, to teraz niewtpliwie mu to uatwiam.
ania zwana Czarn Wann nie bya wystarczajco czysta jak na gust Cery'ego, Cuchno
tu pleni i tanimi perfumami, ktre miay przytumi smrd, szlafroki za, ktre otrzymali on
i Gol, nosiy lady interesujcych napraw i zaplamie. To miejsce byo jednak jedynym w
pobliu lombardu, gdzie mona byo siedzie duej, nie i budzc podejrze, trzeba byo je
wic zbada.
Zaprowadzono ich do przebieralni i pozostawiono samym sobie. Znajdowaa si ona na
parterze, a tanie, pozbawione ozdb okienniki kryy klientw przed spojrzeniami
przechodniw. Gol przebra si w szlafrok i wymkn si z pomieszczenia, aby sprawdzi
ssiednie pokoje, podczas gdy Cery przysun krzeso do jednego z okien. Odsun okiennik i
umiechn si z zadowoleniem, gdy stwierdzi, e wida przez nie lombard. Drzwi otwary
si ponownie, ale by to tylko Gol. - No i co?
- W pokojach obok nas nie, ma nikogo, ale nie mog nic powiedzie o pitrze. Moemy
rozmawia, ale cicho. - Skrzywi si, - Do pode tu warunki.
- I powolna obsuga - przytakn mu Cery. - Pewnie nie maj do ludzi, - Wskaza na okno. -
Ale widok jest dobry.
Gol podszed i wyjrza przez okno. - Ano dobry. - Bdziemy obserwowa na zmian, jeden
patrzy, drugi si myje.
Wielkolud zrobi kwan min. - Mam nadziej, e woda nie jest rwnie paskudna jak smrd
tego miejsca. - Przysun drugie krzeso i usiad. - Czy nasza przyjacika mwia cokolwiek
na temat tego, jak zamierza postpowa?
Cery pokrci przeczco gow. List od Sonei by tajemniczy; oznajmia w nim jedynie, e
zajmie si spraw, na ktr zwrci jej uwag, dzikuje mu za informacje i prosi, eby
wszelkie wieci kierowa do lecznicy. Najwidoczniej pisze pswkami na wypadek, gdyby
kto przej list. J eli to ona zajmuje si spraw, dzikiej, to zapewne nie powiedziaa o
niczym Gildii, Oni nie powierzyliby jej zadania odszukania tej kobiety.
Rozlego si pukanie do drzwi. Cery zasun z powrotem okiennik. Wej - zawoa.
Pojawia si ta sama chuda dziewczyna, ktra wprowadzia ich do przebieralni. Wesza za
prg, nie podnoszc na nich oczu.
- Kpiel prawie gotowa. Chcecie wod ciep czy gorc? - Gorc- odpar Cery. - Chcecie
perfumowan? Mamy...
- Nie - przerwa jej z moc Gol.
- Macie moe troch soli? - spyta Cery. Sysza, e kpiel w sonej wodzie dobrze robi na
nacignite minie, a on by wci obolay po treningu walki na noe, ktry odby rano. Sl
bya te nieza do oczyszczania zej wody.
- Mamy. - Podaa cen, na ktr Gol unis brwi.
- Niech bdzie - poleci Cery.
Dziewczyna ukonia si uprzejmie i wysza z pokoju. Cery odwrci si z powrotem do okna,
odsun okiennik i wyjrza na zewntrz. Na ulicy byo teraz wicej ludzi.
- Nie powinnimy przekona Makkina Nabywcy, eby nam pomg? - spyta Goi. - ju si jej
boi, wic ona nie nabierze podejrze, jeli zrobi si bardziej nerwowy.
- Tacy jak on wsppracuj z tymi, ktrych si najbardziej boj - odpar Cery. - jeli wie, e
ona jest magiem, to bdzie ba si jej bardziej ni nas.
- Wyrzucia go z pokoju, zanim otwara sejf. To moe znaczy- , e on nie wie o jej magii.
- Tak, ale... Gol sykn. Cery spojrza na przyjaciela i dostrzeg jego
wzrok utkwiony w ulicy.
- Co?
- Czy to nie ona? Przed sklepem Makkina.
Cery odwrci si do okna. Przed sklepem zatrzymaa si przygarbiona kobieta. Jej wosy
przeplataa siwizna. Przez moment Cery by pewny, e Gol si pomyli, a moe zakpi sobie
z niego - ale w tej chwili kobieta odwrcia gow, rozgldajc si po ulicy. Cery poczu
dreszcz, rozpoznajc jej twarz.
Spojrza na Gola. Gol spojrza na niego. Nastpnie obaj popatrzyli po swoich szlafrokach.
- Ja pjd - powiedzia Gol. - Ty obserwuj.
Podskoczy do sterty ubra, ktre wczeniej zdj, i zacz si pospiesznie ubiera Cery
podszed do okna i obserwowa wchodzc do sklepu kobiet.
Serce walio mu jak motem. Czu, jak wszystkie mi- nie jego ciaa napinaj si, liczy
kady oddech.
- J est tam nadal?
- Tak - odpar. - Cokolwiek si stanie, nie pozwl, eby si domylia, e za ni idziesz.
Nawet gdyby musia ko- mu zapaci za...
- Wiem, wiem powiedzia niecierpliwie Gol. Cery sysza, jak jego przyjaciel otwiera drzwi.
W tej samej chwili zobaczy, e drzwi lombardu otwieraj si, a kobieta wychodzi ze sklepu,
- Wysza - oznajmi.
Gol nie odpowiedzia. Cery odwrci si: wielkoluda nie byo, a drzwi pozostay otwarte.
Wyjrza z powrotem na ulic i dostrzeg jeszcze kobiet, zanim znika mu z pola widzenia.
Chwil pniej pojawi si Gol. Cery odetchn z ulg, widzc, e jego przyjaciel i ochroniarz
skierowa si pewnym krokiem we waciwym kierunku. Uwaaj na siebie, stary druhu,
pomyla Cery.
- Ekhem... przepraszam, e musiae czeka- .
. Odwrci si: w drzwiach staa aziebna. Jej wzrok powdrowa od mego do okiennika, a
nastpnie na podog- Cery zasun okiennik i wsta.
- Kpiel gotowa?
- Tak.
- To dobrze. Mj przyjaciel musia wyj. Zaprowad mnie do ani.
Opucia aonie ramiona na wie o stracie klienta, po czym skina na Cery'ego i
wyprowadzia go z przebieralni.

ROZDZIA 18

ZDRAJ CY


Niewolnik jkn, kiedy ashaki Tikako uj jego gow w swoje potne donie, a Dannyl nie
by w stanie powstrzyma si od niechtnego grymasu. J ego myli nigdy nie czyta czarny
mag, ale jeli reakcje niewolnikw tego czowieka stanowiy jakkolwiek wskazwk, nie
mogo to by przyjemne dowiadczenie,
Tikako parskn gniewnie z frustracji i odepchn niewolnika. Mczyzna upad na plecy, po
czym szybko wycofa si na czworakach, kiedy pan krzykiem kaza mu odej. Niewolnicy
klczcy tu obok, czekajcy na swoj kolej przesucha, skulili si, kiedy oczy ashakiego
zwrciy si na nich.
Nie pozostao ich wielu. Dannyl na razie naliczy ponad osiemdziesiciu. aden z nich nie
dostarczy uytecznych informacji na temat Lorkina i Tyvary. Nie byli nawet wstanie
potwierdzi, e Tyvara w ogle rozmawiaa z kimkolwiek z tego domu.
Ashaki skin palcem na mod kobiet, ktra niechtnie zbliya si, podchodzc na
kolanach, ktre poczerwieniay od dugiego kontaktu z szorstkim kamieniem podogi,
Tikako chwyci j za gow, zanim jeszcze skonia si przed nim. J ej brwi zczyy si, a
Dannyl wbrew swojej woli wstrzyma oddech w nadziei, e to ona posiada tajn wiedze o
miejscu pobytu Lorkina, nawet gdyby miao to kosztowa j Zycie za to, e nie wyjawia tych
informacji, kiedy pan zada.
Po duszej chwili Tikako wlepi w ni wzrok, po czym w niemej wciekoci unis ja i
cisn daleko od siebie. Otwara szeroko oczy, szybujc przez pokj. Upada na jeden z
wielkich glinianych dzbanw stojcych w rwnych odstpach pod ciana, z ktrych wyrastay
pikne kwitnce roliny. Usiada, mrugajc powoli powiekami, oczy miaa zamglone.
Dannyl stumi kolejne przeklestwo. Ale to brutale. Wydaje im si, e s peni godnoci z
tymi swoimi rytuaami i hierarchi, ale pod tym wszystkim kryj si ludzie wci okrutni, jak
opisyway ich kroniki. Po dzisiejszym dniu Dannyl wiedzia, e nigdy atwo nie zapomni,
dlaczego wszyscy tak si boj Sachakan, mimo e jego gospodarze zachowywali si penym
szacunkiem i doskonaymi manierami. To nie ich potga sprawiaa, e byli tak okrutni, ale
ch dominacji nad sabszymi.
Dziewczyna nie podnosia si. aden z pozostaych niewolnikw nie ruszy jej na pomoc.
Kiedy ashaki Tikako zawoa kolejnego niewolnika, Dannyl odsun si od niego i podszed
do niej. Zamrugaa oczami w zdumieniu, po czym szybko spucia wzrok, kiedy przykucn
obok niej.
- Poka, co si stao powiedzia.
Beznamitnie pochylia gow, pozwalajc mu obejrze potylic. Miejsce uderzenia krwawio
i zaczynao puchn. Dannyl pooy do na ranie i skupi si, wysyajc magi, eby uleczy
stuczone miejsce. Dziewczyna zrobia wielkie oczy jej spojrzenie stao si przytomne.
- Lepiej? Spyta, kiedy skoczy leczenie.
Potakna, po czym nachylia si do niego.
- Tych, ktrych szukacie, nie ma tu szepna cicho.- On nosi teraz ubranie niewolnika, ma
skr zabarwion na kolor naszej. J ad wozem do wiejskiej posiadoci pana na zachodzie.
- Mwisz, e? zacz Dannyl.
Ona jednak pokrcia powoli gow, jakby usiowaa odzyska jasno myli, po czym
odchylia si od Dannyla.
- Nie marnuj mocy, Ambasadorze. Dannyl podnis wzrok: ashaki Tikako spoglda na
niego z ironia. Znalezienie kogo na jej miejsce nie bdzie mnie duo kosztowao.
Dannyl wsta.
- Oszczdzenie ci choby najmniejszego wydatku to wszystko, co mog zrobi w zamian za
to, e powicasz tyle czasu i wysiku na przesuchanie swoich niewolnikw.
- W dodatku bez powodzenia. Tikako westchn i obrzuci wzrokiem ostatnia pitk. Skin
ze zmczeniem rk: gniew zmieni si w rezygnacj.
Kiedy pan zabra si za czytanie ich myli, Dannyl podszed z powrotem do Achatiego. Ten
spojrza na niego pytajco. Dannyl pokrci nieznacznie gow. Nie mg mu powiedzie,
czego si dowiedzia, w taki sposb, eby Tikako nie usysza. Gdyby Tikako dowiedzia si,
e niewolnica zdoaa ukry co przed jego czytaniem myli, byoby to dla niego
upokorzeniem. Niewolnica zostaaby ponownie przesuchana i zapewne zabita. To nie by
dobry sposb na odpacenie jej za udzielona informacj.
Cho to zapewne zmyka. Dannyl zmarszczy brwi. Czemu nie powiedziaa o tym panu, kiedy
zada informacji? A jeli nie chciaa, eby on wiedzia, to czemu powiedziaa mnie? Czyby
jej pan wsppracowa z kobiet, ktra porwaa Lorkina?
J akiekolwiek byy tego powody, najwyraniej sachakaska metoda czytania myli nie bya
tak doskonaa, jak si wydawao. Ashaki Tikako odesa ostatniego niewolnika i zwrci si
do Dannyla i Achatiego. W jego gosie pobrzmiewao usprawiedliwienie. Czu si niewinny.
aden z jego niewolnikw nie ukrywa uciekinierw. aden nie skama, e tego nie wie.
A moe oni wszyscy wiedz, a on udaje, e nic nie znajduje, eby chroni swoj dum i honor
albo te ukrywa udzia w porwaniu.
Achati natomiast sprawia wraenie zadowolonego. Podzikowa Tikako i zapewni go, e
jego pomoc nie bdzie niezauwaona. Wkrtce obaj z Dannylem doszli do powozu, poegnali
si z gospodarzem i wspili do rodka. Dwaj niewolnicy Achatiego, obaj modzi mczyni,
czuli widoczna ulg, e odjedaj.
Kiedy powz wytoczy si przez bram posiadoci Tikako, Achati zwrci si do Dannyla.
Na czole rysoway mu si zmarszczki troski.
- Musz przyzna, e nie mam pojcia, co robi dalej.
Nie
- J edziemy na zachd oznajmi Dannyl. Lorkin jest przebrany za niewolnika, a on i
Tyvara znajduj si na wozie zmierzajcym do wiejskiej posiadoci ashakiego Tikako.
Achati wbi w niego wzrok, po czym umiechn si.
- Niewolnica. Ona ci powiedziaa/
- Tak.
- Twoje metody przesuchania, jakkolwiek dziwaczne, najwyraniej dziaaj.- Umiech znik
z twarzy Sachakanina. Hmmm. To oznacza to moe oznacza, e jedna z najgorszych
moliwoci, jakie braem pod uwag, okae si prawd.
- e ashaki Tikako odczyta myli tej niewolnicy i nie powiedzia nam, poniewa jest
zamieszany w porwanie Lorkina, czy te e sachakaskie metody czytania myli nie s tak
skuteczne, jak powinny by?
Achati wzruszy ramionami.
- To pierwsze mao prawdopodobne. Tikako jest krewnym Krla i jednym z jego
najwaniejszych poplecznikw. Z tym drugim zawsze tak byo. Potrzeba czasu i koncentracji,
eby porzdnie przeszuka myli. Skrzywi si.
Umys dziaa jednak w ten sposb, e to, co si najbardziej chce ukry, pojawia si w
mylach, kiedy si je czyta. Tikako powinien by zobaczy te informacje. Fakt, e ta
dziewczyna zdoaa to ukry, oznacza, e moe mie zdolnoci, ktre posiadaj wycznie
czonkowie pewnej grupy buntownikw.
- Buntownikw?
- Sami nazywaj si Zdrajcami Posuguj si niewolnikami, eby szpiegowa, a take
dokonywa zabjstw i porwa. Niektrzy zwaszcza kobiety - wierz, e stanowi
spoeczno skadajc si wycznie z kobiet, poniewa w swoje szeregi przyjmuj gownie
kobiety w trudnej lub nieszczliwej sytuacji yciowej. Osobicie
Sdz, e to plotka, ktra ma zachca ich ofiary do wsppracy, a prawdziwym powodem
wykradania kobiet jest sprzedawanie ich jako niewolnic albo tu, albo w jakim innym kraju.
Dannyl poczu dreszcz.
- Czego w takim razie chc od Lorkina?
- Nie jestem pewny. Czasami mieszaj si w polityk. Zazwyczaj za pomoc apwek i
szantau, ale czasami rwnie poprzez zabjstwa. J edyn korzyci, jak mog odnie z
porwania Lorkina, jest postawienie Krla w trudnej sytuacji. Zmarszczy brwi w
zamyleniu. Chyba e chc wywoa wojn midzy naszymi krajami.
- W takim wypadku chyba raczej zabiliby Lorkina.
Achati spojrza ponuro Dannylowi prosto w oczy.
- To wci moe by ich zamiarem.
- W takim razie musimy ich szybko znale. Ile drg prowadzi do zachodniej posiadoci
Tikako?
Sachakanin nie odpowiedzia. Wyraz jego twarzy zdradza roztargnione zdziwienie.
- Czemu nam to powiedziaa? zapyta.
- Kto? odpowiedzia pytaniem Dannyl.
- Ta niewolnica. Czemu powiedziaa ci, jak znale Lorkina, jeli jest Zdrajczyni? Moe
chce nas zmyli?
- Moe ci Zdrajcy nie SA w to zamieszani i chc unikn oskare o porwanie Lorkina.
Achati zamyli si gbiej.
- To jedyny trop, jaki mamy. Zmyka czy nie, jedyne, co moemy zrobi, to pody za nim.
Droga do wiejskiej posiadoci Tikako bya bardzo zatoczona, co zmusio Lorkina do
usuchania rady Tyvary i nieodzywania si, eby jego kyraliaski akcent nie zwrci czyjej
uwagi. Nie mg jej zapyta, dokd si udaj, ani te dowiedzie si niczego wicej o jej
ludziach, ani te o tych, ktrzy prbowali go zabi. Skra swdziaa go od farbki, ktr ja
pokryto. Tyvara rzucaa mu niezadowolone spojrzenia, ilekro si drapa, oraz kopaa go w
kostk, kiedy patrzy prosto w oczy mijanym ludziom nawet jeli byli to niewolnicy.
Doprowadzao go to do rozpaczy i sprawiao, e powolne tempo wozu cignitego przez
wiekowego konia, stawao si nieznone.
Od czasu do czasu rzuca jej ukradkowe spojrzenia, obserwujc napicie jej ciaa i sposb, w
jaki zagryzaa warg. Nie mg rwnie powstrzyma si od podziwiania jej niemal idealnie
brzowej skry. Po raz pierwszy widzia ja na zewntrz, w wietle sonecznym, a nie w
sabym blasku lampki czy kuli magicznej. J ej skra byszczaa zdrowo, a Lorki n przyapywa
si na rozmylaniu, czy byaby w dotyku rwnie ciepa jak skra Rivy. Za kadym razem
nieodmiennie powracao wspomnienie martwych wybauszonych oczu Rivy i Lorki odwraca
wzrok.
Tyvara jest zbyt niebezpieczn kobiet, ebym o niej marzy, myla. Ale w jaki sposb
otaczajca ja tajemnica i ta niewiedza co do tego, jak bardzo jest potna, sprawia, e staje si
jeszcze bardziej atrakcyjna. Niemniej nie mog sobie pozwoli na to, eby straci zmysy dla
kobiety. J estem w prawdziwym niebezpieczestwie i mog straci duo wicej ni zmysy.
Trzeciego dnia podry Tyvara wreszcie mrukna do niego, e zbliaj si do celu. Soce
chylio si ju ku zachodowi i Lorki poczu ulg na myl o tym, e nie spdz kolejnej nocy
na wozie. Rado szybko przygasa, kiedy Tyvara powiedziaa mu, co musi teraz robi.
Przyjechali do innego domu, gdzie bdzie musia udawa niewolnika. Zjedz tam i przepi
noc, ale dziewczyna nie bya pewna, co czeka ich dalej, dopki nie skontaktuje si ze swoimi
ludmi.
To bdzie znacznie bardziej ryzykowna prba jego kamuflau. Tyvara polecia mu nie
odzywa si wicej, ni bdzie to konieczne, nie podnosi oczu, wykonywa rozkazy bez
wahania i sprzeciwu, a przede wszystkim, o ile to moliwe, pozostawa w cieniu.
Wskazujc ruchem gowy na otwr w znajdujcej si przed nimi cianie, nakazaa mu
skierowa konia w t stron. To, e pokojwka towarzyszya niewolnikowi od dostaw, byo
nieco dziwaczne, wymylili wic, e pokazywaa mu drog i uczya powoenia, poniewa nie
dao si wysa adnego innego niewolnika. Lorkinowi podobay si lekcje powoenia, mimo
e nie mg zadawa zbyt wielu pyta w obawie, ze zostanie podsuchany.
Przejechali za mur bez przeszkd, aczkolwiek zawadzili rogiem wozu o cian. Lorki spojrza
na znajdujce si przed nim budynki. Poruszay si midzy nimi postacie - sami niewolnicy,
sdzc po ubiorze i ruchach. Kiedy wz si przybliy, niewolnicy zatrzymali si na chwile,
eby mu si przyjrze, po czym wrcili do swoich zaj.
- Tdy. Tyvara wskazaa na ukowate przejcie.
Lorkin skierowa wz na niewielki dziedziniec. Wysoki niewolnik w przepasce nadzorcy
wyszed z drzwi i gestem nakaza Lorkinowi, eby si zatrzyma.
Stanli. Czujc na sobie wzrok nadzorcy, Lorki nie podnis oczu. Dwaj nastpni niewolnicy
wyszli z budynku i podeszli do konia.
- Nigdy wczeniej nie widziaem waszej dwjki oznajmi nadzorca.
Tyvara potakna.
- Jestem Vara, A to Ork,. Jest nowy.
- Troch za chudy na dostawc.
- Nabierze ciaa od pracy.
Mczyzna skin gow.
- A ty po co tu przyjechaa?
- Musiaam pokaza mu drog. W jej gosie brzmiaa nuta dumy. Nie byo nikogo innego.
- Aha. Nadzorca potakn i odwrci si Pan chce, eby od razu napeni wz, wic
bdziecie mogli wyruszy o wicie. Nie dostaniecie jedzenia, dopki to nie bdzie zrobione.
Tyvara zerkna na Lorkina, wzruszajc ramionami.
- Chod, Ork.
Oboje zsiedli z wozu. J eden z miejscowych niewolnikw uj lejce, drugi za zacz
zdejmowa uprz. Lorkin ruszy za Tyvara do wielkiego drewnianego pomieszczenia. W
powietrzu unosi si ciki i sodkawy zapach weny rebenw.
- To wasz towar. Nadzorca wskaza na stert pakietw weny zawinitej w ptno,
wygldajc na dwa razy wiksz, ni wz byby w stanie udwign. Spoglda to na
Lorkina, to na Tyvar. Umiecie zaadowa wz?
- Widziaam to wielokrotnie odpara Tyvara i zacza opisywa sposb i porzdek
czynnoci. Mczyzna skin gow i wymrucza jak pochwa.
- Masz pojcie. Sprawdz, jak tu wrc. J eli bdzie le zmarszczy brwi, spogldajc
znaczco na Lorkina bdziesz musia rozpakowa i zapakowa na nowo, a to oznacza, e
zaczekacie na jedzenie do jutra.
- Dobrze powiedziaa Tyvara, spogldajc na Lorkina.
- Czas nauczy si czego nowego.
Lorki ucieszy si, e nadzorca nie zamierza sta i patrze, ale i tak mnstwo innych
niewolnikw wchodzio i wychodzio, a niektrzy zatrzymywali si, eby si im przyjrze. Na
szczcie ona najwyraniej znaa si na adowaniu wozw i potrafia uoy pakunki tak, e
wzajemnie si podtrzymyway. Byo ich jednak mnstwo, a Lorki prawie nie spa od kilku
nocy. Mimo e leczy zmczenie, ilekro zaczynao mu przeszkadza, wystarczao to na coraz
krcej.
Pakunki byy takie same, ale jako dziwnie robiy si coraz cisze w miar pracy. Lorkin
musia rzuci ostatni z nich Tyvarze, ktra staa na samym szczycie pitrzcej si na wozie
stery. Nagle usysza kroki tuz za sob, drgn zaskoczony i rzuci le. Pakunek wylizn si
z rak Tyvary i upad, odbijajc si od wozu. Lorki cofn si, eby go zapa, ale nadepn na
co.
- Gupcze! rykn znajomy gos.
Nie wiadomo skd pojawia si rka, uderzajc Lorkina w gow, a zadwiczao mu w
uszach. Przycisn do do gowy i zoy si wp. Uznajc, e niewolnikowi wypada raczej
pozosta skulonym na ziemi, ni wstawa, zgi plecy i czeka.
- Nie sied i nie jcz. Podno to i kocz robot rozkaza nadzorca.
Lorki wsta, pochyli wp i unikajc spogldania na nadzorc, podbieg do pakunku i
podnis go. Zerkn na Tyvar. Miaa zaniepokojon min, ale wycigna przed siebie rce,
pokazujc, e jest gotowa. Rzuci pakunek i westchn z ulg, kiedy go chwycia i umiecia
jak naley.
Nadzorca, najwyraniej przebaczywszy ju Lorkinowi nadepnicie na stop, woy mu w
rce lin i pomg przywiza stert weny do wozu. Kiedy skoczyli pokiwa gow z
zadowoleniem.
- Przyl podkuchennego z jedzeniem i kocami. Moecie spa w magazynie. J utro ruszacie
skoro wit.
Z tymi sowami odwrci si i odszed. Lorki patrzy i nagle ktem oka dostrzeg jaki ruch.
Powstrzyma pokus spojrzenia w tamtym kierunku. Dziedzica nie owietlaa ju powiata
pnego popoudnia, wic cienie zalegajce pod gankami byy niemal nieprzeniknione.
Udajc, e oglda swoje rce w gasncym wietle, Lorki spojrza w ich stron i dostrzeg
posta kobiety stojcej w drzwiach. Przygldaa si spod zmruonych powiek jemu i Tyvarze.
- Ork zawoaa Tyvara. Odwrci si do niej. Staa obok wozu. Chod, pom mi to
wyprostowa.
Podszed do niej. Cigna za jeden z pakunkw, ktry na jego oko by uoony idealnie.
- Nie widziaam mojego zwykego kontaktu mrukna. Ale nie sprawdzaam drugich
drzwi do magazynu. Zaczekajmy na razie tutaj.
- Jaka kobieta nas obserwuje powiedzia. Widziaa j?
Zmarszczya czoo. Potrzsajc przeczco gow. Odgos krokw sprawi, e wyjrzaa za wz
i umiechna si.
- J edzenie!
Lorki ruszy za ni, kiedy wysza na powitanie zbliajcego si chopca. Dzieciak zrobi
wielkie oczy, po czym spuci szybko wzrok i wycign do nich rce z dwoma bukami
wielkoci pici, prosto z pieca i jeszcze parujcymi, oraz dwoma kubkami. Znajdujcy si w
nich pyn chybota w rytm drenia rk chopca.
Tyvara wzia jedzenie, podajc Lorkinowi jego cz. Gdy tylko odebraa od chopca to, co
przynis, dzieciak odwrci si, pobieg szybko do drzwi i znikn za nimi.
- By przeraony mrukn Lorki.
- Owszem potakna Tyvara. A nie powinien. Podesza znw do wozu. I nie przynis
kocw. Chod za mn.
Mina wz i skierowaa si do magazynu. Lorki szed za ni, starajc si nie rozla
zawartoci kubka. Pomieszczenie owietlaa teraz pojedyncza lampa, rzucajc na ciany
dziwaczne cienie. Kiedy znaleli si w rodku, Tyvara wzia od Lorkina kubek i buk i
odoya obie porcje na bok, koa wiadra, z ktrego unosi si silny zapach moczu.
- Nie moemy tego zje oznajmia, rozgldajc si po pomieszczeniu. Moe by
naszpikowane narkotykiem.
- Narkotykiem? spojrza na jedzenie. Oni wiedz kim jestemy?
- By moe. Ach! Dobrze. Chod tutaj.
- J ak mona tak szybko przekaza wiadomoci? zapyta, podchodzc za ni do ciany.
Spojrzenie, jakie mu rzucia, wskazywao dobitnie, i uwaa go za gupca, skoro zadaje takie
pytanie.
- Kyralianie nie uywaj krwawych piercieni?
- Owszem, ale
- A poza tym zdajesz sobie chyba spraw, e podr konno jest szybsza od wozu.
- Tak, ale
Przewrcia oczami, po czym odwrcia si i wsuna za skrzynie wypenione glinianymi
dzbanami zatkanymi woskiem. Lorki wszed tam za ni i dostrzeg niewielkie przejcie zabite
deskami. Tyvara spojrzaa na lamp, a nastpnie na skrzynie z dzbanami. Cofna si i
utkwia wzrok w skrzyniach. Poruszyy si, chwiejc si niebezpiecznie, i przesuna tak,
eby zasoni widok przejcia. Nastpnie Tyvara przeniosa wzrok na deski blokujce
przejcie, a one zaczy odrywa si od framugi.
- Zga Lampe - rozkazaa, nie spuszczajc oczu z desek.
Lorki spojrza na Lampe, po czym zaczerpn magii i wysa ja, ksztatujc w niewielk
barier, ktra pozbawia pomie powietrza. Kiedy lampa zgasa, a w pomieszczeniu
zapanowaa ciemno, poczu wiey podmuch i odwrci si, by w miejscu, gdzie byy
drzwi, zobaczy prostokt granatu ykowanego pomaraczowymi chmurami. Zrobi krok w
tym kierunku, ale niebo zniko, kiedy Tyvara zasonia z powrotem drzwi, a Lorki poczu jej
do na piersi.
- Zaczekaj- mrukna. Zejd z widoku. Od strony gwnych drzwi dobiegy ich jakie
odgosy. Magazyn zalao wiato, ruchome i coraz mocniejsze, kiedy jego rdo zbliao si
do nich Weszli nadzorca z chopcem, a za nimi jaka kobieta. Przyjrzeli si nietknitym
bukom i kubkom, po czym rozejrzeli si po pomieszczeniu- Uciekli powiedzia chopiec.
- Nie mogli daleko zaj odezwaa si kobieta.- Powinnimy zacz poszukiwania?
- Nie odpar nadzorca. To zbyt niebezpieczne. Jeli s tacy, jak mwisz, poradzi sobie z
nimi tylko pan, a on jest w miecie.
Kobieta wygldaa, jakby miaa ochot zaprotestowa, ale w kocu kiwna sztywno gow i
wysza z magazynu. Nadzorca rozejrza si ponownie po wntrzu. Przez chwil wydawao si,
e je przeszuka, ale pokrci gow i skierowa si ku drzwiom.
Po wyjciu nadzorcy Lorki ponownie poczu powiew bryzy. Tyvara zapaa go za rk i
wycigna za drzwi.
Nastpnie mocno chwycia go za oba ramiona. Poczu, e odek podchodzi mu do garda,
kiedy nagle zaczli wznosi si w powietrze.
Lewitacja, pomyla, patrzc pod stopy, gdzie musiaa si znajdowa niewidzialna tarcza
mocy. Nie miaem okazji tego robi od lat.
Wyldowali na dachu magazynu. Tyvara przyklka i zacza cicho i powoli po nim pezn,
trzymajc si poniej kalenicy, eby nie zobaczy jej nikt z podwrka. Lorki poczoga si za
ni, krzywic si, gdy tylko usysza trzask drewnianych gontw. Niewolnicze trepy byy
znacznie cichsze od butw maga, no i zaskakujco dobrze trzymay si dachu.
Z drugiego koca dachu magazynu sfrunli w d na inny budynek, potem na nastpny, a
wreszcie wyldowali na tym, ktry zapewnia dobr kryjwk w cieniu wielkiego komina. Z
dou dochodziy gone dwiki mielenia, co zaguszao ich gosy.
Moe teraz bdzie mia okazje zada kilka pyta.
- Kiedy zrobi si cakiem ciemno, wrcimy na drog Powiedziaa mu Tyvara.
- A jeli kogo spotkamy?
- Nikt nie bdzie nam si przyglda. Niewolnicy na drodze to nic nadzwyczajnego, nawet
noc, ale jelibymy szli polami, uznano by nas za intruzw. Polni niewolnicy nie
zaatakowaliby nas, ale donieliby swojemu panu. Nawet jeli udaoby nam si zbiec, zanim
on wszczby ledztwo, kady, kto wysuchaby takiego raportu, wiedziaby, w jakim
kierunku zmierzamy.- Westchna. Miaam nadzieje, e odjedziemy dalej od miasta, zanim
to si stanie.
- Spodziewaa si tego?
- Tak.
- A twoje kontakty tutaj s bezpieczne?
- Tak.
- No wic skoro oni s tutaj, to s tu take ci, ktrzy prbowali mnie zabi?
- Tak. Pokrcia gowa. Ale to bardziej skomplikowane.
Wpatrywa si w ni wyczekujco, ale nie powiedziaa nic wicej, siedziaa tylko ze
wzrokiem utkwionym gdzie ponad polami. Najwyraniej nie ma ochoty o tym rozmawia.
Ale nie moe sugerowa, e sprawy s jeszcze bardziej skomplikowane, i oczekiwa, e nie
bd dry?
- Dlaczego jest bardziej skomplikowane? zapyta, krzywic si na szorstki ton swojego
gosu.
Spojrzaa na niego, ledwie widzia jej oczy w gstniejcej ciemnoci.
- Nie powinnam sdz jednak, e nie ma sensu trzyma tego dalej w tajemnicy.- Wzia
gboki oddech. Nie moemy teraz ufa niewolnikom, nawet tym, ktrzy nale do
Zdrajcw. My, Zdrajcy nie zawsze si midzy sob zgadzamy. Dzielimy si na grupki,
zalenie od pogldw.
- Frakcje? podpowiedzia.
- Tak, myl, e to dobre sowo. Frakcja, do ktrej ja nale, sdzi, e jeste potencjalnym
sojusznikiem i nie warto ci zabija. Inna frakcja nie zgadza si z nami.
Lorki wstrzyma oddech. Jej ludzie chc mojej mierci! Poczu, e co w nim zamiera, ale
postara si odepchn strach. Nie, tylko cz z nich.
- Moja frakcja jest bardziej wpywowa cigna. Uwaamy, e zabicie cie mogoby
doprowadzi do wojny midzy Sachak a Kyrali. I ze powinnimy zabija tylko wtedy, gdy
nie ma innego wyjcia. e oskaranie dziecka o winy rodzicw jest sachakaskim sposobem
nys lenia, nie naszym. Ale
Urwaa, a kiedy odezwaa si znowu, jej gos by o ton cichszy.
- Ale ja zrobiam co, co moe zachwia ukadem si.
- Wzia znw gboki oddech, drc lekko. Kobieta, ktr zabiam, by cie ocali Riva
nie bya morderczyni nasan przez ktry z sachakaskich rodw. Ona bya Zdrajczyni.
Naleaa do drugiej frakcji.
- Skamaa oznajmi Lorki.
- Tak. Ale nawet gdybym miaa czas na wyjanienia w Domu Gildii, nie poszedby za mn i
zapewne ju by nie y. Rzuci jej spojrzenie spode ba. J akich jeszcze kamstw mi
naopowiadaa? J eli jednak caa reszta bya prawd, zwaszcza to o Zdrajcach, by w stanie
zrozumie oszustwo. Nie poszedbym z ni. Miaby zbyt wielki mtlik w gowie.
- Kiedy moi ludzie dowiedz si, e j zabiam, druga frakcja zyska poparcie - mwia dalej
Tyvara. A sdzc z tego, jak si rzeczy maj tutaj, wieci najwyraniej nas wyprzedziy.
Nikt z drugiej frakcji nam nie pomoe, co wicej bd powstrzymywa innych od
udzielania mam pomocy. Mog chcie ci zabi. Mog sprbowa zabi nas oboje.
- A Zdrajcy z twojej frakcji?
- Nie bd prbowali nas zabi, ale mog nie chcie nam pomc, eby nie narazi si na
oskarenie o pomoc morderczyni. W kocu wiadomoci dotr do Azylu i nasi przywdcy
odwoaj wszelkie rozkazy, ktre wydali dowdcy zwiadowcw w posiadociach. I wydadz
oficjalne polecenia.
Lorki czu, e kreci mu si w gowie od tych informacji.
W Sachace istnieli ludzie caa spoeczno ktrzy zastanawiali si, czy powinno si go
zabi, czy nie. Potrzsn gow. Co ona miaa na myli, mwic o oskaraniu dziecka o winy
rodzicw. Co takiego zrobili moi rodzice, e ich tak rozgniewali. W jego gowie toczyo si
zbyt wiele pyta, a on i Tyvara ryzykowali w kadej chwili odkrycie. Lepiej zaj si
najbardziej naglcymi sprawami. Na przykad jakie niebezpieczestwa gro mu ze strony
Zdrajcw.
- Skoro twoja frakcja ma przewag, to czemu Riva usiowaa mnie zabi?
Tyvara rozemiaa si gorzko.
- Sprzeciwia si rozkazom. Sprzeciwia si mnie.
- Ale nikt o tym nie wie, wic uwaaj, e j zamordowaa?
Chwila milczenia.
- Tak , ale nawet gdy si dowiedz , dlaczego j zabiam Zdrajcy nie zabijaj Zdrajcw. To
znacznie powaniejsza wina ni zamanie rozkazu. Nawet moja grupa bdzie chciaa mnie za
to ukara.
- Zabija ci?
- N - nie wiem. W jej gosie brzmiaa niepewno, nawet strach, e Lorki musia nagle
walczy z potrzeb objcia jej ramieniem i zapewnienia, ze wszystko bdzie dobrze.
Takie sowa byyby jednak kamstwem. Nie mia pojcia, co si wydarzy, dokd pjd, a
nawet gdzie on sam si znajdowa. Zabraa go daleko od wszystkiego , co rozumia. To by jej
wiat. To ona wie, co robi. Czy mu si to podobao, czy nie, potrzebowa jej przywdztwa.
- Jeli ktokolwiek moe nas wydoby z tych tarapatw to tyko ty odezwa si. Co teraz
zrobimy? Wrcimy do Arvice? Pojedziemy do Kyralii?
- Ani jedno, ani drugie. Zdrajcy maj swoich ludzi prawie w kadym domu Sachaki. Teraz,
skoro moi ludzie wiedz, co zrobiam, bd pilnowa Przeczy. Uszu Lorkina dobieg cichy
dwik palcw uderzajcych w jak powierzchni. Nie moemy uciec. Musimy dotrze do
moich ludzi mojej frakcji. Bdziemy mogli si wytumaczy, a ty bdziesz bezpieczny.
Niezalenie od tego, co stanie si ze mn, oni ci ochroni. Zamiaa si
Cicho. Musz cie tylko bezpiecznie przeprowadzi przez wikszo terytorium Sachaki i w
gry, tak eby nikt z drugiej frakcji nas nie znalaz. Ani te adni Kyralianie czy Sachakanie,
ktrzy zapewne zaczn ci szuka.
- W gry, co?
- Tak. A teraz, poniewa zrobio si ciemno, czas rusza w drog. Zeskoczymy przy tej
cianie i pjdziemy wzdu niej a do muru, ktry biegnie wzdu drogi. Gotowy?
Skin gow, po czym umiechn si aonie, uwiadamiajc sobie, e ona nie moga tego
zobaczy.
- Tak odpowiedzia. Jestem gotowy.
Moda kobieta w pokoju bada miaa gbokie cienie pod oczami. Na jej kolanach wiercio si
niemowl, ktrego twarz wykrzywiay niemal nieludzkie krzyki.
- Nie wiem, co z ni zrobi wyznaa kobieta. Prbowaam wszystkiego.
- Zobacz zaproponowaa Sonea.
Matka podaa jej dziecko. Sonea wzia je na kolana i zbadaa dokadnie, zarwno dotykiem i
wzrokiem, jak i magi. Z ulg stwierdzia, e nie ma adnych oznak urazu ani choroby.
Wyczua natomiast bardziej zwyczajne zaburzenia.
- Wszystko z nim w porzdku uspokoia dziewczyn. J est po prostu godny.
- J u? Rka matki powdrowaa w kierunku piersi. J a chyba nie mam do
Nagle otwary si drzwi i do pokoju wmaszerowaa Uzdrowicielka Nikea.
- Wybacz, ze przeszkadzam powiedziaa, spogldajc przepraszajco na mod kobiet, po
czym poszukaa wzroku Sonei. Przyszed do ciebie posaniec. Mwi, ze to pilne.
- Sonea poczua, ze przyspiesza jej ttno. Czyby Cery? Wstaa i podaa dziecko z powrotem
matce.
- Wprowad go. I zaprowad t dziewczyn do Andrei. Spojrzaa na matk z umiechem.-
Andrea jest specjalistk od problemw z pokarmem i od ywienia zastpczego. Sama auj,
e nie wiedziaam tyle co ona, kiedy urodzi si mj syn. Ona ci pomoe.
Dziewczyna potakna i wysza z Nike z pokoju. Drzwi zamkny si za nimi. Sonea
wpatrywaa si w nie, czekajc na Ceryego. Kiedy wreszcie si otwary, do pomieszczenia
wszed potnie zbudowany mczyzna. Wyglda znajomo i po chwili przypomniaa sobie,
kto to taki.
- Gol, zgadza si? Zapytaa.
- Tak, prosz pani odpowiedzia.
Umiechna si. Od dawna nikt tak do niej nie mwi, zawsze Czarny Magu.
- J akie wieci?
- Znalelimy j powiedzia wielkolud z oczami rozszerzonymi z podekscytowania.
ledziem ja do miejsca, gdzie mieszka, a teraz Cery ma na ni oko, dopki nie przyjdziesz po
ni.
Sonea poczua ponownie przyspieszenie pulsu, po czym co cisno ja w odku. J a po ni
nie pjd. Musz posa po Rothena. I Regina. Nie mogaby po prostu zapomnie o wezwaniu
Regina? Nie, bo jeli ta dzika jest potna, to moe pokona Rothena. Moe nawet go zabi.
Lepiej, eby stawili jej czoa dwaj magowie, a nie jeden. Och, czemu nie mog z nim i. Ale
skoro mam zaufa Reginowi w kwestii ukrywania informacji o dzikiej, to on te musi
ubrudzi rce.
- Ile mamy czasu? spytaa.
Gol wzruszy ramionami. Nie wiem, ale jeli mamy szczcie, to ona pooya si do lka.
- Musz wezwa pomoc. Dwaj magowie s lepsi w takiej sytuacji ni jeden. Wzia
kawaek papieru i szybko nabazgraa na nim sowa Strona Pnocna i Teraz, po czym
zwina karteluszek i napisaa na nim imi i tytu Regina. Nastpnie przygotowaa tak sam
informacj dla Rothena. Daj to Uzdrowicielce Nikei tej, ktra cie tu wprowadzia.
- Gol wzi od niej liciki i wymkn si z pokoju.
Kiedy drzwi znw si otwary, Sonea spodziewaa si powrotu Gola. Bya to jednak
Uzdrowicielka Nikea. Kiedy, zbliya si do Sonei, z pocztku patrzya jej prosto w oczy, po
czym odwrcia wzrok. Sonea dostaa gsiej skrki. Zapyta mnie, o co w tym wszystkim
chodzi. Moe rozpoznaa Gola albo te dowiedziaa si, e on pracuje dla Zodzieja. Wtpi,
eby Nikea mnie z tego powodu zgania, ale ona nie naley do ludzi, ktrzy ignoruj co,
czego nie pochwalaj.
-Ach chciaam tylko powiedzie - zacza moda kobieta, pocierajc rce z nietypowym
dla niej podenerwowaniem.
- Tak? zachcia j Sonea.
- Cokolwiek robisz, to na pewno bdzie z poytkiem. Nikea wyprostowaa si. Jeli
potrzebujesz kogo, kto no zatrze lady, jak si to mwi, moesz na mnie polega. I na
kilku innych Uzdrowicielach tez. Powiemy, e bya tutaj, jeli musisz wyj.
Sonea uwiadomia sobie, ze otwara z zaskoczenia usta, wic szybko je zamkna.
- Ilu z was tak samo uwaa? wydukaa w kocu.
- Czworo, Sylia, Geyen, Colea i ja.
Sonea poczua rozbawienie, ale zachowaa powag.
- J u to przedyskutowalicie? Nikea nie spuszczaa wzroku.
- Tak. Nie bylimy pewni, o co chodzi. Ale uznalimy, e to musi by co wanego, i chcemy
pomc.
Sonea poczua, e si rumieni.
_ Dzikuj Nikeo.
Dziewczyna wzruszya ramionami i cofna si ku drzwiom.
- Oczywicie bardzo bymy chcieli wiedzie, co si dzieje, jeli moesz nam powiedzie.-
Dotkna klamki, spogldajc z nadzieja.
Sonea zamiaa si.
- Powiem, kiedy bd moga.
Nikea odpowiedziaa szerokim umiechem.
- Przyl kolejnego pacjenta.
- Dzikuj jeszcze raz.
Kiedy drzwi zamkny si za Uzdrowicielka, Sonea umiechna si promiennie. Wyglda na
to, e niecaa Gildia uwaa, ze zmieni si w szalon morderczynie posugujc si czarna
magia, kiedy tylko znikn im z oczu. Zaufanie Uzdrowicieli byo wzruszajce. Moe jednak
zaryzykuje wyjcie z lecznicy. Na pewno tak bdzie bezpieczniej dla Rothena i Regina. Nic
wprawdzie nie wskazuje na to, e dzika jest czarnym magiem, ale sprawy mog si bardzo
skomplikowa, gdyby tak byo.
A Sonea musiaa przyzna, ze na myl o przemykaniu si znw po miecie z Cerym ogarniaa
j zarwno nostalgia, jak i podniecenie. Nie byoby uczciwie, gdyby Rothen i Regin mieli
zabaw, podczas gdy ona tylko by siedziaa, czekajc na wieci.


ROZDZIA 19


W UKRYCIU

Zgodnie z przewidywaniami Gola dzielnica miasta, w ktrej mieszkaa dzika, bya
zaskakujco porzdna. W takim miejscu nikt nie mgby si wczy niezauwaony.
Wynajmowaa przyziemie w domu szewca, w ktrym mieci si rwnie jego warsztat.
Wszystkie budynki na tej ulicy miay sklepy na parterze i mieszkania ich wacicieli na
Pietrze.
Cery rozesa swoich ludzi, eby odwiedzili okoliczne sklepy i sprawdzili, czy z wntrza
ktrego z nich da si obserwowa kobiet. Jeden z nich podsucha waciciela sklepu
mwicego, ze jego ssiad wyjecha z wizyta do rodziny ony w Elyne, tote kilka
rozbrojonych pniej Cery siedzia w salonie znajdujcym si na pierwszym Pietrze domu
nieobecnego sklepikarza, odpoczywajc w wygodnym fotelu naprzeciw frontowego oka
obserwujc, jak zapada noc, a zapalacze latarni rozwietlaj ulic.
Wysa rwnie ludzi, eby pilnowali tylnego wejcia do domu szewca. Do przyziemia dao
si wej nie tylko przez warsztat na pitrze, ale rwnie przez znajdujce si poniej
poziomu ulicy tylne drzwi. Regularne raporty upewniy go, e kobieta nie opucia
mieszkania.
Gol natomiast zwleka duej, ni powinien. Czybym le zrozumia informacj od Sonei?
Napisaa. e zajmie si spraw i prosi o kontakt przez lecznic. Przecie dokadnie to
zrobiem.
Na dole otwary si drzwi i Cery zesztywnia. Na schodach rozlegy si kroki dwch lub
trzech osb. To jego ludzie czy powracajcy sklepikarz z rodzin? Cery szyb- ko ukry si za
otwartymi drzwiami, skd powinien wymkn si niezauwaony, gdyby zasza taka potrzeba.
A na wypadek gdyby kto go zauway, Cery wsun rk do kieszeni, gdzie trzyma swj
najbardziej imponujcy n.
- Cery? - odezwa si znajomy gos. Gol. Cery westchn z ulg, wyszed zza drzwi i ujrza
swojego ochroniarza zbliajcego si do szczytu schodw w towarzystwie dwojga udzi
ubranych w dugie paszcze. Cery rozpozna Sone, ale zmruy oczy na widok
towarzyszcego jej mczyzny. Byo w nim co znajomego. Kiedy caa trjka znalaza si w
zasigu wiata, przez myli Cery ego przemkno dawne wspomnienie,
- Regin - powiedzia. - Czy raczej teraz ju Mistrz Regin?
- Tak wanie - odpar mczyzna.
- Zawsze tak byo, Cery - przypomniaa mu Sonea. - Ale nazywanie nowicjuszy Mistrzami"
wydaje si nieco przedwczesne. Mistrz Regin i Mistrz Rothen zgosili si do pomocy w
poszukiwaniach dzikiej, co moe by- kluczowe, jeeli nie uda mi si wymkn- z
lecznicy w odpowiednim momencie.
- J eli nam si poszczci, nie bdziesz musiaa si ju wymyka - powiedzia jej Cery. -
Mistrz Rothen te przyjdzie? Pokrcia przeczco gow.
- Uzna, e nie ma potrzeby, skoro ja id.
Cery patrzy na wchodzcego za Sone do pokoju Regina. Z tego, co pamitam, Sonea nie
przepadaa za nim, kiedy byli nowicjuszami. Bardzo uprzykrza jej ycie, Kiedy jednak Cery
spotka si z Reginem podczas najazdu ichanich, mody czowiek zgosi si na ochotnika,
eby odegra rol przynty i wcign Sachakanina do puapki zastawionej przez Sone i
Akkarina, Wymagao to sporej odwagi. Gdyby nie doskonae zgranie w czasie - a Cery
przypomina sobie, e niewiele brako, eby byo inaczej - Regin straciby ca moc i ycie.
Gdyby Cery nie zna mczyzny, ktremu si teraz przyglda, nigdy nie uwierzyby, e to
wanie na jego wredne zoliwoci i intrygi uskaraa si Sonea. Twarz Mistrza Regina
sprawiaa wraenie, jakby zawsze malowaa si na niej powaga. J ego sylwetka wiadczya o
tyme y dostatnio, ale zmarszczki na czole i wok ust sugeroway zmartwienia i
pogodzenie z losem. A w jego oczach byska inteligencja, zauway Cery. I zao si, e nie
jest ant troch mniej niebezpieczny ni jako nowicjusz. A jednak Sonea ufa m u na tyle, eby
zwerbowa go do tej akcji. Przenis wzrok na ni i dostrzeg ostrone spojrzenia, ktre
rzucaa swojemu magicznemu pomocnikowi. Albo te nie ma wyboru. Lepiej zapytam j o
niego, kiedy tylko bdziemy mie szans porozmawia na osobnoci.
- Gdzie jest nasza dzika? - spytaa Sonea.
Cery podszed do okna.
- W przyziemiu domu szewca po drugiej stronie ulicy.
Wyjrzaa na zewntrz.
- Ile wej?
- Dwa. Oba pod obserwacj.
- W takim razie powinnimy si rozdzieli na dwie grupy, po jednym magu w kadej.
Cer y przytakn,
- J a pjd z tob przez drzwi frontowe. Gol moe zabra Regina na tyy. Spotkamy si w
przyziemiu, gdzie zrobicie wszystko, co trzeba. - Spojrza na pozostaych, ktrzy potaknli. -
S jakie pytania? - Wymienili spojrzenia i zaprzeczyli, krcc gowami. - No to idziemy.
Ruszyli rzdkiem w d schodw. Cery pokaza i wy- jani znaki, ktrych uywali z Golem
jako ostrzee lub sygnaw do odwrotu, po czym wyszli na ulic. Bya ju noc. Latarnie
rzucay krgi wiata na ziemi. Gol poprowadzi Regina ku tylnemu wejciu. Cery i Sonea
zaczekali chwil, eby da im czas na przebycie tego odcinka, i dopiero wtedy przeszli na
drug stron ulicy, przed sklep szewca.
Wspili si na schodki prowadzce do drzwi frontowych. Cery wycign ma olejark i
szybko posmarowa zawiasy drzwi. Nastpnie wycign z kieszeni paszcza zestaw
wytrychw, Ukryta w cieniu Sonea nic nie mwia, kiedy otwiera zamek. Pewnie mogaby
to zrobi za pomoc magii - moe nawet szybciej ni ja. Dlaczego wic jej tego nie
zaproponuj? Czybym si popisywa? Zamek wyda cichy trzask. Kiedy pucia ostatnia
zapadka, Cery, wstrzymujc oddech, powoli nacisn klamk. Otwar szeroko drzwi. syszc
i ulg, e skrzypny tylko cichutko. Sonea wesza do rodka i zaczekaa, a zamkn za nimi
drzwi. We wntrza panowa mrok a kiedy oczy przyzwyczaiy do ciemnoci. Cery dostrzeg
rzdy butw stojce na pkach i robot zostawion na warsztacie. Naprzeciwko drzwi
znajdoway si wskie schody prowadzce w d i drugie, wiodce w gr. Wedle informacji
jego szpiegw szewc spa na grze. Bdzie mia gwatowne przebudzenie,
Sonea podesza do schodw i spojrzaa w d. Pokrcia gow i skina na Cery'ego. Kiedy
podszed, chwycia go za rk i przycigna blisko. Spojrza na ni z zaskoczeniem i
uzmysowi sobie, e w przymionym wietle wyglda jak ta moda dziewczyna, ktrej wiele
lat temu pomaga ukrywa si przed Gildi. Miaa w oczach to samo zdecydowanie i trosk.
Nagie poczu, e wznosi si w powietrze i wszelkie wspomnienia wyparoway z jego myli.
Spojrza w d. Mimo e wyczuwa co pod stopami, nie widzia niczego. Cokolwiek to
byo, nioso teraz jego i Sone w d schodw. To przynajmniej oznacza, e skrzypienie
stopni nas nie zdradzi.
Kiedy opadli na podog przyziemia, ich oczom ukaza si mizernie umeblowany pokj.
Wypenio go olepiajco jasne wiato, kiedy nad gow Sonei pojawia si lnica kula.
Cery poszuka wzrokiem ka, znalaz je i poczu gorzkie rozczarowanie. ko byo puste.
Otwary si drzwi i oboje obrcili si szybko, po czym odetchnli z ulg na widok
wchodzcych Regina i Gola. Obaj mczyni spochmurnieli, widzc, e dzikiej nie ma w
pomieszczeniu.
- Przeszukajmy pokj - powiedziaa Sonea. - Ale ostronie. Kade z nich podeszo do jednej
ze cian, eby obejrze meble, zajrze pod ko, otworzy szafy.
- Nikt tu nie mieszka - zauway Regin. - Ubrania w tej szafie s zakurzone. Cery potakn,
trcajc misk z brudnymi kubkami talerzami i sztucami. A brud na tych naczyniach zdy
ju splenie. Ha! - Gol wyda stumiony okrzyk. Wszyscy odwrcili si do niego: wielkolud
wskazywa rk na cian. Cz cegie leaa pod ktem wzgldem pozostaych. Odsuny
si na bok, kiedy nacisn jedn krawd. Za cian zia ciemny otwr. Cery podszed i
powcha powietrze w przejciu. - Zodziejska cieka - oznajmi. - A raczej wejcie na ni.
Sonea zamiaa si. . A wic jednak nie tylko dwa wejcia. Dziwi mnie, e nie szukae
podziemnych. Cery wzruszy ramionami. To nowa ulica. Kiedy Krl niszczy stare, robi
wszystko, eby, rozprawi si te ze ciek. Tym razem najwyraniej nie by do dokadny
- powiedziaa Sonea, Podesza bliej i przebiega palcami po cegach. - A moe by. To jest
nowe: nie ma prawie adnych pajczyn ani kurzu. Sprawdzimy, dokd prowadzi. - J eli
macie ochot, to prosz bardzo - odpar Cery - Ale to nie mj teren. Nie mog wej bez
pozwolenia. J eli si tam zapuszcz - wzruszy ramionami - owca bdzie mia o jednego
Zodzieja mniej do zaatwienia. - Czy to przejcie moe, oznacza, e nasza dzika wsp-
pracuje z tutejszym Zodziejem? - zapyta Regin. Sonea spojrzaa na Cery'ego. - J eli to ona
jest owc Zodziei, to wtpi. Ale jeli nie jest, to posiada umiejtnoci, ktre kady
Zodziej uznaby za bardzo przydatne. Innymi sowy, ona uwaa to za dowd, e dzika nie
jest owc Zodziei, pomyla Cery.
Regin zajrza do tunelu, wytajc wzrok. Przez chwil wygldao na to, e chce wej do
rodka, ale w kocu cofn si i wyprostowa.
- Myl, e ona dawno std odesza. Jaki nastpny ruch radzisz, Cery? - zapyta.
Cery spojrza na niego z zaskoczeniem. Nie zdarzao si czsto, eby mag pyta go o zdanie,
- Zgadzam si, e macie mae szanse na znalezienie jej w tunelach, - Wycign rk i
przestawi cegy na miejsce. - J eli ona nie zorientuje si, e bylimy w jej pokoju, moe
nada wykorzystywa- go jako wejcie do tuneli, Musimy si postara- , eby
wszystko tu wygldao dokadnie tak, jak kiedy weszlimy. Wystawi tu obserwatorw
i dam wam zna, jeli ona wrci.
- A jeli si zorientuje? - spyta Regin.
- Wtedy pozostaje nam nadzieja, e kolejny ut szczcia nas do niej doprowadzi.
Regin potakn i spojrza na Sone. Wzruszya ramionami.
- Niewiele wicej moemy teraz zrobi- . J eli ktokolwiek jest w stanie j znale- , to
tylko Cery.
Cery poczu si mile poechtany, ale natychmiast pojawio si te niemie zmartwienie, e
Sonea moe si myli. Zauway dzik przez przypadek Ponowne jej znalezienie moe wcale
nie by atwe. Caa czwrka przez chwil krcia si po pokoju, sprawdzajc, czy wszystko
jest na swoim miejscu, po czym wysza t sam drog, ktr wesza. Sonea zaryglowaa
frontowe drzwi magi. Wymknli si tylnymi drzwiami. Kiedy ponownie znaleli si na
gwnej ulicy wymienili spojrzenia, ale nic nie mwili. Dwoje
magw unioso rce na poegnanie, zanim si oddali. Cery i Gol wrcili do pustego domu
sklepikarza. - C za rozczarowanie - odezwa si Gol.
- Owszem - przytakn mu Cery, - Mylisz, e dzika wrci?
- Nie. Zapewne miaa zabezpieczenie, ktre jej powie, e kto by w odwiedzinach.
- Co teraz moemy zrobi?
- Obserwowa i mie nadziej, e si myl. - Rozejrza si po pokoju. I dowiedzie si, kiedy
wraca waciciel tego domu. Nie chcemy wystraszy na mier ani jego, ani jego rodziny,
wic niech nie zastan Zodzieja w swoim domu.
Nadzorca niewolnikw wyglda na zaskoczonego widokiem Dannyla i Achatiego, ale
szybko rzuci sie przed nimi na ziemi, jego zaskoczenie nie wynikao z wizyty potnego
Sachakanina i kyraliaskiego maga. W majtku spodziewano si albo ich samych, albo
kogo innego. Przyjechalicie szybciej, ni si spodziewalimy - powiedzia postawny
mczyzna, kiedy ashaki Achati wyjani, e szukaj zbiegej niewolnicy i Kyralianina w
stroju niewolnika.
Widziae t par? - spyta Achati,
- Tak. Dwie noce temu. Jeden z niewolnikw podejrzewa, e mog to by- ludzie,
przed ktrymi nas ostrzegano, ale kiedy zamierzalimy ich przesucha- , oni ju uciekli.
- Szukalicie ich?
- Nie. - Mczyzna pochyli gow. - Ostrzeono nas, e to magowie i e tylko magowie
mog. ich schwyta.
- Kto was ostrzeg?
- Nasz pan w licie.
- Kiedy nadszed list?
- Dzie przed pojawieniem si tu tej pary,
Achati zerkn na Dannyla z uniesionymi w niedowierzaniu brwiami. J eli ashaki Tikako nie
wysa tego listu, to kto to zrobi? Dannyl poczu, e serce mu zamiera. Zdrajcy. Musz by
wietnie zorganizowani, skoro potrafi tak szybko wysya takie listy do wiejskich
posiadoci.
- Kiedy wysalicie do swojego pana list z informacj o pojawieniu si tej dwjki?
- Dwie noce temu,., zaraz po tym, jak znikli,
Achati odwrci si do Dannyla,
- Jeli Tikako tu jedzie, to nie dotrze przed jutrem, nawet jeli podruje konno, a nie
powozem. Obawiam si, e musimy na niego poczeka. Nie mam prawa czyta myli
cudzych niewolnikw.
- A masz prawo ich przesucha! - spyta Dannyl.
Mag zamyli si.
- Nie istnieje zwyczaj ani prawo, ktre by mi tego zakazywao. Ani tobie.
- W takim razie przesuchajmy ich.
Achati umiechn si.
- Zrobimy to twoim sposobem? Dlaczego nie? - Zamia si. Jeli nie masz nic przeciwko,
chtnie poobserwuj i naucz si czego od ciebie. Nie wiedziabym, jakich uy sztuczek,
eby zmusi niewolnikw do wyjawienia wicej, niby chcieli.
- Nie potrzeba adnych szczeglnych sztuczek - zapewni go Dannyl
- Kogo chcesz przesucha na pocztek?
- Tego tutaj, a potem kadego, kto widzia Lorkina
i Tyvar. A przede wszystkim tego niewolnika, ktry widzia ich i uzna, e to wanie przed
nimi byli ostrzegani.
- Dannyl wycign notatnik i spojrza na nadzorc niewolnikw, - Przydaby mi si pokj...
nic wystawnego, gdzie mgbym ich przesuchiwa na osobnoci, tak eby inni nie
podsuchiwali.
Mczyzna niepewnie wodzi wzrokiem od Dannyla do Achatiego.
- Zorganizuj to - rozkaza Achati. Kiedy niewolnik pospiesznie si oddali, Sachakanin
umiechn si krzywo do Dannyla. - Naprawd musisz nauczy si wyraa swoje yczenia
w formie rozkazw, Ambasadorze.
- Ty masz tu wicej wadzy - odpar Dannyl. - A ja jestem cudzoziemcem. Prba przejcia
steru byaby z mojej strony nieuprzejmoci.
Achati spojrza na niego w zamyleniu, po czyni wzruszy ramionami. - Pewnie masz racj.
Nadzorca niewolnikw powrci i poprowadzi ich do wntrza zabudowa, do niewielkiego
pokoiku, w ktrym pachniao zboem. Podog pokrywa drobny py z widocznymi
zagbieniami od mioty. W promieniach soca wpadajcych przez pooone wysoko okno
taczyy drobinki kurzu. Pod oknem ustawiono dwa krzesa.
- No, z pewnoci nie jest to nic wystawnego - powiedzia Achati, nie ukrywajc
rozbawienia. - Gdzie twoim zdaniem powinnimy ich przesuchiwa?- spyta Dannyl;
Achati westchn.
- Myl, e przepytywanie ich w pokoju pana byoby naduyciem, a pokoje gocinne dayby
jasno do mienia, e nie mamy tu prawdziwej wadzy. Nie, myl, e to jest waciwe miejsce.
Podszed do jednego z krzese i usiad.
Dannyl zaj drugie krzeso i wezwa nadzorc niewolnikw. Mczyzna opowiedzia im,
jak dwoje niewolnikw przybyo pustym wozem, chopak zdecydowanie nowy i na dodatek
zbyt wty na niewolnika od dostaw, a kobieta rzekomo po to, eby pokazywa ma drog.
Kiedy adowali wz, jedna z niewolnic kuchennych zasugerowaa mu, e to moe by ta
para, przed ktr zostali ostrzeeni. Zaproponowaa dodanie rodka nasennego do ich
jedzenia, poniewa bd mniej niebezpieczni, jeli zasn.
Dannyl musia dobrze kry oburzenie na wzmiank o zatrutym jedzeniu. Na szczcie Lorkin
i Tyvara nie wpadli w t zasadzk. Wymknli si.
Nastpna przesuchiwana kobieta podejrzewaa, e przybysze nie s tymi, za ktrych si
podaj, Kiedy wesza do pomieszczenia, Dannyl zauway, e ma przenikliwe spojrzenie,
aczkolwiek zerkna na niego tylko przelotnie, zanim pochylia gow i rzucia si na ziemi.
Kaza jej wsta, a ona nie podnosia wicej wzroku.
J ej zeznania zgadzay si i tym, co usyszeli od nadzorcy, wcznie ze szczegami listu
ostrzegajcego przed dwjk niebezpiecznych magw udajcych niewolnikw.
Co sprawio, e uznaa, e to mog by poszukiwani? - spyta Dannyl.
- Wygldali tak, jak ich opisano. Wysoki mczyzna
z blad skr i nisza od niego Sachakanka.
Blad skr? Dannyl zachmurzy si. Nadzorca niewolnikw nie wspomnia o skrze
Lorkina, a powinno to by wystarczajco nietypowe, eby to zauway. Moment... czy
kobieta, ktr uleczyem w domu Tikako, nie wspomniaa e skra Lorkina bya zabarwiona?
Czyby barwnik si zmy, czy te ta kobieta podawaa mu informacje, ktrych jej zdaniem si
spodziewa? Wysoki, niska, mczyzna, kobieta... to nie s cechy ktre wyrniyby ich
spomidzy niewolnikw. Czemu uznaa, e s inni?
Oczy kobiety, mimo e skierowane w ziemi, rozbysy.
- To, jak si poruszali, jak rozmawiali. J akby nie przywykli do wykonywania rozkazw.
A wic nie bledsza skra. Dannyl milcza przez chwil, zapisujc jej odpowied i
zastanawiajc si, o co dalej j zapyta. Moe nadszed czas na bardziej bezporednie pytania.
- Niewolnica, z ktr rozmawiaem kilka dni temu, uwaaa, e kobieta naley do Zdrajcw i
e oni zamierzaj zabi mczyzn, ktrego uprowadzia. Mylisz, e to prawdopodobne, e
go zabij?
Kobieta ani drgna, odpowiadajc. - Nie. Czy syszaa o Zdrajcach?
- Tak. Kady niewolnik sysza.
- Dlaczego uwaasz za mao prawdopodobne, eby Zdrajcy chcieli zabi tego czowieka?
- Bo gdyby chcieli, eby nie y, dawno by go zabili, za-miast go porywa.
- Co w takim razie twoim zdaniem zamierzaj z nim zrobi?
- Jestem tylko niewolnic. Nie wiem.
- A co inni niewolnicy sdz w tej sprawie? Milczaa przez chwil i na moment uniosa
gow, zanim j znw opucia, jakby powstrzymywaa ch spojrzenie na Dannyla.
- Syszaam, e niektrzy mwi - zacza powoli - e ta kobieta jest morderczyni. e
Zdrajcy chcieliby, eby bycie j schwytali.
Dannyl poczu dreszcz. Tyvara zabia niewolnic. A jeli to ta niewolnica bya Zdrajczyni, a
nie Tyvara?
- Kto tak mwi? - spyta,
- N-nie pamitam,
- Czy s tu niewolnicy, ktrzy prdzej ni inni powiedzieliby co takiego?
Zawahaa si, po czym pokrcia gow, - Wszyscy niewolnicy plotkuj.
Po kilku kolejnych pytaniach wiedzia ju, e wicej z niej nie wycignie. Powiedziaa
wszystko, co zamierzaa powiedzie, a jeli ukrywaa jakie informacje, to nie wy- dobdzie
ich z niej dobrowolnie. Odesa j.
Zao si, e ona wie wicej. No i ta wzmianka o bladej skrze Lorkina. Chciaa, ebym mia
pewno, e on tu by. Co ma sens, jeli prawd jest ta pogoska, e Zdrajcy chc, ebym
odnalaz Tyvar i Lorkina.
Ale to rwnie dobrze moga by zmyka. A jednak niewolnica, ktrej pomg w domu
Tikako, powiedziaa prawd. Tyvara i Lorkin przyjechali do tej posiadoci.
Co jeli Zdrajcy chcieli, eby odnalaz zbiegw? Zrobi, co w ich mocy, ebym ich znalaz.
Aczkolwiek nie wyobraam sobie, eby Tyvara daa nam si zapa bez walki. No i musimy
by przygotowani na reakcj Lorkina. Moliwe, e, przekonaa go do ucieczki z ni - moe
nawet go uwioda - i on bdzie si opiera.
Bardzo chcia wierzy w rozsdek Lorkina, ale zna krce po Gildii plotki, e modzieniec
ma sabo do adnych i inteligentnych kobiet. To, e by synem Czarne- go Maga Sonei i
zmarego Wielkiego Mistrza Akkarina,
nie oznaczao, e odziedziczy po nich rozsdek. Ten przychodzi dopiero z dowiadczeniem,
Wynika z bdw, decyzji i nauki z ich rezultatw.
Mam tylko nadziej, e to nie jest powany bd. Wola- bym w konsekwencji raczej czego
si nauczy, ni spdzi reszt ycia w Sachace w obawie przed tym, co mogaby mi zrobi
Sonea, gdybym wrci do Gildii.
Lorkin byby skonny uwaa, e niewolnik i niewolnica maszerujcy w rodku nocy wiejsk
drog wydadz si podejrzani, ale ci nieliczni niewolnicy, ktrych minli po drodze, ledwie
zwrcili na nich uwag. Raz min ich powz, a Tyvara sykna co o tym, e pewnie jecha
nim mag albo ashaki, ale kazaa mu tylko usun si z drogi i trzyma spuszczon gow.
- Jeli ktokolwiek zapyta, zostalimy wysani do pracy w majtku ashakiego Catiki -
powiedziaa mu. J estemy oboje domowymi niewolnikami. Wdrujemy noc poniewa
mamy by na miejscu jutro wieczorem, a to oznacza, e musimy i dzie i noc.
- Ashaki Catika jest znany z a takiego okruciestwa?
- Wszyscy sachakascy magowie s tacy.
- Musz by jacy dobrzy magowie,
- Niektrzy traktuj swoich niewolnikw lepiej ni inni, ale oglnie trzymanie ludzi w
niewoli jest okruciestwem, wic nie nazwaabym adnego z nich dobrym. Gdyby byli
dobrzy, wyzwoliliby niewolnikw i paciliby tym, ktrzy chcieliby zosta i pracowa dla
nich. - Spojrzaa na niego. - Tak jak jest w Kyralii. - Nie wszyscy Kyralianie s dobrzy dla
swoich sucych - powiedzia jej Lorkin.
- Ale przynajmniej ci sucy mog odej i znale innego pracodawc.
-Mog, ale to nie jest takie proste, jak si wydaje. Praca sucego jest bardzo poszukiwana,
wic kto, kto opuci swojego pana, moe mie- problem ze znalezieniem zatrudnienia
gdzie indziej. Domy maj zwyczaj zatrudnia sucych pochodzcych z tej samej rodziny, a
nie tych, ktrych nie znaj. Oczywicie sucy moe poszuka innej pracy, na przykad zaj
si rzemiosem, ale wtedy bdzie musia rywalizowa z rodzinami, ktre uprawiaj je od
pokole.
- Uwaasz wic, e niewolnictwo jest lepsze?
- Nie. Zdecydowanie nie. Mwi tylko, e alternatywa nie jest atwa. Jak Zdrajcy traktuj
swoich sucych?
- Wszyscy jestemy sucymi. Tak samo jak wszyscy jestemy Zdrajcami - wyjania
Tyvara. - To nie jest tytu, jak ashaki" czy mistrz". To okrelenie grupy ludzi,
- Ale nie nacji?
- Nie. Jestemy Sachakanami, cho rzadko tak siebie okrelamy.
- A zatem nawet magowie wykonuj prace sucych? Sprztaj i gotuj?
- I tak, i nie. - Tyvara skrzywia si lekko. - Z pocztku tak miao by. Ze wszyscy bd
wykonywa takie same prace. Zdrajca mia w jednej chwili my brudne naczynia, a zaraz
potem gosowa w wanych sprawach, jak chociaby zasiewy. Ale to nie dziaao. Podjto
kilka zych decyzji, poniewa ludzie, ktrym brakowao inteligencji lub wyksztacenia, eby
zrozumie konsekwencje, wybierali niewaciwie. Wtedy zaczlimy wymyla testy, eby
ocenia zdolnoci udzi i pomaga je rozwija po to, eby konkretne zadania wykonyway
osoby do tego przygotowane. Chocia oznaczao to, e nie wszyscy bd robi to samo, i tak
byo lepsze od niewolnictwa. Nikt nie jest zmuszany do wykonywania konkretnych zada ani
te nie odbiera si mu moliwoci robienia czego, do czego ma talent, ze wzgldu na nisk
pozycj rodziny, pod warunkiem e wypenione zostaj zadania zwizane i utrzymywaniem
domw i wyywieniem ludzi.
- Brzmi wspaniale - zauway Lorkin. Wzruszya ramionami.
- Zazwyczaj dziaa, ale jak kady system nie jest doskonae. S wrd nas magowie, ktrzy
woleliby spdza czas na narzekaniu i manipulowaniu innymi, zamiast marnowa-
magi na uprawianie pl czy podgrzewanie piecw.
- Wikszo magw Gildii by si z nimi zgodzia. Ale my pracujemy dla ludzi na inne
sposoby. Pomagamy utrzyma czyst wod w porcie. Budujemy mosty i inne konstrukcje.
Bronimy kraju. Leczymy chorych i ra...
Spojrzenie, ktre mu rzucia, zmrozio mu krew. Z pocztku z jej oczu wyzieraa gwnie
dzika wcieko, potem pojawia si zmarszczka zmartwienia, w kocu Tyvara odwrcia
gow.
- Co si stao? - zapyta,
- Kto si zblia - odpara, wpatrujc si w cienie na drodze przed nimi, - Kady, kogo
mijamy, moe by Zdrajc. Nie powinnimy rozmawia. Kto mgby pod- sucha i
domyli si, kim jestemy.
Zbliajcy si czowiek okaza si kolejnym niewolnikiem. Od tej chwili Tyvara nie
odzywaa si, a ilekro Lorkin usiowa zacz rozmow, kazaa mu si uciszy. Kiedy niebo
zaczo si rozjania, rozejrzaa si po okolicy, podobnie jak poprzedniego ranka, i w kocu
zesza z drogi midzy rzadkie drzewa, ktre ledwie zasaniay rozdzielajcy pola murek.
Poprzedniego dnia ukryli si w gstych kujcych krzakach. Te drzewa nie wyglday na to,
eby miay zapewni im schronienie. Tyvar wpatrywaa si w ziemi. Lorkin poczu
wibracje, po czym usysza dziwny, rozdzierajcy dwik, po ktrym nastpio co
pomidzy hukiem a trzaskiem. Zza murku podniosa si chmura pyu, a powietrze wypenio
si zapachem kurzu i wiru. Pod ich nogami ziaa dziura.
- Wa - powiedziaa Tyvara, wskazujc na otwr.
- Tam? - Lorkin przykucn i zajrza w ciemno. - Zamierzasz pogrzeba mnie ywcem?
- Nie, gupi Kyralianinie - burkna. - Usiuj ukry nas oboje. Wa do rodka, zanim kto
nas zobaczy.
Pooy rce po obu stronach dziury i opuci nogi. Nie siga dna. Perspektywa upadku w
ciemno nie podobaa mu si, przywoa wic iskierk wiata. Owietlia pust jam pod
ziemi, ktrej nierwne dno znajdowao si niedaleko pod jego stopami. Zeskoczy i
przykucn, eby nie uderzy gow w sufit", kiedy przesun si dalej do rodka.
J ama bya kulista i znajdowaa si gwnie pod murkiem. Przez dwa otwory byo wida
krgi janiejcego nieba nad polem: przez jedn z tych dziur Lorkin dosta si do rodka,
przez drug musiaa wylecie ziemia. Wntrze jamy Tyvara niewtpliwie zabezpieczya
magi przed
zawaleniem si. .
Tyvara zeskoczya tu koo niego i natychmiast zwina si w kucki naprzeciwko niego.
Przestrze bya maa dla dwojga ludzi, wic jej nogi otary si o jego. Mia nadziej, e
budzce si, w nim zainteresowanie nie bdzie widoczne. J ej oczy napotkay na moment jego
spojrzenie, po czym westchna i odwrcia wzrok.
- Przepraszam, ze tak na ciebie krzyczaam. Musi ci by ciko mi zaufa.
Umiechn si aonie. Problem w tym, ze chc jej zaufa. Powinien podawa w wtpliwo
kady jej ruch, zwaszcza po tym, co mi powiedziaa tamtej nocy. No dobra, prbuje, ale
ilekro zaczynam mwi, cos si dzieje i ona przestaje si do mnie odzywa. Tyvara patrzya
na niego przepraszajcym wzrokiem. Moe powinienem jeszcze raz sprbowa.
- Nie ma problemu. Ale dzi w nocy nie po raz pierwszy ci zdenerwowaem. Co takiego
powiedziaem, kiedy rozmawialimy o sucych i Zdrajcach wieczorem, co cie tak
zirytowao? zapyta otwara szeroko oczy, po czym zacisna usta w wyrazie niechci.
Myla, e mu odpowie, ale ona tylko potrzsna gow.
- W kocu bd musiaa ci wytumaczy. Skrzywia si, wbijajc wzrok we wasne kolana.
Wiele lat temu moi ludzie zauwayli, ze jeden z wczcych si po pustkowiu ichanich ma
dziwnego niewolnika. Znw na moment podniosa na niego wzrok, ale szybko go
odwrcia. Twojego ojca.
Lorki poczu dreszcz na skrze . Mimo e zna te opowie, jego matka niechtnie
opowiadaa o tym epizodzie z ycia ojca.
- Obserwowali do przez duszy czas i w kocu zdali sobie spraw, e ten niewolnik jest
magiem z Gildii cigna tymczasem Tyvara. Byo to dziwne, poniewa, jak zapewne
wiesz , Sachakanie nie dopuszczaj niewolnikw do wiedzy magicznej. J eli niewolnik
samorzutnie rozwija moc, zabijaj go. Wzicie w niewol cudzoziemskiego maga zwaszcza
z Gildii stanowio niebezpieczna ekstrawagancje. Ale to nie by zwyky ichani. By sprytny
i ambitny. Obserwujc ich, moi ludzie zorientowali si, e twj ojciec nie zna wyszej magii.
A pewnego dnia crka przywdczyni moich ludzi ciko zachorowaa i wkrtce stao si
jasne, e jest umierajca. Przez lata usiowalimy sami pozna tajemnic tej choroby, ale nie
udawao si nam. Nasza przywdczyni wysaa swojego czowieka, eby spotka si z twoim
ojcem i zaproponowa wymian. Twarz Tyvary spochmurniaa. Ta kobieta miaa nauczy
go wyszej magii w zamian za magi uzdrowicielsk.
Podniosa na niego wzrok. Lorki odpowiedzia spojrzeniem. Matka ani tez nikt w Gildii nigdy
nie wspominali, e ojciec zgodzi si na jak wymian za czarna magi.
- I co dalej? zapyta.
- Zgodzi si.
- Niemoliwe on nie mg tego zrobi! wybuchn Lorkin.
Tyvara zmarszczya brwi.
- Dlaczego?
- Bo ba tak decyzj mog podj jedynie Starsi Magowie. A i to zapewne tylko za zgod
Krla. Oddanie tak cennej wiedzy innej nacji ludziom spoza Krain Sprzymierzonych to
zbyt ryzykowne. Poza tym musielibymy uzyska cos w zamian.
- Wysz Magie przypomniaa mu.
- Czego oni by nigdy nie przyjli. To jest - Urwa. Przyznanie, e czarna magia jest
zakazana, byoby wy- jawieniem najwikszej saboci Gildii. - Ta decyzja nie naleaa do
niego. Tyvara wykrzywia usta w wyrazie dezaprobaty, - A jednak zgodzi si na tak
wymiany - powiedziaa. Zgodzi si przyj do naszego domu i nauczy nas uzdrawiania...
ktrego, jak powiedzia, nie da si nauczy w jednej chwili - jak wyszej magii. Nauczylimy
go wic wyszej magii, ktrej uy, eby zabi swojego pana. A potem znikn, wrci do
Imardinu, amic swoj obietnic. Crka naszej przywdczym umara.
Lorkin nie by w stanie spojrze w jej oskarycielskie oczy. Wbi wzrok w ziemi, wzi do
rki gar wiru i przesypa go miedzy palcami.
- Rozumiem gniew twoich ludzi - powiedzia sabym gosem.
Wzia gboki oddech i odwrcia wzrok. - Nie wszyscy go czuj. Jedna z naszych udaa si
pniej do Imardinu, kiedy stao si jasne, e brat byego pana twojego ojca szykuje si do
inwazji na Kyrali. Odkrya, e ten ichani od jakiego czasu wysya szpiegw do Imardinu i
e twj ojciec zabija ich w tajemnicy. By moe dlatego wrci do domu, e odkry
zagroenie ze strony brata swojego pana. Albo te - uzna, e rozumiecie, i musi przekona
Gildi, eby pozwolia mu nauczy was uzdrawiania, zanim wrci.
Spojrzaa na niego.
- Mylisz, e tak mogo by? Lorkin potrzsn gow. - Nie - Nie mg im opowiedzie o
was, nie wyjawiajc, e... - e nauczy si czarnej magii - e by tu niewolnikiem.
- Zama obietnic z powodu uraonej dumy? - W jej gosie brzmiaa dezaprobata, cho nie
tak silna, jak spodziewa.
Moe Tyvara rozumiaa, dlaczego jego ojciec niechtnie dzieli si t opowieci.
- Wtpi, eby to by jedyny powd powiedzia. - Wyjawi prawd, kiedy bya taka potrzeba.
A dokadniej, wychodzi na to, e cz prawdy - doda,
- C - odrzeka, wzruszajc ramionami. - Jakikolwiek mia powd, nie dotrzyma obietnicy.
Cz- z moich ludzi... ta frakcja, o ktrej ci wspominaam... chce ci za to ukara.
Umiechna si krzywo w odpowiedzi na jego przeraone spojrzenie. Dlatego nasali na
ciebie Riv, sprzeciwiajc si rozkazom naszej przywdczyni. Ale wikszo z nas chce by
wierna zasadzie, e jestemy lepsi od naszych barbarzyskich kuzynw z Sachaki. Nie
karzemy dziecka za zbrodnie rodzicw.
Lorkin odetchn z ulg.
- Mio to sysze. .
Umiechna si.
- Raczej dajemy im szans naprawienia bdw.
- Ale co ja mog zrobi? J estem tylko asystentem Ambasadora. Nie znam nawet wyszej
magii.
Tyvara spowaniaa.
- Mgby nauczy nas uzdrawiania.
Przez chwil patrzyli na siebie w milczeniu. W kocu ona spucia, wzrok.
- Ale, jak ju powiedziae, nie masz prawa da nam tej wiedzy. Pokrci gow.
- Czy mgbym zrobi cokolwiek innego? - spyta przepraszajcym tonem. Zamylia si, nie
odrywajc wzroku od ziemnej ciany. - Nie. - Wykrzywia usta. - To nic nie da.
Uniemoliwialimy drugiej frakcji zdobycie szerszego poparcia poprzez goszenie idei, e ty
moesz nam da to, co obieca nam twj ojciec. Kiedy moi ludzie zorientuj si, e nie
dostaniemy od ciebie uzdrawiania, poczuj rozczarowanie. I gniew. - Pochylia gow, -
Moe lepiej, ebym ci tam nie zabieraa, Moe powinnam ci odesa do domu.
- Nie jestem ci tam potrzebny, eby zawiadczy, e Riva usiowaa mnie zabi wbrew
rozkazom? - zapyta.
- To by mi pomogo.
- Czy jeli udam si do Azylu, eby przemwi w twojej obronie, polepszy to moj opini
wrd twoich ludzi?
Przygldaa mu si ze zmarszczonymi brwiami. -Tak... ale...
Rozmylajc nad tym, Lorkin czu sprzeczne emocje, Miaem nadziej, e pjd do jej domu i
dowiem si czego o jej ludzie... dowiem si, co wiedz o magicznych kamieniach. Co si z
ni stanie, jeli tam nie pjd? Zabia w mojej obronie jedn ze swoich. Mimo e Riva
zamaa rozkazy, oni i tak mog ukara Tyvar. Moe nawet skaza j na mier. Ucieczka do
domu nie wydaje si waciwa, skoro ona moe zapaci yciem za ocalenie mojego. No i nie
bardzo widz moje szanse na powrt do domu samemu lub z pomoc Dannyla - jeli
posugujcy si czarn magi Zdrajcy w caej Sachace bd usiowali mnie zabi.
- W takim razie udam si z tob do Azylu. Zrobia wielkie oczy.
- Jeste pewny? Wzruszy ramionami.
- Jestem asystentem Ambasadora. Nie samym Ambasadorem, ale do moich zada naley
pomaga mu w nawizywaniu i utrzymywaniu przyjaznych stosunkw midzy Kyrali a
Sachak. Skoro okazuje si. e istnieje cz Sachaki, z ktr dotychczas nie nawizalimy
przyjacielskich stosunkw, to moim obowizkiem jest to nadrobi.
Gapia si teraz na niego z otwartymi ustami, ale czy ze zdumienia, czy niedowierzania, bo
mwi jak zupeny gupiec, tego nie by pewny.
- A poniewa mj poprzednik zrobi tak fatalne wraenie na twoich ludziach, jest niezwykle
istotne, ebym uczyni, co w mojej mocy, by poprawi wizerunek Gildii i Kyralian - cign.
Nagle poczu oszaamiajcy przypyw natchnienia. - Moemy te omwi moliwo
negocjacji wymiany wiedzy magicznej, tym razem z udziaem odpowiednich osb i
zachowaniem formalnoci.
Tyvara zacisna usta i przez moment wpatrywaa si w Lorkina z napiciem, na ktre by w
stanie odpowiedzie jedynie gupkowatym, penym nadziei umiechem. Nastpnie odrzucia
gow do tyu i wybuchnea miechem. Jego dwik ponis si echem po jamie i Tyvara
szybko zakrya usta doni.
- J este szalony - powiedziaa, kiedy przestaa skrca si ze miechu. - Na twoje szczcie
jest to szalestwo, jakie lubi. J eli naprawd chcesz ryzykowa yciem, przychodzc do
Azylu, czy to aby mnie broni czy te prbowa przekona moich ludzi, eby dali ci co w
zamian za umiejtno, ktra ich zdaniem ju im si naley., to samolubnie uwaam, e nie
powinnam ci zniechca.
Wzruszy ramionami.
- Tyle tylko mog zrobi. Za to, e uratowaa mi ycie. Za to, e twoi ludzie uratowali ycie
mojego ojca. Wemiesz mnie z sob?
- Tak. - Umiechna si ponuro. A jeli mi pomoesz, to zrobi wszystko, co w mojej mocy,
eby pomc ci przey na miejscu.
- Bd wdziczny.
Spojrzaa na niego, jakby zamierzaa co jeszcze powiedzie, ale odwrcia wzrok.
- C, najpierw musimy si tam dosta, To duga droga. Lepiej si przepijmy.
Patrzy, jak zwija si na ziemi, kadc jedn rk pod gow, po czym pooy si sam. Nie
sposb byo znale wygodn pozycj na nierwnym gruncie, wic w kocu uoy si tak
samo jak ona, kulc si na boku plecami do niej. Czu ciepo jej ciaa. Nie, nie myl o tym, bo
nigdy nie zaniesz.
- Moesz zgasi to wiato? spytaa.
- Mog je tylko przyciemni? - Perspektywa przebywania pod ziemi w cakowitej
ciemnoci nie podobaa mu si.
- Skoro musisz. Zmniejszy iskierk, a ledwie owietlaa ich oboje. Potem wsucha si w
rytm jej oddechu, czekajc na powolne, gbokie oddechy charakterystyczne dla snu.
Wiedzia, e jest zanadto wiadomy bliskoci jej ciaa, eby zasn, Ale by bardzo
zmczony.,.
Wkrtce odpyn w dziwaczne sny, w ktrych szed drog z ziemi tak mikkiej, e musia w
niej brodzi, podczas gdy Tyvara, lejsza i zwinniejsza, ledwie zostawiaa w niej lady i
coraz bardziej si od niego oddalaa,..

ROZDZIA 20


SPRZYMIERZECY I WROGOWIE


Na ulicy poniej, po jej drugiej stronie, jaki mczyzna zatrzyma si i spojrza ku grze w
okno. Cery mia ochot zej z widoku. Ale byo ju za pno, eby pozosta
niezauwaonym, a ruch tylko by potwierdzi, e nie powinien si tam znajdowa.
- Oj - mrukn Gol. - To sklepikarz z ssiedztwa.
- Chyba si domyli, e jego ssiad ma nieproszonych goci.
Mczyzna odwrci wzrok i utkwi go w ziemi, Chwil pniej wyprostowa ramiona i
przeszed przez ulic, kierujc si ku sklepowi. Rozlego si gone pukanie.
Gol wsta.
- Pozbd si go.
- Nie. - Cery wyprostowa si, - Ja si tym zajm. Zosta i obserwuj dalej. Jak on ma na
imi?
- Tevan.
Gol usiad ponownie, mruczc, co o stracie czasu. Pewnie ma racj, pomyla Cery. Dzika
nie wrci. Ale moemy mimo wszystko pilnowa budynku, bo wyjdziemy na gupcw, jeli
si mylimy i ona jednak wrci. A poza tym nie mamy adnych innych ladw.
Wyszed z pokoju na klatk schodow i zszed na parter. Wchodzc do samego sklepu,
rozejrza si wok z zain- tresowaniem. Zawsze uywali tylnych drzwi, wic nigdy wczeniej
tu nie by. Pomieszczenie byo pene piknych czarek glinianych. Cery zamruga, przyjrza si
dokadniej i zamia si. To wszystko byy miednice, pomalowane w pikne wzory lub
rzebione niczym wazony czy zastawa stoowa. Przez matowe szko widzia skulon sylwetk
sklepikarza w ssiednim pomieszczeniu. Ten czowiek prawdo- podobnie obieca mie oko na
sklep i dom ssiada i czu si zobowizany stawi czoa intruzom. Martwi si te zapewne, i
najprawdopodobniej tego poauje Drzwi wejciowe byy zamknite, ale klucza nie byo w
zamku ani te w adnym oczywistym schowku w pobliu. Cery poczu rozbawienie na myl
e musi si wamywa. Kiedy upora si z zamkiem, otworzy drzwi, umiechn si do
sklepikarza i wysili si na ten afektowany akcent, ktrym sprzedawcy lubi robi wraenie
na bogatych klientach. Sklep jest zamknity, bardzo mi przykro. Cery uda, e co mu si
przypomina. - Ale ty o tym wiesz, prawda? Ty jeste... Tevan? Prowadzisz ssiedni sklep,
zgadza si? Mczyzna by redniego wzrostu i mia nadwag charakterystyczn dla
czowieka w rednim wieku, ktry od dawna nie musia obej si bez obiadu - jeli w ogle
kiedykolwiek mu si to zdarzyo.
- Kim jeste i co robisz w domu Wendela? - zapyta.
- Jestem jego kuzynem, mam na imi Delin. Wynajem ten dom na tydzie.
- Wendel nie ma kuzynw. Nie ma rodziny, Wiem to od niego. Kuzynem drugiego stopnia,
wenionym - wyjani Cery. - Nie uprzedzi ci, e si tu zatrzymam? - Zmarszczy brwi w
udanym zdumieniu. Umwilimy si w ostatniej chwili.
.. Nie mwi,. A tego rodzaju informacji nie zapomniaby mi przekaza. - Tevan zmruy
oczy, po czym cofn si o krok. - Zaraz wezw Gwardi, Jeli kamiesz, lepiej, eby
zmyka, pki czas. - Odwrci si i zrobi krok.
- Gwardzici narobi tobie i Wendelowi wicej kopotw, ni ja jestem w stanie -
powiedzia Cery, zarzucajc afektowany akcent i wkadajc w swj gos lekki zapiew ze
slumsw. - Zaczn przeszukiwa cae wntrze i rozbija przedmioty, usiujc znale
dowody naszej obecnoci tutaj, a potem oznajmi, ze wszystko zmylie. Moe lepiej
zaatwmy to midzy sob.
Tevan przystan i zerkn na Cery'ego z niepokojem.
- Potrzebuj tego mieszkania na tydzie, moe krcej - powiedzia Cery. - Wendel nawet nic
zauway, e tu byem. Gdyby by na miejscu, chtnie bym mu zapaci, ale nie ma go.
Sign w poy paszcza, ukazujc na moment rkoje sztyletu, i wycign kilka zotych
monet, ktre trzyma w kieszeni na takie okazje.
Oczy sklepikarza rozbysy.
-Tydzie? - powtrzy, nie mogc oderwa wzroku od zota.
- Moe krcej.
Tevan podnis oczy na Cery'ego.
- Czynsze s wysokie w tej okolicy.
- Twj dom mgby by taszy - odpar Cery Tevan przekn lin. Spojrza ponownie na
monety, po czym przytakn. - Ile proponujesz?- P zotego za dzie - powiedzia Cery,
chowajc monety z powrotem do kieszeni. - Znajdziesz je pod swoimi tylnymi drzwiami,
kiedy sobie pjd.
Mczyzna skin gow, ale jego usta zacisny si w grymas niedowierzania. Nie
powiedzia jednak ani sowa. Zerkn natomiast na ulic. Co obserwujesz - powiedzia, -
Albo czekasz na kogo. Moe jestem w stanie pomc? - Masz nadziej szybciej si mnie
pozby? - zapyta Cery. Na twarzy mczyzny pojawio si zmieszanie. Nie, moe myli, e
to kolejny sposb na atwy zarobek. C, gdyby widzia w okolicy jakie podejrzane
sprawy... Tevan zmarszczy brwi.
- Jedna cudzoziemka zachowuje si dziwnie, Podobno wynajmuje piwnic od szewca. Nie
mamy pojcia, skd ona ma pienidze. Za stara i za brzydka, eby zosta tu dziwk, tak sobie
myl. Moja ona widziaa j na targu w wolny dzie, wrd sprzedawcw przypraw i zi.
Mylimy, e moe ona... nachyli si bliej i zniy gos - pomaga kobietom pozby si
niechcianych ciarw. Cery poczu, e przyspiesza mu puls, ale nie da tego po sobie pozna.
Tevan przyglda mu si wyczekujco. Nie interesuje mnie to powiedzia ze wzruszeniem
ramion. Co jeszcze?
- To czysta i uczciwa dzielnica. Jeli cokolwiek si tu dzieje, to w ukryciu. - Urwa. - Czy co
si dzieje?
Cery zaprzeczy. - Nic, o czym chciaby wiedzie. - Dobra. - Tevan odsun si o kolejny
krok. Powodzenia zatem. Dobranoc.
Mczyzna skin gow, odwrci si i ruszy do ssiedniego sklepu. Cery zamkn drzwi i
zaryglowa je, po czym wbieg na gr, przeskakujc po dwa schody. Na samym szczycie
zatrzyma si, eby zaapa oddech. Serce walio mu jak motem.
- Co si stao? - spyta Gol.
- Nic, Po prostu... nie jestem ju... mody jak kiedy - wydysza Cery, siadajc w fotelu. -
Powinienem wicej si rusza. Co z dzik?
- Nic.
- Kto zwrci uwag na ssiedzk wymian zda na dole?
- Raczej nie,.
- Dobrze, Jutro ktry z nas musi i na targ. Do sprzedawcw przypraw,
- Tak?
- Nasza dzika najwyraniej czsto ich odwiedza.
- To teren Skellina.
Cery zakl Gol mia racj. Wprawdzie niektrzy Zodzieje nie mieli nic przeciwko temu,
eby inni powszyli co nieco na ich terenie bez pozwolenia - dopki nie dotyczyo to ich
wasnych operacji- ale cz z nich bya temu bardzo przeciwna. Skellin nalea do tej czci.
- Wtpi, eby ci zabroni - powiedzia Gol
- Tak, ale eby dosta pozwolenie, bd musia wytumaczy, co robi. A wtedy on si
dowie, e nie prosiem go o pomoc w znalezieniu kogo, kogo uwaam za owc Zodziei,
cho obiecaem.
- Powiedz mu prawd: nie masz pewnoci i nie chciae zawraca mu gowy, dopki si nie
upewnisz.
- J eli uzna, e mog mie racj, bdzie chcia nam po- mc w poszukiwaniach - zauway
Cery.
- Pomoc moe si przyda - odpar Gol. Cery westchn.
- Moe. Ale co Sonea powie na zaangaowanie kolejnego Zodzieja?
Gol spojrza na niego powanie.
- Nie przejmie si tym, o ile uda si zapa dzik.
- A co powie Skellin na wspprac z Gildi?
- Nie bdzie mia wielkiego wyboru. - Gol umiechn si. - A z tego, co mwie o jego
zainteresowaniu magami, moe uzna to za wietn okazj.
Cery przyglda si przyjacielowi z namysem.
- Chcesz, ebym poprosi Skellina o pomoc, zgadza si? Gol wzruszy ramionami.
- Jeli ta kobieta jest owc Zodziei, chc j zapa jak najszybciej. Im wczeniej si jej
pozbdziemy, tym bdziesz bezpieczniejszy.
- Ty te.
Wielkolud rozoy rce.
- A co w tym zego?
- Hmmm. - Cery wyjrza na zewntrz i zobaczy pierwszych zapalaczy latar pojawiajcych
si na ulicy. Zapadaa ju ciemno. - Nic. Kiedy Skellin dowie si. e owca Zodziei moe
by magiem, uwiadomi sobie, e bdzie musia wsppracowa z Gildi. Nie zdoa zapa jej
ani zabi sam. - Pjdziesz si z nim zobaczy? Cery westchn. - Chyba nie mam wyboru.
Achati nie powiedzia ashakiemu Tikako o zamiarze zoenia mu wizyty w jego wiejskiej
posiadoci, poniewa mogoby to wskazywa na wstydliwy fakt, e ashaki nie
odczyta porzdnie myli swojej niewolnicy. Nie zamierza wic dodatkowo si narzuca,
pozostajc tam na noc. pojecha w zwizku z tym wraz z Dannylem do dalszej posiadoci,
nalecej do starszego ashakiego, i zada posiku oraz noclegu w imieniu Krla.
Starzec i jego ona najwyraniej nie przywykli do towarzystwa, tote niechtnie odgrywali
role gospodarzy. Zwyczaj jednak wymaga od nich przyjcia wysannika Krla. Achati
zlitowa si nad nimi, jedzc mao i szybko, a para zdecydowanie ucieszya si na wie, e
on i Dannyl s zmczeni i chtnie pjd wczenie spa.
Kiedy rozgocili si w zaoferowanych im pokojach, nie pooyli si od razu do ek, ale
usiedli, eby przedyskutowa to, czego si dowiedzieli.
- Skoro Zdrajcy chc, ebymy znaleli Lorkina, znajdziemy go - oznajmi Achati.
- Uwaasz, e maj takie siy i wpywy?
Sachakanin skrzywi si, kiwajc gow.
- Niestety tak. Wymykaj si nam od stuleci. Wielu poprzednich krlw usiowao si ich
pozby albo znale ich gwn siedzib, ale Zdrajcy tylko robi si skuteczniejsi. Krl
Amakira powiedzia mi kiedy, e moe lepiej byoby da im spokj, bo jest szansa, e
osabn, jeli nie bd mie wrogw.
Dannyl zamia si,
- To moe by prawda, ale wtpi.
- Dlaczego?
- J eli bd mie spokj i przestan gin w starciach. zao rodziny. Moe osabi swoje
umiejtnoci walki, ale bdzie ich wicej.
Achati zamyli si. W kocu bd mieli za duo osb do wyywienia. Wymr z godu. -
Umiechn si. - Moe wic Krl ma jednak racj.
Tylko jeli Zdrajcy pozostan w ukryciu. - Mylisz, e zostan zmuszeni do ujawnienia si?
Do ebrania o jedzenie?
- Mog te ujawni- si na inne sposoby. J ak silna jest wasza armia?
Achati parskn pogardliwie.
- Mniej wicej sto razy wiksza i silniejsza od ich armii. Wiemy, e ich gwna siedziba jest
w grach, gdzie ziemi jest marna, a warunki trudne. Nie s w stanie wyywi liczby ludzi
rwnej reszcie kraju, wtpi wic, eby ich armia moga dorwna naszej liczebnoci lub j
przewyszy. Dannyl pokiwa gow.
- Dlatego wanie dziaaj z ukrycia, w tajemnicy. Zastanawiam si... mylisz, e mogliby
obali pastwo samymi zabjstwami i manipulowaniem odpowiednimi osobami? Achati
spowania.
- To jest moliwe, ale gdyby wczeniej byli do tego zdolni, z pewnoci ju by to zrobili.
- A moe jeszcze nie trafia im si idealna okazja. To moe wymaga dodatkowych,
nadzwyczajnych okolicznoci.
Achati unis brwi.
- J ak sposobno uprowadzenia syna potnych magw Gildii?
- Mylisz, e to byoby do nadzwyczajne?
- Sachakanin pokrci z umiechem gow. Prba wywoania wojny midzy Kyrali a
Sachak to zbyt ryzykowne. Co jeli Kyralia by wygraa? Jeli oparlibymy si takim
knowaniom, zjednoczyli siy i wsplnie zaatakowali Zdrajcw? Gildia moe okaza si
skuteczniejsza w ich tropieniu ni my. Urwa na moment - Pki pamitam. Czy Gildia
odpowiedziaa ju na wiadomo o porwaniu Lorkina?
- Nie, Dannyl odwrci wzrok. Nie mog tego duej odkada . Achati zacznie si
zastanawia, czemu to tak dugo trwa. - Dobrze, e mi przypomniae... Musze to sprawdzi.
- Zostawi ci z twoimi sprawami. - Achati wsta - Ju pno, musz odpocz. Rano
powiesz mi, jak zareagowali,
- Oczywicie.
Kiedy drzwi zamkny si za Sachakaninem, Dannyl sign do kieszeni szaty i wyj krwawy
piercie Administratora Osena. Patrzy na niego przez chwil, przebiegajc w mylach
wszystkie znane sobie sposoby przekazywania zych wieci, eby wybra ten, ktry
wydawa mu si najwaciwszy.
Po czym wsun piercie na palec.
Sonea otwara drzwi swojego mieszkania i zdumiona zobaczya Administratora Osena
stojcego przed nimi z rk uniesion, eby zapuka. Zaskoczenie zniko z jego twarzy i mag
wyprostowa si.
- Czarny Magu Soneo - powiedzia. - Musimy porozmawia.
- Dobrze, udao nam si zasta- ci, zanim wysza do lecznic - doda inny gos.
Dostrzega Rothena, stojcego nieco z tyu obok Administratora. Natychmiast poczua, e
co j ciska w od-
ku a serce przypiesza. Znw to spojrzenie. Cos sie stao Lorkinowi...
- Wejdcie - Posiedziaa, cofajc si i kiwajc na nich niecierpliwie rk.
Osen wszed do rodka, Rothen za nim, Zamkna drzwi i zwrcia si wyczekujco w stron
Administratora. Ten przyglda si jej powanie.
- Musz przekaza ci, e twj syn... - Osen urwa, marszczc brwi. - Nie jestem pewny, jak to
okreli. Wyglda na to, e zosta uprowadzony.
Sonea poczua. e nogi si pod ni uginaj i caa chwieje si lekko. Rothen podszed do niej,
ale powstrzymaa go gestem. Wcigna gboko powietrze i zmusia si, eby stan prosto,
twarz do Osena.
- Uprowadzony? - powtrzya.
- Tak. Przez mod kobiet maga udajc niewolnic. Ambasador Dannyl mwi, e twj syn
mg pj z wasnej woli, ale nie jest tego pewny.
- Ach. - Sonea poczua zdradzieck, uwodzicielsk ulg- Kobiety. Dlaczego Lorkin zawsze
poknie ten haczyk? J ej serce uspokajao si. - A zatem to raczej kwestia niewaciwego
zachowania, a nie groby mierci?
Mamy tak nadziej. Ale to nieco bardziej skomplikowane. Wyglda na to, e nie tylko my
mamy problemy z podziemn, tajn i niekoniecznie dziaajc w zgodzie z prawem
spoecznoci. To moe by ich sprawka. - Przestpcw?
Osen pokrci przeczco gow. Ambasador Dannyl okreli ich mianem buntownikw.
Nazywaj sami siebie Zdrajcami. Kr pogoski, e to wycznie kobiety. Osen unis brwi,
wskazujc e nie uwaa tego za prawdopodobne. - S oni poza tym magami... czarnymi
magami. Kobieta, ktra uprowadzia Lorkina, te jest czarnym magiem. Zabia tej samej
nocy inn niewolnic i pozbawia j mocy, Dannyl nie jest pewien, czy porywaczka jest
Zdrajczyni, a niewolnica tylko wesza jej w drog, czy te ta nieyjca bya Zdrajczyni, a
porywaczka nie. Tak czy siak, Zdrajcy dali do zrozumienia, e chc odnale dziewczyn i
Lorkina, a wyglda na to, e maj dostateczne wpywy, eby mogo im si uda. Sonea
potrzebowaa chwili, eby to wszystko przyswoi.
- Kiedy porwano Lorkina?
- Trzy dni temu. Zamara.
- Trzy dni? Dlaczego od razu si nie dowiedziaam?
Dowiadujesz si od razu. - Osen umiechn si krzywo. - Zaznaczyem w rozmowie z
nowym Ambasadorem, e ma kontaktowa si ze mn jedynie w najpilniejszych sprawach, a
on wzi to stanowczo zbyt powanie. Spodziewa si, e szybko znajd Lorkina, i dopiero
dzi poinformowa mnie o zaistniaej sytuacji.
- Zabij go - mrukna Sonea, krc po pokoju. - Jeli ta kobieta jest czarnym magiem... Czy
oni w ogle maj innych magw w Sachace?... to jak Dannyl zamierza zmusi j do
uwolnienia Lorkina?
- Pomaga mu reprezentant Krla Sachaki.
- A jeli ona nie chce, eby ich znaleziono? Kto wie, do. czego si posunie, eby przey?
Zagrozi zabiciem Lorkina? - Urwaa, nie mogc zapa tchu. Czua si tak, jakby puca nie
wypuszczay caego powietrza, ktre do nich wcigna. Krciy si jej w gowie. Chwycia
oparcie krzesa i zmusia si do uspokojenia oddechu. Kiedy troch rozjaniy si jej myli,
zwrcia si do Osena. - Musz tam pojecha. Musz tam by, kiedy go znajd .Wyraz twarzy
Osena by wczeniej wspczujcy i zachcajcy. Teraz Administrator spowania i nabra
dystansu.
- Wiesz, e nie moesz tego zrobi- powiedzia. Zmruya oczy, patrzc na niego i czujc, e
wzbiera w niej wcieko.
- Kto odway si mnie powstrzyma?
Dwoje czarnych magw musi by obecnych w Gildii - przypomnia jej. - Krl nie pozwoli ci
opuci Imardinu, a co dopiero Kyralii.
- To jest mj syn! - warkna.
- A Krlowi Sachaki moe nie spodoba si, e wysyamy ci - albo pozwalamy ci
pojecha- - do jego kraju - cign Osen - co tylko skomplikuje niebezpieczn sytuacj
polityczn, dajc mu do zrozumienia, e jego ludzie nie s w stanie poradzi sobie z tak
spraw.
- A co jeli nie s...
- Lorkin nie jest gupcem, Soneo - wtrci si cichym gosem Rothen. - Dannyl te nie.
Wpatrywaa si w niego, starajc si ukry gniew i zawd, e on te wypowiada si
przeciwko niej. Ale skoro Rothen uwaa, e nie powinnam jecha...
- Nie wierz, e Lorkin poszedby z t kobiet, gdyby nie mia wanego powodu.
- A co jeli tym powodem by brak wyboru? - zapytaa.
- W takim wypadku musimy zaufa Dannylowi. Wiesz, e powiedziaby nam bez ogrdek,
gdyby sytuacja bya naprawd powana. J eli Lorkin jest zakadnikiem, to nie pomoesz mu
wicej ni Dannyl. On ma dowiadczenie w negocjacjach. Pomagaj mu Sachakanie. - Gos
Rothena nabra mocy. - Jeli zjawisz si tam nieproszona, moesz tylko pogorszy sytuacj,
nie tylko Lorkina, ale rwnie Kyralii i Sachaki
Nagle poczua si saba i wyczerpana. Bezsiln. Po co mi caa ta moc, skoro nie mog jej
uy dla ratowania wasnego syna?
A moe on nie potrzebuje ratunku, odezwa si saby gosik gdzie na tyach jej myli.
Osen westchn.
- Obawiam si, e musz zabroni ci wyjeda, Czarny Magu Soneo. A take rozmawia o
tym z kimkolwiek oprcz mnie, Krla, Wielkiego Mistrza Balkana i Mistrza Rothena.
- Nawet z rodzin Akkarina?
Potrzsn gow.
- Nawet z nimi. J ako matka Lorkina masz prawo wiedzie- , co si dzieje, a my
bdziemy informowa ci o rozwoju sytuacji. Dzi wieczr z Wielkim Mistrzem Balkanem
omwimy sposoby pomocy Dannylowi, rozwaymy take moliwo wysania mu wsparcia,
Jeli podejmiemy tak decyzj, poznasz tyle szczegw, na ile pozwoli bezpieczestwo.
No chyba, pomylaa.
- Oczekuj regularnych raportw - powiedziaa cierpko.
Zmierzy j dugim, penym namysu spojrzeniem.
- Dobranoc, Czarny Magu Soneo.
Podesza z nim do drzwi, otwierajc je magi. Zanim wyszed, ukoni si jej Uprzejmie.
Kiedy jego kroki rozbrzmiay na korytarzu, zamkna za nim drzwi. Odwrcia si do
Rothena. I tak tam pojad - oznajmia, kierujc si do sypialni Na szafie z ubraniami lea
niewielki kuferek. Uniosa go i postawia na pododze. Nie bdziesz moga znw wrci -
powiedzia jej Rothen, stajc w drzwiach, Otwara drzwiczki szafy. Bya pena czarnych szat.
- Nie obchodzi mnie to. Znajd Lorkina i bdziemy podrowa. Ich strata, nie moja. Nie
miaem na myli Gildii. Mwiem o kraju. O wszystkich Krainach Sprzymierzonych.
- Wiem. J est jeszcze reszta wiata poza Krainami Sprzymierzonymi, wiesz?
- Tak. Ale jakkolwiek Gildia moe wyszkoli kolejnego czarnego maga, eby ci zastpi, ty
nie znajdziesz dla ciebie innej Gildii. Tobie moe na tym nie zaley, ale co z Lorkinem.
Wpatrywaa si w szaty. Mag, ktry odrzuca okowy Glidii, nie powinien ich nosi. Nie bya
pewna, w co powinien ubra si zbuntowany mag opuszczajcy kraj, wiedziaa tylko, e to
wszystko nie jest waciwe. Ale nic innego nie miaa. Nie wierz, e przejmuj si ubraniem!
- Musisz znale dzik, Soneo.
Regin moe j znale. Cery mu nie ufa. - Nie dziwi mnie to - mrukna. - Cery bdzie musia
z tym pogodzi. Rothen westchn.
- Soneo. W jego gosie brzmiaa teraz ojcowska powaga.
Skrzyowaa rce na piersi, przybraa swoj najlepsz min z serii "zadzieraj ze mn, miaam
do czynienia z gorszymi od ciebie i wygraam" na ktrej widok nowicjusze uciekali, a
magowie starannie dobierali sowa, i spojrzaa na niego. - Co? Jak zwykle nie zrobio to na
nim wraenia.
- Wiesz, e nie moesz pojecha - powiedzia. - Wiesz, e w ten sposb zapewne jedynie
pogorszysz sytuacj Lorkina, a kiedy to wszystko si skoczy, on bdzie potrzebowa
bezpiecznej Gildii, do ktrej bdzie mg wrci... czekajcej matki.
Wbia w niego wzrok, przeklinajc pod nosem.
- Czemu ty zawsze masz racj, Rothenie?
Wzruszy ramionami.
- J estem od ciebie starszy i mdrzejszy. A teraz musimy porozmawia i wymyli jaki mniej
oczywisty i szkodliwy plan. Przede wszystkim uwaam, e powinnimy wysa do Sachaki
kogo, kto bdzie dziaa w naszym imieniu.
- Kogo? .
Umiechn si.
- Przychodzi mi na myl par osb. Siadaj, opowiem ci.

ROZDZIA 21


MILE WIDZIANA POMOC


Strumyk nie wyglda zachcajco, nawet w mikkim wietle zbliajcego si witu. Bya to
zaledwie wska struka wody wijcej si powoli w pytkim rowie, poronitym po brzegach
zielonymi glonami i mierdzcym pleni i zgnilizn. Tyvara nie przejmowaa si tym.
Przykucna i nabraa wody w do.
Lorkin przyglda si, jak wpatruje si w wod przez chwil, po czym bierze j do ust. -
Rozchorujesz si o powiedzia. Podniosa na niego wzrok.
- Nie przejmuj si. Najpierw j ogoociam.
- Ogoocia?
- Wysysam z niej cae ycie. Pozostaje osad, nieprzyjemny, ale nie niebezpieczny. Tak jest
znacznie szybciej i skuteczniej ni twoj metod, poniewa pobieram energi, a nie
zaywam. Napijesz si? Nie mamy pewnoci, kiedy znw trafimy na wod.
- Lorkin wpatrywa si w jej donie; wci brudne od wody.
-Mylaem, e magi mona czerpa wycznie z krwi. Umiechna si i nabraa wicej
wody.
- Wiesz, e ludzie i wikszo zwierzt posiadaj warstw magii ochronnej, ktra w naturalny
sposb otacza skr?
- Tak.
- Aby sign gbiej, musisz przerwa t barier, a najprostszym sposobem jest przecicie
skry. To oczywicie skutkuje krwawieniem, wic ludzie myl, e chodzi o krew. A tak nie
jest. - Jej gos robi si coraz bardziej chrapliwy, w miar jak mwia. Mino duo czasu,
odkd poprzednio znaleli wod. Urwaa, przygldajc si pynowi trzymanemu w doniach,
po czym napia si, nie patrzc na Lorkina. W wodzie istniej drobne formy ycia... moesz
je wyczu, nawet jeli ich nie widzisz.., i to one powoduj choroby. Nie maj one jednak tej
warstwy ochronnej, atwo wic pobra ich energi. Ale trudno byoby polega na tak sabych
rdach. - Spucia wzrok.
- Roliny maj sabsz ochron od zwierzt. Mona pobiera ich moc, nie nacinajc ich,
cho jest to powolny proces
i daje tak mao energii, e nie warto sobie zawraca gowy.
- Signa po kolejn porcj wody.
Lorkin usiad z westchnieniem. Zaczerpn magii i nabra kubek wody ze strumyka,
utrzymujc go w niewidzialnej kuli mocy. Pyn by mtny i nie zachcajcy. Wysa kolejn
porcj magii i podgrza wod do wrzenia.
Na lekcjach uzdrawiania, na ktrych uczono oczyszczania wody, mwiono mu, e najlepiej
jest gotowa j przez kilka minut. Wkrtce jednak Tyvara napia si i patrzya na niego
wyczekujco, najwyraniej chcc rusza dalej. Przesta podgrzewa wod i ochodzi j do
temperatury, w ktrej dao si j dotkn i pi. Na szczcie osad opad na dno i Lorkin mg
wypi czyst wod, ktra zebraa, si na grze. Kilka ykw pniej byo po wszystkim i
oboje wstali. Nad czubkami otaczajcych ich drzew przebijay si promienie soca. Nie
zdawa sobie sprawy, e jest ju tak blisko witu.
- Dokd teraz? zapyta.
- Do lasu. Uznaam, e spodoba ci si spanie nad ziemi.
Skrzywi si. Wprawdzie sypiali w podziemnych dziurach ju od kilku dni, ale wiadomo,
ze tylko bariera magiczna dzieli go od pogrzebania ywcem, nie stawaa si przez to wcale
przyjemniejsza.
- Niewtpliwie.
- Chodmy wic.
Zeszli z drogi i Tyvara poprowadzia go midzy drzewa. Z pocztku Lorki potyka si o
wszelkie przeszkody, uchylajc si przed gaziami, ktre odgarniaa Tyvara, a ktre
nastpnie uderzay w niego. Przez cienkie podeszwy trepw czu kady kamyk, a wszelkie
nierwnoci terenu groziy upadkiem. Musia koncentrowa si na utrzymaniu rwnowagi.
Tyvara brna dalej i dalej przed siebie, a w kocu zauwaya, e on zostaje w tyle, i
zatrzymaa si, eby na niego zaczeka.
- Bye kiedy wczeniej w lesie? zapytaa.
- Tak. Mamy las na ternie Gildii, ale tam s cieki.
- A kiedykolwiek wyjedae z Imardinu?
- Nie.
- Dlaczego?
Poniewa mojej matce nie wolno wyjeda z miasta. Nie mg jej tego jednak powiedzie
bez dodatkowych wyjanie, a nie wolno mu byo ujawni, jak mao Kyralian zna czarna
magie ani jak jest ona w jego kraju traktowana.
- Nie miaem powodw.
- Pokrcia gow z niedowierzaniem, po czym odwrcia si i ruszya dalej przez las. Tym
razem wybieraa drog nieco staranniej i marsz sta si atwiejszy. Nagle Lorki uwiadomi
sobie, e s na ciece. Bardzo wskiej, ale najwyraniej cos lub kto chodzi tdy do
czsto, eby wydepta szlak w poszyciu.
- Bya ju tu kiedy? zapyta.
- Nie.
- A wic nie wiesz, dokd prowadzi ta cieka?
- To jest zwierzca cieka.
- Aha. Spojrza w d i poczu, e serce uderza mu mocniej. Dlaczego w takim razie s tu
lady butw?
- Tyvara przystana i rzucia okiem na miejsce, ktre wskazywa.
- Ten las naley do ashakiego, ktry jest wacicielem tego kawaka ziemi. Zapewne
niewolnicy zbieraj jagody w lesie, a moe poluj na tutejsze zwierzta. Zmarszczya brwi i
rozejrzaa si dookoa. Myl, e nie bdziemy si dalej zapuszcza. Powinnimy si
rozdzieli - ale trzymaj si na tyle blisko, eby mnie widzie i sysze. Szukaj gstej
rolinnoci. Albo zagbienia ziemi, ktre moemy przykry. Kiedy cos znajdziesz ,
zagwid.
Skrci w prawo od cieki. Po chwili wdrwki znalaz miejsce, gdzie dawno temu zwalio
si wielkie drzewo. Pozosta po nim jedynie potny przewrcony pniak. Korzenie
opiekuczo wycigny rce, a gste, niskie krzewy urosy wok wykrotu. Zakadajc, e
musi tam by rwnie dziura po korzeniach, Lorki przecisn si przez krzaki. Rzeczywicie,
bya tam jama gboka na poow wzrostu Lorkina.
Gsta rolinno i dziura, pomyla z zadowoleniem. Idealne miejsce.
Odwrci si, eby poszuka wzrokiem Tyvary, i dostrzeg ja jakie dwadziecia krokw
dalej. Zagwizda, a kiedy podniosa oczy, skin na ni. Podesza i przecisna si przez
zarola. Zatrzymaa si na krawdzi wykrotu i przygldaa mu si z zainteresowaniem.
Powchaa powietrze.
- Czu wilgoci. Schodzisz pierwszy.
Lorki zaczerpn magii, stworzy kolista tarcz i stan na niej. Opuci si na dno dziury.
Ziemia pod tarcz bya mikka i ustpia pod naciskiem magicznego dysku. Lorki
zlikwidowa tarcz i poczu, ze zapada si gbiej. Ziemia nie bya po prostu mikka, ale
przesiknita wod. Botnista ciecz zbieraa si w jego butach. J edna stopa dotkna twardego
gruntu, ale druga zapadaa si dalej, a Lorki wyrzuci rce na boki, starajc si stan tak,
eby utrzyma rwnowag.
Mu jednak trzyma go mocno. Lorki upad na plecy, ldujc z pluskiem w gstym ,
cuchncym bocie.
Las rozbrzmiewa echem miechu Tyvary.
Lorki spojrza na ni i umiechn si aonie. Piknie si mieje, pomyla. Nie robi tego
czsto, ale jeli ju si cieszy, to ca sob. Czeka, a przestaa, po czym pacn rk w
otaczajce go boto.
- Zejd na d. Jest mokro, ale znacznie bardziej mikko ni w tych wszystkich dziurach w
ziemi powiedzia.
Zamiaa si znowu, pokrcia gow i otwara usta, jakby chciaa cos powiedzie. Nagle cos
zwrcio jej uwag. Spojrzaa w gr, po czym zakla cicho.
- Ty! odezwa si jaki gos. podejd tutaj.
Nie spojrzaa w stron Lorkina, ale sykna zza zacinitych zbw.
- Ashaki. Widzia mnie. Nie pokazuj si. Zosta, gdzie jeste.
Po czym odesza, znikajc w zarolach. Lorki zdoa podcign si na tyle, eby przykucn.
Nasuchiwa uwanie i usysza gdzie za sob podzwanianie koskiej uprzy. Za zwalonym
drzewem.
Podpez do splatanych korzeni, wyprostowa si i wyjrza. Obok konia sta Sachakanin,
wpatrujc si w co na ziemi. Nie mia na sobie ozdobnego stroju ashakiego, ale dobrze
uszyte ubranie , lepsze do jazdy konnej.
Nagle Lorki dostrzeg sztylet przy pasie mczyzny. Poczu sucho w ustach.
- Wstawaj odezwa si ashaki.
Z ziemi podniosa si Tyvara. Lorki musia powstrzyma ch ruszenia jej na pomoc. Jest
magiem. Czarnym magiem. Potrafi o siebie zadba. W dodatku zapewne atwiej jej to
przyjdzie, jeli nie bdzie musiaa jednoczenie uwaa na mnie.
- Co tu robisz? - zapyta wadczym tonem mczyzna.
Tyvara odpowiedziaa cos gosem ulegym i cichym.
- Gdzie twoja manierka.? I jedzenie.
- Odoyam je gdzie. Nie mog teraz znale.
Mczyzna przyglda si jej uwanie.
- Podejd powiedzia w kocu.
Zrobia krok do przodu z opuszczonymi ramionami. Lorki poczu, e serce w nim zamiera,
kiedy mczyzna pooy jej donie na skroniach. Powinienem go powstrzyma. Dowie si,
kim jestemy. Ale czemu ona miaaby mu pozwoli odczyta myli? Przecie jeli wie, co on
zamierza, powinna z tym walczy.
Chwil pniej mczyzna puci j.
- Wyglda na to, e jeste tak gupia, jak si wydajesz. Chod ze mn. Doprowadz cie z
powrotem do drogi. Kiedy ashaki odwrci si, eby wsi na konia, Tyvara zerkna za
siebie na Lorkina, z umiechem. Jej triumfalna mina odegnaa jego wczeniejszy lk. Patrzy
jak pokornie idzie za mczyzna w gb lasu. Kiedy znikli z pola widzenia, Lorkin odwrci
si i usiad na jednym z grubszych korzeni.
Nie pokazuj si. Zosta, gdzie jeste powiedziaa. Myl, e to oznacza, e zamierza tu
wrci, kiedy mag odprowadzi ja do drogi i pojedzie w swoj stron. Spojrza w gr na
pooenie soca, przebijajcego si midzy wierzchokami drzew, i uzna, e jeli ona nie
wrci po mniej wicej godzinie, ruszy na jej poszukiwania.
Godzina duya si. Czas ledwie si wlek. Promienie soneczne docieray do poszycia
lenego bardzo wolno. Kiedy mu wysech, Lorki zacz zdrapywa go ze skry i ubrania.
Usiowa nie wyobraa sobie, co mogo si przytrafi Tyvarze, jeli mag odkry, kim ona
jest. Prbowa nie zamartwia si moliwoci, e mag dowie si o jego obecnoci, wrci po
niego i
- Dobrze wiedzie, e umiesz wykonywa polecenia odezwa si gos za nim.
Obrci si szybko i dostrzeg umiechnit Tyvar stojca na pniaku. Z walcym sercem
patrzy, jak wstpuje na niewidzialna tarcz w powietrzu i spywa na d, by zawisn nad
ziemi par krokw od niego.
- Jak to zrobia? zapyta.
Zmarszczya brwi i zerkna na poyskujcy krg magii, ledwie widoczny pod jej stopami.
- Tak samo jak ty.
- Nie chodzi mi o lewitacje. Jak powstrzymaa go od odczytania twoich myli?
- Ach. To. Przewrcia oczami. Nie pamitasz? Mwiam ci, e znamy sposb, eby
pokaza czytajcym myli to, co chcemy.
Przypomnia sobie pierwsze miejsce, w ktrym si ukryli, i drug niewolnic.
- Ach. Tak, pamitam. Jaki rodzaj krwawego kamienia, tak?
Umiechna si.
- Moe. A moe nie.
Krwawe klejnoty. Lorki poczu, e puls mu przyspiesza. Mogem uy piercienia matki,
kiedy jej nie byo, ale cakiem o tym zapomniaem! Za bardzo przejmowa si Tyvara. Zakl
pod nosem.
- O co chodzi? spytaa.
Potrzsn gow.
- Co jeli to mnie by zauway? Moje myli mgby odczyta.
- Powstrzymaabym go. Wzruszya ramionami. Lepiej jest unika bezporedniej
konfrontacji, ale nie zawsze jest to moliwe.
- Walczyaby z nim? Nie przycignoby to uwagi?
- Mogoby. Machna rk, ogarniajc okolic.- Ale jestemy niele ukryci. Staraabym si
szybko go wykoczy.
- Zabiaby go?
- Oczywicie. W przeciwnym wypadku cigaby nas,
- A kiedy odkryto by jego ciao, kto inny zaczby nas ciga. Nie lepiej by byo, gdybym
by w stanie ukry moje myli?
Zamiaa si.
- Nawet gdybym zamierzaa da Zdrajcom kolejny powd do gniewu i gdybym uwaaa, e
nie zdoamy dotrze do Azylu, jeli nie wyjawi ci tego sekretu, nie byabym w stanie tego
zrobi. Po prostu nie mam rodkw ani czasu.
Serce zabio mu mocniej.
- A wiec to jest jak krwawy klejnot, prawda?
Ponownie przewrcia oczami.
- Po si i wypij, Lorkinie.
Spojrza na boto, a nastpnie podnis na ni wzrok z niedowierzaniem.
- Ja tylko artowaem, kiedy mwiem, e to przypomina mikkie ko.
Westchna i machna w jego kierunku rka.
- Cofnij si.
Posucha i usiad z powrotem na korzeniu drzewa, zastanawiajc si, co ona zamierza zrobi,
i unoszc stopy i mokre buty z dala od bota. Wkrtce w powietrzu nad botnist ziemi
pojawia si mgieka. Przez chwile oboje kpali si w gorcej parze, a zaraz potem przejanio
si i Lorki dostrzeg, e pozostaa jedynie popkana, sucha ziemia. Tyvara zesza z
magicznego dysku pod stopami na utwardzony grunt. Tupna stop.
- Przepij si, pki moesz powiedziaa. Zbudz ci za kilka godzin, bdziesz trzyma
wart. Nie sdz, eby nasz gospodarz wrci szybko, ale najwyraniej lubi objeda swoje
posiadoci. Lepiej na niego uwaajmy.
Lorki pooy si z westchnieniem i usiowa wykona to polecenie.
Kiedy Cery skoczy krtk opowie o tym, co widzieli z Golem z dachu lombardu, Skellin
zamyli si.
- Kobieta, co? Przyjrzae si jej dobrze?
Cery wzruszy ramionami.
- Byo ciemno i patrzelimy z gry, ale zakadam, e bym j rozpozna. Ma ciemn skr i
wosy. Mniej wicej takiego wzrostu - Cery wycign rk, eby pokaza.
- Skoro wiesz, e wada magi, jak zamierzasz j zapa?
- Och, musz ja tylko znale. Cery wzruszy ramionami. apanie dzikich magw to
robota Gildii. No i dobrze, bo jeli ona jest owc Zodziei, ani ty, ani ja nie mamy szans jej
powstrzyma.
Oczy Skellina rozbysy z zaciekawienia.
- Pracujesz dla Gildii!
- Pomagam Gildii. Gdybym dla nich pracowa, spodziewabym si zapaty.
- Nie pac ci? Skellin pokrci gow i spowania. Myl, e s inne korzyci. Kiedy
dowiedziaem si o twojej rodzinie, zakadaem, e bdziesz chcia si zemci. Twoje
poszukiwanie mordercy przerodzio si w tropienie owcy Zodziei, a teraz tropienie owcy
Zodziei stao si pocigiem za dzikim magiem.
- Ostatnie tygodnie byy srogie odpar Cery.
- Mam nadzieje, e mi wybaczysz stwierdzenie, e troszk zboczye z gwnego szlaku.
Cery potakn.
- Wci moe si okaza, e te trzy osoby s naprawd jedn. Myl, e dowiemy si tego,
kiedy j zapiemy.
- Jeli uda si wydoby z niej prawd.
Cery otwar usta, eby przypomnie Skellinowi, e czarni magowie umiej czyta myli bez
zgody ich waciciela, ale zmieni zdanie. Po co wyjawia taka informacj, jeli nie musi.
- J este zainteresowany udzieleniem pomocy w poszukiwaniach?
Zodziej zacisn usta, zastanawiajc si, po czym przytakn.
- Oczywicie. J eli ona okae si tylko dzika, to przynajmniej bd mia szans nawiza
znajomoci w Gildii. Jeli okae si owc Zodziei, skorzystamy na tym obaj.. Zatar rce.-
Powiedz mi wic: gdzie j ostatnio widziae?
- Widzielimy podobn do niej kobiet wychodzc z lombardu, wic wysaem za ni Gola.
Cery opisa piwnic, ktrej uya kobieta, i podziemny korytarz z niej wychodzcy.
Skellin zmarszczy brwi.
- Nie miaem pojcia, ze tam s tunele powiedzia.
- Przebudowa miaa je zniszczy. Ale podejrzewam, e znajc magie, da si zbudowa nowe.
- Wyszedem nieco poza moje granice. Do czyjego terenu naley teraz ta okolica.
Skellin skrzywi si.
- Do mojego. Spojrza w zdumione oczy Ceryego i umiechn si krzywo. Ty wiesz, co
si dzieje w kadym zaktku twojego terenu w kadej chwili?
Cery pokrci gow.
- Pewnie nie. Nie mam jednak wielu miejsc, gdzie byy a takie przebudowy. J eden sklepikarz
powiedzia mi, e widywano ja na pobliskim targu: kupowaa zioa.
- Sprawdz to powiedzia Skellin. I popytam, czy ktry z moich ludzi sysza o takiej
kobiecie krccej si w okolicy. Wyglda na to, ze ona raczej porusza si samotnie. Co
oczywicie zawsze zwraca uwag. J eli dowiem si czegokolwiek, dam ci zna. Zastawimy
puapk i polemy po twoich przyjaci z Gildii.
Cery przytakn.
- A ja dam ci zna, jeli ja wyledz.
- Trzymam za sowo powiedzia Skellin z umiechem.
- Nie chciabym straci okazji do spotkania kilku magw Gildii.- Unis brwi.- J ednym z nich
bdzie zapewne twoja synna przyjacika z dziecistwa, prawda?
- By moe. Ale jeli chcesz spotka si z Sone, wystarczy uda si do jednej z lecznic.
- Musiabym udawa chorob. Skellin wzruszy ramionami. A nie sdz, e podobaoby
si jej, e zajmuj miejsce kogo potrzebujcego pomocy.
- Nie . Pewnie nie. Nigdy nie chorujesz?
- Nigdy.
- Szczciarz z ciebie.
Skellin rozpromieni si.
- Mio byo znw porozmawia z tob. Ceryni ze Strony Pnocnej. Mam nadzieje, ze
wkrtce spotkamy si znowu i bd mia dla ciebie dobre wieci.
Cery skin gow.
- Czekam z niecierpliwoci. Dobrej drogi.
- Wzajemnie.
Drugi Zodziej odwrci si do swojego ochroniarza i odszed. Cery wyszed spod dachu,
podnis konierz, eby chroni si od deszczu, i podszed do Gola. Wielkolud z pocztku nie
odzywa si, tylko zrwna krok z Cerym, kiedy ruszyli z powrotem. Dopiero gdy zostawili
Soneczny Dom daleko za sob, zapyta, jak poszo spotkanie. Cery opisa mu szczegy.
- Nie wiedziaem, e terytorium Skellina rozciga si tak daleko przerwa mu Gol.
- Ja te nie odpar Cery. Bardzo dawno nie sprawdzalimy, dokd sigaj nasze granice.
- To ja sprawdz.
- Miaem nadziej, e to powiesz.
Gol zamia si.
- Pewnie.
Czemu nie uy piercienia?
Sonea wstaa z krzesa i podesza do okna. Odsuna papierowy okiennik i wyjrzaa na Gildie
z westchnieniem. Moe Lorkin nie znalaz krwawego piercienia w swoim bagau. Moe
klejnot pozosta w Domu Gildii w Arvice, zakopany gboko w podrnym kufrze.
- Niepokoio ja to. Czy skoro Dannyla i Lorkina nie byo w Domu Gildii, jaki ciekawski
niewolnik mg znale piercie. Gdyby wpad w niepodane rce wzdrygna si. Jeden
z sachakaskich ichanich, ktrzy dwadziecia lat temu najechali Kyrali, schwyta Rothena i
zrobi klejnot z jego krwi, po czym uywa go do wysyania Rothenowi mylowych obrazw
wszystkich swoich ofiar. Gdyby porywacz Lorkina znalaz piercie i posuy si nim do
wysyania jej obrazw jej torturowanego syna
Serce w niej zamaro. Chyba bym tego nie przey. Zgodziabym si na wszelkie dania,
jakiekolwiek by byy. Rothen ma racj. J adc tam, pogorszyabym sytuacje. Mam tylko
nadzieje, ze jeli znajd piercie, to bd wiedzieli, ze jego twrca jest za daleko, eby
suy jako skuteczne narzdzie perswazji.
Odesza od okna i zacza kry po pokoju. Do dyuru w lecznicy zostao jej jeszcze kilka
godzin. Tamtejsi Uzdrowiciele stali si odwaniejsi, odkd obiecali jej pomoc w ukrywaniu
wypadw do miasta. Stali si niemal irytujco opiekuczy wobec niej, zasypujc ja
pytaniami, czy dobrze si wypi, jeli przyjedaa na dyur wczeniej lub zostawaa duej.
Jeli jednak Cery znajdzie t dzika, to atwiej i szybciej zdoa si skontaktowa ze mn w
lecznicy. Chciaabym, eby si skontaktowa. Pocig za ta kobieta da mi przynajmniej jakie
zajcie i na chwile przestan bezsensownie zamartwia si Lorkinem.
Natychmiast poczua, jak niepokj zakrada si do jej serca, a wyobraenia tego, co moe si
sta z jej synem, opanowuj myli. Zmusia umys do zajcia si czym innym. Dzika,
pomylaa. Myl o dzikiej.
Mino raptem kilka dni od nieudanej prby schwytania kobiety. Sonei wydawao si, e to
znacznie duej. Zastanawiaa si nad wejciem do podziemnych korytarzy, ktre znaleli.
Skoro kobieta znaa wejcie do Zodziejskiej cieki, czy oznaczao to, ze ma powizania z
jakim Zodziejem? Kiedy tak wanie by byo, ale w pwiatku Imardinu przestay
obowizywa dawne zasady i ograniczenia.
Mczya ja jeszcze jedna moliwo. Skoro kobieta znaa wejcie do Zodziejskiej cieki, to
czy wiedziaa rwnie o tunelach biegncych pod Gildia?
Tok jej myli przerwao pukanie do drzwi. Podniosa si i pobiega do wejcia. To pewnie
Rothen. Moe ma wieci o Lorkinie. A nawet jeli to ktokolwiek inny, to przynajmniej jego
wizyta pozwoli jej oderwa si od zych myli. Odryglowaa drzwi niewielkim skrtem i
pchniciem magii i otwara je do rodka.
Na korytarzu sta Regin. Skoni uprzejmie gow.
- Czarny Magu Soneo powiedzia.
- Mistrzu Reginie Miaa nadziej, e na jej twarzy nie jest widoczne rozczarowanie.
- Masz jakie wieci? - zapyta, zniajc gos.
- Nie.
Skin gowa i odwrci wzrok. Uderzy j ten niespodziewany wyraz troski z jego strony,
eby si zatrzyma i zapyta o Lorkina, ogarno j wic poczucie winy za to, e czua do
niego tak wrogo. Otwara ju usta, eby mu podzikowa, ale on cign dalej, niepomny
tego, e chciaa co powiedzie.
- Rozpytaem si co nieco i mam kilka drobnych pomysw powiedzia, wzruszajc
ramionami i podnoszc na ni wzrok. Zapewne nie s warte zachodu i mog kci si z
planami twojego przyjaciela, ale uznaem, ze powinienem si nimi z tob podzieli.
Planw mojego przyjaciela? Sonea nagle zrozumiaa, Regin nie mwi o Lorkinie, ale o
Cerym i polowaniu na dzika. Pokrcia gow. Oczywicie, on przecie nawet nie wie o
Lorkinie,. Ale jestem gupia
- Nie? Regin cofn si o krok, widzc, ze zaprzecza ruchem gowy. Mog przyj kiedy
indziej, kiedy bdzie to dla ciebie dogodniejsze.
- Ale tak wejd. Chc posucha o twoich pomysach- odpara, kiwajc na niego rka i
cofajc si do pokoju.
Rzuci jej badawcze spojrzenie, po czym umiechn si blado i wszed do jej salonu.
Wskazaa mu fotel, zapraszajc do rozgoszczenia si, i zamkna drzwi magia.
- Sumi? zapytaa.
Przytakn.
- Dzikuje.
Obserwowa ja, gdy podesza do peczki, na ktrej trzymaa przybory do parzenia sumi.
- Wydawao mi si, ze nie lubisz sumi.
- Nie lubi, ale si do niego przekonuj. Raka wprawia mnie ostatnio w zbytnie
podenerwowanie. Opowiedz mi o tym , co wymylie.
Zacz jej wyjania, a ona przyniosa tac do foteli i zaja si przygotowywaniem gorcego
napoju. Zmuszaa si, eby go sucha. Regin spotka si z kilkoma magami, ktrych
podejrzewa o powizania z pwiatkowymi handlarzami, a z ktrymi zaprzyjani si kilka
miesicy wczeniej, aby zdoby informacje potrzebne na Przesuchanie.
Regin skrzywi si.
- Byli cakiem zadowoleni z wynikw Przesuchania. Zmiana zakazu z utrzymania kontaktw
z przestpcami na prowadzenie z nimi interesw oznacza, e mog pomaga swoim
podejrzanym przyjacioom bez konsekwencji dopki nie dostana za to zapaty w oczywistej
formie. Westchn. S z nas zadowoleni, co przynajmniej oznacza, ze nadal chtnie ze
mn rozmawiaj. I skar si na pewnego cudzoziemskiego maga, ktry dostaje pienidze w
zamian za posugiwanie si magi.
- Cudzoziemskiego, co? Sonea podaa mu filiank.- Cery mwi, ze dzika jest
cudzoziemk.
- Tak. Regin zamyli si, pochylajc lekko gow, kiedy przyglda si Sonei. Prawo
zabraniajce osobom spoza Gildii nauki i uywania magii nie zawsze jest praktyczne.
Dziaao, poniewa wszystkie Krainy Sprzymierzone zgodziy si go przestrzega. Ale co z
magami z innych krajw? Jeli znajd si na sprzymierzonej ziemi i posu si magi,
automatycznie ami prawo. To nie wydaje si uczciwe.
- Ani praktyczne zgodzia si Sonea. Krl i starszyzna dyskutuj o tym od lat. Oczywicie
mamy nadzieje, e Sachaka w kocu doczy do Przymierza, a ich magowie zostan
czonkami Gildii i bd ich obowizywa nasze prawa. Doprowadzenie do pierwszego moe
by trudne, poniewa musieliby znie niewolnictwo. Drugie z kolei wydaje si niemoliwe.
- Mona te zmieni prawo.
- Wtpi, czy Gildia zgodzi si na zmniejszenie kontroli nad magami, zwaszcza
cudzoziemskimi.
- Zawsze chodzio im o kontrol tych, ktrzy mieszkali w Krainach Sprzymierzonych
powiedzia Regin. Gocie z innych krajw mogliby tu przyjeda, nie majc obowizku
wstpowania do Gildii.
- Mam nadzieje, e z jakim ograniczeniem czasowym dla takich wizyt.
- Oczywicie. I adnego handlu magia dla zysku.
Sonea umiechna si.
- Nie mona przecie zuboy Gildii.
Regin zamia si.
- Jeli reakcje moich magicznych przyjaci o wtpliwych powizaniach stanowi jaki
miernik, aden cudzoziemski mag nie dostaby zgody na handel na dugo.
- Maj pojcie, gdzie ukrywa si ten cudzoziemski mag?
Pokrci gow.
- Mog poprosi ich o zebranie informacji, jeli uznasz, e nie zaszkodzi to planom Ceryego.
Pia powoli swoje sumi, a w kocu potakna.
- Zapytam go. Ale na razie na pewno nie zaszkodzi, jeli twoi ludzie bd mieli oczy i uszy
otwarte i przeka ci wszelkie informacje.
Regin odstawi pusta filiank, krzywic si.
- Stanowi to obraz mojego dobrego smaku. To nie ten typ towarzystwa, w jakim lubi si
obraca. Ich pomysy na rozrywki s Zmarszczy nos. Prostackie.
Sonea staraa si utrzyma obojtny wyraz twarzy. Regin zawsze zadziera nosa. Ale przecie
istniao wielu magw z Domw, niekoniecznie z nizin spoecznych, ktrych zamiowanie do
narkotykw, dziwek i hazardu byo doskonale znane i pogardzane. Najwyraniej s wrd
nich rwnie przyjaciele Lorkina, pomylaa, przypominajc sobie modych magw
przyapanych w domu uciech. Moe lepiej, e Lorki wyjecha z Imardinu.
Ta myl przypomniaa jej bolesna prawd o jego przygodach w Sachace, a Sonea skrzywia
si. Wstaa i przeniosa czajniczek do sumi oraz puste filianki z powrotem na pk.
- Mam nadziej, e Cery wkrtce j znajdzie i nie bdziesz musia si z nimi zadawa
powiedziaa. Odwrcia si do Regina i z ulga dostrzega, e zrozumia aluzje i wsta.
Dzikuj, e wpade.
Skoni lekko gow.
- Dzikuj, e mnie wysuchaa. Poinformuje cie, jeli tylko czegokolwiek si dowiem.
Odwrci si do drzwi, a kiedy otwara je magia, wyszed z mieszkania.
Zamkna drzwi, opara si o fotel i westchna. Przynajmniej na par minut oderwaam si
od moich myli. Czy jeszcze za wczenie, eby jecha do lecznicy? Zerkna na mechaniczny
zegar, ktry Rothen podarowa jej zeszego roku. Tak.
Westchna i zacza ponownie kry po pokoju, zamartwiajc si o syna.


ROZDZIA 22


PONOWNE SPOTKANIE


Po nocy spdzonej w domu starego ashakiego Achati i Dannyl jechali przez p dnia na
pnocny zachd, po czym zatrzymali si w posiadoci kuzyna Achatiego, ashakiego
Tanuchy. Nie by o wiele modszy od ich poprzedniego gospodarza, ale zdecydowanie by
zamoniejszym i bardziej towarzyskim czowiekiem. J ego duo modsza ona, dopiero w
rednim wieku, pojawia si tylko przy kolacji, poza tym bowiem bya zajta sidemk ich
dzieci, w tym picioma synami.
- Siedmioro! Wiem, e mwi z perspektywy mieszczucha, ale wydaje si to nieco
nieodpowiedzialne powiedzia cicho Achati do Dannyla. Tylko jeden z nich moe
dziedziczy. Dla reszty bdzie musia znale jakie zajcie. Crki oczywicie mona wyda
za m najlepiej, jak si da. Ale synowie - Westchn. Pozbawieni ziemi, zaleni od
swojego brata, podobnie jak ich synowie jeli w ogle uda im si znale ony. Pokrci z
nagan gow. Wanie std si bior ichani.
- Buntuj si przeciwko swoim braciom?
- Przeciwko caemu krajowi. Lepiej nie uczy modszych synw magii, ale rzadko si zdarza,
eby ojciec kochajcy swoje dzieci wzbrania im tej wiedzy, poniewa oznacza ona nisz
pozycj spoeczn takich modszych synw.
- W Kyralii modsi synowie maj wiksze szanse zosta magami powiedzia mu Dannyl.-
Magowie nie powinni miesza si w polityk, uwaa si wic , e syn, ktry ma zosta gow
rodziny powinien mie rwnie wpywy polityczne.
Achati pokiwa gow w zamyleniu.
- Tak jest chyba lepiej. Zarwno starsi, jak i modsi synowie maj wadz.
Spdzili cay nastpny dzie, objedajc posiado Tanuchy, a wieczr na rozmowach i
posikach. Pniej Achati i Dannyl rozmawiali dugo w noc. Nastpnego dnia spali dugo, po
czym obejrzeli bibliotek Tanuchy, ktra ich rozczarowaa: niewielka i zaniedbana. Mimo e
Dannyl potrzebowa odpoczynku, nie by w stanie si rozluni. Kiedy wrcili do pokoi
gocinnych drugiej nocy, Dannyl zapyta Achatiego, czy mogliby ruszy dalej.
- To zaley od Zdrajcw, nieprawda? odpar Achati, rozpierajc si na poduszkach w
rodkowym pokoju.
Nie bdziemy chyba czeka, a dostarcza nam Lorkina i Tyvar? powiedzia Dannyl,
siadajc na jednym z taboretw. Nie by w stanie przyzwyczai si do leenia na pododze,
zwyczajem sachakaskim.
- A dlaczego nie? Jeli ruszymy dalej, nie bd wiedzie, gdzie nas szuka. Moe si te
okaza, e jedziemy w niewaciwym kierunku - oddalajc si od tych, ktrzy mog nam ich
przyprowadzi.
Dannyl zmarszczy brwi.
- Nie wiem dlaczego, ale jako nie mog sobie wyobrazi tych Zdrajcw stajcych pod bram
majtku Tanuchy z Lorkinem i Tyvara w kajdanach. Nie ujawniliby si w ten sposb.
- Jak wic twoim zdaniem to zrobi?
Dannyl zamyli si.
- Gdybym ja by na ich miejscu doprowadzibym nas do Lorkina i Tyvary. Zostawiabym
nam wskazwki i lady jak to robili dotychczas tak e w kocu nasze cieki by si
skrzyoway.
- A czy ostatnio zostawili nam jakie wskazwki?
- Nie musia przyzna Dannyl. Nie powiedzieli nam jednak te, e mamy siedzie w
miejscu.
Achati rozemia si.
Zaczynam cie bardzo Lubic, Ambasadorze Dannylu. Masz wyjtkowy umys. Odwrci si
do jednego ze swoich niewolnikw, przystojnego modzieca, ktry dba o wikszo ich
potrzeb, podczas gdy drugi najwyraniej by od ciszych prac i powoenia. Przynie nam
wicej wody, Varn.
Niewolnik wzi karafk i pospiesznie wyszed.
- Oczywicie sama informacja, e chc, ebymy znaleli Lorkina, moga by faszywym
tropem powiedzia Dannyl.
- A jeli bya, to dokd powinnimy teraz pojecha?
Dannyl bezradnie pokrci gow i westchn.
- Nie wiem. Gdyby Zdrajcy chcieli, eby dziewczyna i Lorkin wymknli si nam, dokd by
ich zabrali.
- Do swojej grskiej kryjwki.
- W jakim kierunku zatem zmierzaaby ta para?
- W gry.
- Zapewne nieco nas wyprzedzaj. Dannyl spojrza na Achatiego. J echabym za nimi.
Achati pokiwa gow i unis ostrzegawczo brew.
- Nie wiemy, gdzie jest to ich kryjwka przypomnia Dannylowi. Tyle tylko, e jest w
grach.
- Pamitam o tym. Wynajmowalicie kiedykolwiek tropicieli?
- Czasami. Kiedy mielimy trop znanego Zdrajcy.
- A czemu nic z tego nie wychodzio?
- lad zawsze si urywa? Achati wzruszy ramionami.
- Zdrajcy nie s gupcami. Wiedz, jak zaciera swoje lady. Co nie jest trudne w terenie,
gdzie s niemal wycznie nagie kamienie, a umiej si lewitowa.
Dannyl zmarszczy brwi i pokrci gow.
- Gdyby Zdrajcy chcieli nas zatrzyma albo zmieni kierunek naszej jazdy, daliby nam zna.
- Caa ta podr i wszystkie wskazwki, wedug ktrych jedziemy, mog by mylne
zauway Achati. Po to, eby da nam zajcie i skierowa w z stron.
- W takim razie nie ma znaczenia, czy ruszymy. I tak ju zrobili z nas gupkw. A jeli
istnieje szansa, e nie, a my jestemy na dobrej drodze, to jestem skonny zaryzykowa
zrobienie z siebie wikszego gupca i jecha dalej w stron gr. Warto, bo zawsze jest
moliwo, e odnajdziemy Lorkina.
Achati przyglda si Dannylowi w zamyleniu i skin gow. Niewolnik wrci i poda im
karafk.
- W takim razie jedziemy. Wystarczy rano? Napeni swj puchar, ale czeka na odpowied
Dannyla.
Dannyl odpowiedzia mu spojrzeniem, zauwaajc oznaki oporu. Nie powinienem zanadto
nalega, pomyla. Potakn.
- Oczywicie. Ale im wczeniej , tym lepiej.
Achati westchn, potakn i oprni puchar.
- Wyl niewolnika z informacj do Tenucha, e wyjedamy, i poprosz go o prowiant na
drog. W okolicy gr jest mniej majtkw i zazwyczaj nie s bogate. Bdziemy te
potrzebowali magicznego wsparcia. Skontaktuj si z Krlem i poprosz o wysanie
miejscowych, eby nam pomogli. Podnis si na nogi z jkiem. Nie czekaj na mnie. Id
spa. To moe zaj nieco czasu.
Magiczne wsparcie. Kontakt z Krlem. Dannyl poczu obaw. On naprawd uwaa, e ci
Zdrajcy s niebezpieczni.
- Ashaki Achati? odezwa si.
Mczyzna odwrci si do niego.
- Sucham.
Dannyl umiechn si. Dzikuj.
Niezadowolenie zniko z oczu Achatiego, a w zamian pojawio si ukontentowanie.
- Myl, e bybym w stanie polubi kyraliaski maniery.
Po czym odwrci si i znik w swoim pokoju.
Lorkin otwar oczy. Niebo przecinay pomaraczowe chmury. Zmarszczy brwi. nio mu si
cos, ale nie pamita z tego snu niczego. Cos go obudzio. Mia to nieprzyjemne, mieszajce
w gowie uczucie, e co mu przeszkodzio. Wyrwao ze snu, zanim by gotowy.
- Poczu, e cos rusz si obok niego, i serce zaczo mu wali jak motem.
Unis gow. Tyvara zasna. Siedzc plecami przy cianie starej ruiny, wspara si bokiem o
wystajcy kamie i odruchowo uoya praw nog tak, eby si nie przewrci. J ej kolano
opierao si o jego rami.
Jej skra bya cudownie ciepa, ostro kontrastujc z zimna ziemi, na ktrej Lorkin lea, oraz
chodem nadcigajcej nocy. W Sachace byo ciepo za dnia, ale wieczory potrafiy by
zaskakujco zimne.
Co mam zrobi? J eli si porusz, obudz j. Ale to ona powinna teraz czuwa, a poza tym
ju niemal czas, eby bymy ruszali. Tyvara jednak potrzebowaa snu. Zawsze trzymaa warte
duej, mimo e on upiera si, e moe mu zaufa w tej sprawie. Nie miaa serca powiedzie
jej, e umie leczy zmczenie. Byoby to aktem nieczuoci, zwaywszy, co jego ojciec
obieca Zdrajcom i czego nie dotrzyma.
Chd oznacza, e Tyvara opucia magiczna tarcz, ktra ich chronia, wic Lorkin wznis
wasn, poczym zagrza znajdujce si w niej powietrze. Starajc si nie rusza, eby jej nie
obudzi, przyglda si, jak spaa. Ciemne cienie pod oczami i zmarszczka na czole
niepokoiy go. Ale szansa przyjrzenia si jej, nie niepokojc ani nie zawstydzajc jej mia
okazj podziwia kobiec linie podbrdka i egzotyczny ksztat oczu, kontur ust
Jej usta zadray, wic Lorkin pospiesznie odwrci wzrok.
Poczu, e budzc si, zorientowaa si, e jej tarcza nie dziaa i szybko wzniosa kolejn,
wycofa wic swoj, pozostawiajc j wok siebie. Sucha, jak bierze gboki oddech i
ziewa, przygldajc si ruinom, w ktrych si ukryli. Mimo, e Tyvara bya ju tu wczeniej,
nie wiedziaa nic o ich dziejach. Usadowione na skalistym wzgrzu wznosiy si nad
skrzyowaniem drogi, ktr tu przybyli, z inn. Kiedy soce wzeszo tuz po ich przybyciu,
Lorkin dostrzeg szczegy gr, ktre wczeniej stanowiy jedynie zamglon, nierwn
niebieskoszara lini na horyzoncie. Poniej rozcigay si gownie pola uprawne,
gdzieniegdzie urozmaicone plantacjami drzew i lasami i poprzecinane niskimi murkami.
- J ak daleko jestemy? zapyta.
- J eszcze trzy albo cztery noce marszu do podna gr, a potem kilka wicej w samych
grach.
Teraz Lorkin rozglda si po okolicy wzgrza, szukajc znakw ycia.
- Mog si rozejrze? spytaa, kiedy Tyvara podniosa si i rozprostowaa nagi.
Zerkna na niebo, ktre byo teraz w kolorze ciemnego szkaratu, ale noc bya jeszcze zbyt
jasna, eby mogli ruszy w dalsz drog.
- Moesz, Ale trzymaj si z dala od widoku drogi.
- Oczywicie.
Schronili si wrd czterech cian pozbawionych dachu. Lorkin wsta i wyjrza przez jedna z
wyrw z zamiarem przyjrzenia si frontowi budynku.
W otworze pojawia si kobieta.
Lorkin zamar. Kobieta miaa na sobie strj niewolnicy, ale jej zachowanie nie zgadzao si z
wygldem. Umiechaa si do niego, ale nie by to przyjazny umiech. Zrobia krok do
przodu, mruc oczy. Lorkin odruchowo wzmocni tarcz.
Instynkt go nie zawid. Kobieta zmarszczya nos, skupiajc uwag, i jego tarcza zadraa od
ciosw magii. Powietrze miedzy nimi zamigotao. Lorkin cofn si. Wzrok kobiety by
zimny i peen napicia. Nie mia wtpliwoci, e chce go zabi. Serce walio mu ze strachu.
Mia ochot ucieka. Co mogoby by rozsdne, pomyla. Ona musi by Zdrajczyni, a to
znaczy, e wada czarn magi, co z kolei oznacza, e jest znacznie ode mnie silniejsza.
Zanim jednak zdoa dokoczy t myl, pojawia si przy nim Tyvara. Wzrok kobiety
powdrowa ku niej. Lorkin poczu mdoci i ulg. Tyvara zatrzymaa si krok przed nim i jej
tarcza otoczya jego oson. Mimo e atak
Usta, Lorkin utrzymywa mocno swoj tarcz, na wypadek gdyby jej upada.
- Przesta, Rasho odezwaa si Tyvara.
- Tylko jeli ty przestaniesz. odpowiedziaa tamta.
- Przysigasz, ze nie uderzysz mnie ani Lorkina?
- Przysigam, e nie uderz ciebie. Ale on przeniosa znw wzrok na niego musi umrze.
Lorkin wzdrygn si. Zauway tez, ze kobieta przestaa uderza w Tyvar.
- Krlowa rozkazaa, eby go nie zabija.
- Ona nie ma prawa kaza nam rezygnowa z zemsty sykna Rasha.
- Ishira zgina jako pierwsza.
W oczach kobiety rozbysn gniew.
- Pierwsza czy ostatnia, jakie to ma znaczenie?
- Bya moj towarzyszka zabaw. Mylisz, e mi jej nie brakuje. e nie tskni za ni?
- Nie masz pojcia ,co to znaczy straci dziecko! krzykna tamta kobieta.
- Nie odpara Tyvara z lekka irytacja. Ale uwaam, e to krlowa jest przykadem tego,
jak naley y po stracie, a nie ci, ktrzy chc mordowa cudz dzieci za bdy lub zbrodnie
rodzicw.
Rasha wpatrywaa si w Tyvar, a na jej twarzy malowaa si nienawi.
- Nie kadego sta na takie przebaczenie. I nie za wszystko. I tobie za morderstwo jednej z
naszych. Oczy kobiety rozbysy.- Marnujesz moc, osaniajc go. Oddaj mi go.
- A gdy go zabijesz, co zrobisz ze mn?- Lorkin zauway, e gos Tyvary by zdumiewajco
spokojny. Staa jednak w gotowoci, jakby spodziewajc si w kadej chwili kolejnego ataku.
Ona chce, eby ta kobieta mwia. C, mam nadziej, ze tak jest. Moe rwnie zacz
targowa si o swoje Zycie, oferujc moje.
- Wrcisz ze mn do Azylu. Wszyscy Zdrajcy musz wiedzie, e krlowa prdzej pozwoli
zgin jednemu ze swoich ludzi ni synowi tego, ktry zabi jej crk.
- Krlowa przede wszystkim chciaaby, eby ludzie suchali jej rozkazw. Wtedy nikt nie
zginie odezwa si czyj wysoki gos. To do rozsdny rozkaz i dobry dla wszystkich.
Rasha zrobia krok w bok, jednoczenie odwracajc si na picie.
W wyrwie muru staa kolejna kobieta w ubraniu niewolnicy, opierajc si o cian w
wystudiowanie nonszalanckiej pozie.
- Chari powiedziaa Tyvara, a w jej gosie zabrzmiaa ulga i ciepo.
Nowo przybya umiechna si pogodnie do wszystkich, po czym wesza do zrujnowanego
budynku krokiem modej Kyralianki pojawiajcej si na balu czy przyjciu.
- Mam najnowsze, wieutkie rozkazy od krlowej oznajmia. Nie wolno krzywdzi
Mistrza Lorkina. Tyvara
Ma zosta doprowadzona do Azylu i osdzona za zabjstwo Rivy. Odwrcia si do Rashy.
Poniewa mam wyszy stopie od ciebie, to zadanie naley do mnie. A ty lepiej uciekaj,
zanim twj pan zorientuje si, ze znika i wyle za tob pogo z batem.
Rasha patrzya na Chari przez chwil, po czym sykna i wycofaa si przez dziur w murze.
Dao si sysze trzaskanie gazek porastajcych wzgrze kolczastych krzakw, przez ktre
si przedzieraa.
Chari zwrcia si teraz do Tyvary.
- Narobia sobie kopotw.
Tyvara umiechna si. Dzikuje za interwencj. Skd wiedziaa, gdzie jestemy?
Moda kobieta wzruszya ramionami.
- Nie wiedziaam. Oczywicie wypatrywaam was, ale nie sdziam, e tu si pojawicie. To
najbardziej rzucajca si w oczy kryjwka w okolicy. Co ty sobie wyobraaa?
Tyvara wzruszya ramionami.
- Nie wiem. Potara twarz, na ktrej nagle pojawio si wyrane zmczenie. Szo nam tak
dobrze Zaoyam, ze moe ludzie uznaj, e nie udamy si do Azylu.
Chari pokrcia gow.
- Miaam te oko na Rash. Jest gwn straniczk w posiadoci obok mojej i bardzo chciaa
was zapa. Kiedy dowiedziaam si, e zebraa ludzi i ruszya w waszym kierunku,
wymknam si i poszam za nimi.
- Ludzi? Tyvara zachmurzya si. Gdzie SA pozostali?
- Na szczcie dla ciebie kazaa im czeka, podczas gdy sama miaa pj przodem i pozby
si twojego nowego przyjaciela. Chari zerkna na Lorkina z umiechem.
- Ale ja dotaram do nich wczeniej i odesaam ich do domu.
Mam wyszy stopie ni ty przypomnia sobie jej sowa wypowiedziane do Rashy. To
najwyraniej do potna Zdrajczyni. A skoro maja stopnie, to wcale nie s tak rwni, jak
twierdzi Tyvara.
- C dziki. Tyvara urwaa. No wic co ty zamierzasz z nami zrobi?
Chari nie odpowiedziaa. Wbia wzrok w ziemie, zacisna usta i podesza nieco bliej.
Zatrzymaa si kilka krokw od nich i spojrzaa badawczo na Tyvar.
- To prawda?
- Tak.
- Riva sprawiaa kopoty. Tylko ona moga cie sprowokowa.
Tyvara pokrcia przeczco gow.
- Gdyby istnia inny sposb.
- Dobrze, e tak mylisz, i dobrze, ze si nie wypierasz. J akie masz plany?
- Wrci do domu i rozwiza spraw.
Chari przeniosa spojrzenie na Lorkina, mierzc go wzrokiem od stp do gw.
A co z nim.
Lorkin postanowi nie zwraca uwagi na to. e rozmawia si o nim tak, jakby go tam nie
byo. Skoni uprzejmie gow.
- J estem zaszczycony , mogc cie pozna, Cheri Zdrajczyni.
Kobieta rozpromienia si i podesza do niego.
- Podoba mi si. Jestem zaszczycona, mogc pozna ciebie, Lorkinie z Gildii.
- Lorkin zaoferowa, e wrci ze mn i ujmie si za mn podczas procesu.
Cheri uniosa brwi.
- Chcesz z ni i? zapytaa.
- Tak.
J ej twarz wyraaa teraz zarwno pochwa, jak i szacunek.
- Odwany z ciebie czowiek. Dasz nam to, czego nie da nam twj ojciec.
- Porozmawiamy o tym na miejscu odpara Tyvara, zanim zdy odpowiedzie.
Kobieta zamiaa si.
- Nie wtpi. Oczywicie to nie nastpi zwrcia si do niego. Ty masz wrci do Azylu. Z
ca pewnoci nie moemy przeprowadzi ci do naszej tajnej kryjwki. Na to
musiaybymy mie zgod.
- Ile to zajmie? - zapyta.
Chari zastanowia si.
- Sze do siedmiu dni. Moe uda nam si skrci podr, jeli spotkamy si z Mwczyni
Savar w osadzie garbarzy. Zerkna na Tyvar Savara bya nauczycielka Tyvary, moj
zreszt te, i jest jedna z naszych przywdczy. J eli rzeczywicie chcesz i do Azylu,
musisz ja do tego przekona.
- A jak mog to zrobi?
Cheri wzruszya ramionami.
- Uyj swojego uroku i entuzjazmu powiedziaa mu Tyvara. Ale nic jej nie obiecuj. Moi
ludzie bd podejrzliwi wobec obietnic, o ile w ogle w nie uwierz. Musisz jedynie
wspomnie, ze rozwaasz naprawienie szkd wyrzdzonych przez zdrad twojego ojca, ale
nie podawaj konkretw.
Potakna.- Dam sobie rad.
Tyvara umiechna si.
- Nie mog si doczeka, kiedy to zobacz.
- Ja te powiedziaa Chari. Spojrzaa na jego trepy. Jak twoje stopy?
- Zmczone.
- Co powiesz na przejadk wozem? Mamy adunek paszy do wysania do jednego z
zewntrznych majtkw jutro. Myl, ze znajdzie si miejsce dla dwojga dodatkowych
niewolnikw.
Lorkin spojrza na Tyvar. Moemy jej zaufa?
Potakna. Chari to moja stara przyjacika. Uczyymy si razem. Umiechn si, a Chari
skonia nieznacznie gow.
- W takim razie zgadzam si. Prawd mwic, to brzmi jak propozycja zbyt atrakcyjna, eby
j odrzuca.
- Wic nie odrzucaj. Chari umiechna si pogodnie.
- Poza tym mog zaoferowa ka w mojej posiadoci. Nieco wygodniejsze ni ziemia w
starej ruinie. No i nachylia si ku Lorkinowi i pocigna nosem kpiel.
Lorkin zerkn na Tyvar, ktra spochmurniaa.
- Co nie w porzdku? zapyta.
Potrzsna gow.
- Nie. Spojrzaa na Chari z westchnieniem. - Jeste pewna, e Lorkin bdzie bezpieczny w
twojej posiadoci?
Moda kobieta umiechna si szeroko.
- Pan jest uroczym starym pijakiem. To ja podejmuj wszystkie decyzje, wcznie z zakupem
niewolnikw. W posiadoci nie ma ani jednego niewolnika, ktrego bym nie zaakceptowaa,
a ilekro Mwczyni Wcibska usiowaa wcisn mi ktr ze swoich dziewczyn,
znajdowaam im jakie inne miejsce.
Tyvara pokrcia powoli gow.
Bdzie z ciebie bardzo grona kobieta, jeli kiedykolwiek zdecydujesz si zaj miejsce przy
Stole.
- Pewnie. Chari rozpromienia si. Lepiej wic ze mn nie zadzieraj. A unikniesz tego,
jeli si wykpiesz. Chodcie. Wracajmy do domu, dopki pan za mn nie zatskni.
Nie prosiaby o spotkanie, gdyby nie miaa powanego powodu oznajmi Gol, pieszc za
Cerym.
- Ta uwaga miaa mnie pocieszy? odgryz si Cery.
- No mwiem tylko, e to rozsdna dziewczyna.
- Wolabym, eby nie bya rozsdna i nie miaa powodw do spotka ze mn. Cery rzuci
mu spojrzenie spode ba. J eli jest rozsdna i ma dobry powd, to jest due ryzyko, e stao
si co zego.
Gol westchn i zamilk. Cery kluczy midzy penymi gnijcego jedzenia skrzyniami i
kadziami w zauku. Przynajmniej wiem, e Anyi yje, pomyla. Gol co jaki czas usiowa j
odszuka i ku zadowoleniu Ceryego nie udawao mu si powtarza sobie, e to dziki temu,
e zdoaa si dobrze ukry. A nie dlatego, ze jej ciaa nigdy nie znaleziono lub nie
rozpoznano.
Przy kocu zauka zatrzyma si i zapuka do drzwi. Po krtkiej chwili uchyliy si do rodka
i mczyzna z bliznami na twarzy wpuci ich do wntrza. Z bocznych drzwi wychyna
znajoma kobieta, eby ich powita.
- Donia powiedzia Cery, zmuszajc si do pumiechu. Jak interesy?
- Jak zwykle odpara, unoszc kcik ust w krzywym umiechu. Mio ci znowu widzie.
Przygotowaam pokoje, tak jak lubisz. Ona ju czeka.
- Dziki.
Wspili si z Golem na schody. Zaniepokojony Cery by nerwowy i rozglda si na boki,
wypatrujc oznak zasadzki. Nie sdzi prawdzie, e Donia mogaby go wiadomie zdradzi,
ale nigdy nie odrzuca moliwoci, e kto zapamita, i byli w modoci przyjacimi, i
zastawi puapk w jej spylunce. Albo bdzie go szpiegowa. Zawsze kaza Doni oprnia
pokoje na najwyszym Pietrze po obu stronach i pod tym, w ktrym si z kim spotyka, eby
nikt nie mg podsuchiwa.
Dotar do drzwi tego samego pokoju, w ktrym poprzednio spotka si z Anyi, i z
rozbawieniem dostrzeg, e trwaa w dokadnie takiej pozycji jak wtedy. Zachowujc
obojtny wyraz twarzy, wszed za Golem do rodka. Wielkolud rozejrza si po pokoju i
zamkn drzwi. Cery dokadnie przyjrza si crce. Miaa cienie pod oczami i wydawaa si
jeszcze chudsza, ale jej wzrok by przytomny i hardy.
- Anyi odezwa si. Ciesz si, e udaje ci si unika kopotw.
Kcik jej ust zadra.
- Ciesz si, ze widz ci ywym. J ak tam polowanie na morderc moich braci?
Cery poczu dobrze znane ukucie blu.
- rednio.
- To znaczy?
Stumi westchnienie. J ej matka rwnie nie lubia wymijajcych odpowiedzi.
- ledz kogo, ale nie bd wiedzia, czy to waciwa osoba, dopki jej nie zapie.
Zacisna usta i skina gow.
- Dlaczego pozwolie na otwarcie palarni na Stronie Pnocnej?
Zamruga powiekami ze zdumienia. Nie pozwoliem.
- Nic o nich nie wiesz? - Uniosa brwi i przeniosa wzrok na Gola. On nic o nich nie wie?
- Nie. Cery zerkn na Gola. To znaczy ju wiemy.
- Zamkniesz je.
- Oczywicie.
Zmarszczya brwi.
- ale nie zrobisz tego sam, prawda? Osobicie?
Wzruszy ramionami.
- Zapewne nie. Czemu pytasz?
- J edna otwarto niedaleko miejsca, gdzie mieszkaam. Dlatego wanie ju tam nie mieszkam.
Paskudni ludzie. Syszaam, jak rozmawiali z poprzednim wacicielem. ciany s do
cienkie, wic nie byo kopotw z podsuchaniem. Zmruya oczy. Powiedzieli temu
czowiekowi, ze odbior mu dom i sklep. I e jeli komukolwiek powie, zrobi cos jemu i
jego rodzinie. Bya z nimi kobieta o dziwacznym akcencie nigdy wczeniej takiego nie
syszaam. Co powiedziaa i szewc krzykn. Kiedy jego wrcia pniej, gdy ju sobie
poszli, do domu, syszaam, jak jej opowiada o tym, co si stao. Powiedzia, e skrzywdzili
go magi. Anyi spojrzaa z napiciem na ojca. Mylisz, e to moliwe czy oni go
oszukali?
Cery nie spuszcza z niej wzroku. Jeli to dzika jeli to ona jest owc Zodziei Czyby
staraa si dosta w poblie Skellina, pracujc z jego sprzedawcami gnilu?
- Dziwaczny akcent powtrzy.
- Tak.
_ Widziaa ja?
- Nie. Ale po miecie od lat kr plotki o dzikich magach. To miaoby sens, gdyby byli
cudzoziemcami. Magowie spoza Krain Sprzymierzonych nie bd si zapisywa do Gildii.
Urwaa, wzruszajc ramionami. Oczywicie ona moga udawa.
Cery pokiwa gow z wyrazem zadowolenia.
- Dobrze zrobia, wyprowadzajc si. Lepiej zakada, e ta kobieta wada magi, i ucieka
stamtd. Masz now kryjwk?
- Nie. Mam kilka, ale wszystkie s tak czy inaczej spalone. Podniosa na niego wzrok.
Tobie si niele powodzi, sdzc z wygldu.
- Nie wiem, ile zawdziczam temu co robi, a ile szczciu przyzna.
- I tak majc pienidze i kontakty, musi by ci atwiej ni mnie.
Cery wzruszy ramionami.
- To pomaga.
- Prawda. Moe w takim razie zamieszkam z tob.? Bo ukrywajc si, nie mog zarabia, a
wydaam ju wszystkie oszczdnoci no i straciam kontakty.
Cery zamierza ju zaprotestowa, ale ona skoczya na nogi.
- Nie mw mi, ze bd bezpieczniejsza z dala od ciebie. Nikt poza tob i Golem nie wie, e
jestemy spokrewnieni, a ja nie planuje robi z tego publicznej plotki. Nie zamierzam by z
tob jako twoja crka. Wyprostowaa si i wspara rce na biodrach. Bd przy tobie jako
twj ochroniarz.
Gol omal si nie zakrztusi.
- Anyi - zacz Cery.
- Spjrz prawdzie w oczy, potrzebujesz ochroniarza. Gol starzeje si i robi si coraz
wolniejszy. Potrzebujesz kogo modego. Kogo, komu bdziesz mg zaufa tak samo jak
jemu.
Tym razem Gol zacz bekota.
- Modo i zaufanie to nie wszystko, czego potrzebuje ochroniarz zauway Cery.
Umiechna si i skrzyowaa rce na piersi.
- Uwaasz, ze nie umiem walczy? Umiem. Nawet si uczyam. Udowodni ci.
Cery powstrzyma si od sarkastycznej uwagi, ktra cisna mu si na usta. To moja crka.
Rozmawialimy dzi wicej ni przez kilka ostatnich lat. Nic nie zyskam, odsyajc j. A
moe ona oddziedziczya jakie talenty po ojcu.
-No dobrze powiedzia. Co powiesz na to: moe mi pokaesz , jak stary i powolny jest Gol?
Prawie si rozemia, widzc wyraz twarzy swojego ochroniarza. Uraza i niezadowolenie
zmieniy si w ostrono, kiedy Anyi odwrcia si do niego i przykucna. W jej rce
bysn metal. Cery nie zauway, kiedy signa po n. Przyjrza si temu, jak trzymaa
bro, i pokiwa gow z uznaniem.
Zapowiada si ciekawie.
- Tylko go nie zabij powiedzia do niej.
Gol otrzsn si ju z zaskoczenia i zblia si do Anyi tym ostronym, dobrze wywaonym
krokiem, ktry Cery zna doskonale. Powolnym ruchem wydoby n. Wielkolud nie by
moe szybki, ale za to twardy jak skaa i wiedzia, jak wykorzysta rwnowag i mas
przeciwnika. Albo przeciwniczki.
Anyi rwnie si do niego przybliya i Cery z zadowoleniem zauway, e nie pieszy si.
Niemniej okrya Gola, a to nie byo dobre. Ochroniarz powinien trzyma si pomidzy
atakujcymi a osob, ktr strzeg. Musze j tego nauczy.
Zapa si na tej myli i spospnia. Naprawd? Czy ja w ogle powinienem dopuszcza ja
blisko siebie, nie mwic ju o wystawianiu na pozycje, w ktrej bdzie naraona na atak.
Powinienem da jej pienidze i odesa j.
Czu jednak przez skr, ze jej by si to nie spodobao.
Czy ja odele, czy pozwoli jej zosta z sob, ona bdzie chciaa cos robi. A nie ma gdzie si
schroni. Jak mog j odesa?
Ona jednak bya uparta. J eli odele j z powrotem do miasta zwaszcza jeli da jej
pienidze znajdzie now kryjwk. A moe uzna, ze nie wytrzyma ycia w ukryciu, i da
sobie spokj z ostronoci.
Szybkie ruchy przycigny jego uwag z powrotem do walki. Zauway, e Anyi
zaatakowaa Gola. Znw nie najlepsze posuniecie ze strony ochroniarza. Gol sprawnie
unikn ciosu, zapa j za ramie i wykorzysta jej ruch, eby popchn j i obrci, rzucajc
na podog za sob. Wydaa okrzyk blu i protestu, kiedy wykrca jej rami, nie pozwalajc
jej si podnie.
Cery podszed i wyj jej n z rki, po czym cofn si.
- Pu j.
Gol zwolni uchwyt i zrobi krok w ty. Spojrza Cerymu prosto w oczy i skin gow.
- J est szybka, ale ma ze nawyki. Trzeba bdzie ja nauczy.
Cery zmarszczy brwi na te sowa. On ju uzna, e ja j zatrzymam.
Anyi wstaa, mruc oczy i rzucajc wrogie spojrzenia na Gola, ale nie powiedziaa ani sowa.
Zerkna na Ceryego, po czym spucia wzrok.
- Naucz si - powiedziaa.
- Bdziesz miaa sporo nauki oznajmi Cery.
- A wic przyjmiesz mnie na ochroniarza?
Zawaha si, zanim odpowiedzia.
- Rozwa to, gdy ju skoczysz nauk i kiedy uznam, ze jeste wystarczajco dobra. Tak czy
siak, od teraz pracujesz dla mnie, a to oznacza, e masz sucha polece. adnych sporw.
Wykonujesz rozkazy, nawet jeli ich nie rozumiesz.
Potakna.
- W porzdku.
Podszed do niej i odda n.
- A Gol nie jest stary. Jestemy mniej wicej w tym samym wieku.
Anyi uniosa brwi.
- J eli uwaasz, e to oznacza, ze nie jest stary, to naprawd potrzebujesz nowego
ochraniarza.


ROZDZIA 23


NOWI POMOCNICY


Uzdrowicielka Nikea wesza do pokoju bada, kiedy ostatnia pacjentka Sonei kobieta, ktra
bezskutecznie usiowaa rzuci nil wysza. Sonea uleczya j, ale wcale nie wpyno to na
gd narkotyku.
- Musz ci cos pokaza oznajmia Nikea.
- Tak? Sonea zerkna na ni znad swoich notatek. Co takiego?
- Co odpara Nikea, umiechajc si i robic porozumiewawcz min.
Serce Sonei stano na chwil i natychmiast zjechao do odka. Gdyby Cery po prostu
wysa wiadomo, Nikea by j dostarczya. To porozumiewawcze spojrzenie oznaczao, e
przybyo co wicej ni informacja, a Sonea obawiaa si, e tym czym jest Cery.
Wiedzia, e nie lubia, kiedy tu przychodzi. Musia wic mie wany powd.
Wstaa, wysza z pokoju i ruszya korytarzem za Nike. Weszy do niedostpnej dla
pacjentw czci lecznicy. W korytarzu stao dwoje Uzdrowicieli pochylonych ku sobie w
cichej rozmowie. Wzrok mieli utkwiony w drzwiach magazynu, ale przenieli go na Sone,
kiedy do nich podesza. Natychmiast wyprostowali si i uprzejmie skonili gowy.
- Czarny Magu Soneo wymamrotali, po czym popiesznie oddalili si.
Nikea poprowadzia Sone do drzwi, ktre uwaali za tak interesujce, i otwara je. W rodku
na niskiej drabince pomidzy regaami penymi banday i innych medycznych zasobw
siedzia znajomy osobnik. Wsta. Sonea wesza do rodka z westchnieniem i zamkna za
sob drzwi.
- Cery odezwaa si. Dobre czy ze wieci?
Wygi usta w krzywym umiechu.
- J a czuj si dobrze, jeli o to pytasz. A ty?
Skrzyowaa rce na piersi.
- Niele.
- Wygldasz na troch oszoomion.
- Jest rodek nocy, a mimo to mamy tylu pacjentw co za dnia, nic, czego prbuj, nie
pomaga na uzalenienie od nilu, w miecie grasuje dziki mag, a ja, zamiast powiedzie o tym
Gildii, ryzykuj moj ograniczon wolno, wsppracujc ze Zodziejem, ktry koniecznie
chce spotyka si ze mn w miejscu publicznym. Na dodatek mj syn jest wci zaginiony w
Sachace, jak ja mam mie dobry humor?
Cery skrzywi si.
- No, fakt. A wic nie masz wieci od Lorkina.
- Nie. Westchna ponownie. Wiem, ze nie przyszedby bez powodu, Cery. Nie
spodziewaj si tylko, e bd spokojna i rozluniona. Wic jakie wieci?
Usiad ponownie.
- Co powiesz na udzia kolejnego Zodzieja w poszukiwaniu dzikiej?
Sonea wlepia w niego zdumiony wzrok.
- To kto, kogo znam?
- Wtpi. To jeden z nowych. Nastpca Farena. Nazywa si Skellin.
- Musi mie duo do zaoferowania, skoro w ogle to rozwaasz.
Cery potakn.
- Owszem. To jeden z najpotniejszych Zodziei w miecie. I bardzo zainteresowany owc
Zodziei. Jaki czas temu poprosi mnie o informacje, gdybym cokolwiek znalaz. Wie, e
dzika moe nie by owca Zodziei, ale uwaa, e lepiej j wyledzi i upewni si.
A co on z tego bdzie mia?
Cery umiechn si.
- Chce si z tob spotka. Wyglda na to, e Faren naopowiada mu rnych historii, wic on
naprawd zapragn pozna legendarna posta.
Sonea burkna cos mao uprzejmie.
- W porzdku, pod warunkiem e nie bdzie mia podobnych pomysw jak Faren w kwestii
mojej przydatnoci.
- Ale z pewnoci ma, ale nie bdzie si spodziewa, eby je podzielaa.
- Czy on ma wiksze szanse na znalezienie dzikiej ni ty?
Cery spowania.
- Wywiadczya przysug sprzedawcy gnilu, ktry rozkrca interes na moim terenie, dopki
tego nie ukrciem. Skellin kontroluje wikszo handlu gnilem, wic mam nadzieje, ze uda
mu si wyledzi.
- Ten Zodziej, z ktrym mamy wsppracowa, jest gwnym rdem nilu? przerwaa
Sonea.
- Cery potakn, marszczc nos z niesmakiem.
- Tak.
Odwrcia si.
- Po prostu cudownie.
Przyjmiesz jego pomoc?
Spojrzaa na niego. Patrzy na ni hardym, wyzywajcym wzrokiem. Co on takiego
powiedzia? rozkrca interes na moim terenie, dopki tego nie ukrciem. Moe nie
podobao mu si, co nil robi z ludmi, tak samo jak jej. On jednak nie ma wyboru, musi
wsppracowa z takimi ludmi jak ten Skellin. To jeden z najpotniejszych Zodziei w
miecie. J eli dzika pracuje dla handlarzy Nilem, to ona i Cery maj wiksze szanse
odnale j poprzez sie kontaktw Zodzieja, ktry jest gwnym importerem narkotyku. Cos
nagle przyszo jej do gowy. Moe dzika tez jest uzaleniona i handlarz zmusza ja do
posugiwania si magia i pomagania mu w jego przestpczej dziaalnoci w zamian za
narkotyk.
Sonea potara skronie, rozmylajc o tym. ami ju cae mnstwo zasad i przepisw. Jak na
ironie, to nie pogorszy sprawy, jeli chodzi o Gildie. Tylko ja bd si czua gorzej.
- Id i umw si z nim. J eli bdzie mia wiadomo, ze spotkanie z legend oznacza jedynie
tyle, ze znajdziemy si w jednym miejscu w jednym czasie i porozmawiamy uprzejmie
niezbyt dugo i jeli ty uwaasz, e wsppraca z nim jest niezbdna nie bd si
sprzeciwia.
Cery potakn.
- Myl, e go potrzebujemy. I postaram si, eby rozumia, e nie jeste do wynajcia.
Wysiadajc z powozu, Dannyl i Achati rozejrzeli si po okolicy. Droga, ktra podrowali na
pnoc, koczya si w miejscu, gdzie natykaa si na trakt wiodcy z zachodu na wschd.
Wzdu nowej drogi pyn strumyk. Otaczay ich wzgrza: skay wyrastajce spord dzikiej
rolinnoci.
- Zaczekamy tutaj powiedzia Achati.
- J ak sadzisz, jak dugo? spyta Dannyl.
- Godzin, moe dwie.
Achati umwi si na skrzyowaniu z grup lokalnych magw, ktrzy mieli wesprze ich
magia. Mieli te przyprowadzi tropiciela. Wyjani, e jeli dotr do gr i bd musieli
opuci drog, ryzyko ataku ze strony Zdrajcw znacznie wzronie.
Sachakanin odwrci si do swoich niewolnikw, nakazujc im przynie poywienie dla
niego, Dannyla i ich samych. Kiedy dwaj modziecy zabrali si za wykonywanie polece,
Dannyl przyapa si na obserwacji nie po raz pierwszy zreszt e Achati dobrze traktuje
swoich niewolnikw. Sprawia wraenie, jakby ich wrcz lubi.
Kiedy jedli niewielkie paskie placki, ktre dostali w ostatniej posiadoci, Dannyl spojrza
znw na wzgrza. J ego wzrok przycigny skalne turnie. Zmarszczy brwi, widzc, e
niektre przypominaj raczej sterty gazw.
- Czy to jakie ruiny? spyta, zwracajc si do Achatiego.
Mczyzna spojrza we wskazanym kierunku i przytakn.
- Zapewne. J est ich tu troch.
- Z jakiego okresu?
Achati wzruszy ramionami.
- Dawnego.
- Miaby co przeciwko temu, ebym si im przyjrza?
- Ale skd. Achati umiechn si. Dam ci znak, kiedy przyjad pozostali.
Dannyl skoczy posiek, przeszed przez drog i wspi si na zbocze. Wzgrze byo bardziej
strome, ni wydawao si z powozu, i kiedy Dannyl dotar do pierwszej sterty kamieni, dysza
ciko. Przez chwil azi po zboczu, znajdujc kawaki murw i odpoczywajc, eby zapa
oddech. Kiedy odetchn, uzna, e warto zobaczy, co otaczay te fortyfikacje, ruszy wic w
gr.
Rolinno stawaa si gstsza i wysza bliej szczytu. Kolczaste krzaki chwytay go za
rkawy, rozdzierajc materia - od tej pory omija je szerokim ukiem. Suszenie tkanin magi,
a nawet usuwanie plam byo atwe, ale atanie dziur przekraczao moliwoci Dannyla.
Zapewne daoby si jako poczy na powrt rozerwane nitki, ale wymagaoby to czasu i
uwagi. Z niepokojem zauway, ze kolejne pozostaoci murw wyrastay ze splatanej masy
kolczastych krzeww. Utworzy magiczna tarcz, eby si przez nie przecisn. Na samym
szczycie znalaz paski fragment pomidzy niskimi cianami, jedynymi, ktre zachoway si z
budynku, ale poza tym byy tam wycznie zwietrzae kamienie.
Niczego si tu nie dowiem, uzna. Musiabym przekopa to wszystko. Spojrza na
rozcigajce si poniej pola i majaczce w oddali gry. Na zachodzie pojawiy si ciemne
chmury, co oznaczao przerw w suchej, sonecznej pogodzie, ktr cieszyli si od wyjazdu z
Arvice. Nie by w stanie oceni, kiedy deszcz ich dogoni. Wyszed z budynku i skierowa si
z powrotem ku drodze.
Nieco niej znalaz miejsce, gdzie spomidzy krzeww mia dobry widok na powz i drog.
Achati siedzia w wskich drzwiach powozu. Dannyl zobaczy, jak przystojny niewolnik
imieniem Varn uklk przed magiem, wycigajc rce wntrzem doni do gry. wiato
odbio si w czym trzymanym przez Achatiego w rce.
N.
Dannyl poczu, e zamiera mu serce, i stan w miejscu. Achati unis ozdobne ostrze, ktre
zazwyczaj trzyma w pochwie przy boku, i lekko dotkn nadgarstkw niewolnika. Schowa z
powrotem sztylet i uj nadgarstki Varna w rce. Dannyl patrzy z bijcym mocno sercem. Po
krtkiej chwili Achati zwolni niewolnika.
To oznacza, e Varn jest rdem Achatiego, pomyla Dannyl. Uwiadomi sobie, e serce
nie bije mu szybciej ze strachu. Raczej z podniecenia. Wanie byem wiadkiem staroytnego
rytuau czarnej magii. Magia przepyna od niewolnika do pana. I nikt nie zosta zabity.
Scena bya zaskakujco spokojna i pena godnoci.
Mody czowiek nie wsta, ale podczoga si bliej swojego pana. Zamiast trzyma wzrok
wbity w ziemie jak zazwyczaj, podnis go na Achatiego. Dannyl wpatrywa si, ujty
wyrazem twarzy mczyzny. Jeli to nie wyobrania pata mi figle z daleka, powiedziabym,
e on go adoruje. Umiechn si w duchu. Myl, ze nietrudno jest kocha pana, ktry
traktuje cie dobrze.
Nagle niewolnik umiechn si i przysun bardzo blisko do Achatiego. Mag pooy do na
policzku modzieca i pokrci gow. Nachyli si i pocaowa Varna w usta. Niewolnik
odsun si, nie przestajc si umiecha.
Dannyl uzmysowi sobie kilka rzeczy naraz. Po pierwsze, ze obaj mczyni na pewno zaraz
rozejrz si dookoa, eby sprawdzi, czy nikt ich nie widzi. Odwrci wzrok, eby nie
przyapali go na podgldaniu, i ruszy w d zbocza. Po drugie, e niewolnik nie kocha
swojego pana tak po prostu on go kocha. I po trzecie: sposb w jaki Achati gadzi twarz
modzieca, podpowiada, e Varn nie by zwykym niewolnikiem od sprawiania
przyjemnoci.
Czy mona tu dziaa jedynie w ten sposb? zastanawia si. A co mczyznami o tej samej
pozycji spoecznej?
Nie mia jednak czasu na rozwaanie tej kwestii. Kiedy wydosta si z gstych zaroli i
przystan, eby spojrze na drog ku zachodowi, dostrzeg na niej piciu jedcw i wz.
Zbliali si wanie do skrzyowania. Dannyl pobieg na d wzgrza i przystan dopiero na
drodze, machajc rk, kiedy dostrzeg go Achati. Sachakanin wsta i podszed do niego.
- Doskonae wyczucie czasu, Ambasadorze Dannylu powiedzia, mruc oczy i spogldajc
ku postaciom w oddali. Znalaze tam na grze cokolwiek ciekawego?
- Mnstwo kolczastych krzakw odpar smtnie Dannyl. Obawiam si, e twoi przyjaciele
spotkaj bardzo potarganego Kyralianina.
Achati obrzuci podarta szat Dannyla wzrokiem.
- Ach, tak. Sachakaska rolinno bywa rwnie czepialska jak tutejsi ludzie. Kae Varnowi,
eby to zacerowa.
Dannyl skin gow z wdzicznoci.
- Dzikuj, Czy powinienem jako specjalnie powita naszych nowych towarzyszy?
Achati pokrci gow.
- J ak bdziesz mia jakiekolwiek wtpliwoci, zostaw gadanie mnie.
Wz z farmy by Duzy i porusza si powoli. Wypakowano go belami paszy dla byda,
przywizanymi bezpiecznie wieloma linami. Cigny go cztery goriny pierwsze due
zwierzta, jakie Lorkin widzia w Sachace. Wonic by niski, milczcy niewolnik, zajmujcy
jedyne siedzenie w pojedzie.
Pozostaa trjka pasaerw podrowaa w zagbieniu midzy paczkami paszy. Szczeliny
pomidzy balami tworzcymi dach doprowadzay powietrze, ale ciany byy szczelnie
upakowane. W jednym kocu zagbienia leay trzy niewielkie pakunki Lorkin uzna, e to
zapewne prowiant na podr w gry. Chari i Tyvara siedziay po jego obu stronach na
siedzisku z paszy biegncym wzdu zagbienia, co oznaczao, e musia obraca si tyem
do jednej z nich, eby patrze na druga. Chari trcia go okciem w bok.
- Wygodniej ni pieszo, co?
- Niewtpliwie. To by twj pomys.
Machna lekcewaco rk.
- Nie robimy tak od stuleci. Musimy jako przenosi niewolnikw z miejsca na miejsce.
Spochmurnia.
- Czy w takim razie Zdrajcy, ktrzy zobacz taki wz, nie bd podejrzewa, ze kto
podruje w rodku?
Chari wzruszya ramionami.
- Owszem, ale nie bd zaczepia bez powodu. Zwaszcza w dzie. Niewolnicy nie
zatrzymuj wozw nalecych do innych majtkw. To nie ich sprawa. Gdyby jaki ashaki
ich na tym przyapa, uznaby to za dziwne i mgby chcie dowiedzie si wicej.
Zachmurzya si. Trzymanie ci w ukryciu ma t dodatkowa zalet, ze unikamy
konfrontacji takich jak z Rash. Moja wadza pozwala mi powstrzymywa Zdrajcw w jej
rodzaju- nie martw si, nie wszyscy pragniemy twojej mierci ale to wszystko tylko by nas
spowalniao. J eli inni Zdrajcy bd podejrzewa, e tu jeste, zao susznie, e nie jest to
moliwe bez wiedzy innych Zdrajcw. Czego takiego nie zorganizowaby sobie sam.
- Nie zapominajmy o ludziach, ktrzy szukaj Lorkina wtrcia Tyvara. Ambasador
Dannyl i wysannik Krla, ashaki Achati.
- Ci dwaj? Chari machna lekcewaco rk. Postaralimy si, eby ich zmyli, jeli
znw bd wszy w posiadociach. Umiechna si. Moemy ich min, i im nie
przyjdzie do gowy, e tu jestemy.- Spojrzaa na bale paszy nad ich gowami.- Tyle tylko, ze
tu robi si duszno w upalne dni. Dobrze, ze zdarzylicie si wykapa, nie?
Lorkin potakn, patrzc po sobie. Resztka barwnika zmya si z jego skry. Poklepa czyst
niewolnicz tunik.
- Dzikuj te za nowe ubranie.
Chari spojrzaa na niego, krzywic si.
- Wkrtce pozbdziesz si tego i przebierzemy ci w bardziej odpowiedni strj.
- Nigdy nie sdziem, e to powiem, ale tsknie za moimi szatami Gildii powiedzia
aonie.
- Czemu wczeniej ich nie lubie?
- Bo wszyscy magowie je nosz. To jest troch nudne. J edyna zmiana nastpuje, kiedy
koczysz nowicjat i zostajesz magiem chyba e zostajesz jednym ze Starszych Magw, ale
wikszo z nich nosi tylko pas w innym kolorze.
- Nowicjusz to ucze, tak? J ak dugo jest si nowicjuszem?
- Wszyscy, ktrzy wstpuj do Gildii, s nowicjuszami. Spdzaj na Uniwersytecie okoo
piciu lat do ukoczenia studiw.
- J akich rodzajw magii uczycie si na Uniwersytecie?
- Najrniejszych odpowiedzia. A oprcz magii rwnie przedmiotw niemagicznych,
takich jak historia czy strategia. Wikszo z nas okazuje si najlepsza w jakiej dziedzinie,
wic w kocu wybieramy jedna z dyscyplin jako specjalizacje: Uzdrawianie, Sztuki Wojenne
lub Alchemi.
- Co ty wybrae?
- Alchemie, Alchemika mona rozpozna po fioletowych szatach. Uzdrowiciele nosz ziele,
a Wojownicy czerwie.
Chari zmarszczya brwi.
- Co robi Alchemicy?
- Wszystko, czego nie robi Uzdrowiciele i Wojownicy wyjani Lorkin. Zazwyczaj czy
si to z magi, ale czasem nie. Ambasador Dannyl, ten mag, z ktrym tu przyjechaem i
ktremu powinienem pomaga, jest historykiem, co wcale nie czy si z magi.
- Mona wybra dwie dyscypliny? By Alchemikiem i Wojownikiem albo Alchemikiem i
Uzdrowicielem? Albo
- My to ju wiemy, Chari przerwaa jej Tyvara.
Lorkin podnis na ni wzrok. Spojrzaa na niego przepraszajco.
- Uczymy si o Gildii w ramach kultur wielu innych krajw wyjania.
- Owszem, ale ja nie zwracaam na to wikszej uwagi odpara Chari. Poza tym to jest
znacznie ciekawsze, kiedy syszy si to z ust prawdziwego kyraliaskiego maga.
Lorkin odwrci wzrok i napotka jej wyczekujcy wzrok.
- Na czym skoczye? podpowiedziaa.
Pokrci gow.
- Nie, nie moemy wybiera wicej ni jednej dyscypliny, ale wszyscy mamy podstawowe
wyksztacenie w kadej z nich.
- A zatem umiesz uzdrawia?
- Owszem, ale nie posiadam umiejtnoci ani wiedzy prawdziwego Uzdrowiciela.
Chari otwara usta, eby zada kolejne pytanie, ale Tyvara jej przeszkodzia.
- Moesz tez o cos spyta powiedziaa Lorkinowi. Chari moe nie by w stanie
odpowiedzie na wszystko, ale jeli nie przerwiesz tego przesuchania, bdzie cie zamcza
pytaniami przez ca drog.
Spojrza na Tyvar ze zdumieniem. Przez ca podr z Arvice niech Etnie udzielaa
jakichkolwiek odpowiedzi. Pod jego wzrokiem zacisna usta w wsk linie i przeniosa
spojrzenie na Chari. Lorkin zwrci si ku drugiej kobiecie. Chari przygldaa si Tyvarze z
rozbawieniem.
- No dobrze powiedziaa do Lorkina. Co by s chcia wiedzie?
Mimo e cisno mu si na usta mnstwo pyta dotyczcych Zdrajcw i ich tajemniczego
schronienia, a Chari wydawaa si znacznie bardziej otwarta, podejrzewa, e
przyzwyczajenie Tyvary do zachowywania tajemnic wkrtce ukrci jego rozmowy z Chari.
Czy istnieje cokolwiek dotyczcego Zdrajcw, o co mgby bezpiecznie zapyta, skoro tyle
informacji stanowi tajemnic?
Niewtpliwie nie powinien pyta, jak blokuj czytanie myli. Chocia wci podejrzewa, e
wymaga to czego w rodzaju krwawego kamienia? Nagle przypomnia sobie wzmianki o
kamieniu magazynujcym w rdach, ktre czyta dla Dannyla. Czy wspomnienie o tym
kamieniu stanowi ryzyko? Lorkin nie mia pojcia, gdzie mona znale takie kamienie albo
jak je wytworzy, nie odda wic broni w rce Zdrajcw, rozmawiajc o niej.
- J ak zapewne pamitasz, mwiem, ze Ambasador Dannyl jest historykiem zacz.
Chari przytakna.
Pisze historie magii. Obaj przeprowadzalimy troch bada w Sachace. Dannyla interesuje
przede wszystkim wypenienie luk w naszej historii: jak powstao pustkowie, kiedy i w jaki
sposb zburzono Imardin i go odbudowano. Mnie bardziej interesuje to, jak dziaay dawne
rodzaje magii.
Urwa, eby sprawdzi ich reakcj. Chari wpatrywaa si w niego z napiciem, a Tyvara
uniosa jedna brew, co uzna za znak zainteresowania i niejakiego zaskoczenia.
- Kiedy robiem notatki dla Dannyla, znalazem wzmiank o przedmiocie nazwanym
kamieniem magazynujcym cign ktry przechowywano w Arvice po wojnie
sachakaskiej. To najwyraniej by przedmiot ogromnej mocy. Zagin kilka lat po wojnie
wyglda na to, e skradziony przez kyraliaskiego maga. Wiesz moe cokolwiek na ten
temat?
Chari zerkna na Tyvar, ktra wzruszya ramionami i potrzsna gow.
- Nie wiem nic o tym konkretnego, ale syszaam co nieco o kamieniu magazynujcym
powiedziaa Chari. Z samej nazwy mona si domyli, ze su do magazynowania mocy.
Co moe by bardzo przydatne. S jednak bardzo rzadkie. Tak rzadkie, ze niegdy nadawano
im imiona i zapisywano ich historie, jakby byy ludmi. Wszystkie te, o ktrych syszaam,
zostay zniszczone wiele lat temu. Ostatni istnia zapewne ponad tysic lat temu, moe jeszcze
wicej. Jeli ten kamie magazynujcy istnia zaraz po wojnie sachakaskiej, to bdzie to
najnowsza wzmianka o tym przedmiocie. Nie wiedziae o nim do niedawna?
Pokrci przeczco gowa.
Chari zmylia si.
W takim razie albo zodziej ukry go bardzo skutecznie, albo kamie zosta zniszczony.
Mwisz, e Imardin zosta zburzony i odbudowany?
- Tak.
- Zniszczenie kamienia magazynujcego jest pono bardzo niebezpieczne. Wyzwala zawart
w nim moc w niekontrolowany sposb. Moe w ten sposb zburzono Imardin.
Lorkin zmarszczy brwi.
- To pewnie moliwe.
Rozwaa to, co powiedziaa. Zawsze wtpiem w to, e Szalony Ucze by tak potny, eby
spowodowa a takie zniszczenia, ale gdyby mia kamie magazynujcy
-Moemy zapyta archiwistw w Azylu powiedziaa Chari. To znaczy o starsze kamienie
magazynujce. Wtpi, eby wiedzieli cokolwiek o dziejach Imardinu.
- Krlowa Zarala moe co wiedzie wtrcia Tyvara.
Chari uniosa brwi.
- Podejrzewam, e jeli wpuci go do miasta, bdzie chciaa go sprawdzi.
- Owszem. Tyvara zmierzya go dziwacznym wzrokiem, w ktrym duma mieszaa si z
rozbawieniem. Z ca pewnoci.
Cheri zamiaa si i zwrcia znw do Lorkina.
- J este pewny, e chcesz i do Azylu?
- Oczywicie.
- Tyvara mwia ci, ze to miejsce rzdzone przez kobiety, prawda? Mczyni nie mog
nikomu rozkazywa. Nawet magowie jak ty.
Wzruszy ramionami.
- Nie mam potrzeby nikomu rozkazywa.
Umiechna si.
- Bardzo rozsdny z ciebie chopak. Zawsze mylaam, ze Kyralianie s aroganccy i
nieuczciwi. Pewnie nie wszyscy tacy jestecie. Tyvara nie zabraaby ci z sob, gdyby by
taki. No i takie sodkie, e tyle przeszede i ryzykowae dla niej ycie.
- No, ona uratowaa mi ycie.
- To prawda. Chari wycigna rk i poklepaa lekko po ramieniu Uczciwy i przystojny.
Zapewne dobrze wypadniesz. Moi ludzie zmienia opinie o Kyralianach po spotkaniu z Toba.
- Aha, i zaraz potem zaczniemy wymienia dary i przepisy kulinarne mrukna kliwie
Tyvara.
Lorkin odwrci si do niej. Rzucia mu krtkie spojrzenie, po czym odwrcia wzrok,
marszczc brwi. Co jej si nie podoba, pomyla. Serce mu podskoczyo. Czyby uwaaa, ze
Chari nas wyda?
- Powiedz mi wicej o Gildii odezwaa si Chari za jego plecami.
Tyvara przewrcia oczami z westchnieniem. Ulga i rozbawienie zastpiy obawy. Po prostu
irytowaa ja paplanina Chari. Miejmy nadziej, e tak jest. Chciabym z ni porozmawia.
Odkd Chari ich znalaza, nie byli ani na chwil sami.
Poczu si nagle bezradny. Chciabym porozmawia z tyloma ludmi. Chociaby z matka i
Dannylem.
Pomyla o krwawym klejnocie, ukrytym wci za okadka notatnika wsunitego za jego
tunik. Nie mia szans go uy, nie zdradzajc jego posiadania przed Tyvar. A teraz, odkd
bya z nimi Chari, szans bdzie jeszcze mniej.
Moe powinien wyjawi Tyvarze, i ma ten piercie. Ale tylko on moe da mi kontakt z
Gildi. Jeli mam ryzykowa jego utrat, musz zaczeka, a ryzyko bdzie nie do uniknicia.
A jeli mam negocjowa jaki ukad handlowy lub przymierze midzy Gildia a Zdrajcami,
musz mie moliwo porozumienia si z Gildi.
Na razie moe zrobi co w jego mocy, eby polepszy stosunki midzy jego krajem a
Zdrajcami. Zwrci si ponownie do Chari z umiechem.
- Wicej o Gildii? Co jeszcze chciaaby wiedzie?


ROZDZIA 24


PRZYDATNI SOJ USZNICY


Wygld Sonecznego Domu odpowiada jego nazwie. Ciepe wiato soneczne zalewao
ogrd i ruiny, sprawiajc, e wielobarwne kwiaty rozbyskiway w morzu zielonej rolinnoci.
Skellin oczekiwa Cery'ego w tej samej altanie, w ktrej spotkali si poprzednim razem, a
jego ochroniarz sta w pobliu.
Gol zatrzyma si przed altan, zachowujc tak sam odlego jak tamten stranik. Cery
ruszy dalej. Mia ochot obrci si i spojrze za siebie, ale nie z powodu swojego
przyjaciela i ochroniarza. J ak zwykle rozstawi kilku ze swoich ludzi, ktrzy mieli i za nim i
obserwowa, gotowi ruszy z pomoc, gdyby ich potrzebowa, albo te ostrzec go przed
zbliajcym si niebezpieczestwem, Nazywa ich gwardi cieni". Tym razem jednak
wrd znajomych twarzy bya te nowa,
Anyi. Uczya si szybko. Bya szybka i zwinna, i niekiedy troch lekkomylna. Okazao si,
e ryzyko podejmowaa najczciej nie z gupoty, ale z niewiedzy, a rady jego i Gola
przyjmowaa z pokrzepiajcym entuzjazmem i polotem. Umieszczajc j wrd
obserwatorw, mg w najbezpieczniejszy sposb da jej odczu, e wykonuje prac, o ktr
prosia, przy czym nie ryzykowa wyjawienia jej tosamoci ani te nie naraa jej na
prawdziwe niebezpieczestwo.
Niemniej ulice, ktrymi si poruszali, nigdy nie byy cakowicie bezpieczne, a Cery stale si
martwi, e jaki gupi rzezimieszek mgby prbowa j napa, co doprowadzioby do
bjki.
Kiedy Cery dotar do altanki, Skellin podnis si na jego powitanie.
- Co masz mi do powiedzenia, przyjacielu? - zapyta.
- Syszaem pewne pogoski.
Opowie o handlarzu gnilem i jego cudzoziemskiej pomocnicy sprawia, e na egzotycznej
twarzy Skellina pojawiy si zmarszczki zadumy. Cery skama w kwestii rda informacji,
mwic, e bya to praczka, ktra podsuchaa rozmow. Lepiej, eby imi Anyi nie pado.
- Hmmm. - To byo wszystko, co powiedzia Skellin. Wyglda na niezadowolonego. Moe
wrcz zagniewanego.
I poinformowaem ponadto moj znajom, e chciaby si z ni spotka - doda Cery. -
Zgodzia si.
Twarz Skellina rozjania si nieco i Zodziej wyprostowa si.
Naprawd? - Zatar rce z umiechem. - No, to jest co, czego nie bd mg si doczeka. A
jeli chodzi o twoje raczej ze wieci,.. przyjrz si temu. - Westchn. - Nie wyglda to
dobrze, co? Najpierw widzi si j na moim terenie, a teraz pracuje dla moich handlarzy
gnilem.
- Chyba e s to handlarze gnilem nalecy do kogo innego.
Usta drugiego Zodzieja wygiy si w krzywy umiech.
- Wtedy wieci byyby jeszcze gorsze. Dam ci zna, jeli si czegokolwiek dowiem. - W jego
gosie zabrzmiaa nuta, niemal groby. Czego takiego bym si spodziewa po czowieku o
jego wadzy i profesji, pomyla Cery,
Potakn. Wymienili uprzejme poegnania i rozeszli si przeciwnych kierunkach. J ak na
wysiek, ktry musz woy w dostanie si tutaj, te spotkania trwaj zawsze za krtko. Ale
siedzenie i niezobowizujca rozmowa ze Skellinem te by mi si nie umiechaa. Nie wiem
dlaczego. Moe dlatego, ze cigle czekam, kiedy zacznie usiowa namwi mnie na handel
gnilem. Gol doczy do niego i ruszyli w miasto. Zostawili Soneczny Dom kilka ulic za
sob, kiedy z bramy wysuna si posta i zbliya si do nich. Cery zesztywnia, po czym
rozluni si, rozpoznajc Anyi. Napi minie ponownie, uwiadamiajc sobie, e nie
usuchaa polece Nie miaa si do niego zblia, dopki nie znajd si na powrt w
kryjwce. Moe chce mnie przed czym ostrzec. Anyi ukonia mu si uprzejmie z powan
min, po czym zrwnaa z nim krok. A wic - odezwaa si cicho - masz dobre powody do
wsppracy z Krlem Gnilu? Cery rzuci jej rozbawione spojrzenie. - Kto go tak nazywa? -
P miasta odpara. Ktre p? Nisze... Ja jestem z niszej poowy, wic czemu tego nie
syszaem? Wzruszya ramionami.- Jeste stary i nie na czasie. No, wic masz dobry powd? -
Tak. Przez chwil szli w milczeniu. - Bo ja go nienawidz - powiedziaa nagle. - Och. A niby
dlaczego? - W miecie nie byo gnilu, zanim on si nie pojawi. Cery zrobi kwan min. -
Gdyby on tego nie sprowadzi, zrobiby to kto inny. Rzucia mu ponure spojrzenie .Dlaczego
ty go nie sprzedajesz? Mam swoje zasady. Nie s bardzo rygorystyczne, ale czego si
spodziewa. Jestem Zodziejem. Midzy tym, co robisz ty, i tym, co on robi s wielkie
rnice. Nie masz pojcia, co ja robi. Prawda. - Zachmurzya si.
- I wcale mi nie spieszno, eby si dowiedzie. Ale... dlaczego nie handlujesz gnilem?
Wzruszy ramionami. - Gnil czyni ludzi nieodpowiedzialnymi. Kiedy prze- staje im zalee
na zarabianiu na ycie, nie chc poyczek. Jeli nie s w stanie pracowa, nie spacaj
poyczek. J eli zbankrutuj, nie bd niczego kupowa. A jeli umr, nikomu sie juz nie
przydadz. Gnil nie sprzyja interesom... chyba e sam jest interesem. I gdyby by podobnie
szkodliwy jak spyl handlowabym nim. Anyi potakna i westchna gboko. -Pewnie, e
czyni ludzi nieodpowiedzialnymi. By taki... miaam przyjaciela. Pracowalimy razem,
chodzilimy... no, robilimy duo rzeczy razem. Ten przyjaciel pomg mi, kiedy kazae mi
si ukrywa. Ale zaczo nam brakowa pienidzy o wiele za szybko. Wiedziaam, e on
zaywa gnil, ale tylko tyle, eby si rozluni i dobrze zasypia. Kiedy narkotyk si skoczy,
mj przyjaciel poszed, eby kupi wicej. Byam w ssiedztwie, rozmawiajc z on ssiada,
wic nie widzia mnie, gdy wrci. Z dwoma rzezimieszkami. Syszaam, jak rozmawiali. Mj
tak zwany przyjaciel chcia mnie sprzeda. Cery zakl.
- Wiedzia, gdzie si ukrywaa? - Tak.
- Wic ci zbje te wiedzieli.
- Tak myl.
Cery zerkn na Gola.
- Zapewne chcieli sprzeda - Anyi komu lepiej ustawionemu, eby uy jej przeciwko tobie
powiedzia wielkolud. - J ej chopak pewnie chcia tylko szybkich pienidzy.
- A zatem s w miecie dwaj zbje, ktrzy wiedz za duo - powiedzia Cery, po czym
zwrci si do Anyi. - Chciaaby, eby ten twj byy przyjaciel zgin?
Rzucia mu ostre spojrzenie. - Nie.
Umiechn si.
- A bdziesz miaa co przeciwko, jeli ka sprztn tamtych dwch?
Zrobia wielkie oczy, po czym je zmruya. - Nie.
- To dobrze, bo kazabym ich zabi niezalenie od twojej opinii, ale woabym mie pewno,
e dorw tych waciwych, a tobie bdzie najatwiej ich wyhaczy.
Przytakna, po czym spojrzaa na niego spode ba.
- Wiesz co, nikt ju nie posuguje si tym starym slumsowym argonem. Wyhaczy" jest
przestarzae.
- J estem starowiecki.
Skrcili w szersz uliczk, na ktrej byo peno powozw, ludzi i haasu. Cery zniy glos.
Dla twojej wiedzy: powodem dzisiejszego, spotkania byo znalezienie osoby, przed
ktr si ukrywaa.
Anyi przerwaa na moment obserwacj ulicy i wbia wzrok w Cery'ego.
- To chyba dobry powd, eby rozmawia z Krlem Gnilu. Mog by przy tym, jak
wykoczysz mordercy? - Nie.
- Dlaczego?
- Bo ja jej nie wykocz. Wtpi, czy miabym jakiekolwiek szanse.
- To kobieta? Czemu nie moesz jej zabi? - Posaa mu kolejne szybkie spojrzenie, tym
razem pene zakopotania.
Cery zamia si krtko.
- Nie martw si. Wyjani ci w odpowiednim czasie.
Zao si, e Regin chciaby tu by, pomylaa Sonea, kiedy moda Uzdrowicielka zostaa
poprowadzona przed Rad Gildii. Kobieta nie naleaa do tej grupy Uzdrowicieli, ktrzy
pracowali w lecznicach, wic Sonea nie znaa jej dobrze. Mistrzyni Vinara wyjania, e
pochodzia ona z jednego z mniej wpywowych Domw miasta - modsza crka wysana do
Gildii, eby zyska pozycj, a take leczy za darmo rodzin.
Kto podsucha, e Uzdrowicielka opowiada, jak po- moga magi przemytnikowi, a kiedy
starszyzna dowie- dziaa si o tym, wezwaa j na Przesuchanie. Kryy pogoski, e
przemytnik by jej kuzynem. Byo to pierwsze oskarenie na podstawie nowego przepisu
dotyczce- go wsppracy magw z przestpcami.
Ciekawe, jak Starsi Magowie sobie z tym poradz. Regina na pewno zera ciekawo, co
postanowimy. Dzi wieczorem pewnie zoy mi wizyt, eby pozna szczegy. Uwiadomia
sobie, e wcale nie martwi jej ta perspektywa. Mimo e wci nie potrafia si cakowicie
rozluni w towarzystwie Regina, wydawa si naprawd zainteresowany nowym przepisem i
tym, jak wpywa on na dobro magw. No i oczywicie zaleao mu na znalezieniu dzikiej.
Ale nie gada o tym w nieskoczono, co byo przywar niektrych magw, no i nigdy nie
naduywa gocinnoci.
Poniewa jest czowiekiem, ktry woli dziaa, ni narzeka.
Zatkao j. Czyby wanie znalaza jak cech Regina, ktr uznaa za godn podziwu? Nie,
z pewnoci nie.
O dzikiej nie byo nowych wieci. Przez wikszo nocy Sonea pracowaa w tej samej
lecznicy po Pnocnej Stronie, wiedzc, e wysannikowi Cery'ego bdzie najatwiej j tam
znale. Odkd jednak Cery osobicie j odwiedzi eby oznajmi, e wcza w poszukiwania
drugiego Zodzieja, nie byo nowych wieci. Administrator Osen zwrci si do Starszych
Magw, - Mistrzyni Talie zostaa oskarona o zamanie nowego przepisu zabraniajcego
magom zaangaowania w dziaalno przestpcz i czerpania z niej zyskw - oznajmi. -
Mamy ustali, czy to oskarenie jest prawdziwe, a jeli tak, postanowi o karze. - Zwrci si
do pary magw stojcych z. boku. - Wzywam Mistrza Jawena na wiadka.
Na rodek Wystpi, jeden z tamtej dwjki, Uzdrowiciel w rednim wieku. Wida byo po
jego pospnej minie i sposobie, w jaki unika spogldania na Mistrzyni Talie, e nie czu si
dobrze, zmuszony przemawia przeciwko niej.
- Opowiedz nam, prosz, co syszae - powiedzia Osen.
Mczyzna przytakn.
- Kilka wieczorw temu braem lekarstwa z magazynu i usyszaem gosy na drugim kocu
pomieszczenia. Jeden z nich nalea do Mistrzyni Talie. Syszaem, jak cakiem wyranie
mwia, e to, co znajdowao si w niektrych skrzynkach, nie byo legalne. C,
przycigno to moj uwag, wic zatrzymaem si, eby posucha dalej. Mwia jeszcze, e
nie chciaa wiedzie, co zawieray, e przeniosa je, uleczya czowieka i posza do domu. -
Zmarszczka na jego czole pogbia si, - e kto musia by gupi, eby myle, e co tak
wielkiego i cikiego moe przenie jeden czowiek.
- Co wtedy zrobie? - spyta Osen.
J awen skrzywi si.
- Wyszedem i wrciem do pracy. Potrzebowaem czasu, eby to przemyle. Kilka godzin
pniej postanowiem opowiedzie Mistrzyni Vinarze o tym, co podsuchaem.
- To wszystko, co syszae?
- Tak.
- W takim razie moesz na razie usi. - Kiedy mag wrci na swoje miejsce, Osen zwrci
si do modej Uzdrowicielki. - Mistrzyni Talie, wystp na rodek.
Usuchaa. Miaa zacinite usta i czoo przecite zmarszczk.
- Wyjanij nam, prosz, to, co sysza Mistrz Jawen.
Talie wzia gboki wdech i wypucia powietrze
z puc, zanim odpowiedziaa.
- Dobrze to opisa - powiedziaa. - Przeniosam skrzyni, ktra prawdopodobnie bya pena
nielegalnego towaru... aczkolwiek nie jestem tego pewna. Kiedy Mistrz J awen podsuchiwa,
martwiam si, e to moe oznacza zamanie przepisu, i pytaam przyjacik, co o tym
myli.
- W jaki sposb znalaza si w sytuacji, w ktrej moga zadawa- sobie pytanie o legalno-
swoich dziaa?
Wbia wzrok w podog,
- Zostaam oszukana. To znaczy nie oszukana... ale miaam wraenie, e nie mog odmwi.
- Urwaa, potrzsajc gow. Chodzi mi o to, e kto, kogo wolaabym nie zna, zabra
mnie w to miejsce, gdzie byy skrzynie, mwic, e jaki czowiek zosta ranny i potrzebuje
mojej pomocy. Waciwie nie kama. J edna ze skrzy spada na czowieka, miadc mu
ko udow.
- Musiaam zdj z niego skrzyni, eby go uleczy. A kiedy z tym skoczyam,
odprowadzili mnie do domu.
W Sonei obudzio si wspczucie. Ta moda kobieta nie moga przecie zostawi rannego w
takiej sytuacji. Nie powinna bya wprawdzie nigdzie i z przemytnikiem, ale nie
poproszono jej o zrobienie czegokolwiek niezgodnego z prawem. O ile jednak leczenie nie
jest dziaalnoci przestpcz, przenoszenie skrzyni z nielegalnym towarem moe by za
takow uznane.
- A wic tylko podniosa skrzyni i uleczya czowieka? - zapyta Osen.
- Tak.
- I nie wiesz na pewno, czy znajdujcy si w rodku towar by nielegalny? Skrzywia si i
pokrcia przeczco gow.
- Nie.
- Czy otrzymaa wynagrodzenie za udzielon pomoc? - On usiowa mi co da, ale
odmwiam.
- To wszystko, co masz nam do powiedzenia?
Zamilka, rzucajc powtpiewajce spojrzenia m Mistrzyni Vinar.
- I tak bym uleczya tego czowieka. I zdja z niego skrzyni. Nie mogam go tak zostawi.
Osen skin gow i zwrci si do Starszych Magw.
- Czy kto ma pytania do Mistrzyni Talie albo Mistrza Jawena?
- Ja mam pytanie do Mistrzyni Talie - odezwa si Mistrz Garrel, - Czy ten czowiek prosi ci
kiedykolwiek wczeniej o przysugi?
- Nie.
- Co ci wic z nim czy?
Talie spojrzaa na Osena, zagryzajc warg.
- On pracowa dla mojej rodziny i wywiadcza jej przysugi, ale to byo wiele lat temu,
jeszcze zanim si okazao, e jest zamieszany w cokolwiek niezgodnego z prawem,
- Potrafiaby zaprowadzi kogo w to miejsce, gdzie przechowywano nielegalny towar?
- Nie. Okna powozu byy zasonite. Kiedy przyjechalimy, powz sta w wielkim
pomieszczeniu. A poza tym gdybym nawet wiedziaa, gdzie to byo, wtpi, eby towar nadal
tam by.
Sonea umiechna si na te sowa. Moda Uzdrowicielka miaa prawdopodobnie racj. Ale
mwic to, przyznaa, e wie o przemycie wicej ni przecitny mag z Domu.
Nie pojawio si wicej pyta, tote Osen poprosi Mistrza J awena i Mistrzyni Talie o
opuszczenie sali. Kiedy wyszli, Mistrz Telano westchn.
- To komedia - powiedzia. - Ona wypenia tylko obowizek kadego Uzdrowiciela. Nie
powinno si jej za to kara .- Nie wzia zapaty - doda Garrel - a zatem nie wzbogacia si
na tym. Nie widz tu nic zasugujcego na nagan.
- Przepis zabrania udziau w dziaalnoci przestpczej, a nie tylko czerpania z niej zyskw -
zauwaya Vinara. - Ale zgadzam si. Przeniesienie skrzyni trudno uzna za udzia w
przestpstwie.
- A jednak powinnimy zniechca magw od zadawania si z takimi ludmi - powiedzia
Mistrz Peakin.
- Co, jak niedawno ustalilimy, jest zbyt trudne do wyegzekwowania i zdecydowanie
niesprawiedliwe dla czci czonkw Gildii - przypomnia mu Garrel.
- Czy ona wyranie zamaa przepis? - spyta Osen. Nikt z magw nie odpowiedzia. Kilku
pokrcio
gowami.
- Czy kto uwaa, e naley j ukara? To pytanie spotkao si z tak sam odpowiedzi.
Osen potakn.
- W takim razie, skoro nikt nie wnosi sprzeciwu, ogosz, e nie zamaa przepisu.
Powiadomi rwnie wszystkich, e Mistrz Jawen postpi waciwie, informujc o tym, co
usysza, i oznajmi, e testowanie nowego przepisu jest podane i naley do niego
zachca. Nie chcemy, eby ktokolwiek uzna dzisiejszy werdykt za sygna, i na
wywiadczanie przysug podejrzanym osobnikom zawsze bdzie si patrze przez palce.
- Mylisz, e Mistrzyni Talie zgodzi si zdradzi tosamo tego czowieka i opowiedzie o
jego dziaalnoci Gwardii? - spyta Rothen, spogldajc za siebie na Mistrzyni Vinar. -
Podejrzewam, e niechtnie - odpara Vinara. - J eli on by zdolny przekona j do udania si
z nim do tego
magazynu, to moe rwnie by w stanie wpyn na ni, eby nie mwia nic przeciwko
niemu. Zapytam j, ale tylko jeli Gwardia bdzie potrzebowaa pomocy.
- J eli ona si zgodzi i zapadnie wyrok, to powinno zniechci przestpcw do korzystania z
usug magw - powiedzia Osen.
Wezwa mod Uzdrowicielk i poinformowa j o podjtej decyzji. Na twarzy kobiety
odmalowaa si ulga.
I chyba lekka irytacja, e musiaa przez to przechodzi, zauwaya Sonea. Osen oznajmi, e
zgromadzenie si zakoczyo, i starszyzna zacza opuszcza sal. Kiedy Sonea zesza na
d, zobaczya czekajcego na ni Rothena.
- I co sdzisz? - mrukn.
- Myl, e nowy przepis nie bdzie skutecznie powstrzymywa magw i przestpcw od
wzajemnych kontaktw - odpara.
- Niemniej dawniej sprawa kogo o jej pozycji nie zostaaby w ogle poruszona, nawet
gdyby zrobi co wyranie niedobrego.
- Nie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, eby takie rozrnienia wrciy, kiedy magowie
zdadz sobie spraw z ogranicze nowego przepisu. Nie bd przekonana, e stanowi on
zmian na lepsze, dopki nie zmniejszy si nkanie magw pochodzcych z nizin
spoecznych.
- Mylisz, e ona by pomoga temu rannemu, gdyby nie chciaa przypodoba si jako
czowiekowi, ktry j o to poprosi?
Sonea zastanowia si nad tym pytaniem.
- Tak, ale pewnie z lekk wzgard, Zamia si.
- No wic to ju jest jaka poprawa w stosunku do przeszoci. Dziki twoim lecznicom nikt
ju nie uwaa, e
naley odmawia uzdrawiania z tego powodu, e pacjenta na to nie sta. Spojrzaa na niego ze
zdumieniem. - A tak si pozmieniao? Ale Vinara chyba nie prze- staa bra zapaty od
pacjentw, ktrzy zgaszaj si do Domu Uzdrowicieli?
- Nie. - Umiechn si. - Chodzi raczej o zmian nastawienia. Teraz zlekcewaenie kogo
napotkanego przypadkiem, kto jest w potrzebie, uznane zostao za niegodne Uzdrowiciela.
Oczywicie chodzi o ludzi rannych czy umierajcych, nie o kogo z kacem lub lekkim
kaszlem. Tak jakby ideaem, do ktrego d obecnie Uzdrowiciele, by czowiek,
przypominajcy inteligencj Vinar, a wspczuciem ciebie. Spojrzaa na niego z
niedowierzaniem i konsternacj. Rozemia si.
- Chciabym zakoczy ycie, wiedzc, e zmieniem wiat na lepsze, ale pomimo wszystkich
wysikw chyba mi si to nie uda. A kiedy widz, jak tobie z tym le, zastanawiam si, czy
powinienem czu za to wdziczno, - Ale zmienie wiat na lepsze, Rothenie -
zaprotestowaa. - Bez ciebie nigdy nie zostaabym magiem. I co to za gadanie o kocu
ycia? Min jeszcze lata... dziesitki lat, zanim przyjdzie ci projektowa nagrobek, ktry
przymiby wszystkie inne. Skrzywi si. - Wystarczy mi cakiem zwyczajny. - To dobrze,
bo do tego czasu w caych Krainach Sprzymierzonych zoto bdzie mona znale ju tylko
na nagrobkach innych magw. No, do tych rozmw o mierci. Regin z pewnoci kry
ju pod moimi drzwiami, zerany ciekawoci, co te postanowilimy, a ja chc mie
rozmow z nim za sob, eby si jeszcze przespa przed nocnym dyurem
Po obu stronach powozu Achatiego jechao teraz codziennie dziewiciu mczyzn: czterech
sachakaskich magw, ich niewolnicy rda i jeden czowiek o szarej skrze, pochodzcy z
zamieszkujcych pnoc plemion Duna, ktrego wynajto jako tropiciela.
Dannyl bolenie zdawa sobie spraw, e ci potni ludzie opucili swoje wygodne domy i
doczyli do poszukiwa odbywajcych si w imi zaoenia, e Lorkin i Tyvara skierowali
si ku grom i e Zdrajcy nadal bd pomaga odnale t par. Jeli si mylili... bdzie to co
najmniej kopotliwe.
J eli czterej magowie ywili wtpliwoci co do rozumowania Dannyla, to dobrze to
ukrywali. Przedyskutowali z Achatim plany, uwzgldniajc w nich Dannyla, ale dali mu
wyranie do zrozumienia, e nie jest dowdc. Uzna, ze najlepiej bdzie si z tym pogodzi,
pyta ich o rad w kadej sprawie i postpowa wedle ich planw, ale cay czas podkrela,
e jest zdecydowany odnale swojego asystenta i nie da sobie tego atwo wyperswadowa.
Jeden z nich zapyta tropiciela imieniem Unh, czy uwaa, e Lorkin i Tyvara udali si w
kierunku kryjwki Zdrajcw. Czowiek ten pokiwa gow i wskaza na gry Duna rzadko si
odywa, a jeli ju, to uywa jak najmniejszej liczby sw, eby wyrazi swoje myli. Nosi
jedynie pcienn, przepasan tunik, a do pasa mia przyczepione sznurkowe sakiewki,
dziwaczne rzeby i niewielki n w drewnianej pochwie. Noc sypia pod goym niebem, a
mimo e przyjmowa jedzenie, ktre przynosili mu niewolnicy, nigdy si do nich nie odzywa
ani te nie wydawa im rozkazw.
Ciekawe, czy wszyscy z jego plemienia zachowuj si tak samo.
- O czym tak mylisz?
Dannyl zamruga i podnis wzrok na Achatiego. Sachakanin spoglda na niego ze swojego
miejsca w powozie.
- O Unhu. On ma tak mao przedmiotw i tak niewiele mu potrzeba. A jednak nie zachowuje
si jak biedak czy ebrak. On si zachowuje... z godnoci.
- Duna yj w ten sposb od tysicy lat - powiedzia mu Achati. ~S nomadami, wiecznie w
ruchu. Myl, e mona si nauczy posiada tylko to, co jest najbardziej potrzebne, jeli
musi si to zawsze przy sobie nosi. .
- Dlaczego tyle podruj?
- Ich tereny nieustannie si zmieniaj. Otwieraj si szczeliny, z ktrych wydobywaj si
trujce opary, stopiona lawa z wulkanw zalewa ziemi, na ktr spada gorcy popi. Co
kilkaset lat Sachakanie usiowali podporzdkowa sobie te obszary albo si, albo przez
zakadanie miast i branie ziemi w posiadanie poprzez osadnictwo. W pierwszym wypadku
Duna znikali w niebezpiecznym cieniu wulkanw, w drugim - po prostu handlowali z
osadnikami i czekali. Wkrtce okazywao si, e zboe nie chce tam dobrze rosn, a
zwierzta; umieraj, wic za kadym razem Sachakanie porzucali swoje wioski i wracali do
ojczyzny. Duna za powracali do swoich odwiecznych obyczajw i... - Achati urwa, kiedy
powz skrci, wyjrza przez okno - Wyglda na to, e jestemy na miejscu.
Minli niski biay mur, a nastpnie bram. Kiedy powz zatrzyma si, niewolnik Achatiego
otwar drzwiczki. Dannyl wysiad za swoim towarzyszem i rozejrza si po dziedzicu
posiadoci, na ktrym leeli twarzami w piachu niewolnicy. Pozostali magowie, ich
niewolnicy i tropiciel Duna zsiedli z koni, a Achati wystpi naprzd, eby porozmawia z
nadzorc niewolnikw.
Zastanawiam si, ilu z tych niewolnikw to Zdrajcy, pomyla Dannyl. W kadym majtku, w
ktrym si zatrzymywali, magowie czytali myli niewolnikw za zgod ich wacicieli. Wielu
byo przekonanych, e cz wiejskich posiadoci zarzdzanych przez niewolnikw, a take
kilka zarzdzanych przez ashakich byo w istocie pod kontrol Zdrajcw, cz z nich za
stanowia tajne placwki, w ktrych szkolono szpiegw.
Posiado, do ktrej wanie przyjechali, bya zarzdzana przez ashakiego. Pomocnicy
Dannyla uznali, e jest ona najbezpieczniejsza w okolicy dla przeprowadzenia ledztwa.
Mimo to sama myl, e mogli si znale w miejscu, w ktrym rzdzili Zdrajcy, napawaa
Dannyla dreszczem ekscytacji i strachu. Skoro wszyscy niewolnicy byli Zdrajcami, czy
oznaczao to te, e byli magami? Jeli tak, to liczb przewyszali goci. Gdyby jednak nawet
wszyscy byli szpiegami i czarnymi magami, musieliby mie bardzo powany powd, eby
zaatakowa grupk ashakich. Groba nieuchronnego odwetu zmusiaby ich do rezygnacji z
kontroli nad posiadoci.
Nadzorca niewolnikw zaprowadzi ich do pokoju pana. Ashaki waciciel, starszy, kulawy
czowiek, powita ich ciepo. Kiedy wyjanili, po co przybywaj i e musz odczyta myli
jego niewolnikw, przysta na to z niechci.
- Wrd moich niewolnikw zapewne s Zdrajcy - przyzna - zwaywszy, jak blisko gr
jestemy. Ale wyglda na to, e umiej to ukrywa. - Wzruszy ramionami, dajc do
zrozumienia, e zrezygnowa z prb ich wykrycia.
W cigu godziny zostali sprawdzeni wszyscy niewolnicy z wyjtkiem pracujcych na polach.
Gocie ashaki wrcili do pokoi gocinnych, gdzie rozoyli si na poduszkach i
przedyskutowali wszystko, czego si dowie- dzieli, odesawszy uprzednio wyznaczonych do
posugiwania im niewolnikw
- Poprzedniej nocy bya tu niewolnica z ssiedniego majtku - powiedzia jeden z ashakich. -
Zadaa ywnoci dla czwrki ludzi. Inny potakn.
- J eden z niewolnikw pracujcych na polu widzia samotn kobiet, ktra przysza tu i
odesza. Zabraa jedzenie na wz z pasz,
- Wczoraj syszelimy o tym wozie - powiedzia Achati. - Czy to ten sam? Czy wozom rzadko
zdarza si tdy jedzi? - Nie jest niczym niezwykym, e zamoniejsze majtki sprzedaj
pasz tym mniej yznym u stp gr.
- Oni s na wozie - oznajmi nowy gos.
Wszyscy podnieli wzrok na stojcego w drzwiach Unha. Dannyl uzna, e Duna wyglda
dziwnie we wntrzu budynku. Jak rolina, ktra z pewnoci umrze bez wiata sonecznego.
- Niewolnik mi powiedzia - doda Duna, po czym od- wrci si i odmaszerowa.
Ashaki wymienili zamylone spojrzenia. Dannyl zaway, e aden z nich nie poda w
wtpliwo sw tropiciela. Czemu on miaby kama? Pacimy mu za odnalezienie Lorkina i
Tyvary. Achati zwrci si do Dannyla. - Miae racj, Ambasadorze. Zdrajcy chc, ebymy
ich odnaleli i wreszcie dali nam wskazwk


ROZDZIA 25


WIECI OD POSACA


Proste skrzane trzewiki niewolnikw nie byy tak wytrzymae jak buty, w ktre przez cae
ycie zaopatrywaa Lorkina Gildia, ale robiy niewiele haasu. Tob, ktry Lorkin nis,
wydawa si z pocztku za may i za lekki, eby mg zawiera dostatecznie duo
poywienia, ale sprawia wraenie, jakby przybra na wadze, odkd mag po raz pierwszy
zarzuci go na rami. Tyvara prowadzia, idc rwnymi, pewnymi krokami, mimo e droga
robia si coraz bardziej stroma i trudna. Chari sza za Lorki- nem, niespodziewanie cicho.
Kobiety powiedziay mu, eby unika posugiwania si magi w zauwaalny sposb,
poniewa teren by patrolowany przez Zdrajcw. J eli wykryy barier, ktr wznis, eby
si chroni i ogrzewa powietrze wok siebie, to najwidoczniej nie uznay tego za
zauwaalne posuenie si magi, poniewa nic nie powiedziay. Zapewniay go wprawdzie,
ze Zdrajcy nie zaatakuj go, gdy bdzie w towarzystwie dwch osb z ich spoecznoci,
Lorkin jednak nie zamierza ryzykowa ycia. Nie po spotkaniu z Rash. Porzucili wz i
drog kilka godzin wczeniej i teraz wdrowali pieszo przez wzgrza i doliny, ktre szybko
staway si strome i skaliste. adna z kobiet nie odzywaa
si. Lorkin przekona si, e brakuje mu gadaniny Chari i jej nieustannych pyta. Tyvara
coraz bardziej zamykaa si w sobie, im dalej si zapuszczali Jej pospne miny sprawiay, e
Lorkin czu si winny; cho nie wiedzia dlaczego.
Wkrtce jej ludzie osdz j za zabicie jednej z nich. Nie doszoby do tego, gdyby nie
uratowaa mi ycia.
Nagle Tyvara zwolnia kroku i Lorkin musia si zatrzyma, eby na ni nie wpa.
Zagldajc jej przed rami, zauway, e za znajdujc si przed nimi grani, przy dwch
niewielkich chatkach stoi grupa udzi. Obserwowali zbliajcych si Tyvar, Lorkina i
Chari.
Chatki byy niewielkie i stare, otoczone niskim potem. Pod dachem wisiay skry zwierzce,
a o ciany opieray si kozy do suszenia skr, ale nikt z zebranych nie wyglda na
myliwego. Wszyscy mieli na sobie proste ubrania uszyte z dobrych materiaw. Wikszo
stanowiy kobiety. Lorkin dostrzeg midzy nimi dwch mczyzn i poczu lekkie
zaskoczenie. Po tym wszystkim, co Tyvara i Chari opowiaday mu o swoich ludziach,
waciwie nie spodziewa si zobaczy tu adnych mczyzn.
Tyvara zatrzymaa si jakie sto krokw od oczekujcej ich grupy. Odwrcia si do Lorkina,
marszczc brwi, jakby si nad czym namylaa.
- Mog mwi- w twoim imieniu, jeli chcesz - zaproponowaa Chari.
Tyvara rzucia jej ponure spojrzenie.
- Potrafi mwi sama ZA SIebie - burkna. - Zaczekajcie tutaj.
Odwrcia si na picie i ruszya dumnym krokiem ku swoim ludziom, pozostawiajc Chari i
Lorkina, ktrzy spojrzeli na siebie oszoomieni.
- Czy wy si o co pokciycie? - zapyta Lorkin Chari pokrcia gow z umiechem.
- Nie. Dlaczego pytasz?
- Ona nie zachowuje si, jakbycie byy przyjacikami
- Och, nie przejmuj si tym, - Chari zamiaa si i od. wrcia si twarz do grupy.
- Jest po prostu zazdrosna. I nie zdaje sobie z tego sprawy.
- Zazdrosna o co?
Chari spojrzaa na niego wyniole.
- Naprawd nie wiesz? Zdumiewa mnie nieustannie, jak to si dzieje, e wszdzie na wiecie
mczyni rzdz, cho s tak niezmiennie tpi.
Lorkin parskn cicho.
- A ja jestem ciekawy, jak Zdrajczyniom udao si tak dugo utrzyma wadz, skoro maj
takie same skonnoci do komunikowania swoich myli za pomoc niejasnych aluzji i
niedopowiedze, jak kobiety wszdzie na wiecie.
Rozemiaa si.
- Lubi ci, Lorkinie. Jeli Tyvara nie wrci do formy i... - Rozlego si. woanie i Chari
natychmiast spowaniaa. Umiechna si krzywo do Lorkina. - Chyba musz ci
przedstawi.
Przeszed za ni odlego dzielc ich od czekajcych Zdrajcw. Tyvara obserwowaa ich z
wyrazem napicia na twarzy, Chari nie patrzya na przyjacik, ale skupia wzrok na
kobiecie w rednim wieku, w ktrej dugich wosach wida byo biae pasma.
- Mwczyni Savaro - odezwaa si z szacunkiem, po czym wskazaa z gracj na Lorkina. -
Lorkin, asystent Dannyla z Kyralii, Ambasadora Gildii Magw.
Kobieta potakna.
- Mistrz Dannyl - poprawia - o ile si nie myl.
- Istotnie - odpowiedzia, skaniajc lekko gow. - Czuj si zaszczycony tym spotkaniem,
Mwczyni Savaro.
Savara umiechna si,
- To bardzo uprzejme sowa, zwaywszy, co przeszede, - Wzia gboki oddech. - Po
pierwsze chciaabym przekaza od naszej krlowej, ale take z gbi serca, przeprosiny za
zakcenie ci pracy, strach, zagroenie ycia i wszystko, co wycierpiae z powodu Zdrajcw.
Niezalenie od tego, czy dziaania Tyvary znajd usprawiedliwienie, czy nie, ty bye
naraony na bardzo wiele
i za to czujemy si odpowiedzialni.
Nie wygldao to na najlepsz chwil, by broni Tyvary, tote Lorkin skin gow,
- Dzikuj.
- Jeli chciaby wrci do Ambasadora Gildii, moemy ci bezpiecznie dostarczy pod jego
opiek. Mog te zorganizowa przewodnikw, ktrzy zaprowadz ci na granic z Kyrali.
Co wolisz?
- Ponownie musz podzikowa - odpowiedzia Lorkin. - Domylam si, e odbdzie si
sd nad Tyvar, a ja chciabym przemwi w jej obronie, jeli to moliwe.
Savara uniosa brwi, a przez grup zebranych przeszed szmer zaskoczenia i zainteresowania.
- To by oznaczao, zaprowadzenie go do Azylu - odezwa si kto.
- Krlowa nigdy si na to nie zgodzi.
- Chyba e sd odbdzie si poza Azylem. - Nie, to by byo zbyt niebezpieczne. W razie
zasadzki stracilibymy zbyt duo wanych ludzi. - Nikt nie zorganizuje zasadzki -
powiedziaa twardo Savara. Rozejrzaa si po swoich ludziach, a oni umilkli. Zwrcia si z
powrotem do Lorkina, przygldajc mu si z uwag. - Chcesz zrobi co godnego podziwu.
Pomyl o tym. Co wie o nas Gildia? Lorkin pokrci gow.
- Nic, To znaczy niczego nie syszeli ode mnie. Nie porozumiewaem si z nikim stamtd.
- A ten mag Gildii, ktry jest tutaj? Szed twoim ladem, odkd opucie Arvice. Z
zaskakujc dokadnoci.
- Z Dannylem te si nie porozumiewaem - oznajmi zdecydowanym tonem Lorkin. - Ale nie
dziwi mnie, e . prowadzi udane poszukiwania. J est bystry i atwo si nie poddaje. - Urwa,
zdajc sobie spraw z prawdziwoci swoich sw. Czy Dannyl jest do bystry i
zdecydowany, eby i za nim a do Azylu?
- Bez wtpienia pomogli mu Zdrajcy - mrukna Tyvara.
Savara spojrzaa na ni.
- Wyjania mu prawdopodobn cen za wejcie do miasta?
- Tyvara milczaa ze wzrokiem wbitym w ziemi. - Nie. Miaam nadziej, e jako bdzie si
dao to omin.
Mwczyni zmarszczya brwi, po czym potakna westchnieniem. - Zobacz, co si da zrobi.
Odpocznijcie i zjedzcie co. Po tych sowach grupa rozproszya si: niektrzy znikli w
chatach, inni usiedli na prostych , wskich drewnianych awkach, ktre jak uzna Lorkin,
stanowiy rodzaj prymitywnego potu. On, Chari i Tyvara podeszli do jednej z aw i zrzucili
toboki. Moda kobieta w ubiorze niewolnicy przyniosa im niewielkie placuszki z kwany-
mi jagodami. Umiechna si, kiedy jej podzikowa. - Lorkinie - odezwaa si Tyvara.
Zwrci na ni wzrok. Tak? Powiniene zrobi to, co ci zaproponowaa Savara. Wrci do
Kyralii.- Nie do Arvice?
Pokrcia przeczco gow.
- Nie ufam... drugiej frakcji. Mog znw prbowa ci zabi.
- A ty jak udowodnisz, e prbowali tego wczeniej? Zacisna usta.
Pozwol im odczyta swoje myli,
Chari zrobia gony wdech.
- Nie moesz - sykna. - Obiecaa... Rzucia spojrzenie na Lorkina, po czym zagryza
warg, Tyvara westchna.
- Co wykombinujemy powiedziaa do Chari, po czym zwrcia si z powrotem do Lorkina. -
Cena, o ktrej wspomniaa Savara... Istnieje due ryzyko, e jeli wejdziesz do Azylu, nie
bdzie wolno ci go ju nigdy opuci. Chciaby zosta tam na reszt ycia?
Spojrza na ni z niedowierzaniem. Na reszt ycia? Ni- gdy nie zobaczy matki ani Rothena,
ani swoich przyjaci? - Nie powiedziaa mu o tym wczeniej? - spytaa Chari zdumionym,
niedowierzajcym tonem.
Tyvara zarumienia si i odwrcia wzrok. - Nie. Nie mogam go odesa z powrotem do
Arvice. Kto mgby prbowa go zabi. Wiedziaam, e kiedy znajd kogo z naszej frakcji,
bdzie bezpieczny.
- Frakcja.
- Lorkin wymyli ten termin. Mam na myli tych z nas ktrzy zgadzaj si z krlow i z
Savar w... wikszoci spraw.
Chari potakna,
- Nieze okrelenie, - Spojrzaa na Lorkina. - Unikalimy okrelania si w jakikolwiek
sposb, poniewa mogoby to oznacza, e istnieje jaki podzia wewntrz spoecznoci
Zdrajcw, a jeli nazwiemy dwie strony, to tylko zachci ludzi do... no, opowiadania si po
ktrej ze stron. - Zwrcia si znw do Tyvary. - Oni mog nie chcie, eby Lorkin zosta,
poniewa to on jest jednym z powodw rnicy zda,
- Nikt z drugiej strony nie zaufa mu na tyle, eby go wypuci, jeli pozna lokalizacj
miasta. Niektrzy z naszej strony te si na to nie zgodz.
- Moemy zakry mu oczy i mie pewno, e nie zdoa znale drogi,
Tyvara westchna.
- Wszyscy wiemy, jak wietnie to zadziaao poprzednim razem.
- Poprzednim razem chodzio o Sachakanina i to by szpieg - podkrelia Chari, - Lorkin to co
innego. A poza tym jak Azyl ma kiedykolwiek stworzy przymierza i zacz handlowa z
innymi nacjami, skoro nigdy nie wpuszczamy nikogo do miasta ani z niego nie
wypuszczamy? Tyvara otwara znw usta, ale szybko je zamkna. - Za wczenie na to -
powiedziaa. - Nie ufamy nawet sami sobie, a co dopiero cudzoziemcom. - Kiedy bdziemy
musieli zacz. - Chari pocigna nosem i odwrcia wzrok. - Przyprowadzia go a tutaj, a
teraz chcesz, eby sobie poszed. Obawiam si, e za bardzo si lkasz odpowiedzialnoci za
kogokolwiek.
Tyvara gwatownie poderwaa gow i rzucia przyjacice wcieke spojrzenie.
- To jest... - Powstrzymaa si. Zmruya oczy. Wstaa i odesza na bok, by usi kilka
krokw dalej.
Chari westchna.
- Nie przejmuj si - powiedziaa do Lorkina. - Ona nie zawsze jest w takim humorze. -
Spojrzaa na niego z umiechem, - Naprawd. Kiedy si jak gupia nie zamartwia, jest
inteligentna, zabawna i cakiem mia. I najwyraniej cakiem dobra pod kocem, jak si tu
mawia.
- Mrugna do niego, po czym spowaniaa, - Ale bardzo wybredna. Nie kady mczyzna
pasuje naszej Tyvarze, Nie masz si co przejmowa.
Wpatrywa si w ni ze zdumieniem, syszc ten nagy i niespodziewany potok intymnych
informacji, po czym spuci wzrok w nadziei, e jego rozbawienie i zaenowanie nie s
widoczne. A zatem to kolejna rnica midzy Zdrajczyniami a kyraliaskimi kobietami.
Pomylao tych kilku kobietach, z ktrymi poszed do ka w ostatnim roku. No dobrze,
moe nie rni si a tak bardzo, ale z pewnoci atwiej im o tym mwi.
Ale dlaczego Chari usiowaa go przekona...
Nagle zrozumia, co podpowiada mu Chari. Ona mylaa, e midzy nim i Tyvar jest
romantyczne zainteresowanie. Serce zamaro mu na moment. C, niewtpliwie jest, ale
aonie jednostronne. Odkd po raz pierwszy zobaczy Tyvar, uwaa j za pocigajc i
atrakcyjn, Tej nocy, kiedy omal nie zosta zamordowany, myla e
to ona jest w jego ku, a myl ta bardzo go ucieszya.
Chari najwyraniej myli, e to nie jest jednostronne,
- Czyby miaa racj?
Zerkn na Tyvar. Znw wstaa, wpatrujc si w stron, z ktrej przybyli, Jej czoo
przecinaa zmarszczka zmartwienia. Odwrci si za jej wzrokiem, ciek w gr biegy
dwie kobiety. Kiedy ich miny, Lorkin usysza, e dysz z wysiku.
Zniky w chacie i nastaa chwila penego napicia milczenia, poniewa wszyscy czekali,
obserwujc, a w kocu na zewntrz wysza Savara, a za ni kilkoro Zdrajcw i te dwie
kobiety, Savara powiedziaa co i kule wietlne natychmiast przygasy; rzucajc teraz tylko
sab powiat.
- Musimy rusza natychmiast - powiedziaa. Przebiega wzrokiem po zebranych i zatrzymaa
spojrzenie na Lorkinie, - Magowie poszukujcy Mistrza Lorkina zmierzaj w tym kierunku,
a jest ich teraz szeciu wcznie z Kyralianinem. Podzielcie si na trzy grupy. Kada uda si
std inn drog. Tyvaro, Lorkinie, Chari, wy pjdziecie ze mn.
Lorkin podnis si i podbieg do niej.
- Jeli mgbym porozmawia z Mistrzem Dannylem, z pewnoci dabym rad go przekona
do odwoania poszukiwa.
Pokrcia gow.
- Jego moe by przekona, ale nie pozostaych, jeli oni maj nadziej schwyta nas przy
okazji. Jest te z nimi czowiek - tropiciel - ktremu moe uda si to, co nie powiodo si
innym. - Umiechna si pospnie. - Przykro mi. Doceniam twoje chci, ale ryzyko jest zbyt
wielkie.
Lorkin przytakn. Wok niego ludzie zbierali w popiechu wszystko, co mogo wiadczy o
ich obecnoci.
J edna z kobiet zacza zamiata podog, ale Savara powstrzymaa j.
- Nie ma sensu zaciera wszystkich ladw. Chcemy, eby albo rozdzielili si, albo ruszyli w
z stron. - Zmierzya Lorkina wzrokiem od stp do gw. - Znajd kogo o podobnym
rozmiarze stp i niech zamieni si butami. Wkrtce Zdrajcy sformowali trzy grupki mniej
wicej podobnej liczebnoci. Savara kazaa im maszerowa bez ukrywania ladw do rana, a
nastpnie skierowa si do Azylu z zachowaniem zwyczajowej ostronoci. Wszyscy
wymamrotali wzajemne poegnania i ruszyli w drog. Lorkin powdrowa z grup Savary w
gr stromego zbocza doliny, a jego myli kryy midzy podejrzeniami wobec Tyvary,
ciekawoci jak decyzj podejmie Savara, i zamartwianiem si, e Dannyl i Sachakanie ich
dogoni.
J eli tak si stanie, to co zrobi Sachakanie? A co zrobi Zdrajcy? Czy to bdzie oznaczao
walk? Nie chcia, eby ktokolwiek przez niego zgin. Nikt wicej, poprawi sam siebie.

Gdyby doszo do walki, co powinien zrobi? Czy bdzie musia wybiera midzy
przyczeniem si do Dannyla, eby zapobiec bitwie, a opowiedzeniem si po stronie
Zdrajcw, eby pomc ocali Tyvar od mierci?
Za wolno: obrt Cery'ego nie pozwoli mu uchyli si na tyle daleko ani na tyle szybko, eby
sztylet nie dgn go w ebra.
Anyi wydaa cichy okrzyk triumfu.
- Dobrze - powiedzia, tumic miech, kiedy j puci i usun si na bok -Teraz wiesz ju, o
co chodzi.
Umiechna si szeroko i przerzucia drewniany sztylet treningowy z powrotem do lewej
reki. - Chocia celowaa nieco za wysoko - doda. - Przywyka do wicze z Golem, jak
sdz.
- Zraniam ci - zauwaya.
- Tak, ale sztylet mg si oprze na ebrach. - Cery poklepa si w doln cz klatki
piersiowej, gdzie ugodzio go ostrze, - A to nie jest jedno ze sabych miejsc. Oczy, gardo,
brzuch, krocze, kolana,
- Czasami lepiej jest rozwali komu kolana i ucieka, ni zada mu cios w serce -
powiedzia Gol. - Do serca i tak trudno sign. ebra mog odbi cios. A jeli chybisz,
przeciwnik ci zaatakuje. Jeli uderzysz w kolana - nie da rady. No i nie bdzie si tego
spodziewa.
Cios w brzuch z kolei zabija powoli - doda Cery. - adna zabawa, a do czasu, eby ci
jeszcze dopa.
- No i nie powinna zabija bez rozkazu - doda Gol. Musisz powiczy z niszymi ludmi.
- I modszymi - odparowaa Anyi. Gol parskn, wic zwrcia si do niego. - Daj spokj.
aden z was nie jest tak szybki jak kiedy, a jeli ktokolwiek zamierza na was kogo nasa,
to raczej nie wynajmie zabjcy na emeryturze, eby da wam szans si wykaza. Gol
zamia si.
- J est co na rzeczy.
Rozlego si pukanie do drzwi i wszyscy si odwrcili. Znajdowali si w jednym z
pomieszcze na samej grze spylunki bdcej wasnoci Cery'ego, znanej jako Myn. Byo
to miejsce, gdzie spotyka si z ludmi ze swojego terenu, ktrzy prosili o posuchanie.
Interesw trzeba doglda, a to oznaczao pokazywanie si publicznie od czasu do czasu.
Podobnie jak we wszystkich innych lokalach uywanych przez Cery'ege, rwnie std byo
mnstwo drg ucieczki.
Cery skin na Gola, ktry podszed, eby odryglowa drzwi. Wielkolud przystan przy nich
na chwil, po czym usun si na bok. W wejciu sta krpy, mocno
zbudowany mczyzna, ktry pracowa dla Cery'ego od lat.
- Posaniec chce z tob rozmawia - oznajmi. - Od Skellina.
Cery przytakn.
- Wprowad go.
Gol zaj pozycj po jego lewej stronie, krzyujc rk na piersi w typowo ochronnej
postawie. Anyi zmruya oczy i obesza Cery'ego, eby stan po jego prawej. Kiedy zerkn
na ni, odpowiedziaa hardym spojrzeniem, jakby go wyzywaa. Powstrzyma odruch
miechu.
- Czy powiedziaem, e lekcja skoczona? - zapyta, zerkajc to na ni, to na Gola. Jego
ochroniarz zamruga oczami i spojrza na Anyi. - Wracaj do pracy - rozkaza Cery
Patrzy, jak wracaj w miejsce, w ktrym uprzednio wiczyli. Gol co powiedzia, na co Anyi
wzruszya ramionami, po czym przykucna w pozycji walki. Dobrze, pomyla Cery.
Poniewa posaniec Skellina doniesie mu, e zatrudniem kobiet ochroniarza, niech powie
mu rwnie o jej umiejtnociach. Nie mog jej ukrywa w nieskoczono. Jeli kto
dowiedziaby si, e trzymam dziewczyn w ukryciu, mgby uzna, e mam ku temu
powody, i zacz zadawa pytania.
Mimo to mia gsi skrk, kiedy w drzwiach pojawi si kolejny czowiek. Wiedzie, e
ukochane osoby s w niebezpieczestwie z powodu tego, kim si jest, to jedno, ale postawi
je w pooeniu, ktre wie si z niemaym ryzykiem, to zupenie inna rzecz.
Posaniec Skellina by chudy i wysoki, zna po nim byo nieustanne napicie kuriera. Spojrza
Cery'emu prosto w oczy i skin uprzejmie gow. Nastpnie jego wzrok przelizgn si po
Golu i Anyi, ktra wanie rzucia si do ataku. Gol odparowa go zgrabnie, ale ona
odskoczya zwinnie tu poza zasig jego ramienia.
Zgodnie z oczekiwaniami Cery'ego w oczach posaca pojawia si iskierka zainteresowania,
ale byo to co wicej ni zawodowa ocena. Nage Cery poaowa, e kaza Anyi i Golowi
wiczy dalej. Utrzymywanie obojtnej miny i zrelaksowanej pozy wymagao od niego
wielkiego wysiku.
- Masz dla mnie wiadomo? - zapyta. - Jeste Cery ze Strony Pnocnej? - zapyta tamten,
ale w jego gosie nie pobrzmiewaa adna wtpliwo. Bya to formalno. -Tak.
- Skellin kaza ci powiedzie, e znalaz zwierzyn i zastawia sida, jeli przyprowadzisz
przyjaci do dawnego sklepu rzenika w Wewntrznej Stronie Zachodniej dzi o zachodzie
soca, mog przej na wasno nowe Zwierztko. Cery skin gow.
- Dzikuj. Bdziemy na miejscu. Moesz odej. Mczyzna ukoni si nieznacznie i
wyszed, Gol podszed do drzwi i zaryglowa je z powrotem, po czym zmierzy Cery'ego
powanym
- Masz tylko kilka godzin. - Wiem. - Cery spochmurnia. - A moja przyjacika jeszcze nie
przysza do pracy.
- W takim razie wylij wiadomo do Gildii. Do Gildii? - powtrzya Anyi, zerkajc ponuro
na Cery'ego. O co chodzi? Czy to jest to, o czym na razie moge mi mwi?
Cery i Gol wymienili spojrzenia. Ochroniarz skin gow.
Od czasu spotkania ze Skellinem rozwaali, kiedy opowiedzie Anyi o wszystkim. Gdyby
powiedzieli jej o dzikiej - a zwaszcza o swoich podejrzeniach, e moe ona by owc
Zodziei i zabjczyni jego rodziny - chciaaby pj z nimi i zobaczy na wasne oczy
schwytanie kobiety. Gdyby kaza jej zosta, pewnie by nie posuchaa, zakadajc, e zniesie
kad kar, jak na ni naoy. O ile wykryby nieposuszestwo.
Zazwyczaj bywaa posuszna, ale w tak wanej sprawie zrobiaby wyjtek. On, bdc na jej
miejscu, te.
Mg oczywicie po prostu nie mwi jej o dzikiej, ale w takim wypadku te zapewne
wymknaby si z domu i posza za nim, eby dowiedzie si, co jest grane. Znw byo to
co, co on sam by zrobi.
Zdecydowali zatem z Golem, e pozostaje im jedynie; wcign j w akcj, dajc jej jakie
stosunkowo bezpieczne zadanie. Znw miaa by jednym z jego cieni. Tym razem bdzie
znaa rodzaj ciganej zwierzyny, Nie bdzie potrzeby walczy z tym wrogiem, gdyby co
poszo nie tak. Walka z magami za pomoc noy bya bezsensowna: i samobjcza. Tak, do
Gildii. Nadszed czas, eby dowiedziaa si, z czym mamy do czynienia - powiedzia jej
Cery. - Musisz nauczy si dzi wieczorem trzech rzeczy: e nawet najpotniejszy ze
Zodziei ma pewne ograniczenia, e warto mie wysoko postawionych przyjaci i e s
rzeczy, lepiej zostawia magom.
Midzy chwil, w ktrej Sonea zapukaa do drzwi Administratora Osena, a t, w ktrej si
one wreszcie otwary, nastpia duga przerwa. Kiedy Osen poprosi j do rodka, jego
wzrok by nieco rozbiegany.
- Czarny Magu Soneo, Mistrzu Rothenie - powita ich z wahaniem. - Wezwaem was,
poniewa Ambasador Dannyl i Sachakanie, ktrzy zgosili si do pomocy a bliscy schwytania
Mistrza Lorkina i jego porywaczy.
Serce Sonei zamaro na chwil, po czym zabio w przyspieszonym tempie. Otwara usta,
eby zapyta go... o co? O co pyta najpierw? Gdzie jest Lorkin? Czy Sachakanie wiedz, e
maj go nie zabija?
- Ile to jeszcze potrwa? - spyta Rothen.
- Dannyl nie jest w stanie dokadnie okreli. Pgodziny. Moe mniej. Usidcie wygodnie.
Osen rozsiad si za biurkiem, Sonea i Rothen za przysunli sobie magi dwa stojce w
pokoju fotele. Wzrok Osena sta si nieobecny.
czy si z Dannylem za pomoc krwawego piercienia,; domylia si. Co widzi? Chciaa
zada, eby opisa jej wszystko szczegowo, ale zamiast tego odetchna gboko.
- Powiedziae porywacze" - zauwaya. - Czyby byo ich wicej?
Wzrok Osena powdrowa gdzie daleko poza ciany gabinetu.
- Tak. Kilkoro Zdrajcw, Unh uwaa, e omioro. -Unh?
Administrator z trudem skupi na niej wzrok. - To czowiek z plemienia Dana. J est
tropicielem. Wyglda na to, e jest w tym dobry. Czekajcie... - Osen oywi si. - Widz ich.
Tylko z daleka...
Zamilk, wpatrujc si przez dusz chwil w biurko, jakby go nie widzia. Sonea
uzmysowia sobie, e zaciska
donie na porczach fotela. Na si rozprostowaa palce i zwina donie na kolanach. _ Ach. -
Osen opuci ramiona, zawiedziony,
- Co? - zapyta Rothen,
Sonea spojrzaa na niego. Stary mag wychyla si w fotelu z szeroko otwartymi oczami.
Osen potrzsn gow.
- Nie ma go tam. Nie w tej grupce. Id zym szlakiem... za niewaciwymi ludmi. - Wcign
powietrze, zatrzyma je w pucach, po czym westchn. - Byy trzy tropy, na to wyglda. Oni
uznali, e on jest w tej grupie, ale mylili si. Musz wrci i wybra inn ciek,
Sonea jkna z rozczarowania. Rothen westchn i opar si o fotel. Zapanowao milczenie.
Nikt si nie odzywa. Wzrok Osena znw powdrowa w da. Rothen pociera czoo.
Nagle wszyscy podskoczyli na dwik pukania do drzwi.
Osen machn rk. Drzwi otwary si i do gabinetu wszed Uzdrowiciel. Mody czowiek
spojrza na Sone, umiechn si i pospieszy do niej, trzymajc w wycignitej rce kartk.
- Wybacz, e przeszkadzam, Administratorze - powiedzia. - Mam piln wiadomo- dla
Czarnego Maga Sonei
Wzia od niego karteluszek i skina w odpowiedzi na jego nieznaczny ukon. Chopak
pospiesznie wyszed z gabinetu. Kiedy drzwi zatrzasny si za nim. Sonea przyjrzaa si
licikowi i otwara go. - "Twj przyjaciel w miecie mwi, e jego przyjaciel zna- laz to,
czego szukasz. Bd w dawnym sklepie rzenika w Wewntrznej Zachodniej o zachodzie
soca. Przyprowad przyjaciela". Gdyby bya w lepszym nastroju, rozemiaaby si z nie-
jasnego i nieco naiwnego stylu. Ale to bya ostatnia rzecz, jakiej teraz potrzebowaa. J ak ma
biec do miasta, eby apa dzik, skoro w kadej chwili mog odnale Lorkina?
Przed jej oczami przesuna si czyja do, wyjmujc jej z rki list. Serce jej na moment
zamaro, ale to by Rothen. Przebieg wzrokiem notatk, spojrza na Sone i zmruy oczy w
zamyleniu
- Ile czasu trzeba, eby wrcili do miejsca, gdzie rozdzielay si tropy?
- Kilka godzin - oznajmi Osen, ktrego wzrok wci bdzi gdzie daleko,
- A potem kilka nastpnych, zanim dotr rwnie daleko po drugim? Moe zostawimy ci tu,
eby ledzi ich poczynania, i wrcimy pniej?
- Oczywicie. - Osen wyrwa si z transu i spojrza na swoich goci. - Przepraszam. Te
krwawe kamienie strasznie absorbuj uwag. Powiem Dannylowi, eby zdj piercie,
dopki znw nie wpadn na trop Lorkina. - Machn rk. - Idcie.
Rothen wsta, spogldajc na Sone. Podniosa si niechtnie. J ak mog teraz odej? Ale
przecie min godziny, zanim oni dogoni Lorkina, Nie mog tu siedzie i czeka, i da
dzikiej uciec, A jeli my si nie pojawimy i Cery bdzie musia sam stawi jej czoa, moe mu
si sta krzywda. Zmusia si do ruchu, posza za Rothenem do drzwi i dalej na korytarz. Na
terenach Gildii za bram Uniwersytetu kady si dugie cienie, Uzdrowiciel czeka na ni -
umiechn si nerwowo, kiedy go dostrzega. Rothen skin na niego.
- Czy kto skontaktowa si z Mistrzem Reginem? - wymamrota.
Mody czowiek zmarszczy brwi i potrzsn gow. Rothen spojrza na Sone.
- Do zachodu soca ju niedaleko. Moe lepiej id. Ja znajd Regina i wyl go do ciebie do
lecznicy.
Lecznica. Oczywicie. Nie mog i wprost na Wewntrzn Zachodni. Musz zachowa
pozory, na wypadek gdyby nam si nie udao. A to oznacza, e istotnie wcale nie mamy
duo czasu.
Nareszcie dotaro do niej, jak bardzo pilna bya to sprawa. Sonea ponaglia Rothena.
- Powiedz mu, eby przyszed od razu na miejsce. - Odwrcia si do Uzdrowiciela. -
Przyjechae powozem?
Potakn.
- Czeka na ciebie na zewntrz.
- Dobry z ciebie czowiek. - Umiechna si i zatara rce. - Chodmy wic.


ROZDZIA 26


DUGA NOC


To Unh zauway rozrzucone koo drogi odygi, ktre jego zdaniem mogy by pasza
rozsypan z zatrzymanego wczeniej wozu. Miejscowi ashaki nie chcieli si tym zajmowa,
woleli uda si w dalsz pogo za wozem, ale Achati zgodzi si z Dun, przypominajc
pozostaym w artach, e nie wynajli Unha po to, eby mie kogo ignorowa.
Duna znalaz lady trjki ludzi w obuwiu niewolnikw mczyzny i dwch kobiet
odchodzce od drogi.
- Ja widzia ten lad w ostatnim miejscu oznajmi Unh, wskazujc na pytkie zagbienie w
piaszczystym gruncie. Ksztat jest bardziej dugi i bardziej wski ni stopa sachakaska, a tu
dziura pod obcasem.
Unh zrobi na wszystkich wraenie. Teraz jednak, wiele godzin pniej, nie byli z niego tak
zadowoleni. Po znalezieniu ladw odesali powozy i konie z wonic Achatiego do
najbliszego majtku i szli dalej pieszo. Przy chacie garbarza udali si za jednym z trzech
dobrze widocznych tropw. Spieszyli si, poniewa soce wanie chylio si za horyzontem,
ale tropiciel mia przez to trudniejsze zadanie. Dugie cienie, a nastpnie zmrok utrudniay mu
dostrzeenie drobnych szczegw ladw oraz innych znakw, za ktrymi poda.
Sachakanie powstrzymywali si od przywoywania magicznego wiata, poniewa w ten
sposb na otwartej przestrzeni staliby si doskonale widoczni nawet z daleka. Nikt si jednak
nie przejmowa, poniewa lad by wci na tyle dobrze widoczny, eby nim i.
Dannyl poczu triumf na widok postaci w oddali. Uczucie to nie trwao jednak dugo.
Zamienio si w zo, kiedy uwiadomi sobie, e Lorkina nie ma w tej grupie.
Przeklinali dusz chwil. Zdrajcy, ktrych ledzili, znajdowali si zbyt daleko, eby ich
schwyta przesucha, co zbyt dugo by trwao, wic Dannyl i jego sachakascy pomocnicy
zeszli szybko z powrotem do chat. Zapada ju noc, wic nie dao si duej unika zapalenia
wiata dla tropiciela. eby kierowa wiato dokadnie tam, gdzie go potrzebowa, musieli i
tu obok Unha, wic kilka razy zadeptali lady, ktrych szuka. Spowolnio to i utrudnio
znajdowanie drogi, kiedy wic kilka godzin pniej Unh zgubi cakowicie lad, Achati uzna,
e czas rozbi obz na noc ici dalej dopiero po wschodzie soca.
Niewolnicy zrzucili toboki z plecw z widoczna ulg. Cho byli wyranie wyczerpani, ich
panowie okazali si bardziej wymagajcy ni zwykle. Ashaki jczeli i narzekali, a ich
niewolnicy masowali im nogi i stopy. Z pocztku Dannyl by zdumiony, ale pniej
przypomnia sobie, e Sachakanie nie znali magii leczniczej. Kiedy on odgania ble,
zdrtwienia i pcherze spowodowane marszem oni musieli cierpie.
Nie zdawaem sobie sprawy, jaka to nam daje przewag. To moe by bardzo istotne, gdyby
naszym krajom przyszo znw walczy, albo te w walce z innym przeciwnikiem. Jeli razem
wdrowalibymy na spotkanie z wrogiem, to Sachakanie mieliby poobcierane nogi i byliby
zmczeni wysikiem.
Duna podnis si nagle i oznajmi, ze bdzie prbowa odnale szlak. Achati spojrza na
pozostaych i zasugerowa, e kto powinien i z tropicielem, eby osonic go tarcz. Dannyl
wsta.
- J a pjd. Chyba e jestem potrzebny tutaj?
Mag pokrci przeczco gow.
- Id. Utrzymuj mocn tarcz i nie odchodcie daleko. Zdrajcy mog nas obserwowa. By
moe nie odwa si nikogo zabi, ale gdyby kto z nas zosta ranny, musielibymy si
rozdzieli albo spowolni marsz.
Dannyl wyszed obozu za Unhem, stworzy kul wietln i posa j nad gow tropiciela.
Sam trzyma si kilka krokw za nim, starajc si stawia stopy tam gdzie on, eby przez
przypadek nie zatrze jakich ladw oprcz Unha. Odlego midzy nimi utrudniaa
utrzymywanie tarczy nad oboma.
Sachakanie rozoyli obz w pytkiej dolince midzy dwoma graniami. Unh obszed krtsze
rami jednej grani, nie podnoszc oczu znad ziemi. Po kilku krokach przykucn i wbi wzrok
w ziemie, po czym spojrza na Dannyla i skin na niego.
Dannyl zbliy si i popatrzy w miejsce, ktre wskazywa mu Unh.
- Zobaczy tutaj odezwa si mczyzna. Na ten kamie kto naszed, a potem wrazi go z
powrotem w ziemi. Kierunek marszu tego kto mona pozna tak, e z przodu zagbienie, a
z tyu lekkie wzniesienie.
Kiedy Unh to wytumaczy, okazao si do oczywiste.
- Skd wiesz, e to czowiek, a nie zwierz?
Unh wzruszy ramionami.
- Nie wiem. Ale to by due zwierz byo, a takie wytpiono dawno.
Wsta i zacz si rozglda za innymi ladami przechodzcych. Dannyl uda si za nim,
skupiajc si na utrzymaniu tarczy, kierowaniu kula wietln i stawianiu stp w ladach
tropiciela. Zatrzymywali si co jaki czas, a Unh wskazywa na nitk zaczepion o jeden z
pniakw, ludzkie wosy, wyrane lady na piaszczystym kawaku drogi. Nastpnie przez
dugi czas przyglda si ziemi, a Dannyl wykorzysta t okazj, eby rozejrze si po
okolicy, starajc si nie wyobraa sobie postaci obserwujcych ich z ciemnoci. Zerkn w
bok i poczu dreszcz na plecach.
- Czy to jest jaskinia? zapyta, wskazujc szczelin w stromym zboczu.
Unh wsta i powoli zbliy si do ziejcej ciemnoci szpary w skale. Nie przestawa
obserwowa gruntu jego gowa koysaa si w rytm wzroku przenoszcego si z ziemi na
ska i z powrotem.
- Nikt tdy nie szed powiedzia. Dotkn krawdzi otworu. To si otwaro niedawno.
Skin na Dannyla i mag podbieg do niego. Razem zajrzeli w ciemno. Dannyl zaczerpn
magii i przywoa drug kul wiata, wysyajc j do rodka. Na dole rozpadliny leay
kamienie, osuwajc si nieco w d a do wyrwnania terenu. ciany szczeliny cigny si
przez jaki odcinek, dalej za koczyy si w ciemnoci.
Dalej wiksza przestrze. Chce zobaczy? zapyta Unh.
Dannyl zerkn w kierunku obozu, ktry nie by daleko, i potakn. Unh umiechn si, co
kcio si nieco z jego zwyczajowa godn wyniosoci. Dannyl poczu dreszcz ekscytacji,
podobny do tego, ktry odczuwa dawno temu, kiedy wraz z Tayendem zwiedza Krainy
Sprzymierzone.
Unh wskaza na szczelin.
- Wprzd ty.
Dannyl zamia si pod nosem. Oczywicie. Mia wiksze szanse przey, gdyby obudzili
jakie dzikie zwierz, albo zaskoczyli Zdrajcw.
Pod nogami mieli gruby wir, po ktry Dannyl zelizgn si na d. Rozejrza si dookoa,
widzc jedynie ciemno i cienie otaczajcych go cian. Zatrzyma si i zaczeka a Unh do
niego doczy, po czym zwikszy moc wiata
i uchyli si na widok cian wyoonych byszczcymi klejnotami, ktre odbiy jego
wiato. J aki dwik ponis si echem po grocie i Dannyl uzmysowi sobie, e to jego
wasny odruchowy okrzyk strachu.
Nie nastpia jednak seria ciosw. Dannyl dysza ciko, a serce walio mu w piersi.
- Widzia kiedy takie oznajmi Unh, przygldajc si Dannylowi z zainteresowaniem.
Dannyl podnis na niego wzrok.
- Tak. nie miao sensu zaprzecza. J ego reakcja bya co najmniej oczywista.
- To nie grozi.
Mczyzna mwi z pewnoci siebie i zdecydowaniem. Teraz Dannyl spojrza na niego ze
zdziwieniem.
- Wiesz, co to jest?
Unh potakn i rozejrza si. Na jego twarzy malowao si poczucie zadowolenia z posiadanej
wiedzy.
- Tak. Te kamienie bez mocy. Hoduj ich nie eby przechowyway moc. Naturalne.
Bezpieczne.
- Wic te kamienie w miejscu, gdzie byem kiedy, zostay zrobione tak, eby byy
niebezpieczne.
- Tak. Przez ludzi. Gdzie to?
- W Elyne. Pod staroytnym, zrujnowanym miastem.
Unh ponownie potakn.
- Tu w grach byli kiedy ludzie. Znali sekret kamieni. Ale wybyli. Wszystko si koczy.
Pokrci gow. Nie wszystko poprawi si. Duna trzyma kilka sekretw.
- Wiesz jak robi klejnoty przechowujce magie?
- J a nie. Niektrzy z moich. Zaufani. Spospnia. Zdrajcy te. Dawno temu przybyli i
zawarli pakt. Ale zamali go i wykradli sekrety. Dlatego pomagam Sachakanom, cho zrobili
moim ludziom zo. Duna nie przebacza Zdrajcom.
- Czy Zdrajcy wiedz, jak robi takie groty jak ta w Elyne? zapyta Dannyl. Gdyby to
wiedzia, za nic w wiecie nie wszedby tutaj jak dziecko podczas zabawy.
- Nie odpar Unh. Tego nikt nie umie. Nawet Duna zapomina niektre rzeczy.
- Lepiej, eby to zostao zapomniane.
- Tak. Unh rozpromieni si. Lubi ci, Kyralianin. Dannyl zamruga powiekami ze
zdumienia.
- Dzikuj. J a tez ci lubi.
Mczyzna odwrci si.
- Wraca do obozu. Znalaz szlak.
Wyjcie z groty okazao si znacznie trudniejsze od zejcia do niej, poniewa wir osuwa im
si spod ng, ale Duna uczepi si stopami szorstkiej powierzchni jednej ze cian rozpadliny i
wspi si po niej. Dannyl stworzy niewielki krg magii pod swoimi stopami i wylewitowa
na gr. Unh najwyraniej uzna to za zabawne.
Do obozu dotarli szybko, poniewa Unh nie musia ju zatrzymywa si i oglda ziemi.
Dannyl z ulg zauway, e magowie pozwolili niewolnikom przespa si na ziemi za nimi.
Sami pili teraz jaki trunek z ozdobnych pucharw, ktre przynieli ze sob. Dannyl przyj
kubek palcego napoju. J ednym uchem sucha opowieci o synu jednego z ashakich, ktry
nie mia talentu do interesw i by na najlepszej drodze do zrujnowania rodziny.
Myli Dannyla powracay do przeraenia, ktre go ogarno na widok ciany klejnotw. Nie
przyszo mi do gowy zastanowi si nad ich wartoci jako klejnotw, nawet kiedy si
uspokoiem. Hmmm. Poprzednim razem chyba tez nie. Ale wtedy miaem niejakie problemy
z koncentracj
Przez jego myli przemkno wspomnienie przebudzenia cakowicie bez mocy. Tayenda i
uwiadomienie sobie, co ukrywa przed samym sob przez wikszo ycia. Tego, kim jest.
Tego, e kocha Tayenda.
Zamiast wzrasta wok siebie jak w tych romantycznych opowieciach o parach, ktre
przypominaj splecione drzewa, my zapltalimy si fatalnie, rywalizujc o wod i ziemi.
Prychn cicho. Taka sentymentalna wyobrania to dobre dla poetyckich przyjaci Tayenda.
Dannyl spojrza na Sachakan i Unha. Oni uznaliby takie pomysy za gupie, cho z innych
powodw.
Czy Zdrajcy wiedz o tej grocie? Unh powiedzia, e szczelina jest wiea. Wtpi, czy znaj
j Sachakanie. Z tego, co pamitam, Duna handluj gownie klejnotami. Ciekawe, czy Unh
zamierza tu wrci ze swoimi wspplemiecami i zabra kamienie, zanim odkryj je
Zdrajcy.
Nagle przypomnia sobie, co powiedzia Unh. Duna umiej robi klejnoty o waciwociach
magicznych. Trudno byo sobie wyobrazi, e ludzie tacy jak oni mog mie dostp do tak
rzadkiej wiedzy, a zarazem prowadzi proste ycie nomadw.
Moe one wcale nie jest takie proste.
J ak to moliwe, e Zdrajcy mogliby mie tak wadz, a nigdy nie opucili swojego ukrytego
miasta? Najwyraniej klejnoty maja swoje ograniczenia. Moe musz by przyczepione do
czego, jak w jaskini, w wielkich ilociach, eby suy jako skuteczna bro.
Zapiski o kamieniach magazynujcych nie wspominay o przypinaniu ich do czegokolwiek.
Gdyby tak byo, zabranie takiego klejnotu czynioby go bezuytecznym. Po co wic ciga
zodzieja?
Lorkina bardzo by to wszystko zainteresowao. Ale Lorkin by ze Zdrajcami
a Zdrajcy znaj sekret magicznych klejnotw.
Dannyl wstrzyma oddech.
Nagle zrozumia co, co mogo mu przysporzy mnstwo kopotw w stosunkach z ludmi, z
ktrymi podrowa, z Krlem Sachaki, z Gildi oraz , co nie do zlekcewaenia z matka
Lorkina.
Nagle dotaro do niego, i Lorkin by moe wcale nie chcia by odnaleziony.
Niedugo po wicie Savara zatrzymaa si na wysokiej, przewieszonej grani. W nocy cieka
staa si bardziej stroma i nierwna, wic wszyscy Zdrajcy w ich grupie posugiwali si
malekimi, sabymi wiatekami unoszcymi si tuz nad ziemi, eby owietli sobie drog.
Kiedy wystawiono warty i rozesano zwiadowcw, Savara kazaa reszcie grupy rozsi si
tu za grania, nie na widoku i sprbowa si przespa.
- Pogo jest kilka godzin za nami - powiedziaa. Oni te bd musieli zatrzyma si na
odpoczynek, no i nie s przyzwyczajeni do poruszania si w trudnym terenie tak jak my.
Ruszymy po zachodzie soca.
Pozostali Zdrajcy nieli niewielkie toboki, takie, jakie Lorkin, Tyvara i Chari dwigali, odkd
zeszli z wozu. Lorkin przekona si teraz, czym byy zawinitka z grubego materiau. Zdrajcy
rozwijali je i ukadali na ziemi jako materace. Lorkin myla wczeniej, e s to raczej koce.
Miao to jednak sens, magowie potrafi ogrza powietrze, ale nie sprawia, eby podoe stao
si miksze.
A ju z pewnoci nie tutaj, pomyla, wycigajc si obok Chari i Tyvary. Wszdzie dookoa
byy skay i kamienie, gdzieniegdzie tylko pojedyncze krzywe drzewo. Syszc kroki,
odwrci si i zobaczy zbliajc si Savar, wic szybko podnis si z powrotem.
- Rozwayam twoja propozycj i skonsultowaam si z krlow powiedziaa. Zapewne za
pomoc krwawego piercienia, pomyla. Jeli nadal chcesz i z nami do Azylu, ona zgodzi
si na to. Ale to nie ona podejmie decyzj, czy wolno ci bdzie opuci miasto. T decyzj
mona podj tylko przez gosowanie, a to oznacza, e raczej bdziesz musia zosta. Wielu
Zdrajcw bdzie si bao, e wyjawisz pooenie miasta, jeli pozwolimy ci odej.
Lorkin potakn.
- Rozumiem.
- Przemyl to spokojnie powiedziaa. Ale musz zna twoja odpowied, zanim dzi
wieczorem wyruszymy.
Odesza, wspinajc si na szczyt grani, gdzie usiada w cieniu wielkiego gazu. Trzyma wart,
uzna Lorkin. Pooy si z powrotem, mimo e wiedzia, i nie zdoa zasn, majc tak
decyzj do podjcia.
- Nikt nie powie o tobie zego sowa, jeli wrcisz do domu odezwa si gos obok niego.
Przewrci si na bok: Chari wpatrywaa si w niego, lec z rk podoona pod gow
zamiast poduszki.
- Ta druga frakcja ta, ktra nasaa na mnie zabjc czy oni bd prbowali mnie zabi w
Azylu? -zapyta.
- Nie.- odpowiedziaa bez wahania. jedna z naszych krlowych postanowia ju dawno, e
w Azylu nie wolno popenia zabjstw. Sdz, e niektrzy z naszych uznali, e skoro jest to
dobre narzdzie polityczne poza Azylem, to wewntrz te take bdzie. W Azylu morderstwo
to morderstwo, chyba ze chodzi o egzekucj, kiedy jest ona kar za morderstwo.
Lorkin skin gow. To wanie grozi Tyvarze.
- Czy istnieje moliwo, e jaki Zdrajca bdzie chcia odczyta moje myli?
- Wszyscy bd chcieli zajrze ci do gowy. Ale nie wolno im tego zrobi bez twojej zgody.
Czytanie czyich myli na si to rwnie powana zbrodnia. Za bardzo by to nas upodobnio
do ashakich.
- A zatem jeli odmwi oni z pewnoci bd chcieli sprawdzi moje intencje, zanim
wpuszcz mnie do miasta.
- Bardzo by chcieli. Ale prawo jest prawem. Niektre s troch zwariowane. Na przykad to,
e krlowa moe zadecydowa o wpuszczeniu kogo z zewntrz do miasta, ale nie o
wypuszczeniu go.
- J eli nie wolno by mi byo odej, czego by si po mnie spodziewano?
- Przestrzegania naszych praw, oczywicie. Wzruszya ramionami. Co oznacza udzia w
pracach miasta. Nie moesz si spodziewa jedzenia i noclegw, jeli jako nam nie
pomoesz.
- Brzmi rozsdnie.
- Masz jeszcze jakie pytania?
- Nie. Lorkin przewrci si na plecy.- Na razie nie.
Duo rozmyla, odkd spotkali si z Mwczyni Savara i jej towarzyszami, a on dowiedzia
si, e mog mu nie pozwoli opuci Azylu. Zrobi sobie listy powodw, dla ktrych
powinien lub nie powinien tam i. Lista powodw na nie bya krtka:
Przyjechaem do Sachaki, eby by asystentem Dannyla, a nie eby wpltywa si w
przygody na wasn rk nawet jeli te przygody mogyby prowadzi do zawarcia
korzystnego dla Gildii przymierza.
Nie mia uprawnie, eby negocjowa sojusze. Ale wystarczyoby, gdyby skoni Zdrajcw
do negocjacji, a nastpnie sprowadzi tu maga z Gildii z uprawnieniami. Na przykad
Dannyla.
Matce by si to nie spodobao.
To jednak musiaa by jego decyzja, wasna. Mimo to na myl o matce czu tsknot i win.
Nie podobaa mu si perspektywa, ze mgby jej ju nigdy nie zobaczy. Nigdy z ni nie
porozmawia. Wci nie mia okazji, eby uy jej krwawego piercienia, nie zdradzajc
nikomu , e go posiada. Czy zostanie przeszukany, kiedy wejdzie do Azylu? Czy Zdrajcy
zabior mu piercie, jeli go znajd? Skoro s wobec niego tak podejrzliwi, e nie
pozwoliliby mu odej z Azylu, to z pewnoci nie bd chcieli, eby posugiwa si
magicznym przedmiotem, ktry pozwoli mu przekaza Gildii wszystko, co wie.
Zaczyna myle, ze powinien uy piercienia jak najszybciej, nawet gdyby mia jedynie
zapewni matk, e yje. A potem znale dobre miejsce, eby go ukry.
Zatrzymanie piercienia jest kolejnym powodem, eby nie i do Azylu. Ale to bardzo marny
powd. Mog go odrzuci.
Znacznie wicej powodw przemawiao natomiast za pjciem. Po pierwsze, Tyvara. Nie
potrafi myle, e mgby ja opuci. J eli on nie ujmie si za ni podczas procesu, moe
grozi jej mier. Ona uratowaa mu ycie i moga za to umrze. A to byaby w peni jego
wina.
Nawet gdybym wiedzia, e nic jej nie grozi, na myl, e miaby jej nigdy wicej nie
zobaczy cisno go w piersi i serce zabio szybciej. Zmarszczy brwi. Chodzi o co
wicej ni obowizek pomocy. J a j lubi. Nawet bardzo. Nie bybym w stanie jej opuci,
nawet gdyby ona nie odwzajemniaa moich uczu.
Rozmyla o tym, o czym napomkna Chari. Nie kady mczyzna pasuje naszej Tyvarze.
Nie masz si co przejmowa. Ta kobieta uwaaa, e Lorkin podoba si Tyvarze. Ale ona nie
zachowywaa si, jakby tak byo. Wygldao na to, e postanowia go zniechci, robic
ponure miny i rzucajc mu pospne spojrzenia, kiedy rozmawiali, a poza tym usiowaa go
skoni do powrotu do domu. Za kadym razem Chari zapewnia go, e Tyvara czua si
winna, poniewa nie powiedziaa wczeniej, jaka jest cena za przyjcie do Azylu, i nie
chciaa, eby powica dla niej swoj wolno.
J eli jednak pozwol si jej namwi na powrt do domu, to bdzie tak, e ona nie tylko mnie
uratowaa, ale by moe rwnie powici dla mnie ycie. Nie mog do tego dopuci.
Tyvara nie bya jedynym powodem, dla ktrego, jak uwaa, powinien i do Azylu. Skoro
zaszed tak daleko, do tego stopnia zbliy si do tych Zdrajcw, zaniechanie prby
nawizania kontaktw midzy nimi a Gildi byoby strata wielkiej okazji. Wtpi, eby
cudzoziemcom czsto trafiaa si szansa wejcia do Azylu i czynienia podobnych propozycji.
Nawet gdyby Zdrajcom nie podobaa si ta oferta, to przynajmniej j usysz.
Czy jednak realistyczne byy nadzieje, e ludzie tak tajemniczy postanowi kiedy nawiza
kontakty handlowe z Gildi?
C, jeli chc pozna uzdrawianie, bd musieli.
Moliwe, e Zdrajcy uznaj, e lepiej bdzie odrzuci uzdrawianie i pozosta w ukryciu przed
wiatem, trzymajc Lorkina w Azylu. Ale warto zaryzykowa.
Musia przyzna, e czu si zobowizany do odkupienia zdrady ojca. Mimo e nigdy nie
podarowaby Zdrajcom wiedzy o uzdrawianiu bez zgody Gildii, mg si postara o jej
uzyskanie. Czu, ze jest winien Zdrajcom choby tyle.
A jeli wszystko potoczy si zgodnie z planem, my otrzymamy cos w zamian. Moe
chociaby t umiejtno blokowania czytania myli, ale myl, e oni maj wicej do
zaoferowania. J estem pewny, e do blokowania umysu suy jaki klejnot w rodzaju
krwawego kamienia. To caa nowa dziedzina magii do zgbiania.
Nie byo szans, eby Gildia zgodzia si na wymian wiedzy ze Zdrajcami, pki Lorkin
bdzie uwiziony. J eli wic Zdrajcy bd pragnli nauczy si uzdrawiania, bd musieli go
w kocu wypuci. A tymczasem.. Chari wspomniaa o archiwach. yjc w ukryciu przez
stulecia, Zdrajcy musieli posiada dane historyczne, na ktre Dannyl nigdy si nie natkn.
rda mogce doprowadzi do ponownego odkrycia staroytnej magii. Magii, ktra Gildia
mogaby wykorzysta do obrony.
Zakadajc, e taka magia istnieje, nadaje si do uycia w obronie, a ja zdoam kiedykolwiek
przekaza t informacj Gildii.
Lorkin westchn. By moe ywi zbytni optymizm, mylc, e Zdrajcy zawr kiedy sojusz
z Gildi i Krainami Sprzymierzonymi, a on odzyska wolno. Moe to byy tylko marzenia.
A jednak Zdrajcy byli znacznie lepszymi ludmi od tych, ktrzy rzdzili reszt Sachaki.
Chociaby dlatego, e nienawidzili niewolnictwa. Uwaali wszystkich za rwnych: mczyzn
i kobiety, magw i ludzi pozbawionych talentu magicznego.
Wywierali rwnie ogromny wpyw na to, co si dziao w kraju, poprzez sie swoich
szpiegw. Lorkin musia przyzna, e perspektywa przejcia przez nich kiedy wadzy w
Sachace bya interesujca. Nie mia wtpliwoci, e w pierwszym rzdzie znieliby
niewolnictwo. Wtpi natomiast, eby zamierzali zrezygnowa z czarnej magii. Niemniej
byby to ju dla Sachaki duy krok na drodze do zostania jedn z Krain Sprzymierzonych.
Jak mgbym zrezygnowa i wrci do Arvice po tym wszystkim, co tam widziaem?
Niewolnicy, okropna hierarchia oparta na dziedziczeniu i czarnej magii. Spoeczno
Zdrajcw nie moe by gorsza.
Tyle powodw, eby i do Azylu. Tak mao, eby wraca do Arvice.
Nie zdawa sobie sprawy, e wsta z posania, dopki nie uwiadomi sobie, e stoi
wyprostowany. Poczucie determinacji i zdecydowania sprawiao mu rado. Min drzemice
kobiety i podszed do opartej o skaln cian Savary. Miaa zamknite oczy.
- Pjd do Azylu oznajmi, domylajc si, e kobieta nie pi.
Natychmiast otwara oczy i spojrzaa na niego. Wpatrywaa si w niego niepokojco
przenikliwym wzrokiem. Nie mg powstrzyma myli, e musiaa by w modoci bardzo
pikna.
- Dobrze powiedziaa.
- Musisz mi jednak pozwoli rozmwi si z Ambasadorem Dannylem doda. On si nie
podda. Gdyby znaa moj matk, wiedziaaby czemu. W kocu albo on, znajdzie Azyl, albo
ty bdziesz musiaa go zabi. A ja go bardzo lubi, wic bybym wdziczny gdyby do tego nie
doszo. Poza tym gdyby go zabia, moliwe konsekwencje nie byyby korzystne dla
Zdrajcw.
- J ak go przekonasz, eby przesta i za tob?
Lorkin umiechn si ponuro.
- Wiem, co musz mu powiedzie. Ale bd potrzebowa porozmawia z nim na osobnoci.
- Wtpi, czy ashaki ci pozwol, kiedy ci zobacz.
- Bdziemy musieli zwabi go gdzie z dala od nich.
Zmarszczya brwi, zastanawiajc si nad tym.
- Myl, e da si to zrobi.
- Dzikuj.
- Id spa. Bdziemy musieli pozwoli im znw si dogoni, wic rwnie dobrze moemy
teraz odpocz.
Lorkin wrci na swj materac i zasta Tyvar siedzc z wlepionym w niego wzrokiem.
- O co chodzi? zapyta.
- Nie wyobraaj sobie, ze midzy nami jest cokolwiek wicej, Kyralianinie powiedziaa
cicho.
Spojrza na ni, czujc, e ogarniaj go wtpliwoci. Odwzajemnia spojrzenie, po czym
gwatownie odwrcia si i pooya plecami do niego. Lorkin uoy si na materacu zacz
si zamartwia.
Moe to jednak jednostronne uczucie
- Nie przejmuj si szepna Chari.- Ona tak zawsze. Im bardziej kogo lubi, tym bardziej go
odpycha.
- Zamknij si, Chari sykna Tyvara.
Lec na twardym gruncie, Lorkin uwiadomi sobie, e nie zdoa usn. To bdzie bardzo
dugi dzie. A on zacz si zastanawia, czy przypadkiem ycie w miecie rzdzonym przez
takie kobiety nie bdzie miao wad.
Kiedy Regin opowiada o ostatnich etapach inwazji ichanich, Sonea ponownie przekla
Ceryego i usiowaa nie sucha. Po opuszczeniu Gildii ona i Uzdrowiciel, ktry przynis
wiadomo, przyjechali pospiesznie do lecznicy.
Od tego czasu mino tyle godzin, e mam wraenie, e to wszystko wydarzyo si wczoraj.
Przypomniaa sobie, ze byo opnienie. Uzdrowiciel, ktry by nowy w lecznicy, zatrzyma
j pytaniami o procedury. Sonea powiedziaa mu, e mg zapyta o to wszystko dowolnego
Uzdrowiciele, a take ktrego z pomocnikw, ale on najwyraniej im nie ufa. Kiedy
wreszcie Sonea si od niego uwolnia, Regin ju na ni czeka.
Przyjecha krytym wozem, ktrym dostarczano towary do domu jego rodziny. Sonea czua
si dziwacznie nie na miejscu, jadc w tyle starego wozu i siedzc obok Regina na pustej
skrzynce. Ale to byo dobre posunicie. W ten sposb zwracali na siebie znacznie mniej
uwagi, ni gdyby podrowali powozem Gildii.
Regin przywiz rwnie przetarte stare paszcze, ktre mogli narzuci na swoje szaty. Sonea
bya mu za to bardzo wdziczna i czua niejaki wstyd, ze nie zastanowia si nad przebraniem.
Miaam mnstwo spraw na gowie. Regin nawet nie wie ile. A Cery wprawdzie wie o
uprowadzeniu Lorkina, ale nie miaam okazji powiedzie mu, e akurat teraz Dannyl jest na
jego tropie.
Kiedy dotarli na miejsce, wyszed do nich jaki czowiek i powiedzia , e gospodarz czeka na
nich wystarczy zapuka do ostatnich drzwi po lewej stronie w tym zauku. Weszli do
budynku dawnego sklepu rzenika, ktrego waciciel musia przeprowadzi si gdzie indziej,
kiedy okoliczni mieszkacy zrobili si zamoniejsi i wybredni w kwestii ssiadw. Teraz
mieci si tu magazyn.
Soce zachodzio, kiedy przyjechalimy. Martwiam si, e bdziemy za pno. Nie trzeba
byo si tak spieszy
Zostali wprowadzeni do zaskakujco dobrze urzdzonego pomieszczenia. Na ich powitanie z
jednego z drogich foteli podnis si mczyzna o zadziwiajcym wygldzie. Skr mia
ciemna jak Lonmarczyk, ale o bardziej czerwonawym odcieniu, ad dziwne wyduone oczy
przywodziy Sonei na myl rysunki dzikich drapienikw zamieszkujcych gry.
Nie mia jednak cudzoziemskiego akcentu. Przedstawi si jako Skellin i zaproponowa im
kieliszek. Odmwili. Sonea zaoya, e Regin podobnie jak i ona chcia zami swoich
zmysw moliw konfrontacj magiczn.
Moe jednak powinnam si napi.
Skellin najwyraniej by podekscytowany tym spotkaniem. Kiedy w kocu przesta
zachwyca si faktem, e znalaz si w towarzystwie prawdziwych magw i to samej
synnej Sonei od czarnej magii opowiedzia im swoje dzieje. On i jego matka wyjechali ze
swej ojczyzny krainy pooonej daleko na pnocy kiedy by jeszcze dzieckiem. Faren, ten
sam Zodziej, dla ktrego Sonea zgodzia si uy magii w zamian za ukrycie jej przed Gildi,
wychowa go na swojego dziedzica. Skellin pamita niewiele ze swojej ojczyzny i uwaa si
za Kyralianina.
Sonea nabraa w tej chwili nieco cieplejszych uczu dla niego, aczkolwiek nie zapomniaa, e
ten czowiek zajmowa si sprowadzaniem nilu. W kocu pojawi si Cery i Skellin
spowania. Wyjani, na czym polega puapka. Dzika, jak si dowiedzia, pracowaa dla
handlarza Nilem, ktry kupowa swj towar od pracownika tego magazynu. Mieli odebra
kolejn partie. Ale pora nie bya dokadnie okrelona. Czasami wpadali wczesnym
wieczorem, czasami pnym. Skellin wystawi ludzi, ktrzy mieli go powiadomi o
pojawieniu si dzikiej i handlarza. Pozostao tylko czeka.
No i czekamy, pomylaa. Od kilku godzin. A ja najbardziej chciaabym wrci do Osena i
dowiedzie si, czy Dannyl odnalaz ju Lorkina.
Zamiast tego ona i Regin zostali poproszeni o opowiedzenie czego o Gildii. Skellin wiedzia,
jak Sonea zostaa magiem, ale nie zna dziejw Regina i jego wstpienia do Gildii. Mimo e
jego opowie nie bya w aden sposb ciekawa czy niezwyka, dla Skellina najwyraniej
bya fascynujca. Nastpnie chcia wiedzie, jak wyglda nauka na Uniwersytecie. J akich
regu trzeba przestrzega. J akie s dziedziny magii i czego dotycz.
Mniej przyjemnie si zrobio, kiedy zada opowieci o najedzie ichanich.
- Musicie mie niezwyke historie do opowiedzenia powiedzia Zodziej, umiechajc si
szeroko. Mnie tu oczywicie nie byo. Moja matka i ja nie przybylimy jeszcze do Kyralii.
Regin oszczdzi Sonei najboleniejszych wspomnie z jej przeszoci, przejmujc inicjatyw
w opowiadaniu. Zastanawiaa si, czy si domyli, jak bardzo byoby to dla niej trudne. Tak
czy siak, poczua jeszcze wiksza wdziczno do niego.
To ju trzy rzeczy, za ktre powinnam mu dzi podzikowa, pomylaa. Wz, paszcze i
oszczdzenie mi nieprzyjemnych wspomnie. Chyba powinnam
J ej myli przerwao pukanie do drzwi. Skellin zawoa i w drzwiach stan chudy mczyzna
w czarnym ubraniu.
- Przyszli oznajmi, po czym wycofa si z powrotem z pokoju.
Sonea odetchna z ulg najciszej, jak zdoaa. Wszyscy wstali. Skellin przyjrza im si po
kolei.
- Moecie tu zostawi paszcze, jeli chcecie. Nie zobaczy was nikt oprcz moich ludzi i
dzikiej.- Umiechn si. Nie mog si doczeka, kiedy ujrz te wasze synne moce w
dziaaniu. Chodcie za mn.
Wyszli przez inne drzwi na dugi korytarz. Z okien po drugiej stronie sczya si blada
powiata.
Ju niemal wit. Siedzielimy tu ca noc! Sonea poczua przeraenie. Czy Dannyl znalaz
Lorkina? A co jeli Osen wysa kogo po mnie i odkry, e nie ma mnie w lecznicy? Nawet
jeli nie, to moi sprzymierzecy na miejscu nie powstrzymaj tego nowego Uzdrowiciela,
ktry bdzie chcia mnie znale i da wyjanie. Kto musia ju zauway moj
nieobecno.
Jeli nawet tak si stao, nie bdzie to miao znaczenia. Kiedy ona i Regin powrc do Gildii z
dzik, nie trzeba bdzie ju ukrywa, ze opucia lecznic. J eli Rothen mia racj, nikt si
tym nie przejmie. Uwaga wszystkich bdzie zwrcona na wykrycie kobiety maga, ktra nie
tylko nie naleaa do Gildii, ale tez aktywnie wspomagaa przestpcw, mieszkajc w
miecie.
A jeli si myli, sprawy przyjm bardzo zy obrt dla nich obojga.


.ROZDZIA 28


PYTANIA


- Skra swdziaa Lorkina pod opask na oczach, ale Zdrajczynie trzymay go za obie rce.
- Zatrzymujemy si - powiedziaa jedna z kobiet, ciskajc lekko jego rami. - Teraz znw
bdzie w gr.
Druga z kobiet pucia jego rk, skorzysta wic z okazji, eby si podrapa. Lorkin
zesztywnia i poczu, e przewraca mu si w odku, kiedy zaczli si wznosi. Po kilku
uderzeniach serca znw poczu pod nogami nierwny grunt Kobieta pocigna go za sob.
- Uwaaj, teren si tu wznosi. Pochyl gow.
Poczu nagy chd i domyli si, e przeszli ze soca w cie. To nie byo wszystko. W
powietrzu wyczuwa wilgo i lekki zapaszek gnijcej rolinnoci lub pleni. J ego
przewodniczka zatrzymaa si. - Teraz bd schody w d. Cztery stopnie.
Wymaca krawd kocem stopy, po czym ostronie zrobi krok w d. Stopnie byy szerokie
i niskie, a sdzc z echa odgosw, weszli do jakiej groty lub sali. Kilka krokw dalej sysza
kapanie wody.
- Teraz ju bdzie pasko.
Nie byle to do koca prawd, jak uzna, idc. Droga bya gadka, ale wyranie lekko si
wznosia, Lorkin
wsuchiwa si w kroki grupy i szum wody J eli byy po drodze zakrty, to uki byy zbyt
due, eby dao si to pozna.
Z przodu dobieg go szum wiatru, szmer lici i odlege gosy ludzi. Jeszcze kilka krokw i -
sdzc po otaczajcych dwikach - znalaz si na wolnym powietrzu. Czu ciepo soca na
twarzy i powiew wiatru na skrze. Dobiego go wymwione przez kogo imi Savary.
Opask zdjto mu bez uprzedzenia i Lorkin zamruga powiekami w olepiajcym socu
poudnia. Zanim jego oczy przyzwyczaiy si do wiata, Zdrajczyni, ktra go dotychczas
prowadzi, pocigna go za rk, dajc do zrozumienia, e powinien i dalej.
Savara prowadzia grup, idc ciek wzdu wysokich, koyszcych si odyg. Lorkin
uwiadomi sobie, e id brzegiem pola, a spomidzy najwyszych lici wygldaj wielkie
kosy. cieka opada stromo i Lorkin spojrza na szerok dolin.
Po obu jej stronach wznosiy si wysokie urwiska, spotykajce si u koca doliny. Jej dno
zacielay pola, kade na innej wysokoci, niczym rozrzucone kafle, ale wszystkie paskie.
Stopnie zieleni schodziy do najniszego punktu doliny, gdzie leao dugie, wskie jezioro.
Nie marnuj ani kawaka ziemi, pomyla Lorkin. Jake inaczej mieliby wyywi cae
miasto? Ale gdzie s zabudowania?
Poruszenie na najbliszym urwisku dao mu odpowied. Kto wyglda przez otwr w
skalnej cianie. Chwil pniej Lorkin uzmysowi sobie, e caa ciana od jednego do
drugiego koca doliny, jest podziurawiona. Miasto wykute w skale. Potrzsn gow w
zachwycie.
- To ju tu byo, kiedy odkryymy dolin - odezwa si za nim znajomy gos.
Spojrza z zaskoczeniem na Tyvar, Prawie nie odzywaa si do niego odkd doczyli do
grupy Savary,
- Oczywicie powikszylimy sie jaski - cigna. - Cz tych najstarszych zawalia si i
trzeba je byo zastpi nowymi szedziesit lat po osiedleniu si tu pierwszych Zdrjczy.
- J ak daleko sigaj?
- Zazwyczaj s gbokie na jedno lub dwa pomieszczenia. Miasto jest wielkoci mniej
wicej poowy Arvice, ale dusze i wskie na kocu. Czasem zdarzaj si trzsienia ziemi i
wtedy cz mieszka si zapada. Wprawdzie nauczylimy si lepiej ocenia ska, zanim
zrobimy w niej nowe pomieszczenia, oraz wzmacnia j magi, ale ludzie czuj si
bezpieczniej, mieszkajc blisko wyjcia.
- Nietrudno zrozumie dlaczego.
Lorkin zauway teraz, e dolna cz ska bya poprzerywana masywnymi ukami, przez
ktre ludzie wchodzili do miasta i wychodzili z niego. Gdzie indziej dostrzega mniejsze i
rzadziej rozstawione wejcia. uki wskazyway na oficjalne, publiczne wejcie, tote nie
zdziwi si, kiedy Savara skierowaa si ku nim.
W krotce jednak zostaa zatrzymana. Zacz si zbiera tum. Wielu ludzi gapio si na
Lorkina. Niektrzy wyranie ciekawscy, ale inni podejrzliwi. Niektrzy rzucali gniewne
spojrzenia, ale nie tylko na niego. Ich uwaga skupiaa si take na Tyvarze.
- Morderczyni! - zawoa kto, a w odpowiedzi rozleg si szmer potakiwa. Kilka osb
jednak robio niezadowolone miny na te oskarenia, a kto nawet zaprotestowa gono.
- Zejdcie z drogi - rozkazaa Savara, tonem zdecydowanym, ale bez gniewu.
Ludzie blokujcy drog posuchali. Lorkin widzia w ich oczach szacunek, kiedy patrzyli na
Savar. To niewtpliwie Zdrajczyni, ktr warte mie po swojej stronie, pomyla, idc wraz
z grup za ich przywdczyni ku ukowatej bramie miasta.
Przed nimi rozcigaa si szeroka, ale pytka sala wsparta na kilku rzdach kolumn
- Mwczyni Savaro - rozleg si jaki gos. - Ciesz si, e wrcia bezpiecznie.
Gos nalea do niskie, tgiej kobiety, ktra zbliaa si ku nim od tyu sali. Jej ton by
wyniosy. Savara zwolnia, eby si z ni przywita.
- Mwczyni Kalio - odpowiedziaa. - Czy St jest ju na miejscu?
- S wszyscy oprcz nas dwch.
Lorkin poczu, e kto trca go okciem. Odwrci si do Tyvary. Mwia co cicho, ale nie
sysza, wic nachyli si bliej.
- Druga frakcja - wyszeptaa. - Przywdczyni.
Potakn, eby da jej do zrozumienia, e usysza, po
czym przyjrza si bliej kobiecie, A wic to ona kazaa mnie zabi. Bya starsza od Savary,
zapewne starsza od jego matki, jeli krgo jej twarzy wygadzaa zmarszczki,, ktre
normalnie miaaby kobieta w jej wieku. Wyraz oczu i ukad ust zadaway kam pozornej
agodnoci. Sprawiay, e wygldaa na wredn, uzna Lorkin; Ale moe. na jego stosunek
do niej wpywa fakt, e pragna jego mierci. Moe inni widzieli j jako mi i matczyn.
Kalia przebiega wzrokiem po pozostaych osobach w grupie Savary i skrzywia si
nieznacznie. Lorkin
uwiadomi sobie, ze stroje niewolnikw, ktre on i kilkoro innych mieli na sobie, tu byy
nie na miejscu. Jak przebrania. Savara zwrcia si do dwjki swoich towarzyszy. -
Zaprowadcie Tyvar do jej pokoju i pilnujcie drzwi. - Skinli gowami i spojrzeli na Tyvar,
ktra zbliya si do nich. Odesza, nie rzucajc Lorkinowi ani jednego spojrzenia, nie
mwic ani sowa. Savara spojrzaa na inn e swoich towarzyszek.
- Znajd Evan i Nayshi i ka im jak najszybciej zastpi Ishiy i Ralan.
Przeniosa wzrok na dwie pozostae kobiety.
- Idcie. Odpocznijcie i zjedzcie co.
Kiedy kobiety wyszy, Savara zwrcia si do Lorkina.
- Mam nadziej, e jeste gotw odpowiada na mnstwo pyta.
Umiechn si, -Tak.
Kiedy jednak Savara i Kalia ruszyy po obu jego stronach, wychodzc z sali do szerokiego
korytarza, uzna, e wcale nie jest gotowy. Wiedzia, e maj tu krlow, ale nagle
uzmysowi sobie, e Tyvara i Chari nie powiedziay mu, jak wyglda podzia wadzy poniej
poziomu krlewskiego. Wiedzia e idce z nim kobiety s Mwczyniami, ale nie mia
pojcia, co to oznacza w obrbie hierarchii, i czu si gupio, e si nie dowiedzia.
Savara spytaa, czy St jest na miejscu. Sdz, e nie chodzio jej o mebel Obie s jego
czonkiniami, wic zakadam, e to jaka grupa w rodzaju starszyzny magw. Kto pewnie
przewodniczy obradom i ceremoniom jak Administrator Osen podczas spotka Gildii.
wiato w korytarzu byo przyciemnione, ale wystarczajco jasne, eby droga bya widoczna.
Byo kolorowe
- a kolor zmienia si co chwil. Lorkin rozejrza si w poszukiwaniu rda tych zmian i
zorientowa si, e pochodz one z jasnych punktw wiata wpasowanych w sufit.
Klejnoty! Magiczne klejnoty! Usiowa rozrni ich ksztaty, przechodzc, ale byy zbyt
jasne, eby patrze na nie wprost. Pozostawiay w jego oczach powidoki, zmusi si wic do
odwracania wzroku.
Korytarz nie by dugi i wreszcie Savara i Kalia wprowadziy go przez szerokie drzwi do
wielkiego pomieszczenia. W jednym jego kocu sta wygity kamienny st. Przy jego
duszym boku siedziay cztery kobiety i stay dwa puste krzesa. U szczytu stou siedziaa
siwowosa kobieta o tym samym zmczonym spojrzeniu, ktre zazwyczaj miewa Osen.
Zao si, e to ich wersja Administratora. Przy drugim, bliszym kocu stou stao kolejne
krzeso: wiksze, wysadzane klejnotami i puste. Caa sala miaa ksztat klina rozszerzajcego
si od stou. Posadzk wyrzebiono w stopnie, na ktrych elegancko uoono poduszki.
Zapewne dla publicznoci, cho dzi nikogo tu nie ma.
Savara poprowadzia Lorkina przed st, poczym ona i Kalia zajy miejsca.
- Witaj, Lorkinie z kyraliaskiej Gildii Magw - odezwaa si zmczona kobieta. - Jestem
Raya, Przewodniczca Stou. A to s Yvali, Shaiya, Kalia, Lanna, Halana i Savary
Mwczynie Zdrajcw.
- Dzikuj, e wpuciycie mnie do waszego miasta - odpowiedzia z lekkim ukonem,
skierowanym do wszystkich.
- Jak rozumiem, przybye do Azylu z wasnej woli - powiedziaa Riaya.
- Tak.
- Dlaczego?
- Przede wszystkim po to, eby przemwi w obronie Tyvary podczas sdu nad ni.
- A jakie s inne powody? Zawaha si, nie wiedzc, jak zacz.
- Dowiedziaem si, e mj ojciec zoy waszym ludziom obietnic, ktrej nie powinien by
skada. J eli to moliwe, chciabym rozwiza t spraw.
Mwczynie wymieniy spojrzenia, Niektre byy sceptyczne, inne pene nadziei. - Czy to
jedyny inny powd? Lorkin pokrci przeczco gow,
- Byem wprawdzie jedynie asystentem Ambasadora Gildii w Sachace, ale wiem, e czci
zadania Ambasadora - jednym z powodw wysyania dyplomatw do innych krajw - jest
nawizywanie i utrzymywanie pokojowych stosunkw z innymi nacjami. Zdrajcy stanowi
cz Sachaki, tote nie usiujc nawiza z nimi kontaktw, lekcewaymy istotn cz
tego kraju. Nie wiem wiele o Zdrajcach, ale to, co wiem, pozwala mi stwierdzi, e
wyznawane przez was wartoci s bliskie zasadom panujcym w Krainach Sprzymierzonych.
Na przykad odrzucacie niewolnictwo, - Wzi gboki oddech. - J eli istnieje szansa, e
daoby si nawiza korzystne kontakty midzy nami, to czuj si w obowizku sprbowa
tego.
- A jaka korzy miaaby pyn z takich kontaktw dla nas? - zapytaa Kalia tonem
niedowierzania,.
- Lorkin umiechn si w odpowiedzi. - Handel.
Kalia zamiaa si krtko i bez wesooci. - Prbowalimy ju uczciwej wymiany z waszymi
ludmi i poaowalimy tego.
- Mwisz oczywicie o moim ojcu - odpar - Powiedziano mi, e Zdrajcy zgodzili si
nauczy go czarnej magii w zamian za magi uzdrowicielsk, zgadza si? Siedem kobiet
zmarszczyo brwi.
- Czarnej magii? - powtrzya Riaya. - Wyszej magii - wyjani Lorkin.
- Tak, to prawda - powiedziaa Riaya. Lorkin pokrci gow.
- Tylko Starsi Magowie Gildii, majc pozwolenie przywdcw Krain Sprzymierzonych,
mogli podj tak decyzj. Mj ojciec nie mia prawa proponowa wam tej wiedzy,
Kobiety zaczy mwi wszystkie naraz, przekrzykujc si, i chocia Lorkin nie by w stanie
zrozumie, co kada z nich mwia, wygldao na to, e w jednym s zgodne. Byy
rozgniewane, ale take zdziwione.
- Czemu wic zoy obietnic? Czyby zamierza j zama?
- To chyba oczywiste, dlaczego tak postpi - odrzek Lorkin. - By...
Ale Kalia i siedzca obok niej kobieta nadal rozmawiay, najwyraniej zgadzajc si z sob -
tak wynikao z urywkw, ktre dochodziy do Lorkina - e Kyralianom nie wolno ufa.
- Pozwlcie mu mwi - odezwaa si Riaya, przekrzykujc je.
Dwie kobiety umilky. Kalia skrzyowaa rce na piersi i spogldaa na Lorkina z wyniosym
oczekiwaniem.
- Mj ojciec by w rozpaczy- przypomnia im Lor- kin. - Od wielu lat by niewolnikiem.
Wiedzia, e jego kraj znalaz si w niebezpieczestwie. Zapewne uzna e osobisty honor nic
nie znaczy w obliczu zagroenia kraju.
A po latach bycia... bycia niewolnikiem, ile mona zachowa godnoci?
Urwa, zdajc sobie spraw, e pozwala zbyt wielu emocjom wkra si w jego sowa.
- Mam do was pytanie - powiedzia.
- To nie ty zadajesz tu pytania - burkna Kalia. - Musisz zaczeka, a...
- Ja chtnie wysucham tego pytania - przerwaa jej Savara. - Kto jeszcze?
Pozostae kobiety zastanawiay si chwil, po czym skiny gowami.
- Pytaj, Lorkin - zachcia go Riaya.
- Syszaem, e wasi ludzie wiedzieli, e mj ojciec by niewolnikiem przez jaki czas, zanim
zaproponowali mu t wymian. Dlaczego czekalicie z propozycj pomocy do czasu, kiedy
moglicie na tym skorzysta? Dlaczego za pomoc zadalicie tak wysokiej ceny, skoro
wasnych ludzi cay czas ratujecie z podobnych sytuacji?
Ostatnie sowa utony w protestach.
- J ak miesz wtpi w nasz szczodro! - krzykna Kalia.
- On by mczyzn i cudzoziemcem! - odezwaa si inna kobieta, - Jedyna crka krlowej
zgina przez niego!
- A setki mogy ocale, gdyby dotrzyma sowa.
Lorkin przebieg wzrokiem po gniewnych twarzach i nagle poaowa swoich sw. Powinien
ubiega si o wzgldy tych kobiet i oczarowa je, a nie rozzoci. Nagle jego wzrok napotka
spojrzenie Savary. Zobaczy, e kiwaa gow z aprobat. - CZY dasz nam to, co obieca twj
ojciec? - spytaa ostro Kalia.
Wszystkie kobiety natychmiast umilky wpatrujc si w napiciu w Lorkina. Bardzo zaley
im na tym uzdrawia-niu, pomyla. Ale to chyba oczywiste. Potrzeba ochrony przed ranami,
chorobami i mierci jest bardzo potna. One jednak nie zdaj sobie sprawy, jak potna jest
ta wiedza, jak daje przewag nad nieprzyjacielem. J ak mona jej uy, aby szkodzi, rwnie
dobrze jak pomaga.
Nie wolno mi tego zrobi - odpowiedzia. - Ale chc pomc wam zdoby t wiedz dziki
negocjacjom wymiany z Gildii i Krainami Sprzymierzonymi.
- Wymiany? - Riaya spochmurniaa. - Za co? Co o rwnej wartoci.
- Dalimy wam wysz magi! - krzykna Kalia.
- Tak, dalicie mojemu ojcu czarn magi - podkreli Lorkin. -- Ale to nie bya nowo dla
Gildii, wic nie zostanie uznana za odpowiedni wymian za uzdrawianie.
Lorkin spodziewa si po tych sowach kolejnych protestw, ale zapado milczenie; kobiety
zamyliy si. Savara spojrzaa na niego spod zmruonych powiek. Czy wyczyta w jej
wzroku podejrzliwo?
- Co mamy takiego co mona by uzna za rwnowartociowe? - spytaa Riaya.
Wzruszy ramionami.
- Jeszcze nie wiem. Dopiero tu przybyem.
Kalia westchna gono.
- Nie warto traci czasu i energii na fantazjowanie o handlu i przymierzach. Pooenie Azylu
jest tajemnic. Nie moemy wpuszcza tu cudzoziemcw do woli, dla
handlu czy czegokolwiek innego.
Riaya potakna. Spojrzaa na kobiety a nastpnie na
Lorkina.
- Nie jestemy jeszcze gotowi zastanawia si nad takimi sprawami jak handel z Gildi. Czy
Savara ostrzega ci, e moesz nie dosta pozwolenia na odejcie z Azylu, jeli tu
przybdziesz?
- Owszem.
Odwrcia si do mwczy.
- Czy ktra z was widzi powody, dla ktrych to prawo miaoby nie dotyczy Lorkina?
Wszystkie pokrciy przeczco gowami. Nawet Savara, jak zauway. Poczu, e ciska go w
odku.
- Przyjmujesz t decyzj? - spytaa Riaya. Potakn.
- Przyjmuj.
- W takim razie od tej chwili podlegasz prawom Azylu. Lepiej wic je poznaj i szanuj
naleycie. Uznaj to spotkanie za skoczone. - Riaya spojrzaa na Savar. - Poniewa to ty
go przyprowadzia, czyni ci odpowiedzialn za jego posuszestwo i uyteczno.
Savara potakna, po czym wstaa i skina na Lorkina, dajc mu znak, e ma pj za ni.
Kiedy wyszli z sali, Lorkin poczu, e ogarnia go dziwaczne przygnbienie. Wiedzia, e
bdzie musia zapaci jak cen za pjcie do Azylu za Tyvar. Cho by przygotowany na
pogodzenie si z tym, jaka jego czstka wci si buntowaa.
Nagle przypomnia sobie, co powiedziaa Riaya: "Nie jestemy jeszcze gotowi zastanawia
si nad takimi sprawami...", jeszcze nie. To nie znaczy nigdy". By moe bd
potrzebowali lat, eby wyj poza swoje gry, ale jeli bd chcieli uzyska to, co maj do
zaoferowania Krainy Sprzymierzone nie bd mieli wyboru.
Chocia skoro ukradli magi klejnotw od plemion Duna, pomyla, to moe lepiej mie si
na bacznoci.
Anyi wycigna rk, eby pogadzi mikk skr wycieajc siedzenie w powozie, a
nastpnie przejechaa palcami po zotej inkrustacji na krawdzi drewnianego kufra siedzenia.
Cery spojrza na podog i zauway z rozbawieniem, e symbol Gildii - liter Y wpisan w
romb - uoono z kilku rodzajw drewna wypolerowanych na bysk.
- Jestemy na miejsca - powiedzia oniemielony Gol ciszonym gosem.
Cery wyjrza przez okno. Brama Gildii otwieraa si. Powz zwolni, przejedajc, po czym
przyspieszy znowu, wiozc ich pod budynek Uniwersytetu, Zatrzyma si przy schodach, a
wonica zeskoczy z koza, by otworzy przed pasaerami drzwiczki. Kiedy Cery wysiada, z
budynku wysza kobieta w czarnych szatach.
- Witaj, Cery ze Strony Pnocnej - powiedziaa Sonea, umiechajc si do niego szeroko.
- Czarny Magu Soneo - odpowiedzia, zginajc si w przesadnym ukonie. W kcikach oczu
robiy mu si zmarszczki z rozbawienia. - To jest Anyi - przedstawi. -
A Gola ju znasz.
Sonea skina jego crce gow.
- Nie przyszo mi do gowy, e jeste t Anyi - mrukna. - Ale przecie nie widziaam ci,
odkd sigaa mi
do kolan.
Anyi ukonia si.
- Nie rozgaszajmy tego - powiedziaa. - jestem ochroniarzem Cery'ego i tyle.
- I tyle bdzie wiedzie Gildia - zapewnia ich Sonea, po czym zwrcia si do Gola: - Ty nie
urose, od kiedy si wiedzielimy. To dobrze.
Mczyzna wykona pospieszny ukon. Otworzy usta i zamkn je z powrotem, najwyraniej
zanadto przytoczony otoczeniem, eby wymyli inteligentn odpowied.
Wejdcie do rodka. - Sonea skina na nich i zacza wchodzi po schodach. - Wszyscy nie
mog si doczeka waszych opowieci.
Syszc zgryliwy ton w jej gosie, Cery przyjrza si jej uwanie. Wezwanie do Gildii, eby
zidentyfikowa dzik, ucieszyo go i przestraszyo zarazem, ale Sonea zapewnia go, e
mwia o nim wycznie jako o dawnym przyjacielu. Istniaa moliwo, e niektrzy
spord starszych magw zapamitali go sprzed dwudziestu lat i wiedz, e zosta
Zodziejem, ale bya ona niewielka. Warto jednak byo zaryzykowa, jeli mogo to oznacza,
e znaleziono morderc jego rodziny.
Rozumia te niepokj Sonei. Gildia moga dodatkowo ograniczy jej swobod, kiedy si
dowie, e wczya si po miecie bez pozwolenia. Informacja, e zadawaa si ze
Zodziejem, mogaby jeszcze pogorszy jej sytuacj, mimo e nie byo to ju niezgodne z
prawami Gildii.
Poszukiwania dzikiej wprawdzie si zakoczyy, ale Gildia bya daleka od zakoczenia tej
sprawy.
- J ak tam dotychczasowe obrady? - zapyta.
- Byo mnstwo ktni - zacza.
- Oczywicie. .
- Gorszych ni zwykle. Zawsze podejrzewaam, e jeli magowie spoza Krain
Sprzymierzonych zechc zamieszka w ktrym z naszych krajw, podway to sensowno
naszych praw. Zawsze jednak spodziewaam si, e bdzie chodzio o Sachakan.
- Czy ta dzika powiedziaa wam, skd pochodzi?
- Nie. Odmwia jakichkolwiek odpowiedzi. Podobnie jak Forlie, cho przypuszczam, e ta
druga raczej ze strachu ni uporu.
Potarli do szczytu schodw i Sonea poprowadzia ich przez hol wejciowy peny
niewiarygodnie delikatnych spiralnych schodw, ktre Cery zapamita ze swojej po
przedniej wizyty ponad dwadziecia lat temu. Gol i Anyi rozgldali si dookoa z ustami
otwartymi z zachwytu, a Cery musia powstrzymywa chichot. Sonea bez wahania
poprowadzia ich w szeroki korytarz, ktry koczy si w ogromnym Wielkim Holu, w nim
za mieci si stary budynek Rady Gildii. Budynek wewntrz budynku. Niej ju im szczki
chyba nie opadn, pomyla Cery, cigle patrzc na crk i ochroniarza,
- Odczytacie jej myli? - spyta Sone.
- W kocu pewnie tak. To jedna z tych spraw, o ktre si kcimy. Poniewa nie wiemy nic o
kraju, z ktrego ona pochodzi, nie mamy pojcia, czy czytanie jej myli bez pozwolenia
zostanie uznane za niewybaczaln obraz.
- Ale nie zdoacie si dowiedzie, skd ona jest, nieczytajc jej myli - powiedziaa Anyi
-Nie,
- I dlatego tu jestemy. Potrzebujecie dowodu, e ona zrobia co niezgodnego z prawem.
Sonea dosza do drzwi wiodcych do Rady Gildii, ktre otwieray si powoli. Spojrzaa na
Anyi, umiechajc si krzywo.
- Tak. Co wicej ni uycie magii w obronie wasnej Kiedy drzwi otwary si na ocie, Cen
wstrzyma
oddech. Sala bya pena magw. By to widok, ktry wikszo niemagicznych osb uznaaby
za przeraajcy i budzcy respekt
Zwaszcza jeli pomyle o caej zgromadzonej tu mocy magicznej.
Wyglda na to, e niele im idzie uzupenianie szeregw po stratach, jakie ponieli podczas
najazdu ichanich, zauway. Stopnie po obu stronach sali byy pene, ale w rzdach krzese na
rodku nikt nie siedzia. To miejsca nowicjuszy, przypomnia sobie. To dobrze. Wrd nich
mogoby by wicej osb z gorszych dzielnic miasta, ktre miayby szans mnie rozpozna,
Sonea ruszya do przodu, jej czarne szaty powieway przy kadym kroku. Cery poszed za ni,
zerkajc na Gola i Anyi idcych po obu jego stronach. Oboje odwracali wzrok od
obserwujcych ich magw, spogldajc prosto przed siebie.
Na samym kocu sali sta mag w niebieskich szatach. Administrator. Nie by to ten
mczyzna, ktrego Cery zapamita w tych barwach sprzed lat, sprzed najazdu ichanich. By
starszy ni tamten wtedy.
Za Administratorem wznosiy si kolejne rzdy siedze, Starszyzna. Cery przyglda si
twarzom. Niektre wyglday znajomo, inne nie. Rozpozna Rothena, maga, ktry opiekowa
si Sone w pierwszych latach jej nauki
na Uniwersytecie, Starszy mczyzna napotka wzrok Cery'ego i skin gow.
Przed Starszymi stay dwie kobiety. Cery rozpozna Forlie, ktra wygldaa na miertelnie
przeraon. Druga obrcia si na odgos zbliajcych si krokw i Cery zamar. Kiedy
posaa mu wcieke spojrzenie, Cery'ego zmrozio. W przymionym wietle strychu
lombardu nie widzia jej zby wyranie, ale dostatecznie dobrze, eby j rozpozna, gdyby j
znw zobaczy. A kiedy widzia j na ulicy pod sklepem, dzielia ich znaczna odlego. Za to
tu, w jasnym wietle wielu magicznych kul, dostrzeg co, co wczeniej umkno jego
uwadze.
Miaa tak samo dziwaczne oczy jak Skellin. Byli tej samej nacji.
Gildia nie, musi si o tym dowiadywa, postanowi. Skellinowi nie podobaoby si, gdybym
skierowa na niego uwag Gildii. Cho wtpi, eby Sonea nie dostrzega tego podobiestwa.
Zapewne nikomu nic nie powiedziaa, poniewa oznaczaoby to, e poprosia Zodzieja o
pomc. ..
Kiedy Sonea stana przed Starszymi Magami, Cery, Anyi i Gol ukonili si. Przedstawia
zebranym jego i jego ochroniarzy i wytumaczya, e to Cery jest tym przyjacielem, o
ktrym mwia, a ktry jako pierwszy widzia cudzoziemsk dzik i opowiedzia o tym Sonei.
Kiedy skoczya mwi, Administrator spojrza na Cery'ego.
- Przede wszystkim Gildia wyraa swoj wdziczno za pomoc okazan przy poszukiwaniu i
schwytaniu dzikich magw - powiedzia. - Bo drugie dzikujemy za pomoc dzisiaj. -
Wskaza na dwie kobiety - Czy rozpoznajesz ktr z tych kobiet?
Cery zwrci si do Forlie.
- Pierwszy raz widziaem Forlie kilka dni temu, kiedy zostaa zapana. - Teraz wskaza na
drug z kobiet. - T natomiast widziaem par miesicy temu. Szukalimy wraz z Golem
mordercy i poszlaki, ktrymi dysponowalimy, zaprowadziy nas na przeszpiegi do
waciciela lombardu i jego klientki - tej kobiety. Widzielimy, jak otwieraa sejf za pomoc
magii.
Dzika nie spuszczaa z niego wzroku, a kiedy on spojrza na ni, zmruya oczy.... - Czy
uwaasz, e ta kobieta jest morderczyni, ktrej szukasz? Cery wzruszy ramionami,
- Nie wiem, Do dokonania morderstwa uyto magii. Ona zna magi. Nie mam jednak
dowodw, e ona to zrobia.
Administrator zwrci si teraz do Gola.
- Bye z twoim pracodawc tej nocy, kiedy ledzi t kobiet.
Gol potakn. : - Byem.
Czy byo tak, jak opisa? Czy zauwaye jakie szczegy, ktre jemu umkny? - Dobrze to
opisa - odpowiedzia wielkolud. Administrator spojrza na Anyi.
- Czy ty te tam bya?
- Nie - odpara,
- Czy widziaa, jak ta kobieta uywa magii?
- Tak. Po raz pierwszy zobaczyam j godzin przed tym, jak So. .. Czarny Mag Sonea j
zapaa. Obserwowaa pojmanie Forlie. Wydao mi si to troch dziwne. A potem
widziaam, jak za pomoc magii zabia ptaki, ktre robiy tyle haasu, walczc, e mogy
zwrci na ni czyj uwag. Wiedziaam, e to te musi by dzika, wic poszam po
Czarnego Maga Sone.
Administrator zamyli si, po czym spojrza kolejno na Ceryego, Anyi i Gola. .
- Czy jest co jeszcze, co chcielibycie nam powiedzie o ktrej z tych kobiet?
- Nie - odpowiedzia Cery zerkajc na swoj crk i ochroniarza, ktrzy pokrcili przeczco
gowami.
Administrator podnis wzrok na starszyzn.
- J akie pytania?
- Ja mam pytanie - odezwa si mag w biaych szatach. To musia by Wielki Mistrz,
przypomnia sobie Cery. Sonea mwia mu, e zmieniono szaty Wielkiego Mistrza na biae,
kiedy uznano, e zgodnie ze zdrowym rozsdkiem to czarni magowie powinni nosi czarne.
- Czy widziae kiedykolwiek innego czowieka, ktry przypominaby rysami czy innymi
cechami t kobiet? - Mag wskaza na dzik. - Niewane oczywicie, jakiej pci.
- Moe raz albo dwa razy - odpar Cery.
- Czy wiesz, skd pochodz ci ludzie? Cery pokrci przeczco gow. -Nie.
Mag potakn, po czym ruchem rki da zna Administratorowi, e nie ma wicej pyta.
Cery poczu ulg i uwiadomi sobie, e marzy o tym, eby opuci to miejsce. Moe i by
potnym czowiekiem w miejskim pwiatku, ale nie przywyk do tego, eby oceniao go
tyle osb naraz. Zodziej najlepiej pracuje niezauwaony. Lepiej mie dobr opini, ni
stanowi centrum uwagi.
- Dzikujemy ci za pomoc, Cery ze Strony Pnocnej, Anyi i Golu - powiedzia
Administrator. - Moecie odej,
Sonea odprowadzia ich, Kiedy tylko zamkny si za nimi drzwi Rady Gildii, Cery odetchn
z ulg.
- Pomoglimy jako? - spytaa Anyi. Sone skina gow,
- Myl, e tak. Teraz maj zeznania wiadkw, e ta kobiet zamaa prawo. Jedyna magia,
ktrej uya na oczach magw, moga by uznana za obron wasn, kiedy zapaam j i
zabraam do Gildii.
- A to, e zamaa prawo, wystarczy, eby odczyta jej myli?
- J u mielimy wystarczajce powody - odpara Sonea z ponurym umiechem. - Ale teraz
bd mie mniej wyrzutw sumienia z tego powodu.
- Ty to zrobisz? - spyta Cery. Umiech znik z jej twarzy.
- Albo ja, albo Kallen. Podejrzewam, e wybior Kalle- na, poniewa by znacznie mniej
zaangaowany w poszukiwania, a poza tym nie ama przepisw.
Cery zmarszczy brwi.
- Bdziesz miaa z tego powodu kopoty?
- Nie sdz - odpara, a na jej czole pojawia si zmarszczka zmartwienia. - Mimo wszystko
Kallen raczej nie jest zadowolony. Nie mia na razie czasu, eby poruszy t spraw, ale w
kocu to zrobi. Nikt inny te o tym na razie nie wspomnia, ale jestem pewna, e znajdzie
si kto taki. - Westchna i zrobia krok w kierunku sali. - Powinnam ju wraca. Dam wam
zna, co sycha. - Urwaa i umiechna si. - Och, i mam wieci od Lorkina. yje i ma si
dobrze. Opowiem ci przy innej okazji.
- To wietna wiadomo! - powiedzia Cery. - Do zobaczenia zatem.
Pomachaa mu rk, po czym uchylia jedno skrzydo drzwi na tyle szeroko, eby si
przecisn. Cery spojrza na Anyi i Gola.
- Chodmy zobaczy, czy powz na nas czeka.
Oboje umiechnli si promiennie i ruszyli za nim, kiedy zawrci w kierunku frontu
Uniwersytetu. Kiedy Achati, Dannyl, pozostali ashaki i Unh dotarli do drogi przekonali si, e
wysani przodem niewolnicy przygotowali ju powz i konie i czekali na nich. Ashaki
zwrcili si do Dannyla, eby si poegna,
- Bardzo ci wspczujemy - powiedzia jeden z nich. - To musi by okropnie irytujce, kiedy
w ten sposb odbieraj ci asystenta.
- Owszem - odpar Dannyl. - Ale przynajmniej wiem, e poszed tam z wasnej woli i nie
grozi mu niebezpieczestwo... w kadym razie on tak sdzi. No i... przepraszam jeszcze raz
za jego zachowanie. Niepotrzebnie narazi was wszystkich na niebezpieczestwo.
Inny ashaki wzruszy ramionami.
- Warto byo przynajmniej sprbowa co z nimi zrobi, moe znale ich baz, nawet jeli
nic to nie dao.
- Ale... przecie nie bylibycie w stanie i dalej za Zdrajcami, nie zmuszajc ich do
pozabijania was - powiedzia Dannyl.
Ashaki wymienili spojrzenia i nagle Dannyl zrozumia ich pozorn nonszalancj. Nie chcieli
przyzna, e Zdrajcy mieli przewag liczebn lub e nie wypenili swojej misji, tote woleli
udawa, e jest inaczej.. Naprawd byli wiadomi ryzyka, ktre podejmowali, i obawiali si
go. Byoby jednak nieuprzejmoci kaza im to przyzna gono,
- C, ashaki Achati powiedzia mi, e jeszcze nikt nie zapuci si tak daleko na ich
terytorium - powiedzia, starajc si nada swojemu gosowi ton dumy i podziwu.
Ashaki pokiwali gowami z umiechem. - Jeli zmienisz zdanie w kwestii odzyskania
swojego asystenta, daj nam zna - powiedzia ten najbardziej rozmowny. - Krl bez trudu
zbierze ma armi w tym celu. Od dawna szukamy pretekstu, eby si ich pozby.
- Dobrze wiedzie - zapewni Dannyl. - I bardzo dzikuj. - Odwrci si do Unha. - Wiem
rwnie, e Krl ma na swych usugach wietnych tropicieli.
Duna skoni lekko gow, ale jego twarz nie zdradzaa adnych emocji. Sachakanie nic nie
mwili, w kocu jeden z tych mniej rozmownych odchrzkn.
- Jak mylisz, co Gildia postanowi w sprawie Mistrza Lorkina?
Dannyl pokrci gow.
- Nie wiem - przyzna. - Ale bd musieli przysa mi nowego asystenta. Mam nadziej, e
ich wybr okae si lepszy od mojego.
Sachakanie zamiali si. Rozmowny ashaki zatar rce.
- Czas nam wszystkim rusza.
Poegnano si i Saehakanie odjechali. Unh skin gow Dannylowi, co byo w jaki sposb
bardziej wymownym poegnaniem ni sowa Sachakan. Spod kopyt koni unis si kurz.
Dannyl i Achati wsiedli do powozu, a dwaj niewolnicy Achatiego zajli swoje miejsca.
Pojazd ruszy i odjecha drug drog,, koyszc si agodnie.
- Od razu lepiej - odezwa si Achati. - Wygoda. Intymno. Perspektywa regularnych
kpieli.
- Marz o kpieli.
- Podejrzewam, e nasi pomocnicy rwnie chtnie wracaj do domw, mimo e nie udao im
si uwolni Sachaki od kilku Zdrajcw.
Dannyl skrzywi si.
- J eszcze raz przepraszam za cay ten kopot i naraanie was na niebezpieczestwo bez
powodu.
- To nie byo bez powodu - poprawi go Achati. - Miae obowizek go szuka, a ja -
pomaga ci. Ten modzieniec mg by w niebezpieczestwie. Okazao si, e nie jest, ale to
nie znaczy, e nasza wyprawa bya niewana.
Dannyl skin gow, by okaza, e jest wdziczny za okazane zrozumienie.
- Myl, e tak naprawd przepraszam w imieniu Lorkina. Jestem pewny, e gdyby by w
stanie powiadomi nas o swojej decyzji wczeniej, zrobiby to.
- By moe podj t decyzj dopiero tu przed rozmow z tob. - Achati wzruszy
ramionami - To nie by zmarnowany czas. Prawd mwic, wiele si dowiedziaem o tym,
jak myl Kyralianie i jak ty mylisz. Na przykad robiem pewne zaoenia dotyczce
twojego uporu w poszukiwaniach asystenta. Mylaem, e moe... chodzi o co wicej ni
lojalno wobec innego maga i Kyralianina.
Dannyl spojrza na niego ze zdumieniem. - Mylae, e jestemy..,?
- Kochankami. - Wyraz twarzy Sachakanina by powany. Achati odwrci wzrok. - Mj
niewolnik jest mody, przystojny i utalentowany. Uwielbia mnie. Ale to jest uwielbienie,
jakie niewolnik czuje wobec dobrego pana. Zazdrociem ci asystenta,
Dannyl bardzo chcia nie gapi si ze zdziwieniem na Achatiego. Rozpaczliwie szuka
waciwej odpowiedzi, ale nie znajdowa jej. Achati zachichota.
- Jestem przekonany, e o tym wiesz,
- No... tak, ale dostrzeenie zajo mi nieco czasu. - Miae inne sprawy na gowie,
- Domylam si, e nie musiae si opiera na przy- puszczeniach co do mnie?
Achati pokrci gow.
- Bardzo staramy si wiedzie, ile si da, o ambasadorach, ktrych przysya nam Gildia. A
twoje preferencje towarzyskie nie s tak naprawd tajemnic w Imardinie,
- Nie - przyzna Dannyl, mylc o Tayendzie i jego przyjciach.
Achati westchn,
- Mog sobie kupi towarzysza.., i istotnie wielokrotnie tak czyniem. Kogo piknego.
Kogo, kto wie, jak zadowoli pana. Moe bybym w stanie znale kogo do
inteligentnego i dowcipnego, z kim mgbym porozmawia. Moe nawet mie to szczcie,
eby taki niewolnik mnie kocha. Ale czego zawsze brakuje.
Dannyl przyglda si uwanie Achatiemu. I Czego?
Usta ashakiego wykrzywiy si w dziwaczny umiech. - Ryzyka. Tylko kiedy wiesz, e twj
towarzysz moe ci opuci, doceniasz to, e pozostaje. Tylko wtedy, kiedy nie jest mu
atwiej lubi ci, ni nie lubi, doceniasz to, e ci lubi.
- Jest ci rwny.
Achati wzruszy ramionami,
- Albo prawie rwny. Cakowicie rwny mi towarzysz zanadto ograniczaby moje
moliwoci. J ako krlewski pose jestem przecie jednym z najpotniejszych ludzi w kraju.
Dannyl potakn.
- Nigdy nie musiaem zastanawia si nad takimi rnicami pozycji. Aczkolwiek pewnie
bym musia, gdyby mj towarzysz by sucym.
- Nawet sucy moe odej.
- Tak.
- Czy ze sucymi mona ciekawie porozmawia?
- Z niektrymi pewnie tak.
Achati przecign si, prostujc koci, po czym rozluni si.
- Lubi nasze rozmowy. Dannyl umiechn si.
- To si dobrze skada. Od teraz do Arvice bd twoim jedynym kompanem do rozmowy.
- Istotnie. - Ashaki zmruy oczy. - Myl, e mgbym polubi co wicej ni tylko rozmowy
z tob.
Dannyl ponownie poczu, e brak mu sw. Zaskoczenie zastpio zaenowanie, ktre
nastpnie zostao wyparte przez ciekawo i wcale niemae zadowolenie z pochlebstwa. Ten
Sachakanin, ktry wanie podkreli, e jest jednym z najpotniejszych ludzi w kraju,
proponuje mi zwizek! Co mam zrobi? J ak odmwi komu takiemu, nie okazujc
nieuprzejmoci i nie powodujc politycznych komplikacji? Czyja w ogle chc odmawia?
Poczu dreszcz. On jest modszy ode mnie, ale niewiele. Cakiem przystojny w ten
sachakaski sposb. J est dobrym kompanem. Dobrze traktuje niewolnikw. Ale jake taki
zwizek byby politycznie ryzykowny! Achati znowu zamia si pod nosem.
- Nie spodziewam si po tobie niczego, Ambasadorze Dannylu. Tylko wyraziem swoje
zdanie, i napomknem o moliwoci. Daem ci co do przemylenia. Na razie zadowlmy si
konwersacjami. Nie chciabym zreszt popsu naszej przyjani, sugerujc co, co mogoby ci
sprawi kopot.
Dannyl skin gow.
- J ak ju mwiem, myl nieco wolno.
- Bynajmniej. - Achati umiechn si promiennie. - Gdyby tak byo, nie polubibym ci tak
bardzo. Ale bye
zajty innymi sprawami. Skupiony na konkretnym celu. Teraz nie masz tego wszystkiego na
gowie. Moesz myle o innych rzeczach. Na przykad o tym, ile czasu zajmie Gildii wybr i
przysanie ci nowego asystenta.
- Nie jestem pewny, czy znajdzie si ochotnik na to stanowisko po tym, co przydarzyo si
Lorkinowi.
Achati zamia si.
- Moesz si zdziwi. Kto moe mie nadziej, e zostanie porwany w tajemne miejsce
rzdzone przez egzotyczne kobiety.
Dannyl jkn. Mam nadziej, e nie. Och, jak bardzo mam nadziej, e nie.


ROZDZIA 29


ODPOWIEDZI I KOLEJ NE PYTANIA


Sonea rozpara si na swoim miejsca, czekajc, a Starsi Magowie przestan si ociga.
Nie chciaa przyprowadza Cery'ego, ale kiedy wydao, si, e pomg jej i Reginowi
odnale dzikie, przeway zwyczaj Gildii, ktra z zasady badaa kad sytuacj e
wszystkich stron. Sonea powiedziaa magom, e Cery jest dawnym przyjacielem, ale nie o
tym, e jest Zodziejem. Kilku mogo skojarzy go ze Zodziejem Cerym, ktry pomg jej i
Akkarinowi podczas najazdu ichanich, ale wikszoci zapewne umkn ten szczeg. Miaa
nadziej, e tych, ktrzy woleli lekceway jej udzia w pokonaniu najedcw, nie obchodz
te imiona jej pomocnikw. I e ci nieliczni, ktrzy tego nie lekcewayli, zrozumie j,
dlaczego woaa, eby jej dawny przyjaciel pozosta w cieniu.
Jedynie Kallen, ktry i tak ju powica jej zbyt wiele uwagi, mg poczy dwa fakty i
wspomnie o tym. By on jednak, trzeba to przyzna, dyskretny. Nie oznajmiby czego
takiego przed ca Gildia. Najpierw omwiby spraw ze starszyzn.
Sone irytowao to, e przesuchanie Cery'ego nie wnioso nic nowego do caej sytuacji.
Kobieta z ca
pewnoci bya dzik. Posuya si magi na oczach dziesitkw ludzi, wcznie z
Alchemikiem i Uzdrowicielka, ktrzy pomogli Sonei j uj. Uya jej rwnie w nieudanej
prbie oporu wobec magw, ktrzy zaprowadzili do aresztu w Kopule.
Niemniej Gildii, a zapewne rwnie Krlowi zaleao, eby nie obrazi jakiego obcego
kraju. Zwaszcza e nie byli pewni, ktry to mg by kraj.
Wczeniej w trakcie tego spotkania jeden z doradcw krlewskich przynis mapy i opisa
niektre i umieszczonych na nich dalekich krain. Kobieta zachowywaa milczenie,
odmawiajc odpowiedzi, kiedy pytano ja, skd pochodzi. Doradca usiowa zgadywa na
podstawie jej wygldu, J eli jednak nawet ktry z domysw by suszny, nie daa tego po
sobie pozna.
- Nie widz innej moliwoci - odezwa si Wielki Mistrz Balkan zdecydowanym tonem. -
Musimy odczyta jej myli
Administrator Osen przytakn.
- Wzywam na rodek sali Czarnego Maga Kallena i Czarnego Maga Sone. Czarny Mag
Kallen odczyta myli nieznanej z imienia dzikiej, a Czarny Mag Sonea Forlie.
Mimo e Sonea spodziewaa si tego, poczua lekkie rozczarowanie. Chciaaby dowiedzie
si tylu rzeczy od tej cudzoziemki, ale nie moga prosi Kallena o szukanie odpowiedzi.
- Na przykad czy ta kobieta zabia rodzin Cery'ege?
Zesza za Kallenem na d, nie spuszczajc oczu z Forlie. Kobieta poblada i wpatrywaa si
w Sone otwartymi szeroko oczami.
- Wszystko ci powiem - wyrzucia ze siebie. - Nie musisz czyta moich myli.
- Gupia - odezwa si gos z silnym cudzoziemskim akcentem. - Nie wiesz, e nie mog
odczyta twoich myli, jeli si na to nie zgodzisz?
Sanea zerkna na cudzoziemsk dzik i uwiadomia sobie, e zwrciy si na ni oczy
wszystkich magw. Kobieta wodzia wzrokiem od twarzy do twarzy, ale mina jej rzeda na
widok rozbawienia i politowania. W jej wzroku pojawio si zwtpienie i nawet strach, kiedy
Kallen stan przed ni.
Wycign ku niej rce, ale ona uderzya w nie magi. Sonea nie miaa ochoty oglda tej
potyczki, tote zwrcia si z powrotem do Forlie, ktra skulia si.
- Nie jestem magiem - powiedziaa, przenoszc spojrzenie z Sonei na Starszych Magw. -
Kazali mi skama Powiedzieli... powiedzieli, e zabij moj crk i jej dzieci, jeli wam si
przyznam. - Rozpaczliwie chwycia ustami. powietrze, po czym wybuchna paczem. Sonea
pooya jej rk na ramieniu.
- Wiesz, gdzie oni s?
- Chy... chyba tak.
- Tamci jeszcze nie wiedza, e min cokolwiek powie- dziaa. Znajdziemy twoje dzieci,
zanim si dowiedz.
- Dzi-dzikuje.
- Obawiam si jednak, e musz si przekona, czy mwisz prawd. Obiecuj ci, e to nie
bdzie bolao. Waciwie to nic nie poczujesz. Nie bdziesz wiedzie, e tam zagldam A ja
postaram si zrobi to jak najszybciej, Forlie wlepia wzrok w Sone, po czym skina gow.
Sonea wycigna rce, delikatnie dotkna skroni kobiety i wysaa swoje myli. W chwili
gdy dotkna umysu Forlie, zalaa j fala przeraenia i niepewnoci. Przepyna nad
mylami o crce i dwojgu wnukw oraz o mczynie, ktry ich zabra, Sonea rozpoznaa
mczyzn, ktry szantaowa Forlie by to ten handlarz nilem, ktry towarzyszy jej, kiedy
zostaa zapana.
Wspomnienie tamtej chwili sprawio, e Sonea przypomniaa sobie magiczn si, ktra
biega od Folie. Musia j wysa kto inny. Moe prawdziwa dzika, obserwujca ich przez
okno. ~Kto posuy si magi, kiedy ci znalelimy? ~Nie wiem.
- Gdzie s teraz twoja crka i wnuki.
W umyle Sonei pojawi si labirynt zaukw i skleconych z byle czego domw, po czym
uwaga skupia si na jednym konkretnym budynku. Rodzina Forlie znajdowaa si w jednej
z najbiedniejszych dzielnic, jakie jeszcze pozostay w miecie.
- Znajdziemy ich, Forlie. Ukarzemy ludzi, ktrzy to zrobili. Sonea otwara oczy i cofna
donie. Na twarzy Forlie malowaa si teraz nadzieja i determinacja.
- Dzikuj - szepna,
Sonea odwrcia si do Starszych Magw i opowiedziaa o tym, co zobaczya.
- Sugeruj, eby kto z nas uda si z Forlie i uwolni jak najszybciej jej rodzin.
Wiele osb kiwao gowami na znak zgody. Cichy dwik zwrci uwag wszystkich na
cudzoziemk. J ej twarz, otoczona domi Kallena, wyraaa mieszanin zdziwienia i
przestrachu.
Wszyscy patrzyli w milczeniu, a kiedy Kallen w kocu puci j, Sonea usyszaa zbiorowe
westchnienie ulgi. Kallen cofn si i odwrci ku Starszym Magom,
Ma na imi Lorandra - oznajmi. - Pochodzi z Igry, kraju lecego za wielk pustyni
pnocn. To dziwne miejsce, gdzie wszelka magia jest zabroniona i karana mierci. Ale ci,
ktrzy szukaj i karz magw, sami s magami. Zasilaj swoje szeregi, kradnc dzieci tych,
ktrych zabijaj. - Pokrci gow ze zdumienia, syszc o takiej hipokryzji i okruciestwie. -
Lorandra nauczya si magii jako moda kobieta i musiaa ucieka Z kraju z urodzonym
wanie synkiem. Udao im si przekroczy pustyni i dosta do Lonmaru, a nastpnie przez
Elyne przybyli do Kyralii. Tu przygarn ich Zodziej, ktry ich chroni w zamian za usugi
magiczne. Zodziej adoptowa w kocu chopca i uczyni go swoim dziedzicem. Nauczy go
rzemiosa przestpczego, a matka uczya go magii.
Kallen spojrza naSone i zmarszczy brwi.
- Ten syn ma na imi Skellin i jest jednym ze Zodziei, ktrych Czarny Mag Sonea i Mistrz
Regin zatrudnili do poszukiwania dzikiej. Oczywicie nie chcia, eby znaleli jego matk,
zorganizowa wic schwytanie zamiast niej Forlie, Posuy si nawet wasn magi, eby
wygldao na to, e to ona ich zaatakowaa.
Spojrza na Starszych Magw.
- Skellin wysya swoj matk, eby zabijaa jego rywali wrd Zodziei, odkd obj wadz.
Poprzez morderstwa i sojusze zamierza zosta krlem miejskiego pwiatka,
Sonea poczua, e zamiera jej serce. Ta kobieta jest owc Zodziei!
Kallen zamilk na chwil i spochmurnia.
- Sprowadza te nil, eby uzalenia od siebie ludzi.
Nie tylko biednych, ale rwnie bogatych, i magw, Najwyraniej uwaa, e kiedy wszyscy
bdziemy zaywa. narkotyk, bdzie atwo nami manipulowa,
Podnis si szmer gosw: magowie zaczli dyskutowa nad tym, co usyszeli. Do uszu
Sonei dochodziy lekcewace uwagi o manii wielkoci Skellina, ale ona po- czua dreszcz na
myl o nilu. Przypomnia si jej kamieniarz imieniem Berrin, ktrego uzalenienie usiowaa
bezskutecznie uleczy. Jeli uzalenienia od nilu nie dao si leczy, a Skellin o tym wiedzia,
to jego wielki plan mia szanse si urzeczywistni.
- Kim ty jeste? - odezwaa si cudzoziemka, wpatrujc si w Kallena. Przeniosa wzrok na
Sone. I ty?.
Sonea odpowiedziaa na to pytanie z lekkim umiechem. Skellin i jego matka byli magami,
ale najwidoczniej nie czarnymi magami. I bardzo dobrze. Miejmy nadziej, e w takim razie
Igra nie jest krajem czarnych magw. Nie potrzebujemy kopotw z kolejn Sachak.
Administrator Osen zwrci si teraz do sali, unoszc rce. Gwar ucich, zastpiony przez
niemal cakowite milczenie.
- Teraz znamy prawd, jedna ze schwytanych przez nas kobiet jest niewinna, druga za jest
morderczyni i dzik. Mamy poza tym w miecie drugiego dzikiego, ktrym musimy si
zaj. Lorandra trafi do wizienia. Forlie moe odej wolno. Ponadto musimy natychmiast
podj pewne dziaania, wic kocz w tej chwili to zebranie.
Sal wypeniy gosy setek magw podnoszcych si ze swoich miejsc i rozpoczynajcych
rozmowy. Osen podszed do Sonei.
- We Forlie i znajd jak najszybciej jej rodzin - rozkaza cicho. - Zanim Lorandrze
przyjdzie do gowy poinformowa Skellina o jej zdradzie.
Sonea wpatrywaa si w niego, zaskoczona, po czym skina gow. Oczywicie. Wystarczy
jej skontaktowa si z nim mentalnie, eby mu opowiedzie, co tu si stao, - Jeli mog,
zabior Mistrza Regina jako wsparcie. Potakn.
- Wyl Kallena po Skellina, gdy tylko bd bezpieczni. Poczua, e robi si jej ciepo na
sercu, Osen moe i jest wobec niej chodny, ale nie jest pozbawiony wspczucia dla innych.
Kiedy odchodzi, rozejrzaa si po sali i dostrzega Regina. Sta koo schodw i spoglda na
ni. Skina na niego.
- Czy to waciwe?
Gos Kallena dobieg j ponad gwarem i krokami Starszych Magw. Spojrzaa w tamtym
kierunku i dostrzega, e stoi przed Osenem ze zmarszczonym czoem.
- J eli w cigu najbliszych kilku minut przekonasz wikszo Starszych Magw do gosu
przeciw temu, eby posza, rozwa wysanie kogo innego.
Kallen spojrza na magw opuszczajcych budynek, a nastpnie na Sone i zacisn usta.
- To ty podejmujesz decyzj - powiedzia. - Nie ja. Kiedy Regin podszed do niej, onea
umiechna si do siebie, radujc si chwil triumfu. Jeli Osen ufa jej teraz na tyle, eby
wysa j do miasta, to moe reszta Gildii wybaczy jej tak czste amanie regu w cigu
ostatnich tygodni.
- Chcesz mi pomc wykona kolejne zadanie? - spytaa Regina.
Unis brwi i prawie si umiechn; .
- Oczywicie.
Sonea uja Forlie pod rami.
- Chod, poszukamy twojej rodziny.
Lorkin nie by pewny, ile czasu mino, odkd zamknito go w tym pomieszczeniu. Nie miao
okien, tote nie mg oceni pory dnia po wysokoci soca. Zdy si przestawi z
podrowania noc i spania w dzie z Tyvar na odwrotny rytm podczas wdrwki z Chari,
senno nie pomagaa wic stwierdzi, jaka moe by pora dnia. Gd te nie stanowi
wskazwki, poniewa ostatnio jada, kiedy nadarzya si okazja, a nie regularnie.
Wydawao si, e posiki przynoszono mu o okrelonych porach, stara si wic liczy dni
wedug nich. Kilka godzin po prostym posiku skadajcym si ze sodkiej papki zboowej i
owocu dostawa wikszy posiek z misem i jarzynami. A pniej po kolejnej przerwie
nastpny lekki posiek zoony z paskiego placka i kubka ciepego mleka. Byo to proste
jedzenie, ale smakowao wspaniale po wykradanych ochapach, ktrymi ywi si przez
tygodnie wdrwki z Tyvar.
Powiedziano mu, e ma tu zosta a do sdu nad Tyvar. Dotd wydawao mu si, e miny
dwa dni i p. Lorkin zajmowa si czytaniem notatnika i zapisywaniem wszystkich
obserwacji na temat Zdrajcw, jakie zebra Spisywa rwnie pytania, na ktre chciaby
znale odpowied, kiedy bdzie ju mia tak moliwo. Za kadym razem, kiedy
przynoszono mu jedzenie, Lorkin dostrzega osob pilnujc jego drzwi. Zawsze bya to
kobieta, ale nie ta sama. Czy tu nie byo mczyzn magw? Albo adnego, ktry chciaby go
pilnowa? A moe nie ufali mczynie pilnujcemu innego mczyzny?
Duo te spa. Cho by w stanie wyleczy zmczenie i bl, lepiej byo pozwoli ciau
odzyska energi i zdrowie naturalnymi rodkami.
wiato pochodzio z klejnotu wprawionego w sufit. Lorkin przyjrza mu si bliej, stajc na
ku. By zbyt jasny, eby si dugo w niego wpatrywa. Sign ku kamieniowi i przekona
si, e nie emituje ciepa. Mia fasetowan powierzchni niczym klejnoty w biuterii.
Czy to by naturalnie uformowany ksztat, czy te wyrzebiony przez czowieka? Czy taki
klejnot bdzie wieci w nieskoczono, czy w kocu przybladnie?
Pytania bez odpowiedzi powoli zapeniay jego umys i notatnik.
Zastanawia si, jak ma pozna prawa Azylu, zgodnie z zapowiedzi Riayi. Czy powinien
poprosi kogo o nauk? Co si stanie, jeli zapuka, eby zwrci uwag straniczki, i poprosi
o nauczyciela?
Myla nad tym przez jaki czas. Zanim jednak zebra odwag, eby sprbowa, usysza
dobiegajce zza drzwi gosy. Usiad i zwrci si twarz do otwierajcych si wanie drzwi.
Kobieta, ktrej nigdy wczeniej nie widzia, zlustrowaa go od stp do gw.
- Mistrzu Lorkinie - powiedziaa. - Chod ze mn.
Lorkin zauway, e nastrj w miecie si zmieni. Widzia wicej ludzi, a wielu z nich
wygldao, jakby na co czekali Kiedy go zauwayli, przygldali mu si z ciekawoci, ale
atmosfer oczekiwania najwyraniej wywoao co innego.
Proces Tyvary? - zastanawia si. - Zreszt w jakim innym celu mieliby po mnie przyj.
Jego przypuszczenia okazay si prawdziwe, kiedy znalaz si w tej samej sali, w ktrej
wczeniej spotka si ze Stoem Mwczy. Przy zakrzywionym stole siedziao tych samych
siedem kobiet, ale tym razem zajty by rwnie wysadzany klejnotami tron. Siedziaa na nim
stara kobieta, przygldajc si Lorkinowi uwanie. Sala bya wypeniona ludmi. Siedzenia
na schodach byy zajte, a kolejni mczyni i kobiety stali pod cianami. Naprzeciwko
wejcia znajdoway si niewielkie drzwiczki, ktrych Lorkin nie zauway poprzednim
razem. Staa w nich Tyvara w towarzystwie dwch innych kobiet. Wygldao na to, e
spotkanie trwa ju od jakiego czasu. Lorkin niestety nie by w stanie oceni, w jakim
kierunku zmierzao. .
- Nie kaniaj si krlowej Zarali - mrukna mu do ucha przewodniczka. - Naley pooy
rk na piersi i pa trze na ni, dopki ona nie skinie gow. Id, sta przed Stoem i
odpowiadaj na ich pytania.
Postpi zgodnie z instrukcj. Krlowa umiechna si i skina gow, kiedy pooy rk na
piersi, jej wzrok powdrowa ku Riayi
- Mistrzu Lorkinie, byy asystencie Ambasadora Gildii w Sachac Dannyla - powiedziaa
Przewodniczca gosem, ktry rozbrzmia w caej sali - przybye do Azylu, aby przemwi
w obronie Tyvary podczas sdu nad ni. Nadszed ten czas. Opowiedz nam, jak poznae
Tyvar.
-. Bya niewolnic w Domu Gildii...
- ...gdzie spotkae rwnie Riv,
- Nie poznaem Rivy a do tej nocy, kiedy zgina.
Riaya potakna.
- W jaki sposb Riva znalaza si tamtej nocy w twoim pokoju?
Lorkin zagryz warg.
- Wemkna si, kiedy spaem.
- I co zrobia?
- Obudzia mnie. - Walczy z oporem wobec opisywania szczegw. - Wesza do mojego
ka i... no... bya dla mnie duo milsza, nibym wymaga.
Na ostach Riayi pojawi si nieznaczny umieszek. - Nie miae wic w zwyczaju sypia z
niewolnicami?
- Nie.
- A jednak nie odesae jej?- Nie.
- Co si stao nastpnie?
- W pokoju pojawio si wiato, i zobaczyem, e Tyvara zasztyletowaa Riv,
- A potem?
- Tyvara wyjania mi, w jaki sposb Riva chciaa mnie zabi. - Poczu, e si rumieni. -
Magicznym sposobem, o ktrym nigdy nie syszaem. Powiedziaa, e jeli zostan w Domu
Gildii, inni bd usiowali mnie zabi.
- Uwierzye jej?
- Tak.
- Dlaczego?
- Ta druga niewolnica... Riva... powiedziaa co takiego. - Wrci mylami do tamtej nocy. -
Powiedziaa: on musi umrze": Byo oczywiste, e ma na myli mnie.
Riaya uniosa brwi. Spojrzaa na sze kobiet i krlow, po czym zwrcia si ponownie do
Lorkina.
- Co si potem stao?
- Ucieklimy do jakiego majtku... do kwater niewolnikw. Tamtejsi niewolnicy bardzo
nam pomogli. Ale w nastpnej posiadoci, do ktrej si udalimy, zastawili na nas puapk.
Usiowali nas upi narkotykiem. Potem nie ufalimy juz nikomu... a do spotkania z Chari.
Riaya skina gow i zwrcia si do Stou.
- Pytania do Mistrza Lorkina?
J edna z kobiet potakna. Lorkin usiowa przypomnie sobie imiona z poprzedniego
spotkania Chyba Yvali. Wbia w niego widrujce spojrzenie.
- Czy przespae si z Tyvar?
- Nie.
Przez sal przeszed szmer. Brzmia jak protest, zauway Lorkin. Yvali otwara usta, eby
zada kolejne pytanie, ale zrezygnowaa. Spojrzaa na pozostae kobiety.
- Czy Tyvara zabia kogo jeszcze podczas waszej podry? - spytaa Lanna.
- O ile wiem, nie.
- Dlaczego nie udalicie si w stron Kyralii? - spytaa Shaiya.
- Tyvara uznaa, e to byoby najbardziej oczywiste wyjcie, wic czekaliby tam na nas
zabjcy.
- Co dae Ambasadorowi Dannylowi, kiedy przekonae go. eby przesta! nas ledzi? -
spytaa Savara.
Lorkin spojrza na ni ze zdziwieniem, ale nie z powodu nagej zmiany tematu. Skoro to
widziaa, czemu nie zapytaa go wczeniej? Nie by w stanie odczyta emocji z jej twarzy.
Uzna, e najlepiej bdzie powiedzie prawd.
- Krwawy piercie mojej matki. Wiedziaem, e zapewne zostanie mi odebrany, kiedy tu
przyjd, a nie chciaem, eby dosta si w niepodane rce.
Przez sal znw przebieg szmer, ale szybko ucich.
- Czy uye go po tym, jak Tyvara zabia Riv?
- Nie. Tyvara nie wiedziaa, e go mam... chyba. - Powstrzyma si od spojrzenia w jej
kierunku,
- Czy masz inne krwawe piercienie?
- Nie.
Savara skina gow na znak, e nie ma wicej pyta.
- Czy zgodzisz si na czytanie myli, aby potwierdzi prawd twoich sw? -- spytaa Kalia.
- W sali zapado cakowite milczenie.
- Nie - odpowiedzia Lorkin.
Rozlegy si pomruki i zdziwione okrzyki, Lorkin spojrza Kalii prosto w oczy i wytrzyma
jej spojrzenie. Czy ona ma mnie za gupca? J eli pozwol komukolwiek czyta moje myli,
bd szuka sekretu uzdrawiania, a wtedy mog zapomnie o opuszczeniu tego miejsca.
Nie byo wicej pyta. Riaya wymienia spojrzenia ze wszystkimi siedzcymi przy stole
kobietami, po czym zwrcia wzrok na Lorkina.
- Dzikuj, Mistrzu Lorkinie, za wspprac. Sta, prosz, przy wejciu.
Odruchowo ukoni si z szacunkiem najpierw jej, a potem pozostaym szeciu kobietom i
krlowej, eby jego gestu nie uznano za okazywanie nadmiernych wzgldw
Przewodniczcej. Przy drzwiach dostrzeg swoj przewodniczk, podszed wic do niej i
stan obok.
Obrzucia go zamylonym spojrzeniem i skina gow.
- Niele ci poszo - mrukna.
- Dzikuj - odpar. Spojrza przez sal na Tyvar, Miaa zmarszczone czoo, ale kiedy ich
spojrzenia si spotkay, posaa mu wysilony umiech.
- Teraz odbdziemy narad - oznajmia Riaya.
Kiedy osiem kobiet siedzcych za stoem zaczo rozmawia, wrd publicznoci take
zapanowa gwar. Lorkin usiowa dowiedzie si czego z tych konwersacji, ale wyawia
tylko pojedyncze zdania. Przywdczynie siedzce za stoem najwyraniej wzniosy magiczn
barier oddzielajc je od zewntrznego haasu. Zamiast wic sucha, Lorkin przyglda si
zgromadzonym w sali- ludziom, w nadziei e zdoa si czego dowiedzie, zanim
odprowadz go z powrotem do pozbawionej okien celi.
Na stopniach siedziaa wiele par, jak zauway, ale poza
tym przewaay kobiety. Pod cianami natomiast stali gwnie mczyni. Wszyscy ubrani
byli w proste rzeczy. Niektrzy ze Zdrajcw mieli na sobie praktyczne spodnie i tuniki, inni
za przepasane dugie szaty z lepszych materiaw. Ku zaskoczeniu Lorkina te dugie szaty
nosili zarwno mczyni, jak i kobiety.
Tkaniny zarwno miay naturalny kolor, jak i byy barwione, ale brakowao ywych,
jaskrawych kolorw. Lorkin domyli si, e sprowadzanie barwnikw do miasta musi by
trudne, a zwaywszy na ograniczon ilo miejsca na zasiewy, uprawiano zapewne przede
wszystkim roliny jadalne.
Mimo e stara si skupia uwag na zebranych, nie potrafi powstrzyma si od spogldania
co jaki czas w kierunku Tyvary. Za kadym razem zauwaa, e ona go obserwuje. Nie
umiechna si ju jednak wicej. Sprawiaa wraenie zamylonej. I zmartwionej.
W kocu gos Riayi wznis si ponad gwar panujcy w sali.
- Zakoczyymy obrady - oznajmia. W pomieszczeniu zapada cisza, Riaya spojrzaa na
pozostae kobiety za stoem, po czym zwrcia si ku Tyvarze.
- Zaproponowaa, e pozwolisz Mwczyni Kalanie odczyta swoje myli.
Przedyskutowaymy wszystkie moliwoci, jak nakazuje prawo, ale nie widz innego
sposobu, eby potwierdzi twoje zeznania. Podejd, prosz, tutaj i zdejmij blokad myli.
Wrd zebranych rozlegy si szepty i ciche uwagi, Lorkinowi przypomnia si fragment
rozmowy midzy Chari i Tyvar podczas wdrwki przez gry. Tyvara powiedziaa, e
pozwoli Zdrajcom odczyta swoje myli.
Chari bya zaszokowana, Nie moesz"- sykna wtedy. - Obiecaa..."
Co obiecaa? Komu? Lorkin patrzy, jak kobieta, ktra uratowaa mu ycie, idzie z wysoko
podniesion gow, eby stan przed przywdczyniami. Poczu, e w sercu wzbiera mu
nage nieokrelone uczucie. Bya tak dumna. Tak pikna. W tej samej chwili poczu, e
znajoma wtpliwo i irytacja psuje t chwil. Chciabym wiedzie, czy Chari ma racj w
kwestii uczu Tyvary dla mnie. Jeli si myli, nie chciabym zrobi z siebie gupca, usiujc
zdoby Tyvar. Ale jeli si nie myli.., jeli podobam si Tyvarze... ale ona ma zwyczaj
odpycha tych, ktrzy j podziwiaj... czy mam do wytrwaoci, eby a ni walczy?
Kada czstka jego ciaa miaa pewno, e tak.
Tyvara zatrzymaa si przed Stoem i wycigna przed siebie lew rk. Zawahaa si przez
moment i wykrzywia usta. Lorkin zamruga powiekami ze zdumieniem i przeraeniem,
kiedy z jej doni zacza kapa krew. Zgia kciuk, po czym wzia w palce co zbyt
malekiego, eby mona byo to dostrzec, i upucia to na st.
Miaem racj, pomyla. Blokada umysu jest przedmiotem podobnym do krwawego klejnotu.
Na twarzach przywdczy malowao si pospne wspczucie. Lorkin patrzy, jak Halana
wstaa, i wycigna rk ku Tyvarze, ktra nachylia si nieco ku niej. Starsza kobieta uja
j za skronie i zamkna oczy.
Nastpia duga chwila ciszy, podczas ktrej wszyscy obserwowali w napiciu te dwie
kobiety. Kiedy w kocu Halana pucia skronie Tyvary nie powiedziaa ani sowa. Usiada.
Tyvara podniosa blokad umysu i cofna si od stou.
- Czego si dowiedziaa? - spytaa Riaya.
- Wszystko, co powiedziaa nam Tyvara, jest prawd - oznajmia Tyvara.
Przez sal przeszo zbiorowe westchnienie ulgi Riaya pooya donie na blacie.
- W takim razie czas na gosowanie. - Spojrzaa na Tyvar, a nastpnie omiota wzrokiem
zebranych. - Uznaymy, e Tyvara nie musiaa zabija Rivy. Powinna bya odepchn j od
Lorkina lub te rozdzieli ich w inny sposb. Przyjmujemy jednak rwnie do wiadomoci, e
w chwili odkrycia majcej si wydarzy zbrodni nie byo czasu na zastanawianie si. Tyvara
dziaaa tak, eby zapewni wypenienie zalece krlowej, a take by zapobiec sytuacji,
ktra moga stanowi zagroenie dla Azylu i dla naszych ludzi w Sachace. - Urwaa i
popatrzya po Mwczyniach. - Czy zatem Tyvara powinna zosta skazana na mier za
zamordowanie Rivy?
Dwie z szeciu siedzcych za stoem kobiet podniosy rce do gry. Pozostae trzymay rce
wycignite przed siebie, zwrcone domi do dou. Lorkin zaoy, e skoro Kalia trzyma
uniesion rk, jest to znak zgody.
- Cztery przeciw, dwie za - powiedziaa Riaya, podnoszc wzrok na zebranych. Ku
zdumieniu Lorkina zgromadzeni rwnie wykonywali jeden z tych gestw. - Wikszo
przeciwko - oznajmia Riaya. Spojrzaa na krlow, ktra teraz wycigna przed siebie rk
e zwrcon w d doni. - Odpowied brzmi zatem nie".
Wszyscy opucili rce. Lorkin zauway, e Riaya wygldaa na zadowolon.
- Zabicie Zdrajcy to powana sprawa - mwia dalej Riaya - i niezalenie od powodw musi
by ukarane, Tyvara pozostanie w Azylu przez nastpne trzy lata, po ktrych bdzie moga
podj prac zwiadowcy lub obserwatora i stara si powrci do swoich dawnych zada.
Przez te trzy lata musi co szsty dzie pracowa na rzecz rodziny Rivy. - Riaya spojrzaa
znw na Tyvar.
- Czy przyjmujesz ten wyrok? - Tak.
- A zatem postanowione. Moesz odej. Sd jest zakoczony, a prawa Azylu zachowane.
Niech kamienie nie przestaj piewa.
- Niech kamienie nie przestaj piewa - powtrzyli zebrani.
W sali zapanowa ruch, kiedy wszyscy wstawali z miejsc Lorkin obserwowa Tyvar. Miaa
wzrok wbity w ziemi. Potrzsna nieznacznie gow i podniosa oczy na Savar. Starsza
kobieta umiechna si z aprobat. Nastpnie uniosa jedn brew pytajco i zerkna na
Lorkina. Lorkin zamruga, po czym zobaczy, e Tyvara przewraca oczami, odwraca si i
podchodzi do drzwiczek po drugiej stronie pokoju. Zobaczy stojc tam Chari. Moda
kobieta umiechaa si. Spojrzaa na niego przez sal i mrugna. Kto pocign go za rkaw.
Przewodniczka umiechaa si do niego.
- Mam ci zabra do twojego pokoju. - Umiechna si szerzej. - Twojego nowego pokoju.
Poczu, e serce, ktre wanie mu zamierao, bije mocniej.
- Bdzie mia okno, prawda? Skina, eby za ni poszed.
- Nie. Ale bdziesz mia towarzystwo, no i bdziesz mg wychodzi, kiedy i dokd
zechcesz... oczywicie nie poza Azyl. J a mam na imi Vytra, tak przy okazji.
- Mio mi pozna, Vytro.
Zachichotaa.
- mieszne macie obyczaje, Kyralianie - powiedziaa. - Takie uprzejme. - Mog by
niegrzeczny, jeli chcesz. Zamiaa si.
- Szkoda by byo. No, chod, musz ci powiedzie co nieco na temat tutejszych zasad.
Suchajc uwanie, Lorkin wyszed za kobiet do miasta.
Cery przyglda si uwanie swojej crce. wiczenia nie szy jej dzi dobrze, ale Gol te
popeni kilka nietypowych bdw. Oboje byli wci za bardzo nakrceni po porannej
wizycie w Gildii, eby skupi si na treningu.
Nie powinni pozwala\ eby to wpywao na ich koncentracj, pomyla. Chyba bd musia
sam troszczy si o swoje bezpieczestwo, jeli moi ochroniarze jeszcze kiedykolwiek bd
mieli okazj rzuci okiem na ycie bogatych i wpywowych.
Pukanie do drzwi zwrcio uwag wszystkich. Znajdowali si znw w spylunce o nazwie
Myn, a ludzie Cery'ego zostali rozesani z informacj, e osoby pragnce si z nim spotka
mog to teraz zrobi.
Cery skin gow, wic Gol podszed do drzwi i uchyli je nieco, zanim otwar je cakowicie.
Czowiek stojcy na korytarzu mia t sam zachwycon min, ktra nie schodzia z twarzy
Anyi i Gola przez kilka godzin po powrocie z Gildii.
- Czarny Mag Sonea, Mistrz Regin, dwie kobiety i dwoje dzieci do ciebie - oznajmi. -
Wprowad ich - odpar Cery, Mczyzna potakn i wyszed szybkim krokiem. Anyi i Gol
stali, umiechajc si promiennie siebie. - Ej, co si dzieje? Na miejsca - rozkaza Cery.
Pospiesznie stanli po dwch stronach jego fotela. Gol przyj, poz, ktra bya raczej
mieszna ni grona, Anyi zaciskaa palce, jak zawsze, kiedy si denerwowaa. Cery pokrci
gow, westchn i czeka.
Odgos krokw stawa si coraz goniejszy a nastpnie pokj wypeniy szaty magw.
Najpierw czarne Sonei, a nastpnie czerwone Regina. Za t par wesza Forlie, wygldajca
bardzo zwyczajnie i agodnie, oraz modsza kobieta. Ta druga niosa ma dziewczynk i
prowadzia za rk nieco starszego chopca.
Anyi i Goi ukonili si niezgrabnie, ale entuzjastycznie.
- Cery - powiedziaa Sonea, po czym skina gow jego crce i przyjacielowi - Anyi i Gol.
Dzikuj, e przyszlicie do Gildii. Usiowaam temu zapobiec, ale kiedy Gildia prowadzi
ledztwo w tak wanej sprawi jak dziki mag, to bywa przesadnie dokadna.
- Nie ma problemu - odpar Cery. Zwrci si do Gola: - Przynie im co do siedzenia.
Masywne stare krzesa, ktre zazwyczaj stay na rodku pokoju, zostay przesunite na bok,
eby zrobi miejsce dla treningu. Gol zrobi krok w ich kierunku, ale Sonea powstrzymaa go
ruchem rki.
- J a to zrobi.
Anyi, Forlie i trzecia kobieta zrobiy wielkie oczy, kiedy cikie meble uniosy si nad
podog i przepyny na rodek pokoju, ustawiajc si w okrg, w ktrym zmieci si te
fotel Cery'ego. Gol umiechn si tylko szeroko - wiedzia swoje. Widywa duo magii
dawniej, kiedy - pracowa dla byego Wielkiego Mistrza
- Przyszlimy, eby ci opowiedzie o efektach naszego ledztwa - powiedziaa Sonea,
siadajc.
- I prosi ci o przysug.
- Przysug? - Cery przewrci oczami, udajc rozdranienie. - Zaczyna si.
Sonea umiechna si.
- Tak. Czy moesz znale bezpieczn kryjwk dla Forlie, jej crki i jej wnukw?
Cery spojrza na kobiety. Umiechny si do niego niepewnie. Ta modsza nie odstpowaa
dzieci ani na chwil. Wzia dziewczynk na kolana, a chopiec przysiad na porczy krzesa.
- S w niebezpieczestwie?
- Tak. Ona bya podstawiona, eby udawa Lorandr - prawdziw dzik,
- Ale przecie schwytalicie prawdziw dzik,.. prawda.
- Tak i nie. - Sonea urwaa, wpatrujc si przez chwil w Cery'ego. - Lorandra jest matk
Skellina.
Cery poczu dreszcz, wznoszcy si gdzie zza fotela i obejmujcy cae ciao. Serce zaczo
mu wali w piersi jak motem. Matka Skellina. Dlatego by taki zy, kiedy si dowiedzia, e
widziaem dobrze dzik i mu nie po- wiedziaem. Daoby mu to sygna, e zmyka z Forlie nie
powiedzie si. C, i tak by to nie wyszo, poniewa on nie wiedzia, e niektrzy z magw
Gildii umiej czyta myli.
- Podejrzewam, e on nie naley teraz do najszczliwszych ludzi na wiecie - powiedzia
sucho Cery,
Regin zamia si.
- Nie. Na nieszczcie nas wszystkich, wymkn si magom wysanym, aby go pojma, wic
teraz mamy na wolnoci dzikiego, ktry wie, e go szukamy.
Cery wlepi w niego wzrok.
- Skellin jest magiem?
Sonea potakna.
- Dlatego musisz pomc Forlie. On j zaszantaowa, zabierajc ich crk i wnuki straszc, e
ich zabije. Mamy nadziej, e teraz jest zbyt zajty ukrywaniem si, eby szuka zemsty na
niej, ale wolelibymy nie ryzykowa.
Cery spojrza na Forlie i wzruszy ramionami.
- Pewnie, e jej pomog
- Ty te powiniene zwikszy ostrono - doda Regin.
Cery umiechn si na to niedopowiedzenie. Znacznie bardziej prawdopodobne, e on bdzie
chcia si zemci za schwytanie jego matki na mnie, nie na Forlie. Moe powinienem
popyta, czy jaka inny Zodziej nie zajby si mn. Kto, kto nie lubi Skellina.
- Jest co jeszcze - powiedziaa Sonea. - Lorandra jest... bya.. owc Zodziei. Skellin
wysya j, eby zabijaa jego rywali. Mia wobec siebie wielkie plany. Chcia zosta krlem
pwiatka Zamierza posugiwa si nilem, eby mie wszystkich - wcznie z Gildi - pod
kontrol.
Kiedy Cery pomyla, jak potny ju sta si Skellin, nie wydao mu si to tak
nieprawdopodobne jak w pierwszej chwili. Ilu ludzi ju kontroluje? Musz zacz bardzo
ostronie dobiera partnerw w interesach.
- Wiadomo ju, czy Lorandra zabia rodzin Cery'ego? - spytaa Anyi.
Cery pocz, e serce mu zamiera. Zerkn na crk, wdziczny, e zadaa to pytanie,
oszczdzajc mu tego, ale rwnoczenie obawiajc si odpowiedzi.
Nie wiem. To nie ja czytaam jej myli, a nie chciaam prosi publicznie Kallena, eby si
dowiedzia. To zdradzioby o mnie wicej informacji, nibym chcia.
- Postaram si dowiedzie - obiecaa. - Nawet jeli ona jej nie zabia, jeli jej rola ograniczya
si do wamania do twojej kryjwki za pomoc magii, zapewne bdzie wiedziaa, kto to
zrobi. Albo kto wyda rozkaz,
- Zapewne Skellin - powiedzia Regin. - Chyba, e ona wykonywaa czasem robot na boku
dla innych zleceniodawcw.
Przynajmniej wiemy, e sam Skellin nie by zabjc - odezwa si Gol. - Rozmawia wtedy z
Cerym. Anyi parskna cicha.
- To nie ma sensu. Po co wysya kogo, eby zabi rodzin innego Zodzieja, a jednoczenie
proponowa mu sojusz?
Wszyscy zamilkli na chwil w zamyleniu.
- Moe Lorandra wie - powiedzia Gol. . Cery pokrci gow.
- J a wiem jedno. Mamy jeszcze jednego dzikiego do zapania.
- Jeli on jest jeszcze w Kyralli - zauway Regin.
- Och, z pewnoci - Zarczy Cery. - Nie powici tyle czasu i wysiku na swoje mae
krlestwo, eby potem zwiewa gdzie indziej. Nie, w Imardinie s ludzie, bogaci i biedni,
ktrzy bd si przeciga w pomaganiu mu, niektrzy dlatego, e musz, a wielu dlatego, e
na tym skorzystaj. On nie znajdzie tego gdzie indziej. Sonea potakna.
- Jego wpywy w miecie s ju niebezpiecznie due, ale myl, e jeli go usuniemy, to
krlestwo upadnie. Musimy go znale. - Spojrzaa na Cery'ego. - Pomoesz nam jeszcze raz?
Potkn.
- Nie chciabym straci zabawy.
Umiechna si i wstaa. Regin rwnie si podnis. - Musimy wraca do Gildii. Dzikuje
za opiek nad Forlie i jej rodzin.
Cery zwrci si do kobiety, ktra wpatrywaa si w niego z nadziej.
- Znajd ci jakie bezpieczne miejsce. Gdzie ich ojciec?
- Obie kobiety skrzywiy si tak mocno, e Cery omal si nie rozemia. - Niewane, -
Odwrci si do Sonei i odprowadzi j do drzwi. - Zao si, e bya centrum
zainteresowania, kiedy tu sza.
Rozemiaa si aociwie.
- Tak. A klienci bd mieli temat do rozmw na kilka miesicy,
- To moe wyj ci na dobre - powiedzia Regin, Wychodzc za ni z pokoju. - Bdzie
przypomnieniem dla ludzi, ktrzy rozwaaliby pomoc Skellinowi. e masz wysoko
postawionych przyjaci.
- C, nie zaszkodzioby, gdyby oni uwaali, e nada tu jeste. Daoby nam to czas na
zaplanowanie paru rzeczy, zanim std wyjdziemy. Najmniej uczszczana droga prowadzi
przez kuchni i boczne drzwi.
- Dobrze, pjdziemy tamtdy. Dzikuj za pomoc powiedziaa Sonea. - I uwaajcie na siebie.
- Zawsze uwaam - zawoa do nich, kiedy szli ju korytarzem ku schodom.
Zamkn drzwi i zwrci si ku pozostaym w pokoju osobom. Na widok dzieci poczu bl
serca i odepchn od siebie bolesne wspomnienia.
- Gol, zaprowad rodzin Forlie na d i daj im co do zjedzenia.
- Robi si - odpar Gol. Skin na nich i wszyscy razem wyszli z pokoju.
Cery usiad w swoim fotelu i westchn. Spojrza na Anyi. Miaa zmarszczone czoo. Nie bya
to jednak oznaka zmartwienia, ale zamylenia.
- O co chodzi? - zapyta,
Zerkna na niego, po czym szybko odwrcia wzrok.
- Pamitasz tego maga w Gildii, ktry by tak samo ubrany jak Sonea?
- Tak. To Czarny Mag Kallen.
- Widziaam go ju kiedy. Nie poznaam go z pocztku przez te szaty. -Widziaa go bez
szat?
Spojrzaa na niego ze miechem.
- Nie w tym sensie. Nie przygldaam si jego ubraniu, kiedy go| widziaam.
- Co robi? - spyta Cery.
Midzy jej brwiami pojawia si zmarszczka. Po krtkiej chwili jej czoo wygadzio si, a
usta otwary ze zdumienia.
- Ach! ju wiem. Poszam raz z moim przyjacielem po gni. Nie dla mnie, oczywicie. -
Szybko podniosa na niego wzrok, w ktrym bya powaga i troska. - Kiedy zaatwialimy
interes, podjecha powz. Siedzcy w rodku mczyzna zada gnilu i nie zamierza czeka.
Widziaam jego twarz.
- Kallen?
- Tak.
- J este pewna?
- O, tak, - oczy jej rozbysy. - Zawsze zapamituj twarze osb, ktre wygldaj tak, jakby
robiy co, czego nie powinny.
Cery parskn.,
- W takim razie pamitasz twarze prawie wszystkich w tym miecie.
Umiechna si promiennie.
- Wybieram tych, po ktrych wida, e wiedza o nich moe okaza si kiedy przydatna -
doprecyzowaa.: Mylisz, e to moe zainteresowa Sone. Z tego, co syszaam, wielu
magw bierze gnil.
- Och, myl, e uzna to za interesujce - odpar Cery. Myl, e uzna to za bardzo
interesujce. To moe stanowi dobry pretekst, eby wlizgn si znw do jej lecznicy. A
moe zaczekam, a bd mie co przydatnego na temat Skellina, - Spojrza na Anyi,
krzywic si. - Musimy by naprawd bardzo ostroni w kwestii tego, komu ufa. Skellin ma
mnstwo przyjaci, a ja raczej ju do nich nie nale. Musimy pomc w jego schwytaniu,
samym nie dajc si zapa. Bdziemy mie srogie czasy. Anyi potakna, po czym
umiechna si, przewracajc oczami.
- Ile razy mam ci powtarza? Nikt nie mwi teraz srogie".



EPILOG


Ostatni dawk magii Lorkin zamit reszt kurzu, wosw, okruchw jedzenia i innych
niezidentyfikowanych mierci na niewielki stosik, po czym poszed po kosz, do ktrego
mgby to wrzuci.
Mino kilka tygodni, odkd wprowadzi si do pokoju mczyzn. Byo to due
pomieszczenie, w ktrym stay w rzdach wskie ka. Wikszo z nich bya teraz pusta,
ale przedmioty lece pod nimi wskazyway, e w niemal kadym z nich kto sypia
regularnie.
Lorkin zna imiona wikszoci staych mieszkacw, ale niektrzy zatrzymywali si na trzy
lub cztery dni, po czym znikali na duej, a on nie zosta im przedstawiony. - Te ka s dla
mczyzn, ktrzy nie chc ju mieszka ze swoimi rodzinami, a nie maj jeszcze partnerki
wrd kobiet - wyjania mu Vytra. - Nie ma do miejsca, eby kady mia wasny pokj.
- Czy s te takie pokoje kobiece? - zapyta Lorkin.
- Podobne. - Wzruszya ramionami. - Przyjaciki i siostry czasem dziel pokj.
Z pocztku Lorkin stanowi nowo dla mskiej czci Zdrajcw i zadawano mu mnstwo
pyta na temat Kyralii, jego przybycia do Azylu i planw. W tej ostatniej
kwestii nie by w stanie odpowiada tak, eby zadowoli pytajcych. Nie bardzo mg im
zdradzi swoje zainteresowanie Tyvar, oni za prychali pogardliwie na jego pomysy
nawizania stosunkw midzy Zdrajcami a Krainami Sprzymierzonymi.
- J este magiem - powiedzia jeden z nich. - Dostaniesz pewnie jakie zadanie, ktre wymaga
posugiwania si magi.
Mimo e Savara zapewnia pozostae Mwczynie, e znajdzie mu co do roboty, Lorkin nie
dosta jeszcze adnych zada ani obowizkw. Mczyni zatem zatrudnili go do
utrzymywania porzdku w pokoju. Zaskoczy ich niewiedz, jak to robi, a wiadomo, e w
Gildii takie prace wykonywali za niego sucy, zrobia na nich wraenie. Nie zapewnia
jednak przydziau do innych zada. Wyjanili mu pokrtce, co ma robi, a reszt musia
wymyli sam.
On te zadawa mnstwo pyta, eby dowiedzie si czego o zasadach i prawach rzdzcych
Azylem, zawaszcza tych drobnych, dotyczcych zachowania i uczciwoci, ktre tworzy si
po to, eby zmniejsza ryzyko konfliktw, ktre musz si pojawia, kiedy yje si tak blisko
innych.
Zgodnie z tym. co powiedziaa mu Chari, w Azylu rzdziy kobiety. Ale jakkolwiek
mczyni nie mieli dostpu do najwyszej wadzy brali udzia we wszelkiej innej
dziaalnoci w miecie. Jego zaoycielki postanowiy, e Azyl bdzie przede wszystkim
miejscem , gdzie wadz sprawuj kobiety, ale poza tym wszyscy ludzie s sobie rwni.
Lorkin z podziwem zauway, e mczyni ciesz si tu wiksz wolnoci i szacunkiem ni
kobiety w Kyralii. Martwi si wczeniej, e spoeczno Zdrajcw moe by prost
odwrotnoci stosunkw panujcych
gdzie indziej.. Zrozumia dziki temu, w sposb, ktrego nigdy wczeniej nie bra pod uwag,
jak niesprawiedliwie spoeczestwo kyraliaskie traktowao kobiety. Mimo e i tak lepiej ni
inne kraje, chociaby Lonmar. I reszta Sachaki.
A jednak istniay pewne dodatkowe czynniki, ktre wpyway na to, e pozycja kobiet bya
wysza. Mczyzn uczono magii, ale nie czarnej magii. Tylko kobiety wiedziay, jak
zapobiega ciy, a wszystkie dzieci naleay do nich,
W niewielkim schowku obok gwnego pomieszczenia - nawet tam, jak zauway, wprawiono
w sklepienie klejnoty zapewniajce wiato - Lorkin znalaz to, czego szuka. Zdj i pki
gsto pleciony kosz i sprawdzi, czy nie ma dziur, - To si wkrtce stanie, mwi ci. Gos
nalea do mczyzny i dobiega z gwnego pokoju, Lorkin zawaha si,
- Nie - odpar drugi mczyzna. - Minie wiele lat, zanim bdziemy gotowi.
- Zwikszono ilo wicze bitewnych. Mamy na zewntrz wicej zwiadowcw ni
kiedykolwiek.
- I setki klejnotw, ktre jeszcze w peni nie urosy. Nie bdzie adnej wojny, dopki nie
dojrzej, a to zajmie wiele miesicy, moe nawet rok. - Mczyzna westchn. - Zjadbym
co.
Wojny? Lorkin spojrza na koszyk, wiedzc, e jeli bdzie tu siedzia, a ktry z mczyzn
wejdzie do schowka, eby wzi co do zjedzenia, domyli si, e podsuchiwa. Zmusi si
do wyjcia z pomieszczenia, wyprostowa si i umiechn na ich widok. Spojrzeli na niego z
zaskoczeniem.
- Dzie dobry - powiedzia, wiedzc, e to powitanie wyda im si nieco dziwaczne. -
Wczenie wrcilicie. Przynie wam co?
Dwaj mczyni spogldali po sobie, po czym ten, ktry mwi, e jest godny, ruszy w
kierunku schowka.
- Nie, ale mio, e zapytae.
Lorkin zabra si za zamiatanie mieci do koszyka. Nie byo atwo wpakowa drobinki kurzu
z paskiej podogi do okrgego kosza, wic skupi si na tym do tego stopnia. e nie widzia,
co robili tamci dwaj mczyni.
- Lorkinie - odezwa si ostry kobiecy gos tu za nim.
Lorkin zamar. Zawsze to lepiej ni okaza zaskoczenie, uzna, rozpoznajc im gos.
Wyprostowa si i umiechn uprzejmie do kobiety.
- Mwczyni Kalio - odpowiedzia.
Zmierzya go wzrokiem od stp do gw. Mia na sobie te proste spodnie i tunik, ktre nosili
mczyni - ci, ktrzy nie ubierali si w szaty jednakowe dla mczyzn i kobiet
- Chod ze mn - powiedziaa.
Obrcia si na picie i ruszya w kierunku drzwi, Lorkin odoy kosz i pospieszy za ni,
Obejrza si na tam- tych mczyzn, ktrzy skrzywili si wspczujco.
Kalia sza szybko jak na kogo, o krtkich nogach i tgim ciele Na jeden krok Lorkina robia
dwa, ale nie wygldaa na zmczon. Uwiadomi sobie, e kady, kto ich zobaczy razem,
bdzie natychmiast wiedzia, kto tu dowodzi. Z ca pewnoci nie ja. Ale upadem, odkd
wyjechaem z domu...
Jej krok i wyraz twarzy nie zachcay do rozmowy, ale ta kobieta pragna wyroku mierci
dla Tyvary. Lorkin nie zamierza da si jej zastraszy, A przynajmniej nie chcia da jej tego
po sobie pozna. - Dokd idziemy? - odway si zapyta, - Tam, gdzie dostaniesz
odpowiedniejsz prac ni sprztanie pokoju, - Zerkna na niego: w jej oczach by hardo i
kalkulacja. - W Azylu staramy si dawa ludziom zadania, ktre przystaj do ich
temperamentu i umiejtnoci. Nie jestem pewna, czy praca, ktr mam dla ciebie, pasuje do
twojego temperamentu, ale zadecydowanie bdzie pasowa do umiejtnoci.
Kalia jeszcze przyspieszya kroku, co stanowio jasny znak, e nie ma ochoty na dalsze
rozmowy. Kiedy dotarli do wielkiego uku, zatrzymaa si, lekko dyszc. Wzia gboki
oddech i wskazaa na due pomieszczenie znajdujce si za ukiem.
Podobnie jak w pokoju mczyzn, stay tu rzdy ek. Ale w przeciwiestwie do tamtych,
opuszczonych w cigu dnia, tu wikszo bya zajta przez mczyzn, kobiety i dzieci. Lorkin
poczu znajome zapachy, a take takie, jakich nie rozpoznawa.
Zapachy choroby i lekw.
Lorkin poczu w odku ucisk, ale nie z powodu obecnoci tylu chorych. Nie, uwiadomi
sobie po prostu, e Zdrajcy znaleli najlepszy sposb, eby zemci si za zdrad jego ojca. I
sprawdzi jego wasne postanowienie, e nauczy ich uzdrawiania tylko w zamian za co
rwnie wartociowego.
To jest sala opieki - oznajmia Kalia. - Od dzi pracujesz dla mnie.


PRZEWODNIK PO ARGONIE SLUMSW

.
UOONY PRZEZ MISTRZA DANYLLA

Bylec - mieszkaniec slumsw
Czujka - obserwator stojcy na posterunku
Ej a -wykrzyknik oznaczajcy zdziwienie, pytanie lub majcy
zwrci uwag Flis - paser
Go - wamywacz
Klient - czowiek, ktry ma ukad ze Zodziejami lub zobowizania wobec nich
Krwawe pienidze - zapata za morderstwo
Majcher- zabjca
M t w a - czowiek grajcy na dwa fronty, dwulicowy
Mtwi - gra na dwa fronty, oszukiwa Ogon - szpieg
Praworzdny - godny zaufania
Rodzina - najblisi i najbardziej zaufani wsppracownicy
Zodzieja
Zodziej - przywdca grupy przestpcy
Zota ya - mczyzna, ktry woli chopcw





























-