You are on page 1of 46

1

Cz pierwsza
WOLA LOSU
PRZEDMOWA
Chcecie rozgrza si przy mnie? Radz wam,
nie zbliajcie si za bardzo: inaczej mogli-
bycie osmali donie. Bo trzeba wam wie-
dzie, e jestem zbyt pomienny. Z najwik-
szym trudem powstrzymuj ogie, by nie
wybuchn na zewntrz mego ciaa.
18811886
Do pisania zmusza mnie, mam wraenie, lk, bym nie
oszala.
Odczuwam gorczkowy, bolesny niepokj, ktry trwa
we mnie jak nienasycona dza.
W pewnym sensie napicie to przypomina szalon
ochot na miech, niewiele rni si od namitnoci, jakimi
pon bohaterowie Sade'a, a przecie bliskie jest mczenni-
kom i witym...

2
Nie marm wtpliwoci w sza wiadczy o mojej
godnoci ludzkiej. Ale, trzeba doda, pozbawia rwnowagi
i dotkliwie odmawia wytchnienia. Pon, trac orientacj
i w kocu zostaj w prni. Mog wymyla sobie wane
i niezbdne zajcia, ale adne nie licuje z m gorczk.
Mwi o zatroskaniu moralnym, o poszukiwaniu celu, kt-
rego warto przewyszaaby inne.
W porwnaniu z zazwyczaj przedkadanymi zamie-
rzeniami cel w w moich oczach jest niewymierny jak
gdyby mia mgliste i zwodnicze zamiary. Ale tylko je mo-
g przetransponowa na czyny (czy nie s zatem okrelo-
ne jako danie pewnych czynw?).
To prawda: troska o ograniczone dobro niekiedy pro-
wadzi na szczyt, ku ktremu zmierzam. Ale zawsze ogrdka-
mi. Cel moralny rni si zatem od zbytku (excs) i stwa-
rza do niego pretekst. Stany wietnoci, chwile obcowania
z sacrum, odsaniajce to, co niewymierne, wykraczaj po-
za przyjte zamierzenia. Obiegowa moralno umieszcza owe
rezultaty na wsplnej paszczynie z celem ofiary. Ofiara
zgbia spd wszelkich rzeczy, za zwizana z ni destrukcja
objawia ich rozdarcie. Celebrowana bywa jednak w banal-
nych celach. Moralno ma ma wzgldzie dobro bytw.
(Pozornie rzecz zmienia si w dniu, gdy Bg przed-
stawiony zosta jako jedyny prawdziwy cel. Nie wtpi, e
niewymierno, o ktrej mwi, jest pojmowana ostatecz-
nie jako transcendencja Boga. Tymczasem wedug mnie owa
transcendencja jest ucieczk mego celu. W gruncie rzeczy
nic si nie zmienia, gdy rozpatrywa zamiast zadouczynie-
nia bytom ziemskim zadouczynienie Bytowi niebiaskie-
mu! Osoba Boga nie znosi, ale przemieszcza problem. Wpro-
wadza tylko zamt: kiedy trzeba, wedug wasnego widzimi-
si byt w rodzaju Boga przedstawia i jako niewymiern
istot. To niewane, e s u y s i B o g u , d z i a a n a
istot. To niewane, e s u y s i B o g u , d z i a a n a
j e g o k o n t o w ten sposb mona go sprowadzi do
zwykych celw dziaania. Gd y . b y mi e c i s i p o z a
n a mi , n i e z d o a l i b y my u c z y n i 'c n i c
n a j e g o k o r z y ) .
2
Po raz pierwszy najwysze, bezwarunkowe denie
czowieka zostao wyraone przez Nietzschego n i e z a l e -
n i e o d mo r a u i s u b y B o g u .
Cho ono go oywia, cho Nietzsche podejmuje je w
caoci, precyzyjnie denia tego nie zdoa okreli. Pon

3
bez odpowiedzi na pewne zobowizanie moralne, wyraone
w dramatycznym tonie, jest bez wtpienia paradoksem.
W takiej sytuacji niemoliwe jest nauczanie 1 jakakolwiek
dziaalno. Wypywa std zadziwiajcy wniosek. Gdy prze-
stajemy pomienny stan czyni warunkiem innego, wysze-
go i przedkadanego jako uchwytne dobro, stan rozwaany
wydaje si rozbyskiem (fulguration) w stanie czystym, pr-
nym trwonieniem. Z braku odniesie do jakiego bogactwa,
na przykad siy i promieniowania civitas (albo Boga, Ko-
cioa, partii), trwonienie to nie jest nawet zrozumiae. P o-
z y t y wn a wa r t o s t r a t y p o z o r n i e mo e b y
d a n a t y l k o w k a t e g o r i a c h z y s k u .
Nietzsche nie zdawa sobie jasno sprawy z tej trud-
noci. Musia przyzna si do poraki uzna w kocu,
e woa na pustyni. Aby zniszczy przymus, d o b r o , aby
ukaza pustk i kamstwo moralnoci, burzy komunikacyjn
funkcj jzyka. Sawa zwlekaa, a kiedy nadesza, przyszo
mu cign drabin. Nikt nie odpowiada jego oczekiwaniu/
Uwaam za konieczne powiedzie dzi: ci, co czytaj
go bd podziwiaj, kpi ze (wiedzia o tym, mwi to).
P r c z mn i e ? (upraszczam). Prbowa jednak, jak da,
i za -nim w lad, to odda si takiemu samemu dowiad-
czeniu, takiemu samemu pomieszaniu co on.
Zdefiniowane przeze cakowite wyzwolenie moliwo-
ci ludzkich jest bez wtpienia jedyn z moliwoci, ktrej
nie podjto (powtarzam sobie, upraszczajc prcz mnie
(?). Sdz, e w obecnym momencie historii w kadej z
moliwych do przyjcia doktryn, jakie goszono na jej te-
mat, jego nauczanie w jakiej mierze przynioso efekty. Jed-
nake Nietzsche stworzy i ogosi now doktryn, wyruszy
na poszukiwanie uczniw, marzy o zaoeniu zakonu jak-
e gardzi wulgarnymi pochwaami, ktre na spaday!
Dzi wydaje mi si stosowne podkrelenie wasnego
zaniepokojenia: usiowaem wydoby z siebie konsekwencje
jasnej doktryny ktra przycigaa mnie jak wiato mym
plonem staa si trwoga i nad wyraz czste wraenie upad-
ku.
3
Upadajc, bynajmniej nie porzucam denia, o ktrym
mwiem. A raczej denie to nie popuszcza mi: umieram,
a przecie nie milkn (przynajmniej tak mi si zdaje), chcia-
bym, aby ci, ktrych kocham, wytrwali bd te upadali.
W istocie czowieka jest gwatowny pd, domagajcy
si autonomii, wolnoci bytu. Niewtpliwie wolno pojmuje

4
si na rne sposoby, cho czy kogo dzisiaj dziwi, e umie-
ra si za ni? Trudnoci, jakie napotka Nietzsche wy-
mykajc si Bogu i wymykajc si dobru, a jednak ponc
dz tych, ktrzy za Boga bd dobro daj si zabi
napotkaem i ja. Opisana przeze zniechcajca samotno
dobija mnie. Ale zerwanie z przymiotami moralnymi pozwa-
la odetchn prawd tak wielk, e raczej wolabym y
jako kaleka bd umrze, ni znw popa w sualstwo.
4
Kiedy pisz to, dopuszczam, e poszukiwanie moralne,
umieszczajce swj cel poza dobrem, najpierw prowadzi na
bezdroa. Nic mnie jeszcze nie upewnia, e mona wydo-
by si stamtd poprzez prb. Jej wiadectwo, wsparte
mozolnym dowiadczeniem, pozwala mi si mia z tych,
ktrzy dla ataku bd utylitarnie utosamiaj pozy-
cj Nietzschego i Hitlera.
Na jakiej wyynie mam swe schronienie? Nigdy pod-
czas wspinaczki nie liczyem stopni, ktre do mnie pro-
wadz; tam, gdzie stopnie zaniky, jest mj dach i moje
schronienie."
Tak przedstawia si wymg, nie majcy na celu ad-
nego uchwytnego d o b r a i pochaniajcy tego, ktry nim
yje.
Pora wreszcie skoczy z wulgarnymi niedopowiedze-
niami. To obrzydliwe widzie myl komicznie pozostaj-
ca bez uytku, otwierajc przed tym, ktry si ni inspi-
ruje, jedynie pustk zredukowan do poziomu propagandy.
Zdaniem wielu Nietzsche mia najwikszy wpyw na swoje
czasy. Naley w to wtpi nikt go nie potrzebowa, eby
drwi z praw moralnych. Nade wszystko nie mia zmysu
politycznego: nagabywany, odrzuca jakkolwiek opcj par-
tyjn, irytujc si, e brano go za czowieka prawicy bd
lewicy. Pomys podporzdkowania jego mylenia jakiej
przyczynie budzi w nim zgroz.
Jego zdecydowane pogldy na polityk datuj si od
rozstania z Wagnerem, od dnia, gdy przejrza na oczy, kiedy
Wagner socjalista, galofob, antysemita Wagner od-
soni przed nim niemieckie prostactwo... Duch drugiej Rze-
szy, zwaszcza w skonnociach prehitlerowskich, ktrych
antysemityzm jest emblematem, odpycha go najbardziej.
Propaganda pangermaska budzia w nim wstrt.
Lubi st uprzta. Wchodzi nawet w skad mej am-
bicyi uchodzi za gardzcego Niemcami par excellence.
Ni e u f n o sw co do charakteru niemieckiego wyrazi-

5
em w dwudziestym szstym roku ycia (trzecie Niewczesne
Rozmylanie str. 71). Niemcy s dla mnie niemoliwi.
Jeli wyobraam sobie czowieka, ktry idzie na wspak mo-
im wszystkim instynktom, to zawsze wyjdzie z tego Nie-
miec" (Ecce homo, przeoy Leopold Staff, str. 111). Gdy
dobrze si przyjrze, na planie politycznym Nietzsche b y
p r o r o k i e m, z wi a s t u n e m p r o s t a c k i e g o f a t a -
l i z mu , n i e mi e c k i e g o . Pierwszy go wykry. Brzydzi
si tpym, nienawistnym, obudnym szalestwem, jakie po
1870 roku opanowao niemieckie umysy, a dzisiaj dogorywa
w hitlerowskiej wcieklinie. Nigdy bardziej miertelny bd
nie wykolei caego narodu, nie kierowa go rwnie okru-
tnie ku przepaci. Ale Nietzsche odci si od tej z gry
s k a z a n e j masy, nie chcc uczestniczy w orgii samoza-
dowolenia". Jego nieugito miaa nastpstwa. Niemcy posta-
nowili ignorowa geniusza, ktry im nie schlebia. To tylko
jego popularno za granic z opnieniem przycigna
uwag rodakw... Nie wiem, czy da si znale lepszy przy-
kad rozejcia si czowieka i jego ojczyzny: czy to nie
grone, e cay nard przez pitnacie lat by guchy na jego
gos? Dzi, gdy uczestniczymy w agonii, musimy podziwia
fakt, e kiedy Niemcy wstpili na drog wiodc ku naj-
gorszemu, najmdrszy i najgortszy pord nich odwrci si
od niej: droga ta napawaa go zgroz, nie zdoa opanowa
odrazy. Jednake i tu, i tam, w prbie wymknicia si jej,
jak i w aberracji, trzeba po niewczasie widzie brak wyj-
cia czy to nie deprymujce?
Nietzschego i Niemcy, cho przeciwstawiajcych si
sobie, w kocu spotka ten sam los: jednakowo poruszay
nimi bezrozumne nadzieje, ale na prno. Prcz tra-
gicznej pychy pierwotnego impulsu wszystko midzy nimi
pozostaje w sprzecznoci i nienawici. Podobiestwa s nie-
znaczce. Gdyby nie byy przyjtym nawykiem kpiny z
Nietzschego, skazywanie go na to, czym najbardziej gar-
dzi: popieszn lektur, powszechny uytek n a we t
b e z o p u s z c z a n i a p o z y c j i , k t r y c h b y wro-
g i e m jego doktryn uwaano by za to, czym w istocie
jest: najgwatowniejszym rozpuszczalnikiem. Czyni z niej
wsparcie przyczyn, ktrych pozbawia wanoci, to nie tylko
zniewaa to depla j, dowodzi, e si jej nie rozumie,
kiedy si gosi sw do niej mio. Kto sprbuje, jak ja to
zrobiem, zgodnie z jej daniem i do kresu moliwoci,
sam stanie si z kolei polem nieskoczonych sprzecznoci.
W miar wcigania si w to paradoksalne nauczanie zoba-

6
czy, e nie bdzie ju w stanie uchwyci si adnej z wcze-
niej danych przyczyn, e jego samotno jest cakowita.
5
W owej pisanej w zamcie ksice riie rozwinem
teoretycznie tego punktu widzenia. Myl nawet, e podob-
ny wysiek byby skaony grubiastwem. Nietzsche pisa
wasn krwi"; kto krytykuje go, czy lepiej do-
wi a d c z a , sam z kolei moe tylko krwawi.
Pisaem z nadziej, e moja ksika ukae si, jeli
to bdzie moliwe, z okazji stulecia jego urodzin (15 pa-
dziernika 1844). Pisaem j od lutego do sierpnia, spodzie-
wajc si, e jej publikacj umoliwi ucieczka Niemcw.
Zaczem od teoretycznego postawienia problemu (jest to
druga cz), cho ten krtki wykad jest w gruncie rzeczy
tylko opowiedzeniem przeytego dowiadczenia dowiad-
czenia dwudziestu lat, obcionego dug trwog. Z tego
wzgldu uwaam za poyteczne rozproszy nieporozumie-
nie Nietzsche to filozof woli mocy", przedstawia si
jako taki, za takiego by uwaany. Sdz, e jest raczej fi-
lozofem z a . Urok, wa r t o c i za, jak mi si zdaje, na-
daje w jego oczach sens temu, o czym myla mwic o wo-
li. Gdyby byo inaczej, jak wyjani ten fragment?
P s o w a c z s ma k u . A: Psujesz smak! tak
mwi wszdzie". B: Niewtpliwie! Psuj kademu smak
dla jego partyi tego mi adna nie wybaczy partya".
(Wiedza radosna, przeoy Leopold Staff, str. 172).
Ta refleksja, jedna z wielu, jest cakowicie nie do
pogodzenia z praktycznym, politycznym postpowaniem wy-
nikajcym z zasady woli mocy". Nietsche czu awersj do
wszystkiego, co za jego ycia podporzdkowywao si wymo-
gom tej woli. Gdyby nie zasmakowa odczuwa to na-
wet jako konieczno w deptaniu uwiconej moralnoci,
nie wtpi, e powstrzymaby go niesmak, jaki wywouj
metody opresji (policji). Nienawi do dobra jego zadaniem
jest usprawiedliwiona jako waciwy warunek wolnoci.
Osobicie, cho nie mam zudze co do nonoci mej postawy,
czuj si przeciwny, sprzeciwiam si wszelkiej formie przy-
musu: niemniej jednak czyni ze z a najwyszy cel po-
szukiwa moralnych. Zo jest przeciwiestwem przemocy,
bo wywiera si j w zasadzie ze wzgldu na dobro. Zo bez
wtpienia nie jest tym, co obudna seria nieporozumie
chciaaby ze uczyni w istocie, czy skryte naruszenie
tabu nie jest konkretn wo l n o c i ?
Mierzi mnie anarchizm, a zwaszcza wulgarne doktry-

7
ny, ktre z apologii zbrodniarzy robi powszechne prawo.
Wydobyte na wiato dnia praktyki gestapo wykazuj, e
gbokie pokrewiestwo czy wiat przestpczy i policj:
tylko ludzie bez czci i wiary skonni s torturowa, okrutnie
posugiwa si aparatem przemocy. Tak samo nie cierpi
bajek dla czczych umysw, ktre chc przyznawa wszy-
stkie prawa jednostce granice indywiduum wyznaczaj
nie tylko prawa innego, o wiele mocniej ograniczaj je
prawa l u d u . Kady czowiek jest solidarny z ludem, po-
dziela jego cierpienia i zdobycze, jego wkna s czci
yjcej masy (samotno w cikich chwilach nie jest przez
to mniejsza^.
Wydawao mi si, e nad zasadniczymi trudnociami
opozycji jednostki wobec spoeczestwa, czy dobra wobec
za, albo oglnie, nad szalonymi sprzecznociami, ktrych
zazwyczaj pozbywamy si przez negacj, swobodnie moe
zatriumfowa jedynie wyniky z brawury gry traf. lo-
su. Ugrznicie, zagraajce yciu posunitemu do granic
moliwoci, nie wyklucza wcale szansy przejcia. Czego nie
zdoa rozwiza logiczna mdro, to bezmierna zuchwao
nie cofajca si i nie spogldajca do tyu bdzie w
stanie doprowadzi do koca. Dlatego tylko s w y m y -
c i e m mogem pisa ksik o Nietzschem, gdzie chciaem
przedstawi rozwizanie intymnego problemu moralnoci.
Jedynie oparty o swoje ycie, o te miechu warte
rodki mogem wyruszy na poszukiwanie Graala, ktrym
jest los. Los zdawa si lepiej ni moc odpowiada in-
tencjom Nietzschego. Tylko gra" miaa t zalet, e zbli-
aa si do kresu moliwoci nie przesdzajc wyniku, przy-
znajc wycznie p r z y s z o c i , swobodnemu rozstrzygni-
ciu, wadz, jak zwykle przypisuje si powzitemu z gry
postanowieniu, bdcemu zatem form p r z e s z o c i . Mo-
ja ksika jest w pewien sposb opowiadaniem z dnia na
dzie o rzutach koci, do ktrych zasiadem, trzeba wyzna,
z ubogimi zasobami. Usprawiedliwiam si z powodu rzeczy-
wicie komicznego w tym roku zainteresowania yciem pry-
watnym, jakie rozgrywa si na stronicach dziennika; nie bo-
lej nad tym, chtnie miej si z siebie i nie znam lepsze-
go sposobu, by zagubi si w immanencji.
6
Upodobanie, jakie znajduj we wasnej miesznoci
i w wiedzy o niej, nie moe jednak zaprowadzi tak daleko,
bym wprowadza w bd tego, ktry mnie czyta. Najwaniej-
szy problem poruszany w tej bezadnej ksice (miaa tak

8
by) Nietzsche przey, w problem penego czowieka
starao si rozwika jego dzieo.
Przewanie przedstawiaj czowieka napisa ja-
ko czci i szczegy: dopiero po ich dodaniu wystpuje
czowiek. Cae epoki, cae ludy maj w tem znaczeniu co
uamkowego: by moe jest to waciwe gospodarce rozwoju
ludzkiego, i czowiek rozwija si czciowo. Nie naley jed-
nak zaniepoznawa, e mimo to chodzi o urzeczywistnienie
czowieka syntetycznego; e ludzie nisi, niezmierna wik-
szo, s tylko przegrywkami i wprawkami, z ktrych zgra-
nia powstaje tu lub wdzie c a y c z o wi e k , sup wior-
stowy, ktry wskazuje, jak daleko usza ludzko dotych-
czas" (18871888, cyt. w Woli mocy, przeoy Ko n r a d Drze-
wiecki, s. 557).
C jednak oznacza ta uamkowo, a raczej co jest
jej przyczyn, jeli nie potrzeba d z i a a n i a , wyodrbnia-
jca i ograniczajca perspektyw przyjtej aktywnoci?
Choby kierowa ni oglny zamys, a tak si zazwyczaj nie
zdarza, aktywno podporzdkowujca kad nasz chwil
okrelonemu rezultatowi zaciera caociowy charakter bytu.
Ten, kto dziaa, zastpuje racj bytu, jak jest on sam
jako cao, pewnym szczeglnym celem, w mniej wyszu-
kanych przypadkach wielkoci Pastwa, tryumfem partii.
Wszelka akcja wprowadza podzia, jako e tylko wyodrb-
niona jest akcj. Rolina z natury nie dziaa, jest niepo-
dzielna ogranicza si do zbijania bkw!
Mog istnie caociowo jedynie w jaki sposb prze-
kraczajc stadium akcji. W przeciwnym razie bd onie-
rzem, zawodowym rewolucjonist, uczonym, a nie penym
czowiekiem". Uamkowo czowieka jest w gruncie rzeczy
tym samym, co wybr zamierzenia. Skoro tylko czowiek
ogranicza swe pragnienia, dajmy na to, do posiadania wa-
dzy w Pastwie, dziaa, wie, co winien uczyni. Mao wa-
ne, e osiada na mielinie od razu korzystnie umieszcza
swj byt w czasie. Kada z jego chwil staje si poy-
t e c z n a . W kadej chwili ma moliwo podania ku wy-
branemu celowi: czas staje si drog do tego celu (nazywa
si to przyzwoitym yciem). Tak samo jeli ma na widoku
swoje zbawienie. Wszelkie dziaanie tworzy z czowieka uam-
kowy byt. Mog zachowa swj peny charakter jedynie od-
rzucajc dziaanie, a przynajmniej nie godzc si z wyszo-
ci czasu przeznaczonego na akcj.
ycie osiga peni tylko wwczas, gdy nie zostao
podporzdkowane okrelonemu celowi, ktry je przekracza.
W tym sensie istot caociow
r
oci jest wolno. Niemniej nie


mog liczy, e stan si penym czowiekiem tylko z tego
powodu, i walcz o wolno. Nawet jeli midzy wszy-
stkimi dziaaniami najbardziej urzeka mnie owa walka, nie
uda mi si pomyli ze sob stanu integralnoci i mej walki.
Pozytywne dowiadczenie wolnoci, a nie negatywna walka
z okrelon opresj wzniosa mnie ponad okaleczon egzy-
stencj. Kady z nas uczy si z gorycz, e, by walczy
o sw wolno, trzeba j najpierw zaprzeda.
Ju to mwiem, dowiadczenie wolnoci mieci si
po stronie za, podczas gdy wolno jest podbojem d o-
b r a.Jeli ycie jako takie w peni jest we mnie. nie zdo-
am bez pokawakowania odda go na sub dobra, czy
bdzie to dobro innego, Boga, czy moje wasne. Nie mo-
g zyskiwa, lecz jedynie wydawa, wydawa nie liczc,
tak, aby nigdy dar nie mia na celu z y s k u innego. (Z te-
go wzgldu uwaam dobro innego za podstp, bo jeli chc
dobra innego, na widoku mam swoje, o ile nie identyfiku-
j go wprost ze swoim dobrem. Caociowo jest we mnie
owym nadmiarem jest jedynie pustvm deniem, nie-
szczsnym pragnieniem wyniszczenia siebie bez innego po-
wodu ni samo pragnienie j e s t o n o c a k o wi t e
sponicia. Tym samym jest dz miechu, o ktrej m-
wiem, swdzeniem rozkoszy, witoci, mierci... Cao nie
ma ju zada do wykonania.)
7
Jeli nie przeyje si tego dziwnego problemu, pozosta-
nie on niepojty. atwo odmwi mu sensu twierdzc, e
otwieraj si przed nami osromne zadania. Szczeglnie w
chwili obecnej. Nikt nie zamierza przeczy oczywistoci.
Niemniej jest prawd, e caociowo" czowieka jako
nieuniknione pojcie pojawia si wanie teraz z dwu po-
wodw. Pierwszy jest negatywny: we wszystkich dziedzi-
nach specjalizacja narasta, osigajc niemal alarmujcy po-
ziom. Drugi: przytaczajce zadania pojawiaj sie mimo
wszystko w naszym czasie w c i s y c h g r a n i c a c h .
Niegdy horyzont by mroczny. Przedmiotem zaintere-
sowania byo najpierw dobro civitas, cho civitas utosa-
miano z bogami. Potem celem stao si zbawienie duszy.
W obu przypadkach dziaanie zmierzao z jednej strony do
ograniczonego, moliwego do ujcia celu; z drugiej strony
ku caociowoci uznanej za niedostpn na ziemi (transcen-
dentnej). We wspczesnych warunkach dziaanie ma okre-
lone cele, cakowicie adekwatne do moliwoci caocio-
wo czowieka nie ma ju charakteru mitycznego. Pozr-


10
nie dostpna, wie si ze spenieniem zadanych i okrelo-
nych materialnie zada. Jest odlega zadania owe, biorc
we wadanie umysy, kawakuj je. Niemniej jest dostrze-
galna.
Cho poroniona w trakcie niezbdnej pracy, caocio-
wo ta w owej -pracy jest dana. Nie jako cel celem
jest zmiana wiata, uczynienie go na miar czowieka
lecz jako nieuchronny rezultat. Pod koniec zmiany czo-
wiek-zwizany-zadaniem-zmiany-wiata, bdcy tylko uam-
kowym aspektem czowieka, sam zmieni si w penego czo-
wieka. w wynik, odlegy jak si zdaje, gdy chodzi o ludz-
ko, zosta opisany przez o k r e l o n e zadanie nie prze-
rasta nas jak bogowie (civitas dei), ani jak ocalenie duszy,
tkwi w immanencji czowieka-zwizanego... Moemy odo-
y na pniej marzenia o nim, niemniej to zadanie doty-
czy nas; jeli ludzie w swojej zbiorowej egzystencji ju
teraz nie mog mie jego jasnej wiadomoci, od owego po-
jcia oddziela ich nie tyle fakt bycia ludmi (a nie bogami)
czy to, e nie s martwi, lecz chwilowy obowizek,
Jako e bojownik powinien (pki co) myle tylko
o usuniciu wroga. Bez wtpienia nie ma tak okrutnej wal-
ki, ktrej nie da si wprowadzi podczas chwilowej ciszy
do zaj waciwych czasom pokoju. Ale natychmiast zaj-
cia te nabieraj mniejszego znaczenia. Najtsze umysy w
takich chwilach licz sig z rozpreniem i staraj si nada
im powag. W pewnym sensie si myl: czy w gruncie rze-
czy nie jest powany wanie p o w d , z jakiego pynie
krew? Trudno, nie da si inaczej: t r z e b a , by to, co po-
wane, byo krwi, t r z e b a , by swobodne, bez walki, wy-
zbyte koniecznoci dziaania i nie pokawakowane ycie
pojawio si w wietle frywolnoci: w wiecie wyzwolonym
od bogw, od troski o zbawienie nawet tragedia" staje si
rozrywk odpreniem podporzdkowanym celom, do
ktrych zmierza jedynie aktywno.
Taki sposb pojawienia si k u c h e n n y mi
s c h o d a mi ludzkiej racji bytu posiada wielorakie ko-
rzyci. Peny czowiek w ten sposb objawia si najpierw
w immanencji na poziomie frywolnego ycia. Moemy ze
si mia, choby by gboko tragiczny. Jest to wyzwalaj-
ca perspektywa: dowiadczenie najgorszej prostoty, nago-
ci. Mam dug wdzicznoci nie artuj wobec tych,
ktrych powana postawa i ocierajce si o mier ycie
okreliy mnie jako lekkoducha, marzyciela (cay czas jestem
po ich stronie). W rzeczy samej, peny czowiek to nic
prcz bytu, gdzie niweczy siebie transcendencja, gdzie ni-

11
Czego ju si nie rozdziela. Troch pajaca, troch Boga, tro-
ch szaleca... Przezroczysto.
8
Jeli chc urzeczywistni sw caociowo w wiado-
moci, musz odwoa si do olbrzymiej, komicznej, bolesnej
konwulsji wszystkich ludzi. Ten ruch dokonuje si w k a -
d y m sensie. Bez wtpienia sensowne dziaanie (w plew-
n y m przyjtym sensie) usuwa ow niespjno, ale wa-
nie ono nadaje wspczesnej mi ludzkoci (jak i ludzkoci
minionej) uamkowy aspekt. Jeli zapomn na chwil 6 tym
przyjtym sensie, widz raczej tragikomiczn szekspirowsk
summ zachcianek, kamstw, cierpie i miechu; wiado-
mo immanentnej caociowoci ujawnia si we mnie, ale
przypomina rozdarcie: cao istnienia mieci si poza sen-
sem, jest wiadom obecnoci czowieka w wiecie jako
n o n s e n s u , nie majcego nic wicej do roboty, ni by-
cie tym, czym jest.
Ta wiadomo caociowoci odnosi si do dwu r-
nych sposobw uycia sowa. No n s e n s jest zazwyczaj
zwyk negacj, tak mwi si <o, tym, co trzeba usun.
Zamys, odtrcajcy to, czemu brakuje sensu, jest faktycz-
nie odtrceniem caego bytu, ze wzgldu na to odtrcenie
nie >ma w nas wiadomoci cakociowoci bytu. Ale jeli
' przeciwnie mwi o n o n s e n s i e z zamiarem szuka-
nia przedmiotu wyzwolonego z sensu, niczemu nie przecz,
wypowiadam^ afirmacj, przez ktr c a e y c i e roz-
byskuje wreszcie w wiadomoci.
To, co wiedzie ku owej wiadomoci caociowoci,
ku cakowitej przyjani czowieka z nim samym, jest bar-
dzo susznie uwaane za dogbnie pozbawione p o wa g i .
Idc t drog zasuguj na kpiny, bior na siebie niespj-
no wszystkich ludzi (wzitych razem, pomijajc to, cp pro-
wadzi do wielkich przemian). Nie chc w ten sposb zdawa
sprawy z choroby Nietzschego (jak si zdaje miaa ona
podoe somatyczne); niemniej trzeba powiedzie,'e pierw-
szy krok ku penemu czowiekowi jest rwnowany szale-
stwu. Porzucam dobro i porzucam rozum (sens), otwieram
pod stopami otcha, od ktrej oddzielaa mnie aktywno
i zwizane z ni mniemania. I naraz wiadomo caocio-
woci wydaje mi si rozpacz i przesileniem. Gdy porzucam
perspektyw czynu, objawia si moja doskonaa nago. Je-
stem w wiecie bez schronienia, bez oparcia, zapadam si.
Jedyne wyjcie, jakie pozostao, to bezkresna niespjno,
a tu tylko los moe by przewodnikiem.
9
12
/
Tak rozbrajajce dowiadczenie, to oczywiste, moe
zaistnie dopiero po wyprbowaniu i doprowadzeniu do ko-
ca wszystkich innych, po wyczerpaniu wszystkich moliwo-
ci. Wynika std, e mogoby sta si udziaem caej ludz-
koci tylko w ostatecznoci. W naszym czasie jedynie bardzo
samotna jednostka zdoa go dowiadczy dziki rozprze-
niu rozumu i zarazem niewtpliwej sile. Jeli dopisze jej
los, zdoa okreli w niespjnoci nieprzewidzian rwno-
wag: jak sdz owego boskiego stanu rwnowagi, tuma-
czcego zuchwa i ustawicznie bdc w grze prostot g-
boki, acz odtaczony na linie niead, nie potrafi w aden
sposb dosign wola mocy". Jeli uzna si moj racj,
wola mocy" rozumiana jako pojcie bdzie zwrotem w
ty. Idc w jej lady wracabym do sualczego pokawako-
wania. Znw wyznaczabym sobie powinnoci, i dobro, ktre
jest zamierzon moc, wzioby gr nade mn. Boski nad-
miar, lekko wyraona w miechu i tacu Zaratustry roz-
pynaby si, zamiast zawieszonego nad otchani szczcia
bybym przykuty do ciaru, do niewolnictwa Krajt durch
Freude. Gdy usunie si dwuznaczno woli mocy", los, ja-
ki Nietzsche wyznaczy czowiekowi, umieszcza go poza roz-
darciem: aden zwrot do tyu nie jest moliwy i std wy-
nika brak ywotnoci doktryny. Zarys czynu, pokusa wy-
znaczenia celu i polityki w notatkach z Woli mocy kocz
si w labiryncie. Ostatnie wykoczone pismo, Ecce homo,
afirmuje brak celu, niezgod autora na kady projekt. Wi-
dziane w perspektywie czynu dzieo Nietzschego jest poro-
nione w niemoliwy do obrony sposb, jego ycie jest tak
chybione, jak ycie kadego, kto prbuje stworzy dzieo
z jego pism.
10
An i c h wi l n i e mo n a j u w t p i : p-
ki nie zosta p r z e y t y olniewajcy rozkad w caocio-
woci, nie pado ani sowo o dziele Nietzschego; poza nim
filozofia ta jest tylko labiryntem sprzecznoci, gorzej jesz-
cze: pretekstem do kamstw przez pominicie (gdy, jak to
zwykli czyni faszyci, izoluje si ustpy dla celw, ktrym
przeczy reszta dziea). Chc, aby teraz podano za mn
z najwiksz uwag. atwo zgadn: poprzedzajca krytyka
jest zamaskowan form aprobaty. Usprawiedliwia defini-
cj penego czowieka: c z o wi e k , k t r e g o y c i e
j e s t n i e u mo t y w o w a n y m" wi t e m, i to wi -
t e m we wszystkich sensach sowa, miechem, tacem

13
i orgi, ktre nigdy nie podporzdkowuj si, ofiar naigry-
wajc si z celw, narzdzi i moraw.
Poprzedzajcy wywd wprowadza konieczno rozr-
nienia. Ekstremalne stany, zbiorowe i indywidualne, nie-
gdy znajdoway motywacj w celach. Pewne z tych ce-
lw nie maj ju sensu (ekspiacja, zbawienie). Dobra zbio-
rowoci nie szuka si teraz za pomoc rodkw o wtpli-
wej skutecznoci, ale bezporednio w dziaaniu. W tych wa-
runkach ekstremalne stany osuny si w dziedzin sztuki,
co nie nastpio bez trudnoci. Literatura (fikcja) zastpia
to, co przedtem byo yciem duchowym, poezja (niead
s w) r z e c z y wi s t e stany transu. Sztuka tworzy wsk
dziedzin swobody na zewntrz dziaalnoci, pacc za wol-
no wyrzeczeniem si realnego wiata. Jest to wysoka ce-
na, nie ma pisarzy, ktrzy nie marz o odnalezieniu utraco-
nej realnoci, ale musz za to zapaci w innym sensie,
wyrzec si wolnoci i suy propagandzie. Artysta ograni-
czajcy si do fikcji wie, e nie jest penym czowiekiem,
ale tak samo jest z literackim propagandzist. Dziedzina
sztuki w pewnym sensie cile okala caociowo, niemniej
ta wymyka si jej na rne sposoby.
Daleko byo Nietzschemu do rozwizania owej trud-
noci, przecie Zaratustra jest poet, a nawet tworem fikcji
literackiej. Ale nie pogodzi si z ni nigdy. Jtrzyy go
pochway. Miota si, szuka wyjcia w kadym moliwym
sensie. Nie zgubi nigdy nici Ariadny, k t r a c h c e n i e
mi e a d n e g o c e l u i* nie suy przyczynie przy-
czyna, wiedzia to, p o d c i n a s k r z y d a . Cho brak przy-
czyny z drugiej strony wtrca w samotno: to choroba pu-
styni, zatracajcy si w ogromnej ciszy krzyk...
Rozumienie, ktre proponuj, zdecydowanie wciga
w taki sam brak wyjcia, zakada t sam entuzjastyczn m-
czarni. Z tego wzgldu uwaam za konieczne odwrci ide
wiecznego powrotu. Nie jest to rozdzierajce przyrzeczenie
nieskoczonych powtrze, lecz tyle: niech chwile ujte w
immanencji powrotu zjawi si nagle jako cele. Niech si
nie ^zapomina, e we wszystkich systemach chwile s ujmo-
wane i traktowane jako rodki wszelka moralno m-
wi: niech kada chwila twego ycia bdzie mo t y wo -
wana". Powrt p o z b a wi a ni ot y wa c j i chwil, wy-
zwala ycie od celu i przez to najpierw je rujnuje. Powrt
jest dramatycznym sposobem istnienia i mask penego
czowieka - to zupena samotno czowieka, ktrego ka-
da chwila bdzie odtd niemotywowana.


Darmo szuka wykrtw, trzeba wreszcie wybra
po jednej stronie pustynia, po drugiej kalectwo. Ndza nie
moe by deponowana jak papiery wartociowe. Zawieszo-
ne w pustce ekstremalne momenty poprzedzaj depresj,,
ktrej nie zagodzi adna nadzieja. Jeli niekiedy osigam
jasn wiadomo tego, co zostao przeyte w ten sposb,
mog nie szuka ju wyjcia tam, gdzie go nie ma (z tego
wzgldu miaem zaufanie do swej krytyki). Jake nie wy-
prowadzi konsekwencji z nieobecnoci celu nierozcznie
zwizanego z pragnieniem Nietzschego? Los i poszuki-
wanie losu bezlitonie przedstawia jedyn ucieczk (jej
zmienne koleje opisaa ta ksika). Ale rygorystyczna w-
drwka tym szlakiem zakada tym samym niezbdno roz-
kadu (dissociation).
Jeli jest prawd, e czowiek czynu w sensie, w
jakim zazwyczaj si go pojmuje nie moe by penym
czowiekiem, peny czowiek zachowuje moliwo dziaa-
nia. Jednake pod warunkiem sprowadzenia czynu do za-
sad i celw, ktre s jego wasne (jednym sowem, do ro-
zumu). Peny czowiek nie moe by transcendowany (zdo-
minowany) przez czyn utraciby caociowo. I odwrot-
nie nie moe transcendowa czynu (podporzdkowa go
.swym celom) tym samym okrelaby si jako motyw,
wchodzi, unicestwia si w zbatych koach motywacji.
Trzeba rozrni z jednej strony wiat motyww, gdzie ka-
da rzecz ma sens (jest racjonalna) i wiat nonsensu (wolny
od wszelkiego sensu). Kady z nas naley czciowo do jed-
nego, czciowo do drugiego wiata. wiadomie i jasno mo-
emy rozrni to, co czy tylko ignorancja. Z mego pun-
ktu widzenia rozum moe by tylko ograniczony przez siebie.
Kiedy dziaamy, bdzimy na zewntrz motyww sprawie-
dliwoci i racjonalnego porzdku czynw. Midzy obiema
dziedzinami dopuszczalny jest tylko jeden stosunek: dziaa-
nie winno by r a c j o n a l n i e ograniczone przez zasad
wolnoci.
Reszta jest milczeniem.

15
Cz druga
SZCZYT I SCHYEK
...nikt tu za tob nie popeznie! Twoja noga
gasia sama lady drogi poza sob, drogi, nad
ktr widnieje napis: niemoebno.
Zaratustra: Pielgrzym
Pytania, jakie stawiam, dotyczy bd dobra i za,
i ich stosunku do bytu bd bytw.
Dobro natychmiast przedstawia si jako dobro bytu.
Zo wydaje si relatywn szkod oczywicie wobec jakie-
go bytu. By moe dobro jest poszanowaniem bytw, zo
za ich pogwaceniem. e te sdy maj jaki sens, potwier-
dzaj moje odczucia.
Z drugiej strony, na odwrt, dobro wie si z pogar-
d bytw dla wasnej korzyci. Zgodnie z drug koncepcj,
cho grajc na caoci odczu, zo byoby egzystencj bytw
jako e ta zawiera w sobie ich rozdzia.
Jak si zdaje, atwo pogodzi te przeciwstawne for-
muy: dobro byoby korzyci i n n y c h .
Moe istotnie caa moralno opiera si na ekwiwoka-
cji i pochodzi z przesunicia znacze sw.
Ale zanim pojawi si problemy zawarte w powy-
szej wypowiedzi, poka opozycj w innym wietle.
i
Ukrzyowany Chrystus to najbardziej wznio-
sy ze wszystkich symboli nawet teraz.
18851886
Mam zamiar przeciwstawia nie tyle dobro zu, lecz
szczyt moralny", rny od dobra, schykowi", ktry nic
nie ma wsplnego ze zem i ktrego niezbdno, co wi-
cej, okrela modalnoci dobra.
Szczyt odpowiada zbytkowi, nadmiarowi si. Doprowa-
dza do maksimum tragiczn intensywno. Wie si z zatra-
t bezmiernej energii, z pogwaceniem integralnoci bytw.
Bardziej zatem bliski jest zu, ni dobru.
Schyek odpowiednik momentw wyczerpania,
znuenia nadaje pen wag trosce o zachowanie i wzbo-
gacenie bytu- Z niego wyaniaj si reguy moralne.

16
W pierwszym rzdzie poka na szczycie, jakim jest
ukrzyowany Chrystus, najbardziej dwuznaczne wyobrae-
nie za.
Skazanie Jezusa Chrystusa na mier uznawane jest
przez ogl chrzecijan za zo.
To najwikszy z grzechw, jakie kiedykolwiek pope-
niono.
Grzech w posiada nawet nieograniczony charakter.
Zbrodniarzami s nie tylko aktorzy dramatu wina spada
na wszystkich ludzi. Jako e czowiek czyni zo (ze swej
strony kady z mu s z o n y jest je czyni), skazuje Chry-
stusa na krzy.
Kaci Piata ukrzyowali Jezusa, jednake Bg, ktre-
go przygwodzili do krzya, zosta wydany mierci jako
ofiara: czynnikiem sprawczym ofiary jest Zbrodnia, jak
bez koca od Adama popeniaj grzesznicy. Ohyda, ktr
skrywa ycie ludzkie (wszystko, co w jego zakamarkach
jest brudne i niemoliwe, skondensowany odr za), tak do-
skonale pogwacia dobro, e nie da si wyobrazi niczego
podobnego.
Skazanie Chrystusa na mier uwacza bytowi Boga.
Stao si tak, jak gdyby stworzenia mogy komuni-
kowa si ze swym Stwrc jedynie przez ran, rozdzierajc
integralno.
Rana jest chciana, podana przez Boga.
Ludzie, ktrzy mu j uczynili, nie s przez to mniej
winni.
Z drugiej strony i jest to nie mniej dziwne ta
wina jest ran rozdzierajc integralno kadego winnego
bytu.
W ten sposb Bg zraniony win ludzi i ludzie, kt-
rych rani ich wina wobec Boga, odnajduj, cho z tru-
dem, jedno, ktra zdaje si ich celem.
Gdyby zachowali wzajemn integralno, jeliby lu-
dzie nie grzeszyli, z jednej strony Bg, z drugiej ludzie u-
porczywie trwaliby w izolacji. Noc mierci, gdy pospou
krwawi Bg i stworzenie, gdy wzajem si rozdzierali i ze
wszystkich stron zagraali sobie a do najwyszej gra-
nicy wstydu ta noc okazaa si konieczna do ich komu-
nii.
T o t e k o mu n i k a c j a", b e z k t r e j n i c b y d l a
n a s n i e i s t n i a o , ws p i e r a s i na z b r o d n i . K o-

17
mu n i k a c j a " t o mi o , mi o z a b r u k a t y c h ,
k t r y c h j e d n o c z y .
Czowiek osiga w ukrzyowaniu szczyt za. Ale wa-
nie dlatego, e go osign, przesta by oddzielony od Bo-
ga. Wida std, e komunikacj" bytw zapewnia zo. Byt
ludzki bez za byby skupiony na sobie, zamknity w sferze
niezalenoci. Jednake nieobecno komunikacji" pr-
na samotno bez adnych wtpliwoci jest wikszym
zem.
Pozycja ludzi jest rozbrajajca.
Musz komunikowa si" (zarwno z nieokrelonym
istnieniem, jak i midzy sob): brak komunikacji" (zamk-
nity w sobie egoista) jest oczywicie najbardziej godny po-
tpienia. Ale komunikacja nie mogc obej si bez ra-
nienia lub brukania bytw, jest winna sama w sobie. Do-
bro, w jakikolwiek sposb by je przedstawia, jest dobrem
bytw, ale chcc je osign, trzeba nam zakwestionowa
noc, przez zo te same byty, ze wzgldu na ktre pra-
gniemy dobra.
Fundamentalna zasada wyraa si nastpujco:
Komunikacja" nie moe mie miejsca wobec bytu
penego i nietknitego przez inny: da bytw, ktrych by-
cie jest wy d a n e g r z e , umieszczone w granicach mier-
ci, nicoci; szczyt moralny jest chwil rozgrywki, zawiesze-
niem bytu poza nim samym, na granicy nicoci.
2
...czowiek jest najokrutniejszem zwierzciem.
Wobec tragedyi, walki bykw i ukrzyowa
czu si dotychczas najrozkoszniej; a gdy pie-
ko sobie wynalaz, patrz! stao si ono jego
niebem na ziemi.
Zaratustra: Powracajcy do zdrowia
Uwa a m z a k o n i e c z n e p o k a z a n i e , e w
k o mu n i k a c j i " , w mi o c i , p r a g n i e n i e ma z a
p r z e d mi o t n i c o .
, Jest tak w kadej ofierze".
Mwic najoglniej ofiara, nie tylko ofiara Jezusa,
zdaje si sprawia wraenie zbrodni: ofiara mieci si po
stronie za, to zo niezbdne dla dobra.
Z drugiej strony ofiara byaby niezrozumiaa, gdyby
nie widzie w niej rodka, ktrym ludzie uniwersalnie ko-

18
munikuj si midzy sob a zarazem z cieniami, jakimi za-
ludnili pieko i niebo.
Aby jeszcze bardziej uzmysowi zwizek komuni-
kacji" z grzechem ofiary z grzechem w zasadzie wyka
e pragnienie powiedzmy: suwerenne pragnienie, ktre
toczy i karmi trwoga zmusza byt do wykroczenia poza
swe granice.
Poza mym byciem jest przede wszystkim nico. W
rozdarciu, w dojmujcym poczuciu braku przeczuwam sw
nieobecno. Poprzez to uczucie objawia si obecno innego.
Jednake w peni objawiona zostaje tylko wwczas, kiedy
w i n n y sam ze swej strony pochyla si nad nicoci bd
w ni wpada (jeli umiera). Komunikacja" ma miejsce je-
dyne mi d z y d w o ma w y d a n y mi g r z e b y t a -
m i rozdartymi, zawieszonymi, pochylonymi kady nad
wasn nicoci.
To podejcie zapewnia jednakowe wyjanienie ofie-
rze i sprawom cielesnym. Ludzie jednocz si w akcie ofia-
ry, wydajc mierci, bogu, ktry jest personifikacj yjce-
go bytu, zwierzc bd ludzk ofiar (tym samym jednocz
si ze sob). Zarwno ofiara jak i ofiarnicy w jaki sposb
identyfikuj si z aktem ofiary. W chwili wydania na mier
pochylaj si nad wasn nicoci. Rwnoczenie ujmuj swe-
go boga zelizgujcego si w mier. Zapamitanie si ofia-
ry (szczeglnie w caopaleniu) wspistnieje z gwatownym
poraeniem boskoci. Ofiarowanie czciowo wydaje ludz-
kie bycie grze wolno mu wic na krtk chwil zjed-
noczy si z boskoci swego bycia, ktre w tym momencie
wydaa grze mier.
3
To obrzydliwe wierzy jeszcze w grzech;
przeciwnie, wszystko, co robimy, chobymy
powtarzali to tysic razy, jest niewinne.
18811882
Czciej ni sacrum pragnienie za przedmiot ma ciao,
tote w podaniu cielesnym gra komunikacji" niezaprze-
czalnie ukazuje sw zoono.
W stosunku cielesnym czowiek przekracza brukajc
brukajc si granice bytw.
Przedmiotem suwerennego pragnienia bytw jest ze-
wntrze bytu. Trwoga to poczucie niebezpieczestwa
zwizanego z tym niewyczerpanym oczekiwaniem

19
W domenie zmysowoci przedmiotem pragnienia jest
istota cielesna. Ale w owym cielesnym bycie nie pociga
bezporednio sam byt, lecz jego rana miejsce zerwania
integralnoci ciaa i ujcie nieczystoci. cile mwic rana
ta nie wydaje ycia grze, lecz tylko jego integralno, jego
czysto. Nie zabija, ale bruka. To, co objawia zbrukanie, nie
rni si zasadniczo od tego, co objawia mier: i trup, i eks-
krecja s wyrazem n i c o c i , ponadto trup ma udzia w
zbrukaniu. Ekskrement jest czci mnie, ktr musz od-
rzuci, kaza jej znikn, doprowadzi do unicestwienia. W
zmysowoci jak i w mierci przyciga nie tyle s a ma ni-
co. Zniewalaj nas w mierci, pozostawiaj przytoczonych
ale i przejtych, w milczeniu, witym poczuciem obecnoci
bd pustki nie zwoki jako takie. Gdy widzimy (lub
wyobraamy sobie) rzeczywist zgroz mierci (trupa bez
szminki, zgnilizn) odczuwamy jedynie niesmak. Pobony
respekt, spokojne a nawet sodkie uwielbienie, na ktre tra-
cimy czas, maj zwizek z aspektami sztucznoci to po-
zorna serenitas zmarych, ktrym dwie godziny temu opa-
ska zamkna usta. Tak samo w zmysowoci, przy zainte-
resowaniu nicoci potrzebna jest transpozycja. Wobec eks-
krecji czujemy zgroz, a nawet nieprzezwyciony niesmak.
Ograniczamy si do uznania urokw stanu, kiedy si objawia
nagoci, ktra moe, jeli zechcemy, by bezporednio
pocigajca chropowatoci skry, czystoci form. Usuni-
ta na bok, we wstyd, zgoza ekskrecji, do ktrej zostaa
przydana formalna szpetota organw, tworzy obsceniczno
ciaa sfer nicoci, ktr trzeba nam przekroczy, cho
bez niej pikno nie miaoby w sobie nic z zawieszenia, od-
dania si grze, ktra nas potpia. Radosna, lubiena na-
go ostatecznie triumfuje w grze, dokonujcej si przez
zbrukanie (w innym razie nago upada, pozostaje brzydka,
cakowicie na poziomie zmazy).
Gdy przywoam teraz pokus (czsto niezalen od my-
li o grzechu, nierzadko opieramy si mu z lku przed
przykrymi nastpstwami), dostrzegam uwyranione cu-
downe poruszenie bytu w grach cielesnych.
Pokusa przeciwstawia wyskok seksualny znueniu.
Nie zawsze padamy upem nudy, ycie zawiera w sobie mo-
liwo rozlicznych komunikacji. Ale niech jej zabraknie
nuda objawia wwczas nico zamknitego w sobie bytu.
Gdy nie ma komunikacji, izolowany byt marnieje, zanika
i (niejasno) czuje, e n i e ma g o d l a s a me g o sie-

20
b i e . Ta nico wewntrzna bez wyjcia, bez urody
odpycha go: zostaje owadnity nud, n u d a za zwraca
go od wewntrznej ku zewntrznej nicoci, ku t r wo d z e .
W stanie pokusy w zwrot w trwog bez koca
utrzymuje si przy nicoci, wobec ktrej umieszcza nas prag-
nienie komunikacji. Gdy rozwaam niezalenie od pragnie-
nia, i, by tak rzec, w sobie, nico obscenicznoci, widz tyl-
ok zmysowy, moliwy do ujcia znak granicy, gdzie bra-
kowaoby bytu. Ale pokusa t zewntrzn nico traktuje
jako odpowied na pragnienie komunikacji.
Sens i realno tej odpowiedzi s atwe do okrele-
nia. Komunikuj si tylko na zewntrz, tylko puszczajc si
lub rzucajc w zewntrze. Ale na zewntrz mnie ju
nie ma. Mam pewno: porzuci byt we mnie, szuka go na
zewntrz, to ryzykowa, e zmarnotrawi bd unicestwi
to, bez czego istnienie zewntrzne nie byoby mi nawet
wiadome owo j a, bez ktrego nic dla mnie" by nie
byo. Kuszon istot podwjnie miad, chciaoby si powie-
dzie, obcgi nicoci. Gdy nie komunikuje, unicestwia si w
pustce, jak jest izolujce si ycie. Jeli pragnie komunika-
cji, tak samo ryzykuje swoj zatrat.
Niewtpliwie chodzi tylko o zbrukanie, a brud nie jest
mierci. Ale jeli tkwi w godnych pogardy okolicznociach
choby pacc dziewce publicznej nie umierajc, mi-
mo wszystko* bd zniszczony, upady we wasnych oczach.
Surowa obsceniczno bdzie drczya byt we mnie, wpyw
bdzie miaa na mnie jej ekskrementalna natura, owa ni-
co, jak nios ze sob nieczystoci, ktre za wszelk ce-
n bd musia odrzuci, oddzieli od siebie, zostan bez ra-
tunku, bezbronny wobec niej, otworz si przed ni spra-
wiajc mki ran.
Dugi opr wobec pokusy uwydatnia ten aspekt y-
cia cielesnego. Ale ten sam element przenika caa zmyso-
wo. Komunikacja, choby bya saba, domaga si rozgryw-
ki. Tylko wwczas ma miejsce, gdy byty, wychylone poza
siebie, oddaj si grze pod grob upodlenia. Z tego wzgl-
du najczystsze istoty n i e i g n o r u j przybytkw po-
wszechnej zmysowoci (nie mog, cho to im nie w smak,
pozosta wobec nich obcy). Czysto, do ktrej gorliwie si
przykadaj, oznacza, e nieuchwytna, nieznaczna czstka
sromoty wystarczy, by ich przyapa; z najwysz odraz
przeczuwaj to, co kto inny zgbia do koca. Wszyscy lu-
dzie, ostatecznie, s... z tych samych przyczyn.
4
21
Dobre to snadz byo dla onego kaznodziei ma-
ych ludzi, i cierpia on i dwiga grzech czo-
wieczy. Ja za doznaj wielkiego grzechu ja-
ko najwikszej pociechy.
Zaratustra: O czowieku wyszym
...najwysze dobro i najwysze zo s identy-
czne.
18851886
Byty, ludzie, mog komunikowa" y tylko
poza sob. A jako e musz komunikowa", musz c h c i e
owego za, zbrukania, ktre wydajc ich byt grze, czyni ich
nawzajem przenikalnymi.
Pisaem niegdy (Dowiadczenie wewntrzne, s. 111):
To, czym jeste, zaley od aktywnoci wicej nieprzeliczo-
ne elementy skadajce si na ciebie z intensywn komuni-
kacj tych elementw midzy sob. Przekaz energii, ruchu,
ciepa czy te przenoszenie si elementw tworzy od wew-
ntrz ycie wszelkiego bytu organicznego. ycie nigdy nie
mieci si w adnym okrelonym punkcie: przechodzi szyb-
ko od jednego do drugiego punktu (bd z wielu punktw do
innych punktw), tak jak strumie lub rodzaj prdu elek-
trycznego..." I dalej: Twoje ycie nie ogranicza si do owe-
go nieuchwytnego wewntrznego przepywu; przepywa rw-
nie na zewntrz i ustawicznie otwiera si na to, co odpy-
wa i wytryskuje ku niemu. Trway wir, ktry ci tworzy,
zderza si z podobnymi wirami i razem z nimi skada si
w rozleg figur oywion miarowymi ruchami. Albowiem
ycie oznacza dla ciebie nie tylko jednoczce si w tobie
przypywy i gry umykajcych wiate, ale przejcia ciepa
bd wiata od jednego do drugiego, od ciebie do twego
bliniego czy od twego bliniego do ciebie (nawet teraz,
gdy czytasz, udziela ci si moja gorczka): sowa, ksiki,
monumenty, symbole to tylko drogi owego udzielania si,
owych przepyww..."
Jednake tylko wwczas te pomienne szlaki zajmuj
miejsce izolowanego bytu, kiedy byt przystaje jeli nie na
unicestwienie si, to przynajmniej na wy d a n i e s i e b i e
g r z e a tym samym w y d a j e g r z e innych.
Ws z e l k a k o mu n i k a c j a " u c z e s t n i c z y w
s a mo b j s t wi e i w z b r o d n i .
Towarzyszy jej pospna zgroza, jej znakiem jest nie-
smak.

22
Zo za ukazuje si w tym wietle jako rdo y-
cia!
Rujnujc bowiem w sobie, w innym, integralno by-
tu otwieram, si na komuni, zbliam si do szczytu moral-
nego
A szczytem nie jest z n o s i , a l e c h c i e za.
To dobrowolna zgoda na grzech, zbrodni, zo. Na nie zna-
jce rozejmu przeznaczenie, ktre wymaga, e po to, by
jedni yli, drudzy musieli umrze.
5
I w to wszystko wierzono, jako w moralno!
Ecrasez l'infme! . . Zrozumiano mnie?
D y o n i z o s p r z e c i w Uk r z y o wa n e -
m u...
(Ecce homo, przeoy. Leopold Staff)
Tylko ndza umysowa roztrzsa okolicznoci naj-
mniejsza choby rezerwa obraa przeznaczenie. Co dla jed-
nego jest z b y t k i e m s z k o d z c y m s a me mu z b y t -
k o wi , nie jest tym dla drugiego, s t o j c e g o d a l e j .
Czy mog utrzymywa, e ws z y s t k o , c o l u d z k i e ,
j e s t mi o b c e ? Licytujc najmniejsz sum otwieram
perspektyw nieskoczonego podbijania stawki.
W o w y m r u c h o my m p r z e wi c i e d a j e s i
n i e w y r a n i e d o j r z e s z c z y t.
J a k o n a j w y s z y p u n k t n a j i n t e n s y w -
n i e j s z y s t o p i e u r o d y , j a k mo e o s i g n
y c i e .
Ro d z a j s o n e c z n e g o w y b u c h u , n i e z a l e -
n i e o d k o n s e k we n c j i .
Nieco wyej przedstawiem zo jako rodek, ktrym
musimy si posuy, jeli chcemy komunikowa".
Twierdziem: byt ludzki bez za byby skupiony na
sobie", czy: ofiara to zo niezbdne dla dobra", i dalej: zo
ukazuje si... jako rdo ycia!" W ten sposb wprowadza-
em fikcyjne odniesienie. Pozwalajc dojrze w komunika-
cji" dobro 'bytu, odnosiem komunikacj do bytu, ktry
komunikacja waciwie przekracza. Trzeba stwierdzi, e
jako dobro bytu" komunikacja", zo czy szczyt zostay zmu-
szone do sualstwa, ktrego nie mog cierpie. Same poj-
cia d o b r a czy b y t u wprowadzaj trwanie, o ktre troska
obca jest zu szczytowi z i s t o t y . To, czego pragnie
komunikacja", jest w i s t o c i e przekroczeniem bytu. To,

23
CO W i s t o c i e pogra w zem, jest trosk 0 czas przyszy.
Dokadnie w tym sensie denie do szczytu r u c h z a
k o n s t y t u u j e w n a s ws z e l k mo r a l n o .
Moralno s a ma w s o b i e ma wa r t o (w mocnym
sensie) jedynie liczc si z przekroczeniem bytu odrzu-
cajc o trosk o czas przyszy.
Mo r a l n o li c z y s i o t y l e , o i l e p r o -
p o n u j e w y d a n i e n a s g r z e . Inaczej jest zaledwie
regu interesu, w ktrej brak elementu egzaltacji (zawrotu
gowy na szczycie, przez ndz umysow ochrzczonego su-
alczym imieniem i mp e r a t y wu .
W wietle powyszych twierdze istota prostackiej
moralnoci" najoczywiciej wychodzi na jaw wobec seksualnej
rozpusty.
Skoro ludzie podejmuj si dostarczania innym regu
yciowych, musz odwoywa si do zasug i przedkada
jako cel dobro bytu a to znajdzie spenienie w czasie
przyszym.
Jeli gram w yciu o uchwytne dobro dajmy na
to o civitas, o co poytecznego moje zachowanie jest
chwalebne, powszechnie uwaane za moralne. Z tych sa-
mych powodw bd zabija i niszczy z g o d n i e z mo -
r a l n o c i .
Na innym polu zem jest marnotrawienie zasobw na
gr, na pijastwo, dobrze natomiast jest polepsza los ubo-
gich.
Krwawa ofiara jest obrzydliwa sama w sobie (okrut-
ne marnotrawstwo). Z najwiksz nienawici za zgrzy-
biao odnosi si do wolnoci zmysw.
ycie seksualne rozumiane ze wzgldu na cele jest
niemal w caoci z b y t k i e m dzik erupcj ku nie-
dosinemu szczytowi. To ywio przeciwstawiajcy si z i-
stoty trosce p czas przyszy. Nico ofoscenicznoci nie da si
podporzdkowa. Fakt, e nie jest zniesieniem bytu, ale wy-
nikajcym z kontaktu poczciem, zamiast agodzi, wzmaga
potpienie. Nie wie si z nim adna zasuga. Szczytu ero-
tycznego nie osiga si, podobnie jak heroicznego
1
, z a c e -
n dugich wyrzecze. Rezultaty pozornie nie maj zwizku
z trudami. Wszystko zdaje si by na asce losu. Los gra i
w zamieszaniu wojennym, ale wysiek, odwaga pozosta-
wiaj stosowne miejsce zasudze. Przeciwstawianie tragicz-
nych aspektw wojny komicznym spronociom mioci ko-
czy si podniesieniem tonu moralnoci gloryfikujcej wojn

24
i jej ekonomiczne korzyci... i tamszcej ycie zmyso-
we. Mam wtpliwoci, czy tu naiwno moralnych uprzedze
zostaa dostatecznie nawietlona. Najciszym argumentem
jest interes rodziny, ktremu szkodzi zbytek zmysowy. Z
trudem odkrywa si trosk o integralno bytw, bez przer^
wy mieszan z surowoci moralnych aspiracji.
Istot aktu moralnego jest wedle powszechnego mnie-
mania podporzdkowanie pewnemu poytkowi odniesie-
nie do dobra pewnego bytu ruchu, w ktrym byt dy do
przekroczenia bytu. Tak widziana, moralno jest ju tylko
negacj moralnoci. Wynikiem tej ekwiwokacji bdzie prze-
ciwstawianie dobra innych dobru czowieka, ktrym jestem
ja sam: przesunicie znaczenia rzeczywicie zachowuje ko-
incydencj pytkiej pogardy z gbokim oddaniem si su-
bie bytu. Zo jest egoizmem, a dobro altruizmem.
6
Mo r a l n o to zgrzybiao.
18821885
Moralno ta mniej jest odpowiedzi na nasze po-
mienne pragnienia szczytu, a bardziej blokujcym owe prag-
nienia ryglem. Szybko zjawia si znuenie, .bezadny wyda-
tek energii, do ktrego zmusza nas ch przeamania gra-
nicy bytu, jest niekorzystny ze wzgldu na zachowanie, to
znaczy dobro tego bytu. Czy bdzie to zmysowo czy zbrod-
nia, ruiny s niezbdne tak samo po stronie dziaajcych
jak i ofiar.
Nie chc twierdzi, e zmysowo i zbrodnia odpo-
wiadaj zawsze czy te zazwyczaj pragnieniu szczytu. Zmy-
sowo dy do banalnego i bez prawdziwej siy roz-
pasania poprzez zwyczajnie rozwize istnienie nie ma nic
pospolitszego. Czy to, co ze zrozumia odraz nazywamy
rozpust, nie jest w istocie uzalenieniem od tpych istot
zbytkw radoci, ktre innym - bardziej lotnym po-
zwalaj zatraci siebie? Gazetowa zbrodnia niewiele ma
wsplnego' z podejrzanym urokiem ofiary: wprowadza roz-
pasanie nie ze wzgldu na nie samo, ale czyni je sug nie-
legalnych i n t e r e s w, niewiele rnicych si, jeli
przyjrze si im dociekliwie, od interesw bardziej wysubli-
mowanych. Niemniej jednak wyznaczone przez przywary i
zbrodni rozdarte regiony wskazuj szczyt, ku ktremu cig-
n namitnoci.

25
Czym byy najwysze chwile dzikiego ycia, gd2ie
swobodnie ujawniay si nasze denia? wi t a , po kt-
rych nostalgia jeszcze nas oywia, byy czasem ofiary i
orgii.
7
Szczcie, jakie znajdujemy w stawaniu si,
jest moliwe tylko przez u n i c e s t wi e n i e
realnoci egzystencji", piknego pozoru, przez
pesymistyczn destrukcj iluzji w unice-
stwieniu najpikniejszego nawet pozoru szcz-
cie dionizyjskie siga szczytu.
18851886
Kiedy teraz rozpatruj ekstaz chrzecijask, w wie-
tle zasad, jakie przedstawiem, wolno mi widzie j uczest-
niczc w tym samym porywie szau Erosa i zbrodni.
Mistyk chrzecijaski, znacznie bezwzgldniej ni ja-
kikolwiek wierny, krzyuje Jezusa. Sama jego mio da
od Boga, aby by wydany grze, aby krzycza z rozpaczy na
krzyu. Zbrodnia witych jest erotyczna por excellence.
Wie si z uniesieniami, z gorczk, jakie wprowadzi ar
mioci do samotni klasztoru.
Aspekty najwyszego rozdarcia, ktre uderzaj w mo-
dlitwie u stp krzya, nie s obce niechrzecijaskim sta-
nom mistycznym. Za kadym razem podanie jest rdem
chwil ekstazy, a celem oywiajcej j mioci jest w ktrym
punkcie unicestwienie bytw. Gra nicoci w stanach misty-
cznych jest raz nicoci podmiotu, innym razem nicoci
bytu ujtego w caoci wiata temat nocy trwogi odnaj-
duje si w pewnej postaci w medytacjach Azji.
Trans mistyczny, niezalenie od wyznania, wyczerpuje
si na przekroczeniu granicy bytu. Intymny pomie, dopro-
wadzony do najwyszego stopnia intensywnoci, bezlitonie
pochania wszystko, co daje bytom, rzeczom pozr stabilno-
ci, wszystko, co uspokaja, pomaga wytrzyma. Podanie
doprowadza po trochu mistyka do tak doskonaej ruiny, do
tak doskonaej zatraty siebie, e jego ycie staje si rwno-
wane sonecznemu wybuchowi.
Jednake jest jasne, e gdy chodzi o joginw, buddy-
stw czy mnichw chrzecijaskich, owe ruiny, owe zwi-
zane z podaniem zniszczenia nie s realne zbrodnia i
unicestwienie bytw jest dla nich przedstawieniem. atwo
pokaza kompromis, jaki w dziedzinie moralnoci zostaje u-

26
Stalony na kadym polu: rzeczywiste fopasanie obcione
przykrymi nastpstwami a s nim orgie i ofiary zo-
stao w miar moliwoci odrzucone. Ale skoro pragnienie
szczytu, ktremu odpowiaday te czyny, trwa nadal, skoro
byty komunikujc" z koniecznoci musz wykracza poza
to, czym s, symbole (fikcja) zostay podstawione w miejsce
rzeczywistoci. Ofiara mszalna, obrazujca rzeczywiste wy-
danie Jezusa na mier, w nieskoczonym ponowieniu, jakie
czym z niej Koci, jest tylko symbolem. Zmysowo przyj-
muje posta duchowej efuzji. Tematy rozwaa zajmuj
miejsce rzeczywistych orgii, alkoholu, ciaa, krwi, ktre sta-
y si przedmiotem potpienia. W ten sposb odpowiadajcy
pragnieniu szczyt pozostaje przystpny, a pogwacenie by-
tu, z ktrym si wie, nie ma w sobie niczego niestosow-
nego, bdc ju tylko umysowym przedstawieniem.
i
8
A co si tyczy decandenee, to wykazuje j ka-
dy czowiek, ktry umiera niezawczenie, w
kadem niemal znaczeniu: zna wic te i in-
stynkty jej waciwe z dowiaczenia: n i e -
ma l w c i g u p o o w y ycia kady czo-
wiek jest decadent.
IS818 (przeoy Konrad Drzewiecki)
Zastpienie szczytami duchowymi bezporednich
szczytw nie mogoby si jednak dokona, gdybymy nie
uznali prymatu przyszoci nad teraniejszoci, gdyoymy nie
wycignli konsekwencji z nieuniknionego schyku, jaki na-
stpuje po szczycie. Szczyty duchowe s negacj tego, co
mogoby by przedstawione jako moralno szczytu. Obja-
wiaj schykow moralno.
Przesunicie ku formom duchowym wymagao pier-
wszego warunku konieczny by pretekst do odrzucenia
zmysowoci. Jeli usun rozwaanie czasu, jaki nadejdzie,
nie mog opiera si pokusie. Mog tylko bez obrony ust-
powa najmniejszej dzy. Nie da si nawet mwi o ku-
szeniu nie mog by ju kuszony; jestem na asce mych
pragnie, ktrym mog odtd przeciwstawia jedynie zewn-
trzne trudnoci. Prawd mwic taki stan szczliwej goto-
woci ma w sobie niewiele czowieczego. Natura ludzka j a -
k o t a k a nie moe odrzuci troski o przyszo: stany, kie-
dy nie martwimy si o ni, s poniej lu*b powyej czo-
wieka.

27
W kadym razie wymykamy si szalestwu zmyso-
woci jedynie przedstawiajc sobie dobro, umieszczone w
czasie przyszym, ktre zmysowo rujnuje, a my musimy
je zachowa. Moemy zatem osign szczyty, mieszczce si
poza gorczk zmysw, tylko pod warunkiem, e wprowa-
dzamy pniejszy cel. Albo mwic inaczej, janiej i po-
waniej osigamy niezmysowe, porednie szczyty tylko
pod warunkiem, e zmierzamy do koniecznie wyszego celu.
A ,ten cel nie tylko mieci si ponad zmysowoci ktr
powstrzymuje musi mieci si nadto p o n a d s z c z y -
t e m d u c h o w y m. Poza zmysowoci, odpowiedzi na
podanie, istotnie przebywamy w dziedzinie dobra, to zna-
czy prymatu przyszoci w stosunku do teraniejszoci, zacho-
wania bytu w stosunku do jego chwalebnej zatraty.
Inaczej mwic opieranie si pokusie zakada porzu-
cenie moralnoci szczytu, ustanawia moralno schyku. Kie-
dy czujemy, e si nam brak, kiedy chylimy si ku schyko-
wi, potpiamy zbytek zatraty w imi wyszego dobra. P-
ki oywia nas modziecza pobudliwo, godzimy si z nie-
bezpiecznym marnotrawstwem, z kadym rodzajem zuchwa-
ej rozgrywki. Ale e zaczo brakowa nam si, czy te za-
czlimy widzie ich granice, c h y l i s i k u s c h y -
k o wi , jestemy zajci pozyskiwaniem i gromadzeniem
wszelkiego rodzaju dbr, bogaceniem si ze wzgldu na przy-
sze trudnoci. Dziaamy. A dziaanie, wysiek, moe mie na
celu tylko nabywanie si. Ot szczyty duchowe przeciwsta-
wione zmysowoci przez sam fakt, e si jej przeciwsta-
wiaj wpisujc si w rozwj dziaania, wi si z wy-
sikami ze wzgldu na moliwe do osignicia dobro. Szczy-
ty nie ustanawiaj ju mo r a l n o c i s z c z y t u : mo r a l -
n o s c h y k u okrela je nie tyle wobec naszych prag-
nie, co wobec trudw.
9
Brak mi wspomnienia, bym si trudzi kie-
dykolwiek aden rys w y wa l c z a n i a w
mojem yciu wykaza si nie da, jestem prze-
ciwiestwem natury heroicznej. Czego
chcie", do czego dy", jaki cel", ja-
kie yczenie" mie na oku tego wszy-
stkiego nie znam z dowiadczenia.
(Ecce homo, przeoy Leopold Staff)
Tote stan mistyczny jest powszechnie uwarunkowany
poszukiwaniem zbawienia.

28
Wedug wszelkiego prawdopodobiestwa zwizek
szczytu jako stanu mistycznego z ndz 'bytu ze strachem,
ze sknerstwem wyraajcym si w schykowych wartociach
ma co sztucznego w sobie i musi by gboko zwodni-
czy. Niemniej jest jawny. Asceta ciga w samotnoci cel,
do ktrego ekstaza jest rodkiem. P r a c u j e na swe zba-
wienie: tak samo kupiec handluje ze wzgldu na zysk, tak
samo robotnik trudzi si ze wzgldu na pensj. Gdyby robot-
nik lub kupiec mia do woli bogactwa, gdyby wcale nie
troszczy si o przyszo, nie obawia si mierci i ruiny,
natychmiast porzuciby warsztat, interesy, szukajc okazji
do niebezpiecznych przyjemnoci. Tak samo asceta, o ile
ulega ludzkiej ndzy, ma moliwo przedsiwzi dug
prac wyzwolenia.
wiczenia ascety s l u d z k i e wanie przez to, e
niewiele si rni od roboty geometry. Bez wtpienia naj-
ciej dostrzec w kocu ow granic bez przynty w po-
staci zbawienia (albo przynty podobnej) droga mistyczna
byaby nie do odszukania! Ludzie musieli powiedzie sobie
czy powiedzie innym: dobrze jest czyni tak lub inaczej ze
wzgldu na taki rezultat, taki zysk. Bez tego pospolitego for-
telu nie prowadziliby schykowego trybu ycia (wysikw
ze miesznie powan min, w nieskoczonym smutku). Czy
to nie jasne? Posyam trosk o przyszo do diaba na-
tychmiast wybucham nie koczcym si miechem! Od razu
straciem wszelkie powody, by si trudzi.
10
Powstaje s p e c i e s p o r e d n i a , a r t y -
s t a, od kryminalnoci czynu oddzielony sa-
boci woli i lkliwoci socyaln, nie dojrza-
y rwnie jeszcze do domu obkanych, lecz
swemi mackami z ciekawoci sigajcy w
sfery obydwie.
J888 (przeoy Konrad Drzewiecki)
Trzeba i dalej.
Krytykowa to ju chyli si ku schykowi.
Mwienie" o moralnoci szczytu tym samym ustana-
wia moralno schyku.
Do diaba z trosk o przyszo, trac take sw ra-
cj bytu, a nawet, krtko mwic, rozum.
Trac wszelk moliwo m wi e n i a .
M wi , jak to robi w tej chwili, o moralnoci szczy-
tu, jest osobliwie mieszn rzecz!


Z jakiej racji, w jakim przewyszajcym sam szczyt
celu miabym wykada t moralno?
I przede wszystkim jak j ustali?
Ustalenie i wykad moralnoci szczytu zakada z mej
strony schyek, zakada akceptacj regu moralnych wspar-
tych na strachu. Istotnie, szczyt proponowany jako cel nie
jest ju szczytem: redukuj go do poszukiwania zysku, p o -
n i e wa o t y m m wi . Aby ogosi utracon rozpu-
st szczytem moralnym, zmieniam cakowicie jej natur. Po-
zbawiam si w ten sposb moliwoci osignicia dziki niej
szczytu.
Rozpustnik ma szans osign szczyt tylko kiedy nie
ma takiego zamiaru. Najwysze uniesienie zmysw wyma-
ga autentycznej niewinnoci, braku roszczenia moralnego,
a nawet, w konsekwencji, wiadomoci za.

11
Jak zamek Kafki, szczyt jest ostatecznie niedosiny.
Umyka przed nami, przynajmniej dopki nie przestajemy by
ludmi mwi.
Nie mona zreszt przeciwstawi szczytu schykowi
tak, jak zo dobru.
Szczyt nie jest tym, co trzeba dosign", schyek
tym, co trzeba usun".
Jak szczyt jest ostatecznie niedosiny, tak schyek
od razu jest nieunikniony.

Odsuwajc prostackie nieporozumienia, nie usunem
jednake wymagania szczytu (nie usunem pragnienia). Na-
wet gdy uznaj jego niedosiny charakter zmierza si
do jedynie pod warunkiem, e nie chce si zmierza ku
niemu nie mam powodu, by akceptowa domaga si
tego fakt mwienia niepodwaaln suwerenno schyku.
Nie mog mu przeczy schyek jest nieunikniony, co po-
kazuje sam szczyt; jeli szczyt nie jest mierci, zostawia
po sobie konieczno schodzenia. Szczyt z natury swej jest
miejscem, gdzie ycie jest bezgranicznie niemoliwe. Do-
sigam granic, cho bardzo sabo dosigam, jedynie wtedy,
gdy nie licz si z wydatkiem si. Bd mia siy na nowe
trwonienie tylko pod warunkiem, e dziki trudowi odzy-
skam te, jakie utraciem. Czym zreszt jestem? Wpisany w
ludzkie granice, mog tylko ustawicznie rozporzdza wol
7 Literat ura na wicie

30
dziaania. Prno marzy o przerwaniu pracy, o jakim si-
leniu si na iluzoryczny w ostatecznoci cel. Przypumy na -
wet, e rozwaam w najlepsze cesarskie remedium sa-
mobjstwo: moliwo ta przedstawia mi si jako przedsi-
wzicie wymagajce i to z rozbrajajc szczeroci
abym przed trosk o chwil obecn umieci trosk o czas
przyszy. Nie mog wyrzec si szczytu, to prawda. Protestu-
j i chc swj protest nasyci wyranym a nawet oschym
arem przeciw wszystkiemu, co wymaga od nas stumie-
nia pragnie. Jednake mog tylko akceptowa miejc si
los, ktry zmusza mnie do ycia w potrzebie. Nie marz o
z n i e s i e n i u r e g u moralnych. S one tworem nieuni-
knionego schyku. Nieustannie chylimy si ku schykowi,
i niszczce nas pragnienie cigle dostarcza wieych si.
Poniewa musimy liczy si z niemoc, nie majc nieogra-
niczonych si, tym samym dostrzegamy w sobie koniecz-
no, ktrej ulegamy nawet jej przeczc. Nie moemy do-
rwna pustemu niebu, ktre obchodzi si z nami jak mor-
derca, unicestwiajc nas do ostatka. Ze smutkiem wypada
mi powiedzie, ze wzgldu na konieczno, jakiej ulegam,
e ona c z y n i mn i e c z o wi e k i e m daje mi nieza-
przeczalne wadztwo nad rzeczami. Mog jednak dostrzec
w tym znak niemocy sta mnie przynajmniej na tyle.

12

I zawsze na nowo bdzie rodzaj ludzki co
pewien czas wyrokowa; istnieje co, z czego
bezwarunkowo ju mia si nie wolno!" A
najprzezornieszy przyjaciel ludzkoci doda:
nie tylko miech i wiedza radosna, lecz i tra-
gizm z caym swym wzniosym nierozumem
naley do rodkw i koniecznoci utrzymania
rodzaju!" I przeto! Przeto! Przeto!
(Wiedza radosna, I, przeoy Leopold Staff)

Ekwiwokacje moralne konstytuuj dosy stabilne sy-
stemy rwnowagi, jeli chodzi o egzystencj w oglnoci. Mo-
na porzuci je tylko czciowo. Kt mgby przeczy roli
przypisywanej powiceniu? I jak si dziwi, e godzi si je
z dobrze rozumianym interesem publicznym? Ale Istnienie

31
moralnoci, wprowadzany iprzez ni niepokj, przesuwa py-
tanie daleko poza tak bliski horyzont. Nie wiem, czy w du-
gich poprzedzajcych rozwaaniach daem do zrozumienia,
do jakiego stopnia rozdzierajce jest ostateczne pytanie. Roz-
win teraz punkt widzenia, ktry poniewa jest zewn-
trzny wobec prostych pyta, jakie chciaem wprowadzi
uwydatnia ich zasig.
Jako e przesadne porywy, do ktrych skania nas pra-
gnienie, mog by zwizane z poytecznymi albo z uznawa-
nymi za takie czynami poytecznymi, oczywicie, dla schy-
kowych istot, sprowadzonych do koniecznoci akumulowania
i mona byo godzi si z pragnieniem szczytu. Tote
onegdaj ludzie skadali ofiary, a nawet oddawali si orgiom
przypisujc ofierze, orgii dziaanie przysparzajce korzyci
klanowi lub civitas. Warto korzystn ze swej strony
posiada j pogwacenie innego, jakim, jest wojna o ile
ta, susznie, poprzedza sukces. Prcz ograniczonej korzyci
civitas, jawnie przygniatajcej, egoistycznej, wbrew moli-
wociom indywidualnego rozwoju, nierwno w podziale
produktw wewntrz Miasta, ktrei rozwija si niby niead
zmuszaa do poszukiwania dobra zgodnego z poczuciem
sprawiedliwoci. Zbawienie troska o zbawienie indywi-
dualne po mierci stao si, poza egoistycznym dobrem
Miasta, motywem dziaania i, w efekcie, rodkiem zwiza-
nym z czynnoci denia na szczyt, przekraczania siebie. W
planie oglnym zbawienie indywidualne pozwala wymkn
si rozdarciu, jakie zagraao trwaoci spoeczestwa: nie-
sprawiedliwo staa si moliwa do zniesienia, bo nie po-
zostaje bez odzewu, zaczy si nawet mnoy wysiki, aby
przezwyciy jej skutki. Prcz dbr okrelanych sukcesyw-
nie jako motywy dziaania przez civitas i Koci (Koci
sta si z kolei odpowiednikiem civitas i podczas wypraw
krzyowych umierao si za), moliwo radykalnego znie-
sienia przeszkody, jak jest nierwno warunkw, okrelia
ostatni form korzystnego dziaania, uzasadniajc ofiar z
ycia. Tak rozwiny si w historii tworzc histori r a -
c j e , ze wzgldu na ktre czowiek moe dy na szczyt,
przystpi do gry. C, najtrudniejsze jest dy na szczyt
bez racji, bez pretekstu. Powiedziaem ju to: O poszukiwa-
niu szczytw mwimy nieskadnie. T y l k o m wi c o
c z y m i n n y m mo e my g o o d n a l e .
Inaczej mwic wszelk rozgrywk, wszelkie denie
wzwy, wszelk ojiar, bdce niczym zmysowy zbytek u-

32
szczupleniem sil, zatrat, za kadym razem moemy tnoty-
wowa obietnic zwodnicz lub nie zysku.
Jeli spojrze na t sytuacj z punktu widzenia eko-
nomii generalnej, jest ona dziwna.
Mog sobie wyobrazi skoczony rozwj historyczny,
ktry odkadaby moliwoci czynu jak dobiegajcy kresu
starzec, usuwajcy wzlot i nadziej poza przyjte granice.
Akcja rewolucyjna ustanowiaby bezklasowe spoeczestwo
poza nim nie mogaby ju narodzi si akcja historyczna
tyle przynajmniej wolno mi zaoy. Ale musz poczyni
uwag na ten temat. Z caociowego punktu widzenia oka-
zuje si, e wrd ludzkoci suma energii wyprodukowanej
jest zawsze wiksza od sumy koniecznej do produkcji. Std
ustawiczny nadmiar pienicej si energii on to bez koca
wiedzie nas na szczyt tworzcy z o wr o g cz, kt-
r (jake daremnie) usiujemy wyda dla wsplnego d o b r a .
Umys, kierujcy si trosk o dobro i prymatem przyszo-
ci, wzdryga si przy rozwaaniu k a r y g o d n e g o trwo-
nienia, zbdnego a nawet szkodliwego. Ot wwczas za-
brakoby motyww dziaania, a do dzisiaj tworzcych pre-
teksty dla bezgranicznego marnotrawstwa: ludzko osig-
naby pozornie moliwo wytchnienia... Oo w takim ra-
zie staoby si z przekraczajc nas energi?...
Chciaem zoliwie pokaza jaki wymiar z e wn -
t r z n y moe przyj moje pytanie. Co prawda musz przy-
zna, e rozpatrywane w ten sposb na planie rachunku
ekonomicznego traci na ostroci, a zyskuje na rozlego-
ci. Jest istotnie znieksztacone. O ile wprowadziem do
rozgrywki i n t e r e s , musiaem podporzdkowa mu z a -
t r a t . To oczywicie impas, bo w kocu nie moemy bez
koca traci, eby wygra. Mwiem, e s u ma e n e r g i i
w y p r o d u k o wa n e j j e s t w i li s z a...
13
Sformuuj teraz pytania zawarte w mym wykadzie.
Cz y i s t n i e j e c e l . mo r a l n y , k t r y m g -
b y m o s i g n p o z a b y t a mi ?
Odpowiedziaem na to, e przynajmniej nie mog ani
go szuka, ani o nim mwi.
Jednake yj i ycie (jzyk) jest we mnie. Ot jzyk
we mnie nie moe wyrzec si celu moralnego... W kadym

33
razie musi twierdzi, e idc po spadzistoci schyku, nie
bd mg napotka tego celu.
I to powiedziawszy, yj sobie dalej.
Dodam mwi w swoim imieniu e nie mog
szuka dobra, aby zastpi nim wymykajcy mi si cel.
Nie jest mi ju znana zewntrzna wobec mnie
racja, abym ofiarowywa siebie czy pozosta mi resztk si.
yj na asce miechu, ktry mnie rozwesela, sek-
sualnego podniecenia, ktre mnie trwoy.
Rozporzdzam, gdy zechc, s t a n a mi mi s t y c z n y -
mi. . , f : . . . .. [u.\
UiiMt
Odlegy kadej wierze, wyzbyty wszelkiej nadziei, nie
mam adnego powodu, aby wstpowa w te stany.
Odczuwam niech na myl o wysiku, by je osign.
Czy ukartowanie d o wi a d c z e n i a we wn t r z -
n e g o nie oddala mnie oa szczytu, cho, by moe, jest ono
szczytem?
Wobec tych, ktrzy posiadaj motyw, racj, niczego
nie auj, nie zazdroszcz nikomu. Przeciwnie, nalegam, by
podzielili mj los. Nienawi do motywacji i wasn kru-
cho uwaam za szczcie. Najwysza trudno mego po-
oenia jest moj szans. Upajam si ni.
Ale nosz w sobie, wbrew sobie, niczym adunek wyr.
buchowy, pytanie:
CO MA ROBI NA TYM WIECIE CZOWIEK PRZE-
NIKLIWY, NOSZCY W SOBIE BEZWZGLDNY WYMG?
14
Orami nie jestecie: przeto nie zaznalicie, i
szczcia w przeraeniu ducha. A kto orem
nie jest, nad przepaciami spoczywa nie po-
winien.
Zaratustra: O sawnych mdrcach
Tak postawiwszy pytanie, powiedziaem, co miaem do
powiedzenia: nie przynosz na nie odpowiedzi. Zostawiem
j na stronie w rozwiniciu pragnienia a u t o n o mi i ,
aknienia wo l n o c i , ktra zdaje si by pasj czowieka
i bez .adnej wtpliwoci jest moj pasj. Mniej marz
o wolnoci, jak indywiduum wymusza na wadzy publicz-
nej, bardziej o ludzkiej autonomii na onie wrogiej i mil-
czcej natury. Postanowienie, by moliwie najmniej zalee
od tego, co dane, powoduje w nas co prawda obojtno wo-
bec czasu przyszego, z drugiej strony przeciwstawia si za-

34
spokojeniu pragnienia. Wyobraam sobie jednak, e szczyt
o ktrym mwiem, jest tym samym, co wolno bytu.
Aby uwyrani ten zwizek, posu si wybiegiem.
Jakiekolwiek bd nasze troski, nasza myl wyczerpu-
je si, nigdy nie ujmujc w peni wszystkich moliwoci. W
Kadej cnwili czujemy, e tajemnicza noc okrada nas, bez-
granicznie wielk gbi, z samego przedmiotu naszej refle-
ksji. Najgbsza myl musiaaby otrzyma bezgraniczne roz-
winicie. Gay waaa mn pragnienie ujcia prawdy to
znaczy ostatecznie Pragnienie wiedzy wydobycia jej na
wiato, czuj, e ogarnia mnie rozpacz. Natychmiast zatra-
cam si (zatracam na zawsze) w wiecie, gdzie odczuwam
niemoc maego dziecka (.ale nie ma dorosych, do ktrych
mgbym si uciec). Prawd mwic jeli tylko oddaj si roz-
mylaniom, nie uwaam za kres chwili, gdy staje si wia-
to lecz moment, kiedy wiato przygasa, kiedy znw znaj-
duj si w mroku jak chore dziecko i w kocu jak umiera-
jcy. Kto aknie prawdy, prawdziwie aknie, nie moe by tak
lekkomylny jak ja: przychodzi mu kadorazowo wyczerpa
nieskoczone rozwinicie moliwoci. Chc zatem, by spr-
bowa modzieczej zuchwaoci. Ale tak, jak aby dziaa,
nie ma potrzeby ujmowania przedmiotw w nieskoczo-
nym rozwiniciu ich aspektw posugujemy si nimi, a
skuteczno naszych chwytw wiadczy o wartoci zamie-
rze tak samo gdy chodzi o proste pytanie, bez wtpie-
nia jestem zmuszony rozwin problem moliwie najdalej,
cho moliwie najdalej" znaczy tylko tak jak umiem", tym-
czasem gdy podam Prawdy, wymaganie, jakie musiabym
speni, byoby absolutne. Dlatego mog obej si bez dzia-
ania i zapytywania, skoro mog y dziaa, zapytywa
w ignorancji. Pragnienie wiedzy by moe ma tylko
jedno znaczenie: suy za motyw pragnieniu zapytywania.
Niewtpliwie wiedza jest niezbdna do autonomii, jakiej do-
starczaj czowiekowi czyny, ktrymi zmienia wiat. Ale
poza uwarunkowaniami p r a c y poznanie, w stosunku
do kierujcego nim zapytywania, okazuje si w kocu pod-
stpem. miejemy si w szachu, a jest nim zapytywanie.
Porywy ekstazy i poary Erosa s bowiem pytaniami bez
odpowiedzi ktrym podporzdkowujemy natur i nasz
natur. Gdybym umia odpowiedzie na pytanie moralne,
ktre przed chwil sformuowaem, prawd mwic zdecy-
dowanie oddalibym si od szczytu. Zachowujc w sobie py-
tanie otwarte jak ran, brcni losu, moliwego do dostpu.
Mwic tak, jak teraz mwi, w istocie rozkadam si niczym
chory, a nawet dokadniej: rozkadam si, by umrze, nie

35
w tym rzecz, by wzywa pomocy. Musz przeprosi za zby-
tek ironii. Naprawd nie chciaem z nikogo drwi. Chciaem
drwi jedynie ze wi a t a , to znaczy z niepojtej natury,
ktra mnie zrodzia. Nie mamy w zwyczaju zdawa sobie z
tego sprawy, kiedy rozmylamy, kiedy mwimy, ale mier
przerwie nam w p sowa. Nie bd musia zajmowa si da-
lej uciliwym poszukiwaniem prawdy. W kocu kade pyta-
nie zostanie bez odpowiedzi. Znikn w ten sposto, e zosta-
nie milczenie. Jeli inni podejm trud, nie zakocz go le-
piej, i mier, jak i mnie, zamknie im usta. Czy byt mgby
otrzyma prawdziwsz autonomi? Kiedy tak mwi, zdaje
mi si, e oddycham powietrzem wolnoci, powietrzem szczy-
tu.
Istnienie nie moe by zarazem autonomiczne i trwae.
Cz trzecia
DZIENNIK
(fragment rozdziau CZAS)
1
Wczoraj w kawiarni po kolacji dziewczta i chopcy
tacowali przy dwikach akordeonu.
Akordeonista mia malek i adn gow ka-
czora Donalda: piewa ogromnie wesoo, z nieodgadniona,
zwierzc, niedorzeczn min.
Spodoba mi si sam zapragnem by gupi, mie
ptasi wzrok. Marzenie: uly swej gowie pisaniem, tak jak
mona uly brzuchowi... i wyprni si niczym muzykant.
Byaby to sztuczka? Ale nie! Midzy dziewczynami mo-
dymi, ywymi i piknymi me brzemi (me serce) ma lekko
bezinteresownego gracza! Stawiam towrzyszystwu wino, a
szefowa ogasza: To od jednego z widzw!"
Jeden z moich przyjaci zniewieciay charakter,
jakie lubi, zniewieciao gwarantuje tyzn odrzucajc
komiczny porzdek rzeczy znajdowa si w maju 1940
w Dunkierce. Zatrudniono go na wiele dni przy o-
prnianiu kieszeni zmarych (operacja mi=ia na celu wya-
panie swoich). Przysza jego kolej: wsiad na statek, ktry
w kocu wymkn sie i mj przyjaciel dobi do angielskiego
wybrzea. W niewielkiej odlegoci od Dunkierki, w Folke-
stone, ubrani na biao tenisici biegali po kortach.
Tak samo szstego czerwca, w dniu desantu, widzia^
em na placu przybyszy jedcych po maneu.
W chwil pniej, w tej samej okolicy, jasne niebo

36
pokryo si mrowiem malekich amerykaskich samolotw.
Pomalowanych w czarne i biae pasy, wirujcych na wyso-
koci dachw. Ostrzeliwujcych drogi i kolej. Zamaro we
mnie serce i byo to porywajce.
Aleatorycznie (pisane przypadkowo i jakby podczas
gry):
Niech czas bdzie tym samym co byt, byt tym samym
co los... co czas.
Znaczy to tyle:
Jeli istnieje byt-czas, czas zamyka byt w przypadku
losowym, i n d y wi d u a l n i e . Moliwoci rozkadaj si i
przeciwstawiaj si sobie.
Bez i n d y wi d u w, to znaczy bez rozkadu moli-
woci, nie mona mie czasu.
Czas jest tym samym co pragnienie.
Celem pragnienia jest, by czas nie istnia.
Czas jest pragnieniem, by czas nie istnia.
Celem pragnienia jest zniesienie idywiduw (i n -
n y c h ) ; dla kadego indywiduum, kadego podmiotu pragnie-
nia oznacza to redukcj innych do siebie (by wszystkim).
Chcie by wszystkim lub Bogiem to chcie znie
czas, znie los (alea)
Nie chcie tego, to chcie czasu, godzi si na los.
Godzi si na los to a mo r f a t i .
Amo r f a t i znaczy chcie losu, rni si od
tego, czym si byo.
Wygrywa nieznane i gra.
Gra dla j e d n e g o to ryzyko straty lub wy-
granej. Dla caoci to przekroczenie tego, co dane, wyj-
cie poza.
Ostatecznie gra doprowadza byt do tego, czym nie
by (z tego wzgldu czas jest histori).
Zatrzyma w zjednoczeniu cia kiedy rozkosz staje
si przesadna lotn chwil uniesienia, intymnego zdziwie-
nia i n i e b y wa e j c z y s t o c i . W tym momencie byt
wznosi si powyej siebie, tak wznosiby si cigany ptak,
rzucony w gbie niebios. Ale w tym samym czasie, gdy si
unicestwia, rozkoszuje si tym unicestwieniem i patrzy z wy-
soka na kad rzecz z poczuciem obcoci. Przesada rozkoszy
zanika i oddaje miejsce unicestwiajcemu wznoszeniu na
ono czystepo wiata. Czy raczej przyjemno przestajc by
odpowiedzi na pragnienie bytu, niebywale wykraczajc po-
za to pragnienie, wykracza zarazem poza byt i zastpuje go

37
zapadaniem si ulotnym, promienistym, niebywaym spo-
sobem bycia, zwizanym z poczuciem nagoci i wnikaniem
w otwart nago innego. Taki stan zakada skoczon na-
go, absolutnie skoczon dziki naiwnym i zarazem
zrcznym dotkniciom; lecz ani o zrczno rk, ani o zr-
czno cia tutaj chodzi. Polega on na intymnym poznaniu
nagoci rany istot fizycznych gdzie kady dotyk po-
gbia otwarcie.
Bezpodstawny obraz K., music-hallowa akrobatka.
Obraz ten spodoba jej si ze wzgldu na rwnowag logi-
czn, przyznaem racj, miejemy si, wi d z j w ostrym
wietle, przybran zotymi pajetkami i z a t r z y ma n w
l o c i e .
Mody rowerzysta w lesie, ubrany w peleryn z lode-
nu, piewa par krokw ode mnie. Ma niski gos i z nad-
miernej ywotnoci krci krg, kdzierzaw gow, z kt-
rej zapamitaem, przechodzc, misiste wargi. Niebo jest
szare, las wyglda gronie, rzeczy wiej dzi chodem. Du-
gi, natrtny odgos bombardowania zagusza piew chopa-
ka, ale soce, troch dalej, przebija na drog (pisz stojc
na zboczu). Guchy haas jest silniejszy ni zazwyczaj, na-
stpuje po nim huk bomb czy pelotek. Dwie minuty i wszy-
stko si skoczyo; otwiera si pustka, bardziej szara, bardziej
nieczysta ni zawsze.
Niepokoi mnie moja sabo.
Co chwila zjawia si trwoga, dawi i, ujty w kleszcze,
dusz si i staram uciec. Niemoliwe. Nie mog w aden
sposb, gdy uzna to, co jest, co musz wbrew sobie cierpie,
to, co mnie przygwada.
Mj lk jest zdwojony innym i jest nas dwoje, ci-
ganych przez nie istniejcego owc.
Nie istniejcego?
Nkaj nas z gruba ciosane figury neurozy.
To zreszt zwiastuny innych, rwnie grubiaskich, ale
prawdziwych.
Czytam studium o Kartezjuszu i musz trzy albo czte-
ry razy odczytywa ten sam ustp. Myl wymyka mi si
i czuj, jak pulsuj skronie. Wycigam si teraz jak ran-
ny, ktrego dopad zy los ale tylko n chwil. Delikatno,
z jak podchodz do siebie, uspokaja mnie: w gbi tra-
wicej mnie trwogi jest zoliwo, intymna nienawi.

38
Kiedy zostaj sam, trwoy mnie myl, e kocham K.
przez nienawi do siebie. Pogorzelisko namitnoci uchy-
lone wargi, suche usta, policzki w pomieniach bez wt-
pienia wi si teraz ze zgroz, jak wobec siebie czuj.
Nie kocham i kocham K. Ta namitno, podsycana przez
nieludzkie trudnoci, osiga tego wieczoru co w rodzaju
gorczki. Trzeba mi za wszelk cen ucieka przed sob,
umieci ycie w bezgranicznym (wedug mnie) obraz e. Ale
trwoga, zwizana z niepewnoci uczu, unieruchamia K.
Pokona trwog, neuroz! (W tej chwili syrena roz-
dziera powietrze. Nasuchuj olbrzymi huk samolotw
staje si dla mnie znakiem c h o r o b l i we g o strachu). Nic
nie moe mnie bardziej zmrozi: przed szeciu laty neuroza
z a b i j a a mnie ze wszystkich stron. Rozpaczliwie wal-
czyem, nie czuem trwogi, ze wszystkich si wierzyem w y-
cie. Pocztkowo ycie wzio gr, ale neuroza wrcia i zna-
laza do mnie przystp mi e r ,
l ..
Nienawidz ciemienia, przymusu. Jeli, jak dzi,
przymus dotyczy tego, czego sensem jest wolno wdy-
cham u jego boku lekkie powietrze gr moja nienawi
jest tak wielka, jak tylko mona sobie wyborazi.
Przymus jest granic przeszoci przeciwstawianej te-
mu, co nadchodzi.
Neuroza to nienawi przeszoci wobec aktualnoci
oddaje mow zmarym.
W zakamarkach nieszczcia, jakie nosimy w sobie,
rodzi si w ozdrowieczy miech, dajcy anielskiej odwagi.
Oto co wielkiem jest w czowieku, i jest on mostem,
a nie celem; oto co w czowieku jest umiowania godnem,
e jest on p r z e j c i e m i z a n i k i e m.
Kocham tych, ktrzy y nie umiej inaczej, jeno za-
chodzc, albowiem oni s tymi, ktrzy przechodz.
Kocham wielkich wzgardzicieli, gdy to s wielcy
wielbiciele i strzay tsknoty na brzeg przeciwny."
Czytane, te zdania Zaratustry (Przedmowa..) zupe-
nie nie maj sensu. Otwieraj moliwo i chc by prze-
yte d o k o c a . Przez tego, co gra bez ogranicze i godzi

39
si w sobie jedynie na skok, k t r y m p r z e k r o c z y
g r a n i c e .
Zastanawia mnie w neurozie to, e zmusza nas ona do
przekraczania wasnych granic. Pod kar zachodu". Std
l u d z k o neuroz, ktrej obrazem s mity, poematy, ko-
medie. Neuroza czyni z nas by moe chorych wi-
tych lub bohaterw. W bohaterstwie lub w witoci ele-
ment neurozy wyobraa przeszo, traktowan jaSo granic
(przymus), wewntrz ktrej ycie staje si niemoliwe".
Kto przywizuje nadmiern wag do przeszoci, komu cho-
robliwy przymus wzbrania atwego przystpu do teraniej-
szoci, normaln kolej rzeczy nie moe godzi si na tera-
niejszo. Dlatego ucieka nad przeszoci, podczas gdy in-
ny, nie liczcy si z ni, pozwala prowadzi si jej, ograni-
cza. Neuroza zostawia jedno wyjcie: t r z e b a g r a . Na
tym progu zatrzymuje si ycie. Nie moe ju kroczy utar-
tym szlakiem. Otwiera si na now drog, tworzy sobie i in-
nym nowy wiat.
Pord nie jest dzieem jednego dnia. Ile drg mami
faszywymi byskotkami! Wymykaj si przeszoci, bowiem
o d w o u j s i do pewnego poza tymczasem to po-
za" jest niedostpne.
W tej dziedzinie regu jest niepewno: nie wiemy,
czy dosigniemy (czowiek jest mostem, a nie celem"). Nad-
czowiek b y mo e jest celem. Ale jest nim jedynie
jako odwoanie: rzeczywisty, musiaby gra, zmierzajc do
tego, co poza nim.
Czybym mg znale w trwodze wyjcie gra
sob, zosta bohaterem losu, a raczej wolnoci? Los jest
w nas form czasu (nienawici przeszoci). Czas jest wol-
noci. Wbrew przymusowi strachu. By mostem, a nigdy
celem wymaga to ycia, ktre okrelona, dobrowolna moc
uwalnia od norm, nie godzc si, aby w kocu sprzeniewie-
rzao si marzeniu.
Przez to, e czas wymaga indywiduum, jednostkowego
bytu, jest losem.
Jedynie ze wzgldu na jednostk i w niej forma jest
n o wa .
Bez gry byoby tak, jak gdyby czasu nie byo. Zamia-
rem czasu jest zniesienie jednostajnoci inaczej nie
byby sob. Tak samo nie byoby sob zniesienie jednostaj-
noci bez czasu.

40
Oczywicie z punktu widzenia jednostki zmienno
moe by obojtna, szczliwa i nieszczliwa. To, co obojt-
ne, si nie liczy. Doory i zy los tworz bezkresn zmienno
wygranej i przegranej, gdzie zmienno jest waciw wy-
gran (nawet z punktu widzenia przegranej), zwycistwo jed-
nostajnoci za przegran (nawet gdy jest jednostajnoci
wygranej). Jednostajne wygrane i zmienne przegrane wska-
zuj, e moliwy jest schemat, gdzie zmienno losu ma
wdzik tragedii (wygrana pod warunkiem zwizkw midzy
widzem a widowiskiem widzem doznajcym rozkeszy z
upadku bohatera: czy miaby sens umierajcy bohater
bez widza?).
(Pisz w barze. W czasie alarmu wychyliem pi any-
wek: niewielkie i rojne chmary samolotw nawiedziy
niebo, gona pelotka otwara ogie. W tym czasie pikny
chopak taczy ze liczn dziewczyn, pnag dziewczyn
w plaowej sukience).
2
Zdaje si, e- p wczorajszym bombardowaniu po-
czenie z Paryem jest przerwane. Czyby nagle przez nie-
szczsny zbieg okolicznoci po najwyszej wygranej na-
stpia przegrana?
Pki co, to tylko groba.

W tej chwili zy los osacza mnie z e ws z y s t k i c h
s t r o n .
Nie ma dokd ucieka. Powoli pozwalaem wymyka
si moliwociom, na ktre zwykle si liczy.
Gdyby by jeszcze czas, ale nie...
I taki smutek tu przed zmierzchem, na drodze. Lao.
Na chwil schronilimy si pod bukiem, siedzielimy na sto-
ku z nogami na pniu obalonego drzewa. Pod obwisym nie-
bem bez koca przewala si grzmot.
W kadej po kolei rzeczy natrafiaem na pustk. Wo-
la ma czsto napraa si, pozwalaem na to tak otwie-
ra si na zatracenie, na wiatr, na deszcze okna swego domu.
To, co we mnie zostao z uporu, z ycia, przesiaa trwoga.
Pustka i nonsens wszystkiego: wobec moliwoci niesko-
czonego cierpienia, miechu i ekstazy, rzeczy jako takie,
pokarm, alkohol, ciao, wi nas poza pustk, nonsensem.

41
Niczego, co mgbym uczyni (przedsiwzi) albo powie-
dzie. Chyba e bajdurzy na dowd, e jest tak a nie ina-
czej.
w stan bezbronnej wesooci (doprowadzia mnie
do kontestacja) sam pozostawa z kolei na asce nowych
kontestacji.
Zmczenie wycofuje nas z gry, ale nie kontestacja, bo
ta kontestuje w kocu warto stanu, do jakiego nas dopro-
wadzia. Ostatni ruch moe by w kocu daremnym okru-
ciestwem. Ale moe by znakiem losu. Los, kiedy pada,
kontestuje kontestacj.
Midzy k o n t e s t a c j , k we s t i o n o wa n i e m a
r o z g r y wk nie mog zakada rnicy. Wtpienie powoli
nadgryza wartoci, ktrych istot jest niewzruszony byt
(Bg, dobro). Tymczasem rozgrywka zakada warto roz-
grywki. W momencie rozgrywki warto jedynie przemieszcza
si z przedmiotu na rozgrywk, na kontestacj.
Kwe s t i o n o wa n i e zastpuje niewzruszone war-
toci zmienn wartoci rozgrywki. Nic w rozgrywce nie
przeciwstawia si losowi. Kontestacja mwica: sam los
nie moe by wartoci, jako e nie jest niewzuszony", bez-
prawnie bdzie si posugiwaa zasad waciw temu, co
kontestuje. Losem nazywa si warto danej systuacji, sa-
mej w sobie zmiennej. Poszczeglny los jest odpowiedzi na
pragnienie. Pragnienie jest dane naprzd, przynajmniej ja-
ko moliwo, choby na pocztku nie byo jawne.

Zreszt jestem nierozsdny.
Okresowo, przez mieszn nerwowo (skazane na nie-
przerwane dowiadczanie nerwy popuszczaj od czasu do
czasu, a kiedy popuszczaj, popuszczaj na dobre).
Moje nieszczcie tkwi w tym, e jestem a mwic
dokadniej byem posiadaczem tak doskonaego losu, i
adna wrka nie mogaby mi ofiarowa nic wicej; losu
tym bardziej prawdziwego, e kruchego, w kadej chwili
wydanego grze. Nic bardziej nie zdoa drczy, rozdziera,
torturowa zbytkiem rozkoszy, na koniec realizujc w pe-
ni niemoliw do ujcia istot szczcia.
Tak, ale to pragnienie winno by ujte, trwoga.
Chyba przyszed waciwy moment, abym wykorzystu-
jc niepowodzenie w grze, chwil odpocz.
Wszystko dobrze si skada: zdarza mi.si, zmczone-
mu czekaniem, pragn umiera w stanie zawieszenia

42
mier wydaje si podanym rozwizaniem, nie mam od-
wagi y i w dowiadczanym przeze mnie pragnieniu
wytchnienia nie zastanawiam si ju, czy jego cen jest
mier.
Szczcie na ktre czekam, wiem o tym skdind, nie
jest umiechem losu; to nagi przypadek czysty los
dumnie ograniczajcy si do nieskoczonego ryzyka (ala).
Jake nie zgrzyta zbami na myl o zgrozie, ktra b y m o-
e znajdzie przeduenie w niemoliwej do wypowiedze-
nia rozkoszy, ale nie zostawia innego wyjcia prcz mier-
ci?
Trwog bez wtpienia napawa mnie to, e dopadnie
mnie zewszd, niechybnie, nieszczcie. Wyobraam sobie,
e z pewnoci, powoli, osigam szczyt rozdarcia.
Nie mog zaprzeczy, e z wasnej woli wyszedem
naprzeciw tej niemoliwoci (czsto kieruj nami ciemne po-
pdy). Nie nienawidziem tego, e jestem rozdarty, nienawi-
dziem to, e nic nie kocham, e nie chc ju gra. Nie-
kiedy kusi mnie, by przypieszy chwil najwyszego nie-
szczcia mam ju dosy tego ycia, nie auj, e takie
mi si trafio.
Lubi te sowa badacza... wpisane w lodowiec
gdy umiera: Nie auj tej podry".
Gdy los odwrci si, myl by go odzyska za
pomoc zrcznoci czy cierpliwoci jest w moich oczach
uchybieniem, grzechem przeciw losowi. Ju raczej umrze...
Odmiana losu nie moe wynikn z wysiku, tym bar-
dziej z zasugi. W ostatecznoci z dobrego rozegrania trwo-
gi, ze szczliwej dezynwoltury gracza (wyobraam sobie
na krawdzi samobjstwa miejcego si gracza, bez oporw
posugujcego si sob).
Los wraca czsto w momencie, gdy miej si z nie-
go. Los jest bogiem, przeciwko ktremu si bluni, nie majc
ju siy ze si mia.
Zdaje si, e wszystko si rozwizao.
Najpierw chmara samolotw, potem syrena...
To z ca pewnoci nic takiego, ale znowu zaczyna
si gra.

43
Rozsiadem si, eby pisa, a tu ogaszaj koniec a-
larmu...
3
Pewien wadca nieustannie myla o nietrwa-
oci wszystkich rzeczy, aeby nie przywizy-
wa do nich wagi i zachowa s p o k j . Ina-
czej oddziauje na mnie nietrwao
wszystko wydaje mi si nieskoczenie bar-
dziej cenne, albowiem wszystko jest ulotne.
Mam wraenie, e najbardziej wyszukane wa-
dy, najbardziej wysmakowane balsamy wrzu-
cono na zawsze w morze.
18811882
Niespodziewanie niebo jest jasne...
Natychmiast kryje si za czarnymi chmurami.

Niewiele ksiek podobajo mi si bardziej, ni So-
ce te wschodzi.
Pewne podobiestwo midzy K. a Brett irytuje, a za-
razem urzeka mnie.
Kiedy przeczytaem teraz kilka stron o fiecie, byem
wzruszony do ez.
Jednake wstrt do form intelektualnych jest w tej
ksice dziaaniem na krtk met. Wol r z y g a , zamiast
skazywa si na diet.
Dzi rano niebo jest powane.
Me oczy pustosz je. A raczej rozdzieraj.
Rozumiemy si ze sob, pochmurny staruch i ja, mie-
rzymy si nawzajem i przenikamy do szpiku koci.
Tak przenikajc siebie daleko, arcydaleko sub-
telniejemy, unicestwiamy si. Nie istnieje nic, co nie byoby
pustk nicoci niby biaka oczu.
Kiedy to pisz, przechodzi pikna uboga dziewczyna
zdrowa, delikatna. Wyobraam sobie jej nago, przeni-
kajc j gbiej, n i c z y n i t o o n a s a ma .
Rozkosz, jak sobie wyobraam bez cienia p o -
d a n i a jest obciona drc moliwo, przekracza-
jc granice mioci prawd. Do tego stopnia, e ziszczo-
na penia zmysowoci i pragnca siebie pena nago
waciwie zelizguje si poza kad dajc si poj
przestrze.

44
Konieczno siy moralnej radonie przekraczajcej
rozkosz (erotyk). Nie traccej czasu.
Najdalsze moliwoci w adnym wypadku nie unie-
waniaj moliwoci najbliszych. Nie trzeba miesza jed-
nych z drugimi.

Wymknicie si w cielesnej grze poza granice bytw
da, aDy byty owe . p o w o l i wpaday, wcigay si, guo^i y
w zbytku, nieustannie idc wci dalej: powoli najwyszy
stopie, na koniec osignite zewntrze moliwoci. Wy-
maga to skoczonego wyczerpania bytu wykluczajcego
trwog (popiech) napitej mocy, trwaego mistrzostwa,
wiczcego si w bezlitosnym ganiciu, w pustce, gdzie za-
cieraj si granice. Wymaga to ze strony czowieka mdrej,
siaiej jak giaz woli powolnego przeczenia i usuwania nie
tylko w innym, ale i w sobie trudnoci, oporw, na ja-
kie napotyka obnaenie. Wymaga to dokadnej znajomoci
sposobu, na jaki bogowie chc by kochani: z o d r a a -
j c y m n o e m w d o n i . Jak trudno zrobi krok w
t y m b e z s e n s o wn y m k i e r u n k u ! Konieczna poryw-
czo, dziko, w kadej chwili przekracza cel. Wszystkie
chwile tej bardzo dugiej odysei wzajemnie wymieniaj si
miejscami: jeli wydaje si tragiczna, natychmiast narzuca
si poczucie farsy dotykajc dokadnie granicy bytu; jeli
wydaje si komiczna, odsania si istota tragizmu, byt za-
ley od rozkoszy, ktr odczuwa jako obc (w pewnym sen-
sie rozkosz jest zewntrzna wobec tragizmu zostaje o-
kradziony, wymyka si mu rozkosz). Poczenie przesadnej
mioci i dzy zatraty a faktycznie t r wa n i e z a t r a t y
TO ZNACZY CZAS, TO ZNACZY LOS oczywicie
przedstawia najrzadsz moliwo. Indywiduum to spsob
upywu czasu. Ale jeli los mu si nie przydarza (jeli u-
pywa le), jest jedynie barier na drodze czasu trwog
:
lub anulowaniem, przez ktre pozbywa si trwogi. Gdy
anuluje trwog, wszystko skoczone: unika terminu pat-
noci, zamyka si w zewntrznych wobec czasu perspekty-
wach. Jeli przeciwnie trwoga opiera si, trzeba mu
w pewnym sensie o d n a l e czas. Czas, zgod na czas.
Z punktu widzenia indywiduum los jest komunikacj", za-
trat jednego w drugim. Komunikacja" jest trwaniem za-
traty". Czy uda mi si wreszcie znale wesoy, niemal
szalony ton i subtelno analizy aby opowiedzie o
t a c u w o k c z a s u (Zaratustra, W poszukiwaniu u-
1
traconego czasu)?

45
Ze zoliwoci, uporem muchy, powiadam z naciskiem:
n i e ma mu r u mi d z y e r o t y z me m a mi s t y -
k !
To w najwyszym stopniu komiczne uywaj tych
samych sw, sprzedaj te same obrazy, a ignoruj siebie!
W zgrozie, jak odczuwa wobec cielesnego brudu, wy-
krzywiajca si z nienawici mistyka hipostazuje dawicy
j strach: pozytywny obiekt, poczty i postrzegany w tym
ruchu, nazywa Bogiem. Na niesmaku wspiera si caa wa-
no operacji. Bg, umieszczony w miejscu interferencji, jest
z jednej strony otchani (nieczyst, straszliw zjaw w o-
tchani o niezmierzonej gbi czasem), z drugiej strony
cik, zasklepion (wstydliwie, tragicznie zasklepion,
jak kamie) negacj otchani. Bo g i e m! Nie przestalimy
utosamia ludzkiej refleksji z krzykiem, nawoywaniem zde-
chlakw...
Gdyby by mistycznym mnichem!
Urzaby Boga!"
Nieporuszony byt, przez ruch, o jakim mwiem, opi-
sywany jako ostateczny, nie gra, nie bdzie nigdy gra.
miej si z klczcych nieszcznikw.
Nie przestaj naiwnie kwka:
Nie uwierzycie nam. A i my sami! Patrzcie! Po-
mijamy nastpstwa. Mwimy Bg, ale nie! To osoba, jedno-
stkowa istota. Rozmawiamy z nim. Zwracamy si do po
imieniu: to Bg Abrahama, Jakuba. Jestemy z nim na
takiej samej stopie, jak z kadym innym b y t e m o s o b o -
wym...
Z kurw?

Ludzka naiwno tpa gbia inteligencji zezwa-
la na kady rodzaj tragicznego gupstwa, racego oszuka-
stwa. Skoro bezkrwistej witej przyszywaa byczy czonek,
nie waha si z w y d a n i e m grze... nieporuszonego abso-
lutu! Czy Bg rozdzierajcy noc wszechwiata krzykiem
(ELoi Lamma sabachtani? Jezusa) nie jest szczytem zoli-
woci? Sam Bg wykrzykuje zwracajc si do Boga: Dla-
czego mnie opuci?" To znaczy: Dlaczego jestem opuszczo-
nym przez siebie?" Bd dokadniej: Co si dzieje? Czy za-
pomniaem si do tego stopnia, e wy d a e m s a m
s i e b i e g r z e?"
W noc ukrzyowania Bg, krwawe miso, podobne


zbrukanemu trjktowi kobiety, to otcha, ktra jest ne-
gacj siebie.
Nie bluni. Przeciwnie, jestem na granicy ez a
miej si... aby przywoa, mieszajc si z tumem... roz-
darcie czasu w najgbszej niewzruszonoci! Bo koniecznoci
niewzruszonoci jest zmienia si!
Dziwne, e w wyobrani tumu Bg natychmiast zdej-
muje gorset absolutu i niewzruszonoci.
Czy nie jest to komiczne do tego stopnia, e a g-
bokie od bezsensu?
Jehowa zdejmuje gorset przybijajc si do krzya!
Allach zdejmuje gorset w grze krwawych podbojw...
Owo boskie wydanie siebie grze jest podstawow mia-
r komicznej nieskoczonoci.

Proust niewiadomie odpowiedzia, jak mi si zdaje,
na pomys zczenia Apollina z Dionizosem. Element bachi-
czny tym bardziej bosko cynicznie obnaa jego dzieo,
e kae mu uczestniczy w sodyczy Apollina.
A drca tonacja, umylnie wypracowana, czy nie
jest oznak boskiej dyskrecji?
Blake midzy wzniosymi komediami chrzecijan i na-
sze wesoe dramaty, pomijajce pisma losu.