You are on page 1of 19

jak żyć I KOCHAĆ SZCZĘŚLIWIE w dzisiejszych czasach Spis treści Drodzy Polscy Czytelnicy Pomaganie dzieciom Pomaganie dzieciom

za pomocą opowieści Opowieść dla sieroty Dzieci są wierne swoim rodzicom Rodzice niepełnosprawnego dziecka Mężczyzna i kobieta Miłość od drugiego wejrzenia Jak wspólnie udać się mogą miłość i życie Sex Brzemię losu Miłość, która wiąże, i miłość, która wyzwala Odpowiedzi na listy Na temat związku mężczyzny i kobiety Wewnętrzny rozwój Oczyszczenie Pod lupą Zazdrość Medytacja Źródło życia Aktualności Jak rośnie w nas to, co Boskie Dzieci o miłości Słowa zadumy Porządek i pełnia Myśli w drodze Słowo Fundamenty Fenomenologiczna droga poznania Opowieść Kapelusz stracha na wróble Pomogło

Do białości

Drodzy Polscy Czytelnicy!
Piąty Międzynarodowy Kongres Ustawień Systemowych 2005 w Kolonii zgromadził ponad tysiąc uczestników z 40 krajów. Pokazał dobitnie, jak ustawienia rodzinne oraz nowe doświadczenia poczynione dzięki ustawieniom znajdują uznanie na całym świecie. W wielu wykładach i seminariach można było zobaczyć, w jak wieloraki sposób ustawienia rodzinne wciąż się rozwijają. Dla bardzo wielu ludzi ustawienia okazały się pomocą w życiu, która otworzyła im zamknięte dotąd drzwi. Szczególnie poruszający był wykład na zakończenie Kongu wygłoszony przez Brata Davida Steindla-Rasta zatytułowany „Jak wzrasta w nas to, co Boskie”. Brat David Steindl-Rast jest benedyktynem i żyje w USA. Jego wykład poruszył uczestników w sposób szczególny, ponieważ pokazał, że za pomaganiem zawsze dochodzi do głosu coś ostatecznego, co łączy nas w samej głębi – ponad wszelkimi przez nas ustanowionymi granicami. Na coś takiego uczestnicy czekali już od dawna. Brat David pozwolił mi opublikować jego wykład z Kolonii w tym czasopiśmie. Dzięki temu Państwo również będziecie mogli przy czytaniu odczuć poruszenie słuchaczy jego wykładu. W październiku ubiegłego roku odwiedziłem Brata Davida w jego klasztorze Mount Savoir w Itace, na północ od Nowego Jorku. Znałem Brata Davida już z wykładów w Salzburgu i z jego książek. Chociaż organizatorzy Kongresu w Kolonii od dawna zapraszali go na wykład w Kolonii, zwlekał on z podjęciem trudów tak dalekiej podróży. Po wspólnej liturgii w klasztorze, poszliśmy na długi spacer i rozmawialiśmy o „doświadczeniu Boga dzisiaj”. Byliśmy zgodni, że musimy być bardzo ostrożni w interpretowaniu i ustalaniu naszych wewnętrznych doświadczeń. Po naszym spacerze Brat David zgodził się przyjechać do Kolonii i pozostać ze mną w kontakcie. Tyle tytułem okoliczności tego szczególnego artykułu, który Państwo znajdziecie w tym numerze. Podobnie poruszający na Kongresie był wykład i rozmowa z Antje Krog z Republiki Południowej Afryki. Opowiadała o swojej pracy w Komisji Prawdy w RPA, który próbuje pojednać ze sobą sprawców i ofiary czasu apartheidu. Inaczej niż relacjonowano to w Europie, komisja prawdy chciała pomóc uzdrowić i przywrócić zranioną duszę po obu stronach. Na koniec jej wykładu miałem łzy w oczach. Ponieważ sam wiele lat pracowałem w Republice Południowej Afryki, miałem szczególny stosunek do jej przejmującego wystąpienia. W pracy Komisji Prawdy chodziło przede wszystkim o odzyskanie całości w duszy, zarówno u ofiar jak i u sprawców. Całość zostaje przywrócona, gdy sprawcy znów zachowują się po ludzku i pokazują to przez swoje działanie. Dopiero wtedy ofiary i sprawcy mogą znów się spotkać jak człowiek z człowiekiem, każdy znów w sobie cały. Był to dla mnie przykład prawdziwej pomocy w życiu w naszych czasach w głębokim i perspektywicznym sensie. W rozmowie, która potem nastąpiła, powiedziałem, że z mojego doświadczenia trwałe pojednanie udaje się dopiero wtedy, gdy obie strony, sprawcy i ofiary, mogą sobie powiedzieć nawzajem: „Uznaję, że jestem taki, jak ty”. Pomoc w życiu w naszych czasach oznacza ostatecznie, że to, co było rozdzielone, na powrót się odnajduje. Moje nowe czasopismo chce się do tego właśnie przyczynić. Jak w szczegółach można to poznać, odczuć i realizować, pokazują w różny sposób artykuły tego numeru. Bardzo się cieszę, że znów jestem w Polsce! Bardzo się cieszę na nasze spotkania, na które serdecznie zapraszam. Cieszę się również, że artykuły z mojego nowego czasopisma będą ukazywać się w kolejne dni i w ten sposób będą mi towarzyszyć w podróży po Polsce.

Życzę Państwu, żeby z pomocą tego czasopisma udało się Państwu wiele nowych rzeczy: osobiście, w rodzinie, w bliskim i dalszym otoczeniu i w życiu.

Bert Hellinger Warszawa, 12 października 2005

Pomaganie dzieciom
Pomaganie dzieciom za pomocą opowieści

Często jest tak, że dzieci wewnętrznie wiedzą, czego potrzebują. Ale nie chcą tego dostać przez powiedzenie. Ma to się stać siłą własnego wewnętrznego wglądu. Wtedy opowiada się dziecku określone historie, które mu pomagają przezwyciężyć trudności. Historie opowiada się tak, żeby się sprzymierzyć z dobrym wglądem dziecka, sprzymierzyć z miłością, w zaufaniu. O czymś jeszcze trzeba pamiętać. Nieświadomość nie zna negacji. Gdy na przykład rodzice mówią dziecku: „Uważaj, nie przewróć się!”, wtedy dusza słyszy „Uważaj, przewróć się!”. Dusza nie słyszy słowa „nie”. Dlatego pomaga formułowanie takich zdań w sposób twierdzący, a więc bez negacji „nie”. Na przykład: „Uważaj na siebie”, „Idź uważnie do szkoły”, „Obchodź się uważnie z nożem”. Dlatego ważne jest, żeby zdania, które dziecko wypowiada w opowieści, były formułowane pozytywnie. Podam przykład: W czasie kursu w Moskwie przyszedł kierownik sierocińca i przyprowadził z sobą dwunastoletniego chłopca. Chłopiec usiadł obok mnie, a ja opowiedziałem mu taką historię:

Opowieść dla sieroty

Byłem u murzynów w Afryce Południowej, przez wiele lat. Pewnego dnia przyszedłem do wodza pewnego plemienia i rozmawialiśmy. Przedstawił mi swoje żony. On miał cztery żony a z nimi dużo dzieci. Potem opowiedział mi o swoich dzieciach, ponieważ jedno z nich, chłopiec, był powodem jego zmartwienia: „Nie wiem, co się z nim dzieje. On jest czasami taki smutny.” Pewnego dnia chłopiec ten spotkał przyjaciela. Poszli na wędrówkę i spotkali jeszcze innego chłopca. On był trochę większy niż oni. Powiedzieli do siebie: „A teraz rozejrzymy się trochę po świecie”. Ale ten chłopiec powiedział: „Jest jeszcze coś bardzo ważnego, co muszę najpierw zrobić.” Ponieważ on kogoś stracił, kogoś, kogo kochał. Powiedział: „Muszę najpierw pójść na grób”. Poszli razem na grób. Gdy stali przy grobie, chłopiec powiedział: „Poczekajcie jeszcze trochę. Najpierw muszę nazbierać parę kwiatów”. Nazbierał kwiatów i przyszedł do pozostałych do grobu. Nagle posmutniał. Zamknął oczy i myślał o tym ukochanym człowieku. Potem usiadł. Nagle poczuł, że ta ukochana osoba była przy nim. Poczuł ją naprawdę, jak gdyby ktoś objął go i powiedział: „Zawsze jestem przy tobie”. Wtedy poczuł się szczęśliwy. Potem poszli dalej. Chłopiec rozejrzał się. Nagle wszystko było dużo piękniejsze niż wcześniej. Kwiaty były piękniejsze. Słyszał śpiew ptaków i pomyślał: „Nigdy jeszcze nie słyszałem tak pięknie śpiewających ptaków”. Przechodzili obok jabłoni. On zerwał jabłko i ugryzł. Jeszcze nigdy mu jabłko tak nie smakowało. I tak poszli dalej razem. Wieczorem wrócili do domu. Wódz zapytał syna: „Co robiłeś? Jesteś taki zmieniony?” Chłopiec powiedział: „Tak, to prawda. Znalazłem bowiem skarb. On jest zawsze przy mnie”.

Dzieci są wierne swoim rodzicom

Kierownikowi sierocińca powiedziałem: „Czy to nie piękne zadanie, pomagać sierotom, tak jak ty to robisz? Jest to również ciężkie zadanie, pozornie ciężkie. Ale można sprawić, żeby zaświeciło słońce nad tymi dziećmi, takimi jakimi one są, i nad ich rodzicami, jacy by nie byli. Wtedy dzieci czują się jako dzieci swojej rodziny. To jest najważniejsze dla każdego dziecka, że wie: „To jest mój ojciec, a to jest moja matka. Należę do nich, a oni należą do mnie, nawet jeśli nie żyją albo coś innego się z nimi stało.” Wtedy dzieci w sierocińcu czują się jak w domu i można z nimi łatwiej pracować”. Jeśli dziecku się za bardzo pomaga, dziecko robi się złe. Pomagać należy na dystans. Przede

wszystkim pomaga się w imieniu rodziców. Dlatego ważne jest, żeby stanąć poniżej rodziców. Gdy stawiamy się ponad rodziców, jak by się było lepszym ojcem lub lepszą matką, wtedy dziecko będzie złe. Wychowawcy pomagają dzieciom z sierocińca, gdy pozostają w harmonii z rodzicami. Oznacza to również, że godzą się na to, żeby powierzone im dzieci mogły stać się takie jak rodzice. To jest bardzo ważne. Ponieważ dzieci chcą się stać tak jak ich rodzice. Jeśli powiedzieć dziecku: „Tylko nie bądź jak twój ojciec!”, wtedy dziecko z wierności do swojego ojca stanie się dokładnie takie jak on. Taki jest skutek tego rodzaju ostrzeżeń w duszy dziecka. Ale jeśli dziecko może stać się takie jak jego ojciec i jeśli się mu w duszy powie: „Chcę być taki jak ty”, wtedy ojciec patrzy z miłością na dziecko i może mu powiedzieć: „Możesz zrobić to też trochę inaczej niż ja”. Właśnie przez zgodę na rodziców takich, jakimi są, dziecko staje się wolne, i może się rozwijać inaczej poza strefą wpływów swoich rodziców. Każde dziecko kocha swoich rodziców, niezależnie od tego jacy są ci rodzice. Jeśli ktoś, kto chce pomóc tym dzieciom szanuje i kocha w nich ich rodziców, wtedy dzieci czują się przy nim bezpieczne. Kochają osobę pomagającą, ponieważ ona wewnętrznie jest związane z ich rodzicami i ponieważ oni, jeśli zechcą, w każdej chwili mogą wrócić do swoich rodziców.

Rodzice niepełnosprawnego dziecka

Rodzice, którzy mają niepełnosprawne dziecko, oraz rodzina opiekuńcza, która bierze takie dziecko, zostają przez los tych dzieci w sposób szczególny wzięci na służbę. Ustawienia rodzinne pokazują nam często w sposób poruszający, jak ich miłość rośnie dzięki temu losowi i dzięki temu zadaniu.

Ustawienia rodzinne wydobywają na jaw trzy rzeczy

Po pierwsze, że ulgę dla rodziców stanowi to, gdy wspólnie dźwigają ten los we wzajemnym szacunku i miłości, nie pytając o winę czy przyczyny upośledzenia – ani u siebie ani u innych. Czasami przeszkadza w tym to, że jedno z nich jest jeszcze uwikłane w losy swojej rodziny pochodzenia i dlatego albo chce odejść, albo się nie całkiem może poświęcić się partnerowi i wspólnemu zadaniu. Tym jest szczęście, gdy temu z rodziców dzięki ustawieniu rodzinnemu uda się uwolnić z uwikłań. Po drugie, że nie ma wyjścia z tego losu, jak gdyby można by ujść od skutków dla własnej duszy i dla własnego życia. W przeciwnym razie skutki dla rodziców są gorsze niż wtedy, gdy są gotowi poddać się swojej odpowiedzialności i związanej z tym rezygnacji. Po trzecie, że dla rodziców lub rodziców opiekuńczych może też płynąć z rodziny pochodzenia szczególna pomoc i szczególna siła, na przykład, jeśli byli tam członkowie rodziny z podobnym losem. Dzięki pamięci o nich, gdy zostaną uczczeni i uznani, przychodzi dla potomnych wsparcie i ochrona. Niepełnosprawność jest najczęściej uwarunkowana organicznie. Dlatego często nie da się jej zmienić, lecz tylko złagodzić w swoich skutkach. Ale istnieją przykłady, które pokazują, że upośledzenie przynajmniej częściowo jest uwarunkowane w historii rodziny, jak na przykład w autyzmie. Wtedy ustawienia rodzinne pokazują rozwiązania, które dla niepełnosprawnego dziecka mogą okazać się uwalniające. Pamiętać trzeba jeszcze o jednym. Niepełnosprawność ogranicza ciało i umysł, ale dusza jest od tego wolna. Spojrzenie na duszę dziecka buduje i pogłębia miłość w rodzicach i opiekunach.

Mężczyzna i kobieta
Miłość od drugiego wejrzenia

Gdy mężczyzna spotyka kobietę, do której czuje szczególny pociąg, a kobieta, gdy spotyka tego mężczyznę, do którego czuje ona szczególny pociąg, przenika oboje nieznane dotąd uczucie szczęścia i pożądanie, które nimi całkowicie włada. To uczucie szczęścia i to pożądanie odczuwają oni jako miłość. Gdy potem mężczyzna mówi kobiecie: „Kocham cię”, a kobieta też mówi mu: „Kocham cię”, wiążą się oni i zostają parą. Czy jednak ta pierwsza miłość, którą czują do siebie wzajemnie i którą sobie wyznają, jest dość mocna, żeby trwale ich z sobą związać? Nawet jeśli po pewnym czasie być może okaże się, że drogi, którymi dotąd szli, związały ich tylko na jakiś czas w ten najgłębszy sposób? Być może zwiążą one ich na dłużej, przede wszystkich gdy będą nie tylko parą, lecz także rodzicami. Czy jednak drogi te wiążą ich jeszcze, gdy później biegną one w różnych kierunkach? Cóż bowiem wiedzą mężczyzna i kobieta o sobie naprawdę owładnięci wzniosłością pierwszej miłości? Co wiedzą o mrokach swojego pochodzenia, o swoim szczególnym losie i o swoim szczególnym przeznaczeniu? Pytanie brzmi, co może im pomóc, gdy na jaw wyjdzie to, co było dotychczas ukryty, żeby ich miłość stawiła czoła tej rzeczywistości i przetrwała? Czujemy, że do pierwszego wyznania „kocham cię”, musi coś jeszcze dojść, co przygotowuje parę do czegoś pojemniejszego i co ich prowadzi do tych przestrzeni i głębi, które pozwalają im wyrosnąć ponad pierwszą miłość. Zdanie, które to, coś pojemniejszego zawiera i ich oboje na to przygotowuje, brzmi na przykład tak: „Kocham cię, i kocham to, co mnie i ciebie prowadzi”. Co się dzieje, gdy mężczyzna wypowiada kobiecie to zdanie, a kobieta wypowiada je mężczyźnie: „Kocham cię, i kocham to, co prowadzi mnie i ciebie”? Od razu patrzą już nie tylko na siebie i swoje pragnienie. Patrzą na coś większego, co ich przerasta. Nawet jeśli długo nie mogą pojąć, co to zdanie od nich konkretnie wymaga i jaki los spotka ich pojedynczo i wspólnie, jest to zdanie, które po miłości od pierwszego wejrzenia przygotowuje i umożliwia miłość od drugiego wejrzenia.

Jak wspólnie udać się mogą miłość i życie

Ustawienia rodzinne ujawniają nie tylko to, co było dotychczas ukryte, pokazują też drogi rozwiązania. Decydujące w ustawieniach rodzinnych jest pokazanie drogi z uwikłania do rozwiązania i poprowadzenie zainteresowanych tą drogą. Ale tak, jak miłość od pierwszego wejrzenia nie może trwać, jeśli nie idzie za nią miłość od drugiego wejrzenia, tak również w ustawieniach rodzinnych rozwiązanie z uwikłania może się tylko udać, gdy zainteresowani połączą się z czymś większym. To znaczy, gdy świadomie zostawią za sobą coś wcześniejszego i otworzą się na nowe, nawet jeśli budzi to w nich na początku lęk. Sama wiedza i wgląd tutaj niewiele pomogą. Potrzeba do tego też szczególnej siły. Źródłem tej siły jest z jednej strony połączenie się z rodzicami i przodkami, a z drugiej strony włączenie się w coś większego. Poddając się czemuś większemu, wchodzimy w harmonię z tym, co nas ostatecznie prowadzi. Czasami prowadzi to nas poza granice uwikłania i uwalnia do szczęśliwej i pełnej miłości. Jednak nie zawsze. Jeśli jesteśmy świadkami, czy u siebie czy u innych, że nie można przekroczyć pewnej granicy, że zatem my lub partner nie możemy uwolnić się z uwikłania, musimy to uznać, bez chęci poruszenia czegokolwiek lub zmiany. Para doświadcza tego jak umierania. Również wobec tego umierania możemy stanąć z miłością, gdy powiemy sobie wzajemnie: „Kocham siebie i kocham ciebie ze wszystkim, co ciebie i mnie prowadzi”.

Sex

Słowo „sex” jest dla duszy pustosłowiem, bo brakuje mu duszy, głębi, prawdziwej namiętności, poznania drugiego oraz poznania i odnalezienia siebie w drugim. Jakąż siłę ma natomiast stare i dziś zapomniane słowo rozkosz. W nim czuć ruch, gorączkę, namiętność, skłębienie, pochwycenie, objęcie, pęd, kulminację i błogie odprężenie. W porównaniu z tą gorączką sex jest cool i jak fastfood wobec wystawnej uczty.

Rozkosz jest życiem, zniewalającym w swej sile, i jest owocna pod każdym względem. Z niej robi się coś, co wychodzi poza osobisty horyzont, poza egotyzm. Ale rozkosz jest poza kontrolą, kipiąca, ponieważ sterowana przez coś większego i w nim zakorzeniona. W niej dusza doznaje radości. Czy dlatego należy to słowo znów wprowadzić? Nie. Jest ono cudowne, jak coś świętego. Jednak słowo sex najlepiej znów wyprowadzić. Ze wszystkim, co z nim wiążemy, jest bowiem słowem obcym dla duszy.

Brzemię losu

Dzięki ustawieniom rodzinnym wychodzi na jaw często to, czego brzemię losu zażąda od pary i od ich dzieci. W ustawieniach rodzinnych mężczyzna lub kobieta wybierają spośród uczestników przedstawicieli na członków swojej rodziny i ustawiają ich we wzajemnej relacji w przestrzeni. Przy czym przedstawiciele, gdy tylko znajdą się na swoim miejscu, czują jak osoby, które reprezentują. Dzieje się to bez wiedzy przedstawicieli o tych osobach. Dzięki nim wychodzi na jaw więź z jakimś innym członkiem rodziny. W ustawieniu pokazuje się zatem, że przedstawiciele wchodzą w obszerniejsze duchowe pole, które wiąże ich z nieobecnymi członkami rodziny. Nie tylko zewnętrznie czy powierzchownie, lecz aż po obszary, w których wszyscy obecni doświadczają wspólnie kierującej siły. Nazywam tę siłę „wielką duszą”. Również mężczyzna czy kobieta, którzy ustawiają, zostają pochwyceni przez tę siłę. Gdy tylko w skupieniu ustawią rodzinę, wchodzą w kontakt z tą wielką duszą i często dziwią się temu, co dzięki tej duszy wyszło na jaw. Podam przykład. Pewien mężczyzna ustawia swoją rodzinę aktualną, a więc przedstawicieli siebie, żony i dzieci. Nagle widzi, że ustawił jedno dziecko z boku i ze wzrokiem skierowanym na zewnątrz. Dzięki temu wyszło na jaw, że to dziecko chce odejść z tej rodziny. Zapytałem przedstawicielkę tego dziecka, jak się czuje na tym miejscu. Ona powiedziała, że czuje się tam dobrze. Ale dlaczego to dziecko chciało odejść i być może nawet umrzeć? Być może ktoś inny z rodziny chce odejść i być może umrzeć? Dlatego poprosiłem przedstawicielkę matki, żeby zamieniła się z dzieckiem miejscami. Gdy zapytałem ją, jak się czuje na tym miejscu, ona również odpowiedziała, że czuje się tam dobrze. To ujawnia, że matka jest tą, która chce odejść, nieważne z jakiego powodu, i że jej dziecko jest gotowe, wziąć na siebie za nią ten los. Tutaj dzięki ustawieniu wyszło na jaw coś, co musiało zaniepokoić i przerazić zarówno męża, żonę oraz ich dziecko. Pytanie brzmi: Jak to możliwe? Skąd to się bierze, że kobieta odczuwa tęsknotę odejścia, co więcej – ponieważ ostatecznie znaczy to tutaj – że głęboko w swojej duszy czuje tęsknotę, żeby umrzeć? Odpowiedź na to daje pewne wydarzeni z jej rodziny pochodzenia. Ona miała

siostrę bliźniaczkę, która zmarła zaraz po urodzeniu. Gdy w konstelacji przed tą kobietą ustawiona została przedstawicielka tej siostry bliźniaczki, pokazało się, że jej tęsknota odejścia, była tak naprawdę tęsknotą pójścia za siostrą bliźniaczką w śmierć, żeby się z nią zjednoczyć. Przykład ten pokazuje, co to znaczy, gdy mówimy o uwikłaniach w losy i jakie skutki może nieść to z sobą dla związku pary. Uwikłania te biorą się z losu, ponieważ leżą poza naszą wolą, poza naszą przezornością czy naszą świadomością. Są losowe, ponieważ określają nasze życie w sposób, na który nie mamy żadnego wpływu, przynajmniej tak długo, jak długo nie jesteśmy ich świadomi. W tym wypadku nie tylko kobieta była uwikłana, lecz także jej dziecko i mąż. Jej dziecko, ponieważ nie wiedząc dlaczego chciało wziąć na siebie los swojej matki. Jej mąż, ponieważ jeśli związek z żoną się nie uda z powodu jej uwikłania, spada na niego los bez możliwości zmiany czegokolwiek. Miłość, która wiąże, i miłość, która wyzwala

Gdy spotykają się mężczyzna i kobieta, mężczyzna zauważa, że mu czegoś brakuje, i kobieta też zauważa, że jej czegoś brakuje. Czym jest ostatecznie mężczyzna bez kobiety, czym jest kobieta bez mężczyzny? Mężczyzna jest odniesiony do kobiety, a kobieta jest odniesiona do mężczyzny. Gdy się wiążą, otrzymują to, czego im brakuje. Mężczyzna otrzymuje kobietę, a kobieta otrzymuje mężczyznę. Dla mężczyzny przyznanie, że brakuje mu kobiety, i dla kobiety przyznanie, że brakuje mu mężczyzny, jest aktem pokory. To nie przychodzi łatwo. Każdy uznaje przy tym swoje granice. Niektórzy próbują uciec od przyznaniu się do tego, na przykład przez to, że mężczyzna próbuje rozwinąć w sobie kobiecość, a kobieta próbuje rozwinąć w sobie męskość. Ponieważ wtedy mężczyzna nie potrzebuje już kobiety, a kobieta nie potrzebuje już mężczyzny. Wtedy mogą oni żyć jedno bez drugiego. Związek pary udaje się wtedy, gdy oboje, mężczyzna i kobieta, przyznają, że brakuje im drugiego, że potrzebują drugiego dla dopełnienia. Gdy podarują sobie nawzajem to, czego drugiemu brak, będą pełni i doskonali. Miłość mężczyzny i kobiety dokonuje się w spełnieniu seksualnym. Seksualne spełnienie jest tym, do czego zmierza związek pary. Jest to najgłębsze spełnienie życia i przewyższa wszystko inne, także duchowe spełnienie. Dzięki niemu jesteśmy w harmonii z istotą świata. Albowiem cóż bardziej nakłada na nas obowiązek służenia istocie życia? I dzięki czemu bardziej rośniemy niż to spełnienie i jego skutki?

Jeszcze coś wiąże się z tym spełnieniem. Przez seksualne spełnienie powstaje więź. Po spełnieniu para już nie oderwie się od siebie. Dlatego nie można obchodzić się z tym tak, jak gdyby było czymś dowolnym. Ma ono daleko idące skutki. Co oznacza ta więź i jak głęboko sięga możemy poznać po bólu i poczuciu winy i porażki, których doświadcza para przy rozstaniu. Nie można się rozstać bez odczucia tej więzi i bez uznania jej. Jak wpływa to na późniejsze związki, można odczytać z tego, że dziecko z drugiego związku reprezentuje partnera z pierwszego. Ma ono uczucia tego partnera i wyraża je wobec rodziców. Z wcześniejszymi związkami nie można igrać. One działają dalej. Możemy również zaobserwować: Gdy jakaś para rozstaje się i po rozstaniu wiąże z nowymi partnerami, a potem znów rozstaje, wtedy ból przy drugim rozstaniu i uczucie winy jest mniejszy niż przy pierwszym. Przy trzecim rozstaniu ból i uczucie winy jest jeszcze mniejsze, a po pewnym czasie już nie odgrywają żadnej roli. Z reguły też partnerzy w późniejszych związkach nie odważają się wziąć nowego partnera w taki sam głęboki sposób jak pierwszego. Rozwiązanie dla nich istnieje tylko wtedy, gdy przy rozstaniu szanują i kochają byłego partnera. To nie zawsze udaje się jednocześnie obu partnerom. Wtedy dla obojga pozostaje coś bolesnego.

Odpowiedzi na listy
Na temat związku mężczyzny i kobiety Kochać i potrzebować

Partnerstwo i małżeństwo dochodzą do skutku, jeśli dwoje potrzebuje siebie nawzajem i jeśli w dużej mierze każde otrzymuje od drugiego to, czego potrzebuje. Z Twojego listu wnoszę, że wprawdzie kochasz swojego męża, ale go nie potrzebujesz, a to, czego potrzebujesz, czerpiesz z innych źródeł i dlatego brakuje już podstawy trwałej wzajemnej więzi. Terapia tu nie pomoże. Logiczną konsekwencją takiej sytuacji byłoby to, czego Twój mąż się obawia i do czego jednocześnie dąży. PS Z powodu faktów nie trzeba mieć wyrzutów sumienia.

Zostawić z szacunkiem Czasami zachowywałaś się tak, jak gdybyś nie potrzebowała mężczyzn. Teraz więc szanuj ich, a w głębi duszy daj im wolność. Najpierw swojemu mężowi, potem swojemu ojcu i jeszcze temu czy innemu mężczyźnie, który również wchodzi w grę. Powstrzymaj się od działań, dopóki nie nadarzy się okazja. Teraz, wydaje mi się, trzeba zachować cierpliwość. Bądź jednak czujna, żebyś dostrzegła lukę, gdy się pojawi. W harmonii z całością Nie sądzę, że związek można rzeczywiście zredukować do decyzji „tak albo nie”. Twoje życie toczy się dalej – osadzone w Twoich relacjach, a jego życie toczy się dalej – osadzone w jego relacjach. Relacje te mogą i muszą zachować moc. Są zbyt ważne, żeby można je było pominąć. Nowe może przyjść, cokolwiek to będzie, jednak musi się najpierw pokazać po cierpliwym oczekiwaniu. Ogrodnik, zanim coś zasadzi lub wyrwie, patrzy i się zastanawia. Moja rada jest następująca: Rób to, co i tak byś zrobiła, co Tobie i tak by odpowiadało, i pozwól nowemu, żeby towarzyszyło Ci z oddali jak muzyka rozbrzmiewająca w tle. Współgraj przy tym z całością.

Wewnętrzny rozwój
Oczyszczenie

Jakiś czas temu chciałem odkryć: Co to jest wielkość? Co czyni człowieka wielkim? Doszedłem przy tym do dość nieoczekiwanych wyników. Największe w każdym człowieku jest to, co czyni go równym ze wszystkimi innymi ludźmi. To jest największe. Każde odchylenie w górę lub w dół coś powoduje stratę. Żeby osiągnąć tę wielkość, która zrównuje nas z wszystkimi ludźmi, potrzeba oczyszczenia duszy. Oczyszczenia, które nas czyni przepuszczalnym na coś innego, tak iż nie przeszkadzają już żadne zamiary lub tylko w niewielkim stopniu. Bo też nie wolno przesadzać. W mistyce chrześcijańskiej pojęcie oczyszczenia odgrywa bardzo dużą rolę i to z wielu względów. Mówi się tam najpierw o oczyszczeniu zmysłów. Prowadzi ono do wewnętrznego skupienia. To byłaby jedna droga. Inną drogą byłoby oczyszczenie ducha. Oczyszczenie oznacza tu, że coś zbędnego zostaje zabrane, tak iż pozostaje to, co istotne i ostateczne.

Przy oczyszczeniu ducha abstrahujemy od naszych myśli, naszych pojęć i wyobrażeń, niezależnie czy prawdziwych czy fałszywych. Nagle możemy się otworzyć w zupełnie czysty sposób temu, co się pokazuje. Jeśli w ten sposób otwieramy się wielości zjawisk tak, jak one się pokazują, to nagle pokazuje się coś, co jest istotne. Tak jest na przykład w ustawieniach rodzinnych. Otwieramy się na coś, nie znając tego. Nie sięgając do własnych obrazów pokazuje się nagle coś i czujemy: Tak, to jest to, o to chodzi. Podobnie dzieje się, gdy stoimy przed jakimś problemem lub gdy martwimy się czymś. Otwieramy się na to, takim jakie to jest, bez lęku i bez określonego zamiaru, aż nagle wiemy: tak to trzeba zrobić. W ten sposób zrozumiałem: Czym właściwie jest oczyszczenie? Jak właściwie dokonuje się oczyszczenie? Dokonuje się ono poprzez to, że staję się równy z każdym. Z każdym. Być może nie tylko z każdym człowiekiem, ale też z każdym stworzeniem, bez jakiejkolwiek poczucia wyższości. Włączam się w pewną całość, jako jeden z wielu, w pełni równy i równowarty. Oczywiście, że w tym procesie znika rozróżnienie na dobro i zło, czy na sprawców i ofiary. To, co mówią przedstawiciele w ustawieniach o godności sprawców, sięga bardzo głęboko. Jeśli tylko zechcemy to usłyszeć, jeśli sami jesteśmy otwarci i wielcy, wtedy także im przyznajemy równość, która im przystoi. A więc, oczyszczenie dokonuje się tak, że różnice, również między sprawcami i ofiarami, zacierają się we mnie, jeśli w równej mierze wezmę ich do mojej duszy i dam im tam miejsce. Nie można się bardziej oczyścić. Jeśli poddamy się temu oczyszczeniu, otrzymamy zapłatę. Oczyszczenie nas wypełni. Nie jest nas przez to mniej. Przeciwnie. W tej równości mam wszystko we mnie, bez chęci posiadania. To, coś ma mnie i daje oparcie – ostoję.

Pod lupą
Zazdrość

Pewna kobieta opowiadała na zajęciach, że dręczy swojego męża zazdrością. I chociaż widziała niedorzeczność swojego zachowania, nie mogła się powstrzymać. Pokazałem jej rozwiązanie. Powiedziałem: „Stracisz swojego męża, wcześniej czy później. Ciesz się nim póki co!” Kobieta się roześmiała i odetchnęła z ulgą. Kilka dni później zadzwonił do mnie jej mąż i powiedział: „Dziękuję ci za moją żonę”. Jej mąż wiele lat wcześniej brał udział w warsztacie razem ze swoją przyjaciółką. W czasie warsztatu oznajmił przed wszystkimi uczestnikami i nie bacząc na ból swojej przyjaciółki, że ma nową, młodszą przyjaciółkę i że rozstaje się ze swoją obecną, chociaż był z nią już siedem lat. Później był u mnie znów na zajęciach, tym razem ze nową przyjaciółką. W tym czasie ona zaszła w ciążę, a nieco później oni pobrali się. W tym momencie stał się jasny dla mnie sens jej zazdrości. Ta kobieta na zewnątrz negowała więź swego męża z byłą przyjaciółką, i podkreślała publicznie swoje prawo do niego przez akty zazdrości. Po cichu jednak uznała wcześniejszą więź i swoją winę. Jej zazdrość nie była dlatego bynajmniej

dowodem winy męża wobec niej, lecz potajemnym przyznaniem, że nie była go godna i że sprowokowane przez nią rozstanie wydawało się dla niej jedyną drogą do uznania istniejącej jeszcze więzi i dowodem jej solidarności z jego byłą przyjaciółką. Spotkałem ją po kilku latach. Rozstała się z mężem.

Medytacja

Źródło życia

Wyobraź sobie, że jesteś przedzielony w środku po jednej stronie czujesz ojca za ojcem czujesz jego rodziców a za nimi jego dziadków a jeszcze dalej jego pradziadków Otwierasz się na siłę życia która płynie do ciebie przez wszystkich tych przodków czujesz ich siłę czasami sięga ona dużo dalej wszyscy ci przodkowie wypełnili życie wzięli je i przekazali dalej Czujesz ciepło które z ich siłą płynie do ciebie może czujesz różnicę z drugą stroną gdzie brak jeszcze tego połączenia Teraz przechodzisz na drugą stronę i czujesz za sobą matkę za matką czujesz jej rodziców za nimi jej dziadków

pradziadków i prapradziadków splot wielki i rozgałęziony wszystko pełne życiowej siły która z daleka przez tych członków płynie do ciebie i cię przenika

Teraz czujemy jak obydwa strumienie życia płynące od ojca i od matki splatają się w tobie jedność niepowtarzalną jedność czujesz ciepło i siłę a może też jak tak siła się spiętrza i chce płynąć dalej . przez nas na wskroś, do własnych dzieci i do zadań w służbie życia

W ten strumień stawiamy też być może chorobę choroba czasami przerywa połączenie ze strumieniem życia uświadamia nam że coś zostało przerwane chce żebyśmy tę lukę pokonali gdy pod wpływem choroby przywrócimy to połączenie ze strumieniem życia wtedy choroba wypełniła już swoje zadanie

Dzieci o miłości

Grupa ekspertów zapytała dzieci w wieku cztery do ośmiu lat o miłość. Znalazłem ich

odpowiedzi niedawno w mojej poczcie.
Gdy moja babcia zachorowała na artretyzm, nie mogła się już schylać i malować sobie paznokci na nogach. Od tego czasu robi to mój dziadek, chociaż on też ma artretyzm w rękach. To jest miłość.

Rebeka, 8 lat
Gdy ktoś ciebie kocha, wtedy wypowiada twoje imię inaczej. Wtedy wiesz, że twoje imię jest bezpieczne w jego ustach.

Billy, 4 lata
Miłość pomaga ci się uśmiechać, gdy jesteś zmęczony.

Terri, 4 lata
Miłość jest wtedy, gdy moja mama robi dla mojemu tacie kawę i przedtem kosztuje ją, żeby zobaczyć, czy jest dobra.

Danny, 7 lat
Miłość to jest to, co na Boże Narodzenie jest z tobą w pokoju, gdy przestajesz rozpakowywać prezenty i nasłuchujesz.

Bobby, 7 lat
Gdy chcesz się nauczyć lepiej kochać, zacznij od przyjaciela, którego odrzucasz.

Nikka, 6 lat
Moja mama kocha mnie bardziej niż wszystkich innych. Poza nią nie ma nikogo, kto całuje mnie wieczorem na dobranoc.

Clark, 6 lat
Miłość jest, gdy twój mały piesek liże ci twarz, nawet jeśli zostawiłeś go na cały dzień samego.

Mary Ann, 4 lata
Gdy kogoś kochasz, wtedy twoje powieki podnoszą się i opadają, a małe gwiazdy świecą od ciebie.

Karen, 7 lat Oto historia czteroletniego chłopca. Pewnemu sędziwemu sąsiadowi umarła żona. Chłopczyk widział go, że mężczyzna płakał. Wyszedł do niego na podwórko, usiadł mu na kolana i był z nim. Gdy przyszła matka i zapytała, co powiedział starcowi, odrzekł: „Nic, pomogłem mu płakać”.

Słowa zadumy Porządek i pełnia

Porządek jest sposobem, w jaki różne rzeczy działają razem. Właściwa mu jest dlatego wielość i pełnia.

Służy wymianie, jednoczy rozproszone, i skupia to w spełnieniu. Właściwy mu jest dlatego ruch.

Nadaje przemijalnemu formę, która obiecuje stałość. Właściwa mu jest dlatego trwałość.

Jednak jak drzewo, zanim upadnie, wydaje z siebie owoc, który je przeżyje, również porządek idzie z czasem. Właściwe mu jest dlatego odnowienie i przemiana.

Porządki, które żyją, wibrują i rozwijają się. Powodują nami i narzucają nam dyscyplinę przez tęsknotę i przez lęk. Ustanawiając granice, dają też przestrzeń.

Porządki leżą poza tym, co nas dzieli.

Myśli w drodze Słowo

Człowiek szlachetny nie żąda od drugiego człowieka niczego doskonałego. Konfucjusz
Na początku słowo jest wypowiadane. Coś w nim komunikujemy, coś nazywamy i opisujemy. Słowo służy wymianie, jest dawaniem i braniem. Objawia drugiemu coś, co było dla niego ukryte, pozwala mu brać udział w czymś osobistym i stwarza połączenie oraz zaufanie. Nie chodzi przy tym tylko o to, co się mówi, lecz także o to, jak się mówi, o ton, wyraz, spojrzenie, gest. Dzięki temu słowo jest nie tylko słyszane, ale także widziane.

Niektóre słowa są ważkie. Koncentruje się w nich jakiś proces, zdarzenie, jakaś rzeczywistość rozciągnięta w czasie. Na przykład w słowie matka lub ojciec lub dziecko. Ważkie słowo uruchamia coś w duszy, porusza, wprawia w ruch. Na przykład zawołanie pomocy albo proste proszę i

dziękuję. Ale również słowa takie jak: życie lub śmierć, pożegnanie lub ojczyzna poruszają nas i wprawiają coś w ruch.

Niektóre słowa wnikają w nas i dzięki temu, gdy są wypowiadane, włączają nas w proces, który opisują. Na przykład słowo tchnienie. Albo drzewo¸ przy którym mimowolnie wykonujemy wewnętrznie ruch, który jak gest opisuje krągłość jego korony.

W słowie mówionym współbrzmi coś, czego brak słowu czytanemu. Słowo mówione potrzebuje dlatego czasu. Tylko w ten sposób to, co się mówi, także działa. Przy czytanym słowie łatwo się spieszyć, łatwo coś przeoczyć. Bierze się wtedy tylko informację, ale nie pełną zawartość słowa. Żeby uchwycić słowo, trzeba je przy czytaniu wypowiedzieć i dać mu taki sam czas jak przy słowie mówionym. Czujemy to od razu, gdy czytamy wiersz.

Gdy mówimy coś ważkiego, często musimy dać drugiemu czas – żeby słowo zabrzmiało. Tyle czasu, żeby mógł je wewnętrznie powtórzyć. Tylko tak dociera ono do jego duszy, jest smakowane i zaczyna działać. W ten sposób możemy mówić tylko wtedy, gdy słowo najpierw zadziałało w nas samych, bo ono, gdy je wypowiadamy, jest jakby oddźwiękiem tego, co wcześniej rozbrzmiało w nas samych.

Oczywiście, takie słowa są oszczędne, proste, bezpośrednie, uważne i są darem dla drugiego człowieka.

© by Hellinger Polska 2005

© 2003-2004 Hellinger Polska

Stopka | Kontakt